ScannedImage 52

ScannedImage 52



i zasad, ale wiele z nich zmyły łzy Loono. W każdym razie nie miałem już żadnych złudzeń co do swojej wyższości kulturalnej. Kiedy nastał głód, miejscowa misja przysłała Ikom dwóch katechetów jyywodzących się z ich plemienia: piętnastoletniego chłopca i jego dziesięcioletniego pomocnika. Obaj nosili nieodłączne atrybuty chrześcijaństwa i postępu — szorty — i trzymali w rękach różańce, żeby wszyscy widzieli, jacy są święci. Oznajmili, że przysłano ich, aby nauczali Ików, bo misjonarze słyszeli, że panuje tu głód, i chcą im pomóc. Przyjadą więc za trzy dni z mnóstwem żywność# i rozdadzą ją wszystkim, którzy się wykażą gorliwością religijną^ potem wezmą starych ludzi do Kasile, gdzie fcędą ich żywić i utrzymywać. Na te słowa Ikowie na swój specyficzny sposób zaczęli wyrażać radość, co się objawiało zacieraniem rąk, chytrymi uśmieszkami i klepaniem się po brzuchu. Wszyscy chętnie zaczęli się uczyć katechizmu i pieśni religijnych. Była właśnie pora prac w polu, toteż podczas nauk porannych frekwencja nieco spadła. Ale młody katecheta — obrzydliwy spasiony potwór, taki tłusty, że spodenki pękały mu w szwach — zagroził spisaniem imion tych. którzy nie przyszli, i w rezultacie porzucono prace połowa* a echo niosło do nieba słowa chwały boże].

Czwartego dnia wstaliśmy wcześnie i zgromadzony tłum począł śpiewać pieśni, żeby misjonarze zaraz po przyjeździe mogli się naocznie przekonać, jak dobrze Ikowie wyuczyli się lekcji. Ale tuż przed dziewiątą śpiewy ucichły, a dwaj katecheci wywijali różańcami z coraz mniejszym zapaleni. Zaczęto przebąkiwać o powrocie na pola, ale z drugiej strony przeoczono by wtedy chwilę, w której przybędzie żywność, czyli misjonarze. W południe ktoś wszczął fałszywy alarm i znów wszyscy podjęli śpiew, spoglądając z nadzieją na krętą górską ścieżkę. Potem zaczęto obrzucać chłopców kąśliwymi uwagami, lecz oni byli równie zaniepokojeni jak reszta, a żywność wciąż nie przybywała. Piątego dnia nic się nie zmieniło, tylko śpiewy ustały, ale pracy na polu raz jeszcze zaniechano, wciąż licząc na spełnienie obietnicy. Misji#* narze nie przybyli, nie podali też słowa wyjaśnienia. Prz.cz. cały czas, jaki tam spędziłem, ani oni, ani miejscowy lekarz w ogóle się nie pokazali. Ale od czasu do czasu przysyłano szorty i różańce, a czasem krzyże dla tych najlepszych, którzy zawsze — jak zauważyłem — mieli też najpełniejsze żołądki.

Biorąc pod uwagę Jx> wszystko, a także moje własne zachowanie i podejście, .nie miało zupełnie sensu obstawanie przy tradycyjnym pojęciu moralności. Był to jeszcze jeden wygodny i przyjemny zbytek, do którego powszechnie się stosowano w czasach dobrobytu, ale taki, który w chwili' zagrożenia może i powinien zostać odrzucony tak jak re-ligia, wiara, prawo, rodzina i inne zbędne dodatki, stające się wtedy zawadą. 'Jeżeli pomazańcom bożym ciężko jest ruszyć się z wygodnych kwater i rozstać na chwiię z dzbanami wina i mrożoną wodą sodową, żeby wygłosić choć słowo otuchy, i wysyłają w tym celu dwóch spasionych byczków w szortach i z różańcami, którzy mają uczyć modłów oraz śpiewów, to nie czułem się na siłach sądzić Ików zbyt surowo za to, że pozwalają starym ludziom odejść z tego świata możliwie szybko i spokojnie. Ale nadal nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego ci, którym brak czegoś więcej niż wina i wody sodowej, chcą w takim świecie żyć, a większość młodych Ików tego chciała.

Kiedy Ngorok miał dwanaście lat, był już dorosłym mężczyzną. Lomer, jego starszy brat, w piętnastym roku życia zaczął opadać z sił — kiedy pracował w polu albo coś niósł, twarz mu wykrzywiał wyraz cierpienia, które nie było bólem fizycznym. Dwudziestopięcioletni Giriko miał w istocie lat czterdzieści, czterdziestoletni Atum sześćdziesiąt pięć, a ci najstarsi, może zaledwie pięćdziesięcioletni, wyglądali jak ludzie wiekowi. Ja sam, mając lat czterdzieści, byłem od nich wszystkich młodszy, bo wciąż jeszcze cieszyłem się życiem, gdy ich już w trzecim roku życia nauczono, że taka postawa człowiekowi dorosłemu nie przystoi. Ale zachowali wolę przetrwania i dla tych, którzy długo zdołali się przy życiu utrzymać, mieli niejaki szacunek. W tym szacunku dla ludzi starych upatrywałem przebłysku nadziei, chociaż sposób, w jaki ich traktowano, tę nadzieję właściwie niweczył.

— Starzy ludzie — mówiono — nie mają oczu ani nóg. Miedzi mają oczy i nogi.

Zastanawiałem się, dlaczego nie przywiązywano wagi do rąk, ale naturalnie/ w życiu łka najważniejsze jest to. żeby jako pierwszy zobaczył żywność i dotarł do niej przed innymi. Oto najprawdopodobniej całe wyjaśnienie, gdyż Ikowie nie bawią się w subtelnością Kiedy panował głód, młodzi byli zaniepokojeni, a starzy markotni i skłonni do iry-

187


Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
14526 ScannedImage 52 58 NIEZNANY ŚWIAT @ Homeopatią zajmują się przeważnie lekarze, którzy nie mają
81161 P1020676 Alternat>wjic przyrody 236 oczywiście wsią. ale nie jest też miastem, w każdym raz
ScannedImage 52 muzułmańskim, aby polowali na uciekającą młodzież wydanej na zgubę rodziny, a niektó
ScannedImage 7 sposobów. Wprawdzie Talmud nie podaje, na czym one polegały, ale zachował o nich wiad
Istnieje wiele definicji piękna ale żadna z nich nie przedstawia czym jest piękno. Definicja Arystot
167JASTRZĘBIEC. do nich gotować, ale Wołochowie postrzegłszy ich, tył podali. Obaezywszy, że nie móg
img035 (12) Dotychczas odkryto ponad 500 mutacji Btk, ale żadna z nich nie występuje częściej niż u
skanuj0016 (256) - Wiele z nich chciało zakosztować nowych idei na temat seksu, które dotąd utrzymyw

więcej podobnych podstron