background image

Mario Guarino

Bank Boga

i bankierzy papieża

afery i skandale watykańskiej kasy

background image

Spis treści

Od Wydawcy 7 

WATYKAN, FINANSE, BANKIERZY 

Papieska kasa 11 

Mediolańska mafia 21 

Piracka trójca 35 

Początek końca 49 

Duszom zmarłych - chwała 63 

PURPURA, KAPTURY, PUCHARY 

Masoni za spiżową bramą 8! 

Rycerze konnego zakonu 99 

NIERUCHOMOŚCI, TRANSAKCJE, PODATKI 

Podatkowy raj 119 

Złoty cielec w kościelnej nawie 161

KRUCHTA, HANDEL, ZYSK 

Bohaterowie katolickiego lobby 177 

Sekty pieniądza 203 

BIZNES BOŻEJ OPATRZNOŚCI 

Holding leczenia dusz 225 

"Lourdes" ojca Pio 257 

ZBŁĄKANE OWCE, ZBRUKANE HABITY 

Celebra nowoczesności 271 

Charyzma pieniądza 299 

background image

MILLENIJNY KRAM

Przedsiębiorczy paulini - bracia nożownicy 315 

Superstar mass mediów 343 

DOKUMENTY 

Clara Calvi zeznaje... 371 

Anna Calvi wspomina... 391

background image

Od Wydawcy

Przedstawiamy   naszym   Czytelnikom   kolejną   pozycję   z   serii   poświęconej

Kościołowi   Jego   historii,   problematyce   i   ludziom.   Autorem   książki   jest   Mario

Guarino - włoski dziennikarz z tygodnika ekonomicznego //  Mondo -  opisujący

mniej lub bardziej kompromitujące Watykan sprawy - nie tylko zresztą finansowe.

Bowiem, jak to się w życiu zdarza, i tu zapach pieniądza miesza się nieraz z wonią

krwi.

Z uwagi na to, że opowieść autora jest bogato uzupełniana cytatami z włoskiej

publicystyki   oraz   ilustrowana   przykładami   nie   zawsze   powszechnie   znanych

osobistości   tamtejszego   kleru   i   świata   polityki   -Wydawca   uznał   za   właściwe

dokonanie pewnych

skrótów,   zwłaszcza   pominięcie   tych   fragmentów   książki,   w   których   obce

polskiemu Czytelnikowi realia mogą utrudniać lekturę. Z tych samych względów

zrezygnowano   z   wielu   gloss   i   odsyłaczy,   zastępując   je   omówieniem   w   tekście

głównym.   Pominięto   wreszcie   cały   rozdział   o   przygotowaniach   milenijnego

jubileuszu uznając, że to już dziś i tak musztardowy deser.

Niezwykle skomplikowany i pokrętny obraz finansów kościelnych, jaki nam

Autor na przykładzie swojego kraju serwuje, wzbudza w Czytelniku refleksję, jak

też te problemy prezentują się w życiu publicznym - i w Kościele - takich krajów,

jak USA, Niemcy, Francja, Hiszpania czy wreszcie - co nas najbardziej ciekawi

-jak to wygląda w Polsce.

Do   wielu   tutaj   poruszanych   zagadnień   będziemy   mieli   okazję   wkrótce

powrócić przy lekturze książki Roberta A. Haaslera "Polowanie na papieża", którą

w dwudziestą rocznicę zamachu zaproponujemy naszym Czytelnikom.

Wiele   obiecujemy   sobie   też   po  wydaniu   pozycji   Christophera   Hitchensa   o

Matce Teresie z Kalkuty, którą to książkę będziemy chcieli przedstawić ocenie

background image

naszych Czytelników także jeszcze w tym roku.

Jak zawsze dziękujemy serdecznie za nadsyłane listy oraz uwagi i propozycje

nie tylko wydawnicze.

background image

Watykan, finanse, bankierzy

Papieska kasa

11   lutego   1929   Benito   Mussolini   i   kardynał   Piętro   Gasparri   podpisują   w

Rzymie - pomiędzy państwem włoskim i Stolicą Apostolską - Traktaty Laterańskie.

Historyczne   porozumienie   składa   się   z   trzech   części:   z   właściwego   traktatu,   z

konkordatu i z umowy finansowej. Zgodnie z postanowieniami tej ostatniej Włochy

zwalniaj ą od podatków i ceł towary importowane przez nowo powstałe Państwo

Watykańskie - Citta del Vaticano. Ponadto umowa przewiduje odszkodowanie za

wszelkie   straty   finansowe,   których   Stolica   Apostolska   doznała   w   wyniku

zjednoczenia Włoch. W artykule l oszacowane są te straty na kwotę 750 milionów

tirów, a dodając równowartość

pięcioprocentowych obligacji państwowych, odszkodowanie to zamyka się łącznie

- w przeliczeniu na warunki obecne - kwotą ponad 2000 miliardów lirów.

Jeszcze tego samego roku Traktaty Laterańskie zostały ratyfikowane i tego

samego   dnia,   7   czerwca,   papież   Pius   XI   powołał   Administrację   Specjalną   dla

Działań   Religijnych  (Amministrazione   speciale   delle   Opere   di   religione)

przekształconą   później   w   Administrację   Dóbr   Stolicy   Apostolskiej

(Amministrazione del patrimonio  della sede apostolica-APSA).  Nowa instytucja

wyłoniona została z dotychczas istniejących struktur Watykanu, których zadaniem

było   administrowanie   olbrzymim,   powiększonym   jeszcze   przez   reżim

Mussoliniego, majątkiem watykańskim.

Kierownictwo   nową   instytucją   objął   laicki   finansista,  brat   jednego   z

biskupów,  Bernardino   Nogara.  Dysponując   papieskim   upoważnieniem,   co

praktycznie   uwalniało   go   od   wszelkiej   kontroli,   Nogara   natychmiast   rozpoczął

background image

serię operacji spekulacyjnych na rynku złota i dewiz, a także - na rynku akcji.

Zlecając   nabycie   pakietów   kontrolnych   i   udziałów   mniejszościowych   w   wielu

włoskich   spółkach   najróżniejszych   branż   -   w   przemyśle   tekstylnym,   w

telekomunikacji, w transporcie kolejowym, w produkcji cementu, w energetyce, w

wodociągach - Bernardino Nogara naprawdę pojawiał się wszędzie. Kiedy w ł 935

roku

Mussolini, gotując  siedo  inwazji na Etiopię potrzebował broni, spore jej zasoby

zostały mu dostarczone przez jedną z fabryk amunicji, którą Nogara zakupił dla

Watykanu.

W   wyniku   postanowień   drugiego   konkordatu,   zawartego   20   lipca   1933

pomiędzy  Watykanem i Niemcami,  Stolica Apostolska  dostaje kolejny zastrzyk

finansowy; Pius Xl uzyskuje wtedy od nowego kanclerza Niemiec, Adolfa Hitlera,

potwierdzenie otrzymywania Kirchensteuer, czyli pięcioprocentowego podatku od

dochodów, który obywatele niemieccy obowiązani byli płacić na rzecz kościołów:

katolickiego i zreformowanego.

Po śmierci Piusa XI, który zmarł l O lutego 1939 (Achille Ratti był papieżem

od 6 lutego 1922), na tron Piętrowy wybrany został Eugenio Pacelli - jako Pius XII.

Pierwsze lata jego pontyfikatu przypadają na trudny okres drugiej wojny światowej

(l 939 -1945), i chociaż pożoga wojenna wykrwawiała kontynent europejski, kasa

Stolicy   Apostolskiej   napełniała   się   dzięki   "eksterytorialności   i   neutralności"

Państwa Watykańskiego.

Wiele   źródeł   historycznych   wykazuje,   że   Watykan   uczestniczył   w

przetrzymywaniu majątku zrabowanego w czasie wojny Żydom i innym podbitym

narodom. I tak w lipcu 1997 opublikowano dokumenty

(zebrane   w   roku   1946   przez   agenta   skarbowego   USA   Emersona   Bigelowa),   z

których   wynika,   że   w   watykańskiej   kasie   znalazły   się   setki   milionów   franków

szwajcarskich, które naziści i ich pobratymcy pod wodzą Ante Pavelica zagarnęli w

background image

Chorwacji   w   latach   1941   -1945.   Wiele   o   tych   sprawach   opowiada   w

dziesięciotomowej  Kriminalgeschichte   des   Christentum   (Historii   kryminalnej

chrześcijaństwa) niemiecki historyk Karlheinz Descher, który poddał też wnikliwej

analizie życie prywatne papieża, stwierdzając między innymi, że Pius XII umarł z

majątkiem w wysokości 80 milionów marek w złocie i w dewizach, a jego trzej

krewniacy zgromadzili podczas dziewiętnastu lat pontyfikatu swego wuja aż 120

milionów marek.

Dnia 27 czerwca 1942 Pius XII przekształca dotychczasową Administrację

Specjalną dla Działań Religijnych w Instytut Działań Religijnych  (Istituto per le

Opere di religione - IOR). Akt założycielski IOR wyjaśnia, że nie chodzi o nadanie

nowej   nazwy   dawnej   strukturze   administracyjnej,  ale   o  ustanowienie   naj-

prawdziwszego   banku   watykańskiego,   któremu   nadana   zostaje   oddzielna

osobowość prawna, a którego celem nie jest już tylko samo administrowanie mająt-

kiem Stolicy Apostolskiej, ale "strzeżenie i zarządzanie środkami pieniężnymi oraz

dobrami zbytymi lub powierzonymi instytutowi przez osoby prywatne

i   prawne   w   celach   prowadzenia   działalności   religijnej   i   szerzenia   miłosierdzia

chrześcijańskiego".

I   jakkolwiek   formalne   kierowanie   instytutem   powierzone   zostało

przedstawicielowi watykańskiego kleru (od 24 stycznia 1944 był nim biskup, a

potem   kardynał  Alberto   Di   Jorio),  to   rzeczywiste   prowadzenie   spraw   banku

watykańskiego pozostawało nadal w kompetencji Bernardino Nogary, do którego,

jeszcze   przed   końcem   wojny,   dołączył   przedstawiciel   rzymsko-papieskiej

arystokracji, znany adwokat i makler, książę Massimo Spada.

Tuż po wojnie zawiadowany przez Nogarę  i Spade IOR  nabywa znaczące

pakiety   akcji   w   takich   dużych   firmach,   jak:   Generale  Immobiliare,   Ceramene

Pozzi, Pastifìcio Pantanella, Condotte d'Acqua itd. Wchodzi także - chociaż już bez

większych inwestycji - w branżę ubezpieczeniową (Assicurazioni Generali, RAS),

background image

na rynek telekomunikacji (SIP) oraz do budownictwa (Italcementi). W ten sposób

w   zarządach,   w   których   watykański   bank   posiadał   pakiet   kontrolny   lub   tylko

pewną   liczbę   udziałów,   znaleźli   się   cieszący   się   osobistym   zaufaniem

przedstawiciele papieża.

Tak   się   stało   choćby   w   przypadku  Carla,   Marcantonia   i   Giulia   Pacellich,

trzech kuzynów Piusa XII. Giulio, na przykład, reprezentował interesy Watykanu

15

w takich dużych firmach, jak Banco di Roma czy Società Italiana Gas, a także w

zakładach farmaceutycznych Serono czy spółkach Esercizio Navi oraz Condil-Tubi

Opere Idrauliche e Affini.  Warto też dodać, że minister finansów Włoch,  Giulio

Andreotti, zwolnił w 1957 roku obywatela Włoch, Giulio Pacellego, od obowiązku

płacenia   podatków   ze   względu   na   status   dyplomaty   nadany   mu   przez   Stolicę

Apostolską.

Prowadzony przez duet Nogara-Spada IOR był zresztą niezmiernie aktywny w

przechwytywaniu dających kontrolę pakietów akcji najróżniejszych banków. I tak

w roku 1946 bank watykański nabył większościowy pakiet akcji  Banca Cattolica

del Veneto, a nieco później udało mu się odkupić 51 procent akcji Banco di Roma

per la Svizzera (przy czym reszta, a więc 49 procent, pozostawała nadal własnością

Banco di Roma, który należał wprawdzie do państwa włoskiego, ale w którym IOR

posiadał też pewne udziały) . W nabytych przez Watykan instytucjach kredytowych

były reprezentowane także interesy lokalnych kurii, które w ten sposób zapewniały

sobie szczególnie korzystne warunki obsługi bankowej i otrzymywania kredytów -

i to nie tylko na działania zwykłego zarządu,  ale i  na realizację tzw. specjalnych

"zbożnych uczynków".

W roku 1958 zmarł Bernardino Nogara, który był w istocie mózgiem działania

IOR. Wkrótce potem umiera też Pius Xli. Dnia 28 października papieżem zostaje

wybrany Angelo Roncalli - Jan XXIII.

background image

Nowy   papież,   dawny   patriarcha   Wenecji,   bardzo   się   różnił   od   swojego

poprzednika.   Wprowadzając   w   życie   model   apostolstwa   opartego   na   miłości   i

ukierunkowanego   na   masy,   Jan   XXIII   czynił   często   wyłom   w   tradycjach

watykańskich, stąd zwano go "dobrym papieżem". Zaznaczyło się to również w

dziedzinie finansów. Papież nakazał IOR zaprzestanie działalności spekulacyjnej, a

potrzeby finansowe swojego pontyfikatu wolał zaspakajać przez upowszechnianie

w całej światowej wspólnocie katolickiej systemu datków i darowizn. Tak więc

podczas pięciu lat panowania papieża Roncallego IOR ograniczał się do czynności

zwyczajnego zarządzania.

Po śmierci Jana XXIII (zmarł 3 czerwca 1963), papieżem wybrany został syn

przedsiębiorcy   bankowego   z   Brescii   -  Giovanni   Battista   Montini  (Paweł  VI).

Podobnie   jak   Pacelli,   również  i   Montini  był   arcybiskupem   w   Mediolanie,   i

podobnie jak Pius XII również i Paweł VI będzie prowadził watykańskie interesy z

dużym, wolnym od jakichkolwiek zahamowań rozmachem.

Zaraz   po   wyborze   papież  Montini  musiał   zająć   się   poważnym   kryzysem

finansowym. Kwoty dobrowolnych datków, hojnie dzięki popularności Jana XXIII

przekazywane dotąd przez wiernych, po śmierci "dobrego papieża" poważnie się

zmniejszyły: z poziomu 19 miliardów lirów spadły do kwoty poniżej 5 miliardów i

nie   były   już   w   stanie   zaspakajać   potrzeb   finansowych   Watykanu.   Co   więcej,

papieskie   kasy   poważnie   odczuły   skutki   nowego   włoskiego   ustawodawstwa

podatkowego - od grudnia 1962 podatek od zysków z dywidend akcyjnych wzrósł

do  30  procent.  W  Watykanie  zrodziła  się  więc   myśl   całkowitego  zwolnienia   z

opodatkowania operacji prowadzonych na rynkach finansowo-giełdowych  i, o ile

chadecja   wyrażała   na   to   zgodę,   to   socjaliści,   którzy   uczestniczyli   wtedy   w

centrolewicowym  rządzie  Aldo Moro,  sprzeciwiali  się  przyznaniu tego  niespra-

wiedliwego przywileju. Sprawa ta stała się przedmiotem delikatnych negocjacji

dyplomatycznych, które będą się ciągnąć latami już to z powodu niestabilności

background image

kolejnych  włoskich  rządów,  już  to  z powodu  uporu  Watykanu  w poddaniu  się

obowiązującemu prawu.

Ostatecznie kwestię rozstrzygnięto w 1968 roku, kiedy to rząd oświadczył, że

Watykan zobowiązany jest płacić podatki od zysków z posiadanych akcji, i że do

końca roku winien on rozpocząć spłatę

zaległości skarbowych. W wyniku tej decyzji Watykan miał w ratach spłacać na

rzecz   włoskiego   fiskusa   zaległości   w   wysokości   6,5   miliarda   lirów   (około   85

miliardów dzisiejszych lirów). Wobec takiego obrotu spraw Stolica Apostolska -

aby   uniknąć   opodatkowania   przez   włoskiego   fiskusa   -   decyduje   się   przenieść

posiadany w akcjach majątek poza terytorium Włoch. Zadanie przeprowadzenia tej,

ocierającej się o nielegalność, operacji otrzymuje znany z różnorodnych machinacji

sycylijski   finansista,   przyjaciel   Pawła   VI  i   jego  doradca   z  Mediolanu,  Michele

Sindona.

background image

Mediolańska mafia

Michele   Sindona  urodził  siqw  Messynie   8   maja   1920   roku.   W   1942   roku

uzyskał dyplom magistra prawa. Na okupowanej przez angielskie i amerykańskie

wojska Sycylii zarabiał na życie handlując z aliantami i z Cosa nostra: alianckim

dowódcom wojskowym odprzedawał zboże i cytrusy, które wcześniej dostarczał

mu mafijny boss Baldassarre Tinebra.

Podczas studiów uniwersyteckich Sindona pracował przez dwa lata w urzędzie

skarbowym w Messynie, co dało mu  pewne obeznanie w dziedzinie przepisów

podatkowych. Pod koniec wojny przeniósł się do Mediolanu, gdzie przybył z listem

polecającym podpisanym przez arcybiskupa Messyny. W roku 1947

otworzył   kancelarię   doradztwa   podatkowego   -   znajdowała   się   ona   w   samym

centrum Mediolanu, tuż obok siedziby Izby Skarbowej. Sindona był katolikiem, ale

niezbyt pryncypialnym. Wyspecjalizował się za to w znakomicie opłacanej sztuce

wynajdywania   luk   w   prawie   podatkowym,   dogłębnie   też   poznał   zasady

funkcjonowania europejskich rajów podatkowych. W 1950 roku utworzył swoją

pierwszą zagraniczną spółkę - Fasco Ag w Liechtensteinie.

W   roku   1955   dokonał   Sindona   całej   serii   spekulacji   budowlanych   na

przedmieściach Mediolanu. W tym właśnie czasie arcybiskup  Giovanni Battista

Montini  zamierzał   zrealizować   swój   plan   budowy   domu   spokojnej   starości.

Katolicki Sindona nie tylko przekazał mu do dyspozycji działkę, ale też znalazł

niezbędne do realizacji budowy kapitały. Inwestycję ukończono w roku 1959, i

arcybiskup   mógł   zainaugurować   funkcjonowanie   domu   pod   wezwaniem   Matki

Boskiej, natomiast Sindona został doradcą finansowym mediolańskiej kurii. Stał się

nie   tylko   zaufanym   Montiniego,   ale   także   powiązał   interesami   z   ekscelencją

Pasquale Macchini, wpływowym sekretarzem wielce wpływowego prałata.

background image

Kościelne   związki   Sindony   nie   ograniczały   się   jedynie   do   arcybiskupstwa

mediolańskiego, w swych kontaktach dotarł wkrótce aż do Watykanu. Mógł tam

zresztą liczyć na poparcie dalekiej krewnej, Anny Rosy, będącej bratową biskupa

Amieto Tondiniego, latynisty z watykańskiego Sekretariatu Stanu.

W   roku   1960   Sindona   uzyskał   status   bankowca   właśnie   dzięki   transakcji

przeprowadzonej z papieskim bankiem:  jego zagraniczna spółka Fasco Ag - za

pośrednictwem   księcia  Massimo  Spady   -   nabyła   kontrolny   pakiet   udziałów   w

mediolańskiej   instytucji   kredytowej   Moizzi   &   C.   W   krótkim   czasie   Sindona

wyrugował pozostałych współwłaścicieli i zmienił nazwie banku na Banca Privata

Finanziaria.  Następnie odprzedał pakiet akcji IOR. Była to w istocie pierwsza 7

wielu   operacji   bankowych,   które   Sindona   i   IOR   wykonali   wspólnie,   l   tak,   na

przykład, w 1964 roku IOR odstąpi Sindonie większościowy udział w Fina-banku

(Banque de Financement w Genewie), ale zatrzyma dla siebie 29 procent akcji, co

sprawi,   że   IOR   stanie   się   wspólnikiem   wszystkich   pozostałych   operacji

dokonywanych przez sycylijskiego finansistę.

Kiedy w 1963 roku Montini wstępuje na tron Piętrowy, sprowadza ze sobą do

Watykanu nie tylko biskupa Macchiego, ale całą grupę osobistości z lombardzkiej

kurii:   stanowić   będą   krąg   współpracowników,   który   szybko   w   kurii   rzymskiej

zyska przydomek "mediolańskiej mafii", co było w końcu o tyle uzasadnione, że

widywany wśród nich Sindona,

22

występujący w charakterze doradcy z zewnątrz, rzeczywiście kojarzył się z mafią.

W istocie. Paweł VI usiłował podreperować sytuację finansową Watykanu poprzez

intensyfikację   i   ekspansję   działań   finansowych   Stolicy   Apostolskiej.   Dokonał

formalnej reorganizacji finansów watykańskich: w 1967 roku utworzył Prefekturę

do   spraw   Gospodarczych,   która   miała   zajmować   się   koordynacją   struktur

finansowych   i   struktur   administracyjnych   Watykanu.   Kierowanie   tą   instytucją

background image

powierzył kardynałowi Egidio Vagnozziemu. Jednakże prefektura nie sprawowała

faktycznie żadnej władzy nad IOR, który choć formalnie nadzorowany był przez

komisję złożoną z kilku kardynałów, to w rzeczywistości pozbawiony był wszelkiej

kontroli. Zadanie wzmożenia aktywności IOR powierzył papież Sindonie, z którym

miał współpracować watykański ekspert finansowy Massimo Spada, podczas gdy

formalnie lOR-em kierowali Luigi Mennini i Pellegrino De Strobel.

W drugiej połowie lat sześćdziesiątych Sindona nie zajmuje się już jedynie

watykańskimi finansami, ale świadczy też usługi doradcy podatkowego, między

innymi dla włosko-amerykańskiego mafijnego bossa Joe Doto - znanego FBI jako

Joe  Adonis -  który  w Mediolanie  był  ukrytym  właścicielem  firmy   Milbeton,  a

posiadał także sieć supermarketów Stella.

Usługi   doradcze   okazały   się   zapewne   na   tyle   skuteczne,   że   skłoniły   mafijnego

bossa do powierzenia sycylijskiemu finansiście innych bardziej ryzykownych i bar-

dziej delikatnych operacji finansowych.

Na zlecenie Adonisa Sindona udał się do Stanów Zjednoczonych (sam boss

miał  tam sporo  problemów   z  policją)  i  w  Nowym  Jorku  został   przyjęty  przez

mafijny  klan  Vito Genovese.  Na zlecenie rodziny  Genovese  Sindona prowadził

sprawy   kilku   spółek   przygotowując   kanały   do   prania   brudnych   pieniędzy.

Mówiono, że w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych Sindona organizował pranie

brudnych  pieniędzy  mafijnej   organizacji  Meyera   Lansky'ego  i  jego  prawej  ręki

Santo   Trafficante,  która   to   organizacja   miała   podobno   uczestniczyć   w

przygotowanym przez CIA planie zamordowania Fidela Castro.

Sycylijski   finansista,   pełniący   jednocześnie   funkcję   doradcy   Watykanu   i

doradcy   włosko-amerykańskiej   mafii,   rychło   zabłysnął   wkrótce   także   i  w   USA

stając   siew   krótkim   czasie   bohaterem   północnoamerykańskiego   rynku

finansowego. Prestiżowe czasopisma, takie jak  Time  i  Business  Week,  poświęciły

mu sporo miejsca podkreślając jego oszałamiający sukces i przydając mu epitet

background image

"superdynamicznego   specjalisty   od   interesów".   Sukces   ten   wynikał   przede

wszystkim z biznesowych układów łączących Sindonę

24

25

z  Davidem M. Kennedym  (prezesem Continental Illinois Bank, któremu Sindona

sprzeda   22   procent   udziałów  Banca   Privata   Finanziaria)  oraz   z   adwokatem

Richardem Nixonem, który - wybrany potem na prezydenta USA - powierzy pieczę

nad skarbem państwa wspólnikowi Sindony,  Davidowi M.  Kennedy'emu. Układy

te wynikały prawdopodobnie z wspólnego upodobania do kręgów międzynarodo-

wej   masonerii.   Szwagier   Sindony,  Francesco  Bellantonio,   byt   kiedyś   wielkim

mistrzem wspólnoty masońskiej Piazza del Gesù, a sam Sindona należał do tajnej

loży  Giustizia e Libertà.  Latem 1973 zostanie także członkiem tajnej Loży P2,

którą kierował Licio Gelli. A David M. Kennedy i Richard Nixon także byli zwią-

zani z środowiskami masońskimi w USA.

Jednakże   w   Ameryce   poczynania   Sindony   dosyć   szybko   wzbudziły

podejrzenia. W piśmie przesłanym l listopada 1967 przez szefa waszyngtońskiej

policji,   Freda   J.   Douglasa,   do   policji   kryminalnej   w   Rzymie   Sindona,   Daniel

Antohony  Porco,  Ernest Gengarella i RolfVio  (wspólnicy sycylijskiego finansisty

w wielu operacjach o posmaku afer) określeni zostali jako "indywidua zamieszane

w nielegalny handel środkami uspokajającymi, pobudzającymi i halucynogennymi,

prowadzony pomiędzy Włochami i USA, a być może także i z innymi regionami

Europy".

Ale  podczas gdy w USA Sindona podejrzewany był już o związki z mafią i

udział w międzynarodowym handlu narkotykami, to we Włoszech mógł on nadal

spokojnie   oddawać   się   swoim   podejrzanym   operacjom   finansowym.   Mógł   tak

czynić   dzięki   doskonałym   stosunkom   z   politykami   chadecji   i   rekomendacji

wynikającej   z   faktu   powiązania   z   Watykanem   oraz   osobistej   znajomości   z

background image

papieżem. W roku 1968 znajomość ta staje się wręcz zażyłością. Rzeczywiście

Paweł VI, którego zamiarem było uchronić przed opodatkowaniem we Włoszech

spore pakiety posiadanych przez Watykan akcji, polegał na Sindonie.

Spór   z   włoskim   fiskusem   sprawił   też,   że   ujawniono   realne   wartości

posiadanego przez Stolicę Apostolską majątku w akcjach. W roku 1967 wartość ich

szacowano na blisko 100 miliardów tirów (obecnie około 1300 miliardów), przy

czym wartość tę posiadały wyłącznie akcje podlegające opodatkowaniu. Znawcy

problematyki obliczają, że w tym samym czasie pełna wartość realna inwestycji

Watykanu   we   włoskie   akcje   wynosiła   ponad   202   miliony   dolarów.   Do   tego

należałoby   także   dodać   wartość   posiadanych   w   Rzymie   i   poza   Rzymem

nieruchomości, a także inwestycji poczynionych poza granicami Włoch.

Realizację delikatnego zadania uporania się z włoskim fiskusem powierzył papież

sycylijskiemu

26

27

finansiście. A ten oczekiwań papieża nie zawiódł.  Jak pisze  Luigi Di Ponzo  w

opracowaniu Saint Peter's Bank (Bank Świętego Piotra), Sindona przedstawił Ojcu

Świętemu swój plan: "należy wyprowadzić inwestycje z Włoch na rynki, gdzie

eurodolary zwolnione są z opodatkowania; w operacjach tych trzeba posłużyć się

siecią   banków   typu  off-shore  (posiadających   siedzibę   w   strefie   podatkowych

rajów). Papieża to niepokoiło, ale tak naprawdę to decyzję już podjął: przekazał

Sindonie   podpisany   przez   siebie   dokument,   na   mocy   którego   powierzył   mu

kontrolę nad zagranicznymi inwestycjami Watykanu. Obydwaj uklękli i zmówili

modlitwę. Potem Sindona chwycił dłoń Pawła VI i ucałował papieski pierścień".

Inne źródła utrzymują, że w rzeczywistości watykańskie pełnomocnictwo dla

Sindony   nie   miało   podpisu   papieża,   ale   sygnował   je   kardynał  Sergio  Guerri,

odpowiadający za działalność Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej - APSA, co

background image

przecież i tak nie zmienia istoty faktów.

Jednakże konieczne było, aby zewnętrzny reżyser watykańskich operacji miał

swój   odpowiednik   w   samym   Watykanie,   żeby   postać   tę   cechowała   taka   sama

zręczność i brak skrupułów. W związku z tym Paweł VI postanowił, że kierowanie

IOR zostanie powierzone osobie cieszącej się jego całkowitym

zaufaniem, a zarazem wielostronnie utalentowanemu prałatowi -jego ekscelencji

biskupowi Paulowi Casimirowi Marcinkusowi.

Paul  Marcinkus urodził się 15 stycznia 1922 w  Cicero  (na przedmieściach

Chicago w czasach Al Capone'a). Na księdza został wyświęcony w roku 1947, a w

1950   roku   przyjechał   do   Rzymu,   gdzie   studiował   prawo   kanoniczne   w

Uniwersytecie Gregoriańskim, a później został słuchaczem Papieskiej Akademii

Kościelnej   -   szkoły   przygotowującej   kadry   dla   dyplomacji   watykańskiej.   Tam

dostrzegł go kardynał  Giovanni  Benelli, czyli "Numer dwa" kurii watykańskiej,

który powołał go do kierowanych przez siebie urzędów w Sekretariacie Stanu.

Paweł  VI,   który   zyskał   przydomek   pierwszego   w   historii   papieża

podróżującego,   udał   się   w  1964   roku   z  misją   apostolską   do   Izraela.   Podróż   ta

okazała   się   organizacyjną   klęską,   zwłaszcza   w   zakresie   zapewnienia   papieżowi

ochrony   osobistej.   Wobec   tego   organizację   następnej   podróży   papieskiej,   tym

razem do Indii, powierzono Paulowi Marcinkusowi. Pochodzący z Chicago prałat,

który znal biegle cztery języki, pojechał z papieżem oficjalnie jako tłumacz, ale

zarówno   jego   imponująca   postura,   jak   i   zachowanie,   kiedy   eskortował   Ojca

Świętego, sugerowały, że prawdziwą rolą było pełnienie funkcji osobistego

28

29

ochroniarza   Pawła   VI.   Potwierdza   to   fakt,   że   kiedy   podczas   kolejnej   wizyty

papieskiej - na Filipinach w 1970 roku - pewien niezrównoważony malarz rzucił

się na papieża z nożem, nóż ten osobiście wyrwał mu właśnie Marcinkus.

background image

Kariera Marcinkusa jest dosyć podobna do kariery Sindony - była piorunująca.

W   grudniu   1968   Paweł   VI   mianuje   go   sekretarzem   IOR.   Miesiąc   później

Marcinkus zostaje biskupem diecezji Orte, a wkrótce potem zostaje mu powierzona

prezesura watykańskiego banku. Jak usłyszeli to odeń Mennini, Spada i De Strobel,

a więc kolejni prezesi IOR, Marcinkus nie czuł się ekspertem w dziedzinie finan-

sów, ale - dzięki pomocy superfachowca Sindony -była to wada do usunięcia.

Wiosną   1969   duet   Sindona-Marcinkus   uaktywnia   się   celem   dokonania

sprzedaży   akcji   spółki  Società  Generale   Immobiliaria   (SGI),   od   lat   będącej

oczkiem w głowie Watykanu, jako że Watykan posiadał w niej 38 procent udziału

o wartości szacowanej wtedy na 30 miliardów lirów. Oficjalnym uzasadnieniem tej

operacji było znaczne zadłużenie spółki. I oto Sindona oświadcza, że skłonny jest

zakupić posiadany przez IOR pakiet tej spółki płacąc po dolarze za każdą akcję - co

stanowiło wówczas cenę dwukrotnie wyższą od ceny rynkowej. W rzeczywistości

jednak sycylijski finansista nie dysponował środkami na zakup całego pakietu i

zakupił tylko jego część, natomiast resztę, pozostającą w posiadaniu IOR, przeniósł

Marcinkus   do   spółki   mającej   siedzibę   w   luksemburskim   raju   podatkowym,   co

sprawiło,   że   papiery   te   nie   podlegały   już   opodatkowaniu   na   rzecz   fiskusa

włoskiego.

Machinacje   duetu   Sindona-Marcinkus   w   odniesieniu   do   pozostającej   w

posiadaniu IOR spółki SGI opierały się w istocie na pewnym oszustwie, w którym

uczestniczył  Charles Bludhom -  żydowski finansista austriackiego pochodzenia,

stojący   na   czele   imperium   Gulfand   Western   Industries,   właściciel   szybów

naftowych,   hoteli,   kopalni,   a   nawet   wytwórni   filmowej   Paramount.   W   USA

działalność aferzysty Bludhorna obciążona była dużymi podejrzeniami o związek z

mafijno-żydowskim   syndykatem,   na   czele   którego   stali   Meyer   Lansky,   Harry

Stromberg  i  Mickey   Cohen.  Bludhom   był  wspólnikiem   Sindony   w  Continental

Finance (spółce, która miała największy udział w kierowanym przez Kennedy'ego

background image

Continental Illinois Bank).

Wspomniany wcześniej Di Fonzo pisze, że Bludhom gotów był nabyć akcje

SGI za kwotę ośmiu milionów dolarów, ale nie mając gotówki zaproponował, że

nabędzie je płacąc nie dolarami lecz

30

pięćdziesięcioprocentowym udziałem w spółce kapitałowej, która posiadała 230

tysięcy   metrów   kwadratowych   terenu   należącego   do   wytwórni   filmowej

Paramount. Teren ten miał być w przyszłości przeznaczony na działki pod budowę

domków. Kontrahenci dogadali się, i w ten sposób Bludhom stał się jednym z

głównych akcjonariuszy SGI, a pierwsza operacja na rzecz Watykanu prowadzona

przez tandem Sindona-Marcinkus, znalazła szczęśliwe zakończenie.

W istocie chodziło Jednak tylko o stworzenie pozorów, bowiem jakiś czas po

podpisaniu   umowy   wyszło   na   jaw,   że   ta   operacja,   jak   zresztą   wiele   innych

firmowanych przez Bludhorna, opierała się na ukrytym matactwie; jeszcze dzisiaj

obecnie wiele osób zadaje sobie pytanie, czy wtedy naprawdę wykorzystano dobrą

wiarę takich dwóch superspryciarzy jak Sindona i Marcinkus, czy też uczestniczyli

oni   w   oszustwie   na   zasadzie   wspólników.   A   oszustwo   stało   się   oczywiste   w

momencie, gdy emisariusze z Watykanu przybyli do Los Angeles, aby przejąć w

posiadanie grunt, który okazał się obłożony długami i hipoteką, a sama okolica w

ogóle   nie   nadawała   się   do   zabudowy.   Jak   wykazało   późniejsze   dochodzenie

przeprowadzone przez Security and Exchange Commission (instytucję kontrolną z

ramienia amerykańskich giełd), transakcja z Bludhomem była fikcyjną

operacją,   która   miała   generować   zysk   w   wyniku   przechodzenia   przedmiotu

sprzedaży z rąk do rąk.

Poczynając   od   tej   operacji   duet   Sindona-Marcinkus   rozpoczął   długą   serię

machinacji akcyjnych, zabiegów księgowych, spekulacji i oszustw podatkowych.

Było   to   finansowe   piractwo,   w   których   już   wkrótce   miał   uczestniczyć   trzeci

background image

bohater: katolicki bankier i mason w jednej osobie - Roberto Calvi.

background image

Piracka trójca

Roberto Calvi urodził się 13 kwietnia 1920 w Mediolanie. Dyplom z ekonomii

i   handlu   uzyskał   na   Uniwersytecie   im.   Bocconiego   (szefa   biura   propagandy   w

uniwersyteckiej   federacji   faszystów   w   Mediolanie).   Podczas   drugiej   wojny

światowej   razem   z  Navara  walczył   w   oddziale   artylerzystów   na   froncie

wschodnim. Kiedy w 1944 roku został zwolniony z wojska, rozpoczął pracę w

Lecco, w "laickim" oddziale Banca Commerciale (gdzie urzędnikiem był też jego

ojciec)   Jednak   dwa   lata   później   -   może   dlatego,   że   był   żarliwym   katolikiem   -

przeszedł  do   Banco   Ambrosiano,  mediolańskiej   instytucji   kredytowej   zwanej

bankiem dla księży. Banco Ambrosiano został

35

utworzony   w   1896   roku   przez   biskupa  Giuseppe   Toviniego,  działającego   na

polecenie   kardynała   Andrea   Ferrari.   Na   początku   wieku   bank   kojarzony   był   z

propagowaniem   działalności   religijnej   i   dobroczynnej   -   kredytował   instytucje

religijne,   dobroczynne,   kongregacje   religijne.   Kontrolę   nad   nim   sprawowała

mediolańska kuria. Celem utrzymania opinii banku katolickiego umieszczono w

statucie   zapis,   na   mocy   którego   jego   akcjonariuszami   mogli   być   posiadacze

świadectwa chrztu oraz wydawanego przez proboszcza zaświadczenia o praktyce

religijnej.

W   roku   1958  Calvi  awansował   na   asystenta   dyrektora   generalnego   banku

Carlo Alessandro Canesi, a w 1965 - kiedy Canesi został powołany na stanowisko

prezesa zarządu - Calvi został dyrektorem naczelnym. Pod koniec 1970 roku, kiedy

to współpracował już z S  indona i  z dwoma  przepotężnymi  braćmi  masonami:

przyszłym   przywódcą   Loży   P2   Licio   Gellim  i   Umberto   Ortolanim,  otrzymał

background image

funkcję   dyrektora   generalnego  Banco   Ambrosiano.   Nick   Tosches  wll   mistero

Sindona   (Tajemnica   Sindony)  powołując   się   na   opinię   Sindony   pisze,   że  Calvi

posiadał osobowość człowieka zdecydowanego w dążeniu do władzy i bogactwa, i

prosił Sindonę o pomoc w uzyskaniu pozycji, jaką już Sindona posiadał, chciał być

sam dla siebie panem. Wtedy Sindona postanowił, że zrobi

wszystko,   aby   go   wspierać.   Poinstruował   go,   jak   utworzyć   sieć   instytucji

finansowych w Luksemburgu, na Bahama, w Kostaryce, w  Vaduz.  Instytucje te

cieszyły się poparciem banku  Ambrosiano, a  jednocześnie korzystały z luksusu

poufności, jaki oferowały wymienione kraje.

W Boże Narodzenie 1969, w kancelarii mecenasa  Umberto Ortolani,  odbyła

się historyczna kolacja, w której poza gospodarzem uczestniczyli: Calvi, Sindona,

Gelli.   Celem   spotkania   było   ustalenie   wspólnej   strategii   i   określenie   rodzaju

pomocy, jaką każdy z uczestników mógłby okazać  Calviemu.  w zrobieniu przeń

kariery   w  Banco   Ambrosiano.   Ortolani  był   twórcą   włoskiej   agencji   prasowej,

prezesem zrzeszenia dziennikarzy włoskich za granicą, pozostawał w znakomitych

układach z Fanfanim i Andreottim, posiadał też świetne stosunki z Watykanem.

Sindona   obiecywał,   że   będzie   wspierał  Calviego  z   zewnątrz   oraz   że   chętnie

zostanie wspólnikiem w prowadzonych w przyszłości interesach. Gelli natomiast

deklarował wsparcie ze strony polityków każdego szczebla.

Z   chwilą   nominacji  Calviego  na   dyrektora  Banco   Ambrosiano  pierwotny

watykański zamysł wywinięcia się z zobowiązań wobec włoskiego fiskusa nabrał

nowych, zupełnie realnych kształtów. Strategicznym celem stało się utworzenie

katolickiego lobby

37

finansowego, które zdolne byłoby konkurować z międzynarodowym środowiskiem

finansistów   laickich   na   takim   poziomie,   który   umożliwiałby   nie   tylko   samo

zabezpieczenie   interesów   doczesnych   Kościoła,   ale   i   wywieranie   nacisku   na

background image

zachodnie gremia polityczne, by budować szeroki front zaporowy wobec komuni-

zmu.  Projekt wydawał się skrojony na miarę  cieszącego się zaufaniem papieży

Sindony - który nie tylko że był uznanym finansistą, ale też Jako związany z wło-

ską   chadecją,   znał   wpływowych   polityków   administracji   amerykańskiej,   miał

kontakty z włosko-amerykańską mafią oraz z międzynarodowymi środowiskami

masonerii, a wszyscy oni byli zagorzałymi antykomunistami. Jednakże sycylijski

finansista wiedział już wtedy, że dla realizacji ambitnego planu same jego banki

oraz   IOR   nie   wystarczą   i   że   niezbędne   będzie   współdziałanie   z   mediolańskim

"bankiem   księży".   Od   początku   istnienia  Banco   Ambrosiano  wśród   jego   ak-

cjonariuszy, byli także: Papieski Instytut do spraw Zewnętrznych, spółka Fabbrica

del Duomo (Warsztaty Katedralne), bank San Paolo di Brescia, Instytut Figlie del

Sacro Cuore di Gesù (Instytut Córek od Świętego Serca Jezusowego), Seminarium

Arcybiskupie w Mediolanie. I rzeczywiście, pod kierownictwem Calviego, Banco

Ambrosiano bardzo szybko osiągnął w świecie międzynarodowej finansjery

najlepszą pozycję spośród wszystkich prywatnych banków włoskich.

Jedna z pierwszych operacji wykonanych przez trio Sindona-Marcinkus-Calvi

dotyczyła spółki akcyjnej Compendium, mającej siedzibę w Luksemburgu. Spółka

ta pozostawała pod kontrolą IOR i grupy finansowej Sindony działającego przez

Fasco   Ag.   W   listopadzie   1970   roku   20   procent   akcji   Compendium   zostało

sprzedanych szwajcarskiemu bankowi del Gottardo (pakiet większościowy dający

kontrolę nad bankiem należał do IOR i do Ambrosiano), kolejne 40 procent zostało

zbyte bankowi Ambrosiano, a pozostałe 40 procent akcji pozostało w Fasco Ag, a

więc w gestii Sindony. Operacja została dokonana na terytorium raju podatkowego

w   Nassau   (na   Bahama).   Następnie,   w   marcu   1971   roku,   kontrolowana   przez

Ambrosiano  spółka Compendium utworzyła spółkę o nazwie  Cisalpine Overseas

Bank, będącą instytucją kredytową z siedzibą w Nassau. Prezesem spółki został

kardynał Marcinkus.

background image

Operacja   Compendium   zapoczątkowała   niebezpieczną,   utkaną   przez   trójcę

Sindona-Marcinkus-Calvi,   sieć   pogmatwanych   transakcji   między   spółkami.

Wszystko odbywało się na zasadzie domina: dokonywane w zawrotnym tempie

operacje kupna-sprzedaży akcji zawsze kończyły się tym, że pakiety

38

39

docierały do jakichś spółek akcyjnych z siedzibą w Liechtensteinie, na Bahama lub

w   innym   raju   podatkowym.   Ruchom   akcji   towarzyszyły   ruchy   kapitałów

wysyłanych   i   przyjmowanych   przez  Banca   Cattolica   del   Veneto,   Cisalpine

Overseas  Bank,  Centrale   Finanziaria,  Bastogi,  amerykański  Franklin  Bank  oraz

Credito Varesino.

Afera ze spółką Finambro dobrze obrazuje styl działania trzech katolickich

bankierów.   Dysponując   kwotą   nie   mniejszą   niż   200   milionów   (ówczesnych)

dolarów,   co   do   pochodzenia   których   nikt   w   tamtych   czasach   nie   był   w   stanie

otrzymać   żadnych   wyjaśnień,   Sindona   dokonuje   prania   tych   pieniędzy   tworząc

inne spółki, by pod ich szyldem nabywać niewielkie banki, w które inwestuje "nie

budzące podejrzeń" kapitały, a te urastają już później do zawrotnych kwot. W przy-

padku spółki Finambro dwaj ukryci wspólnicy Sindony -  Calvi  i Marcinkus - w

ogóle   się   nie   ujawniają.   Do   utworzonej   26   października   1972   spółki   weszli:

Cosimo  Viscuso  (handlarz   mebli   z  Palermo)  i   Maria  Sebastiani  (gospodyni

domowa),   wnosząc   kapitał   założycielski   w   wysokości   jednego   miliona   lirów.

Wkrótce, 6 czerwca 1973, Finambro przekształca się w spółkę akcyjną, a także

dwukrotnie podwyższa swój kapitał zakładowy: za pierwszym razem do kwoty 500

milionów lirów, a za drugim - zaraz potem -

do 20 miliardów lirów. Po otrzymaniu zezwolenia komisji do spraw kredytów i

oszczędności   spółka   Finambro,   która   do   tej   pory   nie   prowadziła   żadnej

działalności, nabywa pakiet akcji Banca Generale di Credito, niewielkiej instytucji

background image

kredytowej,   powstałej   z   inicjatywy   znanego   konstruktora   budowlanego  Renzo

Zingone (zresztą pierwszego męża Donatelli Pasquali, która wyjdzie powtórnie za

mąż za przyszłego premiera  Lamberto Dini).  Transakcja odbyła się za cenę dwu

miliardów lirów.

Interesujące, że prowadzone w późniejszym czasie śledztwo pozwoliło ustalić,

iż   miejscowość   Trezzano  sul   Naviglio,  będąca   miejscem   spotkań   wielu

pochodzących   z   Sycylii   mafiosów   (między   innymi   rodzin   Ciulla,   Carollo   i

Guzzardi),   stanowiła   jednocześnie   centrum   dowodzenia   realizowanych   akcji

porwań znanych osobistości.

Tak   więc,   wobec   zawrotnego   -   notowanego   na   mediolańskiej   giełdzie   -

sukcesu   spółki   będącej   własnością   Cosimo  Viscuso,  pojawiło   się   pytanie,   kto

naprawdę stoi za sycylijskim handlarzem. Czyją jest marionetką?

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. l to właśnie sam Sindona dał do

zrozumienia, że faktycznym właścicielem spółki Finambro jest tylko i wyłącznie

on sam. Fakt, że spółka to jego własność,

40

dość szybko znalazł swoje potwierdzenie. 2 sierpnia 1973 odbyło się nadzwyczajne

zgromadzenie   akcjonariuszy   Finambro,   które   przyjęło   uchwałę   o   kolejnym

podwyższeniu kapitału spółki z kwoty 20 miliardów do poziomu 160 miliardów.

Ruch   ten   został   jednak   zastopowany   ponieważ   włoski   Urząd   do   spraw   Obrotu

Dewizowego stwierdził, że do kasy Finambro dokonała wpłaty poważnych kwot

jedna z luksemburskich instytucji kredytowych. Spółką tą była  Capisce  Holding

SA, którą urząd zidentyfikował jako podmiot kontrolowany przez znany już tercet:

Sindona-Mar-cmkus-Calvi.

Układ   istniejący   pomiędzy   trzema   katolickimi   bankierami   od   samego

początku   jawi   się   jako   rodzaj   przestępczej   zmowy.   Sindona   powiększa   własne

imperium,   przy   czym   udaje   mu   się   prać   i   lokować   ogromne   pieniądze,

background image

przekazywane przez mafijne sycylijsko-amerykańskie grupy przestępcze.  Calvi  z

kolei wykorzystuje kapitały Banco Ambrosiano do nabywania na własny rachunek

kolejnych,   coraz   większych   pakietów   akcji   banku,   zamierzając   stać   się   jego

jedynym   właścicielem.   Marcinkus   natomiast   dokonuje   operacji   pozwalających

ratować majątek watykański przed opodatkowaniem go przez włoskiego fiskusa, co

ma wpływ na rozwój doczesnych spraw papiestwa.

Ale finanse Kościoła zyskują jeszcze inne korzyści dodatkowe: IOR pobiera

nie tylko lichwiarskie prowizje od dokonywanych przez znane trio transakcji, ale

też   inkasuje   ogromne   zyski   z   eksportu   włoskich   kapitałów.   Samo   przesyłanie

pieniędzy   odbywa   się   zresztą   pozornie   legalnie   dzięki   zasadzie

eksteryterytorialności   Państwa   Watykańskiego   wobec   Włoch.   Sam   Sindona   tak

później o tym opowie: "IOR otwierał konto we włoskim banku. Klient włoskiego

banku   wpłacał   na   to   konto  gotówkę,  a  10R  zajmował   się   już   przekazywaniem

pieniędzy we wskazanej przez klienta walucie do określonego banku za granicę.

Wykonując tę operację IOR pobierał prowizję, która była nieco wyższa od ogólnie

praktykowanych. Władze włoskie ani bank centralny nigdy się do tego nie wtrą-

cały. .. Kiedy biskup Marcinkus zrozumiał, na czym polega cała ta operacja, mógł

się   przekonać,   że   stosowany   przez   IOR   do   przesyłania   pieniędzy   system   był

rodzajem przestępstwa doskonałego".

W dokonywanych w latach 1971-1973 finansowych kombinacjach Sindona i

Marcinkus   zdobyli   się   także   na   obracanie   fałszywymi,   sfabrykowanymi   przez

mafię   obligacjami   na   kwotę   około   półtora   miliarda   dolarów.   Fakty   te   zaczęły

wychodzić na jaw pod koniec 1971 roku, przy okazji prób przejęcia kontroli nad

holdingiem o nazwie Società Italiana per

le strade ferrate meridionali (Włoska spółka eksploatacyjna kolei południowych -

znana jako Bastogi). Spółka ta w rzeczywistości prowadziła interesy w branżach:

obrotu   nieruchomościami,   górniczej,   chemicznej,   produkcji   cementu   itd.   Dosyć

background image

szybko poznano, kim był ten, kto zamierzał posilić się tym ogromnym tortem: był

to Michele Sindona - w spółce z Marcinkusem.

Wkrótce do rozpowszechniających się  z tej  okazji w środowisku bankierów

pogłosek dochodzi nowa - oto Sindona i Marcinkus zamierzaj ą ulokować w kilku

niemieckich   bankach   pakiet   amerykańskich   obligacji   wartości   stu   milionów

dolarów. I banki godzą się podobno wypłacić w zamian gotówkę potrzebną na

zakup 50 procent udziałów kapitałowych w spółce Bastogi. Gdy prezes spółki,

Tullio  Torchiani, usiłował dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej, wszelkie

próby napotykaj ą początkowo ze strony niemieckich banków na mur milczenia.

Wkrótce jednak Torchiani i inni europejscy bankierzy nie mają już wątpliwości, że

nie są to tylko pogłoski. Ale mimo to nie było łatwo ani nikt nie był na tyle mocny,

aby   ów   mur   milczenia   obalić.   W   końcu   jednakże   intryga   ujawniła   się   i   próba

zawładnięcia   spółką   Bastogi   zakończyła   się   fiaskiem.   Coraz   powszechniej   też

zaczęto mówić, że obligacje te były fałszywe i że zostały

przekazane do kasy pancernej watykańskiego banku, gdzie strzegł ich Marcinkus.

Podążając śladem pierwszego pakietu fałszywych obligacji, niedługo potem,

wiosną 1973, agenci FBI odkryli, że włoski kombinator Mario Foligni ulokował

część   tych   obligacji   w   Handelsbanku   w   Zurychu   -   na   rachunku   prałata

watykańskiego monsignora Mario Fomasariego. Druga ich część trafila na rachu-

nek jednego z oddziałów Banco di Roma.

Dodać warto, że w niecały rok później także  Banco di Roma  stanie się dla

klanu   Andreottiego   punktem   oparcia   dla   próby   ratowania   chwiejącego   się   im-

perium   Sindony.   Wtedy   prezesem   zarządu   banku   zostaje   mianowany   Mario

Barone,  przyjaciel zarówno Sindony jak i Andreottiego, i to wówczas wdrożona

będzie "strategia ratunkowa", która okaże się prawdopodobnie odpowiedzialna za

ogromne straty banku związanego z włoskimi bankami Sindony.

Foglini oświadczył później, że pierwsze lokaty obligacji stanowiły wymagany

background image

przez Marcinkusa test potwierdzenia wiarygodności tych walorów. Ujawnił też w

szczegółach   całą   operację   i   kulisy   prób   przejęcia   Bastogi   przez   Sindonę,   co

doprowadziło śledczych do watykańskich poczekalni.

Z końcem kwietnia 1973 agenci FBI przesłuchali Marcinkusa. Prezes papieskiego

banku stwierdził,

44

że  z Sindoną utrzymywał "wyłącznie kontakty dotyczące  mało  istotnych spraw

handlowych", zaprzeczył, że miał cokolwiek wspólnego z fałszywymi walorami, a

także sugerował, że cała sprawa spowodowana jest pomówieniami ze strony osób,

które   jemu,   pierwszemu   amerykańskiemu   prałatowi   z   tak   wysoką   pozycją   w

hierarchii  watykańskiej,   zazdroszczą   osiągnięcia   znaczącego   sukcesu   osobistego

(dwa lata później, w 1975 roku, w wywiadzie dla dziennikarza Time Paula Homera

Marcinkus stwierdzi, że "nigdy nie utrzymywał w ogóle kontaktów handlowych z

Sindoną"). Amerykańscy śledczy zdawali się uwierzyć w kłamliwe oświadczenia

biskupa, bowiem w lipcu 1973, kiedy przedstawili zarzuty szesnastu osobom (w

tym także Foligniemu), w tym gronie nie znaleźli się ani sam Marcinkus, ani inni

dygnitarze   z   IOR.   Niektórzy   uważają,   że   śledztwo   FBI   zostało   zablokowane

właśnie   dlatego,   że   w   sprawie   obrotu   fałszywymi   papierami   pojawił   się   wątek

watykański.

Poczynania trójki  Sindona-Marcinkus-Calvi  znalazły się też pod lupą władz

federalnych   USA.   Oto   komisja   kontrolna   giełd   amerykańskich   (Security   and

Exchange   Commission)  prowadząc   dochodzenie   w   sprawie   działalności   pewnej

dziwnej   spółki   o   nazwie   Fiduciary  Investment   Service,  która   usiłowała   nabyć

pakiet akcji korporacji Vecto Offshore

Industries   z   Los   Angeles,   odkryła   liczne   ślady   aktywności   zespołu   Sindona-

Marcinkus-Calvi.   Okazało   się,   że   Fiduciary  Investment  działa   jako   spółka

powiernicza   na   rzecz   Continental   Illinois   Bank   z   Chicago,   który   z   kolei   był

background image

parawanem innej,  działającej  w Luksemburgu   spółki  akcyjnej  Zelinka  Holding,

będącej   właścicielem   tajemniczego   Amincor   Bank   w   Zurychu.   W   tej   sytuacji

wspomniana   komisja   wydała   zakaz   nabycia   akcji   Vecto   przez   Fiduciary

Investment,   uzasadniając   decyzję   faktem,   że   operacja   ta   stanowiła   machinację

grupy  finansowych  aferzystów,  wśród  których  prym  wiódł  zarządca  IOR  Luigi

Mennini,  przy czym sam Amincor Bank (związany z grupą Sindona-Marcinkus)

określono jako "wysoce podejrzany ośrodek działalności finansowej".

46

47

background image

Początek końca

W pierwszych miesiącach 1974 roku międzynarodowy rynek akcji znalazł się

w złej koniunkturze. Sindona musiał stawić czoła sytuacji, w której notowania jego

spółek   gwałtownie   spadały   i   dawał   się   odczuwać   brak   pieniędzy.   Taki   feralny

zbieg dwóch kryzysów mógłby przynieść fatalne skutki dla finansowego imperium

zbudowanego przez osobistego doradcę Pawła VI.

Poszukując wyjścia z trudnej sytuacji, Sindona liczył na uzyskanie pomocy ze

strony   swoich   ojców   chrzestnych   -   polityków   włoskich,   a   więc   klerykalno-

prawicowej   frakcji   Fanfaniego   i   chadecji   Andreottiego,   oraz   polityków

amerykańskich, czyli administracji

49

Nixona. Jednakże rok 1974 był politycznie trudnym okresem także dla protektorów

Sindony.   I   chociaż   sycylijski   finansista   wpłacił   do   kasy   chadecji   ponad   dwa

miliardy   na   wsparcie   popieranej   żarliwie   przez   Watykan   kampanii

antyrozwodowej,  to  jednak   12  marca   chadecja  batalie   przy  urnach  wyborczych

przegrywa i przeżywa głęboki kryzys polityczny. W Ameryce pozycja przyjaciół

Sindony jest jeszcze gorsza: latem wybucha afera Watergate i 8 sierpnia  Richard

Nixon zmuszony jest opuścić Biały Dom.

Pozbawiony   politycznego   wsparcia  zarówno   we   Włoszech   jak   i   w   USA,

znalazł się Sindona w trudnej sytuacji. A wkrótce stało się jeszcze gorzej. Oto 27

września sąd w Mediolanie wszczyna postępowanie likwidacyjne  Banca Privata.

Na likwidatora wyznaczono mecenasa Giorgio Ambrosoli. Niecały tydzień później

w   Stanach   Zjednoczonych   sąd   orzeka   niewypłacalność   Franklin  Bank,   a  14

października,   sąd   mediolański   również   ogłasza   stan   niewypłacalności  Banca

background image

Privata.

Nieuchronna jest reakcja łańcuchowa: 7 stycznia 1975 szwajcarski sąd wydaje

wyrok o upadłości Finabank w Genewie - jego dwoma właścicielami są sycylijski

bankrut i IOR. W poufnej notatce włoskich służb specjalnych (SID) z 13 stycznia

1975 podaje się, że "sytuacja księgowa Sindony wykazuje

»dziurę« szacowaną na 600-700 miliardów" i że Watykan "stracił na transakcjach z

Sindona kilka miliardów lirów". Krach imperium Sindony niesie w istocie poważne

skutki finansowe i prawne również dla dwóch wspólników-partnerów: IOR i Banku

Ambrosiano.

Aby   ratować   co   się   da,   biskup   Marcinkus  i   Calvi  wykonuj   ą   serię

ryzykownych operacji finansowych. Sytuacja staje się tym trudniejsza, że kilka

miesięcy   wcześniej   Watykan   doznał   straty   25   miliardów   ulokowanych   w

szwajcarskim  Svirobanku   w   Lugano,  który   -   zarządzany   przez   prezesa  Giulio

Pacellego  i   dyrektora   wykonawczego   Luigiego   Menniniego   --w   51   procentach

należał   do   IOR.   I   oto   jesienią   1974   roku   na   kontach  Svirobanku  stwierdzono

ogromne manko.

Odpowiedzialnością obciążono wicedyrektora Mario Tronconi. Wkrótce ciało

Tronconiego   znaleziono   na   torach   kolejowych   pomiędzy  Lugano   i   Chiasso.  W

kieszeni  nieboszczyk miał  list pożegnalny do żony, dlatego uznano, że było to

samobójstwo. Natomiast w biurku kierownictwa IOR był inny list, podpisany przez

Tronconiego, zawierający jego "najgłębszą spowiedź". Pojawiły się głosy, że być

może nie było to samobójstwo.

W ramach doraźnej strategii Banco Ambrosiano zakupił, na przykład, w 1976 roku

pakiet

50

większościowy banku  Banco Mercantile  z Florencji.  David  Yallop w książce  In

nome di Dio  (W imieniu  Boga) podaje, że zakupu tego dokonano na rzecz banku

background image

watykańskiego. 7 grudnia akcje znalazły siew rękach domu maklerskiego Giammei

and Company, który często działał na zlecenie Watykanu. Tego samego dnia akcje

zostały   "zdeponowane"   w   banku   watykańskim.   Brak   ze   strony   Watykanu

wystarczających środków na opłacenie akcji został wyrównany kredytem dla Banca

Vaticana w wysokości 8 miliardów lirów. Pieniądze te znalazły się na otwartym od

niedawna   koncie   nr   42801.   Dnia   29   czerwca   1977   Giammei,   działając   za

pośrednictwem Credito Commerciale. wykupił akcje od Banca Vaticana. W trakcie

odbywania tej krętej drogi wartość akcji, przynajmniej na papierze, dramatycznie

wzrosła. Pierwotnego zakupu dokonano za cenę 14 tysięcy lirów za akcję. a kiedy

wróciły   one   znowu   do   Giammei,   warte   były   już   po   26   tysięcy   za   sztukę.   30

czerwca   1977   zostały   sprzedane   spółce  Immobiliare  XX  Settembre,  która

pozostawała pod kontrolą  Calviego.  Na papierze  Banca Vaticana zarobiła na tym

prawie osiem miliardów tirów. Jak powiada dalej Yallop - w rzeczywistości Calvi

zapłacił bankowi watykańskiemu 800 milionów lirów za przywilej używania jego

nazwy i za związane z tym ułatwienia. Sprzedając sobie samemu

za podwójną cenę akcje, które już posiadał. Calvi znacznie podniósł - na papierze -

wartość Banco Mercantile, czyli po prostu ukradł 7 724 378 100 lirów, tj. kwotę,

którą   wpłacił  do   Banca   Vaticana.  Następnie  Calvi  sprzedał   akcje   swojej

mediolańskiej   rywalce   Annie   Bonomi   za   cenę   33   miliardów   lirów,   Biorąc   pod

uwagę, że 10R był formalnie i faktycznie udziałowcem w  Banco Ambrosiano, a

także w wielu innych spółkach kontrolowanych przez ten bank, za opisaną wyżej

"kradzież" odpowiedzialność ponoszą także i Calvi, i Marcinkus.

Tymczasem Sindona w Nowym Jorku, gdzie oczekiwał go proces w związku z

krachem Franklin Bank, czynił desperackie wysiłki, żeby ratować swoje umierające

imperium finansowe. Uaktywniał wszelkie możliwe koneksje w kręgach mafijnych

i masońskich, naciskał na Watykan i na Chrześcijańską Demokrację.

Aby   uniknąć   zażądanej   w   grudniu   1976   przez   mediolańską   prokuraturę

background image

ekstradycji (włoski wymiar sprawiedliwości zamierzał pociągnąć go do odpowie-

dzialności   za   spowodowanie   bankructwa),   Sindona   oświadczył   wobec

amerykańskich   sędziów,   że   jest   ofiarą   "komunistycznego   spisku"   i   na   poparcie

powyższego przedstawił złożone pod przysięgą zeznania mistrza Loży P2 Licio

Gelli, wysokiego rangą sędziego

i członka tejże loży Carmelo Spagnuolo, włosko-amerykańskiego masona Philipa

Guarino,   byłego   mistrza   wspólnoty   masońskiej   z  Piazza   del   Gesù   Francesco

Bellantonio, członka Loży P2 Edgardo Sogno, deputowanego z ramienia Włoskiej

Partii Socjalistyczno-Demokratycznej  Flavio Orlandi  oraz swojego eks-wspólnika

w interesach Johna McCaffery'ego.

W   tym   samym   czasie   sycylijski   bankrut   usiłuje   wywrzeć   nacisk   na

likwidatorze  Banca   Privata   Giorgio  Ambrosolim,   nie   wahając   się   nawet   przed

groźbą, że zorganizuje porwanie jednego z prezesów Mediobanku - Enrico Cuccia.

Przede wszystkim domaga się wdrożenia strategii ratunkowej, o której wspominał

wcześniej klan Andreottiego (a więc uzdrawiającej interwencji  Banco di Roma,

jawnego   wsparcia   ze   strony  Banco   Ambrosiano  i   dyskretnych   działań   IOR).

Wdrożeniu tego planu sprzeciwił się jednak włoski bank centralny i likwidator

Giorgio Ambrosoli.

Calvi i  Marcinkus wolą się nie ujawniać: wykonują chaotyczne ruchy, aby

przyjść na ratunek ich eks-wpólnikowi (co w istocie jest bardzo trudne) i robią

wszystko, aby ograniczyć straty wynikłe z krachu Sindony. W zaistniałej sytuacji

sycylijski bankrut wybiera sobie za cel prezesa banku Ambrosiano.

Z   początkiem   listopada   1977  Calvi  otrzymuje   list   z   pogróżkami   podpisany

nazwiskiem Cavallo,

a kilka dni później pojawiają siew centrum Mediolanu plansze ze szczegółowym

opisem całej serii operacji dokonanych wspólnie przez Sindonę i Calviego. Fakty te

Sindona potwierdził 24 listopada w piśmie swojego pełnomocnika  Luigi Cavallo

background image

skierowanym   do   gubernatora   włoskiego   banku   centralnego  Paolo   Baffi.  Tak

rozpoczęła się cała kampania obrzucania oskarżeniami prezesa Ambrosiano. Trwać

ona będzie aż do lutego. 17 kwietnia 1978 włoski bank centralny zarządza kontrolę

w  Banco   Ambrosiano.  Kontrola   ta,   ukończona   17   listopada   tego   samego   roku,

wskazywać   będzie   na   gąszcz   nieprawidłowości,   nadużyć   i   protekcji   w

przyznawaniu   kredytów   na   rzecz   spółek   Sindony,   a   także   innych   ważnych

osobistości   z   kręgów   masońskich   zbliżonych   do   Loży   P2,   oraz   wielu   działań

ryzykownych   dla   płynności   finansowej,   w   tym   też   posunięć   związanych   z

finansami  zagranicznymi   -"wobec   których  wykonywanie  kontroli  przez  włoskie

władze monetarne jest niemożliwe".

I   oto   6   sierpnia   1978   Paweł   VI   umiera.   Śmierć   Montiniego,   będącego

inspiratorem zawiązania  trójcy  Sindona-Marcinkus-Calvijest  ciężkim ciosem dla

wątłych już i tak nadziei Sindony. Cios ten staje się ostateczny z chwilą wyboru

nowego papieża.

26   sierpnia   konklawe   złożone   z   kardynałów   wynosi   na   tron   Piotrowy   byłego

patriarchę Wenecji

54

55

Albino Lucianiego, który przybiera imię Jana Pawła I. Nowy papież znany jest z

surowości przestrzegania zasad moralnych, a w przeszłości miał już pewne utarczki

z   prezesem   IOR   Paulem   Marcinkusem.   Miało   to   miejsce   w   1972   roku,   kiedy

Marcinkus sprzedał bankowi  Ambrosiano  pakiet kontrolny akcji  Banca Cattolica

del   Veneto,   w  którym   niewielki   udział   posiadały   również   diecezje   regionu

weneckiego.   Za   sprawą   Cal  viego   Banca   Cattolica  cofnęła   korzystne   warunki,

którymi   cieszyły   się   instytucje   weneckie,   co   spowodowało   protest   patriarchy

weneckiego   w   Watykanie.   W   trakcie   spotkania   z   zastępcą   sekretarza   stanu

background image

Giovannim Benellim Luciani dowiedział się o praktykach Marcinkusa.

Tuż   po   wyborze,   31   sierpnia,   do   nowego   papieża   zwrócił   się   na   lamach

tygodnika   gospodarczego  II   Mondo  dziennikarz  Paolo   Panerai,  który   w   liście

otwartym do Jana Pawła I pyta: "Wasza Świątobliwość, czy właściwym jest, aby

Watykan  działał   na   rynkach   finansowych   jako   podmiot   dokonujący   spekulacji?

Czy właściwym jest, aby Watykan posiadał bank, który przeprowadza nielegalne

transfery kapitałów z Włoch do innych krajów? Czy właściwym jest, aby bank ten

dopomagał   Włochom   w   unikaniu   opodatkowania   przez   włoski   system

podatkowy?"

Drugi   list   otwarty   papież  Luciani  otrzymał   już   12   września.   Tym   razem

opublikowany został przez kontrowersyjny tygodnik Op, kierowany przez członka

Loży P2 Mino Pecorelliego. W artykule zatytułowanym Wielka Loża Watykańska

tygodnika   zdecydował   się   przedstawić   między   innymi   listę   121   nazwisk

watykańskich dygnitarzy, którzy mieliby być związani z masonerią. Na liście tej,

wśród nazwisk innych prałatów, znajdowały się także nazwiska Pania Marcinkusa i

prawej ręki prezesa IOR - Donata De Bonisa.

W tym samym czasie Jan Paweł I otrzymał także poufne pismo od włoskiego

ministra handlu zagranicznego Rinaldo Ossoli, który przypominał, że zgodnie z

niedawno wydanymi przepisami włoskich władz finansowych IOR powinien być

traktowany "formalnie i faktycznie jako instytucja bankowa nie posiadająca stałej

siedziby na terytorium Włoch" i że w związku z tym powinien podlegać przepisom

regulującym stosunki między włoskimi i zagranicznymi instytucjami kredytowymi.

Stanowiło   to   jasne   wezwanie,   aby   nowy   papież   ukrócił   domniemane   oszustwa

walutowe polegające na nielegalnym wywozie środków pieniężnych z Włoch za

pośrednictwem IOR.

Wspomniany już wcześniej Yallop pisze, że "zarządzany przez Marcinkusa bank

watykański obracał

background image

56

57

kapitałem w wysokości ponad l miliarda dolarów brutto. Jego zysk w 1978 roku

wyniósł   120   milionów   dolarów.   Dysponowanie   85   procentami   tej   kwoty   było

wyłącznym   przywilejem   papieża,   który   wykorzystywał   ją   według   własnego

uznania. Bank prowadził ponad 11 000 rachunków bankowych... Kiedy  Albino

Luciani  został   papieżem   tylko   1047   rachunków   należało   do   zakonów   i   innych

instytucji religijnych, 312 do parafii i 290 do diecezji. Pozostałe 93 51 rachunków

należało do dyplomatów, prałatów i uprzywilejowanych obywateli. Spora liczba

kont z tej kategorii nie należała nawet do obywateli włoskich. Czterech z nich to:

Sindona,  Calvi,   Gelli   i   Ortolani.  Inne   konta   należały   do   ważnych   polityków   i

wielkich przemysłowców. Wielu właścicieli posługiwało się tym przywilejem, aby

potajemnie i nielegalnie przesyłać dewizy za granice Włoch. Wszelkie składane w

banku depozyty nie podlegały żadnemu opodatkowaniu".

Jan Paweł I zarządził przeprowadzenie dochodzenia co do obecności masonów

wśród watykańskich dostojników, a 28 września spotkał się z sekretarzem stanu

Jeanem  Villotem,  z którym omawiał delikatną kwestię - działalność IOR. Yallop

opowiada, że  Luciani  poinformował  Villota,  iż Marcinkus musi być natychmiast

przeniesiony,  Villot  wówczas zaproponował  na to stanowisko biskupa  Giovanni

Angelo

Abbo, pełniącego aktualnie funkcję sekretarza Prefektury do spraw Gospodarczych

Stolicy  Apostolskiej.  Luciani  wówczas dodał, że są też niezwłocznie potrzebne

inne zmiany w ramach struktur IOR. "Mennini. De Strobel i biskup De Bonis winni

odejść.   Natychmiast...   Chcę,   żeby   zostały   zerwane   wszelkie   nasze   kontakty   z

Banco Ambrosiano, i winno to nastąpić w najbliższej przyszłości".

Rankiem 29 września - kilka godzin po rozmowie z  Villotem i  po wydaniu

tych dyspozycji dotyczących IOR - Jan Paweł I został znaleziony martwy. Była to

background image

śmierć   nagła,   pod   wieloma   względami   tajemnicza,   tym   bardziej   że   ciało

pośpiesznie   zabalsamowano,   a   na   mocy   decyzji   kardynała   Jeana  Villota  nie

dokonano sekcji zwłok. Zdaniem Yallopa Jan Paweł I został otruty na zlecenie

osób z wysokiego szczebla hierarchii watykańskiej. Jesienią 1997 - a więc prawie

20 lat później - prokuratura włoska w Rzymie wznowiła śledztwo w związku ze

śmiercią Albino Lucianiego.

16   października   1978   konklawe   wybrało   papieżem   polskiego   kardynała

Karola Wojtyłę -jako Jana Pawła II. Na znak całkowitej ciągłości z pontyfikatem

Pawła   VI,   Wojtyła   nie   dokonał   żadnych   z   postanowionych   przez   Lucianiego

zmian. A zatem -jak pisze Yallop - "Marcinkus, wspomagany przez Menniniego,

De Strobela i biskupa De Bonisa, nadal

58

kierował bankiem watykańskim i nadal czynił tak, że przestępcza współpraca z

Banco Ambrosiano  kwitła.  Calvi  i jego mistrzowie z Loży P2 - Gelli  i Ortolani

-mieli nadal swobodę dokonywania swoich oszustw i defraudacji pod bezpiecznym

skrzydłem IOR".

