background image

Metsy Hingle

Skutki nietypowej randki

1

background image

Rozdział

 1

– Niech ja go tylko dostanę w swoje ręce! – krzyczała 

Tara Connelly Paige, wpadając jak burza do sekretariatu. – 
Jest   u   siebie?   –   Sądząc   po   zaczerwienionych   policzkach   i 
gniewnym glosie, była wściekła.

– Pani Paige! – Kimberly oderwała wzrok od komputera. 

–   Pani   Paige,   nie   wydaje   mi   się,   by   brat   dziś   się   pani 
spodziewał.

–   O,   na   pewno   się   nie   spodziewa!   Ale   i   tak   ze 

porozmawia.

Kimberly Lindgren, będąca od ponad dwóch lat główną 

sekretarką   w   Korporacji   Connellych,   zdążyła   już   zostać 
nabyć doświadczenia w przygładzaniu nastroszonych piórek 
członków   rodziny   właścicieli.   Jednak   błyskawice   ciskane 
przez fiołkowe oczy siostry szefa, nietypowe dla Connellych, 
podpowiedziały   jej,   że   tym   razem   nic   nie   zdziała.   Mimo 
wszystko postanowiła spróbować.

– Justin rozmawia przez telefon – powiedziała Kimberly, 

ustawiając   się   jednocześnie   przed   drzwiami   gabinetu   – 
Proszę, niech pani na chwilę spocznie. Powiem mu, że pani 
tu jest.

– Dziękuję, ale sama mu to powiem! – wykrzyknęła Tara 

z furią.

Kim nie ruszyła się.

2

background image

–   Może   jednak   zechciałaby   pani   zaczekać.   Justin   miał 

dziś raczej trudny poranek.

To   było   zwykłe   niedopowiedzenie.   Dzień   okazał   się 

prawdziwą   katastrofą,   a   Kim   czuła   się   za   to   częściowo 
odpowiedzialna, bo to ona odkryła przekroczenie budżetu w 
nowej   kampanii   reklamowej,   która   miała   się   rozpocząć   w 
przyszłym miesiącu.

– Jeżeli w ten sposób chcesz mnie uprzedzić, że Justin 

jest w paskudnym humorze – mruknęła Tara – to jestem ci 
wdzięczna za ostrzeżenie. Ale tak się składa, że jestem na 
niego   wściekła.   I   zapewniam   cię,   że   zaraz   się   z   nim 
rozmówię. Problem polega tylko na tym, czy odstąpisz od 
tych   drzwi   i   pozwolisz   mi   przejść,   czy   też   mam   się   tam 
wedrzeć na siłę.

Kim,   zaskoczona,   zaniemówiła.   Przez   kilka   sekund   po 

prostu   patrzyła   na   tę   niewysoką,   ciemnowłosą   kobietę, 
ubraną w szykowny czerwony kostium, elegancki kapelusz i 
pantofle   na   zabójczo   wysokich   obcasach.   Przy   swoim 
wzroście i wadze Kim uważała, że ma przewagę nad Tarą 
Paige, jednak w tej chwili Tara stanowiła dla niej poważne 
zagrożenie.

– To twój wybór, Kim. A więc?
– Może weszłybyśmy razem? – zaproponowała Kim. Nie 

czekając na zgodę Tary, od razu zapukała do drzwi i weszła 
do   gabinetu.   Na   widok   Justina,   siedzącego   przy   swoim 
biurku na tle wspaniałej panoramy Chicago, jej serce zawsze 
zaczynało  bić szybciej.  Dziś  jednak zaniepokoił  ją grymas 

3

background image

złości   wykrzywiający   jego   twarz.   Spojrzała   w   okno.   Na 
niebie gromadziły się burzowe chmury. Nie uważała się za 
osobę przesądną, ale nagle zadrżała. A to, że zdenerwowana 
Tara następowała jej na pięty, jeszcze wzmogło obawy Kim.

– Słuchaj, Marsh! – Justin niemal dławił się słowami. – 

Nie obchodzi mnie, że jesteś zajęty planowaniem ślubu. Chcę 
przed końcem dnia mieć na biurku poprawiony budżet i kopie 
całej twojej korespondencji z Schaefferem. Zrozumiano?

Kim   aż   się   wzdrygnęła,   słysząc   taką   furię   w   głosie 

Justina, ale zatroskała się dopiero wtedy, gdy zauważyła, jak 
pociera kark. Znów za ciężko pracuje, pomyślała Odkąd pół 
roku temu, po tym, jak Daniel wstąpił na tron Altarii, Justin 
przejął   po   bracie   stanowisko   wiceprezesa   do   spraw 
marketingu,   wykonywał   pracę   dwóch   ludzi.   Na   dodatek 
ostatnio zwaliła się na niego cała masa kłopotów: zamach na 
Daniela – na szczęście nieudany, potem załamanie systemu 
komputerowego   korporacji   kilka   tygodni   temu,   no   i   teraz 
doszły jeszcze problemy z kampanią reklamową. A fakt, że 
błąd   nastąpił   z   winy   Roberta   Marsha,   który   wkrótce   miał 
zostać szwagrem Justina, jeszcze wzmagał jego stres.

– Marsh, mówię poważnie. Chcę mieć tutaj to wszystko 

przed   końcem   dnia   albo   możesz   pożegnać   się   ze 
stanowiskiem   –   powiedział   Justin   i   z   hukiem   rzucił 
słuchawkę   na   konsolę.   Dopiero   wtedy   podniósł   wzrok.   – 
Kim,  ja...   –   spojrzał   ponad   jej   ramieniem   i,   zauważywszy 
siostrę, znów się wykrzywił z irytacji. – Powiedziałem, że nie 
wolno mi przeszkadzać.

4

background image

– Wiem, i przepraszam – zaczęła Kim, wiedząc aż nazbyt 

dobrze, że Tara nie mogła już przyjść w gorszej chwili. – Ale 
pani   Paige   życzyła   sobie   zobaczyć   się   z   tobą,   więc 
pomyślałam, że przed kolejnym spotkaniem może mógłbyś z 
nią porozmawiać.

– Kim, moja matka miała rację co do ciebie. Naprawdę 

jesteś mistrzem dyplomacji. – Tara roześmiała się. Wyminęła 
szybko   Kim   i   stanęła   przed   biurkiem   Justina.   Mimo   jej 
zachowania, Kim wyczuła kipiącą w niej złość.

– A ty, naturalnie, nie przyjęłaś odprawy – warknął Justin.
–   Naturalnie.   Zresztą   jest   to   umiejętność,   której 

nauczyłam się od ciebie, mój bracie.

Kim   aż   wstrzymała   oddech,   słysząc   tę   wymianę   zdań. 

Liczebność   rodziny   Connellych   wprawiała   ją   w 
oszołomienie,   a   stosunki   między   rodzeństwem   wprost 
fascynowały. Prawdopodobnie dlatego, że była sama, od paru 
lat nawet bez matki.

–   Nie   będę   wam   przeszkadzać   –   powiedziała,   nagle 

czując się jak intruz.

– Możesz zostać – rzucił Justin, zanim zdążyła ruszyć do 

drzwi. – To nie potrwa długo, a jest sporo spraw, którymi 
musimy   się   zająć   przed   moim   wyjściem.   –   Spojrzał   na 
zegarek. – Dobrze, Taro. Mam pięć minut, więc powiedz, co 
cię tak wzburzyło.

–   Drogi   bracie,   jestem   wzburzona,   bo,   jak   się   wydaje, 

zamierzasz się wymigać od obecności na aukcji. A obiecałeś 
przyjść!

5

background image

Tara mówiła o aukcji kawalerów z najbogatszych rodzin 

w Chicago, połączonej ze zbiórką pieniędzy. Impreza miała 
się odbyć w najbliższy piątek. Justin westchnął.

– Ja się nie wymiguję. Po prostu nie mogę przyjść.
– Dlaczego? Tylko mi nie opowiadaj, że sprawy służbowe 

są dla ciebie ważniejsze niż prośba Jennifer.

Kim dojrzała wściekłość w piwnych oczach Justina.
– To nie jest wymówka. To prawda.
– Nie wierzę! – wykrzyknęła Tara.
– Jak chcesz – mruknął Justin i przysunął do siebie jakieś 

papiery. – A teraz, jeśli pozwolisz, muszę wracać do pracy.

– Justinie Connelly, nie wybaczę ci tego. – Tara uderzyła 

rękawiczkami w biurko. – Przecież zbieramy pieniądze dla 
rodzin policjantów, którzy zginęli na służbie!

Tara   nie   musiała   dodawać,   to   ważne   dla   Jennifer, 

pomyślała   Kim.   Wszyscy   wiedzieli,   że   aż   do   niedawnego 
ślubu z Chance’em Connellym, przyrodnim bratem Justina, 
Jennifer i jej mała córeczka też były jedną z takich rodzin. 
Zresztą Justin pamiętał o tym. Było to widać po jego ponurej 
minie.

– Nie, nie zapomniałem – powiedział stanowczo. – I już 

przeprosiłem Jennifer, że w ostatniej chwili się wycofuję. Ale 
tego dnia po południu mam ważne spotkanie w Nowym Jorku 
i nie zdążę wrócić na czas.

–   Więc   przełóż   spotkanie   na   dzień   wcześniej   albo   na 

następny tydzień.

–  Nie  uważasz,  że   gdybym  mógł,  to  bym  to  zrobił?   – 

6

background image

Justin   przesunął   ręką   po   włosach.   –   Ledwo   mi   się   udało 
zorganizować   je   na   piątek,   a   ta   sprawa   nie   może   czekać. 
Zresztą   jeżeli   się   martwisz,   że   przez   moją   nieobecność 
stracicie pieniądze, już obiecałem Jennifer okrągłą sumę, by 
przeprosić ją za zawód, jaki sprawiam.

–   A   jak   zamierzasz   wyrównać   straty   ze   sprzedaży 

biletów,   gdy   rozejdzie   się   wiadomość,   że   Justin   Connelly, 
uważany   za   jednego   z   najatrakcyjniejszych   kawalerów   w 
Chicago i główna atrakcja programu tej cholernej imprezy, 
nie zamierza zjawić się na aukcji? Oczywiście, to nawet nie 
jest początek listy strat, jakie poniesiemy, jeśli nie stawisz się 
na aukcyjnym podium.

Justin spiorunował siostrę wzrokiem.
– Mówisz o mnie tak, jakbym był wołową tuszą. Tara 

przysiadła na rogu biurka.

– Bo w pewnym sensie tym właśnie jesteś.
– Bardzo ci dziękuję!
–  Co   ja   na  to   poradzę   –   powiedziała   Tara,   wzruszając 

ramionami   –   że   są   kobiety,   które   zapłaciłyby   wiele   setek 
dolarów, żeby tylko spędzić z tobą wieczór? Chłopcze, spójrz 
prawdzie w oczy. Stanowisz łakomy kąsek. Jesteś nie tylko 
bratem króla, lecz także dziedzicem fortuny Connellych. Nie 
uwierzyłbyś,   ile   kobiet   uważa,   że   masz   ładną   buzię   i 
seksowne ciało. I, sądząc po komentarzach, jakie słyszałam, 
wszystkie pragną cię mieć w swoim łóżku.

– Taro, na litość boską! – wykrzyknął Justin, czerwony na 

twarzy. Odepchnął się z fotelem od biurka, wstał, podszedł 

7

background image

do okna i zapatrzył się w deszcz, który właśnie zaczął padać.

– Ho, ho, jaki jesteś wstydliwy. Czyżbym cię wprawiła w 

zakłopotanie?

– Pewnie, że tak. I Kim także – dodał ze złością. – Nie 

przypuszczałem,   że   ty   i   twoje   przyjaciółki   rozmawiacie   o 
mężczyznach, jakby by U...

– Obiektami seksualnymi? – podsunęła Tara. Justin rzucił 

jej wściekłe spojrzenie.

Tara się roześmiała.
– Och, Justinie, uspokój się. Czy naprawdę sądzisz, że to 

temat rozmów zarezerwowany wyłącznie dla mężczyzn?

– Jesteś moją młodszą siostrzyczką.
–  Mam  dwadzieścia   pięć   lat,  jestem  matką   i   wdową  – 

powiedziała Tara, nagle poważniejąc. – Możesz mi wierzyć 
albo nie, ale wiem co nieco o życiu.

–   Nie   chcę   tego   słuchać   –   mruknął   Justin.   –   Znów 

chwycił pierwsze z brzegu dokumenty. – Muszę wracać do 
pracy. I naprawdę bardzo mi przykro, że nie mogę przyjść na 
aukcję, ale obiecuję ci hojny czek.

– Wolałabym, żebyś przyszedł. Justin westchnął i odłożył 

dokumenty.

– Taro, już ci tłumaczyłem, dlaczego nie mogę przyjść. – 

W jego głosie słychać było szczery żal, że musi odmówić 
prośbie   siostry.   –   Przyznaję,   nigdy   specjalnie   nie   lubiłem 
tego rodzaju imprez. Na tę zgodziłem się tylko dlatego, że 
Jennifer   i   mama   mnie   o   to   prosiły,   a   poza   tym   wiem,   że 
chodzi o słuszną sprawę. Jednak, chociaż przykro mi wam 

8

background image

odmawiać,   naprawdę   nie   potrafię   być   w   dwóch   miejscach 
naraz.

Kim nie podobała się myśl o randce Justina z jakąś piękną 

kobietą z towarzystwa, na tyle bogatą, by na aukcji przebić 
wszystkie oferty. Ucieszyła się więc, że nie pójdzie on na tę 
imprezę.   Ale   teraz,   widząc,   jak   Tara   jest   rozczarowana,   a 
Justin zasmucony tym, że ją zawiódł, poczuła się winna.

– Jest sposób, żebyś był i tu, i tu! – zawołała szybko, 

zanim zdążyła zmienić zdanie.

– Naprawdę? – ucieszyła się Tara.
– Tak. Trzeba by parę rzeczy przygotować, ale można to 

zrobić – stwierdziła z przekonaniem Kim.

– Co proponujesz?
–   Po   pierwsze,   musicie   to   urządzić   z   Jennifer   tak,   by 

Justin był ostatnim kawalerem prezentowanym na aukcji.

– To żaden kłopot – zapewniła ją Tara. – Co jeszcze?
–   Spotkanie   Justina   z   ludźmi   z   działu   marketingu 

przewidziane   na   piątek   rano   trzeba   przełożyć   na   przyszły 
tydzień.

– Z tym chyba też nie będzie kłopotu, prawda? – zwróciła 

się Tara do brata.

– Chyba nie. A co z Schaefferem? – Justin spytał Kim.
– Musisz się z nim zobaczyć wcześniej. Na lunchu, a nie 

na kolacji.

– Dlaczego uważasz, że Schaeffer się na to zgodzi? I tak 

ledwo mi się udało namówić go na spotkanie.

– Tak się składa, że zaznajomiłam się już z sekretarką 

9

background image

Schaeffera – wyjaśniła Kim. – Chyba uda mi się załatwić, by 
go przekonała, że wcześniejsze spotkanie jest korzystniejsze, 
bo dzięki temu będzie miał wolny wieczór.

– Ach, tak – mruknął Justin.
Kim poczuła, jak na policzki wypływa jej rumieniec na 

widok porozumiewawczego spojrzenia jego piwnych oczu.

–   W   ten   sposób,   nawet   jeżeli   wasza   rozmowa   się 

przedłuży, musisz tylko zdążyć na lotnisko przed wpół do 
szóstej. Lot trwa trzy godziny, a licząc pół godziny na jazdę z 
lotniska do hotelu, będziesz tam koło dziewiątej.

– A ja wyślę po ciebie samochód z kierowcą – oznajmiła 

Tara. Klasnęła w ręce i uśmiechnęła się. – Justinie, proszę, 
powiedz, że się zgadzasz.

– Widząc, jak moja sekretarka spiskuje z tobą, chyba nie 

mam wielkiego wyboru.

Tara uśmiechnęła się radośnie do Kim.
– Niech cię Bóg błogosławi, Kimberly Lindgren. Mam u 

ciebie ogromny dług wdzięczności.

– Och, nie! Cieszę się, że mogłam pomóc.
– Zrobiłaś o wiele więcej – stwierdziła Tara i odwróciła 

się z powrotem do brata. – Justinie, ta kobieta jest nie tylko 
mistrzynią dyplomacji. Ona jest wprost genialna. Czy ty w 
ogóle wiesz, jakie masz szczęście?

– Zaczynam to rozumieć.
Coś w głosie Justina i sposobie, w jaki patrzył na Kim, 

wprawiło jej serce w szybszy rytm. Przerażona, że mógłby 
się   zorientować,   co   ona   w   tym   momencie   odczuwa, 

10

background image

odwróciła wzrok.

– Lepiej już pójdę załatwiać telefony – powiedziała.
– Ja też już muszę iść, bo w końcu nie dotrę na spotkanie 

– zauważył Justin i zaczął pakować dokumenty do teczki.

– Ale trzeba jeszcze zaplanować twoją randkę! – zawołała 

Tara za Justinem, który już biegł do drzwi. – To musi być coś 
naprawdę wyjątkowego.

– Omów to z Kim – powiedział. – Ona będzie wiedziała, 

co zrobić.

– Moim zdaniem przyjemnie by było, gdyby poszli  na 

kolację, a potem do teatru – zaproponowała Kim kilka minut 
później.

– Owszem, to by było przyjemne, ale nie wyjątkowe – 

sprzeciwiła się Tara. – Jeżeli kobieta jest skłonna zapłacić 
mnóstwo dolarów za randkę z Justinem, trzeba jej dać coś 
podniecającego.

Już sama randka z Justinem będzie dla niej wystarczająco 

podniecająca,   pomyślała   Kim   z   niechęcią.   Była   w   nim 
zakochana, i to już od wielu miesięcy. Oczywiście Justin nie 
miał o tym pojęcia. I tak musiało być. W końcu, czy istnieje 
coś bardziej sztampowego niż sekretarka zakochana w swoim 
szefie?

–   Masz   jakieś   inne   pomysły?   –   spytała   Tara.   Kim 

postanowiła wrócić do rzeczywistości.

– A kolacja na statku? – zaproponowała.
– Hm. To całkiem romantyczne. Ale miałam nadzieję na 

coś innego niż wszystko dotąd. – Tara skrzyżowała nogi i 

11

background image

postukała   się   po   brodzie   wypielęgnowanym   paznokciem. 
Nagle zastygła, pochyliła głowę na bok i popatrzyła bacznie 
na Kim. – Gdybyś to ty szła na randkę z Justinem, co byś 
chciała robić?

Kim zesztywniała. Czyżby Tara zaczynała się orientować 

w jej uczuciach do Justina?

– Ja?
– Tak, ty.
– Doprawdy, pani Paige, nie wydaje mi się...
– Proszę cię. – Tara się wzdrygnęła. – Czy nie mogłabyś 

mówić mi po imieniu? Chyba jesteśmy rówieśnicami, a za 
każdym razem, gdy mówisz do mnie „pani Paige”, czuję się 
jak babcia otoczona wnukami.

–   Nie   wygląda   pani...   nie   wyglądasz   na   babcię   – 

roześmiała się Kim.

– Mam taką nadzieję – zawtórowała jej śmiechem Tara. 

Bo   też   była   piękna,   szykowna,   Wyrafinowana.   Taka,   jaką 
Kim bardzo chciałby być. Mimo swoich dwudziestu pięciu 
lat Tara zdążyła już wyjść za mąż, mieć dziecko i owdowieć. 
Myśląc   o   niej,   Kim   martwiła   się,   że   jej   własne   życie   za 
szybko przepływa gdzieś obok niej.

– Tak więc co dla ciebie byłoby zabawne i podniecające 

na randce? – spytała Tara.

–   Wątpię,   by   moje   pojęcie   o   zabawie   i   podnieceniu 

pociągało kobietę, która weźmie udział w takiej aukcji.

– Dlaczego nie?
– Bo ja nie jestem taka jak one – odparła szczerze Kim.

12

background image

– Ale jesteś kobietą, prawda?
– Ja... tak.
– Więc to, co ciebie pociąga, będzie pociągało również 

inne kobiety.

– Ale...
–  Żadnych   „ale”!   –  wykrzyknęła   Tara.  Podniosła   się  z 

miejsca, wzięła torebkę i rękawiczki. – Muszę iść. A może 
byś spróbowała zorganizować tę randkę w taki sposób, jaki 
by się podobał tobie? – zaakcentowała słowo „tobie”.

– To znaczy?
Tara wzruszyła ramionami.
– Nie wiem. Zaplanuj coś, co ty byś chciała robić, gdybyś 

poszła   na   randkę   z   Justinem.   Coś   zwyczajnego   albo 
wymyślnego, jak wolisz.

– A jeżeli to się okaże pomyłką?
– Na pewno nie – zapewniła ją Tara. – Zaufaj swojemu 

instynktowi.   Jestem   pewna,   że   wszystko,   co   wymyślisz, 
będzie doskonałe.

– Miejmy nadzieję. – Kim chciałaby mieć tyle zaufania 

do swoich umiejętności, ile miała go Tara.

–   Wszystko   będzie   dobrze   –   powiedziała   Tara   z 

uśmiechem i ruszyła do drzwi. Ale jeszcze się zatrzymała i 
odwróciła. – Och, byłabym zapomniała! Umówiłaś się już na 
piątkowy wieczór?

– Nie – odparła Kim ostrożnie.
– To świetnie. Wykupiłam dwa stoliki dla organizatorów, 

więc mam kilka biletów do własnej dyspozycji i chciałabym 

13

background image

cię zaprosić.

– Ale pani... Taro – poprawiła się Kim, gdy tamta rzuciła 

jej karcące spojrzenie. – To bardzo miło z twojej strony, ale 
nie mogłabym tam pójść.

– Dlaczego? Mówiłaś, że masz wolny wieczór.
– To prawda, ale...
– Żadnych „ale” – powtórzyła Tara jeszcze raz. – Po tej 

całej  harówce  zasługujesz  na trochę   rozrywki,  a poza  tym 
przychodząc, wyświadczysz mi przysługę. Potrzebujesz bilet 
dla   osoby,   która   ci   będzie   towarzyszyła?   –   zapytała 
nieoczekiwanie.

– Eee... nie. Nie potrzebuję. – Kim od miesięcy nie była 

na żadnej randce i nawet nie mogła sobie wyobrazić, kogo 
mogłaby poprosić o towarzyszenie jej na taką imprezę.

Tara uśmiechnęła się do niej pogodnie.
–   Dobrze.   Dopilnuję,   żebyś   jutro   rano   otrzymała   bilet. 

Zanim Kim mogła wyjaśnić Tarze, że naprawdę będzie się 
tam czuła nie na miejscu, Tary już nie było.

–   Cholera!   –   Justin   rzucił   dokumenty   na   stos   innych, 

leżących   już   na   biurku.   W  tej   chwili   najchętniej   skręciłby 
Robertowi   Marshowi   kark.   Niestety,   nie   mógł,   bo   drań 
potrafił się zabezpieczać. Sfrustrowany Justin wstał od biurka 
i poszedł do okna, zajmującego całą ścianę gabinetu. Zwykle 
patrzenie na niebo uspokajało go, pomagało uporządkować 
myśli.   Ale   dziś   znajomy   widok   tylko   jeszcze   bardziej   go 
zdenerwował.   Pewnie   ma   to   coś   wspólnego   z   brzydką 

14

background image

pogodą, która trwała cały dzień, pomyślał sobie.

Oczywiście nałożył się na to również bałagan w sprawie 

Schaeffera. Tylko cud pozwoliłby na rozpoczęcie kampanii w 
przewidywanym   czasie   bez   poważnego   przekroczenia 
budżetu. Musi znaleźć jakiś sposób. Po prostu musi. Rodzina 
liczy   na   niego.   Wrócił   do   biurka   i   zajął   się   pracą, 
zdecydowany dokonać tego cudu.

Dwie godziny później z zadowoleniem uniósł głowę znad 

papierów.   Przesuwał   i   ograniczał   wydatki   tak   długo,   aż 
dokonał pewnego postępu, nie naruszając jednocześnie samej 
koncepcji   kampanii.   Teraz,   jeżeli   uda   mu   się   sprowadzić 
resztę kosztów do normy, będzie w stanie ruszyć do przodu.

Musi jeszcze tylko zajrzeć do teczki z rachunkami, które 

dał Kim do sprawdzenia.

Poszedł do jej pokoju, ale w drzwiach stanął jak wryty. 

Kim zawsze przywodziła mu na myśl wzorową sekretarkę: 
ubraną   skromnie   w   garsonkę   i   buty   na   niskich   obcasach, 
siedzącą   za   biurkiem   i   zagłębioną   w   pracy.   Do   takiego 
obrazu   się   przyzwyczaił.   Teraz   jednak   nie   siedziała   za 
biurkiem, a na dodatek była bez butów, bluzkę miała rozpiętą 
pod szyją, oczy zamknięte. Nagle wyciągnęła ręce do góry i 
przeciągnęła   się,   a   wtedy   wszystkie   myśli   o   rachunkach 
wyparowały Justinowi z głowy.

Pracowali   razem   od   pół   roku.   Kim   była   idealną 

asystentkę. Dzięki niej udało mu się bez większych kłopotów 
przejąć   stanowisko   po   bracie,   który   wyjechał   do   Altarii. 
Miała dar nawiązywania kontaktu z ludźmi, co okazało się 

15

background image

bezcenne.   Była   spokojna,   zrównoważona,   sprawna, 
całkowicie oddana pracy.

Ale   teraz,   z   zamkniętymi   oczami,   odchyloną   do   tyłu 

głową i pogodnym wyrazem twarzy, wcale nie wyglądała jak 
biurowy   ideał.   Powoli,   jakby   wykonywała   jakiś   taniec, 
zaczęła   się   pochylać   do   przodu.   Za   żadną   cenę   Justin   nie 
zdołałby oderwać od niej oczu. Stał jak przyrośnięty do ziemi 
i   patrzył,   a   ona   gimnastykowała   się   z   wdziękiem 
primabaleriny. Zrobiła pełny skłon, a jej spódniczka uniosła 
się do góry. Na widok jej nóg Justin ciężko przełknął ślinę. 
Zabawne, pomyślał, gdy Kim przyciskała głowę najpierw do 
jednej kostki u nogi a potem do drugiej, ale nigdy przedtem 
nie zauważył, jak długie i zgrabne są jej nogi. I tego, jaką ma 
szczupłą talię? I zachwycającą linię bioder?

Musiał być chyba ślepy, skoro nie zwrócił uwagi na te 

rozkoszne   krągłości.   Ale   teraz   je   zauważył.   Dobitnie 
świadczyła o tym nagła fala pożądania, jaka go ogarnęła.

Connelly, nie bądź łajdakiem. Powiedz coś. Daj jej znać, 

że tu jesteś, nakazał sobie.

Już otwierał usta, ale w tej właśnie chwili Kim wyjęła 

klamerkę z włosów. Niemal ugryzł się w język, gdy kaskada 
długich, blond włosów o miodowym odcieniu opadła jej na 
ramiona i twarz.

Dobry   Boże,   dlaczego   ona   je   ukrywa,   tłamsząc   w   tym 

absurdalnie ścisłym koku?

Do   licha!   Przetarł   ręką   twarz.   Kobiety   mające   długie 

włosy   zawsze  budziły  jego  zachwyt,   poczynając  od  panny 

16

background image

Malone, opiekunki z przedszkola. Opanowując jęk, pomyślał, 
że tak pięknych włosów jeszcze nigdy w życiu nie widział. 
Panna Malone nie wytrzymałaby porównania z Kim.

Przymknął oczy i próbował wyrzucić z myśli obraz Kim. 

Czy   nie   ma   już   i   bez   tego   dość   kłopotów?   Musi   jeszcze 
wykryć,   kto   próbował   zabić   jego   brata,   wcale   nie   był 
zachwycony   rychłym   ślubem   swojej   siostry   Alexandry   z 
Marshem,   a   na   dodatek   czeka   go   rywalizacja   o   tytuł 
najbardziej pożądanego kawalera w mieście.

Najmądrzej zrobi, jeżeli zaraz stąd pójdzie i zapomni, że 

kiedykolwiek widział  taką Kim. Pozwolił sobie na jeszcze 
jedno   spojrzenie   na   to   zmysłowe   stworzenie   i   zaczął   się 
wycofywać. A wtedy Kim otworzyła oczy i zauważyła go.

–   Justinie   –   wyszeptała   jego   imię,   co   tylko   jeszcze 

bardziej go podekscytowało.

– Przepraszam – udało mu się wykrztusić. – Nie chciałem 

ci przeszkadzać.

–   Nie   przeszkadzasz   –   powiedziała,   wkładając   buty.   – 

Ja... musiałam trochę rozprostować plecy, bo już mnie łapią 
kurcze.

Jeszcze coś mówiła, ale Justin tego w ogóle nie słyszał, 

zauroczony jej próbami zwinięcia włosów w kok. Na jego 
szczęście niezbyt jej się to udało i kilka pasm wysunęło się z 
klamerki,   opadając   na   twarz   i   kark.   Widząc   jej 
zaczerwienione policzki i lekko potargane włosy, Justin bez 
trudu   mógł   sobie   wyobrazić,   jak   wyglądałaby   po   miłosnej 
nocy.

17

background image

– Już zesztywniałam, siedząc tyle czasu przy komputerze 

i. , . – Kim uznała, że papla jak jakaś idiotka i zganiła się za 
to w duchu. – Potrzebujesz czegoś? – zmieniła temat.

– Nie. Po prostu... – Przez te wszystkie nieodpowiednie 

myśli już nawet nie pamiętał, po co tu przyszedł.

– Justinie, dobrze się czujesz?
Nie,   nie   czuł   się   dobrze.   Czuł   się   okropnie,   bo   był 

nieprzyzwoicie wprost pobudzony.

– Czy coś się stało? – spytała.
–   Nie   –   wykrztusił,   próbując   za   wszelką   cenę   się 

opanować.   –   Nic   takiego.   Po   prostu   mam   za   sobą   ciężki 
dzień.  A skoro już rozmawiamy  o pracy,  co ty  tu jeszcze 
robisz?

– Chciałam coś skończyć.
– Cokolwiek to jest, może zaczekać do jutra. Powinnaś 

była   iść   do   domu   już   całe   godziny   temu   –   powiedział   z 
pretensją.

– Ty też jeszcze tu jesteś.
– To firma mojej rodziny – zwrócił uwagę.
–   Tak,   oczywiście.   Nie   zamierzałam   dawać   do 

zrozumienia. .. Już sobie pójdę i zejdę ci z drogi – mruknęła i 
szybko się odwróciła.

Justin   zdążył   jeszcze   zobaczyć   w   jej 

niebieskawozielonych   oczach   przykrość.   Do  diabła,   poczuł 
się tak, jakby kopnął szczeniaka.

–  Kim  –  powiedział,   podchodząc   do   niej.  Stanął   z  nią 

twarzą   w   twarz   i   uniósł   jej   brodę.   –   Przepraszam.   Nie   to 

18

background image

miałem   na   myśli.   Jestem   w   złym   humorze,   ale   nie 
powinienem wyżywać się na tobie.

– Nic się nie stało.
– Nieprawda. – Chwycił ją za rękę i uniósł jej dłoń. – 

Możesz mnie nawet spoliczkować, jeśli od tego poczujesz się 
lepiej. – Wysunął do przodu szczękę. – Zachowałem się jak 
łajdak i zasłużyłem sobie na to.

–   Nie   jesteś   łajdakiem   –   zaprzeczyła   Kim,   zaskoczona 

dziwną propozycją.

– Jasne, że jestem. Uraziłem cię i bardzo przepraszam.
– Ale nie chciałeś...
–   Kim,   jesteś   wspaniałą   asystentką,   ale   kłamać   nie 

umiesz.

– Dziękuję. Chyba masz rację. Uśmiechnął się.
– To ja powinienem ci dziękować. Nie wiem, co bym bez 

ciebie zrobił.

– Och, doskonale dałbyś sobie radę – odparła i cofnęła 

swoją rękę.

– Na szczęście nie muszę tego sprawdzać. A teraz, już na 

poważnie.   Chciałem   powiedzieć   co   innego   i   całkowicie 
wszystko sfuszerowałem. Naprawdę cenię to, że tak ciężko 
dla   mnie   pracujesz,   ale   przecież   nie   musisz   zostawać   tak 
długo po godzinach.

–   Nie   przeszkadza   mi   to.   Lubię   moją   pracę.   Lubię 

pracować dla ciebie.

–  Trudno  mi  zrozumieć,  dlaczego.  –  Znów   się   do  niej 

uśmiechnął.   –   Ale   może   już   dość   na   dziś?   Jeżeli   się 

19

background image

pospieszysz,   to   pewnie   jeszcze   zdążysz   do   swojego   klubu 
gimnastycznego.

– Pewnie bym zdążyła, gdybym do jakiegoś należała. Ale 

nie należę, więc nie ma powodu, bym się spieszyła.

Justin był zły na siebie. Oczywiście, że nie należała do 

żadnego klubu. Na pewno nie stać jej było na karnet.

