background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

 

 

 

1

. Zamach majowy i jego następstwa 

2. W cieniu Marszałka. Polska w latach 1928–1935 

3. Polska po śmierci Piłsudskiego 

4. Od Locarno do Monachium. Polska polityka zagraniczna w latach 1926–1938 

5. Rok 1939 — ostatnie miesiące pokoju 

 

 

1

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

1. Zamach majowy i jego następstwa 

 

 

W dniu 12 maja 1926 roku Pierwszy Marszałek Polski — Józef Piłsudski — rozpoczął akcję, 

która przeszła do historii pod nazwą „przewrót majowy”. Skoncentrowane pod 

Rembertowem, oddane Marszałkowi oddziały, ruszyły na Warszawę. Tego też dnia doszło 

do historycznej, a równocześnie dramatycznej rozmowy pomiędzy Piłsudskim a prezydentem 

Stanisławem Wojciechowskim na moście Poniatowskiego. W efekcie tych wydarzeń i 

kilkudniowych walk w stolicy zarówno prezydent, jak i powołany dwa dni wcześniej gabinet  

z Wincentym Witosem na czele, podali się do dymisji. Polska weszła w nową epokę 

polityczną, określoną nieco później mianem sanacji.  

 

Majowe wydarzenia miały na tyle wstrząsający przebieg (zginęło 379 osób — 164 cywilów, 

215 żołnierzy, a ponad 900 osób zostało rannych) i wydźwięk polityczny, że niezbędne 

wydaje się podjęcie próby wskazania powodów, które skłoniły Józefa Piłsudskiego do 

podjęcia tak dramatycznych decyzji. 

 

Bezdyskusyjne jest stwierdzenie, że wiosną 1926 roku sytuacja Rzeczpospolitej była zła. 

Poważnym problemem była „wojna celna” z Niemcami, która rozpoczęta się rok wcześniej. 

W Polsce pojawiły się ponownie zjawiska budzące ogromne zaniepokojenie, a nawet panikę 

— inflacja i bezrobocie. Stało się to jednym z powodów upadku gabinetu Władysława 

Grabskiego. Innym objawem kryzysu politycznego były porażki polskiej dyplomacji na forum 

międzynarodowym.  

 

Parafowane w październiku w Locarno i podpisane w grudniu 1925 roku w Londynie 

porozumienia pomiędzy mocarstwami zachodnimi, stanowiły ostateczne fiasko polskiej 

polityki bezpieczeństwa, budowanej od kilku lat. Okazało się bowiem, że „strategiczny 

sojusznik” Rzeczpospolitej — Francja — w imię własnych interesów zaakceptowała 

polityczne rozwiązania bezpośrednio godzące w sojusz polsko-francuski z roku 1921. 

Podpisane układy uderzały też w polskie poczucie bezpieczeństwa własnego, szczególnie  

w trwałość polskiej granicy zachodniej i integralność terytorialną. 

 

Na to wszystko nakładał się poważny kryzys polskiego parlamentaryzmu. Po upadku rządu 

Grabskiego do życia powołano nowy gabinet, na którego czele stanął Aleksander Skrzyński 

— sprawujący wcześniej urząd ministra spraw zagranicznych. Można zatem przyjąć, że 

jeszcze przed majem 1926 roku pojawił się w Polsce efekt „tych samych twarzy”, który  

z pewnością nie budził wśród Polaków entuzjazmu. Powołanie 10 maja drugiego gabinetu 

 

2

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

Chjeno-Piasta zdawało się potwierdzać obawy związane z rozpoczęciem kolejnego cyklu 

rządów, znanego od 1923 roku, skompromitowanego w oczach narodu. Pesymizm 

potęgował z pewnością fakt, że w świetle konstytucji marcowej nie istniał żaden polityczno-

prawny instrument, który umożliwiał zmianę dotychczasowego układu władzy. Te symptomy 

niedowładu instytucji państwa można by mnożyć. Na pewno odegrały one istotną rolę w 

podjęciu działań przez Marszałka, należy jednak w tym miejscu uwzględnić także zmiany 

zachodzące od 1923 roku w wojsku, by ten obraz dopełnić. 

 

Jeszcze w 1923 roku wszystko wskazywało na to, że Piłsudski nie odejdzie z życia 

polityczno-wojskowego Polski. Mimo że wydawało się, iż porozumienie z premierem 

Sikorskim było bliskie osiągnięcia, wkrótce doszło do zaostrzenia stanowisk. Ostatecznie 

Marszałek zrezygnował z członkostwa w Głównej Radzie Wojennej, którą wkrótce 

rozwiązano. Od tego czasu Marszałek pozostawał na uboczu wydarzeń politycznych — nie 

oznaczało to jednak całkowitego wycofania się z życia politycznego. W swoim domu w 

Sulejówku przyjmował wielu oficerów, oddał się też publicystyce i działalności wykładowej. 

Warto przy tym zauważyć, że coraz częściej publiczne wypowiedzi Piłsudskiego były bardziej 

napastliwe i obraźliwe.  

 

Podczas realizacji reformy Grabskiego, w ramach oszczędności budżetowych, doszło do 

redukcji w armii, które dotykały w znacznym stopniu „piłsudczyków”. To zjawisko 

charakterystyczne dla wcześniejszych rządów Chjeno-Piasta. Coraz częściej podnosiły się 

głosy o rosnącym upolitycznieniu wojska — jeden z głównych punktów sporu dotyczył kwestii 

naczelnego dowództwa, które wg konstytucji z 1921 roku miało pozostawać w rękach 

cywilnych, co Piłsudski nazywał „horrendalną bzdurą”. Sytuacja zaogniła się na przełomie lat 

1925/1926. Niemal równocześnie z dymisją rządu Grabskiego, w Sulejówku odbył się zjazd 

oficerów — zwolenników Marszałka, podczas którego padły z ust gen. Gustawa Orlicz-

Dreszera znaczące słowa o wiernych sercach i szablach. W lutym 1926 roku Piłsudski  

w wywiadzie bardzo ostro odniósł się do planów reformy wojskowej (tu znowu padły 

obelżywe słowa). W wojsku dawało się odczuć napięcie, jak nigdy dotąd. Atmosferę 

podgrzewały pogłoski o planowanych zamachach na Marszałka i — nieco później —  

o ostrzelaniu jego domu w Sulejówku. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że ministrem 

spraw wojskowych był w tym czasie zdeklarowany „piłsudczyk”, gen. Żeligowski. W wyniku 

jego polityki zaczęły wyrównywać się w ministerstwie i w najwyższych kręgach dowódczych 

proporcje pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami Marszałka. W tych okolicznościach 

powołanie gabinetu Witosa wydawało się iskrą, która mogła spowodować wybuch. 

Pozostawianie Żeligowskiego na stanowisku ministra spraw wojskowych (co miało stanowić 

swoisty „ukłon” wobec Piłsudskiego) okazało się dla kół rządowych posunięciem 

 

3

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

samobójczym. To właśnie Żeligowski wydał rozkaz koncentracji w Rembertowie oddziałów 

znanych z sympatii propiłsudczykowskich, by następnie 12 maja przekazać władzę 

Marszałkowi.  

 

Po zamachu Piłsudski nie zdecydował się na rządy dyktatorskie. W takiej sytuacji, na mocy 

porządku polityczno-prawnego, władza w Rzeczpospolitej po dymisji prezydenta trafiła do 

marszałka Sejmu, Macieja Rataja. Misję formowania nowego rządu powierzył on 

związanemu z Marszałkiem Kazimierzowi Bartlowi. Pozostawała jeszcze sprawa wyboru 

nowego prezydenta. W ostatnim dniu maja odbyło się głosowanie w Zgromadzeniu 

Narodowym. Naprzeciw siebie stanęli Piłsudski (lansowany przez lewicę, która w większości 

poparła zamach) i kandydat endecji, Adolf Bniński. Głosy centrum (głównie PSL „Piast”)  

i części prawicy (Narodowa Partia Robotnicza i chadecja) uległy rozbiciu. Wybory wygrał  

z miażdżącą przewagą Józef Piłsudski. Marszałek jednak urzędu nie przyjął. Wyjaśniał, że  

w ramach konstytucji marcowej urząd prezydenta posiada zbyt małe kompetencje. 

Następnego dnia Zgromadzenie głosowało ponownie i wybrało (drugiego dnia głosowania)  

w stosunku 281 do 220 kandydata proponowanego przez Piłsudskiego, Ignacego 

Mościckiego — wybitnego chemika. Wkrótce Marszałek (współpracując z premierem 

Bartlem) wystąpił z inicjatywą poszerzenia uprawnień prezydenta i zgłosił 16 lipca projekt 

nowelizacji konstytucji, zmierzający w stronę powiększenia uprawnień prezydenta między 

innymi o prawo do rozwiązywania parlamentu oraz wydawania dekretów z mocą ustawy. 

Wytworzyła się wówczas paradoksalna sytuacja — rozwiązania takie zgodne były  

z postulatami prawicy niechętnej Piłsudskiemu, natomiast spotkały się z ostrą krytyką ze 

strony lewicy, popierającej dotychczas Marszałka. Ostatecznie 2 sierpnia 1926 roku Sejm 

przyjął poprawkę, stwarzając tym samym nową sytuację polityczno-prawną. Po tym 

głosowaniu okazało się też, że w Polsce brak było czytelnego układu w parlamencie, co 

jednak było korzystne dla nowej władzy. Równolegle z wprowadzaniem zmian politycznych 

przystąpiono do przekształceń w wojsku. W sierpniu wprowadzono ustawę o utworzeniu 

Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych (GISZ), na czele którego stanął Piłsudski. GISZ 

formalnie podlegał prezydentowi, w praktyce jednak był w Rzeczpospolitej zupełnie 

niezależny. W ten sposób dokonało się marzenie Marszałka o całkowitym oddzieleniu wojska 

od polityki. 

 

W październiku, wobec ustąpienia rządu Kazimierza Bartla, powstał nowy rząd, na czele 

którego stanął Piłsudski. Marszałek objął również kierownictwo w resorcie obrony. 

Częściowo konserwatywny skład nowego rządu wpływał na kierunek, w którym nowe kręgi 

władzy zaczęły zmierzać. Inne działania Marszałka i jego współpracowników potwierdzały 

ten trend polityczny. Wobec takiego rozwoju wypadków doszło na prawicy do wzmożonych 

 

4

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

działań konsolidujących. Ich ukoronowaniem było utworzenie w grudniu 1926 roku,  

z inicjatywy Romana Dmowskiego, Obozu Wielkiej Polski, stanowiącego przede wszystkim 

polityczną emanację endecji — mimo że ugrupowanie współpracowało z innymi 

stronnictwami politycznymi. W owym czasie wśród partii politycznych panowało (z reguły) 

spore zamieszanie. Na tym tle w rządzie nierzadko dochodziło do rozłamów. Sytuacja miała 

się jednak wkrótce zmienić w związku z nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi. Po 

uchwaleniu budżetu wiosną 1927 roku, zaczął się konflikt władzy wykonawczej z istniejącym 

parlamentem i prawdopodobnie dlatego w listopadzie tego roku po wygaśnięciu kadencji 

prezydent rozwiązał Sejm i Senat. Nowe wybory miały się odbyć w marcu następnego roku. 

