384 Brandewyne Rebecca Wiem, że jesteś lwem


Rebecca Brandewyne

Wiem, że jesteś lwem

PROLOG

Wymarzony dom w Chicago, stan Illinois;

współcześnie.

- Nie rozumiem! Co zamierzasz? - Sophia Westcott przyglądała się ze zdumieniem swemu diabelnie przystojnemu synowi. Nie wierzyła własnym uszom. Po chwili przyszło jej do głowy, że sobie z niej zażartował. Wybuchnęła śmiechem, ale pod jej bacznym spojrzeniem w oczach młodego mężczyzny nie pojawiły się wcale radosne iskierki, a na wyrazistych ustach brakowało uśmiechu. Sophia przestała chichotać i nerwowym gestem splotła dłonie na kolanach. - Jordanie, chyba nie mówisz serio - dodała z obawą.

- Mamo, zapewniam, że nigdy w życiu nie byłem równie poważny. - Jordan Westcott stał przez chwilę bez ruchu, a potem strzepnął niewidoczny pyłek z klapy szytego na miarę garnituru. Z uwagą przyglądał się starannie wypielęgnowanym paznokciom, jakby całkiem zapomniał o zmieszaniu matki i wuja, spowodowanym jego oświadczeniem sprzed kilku chwil. Jego najbliżsi krewni siedzieli na cennej, dziewiętnastowiecznej kanapie obitej tkaniną koloru czerwonego wina, stanowiącej element wyposażenia luksusowego gabinetu w pomieszczeniach firmy Westcott International. - Postanowiłem zwiać do cyrku.

- To największa niedorzeczność, jaką w życiu słyszałem - wysapał z oburzeniem Charles Westcott, próbując ukryć zakłopotanie i poczucie winy. - Coś ci powiem, Jordanie. Miałeś ostatnio zbyt wiele pracy. Przedwczesna śmierć ojca sprawiła, że musiałeś zarządzać rodzinną firmą, co zapewne było ponad twoje siły. Presja okazała się zbyt silna. To moja wina. Powinienem więcej ci pomagać.

Niepotrzebnie się łudziłem, że wszystko pójdzie jak z płatka. Zbyt często wymykałem się wcześniej z pracy, by pograć w golfa.

- Nie wiń siebie, wujku Charlesie - odparł Jordan cicho, lecz zdecydowanie. - Postępowałeś zgodnie ze wskazówkami lekarza, co ci się chwali. Wykazałeś sporo rozsądku. Poza tym wcale nie oczekuję, że przejdziesz na emeryturę, bym mógł sam o wszystkim decydować. Dobrze wiesz, że nie ma takiej potrzeby. Tworzyliście z ojcem najlepszy zarząd naszego przedsiębiorstwa, jaki można sobie wymarzyć. Szczerze mówiąc, wszystko układa się tak wspaniale, że na co dzień czuję się jak zwykły figurant. - W głosie Jordana dało się słyszeć zniecierpliwienie.

Gdy Richard A. Westcott przed pięciu laty zginął w wypadku podczas lotu balonem, syn Jordan starał się przejąć jego obowiązki. Szybko się jednak przekonał, że codzienne sprawy przedsiębiorstwa idą gładko, a w biurowej pracy brak elementu ryzyka oraz mocnych wrażeń. W trakcie szybkiej wspinaczki po szczeblach dyrektorskiej kariery zrozumiał, czemu ojciec tak chętnie kupował podupadłe firmy, by przekształcić je w zyskowne przedsiębiorstwa, i dlaczego podejmował niebezpieczne wyprawy. Udział w wyścigu balonów napełnionych gorącym powietrzem kosztował go życie.

Jordan, podobnie jak ojciec, pragnął się czymś odznaczyć, pozostawić wyraźny ślad swego istnienia. Rodzinna firma Westcott International z siedzibą w Chicago miała własny biurowiec z widokiem na jezioro Michigan. Była obecnie tak potężna, zasobna i rozgałęziona, że tylko ogólnoświatowy kryzys ekonomiczny mógłby jej naprawdę zagrozić. Co więcej, Jordan rzadko kontaktował się bezpośrednio z poszczególnymi oddziałami przedsiębiorstwa. Kierował nimi za pośrednictwem telefonu, a dane czerpał ze sprawozdań regularnie spływających na jego biurko ustawione w luksusowym gabinecie.

Miał całkowitą pewność, że trzymiesięczne wakacje, które sobie planował, nie wpłyną na stan rodzinnej firmy. Poza tym nie przepadnie bez wieści. W razie potrzeby będzie się można z nim skontaktować przez telefon lub za pośrednictwem przenośnego komputera.

- Nie jesteś żadnym figurantem, synku - stwierdziła z naciskiem Sophia, oburzona takim posądzeniem, a zarazem nieco wystraszona, bo podobne słowa nie raz i nie dwa słyszała od świętej pamięci męża. Z jego oczu wyzierała wtedy tęsknota za przygodą. Ten sam blask rozświetlał dziś twarz syna. - Jesteś w firmie niezbędny, rodzina cię potrzebuje. Nie zachowuj się jak mały chłopiec. Jesteś dorosłym mężczyzną. Ciąży na tobie wielka odpowiedzialność. Moim zdaniem tylko żartowałeś, mówiąc o pobycie w cyrku.

- Nie, mamo. Gdybyś częściej kontaktowała się z dziadkiem, wiedziałabyś, o co mi chodzi - rzucił Jordan oskarżycielskim tonem. Na policzkach Sophii pojawiły się ciemne rumieńce.

- To nieuczciwe, synu - broniła się żarliwie. - Wiesz, jak dumny i uparty jest dziadek. Wciąż powtarza, że nie zamierza kompromitować mnie i klanu Westcottów. Obsesyjnie pragnął dla mnie życia w dostatku, a gdy to marzenie się spełniło, usiłuje zatrzeć wspomnienie o moim niskim rzekomo pochodzeniu. Przecież ja w ogóle się tym nie przejmuję! Nie ukrywałam nigdy, że w moich żyłach płynie cygańska krew, a przyszłego męża poznałam, występując w cyrku, skąd zabrał mnie po krótkim i szalonym okresie narzeczeństwa. - Twarz Sophii nagle złagodniała.

Pani Westcott z uśmiechem na ustach wspominała piękne chwile. - Dla Richarda byłam najbardziej niezwykłą i najodważniejszą ze wszystkich kobiet, jakie znał. Chyba spodobałam mu się właśnie dlatego, że występowałam na trapezie. Wcale nie byłam podobna do bezbarwnych panien z dobrych domów.

- Święte słowa, moja droga. - Charles uśmiechnął się szeroko. - Wszystkich mężczyzn z naszej rodziny pociągały dziewczyny szalone, piękne i wyjątkowe. Nie szukamy żon wśród królowych salonów. Kierujemy się tylko głosem serca. Moim zdaniem te szaleństwa stanowią przeciwwagę dla wyjątkowej ostrożności w interesach. U Jordana doszła zapewne do głosu romantyczna cząstka jego natury i dlatego postanowił spędzić trochę czasu w cyrku twego ojca.

- Nic z tych rzeczy, wujku. - Zirytowany Jordan zmarszczył gęste brwi. - Brak mi tej waszej skłonności do romantyzmu. Może to, co powiem, zabrzmi chełpliwie, ale faktem jest, że uganiają się za mną piękne kobiety, z czasem okazuje się jednak, że prawdziwym wabikiem są dla nich moje pieniądze. Dlatego nie oszaleję na punkcie żadnej zwariowanej ślicznotki.

Skrzywił się na wspomnienie dziewczyny, z którą właśnie zerwał. Była modelką. Wyznała niedawno Jordanowi, że pragnie zostać aktorką. Miała nadzieję, że dzięki wpływom i funduszom narzeczonego zagra w kasowym filmie.

- Mam tylko jeden cel: chcę, żeby cyrk dziadka zaczął znów przynosić dochód - ciągnął młody mężczyzna. - Gdybym zaproponował dziadkowi finansowe wsparcie, odmówiłby nawet wówczas, gdybym twierdził, że inwestuję kapitał, licząc na zyski. Odrzuciłby taką propozycję, twierdząc, że zrobiłem mu ją z litości. Ten uparciuch wzgardziłby moją krwawicą. Mama słusznie powiedziała, że jest dumny i zawzięty. Poza tym lepiej od innych zdaje sobie sprawę, jak trudno jest dziś przetrwać małemu cyrkowi. Nawet te duże muszą tworzyć spółki, by nie pozwolić się wyeliminować z rynku. Konkurencja jest ogromna.

Namnożyło się tych rozrywek: koncerty, występy zespołów i grup teatralnych, rewie na lodzie. Wszyscy chcą zarobić. Chętnych do oglądania cyrkowych popisów jest znacznie mniej niż kiedyś i tak już pozostanie. Przedsiębiorstwo dziadka nie jest konkurencyjne.

- A po co mu teraz walka z konkurencją? - wypytywał zniecierpliwiony Charles. - Powinien był dawno temu sprzedać Cyrk Mistrzów, przejść na emeryturę i przez resztę życia cieszyć się rodzinnym szczęściem, zamiast stale wędrować po kraju. W jego wieku! Tylko nie myślcie sobie, że opieka nad nim byłaby dla rodziny ciężarem. To sama radość gościć go tutaj.

- Och, Charles, dzięki za te słowa. Miło, że o tym wspomniałeś. - Wzruszona Sophia pogłaskała szwagra po ramieniu. - Niestety, obawiam się, że Jordan ma rację. Cyrk to życiowa pasja mojego ojca, artyści są dla niego jak rodzina.

Dobrowolnie z tego nie zrezygnuje. Bóg mi świadkiem, że kontaktuję się z tatą znacznie częściej, niż twierdzi Jordan.

Wiele razy usiłowałam przekonać go, by sprzedał cyrk i zamieszkał z nami. Nie chciał mnie nawet wysłuchać. A szkoda. Gdyby rozważył wszystkie za i przeciw, chyba zgodziłby się na tę propozycję. Moim zdaniem... za bardzo się przejmuje losem pracowników, którym rzeczywiście trudno będzie znaleźć zatrudnienie w innych zespołach. Cyrk jest dla nich całym światem. Niektórzy przejęli zawód po rodzicach, a nawet dziadkach. Jordan miał rację, gdy mówił, że przedstawienia cyrkowe cieszą się teraz mniejszym zainteresowaniem niż przed laty.

- To prawda - dodał rzeczowo Charles. - I dlatego powinieneś wziąć pod uwagę doświadczenie zdobyte w interesach. Trudno sprzedać produkt, na który nie ma popytu. Szanuję cię wprawdzie za dobre intencje, ale nie pojmuję, jak zamierzasz pomóc dziadkowi.

- Znalazłem sposób - odparł natychmiast Jordan. - W rozmowie z nim powiedziałem, że, zdaniem lekarza, jestem przepracowany i dlatego potrzebny mi dłuższy urlop, bo mój układ nerwowy nie wytrzymuje ciągłej presji.

- Szczerze mówiąc, to prawda - mruknął Charles i dodał nie bez poczucia winy: - Kiedy się nad tym zastanawiam, nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio miałeś wakacje, Jordanie. Zasłużyłeś na odpoczynek i odrobinę rozrywki. Nie wiem, czemu Sophia i ja tak na ciebie napadliśmy, kiedy oznajmiłeś, że bierzesz urlop. Masz rację.

Firma nie upadnie, jeśli wyjedziesz na parę tygodni, byłeś tylko odzywał się od czasu do czasu. Nie ma obawy, że serce pęknie mi z rozpaczy, jeśli opuszczę kilka golfowych rozgrywek. Jak zamierzasz ratować Cyrk Mistrzów?

- Przez jakiś czas będę pracować dla dziadka jako pogromca lwów. - Jordan mrugnął do krewnych porozumiewawczo i uśmiechnął się radośnie, najwyraźniej uradowany takim obrotem spraw.

- W cyrku taty nie ma lwów, mój drogi. - Sophia nie kryła rozbawienia.

- Już są. Dokładnie mówiąc: szesnaście lwów i lwic.

Przed kilkoma tygodniami kupiłem je w Europie od właściciela likwidowanego właśnie cyrku. Przypłynęły już statkiem do Stanów - wyjaśnił Jordan. - Umieściłem zwierzęta w jednym z opuszczonych magazynów firmy. W przerwie obiadowej regularnie z nimi pracuję. Muszę powiedzieć nieskromnie, że doskonale sobie radzę.

- Co tata na to powiedział? - dopytywała się zaniepokojona Sophia. - Nie obawiasz się, że dziennikarze będą pisać wierutne bzdury, gdy odkryją, że prezes dochodowego przedsiębiorstwa porzucił swoje obowiązki, by występować w ubogim cyrku? Jordanie, oni uznają...

Dojdą do wniosku, że straciłeś rozum! Twój ojciec był wprawdzie szalony, ale nie do tego stopnia. Poważny człowiek interesu tak nie postępuje! Będziesz się musiał tłumaczyć przed akcjonariuszami. Mają prawo do wyjaśnień.

- Mamo, nikogo nie powinno obchodzić, jak spędzam urlop. To moja sprawa. Poza tym milionerom wybacza się wszelkie ekstrawagancje. Mam prawo do kaprysów. Sama dobrze wiesz, że między Westcottami nigdy nie brakło oryginałów. Przypomnij sobie tylko, jak dziwaczne eskapady podejmował tata. Poza tym wcale nie zamierzam występować pod własnym nazwiskiem. Artysta cyrkowy powinien mieć efektowny pseudonim artystyczny. Pojawię się jako tajemniczy Kalif Khan, dzielny poszukiwacz przygód z afrykańskiej dżungli i pustyń. Obiecuję tak dobrze grać swoją rolę, by nikt się nie domyślił, że w gruncie rzeczy jestem nudnym urzędasem wielkiej firmy.

- Trudno cię uznać za nudnego urzędasa - odparła z irytacją Sophia. Nie wiedziała, czy się złościć, czy cieszyć, że syn jest tak pewny siebie. - Nie zapominaj, że tresura lwów to bardzo niebezpieczne zajęcie.

- Zdaję sobie z tego sprawę, mamo, i obiecuję zachować ostrożność, ale muszę pomóc dziadkowi.

Sophia miała łzy w oczach.

- Wiem, że wydaję się samolubna. Pamiętajcie jednak, że... straciłam Richarda i dlatego boję się o Jordana.

- Nic mi nie grozi, mamo - rzucił uspokajająco Jordan. Podszedł do siedzącej na kanapie starszej pani i objął ją mocno.

- Zapewne, ale wypadki chodzą po ludziach. Ojciec starał się wszystko przewidzieć. Nie muszę ci przypominać, jak się to skończyło.

- To prawda, mamo, ale pamiętaj, że w każdej chwili cegła może człowiekowi spaść na głowę. Nic na to nie poradzisz.

Stryj pospieszył bratankowi w sukurs.

- Głowa do góry, Sophio. Chciałbym cię rozweselić.

Chodź ze mną na obiad. Potem zapraszam cię na pola golfowe. Możesz prowadzić wózek i podawać mi kijki.

Dziś kończy się sezon. Po raz ostatni uporam się z osiemnastoma dołkami.

- Mówisz serio, braciszku? - Sophia z niedowierzaniem popatrzyła na szwagra. Uśmiechała się lekko. - Chyba pamiętasz, że gdy byłam tam poprzednio, wózek stoczył się po zboczu i wylądował w strumyku obok trzynastego dołka.

- To nie była twoja wina. Akumulator nawalił. Nie ma na to siły!

Rozdział 1

Cyrk Mistrzów Miasteczko na Środkowym Zachodzie

Współcześnie

Mistral St. Michel z westchnieniem popatrzyła na swoje odbicie w zniszczonym lustrze stojącym na toaletce w jej przyczepie mieszkalnej. Żadne kosmetyki tu nie pomogą, myślała ponuro. Żaden cudowny specyfik nie zrobi z niej olśniewającej piękności. Blada cera, dość regularne rysy, ale pyszczek jak u kota, oczy wielkie, zielone i skośne, zadarty nos, twarz w kształcie serca, nieproporcjonalnie duże usta, płowe włosy koloru lwiej sierści. Dziewczyna nie miała pojęcia, gdzie się podzieje, jeśli Nicabar Danior będzie zmuszony zlikwidować swój cyrk.

Mistral z niepokojem zastanawiała się nad przyszłością. Artystka cyrkowa o wybitnej urodzie wszędzie znajdzie pracę. Mistral nie myślałaby z obawą o kontrakcie w innym cyrku, gdyby mogła uchodzić za królową piękności. Woltyżerki i akrobatki nie miały już takiego wzięcia jak dawniej. Nowe, znacznie bardziej widowiskowe i niebezpieczne pokazy stanowiły dla jej cyrkowych popisów groźną konkurencję, bo przynosiły większe dochody. Żadna z dwu uprawianych dyscyplin nie gwarantowała dziewczynie zatrudnienia.

Mistral z ponurą miną pomyślała o pracy za kulisami, przy szyciu kostiumów i sprzątaniu areny. Zawsze istniała taka możliwość, ale życie straciłoby wówczas prawdziwy urok i zabrakłoby w nim elementu ryzyka. Z drugiej strony jednak potrzebowała stałego dochodu. To nie mogła być mała sumka, skoro miała wystarczyć na opiekę nad biednym Nicabarem, właścicielem Cyrku Mistrzów. Stary dyrektor był dla dziewczyny jak członek rodziny.

Rodziców, którzy byli trzecim pokoleniem cyrkowców, straciła w dzieciństwie. Zdarzył im się wypadek podczas występu na trapezie. Występowali tego wieczoru bez ochronnej siatki. Nie miała krewnych, więc od tamtej pory wychowywał ją Nicabar, choć nie ciążyła na nim żadna odpowiedzialność za córkę tragicznie zmarłych pracowników. Choćby z tego powodu Mistral nie mogła teraz zostawić starzejącego się opiekuna, w gruncie rzeczy jednak chodziło o to, że nawet gdyby Nicabar był jej rodzonym dziadkiem, nie mogłaby go bardziej kochać.

Mistral zdawała sobie sprawę, że starszy pan stara się oszczędzić jej zmartwień i dlatego ukrywa, że mają kłopoty finansowe. Nie była wścibska z natury, ale gdy poprzedniego dnia jak zwykle przyszła do cyrkowej przyczepy swego przybranego dziadka na skromne śniadanie, od razu spostrzegła na biurku intrygujący, oficjalny list. Spojrzenie przyciągał znak firmowy odcinający się wyraźnie od bieli dobrego papieru. Ukradkiem przeczytała kilka wersów i zorientowała się, że to oferta kupna złożona przez dyrekcję dużego cyrku, który był znany z tego, że wykupił paru liczących się konkurentów.

Poważnie zaniepokojona, od razu zapytała starszego pana, w czym rzecz. Nicabar pospiesznie rzucił list do szuflady, mamrocząc, że to sprawa bez znaczenia i nie ma się czym przejmować.

- Nieprawda, dziadku. Doskonale o tym wiesz! - zirytowała się Mistral. - Bruno Grivaldi to pozbawiony skrupułów podły łajdak. Wiadomo, że starannie kalkuluje każde posunięcie. Wszystkim w naszej branży wiadomo, w jaki sposób zdołał wywindować tak wysoko swój Cyrk Tropików. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia postępuje wedle swego widzimisię. Niszczy konkurencję, nie cofając się przed bezprawiem. Dziadku, musimy zadzwonić na policję i złożyć doniesienie.

- Czego miałoby dotyczyć? - zapytał starszy pan, kiwając głową. Skwitował pobłażliwym uśmiechem tę zapalczywą chęć obrony jego interesów i osoby. - Korzystnej oferty kupna złożonej mi przez pana Grivaldiego?

- Nie w tym rzecz, dziadku. Przecież on cię próbuje...

zastraszyć!

- Jak, Mistral, dziecinko ty moja? Czyżby zagroził wprost, że mnie zamorduje, pobije, spali mi przyczepy?

Nic z tych rzeczy. Jest na to zbyt sprytny. Pisze tylko, że dla małych cyrków walczących o przetrwanie nastały ciężkie czasy. Czy można się w tym dopatrywać groźby? Stwierdza fakt, nic więcej.

- Tak, dziadku, ale wiesz, że to zawoalowane ostrzeżenie. Jeśli nie sprzedasz cyrku, będziesz miał przez tego człowieka poważne kłopoty - oznajmiła Mistral.

- Może tak. - Nicabar wzruszył ramionami. - Może nie. Trudno przewidzieć, co chodzi po głowie Bninowi Grivaldiemu. Zresztą, wbrew opinii wielu ludzi, nie uważam go wcale za wielkiego spryciarza. Gdyby rzeczywiście nim był, nie zajmowałby się moim skromnym cyrkiem. Ma ogromny zespół.

- Ale brak w nim mistrzów! Nikt w branży nie może się równać z naszymi artystami! Ten twój pan Grivaldi na pewno jest tego świadomy, bo w przeciwnym razie w ogóle by się nami nie zajmował. Moim zdaniem ludzie słusznie mówią, że to drań. Dziadku, posłuchaj mojej rady i zawiadom policję!

- To nic nie da. Mam inny pomysł. Zwołam zebranie i powiem wszystkim pracownikom o naszych podejrzeniach. Niech mają oczy i uszy otwarte. Będziesz spokojniejsza, moje dziecko?

- Trochę. Lepsze to niż nic. - Mistral westchnęła. Była wściekła na tego uroczego, ale upartego człowieka. Nicabar zawsze robił, co chciał, a gdy podjął decyzję, nie było sposobu, żeby go skłonić do jej zmiany. Rzadko myślał źle o innych. Policję z kolei cechowała nadmierna ostrożność. Mistral zdawała sobie sprawę, że dopiero gdy Bruno Grivaldi podpali dziadkowi przyczepy, zawoalowane groźby zostaną wzięte pod uwagę.

Wkrótce okazało się, że upór Nicabara w sprawie oferty konkurenta to nie wszystko. Przybrany dziadek miał dla Mistral niespodziankę.

- Jeszcze jedno - rzucił po chwili milczenia. - Pan Grivaldi nie postawi na swoim, bo akcje Cyrku Mistrzów szybko pójdą w górę. Podpisałem umowę, która otwiera przed nami wspaniałe perspektywy.

- Słucham? - wykrzyknęła zdumiona Mistral i spojrzała na dziadka podejrzliwie. - Cóż to za umowa? Przecież ledwie wiążemy koniec z końcem. Angażujesz nowych artystów, choć wiesz, że nas na to nie stać?

- Nie ma powodu do obaw, kochanie. Wszystko jest załatwione. Kalif Khan i jego pokaz tresury lwów znacznie zwiększą nasze wpływy.

- O Boże! Dziadku, czy ty jesteś przy zdrowych zmysłach? Nie mamy gotówki na zakup klatek. Nasza sytuacja finansowa nie pozwala na zaciągnięcie kredytu. Za co kupimy kratę ochronną, by oddzielić arenę od widowni?

Nawet gdyby się udało znaleźć na to pieniądze, jak wykarmimy wielkie koty? Za co wynająć dla nich opiekunów? Kim jest ten... Kalif Khan? Pierwszy raz o nim słyszę! Dziadku drogi, co ty knujesz? Mam nadzieję, że nie zrobiłeś żadnego głupstwa i nie podpisałeś z tym pogromcą finalnego kontraktu. W przeciwnym razie utonąłbyś w długach. Nie stać cię na utrzymywanie stada dzikich zwierząt.

- Dość tego, Mistral - rzucił surowo starszy pan. Nadrabiał miną. - Wierz mi, nie ma powodu do obaw. Mam swoje lata, ale nie jestem zdziecinniałym staruszkiem...

przynajmniej na razie. Kalif Khan przyjechał... z Europy.

Dlatego o nim nie słyszałaś. Pracował w cyrku, który został wykupiony przez większego konkurenta. Tamci mieli swego pogromcę lwów i dlatego nie podpisali umowy z Kalifem, który przysłał mi depeszę z ofertą stałej współpracy. Chciał przyjechać do Stanów i pracować w Cyrku Mistrzów. Znam go... od dziecka, Mistral. Nie mogłem odmówić. Tylko nie myśl, że Kalif wykorzystuje naszą długoletnią przyjaźń, żeby sobie załatwić posadę. Latami pracował wytrwale, sporo odłożył, mądrze inwestował i teraz na tym korzysta. Dorobił się własnego stada lwów i lwic. Zobowiązał się zapewnić im paszę i opiekę. W zamian za to oprócz pensji będzie otrzymywał procent od wpływów za bilety. Moim zdaniem to uczciwa propozycja.

- Z drugiej strony jeśli widownia się nie zapełni, twój znajomy niewiele zarobi, lwy będą głodne, a więc groźne i nieprzewidywalne.

- Kalif zna naszą sytuację i potrafi znaleźć wyjście.

Mistral, nie będziemy więcej o tym dyskutować. Skoro mi ufasz, powinnaś wierzyć Kalifowi.

Łatwo ci mówić, pomyślała ze złością Mistral. Prędzej zaufałaby jadowitemu wężowi. Szósty zmysł podpowiadał jej, że Kalif Khan nie jest tym, za kogo się podaje, a jej biedny, stary dziadunio pozwala się wodzić za nos, choć twierdzi, że panuje nad sytuacją. Nagle przemknęła jej przez głowę pewna myśl. A jeśli ten pogromca lwów to człowiek nasłany przez Bruna Grivaldiego! To całkiem prawdopodobne. Jaki inny powód mógł skłonić dobrze prosperującego artystę, by przyłączył się do małego, nieco podupadłego cyrku?

Wkrótce dziadek się przekona, że popełnił błąd, stwierdziła zirytowana Mistral. Postanowiła obserwować tajemniczego Kalifa Khana. Gdy jego matactwa wyjdą na jaw, będzie ich gorzko żałował.

Rozdział 2

Lwy, tygrysy i niedźwiedzie

Gdy na parkingu otaczającym namiot Cyrku Mistrzów zrobił się ruch, Mistral siedziała właśnie przy toaletce w swojej przyczepie. Zaniepokojona dobiegającym z zewnątrz hałasem, zerwała się na równe nogi, skoczyła do drzwi i otworzyła je szeroko. Wcale by się nie zdziwiła na widok ludzi wynajętych przez Grivaldiego. W każdej chwili jacyś dranie mogli zrobić ich cyrkowi paskudną niespodziankę.

Spodziewała się zobaczyć szarżę zawziętych najemników, a tymczasem jej oczom ukazała się ogromna ciężarówka na szesnastu kołach, hamująca majestatycznie przy wjeździe na parking. Na bocznej ścianie kontenera tuż pod znakiem i nazwą Cyrku Mistrzów widniał napis wykonany nieco mniejszymi literami: Niezrównany Kalif Khan, mistrzowski pogromca lwów.

Mistral nie wierzyła własnym oczom, ale to nie wielkość nowiutkiej ciężarówki wprawiła ją w osłupienie, choć tego rodzaju pojazd nie pasował do skromnych rozmiarów Cyrku Mistrzów. Piorunujące wrażenie zrobił na dziewczynie przystojny kierowca ciężarówki, który wyłączył silnik, otworzył drzwi i wyskoczył z szoferki.

W innym czasie i miejscu można by uznać tego mężczyznę za władcę pustynnych Beduinów, za przywykłego do posłuchu arabskiego szejka. Takie skojarzenia pojawiły się w umyśle zbitej z tropu Mistral na widok urodziwego przybysza. Miał prawie metr dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Muskulatury z pewnością mogłyby mu pozazdrościć lwy, które poskramiał. Czuło się drzemiącą w nim moc. Męska uroda od razu rzucała się w oczy, a ciemna, potargana czupryna łudząco przypominała lwią grzywę. Zaczesane do tyłu włosy odsłaniały twarz o regularnych rysach i mocno zaznaczonych kościach policzkowych; szare oczy patrzyły spod krzaczastych brwi; do tego wąski nos, zmysłowe usta i lśniące, białe zęby.

Mężczyzna poruszał się jak polujący drapieżnik - pewnie, ale z gracją. Pod cienkim, bawełnianym podkoszulkiem prężyły się mięśnie. Mistral ze zdumieniem stwierdziła, że na widok nieznajomego ogarnęło ją dziwne i nie znane dotąd uczucie. Nogi się pod nią ugięły, a zarazem ogarnęła ją dziwna błogość.

Spojrzenie zdumionych zielonych oczu prześliznęło się po muskularnej sylwetce. Mężczyzna miał na sobie niebieskie dżinsy podkreślające wąską talię i biodra, a także mocne uda i łydki. Kalif Khan był tajemniczą postacią, ale nie ulegało wątpliwości, że nie stroni od wysiłku fizycznego. Pewnie nie miał pod skórą ani grama tłuszczu. Mógłby się zmierzyć z każdym spośród wielkich kotów i byłby niebezpiecznym przeciwnikiem.

Mistral zmrużyła oczy, gdy przypomniała sobie, że niedawno podejrzewała nowego pogromcę lwów o konszachty z Brunem Grivaldim i świadome działanie na szkodę Cyrku Mistrzów. Natychmiast opuściła swoją przyczepę i ruszyła w stronę ogromnej ciężarówki, obok której stał jej dziadek, witający Kalifa Khana tak serdecznie, jakby rzeczywiście przyjaźnili się od lat. Tak przynajmniej twierdził starszy pan.

Roześmiani mężczyźni głośno dyskutowali, przekrzykując się nawzajem. Gdy Mistral podeszła bliżej, dostrzegła w oczach Nicabara łzy radości. Ten widok sprawił, że serce zamarło jej w piersi. Do tej pory była przekonana, że ma wyłączność na jego ciepłe uczucia. Teraz odkryła, że pogromca lwów z wielu powodów stanowi dla niej zagrożenie.