– Przepraszam. To zabrzmiało strasznie arogancko.
– Wcale nie. Korporacja Connellych dobrze nam płaci i 

gdybym chciała, mogłabym ćwiczyć w najlepszym klubie.

– Ale nie chcesz? Wzruszyła ramionami.
– Nie miałabym kiedy tam chodzić.
– Co znów jest moją winą. Kim, mówię poważnie. Koniec 

z zarywaniem wieczorów.

– Już ci mówiłam, że lubię moją pracę. Lubię pracować z 

tobą.   A   teraz,   jeżeli   niczego   ode   mnie   nie   potrzebujesz, 
skończę   to,   co   przepisywałam   –   powiedziała   i   wróciła   na 
swoje miejsce przy komputerze.

– Te notatki mogą poczekać do jutra.
– Wolę je przepisać dziś.
– Popraw mnie, jeżeli się mylę, ale kto właściwie jest tu 

szefem?

Kim roześmiała się.
– Oczywiście ty. Jednak wolę już dziś z tym skończyć. 

Zajmie mi to jeszcze tylko parę minut, a potem obiecuję, że 
pójdę do domu i przygotuję sobie ciepłą kąpiel.

Wyobrażenie Kim w wannie, przykrytej, tylko bąbelkami 

piany, spowodowało, że Justin aż zazgrzytał zębami.

20

background image

–   Słowo   harcerza,   że   jeszcze   tylko   dziesięć   minut?   – 

spytał pojednawczo.

– Tak – odparła i wróciła do pracy.

Gdy po kwadransie Justin wyszedł do sekretariatu, Kim 

jeszcze tam była. Patrzyła na ekran komputera, jednocześnie 
masując sobie plecy.

Wiedząc doskonale, że popełnia błąd, podszedł do niej.
– Ja to zrobię – powiedział.
– Nie musisz.
Justin zignorował jej słowa.
–   Nic   dziwnego,   że   cię   boli   kręgosłup.   Jesteś   cała 

sztywna. Odpręż się – polecił i zaczął masować jej ramiona.

– Naprawdę nie trzeba... och.
Opanowanie   Justina   prysnęło.   Na   darmo   przypominał 

sobie, że to Kim Lindgren. Jego asystentka. Kim, jego prawa 
ręka. Nie miał prawa myśleć o niej inaczej jak o pracownicy. 
Ale gdy znów jęknęła, ciało Justina zareagowało. Zapłonęło 
w nim pożądanie, w żyłach rozgorzał ogień.

Wymyślając   sobie   w   duchu   od   głupców,   pochylił   się 

niżej,   by   wdychać   jej   zapach.   Rozpoznał   różane   perfumy. 
Czyżby róże stały się afrodyzjakiem?

–   Masz   magiczne   ręce   –   szepnęła   Kim.   .   Ten   głos 

pozbawiał Justina opanowania.

– Kim, ja...
Nagle   usłyszał   dzwonek   windy   i   to   przywróciło   mu 

przytomność   umysłu.   Ocalił   mnie   dzwonek,   pomyślał   i 

21

background image

opuścił ręce wzdłuż boków. Odstąpił krok, wciągnął haust 
powietrza   właśnie   w   chwili,   gdy   do   pokoju   wszedł   szef 
ochrony budynku, Tom Jenkins.

–   Dobry   wieczór,   panie   Connelly,   witam,   panno 

Lindgren.

– Dobry wieczór, Tom – odpowiedział Justin.
– Cześć, Tom – przywitała go Kim.
– Robiłem właśnie obchód. Długo tu jeszcze zostajecie?
–   Ja   przynajmniej   godzinę,   ale   panna   Lindgren   już 

wychodzi.   Będę   ci   wdzięczny,   jeżeli   odprowadzisz   ją   do 
samochodu.

– Jasne, panie Connelly.
– Ale, Justinie, jeszcze nie skończyłam...
–   To   może   zaczekać   do   jutra.   Już   dość   długo   dziś   tu 

siedziałaś. Kim, idź do domu. Do zobaczenia jutro. – I zanim 
zdążyła   się   sprzeciwić,   odwrócił   się   na   pięcie,   poszedł   do 
swojego   gabinetu,   usiadł   przy   biurku   i   ukrył   twarz   w 
dłoniach.

Miał prawdziwe szczęście. Zbytnio zbliżył się do granicy. 

Jutro będzie bardzo zadowolony, że jednak nic się nie stało.

Bo   gdyby   pocałował   Kim,   byłby   to   wielki   błąd.   Tak, 

postąpił   słusznie.   Odszedł,   chociaż   jedynym   jego 
pragnieniem w tamtej chwili było przyciągnąć Kim do siebie 
i poczuć, jaki smak mają jej usta.

Tak, miałem szczęście, powtarzał sobie. Oboje je mieli. 

Ale   gdy   przypomniał   sobie   zapach   perfum   Kim,   niemal 
skrzywił się z bólu. Czasami szlachetny postępek naprawdę 

22

background image

sprawia ból.

23

background image

Rozdział 2

Justin   po   prostu   zachował   się   uprzejmie.   Nie   ma 

powodów, by szukać w tym czegoś więcej.

Kim   powtarzała   sobie   te   słowa   wielokrotnie,   odkąd 

godzinę   temu   wyszła   z   pracy.   Ale   w   niczym   jej   to   nie 
pomagało.   Pamiętała,   jak   Justin   patrzył   na   nią   tuż   przed 
chwilą,   gdy   do   pokoju   wszedł   Tom.   Nie   patrzył   na   nią 
zwyczajnie, jak szef. W jego oczach widziała pożądanie.

Nawet   teraz,   przypominając   sobie   jego   spojrzenie, 

zadrżała.   Choć   nie   miała   wielkiego   doświadczenia   z 
mężczyznami,   potrafiła   rozpoznać   to   i   owo.   Justin   jej 
pożądał.

Jej. Zwyczajnej i grzecznej Kimberly Lindgren.
Kim   ogarnęła   radość,   chociaż   jednocześnie   rozsądek 

szeptał do ucha, żeby nie była głupia, nie łudziła się, że Justin 
zobaczył w niej interesującą kobietę. W swojej asystentce?!

Bądź realistką, powtarzała sobie. To Connelly. Należy do 

jednej   z   najbardziej   znanych   rodzin   w   Chicago.   Właśnie 
został okrzyknięty najlepszą partią w mieście. Umawia się z 
modelkami, damami z towarzystwa, wspaniałymi kobietami, 
a nie z sekretarkami z rodzinnych firm.

Kim leżała w ciemnościach swojego pokoju aż do rana i 

myślała   o   Justinie.   Pozwoliła   sobie   choć   w   myślach   być 
rozsądną   i   przyzwoitą   Kim   Lindgren.   Wolała   wspominać 
spojrzenie Justina, jego ręce na swoich plecach. Zamknęła 

24

background image

oczy i rozpamiętywała te magiczne chwile w biurze. Dotyk 
jego rąk, silnych a jednocześnie delikatnych. Ciepło oddechu 
owiewającego jej kark. Łakomy wyraz oczu Justina, gdy się 
odwróciła i napotkała jego spojrzenie.

Serce Kim przyspieszyło. Znów poczuła ucisk w żołądku, 

taki   jak   zawsze,   gdy   marzyła,   że   Justin   trzyma   ją   w 
ramionach, że wyznaje jej miłość. Wiedziała, że tak się nie 
stanie... Powoli wracał jej rozsądek. Mimo to, gdy w końcu 
zasnęła, czuła na ustach jego wargi, a głos Justina szeptał jej 
słowa miłości.

– Kim! Kim, słyszysz? – Niecierpliwość w głosie Justina 

wybiła   Kim   z   marzeń.   Zawstydzona,   że   przyłapano   ją   na 
nich, podniosła głowę. Justin, z ponurą miną, stał przed jej 
biurkiem.

– Przepraszam. Co mówiłeś?
–   Pytałem,   czy   przepisałaś   notatki   na   moje   piątkowe 

spotkanie   z   Schaefferem   –   powiedział   oficjalnym   tonem. 
Odczuła to jak smagnięcie biczem.

– Są w koszyku na twoim biurku – odparła, starając się, 

by jej głos zabrzmiał równie chłodno i obojętnie.

– Dziękuję – mruknął i ruszył do gabinetu, ale zaraz się 

zatrzymał. – Dobrze się czujesz? – spytał. – Wydajesz się... 
roztargniona.

Kim spłonęła rumieńcem.
– Nic mi nie jest. Po prostu usiłowałam zaplanować twoją 

randkę. Chciałabym to wysłać twojej siostrze jeszcze dziś – 

25

background image

wyjaśniła,   decydując   się   na   częściowe   kłamstwo.   Bo 
rzeczywiście pracowała nad zorganizowaniem randki, ale jej 
myśli były przy Justinie.

–   Nie   przypominaj   mi   o   tym   –   mruknął   ze   złością.   – 

Ciągle nie mogę uwierzyć, że pozwoliłem Tarze wrobić się w 
tę aukcję, zamiast po prostu dać jej czek.

– Twoja siostra jest bardzo przekonująca.
– Raczej nachalna – sprecyzował Justin.
Unikając   komentarza   tej   rodzinnej   cechy   Connellych, 

Kim powiedziała:

– Dzida w dobrej sprawie.
– I tylko dlatego się zgodziłem – poinformował ją Justin i 

bąknął  coś  o  tym,  że  powinien dać  sobie  zbadać   głowę,  , 
skoro   najprawdopodobniej   będzie   musiał   się   przebierać   w 
limuzynie, żeby zdążyć na czas.

– Chciałbyś zobaczyć, co przygotowałam? – spytała.
– Na pewno wybrałaś dobrze – powiedział i znów ruszył 

do drzwi.

– To ci zajmie tylko minutkę, a ja...
– Powiedziałem, że wszystko w porządku – warknął. Kim 

zacisnęła usta.

Justin westchnął i przesunął ręką po włosach.
– Słuchaj, przepraszam. Nie chciałem na ciebie krzyczeć. 

Po prostu... mam teraz mnóstwo spraw na głowie.

– Rozumiem – odparła Kim, nadal spięta z powodu jego 

ostrego tonu. Rzeczywiście, rozumiała, że jest przemęczony, 
ale jeszcze nigdy na nią nie krzyknął. I uświadomiła sobie, 

26

background image

jak bardzo jest wobec niego bezbronna i jak łatwo może ją 
zranić.

Czy   to   z   powodu   wczorajszego   wieczoru   jest   taki 

zirytowany? Może w jakiś sposób rozszyfrował, co ona do 
niego czuje, pomyślała upokorzona.

–   Kim,   naprawdę   cię   przepraszam   –   powiedział   Justin 

jeszcze raz, już o wiele łagodniej. – Nie chciałem ci zrobić 
przykrości.

Kim skinęła głową i odwróciła wzrok, obawiając się, że 

zobaczy   na   twarzy   Justina   litość.   Była   także   wystraszona 
tym, co on mógłby wyczytać z jej oczu.

Justin postał jeszcze chwilę, a potem powiedział:
– Przez resztę popołudnia będę u siebie. Nie łącz mnie z 

nikim.

Gdy   wyszedł,   zamykając   za   sobą   drzwi,   ramiona   Kim 

opadły. To było wszystko po wieczorze, gdy coś się między 
nimi wydarzyło. Kim miała nikłą nadzieję, że Justin wreszcie 
zacznie   w   niej   widzieć   kobietę,   a   nie   tylko   sprawną 
asystentkę, ale okazało się to tylko marzeniem.

Przypomniała   sobie   swoją   matkę.   Kim   uwielbiała   ja, 

nadal za nią tęskniła. Ale jednocześnie nie cierpiała tych jej 
zmiennych   nastrojów   związanych   z   poszukiwaniem 
odpowiedniego mężczyzny. Czyżby ona też miała powtórzyć 
rodzinny schemat?

Postanowiła pójść za przykładem Justina i nic po sobie 

nie okazać. Obiecała sobie solennie, że Justin nigdy się nie 
dowie o jej uczuciach.  Wzięła się w garść i zaczęła pisać 

27

background image

notkę dla Tary z zawiadomieniem, że rezygnuje z biletu na 
aukcję, ale potem się zawahała. Może warto jeszcze raz się 
zastanowić?

– Co jeszcze? – spytał Justin, gdy dwa dni później Kim 

przyniosła mu pocztę i przepisane dokumenty.

– Musisz podpisać te listy i czeki.
Szybko   przebiegł   listy   wzrokiem,   zanotował   sumy   na 

czekach i nabazgrał swój podpis. Jednocześnie starał się nie 
czuć zapachu – róży i czegoś egzotycznego – który wypełniał 
mu nozdrza za każdym razem, gdy Kim była obok.

– To wszystko?
– Jeszcze tylko przygotuję ostateczny wydruk dokumentu 

w   sprawie   Schaeffera.   Wprowadziłam   zmiany,   o   których 
mówiłeś,   ale   lepiej   przeczytaj   to   jeszcze   raz,   żeby   się 
upewnić, że niczego nie brakuje.

Podda   mu   gruby   plik   papierów   i   wtedy   jego   palce 

musnęły jej rękę. Kim natychmiast się odsunęła.

– Przejrzę  to szybko  i może  raz dla odmiany będziesz 

mogła wyjść o przyzwoitej porze.

Gdy wyszła, Justin zaklął. Coś musi z tego wyniknąć i to 

wkrótce. Od tamtego wieczoru Kim zachowywała się wobec 
niego inaczej niż zwykle. Och, nadal wykonywała idealnie 
swoją pracę. Nie mógłby sobie życzyć lepiej orientującej się 
w  jego sprawach,   sprawniejszej  i  bardziej  odpowiedzialnej 
asystentki.   Ale   teraz   zachowywała   wobec   niego   dystans, 
zbudowała   mur,   którego   przedtem   nie   było.   A   on...   on 

28

background image

zaczynał dostawać powoli szału od wypełniających mu głowę 
myśli, które nie miały nic wspólnego z pracą. I mimo że w 
biurze   zaharowywał   się,   a   wieczorami   tłukł   w   worek 
treningowy aż do ostatecznego wyczerpania, przez ostatnie 
dwie noce miał ciągle przed oczami Kim. Pragnął jej. Nie 
mógł zapomnieć, jak wtedy wyglądała.

Na wspomnienie jedwabistych włosów, miękkiej, ciepłej 

skóry,   bezwiednie   zacisnął   pięści.   Wciągnął   głęboko 
powietrze i przysiągłby, że poczuł znajomy zapach róż.

Connelly, opanuj się!
Otworzył   oczy.   Musi   przestać   myśleć   o   Kim.   Może 

wyjazd do Nowego Jorku mu w tym pomoże. Potem czeka go 
aukcja. Kto wie, może wygra ją jakaś interesująca kobieta i to 
okaże   się   wybawieniem?   Mając   przed   sobą   takie 
perspektywy, chwycił pióro i z powrotem zabrał się do pracy.

– Tak powinno być dobrze – mruknął jakiś czas później. 

Rzucił   pióro   na   biurko   i   rozparł   się   wygodnie   w   fotelu. 
Uzupełnił dokument kilkoma sugestiami ojca, jeszcze raz go 
przeredagował i wreszcie był zadowolony. Teraz pozostaje 
mu tylko przekonać Schaeffera. Przeciągnął się i spojrzał w 
okno. Na niebie świeciły już gwiazdy. A to znaczyło, że Kim 
znowu musiała zostać tu aż do nocy. Zerwał się z fotela i 
wybiegł z gabinetu.

– Co się stało? – spytała Kim, odrywając wzrok od ekranu 

komputera.

– Jest już bardzo późno, a ja ci obiecałem, że dziś dla 

odmiany wyjdziesz o przyzwoitej porze.

29

background image

– Dopiero minęła ósma – mruknęła.
– Dopiero? Zgodnie z umową, powinnaś kończyć pracę o 

piątej.   –   Mógłby   policzyć   na   palcach   jednej   ręki,   kiedy 
wyszła o takiej porze. Usiadł na rogu jej biurka. – Przeze 
mnie dzień w dzień ostatnio pracujesz do późna.

– Nie szkodzi. Miałam parę rzeczy do nadgonienia. A ty 

skończyłeś?

– Tak – odparł, ale nie podał jej dokumentów.
–   Jeśli   chcesz,   żebym   wprowadziła   te   zmiany   – 

powiedziała po chwili – musisz mi to dać. – Wyciągnęła rękę 
po papiery.

–   Sam   to   zrobię.   Wciągnij   tylko   poprzednią   wersję   na 

ekran i możesz iść do domu.

– Nie bądź niemądry. Ja to wpiszę.
– Nie. Idź do domu. Już za długo tu siedzisz. Kim chwilę 

się wahała.

– Justinie, czy jest tam coś, o czym wolałbyś, żebym nie 

wiedziała?

– Oczywiście, że nie.
– Więc zaraz się do tego zabiorę. Na tym właśnie polega 

moja praca. Poza tym, może nie pamiętasz, ale gdy ostatnio 
używałeś   mojego   komputera,   miałeś...   pewne   trudności   – 
zaczęła niepewnie.

– To nie była moja wina – mruknął, przypominając sobie, 

jak system poinformował go, że przeprowadził niedozwoloną 
operację i zaraz potem komputer się wyłączył.

– Jestem pewna, że to był tylko przypadek. Jednak mimo 

30

background image

wszystko   będę   się   czuła   lepiej,   jeżeli   pozwolisz   mi   samej 
wprowadzić zmiany.

Justin niechętnie podał jej dokument.
– Przepisanie i wydrukowanie zajmie jakieś dwadzieścia 

minut   –   oznajmiła,   przejrzawszy   papiery.   –   Idź   już,   jeśli 
chcesz, a ja ci to podrzucę po drodze do domu.

Myśl   o   Kim   w   jego   mieszkaniu   wydała   mu   się 

niebezpieczna   i   dlatego   właśnie   nie   mógł   przyjąć   jej 
propozycji.

– Zaczekam – powiedział.
–   Może   przez   ten   czas   poszedłbyś   na   kolację?   – 

zaproponowała Kim, słysząc, że burczy mu w brzuchu.

– A ty? Też jeszcze nie jadłaś. I nie opowiadaj, że nie 

jesteś głodna, bo ci nie uwierzę.

– Wytrzymam – powiedziała, analizując tekst na ekranie i 

wprowadzając poprawki.

– Lubisz pizzę?
– Tak – odparła ostrożnie.
– Ze wszystkim?
– Justinie, to niepotrzebne.
Bez słowa podniósł słuchawkę telefonu i wystukał numer.
– Ze wszystkim? – spytał jeszcze raz.
– Bez anchois – przyznała, piorunując go wzrokiem.
–   Kim   Lindgren,   jesteś   wspaniała   –   roześmiał   się   i 

zamówił największą pizzę ze wszystkimi składnikami prócz 
anchois.

– Nie trzeba było – napomniała go. – Nie zjem nawet 

31

background image

kawałka.

– To dobrze, bo zostanie więcej dla mnie.
– Ale myślałam...
– Myślałaś, że co... ? – zainteresował się.
–   Że   wolałbyś   usiąść   przy   stole,   w   miłej   restauracji,   i 

zjeść prawdziwy posiłek.

– Przez „prawdziwy posiłek” rozumiesz stek i wyszukane 

przystawki   z   wymyślnym   sosem,   podane   na   wytwornej 
porcelanie?

– Tak.
Justin uśmiechnął się.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem, a jej brwi wygięły się 

w łuk.

–   No   więc,   gdybyś   miała   więcej   kontaktów   z 

nastolatkami,   wiedziałabyś,   że   pizza   jest   absolutnie 
najlepszym posiłkiem, jaki można sobie wyobrazić, a pizzeria 
– najlepszym miejscem na spotkanie.

Justin   miał   rację.   Pizza   były   wspaniała.   Przyniesiono 

również włoską sałatkę i chleb, a Justin zaproponował wino z 
barku w swoim gabinecie. Kim nie pamiętała, kiedy coś jej 
smakowało aż tak bardzo.

Może   to   właśnie   dzięki   lampce   wina,   pomyślała, 

przyglądając   się   Justinowi.   Wydawał   się   spokojniejszy   i 
bardziej serdeczny wobec niej niż w ciągu ostatnich dni. A 
ona... ona cieszyła się jego towarzystwem.

– Jak ci smakuje wino? – spytał.

32

background image

–   Cudowne   –   odparła   i,   przypominając   sobie   coś,   co 

kiedyś czytała, wypiła następny łyk i przez chwilę trzymała 
w ustach, by w pełni docenić bukiet i smak.

– Nie mów, że już się najadłaś – drażnił się Justin.
–  Jeszcze   nie  –   odparła,   zabierając   się   z   powrotem  do 

pizzy.   –   Opowiedz   mi   o   tych   nastolatkach,   z   którymi 
pracujesz w swoim młodzieżowym ośrodku.

–   Praca   z   nimi   to   prawdziwe   wyzwanie   –   zaczai   i 

opowiedział   jej,   jak   inteligentni   są   niektórzy   z   nich   i   jak 
zasługują na pomoc, mimo że popadli w tarapaty. – Powinnaś 
kiedyś   tam   ze   mną   pójść.   Mogliby   się   wiele   od   ciebie 
nauczyć.

– Wątpię. To ty jesteś czarodziejem marketingu.
– W biznesie liczy się nie tylko marketing. A ty jesteś 

mądra,   wspaniale   zorganizowana,   i   umiesz   sprawiać,   by 
ludzie czuli się przy tobie dobrze. To rzadkie zalety, Kim. 
Jeżeli   przekażesz   choć   część   siebie   tym   dzieciakom,   będą 
miały solidne podstawy, by coś w przyszłości osiągnąć.

– Dziękuję – mruknęła, szczerze wzruszona jego miłymi 

słowami.

– Nie ma za co, bo mówię prawdę. I mam nadzieję, że 

przynajmniej pomyślisz o pójściu ze mną do ośrodka.

– Pomyślę – obiecała i aż dech jej zaparło z zachwytu, 

gdy   się   uśmiechnął.   Boże,   pomyślała,   obserwując,   jak   z 
apetytem   zabiera   się   za   następny   kawałek   pizzy.   Jaki   on 
potrafi być uroczy i uprzejmy. Czy można jej mieć za złe, że 
się w nim zakochała?

33

background image

– Zjesz to? – spytał, pokazując palcem ostatni kawałek 

pizzy.

– Nie. Możesz go wziąć.
– Coś ci powiem. Podzielimy go na pół – oświadczył, 

zrobił jak powiedział, i jego połówka zniknęła w mgnieniu 
oka, podczas gdy Kim ledwo się uporała ze swoją częścią.

– Jesteś najedzona? – spytał, dolewając im wina.
–   Objedzona   –   poprawiła   Kim,   rzucając   serwetkę   na 

papierowy talerz.

–   Poczekaj.   Masz   na   twarzy   kropelkę   pomidorowego 

sosu.

– Gdzie? – Sięgnęła z powrotem po serwetkę.
–   Ja   to   zrobię   –   powiedział.   Wziął   Kim   pod   brodę   i 

delikatnie otarł jej kącik ust.

Był tak blisko, że Kim czuła cedrowy zapach jego wody 

kolońskiej. Gdy palce Justina zastygły w bezruchu i spojrzał 
jej w oczy, zaparło jej dech w piersiach.

– Masz niezwykły kolor oczu – powiedział.
– Są niebieskie.
– Nie, nie niebieskie. I nie zielone. To połączenie obu 

kolorów   –   jak   woda   Morza   Karaibskiego.   Wiem,   bo 
żeglowałem tam zeszłego lata. – Pogłaskał ją po policzku i 
przysunął się odrobinę bliżej.

– Kim, ja...
Serce Kim zaczęło bić jak szalone. Instynktownie uniosła 

głowę i czekała na pocałunek. Ale się nie doczekała.

– Ro... robi się późno. Chyba możemy skończyć na dziś – 

34

background image

powiedział nagle Justin i cofnął rękę.

Te   słowa   podziałały   na   Kim   jak   kubeł   zimnej   wody. 

Gwałtownie   skoczyła   na   równe   nogi,   przerażona   tym,   co 
Justin musiał o niej pomyśleć. Na pewno zrozumiał, że chce, 
by   ją   pocałował.   Zawstydzona,   ze   spuszczonymi   oczami, 
zaczęła gorączkowo zbierać rzeczy ze stołu.

–   Idź   do   domu.   Ja   tu   jeszcze   posprzątam   –   rzuciła, 

układając   papierowe   talerze   na   pustym   teraz   pudełku   po 
pizzy.

–  Pozwól,   przytrzymam   to  –   zaoferował   się,   gdy   z  jej 

drżących rąk zaczęły się wysuwać zużyte serwetki.

– Nie trzeba – zaprotestowała.
– Już dość się dziś napracowałaś – oświadczył Justin, nie 

zważając na jej słowa. – Idź zamknąć swoje biurko, a ja to 
zrobię.

Zadowolona,   że   może   się   wymknąć,   już   nic   nie 

powiedziała. Uciekła z gabinetu Justina, modląc się, by nie 
zauważył   wzbierających   jej   pod   powiekami   łez.   Chwyciła 
torebkę i pobiegła do drzwi.

– Dobranoc, Justinie! – zawołała. – Jeszcze raz dziękuję 

za kolację.

– Co mówisz? Zaczekaj! – Justin wyjrzał przez drzwi. – 

Skończę z tym – podniósł ręce, w których trzymał kieliszki i 
butelkę po winie – i odprowadzę cię do samochodu.

– Naprawdę nie trzeba. Pójdę z Tomem albo którymś ze 

strażników.

– Ale...

35

background image

– Już muszę iść. Życzę ci szczęśliwej podróży i sukcesu 

w   rozmowach   z   Schaefferem!   –   odkrzyknęła   i   wybiegła, 
zanim po policzkach zdążyły jej popłynąć łzy.

36

background image

Rozdział 3

– Kim, zaczekaj!
Ale drzwi już z hukiem się za nią zamykały. Jednak Justin 

zdążył zobaczyć jej twarz. Płakała? Czyżby z jego powodu? 
Czy Kim uświadomiła sobie, co chciał przed chwilą zrobić? I 
co nadal chce zrobić?

Cholera!
Patrząc   na   drzwi,   za   którymi   zniknęła,   zdusił   w   sobie 

impuls, by za nią biec. Byłoby to wielkim błędem, tłumaczył 
sobie. Nie tylko straciłby idealną asystentkę, ale jeszcze Kim 
miałaby pełne prawo oskarżyć zarówno jego, jak i firmę o 
seksualne   molestowanie.   Jednak   przez   chwilę   był   prawie 
pewny, że Kim pragnęła, by ją pocałował.

Co za pobożne życzenie, napomniał się. Kim nigdy nie 

dała do zrozumienia, że jest nim zainteresowana. Zresztą na 
pewno ma kogoś. Na tę myśl zmarszczył czoło. Dziwne, jak 
bardzo to go zaniepokoiło. I to nie dlatego, że czuje się w 
obowiązku opiekować Kim. W końcu pracują razem. Bardzo 
ją polubił, cenił jako swoją asystentkę i polegał na niej. To 
całkiem normalne, że się o nią troszczy, rozumował.

No,   dość   tego,   nakazał   sobie.   Oszaleje,   jeżeli   nie 

przestanie myśleć o niej i jej życiu. Zdecydowany przepędzić 
swe pokrętne myśli, zaczął się zastanawiać, czy ma wszystko, 
czego potrzebuje na jutrzejszy wyjazd.

37

background image

Gdy   następnego   dnia,   będąc   już   w   Nowym   Jorku, 

zadzwonił   do   Kim   z   telefonu   komórkowego   w   taksówce 
wiozącej   go   na   spotkanie,   była   już   to,   jak   zwykle,   tylko 
rozmowa służbowa.

–   Dzwoniła   Ashley   Powers.   Powiedziała,   że   jesteś   jej 

winny kolację i ma nadzieję, że nie będziesz z tym zwlekał – 
mówiła Kim.

Justin   pomyślał   o   tej   ognistej   brunetce,   maklerce 

giełdowej, z którą tej wiosny czasami się umawiał. Kobieta ta 
była   piękna,   inteligentna   i   wysyłała   mu   sygnały,   że   jest 
gotowa przenieść ich znajomość na inny poziom. Co z tego, 
kiedy   ich   rozkłady   zajęć   absolutnie   na   to   nie   pozwalały. 
Może   Ashley   była   właśnie   tym,   kogo   potrzebował,   by 
zapomnieć o pożądaniu, jakie czuł do Kim?

– Czy wieczór w przyszły piątek mam wolny? – spytał, a 

gdy Kim nie odpowiadała, dodał: – Kim, jesteś tam jeszcze?

–   Jestem.   Przejrzałam   twój   kalendarz.   W   piątek   masz 

wolny wieczór.

–   Sprawdź,   czy   Ashley   też   jest   wolna.   Jeżeli   tak, 

zarezerwuj  nam stolik   w  restauracji.   Spróbuj  w  tej  nowej, 
ostatnio wysoko notowanej.

– Dobrze – odparła Kim.
– Masz dla mnie jeszcze coś?
– Robert Marsh powiedział, że musi z tobą porozmawiać.
– Czego on znów może chcieć? – Justin rozzłościł się, bo 

to przez Roberta musiał przyjechać do Nowego Jorku. Gdyby 
Robert zwracał większą uwagę na szczegóły umowy, on nie 

38

background image

musiałby teraz uprzątać tego całego bałaganu.

–   Nie   chciał   mi   powiedzieć.   Twierdzi,   że   to   sprawa 

osobista i dotyczy interesów rodziny.

Justin zmarszczył czoło. Nie podobało mu się, że Marsh 

identyfikował się już jako członek rodziny Connellych. Może 
wykazywał zbytnią podejrzliwość, ale instynkt mówił mu, że 
Marsh jest o wiele bardziej zakochany w korzyściach, jakie 
uzyska, żeniąc się z jedną z Connellych, niż w jego siostrze, 
Alexandrze.

– Powiedz mu, że albo ci powie, o co mu chodzi, albo 

będzie musiał zaczekać, aż przyjdę do pracy w poniedziałek.

– Dobrze.
– To wszystko?
–   Nie   całkiem.   Dzwoniły   jeszcze   dwie   osoby.   Patrice 

Barlow,   która   prosiła,   by   ci   przekazać,   że   ona   i   jej   córka 
Bethany  będą  dziś  na  aukcji  i Bethany  zamierza  sporo  na 
ciebie postawić.

– Miejmy nadzieję,  że nie dość,  by  wygrać  – mruknął 

Justin z rozdrażnieniem. – Chyba nie wytrzymałbym całego 
wieczoru z debiutantką Bethany.

– Nie jest aż taka okropna – zauważyła Kim.
–   Łatwo   ci   mówić.   To   nie   ty   będziesz   siedziała   w 

restauracji   jak   w   pułapce   i   nie   ty   będziesz   musiała 
wysłuchiwać, jak paple tym swoim piskliwym głosem.

– Ale jest bardzo ładna – zauważyła Kim.
– Jak mogłaś to zauważyć pod taką ilością makijażu?
– Przesadzasz! – Kim roześmiała się.

39

background image

– No, może troszkę. A od kogo jest ta druga wiadomość?
– Od Tary. Chciała tylko życzyć ci powodzenia i z góry 

podziękować za to, że zgodziłeś się przyjść dziś wieczorem 
na aukcję.

– Innymi słowy daje mi do zrozumienia, że lepiej, bym 

jednak się stawił, bo inaczej czeka mnie marny los.

– Ach, chyba nie aż tak. Po prostu ma tremę i chce, by 

wszystko potoczyło się jak najlepiej.

– Kim, to miło, że próbujesz ją usprawiedliwić. Ale znam 

moją siostrę. Już pewnie kazała ci sprawdzić rezerwację lotu 
co najmniej dwa razy, prawda?

Kim zawahała się.
– Sama to zaproponowałam.
Uch, pomyślał Justin. Tara już zdołała przeciągnąć Kim 

na swoją stronę.

–  Powiedz   Tarze,   żeby   się   uspokoiła.   Obiecałem,   więc 

będę na pewno.

– Powiem jej. To już wszystko – dodała Kim po chwili 

milczenia.

Ale Justin nie odłożył słuchawki. Jakoś nie chciało mu się 

kończyć rozmowy.

–   Czy   chcesz,   żebym   zrobiła   jeszcze   coś?   –   spytała 

niepewnie Kim.

– Nie. Jak zawsze załatwiłaś wszystko doskonale.
– Po prostu wykonuję swoją pracę – poinformowała go. – 

I zaraz się zabiorę do tych telefonów, o które prosiłeś.

– Kim, zaczekaj.

40

background image

– Tak?
– Obiecaj mi, że dziś dla odmiany wyjdziesz o czasie. 

Niepokoiłbym się, gdybyś siedziała w biurze sama do późna.

– Justinie, nic mi się nie stanie. Ochrona...
– Obiecaj – nalegał.
– W porządku. Obiecuję. Zresztą dziś i tak miałam wyjść 

o piątej.

