background image

BENTE PEDERSEN

ZŁOTY PTAK

background image

1

Ida nie należała do ludzi, którzy załamują się z byle powodu. O tym, że życie nie jest 

usłane różami, wiedziała od dawna i nauczyła się przyjmować z podniesionym czołem nawet 

najbardziej bolesne wyroki losu.

Dawno już nie płakała, teraz jednak łzy same cisnęły jej się do oczu.

Przemarznięta, targana bezsilną złością, zawiedziona, czuła się tak, jakby wyrósł przed 

nią mur czarnej beznadziei.

Sedolf   troskliwie   otulił   rozespanego   Mikkala   dodatkowym   przykryciem   ze   skóry. 

Szloch Idy, choć starannie tłumiony, nie pozwalał mu zasnąć.

Ida nie chciała się przed nim zdradzić swoim smutkiem.

Zaczynała płakać, dopiero kiedy zdawało jej się, że mąż już śpi...

Jego Ida. Taka skomplikowana, nieugięta i dumna. Nigdy o nic nie prosiła, nie szukała 

pociechy. Piekielnie uparta jak wszystkie kobiety z jej rodu.

Sedolf wysunął się ostrożnie spod futrzanego przykrycia. Miał nadzieję, że chłopiec, 

którego   ogrzewał   własnym  ciepłem,   nie   zmarznie.   Szurając,   Sedolf   przemknął   po   suchym 

sianie na posłanie Idy. Położył się przy niej i wziął w objęcia wstrząsane szlochem ciało. W 

odpowiedzi żona wtuliła twarz w jego pierś, ale nawet najlżejszy jęk nie wydobył się z jej ust.

- Nie płacz, maleńka - wyszeptał łagodnie i pogłaskał ją po głowie osłoniętej przed 

chłodem chustą. - Przecież nie zostaniemy tu na zawsze.

- Zwariuję - odpowiedziała po chwili z gwałtownością szalejącego za ścianą obory 

wichru,   którego   mroźne   podmuchy,   przenikające   przez   szerokie   szpary   między   deskami, 

odczuwali   aż nadto dotkliwie.  - Zwariuję,  Sedolfie.  Jak  długo jeszcze  przyjdzie  nam tutaj 

koczować?

Przełknął ciężko ślinę. Cóż miał jej odpowiedzieć? Kto może przewidzieć, ile jeszcze 

potrwa ten żywioł? Rozumiał rozpacz Idy. Jemu też minione trzy dni aż nadto dokuczyły.

- Wcześniej czy później zawierucha musi ustąpić - pocieszył Idę, całując ją w chłodne 

czoło.

Nie odpowiedziała, a z oczu nieprzerwanie płynęły jej łzy.

- Czuję się taka zgnębiona - odezwała się po chwili zmęczonym, pełnym rezygnacji 

głosem. - Nie spodziewałam się, że będzie tak trudno...

Ida spędziła większą część życia w chacie nad fiordem. Nie raz widziała wzburzone 

sztormem morze: zielonoszarą kipiel i spienione grzywy fal o brudnożółtej barwie. Nie miała 

jednak pojęcia, co znaczy zawieja na rozległym, zasypanym śniegiem płaskowyżu, na którym 

background image

człowiek nie ma się gdzie ukryć. Nigdy tego nie doświadczyła. Poza tym nad fiordem nigdy nie 

panował tak siarczysty mróz jak tu na północy Finlandii w lutym.

Ida tęskniła za Mają i Knutem. Chciała pojechać do Hailuoto i spotkać się z nimi. 

Umyśliła sobie, że najlepiej ruszyć, póki jest śnieg, bo saniami zaprzężonymi w konia szybko 

dotrą na miejsce. Sedolf usiłował przygotować ją na to, co ich czeka, ale Ida, podekscytowana, 

nie chciała go słuchać.

Dlatego też Sedolf w końcu przestał się sprzeciwiać.

Już dwa razy wymieniali konia, za każdym razem otrzymując gorszego. Ale przecież 

musieli posuwać się naprzód. Przed nimi ciągnęła się daleka droga na południe, nie znany, choć 

wyraźnie wytyczony szlak.

Zamieć zatrzymała ich na trzy dni. Schronienie znaleźli w jednej z chałup stojących 

nieopodal   granicznej   rzeki.   Spodziewali   się,   że   zostaną   przyjęci   tak,   jak   zwykle   gościł 

wędrowców Reijo, zwłaszcza że była to jego ojczyzna.

Tymczasem gospodarze wysłali ich na strych nad oborą, gdzie zwykle sypiają parobcy. 

Stał pusty. Sedolf i Ida zapłacili za nocleg i kupili od gospodyni trochę żywności.

Musiała widzieć, że podróżują z małym dzieckiem, ale mimo to nie zaproponowała im 

noclegu w chacie. Przyszło im się więc zadowolić strychem w oborze, po którym hulał wiatr. W 

obawie przed pożarem przykazano im, by w piecu palili tylko rankiem i wczesnym wieczorem.

Ida bardzo się zawiodła, natrafiając na bezduszność tam, gdzie spodziewała się ciepła i 

serdeczności. To było dla niej najgorsze. Sedolf, który spotykał w swoim życiu różnych ludzi, 

nie oczekiwał zbyt wiele. Pozbył się złudzeń. Wiedział, że po niektórych nie można spodziewać 

się niczego dobrego.

- Niebawem się uspokoi - starał się pocieszyć Idę. - Zdaje się, że wiatr już trochę zelżał. 

Nie sądzisz? Posłuchaj!

Ida nastawiła uszu, a potem, patrząc na męża z powątpiewaniem, potrząsnęła głową i 

dłonią otuloną w rękawicę pogładziła go po policzku.

-   Taki   jesteś   dobry,   Sedolfie.   Chwytasz   się   każdego   sposobu,   byleby   mnie   tylko 

pocieszyć.

- Pamiętaj, nie wszyscy ludzie, których spotkamy na swej drodze, będą tacy jak ci tutaj - 

szepnął   Sedolf,   jakby   podejrzewając,   że   pomimo   paskudnej   pogody   skąpi   i   nieżyczliwi 

gospodarze podsłuchują. - Nie osądzaj wszystkich tak samo! Nie wszyscy Finowie są wyracho-

wani. Na pewno trafią się wśród nich ludzie gościnni.

Ida otarła policzki i zaczerwienione oczy. Wargi miała zupełnie białe.

- Myślę, że do końca podróży pozostało nam niewiele. Za jakiś tydzień będziemy na 

background image

miejscu, u Mai - dodał. - I jeśli wierzyć w to, co opowiadał Reijo, niczego nam tam nie 

zabraknie. Na pewno przestaniesz marznąć, najesz się do syta i włożysz czyste i suche ubrania. 

A spać będziemy pod puchową pierzyną. Czyż nie brzmi to zachęcająco?

- Niebiańsko - rozmarzyła się Ida. A po chwili dodała: - Pewnie wspominając wówczas 

tych skąpców i krwiopijców, będę się śmiać...

W jej głosie pobrzmiewały mściwe tony. Ida w obliczu jawnej nieprawości nie potrafiła 

zdobyć się na wielkoduszność. Był to jedyny mroczny rys jej osobowości.

-   Eee,   gdyby   tutejsi   gospodarze   wiedzieli,   jaka   z   ciebie   wielka   pani,   na   pewno 

odstąpiliby swoje łóżka - zażartował Sedolf, rozcierając jej dłonie.

- Ich łóżka są z pewnością zapchlone - prychnęła Ida pogardliwie. - Brzydziłabym się 

tam położyć, a co dopiero spać!

- Nareszcie - uśmiechnął się i pocałował ją. - Znów przypominasz moją Idę. Już ci 

lepiej?

Skinęła głową i przytuliła policzek do jego policzka, a potem na chwilę przywarła całym 

ciałem do męża, rozkoszując się jego ciepłem.

- Ty nigdy nie tracisz animuszu, Sedolfie. Nie pojmuję, jak to robisz.

Wzruszył ramionami.

- Ja też nie, ale jakie to ma znaczenie?

- Wracaj do Mikkala - szepnęła po chwili. - On jest najważniejszy, musimy pilnować, 

żeby nie przemarzł.

Sedolf uścisnął ją i przeniósł się na drugą stronę posłania, tak by dziecko znalazło się 

pośrodku.

Leżał wsłuchany w odgłosy nocy. Ida niebawem zasnęła, poznawał to po jej równym 

oddechu. Wichura tymczasem naprawdę z wolna traciła na sile. Nim Sedolfa zmorzył sen, 

nabrał przekonania, że jednak się nie mylił.

Ida obudziła się następnego ranka w zupełnie innym nastroju. Gdzieś zniknęło nocne 

przygnębienie. Słysząc dolatujące z dołu prychanie inwentarza, pomyślała nie bez goryczy, że 

w tej nędznej oborze ciepło utrzymują zwierzęta, a nie lichy piec.

Ale zaraz wyrzuciła z serca gniew. Mroczne uczucia niczemu nie służą, strofowała się w 

duchu. Nie rozgrzeją nikogo ani nie nakarmią.

A jednak nie potrafiła ukryć złości, chociaż zmusiła się do uśmiechu, zajrzawszy do 

chaty, by kupić od gospodarzy skopek mleka, czarny chleb i suszone mięso.

Może gospodarze dostrzegli, że patrzy na nich z wyższością, a może wyczuli w niej ten 

gniew i dlatego sami odnieśli się do niej niechętnie?

background image

Była inna niż przechodzący tędy wędrowcy.

Co prawda wraz z Sedolfem ubrali się na drogę skromnie, żeby nie rzucać się w oczy. 

Wzięli   sanie  podobne  do  tysięcy   innych   sań,  a  i  koń  nie  przyciągał   uwagi.   Nic   więc   nie 

zdradzało ich zamożności. Wzdłuż szlaków prowadzących od morza do krainy lasów i jezior 

napotkać można było wszak ludzi wszelakiego autoramentu.

Ale Ida mimo to nie wyglądała na wędrowca.

Miała w sobie coś, co zapadało na długo w pamięć. Przypominała postać wyjętą wprost 

ze świata baśni. Zdawała się równie nierzeczywista jak huldra, która może zwiastować zarówno 

radość, jak głębokie nieszczęście. Jak istota, która pozostawia po sobie niezatarty ślad, choćby 

tylko lekką stopą przemknęła drogą.

Podczas długiej podróży Mikkal nie płakał ani nie grymasił. Wpatrywał się jedynie w 

Idę   i   Sedolfa   swymi   dużymi   oczami.   Idzie   wydawało   się   to   gorsze,   niż   gdyby   się   darł 

wniebogłosy. Zabrać dziecko na taką wyprawę było występkiem wobec niego. A wszystko 

przez jej upór i bezmyślność. Przestrzegano ją, że luty nie jest dobrą porą na wędrówkę tym 

szlakiem, ale ona nie chciała nikomu wierzyć.

Sedolf nazwał ją upartą i przemądrzałą.

Strasznie się pokłócili. Chyba dopiero wtedy Sedolf poznał naprawdę, co to znaczy 

płynąca w żyłach żony krew Alatalo.

- Pogoda się poprawiła - rzucił Sedolf, gdy Ida wróciła z żywnością. W jego głosie 

zabrzmiała ulga. - Poświęcimy jeszcze parę miedziaków, najemy się do syta i ruszamy w drogę. 

Od południa wypogadza się. Sprawdziłem tak na wszelki wypadek - dodał z uśmiechem.

Spakowanie dobytku nie zabrało im wiele czasu.

Odjechali, nie oglądając się za siebie, pragnąc jak najszybciej zapomnieć o dniach i 

nocach spędzonych w nędznej oborze.

Wpatrywali się ponad końskim grzbietem w stronę południa...

Zima znów obsypała ich bezlitośnie lodowatymi pocałunkami, choć teraz jakby mimo 

wszystko bardziej im sprzyjała. Pod wpływem wiatru i mrozu podłoże stwardniało na kamień. 

Wypogodziło się. Chmury odpłynęły gdzieś za horyzont i zniknęły im z oczu. Niebo przybrało 

barwę lśniącego błękitu, mieniąc się daleko na wschodzie złocistą poświatą. Wokół podró-

żujących   rozciągał   się   monotonny   krajobraz   spowity   w   biel   i   różne   niuanse   szarości,   od 

popielatego woalu po grafitowe odcienie, nieco tylko jaśniejsze od barwy skał w rodzimych 

stronach nad fiordem.

Ida   przymknęła   powieki   i   przypomniała   sobie   list   napisany   zamaszystym   pismem 

Knuta. Znała go na pamięć. Mogłaby powtórzyć słowo w słowo jego treść.

background image

Zauważyła, że umieszczona na końcu prośba, by przyjechali, została dopisana później, 

gdy już wysechł atrament w poprzednich linijkach.

Ida poczuła znów chłodny ucisk gdzieś w okolicy żołądka. Tam zawsze lokował się 

strach,  w  parę chwil  przemieniając ją w  zagubione  dziecko.  Pozbawiał   ją siły i  zdolności 

logicznego rozumowania, utrudniając rozsądną ocenę sytuacji.

Ida czuła, że znalazła się na nieznanym i grząskim gruncie.

Coś się nie zgadzało. Knut wyraźnie coś przed nią ukrywał, chociaż z pozoru pisał 

obszernie o wszystkim.

Dlatego też Ida podświadomie lękała się przybycia na miejsce.

Mieszkańcy Hailuoto oczekiwali wizyty, choć nie zmieniło to rytmu ich codzienności. 

Zarówno Maja, jak i Knut, Anjo i Ailo, którzy opuścili Ruiję, wiedzieli, że myśli podążają tym 

szlakiem znacznie szybciej niż człowiek.

- Chyba nie ruszą przed wiosennym jarmarkiem - uznał Knut. - Choć, znając Idę, mogę 

przypuszczać,   że   nie   zechce   czekać.   Na   szczęście   Sedolf   jest   na   tyle   rozsądny,   by   ją 

powstrzymać. Tylko jemu może się to udać.

Ailo nie zabierał głosu. Ida nie należała już do niego, dlatego nigdy nie pozwoli sobie 

myśleć   o   niej   inaczej   niż   jak   o   żonie   Sedolfa.   Ma   jeszcze   przed   sobą   parę   tygodni,   by 

przygotować się na to spotkanie i obmyślić sposób, jak ją zobaczyć, samemu pozostając w 

ukryciu.

Ida  nie  może   się  o  nim  dowiedzieć.   Ma  teraz  swoje  życie.   Bez   niego.   I  tak  musi 

pozostać.

On zresztą też zaczął nowe życie. Bez niej. Życie u boku Anny Kajsy, której za nic na 

świecie nie skrzywdzi. Nawet Ida nie może go do tego nakłonić.

Przygotowali się starannie na to, co miało się zdarzyć. Próbowali się zabezpieczyć przed 

wszystkim, co mogło ich zdradzić. Wszystko omówili. Ustalili, co powiedzą Idzie, jak jej to 

powiedzą i kiedy...

Nauczyli dzieci wołać do Ailo: „wujku”. Nic poza tym. Przypuszczali zresztą, że dzieci 

nie pamiętają jego imienia. Sami między sobą nazywali go „Axel”. W końcu jakoś mąż Anny 

Kajsy musi się nazywać, chociaż podczas odwiedzin Idy i Sedolfa miał się nie pokazywać.

Kamienny dom powinien pozostać terenem zamkniętym. Wytłumaczą gościom, że Axel 

jest kaleką i nie życzy sobie spotykać obcych. Ailo miał pozostać niewidzialny.

On sam myślał o tym niechętnie, choć równocześnie wzruszenie ściskało go w gardle. 

To było silniejsze od niego. Chwilami gorzko żałował, że w liście Knuta zostało dopisane 

zaproszenie, kiedy indziej znów aż umierał z niecierpliwości.

background image

Któregoś wieczoru Knut, Ailo i William, jak to im się często zdarzało, spotkali się w 

przytulnym   pokoju,   który   William   zwykł   nazywać   swoim   biurem.   Siedzieli   w   półmroku 

rozświetlonym płomykiem lampki ustawionej na wąskim stole pod ścianą za nimi. Płomyk 

jaśniał podwójnie, odbijając się w zawieszonym nad stołem lustrze.

Jeszcze   kilka   lat   temu   Knut   i   Ailo   zmrużyliby   pewnie   oczy,   porażeni   przepychem 

otoczenia, pięknem i niepojętą urodą licznych ozdobnych przedmiotów.

Teraz nawet nie drgnęła im brew, takie to stało się dla nich zwyczajne. Nawet nie 

próbowali zastanawiać się nad tym, jak szybko człowiek przywyka do luksusu.

- Sądzisz, że podołasz temu? - zapytał Knut, obrzucając Ailo badawczym spojrzeniem.

- Czy podołam? - powtórzył Ailo i głos mu się załamał. Chwila jak ta była niczym 

ukojenie.   Powrotem   do   czasu,   kiedy   wszystko   było   prawdziwe,   gdy   nie   było   miejsca   na 

przemilczenia. - Myślę, że mnie przyjdzie to łatwiej niż wam. To wy staniecie z Idą twarzą w 

twarz. Wy będziecie karmić ją kłamstwami i półprawdami z mojego powodu. Ja będę krył się w 

cieniu, w mroku, za moją maską... - rzucił Ailo i pogrążył w zamyśleniu tak częstym dla niego 

po wypadku. Hałaśliwy młodzieniec przemienił się w posępnego mężczyznę.

Nie pojmowali, co naprawdę czuje. Nie mogli tego wiedzieć. Nawet Knut, który stracił 

ukochaną, nie mógł zrozumieć głębi jego niemego smutku.

A Ailo, mimo że pragnął szczerze wyznać wszystko Knutowi i Williamowi, nie był w 

stanie wyrazić tego, co przeżywa... A przecież to jego najlepsi przyjaciele. Ból żadnemu z nich 

nie   był   obcy.   Obaj   wiedzieli,   ile   cierpienia   może   przysporzyć   miłość.   Tylko   że   teraz, 

bezgranicznie szczęśliwi, żyli w swoim zamkniętym świecie. Po prostu.

Ailo nie potrafił do nich dotrzeć. Był rozdarty sprzecznymi uczuciami. Nawet Maja go 

nie rozumiała, chociaż zawsze tyle ich łączyło.

Miał   słowa   na   końcu   języka,   ale   za   każdym   razem,   gdy   zamierzał   je   wymówić, 

odkrywał, że nic nie wyrażają. Były takie uładzone, gładkie z wierzchu, bez ostrych kantów... 

Płynęły z ust, nie pozostawiając najmniejszej zadry na języku. Wypowiadając je, nie cierpiał. 

Nie zawierały choćby okruchów prawdy. Bo prawda oznaczała ból. Prawda rozdarłaby go na 

strzępy, zraniłaby też bliskich, którym by ową prawdę oznajmił. A Ailo nie potrafił, nie chciał 

narażać tych, których darzył miłością.

A przecież kochał Annę Kajsę.

Dopiero teraz zrozumiał słowa, które często, uśmiechając się lekko, powtarzał Reijo, a 

które właściwie wyszły z ust Raiji, w prosty sposób opisując jej życie. Prawda, którą pojął 

Reijo, teraz objawiła się Ailo.

Istnieje wiele odmian miłości.

background image

Raija z podniesionym czołem przyjmowała kolejne wyzwania. Otwierała ramiona na 

radość. Broniła się przed cierpieniem. Ailo dobrze pamiętał jej pogodną twarz, jej wesoły 

śmiech. Pamiętał ciepłe dłonie, delikatne i czułe. Pamiętał żar w jej oczach, kiedy spoglądała na 

Mikkala, harmonię, jaka ich łączyła. Mikkal i Raija - choć przeznaczeni sobie, otrzymali od 

losu tylko krótkie chwile szczęścia, będące wytchnieniem w nieustannej ucieczce.

Pamiętał, jak się uśmiechała...

Pogodziła się ze swym losem. Zrozumiała, że miłość bywa różna. I dla wielu ludzi stała 

się kimś ważnym. Bo przecież nie on jedyny pamięta jej uśmiech. Raija na pewno nie raz czuła 

gorycz, ale starannie ją skrywała. Może nawet przed samą sobą.

Zapamiętał uśmiech...

- Myślałem o Raiji - odezwał się cicho Ailo, napotkawszy spojrzenie Knuta.

Twarz Knuta zastygła, mięśnie twarzy naprężyły się pod gładką skórą:

- Usiłowałem ją sobie przypomnieć - ciągnął Ailo. - I wydobyłem z pamięci łagodność, 

ciepło, uśmiech...

- Ja pamiętam tylko jej plecy - odrzekł Knut. William nie zabierał głosu. Wszystko 

zaczęło się od tej kobiety i każda rozmowa jej dzieci sprowadzała się do niej. Mimo że dawno 

temu zniknęła, może już umarła, dla nich wszystkich nadal była żywa, najbliższa.

William zapragnął spotkać tę kobietę.

-   Ona   wierzyła   w   miłość   -   ciągnął   Ailo   zachrypniętym   głosem,   pogrążony   we 

wspomnieniach. - Wierzyła, że istnieje wiele rodzajów miłości. Może i my powinniśmy być 

równie otwarci? Może ona w ten sposób koiła ból...

- By tym większy zadać innym - zauważył Knut, który nie potrafił myśleć o matce bez 

goryczy. Wiele lat musiało upłynąć, by ją na swój sposób zrozumiał, ale nie potrafił wyzbyć się 

całkiem owej niechęci. Matka zawodziła go przez całe życie. Celowo albo wbrew swej woli. 

Zawsze zostawał na boku, zawsze odwracała się od niego. Nie kochała go dość mocno...

- Czy wy nigdy nie dacie jej spokojnie odejść? - zapytał mąż Mai, o którym Ailo i Knut, 

pogrążeni w rozmyślaniach i rozmowie o Raiji, całkiem zapomnieli.

Spojrzeli   na   Williama.   Znów   byli   braćmi,   jak   wówczas   gdy   w   mrocznej   jurcie 

lapońskiej zawarli braterstwo krwi, nacinając ostrzem noża skórę, podkreślając tym samym 

więź, która zawiązała się między nimi na długo przedtem.

- Czy nigdy nie pozwolicie jej umrzeć? - powtórzył William. - Maja także przechowuje 

w sobie ogromne pokłady goryczy. Czasami mi mówi, że już zapomniała, że wybaczyła matce. 

Nawet że ją w pewnym sensie rozumie. A potem znów to do niej powraca i znów wszystko się 

w niej burzy. Ta zgryzota zżera ją od środka. A wszystko dlatego, że nie pozwolicie Raiji 

background image

umrzeć.   Przestańcie   tak   pielęgnować   wspomnienia   o   niej   i   codziennie   obwiniać   ją   o   to 

wszystko, co zrobiła w młodości, zanim tak naprawdę dorosła. Ile miałeś lat, Knut, kiedy twoja 

matka zniknęła? Pięć, sześć? A ona? Koło dwudziestu, prawda?

Knut przytaknął.

- A więc jesteś teraz starszy niż ona wówczas - ciągnął William z właściwym sobie 

spokojem. Choć może nie powinno go to obchodzić, chciał w końcu pogrzebać kobietę, która 

byłaby jego teściową. Wiedział, że dopóki wciąż wkrada się do ich życia, dopóty Maja nie 

poczuje się prawdziwie wolna.

- Przecież i ty nie zawsze postępowałeś właściwie, Knut. Nie wszystkie twoje czyny 

zyskałyby uznanie w oczach twoich dzieci - mówił William, mrużąc oczy. - Ailo wspominał mi 

to i owo. Na pewno są sprawy, które najchętniej ukryłbyś przed Karlem i Ailą, prawda?

Knut kiwnął głową, przypominając sobie chwilę, kiedy razem z Heino i Ailo zadźgali 

człowieka...

- Wyobraź sobie więc, jak by to było, gdyby twoje własne dzieci potępiły cię za to...

- To nie to samo - odpowiedział Knut dźwięcznym głosem, wstając z krzesła. Wszystko 

w   nim   protestowało   przeciwko   takiemu   porównaniu.   Odwrócił   się   plecami   do   swych 

towarzyszy. Odsłonił zasłonę w oknie i zapatrzył się w mrok. Przed oczami przesunęło się mu 

cale życie. - Nigdy tego nie zrozumiesz, Williamie - rzekł cicho po chwili. - Choćbyś nie wiem 

ile opowieści o niej usłyszał, nie zdołasz nigdy tego pojąć. Zresztą my wszyscy jesteśmy bardzo 

rozdarci w swoich uczuciach. Nigdy nie przeżyłeś tego, że ktoś, kto powinien być ci najbliższy, 

zdradził cię i porzucił. Najbliższą rodziną dla mnie jest Reijo, z którym nawet nie jestem 

spokrewniony. On jest ojcem Idy, nie moim. To znaczy nie jest moim rodzonym ojcem, a 

jednak gdy padają słowa: „ojciec, rodzice, rodzina”, to on przychodzi mi na myśl. Jej nigdy tak 

naprawdę przy mnie nie było. Bo nawet gdy była obecna fizycznie, inni wydawali się dla niej 

ważniejsi. A mimo to jakaś część mnie ją kocha. I nie potrafię się z tym pogodzić...

- Trudno nam pozwolić jej umrzeć - dodał Ailo wyjaśniająco. - Właściwie to Raija nas 

wszystkich ze sobą wiąże. Bez niej nie bylibyśmy tacy, jacy jesteśmy. Może to i lepiej, że 

takich jak ona nie spotyka się często?

William ich nie rozumiał. Nigdy dotąd nie myślał o tym, że wywodzą się zupełnie z 

innego świata. Teraz jednak uświadomił sobie z całą ostrością, że dorastali w zupełnie innym 

kraju, w innych kulturach, że przynależeli do różnych warstw społecznych.

Nie był to właściwy moment, by opowiedzieć, że i on został zdradzony w dzieciństwie, 

podobnie jak inni jego rówieśnicy. Wprawdzie wszyscy mieli oboje rodziców, ale większość z 

nich nigdy tak naprawdę nie znała swoich ojców, a dla wielu i matka nie była kimś bliskim.

background image

Ojciec Williama właściwie nie okazywał żadnego zainteresowania synowi. Dopiero gdy 

chłopiec   ukończył   osiem   czy   dziewięć   lat,   uznał,   że   nadeszła   pora,   by   uczynić   z   niego 

mężczyznę, godnego spadkobiercę. William nie pamiętał, by ojciec kiedykolwiek wziął go na 

kolana czy nosił na rękach. Nie potrafił nawet sobie wyobrazić, że ojciec przytula go albo 

głaszcze po twarzy.

Ale tak zachowywali się wszyscy mężczyźni w kręgach, z których się wywodził. Chyba 

nie on jeden pragnął zbliżyć się do własnego ojca, poznać go lepiej. Nie tylko on czul się 

odrzucony.

Ale o tym się nie rozmawiało. Nigdy nie wyraził tego na głos. Nawet w myślach z 

trudem   przychodziło   mu   to   ująć   w   słowa.   Dopiero   gdy   w   jego   życiu   pojawiła   się   Maja, 

uświadomił sobie, że gdyby potrafił nazwać tłumione przez lata uczucia, pozwoliłoby to jemu 

samemu wiele zrozumieć. Tym bardziej że jego problemy zdawały się niczym w porównaniu z 

problemami Mai.

Córka Raiji wiele go nauczyła.

- Spośród nas Ida jest najbardziej zrównoważona - powiedział Knut, uśmiechając się 

półgębkiem.   -   Może   dlatego,   że   jest   bardzo   podobna   do   mamy,   a   równocześnie   miała   to 

szczęście, że jej ojcem jest Reijo. Rodzonym ojcem, więc chyba coś po nim odziedziczyła...

- I tak krąg się zamyka - rzekł Ailo. - Znów wróciliśmy do Idy.

Udało mu się wypowiedzieć jej imię i nie ścisnęło go w gardle. Uniknął też tonu, w 

którym pobrzmiewałaby miłość.

- Kiedy Ida tu przyjedzie, poradzę sobie. Sprostam tej próbie. Chcę zobaczyć mojego 

syna. O to tak naprawdę mi chodzi.

Udało mu się wytrzymać wzrok przyjaciół. Nie umknął przed pełnym powątpiewania 

spojrzeniem  Knuta  i  badawczym  wzrokiem  Williama.   Był   taki   wiarygodny,   że  niemal   ich 

przekonał. Przez chwilę zawstydzili się nawet w duchu, że mu nie dowierzali.

- Mikkal to moje jedyne dziecko, więcej ich mieć nie będę. Wy obaj jesteście ojcami, 

więc powinniście mnie zrozumieć. Nigdy nie pojadę do Ruiji, moja stopa więcej nie postanie w 

Varanger ani w Lyngen. Ailo syn Mikkala umarł i pewnie już został zapomniany w tamtych 

stronach. Ale trawi mnie pragnienie, żeby zobaczyć własnego syna. Jeden jedyny raz w życiu. 

Podołam tej próbie. Ujawniając się, zniszczyłbym życie Idy, Sedolfa, Anny Kajsy, swoje...

Zamilkł i więcej się nie odezwał.

Pokiwali   głowami,   choć   tak   naprawdę   nie   czuli   się   do   końca   przekonani.   William 

przypomniał sobie słowa Mai, gdy został napisany list. Powiedziała wówczas po cichu tak, żeby 

Ailo nie słyszał:

background image

- To się musi skończyć katastrofą!

background image

2

Płozy   sań   pozostawiały   w   śniegu   głębokie   ślady.   Martwiło   to   zarówno   Idę,   jak   i 

Sedolfa,. ale na szczęście jak dotąd nikt nie zwrócił na to uwagi.

Dotarli już daleko na południe, powoli zbliżali się do celu. Zima nadal była mroźna i 

mało łaskawa.

Wieźli ze sobą drewniane słupki i dość skór, by postawić prowizoryczny namiot. W 

ostatnim czasie bardzo im się przydały, bo Ida po przymusowym postoju u niegościnnych 

gospodarzy podczas zamieci nabrała zrozumiałej niechęci, by szukać noclegu u obcych ludzi. 

Nie chciała znów przeżywać takiego upokorzenia.

Co wieczór wyładowywali więc sanie. Zdejmowali ciężką skrzynkę, której zawartość 

mogłaby zaspokoić marzenia niejednego biedaka w stronach, ku którym zmierzali.

Na szczęście nikt nie wiedział, co ze sobą wiozą. Także z tego powodu woleli nocować 

w namiocie.

Ale mróz i przygodni wędrowcy dokuczali im mniej niż atakujące ich z coraz większą 

siłą przygnębienie.

- Ciągle to samo i to samo - skarżyła się Ida, która nie sądziła, że podróż zabierze im 

tyle czasu. Zawsze taka dzielna i wytrzymała, teraz zupełnie opadła z sił. - Chyba do środkowej 

Finlandii jest niewiele dalej niż z Lyngen na północ. Wydaje mi się jednak, że ta podróż trwa 

wieczność. Mam wrażenie, że nigdy nie dotrzemy do celu...

Sedolf napotkał jej spojrzenie i uspokoił ją: - Na północ jechaliśmy u początku lata, 

pogoda nam sprzyjała, było nas troje dorosłych. Zrozumiałe więc, że nie odczuwaliśmy tak 

dotkliwie trudów wyprawy. Dobrze o tym wiesz, kochanie. Ale jeszcze trochę cierpliwości, z 

pewnością już nie jest daleko. Może tydzień, dwa...

Ida zapatrzyła się w płomyki palącego się u jej stóp ognia. Dla niej tydzień lub dwa w 

tych okolicznościach oznaczały wieczność. Dzień po dniu przemierzali bezkresny płaskowyż. 

Krajobraz   był   taki   monotonny,   miejsca,   które   mijali,   tak   podobne   do   siebie,   że   czasem 

zastanawiała się, czy nie krążą w kółko. Gdyby nie słońce wskazujące im kierunek, już dawno 

straciłaby pewność, czy rzeczywiście podążają na południe, oddalając się coraz bardziej od 

ojczystej Ruiji.

Przejeżdżali przez sosnowe lasy porastające powierzchnie odpowiadające nieraz kilku 

osadom. Między strzelistymi pniami tworzył się ażur, pozwalający patrzeć na wylot. Skute 

lodem jeziora pokrywała gruba warstwa śniegu. Mijali chaty z drewnianych bali,  otoczone 

uprawną ziemią. Gdzieniegdzie zagrody oddzielał jedynie spłachetek ziemi, w innym miejscu 

background image

pola ciągnęły się po horyzont. Tak się objawiała różnica pomiędzy biedotą a bogatymi.

Przypomniał jej się ojciec, który opowiadał często o swojej ojczyźnie. Jego klarowne 

zielone oczy łagodniały wówczas i przybierały wyraz rozmarzenia. Teraz, przyglądając się z 

bliska Finlandii, Ida z sentymentem myślała o swojej rodzinnej ziemi, o kamienistym wybrzeżu 

i   wyrastających   wprost   z   wody,   pnących   się   ku   niebu   skalistych   szczytach.   Potrzebowała 

czegoś,   o   co   mogłaby   zahaczyć   wzrok,   nie   przywykła   do   bezkresu.   Tęskniła   za   swoim 

rodzimym fiordem...

- Mikkal łatwiej się przystosował do nowych warunków niż ty - powiedział Sedolf, 

zerkając pośpiesznie na śpiące dziecko, a kiedy znów spojrzał na Idę, w jego oczach pojawiło 

się jeszcze więcej czułości.

W jurcie trochę wiało, ale nie marzli tak bardzo.

- Narzekam, ponieważ jestem przemoczona, brudna i ciągle mi zimno - odparła Ida, 

podciągnąwszy   kolana   pod   brodę.   -   A   tych   trzech   rzeczy   nie   znoszę.   Gdyby   mama   była 

podobna do mnie, pozostałaby w Tornedalen...

- To były inne czasy... Sedolf, mimo że nigdy nie spotkał matki Idy, zawsze gotów był 

jej bronić, czego Ida nie mogła zrozumieć.

Ogień rozgrzał jej stopy i stopniowo ciepło rozeszło się po całym ciele aż po koniuszki 

palców u rąk. Mimo to Ida przysunęła się do męża i wtuliła w jego ramiona, udając, że nadal 

marznie. Tak jakby kiedykolwiek musiała uciekać się do wybiegów, by ją przygarnął. Między 

nimi panowało niezwykłe zrozumienie. Wystarczyło, że jedno tęskniło za bliskością, by drugie 

chętnie spełniało to pragnienie. Bo za największą radość uważali uszczęśliwianie ukochanej 

osoby.

W oczach  Sedolfa zapalił  się osobliwy  błysk. Ida podśmiewała się z niego,  że ma 

wyjątkowe mniemanie o sobie. Ale mawiała to żartobliwie, tak że nie czul się urażony. Bo tak 

naprawdę,   kiedy   ją   obejmował,   w   jego   spojrzeniu   dostrzegała   przede   wszystkim   czułość. 

Wiedziała, że na nikogo innego tak nie patrzy, a jeśli się mu zdarzyło, to w przeszłości. Wybrali 

siebie na przekór zdrowemu rozsądkowi i przestrogom. Zawiązała się pomiędzy nimi przyjaźń, 

która   potem   przerodziła   się   w   płomienną   miłość.   Gdyby   Sedolf   stracił   Idę   lub   ona   jego, 

straciliby oparcie w życiu. Nie potrafili sobie tego wyobrazić.

Rozczesywał palcami jej włosy, które rozpuściła na noc, bo głowa bolała ją, gdy przez 

cały dzień miała je ciasno upięte w kok. Zwykle nosiła je przecież rozpuszczone albo plotła w 

luźny warkocz, ale takie uczesanie nie nadawało się na podróż.

- Chciałabym mieć z tobą dziecko, Sedolfie - odezwała się Ida rozmarzona. - Syna 

podobnego do ciebie, który miałby twoje oczy i był obdarzony takim samym urokiem. Który 

background image

już od kołyski jednym uśmiechem podbijałby wszystkie serca...

- Cała ty - przerwał jej Sedolf sucho. - Myślisz o dziecku, kiedy jeszcze nie dotarliśmy 

do celu. Nie zapominaj, kochanie, że przed nami potem jeszcze droga powrotna, która nie 

będzie ani odrobinę krótsza! Nie chciałbym jej przemierzać z brzemienną kobietą, nawet jeśli 

oczekiwałaby mojego dziecka. Chyba bym umarł ze strachu! Nie zamierzam ryzykować.

Leciutko musnął wargami jej czoło i mocniej przygarną! do siebie.

Jego odmowę przyjęła ze śmiechem.

- Słyszałam, że kobiety uciekają się do przeróżnych wymówek, żeby wyłgać się od 

miłosnego aktu - żartowała. - Ale żeby mężczyzna odmawiał, to dla mnie nowość. Najgorsze, 

że nie mam o tym komu powiedzieć. W naszych stronach nikt by mi nie uwierzył...

- Zapewniam cię, kochanie, że to nie jest trwałe postanowienie - powiedział Sedolf, 

przyciskając gorące wargi do jej policzka, a jego cichy śmiech połączył się z jej śmiechem.

Obejmował   ją   mocno,   ale   nie   przesunął   ręki,   jakby   w   obawie,   że   nie   dotrzyma 

przyrzeczenia.

-   Prześladuje   mnie   dziwne   uczucie...   -   zaczęła   Ida,   ale   zaraz   poprawiła   się:   - 

...doznanie...

- W twoim rodzie każdy poczytuje sobie za punkt honoru, by doznawać dziwnych uczuć 

- uśmiechnął się Sedolf dobrodusznie. - Uprzedzam cię jednak, Ido, że nie zawrócę z drogi z 

tego powodu. Nie teraz, kiedy dotarliśmy już tak blisko.

-   Śni   mi   się   ptak,   Sedolfie...   Popatrzył   na   nią   przenikliwie,   uważnie   badając   ją 

spojrzeniem. Pragnął ochronić ją przed nieznanym niebezpieczeństwem, które czaiło się nie 

wiadomo gdzie.

- Nie mówiłaś o tym wcześniej. Ida pokręciła głową.

- To tylko sen. To znaczy sen, który śnił mi się już wielokrotnie.

- Sny odzwierciedlają myśli, które nosisz w sobie - tłumaczył Sedolf. - Sądzę, że to nic 

niepokojącego. Przeraża cię to, bo we śnie tracisz nad nimi kontrolę i nie możesz się przed tym 

obronić.