W takiej sytuacji większość stronnictw rozpoczęła intensywne przygotowania przedwyborcze. 

Piłsudczycy powołali do życia Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem z Walerym Sławkiem 

na czele — platformę polityczną o szerszym niż partia polityczna zapleczu społecznym. 

BBWR zaczął się bardzo dynamicznie rozwijać, na co złożyło się kilka czynników. 

Niewątpliwie głównym był autorytet Marszałka, ale nie bez znaczenia była też atrakcyjna, bo 

szeroka, propozycja polityczna Bloku. Na przełomie1926–1927 roku nareszcie nastąpiło 

ożywienie gospodarcze — był to rezultat działań sanacji. Wskaźniki koniunkturalne 

przekroczyły 20%, nastąpił wzrost produkcji. Rozpoczęta w tym samym roku reforma 

stabilizacyjna również wpłynęła na uporządkowanie finansowo-przemysłowej kondycji 

Rzeczpospolitej. W ślad za koniunkturą polityczną pojawiły się nowe możliwości realizacji 

celów polityczno-ekonomicznych, które budziły żywe reakcje społeczne. W latach  

1926–1928 nabrała tempa realizacja reformy rolnej oraz znacznie spadło bezrobocie. 

Działania pomajowych rządów zyskały szerokie społeczne poparcie. 

 

 

 

 

5

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

2. W cieniu Marszałka. Polska w latach 1928–1935 

 

 

Marcowe wybory z 1928 roku cieszyły się dużą frekwencją — udział w nich wzięło blisko 

80% uprawnionych. Wyniki jednak nie były w pełni satysfakcjonujące dla kół rządowych. 

Wprawdzie BBWR osiągnął najwyższy wynik (27,6% głosów), jednak wobec konsolidującej 

się opozycji antyrządowej nie posiadał właściwie większych szans na stworzenie stabilnej 

koalicji parlamentarnej. Dobitnym dowodem potwierdzającym ten fakt stała się pierwsza 

sesja nowego parlamentu. Marszałek Piłsudski, otwierając 27 marca obrady Sejmu, został 

obrzucony inwektywami i wygwizdany. Zdecydował się na posunięcie kontrowersyjne — 

wezwano na salę policję, która usunęła część posłów-elektów. Mimo to prawo nie zostało 

naruszone, bowiem stało się to jeszcze przed złożeniem przez posłów przysięgi. Podobną 

porażkę sanacja poniosła w kwestii wyboru marszałka niższej izby. Lansowany przez 

Piłsudskiego Bartel przegrał wprawdzie z Ignacym Daszyńskim (znajdującym się już wtedy  

w ostrej opozycji do rządu), ale w czerwcu po zamknięciu pierwszej sesji nowego parlamentu 

został kolejnym (po Piłsudskim) premierem.  

 

W połowie roku 1928 pomiędzy parlamentem a rządem i Marszałkiem istniał już stan wojny. 

W lipcu w wywiadzie prasowym Piłsudski, mówiąc o posłach, używał słów „dalekich od 

kurtuazji”, posunął się też do słabo zawoalowanych gróźb. Konflikt pomiędzy rządem  

a parlamentem wszedł w nową, bardzo ostrą fazę na przełomie lat 1928–1929, w związku  

z tzw. sprawą Gabriela Czechowicza. W styczniu 1929 roku stanął on przed Trybunałem 

Stanu za budżetowe malwersacje (Czechowicz był ministrem finansów), ponieważ aż  

8 milionów złotych przeznaczył na kampanię wyborczą BBWR. Dowody były niepodważalne 

— minister ustąpił. Sprawa ta wywołała furię Piłsudskiego, który ponownie użył bardzo 

mocnych słów, między innymi nazywając posłów „zafajdanymi małpami”. Sprawa 

Czechowicza miała jeszcze inne reperkusje — w nieprzyjaznej dla rządu atmosferze Bartel 

zdecydował się na ustąpienie. Od tej pory jego drogi z Piłsudskim zaczęły się rozchodzić. Na 

czele nowego rządu stanął płk Kazimierz Świtalski, a wszyscy członkowie gabinetu byli 

związani z wojskowymi kręgami wywodzącymi się spod znaku Marszałka. Gabinet ten rychło 

zyskał nazwę „rządu pułkowników”. 

 

Wobec takiego rozwoju sytuacji nastąpiła dalsza konsolidacja opozycji. Jesienią 1929 roku 

„Piast”, Narodowa Partia Robotnicza, ugrupowania chadeckie, PPS, SL, PSL „Wyzwolenie” 

powołały do życia blok polityczny, który przeszedł do historii pod nazwą Centrolewu.  

W październiku opozycja przystąpiła do ofensywy politycznej. Na forum sejmowym 

zgłoszono wniosek o wotum nieufności wobec rządu Świtalskiego. Ostatniego dnia 

 

6

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

października zebrała się sesja budżetowa, jednak marszałek Sejmu odmówił jej otwarcia 

wobec prowokacyjnego zachowania kół oficerskich. Konflikt wszedł w nową fazę. Prezydent 

Mościcki podjął próbę stłumienia tych działań, ogłaszając trzydziestodniową przerwę  

w obradach parlamentu. Niewiele to jednak zmieniło i ostatecznie na początku grudnia 

wniosek o wotum nieufności wobec rządu przeszedł. Gabinet Świtalskiego podał się do 

dymisji, a na jego miejsce powołano kolejny rząd pod kierownictwem Kazimierza Bartla. 

Gabinet ten przetrwał niespełna trzy miesiące, bowiem już w marcu 1930 roku zastąpił go 

nowy rząd, którego premierem został Walery Sławek. Na przełomie wiosny i lata doszło do 

wzrostu napięcia pomiędzy parlamentem a rządem i prezydentem. Coraz częściej Mościcki 

uciekał się do metody odraczania posiedzeń Sejmu. Z całą też mocą wróciła nierozwiązana 

afera Czechowicza. Wobec tych wydarzeń nastąpiła radykalizacja postaw działaczy 

Centrolewu — pojawiły się nawet głosy o chęci obalenia dyktatury Piłsudskiego, żądania 

przestrzegania konstytucji i przywrócenia demokracji. Spotkaniem zapowiadającym 

bezpośrednią konfrontację stał się Kongres Obrony Prawa i Wolności Ludu, który z inicjatywy 

Centrolewu odbył się w czerwcu 1930 roku w Krakowie. Ponowiono tam wcześniejsze 

postulaty, natomiast jako metodę nacisku na rząd rozważano ogłoszenie wezwania do 

strajku generalnego. W tej sytuacji Piłsudski podjął zdecydowaną kontrakcję. Pod koniec 

sierpnia — już jako premier — zażądał od prezydenta rozwiązania parlamentu, co stało się 

faktem 29 tego miesiąca. Bezpośrednią konsekwencją tego kroku było ogłoszenie rozpisania 

kolejnych wyborów na jesień. Reakcją na posunięcia władzy wykonawczej było zawiązanie 

przez opozycję wyborczego bloku o nazwie Związek Obrony Prawa i Wolności Ludu, który 

nawiązywał nie tylko nazwą do programu z krakowskiego zjazdu. Piłsudski nie pozwolił na 

okrzepnięcie nowej formacji. Tego samego dnia z polecenia ministra spraw wewnętrznych, 

gen. Felicjana Sławoja-Składkowskiego rozpoczęły się aresztowania byłych posłów partii 

opozycyjnych. Aresztowanych osadzono w twierdzy w Brześciu Litewskim, gdzie panowały 

bardzo surowe warunki.  

 

W takich warunkach kampania wyborcza daleka była od normalności. Nierzadko dochodziło 

do pobić, nielegalnych zatrzymań, zginęło nawet kilka osób. Dodatkowy wpływ na 

przedwyborczą atmosferę miała sytuacja w Galicji (Małopolsce) Wschodniej. Wobec 

wzmożonej aktywności terrorystycznej na tym terenie, podejmowanej z ramienia Ukraińskiej 

Organizacji Wojskowej, władze centralne zdecydowały się na zastosowanie drakońskich 

środków. We wrześniu 1930 roku do Galicji skierowane zostały duże ilości wojska i policji, 

które przeprowadziły brutalną i niekiedy krwawą pacyfikację. Przy okazji warto zauważyć, że 

ukraińskie protesty kierowane w roku następnym do Ligi Narodów, nadszarpnęły poważnie 

pozycję polskiej dyplomacji. Co prawda ostatecznie rezolucja Ligi z roku 1932 nie obarczała 

państwa polskiego za pacyfikację, stwierdzono bowiem, że była to reakcja sprowokowana 

 

7

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

przez Ukraińców, jednak po raz kolejny strona polska przekonała się o niebezpieczeństwach 

płynących z ratyfikowania traktatu o ochronie mniejszości. 

 

Cała sprawa pacyfikacji została jednak w listopadzie 1930 roku przesłonięta kwestią 

wyborów parlamentarnych. Głosowano w ciągu dwóch dni — 16 i 23 listopada. Do urn 

wyborczych poszło 3/4 uprawnionych do głosowania. Frekwencja była tylko nieco niższa niż 

w wyborach sprzed dwóch lat — co można określić jako swoistą porażkę opozycji. Te 

wybory dały bezprecedensowy sukces BBWR-owi. Blok uzyskał 55,6% mandatów w Sejmie, 

w Senacie natomiast zebrał 75 na 111 mandatów. Mimo tych wyników, koła sanacyjne nie 

były w pełni usatysfakcjonowane. Układ parlamentarny dawał wprawdzie Blokowi możliwość 

utworzenia stabilnego i samodzielnego rządu, jednak nie pozwalał na bezproblemową 

zmianę konstytucji (bowiem Blok nie posiadał pewnej większości, tj. 2/3 w Zgromadzeniu 

Narodowym). Przed pierwszą sesją nowego parlamentu (9 grudnia) Piłsudski podał swój 

gabinet do dymisji. Na czele nowego rządu stanął Walery Sławek, co było posunięciem 

naturalnym zważywszy na to, iż kierował on największym klubem parlamentarnym.  

 

Nowy parlament wybrał na marszałka Sejmu Kazimierza Świtalskiego, marszałkiem Senatu 

został natomiast Władysław Raczkiewicz. Obsadzenie tych urzędów — przede wszystkim 

pierwszego — stanowiło ukoronowanie sukcesów sanacji w starciu z wcześniejszą opozycją 

parlamentarną. 

 

Objęcie przez Sławka urzędu premiera umacniało stanowisko senatorów, tym bardziej, że  

w parlamencie zabrakło przedstawicieli opozycji, których aresztowania odsunęły od życia 

politycznego. Kręgi opozycyjne próbowały wzmocnić swoją pozycję, podejmując kolejną 

próbę konsolidacji sił. W marcu 1931 roku stronnictwa i partie chłopskie powołały do życia 

Stronnictwo Chłopskie. Dwa miesiące później akcja PPS doprowadziła do wzmocnienia 

dyscypliny wewnątrz partii. Podkreślano także mocno opozycyjność wobec istniejącego 

układu władzy.  