- Ach, otóż i Mistral! Doskonale, że się zjawiłaś, kochanie. Chodź do nas - ponaglał z uśmiechem Nicabar, radośnie machając ręką do przybranej wnuczki, jakby nie zwrócił uwagi na jej spojrzenie pełne niepokoju i podejrzliwości. - Chciałbym ci przedstawić Kalifa Khana, mego drogiego... przyjaciela. Szczerze mówiąc, jest dla mnie niczym wnuk. - Ciemne oczy spojrzały na Jordana porozumiewawczo. Obu mężczyznom najwyraźniej sprawiało przyjemność, że wiedzą, kim jest w istocie tajemniczy Kalif Khan.

- Czyżby? - rzuciła wrogo Mistral. Nie ukrywała, że przyjmuje te wyjaśnienia z niechęcią i lekceważeniem. - W takim razie zrobiłby dobry uczynek, gdyby zadał sobie nieco trudu i odezwał się czasem do ciebie, dziadku. Kartka z Europy byłaby dowodem, że wasza przyjaźń mimo oddalenia i rozmaitych trudności przeszła jednak zwycięsko próbę czasu!

Słowa i zachowanie Mistral szybko uświadomiły Jordanowi, co ta dziewczyna o nim myśli.

- W dwudziestym wieku korespondencja jest tylko jedną z wielu metod utrzymywania kontaktu. Mamy na przykład telefony, faksy i pocztę elektroniczną - odparł chłodno. Przestał się uśmiechać i z powagą obserwował dziewczynę, która spoglądała na niego pogardliwie, jakby miała do czynienia z odrażającym typem, którego trzeba się natychmiast pozbyć z cyrku.

Za kogo ta pannica się uważa? Zaciekawiony Jordan patrzył na nią ze złością i zainteresowaniem. Ledwie się znali. Czemu nie zdobyła się na odrobinę uprzejmości? Zachowywała się wręcz opryskliwie. To było dla Jordana całkiem nowe doświadczenie. Zwykle kobiety odnosiły się do niego całkiem inaczej. Nie mógł się przed nimi opędzić. Fortuna i władza prezesa finansowego imperium przyciągały je niczym magnes.

Zaniepokojona Mistral zaborczym gestem chwyciła ramię dziadka, jakby się obawiała, że Jordan zrobi staruszkowi krzywdę albo go jej odbierze. Nicabar machinalnie gładził jej dłoń.

- Kalifie, poznaj Mistral. To moja wnuczka - stwierdził z dumą. - Obawiam się, że jej maniery pozostawiają wiele do życzenia. Zwykle jest bardziej uprzejma. Szczerze mówiąc... ma powody do niepokoju, bo Cyrkowi Mistrzów nie brak ostatnio kłopotów, a Mistral ogromnie się tym przejmuje. Chce oszczędzić mi zmartwień.

- Tak sądziłem. - Jordan popatrzył z uwagą na dziewczynę, która zadrżała pod jego spojrzeniem. Była zakłopotana, ale to nie wszystko. Ogarnęło ją dziwne uczucie; czuła suchość w ustach, a jej strwożone serce kołatało jak oszalałe.

Jordan przyglądał się ukradkiem swojej rozmówczyni. Nagle zdał sobie sprawę, że dziewczyna jest bardzo urodziwa, choć nie przypomina klasycznych piękności z okładek pism kobiecych. Długie, płowe włosy o złocistym połysku, skośne zielone oczy i twarz w kształcie serca upodabniały ją raczej do lwic, które przywiózł ogromną ciężarówką. Podobnie jak wielkie kocury potrzebowała żelaznej ręki.

Jordan poczuł dziwny dreszcz. Uświadomił sobie nagle, że ta młoda kobieta nie ma pojęcia, kim jest w istocie gość jej dziadka. Skąd miała wiedzieć, że rozmawia z milionerem i prezesem ogromnego przedsiębiorstwa? Wierzyła święcie, że stoi przed nią Kalif Khan, znakomity pogromca lwów. Takiej okazji nie można zmarnować!

Mistral z niedowierzaniem i zdumieniem patrzyła, jak na zmysłowych ustach Jordana pojawia się złośliwy uśmiech. Czarne oczy rozjaśnił dziwny blask. Badawcze spojrzenie gościa sprawiło, że Mistral zadrżała po raz drugi. Ten mężczyzna wyraźnie uznał jej aroganckie uwagi za zachętę do współzawodnictwa.

W milczeniu przygryzła wargę i skarciła się za głupotę. Cóż osiągnęła, zachowując się opryskliwie? Niepotrzebnie zaintrygowała Kalifa, a ponadto wzbudziła jego czujność. Zachowała się jak idiotka! Jeśli naprawdę został wynajęty przez Bruna Grivaldiego, od tej chwili będzie się miał przed nią na baczności. Co gorsza, kiedy na nią patrzył, odnosiła wrażenie, że jest naga. Rozbierał ją wzrokiem!

Jordan nadal uśmiechał się złośliwie, jakby wiedział, że Mistral czuje się urażona i zakłopotana. Był tak bezczelny, że niespodziewanie wyciągnął do niej rękę.

- Miło cię znów widzieć, Mistral. Chyba powinniśmy mówić sobie po imieniu - oznajmił śmiało. - Poznałem cię przed laty. Potem ciągle słyszałem o przybranej wnuczce Nicabara. Wyobrażałem ją sobie jako małą sierotkę o smutnych oczach. Dopiero dziś odkryłem, że to dorosła dziewczyna, której nie brak tupetu i pewności siebie.

Można by pomyśleć, że Jordan, zamiast wyciągnąć dłoń na powitanie, rzucił Mistral rękawicę. Instynktownie uniosła ramię, jakby chciała spoliczkować ironicznie uśmiechniętego przystojniaka. Opanowała się jednak I uścisnęła podaną dłoń. Nie była przygotowana na wstrząs, który nastąpił, kiedy ich ręce się zetknęły.

Na litość, boską, co się z nią dzieje? Ze złością karciła się za głupotę. Całkiem możliwe, że ten facet zjawił się u nich, by doprowadzić do upadku Cyrk Mistrzów, a ona stoi jak słup, wydana na pastwę nie znanej jej dotąd burzy zmysłów.

Daremnie próbowała cofnąć rękę. Czuła się tak, jakby wsunęła dłoń w płomienie. Skóra paliła ją żywym ogniem, który ogarniał ramię, bark, całe ciało.

- Dziadek chyba panu wyjaśnił, wedle jakich zasad funkcjonuje Cyrk Mistrzów - powiedziała rzeczowo i chłodno. - Na wypadek gdyby pozostały jakieś wątpliwości, chciałabym uprzedzić, że na co dzień to ja zarządzam cyrkiem, natomiast dziadek zajmuje się całością finansów, inwestycjami i tak dalej.

- Tak, jestem tego świadomy. - Jordan uśmiechnął się tajemniczo. Wyobraził sobie Mistral St. Michel ubraną w garnitur od Versace'a, z elegancką skórzaną teczką. Był przekonany, że ta dziewczyna z pewnością czułaby się wśród rekinów finansjery jak u siebie w domu.

Gotów był postawić ostatniego dolara, że mimo przejściowych trudności jego obecna szefowa zarządza małym przedsiębiorstwem bez zarzutu. Była piękna i dumna jak lwica, a wszystkie swoje obowiązki wypełniała nienagannie, chociaż nie było to łatwe. Z pewnością żadne potknięcie ani przewinienie nie uszłoby jej uwagi. Poza tym kochała Nicabara równie mocno jak on i postanowiła borykać się z codziennymi kłopotami, byle uchronić przed nimi przybranego dziadka.

Przez moment kusiło Jordana, by wyznać Mistral, kim naprawdę jest, ale po namyśle dosyć niechętnie zrezygnował z tego zamiaru. Za mało wiedział o pannie St. Michel.

Do niedawna w ogóle nie pamiętał o jej istnieniu. Była jeszcze dzieckiem, gdy jako nastolatek spędzał letnie wakacje w dziadkowym Cyrku Mistrzów. Uczył się wówczas z powodzeniem niemal wszystkich dziedzin sztuki cyrkowej. Miał rzetelne podstawy i dlatego bez trudu wszedł w rolę pogromcy lwów. Kiedy po raz pierwszy stanął oko w oko z wielkimi kotami, nogi trzęsły mu się ze strachu, ale szybko przywykł do wielkiej klatki na arenie i płowych drapieżników. Niedawno zaczął trenować z dzikimi kotami w pustym magazynie swojej firmy i sytuacja się powtórzyła, ale człowiek i zwierzęta szybko doszli do porozumienia.

- Gdzie nas zakwaterujesz. Mistral? - zapytał przyjaźnie, mimochodem dając do zrozumienia, że uważa dziewczynę za swoją szefową i nie zamierza kwestionować jej decyzji, o ile, rzecz jasna, ona zechce go o nich powiadomić.

- Proszę samemu wybrać odpowiednie miejsce, panie Khan. - Mistral wskazała pustawy parking wokół cyrkowego namiotu. Powiedziała to z wyszukaną uprzejmością, jakby chciała dać przybyszowi do zrozumienia, że zdaje sobie sprawę, jakie trudności może spowodować jego obecność, i nie da się oczarować pięknymi słówkami. Chętnie rzuciłaby kilka złośliwości, ale na szczęście ugryzła się w język. Bez pożegnania odeszła do swojej przyczepy, zostawiając Jordana sam na sam z dziadkiem.

- Nie zwracaj na nią uwagi - rzucił pobłażliwie Nicabar, szczerze ubawiony pełną emocji wymianą zdań między dwojgiem młodych ludzi. - Mistral lęka się o mnie i o Cyrk Mistrzów. Uważa, że firmy nie stać na twoje honoraria i utrzymanie stada wielkich kotów. Co gorsza, dziewczyna podejrzewa, że jesteś szpiegiem nasłanym przez Bruna Grivaldiego.

- O kim mówisz, dziadku? - zainteresował się Jordan.

Miał wrażenie, że słyszał już to nazwisko.

Nicabar przedstawił krótko sytuację i wspomniał o przestrogach Mistral.

- Dziadku, czemu wcześniej mi o tym nie powiedziałeś? - zawołał Jordan, marszcząc czoło.

- Ponieważ ty i Sophia zaczęlibyście się wtrącać, czego wolałem uniknąć. Mimo podeszłego wieku potrafię sam dbać o swoje sprawy. Znasz Sophię. Na pewno od razu wynajęłaby ochroniarzy, by pilnowali mnie i cyrku!

Okropna perspektywa! To byłoby dla nas upokarzające, Jordanie. My, ludzie cyrku, przywykliśmy dbać o siebie nawzajem. Zawsze tak było. Z tego powodu przygarnąłem Mistral, gdy jej rodzice zginęli w wypadku, a teraz moja wychowanka troszczy się o mnie i o firmę. Obawiam się, że mimo dobrych chęci nie zdołasz uwolnić jej od brzemienia odpowiedzialności, którą dobrowolnie wzięła na swoje barki. Młoda dziewczyna powinna używać życia, zamiast opiekować się starym człowiekiem i realizować jego marzenia. Teraz, gdy się do nas przyłączyłeś, jestem spokojniejszy o byt i bezpieczeństwo mojej przybranej wnuczki.

- Nie dopuszczę, żeby coś złego spotkało tę dziewczynę... i cyrk. Masz na to moje słowo, dziadku. - Jordana ogarnęła wściekłość, kiedy się dowiedział, że Bruno Grivaldi próbował zastraszyć jego dziadka, by skłonić starszego pana do sprzedania Cyrku Mistrzów. Istniało realne niebezpieczeństwo, że pozbawiony skrupułów właściciel Cyrku Tropików może zrobić krzywdę Nicabarowi, Mistral i całemu zespołowi.

W obecności matki i wuja Jordan nadrabiał miną, ale sam miał wątpliwości, czy pomysł spędzenia paru letnich miesięcy w cyrku dziadka nie jest nadmierną ekstrawagancją, teraz jednak był zadowolony, że się na to zdecydował.

Na szczęście znał wielu drani pokroju Grivaldiego oraz jego zauszników. Umiał przewidzieć kolejne posunięcia tych krętaczy i udaremnić ich knowania!

Rozdział 3

Pod obserwacją

Mistral wróciła do przyczepy, zatrzasnęła drzwi i przekręciła klucz w zamku. Po raz pierwszy w życiu była tak zbita z tropu. Odczuwała złość i wstyd. Jak się okazało, wybiegła na parking tylko po to, by zrobić z siebie kompletną idiotkę. Nie dała Kalifowi żadnych szans. Nim się odezwał, wystawiła mu cenzurkę. Rozmawiała z gościem, jakby stał przed nią złodziej podkradający zapasy z cyrkowego magazynu. Nie miała pojęcia, co ją napadło. Jedynym usprawiedliwieniem mogła być ciągła nerwowość wywołana lękiem o przyszłe losy Cyrku Mistrzów. Zawoalowane groźby Bruna Grivaldiego sprawiły, że w każdym ciemnym kącie spodziewała się ujrzeć jego popleczników.

A jeśli myliła się co do Kalifa? Może błędnie oceniła jego intencje? Przez koronkowe firanki zawieszone w oknie przyczepy obserwowała pogromcę lwów, krzątającego się wokół ogromnej ciężarówki. Kalif przemawiał czule do zwierząt, wołał je po imieniu, szturchał przyjaźnie odważniejsze, uspokajał płochliwe. Raz po raz wsuwał rękę między żelazne pręty klatek i głaskał wielkie koty po miękkich uszach. Wśród zwierząt przeważały lwice, wyraźnie przywiązane do opiekuna.

Mistral zastanawiała się mimo woli, czy Kalif jest żonaty. Nic na to nie wskazywało. Gdyby miał żonę, Nicabar pewnie by o niej wspomniał. Poza tym Kalif przyjechał sam. Nie można, rzecz jasna, wykluczyć, że gdzieś w Europie czekała na niego pani Khan oraz gromada dzieciaków. Być może postanowił zjawić się w Ameryce bez rodziny, chociaż Mistral nie uważała tej wersji za prawdopodobną.

- A cóż ci do tego, moja droga, czy Kalif Khan jest żonaty? - mruknęła do siebie zirytowana dziewczyna.

Racja, pomyślała. To jej nie powinno interesować. Nie potrzebowała mężczyzny, który narobiłby bałaganu w jej przyczepie, roztrwonił oszczędności, odarł ją z marzeń, a w najgorszym razie posunął się nawet do rękoczynów. Nicabar miał rację. Powinna skupić się na zdobywaniu wykształcenia, by coś w życiu osiągnąć.

Kariera cyrkowca trwa krótko. Mistral zdawała sobie sprawę, że wkrótce miną jej najlepsze lata. Jak długo jeszcze będzie mogła bez szkody dla zdrowia podskakiwać na końskim grzbiecie albo pod kopułą namiotu wykonywać ewolucje na trapezie? Z czasem zrobi się za stara na akrobatkę i woltyżerkę - o ile wcześniej nie skręci karku.

Mogła rzecz jasna przejąć z czasem obowiązki Nicabara, prowadzić konferansjerkę w czasie występów i kierować zespołem, lecz perspektywy Cyrku Mistrzów nie były najlepsze. Wpływy ledwie wystarczały na spłatę długów. Jedno większe niepowodzenie finansowe groziło całkowitą katastrofą.

Poza tym Mistral wiedziała, że Nicabar ma córkę i wnuka. Zapewne nie byliby zadowoleni, gdyby obca kobieta przejęła Cyrk Mistrzów, który mieli po nim odziedziczyć. Gdy starszy pan zdecyduje się w końcu przejść na emeryturę, rodzina prawdopodobnie sprzeda cyrk.

Mistral od dawna zdawała sobie z tego sprawę i dlatego starała się uzupełnić chaotyczną edukację zdobytą w trakcie nieustannych wędrówek. W tym celu czytała wszystko, co jej wpadło w ręce. Choć oficjalnie skończyła tylko szkołę średnią, była wykształcona lepiej niż wielu absolwentów uniwersytetu.

Od Nicabara uczyła się tajników zarządzania małym przedsiębiorstwem. Jeszcze kilka lat praktyki i będzie mogła wykonywać taką pracę całkiem samodzielnie. Gdyby przyszło jej wówczas pożegnać się z cyrkiem, z pewnością znalazłaby dobrą pracę na kierowniczym stanowisku.

Na razie jednak było na to za wcześnie, a poślubienie kolegi z areny utrudniłoby realizację ambitnych planów na przyszłość. Mistral potrafiła sama zadbać o własne sprawy. Teraz jednak mimo woli zerkała przez okno na Kalifa.

Przyszło jej nagle do głowy, że to niesprawiedliwe, by zwykły śmiertelnik był tak urodziwy. Nie spotkała dotąd równie przystojnego mężczyzny. Co gorsza, ten facet emanował osobliwym urokiem. Przyciągał uwagę, jak na dorodnego samca przystało. Tajemniczy magnetyzm sprawił, że gdy wymienili uścisk dłoni, Mistral stanęła w pąsach. Czuła, że płonie. Machinalnie dotknęła palcami ust, jakby oczekiwała, że dłoń nadal pulsuje tamtym żarem, ale skóra była chłodna niczym tchnienie wiatru poruszającego koronkową firanką. Zapamiętała pieszczotę gładkiej, męskiej dłoni o starannie wypielęgnowanych paznokciach.

To nie były ręce cyrkowca.

Mistral zawsze miała szorstką skórę i sporo odcisków. Ściskała wodze lub drążki trapezu, pomagała w rozciąganiu ochronnej siatki, czyściła końskie boksy; dziesiątki codziennych powinności ciążących na artystach zatrudnionych w małym cyrku. Przykładali ręki do wszystkiego, co się działo na arenie i w jej pobliżu zgodnie z zasadą: żadna praca nie hańbi.

Mistral zacisnęła pięści.

Kalif Khan nie miał zniszczonych dłoni. Z pewnością nie pracował fizycznie. Jak to możliwe? Zdumiona Mistral raz po raz zadawała sobie jedno pytanie. Tylko dwie odpowiedzi brzmiały prawdopodobnie: albo Kalif naprawdę oszukał Nicabara, albo ten ostatni celowo zataił przed Mistral ważne informacje dotyczące gościa. Nie, to wykluczone. Mistral stanowczo odrzuciła drugie wyjaśnienie. Dziadek ukrywał czasami nie zapłacone rachunki, bo nie chciał jej martwić, ale z pewnością nie zataiłby przed nią istotnych faktów... chyba że miałby po temu szczególne powody.

Pozostawała zatem pierwsza odpowiedź: pogromca lwów wodził za nos dziadka panny St. Michel. Kalif Khan... Dziwne imię i nazwisko, pomyślała zirytowana dziewczyna. Z pewnością nie jest prawdziwe. Mistral używała dwu artystycznych pseudonimów; jednym posługiwała się jako akrobatka, drugi należał do woltyżerki. Zmiana fryzury i kostiumu pozwalała stworzyć cyrkową iluzję.

Problem w tym, że mężczyzna postawny i wysoki jak Kalif Khan nie mógł zmieniać wyglądu niczym kameleon. Rzadko spotykało się cyrkowców takiego wzrostu i postury. Pogromca lwów z takimi warunkami fizycznymi zwracał powszechną uwagę. Tym dziwniejsze było, że Mistral nie słyszała dotąd o tym artyście, chociaż potrafiła wymienić co najmniej tuzin innych, uchodzących w swojej dziedzinie za mistrzów.

- Ten cały Kalif Khan to zwykły oszust. Nie będzie nam mydlił oczu! - stwierdziła głośno Mistral, znów kipiąc z wściekłości. - Może jest podpalaczem, albo... płatnym mordercą. Ten łobuz Bruno Grivaldi wynajął Khana, żeby puścił z dymem nasz cyrk albo nawet ukatrupił dziadka!

O nie, przysięgła sobie w duchu, starając się opanować wzburzenie. Należy zachować spokój i uważnie wszystko obserwować. Tak jest bezpieczniej. To jedyny sposób, by się po cichu zorientować, co knuje ten Grivaldi i jak może zagrozić Cyrkowi Mistrzów.

Stary drań dowiódł wcześniej, że nie ma żadnych skrupułów. Tym razem na wykonawcę ohydnego planu wybrał człowieka, o którym wiedział, że od lat cieszy się sympatią i zaufaniem jej dziadka. To jedyne logiczne wyjaśnienie, które tłumaczy, dlaczego kochany, stary Nicabar dał się tak łatwo oszukać.

Będzie niepocieszony, gdy prawda wyjdzie na jaw! Serce Mistral ściskało się z żalu na samą myśl o zawodzie, jaki przeżyje dziadek. Zawsze był nazbyt przyjazny i ufny, na czym rzadko wychodził dobrze. Mimo to niechętnie podejrzewał bliźnich o złe zamiary. Dlatego przybrana wnuczka postanowiła nad nim czuwać.

Mistral zaklęła szpetnie i zmusiła się, by odejść od okna. To naturalne, że pogromca lwów bardzo się jej podoba. Niewiele wiedziała o mężczyznach, a takich przystojniaków w ogóle dotąd nie spotykała. Trudno się dziwić, że straciła głowę. Facet był tak uwodzicielski i pociągający, że każda salonowa lwica by na niego poleciała; co dopiero mówić o prowincjonalnej gąsce takiej jak Mistral.

Teraz, kiedy podejrzenie, że Kalif Khan jest oszustem, stawało się coraz bardziej uzasadnione, łatwiej będzie o powściągliwość w okazywaniu emocji. Mistral postanowiła uważnie obserwować nowego kolegę... i poprosić o to samo resztę zespołu. Prędzej czy później Kalif spróbuje coś zmalować, a wówczas zostanie przyłapany na gorącym uczynku. Dziadek będzie musiał zawiadomić policję, choćby się przed tym wzbraniał.

Mistral czuła, że roznosi ją energia. Zabrała się z zapałem do sprzątania maleńkiego mieszkanka. Od czasu do czasu z uśmiechem na ustach wyobrażała sobie Kalifa Khana zamkniętego w klatce - niczym jego lwy.

Rozdział 4

Prażona kukurydza, fistaszki, cukrowa wata

Na mocy zawartej przed wielu laty, niepisanej umowy Mistral gotowała codziennie obiad dla dziadka, a ten każdego ranka szykował dla nich dwojga śniadanie. Tamto popołudnie niczym się właściwie nie różniło od innych - poza jednym: gdy Nicabar zjawił się u wnuczki, towarzyszył mu Kalif Khan.

- Chyba nie masz nic przeciwko temu, kochanie, że poprosiłem Kalifa, by się do nas przyłączył? Zwykła uprzejmość tego wymagała, skoro biedak jest tu sam jak palec i nie zdążył się jeszcze z nikim zaprzyjaźnić. Gdybym go nie zaprosił, sam usiadłby do stołu, a to byłoby niewłaściwe, zwłaszcza że to jego pierwszy wieczór w naszej cyrkowej rodzince - wyjaśnił Nicabar.

Cóż mogła zrobić Mistral, by uniknąć towarzystwa pogromcy lwów? Mogła oczywiście zatrzasnąć mu przed nosem drzwi swojej przyczepy. Wprawdzie do tej pory nie miała zastrzeżeń do gościnności swego dziadka i chętnie gotowała dla kolegów z zespołu, tym razem jednak przeklinała w duchu Nicabara, któremu nie przyszło do głowy zapytać, czy przybysz będzie u niej mile widziany.

- Jeśli moja niespodziewana wizyta jest kłopotliwa, wrócę do siebie, żeby coś przekąsić. - Jordan natychmiast spostrzegł, że Mistral nie jest zachwycona jego odwiedzinami. Ze zdumieniem stwierdził, że smutno mu się robi na myśl o wyraźnej niechęci, jaką żywi dla niego ta dziewczyna. Uznała pewnie, że przez niego przybranemu dziadkowi stanie się krzywda.

- Muszę tylko postawić dodatkowe nakrycie - odparła Mistral, zmuszając się do powitalnego uśmiechu. Powtarzała sobie, że uśpienie czujności Kalifa to jedyny sposób, by się dowiedzieć, co ten facet knuje. Dla dobra sprawy trzeba robić dobrą minę do złej gry. - Zapraszam do środka - powiedziała, otwierając szeroko drzwi.

Gdy goście weszli do przyczepy, niewielkie pomieszczenie od razu wydało się mniejsze. Mistral odniosła wrażenie, że temperatura w jej mieszkaniu podniosła się nagle o kilka stopni. Nawet Otto Wetzler, cyrkowy siłacz, nie dominował nad otoczeniem tak bardzo jak pogromca lwów. Kalif Khan przypominał Mistral zamkniętego w klatce drapieżnego kota, odpoczywającego po codziennych trudach.

- Proszę... siadajcie - wykrztusiła, ruchem ręki wskazując stół przymocowany do ściany i dwa krzesła. - Zaraz przyniosę dodatkowy talerz. Muszę wyłączyć kuchenkę.

Wkrótce podam obiad. - Pobiegła do aneksu kuchennego, ale ukradkiem obserwowała Kalifa.

Wiele wskazywało na to, że ten mężczyzna jest poplecznikiem Grivaldiego w niecnych zamiarach doprowadzenia Cyrku Mistrzów do upadku. Mistral powinna się jednak domyślić, że nieświadomy zagrożenia Nicabar w odruchu życzliwości zaprosi nowego kolegę na domowy obiad. Gdyby, zamiast kierować się uprzedzeniami, słuchała głosu rozsądku, przewidziałaby, że przyjdą goście. Zamiast gulaszu z wołowiny oraz surówki i francuskiego pieczywa przygotowałaby coś wykwintniejszego. Wiadomo, przez żołądek do...

Dlaczego właściwie miałaby zadawać sobie tyle trudu? Była wściekła. Mniejsza z tym, co Kalif myśli ojej talencie kulinarnym. Jeśli przygotowane potrawy nie będą mu smakowały, może zjeść tłustego hamburgera w brudnej knajpie. Nie ma obawy, by jej życiową misją stało się zadowalanie aroganckiego pogromcy lwów.

Wyciągnęła z szuflady grube rękawice, podniosła stojący na kuchence garnek i przelała jego zawartość do pięknej, ręcznie malowanej wazy. Kupiła ją w jednym z niezliczonych miasteczek, poznanych w czasie trwających latami cyrkowych wędrówek. Gdy na kolację przychodził dziadek albo ktoś z kolegów, po prostu stawiała garnek na stole, żeby mniej było potem naczyń do zmywania. Tego popołudnia zależało jej na odrobinie wytworności, czym zaskoczyła samą siebie. Nie miała pojęcia, czemu tak się stara.

Pani domu przyglądała się ukradkiem nieproszonemu gościowi. Czyste ubranie; żadnych plam ani smug. Chyba się przebrał. Ciuchy niby zwyczajne, a jednak wydały się Mistral kosztowne. Kalif w zwykłej koszuli wyglądał jak model z katalogu wytwornej konfekcji. Dżinsy gościa zostały przed włożeniem uprasowane. Buty z wężowej skóry lśniły jak lustro. Wyglądały na całkiem nowe; żadnych rys, fason idealny.

Nicabar najwyraźniej wiedział, co mówi, kiedy zdradził, że Kalif przez wiele lat mądrze inwestował swoje oszczędności. A może to Bruno Grivaldi hojnie wynagrodził pogromcę lwów za pomoc w swoich machinacjach?

Mistral wyjęła z lodówki plastikową miskę pełną sałatki. Przełożyła jej zawartość do ceramicznej salaterki pasującej do wazy. Żałowała, że nie ma srebrnych łyżek do nakładania potraw. Goście musieli zadowolić się plastikowymi. Włożyła bagietkę do koszyka i przed podaniem na stół odkroiła kilka kawałków, jak na ilustracji w czasopiśmie poświęconym domom, ogrodom i wytwornej kuchni. Przelała zaparzoną wcześniej herbatę do szklanego dzbanka, przygotowała cukier i pokroiła cytrynę.

- Wszystko gotowe - oznajmiła, siadając z gośćmi do stołu.

- Pachnie wspaniale - stwierdził Jordan, gdy uniosła pokrywę wazy. Z lubością wdychał aromat przypraw.

Jordan nie ukrywał, że mieszkanko panny St. Michel bardzo mu się podoba. Stół również był pięknie nakryty. Właścicielka domu na kółkach robiła wprawdzie zakupy na wyprzedażach i targach staroci, ale miała dobry gust.

Ciągła tułaczka, napięcie psychiczne oraz ciężka praca fizyczna powodowała często u cyrkowców skłonność do nieładu, a nawet do pewnego niechlujstwa. Mistral nie stosowała wobec siebie taryfy ulgowej. Ładnie, choć skromnie umeblowane mieszkanko w przyczepie było wymuskane jak przysłowiowa bombonierka. Stół nakryty czerwonym obrusem sięgającym podłogi, na wierzchu dopasowana kolorystycznie serweta wielkości dziecięcego kocyka; pośrodku stołu szklany wazon z bukietem różnokolorowych kwiatów. Gustowne talerze, sztućce z nierdzewnej stali, kolorowe szklanki, serwetki z czerwonej tkaniny. Zważywszy na ograniczone fundusze, Mistral dokonała cudów. Jordan od razu się zorientował, że ta dziewczyna ma świetne wyczucie stylu. To wnętrze cechowała szlachetna prostota. Nie było tu zbędnych elementów ani ozdóbek. Jordan zastanawiał się mimo woli, czego mogłaby dokonać jasnowłosa piękność, gdyby miała na koncie bankowym tyle samo pieniędzy co on.

- Gdyby dziadek mnie uprzedził, że będę miała gościa na obiedzie, przygotowałabym bardziej wyszukane potrawy - tłumaczyła się Mistral, napełniając talerze parującym gulaszem. - Na co dzień jadamy niezbyt wykwintne dania.

