background image

DR CHASAJ ALIJEW 

KLUCZ DO SIEBIE 

[materiały nadesłane; pozostałych danych nie dostarczono] 

 

 

Dr Chasaj Alijew jest dagestańskim psychiatrą i 

psychoterapeutą, kieruje Ośrodkiem Autoregulacji 

w rodzinnej Machaczkale. Prowadzi także Ośrodek 

Rozwoju Człowieka przy amerykańsko-radzieckiej 

fundacji "Inicjatywa Kulturalna". W maju 1990 r. 

na zaproszenie naszej redakcji przebywał w Polsce 

prowadząc kursy autoregulacji według własnej 

metody. Dr Alijew twierdzi, że: 

– W każdym z nas tkwią ogromne, rezerwowe 
możliwości, o których niewiele wiemy i nie 
potrafimy ich spożytkować. 

– Te możliwości stanowią coś w rodzaju 
wewnętrznej, apteki, pigułki zdrowia, obecnej w 
naszym organizmie. 

– Można stosunkowo łatwo uruchamiać owe siły i 
wykorzystywać zgodnie z naszą wolą, dla naszego 
dobra. 

Dr Alijew opracował własną metodę autoregulacji, 

umożliwiającą realizowanie celów, które sobie 

stawiamy. W książeczce omawia tę metodę, podaje 

instruktaż jej opanowania oraz liczne przykłady 

stosowania. 

   

 

 

Od redakcji 

Nasza  kolejna  książeczka  dalece  odbiega  od  tego,  do  czego  przyzwyczaiła  Czytelników  seria 

"Biblioteczka  Przyjaciółki".  Tym  razem  nie  towarzyszymy  Wam  w  kuchni,  nie  instruujemy  co  do 
sposobów  szycia,  dziergania  czy  urządzania  mieszkania.  Zapraszamy  Was  natomiast  na  pasjonującą 
wyprawę. 

Dokąd? W pełne tajemniczości głębie samego siebie... 

To  przecież  tam  właśnie,  w  obszarach  naszej  psychiki  są  przyczyny  najrozmaitszych  schorzeń  i 

dolegliwości,  utrudniających  sprawne  funkcjonowanie.  Lekarze  potwierdzają,  że  coraz  więcej 
pacjentów  skarży  się  na  rozmaite  nerwice,  depresje,  rozstroje  nerwowe,  stany  łękowe,  trudności  z 
zasypianiem i zaburzania snu oraz na inne jeszcze problemy z samym sobą, z którymi nie sposób się 
uporać.  Coraz  częściej  nerwy  odmawiają  nam  posłuszeństwa,  coraz  łatwiej  ulegamy  rozmaitym 
stresom,  nie  potrafimy  się  przed  nimi  obronić,  odreagować  ich.  Lekarze  alarmują,  że  zastraszająco 
rośnie  liczba  pacjentów  z  rozmaitymi  chorobami  psychosomatycznymi,  czyli  mającymi  źródło  w 
naszej  psychice  a  rozwijającymi  się  za  naszą  zgodą  i  pozwoleniem  –  chociaż,  naturalnie  – 
nieuświadomioną. 

Cóż nam w takich sytuacjach proponuje medycyna, gdy zwracamy si ę o ratunek? 

Przede wszystkim – tabletki. Nasenne, uspokajające, wyciszające, podnoszące nastrój. 

odwiedź chomika ka_huna

background image

Zupełnie  inną  drogę  ukazuje  dr  Chasaj  Alijew,  autor  niniejszej  książeczki,  będący  naszym 

przewodnikiem w poznawaniu samego siebie. 

Przedstawmy  autora.  Jest  dagestańskim  psychiatrą  i  psychoterapeutą,  kieruje  Ośrodkiem 

Autoregulacji  w  rodzinnej  Machaczkale.  Prowadzi  także  Ośrodek  Rozwoju  Człowieka  przy 
amerykańsko-radzieckiej  fundacji  "Inicjatywa  Kulturalna".  W  maju  1990  r.  na  zaproszenie  naszej 
redakcji  przebywał  w  Polsce  prowadząc  kursy  autoregulacji  według  własnej  metody.  Dr  Alijew 
twierdzi, że: 

–  W  każdym  z  nas  tkwią  ogromne,  rezerwowe  możliwości,  o  których  niewiele  wiemy  i  nie 

potrafimy ich spożytkować. 

– Te możliwości stanowią coś w rodzaju naturalnej wewnętrznej apteki, pigułki zdrowia, obecnej 

w naszym organizmie. 

–  Można  stosunkowo  łatwo  uruchamiać  owe  siły  i  wykorzystywać  zgodnie  z  naszą  wolą,  dla 

naszego dobra. 

Dr Alijew opracował własną  metodę autoregulacji, umożliwiającą realizowanie celów które sobie 

stawiamy.  W  książeczce  omawia  tę  metodę,  podaje  instruktaż  jej  opanowania  oraz  liczne  przykłady 
stosowania. 

Zamieszczamy również komentarz polskiego psychologa, dra Jana Tyłki, dotyczący propozycji dr 

Alijewa  oraz  głosy  warszawskich  uczestników  kursów  autoregulacji,  prowadzonych  przez  dra 
Alijewa.  Nasi  rozmówcy  utrzymują,  że  ta  metoda  daje  mnóstwo  korzyści.  Odpręża.  Odstresowuje. 
Znakomicie  relaksuje.  Ułatwia  wyłączanie  negatywnych  myśli.  Daje  luz,  wyciszenie.  Wyzwala 
energię. A także – dodaje gibkości sylwetce. Pomaga zlikwidować ból. A nawet – zerwać z nałogiem, 
np, rzucić palenie papierosów. 

Ostatnio coraz większą popularność zdobywają rozmaite techniki psychologiczne, stawiające sobie 

podobne zadania: trening autogenny, joga, medytacje, DU (doskonalenie umysłu) i inne. Metoda dra 
Alijewa wydaje się być najprostszą drogą do celu. 

Autor zastrzega, ze niniejsza książeczka me stanowi samouczka autoregulacja. W tym charakterze 

ewentualnie  może  ją  wykorzystać  jedynie  lekarz-psyohiatra,  psycholog  czy  terapeuta,  ale  w  żadnym 
wypadku  –  laik!  Chyba,  że  –  jak  pisze  dr  Alijew  –  ów  laik  jest  wybitnie  zdolnym  uczniem,  a  w 
dodatku  zna  techniki  psychologiczne.  Bowiem  reakcja  poddawanego  autoregulacji  człowieka  może 
być  aż  tak  silna,  że  wręcz  niebezpieczna.  I  tylko  spore  doświadczenie  terapeutyczne  umożliwi 
opanowanie sytuacji. 

Zatem – jakie korzyści odniesie Czytelnik z tej książeczki? 

–  Ci,  którzy  ukończyli  kurs  autoregulacji,  wykorzystają  instruktaż  (przekazany  im  przez  dra 

Alijewa. 

–  Ci,  którzy  znają  różne  techniki  psychologiczne  i  swobodnie  niani  operują,  mogą  spróbować 

"poszerzyć repertuar'' o nową metodę autoregulacji. 

– Zaś pozostali spędzą po prostu kilka interesujących godzin krążąc w labiryncie naszej psychiki i 

podświadomości. Przekonają się, jak niewiele wiemy o tych rozległych obszarach naszej osobowości 
oraz jak potężne rezerwy sił i możliwości pozostają tam zmagazynowane. 

Może więc warto poszukiwać sposobów ich uruchomienia i wykorzystania? 

 

Życzymy przyjemnej lektury! 

Słowo wstępne 

Odwieczny  dylemat  "być"  czy  "mieć"  jawi  się  ze  szczególną  ostrością  w  ludzkiej  egzystencji 

naszych  czasów,  które  kreując  na  "przywódcę  życia"  przebiegłość  (nazywaną  chytrze  zaradnością)  i 
pazerność  (zwaną  operatywnością)  zgubiły  istotne  wartości,  jakimi  są  poczucie  bezpieczeństwa, 
wewnętrzna  integracja  i  psychiczny  (umysłowy  i  emocjonalny)  spokój.  Nie  łatwo  bowiem 

background image

ukierunkować swoją aktywność zarówno na "mieć" jak i "być". Wybór pierwszego wariantu istnienia, 
to prawie konieczność zaangażowania się w niekończącą się walkę o zdobywanie pozornych wartości 
i mało znaczących celów, to życie w stałym pośpiechu i psychicznym napięciu. Walka "o coś" łatwo 
staje  się  narkotykiem,  wciąga  i  pozbawia  człowieka  możliwości  obiektywnej  oceny  wartości,  jakie 
niewątpliwie istnieją w naszym życiu. Łatwo wtedy zagubić sens tego, co zawarte jest w słowie "być", 
a  co  jest  w  zasadzie  samą  wartością.  Nawet  nie  systematyczna  i  nie  naukowa  obserwacja  pozwala 
dostrzec, że ten, kto więcej stara się być niż mieć łatwiej radzi sobie w życiu,  łatwiej przystosowuje 
się  do  zmiennych  sytuacji  życia,  gdyż  w  jego  "być"  jest  miejsce  na  autorefleksję,  na  zamyślenie  się 
nad sobą i światem, na uporządkowanie wewnętrznych przeżyć. 

Współczesność  to  nie  tyle  rywalizacja  o  przetrwanie  (zabić  żeby  zjeść  i  żyć)  co  w  epokach 

dawnych  było  źródłem  naturalnego  napięcia  psycho-fizjologicznego  organizmu  ludzkiego,  ale 
rywalizacja  o  uznanie,  prestiż  a  najczęściej  posiadanie  dla  samej  satysfakcji  posiadania,  a  to  jest 
źródłem  licznych  napięć,  niepokojów  i  frustracji,  prowadzących  do  zaburzeń  psychosomatycznej 
równowagi (homeostazy) ustroju człowieka. 

Sens  tego  wywodu  niezwykle  mocno  podkreśla  Henri  von  Lier  w  książce  "Nowy  wiek",  gdzie 

autor tworząc wizję świata, w którym los człowieka będzie w jego rękach, jednocześnie wyraża swój 
niepokój  z  powodu  wewnętrznej  dysharmonii  współczesnego  człowieka...  "z  całego  poprzedniego 
wywodu  widać,  że  człowiek  współczesny  jest  nagi  –  nie  nagi  wspaniałą,  dumną  nagością  Greków, 
lecz obnażony przez to. że brak mu atrybutów, oblicza, postawy"... 

A  dlaczego  mu  brak  tych  atrybutów?  Brak  jest  pracy  nad  sobą.  Pracujemy  dla  siebie,  dla  innych 

(dla dzieci, wnuków, dla konta w banku), ale rzadko pracujemy nad sobą. Chcemy zrozumieć i zdobyć 
świat, a jak mówi Kierkegaard "chcieć zrozumieć świat bez zrozumienia siebie – to śmieszne". 

Może  dlatego  coraz  częściej  pojawiają  się  najprzeróżniejsze  wydawnictwa,  książki,  poradniki  – 

"udoskonalacze",  które  jak  "dieta  cud"  mają  podać  gotowy  przepis,  jak  z  ciamajdy  stać  się 
człowiekiem  czynu,  z  nieuka  –  błyskotliwym  intelektualistą,  z  pełnego  kompleksów  nieudacznika  -
pełnym  werwy,  pewności  siebie  amantem,  zaś  własną  neurotyczną  osobowość  przekształcić  w 
harmonijnie funkcjonujący, działający bez zgrzytów i zacięć mechanizm. 

Pragnienie bycia doskonałym jest czymś godnym pochwały i uznania, zwłaszcza gdy doskonałość 

ta  wyrażać  się  ma  nie  tylko  w  zgrabnej  sylwetce  ciała,  ale  przede  wszystkim  w  doskonałości 
psychicznej, moralnej i duchowej człowieka. 

Pragnienie bycia zdrowym, unikanie cierpienia, eliminowanie zagrożenia, to naturalny mechanizm 

obrony każdej żywej istoty. 

Realizacja tych pragnień jest w rzeczywistości trudna, tak trudna jak trudny jest proces uczenia się, 

przyswajania  wiedzy,  kształcenia  dobrych  nawyków,  formowania  właściwych  postaw,  eliminowania 
błędów.  Wszyscy  zdajemy  sobie  sprawę  z  tego,  jak  trudno  opanować  wzburzenie,  darować  winę, 
wybaczyć urazy. Dla niektórych z nas wydaje się to nie do osiągnięcia głównie dlatego, że nigdy nie 
poświęcaliśmy  więcej  uwagi,  energii  a  w  związku  z  tym  nie  doświadczyliśmy  satysfakcji  z  tego,  że 
ustąpiliśmy zamiast pokonać, wybaczyliśmy zamiast wziąć odwet. 

Autor  opracowania,  który  nosi  wielce  obiecujący  tytuł  "Klucz  do  siebie",  jest  jednym  z  wielu, 

których  zagadnienie  pracy  nad  sobą  fascynuje,  l  mimo,  że  problem  ten  ujmuje  psychofizjologicznie, 
nie  brak  tu  elementów  duchowych,  oraz  typowych  zagadnień,  charakterystycznych  dla  medycyny 
behavioralnej, gdzie formy reagowania i zachowania człowieka odnoszone są do zagadnień zdrowia i 
choroby. 

"Klucz  do  siebie"  nie  spełni  jednak  swego  zadania,  jeżeli  czytelnik  potraktuje  w  sposób 

mechanistyczny jego treść. W treści tej bowiem jest dużo nieścisłości, niedopowiedzeń, a za to dużo 
"nacisków" – sugestii o wartości, odrębności i wyjątkowej skuteczności proponowanej metody. 

Jak  Szanowny  Czytelnik  sam  się  przekona,  stosowanie  metody  dra  Alijewa  wymaga  od 

przeciętnego  człowieka  sporej  wiedzy  z  zakresu  psychologii  i  fizjologii  (zwłaszcza  neurofizjologii 
mózgu),  gdyż  autor  jest  przedstawicielem  szkoły,  w  której  każde  zjawisko  życia  psychicznego 
odnoszone jest i wyjaśnione w oparciu o neurofizjologiczne procesy zachodzące w mózgu człowieka. 
Nie ułatwia to lektury, choć niewątpliwie przydaje jej "naukowego" charakteru. 

background image

Najbardziej  wartościową  jest  ta  część  opracowania,  w  której  autor  stara  się  sformułować  swoją 

koncepcję w postaci konkretnych ćwiczeń. Ćwiczenia te mają nauczyć przede wszystkim wewnętrznej 
swobody  –  "automatycznego"  zwolnienia  psychofizycznych  procesów,  oszczędzania  energii  i  jej 
szybkiego odbudowywania (gromadzenia). 

Nie  jest  to  novum,  gdy  chodzi  o  cel,  jaki  ma  zostać  osiągnięty  dzięki  ćwiczeniom,  gdyż 

wcześniejsze  opracowanie  znanego  amerykańskiego  kardiologa  H.  Bensona  "Relaxation  Response", 
czy  u  nas  prof.  S.  Sieka  "Relaks  i  autosugestia"  traktują  o  tym  w  sposób  szczegółowy  i  jasny.  Nie 
należy  też  do  nowości  baza,  na  której  buduje  swoją  metodę  Alijew.  Hipnoza,  a  raczej  głęboka 
sugestia,  do  której  odwołuje  się  autor  "Klucza  do  siebie",  mają  wystarczająco  bogatą  literaturę  i 
zostały sprawdzone w procesach terapeutycznych różnych schorzeń. 

Pozytywnym  natomiast  w  tym,  co  proponuje  Alijew  jest  to,  co  nazywa  on  "znalezieniem 

właściwego  obrazu",  który  rozpoczyna  autoregulację  a  w  konsekwencji  doprowadza  do  harmonii 
procesów  psychicznych  i  somatycznych.  Wydaje  się,  że  to  jest  właśnie  ów  klucz,  ale  trudno  będzie 
Tobie  samemu,  Drogi  Czytelniku,  znaleźć  go  i  wziąć  do  ręki  bez  pomocy  psychologa,  czy  lekarza 
psychiatry. 

Jeżeli  jednak  ta  książeczka  sprawi,  że  zapragniesz  bardziej  "być"  niż  "mieć",  i  że  Twoje  "być" 

będzie  stałym  doskonaleniem  życia,  życia,  w  którym  –  nie  inni  ale  Ty  sam  –  decydujesz  o  sobie  i 
stanie swego zdrowia, trud piszącego te słowa zostanie nagrodzony. 

Dr JAN TYLKA 

Z zaciśniętą pięścią na... tygrysa 

Nagły powiew wiatru – i u człowieka  momentalnie zmienia się napięcie naczyń krwionośnych  w 

mózgu,  regulujące  ciśnienie  krwi.  Oto  przykład  działania  naturalnej,  automatycznej  samoregulacji 
organizmu,  czyli  tak  zwanej  homeostazy.  Bioautomaty  homeostatyczne  służą  do  utrzymania 
normalnego  funkcjonowania  organizmu  w  różnych,  zmieniających  się  warunkach.  Działają 
niezależnie od ludzkiej świadomości. 

Ta  książeczka  traktuje  o  autoregulacji  czyli  o  samoregulacji  kierowanej,  o  metodzie  świadomie-

wolicjonalnego sterowania procesami zachodzącymi tak w psychice jak i w całym organizmie. 

Czy jest to w ogóle możliwe? 

Śledząc ewolucyjny rozwój człowieka zauważamy charakterystyczną prawidłowość: coraz więcej 

funkcji  organizmu  podporządkowuje  się  kierowaniu  świadomie-wolicjonalnemu.  Coraz  bardziej 
rozszerzają  się  możliwości  świadomości  –  nie  tylko  jako  twórczego  organizatora  zewnętrznej 
działalności człowieka, ale również jako regulatora procesów wewnętrznych. 

W  zamierzchłych  czasach  człowiek  nie  mógł  dowolnie,  kiedy  zechciał,  zgiąć  palców  w  pięść. 

Czynił  to  tylko  wtedy,  gdy  np.  napadał  na  niego  tygrys.  Wtedy  palce  zginały  się  "same", 
automatycznie, na zasadzie reakcji obronno-odruchowej. 

W miarę ewolucji człowiek zyskiwał zdolność zaciskania palców w dłoni w innych sytuacjach niż 

bezpośrednie  zagrożenie  przez  tygrysa  –  aczkolwiek  zapewnię  pomagał  mu  w  tym  początkowo 
przywoływany w wyobraźni wizerunek tego zwierzęcia. (Współczesny człowiek nie potrafi rozszerzyć 
czy  zwęzić  źrenicy  samym  tylko  wysiłkiem  woli  –  musi  pomóc  sobie  przywołując  obraz  ostrego 
światła lub ciemności. Tak więc na określonym etapie rozwoju nie obejdzie się bez wsparcia ze strony 
wyobraźni!) 

Tak więc wraz z rozwojem człowieka obraz bodźca przestaje być potrzebny. Wystarcza sama siła 

woli. 

Na  określonym  poziomie  rozwoju  pojawiła  się  u  człowieka  potrzeba  wykorzystania  procesów 

wewnętrznych  do  osiągania  konkretnych  celów.  Oto  kilka  przykładów:  ćwicząc  pamięć  można 
szybciej i skuteczniej opanować język obcy, podporządkowawszy świadomej kontroli termoregulację 
organizmu – przy przeziębieniu obejdzie się bez aspiryny. Można nauczyć się pracować w upale – nie 
odczuwając zmęczenia. 

background image

Nadal  jednak  większością  funkcji  naszego  organizmu  kieruje  zasada  odruchowo-automatyczna. 

Człowiek nie jest na przykład w stanie świadomie regulować ciśnienia krwi czy znieczulać konkretną 
część ciała. Rezerwowe możliwości człowieka, czyli cały, skomplikowany a na razie nie poddający się 
świadomie  –  wolicjonalnemu  kierowaniu  zespół  mechanizmów  wewnętrznych  –  pozostają  więc 
ogromne!  Stanowią  one  potencjalne  pole  sterowania  autoregulacji.  Przyjęliśmy  bowiem,  że 
ewolucyjny  rozwój  człowieka  przebiega  od  bioautomatycznej  adaptacji  do  kierowania  świadomie-
wolicjonalnego.  Czyli  autoregulacji.  Możemy  więc  założyć,  że  nauczenie  człowieka  autoregulacji 
służyć będzie jego doskonaleniu, dostosowaniu do współczesnych warunków, w których żyjemy. 

"W starych, dobrych czasach" – pisze członek Akademii Nauk N.N. Mojsiejew – "ojcowie i dzieci 

żyli,  z  zasady,  w  bardzo  podobnych  warunkach,  które  w  ciągu  życia  jednego  pokolenia  ulegały 
minimalnym  zmianom.  Teraz  jest  inaczej.  W  krajach  rozwiniętych  dwa  kolejne  pokolenia  żyją  w 
warunkach  diametralnie  odmiennych,  co  wynika  z  szybkiego  rozwoju  nauki  i  techniki  oraz  wzrostu 
potęgi  cywilizacji.  Życie  nie  wróci  już  do  spokojnego,  umiarkowanego  rozwoju...  A  społeczeństwo 
musi dostosowywać się do nowych warunków". 

W  jaki  sposób?  Przede  wszystkim  poprzez  doskonalenie  funkcjonalnych  możliwości  człowieka, 

przez  podnoszenie  jego  cech  obronno-przystosowawczych.  Łatwiej  to  osiągnąć  poprzez  intensywny 
trening samoświadomości, zmierzający do objęcia kierowaniem własnych, wewnętrznych, do tej pory 
przebiegających automatycznie reakcji. 

Pomoże  nam  w  tym  autoregulacja,  która  –  moim  zdaniem  –  stanie  się  w  przyszłości  nieodłączną 

częścią ogólnej kultury człowieka. 

W  naszym  burzliwym  wieku  ludzki  bioautomat  wyraźnie  się  psuje.  Pojawiają  się  objawy 

osłabienia  adaptacji,  co  wyraża,  się  wzrostem  nerwic,  bodźców  stresogennych  i  chorób 
psychosomatycznych,  między  innymi  zawałów  serca.  Wobec  tych  zagrożeń  życiową  koniecznością 
staje  się  umiejętność  ingerencji  w  działanie naszego  naturalnego  automatu  obronnego,  przestawienie 
go od czasu do czasu na "ręczne" kierowanie, udzielenie mu pomocy poprzez świadomie-wolicjonalną 
samoregulację. Czyli przez kierowaną autoregulację. 

Pod tą nazwą moja metoda została zatwierdzona przez Ministerstwo Zdrowia ZSRR oraz zalecona 

do praktycznego zastosowana. Umożliwia ona obniżenie odpowiedzi na stres i zmęczenia u człowieka 
pracującego, zwiększenie jego zdolności do pracy oraz optymalizację procesów treningu i nauczania. 
Znajduje  także  zastosowanie  w  psychoprofilaktyce  oraz  w  leczeniu  schorzeń  psychosomatycznych  i 
zaburzeń nerwowo-psychicznych. 

W  dalszej  części  książeczki  metodę  tę  będziemy  nazywać  metodą  autoregulacji  (bez  słowa 

"kierowana"). 

W  początkowym  etapie  nazwałem  moją  metodę  "kluczem".  Ten  termin  był  nawet  wygodny.  Na 

przykład  w  znakomitej  klinice  mikrochirurgii  ocznej  S.N.  Fiodorowa,  chorych  przygotowanych  do 
operacji  pytano:  "Czy  pan  ma  "klucz"?  Jeśli  pacjent  posiadał  klucz  czyli  opanowaną  metodę 
autoregulacji  śmiało  zawieszano  przygotowania  przedoperacyjne,  gdyż  chory  sam  przeprowadzał 
sobie znieczulenie oraz pozbywał się lęku przed zabiegiem. 

Przy pomocy proponowanej przeze mnie metody obniżano zmęczenie pracowników, zatrudnionych 

przy wykonywaniu monotonnych czynności w zakładach przemysłu elektronicznego. W 1983 roku w 
czasopiśmie  "Przemysł  Elektroniczny"  artykuł  o  autoregulacji  ilustrowało  zdjęcie  robotnicy,  która 
odrzuciwszy głowę, śpi(!!!) przy mikroskopie na swoim stanowisku pracy. Dość niezwykły to widok! 
Ta kobieta po upływie jednej – dwóch minut (wg własnego programu) automatycznie przebudzi się i – 
wypoczęta  i  świeża  –  z  energią  przystąpi  do  pracy.  W  tym  zakładzie  umiejętność  autoregulacji 
posiadło kilkaset osób. 