Papież Wojtyła będzie wysoko cenić Marcin-kusa: we wrześniu 1981 mianuje

go   arcybiskupem   i   powierzy   mu   także   stanowisko   wicegubematora   Państwa

Watykańskiego, odpowiadającego za przychody Watykanu wynikające z napływu

pielgrzymów i turystów. Wypełniając swoje obowiązki Marcinkus w pełni sprosta

oczekiwaniom papieża, bowiem w krótkim czasie wpływy do skromniutkiej kasy

Państwa Watykańskiego osiągnęły poziom prawie 8 miliardów lirów. Ponadto, na

początku 1982 roku, Jan Paweł II będzie chciał mianować Marcinkusa kardynałem,

ale   arcybiskup   nie   dostąpi   jednak   honoru   noszenia   purpury   właśnie   z   powodu

sądowych implikacji największego ze skandali w historii Kościoła.

O   zamiarze   dokonania   tej   nominacji   szef   redakcji  Reppublica,  Eugenio

Scalfari, napisze: "Niech Bóg oświeci papieża Wojtyłę i powstrzyma jego dłoń! A

background image

gdyby Bóg chciał dokonać jeszcze cudu, to niech zasugeruje swojemu Wikaremu,

żeby podjął wiedzę o dwuznacznych transakcjach dokonywanych przez swojego

biskupa finansistę i niech go odeśle tam, skąd

przyszedł. Postać tak godna i tak uduchowiona jak Jan Paweł II nie może być

wspólnikiem   w   interesach   dla   Gelliego,   Sindony   i   panamskich   spółek   Roberta

Calviego".

60

background image

Duszom zmarłych - chwała

Nastanie   Jana   Pawła   II   uratowało   ekscelencję   Paula   Marcinkusa,   który   -

zgodnie z wolą Ojca Świętego - miał nadal kierować IOR. Nie umiano sobie tej

decyzji   papieskiej   wytłumaczyć.   Wprawdzie   wzbudziła   opory   w   Watykanie   i

wywołała dyskusję we Włoszech, ale też dała promyk nadziei Sindonie.

W Ameryce sytuacja sycylijskiego bankruta staje się coraz gorsza: w marcu

1979   prokuratura   w   Nowym   Jorku   wnosi   przeciwko   niemu   oskarżenie   za

spowodowanie krachu Franklin Banku. W akcie oskarżenia zarzuca mu nie tylko

oszustwo,  ale i  bezprawne zawłaszczenie bankowych funduszy. S  indona  jest w

rozpaczy. Finansista z coraz większą,

determinacją przesyła groźby pod adresem  Enrico Cuccia  i postanawia w końcu

zorganizować   zabójstwo   likwidatora  Banca   Privata-Giorgio   Ambrosoliego.  11

lipca, w Mediolanie, po złożeniu zeznań w obecności amerykańskich śledczych na

okoliczność   odnalezionych   podczas   procedury   likwidacyjnej   dokumentów

Sindony, stwierdzono, że Ambrosoli został zamordowany przez Wiliama Arico,

zabójcę   wysłanego   przez  Cosa   nostra.  A   dopiero   w   1986   roku   za   zlecenie

zabójstwa   Sindona   zostanie   skazany   na   dożywocie,   a   20   marca   tegoż   roku   w

więzieniu w Vogherà umrze po wypiciu zawierającej truciznę kawy.

Ale nie wyprzedzajmy faktów. Nie czekając na nowojorski proces, Sindona

potajemnie   opuszcza   USA   pozorując   ucieczkę   porwaniem   dokonanym   przez

Czerwone   Brygady.   W   rzeczywistości   bankrut,   dzięki   kontaktom   mafijnym   i

masońskim, które udzieliły mu wsparcia, zdołał się ukryć na Sycylii, skąd usiłował

szantażować zarówno polityków chadeckich, jak i hierarchów Watykanu, a także

Calviego.  W tym samym czasie prawa ręka Sindony,  Carlo Bordoni,  udziela w

więzieniu wywiadu, w którym kieruje wyraźne ostrzeżenia pod adresem Stolicy

Apostolskiej : "mam szacunek dla zmarłych i dlatego nie lubię wymieniać nazwisk,

background image

ale na posiadanej przez Sindonę liście pięciuset eksporterów dewiz rachunek nr

01616

należał do osób z najwyższego szczebla Watykanu", Jednakże na nic się to zdało,

było już za późno, i Sindona wrócił do Ameryki.

6 lutego Ì 980 rozpoczął się w Nowym Jorku proces o spowodowanie krachu

w Franklin Banku. Mimo że początkowo Marcinkus i kardynał Giuseppe Caprio i

Sergio Guerri indagowani przez amerykańskich adwokatów Sindony oświadczyli,

że skłonni są zeznawać na korzyść sycylijskiego bankruta, jednak po kategorycznej

interwencji watykańskiego sekretarza stanu, kardynała Agostino Casaroli, musieli z

tego zrezygnować. Cztery miesiące później Sindona został skazany na trzy różne

kary pozbawienia wolności po 25 lat każda.

Dokładna   kwota   strat   watykańskich   finansów   w   wyniku   krachu   Sindony

pozostaje   do   dziś   niewiadoma.   Tylko   jedna   watykańska   instytucja   -   APSA,

posiadająca   status   banku   centralnego,   uznawana   jest   przez   Bank   Światowy,

Międzynarodowy Fundusz Walutowy i przez Bank of lnternational Settlement z

Bazylei.   W   treści   dorocznego   raportu,   publikowanego   przez   ten   ostatni   w

odniesieniu do roku 1975, określa się wysokość depozytów APSA w zagranicznych

instytucjach   kredytowych   na   kwotę   120   milionów   dolarów.   Stwierdza   się   tam

także, że Watykan, jako jedyne państwo na świecie, nie ma żadnego zadłużenia.

64

65

Pod koniec roku 1980  Carlo Bordoni  decyduje się na współpracę z włoską

prokuraturą. Mówi, między innymi, o kierującym IOR Luigim Menninim, który

uprzednio   pełnił   funkcję   doradcy   w   należącym  do   Sindony   Banca   Unione:

"Pominąwszy   fakt,   że   Mennini   zachowywał   się   jak   prałat,   to   był   znakomitym

hazardzistą. Dręczył mnie, i to w dosłownym znaczeniu, bo chciał zarabiać coraz

więcej i więcej pieniędzy. Robił spekulacje w Finabanku, zarówno na akcjach jak i

background image

na towarach. Pamiętam, że pewnego razu przekazał mi krótki liścik od Pawła VI, w

którym   papież   udzielał   mi   swojego   błogosławieństwa   za   pracę   w   charakterze

doradcy   na   rzecz   Stolicy   Apostolskiej.   Praktycznie   Mennini   był   niewolnikiem

zależnym   od   Sindony.   Sindona   często   groził   mu,   że   upubliczni   informacje   o

nielegalnych   operacjach,   dokonywanych   przez   Mennmiego   w   Finabanku".   W

lutym 1981 Mennini zostaje aresztowany za spowodowanie upadłości i przemyt

dewiz, a w lutym 1984 sąd w Mediolanie skaże go na 7 lat więzienia.

Bordoni  ujawnił   też   mediolańskiej   prokuraturze   nowe   szczegóły   odnośnie

wspomnianej "listy pięciuset", stanowiącej spis posiadaczy rachunków, ważnych

osobistości   włoskich,   którzy   za   pośrednictwem   banku   i   spółek   powierniczych

Sindony nielegalnie wyprowadzali dewizy za granicę. Szukając właśnie tego

dokumentu, 12 marca 1981 dwaj prokuratorzy z Mediolanu, Gherardo Colombo i

Giuliano Turone, wydali nakaz rewizji u szefa Loży P2 Licio Gelli. Zabezpieczono

wtedy ważne dokumenty Sindony, rejestry członków loży i dokumentacje operacji

prowadzonych w Banco Ambrosiano»

20   maja,   kiedy   to   -   po   opublikowaniu   list   członków   Loży   P2   -wybucha

skandal, członek loży  Roberto Calvi  trafia do aresztu za przestępstwa dewizowe,

stwierdzone zresztą jeszcze podczas kontroli przeprowadzonej w 1978 roku przez

bank   centralny,   a   potwierdzone   w   dokumentach   znalezionych   w   archiwum

Gelliego.   Już   z   więzienia   prezes  Ambrosiano  usiłuje   skontaktować   się   z

Marcinkusem i wysyła mu list z dopiskiem: "Ten proces będzie procesem przeciw-

ko IOR". Zaraz po aresztowaniu Roberta Calvi "nadzór" nad jego żoną i dziećmi

przejmie   Allessandro   Mennini   (pracownik   banku  Ambrosiano,   a  zarazem   syn

kierującego   lOR-em  Luigi  Mennmiego).   Tuż   po   przeczytaniu   skierowanej   do

Marcinkusa wiadomości od Calviego, Mennini miał powiedzieć: "Słowo IOR nie

powinno być wypowiadane nawet w konfesjonale".

Presję na prezesie IOR stara się wywrzeć również mason, będący agentem

background image

służb   specjalnych,  Francesco   Pazienza,  którego  Calvi  zatrudnił   jako   swojego

osobistego asystenta, a który chwalił się

66

67

posiadaniem   "dobrych   chodów"   w   Watykanie.   Rzeczywiście   pozostawał   w

dobrych   stosunkach   z   biskupem  Achille   Silvestrinini  (sekretarzem   kardynała

Agostino Casaroli), z biskupem Giovanni Chelim (przedstawicielem Watykanu w

ONZ) i z biskupem  Virgilio Levim  (dyrektorem  Osservatore Romano).  Ponadto

Pazienza, który był wiernym uczniem członka Loży P2 Giuseppe Santovito (agenta

wojskowych służb specjalnych), posiadał dobre kontakty z politykami chadecji, ze

służbami specjalnymi i z administracją USA. Tenże Pazienza udaje się osobiście do

Watykanu , gdzie Marcinkus uspokaja go oświadczając, że IOR robi wszystko, aby

Calvi dostał to, o co prosi, i że "robimy to, co powinniśmy robić". Po rozmowie z

Marcinkusem  Pazienza  wysyła  Calviemu   do  więzienia   telegram:   "Widziałem

Paolo. Serdecznie Cię pozdrawia. Wszystko w porządku. Całuję".

Jednakże   zapewnienia,   które   prezes   IOR   kierował  do   Calviego,  nie   miały

pokrycia w rzeczywistości. Faktycznie biskup Marcinkus - tak jak to już czynił w

przypadku krachu Sindony - robił wszystko, aby utrzymać IOR jak najdalej od

skandalu   związanego   z  Calvim   i   Ambrosiano  oraz   starał   się   ograniczyć   do

minimum wynikające stąd następstwa finansowe.  I tak, na przykład, wysłał De

Strobela do Banca del Gottardo w Lugano, aby ten na miejscu przejrzał

dokumenty odnoszące się do transakcji banku Ambrosiano z zagranicą.

20 lipca 1981 sąd w Mediolanie skazuje Roberto Calvi na 4 lata więzienia i

grzywnę   w   wysokości   15   miliardów   lirów,   uznając   go   winnym   popełnienia

przestępstw dewizowych. W oczekiwaniu na rozprawę apelacyjną sąd zgodził się

na czasowe zwolnienie go z aresztu.

Sądowe perypetie Calviego wywołuj ą niepokój - zarówno we Włoszech, jak i

background image

za   granicą   -   co   do   sytuacji   banku  Ambrosiano.  Włoski   bank   centralny,  Banca

d'Italia, wzywa katolickiego bankiera do złożenia dymisji z funkcji prezesa zarządu

banku, ale pod koniec lipca zarząd Ambrosiano potwierdza, że ma pełne zaufanie

do swojego prezesa. l tak IOR nie decyduje się narazie na usunięcie  Calviego:

przede   wszystkim   należy   ratować   bank,   zapobiec   krachowi  Ambrosiano  lub

przynajmniej działać na zwłokę, aby IOR zyskał czas na rozwiązanie problemu

swojego własnego zaangażowania w sprawy banku.

W sierpniu Marcinkus wzywa  Calviego do  Watykanu i dyktuje mu warunki

porozumienia, które chroniłoby interesy  IOR, a  których prezes  Ambrosiano  nie

może nie przyjąć.  Calvi  zmuszony jest podpisać pismo, w którym przyjmuje na

siebie wszelką odpowiedzialność za operacje przeszłe, obecne i przyszłe

68

69

-   dokonywane   przez  Ambrosiano,  zwalniając   Marcin-kusa   i   papieski   bank   od

wszelkich podejrzeń. W zamian 10R przekazuj e prezesowi banku kilka ' 'pism

patronackich", które mają stanowić zabezpieczenie debetu w kilku zagranicznych

spółkach Ambrosiano. To porozumienie nie do odrzucenia zawiera jednak termin:

do 30 czerwca 1982. Po upływie tego terminu Calvi zobowiązany jest zapłacić na

korzyść 10R karę umowną w wysokości 300 milionów dolarów, jako rekompensatę

za utratę udziałów w  Ambrosiano.  Znaczące są daty dokumentów: list  Calviego

zdejmujący   odpowiedzialność   10R,   nosi   datę   26   sierpnia,   natomiast   "pisma

patronackie" banku watykańskiego datowane są l września i podpisane nie przez

Paula   Marcinkusa,   ale   przez   Luigiego   Menniniego   ("Numer   dwa"   w   10R).   W

praktyce, przekazując dokumenty potrzebne do uspokojenia rynków i znalezienia

nowych kontrahentów i kapitałów, Marcinkus dał Calviemu l O miesięcy czasu na

uregulowanie sytuacji  Ambrosiano.  W tym czasie 10R winien być uwolniony od

odpowiedzialności   za   długi   spółki  Ambrosiano,  długi,   do   których   sam   się

background image

przyłożył.

Calvi robił co mógł, aby znaleźć nowy kapitał i uratować Banco Ambrosiano.

Pierwszy   z   nowych   akcjonariuszy  Ambrosiano  pojawia   się   na   scenie   w

październiku: jest nim prezes firmy Olivetti, Carlo

De  Benedetti,  który za 50 miliardów nabywa dwuprocentowy pakiet i przyjmuje

funkcję wiceprezesa zarządu banku. Niektórzy twierdzą, że celem De Benedettiego

było   wyrugowanie  Calviego  z   kierowania   bankiem.   Jednak   większość

akcjonariuszy stała murem za Calvim i Marcinkusem i rozgrywka szybko dobiegła

końca wraz z odejściem De Benedettiego ze spółki. Dodać tu wypada, że Benedetti

wycofał   się   z  Ambrosiano  22   grudnia   1982   odsprzedając  Calviemu  uprzednio

nabyte akcje. Za uzyskaną w tej operacji nadwyżkę w cenie zostaje w 1992 roku

skazany   przez   sąd   pierwszej   instancji,   który   zarzuci   mu   przyczynienie   się   do

doprowadzenia do upadłości Ambrosiano. Skazanie to jednak uległo kasacji orze-

czonej przez Sąd Najwyższy w miesiąc po odejściu Benedettiego.

26   stycznia   1982,   kolejnym   akcjonariuszem   i   wiceprezesem  Ambrosiano

zostaje włoskoszwajcarski finansista Orazio Bagnasco, reprezentujący frakcję nie

tyle zainteresowaną w ratowaniu banku, co uważającą, że skoro krach jest nie do

uniknięcia, to trzeba być w dobrej pozycji do zabrania tego, co pozostanie. W kilka

tygodni  później, 10  marca  1982,  katolicki finansista  Carlo  Pesenti  zgłasza   fakt

nabycia 3,62 procent akcji Ambrosiano i tego samego dnia wchodzi do zarządu. W

rzeczywistości owe sto miliardów,

wpłaconych formalnie  przez Pesentiego do kasy banku, stanowi zabezpieczenie

udzielone przez samego Calviego. Zresztą, jak wynika z dokumentu odnalezionego

w   lipcu   1979   w   archiwum   Loży   P2,  Calvi  i   Pesenti   zawarli   porozumienie   o

"rozwijaniu   współpracy   w   szczegółowo   ustalonym   zakresie...   bądź   poprzez

współdziałanie   w   określonych   branżach...   bądź   w   ramach   wspólnej   strategii".

Porozumienie to zostało podpisane również przez dwóch "gwarantów": Lieto Gelli

background image

i Umberto Ortolani.

Niemniej  los banku był już i tak przesądzony. 31 maja  1982 włoski bank

centralny   zawiadamia   zarząd   banku,   że   nad  Ambrosiano  ciąży   zadłużenie   w

wysokości 1400 milionów lirów, dlatego też domaga się niezwłocznego podjęcia

stosownych kroków, a przede wszystkim pozbawienia funkcji dotychczasowego

prezesa zarządu. 9 czerwca  Roberto Calvi  salwuje się ucieczką. 17 czerwca ma

miejsce ostatnie, dramatyczne zebranie zarządu banku. Z samego  rana gazeta //

sole   -  24  ore  publikuje   tekst   pisma  Banca   d'Italia,  i   pod   nieobecność   prezesa

członkowie zarządu stawiają wniosek o ustanowienie komisarycznego nadzoru nad

Ambrosiano.  Dnia następnego, 18 czerwca, zwłoki  Roberto Calvi  odnaleziono w

Londynie : powiesił się pod Black Friars Bridge.

Według wersji ustalonej przez kilku śledczych sądowych  Calvi  miałby być

zamordowany przez członka  Camorry  Vicenzo Casillo  na zlecenie  Cosa nostra,

która w ten sposób miałaby go ukarać za to, że nie chronił należycie mafijnych

pieniędzy złożonych w Ambrosiano.

Pod   koniec   czerwca   1982   kontrolerzy   włoskiego   banku   centralnego

stwierdzają,   że   spora   część   wierzytelności  Ambrosiano  dotyczy   zagranicznych

spółek powiązanych z IOR. Zwracają się zatem do Marcin-kusa wzywając papieski

bank   do   uznania   długów.   Jednak   prezes   IOR   jest   niewzruszony:   nie   zamierza

wydać   ani   grosza.   Znacząca   jest   w   tym   względzie   wypowiedź   jednego   z

kontrolerów, Giovanniego Arduino: "Zwróciłem się zatem do biskupa Marcinkusa

po angielsku: czy zdaje sobie ksiądz sprawę z tego, co mówi? W poniedziałek rano

zawali się cały świat, i nie tylko Ambrosiano, ale także i IOR będzie pokazywany

palcem jak ktoś, kto nie płaci swoich długów. A on na to: Mnie to wcale nie

obchodzi - czy coś w tym guście - i bez żenady nas wyprosił".

6   sierpnia   1982   minister   skarbu  Beniamino  Andreatta   zarządza   wszczęcie

postępowania likwidacyjnego Banco Ambrosiano. Także w opinii ministra IOR jest

background image

jednym   z   głównych   klientów   odpowiedzialnych   za   spustoszenia   w   kasie

Ambrosiano, ale

również jemu Marcinkus powtarza swoje twarde nie. W tym czasie sekretarz stanu

kardynał Agostino Casaroli powołuje watykańską komisję ekspertów do zbadania

"afery" na styku IOR - Ambrosiano. W jej skład wchodzą: były prezes firmy Stet

Carlo Cerutti, administrator Emigrant Savings Bank Joseph Brennan i były prezes

szwajcarskiej   grupy   bankowej,   Union   de  Banques   Suisses,   Philippe   de   Weck.

Końcowy raport komisji watykańskiej trójki mędrców nie został opublikowany.

Ujawniono publicznie jedynie jego streszczenie, w którym zaprzecza się, jakoby

watykańska instytucja kredytowa ponosiła jakąkolwiek odpowiedzialność za krach

banku. Później wyjdzie na jaw, że właśnie przez grupę UBS, której prezesem był

De Weck, przepływały ogromne sumy z kas Ambrosiano. Po rozwiązaniu komisji

wszyscy trzej eksperci stali się oficjalnie doradcami IOR, po czym dołączył do nich

także osiemdziesięcioletni Niemiec Hermann Abs.

W   latach   1940-1945   Abs   był   prezesem   niemieckiego   banku   centralnego,

Deutsche Bank. Tu znowu Yallop informuje, że "Deutsche Bank pozostawał ban-

kiem nazistów przez całą drugą wojnę światową. Abs był faktycznie oficjalnym

bankierem   Hitlera...   Abs   był   też   członkiem   zarządu   I.G.   Farben,   kompleksu

przemysłowo chemicznego, który hojnie udzielał swojego

wsparcia wojennym wysiłkom Hitlera. Abs uczestniczył w zebraniach zarządu I.G.

Farben, w trakcie których dyskutowano nad wykorzystywaniem pracy niewolniczej

w jednym z zakładów produkcji gumy, należącym do firmy Farben i znajdującym

siew obrębie obozu zagłady w Auschwitz".

Mimo że IOR nie był skłonny uznać swoich własnych, podjętych za granicą

zobowiązań   wobec  Ambrosiano,  to   jednak   doznał,   w   wyniku   krachu   banku

Calviego,  poważnych szkód. Do tego stopnia poważnych, że sam Ojciec Święty

musiał   się   tym   zająć.   I   Wojtyła   ogłasza,   że   rok   1983   będzie   wyjątkowo   pro-

background image

klamowany   Rokiem   Świętym.   Za   decyzją   tą   nie   stoją   żadne   względy   natury

duchowej, podyktowana ona była koniecznością przyciągnięcia gotówki do opusto-

szałych kas Stolicy Apostolskiej. Faktem jest bowiem, że Rok Święty ogłaszany

jest co 25 lat. Ostatni Rok Święty przypadał na 1975, a więc kolejny przewidywany

był na rok 2000.

Skandal   wywołany   spektakularnym   krachem  Banco   Ambrosiano   -

przestępczym doprowadzeniem do bankructwa ze stratą ponad tysiąca miliardów

tirów - miał swoje konsekwencje na arenie międzynarodowej.

Chociaż dyplomacja watykańska długo zachowywała niewzruszoną pozycję, IOR

musiał w końcu

75

pójść na kompromis. 25 maja 1984 podpisano w Genewie porozumienie, na mocy

którego   Watykan   zobowiązał   się   wypłacić   wierzycielom   banku   240   miliardów

lirów. Jednakże w porozumieniu mówi się jedynie o "dobrowolnym świadczeniu"

ze   strony   banku   watykańskiego,   uzasadnianym   wyłącznie   "jego   szczególną

pozycją", jakby faktycznie chodziło tylko o wspaniałomyślny akt miłosierdzia...

Mimo   przysłowiowej   powolności   włoskiego   sądownictwa,   ciąg   dalszy

wynikający z upadłości  Banco Ambrosiano  w końcu następuje. 20 lutego 1987

mediolańska prokuratura w wydaje nakazy zatrzymania Paula Marcinkusa,  Luigi

Menniniego   i   Pellegrino  De   Strobela.   Prowadzący   śledztwo   są   przekonani,   że

kierownictwo   IOR   jest   współodpowiedzialne   za   przestępcze   doprowadzenie   do

upadłości Ambrosiano. Jednakże 17 lipca Trybunał Kasacyjny dostrzega "wadę w

określeniu   właściwości"   -   chociaż   Prokuratura   Generalna   twierdzi   zupełnie   coś

innego - i uchyla postanowienie powołując się na przepisy artykułu 11 Traktatów

Laterańskich, których stronami są Republika Włoch i Watykan.

Dzięki   świadomemu   poparciu   papieża   Wojtyły   Marcinkus   pozostanie   u

szczytu  władzy   IOR   aż  do  19  czerwca  1989,  kiedy   to  będzie   musiał  w  końcu

background image

wrócić do rodzinnego Chicago.

16   kwietnia   1992   sąd   w   Mediolanie   wymierzy   srogie   kary   pozbawienia

wolności osobom odpowiedzialnym za działanie na szkodę Ambrosiano, ale wśród

skazanych biskupa Paula Casimira Marcinkusa zabrakło.

***

31 grudnia 1989 brytyjska gazeta  Sunday Correspodent  opublikowała tekst

"Czyżby Noriega szantażował Watykan?" W artykule przedstawiającym perypetie

panamskiego dyktatora (wobec którego amerykańskie sądy federalne w Miami i w

Tampa wydały 4 lutego 1988 nakaz zatrzymania w związku z międzynarodowym

przemytem   narkotyków)   wyrażono   obawę,   że   Watykan   będzie   chciał   dopomóc

Noriedze   w   jego   kłopotach   z   władzami   USA;   w   istocie,   przy   dokonywaniu

transferów   pieniędzy   pochodzących   z   handlu   narkotykami   panamski   dyktator

korzystał, między innymi, z usług spółki Bellatrix. należącej do tercetu Marcinkus-

Calvi-Sindona.

Włoski  tygodnik Espresso  napisał wtedy: "Nikt nie pomyślałby, że Kościół

mógłby wyrażać chęć udzielenia schronienia komuś, kto oskarżony jest o handel

narkotykami...   Krok   Noriegi   był   zuchwały,   ale   też   i   doskonale   wyrachowany.

Dawny mocarz z Panamy

76

posiadał   pewien   atut:   znał   stare   tajemnice  Banco   Ambrosiano...  »Śmieszne   i

absolutnie   nie   do   pomyślenia«   -   natychmiast   zdementował   z   Rzymu  Joaquin

Navarro   Valls,  rzecznik   papieża   Wojtyły.   Jednak   jego   wypowiedź   dla   wielu

zabrzmiała zbyt słabo. W istocie bowiem wiele śladów i ścieżek wiodących w tym

kierunku   nakazywało   traktować   to   podejrzenie   bardziej   poważnie   niż   zwykłą

hipotezę".

Przeprowadzone później śledztwo wykazało, że całe  connection  wynikało z

faktu, że kolumbijski  Banco Mercantil Agricolo  posiadał udziały w  Ambrosiano.

background image

Noriega był jednym z większych klientów i jednym z większych akcjonariuszy

banku, tak samo  zresztą jak Pablo Escobar, szef kartelu z Medellin, światowej

centrali produkcji i handlu narkotykami.

background image

Purpura, kaptury, puchary

Masoni za spiżową bramą

W   1738   papież   Klemens   XII   (Lorenzo   Corsini)   ogłosił   w   stosownej   bulli

ekskomunikę członków - powstałego 20 lat wcześniej w Anglii i rozpowszechnia-

jącego   się   na   kontynencie   europejskim   -   "Związku   wolnomularskiego".   Nakaz

zachowania tajemnicy na temat  organizacji masońskiej,  a także przyjęte zasady

tolerancji religijnej, którym hołdowali masoni, zostały ocenione jako niebezpieczne

dla katolicyzmu; ekskomunika  została wiec wkrótce, w 1752 roku, powtórzona

przez   Benedykta   XIV  (Prospero   Lambertinie-go),   i   dla   braci   masonów   bramy

Świętego Piotra pozostały szczelnie zamknięte przez następne dwa

wieki,   w   czasie   których   papieskie   potępienie   zostało   powtórzone   w   czterech

różnych papieskich bullach.

Wraz   z   rozpoczęciem   pontyfikatu  Giovanniego  Battisty   Montiniego

stanowisko Kościoła wobec masonerii zaczęło się zmieniać. Dnia 19 lipca 1974

kardynał   Franjo   Seper   (sekretarz   watykańskiej   Kongregacji   Doktryny   Wiary)

omawia ten problem w poufnym piśmie do przewodniczącego konferencji bisku-

pów USA - kardynała Josepha J. Króla.

"Wielu biskupów zwracało się do tutejszej Kongregacji Doktryny Wiary z

zapytaniem dotyczącym zasięgu i interpretacji kanonu 2335 kodeksu prawa ka-

nonicznego, którego przepis, pod karą klątwy, zakazuje katolikom przystępowania

do związków wolnomularskich i do innych pochodnych stowarzyszeń. W trakcie

długiej analizy tego problemu Stolica Apostolska konsultowała się wielokrotnie z

konferencjami biskupów, które wskazywały szczególne zainteresowanie tą kwestią.

background image

Celem konsultacji było lepsze zapoznanie się z charakterem i działalnością tych

stowarzyszeń,   a   także   poznanie   opinii   samych   biskupów.   W   odpowiedziach

odnotowuje   się   duże   zróżnicowanie...   w   obrębie   każdego   z   narodów,   co   nie

pozwala Stolicy Apostolskiej na zmianę ogólnego, obowiązującego w tym zakresie

ustawodawstwa. Przepisy te obowiązują zatem do czasu, aż właściwa komisja

papieska opublikuje nową normę prawa kanonicznego, stanowiącą poprawkę do

kodeksu prawa kanonicznego".

W   swoim   piśmie   wysoki   prałat   podkreśla   zachowanie   dotychczasowego

stanowiska Watykanu wobec wolnomularstwa, ale wprowadza też pewną znaczącą

dwuznaczność:   "Biorąc   jednakże   pod   uwagę   przypadki   szczególne,   należy

uświadamiać   sobie,   że   prawo   karne   winno   być   interpretowane   w   znaczeniu

restrykcyjnym.   Z   tego  też  względu   można   z   pewnością   przyjąć   i   stosować

interpretację tych autorów,  którzy  uważają, że wyżej wskazany  kanon 2335 do-

tyczy wyłącznie tych katolików, którzy przy stopiwszy do zgromadzeń faktycznie

prowadzą   działalność   konspiracją   przeciwko   Kościołowi.  Niemniej,   w   każdym

wypadku,   winien   przestrzegany   być   zakaz   przystępowania   do   wszelkich

stowarzyszeń   masońskich   dla   kleryków,   duchownych,   jak   również   i   członków

zgromadzeń świeckich".

Dokument ten znalazł się w posiadaniu komisji parlamentarnej prowadzącej

śledztwo w sprawie Loży P2. A więc, w gruncie rzeczy, kardynał Seper wprowadza

pewne  novum  polegające   na   różnicowaniu   na   kategorie   wielu   istniejących

masońskich   związków,   co   tak   naprawdę   stanowi   wyłom   w   niewzruszonym   i

niezmiennym przez dwa wieki stanowisku Kościoła.

Wyłom ten stanie się otwartymi drzwiami już w październiku tego samego

roku, kiedy to publicznie dyrektor czasopisma Civiltà Cattolica - ksiądz Giovanni

Caprile,  odnosząc  siedo  katolików   należących   do   organizacji   wolnomularskich,

napisze: "Nikt lepiej od ich samych nie umie oceniać w sumieniu i w poczuciu

background image

lojalności charakteru i rodzaju działalności prowadzonej przez grupę masońską, do

której należy. Jeżeli poczucie wiary katolickiej takiej osoby nie znajduje w tym nic,

co byłoby zdecydowanie wrogie, skierowane przeciwko Kościołowi i jego zasadom

doktrynalno-moralnym, taka osoba może pozostać w stowarzyszeniu. Nie powinna

być już traktowana jak ktoś wyklęty, a zatem na równi z każdym innym wiernym

może przystępować do sakramentów i w pełni uczestniczyć w życiu Kościoła. Nie

potrzebuje   żadnego   specjalnego   rozgrzeszenia   od   ekskomuniki,   ponieważ

ekskomunika w konkretnym przypadku do tej osoby nie ma zastosowania".

Zresztą owo "pełne uczestnictwo w życiu Kościoła" sporej części katolików i

masonów   w   jednej   osobie   jest   od   wielu   lat   po   prostu   faktem.   Od   końca   lat

pięćdziesiątych arcybiskup Mediolanu  Montini  zatrudniał w charakterze doradcy

finansowego żarliwego katolika a jednocześnie masona Michela Sindonę. I zaraz

po wyborze na papieża, Paweł VI powierzył

losy   katolickich   finansów   właśnie   temuż   Sindonie,   a   także   katolikowi   i   też

masonowi Robertowi  Calvie-mu. Przez tych dwóch i za pośrednictwem biskupa

Paula   Marcinkusa,   Watykan   zacieśnił   więzy   w   interesach   z   LożąP2,   której

przewodzili arcykatoliccy masoni Lieto Gelli i Umberto Ortolani. Co do Ortolanie-

go,  to  pod  koniec  1974  roku,  on  sam,   podobnie  jak  i  Caprile,  uważał   kwestię

wiekowej   niechęci   Watykanu   do   braci   masonów   za   zamkniętą.   Protegowany

Andreottiego Mario Genghini oświadczy później, że kiedy przystępował do Loży

P2, brat  Ortolani  twierdził, że "Paweł VI zdjął już z masonów klątwę" (cytat z

wyroku   sądu   mediolańskiego,   wydanego   16   kwietnia   1992   w   procesie  Banco

Ambrosiano).

Nawet   jeżeli   mistrz   Loży   P2   Licio   Gelli   cieszył   się   utrzymywaniem

bezpośrednich   kontaktów   z   kręgami   duchownych,   a   w   szczególności   z

pozostającym przez 40 lat w watykańskich służbach dyplomatycznych toskańskim

kardynałem Paolo Bertolim, to jednak głównym inicjatorem stosunków pomiędzy

background image

Lożą P2 i samym Watykanem był Umberto Ortolani.

W roku 1953  Ortolani  znał już kardynała  Giacomo Lercaro. Kontakt ten był

tak częsty i tak osobisty, że w kręgach kurii Ortolani był często określany mianem

"kuzyna"   potężnego   prałata.   W   czerwcu   1963,   zaraz   po   śmierci   papieża

Roncalliego, Ortolani

84

85

oddał do dyspozycji kardynałowi swój ą własną willę w Grottaferrata, by mógł tam

zorganizować   ważne   spotkanie   purpuratów   przygotowujących   nadchodzące

konklawe.   Frakcja   zgromadzona   wokół   Lercaro   miała   wypracować   swoje

stanowisko i określić, którego kandydata zamierza popierać.

Kandydat wskazany przez frakcję - arcybiskup Mediolanu  Giovanni Battista

Montini - został faktycznie wybrany papieżem i zaraz po wyborze, by wynagrodzić

gościnnego Ortolaniego, przyznał mu tytuł Kawalera Domu Papieskiego. Tytuł ten

gwarantował finansiście z Loży P2 nowe przywileje w dostępie do Watykanu, w

tym także możliwość bliskiego kontaktu z kardynałem Agostino Casaroli.

Zacieśnianie związków pomiędzy członkami Loży P2 i bankierami papieży

odbywa   się   na   przestrzeni   całych   lat   siedemdziesiątych.   W   roku   1971   trójca

Sindona-Marcinkus-Calvi  tworzy   w   Nassau,  w   obrębie   bahamskiego   raju

podatkowego,  Cisalpine   Overseas  Bank.   Będzie   to   jeden   z   głównych   kanałów

operacji finansowych dokonywanych przez  Banco Ambrosiano  oraz IOR. Cztery

lata później włoski minister skarbu, usiłując przyhamować ryzykowne transakcje

bankowe "z zagranicą", wydaje decyzję, aby kontrola włoskich władz dewizowych

objęła również operacje pomiędzy bankami Ambrosiano

i Cisalpine. Ortolani tłumaczy wtedy Calviemu, że problem ten rozwiązać można

przez właściwe kontakty i układy z pracownikami włoskiego banku centralnego

oraz urzędów obrotu dewizowego i handlu zagranicznego. W archiwach Loży P2

background image

zostaną   odnalezione   nazwiska   urzędników   i   polityków   pełniących   kierownicze

funkcje w organach kontroli dewizowej, a wśród nich: Ruggero Firrao (dyrektor

generalny   w   Ministerstwie   Handlu   Zagranicznego,   wicedyrektor   urzędu   obrotu

dewizowego) a także i samych ministrów handlu zagranicznego: Gaetano Stammati

(i jego sekretarz Giuseppe Battista) oraz Enrico Manca.

Ponadto, we wrześniu 1975, Banco Ambrosiano oraz IOR nabywając - znowu

za   pośrednictwem  Cisalpine   -  5   procent   akcji   urugwajskiego  Banco  Financiero

Sudamericano,  pozostającego   pod   kontrolą   Ortolaniego,   stają   się   faktycznie

wspólnikami włoskiego masona-finansisty.

Związki pomiędzy LożąP2 i Watykanem zacieśniają się jeszcze bardziej w

lipcu   1977,   kiedy   to   loża   przejmuje   kontrolę   nad   grupą   wydawniczą   Rizzoli

-Corriere della Sera.

Zetknięcie się Loży P2 i Watykanu w odniesieniu do własności grupy Rizzoli

-Corriere   della   Sera  oznacza   dokonanie   się   pojednania   pomiędzy   pewnymi

kręgami masonerii i kręgami kościelnymi. Sergio

86

87

Flamigni   w   swej   książce   o   sekretnej   Loży   P2   pisze:   "W   praktyce   Watykan,

działając za pośrednictwem IOR, przyzwala i patronuje temu, aby tajemna loża

masońska   przejęła   i   zdobyła   kontrolę   nad   spółką   Rizzoli  Editore  oraz   spółką

Corriere della Sera.  W ten sposób Watykan staje się niejako wspólnikiem w po-

wyższym interesie i jest oczywiste, że po spłacie udziału Agnellich -jak zeznawać

będzie   później  Ortolani   -kontrola   grupy   Rizzoli   -  Corriere   della   Sera  została

przejęta przez Gelliego i że masoneria sprawowała kontrolę nad całością".

W   roku   1979   dokonany   zostaje   kolejny   krok   na   drodze   urzeczywistniania

ambitnego watykańskiego projektu utworzenia katolickiego centrum finansowego,

będącego   w   stanie   konkurować   z   finansjerą   laicką;  Golii   i   Ortolani  cieszą   się

background image

gwarancjami   otrzymanymi   w   wyniku   porozumienia   o   rozwijaniu   współpracy

gospodarczo-finansowej,  zawartego  pomiędzy  Roberto Calvi  (z  ramienia  Banco

Ambrosiano) i Carlo Pesenti.

Tak oto w ciszy tajemnicy bankowej grupie braci masonów udaje się powiązać z

Watykanem i aktywnie włączyć w życie Kościoła, chociaż oficjalnie ekskomunika

papieska zachowuje jeszcze nadal swą moc. 9 sierpnia 1978 - a więc trzy dni po

śmierci papieża Montiniego i w trakcie przygotowań do konklawe,

które ma wybrać jego następcę - dziennika Messaggero publikuje dosyć osobliwy

nekrolog: "Bracia Masoni! W artykule wstępnym masońskiego czasopisma (które

ma się wkrótce ukazać) napisano, że śmierć Pawła VI oznacza dla nas śmierć tego,

który uchylił wyrok wydany przez Klemensa XII i jego następców. A zatem po raz

pierwszy w historii współczesnej masonerii przywódca religii świata zachodniego

zmarł pozbawiony uczucia wrogości wobec masonów". W rzeczywistości jednak

Paweł VI - przynajmniej w sposób oficjalny - nie uchylił wyroku wydanego przez

Klemensa XII, a zapowiedź masońskiego wstępniaka wypada odczytać raczej jako

próbę nacisku na kardynałów zgromadzonych na konklawe.

W   okresie   pomiędzy   17   i   25   sierpnia,   a   więc   podczas   trwającego   jeszcze

konklawe,   agencja   informacyjna   Euroitalia   publikuje   dwa   artykuły,   w   których

upublicznia kody, numery wpisów i daty przyjęcia czterech kardynałów do pewnej

loży masońskiej. Mówi się przy tym, że każdy z nich ma szansę zostania papieżem.

Podane inicjały łatwo można rozszyfrować: "Seba" - to Sebastiano Baggio, prefekt

Kongregacji Biskupów (jak się okaże do Loży P2 należał również brat kardynała

Francesco Baggio); "Salpa" - to Salvatore Pappalardo, arcybiskup Palermo; "Upo"

- to Ugo Potetti, wikary, czyli "Numer dwa" w watykańskiej

88

89

hierarchii; "Jeanvi" - to Jean Vìllot, sekretarz stanu Państwa Watykańskiego.

background image

12   września   -  a   więc   już   po   dokonanym  26   sierpnia   wyborze   na   papieża

Albina Lucianiego - kontrowersyjny tygodnik  Op,  należący do członka Loży P2

Mino   Pecorelli,   publikuje   artykuł   pod   tytułem   "Wielka   Loża   Watykańska",   w

którym   postawiona   została   hipoteza,   że   niedyskrecje   podane   przez   agencję

Euroitalia   były   próbą   zdyskredytowania   szans   kandydatów   określonych   jako

masonów.

W   artykule  Op  czytamy   między   innymi:   "Czyżby   również   w   Watykanie

rozbłysła gwiazda Wielkiej Loży Wschodu? Od jakiegoś czasu w środowiskach

katolickich - a w szczególności tych powiązanych z Lefebvrem -  pojawiaj ą się

głosy, które bez ogródek stwierdzają, że wraz z papieżem Montinim loża z Piazza

del   Gesù  weszła  i   do  Watykanu.   Wprawdzie   biorąc   pod   uwagę   delikatność

problemu, prasa uznała za stosowne przemilczeć tę kwestię, ale czar prysł w środę

9 sierpnia, kiedy to na czwartej  skonie Mes  saggerò ukazał się wielce wymowny

komunikat...   Wyjście   masonerii   z   ukrycia   poprzez   oficjalne   wyrażenie   żalu   z

powodu śmierci Pawła VI oznacza, że może już wkrótce, za kilka dni, masoneria

będzie się starała w jakiś sposób wpłynąć na decyzje konklawe? Postawienie takich

pytań nie przysłużyło się utrzymaniu spokoju

w tak delikatnym momencie Jakim są przygotowania do wyboru nowego papieża.

Zrodziło to cień posądzenia o schizmę w łonie Kościoła katolickiego. Na szczęście,

w trakcie rozważania tego problemu, nadeszła wiadomość o niezręczności naszego

ambasadora przy Stolicy Apostolskiej.

W dalszym ciągu  Op  informuje, że do prasy przedostały się notatki  Vittorio

Corderò di Monteze-molo na temat konklawe, przygotowane między innymi dla

głowy państwa. Uwagi i oceny ambasadora na temat niejednego kardynała (nie

uchronili się od nich ani Villot, ani Pignedoli, ani Poletti, ale  najbardziej gorzkie

słowa - "nie jest to ktoś, kto idzie z duchem czasu"  - dostały  się Benelliemu)

obiegły   szybko   wszystkie   redakcje,   powodując   przypływ   wyobraźni   u

background image

"watykanologów",   którzy   wypowiadali   karkołomne   hipotezy   na   temat   losów

konklawe. Tak zrodziły się "prawdziwe" niedyskrecje na temat Baggio, Bertoliego,

Pironio,   na   temat   kardynałów   z   "r"   w   nazwisku,   na   temat   kardynałów

wyróżnianych ze  względu na wagę  i wzrost...  Było to coś,  czego z pewnością

życzyli sobie ci, którzy pragnęli, żeby nie mówiono już o problemie masonerii.

Innym powodem - czytamy dalej  w Op -  który skłonił nas do pogłębienia

kwestii styku Watykan --masoneria, było to, że wskazani przez agencję

90

Euroitalia kardynałowie należeli do grupy uchodzącej za najbardziej postępową.

Przeciek informacji w przeddzień konklawe był zapewne formą nachalnej presji. I

dalej tygodnik informuje, że 28 sierpnia uzyskał listę nazwisk 121 osób - wśród

których byli kardynałowie, biskupi i inni prałaci - wraz z zakodowanymi imionami

wskazującymi na przynależność do lóż masońskich.

"Dla osoby laickiej należenie do masonerii nie jest z całą pewnością żadnym

przestępstwem, przeciwnie - może to być nawet powód do dumy, bo przecież loże

realizują cele humanitarne propagując wolność, porządek i postęp cywilizacyjny.

Jednak w przypadku osoby duchownej rzecz ma się nieco inaczej. Pozostawanie w

stanie duchownym już samo przez się zakłada wszystkie te obowiązki, o których

mówi   się   w   masonerii,   a   przynależność   do   tajemnej   sekty   (chociaż   obecnie,   z

niewielkimi   wyjątkami,   masoneria   nie   polega   już   na   tajnych   zgromadzeniach)

podlega zakazowi na mocy przepisów prawa kanonicznego, które słusznie dba o to,

aby nie dopuszczać do sytuacji, w której kapłani podlegaliby dwóm hierarchiom.

Ten kto narusza jedną zasadę, zdolny jest naruszać i inne - oświadczył bardzo

wysokiej rangi prałat, który zresztą wykluczył, aby tak wielka liczba księży mogła

należeć do masonerii. Ale całe Włochy przeżywają chwile

dużej   niepewności.   Wszystkie   ideologie   laickie   umarły,   a   nawet   zostały

pogrzebane, kryzys gospodarczy udowodnił, co znaczy komunizm i jego mity. W

background image

całkowitym mroku, właśnie w tych dniach, w okresie tuż po śmierci papieża Pawła

VI Ì Aldo Moro, Kościół katolicki jawi się znowu i to w pełnym swoim blasku jako

propozycja   do   rozważenia.   Pozostaje   dzisiaj   jedynym   wielkim   punktem

przyciągania. Ta latarnia nie powinna być zasnuta mgłą ani ulegać deformacji.

Papież  Luciani ma  przed sobą trudne zadanie i wielką misję. Musi, między

innymi   zaprowadzić   porządek   na   szczytach   władzy   Watykanu.   Publikując   listę

duchownych, którzy, być może, należą do lóż masońskich, sądzimy, że dodajemy

do tego nasz własny drobny przyczynek" - kończy swój artykuły.

Do powyższego artykułu dołączono cytowaną listę watykańskich dygnitarzy,

podejrzewanych   o   przynależność   do   masonerii.   Podano   numer   wpisu   oraz   za-

kodowane imię. Znaleźli się na niej między innymi: wspomniany Giovanni Caprile,

biskup  Alberto Abiondi,  monsignor Fiorenzo Angelini, ojciec  Emesto  Balducci,

biskup  Luigi   Bettazzi,  ojciec  David  Maria   Turoldo,   wicedyrektor  Osservatore

Romano monsignor Virgilio Levi. Lista prałatów będących domniemanymi maso-

nami zawiera osoby znajdujące się na szczytach watykańskiej hierarchii: jest tam

sekretarz Pawła VI

92

Pasquale Macchi, prezes IOR Paul MarcinkusJego  prawa ręka  Donato De Bonis,

prefekt   Kongregacji   Biskupów  Sebastiano   Baggio,  nuncjusz   apostolski   w

Argentynie  Pio Laghi,  kardynał  wikariusz  Ugo Po-letti,  a nawet sekretarz stanu

Jean Villot. Co do wspomnianego Ugo Poletti, to jeszcze we wrześniu 1978 jego

nazwisko pojawiło się w kontekście skandalu z Lożą P2 : chodziło o przemyt ropy

naftowej organizowany w porozumieniu z politykami, urzędnikami państwowymi i

kierownictwem z policji skarbowej. W trakcie śledztwa zostanie wkrótce ustalone,

że członka Loży P2 Raffaele Giudice (bohatera głównego skandalu) nominowano

na   szefa   policji   skarbowej   po   tym.   Jak   kardynał   Poletti   przesłał   na   ręce

Andreottiego stosowny list polecający.

background image

W następstwie artykułu opublikowanego w Op nowo wybrany papież zwrócił

się o konsultację do wiekowego kardynała Pericle Felici, którego poprosił o ocenę

wiarygodności   listy   upublicznionej   przez   Pecorelliego   i   o   informację   na   temat

przypisywanej   Pawłowi   VI   intencji   zmiany   stanowiska   Kościoła   wobec

wolnomularstwa.  Felici  poinformował  papieża;  że  podobna  lista  krążyła już  po

Watykanie   wiosną   1976   roku   i   że   w   jego   opinii   tylko   kilku   z   wymienionych

prałatów   faktycznie   należało   do   lóż   masońskich.   Co   do   zamiarów   papieża

Montiniego, Felici wyjaśnił:

"W trakcie ostatnich lat pojawiło się wiele grup nacisku; niektóre zainteresowane

kręgi sugerowały, aby na masonerię patrzeć w sposób bardziej nowoczesny. Ojciec

Święty, zanim zmarł, ciągle jeszcze zastanawiał się nad tym zagadnieniem".

Flamigni,   powołując   się   na   oświadczenia   członka   loży   generała   Fulberto

Lauro, potwierdza fakt należenia do Loży P2 także kardynałów i biskupów.  AL

'Europeo  cytuje słowa  innego członka Loży P2Piera  Carpi,  który w 1987 roku

również będzie mówić o obecności masonów za watykańskimi murami: "Loża ta

nazywa   się   »Loggia   Ecclesia«   i   pozostaje   w   kontakcie   w   wielkim   mistrzem

»Loggia Unita d'Inghilterra« - hrabią Michelem z Kent. Działa ona w Watykanie od

1971 roku, należy do niej ponad stu członków, wśród których są kardynałowie,

biskupi i wysocy dygnitarze z kurii. Udaje im się zachować całkowity sekret, ale

nie do tego stopnia, żeby informacje nie dotarły do ludzi z Opus Dei".

Myśląc   o   przyszłych   nominacjach   nowych   hierarchów   watykańskich,   Jan

Paweł I zleca kardynałowi Giovanniemu Benelli przeprowadzenie dochodzenia w

sprawie obecności masonów w strukturach kościelnych. Jednak papież nie pozna

jego   wyników.   Umrze   w   tajemniczych   okolicznościach   29   września,   właśnie

wtedy, gdy przygotowywał się do odwołania

z   kierownictwa   IOR   domniemanego   masona   Paula   Marcinkusa   i   do   zerwania

wszelkich kontaktów papieskiego banku z  Banco Ambrosiano  kierowanym przez

background image

masona Roberto Calvi.

Przy decydującym poparciu konserwatywnego skrzydła, kierowanego przez

Opus   Dei,  16   października   1978   konklawe   wybiera   nowego   papieża   w   osobie

Polaka Karola Wojtyły. Tak więc Marcinkus nie zostanie odwołany z funkcji szefa

IOR i będzie jeszcze przez całe lata mógł prowadzić swoje finansowe matactwa za

pośrednictwem   banku   papieskiego.   Swoje   stanowiska   zachowaj   ą   także   inni

prałaci,   o   których   mówiono,   że   należeli   do   lóż   masońskich,   a   którym   groziło

dochodzenie zarządzone przez papieża Lucianiego.

Loża   P2   będzie   się   starała   odwdzięczyć   papieżowi   Wojtyle   za   tę   jego

pobłażliwość wyrażoną przez zaniechanie. Przydarzyło się, na przykład, że kiedy

pewien   fotograf   zdołał   zrobić   kilka   zdjęć   Janowi   Pawłowi   II   w   kostiumie

kąpielowym   w   basenie   w   Castel   Gandolfo,   Licio   Gelli   nakazał   firmie   Rizzoli

natychmiast - za 170 milionów -je odkupić, by następnie za pośrednictwem Giulio

Andreottiego przekazać je papieżowi.

Kwestia stosunków pomiędzy Kościołem i masonerią pozostaje uśpiona na kolejne

pięć lat. Temat

powróci   dopiero   jesienią   1983   roku,   w   przeddzień   ogłoszenia   przez   Stolicę

Apostolską nowego kodeksu kanonicznego. Dziennikarskim spekulacjom Jakoby

miał  nastąpić  kres potępienia   masonerii,  Joseph  Ratzinger  (prefekt  Kongregacji

Doktryny Wiary) przeciwstawił 26 listopada następujące sztywne oświadczenie:

"Osąd Kościoła wobec stowarzyszeń wolnomularskich pozostaje negatywny

bez zmian. Zasady tych stowarzyszeń zawsze uważane były jako nie dające się

pogodzić z doktryną Kościoła: dlatego przystępowanie do masonerii objęte jest

zakazem.   Wierni,   którzy   należą   do   stowarzyszeń   wolnomularskich,   tkwią   w

ciężkim grzechu i nie mogą przystępować do Świętej Komunii."

Jednak   słowa   tradycjonalisty   Ratzingera   mijają   się   z   faktami:   wraz   z

opublikowaniem   nowego   kodeksu   kanonicznego   Jan   Paweł   II   uchyla   normę

background image

prawną, na mocy której masoni przez ponad dwa wieki podlegali automatycznie

ekskomunice.

Za pośrednictwem kardynała Camillo Ruini, 21 grudnia 1996, Wielka Loża

Wschodu   we   Włoszech   z   siedzibą   w  Palazzo   Giustiniani  przekaże   papieżowi

Karolowi Wojtyle Order Galileusza, najwyższe masońskie odznaczenie honorowe

nadawane osobom spoza kręgu masonów.

Do  orderu dołączono następujące uzasadnienie: "Promował uniwersalne wartości

wolnomularstwa, braterstwo, szacunek dla godności człowieka i ducha tolerancji,

naczelne   zasady   życia   prawdziwych   wolnomularzy".   Papież   przesyłkę   odeśle

nadawcy.

background image

Rycerze konnego zakonu

W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych komisja parlamentarna odkrywa nie

tylko przestępczą współpracę pomiędzy dygnitarzami Watykanu i grupą masońską

z Loży P2, ale też naświetla sprawę stosunków utrzymywanych przez hierarchów i

kręgi   kościelne   z   stowarzyszeniami   innymi   niż   masoneria,   ale   również

"sekretnymi"   i   tajemniczymi,   takimi   jak   Zakon   Konny   Grobu   Świętego   w

Jerozolimie.

Zakon powstał pod egidą Watykanu i przez długi czas kierował nim kardynał

Giuseppe   Caprio.  Monsignor  Salvatore   Cassisa,  kierownik   sekcji   zakonu   w

Palermo  określi stowarzyszenie jako kontynuację dawnego Zakonu Krzyżowców

Goffredo di Buglione,

98

99

przy czym  o ile  dawniej jego zadaniem była militarna obrona Ziemi Świętej, to

dzisiaj działania jego polegają przede wszystkim na obronie religii katolickiej na

obszarach Ziemi Świętej oraz na zbieraniu datków na realizację przedsięwzięć o

dużym   znaczeniu   społecznym,   takich   choćby   jak   tworzenie   szkół,   szpitali,

żłobków, sierocińców czy hoteli pracowniczych.

Oficjalnie Zakon Konny Grobu Świętego w Jerozolimie miał działać na pięciu

kontynentach   i   przyjmować   do   swojego   grona   wyłącznie   osoby   godne   pełnego

zaufania oraz nie miał posiadać cech stowarzyszenia tajnego. Kandydaci na rycerzy

mieli   być   poddawani   skrupulatnym   weryfikacjom,   musieli   przedkładać

zaświadczenie   o   niekaralności,   a   także   -   wystawiane   im   przez   proboszcza   -

świadectwo obyczajności. Praktyka jednak miała się zgoła odmiennie: przez długie

background image

lata przewodniczącym ("zawiadującym") sekcji regionu Lazio był członek Loży P2

Umberto Ortolani,  a w radzie tejże sekcji zasiadał, również członek P2, generał

Fulberto Lauro. Co więcej - według słów tego ostatniego - czołowe postacie loży,

takie jak Licio Gelli i generałowie oraz dygnitarze policji skarbowej  Donato Lo

Prete   i   Raffaele   Giudice,  również   mieliby   pełnić   odpowiedzialne   funkcje   w

Zakonie.

Cień i mgła przesłaniaj ą jednak przede wszystkim sekcję zakonu w  Palermo.  W

grudniu 1992

senator Carmine Mancuso, zwracając się z zapytaniem parlamentarnym do ministra

spraw   wewnętrznych   i   do   ministra   sprawiedliwości,   określa   zakon   mianem

stowarzyszenia   paramasońskiego,   demaskując   jego   typową   strukturę   ukrytej

władzy, sprawowanej przez wiele dosyć dwuznacznych postaci. Wśród nazwisk

139   członków   wpisanych   na   listę   sekcji   zakonu   w  Palermo  ujawnia   grupę

duchownych   piastujących   wysokie   funkcje   w   hierarchii   kościelnej,   wysokich

urzędników   sił   zbrojnych,   parlamentarzystów,   dygnitarzy   z   wymiaru

sprawiedliwości oraz bankierów. A w dodatku na kilku rycerzach zakonu ciążą

podejrzenia o związki z Cosa nostra.

Najbardziej bulwersujący przykład stanowi rycerz  Bruno Contrada,  główny

zwierzchnik   sił   porządku   publicznego,   członek   zakonu   od   22   listopada   1982,

posiadający z czasem tytuł zawiadującego. W latach osiemdziesiątych Contrada był

wiele   mogącym   szefem   Lotnej   Brygady   w  Palermo,  po   czym   awansował   do

kierownictwa   cywilnych   służb   specjalnych.   W   1996  roku  Contrada  zostanie

skazany przez sąd pierwszej instancji na 10 lat więzienia za przynależność do sto-

warzyszenia   o   charakterze   mafijnym.   Poprzednio,   w   1993,   był   oskarżony   w

procesie o rzeź w Capaci (później postępowanie umorzono). Następnie prokuratura

postawiła mu zarzut w sprawie zamachu,

100

background image

101

w którym życie stracił sędzia Paolo Borsellino. Na Contradzie ciążyły też poważne

podejrzenia o współdziałanie z mordercami, których ofiarami stali się jego byli

koledzy: Boris  Giuliano  (zamordowany 21 lipca 1979)  i Ninni  Cassara (którego

zamordowano 5 sierpnia 1985).

Według   śledczego   Gaspare   Mutoli   pośrednikiem   pomiędzy  Contrada   i

mafijnymi bossami miałby być inny bardzo wpływowy członek zakonu - hrabia Ar-

turo Cassina. O podejrzewanych związkach Cassiny ze środowiskami mafijnymi

mówiono   wielokrotnie   w   1985   roku,   kiedy   to  tygodniki  Siciliani,  którego

redaktorem był  Giuseppe Fava  (również i on został potem zamordowany przez

Cosa nostra), opublikował artykuł o zamordowaniu Cessary, prowadzącym śledz-

two w sprawie pieniędzy rodziny Cassina.

Cassina,   z   pochodzenia   lombardczyk,  do   Palermo  przeniósł   się   zaraz   po

wojnie. Do Zakonu Grobu Świętego wstąpił 7 lutego 1951. Jako rycerz Wielkiego

Krzyża działał energicznie na rzecz rozwoju zakonu na Sycylii, a jego aktywność

została   nagrodzona   kilka   lat   później   nominacją   na   funkcję   głównego

zawiadującego.   W   pierwszej   połowie   lat   sześćdziesiątych   hrabia   Cassina   był

uznawany   za   najbardziej   wpływowego   budowniczego   w  Palermo:  jego

przedsiębiorstwa wznosiły w mieście liczne obiekty

użyteczności   publicznej,   a   także   zajmowały   się   konserwacją   dróg   i   sieci

kanalizacyjnej. 16 sierpnia 1972 jego syn, Luciano Cassina, został porwany przez

Cosa nostra  i  - według słów śledczego Mutoli - hrabia zwrócił się wówczas o

pomoc do mafijnego bossa Stefano Bon-taty. I wtedy Mimmo Teresi, podwładny

Bontaty, został przyjęty do pracy w biurze syna Cassiny w Cardillo.

Kolejnym obiektem śledztw w sprawie mafijnych kapitałów stał się Pietro Di

Miceli, księgowy prowadzący kancelarie w Palermo i w Rzymie, rycerz zakonu od

9 grudnia 1987. Śledczy dotarli  do Di Miceli  w wyniku przechwycenia rozmów

background image

telefonicznych, które prowadzili ze sobą Gaspare Gambino  i Salvatore  Nicolosi,

dyrektor Cassa di Risparmio di Monreale, banku podejrzanego o pranie brudnych

pieniędzy   mafii   z   Corleone.   Nazwisko  Di   Miceli  pojawiało   się   kilkakrotnie   w

dokumentach   zabezpieczonych   w   1992   roku   w   trakcie   przeszukania   u

przedsiębiorcy Gaspare Gambino, oskarżonego o przynależność do mafii. Ten sam

Di Miceli został wskazany przez kilka osób jako Jeden z księgowych związanych z

mafią z Corleone. Podobno przed długi czas dbał o jej interesy. DÌ Miceli będzie

utrzymywać, że stał się ofiarą mafijnego spisku, wymierzonego przeciwko jego

działaniom w charakterze biegłego sądowego przy sądzie w Palermo.

J02

103

Podczas   wyżej   wspomnianego   śledztwa   dotarto   również   do   kilku   innych

sycylijskich banków. Prokuratura podejrzewała je o utrzymywanie kontaktów ze

środowiskami   mafijnymi.   Najważniejszym   wśród   nich   był  Banco   di   Sicilia.  W

swojej książce  Tajemnica Sindony  dziennikarz Nick Tosches przytacza fragment

swojego wywiadu z mafijnym bankrutem.

"Którymi   bankami   posługuje   się  mafia?   -  zapytałem   Sindony.   Ten   chwilę

pomyślał. - To niebezpieczne pytanie. - Chwilę zastanawiał się. Wzruszyłem ra-

mionami, a on uśmiechnął się i nie wahając się już powiedział: - Na Sycylii Banco

di Sicilia, czasami..."

Różne   śledztwa   prowadzone   przez   prokuraturę   wykażą   sposoby,   które

stosował bank udzielając poręczenia hierarchom mafijnych organizacji. Śledztwa

wykazały   też,   że   wśród   rycerzy   zakonu   w  Palermo  trzej   z   nich   sprawowali

kierownicze funkcje w Banco di Sicilia: byli to wicedyrektorzy Gerlando Micciche

(w zakonie od29 grudnia 1971) i Gaspare Governale (rycerz zakonu od 24 grudnia

1976), a także Carlo Marino (w zakonie od 25 stycznia 1974).

Wśród   bankierów   działających   w   Zakonie   Grobu   Świętego   znaleźli   się

background image

ponadto:  Giovanni Ferrare (od  24 czerwca 1978)  i Agostino Mule (od  9 grudnia

1987),  kolejno  prezes  i  dyrektor  generalny   banku  Sicilcassa,  kolejnej  instytucji

kredytowej podejrzewa-

nej   o   związki   z   mafią.   W   tym   właśnie   banku   w   pierwszej   połowie   lat

siedemdziesiątych   pracował   Marcello  Dell   'Utri  (deputowany   z   ramienia   partii

Forza Italia), który w 1997 roku stanie przed sądem za współpracę z mafią.

Pracę  Dell'Utri w banku Sicilcassa określono jako pracę o wysokim ryzyku,

bowiem w kolejce przed okienkiem stawało wielu mafiosów. W tamtym czasie

również oddziały banku  Vittorio Emanuele Orlando  -  Cassa di Risparmio delle

Province   Siciliane  -traktowały   mafiosów   ze   szczególnym   poważaniem.   Proces

przeciwko Spatoli - pierwsze poważne śledztwo, które prowadził Giovanni Falcone

-  unaoczni,   w   jaki   sposób   handlarze   narkotyków   z   grupy   Spato-la-Inzerillo

prowadzili swoje interesy, zarówno te legalne, jak i te nielegalne, przy świadomym

uczestnictwie niektórych funkcjonariuszy banku Orlanda.

Do Zakonu Grobu Świętego należał również (od 9 kwietnia 1981) Enrico La

Loggia, senator z ramienia Forza Italia, syn byłego senatora z kręgu Fanfaniego -

Giuseppe   La  Loggia.   Podobno   wybór   do   parlamentu   La   Loggia   seniora   także

promował boss sycylijsko-amerykańskiej mafii Nick Gentile.

Zresztą w swojej późniejszej biografii Nick Gentile opowiedział historię tego

poparcia. "W 1951 roku zadałem sobie trud udzielania poparcia Peppino

104

105

La  Logia.   Tano   Di   Leo   miał   w   Rzymie   informatora   i   dowiedział   się   o   tym,

przyjechał zatem do Palermo  do mojego sklepu. Był wściekły. Powiedział mi, że

nie   powinienem   absolutnie   popierać   La   Loggia.   Odpowiedziałem,   że

zaangażowałem   się,   ponieważ   szwagier   La   Loggia,   kiedy   w   czasach

faszystowskich znalazłem się w więzieniu, zeznawał na mój ą korzyść' '.

background image

W śledztwie zdołano także ustalić, że spośród polityków będących rycerzami

para-religijnego   zakonu   znaleźli   się   także:   były   chrześcijański   demokrata

Raimondo Maira - pełniący w przeszłości funkcję referenta frakcji Andreottiego w

Caltanissetta,   wobec   którego   w   1992   roku   wydział   do   walki   z   przestępczością

zorganizowaną   będzie   domagał   się   uchylenia   immunitetu   celem   wszczęcia

postępowania o przynależność do organizacji mafijnej. Od oskarżenia tego Maira

zostanie następnie uwolniony.

W  Palermo   przedstawiciele  Kościoła   tworzyli   w   Zakonie   Grobu   Świętego

całkiem sporą grupę; należał doń sam biskup Sotir  Ferrara (eparcha  z Równiny

Albańskiej),   biskup  Giuseppe   Carcione  (diecezjalny   wikariusz),   biskup  Alfredo

Garsia (arcybiskup Caltanisetta), biskup Francesco Guercio Marmino. A 9 kwietnia

1990 do grona tego dołączył również biskup  Giovanni Carella De Caro,  który w

dokumentach zakonnych określany był jako "prałat

Domu Papieskiego" (tzn. asystent) papieża Karola Wojtyły.

Jednakże najbardziej znanym ze wszystkich rycerzy należących do zakonu byt

arcybiskup  Salvadore  Pappalardo,  który od października 1970 do kwietnia 1996

kierował diecezją Palermo. Ten wysoki dostojnik dał się poznać z karcącego tonu

niekończących   się,   wygłaszanych   z   ambony   wysokim   głosem   kazań   o

"machinacjach   i   knowaniach   jawnych   przestępców   z   ukrytymi   kombinatorami,

prowadzącymi   swoje   podejrzane   interesy   pod   sprytnymi   przykrywkami   i

protekcją". Przytoczone słowa pochodzą ze znanej, skierowanej przeciwko mafii,

homilii wygłoszonej 4 września  1982 w  San Domenico  nad trumnami  prefekta

Carlo Alberto dalla Chiesa  i  Jego żony  Emanueli Setti Carraro,  zamordowanych

przez   kile-rów   z  Cosa   nostra.  Zaledwie   w   pięć   miesięcy   po   objęciu   funkcji

ordynariusza  Pappalardo  został wyświęcony na rycerza Wielkiego Krzyża Grobu

Świętego   (9   marca   ł   971   ).   W   istocie   godność   tę   dzielił   właśnie   z   kilkoma

"ukrytymi   kombinatorami   prowadzącymi   podejrzane   interesy"   w   środowiskach

background image

mniej   lub   bardziej   bliskich   mafii.   Natomiast   zaufanym   przedsiębiorcą   kurii   z

Palermo   (a  zatem   i   samego   arcybiskupa),   któremu   powierzano   przez   wiele   lat

roboty remontowe i restauracyjne kościołów z obszaru

106

107

arcybiskupstwa, był  Salvatore  Sbeglia, oskarżony później o dostarczenie aparatu

zdalnego sterowania użytego przez Cosa nostra w trakcie rzezi w Capaci (chodzi o

zamach z 23 maja 1992, w którym zginęli sędzia  Giovanni Falcone,  jego  zona

Francesca Morvillo  oraz agenci ochrony). Według niektórych śledczych Sbeglia

miałby należeć do rodziny mafijnej z Malaspina.

Innym   ważnym   duchownym   należącym   do   palermiańskiej   sekcji   Zakonu

Grobu Świętego był biskup  Salvatore  Cassisa, piastujący godność arcybiskupa w

Monreale   (największej   i   najbogatszej   diecezji   na   Sycylii).   Do   zakonu,   gdzie

posiadał tytuł zawiadującego, przystąpił 15 lutego 1979. Dnia l listopada 1984,

kiedy to zakon demonstracyjnie pokazywał swoją moc miastu Palermo i Włochom

w trakcie wystawnej ceremonii przyjmowania 39 nowych rycerzy, zorganizowanej

w katedrze w Monreale,  Salvatore  Cassisa wystąpił wyłącznie jako prior rycerzy

Grobu Świętego i tylko w takim charakterze towarzyszył prowadzącemu obrządek

patriarsze Jerozolimy. Cztery lata później sam stanie na czele palermiańskiej sekcji

zakonu,   gdy   Arturo   Cassina,   w   następstwie   podejrzeń   o   powiązania   z   mafią,

zobowiązany został do złożenia płaszcza i szpady.

W   lutym   1992   roku   biskup   Cassisa   dochodzi   do   wniosku,   że   potężna   katedra

posadowiona na skale

Monreale wymaga gruntownego remontu i prac restauratorskich. W związku z tym

zwraca   się   o   ogromną   dotację   ze   środków   publicznych,   przedkładając   wraz   z

wnioskiem   cztery   listy   zaadresowane   do   równie   znaczących   chadeckich

dygnitarzy: do ówczesnego premiera Andreottiego (jeszcze przed jego procesem o

background image

powiązania   z   mafią),   do   ministra   robót   publicznych   Pradoliniego   (przed   jego

perypetiami w ramach akcji "Czystych rąk"), do przewodniczącego parlamentarnej

komisji   bilansowej  Salvo   D'Acquisto   i   do  podsekretarza   Ferdinando   Russo

(sycylijskiego   przedstawiciela   frakcji  Arnaldo   Forlaniego).  Dodać   należy,   że

Ferdinando   Russo,   od   12   października   1983   był   już   członkiem   zakonu,   a   tym

samym jako rycerz podlegał Cassisie. Wspomniane wyżej listy trafiły w końcu do

prokuratorskich   akt;   według   prokuratury   biskup   zgarnął   do   kieszeni   ogromne

kwoty przeznaczone na odrestaurowanie katedry. Wraz z nim przed sądem staną

również bracia Fulvio i Daniele Lima -administrator i kierownik techniczny kurii

monrealskiej.

W   lipcu   1995   palermiańscy   prokuratorzy  Roberto   Scarpinato   i   Luigi

Patronaggio  wnieśli do sądu akt oskarżenia przeciwko potężnemu arcybiskupowi

Cassisa   zarzucając   mu   także   oszustwo   na   niekorzyść   Unii   Europejskiej.   Na

potrzeby trzydziestoośmiohektarowej posiadłości, należącej do arcybogatej diecezji

108

109

Monreale,   poproszono   o   dotację   ze   środków   Unii   w   wysokości   750   milionów

lirów. Jednakże w rzeczywistości posiadłość liczyła tylko dwanaście hektarów, a

zatem pomoc mogła wynosić tylko 180 milionów lirów: cudowne rozmnożenie się

hektarów nie było bynajmniej dziełem Ducha Świętego, ale według aktu oskarżenia

było zwykłym oszustwem w przesłanych do Brukseli dokumentach.

Na koncie rycerza Grobu Świętego  - arcybiskupa  Salvatore Cassisa  znalazły

się także dwa inne postępowania wszczęte przez prokuraturę w Palermo. Pierwsze

było wynikiem doniesienia złożonego przez jednego z wiernych, który oskarżał

arcybiskupa o nielegalne zawłaszczenie kwoty około miliarda lirów, stanowiącej

spadek   po   zmarłej   krewnej   skarżącego.   Druga   sprawa   dotyczyła   natomiast

powiązań   z  Cosa   nostra:  sekretarz   osobisty   Cassisy,   ksiądz  Campisi,  był

background image

zamieszany   w   sprawę   bossa  Luca   Bagarelli,   szwagra   Toto   Riiny.   W   trakcie

drugiego okresu ukrywania się boss miał podobno używać telefonu komórkowego

należącego do Campisisiego.

Arcybiskup Cassisa zawsze i wszędzie twierdził jednak, że jest niewinny. W

maju   1997,   po   uzyskaniu   wieku   emerytalnego   (dla   biskupów   było   to   75   lat),

potężny   prałat,   przed   którego   obliczem   klękali   wszyscy   liczący   siew  Palermo,

postanowił się wycofać.

Decyzja została natychmiast przyjęta przez papieża Wojtyłę, działającego zresztą

zgodnie z sugestiami przewodniczącego włoskiej konferencji episkopatu, Camillo

Ruini.

Wśród   139   palermiańskich   rycerzy   Grobu   Świętego,   był   także   generał

karabinierów Salvatore Rovelli, który do zakonu wstąpił 7 lutego 1980.

l8   grudnia   1974   w   trakcie   posiedzenia   parlamentarnej   komisji   śledczej

badającej   powiązania   sycylijskiej   mafii,   wówczas   jeszcze   pułkownik,  Rovelli

przedstawił   długie   i   szczegółowe   sprawozdanie   na   temat   działalności   mafii   w

Palermo i  w okolicy. Sprawozdanie zawierało opis licznych zabójstw i usiłowań

zabójstw, a także porwań dokonanych przez grupy przestępcze działające bądź na

samej Sycylii bądź też na terytorium północnych Włoch. Po tym sprawozdaniu na

zebraniu   komisji   przesłuchano   kapitana  Giuseppe  Russo,   dowódcę   komórki

śledczej karabinierów w  Palermo  oraz byłego ścisłego współpracownika generała

Carlo Alberto dalla Chiesa (dalla Chiesa w latach siedemdziesiątych był dowódcą

karabinierów w Palermo i wtedy także rycerzem zakonu). Przesłuchiwany ujawnił

szczegółową   listę   z   imionami   i   nazwiskami   bossów   działających   w   najbardziej

zbrodniczych klanach mafii. Dnia 20 sierpnia 1977 na ulicy w  Palermo  Russo  i

nauczyciel Filippo Costa zostali

110

111

background image

zamordowani przez zabójców należących do grupy Toto Riina z Corleone. Tym, co

łączyło porwania opisane przez pułkownika Rovelli z zabójstwem kapitana Russo,

była   działalność   corleonistów,   tj.   środowiska,   z   którym   bliskie   kontakty

utrzymywał inny wysoki prałat z Monreale, ojciec Agostino Coppola.

