background image

 

 

Waluty niezależne 

 

Autor: Friedrich A. von Hayek 

Tłumaczenie: Marcin Zieliński 
 

Fragment książki Pieniądz i kryzysy Friedricha von Hayeka, którą można nabyć w 

formie 

papierowej

 lub 

elektronicznej

. 

 

1. Stabilizacja wewnętrzna a międzynarodowe przesunięcia popytu 

Jeśli kursy wymiany walut różnych krajów są elastyczne, to konsekwencje 

tych  zmian,  które  w wypadku  systemu  międzynarodowego  doprowadziłyby  do 
przepływu pieniądza z kraju do kraju, będą zależeć od stosowanej w tych krajach 

polityki  pieniężnej.  Zanim  więc  cokolwiek  powiemy  o tych  konsekwencjach, 
musimy  przyjrzeć  się  celom,  do  których  ma  zmierzać  polityka  pieniężna 

w krajach  stosujących  standard  waluty  niezależnej.  Od  razu  pojawia  się  tutaj 
pytanie,  czy  da  się  uzasadnić  przyjęcie  którejkolwiek  z zasad,  według  których 

powinien  być  regulowany  obieg  w systemie  zamkniętym,  przez  kraj  lub  region 

z niezależną walutą, stanowiące część światowego systemu gospodarczego. 

Oczywiste  powinno  być,  że  polityka  stabilizacji,  dotycząca  ogólnego 

poziomu  cen  bądź  ogólnego  poziomu  dochodów  pieniężnych,  wygląda  inaczej 
w wypadku systemu zamkniętego, inaczej zaś w wypadku osobnych regionów, na 

które system może być podzielony mniej lub bardziej umownie. W rzeczywistości 
jednak  zwolennicy  doktryny  nacjonalizmu  monetarnego  ignorują  ten  problem 

i zakładają  po  prostu,  że  kryteria  poprawności  polityki  pieniężnej,  które  można 
zastosować  do  systemu  zamkniętego,  są  również  odpowiednie  w odniesieniu  do 

pojedynczego kraju. Później rozważymy wiążące się z tym problemy teoretyczne. 

W tej  chwili  jednakże  musimy  się  ograniczyć  do  zbadania  funkcjonowania 
mechanizmu,  który  służy  powstaniu  względnych  zmian  wartości  całkowitych 

zasobów pieniądza poszczególnych krajów, kiedy każdy z tych krajów niezależnie 
od innych dąży do stabilizowania krajowego poziomu cen, strumienia dochodów 

lub  czegokolwiek  innego,  bez  względu  na  swoją  pozycję  w systemie 
międzynarodowym. 

background image

 

 

Najczęściej  poruszany  podczas  debat  z ostatnich  lat  był  przykład  — 

przedstawiający  zapewne  sytuację  Anglii  i Stanów  Zjednoczonych  —  dwóch 

krajów  o różnym  tempie  rozwoju  technologicznego,  przez  co  w jednym  z nich 
koszty  produkcji  będą  spadać  szybciej  niż  w drugim.  W systemie  stałego  kursu 

oznaczałoby  to,  że  ceny  niektórych  produktów  wytwarzanych  w obu  krajach 
mogłyby spadać szybciej od kosztów ich wytworzenia w kraju, w którym postęp 

technologiczny 

byłby 

wolniejszy, 

a w konsekwencji 

konieczne 

byłoby 

zredukowanie  tam  kosztów  przez  obniżenie  płac  itd.  Główną  zaletą  systemu 

elastycznego  kursu  miałoby  być  to,  że  można  by  w takim  wypadku  uniknąć 

obniżki  płac  i przywrócić  równowagę  przez  zmniejszenie  wartości  pieniądza 
w jednym kraju względem jego wartości w drugim. 

Musimy  jednak  pamiętać,  że  argument  ten  jest  przedstawiany 

w kategoriach wartości przeciętnych, a więc w kategoriach ogólnego poziomu cen 

i płac.  Zmiana  poziomu  cen  lub  kosztów  w jednym  kraju  w stosunku  do  ich 
poziomu w kraju drugim oznacza, że wskutek zmian kosztów względnych pozycja 

konkurencyjna  branży  lub  grupy  branż  w którymś  z krajów  pogorszyła  się. 
Innymi  słowy,  niższe  ceny  w danym  kraju  sprawią,  że  popyt  się  do  niego 

przesunie  z tego  drugiego.  Przypadek  ten  jest  zatem  bardzo  podobny  do 

przypadku omawianego w poprzednim wykładzie, toteż warto będzie go omówić 
w tych  samych  kategoriach.  Najpierw  zatem  zbadamy  skutki  przesunięcia  się 

popytu, gdy kursy walutowe mogą się zmieniać, a władze monetarne obu krajów 
dążą  do  ustabilizowania  albo  krajowego  poziomu  cen,  albo  —  co  z naszego 

punktu  widzenia  w dużej  mierze  sprowadza  się  do  tego  samego  —  wolumenu 
efektywnego strumienia pieniądza. Jedynie sporadycznie, gdy będą się pojawiać 

istotne  różnice,  odwołam  się  do  wypadku  przesunięć  popytu  wynikających 
z nierównego rozwoju technologicznego. 