 

Również w maju Walery Sławek zrezygnował z funkcji szefa rządu, decydując się na 

podjęcie działań w komisji konstytucyjnej. Prace nad nową ustawą zasadniczą weszły 

bowiem w nowe stadium i Piłsudski chciał mieć pewnego i zaufanego człowieka, który by 

nimi kierował. Na czele nowego rządu stanął Aleksander Prystor. Sam skład gabinetu nie 

uległ głębokim zmianom — na dotychczasowych stanowiskach (poza dwoma wyjątkami) 

pozostali wszyscy ministrowie z rządu Sławka. Nie uległa też istotnym zmianom polityka 

nowego rządu.  

 

 

8

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

Głównym zadaniem obu ekip było podjęcie działań na rzecz zmniejszenia negatywnych 

skutków kryzysu światowego, jaki od jesieni 1929 roku przetaczał się przez świat. O tym, jak 

trudne było to dzieło oraz o tym, w jakim stanie znajdowała się młoda przecież gospodarka 

polska może świadczyć fakt, że Rzeczpospolita zaczęła wychodzić z kryzysu dopiero na 

początku roku 1935, podczas gdy bardziej stabilne kraje zachodnie miały już za sobą 

najcięższe chwile w roku 1933. Skutki Wielkiego Kryzysu w Polsce były porażające. 

Zrujnowane spadającymi cenami żywności (nawet o 70%) rolnictwo znalazło się w tak 

głębokiej zapaści, że w niektórych częściach kraju pojawiło się widmo głodu. Drastycznie 

wzrosła także liczba bezrobotnych na wsi. Wiele gospodarstw zbankrutowało. 

 

Podobnie wyglądała sytuacja w produkcji, która poniosła straty procentowo porównywalne do 

rolnictwa. Oba te sektory stanowiły wówczas w Polsce ciąg naczyń połączonych — 

ubożejącej wsi nie stać było na zakupy towarów produkowanych przez miasto. Takie 

zjawisko powodowało z kolei redukcję produkcji (o blisko 70% w stosunku do czasów sprzed 

kryzysu) i dramatyczny wzrost bezrobocia na wsi. 

 

Panująca sytuacja odbijała się fatalnie na kondycji polskich finansów. Kolejne rządy, stojąc 

przed takimi wyzwaniami, decydowały się na politykę deflacyjną (zmniejszenie ilości 

pieniądza w obiegu), co z jednej strony stabilizowało sytuację finansową, z drugiej jednak 

bardzo utrudniało (a właściwie uniemożliwiało) podejmowanie poważniejszych kroków na 

rzecz napędzenia koniunktury. 

 

Innym niekorzystnym zjawiskiem w polskiej ekonomii czasów kryzysu było pojawienie się 

silnych tendencji kartelizacji w przemyśle i monopolizacji poszczególnych branż. Wobec 

działań tworzących się silnych grup kapitałowo-przemysłowych rynek był właściwie bezsilny 

— dyktowały one bowiem nierzadko wielkość podaży oraz ceny, stwarzając sztuczne bariery 

dla prób powrotu do normalności.  

 

Rząd polski podjął zdecydowane działania w kwestiach ekonomicznych na przełomie lat 

1932–1933. Dzięki reformom tego okresu udało się ograniczyć negatywne oddziaływanie 

zjawisk monopolistycznych oraz usprawnić sektor robót publicznych, dając w ten sposób 

źródło utrzymania przynajmniej części bezrobotnych. Ruszyła również pomoc dla wsi, 

realizowana głównie w postaci umarzania długów gospodarstw rolnych. Mimo iż efekty tych 

działań były widoczne, rozmiary kryzysu przerosły jednak w latach 1933–1934 możliwości 

rządu i polskiej gospodarki. Dopiero na początku roku 1935 pojawiły się oznaki wychodzenia 

z zapaści.  

 

 

9

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

Rzeczywistość polityczną roku 1931 zdominowały wydarzenia związane z osadzonymi  

w Brześciu Litewskim politykami opozycji. Na jesieni (październik), a więc rok po ich 

zatrzymaniu, odbył się proces. Łącznie na ławie oskarżonych zasiadło jedenaście osób  

z PSL i PPS. Proces ciągnął się do początków roku 1932 i zakończył wyrokami od półtora do 

trzech lat więzienia. Głównym zarzutem było oskarżenie o próbę przejęcia władzy przemocą, 

czyli w praktyce o zamach stanu. Wprawdzie groźba strajku powszechnego stwarzała spore 

zagrożenie dla stabilności państwa, jednak interpretacja prawna działań podejmowanych w 

latach 1929–1930 została przez opozycję znacznie przejaskrawiona. Nie może zatem dziwić, 

że wyniki procesu, jak i sam jego przebieg spotkały się ostrą krytyką tak w kraju, jak 

zagranicą. Rok i kilka miesięcy po pierwszej rozprawie Sąd Najwyższy (po dwóch 

wcześniejszych apelacjach) ostatecznie zatwierdził wyrok sądu pierwszej instancji, 

podkreślając przy tym jego zasadność. Osądzonym zaproponowano alternatywę: odbycie 

wyroku lub emigracja. Tę pierwszą opcję wybrało pięciu ze skazanych, pozostali zaś 

zdecydowali się na opuszczenie kraju. W taki sposób ruch ludowy w kraju poniósł ogromną 

stratę — wśród przymusowych emigrantów znalazł się między innymi Wincenty Witos.  

 

Zaostrzająca się w kraju sytuacja polityczna i gospodarcza powodowała wzrost napięcia 

społecznego. Przez Rzeczpospolitą przetaczały się fale strajków i masowych protestów. 

Uaktywniły się wreszcie (wydawało się wcześniej spacyfikowane) radykalne ruchy 

ukraińskie. W Galicji Wschodniej znów dochodziło do aktów terroru i zamachów. Działalność 

tych kół, z Ukraińską Wojskową Organizacją (UWO) na czele, nie ograniczała się zresztą do 

samej Galicji. Najgłośniejszym zamachem z tego czasu było zabójstwo wiceprezesa BBWR, 

Tadeusza Hołówki (notabene propagatora polsko-ukraińskiego zbliżenia). W latach  

1931–1932 wzrosła też aktywność komunistów — rodzimych z Komunistycznej Partii Polski 

oraz tych z agentur moskiewskich. Działalność ta nieco ucichła po podpisaniu polsko-

sowieckiego układu o nieagresji, ale wciąż tliło się zagrożenie dla stabilności państwa. 

 

Rok 1933, poza istotnymi wydarzeniami w polityce zagranicznej Rzeczpospolitej, zaznaczył 

się też poważną dyskusją na temat prezydentury w Polsce. W tym bowiem roku wygasała 

siedmioletnia kadencja prezydenta Mościckiego i otwierała się kwestia kolejnych wyborów. 

Opozycja lansowała kandydaturę Ignacego Jana Paderewskiego, która ostatecznie nie 

została zgłoszona. W obozie rządowym również nie obyło się bez dylematów. Piłsudski 

uważał, że kolejnym prezydentem powinien zostać Walery Sławek. Jednak wobec 

stanowiska części obozu uległ argumentacji zakładającej, że Mościcki powinien rozpocząć 

następną kadencję, a Sławek miał zostać prezydentem po uchwaleniu nowej konstytucji, co 

— jak się spodziewano — miało wkrótce nastąpić. Wobec takiego rozwoju sytuacji w maju 

1933 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało Ignacego Mościckiego na następną kadencję. 

 

10

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

Podczas głosowania nie miał on zresztą kontrkandydata. Sanacja nie wystawiła Sławka, 

natomiast opozycja parlamentarna całkowicie zbojkotowała wybory prezydenckie. Zgodnie 

ze zwyczajem politycznym gabinet Prystora podał się do dymisji, a prezydent powierzył misję 

tworzenia nowego rządu Januszowi Jędrzejowiczowi (10 maja). Oczywiście nie oznaczało to 

jakiejkolwiek zmiany w politycznym kursie rządu.  

 

Podobną uwagę można zresztą odnieść do następnego gabinetu, którego premierem był 

profesor Leon Kozłowski (maj 1934 r.). Sam skład obu gabinetów nie różnił się istotnie od 

rządów poprzednich. Jędrzejewicz, obejmując urząd, wymienił jednego ministra, natomiast 

Kozłowski — dwóch. Dopiero później — co trzeba podkreślić — dokonała się kolejna 

zmiana. Marian Zyndram-Kościałkowski przejął tekę ministra spraw wewnętrznych po 

zabójstwie dotychczasowego ministra, Bronisława Pierackiego. Ten ostatni zginął w 

zamachu przygotowanym przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Jednym ze 

współorganizatorów i uczestników tego zdarzenia był Stepan Bandera, kierujący w kraju 

OUN i UWO — po procesie skazany na karę więzienia. 

 

Opozycja osłabiona aresztowaniami (rok 1930) nie zdołała wrócić do poprzedniej kondycji. 

Najgłębsze podziały zachodziły wśród narodowej demokracji. Co prawda szeregi Obozu 

Wielkiej Polski zwiększały się wraz z radykalizacją nastrojów społecznych, wywoływanych 

kryzysem ekonomicznym, ale możliwości oddziaływania politycznego zostały skutecznie 

ograniczone. W takiej sytuacji ruch narodowy zaczął się szybko radykalizować, akcentując 

coraz silniej postawy skrajne: szowinizm, rasizm i przede wszystkim antysemityzm. Ponadto 

na początku doszło do rozłamu w Związku Młodych Narodowców. Wyłamał się wówczas z 

niego Obóz Narodowo-Radykalny (ONR), który kilka miesięcy później podzielił się na ONR-

ABC i ONR-Falangę. Te organizacje, w szczególności Falanga, głosiły programy skrajne — 

widoczna też była w nich silna fascynacja faszyzmem i nazizmem. 

 

W pierwszej połowie lat trzydziestych w pozostałych ugrupowaniach opozycyjnych pojawiły 

się podobne tendencje. Z jednej strony organizacje przeżywały wyraźne osłabienie i były 

spychane na margines życia politycznego, z drugiej zaś radykalizowały się, odchodząc od 

programów centrowych. Ten pierwszy los spotkał między innymi chadecję, podczas gdy  

w lewo przesunęły się tendencje w ruchu ludowym i socjalistycznym.  

 

Ostatni rok życia Marszałka Piłsudskiego to między innymi wytężone prace nad nową ustawą 

zasadniczą. Prace komisji konstytucyjnej, którą — jak wspomniano wcześniej — kierował 

Walery Sławek, weszły w fazę ostateczną, począwszy od stycznia 1934 roku. Wówczas to, 

mimo bojkotu opozycji w parlamencie, uchwalono przyjęcie projektu (tez) nowej konstytucji. 

 

11

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

Przy okazji warto zauważyć, że właśnie bojkot głosowania w tej sprawie okazał się 

politycznym błędem opozycji, która nie dostrzegła powagi sytuacji. Po roku dalszych prac,  

24 marca, kompleksowy już projekt — wraz z poprawkami — poddano pod głosowanie. 

Został on przyjęty większością 260 głosów (większość wymagana wynosiła 11 do 20). 