- Darowała sobie uwagę, że na wymyślniejsze jedzenie po prostu ich nie stać.

- To, co jest na stole, zupełnie wystarczy. - Jordan sięgnął po sałatkę i pieczywo. Nagle zdał sobie sprawę, że po całodniowej pracy fizycznej po prostu umiera z głodu.

Wcześniej mu się to nie zdarzało.

- Słuszna uwaga. Mistral doskonale gotuje - perorował Nicabar, dumny jak paw z przybranej wnuczki. - Ślicznie nakryłaś do stołu, kochanie. Jakby to był świąteczny obiad. Czy warto było zadawać sobie dla nas tyle trudu?

Mistral musiała ugryźć się w język, bo w przeciwnym razie powiedziałaby dziadkowi kilka przykrych słów. Kochała staruszka, ale teraz miała ochotę kopnąć go pod stołem. Na policzkach miała ciemne rumieńce. Nie chciała, by Kalif Khan pomyślał, że przez wzgląd na niego starała się bardziej niż zwykle.

- To żaden kłopot, dziadku. Jestem dziś trochę zmęczona, więc pomyślałam, że lepiej od razu postawię wszystko na stole, zamiast raz po raz biegać do kuchni. Dlatego jest trochę inaczej niż zwykle - kłamała jak z nut.

- Doskonały pomysł. A gulasz jest znakomity. - Jordan spostrzegł wzburzenie dziewczyny wywołane słowami Nicabara. Zarumieniła się, jakby jej było wstyd. Albo nie lubiła, by robiono wokół jej osoby zbyt wiele zamieszania, lub, jako osoba z natury nieśmiała, wolała, żeby jej oszczędzono komplementów.

- Panie Khan, chciałam przeprosić, że potraktowałam dziś pana tak... szorstko - oznajmiła Mistral. - Obawiam się, że to nie było właściwe powitanie kolegi wchodzącego do zespołu Cyrku Mistrzów. Byłam... zdumiona, że się pan do nas przyłączył. Dziadek z pewnością wspomniał, że nasza gromadka z trudem walczy o przetrwanie...

- A ty się niepokoiłaś, czy podołacie wydatkom związanym z utrzymaniem stada lwów oraz honorarium pogromcy - wpadł jej w słowo Jordan. - Niepotrzebnie.

Sam się zawsze troszczę o moje zwierzęta, sam kupuję dla nich karmę. Nie potrafię inaczej. To moje stado. Nie jest własnością cyrku. Jestem odpowiedzialny za te stworzenia.

- Doskonale to rozumiem. Z drugiej strony jednak przywykł pan do licznej widowni. W Europie cyrk od wieków jest popularną rozrywką i wciąż przyciąga tłumy widzów. Mimo wszystko zespół, z którym pan występował, rozpadł się na skutek marnej koniunktury. Jak nazywał się tamten cyrk? Nie mogę sobie przypomnieć. Chyba... Gwiazdozbiór?

- Zodiak - poprawił Jordan. Kłamał wprawdzie z kamienną twarzą, ale wolałby rozmawiać o czymś innym.

Nie lubił być przesłuchiwany. Też sobie ta Mistral znalazła temat do rozmowy!

Z drugiej strony jednak nie ona jedna w zespole Cyrku Mistrzów będzie wobec nowego kolegi tak podejrzliwa. Lepiej się przygotować na szczegółowe indagacje dotyczące jego zawodowej przeszłości. Jordan miał tylko nadzieję, że go nie rozszyfrują zbyt szybko, choć wcale nie był tego pewny, zwłaszcza gdy chodziło o Mistral. Skośne, zielone oczy lśniły blaskiem wrodzonej inteligencji. Niełatwo mu będzie wodzić za nos tę dziewczynę.

Wyszedł na bufona i aroganta, zakładając, że absolwent renomowanego uniwersytetu i doświadczony pracownik dochodowego przedsiębiorstwa bez trudu wmówi poczciwym cyrkowcom wszystko, co zechce. Szybko się przekonał, że los nie zawsze obchodził się z nimi łaskawie, ale to wcale nie znaczy, że można ich uznać za głupców i nieudaczników.

- Tamten cyrk bardzo przypominał wasz - mówił dalej Jordan, trzymając się historii wymyślonej wspólnie z dziadkiem. - Właściciel skorzystał z oferty przyłączenia się do większego zespołu. Z mojego punktu widzenia była to niefortunna decyzja. Nowi decydenci mieli własnego pogromcę lwów. Zostałem bez pracy. Skontaktowałem się wówczas z Nicabarem i postanowiłem spróbować szczęścia w Stanach Zjednoczonych. Moim zdaniem włączenie do programu tresury zwierząt naprawdę wyjdzie Cyrkowi Mistrzów na dobre, Mistral. W przeciwnym razie by mnie tu nie było.

- Panie Khan, wcale nie podaję w wątpliwość pańskich słów...

- Bardzo proszę, mówmy sobie po imieniu. Jestem Kalif. Chciałbym, żebyś mnie tak nazywała - nalegał Jordan uprzejmie, lecz stanowczo.

- To chyba nie jest twoje prawdziwe imię - powiedziała z naciskiem Mistral.

- Zgadłaś, ale używam tego pseudonimu od dawna i bardzo się do niego przywiązałem.

- Zgoda, Kalifie. Jak wcześniej powiedziałam, wcale nie podaję w wątpliwość twoich słów. Chcę się tylko upewnić, czy wiesz, jaka sytuacja panuje na amerykańskim rynku rozrywki. Cyrki często przegrywają batalię o pieniądze ludzi spragnionych zabawy. Przykro mi, że przebyłeś taki szmat drogi z Europy do Stanów jedynie po to, żeby się znaleźć w takim samym jak uprzednio położeniu.

- W życiu trzeba czasem postawić wszystko na jedną kartę, jak mówi przysłowie. Nie wygrasz, jeśli nie zaryzykujesz. Lubię zajęcie, z którego się utrzymuję, i dlatego tu przyjechałem.

- W takim razie mam nadzieję, że wszystko obróci się na dobre. Powinieneś jednak wiedzieć, że Cyrk Mistrzów dostał ofertę kupna od szefa znacznie większego zespołu.

Chodzi o Cyrk Tropików. Chyba o nim słyszałeś. Dziadek na pewno opowiadał ci o tym zespole.

- Tak. Wieść o Cyrku Tropików dotarła do Europy - rzucił cierpko Jordan. - Źle mówiono o jego właścicielu. Podobno używał dziwnych metod, by przejąć mniejsze zespoły.

Po rozmowie z Nicabarem, w czasie której wyszły na jaw podejrzane machinacje Grivaldiego, Jordan za pomocą przenośnego komputera połączył się z siedzibą rodzinnej firmy i zlecił kilku specjalistom przeprowadzenie dochodzenia. Mieli zdobyć szybko jak najwięcej informacji o Cyrku Tropików i jego właścicielu.

- Owszem. Do mnie również dotarły niepokojące wieści. - Serce Mistral biło mocniej niż zwykle. Była zaskoczona, gdy Kalif przyznał, że sporo wie o konkurencyjnym zespole i jego bezwzględnym dyrektorze. Uznała, że pogromca lwów jest albo bardzo sprytny, albo wyjątkowo bezczelny. Żywił chyba niezłomne przekonanie, że pokona wszelkie przeszkody i osiągnie cel. Pewnie dlatego przyznał, że wie o zakusach konkurencji na Cyrk Mistrzów.

Mistral spojrzała prosto w ciemne, lśniące oczy rozmówcy. Kiedy czuła na sobie jego spojrzenie, odnosiła wrażenie, że ten mężczyzna czyta w jej myślach jak w otwartej księdze i stara się odkryć wszelkie sekrety...

Dość tego, Mistral, przestań natychmiast, skarciła się w duchu. Ponosi cię wyobraźnia. Z tego, co wiesz, jasno wynika, że Kalif mówi prawdę i rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje. Trudno uwierzyć, że to podpalacz lub, uchowaj Boże, płatny zabójca. Pora się opamiętać! Po co Grivaldi miałby zadawać sobie tyle trudu, przysyłając konkurencji nie tylko pogromcę, lecz i pokaźne stado lwów. To przecież nie ma sensu. Skórka za wyprawkę! Zamiast takich kombinacji prościej byłoby zaproponować szefowi Cyrku Mistrzów wyższą cenę.

W głębi ducha Mistral była przekonana, że taka jest prawda, ale wrodzona podejrzliwość sprawiła, że trudno jej było pozbyć się uprzedzeń.

- Gdy przeczytałam list Grivaldiego w sprawie przejęcia naszego cyrku, poprosiłam dziadka, żeby poszedł na policję i złożył zeznanie - powiedziała. W ten sposób chciała na wszelki wypadek ostrzec Kalifa, że nic jej nie powstrzyma od zawiadomienia władz, jeśli go na czymś przyłapie. - Dziadek uznał, że na razie wystarczy uprzedzić zespół, by wszyscy zdwoili czujność i mieli się na baczności. Pan Grivaldi sformułował swoje groźby w sposób bardzo zawoalowany, ale można się domyślić, o co mu naprawdę chodzi.

- Słuszna uwaga - odrzekł Jordan. Zmarszczył brwi i rzucił Nicabarowi karcące spojrzenie. Relacja Mistral uświadomiła mu wyraźnie, że starszy pan umyślnie bagatelizował niebezpieczeństwo grożące Cyrkowi Mistrzów.

- Dziadku, twój upór jest nierozsądny, zważywszy na to, co mówią o Grivaldim.

Nicabar lekceważąco wzruszył ramionami. Unikał wzroku Jordana.

- Co miałem robić? Nie mam żadnych dowodów, które by świadczyły, że Grivaldi wcale nie jest zdolnym, chociaż dosyć bezwzględnym przedsiębiorcą, tylko zwykłym draniem i szantażystą - mruknął. - Niech Mistral narzeka do woli, a ja i tak nie zrobię z siebie idioty. Wiecie, jak by to wyglądało? Sklerotyczny dziadyga kierujący podupadłym cyrkiem w każdym człowieku widzi śmiertelnego wroga!

Wykluczone. Najlepiej będzie, jeśli wszyscy posłuchają mojej rady. Zaproponowałem najlepsze z możliwych rozwiązań.

- Mimo to, dziadku... Nikabarze....

- Bardzo proszę, Kalifie - wtrącił starszy pan - nazywaj mnie dziadkiem, jak za dawnych dobrych czasów.

Zgoda? Przyjaźnimy się tak długo, że możemy się uważać za bliskich krewnych.

- Jasne. - Jordan skinął głową. Był na siebie wściekły z powodu niespodziewanej pomyłki. Bardzo się starał, ale trudno zwracać się po imieniu do rodzonego dziadka. Po namyśle dodał: - A jeśli chodzi o zgłoszenie sprawy policjantom, to chyba masz rację.

Mistral miała ochotę udusić Kalifa. Była niemal pewna, że ją poprze i przekona dziadka. Początkowo nie zgadzał się przecież z Nicabarem i krytykował go za bagatelizowanie gróźb nieuczciwej konkurencji. Doszła do wniosku, że przedwcześnie uznała pogromcę lwów za sprzymierzeńca. Ten łobuz ją przechytrzył. Będzie wodził Nicabara po manowcach, by mu wbić nóż w plecy.

Mistral z ponurą miną spojrzała na obu mężczyzn. Niezależnie od okoliczności była urażona i zazdrosna, że Nicabar zaopiekował się Kalifem równie ochoczo, jak przed laty wziął ją pod swoje skrzydła. Co gorsza, dziadkiem miał nazywać go człowiek, którego podejrzewała o złe zamiary wobec Cyrku Mistrzów. Czuła się bezsilna. Odwróciła wzrok, by ukryć łzy, które stanęły jej w oczach, gdy usłyszała propozycję Nicabara.

Na szczęście nikt nie spostrzegł, że omal się nie rozpłakała. Goście z apetytem pochłaniali gulasz, sałatkę i pieczywo. Dzielili uwagę między pyszne dania i zajmującą rozmowę. Mistral jadła i mówiła niewiele. Kęsy i słowa nie chciały jej przejść przez zaciśnięte gardło. Wymamrotała przepraszająco kilka słów i schroniła się w ciasnej kuchence. Resztki jedzenia ze swego talerza wyrzuciła do kosza.

- Macie ochotę na deser? - zapytała, zdobywając się na promienny uśmiech. - Dziadku, upiekłam dla ciebie szarlotkę. To przecież twoje ulubione ciasto. - Mistral nawet sama przed sobą nie odważyła się przyznać, że za wszelką cenę próbuje się znów wkraść w łaski Nicabara, bo podejrzewa, że Kalif Khan został już jego faworytem.

- Z przyjemnością zjem kawałek, Mistral - odparł z uśmiechem starszy pan, mrugając do wnuczki porozumiewawczo. - Nie masz przypadkiem lodów waniliowych? Nie odmówię, jeśli podasz je z ciastem.

- Zawsze byłeś łasuchem i lubiłeś słodycze, prawda, dziadku? - stwierdził Jordan. - Kiedy mi kupowałeś cukierki, sam je najpierw próbowałeś, żeby sprawdzić, czy mi nie zaszkodzą!

- Jak mogłabym zapomnieć o twoich ulubionych lodach, dziadku? - powiedziała Mistral, puszczając mimo uszu żartobliwą uwagę gościa. Mimo wszystko było jej wstyd, że próbuje zwrócić na siebie uwagę i jak mała dziewczynka współzawodniczy z pogromcą lwów o względy Nicabara.

Gdy nieco zbity z tropu Kalif rzucił jej pytające spojrzenie, skupiła się na krojeniu ciasta i nakładaniu lodów. Zaparzyła kawę w ekspresie stojącym na kuchennym blacie.

Była zaskoczona, gdy zorientowała się, że w czasie gdy zaaferowana krzątała się w kuchni, gość sprzątnął brudne naczynia i włożył je do zlewu.

- Niepotrzebnie się trudziłeś - stwierdziła cierpko, zakłopotana jego bliskością. Nie przywykła do przebywania w towarzystwie wysokich, mocno zbudowanych i zabójczo przystojnych facetów. Kuchenka w jej przyczepie mieszkalnej była wyjątkowo ciasna. Muskularny pogromca lwów zajmował tyle miejsca, że gdyby Mistral chciała z niej wyjść, z trudem by się przecisnęła. Pomyślała, że równie dobrze mogłaby stanąć przed grubym, ceglanym murem. Mięśnie Kalifa były twarde jak kamień.

- Napracowałaś się, przygotowując obiad. Poza tym nie należę do osób wymagających, by po nich sprzątano - wyjaśnił Jordan. Widząc, że Mistral ma trudności z nakładaniem mocno zmrożonych lodów, dodał: - Pozwól...

Zaraz ci pomogę.

Nim Mistral zdążyła zaprotestować, stanął tuż za nią i objął ręką dłoń, w której trzymała łyżkę do lodów. Tak samo jak poprzedniego dnia jego dotknięcie było dla niej wstrząsem; zbiło ją z tropu i wprawiło w drżenie. Czuła na karku ciepły oddech, od którego falowały zaczesane do tyłu jasne włosy. Jordan sięgnął wolną ręką do pojemnika z lodami i dotknął spracowanej dłoni, by mocniej przytrzymać schłodzony pojemnik. Stał tak blisko, że Mistral niemal czuła, jak prężą się mięśnie jej uprzejmego pomocnika.

- Naprawdę sama dam sobie radę - przekonywała Jordana. Zdziwiło ją brzmienie własnego głosu, który niespodziewanie stał się niski i zmysłowy.

- Nie sądzę - odparł Jordan. - Lody są twarde jak skała. - Zorientował się nagle, że odruchowo napina mięśnie i z wolna traci panowanie nad własnym ciałem. Zacisnął zęby i w milczeniu kierował ręką dziewczyny. Wspólnymi siłami przygotowywali deser.

Mistral pachniała wanilią równie słodko jak lody. Jordan chętnie wtuliłby twarz w jasne włosy albo dotknął policzkiem gładkiej skóry. Marzył, by poczuć, jak płowe kosmyki przesypują się między jego palcami. Miał wielką ochotę musnąć opuszkami palców ciepłą szyję. Pragnął tej dziewczyny. Żadna z kochanek nie obudziła w nim dotąd tak wielkiej tęsknoty. Od dawna był niemal obojętny na ich wdzięki, co uświadomił sobie z niekłamanym zdumieniem. Mistral pociągała go i zarazem okropnie złościła. Najwyraźniej zainteresowanie przeważyło, choć dziewczyna nadal zachowywała się wyniośle i opryskliwie.

Jordan musiał jednak przyznać, że z trudem maskowana niechęć dodawała uroku pannie St. Michel. Nie przywykł, by kobiety tak się do niego odnosiły. Cóż za miła odmiana po wytwornych damach, uganiających się za nim... a raczej za jego pieniędzmi!

Mistral nie wiedziała, z kim ma do czynienia. Powierzchowność zabójczo przystojnego kolegi także nie robiła na niej wrażenia. Jordan z wolna sobie uświadamiał, że rodzinna firma przynosząca ogromne dochody w dużym stopniu stanowiła dotąd o jego uroku. Z wisielczym humorem stwierdził w duchu, że to odkrycie stanowi dla niego przysłowiowy kubeł zimnej wody. Zdał sobie sprawę, ile naprawdę jest wart.

Z żalem stwierdził, że miseczki na lody zostały już napełnione. Nie miał pretekstu, by dłużej stać za Mistral i dotykać jej rąk. Cofnął się niechętnie, wziął dwa talerzyki z szarlotką, zaniósł je na stół i usiadł obok Nicabara.

Targana mieszanymi uczuciami Mistral zamknęła pojemnik z lodami i wstawiła go do zamrażalnika. Nalała kawy i podała ją gościom. Potem wzięła swój deser oraz filiżankę pełną wonnego napoju i usiadła przy stole. Unikała wzroku Kalifa, by ukryć przed nim wzburzenie i zakłopotanie. Jaka szkoda, że się w ogóle pojawił w Cyrku Mistrzów. Byłoby najlepiej, gdyby wyjechał, zostawiając w spokoju ją i Nicabara.

Daremne nadzieje! Popołudnie było właściwie stracone, bo, zamiast wyjść po deserze, goście długo u niej siedzieli, sącząc poobiednią kawę. Nicabar palił fajkę, a Jordan smukłe cygara. Mistral zostawiła ich w końcu i wzięła się do zmywania. Potem ustawiła naczynia na suszarce. Panowie nadal rozmawiali z ożywieniem, przeskakując z tematu na temat. Mistral ze zdziwieniem stwierdziła, że pogromca lwów to człowiek wyjątkowo inteligentny, oczytany i dobrze zorientowany w wielu dziedzinach wiedzy.

Pomyślała z irytacją, że o wiele łatwiej byłoby jej stłumić niebezpieczną skłonność do tego drania, a także dowiedzieć się, jak chce zaszkodzić Cyrkowi Mistrzów, gdyby miała do czynienia z głupim osiłkiem. Im mądrzejszy i sprytniejszy był Kalif, tym trudniej będzie go zdemaskować, zwłaszcza że cieszy się szczerą sympatią dziadka.

Goście w końcu pożegnali się i wyszli. Mistral długo leżała na wąskim łóżku, przewracając się z boku na bok. Rozmyślała o wydarzeniach mijającego dnia. Miała wrażenie, jakby świat, w którym do tej pory żyła, znalazł się w obliczu nieuchronnej katastrofy.

Rozdział 5

Pora zacząć przedstawienie

Następnego dnia artyści Cyrku Mistrzów grali popołudniówkę. Mistral stała za kotarą, odgradzającą kulisy od areny. Nogi się pod nią uginały ze strachu. Bez znaczenia był fakt, że od dzieciństwa uczestniczyła w przedstawieniach. Skromniejsza niż dawniej liczba widzów także nie zmniejszała jej obaw. Biedna Mistral przed każdym przedstawieniem miała okropną tremę. Dziadek twierdził, że to ją utrzymuje w dobrej formie, ale dziewczyna uważała kłopotliwy dar losu za prawdziwe przekleństwo. Nim wyszła na arenę, przeżywała katusze z obawy, że spadnie z konia, puści linę albo trapez.

- I dobrze - oznajmił surowo Nicabar, gdy raz jeden przyszła mu się wyżalić. - Właśnie trema sprawia, że bardziej koncentrujesz się na występie, nie bagatelizujesz niebezpieczeństwa i starasz się uniknąć błędów.

Mistral była w kropce. Nie mogła się zdecydować, czy trafia jej do przekonania takie wyjaśnienie. Można by pomyśleć, że osoba będąca kłębkiem nerwów jest bardziej narażona na niebezpieczeństwo. Z drugiej strony jednak argumenty dziadka brzmiały rozsądnie. Mistral występowała od lat, a nigdy się nawet nie potknęła.

Na widok pustawej widowni ogarnęło ją rozczarowanie. Mniej więcej połowa foteli była wolna. Cyrkowcom nie starczyło czasu, by przed spektaklem wywiesić ogłoszenia z informacją o nowym punkcie programu. Byli już od paru dni w tym miasteczku i część mieszkańców widziała ich popisy.

Mistral westchnęła. Trudno dzisiaj zdobyć widzów. Wszyscy szukają mocnych wrażeń.

- Nie ma tłumów, prawda? - mruknął Jordan, zerkając na widownię ponad ramieniem Mistral. Dziewczyna drgnęła gwałtownie na dźwięk jego głosu. - Przepraszam.

Nie chciałem cię przestraszyć.

- Nie słyszałam twoich kroków. Czemu się skradasz, Kalifie? Lubisz zaskakiwać ludzi?

- Nie, Mistral. Noszę tenisówki, a publiczność hałasuje, więc nie słyszałaś, jak nadchodzę. Czy zwykle mamy taką widownię?

- Niestety, tak. Uprzedzałam cię, że Cyrk Mistrzów to niewielka firma walcząca o przetrwanie. Bardzo rzadko udaje nam się sprzedać wszystkie bilety. Publiczność czeka na ciekawsze i bardziej ekscytujące występy.

- W małych miasteczkach jest chyba lepiej. Duże cyrki zwykle je omijają.

- To prawda - odrzekła po namyśle Mistral. - Z drugiej strony jednak ten sam program jest grany przez kilka sezonów, więc nie można za często wracać do tych samych miejsc. Publiczność oczekuje nowości.

- Dziś widzów czeka przyjemna niespodzianka, prawda?

- Masz na myśli swój pokaz tresury lwów?

- Oczywiście!

- Pożyjemy, zobaczymy - odparła z roztargnieniem Mistral. Nagle zdała sobie sprawę, że mimo woli sugeruje, jakoby występ Kalifa mógł się okazać niewypałem. Zaczęła się nerwowo tłumaczyć. - Oczywiście, że tresura lwów będzie miłą niespodzianką. Zastanawiałam się tylko, czy masz też drugą specjalność. W naszym cyrku każdy artysta opanował dwie dyscypliny.

- Pewnie uważasz mnie za darmozjada, bo oprócz honorarium dostaję także procent od wpływów za bilety, a występuję tylko raz, zgadza się? - zapytał Jordan z ironicznym uśmiechem.

- Taka myśl przemknęła mi przez głowę - odparła wymijająco Mistral, wdzięczna Kalifowi, że nieświadomie pomógł jej znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Nie chciała, by się domyślił, że chodziło o podejrzenia dotyczące jego rzekomych działań przeciwko Cyrkowi Mistrzów dokonywanych na zlecenie Bruna Grivaldiego.

- Przed laty próbowałem niemal wszystkich dziedzin sztuki cyrkowej - stwierdził Jordan zgodnie z prawdą. - Od rzucania nożami po akrobacje na trapezie. Problem w tym, że, jak zapewne spostrzegłaś, wyrosłem na postawnego osiłka. Jestem za wysoki i zbyt ciężki, by uprawiać większość dyscyplin. Za to mogę obiecać, że nie będę się oszczędzał w czasie przenoszenia sprzętu. Sprzątanie klatek i boksów to również moja działka.

- Miło mi to słyszeć, bo już myślałam, że... zamierzasz coś osiągnąć kosztem dziadka. - Mistral postanowiła dać wyraz swoim obawom, choć poprzednio sądziła, że nie powinna tego robić, bo gdyby Kalif miał coś na sumieniu, uważałby bardziej niż przedtem, żeby się nie zdradzić. - To wspaniały człowiek. Cyrk Mistrzów zawsze stanowił treść jego życia. Nie pozwolę skrzywdzić Nicabara.

- Mogę cię tylko zapewnić, że z mojej strony na pewno nic mu nie grozi. - Jordan mówił z takim przekonaniem, że Mistral zwątpiła w zasadność swoich podejrzeń.

Mimo woli zaczęła się poważnie zastanawiać, czy słusznie uważała Kalifa za poplecznika Grivaldiego. Nieświadomy jej rozterek Jordan dodał:

- Zapewniam, że Nicabarowi... to znaczy dziadkowi nieba bym przychylił, gdyby to okazało się możliwe.

Był dla mnie bardzo dobry. Spędzałem u niego wiele czasu. Tego się nie zapomina. Dlatego postanowiłem mu pomóc, żeby mógł wyprowadzić Cyrk Mistrzów na szerokie wody. Przed laty to był doskonały i rozchwytywany zespół.

Jordan zerknął na Mistral i nagle zdał sobie sprawę, że jest na co popatrzeć. Miała na sobie elastyczny różowy kostium woltyżerki, który podkreślał figurę i niewiele pozostawiał wyobraźni. Jordan podziwiał stromy, kształtny biust, smukłą talię, przyjemnie zaokrąglone biodra i piękne, długie nogi. Chętnie poczułby, jak w czasie miłosnego aktu splatają się za jego plecami. Ta dziewczyna miała doskonałą figurę. Natura nie poskąpiła jej wdzięku, a długoletnia praca w cyrku wzmocniła mięśnie.

Mistral zrobiła już sceniczny makijaż, wyraźniejszy od tego, który Jordan widywał na twarzach znajomych pań, ale nałożony tak zręcznie, że nie raził, tylko podkreślał najważniejsze atuty urodziwej artystki: skośne kocie oczy, długie rzęsy, pełne zmysłowe usta... Jordan wyobraził sobie, jak pełne wargi się rozchylają, by go pocałować, musnąć ucho partnera albo wydać jęk rozkoszy, gdy będą się kochać.

- Musisz chyba znać dziadka od dawna, skoro pamiętasz czasy świetności Cyrku Mistrzów.

- Poznaliśmy się, gdy byłem dzieckiem - odparł Jordan zgodnie z prawdą. - Dopiero później wyjechałem...

za ocean. - To również nie było kłamstwem, ponieważ kilkakrotnie przebywał w Europie. Gdy wcielił się w rolę pogromcy lwów Kalifa Khana, postanowił mówić prawdę, póki to będzie możliwe, i kłamać tylko wówczas, gdy znajdzie się w sytuacji bez wyjścia. Wiedział z doświadczenia, że kłamstwa stają się bardziej wiarygodne, jeśli zostały osadzone w konkretnych realiach.

Korytarzem szli pracownicy ekipy technicznej, niosący na arenę elementy scenografii. By zrobić im przejście, Mistral stanęła tuż obok Kalifa, który przysunął się tak blisko, że niemal jej dotknął. Poczuła ciepło jego ciała oraz charakterystyczny zapach. Zrobiło jej się nagle gorąco i duszno.

- Muszę... przygotować się do występu - szepnęła zdławionym głosem.

Przez chwilę miała wrażenie, że Kalif jej nie przepuści. Bała się, że przyciśnie ją do ściany i zasypie gradem namiętnych pocałunków. Najwyraźniej z trudem nad sobą panował. Widziała to w czarnych oczach gorejących ogniem pożądania. Szybko jednak wziął się w garść, zrobił krok do tyłu i pozwolił jej przejść. Był tak spokojny i opanowany, że Mistral uznała swoje niedawne przypuszczenia za bezsensowne mrzonki.

Podniosła dumnie głowę i wolno ruszyła ku przyczepie, choć najchętniej pobiegłaby co sił w nogach do bezpiecznego schronienia.

- Missy? Co się stało? Słabo ci? Chyba mi nie zemdlejesz... Missy? - Takim zdrobnieniem nazywali Mistral koledzy i przyjaciele.

Pogrążona w zadumie dziewczyna początkowo nie zdawała sobie sprawy, że ktoś ją woła. Gdy nieco ochłonęła, zorientowała się, że stoi przed nią zmieszana i wystraszona Deirdre OHalloran.

- DeeDee? Przepraszam... Byłam zamyślona. W ogóle cię nie słyszałam.

- Dobrze się czujesz?

- Słucham? Tak... oczywiście. To przez ten upał. Idę do przyczepy, żeby przed występem poprawić makijaż.

Dotrzymasz mi towarzystwa?

- Jasne. Widziałam, że rozmawiałaś z pogromcą lwów.

Przystojny facet, prawda?

- Owszem - przyznała niechętnie Mistral, muskając puszkiem do pudru nienagannie umalowaną twarz. Poprawiła fryzurę, choć i to nie było konieczne.

- Chyba wpadłaś mu w oko, Missy.

- Nie gadaj głupstw, DeeDee - mruknęła Mistral. - Czemu miałby się mną zainteresować?

Przyjaciółka z rezygnacją pokiwała głową i stwierdziła:

- Jesteś śliczną dziewczyną, Missy.

- Miło, że tak mówisz, kochanie, ale wiem, że chcesz mnie podnieść na duchu. Nie przypominam modelek z pism kobiecych. One są naprawdę piękne. Na mój widok nikt nie pada na kolana.

- Pewnie, ale masz swoje atuty, na przykład: oryginalną twarz - upierała się Deirdre.