– Masz jakieś wspaniałe plany na wieczór? – Pytanie to 

wymknęło mu się, zanim zdołał się powstrzymać.

–   Coś   w   tym   rodzaju.   Idę   na   aukcję.   Twoja   siostra 

wykupiła kilka dodatkowych miejsc i nalegała, żebym wzięła 
jeden bilet. To znaczy, jeśli nie masz nic przeciwko temu. Bo 
jeżeli tak, powiem jej, że nie mogę przyjść.

– Dlaczego miałbym mieć coś przeciwko temu?
– No... nie wiem. Ale w ostatnich dniach wydawało mi 

się,   że   jesteś   trochę   zirytowany.   I   myślałam,   że   to   może 
przeze mnie.

– Jestem niespokojny o wynik spotkania z Schaefferem – 

skłamał Justin. – A ty koniecznie przyjdź na aukcję. Będzie 
mi miło zobaczyć tam przyjazną twarz.

– Jeżeli jesteś pewny...
– Jestem. Przyprowadź swojego chłopaka i oboje bawcie 

się dobrze. – I zanim zdążyła coś odpowiedzieć, dodał: – No, 
już   dojechaliśmy   i   muszę   kończyć.   Do   zobaczenia 
wieczorem.

Kim przyglądała się swojemu odbiciu w lustrze. Wprost 

41

background image

nie   mogła   uwierzyć,   że   ta   elegancka   kobieta   w   czarnej 
wieczorowej   sukni   to   naprawdę   ona.   A   gdy   dotknęła 
rękawiczkami   jedwabistej   tkaniny,   jeszcze   bardziej 
zachwyciła   się   sukienką.   Uśmiechnęła   się,   odpędzając   od 
siebie poczucie winy z powodu takiego wydatku. Sukienka i 
rękawiczki, zapinane na osiemnaście guziczków, warte były 
swojej ceny, uznała, odwracając się, by podziwiać, jak dół 
sukni faluje wokół jej stóp.

Sprzedawca   miał   rację.   W   tej   sukni   wyglądała   jak 

księżniczka.   Tylko   że   Kim   czuła   się   też   trochę   jak 
Kopciuszek   wybierający   się   na   bal.   Uniosła   rąbek   sukni   i 
przyjrzała   się   sandałkom.   No,   nie   są   to   czarodziejskie 
pantofelki – mruknęła.

Ale tak samo niepraktyczne, pomyślała i roześmiała się 

na głos. Pewnie nigdy więcej ich nie włoży. Tak samo zresztą 
sukni i rękawiczek. No i co z tego? Dziś wygląda w tym 
stroju pięknie i może udawać, że jest księżniczką idącą na 
swój pierwszy bal.

Tylko   musi   uważać,   by   się   nie   potknąć.   Mogła   sobie 

wyobrazić reakcję Justina, gdyby rozciągnęła się na podłodze 
jak długa.

Justin.
Przycisnęła   ręce   do   serca,   by   uciszyć   jego   nagłe 

trzepotanie. Co Justin sobie pomyśli, gdy ją zobaczy? Że jest 
ładna czy też.

Wściekła   na   siebie   za   takie   fantazjowanie,   napomniała 

się, że eleganckie ciuszki nic nie zmienią. Nie zmienią tego, 

42

background image

co   Justin   w   niej   widzi.   A   widzi   w   niej   tylko   asystentkę, 
owszem, sprawną, ale też bardzo zwyczajną.

Jednak ta elegancka kobieta, która patrzyła na nią z lustra, 

nie przypominała szarej myszki, Kim. Wyglądała tak, jakby 
rzeczywiście należała do świata Justina. Kim przyjrzała się 
sobie   uważnie.   To   nie   tylko   kwestia   sukienki.   Patrzyła   na 
kaskadę   jasnych   włosów,   spływających   na   nagie   ramiona. 
Rozpuszczenie włosów wydawało jej się dobrym pomysłem, 
ale   teraz   stwierdziła,   że   popełniła   błąd.   Z   tymi   włosami 
wyglądała... zbyt zmysłowo.

Oto, jak pozory mogą mylić, zaśmiała się w duchu. Nadal 

przecież   jest   praktyczną   Kim   Lindgren,   a   nie   jakimś 
wampem.   Nie   będzie   wysyłać   fałszywych   sygnałów. 
Podeszła do toaletki, chwyciła szpilki i już zamierzała upiąć 
swój zwykły kok, gdy u drzwi zadźwięczał dzwonek.

To pewnie kierowca przysłany przez Tarę. Westchnęła. 

Nic   już   nie   zdąży   zrobić,   bo   przecież   nie   może   pozwolić 
czekać   kierowcy   Tary.   Chwyciła   torebkę   i   pobiegła   do 
wyjścia.

– Dobry wieczór, panno Lindgren. Jestem James.
– Dobry wieczór, James.
Poprowadził   ją   do   zaparkowanej   przed   domem   długiej 

czarnej limuzyny i pomógł wsiąść.

Miejsca   jest   tu   tyle,   że   zmieściłoby   się   dziesięć   osób, 

pomyślała   Kim   z   rozbawieniem.   Samochód   ruszył,   a   ona 
przyglądała   się   przez   okno   znajomym   ulicom   i   placom, 
wzmożonemu w piątkowy wieczór ruchowi, miastu, które w 

43

background image

blasku   ulicznych   świateł   przeszło   metamorfozę.   Ale 
jednocześnie   zaczęła   odczuwać   dreszcz   emocji.   Wzięła 
głęboki   oddech   i   przycisnęła   ręce   do   piersi,   by   uspokoić 
rozdygotane nerwy. Bez skutku. Nie mogła się odprężyć. , 
Zresztą cóż w tym dziwnego? Nie co dzień Kim Lindgren, 
ubrana   jak   księżniczka,   jedzie   piękną   limuzyną   na   bal 
połączony   ze   zbiórką   pieniędzy,   jako   gość   Tary   Connelly 
Paige.

Powinna   cieszyć   się   tą   chwilą,   póki   trwa.   Bo   to 

najprawdopodobniej   jej   pierwsza   i   ostatnia   taka   okazja. 
Dziwne, ale nadzieja, że powinna się dobrze bawić, jakoś jej 
pomogła.  Właśnie   zaczynała   się   uspokajać,   gdy   zadzwonił 
telefon. Znów zesztywniała.

– Do pani – powiedział James. – Aparat jest na tablicy 

przed panią – dodał, widząc, że nie wie, jak odebrać telefon.

–   Dziękuję   –   szepnęła   Kim   i   podniosła   słuchawkę.   – 

Halo?

– Kim, tu Tara. Co za ulga! Już się bałam, że zmienisz 

zdanie i zrezygnujesz z przyjścia.

– No, rzeczywiście o tym myślałam – przyznała Kim. I 

tak było, ale gdy wczoraj zobaczyła na wystawie tę cudowną 
suknię   i   weszła   do   sklepu,   a   tam   okazało   się,   że   to   jej 
rozmiar, a na dodatek jest wyprzedaż, przyjęła to jako omen.

– Cieszę się, że jednak się zdecydowałaś – powiedziała 

Tara i zaczęła opowiadać, jaki szalony miała dziś dzień. – I 
jakby   tego   było   mało,   jeden   z   naszych   kawalerów   złamał 
nogę,   skacząc   ze   spadochronem   i   chciał   się   wymigać   od 

44

background image

aukcji. Na szczęście Jennifer i ja zdołałyśmy go przekonać, 
że, paradując z gipsem na nodze, zbierze więcej ofert. – Tara 
nie należała do osób, które godzą się z odmową.

– Rzeczywiście, miałaś ciężki dzień – przyznała Kim.
– Tak. I dlatego po prostu nie zniosłabym tego, gdybyś 

postanowiła zrezygnować.

– Dziękuję ci – powiedziała Kim, dość zdziwiona. – Ale 

jedno   puste   miejsce   przy   stole   przecież   nie   stanowiłoby 
wielkiej różnicy.

– Nie masz racji, gdyż oczekuję po tobie więcej niż tylko 

wypełniania miejsca przy stole.

Kim ściągnęła brwi.
– To znaczy?
– Och, nic takiego – odparła Tara szybko. – Chciałam cię 

tylko poprosić o drobną przysługę, o pomoc przy aukcji.

– To znaczy? – spytała Kim, nagle niespokojna.
– Naprawdę chodzi mi o drobiazg, ale dzięki temu Justin 

nie skręci mi karku. A ty się niczym nie przejmuj. To nic 
takiego. Wytłumaczę ci wszystko, gdy już tu przyjedziesz.

Kim usłyszała sygnał alarmowy.
– Taro, powiedz mi...
– Nie martw się. Wyjaśnię ci to później.
– Ale...
– Och, muszę lecieć! Do zobaczenia.
– Taro, zaczekaj...
Ale Tara już przerwała połączenie.

45

background image

Rozdział 4

–   Pana   smoking   i   buty   są   na   tylnym   siedzeniu   – 

powiedział kierowca, który przyjechał po Justina na lotnisko.

–   Dziękuję,   Hal   –   odparł   Justin   i   sięgnął   po   torbę   z 

ubraniem. Zamierzał się przebrać w męskiej toalecie.

Hal odchrząknął.
–   Przepraszam,   sir,   ale   pani   Tara   zasugerowała,   że 

oszczędziłby pan sporo czasu, przebierając się w limuzynie, 
po drodze do hotelu.

–   Innymi   słowy,   moja   siostra   kazała   ci   dopilnować, 

żebym się nie ulotnił, zanim mnie nie dowieziesz na tę aukcję 
bydła.

– Nie, sir – odparł grzecznie Hal. – Pani Tara powiedziała 

tylko, że powinienem to zasugerować.

–   Niech   i   tak   będzie.   –   Justin   z   rezygnacją   wsiadł   do 

samochodu, który natychmiast ruszył. Znając metody siostry, 
już   oczami   duszy   widział   tę   scenę:   Tara   z   trzepotem   rzęs 
pochlebia   swojemu   wieloletniemu   kierowcy,   mówiąc 
słodkim   głosem,   jak   bardzo   na   nim   polega   i   jak   to   jest 
całkowicie pewna, że przywiezie Justina na czas.

Justin znów się skrzywił na myśl o tym, co go czeka.
Wiedział,   że   hojny   czek   by   wystarczył.   Ale   nigdy   nie 

potrafił niczego siostrze odmówić. Na szczęście będzie tam 
Kim. Kim.

Uszczęśliwiony,   że   udało   mu   się   pomyślnie   załatwić 

46

background image

sprawę z Schaefferem, poczuł się jeszcze bardziej szczęśliwy 
na myśl o tym, że ją zobaczy. Oczywiście to, że nie mógł się 
tego  doczekać,  nie  miał  nic  wspólnego  z  jego wzrastającą 
fascynacją   Kim,   tłumaczył   sobie.   Po   prostu   wiedział,   że 
będzie   podekscytowana   tak   samo   jak   on   rozwiązaniem 
kłopotu z Schaefferem. Rozsiadł się wygodnie i zaczął się 
przebierać.

– Czuję się jak byk kandydujący do głównej nagrody na 

aukcji bydła – skarżył się pół godziny później, czekając za 
kulisami na rozpoczęcie imprezy.

– Och, na miłość boską, przestań jęczeć! – wykrzyknęła 

Tara, przyglądając mu się krytycznym wzrokiem. Wszystko 
było   w   porządku   oprócz   fatalnie   zawiązanej   muszki.   – 
Będziemy się świetnie bawić.

–   Łatwo   ci   mówić!   To   nie   ty   będziesz   paradować   na 

scenie przed łaknącymi wrażeń zblazowanymi damami.

–   A   od   kiedy   to   nie   lubisz   być   w   centrum   uwagi 

wszystkich   obecnych   w   pobliżu   kobiet?   –   parsknęła   Tara, 
przystępując do poprawiania mu muszki.

– Od kiedy Eve Novak przygwoździła  mnie do ściany, 

gdy szedłem na scenę.

–   No,   no!   –   Tara   uniosła   brwi.   –   I   co   takiego   Eve 

powiedziała, że dotąd pamiętasz jej pomysł?

– Nie chodzi o to, co powiedziała, ale o sposób, w jaki na 

mnie patrzyła.

– Więc jak na ciebie patrzyła, drogi bracie?

47

background image

– Jak głodna kocica na swój posiłek – warknął Justin. – 

Teraz   rozumiem,   co   czują   kobiety,   gdy   się   skarżą,   że 
mężczyźni   rozbierają   je   wzrokiem.   Przez   chwilę   się 
obawiałem, że uszczypnie mnie w... tyłek.

– Na pewno miała na to ochotę. W klubie szepcze się, że 

Eve znów szuka męża.

– Myślałem, że już w zeszłym roku kogoś złapała.
– Faktycznie. Ale najwyraźniej małżeństwo z kowbojem 

nie   było   tym,   czego   Eve   się   spodziewała.   Gdzieś   tak   od 
końca zeszłego tygodnia jest znów wolna.

– A co się stało?
– Jak się zdaje, męski ideał z Teksasu wyobrażał sobie, że 

Eve odjedzie z nim konno na ranczo, a potem szybko pojawi 
się potomstwo obojga płci i będą żyli długo i szczęśliwie.

Rzeczywiście, płonne nadzieje kowboja, pomyślał Justin. 

Jak kobieta do tego stopnia próżna jak Eve Novak mogłaby 
się zgodzić na psucie sobie figury ciążą? No, ale skoro Eve 
szuka męża, pewnie nie będzie żałowała pieniędzy i spróbuje 
przebić każdą ofertę.

– Słuchaj, Taro – zaczaj: Justin. – Jeżeli istnieje choćby 

najmniejsza   szansa,   że   to   Eve   wygra   randkę   ze   mną, 
natychmiast stąd wychodzę.

Gdy   Tara   przygryzła   wargę   i   nie   odpowiadała,   Justin 

oblał się zimnym potem.

– Taro, obiecaj mi, że ona nie ma najmniejszej szansy.
– Jak mogę ci obiecać coś takiego? Przecież to aukcja. 

Nie   mam   żadnej   kontroli   nad   wysokością   ofert   ani   nad 

48

background image

oferentkami.   Wiem,   że   fundusz   powierniczy   Eve   i 
odszkodowania rozwodowe po trzech mężach, dają tej harpii 
szansę, by przelicytować wszystkich.

Justin zaklął.
– Ty naprawdę zamierzasz sobie pójść! – wystraszyła się 

Tara.

–   Nie.   Zostanę   –   obiecał.   –   Ale   nie   pozwolę   się 

wpakować w randkę z tą pożeraczką mężczyzn.

Tara poklepała go po policzku.
– Uspokój się, starszy braciszku. Nie masz pewności, że 

Eve   będzie   stawiać   na   ciebie.   W   końcu   występujesz   jako 
ostami, a ona nigdy nie odznaczała się cierpliwością. Pewnie 
upatrzy sobie kogoś już wcześniej.

Miejmy nadzieję, że tak się stanie, pomyślał Justin.
– Poza tym – ciągnęła Tara – wiem z pewnego źródła, że 

zamierza na ciebie postawić Ashley Powers. I, kto wie, może 
matka Bethany Barlow również będzie cię chciała dla swojej 
córki.

–   Ty   się   tym   wszystkim   świetnie   bawisz,   prawda?   – 

parsknął Justin, piorunując siostrę wzrokiem.

Tara roześmiała się.
– Jasne. Potraktuj to jako rewanż za wszystko, co mnie od 

ciebie spotkało, gdy byliśmy dziećmi.

– Nigdy nie byłem wobec ciebie podły.
– Czyżby?
– Taro – zaczął Justin ostrzegawczo, podchodząc o krok 

bliżej.

49

background image

–   Oj,   muszę   iść.   Aukcja   za   chwilę   się   zacznie!   – 

wykrzyknęła, cmoknęła go w policzek i pobiegła.

Justin mruknął pod nosem coś bardzo nieeleganckiego.
– Connelly, mówiłeś coś? – spytał stojący w pobliżu Brad 

Parker, jeden z kawalerów wystawionych na licytację.

– Tak. Ciesz się, że nie masz siostry.

Kim weszła do sali balowej, cały czas uważając, by się 

nie potknąć. Sala wyglądała jak z bajki. Była urządzona z 
przepychem.   Przez   wielkie   okna   widać   było   usłane 
gwiazdami   niebo,   w   kryształowych   wazonach   na   każdym 
stoliku   aż   kipiało   od   lilii,   białych   róż   i   frezji.   Zebrani   tu 
ludzie   wyglądali   wspaniale.   Kim   nie   pamiętała,   by   kiedyś 
widziała w jednym miejscu tylu pięknych ludzi: mężczyzn w 
smokingach, a  kobiety  w wytwornych   kreacjach.  Nie  było 
dwóch, choć w najmniejszym stopniu, podobnych toalet.

Kim   mocniej   zacisnęła   rękę   na   torebce.   To   dobrze,   że 

zdecydowała się kupić swoją sukienkę. Cieszyła się też, że 
zadbała   o   swój   wygląd.   Ale   i   tak,   widząc,   na   przykład, 
Ashley Powers, z którą Justin czasami się umawiał, poczuła 
zazdrość.   To   była   wyjątkowa   piękność.   I   do   tego   w 
naszyjniku i kolczykach z szafirów i brylantów.

Kim   bezwiednie   dotknęła   swojego   niczym 

nieozdobionego dekoltu. Jedyną jej biżuterią były kolczyki z 
maleńkimi brylancikami.

To nie jest miejsce dla mnie, pomyślała spłoszona.
Jak mogła być taka głupia i myśleć inaczej! Nie powinna 

50

background image

była przychodzić. Musi uciec, zanim Justin czy ktoś inny ją 
zauważy,  bo wtedy zrobi z siebie jeszcze większą idiotkę. 
Ruszyła do wyjścia.

– Kim! Kim, zaczekaj!
Kim chciałaby udać, że nie słyszy tego znajomego głosu, 

ale nie mogła. Odwróciła się i zobaczyła biegnącą do niej 
Tarę. Zaczęła w duchu przygotowywać wymówkę o nagłym 
bólu głowy.

– Co za szczęście, że cię znalazłam! – wykrzyknęła Tara 

bez tchu. – I... ach, Kim, wyglądasz przepięknie.

Rozbrojona tym komplementem, Kim nie była już taka 

pewna swojej decyzji.

– Ja... eee... dziękuję – szepnęła. – To przez sukienkę. 

Kupiłam ją na wyprzedaży. – Kim mówiła bezmyślnie, nie to 
co nadaje się do publicznej wiadomości.

Tara uśmiechnęła się.
– Jest bardzo ładna. Ale wierz mi, to nie z powodu sukni. 

To ty sama jesteś jakaś inna. Nie wiedziałam, że masz takie 
piękne włosy.

Kim   zaczerwieniła   się,   –   Pomyślałam,   że   raz,   dla 

odmiany, rozpuszczę je – jąkała się speszona.

– Jestem pewna, że wszyscy mężczyźni – łącznie z moim 

bratem – ucieszą się z tego. Kim, gdybym cię tak nie lubiła, 
zzieleniałabym   z   zazdrości,   że   urodziłaś   się   z   takimi 
włosami, podczas gdy ja mam po prostu wronie gniazdo na 
głowie.

Kim zdumiała się.

51

background image

– Ale twoje włosy są śliczne. I zawsze tak... szykownie 

uczesane.

Tara roześmiała się i przesunęła ręką po swoich krótkich 

czarnych lokach.

– Nie wiem, czy szykownie, ale na pewno wygodnie.
– Zapewniam cię, że szykownie. I bardzo do ciebie pasują 

– teraz komplementowała Kim. Tara, dzięki czarnym włosom 
i   rysom   twarzy   zawsze   przywodziła   jej   na   myśl   Audrey 
Hepburn,   a   fiołkowe   oczy   miała   jak   Elizabeth   Taylor   w 
młodości.

– Jesteś bardzo miła – roześmiała się Tara. – I zamierzam 

bezwstydnie wykorzystać tę twoją uprzejmość, prosząc cię o 
małą przysługę, o której mówiłam wcześniej.

– Taro, ja...
–   No,   no,   czy   to   nie   moja   przyszła   szwagierka? 

Wyglądasz   absolutnie  wspaniale,  jak  zwykle   zresztą.  – To 
był Robert Marsh.

– Witaj, Robercie – powiedziała Tara chłodnym tonem. – 

Co mogę dla ciebie zrobić?

–   Chciałem   tylko   się   przywitać   –   odparł   z   szerokim 

uśmiechem.   –   Czy   nie   przedstawisz   mnie   swojej   ślicznej 
przyjaciółce?

Kim   uświadomiła   sobie,   że   Marsh   jej   nie   poznał. 

Pożałowała,   że   nie   zdążyła   stąd   uciec,   zanim   do   nich 
podszedł.

– Czyżbyś nie poznał Kim? – zdziwiła się Tara obłudnie. 

Marsh powiódł spojrzeniem od jej odsłoniętych ramion do 

52

background image

twarzy.

– Kim Lindgren?
– Witaj, Robercie – powiedziała niechętnie Kim.
– Dobry Boże, kto by pomyślał, że pod tymi służbowymi 

kostiumikami...

– Mów dalej – ponagliła go Tara. – Kto by pomyślał... – 

podrzuciła.

–   Kto   by   pomyślał,   że   nasza   mała   Kim   jednak   jest 

dorosła.   Wyglądasz   zachwycająco   –   powiedział   i   wziął   ją 
czule za rękę, ale w oczach miał prostacką pożądliwość.

–   Dziękuję.   –   Kim   wyszarpnęła   rękę,   zadowolona,   że 

przed jego dotykiem ochroniła  ją rękawiczka. W  Robercie 
Marshu było coś, co zawsze ją irytowało. A dziś ta irytacja 
jeszcze się wzmocniła.

– Gdzie jest Alexandra? – spytała Tara.
– W damskiej garderobie – odparł Robert, nie spuszczając 

wzroku   z   Kim,   przez   co   czuła   się   jeszcze   bardziej 
niezręcznie.

–   Kim   i   ja   właśnie   się   tam   wybierałyśmy,   więc   jej 

powiem,   gdzie   może   cię   znaleźć.   –   Nie   czekając   na 
odpowiedź Marsha, Tara wzięła Kim pod rękę i odeszła.

–   Taro,   idziemy   w   przeciwnym   kierunku   –   zauważyła 

Kim, ale Tara nie zwolniła.

–   Wiem.   Po   prostu   chciałam   się   od   niego   odczepić. 

Powinnam być dla niego miła, skoro zamierza się ożenić z 
moją   siostrą.   Ale   za   każdym   razem,   gdy   go   widzę,   a   on 
zaczyna   roztaczać   wokół   siebie   swój   „czar”,   słyszę   słowo 

53

background image

„fałsz” i nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła odejść.

Kim doskonale ją rozumiała. Ona też od pierwszej chwili 

go   nie   lubiła.   Miał   taki   sposób   zachowania,   że   dostawała 
gęsiej skórki.

Tara  zatrzymała  się  przy  kolumnie  z  boku sali,  tak  by 

mogły obserwować ludzi, sama nie rzucając się w oczy.

– A co ty myślisz o Marshu? – spytała.
–   Ja...   –   Kim   szukała   zgrabnych   słów,   nie   chcąc 

powiedzieć Tarze prawdy. – Z całą pewnością jest zręcznym 
biznesmenem,   bo   inaczej   nie   pracowałby   w   korporacji 
Connellych.

Tara roześmiała się.
– Zapomniałam o twoich zdolnościach dyplomatycznych. 

Wiem, że stawiam cię w niezręcznej sytuacji, ale naprawdę 
chciałabym usłyszeć prawdę.

– No więc, nie mogę powiedzieć, że go lubię. Ale wydaje 

mi się, że ważna jest jedynie opinia twojej siostry Alexandry. 
Jeżeli   kocha   go   na   tyle,   by   za   niego   wyjść,   najwyraźniej 
widzi w nim coś, czego ty i ja nie zauważamy.

Tara   ze   zmarszczonym   czołem   zastanawiała   się   nad 

słowami Kim.

– Chyba masz rację. Po prostu martwię się, że Alexandra 

popełnia błąd.

– Może i tak. Ale to jej błąd. I żadne przemawianie do 

rozsądku   nie   uchroni   jej   przed   popełnieniem   tego   błędu   – 
dodała Kim. Pamiętała, jak sama usiłowała uchronić swoją 
matkę   przed   rzucaniem   się   na   oślep   w   kolejny   nieudany 

54

background image

romans. Mogła mówić bez końca, a matka i tak robiła swoje.

– Gdzie nabrałaś takiej mądrości?  – spytała Tara. Kim 

wzruszyła ramionami.

– Pewnie musiałam, bo nie mam rodzeństwa, które by się 

o mnie martwiło.

–   Och,   Boże,   rodzeństwo!   Całkiem   zapomniałam. 

Chciałabym   cię   poprosić   o   drobną   przysługę.   Jeżeli   się 
zgodzisz, uchroni mnie to przed wściekłością Justina.

– O co chodzi? – spytała Kim ostrożnie.
– Żebyś to ty kupiła Justina na aukcji.
– Co takiego?!
–   Kim,   musisz   to   dla   mnie   zrobić.   I   dla   Justina.   Za 

kulisami mało nie dostał furii, gdy usłyszał, że Eve Novak tu 
jest i szuka męża numer cztery. A ona na dodatek dała mi do 
zrozumienia,   że   zamierza   złożyć   na   niego   ofertę.   I   teraz 
Justin grozi, że wycofa się z aukcji. Boi się, że ta modliszka 
wszystkich przelicytuje i będzie musiał spędzić z nią wieczór.

Kim dobrze znała reputację Eve Novak. Ale chociaż nie 

życzyła Justinowi takiej randki, niewiele mogła zrobić, by do 
tego nie dopuścić.

– Taro, bardzo żałuję, ale nie widzę, jak mogłabym ci 

pomóc. Może powinnaś porozmawiać z Ashley Powers albo 
z Bethany Barlow. Wiem, że obie zamierzają złożyć oferty na 
Justina.

Tara potrząsnęła głową.
– Żadna nie będzie licytowała aż tak, by zniechęcić Eve. 

A   zdaniem   Tary   mnie   na   to   stać?   pomyślała   Kim   ze 

55

background image

zdziwieniem.

–   Nawet   gdybym   chciała,   nie   mogłabym   wziąć   w   tym 

udziału.   Wiem,   jakie   sumy   wymieniane   są   podczas   takich 
licytacji. A ja... ja po prostu nie jestem aż tak bogata.

– Och, Kim, moja kochana! – W oczach Tary pojawił się 

wyraz prawdziwego żalu. – Przecież nie chodziło mi o to, byś 
wydawała   swoje   pieniądze.   Ja   bym   ci   dała   odpowiednią 
sumę.

– Ty? Więc dlaczego sama...
– Bo jak by to wyglądało, gdybym sobie kupiła randkę z 

własnym bratem?

Gdy Kim jeszcze przetrawiała ten dylemat, Tara wzięła ją 

za rękę, przepraszająco pogłaskała i wręczyła czek.

– To czek kasjerski dla Policyjnego Funduszu Na Rzecz 

Wdów i Sierot. Suma powinna wystarczyć na wylicytowanie 
Justina.

– Taro, nie wydaje mi się...
– Proszę – błagała Tara, gdy Kim usiłowała się wykręcić. 

– Potraktuj to jako przysługę wyświadczoną dla mnie. I dla 
Justina.

Nadal niepewna, Kim spojrzała na czek.
– Piętnaście tysięcy dolarów! – wykrzyknęła.
–   Owszem   –   odparła   Tara   ze   złośliwym   błyskiem   w 

fiołkowych oczach. – Tego chyba nawet Eve nie przebije, 
prawda?

– Ale co będzie, jeżeli wygram? Tara uśmiechnęła się.
–   No   cóż,   oczywiście   będziesz   się   dobrze   bawiła   na 

56

background image

swojej randce z Justinem. Bo coś mi mówi, że on się ucieszy, 
jeśli wygrasz.

– Nie sądzę – powiedziała Kim, ale odwróciła wzrok, by 

Tara  nie  mogła wyczytać  z  jej  oczu prawdy.  – Justin   jest 
moim szefem. On i ja... Tego, o czym myślisz, między nami 
nie ma.

– Na pewno? Bo mnie się wydaje, że tamtego dnia coś 

jednak zauważyłam.

– Mylisz się.
– Kim, przykro mi, ale nie potrafisz dobrze kłamać.
– Coś po mnie widać? – Kim się poddała.
– Widzi to tylko ktoś, kto się zakochał w człowieku nie ze 

swojej sfery.

– Przecież twoja rodzina jest bogata! – wykrzyknęła Kim, 

zanim zdążyła pomyśleć.

–   Ale   Michael   nie   był   bogaty.   I  chociaż   to   ja   miałam 

pieniądze, wcale mi nie było przez to łatwiej.

–   Chyba   nigdy   nie   myślałam   o   tym   w   ten   sposób   – 

szepnęła   Kim,   wiedząc,   że   Tara   mówi   o   swoim   krótkim 
małżeństwie z Michaelem Paige’em. Tara została uznana za 
wdowę dwa lata temu, gdy nie znaleziono ciała jej męża po 
katastrofie   pociągu,   którym   jechał.   –   Przepraszam   – 
powiedziała, dotykając ramienia Tary. – Nawet nie potrafię 
sobie wyobrazić, czym to wszystko dla ciebie było.

Tara wzruszyła ramionami.
– Przynajmniej został mi syn.
– Tak – szepnęła Kim.

57

background image

W tej chwili z sali balowej dobiegło dudnienie bębnów.
–   Wygląda   na   to,   że   aukcja   już   się   zaczyna.   Lepiej 

wracajmy.

Kim była coraz bardziej zdenerwowana.
–   Taro,   jeśli   chodzi   o   aukcję   –   zastrzegła   się   –   złożę 

ofertę, ale na randkę niech Justin idzie z którąś ze swoich 
przyjaciółek.

– Dlaczego?
– Bo sytuacja byłaby bardzo niezręczna. Pracujemy razem 

i on... nie traktuje mnie w ten sposób.

– Skąd możesz to wiedzieć, skoro tak bardzo się starasz, 

by nigdy nie zobaczył, jaka naprawdę jesteś?

58

background image

Rozdział 5

– A więc, proszę pań, mam trzy tysiące osiemset dolarów 

na pana Davida Brightona i kolację dla dwojga w szykownej 
restauracji z dancingiem. Czy słyszę: trzy tysiące dziewięćset 
dolarów? – zachęcała licytatorka stojąca przed podium, na 
którym   niedawno   zaprezentowano   kawalerów   tak,   jak   na 
wystawie   rolniczej   prezentuje   się   byki   kandydujące   do 
medalu.

– Trzy tysiące osiemset pięćdziesiąt – zawołała jakaś ruda 

kobieta,   entuzjastycznie   machając   swoją   tabliczką   z 
numerem.

– Trzy tysiące osiemset pięćdziesiąt dolarów. Czy słyszę 

trzy tysiące dziewięćset dolarów? – Gdy nie było odzewu, 
licytatorka   mimo   wszystko   usiłowała   wydusić   z   tłumu 
więcej. – Śmiało, miłe panie. Pamiętajcie, że to na godny 
wsparcia cel. A pan Brighton proponuje kolację i dancing w 
jednym z nowo otwartych i bardzo modnych nocnych lokali 
Chicago.

–   Niech   będzie   trzy   tysiące   dziewięćset   dolarów   – 

mruknęła   niechętnie   ciemnowłosa   kobieta   i   natychmiast 
rzuciła groźne spojrzenie rudej przy sąsiednim stoliku, która 
już podnosiła swoją tabliczkę. – Sarah Hartley, nie ośmielaj 
się mnie przelicytować!

–   Wcale   nie   zamierzałam   –   żachnęła   się   Sarah, 

zadzierając nos.

59

background image

Licytatorka   zauważyła,   że   wojna   na   oferty   dobiegła 

końca.

– Trzy tysiące dziewięćset dolarów po raz pierwszy. Po 

raz   drugi.   Po   raz   trzeci.   Sprzedane!   –   zawołała,   uderzając 
młotkiem   w   stół.   –   Pani   Candance   Larson   zje   kolację   z 
panem Brightonem w zamian za czek na sumę trzy tysiące 
dziewięćset dolarów.

Ze swojego miejsca za kulisami Justin obserwował, jak 

Brighton idzie na przód sceny, a następny kawaler staje w 
bloku aukcyjnym. Z niechęcią pomyślał, że potem przyjdzie 
już jego kolej. Starał się pamiętać o tym, że cała ta szopka 
zorganizowana   jest   w   szlachetnym   celu   i   stłumił   chęć 
powrotu do biura, gdzie mógłby w spokoju zająć się jakąś 
papierkową robotą.

Wspomnienie biura znów przywiodło mu na myśl Kim. 

Jeszcze jej tu nie widział. Nie siedziała przy stoliku Tary, nie 
zauważył jej też wśród gości. Może jednak zmieniła zdanie i 
nie   przyszła?   Sam   był   zaskoczony   rozczarowaniem,   jakie 
poczuł. Ale to na pewno dlatego, że chciał jej jak najszybciej 
opowiedzieć o zakończeniu sprawy z Schaefferem. W końcu 
Kim pracowała nad tym tak samo ciężko jak on.