Następnego dnia miała miejsce uroczysta msza, w której udział wzięli parlamentarzyści  

i bezpośrednio po nabożeństwie odbył się wiec na Starym Mieście, który zgromadził 

ogromne rzesze ludności. Miesiąc później — 23 kwietnia 1935 roku, nastąpiło uroczyste 

podpisanie nowej konstytucji przez prezydenta Mościckiego.  

 

Nowa ustawa zasadnicza znacznie zmieniała ustrój Polski i jej system polityczny. Przede 

wszystkim punkt ciężkości władzy został przesunięty w kierunku filaru wykonawczego, czyli 

prezydenta i rządu. W nowej rzeczywistości politycznej prezydent odpowiedzialny był przed 

„Bogiem i historią”, co w praktyce oznaczało w istniejącym układzie politycznym jego 

nieusuwalność. Mandat dzierżony przez głowę państwa został w konstytucji kwietniowej 

dodatkowo wzmocniony poprzez zmianę trybu wybierania prezydenta. Od tej pory bowiem 

urząd ten był obsadzany w drodze wyborów powszechnych, a nie jak do tej pory  

w głosowaniu Zgromadzenia Narodowego. Prezydent miał być wybierany na kadencję 

siedmioletnią, a po jej wygaśnięciu miał prawo wskazania jednego z kandydatów. Ponadto, 

gdy nie mógł on sprawować urzędu, miał prawo wyznaczenia swojego następcy. Ta 

prerogatywa miała okazać się szczególnie ważna w tragicznym dla Polski wrześniu  

1939 roku. Prezydent, oprócz bycia rzeczywistym kierownikiem wszystkich najwyższych 

urzędów w kraju, był też zwierzchnikiem politycznym sił zbrojnych w czasie pokoju. On też 

mianował Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych w czasie pokoju i Wodza Naczelnego  

w czasie wojny. Miał też wreszcie prawo do nominowania 1/3 składu Senatu. Rola Senatu 

została podniesiona — w przypadku konieczności zastępstwa prezydenta to właśnie 

marszałek izby wyższej, a nie jak do tej pory Sejmu, przejmował tymczasowo jego 

uprawnienia. W odniesieniu do obu izb parlamentu prezydentowi przysługiwało prawo ich 

rozwiązywania.  

 

Tego samego dnia, gdy prezydent podpisywał nową konstytucję, konsylium lekarskie 

stwierdziło u Marszałka Piłsudskiego raka wątroby i żołądka. W ciągu kilku następnych dni 

nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia. 11 maja doszło do rozległego wylewu  

i krwotoku wewnętrznego. Następnego dnia — 12 maja 1935 roku — o godzinie 8.45 

Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski zmarł. Jego zwłoki przewieziono do Krakowa na 

otwartej platformie pociągiem i złożono na Wawelu. Serce Piłsudskiego, na kategoryczne 

żądanie Marszałka, spoczęło w jego rodzinnym Wilnie. Na trasie przejazdu żałobnego 

pociągu gromadziły się setki tysięcy ludzi, którzy w ten sposób żegnali człowieka 

 

12

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

kontrowersyjnego, lecz niewątpliwie wielkiego. W kraju wyczuwało się atmosferę zagubienia  

i lęku. Nie można odmówić słuszności słowom prezydenta Mościckiego, który podczas 

pogrzebu tak kończył bilans życia Marszałka: „Dał Polsce wolność, granice, moc i szacunek 

świata”. 

 

 

 

 

13

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

3. Polska po śmierci Piłsudskiego 

 

 

Piłsudski, umierając, nie zostawił właściwie żadnego „testamentu politycznego” ani 

dokładniejszych wskazówek. Wprawdzie istniały wcześniejsze ustalenia, dotyczące choćby 

prezydentury, ale wobec ich nieformalnego charakteru stały się właśnie kością niezgody w 

obozie władzy. Najmniej kontrowersji wzbudzała kwestia organizacji władz wojskowych. Tu 

bez większych wahań przeszła kandydatura Edwarda Rydza-Śmigłego, który objął funkcję 

GISZ. Wysunięto, co prawda, kontrkandydata w postaci gen. Kazimierza Sosnkowskiego, 

jednak głównym argumentem przeciwko niemu było to, iż od maja 1926 roku znajdował się  

„w niełasce u Marszałka”. Takie postawienie sprawy było przesądziło o wyborze. 

 

Problem obsady fotela prezydenckiego był zdecydowanie trudniejszy. Przypomnijmy, że 

jeszcze w 1933 roku Piłsudski zamierzał powołać na ten urząd Sławka, a odejście od tego 

zamiaru miało jedynie charakter przejściowy — do czasu uchwalenia nowej konstytucji.  

W chwili śmierci Marszałka ten dokument już funkcjonował. Początkowo zdawało się, że 

wola Piłsudskiego zostanie uszanowana, jednak w sierpniu warszawskie radio i zaraz potem 

krakowski „Ilustrowany Kurier Codzienny” ogłosiły wywiad z Mościckim, w którym nie 

potwierdził on rezygnacji z pełnionej funkcji przed upływem pełnej kadencji — a więc przed 

rokiem 1940! Wówczas zaczęła się umacniać postawa Mościckiego, zakładająca, że 

prezydentura w rękach Sławka opierałaby się na poparciu bardzo wąskiej grupy  

i prowadziłaby najpewniej do ostrego konfliktu z parlamentem. Nawet wśród samych 

piłsudczyków, wielu niechętnie patrzyło na koncepcje głoszone przez Sławka. Utwardzające 

się stanowisko prezydenta wzmacniane było przez rosnący zastęp jego zwolenników, wśród 

których bardzo istotną rolę odgrywał Eugeniusz Kwiatkowski, związany od lat z Mościckim 

(jeszcze z czasów akademickich) i w latach 1926–1930 niegasnąca gwiazda w ministerstwie 

przemysłu i handlu. Po 1930 roku Kwiatkowski był w niełasce Piłsudskiego, co zarówno on, 

jak i prezydent przypisywali (nie do końca słusznie) podszeptom najbliższych 

współpracowników Marszałka (w tym Sławka). Sam Sławek w obliczu nadchodzących 

wyborów parlamentarnych, przewidzianych na wrzesień, zachowywał się bardzo 

powściągliwie, jednak grupa piłsudczyków z Prystorem, Jędrzejewiczem i Beckiem na czele 

usiłowała podjąć zdecydowaną ofensywę. Sławek jednak stanowczo odrzucał możliwość 

takich działań, twierdząc, że prowadziłyby one bezpośrednio do destabilizacji państwa.  

 

W takiej sytuacji doszło do wyborów (8 i 15 września), których wyniki okazały się dotkliwą 

porażką sanacji. Przede wszystkim uderzająco niska była frekwencja wyborcza.  

W głosowaniu udział wzięło zaledwie 45,9% (wg innych danych 46,5%) uprawnionych.  

 

14

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

W samej Warszawie frekwencja nie osiągnęła 30%. Mimo tej niskiej reprezentatywności 

nowego parlamentu jego skład zaznaczył się ogromną przewagą posłów i senatorów BBWR. 

Znalazło to swoje odbicie w obsadzeniu najwyższych funkcji w parlamencie. Na początku 

października na pierwszej sesji na marszałka Sejmu wybrano Stanisława Cara, a na Senatu 

— Prystora. 

 

Bezpośrednio po wyborach Sławek kategorycznie zażądał do Mościckiego wykonania woli 

zmarłego Marszałka, prezydent jednak odmówił. Wobec tego Sławkowi nie pozostawało nic 

innego, jak złożyć na ręce prezydenta swoją dymisję z funkcji szefa rządu, co nastąpiło  

12 października. Mościcki dymisji nie przyjął, zażądał natomiast od Sławka włączenia do 

rządu Kwiatkowskiego, co spotkało się z ostrym oporem premiera, który zarzucił 

prezydentowi działania niekonstytucyjne. Po krótkim przesileniu rządowym prezydent przyjął 

dymisję Sławka i na nowego szefa rządu powołał Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego.  

W skład gabinetu z teką ministra skarbu i wicepremiera wszedł Eugeniusz Kwiatkowski. Ten 

rząd, w odróżnieniu od poprzednich, charakteryzował się umiejscowieniem na pozycjach 

centrowych — wielu jego członków było silnie powiązanych z kręgami lewicy, przez co 

powołanie tego gabinetu postrzegano jako próbę „pogodzenia się władzy ze 

społeczeństwem”. O tym, że działania tego typu nie mogły być skuteczne rząd i prezydent 

przekonali się dość szybko. Przez cały rok 1935 trwały zamieszki oraz wybuchały strajki 

(zwane „pełzającymi”), natomiast wiosna i lato roku następnego przyniosły zdecydowane 

wystąpienia społeczne, w których w starciach z policją padło kilkadziesiąt osób. 

Radykalizacja postaw spowodowana kryzysem ekonomicznym (choć jak wspomniano 

wcześniej, w 1935 roku pojawiły się pierwsze jaskółki wychodzenia z zapaści) miała nie tylko 

charakter socjalny. Znacznej intensyfikacji uległy też nastroje w organizacjach endeckich — 

przede wszystkim w ONR. 

 

Powołanie gabinetu Zyndrama-Kościałkowskiego stało się bezpośrednią przyczyną 

pojawienia się zjawiska głębokiej dekompozycji w obozie sanacyjnym. Z jednej strony 

występowała grupa skupiona wokół prezydenta, zwana „Zamkiem”, gdzie ogromną rolę 

odgrywał Kwiatkowski. Po stronie drugiej uplasował się obóz Głównego Inspektora Sił 

Zbrojnych (Rydz-Śmigły), w którym znaczącą rolę odgrywał Wojciech Stpiczyński — poseł  

i szara eminencja polityczna w tej frakcji. Obóz GISZ-u poczuł się urażony i poważnie 

zaniepokojony mianowaniem bez porozumienia z nim rządu Kościałkowskiego i potraktował 

tę akcję jako krok do eliminacji własnych wpływów w polityce. Trzecią stronę w konflikcie 

reprezentował Józef Beck, od 1932 roku niekwestionowany kierownik polskiej polityki 

zagranicznej. Postawa, jaką w tym czasie zachowywał Beck, była nad wyraz ciekawa. 

Wszedł on wcześniej w konflikt z prezydentem, ponieważ opowiedział się po stronie Sławka 

 

15

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

w sporze dotyczącym prezydentury. Wobec niezwykle silnej pozycji w ministerstwie spraw 

zagranicznych, naturalne wydawało się pozostawienie właśnie jemu tego resortu w gabinecie 

Kościałkowskiego. Beck jednak zgłosił dymisję, która poważnie przestraszyła nowego 

premiera i prezydenta. Nie została ona przyjęta. Ponadto Beck nie zaakceptował stanowiska 

Sławka i jego wycofania się ze starań o wykonanie woli Marszałka. Ostatecznie minister 

spraw zagranicznych zdecydował się pozostać w resorcie spraw zagranicznych, zajmował 

jednak pozycję niejako autonomiczną. Paradoksalnie, powód dekompozycji sanacji — 

gabinet Zyndrama-Kościałkowskiego, stał się powodem porozumienia w tym obozie. Jeszcze 

w grudniu 1935 roku zawarte zostało pomiędzy „Zamkiem” a GISZ-em porozumienie 

zakładające konieczność dymisji tego rządu. Do ofensywy przystąpiono wiosną roku 

następnego, co ostatecznie doprowadziło do utworzenia w maju 1936 roku nowego rządu  

z Felicjanem Sławojem-Składkowskim na czele. Beck zachował w tym gabinecie tekę 

ministra spraw zagranicznych, Kwiatkowski — mimo swojego niezadowolenia (liczył na 

stanowisko premiera) pozostał wicepremierem i szefem skarbu. Rząd Składkowskiego miał 

mieć charakter tymczasowy, okazał się jednak niezwykle trwały — bowiem stał się ostatnim 

rządem II Rzeczpospolitej. 