Mafijne   konszachty   ojca   Coppoli   tak   opisuje   były   prokurator  Giovanni

Pizzillo:  "W   odniesieniu   do   odpowiedzialności   zakonnika   Coppoli   za   porwania

osób dokonane na terenie Północnych Włoch należy dodać, że przy wspomnianym

duchownym   znaleziono   banknoty,   którymi   opłacono   okup   za   uwolnienie

porwanego Baroniego... W trakcie śledztwa w sprawie porwania Cassiny pewien

duchowny, jezuita, zdecydował się zeznać, że pośrednikiem, którym posłużył się w

rozmowach z porywaczami, był ojciec  Coppola,  były ekonom w seminarium w

Monreale...   W   domu   jego   brata   znaleziono   4   miliony   200   tysięcy   lirów

pochodzących z okupu za wydanie Baroniego na terytorium Lombardii. Był to w

istocie   początek   nitki   prowadzącej   do   kłębka   rozlicznych   powiązań   pomiędzy

miejscową mafią i specjalistami od porwań »Anonima Sequiestri« z północy kraju.

Śledztwo   prowadzone   przez   policję   sądową   wobec   Coppoli   pozwoliło   ponadto

ustalić, że tenże zakonnik działał, na wyraźne żądanie sprawców przestępstwa, jako

pośrednik w negocjacjach z rodziną porwanego Rossi z Montelera. Sławna walizka

z   3,5   miliardami   lirów   miała   być   przekazana   ojcu   Coppoli;   nie   została   jednak

przekazana   bowiem   szczęśliwie   odnaleziono   kryjówkę,   gdzie   przetrzymywano

porwanego i z której go uwolniono".

Wpisany   pod   numerem   1529   oficjalnego   rejestru   mafiosów   prowincji

Palermo, ojciec Agostino Coppola jest właśnie tym księdzem, który udzielił ślubu

Toto   Riinie   z   Ninettą   Bagarella,   siostrą   Leoluca.   Natomiast   skruszony  mafioso

Francesco Marino Mannoia opowiadał o księdzu-bossie jako o kimś bardzo dobrze

zorientowanym w interesach grupy corleońskiej: "Słyszałem  od Bonate Stefano i

od innych ludzi honoru z naszej rodziny, że Calo Pippo, Riina Salvatore, Madonia

background image

Francesco i inni  z tej samej grupy posiadali pewne pieniądze-za pośrednictwem

Gelli   Licio   -zainwestowane   w   Rzymie.   Mówiło   się   również,   że   część   z   tych

pieniędzy była zainwestowana w banku watykańskim. Ta sama informacja została

przekazana także ojcu Coppoli".

Chodzi   o   tajemnice   finansowe,   które   znało   zaledwie   kilku   księgowych

corleońskich bossów. Wśród nich był księgowy Riiny, mason Giuseppe Mandalari,

aresztowany w grudniu 1995, o którym Salvatore Rovelli mówił, że pozostawał w

bliskich stosunkach

112

113

z ojcem Coppola i że zamieszany był w pranie pieniędzy pochodzących z porwań -

przypisywanych mafii lub dokonanych faktycznie przez mafię - a przeznaczonych

na zakup posiadłości ziemskich, inwestycje rolne czy tworzenie najróżniejszych

spółek.

Nazwisko   Madalariego   będzie   często   powtarzane   w   trakcie   śledztw

prowadzanych przez sycylijską prokuraturę, która skłonna go będzie uznawać za

jednego   z   kontaktowych   pośredników   pomiędzy   środowiskami   mafijnymi,

masońskimi, politycznymi i kościelnymi na wyspie. Powodów dla takiej konkluzji

nie brak.

Na   przykład   21   listopada   1982   mason  Giuseppe  Mandalari   został   opisany

przez dziennik //  Giornale di Sicilia  z okazji podróży papieża Jana Pawła II  do

Palermo. W relacji z papieskiej wizyty dziennik zwraca uwagę na powitanie Jana

Pawła II przez "członków masońskiej komisji z  Piazza del Gesù",  wśród których

wymienia się właśnie Madalariego występującego w charakterze "Zwierzchnika i

Wielkiego Zawiadującego, Wielkiego Mistrza Zakonu". Warto tu dodać, że masoni

z Trinacria powitali papieża -jak gdyby chodziło o jednego z ich braci -typowym

dla organizacji wolnomularskich potrójnym uściskiem.

background image

Również Cosa nostra skorzystała z okazji i aktywnie uczestniczyła w wydarzeniu.

Oto fragment

relacji  z  pisma  Panorama:  "Na   czele  świętej   procesji  (tj.  papieskiego  orszaku)

jechał biały samochód bez dachu, prowadzony przez szczególną postać - przed-

siębiorcę   budowlanego,   którego   hobby   jest   uczestniczenie   w   wyścigach

samochodowych. Pań ten nazywał się Angelo Siino. Będzie o nim głośno dziesięć

lat później, jako o ministrze robót publicznych z  Cosa nostra.  Tego dnia Siino

pozostał przy papieżu przez całe dziewięć godzin. Gazety rozpisywały się o spoj-

rzeniach i o uśmiechach za każdym razem, gdy ich spojrzenia się spotykały."

114

115

background image

Nieruchomości, transakcje, podatki

Podatkowy raj

Rzym, styczeń 1977. Parlament przygotowuje się do debaty nad projektem

nowego konkordatu z Watykanem, którego tekst przedstawia trzeci - politycznie

jednobarwny,   bo   złożony   wyłącznie   z   chadeków   -   rząd   Andreottiego.

Prezentowany projekt konkordatu jest zdecydowanie korzystny dla Stolicy Apo-

stolskiej   przede   wszystkim   ze   względu   na   zwolnienia   podatkowe.   Obiekcje

wysuwa   jedynie   Partia   Radykalna,   której   parlamentarzyści   wielokrotnie   wnosili

bardzo krytyczne interpelacje i wnioski, domagając się między innymi dokonania

rzetelnej wyceny watykańskiego majątku ruchomego i nieruchomego na terytorium

Włoch. Nie umiano się jednak wobec

119

tego żądania zdobyć na żadną instytucjonalną odpowiedź.

Zadania   częściowego   choćby   wypełniania   informacyjnej   pustki   wokół

watykańskich   nieruchomości   znajdujących   się   na   terenie   Rzymu   podejmuje

należące   do   spółki   Rizzoli   czasopismo  L'Europeo,  którym   kieruje   nowy   szef

redakcji   Gianluigi   Melega.   Dnia   7   stycznia   1977   tygodnik   publikuje   pierwszy

odcinek sondażu-spisu sygnowany nazwiskiem dziennikarza Paolo Ojetti. Artykuł

nosi tytuł "Watykan S.A.". Oto jego tekst.

Czwarta część Rzymu pozostaje w rękach ulotnych spółek panamskich, spółek

z Liechtensteinu, z Luksemburga, spółek szwajcarskich. Kolejna ćwiartka należy

do instytucji publicznych i do państwa. Trzecia z kolei ćwiartka jest własnością

background image

bardziej lub mniej bogatych osób prywatnych. Ale ostatnia ćwiartka, być może

najlepsza,  należy   do  Watykanu.  W  przeddzień  rewizji  konkordatu  z  1929  roku

warto, być może, zadać sobie trud zajęcia się tym zagadnieniem. Tym bardziej że

wobec   przygotowywanych   zmian   w   układzie   prawnym   pomiędzy   państwem   i

Kościołem, sporo się mówi o religijnej edukacji w szkołach, o ustroju małżeńskim,

ale tylko przelotnie wspomina o przyszłym opodatkowaniu ogromnego majątku

Stolicy Apostolskiej.

Oficjalnie   majątek   kościelny   złożony   z   nieruchomości   położonych   poza

watykańskimi murami uznawany jest za dobro korzystające z "eksterytorialności"

-gwarantują to zapisy w artykułach od 13 do 16 Traktatów Laterańskich. Chodzi o

bazylikę Świętego Jana na Lateranie, o bazylikę  Santa  Maria  Maggiore,  bazylikę

Świętego   Pawła   (z   przyległymi   zabudowaniami),   o   pałac   papieski   w

Castelgandolfo, o willę Barberini, także znajdującą się w Castelgandolfo, o kilka

budynków   na   wzgórzu   Gianicolo,   które   poprzednio   stanowiły   własność

państwową, o budynki byłego klasztoru przyległe do bazyliki Świętych Apostołów

i o kościoły Sant Andrea  della Valle i San Carlo ai Catinari, o  pałac  Dataria, o

Cancelleria,   o  siedzibę  Propaganda   Fide  przy   placu   Hiszpańskim,  o  gmach

Świętego Ofìcjum, o Co-nvertendi przy Placu Scossacavalli, o Pałac Wikariatu i o

jeden   budynek   przy  via   della   Conciliazione  (gdzie   w   końcu   przeniesiono

Convertenti  z   poprzedniej   siedziby   w   Kościele   Wschodnim).   Analogicznie   do

wyżej   wymienionych,   z   przywileju   wyłączenia   od   wszelkiego   wywłaszczenia

("chyba   że   za   uprzednią   zgodą   Stolicy   Apostolskiej")   i   z   prawa   całkowitego

zwolnienia z opłat korzystają także: Uniwersytet Gregoriański, Instytut Biblijny,

Instytut   Orientalny,   Instytut   Archeologii,   Seminarium   Rosyjskie,   Kolegium

Lombardzkie, oba pałace świętego Apoloniusza oraz dom ćwiczeń dla kleryków

pod wezwaniem świętego Jana i Pawła.

Oprócz   tych   uprzywilejowanych   budowli   konkordat   przewidywał   specjalne

background image

zwolnienia z podatków i opłat w odniesieniu do posiadłości Stolicy Apostolskiej

oraz   "instytucji   kościelnych   i   religijnych".   Wszystko   to   zostało   uzupełnione

zamiarem uzdrowienia sytuacji zaległej "kwestii rzymskiej", która już w 1929 roku

kosztowała państwo włoskie 750 milionów lirów. Pięćdziesiąt lat później niewiele

się   w   tym   względzie   zmieniło.   Czwarta   część   miasta   jest   ciągle   jeszcze   w

przedsiębiorczych

120

121

rękach   właścicieli   i   dysponentów   wszelkich   seminariów,   stancji   kardynalskich,

parafii,   caritasów,   agend   apostolskich,   domów   prowincjalnych,   komisariatów,

sekretariatów,   klasztorów,   instytutów,   monastyrów,   kongregacji,   kolegiów  Ì

domów kolegialnych, domów świętych, domów generalnych, domów religijnych

oraz prokuratur, oratoriów, seminariów, domów studenckich, bazylik i arcybazylik,

towarzystw, zgromadzeń, opusów, domu-sów, pobożnych zgromadzeń, pobożnych

domów,   szkół,   uniwersytetów,   instytutów   i   seminariów   papieskich,   domów

pielgrzyma,   kurii   biskupich,   domów   biskupich,   siedzib   episkopalnych,

diecezjalnych,   archidiecezjalnych,   schronisk,   kapituł,   komitetów,   konferencji

biskupów, domów opieki, wspólnot, konserwatoriów, bractw, arcybractw, agencji

generalnych,   prokuratur   generalnych,   rektoratów,   nuncjatur   i   przedstawicielstw

apostolskich,   sióstr   (boleściwych,   miłujących,   służebnic,   apostolskich,

wspomagających, szarych, białych, kanoniczek, katechetek od Krzyża, klarysek,

dam   apostolskich,   diakonek,   nauczycielek,   pielęgniarek,   córek,   opiekunek,   po-

tulnych,   miłosiernych,   misjonarek,   mniszek,   oblatek,   szlachetnych   oblatek,

szpitalniczek,   cierpiętniczek,   małych   apostołek,   małych   sióstr,   małych

służebniczek,   małych   córek,   małych   uczennic,   robotnic,   ubogich,   wybranych,

różanniczek, sakramentek, stygmatyczek, tercjanek, od Trójcy Świętej, wizytantek,

panien robotnic i powołanych) i braci (którzy w zależności od rodzaju zgroma-

background image

dzenia   zwą   się:   ojcami,   duchownymi,   misjonarzami,   tercjanami,   braciszkami,

synami,   legionistami,   przeorami,   arcyksiężmi,   bosymi,   szarymi,   zwyczajnymi,

klerykami,   diakonami,   priorami,   mniejszymi,   kanonikami,   szpitalnikami,

zreformowanymi...). Tak w sumie tylko

zgromadzeń kobiecych, które widnieją jako właściciele nieruchomości w mieście

Rzym, jest aż 325. Zgromadzeń męskich jest trochę mniej: 87.

Stolica Apostolska posiada w Rzymie swoje ulubione strefy. Z historycznego

centrum  miasta   do   Watykanu   należy   obszar  od   Campo   de'Fiori  wzdłuż   Tybru,

naprzeciwko Zamku Świętego Anioła, poprzez  piazza Navona  i przyległości. Po

drugiej stronie rzeki posiadłości watykańskie rozwidlaj ą się: z jednej strony ocie-

rają   się   o   sam   Watykan,   w   górę   aż   do   wzgórza   Ganicollo,   a   potem   w   dół   w

kierunku Zatybrza, a następnie znowu w górę do via Aurelia, w stronę najstarszych

kolegiów i domów  generalnych. Znajdują się tam - nabyte lub otrzymane  jako

darowizny - posiadłości ziemskie i działki gruntów. Z drugiej strony jest ich sporo

na początku dzielnicy  Prati -  tej, którą po wzięciu szturmem Rzymu zbudowali

Piemontczycy z zamysłem, by z żadnego miejsca dzielnicy nie było widać kopuły

bazyliki Świętego Piotra. Wielkie enklawy: Santa Maria Maggiore i San Giovanni

jak magnes przyciągnęły pozostałe wielkie budynki należące do Kościoła. Cała

strefa,   która   rozpoczyna   się   w   głębi  via   Nazionale   i  rozciąga   się   w   kierunku

Koloseum jest majątkiem Stolicy Apostolskiej. To samo tyczy się samego serca

centrum zabytkowo-handlowego: duże posiadłości  Stolicy Apostolskiej znajdują

się przy via Condotti, przy placu Hiszpańskim, przy San Sebastianello, przy piazza

della   Pigna,  przy  via   Sant'Andra   delle   Fratte.  Tarasy   zgromadzenia   maronitów

rozpościerają się dalej ponad wzgórzem Fatugale i cała zielona oaza, którą widać z

kościoła  San Pietro in Vincoli  /Świętego Piotra w Okowach/ schodzi w kierunku

Koloseum. Tam, gdzie kończy się dzielnica

122

background image

123

wokół   dworca   centralnego,   rozpoczyna   się   kolejny   gruby   kęs   własności

kościelnych: od via Merulana do via Manzoni, od piazza Dante do via Emanuele

Filiberto,  od   Santa   Croce   in   Gerusalemme  aż  do   piazza   di   San   Giovanni   in

Laterano.  Pojedynczo   rozrzucone   budynki   znajdują   się   jeszcze   wzdłuż   ulic   z

konsulatami  aż do peryferii miasta,  a także - tu i ówdzie - w centrum dawnej

eleganckiej dzielnicy Parioli.

Określenie rynkowej wartości tego imperium jest niemożliwe. Są to bowiem

zarówno hektary działek pod zabudowę, jak i stare kamienice, które dojrzały do re-

montu. Co chwila napotyka się tam kolegia lub klasztory, gdzie dzisiaj mieszka

zaledwie kilku zakonników, a które powinny zostać zamienione (i taki los już wiele

z nich spotkał) na dogodne, luksusowe rezydencje, na hotele czy centra handlowe.

Aktualna wartość tych nieruchomości powinna zostać przemnożona przez tysiąc

albo   i  przez   dziesięć   tysięcy.   Wszystko   to,   jak   można   odczytać   w   części

konkordatu poświęconej nieruchomościom, jest zwolnione z opodatkowania.

Jednakże od kilku lat Stolica Apostolska poczyniła w swoim majątku pewne

zmiany. Robiła to po cichutku, bez szumu i bez nagłaśniania, l jest to całkowicie

zrozumiale. Nie tylko Kościół jest od dawna świadomy, że szczególny i korzystny

status podatkowy podarowany Watykanowi przez stary konkordat, kiedyś przecież

się   skończy.   Ale   przede   wszystkim   Kościół   pragnie   zmienić   strukturę   swojego

majątku: duże i male pałace, które były mało wykorzystywane przez kongregacje

religijne i instytucje charytatywne przekształcają się w spółki akcyjne, w spółki z

ograniczoną odpowiedzialnością, w hotele, przedsiębiorstwa handlowe, rezydencje.

W trakcie tych odmładzających zabiegów Kościół korzysta także z przywilejów.

Kiedy nie sprzedaje sobie samemu przez spółkę, której jest większościowym ak-

cjonariuszem,   natychmiast   zjawia   się   tłum   chętnych:   banków,   towarzystw

background image

ubezpieczeniowych,   agencji   nieruchomości,   spółek   najmujących   mieszkania.

Powód jest prosty: żeby dzisiaj wyszukać w centrum miasta spory pałac należący

do   jednego   tylko   właściciela   koniecznie   trzeba   się   udać   za   spiżową   bramę.   Z

pewnością   Stolica   Apostolska   dobrze   na   tym   wychodzi,   do   jej   kas   wpływają

dziesiątki miliardów lirów, wpłacanych przez banki zainteresowane bezpiecznymi

inwestycjami, a przy okazji Kościół pozbywa się, na przykład, starego kolegium

lub klasztoru, wymagających zachodu i nie przynoszących żadnego dochodu. Lub

też   sprzedaje   i   następnie   inwestuje   zarobione   pieniądze   w   nieruchomości

nowoczesne   lub   w   grunty   znajdujące   się   nieco   poza   miastem,   idąc   z   biegiem

naturalnego rozrastania się miasta. Lub też, w innych przypadkach, z powiązanych

z   Kościołem   banków   otrzymuje   środki   niezbędne   na   zamknięcie   starego   domu

generalnego, gruntownie go remontuje Ì robi z niego hotel.

Ten olbrzymi majątek powstał w wyniku wielowiekowego procesu akumulacji

i, w tych mniej odległych czasach, z napływających od obywateli włoskich datków

Ì darowizn, które od opodatkowania zwalniał najpierw król, a potem prezydent

republiki. Stolica Apostolska niezbyt często przejmuje się warunkami, w których

znalazły się darowizny. Jak już majątek znajdzie się w jej rękach, dysponuje nim

według   swego   uznania.   Często   jest   tak,   że   sierociniec   lub   dom   starców,   który

sfinansował pobożny świętej pamięci spadkodawca,

124

125

kilka lat potem przenoszony jest gdzie indziej lub po prostu zaniedbywany.

Są przypadki - dotyczy to choćby dwóch pałaców przy via Sant'Andrea delle

Fratte  ofiarowanych   szacownej   kongregacji   Świętego   Różańca   z   Besazio,   w

diecezji  Lugano,  z obietnicą "odprawiania codziennej mszy w kaplicy Świętego

Różańca w Besazio i obdarowywania co roku nowicjuszek dwoma wyprawkami za

trzydzieści rzymskich skudów oraz białymi habitami za rzymskich skudów pięć "-

background image

że nabywca (w tym konkretnym wypadku nabywcą była spółka z  o.o. o  nazwie

Milena immobiliare, która w 1974 roku kupiła budynki za zaledwie 160 milionów

lirów - praktycznie za bezcen) oprócz przejęcia samej nieruchomości zobowiązał

się zorganizować odprawianie mszy w Szwajcarii i postarania się o białe habity dla

nowicjuszek za kwotę owych pięciu rzymskich skudów, w przeliczeniu na walutę

obecną.   Prawdopodobnie   spółka   ta   odprzeda  kiedyś,   po  wyremontowaniu

budynków wraz  z mieszkaniami, również i zlecenie odprawiania mszy oraz do-

starczania habitów dla nowicjuszek.

Administrowanie   majątkiem   Stolicy   Apostolskiej   jest   nieporównanie

swobodniejsze w porównaniu z administrowaniem majątkiem państwa włoskiego.

Nie podlega bowiem żadnej kontroli i nie potrzeba na to żadnych zezwoleń. Na

mocy   własnoręcznie   podpisanego   aktu   z   dnia   13   maja   1969   papież   powołał

kardynała  Villota,  aktualnego sekretarza stanu, na stanowisko zarządcy majątku

Stolicy   Apostolskiej.   Z   kolei  Villot  wystawia   zaufanemu   biskupowi

pełnomocnictwa do załatwienia konkretnej transakcji. Tworzy się rodzaj łańcuszka

uwierzytelnionych podpisów: najpierw podpis

"upoważnionego   notariusza   dokonującego   transakcji",   potem   podpis

przedstawiciela   Sekretariatu   Stanu,   przedstawiciela   nuncjatury   apostolskiej,   a   w

końcu   dokument   dociera   na   biurko   w   pałacu  Farnesina,  gdzie   mieści   się

watykańskie  Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które wszystko zatwierdza nic

wchodząc w meritum sprawy.

Wśród wielu przykładów wybraliśmy te, które stały  się  najbardziej głośne i

potwierdzają   to,   co   powiedziano   wyżej   o   ostatnich   operacjach   na   nieruchomo-

ściach.   Oto   4   grudnia   1970   Stolica   Apostolska   sprzedaje   włoskiemu   bankowi

centralnemu pałac Antonelli przy via Quattro Novembre (usytuowany około 100 m

od Kwirynału, dokładnie na wprost głównej siedziby tego właśnie banku) za kwotę

półtora miliarda lirów. Budynek ten przeszedł na własność Stolicy Apostolskiej w

background image

1932 roku w wyniku zapisu dokonanego przez hrabinę Marię Emme Garcia della

Palmira, wdowę po niejakim Antonellim. Już uprzednio Banca d'Italia budynek ten

wynajmował płacąc czynsz roczny w wysokości 44 milionów lirów. Cały gmach

liczy sześć pięter i ma 1350 metrów kwadratowych powierzchni. Od operacji tej

ani Banca d'Italia, ani tym bardziej Stolica Apostolska nie zapłacili grosza podatku.

Już wcześniej Banca d'Italia kupiła w tej okolicy inny budynek: siedmio-piętrowy

pałac z wejściem  od via Panna i via Consulta.  W umowie sprzedaży wskazano

niewielką cenę w wysokości 240 milionów - kontrahentem w tym wypadku była

spółka  Immobiliare Paco,  która dwa lata wcześniej zakupiła ten sam budynek za

200 milionów od kongregacji sióstr prowadzących szkołę. Siostry z kolei w 1957

roku otrzymały nieruchomość w darowiźnie od domu

126

127

generalnego   braci   młodszych   z   zakonu   franciszkanów.   Bracia   ci   pobili   pewien

rekord: wobec wszystkich jedenastu wydano nakaz zajęcia majątku z powodu naru-

szenia prawa budowlanego w ramach remontu przeprowadzanego w będącym ich

własnością ogromnym budynku przy placu  della Pigna  24, dokładnie w centrum

starego miasta.

Jak przebudowywać

Pierwszy przykład dał bank Nazionale del Lavoro, który 14 lipca 1962 kupił

od Papieskiego Kolegium Będą za kwotę 355 milionów wspaniały siedmiopiętrowy

pałac usytuowany na rogu ulic  via del Basilico i via San Nicola da Tolentino,

dokładnie od tyłu via Veneto. Bank miał szczęście: gmach otrzymał już uprzednio

pozwolenie   na   wykonanie   prac   restauratorskich,   na   podstawie   którego   sami

zakonnicy zaczęli wykonywać prace. Jeszcze dzisiaj znajduje się tam część biur

obsługi centrali banku (z czasem bank wykupił zresztą także budowle okoliczne).

background image

Jednakże   władze   miejskie   zorientowały   się,   że   wyszczególniony   w   zezwoleniu

zakres robót przekroczono, wszczęto postępowanie karne i przedstawiono żądanie

zapłaty   kilku   miliardów   lirów   tytułem   odszkodowania   (do   tej   pory   go   nie

zapłacono).

Innym przykładem interesu, który zrobiła Stolica Apostolska, jest transakcja z

Banco di Roma.  Dnia 25 czerwca 1971 bank ten kupił za 5 50 milionów wielką

sześciopiętrową   kamienicę   przy  via   dell'Unita  (około   100   metrów  od   piazza

Venezia,  na gruncie przylegającym bezpośrednio do centrali tego banku). Część

lokatorów została przymusowo wysiedlona, a część opuściła

pomieszczenia na zasadzie ugody. Zaraz potem rozpoczęły się prace remontowe.

Również i ta okrąglutka sumka pół miliarda lirów powędrowała do kas Watykanu

bez żadnych podatków.

28 stycznia bieżącego roku inny bank - Credito Artigiano di Milano - nabył od

Stolicy Apostolskiej (która tym razem podpisywała umowę jako instytucja o na-

zwie "Zarząd miejsc kultu dla katechumenów i neofitów w Rzymie", działająca pod

przewodnictwem wikariusza Rzymu - Ugo Poletti) zgrabny budyneczek przy via in

Selci 88 (o sto metrów od Koloseum) za kwotę 500 milionów lirów. Mimo zakazu

wynikającego  z planu przestrzennego  zagospodarowania miasta  bank przeniesie

tam swoją centralę. W szczególności interesujące jest to, że dwa hektary terenów

przyległych i pewna część tegoż obiektu zostały natychmiast sprzedane - za kolejne

650   milionów   lirów   -jeszcze   tego   samego   dnia   powiązanej   z   bankiem

mediolańskiej   spółce  Nibbio.  Również   tam   wszczęto   roboty   restauratorskie,   na

które pozwolenie zostało wydane jeszcze w 1975 roku, to jest przed dokonaniem

wyżej   wskazanej   transakcji.   I   nikt   tak   naprawdę   nie   wie,   co   tam   się   będzie

mieściło.

Z kolei spółka Intereuropea Assicurazioni w październiku 1973 roku nabyła za

miliard lirów palazzo Alberti (małe arcydzieło, które zaprojektował uczeń Rafaela -

background image

Giulio Romano) usytuowany przy ulicy Banco Santo Spirito, naprzeciwko Zamku

Świętego Anioła, oraz przyległą starą manufakturę, mieszczącą się przy uliczce

San   Celso.   Palazzo   Alberini  był   dawną   siedzibą   Papieskiego   Kolegium

Portugalskiego. Prace restauratorskie zostały jednak wstrzymane , a sędzia pokoju

Adalberto Albamonte zarządził zaplombowanie pałacu

128

129

zarzucając "naruszenie zasad budowlanych". Spółka Intereuropea (której jednym z

członków zarządu jest były minister z ramienia socjaldemokracji - Giuseppe Lupis)

domagała   się   wręcz   zastosowania   ustawy   Tupinicgo   i   wyburzenia   manufaktury

uznawanej za klejnot architektoniczny. Gwoli ścisłości należy dodać, że Stolica

Apostolska sprzeciwiła się takiemu barbarzyństwu.

W   poszukiwaniu   nie   tyle   miejsca   na   swoją   siedzibę,   ale   po   prostu   dobrej

inwestycji, również i przedstawiciele spółki Italcasse, dzięki pośrednictwu spółki

Socogen, trafiają do Watykanu i zaklepują sobie gmach byłego Międzynarodowego

Kolegium Kapucynów wraz z kościołem Świętego Wawrzyńca z Brindisi. Czworo-

boczny   kompleks   ograniczony   jest   ulicami   via   Boncompagni,  via   Sicilia   i   via

Romagna (jest to zaplecze via  Veneto).  Kapucyni sprzedali go spółce Socogen z

Mediolanu 29 kwietnia 1970 za kwotę 5,7 miliarda lirów. Po remoncie kolegium

zniknęło, natomiast z kościoła pozostała tylko fasada. Będzie tu superrezydencja z

basenem, pokojami, biblioteką, salą konferencyjną. Na miejscu dawnego kolegium

prowadzone są już prace wykończeniowe monumentalnego budynku przeznaczone-

go na biura, mieszkania, gabinety i sklepy. W suterenie można jeszcze dostrzec

pozostałości starożytnych murów uwięzionych w żelbetonie. Aby zrozumieć czyją

własnością jest spółka Socogen wystarczy wspomnieć, że prezesem zarządu j  est

pewien   "pracoholik"  Alessandro   Alexandri,  pełniący   również   funkcję   prezesa

background image

schroniska Świętej Rity i konsula honorowego Malty. Ów boży przybytek został

odkupiony 5 kwietnia 1973 od spółki Italcasse za godną uwagi kwotę 24 miliardów

lirów. Proszę zwrócić uwagę, że w przy tej transakcji ze strony

spółki   Italcasse   występował   osobiście   nawet   sam  Giuseppe   Arcani,  który   pod

koniec 1977 roku będzie bohaterem skandalu związanego z firmą: to właśnie on za

pośrednictwem   sieci   banków   kierował   operacją   udzielania   "na   czarno"

gigantycznych pożyczek dla polityków i przedsiębiorców.

Inna rezydencja - w istocie superluksusowa (w sprzedaży dwa miliony lirów

za metr kwadratowy) przy czym spółka Socogen ograniczyła się tym razem jedynie

do wykonania prac restauratorskich - wyrosła przy sławnej i bardzo ekskluzywnej

via   dell'Orso  w   rzymskiej   dzielnicy   zbudowanej   przez   Borgiów.   Chodzi   o

renesansowy   pałac  podarowany  w  1945 roku  siostrom urszulankom  z  Somasca

celem '"wsparcia uczynków religijno-dobroczynnych". Dnia 28 lutego 1973 siostry

pozbywają się pałacu za niespełna 400 milionów lirów. Nowym właścicielem staje

się   spółka   Senofonte,   kontrolowana   przez   enigmatyczne   Satafinco   Trust   et

placement   z  Vaduz.  Członkiem   zarządu   w   Senofonte   jest   adwokat  Tornasse

Addario,  jeden z dyrektorów generalnych spółki Italcasse i prawa ręka  Giuseppe

Arcaini. Tomasso Addario, który po transakcji podał się do dymisji, pojawia się na

nowo w maju bieżącego roku i w zamian za kwotę 840 milionów lirów staje się

prawnym   właścicielem   ośmiu   najlepszych   mieszkań   w   całym   kompleksie.   Być

może interes okazał się nieco mniej lukratywny niż przewidywano, bowiem po

interwencji pozaparlamentarnej grupy z Tor di Nona (tej od "Fruwającego osła" i

autorki   sławnych   już   dzisiaj   graffitt)   rezydencja   z   via   dell'Orso   została

zaplombowana   z   powodu   robót   wykonywanych   niezgodnie   z   zakresem

udzielonych zezwoleń budowlanych (z dwunastu

130

131

background image

przewidzianych w zezwoleniu mieszkań zrobiło się ich aż dwadzieścia cztery).

Co do powiązań z Liechtensteinem, to w istocie kilka lat później udowodnione

zostanie, że w  Vaduz  miało siedzibę wiele efemerycznych spółek zarządzanych

bezpośrednio przez instytucje kościelne i Watykan. Spółki te sprawowały kontrole

nad większą częścią nieruchomości Stolicy Apostolskiej. W szczególności wyjdzie

na jaw, że w biurowcu Manie Holding SA w Vaduz króluje aż dwadzieścia pięć

takich spółek-efemeryd z siedzibą w Liechtensteinie i w Panamie (w tym ostatnim

państewku,   rządzonym   przez   dyktatora   Manuela   Noriegę   ma   siedzibę   aż

czternaście spółek).

11 grudnia 1974 Stolica Apostolska sprzedaje spółce  Minerva  z siedzibą w

Rzymie   za   półtora   miliarda   li-rów   sześć   i   pół   hektara   gruntu   -   wraz   z   willą

mieszczącą Loyola University - położonego przy via della Camilluccia 180 (jest to

ulica   najbardziej   luksusowych   willi   w   północnej   części   Rzymu).   W   chwili

dokonywania transakcji spółka  Minerva  znajdowała się pod kontrolą dwóch firm

powierniczych   należących   do   banków  Banca   Nazionale   del   Lavoro   i   Banque

Nationale de Paris. Obecnie na terenie tych sześciu hektarów znajduje się osiedle

Tré colli. Jedynym członkiem zarządu jest Claudio Reichlin z Mediolanu, sekretarz

zarządu spółki RAS, spółki Assicuratrice Italiana oraz spółki Lloyd Siciliano. Jako

"wisienkę na ciastko z kremem" obydwa banki - działając za pośrednictwem spółki

Fioranna - kupiły sobie jeszcze 30 czerwca 1975, za kwotę 290 milionów lirów,

przyległy teren o powierzchni nieco powyżej hektara. Również te dwa miliardy

trafiły nieuszczuplone do kasy Watykanu.

Najbardziej ekskluzywne osiedle mieszkalne w Rzymie nosi nazwę Residence

Aldrovandi.  Znajduje   się   ono   naprzeciwko   rzymskiego  zoo,  w   samym   sercu

najbardziej eleganckiej części dzielnicy Parioli. Kilka lat temu było tam liceum

prowadzone   przez   siostry   misjonarki   od   Najświętszego   Serca   Jezusowego.

Sprzedały   go   -   czy   raczej   chyba   podarowały   -   spółce   akcyjnej  Immobiliare

background image

Aldrovandi zNeapolu za kwotę 250 milionów tirów, co za działkę o wielkości 2500

metrów kwadratowych i znajdujący  się  na niej budynek starego kolegium było

prawie niczym. Spółka  Immobiliare Aldrovandi  nabyła także prawo pierwokupu

należącej do mniszek pozostałej części posiadłości, która z tyłu osiedla dochodzi

do trzech najbardziej eleganckich ulic miasta. Pobożne misjonarki zainwestowały

ten kapitał, a dokładając jeszcze 80 milionów tirów przeniosły się do domku przy

via   Cortina   d'Ampezzo  269,   znajdującego   się   w   innej   dzielnicy,   usytuowanej

równolegle do wspomnianej już wcześniej via Camilluccia.

W   górnej   części  via   Veneto  pojawiła   się   inna   szkoła   -  Assunzione   -

gimnazjum dla dziewcząt z dobrej przedwojennej burżuazji. Przez jakiś czas w

budynku   tym   mieściło   się   Papieskie   Kolegium   Francuskie.   Obecnie   można   tu

ujrzeć metal i szkło luksusowego Jolly Hotel. Spółka ItalJolly w roku 1967 nabyła

cały kompleks za kwotę 145 milionów  lirów. Wprawdzie miała  tam zbudować

hotel, ale nie luksusowy. Oczywiście tego warunku nie dotrzymano.

132

133

background image

Darowizny

Dnia 28 maja 1971 egipskie siostry z  via  Cicerone (chodzi o franciszkanki

misjonarki od Niepokalanego Serca Maryi) pozostawiły swojemu losowi inną szko-

łę,   znajdującą   się   o   dwa   kroki  od   piazza   Cavour.  Spółka   akcyjna  Residence

Cicerone nabyła od sióstr zabudowania i działkę za l, l miliarda lirów. Zburzyła

całość i zbudowała hotel pierwszej kategorii. Za 4,5 miliarda lirów hotel (11 pięter,

2500 m2) został odprzedany spółce Genghini. W rzeczywistości odprzedała hotel

sobie samej, bowiem spółka Residence Cicerone od samego początku znajdowała

się - poprzez najmującą mieszkania spółkę Socan Holding z Luksemburga - pod

kontrolą Mario Genghini, prezesa spółki  Immobiliare. Było to klasyczne obejście

przepisów podatkowych.

Inny klasztor także został zamieniony na hotel po zbyciu go przez instytucje

franciszkańskie. Klasztor przy  via Machiavelli  22 (tuż przy bazylice  Santa  Maria

Maggiore)  stanowił   własność   kurii   generalnej   Instytutu   Świętej   Rodziny   z

Nazaretu. Został "podarowany" prokuraturze Instytutu Ducha Świętego. Wartość

darowizny (sto milionów) podwoiła się już w następnym miesiącu, kiedy to został

odprzedany spółce  Machiavelli,  której jedynym członkiem zarządu był Fancesco

Fina. Komenda policji wyraziła zgodę na prowadzenie działalności hotelowej na

czas   trwania   Roku   Świętego.   Co   ciekawe,   hotel   rozpoczął   działalność   nie

posiadając stosownych zezwoleń nawet na jego budowę.

Kongregacja   sióstr   Najświętszej   Marii   Panny   od   Miłosierdzia   Dobrego

Pasterza sprzedała w dniu 8 listopada 1972 za cene 400 miliardów lirów działkę o

powierzchni dwóch hektarów przy via Aurelia - wraz

134

z   posiadanym   już   uprzednio   zezwoleniem   na   remont   -spółce   akcyjnej   Aurelia

Palące,   której   większościowym   akcjonariuszem   była  firma   Primalux  Holding   -

background image

spółka akcyjna z Luksemburga. Dwa lata wcześniej zmieniła jednak nazwę; jej

obecna nazwa brzmi Midas Hotel,  a prezesemjest Aldo De Luca.  Spółka Midas

również pozostaje pod kontrolą innej luksemburskiej spółki, która - co za zbieg

okoliczności - także nosi nazwę Midas. I wszystko to dla ogromnego hotelu, który

od dwóch lat może budzić podziw, przy czym znajduje się najbliżej w linii prostej

od lotniska Fiumicino.

Kolejny   przykład:   darowizna   przekazana   niegdyś   prokuraturze   Instytutu

Ducha Świętego (działka o powierzchni dwu i pół ha, położona przy via Aurelia

Antica)  została   z   czasem   nabyta   przez   spółkę   akcyjną  Immobiliare  Consea   z

siedzibą w Rzymie  przy via Lovania  2. Pod adresem tym spotykamy  Condotte

d'acqua  - spółkę w części kontrolowaną przez In, akcjonariusza spółki Consea,

dzielącej się własnością z innym akcjonariuszem: holenderską spółką FourSeasons

HotelsAdministration. Obecnie działka stanowi plac budowy. Miał tam być już

ukończony hotel, ale wszystko jest jeszcze oplombowane.

Jaki los  spotyka darowizny dobrze widać również na przykładzie działki o

powierzchni 101 ha, która administracji watykańskiej spadła z nieba w 1969 roku.

Działka,   leżąca   w   najbliższym   sąsiedztwie   miejscowości   Magliana,   została

sprzedana przez IOR, i to zaledwie dwa lata później, spółce Alitalia za prawie 2,22

miliarda lirów, a więc około 3,5 miliona dolarów.

Dobry   interes ze   Stolicą  Apostolską   zrobił  także   budowlany   biznesmen  Alvaro

Marchini, który 2 paździer-

135

nika 1965 nabył od włoskiej prowincji Zgromadzenia Sług Miłosierdzia dwa pałace

o krok od Koloseum, jeden przy via Celimontana 16, a drugi przy  via dei Santi

Quattro   Coronati.   Marchini  posłużył   się   przy   transakcji   swoją   spółką   Pomar

Immobiliare. Cena była niewiarygodna: 50 milionów lirów za obydwa pałace.

background image

Natomiast   irlandzcy   bracia   Ibemesi   sprzedali   31   października   1968   prawo

własności spółce Edilcrispi do - znajdujących się zaledwie kilka kroków od via Ve-

neto - podziemi ogrodu przy klasztorze Świętego Izydora. Obecnie znajduje się tam

podziemny czteropiętrowy parking o powierzchni 17700 m2. Prezcsem spółki Edil-

crispi   jest  Pellegrino   De  Strobel,   piastujący   między   innymi   funkcjami   także   i

wiceprezesurę   spółki  Vianini,  której   notowany   na   giełdzie   kapitał   zakładowy

kontrolowany jest w czterdziestu procentach przez IOR. Tylko że te czterdzieści

procent należy  w części  do powstałej w 1928 roku spółki  Immobiliare Tirrena

posiadającej   kapitał   zakładowy   w   wysokości   2,6   miliarda   lirów.   Z   kolei

dziewięćdziesiąt   procent   tej   spółki   należy   także   do   IOR.   Reszta   to   własność

efemerycznej spółki Etablissement Herold z  Vaduz.  W ostatnim bilansie  Tirrena

wskazuje   grunty   o   wartości   9,1   miliarda   lirów   oraz   warte   5,6   miliarda   lirów

budynki   przemysłowe.  Vianini  jest   oczywiście   większościowym   wspólnikiem

Edilcrispi:   mniejszościowym   wspólnikiem   pozostaje   natomiast   -   tu   kolejna

niespodzianka   -   spółka   Ambrolat   Anstalt   z   Vaduz,   zarządzana   przez

szwajcarskiego konsula w Vaduz. Bracia Ibemesi dostaną w ramach czynszu za

każdy kwartał l ,6 miliarda lirów.

Po przeciwnej stronie  via Ludovisi, za  skrzyżowaniem z  via Veneta  spotykamy

znowu spółkę Socogen,

136

która   nabywa   w   dniu   15   grudnia   1972   od   kurii   generalnej   Instytutu   Sióstr   od

Dzieciątka Jezus pięciopiętrową kamienicę (wraz z przybudówką i ogrodem) przy

via   Boncompagni.   Spółka   Socogen   wydała   700   milionów   lirów,   a   6   miesięcy

później odprzedaje całość spółce Immobiliare Ratazzi z Mediolanu za kwotę 2,65

miliarda lirów. Prace remontowe w obrębie starego gmachu są w toku. Co z tego

będzie, jest jeszcze tajemnicą.

background image

15 lutego 1972 znika również Kongregacja Braci Miłosierdzia nazywana też

"braćmi szarymi". Wszystkie dobra należące do braci wędruj ą w pojemne ramiona

Stolicy   Apostolskiej.  Cały   gmach   byłego klasztoru,  znajdujący  się  w  pół drogi

pomiędzy Koloseum i kościołem Świętego Jana zostaje sprzedany 2 maja 1975

spółce Edif Immobiliare z Rzymu, za kwotę ponad miliarda lirów. Obecnie spółka

ta przebudowuje wszystko na biura. Szkoda Jedynie, że Edif istnieje w zasadzie

tylko na papierze, gdyż ta efemeryczna spółka znajduje się w dziewięćdziesięciu

procentach   pod   kontrolą   spółki   komandytowej  Costruzione   Franconetti,  której

kolejnym wspólnikiem komandatariuszem (znowu w 90 procentach) jest Modern

Building Corporation z Panamy.

Zmienił   szyld   również   ogromny   budynek   położony   pomiędzy   via   Lanza,

pasażem  Visconti   Venosta,   via   Cavouri   via   Sforza.  Należał   kiedyś   do   córek

Najświętszego Serca Jezusowego. Podzielony na trzy odrębne części, sprzedany

został 21 grudnia 1973 trzem powiązanym ze sobą spółkom: Iniziativa Immobiliare

Romana,  Iniziativa Immobiliare  Cavour i Fondiaria Giovanni Lanza.  Wszystkie

trzy   spółki   należą   w   dziewięćdziesięciu   procentach  do   Banca   di   Credito   e

Commercio z siedzibą w Lugano. Siostry zainkasowały 1,4 miliarda

137

lirów. Prace adaptacyjne w budynku starej szkoły jeszcze trwają. Prowadzone są z

rozmachem.   Od   maja   bieżącego   roku   w   tylnej   części   znajduje   się   biuro

ubezpieczalni Iccrea wynajmowane za 4 miliardy lirów rocznie.

W   trakcie   reinwestycji   swojego   majątku   Stolica   Apostolska   pozbywa   się

sukcesywnie nawet całego kompleksu zabudowań przy via della Dataria (pomiędzy

Kwirynałem   i   fontanną  di   Trevi),  które   w   pewnej   części   otrzymały   przywilej

eksterytorialności  na  mocy  Traktatów Laterańskich.  Dnia  24 października  1972

spółka Edilappia 77 wchodzi w posiadanie części kawałka nieruchomości za jedyne

200   milionów   lirów.   Edilappia   należąca   do   trzech   braci   Tonelli   (inżyniera,

background image

architekta i adwokata) zamieniła wszystko na gabinety i apartamenty. Sprzedaż już

rozpoczęto. Dwa miesiące później Stolica Apostolska praktycznie daje w prezencie

drugą część kompleksu Dataria spółce I Muschi właśnie w tym celu utworzonej. Za

jedyne   17   milionów   maleńka   spółka   zapewnia   sobie   własność   jednego   z

najbardziej   charakterystycznych   zakątków   Rzymu   wokół  piazza  Scanderbeg.

Mieszkają tam jeszcze starzy lokatorzy, ale spółce  I Muschi  nie śpieszy się, tym

bardziej że za nieruchomość zapłaciła tak niewiele.

Trzecia   część   kompleksu  Dataria  zostaje   sprzedana   29   października   1973.

Chodzi tym razem o kęs całkiem spory, bo zajmujący róg ulic via Omonima z via

San Vicenza, która schodzi ku fontannie di Trevi. Również i to wygląda na ładny

prezent dla spółki Dataria di Roberto Palea & C. z Turynu, gdyż nabyła nierucho-

mość   za   jedyne   170   milionów.   Również  Dataria  dokonała   przebudowy,   a

mieszkania i luksusowe biura wystawiła na sprzedaż.

Dwa miesiące po tej transakcji następuje ostatni akt sprzedaży największego

kawałka.   Nabywcą   jest   spółka   ANSA,   krajowa   agencja   informacyjna,   która   za

kwotę 650 milionów w  gotówce  i S50  milionów kredytu nabywa główną część

starego, korzystającego z eksterytorialności pałacu (3900 m2 na czterech piętrach).

Wnętrze   tym   razem   nie   zostało   poddane   przebudowie.   W   odniesieniu   do   tej

transakcji,   traktowanej   jako   sprzedaż   "nieruchomości   znajdującej   się   w   obcym

państwie", zapłacono tylko opłatę ryczałtową w wysokości dwóch tysięcy lirów.

Sposoby robienia po swojemu Za jedyne 280 milionów itrów 26 czerwca 1974

Stolica   Apostolska   sprzedaje   czteropiętrową   kamienicę   z   ogrodem   przy   via

Priscilla,   dokładnie   naprzeciwko   parku  Villa  Ada   i   w   sąsiedztwie   wejścia   do

katakumb  Santa   Priscilla.  Kupującym   jest   spółka   Delta   Tau   74,   z   kapitałem

zakładowym w wysokości 100 000 lirów, należąca do hrabiego  Piero Spalletti.

Spółkę Delta Tau powołano dla tej konkretnie transakcji w tym samym czasie, co

jej dwie siostrzyczki z 1974 roku: spółka Tau Delta i Delta Sigma. Na razie hrabia

background image

Spalletti ograniczył się do podwyższenia czynszów do kwoty dziesięciu milionów

lirów rocznie.

Siostry franciszkanki Niepokalanego Poczęcia z Belle Prairie pozbywają się w

lipcu 1970 siedziby swojej kongregacji przy  via Dandolo  (w centrum dzielnicy

Trastevere). Dostają za nią 600 milionów od spółki Villa delle Mimose (Jedynym

członkiem zarządu jest znowu Francesco Fino, spotkany wcześniej przy transakcji

ze spółką Machiavelli). W gronie mniejszościowych

138

139

wspólników   występuje   Cespelminis   Holding   -   spółka   akcyjna   z   siedzibą   w

Genewie, z kapitałem zakładowym w wysokości 500 milionów lirów. Budynek

został   zrównany   z   ziemią.   Pozwolenie   na   budowę   przewidywało   powstanie

mieszkań o średnim standardzie dla ludności. Natomiast już w 1974 roku można

tam   było   podziwiać   siedmiopiętrowy   budynek   mieszczący   27   apartamentów,   z

garażami, z sześcioma windami, z ogrzewaniem i klimatyzacją oraz z basenem.

Religijna   organizacja   Pobożnych   Nauczycielek   prowadząca   działalność

edukacyjno-oświatową, sprzedała 24 lipca 1970 spółce Restauri Centro Storico za

kwotę   225   milionów   tirów   (cenę   faktycznie   śmieszną)   dwa   budynki:   jeden

-położony przy  via del Teatro Pace,  i drugi - siedemnastowieczną kamienicę pod

patronatem   Akademii   Sztuk   Pięknych   przy  via   del   Governo  62.   Spółka   ta

natychmiast   odprzedała   pierwszy   budynek   i   przedstawiła   projekt   przebudowy

drugiego.   Dlaczego   w   sumie   siostry   zażądały   ceny   tak   śmiesznie   niskiej?

Odpowiedź nasuwa się sama: spółka Restauri Centro Storico to po prostu kolejna

etykietka   spółki  Immobiliare  (bowiem   jest   jej   jedynym   udziałowcem)   i   -   jak

wiadomo - pozostawała wtedy pod całkowitą kontrolą Watykanu. Co do spółki

Restauri   Centro  Storico  należy   się  pewne   wyjaśnienie:  zawsze   zadawano  sobie

pytanie jak to możliwe, że działalność  Immobiliare  omijała zabytkowe centrum

background image

miasta?   Można   było   zobaczyć   tablice   informacyjne   budów   przeprowadzanych

przez  fìrme Beni Stabili  i inne duże przedsiębiorstwa,  ale Immobiliare  nigdy na

tych  tablicach  nie figurowała.  Obecnie  dla nikogo  nie jest  to  już tajemnicą:  w

obrębie murów Aureliusza spółka Immobiliare woli przybierać

nazwę  Restauri   Centro   Storico.   Po  tą   nazwą   dokonała   przebudowy   dawnych

ciągów ulicznych via di Grottapinata, via di Memoro, via Giulia, via dei Cimatori,

via in Caterina,  zaułka  delle  Palle.  Jej  ulubionymi klientami są zawsze bądź to

osoby prawne, bądź też instytucje religijno-kościelne.

W   końcu   także,   zupełnie   przez   przypadek,   udało   nam   się   odkryć   kilka

przykładów efemerycznych spółek zarządzanych bezpośrednio przez instytucje ko-

ścielne i przez Watykan.

Spółka zajmująca  się rolnictwem i nieruchomościami  Cafaggiolo,  która do

maja 1976 należała do zreformowanej wspólnoty cysterskiej (znanej pod nazwą

trapistów), przeszła na własność tych samych spółek powierniczych, które brały

udział w omawianej wcześniej transakcji Tré colli: chodzi o Servizio Italia i spółkę

SAF.   Siedziba   spółek   -  via   San   Nicola   dei   Cesarmi  -wyjaśnia   wszystko.   Tam

usytuowany   jest   także  Banca   Nazionale   del   Lavoro.  Spółka  Cafaggiolo  poza

pałacem przy  via San Nicola dei Cesarmi  (przylegającym  do piazza Argentina, o

dwa kroki od piazza Venezia), posiada magazyn przy via Monteverde 240 (czyżby

był to skład czekoladek i zielników trapistów), działkę w dzielnicy La mamma, pół

hektara gruntu przy via Laurentina, gdzie później wzniesiono nowy dom generalny.

Innymi spółkami podobnego typu są: Pro Juventute. Pro Infantia, Pro Orfanis,

Pro Castris. Spółka Pro Juventute powstała w roku 1950, jej siedziba mieściła się

przy  via della Conciliazione IO, a  jej kapitał założycielski wynosił 900 tysięcy

lirów. Spółką kierowała osobistość watykańskiego świata interesów Luigi Mennini.

Tuż po powstaniu spółka Pro Juventute rozpoczęła

Ì40

background image

141

energiczną   działalność.   Od   kanoników   Premostratensów   zakupiła   ogromną

pięciopiętrową kamienicę, związaną z Akademią Sztuk Pięknych, położoną przy

via Urbana, u stóp  bazyliki  Santa  Maria  Maggiore  (w gruncie  rzeczy  Watykan

sprzedał nieruchomość sobie samemu). Uzgodniona cena wynosiła 52,5 miliona

tirów. Obecnie jednak ta sama spółka zadłużona jest wobec Stolicy Apostolskiej na

kwotę 63 milionów lirów.

Spółka Pro Infantia powstała także w 1950 roku, jej siedziba miała ten sam

adres i pozostawał ten sam zarząd. Nie ma dowodów na to, że prowadziła interesy

w samym Rzymie.

Spółka Pro Orfanis powstała pięć lat później. Również jej działalność miała

polegać na obrocie nieruchomościami. W gronie udziałowców jest jeden bardzo

znany - IOR. Spółka posiadała jeden hektar gruntu w Pineta Sacchetti (na wzgórzu

Monte Mario), który został zbyty w latach sześćdziesiątych rzecz INPDAI, który

stał się nowym akcjonariuszem.

Ostatnia z wymienionych spółek. Opus pro Castris - również utworzona w

1955 i posiadająca ten sam adres - natychmiast zakupiła czteropiętrową willę przy

via Monte Nevoso 8, w dzielnicy Montesacro. Zapłaciła za nią 10 milionów lirów.

Administratorką   willi   przeznaczonej   na   działalność   religijną   jest   siostra   Maria

Giuseppa Cinotti di Campobasso. Trzy la temu podjęto decyzję darowizny willi na

rzecz sióstr Świętej Rodziny z Bordeaux. Ale do tej pory siostry decyzji tej nie zre-

alizowały. Być może czekają na regulacje nowego konkordatu.

Powyższe   przykłady   wskazują   na   nieustanne   metamorfozy   spółek.   Chociaż

występuje tu majątek

należący do Watykanu, ale zarządzany Jest przez spółki, które faktycznie i prawnie

są spółkami włoskimi. A zatem powinny podlegać włoskiemu ustawodawstwu i

włoskiemu   fiskusowi.   Jednak   są   to   spółki   korzystające   z   tych   wszystkich

background image

uprawnień Jakie wynikają ze statusu spółek z o.o. Wśród dwustu tysięcy spółek

wpisanych do sądowego rejestru handlowego w Rzymie, ile z nich ma podobny

charakter?

Powyższa ilustracja przedstawia relacje Stolicy Apostolskiej wobec własnego

majątku zawartego w nieruchomościach,  a przecież analizie poddano wyłącznie

samo   miasto   Rzym   -   chociaż   jest   prawdą,   że   to   przede   wszystkim   w   stolicy

uformowało   się   przez   wieki   zjawisko   akumulacji   watykańskiego   bogactwa.

Gwarancje zawarte w artykułach konkordatu i ustawie wykonawczej z lutego 1929

zapewniają   w   odniesieniu   do   tego   majątku   godny   pozazdroszczenia   ustrój

legalnego obchodzenia przepisów podatkowych. Byłoby to do przyjęcia w sytuacji,

gdyby   Kościół   korzystał   z   tego   szczególnego   ustroju   prawnego   we   właściwy

sposób.   Prawdą   jest   bowiem,   że   nie   zdołałby   utrzymać   wspólnot   religijnych,

zakonów, klasztorów i monasterów, które same nie wytwarzaj ą zysku, a które -

przeciwnie   -   służą   "celom   społecznym"   poprzez   dobroczynność,   wspomaganie

ubogich, opiekę nad chorymi. Jednakże z chwilą, gdy Stolica Apostolska obraca

tym olbrzymim majątkiem i przez prawdziwe lub pozorne transakcje zmienia jego

przeznaczenie   wyłącznie   w   celach   spekulacyjnych,   podatkowy   raj   panujący   za

watykańskimi   murami   nie   ma   już   sensu.   Pobożne   siostry   zajmujące   się   nie-

produktywną dobroczynnością być może zasługują na spokój od podatków. Ale nie

powinno dotyczyć

142

143

to pobożnych sióstr, które na chybił trafił obracaj ą mili ardami.

Tygodnika 'Europeo z 7 stycznia 1977 podaje opracowaną przez dziennikarza

Ojetti listę wszystkich posiadłości kościelnych w Rzymie - nie tylko gruntów i

pałaców stanowiących własność Stolicy Apostolskiej, ale także i poszczególnych

zakonów; lista zajmuje bite siedem stron gazety. Wyniki opublikowanych przeze

background image

'Europeo ustaleń wywołują burzę i natychmiastową reakcję Stolicy Apostolskiej. L

'Osseratore  Romano  -  oficjalny   organ   Watykanu   -   atakuje   wprost   szczegóły

opracowania  Paolo  Ojetti   oskarżając   tygodnik   o   nieodpowiedzialne

skandalizowanie.   Jednakże   Z-  'Europeo  nie   pozwala   się   zastraszyć   i   publikuje

drugą   część   ustaleń,   również   autorstwa  Ojettiego,   zatytułowaną   "Finansiści

Świętego Piotra" (z podtytułem "Konta w watykańskich kasach"). Oto fragmenty

tej publikacji.  Być  może dlatego, że został opublikowany w przeddzień trzeciego

spotkania burmistrza Rzymu  Carlo Argana  z Pawłem VI, być może dlatego, że

poruszył parlament niezbyt zważający dotąd na rządowy slalom zapisów nowego

konkordatu w kwestiach podatkowych, być może dlatego, że radykałowie uczynili

ten   temat   przedmiotem   interpelacji   i   wniosków   -   faktem   pozostaje,   że

opublikowane  przez   L'Europeo  ustalenia   na   temat   watykańskiego   majątku   w

nieruchomościach wywołały ciąg interesujących reakcji: władze miejskie

zapowiedziały chęć dokonania spisu wszystkich watykańskich dóbr znajdujących

się   w   stolicy;   parlament   otworzył   oczy   na   pakiet   nowego   konkordatu;  L'Osse-

rvatore Romano chwycił za pióro i w dwóch gęsto zapisanych szpaltach w wydaniu

z 6 grudnia przedstawił stanowisko kurii wobec poczynań dziennikarskich, które

ośmielają się uchylać zasłonę skrywającą kościelne interesy: nasza praca - zdaniem

watykańskiej gazety -była dezinformująca, fałszywa, niekulturalna, siejąca zamęt,

nieodpowiedzialna, skandalizująca, antyklerykalna, niezręczna.

Aby uniknąć zbędnej polemiki słownej, przejdźmy do argumentów.

Zarzuty  L'Osservatore Romano  są następujące: że pomylono nieruchomości

Stolicy Apostolskiej, którym traktat z 1929 roku zapewnia "eksterytorialność", ze

wszystkimi  innymi   nieruchomości;  że   zbyt  pochopnie  stwierdzono,  iż  Watykan

posiada   kontrolę   nad   dobrami   należącymi   do   instytucji   kościelnych;   że

stwierdzono,   iż   Watykan   i   instytucje   kościelne   cieszą   się   nadmiernymi

przywilejami podatkowymi.

background image

Nie   ulega   wątpliwości,   że   jedną   sprawą   są   nieruchomości,   które   zostały

wpisane   do   treści   traktatów,   i   które   na   mocy   tego   cieszą   się   przywilejem

"eksterytorialności",   a   inną-   pozostałe   dobra   Stolicy   Apostolskiej   i   instytucji

kościelnych.   W   naszych   ustaleniach   zostały   one   faktycznie   odpowiednio

rozdzielone. Przytoczyliśmy nawet w tym względzie tekst samego traktatu wraz z

odnośnymi   przepisami   późniejszych   ustaw,   dodając   dla   rzetelności  palazzo   dei

"Convertendi"  przy  via della Conciliazione  (zgodnie z treścią not wymienionych

pomiędzy ambasadorami w 1937 roku), grunty i budynki

144

145

przylegające do willi Barbenni w Castelgandolfo (na mocy ustawy z dnia 21 marca

1950), grunty Radia Watykańskiego (około 541 ha pomiędzy  Ponte  Galeria  i via

Pontina,   co  w   istocie   było  dosyć   przesadnym  rozszerzeniem   działki,   wcale   nie

uzasadniającym   rozciągnięcie   przywileju   eksterytorialności   pod   tym   tylko   pre-

tekstem, że zamierzano zbudować tam ośrodek nadawczo-odbiorczy radia).

Fakt, że w ogóle mówiliśmy o nieruchomościach eksterytorialnych Watykanu

sprawił, iż L 'Osservatore Romano napisał, że Z, 'Europeo zachowuje się w sposób

niekulturalny   i   że   nie   ma   już   dzisiaj   nikogo   "kto   tak   naprawdę   pragnąłby

ponownego otwarcia kwestii rzymskiej" zamkniętej w 1929 roku na mocy owego

porozumienia   o   "odszkodowaniu"   w   wysokości   l   miliarda   (w   obligacjach

państwowych) i 750 milionów tirów (w odniesieniu do obecnych realiów byłoby to

około   2000   miliardów   lirów),   a   o   którym   to   porozumieniu   Pius   IX   mówił,   że

wyrażało minimum, tego co niezbędne.

Przez długi okres wiele środowisk katolickich zastanawiało się, co stanie się z

tą   sumą,   zapłaconą   Watykanowi   tak,   jakby   to   było   odszkodowanie   za   szkody

wojenne.   Jednakże   pominąwszy   to,  co   pisze  Z,  'Osservatore   Romano  na  temat

kwestii rzymskiej, nie wszystko jest do końca prawdziwe. 2 grudnia bieżącego

background image

roku, w trakcie dyskusji nad projektem ustawy  dotyczącej nowego konkordatu,

właśnie   pewien   chadek,  leader  prawicy   katolickiej,   szacowny  Giuseppe

Costamagna,  Piemontczyk, oświadczył: "Ja, jako katolik, domagam się zmiany w

traktacie, który został wymuszony na Mussolinim, jakby to była zamiana towar na

towar, a co do dzisiaj musi ciążyć na sumieniu: na wiele zgodzono się

w   konkordacie,   a   za   mało   w   traktacie.   Wobec   zmian   w   konkordacie   włoscy

katolicy winny domagać się, żeby zmiany wprowadzono również do traktatu, żeby

Stolica Apostolska otrzymała obszar godny jej wymagań, a w każdym razie nie

mniejszy od obszaru uznawanego jako minimum dla państw takich jak Księstwo

Monako i Republika San Marino, których tradycje historyczne są z pewnością dużo

mniejsze niż tradycje Stolicy Apostolskiej . Tylko w ten sposób można by zaradzić

niesprawiedliwości popełnionej w 1929 roku." Ta dosyć ekstrawagancka homilia

szacownego   Costamagna   została   nagrodzona   -   przy   pełnym   spokoju   ze  strony

L'Osservatore Romano - rzęsistymi oklaskami.

Zdaniem  L'Osservatore   Romano,  "niekulturalnych   zachowań"   dopuścił   się

także L'Europeo, gdy mówiąc o "Watykańskim imperium" dobra Stolicy Apostol-

skiej mylił z dobrami stanowiącymi własność mniejszych lub większych instytucji

kościelnych. A więc, w gruncie rzeczy, kto jest w rzeczywistości właścicielem tych

nieruchomości?   Jeżeli,   jak   utrzymuje   urzędowy   organ   Watykanu,   stanowią   one

oddzielną   własność,   to   należałoby   równocześnie   wznowić   dyskusję   na   temat

"spuścizny kanonicznej",

Weźmy, na przykład, "braci szarych", czyli kongregację braci miłosierdzia.

Kongregacja ta została rozwiązana na mocy dekretu wydanego przez Świętą Kon-

gregację Zakonów i Instytutów Świeckich z dnia 15 lutego 1972, a sam majątek,

zgodnie   z   prawem   kanonicznym,   przypadł   Stolicy   Apostolskiej.   A   mówiąc

konkretnie,   pod   skrzydła   Stolicy   Apostolskiej   przeszedł   ogromny   kompleks

usytuowany pomiędzy  via Tasso i viale  Manzoni. Aktem z 2 maja 1975 Stolica

background image

Apostolska

146

147

sprzedała   całość   spółce   Edif   zajmującej   się   obrotem   nieruchomościami,

kontrolowanej   przez   inną,   bliżej   nieokreśloną   panamską   spółkę,   za   cenę   l   ,05

miliarda lirów. Ale faktycznie już rok wcześniej spółka Edif przejęła budynek w

posiadanie.   Była   to   wprawdzie   szczególna   umowa   kupna-sprzedaży:   wraz   z

przedstawicielami Stolicy Apostolskiej, która na mocy prawa kanonicznego stała

się   właścicielką   majątku,   przy   akcie   było   obecnych   również   owych   kilku

pozostałych   "braci   szarych",   którzy   w   świetle   włoskiego   prawa   cywilnego   byli

ciągle jeszcze prawnymi właścicielami dopiero co rozwiązanego zgromadzenia. W

tym miejscu wypada zapytać, co się później stalo z owym miliardem.

Gdyby   prawdą   było   to,   co   utrzymuje   dzisiaj  L'Osservatore   Romano,

należałoby   przyjąć,   że   ów   miliard   został   podzielony   później   między

poszczególnych   braci.   W   rzeczywistości   jednak   znalazł   się   w   on   watykańskiej

kasie   na   zasadzie   wspomnianej   "spuścizny   kanonicznej".   Takie   spuścizny   mają

zatem   faktycznego   pośrednika   przekazywania   środków   pomiędzy   instytucjami,

które   Stolica   Apostolska   stara   się   na   próżno   przedstawiać   jako   podmioty

niezależne. I zadziwiające jest też, że takie przekazywanie środków nie podlega

żadnej kontroli ani opodatkowaniu.

Przypadków takich, jak sprawa "braci szarych", jest na pęczki. Ale istnieją też

inne formy maskowania się, jeszcze bardziej prymitywne. Na przykład jest regułą,

że   przedstawiciel   Stolicy   Apostolskiej   reprezentuje   "Miejsca   kultu   dla

katechumenów", "Miejsca kultu dla katechumenów i neofitów", "Religijny instytut

katechumenów i neofitów", "Religijny dom katechumenów i neofitów". Ta ostatnia

instytucja, która została

określona   jako   "instytucja   posiadająca   odrębną   osobowość   prawną"   działa   pod

background image

przewodnictwem "jego eminencji kardynała  Ugo Poletti,  generalnego wikariusza

jego świątobliwości papieża Pawła VI". Rok temu sprzedał on olbrzymi kompleks

budynków i ogrodów przy via  in Selci  bankowi  Credito Artigiano  z Mediolanu i

spółce  Nibbio,   za  kwotę   1,15   miliarda   lirów.   Biorąc   pod   uwagę,   że   plan

zagospodarowania   przestrzennego   zabrania   tworzenia   biur   w   tej   części

zabytkowego centrum miasta, dlaczegóż to Credito Artigiano tak się poświęciła i to

za   tak  znaczącą   kwotę?  Odpowiedź   Jest   prosta;   część   banku  Credito  Artigiano

pozostaje pod kontrolą Watykanu. Już w trakcie zgromadzenia wspólników w roku

1971 biskup Ferdinando Maggioni, podziękowawszy kierownictwu i pracownikom

za dobrą pracę, zapewniał, ze bank korzysta "z pomocy boskiej opatrzności".

Ten   sam   tryb   zwolnienia   z   opodatkowania,   który   stosowany   J  est  wobec

"spuścizny kanonicznej", chroni także spadki i darowizny, które spływają do kas

Watykanu. Dnia 26 czerwca 1974 Stolica Apostolska sprzedała utworzonej ad hoc

spółce   Delta   Tau   pięciopiętrowy   budynek   oraz   103   pomieszczenia   przy   via   di

Priscilla 14 za cenę 280 milionów  lirów. W jaki sposób  budynek przeszedł na

własność Stolicy Apostolskiej (która tym razem występowała jako Papieski Instytut

Dobroczynności)?   W   wyniku   legatu   siostry   Marii  della   Croce,  poprzednio

nazywającej   się  Valerla   Cavalieri,  w   sekretnym   testamencie   z  28   maja   1962,

złożonym   na   przechowanie   9   czerwca   1963   w   konsulacie   włoskim   w   Rio   de

Janeiro. Po śmierci siostry Marii spadek został zatwierdzony w 1969 roku przez

prezydenta Saragata

148

149

i natychmiast przyjęty przez Stolicę Apostolską. Wszystko to odbyło się całkowicie

gratis.

Część zabudowań pałacu della Dataria, ta która znajduje się na rogu via San

Vicenzo,  została sprzedana przez Stolicę Apostolską dnia 30 grudnia ł972turyń-

background image

skiej spółce komandytowej Dataria Sas (własność Roberto Palea i S-ka) za kwotę

170   milionów   lirów.   To   faktycznie   prezent.   Natomiast   Stolicę   Apostolską   nie

kosztowało   to   nic,   bo   dostała   go   29   lipca   1921   dzięki   pobożności  pani   Elviry

Mannoni Tobia, małżonki Francesco Rosi Bernardini. Żeby nie płacić podatku od

nieruchomości   miejskich,   który   zaczął   obowiązywać   od   stycznia   1973,   Stolica

Apostolska pośpiesznie się go pozbyła.

Przytoczmy  inne, te zupełnie świeże przykłady darowizn. Dnia 8 kwietnia

1975 niejaka Olga Zayo darowuje Stolicy Apostolskiej kompleks nieruchomości

przy  via   delle   Nespole  (w   dzielnicy   Centocelle).   Dnia   9   lipca   1976   Stolica

Apostolska,   występując   tym   razem   pod   etykietą   Administracji   Dóbr   Stolicy

Apostolskiej,   przyjmuje   darowiznę   działając   poprzez   biskupów  Giuseppe   i

Giovanni De  Andrea. Chodzi o mieszkanie mieszczące się na czwartym piętrze,

klatka schodowa A, numer mieszkania 12, przy via del Mascherino 12. Po "wysłu-

chaniu opinii Rady Państwa" dnia 21 lutego tego samego roku darowizna została

autoryzowana podpisami Leone i Cossigi. Ponieważ powołano się na przewidziane

w ustawie zwolnienia od podatków, jako że darowizna została dokonana na "cele

praktyki religijnej", uzasadnienie zostało bezkrytycznie przyjęte przez Leone, który

natychmiast   wydał   podpisane   przez   siebie   postanowienie.   Chcielibyśmy   się

dowiedzieć, czy prezydent

Republiki   Włoch   lub   Ministerstwo   Spraw   Wewnętrznych   są   nam   w   stanie

zagwarantować,   że   w   tym   mieszkaniu   na   czwartym   piętrze   wkrótce   zostanie

otworzone biuro parafialne lub przynajmniej ośrodek kontemplacyjny.

Dnia   6   sierpnia   1976   Stolica   Apostolska   przyjmuje   sporą   darowiznę

przekazaną przez rodzeństwo: Letizia, Giuseppina, Domitilla i Luigi Mollari. Jest

to działka o powierzchni 20 hektarów z zabudowaniami wiejskimi, znajdująca się

w   miejscowości  La   Mandria,  przy   ulicy   Laurentina   1351.   We   wniosku   o

zwolnienie od podatku podano to samo uzasadnienie. W stosunku do tej darowizny

background image

należy podkreślić jednak dwa nowe elementy. Pierwszy - że wycena rzeczoznawcy

jest   całkiem   nieoczekiwana:   zaledwie   500   milionów   lirów.   Drugi   -   że   decyzja

prezydenta Leone nakazuje Stolicy Apostolskiej odprzedać całość nieruchomości w

terminie do 5 lat. Bylibyśmy zainteresowani w otrzymaniu informacji, w oparciu o

jakie przepisy ma się odbyć ta sprzedaż? Jaką korzyść otrzyma Watykan, który

nieruchomość uzyskał nieodpłatnie? Jakie "praktyki religijne, nauczanie, działania

dobroczynne,   ewangelizacyjne,   uczynki   miłosierdzia"   będą   tam   kiedykolwiek

wykonywane, by można było w jakiś sposób uzasadnić uzyskane zwolnienie od

opodatkowania przyjętej darowizny?

W artykule wstępnym  L'Osservatore Romano  pisze też, iż "jest zjawiskiem

pozytywnym, że wiele instytucji religijnych - mimo wszelkich przeszkód i niedo-

godności,   a   także   uznania,   iż   przeniesienie   swojej   siedziby   do   innych   krajów

byłoby dla nich korzystniejsze -posiada ciągle jeszcze swoje domy w Rzymie".

