inflacja 2, Inflacja do wzrost przeciętnej ceny dóbr w pewnym okresie


INFLACJA

Inflacja to wzrost przeciętnej ceny dóbr w pewnym okresie.

Czysta inflacja - wzrost cen wszystkich dóbr i czynników produkcji w jednakowym tempie.

Uwaga: przypadek czystej inflacji nie jest tylko możliwością teoretyczną, lecz znaczenie praktyczne (np. w analizie finansowej i ocenie przedsięwzięć inwestycyjnych).

Inflacja bazowa - wzrost poziomu cen w określonym czasie, po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych oraz szoków podażowych.

Deflacja - spadek przeciętnej ceny dóbr w pewnym okresie

Pomiary inflacji:

Koszyk dóbr jest corocznie aktualizowany. Ceny dóbr z koszyka są obserwowane przez kilkuset ankieterów w setkach rejonów statystycznych w całym kraju. Rolę wag przy obliczaniu syntetycznego wskaźnika inflacji odgrywają udziały poszczególnych wydatków w całości wydatków przeciętnej polskiej rodziny. Wysokość poszczególnych wydatków ustalano na podstawie notatek prowadzonych na zlecenie GUS przez około 32 tys. polskich rodzin.

Deflator opisuje zmiany wszystkich cen wliczanych do PKB

Deflator jest miernikiem bardziej ogólnym, jednak WCD lepiej informuje o zmianach kosztów utrzymania.

Inflacja a polityka budżetowa

Przypadek 1

Wzrost wydatków państwa jest finansowany za pomocą dodatkowej emisji pieniądza i kupno rządowych papierów wartościowych, które następnie są odsprzedawane przez bank centralny bankom komercyjnym (sterylizacja papierów wartościowych)

Skutek: W gospodarce zwiększy się nominalna podaż pieniądza. Czy w takiej sytuacji dojdzie do wzrostu cen zależy od zachowania się szybkości obiegu pieniądza oraz wielkości realnej produkcji. Jeśli pozostaną względnie stałe efektem ekspansywnej polityki budżetowej okaże się inflacja.

Przypadek 2

Dodatkowe wydatki państwa mogą być sfinansowane środkami uzyskanymi przez państwo z emisji papierów wartościowych, kupowanych przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa na rynku kapitałowym.

Skutek: Ilość pieniądza w gospodarce się nie zwiększa. Oszczędności gospodarstw domowych oraz środki przedsiębiorstw zamieniają się w wydatki państwa.

Związek pomiędzy bezrobociem a inflacją

Wykres, który przedstawia, zachodzący w krótkim okresie, odwrotny związek między stopą bezrobocia a stopą inflacji, nazywamy krótkookresową krzywą Philipsa.

0x01 graphic

π - stopa inflacji

U - stopa bezrobocia

W krótkim okresie pozytywny szok popytowy (spowodowany ekspansywną polityką budżetową lub pieniężną) przenosi gospodarkę z punktu E' do A'. W miarę upływu krótkiego czasu rośnie stopa inflacji i zmniejsza się bezrobocie. W krótkim okresie jest zbyt mało czasu na dostosowanie cen i płac.

Analogicznie: w krótkim okresie skutkiem restrykcyjnej polityki pieniężnej jest zmniejszenie się produkcji, wzrost bezrobocia i spadek cen.

Kiedy tempo wzrostu ilości pieniądza się zwiększa, krótkookresowa krzywa Philipsa przesuwa się w górę, wzdłuż linii, którą nazywamy długookresową krzywą Philipsa. Pionowy przebieg długookresowej krzywej Philipsa oznacza, że po przeminięciu skutków szoku popytowego stopa bezrobocia powraca do swego naturalnego poziomu. W długim okresie niezależnie od tego, ile wynosi stopa inflacji, stopa bezrobocia równa jest U*

0x01 graphic

Według monetarystów, wzrost globalnego popytu początkowo prowadzi zarówno do wzrostu cen, jak i produkcji, gdyż krzywa krótkookresowej podaży globalnej jest rosnąca. Jednak gdy producenci surowców i materiałów podniosą ceny swoich wyrobów, zwiększy to koszty produkcji wyrobów gotowych. Wzrost cen stali podniesie koszty produkcji samochodów i pralek. Jednocześnie pracownicy, w obliczu wzrostu cen, będą żądać wyższych płac. W efekcie rosną koszty produkcji, a następnie ceny produktów.

Rodzaje inflacji: podział ze względu na przyczyny:

Inflacja kosztowa może mieć charakter kumulacyjny, za sprawą spirali „cen i płac”: wzrost cen powoduje żądania podwyżek płac, z kolei te prowadzą do dalszego wzrostu cen. Odmianą inflacji kosztowej jest inflacja importowana, którą wywołuje wzrost cen za granicą powodujący podniesienie cen krajowych.