W  jednym  z  dużych  zakładów  przemysłowych  w  Armenii  powstał  Ośrodek  Nauki  Autoregulacji, 

do którego przychodziły grupy pracowników. W celu wypoczynku, ale także dla opanowania nawyku 
odreagowywania  (rozładowania),  który  wykorzystywali  potem  w  stosownym  momencie  przy 
warsztacie  pracy.  Stan  autoregulacji  jako  środek  psychoterapeutyczny  jest  bowiem  znacznie 
pożyteczniejszy  niż  zwykły  odpoczynek.  Stosujący  go  pracownicy  odczuwali  mniejsze  zmęczenie, 

background image

pozbywali się bólów głowy, a wieczorami, w domu mogli swobodnie oglądać telewizję lub czytać bez 
towarzyszącego zwykle napięcia i "piasku w oczach". 

Zastosowanie  autoregulacji  możemy  porównać  z  psychoterapeutycznym  seansem  u  lekarza.  Tyle, 

że  nie  trzeba  chodzić  do  kliniki;  gdyż  każdy  jest  psychoterapeutą  dla  siebie.  Naturalnie  –  jeśli 
opanował sztukę odbudowywania sił organizmu przy pomocy własnej woli! 

Autoregulacja  jest  z  natury  rzeczy  uniwersalna  i  może  być  wykorzystana  jako  pożyteczny 

instrument  w  dowolnej  dziedzinie  życia  i  działałności  człowieka. Ale  szczególnie  przydatna  okazuje 
się w przypadkach, gdy organizmowi stawiane są zwiększone wymagania. Nie przypadkowo metodą 
autoregulacji interesują się ludzie chorzy, pragnący szybszego wyleczenia oraz zdrowi ludzie, których 
praca związana jest z dużym napięciem umysłowym lub wysiłkiem fizycznym, 

Nauczać  autoregulacji  ma  prawo  wyłącznie  lekarz-psychoterapeuta,  który  przeszedł  specjalne 

przygotowanie. 

Wobec tego – zapyta Czytelnik – dla kogo jest ta książeczka? 

Na pewno nie należy jej traktować jako samouczka autoregulacji 

Tym  niemniej  masz  ją  Czytelniku  przed  sobą.  Spróbuję  więc  wytłumaczyć  sens  jej  wydania, 

wychodzący  poza  ramy  zastosowania  użytkowego.  Otóż  wielu  z  nas  w  rozmaitych  sytuacjach 
doświadcza  psychicznego  dyskomfortu.  Może  to  być  związane  z  brakiem  wychowania,  manier,  a 
także  z  głębszymi  przyczynami  typu  brak  wewnętrznej  integracji,  czy  właściwościami  psychiki. 
Każdy  może  przytoczyć  niejedną  sytuację,  kiedy  nie  wiedział,  co  powiedzieć,  jak  postąpić,  albo  nie 
wytrzymał, zdenerwował się i narobił głupstw... Dla ludzi szczególnie wrażliwych, takie na pozór nic 
nie  znaczące  przypadki,  urastają  do  rangi  dramatu,  a  bywa  że  nawet  zamieniają  się  w  tragedię. 
Przyczyna  tkwi  w  braku  kultury  psychicznej,  co  w  dzisiejszych  czasach  stanowi  wręcz  nagminną 
ułomność. Niektóre osoby uczestniczą (za niemałe pieniądze!) w seansach u psychologów. Pragną tą 
drogą  dowartościować  się,  nabrać  wiary  w  siebie,  nauczyć  się  nie  tracić  zbytniej  ilości  duchowej 
energii  na  przeżywanie  mało  ważnych  zdarzeń.  Jesteśmy  świadkami,  jak  najrozmaitsze  traktaty  o 
jodze, czy chińskiej gimnastyce jak przewodniki i poradniki lecznicze – z niezmiennym powodzeniem 
wędrują  z  rąk  do  rąk.  Bo  obiecują  znalezienie  się  w  stanie  nirwany,  godną  pozazdroszczenia 
długowieczność,  a  nawet  nieśmiertelność!  "Nawiedzeni"  zrzeszają  się  w  towarzystwa,  by  wspólnie 
uczyć  się  metod  medytacji,  relaksacji  itd.  Z  pasją  średniowiecznych  czarnoksiężników  poszukują 
sensu życia, doprowadzając je czasami do absurdu, gdyż lektury często odwodzą ich od samego życia. 

Istnieje także niemało literatury dotyczącej treningu autogennego. Z tych źródeł można zaczerpnąć 

wiadomości,  mówiąc  o  innych  rodzajach  i  metodach  autoregulacji  oraz  opanować  pożyteczne 
ćwiczenia uzdrawiające. 

Czym  w  takim  razie  różni  się  moja  metoda  autoregulacji  od  innych?  Dlaczego  stawia  się  tak 

wysokie wymagania przy jej popularyzacji? 

Rzecz  w  tym,  że  proponowana  przeze  mnie  metoda  opiera  się  na  częściowym  wykorzystaniu 

elementów  hipnotechniki,  Zastosowanie  hipnozy  przy  nauce  autoregulacji  wymaga  kontroli 
medycznej.  Zapewnia jednocześnie  niezwykle  wysoką,  w  porównaniu  z  innymi  metodami,  szybkość 
jej opanowania. 

W książce znajdziecie kilka praktycznych sposobów zastosowania metody. Na przykład jak pozbyć 

się nadmiernego napięcia lub zmęczenia, szybko odzyskać utracone siły. 

Książka ta ma służyć tym, którzy zechcą zapoznać się z metodą autoregulacji i posługiwać się nią 

jako  instrumentem  w  celu  pomyślnego  osiągnięcia  twórczych  i  życiowych  celów,  dla  zachowania 
zdrowia  i  długowieczności.  Ma  ona  również  służyć  specjalistom,  którzy  zajmują  się  ,  problemami 
autoregulacji. Trzeba pamiętać, że autoregulacja – chociaż bardzo prosta w opanowaniu w stosunku do 
innych metod i systemów – nie jest żadną czarodziejską pałeczką, ale metodą medyczną, wymagającą 
konsekwentnej pracy i zaufania. 

 

Od baletu do lotu w kosmos albo korzyści z autoregulacji 

background image

– Jeśli czujesz się zmęczony intensywną pracą umysłową lub fizyczną, a na wypoczynek czy sen 

nie  masz  warunków  ani  czasu  –  przy  pomocy  autoregulacji  szybko  odzyskasz  siłę.  Nawet  nie 
odchodząc ze swego miejsca pracy. 

– Za pomocą autoregulacji organizm bez trudu przechodzi od jednego typu działalności do innego, 

– Autoregulacja pomoże Ci pozbyć się emocji negatywnych. 

– Możesz wykorzystać tę metodę do szybszej realizacji znanych form sugestii (stosowanych np. w 

autotreningu),  takich  jak:  relaksująca  ("odprężam  się,  oddycham,  czuję  ciepło  i  przyjemną 
senność..."), dająca komfort ("czuję się doskonale, mam dużo siły") tonizująca ("jestem pełen radości i 
energii, gotów do pracy..."), regulująca i inne. 

–  Autoregulacja  przyśpieszy  przyswojenie  nawyków  profesjonalnych  oraz  pomoże  skutecznie  i 

szybko  opanować  dowolny  nowy  typ  działalności  –  od  baletu  do  treningu  organizmu  przed  lotem 
kosmicznym. 

– Pomoże Ci także w mniejszym stopniu ulegać chorobom, podtrzymywać dobrą sprawność, a w 

koniecznym przypadku – zmobilizować wszystkie siły do wykonania na przykład rekordowego skoku, 
albo do pokonania sytuacji stresowych czy depresji. 

–  Po  opanowaniu  nawyków  autoregulacji  pomożesz  lekarzowi  w  trakcie  kuracji,  wykonując 

zalecane  przez  niego  ćwiczenia  psychofizjologiczne  i  psychoterapeutyczne  autosugestie.  Za  pomocą 
autoregulacji zwiększysz siły obronne organizmu, co wzmocni efekt leczenia. 

–  Przy  postanowieniu,  by  rzucić  palenie,  albo  pozbyć  się  innych,  szkodliwych  nałogów 

autoregulacja doskonale wesprze siłę Twojej woli. 

Stanowi  ona  bowiem  rodzaj instrumentu,  który  pozwoli  Ci  rozwinąć  w  żądanym  kierunku  Twoje 

wolicjonalne, twórcze, fizyczne i adaptacyjne (obronno-przystosowawcze) możliwości. 

Od  najmłodszych  lat  marzysz  o  tym,  by  kierować  sobą,  być  panem  własnych  słów  i  postępków, 

samemu  kształtować  charakter.  Autoregulacja  pomoże  Ci  nastroić  cały  organizm  w  kierunku 
osiągnięcia tych celów. 

Jest taki szczególny stan... 

...  w  którym  oddycha  się  lekko  i  swobodnie.  Wszystko  wewnątrz  jakby  się  uwalnia.  Trudno  to 

wyrazić  słowami,  gdyż  każdy  może  odczuwać  ten  stan  inaczej.  Jest  to  jednak  zawsze  zadziwiająco 
przyjemna harmonia w organizmie, równowaga duszy i ciała. Głowa staje się jakby "pusta", żadnych 
myśli, nie chce się na nic zwracać uwagi. Całe ciało wypoczywa, gromadzi siły. 

Objawy tego stanu czasami powstają same. Na przykład, gdy człowiek bardzo się zmęczył i potem 

siedzi  osowiały,  bezmyślnie  wpatrując  się  w  jeden  punkt.  Mózg  uruchamia  wtedy  reakcje  obronno-
odtwarzające, przełączające ze straty sił do ich gromadzenia. 

Inny przykład: biegacz wyczerpawszy siły, czyni ostatni wysiłek przed metą – i nagle następuje u 

niego  "drugi  oddech":  lżej  oddycha,  ciało  staje  się  niezwykle  lekkie,  bieg  wydaje  się  przyjemny  do 
tego  stopnia,  że  teraz  zawodnik  już  mógłby  biec  i  biec.  Bowiem  u  niego  pod  naporem  krytycznego 
obciążenia  odruchowo,  automatycznie  włączył  się  szczególny  stan  odbudowy,  zadziałał  mechanizm 
ekonomicznego wykorzystania energii. 

Czasami ten stan harmonii włącza się we śnie, szczególnie u dzieci, które wtedy "latają". 

Jest to zawsze stan komfortu wewnętrznego, kiedy prawdziwie, naturalnie i głęboko oddychasz. 

Nieważne,  z  jakich  przyczyn  i  za  pomocą  jakich  sposobów  powstaje  ten  szczególny, 

psychofizyczny stan. Zaistniawszy – odbudowuje zniszczone lub naruszone funkcje neuropsychiczne i 
fizjologiczne, leczy i odmładza organizm. 

Do  osiągnięcia  tego  zadziwiającego,  życiodajnego  stanu  dążą  jogowie  i  buddyści,  nazywając  go 

nirwaną. Ma  on jeszcze  kilka  innych  określeń:  medytacja  Wielkie Nic,  stan  okultystyczny,  stan  zen, 
stan  mistyczny,  autohipnoza,  pogrążenie  autogenne...  My  nazywamy  go  stanem  autoregulacji  bez 

background image

względu na różnorodność metod osiągania tego stanu – chodzi o to samo. Różne są jedynie sposoby 
jego wywoływania oraz ukierunkowanie praktycznego zastosowania. 

W  naszej  metodzie  autoregulacji  –  w  porównaniu  z  innymi,  znanymi  metodami  –  osiągnięcie 

pożądanego stanu następuje niezwykle szybko, a jego zastosowanie może być uniwersalne. 

Oto  przykład:  jeśli  w  treningu  autogennym  autoregulacja  jest  wywoływana  w  warunkach 

rozluźnienia nerwowo-mięśniowego, w nieruchomej, wygodnej pozycji – to autoregulacja, stosowana 
według  mojej  metody  nastąpi  nawet  w  pozycji  stojącej  na  jednej  nodze  i  na  dodatek  w  ruchu. 
Osiągnąwszy już ten szczególny stan, człowiek może wykorzystać go do nauki nowego tańca, pisania 
na  rzekomej  maszynie,  utrwalenia  nawyków  prowadzenia  samochodu  lub  samolotu,  skakania  z 
wyimaginowanym  spadochronem,  wywoływania  stanu  nieważkości  przed  lotem  w  kosmos  czy 
wykonywania skomplikowanych ćwiczeń fizycznych. 

Niekiedy w stanie autoregulacji powstają zdumiewające doznania. Pojawia się nie tylko naturalny 

oddech,  lecz  i  niezwykle  przyjemne  uczucie  błogostanu,  euforii  duchowej.  Chce  się  śpiewać,  latać! 
Jakby  spadł  kamień  z  piersi...  Święto  duszy!  A  potem  świeża  głowa,  jasna  myśl.  Poprzednie 
zmęczenie i przeżycia przechodzą jak ręką odjął. Tryskasz energią, chęcią do pracy. 

W  tym  stanie  w  mózgu  (który,  jak  ustalili  biochemicy,  jest  również  gruczołem)  wytwarzają  się 

ważne  dla  normalnej  pracy  organizmu  hormony  oraz  tak  zwane  endomorfiny  –  czyli  narkotyki 
wewnętrzne.  Tworzą  one  podstawę  emocji  pozytywnych,  terapeutycznie  oddziaływują  na  pracę 
narządów, a także uczestniczą w wewnętrznych mechanizmach adaptacji i znieczulenia. 

Człowiek  potrzebuje  od  czasu  do  czasu  doświadczyć  tego  naturalnego  stanu  wyzwolenia 

duchowego.  Często  sięga  wtedy  po  sztuczne  sposoby  uwolnienia,  czyli  po  papierosy,  alkohol  czy 
narkotyki.  Nie  wie,  że  używki  hamują  wytworzenie  tych  substancji  w  organizmie,  których  obecność 
warunkuje  ów  błogostan.  Przecież  syndrom  abstynencki  czyli  głód  narkotyczny,,  straszne  bóle 
"łamania", występujące u narkomanów – to nic innego jak wynik stłumienia produkcji wewnętrznych 
analgetyków! 

Jeden z narkomanów po opanowaniu autoregulacji, zaczął ją stosować w celu wywołania u siebie 

euforii  bez  użycia  narkotyków.  Wkrótce  mógł  wyzwolić  się  z  nałogu.  To  samo  doświadczenie 
przeprowadzono z alkoholikami, którzy pod kierunkiem lekarza, wywoływali za pomocą autoregulacji 
stan oszołomienia. A ściślej stan komfortu psychicznego, wióry w siebie, wewnętrznego luzu, dobrego 
nastroju,  towarzyszącego  im  zazwyczaj  w  stanie  upojenia  alkoholowego.  W  ten  sposób  stymulowali 
produkcję  endomorfin,  co  pozwoliło  uwolnić  się  od  zgubnego  nałogu.  Doświadczenia  te  stały  się 
podstawą oryginalnej metodyki leczenia alkoholizmu metodą autoregulacji. 

Uczucie wyzwolenia wewnętrznego doskonale wyraziła aktorka Ludmiła Kasatkina. Na spotkaniu 

zorganizowanym w lutym 1988 roku doświadczywszy stanu autoregulacji powiedziała: 

– Przez tyle lat dążyłam do tej swobody, l w końcu ją osiągnęłam! 

– A co to za swoboda? – zapytał ją wtedy Michaił Ulianow. 

–  Widzisz  Misza,  wszyscy  na  mnie  patrzą,  a  ja  stoję  z  wyciągniętymi  rękoma,  jak  ptak,  w  takiej 

swobodnej pozycji i jest mi wszystko jedno! 

Umiejętność autoregulacji przydaje się bardzo ludziom teatru. Aktorom pomaga wcielić się w rolę, 

W  naszych  czasach człowiek  szczególnie  potrzebuje  odzyskania  wiary  w  siebie i  we  własne  siły. 

Codziennie słyszymy bowiem o zagrożeniach wojną atomową. Katastrofą ekologiczną. Nieubłaganym 
pochodem  AIDS.  Wszystko  to  –  chcemy  czy  nie  –  odkłada  się  w  naszej  podświadomości,  w 
komórkach  pamięci  i  stamtąd  prowadzi  swoją  niszczycielską  działalność.  Tracąc  wiarę  w  jutro, 
człowiek  staje  się  niespokojny,  nerwowy,  pozbywa  się  naturalnej  zdolności  mobilizacji  sił  w 
momencie zagrożenia. 

Oto  jeden  z  charakterystycznych  przykładów.  Kobieta,  która  całkiem  niedawno  występowała  w 

telewizji  w  grupie  osób,  kończących  kurs  nauki  autoregulacji,  po  katastrofie  samochodowej  znalazła 
się  w  szpitalu  na  oddziale  urazowym.  Lekarzy  uprzedzono,  że  chora  jest  zdolna  obchodzić  się  bez 
leków znieczulających. Cała w gipsie i bandażach, z cierpiącą miną, nie zgadzała się jednak w żaden 
sposób  na  wywołanie  stanu  autoregulacji  dla  pozbycia  się  bólu:  –  "Nie  mogę,  nie  potrafię.  Róbcie 

background image

zastrzyki!  W  końcu  wyraziła  zgodę,  ale  pod  warunkiem,  że  lekarz,  który  uczył  ją  autoregulacji  – 
będzie  stal  obok.  Stanął.  Pacjentka  w  mgnieniu  oka  wywołała  u  siebie  właściwy  stan,  po  kilku 
chwilach  ból  minął  a  ona  sama  przeobraziła  się,  otworzyła  oczy,  chwyciła  za  lusterko  i...  zaczęła 
poprawiać urodę! 

Moja refleksja: oto do czego przyzwyczailiśmy się: – obok nas bezwzględnie musi znaleźć się jakiś 

kierownik  czy  naczelnik!  Przestaliśmy  bowiem  wierzyć  w  siebie...  Tę  wiarę  trzeba  wzmacniać 
wszelkimi sposobami. Pomoże nam w tym autoregulacja – specyficzne narzędzie kształtowania siebie. 

Reasumując: w czym tkwi istota tego szczególnego stanu, który wywołuje autoregulacja? Jest to – 

moim  zdaniem  –  głęboki  związek  duszy  z  ciałem.  To  połączenie  ducha  z  materią,  więź  psychiki  z 
fizjologią w sanskrycie nazywa się "joga" co znaczy związek, więź. 

Punkt  oparcia  –  to  więź  wewnętrzna.  Opanowawszy  ją,  można  wywoływać  u  siebie  procesy 

odnowy  wyprzedzając  krytyczne  momenty  obciążenia  i  przemęczenia.  Zechcesz,  by  ręce  stały  się 
lżejsze – są, szybujesz nimi; chcesz poprawić oddech – już oddychasz lekko i swobodnie; zapragnąłeś, 
by  w  czasie  upału  stało  się  nieco  chłodniej  –  oto  odczucie  upału  mija,  postanowiłeś  się  uspokoić  – 
masz spokój. 

Między snem a jawą 

W tym specyficznym stanie wszystkie systemy mózgu są jakby odblokowane, gotowe do nowego 

przełączenia  się  w  zależności  od  komendy  –  czyli  wskazówki  woli.  Człowiek  czuje  wtedy 
wewnętrzną, przyjemną pustkę, odosobnienie od świata i od siebie, równowagę duchową i fizyczną. 

Nie ma rzeczy ważnych i mniej ważnych. Chce się trwać i wypoczywać nie reagując na nic. 

Ta  przyjemna  równowaga  jest  stanem,  w  którym  dusza  i  ciało  wypoczywają,  l  w  tym  czasie 

organizm wykazuje zwiększoną gotowość do realizacji każdego pragnienia, reaguje na każdy wysiłek 
woli.  Zażyczyłeś  sobie  np.  odbyć  przejażdżkę  na  rowerze  lub  popływać  w  rzece  –  nagle  ręce  i  nogi 
włączają  się  w  ruch,  odpowiednio  zmienia  się  rytm  oddychania  i  praca  serca,  czujesz  nawet  wiatr, 
wiejący prosto w twarz. Dookoła siebie czujesz wodę. Nawet ptaki mogą ćwierkać na wyrosłych nie 
wiadomo skąd drzewach... 

W  tym  specyficznie  naturalnym  stanie  możesz  wysiłkiem  woli  przełączać  wewnętrzne  procesy 

organizmu.  To  naprawdę  jest  możliwe!  Taki  szczególny  stan  świadomości  (a  dokładniej  psychiki,  a 
jeszcze ściślej – stan psychofizjologiczny) jest znany od dawna pod nazwą "hipnozy". 

Jednakże my zajmujemy się autoregulacją – czyli tym, w jaki sposób człowiek może opanować ten 

stan  samodzielnie.  W  celu  realizacji  własnych  pragnień,  a  nie  komend,  wydawanych  przez 
hipnotyzera. 

Chociaż  –  podłoże  mechanizmu  hipnozy  i  autoregulacji  jest  identyczne!  Udowodniłem  ten  punkt 

widzenia  praktycznie  tym,  że  tysiące  ludzi  uczą  się  nowej  metody  autoregulacji  za  pomocą  sugestii 
hipnotycznych.  Cała  różnica  między  hipnozą  a  moją  metodą  polega  na  tym,  że  do  wywołania  stanu 
hipnozy  konieczny  jest  hipnozyter.  Zaś  przy  autoregulacji  człowiek  sam  kontroluje  i  kieruje  swoimi 
procesami hipnotycznymi. Za pomocą autoregulacji człowiek jest w stanie robić ze sobą to wszystko, 
co wykonywałby kierowany przez hipnotyzera – tyle, że sam sobą kieruje. 

Przypomnijmy  raz  jeszcze,  jak  to  siedzimy  w  chwili  zmęczenia,  osowiali  wpatrując  się  w  jeden 

punkt.  Wtedy  w  głębi  naszego  mózgu  zachodzi  proces  przemieszczenia  energii  z  miejsc  bardziej 
napiętych  do  mniej  napiętych.  Mózg  odpoczywa  i  regeneruje  swoje  siły.  W  chwilach  zmęczenia  ta 
reakcja  mózgu  następuje  samoczynnie,  bez  udziału  naszej  woli.  Autoregulacja  umożliwia  świadome 
włączanie tej obronno-regenerującej reakcji mózgu. Dzięki opanowaniu tej metody stajemy się zdolni 
w  odpowiednim  czasie  wyprzedzać  uczucie  zmęczenia,  chronić  system  nerwowy  przed  nadmiernym 
obciążeniem, czyli dbać o zdrowie i należytą kondycję 

Objawy  szczególnego  stanu  neutralnego  pojawiają  się  za  każdym  razem,  gdy  działalność  mózgu 

"przełącza  się"  z  jednego  systemu  pracy  na  drugi.  Na  przykład,  przed  samym  zaśnięciem  albo 
rankiem, w momencie przebudzenia – znajdujemy się w takim stanie pośrednim, kiedy już nie śpimy, 
ale  jeszcze  nie  zupełnie  przebudziliśmy  się.  Ten  stan  pośredni  między  snem  a  przebudzeniem 

background image

najbardziej  sprzyja  autosugestii.  Ma  on  wartość  uzdrawiającą,  psychoterapeuci  zalecają  nieraz 
pacjentom,  by  nauczyli  się  odróżniać  ów  stan  i  potem  wykorzystywać  go  w  celu  autosugestii. 
Autoregulacja znakomicie ułatwi takie działanie. 

Stan  "między  snem  a  jawą"  jest  doskonale  znany  w  hipnologii.  Charakteryzuje  się  nim  pierwsze, 

wstępne  stadium  hipnozy,  kiedy  pacjent  odczuwa  lekką  senność,  oszołomienie  i  gotowość  do 
podporządkowania  się  głosowi  oraz  działaniom  hipnotyzera.  To  jeszcze  nie  jest  hipnoza  –  ale  już 
gotowość  do  stanu  hipnotycznego:  psychika  i  organizm  pacjenta  zaczyna  być  całkowicie 
podporządkowany  komendom  z  zewnątrz.  ,  Z  punktu  widzenia  nauki  stan  neutralny  można 
przedstawić  następująco,  wyobraźmy  sobie,  że  zazwyczaj  w  mózgu  nieprzerwanie  trwa konfrontacja 
konkurujących  ze  sobą  sygnałów:  widzę  przedmiot,  dotykam  go,  słyszę  dźwięk  przy  postukiwaniu  i 
tak dalej. Sygnały te, pochodzące z różnych analizatorów (wzroku, słuchu) albo rejestrują postrzegany 
przedmiot,  albo  go  odrzucają.  Jeśli  któryś  z  analizatorów  nie  potwierdzi  sygnałów  innego,  ale  na 
przykład zaprzeczy  mu (powiedzmy, że palec przechodzi przez szklankę jak przez pustą przestrzeń), 
włączają się wtedy inne, dodatkowe układy analizatorów, sprawdzające wzajemnie swoje dane. Mózg 
eksperymentuje. Tak wygląda uproszczony model zwyczajnej pracy naszego mózgu. 

