background image

Problem „zakłamania świata Bogiem”

Dr. Marek Głogoczowski

Casus ks. prof. Węcławskiego, czyli problem „zakłamania świata Bogiem”

Pod   koniec   stycznia   br.   otrzymałem,   dość   rozpowszechnioną   w   polskich   elektronicznych 
mediach, informację:

„Rewolta   w   Polskim   Kościele   Katolickim.   Wystąpienie   księdza   profesora   Tomasza 
Węcławskiego z kościoła katolickiego do niedawna ważnego duchownego, byłego rektora 
Arcybiskupiego   Seminarium   Duchownego   w   Poznaniu,   doradcy   watykańskiej 
Kongregacji Nauki Wiary.

Po   wnikliwych   badaniach   historii   pierwszych   wieków   chrześcijańskich   doszedł   on   do 
wniosku, że Jezus Chrystus nie był Bogiem, a wszystko, co opowiada Kościół, to po prostu 
nie ma żadnego sensu. W marcu ub. r. 2007 prof. Węcławski zrzucił sutannę, a tuż przed 
świętami   Bożego   Narodzenia   dokonał   formalnego   aktu   apostazji,   czyli   wystąpienia   z 
Kościoła.”

Ponieważ byłem akurat wtedy przejazdem w Warszawie, więc zapytałem o tę sprawę dość 
często   występującego   w   katolickiej   telewizji   „Trwam”   profesora   filozofii   Bogusława 
Wolniewicza, któremu chciałem zaprezentować mą najnowszą, podsumowującą mój dorobek 
filozoficzny,   książkę   pt.   „’Młot   na   Rozum’   liberalnej   demokracji”.   Prof.   Wolniewicz 
oczywiście o sprawie apostazji prof. Węcławskiego wiedział, ale ją zbagatelizował, twierdząc 
iż „zrobił to on dla poklasku”. Zupełnie inaczej zareagował na tę wiadomość mój kolega, 
warszawski prawnik, który przeczytawszy powyższą notkę stwierdził krótko „to nic nowego, 
przecież  i muzułmanie twierdzą, że Jezus był  tylko  człowiekiem,  a pomimo  to wierzą w 
Boga”. Ta banalna uwaga dezawuuje opinię, że prof. Węcławski odszedł od Kościoła „dla 
poklasku”. Gdzie jak gdzie, ale w Polsce (podobnie jak w USA, którego prof. Wolniewicz 
okazał   się   być   entuzjastą),   afiszowanie   się   z   poparciem   dla   „terrorystów   islamskich”   nie 
przysparza społecznego uznania. Zresztą i moi znajomi w Zakopanem, którzy o decyzji prof. 
Węcławskiego  czytali,  też  twierdzili,  że powody jego odejścia od Kościoła  były  głębsze, 
przypominali aferę związaną z pedofilią poznańskiego arcybiskupa Petza, w którego diecezji 
Tomasz Węcławski był rektorem seminarium duchownego.

Otrzymana internetowa notka precyzuje przyczyny nagłego zerwania z Kościołem jednego ze 
znamienitszych polskich teologów:

1

background image

„Jest niezwykle rzadkie zjawisko. Jeśli bowiem ksiądz odchodzi ze stanu kapłańskiego, to 
jednak z reguły pozostaje w kościele, nie porzuca wiary. Natomiast, prof. Węcławski uznał, iż 
musi postąpić inaczej. Wyrzekł się on wiary katolickiej, jednocześnie ogłaszając, że Jezus 
Chrystus nie był Bogiem, ale zwykłym człowiekiem, przywódcą religijnym i społecznym. Do 
wniosku takiego doszedł jako szef Pracowni Pytań Granicznych Uniwersytetu im. Adama 
Mickiewicza  w Poznaniu,  prowadząc badania w PPG dotyczące  źródeł  chrześcijaństwa – 
tego,   co   głosił   Jezus   Chrystus   swoim   uczniom   oraz   jak   ta   jego   spuścizna   została 
wykorzystana przez potomnych. Analizując źródła historyczne, filozoficzne, oraz teologiczne, 
wyciągnął z tego wnioski, że wszystko to, co leży u podstaw kościelnej doktryny, jest błędne i 
nie odpowiada prawdzie. Natomiast Chrystus niewiele dziś ma wspólnego z tym co głoszą 
kapłani wiernym. Jest to „wypaczenie” nauk Galilejczyka przez obecną hierarchię, ma ona 
źródło   w   pierwszych   wiekach   chrześcijaństwa,   kiedy   kościół   formował   swoje   pierwsze 
struktury.”