Pominąwszy nieco grożący ton tej wypowiedzi, zawiera ona pewną nieścisłość:

żadna instytucja, mimo

150

151

"niedogodności" nie mogłaby opuścić Rzymu, jeżeli Stolica Apostolska nie dałaby

na to swojej zgody. I przy okazji: żadna instytucja religijna, pragnąca dokonać

transakcji   kupna-sprzedaży,   nic   może   tego   uczynić   bez   zezwolenia,   które   -   w

zależności   od   przypadku   -   wydawane   jest   przez   Stolicę   Apostolską   działającą

poprzez  Sacra congragatio clericis.  Sacra  congregatio  pro religiosis et  institutis

saecularibus, Istitito di Propaganda  Fide  lub w wyniku bezpośredniej i osobistej

interwencji któregoś z kardynałów.

Uzyskanie zezwolenia jest nie tylko obowiązkowe (co potwierdza naszą tezę

ścisłego powiązania, przynajmniej w zakresie administrowania majątkiem, pomię-

dzy instytucjami kościelnymi i Stolicą Apostolską), ale też i kosztowne. Gdyż aby

background image

otrzymać   potrzebne   zezwolenie   dana   instytucja,   kolegium,   instytut,   dom

dobroczynny musiałby - po łacinie -"pokornie błagać" Stolicę Apostolską przez

całą drabinę hierarchicznych pośredników, obficie uzasadniając swoje błaganie i

zapewniając, że gdzieś tam zupełnie pod spodem nie skrywa się inhonestos usus, a

nadto zapłacić około 200 tysięcy li-rów różnorodnych opłat libellarum italicarum.

Zatem   nie   jest   prawdą,   że   Stolica   Apostolska   nie   posiada   orientacji   w

interesach prowadzonych przez swoje instytucje. Tkwi w nich tak dogłębnie, że na

marginesie każdego z zezwoleń wpisuje, aby rzecz była całkiem jasna, że należy

pamiętać, że "ze wzglądu na swój specjalny charakter instytucji opierającej się na

publicznym  prawie   kościelnym"   nie   odpowiada   ani   finansowo,   ani   cywilnie   za

działania wnioskodawców i osób trzecich. Stolica Apostolska, uważa na przykład,

że formułka ta uwalniają od odpowiedzialności za naruszenia

prawa   budowlanego,   pojawiające   się   w   następstwie   ryzykownych   transakcji

dokonywanych przez swoje kongregacje.

Co   gorsza.   Stolica   Apostolska,   która   jednak   śledzi   przebieg   transakcji

prowadzonej przez daną instytucję kościelną, przestaje się zupełnie interesować

sprawdzeniem, czy zobowiązania podjęte przez tę instytucję zostały wypełnione.

Na przykład Szacowna Wspólnota Najświętszego Różańca z Besazio, zobowiązała

się   160   milionów   lirów,   otrzymane   ze   sprzedaży   dwóch   kamienic   z   ulicy

Sant'Andrea   delle   Fratte,  zainwestować   w   Rzymie.   Ale   "szacowni   bracia   z

Besazio" nie zainwestowali w Rzym ani lira. Czyżby dokonano tego w Szwajcarii.

W innych przypadkach (jak pałacyk w zaułku Scanderbeg) Stolica Apostolska

zastrzega  sobie,   że  w  razie  zaistnienia   jakichkolwiek  sporów,  celem  umknięcia

kłopotów i nieporozumień, jedynym właściwym sądem do ich rozstrzygania będzie

sąd watykański.

L'Osservatore Romano  szczegółowo informuje o przeznaczeniu uzyskanych

korzyści ze sprzedaży pewnego budynku przy  via dell'Umiltà, co ma  pokazać, w

background image

jaki sposób napływające do watykańskiej kasy pieniądze wykorzystywane są potem

na   godne   pochwały   społeczne   cele.   Z   tych   pieniędzy   (550   milionów   lirów)

sfinansowana   została   budowa   części   z   99   mieszkań   socjalnych   na   peryferiach

Acilia. Argument ten na niewiele się zdaje. Przede wszystkim nikt nigdy nie będzie

mógł wykazać, że właśnie te 550 milionów faktycznie na ten cel wykorzystano (w

owym czasie ten miłosierny gest wykonany był bez rozgłosu, a Stolica Apostolska

nie wysunęła zastrzeżeń wobec sprzedaży na rzecz

152

153

Banco di Roma). Po drugie, fakt ten naświetla zjawisko, powszechnie uznawane za

jeden   z   najbardziej   ważkich   problemów,   jakie   pojawiają   się   w   wyniku   zmiany

przeznaczenia   uprzednio   sprzedanych   przez   Watykan   nieruchomości.   Dawnych

lokatorów z ulicy dell'Umiltà odprawiono za odstępne. W miejscu ich mieszkań po-

wstaną   prawdopodobnie   jakieś   biura   wspomnianego  Banco   di   Roma.  Dawni

lokatorzy   przemienili   się,   nawet   jeżeli   nie   jest   to   przemiana   fizyczna,   w

dojeżdżający do centrum tłum - rezultat wymuszonej ucieczki poza obręb miasta

oraz postępującego wynaturzenia zabytkowego centrum.

Zamiast   przywdziewać   szaty   dobrego   filantropa,   dlaczego  L'Osservatore

Romano nie wspominało o wielkim budynku via della Dataria, sprzedanym agen-

cji informacyjnej ANSA? Oto dlatego, że budynek ten -jako "eksterytorialny" - nie

podlega wpisowi do ksiąg wieczystych, i przy jego sprzedaży Stolica Apostolska

nie zapłaciła podatku ani lira[...]

Gromy   rzucane   przez  L'Osservatore   Romano  miały   spopielić   tygodnika

'Europeo  zaledwie   w   tydzień   po   opublikowaniu   wyników   ustaleń.   A   jednak

szpalty, na których "wymieniano  z nazwiska" uczyniły swoje. Wszystkie nasze

tezy, potwierdzone analizą danych i dokumentów, pozostają aktualne. Watykańskie

imperium   jest   ciągle   przeogromne.   Gdy   pomyśleć,   że   ustalenia  L'Europeo

background image

ograniczały   się   tylko   do   Rzymu,   to   nie   sposób   wyobrazić   sobie,   jak   jest   w

pozostałej części Włoch. Przypadki przebudowy, zmian sposobów użytkowania i

remontowania biur, które poprzednio miały służyć celom religijnym, potwierdzają,

że doczesna władza Kościoła opiera się i rozprzestrzenia na tych

samych   układach:   to   właśnie   banki,   towarzystwa   ubezpieczeniowe,   kapitał

tradycyjnie zbliżony do kręgów kurii, wnoszą do kasy Stolicy Apostolskiej środki

potrzebne   na   wzmocnienie   jej   władzy   finansowej.   Nie   sposób   nie   gorszyć   się

faktem, że mimo nadejścia nowych czasów oraz pojawiających się w łonie samego

Kościoła presji i obaw o konieczność unowocześnienia. Kościół w gruncie rzeczy

zachowuje się według strategii typowych dla ponadnarodowej firmy. Gdy przyjdzie

dokonać   wyboru   pomiędzy   inwestycją   o   charakterze   miłosiernym   a   inwestycją

ukierunkowaną na zysk. Kościół preferuje tę drugą. Aby utrzymać i rozwijać swoją

władzę doczesną, Watykan nawet nie musiał zbytnio wysilać się, by wskazywać

drogę swoim hierarchom. Drogę tę wytyczały mu zawsze luki we włoskim ustawo-

dawstwie, podporządkowanie banków tradycji katolickiej, karygodna pobłażliwość

świata laickiego, całkowita bezużyteczność formalizmów w procedurach kontrol-

nych.

Po   opublikowaniu   drugiego   odcinka   ustaleń   tygodnika  L'Europeo  organ

Watykanu nie zareagował. Nie było trzeba. Rizzoli  Editore,  kontrolowane przez

loże masońską P2, zatroszczyło się, by szef tygodnika, Gianluigi Malega, uzyskał

natychmiastowe zwolnienie.

***

Dokonanie spisu i oszacowanie nieruchomości będących w posiadaniu Stolicy

Apostolskiej na terytorium

154

155

background image

Włoch   było   i   jest   nadal   przedsięwzięciem   niemożliwym.   Nieruchomości

odpowiednio wpisane do włoskich ksiąg wieczystych stanowią jedynie ich pewną

część; wicie z nich nie zostało zarejestrowanych, ponieważ Jak wiadomo, Watykan

jest państwem zagranicznym, co wywołuje określone skutki prawne.

Bezwzględność   i   pozbawiona   skrupułów   współczesna   działalność

praktykowana przez Kościół w transakcjach z nieruchomościami wcale nie różni

się tak bardzo od sytuacji opisywanej w L'Europeo w 1977 roku. Dosyć niedawny

przykład z lipca 1997. Oto podjęto decyzję o zamknięciu liceum im. Piusa  XII:

klasy jednej z najlepszych rzymskich szkół katolickich zostaną przekształcone na

pokoje czterogwiazdkowe-go hotelu. Hiszpańscy  misjonarze,  którzy  do tej pory

administrowali tą szkołą, tłumaczą decyzję spadkiem zapisów. Nauczyciele jednak

to dementują twierdząc, że zwolniono ich bezceremonialnie, w związku z czym

domagają się przeniesienia do innej placówki na terytorium rzymskiego wikariatu.

Watykan w tym przypadku twierdzi, że nie ma nic wspólnego z administrowaniem

byłego liceum. Dziwne, ponieważ aż do maja 1997 pensje nauczycieli i innych

pracowników   szkoły   przychodziły   bezpośrednio   ze   Stolicy   Apostolskiej.

Rozwiązanie   tego   rebusu   jest   proste:   w   perspektywie   jubileuszu   roku

dwutysięcznego staje się jasne,

że hotel wydawał się dużo bardziej dochodowy niż szkoła...

W czerwcu 1996 deputowani Pier Paolo Cento (Zieloni), Giorgio Mele (Ulivo)

i Donato Manfroi (Lega Nord) zwrócili się do ministra robot publicznych Antonio

Di   Pietro  z   zapytaniem,   jak   doszło   do   sytuacji,   w   której   IOR   "dokonał   już   w

Rzymie sprzedaży większej części własnych nieruchomości. Około 15 rodzin nie

mogło wykupić zajmowanych mieszkań, a stało się tak mimo podjętego przez IOR

zobowiązania, że nie sprzeda ich osobom z zewnątrz, nie potrzebującym lokali do

natychmiastowego   zamieszkania;   natomiast   dokonano   właśnie   takiej   sprzedaży

nabywcom, »z zewnątrz«, uprzywilejowując ich kosztem potrzeb dotychczasowych

background image

mieszkańców..."

Sprawa   dotyczy   zabudowań   z   ulicy  Casetta   MatteÌ439  (najdalsze

przedmieście Rzymu). Właścicielem budynku jest IOR, który w 1994 roku zdecy-

dował   się   sprzedać   go   osobom   prywatnym   wykwaterowując   wcześniej

dotychczasowych lokatorów, w dodatku skromnych emerytów. I tak dla 54 rodzin

zamieszkujących budynek rozpoczął się dramat.

Wielu lokatorów z Casetta Mattei udało się na via della Conciliazione l O, aby

prosić kierownictwo  IOR o  wycofanie  się z  tej decyzji. Przyjął  ich  Beniamino

Pintus, od września 1994 pełniący funkcję

756

757

jedynego   członka   zarządu   spółki   SGIR   (zajmującej   się   administrowaniem

budynków w Rzymie). Ale Pintus nie miał kompetencji, żeby zmieniać decyzje

kierownictwa   IOR.   Wykwaterowani   zwrócili   się   zatem   pisemnie   do   burmistrza

(byłego radykała i antyklerykała) Francisco Rutelli. Oto fragmenty wystąpienia:

W 1978 roku szukaliśmy bezpiecznego mieszkania i dla 54 rodzin wydawało

się nader szczęśliwym zbiegiem okoliczności, kiedy dowiedziały się, że prawdzi-

wym właścicielem był IOR. Dottor Mingoli, administrator, głęboko zapewniał, że

instytucja należąca do Watykanu nigdy mieszkań nie sprzeda... Wprowadziliśmy

się do budynku, mimo że mieszkania nic były jeszcze całkowicie wykończone, i

tak już pozostało, a z czasem było coraz gorzej. Budynek to blok z betonu, gdzie

pordzewiałe żelazne konstrukcje wystają na zewnątrz, a garaże, piwnice i szyby

wind zalewane są przy każdym deszczu...

Różnorodne   ekscelencje   z  IOR   -  zdając   sobie   sprawę,   że   aby   poprawić

warunki,   należałoby   wydać,   na   remont   co   najmniej   2,5   miliarda   lirów   -

postanowiły w 1994 roku mieszkania sprzedać (po 265 milionów każde). Nie dało

się nic zrobić, żeby ze sprzedaży zrezygnowano, ale wynegocjowano obniżkę 25

background image

procent   ceny.   Sprytnie   w   umowach   sprzedaży   narzucono   nabywcom   klauzule,

zgodnie   z   którymi   koszty   zaszłości   oraz   remontu  budynku   musieli   ponieść   oni

sami.   Innym   zobowiązaniem,   podjętym   przez   IOR   w   obecności   komitetu

lokatorów, było to, że w mieszkaniach zostaną ci lokatorzy, których nie stać na

wykup mieszkań, tj. emeryci,

inwalidzi itd. A mimo to sprzedano wszystko, z wyjątkiem mieszkania portiera i

dwóch pracowników...

IOR   inkasował   czynsze   zarabiając   miliardy,   żeby   później   sprzedać   te

mieszkania z gipsu i betonu po 200 milionów lirów, co daje łącznie 11 miliardów.

Akty notarialne zawierają narzucone przez nich warunki, bo i notariusz jest ich.

Nikt nie może zaproponować innego notariusza, zresztą i tak inny notariusz nie

zgodziłby się spisać takiego aktu, bo przecież nie istnieją do tej pory, odnośnie tego

budynku,   żadne   wpisy   do   ksiąg   wieczystych....   Papież,   kardynał   Ruini   i   inne

osobistości   zalecają   nowemu   rządowi   chrześcijański   szacunek   i   wspomaganie

rodzin, podczas gdy oni sami eksmituj ą własnych lokatorów...".

Listy, podania i prośby nic nie zmieniają, również dlatego, że ich echo nie

dociera do wyciszonych i komfortowych mieszkań kardynałów - zarówno tych za

murami  watykańskimi jak i tych w mieście. Faktem jest, że IOR jest w sumie

jednak bankiem, i jako taki musi realizować zysk. Zysk "święty" zgodnie z zasa-

dami doczesnych praw. Finansiści świętego Piotra dążą do tego zysku, jak gdyby

chodziło o nakaz jedenastego przykazania.

158

159

background image

Zloty cielec w kościelnej nawie

W październiku 1995 prokuratura w Neapolu wszczyna śledztwo  w  sprawie

działań kurii i 380 miejsc kultu rozsianych w całym regionie Kampanii i najbliż-

szych okolicach. Trzynaście kościołów - bez uprzedniego otrzymania zezwolenia

na zmiana przeznaczenia obiektu - zmieniło faktycznie rodzaj działalności: w ich

wnętrzu   nie   odbywa   się   już   praktyk   religijnych,   ale   reperuje   lub   garażuje

samochody, sprzedaje bądź magazynuje towary albo przy muzyce prowadzi kursy

gimnastyki.“.   Zasady   przeznaczenia   obiektu   określone   w   kodeksie   cywilnym   z

1939 roku obowiązują do dzisiaj. Przepisy te przewiduj ą sankcje za naruszenie

zakazu przeznaczania dóbr o charakterze

161

religijnym,   artystycznym   i   zabytkowym   na   cele   nie   odpowiadające   ich

charakterowi.

Prokuratorzy neapolitańscy zajmujący się tym skandalem - prokurator Vicenzo

Piscitelli  i   zastępca   prokuratora  Raffaele   Greco   -  postawili   zarzut   popełnienia

przestępstwa polegający na nadużyciu funkcji i uzyskaniu korzyści osobistych. Na

liście   podejrzanych   znalazł   się   również   biskup  Raffaele  Petrone,   ekonom

miejscowej kurii.

Szef prokuratury otrzymuje w tej sprawie list protestacyjny podpisany przez

kardynała  Michele Giordano,  który zaciekle broni stanowiska kurii; żąda wręcz

zawieszenia postępowania nazywając je inicjatywą bez precedensu, która przeczy

zasadom   i   przepisom   wynikającym   z   prawa   konkordatowego,   po   czym   grozi

nagłośnieniem   sprawy   aż   do   uczynienia   z   niej   kwestii   stosunku   państwa   do

Kościoła,   kierując   jednocześnie   formalny   komunikat   do   Stolicy   Apostolskiej,

uprzednio już o sprawie powiadomionej.

background image

Odpowiedź prokuratora Vicenzo Piscitelli jest stanowcza: "Nie jest prawdą, że

zostały naruszone postanowienia konkordatu. Dobra kulturowe Kościoła podlegaj ą

faktycznie   ustawodawstwu   włoskiemu.   Kuria   z   dużym   uprzedzeniem   została

poinformowana o środkach podjętych przez prokuraturę, a funkcjonariusze policji,

którzy towarzyszyli biegłym dokonującym oględzin w miejscach kultu, przybywali

tam po otrzymaniu zgody władz kościelnych. Kardynał dobrze o tym wie. A winien

wiedzieć   również   i   to,   że   kilka   miesięcy   wcześniej,   piony   ekonomiczne   kurii

pobrały czynsz za kilka kościołów zamienionych na biura".

Biorąc pod uwagę sporą liczbę miejsc kultu, których przeznaczenie zostało

zmienione,   śledztwo   zapowiada   się   długie   i   żmudne.   Prokuratura   w   Neapolu

zamierza ponadto także sprawdzić, czy znajdujące się w kościołach dzieła sztuki

zostały skatalogowane i są odpowiednio strzeżone. Tymczasem w wielu kościołach

nadal odpłatnie naprawia się silniki, dokonuje transakcji handlowych i prowadzi

zabawę w stylu disco dance... Być może tak być musi, bo sam kardynał Michele

Giordano jest bardzo nowoczesnym prałatem: "Musimy przejść na takie same fale

co   młodzi   ludzie...   najważniejsze   jest   to,   by   udało   się   nam   przekazać   nasze

nauczanie w ich własnym języku... A oni rozmawiaj ą przy muzyce" - stwierdził.

W maju 1996 kardynał miał odwagę zorganizować coś, czego w Europie jeszcze

wcześniej   nie   dokonano   -   na   inaugurację   synodu   biskupów   poświęconego

problemom młodzieży przedstawiono wielki happening na świeżym powietrzu. W

trakcie tego Woodstock w Neapolu sam kardynał ponoć pogodnie się uśmiechał,

kiedy

762

163

pewna   brunetka   z  zespołu  Baraonna  poruszała   rytmicznie   pępkiem  widocznym

między częściami białego kompleciku w stylu Saint Tropez.

A   pomiędzy   koncertami   i   wynajmowaniem   kościołów   kardynał  Giordano

background image

zajmował się jeszcze biznesem: w październiku 1997 neapolitańska kuria weszła w

spółkę z firma Fiat Engineering, Banca di Roma, Banco di Napoli i z firma Crediop

celem utworzenia strefy przemysłowej Interporto w Noia. Ta "boska inwestycja" o

wartości 300 milionów lirów ma dać w przyszłości wspaniale owoce. Przewiduje

się, że do roku dwutysięcznego strefa Interporto stanie się jednym z ważniejszych

węzłów przeładunkowych w handlu towarami w regionie Kampania.

Na   początku   roku   1998   nazwisko   przedsiębiorczego   kardynała  Michele

Giordano pojawi się w związku z aferą stosowania lichwy. Rzecz została odkryta

przez  Gazzetta del Mezzogiorno,  która 11 lutego opublikowała artykuł na temat

postępowania   prowadzonego   przez   prokuratora   państwowego   z   Lagonegro

(prowincja  Potenza) Michelangelo  Russo. W sprawę miałoby być zamieszanych

wielu przedsiębiorców z regionu Puglia, z Lucca i z Kampanii, a wśród nich także i

brat dostojnego prałata - Mario Lucio Giordano. Według dziennika z Bari policja

skarbowa miała skonfiskować kilku lichwiarzom czeki (na kwotę

70 milionów  lirów) podpisane  przez  kardynała i wystawione  na nazwisko  jego

brata.   Z   tego   powodu   kardynałowi   miałby   być   postawiony   przez   prokuratora

zarzut, co podobno zostało autorytatywnie potwierdzone przez śledczych i źródła

urzędowe.   Hałas   spowodowany   tą   sprawą   uciszono   w   ciągu   doby.   Prokurator

generalny   z  Potenza  -  Pasquale   Cristiani  -   po   prostu   zdementował   fakt,   że

prowadzone jest postępowanie przeciwko wysokiemu prałatowi. Zapytywany przez

dziennikarzy,   nie   negował   wprawdzie   istnienia   czeków,   ale   uzasadnił   je

pożyczkami na rzecz brata i przeznaczonymi na remont domu rodzinnego oby-

dwóch braci Giordano w Sant'Arcangelo.

W czasie gdy w diecezji neapolitańskiej kościoły wynajmowane sana cele nie

mające   nic   wspólnego   z   życiem   duchowym,   w   skali   kraju   miejsca   kultu   są

obdarowywane wspaniałomyślnymi przywilejami udzielanymi Watykanowi przez

włoskie   państwo.   Rzecz   zdarzyła   się   w   lutym   1996.   Wbrew   przepisom

background image

obowiązującej ustawy z 1939 roku o dziełach sztuki (ustanawiającej obowiązek

nadzoru państwa nad spuścizną artystyczną niezależnie od tego, kim jest właściciel

dzieła sztuki) 113 kościołów nieocenionej wartości architektonicznej i artystycznej

zostało przekazanych pod nadzór Watykanu, co praktycznie oznacza, że zostały

podarowane Stolicy Apostolskiej.

164

165

W przekazach kościelnych i miejscach kultu znajdują się dzieła takich twórców,

jak: Caravaggio, Fontana, Rafael, Reni, Rubens, Bernini, Domenichino.

Podstawą   udzielonego   przez   państwo   przywileju   były   ustalenia   nowego,

podpisanego   w   1985   roku,   konkordatu,   który   okazał   się   dla   Kościoła   bardziej

wspaniałomyślny   niż  konkordat   z   1929   roku,   i   z   tego   powodu   krytykowanego

przez   historyków   sztuki,   intelektualistów,   prawników   i   organizacje   ekologiczne

(np. Italia Nostra). Nieroztropne przywileje na korzyść parafii uzasadniane są tym,

że   nadzór   nad   majątkiem   znajdującym   się   w   miejscach   kultu,   kosztowałby

instytucje państwowe zbyt dużo i że Kościół może to zadanie wypełniać lepiej.

Przekazanie własności przez państwowy Fundusz Budynków Wyznaniowych

(FEC) na rzecz parafii nie budził sprzeciwu rzymskiego konserwatora zabytków

Claudio Strinati,  który oświadczył, że zjawisko go nie niepokoi, bowiem dzieła

sztuki znajdujące siew kościołach przekazanych Watykanowi zostały całkowicie

skatalogowane.   Ale   optymizmowi   konserwatora   zaprzecza   rzeczywistość:

zgłoszenia kradzieży dzieł sztuki w kościołach są częste. Wystarczy przypomnieć,

tytułem przykładu, że w październiku 1995 nawet z sal watykańskich, w trakcie

obchodów siedemnastej rocznicy pontyfikatu Jana Pawła II,

zniknęło z siedziby papieskiej Komisji ds. Dóbr Kultury, mieszczącej siew pałacu

della Cancellerìa, czternaście płócien z XV wieku, a wśród nich dzieła Belliniego i

Sebastiano   del  Plombo.   Komisja   działająca   pod   przewodnictwem   arcybiskupa

background image

Francesco Marchisa-no została utworzona przez papieża w 1993 roku właśnie w

celu lepszego nadzoru nad artystyczną spuścizną Watykanu...

Inny   przykład:   w   marcu   1996   w   miejscowości   Montecchio  Precalcino,  w

pobliżu  Vicenzy,  z   muzeum   parafialnego   zniknęło   około   osiemdziesięciu   dzieł

sztuki.   Proboszcz  Augusto   Pianalto  zdradził   później   karabinierom,   że   sprzedał

dzieła, żeby spłacić dług bankowy w wysokości 600 milionów lirów, zaciągnięty

na odrestaurowanie kościoła.

Kolejny   z   wielu   przykładów,   w   jaki   sposób   strzeżone   są   dzieła   sztuki   w

miejscach kultu religijnego, dowodzący jak bardzo zdane są one na przypadki losu.

We Florencji w maju 1997 z wnętrza starego i wspaniałego pałacu - przekazanego

w 1986 roku przez markizę Francesca Martelli (ostatnią spadkobierczynię starego

rodu kupców i mecenasów) na rzecz wyższego seminarium duchownego - zniknęło

wiele przedmiotów sztuki i obrazów stanowiących imponującą kolekcję. Klucze

pałacu otrzymał Paolo Piovanelli, brat Silvana - kardynała toskańskiej stolicy.

166

167

Stwierdzono,   że   zaraz   po   przejęciu   obiektu   w   1987   roku   wyższe   seminarium

duchowne usiłowało sprzedać cały pałac wraz ze zbiorami  sztuki, ale sprzedaż

okazała się niemożliwa, bowiem przedmioty sztuki i obrazy zostały skatalogowane

i sklasyfikowane jako stanowiące nieodłączne wyposażenie całego obiektu. Paolo

Piovanelli - sam to zeznał wobec sędziego Gaetano Magnelli - w okresie od 1990

roku wielokrotnie otwierał pałacowe sale handlarzom dzieł sztuki i innym osobom

zainteresowanym "niemożliwym zakupem". Po czym eksponaty i obrazy ulotniły

się.  Piovanelli i  kilku antykwariuszy stanęło przed sądem, a i sam wysoki prałat

także będzie się tam musiał tłumaczyć.

Według   biskupa  Alessandro   Maggiolini   z   Como  "pieniądze   z

ośmiopromilowego   funduszu   nie   są   wykorzystywane   przez   Kościół   katolicki

background image

wyłącznie na uposażenie księży, ale także na utrzymywanie zabytków artystyczno-

religijnych... »Pensja« księdza wynosi około miliona dwustu do miliona trzystu

tysięcy lirów. Gdyby państwo miało płacić tylko za zabytki i dzieła sztuki, których

oni strzegą i które odnawiają, to i tak państwo musiałoby wydać o wiele więcej...".

Być może, iż państwo włoskie naprawdę w ten sposób oszczędza, ale faktem

jest, że przekazanie obowiązku strzeżenia narodowej spuścizny artystycznej

na rzecz Kościoła, przypomina nieco historię Poncjusza Piłata...

*+*

Powyżej   pokazano,   że   kościoły   nie   pozostają   wyłącznie   miejscem   kultu

religijnego, ale także miejscem prowadzenia zgoła pogańskiej działalności, a także

miejscem,   skąd   w   bardzo   łatwy   sposób   można   skraść   artystyczne   skarby.   A

czasami są także ostatnim miejscem spoczynku papieży, kardynałów i biskupów -

ale nie tylko ich.

Gazety z l O lipca 1997 poinformowały na przykład, że w krypcie wspaniałej

bazyliki  Sant'Apollinare, w najbliższym sąsiedztwie dosyć centralnie położonego

placu Navona w Rzymie, leży trumna z prostym napisem Enrico De Pedis, bez daty

urodzenia ani śmierci, ani żadnej innej informacji.

Kim był ów Enrico De Pedis? Nie ma go wśród świętych, ale był za to dość

znany   w   kręgach   rzymskiej   policji,   zwłaszcza   pod   pseudonimem   Renatino.   De

Pedis   był   faktycznie   bossem   cieszącej   się   ponurą   sławą   bandy   z   Magliana

tworzącej przestępczy holding pod przywództwem Pippo Calo, kasjera mafii, która

osiadła   w   Rzymie   w   latach   siedemdziesiątych.   De   Pedis   działał   także   pod

fałszywymi nazwiskami:

Ì68

169

Mario   Aglialoro   i   Mario   Salamandra.   Po   sporej   serii   ciężkich   przestępstw   (od

background image

udziału w związku przestępczym - do handlu narkotykami, od nielegalnego po-

siadania broni - do korupcji, od napadów z bronią -do zabójstw) pod koniec 1983

roku   De   Pedis,   szef   bandziorów   z   dzielnicy  Testaccio-Trastevere,  skończył   w

kajdankach.   Mimo   że   popełnione   przez   niego   czyny   były   szczególnie   ciężkimi

przestępstwami, po kilku latach Renatino wrócił na wolność i rozpoczął na nowo

swoje przestępcze życie. Aż do 2 lutego 1990, kiedy to, w Rzymie  na  via del

Pellegrino,  został   zabity   przez   konkurencyjną   bandę.   Na   jego   pogrzebie,

odprawianym przez biskupa  Piero Vergari,  byli obecni członkowie rodziny i ci z

jego   przyjaciół,   którzy   nie   musieli   się   chronić   przed   czujnym   okiem   policji.

Trumna   z   ciałem   zmarłego   bossa   została   następnie   pogrzebana   na   cmentarzu

Verano.

9   lipca   1997   deputowany   Mario   Borghezio   kieruje   do   ministra   spraw

wewnętrznych   zapytanie   parlamentarne   o   powody,   dla   których   znany   gangster

Enrico  De  Pedis  spoczywa w  bazylice  Sant'Apollinare. "To kardynał  wikariusz

Ugo   Poletti   -  wyjaśnia  Angelo  Żarna   z   biura   prasowego   wikariatu   -   udzielił

zezwolenia na pogrzebanie De Pedisa, na wniosek biskupa Piero Vergari, który był

wtedy rektorem bazyliki". Chodzi zatem o tego samego prałata, który

na   pogrzebie   udzielił   ostatniego   błogosławieństwa   zamordowanemu   bossowi   z

dzielnicy Testaccio-Trastevere.

Ale  z   jakiego   powodu   ciało   De   Pedisa   zostało   przeniesione   z   cmentarza

Verano do  krypty w sławnej bazylice, dlaczego zgodzono się na przywilej, który

-zgodnie   z   prawem   kanonicznym   -   przysługuje   wyłącznie   biskupowi   Rzymu,

kardynałom i biskupom z diecezji? Zastanawia się nad tym także i rektor  Marco

Porta,   który   zastąpił   biskupa  Vergari  po   przeniesieniu   go   decyzją   władz

kościelnych.

-Nie znam powodów, dla których  ten  człowiek został tu pogrzebany - tylko

tyle mógł oświadczyć ksiądz Porta. - Gdyby prawdą było to, co się o De Pedisie

background image

mówi, byłaby to sytuacja kłopotliwa...

W   związku   z   tym   arcybiskup   z   Rawenny   -   Ersilio  Tonini  stwierdza:   -   Z

pewnością osoba ta dała dowody głębokiej skruchy. Nie jest możliwe, aby stało się

to ze względu na polecenie lub sympatię, tym bardziej że wszyscy wiedzą, jak

ostrożny był kardynał Poletti...

W   następstwie   tych   kontrowersji   ciało   bandyckiego   bossa   zostanie

przeniesione na cmentarz komunalny.

Szkoda,   że   De   Pedis   aż   do   kresu   swojego   życia   poświęcał   się   przestępczej

działalności i że

170

171

materialnie   nie   miał   czasu   na   wykazanie   skruchy   w   chwili   śmierci.   Zmarł   też

wszechpotężny prałat Ugo Poletti (w lutym 1997 - w wieku 87 lat).

Według   dziennika   .Ł  'Unita  rozwiązanie   tej   gorszącej   tajemnicy   tkwi   w

układzie na styku polityki i religii: "W szczególności jeżeli chodzi o zabójstwo

Pecorelliego w 1979 roku prokuratura w Perugii podejrzewała istnienie ścisłych

kontaktów   pomiędzy   bandą   z   Magliana,  Cosa   nostra  i   politycznymi   kręgami

Rzymu, skupionymi wokół Giulio Andreottiego i Claudio Vitalone. Według zeznań

kilku skruszonych mafiosów, Pecorelli został zamordowany przez ekipę, do której

należeli ludzie z Magliana i płatni mordercy z Cosa nostra. W świetle związków z

1990   roku   pomiędzy  Giulio   Andreottim   i  kardynałem  Ugo  Polettim,   szarą

eminencją watykańską, prokuratorzy z Perugii winni przeanalizować informacje na

temat przeniesienia ciała Renatina do wspomnianej bazyliki. Ścisłe związki między

nimi   dwoma   znaj   duj   ą   potwierdzenie   w   aktach   znajdujących   siew   archiwum

komisji   parlamentarnej   badającej   sprawę   Loży   P2.   No   bo   niby   dlaczego   taki

kryminalista jak De Pedis zostaje pochowany obok kardynałów i męczenników?

Może   chodzi   o   przysługę   Polettiego   dla   Andreottiego,   który   w   1990   roku   był

background image

jeszcze człowiekiem posiadającym we Włoszech największą władzę?".

Począwszy   od   roku   1991   bazylika  Sant'Apollinare   korzysta   ze   statusu

eksterytorialności.   Wtedy   właśnie   została   ona   powierzona  Opus   Dei,  religijnej

organizacji z siedzibą w Hiszpanii, cieszącej się dużą atencją w kręgach "czarnej

arystokracji"   Rzymu.   A   znanym   jest   też   fakt,   że   banda   z   Magliana   miała   po-

wiązania   nie   tylko   ze   służbami   specjalnymi,  ale   i  z   kręgami   faszystowskimi.

Dlaczego zatem bazylika, gdzie przechowywane są dzieła sztuki, a więc miejsce

znajdujące się pod ochroną państwa, została powierzona zagranicznej organizacji?

172

173

background image

Kruchta, handel, zysk

Bohaterowie katolickiego lobby

Upadek   Muru   Berlińskiego   otwarł   nowe   możliwości   na   arenie

międzynarodowej polityki. Wraz z rokiem 1989 "rewolucja" nastąpi również w

dziedzinie finansów Stolicy Apostolskiej.

Jan Paweł II decyduje się w końcu odesłać na emeryturę prezesa IOR - Paula

Casimira Marcin-kusa i wprowadzić zmiany w watykańskim banku. Zarządzanie

IOR   zostaje   powierzone   międzynarodowej   grupie   ekspertów   finansowych

pracujących pod kierownictwem Włochów:  Angelo Caloia  (prezesa)  i Giovanni

Bodio (dyrektora generalnego). Starając się poprawić wizerunek będący skutkiem

wielu lat finansowego piractwa trójcy: Marcinkus-Sindona-Calvi,

777

kierownictwo   IOR   zostaje   powierzone   mediolańczykowi   Caloia,   wykładowcy

ekonomii   uniwersytetu   katolickiego   w   Mediolanie,   pełniącemu   niegdyś   funkcję

prezesa banku  Mediocredito Regionale Lombardo,  a także jednemu z głównych

dysponentów banku Cassa di Risparmio delle Provincie Lombarde.

Jednak dekady dwuznacznych i mrocznych afer, których aktorem był IOR za

czasów Sindony, rzucają nadal cień na lata dziewięćdziesiąte. Nie mogłoby być

inaczej:   Kościół   jest   ciągle   świątynią   zamieszkałą   przez   kupców,   i   bardziej

poświęca się władzy doczesnej niż sprawom duchowym.

We wrześniu 1992 światowe rynki walutowe przeżywają wstrząs w wyniku

spekulacyjnego zamętu,  który znawcy ekonomii  określają mianem "walutowego

Czernobyla". Włoski lir szczególnie ucierpiał na tym wyjątkowo mocno, i w czasie

background image

gdy niemiecka marka pnie się do góry, rząd  Amato  zmuszony jest zadekretować

siedmioprocentową dewaluację lira w odniesieniu do  innych walut europejskiego

systemu monetarnego.

Zanim jeszcze walutowy kryzys się zakończy, wielki mistrz Włoskiej Loży

Wielkiego Wschodu -  Giuliano  di  Bernardo  oskarża Watykan i środowiska ka-

tolickie (a w szczególności Opus Dei) o aktywne współuczestnictwo w działaniach

spekulacyjnych wymierzonych przeciwko lirowi.

Oskarżenia Di Bernardo poszły nawet jeszcze dalej, wielki mistrz włoskiego

wolnomularstwa   stwierdza,  że  Opus  Dei  miałby   "jak  polip  przeniknąć   do  mię-

dzynarodowej  fìnansjery a  nawet do finansjery włoskiej" i jako przykład podaje

nazwiska  prezesa  fìrmy  Montedison  -  Giuseppe  Garofano,  państwowego  bojara

Ettore Bemabei i bankiera rozlicznych interesów Gianmario Roveraro.

Watykański "minister skarbu" - kardynał Castillo Lara, ostro sprzeciwił się

oskarżeniom wysuniętym przez mistrza loży: "Nie wymienialiśmy środków, któ-

rych nie posiadaliśmy" ; ale gazety potwierdziły, że IOR zadbał o nabycie, jeszcze

przed dewaluacją, ogromnych kwot w markach niemieckich  Ì  nalegał, aby jego

klienci - przede wszystkim zakony - wzorowały się na tym przykładzie.

W   roku   1993   w   Turynie   braciom  Stefano   i   Pietro   Paolo   Marenda  został

postawiony   zarzut   uczestniczenia   w   korupcji.   Pierwszy   jest   byłym   sekretarzem

generalnym   organizacji   Unitalsi   (włoskiego   związku   transportowego,

prowadzącego przewozy chorych do Lourdes i do sanktuariów włoskich), a drugi

jest "szlachcicem przy jego świątobliwości" oraz doradcą watykańskiej prefektury

spraw gospodarczych.

Śledztwo,   prowadzone   przez   prokuratora  Stefano   Ferrando,  dotyczyło

domniemanej łapówki

178

779

background image

w wysokości 250 milionów lirów, zainkasowanej w lipcu 1990 przez chadeka Vito

Bonsignore  (pro-konsula   z   kręgu   Andreottiego   w   Piemoncie)   wpłaconej   przez

przedsiębiorstwo budowlane Gilardi (którego bracia Marendo byli założycielami)

za przyznanie im zlecenia o wartości 40 miliardów na wykonanie robót w nowej

siedzibie turyńskiego instytutu Galileo Ferraris.  Stefano Marenda  okazał się być

właścicielem   konta   prowadzonego   w   watykańskim   banku   APSA,   na   którym

rzekomo złożona była łapówka przekazana Bonsignore.

Podejrzenia o korupcję ciążące na braciach Marenda w okolicznościach, które

wskazują,   że   zamieszana   w   sprawie   zostaje   także   struktura   watykańska,

spowodowały ostrą reakcję ze strony byłego prezesa Unitalsi i wikariusza Rzymu

kardynała  Ugo   Po-letti.  Wykluczył   on   kategorycznie   jakiekolwiek   zjawiska

korupcji, w czasie gdy zarządzał diecezją.

W tych latach organizacja Unitalsi nawet nie otarła się o podobne posądzenia -

grzmiał. -Wszystkie one pojawiły się dopiero później.

Według   wielu   osób   autoobrona   Polettiego   nie   była   niczym   innym   jak

brutalnym atakiem na kardynała Camillo Ruini, następcę Polettiego na stanowisku

wikariusza Rzymu i prezesa rzymskiej Unitalsi.

Prowadzone   przez   turyńską   prokuraturę   postępowanie   umorzono   w   marcu

1994, postanowieniem podpisanym przez prokuratora  Ferrando,  który rozgrzesza

braci   Marenda   stwierdzając,   że   "na   koncie   bankowym   prowadzonym   w

watykańskim   banku   APSA   nie   zostały   złożone   kwoty   łapówek,   ale   prezenty

turyńskiego budowniczego Gilardi dla osób prywatnych w związku ze zleceniami,

którymi interesował się rzymski oddział firmy Gilardi".

Również   Vito   Bonsignore   z   kręgu   Andreottiego   wyjdzie   bez   szwanku   ze

śledztwa w sprawie łapówek za zlecenie wykonania nowej siedziby instytutu Gali-

leo Ferraris. Niemniej  zostanie skazany na dwa lata więzienia za łapówki przy

budowie szpitala w Asti, a wraz z nim, autor tego pomysłu Grassetto Alessandro

background image

Sodano, brat watykańskiego sekretarza stanu kardynała Angelo Sodano.

W styczniu 1994 wybucha skandal  gigantycznej łapówki firmy Enimont. W

sprawę   zamieszany   jest   Watykan,   bowiem   do   kas   IOR   miało   trafić   około   110

miliardów w papierach wartościowych, przeznaczonych na opłacenie łapówek dla

decydentów politycznych. Ich spieniężeniem miał się ponoć zajmować dziennikarz

ANSA z kręgu Andreottiego i były członek Loży P2 - Luigi Bisignani. Po dotarciu

"czarnych walorów" do kas IOR, watykański bank miał

180

181

dokonać   całej  seni  przelewów   do   banków   włoskich,   szwajcarskich   i

luksemburskich.   Na   te   nowe   podejrzenia   IOR   zareagował-   oburzonym   głosem

kardynała Castillo Lara: "Należy pamiętać, że trzy lata temu Feruzzi uważani byli

za osoby godne poważania i uczynne. A przelewy za granicę uznawano za zwy-

czajne operacje bankowe. Adresatami były skróty literowe i liczby, a nie osoby

fizyczne.  Gdyby  jako właścicieli  kont  wskazano  nazwiska   takie  jak  Craxi albo

jakieś inne, np. Forlani, być może pojawiłoby się jakieś podejrzenie".

Watykański   "minister   skarbu"   nie   waha   się   użyć   nazwisk   tych   dwóch

polityków, uznawanych uprzednio przez Stolicę Apostolską jako "szacownych": w

1986 roku z okazji drugiej rocznicy podpisania nowego konkordatu, Bettino Craxi

i Arnaldo  Forlani zostali uhonorowani papieskim tytułem "kawalerów Wielkiego

Krzyża".

W  trakcie  procesu  o  gigantyczną  łapówkę  w aferze   Enimont,  pojawiła  się

również kwestia uczestnictwa watykańskiego banku i uwagę sądu zwróciła pobrana

przez   IOR   prowizja   za   spieniężenie   walorów   użytych   w   transakcji.   Według

"oficjalnego  płatnika"   firmy   Montedison,  Carlo  Sama,   papieski   bank  doskonale

orientował   się,   co   do   korupcyjnych   implikacji   operacji   zleconych   przez

Bisignaniego, a okoliczność

background image

tę potwierdzała wielkość zażądanej przez IOR prowizji, rzędu dziesięciu miliardów

lirów, o wiele przewyższającej koszt zwyczajnej operacji bankowej. Natomiast,

według Watykanu, prowizja pobrana przez IOR nie przekraczała dwóch miliardów

lirów.

W   trakcie   rozprawy   sąd   w   Mediolanie   kieruje   do   Watykanu   kilka

międzynarodowych wniosków o udzielenie pomocy prawnej na okoliczność ustale-

nia dokładnej liczby walorów złożonych w IOR i kwoty prowizji pobranej przy

wymianie. W odpowiedzi nowy prezes IOR, Angelo Caloia, przekazał włoskim sę-

dziom  precyzyjne   informacje   dotyczące   liczby   walorów   będących   przedmiotem

transakcji, ale też odparł, że prowizja pobrana przez IOR wynosiła niespełna dwa

miliardy lirów ( l 923 000 dolarów zaksięgowanych na konto IOR Carity Found

prowadzone w Banca di Lugano). Analizując dokumenty przesłane przez IOR, sąd

stwierdził jednak brak dokumentacji kwoty prawie 14 miliardów, które - zdaniem

IOR   -   zostały   pobrane   w   gotówce   przez   Luigiego   Bisignani.   Argumentacji   tej

mediolańscy  sędziowie   nie  uznali  za   prawdopodobną  i  w  uzasadnieniu   wyroku

stwierdzą, że dowody każą "uznać za prawdopodobne, iż na rzecz IOR zapłacono

za transakcje sprzedaży prowizję w wysokości wyższej niż wynika to z wpisu na

konto IOR Carity Found, ale środki dowodowe

]82

]83

nie pozwalają określić sposobu zapłaty ewentualnego salda". Wątpliwości pojawiły

się znowu w 1997 roku wraz z nowym śledztwem wszczętym przez prokuraturę

państwową z Perugii w sprawie dawania łapówek przez  Sergio  Melpignano. W

trakcie   postępowania   wyszło   na   jaw,   że   po   otrzymaniu   zapłaty   od   firmy

Montedison,   6  grudnia  1990   Melpignano   miałby   przelać   ponad   pięć   miliardów

tirów z  Banco di Sicilia do Banca Popolare di Spoleto.  Z tejże kwoty, tydzień

później,   Melpignano   miał   podjąć   ponad   3   miliardy   li-rów,   żeby   nabyć   za   nie

background image

papiery wartościowe, a następnie przekazać je budowniczemu Domenico Bonifaci.

Karabinierzy ustalili, że część wspomnianych walorów (o wartości dwu miliardów)

została spieniężona przez IOR, który wpłacił je na konto banku Comit w Rzymie.

Śledczym ta wędrówka pieniędzy wydała się wysoce podejrzana. Zresztą w obrocie

walorami - prawdziwymi lub nie - funkcjonariusze papieskiego banku mieli już

nabyte spore doświadczenie.

W   trakcie   procesu   sędziom   nie   udało   się   nawet   ustalić,   czy   tajemniczy

"monsignor   Enimont"   (który   udzielił   watykańskiemu   bankowi   zezwolenia   na

zamianę na gotówkę walorów o wartości około 110 miliardów z przeznaczeniem na

gigantyczną łapówkę zapłaconą politykom przez firmę Montedison)

to w rzeczywistości monsignor De Bonis, pełniący w 1990 roku funkcję sekretarza

generalnego IOR, którym zresztą pozostał nawet już po odprawieniu biskupa Paula

Marcinkusa, mimo że przez lata był jego prawą ręką.

Oczywistym było natomiast, że wielebny finansista De Bonis pozostawał w

doskonałych stosunkach ze wszystkimi stronami tej sprawy. Na przykład - to on

osobiście   w   watykańskim   kościele  Sant'Anna  udzielił   ślubu   Carlowi   Samie   z

Alessandrą Fenuzzi. A ponadto, o znajomość z Luigim Bisignanim dbał do tego

stopnia,   że   kiedy   dziennikarz   napisał   książkę  II   sigillo   della   porpora  (Znak

purpury),  wielebny   De   Bonis   zamówił   u   wydawcy   aż   tysiąc   egzemplarzy,   aby

rozdawać   je   w   upominku   ważnym   osobistościom.   Znajomość   pomiędzy   De

Bonisem i spryciarzem Bisignanim osiągnęła swój punkt kulminacyjny w kwietniu

1993,  kiedy   to   prałat   skierowany   z   IOR   na   emeryturę   przeszedł   do   Zakonu

Maltańskiego. Zresztą owo przeniesienie nie przeszkodziło biskupowi De Bonisowi

w   pełnieniu   funkcji   finansowej   -   chociaż   dużo   mniejszej   rangi   -   generalnego

skarbnika   Domu   Papieskiego.   A   zatem   w   kwietniu   1993,   aby   uczcić   swoją

nominację na biskupa, wielebny De Bonis odprawiał nabożeństwo w rzymskim

kościele Santa Maria della

background image

184

185

Fiducia,   a  sama   uroczystość   została   zorganizowana   dzięki   zapobiegliwości

Bisignaniego.

Dziennikarz  Alberto   Staterà  pisał   o   niej   w   La  Stampa:  "Kościelne

nabożeństwo   przeistoczyło   się   nagle   w   aplauz   dla  Giulio  Andreottiego,

ustępującego premiera rządu oskarżonego o powinowactwo z mafią, siedzącego w

pierwszym rzędzie majestatycznej nawy. - Dziękuję premierowi Andreottiemu -

zawołał elegancki prałat błyskając złotymi spinkami mankietów - za to, że dziesięć

lat temu swoimi radami nas uratował. W tym momencie pobożny lud zgromadzony

w   kościele   eksplodował   dziesięciominutową   owacją,   w   której   uczestniczyło   15

kardynałów,   45   biskupów   i   arcybiskupów,   były   prezydent   Republiki   Włoch

Francesco   Cossiga  i   aktualnie   urzędujący   minister   spraw   zagranicznych   Emilio

Colombo".

Cień IOR pojawiał się także w tle i innych śledztw prowadzonych w ramach

akcji "Czyste ręce". Tak było w przypadku łapówek oraz nielegalnego transferu

walut i akcji, których bohaterem był włosko-szwajcarski bankier Pacini Battaglia (o

czym pisał Corriere della Sera w artykule "Brudne sutanny"...). Zamieszanymi w

inną, ogromną aferę łapówkarską miały być także osobistości, znane z sądowych

kronik, jak m.in.: łapówkarze (Sergio Melpignano), wydawcy (Domenico Bonifaci

- właściciel Tempo),

członkowie Loży P2 (ten sam Luigi Bisignam i eks polityk chadecki Emo Danesi),

prokuratorzy   (były   prokurator  Cassino   Grazio   Savia),  urzędnicy   państwowi

(Lorenzo Necci - wysoki funkcjonariusz kolei).

Odpowiadając na jedno z trzech zapytań sądowych Watykan poświadczył fakt

wypłacenia   pieniędzy   w   ramach   gigantycznej   łapówki   Enimont.   Prokuratorzy

zdobyli wyciągi obrazujące operacje na kontach Bisignaniego, dzięki czemu doszli

background image

do   trzech   depozytów   określonych   nazwami   Bulka,   Lacey   i   Norange,

zdeponowanych   w   pewnym   banku   w   Luksemburgu,   z   upoważnieniem   dla

socjalisty z kręgu Craxiego -Sergio Cusani, pełniącego od lat rolę łącznika pomię-

dzy   politykami,   przedsiębiorcami   i   właścicielami   nieruchomości   (w   procesie

Enimont otrzymał on wyrok skazujący).

Jednym   z   głównych   aktorów   był   działający   w   Rzymie,   wcześniej   już

wspomniany  Sergio  Melpignano, którego aresztowano wiosną 1997 za oszustwo

podatkowe   w   wysokości   500   miliardów,   o   co   prokuratorzy   oskarżali   grupę

należącą   do   zmarłego   właściciela   firmy   budowlanej   Renato   Armelliniego.

Melpignano był między innymi także syndykiem firmy z branży nieruchomości

Immobiliare Tirrena,  spółki akcyjnej z kapitałem założycielskim w wysokości 47

miliardów tirów. Spółka ta, utworzona w 1928

186

187

roku, w czterdzieści lat później posiadała wspólnie z bankiem watykańskim 40

procent udziałów w spółce Vanini, której wiceprezesem był Pellegrino De Strobel

-jeden z finansowych mózgów IOR. Według ustaleń kontroli sądu rejestrowego z

lipca 1997 roku w spółce  Tirrena,  oprócz Melpignano, byli także: Anna Maria

Amoretti  (jego   sekretarka)   i   De   Strobelowie   (dziewięćdziesięcioletni  Pietro   i

czterdziestoletni  Francesco).  Prezesem   firmy   okazała   się   inna,   dobrze   znana   w

kręgach watykańskich osoba - Tommaso  Addario, ten sam, który w roku 1973

nabył   -   za   skromną   kwotę   400   milionów   lirów   -   renesansowy   pałac   na

ekskluzywnej ulicy Rzymu via dell'Orso.

Istnienie   koneksji   środowisk   katolickich   (Ruch   Ludowy   -  Movimento

popolare) ze spółkami powiązanymi z Pacinim Battaglia (nazywanym "bankierem

o   stopień   niżej  od   Boga")  wynika   ze   sporządzonego   w   1996   roku   raportu

finansistów z firmy Gico z Florencji. W centrum zainteresowania śledztwa znalazła

background image

się   rzymska   spółka   Magint   zajmująca   się   kontrolą   ruchu   lotniczego   na  małych

lotniskach. Otóż spółka ta zależy od luksemburskiej spółki Rinopyl, która z kolei

jest   kontrolowana   przez  Battaglie.  Aż   do   kwietnia   1996   przedstawicielem

luksemburskiej   spółki   w   zarządzie   Magint   był  Antonio  Intiglietta   -   były

wiceburmistrz Mediolanu. Intiglietta jest jednym z trzech

założycieli   Towarzystwa   Sprawnego   Działania  (Compagnia   delle   Opere),

ekonomicznej   struktury   połączonej   z   arcykatolickim   Ruchem   Ludowym

związanym z kolei z mediolańską kurią. W należącym do Battaglii banku Karfinco

(później Banque des Patrimoines Prives) odnaleziono dwa rachunki, które zostały

założone na nazwiska Intiglietty i Antonia Simone, byłego szefa służb medycznych

Lombardii   i   decydenta   Ruchu   Ludowego.   Towarzystwo   Sprawnego   Działania

zostało  przez wiele osób  uznane za  strukturę związaną z  kurią, choć  niektórzy

sądzą, że chodzi raczej o rodzaj gospodarczego lobby. W istocie nie była to ani

spółka   akcyjna,  ani   holding,   choc  Towarzystwo   miało   32   siedziby   rozsiane   na

całym terytoriom Włoch i sporządzało skonsolidowany bilans. Jego 9000 członków

-   wśród   których   znajdowały   się   też   najrozmaitsze   małe   przedsiębiorstwa,   na

przykład,   spółdzielnia   ceramiczna,   ruch   obywatelskiego   porządku,   salony

piękności, spółki produkujące telefony komórkowe -płaciło składki w zamian za

udzielane im najróżniejsze usługi: porady prawne, pomoc w eksporcie, a przede

wszystkim   -   ułatwienie   w   uzyskaniu   korzystnych   warunków   kredytowych

wynegocjowanych przez towarzystwo z kilkoma bankami.

Z początkiem 1998 roku, choć to jeszcze trwają procesy sądowe  spowodowane

krachem Banco

188

189

Ambrosiano, dobiega końca procedura likwidacyjna banku kierowanego długi czas

przez  Roberto Calvie-go. Celem wszczętego 6 sierpnia 1982 postępowania było

background image

odzyskanie   przynajmniej   części   z   1193   miliardów   deficytu,   który   ów   krach

spowodował.   Końcowy   bilans,   podpisany   przez   likwidatora   Lanfranco   Gerini,

wykazuje, że udało się odzyskać 580 miliardów lirów - w większości w wyniku

przeprowadzonych spraw sądowych o odszkodowanie.

W   jednym   z   wywiadów   Gerini   stwierdza:   "W   początkowym   okresie

postępowania   likwidacyjnego   otrzymywałem   mnóstwo   gróźb.   Miałem   do   dys-

pozycji kuloodporny samochód, eskortę i codziennie zmieniałem trasę przejazdu.

Mimo   to   ...   komuś   udało   się   wypisać   na   dachu   samochodu   znak   P2   będący

symbolem loży masońskiej kierowanej przez Licie Gelliego. Pogróżki miały nas

zniechęcić do kontynuowania pewnych wątków mających na celu ustalenie, gdzie

podziały się pieniądze. Ale kiedy zostało już to ustalone, pogróżki ustały, bo nie

miały już racji bytu... Licio Gelli oddał nam 200 miliardowa Dzięki współpracy

szwajcarskiej   prokuratury,   odnaleźliśmy   i   zablokowaliśmy   jego   konta   w

Szwajcarii. A później przyszła kolej na IOR, bank watykański kierowany wtedy

przez   Paula   Marcinkusa.   Ciampi  (Carlo  Azeglio,   który   wtedy   był   prezesem

włoskiego banku

centralnego  Banca   d'Italia)  zażądał   początkowo   400   miliardów   lirów,   a   IOR

odmówił.   Ciampi  i   Giovanni  Goria,   ówczesny   minister   skarbu,   odbyli   długie

spotkania.   W   końcu   doszło   do   ugody   na   poziomie   250   miliardów-   lirów

(równowartość ponad 3000 miliardów w- przeliczeniu na warunki obecne)."

Nowy bankier papieża  -  Angelo Calcia  miota  się  między  niebem i ziemią

usiłując łączyć księgowość z duchowością. "Od kiedy jestem w IOR - oświadczył

w jednym ze swoich niewielu wywiadów  w Corriere  della Sera -  próbowałem

posuwać się do przodu naciskając przycisk: przejrzystość. Niestety, ostatnio znów

znaleźliśmy   się   na   pierwszych   stronach   gazet   [z   powodu   skandalu   Enimont],

background image

chociaż bez naszej winy... Rachunki dają pozytywny wynik. Jest zysk. IOR daje

Kościołowi swoją działkę, co w dosyć mało zabawnej pod względem finansów

sytuacji   Watykanu,   jest   bardziej   niż   błogosławieństwem.   Ponadto   w   toku   są

czynności kontrolne, które mają przynieść zatwierdzenie bilansu IOR. Ukończono

już badanie dotyczące stanu majątkowego za rok 1994. Od tego roku badanie jest

kompletne."   Jednakże   faktyczna   przejrzystość   watykańskiego   banku   pozostaje

ciągle

190

19Ì

w sferze pobożnych życzeń: oficjalne dane o wysokości dokonanego przez IOR

obrotu ciągle stanowią tajemnicę.

Aż   do   roku   1992   nad   watykańskimi   finansami   wisiała   zmora   sporych

pasywów. Od 1993 przywrócono pewną, niewielką, przewagę po stronie aktywów,

natomiast stan zadłużenia i inflacja zostały sprowadzone praktycznie do poziomu

zerowego.   Jako   niezależne   państwo   również  Ì  Watykan   przygotowuje   się   do

przewidzianego   w   Traktacie   z   Maastricht   wprowadzenia   jednolitej   europejskiej

waluty. W gruncie rzeczy istnieją w tym zakresie dwa rozwiązania: pierwsze - to

negocjacje   bezpośrednie   z   przyszłym   europejskim   bankiem   centralnym   celem

zawarcia   porozumienia   określającego   wszelkie   parametry;   drugie   -   co   bardziej

prawdopodobne  -  to pozostać   w pewnym  odniesieniu  do  włoskiego  lira,  nawet

jeżeli -w prowadzonych przez siebie na całym świecie operacjach finansowych -

Stolica Apostolska używa różnych walut. Z całą pewnością należy zabrać się do

opracowania  pewnych zmian  i modyfikacji  w regulującym watykańskie finanse

prawie dewizowym, które zostało uchwalone w roku 1930 za pontyfikatu Piusa

XI...   Należałoby   również   wprowadzić   zmiany   do   zawartego   z   Włochami

porozumienia, w którym ustala się jedynie na poziomie 400 milionów lirów

wartość złotych monet puszczanych przez Watykan do obiegu, a przeznaczonych

background image

przede wszystkim dla numizmatyków.

W   porządkowaniu   watykańskich   finansów   działania   Caloia   okazują   się

faktycznie skuteczne i w połowie lat dziewięćdziesiątych prezes IOR może  już

pochwalić   się   bilansem   dodatnim   przed   Prefekturą   do   spraw   Gospodarczych

słowackiego kardynała Edmunda Casimira Szoka. Wynik ten Watykan zawdzięcza

także   utworzeniu   w  1993  r.  nowej  fundacji  o  nazwie   "Centesimus  Annus"  (od

tytułu encykliki społecznej Jana Pawła II opublikowanej 2 maja 1991). Fundacja ta

zajmuje   się   wyszukiwaniem   środków   mogących   służyć   Kościołowi   w   jego

dobroczynnej   misji   poprzez   działania   prowadzone   w   duchu   zasad   doktryny

społecznej,   co   równoznaczne   jest   z   dobroczynną   "zrzutką"   organizowaną   przez

zarząd   fundacji,   którym   kierują   prezes   Cariplo   -  Roberto   Mazzetta  i   sekretarz

generalny IOR - Andrea Gibellini. Do akcji przyłączyli się przedsiębiorcy, spółki

handlowe,   banki   i   instytucje   religijne,   wpłacając   po   50   milionów   lirów   na

utworzenie kapitału początkowego, który urósł do kwoty 3,25 miliarda lirów.

Nominacja Mazzotty na prezesa Fundacji "Centesimus Annus" kończy ciąg

skrytych działań inicjowanych przez Angelo Caloia, starającego się

Ì92

!93

doprowadzić do odejścia Mazzotty ze stanowiska prezesa Cariplo.

Stanie   się   to   jednak   później.   W   1994   roku  Roberto   Mazzetta  skończy   w

więzieniu z oskarżeniem o korupcję, paserstwo i naruszenie ustawy o finansowaniu

partii politycznych.

Wśród inicjatyw przedsięwziętych przez  Angelo  Calcia  na  rzecz integracji i

współpracy katolickiej fìnansjeryjest powołanie grupy "Kultura etyczna i finanse",

w której uczestniczą,  z różnymi  funkcjami  i w różnym  zakresie: prezes  Banco

Ambroveneto Giovanni Bazoli, prezes Banca d'Italia Antonio Fazio, "numer jeden"

Banca Popolare di Bergamo orazwi-ceprezes Centrobanca (a także spory producent

background image

nabiału) Emilio Zanetti i wielu innych bankierów, finansistów i przemysłowców.

Członkiem tej grupy był też Luigi Roth, prawa ręka Roberto Formigoni. Roth

był pełnomocnikiem zarządu spółki finansowej  Emesto Breda,  działającej w tej

części branży zbrojeniowej, której patronowała spółka Efim (kiedy skończyło się

śledztwo w sprawie Battaglii zmieniła nazwę na Breda Meccanica Bresciana oraz

Oto Melara) i prezes kolei państwowych okręgu północnego.

Natomiast co do banku Ambroveneto wypada wspomnieć, że utworzony on został

w 1989 roku

w   wyniku   fuzji  Nuovo   Banco   Ambrosiano   i   Banca   Cat   tolica   del   Veneto.  Na

początku lat dziewięćdziesiątych Ambroveneto był czołowym prywatnym bankiem

we Włoszech. IOR posiadał 2,3 procenta jego kapitału zakładowego i uczestniczył

w kierującym bankiem syndykacie. Watykański bank nie korzystał bezpośrednio z

prawa   głosu,   ale   działał   przez   firmę   powierniczą   Mittel   (której   prezesem   był

Bazoli)  i  przez  Banca  San  Paolo  z  Brescii  (którego  Basoli  był  wiceprezesem).

Łącznie te trzy spółki posiadały 10,2 procent udziałów w Ambroveneto, a wkrótce

katolicka obecność została jeszcze wzmocniona przez 6 procent udziału nabytego

przez Banca Popolare di Verona,

Inny ważny ośrodek katolickiej finansjery działał pod przewodnictwem już

wyżej wspomnianego bankiera  Giovanniego  Bazoli. Bazoli urodził się w Brescii

w   .1932   roku,   w   swoim   czasie   był   wykładowcą   prawa   publicznego   w

Uniwersytecie Katolickim w Mediolanie i to właśnie jemu w sierpniu 1982 zostało

powierzone   zadanie   kierowania   bankiem  Ambrosiano  -już   po   zabiegach

reanimacyjnych.

Bazoli   dokonuje   mistrzowskiego   posunięcia:   w   lipcu   1997   z

błogosławieństwem trzech wpływowych i żarliwych katolików z kręgów chadecji

(prezydenta   Republiki   Włoch   Oscara   Luigiego   Scalfaro,   prezesa  Banca   d'Italia

Antonio Fazio i ministra

background image

194

195

obrony  Beniamino  Andreatta)   udaje   się   mu   doprowadzić   do   fuzji   banku

Ambroveneto z Cariplo. Wśród udziałowców nowego finansowego kolosa znalazł

się również IOR: bank watykański uczestniczy bowiem w "Grupie lombardzkiej"

(wraz   z   bankiem  San   Paolo  di   Brescia,   spółką   powierniczą   Mittel   i   z   Istbank

-centralnym instytutem zrzeszającym banki i bankierów), która posiada 7 procent

kapitału w tym holdingu. Niektórzy zachowali w pamięci słowa Bazoli z 1985

roku: "Nie należy sądzić, że w ogóle istnieje jakaś odmiana finansjery katolickiej, a

tym bardziej jakieś katolickie zakusy jednoczenia władzy gospodarczej".

Oprócz działalności związanej z pomnażaniem pieniędzy, Bazoli udziela się w

działalności ewangelizacyjnej -jest bowiem wiceprezesem wydawnictwa La Scuola

(założonego przez jego dziadka) w Brescii. Z La Scuola nierozerwalnie związany

jest pełniący funkcję sekretarza wydawnictwa  Giuseppe Camadini - zatwardziały

kawaler, człowiek stroniący od rozgłosu, zaufany kurii, prezes Instytutu Edukacji i

Fundacji Tovini (wydającej gazetę Giornale di Brescia i prowadzącej Uniwersytet

Katolicki). Naturalnie zasiada również w zarządzie - kluczowego dla wszelkich

dużych operacji i stanowiącego główny sztab finansjery w Brescii - banku  San

Paolo. Co to za

operacje, łatwo zgadnąć - nowy szpital  za 100 miliardów lirów, usytuowany w

dzielnicy   Brescii  San   Polo,  zatrudniający   około   500   lekarzy   i   pielęgniarek,

dysponujący   300   łóżkami.   Pod   kierownictwem   Camadiniego   szpital   prowadzą

siostry służebniczki pańskie. Jest to jeden z największych kompleksów szpitalnych

w Lombardii,  gdzie  siostry  wykorzystują doświadczenia  nabyte w prowadzeniu

trzech gigantycznych przychodni, działających z dużym rozmachem w miastach:

Brescia,  Mantova i  Lumazzane. Ponadto, prowadzony jest oddział terminalny dla

chorych na AIDS i - prawie jako naturalna konsekwencja -"Domus Salutis", lepiej

background image

znany w- okolicy pod nazwą "Domu dobrej śmierci". Rejent Camadini, a wraz z

nim cała katolicka  fìnansjera  z Brescii, pokazuj ą te klejnoty z dumą. Zadaje to

kłam tym, którzy uważają, że etyka w interesach pasuje jak moralność do burdę li.

W   Brescii   rejent   Camadini   jest   potęgą,   stoi   na   straży   działań   na   rzecz

chrześcijańskiej   edukacji,   jest   moralną   instytucją   nadzorującą   wydawnictwa  La

Scuola i Morcelliana, spółki powiernicze Mittel i Intesa, banki Ambroveneto i San

Paolo.  Natomiast   religijne   centrum   całego   holdingu   na   rzecz   edukacji

chrześcijańskiej mieści się w trzynastowiecznym kościółku San Marco.

!96

797

O Camadinim  mówiono, że był powiernikiem dwóch kurii w Trydencie i w

Brescii   oraz   najbardziej   tradycjonalistycznych   chrześcijańskich   środowisk,   ale

przede   wszystkim   mówiono   o   jego   ścisłym   powiązaniu   z   potężnym

przewodniczącym   włoskiego   episkopatu   -   kardynałem   Camillo   Ruini,   który   w

obliczu   wyborów   politycznych   w   marcu   1994   na   próżno   wspierał   kandydaturę

rejenta-fìnansisty pragnącego kandydować z listy Partii Ludowej.

W   istocie,   w   latach   dziewięćdziesiątych   Brescia   wydaje   się   być   kolebką

katolickiej   finansjery.   Inne   znane   w   Brescii   osobistości   balansujące   pomiędzy

Kościołem i władzą to: rodzina Martinazzoli (z której pochodził były sekretarz

Chrześcijańskiej   Demokracji   Mino,   obecny   burmistrz),   inżynier  Piero   Corna

Pellegrini  (gazety   i   programy   telewizyjne),   rodzina  Paolo   Peroni  (finanse   i

nieruchomości). Ale tymi, których ślady prowadzą bezpośrednio do Watykanu, są

Vittorio   i   Giambattista   Bosco   Montini,  bratankowie   Pawła   VI,   będący

właścicielami przedsiębiorstw budowlanych.

W   Watykanie   dysponentem   wielkiej   władzy   jest   kardynał   Camillo   Ruini,

który zasiada na fotelu prezesa CEI (włoskiej konferencji episkopatu). Jednym z

jego   najbliższych   współpracowników   jest   biskup   Giancarlo  Santi,  kierujący

background image

urzędem dóbr kultury,

instytucją,   która   sprawuje   nadzór   nad   ogromnym   majątkiem   artystyczno-

historycznym Watykanu. Majątek ten to 80 procent ogółu włoskich dóbr kultury.

Biała   księga   prowadzona   przez  Vittorio   Emiliani  z   włoskiego   Touring   Clubu

wymienia   m.in.   sto   tysięcy   kościołów,   półtora   tysiąca   klasztorów,  trzy  tysiące

sanktuariów, pięć i pół tysiąca bibliotek, sześćset muzeów kościelnych i 26 tysięcy

archiwów diecezjalnych, parafialnych, seminaryjnych. Nie mówiąc już o nieskoń-

czonej liczbie mebli, obrazów, rzeźb, fresków....

Kardynał Ruini, który wykazuje niezwykłą aktywność wobec mass mediów,

nie   jest   osobą   poza   wszelkimi   podejrzeniami.   Według   zawiadomienia   o

przestępstwie   złożonego  w  listopadzie   1995   w   prokuraturze   rzymskiej   przez

biskupa  Arrigo  Pintonellego,  byłego ordynariusza  polowego włoskich  sił zbroj-

nych, metody stosowane przez przewodniczącego konferencji episkopatu niewiele

miały wspólnego z chrześcijańskim miłosierdziem. Jak podaje La Stampa, biskup

oskarżył go o pozbawienie własności pewnego pobożnego dzieła, Mater Ecclesiae,

pochodzącego z fundacji Pro Gioventù od prywatnego darczyńcy - firmy Telejolly.

Wartość dzieła miałaby wynosić, według biskupa Pintonello, około 110 miliardów

li-rów.   Z   tego   powodu   biskup   w   rzymskiej   prokuraturze   zarzucił   kardynałowi

wikariuszowi, biskupowi

198

199

Liberio  Andreatta,  administratorowi rzymskiej Unitalsi i dwóm innym prałatom,

Mario Allario i Luigiemu  Moretti,  przestępstwo  polegające na dokonywaniu li-

chwy. Małe imperium biskupa Pintonellego przeżywa pod koniec 1992 roku kryzys

z powodu długów. Biskup prosi o pomoc wikariat. Działania podejmuje biskup

Liberio   Andreatta,   któremu   były   ordynariusz   polowy   -   za   zgodą   kardynała

Ruiniego   -   udzielił   pełnomocnictwa   ogólnego.   W   wyniku   kilku   transakcji   ze

background image

zbywaniem   udziałów   w   spółkach   i   podwyższaniem   kapitałów   założycielskich,

biskup Pintonello czuje się wyrugowany, odwołuje pełnomocnictwo udzielone bi-

skupowi Andreatta i decyduje się wystąpić na drogę działań prawnych. Jednak

zanim zawiadomił prokuraturę, odwołał się do Kongregacji do spraw Kleru, ale

Stolica Apostolska  nie przyznała  mu  racji, uznając  "czynności  dokonane i tryb

postępowania zastosowany przez wikariat za zgodne z prawem".

Zresztą   nawet   w   siedzibie   konferencji   włoskiego   episkopatu   oddycha   się

atmosferą miłosiernych miliardów spływających wartkim strumieniem ze zbiórki

ośmiopromilowego   podatku   nałożonego   na   włoskich   podatników.   Składkę   tę

rozreklamowano w telewizji Ì w prasie, co kosztowało w sumie ponad 10 miliar-

dów   lirów.   Do   watykańskich   kas   przybywa   średnio,   od   1989   roku,   około   700

miliardów lirów rocznie.

W lipcu 1996 minister solidarności społecznej  Livia Turco  zaproponowała,

żeby ów ośmiopromilowy podatek płacony na rzecz państwa został przeznaczony

na realizację konkretnych inicjatyw dla ubogich dzieci. Ta szlachetna propozycja

wzbudziła oburzenie Attilio Nicora, dygnitarza z konferencji episkopatu włoskiego,

który   stwierdził,   że   państwo   winno   unikać   wszelkiej   formy   "niewłaściwej

konkurencji"   wobec   Kościoła   .   A   to   konferencja   episkopatu   obawia   się   tej

konkurencji,   bowiem   bardziej   roztropne   rozporządzanie   ośmiopromilowym

funduszem przez państwo mogłoby przekonać podatników do dopominania się, aby

właśnie państwo dysponowało funduszami przekazywanymi obecnie Kościołowi.