W  stanie  neutralnym  nie  występuje  analiza.  Wszystko,  co  nas  otacza,  nabiera  takiego  samego 

znaczenia.  Psychika  człowieka  została  podporządkowana  gotowości  postrzegania  rzeczywistości  z 
określonego,  zaprogramowanego  punktu  widzenia.  Na  przykład  człowiek  w  stanie  hipnotycznym 
otrzymał  od  hipnotyzera  komendę,  że  wszystko  co  go  otacza,  jest  koloru  różowego.  W  jego 
organizmie  nie  występują  żadne  sygnały  przeciwstawiające  się.  Zasadę  ich  konkurencyjnej 
konfrontacji  zamieniła  zasada  podporządkowania  otrzymanym  wytycznym.  Wszystkie  analizatory 
przełączyły się na jeden kierunek – fazę, przestrojoną na jedną falę: mózg wybierze z ogromnej liczby 
sygnałów  tylko  te,  które  potwierdzają  i  realizują  przyjętą  komendę:  że  cały  świat  jest  różowy.  Inne 
sygnały ulegają zablokowaniu. 

Wyobraźcie  sobie  teraz,  że  w  chwili  uogólnienia  komendy  –  z  całego  różnorodnego, 

nieskończonego  świata wewnętrznego człowieka intensywnie syntetyzuje się informacja, skierowana 
tylko na jeden, zadany temat. Z blokadą wszystkiego, co temu przeszkadza. Ten ukierunkowany stan, 
w  którym  zamiast  wielu  konkurujących  ze  sobą  ognisk  pobudzenia  –  w  strukturze  kory  mózgowej 
formuje  się  jednokierunkowy  mechanizm  organizacji  działalności  psychicznej  nazywany  fazą  albo 
stanem fazowym. Tak, na przykład, zakochany młodzieniec, cokolwiek robi, o czymkolwiek myśli – 
wszystkie jego myśli i tak skierowane są na obiekt uwielbienia! 

Wywołanie niezbędnej fazy, w której ulegają mobilizacji wszystkie siły organizmu – jest możliwe 

jedynie poprzez stan neutralny. 

Fainę  G.,  która  opanowała  autoregulację,  poproszono,  by  wywołała  u  siebie  specyficzny  stan,  w 

którym  będzie  wzlatującym  ptakiem.  Tylko  przez  jedną  minutę!  Faina  siedziała  na  krześle. 
Osiągnąwszy  stan  "wzleciała":  ręce  przesunęły  się  na  boki  lekko  i  płynnie.  Twarz  stała  się 
zachwycająco  piękna  (w  ogóle  w  stanie  autoregulacji  spada  napięcie  nerwowe  i  twarze  kobiet 
odsłaniają  zdumiewającą  urodę!)  Jej  oddech  stał  się  harmonijny,  co  dało  się  zauważyć  po  zgodnym 
rytmie piersi, tułowia i rąk. Nagle kibić Fainy gwałtownie się wygięła, ramiona zamachały, jedno – w 
górę,  drugie  –  w  dół,  a  potem  ręce  opadły.  Odetchnęła  spokojniej,  otworzyła  oczy.  Kilka  sekund 
siedziała nieporuszona, po czym doszła do siebie, uśmiechnęła się i powiedziała: 

–  Jak  wspaniale!  Tak  cudownie  jeszcze  nigdy  nie  było!  Wzgórza  pode  mną,  i  stogi  siana,  takie 

maleńkie. Nic nie musiałam wymyślać, obraz powstał sam... 

Opowiadając doznania Faina trzyma ręce jakoś dziwnie, nieruchomo na kolanach, dłonie wygięte 

w bok, jak u gryfa. 

– A to co? – pytam wskazując na jej ręce. 

–  Co  to?  –  drgnęła,  zbladła,  potrząsnęła  rękami,  roztarła  dłonie.  Tego  sobie  "nie  zadałam",  one 

same się tak ułożyły! 

Co się stało? Otóż ograniczenie czasu do jednej minuty, przeszkodziło w organizacji pracy mózgu. 

A  oto  inny  przypadek.  Po  kursie  autoregulacji  przybiegła  do  nas  jedna  z  kobiet,  lekarka.  Była  w 

panice: 

background image

–  Boję  się,  że  mimo  woli  dam  polecenie  sercu,  by  się  zatrzymało  -a  ono  posłucha!  Wczoraj  po 

zajęciach  spróbowałam  poeksperymentować  w  domu.  Wyobraziłam  sobie,  że  jestem  Szalapinem. 
Nagle  plecy  wyprostowały  się,  a  głos  zagrzmiał  basem.  Całą  noc  trzęsłam  się  ze  strachu,  że  wydam 
niebezpieczny rozkaz, by moje serce się zatrzymało i ono posłucha! 

Wyjaśniliśmy  jej,  że  to  niemożliwe.  Z  dwu  powodów.  Autoregulacja  jest  bowiem  sprawą  woli, 

żeby  wywołać  autoregulację  potrzeba  wysiłku  woli  –  po  pierwsze.  Po  drugie  zaś  –  wszystkie 
negatywne  idee,  przeczące  instynktowi  samozachowawczemu,  są  nieświadomie  neutralizowane  w 
procesie autoregulacji. 

Jeśli  w  hipnozie  można  za  pomocą  cudzej  woli,  działającej  z  zewnątrz,  narzucić  wstrętne  lub 

bolesne  odczucia,  na  przykład  oparzenia  przy  pożarze  –  to  za  pomocą  autoregulacji  wywołać  coś 
takiego przychodzi znacznie trudniej. 

Wracajmy jednak do naszego stanu neutralnego. Tym razem spróbujmy go ująć z punktu widzenia 

psychofizjologii. Wyobraźmy sobie korę mózgową. Zazwyczaj nieprzerwanie trwa w niej konkurencja 
wielu ognisk pobudzenia – dominant. Te pobudzenia nawzajem neutralizują swój wpływ na przebieg 
wewnętrznych, fizjologicznych procesów organizmu. Ponieważ proces myślowy nie jest skrępowany 
procesami  fizjologicznymi  –  możemy  podejmować  twórcze  decyzje.  Procesy  psychiczne  są  jakby 
autonomiczne,  przebiegają  swobodnie,  niezależnie  od  procesów  fizjologicznych.  Tak  dzieje  się 
normalnie. 

Stan neutralny to całkiem inna sprawa. 

Podczas  niego  kora  mózgowa  jest  "zrelaksowana".  Dlatego  nawet  najmniejszy  wysiłek  woli 

pobudza  aktywność  mózgu,  rozprzestrzeniającą  się  na  wszystkie  strefy.  Wpływ  tych  stref  zależy  od 
treści  wskazówki  psychologicznej:  zasugerowałeś,  że  chcesz  śpiewać  jak  Szalapin  –  włączają  się 
struktury  mózgu,  związane  ze  śpiewem.  Zasugerowałeś  coś  innego  -aktywizują  się  inne  odcinki 
mózgu. To zjawisko nazywamy logiczną aktywnością dominant albo kierowanym stanem fazowym. 

Podleczysz się sam! 

W końcu lat siedemdziesiątych po ukończeniu Dagestańskiego Instytutu Medycznego pracowałem 

jako  lekarz  internista  w  miejskim  szpitalu  w  Machaczkale.  W  tym  czasie  zajmowałem  się 
syntezowaniem  procesów  akupunktury  i  hipnozy.  Wtedy  właśnie  odkryto  nowy,  wcześniej  nieznany 
nauce  fenomen:  reakcję  punktów  akupunktury  można  było  włączać  bez  bezpośredniego  bodźca 
fizycznego!  Zwykle  czyniono  to  za  pomocą  igły,  prądu  elektrycznego,  masażu  laserem  czy  innych 
narzędzi. Okazało się, że można oddziaływać na punkty sugestią hipnotyczną, wyjątkowo skuteczną. 

Zazwyczaj  podczas  wykonywania  akupunktury,  kryterium  trafienia  igły  w  punkt  stanowi  zespól 

charakterystycznych  odczuć  pacjenta:  łomotanie,  rozpieranie,  osowiałość,  ciężkość,  ciepło,  czy 
przebieganie  prądu  elektrycznego.  Te  odczucia  nie  powinny  mieć  charakteru  miejscowego  (pod 
samym końcem igły można odczuwać po prostu ból) – ale odrzutowy, promieniujący, przypominający 
działanie prądu. 

Odczucie  prądu  podczas  zabiegów  akupunktury  powinno  być  bardzo  wyraźne.  Na  przykład  przy 

leczeniu zapalenia rdzeniowych korzonków lędźwiowych kręgosłupa często wykorzystuje się punkt w 
okolicy  pośladka  "Chuań-tjao".  Przy  dokładnym  trafieniu  w  niego  "bije"  na  całym  odcinku  nerwu 
kulszowego, jak sznurem po nodze: od  miejsca ukłucia aż do pięty, a nawet od palców nogi. Wtedy 
zdarzają się cudowne efekty akupunktury. 

Pamiętam,  że  w  gabinecie,  w  którym  przyjmowałem,  było  bardzo  ciasno.  Chorzy  rozdzielili  się 

więc na dwie grupy – żeńską i męską. W skład grupy żeńskiej wchodziły przede wszystkim staruszki. 
Cały gabinet babć. Dziś wyleczysz im korzonki, jutro przyjdą z bólem zęba. Będą ciągle przychodzić. 
Dla  kontaktu  z  ludźmi,  dla  towarzystwa.  Dla  mnie  –  kiedy  wejdę  w  trans  –  znika  pojęcie  wieku. 
Komuś trzeba wkłuć igły, kogoś wprowadzić w krótką hipnozę. Mówię do babulki: 

– Droga moja, tutaj cię odremontujemy i uczynimy jak nową. Odmłodzimy! 

background image

Babcie siedzą zadowolone niczym uczennice w szkole. Zaprzyjaźniły się ze sobą. Któraś w czyjejś 

potrzebie chodzi do rady narodowej, inna załatwia nowej przyjaciółce sprawy emerytalne. Mówi jedna 
z nich: 

– Wracam po seansie do domu. Sąsiadki, moje rówieśnice jak zwykle siedzą na ławkach. A mnie 

tak lekko! Po prostu chce mi się obok nich przelecieć! 

Kiedyś  w  podręczniku  jogi  przeczytałem  wskazówkę,  że  aby  pozbyć  się,  bólu  głowy,  należy 

wywołać  uczucie  ciepła  w  odcinku  poniżej  kolan.  Tak.  przecież  w  tej  strefie  znajduje  się  znany 
cudowny  punkt  Izu-sań-li!  Ten  punkt  wykorzystuje  się  przy  leczeniu  prawie  stu  chorób. 
Ogólnowzmacniające  działanie  tego  punktu  jest  szeroko  znane.  Jak  głosi  legenda  -Chińczycy  raz  na 
pół  roku,  podczas  nowiu,  przypalają  go  profilaktycznie  piołunowym  papierosem.  Ten  punkt  jest 
rzeczywiście  ważny  przy  bólach  głowy.  Jeżeli  tak  –  byłoby  celowe  sugerować  choremu  w  hipnozie 
wywołanie w tym punkcie odczucia prądu. 

W ten sposób zaczęła powstawać  metoda hipnotycznego oddziaływania na punkty odruchogenne, 

przewidziane do wykorzystania jako aktywne, pośrednie ogniwo między  korą  mózgową człowieka a 
wewnętrznymi  narządami  jego  organizmu.  Pracując  jednocześnie  w  dwóch  dziedzinach,  w  terapii 
odruchowej i hipnozie, doszedłem więc do ich syntezy jakościowej. 

Publicysta W.A. Agronowski, zapoznawszy się z moją metodą, zwaną sygnalną terapią odruchową, 

tak ją opisał: 

"...Alijew  przeprowadzając  w  klinice  kolejny  seans  hipnozy  leczniczej,  postanowił  sprawdzić 

pewną ideę od dawna "chodzącą" mu po głowie. W tym celu odczekał, kiedy chorzy pogrążyli się we 
śnie, dał każdemu z nich flamaster, wydając jednakowe polecenie: – Czujecie, jak od palców nóg do 
góry idzie energia, przypominająca słaby prąd. Ta energia leczy waszą chorobę. Rysujcie flamastrem 
drogę którą ona przebiega! Rysujcie!" – zamarł w oczekiwaniu, ciekaw, co chorzy uczynią. A oni, po 
prostu  zaczęli  rysować  flamastrami  linie  na  skórze.  Kiedy  Alijew  obejrzał  je  dokładnie,  nie  mógł 
uwierzyć  swoim  oczom:  linie  idealnie  zgadzały  się  z  punktami  akupunktury!  Przy  czym  u  każdego 
chorego  "zahaczały"  dokładnie  o  te  punkty,  które  "odpowiadały"  jego  chorobie!  Ten,  kto  – 
przypuśćmy – miał wrzód żołądka, rysował według punktów, nakłuwanych właśnie przy tej chorobie. 
Ten zaś, kto cierpiał na zapalenie korzonków, zaznaczał punkty, zwykle pobudzane przy zapaleniu, A 
wszystko to – zwróćcie uwagę – przebiegało we śnie! Ludzie, którzy wykonywali jego polecenie, nie 
mieli pojęcia o istnieniu atlasu akupunktury i nigdy nie byli leczeni igłami... 

Innymi słowy – Alijew mógł posadzić przed sobą dziesięć, sto, albo tysiąc osób, uśpić tych, którzy 

są  podatni  na  hipnozę,  potem  "przepuścić"  przez  nich  "prąd"  i  na  tym  uważać  swoją  misję  za 
skończoną, przynajmniej do momentu, kiedy przyjdzie pacjentów budzić. Ludzie sami się zdiagnozują 
(i  to  bezbłędnie,  bo  kierunkowskazem  jest  chory  narząd  –  a  on  nigdy  się  nie  myli!  (i  sami  się 
podleczą) przy tym z solidnością, o jakiej nie śniło się lekarzom!) 

–  Słuchaj  mojej  komendy!  –  wykrzykiwałby  Chasaj  Alijew  stojąc  przed  mikrofonem  na  jakimś 

stutysięcznym stadionie. Do seansu... gotuj się! Prąd...! 

Już  słyszę  śmiech  oficjeli  z  urzędowych  gabinetów,  gdy  Alijew  zgłaszał  się  do  nich  z  tym 

"numerem"..." 

W  przytoczonych  przykładach  działała  autoregulacja.  Naturalnie  –  na  razie  włączana  przez 

hipnotyczną reakcję organizmu automatyczna, odruchowa. 

Kierowana  autoregulacja  pojawiła  się  nieco  później,  kiedy  lotnik-kasmonauta  A.G.  Nikolajew 

zaproponował,  bym  pomyślał  nad  tym,  co  zrobić,  by  dla  włączenia  punktów  nie  trzeba  było 
hipnotyzować  kosmonautów  na  odległość,  przez  systemy  łączności.  Jak  nauczyć  kosmonautów 
samodzielnie włączać u siebie punkty leczniczo-wzmacniające? 

W  klinice,  na  kolejnym  seansie  psychoterapii  prądem  zaproponowałem  jednemu  z  pacjentów,  by 

odtworzył z pamięci doświadczone przed chwilą odczucia. Kiedy pacjent usiłował skoncentrować się 
na  tym  zadaniu,  nieoczekiwanie  dla  samego  siebie  (dla  mnie  też!)  ponownie  popadł  w  sen 
hipnotyczny,  podczas  którego  realizowały  się  pożądane  reakcje.  Pomyśałem,  że  opanowawszy 
autohipnozę,  mógłby  nastawić  się  on  na  wywołanie  nie  tylko  odczuwania  prądu,  ale  także  innych 
reakcji organizmu. 

background image

Moja  decyzja  była  słuszna.  Wystarczyło  rozdzielić  dwa  stadia:  przyjęcie  komendy  oraz  jej 

automatyczną,  odruchową  realizację  przez  organizm.  Dzięki  temu  podziałowi  przestała  bowiem 
istnieć  sprzeczność,  hamująca  świadomie-wolicjonaIną  autoregulację.  Wykorzystując  właściwie 
autohipnozę,  człowiek  nie  staje  się  po  prostu  "śpiącym  robotem",  ale  zachowuje  swobodę  twórczej 
realizacji  zadanych  poleceń.  Zamiast  poleceń  hipnotyzera  może  także  wykorzystywać  swoje  własne 
wskazówki. 

Pozostaje tylko nauczyć go kierowanej autohipnozy. 

Z  początku  było  tak:  hipnotyzowałem  pacjenta  zwykłymi,  klasycznymi  metodami.  W  hipnozie 

sugerowałem,  że  teraz  sam  może  w  odpowiednim  momencie  z  łatwością  wprowadzić  się  w  stan 
hipnotyczny.  I  posługując  się  nim  zdolny  jest  realizować  własne  cele.  Należy  wyobrazić  je  sobie  w 
formie obrazu żądanych zmian w organizmie, bezpośrednio przed włączeniem reżimu autoregulacji. 

Dla  ułatwienia  włączenia  samodzielnie  wywoływanego  stanu  hipnotycznego,  dodatkowo 

sugerowałem  pacjentowi,  że  autohipnoza  nastąpi  automatycznie.  Wystarczy,  że  policzy  w  myśli  do 
pięciu patrząc w jeden punkt – i przebudzi się w dokładnie ustalonym momencie. 

Ta  metoda  opanowania  świadomie-wolicjonalnej  autohipnozy  jest  znacznie  dostępniejsza  dla 

pacjenta,  niż  np.  system  treningu  jogi,  oparty  na  opracowaniu  określonych,  nieruchomych  pozycji  i 
specjalnych sposobów oddychania oraz koncentracji uwagi – co nie każdy jest w stanie opanować. 

Po około dwu-trzech powtórkach takiego kursu około 30 procent pacjentów utrwala sobie nawyk 

autoregulacji do tego stopnia, że potrafią posługiwać się nim przez wiele lat. A nawet samodzielnie go 
rozwijać. 

Tak  wygląda  –  w  skrócie  –  podstawowa  zasada  uczenia  się  autoregulacji  za  pomocą  hipnozy. 

Mnóstwo  niuansów  i  ważnych  elementów  tego  procesu  pozostaje  w  zakresie  profesjonalnej 
kompetencji lekarza-specjalisty. 

Przypominam, że uczenie przy pomocy hipnozy nie jest niczym nowym. Tak na przykład, hipnozę 

stosuje  się  już  dawno  przy  intensywnym  opanowaniu  profesjonalnych  nawyków.  Czytaliśmy,  że  w 
Paryżu utworzono laboratorium, w którym w ciągu pięciu czy sześciu godzinnych seansów 

można  nauczyć  się  szybkiego  pisania  na  maszynie,  prowadzenia  samochodu,  a  teraz  opracowuje 

się  tam  nawet  kurs  kierowania  sportowym  samolotem!  Czyż  to  nie  cudowne  –  przespałeś  się  pięć 
godzin w przyjemnym, uzdrawiającym stanie – i lataj ile dusza zapragnie! 

Dzięki  hipnozie  szybkość  uczenia  wzrasta  dlatego,  że  cała  uwaga  uczącego  się  jest  skupiona  na 

działaniu instruktażowym, które łatwo rozprzestrzenia się na mechanizmy mózgowe. 

Zastosowanie klasycznej hipnozy w celu nauki autoregulacji miało miejsce – jak już pisałem – na 

początku. Niestety – nie jest szeroko dostępne. 

W tym miejscu entuzjaści treningu autogennego wykrzykną: 

–  No  i  dali  się  złapać  we  własne  sieci,  nowatorzy!  Klucz  Alijewa  pasuje  tylko  wybranym, 

podatnym na hipnozę osobnikom. A nasz autotrening służy wszystkim! 

Zaraz!  Zaraz!  Przecież  badanie  osób  szybko  uczących  się  autotreningu  wykazało,  że 

najefektywniej  opanowują  tę  metodę  ludzie,  podatni  także  na  hipnozę!  Pozostali  –  chociaż  pragną  i 
starają  się  –  nie  mogą  osiągnąć  tego  stanu.  Ponadto  zastosowanie  autotreningu  jest  ograniczone  i 
oderwane  od  prawdziwego,  aktywnego  życia  człowieka.  Wyobraźmy  bowiem  sobie,  że  człowiek 
pracuje w zwykłym rytmie w fabryce. A tu proponują mu, żeby się położył, rozluźnił i ogrzał prawą 
nogę.  To  jest  po  prostu  niemożliwe,  niewykonalne!  Zaś  w  możliwościach  autoregulacji  kryją  się 
ogromne perspektywy rozwoju człowieka. 

Przywołać właściwy obraz 

Weźmy  do  ręki  nitkę z  wiszącą  na  jej  końcu  kulką.  Zakryjmy  oczy  i  wyobraźmy  sobie,  że  kulka 

zatacza  koło  albo  kołysze  się  po  prostej  ruchem  wahadłowym.  Nastąpi  prosta  reakcja 
psychomotoryczna,  w  której  psychomotoryczną  szeroko  wykorzystuje  się  w  celu  określenia  stopnia 

background image

palce  mimo  woli  powtarzać  będą  obraz  ruchu.  Tę  lub  podobną  reakcję  sugestii  przy  hipnozie.  Jeśli 
reakcja zachodzi – pacjent będzie podatny na hipnozę. 

Jednakże wcześniej nie wiedziano, że jeśli pacjentowi pozwolić przez pewien czas pozostawać w 

ćwiczeniu  psychomotorycznym  –  zagłębi  się  on  w  stan  hipnotyczny.  Albo  jeśli  zaproponować  mu 
zatrzymanie  uwagi  na  jakimś  obrazie  i  uczyni  to  z  powodzeniem  –  znów  może  znaleźć  się  w  stanie 
hipnozy.  Ten  odkryty  przeze  mnie  fenomen  legł  u  podstaw  opracowywanego  systemu  przyswajania 
autoregulacji. Rzecz cała polega na tym, jak dla danego, konkretnego pacjenta znaleźć ten optymalny, 
odpowiadający  jego  stanowi  psychicznemu  w  danym  momencie  kluczowy  obraz,  który  bez  trudu 
utrwali i który następnie stanie się hipnogenny. 

Oto i cała nauka, w której najistotniejszą rolę spełnia lekarz, jego twórcze poszukiwania oraz cechy 

odkrywczego a zarazem i przenikliwego psychologa! 

Najprostszym  obrazem  dla  większości  ludzi,  łatwo  dającym  się  skontrolować  zarówno  przez 

lekarza, jak i przez pacjenta – jest w naszym systemie nauczania obraz wyciągniętych przed sobą rąk, 
które  łączą  się  i  rozchodzą.  Nie  trzeba  pacjentowi  zasłaniać  oczu,  niech  patrzy  i  podziwia  jak  ręce 
same  chodzą.  Zdziwienie  wywołuje  dodatkowa  podpora  emocjonalna  –  lekki  efekt  psychologiczny, 
którego energia jest niezbędna do włączenia całościowej reakcji mózgowej przejścia w stan hipnozy. 
Kiedy  pacjent  już  osiągnął  ten  stan.  zaczynamy  mu  sugerować,  że  teraz,  przy  powtórzeniu,  może 
wywołać  ten  sam  stan  bez  pomocy  z  zewnątrz.  A  jedynie  przez  włączenie  wyuczonej  reakcji 
psychomotorycznej. 

Do  nauki  autoregulacji  należy  przygotować  się  psychologicznie.  Na  przykład  popatrzeć,  jak  to 

robią inni, którzy już tę sztukę opanowali. czerpać natchnienie z ich sukcesów. 

Przed ćwiczeniem pacjent powinien być odprężony, wewnętrznie spokojny i zachowywać się tak, 

jakby  to  była  zabawa,  podczas  której  nie  odpowiada  się  za  błędy,  a  wszystkie  reakcje  i  wrażenia  są 
szczere, 

Oto  system  ćwiczeń,  stosowanych  zwykle  przez  lekarzy  Ośrodka  Autoregulacji  podczas  nauki 

metody i podczas jej demonstrowania, 

 
Ćwiczenie 1  

Przy  wykonywaniu  tego  i  innych  ćwiczeń,  jak  również  całego  cyklu  nauki,  można  zastosować 

zasadę sugestii pośredniej. Działa ona silniej niż bezpośrednie podawanie instrukcji i wskazówek. W 
tym celu to, co lekarz chce powiedzieć uczącemu się, przekazuje obecnym w taki sposób, jak gdyby 
komentował procesy. Jeśli pacjent jest sam, lekarz zwraca się do niego tak, jakby na jego przykładzie 
ukazywał prawidłowy dla wszystkich przebieg procesów. 

Lekarz  prosi,  by  ćwiczący  wyciągnął  ramiona  i trzymał  je  przed sobą  bez  napięcia.  Nie  powinny 

one zbiegać się. Oczy mogą być otwarte. W tej pozycji u wszystkich ręce mają tendencję przesuwania 
się na boki. Zatrzymuje je jedynie stan napięcia. Uczący nie powinien napinać mięśni i przeszkadzać 
rękom. Niech się rozejdą na boki. Im szerzej, tym lepiej. Lekkie jak piórka. 