Oczywiście  nie  można  za  pomocą  narzędzi  polityki  pieniężnej  zapobiec 

spadkowi  ceny  produktu  bezpośrednio  dotkniętego  przez  zmianę  względem  cen 
pozostałych  dóbr  w danym  kraju  ani  też  odpowiadającemu  mu  wzrostowi 

w drugim  kraju

1

.  Nie  można  też  zapobiec  stopniowemu  rozprzestrzenianiu  się 

zmian  dochodów.  Można  jedynie  zapobiec  zmianom całkowitego strumienia 

                                                             

1

 Kiedy przesunięcie popytu wynika z redukcji kosztów i będącego jej następstwem spadku cen w jednym kraju, 

to będziemy mieć tutaj do czynienia ze wzrostem względnym i zaledwie częściowo równoważącym ten spadek 
ceny  produktu  finalnego,  co  jednak  może  doprowadzić  do  faktycznego  wzrostu  cen  czynników 
wykorzystywanych do jego produkcji. 

background image

 

 
pieniądza  w kraju,  to  znaczy  wprowadzić  równoważące  zmiany  pozostałych  cen 
w taki  sposób,  by  poziom  cen  pozostał  stały.  Na  tym  założeniu  oprzemy  tu 

rozważania.  Dla  uproszczenia  zakładam  również,  że  od  początku  istnieje  stan 
pełnego zatrudnienia. 

  

2. Sytuacja kraju o ujemnym bilansie płatniczym 

Dogodne  będzie  skupienie  się  najpierw  na  sytuacji  w kraju,  w którym 

popyt  maleje  i z którego  w międzynarodowym  systemie  monetarnym  nastąpiłby 

w konsekwencji odpływ pieniądza. Jednak w tym wypadku odpływ pieniądza jest 

niemożliwy. Ponadto sprzeczna z intencjami władz monetarnych byłaby wymiana 
dodatkowych  ilości  waluty  zagranicznej  na  pieniądz  krajowy  i wycofanie  tak 

uzyskanego  pieniądza  krajowego.  Władze  monetarne  mogą  utrzymywać  pewne 
rezerwy  waluty  zagranicznej  w celu  wyrównywania  chwilowych  wahań  kursów 

walutowych.  Jednak  nie  ma  sensu  wykorzystywanie  tych  rezerw  w wypadku 
trwałych  zmian.  Możemy  zatem  pominąć  kwestię  istnienia  tych  rezerw 

i prowadzić  analizę  opartą  na  założeniu,  że  wszelkie  płatności  zewnętrzne  mogą 
być pokryte jedynie z bieżących wpływów z zagranicy. 

Gdy  przyjmie  się  takie  założenie,  stanie  się  oczywiste,  że  bezpośrednim 

skutkiem ujemnego bilansu płatniczego będzie wzrost kursu waluty zagranicznej. 
Jednak importerzy prawdopodobnie nie wydadzą w całości kwoty, którą wydawali 

dotychczas,  by  nabyć  mniejszą  podaż  waluty  zagranicznej,  ponieważ  z powodu 
wyższych  cen  importowanych dóbr  część pieniądza  do  tej  pory  wydawanego  na 

owe  dobra  przypuszczalnie  zostanie  przeznaczona  na  zakup  ich  krajowych 
substytutów

2

. Niewykluczone zatem, że kurs waluty zagranicznej wzrośnie mniej 

niż  proporcjonalnie  do  spadku  jej  podaży.  Jednak  dzięki  możliwości  sprzedaży 
waluty  zagranicznej  po  wyższym  kursie  eksporterzy  otrzymają  większe  ilości 

waluty  krajowej.  Dla  eksporterów  dóbr,  na  których  sprzedaż  za  granicę 

wspomniana  zmiana  pierwotna  nie  miała  negatywnego  wpływu,  będzie  to 
oznaczać korzyść netto, gdyż ceny ich produktów wzrosną w kategoriach waluty 

krajowej.  Z kolei  eksporterzy  tych  dóbr,  których  ceny  wyrażone  w walucie 
zagranicznej  spadają,  zauważą,  że  za  każdy  sprzedany  produkt  otrzymują 

                                                             

2

  Naszą  analizę  opieramy  tu  na  założeniu,  że  popyt  jest  elastyczny,  co  oznacza,  że  suma  wydatków  na  dobra 

zmniejszy  się,  gdy  ich  ceny  wzrosną,  i na  odwrót.  Uwzględnienie  sytuacji,  w której  popyt  jest  nieelastyczny, 
doprowadziłoby jedynie do nadmiernego wydłużenia analizy i nie wpłynęło w żaden sposób na wnioski. 

background image

 

 
większą ilość waluty krajowej niż przed jej deprecjacją, choć nie aż tak dużą jak 
przed zmianą pierwotną. 

Jednak  wpływ  wzrostu  kursu  walutowego  na  ceny  względne  wyrażone 

w walucie  krajowej  będzie  jedynie  tymczasowy.  Względne  koszty  wytworzenia 

różnych  ilości  dóbr  nie  zmieniły  się  i mało  prawdopodobne  jest,  że  będą  wciąż 
produkowane w dotychczasowych ilościach, skoro zmieniły się ich ceny. Ponadto 

nie  zanikną  wcale  zmiany  kierunku  strumienia  pieniądza  spowodowane  przez 
wzrost  kursu  walutowego.  Więcej  pieniędzy  wydaje  się  teraz  na  dobra  krajowe, 

co  wraz  ze  wzrostem  rentowności  w tych  branżach  eksportowych,  które  nie 

ucierpiały  wskutek  zmiany  pierwotnej,  doprowadzi  do  wzrostu  cen  niemal 
wszystkich  dóbr.  Wyjątkiem  będą jedynie  ceny  tych  dóbr,  na  które  spadł  popyt 

branż,  które  doznały  negatywnego  wpływu  zmiany  pierwotnej,  a także  osób 
osiągających w tych branżach dochód. 

Wygląda  więc  na  to,  że  argumenty  za  deprecjacją  waluty  w takich 

przypadkach  wynikają  z nadmiernie  uproszczonej  wizji  funkcjonowania 

mechanizmu cenowego. Opierają się one na założeniu (stanowiącym w znacznej 
mierze  podwaliny  klasycznej  analizy  tych  problemów),  że  ceny  względne 

w każdym  kraju  są  determinowane  wyłącznie  przez  (niezmienne)  koszty 

względne. W takiej sytuacji do przywrócenia równowagi wystarczałby oczywiście 
proporcjonalny  spadek  wszystkich  cen  w danym  kraju  w stosunku  do  cen 

w krajach  pozostałych.  Jednak  w rzeczywistości  —  konieczne  z powodu 
wystąpienia  zmiany  pierwotnej  —  zmiany  względnych  ilości  dóbr  wytwarzanych 

przez poszczególne branże muszą zostać wywołane przez zmiany względnych cen 
i względnych dochodów poszczególnych krajowych czynników produkcji. 