Oprócz kwot pochodzących z podatków konferencja episkopatu może liczyć

na wolne datki składane przez wiernych na wsparcie Kościoła, co daje sumę około

50 miliardów lirów rocznie. W siedzibie włoskiego episkopatu zwracają ponadto

uwagę,   że   jest   wyraźny   rozdział   pomiędzy   przychodami   Kościoła   włoskiego   -

wykorzystywanymi, między innymi, na wypłacanie pensji i emerytur tysiącom du-

chownym   -   i   przychodami   Watykanu   i   Kościoła   Powszechnego.   Tymczasem

background image

konferencja episkopatu ma z czego sowicie dotować swój  dzienna  Avvenire  czy

finansować kosztowne "programy kulturalne"

200

201

w rodzaju nowych inicjatyw wydawniczych, a przede wszystkim - wejście na rynek

płatnej telewizji.

background image

Sekty pieniądza

Pod kościelną egidą działa aktywnie wiele organizacji, które określają się jako

niezależne i w większości laickie, a które w gruncie rzeczy są ściśle powiązane z

Kościołem.   Ich   niewielkie   oddziały   oddają   się   religijno-biznesowemu

marketingowi: z jednej strony zadaniem ich jest powstrzymywanie postępującej

dechrystianizacji społeczeństw, a z drugiej -związki z Watykanem czynią z nich

skuteczne narzędzia w aspekcie organizacyjno-finansowym.

Konkretnym tego przykładem były Światowe Dni Młodzieży odbywające się

w Paryżu w dniach od 21 do 24 sierpnia 1997. Pominąwszy krytykę natury czysto

religijnej (późne, bo spóźnione aż o 400

202

203

lat, przeprosiny papieża za dokonaną przez katolików rzeź hugenotów), francuskie

gazety, jak np.  "Evénement du Jeudi",  zwróciły uwagę na handlowy aspekt  tej

wielkiej imprezy. Światowe Dni Młodzieży stały się bowiem okazją do wycieczki

dla hiszpańskich zwolenników Kiko Arguello, członków włoskiej religijnej rodziny

Focolarmi  d'Italia  i Legionistów Chrystusa pod wodzą ojca  Marciala Maciela  -

wszystkie imprezy zostały zorganizowane przez  Opus Dei i  sfinansowane przez

neogaullistę Alaina Juppe (byłego premiera). Nie zabrakło też słów krytyki dla

katolickich   przemysłowców,   którzy   wspierali   ten   kiermasz:   dla   firmy  Sodexho

odpowiedzialnej   za   dostarczenie   posiłków,   dla   firmy   Möet   i   Chandon,   która

background image

dostarczyła szampana dla biskupów i kardynałów, podczas gdy gawiedź musiała

zadowolić się oranginą... Odpust w najbardziej klasycznym religijno-handlowym

sosie.

Komentując   to   wydarzenie   -   w   wywiadzie   z   20   sierpnia   1997   -   znany   ze

swoich inicjatyw na rzecz biednych i bezpaństwowców francuski biskup  Jacques

Gaillo  oświadczył: "To zapach wielkich pieniędzy sprawił, że powróciły duchy

kupców handlujących w świątyni, l żeby chociaż pojawił się Chrystus, aby ich

wygnać...   Papieżowi   powiedziałbym,   żeby   nie   zapominać   o   tych   wszystkich,

którzy znaleźli się

na marginesie życia.. Powiedziałbym mu na kolanach: Kościoła nie ma tam, gdzie

jest cierpienie".

Względnie mało znanymi, w porównaniu z innymi sektami i kongregacjami,

są   jeszcze   Legioniści   Chrystusa,   którzy   stopniowo   zdobywają   popularność   w

kręgach   katolickich   integrystów   i   czarnej   elity,   ciesząc   się   uznaniem   głównie

zwolenników   francuskiego   biskupa   -   zbuntowanego   i   reakcyjnego   Marcela

Lefebvre'a.  Legioniści   zakorzeniaj   ą   się   przede   wszystkim   w   Meksyku   i   w

Hiszpanii, ale ich ośrodki znajdują się już w około trzydziestu krajach (w Rzymie

takich ośrodków jest pięć, z których najważniejszy znajduje się przy via Aurelia).

Założyciel sekty Marciai Maciel z głoszoną nauką powoli przebij a się również do

środowisk   wysokiej   finansjery,   odczuwających   potrzebę   "duchowej   odnowy".

Dzieje się tak przede wszystkim w- Hiszpanii, gdzie Legioniści Chrystusa -jak

podaje  L'Espresso -  wkrótce otrzymają świetny zastrzyk gotówki. Mówi się, że

Alicia Koplowitz, jedna z najbogatszych kobiet świata, zdecydowała się sprzedać

należącą do niej część (28 procent o wartości 1200 miliardów lirów) rodzinnej

firmy, by sfinansować kilka inicjatyw grupy, którą przed półwieczem (w 1946)

papież Pius XII witał słowami: "musicie być jak regularne wojsko"...

204

background image

205

W Rzymie działa potężna kościelna organizacja: neokatechumeni. Grupa ta

powstała z inicjatywy Hiszpana Francisco Arguello, zwanego Kiko, pod koniec lat

sześćdziesiątych.   Sekta   przestrzega   żelaznych   reguł:   ślepej   wiary   w   najbardziej

ortodoksyjne zasady katolicyzmu oraz bezwzględnego wymogu wierności wobec

wspólnoty.   Pary   połączone   prawowitym   węzłem   małżeńskim   maj   ą   obowiązek

zwiększania   liczby   potomstwa,   przy   czym,   o   ile   to   konieczne,   wciągnięcia   do

swojej grupy małżonka; muszą wyspowiadać się ze wszystkich swoich grzechów, a

także - i przede wszystkim - powinny przekazać swoje dobra na rzecz wspólnoty.

Ideę katechumenatu pomaga propagować współtwórczyni ruchu - także Hiszpanka

- Carmen Hemandez.

Łatwo  spotkać   tych  integrystów   głoszących  Ewangelię   na   ulicach,   placach

targowych, czy peryferiach miast (głównie w Rzymie, który stał się jednym z ich

bastionów). Jak podaje L'Espresso - na przestrzeni zaledwie dziewięciu lat zdołali

wybudować na czterech kontynentach 28 seminariów (w których kształciło się już

ponad 1000 alumnów), mają 200 misyjnych rodzin rozsianych po najodleglejszych

zakątkach   świata.   We   Włoszech   istnieje   3000   wspólnot,   przy   czym   w   samym

Rzymie zdobyli co trzecią parafię. Ale przede wszystkich udało im się zjednać

Jan Pawła li, do którego Carmen Hemandez ma swobodny dostęp o każdej porze

("nawet po obiedzie, kiedy w Watykanie zalega święta cisza...").

Sekta Kiko nie jest zbyt dobrze widziana w innych dużych diecezjach  (w

Mediolanie, Turynie,  Palermo).  Najbardziej krytyczny wobec neokatachumenów

jest kardynał z Florencji - Silvano Piovanelli, który w pewnym dokumencie określił

ich następująco: "Sądzą, że są lepsi od innych... w parafiach są źródłem podziałów

ustanawiając bariery, nieporozumienia i podejrzenia... wszystkim narzucają swoje

doświadczenia jako jedyną drogę ku odrodzeniu się Kościoła".

Bardzo   osobliwa   z   socjologiczno-politologicznego   punktu   widzenia   jest

background image

Wspólnota   Świętego   Idziego,   powstała   w   latach   sześćdziesiątych   z   inicjatywy

środowisk ruchu "Komunia i wyzwolenie". Obecnie działa już w świecie około 12

000 aktywistów, którym patronuje - finansowana przez sponsorów prywatnych i

instytucjonalnych - wspólnota.  Jej członkowie wspomagaj  ą rozmaite  instytucje

lokalne, świadczące pomoc osobom starszym, emigrantom,  chorym na AIDS w

stanie terminalnym, narkomanom.

Założyciel   wspólnoty   Andrea   Riccardi   -   za   milczącym   przyzwoleniem

włoskiego   rządu   -   zainicjował   również   formę   działalności   dyplomatycznej   w

krajach

206

207

owładniętych wojną domową. Podejmowane zabiegi czasami okazują się na tyle

skuteczne, że wspólnotę zaczęto nazywać "dyplomatycznym ramieniem Watykanu"

bądź też "ONZ z  Trastevere" (od  nazwy dzielnicy Rzymu, w której mieści się

siedziba   wspólnoty)   Spośród   najważniejszych   sukcesów   należy   wymienić

doprowadzenie   (w   1990)   do   pokojowego   rozwiązania   sytuacji   w   Mozambiku,

kiedy to prosowiecki rząd zawarł ugodę z prozachodnimi buntownikami. Ale były

też   i   porażki.   Dość   wskazać   na   przykład   Hassana  Al   Tourabiego,   polityczno-

religijnego leadera Sudanu, walczącego o islamizację południowej części tego - w

większości katolickiego - kraju. Oto chociaż  Al  Tourabiego uznano za ideologa

islamskiej międzynarodówki (którą zawiadują integrystyczni terroryści), to jednak -

w wyniku mediacji prowadzonej przez wspólnotę - został przyjęty w Rzymie przez

papieża. Później zresztą kierownictwo organizacji będzie twierdzić, że stało się tak

przez czysty przypadek.

Inną   polityczną   klęską   dyplomatyczną   Wspólnoty   Świętego   Idziego   były

działania w Algierii, gdzie od lat toczyła się wyniszczająca wojna między islam-

skimi organizacjami terrorystycznymi i militarystycznym rządem. Gdy 1995 roku

background image

leaderom  wspólnoty   udało   się   doprowadzić   do   wszczęcia   negocjacji   pomiędzy

przywódcami obu walczących stron, zawarcie

porozumienia   uniemożliwiła   nieobecność   wojskowych   przywódców   z   rządu.

Zanim zginął od bomby, którą podłożono w jego samochodzie, biskup Oranu Pierre

Claverie  oskarżył   właśnie   Wspólnotę   Świętego   Idziego,   że   opóźniła   możliwe

zakończenie konfliktu.

Dnia   12   sierpnia   ł   997   moskiewski   ośrodek   dla   bezdomnych   dziewcząt,

Christian   Mercy  Society,  prowadzony   wraz   z   prawosławnymi   Rosjanami   przez

Wspólnotę   Świętego   Idziego   przeżył   napad   uzbrojonych   przestępców,   którzy

porwali trzy dziewczynki. Prowadzące śledztwo rosyjskie władze wysunęły przy-

puszczenie, że chodziło o odwet na humanitarnej organizacji, za to że przyjmując

do  siebie  wiele  młodych  dziewcząt  de facto  podbiera  je  z lukratywnego  rynku

prostytucji.   Lub   też   że   chodziło   o   wymuszenie   na   wspólnocie   zgody   na

uczestniczenie  w nielegalnym handlu (instytucje takie, jak Wspólnota  Świętego

Idziego,   korzy   stają   bowiem   z   wielu   ułatwień   celnych   i   bywają   rzadko   przez

władze kontrolowane).

Oprócz   zabiegów   natury   dyplomatycznej   "ONZ   z  Trastevere"  (którego

sympatykami są również Giulio Andreotti i Beniamino Andreatta) ma od niedawna

nowy   obowiązek   zajęcia   się   problemem   dużo   bardziej   materialnym:   chodzi   o

pozyskiwanie funduszy na remont pałacu  Leopardi,  znajdującego się przy placu

Santa Riccardi w dzielnicy Trastevere. Wspólnota

208

209

(którą   wspierał   proboszcz   bazyliki  Santa  Maria   -   ojciec  Vincenzo   Paglia)  z

łatwością   zebrała   sześć   miliardów   lirów   -   dwa   miliardy   pochodziły   od   firmy

Mediaset-Fininvest, której w zamian udzielono prawa do filmowania telewizyjnego

kiermaszu "Trzydzieści godzin dla życia", a o wpłatę kolejnych czterech miliardów

background image

zwrócono się do burmistrza  Francesco  Rutelli. Niegdyś radykał i antyklerykał, a

obecnie   czuły   na   papieskie   zachcianki   bigot   -  Cicciobello  Rutelli   nie   zawiódł

oczekiwań   wspólnoty:   zapowiedział,   że   potrzebna   na   remont   kwota   zostanie

uzyskana   ze   specjalnych   europejskich   funduszy,   przeznaczonych   na   ratowanie

spuścizny artystycznej mającej związek z "celami socjalnymi".

Teologia,   finanse   i   tajemnica   są   naczelnymi   hasłami   najbardziej   znanej,

największej i najbardziej wpływowej organizacji mającej powiązania z Kościołem -

chodzi o Opus Dei. "Obra"-jak określają ją w Hiszpanii - od lat uznawana jest za

rodzaj przepotężnej "klerykalnej masonerii". W istocie do organizacji tej należy

około 80 000 mężczyzn i kobiet. Utworzył ją w 1928 roku zakonnik Josemaria

Escriva de Balaguer. Zresztą proces beatyfikacji Balaguera okazał się najszybszy w

historii, bowiem zmarł on w 1975 roku, a ogłoszono go błogosławionym w 17 lat

później. Szybkość ta stanowiła podarunek

dla sekty ze strony Jana Pawła II, który w dużej mierze właśnie jej zawdzięcza

swój wybór na tron Piotrowy.

Obecnie Opus Dei skupia około 1500 duchownych, działających w około 50

krajach.   Dysponuje   placówkami   -   ośrodkami,   punktami   pomocy   społecznej,

uniwersytetami   (z   których   dwa   znajdują   się   w   Rzymie)   -   na   wszystkich

kontynentach. Związek pomiędzy przebogatą sektą i papieżem jest tak ścisły, że tuż

po   swoim   wyborze   papież   Jan   Paweł   II   zdecydował   wynieść   ją   do   godności

"prałatury   personalnej"  tworząc  z  niej  eksterytorialną  diecezję   (obecnie   funkcję

prałata   sprawuje   biskup  Saverio   Echevarria).   Do  Obra   należy   szereg   znanych

osobistości   z   hierarchii   kościelnej,   począwszy   od   samego   rzecznika   papieża   -

Joaquin Novarro Valls.

Chociaż zasadniczo  Opus Dei  dba o tradycyjny aspekt swej religijności, to

jednak   kieruje   swoje   spojrzenie   w   przyszłość,   do   której   kluczem   ma   być   no-

woczesność. Przykładem tego jest jej rzymska uczelnia Świętego Krzyża (gdzie

background image

uczy się ponad 600 studentów na kierunkach takich jak: filozofia, teologia i prawo

kanoniczne). Oto w 1996 roku uruchomiono na niej nowe kierunki studiów: public

relations  i   techniki   marketingowe.   Pochodzący   z   Granady   Diego   Contreras

(sekretarz wydziału) wyjaśnia, że "w spo-

210

211

łeczeństwie   rządzonym   przyzwoleniem   mas   jest   absolutną   koniecznością

znajomość zasad komunikacji. I należy znać je wszystkie, w tym te najnowsze,

które obowiązują w Intemecie i w bankach danych. Weźmy na przykład dziedzinę

marketingu usług: nie polega ona tu na tym,  jak robić  forse, ale  jak zarządzać

organizacjami typuno-profìt, które nie powstają wprawdzie, by generować zysk, ale

w sporządzanym przez nie bilansie wynik końcowy musi być na plus". Takie tech-

nokratyczne   podejście   popiera   główna   osobistość   z   papieskiej   uczelni   -   biskup

Lluis  Clavell  (pochodzący   z   Barcelony   rektor):   "Wykładanie   ustnych   technik

porozumiewania się, czyli retoryki, nie oznacza, że staramy się zrobić z naszych

studentów supersprzedawców lub też świetnych aktorów. U nas osoba kształcąca

się w komunikacji musi nauczyć się, jak sprawić, aby w kontakcie ona znikła, a

istniał sam przekaz. Tak, jak to określał błogosławiony Escriva de Balaguer: jestem

kopertą, a liczy się wiadomość, którą zawiera ona w środku. Nie oznacza  to,  że

należy   zaniedbać   poznanie   technik   niezbędnych,   aby   mówić   do   ludzi

przyzwyczajonych   do   telewizji,   ale   też   należy   umieć   mówić   do   ludzi,   którzy

telewizji nigdy nie widzieli, ponieważ mamy studentów z całego świata, od Włoch

po Filipiny, od Polski do Indii".

Zgromadzenie  Opus Dei  posiada wielu najróżniejszych sympatyków, w tym

również osobistości ze świata interesów i świata polityki. Ale nie wszystko złoto,

co się świeci. Ponad siedemdziesięcioletnia Hiszpanka Maria del Carmen Tąpią -

która do Opus Dei przystąpiła w 1948 roku, a opuściła je w 1966-napisała bardzo

background image

krytyczną książkę o kongregacji  (Za  progiem. Życie w  Opus Dei)  i o  "Świętej

Mafii", jak sama określiła Obra w swojej książce. Maria Tąpią jest pracownikiem

naukowym   i   obecnie   pracuje   na   uniwersytecie   w  Santa  Barbara   w  Kalifornii.

Książka daje - z pozycji kogoś, kto znajduje się wewnątrz

-   bezlitosny   obraz   kongregacji   z   jej   obyczajami   i   tajemnicami,   począwszy   od

samego mechanizmu werbowania: "Pierwsze kontakty następują, gdy np. młody

człowiek poznaje jakiegoś członka Opus. Często są to osoby o wysokim poziomie

intelektualnym   i   duchowym,   ale   wkrótce   powiada   się   takiemu   młodemu

człowiekowi, żeby nie mówił - nawet swojej rodzinie

- że należy do Opus. Formalnie to prawda: do Opus należy się faktycznie dopiero z

chwilą   wypowiedzenia  zobowiązania,  ale   jednocześnie   przecież   skłania   się

młodego człowieka, żeby nie mówił prawdy swoim rodzicom. Również i później

członek   Opus   nie   powinien   mówić   nic   o   swojej   działalności   oprócz   bardzo

ogólnych rzeczy. W Mediolanie spotkałam matkę,

272

213

która nie wie, co jej syn robi w Belgii, w Szwajcarii lub we Francji. Członkowie

Opus Dei  nic nie mogą mówić innym o organizacji, nawet swojemu biskupowi i

papieskiemu   nuncjuszowi.   Ja   sama   dostałam   upomnienie,   ponieważ   naiwnie

wyjawiłam nuncjuszowi w Hiszpanii - biskupowi Dadagho, ile w pewnym roku

było   powołań.   Wszystko   to   nazywa   się   dyskrecją.   W   siedzibach   ośrodków

widziałam mroczne miejsca, gdzie przechowywane są karty członków i gdzie mu-

siała stać również butelka z benzyną, na wypadek, gdyby zaistniała konieczność

podpalenia wszystkiego...

Ten kto prosi o przyjęcie - pisze dalej Tąpią -cofa się w rozwoju do etapu

psychologii   dziecka...   Nic   nie   wie,   musi   zachowywać   się   jak   dzieciątko,   które

dopiero musi się wszystkiego uczyć i nieustannie straszy się go przywołaniem do

background image

zachowania odpowiedniego stanu ducha, co w gruncie rzeczy oznacza unikanie

krytycznej   refleksji,   przyjmowanie   wszelkich   odpowiedzi   jako   takich,

dostosowanie się do zasad nieustannego kultu założyciela,  Escriva de  Balaguera.

Ci, którzy go spotykali, musieli uklęknąć na lewym kolanie i ucałować jego dłoń.

Istnieje   ciągła   indoktrynacja   i   stała   presja,   aby   poddać   się   całkowicie   swoim

zwierzchnikom..."

W sprawie tego, że Balaguer na początku nie zamierzał przyjmować do organizacji

kobiet, Tąpią

pisze:   "Sam   potwierdził   to,   że   nie   chciał.   Później   mówił   nam,   że   powinniśmy

dziękować Matce Świętej, że mogłyśmy wstąpić  do Opus.  W praktyce w orga-

nizacji   istnieje   ścisły   podział   na   kobiety   i   mężczyzn.   Sekcja   męska   podejmuje

decyzje i obmyśla plany, żeńska może je tylko wykonywać. Założyciel  Escriva

odczuwał   wobec   kobiet   rodzaj   strachu,   zorganizował   zatem   cały   system   w   ten

sposób, że członkini (szeregowa) nie może nawet normalnie porozmawiać z księ-

dzem,   prócz   sytuacji   spowiedzi...   Jest   ogromna   presja,   aby   każdy   szeregowy

uzyskał   nawróconych.   W   żargonie   to   określa   się   mianem  pintar  to   znaczy

przywołać na gwizdek. Ten kto nie zdobył nawróconych jest bezpłodny. Zawsze

miałam wrażenie, że bardziej niż apostolstwem w ramach Opus zajmowałam się

raczej szukaniem kandydatów do Opus. Lub też współpracowników tj. takich osób,

które chociażby nie były katolikami i należały do innych religii, to mogły przydać

się organizacji ze względu na sprawy finansowe, pozycję społeczną, zawód..."

W   Rzymie   aktywnie   działa   stowarzyszenie   rodzin   pokrzywdzonych   przez

Opus Dei, które powołuj e się na doświadczenia bliźniaczej organizacji działającej

w Stanach Zjednoczonych, założonej przez byłego członka Opus, hiszpańskiego

socjologa Alberto Moncada. Od kilku lat człowiek ten zwalcza -

214

275

background image

poprzez   publikacje   prasowe   i   wystąpienia   telewizyjne   -   wyznawane   przez

parareligijną sektę credo. Rodzinom, które zarzucają Opus Dei pranie w mózgach

ich   synów,  Giuseppe   Congliano  lakonicznie   odpowiada:   "Również   rodzina

świętego Franciszka nie była zadowolona z jego nawrócenia".

Po   wstąpieniu  do   Opus   Dei  kawalerowie   i   panny   przekazują   organizacji

otrzymywane   za   pracę   wynagrodzenie,   a   od   organizacji   otrzymuj   ą   niezbędne

środki   na   zakup   odzieży   i   przedmiotów   osobistych,   o   ile   są   one   faktycznie

konieczne, oraz środki potrzebne na przeżycie. Reszta zarządzana jest przez organi-

zację: mówi się, że przeznaczana jest na "działania ewangelizacyjne" o bliżej nie

sprecyzowanym   charakterze   i   na   potrzeby   własne   organizacji.   Prawie   wszyscy

adepci podpisują rodzaj rozporządzenia na wypadek śmierci w formie testamentu

zapisując  wszystko Opus.  To pewien  zwyczaj - oświadcza  rzecznik organizacji

Giuseppe  Corigliano. - Nie jest to obowiązek, ale  jest to całkowicie naturalne,

biorąc   pod   uwagę,   że   osoby   związane   małżeństwem   zapisują   w   testamencie

wszystko na rzecz małżonka.

Wśród   80   000   członków  Opus  znajdują   się   najróżniejsze   i   najbarwniejsze

osobowości, a wśród nich i takie, które niezbyt licują z religijno-humanitarnym

duchem inspirowanym niegdyś przez samego

Balaguera.  Takim głośnym przypadkiem,   by  ograniczyć  się  choćby   do jednego

przykładu, jest postać Tito Tettamanti. Jak pisze  Avvenimenti  (1994) - to bardzo

wpływowy   człowiek,   szef   jednego   z   najpotężniejszych   finansowych  lobby

kierujących interesami ze Szwajcarii - grupy  Sardere.  Tettamanti stoi w centrum

rozległej   sieci   układów   biznesowych   i   znajomościowych   ułatwiających   mu

działanie   w   kręgach   europejskich   finansów.   Jest   wspólnikiem  Vittorio   Ghidelli

(ściganego przez prokuraturę w  Bari  w związku z oszustwem na szkodę banku

Cassa   del   Mezzogiorno),  wielkiego   przyjaciela   byłego   wiceprezesa   banku

Ambrosiano  Orazio   Bagnasco   i   kombinatora   z  Lugano   Marco   Gambazziego

background image

(zamieszanego w sprawie krachu Ambrosiano i najświeższego administratora konta

"Cassonetto" należącego do skorumpowanego sędziego Diego Curto). Tettamanti j

est powiązany, oprócz samego Opus Dei, z bossem z Zurychu (także z Opus Dei)

Peterem Duftem (postawionym przed mediolańskim sądem pod zarzutem udziału w

szantażu wobec Roberta Calviego) oraz z Banca Karfinco. Prasa przypominała też,

że Tettamanti był podobno jednym z tych, którzy na początku finansowali  Silvio

Berlusconiego.

Wpływy   polityczne  Opus   Dei  są   silne   przede   wszystkim   w   Hiszpanii,   i   to   od

czasów dyktatury

216

277

Franco. Przykładem tego były wybory parlamentarne z 1996 roku, kiedy to prawica

Jose Marii Aznara pobiła socjalistów Felipe Gonzaleza. W swojej książce pisarz

Jesus   Ynfante   opisuje,   jak   Obra   w   wielkim   stylu   powracała   na   scenę

instytucjonalno-fìnansowego  życia w Hiszpanii, aby popierać swoimi wysiłkami

zjednoczenie prawicy. "Opus Dei - pisze Ynfante - stało się jednym z filarów Partii

Ludowej. Jego celem było przekształcenie swojej siły nacisku na władzę politycz-

ną". Pisarz wymienia wiele osobistości z Partii Ludowej, które należą do Obra, a

wśród nich: przewodniczącego parlamentu Federico Trillo (w Opus od młodości) i

ministrów:   panią   Loyola  del   Palacio  (od   rolnictwa)   i   panią   Isabel   Tocino   (od

środowiska). W zamian rząd Aznara dał wyraźny znak wdzięczności dla Opus Dei:

mimo  poważnych cięć budżetowych subwencje, które państwo przekazywało na

rzecz   Kościoła,   pozostały   bez   zmian,   a   przypuszcza   się   wręcz,   że   ich   poziom

wzrósł.

Również   we   Włoszech   Obra   posiada   pewien   wpływ   na   scenę   polityczną.

Nacisk   taki   wywarła,   na   przykład,   pod   koniec   1993   roku,   kiedy   to  Silvio

Berlusconi   potajemnie   organizował   swoją   partię-przedsiębiorstwo  Forza  Italia.

background image

Projekt,   który   -   wcześniej   nim   został   publicznie   ogłoszony   -   uzyskał   już

błogosławieństwo czasopisma Studi Cattolici

(zbliżonego  do Opus Dei).  -  Berlusconi  słusznie robi, że znowu pojawia się na

scenie.   Jego   zaangażowanie   w   politykę   z   całą   pewnością   wzmocni   inicjatywę

utworzenia   wielkiej,   umiarkowanej   koalicji   -   pisał   naczelny   czasopisma  Cesare

Cavalieri.  Jeden z członków Obra, były dziennikarz RAI,  Alberto Michelini  był

nawet kandydatem w wyborach lokalnych w kwietniu 1995 z ramienia Forza Italia.

Głos Opus Dei dało się także usłyszeć w gronie tych, którzy usiłowali bronić

wielokrotnego deputowanego (oskarżonego o zlecenie zabójstwa i wspomaganie

mafìi) Giulio Andreottiego. Latem 1993 biskup Luigi Tirelli oświadczył wręcz, że

ci, którzy oskarżają Andreottiego, mówią absurdy. "Znam Andreottiego, i jest to

godna osoba. Napisałem do niego list z wyrazami wsparcia... Oskarżający zaś nie

są dżentelmenami, są mafiosami i łajdakami." Inny prałat powiązany z Opus Dei,

monsignor Francesco  Angelicchio, oświadczył dziennikarzowi tygodnika z kręgu

"Komunia i wyzwolenie" Sabało: "Andreotti jest symbolem katolickiej obecności

w   polityce...   To   zmowa   mafìi   i   międzynarodowej   masonerii".   A   rzecznik

organizacji  Giuseppe  Corighano dodał:  "Opus Dei  stanęło za Andreottim. Wiele

osób   osobiście   świadczy   na   rzecz   przyjaciela   oskarżanego   o   rzeczy   niepraw-

dopodobne." I faktycznie, Andreotti jest przyjacielem

218

279

Obra i to od dawna. W 1975 (był wtedy ministrem) wystosował do Pawła VI list, w

którym napisał: "Czuję się w obowiązku wyrazić Waszej Świątobliwości mój głos

za tym, aby jak najszybciej został wszczęty proces beatyfikacyjny i kanonizacyjny

biskupa  Escriva,  bowiem przekonany jestem,  że służył on sławie Boga i dobru

dusz".

Żeńskim   odpowiednikiem   potężnej   hiszpańskiej   sekty   jest   Opus   Mariae,

background image

bardziej znana pod nazwą Focolarmi (Piastunki ogniska domowego). Członkinie tej

sekty prowadzą wspólne życie przekazując jej wszystko, co posiadają: wszystko

jest wspólne, ale to szefowie podejmują decyzje i wszystkim zawiadują. Zresztą

Opus   Mariae   postało   w   wyniku   pewnego   świętego   widzenia:   po   dobiciu

pielgrzymki  do Loreto pewna dwudziestoletnia  nauczycielka z Trydentu  Chiara

Lubich ujrzała  żłobek.  Później  ujrzała też  orszak  dziewic.  Kiedy  miała  23  lata

ujrzała wręcz samego Boga. Widzenia te zmieniły jej życie i życie tysięcy osób. W

czasie wojny sławna Lubich spotkała inne kobiety i założyła pierwsze ognisko, a

wszystkie wierne postanowiły żyć w czystości.

Wysiłki mające na celu nawracanie kobiet wydały z czasem swoje owoce:

nauczanie Lubich zjednało około 6000 osób zamieszkujących różne części globu

(we Włoszech jest około 50 ognisk żeńskich

i tyleż samo męskich). Sympatyków i członków jest już jednak ponad dwa miliony.

Wszyscy   otrzymują   informacje   o   parareligijnym   ruchu   poprzez   publikacje

wydawnictwa  Citta   nuova,  broszurki   pisane   przez   samą   Lubich   w   "cytadeli"

znajdującej się Loppiano, w samym sercu Toskanii. Około dwadzieścia ośrodków

tego ruchu rozsianych jest na wszystkich kontynentach.

Poprzez pączkującą organizację Chiarze Lubich udaje się przyciągnąć sporą

liczbę księży i biskupów. Wśród tych ostatnich, najbardziej znane jest nazwisko

Ennio Antonelliego, prawej ręki kardynała Camillo Ruini. A także i papież ma

dużo   estymy   dla   tej   religijnej  armady,  ponieważ   realizuje   ona   ten   sam   cel:

przyciągnąć do Kościoła jak największą liczbę wyznawców innych religii. W roli

papieża w spódnicy Lubich dużo podróżuje, utrzymuje kontakty z głowami państw

(przede wszystkim z Azji i Ameryki Południowej - w Brazylii Opus Mariae ma

jeden ze swoich bastionów).

Organizacja   posiada   jednak   i   pewne   minusy   -przede   wszystkim   dla  tych,

którzy pozbywszy się wszystkiego, co posiadali, są zmuszeni w imię Marii Panny -

background image

ciężko pracować, żeby zasilać machinę produkującą wiarę, a wyciskającą gotówkę.

220

221

background image

Biznes opatrzności bożej

Holding leczenia dusz

Trudno   o   nazwę   bardziej   budzącą   zaufanie:   Zgromadzenie   Sióstr

Służebniczek  Bożej  Opatrzności.  Ale  mieszkańcy   Bisceglie  (w prowincji  Bari),

gdzie zgromadzenie ma swój ą siedzibę, są bardziej lapidarni -"Wariatkowo ojca

Uva" (od nazwiska założyciela).

Z dwoma tysiącami pacjentów i prawie taką samą liczbą pracowników Dom

Bożej Opatrzności jest jedną z największych placówek tego typu we Włoszech. Od

lat czterdziestych daje miejsca pracy i obraca rocznie setkami miliardów lirów. To,

że jest to instytucja nie ukierunkowana na zysk, stanowi tylko statutowy detal. W

rzeczywistości na działalność ośrodka w Bisceglie i trzech włoskich oddziałów

(Foggi,

225

Guidoma   i   Potenza)  oraz   oddziału   w   Argentynie   (Parana)   siostry   służebniczki

otrzymują, średnio, 400 miliardów tirów rocznie, do czego należy dodać jeszcze

emerytury   i   renty   około   600   pacjentów   (licząc   tylko   z   ośrodka   w   Bisceglie)

uznanych za "pacjentów pozostających pod opieką prawną o środka". Zgodnie z

przepisami jedna osoba może sprawować opiekę nad co najwyżej trzema osobami.

W   Bisceglie   limit   ten   nie   jest   respektowany:   na   600   podopiecznych   przypada

niewielka   liczba   osób   obsługi.   Zgromadzenie   zawiaduje   zatem   miliardowym

budżetem,   co   czyni   zeń   małe   imperium.   Na   jego   czele   stoi   zarząd   złożony   z

nominowanych przez Watykan prałatów.

background image

O powstaniu siedziby-centrali z Bisceglie krążą legendy, które współistniej ą z

faktami.   Założycielem   był  Pasquale   Uva,  który   urodził   się   w   małej   wiosce   w

regionie Puglia w 1883 roku. W 1906 roku został wyświęcony na księdza. Mówi

się,   że   młody   ksiądz   łączył   powołanie   religijne   z   dość   bystrym   zmysłem   do

interesów. Opowiada się, że w 1921 roku sprzedał silnik do projektora kinowego za

niebagatelną wtedy kwotę 9 tysięcy lirów. Kiedy później znalazł siew Watykanie,

w trakcie audiencji, której udzielił mu papież Benedykt XV (Giacomo della Chiesa,

wybrany w 1914 i zmarły w 1922 roku), oj ciec Uva zdołał przekonać papieża o

celowości zbudowania

w   Bisceglie   szpitala   psychiatrycznego.   Benedykt   XV   przekazał   mu   10   tysięcy

lirów, a przedsiębiorczy ojciec Uva, z pomocą ośmiu sióstr służebniczek, rozpoczął

budowę i nazwał ośrodek swoim własnym nazwiskiem.

Po kilku latach ośrodek zapełnił się pacjentami potrzebującymi opieki, przede

wszystkim   osobami   cierpiącymi   na   choroby   psychiczne   lub   też   uważanymi   za

cierpiące na te choroby.

Coraz   szybszy   obieg   pieniądza   i   najróżniejsze   interesy   ożywiające

koniunkturę w regionie powojennej Puglii, przy jednoczesnym ciągłym wzroście

liczby pensjonariuszy, naprowadziły ojca  Uva  na myśl, by zarządzanie placówką

powierzy ć osobom laickim, mającym niejako więcej doświadczenia w kwestiach

finansowych. Tak rozpoczęła się kariera Lorenzo Leone, który do pracy w ośrodku

przyjęty został w latach trzydziestych.

Począwszy od funkcji głównego pomocnika ojca Uva, Leone przeszedł przez

wszystkie szczeble hierarchii. Mówi się, że w ośrodku był i szewcem, i krawcem, i

księgowym,   aż   doczekał   się   odpowiedzialnej   funkcji   szefa   pielęgniarek   (ale

prawdopodobnie to tylko legendy). Faktem jest natomiast, że tuż przed śmiercią, w

1955,   ojciec  Uva  wyznaczył   go   na   szefa   placówki.   Potem,   już   w   latach

sześćdziesiątych,

background image

226

227

zgodnie   z   wolą   generalnej   rady   sióstr,   Leone   objął   stanowisko   sekretarza

generalnego.

I   tak   pomiędzy   kolejnymi   zaszczytami   religijnymi   i   cywilnymi   -w   tym

nadania mu tytułu honorowego obywatela Bisceglie - Lorenzo Leone poświęcił się

tkaniu gęstej sieci powiązań. W Watykanie miał oparcie w przyszłym kardynale

Eduardo Martinez  Somalo  (który zostanie mianowany prefektem Kongregacji do

spraw  Duchowieństwa), a w  Bisceglie  i w regionie Puglii nawiązał  kontakty  z

sędziami,   prokuratorami,   przedsiębiorcami,   urzędnikami   państwowymi.   Te   zna-

jomości   i   przyjaźnie   na   wiele   lat   zapewnianiu   całkowitą   kurtynę   milczenia   ze

strony  lokalnej prasy  w  odniesieniu  do  wszystkiego,  co działo  się  w  zakładzie

psychiatrycznym Boskiej Opatrzności.

W 1975 roku miał miejsce pierwszy krótki epizod odsłonięcia rąbka tego, co

skrywała   zasłona   -związkowiec  Giovanni   Gentile  złożył   doniesienie   o   różnych

nieprawidłowościach  w działalności  domu.  Lecz w trakcie  jednego ze strajków

został   wraz   z   czterema   kolegami   osadzony   w   areszcie   pod   zarzutem   stawiania

oporu   wobec   funkcjonariuszy   publicznych,   l   znowu   wokół   placówki   religijnej

zapadła   cisza,   w   której   monarcha   Leone   triumfalnie   powtarzał   swoją   naczelną

zasadę: "Prawo zatrzymuje się u bram tego szpitala. Dalej już jestem ja".

Skandal ze szpitalem psychiatrycznym w Bisceglie wybucha na początku lat

dziewięćdziesiątych   po   donosach   pracownika   -   związkowca  Francesco   Saverio

Cervone. Do ośrodka przyjęty został w 1973 roku w charakterze terapeuty. W 1990

stał się aktywistą niezależnego związku zawodowego Confili i publicznie wyjawił,

że w kuchni zakładu w przygotowaniu posiłków dla pacjentów wykorzystuje się

przeterminowane   produkty.   Zwrócił  się   do   dyrekcji  o   informację,   w  wobec   ilu

pacjentów   monsignor  Felice   Posa  i   doktor  Celestino   Selvaggio  pełnią   funkcję

background image

opiekunów prawnych, dysponując ich pieniędzmi.  Zażądał też  od kierownictwa

placówki okazania mu listy dostawców i doradców zewnętrznych. Domagał się wy-

jawienia   wysokości   wynagrodzenia   pobieranego   przez   Leone   i   inne   osoby   z

kierownictwa. Ponadto złożył różne inne oświadczenia w prokuraturze i oskarżył

przedstawicieli   dużych   związków   zawodowych,   że   zamykaj   ą   oczy   na

nieprawidłowości mające miejsce w zakładzie psychiatrycznym.

Wystąpienia Cervone zmuszaj ą Leone do powołania komisji dyscyplinarnej,

której powierzono nadzorowanie działalności prowadzonej w obrębie szpitala. Do

komisji   weszli   trzej   przedstawiciele   największych   włoskich   związków

zawodowych i trzej przedstawiciele administracji zakładu: Roberto Ciaccia,

228

229

Sante   Pellegrino   i   Celestino   Selvaggio.   K-omisji  przewodniczył   prokurator

Vincenzo Nardi (ten sam, który będzie kierował zespołem inspektorów wysłanych

przez rząd Berlusconiego w sprawie mediolańskich prokuratorów działających w

akcji "Czyste ręce").

W dziewięciu zawiadomieniach skierowanych przez Cervone do prokuratury

w Trani i do inspekcji pracy mówi się, między innymi, o licznych pracownikach

zakładu   psychiatrycznego,   którzy   choć   nie   posiadali   wymaganego   dyplomu

psychiatrów (a obowiązek taki wynikał z umowy o pracę) to jednak zapewniono im

zaszeregowanie do kategorii najwyższej; dwiema osobami z tej grupy byli Roberto

Giaccia   i   Sante   Pellegrino,   a  więc   członkowie   wspomnianej   komisji

dyscyplinarnej... Co się stało z donosami  Cervone?  Leżą sobie gdzieś w zakątku

archiwum   sądu   w   Trani,   gdzie,   w   podległej   sądowi   prokuraturze,   pracuje   jako

zastępca   prokuratora  Michele   Nardi,  syn   przewodniczącego   komisji

dyscyplinarnej...

W połowie marca 1993 minister zdrowia  Raffaele Costa  dokonuje inspekcji

background image

Domu   Bożej   Opatrzności.   Po   zakończeniu   kontroli   gratuje   pracownikom   do-

skonałego stanu higieny i organizacji, co osobiście stwierdził w placówce. Cervone

wysyła   do   ministra   telegram:   "Uznaję   za   swój   obowiązek   przesłać   panu

dokumentację fotograficzną obrazującą rzeczywisty

stan efektów zarządzania w dziedzinie higieny i organizacji pracy i oświadczam, że

pozostaję do pańskiej całkowitej dyspozycji celem udzielenia dalszych wyjaśnień".

Fotografìe pokazuj ą natomiast wielu zaniedbanych lub związanych pacjentów.

Dnia   20   lipca   1993   Leone   doświadcza   pierwszej   porażki   w   zetknięciu   z

wymiarem sprawiedliwości. Sąd w Potenza skazuje go i monsignora Italo Lelli na

siedem miesięcy pozbawienia wolności za zaniedbania obowiązków służbowych.

Obydwaj   zostają   uznani   za   winnych   tego,   że   nie   wprowadzili   w   placówce

szpitalnej zasad ustanowionych w umowie zawartej sześć lat wcześniej pomiędzy

zakładem opieki  zdrowotnej w  Luca  i  Domem   Bożej  Opatrzności.  Za to  samo

przestępstwo   karę   siedmiu   miesięcy   pozbawienia   wolności   otrzymali   także

przewodniczący i wiceprzewodniczący rady regionalnej Basilicata -chadek Antonio

Potenza  i   socjalista   Gabriele  Di   Mauro.  Ponadto   skazani   na   sześć   miesięcy

więzienia zostali dyrektor medyczny domu  Luigi  Morcaldi i ordynator jednego z

oddziałów Antonio Calabrese, których uznano za winnych zastosowania "środków

pozbawienia   wolności   osobistej   wobec   około   dwudziestu   pacjentów".   Wszyscy

skazani skorzystali z dobrodziejstwa warunkowego zawieszenia kary i niewpisania

do centralnego rejestru skazanych.

230

231

Później - w wyniku apelacji - wszyscy zostaną uniewinnieni.

W sobotę 27 sierpnia 1994 Dom Bożej Opatrzności w Bisccglie jak nigdy, lśni

od czystości. Szpaler granatowych samochodów przekracza bramę wjazdową. Z

samochodów   wy   siadaj   ą   politycy,   prokuratorzy,   przedsiębiorcy,   dostawcy

background image

placówki - wszyscy zostali zaproszeni na najbardziej wystawną uroczystość ślubną,

jaką kiedykolwiek widziało to miasto: żeni się ukochany wnuk Lorenzo Leone -

adwokat  Pasquale   Procacci  Leone.   Aby   uczestniczyć   w   nabożeństwie

odprawianym w stojącej pośrodku ośrodka bazylice Świętego Józefa, z  Rzymu

fatyguje się nawet jeden z watykańskich protektorów Leone - biskup  Donato De

Bonis.

Ów 27 sierpnia jest prawdziwie szczęśliwym dniem dla młodej pary. Szczodry

dziadek Lorenzo podarował wnukowi jako ślubny prezent willę  delle  Magnolie,

posiadłość   szacowaną-   oprócz   cennego   wyposażenia   -   na   ponad   trzy   miliardy

lirów.

To   że   monarcha   religijnego   zakładu   psychiatrycznego   mógł   sobie   na   taki

prezent pozwolić, że był bogatym starszym panem, było faktem w Bisceglie po-

wszechnie znanym. Wiele osób utrzymuje, że ponieważ Leone od zawsze pracował

w Domu Bożej Opatrzności, więc wzbogacił się obracając setkami

miliardów,   które   co  roku   wpływały   do   kasy   placówki.  Czy  były   to   tylko

pomówienia? Faktem jest, że Lorenzo Leone ma się doskonale. Kamienica przy via

Andrea Ciardi,  w której mieszka, należy do niego. Oczywiście zatrudnia służbę

domową i osobistego kierowcę. Ma również małą willę na przedmieściach. Jeszcze

lepiej ma się jego córka, pięćdziesięcioletnia Anastasia, na którą zapisany jest w

księgach wieczystych gmach przy  corso Cavour  w pobliskim Capirro. Zdaniem

wielu osób jest ona także właścicielką rozlicznych nieruchomości, działek gruntu i

hoteli rozsianych po całej Kalabrii i Val d'Osta. Nie powinien też dziwić fakt, że na

wystawnym   ślubie  Pasquale   Procacci  zjawili   się   lokalni   politycy   z   ramienia

chadecji: Chrześcijańska Demokracja zawsze była oparciem dla Lorenzo Leone,

który przez lata pozostawał uczniem pochodzącego z Bari ministra, Vito Lattanzio.

Za kilka miesięcy, 28 marca 1995, eksminister Lattanzio zostanie aresztowany w

związku  ze  sprawą  afery  łapówkarskiej  w  zakładzie  opieki zdrowotnej  w  Bari.

background image

Oczywiście i on, i wiele innych osobistości oskarżonych w tej sprawie, zostaje

później   uznanych   za   niewinnych   przez   wszystkie,   do   najwyższej   włącznie,   in-

stancje sądowe...

Jednakże   długa   kariera   dziadka   Leone   zbliżała   się   do   końca.   Echo   Jego

pierwszej sądowej porażki

232

233

oraz dyskusje i pogłoski, które jej towarzyszyły, zmusiły Watykan do interwencji.

W   połowie   listopada   1994   Leone   zostaje   mianowany   "honorowym   prezesem"

Domu Bożej Opatrzności, a jego kompetencje przechodzą na komisarza - biskupa

Riccardo Ruotolo, który prowadził pobliski Dom Wsparcia w Cierpieniu w  San

Giovanni Rotondo (rodzinnej wiosce ojca Pio).

Aby podołać wysiłkowi zarządzania ośrodkiem w Bisceglie biskup Ruotolo

korzystał z pomocy swojego młodszego brata - ojca Giuseppe, którego mianował

komisarzem wikariuszem. Ojciec Giuseppe był w istocie bardzo przedsiębiorczym

zakonnikiem; piastował funkcję członka zarządu w Cooperativa Arcobaleno, która

zajmowała się prowadzeniem przedszkoli i był pasjonatem piłki nożnej (w Andria

szeptano, że prowadził jakieś interesy z miejscowym klubem sportowym Fidelis).

Nad jego aktywnością ciążył pewien cień związany z faktem, że rok wcześniej

zamieszany był w lokalny skandal, nazwany cmentarną aferą łapówkarską.

Ustanowienie   nowego   kierownictwa   domu   w   osobach   braci   Ruotolo   i   co

najwyżej   symboliczna   funkcja,   która   pozostała   Leone,   wywołało   komentarz   ze

strony związkowca Cervone: "W rzeczywistości za pomocą tego manewru Stolica

Apostolska usiłowała odżegnać się od przestępstw popełnionych przez

poprzednią ekipę, której niezaprzeczalnym leaderem był szacowny Leone... Ale ta

zaciągnięta   przez   Watykan   »nabożna   zasłona«   niewiele   uczyni,   bo   mimo   po-

wołania   zarządcy   komisarycznego   pozostali   ci   sami   pracownicy,   a

background image

nieprawidłowości nadal maj ą miejsce".

Tak   więc   waleczny   związkowiec   na   nowo   podejmuje   akcję   i   oskarża

aktualnego   komisarza   o   trwonienie   publicznych   pieniędzy,   wskazując   jako

przykład   zakup   za   dwa   miliony   lirów   jednorazowych   strzykawek   wkrótce

ulegających przeterminowaniu.

W innym, już nie wiadomo którym z kolei, zawiadomieniu do prokuratury

Cervone  mówi   o   przyjęciu   do   pracy   dziesięciu   ogrodników,   którzy   -   mimo   iż

faktycznie   pracy   nie   wykonywali   przez   dwa  lata   -pobierali   regularne

wynagrodzenie. Zgłasza ponadto przypadki przyjmowania do pracy osób z rodziny

i osób "z polecenia" (przy czym sam siebie kwalifikuje do tej właśnie kategorii).

Przytacza w tym względzie wiele konkretnych przypadków...

Dnia   l   O   czerwca   1995   w   stosunku   do   ponad   osiemdziesięcioletniego   już

Lorenzo   Leone   zostaje   wydany   nakaz   zatrzymania.   Prokurator   wydaje   posta-

nowienie   o   osadzeniu   w   areszcie   domowym   w   jego   luksusowej   willi   przy  via

Ciardi.  Przedmiotem   wytoczonego   przeciwko   byłemu   szefowi   ośrodka   nowego

postępowania sądowego jest naruszenie przepisów

234

235

o   nawiązywaniu   stosunku   pracy.   Chodzi   o   zatrudnienie  Saverio   Torelli  w

charakterze pomocnika technicznego. Był on z zawodu fryzjerem i Leone przyjął

go do pracy jako inwalidę cywilnego, chociaż kilka miesięcy wcześniej  Torelli

został wykreślony z rejestru "z powodu fałszywego inwalidztwa", a ponadto nie

posiadał   ani   wymaganego   wykształcenia   ani   też   odpowiedniego   stażu   pracy.

Lorenzowi Leone poleciła go szwagierka Francesca Micucci, sekretarka z biura

obsługi administracyjnej zespołu opieki zdrowotnej, tego samego, który określał

dzienny limit wydatków należny ośrodkowi... Lorenza Leone (który miał już za

sobą warunkowe umorzenie postępowania) oskarżono o poświadczenie nieprawdy i

background image

współdziałanie   w   przekroczeniu   kompetencji   w   celach   przysporzenia   korzyści

majątkowej.

Również nowy szef ośrodka - biskup Riccardo Ruotolo, trafił w końcu na ławę

oskarżonych, ale w charakterze administratora Domu Wsparcia w Cierpieniu w San

Giovanni   Rotondo,  założonego   przez   ojca  Pio.  W   zarządzie   fundacji  domu

zasiadywali:  Vincenzo  D'Addario   (rezydujący   w   siedzibie   arcybiskupstwa   w

Manfredonia), Antonio Cicchetti i Domenico Fazio  (zamieszkały w Mediolanie).

Najbardziej znany z tego kwartetu Domenico Fazio - którego nazwisko znalazło się

na bolońskiej liście członków Włoskiej Loży

Wielkiego   Wschodu,   a   w   latach   siedemdziesiątych   pełnił   funkcję   dyrektora   w

ministerstwie oświaty - był kuzynem Aldo Moro, leadera Chrześcijańskiej Demo-

kracji, porwanego i zamordowanego przez Czerwone Brygady (1978).

Biskupowi   Ruotolo   zarzucono   naruszenie   przepisów   prawa   budowlanego,

usiłowanie   oszustwa   i   poświadczenie   nieprawdy.   Wraz   z   Ruotolo   przed   sądem

odpowiadało   siedmiu   innych   oskarżonych,   wśród   których   znajdował   się   były

burmistrz Nicola De Bonis i była burmistrz Felicetta Baldinetti. Sprawa dotyczyła

budowy   Domu   Chorego   Pielgrzyma,   dużej   wielo-specjalistycznej   przychodni   z

aneksem   w   postaci   ogromnego   parkingu,   budowy   prowadzonej   -   według   aktu

oskarżenia   -   z   naruszeniem   norm   urbanistycznych   i   wbrew   planowi

zagospodarowania przestrzennego.

Dla wpływowego biskupa prokurator  Antonio Vaccaro  zażądał kary sześciu

miesięcy   pozbawienia   wolności   i   grzywny   w   wysokości   40   milionów   lirów.

Prokurator   domagał   się   nadto   wszczęcia   śledztwa   celem   określenia   sytuacji

procesowej   pozostałych   odpowiedzialnych   osób,   wśród   których   znajdował   się

dyrektor   wydziału   architektury   Genneto   Longo,   który   w   1987   roku   wydał

zezwolenie   na   budowę  mimo   -według   aktu   oskarżenia   -   zupełnego   braku

szczegółowego projektu budowy. Na sali sądowej tenże bronił

background image

236

237

się   twierdząc,   że   projekt   już   istniał,   a   jego   nazwa   brzmiała   "Święty,   Święty,

Święty".  Określono   też  w  nim  technologię  prac  budowlanych,  a  przedstawiony

zakres "umożliwiał  traktowanie go jako spełniającego wymogi  prawne projektu

budowlanego".

W   jaki  sposób   mogło   zakończyć   się   postępowanie   sądowe   w   sprawie

"świętego   planu"   budowy   obiektu   o   kubaturze   100   000   metrów   sześciennych,

którego kamień węgielny poświęcił osobiście papież Jan Paweł II? Z pewnością nie

sądowym   zajęciem   budynku   i   nakazem   j   ego   zburzenia,   ale   należytym   unie-

winnieniem wszystkich odpowiedzialnych za zaistniały stan.

Faktem jest, że Dom Wsparcia w Cierpieniu zawiaduje rocznie dziesiątkami

miliardów lirów, do których należy jeszcze doliczyć przychody z dwóch hoteli z

restauracjami  w  San   Giovanni   Rotondo,  gdzie   przybywają   ogromne   rzesze

wiernych.   Ciekawe,   jak   się   ma   do   przykazań   kościelnych   treść   wywieszek   ho-

telowych w Domu Ćwiczeń Duchowych i w Domu Wieczerzy Pańskiej im. Świętej

Klary, informujących, że "zgodnie z zezwoleniem władz napoje na bazie alkoholu i

trunki wysokoprocentowe podaje się tylko gościom hotelowym".

Pewnego   dnia   na   zapalczywego   związkowca  Francesco   Saverio   Cervone  spada

gniew z niebios:

13 września 1995 zostaje aresztowany i osadzony w superwięzieniu w Trani.

Ten   dzień   był   w   istocie   dosyć   szczególny   dla   Domu   Bożej   Opatrzności,

obchodzono bowiem czterdziestą rocznicę śmierci założyciela - ojca Pasquale Uva.

Od  samego  rana  przez   szeroko   otwarte   bramy   ośrodka   wjeżdżały   samochody

wiozące   osobistości   duchowne,   sędziów   i   prokuratorów,   prominentnych

przedstawicieli sił porządkowych. Cervone też tam był. Sam jeden rozdawał ulotki

polemizujące z zarządzeniami nowego i starego kierownictwa domu. Przyglądało

background image

się   temu   kilku   policjantów.   Po   zakończeniu   uroczystości,   kiedy   związkowiec

wrócił do domu, dokonano aresztowania i doprowadzono do więzienia. Prokuratura

w Trani oskarżyło go o to, że w kwietniu 1993 - a więc dwa lata wcześniej -

wystawił czek bez pokrycia na dwa miliony lirów...

- Jestem pierwszym włoskim obywatelem - bronił się Cervone - który trafia do

więzienia za coś takiego. Z różnych powodów nie mogłem uregulować czeku w

terminie   płatności.   Zrobiłem   to   później   -1   marca   1994   -   pokrywając   również

wszelkie wynikłe koszty.

Ale   postępowanie   karne   trwało   nadal,   ponieważ   już  wcześniej   prokuratura

wystawiła dokument stwierdzający brak możliwości określenia miejsca pobytu

238

239

Cervone.  - Chociażby z racji prowadzonej przeze mnie działalności związkowej,

która dosyć szerokie echo znalazła w lokalnych gazetach, wszyscy wiedzą, gdzie

pracuję   i   gdzie   mieszkam...   Tak   samo   też   nie   mogłem   wnosić   w   ustawowym

terminie o zamianę kary na grzywnę pieniężną i 26 lipca 1995 dostałem nakaz

zgłoszenia   się   do   więzienia   celem   odbycia   kary.   Gdy   zwróciłem   się   do   sądu

nadzorującego przebieg kar w Bari z wnioskiem o zamianę kary na przydzielenie

do pracy socjalnej, wniosek został odrzucony z powodu jego niedopuszczalności...

Ale -jak opowiada dalej  Cervone -  to jeszcze nie wszystko. Po tym upokorzeniu

skazania mnie na więzienie, upokorzeniu, którego doznałem i jako człowiek, i jako

związkowiec,   Dom   Bożej   Opatrzności   najpierw   zawiesił   mnie   w   obowiązkach

służbowych   w   wyniku   postępowania   dyscyplinarnego,   a   następnie   -   18

października   1995   -zostałem   zwolniony.   Stało   się   tak,   ponieważ   zgłosiłem

prokuraturze działania o charakterze administracyjnym i działania medyczne, które

nosiły znamiona poważnych przestępstw...

Prokuratura   -   oświadcza   dalej   związkowiec   -winna   wszczęć   śledztwo   w

background image

sprawie   sytuacji   majątkowej   wielu   pracowników   ośrodka,   zarówno

administracyjnych, jak i innych. Jest jasne, że ktoś, kto żyje z jednej tylko pensji,

nie zostaje właścicielem mieszkań,

willi,   luksusowych   samochodów   i   wysokości   kont   bankowych...   Żeby   szukać

sprawiedliwości   zwróciłem   się   także  do   Maurizio   Costanze,   Vittorio   Sgarbi   i

Michele   Santoro,  przedstawiając  ini  znane   mi   fakty.   Pierwszy   nawet   mi   nie

odpowiedział; drugi kazał sobie przesłać dokumentacje, ale  też  nie odpowiedział

mi słowa; trzeci wysłał wprawdzie ekipę do Bisceglie,  ale i tu odpowiedzi nie

otrzymałem.

Wygnany z Domu Bożej Opatrzności związkowiec  Cervone  nie będzie już

szkodzić   wielkiemu   ośrodkowi   specjalizującemu   się   w   interesach   i   leczeniu.

Dopiero teraz przywódcy wielkich central związkowych, jakby obudzeni po długim

śnie,   rozpoczęli   zgłaszać   przypadki   malwersacji,   klientelizmu   i   poplecznictwa.

"Pomoc   medyczna   -   pisze   centrala   związkowa   CGIL-FPP   -jest  złej  jakości,   a

odzież  pacjentów  jest  w  stanie,  który  przeczy   wszelkim  zasadom  szacunku  dla

godności   ludzkiej   ".   Wraz   z   nadejściem   biskupa   Ruotolo   -   stwierdza   związek

zawodowy - rozpoczął się etap "ukrytych zleceń", sankcjonując podobne praktyki,

które miały miejsce poprzednio. I jako przykład podaje usługi pralnicze: już od

dawna   ośrodek   zamierzał   zlecić   te   usługi   jakiejś   prywatnej   firmie   z   zewnątrz,

prosząc zarazem pracowników tego działu, aby dobrowolnie zatrudnili się w firmie

zleceniobiorcy.

240

24]

O tym jak ogromne interesy prowadzone są wokół "holdingu szaleństwa" z

siedzibą   w   Bisceglie,   ale   z   duszą   w   Watykanie,   świadczy   fakt,   że   wewnątrz

ośrodka psychiatrycznego działają punkty bankowe i spółki zajmujące się usługami

finansowymi.   Oczywiście,   trudno  sobie  wyobrazić,  by  około 2000  pacjentów  z

background image

problemami   psychicznymi   prowadziło   jakieś   interesy   z   najróżniejszymi

instytucjami  finansowymi.  Ale przecież  jest tam też prawie 2000 pracowników

Domu Bożej Opatrzności i wiele tysięcy krewnych i odwiedzających.

Jeden z działających w obrębie ośrodka punktów bankowych zatrudnia trzech

pracowników. Działa tam od 1990 roku i należy do Banca del Salento, niewielkiej

instytucji   kredytowej,   która   przekazała   ośrodkowi   w   darze   kilka   karetek.   Od

początku   lat   dziewięćdziesiątych   bank   ten   wykazuje   niemożliwy   wręcz   zysk.

Niemożliwy, bowiem działa w takiej części Włoch, która dotknięta jest wysokim

bezrobociem i mocno zaznacza się obecność tzw. czwartej mafìi -Świętej Korony

Zjednoczonej (Sacra Corona Unita).

Il   Mondo  pisze   o   tym   następująco:   "Ambitny   bank   z  Barletta,   Banca   del

Salente, Popolare  z  Bari, Banca della Capitanata  są bohaterami wielkich finan-

sowych   manewrów   dokonujących   się   obecnie   w   regionie...  Banca   del   Salento,

największe prywatne

przedsiębiorstwo   kredytowe   w   regionie,   oczekuje   właśnie   odpowiedzi   »tak«   ze

strony banku Credito Popolare Salentino... »tak« oznaczać będzie zakup całości lub

części udziałów. Byłaby to kolejna potwierdzająca odpowiedź po operacji trzech

innych   banków   sprzedanych   w   tej   okolicy:  Banca   di   Credito   Cooperativo  z

Pulzano,  Banca   Leuzzi   i   Megha,   a  także   banku  Cooperativa   di   Maruggio.

Włączając   w   to   bank  Credito   Popolare,  rodziny   prezesa  Giovanni  Semeraro  i

wiceprezesów Lorenzo Gorgoni i Donato Mantinari tworzyłyby kredytowy biegun

dysponujący około 80 punktami kasowymi i 8000 miliardów wpływów".

Kiedy indziej ten sam tygodnik dodaje:  "To jedyny bank obecny na nowym

rynku   opcji   na   akcje   notowane   na   giełdzie   w   Mediolanie...   i   jedyny   bank

posiadający   koncesję   na   dokonywanie   operacji   na   wszystkich   walorach.   W   ten

sposób Banca del Salento rozszerza swoją specjalizację w dziedzinie finansów. To

rodzaj awansu w tej branży, tuż po niedawnym potwierdzeniu koncesji na  usługi

background image

primary dealer (bezpośredniej wymiany walut) na telematycznym rynku obligacji

(wartość obligacji sprzedanych w 1995 roku osiągnęła kwotę 500 000 miliardów,

podczas gdy w 1994 wynosiła 200 000 miliardów)". Jak widać, są to kolosalne

kwoty jak na "lokalny", ale bardzo

242

243

przedsiębiorczy   bank.   Tak   przedsiębiorczy,   że   jego   nazwa   padła   w   trakcie

telefonicznych rozmów prowadzonych przez bankiera  Pierfì-ancesco Pacini Bat-

taglia,  właściciela   banku   Karfinco   z   Genewy,   z   jego   dyrektorem   Josephem

Pappalardo.

Wewnątrz   Domu   Bożej   Opatrzności   działa   także   spółka   Financial   Trusts

świadcząca usługi finansowe. Spółka została założona w 1982 roku, jej siedziba

znajduje się przy via Montello 15, a kapitał założycielski wynosi miliard sześćset

milionów lirów. Od 1991 w zarządzie spółki zasiada profesor Antonio Bertolino, a

od 1989 Giovanni Caprioli; pierwszy z nich jest dyrektorem do spraw medycznych

domu,   drugi   jego   dyrektorem   administracyjnym...   Kiedy   rzecz   została

upubliczniona w 1995, rozpętała się burza. Wtedy obydwaj przesłali polemiczny

list   do   redakcji   dziennika   z   Bari  La  Gazzetta  del   Mezziogiorno  pisząc   w   nim

między innymi: "W ośrodku Dom Bożej Opatrzności działa około dwudziestu spó-

łek   świadczących   usługi   finansowe,   które   wespół   z   bankami   zarządzają   około

dwudziestoma   procentami   kwot   wynagrodzeń   przekazywanych   im   przez

pracowników. Wśród spółek tych znajduje się także Financial Trusts. Wspólnikami

w tej powstałej w 1982 roku spółce są również niżej podpisani, jednakże wielkość

ich udziałów jest minimalna (profesor Bertolino jest

udziałowcem od 1989). Spółka jednak nie prowadzi działalności od 1991 roku.

Kilka miesięcy  temu,  w następstwie  oczerniającego  oświadczenia,  sugerującego

prowadzenie nielegalnych interesów, kwestia ta, na żądanie zgłaszającego,  była

background image

przedmiotem postępowania wyjaśniającego prowadzonego przez prokuraturę. Nie

znaleziono nic, co byłoby niezgodne z prawem. Ponadto, w tamtym okresie niżej

podpisani nie piastowali w Domu Bożej Opatrzności żadnych funkcji".

Jednakże   fakty,   przynajmniej   w   części,   nie   od-powiadaj   ą   wersji

przedstawionej   przez   nonszalanckich   szefów   ośrodka.   Jak   wynika   z   wpisów   w

rejestrze, byli oni w zarządzie aż do 16 lutego 1996, natomiast prezesem zarządu

był w tym okresie Maurantonio Caprioli, brat dyrektora administracyjnego. Nie jest

natomiast jasne, co stało się z samą spółką i z jej kapitałem założycielskim. Pod

tym samym adresem, tj. przy via Montello 15, zgodnie z wpisami w rejestrze han-

dlowym   z   marca   1997,   istnieje   spółka   z   o.o.   Financial   Trusts,   ale   jej   kapitał

założycielski wynosi już tylko 50 milionów lirów. Nie ulega wątpliwości, że chodzi

o   tę   samą   spółkę:   świadczy   o   tym   także   numer   identyfikacji   podatkowej,   data

utworzenia spółki, numer telefonu i nazwisko notariusza. W dniu 15 lipca 1996

spółka została postawiona w stan likwidacji, a likwi-

244

245

datorem   mianowany   został  Antonio  Soldani,   który   okazuje   się   być   również

likwidatorem pewnej spółki z branży obrotu nieruchomościami o nazwie Abacus (z

kapitałem założycielskim w wysokości 100 milionów lirów), utworzonej w lutym

1990,   z   takim   samym   adresem   i   takim   samym   numerem   telefonu   jak   spółka

Financial Trusts.

W   sprawie   tego   dwuznacznego   zamętu   dochodzenie   prowadzi   zastępca

prokuratora  Domenico Seccia.  Jednakże postępowanie okazuje się trudne z racji

prawnych konfiguracji Domu Bożej Opatrzności, jest to bowiem osoba prawna na

prawie   kościelnym,   uznana   przez   państwo,   co   oznacza,   że   może   korzystać   z

pewnego rodzaju franszyzy w odniesieniu do przestępstw o charakterze cywilnym.

Pozostaje   faktem,   że   kontynuując   dochodzenia   prokuratura   mogłaby   ustalić

background image

okoliczności tej doprawdy szczególnej sprawy. Na przykład to, że rzymska spółka

Delta Petroli (z siedzibą przy punkcie kilometrowym 9300 przy ulicy via Ostiense),

która   29   maja   1991   otworzyła   oddział   terenowy   w   Bisceglie   przy   ulicy  Largo

canonico   Pasquale   Uva  nr   l:   jest   to  (do  29   czerwca   1991)   ten   sam   adres,   jak

pierwszej   spółki   Financial   Trusts.   Przypadek   sprawia,   że   spółka  Delta   (której

prezesem jest rzymianin Umberto Morpurgo, a której kapitał założycielski wynosi

700 milionów lirów) dostała zlecenie

na   wywóz   wszystkich   śmieci   z   ośrodka,   w   tym   odpadków   szpitalnych.

Rzeczywiście łaskawy ten 1991 rok; w tym samym jeszcze roku Giovanni Caprioli

-członek   zarządu   Financial   Trusts   -   został   mianowany   dyrektorem

administracyjnym Domu Bożej Opatrzności...

To,   żeby   dyrektor   medyczny   i   dyrektor   administracyjny   jednej   najbardziej

znanych   we   Włoszech   placówek   leczniczych   -   pisze   deputowany   z   ramienia

Rifundazione   Nichi  Vendola,  członek   komisji   prowadzącej  śledztwo  w  sprawie

mafii,   w   opublikowanej   notatce   -   byli   jednocześnie   wspólnikami   w   placówce

świadczącej usługi finansowe, jest czymś, co budzi zdziwienie i niedowierzanie...

Ileż czystych interesów i ile tych brudnych ciągle jeszcze prowadzi siew imieniu i

pod   przykrywką   troski   o   zdrowie   obywateli!   -Tłumaczy   to   dlaczego   jest   tyle

oporów   przed   zamknięciem   innych   placówek   psychiatrycznych,   co   winno   być

dokonane   zgodnie   z   ustawą   i   z   zasadami   kultury   kraju   cywilizowanego   -

oświadczył deputowany Nichi Vendola, członek antymafìjnej komisji śledczej.

Dnia l lutego 1996 Dom Bożej Opatrzności stał się teatrem nowego skandalu.

Nocą   pozostawiona   bez   opieki   3   9-letnia   pacjentka,   Maria   De  Mauro,  sama

urodziła wcześniaka, i to będąc przywiązana do łóżka . Epizod ten wywołał burzę

nawet w samym ośrodku

246

247

background image

przerywając zmowę milczenia. Później profesor Antonio Bertolmo potwierdził, że

faktycznie była przywiązana, ale za nogę, i za pomocą paska, który dawał jej sporą

swobodę ruchu...

Natomiast związkowiec Sergio Altomare oświadczył: "Jeszcze kilka dni temu

na oddziale przebywało 22 ciągle związanych pacjentów. Teraz, po aferze z Marią

De Mauro jest ich mniej, tylko ośmiu... Psychotropów tutaj jest na pęczki, nawet

bez   zaleceń   lekarzy.   Widziałem   tylu   ludzi   umierających,   zbyt   dużo.   Niedawno

dwóch   pacjentów   umarło   mi   na   rękach,   tak   się   nałykali   tych   psychotropów"...

Reakcja kierownictwa ośrodka była natychmiastowa: komisarz wikariusz Giuseppe

Ruotolo  zawiesza   związkowca   na   czas   nieokreślony.  Ale   Altomare,  pełniący

funkcję sekretarza centrali związkowej CGIL, nie prowadzi donkiszoterii w stylu

Francesco   Cervone,  i   potężna   organizacja   związkowa   odwołuje   się   przeciwko

wydanej decyzji do sądu i miesiąc później Altomare powraca do pracy w ośrodku.

Radcy miejscy Gaetano  Carrozzo  (z partii demokratyczno-socjalistycznej)  i

Silvia   Godelli   (z   Rifondazione   comunista)  zwracają   się   do   władz   sanitarnych

regionu   o   natychmiastowe   zawieszenie   umowy   zawartej   pomiędzy   miastem   i

szpitalem   psychiatrycznym.   Twardo   zabrzmi   komentarz   z   ust   prezesa

stowarzyszenia "Demokratyczna Psychiatria" Rocco Canosy: "Wszyscy wiedzieli,

że w zakładzie psychiatrycznym w Bisceglie chorzy byli systematycznie wiązani (i

szybko   rozwiązywani   przed   momentem   inspekcji   bądź   wizyty   ważnych

osobistości),   że   spętlaly   się   ze   sobą   sfery   gospodarczych   interesów   ze   sferą

polityki, że prowadzono leczenie metodami jeszcze oficjalnie nie dopuszczonymi,

ale wszystkim wydawało się to normalne... W gruncie rzeczy, ten tak wychwalany

ośrodek psychiatryczny powinien być natychmiast zamknięty, i to zanim narobi

kolejnych szkód (a ile ich już wyrządzono, tego się chyba nikt tak naprawdę nigdy

nie   dowie).   Winno   się   zatem   odrzucić   wszelkie   już   przedstawione   i   przyszłe

propozycje zmian. Problem personelu, który pozostałby bez pracy, kryje w sobie

background image

wyłącznie problem utracenia 120 miliardów lirów rocznie..."

Kolejny z wielu skandali, których przedmiotem był Dom Bożej Opatrzności,

zmusił   Watykan   do   wysłania   kardynała   Eduardo   Martineza  Somalo,  celem

dokonania   inspekcji.   Następnie   Stolica   Apostolska   dokonuje   zmiany   dyrekcji

ośrodka:  kierowanie ośrodkiem  zostaje  powierzone  pięćdziesięcioletniemu  bratu

zakonnemu  Marco   Fabello,  którego   wspomagać   mieli:   dyrektor   urzędu   rej

estrowego w Trani Domenico Scarcella, doktor Nicola Simonetti (były dyrektor do

spraw

248

249

medycznych w zespole sanatoryjnym w Bari) i dwie siostry służebniczki: Teresina

Abruzzese (generalna przełożona zakonu) i Grazia Santoro.

Zatem  zgodnie z decyzją podjętą przez Stolicę Apostolską,  Marco Fabello  i

wiekowa   siostra  Abruzzese  nadzoruj   ą   działalność   czterech   podległych   Wa-

tykanowi placówek psychiatrycznych. W kręgach kościelnych Fabello ma opinię

przebojowego   zakonnika   managera   o  dużym   doświadczeniu.   Pod   jego   kie-

rownictwem   zakon   bonifratrów   dokonał   restrukturyzacji   starego   zakładu

psychiatrycznego w Brescii zamieniając go na godną zaufania "wspólnotę terapeu-

tyczną".   Fabello   zajmuje   ponadto   stanowisko   członka   zarządu   w   szpitalu

bonifratrów   na   wyspie  Tiberina  w   Rzymie   (jest   to   jedna   z   wielu   placówek

szpitalnych   podlegających   Watykanowi).   Bardzo   zabiegana   jest   również   siostra

Teresina,   która   podróżuje   nieustannie   wielkim   samochodem   z   jednego   końca

Włoch na drugi. Tak wielopłaszczyznowa aktywność  duetu  Fabello -  Abruzzese

często odrywa ich od obowiązków związanych z zarządzaniem czterech  Domów

Bożej Opatrzności.