Lekarz  podpowiada,  by  nie  poruszać  umyślnie  rękami,  l  nie  należy  sobie  niczego  sugerować. 

Wystarczy nie przeszkadzać. Ręce pójdą same. To automat. 

Pacjent niech patrzy na ręce i analizuje, co się z nimi dzieje. To wyzwala go z napięcia. Jeśli lekarz 

potrafił  wyjaśnić  pacjentowi  istotę  ćwiczenia,  a  on  przyjął  konieczność  rozchodzenia  się  rąk  jako 
reakcję prawidłową – będzie pomagać sobie w znalezieniu stanu neutralności, czyli takiego, który nie 
przeszkadza ruchom rąk. 

A  lekarzowi  poprawił  się  nastrój  i  jego  glos  nabrał  pewności.  Przecież  on  też  nie  jest  wolny  od 

emocji l Powstaje efekt wzmacniającego sprzężenia zwrotnego. 

Ręce zaczynają rozchodzić się szybciejl 

Lekarz próbuje dodać pacjentowi otuchy, chwali go za zdolność koncentracji na właściwej reakcji. 

Mówi,  że  wkrótce  opanuje  autoregulację.  Wzmacnia  reakcję  sugestiami:  "Wspaniale–  rozchodzą  się 
ręce! Bardzo dobrze! Znakomicie!" 

background image

Jeśli są przy tym widzowie, słowa lekarza mogą być skierowane do nich oddziaływując jak silna, 

pośrednia sugestia. Można powiedzieć: – Spójrzcie, jak coraz szybciej rozchodzą mu się ręce, stają się 
coraz lżejsze. Poprawia się samopoczucie. Z każdym ćwiczeniem reakcja staje się głębsza! 

Jeżeli  w  trakcie  pierwszego  ćwiczenia  ręce  jakiegoś  wyjątkowo  odpornego  osobnika  nie rozeszły 

się – proponuję rozłożyć je świadomie. 

Kolejne ćwiczenie przeprowadza się bezpośrednio po pierwszym. 

Ćwiczenie 2  

Jeżeli ręce rozeszły się – bardzo dobrze! 

U  niektórych  pacjentów  już  podczas  tej  czynności  psychomotorycznej  powstaje  głęboki  stan 

neutralny. Nawet ich oczy zaczynają się zamykać. Jeśli pozostają otwarte – stają się nieruchome. Nie 
należy zachęcać do zamykania oczu, gdyż nie zachodzi taka potrzeba. 

Gdy  pacjent  usiłuje  zrzucić  narastające  odrętwienie,  proponuję,  żeby  tego  nie  robił.  Mówię:  – 

Niech stan się pogłębia. Im głębszy, tym pożyteczniejszy dla zdrowia i nauki. Tym przyjemniejszy! 

Pogłębienie stanu realizuje się drugim poleceniem. Słownie formułuje się obraz, że ręce zaczynają 

się schodzić, przyciągać. Temu procesowi towarzyszą sugestie wzmacniające: – Ręce przesuwają się 
prędzej!  Proponuje  się  patrzeć  na  zbliżające  się  do  siebie  ręce.  Widok  automatycznie  poruszających 
się  rąk  zajmuje  uwagę  pacjenta,  stwarza  efekt  emocjonalny,  konieczny  dla  rozwoju  stanu 
szczególnego. 

 
Ćwiczenie 3  

W trakcie wykonywania dwóch pierwszych  ćwiczeń uwaga uczącego coraz bardziej się skupia na 

zbliżających się do siebie rękach. Tworzy się sztuka uwagi. Ten punkt uwagi należy wykorzystać do 
rozwoju  tworzącego  się  stanu.  Można  wzmocnić  wrażenie  obrazu  w  ten  sposób,  że  dłoń  lekarza 
znajduje  się  w  przypuszczalnym  środku  zbliżenia  rąk.  Dalej  mówi:  –  Ręce  wraz  z  tułowiem  idą  za 
moja  dłonią!  I  cofa  się,  jakby  przyciągając  swoją  ręką  uwagę  pacjenta,  starając  się  niczym  jej  nie 
zakłócić. 

Jeżeli lekarz znajduje się w odległości od pacjenta, wszystko to wyraża jedynie słowami. 

Ręce  i  cały  tułów  pacjenta  "pociągnęło"  naprzód.  Powstała  silna  emocjonalna  podpora!  Tułów 

przesunął się! (l jak po tym można nie pogłębiać swego stanu!) Kiedy tułów przesunął się do przodu 
skłaniając  się  za  dłonią  lekarza,  reakcję  nasila  się  wzmacniającymi  replikami:  –  Wspaniale,  teraz 
zawładnie  pan  swoim  organizmem.  Ma  pan  doskonałe  samopoczucie,  znakomitą  pamięć,  uwagę  i 
jasność  umysłu,  znakomicie  pan  sypia!  Ciągnie  pana  do  przodu,  nogi  same  się  przesuwają!  (Proszę 
zwrócić  uwagę,  że  lekarz  stosuje  ten  zabieg  w  celu  psychoterapeutycznym,  szczególnie  w  tej  części 
ćwiczenia, przy której obserwuje się u pacjenta zwiększoną reakcję na sugestię). Nogi pacjenta jakby 
chciały oderwać się od podłogi i – przy dobrej reakcji – wykonują kroki do przodu. 

Jeśli  –  przy  niedostatecznie  pogłębionym  stanie  nie  zachodzi  oczekiwana  reakcja  –  można 

przerwać ćwiczenie i przejść do kolejnego. Ale można również powtarzać to samo kilka razy. dopóki 
nogi nie przesuną się, a wywołany stan się nie pogłębi za pośrednictwem wykonanego ruchu. 

 
Ćwiczenie 4  

Kiedy  już  uczący  przesunął  się  do  przodu,  lekarz  sugeruje,  że  teraz  tułów  zacznie  skłaniać  się  w 

przeciwną stronę – do tyłu. Przy czym lekarz może swoją dłoń zbliżyć do pacjenta, jakby naciskając, 
popychając  go  na  odległość  –  w  celu  wzmocnienia  obrazu.  Jego  dłoń,  oczywiście  nie  wydziela  przy 
tym  żadnego  mistycznego  czy  magnetycznego  promieniowania.  Gest  jest  silnym  narzędziem 
oddziaływania na najgłębsze pokłady psychiki ludzkiej. Tułów pacjenta zaczyna skłaniać się do tyłu. 
Lekarz podchodzi do niego i asekuruje, by nie upadł. 

 
Ćwiczenie 5  

background image

Kiedy tułów przesunął się do tyłu, lekarz  musi wykazać całe swe  psychologiczne i pedagogiczne 

mistrzostwo. Informuje pacjenta, że jego ciało zgina się do tyłu a kręgosłup – jak elastyczna struna – 
"wędruje"  coraz  niżej,  ciągnąc  do  pozycji  "mostka"!  Ciało  pacjenta  zaczyna  się  naprężać.  Jeśli  pod 
wpływem dodatkowych sugestii zgina się coraz bardziej – sukces! 

W  tym  miejscu  zaczyna  się  ukierunkowaną,  intensywną  naukę:  –  Teraz  możecie  sami  wywołać 

głęboki stan specjalny, potrzebny do osiągnięcia autoregulacji. Siedząc, stojąc, leżąc, w hałasie i ciszy, 
w  każdych  warunkach  możecie  natychmiast  włączyć  u  siebie  pożądany  stan  i  wykorzystać  go  do 
wypoczynku,  nastrojenia  się  do  pracy,  poprawy  samopoczucia  i  w  innych  celach.  Z  każdym 
następnym ćwiczeniem stan się pogłębia i sprzyja poprawie ogólnego samopoczucia. Przed wyjściem 
z niego zawsze czuje się świeżość w całym ciele i jasność myśli! 

Trwa psychoterapia: każda sekunda znajdowania się w stanie autoregulacji jest na wagę złota! 

A  oto  kilka  innych  wariantów  form  sugestii:  –  W  stanie  autoregulacji  poprawia  się  stan  całego 

organizmu.  Wszystko,  co  przedtem  nie  było  w  porządku  –  dochodzi  do  normy.  Takie  jest  prawo 
natury. Jakiegokolwiek zadania się podejmiecie – wszystko prowadzi do poprawy zdrowia! 

Albo:  Wyjście  ze  stanu  autoregulacji  powinno  następować  zawsze  z  odświeżoną  głową!  Jak  po 

zimnym prysznicu ! Ściślej mówiąc, najpierw sauna, a potem zimny, orzeźwiający natrysk! Będzie w 
was więcej życia! 

Dalej  lekarz  prosi,  by  pacjent  po  kilku  sekundach  sam  wyszedł  ze  stanu.  Aby  przeciągnij  się  i 

wykonał kilka ćwiczeń gimnastycznych, jak po głębokim, nocnym śnie. 

 
Inne ćwiczenia  

W  zależności  od  sytuacji,  gdy  na  przykład  jakieś  ćwiczenie  się  nie  udało,  można  wykonać  inne. 

Nie  ważne  jakie,  ważne  –  by  znaleźć  właściwe.  Należy  wypróbować  wiele  programów,  by  trafić 
wreszcie na ten właściwy. Przy czym po zastosowaniu kolejnego programu należy odczekać chwilę na 
oczekiwany  wynik.  Czas  reakcji  może  przebiegać różnie  –  od  1 do  5-3  sekund.  Najczęściej  bardziej 
aktywnie  realizują  się  te  zaprogramowane  reakcje,  które  natrafiają  w  organizmie  na  ukształtowane 
wcześniej stereotypy. 

Na przykład lekarz mówi do pacjenta: – Proszę stanąć prosto, postarać się być zupełnie pasywnym 

i  jakby  z  boku  obserwować,  na  jaki  program  ciało  będzie  reagować  aktywnie  i  automatycznie.  Przy 
tym proszę nic sobie nie sugerować, po prostu tylko obserwować! 

Gdy jakieś ćwiczenie się nie udało można spróbować wykonać inne. 

Przy którymś poleceniu nogi czy ręce, ramiona lub głowa zaczynają nagle reagować... 

Potem  lekarz  zaczyna  dawać  polecenia:  –  Wasze  ręce  już  nie  są  waszymi  rękoma.  To  ręce 

automobilisty,  prowadzącego  samochód.  Przed  nim  ostry  zakręt  w  prawo.  Popatrzmy  co  robią  ręce. 
Proszę im nie przeszkadzać, a tylko je obserwować! 

Lekarz prosi, by to ćwiczenie wykonywać powoli. 

Przypuśćmy jednak, że ręce nie wykonały zadania, gdyż pacjent nigdy nie doświadczył podobnego 

stanu,  jako  że  nie  umie  prowadzić  samochodu.  Wobec  tego  przywołuje  się  inny  obraz.  Na  przykład 
siatkarza, przygotowującego się do zagrywki. Dobrze, jeśli przedtem rękom i tułowiu pacjenta nadać 
odpowiednią pozycję. Wtedy efekt może być lepszy. 

Można  także  posłużyć  się  obrazem  tenisisty.  Albo  pływaka,  przepływającego  wezbraną  rzekę. 

Rowerzysty, ciężarowca, boksera, szermierza, spadochroniarza i tak dalej. 

Przy  którymś  poleceniu  nogi  czy  ręce.  ramiona  lub  głowa,  a  być  może  i  oddech  nagle  zaczyna 

reagować. Ręce na przykład, zaczynają pływać, palce poruszają się, jakby pisały na jakiejś rzekomej 
maszynie.  Efekty  mogą  być  najróżniejsze.  Coś  zaczęło  się  dziać!  Z  zasady  reakcję  wywołuje  obraz 
działania znany z życia codziennego. 

Kiedy  lekarz  zauważy  początek  reakcji,  zaczyna  ją  rozwijać  mówiąc  pacjentowi  słowa  pełne 

zachęty,  zapewniając,  ze  z  każdą  sekundą  reakcja  się  wzmacnia.  W  ten  sposób  sprzyja  wywołaniu 

background image

żądanego stanu. Następnie u pacjenta włącza się całościowa reakcja mózgu – następuje głęboki stan 
specjalny. 

W  końcu  –  wykorzystując  fantazję  twórczą,  zdolność  obserwacji  i  wytrwałość  –  lekarz  znajduje 

pierwszy klucz stanu, w którym następuje wypracowanie nawyku autoregulacji. 

Przedstawiona  zasada  różni  się  nowym  podejściem  od  znanej  metody  sugestii,  stosowanej  przy 

hipnozie  przede  wszystkim  tym,  że  zamiast  wielokrotnego  powtarzania  czy  "wbijania"  jakiejś 
formułki  sugestii  proponuje  się  pacjentowi  kalejdoskop  obrazów  w  celu  wywołania  obrazu 
indukującego  (wzbudzającego),  który  w  odpowiedzi  włączy  aktywną  reakcję  A  tym  samym  wywoła 
pożądany stan. 

Jeżeli podczas treningu udały się pacjentowi pierwsze ćwiczenia, można wywołać uczucie lotu lub 

inne, dające poczucie komfortu i wewnętrznej swobody 

Uczucie  lotu.  U  pacjenta  wzlatują  ręce,  zaczyna  naturalnie  oddychać.  Czasami  pojawia  się  stan 

euforii. 

A  jeśli  ręce  nie  reagują?  Nie  trzeba  skupiać  na  tym  uwagi  ćwiczącego.  Należy  szukać  innej 

sugestii, która wywoła pożądaną reakcję. L 

Możliwości stosowania metody autoregulacji są ogromne. 

Jeśli  należało  znaleźć  pierwszy  klucz  w  celu  wywołana  początkowego  stanu,  by  pacjent  nabył 

doświadczenia – to drugi klucz jest mu potrzebny do samodzielnego wywołania tego stanu. Obydwa 
klucze  mogą  być  identyczne.  Stereotyp  działania  (w  rodzaju  rozchodzenia  się  i  łączenia  rąk),  który 
wywołał  stan  pierwotny,  może  zostać  wykorzystany  do  włączenia  reżimu  autoregulacji.  Wystarczy 
utrwalić kolejność czynności. 

Osobisty  klucz  można  zmodyfikować.  Na  przykład  sprowadzić  go  do  formy  liczenia  w  myśli  do 

pięciu, przy spełnieniu warunku,  że wzrok pacjenta jest skierowany  w jeden punkt. Albo liczenia do 
dziesięciu – przy trzech skinieniach głowy... Wszystko jedno. W celu włączenia reżimu autoregulacji 
można stworzyć dowolny rytuał, który przyswaja się w początkowym stanie drogą sugestii. A potem 
już przez samodzielne powtarzanie ćwiczeń. W końcu pacjent może go także zmienić sam, na własne 
życzenie. Wywołuje autoregulacje kluczem już znanym i wydaje nowe polecenie, wyobrażając sobie 
sposób działania oraz reakcję, jakiej od siebie oczekuje. 

Możliwości  autoregulacji  rozwijają  się  w  różnych  kierunkach.  Na  przykład  bywa,  że  pacjent  bez 

trudności wywołuje stan szczególny w pozycji stojącej (tak, jak się uczył), ale w pozycji siedzącej już 
nie  może  tego  uczynić.  W  takim  przypadku  będąc  w  stanie  autoregulacji  powinien  obrazowo 
przedstawić sobie wywoływanie żądanego stanu w pozycji siedzącej. 

A  właściwie  –  po  co  to  wszystko?  Po  co  człowiekowi  ten  szczególny  stan  neutralny?  –  zapyta 

Czytelnik. 

W  stanie  neutralnym  znika  paraliżujący  strach  przed  prawdopodobnym  popełnieniem  błędu. 

Pomyślcie, dlaczego człowiek nie może przejść po równoważni nad przepaścią, podczas gdy na ziemi 
zrobi  to  bez  trudu?  Dlatego,  że  zbyt  wysoka  odpowiedzialność  rozdziela  uwagę  między  celem  a 
sposobem  jego  osiągnięcia  –  czyli  krokiem,  który  w  rzeczywistości  jest  czynnością  automatyczną. 
Automat blokuje się wskutek ingerencji człowieka. Aby krok był lekki, bez napięcia – uwagę należy 
skupić wyłącznie na celu. 

Postawiwszy  sobie  cel  należy  jakby  odsunąć  się  na  bok,  nie  przeszkadzać  automatom.  Wówczas 

organizm  uruchomi  te  reakcje,  które  gwarantują  rozwiązanie  postawionego  zadania.  W  stanie 
neutralnym każda idea nabiera siły programu dla mózgu i rozprzestrzenia się na cały organizm. 

Ponieważ w tym stanie trudno tworzyć idee i w ogóle mieć życzenia, program należy przemyśleć 

przed zastosowaniem klucza do stanu specjalnego. 

Schemat  jest  prosty:  świadomość  wysyła  zamówienie,  stan  neutralny  odłącza  wszystko  co 

przeszkadza włączając zarazem wszystko co sprzyja temu celowi – ze  świadomego i nieświadomego 
doświadczenia człowieka. 

background image

Rozpatrzmy  to  na  elementarnym  przykładzie  (już  zresztą  przytaczanym).  Wyciągnijmy  obie  ręce 

przed siebie, ale tak, by się wzajemnie dotykały, a przy tym były rozluźnione. Spróbujmy przedstawić 
sobie  ideę  (obraz),  że  ręce  rozchodzą  się  na  boki.  Nie  trzeba  sobie  niczego  sugerować.  Ręce  same 
zaczną  się  rozchodzić,  gdy  tylko  pojawi  się  chociażby  częściowy  stan  neutralny  –  warunek 
materializacji  energii  wyobrażenia.  Poczekajcie  chwilę,  nie  śpiesząc  się,  nie  troszcząc  o  to,  czy 
ćwiczenie  wyjdzie  czy  też  nie,  nie  zwracając  uwagi  na  hałas,  bez  napięcia.  Próbujcie  być  neutralni, 
oderwani, pasywni. Kiedy tylko wystąpi element "pustki lub odosobnienia, ręce zaczną się rozchodzić 
według życzenia. 

Widzicie  czym  moja  metoda  różni  się  od  znanych  metod  autosugestii?  Nie  trzeba  w  napięciu 

"wbijać" sobie do głowy, albo nieustannie powtarzać jakichś formułek, zaklęć. Zamiast tego na luzie 
dajemy zadanie, które zostanie wykonane. 

Mistrzowie  jogi  dają  taką  radę:  jeśli  praca  nie  idzie,  oderwijcie  się  od  niej,  a  podświadomość 

podsunie potrzebną odpowiedź. Każdy może przytoczyć męczący proces przypominania, znajdującego 
się  na  końcu  języka  nazwiska.  Co  wtedy  zrobić?  Przestać  myśleć  na  ten  temat  i  oderwać  się  a 
potrzebne nazwisko samo się przypomni. 

W  stanie  neutralnym  włącza  się  wewnętrzna  "apteka"  organizmu.  Wszystko  co  było  nie  w 

porządku  –  uszkodzone  funkcjonalnie  lub  zniszczone  –  dąży  do  odbudowy.  Wystarczy  kilka  minut 
dziennie  takiej  nietrudnej  gimnastyki  leczniczej  –  a  za  miesiąc  nagromadzi  się  w  Was  tyle  sił, 
jakbyście dopiero co wrócili z sanatorium. 

Jeżeli podczas ćwiczenia ręce nie rozeszły się, znaczy, że utrzymuje się napięcie, czyli stosunek do 

oczekiwanej  czynności.  Występuje  refleksja,  przeszkadzająca  automatom  w  wykonaniu  aktu 
psychomotorycznego. Spróbujcie więc wykonać inne ćwiczenie. Na przykład łączenie rąk. Jeśli ruch 
nastąpi,  nie  strząsajcie  powstałego  przy  tym  uczucia  odrętwienia,  które  sygnalizuje,  że  narasta  stan 
neutralny. Jest więc wam potrzebne. Potem mogą zacząć kleić się oczy. Nie przeszkadzajcie, niech się 
zamkną. Jeśli nie, niech zostaną otwarte. Tu nie wolno robić niczego na siłę! 

Czasami  bywa  tak;  ręce  poszły  a  potem  nieoczekiwanie  się  zatrzymały.  O  co  chodzi?  Po  prostu 

wcześniej  nie  nakreśliliście  programu,  co  powinno  dalej  nastąpić  i  znaleźliście  się  w  stanie 
nieokreślonym. Pamiętajcie, że w reżimie neutralnym nie jest możliwe podejmowanie żadnych decyzji 
– proces myślowy toczy się wyłącznie w normalnym stanie. Teraz wykonajmy  ćwiczenia posługując 
się  własnym  ciałem.  Stańcie  prosto,  nogi  w  rozkroku  na  szerokości  ramion,  ręce  wzdłuż  tułowia, 
swobodnie. Głowę odrzućcie nieco do tyłu, bez napięcia. Jeśli chcecie, oczy niech pozostaną otwarte. 
A teraz wyobraźcie sobie, że tułów ciągnie do przodu i postarajcie się zapaść w obojętność, w pustkę. 
Nie  spieszcie  się!  Każdy,  w  zależności  od  stanu  wyjściowego  ma  swój  własny  próg  reagowania  – 
głębię, czas pogrążania się. Na ogół wynosi on od 1 do 3 min. 

Teraz  wyobraźcie  sobie,  że  tułów  ciągnie  w  tył.  Potem  w  lewo,  a  potem  w  prawo.  Dalej 

wyobraźcie sobie, że jesteście bokserem, następnie, że znajdujecie się na rzece, potem za kierownicą i 
tak dalej. Doświadczcie różnych sposobów. Nie  śpieszcie się, nie bądźcie napięci, po prostu stójcie i 
obserwujcie, jak organizm reaguje na ten czy inny program. Na któryś  może reagować – poruszą się 
ręce  lub  ramiona,  pociągnie  nogę  czy  głowę.  Najważniejsze  to  znaleźć  ten  właściwy  obraz,  który 
rozpoczyna  autoregulację.  A  przez  nią  –  do  harmonii!  W  człowieku  drzemie  szereg  czynników 
świadomych albo nieświadomych, które przeszkadzają w nauce wywoływania stanu neutralnego. Na 
przykład, gdy uczymy pacjenta w pozycji stojącej, zapewniamy go, że nikt nie przewraca się podczas 
ćwiczenia  –  co  od  razu  pozbawia  go  strachu,  nieświadomie  przeszkadzającego  w  nauce.  Potem 
powtarzamy,  że w stanie autoregulacji mózg bardziej koncentruje się, tyle,  że nie na przypadkowym 
hałasie czy myślach, lecz na postawionym zadaniu. To również pozbawia napięcia. 

Czasami  u  skrajnie  wyczerpanych  nerwowo  i  fizycznie  ludzi,  po  pierwszych  ćwiczeniach 

treningowych obserwuje się zjawisko senności. A przecież przed wyjściem ze stanu "zamawiali" oni 
"natrysk  orzeźwiający".  To  ich  mózg  kontynuuje  gromadzenie  sił  –  nawet  po formalnym  wyjściu  ze 
stanu. W tym właśnie tkwi siła autoregulacji – orientującej się na indywidualne potrzeby organizmu. 
W  takim  przypadku  trzeba  pozostać  w  stanie  autoregulacji  10-15  minut  by  "wyspać  się"  jak  należy. 
Na drugich lub trzecich zajęciach senność już nie wystąpi. 

background image

Jeśli  spróbowaliście  wykonać  proponowane  ćwiczenie  raz  i  drugi  –  i  nic  z  tego  nie  wyszło,  nie 

martwcie  się!  Jutro  powtórzycie  je  jeszcze  kilka  razy.  Być  może  z  powodzeniem.  Przecież 
zaliczyliście tekst szkoleniowy! 

Powtarzamy lekcję 

Czym  różni  się  metoda  autoregulacji  od  zwykłego  i  znanego  wszystkim  wolicjonalnego 

samoregulowania? Czy nie wystarczy wytyczyć dokładny cel i postępować zgodnie z nim? 

Po  pierwsze:  autoregulacja  wprowadza  wewnętrzną  harmonię  i  jakby  nas  wyzwala  –  co  jest 

źródłem równowagi duchowej. 

Po  drugie:  stosując  moją  metodę  otrzymujemy  do  dyspozycji  całościowa,  pełniejszą  realizację 

regulowania  wolicjonalnego,  z  podłączeniem  wszystkich  potencjalnych  możliwości  psychiki  oraz 
całego organizmu. 

W  programie  należy  dokładnie  ustalić  czas  znajdowania  się  w  reżimie  autoregulacji.  Jeśli 

powiedziałem sobie w myśli lub przedstawiłem obrazowo: jedna minuta – nie muszę już się pilnować! 
Mój – oraz każdego z nas – zegar pracuje bowiem z precyzją budzika. Dokładnie po 60-ciu sekundach 
oczy automatycznie się otworzą i powrócimy do normalności. 