To też jest sprawa znana, zarówno filozofom jak i historykom Kościoła. Ja sam, około półtora 
roku   temu   na   konferencji   „Mut   zur   Ethik”   jaka   się   odbyła   w   austriackiej   miejscowości 
Feldkirch („Kościół polowy”), wygłosiłem referat na temat dwóch, zasadniczo rozbieżnych 
odmian chrystianizmu, chrześcijaństwa typu „L” („lewoskrętnego”), które dało ‘ideologiczny 
zaczyn’, w Polsce obecnie obecnie uznanej za zbrodniczą,  „dyktaturze  proletariatu”,  oraz 
chrześcijaństwa typu „P” („prawowitego”), którego idee stanęły u podstaw dominującej u nas 
obecnie,   anglosaskiej   „milczącej   tyranii   kretynów   oraz   idiotów”.   (Jak   się   niedawno 
dowiedziałem,   określenia   „kretyni   i   idioci”   użył   już   kilka   dekad   wcześniej   cybernetyk 
Barfflanty w swej „Teorii systemów”.)

Co   ciekawsze,   podobne   do   moich   (oraz   Węcławskiego   i   Barfflantego)   poglądy   były 
formułowane   już   uprzednio.   W   niedawno   czytanej   przeze   mnie,   w   wersji   internetowej, 
książce "Jews in Russia", pochodzący z Kijowa Andrei I. Diky przypomina znanego sto lat 
temu,   zarówno   w   Rosji   jak   i   w   reszcie   Europy,   publicystę   Aleksandra   Amfiteatrova, 
wypędzonego   przez   carat   z   Rosji   jeszcze   przed   Wielką   Proletariacką   Rewolucją.   Ten 
Amfiteatrov pisał:

„Paulińskie chrześcijaństwo pojawiło się na świecie jako system budowy (międzyklasowych) 
przymierzy, jako teoria i etyka systemu burżuazyjnego, podczas gdy żydostwo, ze wszystkimi 
jego   dziedzicznymi   podziałami   w   religii   i   filozofii,   pozostało   żywotne   aby   socjalizm   w 
świecie mógł się uratować ... w głosach Lassala, Marxa i w rewolucyjnych poczynaniach 
rosyjsko-żydowskich  przywódców  epoki wyzwolenia,  słyszymy  niezmienny krzyk  starych 
ebonitów  (tj. „biednych”),  grzmoty Izajasza, lamenty Jeremiasza,  szlachetne  równościowe 
utopie Galileusza oraz Jezusa.”

Dzisiaj   ten   „głos   Jezusa”   dochodzi   do   nas   przez   wypowiedzi   byłego   księdza   rektora, 
profesora Węcławskiego:

„Profesor   w   swoich   wykładach   podkreśla,   iż   „czynnik   społeczny   i   kulturowy   tamtych 
wydarzeń   (tzn.   początków   chrześcijaństwa)   pozostaje   często   niedoceniany,   natomiast 
przeceniane jest »bezpośrednie« „działanie Jezusa”. Odróżnia on chrześcijan od pierwszego 
„ruchu   Jezusa”   --   emanacji   pragnień   ubogiej   wiejskiej   ludności   ówczesnej   Galilei   –   od 
kościoła tworzonego przez jego uczniów (z zwłaszcza św. Pawła – M.G.). Chrześcijanie byli 
bowiem wyznacznikiem już innego zjawiska, mniej spontanicznego, przypominającego nie 
ruch   społeczny,   ale   „bardziej   zorganizowaną   i   stabilną,   zhierarchizowaną   społeczność 
religijną”. „To, co było w centrum orędzia Jezusa i jego ruchu: głoszenie królowania Boga, 