Podobnie jak w Bisceglie również w przypadku ośrodka ojca Uva w Guidonia

prawo zatrzymuje się przed bramą. Piękne alejki i zadbane ogródki dają wrażenie,

background image

że jest to oaza zdrowia, ale to tylko pozory.

Przebywa   tam   niewielka   grupa   chorych,   ponieważ   większa   część   z   pięciuset

pensjonariuszy   jest   praktycznie   stale   zamknięta   w   budynkach,   których   okna

wyposażone są w ciężkie i gęste żelazne kraty.

Ustawa budżetowa z 1994 roku nakazywała zamknięcie wszystkich zakładów

psychiatrycznych do 31 grudnia 1996,  ale  były szpital dla przewlekle chorych w

Guidonia, głuchy na zalecenia kierowane przez władze, funkcjonuje nadal. Ciągle

powstają   kraty   w   oknach,   stałą   regułą   jest   zamykanie   w   pokojach,   często

praktykowane   przywiązywanie   do   łóżka,   a   "indywidualny   rozkład   czasu"

realizowany w formie "godzinnego oddychania świeżym powietrzem", odbywa się

w   ten   sposób,   że   większa   część   pacjentów   przebywa   na   boisku   -   naturalnie

odpowiednio   ogrodzonym   i   zabezpieczonym   od   obcych   spojrzeń   wysokim

żywopłotem.

Wewnątrz   panuje   spokój,   którego   zapewnia   dyrektor   medyczny   Fernando

Saraceni, bohater błyskawicznej kariery: po wielu latach asystentury, w przeciągu

kilku   miesięcy,   na   przełomie   lat   1996   i   1997,  Saraceni  szybko   awansował   -

najpierw na pomocnika ordynatora, potem ordynatora, a w końcu na dyrektora do

spraw   medycznych   całego   zakładu   psychiatrycznego.   Referencje   Fernando

Saraceni wzbudzają respekt: jeden z jego braci jest ordynatorem

250

251

polikliniki Gemelli w Rzymie - szpitala wysokich prałatów, łącznie z papieżem.

Średnia wieku pensjonariuszy ośrodka w Guidonia przekracza sześćdziesiąt lat

i wielu z nich otrzymuje najniższą emeryturę. Zgodnie z dyrektywami zapisanymi

w   ustawie   władz   regionalnych   700   tysięcy   tirów,   stanowiących   ów   najniższy

wymiar emerytury, winno zostać przeznaczone naprowadzenie działań spoleczno-

przystosowawczych wobec  benefìcjentów, ale  tylko niewielka część z tych kwot

background image

trafia   do   rodziny   pensjonariuszy.   W   sytuacji   braku   biura   opieki   prawnej

rzeczywiste zarządzanie tymi środkami powierzone jest opiekunkom społecznym,

mianowanym przez ośrodek macierzysty w Bisceglie, zatrzymujący w swojej kasie

większą część emerytur należnych pensjonariuszom.

Wielu   z   grona   około   pięciuset   pracowników   zakładu   swoje   zatrudnienie

zawdzięcza wstawiennictwu sióstr i biskupów (w latach siedemdziesiątych wielkim

producentem   listów   polecających   był   biskup  Donato  De   Bonis),   ale   w   sumie

działalność   zakładu   -w   przeciwieństwie   do   Bisceglie   -  przebiega   bez   zakłóceń.

Jednakże również i w tej placówce ośmielił się ktoś wzruszyć żelazne, dyktowane z

góry reguły, starając się uczynić życie pacjentów bardziej ludzkim. Chodzi o dwoje

lekarzy, którzy pracują w tymże

ośrodku: ordynatora Enzo Maria Izze t lekarkę Annę Cannavina. Pierwszy cieszy

się międzynarodową sławą, ma na swoim koncie liczne opracowania i publikacje,

jest   członkiem   włoskiego   towarzystwa   psychiatrii,   lekarka   natomiast   posiada

dyplom   specjalisty   uzyskany   w   Instytucie   Junga   w   Zurychu   i   należy   do   sto-

warzyszenia  "Demokratyczna  Psychiatria",  której  założycielem był  wspomniany

już wcześniej Rocco Canosa.

Na początku lat osiemdziesiątych Izzo stworzył w ośrodku małą spółdzielnię

rolniczo-rzemieślniczą,   która   dawała   zatrudnienie   około   pięćdziesięciu   pen-

sjonariuszom.   Ta   godna   pochwały   działalność   miała   ułatwiać   przystosowanie

społeczne pacjentów: pracujący w spółdzielni wychodzili poza bramy zakładu i

zajmowali się sprzedażą swoich produktów, korzystali z płatnych urlopów i mieli

własne   zarobki.   W   1995   roku,   wraz   z   nominacją   siostry   Teresiny  Abruzzese,

działalność spółdzielni została brutalnie przerwana i pięćdziesięcioro pracujących

pacjentów z dnia na dzień wróciło pod klucz do swoich pokojów-sypialni. A wobec

dwójki   lekarzy-innowatorów   rozpoczęły   się   represje.   W   lipcu   1997   Izzo   został

zwolniony  a   Cannavina  zawieszona   w   czynnościach   na   czas   nieokreślony.   Sąd

background image

pracy w Tivoli, do którego zwróciła się lekarka, nakazał niezwłoczne przywrócenie

zatrudnienia, ale w grudniu 1997 lekarka znowu została

252

253

zawieszona w obowiązkach (w praktyce całe dnie, bez żadnego zajęcia, spędza w

swoim gabinecie). Zarówno Izzo jak  i Cannavina  pozwali ośrodek do sądu, ale

kierownictwo   -   korzystając   z   protekcji   Watykanu   -ostentacyjnie   demonstruje

pewność siebie.

W   prokuraturze   rzymskiej   jest   złożone   oświadczenie   doktora   Izzo,

opisującego   fakt,   że   około   dwudziestu   pensjonariuszy   było   systematycznie

przywiązywanych   do   łóżek,   przy   czym   dwie   kobiety   były   unieruchomione

nieustannie od dnia ich przyjęcia, co miało miejsce około piętnaście lat temu.

Podczas gdy, z mocy prawa, wszystkie włoskie zakłady psychiatryczne zostały

zlikwidowane,   ośrodki   kościelne   prowadzone   przez   siostry   służebniczki   w

Bisceglie,  Foggia, Potenza i Guidonia  - kontynuują swoją działalność jak gdyby

nigdy   nic.   Prowadzenie   ośrodków   uzasadniane   jest   dwoma   argumentami:   nie-

możnością znalezienia innego miejsca dla tysięcy pacjentów i brakiem zatrudnienia

dla   tysięcy   swoich   pracowników.   W   rzeczywistości   jednak   organizatorom   i

kierownictwu   ośrodka   zależy   wyłącznie   na   utrzymaniu   lukratywnego   biznesu,

zasilanego strumieniem publicznych pieniędzy, podczas gdy pensjonariuszom od-

działów dla obłożnie chorych, dla uniknięcia dławiącego "miłosierdzia", pozostaje

wyłącznie nadzieja rychłego powołania ich przez Stwórcę do siebie.

W kwietniu 1997 ojciec Fabello przedstawił senackiej komisji zdrowia projekt

(przez   niektórych   na   zwany   "faraonowym"),   który   przewiduje   umieszczanie

chorych   psychicznie,   osoby   niepełnosprawne,   starców   i  cierpiących  na   chorobę

Alzheimera w wielkich -już istniejących lub które trzeba zbudować - ośrodkach.

Projekt ten mogły być chwalebny, ale kosztowny i bardzo złożony, a więc celem

background image

jego   jest,   być   może,   tak   zmieniać,   żeby   nic   nie   zmienić,   odraczając   w   nie-

skończoność dzień, w którym należałoby dostosować się do przepisów aktualnie

obowiązującego prawa. Ale przecież Opatrzność kościoła jest bardziej doczesna

niż   Boża,   a   towarzyszą   jej   setki   miliardów   lirów,   które   przepływają   wraz   z

całkowitymi rozgrzeszeniami.

254

255

background image

"Lourdes" ojca Pio

Po   zakończeniu   swojej   misji   komisarza   w   Domu   Bożej   Opatrzności   w

Bisceglie i po szczęśliwym dla siebie rozstrzygnięciu procesu sądowego w sprawie

olbrzymiej polikliniki, pod koniec grudnia 1996 biskup Riccardo Ruotolo powrócił

na fotel prezesa religijnej fundacji Domu Wsparcia w Cierpieniu - Instytutu Ojca

Pio  w  San   Giovanni   Rotondo  (   w   prowincji  Foggia).  Fundacja   jest   kolejnym

holdingiem   biznesowym   o   charakterze   religijnym,   sprawującym   nadzór   nad

kilkoma ośrodkami szpitalnymi; przede wszystkim nad gigantycznym szpitalem o

nazwie Dom Wsparcia w Cierpieniu (1200 łóżek, 34 oddziały, około dwa tysiące

zatrudnionych - usytuowanym przy viale Cappuccini),

257

nad Domem Ćwiczeń Duchowych Cenacolo Sant'Andrea (przy via San Salvatore),

nad   Domem   Starców   im.   Ojca  Pio  (z   250   komfortowo   wyposażonymi   mini

apartamentami, także przy viale Cappuccini), nad Ośrodkiem Rehabilitacji Ruchu

im.  Ojca  Pio,  nad Ośrodkiem Przyjęć  Santa Maria delle  Grazie i wreszcie nad

klasztorem   kapucynów,   a   więc   tą   placówką,   gdzie   działał'   sławny   ojciec  Pio,

którego prawdziwe nazwisko brzmi Francesco Forgione.

Olbrzymi kompleks religijno-finansowy wokół San Giovanni Rotondo, wioski

znajdującej się około 20 kilometrów od stolicy prowincji Foggia, znany jest o wiele

więcej niż fakt, że corocznie państwo włoskie - za pośrednictwem kasy chorych -

wpompowuje  w istniejący  tam szpital dziesiątki miliardów lirów. Ale znane są

także perypetie, które towarzyszyły w swoim czasie  budowie ośrodka - kłótnie

pomiędzy zakonnikami i skandale finansowe.

Z   ojcem  Pio  Kościół   wojował   już   od   1923   roku,   kiedy   to   nakazał

background image

pochodzącemu   z   Pietrelcina   bratu   zakonnemu,   aby   msze   odprawiał   wyłącznie

prywatnie, a w latach 1931 do 1944 otrzymał w ogóle zakaz odprawiania mszy

uroczystych.

W  San Giovanni Rotondo  żyją jeszcze tacy,  którzy  pamiętaj ą dobrze, co

działo się w latach czterdziestych i później. W 1934 roku - na wiadomość,

że w okolicy klasztoru kapucynów sporą część gruntu wystawiono na sprzedaż -

ojciec  Pio  pilnie skontaktował się  z bogatą, pochodzącą  z Turynu panią Marią

Basilio   -   która   porzuciwszy   Piemont   osiedliła   siew  San   Giovanni   Rotondo

pozwalając, aby zawładnął nią (oczywiście duchowo) zakonnik - i poprosił ją o

pieniądze na zakup działki, na której pragnął zbudować szpital.

Oto przebieg rozmowy, odnotowanej w dzienniku kobiety, odnalezionym w

1997 roku przez wnuczkę Annę Marię Blanco.

Ojciec Pio: Mario Jeżeli sienie mylę, masz zamiar osiedlić się na stałe w tym

miejscu?

Basilio: Oczywiście, ojcze.

Ojciec  Pio:  I   zawsze   domagałaś   się   od   twoich   krewnych,   aby   dokonali

likwidacji olbrzymiego kapitału, który pozostawił w spadku twój ojciec.

Basilio: To prawda, ojcze.

Ojciec  Pio: A  zatem  proszę cię, abyś oddała Opatrzności twoje bogactwo,

uczynisz dobro i nie stracisz ani grosza.

Basilio: Mów dalej, mój ojcze duchowy.

Ojciec  Pio:  Właśnie   wystawiono   na   sprzedaż   działkę   ziemi   naprzeciwko

klasztoru, i ty ją zakupisz, żeby zbudować pierwszy wielki dom przy viale

258

259

di Cappuccini. Pomożesz wielu biednym ludziom, a dobry Jezus wynagrodzi ci to

tysiąckrotnie.

background image

Maria Basilio, gotowa na spełnienie prośby ojca Pio, natychmiast zabrała się

do dzieła. Spotkała się z właścicielem gruntu niejakim Lombardim i parafowali

warunki umowy, następnie poleciła, aby bank w Turynie przekazał jej potrzebne na

ten cel pieniądze. Ale zanim dokonała zapłaty, kilka osób z Turynu

- uciekając się nawet do zakamuflowanych gróźb -próbowało odwieść właściciela

gruntów od realizacji przyrzeczonej umowy. Zatem, na prośbę ojca  Pio,  Basilio

napisała   list   do   szacownego  Francesco   Morcaldi,   dyrektora   biura   ksiąg

wieczystych, powiadamiając go o zawartym porozumieniu z Lombardim, zlecając

mu zarazem wykonanie prac budowlanych przy wznoszeniu obiektu - okazało się

bowiem, że Morcaldi był także inżynierem... Wtedy do mieszkania kobiety zapukał

ojciec Ignazio, przełożony z klasztoru świętej Anny z Foggia, powiadamiając ją o

swoim zdecydowanym zamiarze zakupu tych samych gruntów. Żeby przyśpieszyć

sporządzenie   aktu   notarialnego   zakupu   ojciec  Pio  zwrócił   się   do   przyjaciela

Ciccillo

-  to jest do burmistrza sprawującego władzę w San  Giovanni Rotondo, Franco

Morcaldi - który zapewnił go o swoim bezwarunkowym poparciu. I faktycznie to

właśnie skrzętny Ciccillo rozstrzygnął wszystkie

kontrowersje   wywieszając   15   stycznia   1934   na   tablicy   urzędu   miejskiego

ogłoszenie o przeniesieniu własności.

Po zakupie gruntów projekt budowy wielkiego szpitala nie posuwał się jednak

do przodu przez kilka lat - brakowało kapitałów, a także pojawiały się "diabelskie

przeszkody", oszczerstwa, a nawet grożono wręcz spiskiem.

W tym czasie sława ojca Pio urosła do niewyobrażalnych rozmiarów i to nie

tylko we Włoszech. W latach czterdziestych  do San Giovanni Rotondo  zaczęły

napływać coraz większe rzesze wiernych z najbardziej odległych stron. Zaczęły

napływać także i datki, w tym również z zagranicy - 300 milionów lirów (wartości

obecnej)   wysłał   z   Paryża   Emanuele   Brunatto   (wynalazca   silnika   diesla),   który

background image

nawrócił   się   na   wiarę   chrześcijańską   właśnie   dzięki   zakonnikowi.   Kwotę   400

milionów obiecała wdowa po burmistrzu Nowego Jorku Fiorello La Guardia, przy

czym   uzgodniono,   że   w   dowód   wdzięczności   szpital   będzie   nosił   imię   świętej

pamięci mera amerykańskiej metropolii, jednak później okazało się, że z obiecanej

sumy wpłacono rzeczywiście tylko nieco ponad połowę, a zatem i wdzięczność nie

powinna być aż tak wielka...

Do  ojca  Pio  napływały  darowizny  w  postaci  dóbr ruchomych   i nieruchomości.

Były to tak znaczące

260

267

kwoty, że 4 kwietnia 1957 papież musiał zwolnić zakonnika ze ślubów ubóstwa -

był to pierwszy taki przypadek w całej historii zakonu kapucynów. Jak wspomina

biograf  ojca  Pio,  Enrico  Malatesta,  po  kilku  łatach  okaże   się,  że   wielu  innych

kapucynów, w tym biskupów, postarało się o podobną dyspensę, aby kąpać w się

niezmierzonym oceanie interesów, świętokupstwa, lichwy i spekulacji. I oto oni

będą się starali wplątać w swój niegodny pęd do bogactwa również ojca  Pio. A

kiedy   im   się   to   nie   uda,   rozpętaj   ą   przeciwko   niemu   serię   pomówień   i   prze-

śladowań...

Po   śmierci   papieża   Piusa   XII   (1958)   jego   następcą   zostaje   Jan   XXIII.   W

kręgach Stolicy Apostolskiej, i nie tylko, narasta niechęć w stosunku do bardzo

popularnego już zakonnika i jego ciągle rosnącej fortuny.

Już   od   pewnego   czasu   z   powodzeniem   działał   pozbawiony   skrupułów

finansista,  Giovambattista Giufìre.  Zarządzał on pieniędzmi zakonu kapucynów i

stał się partnerem w interesach około setki diecezji rozsianych po całych Włoszech.

Proboszczowie,   dostojnicy   kościelni   i   biskupi   powierzali   -   powiązanemu   z

chadecją - emerytowanemu urzędnikowi bankowemu pieniądze z ofiary (bywało,

że również i pieniądze wiernych), a on premiował te kapitały bardzo

background image

wysokimi   odsetkami,   ale   otrzymanych   kwot   nie   zwracał...   Ponad   trzystu

zakonników, w tym i takich, którzy uczynili śluby ubóstwa, zostało oszukanych

tracąc nie tylko sam kapitał, ale i odsetki. Co więcej, wielu z nich znalazło się w

poważnych tarapatach po krachu Giuffre, bowiem zaciągnęli piramidalne kredyty

na budowę diecezjalnych kościołów.

W   październiku   1994   prowincja   zakonna   w  Foggia,   do  której   należy  San

Giovanni   Rotondo,  stanie   się   centrum   afery.   Ojca   Gerardo   Saldutto,   ekonoma

prowincji zakonnej w Foggia, naiwność w dziedzinie finansów i zbytnia wiara, że

pieniądze   szybko   przyniosą   wysokie   zyski,   kosztowały   sześć   miliardów   lirów.

Taką   bowiem  kwotę   osiągnęła   inwestycja   polegająca   na   powierzeniu   pieniędzy

spółce powierniczej, która później zbankrutowała.

A ponieważ te pieniądze, będące owocem hojnych datków ze strony wiernych,

były   przeznaczone   przede   wszystkim   na   budowę   gigantycznego   sanktuarium,

wiadomość o krachu finansowym wstrząsnęła miastem ojca Pio. Bowiem to do rąk

ojca Saldutto, opisywanego jako człowiek dynamiczny, który osobiście utrzymuje

kontakt z projektantem świątyni i z firmami budowlanymi, napływały wszystkie

ofiary.   Pieniądze   te   następnie,   przez   klasztor   w  San   Giovanni   Rotondo,  były

rozdysponowywane na rzecz innych

262

263

klasztorów kapucynów rozsianych po  Molise, Campami i Capitanata,  należących

do prowincji zakonnej.

W   rezultacie   finansowych   akrobacji  Giovambattisty   Giuffre   -   i   jego

zakonnych wspólników - krach nastąpił w 1958. Przewodniczący utworzonej celem

wyjaśnienia   kulis   skandalu   stosownej   komisji   parlamentarnej   senator  Giuseppe

Paratore oświadczył: "Giuffre zajmował się budowaniem obiektów przeznaczonych

dla kultu religijnego i z kultem religijnym związanych, a więc domów parafialnych,

background image

klasztorów, seminariów itd... Wszystkie kwoty zostały przyjęte przez Giuffre celem

"zarządzania" nimi z przyrzeczeniem odsetek, które określał on na swój sposób

jako należność,  a ich stopa procentowa miała  wynosić od 40 do 70 procent, a

czasami   nawet   i   100   procent,   i   więcej...   Ustalono,   że   instytucji   i   osób,   które

przekazały   pieniądze   Giuffre   i  które   otrzymały   należności,   było   łącznie   483,   z

czego 302 było instytucji i osób duchownych i 181 laickich...". Faktem jest też, że

Giuffre mógł powoływać się na protekcje i znajomości zarówno w Watykanie Jak i

w kręgach polityków z Chrześcijańskiej Demokracji.

Jednym   z   najbardziej   zagorzałych   przeciwników   ojca  Pio  był,   również

kapucyn, Girolamo Bortignon, biskup Padwy. Aby podratować pustą już kasę swo-

jej diecezji, Bortignon usiłował uzyskać pieniądze

od   ojca  Pio,   ale  brat   zakonny   mu   ich   odmówił.   W   ramach   odwetu   Bortignon

przekonał   kilku   prałatów   do   wysłania   "wizytatora   apostolskiego"   -   monsignora

Carlo  Maccari,  sprawującego  w  praktyce  funkcję   inspektora  kontroli.  Inspekcja

Maccariego   korzystała   z   poparcia   ze   strony   wpływowego   biskupa   Lorisa   Ca-

povilla,  sekretarza osobistego Jana XXIII, a także przyjaciela i byłego sekretarza

samego Bortignona. Żeby znaleźć argumenty na oj ca Pio - źle widzianego przez

samych   braci   zakonnych   z   jego   klasztoru   -   ukryto   w   jego   celi   (a   nawet   w

konfesjonale) kilka mikrofonów. W ten sposób sławny zakonnik został oskarżony o

popieranie przesądów, o przyjmowanie buntowniczych postaw wobec Kościoła i o

inne "wypaczenia", w tym i "czynności nieczyste".

Usiłując zmienić kierunek przekazywanych dla ojca  Pio  ofiar. Kościół kazał

wydrukować stosowny formularz z numerem konta bankowego i z tekstem: "Ojciec

Pio modli się za was, zgodnie z waszą intencją, i prosi was o modlitwę. Błogosławi

was, życząc wam wszystkiego dobrego. By przekazać ofiarę, najlepiej dokonać

wpłaty na konto bankowe (nr 13/8511)". Na diecezjalnym formularzu Bortignon,

poszukujący usilnie pieniędzy na wzniesienie seminarium duchownego i szpitala

background image

Cottolengo Veneto, kazał napisać: "Odradza się duchownym i wiernym

264

265

organizowanie   pielgrzymek   do   ojca  Pio  z   Pietrelcina   i   odprawianie   mszy   i

wieczornic modlitewnych w intencji wyżej wymienionego ojca. Przypomina się, że

nie   jest   to   zgodne  z   sensus   Ecclesiae   Christi,  ponieważ   pewne   działania   są

zastrzeżone przez Kościół tylko dla zmarłych sług bożych". Niezadowolony z ak-

tualnego   stanu,   rzeczy   prałat   zobowiązał   niektórych   braci   zakonnych   własnej

diecezji, aby przekonywali zwolenników ojca Pio, żeby do San Giovanni Rotondo

kierowali   tylko   połowę   ofiary,   a   drugą   j   ej   część   przeznaczali   dla   diecezji   w

Padwie. I by wydać się bardziej przekonywującym Bortignon postarał się o - za-

adresowane do "szacownego biskupa Padwy" - listy z poparciem podpisane przez

papieża i jego osobistego sekretarza.

Olbrzymia   popularność   ojca  Pio  oraz   towarzysząca   jej   legenda   w

najmniejszym stopniu nie doznała uszczerbku w wyniku tych upomnień i dekretów

wystosowanych   pod   jego   adresem.   A   we   wspomnianych   dekretach   urząd

Watykański   groził   ojcu  Pio  poważnymi   sankcjami:   czasowym   odsunięciem   od

kontaktu z wiernymi, zakazem odprawiania mszy i częstymi kontrolami ze strony

watykańskich   prałatów.  Kiedy  23 września  1968  ojciec  Pio  zmarł,  jego  śmierć

wprawiła Kościół w prawdziwe zakłopotanie, gdyż tysiące wiernych twierdziło, że

widziało stygmaty na dłoniach

zakonnika. Według  Enrico Malatesta  stygmaty zniknęły z rąk zakonnika na dobę

przed jego śmiercią, a "cud" zachowano w tajemnicy, aby uniknąć napływu do

klasztoru lekarzy z całego świata.

Od  1968  roku  pielgrzymki  do  San  Giovanni  Rotondo  stały   się  prawdziwą

przemysłową machiną. Dziesiątki tysięcy wyznawców świętości ojca Pio udaje się

do "świętego miejsca" zasilając nadzwyczaj dobrze prosperujący biznes. Obecnie

background image

mówi się o projekcie gigantycznej budowli, której realizację powierzono sławnemu

architektowi Renzo Piano - chodzi o obiekt zdolny pomieścić 30 tysięcy osób.

Obecnie   największymi   -   obok  San   Giovanni   Rotondo   -  miejscami   kultu

religijnego, gdzie wiara i interesy swobodnie się przenikają, są: sanktuarium w

Fatimie w Portugalii (od 1930 roku, kiedy to trzy pasterki miały "widzenia" Matki

Boskiej,   do   chwili   obecnej   miejsce   to   odwiedziło   około   150   milionów

pielgrzymów),   sanktuarium   w   Częstochowie,   dokąd   ikona   Czarnej   Madonny

przyciąga miliony pielgrzymów, Lourdes we Francji, które bije rekordy jako cel

turystyki religijnej (od 1858 roku, kiedy to Bemadette Soubirous stwierdziła, że

ujrzała Matkę Boską, przybyło tam przynajmniej 300 milionów pielgrzymów) czy

wreszcie   miejsca   święte   w   Palestynie,   które   co   roku   przyciągają   setki   tysięcy

wiernych.

266

267

Miejscem   kultu  najświeższej  daty  jest   Medjugorie  -mała   miejscowość   w  Bośni

Hercegowinie; również tam 24 czerwca 1981 Matka Boska miała ukazać się kilku

młodym osobom.

"Włoskie Lourdes", które na świecie rozsławiane jest dzięki działalności 2000

grup  modlących  się   w  intencji  zakonnika  z  Pietrelcina,  jest   obecnie  ośrodkiem

religijno-biznesowym   z   szeroka,   infrastrukturą   w   postaci   domów   ćwiczeń

duchowych,   domów   dla   starców,   domów   dla   pielgrzymów,   placówek   rehabi-

litacyjnych,   wielkiego   szpitala   i   "świętego   klasztoru".   Wokół   kwitnie   handel

kasetami wideo, figurkami, broszurkami, świeczkami, statuetkami, zegarkami z wi-

zerunkiem legendarnego brata zakonnego.

I być może dlatego w Watykanie, po ogłoszeniu ojca  Pio  błogosławionym,

myśli się także o celowości ogłoszeniu go świętym...

background image

Zbłąkane owce, zbrukane habity

Celebra nowoczesności

Kiedyś   przedstawiciele   Kościoła   zajmowali   się   duchowym   formowaniem

owieczek w obrębie własnych parafii, trudzili nawracaniem tych, którzy od wiary

się oddalali, a sama religia miała przemożny wpływ na życie całych społeczeństw.

Jednakże   w   dobie   dzisiejszych   przemian   społecznych  Ì  obyczajowych,

wynikających   również   z   rozwoju   środków   masowego   przekazu,   Kościół   nie

potrafił zreformować się sam na tyle, by zmodyfikować swe formy oddziaływania i

w   konsekwencji   ulega,   a   czasami   i   popiera   panujący   na   postprzemysłowym

Zachodzie materializm.

U progu trzeciego tysiąclecia Kościół Rzymskokatolicki przeżywa poważny kryzys

powołań i wiernych.

271

Wykazuje coraz mniej umiejętności przemawiania do serc i sumień narodów, a

coraz więcej skupia się na prezentowaniu instytucjonalnej władzy, celebrowanej

przez mass media poprzez pokazywanie podróżującego Jana Pawła II. Dzisiaj to

już   nie   Kościół   uzależnia   społeczeństwo   i   uwarunkowuje   jego   wartości,   ale

odwrotnie.   Dobitnie   poświadcza   to   zawartość   gazet.   Coraz   większa   liczba

kościelnych   dostojników   wydaje   się   zainfekowana   nowoczesnością   i   jej   mate-

rialnymi pokusami: seksem, deizmem, luksusem, a przede wszystkim - pieniądzem

i interesami.

Istniej ą księża-uzdrawiacze - jak Roberto Peruzzi, który z Ewangelią w dłoni

ulega pokusie sławy w realizacji biblijnego "wstań i idź" i udowadniając moc słowa

background image

Bożego dokonuje "cudu za każdym razem, kiedy ktoś z wiarą o to prosi" (ostatnim

uzdrowionym był skazany na wózek robotnik, który z woli księdza nagle odzyskał

władzę w nogach).

Inny prałat - ksiądz Gianni Baget  Bozzo -  dzięki sutannie stał się gwiazdą

mass mediów w roli politologa i komentatora służącego władzy i władcom.

Z   kolei   inny   biskup   -   Girolamo  Grillo   z   Civitavecchia,  traktując

instrumentalnie pewien domniemany cud ("krwawe łzy" figurki Matki Boskiej), nie

ustaje w wysiłkach, aby przekształcić swoją diecezję w ośrodek pielgrzymkowo-

biznesowy.

A propos  owej figurki: statuetka miałaby zapłakać krwawymi łzami po raz

pierwszy   2   lutego   1995,   czego   świadkiem   miałaby   być   zaledwie   pięcioletnia

dziewczynka. Po sceptycznym przyjęciu tej informacji również Ì sam biskup Grillo

potwierdził fakt analogicznego wydarzenia i oświadczył dziennikarzom, że figurka

płakała na jego rękach. Cudowna figurka została zatem ustawiona w kościele w

Pantano   i,  odpowiednio   chroniona   szklaną   zaporą,   stała   się   celem   setek

pielgrzymów.   Po   tym   jak   Watykan   dał   swoje   przyzwolenie   na   kult   statuetki,

komitet obrony praw konsumenta zażądał niezwłocznego przeniesienia biskupa z

powodu instrumentalnego traktowania wydarzeń pozwalających domniemywać ich

"święte i cudowne pochodzenie". W kwietniu 1997 r. biskup  Grillo  znowu  był

opisywany w gazetach: podobno spoliczkował pewnego księdza - ojca  Salvatore

Vitiello.

Faktem   jest,   że   historii,   których   bohaterami   są   księża   -   również   księża

zamieszam pośrednio lub bezpośrednio w historie mające swój finał w sądzie -jest

na   pęczki,   a   zdarzają   się   także   i   poważne   sprawy   karne,   mające   związek   z

przestępczością zorganizowaną.

Oczywiście owe zagubione owieczki i brudne sutanny to w istocie mniejszość

w ogromnej rzeszy duchownych, ale ta mniejszość ciągle rośnie, co stanowi

background image

272

273

niewątpliwie   coraz   bardziej   zaznaczającą   się   tendencję,   a   zatem   obfitując   ą   w

przykłady.  Niżej  opisane  sprawy  sądowe  nie  dotarły  jeszcze  do  ostatecznej  in-

stancji   (czytaj:   do   kasacji),   a   więc   opisywane   osoby   mogą   być   traktowane

chwilowo jako winne zarzucanych im czynów.

Aktualny "Numer dwa" w Watykanie - kardynał  Angelo Sodano  otarł się o

dwie   sprawy   sądowe,   w   których   jednym   z   bohaterów   był   jego   brat   -   inżynier

Alessandro, ów przedstawiciel wolnego zawodu wplątał się w aferę łapówkarską w

Asti, w związku z czym wszczęto śledztwo i 7 lutego 1994 brat kardynała został

aresztowany. Jednak w lutym 1997 inżyniera Sodano uniewinniono, podobnie jak i

pozostałych oskarżonych.

Dnia   3   lipca   1997   podczas   uroczystości   żałobnych   po   śmierci   inżyniera,

biskup  Asti   Severino   Po-letto  wszczął   polemikę   z   prokuratorem  Sebastiano

Sorbello. "Wszyscy wiedzą - oświadczył prałat w swoim wystąpieniu żałobnym w

obecności koncelebrującego kardynała  Sodano -  że inżynier był zamieszany, jak

wiele innych osób, w kilka spraw, którymi żyło nasze miasto przez kilka ubiegłych

lat -i przypominając fakt aresztowania dodał - takie zdarzenie jest samo dla siebie

komentarzem i powinno stanowić dla wszystkich przestrogę. Przypomniałem

je,   ponieważ   możemy   wyciągnąć   z   niego   naukę,   która   uczyni   nas   bardziej

ostrożnymi;   bądźmy   srodzy,   ale   szanując   prawdę   bądźmy   przede   wszystkim

bardziej wrażliwi na godność osób, które czasami mogą zapłacić bardzo wysoką

cenę za rzeczy, które w ogóle nie pasują do tego, jak te osoby żyją".

Na   homilię   biskupa   odpowiedział   prokurator   Sorbello   przypominając,   że

biskup  Severino   Poletto  zwykł   zajmować   się   sprawami   sądowymi   za   każdym

razem,   kiedy   dotyczą   one   wpływowych   osobistości   tego   miasta.   Zrobił   tak,   na

przykład, w 1994 roku podczas pogrzebu innego ważnego mieszkańca  Asti -  by-

background image

łego przewodniczącego rady miejskiej Giovanniego Gorii. Również wtedy biskup

skrytykował   wydanie   politykowi   chadecji   zakazu   opuszczania   miejsca   za-

mieszkania. Prokurator Sorbello skorzystał też z okazji, aby przypomnieć, że brat

potężnego kardynała dostał już kiedyś wyrok skazujący, o czym w trakcie gorzkiej

żałobnej polemiki biskup zapomniał...

W roku 1986 biskup Mario Peressin z Pordenone, rocznik 1923, obejmuje

diecezję w L'Acquila. Stolica regionu Abruzze jest ostatnim etapem w jego karierze

-   przez   lata   był   dyplomatą   Stolicy   Apostolskiej   w   wielu   krajach.   Słynący   ze

zdolności   w   sztuce   porozumiewania   się   biskup   Peressin   jest   biskupem   no-

woczesnym, który ma słabość do znajdywania się

274

275

w centrum zainteresowania. W 1991 roku jego inwektywy przeciwko zwolennikom

aborcji   były   tak   gwałtowne,   że   rozpisywały   się   o  nich   gazety   i  zainteresowała

telewizja.   Zachęcony   echem   w   środkach   masowego   przekazu,   biskup   Peressin

wystawił   na   głównym   cmentarzu   miasta   pomnik   poświęcony   dzieciom   nie

narodzonym. Ten prowokacyjny i teatralny gest, którego cele były nade wszystko

propagandowe,   wywołał   ostre   reakcje   (grupy   feministek   na   murach   ogrodzenia

cmentarnego wywiesiły transparenty z dedykacją "Dla kobiet zamordowanych w

wyniku potajemnych zabiegów usuwania ciąży"). Ale wytworzony zamęt wzmógł

apetyt   biskupa   na   gwiazdorstwo   -   wyzwanie   podjął   i   rozesłał   do   proboszczów

diecezji   okólnik   z   żądaniem,   aby   nagłaśniali   przypadki   przerywania   ciąży

opowiedziane im przez parafianki w trakcie spowiedzi. A ponieważ ciągle nie był

zadowolony,   podczas   kampanii   wyborczych   nakłaniał   wiernych   do   oddawania

głosu   na   partie   sprzeciwiające   się   aborcji.   Mimo   prowokacyjnego   charakteru

wystąpień biskupa na postępowanie  jego Stolica Apostolska patrzyła łaskawym

okiem udzielając swego cichego przyzwolenia.

background image

Po mieście zaczęły jednak krążyć mało budujące pogłoski na temat biskupa.

Mówiono o brudnych interesach w światku budownictwa i o nierzetelności

podatkowej.   Późniejsza   kontrola   wykazała,   że   faktycznie   Peressin   nie   ujął   w

zeznaniu podatkowym z 1989 roku swoich osobistych dochodów w wysokości 15

tysięcy dolarów, uzyskanych z inwestycji w Stanach Zjednoczonych. Z faktu tego

wynika, że biskup musiał zainwestować w USA około 250-300 milionów lirów.

Zainteresowany   odpowiedział   groteskową   uwagą,   że   chodzi   wyłącznie   o   plotki

rozpowszechnianie przez "siły tajemne i szatańskie" i - być może, aby wydać się

bardziej przekonywającym -oskarżył całe dzielnice miasta, że oddają się demo-

nicznym rytuałom, którym towarzyszą seksualne orgie...

I tak, oprócz awersji wielu parafian, biskup zyskał sobie dodatkowo niechęć

wielu   duchownych.   W   lutym   1991   dwudziestu   siedmiu   proboszczów   diecezji

wystosowało petycję do papieża prosząc, aby obdzielił ich "łaską nowego biskupa,

który miałby nieco wiary w Boga, trochę miłości dla bliźniego i był mniej pazerny

na pieniądze" (określając go przy tym jako osobę niepohamowaną, niemoralną i

patologiczną).

Późnej zdarzyła się rzecz nieoczekiwana: stary biskup doznał zawału serca i

znalazł się w klinice  Gemelli  w Rzymie (w ulubionym szpitalu prałatów, w tym

także i papieża). W tych okolicznościach Watykan

276

277

na   miejsce   kontrowersyjnego   biskupa   wysłał   "administratora   apostolskiego"   -

Giuseppe Di Falco, biskupa z pobliskiego Sulmona, któremu później przydzielono

pomocnika w osobie koadiutora Giuseppe Molinari.

W regionie Abruzzo również miały znaleźć swój finał oszukańcze transakcje

dokonywane   przez   wysokiego   dostojnika   z   zakonu   klaretianów.   Pochodzący   z

Triestu ojciec Antonio Leghisa, od 1967 do roku 1979 pełnił funkcję generalnego

background image

przełożonego   kongregacji.   Oszustwo,   którego   stał   się   on   bohaterem,   zostało

odkryte przypadkowo po banalnej kradzieży, dokonanej podczas podróży koleją na

trasie   Mediolan   -   Rzym.   Oto   anonimowy   złodziej   skradł   torbę   należącą   do

zakonnika, ale później ją porzucił. Bagaż odnalazł pewien  kolejarz  i przekazał

torbę policji. Wewnątrz znaleziono dokumenty potwierdzające dokonywanie przez

ojca  Leghisę  gigantycznego  oszustwa:   były  to setki  kwitów  wielomiliardowego

przemytu pieniędzy.

Okoliczności   sprawy   stały   się   bardziej   jasne   w   trakcie   rozprawy   15

października 1997 w sądzie w Lecco, gdzie na ławie oskarżonych zasiadł też ojciec

Emilio   Boccatto,   klaretianin   przez   wiele   lat   prowadzący   księgi   rachunkowe

kongregacji we Włoszech. Mieszkańcy pobliskiego Galbiate oskarżali obu

zakonników, że zdefraudowali ich oszczędności, które przez lata powierzali ojcom

w   nadziei   otrzymania   odsetek   wyższych   niż   praktykowały   to   banki.   W   sumie

chodziło o sześć miliardów lirów przekazanych z  Abruzzo do  rzymskiej kurii i

wydatkowanych   na   bliżej   nie   określone,   dokonane   w   imię   Boga,   transakcje

nieruchomościami.

W trakcie procesu ojciec Boccatto - usiłując zdjąć odpowiedzialność z władz

kurii - przyznał, że odbierał od mieszkańców Galbiate wpłaty sam, i choć działania

te mu się nie podobały, o czym wielokrotnie mówił ojcu Leghisie, niewiele mógł

poradzić,   gdyż   musiał   być   swemu   przełożonemu   (czyli   Leghisie)   posłuszny.

Obrona ojca Boccetto nie była zbyt przekonywająca. Dowody zebrane przez ofiary

oszustwa przeczyły jego słowom: zarówno w Lecco jak i w Rzymie kierownictwo

kongregacji doskonale orientowało siew szczegółach sprawy.

W  Bergamo,  w   kręgach   kościelnych   i   w   kręgach   finansjery   nazywają   go

"Marcinkusem 2000". Chodzi o biskupa  Aldo Nicoli,  który przez piętnaście lat

pełnił   funkcję   pełnomocnika   episkopatu   do   spraw   działalności   gospodarczej

potężnej kurii w Bergamo. Z racji swojej funkcji Nicoli był również dobrze znany

background image

wysokim   hierarchom   z   Watykanu.   I   faktycznie,  Nicoli   ma  wiele   wspólnego   z

kowbojskim bossem

278

279

z IOR: również i on, na podobieństwo biskupa z Chicago, ze jednaką swobodą

posługuje się Ewangelią i bilansami spółek i, podobnie jak Amerykanin, zajmuje

się sprawami wiecznymi przez angażowanie się w najbardziej doczesne ziemskie

sprawy.  Corriere   della Sera  pisał,  że  kiedy  Nicoli  przejmował  w  kurii  sprawy

finansowe,   diecezjalne   kasy   były   opustoszałe   z   powodu   olbrzymich   kosztów

utrzymywania   seminarium   w  Citta   Alta.  W   krótkim   jednak   czasie   nastąpił

przypływ gotówki, a kuria znalazła się w centrum dużych operacji gospodarczo-

finansowych. Najbardziej spektakularna z nich to zainwestowanie w bank Credito

Bergamasco i sukcesywne przejście pod kontrolę banku Credit Lyonnais. Na jego

koncie znalazło się również utworzenie centrum kongresowego przy via Paleocapa

oraz nieskończony ciąg transakcji nieruchomościami.

To właśnie  do Nicoli  w 1995 roku zwróciła się  Stolica Apostolska,  kiedy

Towarzystwo   Świętego   Pawła   (jedna   z   najbogatszych   włoskich   kongregacji

kościelnych)   przeżywała   kryzys   finansowy.   Majątek   stowarzyszenia

(nieruchomości w centrum Mediolanu, hotele, domy wypoczynkowe, "Republika

młodzieży"   w  Civita)  wykazywał   olbrzymie   zadłużenie   (które   osiągnęło   kwotę

około   czterdzieści   miliardów   lirów   na   około   sześćdziesiąt   miliardów   obrotu).

Ujemny

wynik bilansowy spowodował dymisję księdza Pierluigi Borracco (przełożonego

towarzystwa) i ekonoma generalnego Marii Teresy Sarati.

"Zbawca" w osobie biskupa Nicoli natychmiast zabrał się do pracy. Odnowił

dobre kontakty z przyjaciółmi bankierami (którymi byli:  Cesare  Zonca - prezes

Credito   Bergamasco,  Andrea   Gibellini   -   ówczesny   dyrektor   generalny  Banca

background image

Popolare   di   Bergamo,  pracujący   później   w   IOR),   z   przedsiębiorcami   (rodziną

Radici) i z kontrowersyjnym finansistą Emesto Preatoni (z którym w 1992 Nicoli,

według pogłosek, miał zrobić kilka interesów o wartości dziesiątków miliardów

lirów). Pięć miesięcy po objęciu tego ważnego stanowiska "Marcinkus 2000" -

oskarżony o oszustwo - stanął przed sądem wraz z innymi członkami kierownictwa

katolickiego dziennika L'Eco di Bergamo.

Oczekując na proces, biskup  Nicoli kontynuuje swoje eucharystyczne interesy, w

tym   również   poprzez   spółkę  Ivet  (z   kapitałem   założycielskim   miliarda   350

milionów   lirów),   której   jest   prezesem,   a   główną   jej   działalnością   pozostaje

organizacja pielgrzymek do Lourdes i innych miejsc świętych na całym świecie.

"Pojechał z misją do Europy Wschodniej "albo "zachorował i jest na zwolnieniu" -

tajemnica   otaczająca   Bolesława   Krawczyca,   robiącego   karierę   polskiego

dostojnika, jest nieprzenikniona. Zaledwie

280

281

czterdziestoletni Krawczyc nie jest jednym z wielu księży, należy do tej wąskiej

grupy zakonników, którzy mają wstęp na uroczystości celebrowane przez papieża.

Ponadto   kieruje   sekretariatem   Kongregacji   do   spraw   Praktyki   Wiary,   na   której

czele stoi chilijski kardynał Giorgio Arturo Medina. Oprócz tego odpowiedzialny

jest za utrzymywanie kontaktów z włoskim Czerwonym Krzyżem. I wszystko to

znalazło   się   w   zagrożeniu,   gdy   30   października   1995   odebrał   Krawczyc

prokuratorski   zakaz   opuszczania   miejsca   zamieszkania.   Rzymska   prokuratura

zastosowała ten środek w związku z handlem samochodami, które były nielegalnie

wywożone,   a   potem   z   zarobkiem   sprzedawane   w   Polsce.   Sądowe   perypetie

spowodowały zniknięcie zakonnika.

Jak   wiele   innych   zdarzeń   dziejących   się   wewnątrz   watykańskich   murów,

również i ta sprawa otoczona jest tajemnicą. Rzecznik Joaquin Navarro Valls ogra-

background image

niczył   się   do   zdementowania   faktu,   że   wobec   Krawczyca   wydano   nakaz

aresztowania, a zatem i brak powodu do ukrywania się. Nie pozostaje więc nic in-

nego,   jak   tylko   uwierzyć   pogłoskom   krążącym   po   Watykanie,   według   których

Krawczyc,   po   przesłuchaniu   w   prokuraturze   (w   lipcu   1995),   po   prostu   się

zapodział,   wracając   do...   "życia   prywatnego"   z   pewną   kobietą   w   mieszkaniu

wynajętym

od kardynała Andrzeja Marii Deskura (przyjaciela Jana Pawła II).

W Watykanie zakłopotanie jest bardziej niż wyczuwalne. I aby pomniejszyć

znaczenie osoby zakonnika w oczekiwaniu na rozwój sytuacji w sądzie, Stolica

Apostolska   daje   do   zrozumienia,   że   przysługujący   Krawczycowi   tytuł

"monsignore"  został   mu   nadany   tymczasowo   Jako   że   był   związany   z   pełnioną

funkcją papieskiego mistrza ceremonii.

Rzym, 16 listopada 1994. W auli-bunkrze więzienia w  Rebibbia  w ramach

procesu   przeciwko   regionalnemu   deputowanemu   z   chadecji  Enzo  Culicchia,

oskarżonemu o powiązania z mafią, składa zeznania skruszony mafioso Vincenzo

Calcara.  Dawniejszy   "człowiek   honoru"   z   "rodziny"   z  Castelvetrano  opowiada

teraz o zaistniałym przed trzynastu laty epizodzie prania brudnych pieniędzy. W

sprawę zamieszani są politycy i wysocy prałaci, a wśród nich prezes IOR biskup

Paul Marcinkus. Wyprana, pochodząca z napadów, okupów i handlu narkotykami -

podana przez bandytę - kwota jest przeogromna, równa około dziesięciu miliardom

ówczesnych lirów.

Pieniądze, wszystkie w dziesięciotysięcznych banknotach - zeznawał Calcara -

zostały zabrane z mieszkania bossa  Francesco Messiny Denaro  (adwokata, szefa

grupy mafijnej z Campobello di Mazara)

282

283

i ułożone w dwóch walizkach. Walizki te załadowano w Castelvetrano do dwóch

background image

samochodów, które miały bezpośrednio pojechać na lotnisku Fiumicino.

Skruszony przestępca uściślił, że w samochodzie, który wyjechał z Sycylii,

znajdowało   się   kilku   ważnych   mafiosów,   a   wraz   z   nimi   były   burmistrz   z

Castelvetrano   Antonio   Vaccai-ino,  były   chadek   i   deputowany  Enzo  Culicchia,

regionalny deputowany socjalista  Enzo  Leone (kilka lat później aresztowany za

łapówki) oraz pozostający na usługach Cosa nostra kapitan karabinierów.

- Kiedy przyjechaliśmy na Fiumicino - kontynuował bandyta - czekały na nas

już trzy samochody ciemnego koloru i w jednym z nich był Marcinkus z jakimś

innym kardynałem. Po załadowaniu walizek do samochodu, gdzie siedzieli prałaci,

wszyscy pojechaliśmy na  via Cassia, do  Rzymu, gdzie znajdowała się kancelaria

notariusza Alfano.

Fakty   opowiedziane   przez  Calcara  znajdują   potwierdzenie   w   zeznaniach

składanych przez innego, także skruszonego a bardziej znanego, mafiosa  Rosario

Spatole, który parę lat wcześniej opowiadał ówczesnemu prokuratorowi z Marsali

Paolowi Borsellino o handlarzu narkotyków, który przechwalał się, że ma układy z

Marcinkusem.   Ten   sam  Calcara  zafundował   późniejszemu   sędziemu  Paolo

Borsellino

dokładny przekrój sieci organizacji mafijnych w zachodniej części Sycylii.

Na rewelacje Calcary replikował kardynał Rosalio Castillo Lara, niegdysiejszy

szef  IOR, a później kierujący papieską komisją do spraw watykańskich.

-   Oskarżenia   te   są   całkowicie   bezzasadne,   bowiem   znając   osobiście

arcybiskupa Marcinkusa  jestem pewien, że nie przyjąłby żadnych podejrzanych

kwot, tym bardziej od nieznanych mu osób - oświadcza kategorycznie oburzony

kardynał Rosalio Lara. -Jestem też przekonany, że z przebywającego od lat w Sta-

nach Zjednoczonych arcybiskupa Marcinkusa ktoś chce zrobić kozła ofiarnego, aby

skryć   już   nie   wiem   jakie   zbrodnie,   wyjawiane   przez   mafiosów,   co   do   których

wiarygodności, jak wiadomo, należy zachować zdecydowanie ostrożną postawę...

background image

Torrechiara  (Parma),  31   grudnia   1995.   Po   udzieleniu   rozgrzeszenia

parafiankom   pragnącym   przystąpić   do   ostatniej   w   roku   komunii   w   poczuciu

obmycia   z   grzechów,   w   klasztornej   kaplicy   Świętej   Marii   Panny   dwóch

policjantów podeszło do księdza Franco Mondellini i dokonało aresztowania. Jak

na   ironię   kościółek   nosił   wezwanie   Świętej   Marii   od   Śniegów,   a   aresztowanie

nastąpiło w związku z międzynarodowym handlem "śniegiem", czyli kokainą.

284

285

Pochodzący   z   Parabiago   ksiądz   spędzał   czas   zajmując   sienie   tylko

eucharystią. Oznaczone jego nazwiskiem akta spraw  leżą  w sądach w Locri i w

Reggio   Calabria,   a  także   w  Avezzano   (Abruzzo)   i   w   Acquapendente   (Lazio).

Karierę   duchownego   znaczyły   nie   tylko   ceremonie   i   nabożeństwa   kościelne.

Odprawianie mszy przeplatało się z lotniczymi podróżami odbywanymi pomiędzy

kalabryjskimi spelunami i kolumbijskimi narcos, a także łapówkami, ucieczkami, a

nawet ukrywaniem się.

Na lotnisku w  Santa Fé  (Kolumbia) w 1991 roku dwaj agenci zażądali, aby

ksiądz Franco otworzył torbę podróżną. Zakonnik podniósł krucyfiks, ale to nie

odwiodło funkcjonariuszy od dokonania kontroli. W bagażu zakonnika znajdowała

się drewniana figurka, która wydała się nadmiernie ciężka: faktycznie, wewnątrz

ukryte były cztery kilogramy kokainy warte ponad dwa miliardy lirów. Aby nie

ryzykować   zbyt   długiego   pobytu   w   cieszących   się   złą   sławą   kolumbijskich

więzieniach nie tylko otworzył książkę do nabożeństwa, ale też wyznał śledczym,

że pozostawał  na usługach kalabryjskich grup przestępczych. Podając nazwiska

małych i dużych bossów wymienił nazwisko swojego kolumbijskiego kontaktu:

Antonio Julio Jimenez.

Jak to się stało, że ksiądz z Parabiago znalazł się na usługach kalabryjskiej

mafii? W latach siedemdziesiątych ksiądz Mondellini został skierowany do pracy

background image

w   parafii   Brancaleone   (Licride)   i   tam   właśnie   rozpoczął   podwójne   życie   -   z

Ewangelią i handlem narkotykami. A kiedy jego nazwisko znalazło się na nakazie

aresztu tymczasowego, podpisanego przez prokuratora z okręgowej dyrekcji walki

z mafią, szybko zmienił styl życia. Dzięki sutannie ksiądz Franco mógł skrywać się

w monastyrach i klasztorach, gdzie obecność gości nieczęsto zgłaszana jest policji.

Czasami księdzu-przemytnikowi przypominało się inne jego  hobby  polegające na

tym, że za dziesiątki milionów, powołując się na znajomość z papieżem, obiecywał

uzyskanie tytułów kościelnych i herbów szlacheckich. Oszustwo takie udawało się

w Avezzano, a także -tuż przed drugim aresztowaniem - i w Torrechiara.

Po   głośnym   aresztowaniu   księdza   Mondelliniego,   ksiądz   Cipriano  Carini,

kierujący  opactwem  Santa  Maria  della  Neve,  opowie  dziennikarzom,  że   ksiądz

"potrzebował   odpoczynku   fizycznego   i   psychicznego,   ponieważ   przeszedł   atak

serca". Biskup z Viterbo także się za nim wstawił. A ksiądz Franco? Po prostu po-

wie,   że   aresztowanie   w   Kolumbii   nastąpiło   w   wyniku   pomyłki   polegającej   na

zwykłej zamianie walizek.

286

287

Ponad   osiemdziesięcioletni   biskup   Simeone  Duca  wydaje   się   być   żywym

wcieleniem zasady: "błądzić jest rzeczą ludzką, ale tkwić w błędzie jest rzeczą

diabelską". Na szpalty gazet, gdzie opisywane są jego perypetie sądowe, trafił już

w 1983 roku, kiedy to został aresztowany i oskarżony w skandalu z wydobyciem

nafty, a z więzienia wyszedł po wpłaceniu grzywny w wysokości miliarda lirów.

Żywotny prałat z  Żary,  pełniący kiedyś funkcję sekretarza papieskich archiwów,

uległ   z   czasem   ponownej   pokusie.   I   to   jakiej?   Praniu   brudnych   pieniędzy

pochodzących z porwań dokonywanych przez kalabryjskic grupy przestępcze. A

przy okazji wplątał się jeszcze w aferę z fałszywymi pieniędzmi. Opowiadał o tym

skruszony  mafioso   Saverio   Morabito  (były   boss   jednego   z   kalabryjskich

background image

ugrupowań).

W postępowaniu karnym, w którym zarzuty powiązania z mafią postawiono

165 osobom, o biskupie Duca mówi się, że na podstawie podsłuchu telefonicznego

i   zdjęć   ustalono   jego   ścisłe   związki   z   Ferraro-Giovanni.  Osoba   biskupa   -jak

zauważył prokurator -wywoływała niepokój nie tylko z powodu swoich ścisłych

kontaktów z bossami przestępczych organizacji, ale też i dlatego, że nazwisko jego

pojawiło   się   w   trakcie   postępowania   w   sprawie   handlu   narkotykami,   kiedy   to

zachodziło podejrzenie, czy nie jest

to ta sama osoba, której została dostarczona spora partia czystej morfiny.

O Simeone Duca była mowa także w wyroku wydanym przez sąd 2 grudnia

1990 po procesie "Operacja Kwiat Lotosu", która doprowadziła do aresztowania

handlarza narkotyków  Santo Pasquale  Morabito. W połowie lat osiemdziesiątych

pochodzący   z  Bova  Marina   Morabito   zakotwiczył   w   Mediolanie,   gdzie   oprócz

wsparcia ze strony środowiska handlowo-wojskowego mógł liczyć także na pomoc

wpływowych,   a   przede   wszystkim   pożytecznych   przyjaciół:   ordynatora   dużego

szpitala w Mediolanie, pewnego dostojnika kościelnego, a nawet dwóch policjan-

tów. Co do prałata, przyjaciela Morabito, to okazało się, że był nim właściciel willi

wartej miliard lirów i obligacji państwowych na cztery miliardy - biskup Simeone

Duca.

Nazwisko   biskupa  Duca  pojawia   się   również   w   postępowaniu   sądowym

znanym pod nazwą "Operacja Cara vaggio". Sprawa ta dotyczyła handlu na wielką

skalę  fałszywymi  banknotami.  Epicentrum tejże działalności  znajdywało się we

Florencji,   ale   ośrodki   znajdywały   się   także   w   Neapolu   i   w   Kalabrii.   W   paź-

dzierniku 1996 prokuratura we Florencji wydała wiele nakazów aresztowania i aż

130 zakazów oddalania się z miejsca zamieszkania. Bohaterem sprawy był

288

289

background image

młody inżynier Stefano Labanti, który wykorzystując najnowsze techniki laserowe

oraz fotokopiowania, zdolny był produkować fałszywe bilety tramwajowe, karty

bankomatowe, paszporty, karty kredytowe i znaczki skarbowe, a przede wszystkim

-   umiał   przerabiać   banknoty   jednodolarowe   na   studolarowe.   I   to   właśnie   on

umożliwił   śledczym   zlokalizowanie   jego   licznych   wspólników.   Wśród   nich

znajdował się Lorenzo Fallani, z którego tajnej drukami wychodziło fałszywek na

około   300   miliardów   rocznie,   przy   czym   -   według   Labantiego   -   Fallani   w

przeszłości pracował jako sekretarz osobisty biskupa Duca.

-   Prałat   -   oświadczył   adwokat   jednego   z   oskarżonych   -   spełniał   funkcję

kuriera: odbierał fałszywe pieniądze we Florencji, by później przekazać je bossom

z przestępczej organizacji  la'ndragheta  w Kalifornii. Tamci z kolei odprzedawali

fałszywki za czterdzieści procent ich wartości.

W innej sprawie sądowej nazwisko biskupa  Duca  pojawia się w związku z

kontaktami   duchownego  z szefostwem  organizacji  la'ndrangheta.  W  roku 1983

Rocco Lo Presti, kalabryjczyk skazany w Turynie za zabójstwo i porwanie, zwrócił

się do biskupa o ułatwienie postępowania kasacyjnego. W zamian za 30 milionów

lirów prałat wyraził gotowość wstawienia się u sędziego sądu kasacyjnego  Ugo

Dinacci.

Owa   "interesowność"   kosztowała   prałata   wszczęcie   postępowania   karnego,   w

wyniku którego Dinacci został uwolniony od zarzutów, ale biskup  Duca  został

skazany   na   dziewięć   miesięcy   więzienia   za   łapówkę.   W   październiku   1984,   w

trakcie procesu apelacyjnego, biskup potwierdził, że zainkasował 30 milionów od

Lo   Presti,   ale  bronił   się   twierdząc,   że   przyjął   te   pieniądze,   aby   następnie

przeznaczyć je na dobre uczynki. Było to dosyć surrealistyczne usprawiedliwienie,

ale   sąd   apelacyjny   uznał   jednak   tę   okoliczność   za   prawdopodobną   i   biskupa

uniewinnił.

***

background image

Wierni zapewniają, że nigdy nie widzieli, by w kościele Świętej Agnieszki w

Nowym Jorku (przy Czterdziestej Trzeciej Alei) ksiądz Lorenzo Zorza odprawiał

niedzielną mszę. Ale wszyscy zgodnie opisują go jako proboszcza sympatycznego i

uczynnego. Dla żebraków okupujących chodnik przed kościołem ksiądz Zorza z

jego hojnością jest prawie świętym,

W   celu   szerzenia   chrześcijańskiego   miłosierdzia   proboszcz   założył   spółkę

Family Trading Ine. z siedzibą w jednym z budynków przy Piątej Alei. To właśnie

tam nadchodzą przesłane z Kalabrii olbrzymie paczki z odzieżą - przeznaczone dla

biednych

290

291

z parafii. Zresztą father Lorenzo nie jest jakimś przeciętnym księdzem. Jest grubą

rybą w hierarchii Stolicy Apostolskiej, gdyż pełni funkcję nuncjusza apostolskiego,

a   więc   ambasadora   Watykanu   przy   Organizacji   Narodów   Zjednoczonych.   Ma

amerykańskie obywatelstwo i paszport dyplomatyczny, co daje mu dużą swobodę

we wszelkich jego podróżach.

5   lutego   1988   w   Mediolanie   brygada   operacyjna   do   walki   z   narkotykami

dokonuje konfiskaty pięciu kilogramów kokainy zapakowanych w torebki znanej

marki   brazylijskiej   kawy.   W   trakcie   śledztwa   policja   odkrywa   istnienie   siatki

handlu  narkotykami  i kradzionymi   dziełami  sztuki.  Uczestniczą  w  niej włoskie

grupy przestępcze współpracujące z grupami amerykańskimi. W tym wszystkim

przewija się nazwisko księdza Lorenzo  Zorzy -  zamieszanego zarówno w handel

narkotykami jak i w paserstwo dziełami sztuki.

28   marca   1988   prokuratura   rzymska   wystawia   przeciwko   prałatowi

międzynarodowy list gończy zarządzając, aby o powyższym środku "zostały zawia-

domione   wszystkie   punkty   graniczne   i   żeby   przekazany   został   również   poza

granice państwa włoskiego". Identyczny środek - także w związku z przemytem

background image

skradzionych dzieł sztuki - został zastosowany  przez prokuratora federalnego  z

Nowego Jorku, Rudolpha Giulianiego. Dwa dni po rozesłaniu nakazu aresztowania,

30   marca,   obecność   watykańskiego   nuncjusza   apostolskiego   -   oskarżonego   o

powiązania z mafią,  o handel narkotykami i o handel dziełami  sztuki - została

zgłoszona   przez   międzynarodowe   lotnisko   w   Ciampino:   oczekiwał   na   lot   do

Nowego   Jorku.   Ale   ksiądz   Zorza   do   tego   samolotu   nie   wsiadł,   lecz   po   prostu

-znikł.   W   kilka   dni   później,   7   kwietnia,   funkcjonariusze   policji   skarbowej

zlokalizowali go w małej willi w  Montecalvo di Pianoro  (w pobliżu Bolonii) i

dokonali aresztowania. Przedstawiono mu  zarzut współudziału w prowadzonym

przez mafię przestępczym procederze handlu skradzionymi dziełami sztuki i handlu

narkotykami. A ponieważ ksiądz Zorza był obywatelem amerykańskim, w ramach

ekstradycji został odesłany do USA.

Domek, w którym skrył się ksiądz Zorza, był własnością Adrii Gialdini i jej

męża,  Vittorio Santunione. Kobieta jest znaną na całym świecie konserwatorką

dzieł sztuki, a jej mąż sławnym malarzem. Obydwoje zostali oskarżeni o pomoc w

ukrywaniu   osoby   poszukiwanej   i   aresztowani.   Później   od   zarzutów   ich

uniewinniono. Adwokat kobiety - mecenas Gianfranco Bordoni z Bolonii napisze,

że Adria Gialdini "wielokrotnie zaznaczyła w trakcie przesłuchania, że poznała

księdza Zorzę kilka lat wcześniej, w trakcie kilkumiesięcznego pobytu w USA.

Ksiądz Zorza,

292

293

który był wtedy członkiem delegacji watykańskiej przy ONZ, wykazał się wielką

uprzejmością towarzysząc pani Adria w zwiedzaniu galerii i muzeów. Chodziło

zatem   o   znajomość   zawartą   w   najczystszych   okolicznościach,   a   sama   osoba

wydawała się nadzwyczaj godna zaufania...

W trakcie procesu wyszła na jaw wieloletnia przestępcza działalność księdza.

background image

Na przykład fakt, że miał on swój udział w zniknięciu, a później w odnalezieniu

obrazu   Tycjana5wf'erć  Świętego   Piotra   Męczennika  (arcydzieła   nieocenionej

wartości, które -od momentu wybuchu w 1867 roku austriackiej bomby w kościele

Świętego Piotra i Pawła w Wenecji, gdzie obraz przechowywano - uznawane było

za zniszczone). Ustalono także, że w 1982 roku sąd amerykański uznał go winnym

przemytu skradzionych we Włoszech dzieł sztuki. Wówczas to znaleziono w jego

bagażu na nowojorskim lotnisku dwa obrazy olejne z XVI wieku (wartości 200

milionów   tirów)   niepewnego   pochodzenia.   Prokuratura   oskarżyła   go   o

zainkasowanie ośmiu tysięcy dolarów za przemycenie obu obrazów, a sąd skazał

go na trzy lata więzienia (w zawieszeniu). Włoski sąd stwierdził ponadto, że w

innych okolicznościach, w Rzymie, zabezpieczono u niego 74 tysiące dolarów w

banknotach autentycznych, ale przerobionych (pierwotne

jednodolarowe   były   przerabiane   na   banknoty   studolarowe).   Takimi   banknotami

amerykańska  Cosa   nostra  pokrywała   różnicę   w   trakcie   wymiany   kokainy   na

dostarczaną przez Włochów heroinę.

We Włoszech nazwisko księdza Zorzy pojawiło się już wcześniej w związku

ze   sprawą   banku  Ambrosiano  i   śmiercią  Roberto   Calviego.  I   rzeczywiście,   18

czerwca   1982,   syn   zmarłego   bankiera   -  Carlo,  opowiedział   mediolańskim

prokuratorom o dziwnych osobach - przyjaciołach Francesco Paziency - kręcących

się wokół jego ojca.

-  Pazienza  - mówił  Carlo Calvi  - powiedział mi, że bardzo ambitny biskup

Luigi Cheli był jego dobrym przyjacielem i że aspirował do stanowiska zajmowa-

nego przez Marcinkusa. W tym czasie nie było go w Stanach Zjednoczonych i

powiedział mi, żebym poszedł do pewnego mieszkania w Nowym Jorku, gdzie

przebywał   ojciec   Zorza.   -   Przy   drugim   spotkaniu,   to   właśnie   ojciec   Zorza

towarzyszył Carlowi, kiedy ten udał się do biskupa.

-  Cheli  powiedział  mito -  opowiadał dalej syn bankiera - co już wcześniej

background image

telefonicznie   przekazał   mi   Marcinkus:   miałem   powiedzieć   mojemu   ojcu   w

areszcie, żeby był cicho, żeby nie zdradzał żadnych tajemnic i żeby ciągle wierzył

w Opatrzność... Wydaje mi się celowe zaznaczyć, że od śmierci ojca

294

295

do dzisiaj, kontaktowało się z nami oferując bliżej nie określoną pomoc i wsparcie,

wielu przyjaciół Pazienzy, a wśród nich niejaki  Alfonso Bove  z Nowego Jorku,

niejaki ojciec Zorza, duchowny mieszkający w Nowym Yorku, niejaki Sciubba,

wykładowca   z   uniwersytetu   katolickiego   w   Waszyngtonie   i   niejaki  Alvaro

Giardili...

Również   Clara   Canetti   (wdowa   po  Roberto   Calvi)  wymieniła   nazwisko

księdza Zorzy mówiąc o wysokich prałatach działających na terytorium USA.

- Na przełomie lipca i sierpnia mój syn - opowiada wdowa - miał telefon od

biskupa  Sbarbaro,  prałata   mieszkającego   w   Waszyngtonie   i   -   o   ile   wiem   -

pełniącego   funkcję   kontrolną   nad   zachowaniem   innych   wysokich   prałatów

przebywających za granicą. Sbarbaro, zaprosił go do siebie, ponieważ pragnął mu

osobiście złożyć kondolencje. Spotkanie to polegało głównie na całym ciągu mniej

lub   bardziej   ważnych   stwierdzeń   i   uwag,   zupełnie   w   stylu   języka   jezuitów

pełniących   czołowe  fùnkcj   e  w   watykańskim   świecie   polityki.   Między   innymi

Sbarbaro  powiedział mojemu synowi, że Kościół daje priorytet problemom wol-

ności narodów nad ich potrzebami materialnymi, jak głód na świecie. Robił  też

aluzje do faktu, że mój mąż zapłacił swój ą cenę i wyraził uwagę, że inni też po-

dobnie zapłacą...

- W jakiś czas po śmierci mojego męża - kontynuuje Canetti - przyjechał do

mnie wykładający na uniwersytecie w Nowym Jorku profesor Costa, który zasiada

w   zarządzie   banku  Ambrosiano,  w   którym   pracuje   mój   syn.   Profesor  Costa

przyprowadził ze sobą niejakiego ojca Zorzę, włoskiego duchownego, który pełnił

background image

jakąś funkcję w Organizacji Narodów Zjednoczonych, ale którą stracił w wyniku

jakichś   perypetii   sądowych   związanych   z   kradzieżą   dzieł   sztuki.   Zorza   został

przedstawiony   mojemu   synowi   przez  Pazienze,  który   był   także   przyjacielem

profesora Costy. Wtedy właśnie Zorza powiedział mi, ale tak żeby nie słyszeli tego

mój syn i moja córka, że Pazienza kazał mu przekazać mi, że on sam nie miał nic

wspólnego z tą straszną sprawą...

Jak powstał układ pomiędzy rodziną Calvich i księdzem Zorzą? Już w połowie

lat osiemdziesiątych wyjdzie na jaw, że sędzia Giovanni Falcone, który zajmował

się   aktywnie   powiązaniami   między   przedstawicielami   sycylijskiej   mafii  [Cosa

nostra,  otrzymał od swoich amerykańskich kolegów akta, w których to  Pazienza

wskazywał na związki pomiędzy sporą niezależnością finansową księdza Zorzy a

znajomością   i   kontaktami   Zorzy   z  Vicentem   Restivo,  zamieszanym   w   pranie

brudnych  pieniędzy  należących  do  wpływowej  familii  Bonnano.   W  mieszkaniu

Pazienzy

296

297

prokuratorzy znajdą nagranie rozmowy telefonicznej pomiędzy Maurizio Mazzetta

(sekretarzem aferzysty) i księdzem Zorzą, w której wyraźnie była mowa o handlu

skradzionymi dziełami sztuki. Ale co więcej - w aktach podano, że część pieniędzy

banku Ambrosiano podlegało kontroli ze strony księdza Zorzy. Chodziło o kwoty

przekazywane   między   bankami   mającymi   siedzibę   w   raj   ach   podatkowych   w

Panamie   (gdzie  trio   Calvi-Sindona-Marcinkus  posiadało   spółki   powiernicze  i

banki) oraz w Brazylii. Po krachu -dane zawarte w dokumentach Ambrosiano będą

wyznaczać ślady przelewów na ogromne kwoty, które przekazywano w okresie od

1980 do 1982 do co najmniej trzech banków z San Paolo w Brazylii: do Banco do

Comercio e Industria (około 106 milionów dolarów), do Banco Itau (50 milionów

dolarów), wreszcie do Banco Real (50 milionów dolarów). A to właśnie San Paolo

background image

jest miastem, gdzie w przyszłości ksiądz Zorza będzie chciał osiąść na state.

background image

Charyzma pieniądza

Duchownym   będącym   symbolem   najbardziej   niepohamowanego   powołania

do   interesów   jest   znany   ksiądz  Luigi  Maria   Verze.   Ów  ksiądz-manager   jest

autorem   profetycznej   książki   noszącej   tytuły  carisma   del   denaro  (Charyzma

pieniądza), w której ksiądz Verze doszedł wręcz do konkluzji, że nie ma sprzecz-

ności pomiędzy Bogiem i pieniądzem.

Biografìa  bezwzględnego   w   interesach   księdza-managera  doskonale

charakteryzuje   jego   osobowość.   Już   w   1964   roku   ksiądz   Verze   otrzymał   od

mediolańskiej kurii "upomnienie", w którym mu - zabroniono odprawiania mszy

świętej. Powody tak poważnej sankcji nie są znane, ale zapewne nie były budujące.

298

299

Faktem jest natomiast, że po owym "upomnieniu", pochodzący z Werony ksiądz

(urodzony w Illasi w 1920 roku) zdjął habit, założył najbanalniejszy strój biznes-

mena i zaczął czynić w interesach swoje "cuda", których efektem - po kilku latach -

były narodziny prawdziwego gospodarczego imperium.

Pierwszy biznesowy wyczyn księdza Verze wiązał się z połacią działek gruntu

przeznaczonego   na   organizację   terenów   zielonych,   a   położonego   w   okolicy

lotniska Forlani i przylegającego do cytadeli "Milano 2" wznoszonej przez Silvio

Berlusconiego  (budowę   realizowano   za   pośrednictwem   podstawionej   firmy,   a

finansowana była z tajemniczych źródeł pochodzących ze Szwajcarii). Oto ksiądz-

manager  zamierzał zbudować na tym gruncie szpital  San Raffaele. Ale za  jakie

pieniądze? Nie wiadomo.

-   Nie   dostaliśmy   żadnych   spadków,   ani   też   nie   było   ukrytych   źródeł

finansowania.   Były   tylko   pożyczki   i   darowizny,   jak   np.   25   tysięcy   metrów

kwadratowych gruntu otrzymanego nieodpłatnie od hrabiego Bonzi w 1960 roku.

background image

Reszta   pochodzi   z   banków   -   stwierdzi   wiele   lat   później  ksiądz-manager  w

wywiadzie dla tygodnika Panorama.