Skąd my to znamy? Przecież wszyscy mają tę naturalną zdolność, daną przez naturę. Tylko należy 

nauczyć się posługiwać nią, opanować i rozszerzyć rejony jej zastosowania. Stawszy się świadomie – 
wolicjonalną,  będzie  znacznie  silniejszą,  uniwersalniejszą,  nadającą  się  do  stosowania  w 
najróżniejszych celach. 

W  ten  oto  sposób  trening  z  pomocą  autoregulacji  sprzyja  przyśpieszonemu  rozwojowi 

uniwersalnych związków między psychiką a organizmem. 

Cóż to za związki? 

Wiadomo,  że  jeśli  trenujemy,  na  przykład,  wytrzymałość  na  mróz  poprzez  hartowanie  –  ta 

adaptacyjna funkcja organizmu w końcu wystąpi. To samo nastąpi, jeśli będziemy trenować budzenie 
rankiem, o określone] godzinie. 

Lecz trening, realizujący różne zadania, może zajmować nam dużo czasu. Tym więcej, im więcej 

zadań  sobie  stawiamy.  W  takim  przypadku  autoregulacja  przyśpieszy  realizację  najróżniejszych 
zaplanowanych celów. 

Zaplanowaliście  słodko  zasnąć  po  napiętym  dniu  pracy  i  przebudzić  się  wypoczętym  o  szóstej 

rano. Włączcie system autoregulacji i życzcie sobie dobrej nocy! Wyobraźcie sobie, że o szóstej rano 
oczy  same  się  otworzą.  Gdy  tylko  o  tym  pomyślicie,  organizm  zacznie  pracować  według  zadanego 
programu.  Jeśli  w  ten  sposób  potrenujecie  przez  kilka  dni,  wytworzy  się  przyzwyczajenie  do 
spokojnego zasypiania i budzenia się wypoczętym w każdych warunkach. Włączenie programu będzie 
za  każdym  razem  szybsze,  by  w  końcu  przejść  w  nawyk:  nie  będziecie  nawet  musieli  wywoływać 
stanu autoregulacji – wystarczy tylko chęć. 

To samo będzie dziać się w innych przypadkach. Dwa, trzy razy wywołujecie żądaną reakcję (na 

przykład, rozgrzanie się podczas mrozu czy pozbycie się bólu głowy) za pomocą reżimu autoregulacji 
–  i  zadziałały  związki,  zachodzące  miedzy  waszym  życzeniem  a  systemami  wykonawczymi 
organizmu! 

Jedne  związki  będą  powstawały  szybciej,  inne  wolniej.  Nie  powinno  to  zniechęcać,  cała  rzecz 

polega na treningu. 

Jeżeli jednak żądana reakcja nie następuje – pamiętajcie o trzech zasadach autoregulacji. 

Zasada  pierwsza.  Stan  autoregulacji  jest  stanem  równowagi  między  psychicznymi  i 

fizjologicznymi  funkcjami  organizmu,  podczas  niego  odpoczywa  dusza  i  ciało.  Jeśli  dany  stan  nie 
włącza się od razu, NIE ŚPIESZCIE SIĘ, spróbujcie jeszcze i jeszcze raz. Podczas kiedy  próbujecie 
wywołać stan – mózg z intensywnych wrażeń dnia przełącza się w kierunku przez was pożądanym. 

Po  określonym  treningu  stan  autoregulacji  będzie  włączać  się  od  razu  przy  pierwszym  wysiłku 

woli.  Być  może  –  zadanie,  które  chcecie  realizować  przy  pomocy  reżimu  autoregulacji,  jest  dla  was 

background image

nowe, niezwykle lub zbyt odpowiedzialne. Popatrzcie na to zadanie z innej perspektywy. Nie tak, jak 
ogląda się szczyt przed wspinaczką, ale tak, jakbyście grali w interesującą grę dziecięcą. 

Zasada  druga.  W  reżimie  autoregulacji  psychika  i  organizm  znajdują  się  w  położeniu, 

przypominającym  przełączanie  szybkości  w  samochodzie  na  "neutralną",  gdy  jeszcze  działa  energia 
poprzedniego momentu. A wy chcecie ją pokonać, przełączając w określonym kierunku. 

Dlatego  pamiętajcie  o  inercji  stanu  wyjściowego  swojego  systemu  nerwowego.  Pokonuje  się  ją 

głębią  reżimu  autoregulacji  i  ostrym,  pobudzającym  obrazem  oczekiwanego  rezultatu.  Na  przykład, 
jeśli  znaleźliście  się  w  depresji,  poprawa  samopoczucia  nastąpi  tylko  wtedy,  kiedy  zastosowawszy 
wolę  i  wyobraźnię  twórczą,  sformułujecie  żądany  obraz  stanu  aktywnego.  Reżim  autoregulacji 
nagrodzi wasze, wolicjonalne i twórcze wysiłki materializując je. 

Dla  wewnętrznej  natury  organizmu  trzeba  formułować  zadanie  w  języku  duszy,  to  znaczy  w 

najnaturalniejszym języku zamierzeń wewnętrznych. Jeden wykorzystuje obrazy wizualne, inny woli 
wskazówki  myślowe.  Prędko  nauczycie  się  wyczuwać  ten  język,  za  pomocą  którego  nasza 
świadomość  porozumiewa  się  z  nieświadomymi  mechanizmami.  Opanowawszy  je  możesz  stać  się 
prawdziwym PANEM swego organizmu! 

Określcie  dokładnie  swoje  cele!  Zanim  wstąpicie  w  królestwo  autoregulacji,  MUSICIE 

WIEDZIEĆ CZEGO CHCECIE! 

W przypadku, gdy zaplanowane zadanie jest określone niedostatecznie, głębia reżimu autoregulacji 

się obniża. 

Zasada  trzecia.  Przy  posługiwaniu  się  autoregulacją  należy  wiedzieć,  że  istnieją  zarówno  zależne 

od  nas  jak  i  wegetatywne  funkcje  organizmu,  Te  pierwsze  można  zmusić  do  działania  jedynie 
wysiłkiem  woli,  zaś  do  włączenia  wegetatywnych  (typu  ciśnienie,  termoregulacja,  wydzielanie  potu 
itp.) trzeba wywołać obraz bodźców, odpowiadających tym funkcjom. 

Tak na przykład obraz wypitej filiżanki kawy wywoła w reżimie autoregulacji u niskociśnieniowca 

zwiększenie  napięcia,  a  obraz  zażytej  tabletki  może  usunąć  atak  choroby  wieńcowej  –  jeżeli 
oczywiście to lekarstwo przedtem pomagało. 

W  TEN  SPOSÓB  UAKTYWNIAJĄ  SIĘ  I  PODPORZĄDKOWUJĄ  ŻĄDANIOM  WOLI  INNE, 

PRZEDTEM NIEZALEŻNE OD NIEJ FUNKCJE WCZEŚNIEJ PRZEŻYTE STANY, WRAŻENIA. 
REAKCJE FIZJOLOGICZNE I NAWYKI. 

Autoregulacja  służy  więc  rozwojowi  związków  między  wolą  a  nieświadomymi  mechanizmami 

organizmu. 

Bez bólu 

Mówiąc o fenomenach autoregulacji, w pierwszej kolejności mamy na myśli umiejętność obniżania 

progu  odczuwania  bólu.  Na  przykład  pozbywania  się  bólu  głowy,  zęba  czy  serca.  W  stanie 
szczególnym  można  znieczulić  praktycznie  każdą  część  ciała.  Demonstrując  efekty  znieczulania  w 
grupie  uczących  się  autoregulacji,  ochotnicy  wywołują  u  siebie  stan  szczególny  i  dają  organizmowi, 
przykładowo, następujący program: "Ręka (szczęka, ząb) stała się nieczuła na ból, odrętwiała". Przy 
tym  wskazane  jest  pogrążenie  się  w  stanie  neutralnym  jak  najgłębiej,  by  nie  przeszkadzać 
organizmowi w syntetyzowaniu żądanej reakcji zwrotnej. Nie należy przy tym mieszać się do procesu 
jej  realizacji,  nie  rozmyślać  jak  i  dlaczego  odpowiednia  reakcja  powinna  zadziałać  i  jak  w  ogóle 
zachodzi  znieczulenie,  l  czy  zajdzie?  Jeśli  tak  ukierunkujemy  świadomość  –  automatyczna  reakcja 
zablokuje się, jako, że z jednej strony automaty otrzymają zadanie typu ",,", zaś z drugiej – typu "nie", 

Można,  jeśli  się  chce,  wykorzystać  sprzyjające  efektowi  obrazy  wyobrażeń  ze  swojego 

doświadczenia  życiowego.  Na  przykład,  jak  to  kiedyś  znieczulano  mi  stłuczenie  chloroetylem,  albo 
ząb  za  pomocą  zastrzyku.  Obrazy  te  odruchowo  ożywiają  w  pamięci  organizmu  ślady  dawnych 
reakcji. 

A oto kilka przykładów wykorzystana autoregulacji w celach leczniczych i profilaktycznych. 

Nagromadziliśmy  dostatecznie  duże  doświadczenie  jeśli  chodzi  o  zabiegi  chirurgiczne 

wykonywane z pomocą autoregulacji. Uczyliśmy pacjentów, by sami przygotowywali się do operacji. 

background image

W  klinice  mikrochirurgii  ocznej  u  profesora  S.N.  Fiodorowa  przeprowadzany  był  następujący 
eksperyment.  Chorzy  przychodzili  do  kliniki  o  piątej  wieczorem.  Od  7.00  do  8,30  poddawali  się 
psychoterapii grupowej, to jest w stanie hipnozy uczyli się autoregulacji. W następnym dniu, o 10-tej 
rano byli operowani. 

Przy  uczeniu  główną  uwagę  poświęcano  temu,  by  chorzy  w  przededniu  operacji  mogli  poprawić 

swój nocny sen, a bezpośrednio przed zabiegiem samodzielnie zagłębić się w stan głębokiej relaksacji 
i drzemki. 

Bardzo ważne okazało się nie tylko znieczulenie, ale także pozbycie się strachu przed zabiegiem. 

Od tego w niemałym  stopniu zależy stan i zachowanie chorego podczas operacji. Przekonaliśmy się, 
że człowiek postawiony na progu krytycznej sytuacji emocjonalnej (tj. tuż przed operacją) szybciej się 
uczył, 

Około  30-40%  z  ogólnej  liczby  chorych,  których  uczyliśmy  autoregulacji,  już  po  pierwszym 

ćwiczeniu  mogli  rankiem  samodzielnie  zagłębić  się  w  potrzebny  stan  i  przebywać  w  nim  podczas 
operacji, a nawet po niej – od trzydziestu minut do kilku godzin. Jest to bardzo korzystne dla okresu 
rehabilitacji i przyśpiesza wyzdrowienie. Pozostali pacjenci albo nie w pełni poddawali się nauce, albo 
nie do końca wierzyli w swoje możliwości. 

Wszyscy chirurdzy, pracujący w tym dniu przy operacjach, a i sam profesor Fiodorow zauważyli, 

że  chorzy,  którzy  opanowali  autoregulację,  w  porównaniu  do  innych  byli  spokojniejsi  w  czasie 
zabiegu  i  mieli  "miękkie"  oczy.  Rzecz  jasna  –  pacjentom,  którzy  sami  wywoływali  u  siebie  stan 
relaksacji, nie podawano żadnych preparatów uspakajających ani znieczulających. 

W  erewańskim  szpitalu  republikańskim  przeprowadzono  około  stu  chirurgicznych  operacji 

otolaryngologicznych z zastosowaniem autoregulacji. Niektórzy chorzy nauczyli się kierować swoim 
stanem  ,,,  że  nawet  po  wyjściu  ze  szpitala,  z  własnej  inicjatywy,  wykorzystywali  tę  umiejętność  w 
różnych  dziedzinach.  Udane  pokonanie  stresu  podczas  zabiegu  upewniło  ich  co  do  pożytku  z 
umiejętności wywoływania stanu autoregulacji, a operacja stała się czynnikiem wzmacniającym efekt 
nauczania.  Jeden  z  pacjentów  po  wyzdrowieniu  stosował  nawet  autoregulację  w  czasie...  gry  w 
szachy! 

Znana  gimnastyczka  Olga  Korbut,  doświadczywszy  stanu  autoregulacji  opowiedziała  mi,  że 

wykonując  w  tym  stanie  ćwiczenia  gimnastyczne,  może  prześledzić  system  przygotowania 
mięśniowego, co umożliwia doskonalenie mistrzostwa technicznego. 

Kierownik  katedry  chorób  otolaryngologicznych  Dagestańskiego  Instytutu  Medycznego  doktor 

nauk medycznych, profesor M.S. Michałowski tak określa efekt stosowania autoregulacji. 

"Pracownicy Ośrodka Autoregulacji z powodzeniem nauczyli wywoływać ten stan u 127 chorych z 

różnymi chorobami otolaryngologicznymi, jak również chorych przygotowujących się do operacji. 

Wszyscy  pacjenci,  którzy  przeszli  kurs  nauczania  w  programie  obowiązkowym,  nauczyli  się  nie 

odczuwać  bólu  bez  znieczulenia.  Opanowanie  nawyku  kierowania  stanem  psychoemocjonalnym 
pozwala  chorym  normalnie,  głęboko  spać  w  noc  przed  zabiegiem  chirurgicznym,  bez  zażywania 
leków.  A  następnie  zaprogramować  stan  spokoju,  nieodczuwania  strachu  po  przebudzeniu  oraz 
podczas operacji". 

Jeden z moich przyjaciół wywoływał stan specjalny gwoli pozbycia się siwizny, l wyobraźcie sobie 

– wyszło! Po miesiącu jego włosy pociemniały! 

Sądzę,  że  zainteresuje  Czytelnika  rozmowa  pisarza  Wladimira  Stolarowa  z  Ludmiłą  P.,  która 

opanowała  metodę  wywoływania  stanu  autoregulacji.  Kobieta  ma  39  lat,  jest  mężatką,  wychowuje 
dwóch synów, pracuje w zakładzie przemysłowym jako robotnica. 

Władimir Stolarow: Co Panią skłoniło do nauczenia się autoregulacji? 

Ludmiła P.: Zainteresowanie metodą Na brak zdrowia raczej nie skarżyłam się. Tyle, że pod koniec 

dnia pracy odczuwałam silne zmęczenie. Mimo to zmuszałam się do wykonywania prac domowych. 
W.S.: Jak szybko opanowała Pani "klucz"? 

L.P.: Jeśli dobrze pamiętam, w ciągu 3-5 seansów, trwających po pół godziny. 

background image

W.S.: Czy Pani może porównać stan poprzedni z obecnym? 

L.P.: Po pierwsze byłam bardzo wybuchowa i obrażalska. Teraz, jur od 5 lat maż nie usłyszał ode 

mnie  ostrego  słowa,  l  zupełnie  zapomniałam,  co  to  takiego  obrażać  się  na  ludzi.  Po  drugie  –  byłam 
ponad  miarę  wrażliwa.  Synowie  wychodzą  bawić  się,  a  ja  miejsca  nie  mogę  sobie  znaleźć.  Różne 
głupie myśli pchają się do głowy. Teraz tego już nie ma. Autoregulacją pomagałam sobie również w 
krytycznych  momentach.  Kiedyś  upadłam,  poślizgnąwszy  się  na  lodzie.  Miałam  torsje  i  silny  ból 
głowy.  W  domu  położyłam  się,  wywołałam  stan  neutralny  i  wyobraziłam  sobie,  że  z  tyłu  głowy 
podłączono mi elektrody, by przepuścić przez nie prąd. 

W.S.: A dlaczego z tyłu głowy? L.P.: Nie wiem, pewnie dlatego, że tam mnie bolało. 

W.S.: l pomogło? 

L.P.:  Najpierw  poczułam  ciepło  wędrujące  od  karku  do  nosa.  Potem  ból  zaczął  słabnąć. W  ciągu 

nocy wywołałam ten stan ze trzy razy. 

W.S.: A co z oparzeniem? 

L.P.:  Wiedziałam,  że  przy  oparzeniu  ulega  zniszczeniu  struktura  skóry.  A  dla  jej  odbudowy 

potrzebny  jest  silny  dopływ  krwi.  Wywołałam  stan  neutralny,  wyobraziłam  sobie  cyrkulację  krwi  w 
nogach.  Wtedy  częściej  wywoływałam  stan  niż  przy  wstrząsie,  dzięki  temu  nie  miałam  bąbli.  A  po 
trzech dniach i zaczerwienienie przeszło. Teraz nie ma żadnych śladów. 

W.S.: A ból zęba może Pani zlikwidować? 

L.P.: Co też Pan mówi! Oczywiście, że nie! 

W.S.: Dlaczego? 

L.P.: Bo w to nie wierze. 

W.S.: Ale przecież nie próbowała Pani! 

L.P.: Po co, jeśli nie wierzei W.S.: Czy zdaje sobie Pani sprawę, że brakiem wiary ogranicza Pani 

swoje możliwości? L.P.: Rozumiem, ale nic na to nie poradzę, że nie wierzę! 

W.S.;  Jeśli  Pani  opanowała  klucz,  czy  może  Pani  przekazać  to  komuś?  Ściślej,  czy  może  Pani 

nauczyć inną osobę posługiwać się nim? 

L.P.  Oczywiście.  Nauczyłam  męża.  Inna  sprawa,  że  jemu  idzie  gorzej.  Alijewa  trzeba  poprosić. 

Nauczyłam  krewnych.  Starszego  syna  –  ma  15  lat.  Zrobiłam  to  bez  pozwolenia  Alijewa.  Bardzo 
chciałam im pomóc. 

W.S.: Do czego zdolny jest syn? 

L.P.:  Wchodzi  w  stan  neutralny  i  tańczy  młodzieżowe  tańce,  break  na  przykład.  A  normalnie,  w 

zwykłym stanie, mówi, że się wstydzi i traci rytm. 

W.S.:  Czy  nie  zauważyła  Pani  u  siebie  jakichś  nowych  zdolności  i  możliwości  po  opanowaniu 

klucza? 

L.P.: Nie, co może zajść nowego u kobiety, która ma na głowie rodzinę? Nie, Chyba tylko tyle, że 

nieraz pozbawiam bliskich bólu głowy. 

W.S.: W jaki sposób? 

L.P.:  Wyobrażam  sobie,  że  w  koniuszkach  palców  czuję  prąd,  jak  ukłucia  igiełek.  Kładę  prawą 

rękę na karku chorego, lewą zaś na czole i lekko przechylam jego głowę w tył. Prawdą jest, że sama 
powinnam być w stanie. Wtedy lepiej czuję co należy robić. 

W.S.: l rzeczywiście ból ustępował? 

LP.: Jeszcze nie zdarzyło się, abym nie pomogła! 

Oczywiście  –  w  sytuacjach  takich,  jak  opisane  –  pojawia  się  inna  kwestia:  czy  człowiek,  który 

opanował klucz do kierowanego stanu, może użyć go do wyrządzenia krzywdy? 

background image

Rozmowy  z  byłymi  pacjentami  wskazują,  że  ludzie  dobrze  wyuczeni,  z  utrwalonym  nawykiem, 

mogą  wywoływać  u  siebie  najróżnorodniejsze  reakcje.  Do  tej  pory  nie  było  jednak  przypadku,  by 
człowiek postawił przed sobą zadanie realizacji zła. Jestem pewien, że stan harmonii neutralizuje takie 
polecenia. Jakże mogłoby być inaczej? Harmonia to szczęście, to znaczy – zdrowie duchowe. A co za 
tym idzie, nie zawaham się użyć wielkich słów, ogólna humanizacja. 

A oto jeszcze jeden krótki zapis z dziennika Władimira Stolarowa: 

"Przyjechali goście z Tbilisi. Dwie starsze damy: Anna Grigoriewna Owsiannikowa – była aktorka 

i  Maria  Aronowa  Własowa,  emerytowana  lekarka.  Anna  Grigoriewna  zapytała  autora  metody 
kierowanej autoregulacji. 

– Czy Pan sam ma klucz do stanu neutralnego? 

– Nie mam – uśmiechnął się doktor Alijew. 

– Jeśli nie mam dziesięciu rubli, a ktoś prosi o nie, czy mogę spełnić tę prośbę? 

– Oczywiście, że nie. 

–  Niejeden  człowiek  życie  poświęcił,  by  nauczyć  się  kierować  sobą.  Najtęższe  umysły  ludzkości 

szukały drogi... 

– To znaczy, że nie szukały jej tam, gdzie trzeba. 

–  Zgodzi  się  Pan  –  rozmówczyni  nie  dawała  za  wygraną  –  że  nauczyć  człowieka  tego  w  ciągu 

dziesięciu seansów – to brzmi niepoważnie? Doktor Alijew zbliżył się do niej: 

– Proszę wstać. 

Po  kilku  minutach  Anna  Grigoriewna  zagłębiła  się  w  fazę.  Po  pięciu  minutach  samodzielnie 

powtórzyła ten stan, Oczy jej błyszczały. 

– Zrozumiała Pani? – zapytał doktor. 

– Tak. Dziękuję – skłoniła się Anna Grigoriewna..." 

Wśród fenomenów autoregulacji można znaleźć masę ciekawych przykładów. 

Mój  przyjaciel  (nie  będę  wymieniać  nazwiska)  zazwyczaj  cierpiał  podczas  urodzin  i  innych 

uroczystości, bo alkohol wywoływał u niego silną alergię. – Wyzwól mnie z tego – poprosił kiedyś. 

Zahipnotyzowałem go i zasugerowałem, że żadnej alergii już nie będzie mieć. Po paru tygodniach 

spotykam przyjaciela, a on prosi bym go ponownie zahipnotyzował j "zmienił płytę". Okazuje się, że 
picie tak go pociąga, iż stało się to nie do wytrzymania! 

Nauczyłem  go  autoregulacji.  Podczas  pierwszej  lekcji  wywołał  u  siebie  obraz  wypitego  wina  –  i 

naturalnie  –  żadnej  towarzyszącej  temu  alergii.  Potem  wyobraził  sobie,  że  alkohol  wywołuje  silną 
alergię  wraz  z  mdłościami.  Reakcja  włączyła  się.  Teraz  –  powiedziałem  –  od  ciebie  zależy,  czy 
będziesz pić czy nie. Dysponujesz instrumentem za i przeciw. 

Przyjaciel okazał się człowiekiem z charakterem. Więcej nie pił. 

Jeden  z  moich  uczniów,  lekarz,  opowiadał,  że  pewnego  razu  jego  pacjentka  na  propozycję 

wywołania  u  siebie  stanu  autoregulacji  w  celu  otrzymania  wrażenia  przyjemnego  wypoczynku  – 
zareagowała  w  następujący  sposób:  źrenice  rozszerzyły  się,  oddech  przyśpieszył,  na  policzkach 
pojawiły  się  rumieńce  i  (o  Boże!)  zaczęła  automatycznie  podnosić  rzekomą  strzykawkę  do  żyły... 
Okazało  się,  że  była  kiedyś  narkomanką.  Lekarz  zasugerował  jej  w  tym  momencie,  że  od  tej  pory 
uczucie  przyjemności  będzie  niezależne  od  narkotyku.  Pod  kontrolą  lekarza  kilkakrotnie  powtórzyła 
wchodzenie  w  stan  autoregulacji  bez  czynności  z  rzekomym  narkotykiem.  Potem  sama  trenowała 
autoregulację i po kilku miesiącach pokonała zależność od narkotyków. 

Rozpoczęliśmy pracę na oddziale ginekologicznym w Republikańskim Szpitalu Klinicznym miasta 

Machaczkały.  Oto  skrócona  opinia  o  wynikach  tej  pracy,  wydana  przez  kierownika  katedry 
położnictwa i ginekologii Dagestańskiego Instytutu Medycznego, doktora nauk medycznych profesora 
M.A, Omarowa. 

background image

"Wszystkie  poddane  szkoleniu  kobiety  przejawiały  dużą  aktywność  w  opanowaniu  programu, 

dążyły  do  utrwalenia  nawyków  i  samodzielnego  ich  wykorzystania.  U  wszystkich  kobiet  chorych  i 
ciężarnych  stwierdzono  wyraźny  efekt  terapeutyczny,  polegający  na  komforcie  samopoczucia  i 
poprawie snu. 

Metoda autoregulacji ułatwia przygotowanie ciężarnych do rodzenia". 