2

background image

schodzi na drugi plan, na pierwszy natomiast wysuwa się »chrystologia« - wizja Jezusa jako 
Mesjasza (Chrystusa), Syna Bożego, Pana wszystkich rzeczy i Zbawiciela wszystkich” – głosi 
prof.   Węcławski.   W   taki   sposób   przywódca   religijny   Jezus   został   przekształcony   przez 
potomnych  w Boga Jezusa. „Chrześcijaństwo zdominował obraz Boga inny i stosunkowo 
daleki od tych możliwości, które zapowiadała nowa religijność »ruchu Jezusa«” – stwierdza 
teolog.   Z   tego   pnia   wyrosły   wszystkie   obecne   kościoły   chrześcijańskie,   w   tym   kościół 
katolicki. Prof. Węcławski polemizuje z tezami jakoby kościół obecny został stworzony przez 
Jezusa. Taki kształt nadały mu kolejne pokolenia wiernych.”

Interesującym   jest,   że   obrazoburcze   opinie   profesora   Węcławskiego   nie   są   li   tylko 
„wyskokiem”  wśród pozornego monolitu  katolickiego,  wyższego  duchowieństwa. Jeden z 
moich doktoryzowanych kolegów z pracy, który kilka lat temu napisał książkę o filozofii 
księdza   profesora   Tischnera,   opowiadał   iż   według   tego,   zmarłego   przed   dziesięciu   laty 
przyjaciela Jana Pawła II „w najwyższych kręgach Kościoła twierdziło się, iż wewnątrz ich 
‘korporacji’ wierzącymi były co najwyżej trzy osoby, z których jedną był żyd Lewinas”. W 
tym kontekście, skrywanym przed katolicką publicznością, warto przypomnieć, że:

„Decyzja prof. Węcławskiego jest bardzo bolesna dla Kościoła katolickiego, jako że był 
on   jednym   z   najważniejszych   katolickich   teologów.   Jak   na   ironię   zakrawa   fakt,   że 
zasiadał w Międzynarodowej Komisji Teologicznej, czyli ciele doradczym watykańskiej 
Kongregacji   Nauki   i   Wiary   rządzonej   wtedy   przez   kardynała   Josepha   Ratzingera, 
obecnego papieża Benedykta XVI. Instytucja ta jest następczynią sławnej Inkwizycji, 
mająca   stać   na   straży   tradycyjnej   doktryny   kościelnej.   0kazuje   się   więc,   że   nawet 
strażnicy świętego ognia zaczynają wątpić w jego istnienie. Lepiej późno niż wcale.” 
(info J.Ł.)

O co zaś chodzi obecnemu papieżowi, to powiedział on, „między wierszami”, w czasie swego 
akademickiego wykładu w Regensburgu, półtora roku temu. Patrz załącznik rozpoczynający 
mą książkę, noszącą wiele tłumaczący nadtytuł „Studium dehellenizacji kultury Zachodu”.

M.G.Inny tekst:

Magda Hartman 

Węcławski: Jezus nie jest Bogiem, katolicyzm to fałsz

Publiczne   wyrzeczenie   się   Kościoła   katolickiego   przez   jednego   z   czołowych   katolickich 
teologów jest skandalem, który dopiero zaczyna się rozkręcać.

Stała się rzecz bezprecedensowa. Oto jeden z najwybitniejszych polskich chrystologów na 
drodze teologicznych  dociekań doszedł do wniosku, że wyłożona  w doktrynie  katolickiej 
teoria Jezusa Chrystusa jako jednej z osób Boga w Trójcy Jedynego jest nie do obrony.

Profesor   Tomasz   Węcławski   (55),   jak   zawsze   niezwykle   skromny   i   unikający   rozgłosu, 
powodów swej decyzji o wystąpieniu z Kościoła katolickiego każe szukać w swych ostatnich 
wykładach. Zatytułował je "Uniwersum wczesnych chrześcijan - rekonstrukcja i znaczenie 
krytyczne".   Omawia   w   nich   proces,   w   rezultacie   którego   obwołano   Jezusa   z   Nazaretu 
mesjaszem, a następnie - Bogiem.