Można twierdzić, że inflacja kosztowa jest etapem inflacji popytowej, ponieważ: ekspansja pieniężna i wzrost zagregowanego popytu na rynku dóbr zwiększają produkcję, wzrastające zapotrzebowanie na czynniki produkcji wywołuje zwyżkę płac i cen surowców. Dopiero ten wzrost kosztów produkcji prowadzi do wzrostu cen gotowych wyrobów.

Stagflacja - inflacja, której towarzyszy zmniejszenie się produkcji i wzrost bezrobocia

Hiperinflacja jest to bardzo szybki wzrost cen (miesięczny wzrost cen przekracza wtedy 50%). Najgwałtowniejsza znana hiperinflacja miała miejsce na Węgrzech po II wojnie światowej. Od sierpnia 1945r. do lipca 1946r. ceny rosły tam o średnio 19 800% miesięcznie. Pozostałe rodzaje inflacji:

Skutki inflacji:

Metody walki z inflacją:

Nominalna i realna stopa wzrostu

0x01 graphic

Er - realna stopa wzrostu

En - nominalna stopa wzrostu

Stinf - stopa inflacji

przy niewielkiej (bliskiej 1%) inflacji mianownik tego równania jest bliski 1, więc można korzystać z uproszczonego wzoru:

0x01 graphic

Przykład

Policzyć jakie jest realne oprocentowanie w banku jeśli nominalne oprocentowanie wynosi 10% a stopa inflacji wynosi 5%.

Odp. 4,7619%

STATYSTYKA: Jak się liczy inflację bazową?

Najpopularniejszym sposobem mierzenia inflacji jest śledzenie zmiany wskaźnika cen konsumpcyjnych. Jednak nie jest to proste. Inflacja jest procesem. Znaczy to, że występuje wtedy, gdy ogólny poziom cen stale rośnie w jakimś okresie. Nie są nią jednorazowe podwyżki pod wpływem jakiegoś wstrząsu np. wzrost cen towarów importowanych w następstwie osłabienia waluty krajowej, czy też podniesienia ceł. Podobną trudność nastręczają produkty, których ceny to gwałtownie rosną, to spadają w stosunkowo krótkich okresach czasu, zakłócając obraz długookresowej tendencji inflacji. Stąd potrzeba obserwacji tzw. inflacji bazowej. Jej wskaźniki co miesiąc publikuje NBP.

Dla "uchwycenia" trendu inflacji w dłuższym okresie, banki centralne posługują się dodatkowymi miarami inflacji - tzw. inflacją bazową. Wskaźniki te budowane są tak, aby wyeliminować wpływy zjawisk przejściowych, wahań sezonowych, nagłych, jednorazowych zmian w podaży czy popycie (tzw. szokami popytowymi i podażowymi). Nie zastępują one indeksu cen towarów i usług konsumpcyjnych publikowanego przez Główny Urząd Statystyczny, stanowiącego oficjalną miarę inflacji. Są jednak użytecznymi narzędziami do badań i analiz zmian poziomu cen w gospodarce.

Narodowy Bank Polski posługuje się pięcioma miarami inflacji bazowej. Cztery z nich mają prostą konstrukcję, polegającą na wyłączaniu z koszyka dóbr służącego do obliczania indeksu cen konsumpcyjnych niektórych kategorii artykułów. Do tej grupy należą:

- inflacja bazowa po wyłączeniu cen kontrolowanych - wskaźnik ten powstaje poprzez wyeliminowanie tych cen, które nie są kształtowane przez mechanizmy rynkowe, lecz pod wpływem różnych regulacji prawnych i administracyjnych. Z tego względu nie odzwierciedlają one rzeczywistych tendencji inflacyjnych. Wśród cen kontrolowanych znajdują się ceny, których znaczną część stanowi podatek akcyzowy (paliwa, napoje alkoholowe, wyroby tytoniowe), na które ustalane są górne limity wzrostu lub podlegają innym ograniczeniom (energia elektryczna) oraz których ceny ustalane są przez samorządy (bilety komunikacji miejskiej)

- inflacja bazowa po wyłączeniu cen o największej zmienności - wskaźnik tworzony jest poprzez wyeliminowanie z koszyka dóbr konsumpcyjnych artykułów, których ceny zmieniają się znacznie częściej niż przyjęty przez badających standard. Otrzymany w ten sposób indeks jest oczyszczony z  wpływu cen najbardziej zaburzonych tzn. tych, które podlegają silnym sezonowym lub cyklicznym wahaniom. Są to: znaczna część owoców i warzyw, opłaty za użytkowanie mieszkania, energia elektryczna, a także niektóre usługi pocztowe i telekomunikacyjne.

- inflacja bazowa po wyłączeniu cen o największej zmienności i paliw - skonstruowany jak poprzedni, z tym, że za każdym razem wyłączane są także paliwa, niezależnie czy ich ceny są stabilne, czy też nie

- inflacja "netto" - wskaźnik, z którego eliminowane są ceny żywności i paliw, z powodu obserwowanych znacznych sezonowych wahań ich cen.