Ida właściwie nie zamierzała opowiadać o swoim śnie. Słowa wymknęły jej się same, 

bo nigdy niczego z Sedolfem przed sobą nie ukrywali.

- Siedzę w domu ze szkła - zaczęła - a ptak nadlatuje i siada na dachu. Jest cały ze złota, 

ale to żywy ptak, duży, podobny do kruka. Ma takie mądre oczy. Czarne, błyszczące jak guziki. 

Patrzy na mnie i potrząsa głową, i sprawia wrażenie, że rozumie moje myśli. A ja siedzę 

przerażona. Za każdym razem jest tak samo. Wokół mnie kwitną kwiaty, ja jednak marznę, 

chociaż musi być tam ciepło, skoro rosną kwiaty. A kiedy ptak wzbija się do lotu, czuję, że mu-

background image

szę ruszyć za nim. Złoty ptak chce mi coś powiedzieć, Sedolfie. Podążam za nim...

- W tym miejscu sen się urywa?

- Nie zawsze. Ida zamilkła na moment. Byli z Sedolfem sobie tacy bliscy. Opowiedzieć 

mu o tym, to tak jakby wypowiedzieć na głos własne myśli.

- Ostatnio sen nie urwał się w tym miejscu. Spojrzałam w górę, zobaczyłam niebo i 

ptaka, który bezszelestnie frunął w powietrzu tuż nad moją głową. Wtedy zorientowałam się, że 

dom nie ma dachu. Ale przecież to nie może być prawdziwy dom, prawda? Cały ze szkła...

Ida wykrzywiła twarz, przełknęła ślinę i powoli mówiła dalej:

- Idę za ptakiem. Nie widzę nic prócz niego. Nie wiem, co znajduje się wokół mnie. On 

leci nade mną. Jego skrzydła i ciało lśnią. Oślepia mnie swym blaskiem, tak jakby specjalnie, 

żebym nie wiedziała, dokąd mnie wiedzie. Wszystko jest takie nierzeczywiste, ale coś w środku 

mi mówi, że nie śnię, że to dzieje się naprawdę. „To nie sen”, myślę w samym środku tego snu, 

Sedolfie. I wtedy ptak znika. Nie wiem gdzie, po prostu znika. A na mnie czeka Ailo...

-   To   okropne   stracić   kogoś   w   taki   niewyjaśniony   sposób,   jak   ty   straciłaś   Ailo   - 

powiedział Sedolf.

Nic nie odrzekła, ale poczuła wdzięczność dla Sedolfa, że nie zapytał, czy go naprawdę 

kocha. Sprawiłby jej tym zawód.

- Mam nadzieję, że zdołasz się z tym uporać - westchnął przejęty, obdarzając ją swym 

ciepłem. Pragnął, by poczuła się bezpiecznie. Musiał ją przekonać, że nie jest samotna, że ta 

sprawa w równym stopniu dotyczy jego.

Tyle już w życiu wycierpiała.

- Czy to przez ten dziwny sen nie kładziesz się spać?

Potwierdziła lekkim skinieniem głowy.

Rzeczywiście  odwlekała   ten  moment   i  kładła  się   dopiero,   gdy  była  już  śmiertelnie 

zmęczona. Wówczas zasypiała jak kamień. Nie męczyły jej koszmary, nie budziła się zlana 

potem.

Sedolf ucałował ją jeszcze czulej i potrząsnął głową zmartwiony, bo serdecznie jej 

współczuł.

- Jeśli mnie potrzebujesz, jestem tu przecież - powiedział cicho. - Nawet gdy chodzi 

tylko o sen. Wydawało mi się, że to oczywiste, Ido. Gdybyś się obudziła w nocy i różne takie 

myśli nie pozwalały ci zasnąć, potrząśnij mną. Moje ramiona są stworzone do tego, by cię 

obejmować, kochana.

Popatrzył   na   nią,   na   zmarszczone   brwi,   uparte   spojrzenie   oczu   o   barwie 

brązowozielonej, na wysunięty do przodu podbródek, wyprostowany dumnie kark i pomyślał, 

background image

jak mylące może się okazać pierwsze wrażenie.

- Ale zdaje się, że poradzisz sobie z tym sama, prawda?

Odpowiedziała mu niewinnym uśmiechem. W jej oczach pojawiła się wdzięczność za 

to, że zaakceptował także tę stronę jej osobowości i odnosił się doń z szacunkiem, nawet jeśli 

nie wszystko do końca pojmował.

- Pamiętaj! Nawet najsilniejsi nie zawsze kroczą samotnie - powiedział łagodnie, a po 

chwili dodał zrezygnowany: - Tylko że ty pewnie się nigdy tego nie nauczysz...

Tej nocy Idzie się nic nie śniło.

O brzasku pojawili się wędrowcy. Ida z Sedolfem zwykle nie zrywali się tak wcześnie, 

głównie z powodu Mikkala. Żal im było budzić dziecko i wyjmować spod ciepłego futra wprost 

na trzaskający mróz. Mikkal był dla nich najważniejszy.

Usłyszawszy głosy ludzi, prychanie konia i ciężki odgłos kopyt, Sedolf zerwał się na 

równe nogi. Wychodząc z namiotu, założył czapkę. Ida wystawiła przez otwór jurty gołą głowę 

wprost na wiatr. Na biodrze oparła dziecko, które pośpiesznie zawinęła szalem.

Człowiek,   który   zbliżył   się   do   nich,   miał   pooraną   bruzdami   twarz.   Wyglądał   na 

przewodnika grupy. Spod czapki wystawały mu siwe włosy. Ubrany był w luźne okrycie z 

wilczych skór sięgające po kolana. Pozdrowił ich po fińsku.

Sedolf z czasem nauczył się trochę rozumieć tę mowę, ale nie potrafił mówić płynnie. 

Odpowiedziała więc Ida.

-   Możecie   przyłączyć   się   do   nas   -   zagadnął   mężczyzna   pogodnie.   -   Bezpieczniej 

wędrować w gromadzie. Teraz, gdy zbliża się pora jarmarku, pełno wszędzie hołoty. Jedziemy 

do Jykea. Trochę jesteśmy spóźnieni, ale powinniśmy dotrzeć tam, zanim skończy się targ. 

Sprzedamy to i owo i zakupimy trochę ryb.

Ida uśmiechnęła się, ale nie uczyniła zapraszającego gestu. Bez sensu byłoby opóźniać 

tę grupę, poza tym nie miała odwagi wpuszczać do środka nieznajomych. Co prawda przykryła 

skrzynię niedbale skórami, nim wyszła z namiotu, ale ostrożności nigdy nie za wiele.

- Podróżujemy z dzieckiem - wyjaśniła. - Dlatego wolimy jechać sami.

Mężczyzna zmrużył oczy. Poznał, że dziewczyna dawno nie rozmawiała po fińsku. 

Niektóre  słowa  brzmiały  trochę  staroświecko   nawet   w jego   uszach,   choć  nie   był   przecież 

młodzikiem. Mówiła dialektem używanym w Tornedalen w dawnych czasach.

- No, a poza tym jedziemy w przeciwnym kierunku - dodała Ida, domyślając się, co 

oznacza   zmarszczone   czoło   i   badawczy   wzrok.   Nie   chciała   wzbudzać   zbytniego 

zainteresowania.

Twarz mężczyzny, w której czaiło się pytanie, rozpłynęła się w uśmiechu. Zaśmiał się 

background image

tubalnie, przytłaczając, jak on sam, otwarty biały pejzaż.

- W przeciwnym? - zapytał w przerwach między wybuchami śmiechu. - A po co, u 

diabla, jechać w przeciwną stronę? Chyba nie jesteście Finami?

Sedolf pokręcił głową.

- Pochodzimy z Jykea - odparła Ida. - A w pobliżu Oulu mamy rodzinę. Czy to daleko 

stąd?

- Wieczorem zobaczycie Zatokę Botnicką - zapewni! ich mężczyzna. - Jeszcze dobry 

dzień drogi. Przy odrobinie szczęścia, jeśli wydłużycie dzienne odcinki, za trzy, cztery dni 

będziecie na miejscu. - I nadal, kiwając głową z niedowierzaniem, powtarzał: - Jechać do 

Finlandii, mieszkając w Jykea, nad fiordem, w którym roi się od ryb! Też mi coś! Zamierzacie 

się osiedlić w Finlandii?

Ida zapewniła, że nie mają takich planów.

- Mam siostrę i brata w tych stronach, a nie tak często zdarza się okazja, by się spotkać. 

Raz w życiu powinno się odbyć tę podróż.

Mężczyzna wpatrywał się w Idę zaintrygowany.

- Kogoś mi przypominasz - powiedział z ociąganiem. Ida spodziewała się usłyszeć, że 

znal jej matkę. Że i w tych stronach pamiętają Raiję.

- Pochodzisz z Jykea, mówisz po fińsku... Czy twój ojciec czasem nie nazywa się Reijo 

Kesaniemi?

Ida pokiwała głową.

- Tak, powinienem od razu poznać. Po oczach! - zaśmiał się. I dopiero teraz zdjął 

rękawicę i podał jej rękę. - Paava Aapajoki. Tak... Reijo spotykam na każdym jarmarku już od 

wielu lat. Użyczał mi też noclegu. Ale ty pewnie nie pamiętasz, musisz być ta najmłodsza... Ida 

przytaknęła.

- Tak, jak mogłem nie pamiętać tych rudych włosów - uśmiechnął się.

Kręcone włosy Idy szarpane podmuchami wiatru opadały jej na twarz, ale nie mogła ich 

odgarnąć, gdyż miała zajęte obie ręce.

- A więc twoja siostra i brat przenieśli się do Finlandii. Ale zdaje się, że było was 

czworo?

- Tak, wszyscy poza mną wyjechali do Finlandii, ale tylko Maja i Knut osiedlili się tu na 

północy.

- Maja? - zapytał i znów go olśniło. - Pani na Hailuoto? - powtórzył zdumiony. - Nie 

powiesz mi, że twoja siostra wyszła za mąż za syna starego Runefelta?

Ida przytaknęła.

background image

- A niech to, ten Reijo! - wyrwało się Finowi, jakby to było zasługą Reijo. - Już ja go 

wezmę na spytki, kiedy się spotkamy - zakończył stanowczo.

- O, to nie wszystko! - uśmiechnęła się Ida - Tata ożenił się ponownie. Ja już nie jestem 

najmłodszym jego dzieckiem. W porze świąt urodził mu się syn.

Mężczyzna aż otworzył usta ze zdumienia.

- W jego wieku? - rzekł i zaśmiał się znów tubalnie, a potem zniżył głos i powiedział: - 

Radziłbym wam nie rozpowiadać o krewnych, póki nie dojedziecie do Oulu. Dopiero tam 

możecie wyjawić, że udajecie się na wyspę. Mąż twojej siostry wplątany był w różne sprawy. 

Musiał uciekać za granicę. Długo go nie było... Poza tym niebezpiecznie chwalić się bogatymi 

krewnymi. Są tacy, którzy nie cofną się przed niczym, żeby zdobyć trochę grosza.

Popatrzył znacząco na chłopca.

Ida i Sedolf zrozumieli, co miał na myśli.

- Jesteśmy prostymi ludźmi, ale wiemy, że należy zachować ostrożność - odezwała się 

Ida, obrzucając Fina spojrzeniem stanowczym jak spojrzenie jej ojca. - Maja nas oczekuje. 

Chcemy jak najszybciej tam dotrzeć.

- Dobrze, że macie się na baczności. Wielka szkoda, że nie jedziemy w tym samym 

kierunku, bo dla mnie, dziewczę, jesteś jak rodzina. Jak cię zwą?

Ida powtórzyła, przedstawiła też Sedolfa. Wątpiła, czy Fin zapamięta jego imię, bo z 

trudem je wymówił.

Pożegnali się i grupa wędrowców podążyła na północ. Sedolf i Ida nie czekali, aż stracą 

ich z oczu, aż rozmyją się w bieli, tak jak znikały pozostawione przez nich ślady, i także 

przygotowali się do drogi.

- A więc jesteśmy już niedaleko - odezwał się Sedolf, napotykając spojrzenie Idy. Jego 

spokój udzielił się też jej, choć nie pozbyła się całkiem napięcia, jakie odczuwała. Ida już taka 

była. Bardziej kierowała się emocjami niż rozumem.

Tego dnia ujrzeli Zatokę Botnicką. Ale chyba tylko dlatego, że spotkany w drodze Fin 

uprzedził ich, że są już blisko. Gdyby nie wiedzieli, gdyby się nie spodziewali, nie jechaliby tak 

długo. Pewnie rozbiliby namiot gdzieś po drodze. Ale w tej sytuacji zawzięli się, by dotrzeć do 

zabudowań   majaczących   w  mroku.   Dopiero   na  miejscu   zrozumieli,   dlaczego   ta  zagroda   z 

szarymi,   ciasnymi   budynkami   noszącymi   ślady   wiatru   i   niepogody   zdawała   się   taka 

nierzeczywista, jakby zasnuta woalem.

- Chyba tylko my możemy mieć takiego pecha - westchnęła Ida, czując, jak dopada ją 

fala rezygnacji. - Bóg raczy wiedzieć, co się stało z tutejszymi mieszkańcami. Może i oni 

wyjechali do Ruiji?

background image

Mrużąc oczy, spoglądała na chałupę.

Sedolf bez słowa wysiadł z sań. Był zły, że nie zauważył wcześniej, iż z komina nie 

unosi się dym. Kiedy w zimowy wieczór nie pali się w piecu, znaczy, że dom stoi pusty.

Sedolf szarpnął drzwi obory. Zazgrzytały na zawiasach, ale ustąpiły. Od lat nikt ich nie 

otwierał. W ciemnym pomieszczeniu, w którym już dawno nie trzymano inwentarza, unosił się 

jedynie lekki zapach konia. Ale może tylko mu się zdawało. Może po całym dniu siedzenia za 

końskim zadem nadal czuł w nozdrzach zapach zwierzęcia.

Wyszedł i zamknął za sobą oborę. Potem sprawdził drzwi do spiżarni, też były otwarte.

- Myślę, że byli mieszkańcy nie mieliby nic przeciwko temu, żebyśmy tu przenocowali - 

zwrócił się Sedolf do Idy, która otuliła Mikkala skórą.

Chłopiec, zmęczony, popłakiwał po długim dniu jazdy. Wystawili jego cierpliwość na 

ciężką próbę, trudno więc się dziwić, że marudził.

Ida wysiadła z sań. Z dzieckiem na ręku była cięższa, dlatego stąpnąwszy, zapadła się w 

śniegu, na którego powierzchni utworzyła się lodowata skorupa. Ostry kant lodu skaleczył jej 

nogę. Pod grubą wełnianą pończochą poczuła coś ciepłego. Rana krwawiła. Ida jednak, nie 

zważając na to, dotarła do chaty.

- Skoro znaleźliśmy pustą zagrodę i jak okiem sięgnąć, nie widać ludzi, to, u licha, nie 

będziemy  nocować   w  oborze,   Sedolfie.   Tutejsi  gospodarze   opuścili   to miejsce.   Któż  więc 

zabroni nam tu się zatrzymać? A gdyby nawet, to już ja z nim sobie pogadam - zakończyła 

stanowczo.

Drzwi   do   chaty   ustąpiły   bez   trudu,   choć   zawiasy,   dawno   nie   ruszane,   zapiszczały 

żałośnie.

Ida weszła pierwsza do środka. Sedolf musiał się pochylić i ugiąć kolana, by zmieścić 

się   w   drzwiach.   Powitał   ich   chłód.   Izba   była   nieprzyjemnie   pusta.   Została   tylko   ława   i 

niezgrabne   siedzisko,   no   i   palenisko.   Małe   świetliki   na   jednej   ze   ścian   zakryte   były   od 

zewnątrz. Tych, którzy tu mieszkali, nie stać było na szyby w oknach.

- Zaprowadź konia do stajni - powiedziała Ida do Sedolfa, a usłyszawszy, że wychodzi, 

posadziła Mikkala na ławie. Sama stanęła pośrodku izby i rozejrzała się dookoła. Uświadomiła 

sobie, że nigdy nie żyła w takiej nędzy. Chata ojca na cyplu składała się z kilku izb. Mieli też 

szyby w oknie.

Ale to mimo wszystko dom.

Zastanowiła   się,   kim   byli   jego   mieszkańcy.   Zapewne   żyła   pod   tym   dachem   duża 

rodzina. Los zazwyczaj obdarzał biedaków licznym potomstwem. Może mieszkała z nimi też 

stara babka albo dziadek, którzy pomimo harówki i znoju doczekali podeszłego wieku wśród 

background image

swoich.

Ida stanęła w drzwiach i wyjrzała na zewnątrz. Sedolf kierował się właśnie z bagażami 

do środka. Na krótką chwilę zatrzymał się obok niej, tak blisko, że dotykali się ramionami. 

Popatrzyli na bezkresną białą przestrzeń ciągnącą się daleko, daleko na południe.

Oboje wiedzieli, że to skuta lodem i zasypana śniegiem Zatoka Botnicka.

Niedaleko celu.

Gdy rozpalili ogień w palenisku, w izbie powoli nagrzało się. Musieli się zadowolić 

blaskiem ognia, bo w chacie nie znaleźli lampy. Zapewne mieszkańcy, opuszczając to miejsce, 

zabrali ze sobą wszystko, co mogło im się przydać. Stół i ława zostały tylko dlatego, że nie dało 

się ich wynieść przez niewielki otwór drzwi. Na pewno meble zbito z desek wewnątrz chałupy, 

kiedy jeszcze domownicy nie przypuszczali, że przyjdzie im się stąd wyprowadzić.

Ida ułożyła Mikkala na wymoszczonej wełnianą derką ławie, wystarczająco szerokiej 

dla jednej osoby, i otuliła go skórami. Chłopczyk był taki wyczerpany, że, pochlipując, zasnął. 

Nie udało im się wmusić w niego jedzenia. Ida poczuła się także zmęczona.

Zatęskniła za posiłkami spożywanymi w domu, gromadzącymi przy stole wszystkich 

domowników. Zrozumiała, że nie potrafiłaby żyć jak nomada, mieć za dobytek to tylko, co 

zmieści się na saniach. Nie byłaby dobrą żoną dla Ailo.

Ailo.

Znów do niego powróciła myślami. Im bliżej Mai, rym częściej rozmyślała o nim. Nie 

była już taka pewna, jak na początku podróży, czy powinna, a jeśli tak, to w jaki sposób, 

porozmawiać z siostrą o Ailo. Czuła w sobie niepokój, jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyła.

Pomogła   Sedolfowi   rozłożyć   posłanie   blisko   paleniska,   by   nie   musieli   wychodzić 

całkiem   spod   ciepłego   przykrycia,   żeby   podłożyć   do   ognia.   A   także,   by   nie   zmarzli   od 

ciągnącego od podłogi chłodu.

Ida podkuliła kolana pod brodą i zapytała:

- A gdzie skrzynia?

- Schowałem pod saniami. Nawet jeśli ktoś ją zobaczy, do głowy mu nie przyjdzie, że 

może być w niej coś cennego.

Na pewno miał rację.

- Potrafisz sobie wyobrazić, jak my zdołamy pokonać drogę powrotną? - zapytała Ida, 

wyczerpana ciężkim dniem. - Jak my, na Boga, wytrzymamy te ciągnące się w nieskończoność 

dni i noce?

- Nie chcesz wracać? - zapytał, otaczając ją ramieniem i wtulając policzek w jej włosy.

Idzie przesunęły się przed oczami zabudowania w rodzinnej osadzie. Ich zadbane chaty 

background image

i   pola.   Poczuła   niemal   zapach   obory.   Zastanowiła   się,   jak   Emil   i   Reijo   sobie   radzą.   Czy 

dopilnują im inwentarza? Czy to nie ponad ich siły?

- Chcę wrócić - odpowiedziała.

Tak, Sedolf ma rację, co innego im pozostaje...

Jednego byli pewni: razem podołają wszelkim przeciwnościom. Póki żyją, wspierać się 

będą we wszystkim. Czy wielu ludzi ma takie poczucie bezpieczeństwa?

Przytuleni, wsunęli się pod futrzane przykrycie, po czym zasnęli ciasno objęci.

Ale sny każde z nich miało osobne.

Idzie znów przyśnił się złoty ptak. Kracząc ochryple niczym kruk, rozpostarł lśniące 

skrzydła, które tym razem jej nie oślepiły. Było jakoś inaczej niż zwykle. To był nie znany jej 

sen. Poczuła niepokój. Przewracając się niespokojnie z boku na bok, uwolniła się z ramion 

Sedolfa i zsunęła się na zimną podłogę. Siadła mokra od potu, nie wiedząc, co się dzieje. Było 

jej zimno. Słyszała złotego ptaka, prześladowcę.

Ocknęła się gwałtownie i uświadomiła sobie, że to nie kruk, ale odgłosy skradających 

się po śniegu ludzi.

Pośpiesznie wsunęła się pod nakrycie i potrząsnęła Sedolfa lekko za ramię. Na szczęście 

nie spał twardym snem. Obudził się natychmiast i spojrzał na nią. Ida zakryła mu usta palcem.

- Tam ktoś jest - wyszeptała. Sedolf w jednej chwili był na nogach, Ida zaś niczym 

zaatakowana wilczyca stanęła przy ławie, gotowa bronić za wszelką cenę swojego dziecka.

Sedolf założył kurtkę i upewniwszy się, że w pochwie za paskiem ma nóż, popchnął nie 

zamknięte na rygiel drzwi. Wyjrzał w mrok.

- Kto tu jest? - zapytał głośno, jakby spodziewał się, że ktoś, kto przybył w niecnych 

zamiarach, mu odpowie.

Ostrożnie,   nasłuchując   każdym   nerwem   swego   ciała,   wyszedł   na   podwórze.   Nie 

wyglądał na takiego, z kim warto zadzierać, zwłaszcza w pojedynkę.

Ale intruzi nie przyszli z gołymi rękami. Ciemności im sprzyjały. Sedolf, który nie 

zdążył oswoić oczu z mrokiem, nie zauważył poruszających się cieni.

Nagle w powietrzu rozległ się świst. Coś twardego uderzyło Sedolfa w ramię, a potem w 

tył głowy.

Padł na ziemię jak nieżywy.

background image

3

Ida   nigdy   by   nie   przypuszczała,   że   w   takiej   chwili   zachowa   zimną   krew.   Właśnie 

chciała wyjść za próg, gdy jakiś drewniany kloc przeciął ze świstem powietrze i uderzył wprost 

w Sedolfa. Usłyszała głuche plaśnięcie i jęk. Widząc, jak mąż osuwa się na ziemię, zamarła. 

Była  pewna,   że  opuścił   ją na  zawsze,   nie  zdążywszy  wyszeptać  nawet   słowa  pożegnania. 

Poczuła w środku lodowatą pustkę. Nagle stało się dla niej jasne, że na Hailuoto pojedzie sama. 

Nie wpadła jednak w panikę.

W mroku rozległy się przekleństwa. Głosy napastników brzmiały młodo, ale wyczuwało 

się w nich strach. Ida domyśliła się, że to jacyś biedacy, a nie bezwzględni złoczyńcy. Zapewne 

nie przewidzieli takiego biegu zdarzeń. Ale jakie to miało teraz znaczenie, skoro Sedolf leżał 

bez życia twarzą do ziemi. Z daleka nie było widać, czy krwawi. Na tle śnieżnej bieli odcinała 

się ciemna sylwetka. Kunka, której nie zdążył zapiąć, rozpostarła się jak żagiel. Prawa ręka 

znajdowała się przy biodrze, tuż przy pochewce na nóż. Nie zdążył go dobyć.

Ida wyszła na schody, całkowicie bezbronna, nie miała przy sobie nawet kozika.

Z mroku wyłoniły się postacie czterech napastników. Czujnie, skradając się jak koty, 

podeszli bliżej. Wyglądali groźnie.

Ida stała przed nimi, ukrywając w fałdach sukni zaciśnięte dłonie.

-  Czego   chcecie?   - zapytała  władczym  tonem,  w  środku aż  kipiąc   ze  złości.   Mało 

brakowało, a rzuciłaby się na nich z pięściami. - Myślicie, że co my tu mamy? Jesteśmy ubodzy 

tak samo jak wy, co można nam zrabować? Przejeżdżaliśmy tędy i zatrzymaliśmy się w tej 

chacie na noc. Chyba nie uczyniliśmy nic złego?

-   Biedacy?   -   zapytał   szyderczo   któryś   z   rabusiów,   ale   nie   była   pewna,   który.   - 

Słyszałem, jak mówiłaś, że jesteś siostrą pani na Hailuoto, a ona z pewnością nie należy do 

biedoty. Przeciwnie!

- Siostra żony Williama Runefelta na pewno nie przybywa z wizytą z pustymi rękami - 

dorzucił drugi. - Coś tu się więc pewnie dla nas znajdzie...

Napastnicy   przysunęli   się   nieco   bliżej,   jeden   przeszedł   nad   leżącym   nieruchomo 

Sedolfem, mimo to nadal pozostawali dla Idy mrocznymi cieniami.

- Przyszliście nas okraść - przerwała mu Ida, z trudem hamując wybuch gniewu. - Ale 

nie chce mi się wierzyć, że chcieliście zabić człowieka.

Odetchnęła głęboko, bo zauważyła, że jej słowa zrobiły na nich wrażenie.

- Wnieście go do środka! - zarządziła po chwili. Zaśmiali się niepewnie. Nie wiedzieli, 

czego się spodziewać po tej dumnie wyprostowanej kobiecie stojącej w otwartych drzwiach 

background image

chaty. Długie, rozpuszczone włosy powiewające na wietrze na tle czerwonawozłotej poświaty 

nadawały jej niesamowity wygląd. Poza tym ten władczy głos!

I czterej uzbrojeni w noże młodzieńcy posłuchali tej drobnej kobiety.

Dwóch z nich pochyliło się. Obrócili Sedolfa, po czym jeden chwycił go pod pachy, a 

drugi za nogi.

Ida cofnęła się do izby i stanęła przy ławie. Modliła się w duchu, by Mikkal spokojnie 

spał. Bała się, że jeśli się przebudzi, zachowa gdzieś w zakamarkach pamięci takie mroczne 

wspomnienia. Chciała mu tego oszczędzić.

Dwaj młodzieńcy weszli do izby i przekonawszy się, że Ida nie ma broni i jest w izbie 

sama,   gwizdnęli   na   kompanów,   którzy   wtaszczyli   bezwładne   ciało   Sedolfa   i   położyli   na 

rozrzuconych skórach przy palenisku. Jeden jakby odruchowo podłożył do ognia.

A więc ktoś go wychował na dobrego syna, przemknęło Idzie przez myśl. Ktoś nauczył, 

że trzeba pilnować ognia. Nie każda matka ma w synu taką wyrękę.

Ida mierzyła ich wzrokiem, a oni nie pozostawali jej dłużni.

Tak, ich głosy nie kłamały. Byli młodzi, mieli nie więcej niż po dwadzieścia lat. Tacy 

zwyczajni... Jak ktoś z sąsiedztwa. W ich oczach jednak Ida dostrzegła coś, co odróżniało ich 

od tych, których znała: głód, strach i marzenia. Była już na tyle dorosła, by rozumieć, iż to 

bardzo niebezpieczna mieszanka.

Na szczęście po tylu dniach podróży, po nocach w jurcie, ona i Sedolf byli równie 

brudni i obdarci jak ci młodzieńcy. Ida pilnowała tylko, żeby Mikkal był czysty. Nie wzięli ze 

sobą wielu ubrań na zmianę, ponieważ Reijo radził, by zapakowali wyłącznie niezbędne rzeczy. 

Uświadomił im, że to, co się nosi nad fiordem Lyngen, nie pasuje do salonów w Uleaborg, więc 

będą   musieli   i   tak   sprawić   sobie   nową   odzież   na   miejscu.   Ida   poczuła   w   duchu   głęboką 

wdzięczność dla ojca za tę radę. Jedynie skrzynia ze złotem mogłaby ich zdradzić, ale z jakichś 

powodów Sedolf wyjątkowo nie wniósł jej do izby.

- Czy wyglądamy na ludzi, którym można coś ukraść? - zapytała i nagle przypomniała 

sobie skórzany mieszek z lapońskim srebrem, dziedzictwo Ailo. Zabrała srebro ze sobą, żeby 

oddać Mai, gdyż czuła, że nie ma do niego prawa. Woreczek schowała wewnątrz śpiworka, w 

którym sypiał Mikkal.

Teraz ta kryjówka wydała jej się beznadziejna.

Napastnicy, wyraźnie zbici z tropu, wymienili spojrzenia. Ida mogłaby przysiąc, że nie 

są to pospolite rzezimieszki, ale synowie biedaków. Zapewne po raz pierwszy w życiu odważyli 

się na taki czyn.

- Sama mówiłaś, że jesteś jej siostrą - odezwał się niepewnie jeden z nich, zerkając co 

background image

chwila na leżące nieruchomo przy palenisku ciało. - A wszyscy wiedzą, że pani na Karlsoy jest 

bogata.

Użył szwedzkiej nazwy wyspy.

- A ty nigdy nie skłamałeś? - zapytała Ida, udając, że jest zakłopotana.

Równocześnie umierała ze strachu o Sedolfa, który leżał tyłem do niej. Nie widziała 

jego twarzy ani rany na głowie. Nie widziała, czy mocno krwawi. Kochała go, wiedziała, że 

nigdy nikogo nie pokocha tak mocno. Był całym jej życiem. Tylko u jego boku mogła sobie 

wyobrazić życie aż do późnej starości.

- Na tym starym zrobiło to wrażenie - dodała. - Mieszkam w Jykea. Ta, którą nazywasz 

panią na Karlsoy, pochodzi z moich stron. Znałam ją. Czasem człowiek lubi poudawać kogoś 

lepszego, szczególnie gdy jest z dala od domu, prawda? Tym bardziej że ona także wyrastała w 

biedzie   -   dodała,   wzruszając   ramionami   i   wykrzywiając   twarz   w   uśmiechu.   W   duchu 

przeprosiła Reijo za te słowa. Miała nadzieję, że ojciec wybaczy jej, jeśli kiedyś dane jej będzie 

opowiedzieć o tej chwili.

Reijo stworzył przecież rodzeństwu i jej najlepszy dom. Ale wolała nie wyjawiać tego 

nerwowym młodzieńcom, bo skończyłoby się tym, że i ją zdzieliliby w głowę.

Mikkal spał na szerokiej ławie.

- Ona nie wygląda na siostrę żony Williama Runefelta. Jest zbyt ładna. Poza tym te rude 

włosy...   -   stwierdził   z  nagłą   pewnością   któryś   z  napastników   i   zaśmiał   się   pogardliwie.   - 

Wszyscy wiedzą, że młody Runefelt ożenił się z brzydką jak noc Laponką z gór. Niemożliwe, 

by ta była z nią spokrewniona.

Ida   modliła   się,   żeby   nie   znaleźli   srebra.   Nie   tracąc   jednak   zimnej   krwi,   nakazała 

drżącym z gniewu głosem:

- Szukajcie! Zdawali się przerażeni. Nerwowo rozejrzeli się po izbie i natknęli na parę 

skórzanych   toreb   i   skrzynek   z   brzozowej   kory,   bagaże,   z   jakimi   bogaci   ludzie   raczej   nie 

podróżują.

Ida patrząc, jak otwierają torby i grzebią w ich rzeczach, poczuła przypływ nienawiści, 

którą jednak starannie ukryła pod maską obojętności. Wszystko w niej jednak protestowało. 

„Precz z łapami!”, chciała krzyknąć, szczególnie gdy przeszukiwali rzeczy Sedolfa i Mikkala. 

Nie usprawiedliwiało ich w jej oczach nawet to, że drżały im przy tym ręce.

Pochyliła   się   nad   synkiem.   Uznawszy,   że   nie   może   ryzykować,   iż   napastnicy 

zainteresują się nim, wolała go im sama pokazać. Wzięła na ręce dziecko i otuliła dokładnie 

kocem, tak by nie widać było skórzanego śpiworka. Koc zwisał luźno u dołu. Ida przygarnęła 

chłopca   i   uciszyła   łagodnie.   Pomrugał   powiekami,   ale   nie   obudził   się.   Ida   z   dzieckiem 

background image

przytulonym do piersi wyglądała ciepło i łagodnie, była uosobieniem macierzyństwa. Kiedy już 

nabrała   pewności,   że   Mikkal   śpi   spokojnie,   podniosła   spojrzenie   na   młodzieńców,   którzy 

kończyli przeszukiwać bagaże, i odezwała się hardo:

- To moje dziecko! Może macie zamiar jeszcze je obszukać? Rozbierzcie i sprawdźcie, 

czy nie ukrywa czegoś cennego!

Głos zadrżał jej z gniewu.

Wyciągnęła przed siebie ręce, jakby naprawdę chciała podać im Mikkala.

Zobaczyła w ich twarzach przerażenie.

Podziałało, tak jak się spodziewała.

Młodzieńcy w tym wieku niczego bardziej się nie boją, niż wziąć na ręce dziecko.

Jeden napastnik podszedł niedbale do ławy, przerzucił jakby od niechcenia leżące tam 

skóry, a potem cofnął się po cichu w obawie, że może zbudzić malucha.

Ida ufała, że nie pomyliła się co do nich, że w gruncie rzeczy są to porządni chłopcy, 

którzy na co dzień nie napadają na ludzi...

-   Nic   tu   nie   ma   -   rzucił   jeden   z   nich   na   odchodnym.   Zdawał   się   najbardziej 

przestraszony i co chwila Ida przyłapywała go na tym, że zerka na Sedolfa. - Nic tu nie ma - 

powtórzył. - Udawała przed starym. Wiejmy czym prędzej jak najdalej stąd. Może do Ruiji?

Cofnęli się ku drzwiom. Nie spuszczali z Idy wzroku, jakby się obawiali, że coś im 

może grozić  z jej strony. Bali się bezbronnej kobiety z dzieckiem na ręku. Bali  się także 

konsekwencji swego czynu.

Nie mieli odwagi zbliżyć się do wciąż nieruchomo leżącego Sedolfa, by sprawdzić, co z 

nim. Ida natomiast, widząc, że odchodzą, spokojnie podeszła do męża. Nikt jej nie mógł w tym 

przeszkodzić.

Zatrzymała   się   na   moment   i   popatrzyła   na   młodzieńców   przeciągle.   Wiedziała,   że 

zapamięta ich twarze na całe życie.

- Jeśli on żyje i wyjdzie z tego, zapomnę o tym, co zrobiliście - powiedziała z chłodną 

rozwagą.   -   Bo   wiem,   że   nigdy   więcej   nie   uczynicie   czegoś   równie   podłego.   Jeśli   jednak 

umrze... to nie uciekniecie przede mną. Odszukam was, a wtedy zapłacicie mi za wszystko...

Rzucili się do drzwi i zniknęli w ciemnościach, nawet nie zatrzasnąwszy za sobą drzwi. 

Żaden nie odważył się pozostać, by sprawdzić, czy czeka go wyrok czy uniewinnienie.

Ida usłyszała ich głosy, a potem końskie kopyta i skrzypienie śniegu pod płozami sań. 

Położyła   Mikkala   na   wyłożonej   skórami   podłodze,   otuliwszy   go,   by   nie   zmarzł.   Dziecko 

uśmiechnęło się przez sen.

Potem uklęknęła przy Sedolfie, odwróciła na bok bezwładne ciało i opuszkami palców 

background image

sprawdziła tętno na szyi.

Gdy   wyczuła   delikatny   puls,   jej   samej   serce   przestało   na   moment   bić,   a   z   oczu 

popłynęły łzy.

Objęła męża i szlochając, wtuliła się w zagłębienie na jego szyi. Całowała policzki i 

usta. Po tym wybuchu histerii znów spłynął na nią chłodny spokój. Musiała działać trzeźwo i 

rozważnie.

Głowa Sedolfa krwawiła, choć nie tak mocno, jak Ida się obawiała. Był nieprzytomny. 

Nie podobało jej się to. Wyglądał, jakby spał, ale ciało miał zimne. Przypominał Maję, gdy 

zapadała   w   swoje   dziwne   sny.   Nigdy   nie   potrafili   nazwać   tego   stanu,   kiedy   Maja   jakby 

odpływała od nich i na nic nie reagowała.

Za nic w świecie nie może stracić Sedolfa!

Ida opatrzyła mu ranę, ale z braku wody nie przemyła jej. Nie miała czasu topić śniegu. 

W  tej   chwili   przeklinała   w   duchu,   że  nie   odziedziczyła   zdolności,   którymi   tak  hojnie  los 

obdarował  jej  ród. Co znaczyła wrażliwość  na ludzi i  ich  nastroje w chwili,  gdy bardziej 

przydałaby się umiejętność uzdrawiania?

Nie było czasu na zwłokę. Nie namyślając się długo, ubrała się ciepło i spakowała 

rozgrzebane przez rabusiów rzeczy. A potem wyszła i wyprowadziła konia z obory. Współczuła 

zwierzęciu i serce jej się ściskało, bo przecież ono najbardziej zasłużyło na odpoczynek. Sama 

jednak nie mogła ciągnąć sań.

Zaprzęgła konia i rzuciła mu dwa worki z sianem, jakie im jeszcze zostały, żeby się 

posilił. Sama w tym czasie przyniosła z chaty skóry i wymościła nimi wnętrze sań. Potem 

zapakowała bagaże. Ze skrzynią zwlekała.

Co prawda nie wierzyła w to, że młodzi napastnicy zaczaili się gdzieś w ciemnościach, 

ale wolała zachować czujność.

Wróciła do izby, żeby ubrać Sedolfa. Spociła się cała, wkładając po kolei poszczególne 

części garderoby na bezwładne ciało. Nie mając czasu przejmować się tym, że pozapinała go 

krzywo, ułożyła go na kocu i zaparłszy się o nierówną podłogę, pociągnęła. Ściskała mocno 

brzeg   koca,   aż   przebiła   paznokciami   tkaninę,   ale   udało   jej   się   kawałek   przesunąć 

nieprzytomnego męża.