- Jesteś kochana... Lepiej powiedz od razu, że moja śliczna buzia przypomina kocią mordkę - odparła Mistral z ponurym uśmiechem. - Wszystkiemu winne są oczy.

Zielone i skośne. I te płowe włosy. Wyglądam jak pospolity dachowiec.

Mistral z zazdrością popatrzyła na przyjaciółkę. Deirdre była rudą Irlandką o niebieskich oczach. Skórę miała jasną i delikatną niczym porcelana, lekko opaloną promieniami letniego słońca. Mistral zdawała sobie sprawę, że choćby się bardzo starała, nie dorówna urodziwej koleżance.

- Ty masz szczęście, DeeDee - westchnęła. - Spotkałaś Liama. Prawdziwa miłość przypomina cud. Twój mąż to prawdziwy skarb. Mnie się trafiali sami nicponie. Chcieli się ze mną przespać bez żadnych zobowiązań, a gdy odmawiałam, szybko znikali z horyzontu. Brakowało im rozumu i siły charakteru.

- Pamiętaj, Missy, że nie wszyscy mężczyźni są tacy.

Sama powiedziałaś, że Liam bardzo się od nich różni.

Chce coś w życiu osiągnąć. Może pewnego dnia będzie kierował dużym cyrkiem. Wiem, że takie pragnienie trudno urzeczywistnić, ale do odważnych świat należy. Sądzę, że we dwoje świetnie dalibyśmy sobie radę. Potrafimy kierować ludźmi. Pewnego dnia ktoś doceni nasze talenty i umiejętności.

- Już zostaliście docenieni. Naprawdę! Bez waszej pomocy nie dałabym sobie rady z codziennymi obowiązkami. Na dobrą sprawę we trójkę zarządzamy Cyrkiem Mistrzów.

- Trzeba sobie nawzajem pomagać. Poza tym wspaniale dajesz sobie radę. Byłoby jednak znacznie lepiej, gdybyś postarała się o męża. Powinnaś myśleć o przyszłości. Nicabar się starzeje. Nie będzie żył wiecznie, a do zarządzania choćby niewielkim cyrkiem potrzeba co najmniej dwóch osób. Musisz znaleźć męża, który by się tobą opiekował. Liam nie raz mi opowiadał, że musi od czasu do czasu przemówić do rozumu paru naszym kolegom zirytowanym, że kobieta wydaje im polecenia. Wiesz, że faceci żywią rozmaite uprzedzenia. Nie zauważyli, że świat się zmienił. Wciąż powtarzają, że baba nie będzie im rozkazywać!

- Z przykrością muszę przyznać ci rację, DeeDee - odparła ponuro Mistral. - Najgorszy jest Otto. Nie ma złych intencji, ale jego siła fizyczna i choleryczne usposobienie to mieszanka piorunująca. Trudno znaleźć na niego sposób. Pracuje w Cyrku Mistrzów od wielu lat i jest nam potrzebny. Nie mogę go zwolnić. Ten człowiek przenosi największe ciężary.

- Moim zdaniem nowy pogromca lwów jest równie silny jak Otto. Chyba mógłby go zastąpić. Jak się nazywa ten przystojniak? Kalif Khan albo coś w tym rodzaju. Wygląda na takiego, który każdemu dałby radę.

Chyba nie ma pod skórą ani grama tłuszczu. Mięśnie jak z żelaza! Sprawdź, czy jest samotny, a jeśli tak, wydaj się za niego!

- Deirdre!

- Ja na twoim miejscu tak bym właśnie zrobiła. Wyjdziesz na idiotkę, jeśli przepuścisz taką okazję. Powiem ci z ręką na sercu, że to najprzystojniejszy facet, jakiego w życiu spotkałam.

- Chyba masz rację - przyznała niechętnie Mistral.

Opowiedziała przyjaciółce o swoich podejrzeniach dotyczących powiązań Kalifa oraz jego zawodowych osiągnięć. Na koniec dodała: - Tak czy inaczej jest wyjątkowo tajemniczy. Żadnych konkretnych informacji. Wierz mi, DeeDee, że coś z nim jest nie tak. Czemu zatrudnił się u nas? Jeśli naprawdę jest tak dobry, jak twierdzi, wszędzie przyjęliby go z otwartymi ramionami. W naszym cyrku nie rozwinie skrzydeł.

- Przesadzasz, Mistral. Twoim argumentom brak logiki - uspokajała ją Deirdre. - Przede wszystkim Nicabar zna Kalifa od lat. Nie przyjąłby do pracy człowieka spoza branży, choć nie można wykluczyć, że nasz nowy kolega ma także inny zawód, który wykonuje, gdy kończy się sezon cyrkowych wędrówek. A co do knowań Grivaldiego... Pomyśl tylko, czy mu się opłaca dawać nam w prezencie speca od tresury. Po pierwsze: utrzymanie stada lwów oraz ich pogromcy to spory wydatek, a kto miałby na to łożyć, jak nie on. Poza tym w ten sposób sam wzbogaciłby program naszych spektakli. To oznacza pełną widownię i zwiększenie wpływów za bilety. Jedno i drugie jest Grivaldiemu nie na rękę.

- Chyba masz rację - mruknęła z ociąganiem Mistral.

Przekonały ją argumenty Deirdre. - Sama doszłam do takich wniosków. Mimo wszystko sądzę, że Kalif coś ukrywa. Nie ma... rąk cyrkowca. - Mistral nie chciała przyznać, że przyglądała się uważnie dłoniom pogromcy lwów.

Gdyby Deirdre zwróciła uwagę na ten drobiazg, domyśliłaby się, co ukrywa jej przyjaciółka, i natychmiast zabawiłaby się w swatkę.

- O co ci właściwie chodzi?

- Jego ręce są gładkie i zadbane. DeeDee, powiedz szczerze, czy widziałaś kiedykolwiek cyrkowca z wypielęgnowanymi dłońmi? Wszyscy mamy szorstką skórę i odciski. Popatrz na swoje ręce, obejrzyj moje. Obie próbowałyśmy zapuścić i malować paznokcie. Jak długo je nosiłyśmy? Od ściskania drążków trapezu i prac porządkowych dostaje się bąbli. Nawet Tanisha nosi sztuczne paznokcie.

Tanisha Ladi, kobieta-wąż, wykonywała akrobacje w towarzystwie ulubionego boa dusiciela. Od filigranowej kobietki nie wymagano, żeby pracowała fizycznie, lecz i tak zawsze była chętna do pomocy.

- Nie przyszło ci do głowy, że Kalif dba o ręce, ponieważ bardzo mu zależy, aby ładnie wyglądały? - zapytała Deirdre. - Na pewno zawsze pracuje w rękawiczkach.

Podczas treningu i występów trzyma jedynie bat, a to nie wymaga dużego wysiłku. Wiesz, co myślę? Moim zdaniem zmartwienia spowodowane dziwną ofertą Grivaldiego wywołały u ciebie manię prześladowczą. W każdym zakamarku widzisz czającego się wroga.

- Dzięki, kochanie. Przemawia przez ciebie zdrowy rozsądek. Muszę przyznać ci rację. Jestem chyba przewrażliwiona i dlatego wyolbrzymiam trudności. Zapewne Kalif jest równie próżny jak arogancki. Siedzi wieczorami u siebie i z braku lepszego zajęcia poleruje paznokcie.

Gotowa jestem w to uwierzyć.

- Dobrze się zastanów, nim zaczniesz kogoś podejrzewać, Missy - poradziła przyjaciółce Deirdre. - Moim zdaniem szczęście się do nas uśmiechnęło, gdy Kalif zaczął pracować w Cyrku Mistrzów. Wpływy z biletów będą teraz znacznie wyższe, a nasze dochody wzrosną.

Mistral nie brała dotąd pod uwagę tego aspektu sprawy.

Teraz wiedziała, czemu większość kolegów tak się ucieszyła się, że ich cyrk ma znów w programie tresurę lwów. To oznaczało dla nich wyższe dochody.

- Otworzyłaś mi oczy - wyznała cicho zawstydzona Mistral. - Nie zastanawiałam się, jakie konsekwencje ma dla was przyjęcie Kalifa do zespołu. Zdaję sobie sprawę, że Nicabar i ja płacimy wam niewiele, więc ledwie wiążecie koniec z końcem. Tresura lwów przyciąga widzów. Zaczynam się szczerze cieszyć, że Kalif jest z nami. - Mistral zerknęła na budzik stojący przy lustrze, zrobiła wielkie oczy i zawołała: - O Boże! Jest okropnie późno! Musimy pędzić, bo spóźnimy się na paradę. Dziadek nam tego nie daruje!

Ruszyły biegiem w stronę cyrkowego namiotu. Gdy mijały rozgrzany letnim słońcem parking, Mistral przypomniała sobie gorejące pożądaniem ciemne oczy Kalifa. Wzdrygnęła się mimo upału. Miała wrażenie, że jej ciało ogarnia płomień.

Rozdział 6

Na arenie

Mistral i Deirdre w ostatniej chwili wpadły za kulisy, ale zdążyły jeszcze zająć miejsce w formującym się orszaku cyrkowców. Taki pochód otwierał każde przedstawienie. Mistral odczuwała pewne zakłopotanie, gdy nieduża grupa artystów okrążała arenę. Kilkakrotnie dawała nawet dziadkowi do zrozumienia, że powinni zrezygnować z tego punktu programu.

Zespół nie był liczny i dlatego niemal każdy z artystów z konieczności opanował po dwie cyrkowe dyscypliny. W czasie parady nie mogli się jednak rozdwoić. Mistral zastanawiała się czasem, czy widzowie naprawdę są tak łatwowierni, by dać się przekonać, że cyrkowców jest dwa razy więcej niż uczestników parady. Nicabar upierał się, by nadal w ten sposób rozpoczynać przedstawienia. Wierzył w siłę tradycji.

Tego dnia odczucia Mistral były inne niż zwykle. Dziewczyna sięgnęła po efektowną pelerynę z fioletowego jedwabiu, która leżała na składanym krześle gotowa do włożenia, i drżącymi rękami narzuciła ją na ramiona. Teraz miała widomy dowód, że racja jest po stronie Deirdre. Obecność Kalifa Khana rzeczywiście wyszła Cyrkowi Mistrzów na dobre. Dzisiejsza parada zapowiadała się imponująco.

Pogromca lwów zamykał orszak. Miał na sobie biały, fałdzisty burnus haftowany w zawiłe arabeski, który musiał kosztować fortunę. Na głowie arabski turban, na nogach lśniące, czarne oficerki; w ręku skórzany bicz. Za nim ciągnął się rząd szesnastu barwnych klatek, w których trzymano lwice oraz lwy. Mistral przyznała w duchu, że to imponujący widok.

Zabrzmiał marsz i przedstawienie się zaczęło. Blask reflektora wydobył z półmroku postać Nicabara. Mistral z rozrzewnieniem popatrzyła na dziadka ubranego w czarny cylinder, frak, jedwabną pelerynę z czerwoną podszewką i staroświeckie białe rękawiczki. Starszy pan opierał się na czarnej lasce ze srebrną gałką. Mistral odniosła wrażenie, że jest tego popołudnia jakby wyższy i bardziej pewny siebie.

Wytworny konferansjer przywitał widzów i dał hasło do rozpoczęcia parady. Artyści zmierzali w stronę areny. Mistral otarła łzy wzruszenia, ozdobiła twarz profesjonalnym uśmiechem, wskoczyła na grzbiet ulubionego konia imieniem Złotnik i ruszyła stępa. Koń był równie stremowany jak woltyżerka. Zatańczył w miejscu, ale dziewczyna ściągnęła wodze i bez trudu go uspokoiła. Potem uniosła w górę ramiona i ruszyła wzdłuż areny, machając radośnie do widzów.

Jordan czekał na swoją kolej, obserwując Mistral z daleka. Wyglądała ślicznie w ciemnej pelerynie, z rozpuszczonymi płowymi włosami. Sierść jej wierzchowca miała podobny odcień. Ta dziewczyna była urodzoną amazonką. Jordan porównywał ją do pogańskich bogiń wiodących do bitwy armie wojowników.

Mistral nie przestawała się uśmiechać, ale w czasie parady ogarnęło ją dziwne uczucie. Zupełnie jakby dreszcz przebiegł jej po plecach. Szybko odkryła, w czym rzecz. Nie musiała odwracać głowy, by nabrać pewności, że Kalif gapi się na nią zza kulis. Czuła na sobie natarczywe spojrzenie ciemnych oczu gorejących piekielnym ogniem.

Niech diabli porwą tego drania!

Mistral z radością wyszła na arenę, ale pod czujnym wzrokiem pogromcy lwów po kilku okrążeniach popadła w irytację i z ulgą przyjęła hasło do opuszczenia rozświetlonego kręgu. Teraz chciała tylko zejść z oczu Kalifowi. Rzecz jasna, bywała już obiektem męskiego zainteresowania, do tej pory jednak przyjmowała takie umizgi z wyniosłą obojętnością. Po raz pierwszy było inaczej. Tym razem czuła, że jej ciało płonie. Nie miała pojęcia, co się z nią dzieje.

Kiedy dorastała, Nicabar trzymał ją krótko i wielokrotnie ostrzegał przed zagrożeniami wynikającymi z przedwczesnych kontaktów seksualnych. Nie ukrywał, że lekkomyślność może każdą dziewczynę wiele kosztować. Płaci się za nią zdrowiem. Nie planowana ciąża przerwałaby cyrkową karierę zdolnej akrobatki. Dziadek uświadomił Mistral, że mężczyzna próbujący zaciągnąć ją do łóżka nie staje się automatycznie kandydatem na męża. Większość z adoratorów wcale nie ma ochoty na założenie rodziny, a zresztą w małżeństwie też rozmaicie się układa. Przemoc i zdrada bywają na porządku dziennym.

Podczas cyrkowej tułaczki Mistral uważnie obserwowała ludzi oraz ich postępowanie. Wokół artystów zawsze kręciło się sporo rozmaitych drani. Mistral uznała, że dziadek ma rację, i wzięła sobie do serca jego rady. Nicabar zapewniał wprawdzie, że cierpliwość dziewczyny zostanie nagrodzona i pewnego dnia pojawi się właściwy mężczyzna, ale lata mijały, a właściwego kandydata do jej ręki jak nie było, tak nie było. Błędni rycerze wymarli przed wiekami. Współcześnie spotykało się głównie drani.

Kalif sprawiał wrażenie człowieka, który myśli i postępuje inaczej. Składał się z samych sprzeczności: raz wydawało się, że to pyszałek i arogant, innym razem natomiast okazywało się, że to wykształcony mężczyzna z poczuciem odpowiedzialności, zatroskany o innych i pracujący w pocie czoła. Mistral żywiła wobec niego mieszane uczucia i złościła się, nie mogąc przewidzieć, które zwyciężą.

Po zakończeniu parady pobiegła do garderoby, żeby zmienić kostium. Włożyła zielone trykoty naszywane cekinami i dopasowaną kolorystycznie jedwabną pelerynę. Usiadła na chwilę, by poprawić makijaż, i zamyśliła się tak głęboko, że dopiero dobiegający z megafonu głos dziadka wyrwał ją z zadumy na krótko przed występem.

Publiczność miała wkrótce oglądać podniebny balet w jej wykonaniu. W pokazie tym brała udział także Deirdre oraz kilka innych akrobatek wykonujących ewolucje na linie. Występowały wspólnie jako siostry Selinka. Gdy wraz z koleżankami wybiegła na arenę, ze zdumieniem stwierdziła, że jej linę trzyma skromnie ubrany Kalif.

- Gdzie Paolo? - szepnęła z niepokojem. - Co ty tutaj robisz?

Paolo Zambini był jednym z klaunów. Zwykle asystował Mistral podczas wykonywania ewolucji na linie.

- Sam nie wiem, co się dzieje - odparł cicho Jordan i pokręcił głową. - Przyszedł do mnie Nicabar i powiedział, że mam trzymać linę, więc trzymam.

- A potrafisz?

- Jasne. Uspokój się, Mistral. Obiecuję, że będę uważał. Nie wylądujesz wśród publiczności.

Mistral z wściekłością stwierdziła, że bezczelny pogromca uśmiecha się do niej promiennie. Złościła się coraz bardziej, bo przemknęło jej przez głowę, że przyjemnie byłoby scałować ten łobuzerski uśmiech z jego zmysłowych warg.

- W moim dobrze pojętym interesie wolałabym, żebyś miał rację - mruknęła, zdejmując pelerynę i buty na wysokich obcasach. Natarła talkiem dłonie i obnażone stopy.

- Nie mam ochoty wylądować na arenie z przetrąconym karkiem.

- Bez obaw. Wierz mi, potrafię utrzymać linę. Nie jestem nowicjuszem.

Jordan nie kłamał. Gdy wraz z matką odwiedzał cyrk dziadka, zawsze asystował Sophii; była akrobatka nieodmiennie ulegała pokusie, by, jak za dawnych lat, wykonać kilka powietrznych ewolucji wysoko pod cyrkową kopułą. Wspinała się po linie trzymanej przez syna. Na swój sposób uwielbiała ryzyko tak samo jak ojciec Jordana.

Mistral nie miała innego wyjścia; musiała zaufać przygodnemu asystentowi. Dziadek byłby wściekły, gdyby przerwała występ z tak błahego powodu jak nieobecność stałego współpracownika. Cokolwiek się dzieje, spektakl musi trwać. Widywała cyrkowców, którzy występowali, nie bacząc na drobne dolegliwości. Gorączka czy ból nie stanowiły usprawiedliwienia.

Mistral rzuciła Kalifowi wymowne spojrzenie i zaczęła się wspinać po grubej linie. Nie mogła zwlekać. Koleżanki się niecierpliwiły. Podniebne ewolucje wymagały idealnej synchronizacji ruchów wszystkich akrobatek. Nie mogła się dłużej spierać na arenie z pogromcą lwów, podczas gdy pozostałe dziewczyny były gotowe do występu.

Jej obawy okazały się płonne. Kalif był znakomitym asystentem. Trzymał linę jak należy. Potrafił być równie uważny jak Paolo. Nie popełnił żadnego błędu, a Mistral ani przez moment nie czuła się zagrożona.

Jordan bardzo przeżywał jej występ. Mimo ochronnej warstwy talku miał spocone dłonie, ale nie puścił liny. Wpatrywał się jak urzeczony w swoją partnerkę. Jej życie było, dosłownie i w przenośni, w jego rękach. Śmiało wspięła się pod kopułę, bo wiedziała, że on czuwa. Od niego zależało, czy uda jej się poprawnie wykonać akrobatyczne ewolucje. Była wprawdzie opryskliwa i arogancka, ale Jordan za nic w świecie nie szukałby teraz odwetu za sposób, w jaki się do niego odnosiła.

Pokaz dobiegł końca, a ubrana w zieleń artystka zsunęła się po linie. Gdy wkładała pantofle na wysokich obcasach, Kalif - jak przystało na dobrego pomocnika - otulił ją peleryną.

Kiedy poczuł ciepło rozgrzanego wysiłkiem ciała, ogarnęła go nieprzeparta pokusa, by wziąć dziewczynę w ramiona i całować rozchylone, zmysłowe usta. Dobiegł go znajomy zapach wanilii pomieszany z naturalną wonią skóry. Mistral zadrżała, jakby świadoma jego pragnień. Zrobiła szybko krok do przodu, uśmiechnęła się i skłoniła głowę przed publicznością. Nastrój prysł. Niezwykła chwila minęła.

Jordan był wściekły. Oto dowód, że Mistral St. Michel jest całkowicie odporna na jego urok. To odkrycie boleśnie zraniło męską dumę i próżność Jordana, ponieważ dowodziło, że przystojny brunet o zniewalającej urodzie niewiele może zdziałać bez wielkich pieniędzy Westcottów.

Mistral ukłoniła się widzom i pobiegła za kulisy. Nie podziękowała asystentowi i ani razu na niego nie spojrzała. Jordan się nie domyślił, że jego łagodne dotknięcie zbiło dziewczynę z tropu. Uciekła, bo lękała się spojrzeć mu w oczy.

Dopiero wówczas, gdy zamknęła drzwi garderoby, uświadomiła sobie, że opuściła arenę, nie powiedziawszy ani jednego ciepłego słowa wytrwałemu asystentowi. Po raz kolejny zachowała się jak nieokrzesana prostaczka. Kalif uznał ją pewnie za pozbawioną wszelkiej ogłady, rozwydrzoną pannicę. Skąd pewność, że istotnie jej pragnął? Na pewno wyobraziła sobie tylko, że widzi diabelskie ogniki w ciemnych oczach. Kalif nie miał powodów, żeby się nią interesować. Nabiła sobie głowę bezsensownymi mrzonkami.

Na razie nie mogła naprawić błędu, ale obiecała sobie, że zrobi to później. Nic prostszego; trzeba odnaleźć Kalifa i podziękować mu za pomoc. Niedawny występ dał jej do myślenia. Zaufała nowemu koledze i przestała być wobec niego podejrzliwa. Sam przyznał, że polecenie Nicabara całkiem go zaskoczyło, ale sprostał wyzwaniu i dał sobie radę. Nie zawiódł jej zaufania, a wypielęgnowane dłonie okazały się nad podziw sprawne i silne. Poza tym dowiódł, że zna się na cyrkowej robocie.

Wkrótce Mistral wyszła na scenę po raz drugi - tym razem w kostiumie woltyżerki. Po zakończonym występie ukryła się za kulisami, by obserwować popisy kolegów. Szczególnie zależało jej na obejrzeniu tresury lwów, zamykającej pierwszą część spektaklu.

Pracownicy Cyrku Mistrzów z wielkim zapałem i radością montowali w półmroku obszerną klatkę, wewnątrz której miał wystąpić Kalif Khan. Mistral doskonale wiedziała, że wśród publiczności wielu jest widzów święcie przekonanych, że cienkie, stalowe pręty nie stanowią dostatecznej ochrony przed wielkimi kotami. Przecież wątła przegroda cała drży, ilekroć zwierzę nie wyhamuje i wpadnie na nią podczas skoków i obrotów. To najlepszy dowód, że ochronna bariera to jedynie pozór. Ta odrobina ryzyka stanowiła zawsze o nieodpartym uroku cyrkowych widowisk. Zawsze mogło się wydarzyć coś nieprzewidzianego.

- A teraz, panie i panowie, chłopcy i dziewczęta, przed wami gość z tropikalnych lasów i rozległych pustyń upalnej Afryki - Nicabar uroczyście zapowiedział występ Kalifa. - Po raz pierwszy w Cyrku Mistrzów nieposkromiony, odważny do szaleństwa, nadzwyczajny Kalif Khan i jego pokaz tresury lwów! - Głos konferansjera huczał jak grom w cyrkowym namiocie.

Mistral podeszła do kurtyny, by lepiej widzieć Kalifa wchodzącego do wielkiej klatki. Treser miał na głowie turban. Barczyste ramiona okrywał haftowany arabski burnus. Pogromcy towarzyszyła śliczna Tanisha, która chętnie zgodziła się wystąpić jako jego asystentka. Kalif zdjął turban i pelerynę, ukazując czarną koszulę z bogatym haftem, dopasowane spodnie i ciemne, lśniące oficerki.

Mistral westchnęła mimo woli na widok urodziwego pogromcy lwów. Wszystkie kobiety były teraz pod jego urokiem. Przyszło jej na myśl, że cudownie byłoby kochać się z nim do utraty tchu, a potem zasnąć w silnych ramionach z głową przytuloną do muskularnego torsu.

- Na miłość boską - mruknęła do siebie. - Co za pomysł, Mistral! Weź się w garść, głupia dziewczyno.

Tanisha zabrała wierzchni strój i nakrycie głowy Kalifa, skłoniła się z wdziękiem i wyszła ze stalowego ogrodzenia. W chwilę potem otworzyły się niewielkie drzwiczki prowadzące do korytarza, który łączył poszczególne klatki z areną. Lwy i lwice wychodziły kolejno do rzęsiście oświetlonego kręgu, zajmując wyznaczone miejsca. Tylko jedna z samic - ostatnia w długim rzędzie - miała w tej kwestii inne zdanie.

Nazywała się Husejna. Wyjątkowo mądra i podatna na tresurę, była jedną z dwóch gwiazd tego stada. Kalif wyznaczył jej rolę buntowniczki, dzięki której widowisko nabierało tempa i dramatyzmu. Widzowie drżeli ze strachu, przekonani, że lwica jest dzika i niebezpieczna; lada chwila mogła się rzucić na pogromcę. W gruncie rzeczy Husejna była szczerze przywiązana do swego opiekuna i skwapliwie wypełniała jego polecenia.

Teraz jednak przekonująco grała swoją rolę. Biegała wzdłuż stalowych prętów klatki, a jej ogon poruszał się nerwowo, zamiatając arenę. Kalif ostro skarcił lwicę, ostentacyjnie strzelił z bata, i władczym gestem wskazał siedzisko, na które miała wskoczyć.

Husejna nie zwracała na niego uwagi.

Kalif skarcił ją po raz wtóry. Lwica podbiegła do pogromcy, wyciągnęła ku niemu potężną łapę i pokazała ostre pazury. Kalif w milczeniu odsunął łapę rękojeścią bata. Zwierzę otworzyło szeroko paszczę i ryknęło. Kalif zachwiał się na nogach i pomachał ręką, jakby poczuł nieprzyjemną, niemal trującą woń. Publiczność chichotała nerwowo. Nawet ukryta w ciemnym zakamarku Mistral uśmiechnęła się mimo woli.

Gdy Kalif doszedł do siebie po nagłym zaczadzeniu, raz jeszcze skarcił Husejnę. Odpowiedzią był kolejny ryk i agresywne machanie łapami. W końcu jednak lwica z ociąganiem wdrapała się na podwyższenie; słysząc komendę pogromcy, uniosła do góry przednie łapy. Reszta zwierząt poszła w jej ślady. Gdy całe stado przysiadło na zadach, widownia nagrodziła popis entuzjastycznymi oklaskami.

Mistral przyznała w duchu, że niesprawiedliwie oceniła Kalifa. Potrafił znacznie więcej, niż sądziła. Poza tym prezentował się znakomicie, co stanowiło dodatkowy atut. Do złudzenia przypominał księcia pustynnych Beduinów. Można by pomyśleć, że jeszcze niedawno siedział w namiocie rozstawionym wśród piaszczystych wydm. Publiczność od razu go pokochała.

Przedstawienie trwało. Kalif prezentował umiejętności swoich podopiecznych. Rolę faworyta grał z powodzeniem znakomicie wyszkolony lew imieniem Fendil. Zachowywał się jak łagodny koteczek. Wykonał mnóstwo zabawnych sztuczek: toczył się niczym piłka, mruczał rozkosznie, a w końcu przysiadł na ogonie i z radością przytknął nos do nosa opiekuna. Publiczność była zachwycona.

Występ dobiegał końca. Zwierzęta jedno po drugim zeskakiwały z siedzisk i znikały w niskim korytarzu ze stalowych prętów. Na arenie pozostała tylko Husejna. Nadal udawała, że celowo utrudnia życie pogromcy, który pokrzykiwał na nią i strzelał z bata, biegając po wielkiej klatce. Daremnie, bo lwica nie chciała wrócić do swego boksu.

W końcu ryknęła groźnie, obróciła się i sprężyła do skoku. Sytuacja wyglądała bardzo groźnie. Zarówno widzowie, jak i Mistral wstrzymali oddech, spodziewając się najgorszego.

Pogromca był szybszy od lwicy. Błyskawicznie wyciągnął zza paska niewielki pistolet i wycelował go w agresywne zwierzę. Huk wystrzału poraził oniemiałą publiczność. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy rozwścieczona kocica stanęła nagle jak wryta, a następnie upadła na arenę i znieruchomiała.

Kalif po mistrzowsku wykorzystał ten efekt. Niemal przez minutę stał jak posąg z dymiącym pistoletem wycelowanym w Husejnę, jakby nie miał pewności, czy niebezpieczeństwo minęło. Husejna grała wyśmienicie. Nie drgnął nawet koniuszek długiego ogona. Nic nie wskazywało na to, że utalentowana lwica tylko udaje martwą.

Kalif schował w końcu pistolet i podszedł do swej rzekomej ofiary. Pochylił się, jakby chciał sprawdzić, czy wielka kocica naprawdę nie żyje. Potem napiął mięśnie, stęknął i zarzucił ją sobie na ramię. Mistral spojrzała na niego z podziwem. Cóż za siłacz! Dorosła lwica ważyła niemal ćwierć tony. Husejna zwisała bezwładnie z barków pogromcy. Nie wychodziła z roli.

Przez kilka chwil publiczność naprawdę wierzyła, że Kalif opuszcza klatkę, niosąc trupa lwicy. Nim zniknął za kulisami, wyciągnął rękę i pogłaskał Husejnę za uchem. To był dla niej znak, który pojęła w lot. Uniosła głowę i szorstkim językiem polizała opiekuna po policzku na znak, że tylko udawali wrogów.

Publiczność oszalała z zachwytu. Oklaskom nie było końca. Oczarowani widzowie tupali w podłogę tak mocno, że drżały metalowe słupy podtrzymujące dach cyrkowego namiotu. Kalif machał ręką do wielbicieli jego talentu. Nadal dźwigał zadowoloną z siebie Husejnę, która mruczała mu do ucha jak kotka i rytmicznie poruszała długim ogonem. Żegnany owacyjnie pogromca zniknął za kulisami.

Na jego widok Mistral cofnęła się w cień, ale lwica wyczuła jej obecność. Prychnęła i wydała charakterystyczne syknięcie.

- Spokojnie - szepnął Jordan, gdy wystraszona Mistral otworzyła szeroko oczy i uniosła ramię obronnym gestem.