 

Ostatnim krokiem do zgody w obozie sanacyjnym było mianowanie przez prezydenta 

Edwarda Rydza-Śmigłego II Marszałkiem Polski, co nastąpiło uroczyście 11 listopada  

1936 roku. Oprócz buławy Rydz otrzymał również specjalnym okólnikiem prezydenckim 

miejsce drugiej, po prezydencie, osoby w państwie. W ten sposób udało się zintegrować 

system władzy. 

 

Polaryzacja światka politycznego postępowała jednak dalej. W Szwajcarii, w Morges,  

w lutym 1936 roku środowiska emigracyjnej opozycji z Witosem, Korfantym, Paderewskim  

i Sikorskim na czele, powołały do życia ośrodek lansujący hasła powrotu do demokracji  

w Polsce oraz powrotu do polityki silnego sojuszu z Francją. 

 

Na aktywizację sił narodowych i lewicy obóz rządzący odpowiedział utworzeniem w lutym 

1937 roku Obozu Zjednoczenia Narodowego OZN (zwanego potocznie Ozonem). Hasła 

głoszone w Ozonie zawierały wiele elementów populizmu, silnie też zaznaczały się akcenty 

nacjonalistyczne (mimo deklarowanej woli szerzenia pokojowego współżycia różnych 

narodowości). 

 

Utworzenie Ozonu i działalność Frontu Morges doprowadziły do konsolidacji części chadecji  

i sił narodowych, które w październiku 1937 roku utworzyły Stronnictwo Pracy.  

W środowiskach radykalnej lewicy zapanowało w tym czasie poważne zamieszanie. Oto 

 

16

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

bowiem od 1937 roku w Komunistycznej Partii Polski doszło do wielu aresztowań 

dokonywanych przez funkcjonariuszy NKWD, a w roku następnym, decyzją Kominternu, 

partia została rozwiązana. W ciągu następnych dwóch lat KPP uległa właściwie likwidacji. 

 

Jak już wielokrotnie wspominano, na początku drugiej połowy lat 30. Polska zaczęła powoli 

wydobywać się z kryzysu ekonomicznego. W roku 1936 z inicjatywy ministra Kwiatkowskiego 

doszło do opracowania rządowego planu inwestycyjnego, którego jednym z głównych 

założeń było wpompowanie w polską gospodarkę ponad 1,5 miliarda złotych w ciągu 

najbliższych czterech lat. Na początku następnego roku z inicjatywy rządu przystąpiono do 

realizacji pierwszego etapu inwestycji, który dotyczył utworzenia Centralnego Okręgu 

Przemysłowego (COP) w widłach Wisły i Sanu. Inwestycje postępowały bardzo szybko,  

z czym związana była między innymi pożyczka francuska, wynegocjowana przez stronę 

polską w tym samym roku. Plan, przyjęty w 1936 roku na cztery lata, zrealizowano znacznie 

wcześniej — bowiem już na przełomie lat 1938–1939. W takiej sytuacji rząd przedstawił 

projekt kolejnego, tym razem piętnastoletniego, planu gospodarczego. Został on podzielony 

na kolejne trzylatki, a jego głównym założeniem była konieczność doprowadzenia do zatarcia 

różnic pomiędzy nierównomiernie rozwiniętym regionami Rzeczpospolitej (Polska „A”  

i Polska „B”). 

 

Sytuacja w rolnictwie wyglądała gorzej, bowiem znacznie wolniej wychodziło ono z kryzysu. 

Na słabe tempo rozwoju wsi polskiej nałożyły się trudności wynikające z ogólnoświatowej 

recesji w rolnictwie, która pojawiła się na początku 1938 roku. Taka sytuacja powodowała, że 

rolnicy polscy, dysponując niskimi kapitałami, nie byli w stanie sprostać rygorom reformy 

rolnej, przez co uległa ona znacznemu spowolnieniu.  

 

Mimo tych i innych trudności, końcówka lat trzydziestych zapowiadała utrwalenie 

pozytywnych trendów w polskiej gospodarce i kontynuację procesu wyrównywania przepaści 

rozwojowej w stosunku do państw Europy Zachodniej. Niestety wybuch wojny miał na 

zawsze zniweczyć stającą przez Rzeczpospolitą szansę. 

 

 

 

 

17

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

4. Od Locarno do Monachium.  

Polska polityka zagraniczna w latach 1926–1938 

 

 

Międzynarodowa sytuacja Polski, jaka wyłoniła się po październiku 1925 roku, była jedną  

z przyczyn upadku rządu Grabskiego i spadku zaufania do istniejącego układu władzy. 

Można zatem wyciągnąć wniosek, iż Locarno było pośrednio jednym z powodów zamachu 

majowego. Po przejęciu władzy przez Marszałka Piłsudskiego nie ulegało wątpliwości, że 

istniała pilna konieczność kompleksowej przebudowy założeń polskiej polityki zagranicznej. 

Fakt, że to Marszałek stawał się rzeczywistym kierownikiem polityki państwa, dawał 

pewność, że międzynarodowa aktywność Rzeczpospolitej zmierzać będzie w stronę 

uniezależnienia się od wpływów francuskich. Jeszcze na początku lat dwudziestych 

ówczesny Naczelnik Państwa wyrażał głęboką nieufność wobec Francji, dostrzegając, że  

w polityce zagranicznej powodowała się ona przede wszystkim własnym interesem 

narodowym, sojusz z Polską traktując w kategoriach koniunkturalnych. Locarno było 

dobitnym potwierdzeniem tych obaw. 

 

Sam zamach majowy nie wywołał zagranicą większych reperkusji, można nawet przyjąć, że 

w większości stolic europejskich przyjęto go z pewnym zadowoleniem. Liczono na to, iż 

polityka państwa polskiego stanie się stabilniejsza i przez to bardziej czytelna. Piłsudski za 

swoją zasługę mógł uznać podniesienie międzynarodowej pozycji Polski, które zostało 

osiągnięte poprzez przyznanie Rzeczpospolitej (jako jednemu z dwóch państw — obok 

Hiszpanii) statusu „półstałego” członka Rady Ligi Narodów. Oznaczało to, że Polska mogła 

ubiegać się o reelekcję do tego „elitarnego klubu” bezpośrednio po wygaśnięciu trzyletniej 

kadencji, bez obowiązku trzyletniej pauzy. W wyniku tego Rzeczpospolita przez kilka 

najbliższych kadencji pozostawała wśród członków Rady. Oczywiście nie wolno zapominać, 

że strona polska domagała się członkostwa stałego, które zostało przyznane nowo przyjętym 

Niemcom, jednak w istniejącej wówczas rzeczywistości politycznej były to ambicje nie do 

zrealizowania. Nie należy osądzać polskich aspiracji w kategoriach „chciejstwa”.  

W żywotnym interesie państwa polskiego było uczestnictwo w Radzie, w której decyzje 

zapadały jednomyślnie. Bez polskiej obecności w tej instytucji mogło tam dojść do przyjęcia 

rezolucji niekorzystnej dla państwa polskiego. Stąd ocenić trzeba osiągnięcie przez Polskę 

statusu członka „półstałego” jako sukces.  

 

Korzystną sytuację międzynarodową Polski z roku 1926 zaciemniały przedłużająca się wojna 

celna z Niemcami oraz wiosenne zbliżenie niemiecko-sowieckie, które zaowocowało 

 

18

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

podpisaniem układu o neutralności i przyjaźni. Przełożyło się to na zaostrzenie się kursu 

antypolskiego w polityce sowieckiej i niemieckiej. Związek Sowiecki był jednym z nielicznych 

krajów, w których zamach majowy wywołał nagonkę antypolską. Ociepleniu też uległy 

stosunki sowiecko-litewskie, którym towarzyszyła wybitnie antypolska retoryka i atmosfera. 

Wprawdzie późną wiosną podjęto wstępne negocjacje obliczone na poprawienie relacji 

polsko-radzieckich, jednak zabójstwo sowieckiego posła w Warszawie (którego zresztą 

dokonał rosyjski emigrant) w czerwcu 1926 roku spowodowało zerwanie rozmów. 

 

Również stanowisko władz litewskich (będących pod wpływem ZSRS) doprowadziło do 

ostrego starcia dyplomatycznego pomiędzy Kownem a Warszawą. W 1927 roku na Litwie 

doszło do szykanowania mieszkających tam Polaków, wydarzenia te spowodowały, że rząd 

polski przeszedł do ofensywy dyplomatycznej. Po zapewnieniu sobie przychylności Ligi 

Narodów, Warszawa wywarła silną presję na rząd litewski. W grudniu 1927 roku Piłsudski  

w rozmowie z prezydentem Augustinasem Voldemarasem zażądał określenia: czy Litwa 

chce z Polską pokoju, czy wojny? Stronie litewskiej nie pozostawało nic innego niż 

zapewnienie o woli pokoju, co dyplomacja polska zręcznie wykorzystała na forum Ligi. 

Organizacja ta w rezolucji nakazała obu stronom konfliktu nawiązanie „normalnych 

stosunków”, jednak jeszcze długo (pomimo pozorów) dalekie były one od normalności. 

 

Również Niemcy, upojone sukcesem polityki Gustawa Stresemanna, prowadziły 

prowokacyjną politykę wobec państwa polskiego. Na początku 1927 roku niemiecki minister 

spraw zagranicznych, powołując się na art. 19 Paktu Ligi oraz na locarneńskie 

postanowienia, podkreślił „niemiecki charakter Pomorza” i zapowiedział dążenie do rewizji 

traktatu wersalskiego. Co więcej, tzw. „plan Younga” — przyjęty w 1928 roku amerykański 

projekt rozłożenia niemieckich reparacji na raty, przyniósł w Polsce wzrost zaniepokojenia. 

Oznaczało to bowiem dla Niemiec szansę na przyśpieszenie rozwoju gospodarczego  

i możliwość kierowania większych funduszy na zbrojenia, które — choć zakazane — były  

w Rzeszy realizowane na dużą skalę, co w Europie było tajemnicą poliszynela. Do pewnego 

stopnia sytuację tę łagodziła francuska pożyczka stabilizacyjna wynegocjowana przez Polskę 

rok wcześniej, jednak była to mała pociecha. Tym bardziej, że właśnie w 1928 roku pojawiły 

się pierwsze sygnały o planowanej zmianie francuskiej doktryny obronnej. W tym właśnie 

czasie francuskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło uchwałę budżetową, zakładającą  

w ciągu kilku następnych lat budowę pasa potężnych umocnień na granicy z Niemcami, tzw. 

„linii Maginota”.  