Pot   zalewał   jej   oczy,   wargi   pogryzła   do   krwi,   ciągnąc   ciężkie   ciało   ku   drzwiom. 

Przeniosła go z trudem przez próg, a potem stoczyła ze schodów, ale choć trzęsło nim, aż 

futrzana czapka zsunęła mu się z głowy i wpadła pod płozy, nie ocknął się. Ciągnęła go dalej, 

póki nie udało jej się ułożyć go w saniach.

Usłyszawszy jęk, Ida omal nie rozpłakała się z radości. Nie mogła jednak folgować 

background image

emocjom. Musiała być chłodna niczym polarna noc.

Pochyliła się i zaparła nogami, by podnieść ciężką skrzynkę. Równocześnie sięgnęła 

spod sań czapkę, starając się, by wyglądało to na jeden ruch. Skrzynkę ukryła szybko pod 

skórami, a czapkę założyła Sedolfowi na głowę. Kropelki potu zamarzły jej na skroniach.

Na końcu przyniosła Mikkala, który na szczęście przespał cały ten koszmar. Ułożyła 

synka w saniach, uważając, by Sedolf nie przydusił chłopca ciężarem własnego ciała.

Ostatnią czynnością było zgaszenie śniegiem ognia w palenisku. Nie chciała, żeby ta 

chata, w której nie dane im było znaleźć schronienia, spłonęła z ich winy. Wsiadła do sań i 

chwyciła lejce. Szczękając zębami z zimna, popędziła konia na południe, w stronę zaśnieżonego 

bezkresu, ku któremu spoglądali wspólnie z Sedolfem, nim udali się na spoczynek.

Tej nocy musiała obejść się bez snu.

Sedolf i Mikkal byli najdrożsi jej sercu. Gdyby straciła któregoś, straciłaby wszelki 

grunt pod nogami.

Przypomniała sobie, co ojciec mówił o swojej wyprawie do Mai. Dobrze pamiętała, jak 

opisywał   poszczególne   miejsca.   Wiedziała,   że   u   samego   ujścia   rzeki   Tornio   do   Zatoki 

Botnickiej stoi ogromny biały budynek, którego ojciec nie zawahał się porównać do pałacu.

Tam mieszka teść Mai.

Niech sobie będzie niczym król w tych stronach, chłodny, władczy, nieprzystępny.

Ida nie miała wyboru. Postanowiła jechać prosto do Tornio i zapukać do drzwi Marcusa 

Runefelta.

„Pewnie uzna, że brak mi wychowania”. Była to jedna z nielicznych jasnych myśli, 

kołaczących jej w głowie. Normalnie pewnie nie przywiązywałaby do niej żadnej wagi, teraz 

jednak nie dawała jej spokoju i wciąż powracała.

Dawno już nastał poranek. Promienie słońca odbijały się od bieli śniegu i raziły ją, 

niemal kłuły w oczy złocistym blaskiem. Czuła przeraźliwy ból w plecach, a dłonie, w których 

ściskała lejce, skostniały jej z zimna. Piekły ją uszy, bo chusta zsunęła jej się z głowy i nie 

miała czasu jej poprawić. Na szczęście Mikkal, który przywykł do wędrówki, przespał całą noc 

i ranek. Ida martwiła się jednak o Sedolfa, który w gorączce majaczył coś niewyraźnie i bez 

związku. Parę razy otworzył oczy, ale sprawiał wrażenie, jakby nie widział Idy. Nie miała czasu 

do niego przemawiać. Poganiała konia, zmuszając go do wysiłku ponad miarę. Bała się, czy to 

wytrzyma, i serce bolało ją ze współczucia dla biednego zwierzęcia. Sama też była na skraju 

wytrzymałości.

Musiała jednak za wszelką cenę dostać się nad skutą lodem zatokę, do Tornio i do 

Marcusa Runefelta.

background image

Dobrze wiedziała, że nie pomoże Sedolfowi, pukając do pierwszych lepszych drzwi. 

Tylko jeden człowiek w tych stronach miał taką władzę, by sprowadzić lekarza i przewieźć ich 

do Mai.

Ojciec opisał posiadłość Runefelta tak dokładnie, że kiedy wreszcie ujrzała ją w oddali, 

miała wrażenie, że już wcześniej widziała to miejsce.

Niestety, koń okulał i ten ostatni odcinek drogi przyszło im jechać znacznie wolniej. 

Idzie zdawało się, jakby to trwało wieczność. Kiedy wreszcie dotarli na miejsce, nie mogła 

rozprostować   palców,   żeby   wypuścić   lejce.   Wysiadając   z   sań,   upadła.   Zobaczyła   schody 

prowadzące do budynku i zwątpiła, czy zdoła pokonać tę ostatnią przeszkodę.

Ale zacisnęła zęby. Z wielkim trudem stanęła na nogi i ostatkiem sił wzięła na ręce 

otulonego w skóry Mikkala. Wydawało jej się, że dźwiga ołów. Krok po kroku wspięła się po 

schodach do dwuskrzydłowych pięknie rzeźbionych drzwi. Przemknęło jej przez myśl, że takie 

drzwi to straszny zbytek. Za pieniądze, które na nie wydano, rodziny komorników przeżyłyby 

wiele miesięcy.

Ida nie dostrzegła kołatki, a nawet gdyby, nie wiedziałaby, do czego służy. Kręciło jej 

się w głowie. Była zlana potem od wysiłku ponad miarę. Na dodatek od długiego wpatrywania 

się w biały bezkres, odbijający słoneczne promienie, bolały ją oczy i widziała nieostro.

Oparła się całym ciężarem ciała o masywne drzwi i uchyliła je. Ale kiedy wsuwała się 

do środka, popchnęły ją. Potknęła się i omal nie runęła na progu. Mikkal, zaklinowany, obudził 

się z krzykiem.

Ida jak przez mgłę widziała gromadzących się wokół niej ludzi.

- Żebracy niech ustawiają się przy drzwiach kuchennych - rozległ się władczy głos.

Ida zmrużyła oczy. To nie był Runefelt, jedynie ktoś z opłacanej przez niego służby. Ida 

uczepiła się klamki niczym tonący brzytwy. Mikkal darł się wniebogłosy.

- Przecież ona jest zupełnie wycieńczona, biedactwo! - powiedziała pulchna kobieta. - I 

ma małe dziecko. Nie możemy jej wyrzucić z powrotem na mróz...

-   Te   żebraczki   robią   się   coraz   bardziej   bezczelne   -   odezwał   się   znów   ten   sam 

rozgniewany męski głos.

Czuła, że ktoś bierze jej z rąk Mikkala, i próbowała uśmiechnąć się z wdzięcznością. To 

była owa pulchna niewiasta, od której pachniało jedzeniem i ciepłem.

Najwyraźniej Ida trafiła do budynku, gdzie służba przygotowywała posiłki.

Uchwyciła się mocniej drzwi, czując, że nie wolno jej teraz zemdleć, chociaż w oczach 

wirowały jej świecące kręgi różnej wielkości, a głosy ludzi to cichły, to się wzmagały.

- Co tu się dzieje? - wdarł się nagle obcy, stanowczy głos.

background image

Ida podniosła wzrok i na schodach na piętrze ujrzała wysokiego, postawnego mężczyznę 

o siwych włosach.

- Marcus Runefelt - wyszeptała.

Nie było w tym nic nadzwyczajnego, że miejscowy magnat był powszechnie znany, ale 

coś w głosie Idy sprawiło, że wszyscy wokół zamilkli.

- Jestem siostrą Mai - wyjaśniła ledwie słyszalnym głosem. Bliska omdlenia, z trudem 

trzymała się na nogach. - Przybywam z Jykea, z Ruiji. W nocy zostaliśmy napadnięci. Mój 

mąż...

Kiwnęła ku saniom, które mignęły w uchylonych drzwiach.

- Potrzebna nam pomoc - dorzuciła błagalnie. Nogi się pod nią ugięły i osunęła się na 

kolana.

-   Wnieście   Sedolfa   do   środka...   Sprowadźcie   doktora...   i   skrzynia...   koniecznie 

przynieście ją pod dach.

W   szumie   ludzkich   głosów   usłyszała,   jak   ten,   który   nazwał   ją   żebraczką,   mówi 

pogardliwie:

- To oszustka! Udaje... każdy głupiec by to zauważył. Próbuje nas omotać. Pan na 

pewno się nie zgodzi...

- Popatrzcie na jej twarz - powiedział Marcus Runefelt, schodząc w dół dostojnym 

krokiem, jak to miał w zwyczaju.

Ida puściła klamkę i osunęła się na podłogę. Powieki opadły jej ciężko, przykrywając 

oczy.

Marcus Runefelt wziął ją na ręce i zdziwił  się, że jest taka filigranowa i lekka jak 

dziecko.

- Wnieście do środka jej męża - nakazał tonem nie znoszącym sprzeciwu.

Nikt nie zaprotestował.

Marcus Runefelt nie musiał niczego powtarzać dwa razy.

- I sprawdźcie, czy na saniach leży ta skrzynia, o której wspomniała. A stajenny niech 

zatroszczy się o konia!

Wydawszy polecenia, Runefelt wniósł Idę do jednego z salonów i nie zważając na to, że 

dziewczyna ma przemoczone ubrania, położył ją na obitej piękną tkaniną sofie. Okrył pledem 

nieznajomą i przyjrzał się jej uważnie. Pobladła twarz zdradzała wyczerpanie, ale iskrząco rude 

włosy lśniły bardziej niż świeżo wyczyszczone miedziane naczynia.

Takich nigdy jeszcze nie widział. Żona Williama miała czarne włosy. Ogień i smoła.

Nie, ta dziewczyna nie kłamała. Naprawdę jest siostrą jego synowej. Jeśli pominąć 

background image

blizny   na   policzkach   Marii,   podobieństwo   pomiędzy   tymi   dwiema   kobietami   zdawało   się 

uderzające.

Niezwykła istota. Miała w sobie coś, czego nie spotkał dotąd u żadnej kobiety, a przed 

czym nie potrafił się obronić.

- Sprowadźcie tu Bergforsa! - zarządził, kiedy służba wniosła do salonu nieprzytomnego 

mężczyznę. Nie wyglądał najlepiej, ale tliło się w nim życie.

Marcus   Runefelt   przyjrzał   mu   się   uważnie   i   uznał,   że   pasuje   do   tej   kobiety.   Był 

stosunkowo młody i choć z pewnością nie wywodził się z wyższych sfer, jego piękne rysy 

pasowały do oryginalnej urody małżonki. Usta zdradzały silę i zdecydowanie.

Nie mogłaby trafić na nikogo bardziej odpowiedniego.

Marcus Runefelt wstał poirytowany.

To chyba pierwsze objawy starości, pomyślał. Nigdy nie był słaby ani czułostkowy, nie 

zamierzał więc tym bardziej teraz się roztkliwiać.

Ale pomóc człowiekowi w potrzebie to coś zgoła innego. Jakkolwiek na to patrzeć, ci 

ludzie w pewnym sensie należeli do rodziny.

- Przynieśliśmy skrzynię...

Marcus Runefelt odwrócił się i chwyciwszy skrzynkę, udawał, że wcale go nie zdziwił 

jej ciężar. Dopiero gdy zamknął za sobą drzwi, ponownie chwycił ją i zważył w rękach.

W środku coś zadźwięczało słabo, jakby metal obijał się o metal.

W zamku nie było klucza. Nie przyszłoby mu do głowy, żeby próbować go wyłamać. 

Odstawił skrzynkę na stół, ale nie da się ukryć, że serce zabiło mu nieco mocniej. Nie miał 

bowiem wątpliwości, jaka jest jej zawartość.

Nie tak znowu wiele gatunków metali w małej ilości tyle waży. Zresztą zapewne nie bez 

powodu ta kobieta tak martwiła się o skrzynię.

Wyglądało na to, że syn mi się wżenił w rodzinę pełną niespodzianek, pomyślał i usiadł, 

postanawiając poczekać na Bergforsa.

background image

4

Ida   ocknęła   się   przemoczona   do   suchej   nitki.   Zziębnięta,   szczękała   zębami. 

Usłyszawszy jakieś glosy, otworzyła oczy. Poczuła ostre pieczenie, widziała niewyraźnie, jak 

przez mgłę. Zacisnęła powieki i dopiero po chwili odważyła się je znów podnieść.

Zobaczyła Sedolfa, a obok niego niewysokiego, tęgawego mężczyznę. Mignęła jej też 

siwa głowa Runefelta.

Bolały ją ręce. Od dłoni aż po łokcie miała rany, które piekły ją niemiłosiernie, a nadal 

sztywne palce przypominały szpony.

Usiadła.   Pomrugała   powiekami,   ale   oczy   wciąż   strasznie   ją   szczypały,   a   obraz   się 

zamazywał.

- A więc obudziłaś się - usłyszała głos Runefelta.

- Co z Sedolfem, żyje? - zapytała Ida. - A moje dziecko? Gdzie moje dziecko? Gdzie 

Mikkal?

- Korzysta ze wszystkiego, co najlepsze ma do zaoferowania kuchnia.

Idzie zdawało się, że się uśmiechnął, mówiąc te słowa, choć tak naprawdę trudno sobie 

wyobrazić uśmiech na ustach tego mężczyzny.

-   Kucharka  właśnie   go   wykąpała   i   zawinęła   w  miękkie   ręczniki.   Zdaje   się,  że   dla 

pozostałych domowników nie będzie dziś obiadu.

- A Sedolf? Odpowiedział jej ów tęgawy mężczyzna, który, jak się jej zdawało, był 

lekarzem. W odróżnieniu od właściciela posiadłości miał głos łagodny i przyjazny.

- Silny uraz głowy. Omal nie doznał złamania czaszki. Niewiele brakowało, a zostałabyś 

wdową. Czy uderzono go czymś ciężkim?

Ida przełknęła ślinę. Doskonale zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji.

- Ale wyjdzie z tego - orzekł doktor. - Ma mocny organizm. - A potem, spojrzawszy 

uważnie na Idę, zapytał: - Co się właściwie zdarzyło?

Ida opowiedziała po kolei o wszystkim, a kiedy zakończyła relację, przez długą chwilę 

trwało milczenie.

- Wierzę ci tylko z jednego powodu - odezwał się w końcu doktor. - Z tego mianowicie, 

że jesteś siostrą Marii.

Widząc,   że   Runefelt   przygląda   się   skrzynce,   Ida   szczerze   wyjawiła,   jaka   jest   jej 

zawartość. Nie wspomniała jednak, skąd mają złoto.

- Postąpiłaś roztropnie - odparł tylko arystokrata, bo rozumiał, że nie ma prawa pytać o 

nic więcej.

background image

- No cóż, kłopoty to nasza rodzinna specjalność - stwierdziła Ida dźwięcznym głosem.

Bergfors uśmiechnął się ukradkiem. Nawet gdyby nadal powątpiewali w tożsamość tej 

młodej   kobiety,   po   tych   słowach   porzuciliby   wszelkie   wątpliwości.   Rzeczywiście,   rodzina 

Marii była wyjątkowo barwna.

Mimowolnie pomyślał o Ailo i poczuł, że serce ściska mu ból.

Wprawdzie dziewczyna jeszcze nie zdążyła się przedstawić, ale on już znał jej imię.

-   Muszę   dostać   się   do   Mai   -   oznajmiła   Ida.   Była   przemoczona   do   suchej   nitki. 

Wyglądała jak kot, który ledwie uszedł z życiem z topieli. Miała kłopoty z widzeniem, nie spała 

prawie dobę... ale myślała tylko o tym jednym: dojechać do Hailuoto.

- Nie radziłbym teraz przewozić męża - ostrzegł Bergfors. - Przy urazach głowy to 

bardzo ryzykowne. Nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć. Zresztą ty też musisz odpocząć...

Popatrzyła na niego swymi brązowozielonymi oczami. Zauważył, że ma przekrwione 

białka. Choć nic o tym nie wspomniała, podejrzewał, że źle widzi. Jadąc nocą, na pewno 

musiała mocno wytężać wzrok, a w ciągu dnia oślepiały ją promienie słońca odbijające się od 

bieli śniegu.

- Nie możemy tutaj zostać - orzekła Ida stanowczo. Bergfors bez trudu rozpoznawał w 

niej teraz bliską krewną żony Williama.

- Poślemy do Marii posłańca z wiadomością - zaproponował, w ostatniej chwili gryząc 

się w język Niewiele brakowało, a wygadałby się, że trzeba ostrzec Ailo.

Wiedział jednak, że musi uprzedzić mieszkańców Hailuoto o przybyciu tej dziewczyny. 

To była sprawa życia lub śmierci.

- Musisz wypocząć - perswadował Bergfors, który potrafił być przekonujący. - Musisz 

się porządnie wyspać. Dziecko także potrzebuje trochę spokoju. Poczekajmy, aż twój mąż 

odzyska przytomność. Chcę usłyszeć z jego ust, jak się czuje. I wtedy dopiero będziecie mogli 

jechać.

Słowa doktora brzmiały rozsądnie. Ida nie mogła narażać Sedolfa, ryzykować, by przez 

nią jego stan się pogorszył.

- Mam kryte sanie - odezwał się Marcus Runefelt. - Wydam odpowiednie polecenia, 

żeby was jutro odwieziono na Hailuoto. Zatoka Botnicka pokryta jest grubą warstwą lodu. Bez 

obawy można przejechać na drugą stronę nawet jej środkiem. W ten sposób pokonacie ten 

ostatni odcinek szybciej, niż gdybyście jechali wzdłuż brzegu. Zresztą podróż nie powinna być 

dla was męcząca. Sanie pociągną dwa konie, a powozić będzie woźnica.

Ida mogła powiedzieć Runefeltowi, by nie robił sobie kłopotu z ich powodu, ale tego nie 

uczyniła. Nie była obłudna i, jak wyczuła, teść Mai to rozumiał. Zauważyła w jego postawie 

background image

niemy respekt. Zapewne nigdy nie zdobyłby się, by wyrazić to słowami, zresztą Ida tego nie 

oczekiwała.

-   Rodzinna   przysługa   -   dorzucił   nie   tak   oschle,   jak   by   się   tego   można   po   nim 

spodziewać.

Ida pojęła, że ten mężczyzna i Maja zbytnio różnili się charakterami, by mogli się 

polubić.

- Zaraz zajmie się tobą kucharka - zadecydował Bergfors. - Zasłużyłaś na kąpiel i 

wygodne łóżko, młoda damo. Masz na imię Ida?

- Tak, nazywam się Ida Bakken, córka Reijo - potwierdziła.

- Przyjaźnię się z twoją siostrą - powiedział doktor. - I chociaż nie spotkałem osobiście 

wszystkich członków rodziny, mam wrażenie, że was znam. Maja wiele opowiadała o swoich 

najbliższych.

Idę korciło, by zapytać go, czego dowiedział się od Mai, ale ugryzła się w język. Nie 

miała prawa dociekać, z czego siostra zwierzyła się przyjacielowi w chwili szczerości. To nie 

jej sprawa. Zresztą Bergfors mógłby się obrazić, gdyby go nakłaniała do wyjawienia tego.

Ida przespała całą dobę twardym snem. Nic jej się nie śniło. A kiedy się obudziła, w 

pierwszej chwili nie wiedziała, gdzie jest. Słyszała trzask palącego się drewna. Było ciepło. 

Czuła się świeża i czysta.

Z trudem podniosła powieki. Nadal widziała niewyraźnie, ale choć strasznie piekły ją 

oczy, rozejrzała się wokół zaciekawiona. Usiadła na miękkim jak obłok łóżku i nagle wróciła 

jej pamięć.

Mroźna noc, ściśnięte w dłoniach lejce, strach, który wypełniał każdy skrawek jej ciała, 

przenikliwy ziąb... i jedyne pragnienie: dotrzeć do pałacu w Tornio.

Dojechała.

Przypomniała sobie gorącą kąpiel, zapach mydła, ale zupełnie nie pamiętała chwili, gdy 

wyszła z balii i ubrała się. A przecież taką piękną nocną koszulę ozdobioną mereżką powinna 

zapamiętać! Popatrzyła na siebie z zachwytem. Niepojęte, że ktoś sypiał  w koszuli,  której 

uszycie zajęło z pewnością wiele dni.

Do pokoju wkradało się światło dnia. Ida nie miała pojęcia, czy to jeszcze ten sam 

dzień, w którym przybyła, czy może już następny.

W pomieszczeniu była zupełnie sama.

Mikkal? Sedolf?

Wyszła na korytarz w samej nocnej koszuli. Była boso, ale nie marzła, bo w całym 

budynku   panowało   przyjemne   ciepło.   Marcus   Runefelt   mógł   sobie   pozwolić   na   opalanie 

background image

wielkiego pałacu. Poza tym nie musiał się sam pochylać, by podłożyć do ognia.

Ida usłyszała przytłumione głosy dobiegające z końca długiego korytarza. Ruszyła w tę 

stronę. Doszła do schodów, zatrzymała się i nabrała pewności, że głosy dochodzą z dołu. 

Nagle... Zacisnęła z całej siły dłoń na poręczy. Wśród strzępów prowadzonej po szwedzku 

rozmowy usłyszała głos Sedolfa...

W jednej chwili zapomniała, że jest w obcym domu.

Zbiegła po schodach niczym podlotek i wtargnęła przez uchylone drzwi, zza których 

słyszała rozmowę.

Na   krześle   siedział   Sedolf   ubrany   w   białą,   luźną   koszulę   rozpiętą   pod   szyją   i 

dopasowane na biodrach spodnie.

Nie widziała nikogo prócz niego.

Upadła przed nim na kolana i objąwszy mocno, rozpłakała się, wtulona w jego udo. 

Pogłaskał ją po włosach.

Ida poczuła się tak, jakby znów wszystko w jej świecie znalazło się na swoim miejscu. 

Speszona, podniosła wzrok i dopiero teraz dostrzegła Marcusa Runefelta. Jego twarz pozostała 

niewzruszona,   ale   zmarszczki   w   kącikach   ust   jakby   złagodniały.   Pośpiesznie   umknął 

spojrzeniem, ale Idzie zdawało się, że dostrzegła w jego oczach jakiś dziwny błysk.

Zauważyła też doktora Bergforsa, który przyglądał jej się, nie kryjąc ciekawości. Patrzył 

jakoś  dziwnie,  nie tak, jak można by się spodziewać po kimś  nieznajomym. Ale  przecież 

powiedział wcześniej, że odnosi wrażenie, jakby ją znał, ponieważ przyjaźni się z Mają.

Nagle  uświadomiła sobie,  że ubrana jest  tylko w nocną koszulę,  w której  wygląda 

niewinnie niczym panna młoda. Poczuła się trochę jak w nie swojej skórze, bo przecież dawno 

już przestała być młodziutkim dziewczęciem.

Mężczyźni siedzieli na krzesłach przy niewielkim stoliku. Ida pozostała u stóp Sedolf a, 

którego   ręka   tak   przyjemnie   spoczęła   na   jej   ramieniu.   Ciągle   nie   mogła   uwierzyć,   że   to 

naprawdę   on,   choć   czuła   płynące   od   niego   ciepło.   Nie   mogła   oderwać   od   męża   wzroku. 

Kochała go aż do bólu.

- Przespałaś cały dzień i całą noc, maleńka - uśmiechnął się Sedolf.

Głowę miał owiniętą bandażem, odcinającym się bielą od jego ciemnych włosów, ale 

twarz była taka jak zwykle, te same oczy i uśmiech.

- A ty? - zapytała. - Wczoraj odzyskałem przytomność - wyjaśnił, rozchylając usta w 

charakterystycznym uwodzicielskim uśmiechu, który, odkąd się poznali, na przemian irytował 

ją lub zachwycał. - Głowa mi pękała. Nie pamiętam zupełnie, co się stało. Przypominam sobie 

tylko, że ułożyliśmy się do snu w opuszczonej chacie, no a obudziłem się w zupełnie innym 

background image

miejscu...

-  W  takich   przypadkach   utrata   pamięci   nie  jest   czymś   wyjątkowym  -  pośpieszył   z 

fachowym wyjaśnieniem doktor. - Najczęściej pamięć stopniowo powraca. Tylko w skrajnych 

przypadkach następuje całkowita i bezpowrotna amnezja. Przynajmniej tyle mi wiadomo...

Otworzył drzwi.

- Dokonałaś nie lada wyczynu - powiedział Sedolf, gładząc Idę po karku i muskając 

palcami płatek jej ucha. Ich spojrzenia spotkały się. Łatwo zatracali się w sobie i zachowywali 

się tak, jakby świat poza nimi nie istniał.

- Zrobiłbyś dla mnie to samo.

- Ale dla ciebie, maleńka, było to o wiele trudniejsze.

Ida nie odpowiedziała. Była bezgranicznie wdzięczna losowi, że Sedolf nie odniósł 

większych obrażeń i jest z nim na tyle dobrze, że może siedzieć.

- Trochę kręci mi się jeszcze w głowie - wyjaśnił Sedolf. - I boli mnie, szczególnie gdy 

o czymś intensywnie myślę. Nie mogę też za dużo chodzić. Ale siedzę tak jak dawniej...

Humor go jak zwykle nie opuszczał. Sedolf wyznawał zasadę, że nie ma w życiu wielu 

spraw tak poważnych, by nie dało się z nich pożartować.

- Mikkal? Sedolf uśmiechnął się ciepło.

- Ten mały troll bez reszty oczarował kucharkę, która rozpieszcza go bardziej niż ty w 

największych chwilach słabości. Wyobraź sobie, że odwrócił się plecami do swojego starego 

ojca i wolał przytulić się do tej pulchnej kobiety...

Sedolf   zwichrzył   Idzie   włosy,   a   ona,   mrugnąwszy   do   niego   porozumiewawczo, 

skwitowała:

- Cóż, gdybyś miał wybierać, pewnie postąpiłbyś tak samo...

Bergfors poczuł, jak ściska go w gardle.

Jeśli   istnieje   prawdziwa   miłość,   to   teraz   był   jej   świadkiem.   Tych   dwoje   dojrzało 

wspólnie do tego uczucia, poznając się dokładnie i osiągając pełną harmonię.

Idy nie dało się nie lubić, budziła sympatię tak samo jak Sedolf. Byli nierozdzielni.

Nie   chciałby   za   nic   w   świecie,   by   cokolwiek   stanęło   między   tymi   dwojgiem,   bo 

nieczęsto spotyka się taką miłość.

Zresztą Ailo pewnie też by tego nie chciał.

Mimo wszystko to on dokonał wyboru i zadecydował za siebie i za Idę.

Nigdy nie dał jej szansy wypowiedzenia własnego sądu. Musiałby być człowiekiem 

pozbawionym serca, żeby ją pytać teraz.

- Sanie są gotowe do drogi, woźnica już czeka - oznajmił Runefelt, patrząc gdzieś ponad 

background image

głowami swoich gości. Wydawało się, że widok Idy sprawia mu przykrość. Ida, wrażliwa na 

nastroje, natychmiast to wyczuła.

-   Najlepiej   wyruszyć   przed   południem.   Wówczas,   jeśli   nie   wydarzy   się   nic 

nieprzewidzianego, powinniście dojechać na miejsce przed nocą. Po lodzie mknie się naprawdę 

szybko. Pogoda sprzyja...

- Pojadę z wami - dodał Bergfors. - Nie zostawię przecież pacjenta bez opieki.

Był to oczywiście tylko pretekst. Tak naprawdę doktora ciekawiło spotkanie rodzinne na 

Hailuoto i nie darowałby sobie, gdyby cokolwiek mu umknęło. Domyślał się, co się teraz dzieje 

na wyspie. Jak wszyscy trwają w nerwowym oczekiwaniu, próbując zachować pozory spokoju.

Ida,  zerkając  na  Marcusa  Runefelta,   z nabożeństwem  dotknęła koronek przy szyi  i 

jedwabnej tasiemki przewleczonej przez haftowane dziurki. Nigdy nie miała na sobie równie 

delikatnego stroju. Zdawało jej się, że został uszyty z motylich skrzydeł.

-   Koszula   nocna...   -   powiedziała   znienacka,   przyciągając   tymi   słowami   uwagę 

Runefelta. - ... należała pewnie do pańskiej żony?

Popatrzył na nią przeciągle, starając się ukryć przed nią swoje uczucia. Nie chciał, by 

udało jej się dostrzec blask gdzieś głęboko w jego oczach. Teraz dopiero zaczął pojmować, 

dlaczego od pierwszego wejrzenia nie polubili się z Mają. Synowa była pierwszą niebezpieczną 

kobietą, którą spotkał na swej drodze. Teraz dołączyła ta druga.

- Tak - odpowiedział wreszcie cicho. - Moja żona miała ją na sobie w noc poślubną.

Wstał z krzesła i wyszedł z pokoju.

Bergfors odprowadził go spojrzeniem, a gdy zamknęły się drzwi, nasłuchiwał odgłosu 

kroków potężnego arystokraty.

- Zrobiłaś na nim wrażenie, siostro Mai - rzucił doktor po chwili i uśmiechnął się do niej 

blado. - Nie znacie go i pewnie niewiele z tego rozumiecie, ale ja jeszcze nigdy nie widziałem 

go tak poruszonego. Przy Mai traci panowanie, ale rolę złośnika doskonałe opanował. Gorzej z 

tą... - Bergfors potrząsnął głową: - Jesteś, Ido, jedyną znaną mi osobą, przy której Marcus 

Runefelt stracił pewność siebie. W obecności innych...

- Kobiety z rodu Idy tak działają na mężczyzn - wtrącił się Sedolf, nawijając na palec 

rudy lok, a na jego ustach pojawił się dumny uśmiech. Niewielu mężów skwitowałoby to z 

takim spokojem, ale Sedolf nie czuł się zagrożony. Oboje z Idą ufali sobie bezgranicznie.

- Słyszałem o tym - mruknął doktor. - Zresztą widziałem, co działo się z Mają. Nie 

sądziłem jednak, że ktoś jeszcze z członków rodziny posiada ten sam dar, choć w nieco innej 

odmianie. Dar, a może przekleństwo... - dodał. - Bo przecież to również bardzo obciążające, 

prawda?

background image

Ida przytaknęła.

- Ciągle nie mogę uwierzyć, że jesteśmy tak blisko, Sedolfie. I tak się boję...

Ida   dotknęła   męża,   którego   omal   nie   straciła.   Niepojęte,   że   nadal   był   przy   niej. 

Mimowolnie przez cały czas upewniała się, że to on, cały i zdrowy.

Bergfors wstał i zaczął przechadzać się wokół pokoju, nieco zakłopotany, że stał się 

świadkiem bardzo intymnej rozmowy, choć był przekonany, że Ida i Sedolf nie robili tego na 

pokaz.

W jego głowie kłębiły się myśli, których za nic w świecie nie chciał zdradzić. Bał się, 

czy nie dadzą się one wyczytać z jego twarzy.

Ta dziewczyna wyczuwała wrażenia, uczucia i nastroje. Może nie zauważyłby tego, 

gdyby nie znał Mai i nie wiedział, jakie drzemią w niej talenty. Ale bogaty w tę wiedzę, uznał 

za naturalne, że siostra Mai także odziedziczyła podobne zdolności po matce.

Miał   tylko   nadzieję,   że   mieszkańcy   wyspy   zdają   sobie   sprawę   z   możliwości   Idy   i 

wiedzą, co rozpętali, zapraszając ją wraz z mężem. Sedolf wspomniał bowiem, że przybywają 

na zaproszenie.

- Nie mam powodu do lęku - ciągnęła Ida zamyślona. - Ale im bliżej celu, tym większą 

czuję niechęć. Mam wrażenie, że wyrasta przede mną bardzo wysoka ściana, cala z lodu. Mogę 

przez nią patrzeć, ale nic więcej... Uff, to brzmi idiotycznie - roześmiała się lekceważąco. - 

Czegóż miałabym się obawiać? - zastanawiała się głośno i tym razem pochwyciła wzrok dok-

tora. Popatrzyła na niego badawczo, jakby podejrzewała, że ukrywa przed nią coś ważnego.

- Jesteś zmęczona długą podróżą, masz napięte nerwy - skwitował z niezbitą pewnością 

siebie. - Zresztą o tej porze roku, moje dziecko, zdarzają się takie stany przygnębienia. To, co 

przeżyłaś   w   ostatnich   dniach,   niejednego   by   złamało...   -   Doktor   rozłożył   ręce   i   dodał:   - 

Powinnaś się wyłącznie cieszyć, bo na wyspie wszyscy ciebie oczekują: twoja siostra, brat, ich 

rodziny...

Nie domyślała się, kto jeszcze.

Uśmiechnął się swym najserdeczniejszym z uśmiechów. Spocił się jednak jak szczur. W 

duchu radował się, że ta dziewczyna nie jest jasnowidzem, choć chętnie poznałby kogoś, kto 

potrafiłby czytać w myślach.

Ailo, ty draniu! klął w duchu. Czy to ty rozpętałeś to wszystko?

Ale zaraz pożałował swego gniewu. Nie znał bowiem sympatyczniejszego człowieka 

niż Ailo. Czy można się dziwić, że pojmował sprawiedliwość inaczej niż inni, skoro w jednej 

chwili jego życie zmieniło swój bieg? Czy on, Bergfors, miał prawo go oceniać?

Ida uśmiechnęła się, najwyraźniej pocieszona jego zapewnieniami, że nie ma powodu 

background image

do obaw. Podniosła wzrok na Sedolfa i powiedziała:

- W takim razie podążajmy za złotym ptakiem.

Sedolf zgodnie skinął głową.

Bergfors zamarł. Pamiętał ozdoby Ailo, widział zresztą wiele jego prac. Ulubionym 

motywem   Lapończyka   były   ptaki.   Doktor   nigdy   nie   rozumiał   dokładnie,   co   owe   ptaki 

symbolizują, choć domyślał się, że stanowią swoisty amulet.

Ale za tym chyba kryło się coś więcej...

Przeraził się.

W posiadłości Marcusa Runefelta zajęto się nimi bardzo troskliwie. Twierdzić inaczej 

byłoby kłamstwem. Nawet uprano im ubrania i wysuszono na piecach, które grzały przez całą 

noc.

Kryte sanie Runefelta dobitnie świadczyły o zajmowanej przez niego pozycji. Sam król 

by się takich nie powstydził. Obszerne, przestronne, ze skórzanymi siedzeniami i oparciami, po 

obu stronach miały oszklone okienka, przez które można było obserwować drogę.

Ida aż się uśmiechnęła, kiedy zobaczyła,  jaka wygodna czeka ich  podróż. Na ręku 

trzymała Mikkala otulonego skórzanym śpiworem, choć w tych warunkach ciepłe okrycie nie 

było takie ważne jak podczas wcześniejszej podróży. Ida miała ochotę roześmiać się z radości, 

powstrzymała się jednak z obawy, że mogłaby zostać opacznie zrozumiana.

Na drogę otrzymali kosz z prowiantem, starannie zapakowany przez kucharkę. Bagaż 

został umieszczony w kufrach na tyle sań.

Ida przepuściła Sedolfa przodem. Poczekała, aż ustawi w środku skrzynkę ze złotem, a 

potem weszła z Mikkalem. Woreczek ze srebrem Ailo pozostał ukryty w śpiworku Mikkala, w 

bezpiecznej, jak się okazało, kryjówce.

Lekarz nie zabrał ze sobą dużo rzeczy. Usiadł na siedzeniu naprzeciwko nich, odwrotnie 

do kierunku jazdy.

Podziękowali gorąco za wszystko. Sam Runefelt przyszedł się pożegnać, ale nie prosił, 

by pozdrowili rodzinę syna. Idzie wydało się to co najmniej dziwne. Nie potrafiła pojąć upartej 

niechęci tego człowieka do swych najbliższych.

Podejrzewała, że nie może darować synowi popełnionego mezaliansu. Maja nie była 

wymarzoną kandydatką na żonę dla jedynego syna. Ida starała się go zrozumieć, mimo to nie 

mieściło jej się w głowie, że przerodziło się to w taką długotrwałą wrogość.

- Chyba czuje się samotny - odezwała się do Bergforsa, gdy już ruszyli.

Jej słowa całkowicie zaskoczyły doktora, który zrazu nawet nie zrozumiał, kogo Ida ma 

na myśli.

background image

- Stary Runefelt? Samotny? - Długą chwilę rozważał to w myślach. Potem, mrużąc 

oczy, spojrzał na nią. Pomimo młodego wieku była świetnym obserwatorem. - Całe szczęście, 

że mu tego nie powiedziałaś - rzekł oschle. - Bo pewnie byście musieli iść pieszo do Hailuoto. - 

Uśmiechnął się do Idy. - Runefelt jest szczególny, choć takich samotnych mężczyzn w wielkich 

domach spotyka się wielu. Niektórzy nawet mają rodzinę, która zajmuje część pomieszczeń, 

tylko że oni zapomnieli, jak rozmawiać z najbliższymi. Runefelt ma służbę, paru znajomych 

podobnych do niego... i garść wspomnień, coraz bardziej oddalających go od rzeczywistości. 

Tak, to samotny człowiek. Ale taka jest cena władzy.

- Rozumiem, że może nie lubić Mai...

- Łagodnie to ujęłaś - uznał doktor, a w jego oczach pojawił się smutek. - Maja jest 

szczera do bólu i mówi prosto w oczy to, co myśli. Marcus nie przywykł do takich ludzi. A już 

w ogóle nie spotkał chyba nigdy takiej  kobiety. Maja wtargnęła do świata mężczyzn. Nie 

rozumiał tego, nie podobało mu się to, ale niewiele mógł uczynić, by temu przeszkodzić. Potem 

złapała w sieci jego syna, jedynego, drogiego mu syna, z którym wiązał tyle planów. Tak on to 

widzi, chociaż prawda, której Runefelt nie chce przyjąć do wiadomości, jest całkiem inna. 

William gotów był zabić, byleby tylko dostać Maję. Pobrali się bez zgody ojca. Maja otrzymała 

Hailuoto, no i urodziła Williamowi syna, przedłużenie rodu. Dlatego też stary nie może ich tak 

po prostu odtrącić. Syn Williama jest jego wnukiem. A więzy krwi mają dla każdego Runefelta 

ogromne znaczenie. Maja jest tolerowana tylko ze względu na syna - dodał Bergfors ze smut-

kiem. - Chciał ją przekupić, zanim mały przyszedł na świat. Potem było już za późno. Runefelt 

nie ocenia ludzi na podstawie ich charakteru i zachowania, dla niego ważne jest, jaka płynie w 

nich krew.