Z zamyślenia wyrwało go wołanie licytatorki.
– Panie Connelly, pańska kolej.
– Dziękuję – odparł Justin i, zbierając siły, wyszedł na 

scenę.

–   Ostatnim   kawalerem   na   naszej   dzisiejszej   aukcji   jest 

pan Justin Connelly – zapowiedziała go licytatorka.

60

background image

Justin zdobył się na radosny uśmiech, chociaż oślepiały 

go flesze aparatów fotograficznych, a oklaski i jeden czy dwa 
gwizdy   ogłuszały.   Przystanął   na   chwilę,   by   przyzwyczaić 
wzrok do świateł, a potem ruszył na przód sceny, lustrując 
jednocześnie morze twarzy przed sobą.

– Justin, wiceprezes do spraw marketingu w Korporacji 

Connellych, pochodzi z jednej z najznakomitszych rodzin w 
naszym mieście, jest bratem niedawno koronowanego króla 
Altarii.   Jest   też   wybitną   osobistością   w   świecie   biznesu, 
aktywnym społecznie i towarzysko. Ostatnio został uznany 
za najlepszą partię w Chicago.

Nie zwracając uwagi na kocią muzykę, z jaką przyjęto ten 

mało  elegancki  pean na jego cześć,  Justin wsunął  ręce do 
kieszeni i cofnął się na środek sceny. W tej chwili poczuł 
wielki   szacunek   dla   kobiet   uczestniczących   w   konkursach 
piękności. Wiedział, że wiele z nich zarabia w ten sposób 
pieniądze   na   opłatę   studiów   albo   usiłuje   wejść   do 
showbiznesu. Jak one to wszystko wytrzymują?

– A teraz zobaczmy, jaką randkę proponuje Justin naszym 

oferentkom. – Licytatorka z uśmiechem rozwiązała kokardę 
na   kopercie,   wyjęła   kartkę   z   opisem   randki,   poprawiła 
okulary i rozpromieniła się.

– Proszę pań, radzę wam wyjąć książeczki czekowe. I od 

razu przygotujcie olejki do opalania i kostiumy kąpielowe, bo 
ta, której dopisze szczęście, spędzi dzień, żeglując z Justinem 
po   jeziorze   Geneva   na   jego   łodzi   „Kalipso”.   Tam   też   zje 
lunch, a wieczorem, o zachodzie słońca, będzie piła koktajle. 

61

background image

No więc, kto da tysiąc dolarów?

Zdumiony   tym,   co   zaplanowała   Kim,   Justin   w   duchu 

przysiągł   sobie   słodką   zemstę.   Uwielbiał   żeglować,   ale   z 
powodu   nawału   pracy   nie   był   na   łodzi   od   miesięcy.   Nie 
sądził,   że   Kim   wie   o   jego   pasji.   Jedna   rzecz   była   jednak 
pewna. Nie zamierzał spędzić całego dnia na łodzi z jakąś 
debiutantką, czy, co byłoby jeszcze gorsze, z Eve Novak. Na 
samą   myśl   żołądek   podszedł   mu   do   gardła.   Co,   u   Ucha, 
natchnęło   Kim,   by   mu   coś   takiego   zrobić?   Ale   zaraz 
przyznał,  że to jego wina. Przecież  Kim prosiła, by rzucił 
okiem   na   jej   plan.   Zagubiony   w   myślach,   nawet   nie 
zauważył,   że   licytacja   już   w   pełni   rozgorzała,   dopóki   nie 
usłyszał, jak ktoś oferuje osiem tysięcy.

Osiem tysięcy? Justin zaczął uważnie słuchać.
– Mam osiem tysięcy dolarów od pani Eve Novak. Czy 

słyszę osiem tysięcy pięćset?

– Osiem tysięcy pięćset.
Justin spojrzał na widownię i po lewej zauważył Ashley 

Powers. Usiłował uśmiechnąć się do niej z wdzięcznością. 
Przecież   niedawno   postanowił   kontynuować   z   nią 
romantyczną znajomość.

– Jest osiem tysięcy pięćset. Kto da dziewięć? – spytała 

licytatorka. – Ach, dziewięć tysięcy od tej uroczej pani w tyle 
sali.

Justin   spojrzał   w   tamtą   stronę,   żeby   zobaczyć   twarz 

kobiety   trzymającej   tabliczkę   z   numerem   trzydzieści   trzy. 
Ale tłum mu ją zasłaniał. Zauważył tylko, że to blondynka.

62

background image

– Dziesięć tysięcy – powiedziała Eve.
– Mam dziesięć tysięcy od pani Novak. Czy słyszę...
– Jedenaście tysięcy – zgłosiła Ashley Powers.
– Dwanaście – podbiła Eve.
– Oferta wynosi dwanaście tysięcy. Czy słyszę...
– Piętnaście tysięcy – zawołała blondynka z końca sali..
Justin   zmrużył   oczy   i   popatrzył   w   tamtą   stronę.   Był 

pewny, że zna ten głos. Ale mimo starań nie potrafił go z 
nikim   skojarzyć.   Przez   sekundę   widział   szczupłe   odkryte 
ramiona   i   fragment   czarnej   sukni   bez   ramiączek,   ale   nie 
rozpoznał postaci. A przecież nie mógłby zapomnieć takiej 
kobiety. Jednak...

–   Jest   piętnaście   tysięcy.   Kto   da   więcej?   –   spytała 

licytatorka i spojrzał prosto na Eve.

– Hej, Justinie, czy proponujesz jeszcze coś prócz rejsu i 

podziwiania  zachodu słońca?  – spytał  kpiąco  jeden z jego 
znajomych.

– Po prostu moje towarzystwo, Mick.
Gdy śmiechy ucichły, licytatorka jeszcze raz zawołała:
– Kto da więcej?
Eve Novak pokręciła głową.
– Przykro mi, Justinie – powiedziała, unosząc w toaście 

kieliszek z szampanem – ale żaden rejs nie jest wart takich 
pieniędzy.

–   Najwyraźniej   nie   wszyscy   się   z   tym   zgadzają!   – 

wykrzyknęła   jakaś   kobieta,   a   jej   głos   brzmiał   podejrzanie 
podobnie   do   głosu   Tary.   Publiczność   znów   wybuchnęła 

63

background image

śmiechem.

– A więc dobrze. Piętnaście tysięcy po raz pierwszy. Po 

raz   drugi.   Sprzedane!   –   Licytatorka   uderzyła   młotkiem   w 
stół. – Sprzedane za piętnaście tysięcy dolarów właścicielce 
tabliczki   z   numerem   trzydzieści   trzy.   Na   tym   kończymy 
naszą aukcję kawalerów. Dziękuję paniom za ich hojność. A 
teraz bawcie się dobrze.

Justin   z   ulgą   opuścił   aukcyjny   blok   i   zszedł   ze   sceny, 

żeby   poszukać   tajemniczej   blondynki,   która   zapłaciła   za 
randkę z nim tak wygórowaną cenę. Ale ledwo zdążył przejść 
kilka kroków, drogę zablokowała mu Eve Novak.

–   Justinie   –   wymruczała   jak   kotka.   –   Nie   wyobrażasz 

sobie, jak bardzo jestem rozczarowana. Tak liczyłam na ten 
rejsik   z   tobą.   Ale   nawet   gdy   chodzi   o   dobroczynność, 
piętnaście tysięcy wydaje się bardzo wygórowaną sumą.

– Tak, mnie też to zaskoczyło – odparł Justin, usiłując 

spojrzeć ponad ramieniem Eve tam, gdzie ostatnio widział 
tajemniczą   blondynkę.   Jednak,   ku   jego   rozczarowaniu,   już 
sobie poszła.

– To jakaś twoja nowa przyjaciółka?
–   Kto?   –   spytał   Justin   nieprzytomnie   i   dopiero   w   tej 

chwili uświadomił sobie, jak blisko niego stoi Eve.

–   Ta   chuda   blondynka,   która   właśnie   sobie   wykupiła 

randkę   z   tobą   –   wyjaśniła   Eve   słodko.   Ale   w   jej   oczach 
pojawił się błysk.

Justin wprawdzie nie widział dobrze tamtej kobiety, ale z 

całą pewnością mógł powiedzieć, że chociaż jest szczupła, na 

64

background image

pewno nie jest chuda.

– Nie jestem pewien – odparł tajemniczo. – Mam wiele 

wielbicielek.

–   Naprawdę?   To   interesujące.   –   Eve   przesunęła 

polakierowanym   na   ostrą   czerwień   paznokciem   po   jego 
brodzie.

– Więc może mogłabym cię przekonać, żebyś zabrał mnie 

na swoją łódź, chociaż to nie ja wygrałam licytację.

–  Ależ,  Eve,   jak  by   to  wyglądało,  gdyby  mój  brat   nie 

dotrzymał   słowa   i   zabrał   na   rejs   wszystkie   przegrane 
oferentki,   podczas   gdy   ktoś   zapłacił   tyle   pieniędzy   za   ten 
przywilej?

W   samą   porę.   Justin   najchętniej   ucałowałby   Tarę   za 

nieoczekiwany ratunek.

– Cześć, Taro – przywitała ją Eve serdecznie, ale było 

widać, jaka jest zła, że przerwano jej sam na sam z Justinem.

Panie wdały się w rozmowę, ale Justin ich nie słuchał. 

Lustrował   wzrokiem   salę   balową,   szukając   tajemniczej 
blondynki   wśród   osób,   które   podchodziły   ze   swoimi 
tabliczkami do stołu licytatorki.

– Muszę panie przeprosić – powiedział  w końcu – ale 

właśnie zobaczyłem ojca. Pójdę się z nim przywitać.

I zanim Eve zdążyła go zatrzymać, Justin odwrócił się i 

szybko   poszedł   w   tym   samym   kierunku,   w   którym,   jak 
właśnie zauważył, ruszyła blondynka.

Kim,   razem   z   pozostałymi   triumfatorkami,   czekała   w 

65

background image

kolejce do stolika licytatorki, by uregulować rachunek.

–   Co   za   ekscytujące   zakończenie   aukcji   –   zauważyła 

kobieta stojąca za nią, która przedstawiła się jako Linda.

–   Dla   mnie   też   było   to   ekscytujące   –   odparła   Kim.   I 

mówiła prawdę. Było jednocześnie ekscytujące i niezwykłe. 
Nadal nie mogła uwierzyć, że tak od razu zamknęła licytację, 
wykrzykując piętnaście tysięcy dolarów. Ale była okropnie 
zdenerwowana.   Gdy   seksowna   blondynka   w   czerwonej 
sukience ciągle podnosiła oferty na Justina, a ludzie zaczęli 
przesuwać spojrzenie od jej rywalki do niej i z powrotem, 
zdenerwowała   się   jeszcze   bardziej.   Nie   była   pewna,   czy 
nerwy jej ostatecznie nie zawiodą, jeśli tamta jeszcze kilka 
razy przebije jej ofertę. Drażniło ją też zainteresowanie sali, 
więc po prostu wykrzyknęła swoją końcową sumę w nadziei, 
że na tym się jej rola skończy. I wygrała.

–   Osobiście   –   powiedziała   Linda   zniżając   głos   i 

przysuwając   się   troszkę   bliżej   –   cieszę   się,   że   pobiłaś   tę 
zadzierającą nosa Eve Novak. – Gratuluję.

– Dziękuję – szepnęła Kim.
Zaczęła   się   powoli   uspokajać.   Gdy   dotarła   do   stolika, 

czuła się już całkiem dobrze.

– Proszę, to pokwitowanie – powiedziała licytatorka. – 

Życzę pani miłej randki.

– Dziękuję – odparła  Kim. Odwróciła się, by odejść i, 

niestety, wpadła prosto na Roberta Marsha.

– No, no, sprawiasz dziś same niespodzianki – zauważył 

Marsh.

66

background image

Całe zadowolenie, jakie odczuwała, nagle się ulotniło.
– Przepraszam.
Chciała go wyminąć, ale Marsh zagrodził jej drogę.
– Chciałem tylko ci pogratulować. Odegrałaś wspaniałe 

przedstawienie podczas licytacji. Justin musi bardzo dobrze 
ci płacić, skoro stać cię było na taką ofertę za randkę z nim. 
Albo może traktujesz to jako inwestycję?

– Co to miało znaczyć? – spytała Kim ostro.
Marsh   wzruszył   ramionami   i   obdarzył   ją   uśmiechem, 

który jej jednak nie uspokoił.

– Po prostu dotąd nie myślałem nawet, że za wszelką cenę 

pragniesz złapać swojego szefa w sidła.

– Nie mam takich zamiarów – poinformowała go Kim ze 

złością.

– Mam nadzieję, bo, szczerze mówiąc, nie jesteś w typie 

Justina.   On,   owszem,   lubi   blondynki,   ale   woli,   by   w   ich 
żyłach płynęła błękitna krew.

– Do czego ty właściwie zmierzasz? 
Marsh znów się uśmiechnął.
– Och, próbuję zachować się po przyjacielsku i podzielić 

się   z   tobą   moimi   doświadczeniami   w   stosunkach   z 
Connellymi.   Chodzi   mi   o   to,   że   niełatwo   dopuszczają   do 
siebie ludzi nienależących do ich kręgu. A ty i ja...

Kim cofnęła się, zanim mógł dokończyć swoją myśl.
– Bardzo ci dziękuję, ale obawiam się, że odniosłeś mylne 

wrażenie. Wzięłam udział w tej aukcji na prośbę przyjaciółki. 
Tylko tyle. A teraz  przepraszam, ale zobaczyłam kogoś, z 

67

background image

kim chciałam porozmawiać. – I zanim Marsh się zorientował, 
Kim wyminęła go i odeszła. Poszukała wzrokiem Tary, która 
właśnie   szła   na   parkiet   z   jakimś   starszym   dżentelmenem. 
Podbiegła   do   nich,   chociaż   wiedziała,   że   nie   jest   to 
odpowiednia chwila.

– Przepraszam pana – powiedziała, nie zwracając uwagi 

na   jego   zdziwienie.   –   Taro,   chciałam   ci   tylko   jeszcze   raz 
podziękować za zaproszenie.

– To ja powinnam ci dziękować – odparła Tara, chociaż 

najwyraźniej nie rozumiała, czemu Kim jest taka wzburzona. 
– I cieszę się, że jednak postanowiłaś przyjść.

–   Doskonale   się   bawiłam,   ale   już   muszę   iść,   więc 

chciałam się pożegnać.

– Ale bal dopiero się zaczyna i...
– Wiem. Mimo to muszę już iść.
–   Proszę   nie   odchodzić   –   powiedział   z   tyłu   jakiś 

mężczyzna. Rozpoznała ten głos i serce zaczęło jej walić jak 
oszalałe.   –   Nie   może   mnie   pani   opuścić,   skoro   właśnie 
znalazłem tajemniczą damę, która wygrała licytację.

Nie widząc możliwości ucieczki, Kim głęboko odetchnęła 

i odwróciła się.

– Przykro mi, że muszę cię rozczarować, ale nie jestem 

żadną tajemniczą damą.

– Kim!
–   Niestety.   –   Na   widok   szoku,   jaki   odmalował   się   na 

twarzy Justina, poczuła, jak serce jej zamiera. – Przepraszam 
cię. Myślałam, że mnie rozpoznałeś.

68

background image

– Myślałem... to znaczy, wydawałaś mi się znajoma. Ale 

w tym świetle, te rozpuszczone włosy zupełnie nie kojarzyły 
mi się z tobą.

Czując się winna, Kim odsunęła pasmo opadające jej na 

ramię.

– Powinnam była je spiąć.
–   Nie   –   odparł   z   naciskiem,   ku   zdumieniu   Kim.   – 

Podobają mi się. Wyglądasz cudownie.

– Przykro mi, że przerywam tak interesującą rozmowę – 

wtrąciła   się   Tara,   chociaż   po   jej   minie   było   widać,   że   w 
najmniejszym stopniu nie jest jej przykro. – Może tego nie 
zauważyliście, ale stoimy pośrodku parkietu i przeszkadzamy 
ludziom tańczyć.

– Rzeczywiście – stwierdził Justin i odsunął Kim z drogi 

jakiejś pary, której przeszkadzali w tańcu.

–   Dziękuję   –   szepnęła   Kim,   łapiąc   jednocześnie 

spojrzenie Tary: „A nie mówiłam?”.

Partner Tary poprosił ją do tańca.
–   Oczywiście   –   odparła.   Ale   zanim   odeszła,   spojrzała 

jeszcze bratu w oczy. – Jeżeli potrafisz jednocześnie tańczyć 
i rozmawiać, proponuję, byś poprosił Kim do tańca.

– Jesteś nieznośna! – parsknął Justin, ale w jego głosie 

brzmiała czułość.

Tara uśmiechnęła się do niego złośliwie.
–   Och,   nie   musisz   mi   dziękować   teraz.   Później   mi 

powiesz, jaka jestem wspaniała.

– Za co dziękować? – spytał Justin, gdy Tara odeszła ze 

69

background image

swoim partnerem.

– Za to, że kupiłam randkę z tobą – wyjaśniła Kim.
– To sprawka Tary? Kim skinęła głową.
–   Może   lepiej   chodźmy   tam,   gdzie   będziemy   mogli 

porozmawiać – zaproponował. Wziął z tacy przechodzącego 
obok kelnera dwie lampki wina i poszli w spokojny kąt. Kim 
wyjaśniła mu, jak to Tara ją poprosiła o wzięcie udziału w 
licytacji.

– Tara uważała – zakończyła – że będziesz  wolał sam 

sobie wybrać partnerkę na randkę niż zdać się na los. Tak 
więc, na jej prośbę, wzięłam udział w licytacji.

– W poniedziałek przypomnij mi, żebym jej posłał bukiet 

kwiatów.

– Więc nie jesteś zły?
– Pewnie, że nie. Jednak w chwili, gdy się zorientowałem, 

że zamiast kolacji i teatru zaplanowałaś cały dzień na łodzi, 
miałem ochotę na słodką zemstę. A już zwłaszcza wtedy, gdy 
sobie uświadomiłem, że mógłbym ten dzień spędzić z Eve 
Novak.

– A teraz?
– Teraz nie mogę się już doczekać, kiedy wypłyniemy. 

Ale jedna rzecz mnie zastanawia.

– Co takiego?
– Skąd wiedziałaś, że żeglowanie to moja pasja?
– Och, to było łatwe. W twoim gabinecie jest zdjęcie z 

przyjaciółmi na żaglówce. A gdy twoja matka była w biurze 
jakiś   miesiąc   temu,   skarżyła   się,   że   za   dużo   pracujesz. 

70

background image

Wspomniała, że nawet nie masz czasu, by popływać łodzią.

–   I   oczywiście   ty   to   zapamiętałaś   –   powiedział   z 

uśmiechem, od którego cała stopniała.

– Tak. – Ciekawe, co by pomyślał, gdyby wiedział, że 

pamiętała wszystko, co go dotyczyło. Sposób, w jaki jego 
włosy kręciły się na karku, albo jak w zamyśleniu bawi się 
piórem   i   chodzi   po   pokoju,   gdy   próbuje   rozwiązać   jakiś 
problem. I to, że zawsze odkłada na bok pikle z kanapek i 
potem zjada je osobno, jak największy przysmak.

– Wobec tego Korporacja Connellych ma szczęście, że 

nie jesteś przemysłowym szpiegiem, bo znałabyś wszystkie 
nasze sekrety.

– Tym nie musisz się martwić. Kocham moją pracę. – I 

ciebie, dodała w duchu.

–   Korporacja   naprawdę   ma   szczęście,   że   dla   niej 

pracujesz   –   powtórzył.   –   Już   o   moim   szczęściu   nie 
wspominając   –   dodał   z   uśmiechem.   –   I   jeszcze   raz   ci 
dziękuję, że dziś przybyłaś mi na ratunek.

–   Nie   ma   za   co.   –   Kim   wyjęła   z   torebki   kopertę   z 

certyfikatem upoważniającym okaziciela do rejsu z Justinem 
i mu ją podała. – Proszę. I życzę ci miłego dnia.

Justin nie wziął koperty, za to spojrzał na Kim z, jak jej 

się wydawało, pewnym rozczarowaniem.

– Nie chcesz ze mną popłynąć?
Serce Kim przyspieszyło. Popatrzyła w bok, bojąc się, że 

Justin mógłby za wiele wyczytać z jej oczu.

– No, myślę... To znaczy... że zaprosisz kogoś innego, 

71

background image

może Ashley Powers – powiedziała w końcu, przypominając 
sobie, że prosił ją, by zarezerwowała im stolik w restauracji. 
– No, wiesz, kogoś, w czyim towarzystwie lubisz przebywać.

Justin   uniósł   palcem   jej   brodę,   a   serce   Kim   zabiło 

gwałtowniej, gdy zobaczyła ciepły wyraz jego piwnych oczu.

– Kim, ja lubię być w twoim towarzystwie i nawet nie 

chcę myśleć, że mógłbym wypłynąć z kimś innym. Ale jeżeli 
ty byś tak wolała...

– Nie! Bardzo chciałabym z tobą popłynąć! – zawołała 

Kim, zanim zdążyła się zastanowić.

– A więc postanowione. Mamy randkę na jachcie.
– Jesteś całkowicie pewny...
– Czy od czasu, kiedy razem pracujemy, widziałaś kiedyś, 

żebym nie był pewny, czego chcę?

– Nie – przyznała. To była jedna z tych rzeczy, które w 

nim   podziwiała.   Nigdy   się   nie   wahał   przy   podejmowaniu 
decyzji.

– Wprost nie mogę się już doczekać, żeby znaleźć się na 

wodzie – kontynuował Justin. – Co powiesz na jutro?

– Jutro?
Justin się skrzywił.
– Masz już jakieś plany, prawda? Powinienem był o tym 

pomyśleć. Dobrze, ustalmy jakiś inny dzień.

–   Nie   mam   żadnych   planów   –   powiedziała   szybko.   – 

Tylko wydawało mi się, że skoro wyjeżdżałeś z miasta, jutro 
pójdziesz do pracy.

– Praca może zaczekać do poniedziałku.

72

background image

– No, tak, ale...
– A więc jesteśmy umówieni. Jutro wypływamy. Tak?
– Tak – odparła zachwycona.
– A teraz, skoro ta noc dopiero się zaczyna, co powiesz na 

skorzystanie   z   parkietu?   –   Wyciągnął   do   niej   ręce.   – 
Zatańczymy?

–   Nie   tańczę   najlepiej   –   sumitowała   się.   Nagle 

pożałowała,   że   nie   chodziła   na   kursy   tańca,   na   które 
uczęszczały wszystkie panienki z towarzystwa.

– Nie wierzę – roześmiał się Justin. Wziął ją za rękę i 

poprowadził   na   parkiet.   –   Jeszcze   nigdy   się   nie   zdarzyło, 
żebyś czegoś nie potrafiła zrobić.

Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Justin nagle ją objął. 

Byli tak blisko siebie, że czuła ciepło jego ciała, dotyk ręki na 
swoich plecach, uścisk jego drugiej dłoni na swojej. Czuła 
zapach lasu i świeżego powietrza, jaki zawsze go otaczał. I 
widziała iskierki w jego oczach, gdy na nią patrzył.

– Odpręż się i słuchaj muzyki – szepnął.
Ale gdy zaczęli poruszać się w takt piosenki, nie mogła 

się odprężyć. I nawet muzyki dobrze nie słyszała, bo uszy 
wypełniał jej huk szaleńczo bijącego serca.

Gdy utwór się skończył i Justin przyciągnął ją do siebie, 

poczuła się, jakby świat wokół nich przestał istnieć i zostali 
tylko we dwoje.

– Kim – wyszeptał jej imię.
Jego   oczy   lśniły   pożądaniem.   Wiedziała,   co   się   zaraz 

stanie. Zaczął pochylać głowę...

73

background image

– Justin, chłopie, wszędzie cię szukałem.
Kim   wzdrygnęła   się,   słysząc   głos   Roberta   Marsha. 

Instynktownie   odstąpiła   o   krok,   wysuwając   się   z   ramion 
Justina, i skrzyżowała ręce na piersi.

– Marsh – Justin uprzejmie powitał przyszłego szwagra.
– Chciałem się dowiedzieć, jak ci poszło z Schaefferem.
– Bardzo dobrze.
– A czy on....
– Porozmawiamy o tym w poniedziałek – uciął Justin. – 

A   teraz,   jeśli   zechcesz   nam   wybaczyć,   chciałbym 
pogratulować Jennifer tak udanej imprezy.

– Cieszę się, że w Nowym Jorku załatwiłeś wszystko po 

swojej myśli – powiedziała Kim. – Byłam tak podniecona 
aukcją, że wcześniej zapominałam o to spytać.

Uśmiechnął się, a serce Kim stopniało.
– Nie tylko ty o tym zapomniałaś. Tak bardzo chciałem ci 

wszystko   opowiedzieć,   ale   dziś   wieczorem   sprawy 
zawodowe wyleciały mi z głowy.

Kim   próbowała   nie   dopowiadać   sobie   niczego   w   tych 

słowach, nie było to jednak łatwe.

–   No,   dobrze.   Opowiesz   mi   w   poniedziałek.   Orkiestra 

znów grała, tym razem wolną, zmysłową melodię.

– Zatańczymy? Kim zawahała się.
– Chyba powinnam już iść.
–   Dlaczego?   –   spytał,   muskając   jej   policzek   grzbietem 

dłoni. – Zostań.

I została.

74

background image

A   gdy   potem   Justin   nalegał,   że   odwiezie   ją   do   domu, 

musiała się uszczypnąć, by stwierdzić, że nie śni. Jechali tą 
samą limuzyną, która ją przywiozła na aukcję. Zagubiona w 
myślach   nie   spostrzegła,   że   samochód   stanął.   Kierowca 
otworzył drzwi.

– Zaraz wracam – powiedział mu Justin.
– Justinie, nie musisz mnie odprowadzać. Spojrzał na nią 

z wyrzutem.

– I miałbym potem wysłuchiwać kazania od matki za to, 

że nie odprowadziłem kobiety aż do drzwi jej mieszkania? Za 
nic bym tego nie zaryzykował.

– Twoja matka się o tym nie dowie, chyba że sam jej 

powiesz.

– Może kiedyś...
– To tu – przerwała Kim i wskazała drzwi. Justin wziął od 

niej klucze, otworzył zamek.

– Cudownie spędziłem dzisiejszy wieczór – powiedział.
– Ja też – szepnęła Kim, marząc, by ta noc nigdy się nie 

skończyła. – No więc do zobaczenia jutro rano.

– Kim, nie zapomniałaś o czymś?
Kim zmarszczyła brwi, spojrzała na Justina. A potem na 

klucze w jego wyciągniętej ręce.

– Och – mruknęła, czując się jak idiotka.
Justin zacisnął palce wokół jej ręki i przyciągnął ją do 

siebie.

–   Nie   mówiłem   o   kluczach.   Mówiłem   o   tym.   – 

Przyciągnął ją jeszcze bliżej i dotknął ustami jej ust.

75

background image

Z   początku   były   to   tylko   delikatne   muśnięcia   jakby 

próbował i namawiał. I ta delikatność ją rozbroiła. Poczuła 
dreszcze.

Drugą ręką Justin przycisnął ją do siebie. Już myślała, że 

umrze, jeżeli zaraz, natychmiast nie będzie się z nią kochał, 
ale Justin się odsunął.

–   Justinie?   –   Spojrzała   na   niego.   Twarz   miał 

rozgorączkowaną.

– Do zobaczenia jutro. Może być o dziewiątej?
– Doskonale.
Zbiegł   ze   schodów,   zanim   zdążyła   go   spytać,   co 

właściwie się stało.

76

background image

Rozdział 6

No więc oboje wypili trochę za dużo wina i pocałował ją. 

To nic takiego, tłumaczył sobie Justin następnego dnia rano, 
jadąc po Kim. W takich okolicznościach pocałowanie jej na 
dobranoc było całkiem naturalne. Podobnie jak chwila, gdy 
trzymał Kim w ramionach i czuł smak jej ust. Tak to nim 
wstrząsnęło, że całą noc nie zmrużył oka.

W końcu jest zdrowym mężczyzną, a z braku czasu na 

udzielanie   się   w   towarzystwie   od   dłuższego   już   czasu 
zachowywał wstrzemięźliwość. Poza tym Kim w tej sukience 
i   na   niebotycznie   wysokich   obcasach,   z   kaskadą   jasnych 
włosów opadających na plecy, skusiłby nawet świętego.

A Justin nigdy nie twierdził, że jest święty.
Uważał   się   jednak   za   uczciwego   mężczyznę.   I   dlatego 

uciekł, by nie ulec instynktowi, który pchał go do spędzenia z 
nią dzikiej, namiętnej nocy.

Kim   jest   jego   asystentką   i   przyjaciółką,   mówił   sobie, 

wjeżdżając na jej ulicę. Podczas dzisiejszego rejsu postara się 
przywrócić te relacje  i od nowa określić granice.  Zdusi w 
sobie każdą lubieżną myśl na jej temat.

Powziąwszy to postanowienie, podjechał przed dom Kim, 

wyskoczy! z samochodu i pobiegł po schodach na jej piętro. 
Zapukał do drzwi, a Kim otworzyła niemal natychmiast.

–   Dzień   dobry   –   powiedziała   z   takim   uśmiechem,   że 

zrobiło mu się słabo. Mógł tylko stać i patrzeć na nią.

77

background image

Spojrzała na siebie, a potem na niego.
– Jestem niewłaściwie ubrana? – spytała, a jej uśmiech 

zaczął blednąc.

– Ach, nie! Wyglądasz idealnie.
Wyglądała nawet lepiej niż idealnie. Koszulka w biało-

granatowe paski podkreślała zaokrąglenia figury. Dobrze je 
pamiętał   od   wczorajszego   wieczoru,   chociaż   starał   się 
zapomnieć.   Białe   szorty   odkrywały   długie,   smukłe   nogi, 
które dotąd mógł tylko sobie wyobrażać, gdyż w pracy Kim 
chodziła w służbowej garsonce.

– Na pewno wszystko w porządku? – spytała.
–   Na   pewno.   Jesteś   gotowa   na   pierwszą   lekcję 

żeglowania?

–   Tak   –   odparła   z   radosnym  uśmiechem   i   sięgnęła   po 

torbę stojącą przy drzwiach.

– Ja to wezmę – zaofiarował się. Odbierając torbę, musnął 

jej dłoń. Nawet przy tak niewinnym dotknięciu przeszyła go 
elektryczna   iskra.   A   sądząc   po   tym,   jak   jej   niebieskawo-
zielone oczy się rozszerzyły, nie tylko on ją odczuł..

–  Na  pewno  nie  mogę  ci   w  niczym   pomóc?  –  spytała 

Kim.

–   Nie   obawiaj   się,   jeszcze   sobie   zapracujesz   na   lunch, 

żeglarzu. Ale musisz poczekać, aż wypłyniemy z portu.

– Dobrze, zaczekam – powiedziała, a jej twarz opromienił 

uśmiech.   Potem   odwróciła   się   i   zaczęła   się   wpatrywać   w 
wodną przestrzeń przed sobą.

Starając  się nie zwracać uwagi na jej długie nogi, lecz 

78

background image

porządnie   manewrować,   Justin   wyprowadził   łódź   poza 
ostatni zakręt.

– Gotowa do pierwszej lekcji?
– Tak jest, kapitanie – odparła Kim, wdzięcznie salutując. 

– Co mam robić?

– Może posterujesz, a ja w tym czasie podniosę żagle?
– Chcesz, żebym prowadziła łódź?
– Chcę tylko, żebyś utrzymała ją w kursie, podczas gdy ja 

będę podnosił kliwer i grot. – Po krótkim wyjaśnieniu co to 
oznacza, podczas którego robił, co mógł, żeby nie zwracać 
uwagi na jej jedwabistą skórę i włosy pachnące jabłkami i 
słońcem, spytał: – Wszystko jasne?

–   Chyba   tak.   Ale   obiecaj,   że   pokażesz   mi   także,   jak 

manewrować żaglami, dobrze?

– Obiecuję.
Dwie   godziny   później,   gdy   zakotwiczyli   łódź   w 

spokojnym miejscu na jeziorze, Wyjaśnił jej różnicę między 
grotem a kliwrem, a potem usiedli do lunchu.

– W jakim wieku zacząłeś żeglować? – spytała Kim.
–   Chyba   jednocześnie   z   raczkowaniem.   Wtedy   ojciec 

zaczął zabierać mnie ze sobą. Gdy byłem dzieckiem, rodzina 
spędzała mnóstwo czasu w naszej posiadłości nad jeziorem. 
Ojciec   lubił   wypływać   na   wodę   o   brzasku,   gdy   słońce 
dopiero wschodziło. A ja zawsze byłem rannym ptaszkiem i 
o tej porze już nie spałem, więc zabierał mnie na łódź.