Jedyną miarą tworzoną przy pomocy metod  statystycznych jest 15% średnia obcięta. Przy jej obliczaniu także nie brane są pod uwagę grupy towarów i usług, których cena uległa największej zmianie w stosunku do poprzedniego okresu.

Wskaźniki inflacji bazowej są publikowane przez NBP co miesiąc.

Inflacja w wybranych krajach w latach 1990-1998

Kraje

1990

1991

1992

1993

1994

1995

1996

1997

1998

Australia

107

103

101

102

102

105

103

100

101

Czechy

-

-

111

121

110

109

109

108

111

Finlandia

106

104

103

103

101

101

101

101

101

Francja

103

103

102

102

102

102

102

101

101

Hiszpania

107

106

106

105

105

105

104

102

102

Japonia

103

103

102

101

101

100

100

102

101

Niemcy

-

-

105

104

103

102

101

102

101

Polska

686

170

143

135

132

128

120

115

112

USA

105

104

103

103

103

103

103

102

102

Szwajcaria

105

106

104

103

101

102

101

100

100

Szwecja

110

109

102

105

102

103

100

100

100

Węgry

129

135

123

122

119

128

124

118

114

Wielka Brytania

109

106

104

102

102

103

102

103

103

PIENIĄDZE: Dzieje inflacji cz. I

2004-11-15 16:30:13.0 0x01 graphic

Inflacja jest tak stara jak pieniądz. Jej historia zaciekawi nawet tych, którzy szerokim łukiem omijają wszystko, co ma jakikolwiek związek z ekonomią.


- "Podczas węgierskiej inflacji ceny biletów tramwajowych dostosowywano codziennie, podczas gdy ceny biletów kolejowych były zmieniane tylko co cztery dni. W konsekwencji, kiedy pewnego dnia jechałem do Rumunii, tramwaj na dworzec w Budapeszcie był wielokrotnie droższy niż podróż pociągiem do granicy rumuńskiej" - tak w swoich wspomnieniach węgierski kompozytor Gyorgy Ligeti opisał skutki hiperinflacji w swoim kraju po II wojnie światowej. Inflacja jest tak stara jak pieniądz. Jej historia zaciekawi nawet tych, którzy szerokim łukiem omijają wszystko, co ma jakikolwiek związek z ekonomią. A jak to wszystko się zaczęło?

Inflacja jest niemal tak stara jak pieniądz. Do czasu wynalezienia pieniędzy papierowych nie przyjmowała jednak tak apokaliptycznych rozmiarów jak ta opisana przez Ligetiego. W czasach, kiedy pieniądzem były monety ze szlachetnych kruszców, inflacja, czyli powszechny wzrost cen mogła być spowodowana dwoma wydarzeniami: przez zwiększenie ilości kruszców (złota lub srebra) albo przez zmniejszenie ilości kruszcu w istniejących monetach bez zmiany ich nominału.

Kiedy Aleksander Wielki podbił Persję, w jego ręce, oprócz haremu króla Dariusza, dostały się ogromne zasoby złota, które za czasów perskich władców spoczywały bezużytecznie w skarbcach. Aleksander kazał wybić z nich monety, którymi wypłacił żołd swoim wojskom. W efekcie uwolnienia ogromnych ilości złota (a tym samym i popytu) ceny w Azji wzrosły dwukrotnie. Podobne zjawisko zaobserwowano, kiedy Juliusz Cezar złupił Galów i wyegzekwował kontrybucję z Egiptu - w Imperium Rzymskim pojawiła się inflacja.

Bliższym współczesności przypadkiem była szesnastowieczna rewolucja cen, która nastąpiła po odkryciu Ameryki. Hiszpańscy konkwistadorzy najpierw złupili złote skarby indiańskich królestw Azteków i Inków (podobnie jak Aleksander Wielki złupił Persów). Same łupy nie wystarczyłyby aby wywołać inflację, gdyby Hiszpanie nie uruchomili potem własnych kopalń srebra w Ameryce Płd. Napływające do Europy srebro i jednocześnie - szereg nieurodzajnych lat - spowodowały wzrost cen i zarobków nie tylko w Hiszpanii, ale i w całej Europie. W efekcie zyskali robotnicy utrzymujący się z płac (które, jak wspomnieliśmy, wzrosły) oraz kupcy i właściciele manufaktur. Stracili chłopi i właściciele ziemscy, gdyż ceny żywności rosły wolniej niż ceny dóbr przemysłowych. Wielka rewolucja cen w XVI wieku przyspieszyła późniejszy koniec feudalizmu i nadejście kapitalizmu.

Podobne, choć o mniejszej skali, zjawiska wystąpiły w konsekwencji dziewiętnastowiecznych gorączek złota w Kalifornii, na Alasce, w Australii i Południowej Afryce. Niemniej jednak inflacja spowodowana odkryciem nowych złóż zdarzała się rzadko. Metale szlachetne są bardzo trwałe i jednocześnie gromadzone przez ludzi od wieków, toteż zazwyczaj wzrost wydobycia spowodowany odkryciem nowych złóż był niewielki w porównaniu z już istniejącymi zasobami złota i srebra.