 

Rok 1930 przyniósł potwierdzenie obaw co do wartości sojuszu z Francją. III Republika 

ogłosiła wówczas swoją nową doktrynę obronną, w myśl której siły francuskie miały być  

 

19

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

w Europie używane wyłącznie do obrony. To dobitnie unaoczniało fakt, że budowanie 

polskiej koncepcji bezpieczeństwa w oparciu o Francję pozbawione było racji bytu. 

 

W takiej sytuacji przystąpiono w Warszawie do budowania zrębów nowej polityki 

bezpieczeństwa Polski, co rzutowało na całą politykę zagraniczną. Zakładała ona ułożenie 

poprawnych stosunków z oboma potężnymi sąsiadami Rzeczpospolitej — Niemcami  

i Związkiem Sowieckim. Taka polityka możliwa była do zrealizowania w atmosferze końca lat 

dwudziestych, gdy w całej polityce międzynarodowej zarysowało się głębokie odprężenie 

(nie na długo — jak się miało okazać). W 1928 roku doszło do realizacji wspólnej koncepcji 

francusko-amerykańskiej, obliczonej na zmniejszenie ryzyka wybuchu konfliktu zbrojnego. 

Rok wcześniej Francja wystąpiła do rządu USA z propozycją zawarcia bilateralnego 

porozumienia potępiającego użycie środków militarnych lub groźby ich zastosowania. 

Amerykanie do tej inicjatywy odnieśli się z entuzjazmem, zaznaczając jednak, że podobna 

inicjatywa spotka się z ich akceptacją, o ile pakt będzie miał charakter powszechny i obejmie 

jak największą liczbę państw. Ostatecznie w sierpniu 1928 roku doszło do podpisania paktu, 

którego sygnatariuszami stały się wszystkie państwa ligowe oraz Stany Zjednoczone. 

Związek Sowiecki początkowo odniósł się do powyższej idei niechętnie, pozostając przy 

tradycyjnym dla siebie stanowisku, które zakładało, że wszystkie inicjatywy państw 

zachodnich posiadają wybitnie burżuazyjny charakter i w ten czy inny sposób wymierzone są 

przeciwko Krajowi Rad. W ciągu 1928 roku sytuacja się zmieniała — ZSRS powoli wkraczał 

na drogę wychodzenia z izolacji (biorąc na przykład udział w pracach Komisji 

Przygotowawczej do Konferencji Rozbrojeniowej). We wrześniu wreszcie decydenci 

sowieccy zdecydowali się na podpisanie Paktu Brianda–Kellogga. W tym miejscu warto 

pokusić się o pobieżną ocenę tego nowego „systemu bezpieczeństwa”. Z uwagi na jego 

radykalizm i szeroki zasięg (Pakt Ligi nie wykluczał wojny, jako narzędzia polityki), Pakt 

Brianda–Kellogga był bez wątpienia sukcesem. Jednak jego deklaratywny charakter, jak też 

całkowity brak sankcji wobec państwa odwołującego się do wojny, przesądzało o tym, że 

nowa umowa nie pociągała za sobą żadnych następstw. Otwarcie powiedział o tym jeden  

z ojców nowego porozumienia, Frank Kellogg — pakt miał trwać tak długo, póki go nie 

złamie jedno z państw.  

 

Pod koniec roku ZSRS wystąpił z inicjatywą skierowaną do Polski. Pakt Brianda–Kellogga 

miał wejść w życie po ratyfikacji przez wszystkie państwa sygnujące. Komisarz spraw 

zagranicznych, Maksym Litwinow, zaproponował w grudniu 1928 roku, aby Rzeczpospolita  

i Związek Sowiecki podpisały osobny protokół, który po ratyfikacji zacząłby automatycznie je 

obowiązywać. Dyplomacja polska odpowiedziała na tę inicjatywę z entuzjazmem, 

rozszerzając sowiecką propozycję na inne państwa sąsiadujące z ZSRS — Estonię, Łotwę  

 

20

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

i Rumunię. Fiaskiem zakończyły się próby pozyskania Litwy. Protokół Litwinowa podpisany 

został w lutym 1929 roku. 

 

Jesienią tego samego roku, udało się także sfinalizować polsko-niemiecką umowę  

o wyrzeczeniu się wzajemnych roszczeń finansowych (dotyczyło to przede wszystkim 

odszkodowań za nieruchomości poniemieckie na ziemiach przyznanych Polsce przez traktat 

wersalski). Innym sygnałem, świadczącym o poprawie stosunków polsko-niemieckich, było 

podniesienie statusu poselstwa niemieckiego w Warszawie do rangi ambasady. Pół roku 

później, w marcu 1930 roku Polska i Niemcy zawarły umowę handlową, która ostatecznie 

kończyła wojnę celną. Nie żył już wówczas mentor niemieckiej polityki zagranicznej i gwarant 

stabilności politycznej w Rzeszy, Gustaw Stresemann. W parlamencie niemieckim panowało 

spore zamieszanie, a kolejni kanclerze rządzili w oparciu o dekrety prezydenta Hindenburga 

(sytuacja ta miała się zmienić dopiero po objęciu urzędu kanclerza przez Adolfa Hitlera). 

Dodatkowo pozycję Niemiec osłabiał kryzys gospodarczy. Z kolei stanowisko sowieckie  

w sprawie ułożenia stosunków z Polską zmieniało się w miarę eskalacji agresywnej polityki 

Japonii na Dalekim Wschodzie. W 1931 roku Japonia dokonała agresji w Mandżurii, co 

wzbudziło poważne zaniepokojenie na Kremlu — ten kierunek był również osią 

zainteresowania sowieckiego. 

 

Nowa polityka zagraniczna Rzeczpospolitej wymagała zdaniem Marszałka nowych ludzi. 

Zdecydował się on postawić na osobę posiadającą już spore doświadczenie w relacjach 

międzynarodowych — Józefa Becka. Miał on rozeznanie w polityce tak wewnętrznej, jak 

zagranicznej i w grudniu 1930 roku mianowany został sekretarzem stanu w MSZ, tekę 

ministra tego resortu objął dwa lata później. Beck znany był ze swojej dużej rezerwy wobec 

polityki francuskiej, na co być może pewien wpływ miały jego osobiste doświadczenia z lat 

1922–1923, kiedy to w Paryżu pełnił funkcję attaché ds. wojskowych. 

 

Założeniem wiodącym nowej polityki było utrzymywanie równowagi pomiędzy Berlinem  

i Moskwą. Co do „politycznych odległości” sam Piłsudski wypowiadał się, że stopień 

zaangażowania politycznego Rzeczpospolitej musiał być proporcjonalny do odległości 

geograficznej — stąd na pierwszy plan wysuwały się stosunki z sąsiadami, a stosunki 

odległe (w wymiarze geograficznym) powinny być traktowane jako drugoplanowe. 

 

Pierwsze rozmowy zaczęto prowadzić z Rosjanami. Wstępne negocjacje na temat polsko-

sowieckiego paktu o nieagresji podjęto już w styczniu 1930 roku. Jednak zgodnie  

z przypuszczeniami Piłsudskiego i Becka, Moskwa okazała się negocjatorem niezwykle 

trudnym. Tradycyjnie, dyplomacja sowiecka szermowała górnolotnymi hasłami, unikając 

 

21

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

konkretów i wiążących zapisów. Sytuacja zmieniła się dopiero po wrześniu 1931 roku, gdy 

Japonia rozpoczęła agresję w Mandżurii, stwarzając bezpośrednie zagrożenie dla sowieckiej 

polityki dalekowschodniej. Negocjacje ruszyły z miejsca i w efekcie w styczniu 1932 roku 

parafowano pakt polsko-sowiecki. Dyplomacji polskiej udało się włączyć do negocjacji 

Finlandię, Łotwę i Estonię, które pakty o nieagresji ze Związkiem Sowieckim podpisały 

pomiędzy styczniem a majem 1932 roku. Polsko-sowiecki układ o nieagresji podpisany 

został jako ostatni, 25 lipca. W grudniu został on ratyfikowany w brzmieniu sugerowanym 

przez stronę polską, dzięki czemu uniknięto niejasnych sformułowań. W następnym roku 

sygnatariusze paktów o nieagresji oraz Turcja, Afganistan, Rumunia i Persja podpisały 

konwencję o określeniu napastnika. 

 

Po osiągnięciu tego sukcesu dyplomacja polska przystąpiła do rozmów z Niemcami. Jak się 

okazało, były one znacznie trudniejsze. Poczynając od roku 1928, Niemcy prowadziły 

oszczerczą kampanię antypolską i mimo pewnego odprężenia w roku 1929, wzajemne 

stosunki nie były najlepsze. Niemcy powoływali się na każde zdarzenie, na przykład 

incydenty przygraniczne, by dyskredytować Polskę w opinii międzynarodowej i wysuwać 

oskarżenia pod jej adresem. Wykorzystywano też sprawę traktowania mniejszości 

niemieckiej w Polsce — strona niemiecka zdecydowanie wyprzedzała inne państwa, jeżeli 

chodziło o liczbę skarg na Rzeczpospolitą, kierowanych na adres Ligi Narodów. Do 

poważnego napięcia doszło pomiędzy Polską i senatem Miasta Gdańska, który usiłował 

ograniczyć polskie prawa do reprezentowania miasta w polityce zagranicznej (chodziło  

o kurtuazyjną wizytę brytyjskiego okrętu w porcie gdańskim). Twarde stanowisko strony 

polskiej spowodowało, że senat Gdańska (z niemieckiego polecenia) wycofał się z tego 

konfliktu. Wkrótce jednak napięcie polsko-niemieckie ujawniło się ponownie. Niespełna dwa 

tygodnie po objęciu przez Hitlera urzędu kanclerza — 12 lutego 1933 roku, w wywiadzie 

prasowym powiedział on o konieczności szybkiego „zwrócenia Niemcom korytarza 

gdańskiego”. I znów w wyniku ostrej reakcji polskiej dyplomacji stanowisko niemieckie uległo 

zmianie, a wypowiedź kanclerza złagodzono, twierdząc, iż korespondent prowadzący 

wywiad przeinaczył jego słowa. W tej jednak sytuacji strona polska postanowiła przejąć 

inicjatywę. Pod koniec lutego Marszałek podjął rozmowy sondażowe z Francją i Wielką 

Brytanią na temat tzw. „wojny prewencyjnej”. Trudno powiedzieć, na ile plan polski był 

bluffem, na ile zaś próbą rzeczywistego działania. Dość powiedzieć, że sprawa „wojny 

prewencyjnej” wskazała na całkowity brak woli podjęcia zdecydowanej akcji ze strony 

dawnych aliantów, przekonując polityków polskich o słuszności linii przyjętej w „polityce 

równych odległości”. Polska podjęła na własną rękę kroki w stosunku do agresywnej polityki 

niemieckiej i dlatego w Gdańsku i na Westerplatte wylądował dodatkowy batalion piechoty, 

który wzmocnił tamtejszą załogę polską. Wobec protestów płynących z Londynu i Paryża, 

 

22

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

dyplomacji polskiej nie pozostawało nic innego, jak nasilić akcję zmierzającą do ujęcia  

w pokojowej formule stosunków z Niemcami. Do jesieni roku 1933 takie rozwiązanie było 

niezmiernie trudne do realizacji, a to z uwagi na próby zmaterializowania włosko-brytyjskiej 

koncepcji „Paktu Czterech”, który wzmacniałby pozycję Niemiec. W takiej sytuacji Berlin nie 

był skłonny do kompromisu. Załamywanie się koncepcji Paktu i — później — wystąpienie 

Niemiec z Ligi, spowodowały, że znalazła się one w politycznym osamotnieniu (tym bardziej, 

że dobre stosunki niemiecko-sowieckie należały w tym czasie już do przeszłości). Wyraźnym 

sygnałem świadczącym o zmianie stanowiska Berlina było coraz więcej pojednawczych 

gestów, napływających z Gdańska. Na jesieni (listopad) 1933 roku Marszałek polecił 

nawiązanie z Niemcami bezpośrednich rozmów, które poprowadzili ambasador Lipski  

i minister Beck. Polska występowała z pozycji siły, przeciwstawiając jako alternatywę dla 

paktu o nieagresji środki militarne. Berlin skwapliwie przyjął polską „propozycję” i 26 stycznia 

1934 roku podpisany został polsko-niemiecki pakt o nieagresji. 