– Na pewno cieszył się, że jesteś z nim.
– Może czasami  – zgodził się Justin, bo uważał, że to 

79

background image

poranne wspólne żeglowanie stworzyło między nim a ojcem 
jakieś wyjątkowe więzy. – Ojciec twierdził, że jezioro jest 
doskonałym   miejscem   dla   mężczyzny,   gdy   musi   coś 
przemyśleć albo gdy życie bywa trudne. Mówił, że gdy jest 
na wodzie, łatwiej mu pamiętać, że w życiu są ważniejsze 
sprawy niż tylko zarabianie pieniędzy i budowanie firmy.

–   Teraz   rozumiem,   czemu   twój   ojciec   odniósł   takie 

sukcesy. To bardzo mądry człowiek.

– Tak. To prawda. – Myśląc o tych spokojnych porankach 

z ojcem, i o tym, jak ciężko sam pracował w ciągu ostatniego 
pół   roku,   Justin   uświadomił   sobie,   że   jemu   tej   mądrości 
brakuje.

– A dlaczego nazwałeś swoją łódź „Kalipso”? – spytała 

Kim.

Justin uśmiechnął się i otrząsnął z zamyślenia.
– To imię morskiej nimfy.
– Tej, która przez siedem lat więziła wracającego z Troi 

Odyseusza na swojej wyspie Ogygia?

– Tak, tej samej. – Justinowi zaimponowała wiedza Kim. 

–   W   chwili,   gdy   ją   zobaczyłem,   poddałem   się   urokowi   i 
wiedziałem, że muszę ją mieć. Nawet nie targowałem się o 
cenę. Po prostu wypisałem czek.

– I, jak widzę, nie żałujesz.
– Nie. A przynajmniej nie tego, że ją kupiłem. Jednak 

żałuję,   że   tak   długo   nią   nie   pływałem   i   gdyby   nie   moja 
asystentka, która zaplanowała właśnie taką randkę na aukcję 
kawalerów, pewnie i dziś bym nie popłynął. Kim rzuciła mu 

80

background image

ironiczny uśmiech.

–   My,   mądre   asystentki,   robimy   wszystko,   co   tylko   w 

naszej   mocy,   by   uchronić   szefów   od   zapracowania   się   na 
śmierć.

– Naprawdę było aż tak źle?
– Jeszcze gorzej – roześmiała się.
– Powinnaś robić to częściej – powiedział Justin.
– Co? Organizować ci randki na łodzi?
– Bardzo śmieszne! – parsknął. – Chodziło mi o to, że 

powinnaś   się   częściej   śmiać.   Kim,   twój   śmiech   brzmi   tak 
pięknie.

– Dziękuję – szepnęła, spuszczając wzrok. Justin uniósł 

jej brodę.

– Nie chciałem wprawiać cię w zażenowanie.
– Nic się nie stało – westchnęła. – Po prostu chyba nie 

jestem przyzwyczajona do tego wszystkiego.

–   Do   czego?   Do   komplementów   czy   do   śmiechu? 

Wykrzywiła się do niego.

– Wiesz, że nie o to mi chodziło.
–   Nie?   Wobec   tego   pewnie   mówisz   o   żeglowaniu. 

Poczekaj,   już   pamiętam.   Chyba   coś   mówiłaś,   że   jesteś 
lądowym szczurem? – droczył się z nią.

–   Mówiłam,   że   uwielbiam   wodę,   ale   że   dziś   po   raz 

pierwszy w życiu jestem na żaglówce.

– Więc do czego właściwie nie jesteś przyzwyczajona? 

Bo   nie   uwierzę,   jeśli   mi   powiesz,   że   do   tej   pory   żaden 
mężczyzna ci nie powiedział, jaka jesteś piękna.

81

background image

– Bo nie mówił – szepnęła tak cicho, że Justin nie był 

pewny, czy usłyszał słowa, czy też odczytał je z mchu jej ust.

– Wobec tego mężczyźni w Chicago muszą być ślepi albo 

niemi,   albo   i   to,   i   to,   bo   jesteś   przepiękna,   Kim. 
Niewiarygodnie piękna – powiedział i, nie mogąc się dłużej 
powstrzymać, nieoczekiwanie dla Kim pocałował ją.

Nie spieszył się. Wsunął palce we włosy Kim i poznawał 

jej usta. Rozpalało się w nim pożądanie, żyły wypełniły się 
ogniem, marzył tylko o tym, by zatracić się w jej ciele.

Kim   wbiła   palce   w   jego   ramiona,   drapnięcie   długimi 

paznokciami   jeszcze   bardziej   podsyciło   w   nim   ogień.   Ale 
Justin trzymał się i nie pozwalał sobie na utratę opanowania. 
Chciał, by to Kim podjęła decyzję.

– Justinie – westchnęła.
Gdy rozchyliła usta, jego postanowienie zaczęło słabnąć. 

Kim   smakowała   winogronami   i   lemoniadą.   Słońcem   i 
słodyczą. Była jednocześnie niewinna i uwodzicielska. Była 
wszystkim,   czego   pragnął   i   potrzebował   na   tym   świecie. 
Nagle zapomniał, że są na środku jeziora, że jest dzień i że 
świeci   słońce.   Że   ktoś   ich   może   zobaczyć.   Zapomniał   o 
wszystkim   oprócz   pragnienia   tej   kobiety,   którą   trzymał   w 
ramionach. Przesunął ręce do jej piersi.

Kim oderwała usta i pozwoliła się pieścić.
– Justinie, ja... – sapnęła.
Nagle w jej szept wdarł się klakson jakiejś łodzi. Justin 

momentalnie   zasłonił   sobą   Kim  i  spojrzał   w  tamtą  stronę. 
Spiorunował   wzrokiem   pasażerów   przepływającej   obok 

82

background image

zagłówki, którzy machali do nich rękami. „Kalipso” uniosła 
się na wznieconej przez tamtych fali.

Gdy spojrzał znów na Kim, jej policzki płonęły.
– W porządku? – spytał.
– Tak.
Podążając   za   wzrokiem   Justina,   Kim   założyła   ręce   na 

piersi.

– Przepraszam – powiedział.
– Nie ma za co – mruknęła. Wstała i zaczęła sprzątać po 

lunchu.

– Pomogę ci – zaproponował.
–   Nie   trzeba   –   odparła,   nie   patrząc   nie   na   niego.   – 

Przedtem wspominałeś, że chciałbyś popływać. Może teraz 
się wykąpiesz, a ja skończę sprzątanie?

Justin chwilę się wahał. Widział, że Kim jest wzburzona. 

Ale nie był pewien, czy z powodu tego, co niemal się między 
nimi zdarzyło, czy dlatego, że naraził ją na kpiny tych ludzi z 
przepływającej łodzi. Niepewny, co zrobić albo powiedzieć, 
uznał, że skok do jeziora to w końcu nie taki zły pomysł.

Kąpiel   okazała   się   tak   samo   skuteczna   jak   zimny 

prysznic, stwierdziła Kim godzinę później, gdy już przebrała 
się z kostiumu w szorty i bluzeczkę, i dołączyła do Justina 
odpoczywającego na pokładzie.

Gdy   sobie   przypominała,   jak   niewiele   brakowało,   by 

zaczęła błagać Justina, żeby się z nią kochał, nie wiedziała, 
czy przeklinać, czy też błogosławić tamtych ludzi na łodzi za 

83

background image

to, że im przerwali.

Już   nie   miała   wątpliwości,   czy   Justin   jej   pragnął. 

Widziała to w jego oczach. Ale teraz, patrząc, jak spokojnie 
stoi za kołem sterowym, niemal uwierzyła, że przedtem tylko 
sobie wyobraziła te namiętne pocałunki.

– Wiatr się wzmaga – powiedział nagle Justin. – Co ty na 

to,   byśmy   podnieśli   żagle,   a   ja   ci   pokażę,   jak   płynąć   z 
wiatrem?

–  To  było  absolutnie   niewiarygodne   –  stwierdziła  Kim 

kilka   godzin  później,   pomagając   Justinowi   zrzucać   grot.   – 
Wydawało mi się, że fruwam.

– Bo naprawdę fruwałaś. Frunęłaś po wodzie.
– Teraz rozumiem,  dlaczego tak to kochasz. Natomiast 

nie mogę zrozumieć, czemu od dawna nie wypływałeś.

–   Sam   się   nad   tym   zastanawiam   –   powiedział   Justin, 

patrząc z niepokojem w niebo.

Poszła wzrokiem za jego spojrzeniem. Słońce skłaniało 

się już ku zachodowi. Z żalem pomyślała, że ten cudowny 
dzień się kończy.

– Chyba zbiera się na burzę. I to gwałtowną – oznajmił 

Justin.

–   Przecież   nic   nam   się   nie   stanie.   Już   płyniemy   do 

przystani, a te czarne chmury są jeszcze bardzo daleko.

– Ale napływają szybciej niż bym chciał. Możesz przez 

chwilę potrzymać ster? Włączę silnik. Nie chciałbym, żeby 
podczas twojej pierwszej wyprawy złapała nas burza.

Kim podeszła do steru i prowadziła „Kalipso” prostym 

84

background image

kursem,   podczas   gdy   Justin   zajął   się   żaglem.   Ale   mimo 
zrzuconych żagli, coraz silniejszy wiatr pchał łódź do przodu.

Justin dołączył do Kim. Gdy chciała oddać mu ster, tylko 

objął ją ramieniem i przytulił.

– Co ty na to, byśmy uciekli przed burzą?
Kim   spojrzała   na   szybko   ciemniejące   niebo.   Brzydkie 

czarne   chmury   były   teraz   o   wiele   bliżej   niż   jeszcze   kilka 
minut temu.

– Myślisz, że nam się uda?
–   Zobaczymy.   –   Otworzył   przepustnicę   i   „Kalipso” 

skoczyła do przodu. Całą mocą silnika spieszyli do przystani. 
Za plecami mieli wichurę i grzmoty.

Kwadrans później, gdy Justin wprowadzał jacht na jego 

miejsce   w   porcie,   spadły   pierwsze   grube   krople   deszczu. 
Zrobiło   się   ciemno,   a   przystań,   tak   zaludniona   rano,   teraz 
przypominała pustkowie.

Justin  zacumował, dwa  razy  sprawdził  węzły  i pomógł 

Kim wysiąść.

– Pobiegniemy do samochodu? – spytał, biorąc od niej 

torbę.

– Jasne! – zawołała, przekrzykując wiatr.
Gdy znaleźli się przy dżipie, jedynym samochodzie, który 

jeszcze stał na parkingu, oboje byli przemoczeni do suchej 
nitki.

– W porządku? – spytał Justin.
– Jestem troszkę mokra.
–   Pewnie   nie   zależy   ci   na   wytarciu   się   mokrym 

85

background image

ręcznikiem – zaśmiał się. Gdy biegli, upuścił torbę prosto w 
kałużę.

– Dziękuję. Chyba wolę się bez tego obejść.
–   Do   Chicago   mamy   półtorej   godziny   jazdy.   Może 

wolałabyś zatrzymać się w moim domku i przebrać w coś 
suchego? Siostry zawsze coś zostawiają albo u mnie albo w 
głównym domu. Jestem pewny, że ani Tara, ani Alexandra 
nie będą miały nic przeciwko temu, że pożyczysz sobie od 
nich jakieś ubranie.

Ta   propozycja   była   bardzo   kusząca.   I   nie   dlatego,   że 

oznaczała   suche   ubranie,   lecz   dlatego,   że   Kim   bardzo   nie 
chciała, by ten dzień już się skończył. Jednak, mimo że na 
łodzi   Justin   całował   ją   tak   namiętnie,   a   przez   resztę   dnia 
patrzył na nią głodnym wzrokiem, ani razu już nie próbował 
jej pocałować.

–   Wracajmy   do   miasta.   Wyschnę   po   drodze   – 

zdecydowała.

–   Jak   chcesz   –   powiedział   Justin   z   rozczarowaniem. 

Wyczuwając je, Kim pozwoliła sobie na radość, bo może on 
też nie chciał się jeszcze z nią rozstawać.

Zagubiona   w   myślach,   zauważyła,   że   coś   jest   nie   w 

porządku, dopiero gdy Justin zjechał na pobocze.

– Muszę sprawdzić wycieraczki – powiedział i wysiadł. 

Gdy   wrócił,   woda   spływała   mu   strumieniami   z   głowy,   a 
czoło miał zmarszczone.

– Co się stało? – spytała.
–  Wycieraczki   nie   działają.   –  Chcąc   jej  to   udowodnić, 

86

background image

włączył   je,   a   wtedy   ta   przed   miejscem   kierowcy   zaczęła 
przesuwać się w ślimaczym tempie, a druga zatrzymała się 
pośrodku szyby. – Nie mogę bez nich prowadzić w takim 
deszczu.

– Więc co zrobimy? – spytała Kim, zagryzając usta.
–   Możemy   przeczekać   burzę   w   samochodzie,   a   potem 

spróbuję znaleźć jakiś warsztat.

–   Uważasz,   że   tak   będzie   najlepiej?   –   spytała   i   w   tej 

chwili   niemal   podskoczyła,   bo   niebo   przecięła   ogromna 
błyskawica. Sekundę później zadudnił grzmot i Kim znów się 
wzdrygnęła.

Justin przez chwilę nic nie mówił. Wpatrywał się tylko w 

noc,   a   potem   przeniósł   wzrok   na   Kim.   Ich   spojrzenia   się 
spotkały.

– Nie. Tu może być niebezpiecznie – stwierdził.
– Więc co proponujesz?
–   Żebyśmy   jednak   pojechali   do   mojego   domku   i   tam 

przeczekali burzę.

Serce Kim zabiło gwałtowniej. Justin, patrząc jej w oczy, 

czekał na decyzję. I napięcie, które nie opuszczało ich przez 
cały dzień, stało się niemal namacalne.

– Więc jedźmy do ciebie – powiedziała.

Do domku Justina mieli tylko kilka minut jazdy. Był to 

niewielki   bungalow,   wybudowany   na   długim   odcinku 
nabrzeża należącego do Connellych. Na posiadłość składały 
się stajnie, kilka domków i główny rodzinny dom, prawdziwy 

87

background image

klejnot   architektury,   dzieło   Franka   Lloyda   Wrighta.   Kim 
widziała zdjęcia tej posiadłości w wielu magazynach. Teraz, 
nawet mimo deszczu, też wyglądała pięknie. Wyskoczyli z 
samochodu i popędzili do domu.

–   Cholera   –   mruknął   Justin,   gdy   przekręcił   kontakt   w 

korytarzu,   a   światło   się   nie   zapaliło.   Podszedł   do   okna. 
Wszędzie  panowały  ciemności.  – Wygląda  na to, że wiatr 
zerwał linię wysokiego napięcia. – Możesz tu zaczekać, aż 
znajdę świeczkę?

– Oczywiście.
– Dobrze. Nie ruszaj się stąd. Zaraz wracam.
Kim posłusznie stała w miejscu i przez okno sięgające od 

podłogi do sufitu przypatrywała się widowisku, jakie burza 
uczyniła na jeziorze. Deszcz tłukł o szyby, niebo co chwilę 
przecinały   błyskawice.   Było   to   coś   pierwotnego,   coś,   co 
poruszyło w niej dziwną strunę.

– Ty drżysz  – zauważył  Justin, stając  za nią. Okrył ją 

ręcznikiem. – Lepiej?

Spojrzała w te jego piwne oczy.
– Tak – szepnęła. Ale drżała bardziej z powodu sposobu, 

w jaki Justin na nią patrzył niż z zimna.

– Kim, nie patrz tak na mnie.
– Jak?
– Jakbyś mnie pragnęła.
– A jeżeli  ci powiem, że  tak jest?  – spytała,  sama się 

dziwiąc swojej odwadze.

Tym razem to Justin zadrżał. Zamknął na chwilę oczy i 

88

background image

już się bała, że ją odepchnie. Ale gdy na nią spojrzał, od 
natężenia jego wzroku zabrakło jej tchu. Chwycił za końce 
ręcznika i przyciągnął ją do siebie, aż ich usta dzieliły tylko 
centymetry.

Kim,   powodowana   niecierpliwością   i   lękiem,   że   Justin 

znów   może   zmienić   zdanie,   uniosła   się   na   palcach   i 
przycisnęła   usta   do   jego   warg.   I   ten   dotyk   coś   w   nim 
odblokował,  nagle   zaczął  ją  całować.  Głęboko.  Namiętnie. 
Chciwie. A gdy oderwał od niej usta, jego oczy były dzikie, 
niemal nieprzytomne. Nie odezwał się. Po prostu wziął ją na 
ręce i poniósł w głąb mieszkania.

Na dworze zagrzmiało, do wtóru jej szaleńczo bijącemu 

sercu.   Justin   zaniósł   ją   do   dużego   pokoju.   Wszędzie   były 
porozstawiane   świece:   na   stole   obok   kanapy,   na   okapie 
kominka, na parapecie. Ich płomień odbijał się w szklanych 
wazonach   i   w   wypolerowanej   drewnianej   podłodze.   A 
jeszcze więcej świec stało w palenisku kominka, sprawiając 
takie wrażenie, jakby palił się tam ogień.

Justin   położył   Kim   na   dywaniku   przed   kominkiem   i 

ukląkł obok niej. Zdjął ręcznik z jej ramion, pogłaskał  po 
włosach.

– Masz takie piękne włosy – powiedział, przeczesując je 

palcami. – Od zeszłego wieczoru... nie, od tamtego wieczoru, 
kiedy w pracy widziałem, jak się gimnastykujesz, marzyłem, 
by ich dotknąć.

– Ale tamtego wieczoru w pracy i dziś, na łodzi, po tym 

jak się całowaliśmy... miałam wrażenie, że jesteś zły.

89

background image

– Bo byłem zły – odparł. – Ale na siebie.
– Nie rozumiem.
– Byłem zły, bo pragnąłem cię, Kim. Tamtego wieczoru. 

Wczoraj. Dziś. Teraz.

Te słowa sprawiły jej wielką radość.
– A co jest złego w tym, że mnie pragniesz?
– Może nic złego, ale uważam, że to nieuczciwe wobec 

ciebie. Pracujemy razem. Jestem twoim szefem.

– Jestem także kobietą – przypomniała mu. Uśmiechnął 

się.

– Zauważyłem. I to już jakiś czas temu. Dowodem są te 

setki zimnych pryszniców, jakie musiałem brać, chociaż nie 
wydaje   mi   się,   by   przyniosły   jakiś   skutek.   –   Przeczesał 
palcami jej włosy. – Nadal cię pragnę.

Ośmielona tym wyznaniem, Kim spytała:
– Czy to znaczy, że zaraz weźmiesz jeszcze jeden zimny 

prysznic?

– Raczej nie. I tak mi w niczym nie pomoże.
–   Cieszę   się   –   szepnęła.   Musnęła   palcem   jego   brodę. 

Spojrzała   mu   w   oczy.   –   Chcę,   żebyś   się   ze   mną   kochał. 
Pragnę tego od dawna. – Bo cię kocham, dodała w duchu i 
wśliznęła się w jego ramiona. Potem zarzuciła mu ręce na 
szyję i pocałowała go.

–   Kim   –   jęknął,   chwytając   ją   za   ręce.   Oszołomiona 

potrzebowała chwili, by oprzytomnieć. Ale wtedy, na widok 
jego miny, odwaga ją opuściła.

– Zrobiłam coś złego?

90

background image

Justin jęknął, na chwilę zamknął oczy i wciągnął wielki 

haust powietrza.

– Kochana, już płonę, a dopiero zaczęliśmy. Spojrzała na 

niego, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć.

Jego spojrzenie złagodniało.
– Kim, będziemy się kochać. Ja po prostu chcę trochę 

zwolnić i dać ci możliwość dogonienia mnie.

I zanim mogła mu powiedzieć, że nie musi go doganiać, 

że już go pragnie, zaczął ją znów całować. Powoli. Czule.

Z namiętnością. Całował jej oczy, usta, brodę. Pocałował 

miejsce za uchem. Zadrżała. Wtedy, nie spiesząc się, zaczął 
całować jej szyję i ramiona.

Krew jej się rozpalała w żyłach, z każdym pocałunkiem 

coraz   mocniej,   aż   wreszcie   zapłonęła.   Czuła   się   tak   samo 
szalona jak srożąca się za oknami burza.

91

background image

Rozdział 7

– Justinie, ja... ty...
Uśmiechnął   się,   oczarowany   wyrazem   jej   twarzy.   Nie 

musiała mu mówić, co czuje. Dotknęła jego policzka.

– Jest tak cudownie. Pocałował wnętrze jej dłoni.
– Ty jesteś cudowna – uściślił.
Kim   uśmiechnęła   się   do   niego   tym   tajemniczym, 

właściwym   jedynie   kochającej   kobiecie   uśmiechem. 
Podobnie chyba uśmiechała się nimfa Kalipso do Odyseusza. 
I, jak Odyseusz, Justin też został oczarowany.

Pocałowała zachłannie. Jej ręce błądziły po jego ciele.
– Kim, doprowadzasz mnie do szaleństwa – jęknął.
– To dobrze – szepnęła.
–   Jesteś   piękna   –   szepnął.   Trzeba   było   herkulesowego 

wysiłku, by mógł się od niej oderwać. – Na pewno chcesz? 
Jeżeli powiesz, że nie, najprawdopodobniej umrę, ale niech 
tak będzie, jeżeli nie jesteś pewna.

–   Jestem   pewna   –   odparła   i   przyciągnęła   go   znów   do 

siebie. – Chcę tego. Chcę ciebie.

Pocałunek był gorący, szalony. Justin wiedział tylko, że 

nie są jeszcze tak blisko siebie, jak by pragnął.

–   Zaczekaj   –   powiedział   i   rozejrzał   się   za   szortami, 

zamierzając zastosować zabezpieczenie.

– Justinie, proszę, nie!
Kim   coś   jeszcze   krzyknęła,   nagle   zastygła   i   Justin 

92

background image

zrozumiał, co się stało.

– Justinie, nie wyrządziłeś mi krzywdy – szepnęła, biorąc 

jego twarz w ręce. – Ale tak się stanie, jeżeli mi powiesz, że 
już mnie nie chcesz, bo nie jestem dziewicą.

–   Och,   chcę   cię   coraz   bardziej.   –   Pragnął   jej   tak,   jak 

jeszcze nigdy w życiu nikogo i niczego.

– Więc mi to udowadniaj.
– Kim...

Teraz rozumiem, czym jest raj, pomyślał Justin jakiś czas 

później. Uniósł się na łokciach i spojrzał na Kim. I gdy tak 
patrzył na jej zaróżowioną twarz, poczuł czułość. Pocałował 
ją w usta.

– Dobrze się czujesz?
Jej rzęsy zatrzepotały, otworzyła oczy, usta wygięły się w 

uśmiechu.

– Czy ja jeszcze żyję?
– Chyba tak – odparł. Ta odpowiedź sprawiła mu wielką 

ulgę. – Jesteś pewna, że nie zadałem ci bólu?

– Całkiem pewna. Justinie, jesteś cudownym kochankiem. 

Zresztą wiedziałam, że tak będzie.

Justin otrzeźwiał, przypominając sobie, jaki dar otrzymał 

od Kim. Położył się obok i otoczył ją ramionami.

–   Czy   możesz   zostać   sama   na   kilka   minut?   –   spytał, 

całując ją w czubek głowy. – Chciałbym zrobić pewną rzecz.

– Tak, ale...
Pocałunkiem zmusił ją do milczenia.

93

background image

–   Żadnych   „ale”.   Czekaj   tu   na   mnie.   Zaraz   wracam. 

Zerwał się, chwycił szorty oraz świeczkę z okapu kominka i 
pobiegł do łazienki. Tam odkręcił kurki i zaczął napełniać 
staroświecką   wannę   na   lwich   łapach.   Gdy   już   była   pełna, 
zapalił   pachnące   świece,   które   zostawiła   tu   ostatnio   Tara, 
uważając, że przydadzą mu się, i wrócił do Kim.

Spała   na   dywanie   przed   kominkiem,   tam,   gdzie   ją 

zostawił.   Owinęła   się   ręcznikiem,   ale   ręce   i   nogi   miała 
odkryte.   Justin   przez   chwilę   przyglądał   się   jej   twarzy 
oświetlonej   płomieniem   świeczki.   Była   taka   piękna   i 
pociągająca. Jak on zdołał pracować z nią pół roku i tego nie 
zauważyć?

Jednak   podświadomie   przez   cały   czas   zdawał   sobie 

sprawę,   jak   jest   piękna   i   wyjątkowa.   Klęknął   obok   niej. 
Odgarnął   włosy   z   jej   twarzy.   Po   prostu   uważał,   że   lepiej 
ignorować swoje uczucia, bo gdzieś w głębi duszy wiedział, 
że   gdy   już   raz   przyzna   się   do   nich,   nie   będzie   odwrotu   i 
zostaną kochankami.

I tak się stało, ale teraz wyrzucał sobie, że postąpił źle. 

Widział   na   własne   oczy,   jak   romans   jego   ojca   z   Angie 
Donahue wpłynął na małżeństwo rodziców. I mimo że jakoś 
się pogodzili, a jego matka wychowała Setha jak własnego 
syna,   nikomu   nie   było   łatwo,   a   już   najmniej   samemu 
Sethowi.   Dlatego   właśnie   Justin   przysięgał   sobie,   że   nie 
powtórzy takiego błędu i dlatego usiłował ignorować swoje 
uczucia wobec Kim.

Ale, z drugiej strony, on i Kim nie są w takiej sytuacji jak 

94

background image

jego   ojciec   i   matka   Setha.   Poza   tym   chyba   już   nie   miał 
wyboru. Nawet teraz, niecałe pół godziny po tym, jak kochał 
się z Kim, pragnął jej od nowa z intensywnością, która go 
zaskakiwała.

Kim przeciągnęła się i otworzyła oczy.
– Gdzie byłeś?
–   Zaraz   się   dowiesz   –   powiedział,   biorąc   ją   na   ręce. 

Zaniósł ją do łazienki, tam zdjął z niej ręcznik i położył Kim 
w wannie. Z szuflady wyjął klamerkę do włosów, zebrał jej 
włosy na czubku głowy i je spiął.

– Dziękuję – szepnęła, zanurzając się w pełnej bąbelków 

wodzie.

Justin   wziął   gąbkę,   zamoczył   ją   i   zaczął   łagodnie 

przesuwać ją po nodze Kim, a potem po wewnętrznej stronie 
uda. Kim chwyciła go za rękę.

– Nie musisz tego robić.
– Wiem, że nie muszę, ale chcę. – Gdy nie puściła jego 

ręki, spojrzał jej w oczy. – Kim, przed chwilą ofiarowałaś mi 
cudowny   dar.   Gdybym   wiedział,   starałbym   się   być 
delikatniejszy.

– Byłeś delikatny. Mówiłam ci, że byłeś wspaniały.
– Nie dość delikatny. Za bardzo cię pragnąłem.
– Ale...
–   Proszę   –   szepnął.   –   Pozwól   mi.   Pozwól,   bym 

przynajmniej teraz ci udowodnił, że potrafię być delikatny.

Kim już się nie sprzeciwiała.
I chociaż nigdy przedtem nie przyszłoby mu do głowy, że 

95

background image

kąpanie Kim może stanowić grę wstępną, gdy podnosił ją z 
wanny   i   otulał   kąpielowym   prześcieradłem,   był   w   pełni 
podniecony. Miał tylko nadzieję, że Kim tego nie spostrzeże.

Ale spostrzegła.
A przynajmniej tak sądził, bo zauważył leciutki uśmiech 

gdy, sięgając po balsam, musnęła jego szorty.

–   Przepraszam   –   powiedziała,   ale   minę   miała   wesołą. 

Pragnął jej. Widok, jak rozciera balsam na nogach, wcale nie 
działał   na   niego   uspokajająco.   Jednak   wiedział,   że   mimo 
kąpieli jest obolała. Musiałby być dzikusem, by nakłaniać ją, 
by znów się z nim kochała.

– Mówiłeś, że masz szlafrok? Justin oderwał wzrok od jej 

nóg.

– Tak. Tara chyba zostawiła tu jakiś w szafie w sypialni. 

Zaraz ci go przyniosę.

Wrócił   na   czas,   by   zobaczyć,   jak   wyjmuje   klamerkę   i 

włosy opadają na nagie ramiona i plecy. Głośno przełknął 
ślinę. Uznał, że jedynym sposobem, by nie ulec pokusie, jest 
ucieczka.

– Proszę – powiedział, podając jej szlafrok. – Nie wiem, 

jak ty, ale ja umieram z głodu. Zobaczę, co jest w kuchni i 
przygotuję coś do jedzenia.

Najpierw jednak wyjdzie na dwór, w ten zimny deszcz, i 

będzie się modlił, by to mu pomogło ochłonąć.

Ale  deszcz  w  niczym  mu  nie  pomógł. Posiłek   też  nie. 

Jedli pasztet i francuski chleb i popijali winem, jakie znalazł 
w barku. Jakoś tak się stało, że ten zwykły posiłek okazał się 

96

background image

zmysłowym polem minowym. I zanim się zorientował, już 
znów się całowali. Jeden pocałunek prowadził do następnego, 
aż wreszcie skończyło się tym, że zaniósł Kim, a potem wino 
na piętro, do sypialni.

Kim zamrugała, gdy promienie słońca padły jej na twarz. 

Rozejrzała się po obcym pokoju. Zauważyła obejmujące ją 
męskie ramię i rękę otulającą jej pierś.

Żaglówka. Burza. Napłynęły wspomnienia ostatniej nocy. 

Justin, który mówi, że jej pragnie. Jego ręce i usta. Jej własne 
ręce i pieszczoty. Na policzki Kim wpłynęły rumieńce, gdy 
przypominała   sobie   intymność,   jaką   dzielili   i   to,   jak 
całkowicie oddała mu ciało i serce.

Seks   z   Justinem   był   najpiękniejszym   doznaniem   w   jej 

życiu. Jeżeli jej matka czuła się tak samo, rozumiała teraz, 
dlaczego spędziła życie na szukaniu miłości po tym, jak nie 
wyszło jej z ojcem Kim.

Kim   przypominała   sobie,   jak   czule   Justin   się   do   niej 

odnosił. Jak delikatnie ją kąpał, jak na nią patrzył, niosąc do 
łóżka. Każdy jego dotyk, każde spojrzenie przepełnione były 
pożądaniem. Ani razu nie wypowiedział słowa miłości.

Zagryzła   usta,   wspominając,   jak   trudno   jej   samej   było 

powstrzymać takie wyznanie. I chociaż w tej jednej chwili, 
gdy ich ciała się złączyły, wykrzyknął, jak bardzo jej pragnie, 
jak jej potrzebuje, nie powiedział jednak, że ją kocha.

A nie powiedział tego, bo jej nie kocha, przekonywała 

samą sobie.

97

background image

Kim,  wiedziałaś,   że   tak  się   stanie,   mówiła   sobie   teraz. 

Czy naprawdę sądziłaś, że Justin się w tobie zakocha tylko 
dlatego, że spędzisz z nim noc?

Zastanawiała się też, co ma teraz zrobić? Jak zachowuje 

się   kobieta,   która   spędziła   noc   w   łóżku   swojego   szefa? 
Zacisnęła pięści na kołdrze.

Co za szkoda, że ulatniała się w te poniedziałkowe porań 

ki, gdy koleżanki przy kawie opowiadały sobie o przeżyciach 
z weekendu. Gdyby ich słuchała, może teraz wiedziałaby, jak 
w   takiej   sytuacji   należy   się   zachować.   Czy   powinna 
podziękować   i   powiedzieć   mu,   jakim   jest   fantastycznym 
kochankiem?  Czy  też   rozsądniej  byłoby   zachować   się  tak, 
jakby   nic   się   nie   stało?   A   co   będzie   w   poniedziałek,   gdy 
spotkają   się   w   biurze?   Kim   powstrzymała   grymas, 
uświadamiając   sobie   jak   niezręcznie   będzie   siedzieć   przed 
biurkiem Justina i myśleć o tym, że widział ją nagą. I że ona 
widziała go nagiego Gdyby tylko...

– Zawsze budzisz się taka spięta?
Na dźwięk głosu Justina serce Kim zadrżało. Niepewna 

co ma zrobić, co powiedzieć, po prostu zastygła.

Justin   sięgnął   po   jej   palce,   a   Kim   zabrakło   tchu,   bo 

musnął ręką jej pierś. Delikatnie wyjął prześcieradło z jej ręki 
i   zmusił   do   odwrócenia   się   tak,   by   leżała   odwrócona   do 
niego. Wsparł się na łokciu i patrzył w jej twarz, a ona mogła 
tylko myśleć o tym, jaki jest przystojny z tymi potarganymi 
włosami,   porannym   zarostem   ocieniającym   twarz   i   z 
frywolnyn uśmiechem.

98

background image

– Dzień dobry – powiedział, muskając ustami jej wargi.
– Dzień dobry – odpowiedziała, chociaż słowa z trudem 

przecisnęły jej się przez gardło.