- Husejna próbuje dać do zrozumienia, że od razu cię polubiła.

- Polubiła? - z niedowierzaniem powtórzyła dziewczyna. - A co robi, gdy uzna kogoś za intruza?

- Bez ostrzeżenia skacze mu do gardła. Dlatego właśnie lubię istoty płci żeńskiej, które prychają i syczą ze złości. - Jak ty, chciał dodać, ale ugryzł się w język.

Był jednak pewny, że Mistral się domyśliła, co zamierzał powiedzieć. Gdy przylgnęła do ściany, żeby jej nie dotknął, przechodząc obok, uległ pokusie i mrugnął do niej porozumiewawczo. Husejna uznała, że pogromca zbyt długo ją ignoruje. Polizała ucho opiekuna, uniosła głowę i warknęła na Mistral. Każda zazdrosna samica na jej miejscu zachowałaby się podobnie.

Rozdział 7

Po spektaklu

Udany występ pogromcy lwów dodał animuszu pozostałym artystom. Mistral doszła do takiego wniosku, gdy wychodziła bez pośpiechu z opustoszałego namiotu cyrkowego. Ruszyła przez cichy parking do swojej przyczepy. Druga część spektaklu była jeszcze bardziej udana niż pierwsza, choć z pozoru wydawało się to niemożliwe. Wielki finał, czyli zespołowe akrobacje na trapezie, wywołały owację zachwyconej publiczności. Uzdolnieni artyści, którzy nie zawsze przykładali się należycie do występów, tym razem fruwali pod kopułą namiotu niczym ptaki. Wszystkie ewolucje zostały wykonane po mistrzowsku i nikomu się nie zdarzyło spaść na siatkę ochronną, co dotychczas wcale nie było rzadkością.

Tego popołudnia Mistral nabrała pewności, że zespół Cyrku Mistrzów wiele umie i przy odrobinie wysiłku może osiągnąć wszystko, co jest do zdobycia. W akrobacjach na trapezie z pewnością nie mieli sobie równych.

Nicabar promieniał szczęściem, gdy po zakończeniu spektaklu żegnał zachwyconych widzów. Na widok roześmianej twarzy starszego pana przybranej wnuczce łzy zakręciły się w oczach. Dawno nie widziała go tak uradowanym. Głos mu drżał z przejęcia, gdy dziękował publiczności.

Kiedy spotkali się za kulisami, dziadek serdecznie uściskał Mistral.

- Dziś było jak za dawnych dobrych czasów, kochanie - oznajmił. - Świadczyły o tym twarze dzieciaków, które odkryły nagle czarodziejski urok cyrku. Dorośli także zdawali sobie sprawę, że są świadkami niezwykłego wydarzenia.

- Masz rację, dziadku. Ja również tak sądzę - odrzekła Mistral.

Wróciła do swego mieszkanka w przyczepie, zdjęła błękitną pelerynę i połyskliwe, niebieskie trykoty, które miała na sobie podczas finałowego pokazu akrobacji na trapezie. Wyjęła z torby pozostałe kostiumy. Wszystkie trzy umieściła na wieszakach, zapakowała do foliowych toreb i schowała do szafy. Pantofle umieściła w plastikowych pudełkach.

Chętnie wzięłaby odprężającą kąpiel i odpoczęła w pachnącej pianie, ale jej przyczepa była tak ciasna, że miejsca starczyło tylko na niewielką kabinę prysznicową. Dziewczyna weszła do środka, odkręciła kurek i stanęła pod cienkim strumyczkiem. Marzyła, żeby choć raz mieć w łazience ciśnienie wody, które zmieniłoby prysznic w istny bicz wodny.

Była zdecydowana, że kiedyś zerwie z tułaczym życiem cyrkówki, zatrudni się w renomowanej firmie i będzie miała duże mieszkanie. Dość tułaczki w domku na kółkach. Woda popłynie wtedy pod właściwym ciśnieniem, a pani domu będzie mogła stać pod prysznicem godzinami, jeśli przyjdzie jej na to ochota. Urządzi kuchnię wygodnie i funkcjonalnie. Żadnych wnęk kuchennych! A do owych wszystkich luksusów dojdzie jeszcze łoże z baldachimem.

Nie będzie musiała zabiegać o względy publiczności i występować za pieniądze. Najmilszą jej rozrywką staną się kolacje w gronie przyjaciół. Nie miała wątpliwości, że umie wydawać przyjęcia. Potrafiła ładnie nakryć do stołu i przygotować wyśmienite potrawy. W przyszłości jej dom i przyjęcia godne będą opisania w renomowanych czasopismach. Może z czasem sama zacznie wydawać magazyn poświęcony ulubionej tematyce. Była w tej dziedzinie bardzo utalentowana. Dekoracja wnętrz oraz projektowanie zawsze przychodziły jej z łatwością. Wszyscy zwracali na to uwagę, a Mistral była świadoma, że zbiera zasłużone komplementy. Doszła nawet do wniosku, że ma dostatecznie dużo twórczej inwencji, by wydawać czasopismo poświęcone domom i ogrodom.

- Opamiętaj się, dziewczyno - mruknęła wreszcie, kpiąc ze swoich rojeń. Sięgnęła po mydło pachnące wanilią i starannie wymasowała ciało wonną pianą. Spłukała ją, sięgnęła po ręcznik, zakręciła wodę i wyszła z kabiny prysznicowej. - Niewiele potrafisz. Jako tako wychodzi ci kierowanie cyrkiem. Kto cię zatrudni w renomowanym czasopiśmie? Szczere chęci i twoje przekonanie, że masz dobry gust, nie wystarczą. W tej dziedzinie panuje ostra konkurencja. Nie masz szans. Jesteś marzycielką, moja droga! Śnisz na jawie. A gdzie studia? Obsługę komputera opanowałaś w minimalnym stopniu. Jeśli ci szczęście dopisze, może dostaniesz pracę w recepcji i będziesz przez cały dzień przyjmować telefony!

Była na siebie wściekła. Puściła wodze fantazji, ot co! Energicznie wytarła rozgrzaną skórę. Rzuciła ręcznik na wąskie łóżko... i zaraz chwyciła go ponownie, okrywając się nerwowo. Ktoś zapukał do drzwi.

- Kto... Kto tam? - zawołała.

- To ja, Kalif.

Litości! Pogromca lwów czekał za drzwiami, a ona stała pośrodku mieszkania naga jak ją Pan Bóg stworzył, okryta jedynie mokrym kawałkiem bawełnianej tkaniny.

- Chwileczkę... Gdybyś mógł trochę poczekać... - wykrztusiła. - Jestem... nie ubrana.

- Mnie to nie przeszkadza. - Nonszalancka uwaga doprowadziła Mistral do furii.

- Ale mnie tak. Czekaj cierpliwie albo wynoś się stąd, natręcie.

Kalif wybuchnął śmiechem, co jeszcze bardziej ją rozwścieczyło.

- Co cię tak śmieszy, draniu?

- To dobre! Zaufałaś mi bez wahania, gdy podczas spektaklu ubezpieczałem cię, trzymając linę. Można śmiało powiedzieć, że oddałaś swoje życie w moje ręce. Teraz nie chcesz wpuścić do środka wiernego asystenta, bo niewiele masz na sobie.

Mistral zagryzła wargi. Kalif odwrócił kota ogonem, ale w jego rozumowaniu była jakaś pokrętna logika. Nadmierne poczucie przyzwoitości wydało się nagle Mistral dość dziwaczne i śmieszne.

- Czekaj cierpliwie - odparła po namyśle. - Włożę przynajmniej szlafrok. Właśnie wyszłam spod prysznica.

Mam na sobie tylko ręcznik.

- Chętnie bym cię ujrzał w takim stroju.

- Nie masz na to żadnych szans, więc lepiej pozbądź się złudzeń.

Podbiegła do szafy. Sięgnęła pospiesznie do szuflady z bielizną i naciągnęła koronkowe majteczki. Wkładała je w pośpiechu i dlatego omal się nie przewróciła, bo ubieranie szło jej bardzo opornie. Na haczyku umieszczonym od wewnątrz wisiał szlafrok. Narzuciła go błyskawicznie. Jej serce kołatało niespokojnie, a ręce drżały, gdy zawiązywała pasek.

Sama nie wiedziała, czemu tak się denerwuje. Kostiumy, w których występowała na arenie, były znacznie bardziej zdradliwe niż wielki ręcznik albo obszerny, choć przykrótki szlafrok. Mimo to na samą myśl, że stanie wnet przed Kalifem, zabrakło jej tchu. Z trudem wzięła się w garść i uchyliła drzwi.

Kalif czekał na schodkach. Zdążył się już umyć i przebrać. Miał na sobie niebieskie dżinsy i czarną bawełnianą koszulkę z czerwonym napisem „Niepoprawny marzyciel”. Bez słowa zmierzył Mistral taksującym spojrzeniem.

- Warto było czekać - stwierdził krótko, a w niej krew zawrzała z wściekłości.

- Jestem zajęta - rzuciła oschle. - Mów, o co ci chodzi.

- Dziadek zaproponował, żebym stale jadał z wami obiady, ale kiedy zapytałem, czy ci o tym powiedział, okazało się, że nie. Chyba uznał za oczywiste, że będę tu mile widziany. Nie mam pewności, czy rzeczywiście tak jest, więc nie chcę się narzucać. Postanowiłem przyjść i zapytać, czy zechcesz mnie gościć. Fajnie byłoby spotykać się z wami przy obiedzie. Nie zamierzam jednak uchodzić za natręta i darmozjada. - Wskazał dwie brązowe torby stojące na schodach, których Mistral dotąd nie zauważyła. - Chciałem się jakoś zrewanżować za poprzednie spotkanie. Zrobiłem zakupy.

Przez moment Mistral była zła na dziadka, który podjął decyzję, nie pytając jej o zdanie. Potem jednak przypomniała sobie, jak wiele dzisiejszy występ Kalifa znaczył dla Cyrku Mistrzów i natychmiast ochłonęła ze złości.

- Brak mi słów. Zaskoczyłeś mnie. Sama nie wiem, co odpowiedzieć.

- Mam kilka pomysłów. Mogłabyś stwierdzić, że gotowanie dla trzech osób wcale nie jest bardziej kłopotliwe niż pichcenie dla dwójki. I każ mi częściej robić zakupy.

Powiedz, że dwie torby produktów to za mało, żebym mógł stale z wami jadać.

- Chwileczkę. Najpierw muszę sprawdzić, co przyniosłeś. Może... Wejdź do środka, Kalifie.

- To najmilsza propozycja, jaką dzisiaj słyszałem.

Podniósł obie torby i wszedł do przyczepy. Umieścił zakupy na kuchennym blacie i zaczął wyjmować produkty. Mistral nie wierzyła własnym oczom. Zawsze musiała oszczędzać i dlatego jadała skromnie. W codziennym menu królowały zapiekanki, pożywne zupy, spaghetti, gulasze, kluski, sery, tanie wędliny, fasola, proste sałatki i pieczywo. Na widok góry smakołyków po prostu zaniemówiła. Kalif z pewnością miał bardzo wyrafinowane podniebienie.

Ślinka ciekła Mistral do ust na sam widok kupionych przez gościa pyszności: mięso na pieczeń, doskonała szynka, kotlety grube na palec, kurczaki, baranina na szaszłyki. Oprócz mięsa mnóstwo warzyw: szparagi, młode ziemniaki, brokuły, marchewka, pomidory, pieczarki i szpinak, a także trzy rodzaje sałaty - zielona, krucha oraz endywia; do tego dwa gatunki pieczywa.

- Nie wiedziałem, co lubisz, więc kupiłem wszystkiego po trochu - wyjaśnił Jordan. - Po występie poszedłem na spacer i odkryłem w pobliżu bardzo przyjemny sklepik.

Mam nadzieję, że jesteś zadowolona.

- Zadowolona? To mało powiedziane - przyznała z ociąganiem Mistral. - Zapowiada się prawdziwa uczta.

Kiedy my to wszystko zjemy? Naprawdę stać cię na taki wydatek?

- Miałem nadzieję, że dziadek wspomniał ci o moich inwestycjach. Od wielu lat, kiedy nie pracuję w cyrku, imam się rozmaitych zajęć. Wszystkie zarobione pieniądze inwestuję w akcje i papiery wartościowe. Początkowo były to skromne sumy, ale z czasem zebrałem pokaźny kapitalik. Nie jestem milionerem - skłamał Jordan - ale żyję dostatnio. Od czasu do czasu mogę sobie nawet pozwolić na odrobinę luksusu.

- Rozumiem. - Mózg Mistral pracował szybko i skutecznie. Nagle odkryła sposób uratowania Nicabara i Cyrku Mistrzów przed bankructwem! - Kalifie, mam skromne oszczędności. Trochę grosza odłożyłam na czarną godzinę. Niewielka suma, ale gdybyś mnie nauczył, jak korzystnie inwestować, może przyniosłaby dochód. To byłoby dla nas wyjście. Szybko się uczę. Dużo czytałam i śmiało mogę powiedzieć, że sporo umiem, ale nie potrafię sama rozszyfrować, na jakich zasadach gra się na giełdzie. Operacje finansowe na dużą skalę to chwilowo dla mnie zbyt trudne zadanie. Gdybym się nauczyła zasad i reguł postępowania, mogłabym trochę zarobić i pomóc dziadkowi. Problem w tym... Z pewnością wiesz, że nasza sytuacja finansowa jest niepewna. Wystarczy jeden niespodziewany wydatek i będzie po nas.

- Chyba nie mówisz... nie zdawałem sobie sprawy, że jest aż tak źle - odparł cicho zaniepokojony Jordan. - Dziadek wspominał, że nie jest dobrze. Domyśliłem się od razu, że wiele przede mną ukrył. Byłem jednak przekonany, że najważniejszy problem to zakusy Bruna Grivaldiego i jego Cyrku Tropików.

- Grivaldi jest sępem szukającym ofiary. Z przykrością muszę przyznać, że stanowimy teraz łatwą zdobycz - stwierdziła Mistral z ponurą miną. Usta jej drżały, gdy mówiła te słowa. - Gdyby wpływy były większe, a publiczność dopisała, nie bylibyśmy wobec niego tacy bezbronni. Nie mogę spokojnie patrzeć, jak dziadek traci ukochany cyrk. To jego świat, sens życia. Zresztą sama nie wiem, czemu zawracam ci głowę. Nie musisz się tym przejmować. Po dzisiejszym spektaklu jestem pewna, że wszędzie przyjmą cię z otwartymi ramionami. Twój występ był znakomity. Gdyby Cyrk Mistrzów zbankrutował, nie grozi ci bezrobocie. Właściwie nie wiem, co cię skłoniło, by do nas przystać.

- Już ci tłumaczyłem. Mam wobec dziadka dług wdzięczności. Chciałem mu pomóc.

Rozmowy z Mistral przekonały Jordana, że dziewczyna nie jest wcale tak opryskliwa i arogancka, jak mu się wcześniej zdawało. Sprawiała wrażenie nieprzystępnej, bo otoczyła się murem, który chronił ją przed okrucieństwem ludzi i świata. Trzymała wszystkich na dystans i nie ufała obcym.

- Z największą przyjemnością nauczę cię zasad gry na giełdzie - oznajmił po namyśle - ale nie rób sobie wielkich nadziei. Obawiam się, że to nie jest sposób na szybkie i bezpieczne wzbogacenie. Tego rodzaju operacje finansowe zawierają element ryzyka. Poza tym dysponujesz niewielkim kapitałem, więc musisz długo czekać na zyski.

Miną lata, nim zgromadzisz naprawdę wartościowy pakiet akcji.

Przykro mu było odbierać Mistral złudzenia. Śliczna twarzyczka, rozjaśniona przed chwilą blaskiem radości, znowu spochmurniała, zielone oczy przygasły, a pełne usta wygięły się w podkówkę.

- Rozumiem. Masz rację. Powinnam była się domyślić... - Mistral umilkła. Nie mogła przeboleć tego, że zrobiła z siebie idiotkę. Kalif dojdzie teraz do wniosku, że jest nie tylko arogancka, lecz także głupia. - Przepraszam.

Nie chciałam zawracać ci głowy trudnościami naszego cyrku. To przecież nie twoja sprawa. Mniejsza z tym...

Dziękuję, że chcesz mnie uczyć. Chętnie zacznę od drobnych inwestycji. Pozostaje mi przekonująco oszukiwać naszych wierzycieli, póki stan finansów się nie polepszy.

- Milczała przez chwilę, a potem zaczęła z innej beczki.

- Dzięki za te pyszności. Jestem ci także winna podziękowanie za pomoc w czasie występu.

- Drobiazg. Jedno i drugie zrobiłem z przyjemnością.

A wracając do głównego powodu mojej wizyty... O której będzie obiad?

- Zaraz biorę się do pracy. Jutro mamy kolejną popołudniówkę w odległym miasteczku - tłumaczyła Mistral.

- Będziemy jechać przez całą noc, żeby mieć potem dość czasu na rozstawienie namiotu i przygotowania do występu.

- Słusznie. Czy mogę ci pomóc? Nieźle radzę sobie w kuchni - zaproponował uprzejmie Jordan.

- Właściwie... - Chciała powiedzieć, że to nie jest konieczne, ale zaskoczyła samą siebie, mówiąc: - Miło, że o tym pomyślałeś, Kalifie. Dzięki. Przyda mi się zdolny pomocnik.

Serce zabiło jej mocniej, gdy promienny uśmiech rozjaśnił twarz Kalifa. Nie wiedzieć czemu nagle zrobiło się jej lekko na sercu. Przestała się zamartwiać i uwierzyła, że wcale nie jest tak źle. Naprawdę poweselała, chociaż zarazem ta nagła zmiana nastroju sprawiała wrażenie dziwnej i niewytłumaczalnej. Wcale się tym nie przejęła.

Rozdział 8

W trasie

Podczas letniego tournee Mistral stwierdziła pewnego dnia ze zdumieniem, że coraz więcej czasu spędza w towarzystwie Kalifa. Początkowo niemal codziennie spotykali się na obiedzie. Khan przychodził zawsze z Nicabarem, toteż dziewczyna wmawiała sobie, że robi przyjemność dziadkowi, któremu młody mężczyzna stał się bliski niczym rodzony wnuk.

Mistral uznała, że wszystko jest w porządku. Przestała się czuć zagrożona. Widoczne przywiązanie Nicabara do Kalifa nie musiało wcale oznaczać rozluźnienia długoletniej więzi łączącej ją z dziadkiem. Pozbyła się wszelkich obaw, gdy pewnego dnia starszy pan został nieco dłużej niż Kalif. Odbyli poważną rozmowę o przeszłości i teraźniejszości. Nicabar spokojnie palił fajkę, wspominając dawne, dobre czasy oraz wielkie dni Cyrku Mistrzów.

Potem długo milczał.

- Mistral - odezwał się w końcu - wiesz, że odkąd po śmierci twoich rodziców wziąłem cię na wychowanie, jesteś dla mnie najprawdziwszą wnuczką. Zapamiętaj sobie raz na zawsze, że to się nigdy nie zmieni. Nie obawiaj się, że Kalif będzie teraz moim faworytem. Tak się dobrze składa, że ludzkie serce jest pojemne. Może kochać wiele osób. Każdą inaczej.

- Wiem o tym, dziadku. Tłumaczyłeś mi takie sprawy, kiedy byłam małą dziewczynką. Widziałam, jak dbałeś o kolegów z cyrku. Byli dla ciebie jak rodzina - odparła Mistral. Ciężar spadł jej z serca. Uspokoiło ją zapewnienie dziadka. Czuła się zarazem trochę winna, że zwątpiła w stałość jego uczuć.

Wszystko układałoby się doskonale, gdyby nie seria drobnych awarii, takich jak przebicie opony czy kłopoty z silnikiem. Z magazynu zginęło trochę karmy dla zwierząt. Częściej niż zwykle pruły się kostiumy i psuło wyposażenie.

Początkowo Mistral sądziła, że to niefortunny zbieg okoliczności. Samochody Cyrku Mistrzów były wysłużone; nic dziwnego, że się psuły. Brakujące worki z paszą pewnie zostały gdzieś przełożone i potem zapomniane. Sprzęt i kostiumy także nie były najnowsze, a rzeczy mocno zużyte szybko się niszczą.

W głębi ducha Mistral podejrzewała jednak, że Bruno Grivaldi maczał w tym palce. Mimo woli nadal kojarzyła nieprzyjemne zdarzenia z obecnością pogromcy lwów, najmłodszego stażem kolegi z zespołu. Seria drobnych katastrof zaczęła się tuż po jego przybyciu. Z drugiej strony jednak nie potrafiła zgadnąć, co mogłoby łączyć Kalifa I Grivaldiego.

Podawana z ust do ust wieść o znakomitym pokazie tresury lwów w każdym miasteczku ściągała do cyrku mnóstwo widzów. To z pewnością nie służyło interesom szefa Cyrku Tropików. Ciągłe awarie sporo kosztowały, ale wydatki zwracały się z nawiązką dzięki wpływom ze sprzedanych biletów. Z tego wniosek, że pogromca lwów nie zawinił, a drobne katastrofy należy przypisać niefortunnemu zbiegowi okoliczności. Istniała również trzecia możliwość: to nie Kalif, tylko ktoś inny działał na szkodę cyrku.

To ostatnie spostrzeżenie bardzo zasmuciło Mistral. Prócz Khana nikt do nich ostatnio nie dołączył. Z drugiej strony rodzaj szkód wykluczał działania ludzi z zewnątrz. To oznaczało, że mieli wroga wśród swoich. Był nim jeden ze współpracowników, którym Nicabar ufał od lat. Teraz jej dziadek został haniebnie zdradzony. Na samą myśl o tym Mistral spochmurniała. Co gorsza, zaczynała podejrzewać o zdradę najbliższych przyjaciół. Na przykład: Deirdre i Liam O'Halloran. Rudowłosa Irlandka wspomniała niedawno, że mają widoki, by w przyszłości kierować dużym cyrkiem. Może Grivaldi obiecał ich zatrudnić u siebie, jeśli mu pomogą załatwić Nicabara?

- Nie jestem w stanie przyjąć tego do wiadomości - mruknęła do siebie Mistral. Uzbrojona w szpadel i widły usuwała nawóz z przyczep, w których przewożono konie.

Zabrała się do tej roboty z samego rana. - To nie do wiary!

- W co nie możesz uwierzyć? - zapytał Jordan, stając za Mistral, która drgnęła ze strachu. - Znowu to samo.

Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć. Czym się martwisz?

- Ostatnio prześladuje nas pech. Za dużo złego się dzieje, żeby to był zwykły przypadek.

- Chyba masz rację. Przytrzymaj worek. - Jordan wyjął szpadel z rąk dziewczyny i zaczął wrzucać nawóz do plastikowej torby. - Masz jakieś przypuszczenia na temat winowajcy? A może jestem nadal jedynym podejrzanym?

- Powinnam cię podejrzewać? - wypytywała żartobliwie Mistral. Jordan wzruszył ramionami.

- To naturalne. Tylko ja jestem tu nowy. Te wszystkie szkody wyglądają mi na robotę członka naszego zespołu.

- Zgadza się. Wiele o tym myślałam. Jest niemal pewne, że to nie twoja sprawa. To oczywiste, że najbardziej zaszkodziłbyś teraz Cyrkowi Mistrzów, gdybyś zerwał kontrakt, zabrał swoje lwy i przeniósł się do innego zespołu.

- Cieszę się, że ten argument cię przekonał. Mniejsza z tym, że istotnie podejrzewałaś mnie o sabotaż. Kogo jeszcze masz na swojej liście?

- Szczerze mówiąc, nikogo. - Mistral zarumieniła się, widząc na ustach Kalifa ironiczny uśmiech.

- Chyba zdajesz sobie sprawę, że gdy kłamiesz, zdradza cię rumieniec - stwierdził bezlitosny pogromca.

- Owszem. To bardzo niegrzecznie z twojej strony, że o tym wspominasz. Powinieneś zachować dla siebie tę uwagę, pożegnać się i odejść.

- Nigdy nie twierdziłem, że znam się na dobrych manierach, prawda? - stwierdził Jordan z łobuzerskim uśmiechem. Pod taksującym spojrzeniem czarnych oczu Mistral zarumieniła się jeszcze bardziej.

Miała na sobie zieloną bawełnianą koszulkę zawiązaną na supeł pod biustem. Kalif zerkał ukradkiem na odsłonięty, płaski brzuch dziewczyny. Dopasowane, wąskie dżinsy i stare oficerki dopełniały całości.

Rumieniła się, czując na sobie uporczywy wzrok pogromcy lwów. Miała tak jasną i delikatną skórę, że zapewne całe ciało poróżowiało ze wstydu. Jordan wyobraził sobie, że stoi przed nim naga. W wyobraźni ujmował już w dłonie jej piersi, całował je, pieścił i rozkoszował się słodyczą jędrnego ciała. Z trudem nad sobą panował. Narastało w nim pożądanie. Mistral od razu spostrzegła, co się z nim dzieje.

- Mam coś... do zrobienia - wykrztusiła, ruszając w stronę wyjścia. Drzwi przyczepy były otwarte.

Jordan odruchowo wyciągnął ramię i oparł się o ścianę.

- Skąd ten pośpiech? - zapytał cicho. - Jeszcze nie skończyliśmy.

Mistral czuła się bezradna. Nie wiedziała, co odpowiedzieć, co robić. Jej serce kołatało jak oszalałe. Brakło jej tchu.

Była przerażona. W przyczepie nagle zrobiło się ciasno. Kalif górował nad nią jak barbarzyński wojownik, zdecydowany wziąć siłą wszystko, czego pragnie. Mistral wyobraziła sobie, jak rzuca ją na zasłaną sianem podłogę, zrywa ubranie, rozsuwa jej uda, by zaspokoić żądzę.

Na domiar złego wcale nie była pewna, czy będzie się broniła. Podświadomie czekała na tę chwilę od dawna. Odwróciła wzrok, by Kalif nie wyczytał z jej oczu przyzwolenia. Jordan delikatnym ruchem dłoni uniósł twarz dziewczyny i dotknął wargami jej pełnych ust.

Całował zachłannie, z pasją, aż Mistral zabrakło tchu. Wiedział, jak zawrócić w głowie słabej kobiecie. Był zachłanny. Domagał się całkowitego oddania. Nogi ugięły się pod oszołomioną dziewczyną. Upadłaby, gdyby jej mocno nie trzymał. Wtuliła się w jego objęcia i przywarła do potężnego torsu. Czuła żar rozpalonego pożądaniem ciała. Jęczała cicho, oszołomiona pocałunkami.

Mimo to jakiś wewnętrzny głos podpowiadał jej, że wszystko dzieje się zbyt szybko. Próbowała zebrać myśli.

- Nie... przestań - mruknęła, odrywając wilgotne usta od jego warg.

Jordan nie dawał za wygraną. Obsypywał pocałunkami jej szyję, przez bawełnianą koszulkę całował piersi. Mistral nagle otrzeźwiała i zaczęła go odpychać.

- Przestań! Nie wolno! Sama nie wiem, co mnie napadło. Skąd mogłam wiedzieć, jak to się skończy? Zaskoczyłeś mnie. Wybacz - powtarzała raz po raz płaczliwym głosem. Była zdyszana jak po długim biegu. Brakowało jej powietrza. - Nie mogę! Wybacz.

Jordan oddychał ciężko i patrzył na nią błędnym wzrokiem, jakby nie rozumiał, o co jej chodzi. Z wolna docierało do niego, że Mistral go nie chce. Od wielu lat nie spotkał się z odmową. Jordan Anthony Westcott był zawsze miłe widzianym adoratorem. Początkowo zaślepiony namiętnością miał jeszcze nadzieję, że dopnie swego. Po dłuższej chwili zrozumiał, że to daremna nadzieja. Niespodziewana klęska tak go rozbawiła, że roześmiał się na całe gardło.

Taka reakcja na odmowę sprawiła, że Mistral poczuła się kompletnie zbita z tropu. Najpierw żarliwe pocałunki, potem śmiech?

Co za szczęście, że się nie oddała temu draniowi! W przeciwnym razie leżałaby teraz na zasłanej sianem podłodze przyczepy. Kalif pozbawiłby ją dziewictwa i pyszniłby się w rozmowach z innymi cyrkowcami, że ją miał. Wszyscy przecież wiedzieli, że Mistral chłodno traktuje adoratorów. Ależ by plotkowali! Żartom nie byłoby końca. Gadaliby za jej plecami. Autorytet długoletniej administratorki Cyrku Mistrzów ległby w gruzach!

Mistral gotowała się ze złości. Odruchowo uniosła rękę, by spoliczkować roześmianego pyszałka.

Dłoń dziewczyny nie dotknęła jednak twarzy Jordana, który chwycił szczupły nadgarstek ruchem tak szybkim, że Mistral w ogóle nie zauważyła, jak to się stało. Nie sprawił jej bólu, ale mocno trzymał rękę. Mistral próbowała się wyrwać i uderzyć Kalifa wolną dłonią zaciśniętą w pięść, ale i tym razem pogromca był szybszy. Przycisnął ją do ściany, uniósł w górę trzymane mocno szczupłe ramiona. Mistral nie dawała za wygraną, ale jej wysiłki były daremne.

- Przestań mnie odpychać, Mistral - mruknął Jordan. Wpatrywał się w twarz rozwścieczonej dziewczyny. Jej oczy lśniły jak zielone płomienie, ale wyzierała z nich rozpacz. Usta wilgotne od jego pocałunków drżały rozpaczliwie. Ciałem wstrząsały dreszcze. - Chociaż bardzo bym chciał, nie mogę cię mieć, jeśli sama mi się nie oddasz. Wybacz, że się roześmiałem. Chyba źle to zrozumiałaś. Nie kpiłem z ciebie. Ubawiła mnie własna pycha. - Uśmiechnął się ponuro. - Problem w tym, że... no wiesz, od dawna nie spotkałem się z odmową. Śmiało mogę powiedzieć, że dla mnie to zupełnie nowe doświadczenie.