Jak się okazało, władcy potrafili jednak wywołać inflację i bez łupienia obcych skarbców, i bez odkryć geologicznych. Często, aby sfinansować nowe pilne wydatki, państwa emitowały monety zawierające mniej szlachetnego kruszcu niż identyczne z wyglądu monety bite wcześniej. Ludzie oczywiście nie pozwalali się zbyt długo nabierać i za sprzedawane przez siebie towary żądali więcej takich niepełnowartościowych monet, tym bardziej, że - zgodnie z prawem Kopernika-Greshama - bite wcześniej monety z odpowiednią ilością kruszcu znikały z obiegu.

Owe pilne i nagłe wydatki wiązały się zwykle z wojną. W IV wieku przed naszą erą uwikłane w wojnę ze Spartą Ateny "rozcieńczyły" swoje srebrne monety, by zapłacić nimi żołnierzom. Podczas wojen Rzymu z Kartaginą praktyk takich dopuszczały się obie strony. Jednak nawet w czasie pokoju rządzący Rzymem mieli większe wydatki niż dochody i różnicę pokrywali biciem niepełnowartościowej monety. Walutą imperium był srebrny denar. Dla oszczędności cesarskie mennice biły go z niewielką początkowo domieszką miedzi. Kolejny cesarze bili denary coraz mniej srebrne, a coraz bardziej miedziane. Jaki to miało wpływ na ceny? Najwięcej informacji o cenach w Imperium Romanum zachowało się w Egipcie - papirus, na którym pisano zestawienia cen dla celów urzędowych dobrze zachował się w tamtejszym klimacie. Stąd wiemy, że pomiędzy panowaniem imperatora Klaudiusza (41-54) a czasami Konstantyna Wielkiego (337 - 351) ceny, liczone w rzymskich denarach, wzrosły aż ... milion razy. Na szczęście dla Rzymu, w takim długim okresie oznacza to inflację roczną w - z pozoru skromnej - wysokości 4,4 proc. W niektórych okresach jednak, na przykład na przełomie III i IV wieku inflacja sięgała, jak się szacuje, ponad 20 proc. rocznie. To zdecydowany rekord przed wynalezieniem pieniędzy papierowych.

W 301 roku cesarz Dioklecjan ustanowił ceny maksymalne na żywność w celu ochrony ubogiej ludności. Nie przestał jednak zmniejszać wartości denara (już wtedy i tak całkowicie miedzianego). Nikt nie chciał sprzedawać zboża za ceny wyznaczone przez Dioklecjana, pojawiły się więc niedobory żywności i rozkwitł, pomimo surowych kar, czarny rynek. Aby zaradzić sytuacji, Dioklecjan wprowadził całkowicie nową, złotą walutę nazwaną solidus. Niestety, następni cesarze kontynuowali proceder psucia pieniądza, choćby po to, aby zapłacić żołd legionistom z coraz większym trudem broniących państwa przed barbarzyńcami. Pomiędzy 305 a 380 rokiem solidus tracił średnio14,4 proc. wartości rocznie. Do naszych czasów przetrwała tylko jego nazwa - Rzymianie płacili solidusami wojsku, stąd we współczesnych językach europejskich takie słowa jak niemiecki Soldat czy polski żołnierz (vide: żołd).

Inflacja była jedną z przyczyn schyłku Imperium. Z czasem doszło do tego, że ludzie płacili na targach nie monetami, ale woreczkami lichych monet miedzianych, a z czasem w ogóle zaprzestali używania monet i wymieniali się bezpośrednio towarami. Po upadku Rzymu w ruinę popadł także i handel, wymiana odbywała się co najwyżej na lokalnych targach, stąd i pieniądz nie był potrzebny. Do nielicznych ponadlokalnych transakcji używano wtedy w Europie najchętniej monet bizantyjskich i arabskich.

Szansa na przywrócenie pozycji pieniądza pojawiła się średniowieczu... O tym w części drugiej !

PIENIĄDZE: Dzieje inflacji cz. II

2004-11-15 16:31:58.0 0x01 graphic

Kiedy średniowieczna gospodarka zaczęła się odradzać, pojawiło się zapotrzebowanie na dobry pieniądz. Dostarczyły go miasta włoskie - w 1192 Wenecjanie zaczęli bić srebrnego grosza, kilkadziesiąt lat później sąsiednia Florencja złotego florena. Ten drugi zdobył największą popularność i przez 300 następnych lat pełnił w Europie taką rolę, jak dziś na świecie dolar amerykański. Jak do tego doszło? Co było dalej?


Inaczej jednak niż dolary, floreny zawdzięczały swoją pozycję nie sile gospodarczej emitującego je państwa (Florencja, choć bogata, była przecież bardzo mała) ale stabilnej wartości. Floren, w odróżnieniu od innych walut nie podlegał zauważalnej deprecjacji (utraty wartości). Pomimo licznych zamachów stanu, buntów i rewolucji nikt spośród rządzących Florencją nie zmienił wartości złota we Florenie przez trzy wieki!