3

background image

Dla Węcławskiego Jezus to radykalny reformator religijny, twórca millenarystycznego ruchu, 
głoszącego rychłe nadejście Królestwa Bożego. Jezus opiera swe nauki na dwóch filarach - 
niezwykle bliskiej relacji z Bogiem i przebudowie istniejącej hierarchii społeczno-religijnej.

Jezus   doznaje   jednak   porażki:   pada   ofiarą   oczekiwań   mesjanistycznych,   co   prowadzi   do 
odrzucenia przez elity i skazania na śmierć. Jednak najdotkliwsza, zdaniem Węcławskiego, 
klęska Jezusa dokonuje się już po ukrzyżowaniu - jest nią reinterpretacja jego klęski jako 
ofiary.

Klęska Jezusa dokonuje się w reinterpretacji jego własnej śmierci, a za nią także obrazu Boga 
nie w tym kierunku, który on sam wskazywał swoją postawą, słowami i działaniem, ale w 
kierunku przeniesienia i na niego samego, i na obraz Boga oczekiwań, które on sam albo 
wprost odrzucał, albo rozumiał gruntownie inaczej.

Innymi słowy Jezus to ofiara oczekiwań społecznych. Egzystencjalną wartość radykalnych 
impulsów   Jezusa   chrześcijaństwo   zaprzepaściło   poprzez   uniwersalizację.   Przekaz   Jezusa-
człowieka został zagubiony, gdy uznano go za Boga.

Tymczasem   według   Węcławskiego   zadaniem   człowieka   jest   naśladowanie   Jezusa   jako 
wyjątkowego człowieka, poprzez wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje życie. I to jest 
to, co ja skądinąd robię.

Tak kończy profesor Węcławski  swoje życie  w Kościele  katolickim,  dając dość wyraźne 
przesłanie - oczywiście mocno protestanckie w tonie.

Kościoły protestanckie już od dawna nie kładą wielkiego nacisku na boskość Jezusa - w 
tamtejszej  refleksji teologicznej  jest ona jakby drugorzędna. Naprawdę istotny jest Jezus-
człowiek,   człowiek   w   najwyższym   stopniu,   stanowiący   przykład   do   naśladowania   dla 
wszystkich   ludzi.   Do   podobnych   wniosków   doprowadziła   Węcławskiego   jego   osobista 
refleksja teologiczna, prowadzona, jak całe jego życie, z wielką uczciwością.

Wczorajszy tekst Artura Sporniaka w Tygodniku Powszechnym, będący pełnym szacunku 
przedstawieniem decyzji i poglądów Tomasza Węcławskiego, został natychmiast niezwykle 
ostro zaatakowany przez poznańską Kurię Metropolitalną.

Jej zdaniem tygodnik nie dość wyraźnie potępił poglądy Węcławskiego jako niezgodne z 
nauką   Kościoła.   Kuria   podkreśla   też,   że   Węcławski   został   ekskomunikowany,   a   więc 
obłożony kościelną klątwą. 

Apostazja profesora Węcławskiego, autora ponad 30 książek i postaci bardzo znaczącej w 
światowej   teologii,   jest   kolejnym   z   głośnych   odejść   wybitnych   duchownych   katolickich. 
Jednak ma wymiar krytyki systemowej, zaprzeczenia samym podstawom religii katolickiej.

Nie jest to instrumentalna krytyka Stanisława Obirka, znakomitego publicysty jezuickiego, 
który porzucił stan kapłański w odpowiedzi na liczne próby cenzurowania jego poglądów 
przez władze zakonne. Przypomnijmy, że Obirek nie bał się zadawać pytań.

Dlaczego w polskim Kościele błędów Kościoła nie wolno nazywać błędami i mówić o 
nich głośno?

4

background image

Czy rolą kobiet w polskim Kościele jest wyłącznie sprzątanie kościołów?