Ida przełknęła ślinę. Starszy pan wydał się jej dość miły, chociaż robił wrażenie despoty 

i wzbudzał respekt, ale doktor odmalował jej całkiem inny obraz tego człowieka. Z kimś takim 

nie chciałaby zawrzeć bliższej znajomości.

- Najgorsze jednak jest to, że Marcus okazuje jawnie swoją pogardę. Maja ma to w 

nosie i udaje, że nie obchodzi jej, co o niej sądzi. Williama to boli. Wie, że Maja jest bardzo 

wrażliwa. Ale Marcus nigdy się o tym nie dowie.

- Tak, Maję łatwo zranić - przyznała Ida. - Bardzo łatwo. Ale ukrywa to starannie.

Uświadomiła sobie, że życie siostry nie jest usłane różami, mimo że otacza ją przepych, 

o jakim Ida w ogóle nie śniła. Co prawda Reijo starał się na to przygotować córkę, Ida jednak 

nie spodziewała się, że świat Runefeltów i ich świat dzieli tak głęboka przepaść, póki nie 

stanęła u dwuskrzydłowych rzeźbionych drzwi do pałacu w Tornio.

Przytuliła się do Sedolfa, który trzymał na kolanach Mikkala. Chłopczyk miał wielką 

background image

uciechę, patrząc przez okienko. Rozpłaszczył nos i zaśmiewał się rozbrajająco, gdy na zimnej 

szybie tworzyła się chmurka z pary. Fascynowało go, że jadą tak szybko. Daleko za nimi 

pozostał ląd. Od celu dzielił  ich raptem jeden dzień drogi. Na razie Hailuoto pozostawało 

niewidoczne dla oczu.

Ida przywołała z pamięci obraz Mai, Knuta i Anjo. Tylko twarzy małego Karla nie 

potrafiła sobie wyobrazić. Malec na pewno się zmienił. Dwojga pozostałych brzdąców nigdy 

jeszcze nie widziała.

Obcy, niepojęty świat Mai.

Niebawem   przestąpią   wspólnie   z   Sedolfem   jego   próg.   Ida   lękała   się,   ale   czuła,   że 

postępuje właściwie.

Była niemal pewna, że gdyby mogła wyjrzeć, zobaczyłaby nad głową złotego ptaka, 

wskazującego drogę.

background image

5

Tej nocy na Hailuoto tylko dzieci położyły się spać. Dorośli czuwali w pełnym napięcia 

oczekiwaniu. Ailo, bezradny, zlany potem, tłukł się po salonie; nie potrafił usiedzieć dłużej na 

jednym miejscu.

Wiadomość przekazana przez posłańca z Tornio spadła na nich niczym grom z jasnego 

nieba.   Nikt   nie  spodziewał   się   gości   z  Lyngen   tak  wcześnie.   Teraz   znów  godziny  do  ich 

przyjazdu wlokły się w nieskończoność.

Siedzieli w milczeniu, niezdolni przełożyć myśli na słowa. Razem, a mimo to każdy 

pogrążony   we   własnym   świecie.   Ailo   chyba   najbardziej   samotny   ze   wszystkich.   Nie 

przypuszczał, że tak to będzie przeżywał. Pożałował swojej decyzji i gdyby mógł, pewnie by ją 

cofnął, ale na to było już za późno.

On pierwszy usłyszał nadjeżdżające sanie. Zerwał się, chwycił kurtkę zawieszoną na 

oparciu krzesła i pogładził Annę Kajsę po włosach. Maja objęła go mocno i ucałowała. W tym 

momencie   znowu   rozumiał   się   z   nią   bez   słów.   A  potem   pośpiesznie   wybiegł   kuchennym 

wyjściem i schował się na tyłach domu blisko pokoi dla służby. Poruszał się po wydeptanych w 

śniegu ścieżkach, tak by jego ślady zginęły wśród innych.

Stał i czekał.

Odgłosy nadjeżdżającego zaprzęgu nasilały się w ciemnościach. Ailo, zamknięty na 

inne wrażenia, słyszał parskanie koni tak wyraźnie, że spodziewał się, iż lada chwila wyłonią 

się z mroku.

- No, to jesteśmy na miejscu! - doleciał go znajomy głos doktora.

Uśmiechnął się sam do siebie. Bergfors nie mógłby z tego zrezygnować...

Odgłos   kroków   na   zmarzniętym   podłożu.   Przy   samym   wejściu   było   tak   ślisko,   że 

musieli posypać ścieżkę piaskiem, by nikt nie upadł i nie potłukł się.

- Nie sądziłam, że dom jest taki duży! Ailo zamknął oczy i oparł się o ścianę. Zapiekły 

go policzki. Gorące łzy studzone przez mroźną noc popłynęły mu z oczu. Ciężko przełykał 

ślinę. Rozpalony jak w gorączce, zacisnął pięści. Dłonie nie marzły mu, choć nie zabrał z domu 

rękawic.

Marudny dziecięcy głosik zawołał z lękiem: „mama”.

Ailo osunął się w kucki, nie będąc w stanie dłużej utrzymać się na nogach. Oparł czoło 

o kolana i obejmując je ramionami, ukrył twarz. Zapłakał cicho, by nikt go nie usłyszał, a łzy 

wsiąkały w miękką skórę spodni.

Zamknął się na odgłosy powitania, z którego sam był wyłączony.

background image

Dopiero   teraz   tak   naprawdę   dotarło   do   niego,   z   czego   zrezygnował,   dobrowolnie 

skazując Ailo z Ruiji na śmierć, i poczuł ból nie do zniesienia.

Kiedy dostrzegli majaczące w ciemnościach zarysy budynków i Bergfors oznajmił im, 

że są już prawie na miejscu, Idę jeszcze mocniej ścisnęło w żołądku.

Jechali przez chwilę wzdłuż brzegów wyspy, a potem skręcili w głąb lądu i ujrzeli 

rozświetlony gmach.

Idę przytłoczył ów nowy świat Mai. Ze zdenerwowania z trudem łapała oddech.

W ogóle nie czuła, że ma zimne ręce. Uświadomiła to sobie dopiero, kiedy Sedolf, który 

nie wypuszczał jej dłoni, zapytał, czy marznie.

Sanie   zwolniły.   Ida   oniemiała   z   wrażenia.   Ojciec   powinien   ją   uprzedzić,   że   Maja 

mieszka teraz w pałacu! W pewnym sensie rozumiała, dlaczego Marcus Runefelt nie może 

wybaczyć synowi, że wybrał sobie żonę, która nie należała do ich świata.

Doktor wysiadł pierwszy. Ida za nim, strasznie zdenerwowana. W otwartych na oścież 

drzwiach na tle złocistego snopu światła zobaczyła ciemne sylwetki. Niemal fizycznie odczuła 

płynące stamtąd ciepło. Rozpoznała wszystkich, mimo że z miejsca, w którym stała, nie byli 

dokładnie widoczni. Anjo pierwsza zbiegła po schodach...

- No to jesteśmy na miejscu - powiedział Bergfors nieco zmienionym, jakby odrobinę 

zalęknionym głosem. Ale Ida nie zwróciła na to uwagi, zafrapowana rzędem rozświetlonych 

okien.

- Nie przypuszczałam, że to taki duży dom! Trzymała na rękach Mikkala, zasłaniając się 

nim jak tarczą. Dziecko dopiero co się obudziło i było trochę marudne. Najchętniej wróciłoby 

do Tornio do ciepłej kuchni, gdzie kucharka więcej czasu poświęcała na rozpieszczanie go niż 

na przygotowywanie posiłków.

- Mama... - popłakiwał.

Ida   postąpiła   krok   naprzód.   Słyszała,   że   Sedolf   podąża   za   nią.   Przywróciło   jej   to 

poczucie bezpieczeństwa. Wiedziała, że nie jest sama, bo ma go blisko siebie.

- Jesteśmy już na miejscu, kochanie - uspokajała dziecko. - Ciocia Anjo jest tutaj i 

Karl...

Ale te imiona nie wywoływały w małym Mikkalu wspomnień. Wiele czasu upłynęło od 

wyjazdu   z   Lyngen   rodziny   Knuta.   Dla   takiego   małego   dziecka   to   niemal   wieczność.   Był 

zmęczony, zaspany, było mu zimno. Nie rozumiał, że wreszcie dotarli na miejsce i skończyła 

się długa, uciążliwa podróż...

Rozpłakał się i uchwycił kurczowo szyi Idy. Tylko u mamy czuł się bezpiecznie.

Ale oto już oboje wpadli w objęcia Anjo, która śmiała się i płakała na przemian, a z jej 

background image

ust płynęły strumieniem fińskie i norweskie słowa, właściwie bez związku, wyrażające jednak 

szczerą radość ze spotkania.

Kolejna para rąk. Knut wyściskał mocno siostrę i zwichrzył jej włosy. Przytulił szorstki 

policzek do jej twarzy. W jego oczach wyczytała, że stęsknił się za nią.

Porwana przez falę ciepła i czułości, przekazywana z jednych ramion do drugich, nie 

zorientowała się nawet, kiedy znalazła się na szczycie schodów.

Milo spotkać się z takim przyjęciem!

Maja, jak przystało na gospodynię, powitała ich w drzwiach wejściowych. Najpierw 

ścisnęła dłoń siostry i dopiero potem chwyciła ją w objęcia i długo nie wypuszczała z ramion. 

Walczyła ze łzami. Z trudem udało jej się nie rozpłakać.

A potem Ida popatrzyła wprost w przyjazną szczerą twarz. Dostrzegła potężną postać 

równie dominującą jak Marcus Runefelt, ale nie wzbudzającą lęku. Uśmiechając się szeroko na 

powitanie, William rzucił wesoło:

-  A  więc   to jest   najmłodsza  siostra  Mai!   Dłoń  Idy  utonęła  w  jego   potężnej   dłoni. 

Pochylił się i ucałował ją. Przy mężu Mai nawet Sedolf wydawał się niepozorny.

- Najmłodsza spośród rodzeństwa, pupilek wszystkich, co? - dodał, jakby chciał się 

przekomarzać.

- Już nie - odparła ze śmiechem Ida, która od razu go polubiła.

Zmęczona podróżą, obolała, marzyła, by wreszcie rozprostować kości. Ale czuła się tak, 

jakby znalazła się w domu. Co z tego, że budynek przypominał pałac, ważne, że atmosfera była 

domowa.

- Dzień przed moimi urodzinami Helena urodziła synka. Przybyło więc nas. Mały ma na 

imię Ivar Antti.

Musiała się natychmiast podzielić tą najważniejszą nowiną.

Nie omieszkała przy tym zerknąć z troską na Maję.

Przez twarz siostry przemknął lekki cień, ale nic nie zmąciło radości w jej oczach. Maja 

zawsze była skryta i z trudem dało się cokolwiek odgadnąć z jej spojrzenia.

Ida zauważyła tymczasem talię Mai i ucieszyła się, domyślając się wszystkiego.

Przyjrzała się Williamowi i stwierdziła, że nie przypomina on ani Simona, ani Heino. 

Był silny i zdecydowany, ale nie odstępował Mai i wodził za nią oczami z miłością.

Ida przebywała na Hailuoto dopiero od kilku minut, ale już wiedziała, że Mai jeszcze 

nigdy nikt tak nie kochał, a i ona nigdy nie była taka szczęśliwa.

Zapragnęła raz jeszcze wycałować siostrę i nie omieszkała tego uczynić.

Wywołało to salwę śmiechu, rozładowując trochę podniosły nastrój chwili.

background image

Mikkal   miał   już   dosyć   uścisków   i   całusów.   Wyciągnął   ręce   do   Sedolfa,   a   ten   z 

uśmiechem wziął chłopca.

- My, mężczyźni, musimy się trzymać razem - powiedział z powagą i poprawił ciemną, 

niesforną grzywkę Mikkala.

Maja pociągnęła Idę w kierunku jasnowłosej dziewczyny, która sprawiała wrażenie, 

jakby chciała się ukryć za zasłoną.

- To jest Anna Kajsa - przedstawiła ją Maja. - Przyrodnia siostra Williama. Mieszka z 

mężem na wyspie, ale w osobnym domu.

Ida uścisnęła dłoń dziewczyny, która wydała jej się zbyt młoda na mężatkę, i omal nie 

wyraziła głośno swojej opinii, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język.

Zastanowiło ją jednak, dlaczego dziewczyna tak badawczo ją lustruje. Dlaczego w jej 

spojrzeniu kryje się coś więcej niż tylko zwykła powaga.

- Miło cię poznać - powiedziała Ida. Anna Kajsa tylko skinęła głową, ale Ida wytłuma-

czyła sobie, że dziewczyna pewnie jest nieśmiała.

- Jej mąż jest inwalidą - rzekła Maja z niechęcią, co zwróciło uwagę Idy. Maja bowiem 

zawsze   była   najgorliwszą   obrończynią   słabych   i   pokrzywdzonych   przez   los   i   nigdy   nie 

wyrażała się o nich źle. Te słowa jednak wypowiedziała z takim trudem, jakby ktoś przywiązał 

jej ołów do języka.

- Najchętniej trzyma się na uboczu - wyjaśnił William, obejmując jednym ramieniem 

Maję, a drugim siostrę. Dwie kobiety wyglądały niepozornie przy tym silnym i opiekuńczym 

olbrzymie.   -   Chodzi   własnymi   ścieżkami   i   jest   dość   nieufny,   szczególnie   wobec 

nieznajomych...

Napotkawszy jego prostoduszne spojrzenie, Ida, domyśliła się, że to temat tabu. Coś jej 

mówiło, że nie spotkają się z mężem Anny Kajsy. Pozostanie dla nich niewidzialny...

-   Axel   ma   swoje   powody   -   wtrącił   Knut.   Ida   nie   zamierzała   drążyć   tego   tematu. 

Chodziło wszak o kogoś obcego. Wyspa nie jest jej domem, przybyła tu jedynie w gości. Nie 

miała zamiaru poznawać wszystkich tutejszych tajemnic.

Przeszli wszyscy do jednego z salonów, w którym przy tak dużej gromadce osób zrobiło 

się tłoczno. Trochę to podbudowało Idę, bo mimowolnie porównała wnętrze salonu z izbą w 

chacie ojca na cyplu. Solidne ściany z bali, wygładzone, ozdabiały misternie złocone tapety, 

które czyniły to przestronne wnętrze przytulnym.

Czy tata czuł się tu mały i zagubiony?

Może dlatego tak niewiele opowiadał o wizycie w domu Mai?

Mikkal zasnął na rękach Sedolfa. Nie zauważył nawet, że Sedolf ostrożnie zdjął mu z 

background image

głowy czapkę, rękawice i grubą kurtkę.

Mały chłopczyk wkroczył do nowego świata, ale nic go to nie obchodziło.

- Myślałam, że już nigdy nie dojedziemy - wyznała Ida. - Co rusz wpadałam w panikę. 

Byłam niemal pewna, że zamarzniemy na śmierć, umrzemy z głodu, zabłądzimy albo...

- Groziło nam jeszcze parę innych niebezpieczeństw, które mogły się narodzić jedynie 

w bujnej wyobraźni Idy - uzupełnił Sedolf żartobliwie.

- Słyszeliśmy, że zostaliście napadnięci - wtrąciła Maja.

Sedolf   nadal   miał   głowę   owiniętą   bandażem.   Wyglądało   to   groźnie,   ale   w 

rzeczywistości czuł się nie najgorzej. Dobrze zniósł podróż wygodnymi saniami.

Ida skrzywiła się  na samo wspomnienie feralnej  nocy,  dopiero teraz  w pełni sobie 

uświadamiając grozę sytuacji.

- Właściwie wtedy nie tyle się przestraszyłam, co rozgniewałam. Ale jak teraz pomyślę, 

co się mogło stać, skóra mi cierpnie...

Knut patrzył na nią rozbawiony. Przysiadł na oparciu krzesła, na którym siedziała, żeby 

być jak najbliżej swojej ukochanej siostry. Ida, zawsze taka pełna życia! Jak dobrze było ją 

mieć przy sobie.

- Cala ty! Kto inny wyszedłby z takiej sytuacji obronną ręką? Zawsze powtarzałem, że 

cięty język jest twoją najmocniejszą bronią.

Spojrzała na niego, ciskając z oczu błyskawice. Ale Sedolf roześmiał się żartobliwie, 

najwyraźniej przyznając Knutowi rację.

- Gdybym wiedziała, że okażesz się tak niewdzięczny, oddałabym rabusiom ten twój 

skarb - odgryzła się Ida z miną niewiniątka. - Bo to wszystko przez ciebie!

- Przeze mnie?

- Tak, wzięliśmy ze sobą twoje złoto, którego tak uporczywie szukali ludzie naczelnika. 

Zapomniałeś już?

Nie, Knut nie zapomniał. Nigdy by się jednak nie spodziewał, że złoto trafi do niego. W 

żartach nazywał je swoim dziedzictwem, ale tak naprawdę uważał, że jest własnością całej 

rodziny i wszystkie dzieci Raiji mają do niego takie samo prawo.

- Chyba, u diabła, nie wzięliście z sobą złota? - zapytał. - Co wam, do cholery, przyszło 

do   głowy?   Tak   się   narażać!   Jeszcze   się   dziwicie,   że   zostaliście   napadnięci   i   omal   nie 

przypłaciliście tego życiem. Do diabła, Sedolf, nie potrafisz tej mojej siostrze wbić do głowy 

trochę rozsądku?

- Właściwie nie - odparł.

- Co z niej za baba, jeśli się nie słucha swojego męża? - denerwował się Knut.

background image

- Wszystko się na szczęście dobrze skończyło - uspokoił go Sedolf.

Knut potrząsnął głową.

- Przecież my z Anjo nie cierpimy biedy.

- Życie kosztuje - powiedziała Ida łagodnie i poklepała brata po dłoni. - Podarowaliście 

nam swoje gospodarstwo, więc my mogliśmy chyba też oddać wam przysługę, prawda?

- Nawet nie chcę pytać, w jaki sposób odzyskaliście złoto.

Sedolf   ostrożnie   ułożył   Mikkala   obok   siebie.   Chłopiec   spał   głęboko,   w   ogóle   nie 

przeszkadzał mu szum rozmowy.

- Jeszcze nigdy nie słyszałem o naczelniku, który by chciał zwrócić zagarnięty uczciwie 

bądź nieuczciwie majątek. Ale może kiedyś musi być ten pierwszy raz...

- Mamy nowego naczelnika - wyjaśniła Ida łagodnie i pogładziła Knuta po policzku. 

Zawsze  spontanicznie   okazywała  swoje  uczucia.   -  Na   pewno  go   pamiętasz.   To   ten,   który 

podczas przeszukiwania domu powstrzymał swojego przełożonego, kiedy tamten rzucił się na 

mnie z pięściami.

- Wtedy kiedy mu powiedziałaś parę słów prawdy - przypomniał sobie Knut, obejmując 

Idę ramieniem.

- Jednego tylko nie rozumiem. Dlaczego?

- No cóż, nie on pierwszy uległ urokowi naszej Idy - wyjaśnił Sedolf.

Może inni mężowie nie potrafiliby mówić o tym spokojnie, ale Sedolf nie pozwolił, 

żeby chwila zapomnienia mogła zniszczyć wielką miłość. Tamto należało do przeszłości. Może 

wówczas miało jakieś znaczenie. Ale nie zamierzał tego wyolbrzymiać. Po prostu, dwoje ludzi 

odnalazło się w mroku na wyspie ciepła pod płonącym niebem w mroźną noc.

Na krótką chwilę.

Ida, podobnie jak jej matka, była kobietą, z którą spotkanie zmieniało życie każdego 

mężczyzny.

Knut przyjął to wytłumaczenie bez zmrużenia oka. Aż nazbyt dobrze znał swoją siostrę, 

a odkąd poślubił Anjo, nauczył się rozumieć, co kryją zakamarki kobiecej duszy. Z wolna 

poznawał wszystkie tajemnice, które dotąd były dla niego niejasne.

Maja zaprosiła wszystkich do stołu. Ida nie czuła głodu, bardziej napięcie. Jadła jednak, 

ponieważ posiłek dał im trochę wytchnienia. Gawędzili  o tym i owym. Był to czas, żeby 

rozejrzeć   się   dookoła,   przyjrzeć   się   nowym   twarzom,   a   także   popatrzeć   baczniej   na  tych, 

których, zdawało się, że się zna.

Przekonała   się,   że   otoczenie   może   zmienić   ludzi.   Przeraziło   ją   to   i   zapragnęła 

natychmiast wrócić do domu.

background image

A przecież planowała im wszystkim tyle opowiedzieć: Mai, Anjo, Knutowi.

Tak   bardzo   pragnęła   podzielić   się   swoimi   wspomnieniami.   Wywołała   z   pamięci 

znajome zapachy i dźwięki, żeby ubarwić nimi opis zdarzeń. Chciała umożliwić rodzeństwu 

przeniesienie się wyobraźnią nad fiord, opowiedzieć o wszystkim tak, by im się zdawało, że 

uczestniczyli w tych zdarzeniach.

Ale   nagle   nabrała   wątpliwości,   czy   w   ogóle   chcieliby   jej   słuchać.   Może   tylko   z 

uprzejmości udawaliby, że ich to interesuje.

Poza tym nie spodziewała się, że zastanie tu jakichś obcych ludzi.

Co oni by pojęli, słuchając jej opowieści? Uznaliby zapewne ich życie nad fiordem za 

szare i nudne.

Myśli kłębiły jej się w głowie, napływały i umykały. Słyszała szum głosów, ale nie 

rozpoznawała słów. Widziała wesołość na twarzy Sedolfa. Jego śmiech był taki zaraźliwy. On 

się tu czuł jak ryba w wodzie. Cieszyła się, chociaż jej to nie zaskoczyło. Sedolf już taki był od 

zawsze, czuł się swobodnie, gdziekolwiek się znalazł.

To  znalazło   się   przez   moment   w  zasięgu   jej   wzroku.   Leżało   w   cieniu,   dla   innych 

pozostając niewidoczne. Od dłuższej chwili zerkała w tamtą stronę, zrazu dlatego, że poczuła 

lekką satysfakcję, widząc, iż nawet w tym eleganckim świecie nie wszystko jest tak doskonałe i 

nienaganne. Że i tu coś leży porzucone niedbale na podłodze. Ale potem zainteresowało ją, co 

to   takiego.   Nachyliła   się   i   podniosła   spod   krzesła   Mai   brązowy   kawałek   skóry.   Nie 

przypuszczała, że jest tak bacznie obserwowana.

Nim zdążyła się wyprostować, Maja wyrwała jej ów kawałek skóry z rąk. Jej spojrzenie 

zdradzało panikę.

- Przepraszam - wybąkała Ida. Maja schowała nieszczęsny przedmiot za plecami.

Uśmiechnęła się, ale jej twarz zdawała się spięta, na czole pojawił się pot, a policzki 

spąsowiały. Ida nie mogła nie zauważyć spojrzenia, jakie wymieniła z Anną Kajsą, która także 

była śmiertelnie przerażona.

- Dzieci strasznie bałaganią - odezwała się pośpiesznie Anjo, ale nawet jej słowa nie 

zabrzmiały szczerze.

Ida nabrała nagle niejasnego przekonania, że coś się tu przed nią i Sedolfem ukrywa. Że 

wszyscy obecni w tym pomieszczeniu odgrywają spektakl, znany im samym tylko w ogólnym 

zarysie.

Nieszczerość i obłuda.

Prysnął gdzieś dobry nastrój.

- Jestem zmęczona - powiedziała. - Muszę położyć Mikkala. Zresztą ja także chętnie się 

background image

położę. O Sedolfie nie wspomnę, on już dawno powinien spać, z jego głową...

Wstała, nie pozostawiając gospodarzom innej możliwości, jak tylko wskazać im ich 

pokoje.

Choć zdawała sobie sprawę, że to dziecinne, poczuła coś w rodzaju satysfakcji.

Niech sobie tu siedzą teraz i zachodzą w głowę, co jej się stało. Nie opowie im już nic 

więcej o tym, co słychać w domu. Przynajmniej nie tej nocy.

- Dlaczego? - pytał Sedolf, ułożywszy się wygodnie w szerokim łóżku. Drzwi do pokoju 

dziecinnego pozostawili otwarte na oścież, ale Mikkal spał tak twardo, że nie bali się, że go 

zbudzą. - Dlaczego nagle odezwałaś się takim lodowatym głosem, kochanie? Nawet gdybyś im 

napyskowała, nie wydawałabyś się taka odpychająca. To zupełnie do ciebie niepodobne...

-   Nic   nie   zauważyłeś?   -   zdziwiła   się   Ida,   rozbierając   się.   Zsunęła   suknię,   ale   nie 

podniosła z podłogi. - Naprawdę nie odkryłeś ich kłamstw?

Sedolf rozłożył ręce. Lubił na nią patrzeć.

- W każdej rodzinie coś się ukrywa - rzucił lekko.

- Ale my należymy do rodziny!

- To niekoniecznie musi mieć związek z nami. - Sedolf trwał przy swoim. - Właściwie 

co to było, to, co podniosłaś z podłogi?

Ida usiadła przy nim i zamyślona pokręciła głową.

- Nie wiem. Ale chyba coś ważnego, skoro przez to powstało wielkie zamieszanie. Gdy 

owo coś podniosłam, wszyscy wpadli w popłoch. Nigdy nie widziałam Mai takiej purpurowej. 

Była przerażona, czoło pokryło jej się perlistym potem. Zamyślona nawinęła lok na palec.

- To było ze skóry, tego jestem pewna. Tak, to był kawałek skóry. Ale co może być 

groźnego w kawałku skóry? Możesz mi to wyjaśnić, Sedolfie?

Nie umiał jej na to odpowiedzieć.

- Będzie czas, by zgłębić ich tajemnice - uznał. - A może sami nam je wyjaśnią. Myślę, 

że nie powinnaś się gniewać, kochanie. Oni wszyscy tak się ucieszyli z twojego przyjazdu. 

Nawet Maja, a przecież ona, jak pamiętam, nigdy nie była nazbyt wylewna.

Ida wstała bezradna. Skręciła płomień w lampie, tak że wewnątrz okrągłego klosza tlił 

się jedynie maleńki płomyk. Palce mimowolnie dotknęły podstawki lampy. Wyczuła kwiaty, 

kształtem jakby znajome, ale w ciemnościach nie widziała dokładnie. A opuszki palców mogą 

się mylić.

Rozpięte skrzydło...

Dwa.

Serce na moment jej zamarło. Znów dotknęła palcami ptaka i uspokoiła się nieco.

background image

Fruwające   ptaki   nie   są   przecież   jakimś   wyjątkowym   motywem,   ale   skrzydła   tego 

układały się jakoś inaczej. To nie był jej ptak, złoty ptak.

To nie był ptak Ailo.

Ida podeszła do okna, które wychodziło chyba na ogród. Z boku widać stąd było schody 

wejściowe.

Dostrzegła dwie kobiety odziane w peleryny, które po chwili zniknęły w mroku.

Bez trudu rozpoznała Maję. Każde spośród swojego rodzeństwa poznałaby w każdej 

sytuacji. Druga kobieta była drobniejsza i szczuplejsza. Na pewno nie Anjo. Zapewne siostra 

Williama.

Pewnie wraca do domu. Mieszka na wyspie, ale nie w tym budynku.

Ida   pomyślała,   że   ta   jasnowłosa   dziewczyna   o   przerażonym   spojrzeniu   boi   się 

ciemności. A Maja nigdy nie obawiała się mroku.

Tak, Maja odprowadzała Annę Kajsę do domu.

Ida stała zapatrzona w mrok, tam gdzie zniknęły kobiety. Coś jej w tym wszystkim nie 

pasowało.

To nie była kwestia rozsądku. Jakieś niejasne uczucie, drżące, niewypowiedziane. Jakaś 

myśl.

Opuściła kotarę.

Narodził się w niej niepokój. Cokolwiek przed nią ukrywają, czuła, że to dotyczy jej.

- Chodź już, kochanie, połóż się - powiedział Sedolf.

Zgasiła lampę i wsunęła się pod kołdrę. Przytuliła się do męża, ale niepokój jej nie 

opuszczał.

background image

6

Ailo nie rozebrał się, kiedy wrócił do siebie. Przysiadł przy palenisku, rozniecił ogień i 

siedział nieruchomo, od czasu do czasu podkładając drewna.

Ledwie zauważył przybycie Anny Kajsy i Mai. Nie miał pojęcia, ile czasu upłynęło. Nie 

wiedział, czy mógł spodziewać się ich wcześniej, czy też powinien być zaskoczony, że przyszły 

dopiero teraz.

Kobiety wymieniły pośpiesznie zatroskane spojrzenia. Obie bezgranicznie kochały Ailo.

Maja rzuciła bratu na kolana skórzaną maskę. Popatrzył na nią zdumiony i dopiero po 

chwili uświadomił sobie, że nie zakrył twarzy.

- Zapomniałeś - oznajmiła Maja głucho. - A Ida ją znalazła. Na szczęście nie zdążyła 

dokładnie obejrzeć.

Ledwie   opanował   pokusę,   by   przyłożyć   do   policzka   ów   kawałek   skóry,   którego 

dotykała Ida. Ale zdawało mu się, że pali go w dłonie.

- Ona jest piękna - odezwała się Anna Kajsa martwym głosem.

- Ida zawsze była piękna - odparł, siląc się na spokój, unikając spojrzenia zarówno Anny 

Kajsy, jak i Mai. Wiedział, że postępuje słusznie, nie wyjawiając uczuć, jakie zbudziły się w 

nim pod wpływem głosu Idy. Usłyszał go.

Ale domyślał się, że Maja przejrzała go na wylot.

Nie po raz pierwszy zresztą. Ale to, co skrywał, przecież nie mogło zranić Mai.

- Ida jest szczęśliwa.

Ailo podniósł wzrok i odczytał w oczach Mai wyraźne ostrzeżenie.

- To dobrze - odpowiedział, ale teraz jego głos zabrzmiał równie słabo jak głos Anny 

Kajsy.

- A mój syn? Spojrzenie Mai złagodniało.

- Jest podobny do Idy. Ale chyba najbardziej do mamy.

- Anjo też tak uważa.

Serce omal nie wyskoczyło mu z piersi. Najchętniej wybiegłby od razu, żeby zobaczyć 

swojego   syna,   ale   przecież   nie   wolno   mu   zapomnieć,   że   dla   nich   umarł.   A   umarli   nie 

przychodzą   z   wizytą   bladym   świtem.   Umarli   poruszają   się   bezgłośnie   i   przenikają   przez 

zamknięte drzwi.

- Słyszałem ich - przyznał się i głos uwiązł mu w gardle. Wyznał tylko tyle, ile musiał.

- Ida zauważyła, że coś jest nie tak - powiedziała Maja, pochylając się nad stołem i 

zaciskając dłonie na jego krawędzi. - Ida wyczuwa wiele rzeczy. Zawsze była wrażliwa, ale 

background image

teraz chyba ta zdolność wyostrzyła się w niej. Wydaje mi się, że jest bardziej świadoma tego, co 

się wokół niej dzieje. Pewnie to jest jej dziedzictwo... - Maja przerwała i pośpiesznie zmieniła 

temat: - Reijo ma syna, Ivara Anttiego.

Ailo uśmiechnął się wbrew wszystkiemu. Trudno mu było sobie wyobrazić Reijo w roli 

ojca maleńkiego dziecka. Wydało mu się to jeszcze dziwniejsze niż to, że Reijo ożenił się z 

kobietą młodszą od Idy.

-   Reijo   zasługuje   na   syna   -   odparł   z   całym   przekonaniem.   -   Reijo   mógłby   mieć 

dziesięciu synów, by całe dobro, jakie nosi w sobie, przeszło na kolejne pokolenie. Może świat 

byłby wówczas lepszy?

- Ida nie wie, o co chodzi - Maja podjęła na nowo przerwany wątek. - Nie możemy 

pozwolić jej na to, by zaczęła za dużo myśleć, doszukiwać się jakiegoś związku z tobą, Ailo. 

Jutro opowiem jej „prawdę” o twojej śmierci.

Ailo zdawał sobie sprawę, że Maja zamierza rozwiać wszelkie nadzieje, jakie w nim 

zaświtały.   Wyplenić   jak   chwasty   rodzący   się   pomysł,   by   zobaczyć   Idę,   dotknąć   jej, 

porozmawiać z nią...

Maja zamierzała zniszczyć to w zarodku. Zanim uczyni coś, czego będzie żałował.

- Nie pozwolę, by przez ciebie zgasł uśmiech na jej ustach - orzekła Maja wprost. - 

Może sprawiam ci tymi słowami przykrość, Ailo, ale powiem ci szczerze, że ona przy tobie 

nigdy nie była taka piękna. Nie uśmiechała się tak promiennie jak teraz do Sedolfa. Nigdy nie 

była taka szczęśliwa. Nie pozwolę nikomu tego zniszczyć. Jeśli ktokolwiek w tej przeklętej ro-

dzinie zasłużył na szczęście, to właśnie Ida.

- Nie zgaszę uśmiechu na jej ustach - obiecał Ailo. - Idę spać.

Długo   nie   mógł   zasnąć.   A   kiedy   wreszcie   wyczerpany   zapadł   w   sen,   a   ramię, 

obejmujące Annę Kajsę opadło bezwładnie, nie słyszał już jej tłumionego szlochu.

- Po co ja w ogóle napisałem ten list? Nie powinienem był tego robić - powiedział Knut 

do Mai, która przemarznięta wróciła od Ailo. Otulona w czarną pelerynę wydawała się bledsza 

niż zwykle. Nie rozebrawszy się, opadła na krzesło.

Nikt z mieszkańców domu nie położył się jeszcze, zbyt wielkie odczuwali poruszenie.

- Jest zupełnie rozbity - stwierdziła Maja. - Nigdy go jeszcze takiego nie widziałam, 

mimo że ze względu na Annę Kajsę starał się trzymać w ryzach i zachować pozory.

-   Ailo   jest   bardzo   opanowany   -   odezwał   się   William.   Maja   posłała   mu   wściekłe 

spojrzenie. Kiwnął jej na znak, że wie, o co chodzi. Umówili się wcześniej, że dopóki Ida z 

Sedolfem pozostaną na wyspie, nie będą wymieniać imienia Ailo nawet we własnym gronie.

- Pewnie masz rację - wtrącił Knut. - Ale chyba sami przed sobą udawaliśmy, że to nie 

background image

będzie   dla   niego   aż   takie   trudne.   Ze   względu   na   Idę   nie   wolno   mu   się   jednak   załamać. 

Cokolwiek się zdarzy, Ida nie może się o niczym dowiedzieć.

Knut popatrzył na Maję przeciągle.

- To zupełnie niepodobne do Idy, że o nic nie pytała, gdy zauważyła maskę...

- Nie moja wina, że ją znalazła! Co ja miałam, u diabła, zrobić w tym momencie? 

Pozwolić, by ją dokładnie obejrzała i zorientowała się, co to jest? Pozwolić jej dociekać? Nie 

obchodzi mnie, co ona sobie myśli, póki nie stawia mnie pod ścianą i nie zadaje mi pytań, na 

które nie mogę odpowiedzieć! Zresztą od początku uważałam, że z tym zaproszeniem to głupi 

pomysł. Doskonale wiem, że Ida nie jest tylko urodziwą lalą, ale to bystra i mądra dziewczyna. 

Czasem myślę nawet, że z nas wszystkich ona jest najmądrzejsza. A jeśli ktoś z was sądził, że 

Sedolf   ma   w   sobie   jedynie   urok   osobisty,   niech   czym   prędzej   uświadomi   sobie,   że   to 

nieprawda.   Stąpamy   po   bardzo   kruchym   lodzie.   I   doskonale   wiem,   czyja   to   wina.   O   ile 

pamiętam, tylko ja próbowałam go od tego odwieść.

Wstała i wyszła gwałtownie, a poły peleryny załopotały jak żagiel  na wietrze, gdy 

wchodziła po schodach.

- Maja ma rację - orzekł William z lekką rezygnacją. - Ona jako jedyna uznała, że to 

idiotyczny pomysł sprowadzać tu Idę. Powinniśmy teraz się dokładnie zastanowić, ile możemy 

powiedzieć Idzie i w jaki sposób. Może to niedobrze, że Anna Kajsa często tu bywa. Trudno jej 

będzie ukryć zazdrość.

- Jemu także, kiedy zobaczy ich razem - orzekł Knut z miną proroka, patrząc to na 

Williama, to na Anjo. - Nigdy mu nie powiedziałem tak do końca, jak silny jest związek Idy i 

Sedolfa. O pewnych sprawach nie mówi się najlepszemu przyjacielowi.

-   Ciekawe,   czy   w   innych   rodzinach   panuje   większa   szczerość   -   rzuciła   z   lekką 

rezygnacją Anjo. - Może niektórzy nie muszą uciekać się do nieuczciwości?

William pozbawił Anjo złudzeń.

- Nawet najlepsze rodziny nie są wolne od kłamstw. Wasz problem polega na tym, że 

jesteście nazbyt uczciwi, aby podtrzymywać kłamstwo przy życiu. Ailo jest teraz w szoku, stąd 

jego reakcja. Wcześniej nawet nie mrugnął, wymawiając imię Idy. Po prostu ten przyjazd 

nastąpił   nieoczekiwanie   i   nie   zdążył   się   właściwie   przygotować.   Ale   na   pewno   wszystko 

pójdzie dobrze. On jest rozsądny. Zresztą, czy ma jakieś inne wyjście? Do cholery, ja także 

przeżyłbym wstrząs, gdyby ojczym Mai przybył tu razem z Heleną, chociaż nigdy jej nie 

kochałem tak, jak Ailo kochał Idę. Zresztą doskonale rozumiem, że mężczyzna traci dla niej 

głowę i świata poza nią nie widzi. Jest w niej coś takiego, co ma Maja. Gdybym stracił Maję, 

grunt usunąłby mi się spod nóg, nie miałbym po co żyć. Rozumiem Ailo. Musimy mu dać tro-

background image

chę czasu, by to jakoś przetrawił, przełknął. By znów mógł normalnie funkcjonować. Poradzi 

sobie z tym. Po wybuchu beczki z prochem on łatwiej pogodził się ze swym losem niż ja. Nie 

roztkliwia się nad sobą. Ma rzadką umiejętność cieszenia się dniem dzisiejszym. Potrafi żyć 

chwilą.