Nawet bez złożonej  i szczegółowej analizy  da się dostrzec, że deprecjacja 

może  ostatecznie  doprowadzić  jedynie  do  sytuacji,  w której  zamiast  pełnego 

spadku  cen  i dochodów  w branży  dotkniętej  przez  zmianę  pierwotną,  będzie 

konieczny  —  w celu  przywrócenia  relacji  odpowiadających  strukturze  kosztów 
i wymaganemu teraz względnemu wolumenowi produkcji  — wzrost wielu innych 

cen  i dochodów.  Pomijając  już  kwestię  absolutnej  wysokości  cen,  ostateczne 
relacje  nie  będą  takie  same  jak  w wypadku  stałego  kursu  wymiany,  ponieważ 

proces przejściowy, w trakcie którego poszczególne zyski i straty będą wywierać 
wpływ  na  ostateczną  sytuację,  przybierze  zupełnie  inny  charakter.  Można 

powiedzieć, przemilczając mniej istotne różnice, że ogólnie rzecz biorąc, te same 

background image

 

 
zmiany cen względnych, które w systemie stałych kursów wynikałyby ze spadku 
cen  w branży  bezpośrednio  dotkniętej,  teraz  będą  się  dokonywać  za  sprawą 

odpowiedniego wzrostu wszystkich pozostałych cen. 

Dwie kwestie wymagają jednak szczególnej uwagi. Po pierwsze, nie można 

w ten  sposób  odwrócić  zmniejszenia  się  przewagi  komparatywnej  branży 
eksportowej,  która  ucierpiała  wskutek  zmiany  pierwotnej,  a zatem  nieunikniony 

jest  pewien  spadek  produkcji  w tej  branży.  Po  drugie,  przynajmniej  pod 
niektórymi  względami  proces  wywołujący  wzrost  cen  będzie  miał  charakter 

zdecydowanie  inflacyjny.  Wynika  to  zarówno  z tego,  że  niektóre  branże  staną 

się tymczasowo bardziej  rentowne,  co  będzie  dla  nich  bodźcem  do  zwiększenia 
produkcji  (jednak  ich  rozwój  zostanie  wkrótce  zatrzymany,  a nawet  odwrócony 

z powodu  wzrostu  kosztów),  jak  i z tego,  że  część  zasobów  gotówkowych 
uwolnionych  przez  importerów  trafi  wskutek  spłaty  pożyczek  do banków.  Dzięki 

temu  banki  będą  mogły  zwiększyć  ilość  udzielanych  kredytów  i aby  zachęcić 
pożyczkobiorców, zaoferują im lepsze warunki. Będzie to jednak zjawisko jedynie 

okresowe,  ponieważ  kiedy  koszty  zaczną  rosnąć,  okaże  się,  że  brakuje 
dostatecznej  ilości  funduszy  na  sfinansowanie  inwestycji.  W tym  sensie  skutki 

redystrybucji  pieniądza  będą  samoodwracalne,  co  jest  typową  cechą  zakłóceń 

monetarnych.  Tak  oto  nasuwa  się  pytanie,  czym  jest  inflacja  bądź  deflacja  na 
terenie  danego  kraju.  Zanim  jednak  będziemy  mogli  na  nie  odpowiedzieć, 

musimy  zbadać,  jak  będzie  wyglądała  sytuacja  w kraju,  który  na  zmianie 
zyskuje. 

  

3. Sytuacja kraju o dodatnim bilansie płatniczym 

Załóżmy  na  początek,  że  również  tutaj  władze  monetarne  dążą  do 

ustabilizowania poziomu cen i strumienia dochodów. Branża, która bezpośrednio 

korzysta  na  przesunięciu  popytu,  odkryje  wkrótce,  że  z powodu  spadku  kursu 

waluty  zagranicznej  wzrost  jej  wpływów  wyrażonych  w walucie  krajowej  nie 
będzie  aż  tak  duży,  by  odpowiadać  wzrostowi  sprzedaży  w kategoriach  waluty 

zagranicznej,  a wpływy  pozostałych  branż  eksportowych  spadną.  Ceny  będą 
musiały obniżyć branże produkujące na rynek krajowy i konkurujące z importem, 

który w kategoriach waluty krajowej jest teraz tańszy. W konsekwencji dochody 
tych branż spadną. A więc jeśli w danym kraju utrzymuje się stałą ilość pieniądza 

albo stały poziom cen, to wzrost zagregowanej wartości produktów jednej branży 

background image

 

 
w wyniku  zmiany  międzynarodowego  popytu  oznaczać  będzie,  że  ceny 
produktów  pozostałych  branż  będą  musiały  odpowiednio  spaść.  Innymi  słowy, 

spadek  cen,  który  w systemie  stałych  kursów  nastąpiłby  w branży  tego  kraju, 
w którym popyt zmalał, w systemie walut niezależnych i stabilizacji wewnętrznej 

zajdzie  również  częściowo  w kraju,  w którym  popyt  wzrósł,  i w branżach,  na 
które przesunięcie popytu nie miało bezpośredniego wpływu. 