Ale   dziennikarz  Giovanni   Ruggerijest  bardziej   zorientowany   i   precyzyjny,

kiedy w swojej książce podaje, że hrabia Bonzi działkę o powierzchni

46 tysięcy metrów kwadratowych sprzedał w 1966 roku tajemniczemu ośrodkowi

opieki   szpitalnej   Monte   Tabor,   działającemu   pod   kierownictwem   księdza  Luigi

Maria Verze, a rok później burmistrz z Segrate wydał pozwolenie na wzniesienie

tam   prywatnego   ośrodka   geriatrycznego   "Szpital  San   Raffaele".  Zdaniem

dziennikarza, zarówno klinika jak i jej pomysłodawca okazują się mieć związek z

budową  "Milano  2"   i   z   jego   przedsiębiorczym   (i   ukrytym)   budowniczym

Berlusconim.   Wybucha   skandal   nad   skandale   spowodowany   nadużyciami,

nieprawidłowościami, a przede wszystkim powiązaniami politycznymi.

A   zatem,   odmiennie   od   tego,   co   twierdził   ksiądz-manager,  grunty   i

pozwolenie   na   budowę   znalazły   się   w   jego   gestii   dopiero   1967   roku   (kamień

węgielny   pod   budowę   kompleksu   szpitalnego   położono   24   października   1969),

działka   okazała   się   prawie   dwukrotnie   większa,  no   Ì  wcale   nie   chodziło   o

darowiznę. Co do pożyczek, to chodziło być może o 600 milionów lirów (z 2,156

miliarda   wnioskowanych),   które   ksiądz   Verze   otrzymał   od   państwa   dzięki

wpływowym   przyjaciołom   z   Chrześcijańskiej   Demokracji,   l   faktycznie,   ich

wsparcie okazało się dla  księdza-managera  decydujące, gdyż 15 kwietnia 1971

ówczesny   -   chadecki   -   premier   Emilio  Colombo  uznał   istnienie   osobowości

prawnej placówki, która rok wcześniej

300

30]

przyjęła   nazwę   fundacji   religijnej   Ośrodka   San   Romanello  del   Monte  Tabor.

Rządowy akt pozwolił także księdzu-biznesmenowi korzystać również z dostępu

do funduszów regionalnego programu leczenia szpitalnego, ale postanowienie to

background image

regionalny asesor do spraw opieki zdrowotnej  Vittorio Rivolta (chadek)  uznał za

nieprawne,   gdyż   klinika   księdza   Luigiego   jako   placówka   prywatna   nie   może

uczestniczyć w regionalnym programie podziału środków rządowych.

Pomiędzy księdzem Verze i regionalnym asesorem rozpoczął się długi okres

upartych sporów. Ksiądz  pozostający w dobrych stosunkach  również i z socja-

listami  (burmistrzami  Renato Turri z Segrate oraz  Aldo  Aniasi z Mediolanu,  a

także i samym bossem włoskiej partii socjalistycznej - mediolańczykiem Bettino

Craxi) nie zaniedbał niczego, co mogłoby zjednać asesora Rivolte. Najpierw były

naciski   administracyjne,   potem   groźby,   a   w   końcu   także   i   próba   przekupstwa.

Ksiądz  Verze  pisał  do Rivolty  we wrześniu 1971, że rozpoczęte w 1969 prace

budowlane   zostały   wkrótce   wstrzymane   "z   powodu   przerwania   środków   finan-

sowania,   które   państwo   w   swoim   czasie   zobowiązało   się   dostarczyć,   a   potem

scedowało na władze regionalne... Jeżeli pozycja ta nie zostanie wpisana na listę

lombardzkich szpitali, które winny być finansowane ze źródeł publicznych zgodnie

z zapisami

obowiązującej ustawy, pierwsza część szpitala San Raffaele pozostanie piękną, ale

nieukończoną   budowlą,   zupełnie   nieprzydatną   dla   celów   szpitalnych".   W

listopadzie   1973   ksiądz   wystosował   nowe   pismo   do   asesora.   Jego   ton   był   już

odmienny: "Ponieważ wiem, bo mam tego dowody, że nasze dzieło jest dziełem

upragnionym przez  Boga i  że to Bóg nie pozwala nam się poddać, radzę panu

więcej   nie   przeszkadzać".   Później   nastąpiła   próba   przekupstwa   -   asesorowi

obiecano łapówkę w wysokości pięciu procent dotacji - ale rzecz skończyła się

sprawą   sądową,   w   wyniku   której   ksiądz   Verze   otrzymał   w   pierwszej   instancji

wyrok skazujący.

W   końcu   księdzu-managerowi   -  dzięki   potężnemu   wsparciu   polityków   z

Rzymu - udało się pokonać przeszkody. Dnia 25 lipca 1972 chadeccy ministrowie

Athos  Valsecchi  (zdrowie)   i   Oskar  Luigi   Scalfaro   (oświata)   stosownym

background image

postanowieniem uznali klinikę  San Raffaele za  "placówkę szpitalno-medyczną o

charakterze naukowym", co umożliwiało księdzu Verze dostęp do państwowych

funduszy   i   przywilejów,   a   władze   regionalne   pozbawiło   kompetencji   do

zajmowania się jego ośrodkiem.

Dzięki   wspólnej  protekcji  polityków  z  prawej   i  lewej  strony   ksiądz   Verze

razem z przyjacielem Berlusconim zdołali nawet uzyskać zmianę kierunku

302

303

mchu   na   pobliskim   lotnisku,   aby   starty   i   lądowania   nie   zakłócały   spokoju

pacjentów szpitala oraz mieszkańców luksusowego okrąglaka Milano 2. Po długiej

i skomplikowanej procedurze, która miała także swoje epizody sądowe, kierunki

ruchu samolotów zostały zmienione, a Berlusconi mógł podnieść cenę budowanych

przez siebie mieszkań z 130 do 280 tysięcy li-rów za metr kwadratowy.

W latach siedemdziesiątych biznesowe wyczyny księdza były stałą pozycją

gazetowych   kronik   sądowych   w   lokalnych   brukowcach.   Ale   nic   nie   zdołało

zatrzymać "upragnionej przez Boga kliniki", której funkcje jej twórca określał jako

"szpital przede wszystkim dla lekarza, nawet bardziej dla lekarza niż dla chorego,

aby lekarz mógł realizować się jako mistrz i profesjonalista w tej świętej sztuce... A

chorego   szpital  San   Raffaele  przyjmuje   i   traktuje   jako   jednostkę   biologiczno-

psychiczno-duchową, która, przez  fakt  choroby, nabyła  prawo do najlepszego  i

indywidualnego   leczenia...   Zaś   przez   pojęcie   »jednostki   biologiczno-

psychologiczno-duchowej« należy rozumieć,  że szpital musi  widzieć w chorym

pewną organiczną jedność - złożoną ze strony fizycznej, z wartości psychiczno-

intelektualnych   i  z   wiecznej   ponad   wszystko   duszy   -   która   to   całość   dotknięta

została nową

patologiczną sytuacją... Walka przeciw chorobie jest wręcz starciem człowieka z

człowiekiem..."

background image

Pod koniec 1990 roku, w ramach wymyślonego przez Berlusconiego projektu

budowy   (na   Sardynii)   spekulacyjnego   kompleksu   "Olbia   2-Costa  Turchese",

zaprojektowano wielką klinikę, która - usytuowana na obrzeżach osiedla - miała

składać się z kilku pokaźnych budynków. Dziennika La Nuoba Sardegna wysunął

hipotezę, że teren pod klinikę mógł być szczodrym upominkiem firmy  Fininvest

dia księdza Verze.

-   W   tę   sprawę   zaangażowałem   się   osobiście   -oświadczył   wtedy   burmistrz

Olbia Giampiero Scanu. - Wyjaśniam też, że nie chodzi o jakąś klinikę dla super-

vipów, ani o rodzaj beauty farm, jak zresztą to ktoś już sugerował, ale o szpital dla

wszystkich   z   pięciuset   łóżkami,   z   wyposażeniem   sportowym   i   z   centrum

kongresowym. I taki jest potrzebny : jeżeli komuś coś się stanie, dzisiaj trzeba go

wieźć do Sassari lub  do Cagliari. -  Jednak projekt "Olbia 2" z przyległą super

kliniką   nie   wypalił   z   powodu   oporu   sił   politycznych   i   mchów   ekologicznych,

zaniepokojonych tym, że budowlany harmider zakłóci życie na wybrzeżach tego

regionu.

Kilka lat później, 24 października 1996, ksiądz-biznesmen w wywiadzie do

należącego do Berlusconiego tygodnika Panorama zatytułowanym "Leczę

304

305

Was, jak chce tego Bóg", przypuszcza atak na prokuratorów (a więc tych, którzy

zwalczali mafię, korupcję i aferzystów): "Sądzę, że sprawiedliwość prezentowana

przez niektórych prokuratorów już nianie jest, ale raczej staje się prawną szykaną,

arogancją, prywatą..." A następnie wypowiada się na korzyść pokrzywdzonego i

zmuszonego do ukrywania się Bettino Craxiego: "Niezależnie od jego problemów z

sądami, ciągle jestem jego przyjacielem. A nawet coraz większym przyjacielem..."

Obiekt, który przez wielu usłużnych dziennikarzy został uznany jako szpital

wzorcowy lub wręcz wzór do naśladowania na skalę krajową, w styczniu 1998

background image

znowu będzie przedmiotem prokuratorskiego śledztwa. W wyniku pożaru, który

tam wybuchł, stracił życie jeden z pracowników kliniki.

Przedmiotem działalności przedsiębiorstwa Ośrodek  San Raffaele del  Monte

Tabor   (który   wpisano   do   rejestru,   dla   poszerzenia   korzyści   i  przywilejów,   pod

hasłem   Dział   specjalny:   przedsiębiorstwa   rolne)   jest   realizacją   programu,

złożonego z mieszaniny górnolotnych haseł chrześcijańskiego miłosierdzia i nie-

skrywanych aspiracji finansowych. Bowiem -Jak to wynika z dokumentu - "celem

fundacji   jest   sprowadzenie   założeń   i   praktyki   leczenia   do   zastosowania   ducha

ewangelicznego przykazania »Uzdrawiajcie

chorych«   (Mateusz   X,8)   drogą   inspiracji   i   podejmowania   wszelkich   inicjatyw,

zarówno   kościelnych   jak   i   laickich,   celem   spopularyzowania   nowego   chrześci-

jańskiego   konceptu   opieki   zdrowotnej...   zgodnie   z   ideą   założyciela   księdza

profesora  Luigi   M.   Verze".  Dlatego   też   -   czytamy   dalej   -   "fundacja   może

prowadzić, zarówno we Włoszech, jak i za granicą, wszelkie działania uznane za

niezbędne, potrzebne - lub w każdym razie uznane za wskazane - do osiągnięcia

celów   fundacji,   a   także   wszelką   działalność   gospodarczą,   finansową,   operacje

majątkowe, operacje na nieruchomościach i ruchomościach, w tym uczestniczenie

we   wszelkiego   rodzaju   spółkach,   ich   zbywanie   oraz   udzielanie   poręczeń

majątkowych na rzecz osób trzecich..."

Dzisiaj   stowarzyszenie  San   Raffaele   del  Monte   Tabor,   któremu   prezesuje,

oczywiście,   ksiądz   Verze,   jest   potężnym,   obracającym   miliardami   biznesowym

holdingiem   posiadającym   międzynarodowe   rozgałęzienia.   Należy   do   niego   sieć

szpitali San Raffaele w Se-grate i w dzielnicy Eur w Rzymie (ostatni z nich, który

kosztował 250 miliardów lirów, przez ponad dwa lata nie pracował, a zezwolenie

na działalność otrzymał od maja 1997). Fundacja nadzoruje też szpitale i przy-

chodnie   w  Tarante,  w   Brazylii,   na   Malcie,   w   Polsce,   w   Indiach.   Inne   rodzaje

działalności prowadzi spółka

background image

306

307

powiernicza Finraf, skupiająca takie firmy, jak: Science Park Raf (usługi), Europa

Scienze Umane  (wydawnictwo), Dom Opieki  Santa  Maria (klinika). Szpital  San

Raffaele  Resnati,   Ortesa  (enginneering),  Torricola   (obrót   nieruchomościami)   a

także - aby uczynić zadość statutowi całej grupy, ale przewidującemu właśnie i ten

rodzaj działalności - nieokreślone bliżej gospodarstwo rolne produkujące wino i

oliwę.

Chociaż jest placówką prywatną, to jednak szpital  San Raffaele  w Segrate

(który zatrudnia 2255 pracowników, dysponuje 1200 łóżkami, rejestruje 60 tysięcy

przyjęć rocznie) korzystał latami z ogromnych dotacji publicznego (państwowego)

systemu   opieki   zdrowotnej.   Według   władz   regionu   Lombardii   (dostępne   dane

dotyczą roku 1993) koszt dziennego pobytu szpitalnego pacjenta wyniósł ponad

809 tysięcy lirów. Nie przez przypadek zatem określany jest jako szpital możnych

tego świata.

Mimo miliardów wpompowywanych w szpital każdego roku, holding księdza

Verze znajduje się w poważnych kłopotach finansowych (według niektórych opinii

jego pasywa osiągnęły poziom około 500 miliardów lirów). Aby się z nimi uporać,

ksiądz-manager  zatrudnił   byłego   polityka   z   prawego   skrzydła   chadecji   i

jednocześnie byłego bankiera Roberto Mazzette, który dał się poznać jako jeden z

bohaterów

śledztwa akcji "Czyste ręce".  Mazzetta  poszukuje wspólników zdolnych wyłożyć

gotówkę   i   planuje   wejście   na   giełdę.   Fundacja   pozostanie   właścicielem   całego

majątku,   ale   utworzona   zostanie   spółka   akcyjna,   która   zajmować   się   będzie

zarządzaniem szpitala i która otworzy się na nowych wspólników...

Dzisiaj,   tak   jak   kiedyś,   interesy   księdza   Verze   mogą   liczyć   na   poparcie

polityków - z dawnej chadecji i partii socjalistycznej - związanych obecnie na pra-

background image

wicy u Berlusconiego.

Zgodnie   z   tym   co   twierdzi   lombardzki   oddział   partii   demokratyczno-

socjalistycznej, wiosną 1997 centro-prawicowa  rada  regionalna Lombardii miała

stworzyć   warunki   na   to,   aby   szpitalowi  San   Raffaele  podarować   około   pięć

miliardów rocznie. Na mocy tak zwanej złotej umowy, zawartej pomiędzy władza-

mi   regionalnymi   i   kliniką   księdza   Verze,   pracownicy   urzędów   regionalnych   i

członkowie   ich   rodzin   mieliby   możliwość   dokonywania   kompletnych   badań

okresowych w szpitalu San Raffaele, za kwotę 490 tysięcy lirów od osoby (podczas

gdy cena dla osób nie ubezpieczonych wynosi 750 tysięcy lirów). Kwota ta mia-

łaby być zwracana przez kasę regionalną, nawet gdyby wydatkowana była na rzecz

pozostających   na   utrzymaniu   danego   pracownika   członków   rodziny.   Według

oświadczenia regionalnego szefa partii

308

309

demokratyczno-socjalistycznej   -  Fabio  Bienellego,   jest   to   teatralny   gest

uprzywilejowania  San   Raffaele  na   niekorzyść   innych   ośrodków   leczniczych,

ograniczenie prawa do swobodnego wyboru lekarza, a przede wszystkim doskonały

interes dla szpitala kosztem całej społeczności, gdyż zaokrąglając liczby i kwoty

faktura wystawiona przez San Raffaele mogłaby osiągnąć właśnie wartość czterech

miliardów ośmiuset milionów lirów rocznie.

25   czerwca   1997   ośrodek  San   Raffaele  staje   się   bohaterem   kolejnego

skandalu.   Na   zarządzenie   mediolańskich   prokuratorów,   funkcjonariusze   policji

skarbowej   dokonuj   ą   przeszukania   i   zajęcia   wielu   dokumentów.   W   związku   z

otrzymanymi   sygnałami   prokuratorzy   podejrzewają   możliwość   oszustwa,   że   lo-

kalne władze sanitarne płaciły klinice księdza Verze za badania, których nigdy nie

wykonano.

Zresztą cała historia kliniki San Raffaele naszpikowana jest epizodami spraw

background image

sądowych,   zwłaszcza   tych   związanych   z   nadużyciami   budowlanymi   -   ale   i   nie

tylko takich - i kilkakrotnie epizody te kończyły się wyrokami. Tak się stało, na

przykład,   25   listopada   1995,   kiedy   sąd   w   Mediolanie   za   naruszenie   przepisów

budowlanych skazał księdza Verze m.in. na pięć miesięcy pozbawienia wolności.

Nowy proces w podobnej sprawie rozpoczął się, również w Mediolanie,

l O czerwca 1997. Innym razem na rok i cztery miesiące więzienia został skazany

ksiądz Verze w październiku 1997, kiedy sąd pokoju uznał go winnym paserstwa

dwóch szesnastowiecznych neapolitańskich płócien, skradzionych z kościołów w

prowincji Neapol. Zgodnie z  linią  obrony  obydwa płótna  zostały  nabyte  za  60

milionów lirów przez kierowcę księdza Verze - Danilo  Donati,  który je później

podarował  księdzu-managerowi.  Jednak  według wersji prokuratorskiej w sprawie

tej uczestniczyła aktywnie również siostra księdza Luigiego Verze - Giuliana

310

311

background image

Milenijny kram

Przedsiębiorczy paulini - bracia nożownicy

- Jesteśmy bardziej znani od Boga - oświadczył latem 1997 Noel Gallagher,

leader  grupy popowej Oasis (jakieś dwadzieścia lat wcześniej identyczne słowa

wypowiedział   Lennon,  leader  Beatlesów,   który   jednak   pośpiesznie   potwierdził

swój "dogłębny szacunek dla Jezusa"). Bluźniercze zdanie Gallaghera wywołało

natychmiastową  reakcję Kościoła.  - To nasza wina - pisał ze skruchą katolicki

dziennik  Avvenire   -  chcieliśmy   przemienić   tych   dwudziestolatków   w  opinions-

leaders, a teraz musimy znosić te ich nie trzymające się ładu ni składu wygłupy.

Kiedyś   Kościół   Rzymskokatolicki   zajmował   się   wyłącznie   kluczowymi

zagadnieniami. Jednak

315

od  kilku   lat   najbardziej   autorytatywni   przedstawiciele   kleru   wypowiadaj   ą   się

publicznie na temat wszystkiego, a w szczególności na temat bzdur. Nierzadko sam

Jan Paweł II w trakcie zgromadzeń na Placu Świętego Piotra zabiera głos na tematy

zupełnie marginalnych wydarzeń: warunków meteorologicznych, swoich wakacji

w   górach...   Jest   to   zgodne   z   bardzo   konkretną   strategią   porozumiewania   się,

realizowaną przez Kościół w celu zjednania sobie dusz zgromadzonych w tłumie,

który coraz bardziej jest tłumem laickim. Żaden papież przed Janem Pawłem 11 nie

podróżował tyle co on i po Włoszech, i po świecie. Nigdy przedtem Kościół nie

brał udziału w takim stopniu, jak to się dzieje dzisiaj Jako aktywny uczestnik i bo-

hater społeczeństwa, grając sam dla siebie wielki spektakl.

Zresztą machina propagandowa, którą dziś dysponuje Kościół we Włoszech

Jest faktycznie imponująca. Oprócz rzesz duchownych wszystkich parafii, diecezji,

background image

szpitali i wszelkiego rodzaju i poziomu szkół, słowo Boże przekazywane jest za

pomocą 144 tygodników diecezjalnych, 470 lokalnych stacji radiowych, ponad 350

księgarni oraz ponad 200 wydawnictw katolickich. Wszystko to stanowi potężny

arsenał środków masowego przekazu, które są także - to też się zmieniło - dosyć

dochodowym biznesem.

Wśród   wszystkich   stacji   radiowych   inspirowanych   przez   Święty   Kościół

Rzymskokatolicki, najbardziej popularne jest rzymskie Radio Maria, które od 1990

roku dzięki swoim 750 przekaźnikom, dociera do wszystkich zakątków kraju, a

swoim potencjałem technicznym prawie dorównuje RAI. Dzięki hojnym datkom

wiernych, które osiągaj ą łącznie dziesiątki miliardów lirów, nosząca imię Matki

Boskiej rozgłośnia nadaje już w siedemnastu krajach. Oprócz pierwszego miejsca

w rankingu liczby słuchaczy, Radio Maria może się pochwalić również przodowa-

niem w emitowaniu "elektrycznego smogu". Fakt ten potwierdzili 30 stycznia 1998

technicy   z   ośrodka   kontroli   transmisji   radiowych   przy   ministerstwie   poczty:

religijna stacja radiowa odpowiedzialna jest za prawdziwe bombardowanie falami

elektromagnetycznymi   rzymskiej   dzielnicy   Monte   Mario,   co   z   pewnością   nie

pozostaje bez wpływu na zdrowie jej mieszkańców i całej okolicy.

Spore   audytorium   ma   także   Radio  Vaticano,  które   z   około   czterdziestu

rozsianych   po   całym   świecie   ośrodków   studyjnych   nadaje   programy   w   prawie

pięćdziesięciu   językach.   Dużym   sukcesem,   co   do   liczby   słuchaczy,   może

pochwalić się także Novaradio (mieszanka katolicyzmu i rozrywki), będące lokalną

rozgłośnią diecezji mediolańskiej.

316

317

Wśród stacji telewizyjnych należy wymienić Telepace, stację założona przez

Guido Todeschini, nadającą z dwóch dużych ośrodków: z Rzymu i z Werony. A w

lutym 1998 rozpoczęła działalność nowa -zdolna rywalizować nawet z RAI  i z

background image

Fininvest   -  katolicka   stacja   SAT   2000.   Finansowana   przez   wpływową   CEI

(konferencję biskupów włoskich), stacja ta może być odbierana przez wszystkich,

którzy   posiadają   anteny   satelitarne.   Kanał   satelitarny   telewizji   episkopatu

udostępniony został przez samą RAI za skromną kwotę miliarda dwustu milionów

lirów   rocznej   opłaty.   Mimo   początkowo   niewielkiego   kręgu   odbiorców   -   obok

kościelnego radiowo-telewizyjnego centrum nadawczego w Rzymie, mieszczącego

się w supernowoczesnym gmachu przy via Aurelia -organizuje się oddzielne biuro

mające zajmować się świadczeniem usług reklamowych. Oprócz zaangażowania w

działalność   dostojników   duchownych   ze   szczytów   watykańskiej   hierarchii   -   z

kardynałem-supergwiazdą   mediów   Ersilio   Toninim   -   należąca   do   CEI   stacja

nadawcza opiera się na współpracy z bardzo znanymi dziennikarzami i reżyserami.

Inauguracja   telewizyjnej   stacji   CEI   wzbudziła   sceptyzm   u   popularnego

duchownego księdza Antonio Mazzi.

- Telewizja biskupów wydaje mi się marnotrawieniem pieniędzy i pomysłów.

Powinniśmy raczej wykorzystać tę energię na robienie czegoś lepszego... Wśród

księży   jedni   mówią:   otwierajmy   nasze   szkoły,   wydawajmy   nasze   gazety,

utrzymujmy nasze stacje telewizyjne. W gruncie rzeczy takie integralistyczne po-

dejście spowodowałoby tylko usunięcie nas na margines. Ci z biskupiej telewizji to

filozofowie z katolickiego Aventynu - chcą, aby za wszelką cenę katolicka szkoła

była dofinansowana, mówią, żeby robić swoje, ponieważ świat jest brudny i źle

urządzony. Ja natomiast należę do innej, licznej grupy księży -tych, którzy pragną

zmieniać instytucje już istniejące, nawet jeżeli to zmusza do dużych kompromisów.

Wypowiedź   swą   ksiądz  Mazzi  kończy   stwierdzeniem,   że   katolicyzm

przefiltrowany   przez   telewizję   już   utracił   sporą   część   swojej   radykalności,   bo

przyjął schematy i propozycje społeczeństwa konsumpcyjnego.

Dzisiejszą działalność wydawniczą Kościoła należy oceniać jako wyjątkowo

kwitnącą.  Wśród najlepiej sprzedających się  we Włoszech  periodyków są  dwie

background image

pozycje   katolickie:   wydawany   w   Padwie   miesięcznik  Messagero  di   S.   Antonio

(Zwiastun   Świętego   Antoniego)  i   mediolański  tygodnik   Famiglia  Cristiana

(Chrześcijańska rodzina).

318

319

Ten boom potęgowany jest setkami milionów dotacji z państwowej kasy. Na

przykład wspomniany Messagero (którego sukces wydawniczy jest w dużej części

rezultatem prenumeraty pozyskiwanej z okazji pielgrzymek do Padwy i w gruncie

rzeczy nie potrzebuje żadnych dotacji), otrzymuje corocznie od państwa około 80

milionów lirów. Dziesiątki i setki milionów lirów dotacji otrzymują liczne religijne

periodyki,   ukazujące   się   pod   szyldem   nie   zawsze   wyłącznie   religijnych

stowarzyszeń czy spółek. Dzieje się tak w oparciu o przyjętą w 1990 roku ustawę,

która   przewiduje   subwencje   dla   czasopism   partyjnych,   spółdzielczych,

wydawanych   w   językach   mniejszości   narodowych,   a   także   dla   czasopism

wydawanych przez fundacje i inne instytucje "nie nastawione na zysk". A że pod

takim szyldem działaj ą często właśnie czasopisma inspirowane przez Kościół, i on,

jak każdy kto wydaje gazetę lub prowadzi wydawnictwo, może domagać się od

państwa określonej kwoty dotacji. Możliwość ta jest bardzo doceniana w diecezji w

Novara  (rodzinne   miasto   arcykatolickiego   prezydenta   Republiki   Włoch   Oscara

Luigiego Scalfaro), która  stata  się prawdziwą kuźnią wydawniczo-dziennikarską:

oprócz Nuova campana di S,Agabio (nakład: 400 egzemplarzy) w Nawarze ukazuje

się dziesiątka innych maleńkich tytułów o łącznym nakładzie

około 15 000 egzemplarzy - oczywiście przy wsparciu państwowych subwencji.

Według Włoskiej Federacji Tygodników Katolickich (FISC) wszystkie 11 tytułów,

których redakcje mieszczą się w Novarze i prowincji, kierowane są przez te same

osoby:  Giuseppe Cacciami  i jego zastępcę  Piero Cerutti.  Sytuacja wygląda nieco

inaczej w przypadku mediolańskiego Avvenire stanowiącego własność CE1 ( 100

background image

000   egzemplarzy   nakładu);   dzięki   temu,   że   wydaje   go   firma   mająca   formę

spółdzielni, otrzymuje ona pięć miliardów dopłaty rocznej od państwa.

Oprócz dotacji "urzędowych", kolejne subwencje dla tytułów pozostających

pod wpływem Stolicy Apostolskiej przekazuje prawdopodobnie firma reklamowa

Multimedia Pubblicità (Mmp) będąca własnością grupy Set, która została przejęta

przez operatora telefonicznego Telecom. W styczniu 1998 prasa poinformowała, że

rzymska prokuratura wszczęła postępowanie zarzucając Mmp sfałszowanie bilansu

i   nielegalne   finansowanie   partii   politycznych.   Akt   oskarżenia   zarzucał   firmie

(postawionej   zresztą   w   stan   likwidacji   po   odnotowaniu   straty   około   260

miliardów),   że   zawierała   umowy   na   preferencyjnych   warunkach,   nie

uzasadnionych względami handlowymi, z redakcjami wydającymi tytuły związane

z partiami i mchami politycznymi. Poprzez mechanizm "zagwarantowane-

320

321

go minimum" (tj. określonej liczby reklam, które firma gwarantowała wyemitować

na rzecz danych tytułów, niezależnie od rzeczywistej kwoty uiszczonych opłat)

spółka   Mmp   miała   bezprawnie   wydatkować   znaczne   kwoty   na   rzecz

watykańskiego  L'Osservatore   Romano,  dziennika  CEI   Avvenire  oraz   na   rzecz

tygodnika kongregacji paulinów Famiglia Cristiana.

Przykładem biznesu, który przynosi niezłe dochody z wydawania katolickich

tytułów jest oficyna Periodici San Paolo (Sp. z o.o.) z siedzibą w Alba. Jest to duże,

czwarte   co   do   wielkości   wydawnictwo   (po   Mondadori,   Rizzoli,   Rusconi)

posiadające także zakład poligraficzny, w którym drukowane są gazety (około 10

tygodników,   dwutygodników   i   miesięczników)   wydawane   przez   paulinów.

Redakcje   mieszczą   się   w   Mediolanie   przy   via   Giotto.   Najważniejszą   paulińską

publikacją jest Famiglia Cristiana. Jej nakład wynosi ponad l milion egzemplarzy,

w redakcji zatrudnionych j est (wraz z korespondentami w Paryżu i w Londynie)

background image

około   60   dziennikarzy   i   grafików,   co   stanowi   zespół   dwa   razy   większy   w

porównaniu z takimi tygodnikami o charakterze rodzinnym  jak  Gente  (Ludzie)  i

Oggi (Dzisiaj), które sprzedają jednak około 700 000 egzemplarzy tygodniowo. Na

sukces czasopisma składają się po trochu: praca drukami, wpływy z reklam, sieć

sprzedaży (prowadzonej nie

tylko przez parafie, ale także i w kioskach), 14 ośrodków dystrybucji rozsianych po

całych   Włoszech,   hojne   dotacje   państwowe   -   wszystko   to   czyni  z   Famiglia

Cristiana doskonały wielomiliardowy biznes.

Władcami wydawniczego imperium  Periodici San Paolo  są bracia zakonni -

paulini.   Ci   naśladowcy   świętego   Pawła   -jak  charakteryzuje  ich   L  'Espresso  -

"składali śluby ubóstwa i swoje zarobki przekazują do klasztornej kasy, ale jeżdżą

BMW   i   na   wzór   laickich  managerów  posługują   się   firmowymi   kartami   kre-

dytowymi oraz jadają w najlepszych restauracjach. Składali śluby posłuszeństwa

swoim   przełożonym   i   papieżowi,   a   później   -   po   kolei   -  buntują   się   przeciwko

nakazom   płynącym   od   hierarchów.   Zachęcają   do   rozwijania   ducha   i   służenia

innym, ale w swoich własnych redakcjach rządzą żelazną ręką. Nauczają miłości

bliźniego, ale umieją bezlitośnie posługiwać się przysłowiową szpilką. Paulini -

bracia   nożownicy.   Są   faktycznie   duchownymi   przedsiębiorcami   i   to

przedsiębiorcami nadzwyczaj przedsiębiorczymi..."

Zgromadzenie paulinów zostało założone w 1914 roku przez księdza Giacomo

Alberione, który od samego początku głosił swoją wolę

322

323

ewangelizowania   innych   przez   oddziaływanie   masmediów.   Obecnie   paulini

działają w 27 krajach. Łącznie paulinów zakonników i paulinów laickich (laiccy

background image

złożyli   wszystkie   śluby,   ale   nie   mogą   udzielać   sakramentów)   jest   około   1200.

Zorganizowani   są   w   ramach   tzw.   prowincji.   Najliczniejsza   i   najsilniejsza   jest

prowincja   włoska   licząca   376   członków.   Grupa   wydawnicza   Świętego   Pawła

(publikująca gazety, książki, materiały audiowizualne) stanowi przede wszystkim

wielkie zaplecze finansowe, które umożliwia dzielić zyski zarówno wśród braci

włoskich i wśród prowincji zagranicznych. Podział środków odbywa się za pośred-

nictwem organizacji St. Paulus Intemational. Od roku 1980 paulini prowadzą w

Rzymie także SPICS - uniwersytet ze specjalnością: środki przekazu (w którym

rocznie pobiera naukę około 40 studentów).

Od wielu lat uznanym szefem paulinów jest ksiądz Leonardo Zega, którego

wrogowie   nazywają   "Nietykalnym".   Urodził   siew   1928   roku   w  Sant'Angelo   in

Fontano. Od  habitu woli doskonałej  jakości  garnitury  -jak zresztą  przystało  na

managera  niezbyt   skłonnego   do   studiowania   Ewangelii,   a   o   wiele   bardziej

zainteresowanego analizą wielomiliardowych bilansów wydawnictwa (około 300

miliardów   obrotu,   700   pracowników   i   ogromny   majątek   w   nieruchomościach).

Władza księdza Zega jest zatem bardzo

rozległa,   i   to   nie   tylko   w   obrębie   zgromadzenia,   jak   i   wewnątrz   watykańskich

murów.

W   połowie   roku   1995   między   paulinami   rozpaliła   się   zaciekła   wojna.

Wszystko zaczęło się z chwilą, kiedy to Tommaso Mastrandrea, pełnomocny czło-

nek   zarządu   wydawnictwa   zwolnił   dyrektora   handlowego  Corrado  Minellę.

Powodem zwolnienia było odkrycie, że ten świetny manager -jedyna osoba laicka

w   gronie   ścisłego   kierownictwa   -   naruszył   postanowienia   zawartej   umowy   i

uczestniczył   w   innych   spółkach   wydawniczych   (Agepe,   Christian  Jacques,

Publistampa, Alfa Linea, Park engineering, Cep Communication Italia), przy czym

nawet jedną z tych spółek - Harnac - utworzył w 1988 roku wraz z żoną, która w

tym czasie w wydawnictwie  San Paolo  pełniła funkcję osoby odpowiedzialnej za

background image

utrzymywanie  publics   relations  z   RAI.   Natomiast   publiczna   telewizja   włoska

(RAI) za pośrednictwem spółki Sipra zajmowała się reklamą Famiglia Cristiana i

innych   gazet   wydawanych   przez  Periodici   San   Paolo.  Współpraca   ta   podobno

miała sprawić, że dziesiątki milionów lirów rocznie trafiało do kasy Harnac.

I   tak   rozpoczęła   się   bezpardonowa   wojna   pomiędzy   księżmi  -managerami

całej grupy. Mastrandrea zażądał od księdza Zegi, aby usunął nazwisko Minelli ze

stopki gazet, ale wpływowy dyrektor -jako

324

325

że   Minnella   był   jego   ścisłym   współpracownikiem   -   zignorował   to   żądanie.

Natomiast  ksiądz  Silvio  Pignotti, korzystając z  prerogatyw przysługujących mu

jako przełożonemu zgromadzenia, postanowił unieważnić zwolnienie Minnelli z

pracy. W tym celu zwołał zgromadzenie wspólników spółki, które miało wybrać

nowy zarząd spółki w miejsce obecnego ustanowionego kilka miesięcy wcześniej,

w którym działał zgodny duet księży: Mastrandrea - Andreatta. A między Stefano

Andreatta, pełniącym również funkcję dyrektora generalnego Periodici San Paolo,

oraz księdzem Zegą żarzyło już pewne zarzewie konfliktu wobec zmiany postaw

tego pierwszego.

W   zaistniałym   konflikcie   ksiądz  Paolo  Saorin,  przełożony   prowincji

zgromadzenia paulinów, przeciwstawił się księdzu Pignottiemu i pozwał do sądu

Watykan. Dnia 11 listopada 1995 biskup Francisco Erraruiz Ossa doręczył księdzu

Pignottiemu   list   od   kardynała   Eduardo   Martineza  Somalo  (przewodniczącego

Komisji d/s Zakonów), który wzywał księdza Pignotti do zawarcia kompromisu z

księdzem Saorin. Ale wszystko okazało się bezskuteczne: aby wyrugować rywali

księdza  Zegi,  ksiądz   Pignotti   doprowadził   do   zatwierdzenia   uchwały   o

zmniejszeniu   liczby   członków   zarządu   spółki  Periodici   San   Paolo.  I   tak   zgro-

madzenie wspólników przedłużyło ważność mandatu

background image

tylko   dwóch   członków:   prezesa   księdza  Giuseppe   Proietti  i   brata   zakonnego

Antonio Micocci, powołując jednocześnie dwóch nowych członków: księdza Pietro

Campusa i brata Bergamini.

Na   początku   roku   1996,   aby   uniemożliwić   ewentualny   powrót   swojego

przeciwnika księdza  Stefano  Andreatty, ksiądz Zega rozgrywa decydującą kartę:

rozważa swoje odejście z kierownictwa grupy wydawniczej, ale pod określonymi

warunkami. Do swoich przełożonych pisze zatem list.

"Strumień plotek i oszczerstw zdaje się nigdy nie wyschnąć... Nie pozostaje

mi więc nic innego, jak przystać na propozycję wypowiedzianą kiedyś jasno przez

moich wysokich przełożonych: opuścić włoską prowincję zakonną, w której nie

widzę już dla siebie miejsca... Nie mogę jednak ani nie chcę porzucić dzieła, które

powstało z mojej inicjatywy, Ì to przynajmniej do końca okresu umowy, tj. do 1998

roku. Jednakże,  biorąc  pod uwagę  zaistniałą  sytuację,  uważam  za  nieuniknioną

rezygnację z funkcji kierowniczych w Famiglia Cristiana, ale chcę zachować tytuł

dyrektora... Będę zatem także redagował rubrykę "Rozmowy z Ojcem" i w nowej

roli będę uczestniczył w życiu gazety..." - a to wszystko pod warunkiem, że nowym

dyrektorem tygodnika stanie się współdyrektor - Antonio Sciortino.

326

327

Jednak   ksiądz   Zega   pozostaje   na   swoim   stanowisku,   a   zwolnienie   Minelli

zostaje odwołane.

- Utrzymywanie kontaktów Minnelli ze spółkami spoza grupy - oświadczył

ksiądz Zega w jednym z wywiadów - było zlecone przez nas samych i odbywało

się   za   naszą   zgodą.   W   każdym   razie   byliśmy   o   nich   poinformowani,   i   z   tego

powodu fakt ten nie mógł stanowić przyczyny wypowiedzenia umowy o pracę. Co

do   spółki   Hamac   -   to   wszystko   jest   nieprawdą,   w   obiegu   krążą   fałszywe

dokumenty, które, być może, zostały wykradzione z mojej kasy. Niech ci, co się na

background image

nie powołują, będą uważni.

Po powyższych perypetiach ksiądz Zega znowu był górą i mógł przystąpić -

działając przez podstawione osoby - do przeprowadzenia czystek wśród swoich

wrogów. Z hukiem zwolniony został zatem ksiądz Giovanni Serra, który od lat był

kierownikiem   działu   dystrybucji,   a   który   zawinił   opowiadając   w   wywiadzie

udzielonym pewnej gazecie o swoich niesnaskach z Minellą- powodem decyzji o

jego zwolnieniu było niezachowanie tajemnicy służbowej. Później przyszła kolej

na księdza Stefano Andreattę. Najpierw został wykluczony z dyrekcji generalnej, a

następnie  wezwany   przez  przełożonego  generalnego  zgromadzenia  paulinów  do

odejścia. List, który skierował do niego ksiądz Pignotti 26 stycznia 1996, jest

majstersztykiem hipokryzji: "Drogi księże Stefanie, miałem nadzieję, że przykra

sytuacja, w której się znalazłeś po usunięciu Ciebie przez dyrektora generalnego,

znajdzie rozwiązanie w trakcie najbliższych tygodni. Z informacji, które do mnie

doszły - domniemywam, że ta niezręczna sytuacja ciągle trwa. Dla Twojego dobra,

radzę Ci, żebyś na kilka miesięcy skorzystał z odpoczynku odrywając się na jakiś

czas od środowiska pracy i znajomych. Wiem, że w Australii masz krewnych, z

którymi   utrzymujesz   dobre   kontakty.   Mógłbyś   pojechać   i   spędzić   jakiś   czas   z

nimi..." Ksiądz Andreatta nie skorzystał z "braterskiej rady" i dlatego, 8 lutego

1996, został zwolniony.

Cztery   dni   później,   przełożony   prowincji   zgromadzenia   paulinów,   Saorin

poprosił swoich zakonnych braci do wysłania pism solidarności z Andreatta. Aby

go wesprzeć, fatyguje się nawet "Numer dwa" w Watykanie, kardynał  Sodano,

który wzywa księdza Pignotti (wysyłając najpierw do niego telegram, a później

bezpośrednio   podczas   spotkania   w   Rzymie)   do   pojednania   się   z   księdzem

Andreatta, co sprawiłoby przyjemność papieżowi. Korzystając z poparcia księdza

Zegi   i   księdza   Piętro   Campusa   (który   w   międzyczasie   mianowany   został

dyrektorem   generalnym),   ksiądz   Pignotti   ignoruje   watykańskie   dyrektywy   i   do

background image

kierownictwa czasopisma Jesus wprowadza

328

329

księdza  Vincenzo   Marre.  Tercet   ten   cieszy   się   jawnym   poparciem   ze   strony

znanego z postępowej orientacji kardynała z Mediolanu Carlo Marii Martiniego.

Następnie   ksiądz   Zega   ogłasza,   że   po   spotkaniu   z   wysokimi   hierarchami

Watykanu zdołał załagodzić wszystkie nieporozumienia.

Spotkałem   się   z   sekretarzem   stanu   -   stwierdził   -   i   wszystko   sobie

wyjaśniliśmy. Drodzy kardynałowie, drodzy biskupi, przedsiębiorstwa nie mogą

być zarządzane zgodnie z prawem kanonicznym, które nadaje się dla klasztorów.

Jesteśmy firmą, w której paulini nie mogą być traktowani inaczej niż pozostałych

700 pracowników laickich.

Konflikt między Watykanem i księdzem Zegą rozpali się wkrótce na nowo,

bowiem ksiądz-manager nie dostosował się do dyrektyw Kościoła.

W swojej cotygodniowej rubryce "Rozmowy z Ojcem" szef paulinów mówi w

sposób   otwarty   o   aborcji,   moralności   w   seksie,   antykoncepcji,   masturbacji,

homoseksualizmie...   Ksiądz   Zega   obala   również   istniejące   od   zawsze  tabu   -

stwarza możliwość reklamy bielizny na stronach Famiglia Cristiana.

Ta polityka otwartości rozszerza się również na czasopismo  Famiglia oggi

(Rodzina dzisiaj) kierowane przez siostrę Cristmę Beffa. Zakonnicy, która musiała

za to odpowiadać przed Świętym Oficjum

i kardynałem Josephem Ratzingerem,  nie przebaczono autoerotycznych opisów,

które w Kościele zawsze traktowano jako "obrzydliwy grzech".

W  końcu  Famiglia   Cristiana  zajmie  się   także   dwoma   arcydelikatnymi

zagadnieniami:  brakiem demokracji   w  łonie  Kościoła  i  problemem   finansów   w

diecezjach.  Severino   Dianich,  będący   jednym   z   najpopularniejszych   teologów,

pisze   w   tygodniku   kierowanym   przez   księdza   Zegę,   że   "wiara   nie   podlega

background image

decyzjom   większości...   Istnieje   wiele   rozległych   obszarów,   w   których   decyzje

mogłyby być podejmowane przez organy przedstawicielskie ludu bożego... Wydaje

się dosyć oczywiste, aby to konferencja biskupów japońskich wybierała japońskich

biskupów,   a   nie   jakiś   szczebel   władzy   w   kurii   rzymskiej,   znajdującej   się

12tysięcykmod Japonii". W powyższej kwestii (znajdującej się wśród postulatów

ruchu   "My   jesteśmy   Kościołem")   grupa   włoskich   teologów   i   intelektualistów

katolickich rozpoczęła w 1996 roku akcję zbierania podpisów, ale bez powodzenia.

Jednakże   w   1995   roku   w   Niemczech   podpis   pod   analogicznym   dokumentem

złożyły dwa miliony wiernych (w Austrii pół miliona).

Natomiast na temat watykańskich finansów ten sam teolog pisze: "Nie byłoby

w żaden sposób sprzeczne z wiarą, gdyby w diecezji nie było biskupa,

330

331

ale rada kompetentnych wiernych, która decydowałaby o przeznaczeniu pieniędzy

należących   do   wspólnoty,   albo   gdyby   w   parafiach   inicjatywy   społeczne   były

prowadzone przez osoby laickie, które się na tym dobrze znają".

Do   udzielenia   odpowiedzi   na   powyższe   kwestie   Watykan   zobowiązał

kardynałów   Ratzingera   i   Ruinie-go,   którzy   w   listopadzie   1996   wezwali

przełożonego generalnego zgromadzenia paulinów - księdza Pignottę i zganili go

za   treści   zamieszczone   w   artykułach   z   trzech   gazet   oraz   zagrozili   powołaniem

komisji, która miałaby sprawdzać, przed każdą publikacją, treść artykułów - a więc

wprowadzeniem pewnej formy cenzury. Ksiądz Pignotti wystosował po spotkaniu

do   komitetu   redakcyjnego   wydawnictwa   pismo,   w   którym   przedstawił   zamiary

hierarchów   z   watykańskich   szczytów.   Wówczas   ksiądz   Zega,   za   poparciem

redakcyjnego związku zawodowego dziennikarzy, oświadczył prasie,  ieFamiglia

Cristiana nie zmieni swojej linii.

- Do czasu kiedy ja będę redaktorem naczelnym, nie będzie w tym zakresie

background image

zmian. Nie boję się żadnych nacisków. Jeżeli jutro naprawdę będą chcieli zmienić

linię gazety, to najpierw będą musieli zmienić naczelnego, to znaczy mnie.

W  zaistniałej  sytuacji  interweniuje   osobiście   papież.  W  piśmie   upublicznionym

przez biuro

prasowe Watykanu 28 lutego 1997 Jan Paweł II nakazuje zwierzchnikowi paulinów

biskupowi  Antonio  Buoncristiani, wysokiemu prałatowi z kręgów zbliżonych do

rzymskiej   czarnej   szlachty,   aby   podjął   się   zadania   "unormowania"   działalności

wydawniczej spółki Periodici San Paolo.

W informacji podpisanej wspólnie przez biskupa  Antonio  Buonristianiego i

przez   generalnego   przełożonego   księdza  Silvio   Pignottiego,  podaje   się   do   wia-

domości,   że   "paulini   przyjęli   treść   listu   papieża   z   powagą   i   zamierzają

bezwarunkowo dostosować się do istniejących w nim zaleceń... Do struktury spółki

w   chwili   obecnej   nie   będzie   się   wprowadzało   zmian,   a   kierownictwa

poszczególnych tytułów pozostaną na swoich stanowiskach". Z dużym taktem, aby

nie   powodować   nowych   zatargów,   biskup   Buoncristiani   wzywa   na   rozmowę

niepokornego księdza Zegę (po raz ostatni 6 listopada 1997) prosząc go o odejście

ze stanowiska, ale na próżno. Naczelny redaktor odpowiada mu, że pozostawi ster

redakcji tylko wtedy, gdy zażąda tego ksiądz Pignotti, to znaczy jego wydawca.

W   styczniu   1998   woj   na   wśród   paulinów   rozpala   się   na   nowo.   Katolicka

agencja informacyjna  Adista  pisze na temat watykańskiego komisarza - biskupa

Antonio Buoncristianiego: "Wydaje się,

332

333

że Buoncristiani za swoją pracę komisarza przynosi do domu jedenaście milionów

miesięcznie   i   że   dla   spokojnego   wypełniania   swoich   służbowych   obowiązków

urzęduje   w   biurze,   którego   remont   (przeprowadzony   na   jego   żądanie)   ma

kosztować   około   100   milionów   lirów.   Włączając   w   to   także   i   wannę   z

background image

hydromasażem   Jacuzzi".   Watykański   komisarz   informację   tę   dementuje   grożąc

pozwami do sądu.

Wypowiedzi na temat seksu, otwarcie na najbardziej palące problemy życia

społecznego,   różnice   w   odniesieniu   do   tendencji   watykańskich   -   to   jedno.   Ale

gdzieś   w   głębi   jest   jeszcze   inna   ważna   przyczyna   ustanowienia   papieskiego

"zarządu komisarycznego" : obrót grupy wydawniczej wynosi rocznie - i to według

bardzo   realnych   oszacowań   -   około   tysiąca   miliardów   lirów,   z   czego   trzysta

miliardów tylko w samych Włoszech.

Oprócz   czasopism   wydawanych   przez   paulinów,   oficjalna   katolicka

działalność   wydawnicza   reprezentowana   jest   przez   miesięcznik  Studi  cattolici

(Studia   katolickie)   -  pod   redakcją  Cesare   Cavallieriego,  członka  Opus   Dei  -   a

przede wszystkim przez dziennik Avvenire (Przyszłość) i L'Osservatore Romano

(Rzymski obserwator), będące autentycznymi megafonami Stolicy Apostolskiej.

Mediolański  àzìeY\nikAvvenire  ~  własność CEI, a więc włoskich biskupów

-jest   rodzajem   oficjalnego   organu   Kościoła   Rzymskokatolickiego.   Dziennikowi

towarzyszy   opinia   przesadnej   nowoczesności   oraz   braku   uprzedzeń,   czego

przykładem może być choćby zwyczaj publikowania uszczypliwych felietonów na

temat takiej lub innej osobowości telewizyjnej.

Jednakże   należący  do   CEI  dziennik   zajmuje   się   przede   wszystkim

nawracaniem   najmłodszych.   Od   1996   roku   wydaje   co   drugi   tydzień   dodatek

Popotus  będący   opowiadaniem   aktualności   dzieciom.   Uzupełnieniem   jego   jest

trzydziestostronicowy miesięcznik Noi genitori e fìgli (My rodzice i dzieci), będący

rodzajem biuletynu Minculpop w katolickim sosie.

Organem oficjalnym Stolicy Apostolskiej jest L'Osservatore Romano, którego

nakład jest odwrotnie proporcjonalny do autorytetu. Zgodnie z maksymą papieża

Montiniego, że L  'Osservatore  nie  ma podawać wiadomości, ale tworzyć myśli,

kieruje redakcją Mario Agnes, który zwykł mówić o sobie: "jestem kamerdynerem

background image

Boga", a który faktycznie jest kamerdynerem czołobitnym zawsze wobec władzy,

zarówno tej kościelnej, jak i politycznej. O Agnes Corriere

334

335

della Sera pisał: "Nie drukuje tego, co rzeczywiście myśli Jego myśli już zostały

wymyślone,   »obmyślone«   przez   wysokich   hierarchów,   a   doniosłe   słowa,   które

czasami pisze, skrywają słowa przyjaźni, których nie ujawnia... Tak oto wąskim

korytarzem wolności Mario Angesa jest dwuznaczność..."

Sześćdziesięciopięcioletni   Mario  Rosario  Pompeo   Agnes,   pochodzący   z

Avelline (ma brata Biagio -byłego dyrektora generalnego RAI i STET), od zawsze

był   katolickim   integrystą.   Kultywując   rodzinną   tradycję   (siostrzeniec   biskupa

Mariano  Vigorita)  od   1973  do  1980   pełnił   funkcja   przewodniczącego   Akcji

Katolickiej, a obecnie - oprócz kierowania watykańskim dziennikiem - wykłada

chrześcijaństwo na uniwersytecie. Prowadzi klasztorne życie dzieląc je wyłącznie

pomiędzy domem (w Watykanie, zajmuje wielkie mieszkanie wraz z siostrą Luisą)

i pracą w redakcji.

Z uwagi na sztandarową pozycję gazety, jego artykuły znajdują często echo w

innych   dziennikach,   jak   na   przykład   6   listopada   1995,   kiedy   zaatakował

bezpośrednio   prokuratorów   uczestniczącym   w   akcji   "Czyste   ręce".   Określił   ich

wówczas   jako   władzę,   która   "przekroczyła   granice   wyznaczone   przez   prawo

ustanowione przez państwo, stwarzając wrażenie, i to uzasadnione wrażenie, że

stała się jedyną władzą.

A ci, którzy tę władzę uosabiaj ą, wydają się prezentować w oczach obywateli tę

postawę, którą dawniej, i wobec innych, określano mianem arogancji". Potem zaś -

odnosząc się wprost do byłego prokuratora  Antonio Di  Pietro  -  stwierdził: "a w

tym czasie znajduje się ktoś, kto uzurpując sobie miano »bohatera« zmienia zawód

i rolę oraz porzuca to, co robił. Nie odczuwa obowiązku wytłumaczenia się wobec

background image

kogokolwiek - a tym kimkolwiek są tu obywatele - mimo że powinien byłby się

wytłumaczyć;   następnie   to   jemu   stawiane   są   zarzuty,   a   mimo   to   wydaje   się

prosperować, wydając dziś jakieś oświadczenie lub coś dementując, a godząc się

jutro na jakieś spotkanie, wydając decyzje o charakterze politycznym". Po czym,

aby   dopełnić   obrazu,   redaktor   naczelny  L'Osservatore   Romano  ujął   się   za

osobistością,   która   "stworzyła   kawałek   historii",   to   znaczy  Giulio  Andreottim.

"Chce się znaleźć i sądzić faktycznych zabójców Pecorelliego [pod tym zarzutem,

między   innymi,   stanął   przed   sądem   Andreotti],   czy  też  dać   upust   politycznym

urazom wobec osób i temu, co one reprezentowały?".

Reakcja   Agnesa   była   elementem   prawdziwej   kampanii   przeciwko

prokuraturze,   która   ośmieliła   się   prowadzić   śledztwo   i   oskarżać   przed   sądem

wpływowe osobistości, kampanii, która nabrała

336

337

formy groteski usiłując oskarżać i prokuratorów, i sędziów.

Celestine  Bohlen  w   Herald  Tribune  z   26   grudnia   1996   porównała

L'Osservatore   Romano  do   ówczesnej  Prawdy   -  organu   partii   komunistycznej

byłego   ZSRR:   "Niekompletny   serwis   informacyjny,   pomijanie   niewygodnych

tematów, brak możliwości, aby dziennikarze byli w stanie wyrazić ewentualny pro-

test, realne zagrożenie ekskomuniką dla tych, którzy ośmielają się powiedzieć coś

poza wspólnym chórkiem...  L'Osservatore  czytany jest, podobnie jak  Prawda,  ze

względu na informacje, których nie zamieszcza..."

Katolickim wydawnictwem  książkowym,   które  z  maleńkiej   firmy   stało  się

bardzo dużym przedsiębiorstwem - jest Piemme z Asti. Chociaż prowadzone przez

arcykatolickiego   Piętro   Marietti   (47   lat,   syn   założyciela)   wydawnictwo   jest

formalnie od Stolicy Apostolskiej niezależne, to jednak wydaje się wcale takim nie

być:   "O   wszelkich   naszych   decyzjach,   które   podejmujemy   w   sposób   zupełnie

background image

niezależny, powiadamiamy Sekretariat Stanu. Nigdy nie zdarzyło się, żeby wyraził

sprzeciw. Jesteśmy otwarci na wszystko, co dotyczy świata katolickiego... Nasza

oficyna jest wydawnictwem katolickim, które działa jak wielkie firmy laickie".

Firma Marietti, założona w 1920 roku, prawie przez cały wiek miała - wraz z

dwoma innymi wydawnictwami na świecie - wyłączność na wydawanie łacińskich

pozycji liturgicznych z papieskim imprimatur. Potem, od 1983 roku, uległa pokusie

działalności   handlowej,   i   pod   nową   nazwą   Piemme   przeżywała  boom,  którego

istotnym elementem było wydawanie wielonakładowych przedruków i kalendarzy

pisanych przez siostrę Germane. W grudniu 1996 zakonnica podała wydawnictwo

do sądu, zarzucając mu naruszenie praw autorskich. Sąd wydał wyrok dla Piemme

niekorzystny   i  nakazał   siostrze   wypłatę   sporego  odszkodowania   (756   milionów

lirów - oprócz kwot, które zapłacono jej już wcześniej).

Wydawnictwo   Piemme   wydało   szereg   bestsellerów   napisanych   przez

kardynałów i biskupów (Martiniego, Biffìego, Maggioliniego), księży (Davida Ma-

rii Turoldo), jezuitów (Pintacuda, Sorge) i autorów preferujących katolicyzm.

Z  zasady   nie   wydajemy-   oświadczył   Marietti   -jedynie   pozycji

wychwalających   przemoc   oraz   tych,   które   zawierają   bezpodstawne   ataki   na

Kościół.   Kilka   miesięcy   temu   odrzuciliśmy   opracowanie   niemieckiego   teologa

Eugena Drewermanna.

Wydawnictwo Piemme  to dzisiaj  ogromny  biznes. Były harcerz Marietti i jego

współpracownicy

338

339

wydają się niestrudzeni : sprzedają książki z różnymi gadżetami, miliardy lirów

płacą za telewizyjne kampanie reklamowe, przeznaczaj ą wielomilionowe kwoty na

pozyskanie   czytelników,   organizuj   ą   gigantyczne   imprezy,   wydają   wysoko

nakładowe czasopismo, które wysyłaj ą nauczycielom (wpływając tym na dobór

background image

lektur   szkolnych)   i   przez   specjalnie   utworzone   w   tym   celu   stowarzyszenie

organizują dla nauczających kursy doskonalenia zawodowego.

Od 1992 roku w zarządzie wydawnictwa, którego członkami są Marietti, Carlo

Cavanna, a  także Lorenzo De Petris i Femando Cahgaris, zasiada również trzech

Hiszpanów:   Jorge   Teig   Delkader,  Javier  Francisco   Larrea   Carretero   i   Manuel

Pacual   Gonzalez   Rubio,   reprezentujący   Jose   Luisa   Cortesa   (dyrektora

wydawnictwa Piemme junior, wydającego książki dla dzieci). Wszyscy czterej są

członkami fundacji Fundacion  Santa  Maria - katolickiego zgromadzenia, którego

wydawnictwo   zmonopolizowało   w   Hiszpanii   rynek   książek   dla   dzieci.

Wydawnictwo   Piemme   planuj   e   utworzyć   jego   odpowiednik   we  Włoszech,   to

znaczy zamierza zarabiać kolejne miliardy na książkach i katolickich materiałach

audiowizualnych, które będą "kształtować" umysł przyszłych ludzi dorosłych. Z

papieskim błogosławieństwem.

Poczynania   spółki   Piemme   stanowią   jedynie   mały   strumyk   rwącej   rzeki

katolickiej działalności edytorskiej. Biznes ten koncentruje się przede wszystkim w

wielkich  księgarniach  religijnych:  ponad  setka  takich  księgami   znajduje  się   we

Włoszech,   około   osiemdziesiąt   z   nich   należy   do   grupy   San   Paolo-Paoline.

Sprzedaje się tam zarówno beletrystykę jak i eseje, których wprawdzie nie spotyka

się na laickich listach bestsellerów, ale które znajdują się na honorowym miejscu

listy miesiecznika  Letture wydawanego przez firmę San Paolo.

Z rzadka tylko Stowarzyszenie Wydawców Katolickich (UECI) podaje liczby

sprzedanych   egzemplarzy,   ale   kiedy   to   robi,   to   prezentuje   nakłady   naprawdę

imponujące. Pozycje takie, jak  Krótkie modlitwy przed kolacją  czy  Pomówmy w

rodzinie   o   telewizji,  których   autorem   jest  Carlo  Maria  Martini,  dawno   Już

przekroczyły - każda z nich - nakład miliona sprzedanych egzemplarzy. Tak jak

sprzedano ponad milion egzemplarzy  Hipotez na temat Jezusa,  których autorem

jest   katolicki   historyk  Vittorio   Messori.  Jednak   absolutne   pierwszeństwo   w

background image

rozmiarach   sprzedaży   przypada   liturgicznej   antologii   noszącej   prosty   tytuł

Modlitwy.  Według   UECI   pozycja   ta   sprzedała   się   prawie   w   trzech   milionach

egzemplarzy.

340

341

background image

Superstar mass mediów

Sobota, 25 listopada 1995, Watykan, Sala im. Pawła VI. -1 oto senator Giulio

Andreotti!  -  zaanonsował   biskup  Fiorenzo  Angellini.  Obecni  -  sala   wypełniona

specjalnymi   gośćmi   -   witali   go   ponad   pięciominutową   owacją   na   stojąco.

Dostojnicy,   biskupi   i   kardynałowie   klaskali   z   entuzjazmem.   Wśród   nich   był

również Jan Paweł II, który z zadowoleniem wszystkiemu się przyglądał. Wiedział,

przez   jak   długie   lata  Giulio   Andreotti  oddawał   nieocenione   przysługi   zarówno

Kościołowi, jak i jego politycznemu ramieniu -Chrześcijańskiej Demokracji. Ani

dla długiej ławy purpuratów, ani dla Ojca Świętego nie miało żadnego znaczenia,

że przeciwko podeszłemu wiekiem

343

chadeckiemu senatorowi, który przez lata był bohaterem najbrudniejszych intryg w

świecie władzy, toczył się właśnie proces o jego związki z mafią  (w sądzie w

Palermo) i o zabójstwo Mino Pecorelliego (w Perugii). Pięć minut rzęsistych braw

ze strony przedstawicieli Boga było wręcz równoważne "boskiemu rozgrzeszeniu"

dla pięciokrotnego premiera Włoch.

13 grudnia 1995 z mównicy przy ołtarzu w bazylice Świętego Piotra - zgodnie

ze scenariuszem obmyślonym przez mistrza ceremonii liturgicznej biskupa  Piero

Mariniego   -   przemawiał   w   ramach   spotkania   z   młodzieżą   akademicką   student,

Maurizio  Anastasi.   I   -   niespodziewanie  -  przy   marmurowej   ciszy   zajętej   przez

prałatów ławy student wypomniał papieżowi, w jego obecności, ową owację na

cześć   Andreottiego oraz  bezwarunkowe  poparcie,  którym  ekspremier  cieszy   się

wśród   watykańskiej   hierarchii.   Po   skończonej   przemowie,   aby   uniemożliwić

wyemitowanie   materiału,   służby   papieskie   zarekwirowały   kasetę   z   nagraniem

background image

uroczystości, wykonanym przez katolicką stację telewizyjną Telepace.

Ale wróćmy do momentu i miejsca wspomnianej przez studenta owacji.

Senator Andreotti i biskup Angelini promienieją z radości. Bo faktycznie, tych

dwóch to świetni przyjaciele, i to od dawna. To o tym właśnie solidarnym

związku opowiadał Mino Pecorelli w czerwcu 1978 -o historii wspólnej religijnej

wiary, ale przede wszystkim o historii wspólnych interesów i obopólnych, wza-

jemnych przysług.

W czasach tych  monsignore  Angelini skupiał godności: biskupa tytularnego

Messyny,   honorowy   tytuł  commendatore  Duch   a   Świętego,   pełnomocnika

papieskiego   do   niesienia   posługi   religijnej   w   szpitalach   i   klinikach   Rzymu,

krajowego asystenta kościelnego przy zrzeszeniu włoskich lekarzy katolickich.

- Monsignore Angelini - pisał Pecorelli -jest osobistością nad wyraz znaną w

kręgach farmaceutów i lekarzy. W Ministerstwie Zdrowia mówi się, że jest jego

domownikiem od chwili swego urodzenia. Jest przyjacielem ministrów, sekretarzy,

podsekretarzy, a wydaje się, że i niektórych sekretarek też. Jest tak wpływowy i tak

się go boją, że jego wizyty w Ministerstwie Zdrowia są przyjmowane z honorowym

komitetem powitalnym i z orkiestrą. Od niepamiętnych czasów jest przyjacielem

Andreottiego, a szczególnie czczony jest przez ludzi u steru ministerstwa. Mówi

się,   że   jemu,   z   racji   powiązań   braterską   przyjaźnią,   jak   i   z   racji   wspólnoty

interesów, a także zważywszy na jego żarliwą katolicką wiarę i bogobojność, nawet

profesor   Poggiolini,   dyrektor   generalny   departamentu   farmaceutyki   niczego   nie

umiałby odmówić.

344

345

Głośno   mówiono   o   firmach   farmaceutycznych,   które   dzięki   zabiegom

wpływowego   Angeliniego,   pozostającego   w   politycznym   układzie   z   jeszcze

bardziej wpływowym Andreottim, uzyskały podwyżkę cen na swoje lekarstwa.

background image

- Prawdziwe powody - pisał Pecorelli - oprócz zawiadującego firmą, zna tylko

biskup   Angelini   i   kilka   innych   osób.   Na   przykład   warto   byłoby   o   to   spytać

Ferruccio   De  Lorenzo,   ówczesnego   podsekretarza   w   Ministerstwie   Zdrowia   i

prezesa Krajowej Federacji Izb Lekarskich.

Pecorelli, który także był członkiem Loży P2, mówił w ten sposób o swoich

"braciach":   Poggiolinim   i   De   Lorenzo,   biskupie   Angelinim   (którego   nazwisko

widniało na liście domniemanych członków Loży Watykańskiej) i o Andreottim -

zanim zaistniał skandal z lat dziewięćdziesiątych. Bohaterami tego skandalu byli

właśnie Poggiolini i Francesco De Lorenzo.

W połowie lat dziewięćdziesiątych biskup Angelini był w Watykanie ciągle

jeszcze   potęgą:   należał   do   najbardziej   żarliwych   zwolenników   wcielania   się

papieża   w   rolę   supergwiazdy   mass   mediów.   I   faktycznie,   Jan   Paweł   II   został

obwołany przez media żyjącym pomnikiem. Naukowiec  Alfonso  Maria  Di Noia

(były   wykładowca   historii   religii   w   uniwersytecie   trzeciego   wieku   w   Rzymie)

określił go "papieżem

przeciętnym, o niezbyt wysokim poziomie intelektualnym, niezdolnym do objęcia

znaczenia   obecnych   czasów,   ponieważ   z   pozycji   niewyobrażalnego   otwarcia

przechodzi   do   typowych   dla   teologii   średniowiecza   pozycji   ideologicznego

zamknięcia", a który swoją ogromną popularność i charyzmę zawdzięcza wizerun-

kowi,   który   czyni   z   niego   papieża-idol   a:   "jest   piękny,   jest   silny,   jest   idolem,

porusza instynkt Erosa i instynkt Życia, wyzwala Kościół od ponuractwa, wydaje

się   otwartym   na   świat,   bo   ma   basen   i   wyjeżdża   na   narty".   To   papież

"średniowieczny"   przebrany   w   strój   "nowoczesności",   papież,   który   oczekując

nadejścia   święta   "pierwszego   milenium   ery   telemediatycznej"   -   to   jego   własne

słowa - podjął decyzję, czego żaden jego poprzednik nie ośmielił się dotychczas

uczynić:   użyczył   watykańskiego   emblematu   w   celu   reklamowania   produktów

handlowych.

background image

Stało   się   tak   w   październiku   1995   po   ostatniej   wizycie   Jana   Pawła   II   w

Stanach Zjednoczonych, kiedy to zezwolił kilku firmom na wykorzystywanie em-

blematu  papieskiego dla celów handlowych. Według amerykańskiego dziennika

finansowego  Wall   Street  Journal,  rynek   USA   zostanie   wkrótce   zalany   masą

towarów   z   watykańskim   znaczkiem:   koszulkami,   pocztówkami,   biżuterią,

zegarkami i wszelkiego rodzaju gadżetami.

346

347

Bezwstydna   operacja   handlowa,   upowszechniana   za   pomocą   reklamowych

spotów, prowadzona jest przez Archiwum Watykańskie.

Uznawane jest ono za jedno z najbardziej istotnych i największych na świecie.

Przechowuje   zbiory   książek,   dzieł   sztuki,   prace   naukowe,   około   miliona

egzemplarzy   książek.   Ponadto   posiada   tysiące   druków,   obrazów   i   narzędzi

naukowych.

Oblicza się, że interesy te przyniosą do kasy IOR około dwadzieścia milionów

dolarów rocznie.

- To legalny sposób uzyskania pieniędzy -oświadczył Leonard Boyle, kustosz

Biblioteki Watykańskiej. - Zresztą, zważywszy na szczupłość środków, zmuszeni

jesteśmy trzymać w zamknięciu większą część dzieł, które posiadamy.

Jednakże jakiś czas później Boyle został zdjęty ze stanowiska i zastąpiony

przez ojca  Raffaele Farina  (byłego rektora uniwersytetu salezjanów).  L'Osserva-

tore   Romano  pisał   o   tym   Jak   o   najzwyklejszym   wydarzeniu;   w   rzeczywistości

ojciec Boyle, który przeszło trzynaście lat szefował bibliotece, w którego gestii

pozostawała   księgarnia   watykańska,   drukarnia   i   zbiory   samego   papieskiego

dziennika - został przeniesiony na emeryturę bez żadnego uprzedzenia, w czasie

kiedy przebywał za granicą, i to rok wcześniej niż powinien (wiek emerytalny

ustanowiono

background image

na 75 lat). "Według tego, co sam prefekt wyznał swoim przyjaciołom, zdjęcie go ze

stanowiska   miało   miejsce   w   tym   samym   czasie,   kiedy   sąd   watykański   wydał

postanowienie   o zamknięciu  sklepiku,  gdzie  handlowano  wszelkimi  produktami

(kopiami   pergaminów,   reprodukcjami,   pamiątkami)   z   biblioteki,   a   także   barku.

Pozornie bez żadnego wyraźnego powodu papiescy sędziowie zastopowali całkiem

dobrze   prosperujący   biznes   polegający   na   sprzedaży   wszelkich   materiałów

wytwarzanych   przez   Bibliotekę   Watykańską.   Wierząc   w   to,   o   czym   głośno   w

Watykanie mówiono,  zablokowanie to należy łączyć z serią przegranych spraw

sądowych, wytoczonych przez spółki wydawnicze, z którymi Stolica Apostolska

zawarła   niegdyś   umowy   o   wyłączności   na   reprinty   książek   i   reprodukcję

dokumentów. Wydaje się, że biblioteka wielokrotnie nie dotrzymywała tych umów,

dlatego też poszkodowane firmy zażądały zapłaty kar umownych na łączną kwotę

około 12 miliardów lirów"

Po archiwum kolej przyszła na muzeum, które udzieliło zgody na korzystanie

z jego znaku wraz z osobistym błogosławieństwem Jana Pawła II. W listopadzie

1995 spółka Clementoni z  Recanati  podpisała ze Stolicą Apostolską umowę, na

mocy której nabyła prawa do produkcji puzzli przedstawiających sławne dzieła

Watykańskiego Muzeum - obrazy Michelangela,

348

349

Rafaela,  Perugina...  Spółka   Clementoni,   pracująca   nad   poszerzeniem   oferty   o

licencjonowane przez Stolicę Apostolską gry, będzie mogła sprzedawać swe towa-

ry również, a raczej - przede wszystkim - z okazji jubileuszu roku 2000, kiedy to

miliony pielgrzymów nawiedzą Rzym i inne pełne zabytków włoskie miasta.

Chociaż on sam stał się supergwiazdą masmediów, to jednak Jan Paweł II nie

szczędzi słów krytyki wobec środków masowego przekazu. Na przykład w trakcie

niedzielnego spotkania 28 stycznia 1996 na placu Świętego Piotra papież grzmiał:

background image

"Wolność   słowa   nie   jest   celem   samym   w   sobie...   Prasa   powinna   być   na

usługach prawdy, solidarności i pokoju... Informacja łatwo poddaje się rynkowym

gierkom". Dwa miesiące później wezwał do wyłączania telewizora przynajmniej

przez jeden tydzień w trakcie Wielkiego Postu oskarżając mały ekran o "działanie

na   szkodę   życia   rodzinnego,   rozpowszechnianie   fałszywych   i   poniżających

wartości i wzorców zachowań. Teraz już seks i przemoc jest nawet w telewizyj-

nych programach dla dzieci".

Medialna supergwiazda podoba się wszystkim. Nawet powszechnie znanemu

tradycyjnemu "księdzożercy" - nobliście Darto Fo.

- Karol zaczął mówić do ludzi, do mas,  do osób, które cierpią... Podróżując

wiele zrozumiał. Chyba zrozumiał to, że pokazywano mu sztuczne miasta i kraje,

miejsca "podrasowane", gdzie rzeczywistość była... pieczołowicie ukryta, a bieda

na czas jego pobytów dokładnie zakamuflowana. Chyba zrozumiał też, że wśród

tych   zafałszowań   były   również   i   takie,   że   przed   nim   czy   obok   niego   stawali

autentyczni bandyci, łobuzy, łajdaki, którzy ściskali jego dłoń...

Uroczystym napomnieniom na temat mediów towarzyszą fakty zadziwiające.

Jak, na przykład, zdarzenie z marca 1996, kiedy papież zdecydował się wy-stąpić w

pewnym fìlmiku reklamowanym dla telewizji (trwającym 45 sekund, emitowanym

w wielu krajach, gdzie katolicyzm cieszy się dużym poparciem). Ojciec Święty

pokazywany Jest w trakcie samotnego spaceru (w 1984 roku w kanadyjskim lesie),

ma żwawą minę - choć podpiera się laską - i odmawia różaniec po łacinie - wraz z

innymi   głosami   spoza   kadru   i   śpiewem   chóru   Radia   Watykańskiego.  Spot

reklamuje zestaw dwu płyt CD - lub, do wyboru, audiokaset -zatytułowanych Jan

Paweł II i Papież z różańcem, oraz podręcznik, różaniec i mały plakat...