Justin zmarszczył czoło.
– Dobrze się czujesz?
–   Tak   –   skłamała.   Była   zdenerwowana,   zmieszana   i 

niepewna.

Przyjrzał jej się uważnie.
– Żałujesz tego, co się stało w nocy?
– Nie – odparła szczerze. Nie żałowała, że się kochali. Jak 

mogłaby żałować, że stało się coś tak pięknego? Ale sądząc 
po ponurej minie Justina, on na pewno żałował.

– A ty? – spytała. Żałujesz?
–   Nie   tego,   że   się   kochaliśmy   –   powiedział   i   po   jego 

twarzy   przemknął   uśmiech.   –   Dałaś   mi...   Kim,   to   było 
cudowne i wyjątkowe. Ale żałuję, że wtedy, za pierwszym 
razem,   nie   byłem   delikatniejszy.   Nie   chciałem   ci   sprawić 
bólu.

– Już ci  mówiłam, że  nie sprawiłeś  mi bólu. – A  gdy 

uniósł niedowierzająco brwi, dodała: – No, troszkę bolało, ale 
tylko przez chwilę.

– Dziękuję ci – powiedział miękko.
–   Kiedy   taka   jest   prawda   –   zapewniła   go,   starając   się 

jednocześnie   zrozumieć,   dlaczego   jego   czoło   przecina 
zmarszczka zmartwienia. Zbyt blisko siebie pracowali przez 
ostatnie pół roku, by nie rozpoznała, że coś go niepokoi.

–   Justinie,   a   ty   jesteś   pewny,   że   nie   żałujesz   tego,   co 

99

background image

między nami zaszło?

Jego mina złagodniała, pogłaskał Kim po policzku z taką 

samą czułością, z jaką ją kąpał w nocy.

–   Jestem   pewny.   Nie   mogę   sobie   tylko   wybaczyć,   że 

straciłem głowę i nie zastosowałem żadnego zabezpieczenia, 
gdy kochaliśmy się pierwszy raz.

– Och!
–   No   właśnie!   Och!   Bo   nawet   jeżeli   bierzesz   pigułkę, 

rozsądnie byłoby użyć jakiegoś zabezpieczenia.

Ale Kim nie brała pigułki. Myśl o konsekwencjach, jakie 

może mieć ta noc, podziałała jak kubeł zimnej wody. Pokój 
wokół   niej   zawirował.   Głos   Justina   dudnił   jej   w   uszach. 
Pomyślała o swojej matce. Jak Amanda Lindgren zaszła w 
ciążę i została sama, bo kochanek ją porzucił. Nie kochał jej. 
Mężczyzna, który spłodził Kim, nawet nie był wolny. Nie 
miał właściwie prawa kochać się z jej matką, bo był żonaty. 
Oczami   wyobraźni   Kim   widziała   już   siebie   jako   samotną 
matkę. Usiadła, osłaniając się kołdrą.

– Kim? – Justin objął ją za ramiona i lekko potrząsnął.
– Kim, kochanie, co się stało?
Popatrzyła mu w oczy i spostrzegła w nich troskę.
– Nie biorę pigułki.
Spojrzenie Justina pobiegło od jej twarzy do brzucha i z 

powrotem do oczu.

– Ty... Jeżeli my... – zająknął się, bo zabrakło mu tchu.
– Jeżeli po tej nocy będziesz w ciąży, dają ci słowo, że 

wezmę   pełną   odpowiedzialność   i   za   ciebie,   i   za   nasze 

100

background image

dziecko.

Kim nawet przez myśl nie przeszło, że Justin mógłby się 

okazać człowiekiem niehonorowym. Ale chociaż tak bardzo 
go kochała, nie chciała, by był z nią z poczucia obowiązku. 
Nagle, okryta tylko prześcieradłem, poczuła się bezbronna.

Sięgnęła po szlafrok, który leżał na podłodze obok łóżka. 

Włożyła   go,   wstała,   podeszła   do   okna   i   zapatrzyła   się   na 
niebieskie niebo. Justin również wstał i podszedł z tyłu.

– Kim?
Odwróciła się i spojrzała mu w oczy.
– Mówiłem poważnie. Zaopiekuję się tobą i dzieckiem, 

jeżeli się urodzi. Więc nie martw się, że będziesz sama, bo 
tak się nie stanie.

– Wiem. I nie martwię się. Naprawdę się nie martwię. W 

nocy... no więc... to jest dla mnie bezpieczny czas. Istnieje 
bardzo   niewielka   szansa,   że...   mogłam   zajść   w   ciążę.   – 
Oszukiwała i tylko mogła się modlić, by to była prawda.

– Mimo to zawsze istnieje taka możliwość – przypomniał 

jej   Justin.   –   I  obiecuję   ci,   że   w   przyszłości   będę   bardziej 
odpowiedzialny.

Ta   rozmowa   rozwiała   wszelkie   złudzenia,   jakie   Kim 

jeszcze żywiła i otrzeźwiła ją. W tej chwili wiedziała już, że 
nigdy   nie   będzie   potrafiła   zdecydować   się   na   romans   z 
Justinem, bo prawda była taka, że on jej proponował tylko 
romans.

– Nie jestem pewna, czy kontynuowanie tego jest dobrym 

pomysłem.

101

background image

Justinowi opadły ręce.
– Dlaczego? Mówiłaś, że nie żałujesz naszej nocy.
– Bo nie żałuję. Było cudownie. Ale oboje postąpiliśmy 

niezbyt mądrze. Myślę, że najrozsądniej byłoby zapomnieć, 
że ta noc w ogóle się zdarzyła.

Spojrzenie Justina stężało.
– Obawiam się, że to niemożliwe. Widzisz, kochałem się 

tej nocy z tobą, a nie z jakimś anonimowym gorącym ciałem. 
I wbrew temu, co ty najwyraźniej myślisz, nie jest tak, że idę 
z kobietą do łóżka, a potem natychmiast o niej zapominam. A 
ty, skoro jeszcze do wczoraj byłaś dziewicą, raczej też nie 
masz zwyczaju chodzić do łóżka z każdym, kto się nawinie. 
Tak więc nie obrażaj nas obojga, mówiąc, że ta noc nic nie 
znaczyła. Bo znaczyła bardzo wiele.

–   Oczywiście,   że   znaczyła   –   odparła   Kim.   Wyminęła 

Justina,   zacisnęła   usta   i  oczy,   by   zahamować   napływające 
łzy.   Gdy   już   się   opanowała,   odwróciła   się   z   powrotem.   – 
Justinie, zależy mi na tobie. I jest sprawą oczywistą, że mnie 
pociągasz. Ze nawzajem coś do siebie czujemy.

–  Więc o co ci chodzi?
–   O   to,   że   wcześniej   czy   później   każdy   romans   się 

kończy. A gdy tak się stanie, może być nieprzyjemnie. – Już 
otwierał usta, żeby jej przerwać, ale Kim uniosła rękę, by go 
powstrzymać. – Kocham moją pracę. Uwielbiam pracować z 
tobą. A romans mógłby mi to uniemożliwić.

– Dlaczego? – spytał.
– Bo gdy nasz romans się skończy, nie moglibyśmy nadal 

102

background image

pracować razem.

– A kto mówi, że romans musi się skończyć?
– Zawsze tak się dzieje.
Podszedł bliżej, odgarnął pasmo jej włosów za ucho.
– Kim, zależy mi na tobie.
Kim zabolało serce, bo wiedziała, że Justin mówi prawdę.
Zależało   mu   na   niej.   Tyle   że   jej   nie   kochał.   A   ona 

pragnęła miłości.

– Więc nie proś, żebym zaryzykowała utratę tego, co ma 

dla mnie największą wartość: twojej przyjaźni i mojej pracy. 
Bo   właśnie   tak   by   się   stało.   Czy   nie   możemy   po   prostu 
wrócić do tego, co było przed tą nocą?

– Naprawdę tego chcesz? Zapomnieć, że to się zdarzyło?
–   Tak.   Tego   właśnie   chcę   –   powiedziała,   chociaż 

wiedziała, że nigdy tej nocy nie zapomni.

–   Dobrze   –   zgodził   się   Justin.   Jednak   w   jego   głosie 

zabrzmiał taki żal i taki wyraz malował się w jego oczach, aż 
Kim przez chwilę pomyślała, że zadała mu ból. – Postaram 
się postępować tak, jak prosisz.

– Dziękuję.
– Jeszcze mi nie dziękuj. To wcale nie znaczy, że mi się 

uda.

– Rozumiem.
– Powinnaś również zrozumieć, że jeżeli jesteś w ciąży, 

nasza umowa traci ważność. I że nie zdołasz trzymać mnie z 
daleka od siebie i naszego dziecka.

103

background image

Wszystko,   co   Kim   mówiła,   było   rozsądne,   rozmyślał 

Justin tydzień później, siedząc przy kolacji w domu rodziców 
na Lake Shore. Romans mógłby uniemożliwić im wspólną 
pracę.   Korporacja   Connellych,   jeden   z   największych 
krajowych importerów tekstyliów, była jak małe miasteczko. 
Ludzie plotkowali, a najbardziej lubianym obiektem plotek 
był klan Connellych i ich prywatne życie. Tak więc romans z 
nim tylko naraziłby Kim na plotki. A tego Justin nie chciał.

Nie, romans między szefem a podwładną nigdy nie jest 

mądrym posunięciem, powtarzał sobie wciąż od nowa. By się 
o tym przekonać, wystarczyło przypomnieć sobie Setna, jego 
przyrodniego brata i ilość afrontów, które musiał wycierpieć 
tylko   dlatego,   że   jego   matka   była   sekretarką   Granta.   Kim 
miała rację, prosząc, by tego nie kontynuować. Miała rację, 
nalegając,   by   zapomnieli   o   tej   nocy   w   bungalowie   nad 
jeziorem. I dlatego on uszanował jej życzenie, zrobił, o co 
prosiła, i stanowczo nie zamierzał zmieniać swojej postawy.

Ale co z tego, kiedy nie mógł przestać o niej myśleć?
Niech   to   wszystko   trafi   szlag!   Justin   stuknął   w   stół 

kieliszkiem,   na   którym   do   tej   pory   zaciskał   palce.   To 
udawanie, że między nimi nic się nie wydarzyło, nie działało.

– Justinie, nie smakuje ci wino?
Głos ojca wyrwał go z zamyślenia. Rzeczywiście, mało 

brakowało,   a   rozlałby   wino   na   obrus.   Podniósł   wzrok   i 
dopiero wtedy uświadomił sobie, że przy stole zapadła cisza. 
Wszyscy się w niego wpatrywali.

– Jest bardzo dobre – odpowiedział i, by udowodnić, że 

104

background image

naprawdę mu smakuje, wypił łyk. – Przepraszam. Myślałem 
o czymś.

Ojciec zmarszczył czoło.
– Ty już od jakiegoś czasu jesteś roztargniony. Czy coś 

się stało w pracy?

– Nic takiego, z czym bym sobie nie poradził.
Grant  chciał już kontynuować wypytywanie, ale Emma 

położyła mu rękę na ramieniu.

– Grant, zostaw chłopca w spokoju. Jeżeli mówi, że nic 

złego się nie dzieje, to znaczy, że tak jest. Mamy zresztą do 
omówienia pilniejsze sprawy.

Justin   od   razu   się   domyślił,   o   czym   matka   myśli. 

Chodziło o nieudany zamach na jego brata, Daniela, sprzed 
kilku miesięcy. Poczuł się winny. Tak bardzo zajmowały go 
własne   sprawy,   dylematy   dotyczące   Kim,   że   właściwie 
zapomniał   o   kłopotach   brata.   Tak   więc   teraz   skupił   całą 
uwagę   na   matce,   która   smutnym   wzrokiem   spojrzała   na 
Elenę, żonę Bretta. To właśnie Elena, która była detektywem, 
prowadził śledztwo w sprawie zamachu na życie Daniela.

– Eleno, moja droga, wiem, że to nie jest odpowiedni czas 

ani   miejsce,   i   najprawdopodobniej   jest   to   sprzeczne   z 
regulaminem   policyjnym,   ale   może   jednak   mogłabyś 
powiedzieć, czy macie jakieś nowe informacje?

– Obawiam się, że nie. Przykro mi. Chciałabym mieć dla 

was lepsze nowiny.

Grant rzucił na stół serwetkę i z groźną miną odwrócił się 

w stronę Eleny.

105

background image

– To już trwa za długo – odezwał się ostrym tonem. – 

Chcę, żeby odnaleziono ludzi odpowiedzialnych za zamach 
na mojego syna.

–   Wszyscy   tego   chcemy   –   uściśliła   Elena,   a   Justin   w 

duchu   podziwiał   ją,   że   nie   obawia   się   swojego   teścia.   – 
Robimy wszystko, co w naszej mocy.

– Wiemy, że tak jest – łagodziła Emma, znowu kładąc 

mężowi rękę na ramieniu. – Prawda, Grant?

Grant   pogładził   ją   po   dłoni,   a   gdy   znów   spojrzał   na 

synową, jego wzrok był już łagodniejszy.

– Tak, wiemy, że robicie wszystko, co w waszej mocy. 

Przepraszam za mój wybuch. Ale nie mogę znieść myśli, że 
ci,   którzy   nastają   na   życie   jednego   z   moich   dzieci,   ciągle 
jeszcze są na wolności. Proszę, znajdźcie ich.

–   Na   pewno   ich   znajdziemy   –   obiecała   Elena.   Rzuciła 

spojrzenie   na   Bretta.   –   Chciałam   zaczekać   do   jutra,   żeby 
powiedzieć wam to oficjalnie, ale właściwie nie ma powodu, 
by zwlekać. Z powodu ciąży i mając na względzie kierunek, 
jaki przyjmuje śledztwo, postanowiłam przekazać je mojemu 
koledze, Tomowi Reynoldsowi i jego partnerowi Lucasowi 
Starwindowi.

– Źle się czujesz? – zaniepokoiła się Emma.
– Nie. Ale Brett i ja nie chcemy ryzykować.
– Czy ci detektywi znają się na swojej robocie? – spytał 

Grant z niezadowoleniem.

–   Są   pierwszorzędni.   Inaczej   bym   ich   nie   wybrała. 

Powierzyłabym im własne życie. Jestem absolutnie pewna, że 

106

background image

wyśledzą, kim są zamachowcy.

–   Wobec   tego   my   też   jesteśmy   pewni,   że   położą   kres 

temu koszmarowi – stwierdziła Emma. – A najważniejsze w 
tej chwili jest to, byś dbała o siebie i o naszego wnuka.

–   Nie   obawiaj   się   –   powiedział   Brett.   –   Już   ja   tego 

dopilnuję.

Justin spojrzał na swojego młodszego brata i na Elenę. 

Akurat   wymieniali   porozumiewawcze   spojrzenia.   Nieraz 
widywał również wymianę takich spojrzeń między swoimi 
rodzicami, a także dziadkami – te małżeństwa były tak sobie 
bliskie, że potrafiły się porozumieć bez słów.

Jeszcze   raz   jego   myśli   wróciły   do   Kim.   Przypomniał 

sobie,   jaki   szok   przeżył,   gdy   sobie   uświadomił,   że   za 
pierwszym razem kochali się bez zabezpieczenia. Bo, mimo 
zapewnień Kim, istniała możliwość, że zajdzie w ciążę.

A jeżeli tak się stało?
Teraz   już   ta   myśl   nie   przerażała   go   tak   bardzo,   jak 

przedtem.   No,   dobrze,   powiedział   sobie.   Próbował 
postępować   zgodnie   z   wolą   Kim,   ale   chyba   nie   dało   to 
dobrych  rezultatów.   Tak   więc  może  już  nadszedł  czas,  by 
zacząć działać po swojemu.

107

background image

Rozdział 8

–   Kim,   dziś   znów   zostajesz   do   późna?   –   spytała   Dina 

Dietrich.   Obie   stały   przy   windzie,   otoczone   grupką 
urzędników, którzy wychodzili już do domu.

–  Jeszcze   tylko   kilka  minut   –  odparła   Kim  i  przeklęła 

swojego pecha. Gdyby zaczekała pięć minut, nie natknęłaby 
się   na   Dinę.   Z   większością   koleżanek   była   w   dobrych 
stosunkach, ale kilka z nich było zbyt złośliwych jak na jej 
gust.   Dina   Dietrich   była   najgorsza.   Od  czasu,   gdy   straciła 
swoje   stanowisko   asystentki   Justina   na   korzyść   Kim,   nie 
omijała   żadnej   okazji,   by   rzucić   jakąś   podłą   uwagę   albo 
próbować   ją   wprawić   w   zakłopotanie   w   obecności   innych 
pracowników. – Jeszcze tylko przepiszę te notatki dla pana 
Connelly’ego i zaraz wychodzę.

– Och, czyżbyś dotąd była z Justinem na pan? – zdziwiła 

się Dina niewinnie.

Takie aluzje Kim słyszała  od czasu, gdy Robert Marsh 

„przypadkowo" wspomniał o dniu na żaglówce. Z opowiadań 
jej przyjaciółek wynikało, że Marsh stworzył opowieść, jak 
to   Kim,   pragnąc   wygrać   na   aukcji   kawalerów,   opróżniła 
swoje konto do czysta, byle tylko móc przebić każdą ofertę. 
Mówił   też,   że   ona   nie   chodzi   na   randki   z   byle   kim,   bo 
postanowiła bogato wyjść za mąż. A kto pasowałby jej lepiej 
niż   któryś   z   Connellych?   Randka   na   żaglówce,   według 
Marsha,   miała   być   pierwszym   krokiem   w   wielkim   planie 

108

background image

złowienia Justina. Przez tę opowieść Kim stała się obiektem 
plotek w całej korporacji, a jej największą prześladowczynią 
była Dina. Jednak teraz Kim nie dała się złapać na przynętę.

–   Nie,   nie   każe   mi   mówić   do   siebie   tak   oficjalnie   – 

wyjaśniła spokojnym głosem. – Sama tak zdecydowałam, bo 
jest moim szefem.

–   Daj   spokój,   Kim   –   upierała   się   Dina.   Rozejrzała   się 

ostrożnie   po   holu,   jakby   w   poszukiwaniu   osób,   które 
mogłyby   podsłuchiwać.   –   Mam   ci   uwierzyć,   że   spędziłaś 
weekend z mężczyzną i nawet nie zwracałaś się do niego po 
imieniu?

– Prawda jest taka, że jest mi całkowicie obojętne, w co 

wierzysz   lub   nie   wierzysz   –   powiedziała   Kim,   zaciskając 
drżące ze zdenerwowania ręce na teczkach z dokumentami. – 
Ale   na   twoim   miejscu   dwa   razy   bym   pomyślała,   zanim 
zaczęłabym rozpowszechniać plotki o Justinie Connnellym. 
Insynuacje mogą ci się wydawać dobrą zabawą, ale wątpię, 
by   Connelly’owie   się   ubawili,   gdy   odkryją,   że   obrażasz 
kogoś z ich rodziny. A ten ktoś to nie tylko wiceprezes firmy, 
lecz także twój szef.

Przynajmniej raz Dina zaniemówiła. Zapadła taka cisza, 

że usłyszałoby się spadającą na podłogę szpilkę. Dzwonek 
nadjeżdżającej windy zabrzmiał w tej ciszy bardzo głośno. 
Kim skorzystała z okazji.

–   Życzę   miłego   wieczoru   –   powiedziała   i   ruszyła   do 

swojego sekretariatu.

Ale gdy się tam znalazła, dała upust furii, którą do tej 

109

background image

pory   musiała   powstrzymywać.   Z   całej   siły   plasnęła 
dokumentami o biurko. To wszystko wina Roberta Marsha, 
pomyślała. Zacisnęła pięści. Najchętniej skręciłaby mu kark. 
Obawiając się, że zaraz wybuchnie, zamknęła oczy i powoli 
policzyła do dziesięciu.

Gdy to nie podziałało, zaczęła od nowa, tym razem licząc 

do dwudziestu. Potem liczyła od końca do początku. Żadnego 
skutku.   Wściekła   tak,   że   mogłaby   poobgryzać   sobie 
wszystkie paznokcie, kopnęła krzesło. Szkoda, że to nie była 
głowa Marsha.

Trafiła   palcami   w   twardą   poprzeczkę,   jęknęła   z   bólu   I 

chwyciła się za stopę.

– Masz jakieś nieporozumienie z krzesłem?
To   był   Justin.   Czując   się   jak   ostatnia   idiotka,   puściła 

bolącą stopę i odwróciła się do niego – Pośliznęłam się – 
wyjaśniła z godnością.

–   Na   pewno   się   skaleczyłaś   –   zmartwił   się   Justin, 

przyjmując   kłamstwo   za   dobrą   monetę.   –   Pozwól,   że   to 
obejrzę....

–   Nie.   –   Kim   odskoczyła   do   tyłu.   Próbowała   się 

opanować  i  dodała  już  spokojniej:  – Nic  mi się   nie  stało. 
Jeżeli   szukasz   dokumentów   o   Projekcie   Genom,   są   już 
gotowe   do   podpisu.   –   Odwróciła   się   od   tych   piwnych, 
przyglądających   jej   się   bacznie   oczu,   wzięła   dokumenty   i 
podała je Justinowi.

Zawahał się przez chwilę. Czuł bezradność i smutek.
– Dziękuję – powiedział w końcu i poszedł do siebie. 

110

background image

Kim popatrzyła za nim. Przecież ten smutek nie mógł być 

spowodowany tym, że ona go unika. Nie, na pewno nie.

Raczej był rozczarowany, że tak bajeczna noc już się nie 

powtórzy. Ona też tego bardzo żałowała. Jednak, powtarzała 
sobie ciągle, to jedyny sposób, by nie wpaść w sidła iluzji, że 
Justin   pokocha   ją   kiedyś   tak,   jak   ona   kocha   jego.   Lepiej 
patrzeć   na   sprawę   realnie.   Gdy   tak   rozmyślała,   jej   wzrok 
zatrzymał się na kalendarzu. Uprzytomniła sobie, że jej okres 
spóźnia   się   już   trzy   tygodnie,   a   zawsze   miała   bardzo 
regularny   cykl.   Zagryzła   usta,   przypominając   sobie,   jak 
skłamała   Justinowi   na   temat   bezpiecznych   dni.   Oby   to 
kłamstwo teraz się na niej nie zemściło, modliła się.

– Kim, chciałbym wprowadzić kilka drobnych poprawek 

– powiedział Justin, wchodząc znów do pokoju. – Byłbym 
wdzięczny, gdybyś to zrobiła jeszcze przed wyjściem.

– Dobrze.
– A gdy skończysz, zapraszam cię na kolację. Jeżeli masz 

wolny wieczór.

–   Dziękuję,   ale   niestety,   mam   już   inne   plany.   –   Może 

zrobi   pranie?   Nie   były   to   dokładnie   takie   plany,   o   jakich 
pewnie myślał Justin, ale pranie zrobić trzeba.

– A jutro?
– Będę zajęta.
– Może w niedzielę? – Justin był już zirytowany.
– Już się umówiłam. A teraz, jeśli pozwolisz, zajmę się 

tym dokumentem, bo inaczej się spóźnię.

–   Bardzo   dobrze   –   zgodził   się.   –   Ale   wcześniej   czy 

111

background image

później   i   tak   musimy   porozmawiać.   Przecież   nie   możesz 
mnie unikać do końca życia.

Kim   zdołała   go   unikać   –   a   przynajmniej   uniknąć 

rozmowy  – przez większość  następnego  tygodnia,  głównie 
zresztą   dzięki   temu,   że   Justin   miał   pilną   sprawę   do 
załatwienia  w Nowym Jorku. Gdy wrócił  w piątek, był w 
fatalnym humorze i tak zajęty, że Kim bez trudu uniknęła 
kolejnej rozmowy. Wpatrywała się w zegarek, aż spostrzegła, 
że   wskazówki   pokazują   piątą.   To   nie   jest   tchórzostwo, 
wmawiała   sobie,   zbierając   pocztę   i   notatki,   by   zanieść   je 
Justinowi.   Korzystając   z   tego,   że   rozmawia   przez   telefon, 
położy mu to wszystko na biurko i wyjdzie, zanim on się w 
ogóle   spostrzeże.   Zebrała   siły   i   zapukała,   modląc   się,   by 
szczęście nie opuściło jej jeszcze przez tę ostatnią chwilę.

Alę gdy weszła do gabinetu, Justin odłożył słuchawkę. 

Kim   od   razu   wiedziała,   że   jej   modlitwa   nie   została 
wysłuchana.

–   Mam   tu   wiadomości   dla   ciebie,   listy,   jakie 

podyktowałeś i raport finansowy, o który prosiłeś. – Szybko 
pokazała   wszystko.   –   Jeżeli   nie   masz   dla   mnie   innych 
poleceń, to już wychodzę.

– Chciałbym, żebyś jeszcze mi krótko powiedziała, co się 

działo   podczas   mojej   nieobecności.   Możesz   zostać   parę 
minut dłużej?

– Tak – odparła niechętnie Kim, bo nie miała jak się od 

tego wykręcić i zdała mu sprawozdanie z tych kilku dni.

–   Jest   jeszcze   coś,   co   powinniśmy   załatwić?   –   spytał 

112

background image

Justin, gdy skończyła.

Kim zajrzała w swoje notatki.
– Nie. Teraz już jesteś ze wszystkim na bieżąco.
– To dobrze. – Justin odłożył pióro, rozsiadł się wygodnie 

w   fotelu   i   spojrzał   na   nią.   –   Wobec   tego   teraz   możemy 
porozmawiać o naszych sprawach.

– O naszych sprawach?  – powtórzyła  Kim, czując, jak 

zaciska jej się żołądek.

–   Tak,   Kim.   O   nas   –   potwierdził   zirytowanym   tonem. 

Pochylił się ku niej. – O tobie i o mnie. A może udając tak 
wytrwale, że tamtej nocy w bungalowie nic między nami nie 
zaszło, w końcu zapomniałaś, jak się kochaliśmy?

– Trudno byłoby o tym zapomnieć – parsknęła Kim, nie 

fatygując się, by złagodzić ironiczny ton. Od tamtego czasu 
upłynął już ponad miesiąc i bardzo możliwe, że po tamtej 
nocy będzie miała pamiątkę na całe życie.

– Kim,  chcesz powiedzieć,  że  jesteś...  ! –  wykrzyknął, 

jakby czytał w jej myślach. Spojrzał na jej sylwetkę, a potem 
zaraz wstał i podszedł bliżej. – Nic dziwnego, że nie jesteś 
sobą, powinnaś była mi powiedzieć. Przecież ci obiecałem, 
że się tobą zaopiekuję. I dotrzymam słowa.

Kim zerwała się na równe nogi.
– Po pierwsze, nie ma powodu, byś wpadał w panikę, bo 

ja nie wiem, czy jestem w ciąży. A po drugie, jeżeli nawet tak 
jest, mam hojnego pracodawcę, który płaci mi bardzo dobrą 
pensję, więc jestem w stanie zająć się i sobą, i dzieckiem. I 
po trzecie – zacisnęła pięści, by nie wybuchnąć złością – nie 

113

background image

zamierzam łapać cię na dziecko, jeżeli nas nie chcesz. Tak 
więc nie masz powodów do obaw.

– Skończyłaś? – spytał Justin łagodnie, z nieprzeniknioną 

miną.

Nie pozwalając się zastraszyć, Kim uniosła buntowniczo 

brodę i spojrzała mu prosto w oczy.

– Tak.
– Więc pozwól, że wyjaśnię ci parę spraw. Po pierwsze, 

nigdy nie wpadam w panikę. Po drugie wiem, że nasza firma 
płaci wysokie pensje, bo to ja je wyznaczam. I po trzecie – 
powiedział   z   groźbą   w   głosie,   chwytając   ją   za   ramiona   i 
przyciągając do siebie – nie jestem z tych, co to martwią się, 
że wpadną w jakieś sidła. To ty jesteś taka.

I  zanim   zdążyła   pomyśleć,   co  ma   na   to  odpowiedzieć, 

pocałował ją. Gwałtownie, ze złością, namiętnie. Nawet nie 
próbowała się opierać. Kim zatapiała się w tym pocałunku i 
chciała więcej. Jej ciało poznało już bliskość tego mężczyzny 
i   natychmiast   zareagowało.   Zarzuciła   mu   ręce   na   szyję. 
Wiedział, że obydwoje są podnieceni.

Justin uniósł głowę i przesunął palcami po jej włosach, 

wyciągając spinki.

– Kim, ja... – Nagle zamarł.
– Co się stało?
– Cii. – Położył jej palec na ustach i spojrzał w kierunku 

drzwi.

Kim odwróciła się. Zauważyła, że drzwi są uchylone, ale 

chyba byli sami.

114

background image

–   Wydawało   mi   się,   że   ktoś   tam   jest.   –   Puścił   ją   i 

podszedł do drzwi.

Kim instynktownie przygładziła włosy. Niemal jęknęła na 

myśl   o   szpiegującej   ich   Dinie   Dietrich   czy   którejś   z   jej 
koleżanek.

– Nikogo nie widzę – powiedział Justin, wracając do niej.
– Kim, musimy porozmawiać. Ale nie teraz, bo za kilka 

minut ma przyjść Marsh.

Słysząc   to   nazwisko,   Kim   otrzeźwiała.   Fatalnie   by   się 

stało, gdyby Marsh przyłapał ją sam na sam z Justinem, z 
rozmazaną szminką i potarganymi włosami.

– Już ci schodzę z drogi.
– Nie stoisz mi na drodze! Musimy jeszcze porozmawiać 

– oznajmił i znowu szybko i mocno ją pocałował. – Omówić 
osobistą   sprawę   –   uściślił.   –   Zadzwonię   do   ciebie   po 
spotkaniu z Marshem.

Nie   spytał,   czy   może,   po   prostu   jej   to   obwieścił, 

zauważyła. Ale zanim mogła się oburzyć, zapukano do drzwi 
i Marsh wsunął głowę do pokoju.

–   Przeszkadzam   wam?   –   spytał,   obdarowując   ich 

uśmiechem, który Kim uznała za tak fałszywy jak fałszywy 
był Marsh.

–   Właśnie   wychodziłam   –   powiedziała   chłodno.   –   Do 

widzenia, Justinie.

Marsh otworzył przed nią drzwi.
– Dziękuję – mruknęła.
– Nie ma za co – odparł uprzejmie.

115

background image

Ale   zauważając   złośliwy   wyraz   jego   oczu,   Kim   się 

wzdrygnęła.   Widział,   jak   się   całuje   z   Justinem.   Była   tego 
pewna. Mogła tylko mieć nadzieję, że nie wysłuchał całej ich 
rozmowy.

–  Cześć,   tu   Kim.  Nie   mogę  teraz   podejść   do   telefonu. 

Proszę zostawić wiadomość, a ja oddzwonię.

Justin trzasnął słuchawką. Drapiąc się po głowie, zaczął 

przemierzać pokój. Do diabła, gdzie ona może być? Wyjrzał 
przez okno, słońce już zachodziło. Znów pomyślał, czyby nie 
pojechać   do   niej   do   domu,   ale   uznał,   że   to   zły   pomysł. 
Wczoraj jeździł tam dwa razy, a dziś raz. A to, co stało się, 
gdy dziś tam pojechał, do tej pory go irytowało.

Zadzwonił do drzwi raz, drugi, trzeci, a gdy nie otwierała, 

zaczął pukać.

– Kim, otwórz! – wołał. – Widziałem przed domem twój 

samochód, więc wiem, że tu jesteś.

– Nie, nie ma jej.
Justin okręcił się na pięcie. Sąsiednie drzwi były lekko 

uchylone i przytrzymane  łańcuchem. Kobieta, która się do 
niego odezwała, miała wyblakłe piwne oczy i pomarszczoną 
twarz,   włosy   pofarbowane   na   pomarańczowo,   a   policzki 
uróżowane.   Ale   i   tak   wyglądała   na   co   najmniej 
siedemdziesiąt   lat.   Uświadamiając   sobie,   że   wlepia   w   nią 
wzrok, Justin odchrząknął.

–   Próbuję   skontaktować   się   z   Kim.   Przepraszam,   jeśli 

pani przeszkadzam.

116

background image

–   Nie   przeszkadza   mi   pan   –   powiedziała   kobieta 

spokojnie.   –   Ale   Kim   nie   ma   w   domu.   Wyszła   wczoraj, 
wczesnym rankiem.

Przestraszył się. Kim nie ma żadnej rodziny. Więc dokąd 

mogła   się   wybrać   bez   samochodu?   I   dlaczego   w   ogóle 
wyszła, wiedząc, że chciał się z nią zobaczyć? Żeby od niego 
uciec,   odpowiedział   sobie.   Musi   skorzystać   z   okazji   i 
wypytać tę kobietę.

– Nazywam się Justin Connelly – powiedział, wkładając 

w uśmiech cały swój czar. – Kim jest moją asystentką.