 

To posunięcie władz polskich zaniepokoiło Moskwę. W konsekwencji — zgodnie z duchem 

polityki równowagi — w tym samym roku pakt sowiecko-polski został przedłużony na 

kolejnych dziesięć lat. 

 

Na rok 1934 przypadła francuska próba realizacji koncepcji Paktu Wschodniego 

(wschodniego Locarna), do którego przystąpić miały Niemcy, Czechosłowacja, Polska, 

Związek Sowiecki i państwa bałtyckie. W tym czasie Polska liczyła jednak na realizację 

wcześniejszych nadziei Piłsudskiego — zacieśnienia więzów z Wielką Brytanią i właśnie  

o nią oparcia konstrukcji sojuszy obronnych Polski. Ponieważ Zjednoczone Królestwo nie 

chciało angażować się w układy gwarancyjne na wschodzie, politycy polscy obawiali się, że 

rząd Jego Królewskiej Mości niechętnie odniesie się do zacieśnienia kontaktów z Polską, 

która pozostawała we wschodnioeuropejskim pakcie gwarancyjnym. Nakładała się na to 

polska niechęć wobec traktatów multilateralnych, którą dobitnie wyrażał minister Beck, 

podkreślając wyższość umów dwustronnych. Ponadto idea „wschodniego Locarno” była 

trudna do zrealizowania przez Polskę, ponieważ nadal napięte były stosunki z Litwą  

i Czechosłowacją. 

 

Na to wszystko nakładała się skomplikowana sytuacja w Lidze Narodów, do której za 

wszelką cenę po wyjściu Niemiec usiłowano zaprosić Związek Sowiecki. Wobec toczących 

się rozmów strona polska zajęła stanowisko domagające się zdecydowanie przyjęcia przez 

Sowietów wszystkich zobowiązań obejmujących Polskę — w tym postanowień traktatu  

o ochronie mniejszości narodowych. Wobec oporu ZSRS i milczenia państw ligowych, 

dyplomacja Rzeczpospolitej w 1934 roku zawiesiła wykonywanie „małego traktatu 

 

23

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

wersalskiego”. Ostatecznie przyjąć należy, że rok 1935 był końcem kształtowania się 

priorytetów polskiej polityki zagranicznej. Był on również przełomowy dla całej polityki 

europejskiej — rozpoczynał się appeasement

 

 

 

 

24

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

5. Rok 1939 — ostatnie miesiące pokoju 

 

 

W latach 1935–1937 nastąpił przełom w stosunkach Rzeczpospolitej z innymi państwami.  

W zmieniającej się sytuacji w Europie przyjęty jeszcze za życia Marszałka kurs polityczny 

ukazywał swoją słuszność. Mimo to, trudno było zapomnieć o słowach Piłsudskiego: „Nie 

można wiecznie siedzieć na dwóch stołkach — wcześniej czy później z jednego się spadnie”. 

Przy bezsilności i cichym przyzwoleniu Zachodu Hitler zdobywał przewagę, przeciągając do 

swojego obozu nowe państwa. Najważniejszymi sprzymierzeńcami stali się Benito Mussolini 

i nieco później Cesarstwo Japonii. Najmocniejszym akcentem nadchodzącej katastrofy miały 

się okazać Anschluss Austrii oraz konferencja w Monachium (zajęcie Kraju Sudeckiego). 

Tymczasem jednak Europa trwała w błogim samozadowoleniu — oto udało się uniknąć 

wojny! O ile w czasie kryzysu austriackiego Polska nie zajęła właściwie żadnego stanowiska, 

o tyle we wrześniu 1938 roku swoje stanowisko uzależniała od ewentualnej akcji Zachodu. 

Sprawa konferencji w Monachium nie dotyczyła bezpośrednio Rzeczpospolitej, choć Adolf 

Hitler wcześniej występował jako adwokat również sprawy polskiej i węgierskiej. W ostatniej 

dekadzie września wobec słabnięcia pozycji Czechosłowacji, rząd polski, odnosząc się do 

wcześniejszego swojego stanowiska (z maja), podjął decyzję o konieczności „wyrównania 

linii” na Zaolziu. W dniu 30 września 1938 roku rząd Czechosłowacji otrzymał polskie 

ultimatum, w którym domagano się cesji na rzecz Polski części Zaolzia i pewnych terenów 

na Słowacji. Następnego dnia Czesi te żądania przyjęli i 2 października wojska polskie 

wkroczyły do zachodniej części Cieszyńskiego. W ciągu następnego tygodnia zajęte zostały 

pozostałe terytoria opisane w ultimatum.  

 

Polska akcja spotkała się z potępieniem w Europie, choć to właśnie ona oddała strategiczną 

część państwa czechosłowackiego III Rzeszy. Prasa europejska okrzyknęła Polskę „sępem 

Europy”. 

 

Wkrótce po zajęciu Kraju Sudeckiego okazało się, że nie był to koniec niemieckiego 

programu ekspansji. Już pod koniec października w nieformalnej rozmowie z Józefem 

Lipskim ambasadorem Polski w Berlinie, niemiecki minister spraw zagranicznych, Joachim 

von Ribbentrop wyraził życzenie rozważenia przez rząd polski uregulowania kwestii Gdańska 

i wydzielenia eksterytorialnej autostrady łączącej obie części Rzeszy. Takie koncepcje 

zostały przez polskiego dyplomatę stanowczo odrzucone. Sprawa jednak wróciła na 

początku stycznia 1939 roku. Wówczas już oficjalnie Niemcy zwróciły się do rządu polskiego 

z propozycją przystąpienia do paktu skierowanego przeciwko Związkowi Sowieckiemu. 

 

25

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

Ponownie podniesiono też kwestię Pomorza i Gdańska. Wobec twardej postawy Warszawy 

akcja ta została zaprzestana, a jej wymowę zdezawuowano.  

 

Dalsze kroki polityków niemieckich były jednoznaczne. 14 marca 1939 roku prezydent 

Czechosłowacji, Emil Hacha otrzymał niemieckie ultimatum, którego przyjęcie oznaczało  

w praktyce koniec państwa. Politycy czechosłowaccy, mając po Monachium jak najgorsze 

doświadczenia, zdecydowali się na przyjęcie żądań i już następnego dnia wojska niemieckie 

zajęły Pragę. Oddzielona Słowacja proklamowało quasi niepodległe państwo, na czele 

którego stanął ksiądz Józef Tiso. Z terenów Czech i Moraw utworzono Protektorat. Tydzień 

później Niemcy zajęli Kłajpedę, aktywizując w ten sposób kierunek bałtycki. W Europie 

zapanowała głęboka konsternacja — okazało się bowiem, że brytyjski premier Neville 

Chamberlain podczas rozmów w Monachium nie wywalczył wcale pokoju, a zyskał jedynie 

odroczony wyrok na niepodległe państwo. Z sygnałów płynących z Berlina wnioskowano, że 

możliwe były dwa scenariusze rozwoju dalszych wydarzeń — nacisk na Polskę bądź na 

Rumunię. To drugie państwo, jako słabsze, wydawało się — przede wszystkim w Wielkiej 

Brytanii — oczywistym celem polityki niemieckiej. Celem tym bardziej kuszącym, że właśnie 

niedaleko Bukaresztu mieściło się trzecie co do poziomu wydobycia zagłębie roponośne  

w Ploesti. A pamiętać należy, że w styczniu 1939 roku III Rzesza ogłosiła tzw. „plan Z” — 

zapowiedź rozbudowy floty niemieckiej do poziomu Royal Navy w ciągu kilku najbliższych 

lat. Niezależnie od opcji: rumuńskiej czy polskiej, jedyną rozsądną drogą mogło być 

wspieranie stanowiska Rzeczpospolitej bądź to jako celu agresji, bądź to jako naturalnego 

sprzymierzeńca Rumunii. Wydaje się zresztą, że wątek rumuński był swoistą „kaczką 

dziennikarską” lub prowokacją wywiadu. Rzesza nie posiadała wówczas wspólnej z Rumunią 

granicy — na jej drodze stały niepodległe Węgry. 

 

Jeszcze przed zajęciem Kłajpedy Wielka Brytania zwróciła się do rządu polskiego  

z propozycją utworzenia paktu gwarancyjnego, w którego skład oprócz Polski  

i Zjednoczonego Królestwa weszłyby Francja i Związek Sowiecki. Polska odrzuciła takie 

rozwiązania, podkreślając, że w tej sytuacji realne gwarancje stwarzać mogły jedynie układy 

bilateralne. Wobec takiego stanowiska Warszawy 30 marca w Izbie Gmin premier rządu 

brytyjskiego udzielił Polsce jednostronnych gwarancji, w których stwierdzano, iż Wielka 

Brytania udzieli Rzeczpospolitej pomocy w razie jakiegokolwiek zagrożenia militarnego. Tego 

samego dnia ambasador brytyjski w Warszawie, Horace Rumbold przekazał gwarancje 

rządu Jego Królewskiej Mości na piśmie. Kilkanaście dni później z podobnymi 

jednostronnymi gwarancjami wystąpiła Francja. Polska ze swojej strony wystosowała 

podobne gwarancje wobec obu państw zachodnich. To spowodowało, iż Adolf Hitler odrzucił 

dalszą grę pozorów. W przemówieniu wygłoszonym w Reichstagu w dniu 28 kwietnia  

 

26

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

1939 roku oskarżył państwa zachodnie o podżeganie do wojny i w ostrej formie wypowiedział 

polsko-niemiecki układ o nieagresji z 1934 roku.  

 

Odpowiedzią Polski była mowa Józefa Becka z 5 maja. Polski minister spraw zagranicznych 

w kategorycznych słowach zapowiedział, że „Polska od Bałtyku odepchnąć się nie da” oraz, 

że „drugiego Monachium nie będzie”. Według jego słów Rzeczpospolita nie zgodzi się na 

żadne ustępstwa terytorialne. Takie postawienie spraw spotkało się entuzjastycznym 

przyjęciem polskiego społeczeństwa. Kości zatem zostały rzucone — pytanie o wojnę nie 

brzmiało już: czy? ale: kiedy? 