Tak  przynajmniej  musiałoby  się  stać,  gdyby  zasada  stabilizacji 

wewnętrznej  była  konsekwentnie  stosowana.  Oczywiście,  jest  to  jednak  wysoce 

nieprawdopodobne.  Bardzo  możliwe,  że  aby  zneutralizować  skutki  dotkliwego 

spadku  cen  w jednej  branży,  pozwoli  się  na  wzrost  wszystkich  pozostałych  cen 
w kraju.  Jednak  znacznie  mniej  prawdopodobna  jest  sytuacja,  kiedy  w celu 

zrównoważenia  wzrostu  cen  produktów  jednej  branży,  wynikającego  ze 
zwiększenia  się  popytu  międzynarodowego,  pozwala  się  na  spadek  cen 

w pozostałych  branżach.  Trudno  mi  sobie  wyobrazić,  że  prezes  banku 
centralnego  wyjaśnia,  iż  musi  uprawiać  politykę  prowadzącą  do  spadku  cen 

w wielu  branżach  krajowych,  gdyż  zwiększenie  się  popytu  międzynarodowego 
doprowadziło do wzrostu cen w ważnej branży eksportowej. Rzecz jasna wiemy, 

co by się z nim wtedy stało. 

Przyjmując  bardziej  realistyczny  punkt  widzenia,  nie  możemy  mieć 

wątpliwości,  jakie  działania  zostaną  podjęte  w takiej  sytuacji.  Podczas  gdy 

w kraju,  w którym  w konsekwencji  zmian  międzynarodowego  popytu  niektóre 
ceny zaczną spadać, będzie się dążyć do utrzymania stabilnego poziomu cen, to 

z pewnością  pozwoli  się  na  jego  wzrost  w kraju,  który  na  tej  zmianie  popytu 
skorzysta. Nietrudno dostrzec, jakie byłyby konsekwencje, gdyby wszystkie kraje 

na  świecie  opierały  swoje  działania  na  tej  zasadzie.  Oznaczałoby  to,  że  ceny 
stabilizowano by jedynie w tym regionie, w którym w porównaniu z resztą świata 

obniżyłyby  się  najbardziej,  a wszelkie  dalsze  dostosowania  dokonywałyby  się 

poprzez  odpowiednie  wzrosty  cen  w pozostałych  krajach.  Gdyby  świat  został 
podzielony  na  odpowiednią  liczbę  bardzo  małych  i niezależnych  od  siebie 

obszarów  walutowych,  to  możliwości  inflacji  byłyby  naprawdę  ogromne.  A jeśli 
zasada ta zostałaby już przyjęta, to dlaczego mielibyśmy się ograniczać jedynie 

do przeciętnych cen w poszczególnych krajach? Czy nie można by równie dobrze 
uzasadnić  twierdzenia,  że  nie  wolno  dopuścić  do  spadku  ceny  żadnego  towaru 

i należy tak zarządzać podażą pieniądza na świecie, by stabilizować cenę towaru, 

background image

 

 
która obniżyłaby się najbardziej w porównaniu z cenami innych dóbr, i pozwalać 
na odpowiedni wzrost cen wszystkich pozostałych dóbr? Przypomnijmy sobie na 

przykład, co się stało kilkanaście lat temu z cenami kauczuku

3

, by pojąć, że taka 

polityka 

może 

przerosnąć 

oczekiwania 

nawet 

najbardziej 

szalonych 

inflacjonistów.  Być  może  jest  to  skrajny  przykład.  Gdyby  jednak  zasada  ta 
została  już  wprowadzona  w życie,  to  trudno  wyobrazić  sobie,  w jaki  sposób 

można by ją „rozsądnie” ograniczyć, a nawet zdefiniować te „rozsądne” granice. 

  

4. Przyczyny niedawnego rozwoju doktryny nacjonalizmu monetarnego 

Pomińmy  kwestię  niemożności  prowadzenia  polityki  stabilizacji  w krajach, 

w których przy stałych kursach wymiany poziom cen by rósł, a także w krajach, 

w których  by  spadał.  Załóżmy,  że  w krajach,  które  korzystają  na  wzroście 
popytu,  ceny  pozostałych  dóbr  byłyby  obniżane,  aby  zachować  stabilność 

krajowego poziomu cen, a w krajach, w których popyt maleje, podejmowano by 
działania odwrotne. Jakie jest uzasadnienie polityki stabilizacji wewnętrznej i jej 

znaczenie? 

Trudno  znaleźć  wyrażone  wprost  argumenty  teoretyczne  za  stabilizacją 

wewnętrzną.  Zazwyczaj  po  prostu  przyjmuje  się  za  oczywiste,  że  rozwiązania 

pożądane  w systemie  zamkniętym  muszą  okazać  się  również  korzystne 
w odniesieniu  do  obszarów  narodowych.  Z tego  powodu  powinniśmy  prześledzić 

procesy  historyczne,  które  przyczyniły  się  do  popularności  tego  poglądu,  zanim 
zbadamy  jego  teoretyczne  uzasadnienie.  Trudno  mieć  wątpliwości,  że  jego 

dominacja  wiąże  się  bezpośrednio  z pojawieniem  się  w latach  1925–1931 
szczególnych  trudności  w angielskiej  polityce  pieniężnej.  W tym  stosunkowo 

krótkim  okresie  powojennym,  kiedy  w Wielkiej  Brytanii  obowiązywał  standard 
złota,  wystąpiły  problemy  wynikające  z przewartościowania  funta.  Wbrew 

naukom  ekonomii  „ortodoksyjnej”  —  przecież  już  sto  lat  wcześniej  Ricardo 

wyraźnie  stwierdził,  że  „nigdy  by  nie  doradził  rządowi  przywrócenia  według 
parytetu waluty zdeprecjonowanej o 30 procent”

4

 — w 1925 roku powrócono do 

dawnego  kursu  waluty  brytyjskiej.  Aby  przywrócić  równowagę,  konieczne  stało 
się więc obniżenie wszystkich cen i kosztów proporcjonalnie do wzrostu wartości 

                                                             

3

  Chodzi  tutaj  o plan  Stevensona  realizowany  w latach  1924–1928  przez  rząd  brytyjski;  celem  planu  było 

podniesienie niskich po I wojnie światowej cen kauczuku przez ograniczenie jego podaży (przyp. tłum.). 