Dla  pracowników  Ośrodka  Autoregulacji  najciekawsza  okazała  się  właśnie  praca  z  kobietami 

ciężarnymi. Chętnie i szybko opanowują one klucz i z zadowoleniem wypoczywają w "nirwanie". Nie 
bez podstaw uważa się, że kobieta ciężarna powinna znajdować się w stanie błogości duchowej. Że nie 
należy  opowiadać  przy  niej  żadnych  koszmarnych  przypadków  czy  historii.  Grupa  uczonych 
amerykańskich  z  uniwersytetu  w  Północnej  Karolinie  przeprowadziła  badania,  potwierdzające  tę 
mądrość ludową. Okazało się, że dziecko – zanim przyjdzie na świat – przyswaja pewne informacje o 
świecie  zewnętrznym.  Kształtowanie  się  psychiki  dziecka  na  poziomie  embrionalnym  zależy  od 
sposobu myślenia matki, jej stanu duchowego, przeżywanych emocji pozytywnych i wrażeń. 

Niech  mnie  nazwą  utopistą,  ale  jestem  pewien,  że  podstawową  działalność  człowieka  –  pracę  – 

można  przekształcić  w  źródło  jego  zdrowia!  Oczywiście  –  jeśli  będzie  to  ulubiona  praca,  w  której 
człowiek  znajduje  możliwość  realizacji  swoich  zdolności  twórczych.  Płynące  z  tego  zadowolenie 
moralne będzie sprzyjać ogólnej harmonii pracownika. 

Jednak  i  obecnie  autoregulacja  pozwolą  pracownikowi  skutecznie  adaptować  się  do  warunków 

działalności, zaś technologowi doskonalić proces technologiczny ze szczególnym zwróceniem uwagi 
na adaptacyjne zdolności pracowników. Wzajemne wysiłki socjologów, psychologów i medyków, jak 
również  innych  specjalistów,  zajmujących  się  pracą  –  za  pomocą  autoregulacji  mogą  zbliżyć  proces 
pracy do pożytecznego obciążenia treningowego. 

Myślę, że stanowisko pracy może stać się swojego rodzaju boiskiem sportowym, a zakład pracy – 

fabryką zdrowia. Oczywiście – przy spełnieniu warunku prawidłowej działalności zakładowych służb 
ekologicznych. 

Naukę autoregulacji w zakładach pracy zwykle zaczyna się od dyrektora lub jego zastępcy. Uczy 

się ich, jak pozbywać się emocji negatywnych i nadmiernego napięcia stresogennego. Jak utrzymywać 
dobre  samopoczucie  oraz  opanować  umiejętność  większego  koncentrowania  się  na  problemach, 
wymagających podejmowania szybkich decyzji, A także – szybszego i głębszego zasypiania po dniu 
pracy.  Zgodzicie  się,  że  wszystko  to  w  jakiś  sposób  pomoże  wyeliminować  atmosferę  nerwowości, 
panującą w większości zakładów, w których z zasady właśnie szef narzuca styl pracy. 

Po opanowaniu autoregulacji przez dyrekcję zajmujemy się załogą. 

Przeprowadzamy  dyskusję  o  istocie  autoregulacji,  układamy  grafik  zajęć,  przyjmując  zapisy  do 

poszczególnych  grup.  Pierwsze  dwa,  trzy  dni  zajęć  wypełnia  psychoterapia  grupowa.  Kursantom 
sugeruje  się  poprawę  samopoczucia  ogólnego,  zmniejszenie  zmęczenia,  podwyższenie  stopnia 
zdolności do pracy, poprawę snu. Obiecuje się, że ich samopoczucie będzie poprawiać się z każdym 
następnym zajęciem... 

W  procesie  opanowania  klucza  sugeruje  się,  że  stan  autoregulacji  jest  stanem  leczniczym,  w 

którym  zaczyna  działać  nasza  wewnętrzna  "apteka".  Organizm  przełącza  się  na  fale  głębokiego 
wypoczynku  i  odbudowy  sił,  uzdrawiającego  nastroju,  człowiek  odczuwa  przyjemny  komfort, 
przypływ  sił  witalnych,  zaczyna  swobodnie  oddychać,  Po  wyjściu  ze  stanu  szczególnego  zaleca  się 
wykonanie  kilku  ćwiczeń  fizycznych,  podobnie  jak  po  przebudzeniu.  Środkami  sugestii  pobudza  się 
także do zajęć gimnastycznych i odzwyczajania się od szkodliwych nałogów. 

Kursanci przygotowujący się do samodzielnego włączenia autoregulacji muszą – jak przy ważnym 

zabiegu  leczniczym  –  znajdować  się  pod  wpływem  emocji  pozytywnych.  Poleca  się  wykorzystanie 
klucza  w  celu  wypoczynku,  w  zależności  od  potrzeb  organizmu.  Częstotliwość  stosowania 
autoregulacji  ustala  lekarz  podczas  indywidualnych  konsultacji,  zalecając  odtwarzać  w  reżimie 
autoregulacji  te  obrazy  i  stany,  które  zwykle  polepszają  samopoczucie  (spacer  po  lesie,  sauna, 
prysznic...). 

W wyniku zastosowania autoregulacji u znakomitej większości pracowników jednego z zakładów 

przemysłu  elektronicznego  nastąpiło  znaczne  polepszenie  ogólnego  samopoczucia,  charakteryzujące 

background image

się  obniżeniem  napięcia  psychicznego  i  zmęczenia,  ustabilizowaniem  poziomu  ciśnienia  oraz 
zmniejszeniem skarg na bóle głowy, depresje i zaburzenia snu. 

Odnotowano również wyraźną poprawę klimatu psychologicznego w grupach uczestniczących we 

wspólnych zajęciach i dążących do osiągnięcia tego samego celu. 

Do fenomenów autoregulacji można odnieść także znane zjawiska z dziedziny hipnozy. Wszystko, 

co  można  zrobić  pod  hipnozą,  da  się  także  wykonać  za  pomocą  autoregulacji,  bez  pomocy 
hipnotyzera. Ta cała ogromna dziedzina znajduje się obecnie w stadium badań. 

Przy  pomocy  stanu  specjalnego  można  także  odtwarzać  i  rozwijać  naturalne,  niezwykłe 

możliwości,  obserwowane  u  ludzi.  Przykładem  niech  będzie  mój  przyjaciel  z  Armenii,  Samuel 
Garibian,  znany  z  fenomenalnej  pamięci.  Będąc  w  dobrej  formie  zapamiętuje  od  razu  dwa  tysiące 
słów i może je cytować od początku do końca, ze środka, albo od wskazanego miejsca. Tę zdolność 
można rozwinąć u każdego – oczywiście w określonym stopniu. 

Włączanie 

odpowiednich 

odruchów 

charakteryzują 

doświadczenia 

przeprowadzane 

autoregulacji. Podobnie zresztą jak i w stanie hipnozy. Czasem  mnie pytają, czy śpiew, taniec i inne 
wykonywane wtedy czynności nie są tylko zwykłą imitacją? Przecież nie tak znów trudno wyobrazić 
sobie  siebie  jako  kogoś  innego!  Na  tak  postawione  pytanie  odpowiadam:  A  czy  aktor  może  zagrać 
znieczulenie podczas operacji chirurgicznej? 

Ta  zdolność  do  samodzielnego  znieczulania  w  stanie  autoregulacji  jest  jakby  dokumentem, 

potwierdzającym obiektywność fazowego stanu pracy mózgu. 

Drugim  potwierdzającym  to  dokumentem  jest  włączanie  w  stanie  specjalnym  odruchów,  których 

istnienia człowiek nawet się nie domyślał. 

Przykład:  neurologia  zna  test  Babińskiego,  kiedy  to  przeciąga  się  igłą  po  podeszwie  stopy.  U 

dorosłych mimowolne łaskotanie wywołuje odruch zgięcia i zaciśnięcia palców, u dzieci – na odwrót, 
palce  napinają  się  i  rozchodzą  na  boki.  Jeżeli  dorosłemu  zasugerować  w  hipnozie,  że  jest  w  wieku 
niemowlęcym – włączy się u niego odruch rozczapierzania palców. 

Chcę jeszcze raz podkreślić: im głębszy stan neutralny, tym człowiek nabywa większe możliwości. 

Spotyka  się  pacjentów,  którzy  bardzo  chcą  wywołać  głęboki  stan,  ale  nawet  przy  wydatnej  pomocy 
lekarza  to  im  nie  wychodzi.  Są  i  tacy,  którzy  już  natychmiast,  w  pierwszych  minutach  nauki  mogą 
wywołać  stan  i  zachować  tę  zdolność  na  długi  okres.  Kiedy  nauczysz  się  pływać  –  nie  stracisz  tej 
umiejętności.  Trzeba  tylko  trenować,  szlifować  technikę.  Z  własnego  doświadczenia  mogę 
powiedzieć,  że  mniej  więcej  sześćdziesiąt  procent  ogólnej  liczby  ćwiczących  opanowuje  metodę  w 
ciągu dziesięciu godzinnych zajęć. Z pozostałymi trzeba dłużej popracować. 

Nasuwa się pytanie, czy bywają ludzie, którzy w ogóle nie są zdolni do opanowania autoregulacji? 

Czy  każdy  może  nauczyć  się  kierowania  swoimi  procesami  hipnotycznymi?  Przecież  mówi  się,  że 
istnieją  ludzie  podatni  i  nie  podatni  na  hipnozę...  Sam  jestem  lekarzem  psychiatrą  i  oddałem  ponad 
dwadzieścia  lat  pracy  hipnozie  klinicznej  i  eksperymentalnej.  I  ja  sam  –  będąc  autorem  metody 
autoregulacji  –  nie  posiadam  klucza!  Chociaż  wielokrotnie  próbowałem  –  nie  udało  mi  się  siebie 
zahipnotyzować. Nie potrafili tego dokonać także moi uczniowie. A więc? 

Paradoksalność mojego przypadku tkwi nie w tym, że znalazłem się w klasycznej sytuacji szewca, 

który  chodzi  bez  butów.  Po  prostu  dane  mi  raz  w  młodości  krótkie  doświadczenie  hipnozy 
natychmiast  zostało  poddane  analizie  twórczej,  która  nieprzerwanie,  do  tej  pory  trwa  i  ze 
spontanicznej stała się zawodową. Ot i cała tajemnica  mojej odporności! Jestem więc pechowcem  w 
podporządkowaniu się hipnozie, aczkolwiek sądzę, że należę do ludzi podatnych na ten zabieg. 

Ciekawy  przypadek  obserwowaliśmy  na  Marinie  –  dziewczynie,  która  pasjonowała  się  jogą. 

Przyjechała do nas z Moskwy, by wypróbować moją metodę. 

Marina w żaden sposób nie mogła wejść w stan specjalny w określonym przez siebie czasie. Daje 

dwie  minuty  –  realizuje  w  półtorej,  daje  jedną  –  realizuje  po  upływie  trzech.  A  bardzo  chciała 
opanować  dokładny  czas.  Wyjaśniliśmy  jej,  że  półminutowe  odchylenia  nie  mają  znaczenia.  Czas 
trwania  stanu  koryguje  sam  mózg  w  zależności  od  samopoczucia.  Bardziej  zmęczony  dąży  do 
przedłużenia stanu. 

background image

– Nie! – mówi – Chcę, by wszystko było dokładne! Następnego dnia przychodzi do laboratorium i 

oznajmia: 

–  Nareszcie  posiadłam  dar  dokładnego  określania  czasu  bez  zegarka!  Wczoraj  trenowałam  przez 

cały wieczór i, jeśli chcecie, powiem która godzina. 

– Proszę, powiedz – zebrali się wokół niej pracownicy laboratorium. , – Piętnaście po dziesiątej – 

odpowiada Marina. 

Wszyscy popatrzyli na zegarki – zgadza się! 

W  ten  sposób  bawiliśmy  się  pół  dnia.  Marina  określała  godzinę  –  zawsze  dokładnie.  Ktoś 

zaproponował, by zdjęła zegarek. 

– Przecież nie mam zegarka – zaśmiała się Marina – myślicie, że przyszłam was okłamywać? 

Po kilku godzinach zbierając się do odejścia Marina zapytała: 

– Która godzina? 

Wszyscy roześmieli się, a Marina puknęła się w głowę: 

– Zupełnie zapomniałam, że umiem określać czas bez zegarka. Podała dokładną godzinę! 

Ostrożnie 

Elena  Polakowa,  mistrzyni  sportu  ZSRR  w  tenisie,  doktorantka  laboratorium  psychologii 

opowiada: 

– Przyjechałam do Machaczkały z prośbą o naukę autoregulacji. 

Chciałam wykorzystać ją dla sportowców, przygotowujących się do Igrzysk Olimpijskich w Seulu. 

Podczas zajęć poczułam obejmujące mnie uczucie unoszenia się w powietrzu, mimowolnie popłynęły 
mi łzy z oczu, oddech stał się głęboki, równy i silny. 

Następne  zajęcia  były  wyjątkowo  ciekawe.  Znalazłszy  się  w  stanie  neutralnym,  zapragnęłam 

przedstawić  "taniec  ognia"  (skąd  nagle  wzięła  się  u  mnie  ta  nazwa,  oraz  samo  wyobrażenie  tańca?) 
Widowisko okazało się – jak mi potem opowiadano – nieco niezwykłe, ale piękne. 

Nie  mogę  powiedzieć,  abym  była  człowiekiem,  pełnym  wiary  w  siebie.  Nie  lubię  również 

występować przed żadną publicznością. A jednak w Machaczkale przyszło mi nie tylko demonstrować 
znane "sztuczki" w rodzaju znieczulania dłoni, "mostka", wykonanego między dwoma krzesłami czy 
"odrętwienia"  –  ale  i  komentować  swoje  wrażenia  tak  przy  niewielkich  audytoriach,  jak  i  w 
ogromnych,  przepełnionych  salach  instytutów,  fabryk,  szkół.  Ani  krztyny  zdenerwowania  –  tylko 
przyjemne  uczucie  spokoju  i  pewności,  władania  czymś  nadzwyczajnym  i  radość,  że  mogę  ogarnąć 
tym wszystkich, którzy mnie widzą i słyszą. 

Od  dawna  interesuję  się  różnymi  interpretacjami  treningu  autogennego,  medytacją  i  hipnozą. 

Żadna  z  tych  metod  nie  wywołała  u  mnie  tak  silnych  i  ostrych  reakcji  jak  metoda  autoregulacji. 
Wszędzie czuło się jakiś brak zakończenia myśli, idei i zamiast  łatwości – trudność osiągnięcia oraz 
krótkotrwałość upragnionego efektu. 

Wykorzystywałam  metodę  autoregulacji  głównie  dla  siebie:  żeby  szybko  odpocząć,  mocno 

zasypiać,  kilkakrotnie  likwidowałam  ból  zęba  i  głowy.  Raz  zastosowałam  autoregulację  do 
kształtowania stanu psychicznego podczas zawodów tenisowych. Udało mi się "wyciągnąć" zupełnie 
beznadziejny mecz, który już przegrywałam – i zostałam zwyciężczynią. 

Kiedyś  zdarzył  się  bardzo  dziwny  przypadek,  który  skłonił  mnie  do  myślenia  także  o 

niebezpieczeństwach, wynikających z lekkomyślnego stosowania metody autoregulacji. Pewnego razu 
przed snem, jak zwykle, postanowiłam zastosować metodę w celu szybszego zaśnięcia. Byłam jednak 
tak  zmęczona,  że  nie  chciało  mi  się  wymyślać  programu  do  realizacji  w  stanie  neutralnym. 
Zdecydowałam dać pełną swobodę mimowolnym ruchom rąk i nóg, wyobraziłam sobie po prostu brak 
kontroli tych ruchów. Po wyjściu ze stanu od razu położyłam się spać i zasnęłam. Rano umyłam się i 
weszłam do pokoju po jakąś rzecz i nagle poczułam, że nie tylko nie mogę jej wziąć, ale nie jestem w 
stanie Uczynić nawet kroku. Ogarnął mnie strach, nie mogłam utrzymać równowagi i tak niezręcznie 

background image

upadłam  na  podłogę,  że  dotkliwie  się  uderzyłam.  Ból  od  razu  doprowadził  mnie  do  przytomności, 
doczołgałam się jakoś do łóżka, położyłam się i zaczęłam analizować zaistniałą sytuację. Dobrze, że 
był  akurat  dzień  wolny  od  pracy,  nie  trzeba  było  nigdzie  się  śpieszyć.  Kiedy  w  końcu  znalazłam 
przyczynę tak silnego rozkoordynowania, spróbowałam pozbyć się go znowu poprzez stan neutralny, 
ale  się  nie  udało.  Dopiero  wieczorem  złamałam  opór  nieposłusznych  rąk  i  nóg.  Cały  poprzedzający 
dzień spędziłam w mękach, aby dobrze postawić nogę, aby zrobić kilka kroków, z trudem, drżącą ręką 
podnosiłam  do  ust  filiżankę  i  kilkakrotnie  prosiłam  mamę,  by  zrobiła  mi  masaż.  Nie  będę  opisywać 
przerażenia rodziców, kiedy zobaczyli co się dzieje... 

Po tym zdarzeniu za każdym razem dokładnie planowałam program ruchowy przed zastosowaniem 

klucza  do  stanu  kierowanego.  Innymi  programami  nie  posługiwałam  się,  nie  było  takiej  potrzeby. 
Ćwiczenie  z  odczuciem  lotu  stawało  się  coraz  bardziej  powierzchowne,  szczególnie  po  tym,  jak 
zaczęłam wątpić w siebie. Teraz wykorzystuję klucz do poprawy techniki uderzeń piłki w tenisie, a i 
to niezmiernie rzadko". 

Na  czym  polega  stan  neutralny?  To  coś  pośredniego  między  czujnym  snem  a  jawą,  takie  lekkie 

zamroczenie. Metoda autoregulacji sprzyja momentalnemu zagłębieniu się w ten stan, podczas kiedy 
w  treningu  autogennym,  psychomięśniowym,  psychotonicznym  i  innych  rodzajach  treningów  i 
medytacji  osiąga  się  go  nie  od  razu,  jest  nietrwały,  szybko  przechodzi  w  sen  i  wymaga 
systematycznych, długich zajęć. 

Głębia  autoregulacji  bywa  cechą  indywidualną  Nawet  u  tego  samego  człowieka  różni  się  w 

zależności od chwilowego nastroju i napięcia fizycznego, chociaż z czasem poddaje się regulacji. 

Autoregulacja odkrywa w nas także możliwości twórcze. W ostatnim czasie pojawiła się niezwykła 

u mnie jasność myślenia i przekazywania myśli. Tylko w ten sposób mogę wyjaśnić tempo, w jakim 
napisałam  referat  naukowy  na  VII  Międzynarodowy  Kongres  Psychologii  Sportu,  który  odbył  się  w 
Singapurze  w  sierpniu  1989  roku.  Byłam  zmuszona  przedstawić  swój  referat  dzień  po  tym,  kiedy 
dowiedziałam  się,  że  mam  go  napisać,  przetłumaczyć  oraz  wygłosić  –  i  to  w  języku  angielskim! 
Wieczorem referat był już gotów, a noc i ranek przeznaczyłam na tłumaczenie. Oczywiście, pomogła 
mi  znajomość  przedmiotu  oraz  języka  angielskiego.  A  autoregulacji  zawdzięczam  niezwykłą  wprost 
zdolność do pracy i koncentracji nad referatem. 

"A trzecia pieśń – pieśni pozostałe..." 

Przypomnijmy,  jak  przeprowadza  się  seanse  spirytystyczne.  Medium  poleca  obecnym  położyć 

końce palców na brzegu talerzyka i przyzywa jakiegoś ducha, by odpowiadał na pytania. W udanych 
przypadkach  talerzyk  zaczyna  wirować.  Najprawdopodobniej  poddaje  się  niewidocznym, 
psychomotorycznym  popychaniom  palców  uczestników  seansu.  Nieświadome  impulsy  od  ludzi  są 
przekazywane  przez  palce  na  talerzyk,  zmuszając  do  wirowania  narysowaną  na  nim  strzałką  w 
kierunku  wypisanych  liter.  Kiedy  wyraz  już  jakby  się  układał,  talerzyk  –  rzeczywiście  –  zaczyna 
wirować  coraz  szybciej.  Bo  podporządkowuje  się  zintegrowanym,  nieświadomym  impulsom  całego 
zebranego towarzystwa. 

Na tej zasadzie pracują – jak mi się wydaje – różdżkarze, szukający za pomocą różdżki wody pod 

ziemią.  Różdżka  w  ich  ręku,  podporządkowując  się  niewidocznym  sygnałom  psychomotorycznym  i 
odbijając je pokazuje, gdzie się znajduje woda. Organizm człowieka porównać można tu do kompasu 
w polu magnetycznym. 

A  czemużby  nie?  Przecież  osoby  z  zaburzeniami  wegetatywno-naczyniowymi  odbierają 

gwałtowne zmiany pogody jak barometr. Prawdopodobnie zespół przyrządów, którymi  posługują się 
bioenergoterapeuci, wykorzystuje analogiczne zjawisko. Na przykład – używając ramki z cienkich osi 
znajomy  lekarz  określa  miejsce  zaburzeń  w  organizmie  pacjenta.  Gdy  zbliża  ramkę  do  chorego 
miejsca, ona zaczyna się obracać w jego rękach. To samo  można powiedzieć o obrączce, za pomocą 
której  określa  się  ciśnienie  krwi.  Taką  obrączkę,  wiszącą  na  nitce,  trzyma  się  nad  ręka  chorego  i 
obserwuje,  o  ile  odchyla  się  ona  od  oznaczonej  w  myśli  podziałce  na  tej  ręce.  Na  tym  polega  cały 
eksperyment. 

Skąd się bierze wyczucie u medium? Najprawdopodobniej w każdym z nas, w zależności od tego, 

na  Ile  jesteśmy  rozluźnieni,  mózg  jest  zdolny  łowić  niezauważalne  sygnały  przekazywane  przez 

background image

pacjenta:  charakter  oddechu,  różnicę  wielkości  źrenic,  mikroreakcję  na  nieoczekiwany  dźwięk  lub 
światło,  stopień  zahamowania  podczas  odpowiedzi  na  pytania,  gotowość  do  powstania  i  wykonania 
jakiegoś  ruchu,  poziom  ogólnej  pobudliwości  systemu  nerwowego  i  tak  dalej.  Na  podstawie 
nieświadomej  analizy  całego  zespołu  tego  typu  sygnałów  syntetyzuje  się  w  nas  jakaś  ocena  stanu 
pacjenta. Jednak, by tę podprogową dla naszej  świadomości analizę oceny zdrowia pacjenta uczynić 
prawdopodobną,  należy  ją  w  jakiś  sposób  ukazać.  Temu  celowi  służą  pośrednicy  między  naszym 
odczuciem  intuicyjnym  a  analizą  świadomą:  różdżka,  obrączka  czy  ramka.  Przypomina  to  trochę 
psychiatryczny test Rorscharcha, na którym są naniesione różne, kolorowe plamy, a pacjent odbiera je 
w formie bliskich mu  kształtów, na przykład łabędzia, orła, psa, czy  kobiety.  W ten sposób odsłania 
swoje podświadome życzenia. 

Jak  wielkie  jest  nasze  podświadome  "JA"!  Zawiera  doświadczenie  osobiste  oraz  te,  przekazane 

przez  poprzednie  pokolenia,  doświadczenia  naszych  praszczurów  oraz  doświadczenia  zespołowe. 
Zapewne i starożytne wyrocznie, przepowiadając przyszłość, popadały w szczególny stan i za pomocą 
znanych sobie sposobów "puszczały luzem" swoje podświadome "JA". W starych księgach opisano na 
przykład,  jak  to  wygłaszającemu  przepowiednię  kapłanowi  rozszerzają  się  źrenice  i  twarz  nabiera 
wyrazu  wyobcowania,  a  po  seansie  wraca  do  normalnego  wyglądu.  Niczym  z  innego  świata  do 
rzeczywistości.  My  powiedzielibyśmy,  że  wychodzi  z  reżimu  autoregulacji,  pozbywszy  się 
oszołomienia. 

Jestem  pewien,  że  niektórym  bioenergoterapeutom  niepotrzebne  są  ramki  czy  obrączki, 

wystarczają własne ręce. Jeżeli diagnozujący znajduje się choćby częściowo w stanie fazowym (który 
może włączać się u niego w wyniku treningu lub spontanicznie, za pomocą własnych zabiegów) wtedy 
jego  ręce  poruszają  się  mniej  lub  bardziej  dokładnie  w  kierunku  chorego  narządu,  kierowane  przez 
opisany  wyżej  mechanizm  podświadomej  oceny  stanu  chorego.  Dodajmy  do  tego  doświadczenie 
diagnostyczne oraz reakcje pacjenta, które mimowolnie się odsłaniają podczas manipulowania rękami 
–  i  widzimy,  że  zaczyna  omiatać  mechanizm  dynamicznej  korekcji  zachowania  bioenergoterapeuty. 
Włącza się coś w rodzaju biologicznego sprzężenia zwrotnego. Ale – co należy podkreślić – realizuje 
się  ono  na  poziomie  psychicznym,  nie  zaś  na  poziomie  jakiegoś  mitycznego  biopola.  Jak  bowiem 
inaczej  wyjaśnić  fakt,  że  oddziaływanie  rąk  praktykuje  się  nawet  na  odległość  tysiąca  kilometrów, 
przez  telewizję?  Jest  to  psychoterapia  działaniem,  z  natury  rzeczy  najstarsza  metoda  terapeutyczna. 
Poddani jej pacjenci faktycznie bywają uleczeni! Jeśli – oczywiście – cierpieli na chorobę, która daje 
się  wyleczyć  za  pomocą  psychoterapii.  Oraz  jeśli  są  podatni  na  sugestię.  W  trakcie  takiej  kuracji 
pacjenci  mogą  nieoczekiwanie  dla  siebie  odczuć  zdenerwowanie  albo  rozluźnienie,  coś  niby  ukłucia 
czy też ciepło oraz uczucie chłodu, rozchodzącego się po całym ciele. 