- Maja musi opowiedzieć Idzie o tym, jak on umarł - rzekł Knut bezradnie. - I to jak 

najszybciej.

- Tak, zanim Ida zacznie pytać - dodała Anjo, która czuła niemiły skurcz w żołądku. 

Zawsze bardzo kochała Idę i sprawiało jej przykrość, że oszukuje ją, nawet jeśli robiła to dla jej 

dobra.

Znów przyśnił się Idzie ten sen. Przestrzeń wokół niej rozświetliły ptasie skrzydła. 

Musiała nań spojrzeć. Błyszczące oczy ptaka patrzyły na nią, nakazując, by podążyła za nim. 

Nie była w stanie sprzeciwić się ich woli.

Pozbawiona głosu, nie mogła uprzedzić nikogo, dokąd idzie, a nikt nie widział, jak się 

oddala. Musiała to zrobić. Sama.

Ptak, rozpostarłszy skrzydła, unosił się na wietrze, którego słaby powiew pieścił jej 

twarz. Ptasie pióra lśniły w promieniach słońca. Nagle bowiem mroźna noc zamieniła się w 

pogodny dzień. Ptak prowadził ją do lasu. Słyszała szum wiatru i szepty w koronach drzew. 

Konary niekiedy wyciągały się ku niej i drapały jej nagie ramiona. Czuła lekkie ukłucia pod 

bosymi stopami, ale musiała iść tam, dokąd prowadził ją ptak.

On wskazywał jej drogę do prawdy.

Okrągłymi czarnymi oczami przejrzał na wylot wszelkie kłamstwa. Patrzył w samo 

jądro prawdy.

I tam ją zaprowadzi. Ptak stanowił klucz.

Sedolf obudził się, kiedy poranne gaworzenie Mikkala przemieniło się w niecierpliwy 

krzyk. Zerwał   się  chyba  nazbyt   gwałtownie,  bo zakręciło  mu się  w głowie  i  ogarnęły  go 

mdłości. Miał wrażenie, że wszystko poluzowało mu się w czaszce. Musiał na chwilę z po-

wrotem się położyć. Zamknął oczy i zebrał się w sobie.

Wyciągnął rękę ku Idzie.

Czy   ta   jego   żona   całkiem   ogłuchła?   Nie   słyszy   dziecka?   Chyba   nie   była   aż   tak 

zmęczona?

Ale   jego   ręka   natrafiła   na   kołdrę,   odrzuconą   na   bok.   W  poduszce   pozostało   tylko 

zagłębienie. Zresztą była zimna, tak samo jak powietrze w sypialni.

Sedolf usiadł. Przez chwilę dwoiło mu się w oczach, dlatego puste miejsce w łożu 

zdawało mu się podwójnie duże.

background image

Mikkal darł się wniebogłosy.

Sedolf ubrał się i wziął chłopca, który, gdy tylko wydostał się z łóżeczka, uspokoił się i 

rozejrzał wokół. Wszystko było nowe i bardzo ciekawe.

Gdzie, u licha, jest Ida?

Sedolf otworzył drzwi.

Trzymając na rękach małego chłopca, który wcale nie miał ochoty opuszczać pokoju, 

zszedł na dół. Niepokój w nim narastał.

Dom trwał pogrążony w ciszy.

Zajrzał do jednego z pomieszczeń na dole. W skromnej izbie, mniejszej niż ta, w której 

siedzieli poprzedniego wieczoru, znalazł Maję.

- Nie widziałaś Idy?

Maja uniosła brwi pytająco.

- Kiedy się obudziłem,  nie było jej przy mnie - wyjaśnił  Sedolf. - A nie założyła 

ubrania...

Popatrzyli na siebie.

- Nie mogła wyjść na zewnątrz, skoro się nie ubrała - orzekła Maja, lękając się czegoś 

innego, niż lękał się Sedolf. - Ale może lepiej rozejrzyj się. Ja wezmę tego kawalera do mojego 

synka i zajmę się nimi obu. Zapytam przy okazji Knuta i Anjo, czy nie widzieli Idy.

Sedolf obrzucił szwagierkę powątpiewającym spojrzeniem. Ida przecież nie wiedziała, 

w jakich pokojach mieszka brat z bratową.

Ociągał się przez chwilę, po czym wyszedł na dwór.

Był wczesny ranek, ale w powietrzu wyczuwało się łagodny powiew wiatru. Jak okiem 

sięgnąć wszystko pokrywała warstwa śniegu. Drzewa, ogołocone z liści, wyciągały ku niebu 

nagie konary. Nad głową rozległo się skrzeczenie jakiegoś ptaka.

Zastanawiał się, gdzie szukać Idy, gdy nagle jego wzrok zatrzymał się na niewielkim 

budynku,  od połowy oszklonym. Szyby  pokryte  były  przepięknymi  malowidłami  kwiatów, 

przez które przenikało światło.

Sedolf aż się wzdrygnął. Przypomniał sobie sen, opowiedziany mu przez Idę. Sen o 

złotym ptaku, który prowadził ją do domu ze szkła, domu, z którego mogła spoglądać w niebo. 

Domu, w którym rosły kwiaty, mimo że panowała zima.

Nie namyślając się dłużej, pobiegł wprost do altany. W uszach mu szumiało, ale nie 

zważał na to. Na oblodzonej ścieżce nie widać było świeżych śladów, z daleka trudno było 

sprawdzić, czy ktoś znajduje się w oszklonym domku.

Uchylone drzwi.

background image

Zobaczył ją na ławie wyłożonej miękkimi poduszkami. W samej tylko koszuli spała 

skulona na boku, oparłszy policzek na złożonych dłoniach. Twarz miała bladosiną, ale na jej 

ustach gościł uśmiech.

Sedolf   szarpnął   nią   gwałtownie,   potrząsnął,   nie   zważając   na   to,   że   na   jej   białych 

ramionach odznaczyły się ślady jego palców.

Pomrugała powiekami, nie przestając się uśmiechać.

Wyglądała na szczęśliwą.

Daremnie byłoby próbować ją tu budzić. Bóg raczy wiedzieć, jak długo przebywała w 

chłodnej altanie. Samemu zresztą było mu zimno, bo wyszedł tylko w koszuli.

Chwycił ją w ramiona i klnąc pod nosem, ruszył biegiem do pałacu, po drodze starając 

się rozgrzać  jej  przemarznięte ciało. Na szczęście  stopy owinięte wełnianymi onucami nie 

ślizgały mu się na lodzie.

Sedolf doskonale wiedział, co znowu się śniło Idzie.

Przeklęty ptak!

W połowie drogi wybiegł Sedolfowi na spotkanie William i wyciągnął ku niemu ręce. 

Zapewne   Maja   zdążyła   mu   już   o   wszystkim   opowiedzieć.   Sedolf   wiedział,   że   nie   jest   to 

moment, by udawać bohatera, i podał Williamowi Idę. Nieważne, który z nich wniesie ją pod 

dach, byle to uczynić szybko.

- Wyszła na dwór nie ubrana?

- Zapewne podczas snu - odparł Sedolf z twarzą pełną zgryzoty. Z jego oczu biła jakaś 

ponura determinacja. - Znalazłem ją tam, w dole...

Kiwnął głową w stronę oszklonej altany.

- Co ona tam robiła? Sedolf otworzył drzwi, a William wniósł Idę po schodach. Maja 

ledwie za nimi nadążała.

-   Przynieś   tę   maść   do   nóg   -   zakomenderował   William.   Maja   posłuchała   go   bez 

najmniejszego sprzeciwu. Owinęli Idę w ciepłe derki, napalili w piecu i przysunęli łóżko jak się 

dało najbliżej pieca.

- Często jej się zdarza lunatykować? Sedolf pokręcił głową, zgaszony i zasępiony. Usta 

zacisnął w wąską kreskę.

Do pokoju wpadł boso Bergfors, wyraźnie poruszony, pośpiesznie wtykając w spodnie 

nocną koszulę. Zbadał Idę dokładnie i nakazał ponownie zawinąć w futrzane derki.

-   Pilnujcie,   żeby   miała   ciepło   -   nakazał.   -   Myślę,   że   wszystko   będzie   dobrze,   ale 

pozwólcie jej się wyspać. Musi się rozgrzać, a kiedy się obudzi, należy jej podać coś ciepłego 

do picia.

background image

Więcej nic nie powiedział, o nic też nie pytał, ale długo przyglądał się Sedolfowi.

Maja nie wtrącała się. Wsparta na ramieniu Knuta, zaklęła pod nosem, chociaż nie 

robiła tego na co dzień. W nowym świecie nabrała ogłady. Teraz jednak zapomniała się.

- Co jest, u licha ciężkiego? Idzie nigdy się nie zdarzały podobne rzeczy. Zawsze spała 

twardo jak kamień. Nie poznaję jej. Co się stało?

Siedzący   na   brzegu   łóżka   Sedolf   poczuł   się   dotknięty.   Miał   wrażenie,   że   wszyscy 

obwiniają go, i aż zagotowało się w nim na te głęboko niesprawiedliwe oskarżenia.

-   Gdyby   nie   ja,   byłoby   z   nią   o   wiele   gorzej   -   odciął   się,   ale   zaraz   wróciło   mu 

opanowanie. - Ida wiele przeszła - powiedział już spokojniej, wbijając w Maję swe ciemne 

oczy. Zależało mu, żeby to zrozumiała. - Strata Ailo była dla niej ciężkim ciosem. Ty powinnaś 

to chyba najlepiej rozumieć. Najgorsze w tym wszystkim było to, że niczego tak naprawdę nie 

wiedziała. Kiedy wreszcie się z tym uporała i nabrała dystansu, straciła małą Raiję. Gdybyś ją 

wtedy zobaczyła, wątpię, czy w ogóle byś ją rozpoznała. Była zupełnie załamana i straciła wolę 

życia. - Nabrawszy głęboko w płuca powietrza, rzucił ku żonie spojrzenie pełne miłości. Nie 

było sensu wyjaśniać Mai, jak wiele Ida dla niego znaczy. To nazbyt osobiste. Dotyczyło tylko 

ich dwojga i nie miał ochoty o tym rozpowiadać. - Ale to nie ma związku z wcześniejszymi 

przeżyciami - dodał po chwili. - Idę prześladują sny, a konkretnie jeden sen, który ciągle 

powraca. Im bliżej celu naszej podróży, tym stawał się intensywniejszy. Śni jej się ptak, który 

prowadzi ją do prawdy.

Popatrzył na Maję, która miała na szyi zloty wisiorek: ptaszka o rozpiętych skrzydłach, 

niemal takiego samego, jakiego miała Ida, a który złożyła do grobu razem z ciałem małej Raiji.

- Ptak to nasz amulet, przynosi nam szczęście - odparła Maja, ale w jej głosie zabrzmiał 

lęk, co nie uszło uwagi Sedolfa.

- Ta niepewność ją zadręcza - ciągnął. - Dlatego chciałem, żebyśmy tutaj przyjechali, 

mimo że mogłem ją próbować nakłonić, by o wszystkim zapomniała. Nie przypuszczałem 

jednak, że wspomnienia wrócą do niej ze zdwojoną siłą. Jest tak, jakby Ailo ożył dla niej na 

nowo. A według mnie jeden żywy mąż powinien jej wystarczyć.

W pokoju zapadła cisza.

- Jak szybko to będzie możliwe, powinnaś, Maju, opowiedzieć Idzie, jak Ailo umarł. 

Jakkolwiek  by to było bolesne dla ciebie,  jakkolwiek drastyczne...  Wiem, Ailo  był twoim 

bratem i łączyły was nierozerwalne więzy. Ale był on też pierwszą miłością Idy. Moim zdaniem 

Ida ma większe prawo niż ty, żeby dowiedzieć się wszystkiego.

Zaschło mu w ustach i w gardle. Może powiedział za dużo, ale nie żałował ani jednego 

słowa. Gdyby było trzeba, powtórzyłby to wszystko jeszcze raz.

background image

Maja nie uciekła spojrzeniem. Sedolf nie miał najmniejszego pojęcia, jak celne były 

jego   słowa.   Jak   niebezpiecznie   bliskie   prawdy.   Sprawił,   że   wszyscy   wpadli   w   popłoch, 

przeczuwając, iż ich przejrzał.

- Masz rację - odezwała się cicho. Wiele ją kosztowało, by głos jej nie zadrżał. Jak 

dobrze,  że Knut otaczał  ją mocnym ramieniem. Nie była sama, razem wszyscy to uknuli, 

nieważne, że czuli się jak ostatni nędznicy. Żadne jednak nie działało samotnie. - Kiedy się 

obudzi i rozgrzeje, opowiem jej o wszystkim.

Maja pierwsza opuściła pokój. Kiedy pozostali zeszli po schodach, zdążyła już założyć 

buty i pelerynę, owinęła głowę szalem. Z oczu wyzierała jej bezradność.

- Muszę z nim porozmawiać - odezwała się cicho, zwracając się do Williama.

Pokiwał głową ze zrozumieniem.

- Nikt nie zauważy twojej nieobecności - dodał Knut. - Anjo przypilnuje dzieci.

W kamiennym domku unosił się dym z komina. Aby o tej porze roku utrzymać w 

pomieszczeniach   odpowiednią   temperaturę,   musieli   palić   na   okrągło   przez   całą   dobę.   Na 

materiał budowlany kamień nadawał się bardziej w cieplejszych rejonach świata aniżeli na 

zachodnim wybrzeżu Finlandii.

Domek, w którym panował miły chłód latem, zimą zamieniał się w lodowatą piwnicę. 

Jednak ani Ailo, ani Anna Kajsa nie chcieli się przenieść do pałacu.

Drzwi były uchylone, jak zawsze. Teraz Maja uznała to za przejaw beztroski. Oboje już 

wstali. Anna Kajsa zagniatała ciasto na chleb, a Ailo szkicował ptaki, różnej wielkości i w 

różnych pozycjach.

Większość ptaków miała rozpostarte skrzydła, jakby w popłochu zrywały się do lotu.

Maja siadła na ławie obok brata. Poznała po jego oczach, że źle spał tej nocy, o ile w 

ogóle zmrużył oko.

- Czy między tobą a Idą istnieje więź podobna do tej, jaka nas łączy ze sobą? - zapytała.

Podniósł na nią nic nie rozumiejący wzrok i pokręcił głową.

- Jesteś tego pewien? - naciskała Maja. Przytaknął.

- Idę i mnie łączyły innego rodzaju więzi - odrzekł głucho. - Ale dlaczego pytasz?

Maja opowiedziała.

Pobladł gwałtownie. Pomarszczona skóra przybrała wszelkie odcienie szarości i żółci, 

co   czyniło   jego   zniszczoną   twarz   jeszcze   bardziej   przerażającą.   Usta   wyglądały   jak 

przypadkowe wycięcie.

- Śni jej się ptak?

- Tak powiedział Sedolf. Ptak ma jej wskazać drogę do prawdy. I chyba nie muszę ci 

background image

wyjaśniać, Ailo, o jaką prawdę tu chodzi.

Przez długą chwilę patrzyli na siebie.

- Ida nigdy nie posiadała nadprzyrodzonych zdolności - próbował bagatelizować Ailo, 

ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.

- Nie, Ida nie miała żadnych nadprzyrodzonych zdolności - ironizowała Maja. - Oprócz 

tego,   że   zawsze   była   bardzo   wrażliwa   i   rozumiała,   co   inni   czują.   W   tym   zawsze   była 

niebezpiecznie dobra. Nie pamiętasz już?

Pokiwał głową zamyślony.

- Nie wiem, jak jest z nią teraz - ciągnęła Maja. - Dlatego przyszłam cię zapytać, czy 

masz z nią kontakt. Czy potraficie się porozumiewać siłą myśli?

- Nie! Przecież już powiedziałem. Ailo zerwał się, węgle i arkusze kartonu spadły na 

podłogę. Miał gwałtowne, niemal gniewne ruchy.

Anna Kajsa skurczyła się w sobie. Najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Skoro nie 

może usłyszeć z ust Ailo czegoś, co przywróciłoby jej wiarę w siebie, wolałaby nie istnieć. Ailo 

nie dostrzegał jej rozpaczy, bo myśli miał zaprzątnięte wyłącznie Idą.

- Opowiedz jej, jak było naprawdę - zwrócił się do Mai. - Do tego momentu, kiedy 

odzyskałem przytomność. Dalej nie wyjaśniaj, powiedz po prostu, że umarłem.

- Ida na pewno zapyta mnie o grób - rzuciła Maja oschle.

- Pochowaliście mnie na płaskowyżu, w odludnym miejscu, gdzie hula wiatr. Powiedz 

jej, że zgodnie z moją wolą nie pozostała żadna mogiła ani tablica. Tylko darń. Uwierzy.

Zamilkł.

- Nic jej nie będzie?

- Nie - odparła Maja i wyszła równie gwałtownie, jak się zjawiła.

Wydawało im się, że wszystko pójdzie gładko i nikt nie będzie cierpiał. Ona jedna 

przeczuwała kłopoty i od samego początku była przeciwna, by sprowadzać tu Idę. Ale jaka to 

teraz pociecha!

Otworzyły się głębokie rany, które znów długo będą się zabliźniać.

background image

7

- Nie wszystko mogłam powiedzieć Reijo - wyjaśniła Maja, usadowiwszy się w nogach 

łoża.

Przez krótką chwilę obu siostrom wydało się, że przeniosły się w czasie i przestrzeni i 

znów są w chacie na cyplu, gdzie często tak ze sobą rozmawiały.

Ale teraz mimo wszystko było inaczej. Znajdowały się z dala od rodzinnej chaty, a to, 

co miały sobie do powiedzenia, nie przypominało niewinnych zwierzeń podlotków.

Były w pokoju same.

Ida wprawdzie zgodziła się, żeby Sedolf został, a i Maja zdawała się nie mieć nic 

przeciwko temu, ale on zdecydował inaczej.

- Ida powtórzy mi później, co uzna za stosowne - rzucił. - To nie moja sprawa. Ailo był 

jej mężem, zanim nastał mój czas.

Siedziały więc teraz naprzeciwko siebie. Siostry, dwie córki Raiji. W ich żyłach płynęła 

ta sama krew, choć ojcem jednej był Mikkal, a drugiej Reijo.

Jedna z nich znała prawdę, druga zaś, pomimo lęku, łaknęła jej.

- Mów! - nakazała Ida. - Nie odzyskam spokoju, dopóki się nie dowiem.

-   Ailo   przybył   tu,   ponieważ   go   potrzebowałam   -   zaczęła   Maja.   -   Wezwałam   go, 

wykorzystując łączące nas więzi. Ciągle to sobie wyrzucam. Możesz mnie za to znienawidzić. 

Wiem, że jestem winna temu, co się później stało, i trudno mi z tym żyć. Ale przecież jakoś 

muszę.

Zrzuciła buty i podciągnęła kolana pod brodę. Pod błękitną suknią mignęły cienkie 

pończochy. W błękicie było Mai do twarzy. Ten kolor pasował do jej ciemnych włosów. Czynił 

ją piękną i niedostępną.

- Chyba moją także jest winą, że zaplątał się w szeregi buntowników pragnących obalić 

szwedzkiego króla - mówiła dalej. - Ale koniecznie chciał się przyłączyć. Nic nie zapowiadało 

tragedii, jaka się potem zdarzyła.

Maja   usiłowała   pochwycić   spojrzenie   siostry.   Nie   było   to   trudne,   gorzej   było 

opowiedzieć wymyśloną historyjkę, tak by zabrzmiała wiarygodnie. Wpleść starannie kłamstwa 

do prawdziwych zdarzeń, by Ida w nie uwierzyła.

- Mieli ukraść proch ze statków należących do królewskiej armii. Zadanie z pozoru 

łatwe. Ale coś nie poszło zgodnie z planem. Wiem tylko tyle, co opowiedział mi William i 

kilku   jeszcze   innych   uczestników  akcji.   Każdy   nosi   w   sobie   tylko   strzępy  prawdy,   każdy 

zapamiętał   to   inaczej.   Podobno   nagle   zapaliła   się   pochodnia,   od   której   błyskawicznie 

background image

rozprzestrzenił się ogień, a potem nastąpił wybuch. Eksplodowała beczka z prochem, przy 

której znajdował się Ailo.

Ida słuchała  z  zamkniętymi oczami.  Maja  wiedziała  najlepiej,  że  bujna wyobraźnia 

potrafi być tyleż przekleństwem, co błogosławieństwem. A ich rodzina została nią aż nazbyt 

hojnie obdarzona.

Maja   też   widziała   to   wszystko   oczami   wyobraźni.   Niewykluczone,   że   fantazja 

podsuwała jej obrazy znacznie okropniejsze od rzeczywistych. Teraz Ida

zachowywała się podobnie. Może ona wytworzyła sobie obraz jeszcze straszniejszy.

Sedolf miał rację, mówiąc, że jeśli ktokolwiek ma prawo znać prawdę, to właśnie Ida. 

Bo to przecież ona najbardziej kochała Ailo.

- Uciekając, zabrali go ze sobą - podjęła na nowo Maja. - A statek wyleciał w powietrze. 

Wybuchła panika, zrobiło się straszne zamieszanie. Zanim udało im się dopłynąć tu na wyspę, 

minęło sporo czasu. Musieli się przekradać między szkierami. Ailo odniósł ciężkie obrażenia. 

Strasznie krwawił. Położyliśmy go w tym pokoju... Sprowadziliśmy Bergforsa.

Ida otworzyła oczy i popatrzyła na Maję przerażona.

-  To  ja tak zadecydowałam -  odpowiedziała   Maja,  zanim  siostra zdążyła  zadać  jej 

pytanie. - Pałac nie jest aż taki duży, wbrew pozorom nie ma tu tylu pokoi, z których można 

korzystać. Nie mam serca z kamienia, nie jestem bezlitosna, przeciwnie, uznałam, że jeśli już 

ktoś ma prawo zamieszkać w tym pokoju, to właśnie ty.

- On umarł w tym łóżku? Maja pokiwała głową, wytrzymując spojrzenie Idy.

- Jak mocno był ranny?

- Gdyby przeżył, czekałoby go straszne życie.

- Jak to?

- Stracił wzrok - odpowiedziała Maja. Nie kłamała, nie dopowiedziała jedynie, że po 

pewnym czasie ta dolegliwość ustąpiła. - Miał zmiażdżone ramię i nogę, właściwie cały bok. 

Strasznie krwawił.

Ida ścisnęła kurczowo dłonie na brzegu łóżka, jakby walczyła o życie.

- Twarz miał całkowicie zmasakrowaną: krew i żywe mięso. Nigdy nie zapomnę tego 

smrodu.

Opowiedziała wszystko tak plastycznie i przekonująco, że Ida omal nie zwymiotowała. 

Była blada jak pościel.

Mai zależało na tym, żeby osiągnąć taki efekt. Na koniec powtórzyła:

- Czekałoby go straszne życie.

- Czy to ty powstrzymywałaś szamana? Maja pokiwała głową niechętnie.

background image

- Był umierający - wyjaśniła. Nie mówiła całej prawdy, ale i nie kłamała. - Nie chciałam 

przydawać mu cierpienia. A ty przecież i tak byś nie uwierzyła w jego śmierć, nawet gdybyś to 

usłyszała od szamana, czyż nie?

Ida powoli pokiwała głową. Rzeczywiście, zaakceptowałaby jedynie odpowiedź, która 

pozwoliłaby   jej   zachować   nadzieję.   Gdyby   szaman   przyniósł   jej   wiadomość   o   śmierci, 

wyśmiałaby go i jego przesądne praktyki.

- Szaman mówił, że Ailo został naznaczony przez Roto.

Maja poczuła ciarki na plecach, usłyszawszy słowa Idy. Przypomniało jej się, że właśnie 

takiego określenia użył Ailo, gdy wróciła mu świadomość. Nie mogła jednak tego powiedzieć 

siostrze, bo ustalili wcześniej, że nie wyjawią jej, iż Ailo w ogóle odzyskał przytomność. Miała 

nadzieję, że Ida nie zauważyła, jakie jej słowa zrobiły na niej wrażenie.

-   Szaman   miał   rację   -   rzekła   tylko.   -   Bo   Ailo   umierał   przez   dwa   tygodnie,   był 

nieprzytomny. Nikt z nas nie wie, co czuł. Wolę myśleć, że nie cierpiał, ale czasami nachodzi 

mnie zwątpienie. Czy rozumiesz teraz, dlaczego nie mogłam opowiedzieć tego wszystkiego 

Reijo?

Ida w milczeniu skinęła głową, walcząc z nachodzącymi ją falami mdłości i fizycznego 

bólu.

To wszystko, przez co musiał przejść Ailo, wydało jej się takie nierzeczywiste. Jak to 

możliwe, że nic nie wyczuła, niczego się nie domyśliła, gdy on umierał w takich cierpieniach?

Pocieszyło ją jedynie, że kiedy pierwszy raz leżała w ramionach Sedolfa, Ailo już nie 

żył. Nie złamała przysięgi małżeńskiej. Miała prawo być już wówczas z innym mężczyzną, 

choć nie była tego świadoma.

- Gdzie jest jego grób?

Maja   uśmiechnęła   się   ze   smutkiem.   Gorąco   współczuła   zarówno   Ailo,   jak   i   Idzie. 

Naprawdę wszystko w niej łkało, gdy musiała opowiadać siostrze te kłamstwa.

-   Znałaś   Ailo   lepiej   niż   ja   -   odezwała   się,   pociągając  nosem.   -   Jak   sądzisz,   gdzie 

chciałby zostać pochowany?

- Na płaskowyżu - odparła Ida. Maja pokiwała głową i wytarła łzy, które nie prze-

stawały jej płynąć z oczu.

- Prosił o to jeszcze na wraku w ostatnich przebłyskach świadomości. Prosił, by go 

pochować na bezkresnym płaskowyżu. Nie chciał, by oznaczać jego grób. Pragnął mieć nad 

sobą tylko mech, darń i wrzosy, dziką tundrę i szept wiatru.

Najgorsze,   że   Ida   jej   wierzyła.   Maja   zapłakała   jeszcze   rozpaczliwiej,   gdy   to   sobie 

uświadomiła.

background image

Płakały obie, choć każda z innego powodu. Uporały się jednak z tym, czego każda na 

swój sposób tak się obawiała.

Obie   wiedziały,   że   tego   nie   dało   się   uniknąć.   Dzięki   tej   rozmowie   części   mozaiki 

ułożyły się w jedną całość.

- Chcesz zostać sama? - zapytała Maja, podnosząc się z miejsca. Chciała jak najszybciej 

umyć twarz, spojrzeć w lustro i nazwać siebie kłamcą.

Ale Ida pokręciła głową. Osuszyła łzy i pociągając nosem, poprosiła siostrę, by została.

- Mam coś - powiedziała, wkładając rękę pod poduszkę. Wyjęła skórzany woreczek. - 

To srebro rodowe Ailo. Dał mi je Anders. Uważam, że niesłusznie byłoby, gdybym zatrzymała 

je dla siebie...

Ida rozwiązała rzemyk i wysypała zawartość na białą pościel.

Maja widziała w życiu wiele pięknych ozdób, ale aż westchnęła na widok lapońskiego 

srebra rodowego po babce Mikkala. Srebra, które zostało podzielone...

- Może brakuje tu paru drobiazgów - mówiła Ida. - I twojej broszki.

- Nie musiałaś jej odsyłać. Ida odgarnęła lok z czoła.

-  Nie,  nie  musiałam,   ale  uważałam,  że  powinnam. To   ty jesteś  dzieckiem   mamy i 

Mikkala. On jej podarował tę broszkę w dowód wielkiego uczucia. Poczęłaś się z ich wielkiej 

miłości.

- Tak, w grzechu... - dodała Maja z goryczą. - To tylko inne określenie.

Ida pokiwała smutno głową.

- Nie mów tak! Uważam, że to coś pięknego. Nie wszyscy mogą powiedzieć, że są 

owocem gorącej miłości, a ty to wiesz na pewno. Tak więc broszka powinna być twoja.

- Ale pozostałe srebro należy do ciebie... Ida pokiwała głową.

- Jestem teraz żoną Sedolfa, Maju. Może powinnam przechować to srebro dla Mikkala, 

ale gdzieś głęboko w środku czuję, że to nie byłoby słuszne. Nie wiem, czy potrafiłby docenić 

jego prawdziwą wartość. Dorastając nad fiordem, nauczy się pogardzać Lapończykami. To 

bardzo przykre i niesprawiedliwe wobec ludu, z którego wywodził się Ailo. Życzliwego i do 

wszystkich nastawionego przyjaźnie. Pogładziła palcami srebrne ozdoby.

- To prawdziwe dzieła sztuki - powiedziała z rozmarzeniem. - Ty mogłabyś wyłożyć je 

w   oszklonej   serwantce,   by   twoi   goście   zachwycali   się   ich   pięknem.   Może   wówczas 

zrozumieliby, że ci, którzy je wytworzyli, nie mogą być dzikusami. Ze te wszystkie formy i 

wzory mogła stworzyć tylko ręka artysty.

- To dlatego rezygnujesz z dziedzictwa Ailo? Naprawdę?

Ida pokiwała głową.

background image

-   Wydaje   mi   się,   że   jest   w   tym   jakiś   zamysł,   żeby   srebro   rodowe   znów   zostało 

skompletowane. Mikkal na pewno tego pragnął. Nigdy nie zrezygnował z mamy. Nigdy nie 

porzucił marzeń, że kiedyś będą razem. Gdyby nie został zabity, na pewno nikt by ich nie roz-

dzielił. I wówczas srebro rodowe znów stanowiłoby całość. Ty jesteś ich córką. Dlatego u 

ciebie, nie u mnie, jest jego miejsce. Jestem wprawdzie córką Raiji, ale moim ojcem jest Reijo. 

Rozumiesz, co mam na myśli?

- Pragniesz, żeby srebro znów było w komplecie. Dlatego, że mam już broszkę, mam 

teraz wziąć i resztę?

Ida przytaknęła.

Maja wpatrywała się w srebro. Nie miała do niego prawa, bo prawowity spadkobierca 

żył.

- Mogę je przechować dla ciebie - rzekła po chwili. - Gdybyś pożałowała, że je oddałaś, 

będziesz mogła je zabrać z powrotem.

Ida z wyraźną ulgą zebrała srebrne ozdoby do woreczka i położyła na kolanach Mai.

- Teraz przynajmniej wiem, że jest we właściwych rękach - rzekła.

Maja uśmiechnęła się ze smutkiem i założyła na nogi bury.

- Polubiłam twojego męża - dodała Ida, wywołując rumieniec na twarzy Mai. - Poza 

wszystkimi innymi walorami wydaje się bardzo miły - ciągnęła niepoprawna Ida.

- Rzeczywiście jest miły - odparła Maja. - William to najlepsze, co mi się w życiu 

mogło przytrafić.

-   Myślisz...   -   zaczęła   Ida,   zmieniając   nieoczekiwanie   temat.   -   Czy   sądzisz,   że   on 

cierpiał? Nie mów, że nie wiesz. Nie pytam o to, co wiesz. Ale jak ci się zdaje?

Ida popatrzyła na Maję błagalnie tymi swoimi oczami tak bardzo przypominającymi 

oczy Reijo. Mai zdawało się, że przejrzały ją na wylot.

- Zrobiłam dla niego wszystko, co było w mojej mocy - odezwała się cicho, stojąc przy 

łóżku dziwnie zakłopotana. Przed oczami przemknął jej obraz z tamtych dni, kiedy klęczała 

przy   Ailo   pogrążonym   w   nieświadomości.   Przypomniała   sobie   targające   nią   uczucia.   I 

odpływającą z niej energię. - Bergfors też zrobił wszystko, co mógł... Ale na pewno nie obyło 

się bez bólu, Ido. Nie zamierzam cię oszukiwać.

Maja nie była z siebie zadowolona. Zachowała się lojalnie wobec Ailo, który z całego 

rodzeństwa był jej najbliższy, ale nigdy więcej nie zgodzi się odegrać podobnej farsy. Nawet 

dla niego. Spociły jej się dłonie, w których trzymała skórzany woreczek.

- Czy... czy William może coś mówił, że... że Ailo wspominał mnie, gdy wracała mu 

świadomość?

background image

Maja przypomniała sobie, co czuła, kiedy umarł Heino. Rany po jego stracie długo nie 

chciały się zabliźnić. Pamięta, że też chciała wtedy wiedzieć to samo co teraz Ida...

- A jak sądzisz? Ku komu mógł kierować swe ostatnie myśli? - zapytała. - William, co 

prawda, nie opowiedział mi dokładnie o wszystkim. Jak się możesz domyślić, przeżył wstrząs. 

Ale   że   Ailo   do   końca   myślał   o   tobie,   powtarzał   wiele   razy   -   dodała   Maja,   pragnąc   jak 

najszybciej zakończyć rozmowę i wyjść z pokoju.

Ida spuściła wzrok. Wiele znaczyły dla niej te słowa. Dla tej pewności warto było znieść 

trudy długiej wyprawy.

Maja wyszła.

Sedolfa znalazła u Anjo i Knuta razem z dziećmi.

Mikkal   dobrze   się   czuł   w   towarzystwie   Karla   i   Henrika.   Na   początku   chował   się 

zawstydzony, ale zaraz po chwili trzej kuzyni bawili się w najlepsze.

Maja objęła szwagra, przytuliła, ale odsunęła się i powiedziała:

- Idzie nie mógł się trafić lepszy mąż.

Sedolf poczuł się trochę zakłopotany. Maja bowiem nigdy nie była wylewna. Należała 

do takiego typu kobiet, których Sedolf nie ośmieliłby się dotknąć. Coś w niej, bynajmniej nie 

blizny na policzkach, trzymało takich jak on na dystans.

Kobiety   pokroju   Mai   potrzebowały   mężczyzn   podobnych   do   Williama:   silnych, 

pewnych siebie, którzy potrafili żyć u boku niezwykłej partnerki. Takich, którzy nigdy nie 

chowają się w cieniu, ale sami górują nad wszystkimi.

Sedolf   zdawał   sobie   sprawę   ze   swej   niedoskonałości,   dlatego   tak   go   zaskoczyło 

zachowanie Mai.

- Bardzo ciężko to zniosła? - zapytał, czując się nagle jak młokos. Rodzeństwo Idy 

łączyły tak silne więzy, że on sam czuł się wśród nich obco i nic nie mógł na to poradzić.

W domu nad fiordem był swój. Reijo często mu powtarzał, że stracił córkę, kiedy on, 

Sedolf, ożenił się z Idą, ale za to zyskał syna.

Tu  odstawał   od  nich. Miał   wrażenie,   że  może  tylko popatrzeć  na obraz  w  złotych 

ramach, na którym oni wszyscy są razem. Najgorsze, że nie wiedział, co z Idą, gdzie jest jej 

miejsce.

Maja pokiwała głową. Na jej pobladłej twarzy wyraźniej niż zwykle odcinały się blizny. 

Sedolf nigdy jej takiej nie widział. Poznał, że płakała.

Zapytał:

- Jak sądzisz, potrzebuje mnie, czy jeszcze przez jakiś czas wystarczą jej wspomnienia?

Mai przypomniał się Simon, który także miał takie chwile bezgranicznego zrozumienia. 

background image

To ona nigdy nie zdołała zgłębić pokładów jego wrażliwości. To ona nie była w stanie go 

prawdziwie pokochać.

Ale Sedolf różnił się od Simona. Nie był powierzchowny, a przy tym, na szczęście, 

uniknął koszmarnych doświadczeń, jakich los nie poskąpił Simonowi.

- Przecież umarli nie utulą, prawda? - odpowiedziała. Zrozumiał. Maja patrzyła za nim, 

a kiedy zamknęły się drzwi, westchnęła.

- Myślałam, że tego z siebie nie wyduszę - odezwała się po fińsku, cicho, by dzieci nie 

usłyszały. Nie była pewna, ile Mikkal rozumie. Reijo na pewno mówił do niego po fińsku. 

Zresztą dzieci porozumiewały się też w tym języku. - Chyba byłoby mi łatwiej, gdyby on 

naprawdę nie żył.

- Uporałam się z tym - oznajmiła Ida Sedolfowi, patrząc mu prosto w oczy.

Usiadł oparty o wezgłowie łóżka i mocno przygarnął żonę, kładąc dłonie na jej piersi.

Całując ślady łez na jej policzkach, poczuł w ustach słony smak.

- To znaczy uporam się - poprawiła się. - Poczułam go tak blisko, że zdawało mi się, że 

mogę go dotknąć. Wszystko mi się przypomniało, wszystko, co nas łączyło. To jakaś część 

mnie, Sedolfie. Ale to nie znaczy, że ty jesteś przez to dla mnie mniej ważny...

Pocałował skroń, przytuloną do jego policzka. Uśmiechnął się do niej, choć nie mogła 

tego widzieć.

- Lubiłem Ailo - powiedział. - Pamiętaj, że traktowałem go jak przyjaciela. Doskonale 

wiem, że gdyby żył, dla mnie nie byłoby miejsca w twoim sercu. Pewnie bym cię też w ogóle 

nie pokochał. Na pewno nie bylibyśmy razem. Mówiąc „my”, miałabyś na myśli jego i siebie, 

nie nas oboje, prawda, kochanie?

- Gdzie ty się nauczyłeś tak ładnie przemawiać? - zaśmiała się przez łzy i przycisnęła 

mocniej jego dłoń do swej piersi. Wargami musnęła jego podbródek.

- Lata ćwiczeń - odrzekł z uśmiechem, który dostrzegła kącikiem oka. - Zapomniałaś 

już,   Ido   córko   Reijo,   że   zrobiłaś   najgorszą   z   możliwych   partii   nad   fiordem?   Wybrałaś 

mężczyznę,   który   wypróbował   większość   sienników,   szepcząc   kłamstwa   do   ucha   każdej 

kobiecie powyżej piętnastu lat...