4

 W liście do Johna Wheatleya z 18 września 1821 roku, opublikowanym w Letters of David Ricardo to Hutches 

Trower and Others, J. Bonar i J. Hollander (red.), Oxford 1899, s. 160. 

background image

 

 
funta.  Proces  ten,  głównie  z powodu  trudności  z obniżeniem  płac,  okazał  się 
bardzo  bolesny  i długotrwały.  Pozbawił  Anglię  możliwości  uczestniczenia 

w boomie,  który  w 1929  roku  doprowadził  do  kryzysu,  przez  co  utrzymanie 
przywróconego parytetu okazało się niemożliwe. Nie wynikało to jednak ze zmian 

w uwarunkowaniach  popytu  ani  też  z działania  innych  czynników,  które  mogą 
wpłynąć  na  sytuację  w kraju  stosującym  system  stałych  kursów.  Był 

to skutek zmiany  zewnętrznej  wartości  funta.  Nie  mieliśmy  tu  do  czynienia 
z sytuacją,  w której  przy  danych  kursach  walutowych  krajowa  struktura  cen 

i kosztów  przestałaby  być  w równowadze  z resztą  świata,  lecz  z zakłóceniem 

zależności między cenami w kraju a cenami za granicą przez zmianę parytetu. 

Niemniej  jednak  z powodu  tego  doświadczenia  brytyjscy  ekonomiści 

zaczęli  się  bardzo  interesować  zależnościami  między  krajowymi  poziomami  cen 
i kosztów,  a w szczególności  płac,  tak  jakby  mieli  jakikolwiek  powód,  by 

oczekiwać regularnego powtarzania się sytuacji, w której struktura cen i kosztów 
jednego  kraju,  traktowana  jako  całość,  musiałaby  się  zmieniać  względem 

struktur  cen  i kosztów  w krajach  pozostałych.  Istotnie  wsparła  ich  modna 
ekonomia  pseudoilościowa,  zajmująca  się  wyliczaniem  wartości  średnich 

i operująca kategoriami krajowych „poziomów cen”, „parytetów siły nabywczej”, 

„warunków wymiany” (terms of trade), „mnożnika” i tak dalej. 

Zwykły  zbieg  okoliczności,  że  te  średnie  są  wyliczane  zazwyczaj  dla 

poszczególnych  krajów,  uważa  się  za  dowód  na  to,  że  w pewnym  sensie 
wszystkie  ceny  w danym  kraju  poruszają  się  razem  względem  cen  w krajach 

pozostałych

5

.  Wzmocniło  to  przekonanie,  że  zmiana  krajowego  poziomu  cen 

względem danego poziomu kosztów pociąga za sobą jakieś szczególne trudności, 

w związku z czym lepiej tego uniknąć przez manipulacje kursem walutowym. 

Chciałbym  od  razu  dodać,  że  oczywiście  nie  próbuję  zaprzeczyć  temu,  iż 

w wyniku  pewnych  zmian  uwarunkowań  w danym  regionie  konieczne  mogą  się 

stać  zakrojone  na  szeroką  skalę  obniżki  płac  w celu  zachowania  kursu 

                                                             

5

  To,  że  przeciętne  poziomy  grup  cen  (wybrane  mniej  lub  bardziej  arbitralnie)  zachowują  się  odmiennie 

w poszczególnych  krajach,  nie dowodzi  oczywiście istnienia  tendencji  do  zmieniania  się  struktury  cen  danego 
kraju,  traktowanej  jako  całość,  względem  cen  w innych  krajach.  Bardzo  ciekawym  zadaniem  dla  analizy 
statystycznej  byłoby,  o ile  udałoby  się  opracować  odpowiednią  technikę,  stwierdzenie,  czy  i w jakim  stopniu 
taka tendencja istnieje. W takich badaniach należałoby oczywiście porównać nie tylko przeciętną wartość zmian 
cen  w poszczególnych  krajach,  lecz  także  rozkład  częstości  względnych  zmian  cen  wyrażonych  w kategoriach 
pewnego  wspólnego  standardu.  Badania  te  należałoby  uzupełnić  również  o analizę  względnych  ruchów 
struktury cen w różnych częściach tego samego kraju. 
 

background image

 

 
walutowego,  a w obecnych  okolicznościach  taki  proces  w najlepszym  wypadku 
jest  bolesny  i długotrwały.  Tego  rodzaju  sytuacja  może  zaistnieć  w krajach 

eksportujących  głównie  jeden  lub  kilka  surowców  naturalnych,  gdy  ich  ceny 
zaczynają gwałtownie spadać. Chcę jednak zauważyć, że wielu moich brytyjskich 

kolegów  nie  potrafi  zachować  odpowiedniej  perspektywy  z powodu  ostatnich 
doświadczeń  będących  udziałem  ich  kraju,  jeśli  chodzi  o praktyczne  znaczenie 

tego  szczególnego  przypadku.  Są  w błędzie,  kiedy  sądzą,  że  przez  zmianę 
parytetu można pokonać wiele poważnych trudności wynikających ze sztywności 

płac,  a z powodu  fascynacji  zależnościami  pomiędzy  poziomem  cen  i poziomem 

kosztów  w danym  regionie  nie  mogą  dostrzec  znacznie  istotniejszych 
konsekwencji inflacji i deflacji

6

  

5.  Znaczenie  pojęć  inflacji  i deflacji  w odniesieniu  do  obszarów 

narodowych 

Jak  już  wcześniej  zasugerowałem,  różnica  zdań  wynika  tutaj  głównie 

z odmienności poglądów na temat znaczenia oraz konsekwencji inflacji i deflacji, 
a właściwie wagi przypisywanej dwóm rodzajom skutków zmian ilości pieniądza. 