Pewnego razu wygłaszałem wykład w republikańskim szpitalu psychiatrycznym w Rydze, podczas 

którego  demonstrowałem  lekarzom  osiągnięcia  współczesnej  psychoterapii.  Po  wykładzie  kilku 
lekarzy  nauczyło  się  wywoływać  stan  autoregulacji.  A  mnie  do  swojego  "laboratorium"  zaprosił 
bioenergoterapeuta.  Pokazał  chorych,  których  z  powodzeniem  leczył  "biopolem".  Robił  to  tak:  za 
pomocą  galwanometru  mierzył  choremu  różnicę  potencjałów  elektrycznego  oporu  skóry  lewej  i 
prawej  ręki.  Odchylenie  wskazówki  sygnalizuje,  że  chory  jest  psychicznie  gotów  do  leczenia. 
Terapeuta ustawiał chorego przed sobą i koncentrował się do tego stopnia, że na czoło występowały 
mu krople potu, przesuwał ręce wzdłuż ciała chorego, czasami zatrzymując je w pewnych odcinkach, 
silnie  wdychał  i  wydychał  powietrze,  potrząsając  przy  tym  rękami  –  jakby  pozbywał  się  przejętej 
przez siebie choroby. 

Bioenergoterapeuta  zaprezentował  mi  pacjentkę,  która  bardzo  mocno  odczuwała  dobroczynny 

wpływ  tych  zabiegów.  Wcześniej  leczyła  się  w  tej  samej  klinice  za  pomocą  medykamentów  –  bez 
powodzenia! Teraz, zadowolona i wdzięczna, zamknąwszy oczy oczekiwała magicznych prądów. 

Kiedy  zabieg  dobiegł  końca,  poprosiłem,  by  opisała  co  odczuwała.  Opowiedziała,  że  miejscami 

czuła ukłucia, potem nagle ciepło, rozlewające się po całym ciele, a potem – gdy bioenergoterapeuta 
zaczął w napięciu przesuwać rękę po jej głowie – poczuła, że głowa uwolniła się od jakiegoś ciężaru i 
od razu przestała boleć. Teraz czuje się jak nowo narodzona. 

background image

Tymczasem  lekarze  z  zainteresowaniem  obserwowali  nas.  Jak  to  oceni  Alijew?  Niedawno 

twierdził,  że  "biopole"  to  psychoterapia,  inaczej  mówiąc  –  sugestia.  A  podczas  tego  zabiegu 
bioenergoterapeuta nie zastosował przecież żadnej sugestii, nie powiedział nawet jednego słowa! 

Poprosiłem  kobietę,  by  stanęła  plecami  do  mnie  i  zamknęła  oczy,  a  w  trakcie  wykonywanych 

przeze  mnie  czynności  komentowała  swoje  odczucia.  Wykonałem  za  jej  plecami  kilka  nic  nie 
znaczących  gestów  (by  wyobraziła  sobie,  że  coś  się  dzieje)  i  cichutko,  by  tego  nie  zauważyła, 
odszedłem  na  bok.  Odwróciłem  się  nawet  do  niej  plecami,  dla  większe)  pewności  i  zamarłem  w 
milczeniu. – Czuję prądy! – oznajmiła pacjentka – jakaś fala przeszła, z dołu do góry po całym ciele. 
Oddech  staje  się  ciężki,  a  teraz  się  uwalnia.  Głowa  robi  się  coraz  cięższa,  czuję  senność.  Teraz 
senność  przeszła,  a  w  głowie  się  rozjaśniło.  Kiedy  znowu  zbliżyłem  się  i  poprosiłem,  by  otworzyła 
oczy, powiedziała, że czuje się bardzo dobrze! 

Lekarze,  obserwujący  ten  zabieg  zrozumieli,  że  u  pacjentki  zadziałały  nieświadomie  wytyczne 

reakcje.  Ale  bioenergoterapeuta  tego  nie  zrozumiał.  Żwawo  podszedł  do  mnie  i  –  jak  koledze  – 
uścisnął dłoń: 

– Nie pomyliłem się – powiedział – ma pan bardzo silne biopole! Ale wracajmy do autoregulacji. 

Zapamiętajcie: 

– Stan autoregulacji to sposób realizacji celów, które człowiek sam sobie wyznacza. 

– Uczący się powinien zwrócić uwagę na dwa momenty: 

Pierwszy:  jeżeli  po  jednym  z  czterech  podanych  przeze  mnie  ćwiczeń  poczuliście  niedyspozycję, 

słabość  –  musicie  ustalić  jej  źródła.  Zwróćcie  się  do  lekarza.  Bowiem  metoda  autoregulacji  –  jak 
rentgen – ujawnia stan organizmu. 

I  drugi:  później,  kiedy  nauczycie  się  kierować  sobą  za  pomocą  woli,  nigdy  nie  zapominajcie  o 

przygotowaniu tak zwanego stanu wyjściowego, obejmującego: 

1. Czysty, jasny, świeży umysł. 

2. Rześkość, lekkość ciała. 

3.  "A  trzecia  pieśń  –  pieśni  pozostałe"  –  jak  mówi  jeden  z  wierszy  Rasuła  Gamzatowa.  Czyli 

Wasze indywidualne, szczególne życzenia t przykazy dla organizmu. 

Co wydarzyło się Mendelejewowi? 

Największą trudność w naszej metodzie sprawia znalezienie obrazu. za pomocą którego włącza się 

stan, niezbędny do opanowania autoregulacji. 

Odkąd pamiętam, szukam tego obrazu. 

Jak w kilku słowach wyjaśnić pacjentowi, co powinien czuć w stanie specjalnym? 

W procesie pracy obraz ten stopniowo konkretyzuje się, staje się jaśniejszy, dostępniejszy. Kiedy 

stanie się zupełnie jasny, wielu potrafi znaleźć klucz do autoregulacji, 

Poszukiwania tego obrazu odbywają się w najróżniejszych sytuacjach. W tym celu pytam swoich 

pacjentów, którzy już doświadczyli stanu szczególnego – co w nim jest najbardziej charakterystyczne? 
Do czego jest podobny? Jak to można wyjaśnić w dwóch słowach? Bowiem – jak słusznie zauważył 
Kurt Vonnegut: – "Nie jest uczonym, kto nie potrafi dziecku wyjaśnić na palcach istoty swojej pracy". 

Ludzie różnie opisują swój stan. Jeśli człowiek był nastawiony na to, że wywoła uczucie senności, 

stan  neutralny  zabarwi  się  tym  odcieniem.  Jeżeli  nastroił  się  na  lekkość  i  świeżość  –  będzie  właśnie 
taki. 

U  debiutantów  podczas  pierwszych  samodzielnych  ćwiczeń  zagłębiania  się  w  stan  w  pozycji 

stojącej, nierzadko występuje kołysanie ciała. Grozi tu niebezpieczeństwo nieświadomego upadku. 

Czysty stan neutralny nie występuje. Nawet kiedy człowiek chce po prostu odpocząć w tym stanie, 

mimowolnie  nastraja  swój  mózg  na  realizację  programu,  który  kojarzy  się  z  wyobrażeniami  o 
odpoczynku. 

background image

Kiedyś  powstała  myśl  następującego  eksperymentu:  jeśli  uczącym  się  trudno  z  początku 

samodzielnie  opracowywać  programy,  stosowne  do  różnych  celów  –  niech  spróbują  w  ogóle  nie 
tworzyć żadnych programów. Poobserwujmy, co zrobi sam organizm. 

Mieliśmy  pacjenta,  któremu  odkleiła  się  siatkówka.  Po  operacji  prawie  wrócił  do  normy.  Ale  to 

"prawie" było jeszcze odczuwalne dla oka. Młody człowiek przyjechał z daleka z nadzieją że pomoże 
mu  autoregulacja.  Kilka  dni  opracowywał  w  stanie  szczególnym  rekomendowane  zadania: 
samopoczucie  ogólne  się  poprawia,  będzie  lepiej  widzieć,  w  okolicy  oczu  odczuwa  przyjemne 
przypływy raz ciepła, raz chłodu (stymulujące odżywianie narządu wzroku)... l faktycznie sprawdzian 
wykazał, że wzrok pacjenta poprawił się, jak również samopoczucie ogólne oraz nastrój. 

Wyznaczyliśmy  więc  mu  inne  zadanie:  nie  formułować  żadnych  poleceń!  Spróbować  być 

obojętnym:  niech  się  stanie,  co  ma  się  stać.  Spróbował.  Wszedł  w  stan  niczego  nie  oczekując.  (Nie 
wyobrażam sobie, jak to jest w ogóle możliwe, ale kto tego doświadczył, utrzymuje, że jest możliwe). 
Pacjent zapewniał nas później, że rzeczywiście niczego nie oczekiwał, l nieoczekiwanie ujrzał oko. 

Tak,  oko!  Duże,  niebieskie  oko...  Bezpośrednio  przed  nim.  W  przestrzeni.  Ze  wszystkimi 

szczegółami. 

I w tym momencie – według jego słów – uwolnił się od czegoś (Od czego? Przecież sam przedtem 

zapewniał,  że  czuje  się  po  seansach  doskonale!).  Ale  uwolnił  się.  Powiedział,  że  poprawa,  jaka 
nastąpiła po tym zabiegu, jest znacznie wyraźniejsza od poprzednich! 

Zygmunt Freud prawdopodobnie powiedziałby o realizacji wypartych zadań. Zresztą – nie wiem... 

Próbowaliśmy prowadzić doświadczenia z innymi pacjentami, efekty były, ale niejednoznaczne. Tę 

dziedzinę należy jeszcze dokładnie zbadać. Mój znajomy  poeta powiedział,  że po kilku dniach zajęć 
autoregulacji  zauważył  wyraźny  przypływ  natchnienia:  –  Widzę,  że  odpowiedzi  –  czyli  poetyckie 
obrazy, szybciej przychodzą mi do głowy, jeśli w trakcie pisania odpoczywam kilka minut w reżimie 
autoregulacji! 

Czyż nie coś podobnego wydarzyło się Mendelejewowi, który odkrył swoją tablicę "we śnie"? Jego 

mózg, nieprzerwanie pracujący nad próblemem, wyzwolił się, syntetyzując nagromadzone wrażenia i 
wyodrębnił to, co najważniejsze. 

W  stanie  neutralnym  następuje  nie  tylko  odbudowa  zniszczonych  komórek  mózgu  i  uspokojenie 

pobudzonych Zachodzi również neutralizacja stereotypów, które przeszkadzają twórczości, następuje 
ich uwolnienie. 

Pytano mnie, czy człowiek, znajdujący się w stanie natchnienia twórczego, nie jest przypadkiem w 

hipnozie? 

A  czemuż  by  nie?  Przecież  właśnie  stan  fazowy  charakteryzuje  się  tym,  że  przy  niewielkim 

wysiłku  można  otrzymać  duże  efekty!  Czyż  stanu  natchnienia  twórczego  nie  cechuje  duża 
efektywność,  znacznie  wyższa  od  normalnego  poziomu?  l  czy  w  tym  stanie,  jak  na  skinienie 
czarodziejskiej  różdżki,  nie  przypomina  się  nagle  wszystko  co  ma  związek  z  przedmiotem,  bez 
względu  na  to  jak  głęboko  byłoby  ukryte  w  pamięci?  l  czyż  w  stanie  twórczej  ekstazy  człowiek  nie 
jest skoncentrowany  wyłącznie na tym, co stanowi przedmiot jego działalności, nie zwracając uwagi 
na otoczenie? 

Nabrałem  was!  W  stanie  natchnienia  twórczego  hipnozy  nie  ma  i  być  nie  może!  Twórczość 

warunkuje  myśl  wyzwolona,  nie  obciążona  żadnym  połączeniem  ze  zmianami  fizjologicznymi  w 
organizmie,  W  hipnozie,  jak  wiemy,  polecenia  są  realizowane.  Za  każdym  razem,  kiedy  człowiek 
pomyśli  o  cieple,  robi  mu  się  ciepło,  pomyśli  o  locie,  jego  ciało  próbuje  wzlecieć.  Ta  materialna 
reakcja,  towarzysząca  myślom,  sprowadza  szybkość  i  swobodę  myśli  do  poziomu  pracy  systemów 
fizjologicznych i narządów organizmu. 

Nawet  w  metodyce  uczenia  szybkiego  czytania  próbuje  się  odłączyć  proces  czytania  od 

towarzyszącego  mu  mechanizmu  wewnętrznego  wypowiadania  słów,  mechanizmu,  którego  praca 
hamuje psychiczną szybkość czytania. A więc dążenie do twórczości to dążenie do wyzwolenia myśli 
od  wszelkich  mechanizmów  materialnych.  DIatego  proces  twórczy  nie  może  być  hipnozą,  ale 
rzeczywistym stanem rozwoju i harmonii, ukierunkowanym na poszukiwania. 

background image

Wcześniej  mówiliśmy  ponadto,  że  w  hipnozie  człowiek  nie  może  myśleć!  Z  tego  też  względu 

oddzieliliśmy  w  autoregulacji  stadium  twórczego  przyjęcia  rozwiązania  (opracowanie  zadania)  od 
stadium jego odruchowo-automatycznego wykonania! 

Mój  przyjaciel,  Sergiej  Walentynowicz  Pietuchow,  doktor  nauk,  opowiedział  mi  następującą 

historię.  Pewnego  razu,  kiedy  bolało  go  gardło,  zastosował  metodę  autoregulacji.  Swojemu 
organizmowi  wyznaczył  zadanie:  żeby  przeszła  angina!  l  nagie  wygięło  go  jak  zawodowego 
gimnastyka,  przykucnął,  struny  głosowe  napięły  się,  wyciągnął  na  zewnątrz  język,  oczy  szeroko 
otworzyły się. Nieoczekiwanie znalazł się w klasycznej "pozie lwa" z indyjskiej jogi – pozycji, którą 
jogowie zalecają przy leczeniu anginy 

Skąd się to u niego wzięło? Przecież nie miał pojęcia o szczegółach. 

Ale... Jogowie zapewniają, że prawa psychofizjologii są takie same dla wszystkich. Prawa te były 

wyliczane przez jogów od tysiącleci. Być może, organizm ma jakąś swoją logikę? l ona "wyrabia się" 
w  reżimie  autoregulacji?  A  może  i  tak,  że  o  "pozie  lwa"  Pietuchow  kiedyś  czytał.  I  teraz  ta  wiedza 
zaktywizowała się podświadomie w jego pamięci. 

Sam  Sergiej  Walentynowicz  uważa,  że  z  autoregulacją  związana  jest  przyszłość  ludzkości.  Mieć 

takiego  przyjaciela  i  współpracownika  jest  -nie  kryję  –  wspaniale!  Zwłaszcza,  że  koledzy  – 
psychoterapeuci nie rozpieszczają mnie uznaniem dla prac w tej naszej wspólnej dziedzinie. 

Kiedyś zwróciłem się do leningradzkiego profesora z propozycją współpracy, ponieważ wydawało 

mi się, że nasze prace zmierzają w jednym kierunku. Profesor sugerował choremu w hipnozie poprawę 
samopoczucia.  Poznawszy  jego  doświadczenia  zaproponowałem:  –  Czy  nie  zechciałby  pan 
wykształcić  u  tego  chorego  nawyku,  przy  pomocy  którego  mógłby  samodzielnie  kontynuować 
leczenie? W sytuacji gdy pan byłby nieobecny, gdzieś w służbowej podróży? 

Pomyślicie pewnie, że profesor wykrzyknął: – Eureka! 

– No, cóż – powiedział szanowny profesor – I ten kierunek ma, prawdopodobnie, prawo znaleźć się 

wśród  innych...  I  podobnie,  jak  inny  profesor,  wygłosił  mi  ogólnorozwojowy  wykład  o  znaczeniu 
psychoterapii w procesie uzdrawiania ludzi... 

Jestem  przekonany,  że  autoregulacji  można  uczyć  przede  wszystkim  ludzi,  którzy  posiadają 

zdolność  do  samodzielnego  znajdowania  dziedzin  jej  zastosowania.  Oni  pełniej  realizują  tak 
potencjalne możliwości własne, jak i metody autoregulacji. 

Jak tabletka zdrowia 

Grupa pacjentów czeka na kurs autoregulacji. Chorzy i zdrowi, w różnym wieku. Powinienem im 

wyjaśnić,  czym  jest  ta  metoda.  Nauczyć  posługiwać  się  nią.  Aby  potem  to,  czego  się  nauczyli,  nie 
zawisło  w  powietrzu.  Często  tak  bywa,  że  człowiek  kończy  kurs,  a  potem  brak  mu  motywacji  i 
wszystko  zmarnowane...  Tak  jest  np.  z  zajęciami  gimnastycznymi,  z  jogą,  z  autotreningiem,  z 
językami obcymi oraz wielu innymi umiejętnościami. 

Siedzi  grupa.  Debiutanci.  Powinni  być  nie  tylko  leczeni,  ale  i  opanować  nawyki,  pożyteczne  dla 

zdrowia. 

Dagestański Ośrodek Autoregulacji jest zakładem nowego typu, w którym obok leczenia uczymy i 

rozwijamy  pacjentów.  Człowiek  powinien  wychodzić  od  nas  nie  tylko  podkurowany,  ale  też 
wyedukowany, jak później utrzymywać dobrą kondycję. Nauczamy więc ich metody autoregulacji. 

Powtarzam:  jest  ona  pożyteczna  we  wszystkich  dziedzinach  życia  i  działalności.  Dlatego  nasz 

zakład  jest  ośrodkiem,  centrum,  a  me  na  przykład  oddziałem  w  klinice  czy  szpitalu.  Tam  pracują 
lekarze,  wykorzystujący  do  leczenia  chorych  autoregulację  łącznie  z  innymi  metodami 
terapeutycznymi.  Tutaj,  w  Ośrodku  Autoregulacji  specjaliści  muszą  być  także  psychologami, 
pedagogami,  socjologami,  a  nawet  filozofami  –  co  zresztą  mieści  się  w  moim  przekonaniu  –  w 
działalności lekarza, w systemie jego pracy... 

Przychodzą  do  nas  sportowcy,  pragnący  nauczyć  się  szybkiej  odbudowy  sił,  pedagodzy  –  ze 

zdenerwowania  tracący  głos  przed  audytorium,  pracownicy  zatrudnieni  przy  monotonnej  pracy, 

background image

przemęczeni,  dyrektorzy  przedsiębiorstw,  którzy  pragną  nauczyć  się  chociaż  przez  kika  minut 
wyłączenia się od nacisku tysiąca problemów. Słowem – przychodzą ludzie najróżniejszych zawodów. 

A jeżeli się nie uda? Przecież obiecywali! 

Jakże  nie  obiecać,  kiedy  nie  wymyślono  skuteczniejszych  recept  dla  zachęcenia  pacjenta?  A  bez 

optymizmu  lekarza  oraz  pacjenta  nie  będzie  potrzebnego  kontaktu  emocjonalnego.  A  on  musi 
zaistnieć! 

Rezultatem nauki w ośrodku powinna być nie tylko wiedza teoretyczna, lecz i nawyki praktyczne. 

Specyficzne, których nie można nabyć poprzez mechaniczne powtarzanie. Można je opanować tylko 
w stanie specjalnym – w stanie autoregulacji, co jest znacznie bardziej skomplikowane. 

Oto na przykład pacjent, który zgłosił się na leczenie, cierpi na zapalenie korzonków rdzeniowych. 

Należy zacząć od uwolnienia go od bólu, bo w tym stanie nie będzie uważnym uczniem. W Ośrodku 
Autoregulacji jest pracownik, który się tym zajmuje.  Ściślej mówiąc – potrafi to każdy i jeden może 
zastąpić drugiego, ale podstawowa odpowiedzialność spoczywa na specjaliście od terapii odruchowej l 
oczywiście, na kierowniku ośrodka. Jak zresztą we wszystkich innych przypadkach... 

Podczas nauki, jeśli zachodzi potrzeba, stosuje się akupunkturę w połączeniu z innymi  metodami 

leczenia.  Na  przykład  masażem,  pulsowaniem  cieplnym,  terapią  manualną  i  innymi.  Wszystko  to 
przygotowuje pacjenta do właściwego przeszkolenia. 

Już  od  dawna  wiadomo,  że  im  lepiej  czuje  się  człowiek,  tym  jest  zdolniejszy  do  nauki. 

Szczególnie, gdy udziela jej lekarz, który poprawił jego samopoczucie, czym zdobył pełne zaufanie. 

Sam  lekarz  podczas  pracy  również  powinien  –  mało!  –  musi  dobrze  się  czuć!  W  przeciwnym 

przypadku nie wywoła u pacjenta obrazu zdrowia! Bez wyrazistego, sugestywnego obrazu zdrowia – 
pacjent zdrowieje trudniej. Nawet przy przeprowadzeniu zabiegów fizjologicznych. Stare to prawdy, 
ale  –  niestety  –  w  klinikach  rzadko  brane  pod  uwagę.  Zresztą  –  jak  może  być  inaczej,  skoro  samo 
pomieszczenie szpitalne, w swoim obecnym statystycznym wariancie, już wywołuje obraz choroby? 

Większość  ludzi  –  niestety  –  nawet  nie  potrafi  sobie  wyobrazić,  jak  powinien  wyglądać  zdrowy 

człowiek.  Jakie  powinien  mieć  oczy,  chód,  oddech,  intonację...  W  przyszłości  –  mam  nadzieję  – 
Ośrodek Autoregulacji będzie tak zbudowany, by już przy wejściu pacjent zaczynał lżej oddychać! By 
przypominał  mu  ziemię  obiecaną,  gdzie  można  się  oczyścić,  wyzdrowieć,  pokrzepić  duszę, 
porozumieć z ludźmi. A nawet – być może – podjąć jakieś ważne decyzje. A już na pewno nauczyć się 
zdrowego obrazu życia. 

Ten  nasz  przyszłościowy  ośrodek  zdrowego  życia  powinien  znajdować  się  na  łonie  przyrody, 

której  kontemplowanie  już  samo  w  sobie  jest  psychoterapią!  Będzie  sala  sportowa  i  oddziały 
przeznaczone na wstępne zabiegi leczniczo-ozdrawiające. 

Jeżeli  człowiek  wspaniale  się  czuje  i  wykorzystując  stan  specjalny,  utrwala  to  samopoczucie  w 

pamięci, potem będzie zdolny posługując się autoregulacją wywołać u siebie dobrą formę. 

W takim przypadku metoda działać będzie jak zakonserwowana w organizmie tabletka zdrowia! 

Za pomocą autoregulacji można wywoływać wszystko to, co kiedyś pomogło w uzyskaniu dobrego 

samopoczucia  czy  nastroju.  Można  na  przykład  wspomnieć  najpiękniejszy  dzień,  kiedy  byłeś  w 
doskonałym  nastroju.  Kiedy  wszystko  się  udawało.  Kipiałeś  wtedy  energią.  Wszyscy  patrzyli 
wyłącznie na ciebie! 

W stanie specjalnym można pomarzyć o tym, jakimi chcielibyśmy widzieć siebie, wyobrazić sobie 

upragniony  nastrój,  wyraz  twarzy,  chód!  !  organizm  zacznie  nastrajać  się  na  falę  naszego  ideału. 
Święte  prawo  człowieka  do  marzeń  w  stanie  autoregulacji  przekształca  się  w  możliwość 
samotworzenia,  a  całe  bogactwo  wrażeń  życiowych  –  w  instrument  uzdrawiający  i  przedłużający 
życie. 

Grupa pacjentów czeka na kurs autoregulacji Chorzy i zdrowi, ludzie w różnym wieku. Patrzą na 

mnie. Jestem lekarzem. Aby oni byli szczęśliwsi – ja powinienem czuć się bardzo dobrze! 

Piszą do nas... 

background image

Po  opublikowaniu  w  radzieckiej  prasie  artykułów  o  mojej  metodzie,  pozwalającej  człowiekowi 

kierować  swoim,  organizmem,  a  zwłaszcza  po  zademonstrowaniu  tej  metody  w  telewizji  napłynęły 
listy od osób, pragnących nabyć te niecodzienne przecież umiejętności. 