- Zastanawiam się w takim razie, cóż za kobiety cię otaczają - odcięła się urażona Mistral.

- Dobre pytanie! Sam je sobie czasami zadaję. Jesteś zupełnie inna i dlatego tak bardzo mi się podobasz. Marzyłem, by cię pocałować, a potem... Chyba jeszcze na to za wcześnie. Zrozum... Nie spotkałem dotąd kobiety takiej jak ty. Jesteś wyjątkowa, Mistral. Pod wieloma względami przypominasz moją matkę.

- Naprawdę?

- Tak. Jesteście bardzo podobne.

- Gdzie mieszka twoja mama?

- W Chicago. Była kiedyś artystką cyrkową. Po ślubie przerwała występy. - Jordan uznał, że nie ma powodu, by to przed Mistral zatajać.

- Czym się zajmuje twój ojciec?

- Już niczym. Zginął tragicznie pięć lat temu.

- Och, bardzo mi przykro. Nie chciałam być wścibska.

- Nie jesteś. Ojciec miewał... dziwne pomysły. Pociągały go ryzykowne przygody. Zginął podczas lotu balonem.

- Moi rodzice także mieli wypadek - powiedziała Mistral. Ochłonęła już ze złości. Nie bała się, choć Jordan nadal trzymał jej ręce. - Pewnego wieczoru zawiódł drążek trapezu i oboje spadli na arenę. Zabili się na miejscu.

Od tamtego dnia Nicabar zawsze każe rozpinać siatkę ochronną. Zaopiekował się mną po śmierci rodziców. Nie jest moim rodzonym dziadkiem. Nie łączą nas więzy krwi, ale czujemy się sobie bliscy niczym krewni. Nie mam nikogo prócz dziadka. Gdybym go straciła, żyłabym w pustce. Jordanie... puść mnie. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chętnie wróciłabym do pracy.

- Szczerze mówiąc, ten pomysł wcale mi się nie podoba - wyznał otwarcie Jordan. - Ale nie chcę, żebyś się do mnie zraziła. Mam nadzieję, że mi wierzysz, Mistral.

- Sama nie wiem, w co wierzyć. Mam zamęt w głowie. Teraz jestem pewna tylko jednego: ktoś próbuje zaszkodzić naszemu cyrkowi, żeby dziadek musiał tanio sprzedać firmę Grivaldiemu.

- W takim razie musimy jak najszybciej znaleźć winnego, prawda? - stwierdził Jordan, puszczając dłonie dziewczyny. Odsunął się i ujął szpadel.

Mistral poczuła dziwne rozczarowanie. W głębi ducha gotowa była przyznać, że pocałunki Jordana były cudowne.

- Obawiam się, że to bardzo trudne zadanie - odparła z rezygnacją. - Dziadek uprzedził wszystkich, by mieli oczy szeroko otwarte, ale na razie brak nam informacji.

- Tak czy inaczej, źle się u nas dzieje - stwierdził zdecydowanie Jordan. - Trzeba zwracać uwagę na drobiazgi.

Każdy szczegół może być istotny. Wystarczy, na przykład, że zauważymy drobną zmianę w zachowaniu czy codziennych zwyczajach. Wiesz, kto ma kłopoty finansowe? Taką osobę łatwo skusić obietnicą szybkiego zarobku. Komu Grivaldi mógłby zaproponować pieniądze?

- Cały zespół przeżywa trudności finansowe. Zresztą od dawna tak jest. Spłacamy długi, więc niewiele zostaje dla artystów. To bardzo przykra sytuacja. Jak tak dalej pójdzie, zacznę wszystkich podejrzewać i nabawię się manii prześladowczej.

- Przesadzasz. - Jordan energicznie pokręcił głową.

- Jedno ci powiem. Znakomicie dajesz sobie radę z administrowaniem naszą małą firmą. Jesteś mądrą dziewczyną.

Z pewnością rozumiesz, że obecne kłopoty w żadnym wypadku nie wynikają z rzekomych błędów w zarządzaniu.

Nie można ich także przypisywać kaprysom losu. Ktoś za tym stoi.

- Mimo to czuję się okropnie, podejrzewając osoby, które znam od lat.

- Trudne chwile zmieniają czasem ludzi na gorsze.

Ktoś z pracowników naszego cyrku nie wyszedł zwycięsko z tej próby.

Mistral popatrzyła na Kalifa i zamyśliła się głęboko.

Pogromca lwów był od niej znacznie silniejszy. Gdyby chciał, mógł wziąć ją siłą na podłodze niewielkiej przyczepy. Zapewne nie byłaby w stanie obronić się przed nim.

A jednak wypuścił ją z objęć, kiedy tego zażądała. Bywał natarczywy i arogancki, ale nie posunął się za daleko. To ważne. Postanowiła zaufać mu bez zastrzeżeń.

- Dzięki, Kalifie. Bardzo mi pomogłeś - szepnęła. Decyzja została podjęta. Mistral miała nadzieję, że nie będzie tego żałować.

Rozdział 9

Gwiazdozbiory i znaki zodiaku

Wbrew zadawnionym uprzedzeniom Mistral postanowiła ufać Kalifowi i konsekwentnie się tego trzymała. W czasie letniego tournee bardzo się do siebie zbliżyli. Tylko pogromca lwów mógł pomóc zdesperowanej administratorce Cyrku Mistrzów w śledztwie dotyczącym powtarzających się coraz częściej przypadków sabotażu. Szkody nie były wielkie, ale narastały lawinowo.

Wszelkie próby schwytania ich sprawcy okazały się daremne. Starania Mistral i Kalifa spełzły na niczym. Para domorosłych detektywów nie mogła być wszędzie. Ustawiczne patrolowanie każdego zakamarka Cyrku Mistrzów przez dwadzieścia cztery godziny na dobę było ponad ich siły i możliwości. Złoczyńca był zresztą bardzo ostrożny i starannie zacierał ślady. Pesymistycznie nastawiona do sprawy Mistral twierdziła, że nigdy go nie znajdą. Straciła także nadzieję, że zarobi dość pieniędzy, by wyciągnąć cyrk z finansowego dołka.

Sytuacja jest beznadziejna, powiedziała sobie w duchu, rzucając ołówek na stos zapisanych kartek. Zestawiła właśnie dane na temat notowań giełdowych. Kalif, jej nauczyciel, twierdził, że szybko poznaje tajniki inwestowania na giełdzie. Podejrzliwa dziewczyna sądziła, rzecz jasna, że Kalif mówi tak, bo chce jej zrobić przyjemność. Z drugiej strony jednak na papierze wykazywała zyski, chociaż w prawdziwe akcje nie zainwestowała jeszcze ani grosza. Kalif wyjaśnił, że jej skromny fundusz na czarną godzinę nie wystarczy na zakup pakietu akcji.

W takim razie po co siedzieć nad wykazami cen i planować nierealne z założenia operacje finansowe? Mistral raz po raz zadawała sobie to pytanie. Powinna raczej krążyć wśród przyczep i szukać przestępcy! Mimo to nie wstała od stołu. Wyjrzała jedynie przez okno, wdzięczna losowi za lekki wietrzyk, łagodzący letnie upały. Na zewnątrz było okropnie gorąco. Wentylator znajdujący się w przyczepie dawał złudzenie chłodu.

Mistral popracowała jeszcze chwilę i poszła do łazienki, by skropić twarz zimną wodą. Spojrzała w lustro. Dotknęła warg i z uśmiechem wspominała, jak Kalif ją całował. Spędzał w jej przyczepie niemal wszystkie popołudnia, więc mieli sporo okazji do pocałunków. Kalif był pod tym względem nieprzewidywalny. Brał ją niespodziewanie w ramiona i całował do utraty tchu. Nie szczędził jej także czułych pieszczot. Mistral ogarniał wówczas płomień pożądania. Tuliła się do swego nauczyciela i wzdychała rozkosznie, czując, jak pod jego dotknięciem nabrzmiewają jej sutki. Rozkosz graniczyła z bólem, a wówczas ciało Mistral domagało się mocniejszych doznań.

Sama nie wiedziała, co o tym myśleć. Targały nią sprzeczne uczucia. Nie potrafiła się z nimi uporać. Żyła w ogromnym napięciu. Powtarzała sobie, że powinna unikać Kalifa. Za bardzo mu ufała, zbytnio polegała na jego opinii. Wciąż powracały dawne uprzedzenia dotyczące jego roli w machinacjach Grivaldiego. Mimo to nie była w stanie niczego przed nim ukryć. Potrzeba zwierzeń była silniejsza od wątpliwości. Mistral uwielbiała na niego patrzeć; był taki przystojny. Znał się na sprawach, o których nie miała pojęcia. Coraz trudniej było jej opierać się temu wspaniałemu mężczyźnie.

Nadal jednak nie była zdecydowana, czy ulegnie Kalifowi, który zdawał sobie sprawę z jej niezdecydowania. Czasami nawet sobie z niej żartował. Czuła się wtedy jak uparta dziewczynka, a nie jak dorosła kobieta, świadoma swoich pragnień i potrzeb, które ostatnio bardzo wyraźnie dawały o sobie znać. Wystarczyło, by pomyślała o Kalifie, i już czuła, jak nabrzmiewają jej piersi. Zarumieniła się i zakręciła kurek z zimną wodą. Wytarła twarz ręcznikiem i włożyła świeżą bawełnianą koszulkę. Biustonosz uznała za niepotrzebny.

Zimna woda i luźny strój przyniosły ulgę, lecz nie na długo. Gdy Mistral usiadła przy stole, znowu poczuła gorąco. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że popołudniowy upał niewiele ma z tym wspólnego. Ten sam powód sprawił, że nie mogła się skupić na zestawieniach cen akcji. Mimo woli nasłuchiwała, czy nie nadchodzi Kalif.

Zwykle zjawiał się u niej o tej porze. Studiowali razem notowania giełdowe. Potem wspólnie szykowali kolację. Przy każdej okazji Kalif ją całował, dotykał, pieścił. Miała wówczas kłopoty z oddychaniem, przyspieszony puls i zamęt w głowie. Wystarczyło, by usłyszała kroki na schodkach wiodących do przyczepy, a już ogarniało ją radosne podniecenie. Właśnie nadchodził. Usłyszała pukanie do drzwi. Kalif wszedł, nie czekając na zaproszenie.

Mistral natychmiast pochyliła głowę nad gazetą i notesem; chwyciła ołówek, by Kalif sobie nie pomyślał, że wyczekuje jego odwiedzin.

- Widzę, że ciężko pracujesz - rzucił Jordan na powitanie, gdy nie podniosła wzroku. - Jak ci idzie?

- Chyba nieźle - odparła Mistral. Z zadowoleniem stwierdziła, że jej długie, jasne włosy zakrywają pół twarzy. Kalif się nie domyśli, że, zamiast pracować, siedziała tu i śniła o nim na jawie. - Okropnie dziś gorąco. Mam pewne trudności z koncentracją - przyznała niechętnie, kiedy się zorientowała, jak niewiele ma dziś do pokazania, choć spędziła nad wykresami i notatkami sporo czasu.

- Owszem. Ten żar mocno daje się we znaki - odparł Jordan, świadomy, że jego słowa brzmią dwuznacznie.

Zamiast usiąść naprzeciwko Mistral, zajął miejsce obok niej na przymocowanej do podłogi ławce. Położył rękę na oparciu, żeby móc bezkarnie dotykać ramienia dziewczyny. Przysunął się, by poczuć jej udo. - Ja również byłem dziś bardzo rozkojarzony.

Jordan nie kłamał. Miał wrażenie, że lada chwila oszaleje. Wciąż rozmyślał o Mistral. Trzymała go w niepewności. Całowali się, a w chwilę później znów mu się wymykała. W innych okolicznościach uznałby ją za obrzydliwą kokietkę. Miał jednak dość czasu, by poznać tę dziewczynę i nabrać dla niej szacunku. Był świadomy, że uczucia, które dla niego żywi, są bardzo pogmatwane. Mimo wszystko zależało jej na nim, ale nie był pewny, czy ufa mu całkowicie. Co ważniejsze, tak długo była sama, że nabrała poważnych wątpliwości, czy mężczyzna w ogóle będzie jej w życiu potrzebny - zwłaszcza taki facet jak on.

Mimo wszystko Jordan był przekonany, że z czasem przezwycięży wszelkie przeszkody utrudniające na razie ich związek, a wytrwałością przekona Mistral, że nie ma się czego bać.

- Czy osiągnęłaś dzisiaj zyski, rzecz jasna na papierze?

- zapytał, wskazując gazetę.

- Tak.

- Pokaż.

Mistral opowiadała o hipotetycznych inwestycjach w akcje rozmaitych przedsiębiorstw, boleśnie świadoma cudownej bliskości Kalifa. Mówiła o zakupie pakietu i spodziewanych przychodach, a zarazem podziwiała wspaniałą muskulaturę nauczyciela. Przypominał młodego lwa. Był silny, wysportowany i niesłychanie pociągający. Ich uda się dotykały. Mistral czuła na całym ciele rozkoszne dreszcze. Dopiero teraz przypomniała sobie, że nie włożyła stanika. Delikatna bawełna muskała jej piersi, które prężyły się pod tkaniną.

Kalif zerkał ukradkiem na biust swojej uczennicy. Nie uszło jej uwagi, że oczy mu pociemniały, a źrenice się rozszerzyły, gdy pojął, że sąsiadka nic nie ma pod cienką bluzeczką. Najwyraźniej zamierzał pocałować Mistral, która od razu to wyczuła. Serce biło jej coraz mocniej. Machinalnie oblizała usta. Kalif to zauważył i westchnął głęboko. Poczuła jego zachłanne wargi i ciepły, natarczywy język.

W pierwszej chwili próbowała się bronić. Daremnie, bo wola oporu szybko osłabła, a myśli zmąciły się pod wpływem śmiałych pocałunków i pieszczot. Mimo woli objęła ramionami szyję Kalifa i przytuliła się do niego mocno. Wsunęła palce w jedwabiste, bujne włosy swojego nauczyciela i chłonęła jego zaborcze pocałunki.

Jordan jęknął i władczym gestem objął drżącą dziewczynę. Pieścił ją tak, by obudzić pożądanie. Znał mapę jej ciała. Muskał piersi okryte cienką bawełną, której dotknięcie pobudzało wrażliwe sutki. Nagrodą był dla niego cichy jęk rozkoszy. Uniósł koszulkę, by nacieszyć oczy widokiem obnażonego biustu, pochylił głowę i zaczął całować wrażliwą skórę. Przygryzł delikatnie sutki.

Mistral westchnęła spazmatycznie, gdy dotknął ich językiem. Poczuła, że dłoń Jordana wślizguje się za pasek jej szortów. Natychmiast się opamiętała.

- Nie - szepnęła i chwyciła jego dłoń. - Nie, Kalifie.

Nie możemy. Zaraz będzie kolacja. Dziadek przyjdzie lada chwila.

Jordan westchnął żałośnie, lecz po chwili się uśmiechnął.

- Wybacz, Mistral. Oczywiście masz rację. - Pochylił głowę i raz jeszcze musnął wargami usta dziewczyny, a potem obciągnął jej koszulkę. - Nie chciałbym, żeby dziadek zaskoczył nas w takiej sytuacji. Pomyślałby, że się z tobą zabawiam, a to nieprawda. Traktuję cię serio. Żadna kobieta nie była dla mnie tak ważna. Mistral zarumieniła się z radości i zakłopotania.

- Chciałabym ci wierzyć, Kalifie, ale prawda jest taka, że jesteś bardziej... bardziej ode mnie doświadczony.

Wiem, że mężczyźni mówią niekiedy kobietom takie słowa, które one chciałyby usłyszeć, chociaż sami myślą inaczej. Dziadek mi to uświadomił.

- I miał rację - odparł Jordan. - Możesz mi wierzyć lub nie, Mistral, ale nie kłamię, kiedy z tobą rozmawiam.

Jesteś piękna i bardzo mi na tobie zależy. Będę cierpliwie czekać, aż podejmiesz decyzję. Nie jest mi łatwo. Mogę cię dotknąć, poczuć twój zapach i smak, a tak bardzo cię pragnę. Ale wytrzymam. Domyślam się, że niewiele wiesz o tych sprawach, a poza tym masz teraz inne sprawy na głowie. Nie wiń mnie tylko, że tak bardzo za tobą tęsknię, że chcę cię mieć i troszczyć się o ciebie.

Pocałował ją czule. Mistral pragnęła spełnić jego marzenie, ale głos rozsądku doradzał, żeby tego nie robiła. Zapewne Kalif na swój sposób był nią zainteresowany, ale słowem nie wspomniał o miłości i małżeństwie. Mistral zaś nie interesowała się namiastkami.

Rozdział 10

Wysoki lot

Jordan podobnie jak Mistral był przekonany, że ktoś działa na szkodę Cyrku Mistrzów. Ta pewność nie skłaniała go jednak do ponurych rozmyślań. Szczerze mówiąc, nigdy jeszcze nie był w tak cudownym nastroju. Czuł, że to najpiękniejsze dni jego życia. Beztroska i szczęście - tak w skrócie określał swój stan ducha.

Gdy pracował jako prezes rodzinnej firmy, regularnie uprawiał sport, ale rzadko miał okazję pracować fizycznie i czuć spowodowany wysiłkiem ból mięśni. Niemal każde stojące przed nim zadanie wymagało przede wszystkim intensywnego myślenia, a to, zdaniem Jordana, stanowiło o wiele cięższe brzemię niż wysiłek fizyczny.

Jordan był nie tyle zdziwiony, co ubawiony, kiedy odkrył, że ogromną przyjemność sprawia mu prowadzenie ciężarówki, codzienne występy na arenie, sprzątanie lwich klatek, dźwiganie ciężarów w czasie załadunku i wyładunku, ustawianie cyrkowego namiotu, naprawa i konserwacja sprzętu.

Co kilka dni dzwonił do osobistej sekretarki albo do wuja Charlesa, by sprawdzić, co się dzieje w firmie. Nie poświęcał sprawom zawodowym większej uwagi. Znacznie bardziej interesował go poznawany stopniowo mały świat cyrku.

Jego obecne mieszkanie urządzone w przyczepie było mniejsze niż garderoba przylegająca do sypialni wytwornego apartamentu na szczycie chicagowskiego wieżowca. Sam musiał sprzątać - co zresztą nie stanowiło problemu, bo na co dzień także nie lubił wyręczać się służbą. Nie odkładał niczego na później. Kiedy jadał w domu, a nie u dziadka i Mistral, od razu zmywał naczynia.

Najmilsze były jednak wspólne obiady i kolacje. Mistral stała się dla Jordana najważniejszą osobą na świecie. Nie sądził do tej pory, że kiedykolwiek tak mu będzie zależeć na jakiejkolwiek kobiecie. Być może sekret tkwił w tym, że nie próbowała go zachęcić czy uwieść. To on ją zdobywał, ale musiał być ostrożny.

Niby przypadkiem wypytywał dziadka o jej przeszłość. Nie miał złudzeń; starszy pan nie dał się zwieść pozornym brakiem zainteresowania. Tak czy inaczej Jordan dowiedział się od Nicabara, że Mistral rzadko chodziła na randki, a o stałym chłopaku lepiej nie mówić.

- Dziewczyna nie ma łatwego życia - oznajmił starszy pan. - W dzieciństwie straciła rodziców. Nie miała żadnych krewnych. Musiałem ją wychować. Przekazałem Mistral całą swoją wiedzę o życiu i świecie, wpoiłem zasady moralne, żeby jacyś dranie nie sprowadzili jej na manowce. Sam wiesz, Jordanie, jacy mężczyźni kręcą się wokół cyrku: dranie, nieudacznicy, pijacy, wydrwigrosze i nieuki. W soboty zawsze piją, a pięść uważają za najważniejszy argument. Mistral wyrosła na ładną pannę o dobrym sercu. Nie chcę, żeby przyplątał się do niej jakiś lekkoduch. Ta dziewczyna zasługuje na lepszy los.

- Całkowicie się z tobą zgadzam - odparł z roztargnieniem Jordan. Uświadomił sobie w tej chwili, że dla niego pobyt w Cyrku Mistrzów jest tylko krótkim epizodem. Wkrótce nadejdzie pora, by wrócić na stanowisko prezesa Westcott International i do należnych mu przywilejów.

Co dziwne, wcale nie cieszył się na myśl o powrocie. Niespodziewanie ogarnęło go poczucie zagubienia i pustki. Już przywykł do stałej obecności Mistral. Lubił z nią pracować, słuchać jej uwag, obserwować, jak sprawny umysł dziewczyny chwyta w lot każde nowe zagadnienie, rozważa je, zmaga się z oporną materią, by w końcu wysnuć wnioski - często zupełnie inne od jego własnych.

Z podziwem obserwował, jak szybko uczy się zasad gry na giełdzie, które niedawno zaczął jej wykładać. Cieszyła się jak dziecko, gdy zaglądali do tabel drukowanych w prasie i widzieli czarno na białym, że akcje, w które teoretycznie Mistral zamierzała inwestować, właśnie zwyżkują.

Była uparta i konsekwentnie dążyła do celu z głębokim przekonaniem, że jeśli będzie pracowała ze wszystkich sił, zdoła w końcu pomnożyć niewielką sumkę, którą jakimś cudem odłożyła, i tak zdobędzie fundusze na uratowanie cyrku ich dziadka. Nie myślała o swoich potrzebach. Niewiele ją obchodziło, że nie ma ani jednej porządnej sukienki. Gdy należało pilnie wykonać jakieś zadanie, nie liczyła godzin pracy. Wolny czas rzadko poświęcała sobie. Nie mogła się pogodzić z myślą, że Nicabar traci ukochany cyrk; gotowa była walczyć zębami i pazurami, by do tego nie dopuścić.

Jordan wiedział - i to z pewnego źródła, jako że miał w świecie rozrywki spore wpływy - że wkrótce zostaną podjęte oficjalne działania prawne, które sprawią, że pan Bruno Grivaldi zostanie raz na zawsze wyeliminowany z cyrkowej branży. Najlepsi prywatni detektywi, jakich można było wynająć, pracowali przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, by wydobyć na światło dzienne wszystkie jego brudne machinacje. Jordan dowiedział się przy okazji, że właścicielowi Cyrku Tropików wyjątkowa pazerność nie wyszła na dobre, bo nakłady poniesione na wykończenie konkurencji doprowadziły go na skraj bankructwa.

I cóż się okazało? Pan Grivaldi i jego słynny zespół jest obecnie w dużo trudniejszym położeniu niż Cyrk Mistrzów kierowany przez Nicabara i Mistral!

Jordan omal nie parsknął śmiechem, kiedy to sobie uświadomił. Odczuwał wielkie zadowolenie; jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, zapewne był już właścicielem Cyrku Tropików.

Istniało pewne ryzyko, ponieważ Bruno Grivaldi - jak każdy rekin złowiony na wędkę - będzie walczył wszelkimi metodami, aż całkiem opadnie z sił. Wkrótce się domyśli, że jego przeciwnikiem jest człowiek wpływowy i wysoko postawiony. Świadczyły o tym energiczne działania banku. Wówczas uczyni wszystko, by się dowiedzieć, kim jest ów tajemniczy prześladowca. Odkryje, co łączy Jordana Westcotta i Nicabara Daniora, jako że Sophia nigdy nie taiła, z jakiej rodziny się wywodzi. Jordan nie miał wątpliwości, że Grivaldi zaalarmuje wszystkich dziennikarzy w nadziei, że przedstawią Jordana jako szaleńca i głupka bez piątej klepki. Wkrótce należy się spodziewać najazdu żądnych sensacji żurnalistów na Cyrk Mistrzów.

Nim do tego dojdzie, Jordan musiał znaleźć drogę do serca Mistral. Przez ostatnich kilka tygodni upewniał się z dnia na dzień coraz bardziej, że nie może bez niej żyć. Dręczyła go jednak poważna obawa: gdy wyjdzie na jaw to, że nie jest Kalifem, pogromcą lwów, tylko prezesem wielkiej firmy, Mistral nie będzie chciała mieć z nim do czynienia.

Uśmiechnął się ironicznie, kiedy przyszło mu do głowy, że wuj Charles kpiłby z niego bez litości, gdyby wiedział, że bratanek wcale się nie różni od innych Westcottów i jak oni wszyscy jest podatny na „romantyczną zarazę”, zbierającą od dawna swoje żniwo w ich rodzinie.

Radosny nastrój pogromcy lwów rozwiał się nagle jak bańka mydlana. Gdy Jordan omijał jedną z ciężarówek zaparkowanych koło cyrkowego namiotu, zobaczył ukochaną stojącą twarzą w twarz z Otto Wetzlerem.

Siłacz z groźną miną pochylał się nad Mistral i krzyczał, wygrażając pięścią, jakby chciał uderzyć szefową.

Jordan poczuł, że ogarnia go wściekłość.

Kipiał gniewem i umierał ze strachu o dziewczynę. Biegł ku niej jak wicher.

- Do jasnej cholery, co ty wyrabiasz, Otto? - rzucił lodowatym tonem, którego tak się obawiali jego podwładni z firmy. - Cofnij się! Rób, co mówię, albo pożałujesz.

- Odwal się, Kalif! - wrzeszczał Otto. - To nie twoja sprawa! Nie pozwolę, żeby mi rozkazywała ta cholerna baba, która na dodatek mnie obraża. Od dwudziestu pięciu lat pracuję w Cyrku Mistrzów i nie pozwolę, żeby Missy oskarżała mnie o niszczenie sprzętu, zwłaszcza że nie zepsułem tego cholernego podnośnika, tylko próbuję go naprawić! - Przekrwionymi z wściekłości oczyma popatrzył na Mistral. Dyszał ciężko, ale przestał wygrażać pięściami Mistral i Kalifowi, jakby zamierzał ich znokautować.

Mistral zerknęła na pogromcę lwów, który nadal miał groźny wyraz twarzy. Do tej pory nie było sposobności, by zobaczyć, jak wygląda, gdy go coś rozwścieczy. Przestraszył ją bardziej niż siłacz Otto, szarżujący na nią jak rozsierdzony byk. Twarz Kalifa przypominała kamienną maskę. Zimne szare oczy spoglądały wyzywająco na osiłka, jakby nie było się czego bać.

Otto przywykł, że jego postura onieśmiela innych ludzi, którzy potulnie schodzą mu z drogi. Spotkanie z aroganckim przeciwnikiem stanowiło w jego życiu całkiem nowe doświadczenie. Ku zdziwieniu Mistral, wcale nie zamierzał atakować.

- Nie zniszczyłem podnośnika - powtórzył opryskliwie. - Znalazłem go tutaj. Był uszkodzony, więc sprawdzałem, czy się da naprawić, kiedy nadeszła Missy. Powiedziała, że jestem zdrajcą, bo działam na zlecenie Grivaldiego. Już mówiłem, że nie pozwolę się obrażać. To kłamstwo. Nie lubię, jak mi baba rozkazuje, ale zatrudniłem się w Cyrku Mistrzów i tu jest moje miejsce.

- Dobrze. Przyjmijmy, że mówisz prawdę - odparł chłodno Jordan. - Czy ktoś był w pobliżu, gdy znalazłeś podnośnik?

- Nie. - Otto pokręcił głową. - Przynajmniej ja nikogo nie widziałem. Patrzę, leży maszyna, to podszedłem. Wygląda na to, że podnośnik spadł z ciężarówki. Wiem, że jest bardzo potrzebny, na przykład do naciągania lin, więc od razu wziąłem się do roboty. Okropne, że przez jakiegoś niedbalucha taka dobra maszyna została uszkodzona. Głupi był, że na to pozwolił. Na pewno się zląkł, że narobił szkody, i zwiał, bo nie chciał, żeby go złapali. Przecież naprawa kosztuje. Mogą potrącić z wypłaty.

- Nigdy bym się do tego nie posunęła - wtrąciła urażona Mistral. - Na awarię nic się nie poradzi.

- No - mruknął Otto - ale jest ich u nas sporo, a cyrk teraz cienko przędzie. Ty jesteś twarda, Missy. Nicabara łatwiej urobić. Kto cię tam wie! Może potrącisz z wypłaty, co nie? - Osiłek wzruszył ramionami.

Mistral była oburzona i wstrząśnięta. Ludzie, których miała za przyjaciół, niemal za rodzinę, uznali, że Nicabar i ona bez wahania obciążą pracowników kosztami, byle ratować firmę. Przecież cyrk to ludzie, którzy go tworzą! Bez nich nie istnieje!

- Nigdy bym się do tego nie posunęła - powtórzyła zdecydowanie Mistral. - Przepraszam... Wybacz mi, Otto, że niesłusznie oskarżyłam cię o zniszczenie podnośnika. Rzecz w tym... Sam mówiłeś, że ostatnio awaria goni awarię. To mi wygląda na celowe działanie. Ktoś chyba źle życzy naszemu cyrkowi. Kiedy zobaczyłam cię nad tym podnośnikiem...

- Od razu uznałaś, że celowo go zniszczyłem - wtrącił Otto. W jego głosie brzmiała gorycz. - Jest mi bardzo przykro, Missy. Najwyraźniej wszystkie te lata przepracowane w naszym cyrku po prostu się nie liczą!