Pomimo rzymskich "osiągnięć", dopiero wynalazek pieniądza papierowego pozwolił inflacji rozwinąć skrzydła. Dokonano go w ojczyźnie papieru, czyli w Chinach. Około 1000 roku w prowincji Syczuan miejscowi kupcy emitowali papierowe banknoty nazywane chia-tzu, czyli "środek wymiany". Nie były one jeszcze pieniądzem narodowym, gdyż nie akceptowano ich poza Syczuanem. Wkrótce zresztą, po kilku skandalach związanych z niewypłacalnością ich emitentów, chia-tsu zostały zakazane.

Już jednak w 1024 pojawiły się banknoty emitowane przez skarb cesarski. Były one w pełni wymienialne na kruszce i początkowo emitowano ich tylko tyle, na ile pozwalały państwowe rezerwy metali. Jak się jednak okazało, chińscy cesarze mieli podobne pomysły na kłopoty budżetowe jak rzymscy. Tyle tylko, że nie musieli bić monety ze zubożonego metalu - wystarczyło, że je drukowali. Następne dwa stulecia to w Chinach naprzemiennie zdarzające się okresy inflacji i reformy pieniężnej - ile razy jakiś rząd cesarski ustabilizował wartość pieniądza, tyle razy jego następcy nie mogli się powstrzymać od finansowania wydatków państwa przy pomocy prasy drukarskiej.

W XII wieku Chiny zostały podbite przez Mongołów. Nowi cesarze z mongolskiej dynastii Juan bez skrępowania drukowali pieniądze bez pokrycia. Oczywiście, nie było mowy o wymienianiu cesarskich banknotów na srebro, których były rzekomo odpowiednikiem. Nic dziwnego, że Chińczycy znienawidzili banknoty. Po obaleniu Mongołów cesarze z nowej, wywodzącej się z ludu dynastii Ming dość długo nie odważyli wprowadzać banknotów. Oficjalną walutą stały się miedziane monety.

Miedź jest jednak niezbyt wiele warta, dlatego przy większych transakcjach staje się kłopotliwa jako środek płatniczy. Z czasem w Chinach przywrócono więc pieniądz papierowy. Drukowano banknoty odpowiadające 1000, 500, 200 i 100 miedziakom. Na początku były one oczywiście wymienialne na kruszec i zabezpieczone rezerwami. Cesarscy ministrowie skarbu nie wyciągnęli jednak, jak się okazało, nauk z przeszłości i znowu emitowali więcej papierków niż mieli miedzi w skarbcach. Skutki nie dały na siebie długo czekać - ceny wzrosły.

W edykcie z 1403 grozi się wysokimi grzywnami wszystkim, którzy ośmieliliby się używać złota i srebra w celach handlowych. Edykt z 1428 roku idzie dalej - nakazuje wszystkim przyjmować w rozliczeniach emitowane przez Skarb Cesarski banknoty, w przeciwnym wypadku grożąc śmiercią. Tak drakońskie kary świadczą o tym, że ludzie próbując unikać tracących na wartości pieniędzy zwracali się do tradycyjnych środków wymiany. Należy tutaj przypomnieć, że po drugiej wojnie światowej także w Polsce były okresy, kiedy używanie złota i zachodnich walut zamiast złotówek było karalne.

W starożytności i średniowieczu inflacja, choć zdarzała się dość często, rzadko osiągała wysoką wartość. Przyczyniały się do tego ograniczenia techniczne - dużo trudniej bić monety z metalu niż drukować pieniądze. Aż do XVII wieku nigdzie poza Chinami nie używano papierowych pieniędzy. Co było potem? O tym w naszym kolejnym odcinku...

PIENIĄDZE: Dzieje inflacji cz. III

2004-11-15 16:32:13.0 0x01 graphic

W Europie pieniądze papierowe pojawiły się w XVII wieku. Pierwsza była Szwecja. W tym skandynawskim kraju używano głównie monet miedzianych, ze względu na ciężar niezbyt wygodnych przy większych transakcjach. Stąd też pomysł, zrealizowany najpierw przez banki komercyjne, potem przez narodowy Riksbank, emisji papierowych banknotów posiadających pokrycie w miedzi. Początkowo, podobnie jak w Chinach, były one całkowicie wymienialne na miedź. Potrzeby finansowe rządu były jak zwykle większe niż dochody z podatków. Liczba banknotów emitowanych przez szwedzki bank centralny (najstarszy zresztą na świecie) stale rosła...