Dlaczego   dziwaczna,   niemająca   nic   wspólnego   z   katolicyzmem   koncepcja   Kościoła,   jaką 
proponuje ojciec Rydzyk i Radio Maryja, jest uznawana przez hierarchię?

Dlaczego pobożność maryjna jest uważana w Polsce za istotę chrześcijaństwa, podczas 
gdy nią nie jest?

Jednak   pytania   Obirka   wydają   się   mało   znaczące   wobec   pytań,   na   które   przecząco 
odpowiedział   sobie   profesor   Węcławski,   uznając   bezpodstawność   istnienia   Kościoła 
katolickiego.

Wiemy, jak rozpaczliwie pragnął pozostać katolikiem inny wielki teolog i wizjoner - Pierre 
Teillhard de Chardin. Nawet za cenę spójności swej myśli. Skończyło się to tym, że zmarł 
opuszczony i niezrozumiany, wyrzucając sobie własne intelektualne tchórzostwo.

Tomasz Węcławski tak nie chciał. Chciał być do końca uczciwy wobec drogi poszukiwania 
prawdy,   która   wiodła   go   od   święceń   kapłańskich   do   porzucenia   stanu   duchownego,   a 
następnie wyrzeczenia się katolicyzmu.

Taka konsekwecja i wierność samemu sobie na pewno godne są szacunku - nawet jeśli nie 
zgadzamy się ze stojącą za nimi teologią. 

Starszy tekst o Węcławskim:

Katarzyna Kolska 2004-05-07

Węcławski Tomasz

Zamiast na wygodnym łóżku w luksusowym hotelu woli spać w stogu siana, w starej szopie 
albo pod gołym niebem. Potrafi całymi dniami nic nie jeść, ale gdy wybiera się w długą 
podróż, ma przy sobie zawsze żelazne rezerwy - marcepan. O sobie mówi niewiele i raczej 
niechętnie.   Nie   lubi   szumu   i   rozgłosu   wokół   własnej   osoby.   Nie   goni   za   kościelnymi 
godnościami - przeciwnie, nawet odmawia ich przyjęcia. Inni o nim mówią, używając słów 
wielkich,   i   nie   jest   to   okolicznościowa   laurka   na   cześć   bohatera,   który   odbierze   dziś   w 
Krakowie   Nagrodę   im.   ks.   prof.   Józefa   Tischnera,   przyznawaną   od   kilku   lat   przez 
wydawnictwo Znak.

Ma 52 lata.  Był  już: wikarym,  sekretarzem abpa Jerzego Stroby,  prorektorem i rektorem 
Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu, dziekanem Wydziału Teologicznego 
UAM.   Jest   prodziekanem,   naukowcem,   autorem   książek,   tłumaczem,   niezwykle 
zapracowanym  człowiekiem.  Gigantem  - taką  nagrodę, przyznawaną  za wielkopolski  styl 
pracy   otrzymał   dwa   lata   temu   od   naszej   "Gazety".   Nauczycielem,   który   ze   swoimi 
najwierniejszymi   uczniami   spotyka   się   od   lat   na   nieformalnych   seminariach.   Przede 
wszystkim jest jednak księdzem - za kilkanaście dni obchodzić będzie 25. rocznicę święceń 
kapłańskich.

Jako   mały   chłopak   miał   w   ogrodzie   własne   obserwatorium   astronomiczne   i   sam   zrobił 
zwierciadła do teleskopów. - Pamiętam jak oglądaliśmy przez lunetę pierścienie Saturna. Nie 
mieściło mi się wtedy w głowie, że Tomek sam potrafił coś takiego zrobić - wspomina jego 

5

background image

koleżanka   z   podstawówki.   A   Tomek   prowadził   poważne   obserwacje   plam   słonecznych   i 
wyniki przesyłał do jednego ze znanych astronomów we Wrocławiu. Obserwatorium stało się 
źródłem  kłopotów:  pewnego  dnia   w   domu   Węcławskich  pojawiła  się   SB  przekonana,  że 
prowadzą działalność szpiegowską.