- Przechwalasz się i przechwalasz, aż w końcu sam w to uwierzysz.

Pociągnęła go za grzywkę i złapała mocno, póki nie poprosił, by puściła.

- Ciebie? Mam ciebie puścić, Sedolfie? - zapytała niewinnie. - Nigdy. Póki tli się we 

mnie choćby iskierka życia, póki w głowie mam choć trochę rozumu, będę się trzymać ciebie ze 

wszystkich siłnajukochańszy, najmilszy...

Zamknął jej usta pocałunkiem, powstrzymując dalsze komplementy. Wsunął się pod 

background image

kołdrę i delikatnie przytulił do niej całym ciałem. Musnął wargami jej usta, oczy, policzki. 

Spijał łzy, póki nie przestały płynąć, a potem całował ich ślady i tak długo okrywał policzki 

pocałunkami, aż przywrócił im rumieńce. Aż w oczach Idy znów zapłonął ogień.

Dawno ze sobą nie byli tak blisko. Dawno nie kochali się tak swobodnie, nie zważając 

na odgłosy i gwałtowne ruchy.

Niecierpliwie odsłaniali skrywane długo ciała. Pochłaniali je wzrokiem, sycili się nimi, 

póki nie stały się jednością. Wreszcie oderwali się od siebie i rozkoszowali chwilą, gdy za 

pieszczotę wystarczy spojrzenie.

Ida uwielbiała mu się przyglądać. Twarde muskuły napinały się i drgały pod skórą 

noszącą ślady letniej opalenizny. Lubiła przekonywać się, jakiego ma przystojnego męża.

Był   krzepki,   chociaż   wydawał   się   taki   wąski   w   biodrach.   Długie   nogi   'dodatkowo 

czyniły jego sylwetkę szczupłą. Czuła jego siłę. Wiedziała, jak mocno potrafią trzymać jego 

dłonie, jakie potrafią być wymagające.

Uśmiechnęła się do niego. Oblizała wargi czubkiem języka, a spojrzenie skierowała w 

dół, na płaski brzuch i kępkę ciemnych włosów poniżej pępka.

Chuchnęła i ruchem dłoni przesyłając mu pocałunek, niespokojnie poruszyła się. Leżała 

jak on rozebrana, ale nie marzła, chociaż jej stopy nadal miały bladosiny odcień.

Prowadzili   taką   grę.   Czasem   w   ogóle   się   nie   dotykali,   tylko   zanurzając   w   sobie 

bezwstydne spojrzenia, rozpalali zmysły.

Przez moment skóra na udach i ramionach Idy pokryła się gęsią skórką. Wiedziała, że 

on to zauważył. Zaraz jednak zapłonęła, ogarnęła ją fala gorąca, a ciało nabrało barwy. Dyszała, 

nie przestając zwilżać czubkiem języka spierzchniętych ust.

Jej dłonie drżały niecierpliwie z tęsknoty, by dotknąć jego ciała, by poczuć twardość 

jego męskości i otulić ją. Spragniona była jego smaku, głodna...

Równocześnie wyciągnęli ku sobie ramiona.

I przytuleni ciasno, stali się jedno.

Nigdy nie musiał sprawdzać, czy jest już gotowa go przyjąć. Otwierała się przed nim, a 

on odnajdywał ją stęsknioną rozkoszy, gotową dzielić z nim pożądanie.

Baraszkowali na szerokim łożu między białą kołdrą a czystym prześcieradłem.

Całowali się namiętnie aż do spełnienia. Aż osiągnęli stan owego „my”, stan, który nie 

był   ani   niebem,   ani   ogniem,   ani   spienioną   falą,   którego   nie   sposób   opisać   jakimikolwiek 

słowami.

- Nie zamienisz się w lodową księżniczkę, chociaż spacerujesz w samej nocnej koszuli 

po mrozie - uśmiechnął się Sedolf, przeczesując do tyłu mokre od potu włosy. Nie przejmował 

background image

się wcale, że pomimo młodego wieku tworzą się mu już zakola.

Usiadł na brzegu łóżka obok Idy i długo się jej przyglądając, pokiwał głową.

- Nie pojmuję, jak to możliwe, aby kochać kogoś tak mocno jak ja ciebie. Rozumiesz 

coś z tego?

- Nie wiem, czy chcę tego dociekać - odparła, podciągając kołdrę po samą brodę.

- Lekarz nakazał, żebyśmy cię rozgrzali. - Sedolf mrugnął ubawiony. - Moim zdaniem 

dobrze się sprawiłem. Ale chyba nie podołam kolejnej rundzie, więc może lepiej załóż coś na 

siebie. Chyba że czekasz na kogoś innego, kto po mnie przejmie kurację?

Ida pokazała mu język.

- Rzeczywiście, ptak doprowadził mnie do prawdy - powiedziała.

Sedolf założył jej przez głowę koszulę nocną i otulił ją ciepłym nakryciem.

- Odpocznij, kochanie. Zaśnij. A ja sprawdzę tymczasem, czy Maja nadal ma swojego 

ptaka na szyi, czy też może uleciał on na skrzydłach dzisiejszej nocy.

Ida otworzyła usta, żeby mu coś odpowiedzieć, ale zamknął je pocałunkiem. A kiedy już 

wypuścił ją, jej ciało stało się leniwie ociężałe. Zapadała w sen. I nie pamiętała już, co jest takie 

ważne...

background image

8

Maja spotkała się z Ailo w altanie późną nocą. Żadne z nich nie wzięło ze sobą lampy. 

Mrok był im bardziej przyjacielem niż wrogiem.

Ailo już czekał, gdy Maja nadeszła. Ida przespała cały dzień, więc wieczorem była 

rześka i do późna siedzieli wszyscy razem, wysłuchując nowin z domu. Ida opowiadała tak 

wyraziście,   że   Maja   miała   wrażenie,   jakby   wszystko   oglądała   sama.   Wczuła   się   we 

wspomnienia   siostry   i   przyswoiła   je   sobie   jak   własne.   W   końcu   zostały   tylko   we   dwie. 

Zwierzyły się sobie z najskrytszych odczuć i myśli. Maja nigdy nie sądziła, że może się nimi z 

kimś podzielić. A już najmniej z młodszą siostrą, piękną, olśniewającą Idą, tryskającą humorem 

i życiem...

Ida niechętnie udała się do snu. Maja zauważyła, że dla siostry te wspólnie spędzone 

godziny, które je do siebie bardzo zbliżyły, miały wielką wartość. Zdawało jej się, że stały się 

teraz bardziej równorzędnymi partnerkami.

Ale Maja widziała ograniczenie, którego istnienia Ida się nie domyślała.

Kłamstwo.

Ailo bawił się sznurkiem. Dotykał go palcami, jakby był największą świętością. Maja 

odkryła, że to ten sam, którym Ida miała związane włosy, gdy przybyła na wyspę. Pewnie nie 

rozplotła warkocza przed snem...

- To jej - powiedziała krótko, rzucając pośpieszne spojrzenie w stronę pałacu, który 

trwał pogrążony w ciszy i mroku jak przed chwilą, gdy go opuszczała. - Doprowadziłeś do tego, 

że przez moment wolałam, żebyś nie żył - wyznała Maja, siadając obok brata. Tak blisko, że 

dotykali   się   ramionami.   Potrzebowała   jego   bliskości,   chciała   czuć   przy   sobie   żywego 

człowieka.

- Bywają takie chwile, że i ja marzę o tym samym - odparł Ailo spokojnie. - Nie dalej 

jak tej nocy. Ale już w dzień jest inaczej. Chcę żyć, rozumiesz? Żyć dla mojego syna, nawet 

jeśli będę mógł popatrzeć na niego przez moment. Właśnie robię dla niego klamrę do paska, 

oczywiście w kształcie ptaka. Kiedyś, gdy dorośnie, może będzie mógł ją dostać...

- Opowiedziałam jej wszystko tak, jak uzgodniliśmy - odezwała się Maja zapatrzona w 

mrok. Wydawało jej się, że śledzi ją tysiące par oczu, a z ciszy dobywają się oskarżycielskie 

szepty: „Jesteś nędzna, podła”, słyszane wyłącznie przez nią. - Płakała przez ciebie - wyrzuciła 

z siebie ostrzej niż zamierzała. - Bolała nad swoim mężem, który oddał życie za obcy kraj i 

obcą sprawę. Zastanawiała się, czy myślałeś o niej w swych ostatnich chwilach. Cierpiała, 

wyobraziwszy sobie męczarnie, jakie przeszedłeś. Pragnęła wierzyć, że na łożu śmierci nie 

background image

czułeś już bólu. Płakała nad twoim bezimiennym grobem, ale uznała, że tak należało zrobić. - 

Maja nabrała powietrza. - Powinniśmy być dumni, ty, bracie, i ja. Ułożyliśmy wiarygodną 

historyjkę.

- Uważa mnie już teraz za zmarłego?

- Tak, Ailo, dla niej już umarłeś. Czy nie tego właśnie chciałeś?

- Tak.

Przyszłość leżała u jego stóp, na dnie nie wiadomo jak wysokiego urwiska.

Maja opowiedziała mu o srebrze.

- Jest twoje - zakończyła. - Dopatruję się głębszego sensu w tym, że Ida przekazała je 

mnie.

Nie   odpowiedział.   Nie  był   w  stanie.   Przeszłość  zakradła   się  nazbyt   blisko.   Niemal 

fizycznie wyczuwał w powietrzu dłonie, próbujące pochwycić go tam, skąd już zniknął.

- A co z Anną Kajsą? - zapytała Maja. - Nie tak dawno zapewniałeś mnie, że nie chcesz 

jej skrzywdzić. Zapomniałeś, braciszku?

- Staram się nie zapomnieć - odpowiedział Ailo. - Ale Annę Kajsę przytłoczyła uroda 

Idy. Chyba jej się wydaje, że zawsze będzie stać w jej cieniu. A ja nie potrafię jej przekonać, że 

i  ona  jest   piękna.  Pewnie  jest  zbyt   młoda,   żeby  zrozumieć   odkrytą  przez   Raiję   prawdę  o 

miłości...

- Zapadło ci to w pamięć? Pokiwał głową.

- Nie spodziewałem się, że Raija ciągle jeszcze jest mi tak bliska. Przez cały czas 

kołacze mi w głowie myśl, która stanowiła sens jej życia. Ale ojciec był inny. Miał obsesję na 

jej punkcie i to zaważyło na jego małżeństwie. Nigdy nie chciałem stać się do niego podobny. 

Nie chciałem dopuścić do tego, by moje serce pozostało obojętne wobec kogoś, kto mnie 

kocha. Ale widać jestem nieodrodnym synem Mikkala. I wygląda na to, że Ida stanie się dla 

mnie tym, kim Raija dla ojca.

- Nigdy nie pozwolę ci wyjawić jej prawdy - odezwała się Maja twardo. - Nigdy! 

Rozumiesz, Ailo?

Kiwnął głową i wstając z miejsca, rzucił:

- Idę już, Maju. Anna Kajsa mnie potrzebuje. Nadal mogę być dla niej kimś ważnym, na 

swój sposób.

Maja posiedziała w altanie jeszcze przez chwilę po wyjściu brata, a potem i ona opuściła 

szklany pawilon.

Ida widziała postaci okryte w peleryny. Mroczne cienie w ciemnościach nocy. Wyszły z 

altany, z ukwieconego szklanego domku z jej snów.

background image

W jednej z postaci,  która wbiegła po schodach do pałacu, rozpoznała Maję. Druga 

gdzieś zniknęła.

Służba nie ubierała się w peleryny.

Czy Maja ma romans? Spotyka się nocą potajemnie z kochankiem?

Ta myśl wydała jej się niedorzeczna. Poza tym było zbyt zimno na schadzki.

Ida odeszła od okna i popatrzyła na pogrążonego w spokojnym śnie Sedolfa. Ogarnęło 

ją poczucie bezradności.

Daremnie doszukiwała się szczegółów, które być może wcześniej umknęły jej uwagi. 

Nie chciała jednak budzić Sedolfa, choć czuła, że on potrafiłby udzielić jej odpowiedzi.

Nie miała serca zrywać go w środku nocy.

To Anjo zaproponowała spacer wzdłuż zamarzniętej plaży, gdzie śniegu leżało niewiele 

i nie było tak ślisko, a za dnia, przynajmniej przez kilka godzin koło południa, świeciło złociste 

słońce. Anjo pragnęła pokazać Idzie okolicę i udowodnić, że tutejszy krajobraz, choć nie tak 

dziki jak nad fiordem, ma w sobie wiele uroku. Chciała przekonać ją, że w otwartych przestrze-

niach   także   kryje   się   niezwykła   magia,   a   rozległy   widok   potrafi   przywrócić   spokój 

rozkołatanym nerwom i pomaga człowiekowi otworzyć się na nowe myśli.

Oczywiście o długiej wędrówce nie było mowy, bo przecież wzięły ze sobą dzieci. 

Trzech   tryskających   energią   malców,   rozbawionych   i   pełnych   pomysłów.   Żwawo   biegli 

przodem przed swoimi mamami. Drobne stopki pozostawiały ślady na śniegu, zacierane potem 

przez brzegi długich spódnic.

Ubrane w granatowe peleryny kobiety gawędziły wesoło i raz po raz rozbrzmiewał ich 

śmiech.

Ida wystawiła twarz ku słońcu rozgrzewającemu nieco zimowy chłód i roześmiała się 

dźwięcznie, mówiąc:

-   Niebo   tutaj   przypomina   ogromną   miskę.   Na   płaskowyżu   też   było   takie.   Może 

polubiłabym bardziej te rozległe pustkowia, gdybym zobaczyła je właśnie zimą? Ten bezkres 

jest oszałamiający. Chociaż mnie jednak bardzo brakuje gór.

Weszła   na  lód,   żeby   dokładniej  przyjrzeć   się   wyspie.   Nad  nagimi   konarami   drzew 

dostrzegła cienką smużkę dymu.

- Czy tam mieszka Anna Kajsa? Anjo potwierdziła.

-  Nie  lubi  mnie?  -  zapytała  Ida wprost,  choć  taka  bezpośredniość nie leżała   w jej 

naturze. - Kiedy przyjechaliśmy, dziwnie mi się przyglądała. Teraz prawie was nie odwiedza. 

Chyba mnie nie lubi...

-   Musisz   od   razu   wymyślać   niestworzone   historie,   kiedy   czegoś   nie   rozumiesz?   - 

background image

skarciła ją z matczyną łagodnością Anjo.

Ida wzruszyła ramionami.

- Nie, ale jakoś tak mnie to uderzyło... - Ida patrzyła to na Maję, to na Anjo. - Daję 

głowę, że żadna z was nie zaproponuje, byśmy ją odwiedziły. Wiecie dobrze, że nie byłaby 

zadowolona ze spotkania ze mną.

- Nie chodzi o Annę Kajsę, ale o Axela - odparła Maja. - Musimy uszanować jego 

uczucia.

Maja nienawidziła w duchu tego imienia, jakie nadali Ailo. Brzydziła się tym, że nadal 

musi kłamać i oszukiwać Idę, która stała się dla niej kimś więcej niż młodszą siostrą, którą 

zawsze starała się trzymać nieco na dystans.

Odwróciła się i dostrzegła w lesie cień postaci. Brązowy strój zlewał się z cieniami 

rzucanymi przez drzewa.

- Wracamy na brzeg - powiedziała i pociągnęła Idę za sobą. Skierowała dzieci bliżej 

plaży, ale już nie miała odwagi odszukać wzrokiem Ailo. Bała się zwrócić uwagę na las, który 

go   ukrywał.   Ale   w   myślach   przywołała   brata:   „Teraz   wszystko   zależy   od   ciebie! 

Przyprowadziłam ci syna!”

Dni upływały mu monotonnie, jeden podobny do drugiego. Ailo miał jednak swoje 

nawyki, które nadawały codzienności sens i zmuszały go do aktywności. Zawsze w południe 

wędrował wzdłuż plaży, odnajdywał piękno w odbijających się od lodowej tafli promieniach 

słońca, szukał kamieni o ciekawych kształtach. W zamarzniętych kałużach podglądał kwiaty. 

Szukał tropów pozostawionych przez ptaki tańczące na cienkiej warstwie śniegu pokrywającej 

lód.

Gromadził skrzętnie w pamięci ciekawe formy i wzory, by sięgać po nie wówczas, gdy 

opuszczały   go   pomysły.   Przyroda   go   inspirowała.   Natura   była   odważniejsza   niż   niektórzy 

artyści, których pracom uważnie się przyjrzał. Przyroda nigdy się nie myliła.

Rozbawione głosy zaskoczyły go i zbiły niemal z nóg. Poczuł się tak, jakby kopnął go w 

brzuch jednoroczny ren.

Ailo zdawał sobie sprawę, że kobiety nie zjawiły się tu przypadkowo. Nie był to zbieg 

okoliczności. Maja i Anjo uczyniły to dla niego.

Schował się za drzewami. Dobrze znał ten las i tę plażę. Wiedział, w którym miejscu 

może stać, by pozostać z dołu niewidoczny, samemu mając najlepszy widok.

Ida śmiała się jak kiedyś, zdawało mu się, że słyszy plusk i szemranie strumyka. Miała 

w sobie tyle radości życia, tyle chęci do zabawy.

Zakręciła się w kółko na lodzie, zawirowała, a jej peleryna rozchyliła się niczym żagiel. 

background image

Ze śmiechem zsunęła z głowy kaptur. Promienie słońca rozświetliły jej miedziane włosy.

Ailo zrobiło się żal Anny Kajsy.

W   jaki   sposób   ma   ją   przekonać   o   swojej   miłości?   Bo   przecież   ją   kocha,   choć 

równocześnie kocha Idę, tyle że w zupełnie inny sposób. Anna Kajsa rozumie to, a mimo to 

porównuje się z Idą, co jest wobec niej krzywdząco niesprawiedliwe.

Ida to Ida...

Kobiety rozmawiały ze sobą, ale nie słyszał ich głosów. Dźwięk nie niósł tak daleko. 

Powinien się cieszyć, bo to oznaczało, że i on pozostawał dla nich niewidoczny.

Ale Maja spostrzegła jego obecność.

Domyślił się tego, kiedy zauważył, jak zagania wszystkich bliżej lądu.

Ailo dopiero teraz zorientował się, że złamał gruby niczym ramię pień brzozy, o który 

się oparł. Puścił go i odetchnął z drżeniem. Pod powiekami poczuł pieczenie. Bał się mrugnąć, 

żeby nie uronić ani chwili.

Minęły zaledwie trzy lata. Trzy lata. Szukał wzrokiem twarzy okolonej rudymi włosami, 

które   jak   zwykle   zimą   nieco   ściemniały  i   przypominały   barwą   coś   pośredniego   pomiędzy 

miedzią, ogniem a nagrzanym słońcem pniem sosny w porze czerwcowych białych nocy na 

wybrzeżu.

To była Ida.

Jego Ida?

Trzy lata mogą zmienić człowieka. Maja wspomniała coś o tym. On był innym Ailo, 

innym niż ten, który wówczas wyjechał z Skibom. Ida też nie była tą samą młodą żoną, którą 

opuszczał.

Ożenił   się   z   młodą   dziewczyną.   Teraz   spod   kaptura   wychyliła   się   twarz   dorosłej 

kobiety.

Rozpacz   zamarła   w   nim,   jakby   ostudzona   chłodnym   powietrzem.   Bo   czy   można 

rozpaczać nad kobietą, która żyje pełnią życia?

Zdołał się opanować i wzrokiem odszukał dzieci.

Henrik i Karl... Poznał ich po ruchach. Małe stopki stukały o ziemię, jak uderzające w 

szamański bęben pałeczki z kości.

Znał ich głosy.

Ale nagle inny radosny głosik doleciał do jego uszu i zabrzmiał niczym muzyka. Pod 

jego wpływem Ailo przeniósł się myślami daleko nad bezkresny płaskowyż.

Ujrzał przed oczami rozległe równiny Finnmarku i poczuł wiatr na policzkach. Pierś 

rozsadzała mu dziecięca radość.

background image

Chłopięcy głos brzmiał zadziwiająco znajomo. Przypominał jego własny śmiech nad 

otwartą krainą na północy.

Mikkal...

Stercząca   czarna   grzywka   wystawała   mu   spod  czapki,   na  pewno  równie  sztywna   i 

przekorna jak jego własna.

Ailo uczepił się brzozowego pnia i przełykając z trudem ślinę, tłumił szloch.

Szybkie nóżki, bystre ruchy dziecka, które nie mogło grzecznie usiedzieć w jednym 

miejscu, które biegało po wrzosowiskach, pokonywało pagórki, skakało z kamienia na kamień 

nad brzegiem fiordu.

Rumiane   policzki,   czarne   brwi   przypominające   ptasie   skrzydła,   ładne,   czyste   rysy. 

Podobny do Idy, do Raiji. Nie widział swojego odbicia w rysach tego chłopca, który śmiał się 

jak on, gdy był dzieckiem, i mówił jego chłopięcym głosem. Przynajmniej z daleka nie dopa-

trzył się podobieństwa. Może gdyby spojrzeć z bliska?

To był wnuk Raiji.

Syn Idy.

Mikkal.

Ojciec byłby dumny i wzruszony. Cieszyłby się, że Ida nazwala swoje dziecko jego 

imieniem. Dzięki temu odrodził się: Mikkal, ten, który kochał wiernie...

Oddychał   ciężko   przez   usta.   Zapiekły   go   oczy,   pociekły   łzy.   Pożałował,   że   znów 

zostawił w domu maskę, bo policzki pokryte cienką skórą marzły podwójnie.

Kobiety tymczasem zawróciły. Anjo wzięła na ręce Karla, a Henrik i Mikkal zaczęli się 

ścigać. Ailo poczuł, jak serce mu rośnie, gdy jego synek wygrał na odległość łokcia. Zapewne 

to uczucie nazywa się ojcowską dumą.

Tak, Mikkal jest jego synem...

Otulone w peleryny kobiety zniknęły za cyplem. Ucichły ich głosy.

Ailo stał nadal wtulony w pień drzewa, dzięki któremu nie upadł.

Czekał długo, by wreszcie wymknąć się z lasu niczym złodziej i zbiec na plażę.

Osunął się na kolana przy śladach stóp. Nie był w stanie stwierdzić, które dokładnie 

należą do Idy, a które do synka, wystarczyło mu jednak, że wiedział, iż tędy oboje przechodzili.

Nie   przebywali   gdzieś   daleko   od   świata,   w   którym   teraz   żył.   Kroczyli   tędy,   po 

ośnieżonej   plaży,   nad  brzegiem   zatoki,   gdzie   codziennie   przychodził.   Pozostawili   wyraźne 

ślady, których mógł dotknąć.

Gołymi rękami gładził odciski stóp w ubitym śniegu i płakał bezgłośnie.

Anna Kajsa także płakała, kiedy powrócił wreszcie do domu. Siedziała na lawie przy 

background image

kuchennym stole zwinięta w kłębek i nawet nie próbowała ukryć łez.

- Nie napaliłaś?

W izbie panował chłód, ogień zgasł na palenisku.

Milczała, nie przestając szlochać. Ubrana cienko, zapewne zmarzła.

Ailo drżącymi rękami zdjął i powiesił kurtkę. Powinien przytulić Annę Kajsę, ale nie 

potrafił się na to zdobyć.

Zerknął ukradkiem na dziewczynę, która wpatrywała się nieruchomo ponad lasem w 

stronę pałacu. Teraz, poprzez gałęzie drzew pozbawionych liści, widać było lśniący dach.

Zabrał się do rozpalania ognia. Zabrało mu to więcej czasu niż zwykle, bo celowo 

przeciągał.

Kiedy tak klęczał  zamyślony przy palenisku, pojawił mu się przed oczami obraz z 

dzieciństwa: przy ogniu w ciasnej jurcie klęczy barczysty mężczyzna, odwrócony plecami. 

Czarne sztywne włosy opadają mu na kark. Pod brązową skórzaną bluzą, wytartą na łokciach, 

widać napięte mięśnie zdradzające, że mężczyzna stara się trzymać w ryzach.

Boże, jak dobrze pamięta te plecy!

I tłumiony szloch matki, zgorzkniałe rysy na pięknej twarzy. Pogłębiające się bruzdy w 

kącikach ust i między oczami. Nie wyrzeźbił ich śmiech, lecz cierpienie.

Tak właśnie Mikkal odrzucił Siggę.

Milczeniem zabił tę odrobinę czułości, jaka między nimi kiedyś istniała.

Pozbawione miłości małżeństwo rodziców...

Teraz on powtarza to samo, mimo że Anna Kajsa budzi w nim głęboką czułość. Przecież 

odczuwa wobec niej coś na kształt miłości... A jednak tak ciążą mu ramiona, nie może ich 

unieść, by ją przytulić. Ból, drążący go od środka, pozbawił go sił.

- Zaraz zrobi się tu ciepło - rzucił pozornie lekko. Gawędził, nie mając odwagi spojrzeć 

jej prosto w twarz.

Dobry Boże, co się z nim stało? Od kiedy zachowuje się jak tchórz?

Ogarnięty  popłochem  zostawił  Annę Kajsę i  poszedł  do swojej   pracowni,  w której 

zwykle   tworzył.   Dziewczyna   dobrze   wiedziała,   że   nie   jest   tam   mile   widziana.   Ailo   nie 

potrzebował więc zamykać drzwi na klucz, bo Anna Kajsa i tak nie przestępowała progu tej 

izby.

Nie mógł bardziej odizolować jej od siebie jak właśnie w ten sposób.

Chwycił   swoje   kartony   i   wziął   do   ręki   węgle.   Kilka   złamało   mu   się   w   drżących 

dłoniach, które nazbyt gorliwie przystąpiły do pracy.

Ale nagle spłynął na niego spokój. Skoncentrował się. Teraz ważne było tylko jedno, 

background image

żeby narysować to, co widział.

Przemykając się nocą przez las, czuł się jak złodziej. Anna Kajsa zasnęła, nim zdążył z 

nią pomówić. Zanim wysłuchał, co ją gnębi. Bał się jej cierpienia, bał się pretensji, bał się, bo 

wiedział, że racja jest po jej stronie.

Właściwie doznał ulgi, kiedy zobaczył ją śpiącą, ale nie uspokoił wyrzutów sumienia. 

Czuł się jak ostatni nędznik.

Nic już nie było proste.

W altanie nie zastał nikogo, czego się zresztą spodziewał.

Celowo   poczekał,   aż   wieczór   zamieni   się   w  noc.   Odkrył   w   sobie   mroczne  strony, 

przekonał się, że jeśli trzeba, potrafi być wyrachowany.

Dla niego pałac nie był zamknięty. Klucz wisiał na zewnątrz przy kuchennym wejściu. 

Maja nigdy nie zamknęłaby przed nim drzwi do swojego domu.

Otworzył je po cichu, nawet nie zachrobotało w zamku. Odwiesił klucz na miejsce i 

wśliznął się do środka.

Już od dawna pałac trwał pogrążony w ciemności. Obserwował z daleka, więc dobrze o 

tym wiedział. Upewnił się, że wszyscy udali się na spoczynek.

Poruszał się bezszelestnie w uszytych z miękkiej skórki kumagach wyściełanych w 

środku suchą turzycą, takich jakich używają na płaskowyżu Lapończycy. Był siebie pewien.

Maja  nie   ukrywała,   które   pokoje  oddała   do  dyspozycji   gościom,   więc   Ailo   dobrze 

wiedział, gdzie śpi Ida, a gdzie jego syn.

Schody   nie   zdradziły   go.   Pamiętał,   jak   stawiać   stopę   na   każdy   stopień,   żeby   nie 

zatrzeszczał. Niegdyś nie miał sobie równych w tej sztuce.

Odetchnął jednak, kiedy znalazł się na górze.

Serce biło mu młotem, dłonie się spociły, ale przełamał się i uspokoił.

Nie był już tym samym Ailo, który wyjechał z Skibom.

W domu panowała niezmącona niczym cisza. Równie cicho było, kiedy przemierzał 

korytarz i kiedy położył dłoń na klamce. Nacisnął ją.

Drzwi ustąpiły.

Wyobraził   sobie,   co   by   było,   gdyby   otworzył   złe   drzwi.   Gdyby   zobaczył   Idę   w 

ramionach Sedolf a... Ale nie, na szczęście nie. Znał przecież ten pałac na wylot.

Drzwi do sypialni Idy i Sedolfa były lekko uchylone, ale przez taką szparę nie mogli go 

zauważyć.

Zdawało mu się, że od łóżeczka dziecinnego dzielą go milowe kroki. Najtrudniejsze.

Ale musiał zobaczyć swojego syna z bliska. Po to tu przyszedł. Dlatego zaczaił się nocą.

background image

Ciemności nigdy nie są zupełnie czarne. Między zasłonami przeświecało szare światło, 

oświetlając, jakby specjalnie dla niego, twarz śpiącego dziecka.

Jego syn.

Spał tak spokojnie. Ciemne rzęsy spoczywały na policzkach, nadal dziecinnie krągłych, 

chociaż rysy twarzy powoli zaczynały się wyostrzać. Ailo dostrzegł  lekko wystające kości 

policzkowe,   mocną   szczękę,   zdecydowany   podbródek.   Nos...   I   te   brwi,   które   najbardziej 

wskazywały na pokrewieństwo z rodziną matki.

Tak smacznie śpi...

Ailo nie mógł się oprzeć pokusie i dotknął grzywki. Musiał sam się przekonać, czy 

dziecko odziedziczyło sztywne włosy po nim i jego rodzinie.

Musiał też pogłaskać go delikatnie po gładkich policzkach.

Chłopiec poruszył się przez sen.

Ailo wycofał się z powrotem w mrok. Zdążył zamknąć drzwi, gdy nagle usłyszał z 

sąsiedniego pokoju głos Idy. Nie zrozumiał, co mówi, ale nie nasłuchiwał dłużej. Na odgłos 

kroków kierujących się do pokoju dziecka, wycofał się pośpiesznie. Bezszelestnie zbiegł po 

schodach i przemknął do kuchni. Tam czekał.

Jego serce wcale nie chciało się uspokoić. Odczuwał szczęście, a zarazem ból. Paliły go 

na nowo rozdarte rany. Mimo to czuł bezgraniczną wdzięczność.

Dotknął własnego dziecka.

W kilka chwil dom ożył. Doszły go ściszone głosy kobiet, poznał tembr głosu Idy wśród 

pozostałych. A potem znów zapadła cisza. Maja odnalazła go bez problemu.

- Co ty, u licha ciężkiego, wyprawiasz? - wyszeptała, nie kryjąc wściekłości.

Oparła się plecami o drzwi, gotowa własnym ciałem bronić wstępu do kuchni każdemu, 

kto by się tu pojawił.

- Przyrzekłeś trzymać się z boku! Usiadł przy piecu, częściowo ukryty w cieniu. Tam 

zresztą czuł się zwykle najlepiej.

- Czy nigdy nie postąpiłaś nierozsądnie? Wiedziałaś, że nie powinnaś, a mimo to nie 

mogłaś się oprzeć?

- Mało brakowało, a zostałbyś odkryty. Czy to dla ciebie bez znaczenia? Boże, przecież 

byłeś przy samych drzwiach, za którymi ona spała! Pomyślałeś o tym?

- Musiałem zobaczyć małego.

-   Zdawało   mi   się,   że   go   widziałeś   w   dzień   -   odparła   Maja   ogarnięta   nagłym 

zmęczeniem.   Bolało   ją   całe   ciało.   Bergfors   uprzedzał,   że   napięcie   i   huśtawka   nastrojów, 

nieustanna   czujność   i   wszystkie   zmartwienia   związane   z   całą   tą   sytuacją   mogą   się   odbić 

background image

niekorzystnie na ciąży. A przecież wcześniej już straciła dziecko...

- Nie wystarczyło mi to - odparł Ailo ze smutkiem. - Musiałem zobaczyć go z bliska... 

Chciałem popatrzeć, czy jest choć trochę do mnie podobny.

- I co, teraz jesteś zadowolony?

- A czy to możliwe? - odpowiedział pytaniem na pytanie. Głos mu zadrżał. - Czy można 

się nasycić widokiem własnego dziecka, Maju? Ty to potrafisz?

Milczała.   Bolała   nad   Ailo,   choć   teraz   ją   rozzłościł.   Gniew   wziął   w   niej   górę   nad 

współczuciem.

- Ida powiedziała,  że słyszała kogoś w pokoiku, gdzie śpi Mikkal.  Słyszała odgłos 

otwieranych i zamykanych drzwi, a także ciche kroki. Zachowywałeś się cicho, Ailo, ale, jak 

się okazuje, nie dość cicho. Wspólnie z Sedolfem przekonywaliśmy ją, że pewnie jej się coś 

śniło, ale nie dała sobie tego do końca wyperswadować. Ida jest jedną z nas, Ailo. I drzemie w 

niej moc być może większa, niż się spodziewaliśmy. Nie zapominaj o tym!

- Nie przyjdę więcej - obiecał zmęczony i smutny, ale zarazem szczęśliwy.

Nawet Maja nie mogła go tym razem zrozumieć!

- To najpiękniejsze dziecko, jakie kiedykolwiek widziałem - dodał tylko. - Wybacz mi, 

Maju, ale piękniejszego nie widziałem na oczy...

Westchnęła   i   odeszła   od   drzwi.   Przytuliła   mocno   swojego   brata,   któremu   przyszło 

dźwigać taki los. Długo nie wypuszczała go z objęć.

A kiedy wyszedł równie cicho, jak wszedł, zamknęła za nim drzwi.

Rozpłynął się w mroku.

background image

9

Tej nocy Ida więcej nie zmrużyła oka. Leżała w ciemności, wsłuchując się uważnie w 

ciszę, wyczulona na najlżejszy nawet szmer.

Było pusto i cicho, kiedy wyszła na pogrążony w mroku korytarz. Przekroczyła próg 

pokoju dziecinnego, ale nie zastała tam nikogo. Na pozór 'wszystko wyglądało zwyczajnie. 

Mikkal spał spokojnie w łóżeczku. Tylko ona zauważyła, że dziecko leży na wznak, choć 

zwykle zasypiało na boku i w takiej samej pozycji budziło się rano.

Nie powiedziała o tym nikomu, bo przypuszczała, że jej nie uwierzą, uznając to za 

niedorzeczne.

- Przesłyszałaś się - przekonywała Idę Maja. - Nikt z zewnątrz nie mógł się dostać do 

pałacu, a przecież nikomu z domowników nie przyszłoby do głowy zakradać się do Mikkala w 

środku nocy. To zupełnie nierozsądne.

Maja zrobiła się taka rozsądna. A jednak, kiedy jej się zdawało, że Ida nie patrzy, 

nerwowo zerkała w stronę schodów.

- Coś ci się przyśniło - wtórował Mai Sedolf i przytulił żonę mocniej, jakby uważał, że 

potrzebuje oparcia.

Ale Ida uwolniła się z jego objęć. Nie czuła się dobrze w roli uwięzionego w klatce 

ptaka. Miała w sobie silne poczucie wolności i niezależności.

- Trudno się dziwić, że po śmierci małej Raiji wciąż lękasz się o Mikkala. Dziwne 

raczej by było, gdybyś zachowywała się inaczej. Ale teraz musiało ci się po prostu coś przyśnić, 

kochanie.

Wszyscy byli tacy pewni swego.

Mogłaby   jeszcze   zrozumieć,   że   Sedolf   uczepił   się   tego   wyjaśnienia,   ale   Maja,   jej 

zdaniem, zbyt łatwo zgodziła się z taką wersją. Poza tym Maja nie udała się prosto do swojej 

sypialni, ale zeszła na dół i długo tam pozostała. Wróciła potem na piętro sama. Co do tego Ida 

nie miała wątpliwości. Słyszała jej kroki na schodach.

Nie rozumiejąc nic z tego, poczuła jeszcze większy niepokój.

O poranku dom ożył. Z dołu doleciały przytłumione odgłosy świadczące o tym, że 

służba przystąpiła już do codziennych zajęć. Ida wymknęła się po cichu z łóżka i założyła 

ubranie. Sedolf nie obudził się. Pomyślała z troską, że po wypadku nie śpi tak czujnie jak 

kiedyś.

Boso, z trzewikami  w rękach ruszyła w stronę schodów. Nie chciała, żeby ją ktoś 

usłyszał ani zobaczył.

background image

Schodząc,   sprawdzała   dokładnie   każdy   stopień.   Nadeptywała,   starając   się   znaleźć 

miejsce, gdzie nie skrzypiało. Tym sposobem zeszła na sam dół. Zabrało jej to trochę czasu.

W holu, nie zauważona przez nikogo, postawiła buty, po czym postanowiła spróbować 

wejść bezgłośnie na górę.

Udało jej się. Ani trochę nie zatrzeszczało.

Była już prawie na najwyższym stopniu, gdy zobaczyła Williama. Stał oparty o poręcz i 

rozbawiony, przyglądał jej się bacznie. Znów uderzyło Idę jego niezwykłe podobieństwo do 

ojca, czego nie omieszkała od razu powiedzieć.

- Po raz pierwszy zobaczyłam twojego ojca właśnie na schodach - uśmiechnęła się 

promiennie, świadoma, jak to działa na mężczyzn. - Dzień dobry - dodała, po czym odwróciła 

się i jakby nigdy nic zeszła na dół.

- Ranny ptaszek z ciebie, Ido - zauważył William, podążając za nią. - Odprawiasz jakiś 

specjalny rytuał, chodząc w górę i w dół na bosaka?

Ida demonstracyjnie zaczęła zakładać buty. Oparła się na ramieniu szwagra, które jej 

szarmancko podał, by nie straciła równowagi, i wyznała, udając zawstydzoną:

- Gdybyś się nie zjawił, to Ida córka Reijo zjechałaby po poręczy.

Miała nadzieję, że da się nabrać.

Spoglądając to na poręcz, to na Idę, roześmiał się cicho, a potem objął ją ramieniem i 

poprowadził do jednego z przytulnych saloników, gdzie już napalono w piecu. Oczywiście, 

wygodnie było mieć służbę, ale Ida odczuwała z tego powodu lekkie zażenowanie. Nie uważała 

się za kogoś lepszego.