Opowiadaliśmy już, jak odkrycie nowych złóż metali szlachetnych lub obrabowanie skarbca pokonanego nieprzyjaciela może spowodować wzrost cen czyli inflację. Podobny efekt dawało, chętnie stosowane przez cesarzy rzymskich, obniżanie zawartości kruszcu w monecie. Jednak dopiero chiński wynalazek papierowych pieniędzy pozwolił niszczącej pieniądz i rujnującej gospodarki inflacji rozwinąć skrzydła. Natomiast w Europie pieniądze papierowe pojawiły się w XVIII wieku. Pierwsza była Szwecja. W tym skandynawskim kraju używano głównie monet miedzianych, ze względu na ciężar niezbyt wygodny przy większych transakcjach. Stąd też pomysł, zrealizowany najpierw przez banki komercyjne, potem przez narodowy Riksbank, emisji papierowych banknotów posiadających pokrycie w miedzi. Początkowo, podobnie jak w Chinach, były one całkowicie wymienialne na miedź. Potrzeby finansowe rządu były jak zwykle większe niż dochody z podatków, liczba banknotów emitowanych przez szwedzki bank centralny (najstarszy zresztą na świecie) stale rosła.

W 1745, pierwszym roku papierowej waluty we Szwecji w obiegu były banknoty wartości 6,5 mln koron. Dziesięć lat później krążyło już 13,7 milionów. W 1759 zawieszono wymienialność banknotów na miedź. Tymczasem profesor P. N. Christerin, pierwszy dziekan nowopowstałej katedry ekonomii na Uniwersytecie w Uppsali prawidłowo przewidywał, że doprowadzi to do wzrostu cen, czyli do inflacji. Szwedzcy politycy zignorowali ostrzeżenia Christerina i innych ekonomistów - skąd my to znamy? Wkrótce zlikwidowano zresztą katedrę ekonomii i zastąpiono ją wydziałem filozofii...

Inflacja była oczywiście nieunikniona i zrujnowała wielu Szwedów, zwłaszcza właścicieli ziemi (czyli większość tego chłopskiego wtedy narodu) i posiadaczy oszczędności. W efekcie odpowiedzialna za kryzys pieniężny partia "Kapeluszy", wyrażająca interesy przemysłu, straciła władzę. Nowy rząd stworzyła partia "Czapek", popierana głównie przez rolników. W latach 1761 - 1768 zmniejszyli oni podaż pieniądza o 13,5 proc., choć profesor Christerin ostrzegał i tym razem, że operacja taka może spowodować kryzys gospodarczy. Miał rację, spowodowała. Rząd "Czapek" upadł i partia "Kapeluszy" wróciła do władzy. Nie na długo - w 1772 roku król Gustaw III przeprowadził zamach stanu, objął pełnię władzy i nakazał bicie srebrnej monety. Inflacja okazała się rujnująca dla demokracji.

Inaczej było w przypadku Francji, gdzie inflacja przyczyniła się do końca absolutyzmu i przyspieszyła rewolucję francuską. Historia inflacji w królestwie Francji wiąże się z nazwiskiem Johna Law, najrozrzutniejszego Szkota w historii, playboya i hazardzisty, który wynalazł genialny, jak mu się wydawało, sposób na pobudzenie gospodarki. Przekonał on księcia Orleanu, ówczesnego regenta Francji, że kłopoty gospodarcze jego kraju wiążą się z niewystarczającą ilością pieniędzy w obiegu. Podał też metodę, jak zwielokrotnić ich ilość - trzeba je po prostu wydrukować! Genialne, zwłaszcza w kraju, w którym używano do tej pory tylko srebrnych i złotych monet...

Regent pozwolił Szkotowi założyć bank emisyjny, Bank Generale. Pokryciem emitowanych przez Lawa pieniędzy były obligacje rządowe oraz akcje założonej przez niego Kompanii Zachodniej (Compagnie d'Occident), z monopolem na kolonizację Luizjany, francuskiego terytorium w Ameryce Płn. nad Missisipi. Emisji akcji i banknotów towarzyszyła szeroka kampania reklamowa. "Masz złoto - nie ufaj mu" - głosił popularny slogan. Jednocześnie Francja została oblepiona plakatami przedstawiającymi zadowolonych francuskich kolonistów w Luizjanie w otoczeniu tubylczych kobiet. Według optymistycznych raportów, tereny Luizjany miały obfitować w złoża złota i srebra, toteż kompania z góry oferowała wysokie dywidendy. Dalej poszło już prosto. Bank Generale emitował banknoty, w zamian za banknoty ludzie kupowali akcje Compagnie d'Occident, akcje szły w górę, banknoty miały pokrycie. W styczniu 1719 akcje Kompanii kosztowały 500 liwrów, w grudniu tego roku - 10 tysięcy. Trzeba było ustawiać żołnierzy, aby pilnowali tłumu chętnych do ich kupna.

Gospodarka, pobudzona ogromną masą papierowych pieniędzy rzeczywiście rozkwitła. Dwór królewski robił ogromne zakupy w manufakturach płacąc papierowymi liwrami, właściciele manufaktur kupowali za nie surowce i opłacali robotników, na koniec zawsze znalazł się ktoś chętny do zakupu akcji Kompanii. Do czasu jednak... Nad Missisipi nie było ani złota, ani srebra. Kompania nie potrafiła wypłacić obiecanych dywidend. W 1720 akcje zaczęły spadać. Aby powstrzymać akcjonariuszy od realizacji zysku, Law skłonił rząd do zakazania posługiwania się złotem w transakcjach powyżej 100 liwrów. Na próżno. Inflacji nie dało się powstrzymać - akcje Kompanii traciły na wartości, a razem z nimi oparte na nich banknoty.