W   liceum   Tomasz   skonstruował   mechaniczną   maszynę   liczącą.   Na   II   roku   teologii   w 
Seminarium   Duchownym   przetłumaczył   na   polski   jedną   z   ksiąg   Starego   Testamentu,   co 
uznano za kpinę. Bo nikomu nie mieściło się w głowie, że kleryk może przetłumaczyć Pismo 
Święte. Gdy inni zgłębiali, z mniejszym lub większym wysiłkiem, tajniki teologii i filozofii, 
on czytał dzieła wybitnego niemieckiego teologa Karla Rahnera w oryginale. Zna też wiele 
innych  języków:   łacinę,   grekę,  francuski,  angielski,  włoski.  I czeski,   którego  nauczył  się 
zupełnie   sam.   Jeszcze   w   seminarium   przetłumaczył   na   ten   język   "Dogmatykę"   ks. 
Wincentego Granata na prośbę podziemnego kościoła w Czechosłowacji.

Jako dziekan Wydziału Teologicznego sam napisał program komputerowy do układania planu 
zajęć.   Bo   komputery   to   jego   konik.   Ze   swoim   palmtopem   nie   rozstaje   się   -   ma   w   nim 
wszystko.  Pisze w metrze,  samolocie,  samochodzie,  na konferencjach. - Gdy przejmował 
obowiązki  dziekana,  zastał  na wydziale  jedną elektryczną  maszynę  do pisania.  Dziś  nasz 
wydział jest chyba jednym z najlepiej skomputeryzowanych na UAM - ocenia ks. prof. Adam 
Przybecki. - I gdy jakiś komputer się zepsuł, to on jako pierwszy zabierał się za naprawianie.

Nim wstąpił do seminarium, przez dwa lata studiował na Politechnice Poznańskiej. Może 
dlatego już jako rektor seminarium budował razem z klerykami drogę. Potrafił chwycić za 
kilof i walić nim przez kilka godzin w sufit czytelni wydziałowej, z którego ciekła woda. A 
gdy był wikarym w Pniewach, to wdrapał się na kościelną wieżę i naprawił nieczynny od 
wielu lat zegar.

Zdystansowany,   pozornie   nieprzystępny   -   przed   laty   w   seminarium   przylgnął   do   niego 
przydomek  "Suchy". Do dziś trudno ocenić, czy to z racji osobowości, czy ascetycznego 
wyglądu. Bo ks. Profesor prawie nic nie je. No, może poza wieczornym ciepłym posiłkiem, 
który sam sobie przygotowuje. Jego zdolności kulinarne, zwłaszcza w zakresie serwowania 
potraw kuchni włoskiej, są dla wielu zaskoczeniem. Niektórzy też zachodzą w głowę, skąd 
taki drobny, wręcz wątły człowiek czerpie siły do długodystansowych wypraw rowerowych. 
Rower to jego wielka pasja. Przejechał na nim całą Europę. W niektóre miejsca, zwłaszcza we 
Włoszech i Francji, wraca wielokrotnie. - Potrafię niemal wskazać, gdzie, na którym odcinku 
są dziury w asfalcie. Niektórzy go poznają i serdecznie witają, ot choćby, jak pewna włoska 
barmanka, która ilekroć go widzi, zawsze mówi: ja to bym umarła, gdybym przejechała na 
rowerze 20 km. On potrafi dziennie przejechać nawet ok. 170-190 km. Najdłuższa trasa, jaką 
pokonał   bez   wolnych   dni,   to   6700   km.   Ma   przy   sobie   niewielki   bagaż   -   tylko 
najpotrzebniejsze rzeczy. I marcepan - na wszelki wypadek, gdyby nie miał co zjeść. Nocuje, 
gdzie   popadnie:   w   starych   szopach,   stogach   siana,   pod   gołym   niebem.   -   To   nie   z 
oszczędności, to taka zabawa - mówi otwarcie. - Ilekroć przekracza włoską granicę, nuci 
sobie pod nosem hymn włoski - zdradza jeden z jego znajomych. Zawsze jeździ sam. To, jak 
tłumaczy, okazja, by wciąż spotykać nowych ludzi.