– Lucille Brown – przedstawiła się zalotnie kobieta.
– Miło mi panią poznać, pani Brown. Zastanawiałem się...
–   Panno   Brown   –   poprawiła   go.   Odpięła   łańcuch, 

otworzyła szerzej drzwi. Justin zobaczył drobną staruszkę w 
jaskrawozielonym dresie. – Ciągle jeszcze czekam, aż pojawi 
się ktoś odpowiedni – zaczęła staruszka.

Justin   pomyślał,   że   biorąc   pod   uwagę   jej   wiek,   ktoś 

odpowiedni   musiał   się   pojawić   już   dawno   temu,   a   potem 
odejść.

– Eee... panno Brown...
–   Proszę   mi   mówić   Lucy   –   pouczyła   go,   trzepocząc 

rzęsami.

– Eee... Lucy, czy może pani wie, gdzie jest Kim?
–   Powiedziała,   że   nie   będzie   jej   przez   cały   weekend. 

Miała zamiar pojechać z przyjaciółmi na plażę.

– Z przyjaciółmi – powtórzył Justin, bardziej do siebie niż 

do   Lucy,   próbując   sobie   przypomnieć,   czy   Kim   była 

117

background image

zaprzyjaźniona   z   którymś   z   kolegów   z   pracy.   –   Czy 
powiedziała, jak się ci znajomi nazywają?

–   Nie,   ale   to   był   ten   sam   młody   człowiek,   który 

przyjechał po nią kilka tygodni temu.

Justin poczuł śmiertelny  chłód, a zaraz potem oblał go 

wrzątek.

– Jest bardzo przystojny – kontynuowała spokojnie Lucy. 

– Prawie tak wysoki jak pan i ma śliczne pośladki.

– Dziękuję, Lucy – wyjąkał Justin zaszokowany.
Wrócił do domu. Zazdrość wgryzała mu siew serce. Sama 

myśl   o   tym,   że   Kim   jest   z   kimś   innym,   całuje   innego 
mężczyznę,  doprowadzała go do furii. W  nocy  prawie  nie 
spał,   a   przed   oczami   miał   Kim   z   kochankiem.   W   końcu, 
wczesnym   rankiem   wmówił   sobie,   że   to   on   jest   za   to 
odpowiedzialny,   bo   to   on   obudził   w   niej   namiętność.   Ale 
poczucie   odpowiedzialności   nie   miało   nic   wspólnego   z 
uczuciami, jakie nim targały. Był chory z zazdrości, bo chciał 
mieć Kim tylko dla siebie. Teraz to sobie uświadomił. I przy 
pierwszej okazji jasno jej to powie.

Tyle że na okazję czekał aż do poniedziałku. Wreszcie, 

gdy dochodziła już piąta, szczęście się do niego uśmiechnęło. 
Kim   przyszła   do   gabinetu   z   całą   stertą   dokumentów   do 
podpisu.

Podpisywał je bezmyślnie, bo czuł tylko jej bliskość, jej 

zapach.

–   Próbowałem   się   z   tobą   skontaktować   w   czasie 

weekendu – powiedział.

118

background image

–   Wiem.   Przesłuchałam   taśmę   po   powrocie   wczoraj 

wieczorem. Ale było już za późno, żeby oddzwaniać.

– Spędziłaś miło czas na plaży ze swoim przyjacielem? – 

spytał, nawet nie usiłując ukryć irytacji.

– Skąd wiesz, że pojechałam na plażę?
– Twoja sąsiadka, Lucy, mi powiedziała.
– Rozmawiałeś z Lucy? – zdumiała się Kim.
– Tak. Gdy nie przyjmowałaś telefonów, pomyślałem, że 

mnie   unikasz.   Pojechałem   więc   do   ciebie.   Wyobraź   sobie 
moje zdziwienie, gdy się dowiedziałem, że na cały weekend 
pojechałaś ze swoim chłopakiem na plażę.

– Z moim chłopakiem?
–   Do   licha,   Kim!   Nie   udawaj   niewinnej!   Lucy   mi 

powiedziała, że to ten sam facet, który przyjechał po ciebie 
parę tygodni temu. Nie rozumiem tylko, dlaczego, do diabła, 
kochałaś się ze mną, jeśli jesteś już z kimś związana.

Kim otworzyła usta, zamknęła je, a Justin groźnie patrzył 

w   te   niebieskawozielone   oczy,   które   coraz   bardziej   się 
chmurzyły. Już ruszyła do drzwi, ale jeszcze się odwróciła.

– Po pierwsze, nie jestem ci winna żadnych wyjaśnień.
– Wiem, ale...
– Po drugie, nie jestem ani nie byłam związana z nikim 

prócz ciebie.

Spojrzał na nią przez zmrużone oczy.
– A co z tym facetem i jego ślicznymi pośladkami?
– Pośladkami... ?
– Właśnie. Wywarł na Lucy wielkie wrażenie.

119

background image

– Na Lucy każdy mężczyzna wywiera wielkie wrażenie – 

poinformowała   go   Kim.   –   A   ten   akurat   był   kierowcą 
limuzyny wynajmowanej przez twoją siostrę Tarę. Wygląda 
na to, że, wynajmując samochód, prosi zawsze o tego samego 
kierowcę. I właśnie on przyjechał po mnie na aukcję, a także 
w   sobotę,   gdyż   Tara   zaprosiła   mnie   do  swojego   domu  na 
plaży. Wystarczy? – Kim przerwała, zawieszając głos.

– Byłaś z moją siostrą?
– Tak. Zadzwoniłam do niej, by jeszcze raz podziękować 

za zaproszenie na ów pamiętny bal. I gdy wspomniała, że 
musi coś załatwić w związku ze ślubem Alexandry i szuka 
opiekunki do swojego synka, zaproponowałam, że ja z nim 
zostanę. Wtedy Tara zaprosiła mnie na weekend nad jezioro, 
a   ponieważ   nie   miałam   żadnych   planów,   przyjęłam   jej 
zaproszenie.

Czując się jak ostatni idiota, Justin opadł na krzesło.
– Kim, przepraszam. Myślałem...
– Wiem, co myślałeś. A teraz, jeśli mi wybaczysz, mam 

jeszcze mnóstwo pracy.

Praca okazała się najlepszym lekarstwem. A dzięki temu, 

że   wybuchła   epidemia   grypy   i   trzeba   było   zastępować 
nieobecnych,   Kim   przez   resztę   tygodnia   była   za   bardzo 
zajęta, by gryźć się myślami o komplikacjach, jakie związek 
z Justinem wprowadził w jej życie. Poza tym na szczęście 
Justin wyjeżdżał, tak więc nie była narażona na rozmowy z 
nim.   Tyle   że   nie   mogła   dłużej   przed   sobą   ukrywać 

120

background image

poważnego opóźnienia w comiesięcznym cyklu.

Wreszcie kupiła test ciążowy i wieczorem, po powrocie z 

pracy, otworzyła opakowanie i postąpiła zgodnie z instrukcją. 
Kilka   minut   później,   wstrzymując   oddech,   spojrzała   na 
wynik.

– Różowe – szepnęła. A więc jest w ciąży.
Opadła   na   krzesło   przy   kuchennym   stole   i   dała   się 

ponieść   burzy   najróżnorodniej   szych   uczuć.   Podnieceniu. 
Strachowi.   Radości.   Będzie   miała   dziecko!   Przypomniała 
sobie synka Tary i to, jak miło było trzymać go w ramionach. 
Już sobie wyobrażała swoje uczucia, gdy będzie trzymała w 
ramionach dziecko Justina.

Justin.
Natychmiast otrzeźwiała. Jak ona mu to powie? I co on 

jej   odpowie?   Może   nie   powinna   go   powiadamiać.   Chyba 
powinna  wyjechać  z  dzieckiem,  zacząć   nowe  życie  gdzieś 
indziej.   Ale   szybko   uznała,   że   tego   zrobić   jej   nie   wolno. 
Justin ma prawo wiedzieć o swoim dziecku, a dziecko ma 
prawo wiedzieć, że ma ojca. Ona sama wyrosła bez ojca. Nie 
powinna skazywać na to swego dziecka.

Zakręciło jej się w głowie, aż musiała głęboko oddychać. 

Musi   się   zapisać   do   swojej   ginekolog,   żeby   potwierdzić 
ciążę. W pierwszej wolnej chwili zadzwoni, by się umówić.

Mogła   się   tym   zająć   dopiero   po   południu   następnego 

dnia.

– Czy doktor Stevens może mnie przyjąć jutro?

121

background image

– Niestety, panno Lindgren, ma wolną godzinę dopiero w 

przyszłym tygodniu. Ale jeżeli to pilne...

– Nie, to nic pilnego. Jednak proszę mnie zawiadomić, 

gdyby   ktoś   odwołał   wizytę.   Naprawdę   chciałabym   przyjść 
jak najszybciej.

– Dobrze.
Odkładając   słuchawkę   Kim   zastanawiała   się,   jak   w   tej 

niepewności wytrzyma do przyszłego tygodnia. I jak powie 
najbardziej   rozchwytywanemu   kawalerowi   w   Chicago,   że 
zostanie   ojcem?   Rozległ   się   dzwonek   interkomu.   Kim 
zmusiła   się   do   opanowania   i   skoncentrowania   na   pracy. 
Weszła do gabinetu Justina.

– Możesz zrobić pięć kopii tych umów, o których dziś 

mówiłem?

–   Zaraz   się   rym   zajmę   –   odpowiedziała   i   ruszyła   do 

drzwi.

–   Kim.   Dobrze   się   czujesz?   Wydajesz   mi   się... 

roztargniona. Jeżeli to przeze mnie, już cię przepraszałem. A 
gdybyś mi pozwoliła...

–   Justinie,   naprawdę   nie   chcę   o   tym   teraz   rozmawiać. 

Podszedł do niej i położył rękę na ramieniu.

– Robiłem co mogłem, żeby cię nie drażnić. Ale, do licha, 

wcześniej czy później musimy porozmawiać o tym, co się 
między nami dzieje.

– Wiem – powiedziała. – Ale nie teraz. Proszę.
– No, dobrze – zgodził się i ją puścił.
Kim poszła do siebie. Bała się, że jeżeli nadal będzie dla 

122

background image

niej taki dobry, zacznie się mazać i powie mu o wszystkim. 
Jak może przyjmować jego dobroć, skoro właśnie ma zamiar 
wywrócić jego życie do góry nogami?

Do pokoju z kopiarkami szła jak automat Na szczęście nie 

było tu nikogo. Wdzięczna losowi, że nie musi wdawać się w 
pogawędki z koleżankami, zaczęła robić kopie. Zagubiona w 
myślach, dopiero po chwili uświadomiła sobie, że słyszała, 
jak zamykają się drzwi. Nerwowo się odwróciła i zobaczyła 
Roberta Marsha. Stał na tle drzwi, na ustach miał obłudny 
uśmiech.

– Jeżeli potrzebujesz kopiarki, za chwilę będzie wolna – 

powiedziała.

– Nie spiesz się – odparł i ruszył w jej kierunku. – Wiesz, 

Kim, naprawdę powinnaś wyrzucić te służbowe garsoneczki. 
Odkąd   zobaczyłem,   jak   na  balu   roztaczasz   swoje   wdzięki, 
uważam ukrywanie ich za zbrodnię.

– Gdy będę chciała twojej rady w sprawie ubrań, to cię o 

nią   poproszę   –   burknęła   i   odwróciła   się   z   powrotem   do 
kopiowania.

– Chętnie poradziłbym ci też w innych sprawach. – Kim 

zorientowała się, że Marsh podszedł bliżej. – Na przykład, 
jestem pewny, że potrafię cię zadowolić krótkim, gorącym 
numerkiem o wiele lepiej niż twój Justin Connelly.

Kim   szarpnęła   się,   gdy   poczuła   jego   ręce   na   swoich 

włosach. Chwyciła dokumenty i, trzymając je przed sobą jak 
tarczę, okręciła się na pięcie.

– Jeszcze raz mnie dotkniesz, a przysięgam, że długo to 

123

background image

popamiętasz. A teraz wynoś się stąd.

– O co ci chodzi? Nie nazywam się Connelly, więc nie 

jestem dla ciebie dość dobry? No ale przecież  żenię się z 
panną z tej rodziny. To ci nie wystarczy?

– Wynoś się! – powtórzyła Kim. Nie podobały jej się złe 

błyski w oczach Marsha.

–   Dobrze,   ale   najpierw   chcę   popróbować   tego,   co   już 

dałaś Connelly’emu.

Zdając sobie sprawę z zagrożenia, Kim szybko ruszyła do 

drzwi.   Jednak   Marsh   zablokował   jej   drogę.   Cofnęła   się   o 
krok, ale za nią był już tylko stół. Marsh uśmiechnął się tak, 
że krew zastygła jej w żyłach.

– Pozwól mi wyjść! – zażądała ostro.
Chwycił ją za ręce. Papiery rozsypały się na podłodze, a 

Kim  usiłowała   się   wyrwać,   celując   kolanem   w   jego   czułe 
miejsce. Jednak Robert przewidział atak.

–   Ach,   dzielna   wojowniczka   –   roześmiał   się.   –   Lubię 

takie kobiety.

Kim   była   już   nie   na   żarty   wystraszona,   ale   także   zła. 

Sięgnęła za siebie i przesunęła ręką po stole w poszukiwaniu 
jakiejś   broni.   Jej   palce   zacisnęły   się   na   zszywaczu. 
Wyciągnęła rękę do góry, trzymając zszywacz jak miecz.

– Marsh, natychmiast puść, bo rozbiję ci głowę!
–   Wiesz,   wydaje   mi   się,   że   byłabyś   do   tego   zdolna   – 

powiedział Robert z namysłem. Błyskawicznie chwycił ją za 
nadgarstek   tak,   że   zwolniła   chwyt,   a   zszywacz   spadł   na 
podłogę.

124

background image

Kim   jęknęła   z   bólu,   ale   przypływ   adrenaliny 

spowodowany strachem dodał jej nadludzkich sił. Przeorała 
Marshowi twarz paznokciami i z satysfakcją usłyszała, jak 
wrzeszczy z bólu.

– Ty mała dziw... – zaczął wściekle, ale nagle coś go od 

niej oderwało. Przeleciał przez pokój i całym ciałem uderzył 
w ścianę. To Justin przybył Kim na ratunek. A teraz dołożył 
Marshowi pięścią w twarz.

Marsh wywinął się i chciał uderzyć Justina. Ale ten nawet 

się nie uchylił. Po kilku sekundach ciało Marsha zwiotczało. 
Justin spojrzał na Kim.

– Zrobił ci krzywdę?
– Nie. Nic mi nie jest. Zostaw go.
W końcu Justin odstąpił, a Marsh, jęcząc, zwalił się na 

podłogę.

–   Chcesz   wnieść   oskarżenie   o   napad?   –   spytał   Justin, 

zwracając się do Kim.

– Nie.
– Masz szczęście, Marsh – parsknął Justin z furią. – A 

teraz wynoś się stąd, zanim zmienię zdanie i stłukę cię tak, 
jak na to zasługujesz.

Marsh pozbierał się i otarł krwawiący nos.
– Nie chciałem jej zgwałcić. To ona do mnie przyszła. 

Próbowała...

Justin   chwycił   go   za   koszulę   i   jeszcze   raz   uderzył   w 

twarz.

– Zamknij się, Marsh. Zamknij się, zanim wyrwę ci ten 

125

background image

kłamliwy język.

– Ale, Justinie...
– Mówiłem, że masz się wynosić! – Justin podszedł do 

telefonu   i   wybrał   numer   ochrony.   –   Tu   Justin   Connelly. 
Niech   ktoś   przyjdzie   do   pokoju   kopiarek   i   wyprowadzi 
Roberta Marsha z budynku.

– Nie możesz tego zrobić! – zaprotestował Marsh.
– I tu się mylisz, chłopie. Boja mogę tu zrobić wszystko, 

co chcę.

Do pokoju weszli dwaj ochroniarze.
– Panie Marsh, proszę z nami. Marsh wyrwał się z chwytu 

Justina.

– Jeszcze tego pożałujesz!
–   Doprawdy?   Ciekaw   jestem   tylko,   jak   cię   potraktuje 

Alexandra, gdy się dowie, co się tu wydarzyło!

Mimo że z ust płynęła mu krew, Marsh uśmiechnął się 

butnie.

– I myślisz, że uwierzy? Tej małej poszukiwaczce wrażeń 

sypiającej   ze   swoim   szefem,   czy   też   mężczyźnie,   którego 
kocha  na  tyle  mocno,   że  pragnie  wyjść  za  niego  za mąż? 
Justin już ruszał na Marsha, ale Kim chwyciła go za ramię.

– Justinie, proszę. On nie jest tego wart.
– Wyprowadźcie go – polecił Justin ochroniarzom. A gdy 

zostali sami, objął Kim i mocno przytulił.

126

background image

Rozdział 9

– Justin? – szepnęła Kim wtulona w jego pierś.
– Daj mi minutkę. – Obejmował ją mocno, starając się 

zwalczyć   furię,   jaka   go   ogarnęła   na   widok   Marsha 
napastującego   Kim.   Gdy   w   końcu   trochę   się   opanował, 
zwolnił uścisk i łagodnie dotknął jej twarzy. – Naprawdę nic 
ci się nie stało?

–  Naprawdę   –   szepnęła.   –   Och,  twoja   ręka!   –  jęknęła, 

zauważając z przerażeniem poranione kostki palców.

– To nic takiego. – Chwycił ją za ramię. – Od jak dawna 

Marsh cię prześladował?

Kim uniosła wzrok.
– Dziś po raz pierwszy zagroził mi fizycznie – odparła. – 

Do tej pory zadowalał się rozsiewaniem plotek.

– Jakich plotek?
– O tobie i o mnie. Jak próbuję cię złapać w sidła. Uniósł 

jej brodę tak, by mógł jej spojrzeć w oczy, – Dlaczego mi nie 
powiedziałaś?   Powstrzymałbym   go.   Zaraz   porozmawiam   z 
pracownikami i....

– Nie. To by tylko pogorszyło sprawę. Proszę, obiecaj, że 

nic nie powiesz.

– Niech będzie – zgodził się – chociaż wcale mi się to nie 

podoba. To nieuczciwe wobec ciebie.

– Może i nie, ale ignorowanie plotek to najlepszy sposób, 

by umarły naturalną śmiercią.

127

background image

Pewnie ma rację, pomyślał Justin. Ale to w niczym nie 

ulżyło jego poczuciu winy.

–   Przepraszam   cię.   Za   to,   co   zrobił   ci   Marsh  i   przede 

wszystkim za to, że cię naraziłem na plotki.

– Przecież nie ma w tym twojej winy. To ja postanowiłam 

popłynąć z tobą i wiedziałam, że narażę się w ten sposób na 
niewybredne domysły.

– Popłynęłaś, bo chciałaś oddać mi przysługę.
– Popłynęłam, bo tak chciałam. I niczego nie żałuję. Ale 

może... może lepiej będzie dla wszystkich, jeżeli odejdę stąd.

– Nie – powiedział stanowczo Justin.
– A co z Marshem? I z twoją siostrą?
–   Załatwię   sprawę   z   Marshem.   A   jeżeli   Alexandra   ma 

choć trochę rozumu, rzuci tego faceta, gdy jej powiem, co 
zrobił.

– Ale...
– Nie chcę, żebyś odchodziła. Potrzebuję cię. – Znów ją 

objął. – Co ja bym bez ciebie zrobił?

– Justinie, bez trudu znajdziesz sobie inną asystentkę i...
– Chcę ciebie.
Kim poczuła łzy pod powiekami i odwróciła głowę, żeby 

Justin tego nie zauważył, ale nie udało się. Przez ten cały 
czas,  odkąd razem  pracowali,  Justin   nigdy  nie  widział,  by 
Kim   płakała.   A   teraz   płakała   przez   niego.   Poczuł   się   jak 
ostatni łajdak.

–   Proszę,   nie   płacz.   Cokolwiek   złego   się   stało,   ja   to 

naprawię – obiecał.

128

background image

Pokręciła   głową,   a   łzy   spływały   już   strumieniem   po 

policzkach.

– Nawet ty nie zdołasz tego naprawić.
–   Ale   co   się   stało?   Powiedz   mi   –   błagał,   widząc   jej 

rozpacz. Gdy nadal nic nie mówiła, dodał: – Powiedz. Proszę 
cię. Obiecuję, że cokolwiek by to było, nie zaszokujesz mnie.

– Chyba jestem w ciąży.
Jednak go zaszokowała. Chwilę potrwało, zanim odzyskał 

władzę nad językiem.

– Jesteś pewna? Skinęła głową.
–   Zrobiłam   jeden   z   tych   testów,   które   można   kupić   w 

aptece i wynik był pozytywny. Na przyszły tydzień zapisałam 
się do lekarza, żeby to potwierdzić. Ale nigdy nie miałam 
takiego opóźnienia okresu.

– Pobierzemy się.
Te słowa po prostu wyskoczyły mu z ust, zdumiewając go 

tak samo, jak, sądząc po jej minie, zdumiały Kim.

– Nie mówisz tego poważnie.
Jednak   Justin   uświadomił   sobie,   że   rzeczywiście   tego 

chce.   Nagle   wszystko   stało   się   dla   niego   oczywiste   i 
sensowne. Nigdy jeszcze nie był tak emocjonalnie związany 
z żadną kobietą jak z Kim. Nigdy jeszcze na żadnej tak mu 
nie zależało.

– Mówię jak najbardziej poważnie – zapewnił ją. – To 

najrozsądniejsze rozwiązanie. Lubimy się nawzajem, lubimy 
przebywać   razem.   I   już   wiemy,   jak   bardzo   sobie 
odpowiadamy. Mrugnął porozumiewawczo. A fakt, że jesteś 

129

background image

ze mną w ciąży, to tylko jeszcze jeden powód, byśmy się 
pobrali.

–   Nie   wiem   –   powiedziała   Kim   ze   smutkiem,   który 

sprawił mu większy żal niż jej łzy. – Małżeństwo to bardzo 
poważna sprawa.

– Tak samo jak dziecko – argumentował. – Kim, ja nie 

chcę być dochodzącym ojcem. Pragnę być na stałe z moim 
dzieckiem.   I   dziwiłbym   się,   gdybyś   chciała   skazać   swoje 
dziecko na smutne dzieciństwo.

– Bo nie chcę.
– Kim, wyjdź za mnie – szybko zaproponował.
– Ja... – Kim spojrzała w bok. – Wołałabym poczekać na 

wizytę u lekarza.

– Ale...
– Justinie, proszę. Musimy zaczekać.
–   Dobrze.   Ale   gdy   tylko   to   załatwisz,   zaczniemy 

wszystko   planować.   Chciałbym,   żeby   ślub   odbył   się   jak 
najszybciej.

Kim   nic   nie   odpowiedziała.   Odsunęła   się   od   Justina   i 

przesadnie   westchnęła,   patrząc   na   porozrzucane   po   całej 
podłodze papiery.

– Lepiej zabiorę się do sprzątania – mruknęła, klękając na 

podłodze.

– Zostaw je – nakazał Justin.
– Ale potrzebujesz ich na jutro rano.
–   Powiedziałem,   żebyś   je   zostawiła.   –   Chwycił   ją   za 

ramię i pomógł wstać. – Odwiozę cię do domu.

130

background image

– Nie ma takiej potrzeby.
– Ja tego potrzebuję – oświadczył, wyprowadzając ją z 

pokoju.

– A co z moim samochodem?
–   Każę   ci   go   odprowadzić   pod   dom.   Koniec   dyskusji, 

panno   Lindgren   –   oświadczył   i   pocałunkiem   zmusił   ją   do 
milczenia. – Zabieram cię do domu.

Gdy dojechali, Justin uparł się, że odprowadzi Kim aż do 

drzwi jej mieszkania. A gdy już się tam znaleźli, nie pozwolił 
jej   nic   robić.   Zaparzył   herbatę,   zadzwonił   do   pobliskiej 
restauracji   po   kolację.   Gdy   czekali   na   posłańca,   Kim 
obejrzała jego rękę.

– Nic mi nie jest – wymawiał się, ale w końcu pozwolił 

opatrzyć skaleczenia.

– Dziękuję, że pospieszyłeś mi na ratunek – powiedziała, 

kładąc   maść   na   gazę.   –   Jeszcze   nigdy   nikt   o   mnie   nie 
walczył.

– Nie dziękuj mi, bo to przeze mnie znalazłaś się w takiej 

sytuacji. Starałem się nie słuchać tego, co podpowiadał mi 
instynkt.   Pozwoliłem,   by   związek   Marsha   z   Alexandra 
zagłuszył moje przeczucia.

Kim przyłożyła opatrunek na największe zadrapania.
– Gotowe – stwierdziła. Uniosła wzrok i zobaczyła, że 

Justin   na   nią   patrzy   z   takim   natężeniem,   że   aż   się 
zaczerwieniła.

– Bardzo boli? – spytała.

131

background image

–   Tylko   wtedy,   gdy   oddycham   –   odparł,   a   ona   się 

roześmiała. W tej chwili odezwał się dzwonek przy drzwiach.

– To pewnie nasza kolacja – odgadła.
– Zostań – nakazał jej Justin. – Ja się tym zajmę.
I   zajął   się   wszystkim.   Zapalił   świeczki   na   stoliku   do 

kawy,   rozstawił   apetycznie   pachnące   dania,   podprowadził 
Kim do poduszek, które ułożył na podłodze. A potem uparł 
się, że nauczy ją posługiwać się pałeczkami.

Pół   godziny   później   śmiała   się,   bo   jakoś   nie   potrafiła 

opanować manipulowania tymi chińskimi sztućcami.

– Nigdy się tego nie nauczę – wyznała.
– Więc chyba muszę cię nakarmić.
I zrobił to. A Kim miała wrażenie, że jest uwodzona. W 

sposobie, w jaki Justin podawał jej kąski jedzenia, a potem 
sam  też   jadł,   było   coś   zmysłowego,  erotycznego.   Gdy   już 
zaspokoiła apetyt, odezwał się w niej inny głód. Nie ufając 
sobie, uniosła rękę, gdy Justin przysuwał jej do ust następną 
porcję kurczaka po mandaryńsku.

– Już nie mogę – powiedziała. Tylko że jej zmysły wcale 

jeszcze nie miały dość.

– Doskonale – zgodził się. – Ale jeszcze nie przeczytałaś 

wróżby. – Wybrał ciasteczko szczęścia i podał jej. – Proszę. 
Otwórz.

Kim   zawahała   się.   Chociaż   się   tego   wstydziła,   była 

przesądna   i   jak   mogła   unikała   ciasteczek   szczęścia,   kart 
tarota czy wróżenia z ręki.

– Zachowam je na później.

132

background image

–   Ciasteczko   możesz   zjeść   potem,   ale   czy   nie   chcesz 

wiedzieć,   co   cię   czeka?   Może   właśnie   wysoki,   przystojny 
szatyn? – droczył się z nią.

Kim roześmiała się.
– Chyba w to nie wierzysz?
Uśmiechnął się i położył rękę na sercu.
– Ależ wierzę. A teraz przestań się wykręcać i przeczytaj. 

Kim rozerwała ciasteczko na dwie części i wyjęła z niego 
karteczkę.

– No, przeczytaj na głos – ponaglił ją, gdy W milczeniu 

wpatrywała się we wróżbę.

Przełknęła ślinę i przeczytała:
– „Czeka cię wielkie szczęście”.
– Bardzo dobra wróżba – ucieszył się Justin.
–   A   co   mówi   twoja?   –   spytała,   bojąc   się   uwierzyć   w 

przepowiednię, chociaż bardzo chciała.

– Zaraz zobaczymy. „Mądry mężczyzna zmienia okazję w 

powodzenie” – przeczytał. – To bardzo słuszne – zaśmiał się. 
Ale zaraz w jego głosie pojawiła się czułość. – Nie potrzeba 
tej   chińskiej   wróżby,   by   wiedzieć,   że   jesteś   w   ciąży,   a 
małżeństwo z tobą udowodni, że mam szczęście.

– Robi się późno – powiedziała Kim. Wstała i zabrała się 

do sprzątania.

Justin westchnął.
–   To   chyba   wskazówka,   żebym   już   sobie   poszedł.   – 

Także wstał i pomógł jej odnieść pojemniki do kuchni.

Gdy skończyli, Kim odprowadziła go do drzwi.

133

background image

– Jeszcze raz dziękuję ci za wszystko.
–   Do   jutra   –   pożegnał   ją   Justin   i,   zanim   zdążyła 

odpowiedzieć,   dotknął   jej   twarzy   i   pocałował   ją.   –   Śnij   o 
mnie.

I Kim o nim śniła. Tej nocy, a także następnej. A w dzień, 

gdy nie śniła, też wypełniał wszystkie jej myśli.

Nie   zauważyła,   by   kogoś   w   firmie   zdziwił   nagły 

służbowy wyjazd Roberta Marsha poza miasto, chociaż już 
za   kilka   dni   miał   się   żenić.   O   tym,   co   się   stało   tamtego 
wieczoru,   Justin   nie   powiedział   nikomu.   Nie   chciał,   by 
Alexandra z plotek dowiedziała się o zachowaniu swojego 
narzeczonego,   a   sam   do   tej   pory   nie   miał   okazji   z   nią 
porozmawiać, ponieważ jej też nie było w Chicago. Ale Kim 
podejrzewała,   że   to   tylko   pół   prawdy.   Domyślała   się,   że 
Justin ją również chce chronić.

Poza   tym,   używając   jako   pretekstu   tego,   że   nie   ufa 

Marshowi,   przez   następne   dni   spędzał   z   nią   dużo   czasu. 
Dlatego   trochę   trwało,   zanim   sobie   uświadomiła,   że 
całkowicie   wmieszał   się   w   jej   życie.   Zabrał   ją   na   mecz 
baseballu;   któregoś   popołudnia   przytaszczył   stertę   taśm   ze 
starymi filmami i wszystkim, co potrzebne, by przygotować 
popcorn. Namówił ją, by poszła z nim puszczać latawiec, a 
ona zaciągnęła go do kilku muzeów. Wyśledził jej słabość do 
czekoladowych ciasteczek i zaskoczył ją, przynosząc kiedyś 
na   śniadanie   te,   które   najbardziej   lubiła.   Odkryła,   z   jakim 
entuzjazmem   pracuje   w   młodzieżowym   centrum. 
Dowiedziała   się,   że   jest   miłośnikiem   sportu   i   że   bardzo 

134

background image

przejmuje się losem bezdomnych zwierząt. I im więcej czasu 
z   nim   spędzała,   tym   bardziej   była   tym   człowiekiem 
zauroczona.

Gdy całował ją na dobranoc, czuła, że żyje. Nie próbował 

się z nią znowu kochać, ale było wyraźnie widać, z jakim 
trudem   się   opanowuje,   i   to   dawało   jej   nadzieję.   Nie 
zaciągnęła go do łóżka tylko dlatego, że ani razu nie wyznał 
jej miłości. Oczywiście, oświadczył się i nie ukrywał, jak jej 
pragnie. Wierzyła mu, gdy mówił, że ją szanuje. I nie wątpiła 
w jego szczerość, gdy opowiadał, jak mogłoby wyglądać ich 
wspólne   życie,   ich   i   dziecka.   Ale   ani   razu   nie   powiedział 
tego, co chciała usłyszeć najbardziej: że ją kocha.

Do wizyty u lekarza zostały jeszcze dwa dni. Gdy będzie 

już   pewna   ciąży,   musi   dać   Justinowi   odpowiedź   na 
propozycję małżeństwa.

Co   ma   mu   powiedzieć?   Że   potrafi   go   kochać 

wystarczająco,   by   to   wystarczyło   za   nich   oboje.   Justin 
pragnął jej. W to nie wątpiła. Czy pożądanie można zmienić 
w miłość?

Dzwonek telefonu wyrwał Kim z zamyślenia.
– Co ty tu jeszcze robisz?
– Justinie – uśmiechnęła się. – Były trzy telefony: pan....
–   Nie   po   to   dzwonię.   Masz   zaraz   zamknąć   biuro   i 

przyjechać do mnie. A może zapomniałaś, że zaprosiłem cię 
na kolację?

– Nie zapomniałam.
– Więc się pospiesz. Tęsknię za tobą.

135

background image

Justin   odłożył   słuchawkę   i   uśmiechnął   się   do   siebie. 

Powiedział Kim prawdę. Chociaż nie było go w mieście tylko 
przez jeden dzień, tęsknił za nią. Tak po prostu było. I tak 
samo przyjmował za pewnik, że przekona Kim, by za niego 
wyszła.

Przecież Kim go kocha. Nie należy do tych kobiet, które 

sypiają z mężczyzną, jeśli go nie kochają. No i jest z nim w 
ciąży.

Powstrzymał   się   od   pójścia   z   nią   do   łóżka   przez   cały 

ostatni tydzień, chociaż rozpaczliwie tego pragnął. Było to 
największe   wyzwanie,   jakiego   się   ostatnio   podjął. 
Postanowił, że będzie się z nią znowu kochał, gdy uzyska 
pewność, że wkrótce będą małżeństwem.

Odsunął   się   trochę,   rzucił   ostatnie   spojrzenie   na   stół. 