Niestety  –  w  artykułach  prasowych  nie  wszystko  podano  dokładnie  i  naukowo.  Jako  lekarz 

musiałem  więc  mieć  się  na  baczności,  gdyż  czytelnicy  odnieśli  wrażenie,  że  autoregulacja  jest 
czarodziejską  różdżką,  panaceum  na  wszystkie  nieszczęścia.  Mimo  dalszych  publikacji,  które 
podkreślały,  że  ta  metoda  zalicza  się  do  metod  psychoterapeutycznych  i  porównywały  istotę  jej 
działania  z  treningiem  autogennym  –  w  listach  zwracano  się  do  nas  nawet  z  takimi  problemami, 
których rozwiązanie w żaden sposób nie wchodziło w "kompetencje" autoregulacji! 

W listach zaniepokoiła mnie również bardzo często spotykana wiara autorów w to, że autoregulację 

można  opanować  w  ciągu  pół  godziny.  Dla  tej  "pół  godziny"  dziesiątki  ludzi  zrywały  się  z  miejsca 
porzuciwszy wszystkie sprawy i wędrowały z różnych stron do Machaczkały, nie uzgadniając nawet z 
nami terminu przyjazdu. 

Skąd się wzięło owe "pół godziny"? 

Właśnie  stamtąd,  z  artykułów  prasowych.  W  jednym  z  nich  porównywano  czas  opanowania 

zagłębiania się w stan za pomocą treningu autogennego oraz autoregulacji. Istotnie, w autotreningu ten 
stan  szczególny  osiąga  się  po  miesiącach  ćwiczeń  a  metodą  autoregulacji  w  szeregu  przypadków  – 
nawet w ciągu pół godziny! W tym "szeregu przypadków" wielu czytelników od razu widzi siebie! 

– A nie da się tego dokonać w dwadzieścia minut? – zainteresował się ktoś z sali podczas kursu. 

Nawet  nauka  jazdy  na  rowerze  pochłania  więcej  czasu  –  odpowiedziałem.  –  Oczywiście,  w 

niektórych  przypadkach  to  się  zdarza,  ale  przecież  cała  rzecz  nie  sprowadza  się  do  rekordów!  Istota 
rzeczy – powtarzam – polega na nauczeniu człowieka kierować nadzwyczaj skomplikowaną maszyną 
własnego organizmu! A tu wskazana jest ostrożność. To jest przecież organizm ludzki, to jest życie! 

Dlatego  –  niezależnie  od  ewentualnie  możliwej  "pół  godziny"  –  aby  opanować  autoregulację, 

należy  przejść  pełen  kurs  zajęć,  składający  się  z  8-10  zespołów  zabiegów,  połączonych  z 
przygotowaniem teoretycznym "zasady wchodzenia w stan". 

A ponadto pamiętajcie, że: 

NIE  WYSTARCZY  NAUCZYĆ  SIĘ  WYWOŁYWAĆ  STAN  SPECJALNY,  TRZEBA  UMIEĆ 

WŁAŚCIWIE SIĘ NIM POSŁUGIWAĆ! 

Dużą  część  listów  napisali  chorzy  lub  ich  krewni.  Przedstawiali  przeróżne  dolegliwości  –  od 

przytępienia  słuchu  u  pięciomiesięcznego  dziecka  do  ciężkich  chorób  nowotworowych.  Wszyscy 
prosili o pomoc. Niestety – tych oczekiwań nie spełniamy. 

Pisali  także  ludzie,  cierpiący  na  różnego  rodzaju  nerwice.  Skarżyli  się  na  obniżoną  wydajność 

pracy, na zmęczenie. Oczywiście, im ewentualnie moglibyśmy pomóc. 

Autoregulację chcą opanować młodzi ludzie, starając się rzucić palenie. Oraz narkomani i rodzice 

narkomanów. Takim pacjentom – sądzę – również moglibyśmy pomóc. 

Piszą do nas ludzie, często już nie najmłodsi ale chorobliwie nieśmiali. Z tego powodu – sądzą – 

nie ułożyli sobie życia, albo rozpadła się ich rodzina. To też są nasi potencjalni pacjenci. 

Wśród piszących duży procent stanowią ludzie, przygotowujący się do poważnych zmian w życiu. 

Chcieliby  opanować  autoregulację,  by  zwiększyć  odporność  nerwową  przed  czekającymi  ich 
obciążeniami, zmianą rytmu życia i działalności. Tu autoregulacja może okazać się przydatna. 

Interesuje  się  nią  także  wielu  sportowców,  pracujących  nad  poprawą  wyników.  Piszą  debiutanci, 

mistrzowie oraz trenerzy, poszukujący optymalnego podejścia do uczniów. Tutaj – według mnie – bez 
autoregulacji wręcz nie osiągnie się wyższego poziomu. 

Piszą  do  nas  ludzie  pragnący  szybko  nauczyć  się  języków  obcych  lub  przyswoić  inną  wiedzę. 

Autoregulacja może im pomóc. 

Otrzymujemy  także  oferty  współpracy  z  zakładami  przemysłowymi.  By  zmniejszyć  zmęczenie  i 

zachorowalność  pracowników,  wykonujących  napiętą,  stresującą,  monotonną  pracę.  Uważam,  że  w 

background image

systemie  intensywnego  wytwarzania,  który  silnie  obciąża  psychiczny  aparat  człowieka autoregulacja 
jest bezwzględnie potrzebna. 

Przyjeżdżają do nas lekarze i psycholodzy, pragnący wzbogacić swój arsenał metod o jeszcze jedną 

metodę  profilaktyki  i  leczenia  chorób.  Marzyłoby  się  nam,  by  każdy  lekarz  wiedział,  czym  jest 
autoregulacja,  oraz  aby  lekarze-psychoterapeuci  posługiwali  się  nią  profesjonalnie!  Przecież  każdy 
psychoterapeuta  próbuje  uczyć  swoich  chorych  autoregulacji  –  w ten  czy  inny  sposób.  Dlaczego  nie 
miałby stosować mojej metody? 

Zapamiętałem cztery charakterystyczne listy: 

"Ten  klucz  jest  mi  bardzo  potrzebny!!!"  –  pisze  dziesięcioletnia  dziewczynka  (proszę  zwrócić 

uwagę na trzy wykrzykniki), 

Drugi  list  napisał  do  redakcji  "Komsomolskiej  Prawdy"  docent,  wykładowca  uczelni  medycznej. 

Żądał przerwania w prasie procesu "ogłupiania" studentów medycyny, którym – według jego słów – 
kręci  się  w  głowie  od  reklamowanych  wszelkiego  rodzaju  pseudonaukowych  metod,  obiecujących 
jakoby uwolnienie ludzkości od wszelakich nieszczęść. ,,To klucz bez prawa przekazu!" – kończy list 
(dwadzieścia stron .maszynopisu!) docent. 

Autor  trzeciego  listu  był  jakimś  oryginałem.  Po  przeczytaniu  w  artykule  o  tzw.  obręczy  cieplnej, 

pomagającej  w  opanowaniu  stanu,  ,,nagrzewa!"  głowę  przez  10-15  minut  dziennie.  Czuł  się 
doskonale, wygrywał w tenisa oraz w szachy, tworzył trzy razy tyle wierszy co zazwyczaj. Bardzo mi 
dziękował  za  to  wzbogacenie  weny  twórczej.  Tragikomizm  tej  sytuacji  oraz  jej  niebezpieczeństwo 
polegało  na tym,  że  w  artykule  nie  podawałem  ani  istoty,  ani  sposobu  działania  nowego wynalazku, 
zwanego "biegnącą falą cieplną". Ani też żadnych wskazówek, w jaki sposób osiąga się ten stan! 

I, na koniec, ostatni z niezwykłych listów. Ten wydał mi się straszny. 

Małolat,  który  przeczytał  w  artykule  o  wyrabianiu  nawyku  autoregulacji  drogą  warunkowo-

odruchowego programowania, stwierdza,  że już widział w kinie, w jaki sposób programuje się ludzi. 
Po  takim  zaprogramowaniu  ludzie  jedzą  trawę,  zamieniają  się  w  roboty  oraz  w  zwierzęta.  Nie 
podejmuję  się  komentować  tego  listu  i  analizować  różnicy  między  treścią  znanego  filmu  "Martwy 
sezon" a metodą autoregulacji. Różnica jest zasadnicza. 

Często  uczestnicy  kursu  pytają,  w  jaki  sposób  nastroić  się  za  pomocą  autoregulacji  na 

przyśpieszone opanowanie języka obcego? Co należy wyobrazić sobie w stanie specjalnym? Albo: co 
należy wyobrazić sobie w reżimie autoregulacji – by przestał boleć ząb? 

Odpowiadam:  –  nie  należy  sobie  wyobrażać  niczego  szczególnego,  jeśli  to  sprawia  trudność. 

Należy umieć wywołać głęboki stan neutralny, a potrzebna reakcja sama powstanie – jeśli tylko został 
wytyczony cel. 

Większość naszych pacjentów – niestety – nie jest w stanie wywołać głębokiego pogrążenia się w 

stan szczególny. Osiągnięcie mniejszej lub większej głębi wiąże się z wyjściowym stanem organizmu 
oraz  z  samym  zadaniem.  Czasami,  kiedy  zadanie  okazuje  się  zbyt  odpowiedzialne,  potrzebna 
właściwa  głębia  pozostaje  nieosiągalna.  Przeszkadza  bowiem  w  tym  zdenerwowanie,  napięcie  i  inne 
czynniki emocjonalne. 

(A na bolący ząb polecam wypraktykowany od pokoleń sposób – wizytę u dentysty! – przyp. red.)- 

Spokój i wola 

Jeśli  spytacie,  do  jakiej  szkoły  siebie  zaliczam,  odpowiem  tak:  w  mojej  wyobraźni  istnieją  dwie 

szkoły.  Pierwsza  –  gdy  człowiek,  określiwszy  swój  cel  pragnie  jak  najszybciej  go  zrealizować,  a 
pracując zwraca się ku specjalistycznej literaturze i fachowcom. Druga – gdy człowiek najpierw uczy 
się  być  pracownikiem  naukowym,  studiuje  odpowiednią  literaturę  zdobywając  informacje,  a  potem 
będąc specjalistą, zwraca się ku interesującemu go zagadnieniu, próbując je rozwiązać. 

Siebie zaliczam do pierwszej szkoły. Do praktyków. 

Co zaś tyczy się wykształcenia – od dziecka połykałem książki. Brat gonił na podwórku za piłką, a 

ja  leżałem  na  tapczanie  i  czytałem,  czytałem...  Głównie  fantastykę.  Później  książki  z  dziedziny 

background image

psychologii,  medycyny  i  filozofii.  Potem,  gdzieś  od  trzeciego  czy  czwartego  roku  studiów,  w  ogóle 
przestałem  czytać  literaturę  specjalistyczną.  Muszę  przyznać,  że  z  jakiegoś  powodu  mnie  drażniła. 
Chciałem sam  myśleć. Dlatego zerwałem ze wszystkimi, istniejącymi formalnie szkołami w zakresie 
psychofizjologii, psychoterapii i odruchoterapii. 

Pozwoliło mi to nie ograniczać się istniejącymi systemami poglądów i kierunków. 

Przekonałem  się,  że  jest  dobrze,  gdy  sam  lekarz  tryska  życiem,  jest  wesoły,  życzliwy  i  pewny 

siebie. Wtedy i pacjent czeka, by lekarz pomógł mu stać się takim jak on. A więc lekarzu, wylecz się 
sam! 

Tak, oczywiście – bez realizacji tej zmiany podejścia w medycynie – autoregulacja zamienia się w 

chałturę. Tu nie można oderwać teorii od praktyki! 

Jeśli  nauczymy  człowieka  autoregulacji,  to  znaczy  rozwiniemy  jego  zdolność  do  realizacji 

własnych  decyzji,  idei,  marzeń  –  konstruktywny  rozwój  zdolności  twórczych  stanie  się  niezbędną 
częścią kultury ogólnoludzkiej, gwarantem pozytywnego rozwoju społeczeństwa. 

Takie dostrzegam perspektywy... 

Częściowo  znajdują  już  one  jakąś  formę  realizacji  dzięki  współpracy  z  radziecko-amerykańską 

fundacją  "Inicjatywa  Kulturalna".  Celem  oficjalnym  tej  fundacji  jest  finansowe  wspomaganie 
perspektywicznych  projektów  z  dziedziny  kultury.  Fundacja  uważa,  że  najbardziej  narażeni  na 
przeciwności losu bywają ludzie, zajmujący się twórczością. Myśl twórcza jest przecież tak ulotna, że 
ulega rozbiciu już przy samej próbie jej zatrzymania i wyrażenia. 

Za pomocą autoregulacji chciałbym opracować metodę, która pozwoli człowiekowi wyrazić swoją 

myśl twórczą w trakcie jej rozwoju. Będzie to bardzo pożyteczne. 

Fundacja popiera projekty twórcze, związane z perspektywą rozwoju człowieka w społeczeństwie. 

Przy  siedzibie  fundacji  wydzielono  pomieszczenie,  urządzone  zgodnie  z  wymogami  nowoczesnej 
techniki, niezbędnej do przeprowadzania leczniczo-uzdrawiających zabiegów przygotowawczych oraz 
procesu opanowania autoregulacji. Grupa kursantów będzie składać się z twórczo aktywnych osób, w 
różnym wieku i rozmaitych zawodów. 

W  ten  sposób  zamierzamy  wykonać  wielki  skok  jakościowy  w  dziele  rozwoju  metody 

autoregulacji. 

Dzisiaj człowiek egzystuje w krytycznych warunkach, bo w konflikcie z naturą. Przedtem chroniła 

go przyroda. Toteż Fundacja Ekologiczna ZSRR przygotowuje razem z nami program przygotowania 
lekarzy  w  dziedzinie  nowego  kierunku  uzdrawiania  –  ekomedycyny,  podstawą  której  będą  przede 
wszystkim metody leczenia bez stosowania medykamentów i – oczywiście – autoregulacja. 

Tą  metodą  zaczynają  się  interesować  przedstawiciele  najróżnorodniejszych  kierunków, 

stowarzyszeń, związków, jak również grup twórczych, działających na rzecz rozwoju człowieka. 

Niedawno odbył się w Baden-Baden (RFN) drugi Międzynarodowy Kongres Badań Systemowych, 

Informatyki  i  Cybernetyki,  w  którym  uczestniczyłem  2  ramienia  Fundacji  "Inicjatywa  Kulturalna". 
Zamiast  jednego  zaplanowanego  wykładu  o  autoregulacji,  wygłosiłem  cztery.  Metoda  autoregulacji 
bardzo zainteresowała uczestników Kongresu. 

Zatem – raz jeszcze najdostępniejszym i najprostszym językiem wyraźmy istotę autoregulacji. 

Jak  się  stroi  –  na  przykład  fortepian?  Co  jest  do  tego  potrzebne?  Cisza,  aby  słyszeć  dźwięki,  l 

kamerton, który pomoże w nastrojeniu strun. 

Przy  autoregulacji  rolę  ciszy  gra  "neutralny"  psychofizjologiczny  stan,  nawyk  wytworzony  i 

rozwinięty  za  pomocą  specjalnego  szkolenia.  A  rolę  kamertonu  gra  obraz  –  cel.  Wasza  wola. 
Stwórzcie ciszę... Weźcie kamerton... 

I, jak powiedział poeta: – ,,Na świecie nie ma szczęścia. Jest spokój i wola!..." 

Spokój i Wola! 

Post scriptum 

background image

Mówią  warszawscy  pacjenci  dra  Chasaja  Alijewa,  którzy  uczestniczyli  w  prowadzonych  przez 

niego (w maju 1990 r.) w naszej redakcji kursach autoregulacji: 

–  Od  dawna  interesuję  się  różnymi  technikami  relaksacji,  uwalniania  organizmu  ze  stresu. 

Wszystkie znane mi dotąd metody mają się do tego, czego uczył nas dr Alijew tak, jak noc do dnia! 

–  Zmęczenie  kleiło  mi  oczy  zmuszając  do  kładzenia  się  spać  zaraz  po  dzienniku  telewizyjnym. 

Dzięki opanowaniu metody autoregulacji dra Alijewa bez problemu czytam teraz książki do północy, 
a  rano  wstaję  rześka  i  wypoczęta.  Przestałam  już  także  wypijać  morze  kawy,  gdyż  opanowałam 
skuteczniejszy sposób odprężania się, nabierania sił. 

–  Bardzo  wysoko  oceniam  fachowe  kwalifikacje  dra  Alijewa.  Widać,  że  ma  duże  doświadczenie 

kliniczne  w  pracy  z  pacjentami.  Potrafi  bowiem  dać  uczestnikom  kursu  gwarancję  bezpieczeństwa. 
Rozmaite techniki psychologiczne, stosowane na ludziach wywołują czasami tak silne reakcje,  że aż 
niebezpieczne, laik sobie z tym nie poradzi. 

– Zakres wiedzy i kompetencje dra Alijewa wykraczają znacznie poza tradycyjne metody leczenia. 

Jest  on  i  psychiatrą,  i  psychologiem,  i  hipnotyzerem,  stosuje  sugestię,  posługuje  się  akupunkturą  i 
kręglarstwem.  Tak  szeroki  zakres  technik  umożliwia  mu  całościowe  podejście  do  pacjenta,  potrafi 
uruchomić  to,  co  w  procesie  leczenia  jest  najważniejsze:  autoregulację  organizmu.  Uczy  człowieka, 
daje  mu  sposób  radzenia  sobie  z  własnymi  problemami.  Zrywa  tym  samym  z  obowiązującą 
powszechnie  w  medycynie  zasadą  bierności:  pacjent  nie  bierze  odpowiedzialności  za  leczenie, 
zrzucając  ją  całkowicie  na  lekarza,  na  tabletkę,  na  zastrzyk...  Sam  chory  pozostaje  jedynie 
przedmiotem różnorakich oddziaływań, którym się poddaje i... czeka na rezultat! 

–  Dr  Alijew  nauczył  nas  techniki  psychologicznej,  dzięki  której  możemy  rozwijać  osobowość, 

panować nad własnym organizmem oraz kształtować psychikę w pozytywnym kierunku. Technika dra 
Alijewa  działa  bardzo  głęboko,  zmieniając  właściwie  całą  fizjologię  człowieka  Nie  spotkałem  w 
Polsce  pracującego  w  ten  sposób  terapeuty,  chociaż  każdy  psycholog  czy  psychiatra  posługuje  się 
autoregulacją. 

–  Czasami  wyjaśnienia  dra  Alijewa  brzmią  zbyt  fizjologiczno-materialistycznie,  sprowadzają 

wszelkie  procesy,  zachodzące  w  psychice,  wyłącznie  do  neurofizjologii.  Ale  do  czego  ma  się 
odwołać? Gdyby operował pojęciem duszy – zarzucono by mu brak naukowości. Gdyby stosował tok 
rozumowania Chińczyków czy Hindusów – po prostu by go wyśmiano... 

–  Opuszczamy  kurs,  prowadzony  przez  dra  Alijewa,  jakby  w  jakimś  transie.  Wydaje  się,  że 

tryskamy energią, że jesteśmy jak nigdy rozluźnieni, zrelaksowani. Ta euforia, ten luz... Podejrzewam, 
że jest to jedynie skutek sugestii, którą dr Alijew się posługuje. No, cóż – czas pokaże, czy działała na 
nas siła sugestii – czy siła medycyny... 

–  Metodę  dra  Alijewa  uważam  za  rewelacyjną.  Wyzwala  ona  ukrytą  w  nas  energię,  której  sami 

nigdy  nie  potrafilibyśmy  obudzić  ani  wykorzystać.  Drzemałaby  więc  w  nas,  a  my  nawet  nie 
wiedzielibyśmy o jej istnieniu, o możliwościach, jakie stwarza. 

–  Regulacja  dra  Alijewa  bardziej  mi  odpowiada  niż  trening  autogenny  czy  DU  (doskonalenie 

umysłu). 

– Dr Alijew wytłumaczył nam, że choroba wypływa z naszej głowy za naszą wiedzą i wolą. I ze tą 

samą drogą można ją cofnąć. 

– Od lat leczę nerwicę odwiedzając różnych lekarzy. Wczoraj, po raz pierwszy od... nie pamiętam 

już,  odkąd  –  odniosłam,  sukces:  wprowadziłam  się  w  stan  neutralny  i  zasnęłam  bez  zażywania 
nasennej tabletki. 

– Osiągnęłam nie znany mi dotąd luz, wyciszenie, odprężenie. To bardzo dużo! 

– Przyszłam na kurs z czystej ciekawości. Chciałam zobaczyć, co robi dr Alijew, ale osobiście nie 

zamierzałam  niczemu  się  poddawać.  Zaprę  się  i  już,  moje  ręce  ani  drgną!  Ręce  okazały  jednak 
posłuszeństwo poleceniom dra Alijewa i rozeszły się na boki ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu. 
Nauczyłam  się  autoregulacji  i  zamierzam  ją  wykorzystać  w  osiągnięciu  dwu  konkretnych  celów.  Po 
pierwsze – by codziennie intensywnie gimnastykować się, rozruszać wszystkie mięśnie – bez uczucia 
bólu.  Tak,  jak  to  robiliśmy  podczas  zajęć.  Taka  gimnastyka,  do  której  nie  mogę  się  jakoś 

background image

zmobilizować  oraz  przed  stosowaniem  której  powstrzymuje  mnie  strach  przed  obolałymi  potem 
mięśniami – pozwoli mi utrzymać szczupłą, wysportowaną sylwetkę. Cel drugi: poważnie ograniczyć 
liczbę  wypalanych  papierosów.  Po  lekkiej  hipnozie,  zastosowanej  przez  dra  Alijewa,  długo  nie 
ciągnęło  mnie  do  palenia,  a  potem  dobrze  znane  "Carmeny"  nagle  zaczęły  pozostawiać  jakiś  obcy, 
metaliczny smak na języku... A może nawet uda mi się porzucić nałóg? 

– Po seansach czuję się błogo, przyjemnie, wracam do domu jak na skrzydłach! 

– Sukces! Już potrafię się niczym nie denerwować! 

–  Na  zajęcia,  prowadzone  przez  dra  Alijewa,  przychodzi  sporo  znerwicowanych  osób,  mających 

kłopoty  z  zaśnięciem,  rozstrojonych  nerwowo,  łatwo  popadających  w  depresję,  o  obniżonych 
nastrojach  i  w  ogóle  nie  umiejących  uporać  się  z  własnymi  lękami,  z  nieśmiałością,  z  rozmaitymi 
problemami.  Cóż  ofiaruje  im  medycyna?  Przede  wszystkim  tabletki.  Nasenne,  wyciszające, 
uspakajające,  podnoszące  nastrój.  Dopiero  dr  Alijew  nauczył  ich,  jak  obywać  się  bez  pigułek,  jak 
zastąpić chemię "specyfikami z własnej, wewnętrznej apteki", czyli jak uruchomić siły, drzemiące w 
każdym z nas. 

–  Szkoda,  że  propozycje  dra  Alijewa  spotkały  się  z  minimalnym  zainteresowaniem  polskich 

lekarzy  i  psychologów.  Obawiam  się,  że  wielu  spośród  uczestników  jego  kursów  zacznie  na  własną 
rękę, w rozmaitych grupach, stosujących terapie naturalne – posługiwać się metodą autoregulacji. Pół 
biedy, gdy sami praktykują na sobie, w końcu po to chodzili na kurs, by się czegoś nauczyć. Ale jeżeli 
przyjdzie im do głowy uczyć innych ludzi autoregulacji według dra Alijewa? Uprzedzam, że może to 
robić  jedynie  człowiek  odpowiedzialny,  wiedzący,  co  może  się  dziać  z  pacjentem  i  znający  techniki 
radzenia sobie z owymi groźnymi nieraz, innym razem szokującymi reakcjami. 

–  Zapraszając  dra  Alijewa  zrobiliście  kawał  dobrej  roboty.  Proszę,  umożliwcie  nam  częstszy 

kontakt z tym dobrym lekarzem i sympatycznym człowiekiem. 

SPIS TREŚCI: 

Od redakcji 
Słowo wstępne  

Z zaciśniętą pięścią na... tygrysa 
Od baletu do lotu w kosmos albo korzyści z autoregulacji 
Jest taki szczególny stan... 
Między snem a jawą 
Podleczysz się sam! 
Przywołać właściwy obraz 
Powtarzamy lekcję 
Bez bólu 
Ostrożnie 
"A trzecia pieśń – pieśni pozostałe..." 
Co wydarzyło się Mendelejewowi? 
Jak tabletka zdrowia 
Piszą do nas... 
Spokój i wola 

Post scriptum