Reklamowy  spot,  zrealizowany   przez   amerykańską   spółkę   Alliance

Entertainment Corporation, został przedstawiony po raz pierwszy 21 marca 1996

350

background image

351

w   siedzibie   Radia   Watykańskiego   przez   biskupa   Franco   Ceriottiego   (dyrektora

urzędu   d/s   komunikacji   społecznej   CEI)   i   przez   ojca  Pasquale   Borgomeo

(dyrektora   generalnego   radia);   obydwaj   pośpiesznie   uprzedzili,   że   inicjatywa

pozbawiona jest jakiejkolwiek formy kokieterii, dewocyjności i "kultu jednostki"...

Po czym setki tysięcy pakunków ze wspomnianymi zestawami (w sprzedaży w

cenie 79 tysięcy lirów) zostało skierowanych do diecezji, parafii i rozsianych po

całym świecie zgromadzeń zakonnych.

Gigantyczna operacja handlowa - określona przez organizatorów z rzadkim

doprawdy   brakiem   krytycyzmu   jako   wyjątkowo   duchowa   -   uzyskała   wsparcie

masowej   i   superkosztownej   kampanii   reklamowej   w   najbardziej   nakładowych

czasopismach. Pod sugestywnym tytułem "W każdym domu, aby trafić do każdego

domu"   i   ze   zdjęciem   papieża   odmawiającego   w   skupieniu   różaniec   widniał

reklamowy slogan: "Ojciec Święty modli się wraz z Tobą w skupieniu Twojego

domu. Po raz pierwszy na dwóch płytach CD lub na dwóch kasetach audio", po

czym   następowało   zaproszenie,   aby   natychmiast   zamówić   zestaw  Papież   z

różańcem wysyłając kupon pod wskazany adres.

Według angielskiego dziennika Sunday Telegraph w listopadzie 1995 spółka

McKenzie's Smokehouse zawarła z Watykanem porozumienie,

którego   pozazdrościli   j   ej   wszyscy   konkurenci:   chodziło   o   umowę   na   dostawę

wędzonego łososia na papieski stół. Dwieście kilogramów cenionej ze względu na

smak ryby z dołączeniem szampana miało urozmaicić posiłki Jana Pawła II i jego

otoczenia.

Rok  później dostawy, realizowane dotąd  przez  szkocką firmę, zostały nagle

wstrzymane:   Stolica   Apostolska   nie   zapłaciła   odpowiednich   faktur   i   zalega   na

kwotę sześciu milionów lirów. Na pytanie jednego z dziennikarzy kardynał Rosalio

Jose   Castillo   Lara   wyraził   przypuszczenie,   że   powodem   tego   stało   się   naj-

background image

prawdopodobniej jakieś zwyczajne "techniczne niedopatrzenie".

Jednakże w sprawie papieskiego stołu, warto jeszcze zaakcentować dbałość o

szczegóły. I tak, od 1996, obsługa kredensowa Ojca Świętego wpada w zachwyt

nad pucharami w stylu "Leonardo". Artystycznie wykonane kielichy są owocem

nowej   umowy   handlowej   zawartej   pomiędzy   Stolicą   Apostolską   i   sieneńskim

przedsiębiorstwem   Calp.   Tym   razem   papież   nie   reklamuje   już   przedmiotów

związanych  z  religią.   W   ogłoszeniach   reklamowych   na   stronach  L'Osservatore

Romano [Avvenire  (a  także i w innych gazetach) firma ze Sieny pisze: "Pragnąc

oddać hołd Ojcu Świętemu, mistrzowie w produkcji szkła artystycznego z  fìrmy

Calp wykonali cenną monstrancję, a dla

352

353

jego prywatnych apartamentów serwis pucharów w stylu Leonardo z serii Da Vinci

Crystal".   Kryształowa   monstrancja,   która   osiągnęła   metr   wysokości   i   wagę

osiemnastu kilogramów, została ręcznie oszlifowana, co kosztowało kilka miesięcy

pracy. Wraz z setką zrobionych na zamówienie kielichów ozdobionych papieskim

emblematem, monstrancja została podarowana papieżowi 28 marca 1996 z okazji

jego podróży do Sieny. Pastersko-handlowa wizyta była reklamowana na całych

stronach katolickich gazet (jakżeby nie) tekstem: Jego Świątobliwość papież Jan

Paweł   II   wybrał   firmę   Calp,   aby   nieść   swoje   błogosławieństwo   całemu   światu

pracy.

Umberto Trezzi, dyrektor toskańskiej firmy, w sprawie tej wizyty powiedział:

- Zleciliśmy przeprowadzenie tej małej kampanii informacyjnej podobnie jak

setki innych firm podczas papieskiej wizyty. Co więcej, aby nie wykraczać poza

przyj etą konwencję, sprawdziliśmy, jak robili to inni, a biorąc pod uwagę fakt, że

papież przyjeżdża do nas, byliśmy szczególnie wrażliwi na formę. Nasze reklamy

ukazywały się zresztą za zgodą i diecezji, i episkopatu".

background image

Ale jakie były warunki finansowe umowy między Stolicą Apostolską i firmą

Calp - o tym się nie mówi.

W   trakcie   wizyty   w   Sienie   Ojciec   Święty   spotkał   się   z   krytyką   grupy

młodzieży, która zarzuciła mu, że Stolica Apostolska sprzeciwia się używaniu pre-

zerwatyw jako metodzie prewencyjnej. Prezerwatywy i środki antykoncepcyjne są

także przedmiotem sporu pomiędzy Watykanem i Unicefem (agendą ONZ, której

zadaniem   jest   promowanie   inicjatyw   na   rzecz   dzieci).   Dnia   4   listopada   1996

nuncjusz  apostolski  Renato  Martino,  który kierował stałą  misją  Watykanu przy

ONZ, w trakcie "Konferencji na rzecz promowania rozwoju" ogłosił drastyczną

redukcję rocznego budżetu przekazywanego na rzecz Unicef. W oficjalnej nocie

wystosowanej   przez   misję   papieską   wytłumaczono,   że   składka   coroczna   jest

symbolicznym   gestem,   za   pomocą   którego   Kościół   katolicki   potwierdza   fakt

uczestnictwa w pracy takich organizacji, które -jak Unicef- zajmują się dziećmi. W

nocie precyzuje się ponadto, że fundusze przekazywane przez Stolicę Apostolską

pochodzą ze zbiórek pieniężnych przeprowadzonych wśród katolików, dlatego też

działalność   organizacji,   które   z   tych   subwencji   korzystają,   nie   powinny   być

rozbieżne z odczuciami katolików. No to czym w końcu Unicef zawinił? Oto -

wyjaśnia watykańska nota - chodzi o wykorzystywanie środków na promowanie

tego   rodzaju   działalności,   jak   "popularyzowanie   podręcznika   Narodów

Zjednoczonych

354

355

na   temat   środków   antykoncepcyjnych   stosowanych  post   coitum"  albo   też

medycznych środków wywołujących poronienie, a także wykorzystywanie swoich

pracowników   w   akcjach   rozdawnictwa   środków   antykoncepcyjnych   w   krajach

Trzeciego Świata. A zatem jest to retorsja, która warta jest toastu pucharami "w

stylu Leonardo..."

background image

Kontrast   między   teologicznym   obskurantyzmem   papieża   Wojtyły   i   jego

"nowoczesnością" w dziedzinie interesów i masmediów j est przeogromny. Z jed-

nej   strony   polski   papież   jest   zwolennikiem   archaicznej,   zamkniętej   i

nietolerancyjnej doktryny, a z drugiej - uczestnicząc w "społeczeństwie spektaklu",

godząc się na działanie Kościoła na modłę wielkiego biznesowego holdingu, kreuje

wizerunek pontyfikatu "nowoczesnego".

I tak papież Wojtyła, który aborcji i rozwodom grozi anatemami, który na

homoseksualistów rzuca klątwę, a kobietom odmawia prawa do kapłaństwa, który

potępia stosowanie wszystkich bez wyjątku metod antykoncepcji, jest tym samym

papieżem, który zerka na "asów włoskiej giełdy", gdzie w rubryce publikowanej od

września 1996 przez tygodnik

Affari  &.  Finanza,  wśród   posiadaczy   największych   pakietów,   Jan   Paweł   II   z

portfelem   93   miliardów   lirów   znajduje   się   na   51   miejscu,   tuż   za   właścicielem

nieruchomości z półświatka -  Salvatorem Ligresti.  Głowa katolickiego Kościoła

jest głuchy i ślepy na wszelkie teologiczne otwarcie, ale jako udziałowiec spółki

IMI (w której IOR posiada 0,84 procent udziału) j est zainteresowany zyskami ze

spółek Eni, Aeroporti di Roma, Banco San Paolo, a nawet Mediaset. Jan Paweł II,

który demonizuje związki między osobami tej samej płci, upatrując zło nawet w

fakcie ich legalizowania na gruncie prawa cywilnego, jest tym samym papieżem,

który od 1996 roku podróżuje superluksusowym Mercedesem S500 Landaulet.

Za czasów papieża Wojtyły niestosowności i sprzeczności w poczynaniach

Kościoła   Rzymskokatolickiego   jest   aż   nazbyt   dużo.   Przykładem   niech   będzie

wystawna ceremonia zorganizowana w grudniu 1996 przez księdza Santino Sparte

(dziennikarza   Radia   Watykańskiego)   w   parafii   Świętej   Anny,   wewnątrz

watykańskich murów. Podczas tej wydawniczo-towarzyskiej imprezy ksiądz Sparta

przedstawił   swoją  książkę  zawierającą   "wyznania   wiary"  dokonane  przez   wiele

osobistości   ze   środowiska   sceny.   Wśród   wielu   tekściarzy,   tancereczek,

background image

showmanów, aktoreczek, dziennikarzy i śpiewaków, kuriozalną była obecność

356

357

i wypowiedź byłej bohaterki filmów erotycznych Edwige Fenech, która wyznała,

że zdobyła ją osobowość Jezusa i to "on sprawił, że czuje się jego córką i córką

Matki Boskiej, wobec której mój Anioł Stróż służy mi za pośrednika".

Udział w "nowoczesności" udowadnia również tygodnik Famiglia Cristiana,

który nawet dedykował swoją okładkę showmanowi Fiorello, mającemu niedawno

kłopoty z prokuraturą z powodu narkotyków. Wydawany przez paulinów tygodnik

nie   waha   się   wskazywać   młodzieży  showmana  jako   pozytywny   wzór   do

naśladowania, bowiem zadeklarował on w wywiadzie decyzję unikania skandali w

życiu prywatnym (później dopiero okaże się, że dwa tygodnie wcześniej Fiorello

swoim   talentem   urozmaicał   wieczór   uczestnikom   zorganizowanej   przez

chwalących Boga paulinów morskiej wycieczki do Ziemi Świętej).

Z pozycji supergwiazdy kapitalistycznych masmediów, dumny antykomunista

Wojtyła rozszerza marketing dusz również na młodzież, która - jako te zbłąkane

owieczki   -   lgnie   do   "demonicznej"   muzyki   rockowej.   "Dzisiaj   piosenkarze   są

nowymi autorytetami od porozumiewania" - stwierdził papież, a Stolica Apostolska

zorganizowała w Bolonii 27 września 1997 najprawdziwszy koncert  Hope music

(muzyki nadziei) z udziałem, za zawrotnym wynagrodzeniem,

legendarnej gwiazdy muzyki pop - Boba Dylana. Być może wszystko to dlatego, że

dla Rzymskokatolickiego Kościoła dusze młodych ludzi są prawdziwą zgryzotą.

Oto   -   według   przeprowadzonego   we   Włoszech   sondażu,   opublikowanego   w

kwietniu 1997 - 68 procent dziewcząt i chłopców, którzy ukończyli 14 lat, ani nie

chodzi już do kościoła, ani nie uczestniczy w grupach parafialnych, ani też nie

uczęszcza na lekcje religii; odsetek tych, którzy odmawiają modlitwę zmniejszył

się o 31 procent, a uczestnictwo w nabożeństwach aż o 68 procent. Wszystko to,

background image

zdaniem   ekspertów,   jest   konsekwencją   złego   przykładu   ze   strony   rodziców,   a

ogólniej - "rozrywek" życia codziennego, a zwłaszcza telewizji i muzyki.

"Merkantylny   modernizm"   wojtyłowskiego   pontyfikatu   powoduje   jednak

czasem też nieprzyjemne incydenty, W czasie, gdy 16 lutego 1996 papież nama-

wiał   usilnie   księży   i   biskupów,   aby   upowszechniali   Ewangelię   przez   Internet,

Stolica Apostolska była zmuszona napiętnować dosyć kłopotliwą inicjatywę, którą

podjęła   niemiecka   spółka   o   nazwie   Lazarus   Gesellschaft   (dosłownie   Spółka

Łazarza). W sierpniu 1996  firma  ta przekazała do sprzedaży płytę CD, która po

wprowadzeniu   jej   do   cd-romu   stawała   się   "multimedialnym   spowiednikiem",

zaprogramowanym na udzielenie rozgrzeszenia za wszelkie grzechy.

358

359

Na płycie znajdowała się lista około dwustu grzechów, przy czym za każdy z nich

przewidziano inny rodzaj pokuty. Maksymalna kara (50 Ojcze Nasz i tyle samo

Zdrowaś Mario) groziła temu, kto splamił się zabójstwem. Płyta CD podaje też

adresy spowiedników, z którymi można skontaktować się przez Internet, a także i

"prawdziwych" księży.

Watykan określił tę inicjatywę mianem "dyskusyjnej operacji handlowej, która

nie   ma   nic   wspólnego   z   rzeczywistym   znaczeniem   sakramentu   spowiedzi".

Jednakże Peter Seyel - dyrektor ekumeniczno-humanitamej organizacji z Kolonii -

odpowiedział   na   ten   zarzut:   "Na   miłość   Boską,   wyprodukowane   przez   nas

oprogramowanie   nie   jest   i   nie   będzie   przedstawiane   jako   surogat   spowiedzi.

Sakrament   zawsze  był  i pozostanie  pewnym  wzajemnym  stosunkiem  pomiędzy

dwiema  osobami,  i tak też musi  pozostać. Za pomocą  płyty CD staraliśmy  się

jedynie udzielić pomocy w poruszeniu sumienia każdego z nas".

Również i sam Wojtyła-superstar nie oparł się pokusie informatyki: papież

jest bohaterem płyty CD, która ukazała się- podobnie jak wcześniejsza książka -

background image

pod   tytułem  Przekroczyć   próg   nadziei  i   sprzedawana   była   przez   wydawnictwo

Mondadori   New   Media.   Jak   entuzjastycznie   zapowiadała   należąca   do

Berlusconiego Panorama, płyta wymaga

oprogramowania  Windows i Windows  95, będzie kosztować 59 tysięcy lirów i

będzie do nabycia w księgarniach i sklepach komputerowych całego świata -przy

czym jej pierwszy pokaz odbędzie się na Targach Książki we Frankfurcie, gdzie

Jan Paweł II -w wersji elektronicznej - będzie gwiazdą stoiska Mondadori.

A jednocześnie interesującym przykładem hipokryzji Jana Pawła II było jego

wystąpienie we wrześniu 1996, kiedy to z balkonu rezydencji w Castelgandolfo

wydawał   się   wykazywać   swój   dystans   wobec   cywilizacji   informatycznej

massmediów.

- Dobra wytwarzane przez cywilizację przemysłową - mówił papież - mogą

uczynić nasze życie wygodniejszym, ale nie zrealizują potrzeb serca. Telewizja i

informatyka, w pewnym sensie niosą świat do naszych domów, ale to nie zawsze

zapewnia   głębię   i   spokój   stosunków   międzyludzkich...   Wiele   osób   manifestuje

zatem pilną potrzebę powrotu do korzeni, mocne pragnienie ciszy, kontemplacji,

poszukiwania   absolutu.   Wśród   tylu   słów   -   często   ściągających   na   manowce   i

pustych - szuka się słów potrzebnych do życia.

Ale to są też tylko słowa - fakty mówią coś przeciwnego. Stolica Apostolska

otworzyła swój własny portal na tym mediatycznym stworzonym przez

360

361

Internet bazarze, na którym się znajduje wszystko -od informacji dziennikarskich

do nowości technologicznych, od seksu do sportu,  od acid music  do najbardziej

pogmatwanych   gier   elektronicznych.   I   watykański   portal   jest   faktycznie

gigantyczny: działa dniem i nocą, informacje podawane są w ośmiu językach, a

wszystko to dzięki trzem potężnym komputerom nazwanym - od imion bliblijnych

background image

trzech   archaniołów   -Raffaele,   Michele  i   Gabriele.   -   To   Ojciec   Święty   tak

zdecydował   -   potwierdziła   Judith   Zoebelein,   amerykańska   zakonnica

odpowiedzialna za działanie całego działu. Intemetowa rewolucja dotarła dzisiaj

już wszędzie, a zatem i Kościół musi w niej uczestniczyć.

Debiut wirtualnego papieża miał miejsce w czasie Świąt Wielkanocnych 1997

roku   przy   okazji   udzielanego  Urbi   et   orbi  błogosławieństwa.   -   Dwa   tygodnie

później - cieszył się papieski  rzecznik prasowy  Jaquin Navarro Valls  -już dwa

miliony   386   tysięcy   osób   z   siedemdziesięciu   krajów   świata   odwiedziło   strony

Stolicy Apostolskiej, gdzie mogło odczytać treść papieskiej przemowy. Na nasz

elektroniczny adres nadeszło 4678 wiadomości w dziesięciu różnych językach i to

w czasie jednego tylko tygodnia.

Co może znaleźć katolik dryfujący po papieskim portalu? Treści papieskich

przemówień, dokumenty Stolicy Apostolskiej (zarówno te z przeszłości, jak

i obecne), encykliki, informacje na temat Jubileuszu... Szkoda tylko, że aby się na

te strony dostać, trzeba zapłacić 15 tysięcy lirów. A więc znowu biznes, który

dostarczy do kas Watykanu dziesiątki miliardów lirów rocznie.

Jan Paweł II to prawdziwy motor watykańskich, rozlicznych interesów, nawet

tych dokonywanych nie-jako w sposób pośredni. Tak było choćby w przypadku

Vittorio Gassmana  i Moniki  Vitti,  przyjętych przez papieża w dniu 6 listopada

1997.   Z   tej   okazji   dwójka   aktorów   przekazała   Ojcu   Świętemu   płytę   CD

Towarzysze   podróży,  na   której   Gassman   recytuje   około   piętnastu   wierszy

napisanych przez Karola Wojtyłę (z tłem muzycznym autorstwa Olimpo Petrassi).

Natomiast  Monica   Vitti  nagrała   wraz   z  Alberto   Sordi  (uczestnikiem   reklam

telewizyjnych CEI) kolejne piętnaście liryków papieża, opublikowanych na CD z

okazji nadchodzących Świąt Wielkanocy.

W księgarniach sprzedawane są także płyty CD wytwarzane przez organizacje

i   osoby   z   kręgów   bliskich   Stolicy   Apostolskiej.   Jedna   z   takich   płyt,  W   po-

background image

szukiwaniu szczęścia, przeznaczona dla dzieci w wieku od 8 do 13 lat, powstała z

inicjatywy   rzecznika   prasowego  Opus   Dei  -  Giuseppe  Corigliano   i   dostojnika

mediolańskiej kurii - księdza  Luca Bagatin.  Jej  cena -  80 tysięcy lirów. Dorośli

natomiast mogą

362

363

nabyć za 99 tysięcy lirów Żywą historię Całunu Turyńskiego, przy gotowaną przez

Emanuelę i Maurizia Marinellich, opublikowaną przez wydawnictwo San Paolo.

Wśród inicjatyw fonografìczno-religijnych nie pominięto także i głosu samego

papieża. Na płycie CD  Hymn for  thè  World,  Jan Paweł II odmawia modlitwę za

pokój, a w tle słychać chór i orkiestrę  Santa Cecilia,  którą dyryguje Koreańczyk

Myung   Whun   Chung.   Inne   pozycje   wykonywane   są   przez   Andrea   Bocellego  i

Cecilie Bartoli.

I kolejne modlitwy, kolejna płyta CD, ale tym razem z  odrobiną suspense,

bowiem całą operację otacza nimb tajemnicy. Chodzi o album, w którym papież

śpiewa kilka modlitw. - Pomysł, żeby nagrać papieża śpiewającego, pochodzi od

pewnego   oboisty   Andrea   Mariottiego   -   opowiada  Francesco   Battistini.  -

Przedsięwzięcie  zyskało poparcie ze strony ojca  Pasquale  Borgomeo,  dyrektora

Radia Watykańskiego, jezuity z Neapolu, który od dziewiętnastu lat w otoczeniu

papieża zajmuje się strzeżeniem praw autorskich każdego słowa Jana Pawła II... No

i papież śpiewa. Na płycie CD znajduje się około czterdziestu minut modlitwy.

Łacińskim   inwokacjom  z  Praefatio  towarzyszy   śpiew   chórów   prawosławnych   i

popisy gitarowe w stylu Pink Floyd. Pater noster przy

akompaniamencie perkusji. Victimue Pascalis w rytmie nowojorskiego rapu. Płytę

emitowało ciągle to samo wydawnictwo paulinów. Produkt dyskograficzny miał

ambicję dostać się na szczyty list przebojów.

Wojtyła-superstar nie sprzeciwia się też swojej obecności nawet na dużym

background image

ekranie. Krzysztof Zanussi wyłowił dziełko napisane przez Jana Pawła II w mło-

dości   i   przy   pomocy   biskupa   Jana   Chrapka   (również   przyjaciela   Wojtyły)

wykrzesali z tego  film Brat naszego Boga.  Produkcję filmu ukończono w marcu

1997.   To   dzieło   kinematografii   jest,   jak   można   się   spodziewać,   również

wspaniałym interesem - prawa do rozpowszechniania filmu zostały już wykupione

przez telewizje wielu krajów...

Ale   jest   też   coś   więcej   i   znacznie   gorszego.   Oto   papież-gwiazdor   użycza

swojego   wizerunku   najbardziej   pogańskiej   i   obrazoburczej   spośród   wszystkich

merkantylnych   dziedzin   -   reklamie.   Rzecz   przydarzyła   się   16   czerwca   1997

podczas meetingu zorganizowanego w Mediolanie przez klub Santa Chiara. W de-

bacie poświęconej reklamie, zainspirowanej właśnie papieskim dokumentem Etyka

w reklamie papież wziął udział za pośrednictwem nagrania na kasecie video. Przy

stole konferencyjnym, jako przedstawiciel papieża, zasiadał arcybiskup John Foley,

obok

364

365

którego znaleźli się reprezentanci mediów Berlusconiego: Giulio Malgara (prezes

zrzeszenia   reklamodawców)  i   Giuliano   Adreani  (pełnomocny   członek   zarządu

firmy Pubitalia, działającej z ramienia Mediaset),  Alberto Contri (prezes włoskiej

konfederacji środków masowego przekazu),  Mauro Miccio  (prezes firmy Ferpi) i

Antonello Perricone (pełnomocny członek zarządu firmy Sipra).

W   kwietniu   1997   na   stronach   kilku   czasopism   ukazało   się   ogłoszenie

reklamowe przedstawiające papieża i wypowiedziane przez niego słowa: "Koniecz-

ne jest, aby etapem przygotowania do Świętego Jubileuszu była praca w każdej

rodzinie". Niżej - po  facsimile  papieskim - następowała reklama lansująca cza-

sopismo  Tertium  Millenium,  które   miało   być   oficjalnym   organem   Wielkiego

Jubileuszu: "Wielkiej watykańskiej inicjatywie na rzecz przygotowań do Wielkiego

background image

Jubileuszu roku 2000".

Te ogłoszenia to mieszanka wiary i biznesu. "Jubileusz roku 2000! U progu

światowego wydarzenia, które zaznaczy przyszłość milionów ludzi, również i Ty

przyjmij   zaproszenie   papieża   do   starannego   przygotowania   się   do   niego   !   Dla

wiernych, którzy pragną pogłębić własne przeżycie związane z wiarą, Watykan

stworzył..."   i   dalej:   "Pytaj  o   Tertium  Millenium  przez   cały   rok   korzystając   z

niepowtarzalnej

oferty,   która   gwarantuje   Ci   dwudziestopięcioprocentową   zniżkę.   Przedstawiając

poniższy   kupon   zapłacisz   tylko   69   zamiast   90   tysięcy   lirów.   Złap   w   lot   tę

niepowtarzalną okazję i powiedz o niej także drogim Ci osobom! Będziesz w ten

sposób świadkiem..." Zakończenie jest w iście handlowym stylu: "Gratis kaseta

video  Odkrycie Chrystusa na nowo...  Dodatkowo otrzymasz prezent". Kupon na

prenumeratę i przyjmowanie datków zaadresowany jest do wydawnictwa Piemme,

które zachwala siebie sloganem "jakość naszych czasów". Amen.

366

367

background image

Dokumenty

Clara Calvi zeznaje

W   ramach   śledztwa   prowadzonego   w   sprawie   śmierci   bankiera  Roberto

Calvi  mediolańscy  prokuratorzy  Bruno Siclari i Pierluigi Dell'Osso  przyjęli ze-

znania   złożone   przez   panią   Clarę   Canetti,   po   mężu  Calvi.  Śmierć   katolickiego

bankiera,   a   jednocześnie   masona,   którego   znaleziono   18   czerwca   1982   powie-

szonego pod mostem Blackfriars w Londynie (co, zdaniem tamtejszej prokuratury,

było aktem samobójstwa), obciąża osoby z kręgów: Loży P2 - mafii -Watykanu.

Oto fragmenty zeznań wdowy Calvi.

371

19 października 1982

Mój   mąż,   jak   powiedziałam   już   wcześniej,   około   roku   1971   nawiązał

znajomość  z panem Minciaroni  Aladino,  przedsiębiorcą  budowlanym,  z którym

spotykał się w Rzymie.  Aladino  był dobrym przyjacielem  Francesco  Consentino,

sekretarza generalnego Izby Deputowanych. Sądzę, że mąż poznał Minciaroniego -

poprzez   pana   Mario  Valeri  Manera   -   w   Wenecji   podczas   ceremonii   wręczania

nagrody Campiello... W tym czasie mąż często jeździł do Rzymu i pewnego razu

zabrał mnie tam ze sobą. Wzięliśmy pokój w Grand Hotelu i mąż powiedział, że

chce przedstawić mi Umberto Ortolani i Licio Gelli, z którymi spotykał się dosyć

często w tamtym okresie, i którzy byli ważnymi osobistościami. Podjęliśmy wyżej

wspomnianych, Gellego i Ortolaniego, kolacją w restauracji hotelowej. Po kolacji

przyszli do nas Minciarioni,  Cosentino  i niejaki Firrao, i w tym gronie wszyscy

zaczęliśmy rozmawiać o trwającym właśnie kryzysie rządowym i jak się okazało

Minciaroni  i Cosentino  byli członkami   Loży   P2,  tak  samo  zresztą jak  Rugherò

background image

Firrao,   który   wówczas   pełnił   funkcje   dyrektora   generalnego   w   Ministerstwie

Handlu Zagranicznego].

Panowie ci mówili ze sobą o różnych kandydatach na stanowiska w rządzie, a

z   treści   wypowiedzi   można   było   wnioskować,   że   byli   dobrze   zorientowani   w

środowiskach   politycznych   i   dobrze   znali   rządzące   tymi   środowiskami

mechanizmy. Tego samego dnia miałam też sposobność poznać inne osoby... Mąż

przedstawił mi Lorisa Crobi  [członek Loży P2, prezes spółki  "Condotte"  Gaetano

Stammati [członek Loży P2, chadek i senator} oraz dziennikarza Cesare Zappulli...

Owi Gelli  i Ortolani  podejmowali działania, aby ułatwiać mojemu mężowi

nawiązywanie kontaktów, o których sądził, że ich potrzebuje ze względu na swą

pracę. Gelli i Ortolani pośredniczyli także w niektórych interesach, ale co to były

za interesy, nie umiem tego sprecyzować...

Sądzę, że w tym okresie [w roku 1971} mąż przystał do masonerii. Powiedział

mi sam on o tym, ale później, twierdząc, że został "wtajemniczony" w Genewie. W

tych   latach   mąż   prowadził   różne   interesy   i   utrzymywał   intensywne   kontakty   z

bankiem watykańskim IOR, a w szczególności z Luigim Menninim, który w tym

banku   był   najbardziej   wpływowym   specjalistą.   W   zakres   kontaktów   wchodziły

również spotkania w gronie rodzin. Częste były także kontakty z prezesem IOR bi-

skupem   Marcinkusem,   który   -   w   wyniku   decyzji   mojego   męża,  Ì  właśnie   ze

względu   na   ścisłe   i   częste   kontakty   pomiędzy   bankiem   IOR   i   bankiem

Ambrosiano-wszedł   do   zarządu   zagranicznej   wspólniczki   banku  Ambrosiano  -

firmy  Overseas  z Nassau na wyspach Bahama. Z tego też powodu widywaliśmy

często Marcinkusa w Nassau, gdzie bywał naszym gościem podczas wszystkich

zebrań zarządu.

Później w zbliżeniu się mojego męża do kręgów kościelnych miał swój udział

wspomniany już  Ortolani,  bardzo z tymi kręgami związany, szczególnie, że był

dobrym przyjacielem zmarłego kardynała Lercaro. Pragnę podkreślić, że w tym

background image

okresie, jak zresztą i później, mąż bywał w Watykanie bardzo często i utrzymywał

kontakty ze zmarłym papieżem Pawłem VI. Były to stosunki na tyle zażyłe, że mąż

mógł się do niego udawać z wizytą nie potrzebując żadnej uprzedniej formalności...

372

373

Niedługo   potem  [20   maja   1981}  nastąpiło   aresztowanie   mojego   męża.

Skontaktowałam się z przebywającą wtedy w Genui adwokatką Lagosteną Bassi...

Adwokatka zgodziła się przyjść do mnie do domu, gdzie została na obiedzie wraz z

towarzyszącym jej synem. Na moją prośbę udzieliła mi wskazówek, jak powinnam

się   zachować;   zasugerowała,   abym   nic   absolutnie   nic   mówiła   w   trakcie

ewentualnego   przesłuchania   i   żebym   robiła   wrażenie   takiej   z   kategorii   "żon

idiotek", która o niczym nie wiedziała... Pożegnałyśmy się i, chociaż nie udzieliłam

adwokatce żadnego pełnomocnictwa, w kilka miesięcy później adwokatka przesłała

mi rachunek na 2 miliony tirów, który odpowiednio uregulowałam...

20 października 1982

...W   dniu   następnym  [po   aresztowaniu  Roberto   Calvi]  ja,   córka,   syn.

Pazienza, Mazzetta i Ciarrapico,  pod eskortą prywatnej ochrony, udaliśmy się do

gabinetu szacownego Andreottiego. O ile pamiętam, jego gabinet znajdował się

dosyć blisko naszego domu w Rzymie,  dlatego poszliśmy  tam pieszo. Na górę

weszliśmy tylko ja, córka i Ciarrapico, który to spotkanie umówił, a inni czekali na

nas na dole. Nie pamiętam, czy z nami poszedł również  Pazienza,  czy też czekał

razem   z   innymi   na   dole.   Od   razu   zostaliśmy   przyjęci   przez   szacownego

Andreottiego, którego miałam już okazję dawniej kilka razy spotkać w domu pani

Marii Angiolillo [wdowy po założycielu rzymskiego centroprawicowego II Tempo},

u której bywałam czasami razem z mężem. W jej domu spotykaliśmy także pana

Piccoli ,jego żonę i wielu wpływowych polityków, głównie z kręgów

background image

chadecji. Tam wielokrotnie miałam możliwość spotkania kardynałów Casaroliego i

Silvestriniego.

Premier Andreotti powiedział mi, że włoski bank centralny zamierza narzucić

bankowi  Ambrosiano  dwóch   komisarzy   i   dodał,   że  Cuccia   z   Mediobanca  za-

oferował   się   kupić   udziały  Ambrosiano,  żeby   przyjść   z   pomocą   przyjacielowi

Calvicmu. Premier Andreotti powiedział jeszcze, że on doradzał, aby komisarzem

w  Ambrosiano  został   prezes  Banca   Popolare   di   Nova-ra,   Venini  i   pań   Orazio

Bagnasco. Poprosił mnie, bym powiedziała to mężowi, aby usłyszeć jego zdanie...

Mąż  odpowiedział,  że   jeśli  do  banku  wprowadzą  Veniniego  i  Bagnasco,  to  on

będzie   skończony  [w   i   995   roku   Lino  Venini  stanie   przed   sądem   z   powodu

doprowadzenia do krachu spółki Sasea].

Zaraz po aresztowaniu mojego męża otrzymałam grzecznościowy telefon od

żony premiera Craxiego. Podała mi swój telefon w Rzymie, na wypadek gdybym

potrzebowała   się   z   nią   skontaktować.   Mówiłam   o   tym   wszystkim   również   z

Piecenzą i z Ciarrapico, i wtedy powstał pomysł pójścia do premiera  Craxiego.

Ciarrapico   sugerował   mi,   żebym   powiedziała   bez   ogródek   "panie   premierze,

trzydzieści miliardów to nie żart". Nigdy nie słyszałam od mojego męża nic na ten

temat, ale uznałam za stosowne polegać na sugestiach Ciarrapico, który wydawał

się być pewny tego, co mówił, dając mi do zrozumienia, że mogłam spokojnie i bez

obaw powiedzieć zasugerowane mi zdanie.

Umówiłam się zatem na spotkanie z panią  Craxi  w Rzymie, w hotelu  [San

Raphael],  gdzie mieszkała razem z mężem. Udałam się tam wraz z moją córką i

moim bratem pod eskortą tych samych, co zawsze,

374

375

prywatnych ochroniarzy... Zostaliśmy uprzejmie przyjęci przez panią Craxi, a nieco

później dołączył do nas pań Formica, z którym przez pewien czas rozmawiałam na

background image

tarasie mieszkania na osobności, a pani domu rozmawiała wtedy z moją córką i z

moim bratem. Od razu powiedziałam obu politykom, że oczekiwałam z ich strony,

że udzielą mojemu mężowi pomocy i włączyłam także owo zdanie, że trzydzieści

miliardów to nie jest żart. Obydwaj panowie na moje oświadczenie nie zareagowali

nawet mrugnięciem oka i nie robili żadnych komentarzy, odpowiedzieli tylko, że

zamierzali pomóc mojemu mężowi, bo jest ich przyjacielem. Ja ze swej strony

dodałam, że to, co powiedziałam, to nie było moje własne zdanie, ale że zostało mi

przekazane   przez   kogoś   innego.   Pamiętam,   że   powiedziałam   także,   że   dopóki

będzie tam Cuccia z Mediobanca, to mój mąż będzie prześladowany i dodałam - co

chyba także było wcześniej zasugerowane mi przez Ciarrapico - że "Pań, szanowny

panie   premierze,   działając   przez   swego   De   Michelisa,   może   w   pół   godziny

odprawić Cućcie". Przypominam sobie, że pań Craxi odpowiedział, że w pół go-

dziny to nie jest to możliwe, ale w dwa miesiące - tak. Przy okazji powiedziałam

też, że w sytuacji, w której się znalazłam, byłam skłonna nawet doprowadzić się do

śmierci głodowej... Rozstaliśmy się, kiedy na to moje stwierdzenie odpowiedziano,

że nikt nie potraktuje tego poważnie. Wyszłam w poczuciu, że pomoc zostanie mi

udzielona i muszę powiedzieć, że później dochodziło do licznych kontaktów ze

strony pani Craxi, która odwiedzała mnie w moim mieszkaniu. Kilkakrotnie pani

Craxi przyniosła mi powycinane z gazet artykuły pana Craxi, w których brał on w

obronę mojego męża...

Kilka dni przed wszczęciem procesu [który -przeciwko osobom oskarżonym o

doprowadzenie do krachu banku  Ambrosiano -  rozpoczął się 10 czerwca 198]]

udałam   się   na   widzenie   do   więzienia   do   mojego   męża.   Byłam   wtedy   w

towarzystwie mojej córki  i Alessandro Menniniego.  Na rozmowę poszłyśmy my

dwie, ja i moja  córka, której ojciec kazał zapisać  do załatwienia różne rzeczy.

Między innymi powiedział córce, żeby zapisała drukowanymi literami na kartce

następujące zdanie: "Ten proces oznacza postawienie pod sąd IOR". Powiedział

background image

nam też, żeby spytać Menniniego, czy kapelan więzienny, który poprosił go o roz-

mowę, zrobił to, aby przedyskutować kwestie dotyczące IOR. Dodał, że od lutego

1981 błagał na wszystkie możliwe sposoby kierownictwo IOR, aby za wątki zwią-

zane   z  IOR,   o  których   będzie   mowa   na   procesie,   wzięło   na   siebie

odpowiedzialność.  Powiedział jeszcze,  żebym szybko udała się do Rzymu,  aby

zobaczyć się z Marcinkusem, Ì żebym dowiedziała się, czy możliwe jest to, czego

do tej pory nie mógł doprosić się on sam, to jest żeby IOR potwierdził, że to on

dokonał transakcji z Toro, w sprawie której prowadzono śledztwo, a przynajmniej,

żeby zwolniono Banca Gottardo z tajemnicy bankowej, co umożliwiłoby złożenie

zeznań tym wszystkim, którzy tej transakcji dokonali. Muszę przyznać, że słysząc

to wszystko, zaczynałam rozumieć różne rzeczy dotyczące stosunków pomiędzy

bankiem  Ambrosiano  i IORem i znalazłam wyjaśnienie dla faktu, że  Alessandro

Mennini, syn szefa IOR, w tym okresie zawsze był gdzieś w pobliżu mnie.

Po   wyjściu   z   więzienia   zastałam   Menniniego   w   jeszcze   gorszym   humorze   niż

wcześniej, gdy

376

377

zostawiłyśmy go samego. Jak tylko spostrzegł, że ja i moja córka wsiadałyśmy do

samochodu, on też do niego wskoczył, a córka pokazała mu kartę, na której zapi-

sała   zdanie   podyktowane   jej   przez   ojca.   Ja,   w   nawiązaniu   do   tego   zdania,

zapytałam   go   wtedy,   czy   kapelan   więzienny,   który   chciał   rozmawiać   z   moim

mężem, miał rzeczywiście przedyskutować wyżej wspomniane sprawy. Mennini

wydawał się dosłownie przerażony i na moje pytanie powiedział: "Tego słowa nie

należy wypowiadać nawet w konfesjonale". A zaraz potem Mennini chwycił do rąk

kartkę, by ją podrzeć, ale ja ją mu z rąk natychmiast wyrwałam...

Uprzedziłam również i mojego syna Carla, który przebywał w Waszyngtonie,

o tym, czego dowiedziałam się od mojego męża  o  IOR. Syn, jak mi to potem

background image

powiedział,   skontaktował   się   z   Watykanem   wysyłając   teleks,   w   którym   prosił

Marcinkusa o oddzwonienie do niego o danej godzinie. Marcinkus punktualnie o

wskazanej   godzinie   oddzwonił,   a   mój   syn   opowiedział   mu   o   tej   sprawie,   ale

otrzymał jedynie niejasne i wymijające odpowiedzi. Mój syn wysłał też teleksy do

kardynała Casaroliego i do kardynała  Silvestriniego,  prosząc  ich o interwencję,

zaklinając ich na wszystko co święte, aby spowodowali ujawnienie prawdy. Od

Pazienzy dowiedziałam się, że też rozmawiał z Marcinkusem i że przekonał go,

aby   podjął   działania.  Pazienza  powiedział   mi   także   potem,   że   poprzez   swoich

znajomych ze służb specjalnych dowiedział się, że Marcinkus  i Luigi  Mennini z

całą pewnością przekroczyli w wielkiej tajemnicy granicę i udali się do Lugano, do

Szwajcarii,   celem   wydania   dyspozycji   bankowi   Gottardo,   aby   zezwolił

szwajcarskim prokuratorom

przejrzeć dokumenty banku mimo tajemnicy bankowej, i żeby kierownictwo banku

poświadczyło, że to nie mój mąż był wszystkiemu winien. Miała miejsce także roz-

mowa telefoniczna pomiędzy  Alessandro Menninim  i moim synem, który czynił

wyrzuty jemu samemu i IOR za to wszystko, co przydarzyło się ojcu,

Ja   sama   otrzymałam   telefon   od   Olgiatiego,   który   poprosił   o   możliwość

złożenia   mi   wizyty,   i   ja   się   na   nią   zgodziłam.   Olgiati   przyszedł   do   mnie   w

towarzystwie   Menniniego,   którego   zupełnie   nie   oczekiwałam.   Mennini

opowiedział  mi   o  rozmowie   telefonicznej   z   moim   synem   i   spytał,   czy   sama

chciałabym coś dodać. Twardym tonem odpowiedziałam, że nie, i Mennini, wście-

kły,   poszedł   sobie.   Olgiati   powiedział   mi   wtedy,   że   źle   zrobiłam,   bowiem

potrzebowaliśmy   pomocy   Menniniego   w   sprawie   dostępu   do   poświadczających

niewinność męża dokumentów z Banca del Gottardo. Odpowiedziałam, że doszła

do mnie już wiadomość, że Marcinkus i Luigi Mennini pojechali do Szwajcarii do

wspomnianego banku. Kilka dni później Alessandro Mennini pojechał - w imieniu

IOR,   a  nie   banku  Ambrosiano,  którego   był   pracownikiem   -  do   Lugano,  żeby

background image

odebrać   postanowienia   szwajcarskiego   wymiaru   sprawiedliwości,   w   których

poświadczano, że mój mąż nie miał nic wspólnego z tą sprawą. O ile wiem, to

Mennini   przekazał   te   postanowienia   bezpośrednio   adwokatom   mojego   męża,

którzy bronili go przed sądem.

W   trakcie   trwania   procesu   chodziłam   wielokrotnie   do   więzienia   do   męża

korzystając z widzeń, które mi przyznano. W czasie jednego z takich widzeń opo-

wiedziałam   mężowi,   to   co   powiedziałam   panu  Craxi,  to   jest   to   zdanie,   które

zasugerował mi Ciarrapico. Mój

378

379

mąż powiedział mi, że miał już dość poświęcania się dla innych, i że - o ile ta

sytuacja nie zmieni się natychmiast - jest całkowicie zdecydowany powiedzieć na

rozprawie w sądzie rzeczy, które wiedział na temat IOR i polityków. Sadze, że

słowa te powtórzyłam przez telefon żonie pana Craxi, z którą utrzymywałam częsty

kontakt.

Muszę powiedzieć, że przez cały czas trwania procesu ciągle wydzwaniała do

mnie pani Angiolillo, która prosiła o kolejne informacje i przekazywała mi ze swej

strony   różne   wiadomości.   Pani   Angiolillo   przekazywała   mi   pozdrowienia  od

Piccolego i mówiła mi, że robiła co mogła na rzecz mojego męża i że chodziła na

rozmowę w jego sprawie do Banca d'Italia, do jego prezesa, a przede wszystkim do

dyrektora generalnego Diniego. Muszę przyznać, że potem, po wyjściu z więzienia,

mój   mąż   dał  pani   Angiolillo  najpierw  10   milionów   lirów,   a   potem  kolejne   50

milionów, z okazji Bożego Narodzenia - tym razem korzystając z pośrednictwa

mecenasa Gregori z Rzymu. Były to pieniądze za to, co pani Angiolillo zrobiła dla

męża - była ona znana z tego, że w swoim domu organizowała spotkania pomiędzy

biznesmenami,   działaczami   i   innymi,   przyjmując   w   zamian   pieniężne

gratyfikacje... Powiedziałam Pazienzy, że dowiedziałam się od pani Angiolillo, że

background image

była ona u prezesa banku centralnego Ciampiego i u dyrektora Diniego, a Pazienza

skontaktował   się   z   panią   Angiolillo,   żeby   dowiedzieć   się   czegoś   więcej.   Pani

Angiolillo pogniewała się na mnie za to, że Pazienzy o tym powiedziałam...

Pani Angiolillo przekazała mi także, że Ciampi i Dini pragnęli powiadomić

mojego męża, że podział grupy dokona się za pięć lat, tak jak chciał on sam,

a zatem, że może pozostawać spokojny i  nie  martwić się. Pragnę podkreślić, że

kiedy kierownictwo Banca d'Italia objęli Ciampi i Dini, mój mąż powiedział mi, że

dowiedział się od Gellego , że tych dwóch było przyjaciółmi, że należeli obaj do

Loży P2 i że to sam Gelli przyczynił się do ich nominacji. Gelli powiedział mu też,

że Dini otrzymał polecenie, aby Calviemu nie stwarzał problemów i żeby był dla

niego   przyjazny,   i   muszę   powiedzieć,   że   mąż,   od   samego   początku,   był

zadowolony ze sposobu, w jaki traktował go Dini, który przyjmował go, kiedy mąż

chciał, także i w sposób prywatny i w tajemnicy przed innymi  [nazwisk  Carlo

Azeglio Ciampiego i Lamberto Diniego nie było w zarekwirowanych Lido Gelliemu

dokumentach Loży P2; nie było także nazwiska Carlo De Benedettiego, o którym w

swych zeznaniach mówi wdowa Calvi}. Mój mąż mówił mi, że Dini pozostawał w

bardzo bliskich związkach z niejakim  Battista  z Loży P2 i że  Battista  dawał mu

miliard,   półtora   miliarda   lirów   za   każdą   załatwioną   sprawę   (którą   mu   Dini

załatwił).

21 października 1982

Proces {przeciwko oskarżonym z banku Ambrosiano} skończył się i mąż mój

został tymczasowo zwolniony z aresztu, ale przebywał jeszcze w szpitalu w Lodi.

Wyszedł kilka dni później i potwierdzono, że ma  nadal  pełnić funkcję  prezesa

zarządu   banku  Ambrosiano...  Dość   szybko   po   wypisaniu   ze   szpitala  [Calvi

próbował   popełnić   samobójstwo}  mąż   zaczął   znowu   często   jeździć   do   Rzymu,

zawsze mu w tym towarzyszyłam...

background image

W   Rzymie   widywał   się   z   Marcinkusem   i   z   dyrektorem   włoskiego   banku

centralnego Dinim; z nim

380

381

widywał się w wielkiej tajemnicy Jak zresztą przez cały ten okres, a także i później

- na przykład w przeddzień święta Wniebowzięcia. Mąż opowiadał mi, że jego sto-

sunki z Dinim układały się bardzo dobrze i że Dini z nim współpracował, natomiast

z Marcinkusem stosunki stały się fatalne. Marcinkus nie przyjmował już do wiado-

mości,   że   wobec   banku  Goliardo  powinien   był   nadał   zachowywać   takie

stanowisko,   jak   to   obiecał   uczynić   wcześniej.   Według   słów   mojego   męża,

Marcinkusowi bardzo zależało, aby tajemnice  Banca del Gottardo  nie wyszły na

jaw.   Mąż   mawiał   wtedy:   "Księża   każą   mi   zapłacić   za   wszystko,   a   nawet   za

wszystko już płacę"...

Z   czasem   zaczęło   się   pojawiać   nazwisko   niejakiego   Hilarego   Franco,

papieskiego kapelana, monsignora, z którym mój mąż nawiązał kontakt i z którym

miał kilka różnych spotkań w Rzymie. Mąż mówił mi, że ten Hilary Franco trzymał

jego stronę i że często, aby podtrzymać go na duchu, powtarzał mu pewne zdanie

po   angielsku,   które   dosłownie   brzmiało:   "Jesteś   pod   moją   całkowitą   ochroną".

Właśnie w tym czasie, jak mi opowiadał mąż, miewał on bezpośrednie kontakty z

papieżem. Nie jestem w stanie opisać, w jakich okolicznościach, dokładnie kiedy i

na jakich warunkach odbywały się te kontakty. Mogę jedynie przytoczyć usłyszane

od męża słowa: "Papież powiedział mi, że jak tylko rozwiążemy nasz problem,

powierzy mi całość watykańskich finansów, żebym je mógł uzdrowić".

24 października 19 82

Kiedy,   po   nominacji  [Carlo]  De  Benediettego   na   stanowisko   w   banku

Ambrosiano minął już jakiś czas, zaczęły się pierwsze zatargi między nim a moim

background image

mężem. Mąż mówił, że ten De Benedetti początkowo był z nim zgodny i można się

było dogadać, ale później, jak już dostał się do banku, zaczął siać zamęt i nawiązał

bliskie stosunki z  Rosone  [wiceprezesem],  z którym nieustannie spotykał się na

obiadach i kolacjach. Pewnego razu mój mąż powiedział mi nawet, że widziano

dokumenty, które potwierdzały, że De Benedetti należał do Loży P2 i przypomniał

mi fakt, iż kiedyś pokazywał mi w Buenos Aires pewną kamienicę, o której mówił,

że są w toku rozmowy na temat jej sprzedaży przez firme Olivetti na rzecz banku

Ambrosiano.

Wtedy,   gdy   mój   mąż   przypomniał   mi   ten   epizod   z   kamienicą   i   kiedy

wspomniał o członkostwie De Benedettiego w Loży P2, odpowiedziałam: "A więc

za tą umową sprzedaży musiał stać  Golii", a  wówczas mój mąż powiedział mi:

"Oczywiście, że tak, był pośrednikiem". Mąż powiedział mi też, że wspomniał De

Benediettiemu o jego przynależności do loży i dodał, że potem przez jakiś czas De

Benedetti wydawał się zdezorientowany, ale że później nastąpił z jego strony cały

ciąg zdarzeń - na przykład jego pisma do prezydenta Włoch pana Pertiniego i zaraz

potem wyjazd do  Genewy,  czego, według słów mojego  męża,  nigdy nie robił,

ponieważ ze swoją rodziną, która mieszkała w Genewie, widywał się we Włoszech

i   kazał   dzieciom   przyjeżdżać   do   siebie.   Zatargi   pomiędzy   moim   mężem  i   De

Benedettini pogłębiały się coraz bardziej.

Jakiś czas później - przebywaliśmy wtedy w Drezzo - chciałam wrócić do

tematu z De Benedettini i spytałam męża, czy to była prawda, że istniały faktycznie

dokumenty potwierdzające przynależność De Benedettiego do Loży P2, i dlaczego

tych dokumentów

382

383

nie   ujawniono.  Na   to   mój   mąż   -  który   Już   wtedy,   kiedy   po   ich  rozmowie   De

Benedetti  pojechał   do   Genewy,   wyraził   opinie,   że   najpewniej   pojechał   do

background image

Ortolaniego, a nie żeby zobaczyć się z rodziną - odpowiedział mi, że dokumenty te

istniały   na   pewno   ponieważ   były   w  posiadaniu   obu   braci  Vitalone  [chodzi   o

chadeckie-go   deputowanego   -  Claudio   Vitalone   i   o  jego   brata   -   adwokata

Wilfredo].

2 5 października 1982

Na początku wiosny prawdopodobnie. J982] mąż powiedział mi, że zamierza

pojechać do Hiszpanii. Byłam bardzo zdziwiona i spytałam go, po co tam chce

jechać,   ale   najpierw   mój   mąż   uśmiechał   się   robiąc   przekorną   minę,   a   potem

odpowiedział, że w Hiszpanii Opus  Dei,  które tam jest bardzo bogate, posiada

ogromną władzę. Było to pierwszy raz, kiedy mąż wspomniał  mi o Opus Dei i

kiedy powiedział, że Opus Dei może rozwiązać problemy finansów Watykanu i że

Opus Dci mogło przeważyć szalę w walce o władzę w łonie Watykanu pomiędzy

dwiema frakcjami, które od lat ze sobą konkurowały - frakcją opowiadającą się za

prowadzeniem  Ostpolitik   i  frakcją   ją   zwalczającą,   będącą   skrzydłem

konserwatywnym.

Mój mąż wyjaśnił mi, że miał ułatwić działania Opus Dei, ponieważ jedynie w

ten sposób mogły być rozwiązane jego własne problemy z bankiem IOR, a także Ì

problemy   finansowe   Watykanu.   Powiedział   mi,   że   zmieniłoby   to   gruntownie

polityczne stosunki w obrębie samego Watykanu, ponieważ  Opus Dei  uzyskując

silniejszą  pozycję, dałoby  przewagę skrzydłu konserwatywnemu.  O podróży  do

Hiszpanii nie było już więcej

między nami mowy... W tym czasie  Carboni  nagle przestał w ogóle dzwonić i

przez   około   tydzień   nie   dał   znaku   życia.   Kiedy   znowu   się   pojawił,   to   znaczy

przyjechał   do   nas   do   Drezzo,   powiedział   mi,   że   porozumiał   się   z   biskupami-

masonami... Carboni utrzymywał wówczas stałe kontakty zarówno z masonerią jak

i z dostojnikami watykańskimi...

background image

Mogę dodać, że już od jakiegoś czasu słyszałam, jak mój mąż mawiał, że

"sprawa posuwała się do przodu dzięki wspólnym wysiłkom". Mąż dodawała że za-

kończenie sprawy, będzie dla niego sporym plusem w procesie apelacyjnym, który

miał się odbyć w Mediolanie. Wyjaśnił mi, że byt zmuszony przyśpieszyć moment

zakończenia sprawy, bo proces apelacyjny już wkrótce miał się zacząć, i że kiedy

już wyjaśnią się wszystkie rzeczy z IOR, to z pewnością wynik procesu będzie dla

niego pozytywny...

Mój mąż podszedł do mnie Ì widząc, że czytam artykuł, w którym mowa była

o   końcu  Ostpolitik,  powiedział   mi   dosłownie:   "To   ja   wykończyłem  Ostpolitik.

Jeżeli w trakcie następnych  dwóch  tygodni Andreotti nie podstawi mi nogi, to

wszystko   będzie   w   porządku".   Nie   minęło   dużo   czasu,   a   mój   mąż   zaczął   mi

wspominać o sporych zatargach, które zaczęły się otwarcie pojawiać między nim a

panem   Andreottim...   Potem   powiedział  mi   o  wyraźnym   grożeniu   mu   śmiercią

bezpośrednio   przez   samego   Andreottiego.   I   już   wtedy   samopoczucie   i   humor

mojego męża stale się pogarszały... W tym, co do mnie mówił, często pojawiało się

zdanie   "jeżeli   mnie   zamordują",   i   często   powtarzał   "to   już   koniec".   Od   maja

panowała w domu atmosfera przygnębienia i strachu... W rytmie uzależnionym od

rozwoju

384

385

wypadków   w   Watykanie,   gdzie   toczyła   się   ostra   walka   między   przeciwnymi

frakcjami,  a która dotyczyła bezpośrednio stosunków pomiędzy  IOR i bankiem

Ambrosiano - u nas w domu chwile zupełnej beznadziei przeplatały się z euforią.

Mój   mąż   powtarzał   z   przekonaniem:   "jeżeli   coś   mi   się   przydarzy,   papież

będzie   musiał  podać  się  do  dymisji"   i  dodawał,  że  Watykan   będzie  miał   takie

problemy, że nawet będą zmuszeni przenieść siedzibę Watykanu...

Mąż   wspomniał   mi,   że   później   polecił   Carboniemu   nawiązać   kontakt   z

background image

ważnymi osobistościami z Opus  Dei  ze Szwajcarii, żeby przyśpieszyć działania

Opus   Dei  dla   uregulowania   długów   IOR.   W   niedzielę   wieczór,   w   przeddzień

mojego wyjazdu do Waszyngtonu, kiedy weszłam do sypialni, zobaczyłam męża,

jak   leżał   na   łóżku   i   wyglądał   na   bardzo   przygnębionego.   Podeszłam,   żeby

powiedzieć mu coś pokrzepiającego, ale on powiedział mi "jeżeli mnie zamordują",

a   później   dodał   "być   może   już   sienie   zobaczymy"   i   zaczął   okropnie   płakać.

Ogromnie mnie to zmieszało i wyszłam, żeby nie zmienić zamiaru wyjazdu, który

miał być nazajutrz, i na który on zresztą bardzo nalegał... W ostatniej rozmowie

telefonicznej,   którą   odebrałam   od   męża   przed   wiadomością   o   jego   zniknięciu,

powiedział   mi,   że   dzwoni,   o   ile   dobrze   zrozumiałam,   z   naszego   domu   w

Mediolanie. Pamiętam, że powiedział mi, mówiąc po angielsku, iż sprawa miała się

ku końcowi, i że była to już kwestia godzin. Na koniec powiedział po włosku:

"Miejmy nadzieję, że wszystko dobrze się skończy".

26   października   1982  darà   Calvi  opowiedziała   o   rozmowie   telefonicznej

odbytej na kilka dni przed londyńską tragedią.

Mąż   zadzwonił   do   mnie   do   Waszyngtonu   tylko   jeden   raz...   Pamiętam,   że

powiedział mi wtedy, że "rzecz idzie do przodu z dużymi oporami, ale jednak do

przodu,   niestety,   w   trakcie   zaistniały   przykre   incydenty".   Te   ostatnie   słowa

powiedział  głosem,  w  którym  wyczuwało  się  ogromną  przykrość.  Chciałam  go

spytać   mówiąc   "Ale   ty,   ty...",   ale   był   Jakiś   defekt   na   linii   i   rozmowa   została

przerwana. Zaraz potem mąż zadzwonił znowu mówiąc, że "wkrótce wyjdą na jaw

rzeczy niesamowite,  ale bardzo dla nas korzystne, co może  zmienić  całe nasze

życie".   I   to   powiedział   już   z   radością.   Przekazałam   mu,   że   nasz   syn   otrzymał

wyrazy solidarności od dyrektora banku Ambrosiano z Managua - Alvaresa, który

oświadczył,   że   jest   wyrazicielem   słów   przyjaźni   pochodzących   z   Ameryki

Południowej i Ameryki Środkowej. Alvares powiedział też, że ze strony prezydenta

Kostaryki   zgłoszona   została   nawet   oferta   przyjęcia   go   do   swojego   kraju   i   o

background image

wydaniu  mu  paszportu   dyplomatycznego.  Kiedy  przekazałam   mu   tę  informację

mąż   odpowiedział   chłodno   "dobrze   wiedzieć".   I   spytał   mnie,   jak   ja   się   czuję,

dodając: "Bądź cierpliwa, jeszcze trochę". Powiedział mi też, żebym absolutnie nie

ruszała się z domu, gdzie było mi dobrze, i gdzie, powtórzył, pozostawałam pod

ochroną bardzo wpływowych osób. Ja pytałam ciągle, co się z nim dzieje, ale on

nie powiedział nic więcej...

386

387

Dzień później, pamiętam, że było to około godziny wpół do trzeciej po południu, w

pewnej chwili poczułam się źle i całe popołudnie przeleżałam na kanapie w stanie

ogromnego przygnębienia. Zadzwonił do mnie mój brat Luciano, który powiedział

mi o samobójstwie Corrochera i o decyzji kierownictwa banku Ambrosiano, które

zwróciło   się   z   wnioskiem   o   ustanowienie   zarządu   komisarycznego...   Przed

pójściem   spać   ja   i   moja   córka   rozmawiałyśmy   przez   chwilę   i   ja   wyraziłam

przypuszczenie, że być może mąż załatwił sprawę, którą zajmował się ostatnio, i że

może do nas wkrótce przyjedzie. W środku nocy zbudził mnie telefon od mojego

brata  Luciano,  który powiedział  mi  o  śmierci  mojego  męża.  Powiedział mi,  że

martwe   ciało   mojego   męża   zostało   znalezione   w   Tamizie,   w   Londynie...   Za-

reagowałam gwałtownie, i owładnięta rozpaczą wybuchłam płaczem....

Dnia   2   listopada   1983   dziennik  Corriere   della   Sera  publikuje   nekrolog

zamieszczony przez rodzinę Calvi:

"W to smutne święto zmarłych, Clara, Anna  i Carlo Calvi  proszą rodzinę i

przyjaciół o modlitwę  za duszę  bankiera  Roberto Calvi,  którego wykorzystano,

ścigano i w końcu zamordowano z wyrafinowanym okrucieństwem. Rodzina nie

zapomni, nie przebaczy, nie pogodzi się z tym, ale prosi Boga o sprawiedliwość w

tym życiu i w życiu wiecznym".

9  kwietnia   ł   997   sędzia   rzymski   Otello   Lupaccini   wyda   postanowienie   o

background image

zastosowaniu   aresztu   tymczasowego   wobec   bossa   Pippo  Calo,  byłego   kasjera

mafii,   i   wobec  Flavio   Carboni.  Według   tezy   oskarżenia   prokuratora  Giovanni

Salviego  obaj zorganizowali zabójstwo Roberta  Calviego.  Trzymając się zeznań

trójki skruszonych mafiosów (Buscetta, Calderone i Mannoia) bankier miałby być

zamordowany   na   zlecenie  Calo   i  Gelliego,   którzy   powierzyli   mu   do

zainwestowania ogromne kwoty pieniężne, które do nich później nie powróciły.

Udusić Calviego miał - według słów bossa Ignazio Pullara - Francesco Di Carlo,

który   temu   zaprzeczył   (obecnie   przebywa   w   więzieniu   w   Londynie   za   handel

narkotykami). W trakcie przesłuchania w Nowym Jorku Manoia dodał, że  "Calo,

Riina i Francesco Madonia  ulokowali w Rzymie - za pośrednictwem Gelliego -

pewne kwoty pieniędzy. O pieniądze miał dbać Gelli... Salvatore Inzerillo i Stefano

Bontade mieli Sindonę".

388

389

background image

Anna Calvi wspomina

22   października   1982   prokuratorzy  Bruno  Siclari  i   Pierluigi   Dell'Osso

przesłuchali w ambasadzie włoskiej w Waszyngtonie również córkę bankiera Ro-

berto   Calviego  -   Annę.   Jej   zeznania   pozwalają   poznać   kolejne   zakulisowe

okoliczności  skandalu  z bankiem  Ambrosiano,  dotyczące  stosunków  bankiera z

IOR   i   jego   osobistych   kontaktów   z   papieżem.   Oto   wybrane,   najważniejsze

fragmenty jej zeznań.

W miesiącu maju  [roku 1982 na około miesiąc przed śmiercią Calviego},  a

dokładniej " w drugiej połowie maja, mój ojciec przekonał moją matkę, żeby wy-

jechała   z   Włoch,   powtarzając   jej   wielokrotnie,   że   ciąży   nad   nimi   poważne

niebezpieczeństwo.  Pamiętam,  że w trakcie ostatniego weekendu spędzonego w

Drezzo

39]

przed   wyjazdem   matki,   która   faktycznie   wyjechała   następnego   poniedziałku,

przyjechał do nas jak zwykle, Carboni. Przyjechał do nas, wtedy w towarzystwie

pana Pisanu  [byłego chadeka, a obecnie prawej ręki Berlusconiego}. Po obiedzie

ojciec   odszedł   na   stronę,   żeby   porozmawiać   z   Carbonim,   natomiast   matka

gawędziła w tym czasie w innym miejscu w panem Pisanu.

Muszę przyznać, że owładnęła mną ciekawość, żeby usłyszeć, o czym to mój

ojciec  i Carboni  mogli między sobą w trakcie tych długich, dysput rozmawiać,

więc   zaczęłam   im   się   za   uchylonymi   drzwiami   przysłuchiwać.   Usłyszałam   -   a

mówili dosyć głośno - że dyskutowali o czymś , co wiązało się z Watykanem.

Konkretnie usłyszałam, jak mój ojciec powiedział do Carboniego, że winien on dać

do zrozumienia w Watykanie, iż księża powinni zdawać sobie sprawę ze swych

background image

zobowiązań, ponieważ w przeciwnym razie on o wszystkim opowie. Pamiętam

dokładnie,   że   mój   ojciec   tę   myśl   Carboniemu,   który   tego   słuchał   i   potakiwał,

powtórzył   wielokrotnie.   Rozmowę   na   temat   problemów   istniejących   pomiędzy

moim ojcem i Watykanem, a w szczególności między ojcem i IOR, słyszałam nie

po   raz   pierwszy.   Słyszałam,   jak   ojciec   wspominał   o   tym   już   w   czasie   jego

aresztowania,   a   także   i   później,   jak   wielokrotnie   mówił,   że   największym

problemem do rozwiązania były jego układy z IOR.

Pewnego razu powiedział mi właśnie to, że prawdziwym problemem nie były

jego perypetie związane z toczącymi się prawami sądowymi, ale właśnie kłopoty z

IOR. Pamiętam, że powiedział do mnie wtedy: "Księża nas wykończą". A potem

dodał: "oni sądzą, że w sumie, jeżeli ktoś umrze, nadal jego dusza żyje,

i dlatego nie stanowi to takiego zła". Dobrze pamiętam poważny i gorzki ton głosu

mojego ojca, kiedy mówił mi takie rzeczy... Mówił, że gdyby nie udało mu się roz-

wiązać ogromnego problemu z Watykanem, to będą z tego koszmarne kłopoty.

Podkreślał, że pracuje nad projektem, który z pewnością wielu osobom spędza sen

z powiek, i że te osoby będą chciały wyrządzić nam krzywdę...

W trakcie Jednego z weekendów, który ja i on spędziliśmy w Drezzo - sądzę,

że  było  to  w  ostatnich  dniach maja  - poprosiłam  go o  wyjaśnienie,  co  się  tak

naprawdę stało. Ojciec odpowiedział mi, że aby rozwiązać problem stosunków z

IOR   opracowali   i   realizowali   pewien   plan,   który   przewidywał   bezpośrednią

interwencję   Opus  Dei,  organizacji,   która   będzie   musiała   wyłożyć   przeogromną

kwotę, rzędu ponad tysiąca miliardów lirów, na pokrycie zadłużenia IOR wobec

banku Ambrosiano.

Mój ojciec powiedział, że rozmawiał o tym bezpośrednio z papieżem, który

zapewnił go o swoim dla niego poparciu i przyzwoleniu. Ojciec dodał też jednak,

że   w   Watykanie   istniały   przeciwne   sobie   frakcje,   które   różniły   się   zupełnie

poglądami   w   kwestii   realizacji   tego   planu,   który   -   jeżeliby   miał   zostać

background image

doprowadzony   do   końca   -   to   stworzyłby   zupełnie   nowy   układ   sił   w   samym

Watykanie:   a   to   dlatego,   że   Opus  Dci  przejęłoby   kontrolę   nad  IOR,   a  zatem

zyskałoby pozycję dużej przewagi wewnątrz Watykanu. I właśnie z powodu tych

zatargów i tych wewnętrznych walk ojciec był tak zmartwiony. Powiedział mi, że

realizacji planu sprzeciwiał się kardynał Casaroli i powiedział jeszcze, że gdyby

plan nie był realizowany, to doszłoby do bankructwa IOR, a to spowodowałoby

również krach banku Ambrosiano.

392

393

Dodał,   że   Watykan   byłby   zmuszony   w   takiej   sytuacji   sprzedać   plac   Świętego

Piotra, a powiedział to tonem, który bardziej niż ironię, wyrażał przygnębienie i

powagę. Po opowiedzeniu mi tego wszystkiego, ojciec stwierdził, że za pieniądze,

o które w tym wszystkim chodzi, ludzie są w stanie nawet zabijać.

Rozmowa   z   ojcem   kontynuowana   była   również   przy   obiedzie,   w   trakcie

którego   powiedział   mi,   że   niedawno   rozmawiał  z   panem  Andreottim,   który

dziwnie   do   niego   mówił   i   wydawał   się   nie   znać   ostatnich   faktów,   a   który   -

przeciwnie - dawał mu do zrozumienia, że wiele wie... Powiedział mi, że bardzo się

bał Andreottiego, ponieważ wiedział, że związany jest z frakcją istniejącą w łonie

Watykanu, tą, która walczyła przeciw realizacji planu z Opus Dci... Wyjaśnił mi, że

pozycja   Marcinkusa   w   Watykanie   była   dosyć   delikatna,   i   że   przeciw   niemu

prowadzono   wewnętrzne   śledztwo   z   powodu   realizowanych   przez   niego

nielegalnych transakcji, a także i dlatego, że prowadził niegodne duchownego życie

prywatne.   Mój   ojciec   powiedział   mi,   że   najprawdopodobniej   będą   chcieli

doprowadzić do przeniesienia Marcinkusa, aby pozbawić go funkcji w IOR, na

jakąś   ważną   funkcję   w   Stanach   Zjednoczonych.   Dodał,   że   jego   proces   w

Mediolanie skończył się źle, ponieważ IOR nie udzielił mu pomocy, mimo że miał

taki obowiązek i mimo że był w stanie to zrobić...

background image

Po   południu   zauważyłam,   że   mój   ojciec   wydobył   z   jednej   z   szaf   swój

rewolwer, który kupił wiele lat temu, i zaczął go czyścić. Spytałam go, po co go

wyjął..., a on odpowiedział mi dosłownie: "jeżeli przyjdą, będę strzelać", i pokazał

mi,   jak   ładuje   się   pistolet.   Spytałam   go,   kto   w   sumie   miałby   przyjść,   a   on

odpowiedział,

że  w tym czasie  wiele osób byłoby zainteresowanych, aby go wyeliminować  i

dodał, że miał już sygnały, że operacja, nad która pracował, przysparzała mu wielu

wrogów... Na koniec powiedział: "jutro pójdę do Watykanu, usiądę tam i nie pójdę,

dopóki nie zdecydują się zrobić w końcu to, co zrobić powinni".

W sobotę 5 czerwca 1982, bardzo wcześnie rano - sądzę, że było koło piątej

może szóstej - ojciec przyszedł mnie obudzić i powiedział mi bardzo zdenerwo-

wanym   głosem:   "Sytuacja   się   wali   i   nie   mogę   dłużej   tutaj   pozostać.   Muszę

wyjechać i kontynuować moją pracę za granicą, a żeby ją kontynuować, muszę być

w bezpiecznym miejscu"...

Wieczorem   w   poniedziałek   7   czerwca   ojciec   przyszedł   do   domu   w

towarzystwie   Carboniego   i   razem   zjedliśmy   coś   na   zimno...   Ojciec  i   Carboni

nieustannie ze sobą rozmawiali mówiąc o czymś, czego w ogóle nie byłam w stanie

zrozumieć, ale co dotyczyło, jak mogłam wywnioskować, w gruncie rzeczy spraw

związanych   z   IOR...   Mój   ojciec   powiedział   mi,   żebym   przyniosła   mu   te   dwie

walizki, które spakował w minioną sobotę i które przywieźliśmy ze sobą z Drezzo.

Ja   po   nie   poszłam   i   przekazałam   Je   Carboniemu,   który   zabrał   je   ze   sobą.   Po

wyjściu Carboniego spytałam ojca, co się dzieje, a on mi odpowiedział, że sprawy

zaczęły   się   okropnie   komplikować,   że   IOR   został   zamknięty,   że   zbankrutował.

Dodał, że biskupi, którzy mieli ocenić działalność Marcinkusa, stwierdzili nie tylko

to,   że   Marcinkus   dopuścił   się   rzeczy   okropnych,   ale   że   sam   IOR   musi   być

zamknięty. Ojciec też stwierdził, że tego, iż Marcinkus zostanie odstawiony na

boczny tor, on się spodziewał, ale nie tego, że zostanie zablokowany IOR,

background image

394

395

bo to zrodziłoby fatalne następstwa. I zakończył słowami: "Teraz ty musisz stąd

wyjechać, nie możesz dłużej tu zostać".

Następnego ranka, było to w środę, ojciec przed swoim wyjściem pożegnał się

ze mną mówiąc głosem szczególnie przybitym: "jeżeli nie będziesz miała ode mnie

wiadomości   przez   dłuższy   czas,   to   się   tym   nie   przejmuj,   muszę   wyruszyć   w

podróż..."

background image

Układ graficzny książki Adam Beyda Opracowanie techniczne Grzegorz Bodura

Druk i oprawa Cieszyńska Drukarnia Wydawnicza

Adres korespondencyjny Wydawcy

Forum Sztuk Dom Wydawniczy 40-001 Katowice l skr. pocztowa 1200

Telefony (032)2800786-0501312739 (032) 206 ł 175 (fax)

e-mail: forum-sztuk@go2.pl

396

digitalizacja książki - abangel


Document Outline