 

W połowie maja do Warszawy przybyły misje wojskowe: brytyjska i francuska. Efektem 

wspólnych rozmów z Polakami była umowa podpisana 19 maja. Na jej mocy państwa 

zachodnie zobowiązywały się do podjęcia działań lotniczych natychmiast po niemieckim 

uderzeniu, armia francuska zaś miała przystąpić do generalnej ofensywy po piętnastu dniach 

wojny. Efekty majowych rozmów pozostawiały jednak pewien dysonans — Polacy 

dowiedzieli się wówczas, że nie mogą liczyć na wsparcie jednostek francuskich na własnym 

terytorium. Podobnie rzecz się miała z Brytyjczykami. Angielskie siły powietrzne nie mogły 

operować nad terenami Polski z uwagi na zbyt duży dystans, a Royal Navy nie mogła 

wpłynąć na Morze Bałtyckie, ponieważ Niemcy kontrolowali cieśniny. Brytyjski korpus 

ekspedycyjny był na tyle mały, że nie mógł odegrać roli znaczącej. Zresztą techniczne 

możliwości jego przerzucenia do Polski właściwie były żadne.  

 

Majowe rozmowy pociągały za sobą jeszcze jeden skutek. Zachodni sprzymierzeńcy — 

głównie Francuzi — nie wierzyli w możliwości obronne armii polskiej. Stąd brał się wniosek  

o konieczności znalezienia sprzymierzeńca, który wsparłby działania polskie na polskim 

terenie. Jedynym „kandydatem” do takiej „misji” był Związek Sowiecki i Armia Czerwona.  

W polskiej optyce był to sprzymierzeniec co najmniej kontrowersyjny.  

 

Stalin od początku prowadził skomplikowaną grę. Jeszcze podczas kryzysu monachijskiego 

usiłował poprzez propozycję udzielenia pomocy militarnej dla Czechosłowacji zlokalizować 

konflikt na Zachodzie. Gdy się to nie powiodło, 10 marca 1939 roku Stalin, przemawiając na 

XVIII Zjeździe partii, dał wyraźny sygnał, iż gotów jest współpracować ze stroną, która 

zapewni ZSRS największe korzyści. Początkowo wiele wskazywało na to, iż partnerem 

sowieckim staną się państwa zachodnie i nolens volens Polska. Jeszcze w maju rozpoczęły 

się francusko-brytyjsko-sowieckie rokowania w sprawie paktu trójstronnego, zobowiązujące 

sygnatariuszy do pomocy państwom sąsiadującym (czyli w praktyce sąsiadom ZSRS).  

W pierwszej fazie projekt ten odłożono, jednak już na początku czerwca negocjatorzy 

 

27

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

sowieccy zażądali prawa do obrony państw bałtyckich, nawet bez ich zgody. Nieco później 

wręcz zażądano zgody na pomoc Armii Czerwonej nawet w wypadku „zagrożenia 

pośredniego”. W praktyce oznaczałoby to zgodę na sowiecką interwencję wojskową w chwili 

wybranej przez decydentów w Moskwie. Pod koniec lipca podpisano wreszcie pakt 

trójstronny, na mocy którego Francja, Wieka Brytania i Związek Sowiecki zobowiązywały się 

do pomocy jednemu z zaatakowanych sygnatariuszy lub „państwu, którego jeden z 

sygnatariuszy zobowiązał się bronić”. Układ ten nigdy nie wszedł w życie — warunkiem tego 

było podpisanie specjalnej konwencji wojskowej, czego nigdy nie zrobiono. Zapewne pewien 

wpływ na to miało bardzo niechętne stanowisko polskiej dyplomacji z ministrem Beckiem na 

czele. Innym, być może najważniejszym powodem upadku tej koncepcji, była nie do końca 

szczera postawa Związku Sowieckiego. Przez cały bowiem czas dyplomacja sowiecka 

wysyłała czytelne sygnały do Berlina. Pierwszym było wspomniane przemówienie Stalina z 

10 marca, zapowiadające chęć współpracy „niezależnie od ustroju”. Nieco ponad miesiąc 

później — 17 kwietnia — sowiecki ambasador w Berlinie oświadczył, że „stosunki sowiecko-

niemieckie mogą ulec normalizacji”. Na początku maja strona sowiecka wykonała ruch 

bardzo czytelny — z funkcji komisarza spraw zagranicznych zwolniono Maksyma Litwinowa 

— zwolennika współpracy z Francją i Wielką Brytanią, w dodatku pochodzenia żydowskiego. 

Na jego miejsce powołał Stalin „Wielkorusa”, Wiaczesława Mołotowa. W połowie maja Kreml 

uspokajał Niemców, zaniepokojonych rokowaniami francusko-brytyjsko-sowieckimi, że 

ówczesne warunki nie dawały większych szans na osiągnięcie porozumienia. Na ostatnią 

dekadę maja przypadły sowieckie propozycje podjęcia negocjacji na temat ewentualności 

podpisania niemiecko-sowieckiego układu handlowego. III Rzesza odnosiła się do tych 

inicjatyw z dużą nieufnością, tym bardziej, iż toczyły się rozmowy opisane powyżej. Jednak 

rzeczywiście ocena sowiecka była trafna — przy istniejącej sytuacji niewiele wskazywało na 

ich pozytywny finał. Jeszcze w kwietniu i maju strona polska wyrażała głęboką nieufność 

wobec intencji sowieckich, natomiast styl negocjacji z lipca i sierpnia, gdy stronę sowiecką 

reprezentował Kliment Woroszyłow, obawy te musiał jedynie powiększać. Związek Sowiecki 

składał coraz to nowe żądania — na przykład przekazania Flocie Czerwonej łotewskich i 

estońskich baz na Bałtyku. Oczywiście godziło to w suwerenność państw nadbałtyckich i 

warunki takie nie mogły zostać zrealizowane — z czego w Moskwie zdawano sobie sprawę. 

Sowieci żądali również swobodnego przemarszu dla Armii Czerwonej przez terytorium 

Polski, co minister Beck stanowczo odrzucał. Moskwa prowadziła tę grę, myśląc 

równocześnie o kierunku niemieckim. Na początku sierpnia z Berlina popłynęła subtelna 

zachęta w stronę Moskwy — Ribbentrop zauważył, że nad Bałtykiem było wystarczająco 

dużo miejsca, by interesy Niemiec i ZSRS nie musiały się zderzyć. W połowie sierpnia obie 

strony na tyle dobrze rozpoznały swoje intencje, że można było przejść do konkretnych 

rozmów. Minister Ribbentrop już 14 sierpnia zaproponował swoją krótką wizytę w Moskwie w 

 

28

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

celu omówienia spraw interesujących oba państwa. W ciągu dwóch następnych dni Moskwa 

wyraziła zgodę, wyznaczając termin „ku 18 sierpnia”. O tym, jak bardzo Niemcom zależało 

na tej sprawie może świadczyć fakt, że 21 sierpnia Hitler w telegramie skierowanym 

bezpośrednio do Stalina nalegał na zgodę i na jak najszybszy przyjazd Ribbentropa do 

Moskwy. Zgodę taką wyrażono. Efektem tej gry stał się „układ Ribbentrop–Mołotow”, chociaż 

naprawdę była to umowa pomiędzy Hitlerem a Stalinem (ten ostatni zresztą uczestniczył we 

wszystkich najważniejszych spotkaniach). Podpisany 23 sierpnia układ stanowił oficjalny 

pakt o nieagresji. Dokument wyglądał z pozoru podobnie do innych tego typu porozumień 

podpisywanych przez ZSRS, jednak w kilku punktach bardzo się różnił. Inne porozumienia 

gwarantowały ZSRS prawo do natychmiastowego wypowiedzenia układu w wypadku 

napaści drugiego sygnatariusza na trzeciego. W pakcie Ribbentrop–Mołotow takiej klauzuli 

zabrakło, co było furtką, pozwalającą na uderzenie Niemiec na Polskę. Tajny protokół do 

tego układu nie pozostawiał już żadnych wątpliwości. Niemcy i ZSRS dzieliły się w Europie 

Środkowej strefami wpływów. Sowiecka strefa obejmowała Finlandię, Estonię, Łotwę  

i Besarabię na południu. Litwa wraz z Wileńszczyzną (która miała zostać włączona do 

państwa litewskiego) miały się znaleźć w niemieckiej strefie wpływu. W odniesieniu do Polski 

przewidywano podział jej terytoriów (rozbiór), którego rozgraniczenie miała wyznaczać  

w przybliżeniu linia rzek: Narew–Wisła–San. Należy stwierdzić, że zawarcie tego 

porozumienia oznaczało w praktyce rozpoczęcie wojny w ciągu kilku następnych dni.  

I rzeczywiście, pierwotny termin wykonania Fall Weiss (czyli uderzenia na Polskę) 

przewidziany był na 26 sierpnia. Jeszcze dnia poprzedniego w godzinach porannych Hitler 

buńczucznie mówił o „żywotnych interesach Rzeszy” i niemieckiej determinacji ich 

realizowania nawet środkami wojennymi, jednak kilka godzin później jego szyki zostały 

pokrzyżowane przez zawarcie sojuszu polsko-brytyjskiego, który uzmysławiał, że Wielka 

Brytania do wojny przystąpi. Poza tym Hitlera zaskoczyła postawa Włoch, które jakkolwiek 

opowiedziały się po stronie Rzeszy, jednak stały na stanowisku, iż nie mogły w sposób 

zdecydowany przystąpić do działań wojennych bez wydatnej pomocy niemieckiej. To już 

pachniało „zdradą włoską” z I wojny światowej.  

 

W tej sytuacji Hitler podjął decyzję o przesunięciu daty ataku na 1 września 1939 roku.  

W tym miejscu można przytoczyć interesujące wydarzenie. Otóż rozkaz o przesunięciu daty 

uderzenia dotarł do wszystkich jednostek niemieckich poza jedną, która z terenów Słowacji 

weszła na terytorium Rzeczpospolitej właśnie 26 sierpnia, twierdząc, że wojna się 

rozpoczęła. Została jednak szybko rozbrojona przez 21 Dywizję WP. Zwierzchnicy niemieccy 

wyjaśniali ten „przykry incydent” niepoczytalnością dowódcy inkryminowanego oddziału. 

 

 

29

background image

Polska pod rządami Józefa Piłsudskiego i jego następców 

 

30

Ostatnią próbę uratowania pokoju stanowiła propozycja podjęcia negocjacji z Niemcami, 

zgłoszona przez Becka 30 sierpnia. Była to oczywista gra na czas — tym bardziej, że 

wywiad polski dysponował dowodami, iż Sztab Generalny III Rzeszy byłby bardzo oporny 

wobec operacji, gdyby ta miała się zacząć po 2 września. Hitler nie dał się zwieść polskiej 

grze i w wieczornej odpowiedzi z 31 sierpnia wystosował warunki, które były absolutnie nie 

do przyjęcia dla strony polskiej. Niemcy wykorzystali też propagandowo własną prowokację 

opartą o sfingowany przez Abwehrę napad na radiostację w Gliwicach. 

 

Następnego dnia rozpoczęła się II wojna światowa. 


Document Outline