Zwolennicy  pierwszego  poglądu  kładą  nacisk  na  samoodwracalny  charakter 

skutków  zmian  monetarnych.  Podkreślają, że  w wyniku  pojawienia  się  błędnych 
oczekiwań  powodowanych  przez  —  z konieczności  tymczasowe  —  zmiany  cen 

względnych  produkcja  zostaje  niewłaściwie  skierowana,  czego  najbardziej 
wyrazistym przykładem jest oczywiście cykl koniunkturalny. Zwolennicy drugiego 

poglądu  zwracają  uwagę  na  sztywność  pewnych  cen  pieniężnych, 
a w szczególności  płac.  Trudności,  jakie  się  pojawiają,  gdy  muszą  zostać 

obniżone  płace  nominalne,  nie  można  tak  naprawdę  nazwać  zakłóceniami 
monetarnymi.  Z takimi  samymi  trudnościami  mielibyśmy  również  do  czynienia, 

gdyby  płace  były  wyrażane  w kategoriach  jakiegoś  innego  towaru.  Jest  to 

problem  o charakterze  monetarnym  tylko  w tym  sensie,  że  trudności  te  można 
do pewnego stopnia przezwyciężyć za pomocą narzędzi polityki pieniężnej, kiedy 

płace są wyrażane w pieniądzu. Jednak zwolennicy tego poglądu nie odpowiadają 

                                                             

6

 Skłonność ekonomistów z krajów anglosaskich do przeprowadzania analizy jedynie w kategoriach krajowych 

poziomów  cen  i płac  wynika  prawdopodobnie  z tego,  że  wielki  wpływ  w tych  krajach  wywarły  prace  prof. 
Irvinga  Fishera.  O zagrożeniach  wiążących  się  z takim  podejściem  może  świadczyć  słynny  spór  dotyczący 
reparacji  wojennych,  w trakcie  którego  prof.  Ohlin  wskazywał,  że  wbrew  temu,  co  twierdzili  jego  brytyjscy 
oponenci, znaczenie ma ich oddziaływanie nie tyle na poziomy cen, ile na pozycję poszczególnych branż. 

background image

 

 
na  pytanie,  czy  można  przezwyciężyć  trudności  wynikające  ze  sztywności  płac 
nominalnych bez wywoływania zakłóceń monetarnych. Istotne powody sprawiają, 

że  nie  zawsze  możliwe  jest  pogodzenie  ze  sobą  dwóch  celów:  uniknięcia 
konieczności dostosowania płac przez ich obniżenie i zapobieżenia zniekształceniu 

produkcji. 

Trudność pogodzenia tych celów jest istotna w kontekście opinii na temat 

odpowiednich zasad krajowej polityki pieniężnej, ponieważ analiza w kategoriach 
relacji  cen  względem  danych  płac,  a w szczególności  w kategoriach  krajowych 

„poziomów”  płac,  skłania  do  przyjęcia  wniosku,  że  ilość  pieniądza  powinna  być 

dostosowywana  do  wszystkich  grup  obywateli,  których  obejmuje  określony 
system umów (konsekwencja oczywiście wymaga, by stosować tę argumentację 

nie  tylko  do  poszczególnych  krajów,  ale  również  branż,  a już  na  pewno  do 
„niekonkurujących ze sobą grup” (noncompeting groups) pracowników w każdym 

kraju). Jednakowoż nie ma powodu, aby ze zmianami ilości pieniądza na danym 
terytorium  należącym  do  większego  systemu  monetarnego  miały  się  wiązać 

samoodwracające się skutki zmian monetarnych. Jeśli spadek lub wzrost popytu 
w jednym  regionie  jest  równoważony  przez  odpowiadającą  mu  zmianę  popytu 

w innym regionie, to nie ma powodu, ażeby zmiany ilości pieniądza w tych dwóch 

regionach  miały  w jakimkolwiek  sensie  niewłaściwie  pokierować  działalność 
produkcyjną. Są one po prostu odzwierciedleniem leżących u ich podstaw zmian 

realnych, w których pośredniczy pieniądz. 

Trudność  tę  zilustrujemy  twierdzeniem  jednego  z najbardziej  żarliwych 

zwolenników  nacjonalizmu  monetarnego,  R.F.  Harroda  z Oksfordu,  któremu 
nieobcy  jest  problem  samoodwracających  się  skutków  zmian  monetarnych. 

W jednej  ze  swoich  wcześniejszych  publikacji  twierdził  on,  że  „jeśli  stymulować 
będziemy  przemysł,  by  rozwijał  się  w tempie,  którego  nie  można  utrzymać,  to 

będziemy  skazani  na  występujące  okresowo  kryzysy  i depresje”

7

.  Mimo  to 

z jakiegoś  powodu  zdaje  się  on  uważać,  że  zakłócenia  produkcji  mogą  wystąpić 
również  w razie  zmian  ilości  pieniądza  w kraju  w następstwie  zwykłej 

redystrybucji. W International Economics pojawia się ustęp ukazujący fundament 

                                                             

7

 R.F. Harrod (red.), The International Gold Problem, Royal Institute of International Affairs, London 1931, s. 29. 

Por.  też  w świetle  tego  twierdzenia  ustęp  w książce  tegoż:International  Economics,  „Cambridge  Economic 
Handbooks”,  nr  8,  London  1933,  s.  150,  gdzie  wyciąga  on wniosek,  że „jedynym  sposobem  uniknięcia  krachu 
jest zaaranżowanie boomu”, choć zaledwie dwie linijki wcześniej boom był definiowany jako „wzrost produkcji 
w tempie, którego nie można utrzymać w długim okresie”. 

background image

 

 
teoretyczny,  natomiast  moim  zdaniem  jest  to  błąd  logiczny,  leżący  u podstaw 
doktryny nacjonalizmu monetarnego wyraźniej niż jakiekolwiek inne twierdzenie. 