Skutki były opłakane. Ludzie w rozpaczy palili bezwartościowy papier. W Paryżu znaleziono rodzinę, która popełniła zbiorowe samobójstwo - znaleziono przy nich kilka sous (drobna moneta) w srebrze i 20 milionów papierowych liwrów. Gospodarka Królestwa Francji nie podniosła się już po tym ciosie aż do Rewolucji Francuskiej, zaś gorączka związana z Compagnie d'Occident przeszła do historii jako Bańka Spekulacyjna Missisipi... A dla przyszłych pokoleń powinna była stać się przestrogą przed lekceważeniem praw matematyki i ekonomii. Jak się okazało - o dramatycznych doświadczeniach zapomniano. A kolejne kraje wpadały w inflacyjną matnię. Wszelkie rekordy w tym względzie miały pobić Niemcy. Jak to się stało? - dowiecie się Państwo w następnym odcinku...

PIENIĄDZE: Dzieje inflacji cz. IV

2004-11-15 16:34:07.0 0x01 graphic

Z papierowym pieniądzem nazwanym continentalem eksperymentowały także zbuntowane przeciwko Wielkiej Brytanii kolonie amerykańskie. Także koloniści, pod presją wydatków wojennych, nie byli w stanie powstrzymać się od pokusy druku nadmiernej ilości pieniądza. W 1778 r., a więc na samym początku istnienia USA, inflacja sięgnęła prawie 30 proc., liczby jak na owe czasy i jak na USA zawrotnej. Inflacja nie oszczędziła też porewolucyjnej Francji - jej przywódcy najwyraźniej zapomnieli o doświadczeniach Johna Lawa. Próbowali nawet, podobnie jak rząd królewski zakazać używania złota do celów monetarnych. Ale pokazu niszczycielskiej siły inflacja miała dokonać zaraz po pierwszej wojnie światowej...


Z papierowym pieniądzem nazwanym continentalem eksperymentowały także zbuntowane przeciwko Wielkiej Brytanii kolonie amerykańskie. Także koloniści, pod presją wydatków wojennych, nie byli w stanie powstrzymać się od pokusy druku nadmiernej ilości pieniądza. W 1778 r., a więc na samym początku istnienia USA, inflacja sięgnęła prawie 30 proc., liczby jak na owe czasy i jak na USA zawrotnej. Inflacja nie oszczędziła też porewolucyjnej Francji - jej przywódcy najwyraźniej zapomnieli o doświadczeniach Johna Lawa. Próbowali nawet, podobnie jak rząd królewski zakazać używania złota do celów monetarnych.

Mimo wszystko, aż do czasów najnowszych inflacja dochodziła w najgorszym wypadku do kilkudziesięciu procent rocznie. Miało się to zmienić po pierwszej wojnie światowej. Podobnie jak podczas innych wojen, państwa biorące w niej udział, a zwłaszcza państwa centralne, finansowały wydatki wojenne psuciem pieniądza. Ścisła kontrola cen powstrzymała jednak zakres inflacji, przynajmniej na czas trwania wojny. Po zawarciu pokoju uwolnione ceny poszybowały w górę. Co więcej, pokonane państwa musiały wypłacić zwycięzcom ogromne kontrybucje, przez co rządy pokonanych nie miały oporów przed finansowaniem wewnętrznych wydatków banknotami bez pokrycia.

Inflacyjny potwór zaczął bardzo szybko triumfować. Do apogeum absurdy inflacyjnego doszło w Niemczech. W 1914 roku, na początku wojny za funt (pół kilograma) chleba płacono 19 fenigów. Dwa lata później za chleb płacono niewiele więcej - 22 fenigi. Na koniec wojny, w 1919 chleb kosztował 26 fenigów. A potem ceny przyspieszyły - w 1920 chleb kosztuje już markę i 20 fenigów, czyli już niemal sześć razy więcej niż cztery lata wcześniej ! Ale to dopiero skromne preludium. W czerwcu 1922 za funt chleba Niemcy musieli zapłacić 3,50 marki, a już w styczniu 1923 - ...700 ! Ceny mnożyły się w oczach. Portfele wyszły z użycia, zastąpione przez walizki. We wrześniu 1923 cena półkilogramowego bochenka sięgnęła 2 milionów marek, miesiąc później - 630 milionów...