- Powiem ci w tajemnicy, że Maja robi to samo - zwierzył się William w zaufaniu. - 

Tylko, proszę, nie zdradź się przed nią, że ci o tym powiedziałem, bo gotowa mnie ukarać i 

wyrzucić z łóżka przynajmniej na miesiąc...

Ida   odetchnęła   z   ulgą,   że   udało   jej   się   odwrócić   jego   uwagę.   Mało   brakowało,   a 

przejrzałby ją na wylot. Szybki refleks i bystrość, a do tego trochę fantazji, pomagają jednak 

wybrnąć z największych tarapatów. Mimo wszystko poczuła się trochę nieswojo, że potrafi 

kłamać na poczekaniu.

- Kiedy cię zobaczyłem po raz pierwszy, wydałaś mi się bardzo podobna do Mai - 

wyznał William, mrużąc oczy i uśmiechając się ujmująco. - Ale teraz nie pojmuję, jak mogłem 

się dać zwieść pozorom. Ty jesteś o wiele bardziej spontaniczna niż Maja.

- Maja nie zawsze miała powody, żeby uśmiechać się do napotkanych na swej drodze 

ludzi - skwitowała Ida chłodno, jakby rozmawiała z kimś postronnym. Odezwał się w niej silny 

duch wspólnoty. Rodzeństwo solidarnie izolowało wszystkich, którzy próbowali skrzywdzić 

background image

któreś z nich. Dzieci Raiji różniły się bardzo, ale gdy było trzeba, gotowe były pójść za sobą w 

ogień.

- W mojej rodzinie brakuje takiej solidarności - powiedział William, spoglądając ciepło 

na Idę. - Nie stajemy wzajemnie w swojej obronie. Nie przywykłem do tego.

Przypomniała sobie, że ten mężczyzna szczerze kocha Maję.

- Naprawdę nie dostrzegasz jej blizn? William pokręcił głową.

- Tata zawsze przekonywał Maję, że kiedyś spotka takiego mężczyznę, ale ona uważała, 

że opowiada jej bajki. Nikt nigdy nie był w niej zakochany, nie marzył o niej, nikt nie poprosił 

do tańca. No, chyba że jakiś pijak albo stary dziad. A Elise, nasza przybrana siostra, była 

najpiękniejszą dziewczyną nad fiordem. Ciężko dorastać w cieniu takiej siostry, w cieniu matki, 

o której urodzie krążyły legendy. Maja nie miała szczęśliwej młodości. Trudno to w ogóle 

nazwać młodością...

- Znam po części tę historię - odpowiedział William. - Ale cieszę się, że okazałaś mi 

zaufanie. Wiele to dla mnie znaczy, Ido. Poznając rodzinę Mai, dowiaduję się o mojej żonie 

czegoś nowego. Zapewne nigdy nie odkryję wszystkich niuansów jej osobowości, bo na to 

trzeba   by   niejednego   życia.   Wiem   jednak,   że   nie   spotkałem   w   swoim   życiu   bardziej 

fascynującej kobiety. Ją jedyną mogłem pokochać. Czy w twoich rozsądnych uszach nie brzmi 

to nazbyt sentymentalnie?

- Nie jestem znów taka rozsądna - westchnęła Ida. - Bardzo się cieszę, że Maja ciebie 

spotkała.

- Znałaś jej pierwszych dwóch mężów? Ida uśmiechnęła się.

-   Nie   wydajesz   mi   się   typem   mężczyzny,   który   za   wszelką   cenę   chciałby   poznać 

przeszłość swojej żony.

- Zżera mnie ciekawość - przyznał. - A Maja tak niewiele wspomina. Heino trochę 

znałem, wiem, jakim był mężczyzną, ale o tym pierwszym nic nie słyszałem.

- Pierwszym mężem Mai był kuzyn Sedolfa. Niemal równie przystojny. - Ida mrugnęła 

porozumiewawczo   i   uśmiechając   się,   dodała:   -   Mężczyźni   z   tej   rodziny   obdarzeni   są 

wyjątkowym   urokiem   osobistym.   Beztroski,   lekkomyślny,   właściwie   nigdy   za   nim   nie 

przepadałam, chociaż pod koniec przekonałam się, że osądzałam go nazbyt surowo. Jego można 

było albo lubić, albo nie znosić. Albo się ulegało jego urokowi, albo się go nienawidziło. Tak 

naprawdę Simon nie był  powierzchowny ani z gruntu zły. Udawał tylko,  bo tak było mu 

wygodnie. Ożenił się z Mają, bo musiał, wzbudzając ogólną wesołość wśród mieszkańców 

osady nad fiordem. Wszyscy naśmiewali się, że los pokarał największego podrywacza taką 

brzydką   żoną.   Najsmutniejsze,   że   Maja   szybko   straciła   zainteresowanie   Simonem,   a   on 

background image

tymczasem szczerze się w niej zakochał. Tak jak ty i Heino przestał zauważać jej blizny. 

Szkoda, że za późno. Z Mają już tak jest: Daje wszystko albo nic.

William   zrozumiał,   że   jego   żona   nigdy   nie   zakochała   się   w   mężczyźnie   po   uszy. 

Wszyscy jej mężowie musieli szukać i wydobyć z niej ciepło. Szukać u niej wzajemności.

- Niełatwo kochać Maję - mówiła Ida z powagą. - Nawet nam. Ale warta jest tego.

- Wiem - odpowiedział. - Wiem, Ido. Szczerość między nimi nie była wymuszona ani 

udawana. Pojawiła się znienacka niczym płomienna róża, która rozkwitła na śniegu.

- Nie chciałabym, byście pomyśleli, że uczepiłam się przeszłości... - zaczęła nagle Ida i 

urwała. Ale napotkawszy zachęcające spojrzenie Williama, zdecydowała się wyznać, co jej leży 

na sercu. - Maja wprawdzie mówiła mi, co się stało na okręcie, ale jej przecież przy tym nie 

było. Wolałabym, żebyś ty mi opowiedział wszystko, co zapamiętałeś. Ailo był moim mężem, 

wiele dla mnie znaczył. I chociaż nic już nie przywróci mu życia, chciałabym dokładnie wie-

dzieć, jak doszło do tej tragedii. Mam do tego prawo.

William   popatrzył   na  Idę.   Kiedy  tak  siedziała   z  dumnie  wysuniętym  podbródkiem, 

wyglądała  zupełnie jak  Maja. Dwie  siostry,  takie  podobne zewnętrznie,  a  tak różniące się 

charakterami.

Nie   powinni   byli   pozwolić   Ailo,   by   tak   długo   pozostawiał   ją   w   niepewności. 

Oczywiście, miał rację, twierdząc, że Ida zasługuje na to, co najlepsze. Ale czy on był dla niej 

kimś gorszym? Dla Idy nie uroda liczyła się najbardziej. Ailo jednak, zgorzkniały, powtarzał, że 

przypominaliby razem Piękną i Bestię. Baśń tę usłyszał podczas pobytu w Niemczech i zaraz 

doszukał się podobieństwa z własnym życiem.

Ida miała prawo dowiedzieć się prawdy. William rozumiał to i zgadzał się z nią. Ale 

przecież dał słowo przyjacielowi i przyrzekł Mai.

Nie może więc opowiedzieć Idzie, co się naprawdę wydarzyło.

Zaczął od tego, jak poznali się z Ailo. Przypomniał sobie ich wspólne rozmowy, te 

błahe i te poważne, myśli, jakie razem dzielili. Wspomniał też, co Ailo mówił o niej, o Idzie.

A potem o okręcie królewskim i o tajnej akcji. O straszliwej chwili, kiedy wybuchł 

pożar, i o beczkach z prochem, które wyleciały w powietrze.

Wydawało mu się, że znów słyszy krzyki rannych, których wybuch rzucił w toń, i tych, 

którzy płonęli jak żywe pochodnie, nie zdążywszy dotrzeć do wody.

- Uciekaliśmy, ratując własną skórę, gdy żołnierze z armii królewskiej ruszyli szturmem 

na okręt. Czuliśmy się jak tchórze i zdrajcy - wyznał William i opowiedział Idzie o Ailo. - Z ran 

wystawało mu żywe mięso, bił od niego smród spalonej skóry. Zaciskał zęby z bólu w krótkich 

chwilach przebłysku świadomości. Wszyscy odczuwali  ulgę,  gdy znów tracił  przytomność. 

background image

Baliśmy się, że zostaniemy złapani...

William starał się wplatać w prawdziwą historię jak najmniej kłamstw. Był szczery na 

tyle, na ile pozwalały mu złożone przyrzeczenia.

Ida była taką osobą, której chciało się wyznać prawdę, wobec której pragnęło się być 

szczerym.

- A potem... - Wzruszył ramionami. - Resztę opowiedziała ci już pewnie Maja. Nie 

uczynię tego lepiej. Ona całkowicie przejęła opiekę nad nim. Śmiertelnie się bałem tkwiącej w 

niej mocy. Nic nie pojmowałem. Bałem się tylko, że ją stracę. Zresztą nadal niewiele z tego 

rozumiem.

Popatrzył przeciągle na kredowobiałą dziewczynę.

- Przedstawiłem ci to, co widziałem i co zapamiętałem. To było piekło. Nadal czuję się 

za   wszystko   odpowiedzialny.   Gdybym   wiedział,   czym   się   to   skończy,   nigdy   bym   się   nie 

zaangażował w ten spisek. Nie przypuszczałem, że w takim stopniu odmieni los tylu ludzi. Bo 

przecież nie tylko ciebie i Ailo dotknęło nieszczęście... Bardzo mi zależy, żebyś wiedziała, że 

nie chciałem tego. Nie mogę cię prosić o to, byś mi wybaczyła. Bo tego nie da się wybaczyć, 

wiedz jednak, że cierpię okrutnie z powodu tej tragedii.

Ida otarła łzy z policzków. Objęła Williama w pasie i przytuliła twarz do jego czystej 

koszuli.

-   Dziękuję   -  powiedziała.   -   Nie   musisz   mnie   prosić   o   wybaczenie.   Ailo   nigdy   nie 

uczyniłby niczego wbrew swojej woli. Zresztą czy my sami ponosimy pełną odpowiedzialność 

za wszystko, co się nam przydarza? Może kieruje tym jakaś wyższa siła?

Puściła Williama, już jej nie onieśmielał.

- Nie jestem łatwowierna - przyznała. - Ale czasem myślę sobie, że może nie należy za 

wiele   pytać,   tylko   po   prostu   pogodzić   się   z   tym,   co   zsyła   los.   Uwierzyć,   a   nie   ciągle 

powątpiewać i zadręczać się. Może tkwi w tym jakiś głębszy sens?

-   Pojmuję,   dlaczego   Ailo   tak   cię   kochał   -   rzekł   William,   głaszcząc   ją   leciutko   po 

policzku.

- On kochał inną Idę - odparła ze smutkiem. - Idę, która nie znała cierpienia. Nie byłam 

wtedy jeszcze w pełni człowiekiem. Nie wiem, czy by mnie w ogóle poznał, czy byłby w stanie 

kochać mnie taką, jaka teraz jestem. Nie jestem pewna, czy ta obecna Ida pokochałaby Ailo.

- Takie myśli do ciebie nie pasują - skwitował krótko William, a jego twarz zamknęła 

się.

- Nie pasują, to prawda, ale często mnie nachodzą... Zamilkła i oparłszy się o parapet, 

wyjrzała przez okno. Podobnie jak poprzedniego dnia był piękny pogodny poranek. W domu 

background image

nadal panowała cisza.

- Podoba mi się ta altana - powiedziała, zmieniając temat. - Podoba mi się pomysł, by 

zatrzymać na zimę kawałek ukwieconej łąki.

- Moja mama właśnie dlatego kazała ją postawić - odparł William wzruszony, że Ida to 

dostrzegła. Maja także od razu uchwyciła ów zamysł i zachwyciła się nim. Przed Mają nikt nie 

zwrócił na to uwagi. Może dlatego, że ludzie z wyższych sfer, z którymi wówczas obcował, 

nazbyt często stykali się z przepychem i mieli przez to stępioną wrażliwość.

- Mama po prostu chciała mieć ogród także zimą - wyjaśnił William. - Im jestem 

starszy, tym bardziej ją rozumiem.

- Pójdę sobie tam teraz na chwilę - oznajmiła Ida. - Ale tym razem ubiorę się ciepło. 

Chcę zobaczyć to miejsce, tak jak widziałam je w moich snach. Sedolf wspominał coś o tym?

William pokiwał głową.

- Te sny są częścią czegoś, co akceptuję, choć nie w pełni rozumiem. Przywykliśmy, że 

w naszej rodzinie każdy jest obdarzony jakimiś niezwykłymi zdolnościami. Takie dziedzictwo 

pozostawiła nam nasza matka, Raija.

Ida ubrała się i wyszła po cichu, jakby potajemnie. Była czarująca, ale nawet w połowie 

nie tak intrygująca jak jego Maja.

Ida  zaglądała  już do altany  razem z  Mają  i  Anjo. Ujrzała  wówczas  pomieszczenie 

częściowo tylko przeszklone, zupełnie inne niż to, które pojawiało się w jej śnie. Teraz, kiedy 

przyszła tu sama, odniosła zupełnie inne wrażenie. Na nowo ożył w niej ów tajemniczy nastrój 

ze snu. Magia, piękno.

Usiadła na wąskiej, wyłożonej poduszkami drewnianej ławie umieszczonej we wnętrzu 

altany dookoła pod ścianą. Dotknęła palcami szyby i chuchnęła. Szkło zaparowało, osłabiając 

barwy malowideł.

Nachuchała   ponownie   na   kwiaty   i   przyglądała   im   się   uważnie,   mimowolnie 

wyobrażając sobie ukwieconą łąkę oglądaną przez łzy.

Z   niezrozumiałych   dla   siebie   powodów   nie   mogła   oderwać   oczu   od   barwnych 

malowideł   na   szkle.   Tak   jakby   należały   do   jej   snu,   którego   nadal   nie   potrafiła   w   pełni 

zrozumieć.

Ptak miał jej wskazać drogę do prawdy.

Teraz już ją znała.

Ale nadal czuła w sercu ból i jakiś niedosyt. Przepełniona wielkim niepokojem, cofała 

się do snu, żeby w nim szukać wyjaśnienia.

W altanie panował chłód.

background image

Dla ptaka jest tutaj za zimno, pomyślała, ale zaraz ofuknęła się w duchu. Rozsądek, 

jakim była obdarzona, podpowiadał jej przecież już dawno, że nie ma żadnego prawdziwego 

ptaka.

Chodziło o symbol.

Nie jest głupia. Ten ptak miał w sobie tyle życia i tyleż siły, co figury namalowane 

przez szamana na bębnie czerwoną farbą z kory olszyny.

To był ptak ze snu, ptak Mikkala, ptak Ailo i po części jej.

Znak miłości silniejszej niż śmierć. Symbol uczucia, które być może zawiodła.

Ale przecież Ailo nigdy by nie wymagał od niej, żeby żyła samotnie. Ona zresztą także 

nie wymagałaby tego od niego.

Tutaj na wyspie obudziły się w niej wyrzuty sumienia, że tak bardzo kocha Sedolfa. 

Gwałtownie ożyły wspomnienia. Czuła się nieswojo, że nie pozostała w żałobie, by nadal boleć 

po stracie męża.

Nie chciała się tak czuć. Sedolf był wart tego, by go kochała. Był wart więcej niż to, co 

mu ofiarowała. Sedolf był dla niej wszystkim.

Ida  siedziała   wśród  zatopionych  w szkle  kwiatów,  pośród  szklanej   łąki.   W samym 

środku zimy kwitły kwiaty, zupełnie jak w lecie. Tu, w szklanym domku ze swojego snu, 

nabrała w pełni przekonania, że kocha tylko Sedolfa i on jest jej prawdziwym, właściwym 

mężem.

Powoli zaczynała być gotowa, by ostatecznie pogrzebać Ailo.

W końcu.

Musiała przybyć tutaj, żeby się z tym uporać. Trzeba było na nowo rozerwać rany i 

pozwolić im krwawić. Rzeczywiście, konieczne było poczuć ból.

Z zachodu wieje lekki wiatr, pomyślała. To będzie cudowny, słoneczny dzień. Anjo ma 

rację, tutejszy krajobraz także jest piękny. Przypomina rozległe, wielkie pole. Daje uczucie 

przynależności, mimo że człowiek wśród owego bezkresu czuje się całkiem mały. Ale czasami 

dobrze, by mu o tym przypomnieć.

Ida trochę zmarzła. O tej porze roku altana nie nadawała się na miejsce zbyt długich 

rozmyślań, pozwalała jednak popatrzeć na odrobinę piękna w samym środku zimy. Latem zaś z 

pewnością stanowiła wspaniałą oprawę wzruszających przeżyć.

Wstała, ale otulając się szczelniej peleryną, niechcący strąciła z ławki kilka poduszek.

Nie mogła nie zauważyć papierowych arkuszy, które wraz z poduszkami spadły na 

ziemię.

Ida zapomniała o tym, że przemarzła. Osunęła się z powrotem na ławę i pochyliła się 

background image

nad arkuszami, nie mogąc oderwać od nich wzroku.

Nie znalazły się tu przypadkowo. Ktoś je tu położył dla kogoś, kto często bywał w 

pawilonie. Dla kogoś, kto także cenił sobie barwy lata podczas mroźnej zimy.

Dla Mai.

Trzy rysunki...

Szkice   węglem   na   kremowym   kartonie.   Gdzieniegdzie   mocne,   grube   linie,   całe 

płaszczyzny pokryte czernią, gdzieniegdzie znów jasne, delikatne kreski, łagodne i cienkie, 

ledwie widoczne muśnięcia.

Trójka bawiących się na śniegu chłopców. Uśmiechnięte buzie. Rozpoznała je aż nazbyt 

wyraźnie.

Trzy kobiety na tle plaży, którą poprzedniego dnia zobaczyła po raz pierwszy. Trzy 

kobiety, które także bez trudu rozpoznała: Anjo pod rękę z Mają, której zaokrąglone kształty 

widoczne były nawet pod peleryną. I ona, Ida, trochę dalej, z boku. Kaptur spadł jej z głowy. 

Artysta uchwycił ją w momencie, gdy kręciła się w kółko. Niesforny lok opadł jej na oczy, a 

usta rozchyliły się w uśmiechu.

Ida pamiętała tę chwilę. Swój śmiech, Anjo i Maję. Dokładnie tak jak na rysunku.

Na ostatnim kartonie zobaczyła swoją twarz wykrzywioną w bólu, zalaną łzami. Włosy 

ciasno uczesane, z grzywką jak zwykle opadającą jej na czoło tuż nad brwiami.

Twarz wyrażającą rozpacz.

Ida pośpiesznie złożyła szkice i zwinęła je w ciasny rulon, ale nie stały się przez to ani 

trochę mniej groźne.

Ktoś ich obserwował poprzedniego dnia. Zresztą przez cały czas pobytu na wyspie 

miała jakieś takie niejasne przeczucie. Nie chciała o tym z nikim mówić. Poza tym póki nie 

przebywała sama, nie miało to większego znaczenia.

Ale okazuje się, że niczego sobie nie wmówiła.

Nagle   poczuła   się   też   bardziej   pewna   siebie.   Odważyła   się   zaufać   własnym 

przeczuciom.

Jej portret przeraził ją. Nieznana dłoń uwieczniła na papierze jej uczucia, nie widząc ich 

przecież. Przestraszyła się, że ktoś potrafił dogłębnie wyrazić jej rozpacz. Ale nie chciała o tym 

myśleć. Bardziej bowiem przestraszyła się czegoś innego. To nie zły sen obudził ją w nocy. Nie 

przesłyszała się, jak sugerował Sedolf i jak usiłowała jej wmówić Maja.

Ktoś wszedł nocą do pałacu i zajrzał do pokoju Mikkala.

Jak Maja mogła do tego dopuścić? Przecież jest jej siostrą. Pod wieloma względami 

stały się teraz sobie bliższe niż kiedykolwiek.

background image

Poczuła zamęt w głowie.

Ida za nic w świecie nie dopuszczała do siebie myśli, że Maja chciałaby ją skrzywdzić. 

Ale szkice były niczym cios wymierzony prosto w serce. Sprawiły, że zwątpiła także w Maję.

Mogła ufać jedynie sobie i Sedolfowi.

Na tej wyspie coś się działo, coś poza nimi. Dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy 

uświadomiła sobie, że nie może być pewna nawet Knuta ani Anjo. Sprawiło jej to dotkliwy ból. 

Silniejszy niż to, że nie może ufać Mai.

Co  do  Williama,   zupełnie  straciła   orientację.  Zirytowało  ją  to.  Rankiem  okazał   się 

godnym zaufania mężczyzną, bezgranicznie mu wierzyła.

Pewnie z powodu jego niekwestionowanego uroku, pomyślała z goryczą. Nadal łatwo 

mnie omamić uśmiechem i oryginalną urodą.

Zacisnęła zęby i powiedziała do siebie, że nie ma odwagi zaufać nawet Williamowi.

W tej sytuacji z łatwością podjęła decyzję o powrocie do domu, i to jak najszybciej. 

Trudno, że zima. Zresztą wielu ludzi teraz wędruje. A po zamarzniętym śniegu szybciej dotrą 

do Skibom, niż gdyby mieli ruszyć wraz z wiosennymi roztopami.

I niech się Knut roztkliwia, powtarzając o radości ze spotkania i o miłości panującej 

wśród rodzeństwa.

Pod peleryną Ida przyciskała mocno do piersi rulon.

Nikomu nie pokaże szkiców. Nawet Sedolfowi.

Bała się.

Ale nie da tego po sobie poznać.

background image

10

Anna Kajsa nie spała tej nocy. Słyszała, że Ailo krążył po domu, nie mogąc sobie 

znaleźć miejsca, a potem w ogóle gdzieś wyszedł. Udawała, że śpi, żeby mu nie utrudniać. 

Uniknął w ten sposób tłumaczenia się przed nią.

Czuwała, póki nie wrócił. Ale on i wtedy się nie położył. Udał się wprost do swojej 

pracowni i nie zważając, że hałasuje, przystąpił do pracy.

Anna Kajsa nie podejrzewała, że Ailo chce ją zranić. Był zbyt dobry, nie skrzywdziłby 

nikogo. Coś jednak go dręczyło, coś, do czego ona nie miała przystępu.

Po odgłosach dochodzących z pracowni poznała, że przygotowuje formę na odlew. Już 

kiedyś zrobił dla Mai wisiorek w kształcie ptaszka, a dla niej bratka. Nie miała wątpliwości, że 

teraz powstaje ptak z rozpostartymi skrzydłami.

Nigdy nie rozumiała, dlaczego właśnie ptak stal się jego ulubionym motywem. Dopiero 

kiedy zobaczyła Idę... Brwi wygięte jak ptasie skrzydła wyjaśniły jej wszystko.

Ida była taka piękna, że Annie Kajsie aż zbierało się na płacz. Sama nie była brzydka, 

ale w żaden sposób nie mogła konkurować z porażającą urodą Idy.

Wiedziała,  że nie potrafiłaby walczyć wszelkimi środkami o względy Ailo, a w tej 

sytuacji lepiej było od razu się wycofać.

Pragnęła Ailo,  miał takie łagodne dłonie. Dłonie, które niczego od niej nie żądały. 

Pocieszały jedynie, wspierały i ogrzewały. Ale nie były zachłanne.

Ailo wyznał jej kiedyś, że chyba nie jest już zdolny kochać się z kobietą. Ostatnio, gdy 

trzymał kobietę w ramionach, czuł jedynie złość i pogardę.

„Ciebie nie chcę upokorzyć”, powiedział.

Użył słów, jakie chciała usłyszeć. I wierzyła mu, póki na własne oczy nie zobaczyła Idy.

Zrozumiała wówczas tęsknotę, którą ukrył głęboko, samemu nie zdając sobie sprawy, 

jak bardzo jest nadal silna. Serce krwawiło mu z rozdartych na nowo ran.

Anna Kajsa kochała Ailo takiego, jakim był. Wiedziała, czego się po nim spodziewać. 

On zresztą podobnie. Rozumiał, że Anna Kajsa prędzej umrze, aniżeli zechce począć nowe 

życie. Nie urodzi mu syna ani córki. Zresztą on tego od niej wcale nie żądał, rozumiejąc tę 

mroczną stronę jej przeszłości, do której ona sama lękała się wracać.

Wstała, ubrała się i umyła. Ale nie miała ochoty nic jeść. Dziś znowu nie. Jej organizm 

przywykł   obywać   się   bez   jedzenia.   Kiedyś   zdarzało  jej   się  głodować   wiele   dni   pod   rząd. 

Potrafiła zamknąć się na własne najbardziej elementarne potrzeby.

Przestraszona otworzyła drzwi do pracowni Ailo, do której nie wolno jej było zaglądać.

background image

Ailo rzeźbił w drewnie. Oczy miał podkrążone, włosy sterczały mu na wszystkie strony.

Jak   zawsze   na   jego   widok   poczuła   zalewającą   ją   falę   ciepła.   Przestraszyła   się,   że 

mogłaby   go   stracić.   Miała   ochotę   go   dotknąć,   pogłaskać   po   pomarszczonej   twarzy,   żeby 

zrozumiał, że chce być przy nim, ale zabrakło jej odwagi.

- Zaharujesz się na śmierć, Ailo! - odezwała się tylko, pozostając przy drzwiach.

Nie odpowiedział.

Z daleka nie widziała dokładnie, co rzeźbi, ale sądząc po wielkości, nie była to ozdoba. 

Poczuła ulgę. Może to głupie z jej strony, ale ucieszyło ją, że Ailo nie robi ozdób dla Idy, mimo 

że myśli ma zaprzątnięte jej osobą.

- Zdaje się, że i ty niewiele spałaś, prawda? - odezwał się, odkładając nóż i drewno.

Odsunął się trochę, aby zrobić jej miejsce obok siebie, i patrząc w jej duże pytające 

oczy, pokiwał lekko głową.

Anna Kajsa, przestraszona, przysiadła na samym brzeżku ławy. Bała się nawet głębiej 

odetchnąć. Naciskając klamkę, spodziewała się, że Ailo zerwie się rozgniewany i wypędzi ją z 

pracowni, a on tymczasem poprosił, by usiadła, i objął ramieniem. Nie był nachalny, raczej 

zmęczony i zrezygnowany. Westchnął żałośnie i tak smutno, że Annie Kajsie ze współczucia 

nad nim zebrało się na płacz.

- Co z nami będzie, Anno Kajso? - odezwał się. - Marny ze mnie mąż. Kiedy widzę, jak 

cię krzywdzę, ogarnia mnie przerażenie. Chyba nigdy nie opowiadałem ci o moich rodzicach. 

Wspominałem tylko o tym, jak silne uczucie łączyło mojego ojca z Raiją. Nie mówiłem jednak, 

że   moja   mama   także   go   bardzo   kochała,   a   on   nie   potrafił   tego   odwzajemnić.   Teraz,   gdy 

obserwuję siebie, znów przypomina mi się ojciec.

I tak w brzasku wschodzącego dnia Ailo opowiedział Annie Kajsie o swoich rodzicach, 

o tym, jak jako mały chłopiec, rozdarty między dwojgiem dorosłych, żadnego nie miał odwagi 

obdarzyć w pełni miłością.

- Dopiero Raiję pokochałem tak, jak powinienem był kochać Siggę. Raija troszczyła się 

o   mnie   bezwarunkowo,   nie   musiałem   się   starać,   by   zasłużyć   na   jej   miłość.   Po   prostu 

akceptowała mnie takim, jakim byłem. Ją pierwszą, poza moją babką, odważyłem się obdarzyć 

uczuciem. Tata też mnie na swój sposób kochał, ale zawsze miałem poczucie, że nie do końca 

spełniam jego oczekiwania. Dlatego przyrzekłem sobie, że kiedy sam zostanę ojcem, obdarzę 

swoje dzieci bezgraniczną miłością i będę z nimi rozmawiał...

Ailo oparł się głową o jej głowę. Anna Kajsa zalękniona zrazu, że będzie jej czynił 

wyrzuty, uspokoiła się, gdy Ailo cofnął się wspomnieniami do czasów, kiedy jeszcze nie byli 

razem.

background image

- Pokochałem Idę równie silnym uczuciem. Cóż to była za miłość! Zobaczyłem w niej 

kobietę,   zobaczyłem   matkę   moich   dzieci.   I   chyba   tylko   do   tego   momentu   sięgała   moja 

wyobraźnia - dodał z goryczą. - Bo dzieci, które powinny mówić do mnie: „tato”, nigdy mnie 

nawet nie zobaczą.

- Byłeś w pałacu? Poszedłeś tam nocą, żeby popatrzeć na swojego synka? - olśniło Annę 

Kajsę.

Ailo pokiwał głową.

- Widziałem ich wczoraj na spacerze. Ale mi to nie wystarczyło. Nie wiem, jak w ogóle 

mogłem sobie wyobrażać, że zadowoli mnie obserwowanie dziecka na odległość. Zapragnąłem 

ze wszystkich sił zobaczyć jego twarz z bliska. Musiałem go dotknąć. On jest mój, to ciało z 

mojego ciała, Anno Kajso! Trudno w ogóle opisać, jak silne to uczucie.

- Przyrzekłeś... Ailo rozpłakał się wtulony w jej włosy, uczepiony kurczowo jej ramion, 

ale   Anna  Kajsa   nawet   nie   jęknęła,   by  się  poskarżyć.   Nagle   ona  stała   się  opoką.   Ailo   jej 

potrzebował, u niej szukał wsparcia i pociechy. Jak dobrze było coś dla niego znaczyć. Być dla 

niego kimś ważnym! Anna Kajsa poczuła wdzięczność do losu.

- Przyrzekłem, wiem, co przyrzekłem... - szlochał. - Miałem się trzymać się z daleka. 

Ale to mnie zabija.

Jego płacz z wolna zmienił się w bezgłośny szloch, a w oczach zabrakło łez. Tylko 

ciałem wstrząsały konwulsje. Nie przestając jej obejmować, mówił, zniżając głos do szeptu:

- Stałem w ciemnym pokoju przy jego łóżeczku, mimo że nie miałem prawa tam być i 

patrzeć na niego. Nie miałem prawa dotknąć tego dziecka, które śmieje się tak samo jak ja w 

dzieciństwie. Nie miałem prawa pogłaskać go po włosach, choć jego grzywka jest równie 

niesforna jak moja. Nigdy nie wezmę go za rękę. Potrafisz pojąć mój ból, Anno? Nie miałem 

pojęcia, że dotknie mnie tak głęboko. Zdawało mi się, że jestem silny i potrafię temu podołać, 

ale to mnie przerosło. Okazuje się, że nie miałem pojęcia, jakie uczucia wzbudza w człowieku 

jego własne dziecko, krew z jego krwi...

- A co z nią? - zapytała ostrożnie Anna Kajsa, czując się nieco dziwnie, że przypomina 

mu o Idzie. Niepojęte, że do tej pory w ogóle jej nie wspomniał.

- Z Idą? - zapytał Ailo szczerze zdumiony. W jego spojrzeniu nie tkwił nawet cień 

fałszu.   -   Ida   jest   dla   mnie   nieosiągalna   -   odpowiedział   po   chwili   zamyślony,   ale   bez 

zniecierpliwienia w głosie. Długo szukał właściwego słowa, które oddawałoby to, co czuł. - 

Kiedy   zobaczyłem   ją   wczoraj,   przeżyłem  wstrząs   -  przyznał.   -  Poczułem   się   jak  balon,   z 

którego uszło całe powietrze, jak ryba rzucona na ląd. Ale jakoś to przełknąłem. Dla niej 

umarłem. Przybyła tu, żeby uporać się ze wspomnieniami i ostatecznie pożegnać się ze mną. I 

background image

chyba tak się stało. Ja mam ciebie, Ida ma Sedolfa. Dla siebie jesteśmy nieosiągalni.

Właśnie to chciała Anna Kajsa wiedzieć.

- Omal nie zostałem przyłapany na gorącym uczynku - mówił dalej. - Ida słyszała, że 

ktoś zaglądał do Mikkala, i narobiła rabanu. Maja strasznie mnie zrugała, gdy już ją uspokoiła.

Anna   Kajsa   przysłuchiwała   się   opowieści   Ailo,   zastanawiając   się   w   duchu,   czy 

potrafiłaby polubić Idę. Właściwie lękała się kobiet takich jak ona: urodziwych, zmysłowych, 

pociągających. Będących całkowitym jej przeciwieństwem.

Postanowiła jednak, że jeszcze tego dnia uda się do pałacu.

Co prawda nadal trochę się bala, uznała jednak, że musi bliżej poznać pierwszą żonę 

Ailo, by się przekonać, jaka jest naprawdę. Czuła, że to jej obowiązek, skoro właśnie ona, Anna 

Kajsa, jest mu teraz najbliższa. A przez pryzmat wspomnień Ailo nie mogła wyraźnie dojrzeć 

prawdziwej Idy.

Ailo nie przestawał mówić. Wyrzucił z siebie cały ból, tęsknoty i marzenia, które, jak 

sądził, runęły w gruzy, kiedy stał się mężczyzną w masce.

Słuchała go i gromadziła chciwie jego słowa, tak jak dzieci gromadzą piękne kamienie i 

rzadkie okazy muszelek.

Dopiero przed samym południem pozwolił jej odejść. Ale najpierw ujął w dłonie jej 

twarz,   a  kiedy   pocałował   ją   leciutko   w  usta,   Anna  Kajsa   aż   się   zapłoniła.   Pocałunek  był 

delikatny, niemal braterski, pełen szacunku. Tak nikt prócz niego jej nie całował.

Tylko w jego oczach kryło się takie oddanie. Tak jakby ona, nic nie warta Anna Kajsa, 

zrodzona w grzechu, bękart pozbawiony wszelkich praw, była doskonałym dziełem Stwórcy.

- Jesteś aniołem, brakuje ci tylko aureoli, Anno Kajso! Jak ty ze mną wytrzymujesz?

-   Kocham  ciebie   -   odparła  po   prostu.   Ailo   uścisnął   ją.   Jego   uściski   nie   mogły  jej 

skrzywdzić.   Ailo   był   nawet   mniej   groźny   niż   William,   jej   przyrodni   brat,   któremu   jako 

pierwszemu mężczyźnie zaufała.

Zapędziła go do łóżka, widząc, że głowa opada mu ze zmęczenia. Zasnął, nim zdążyła 

rozwiązać mu tasiemki u kumagów. Przykryła go i rozczulona pocałowała pokryte bliznami 

policzki, przyrzekając sobie w duchu, że nigdy go nie zrani.

Potem wyszła na dwór i podążyła wydeptanymi ścieżkami do pałacu.

Ida schowała rysunki na dnie szuflady w dużej komodzie, która stała w ich pokoju. 

Dokładnie przykryła je ubraniami, żeby nawet Sedolf ich nie zauważył. Czuła się tak, jakby 

zatrzasnęły się jakieś drzwi w jej sercu. Może Sedolf pomógłby jej w tej ciężkiej chwili, ale nie 

była gotowa na razie dzielić z nim bólu.

Bezmyślnie   wpatrywała   się   w   lampę,   gdy   nagle   zaintrygowała   ją   jej   rzeźbiona 

background image

podstawa.   Zdjęła   szklany   klosz   i   pogładziła   zdobienia.   Długo   się   przyglądała   motywom 

kwiatów i ptaków. Potem założyła z powrotem klosz i wytarła z palców sadzę. Upewniwszy się 

raz jeszcze, czy nikt nie zauważy rysunków, siadła na brzegu łóżka straszliwie zagubiona.

Mężczyźni udali się na stały ląd i zabrali ze sobą chłopców. Bergfors zdjął Sedolfowi 

opatrunek z głowy. Rana zagoiła się już prawie, a gdy Sedolf zaczesał włosy na prawo, w ogóle 

nie było jej widać. Zresztą sam powtarzał, że nic już go nie boli. Ale co do tego Ida nie była do 

końca przekonana. Sedolf zawsze udawał chojraka i nie lubił przyznawać się do słabości. Teraz 

też chyba zanadto się forsował.

Ida cieszyła się, że Sedolf zabrał Mikkala, bo niepokój, jaki odczuła w nocy, nadal w 

niej tkwił, i to bardziej, niż miała odwagę okazać.

Zeszła po schodach, odruchowo stawiając stopy w miejscach, gdzie najmniej skrzypiało.

W odpowiednim obuwiu mogłaby się poruszać jeszcze ciszej.

Jedna myśl nie dawała jej spokoju. Ida odsuwała ją, ale ona natrętnie powracała.

Z dużego salonu dolatywały  głosy. Ida stanęła pod  drzwiami  i usłyszała,  jak Anjo 

przemawia łagodnie do małej Aili. Uśmiechnęła się, gdy Anjo zanuciła kołysankę, jedną z tych, 

które Reijo śpiewał im w dzieciństwie. Ida nadal ją pamiętała słowo w słowo.

Zresztą tę samą kołysankę śpiewała także Mikkalowi i małej Raiji....

Wzruszyło ją, że Anjo i Knut nazwali córeczkę imieniem upamiętniającym Ailo. Ona 

sama nie przekazała dalej jego imienia. Miała z tego powodu wyrzuty sumienia, ale zdawała 

sobie sprawę, że nie byłaby w stanie mieć nowego Ailo. Aby móc żyć, musiała odsunąć go na 

dystans.

Nikt z tego powodu nie miał prawa jej potępiać.

Nikt...

Ida nie zajrzała do Anjo. Udała się wprost do niewielkiego, skromniej urządzonego 

pokoju,   który   William   ze   śmiechem   nazwał   własnym   salonem.   Idzie   zależało   na   tym,   by 

dokładnie obejrzeć dwa świeczniki i paterę, które widziała już wcześniej.

Zamknęła za sobą drzwi, jakby zamierzała zrobić coś nagannego. Zależało jej jednak, 

żeby nie zauważył jej tu któryś z domowników i nie zorientował się, jakimi ścieżkami podążają 

jej myśli. Chwilami nachodziła ją obawa, że pogrąża się w szaleństwie. Przypominało to próbę 

przejścia suchą stopą przez nieznane grzęzawisko.