Harrod  omawia  w nim  sytuację  nierównego  rozwoju  gospodarczego  w różnych 
krajach,  posiadających  wspólny  standard  monetarny,  i dochodzi  do  wniosku,  że 

„wolniej rozwijające się kraje mają dodatkowe kłopoty z powodu deflacji. Inflacja 
pojawia  się  tam,  gdzie  jest  najbardziej  niebezpieczna,  czyli  w krajach 

o dynamicznym  rozwoju.  Zarzut  ten  dotyczy  w tej  lub  innej  formie  wszystkich 
projektów  wspólnego  pieniądza  światowego”

8

.  Harrod  wyciąga  z tego  lekcję,  że 

„waluty  szybciej  rozwijających  się  krajów  powinny  zyskiwać  na  wartości 

względem pozostałych walut”

9

Warto  tutaj  zadać  sobie  pytanie,  w jakim  sensie  inflacja  i deflacja 

są dodatkowymi problemami,  które  nakładają  się  na  trudności  wynikające 
z nierównego  rozwoju  gospodarczego.  Początkowo  można  by  pomyśleć,  że 

Harrod  ma  tutaj  na  myśli nadzwyczajne trudności  powodowane  przez  wtórne 
procesy  ekspansji  i kurczenia  się  kredytu,  które  wynikają,  jak  mówiłem 

w poprzednim  wykładzie,  z istnienia  systemów  rezerwy  krajowej.  Jednak  taką 
interpretację  musimy  wykluczyć,  ponieważ  zapewnia  on  nas,  że  problemy  te 

dotyczą wszystkich form  wspólnego  pieniądza  światowego.  Wydaje  się,  że 

terminów „inflacja” i „deflacja” używa się tutaj jako odpowiedników wzrostu bądź 
spadku popytu pieniężnego względem danych kosztów. W tym sensie terminy te 

można  by  równie  dobrze  stosować  do  opisania  przesunięć  popytu  między 
poszczególnymi  branżami,  gdzie  oznaczałyby  tyle  co  zmiana  popytu  względem 

podaży. Zarzut ten nie dotyczy raczej tego, że niepotrzebnie stosuje się pojęcia 
inflacji  i deflacji  do  określenia  zjawisk,  które  można  by  opisać  przy  użyciu 

prostszych  terminów.  Chodzi  tu  właściwie  o to,  czy  jest  jakikolwiek  powód,  by 
spodziewać  się  tutaj  wystąpienia  tych  specyficznych  konsekwencji,  które 

kojarzymy  z zakłóceniami  monetarnymi,  a więc  czy  rzeczywiście  mogą  się 

w takiej sytuacji pojawić jakieś „dodatkowe kłopoty” powodowane przez czynniki 
monetarne  jako  takie.  Musimy  zapytać,  czy  w tym  wypadku  pojawią  się 

samoodwracające  się  skutki,  typowe  dla  czynników  całkowicie  monetarnych, 
a zwłaszcza  czy  „inflacja”  w sensie  wzrostu  ilości  pieniądza  w jednym  kraju 

kosztem  innego  „stymuluje  przemysł,  by  rozwijał  się  w tempie,  którego  nie 

                                                             

8

 International Economics, s. 170. 

9

 Ibid., s. 174. 

background image

 

 
można  utrzymać”,  i czy  deflacja  w tym  samym  sensie  pociągnie  za  sobą 
tymczasowy spadek produkcji, którego można by uniknąć. 

Odpowiedź  na  te  pytania  nie  jest  trudna.  Wiemy,  że  szkodliwość  inflacji 

i deflacji  bierze  się  w istocie  nie  stąd,  że  wszystkie  ceny  zmieniają  się  w tym 

samym  kierunku  i w tym  samym  stopniu,  ile  stąd,  że  relacje  między 
poszczególnymi  cenami  zmieniają  się  w kierunku,  którego  nie  da  się  utrzymać, 

innymi  słowy,  że  prowadzą  do  takiej  dystrybucji  siły  nabywczej,  która  nie  jest 
trwała.  Widzieliśmy,  że  międzynarodowa  redystrybucja  pieniądza  stanowi  część 

procesu,  który  jednocześnie  prowadzi  do  redystrybucji  względnych  ilości 

pieniądza  w posiadaniu  poszczególnych  osób  w każdym  kraju,  do  której  by 
musiało  dojść,  nawet  gdyby  nie  było  pieniądza  międzynarodowego.  Jednak 

w wypadku  walut  niezależnych  najpierw  musi  się  zmienić  względna  wartość 
całkowitej  ilości  pieniądza  w kraju,  sam  zaś  proces  wewnętrznej  redystrybucji 

przebiega  inaczej  niż  w wypadku  międzynarodowego  systemu  monetarnego. 
Wiemy już, że zmiany kursów wymiany same w sobie prowadzą do redystrybucji 

możliwości  wydatkowania  w kraju,  nieuzasadnionej  odpowiednimi  zmianami 
rzeczywistej sytuacji. W wyniku tego niektóre branże dostaną tymczasowy impuls 

do  rozwoju,  choć  trwały  wzrost  produkcji  nie  jest  w nich  możliwy.  Słowem, 

kolejne  zmiany  indywidualnych  wydatków  i odpowiadające  im  zmiany 
poszczególnych  cen  nie  doprowadzą  przemysłu  do  nowego  stanu  równowagi. 

Inaczej  mówiąc,  skutki  utrzymywania  stałej  ilości  pieniądza  w regionie  albo 
kraju,  kiedy  według  zasad międzynarodowego  systemu  monetarnego  nastąpiłby 

jej  spadek,  mają  charakter  zasadniczo  inflacyjny,  a wtedy,  gdy  według  zasad 
systemu  międzynarodowego  miałby  nastąpić  jej  wzrost,  są  podobne  jak 

w wypadku absolutnej deflacji. 