Zadowolony,   sprawdził,   czy   na   pewno   ma   w   kieszeni 
pudełeczko   z   pierścionkiem.   Miał.   Teraz   Kim   może   już 
przyjść.

Na dźwięk dzwonka do drzwi uśmiechnął się.

Nadal   się   uśmiechał,   gdy   skończyli   jeść   i   poprowadził 

Kim na taras.

– Masz ochotę na deser? – spytał.
– Nie, dziękuję. – Stanęła przy poręczy i popatrzyła na 

niebo. – Jest tak pięknie.

– Tak – przyznał.
Rzuciła mu spojrzenie z ukosa.

136

background image

– Mówiłam o niebie.
– A ja myślałem o tobie.
Kim zaczerwieniła się i znów spojrzała w niebo.
–   Chyba   nigdy   jeszcze   nie   widziałam   tylu   gwiazd.   I 

takiego   księżyca.   Taki   właśnie   moja   matka   nazywała 
„księżycem kochanków”.

Z pokoju dobiegała ich jakaś romantyczna melodia. Justin 

dotknął ręki Kim.

– Zatańcz ze mną.
Wsunęła się w jego ramiona. Jak ona mi pasuje, pomyślał 

Justin. Gdy melodia się skończyła, pocałował Kim.

– Chcę się z tobą kochać – poprosił.
Później, gdy znów mógł myśleć, spojrzał na Kim leżącą 

obok niego w łóżku i uświadomił sobie, że nigdy jeszcze nie 
czuł takiego spokoju. To było tak, jakby przebywanie z nią 
wypełniło w nim jakąś pustkę, o której przedtem nawet nie 
wiedział.   Dzięki   Kim   stawał   się   kompletny.   Pomyślał   o 
dziecku i wyobraził sobie, jak we trójkę zaczynają wspólne 
życie.

I wtedy przypomniał sobie, że nie dał jej zaręczynowego 

pierścionka.

– Co się stało? – spytała Kim, wyczuwając w nim jakąś 

zmianę, – Właśnie myślałem, że nie tak sobie wyobrażałem 
dzisiejszy wieczór.

– Nie? A ja, gdy tu przyszłam i zobaczyłam te zapalone 

świece   i   usłyszałam   łagodną   muzykę,   pomyślałam,   że 
wszystko sobie zaplanowałeś.

137

background image

Justin uśmiechnął się.
–   Pozwól,   że   wyrażę   to   inaczej.   Chciałem   się   z   tobą 

kochać i miałem nadzieję, że tak się stanie. Ale przedtem 
zamierzałem zrobić coś innego.

– Co takiego?
Roześmiał się na widok jej zdziwionej miny i ucałował ją 

w usta.

–   Coś   ci   dziś   kupiłem   i   chciałem   ci   to   dać,   zanim 

dojdziemy do następnego punktu programu.

–   Nie   musisz   kupować   mi   prezentów   –   powiedziała 

gniewnie.

– To niezupełnie prezent. Raczej obietnica. – Sięgnął do 

kieszeni   rzuconych   na   podłogę   spodni   i   podał   jej   czarne 
aksamitne pudełeczko. – Otwórz.

– Och, Justinie – zachwyciła się, gdy zobaczyła, co jest w 

środku.

– Jeżeli ci się nie podoba, możemy iść go wymienić.
–   Nie.   Jest   piękny.   To   najpiękniejszy   pierścionek   na 

świecie. Wyjął go z pudełka, wziął jej lewą rękę i, patrząc w 
oczy, włożył pierścionek na palec Kim.

– Kim, wyjdź za mnie.
– Ja... – Łzy zamgliły jej wzrok. – Justin, nie mogę tego 

przyjąć. A przynajmniej jeszcze nie teraz. Umówiliśmy się, 
że poczekamy, aż lekarz potwierdzi ciążę.

– To tylko zwykła formalność. Przecież wiemy, że jesteś ) 

ze mną w ciąży, a ja cię proszę, byś została moją żoną.

–   Musimy   zaczekać   –   nalegała.   –   Idę   do   lekarza   już 

138

background image

pojutrze.   Jeżeli   potwierdzi,   że   spodziewam   się   dziecka, 
wyjdę za ciebie.

Gdy zaczęła zdejmować pierścionek, Justin chwycił ją za 

ręką.

– Zachowaj go. Bo będziesz moją żoną.

139

background image

Rozdział 10

Śniła.
Wiedziała,   że   to   sen,   ale   mimo   to   uśmiechała   się, 

wyobrażając sobie, że usta Justina lekko muskają jej wargi, a 
ręka bawi się jej włosami. Mocno zaciskając oczy starała się 
zatrzymać ten sen jeszcze choć przez chwilę.

– Chciałbym zostać tu z tobą, ale, niestety, muszę już iść. 

Kim otworzyła oczy i spojrzała na Justina, który się nad nią 
pochylał.

–   Jesteś   prawdziwy!   –   wykrzyknęła,   dotykając   jego 

policzka.

– Pewnie, że tak. – Pocałował czubki jej palców.
– Myślałam, że śnię.
– Hm. To był miły sen? – Zsunął kołdrę, obnażając jej 

piersi.

– O, tak – jęknęła, gdy ją całował.
Ale Justin westchnął i z powrotem ją przykrył.
–  Muszę   iść.   Czekają   mnie  dwie   godziny   jazdy.   Jeżeli 

zaraz nie wyjdę, spóźnię się na spotkanie.

Kim spojrzała na zegarek i, pociągając kołdrę pod szyję, 

usiadła.  Nagle rozbolał  ją brzuch. Skrzywiła  się, – Co  się 
stało? – spytał Justin, a w jego ciemnych oczach odmalował 
się niepokój.

– To chyba lekka niestrawność. Pewnie od wczorajszych 

potraw – zażartowała.

140

background image

– Wieczorem nie narzekałaś.
– Chciałam być uprzejma.
–   No,   jeśli   tak   mówisz...   Ale   skoro   gardzisz   moimi 

kuchennymi talentami, dziś ty szykujesz kolację.

– Dobrze – zgodziła się Kim. – Jesteśmy umówieni na 

randkę. Ale teraz musisz już iść, a ja też powinna Wstawać, 
jeżeli nie chcę się spóźnić do pracy. Bo wiesz, mój szef to 
prawdziwy poganiacz niewolników.

– Poganiacz niewolników, tak? A więc, panno Lindgren, 

za   karę   proszę   się   przygotować   na   mnóstwo   pracy   po 
godzinach dziś wieczorem. – Znów ją pocałował, a potem 
wziął za rękę i popatrzył na pierścionek, który włożył jej na 
palec wczoraj. – Ładnie tu wygląda – zauważył.

–   Tak,   ładnie.   –   Serce   Kim   zadrgało   z   miłości.   Gdy 

spojrzała   w   górę   i   zauważyła   błysk   w   jego   oczach, 
roześmiała się. – Idź już.

–   No,   dobrze.   Już   idę.   Potem   do   ciebie   zadzwonię   – 

obiecał i już go nie było.

Kim   przytuliła   poduszkę   i   wdychała   zapach   Justina. 

Wyobrażała sobie, jak codziennie budzi się przy nim, dzieli 
jego łóżko, jego dom, jego życie.

Przycisnęła rękę do pobolewającego brzucha i pomyślała 

o   dziecku,   które   w   niej   rośnie.   Czy   Justin   będzie   chciał 
więcej dzieci? Miała taką nadzieję. Kim była jedynaczką i nie 
czuła się z tym dobrze. Już sobie wyobrażała tę parkę: synka 
i   córeczkę.   Uśmiechnięta,   odgarnęła   kołdrę,   a   wtedy   w 
promieniu   światła   zaiskrzył   się   brylant   w   jej   pierścionku. 

141

background image

Przypomniała sobie, jak Justin patrzył na nią, gdy wkładał 
pierścionek na palec i prosił, by za niego wyszła.

W   tym   wszystkim   brakowało   tylko   jednego.   Nie 

powiedział,   że   ją   kocha.   To   bolało.   Jednak   natychmiast 
odepchnęła   od   siebie   te   myśli,   żeby   nic   nie   zakłócało   jej 
szczęścia. Odrzuciła kołdrę i poszła do łazienki.

Biorąc prysznic, myślała o Justinie. Nie kocha jej, ale mu 

zależy. Tego była pewna. Muszą też myśleć o dziecku. To 
wystarczy. Będzie dla niego dobrą żoną i dobrą matką dla ich 
dziecka, tego była pewna. Zakręciła kran, włożyła szlafrok 
Justina i wróciła do sypialni.

Znalazła   swoje   ubranie   rzucone   byle   jak   obok   łóżka. 

Przypominając   sobie,   dlaczego   tak   leży,   roześmiała   się   na 
głos. Nie tylko Justin ryzykował, że wszędzie się dziś spóźni, 
pomyślała, szybko się ubierając. Jeżeli nie chce pokazać się 
w pracy we wczorajszym stroju, musi pędzić do domu i się 
przebrać. Znów zabolał ją brzuch. Przycisnęła do niego rękę. 
Chyba zaszkodził jej ten sos pomidorowy przyrządzony przez 
Justina.   Gdy   tylko   wróci   do   siebie,   weźmie   jakieś   środki 
przeciwbólowe.

W  domu  natychmiast  pobiegła   do  apteczki.  Sprawdziła 

jeszcze na ulotce, czy można wybrany lek zażywać w czasie 
ciąży i połknęła pół tabletki. Szybko się przebrała w lekką, 
jasną sukienkę, a potem sięgnęła po szpilki, by upiąć włosy w 
kok, ale rozmyśliła się i zostawiła je rozpuszczone.

Niechętnie zdjęła pierścionek z palca i wrzuciła go, do 

torebki. Chociaż plotki w pracy ucichły, pierścionek na palcu 

142

background image

Kim   znów   by   je   pobudził.   Poza   tym   zamierzała   przyjąć 
oświadczyny Justina, ale obiecała sobie, że zaczeka z tym, aż 
lekarz potwierdzi jej ciążę. A gdy to się już stanie, będzie 
musiała   zebrać   siły,   by   stawić   czoło   reakcji   kolegów   w 
firmie. Chociaż samą ją to dziwiło, nie przejmowała się tym 
aż   tak   bardzo,   jak   jeszcze   niedawno.   Chwyciła   torebkę   i 
klucze,   i   pojechała   do   pracy   w   nadziei,   że   zanim   się   tam 
znajdzie, tabletka podziała i brzuch przestanie ją boleć.

Jednak jej nadzieje się nie spełniły. Godzinę później lekki 

ból się nasilił. Zaalarmowana, pobiegła do toalety. A tam z 
przerażeniem odkryła, że krwawi.

Po   kilku   minutach   przerażona   dzwoniła   do   gabinetu 

zaufanej lekarki.

–   Tu   Kimberly   Lindgren   –   przedstawiła   się.   –   Jestem 

umówiona   z   doktor   Stevens   na   jutro,   ale   muszę   się   z   nią 
zobaczyć dziś. Najlepiej zaraz.

– Czy to coś pilnego, panno Lindgren?
– Tak. To pilne. Jestem... jestem w ciąży. A przynajmniej 

tak sądzę, ale zaczęłam krwawić. Zaraz przyjadę.

Odłożyła   słuchawkę,   tak   spokojnie   jak   zdołała, 

poinformowała recepcjonistkę, że wychodzi, i pojechała.

Po   badaniu,   tamując   łzy,   usiadła   naprzeciwko   doktor 

Stevens, do której chodziła już od pięciu lat.

– Jest pani pewna, że to nie poronienie?
– Tak. Nie była pani w ciąży.
– Ale test wykazał...
– Te testy nie zawsze są miarodajne. Przeważnie można 

143

background image

na   nich   polegać,   ale   czasami   podają   fałszywy   wynik. 
Obawiam się, że w pani przypadku tak właśnie się stało.

–   Przecież   miałam   spóźnienie   miesiączki.   A   nigdy 

przedtem   mi   się   to   nie   zdarzyło   –   argumentowała   Kim. 
Cieszyła się, że to nie jest poronienie, ale mimo wszystko 
czuła się tak, jakby straciła dziecko.

– Nie mogę z całą pewnością powiedzieć, dlaczego tak się 

stało, Może żyła pani w wielkim napięciu i właśnie dlatego 
menstruacja   się   spóźniła.   –   Doktor   Stevens   podała   Kim 
następną chusteczkę.

– Dziękuję – szepnęła Kim, próbując się opanować.
– Z pani reakcji widzę, że chciała pani mieć dziecko.
– Tak – odparła Kim, wiedząc, że lekarka ma na myśli to, 

że   nie   jest   zamężna.   –   Chciałam.   –   Dopiero   teraz 
uświadomiła sobie, jak bardzo pragnęła dziecka, jak bardzo 
przywiązała się już do myśli, że ono w niej rośnie.

–   Jednak   jest   pani   zdrową   młodą   kobietą   i   nie   ma 

przeszkód, by nie miała pani dzieci w przyszłości.

–   Tak,   chyba   tak   –   szepnęła   Kim.   Jeszcze   raz   wytarła 

oczy i wstała. – Dziękuję, że przyjęła mnie pani tak od razu.

– Dam pani proszki przeciwbólowe. Powinny pomóc.
– Dobrze. Dziękuję – powiedziała Kim, ale nie sądziła, by 

jakiekolwiek   środki   przepisane   przez   doktor   Stevens 
pomogły jej na ból serca. O ile jej było wiadomo, jeszcze nikt 
nie wymyślił magicznej pigułki na ból po utracie marzeń.

Jak oszołomiona przeszła przez parking, a gdy dotarła do 

samochodu, wsiadła do niego, oparła głowę na kierownicy i 

144

background image

rozpłakała się.

Płakała,   przejeżdżając   przed   gmachem   Korporacji 

Connellych,   płakała,   dojeżdżając   do   domu.   Na   sekretarce 
telefonicznej   paliło   się   światełko,   ale   je   zignorowała.   Nie 
miała ochoty z nikim rozmawiać. Jeszcze nie. Nie teraz, gdy 
ból serca był tak ostry.

Nie mogła znieść jasnego słońca wpadającego przez okna. 

Zaciągnęła zasłony w całym mieszkaniu. Potem wycofała się 
do swojej sypialni, wyłączyła telefon, rozebrała się, rzucając 
ubranie   na   podłogę.   Wczołgała   się   pod   kołdrę,   zwinęła   w 
kłębek, i od nowa się rozszlochała.

Szlochała, bo nie rosło w niej dziecko Justina i nigdy już. 

tak się nie stanie. Szlochała z żalu po tym, co mogłaby z nim 
dzielić,   a   teraz   już   na   pewno   nie   będzie   jej   to   dane.   I 
szlochała,   bo   już   wkrótce   w   jej   życiu   nie   będzie   Justina. 
Nawet służbowo, jak do tej pory, bo przecież nie może zostać 
w Korporacji Connellych. Myślała o wszystkich marzeniach, 
które   nigdy   się   nie   spełnią,   i   płakała   coraz   żałośniej,   aż 
wreszcie nie została w niej ani jedna łza. Wtedy zasnęła.

Gdy się obudziła, w pokoju było ciemno, a w głowie coś 

jej łomotało. Czuła się jak pijana. Potrzebowała kilku minut, 
by   oprzytomnieć.   Spojrzała   na   zegarek   stojący   na   szafce 
nocnej.   Było   po   jedenastej.   Najwyraźniej   spała 
nieprawdopodobnie   długo.   Nic   dziwnego   zresztą,   bo 
poprzedniej nocy, u Justina, spała bardzo krótko.

Justin!

145

background image

Nagle wszystkie wspomnienia wróciły. Justin dający jej 

zaręczynowy   pierścionek   i   proszący,   by   za   niego   wyszła. 
Potem dzisiejszy dzień, odkrycie, że nie straciła dziecka, że 
w ogóle nie była w ciąży. Ból odezwał się ze zdwojoną siłą, 
miała wrażenie, że w jej sercu obraca się ostry nóż.

Znów rozległ się łomot iw końcu uświadomiła sobie, że 

ktoś się dobija do mieszkania. Zwlokła się z łóżka i, idąc do 
przedpokoju, zapalała po drodze wszystkie światła.

– Kim! – krzyczał Justin, waląc w drzwi.
– Może wezwę policję? Tak się to odbywa we wszystkich 

filmach sensacyjnych – poinformowała Justina Lucy Brown.

Kim otworzyła drzwi.
– Justinie? Co ty tu...
Justin chwycił ją za ramiona i niemal podniósł z podłogi.
– Nic ci nie jest?
Zaskoczona dzikim wyrazem jego oczu, przez chwilę nie 

mogła wydać z siebie żadnego słowa.

– Nic – odpowiedziała w końcu drżącym głosem. Justin 

wyglądał   jak   cień   człowieka.   Krawat   mu   się   przekrzywił, 
policzki ocieniał zarost, a włosy miał rozczochrane tak, jakby 
się tydzień nie czesał.

– Dzięki Bogu – szepnął, zanim zdążyła o coś spytać. A 

potem   przyciągnął   ją   do   siebie   i   pocałował.   Zadziwiła   ją 
desperacja tego pocałunku, bo nie mogła sobie wyobrazić, co 
wprawiło go w aż taką rozpacz.

– No to chyba nie ma po co wzywać policji – odezwała 

się Lucy.

146

background image

Justin  oderwał  usta od warg Kim, ale patrzył  na nią z 

natężeniem.

– Nie, nie ma po co – potwierdził. – Bardzo pani dziękuję, 

ale już teraz sam zajmę się wszystkim.

– Na to wygląda – skomentowała Lucy, wycofując się do 

siebie.

– Co ci jest? Miałaś jakiś wypadek? A może coś się stało 

w   biurze   i   dlatego   wyszłaś   wcześniej?   –   pytał   tymczasem 
gorączkowo Justin.

Kim   nie   wiedziała,   na   które   pytanie   odpowiedzieć 

najpierw. Tak więc potraktowała je w kolejności, w jakiej je 
zadawał.

– Nic mi nie jest. I w biurze  też nic się  nie stało. Po 

prostu... po prostu musiałam wrócić do domu.

– Ale dzwoniłem tu do ciebie. Zostawiłem co najmniej 

dziesięć   wiadomości   na   sekretarce,   pewnie   zająłem   całą 
taśmę. Dlaczego nie odpowiadałaś, jeśli tu byłaś?

–   Justinie,   lepiej   wejdźmy   do   mieszkania.   Musimy 

porozmawiać.

Strach,   jaki   ogarnął   Justina,   gdy   zadzwonił   do   biura   i 

dowiedział   się,   że   Kim   wyszła   wcześniej   z   pracy,   trochę 
zelżał. Najgorsze z jego obaw się nie sprawdziły, ale i tak 
widział,   że   coś   musiało   się   stać.   Coś   naprawdę   złego. 
Wychowywał się pod jednym dachem z trzema siostrami i 
wiedział, że gdy kobieta mówi: „Musimy porozmawiać”, to 
ma do powiedzenia coś, co na pewno nie będzie przyjemne.

147

background image

Idąc   za   Kim   do   mieszkania,   zobaczył   porzuconą   na 

podłodze torebkę i klucze. Zawsze była schludna, więc to też 
wydawało   się   niepokojące.   Tak   samo   jak   wcześniejsze 
wyjście z pracy bez żadnego wyjaśnienia. Zauważył też, że 
idąca   przed   nim   Kim   kuli   ramiona.   I   jego   przeczucie,   że 
zdarzyło się coś okropnego, jeszcze się wzmogło.

– Wiem, że jest późno – powiedziała, odwracając się do 

niego. – Ale może chcesz drinka? Albo kawy?

Justin podszedł do niej i odwrócił jej twarz do światła. 

Oczy miała podkrążone, a na policzkach zostały smugi, na 
pewno od płaczu.

– Nie chcę drinka ani kawy. Chcę się dowiedzieć, co się 

stało.

–   Poszłam   dziś   do   lekarza   –   powiedziała   mu   głosem 

pozbawionym życia.

Poczuł, jak serce mu się ściska ze strachu.
–   Kochanie,   dlaczego   mi   nie   powiedziałaś,   że   jesteś 

chora? – spytał. Podprowadził ją do kanapy i posadził, nadal 
trzymając za rękę.

– Nie jestem chora – poinformowała go, wyrywając rękę 

z jego uścisku.

Opuścił wzrok na jej brzuch, widząc, jak obejmuje się w 

pasie.

– Dziecko? – domyślił się przerażony. – Coś z dzieckiem?
– Nie ma żadnego dziecka.
Justin   na   chwilę   po   prostu   zamarł.   Przez   głowę 

przelatywały mu tysiące myśli.

148

background image

– Czy ty... – przełknął głośno ślinę – ... usunęłaś? Kim 

podniosła   głowę   do   góry   i   Justin   zobaczył   w   jej   oczach 
rozpacz.

– Nie było dziecka. Nie byłam w ciąży.
– Ale test...
– Dał fałszywy wynik.
Zaszokowany,   prawie   nie   zauważył,   że   Kim   wstaje   i 

podnosi   z   podłogi   torebkę.   Siedział   jak   skamieniały   na 
kanapie i próbował zrozumieć to, co mu powiedziała.

Kim nie była w ciąży. Nie będzie dziecka.
Dlaczego więc nagle ogarnęło go takie poczucie straty?
Bo już zaczął czuć się jak ojciec. I jak mąż.
–   Miałam   jutro   do   ciebie   zadzwonić   i   przekazać   ci   tę 

dobrą wiadomość. I oddać ci to.

Justin   podniósł   wzrok.   Kim   stała   teraz   przed   nim,   z 

wyciągniętą   ręką,   na   której   błyszczał   pierścionek.   Justin 
wstał i spojrzał jej w oczy.

– Kim, uważasz, że to dobra nowina?
– Tak – odparła. – Zaproponowałeś mi małżeństwo, gdy 

myślałam, że jestem w ciąży... Postąpiłeś bardzo szlachetnie. 
Nie   każdy   mężczyzna   zdobyłby   się   na   to,   by   wziąć 
odpowiedzialność za dziecko i poświęcić mu swoją wolność. 
To znaczyło dla mnie bardzo wiele, że chciałeś tak postąpić. 
Ale teraz... – głos jej się załamał – nie ma już takiej potrzeby. 
Tak więc oddaję ci pierścionek.

Właśnie ten drżący głos i łzy w oczach Kim powiedziały 

Justinowi, że istnieje jeszcze dla niego nadzieja. Wstał, ale 

149

background image

nie wyciągnął ręki po pierścionek.

– Myślałem, że ci się podobał.
– O, tak.
– Więc dlaczego mi go oddajesz?
Zmarszczyła   brwi   tak   jak   zawsze,   gdy   szukała 

rozwiązania dla jakiejś niezrozumiałej sprawy.

– Nie słyszałeś, co powiedziałam? Nie ma już powodu, 

byśmy się pobrali.

– Och, oczywiście, że jest. Gdy dwoje ludzi się kocha, 

gdy chcą spędzić razem życie, na ogół biorą ślub. Sądzę, że 
to będzie również dobre dla nas.

– Kochasz mnie?
–   Tak   –   powiedział   Justin.   –   I   chyba   się   nie   mylę, 

uważając, że ty też mnie kochasz?

Kim rozpłakała się.
Odebrał od niej pierścionek i ujął ją za rękę.
– A więc, Kim, wyjdziesz za mnie?  Stworzymy  razem 

rodzinę?   Będziesz   miała   ze   mną   dzieci?   Zestarzejesz   siei 
osiwiejesz przy mnie?

– Tak.
Wsunął   jej   pierścionek   na   palec   i   przypieczętował   to 

miejsce pocałunkiem.

– Kim, bardzo cię kocham.
– A ja ciebie mniej – zażartowała, podając mu usta. Justin 

pocałował   ją,   a   gdy   wziął   ją   na   ręce   i   spytał,   gdzie   jest 
sypialnia, radośnie mu ją wskazała.

150

background image

– Nadal jesteś mi winna kolację.
Kim roześmiała się i podparła na łokciu.
– O ile dobrze pamiętam, proponowałam ci kilka godzin 

temu kanapkę, ale ty twierdziłeś, że chcesz jedynie trzymać 
mnie w ramionach, a jedzenie nie jest ci potrzebne.

–   Co   mogę   na   to   odpowiedzieć?   Moje   serce   mówi   co 

innego,   a   żołądek   co   innego.   A   teraz   właśnie   żołądek 
wygrywa i wcale nie jest zadowolony, że nie dostał kolacji.

–   Jeszcze   mi   nie   powiedziałeś,   dlaczego   tak   późno 

przyszedłeś – zauważyła Kim.

Justin zmarszczył czoło.
– Alexandra wróciła wieczorem do domu i poszedłem się 

z nią zobaczyć.

– Powiedziałeś jej o Robercie, prawda?
– Tak. – Na myśl o Marshu twarz Justina stężała.
– Musiała być zrozpaczona.
–   Przeżyła   prawdziwy   wstrząs.   Pewnie   czuła   się   jak 

idiotka, dowiadując się, jak Marsh ją wykorzystywał.

– Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co musiała czuć – 

powiedziała Kim. – Pewnie ją to okropnie zraniło.

–   Chyba   tak.   Ale   nie   jestem   pewien,   czy   to   jej   serce 

zostało zranione, czy też raczej duma.

– Mówiła, co zamierza zrobić?
–   Wiem,   co   powinna   zrobić.   Powinna   go   rzucić   i   być 

wdzięczna losowi, że dowiedziała się jeszcze przed ślubem, 
jaki z niego łajdak.

–   Ale   z   tego   co   mówisz,   domyślam   się,   że   Alexandra 

151

background image

planuje coś innego.

Justin westchnął.
– Powiedziała, że zanim podejmie decyzję, najpierw chce 

porozmawiać z Marshem.

– Ślub jest za trzy dni – zauważyła Kim.
–   Za   dwa   –   poprawił   ją   Justin,   pokazując   okno. 

Wschodziło już słońce. Spojrzał na Kim, pomyślał o nowym 
życiu, jakie właśnie rozpoczynają. – Jedź ze mną do moich 
rodziców – poprosił. – Powiemy im o naszych zaręczynach. 
Niestety, na razie wolałbym powiadomić o tym tylko ich, bo 
chociaż   bardzo   chciałbym   krzyczeć   na   cały   świat,   że 
zgodziłaś   się   za   mnie   wyjść,   chyba   powinniśmy   z   tym 
zaczekać, aż Alexandra podejmie jakąś decyzję.

– Masz rację – zgodziła się Kim. Ale na myśl o spotkaniu 

z rodzicami Justina ogarnęły ją obawy. – Jak oni to przyjmą?

–   Kochanie,   pokochają   cię   tak   samo   mocno   jak   ja   cię 

kocham.

Następnego   dnia   wieczorem   pojechali   nad   jezioro,   do 

rodziców   Justina.   Justin   miał   rację,   pomyślała   Kim,   gdy 
Emma   i   Grant   przyjęli   ją   z   otwartymi   rękami,   serdecznie 
ucałowali   i   w   ogóle   okazywali   wielkie   zadowolenie   z 
wiadomości o ich zaręczynach. Ale zgodzili się też, że nie 
należy   psuć   Alexandrze   dnia,   w   którym   to   ona   miała   się 
znaleźć w świetle jupiterów, więc nowinę ogłosi się dopiero 
po jej ślubie.

– Nie mogę uwierzyć, że nadal zamierza wyjść za tego 

152

background image

faceta   – powiedział  Justin   do Kim,  przynosząc  jej lampkę 
wina.   –   Mogłoby   się   wydawać,   że   po   tym,   co   usłyszała, 
powinna przepędzić go kopniakami. A tymczasem ona jutro 
bierze z nim ślub. Muszę znaleźć jakiś sposób, by jeszcze jej 
to wyperswadować.

– Justinie, zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Teraz decyzja 

należy do twojej siostry. Nie do ciebie.

– Tak. Pewnie masz rację. Ale mimo  to kusi mnie, by 

jeszcze dziś spoić faceta, zapakować na statek i wysłać do 
Daniela, do Altarii.

Kim położyła mu rękę na ramieniu.
– Daniel ma dość własnych kłopotów.
–   To   prawda   –   przyznał   Justin   i   uścisnął   jej   rękę.   –   : 

Kiedy ostatnio ci mówiłem, jak cię kocham?

– Musiało już minąć  co najmniej pięć minut. Tę czułą 

rozmówkę przerwała im Emma.

–   Już   nie   mogę   się   doczekać,   kiedy   będę   mogła 

powiedzieć o was Lilly i Tobiasowi.

– Myślicie, że będą zadowoleni? – Kim denerwowała się 

na   samą   myśl   o   informowaniu   dziadków   Justina   o 
zaręczynach.

– Będą zachwyceni – zapewniła ją Emma. – Tak samo jak 

ja i Grant.

– Emmo, gdzie się podziewa Alexandra? – spytała Lilly, 

podchodząc do nich.

–   Poślę   po   nią   Ruby   –   zdecydowała   Emma   i   odeszła 

poszukać gosposi. 

153

background image

– Babciu, chodź, pomogę ci usiąść – zaproponował Justin.
– Przestań się nade mną trząść – parsknęła Lilly. – To, że 

używam   laski,   nie   oznacza   jeszcze,   że   cierpię   na   starcze 
zniedołężnienie.   Lepiej   idź   nalać   mi   sherry,   a   ja   sobie 
porozmawiam   z   tą   młodą   damą.   –   Zwróciła   spojrzenie 
swoich   niebieskich   oczu   na   Kim.   –   A   więc,   Kimberly, 
kochasz mojego wnuka?

Zaskoczona tym zadanym prosto z mostu pytaniem, Kim 

chwilę się wahała. Ale nie mogła się mylić co do tego, że 
spojrzenie staruszki świadczy o absolutnie sprawnym umyśle.

– Tak, kocham go – odparła.
Lilly skinęła głową, zadowolona z odpowiedzi.
– A co myślisz o dzieciach?
– Bardzo je lubię.
– To dobrze – ucieszyła się Lilly.
– Pani Emmo! – Ruby wpadła do salonu i podbiegła do 

Emmy.

– Ciekawe, co ją tak podnieciło – zainteresowała się Lilly.
– Ruby, na miłość boską, co się stało? – spytała Emma 

drżącym głosem.

– Panna Alexandra. Wyjechała.
–   Wyjechała?   –   powtórzyła   Emma.   Ruby   podała   jej 

zapisaną kartkę.

–   Zostawiła   list.   Pisze,   że   przykro   jej,   ale   nie   będzie 

ślubu, a ona na jakiś czas wyjeżdża.

–   Moja   biedna   mała   córeczka   –   szepnęła   Emma.   – 

Przebiegła szybko kartkę wzrokiem i podała ją mężowi.

154

background image

–   Hej,   co   się   tu   dzieje?   –   spytała   Tara,   wchodząc   do 

salonu. – Dlaczego wszyscy jesteście tacy wzburzeni?

– Chodzi o Alexandre – wyjaśniła jej Kim. – Wyjechała. I 

zostawiła list, że nie będzie ślubu.

–   To   moja   wina   –   powiedział   Justin   i   opowiedział 

rodzinie o swojej rozmowie z Alexandra.

– Zawsze wiedziałam, że Marsh to łobuz – stwierdziła 

Tara. – Lepiej jej będzie bez niego.

– To prawda – zgodził się Justin. – Chciałem, by rzuciła 

Marsha, ale bardzo żałuję, że musiałem jej sprawić taki ból.

– Ona na pewno to rozumie – uspokajała go Emma.
– Jednak przyjęła to bardzo dobrze – rozmyślał Justin na 

glos. – Myślę, że to raczej kwestia urażonej dumy niż uczuć 
Gdy jej wszystko powiedziałem, nie wydała mi się załamana 
–   Oczywiście,   że   nie   była   załamana!   –   parsknęła   Lilly   – 
Każdy, kto ma oczy w głowie, widział, że dziewczyna nie 
była zakochana w tym łotrze.

– Chyba wasza babcia ma rację – szepnęła Emma.
– Pewnie, że tak – potwierdziła Lilly stanowczo.
– Babciu – zaczęła Tara, a w jej oczach zalśnił filuterny 

uśmiech. – A jak wyglądają ludzie, którzy się kochają?

– Tak jak ty i młody Paige, gdy patrzyliście na siebie I jak 

twój  brat   i Kim.  Wystarczy   zobaczyć,  jak  chłopak  się  nią 
patrzy i od razu wiadomo, że ją kocha.

– To prawda, babciu – roześmiał się Justin. – Jestem w 

niej zakochany.

– I ja go kocham – oświadczyła Kim, nie widząc powodu, 

155

background image

by jeszcze czekać, skoro już i tak zwierzyła się Lilly.

– Więc co zamierzasz zrobić? – spytała Lilly wnuka.
– Oczywiście ożenić się.
– I to wkrótce, mam nadzieję. Twój dziadek i ja jesteśmy 

już znużeni czekaniem na nowe prawnuki.

– Tak szybko, jak tylko się da – obiecał Justin.
– A co do prawnuków? – nalegała Lilly.
– Natychmiast zaczniemy nad tym pracować – obiecał jej 

Justin.

156


Document Outline