- Jest człowiekiem genialnym - mówi o nim obecny dziekan Wydziału Teologicznego UAM 
ks.   prof.   Paweł   Bortkiewicz.   -   To   jeden   z   najwybitniejszych   i   najbardziej   oryginalnych 
polskich teologów - dodaje Jarosław Gowin, redaktor naczelny miesięcznika Znak. - Ani 
sekundy   nie   traci   na   rzeczy   nieważne   -   mówi   prof.   Wojciech   Cellary   z   Akademii 
Ekonomicznej, który wspólnie z ks. prof. Węcławskim  i ks. prof. Bortkiewiczem  napisał 

6

background image

niedawno książkę "Rzeczywistość wirtualna". - Uparty. I ten upór buduje jego sukces - ocenia 
ks. Feliks Lenort. To m.in. dzięki jego uporowi Wydział Teologiczny został włączony w 
struktury Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Bezkompromisowy: był jedną z osób zaangażowanych w sprawę abpa Juliusza Paetza. Ks. 
prof. Węcławski, pewny dowodów, którymi dysponował, powiedział o tym publicznie. Wiele 
osób w Kościele miało mu to za złe. Na pewno nie było wśród nich poznańskich kleryków.

Biografia Księdza Węcławskiego

Tomasz  Węcławski  urodził   się  w   1952  w   Poznaniu.   W  1973   roku,  po  dwóch   latach 
studiów   na   Politechnice   Poznańskiej   wstąpił   do   Arcybiskupiego   Seminarium 
Duchownego w tym mieście. Święcenia kapłańskie przyjął w 1979 roku. Na początku lat 
80.   Studiował   na   Papieskim   Uniwersytecie   Gregoriańskim,   gdzie   obronił   doktorat   z 
teologii. Habilitację otrzymał na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie.

W latach 1989-1996 był rektorem poznańskiego seminarium duchownego. W roku 1996 
został dziekanem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu. Przyczynił się do 
włączenia w 1998 roku PWT jako wydziału  teologicznego  w struktury Uniwersytetu 
Adama Mickiewicza. Do 31 sierpnia 2002 roku był dziekanem tego wydziału. W latach 
1997-2002 był członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Rzymie a w 2003-
2006   był   członkiem   Komisji   Nauk   Teologicznych   PAN   i   prezydium   Fundacji 
Guardiniego w Berlinie.

Jako jeden z nielicznych księży zdecydowanie mówił w 2000 r. o winie abp. Juliusza 
Paetza, gdy hierarsze zarzucono molestowanie seksualne kleryków i księży.

W   deklaracji,   w   której   9   marca   ub.   r.   ks.   Węcławski   informował   o   wystąpieniu   z 
kapłaństwa czytamy m.in.: "Po wieloletnim i gruntownym zastanowieniu doszedłem do 
przekonania, że z racji sumienia nie powinienem już w moim działaniu reprezentować 
instytucji   i   wspólnoty   kościelnej".   Zgodnie   z   Kodeksem   Prawa   Kanonicznego 
porzucenie   kapłaństwa   jest   równoznaczne   z   końcem   tzw.   misji   kanonicznej.   Ksiądz 
Węcławski nie może, więc już prowadzić wykładów na Wydziale Teologicznym UAM, 
którego przez wiele lat był dziekanem. Nadal kieruje natomiast powołaną przez siebie w 
2006 roku pozawydziałową Pracownią Pytań Granicznych.

21 grudnia 2007 roku w obecności proboszcza parafii zamieszkania i dwóch świadków, 
Tomasz Węcławski dokonał aktu apostazji, czyli odstępstwa od Kościoła katolickiego. 

O najgłośniejszych w ostatnich latach wystąpień z kapłaństwa należało odejście jezuity 
Stanisława Obirka oraz dominikanina Tadeusza Bartosia.

Tomasz   Węcławski   ma   na   swoim   koncie   ponad   30   publikacji   naukowych,   m.in. 
"Królowanie   Boga".   Tłumaczył   też   utwory   Karla   Capka   i   napisał   "Ewangelię   dla 
dzieci".

7