Nie  chcę  tutaj  sugerować,  że  inflacyjne  bądź  deflacyjne  skutki  polityki 

utrzymywania stałej ilości pieniądza na danym terytorium mają w praktyce duże 

znaczenie.  Omówiłem  już  praktyczne  argumenty  przeciwko  takiej  polityce. 
Wspominam  tutaj  o tych  bardziej  abstrakcyjnych  rozważaniach  dlatego,  że  jeśli 

są  one  poprawne,  to  ukazują  wyjątkowo  wyraźnie  słabość  teoretycznego 
uzasadnienia  nacjonalizmu  monetarnego.  Twierdzenie,  że  skutki  utrzymywania 

stałej  ilości  pieniądza  na  terytorium,  na  którym  w wypadku  waluty 

background image

 

 
międzynarodowej nastąpiłby jej spadek, mają charakter inflacyjny i na odwrót

10

pozostaje  w jawnej  sprzeczności  ze  stanowiskiem  zwolenników  nacjonalizmu 

monetarnego.  Nie  uważamy,  że  zmiany  względnych  zasobów  pieniądza  różnych 
narodów,  którym  towarzyszą  zmiany  ich  udziału  w dochodzie  światowym,  są 

szkodliwe,  oraz  wierzymy,  że  redystrybucja  pieniądza  stanowi  jedyną  metodę 
zmiany realnych dochodów, która nie prowadzi do powstania większych zakłóceń. 

Mówienie  zaś  w kontekście  tych  zmian  o krajowej  inflacji  bądź  deflacji  może 
spowodować jedynie poważne pomieszanie pojęć

11

Zanim  przejdę  dalej,  chciałbym  uzupełnić  tę  analizę  teoretyczną 

o rozważania  dotyczące  spraw  bardziej  praktycznych.  Choć  koncepcja 
dostosowywania za pomocą polityki pieniężnej wszystkiego do „danego” poziomu 

płac jest w mojej opinii błędna na gruncie czysto teoretycznym, to konsekwencje 
wprowadzenia jej w życie mogłyby być osobliwe, biorąc pod uwagę to, że obecnie 

ten  rzekomo  dany  poziom  płac  jest  przedmiotem  walki  politycznej.  W takiej 
sytuacji  mechanizm  negocjacji  zbiorowych  byłby  wykorzystywany  wyłącznie  do 

podnoszenia płac, podczas gdy ich redukcję — nawet gdyby była konieczna tylko 
w jednej  branży  —  należałoby  przeprowadzić  za  pomocą  narzędzi  polityki 

pieniężnej.  Mam  wątpliwości,  czy  takie  rozwiązanie  mogłoby  gdzieś  być 

traktowane  poważnie,  z wyjątkiem  krajów,  w których  przez  długi  czas  siła 
robocza  była  w defensywie

12

.  Trudno  sobie  wyobrazić,  jak  prowadzono  by 

negocjacje  płacowe,  gdyby  obowiązkiem  władz  monetarnych  było  osłabianie 
niekorzystnego  wpływu  wzrostu  płac  na  pozycję  konkurencyjną  krajowych 

przedsiębiorstw na rynku światowym. Jednego możemy być jednak pewni: klasa 
robotnicza szybko by się zorientowała, że zaaranżowany wzrost płac prowadzi do 
                                                             

10

  Ponieważ  nie  chcę  poświęcać  tutaj  zbyt  dużo  miejsca  dość  zawiłej  analizie  teoretycznej,  to  nie  mogę 

przedstawić  pełnego  dowodu  tego  twierdzenia.  Wyczerpujące  omówienie  złożonych  konsekwencji  tych 
procesów  wymagałoby  napisania  oddzielnego  rozdziału.  Możemy  jednak  zasugerować  tutaj  dowód  pośredni. 
Trudno  raczej  zaprzeczyć  temu,  że  gdyby  mimo  braku  innych  zmian  ilość  pieniądza  w jednym  obszarze 
walutowym została  zmniejszona  o daną  kwotę,  a ilość  pieniądza  w innym  obszarze walutowym  została  w tym 
samym  czasie  o tę  samą  kwotę  zwiększona,  to  w pierwszym  obszarze mielibyśmy  do  czynienia  ze zjawiskami 
o charakterze deflacyjnym, a w drugim – inflacyjnym. Większość ekonomistów (oprócz najbardziej radykalnych 
nacjonalistów monetarnych) zgodzi się z tym, że zjawiska te by nie wystąpiły, gdyby zmianom ilości pieniądza 
towarzyszyły  jednocześnie  zmiany  względnego  wolumenu  transakcji  w obu  krajach.  Z tego  wynika,  że  jeśli 
zmieni  się  względny  wolumen  transakcji  w obu  krajach,  a ilość  pieniądza  w tych  krajach  będzie  stała,  to 
skutkiem tego będzie, odpowiednio, względna inflacja i deflacja. 

11

 Zob. też na ten temat: Robbins, Economic Planning and International Order, s. 281 i n. 

12

 Warto zauważyć, że te kraje europejskie, w których do 1929 roku płace rosły względnie najszybciej, były na 

ogół  najbardziej  niechętne  eksperymentom  polegającym  na  deprecjonowaniu  waluty.  Również  niedawne 
doświadczenia  Francji  zdają  się  sugerować,  że  rząd  klasy  robotniczej  może  nigdy  nie  zdołać  wykorzystać 
deprecjacji waluty do obniżenia płac realnych. 

background image

 

 
redukcji płac realnych tak samo jak obniżenie płac nominalnych. W konsekwencji 
przekonanie, że łatwiej jest obniżyć płace wszystkich robotników w kraju okrężną 

metodą  deprecjacji,  niż  bezpośrednio  zredukować  płace  nominalne  tych,  którzy 
zostali dotknięci przez daną zmianę, szybko okazałoby się złudne.