- Nieprawda, Otto! Doskonale o tym wiesz. W Cyrku Mistrzów wszyscy cię bardzo szanują. Zrozum, jestem u kresu wytrzymałości, a ty ciągle się sprzeciwiasz i marudzisz, że baba ci rozkazuje. Przecież wiesz, że nawet jeśli decyduję sama, zawsze postępuję stosownie do wskazówek Nicabara. Identyczne polecenia usłyszelibyście od niego. Uraziłeś mnie tą swoją gadaniną, Otto. Pamiętaj, że nie jestem dzieckiem.

- Racja. Wyrosłaś. - Na twarzy osiłka pojawił się złośliwy uśmieszek. - Daj mi wreszcie spokój. Naprawię ten cholerny podnośnik. I zabierz swojego kochasia, żeby mnie nie poturbował!

- Ko... kochasia? - wykrztusiła Mistral. Popatrzyła na Kalifa i spłonęła rumieńcem. Jordan uśmiechnął się porozumiewawczo, a ciemne oczy zalśniły pożądliwym blaskiem. - To nieporozumienie, Otto.

- Mów, co chcesz. Ja swoje wiem - burknął opryskliwy siłacz.

Mistral nie miała pojęcia, jak zareagować na tę insynuację. Machnęła ręką, odwróciła się w milczeniu i poszła do swojej przyczepy. Czy tak samo myśli cały zespół? Uważają Kalifa za jej... kochasia? Czyżby spostrzegli, że często do niej przychodzi - zresztą głównie po to, by tłumaczyć zasady funkcjonowania giełdy? W takim razie czemu nie zauważają jej starań o uratowanie Cyrku Mistrzów?

Nie miała czasu na romanse - nawet gdyby chciała, a przecież wcale jej na tym nie zależy! Powtórzyła to sobie kilkakrotnie. Towarzystwo pogromcy lwów okazało się... przyjemne, ale to epizod bez przyszłości. Była wdzięczna Kalifowi za to, co zrobił dla Nicabara. Nic więcej.

Mistral zdawała sobie sprawę, że kłamie jak z nut, ale sama przed sobą nie była w stanie się do tego przyznać. Wcale nie chciała zakochać się w Kalifie. Był przystojny i pociągający, ale pogromca lwów w małym, podupadającym cyrku to żadna kariera. Zadowolił się taką marną posadą, choć pracował w cyrkowej branży od lat, miał wielkie zdolności i mógł osiągnąć znacznie więcej. Gdyby za niego wyszła, być może całkiem zrezygnowałby z pracy i żył z jej zarobków.

W ogóle się nie przejęła brakiem wewnętrznej logiki swego rozumowania. Długo obserwowała Kalifa i wiedziała, że nie ma zadatków na pasożyta, ale w tej chwili taki wniosek był jej nie na rękę, więc go odrzuciła. Nie trafiła jej także do przekonania wizja emerytowanego Nicabara oraz dwojga młodych - jej i Kalifa - zarządzających Cyrkiem Mistrzów.

Nie przypominała sobie zresztą, by Kalif kiedykolwiek dał do zrozumienia, że chce się z nią związać na stałe. Luźna znajomość najwyraźniej mu wystarczała. Mistral wiedziała, że mu się podoba, czuła na sobie pożądliwe spojrzenie czarnych oczu, ale nie przywiązywała do tego większej wagi.

- Mistral! - Jordan chwycił ją za rękę i zmusił, by się zatrzymała. - Musimy porozmawiać.

- O czym?

- O tym, co się przed chwilą wydarzyło. Czemu podejrzewałaś naszego siłacza o umyślne zniszczenie podnośnika?

- Już mówiłam. Stał nad przewróconą maszyną. W pobliżu nie było nikogo. Co miałam pomyśleć?

- Nie przyszło ci do głowy, że najpierw należało sprawę wyjaśnić, a dopiero potem rzucać oskarżenia?

- Chcesz powiedzieć, że popełniłam błąd?

- Owszem.

- Jeśli będę potrzebowała twojej rady, sama o nią poproszę - burknęła Mistral. Spłonęła rumieńcem, bo czuła się winna. To oczywiste, że słuszność jest po stronie Kalifa, który zarzucił jej pochopną ocenę faktów.

- Często mnie pytasz o zdanie. Dowiem się, o co chodzi? Nie mieści mi się w głowie, że oskarżyłaś kolegę, nie mając żadnego dowodu.

Mistral przygryzła wargę i długo milczała. Było jej wstyd. Przecież na początku znajomości źle myślała o samym Kalifie. Zmieniła zdanie dopiero wówczas, gdy zyskała przekonujący dowód jego niewinności. Gdyby była zupełnie szczera, musiałaby przyznać, że w gruncie rzeczy podejrzewa cały zespół.

- Wszystko idzie ostatnio jak po grudzie - powiedziała ze łzami w oczach. - Bruno Grivaldi ściga nas jak pies gończy. Awarie następują jedna po drugiej. Sam mówiłeś, że z moim kapitalikiem niewiele zarobię na giełdzie. Nawet gdyby stał się cud i moje modlitwy zostały wysłuchane, i tak nie zdobędę dość pieniędzy, żeby uratować nasz cyrk. Nigdy nie wiadomo... Przed występem nie mam pewności, kto będzie mi asystował podczas akrobacji na linie. Paolo ma inne zajęcia i wciąż znika. Dawniej tak nie było. Każdy dostawał swoje zadanie i robił to, co do niego należało. Mam wrażenie, że teraz wszystko rozłazi się w szwach.

Mistral nie była w stanie nad sobą panować. Wybuchnęła płaczem. Szlochała, jakby serce miało jej pęknąć. Była tak przygnębiona, że nie zdawała sobie sprawy, co się dzieje. Kalif zaklął cicho, objął ją ramieniem, przytulił i zaprowadził do przyczepy, żeby pracownicy nie widzieli łkającej szefowej.

Gdy weszli do przytulnego mieszkanka, posadził zapłakaną dziewczynę na łóżku.

- Mistral, nie jesteś ideałem. Masz swoje słabości i wady. Nie musisz walczyć ze wszystkimi trudnościami - przekonywał ją łagodnie. - Nie możesz sama uratować cyrku przed bankructwem, kierować nim na co dzień, występować na arenie i ferować jedynie słusznych ocen.

Takiemu zadaniu żaden człowiek nie podoła. W ciągu ostatnich kilku tygodni za dużo od siebie wymagałaś. Czuję się winny, bo ci na to pozwoliłem. Co gorsza, nie spostrzegłem, że tracisz siły i odporność psychiczną.

- To nie jest twój problem - szlochała żałośnie dziewczyna z głową na jego ramieniu. - Zresztą nie ma powodu, żebyś się o mnie martwił.

- O tym również musimy porozmawiać - odparł Jordan, głaszcząc ją po włosach i próbując uspokoić. - Martwię się. Zależy mi na tobie. I to bardzo. Zresztą myślę, że nie jestem ci obojętny. Co ty na to, Mistral? - zapytał niskim, pełnym napięcia głosem.

W pierwszej chwili nie miał pewności, czy dobrze zrozumiał jej odpowiedź. Nadal płakała rozpaczliwie, więc nie wiedział, czy pokiwała głową, czy to łkanie sprawiło, że drży. Potem usłyszał stłumiony głos przerywany szlochem:

- Tak. Zależy mi na tobie. Nie powinno, ale zależy.

- Dlaczego nie powinno?

- Dlatego.

- Dlaczego, kochanie?

- Bo chcę coś w życiu osiągnąć. Kariera cyrkowca nie trwa wiecznie. Doskonale o tym wiesz. Muszę zaplanować swoją przyszłość. Nie chcę zobowiązań, obietnic. Najpierw muszę coś w życiu osiągnąć.

- Nie sądzisz, że mógłbym ci w tym pomóc? - zapytał Jordan. Musiał ugryźć się w język, by nie zdradzić, że jest milionerem i prezesem ogromnej firmy. Z jego pomocą Mistral St. Michel mogłaby osiągnąć wszystko, o czym marzy.

- W jaki sposób? Przepraszam. Fakt, uczysz mnie zasad gry na giełdzie. Jestem ci za to bardzo wdzięczna.

Może kiedyś będę miała dość pieniędzy, by zainwestować w akcje. Naprawdę, nie na papierze. Ty z kolei musisz żyć według własnych zasad i realizować ambitne plany zawodowe. Może pewnego dnia wystąpisz z najlepszymi artystami w Las Vegas.

- Wątpię. - Jordan uśmiechnął się kpiąco. - Z drugiej strony jednak, gdyby się udało, nie chciałabyś pojechać tam ze mną? Moglibyśmy razem pracować. Tego lata stworzyliśmy zgrany duet, prawda? Od dawna troszczysz się tylko o innych, Mistral. A może byś dla odmiany pozwoliła, żeby ktoś się tobą zaopiekował?

- Potrafię sama zadbać o swoje sprawy - upierała się dziewczyna.

- Wiem, skarbie. Ale jaki byłbym ze mnie mąż, gdybym nie dbał o moją panią?

W pierwszej chwili Mistral nie była pewna, czy dobrze słyszy.

- Wspomniałeś o... małżeństwie? - wykrztusiła, ocierając łzy.

- Tak. Pewnie nie uwierzysz, jeśli powiem, że w tych sprawach jestem dość staroświecki. Moim zdaniem ludzie, którzy się kochają, powinni wziąć ślub. Zgadzasz się?

- Naprawdę mówisz o miłości, o ślubie?

- Mistral, jedno z nas ma chyba kłopoty ze słuchem.

Dodam, że słyszę znakomicie. Chyba za szybko wziąłem się do rzeczy, nie sądzisz, kochanie? W końskiej przyczepie byłem zbyt natarczywy. Zdaję sobie z tego sprawę.

Potem zwolniłem tempo. Nie chciałem cię popędzać, ale prawda jest taka, że oszalałem na twoim punkcie. Widzę cię w snach, spotykam na jawie. Spędzamy razem całe dnie, ale nie mogę cię dotknąć. Pragnę cię pieścić, całować, kochać się z tobą. I chcę mieć do tego prawo. Zawsze i wszędzie. Proszę, żebyś została moją żoną...

Zaskoczona Mistral otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale nie była w stanie tego uczynić. Zabrakło jej tchu. Spojrzała w oczy Kalifa, które pociemniały od żądzy. To było pierwsze i jedyne ostrzeżenie, nim wziął ukochaną w ramiona i zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem.

Całował ją bez pośpiechu, mocno. Zmysłowe usta kusiły, zachęcały, poznawały zapach i smak. Mistral się nie broniła, a Jordan nabrał odwagi. Przesunął koniuszkiem języka po wargach ukochanej. Obrysował ich kontur i naparł delikatnie, zachęcając, by je rozchyliła.

Mistral wydała gardłowy pomruk, który rozpalił w nim namiętność. Całował ukochaną coraz zachłanniej. Stał się zaborczy i władczy. Mistral objęła go, przylgnęła do muskularnego torsu i oddała pocałunek.

Nadal nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę. Wyznanie Kalifa dźwięczało jej w uszach. Całował tak, jakby nie mógł się nią nasycić. Dręczyła ją obawa, że to sen. Lada chwila nastąpi przebudzenie, a Mistral odkryje z rozpaczą, że dała się zwieść sennym marzeniom i bujnej wyobraźni.

Dręczona tłumioną długo namiętnością drżała w objęciach Kalifa. Czuła, że lada chwila straci nad sobą panowanie, zapomni o zdrowym rozsądku, przestanie myśleć i zacznie tylko odczuwać. Każdą komórką ciała chłonęła nowe wrażenia. Drżała i prężyła się, bo silne męskie dłonie błądziły po wrażliwej skórze, gdy ukochany zdejmował jej koszulkę i stanik.

Pełne, jędrne piersi o ciemniejących brodawkach aż prosiły się o pieszczotę.

- Jesteś piękna, Mistral - szeptał schrypniętym głosem Jordan, układając ją na wąskim łóżku. - Pragnąłem cię od pierwszego spotkania. Tego dnia, gdy przyłączyłem się do Cyrku Mistrzów, ujrzałem cię niespodziewanie na opustoszałym parkingu. W blasku słońca twoje włosy lśniły niczym płynne złoto, a oczy błyszczały jak szmaragdy. Wtedy zapragnąłem ujrzeć cię nagą i przystroić klejnotami, a potem kochać się z tobą do szaleństwa.

Musnął dłonią wrażliwe sutki. Pod wpływem nagłej rozkoszy Mistral drgnęła, jakby poraził ją prąd. Wzdychała cicho z rozkoszy i żądzy. Jordan wolno pochylił głowę i błądził ustami po smukłej dziewczęcej szyi. Zachłanne wargi sunęły w dół, ku piersiom, by objąć nabrzmiałe sutki i pieścić je namiętnie.

Mistral nie doznała nigdy tak szalonej i wszechogarniającej przyjemności, która była właśnie jej udziałem. Kręciło jej się w głowie jak po dobrym winie. Wygięła się w łuk i przylgnęła do kochanka. Gorące wargi mocniej objęły jej pierś. Czuła ich żar. To płomień lizał jej skórę, rozpalając w niej taki sam ogień. Rozpływała się w nim jak wosk, spływający tam, gdzie narastał cudowny ból. Mogła go ukoić tylko zmysłowa pieszczota.

Ogarnięta burzą namiętności, nie czuła rąk Kalifa sunących w dół po klatce piersiowej i brzuchu do zapięcia błękitnych dżinsów. Zręczne palce szybko sobie z nim poradziły. Śmiała dłoń zsunęła się jeszcze niżej, do sekretnego zakątka, którego nie dotykał jeszcze żaden mężczyzna. Mistral jęknęła cicho. Była zaskoczona i wystraszona, a zarazem owładnięta rozkoszą ponad wszelkie wyobrażenie, która narastała z każdym dotknięciem zuchwałej dłoni, wędrującej w poszukiwaniu źródła najwyższej rozkoszy.

- Cicho. - Jordan szeptem uspokajał krzyczącą głośno ukochaną. Przysunął się bliżej, przykrywając ją niemal własnym ciałem. - Jesteś gotowa, skarbie. Pragniesz mnie równie mocno, jak ja pragnę ciebie. Udowodnię ci, że tak właśnie jest.

Przedłużał w nieskończoność miłosną torturę, nie zważając na to, że Mistral umiera z niecierpliwości. Zwinne palce złagodziły nieco jej cierpienia. Gdy odnalazły tajemny punkt, do którego od początku zmierzały, oszołomiona dziewczyna wstrzymała oddech. Kalif pocałował ją namiętnie, a ciepły język, ośmielony zuchwałością dłoni, wsuwał się coraz głębiej w ciemną czeluść zamkniętą wargami. Mistral odruchowo rozsunęła uda, zachęcając Kalifa, by poznał wszystkie jej sekrety.

Gdzieś w głowie kołatała się jeszcze niepokojąca myśl, że chyba oszaleje z nadmiaru nie znanej dotąd rozkoszy. Po raz pierwszy doznawała przyjemności równie gwałtownej i zniewalającej. Nigdy jeszcze nie odczuła tak cudownie i boleśnie owego miejsca, którego dotykał Kalif. Narastało w niej podniecenie. Wiedziała, że lada chwila jej ciało eksploduje.

Kiedy nadeszła ta chwila, Mistral przywarła do kochanka z całej siły, krzyczała raz po raz jego imię. Wstrząsały nią gwałtowne dreszcze.

Gdy znieruchomiała, Kalif zasypał ją gradem czułych pocałunków i pieszczot, a następnie bez pośpiechu uwolnił od ubrania. Zdejmował wolno sandałki, błękitne dżinsy, bieliznę, aż Mistral była całkiem naga. Rozebrał się i położył obok dziewczyny, która ledwie zdawała sobie sprawę, że spoczywa w ramionach obnażonego mężczyzny. Oddychała z trudem. Leżała nieruchomo, oszołomiona intensywnością odczuć, dogasających w niej powoli.

- Nie zdawałam sobie sprawy, że o to właśnie chodzi - szepnęła z trudem po długim milczeniu.

- To dopiero początek, kochanie.

Jordan wziął ją w ramiona i całował namiętnie, aż zaczęło jej się mącić w głowie. Zapragnęła przyjąć od niego wszystko, co zechce jej ofiarować. Kiedy wszedł w nią ostrożnie, mimo woli lekko napięła mięśnie. Od razu to spostrzegł i pojął, w czym rzecz.

- Zaufaj mi - szepnął. - Nie sprawię ci bólu. To twój pierwszy raz, prawda? Będę uważał.

- Czym się zdradziłam? - spytała cicho, zaniepokojona jego uwagą. - Pewnie od razu widać, że brak mi doświadczenia. Popełniłam błąd? Uraziłam cię? Jesteś zniechęcony?

- Ależ nie. Nicabar wspomniał, że właściwie z nikim się dotąd nie spotykałaś. Poza tym zrobiłaś wielkie oczy i spłonęłaś rumieńcem, gdy Otto nazwał mnie twoim kochasiem.

Wszedł w nią głębiej. Przez moment czuła lekki ból, który minął, gdy naprawdę stali się jednością. Jordan znieruchomiał na moment. Dał Mistral czas, by przywykła do jego obecności w swoim ciele, by mogła się do niego dopasować. Z wolna zaczął się rytmicznie kołysać, z każdym pchnięciem wchodząc mocniej i głębiej. Płomień namiętności rozgorzał na nowo w ciele dziewczyny. Jej kochanek zapłonął tego popołudnia po raz pierwszy.

Wiedziona pierwotnym instynktem, Mistral przesunęła ku górze długie, smukłe nogi i splotła je za plecami kochanka. Uniosła biodra, by czuć mocniej wszelkie jego poruszenia. Miała wrażenie, że Kalif i ona stanowią tak doskonałą jedność, że nie sposób zgadnąć, gdzie się jedno kończy, a drugie zaczyna. Kochanek uniósł ją do krainy, gdzie królują pierwotne odczucia, gdzie rozum zasypia, wzrok gaśnie, a uszy głuchną, gdzie pozostaje tylko dotyk i zrodzone z niego odczucia, którymi mężczyzna obdarza kobietę. Znów poczuła, że za chwilę zatraci się w paroksyzmie rozkoszy.

Kalif nadal całował jej wargi i dotykał ich językiem. Prowadził ją ku najwyższemu spełnieniu. Kiedy je osiągnęła i zaczęła krzyczeć, zamknął jej usta pocałunkiem. Dreszcz rozkoszy wstrząsnął smukłym ciałem, przenikając każdą jego komórkę. Całkiem wyczerpana, Mistral osunęła się bezwładnie na posłanie. Kręciła głową, nie mogąc się uspokoić. Jordan wpatrywał się w nią, aż sam zapomniał o całym świecie i, drżąc, przytulił się mocno do ukochanej.

Gdy przyszedł do siebie, odsunął się niechętnie. Położył się na plecach i przytulił Mistral, kołysząc ją czule w ramionach. Głowa dziewczyny spoczywała na jego piersi. Łagodnie głaskał długie, jasne włosy. Mistral wsłuchiwała się w głośne i szybkie bicie jego serca, które uspokajało się z wolna. Błądziła palcami po muskularnym torsie, bawiąc się kosmykami jedwabistych ciemnych włosów. Kreśliła opuszkami palców małe kółka, podziwiając wspaniale umięśniony tors.

Przekonała się, że Kalif jest nie tylko najbardziej urodziwym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek spotkała. Miał także piękne ciało. Przypominał posągi antycznych bogów. Jeszcze nie potrafiła uwierzyć, że ten cudowny człowiek należy do niej, kochają nad życie i pragnie poślubić. Cieszyła się nim z głębi serca. Kiedy usłyszała czułe wyznanie, zdała sobie sprawę, że kocha go równie mocno. Miłość spadła na nią jak grom z jasnego nieba, ale na długo przedtem drzemała w zakamarkach serca i umysłu, czekając, aż nadejdzie odpowiednia chwila, żeby się ujawnić.

Mistral nie miała żadnych wątpliwości. Była pewna, że kocha szczerze. W przeciwnym razie nie oddałaby się Kalifowi, zapominając o wszelkich skrupułach.

- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie - przypomniał cicho Jordan, gdy leżeli przytuleni, rozkoszując się promieniami słońca, wpadającymi do pokoju przez koronkowe firanki. - Wydaje mi się, że chciałaś powiedzieć: tak.

Nie może być inaczej, choćby zważywszy na to, co razem przeżyliśmy.

- Tak. Oczywiście że tak - odparła z czułym uśmiechem. - Nie wiem, jaka będzie nasza wspólna przyszłość, ale kocham cię, chociaż długo broniłam się przed tą miłością. Nicabar był od lat jedynym bliskim mi człowiekiem.

Przywykłam sama troszczyć się o swoje sprawy. Z czasem pojawiła się obawa, że ta samodzielność może zostać mi odebrana. Odczuwałam lęk na myśl, że mogłabym stać się od kogoś zależna, ufać mu i liczyć się z jego zdaniem.

Nadal nie wiem, Kalifie, w jakim stopniu mogę się zdobyć na kompromis. Czy nadal jesteś pewny, że chcesz się ze mną ożenić?

- Tak. Nie mam w tej kwestii żadnych wątpliwości.

Zapewniam cię, Mistral, że z czasem nabierzesz do mnie zaufania i pozwolisz, abym się o ciebie troszczył. Na moim sercu możesz zawsze polegać. Przysięgam, że tak jest i będzie.

Jordan był przekonany, że gdy narzeczona dowie się, jak wielkim majątkiem dysponuje przyszły mąż, zapomni raz na zawsze o wszelkich troskach i niepokojach, które do tej pory spędzały jej sen z powiek.

Zdawał sobie sprawę, że najwyższa pora ujawnić prawdziwą tożsamość, ale wolał odłożyć wyznanie na później. Uznał, że to nie jest odpowiednia chwila. Mimo wszystko czuł się winny, że coś ukrywa, chociaż nie miał złych intencji i nie próbował zwodzić ukochanej.

- Myślisz, Kalifie, że dziadek będzie zadowolony, kiedy powiemy, że chcemy się pobrać? - Głos Mistral wyrwał Jordana z zamyślenia. - Da nam swoje błogosławieństwo?

- Nie ma chyba nowiny, która by go bardziej ucieszyła - odparł z uśmiechem Jordan. Podejrzewał, że Nicabar pierwszy wpadł na pomysł, by wyswatać swoje wnuki.

Zapewne dawno temu doszedł do wniosku, że pokochali się od pierwszego wejrzenia. - Dręczy mnie tylko obawa, czy będzie zadowolony, że kochaliśmy się przed ślubem.

- Chyba... Chyba jednak należało poczekać. - Mistral zagryzła wargi. Byłoby jej przykro, gdyby zawiodła przybranego dziadka.

- Nie musimy rozgłaszać tego, co się tutaj stało. Zresztą, najdroższa, nawet gdyby się Nicabar dowiedział, nie będzie robił problemu. To mądry człowiek. Jest trochę staroświecki, ale zrozumie i wybaczy. Co więcej, od razu pomyśli o prawnukach i będzie miał kolejny powód do radości z tego, że doszliśmy do porozumienia. Przypuszczam, że już się niepokoił, bo zbyt długo żyłem w kawalerskim stanie. Wiem na pewno, że bał się, czy kiedykolwiek spotkasz kandydata na męża, który by sprostał twoim wymaganiom.

- Gdybym została starą panną, on byłby temu winien.

Przez wiele lat powtarzał mi, że nie powinnam obniżać wymagań. Sam widzisz, że oboje wysoko ustawiliśmy poprzeczkę. - Mistral zachichotała na wspomnienie szczerych rozmów o życiu, które prowadziła z dziadkiem.

- I proszę! Zamiast księcia z bajki znalazłaś sobie zwykłego pogromcę lwów. - Jordan uśmiechnął się tajemniczo. Dzisiejsza rozmowa to znakomity dowcip, chociaż jego przyszła żona nie była tego świadoma. Miał nadzieję, że gdy wyzna jej całą prawdę, oboje będą się z owego żartu zaśmiewać do łez.

- Zdobyłam pogromcę lwów. To się zgadza. Nie zgodzę się tylko, że jesteś zwyczajny - stwierdziła z oburzeniem Mistral.

- Może i nie. W końcu udało mi się ciebie poskromić.

- Proszę? Czyżbyś mnie uważał za lwicę?

- Na początku rzeczywiście tak było. Porównywałem cię z Husejna. Obie macie własne zdanie i chętnie wysuwacie pazury, ale w głębi serca jesteście łagodnymi kotkami. Poza tym mruczysz tak samo jak lwice. To piękny dźwięk. Chciałbym go znów usłyszeć.

- Ciekawe, jak mnie namówisz, żebym mruczała. - Mistral nie kryła ciekawości.

- Mam swoje sposoby - szepnął. Ciemne oczy rozjaśnił blask radości. Jordan pieścił i całował ukochaną, by obudzić uśpione pożądanie, które tylko on potrafił zaspokoić.

Rozdział 11

Antrakt

Mistral dostała od swego Kalifa pierścionek zaręczynowy. Nie mógł jej obsypać brylantami. Pogromcy lwów nie stać na takie luksusy. Wybrał staromodny pierścionek z grawerowaną obrączką i dużym, zielonym oczkiem wykonanym z artystycznie szlifowanego szkła. Ładna robota; można by pomyśleć, że to szmaragd.

- Wybrałem kamień mający kolor twoich oczu - tłumaczył, wkładając pierścionek na serdeczny palec narzeczonej. Zauroczył ją ten pomysł. Była wdzięczna Kalifowi, że zadał sobie tyle trudu i w ogóle pomyślał o pierścionku.

Wielu mężczyzn decydujących się na ślub nie zawraca sobie głowy takimi błahostkami. Kalifowi powodziło się lepiej niż innym cyrkowcom, ale miał też większe wydatki. Utrzymanie stada lwów, a ponadto sprzęt do tresury, ciężarówka oraz ich konserwacja pochłaniały krocie. Kalif w ogóle o tym nie wspominał, ale Mistral zdawała sobie sprawę, że tego lata wykłada z własnej kieszeni spore kwoty. Należał mu się zwrot kosztów, ale chyba na to nie liczył.

Nie mieściło jej się w głowie, że dawniej podejrzewała narzeczonego o wrogie zamiary i konszachty z Grivaldim. Tajemnica sabotażu wkrótce się zresztą wyjaśniła. Nie mięło wiele czasu i trafili wreszcie na ślad winowajcy.

Otto schwytał drania na gorącym uczynku. Zdrajca ogłuszył Liama O'Hallorana i podpiłował drążek trapezu. Mistral była wstrząśnięta, gdy okazało się, że był nim Paolo Zambini! Wyszło na jaw, czemu tak często znikał podczas jej występu. Wykorzystywał czas, by działać na szkodę Cyrku Mistrzów i służyć swemu mocodawcy, którym okazał się Grivaldi.

Mistral była początkowo całkiem wytrącona z równowagi. Nie wiedziała, co robić. Trudno jej było pojąć, czemu Paolo posunął się do tak ohydnej zdrady. Nicabar był w szoku. Tylko Kalif nie wahał się ani przez moment. Zachował rozsądek i wziął sprawę w swoje ręce. Na jego prośbę Otto pilnował złoczyńcy. Kalif wezwał pogotowie do nieprzytomnego Liama, a następnie policję, by aresztowała złapanego na gorącym uczynku przestępcę.

- To mi się nie mieści w głowie - stwierdziła Mistral, rozkładając bezradnie ręce. - Nigdy bym nie pomyślała, że Paolo Zambini okaże się łajdakiem. I pomyśleć tylko, że biedny Otto figurował na mojej liście podejrzanych.

- Pomyłka. Zdarza się - rzuciła krótko Deirdre, popijając świeżo zaparzoną herbatę. - Dzięki Bogu, że to nie był nasz osiłek. Jakby się taki zamachnął, Liam leżałby teraz w kostnicy z pogruchotaną czaszką.

Skończyło się na opatrunku w szpitalnej izbie przyjęć. Potem odesłali mego chłopa karetką do domu.

- Tak, wiem. Tak się cieszę, że szybko wydobrzeje.

Omal nie dostałam ataku serca, gdy zobaczyłam, jak leży nieruchomo na podłodze.

- Zawracanie głowy! - krzyknęła Deirdre i wzruszyła ramionami. - Boże mój... Wiesz, Missy, w pierwszej chwili myślałam, że Liam umarł. To okropne uczucie.

Będzie mnie kosztowało dwadzieścia lat życia.

- Przestań to rozpamiętywać. - Mistral poklepała najlepszą przyjaciółkę po ramieniu. - Lepiej zacznij się zastanawiać, co będzie z dzisiejszym występem, skoro nie mamy Liama. Kto nas złapie po skoku? Można zrezygnować z akrobacji na trapezie i dać na finał inny punkt programu. Nie zapominajmy jednak, że gramy na przedmieściach Chicago. Jest szansa na pełną widownię. Szkoda byłoby ją zmarnować, bo od roku nie trafiła nam się taka gratka. Przez wzgląd na taką publiczność musi być wielki finał!

- Dawno temu należało wyszkolić dublera, który w razie czego mógłby zastąpić Liama - stwierdziła z westchnieniem Deirdre.

- To musi być kawał chłopa, DeeDee. Ważna jest siła i panowanie nad lękiem wysokości. Kto zechce wisieć na trapezie głową w dół? Żaden z kolegów się nie zgłosi.

- W takim razie co proponujesz?

- Ja mam propozycję. Jeżeli się zgodzicie, będę was łapał po skoku - zaproponował Jordan, wchodząc do przyczepy narzeczonej. Zamknął za sobą drzwi. - Przyznam, że dawno tego nie robiłem, ale takich umiejętności się nie zapomina. Podobnie jest z jazdą na rowerze. Naprawiłem trapez, który Paolo chciał podpiłować. Kazałem przygotować wszystko jak do występu. Potrenowałem trochę. Nieźle mi szło. Mogę zastąpić Liama, ale to wy musicie zdecydować, czy będziecie miały do mnie zaufanie. Akrobatki wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.