Niewyobrażalna wręcz skala upadku wartości pieniądza i rujnująca inflacja sprawiła, że robotnicy dostawali wypłatę dwa razy dziennie i natychmiast biegli do sklepów, aby kupić cokolwiek - zanim podrożeje. Wkrótce miliony wyszły z użycia, bo bochenek chleba już w listopadzie 1923 roku kosztował 80 miliardów marek. Wydrukowano banknoty 10 bilionowe, ale nie weszły one do obiegu, bo15 listopada wprowadzono nową markę niemiecką, wartą jeden bilion starych. Od nowego roku chleb kosztował już tylko 35 fenigów. Ale oszczędności milionów zostały pożarte przez niepowstrzymany wzrost cen wszystkiego, który pomiędzy czerwcem a listopadem 1923 roku wynosił średnio ...300 proc. miesięcznie !

Pisarz Tomasz Mann powiedział, że obrabowani przez inflację Niemcy tym łatwiej stali się później rabusiami Europy. Podobnie jak w siedemnastowiecznej Szwecji, wielka niemiecka inflacja zniszczyła demokrację. A że niemiecka inflacja była dużo wyższa niż szwedzka także i dyktatura, która po niej nastąpiła była dużo gorsza. Właściwie, nie można już nazywać tego zjawiska po prostu inflacją. Na inflację dwucyfrową przyjęło się mówić hiperinflacja. Choć i to określenie w przypadku niemieckiego pandemonium inflacyjnego wydaje się zdecydowanie zbyt łagodne.

Powojenna hiperinflacja nie ominęła też Polski. Nowoutworzony rząd wprowadził w 1920 roku markę polską, zamiast walut państw zaborczych. Wysokie wydatki na wojsko (wojna z bolszewikami) i administrację skłoniły władze do posiłkowania się drukiem pieniądza, co spowodowało inflację w 1923 roku, a więc równolegle z hiperinflacją niemiecką. Największa w historii hiperinflacja wystąpiła na Węgrzech po drugiej wojnie światowej - w latach 1945-46 ceny w ówczesnej walucie, pengo, rosły w tempie około 20 tys. proc. miesięcznie. Pieniądz stał się praktycznie bezwartościowy. Przykładem kraju dotkniętego hiperinflacją nie związaną z działaniami wojennymi jest Boliwia w latach '80. Inflacja w tym kraju sięgała... 20 tys. proc. rocznie.

Po drugiej wojnie światowej, w Europie Zachodniej udało się uniknąć powojennej hiperinflacji, niemniej jednak politycy odpowiedzialni za gospodarkę w latach '50 i '60 często używali inflacji do kontrolowania poziomu bezrobocia. Panowało przekonanie, że wyższa inflacja oznacza niższe bezrobocie i odwrotnie. Do początku lat siedemdziesiątych inflacja w Europie Zachodniej nie przekraczała 10 proc. przy jednocześnie dość niskich stopach bezrobocia.

Coś się zepsuło w latach '70. Świat ogarnął kryzys, którego bezpośrednią przyczyną było podniesienie cen ropy przez państwa OPEC. Większość zachodnich rządów zareagowała jak zwykle, zwiększając podaż pieniądza. W efekcie wzrosła inflacja (czego się spodziewano), ale bezrobocie wcale nie spadło (czego się nie spodziewano). Ekonomiści i politycy gospodarczy ukuli wtedy nawet specjalny termin - "stagflacja" - określający sytuację, kiedy jednocześnie wysokie są stopy: inflacji i bezrobocia.

W 1975 roku inflacja w Wielkiej Brytanii wynosiła ponad 24 proc., w USA przekroczyła 11 proc., podobnie było w innych krajach. Trzeba przyznać, że bank centralny Niemiec (Bundesbank) stanął na wysokości zadania - po II wojnie światowej roczna niemiecka inflacja tylko dwa razy (w 1973 i 1974) przekroczyła umiarkowany przecież poziom 6 proc. Mądry Niemiec po szkodzie...

W latach osiemdziesiątych walka z inflacją stała się jednym z głównych zadań krajów rozwiniętych. Bronią przeciwko inflacji stała się niezależność banków centralnych od rządów - ekonomiści wykazali, że im bardziej niezależny bank, tym niższa inflacja w długim okresie. Niezależność banków i ścisła kontrola podaży pieniądza pozwalają jak na razie na kontrolowanie inflacji na niskim poziomie. A to, że żaden kraj nie jest wolny od poważnych zagrożeń inflacyjnych pokazuje przykład USA. Ten potężny kraj, będący synonimem sukcesu gospodarczego, zamożności, stabilności finansowej i niskiego bezrobocia wcale nie tak dawno - raptem nieco ponad 20 lat temu - na wiosnę 1980 r. stanął w obliczu inflacji na poziomie 17 procent i stóp procentowych sięgających w bankach 20 procent. Jak widać, po przedstawionych przez nas przykładach - inflacja jest stara jak pieniądz. I ciągle ma tę samą, okrutną cechę. Potrafi zrujnować największe państwa i pogrążyć w nędzy całe narody...

Przy przygotowaniu materiału korzystano z książki Petera Bernholza - Monetary Regimes and Inflation: History, Economic and Political Relationships. Cheltenham, UK: Edward Elgar, 2003

9



Wyszukiwarka