- Kalifie - zaczęła Mistral - naprawdę uważasz, że potrafisz? To nie jest kwestia zaufania. Chodzi o inną sprawę. Widzisz, siatka ochronna jest mocno... wysłużona.

Nie daje już stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa.

Wolałam nie mówić o tym dziadkowi, bo zaraz poleciłby kupić nową. Ze względu na wypadek moich rodziców jest przewrażliwiony na tym punkcie. Niestety, w obecnej chwili nie możemy sobie pozwolić na taki wydatek...

- Czy to oznacza, że cały wasz zespół wykonywał akrobacje na trapezie bez należytego zabezpieczenia? - zapytał Jordan takim tonem, że Mistral aż skuliła się ze strachu.

Kalif był wściekły; bardziej niż tego dnia, gdy Otto wygrażał jej pięściami; bardziej niż dzisiaj, gdy odkryli, że Paolo od dawna pracuje dla Grivaldiego. Był po prostu chory z wściekłości. Zmrużył czarne oczy i zacisnął usta.

- Tak, ale... - próbowała tłumaczyć, ale przerwał jej w pół słowa.

- Nie ma żadnego ale, Mistral. Zespół akrobatów nie wystąpi. Bez porządnej siatki ochronnej ryzykujecie życie. Nie pozwolę na to.

- Nie pozwolisz? - powtórzyła z niedowierzaniem Mistral. Nagle ogarnął ją gniew, a policzki zabarwił ciemny rumieniec. - Proszę bardzo, oto prawdziwie męska logika! Facet chce o wszystkim decydować! Tego się po tobie nie spodziewałam, Kalifie. Sądziłam, że jesteś inny!

Teraz widzę, że niczym się nie różnisz od zwykłych pyszałków. Ustalasz własne zasady, jakbyś mówił do głuptasów z przedszkola. DeeDee i ja mamy sporo rozumu, potrafimy ocenić ryzyko i podjąć decyzję. Taka sytuacja nie może się powtórzyć, rozumiesz? Nie pozwolę sobą pomiatać. Jeśli zamierzasz tu rządzić niczym przywódca stada, to zabieraj swój pierścionek i droga wolna.

Drżąc z przejęcia, zdjęła pierścionek zaręczynowy i podała go Kalifowi, choć miała łzy w oczach.

- Po co mi to? - burknął Jordan po chwili milczenia.

- Włóż pierścionek. Dopilnuję, żeby z siatką wszystko było jak należy. Jeśli DeeDee i ty chcecie wystąpić ze mną dziś wieczorem, jestem do waszej dyspozycji.

- Zgoda - odrzekła oschle Mistral, unosząc dumnie głowę. Jordan był wściekły na ukochaną. Jak mogła ryzykować życie dla dobra cyrku? Zdawał sobie sprawę, że gdyby dziadek dowiedział się, w jakim stanie jest siatka ochronna, zabroniłby akrobatom występować. Niestety, Jordan miał związane ręce. Nie mógł powiedzieć o wszystkim Nicabarowi, bo Mistral uznałaby to za zdradę i znów próbowałaby zwrócić mu zaręczynowy pierścionek.

- Muszę zadzwonić - oznajmił krótko. - Zobaczymy się później.

- No, no! - Deirdre odetchnęła z ulgą, gdy pogromca lwów opuścił przyczepę. - Ale mu się postawiłaś, Missy. Ja bym chyba umarła, gdybym miała wypuścić z rąk takiego przystojniaka. Zrozum, dziewczyno, on naprawdę jest w tobie zakochany i dlatego próbuje cię chronić.

- Wiem. To dla mnie oczywiste. Ale miłość to nie wszystko. Niezależnie od tego, jak silne jest uczucie Kalifa i jak bardzo kocham tego drania, muszę zachować odrobinę niezależności. Nie chcę skończyć jako potulna kura domowa pokroju Grety, żony naszego siłacza.

- Nie sądzę, by Kalif odnosił się do ciebie w ten sposób, Missy. Jest wprawdzie pogromcą lwów, ale to facet z klasą. Niewiele o nim wiem, ale czuję, że jest wyjątkowy.

- W głębi serca gotowa jestem przyznać ci rację, DeeDee. - Mistral westchnęła. - Problem w tym, że kiedy zaczynam się zastanawiać i kojarzyć fakty, dostrzegam mnóstwo sprzeczności i trochę się gubię. Od chwili gdy poznałam Kalifa, żyję w dziwnym oszołomieniu.

- To by się zgadzało, Missy. - Deirdre wybuchnęła śmiechem. - Straciłaś dla niego głowę. Podstawowy objaw miłosnego zauroczenia. Burza uczuć, ciągłe wzloty i upadki, karuzela wrażeń: oszołomienie, zachwyt, podniecenie, czasami nawet wściekłość. Jedno z pewnością ci nie grozi. Mam na myśli nudę i monotonię.

- Czy można się do tego przyzwyczaić, oswoić się z tym dziwnym stanem?

- Z czasem tak. Powiem ci szczerze. Po tylu wspólnych latach na widok Liama serce nadal kołacze mi z radości.

Mistral zarumieniła się, a Deirdre popatrzyła bystro na przyjaciółkę i dodała:

- Chyba już wiesz, o czym mówię. Zdradź mi sekret.... Czy Kalif jest tak dobry w łóżku, jak na to wygląda?

- Deirdre!

Rudowłosa Irlandka wzruszyła ramionami.

- Przecież ci go nie ubędzie, jeśli zwierzysz się przyjaciółce, ile jest wart. Nie ma się czego wstydzić. I tak za niego wyjdziesz, więc po co te ceregiele? O Boże, cóż za wspaniała nowina! Od wieków się tak nie cieszyłam! Ach, Missy, jestem szczęśliwa, że ci się powiodło.

Deirdre odstawiła pustą filiżankę na kuchenny blat, objęła mocno przyjaciółkę i uścisnęła ją z całych sił. Potem zerwała się na równe nogi i oznajmiła:

- Muszę lecieć. Lekarze twierdzą, że Liamowi nic nie grozi, ale boję się zostawiać go samego na dłużej. Do zobaczenia.

- Masz rację. Życz mu zdrowia.

Po wyjściu przyjaciółki Mistral wstała bez pośpiechu i zabrała się do zmywania naczyń. To był męczący dzień. Wiele się wydarzyło. Z niepokojem myślała, co jeszcze może nastąpić. Kalif wspomniał, że postara się, by z siatką ochronną wszystko było w porządku. Jak zamierza tego dokonać? Oto jest pytanie! I kiedy chce ją naprawić? Do wieczornego przedstawienia zostało przecież tylko kilka godzin.

Rozdział 12

Wielki finał

Dopiero po spektaklu Mistral zrozumiała, jak Kalif rozwiązał problem zabezpieczenia areny podczas występu akrobatów. Wybrał śmiesznie proste wyjście z trudnej sytuacji: kupił nową siatkę ochronną, która została dostarczona i zamontowana, nim Mistral przyszła ze swojej przyczepy do cyrkowego namiotu.

Zespół akrobatów z Kalifem odpowiedzialnym za chwytanie cyrkowców po skokach i lotach zakończył występ serią zapierających dech w piersiach ewolucji, po których Deirdre i Mistral wylądowały na jednym trapezie, pozdrawiając rozentuzjazmowaną widownię. Owacjom nie było końca. Nim brawa przycichły, artystki zniknęły za kulisami.

Mistral ze zdumieniem stwierdziła, że roi się tam od dziennikarzy i fotoreporterów. Błyskały lampy aparatów fotograficznych. Artystów otoczyły reporterskie mikrofony i wścibscy żurnaliści. Jeden przez drugiego wykrzykiwali pytania. Akrobaci w pierwszej chwili nie rozumieli, kto ma na nie odpowiadać.

- Panie Westcott, czy to prawda, że przed kilkoma miesiącami zrezygnował pan z kierowania firmą?

- Proszę pana, mówią, że pod zmienionym nazwiskiem występuje pan teraz w cyrku.

- Panie Westcott, pański zmarły tragicznie ojciec szukał ryzyka, ale nie zdobył się nigdy na podobną ekstrawagancję. Czy pomimo wszystko można uznać, że idzie pan w jego ślady?

- Proszę pana, kto rządzi firmą w czasie pańskiej nieobecności?

- Panie Westcott, czy akcjonariusze Westcott International zostali poinformowani, że przed trzema miesiącami odszedł pan z firmy, by występować w podrzędnym cyrku jako pogromca lwów?

- Proszę pana, jak pan skomentuje oświadczenie Bruna Grivaldiego, który oskarża pana o bezprawne przejęcie jego Cyrku Tropików?

- Panie Westcott, czy pan jest umysłowo chory?

- Z pewnością nie - odparł stanowczo Jordan, łokciami torując sobie drogę wśród reporterskiej ciżby i osłaniając Mistral przed naporem dziennikarzy. Daremnie próbował im umknąć. Zrezygnowany, postanowił złożyć oświadczenie.

- Panie i panowie, wyjaśnię krótko, o co chodzi.

Później mój rzecznik prasowy przygotuje obszerniejszy materiał. Jesteście państwo w Cyrku Mistrzów, należącym do mego dziadka, Nicabara Daniora. Długo się nie widzieliśmy i dlatego postanowiłem go odwiedzić. Wziąłem z Westcott International kilka tygodni zaległego urlopu i pojechałem na wakacje. Dla rozrywki zabrałem się do tresowania lwów. Świat cyrku jest mi bliski i dobrze znany, ponieważ moja matka, Sophia Danior-Westcott, w młodości była akrobatką. Przerwała występy, gdy poślubiła mego ojca. W dzieciństwie i młodości często spędzałem wakacje w Cyrku Mistrzów, z którym wiążą się piękne wspomnienia. Poza tym chciałem pomóc dziadkowi. To wszystko. Proszę mnie przepuścić...

- Panie Westcott, kim jest towarzysząca panu młoda osoba? Jest chyba panu bardzo bliska.

- Owszem. Chciałbym przedstawić państwu moją narzeczoną, pannę Mistral St. Michel. Nie mam nic więcej do powiedzenia.

To niemożliwe! To przekracza wszelkie wyobrażenie, myślała gorączkowo Mistral. Kręciło jej się w głowie, ale cudem zachowała jasność myśli. Tłum reporterów ścigał Kalifa jak ogólnie znaną i popularną osobistość. Byli napastliwi i żądni informacji, ale traktowali rozmówcę z respektem należnym wysokiemu urzędnikowi państwowemu. Padło nazwisko: Westcott. Jeden z dziennikarzy wspomniał o firmie Westcott International. Pan Westcott był jej prezesem.

O Boże, jęknęła w duchu Mistral. Była wstrząśnięta, zaskoczona, oszołomiona. Mało wiedziała o świecie wielkiej finansjery, ale z tabel giełdowych publikowanych w prasie wynikało, że Westcott International jest przedsiębiorstwem znanym na całym świecie. Jeśli dobrze pamiętała, mieli udziały w przemyśle lekkim i ciężkim, towarzystwach okrętowych, w handlu nieruchomościami i przemyśle naftowym. Splecione litery WI widywała często na imponujących biurowcach w całym kraju. Do firmy należała także sieć rozrzuconych po całym świecie luksusowych hoteli, kasyno w Atlantic City oraz kilka renomowanych czasopism. O Boże!

Mistral miała wrażenie, że została uwięziona w sennym koszmarze. Za wszelką cenę pragnęła się obudzić. Szła chwiejnym krokiem, próbując nadążyć za Kalifem... czyli za panem Westcottem. Tajemniczy pogromca lwów pędził wielkimi krokami ku drzwiom prowadzącym na parking. Wybiegł z namiotu i pociągnął ją w stronę przyczepy, w której mieszkała. Gdy znaleźli się w środku, posadził ją wygodnie na łóżku. Zerknął współczująco na poszarzałą ze zmartwienia twarz ukochanej. Zaklął cicho i szpetnie. Pobiegł do kuchni i zaczął przeszukiwać szafki. Znalazł butelkę szampana, którą poprzedniego wieczoru przyniósł dla uświetnienia wspólnej kolacji. Mistral nie chciała jej otworzyć. Gdy rzuciła okiem na etykietkę, uznała, że tak wykwintny trunek należy zachować na uroczystą okazję.

Jordan zręcznie otworzył butelkę. Zaklął ponownie, gdy Mistral drgnęła. To korek wyskoczył z wąskiej szyjki. Nie było kieliszków do szampana. Jordan napełnił złocistym winem zwykłe szklanki. Usiadł obok Mistral.

- Wypij. Obawiam się, że przeżyłaś szok. Pij do dna. Szkoda, że nie mam koniaku. To najlepsze lekarstwo na stres, ale szampan też się nadaje. - Podał narzeczonej kieliszek.

Mistral wpatrywała się długo w złocisty, musujący płyn, ale nie wypiła ani odrobiny, choć Jordan bardzo ją do tego namawiał. Gdy się w końcu odezwała, głos miała spokojny, ale bezbarwny.

- Kiedy powiedziałam wczoraj, że to drogie wino, oceniałam jego wartość na dziesięć... może piętnaście dolarów. Teraz doszłam do wniosku, że na jedną butelkę musiałabym pracować przez cały tydzień czy nawet miesiąc.

- Jakie to ma znaczenie, Mistral? - dopytywał się Jordan.

- Moim zdaniem ogromne. Oszukał mnie pan.... panie Westcott. Wyszłam na idiotkę. Teraz widzę, że nasza znajomość była dla pana... wakacyjną przygodą. Przyjemny epizod, nic więcej. - Mistral zamilkła. Zagryzła wargi jak zawsze, gdy była zdenerwowana albo przejęta. Jordan doskonale o tym wiedział. Czułość przepełniła mu serce.

Zmarszczył brwi, gdy Mistral zwróciła się do niego per „panie Westcott”.

- Mam na imię Jordan - powiedział cicho. - Zapewniam cię, kochanie, że przygodnej znajomej nie przedstawiłbym dziennikarzom z całego świata jako swojej narzeczonej. Nie nosiłaby także na serdecznym palcu słynnego szmaragdu Westcottów. Kazałem go wyjąć z bankowego sejfu i przysłać tutaj. To nie jest prezent dla wakacyjnej kochanki.

Mistral otworzyła szeroko zielone oczy. Wstrzymała oddech.

- Chcesz powiedzieć... że jest... prawdziwy? - zawołała, wskazując oczko zaręczynowego pierścionka, które uważała dotąd za ładny kamień półszlachetny albo pięknie oszlifowane szkło.

- Jak słusznie zauważyłaś, to prawdziwy szmaragd.

Mistral długo wpatrywała się w klejnot z nabożnym podziwem. W końcu westchnęła ciężko, drżącą z przejęcia dłonią zsunęła go z palca i podała Jordanowi. Głos jej się łamał, gdy powiedziała cicho:

- Panie Westcott, to bardzo szlachetnie z pańskiej strony, że zaproponował mi pan małżeństwo i ofiarował tak piękny klejnot, ale... nie mogę przyjąć tej propozycji. Dopóki uchodził pan za znakomitego pogromcę lwów, byliśmy sobie równi, chociaż pańskie występy wydawały się znacznie bardziej efektowne od moich. Teraz wszystko nas dzieli. Wstydziłby się pan takiej żony. Pochodzę z ubogiej rodziny, nie mam odpowiedniego wykształcenia. Krótko mówiąc, nie nadaję się na panią Westcott. W pańskim świecie brak dla mnie miejsca.

- Będziesz do niego idealnie pasowała, skarbie - oznajmił stanowczo Jordan. Wziął pierścionek podany na otwartej dłoni i wsunął go z powrotem na palec narzeczonej. - Popatrz na mnie. Wiem, że przeżyłaś szok, kiedy się okazało, że twój przyszły mąż nie jest pogromcą lwów, tylko prezesem znanej firmy o międzynarodowych koneksjach. Przyznaję, że nie powiedziałem ci prawdy. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, kiedy wyjaśnię, czemu tak postąpiłem. Ukrywałem się pod zmienionym nazwiskiem, by umknąć przed dziennikarzami i uniknąć takich nieprzyjemności, jakie spotkały nas dziś po spektaklu. Pomysł okazał się dobry, ale nic nie trwa wiecznie. Bruno Grivaldi odkrył, jak się nazywam i kim jestem. Dał cynk dziennikarzom. Miał nadzieję, że mnie skompromituje.

- Jeden z reporterów wspomniał o kupnie Cyrku Tropików - wtrąciła Mistral. Przypomniała sobie, co dziennikarze krzyczeli do Jordana.

- Właśnie. Bruno Grivaldi był zbyt pazerny. Siedzi już pewnie w tym samym więzieniu, co Paolo Zambini, albo wkrótce się tam znajdzie. Wynająłem prywatnych detektywów, którzy ujawnili jego ciemne sprawki. Nie sądzę, żeby szybko wyszedł na wolność. Cyrk Tropików zostanie wystawiony na licytację. Zamierzam go kupić. Nie musisz się już martwić o dziadka i ani o przyszłość Cyrku Mistrzów. Będę potrzebował fachowego kierownictwa. Myślę, że Nicabar zgodzi się dokonać fuzji obu zespołów, rzecz jasna, z zachowaniem naszej nazwy i znaku firmowego. Ma na to moją zgodę. Chciałbym także zatrudnić personel średniego szczebla, który będzie mu pomagał.

Rozważałem kandydaturę Liama. DeeDee również powinna być zainteresowana taką posadą.

- Och, Kalifie... to znaczy Jordanie! Mówisz serio?

Jasne! O wszystkim pomyślałeś! Dzięki tobie każdy spełni najskrytsze marzenia. Mnie to nie dotyczy.

- Skarbie, kiedy zostaniesz moją żoną, będziesz mogła urzeczywistnić wszelkie plany. Możesz redagować czasopismo albo dekorować hotele. Wiem, że mnie kochasz, Mistral. Właśnie mnie. Tego człowieka, którego ukrywam przed całym światem. Nie interesuje cię Jordan Anthony Westcott, prezes Westcott International, milioner, inwestor, rekin finansjery. Liczę się tylko ja, normalny mężczyzna z krwi i kości, bez tej całej otoczki, bo zdobyłem twoje serce. Zawsze się zastanawiałem, co ludzi we mnie interesuje: moja prawdziwa natura czy majątek i pozycja. Unikałem trwałych więzi z kobietami, bo zależało im głównie na moich pieniądzach. Ty nie wiedziałaś, kim jestem, Mistral. Nie miałaś pojęcia, czym dysponuję i jakie mam wpływy. Co tu dużo mówić! Na początku w ogóle mnie nie lubiłaś. A poza tym niczego ode mnie nic chciałaś.

- To prawda. Zakładałam nawet, że pracujesz dla Grivaldiego. Potem byłam pewna, że chcesz wkraść się w łaski dziadka i zająć przy nim moje miejsce. - Mistral uśmiechnęła się smutno, wspominając dawne czasy. - Teraz wyszło na jaw, że jesteś jego rodzonym wnukiem.

Masz pierwszeństwo przed wychowanką.

- Dziadek bardzo cię kocha - zapewnił Jordan. - Więzy krwi nie są najważniejsze. Tak wiele was łączy. Bardzo się ucieszył, że chcemy się pobrać. Byłby niepocieszony, gdybyś zerwała zaręczyny. Pomyśl o mnie. To byłaby katastrofa. Kocham cię. Chcę, żebyś została moją żoną. Ostrzegam, że jestem uparty i nieustępliwy. Muszę postawić na swoim.

- Nie wątpię, że to prawda, ale zastanów się raz jeszcze, Jordanie. Czy rzeczywiście tego chcesz? - spytała zatroskana Mistral. Nadal nie mogła uwierzyć, że jej ukochany jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z pogromcy lwów zmienił się w poważnego finansistę.

- Jestem pewny... najpewniejszy - odparł z westchnieniem ulgi i spojrzał na Mistral tak czule, że przytuliła się i podała mu usta do pocałunku.

- Mimo wszystko będę musiała cię poślubić - oznajmiła drżącym głosem. W tych kilku słowach zawarła bezmiar miłości do narzeczonego. - Mam nadzieję, że Husejna nie będzie o mnie zazdrosna - dodała żartobliwie.

- Gdyby okazała się nazbyt zaborcza, zamkną ją w klatce - stwierdził Jordan. - Ty jesteś moją ukochaną lwicą. Husejna musi się z tym pogodzić.

Pocałował ją i położył na wąskim łóżku. Sprawiał wrażenie człowieka, który nie potrafi uwierzyć, że jego marzenia się spełniły. Namiętne pocałunki miały stanowić dowód, że ukochana naprawdę zgodziła się za niego wyjść. Rozkoszne westchnienia Mistral podniecały go coraz bardziej. Z każdą chwilą całował ją zachłanniej i więcej żądał w zamian. Wkrótce osiągnął cel. Mistral przywarła do niego z całej siły i namiętnie oddawała mu pocałunki. Niecierpliwość sprawiła, że pospiesznie zdarli z siebie ubrania, rozrzucając je bezładnie na wszystkie strony, byle tylko usunąć wszelkie przeszkody dla niecierpliwych rąk, ust i języków. Wkrótce nadzy legli na posłaniu.

Mistral drżała z pożądania, rozkoszując się pocałunkami i zmysłowymi pieszczotami Jordana. Gorące wargi dotykały jej szyi, piersi, brzucha; podniecały i doprowadzały do szaleństwa. Przysunęła się bliżej, by zachęcić kochanka. Drżała z niecierpliwości. Jej dłonie i usta nie próżnowały, odkrywając sekrety muskularnego ciała.

Nim pojęła, na co się zanosi, Jordan rozsunął jej uda i pochylił głowę. Odkryła kolejny sposób zaspokojenia szalonej namiętności. Niezwykły pocałunek dał jej rozkosz, której dotąd nie zaznała. Po chwili Jordan znów przytulił ukochaną, a jego palce odnalazły sekretny punkt. Mistral zapomniała o całym świecie i poddała się wszechobecnym odczuciom. Przylgnęła do ukochanego i głaskała ciemną czuprynę. Po chwili Jordan wszedł w nią głęboko, aż poczuła w sobie rytmiczne pulsowanie. Ciasno splotła długie nogi za jego plecami i uniosła biodra. Pierwsza osiągnęła roziskrzone gwiazdami niebo. Po chwili także Jordan zapomniał w jej ramionach o całym świecie.

Gdy ochłonęli po szalonej podróży, odsunął się nieco, objął ukochaną ramieniem, przytulił do piersi i pogłaskał po włosach.

- Mistral - szepnął czule. - Pobierzmy się jak najszybciej. Kocham ciebie, uwielbiam cyrk, ale to wąskie łóżko doprowadza mnie do rozpaczy.

- Przypuszczam, że w twojej sypialni jest wspaniałe łoże - odparła, zerkając na niego z nie ukrywaną ciekawością, jakby nadal nie mogła uwierzyć, że trzyma ją w ramionach słynny Jordan Anthony Westcott, który udawał pogromcę lwów.

- Oczywiście. Można się tam kochać do utraty tchu i... płodzić dzieci.

- Ciekawe, jak by to skomentowała Husejna.

- Miau? - podpowiedział z uśmiechem.

- To nie kotka, tylko lwica. Ciche warknięcie byłoby chyba bardziej na miejscu.

Mistral eksperymentowała przez chwilę, miaucząc, mrucząc i warcząc cicho. Spojrzała czule na ukochanego.

- Co wybierasz, moja piękna lwico? - zapytał Jordan.

- Mruczenie najbardziej mi odpowiada - szepnęła.

- Dobry wybór. Jestem tego samego zdania.

EPILOG

Na bis

Dla honorowych gości zarezerwowano najlepsze miejsca - w pierwszym rzędzie, naprzeciwko wejścia na arenę. Wiedzieli, że przedstawienie będzie znakomite. Cyrk Mistrzów nie miał sobie równych. Niewiele zespołów osiągnęło równie wysoki poziom. Sophia i wuj Charles siedzieli obok siebie. Pozostałe miejsca zajmowali Mistral i Jordan Westcottowie, oraz dwójka ich dzieci - czteroletnia Katie i sześcioletni Rick. Dzieci po raz pierwszy były w cyrku. Z radości nie mogły usiedzieć w miejscu. Nie można ich było spuścić z oka.

Tata jak zwykle je rozpieszczał. Dostały od niego bawełniane koszulki z nazwą i znakiem Cyrku Mistrzów, plastikowe małpki tańczące na drążku, pluszowe wizerunki lwicy Husejny oraz mnóstwo prażonej kukurydzy, orzeszków i cukrowej waty. Mistral ze stoickim spokojem czekała, aż maluchy zaczną narzekać, że bolą je brzuszki. Kiedy wcześniej usiłowała przywołać ich niesfornego ojca do porządku, Jordan wybuchnął śmiechem.

- Trudno. Do cyrku chodzi się po to, żeby poszaleć.

Przedstawienie zaczęło się popisami klaunów, którzy wśród figlów i wygłupów nadmuchali baloniki w kształcie zwierzaków i maszkaronów, a potem rzucali nimi w publiczność. Liam O'Halloran w kudłatej rudej peruce, z wielkim, czerwonym nosem, puścił oko do znajomych i dopilnował, żeby Katie i Rick dostali po baloniku.

- Mamusiu, czy to był wujcio Liam? - zapytała dziewczynka.

- Tak, kochanie. A ta pani z włosami koloru marchewki, ta w śmiesznej sukience to ciocia DeeDee.

- A mówiłaś, że oni pomagają pradziadkowi rządzić cyrkiem.

- Tak, ale bardzo lubią występować. Popatrz, dziadzio też jest na arenie.

Reflektory przygasły, a białe punktowe światło wydobyło z mroku postać Nicabara odzianego w białą koszulę, frak, jedwabną pelerynę z czerwoną podszewką i białe rękawiczki. Konferansjer wyszedł na środek areny i rozłożył szeroko ramiona.

- Panie i panowie, dziewczynki i chłopcy, witamy w Cyrku Mistrzów!

- Mistral, chciałabyś wystąpić? Żałujesz cyrkowego życia? - zapytał szeptem Jordan, obejmując żonę ramieniem. Przytulił ją, choć dzieliła ich poręcz fotela.

- Czasami trochę mi tęskno - odparła z uśmiechem - ale nie oddałabym naszego wspólnego życia za tamto tułacze i pełne wrażeń. Poza tym mam tyle powodów do radości. Nowa kolekcja dziecięcych mebli i zabawek znakomicie się sprzedaje. Tobie to zawdzięczam. Pomysł z motywami cyrkowymi był znakomity. Każde dziecko chętnie zaśnie w takim łóżeczku. Konik na biegunach ozdobiony jak koń woltyżerki to sama radość.

- Racja. Dzieciaki to uwielbiają. Nasze również. Popatrz na ich buzie. Oboje są zachwyceni. Pokochali Cyrk Mistrzów od pierwszego wejrzenia.

- Ja też się w tobie zakochałam, ledwie do nas przybyłeś, chociaż wolałam się do tego nie przyznawać - szepnęła Mistral. Uniosła głowę spoczywającą na ramieniu zabójczo przystojnego męża i czule spojrzała mu w oczy.

- Właśnie chciałem powiedzieć to samo. - Jordan mocniej przytulił żonę.

- Hej wy, papużki nierozlączki. - Wuj Charles pochylił się ku dzieciom oraz ich rodzicom. - Mamy z Sophią pomysł na fajny numer dla klaunów. Ekwilibrystyka na samobieżnym wózku golfowym. Jak sądzicie? Nicabar to kupi?

- Zamknij się, Charles! - skarciła go szeptem Sophia. Z pobłażliwym uśmiechem poklepała szwagra po ramieniu, dając mu znak, żeby przestał błaznować. Potem zwróciła się do synowej i syna: - Zachowajcie powagę. Jeśli wybuchniecie śmiechem, on rzeczywiście gotów zostać klaunem. W naszej rodzinie i tak jest za dużo cyrkowców.

Jordan z komiczną powagą zwrócił się do żony:

- Jak sądzisz, najdroższa? Czy powiemy naszej drogiej matce, że Katie chce dostać na urodziny mały trapez, a Rick zażądał bacika pogromcy lwów?

- Nie, kochany. - Mistral energicznie pokręciła głową i zachichotała. - Po co denerwować mateczkę? Zresztą prędzej czy później i tak się o tym dowie. Mam kolejną nowinę. To małe okropnie się wierci. - Pogłaskała wydany brzuch. - Chyba przyjdzie na świat kolejny akrobata.



Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
384 Brandewyne Rebecca Wiem, że jesteś lwem
384 Brandewyne Rebecca Wiem, że jesteś lwem
384 Brandewyne Rebecca Wiem, że jestes lwem
384 Brandewyne Rebecca Wiem, że jesteś lwem
384 Brandewyne Rebecca Wiem, że jesteś lwem
Brandewyne Rebecca Wiem, że jestes lwem
384 Brandewyne Rebeca Wiem, że jesteś lwem
160 Ania Wyszkoni - Wiem ze jesteś tam, kwitki, kwitki - poziome
Ania Wyszkoni Wiem że jesteś tam
Ania Wyszkoni Wiem że jesteś tam
WIEM ŻE JESTEŚ TAM Ania Wyszkoni
Wiem że jesteś tam
Wiem, że jesteś ze mną, choć Cię tu nie ma
wiem że jesteś tam
WIEM ŻE JESTEŚ SAM Wyszkoni
ania wyszkoni wiem ze jestes tam
z okladki nie wiem czy jestes
SPRAWOZDANIE z Fundacji Dobrze ze jestes, Studia - praca socjalna, Sprawozdania z praktyk

więcej podobnych podstron