Pozłacana patera stała na stole przy dużym lustrze. Co wieczór napełniano ją różnymi 

przysmakami:   orzechami,   kandyzowanymi   owocami,   słodyczami,   jakich   nad   fiordem   nikt 

nawet na oczy nie widział.

Ida przez moment zapragnęła, by wszyscy ci, którzy tak naśmiewali się z Mai, wróżąc, 

background image

że zdziwaczeje samotna w chacie nad rzeką, mogli ją teraz zobaczyć. Może byłaby to dla nich 

dobra nauczka, że nie należy tłamsić kogoś tylko dlatego, że różni się od innych. Że czasem 

lepiej trzymać język za zębami.

Takie i inne myśli kłębiły się jej w głowie, tak naprawdę usiłując zagłuszyć w niej to, co 

bolało najbardziej. Ściskało ją w żołądku, jakby tam miała lodowaty i ciężki kamień.

Wzięła do ręki paterę. Na błyszczącej powierzchni pozostały ślady palców. Pomyślała, 

że będzie musiała ją wypolerować, żeby czasami ktoś ze służby nie został zganiony za to, że nie 

dopilnował swoich obowiązków.

Patera była ciężka i zimna.

Ale oczywiście nie dlatego myśli Idy stały się chłodne i logiczne.

Chodziło o zdobienia.

Widziała   je wcześniej,  ale  patrzyła  na nie bezmyślnie. Dopiero  teraz  przyjrzała  się 

dokładniej kwiatkom moroszki splecionym z listkami dębika. Wystającym liściom szczawiu i 

kłującym liściom ostrożenia. Pulchnym ukwapom obok górskich fiołków i tłustoszy na cienkich 

łodyżkach, które u dołu były zakończone ułożonymi gwiaździście listkami. Drobnym kwiatkom 

świetlika i przetacznika kwitnącym skromnie w jej rodzimych górach.

Ida odstawiła paterę i wzięła do ręki świeczniki ozdobione także motywami roślinnymi: 

wrzośćce i mącznice, dereń i listki górskiej brzozy, i znowu liście dębika...

A na samej górze, zarówno na paterze, jak i na świecznikach, jak na klarownym niebie 

unosiły się ptaki na rozpostartych skrzydłach.

Nie miała pojęcia, jak długo stała ze świecznikiem przytulonym do piersi.

Znalazła się na środku grzęzawiska i nie miała pojęcia, czy w ogóle chce się stamtąd 

wydostać. Akurat w tym momencie najlepiej byłoby dać się pochłonąć i unicestwić.

Zniknąć...

Ida napotkała swoje odbicie w lustrze. Staranne uczesanie zajęło jej sporo czasu. Ciasno 

zaplotła   warkocze   i   upięła   je   wokół   głowy   niczym   wianek.   Fryzura   była   pracochłonna, 

zwłaszcza przy takich długich włosach. Ida wyglądała w niej pięknie, ale czesała się tak tylko w 

niedzielę.

Dziś, choć wypadał zwykły, a nie świąteczny dzień, chciała wyglądać równie pięknie.

Musiała poza tym zająć czymś ręce i uspokoić myśli.

Widziała w lustrze swoją bladą twarz. Kiedy była młodsza, szczypała się w policzki, by 

nabrały kolorów. Dorosła Ida tego nie robiła. Wargi jej zadrżały, ale z oczu nie popłynęły łzy. 

Tyle się napłakała, że już ich zabrakło.

Ida uciekła spojrzeniem. Nie chciała widzieć tego, co odbijało się w jej oczach.

background image

Co innego przelotna myśl ukryta natychmiast głęboko w świadomości, a co innego 

pewność wyzierająca z oczu.

Lustro jest groźnym elementem wyposażenia domu.

Ida   wypolerowała   świeczniki   rękawem   sukni,   a   do   patery   użyła   brzegu   spódnicy. 

Odstawiła je z powrotem na miejsce, by nikt się nie domyślił, że były ruszane, a sama osunęła 

się ciężko na krzesło. Podkurczyła nogi, zdjąwszy z nóg trzewiki, żeby ostrym obcasem nie 

poniszczyć halki i strojnej sukni.

Reijo rozpoznałby w niej natychmiast młodziutką dziewczynę, która latem do późna 

przesiadywała w kuchni na lawie i usadowiona w kącie, obejmowała rękoma podkurczone 

kolana...

Reijo na pewno siadłby obok i pogłaskał ją po głowie swoimi silnymi dłońmi, dającymi 

poczucie bezpieczeństwa.

Zatroskany ojciec, na którego w każdej sytuacji mogła liczyć, czekałby cierpliwie.

W końcu przerwałaby milczenie i opowiedziała mu, co ją gnębi.

Ida nie pamiętała, by ojciec kiedykolwiek zmuszał ją, by mówiła więcej niż chciała. 

Nigdy nie domagał się, by odkryła przed nim coś poza tymi leżącymi jej na sercu tajemnicami, 

które gotowa była przed nim odsłonić.

Ida zatęskniła za ojcem, bo czuła się teraz równie skrzywdzona i rozżalona, jak kiedyś 

jako młoda dziewczyna. Rany na nowo się otworzyły i krwawiły obficie.

Boże, jak bardzo tęskniła za ojcem!

Ale Reijo pozostał nad fiordem w swojej Ruiji. Reijo był w domu daleko stąd.

Tym razem nie nakłoni jej do zwierzeń. Tym razem Ida nie odsłoni przed nim swojego 

serca. Tym razem może liczyć tylko na siebie.

Serce jej krwawiło, ale oczy pozostały suche.

Ida nie miała wątpliwości, że złoty ptak jeszcze raz rozłoży skrzydła. Nieprawda, że już 

odfrunął. Przybędzie i znów popatrzy na nią okrągłymi, czarnymi jak węgiel oczami.

I tym razem Ida podąży za nim na jawie.

Wiedziała.

Czekała.

background image

11

Anna Kajsa weszła przez kuchnię tą samą drogą, którą Ailo dostał się nocą do pałacu. 

Wydawało jej się, że tak powinna uczynić.

W holu zatrzymała się, jakby się ociągając, ale zaraz popchnęła drzwi do salonu. Anjo, 

która właśnie usypiała małą Ailę, pokazała na migi, że Maja nie czuła się najlepiej i położyła 

się. Anna Kajsa skinęła głową na znak, że rozumie, i zamknęła salon.

Sprawdziła pokój Williama.

Kiedy weszła do środka, Ida spojrzała na nią, a w jej głowie pojawiła się jedna jedyna 

myśl.  Wypełniła  ją całą i  sprawiła,  że  ogarnął  ją lodowaty  chłód. W żołądku nadal  czuła 

kamień.

- Nie wiedziałam, że to ty jesteś złotym ptakiem - wyszeptała do Anny Kajsy, która 

oparła   się   o   framugę,   nie   wchodząc   głębiej.   Zauważyła,   że   ma   podkrążone   oczy.   Ida 

przypomniała   sobie   dzień   przyjazdu   i   zrozumiała,   dlaczego   Anna   Kajsa   tak   długo   jej   się 

przyglądała przy powitaniu.

Tym razem jednak przyrodnia siostra Williama nie czuła się gorsza.

Co prawda, uroda Idy nie podlegała dyskusji. Nawet teraz, kiedy z jej twarzy wyzierała 

przeraźliwa   samotność,  pierwsza  żona Ailo  wyglądała  pięknie.  Anna  Kajsa jednak  nabrała 

pewności, że Ailo pokochał tę kobietę nie dla jej urody, i przyszło jej na myśl, że właściwie 

powinno je bardzo wiele łączyć. Coś więcej niż miłość do Ailo.

-   Niedobrze   jest   budować   życie   na  kłamstwie   -   odezwała   się   cicho.   -   Nawet   jeśli 

zrodziło się z chęci oszczędzenia komuś bólu.

Ida przytaknęła.

- Przyszłam, żeby cię poprosić, abyś poszła ze mną. Nie chcę cię zmuszać. Po prostu 

proszę. Do ciebie należy wybór.

Zamilkła i bez lęku uchwyciła wzrok Idy.

- Wybór należy do ciebie. Wiesz, co odnajdziesz - dodała mocniejszym głosem.

Jej głos niósł ku nadziei niczym rozpostarte ptasie skrzydła.

Ida skinęła głową i wstała pośpiesznie.

- Muszę się ubrać - rzuciła i dodała: - Nikt nas nie może zobaczyć.

- Będę czekała przy altanie - powiedziała Anna Kajsa i zniknęła równie cicho, jak się 

pojawiła.

Nigdy nie robiła wokół siebie zamieszania.

Ida wyszła na dwór z gołą głową, nie zdążyła zawiązać szala, zapomniała rękawic.

background image

Wszystko   było   jak   we   śnie.   Zima   wokół,   na   bladobłękitnym   niebie   słońce,   a 

podświetlone szyby altany pokryte kwiatami wywoływały złudzenie lata. Kwiaty na szkle - 

dzieło rąk człowieka.

Ida mimowolnie popatrzyła w górę, ale nie dostrzegła lśniących w słońcu piór, choć 

gdzieś w oddali rozlegało się chrapliwe krakanie kruka.

Może fruwał tylko w jej wyobraźni?

Ida podążała przez las śladem Anny Kajsy. Wiedziała, że celem jest kamienny dom, ale 

gdyby spacerowała sama, zapewne zagubiłaby się wśród tych wąskich ścieżek.

Znalezione w altanie szkice pozwoliły Idzie dopasować wszystkie części układanki.

Nikt nie narysowałby tak wiernie jej pogrążonej w rozpaczy twarzy, gdyby nie widział 

jej płaczącej.

Maja nadal nosiła na szyi złoty wisiorek w kształcie ptaka.

Lampa, świeczniki, patera... wytworzone ręką nieznanego artysty. Zdobione motywami 

delikatnych   roślin   z   odległej   północnej   tundry.   Ptaki   unoszące   się   dumnie   na   skrzydłach, 

przypominających kształtem brwi.

I ta nocna wizyta.

Tylko jeden człowiek mógł zakraść się nocą do pokoju, w którym spał Mikkal. Tylko 

jeden mógł odczuwać równie palącą ciekawość.

To   odkrycie   sprawiło   jej   ból,   choć   wyjaśniało   wszystkie   ukradkowe   spojrzenia 

wymieniane na jej oczach, urywane zdania i nagłe milczenie. Wyjaśniało wreszcie, dlaczego 

wyczuwała fałsz w opowiedzianych jej historiach.

Ta myśl niemal rozrywała ją na strzępy.

Anna Kajsa otworzyła drzwi i puściła Idę przodem do środka.

Ida od razu poczuła jego zapach. Z wrażenia uchwyciła się stołu, żeby nie upaść.

Rozejrzała się po niewielkim pomieszczeniu, przytulnym pomimo szarych kamiennych 

ścian. Na otwartym palenisku palił się ogień.

Anna Kajsa zdjęła wierzchnie ubranie, powiesiła je i założyła fartuch.

Przez chwilę stały w milczeniu i patrzyły na siebie. Dwie kobiety, obie - żony Ailo.

Wreszcie Anna Kajsa skinęła w stronę drzwi.

- Nie wejdę tam z tobą - oznajmiła. - Nie mogę.

- Kochasz go?

Ida zdawała sobie sprawę, że pytanie jest zbędne. Bo to, co uczyniła ta dziewczyna, 

dowodziło bardziej niż jakiekolwiek słowa, że kocha go nad życie. Żeby zdobyć się na taki 

gest, trzeba wielkiej miłości.

background image

Ale Anna Kajsa odpowiedziała z powagą:

-   Tak,   kocham   go,   choć   nigdy   nie   widziałam   go   innym   niż   jest   teraz.   Chcę   cię 

uprzedzić, że on nie wygląda tak jak kiedyś. Musiał być bardzo przystojny! Zresztą nadal jest 

piękny, ale w środku. Nie wygląda jednak tak samo. Mówię ci to po to, żebyś nie doznała zbyt 

wielkiego szoku.

- A więc to wszystko, co mi opowiadano, nie było kłamstwem?

Anna Kajsa ze smutkiem pokręciła głową.

- Skłamali tylko, że umarł, ponieważ ich o to prosił. Zrobili to dla niego. Ja także 

uczyniłabym to samo, gdybym wierzyła, że naprawdę tego chce.

Więcej nic nie dodała.

Ida musiała zobaczyć sama.

Ida nie mogła oprzeć się wrażeniu, że złoty ptak przysiadł na dachu domu i obserwuje ją 

swymi mądrymi, bystrymi oczami. Była niemal pewna, że jeśli nie znajdzie w sobie dość siły, 

by otworzyć dzielące ją od Ailo drzwi, usłyszy krakanie brzmiące jak chrapliwy śmiech.

Weszła do niewielkiego pomieszczenia o kamiennych ścianach. Zasunięte do połowy 

zasłonki   zakrywały   małe   okno.   Masywne   łoże   z   ciemnego   drewna   wydawało   się 

nieproporcjonalnie duże. Obok stała komoda i piec, w którym rozlegał się lekki trzask.

Ida stanęła w nogach łóżka i uczepiła się drewnianego oparcia tak mocno, że aż zabolały 

ją dłonie.

A więc to prawda. Ailo wstał z martwych dla niej. Niewielu żonom zapewne dane jest 

przeżyć taką chwilę.

Czas się zatrzymał.

Patrzyła na niego, ale choć serce rozrywał jej szloch, ani jedna łza nie spłynęła jej po 

policzku. Poznała go, cokolwiek by się stało, zawsze by go poznała.

Przyglądała mu się w milczeniu, ale pewnie jej spojrzenie go zbudziło. Podniósł dłonie 

do twarzy, przetarł oczy, a gdy je otworzył i zobaczył Idę, odezwał się dźwięcznym głosem:

- To chyba było nieuniknione. A więc to nie sen. Nie rozprysnęła się w drobny maczek.

Usiadł.

Ida   nadal   stała   w   tym   samym   miejscu,   zaciskając   dłonie   na   oparciu   łóżka.   Ailo 

pomyślał, że ślady jej palców zostawią odcisk w drewnie.

Patrzyła   szeroko   otwartymi   oczami.   Zauważył,   że   wokół   nich   pojawiła   się   drobna 

siateczka zmarszczek. Uroczych. Zapewne miał swój duży udział w ich powstaniu. Uczesała się 

tak, jak zwykle czesała się na niedzielę. Chyba nie obcinała włosów przez cały ten czas, bo 

urosły jej na tyle, że przybył jeszcze jeden zapleciony zwój wokół głowy. Dziwne, jak dobrze 

background image

pamięta się takie drobiazgi.

- Tak się cieszę, że żyjesz!

Takie były pierwsze słowa Idy.

Ailo zaśmiał się zmęczony. Odsunął na bok przykrycie i spuścił nogi na ziemię. Ida 

zauważyła, że spał w skórzanych spodniach.

Niech widzi, że nadal noszę się po lapońsku, pomyślał, krzywiąc się. Nie usiłował tego 

ukryć, bo przecież przy jego wyglądzie trudno było odróżnić uśmiech od grymasu.

- Nie powinienem przychodzić w nocy - westchnął, nie mogąc oderwać od niej wzroku. 

- Wszystko popsułem, ale nie mogłem oprzeć się pokusie... Tyle o nim myślałem... o naszym 

synu.

- To znaczy, że nie zmieniłeś się. Nadal jesteś wspaniały - powiedziała Ida miękko. W 

tej jednej chwili znów była jego Idą.

- Nie chciałem, żebyś mnie takim zobaczyła.

Patrzyła   na   niego,   nie   mrugnąwszy   nawet   powieką.   Anna   Kajsa   ostrzegła   ją,   a   i 

William, jak się teraz przekonała, jej nie okłamał, mówiąc o tragedii. Nie ukrywał, jak bardzo 

Ailo został zmasakrowany.

Była więc przygotowana, a to, że żył, złagodziło szok spowodowany wyglądem. Ida 

pamiętała   go   urodziwego,   Anna  Kajsa   tymczasem   pokochała   okaleczonego,   co   czyniło   jej 

miłość doskonalszą. Ida zapragnęła przekazać Annie Kajsie swoje wspomnienia.

- Powiedziałam wszystkim, że mam największe prawo, by poznać prawdę - rzekła z 

powagą. - A teraz to samo powtarzam tobie. Myślę, że powinniśmy porozmawiać. Tym bardziej 

że już nie tylko nas dwojga dotyczy ta sprawa.

Zrozumiał. Ailo zawsze wszystko rozumiał. A w tym przypadku miał więcej czasu niż 

ona, by wszystko dokładnie przemyśleć.

- Nie mogę rozmawiać z tobą tutaj - odpowiedział. - Tu jest teraz mój dom, Ido.

Przyjęła jego słowa z szacunkiem, jaki zresztą zawsze wobec niego czuła. Ailo stał się 

innym człowiekiem, ale nie stracił nic ze swojej klasy.

- Nie przeszłabyś się razem ze mną wzdłuż plaży? - zapytał. - Nie mam ochoty związać 

cię, Ido, z jakimkolwiek miejscem. Na pewno domyślasz się, dlaczego. Zamierzam pozostać tu 

na resztę życia. Nie chciałbym, żeby jakieś konkretne miejsce przypominało mi potem ciebie. 

Kiedy będzie mi ciężko, lepiej żebym szukał ciepła u otaczających mnie ludzi, a nie wracał do 

przeszłości.

- Chętnie się z tobą przejdę - odpowiedziała pewnym głosem.

Ailo zauważył, że głos jej się trochę zmienił, spoważniał. Ida wydoroślała.

background image

Zawiązał na twarzy maskę. Ida poznała przedmiot, który znalazła pierwszego dnia, i 

zrozumiała, dlaczego Maja tak się wtedy zdenerwowała.

Założył buty, skórzaną kurtkę i czapkę. Był gotowy.

Ida, uśmiechnąwszy się lekko do Anny Kajsy, wyszła na dwór. Nie słyszała, co Ailo 

powiedział dziewczynie. Może pogłaskał ją po policzku, pocałował ją, przytulił...

Miała nadzieję, że tak się zachował.

Zeszli w kierunku plaży wydeptaną ścieżką. Widać często tędy chodził. Jakże znajomo 

brzmiał w uszach odgłos jego kroków. Gdy zamknęła oczy, zdawało jej się, że przeniosła się w 

przeszłość. Wystarczyło jednak je otworzyć, by uświadomić sobie, że to nie jest takie proste. 

Rzeczywistość różni się od marzeń.

Ramię w ramię wędrowali wzdłuż brzegu zmarzniętej zatoki. Dzień był piękny, jak 

przewidywała.   Bezchmurne   niebo  lśniło  błękitem,   a   słońce   dawało   przedsmak   wiosennego 

ciepła.

-   Sądziłeś,   że   nie   podołałabym   temu?   -   zapytała   Ida.   Długo   ważyła   słowa,   nim 

wypowiedziała je na głos.

Dawna Ida była bardziej spontaniczna.

- Sądziłeś, że po tym, co się stało, odwrócę się od ciebie?

- Nie - odpowiedział, nie patrząc na nią. - I właśnie to byłoby dla mnie straszne! Byłem 

pewien,   że   będziesz   wiernie   trwać   przy   mnie.   Nie   przyszłoby  ci  do   głowy   mnie  opuścić, 

gdybym wrócił w takim stanie. Oszczędziłem ci tego.

- Miałam także prawo decydować...

- Czy nie jesteś teraz szczęśliwa? - zapytał, zatrzymując się. Nie dotykając Idy, sprawił 

że i ona stanęła. Jego oczy były dokładnie takie, jak zapamiętała. Barwę miały nieokreśloną, 

zmieniały się nieustannie, ale bił od nich blask. - Maja powiedziała mi, że nigdy nie widziała 

cię równie szczęśliwej. Maja, mimo że taka mi bliska, przysięgała, że Sedolf jest dla ciebie lep-

szy niż ja kiedykolwiek byłem.

Ida uśmiechnęła się mimowolnie, jak zawsze na dźwięk imienia męża. Poczuła ciepło w 

sercu. Nie wiedziała, jak to wyjaśnić Ailo, który kiedyś był miłością jej życia. Jak łatwo uczucia 

mogą ulec zmianie.

- Szczęście nie jest dane raz na zawsze - rzekła. - Trzeba nieustannie je pielęgnować, 

chuchać na nie. Tego nauczył mnie Sedolf. To prawda, że jestem z nim bardzo szczęśliwa. 

Gdybyś   jednak   wrócił,   moje   życie   ułożyłoby   się   inaczej.   I   nie   sądzę,   że   byłabym   mniej 

szczęśliwa...

- Jesteś zbyt mądra - odparł jedynie. - Za mądra dla mnie. Chciałem oszczędzić ci 

background image

cierpienia.

On także potrzebował czasu, aby odnaleźć właściwe słowa. Dziwne, bo przecież Ida 

była kobietą, której kiedyś mógł powiedzieć wszystko. Nie spodziewał się, że tak trudno mu 

będzie  z   nią  rozmawiać.   Zresztą...   niczego   się   nie  spodziewał,   w  ogóle   nie  oczekiwał,   że 

kiedykolwiek jeszcze spotka się z nią w cztery oczy.

- Któregoś dnia zapragnęłabyś mężczyzny takiego jak Sedolf, ale nie opuściłabyś mnie. 

Byłabyś lojalna i wierna aż po grób. To byłoby dla mnie straszne. Znalazłem możliwość, by 

nam obojgu oszczędzić cierpienia. Nie wierzysz, Ido, ale ja jestem pewien, że taka chwila by 

nadeszła. Pomimo miłości do mnie nie umiałabyś stłumić innej drzemiącej w tobie tęsknoty. 

Nie zniósłbym, gdybym zobaczył ją w twoich oczach...

- Czy gdybyś wiedział o dzieciach, postąpiłbyś inaczej?

Ailo  odszedł  na bok,  gdzie   leżało powalone sztormem drzewo.  Kilkusetletni żywot 

zakończony w ciągu jednej nocy. Usiadł na pniu. Ida, poprawiwszy pelerynę, usadowiła się 

obok niego.

Nie spuszczała z niego wzroku.

- Nie ma sensu o to pytać - odpowiedział niechętnie.

- A więc byłoby inaczej - stwierdziła Ida. - Szkoda, że nie mogłeś zobaczyć małej Raiji. 

Taka była do ciebie podobna. Tata mówił, że przypominała mu twojego ojca. Jak tylko się 

urodziła, wiedzieliśmy, po kim odziedziczyła wygląd. Łatwo było znaleźć dla nich imiona. Nie 

byłam w stanie nazwać Mikkala twoim imieniem.

A więc i to zostało powiedziane.

-   Nie   mam   ci   nic   do   zarzucenia   -   odpowiedział   Ailo   cicho.   -   Dla   ciebie   przecież 

wówczas nie żyłem. Skąd mogłaś wiedzieć, że to nieprawda? Nie mógłbym mieć do ciebie 

pretensji. Zależało mi, żebyś znalazła kogoś, kogo byś pokochała. Nigdy nie chciałem, żebyś 

żyła samotnie. Nie jesteś do tego stworzona. Potrzebujesz kogoś, kto by cię przytulił. Kogoś, 

komu mogłabyś także ofiarować część własnej siły. Kogo mogłabyś obdarzyć swoją radością. Z 

początku, gdy o tym myślałem, targała mną ślepa zazdrość. O, jakże daleki byłem wówczas od 

szlachetności!   Ale   chcę,   żebyś   wiedziała,   że   nie   podjąłem   tej   decyzji   nieświadomie. 

Usiłowałem sobie wyobrazić cię razem z którymś z młodzieńców znad fiordu...

Zaśmiał się cicho najsmutniejszym śmiechem, jaki Ida kiedykolwiek słyszała.

- Najlepszy byłby Sedolf, myślałem wówczas. Dlatego też kiedy doszły mnie wieści, że 

jego wybrałaś, poczułem głęboko w sercu głuchy dźwięk...

- Tak się po prostu stało.

Nie zapytał kiedy, nie chciał tego wiedzieć. Uderzyło go, że nie ma żadnego prawa, by 

background image

tego dochodzić, bo to nie miało nic wspólnego z ich wspólnym życiem.

- Krewni z twojej sity są przekonani, że nie żyjesz, że zginąłeś gdzieś na pustkowiu. 

Nakłoniłam szamana, by ciebie szukał. Ale on cię nie znalazł. Powiedział, że potężniejsze siły 

bronią dostępu do ciebie. Mówił też, że jesteś naznaczony przez Roto.

- Sam też użyłem tego określenia. Bo to prawda. Pozostanę naznaczony przez Roto, 

póki nie dopadnie mnie śmierć. Wiedziałem, że będziesz mnie szukać, nie szczędząc środków. I 

znalazłabyś mnie, gdyby Maja nie była Mają.

Siedzieli obok siebie, prawie się dotykając. Dwie istoty: kobieta w nazbyt strojnej sukni 

swojej siostry i skromnej pelerynie, i mężczyzna w białej koszuli z krochmalonym kołnierzem 

pod znoszoną kurtką ze skóry, w skórzanych spodniach i kumagach, takich jakich używano od 

stuleci wśród jego ludu.

Dwoje ludzi wyrwanych ze świata, w którym było im dobrze, ze świata, w którym 

łączyło ich płomienne uczucie.

Teraz siedzieli spięci, lękając się, że doznają szkody, jeśli któreś spróbowałby pogłaskać 

to drugie. Wyczuwali siebie i to ich przerażało.

-   Nie   prosiłem  Anny  Kajsy,   żeby   to  uczyniła.   Ailo   musiał   upewnić  się,   że   Ida   to 

rozumiała. Nie powinna tkwić w przekonaniu, że i to było ukartowane.

- Nawet nie pomyślałam o tym. - W jej głosie pojawiło się coś na kształt czułości. Coś, 

co tak bardzo przypomniało mu dawną Idę, że aż musiał na nią spojrzeć. Jej oczy miały w sobie 

żar lata, mieniły się zielonością. - Ty po prostu nadal przychodziłbyś nocą, Ailo. Sam zadawał-

byś sobie cierpienie, aż w końcu byś tego nie zniósł. Ale nie uczyniłbyś tego, co najprostsze™ - 

Ida   zaśmiała   się.   -   Skąd,   na   niebiosa,   wytrzasnąłeś   to   imię,   Axel?   Ailo   także   udało   się 

uśmiechnąć.

- Podobne, prawda? Miało brzmieć podobnie, by Karl i Henrik stracili orientację, które 

jest właściwe. Długo się przygotowywaliśmy na to spotkanie, maleńka...

- Skończmy tę zabawę w chowanego, Ailo!

- A możemy? Jak to? - zdumiał się.

-   Obawiasz   się   reakcji   Sedolfa?   -   spytała.   Usłyszał,   że   jej   głos   nabierał   swoistego 

brzmienia, gdy wypowiadała to imię. Pamiętał dobrze, że niegdyś jego imię tak brzmiało w jej 

ustach.

- Przyznasz chyba, że ta sprawa dotyczy także jego. Nie tylko ciebie i mnie, Ido. Sama 

powiedziałaś. Poza tym jest jeszcze nasz syn.

- Poznasz Mikkala - obiecała Ida, przybierając stanowczy wyraz twarzy.

- Ale dla niego ojcem jest Sedolf - próbował słabo oponować Ailo.

background image

- Mikkal wie, że miał innego tatę. Wspólnie z Sedolfem postanowiliśmy, że nie będzie 

dorastał, nie wiedząc o tobie, nie otrzymując w dziedzictwie moich wspomnień o tobie. Nie 

miałeś być zapomniany, Ailo!

- Zmarli ojcowie nie wstają z grobu. Odrzuciła w tył głowę. Jak dobrze pamiętał ten jej 

gest.

Te pociemniałe oczy, nieugięte spojrzenie. I ten jej klarowny, dobitny głos. Znów serce 

ścisnęło mu się z żalu.

- To twój syn, Ailo. On także ma do ciebie prawo!

I to większe niż ktokolwiek inny. Żałowałam, że cię nigdy nie pozna. Nie żyłeś... Ale to, 

u diabła, pewna różnica w stosunku do tego, co okazało się prawdą. Nie możesz zabronić 

swojemu synowi, by ciebie poznał! Nikogo tym nie skrzywdzisz.

- Nadal zapominasz o Sedolfie.

Sam sobie zadawał ból, powtarzając w kółko jego imię.

Nie byli już parą kochanków. Raz za razem udowadniał to samemu sobie.

Tak łatwo byłoby zamknąć oczy i o tym zapomnieć.

Zauważył w twarzy Idy, że i jej nie jest lekko. Tylko dzięki temu powstrzymał się, by 

jej nie objąć i nie przytulić.

Ale tylko w marzeniach trzy lata rozłąki nie pozostawiają śladu.

W końcu Ida odważyła się wypowiedzieć na głos to, wokół czego cały czas krążyli. 

Nabrała powietrza w płuca i uchwyciwszy spojrzenie Ailo, oznajmiła:

- Oboje wiemy, że między nami nie może znów być tak samo jak kiedyś.

Ailo skinął lekko głową.

-   Ujmę   to   bardziej   brutalnie,   Ailo:   nasze   uczucie   umarło.   Pod   tym   względem 

pozostaniesz dla mnie martwy.

Jego Ida rozpłakałaby się, wypowiadając takie słowa, ale ta nowa, dorosła Ida nauczyła 

się być silna. Upodobniła się do kobiet tam na wybrzeżu: Stała się twarda na zewnątrz, w 

środku pozostając delikatna i ciepła. Taka, która potrafi spojrzeć prawdzie prosto w oczy. Stoi 

wyprostowana na szeroko rozstawionych nogach nawet przy największych porywach wiatru. 

Nigdy się nie poddaje. Bystra i mądra, potrafi znaleźć wyjście z każdej najtrudniejszej sytuacji.

Ailo poczuł, że jest z niej dumny.

Ból i cierpienie, jakie jej zadał, nie złamały jej, ale ją umocniły. Ida dorosła, stała się 

dojrzalsza niż byłaby, pozostając w związku z nim.

- Wiem, że nie mogę wrócić do Lyngen i rozpowiedzieć wszystkim, że jednak nie 

umarłem - powiedział Ailo, wykrzywiając kąciki ust. - Nie zamierzam też przenieść się do 

background image

twojego łoża i odstawić Sedolfa za drzwi. Nie ma tam dla mnie miejsca. Ja mam swój kamienny 

dom, Annę Kajsę i parę rąk, którymi potrafię tworzyć piękne przedmioty. Zanim tu przybyłem, 

nie miałem o tym pojęcia. Doskonale wiem, że nie może być tak jak kiedyś.

A więc i to zostało wypowiedziane. Oboje mieli pewność, że podobnie odbierają tę 

sytuację. Ale Ida ujęła to jeszcze dobitniej.

- Sedolf wie, co do niego czuję. Wie, że należymy do siebie. Ty nie zagrażasz trwałości 

naszego związku. On nigdy nie odebrałby ci prawa do Mikkala. Nie odebrałby ci szansy, byś 

poznał i pokochał twojego syna.

- Jako wujek Ailo? - zapytał, nie mogąc ukryć goryczy.

Ida zamrugała powiekami, powstrzymując łzy.

- Nie mogę mu wszystkiego tłumaczyć. Nie zrozumiałby tego. To nazbyt zawikłane. Ale 

nie będzie nazywał cię wujem. To twój syn i zawsze będziesz jego ojcem.

Ailo nie zamierzał zmuszać Idy do takiej deklaracji, choć z pozoru mogłoby się tak 

wydawać. Ale nie przeczył, że jej zapewnienie sprawiło mu ulgę. Oznaczało bowiem, że mimo 

wszystko coś ich nadal łączy.

Mikkal.

- Okropnie się zmartwiłem, kiedy dowiedziałem się o malej Raiji...

- To było straszne - odparła Ida szczerze. - Gdyby nie Sedolf, nie poradziłabym z tym 

sobie.

Popatrzyła ku Finlandii, gdzieś w kierunku południowego wschodu, ku stałemu lądowi.

- A nawet jeśli jakoś bym to przeżyła, bez niego stałabym się innym człowiekiem: 

rozgoryczonym, oschłym. Maja ma chyba rację, mówiąc, że pasujemy do siebie z Sedolfem. - 

Zerknęła ku Ailo i dodała: - Nie mówię tego, żeby cię zranić, Ailo, ani umniejszać wartości 

uczucia, jakie nas łączyło. Nie ma naszej winy w tym, co się stało.

Pokiwał głową zamyślony.

- Nosisz maskę, żeby ochronić twarz przed mrozem? - zmieniła nieoczekiwanie temat.

- Nie teraz - odparł zaskoczony tym pytaniem. - Ale podczas trzaskającego mrozu to 

moja dodatkowa warstwa skóry.

- Mógłbyś ją zdjąć? Zmarszczył czoło, nie pojmując.

- Dla mnie wyglądasz gorzej w masce niż bez niej - wyjaśniła. - Nie obawiaj się, że 

mnie przestraszysz, Ailo. Wiem, że nie wyglądasz, jak kiedyś... ale ty to ty. Wolałabym widzieć 

ciebie bez tej maski.

Obnażył przed nią twarz. Ucieszyło go, że ona nie ucieka spojrzeniem w bok. Ona, która 

widziała   go,   jak dorastał,   jak  stał   się   mężczyzną,   kiedy  był   urodziwy.   Ale  przecież   nie  z 

background image

powodu jego okaleczonej twarzy znalazła się w ramionach innego mężczyzny. Nie wybrała 

innego dlatego, że nie mogła znieść jego wyglądu.

- Anna Kajsa kocha cię tak, jak ja kiedyś - rzekła.

- Ona kocha mnie bardziej niż ty kiedyś - poprawił ją Ailo. - Wielu rzeczy nie wiesz o 

niej. I niech tak pozostanie. Może ona sama zechce ci to opowiedzieć.

Ale jej uczucia są silniejsze niż twoje czy moje w młodości. A ja może jeszcze nie 

dorosłem, żeby umieć je właściwie odwzajemnić? Być mężczyzną, na jakiego zasługuje? Ale 

kocham ją na swój sposób.

Ida uniosła dłoń i dotknęła jego pomarszczonej twarzy. Uchwycił jej dłoń i ucałował 

mocno. Oboje z trudem powstrzymywali się od płaczu, kapnęło zaledwie kilka łez.

Potem Ida pochyliła się i dotknęła wargami wąskiej kreski jego ust.

Poczuła słony smak.

- Przyjdziesz dziś do domu, Ailo - rzekła stanowczo. - Weźmiesz ze sobą Annę Kajsę i 

przyjdziecie razem za dnia. Oficjalnie, nie ukradkiem, nocną porą. Może inni nie potrafiliby z 

tym żyć, ale my musimy dać sobie radę. Tak już nam było pisane...

Nadal trzymali się za ręce.

Przysięgali sobie niegdyś, że są dla siebie stworzeni. Planowali wspólną przyszłość.

A teraz stoją na plaży przy powalonym drzewie, które przez setki lat wczepiało się 

korzeniami w grunt, ale uległo sztormowi.

- Przyjdę - przyrzekł. - Tak nam się ułożyło życie, Ido. Rozstali się na ośnieżonej plaży. 

On ruszył w górę w stronę kamiennej chaty. Ida wróciła wzdłuż plaży do pałacu. Nie chciała iść 

wydeptanymi ścieżkami.

Czasami lepiej je ominąć. Czasami lepiej wybrać własną drogę.

Ida nadal czuła w piersi ból, ale z ulgą odsunęła kłamstwa.

Miała nadzieję, że panowie wrócą wcześnie do domu. Musi porozmawiać z Sedolfem o 

kolejnej niespodziance, jaką zgotowało im życie.

background image

12

Domownicy zareagowali różnie. Anjo wystarczyło, że spojrzała na Idę, by natychmiast 

się domyślić, skąd wraca.

Odetchnęła z ulgą i poprosiła o wybaczenie.

-  To   było  okropne  okłamywać  ciebie   -  wyznała.   Maja  rozszerzyła  oczy,   kiedy  Ida 

opowiedziała jej o wszystkim.

- Poprosił, żebyś przyszła?

- Nie on, Anna Kajsa.

- Może to i lepiej - skwitowała Maja, ale w jej głosie pobrzmiewało niedowierzanie.

- Nie mam do nikogo żalu - zapewniła Ida. Znów jednak między nią a Mają wyrósł mur. 

Może   powinna   się   wściekać   na   Maję,   żeby   sobie   ulżyć   i   oczyścić   napiętą   atmosferę,   ale 

zabrakło jej siły. Czuła się tak, jakby uszła z niej cała energia. Tymczasem to jeszcze nie był 

koniec.

-   Potrafisz   z   tym   żyć?   -   zapytała   Maja,   przyglądając   się   Idzie   badawczo,   z 

powątpiewaniem. Błysnęła miodowa obwódka wokół źrenicy.

- Przede mną zapewne jeszcze wiele lat życia - odparła Ida znużona. - To jedno wiem na 

pewno... Na szczęście stąd do Lyngen jest bardzo daleko.

Anna Kajsa i Ailo przybyli z wizytą, nim mężczyźni z chłopcami wrócili z wycieczki.

Anjo długo wyglądała przez okno w kierunku, skąd mieli nadejść wycieczkowicze. 

Przygotowała sobie, co im powie. Długo ćwiczyła wyraz twarzy. Gdy ich w końcu wypatrzyła, 

pobiegła do drzwi i jednym tchem wydobyła z siebie nieskładnie:

- Oni tu są! Anna Kajsa i Axel! Ida odwiedziła ich dzisiaj...

- Do diabła! - wyrwało się Knutowi.

Ruszył   do   środka,   ale   zaraz   cofnął   się   i   położył   Sedolfowi   rękę   na   ramieniu, 

zatrzymując go na chwilę. Ten natychmiast zauważył, że coś jest nie tak.

- Co z Idą? - zapytał. Niósł na rękach Mikkala, który przytulił się do niego i zasnął. Dla 

maluchów mijający dzień był ciężki i obfitował w nadmiar wrażeń.

- Ida chciała ci opowiedzieć o wszystkim sama - wyjaśniła Anjo, ściskając obu rękami 

wolną dłoń Sedolfa. Miała nadzieję, że Sedolf okaże się takim mężczyzną, za jakiego zawsze go 

uważała. - Ida odkryła dzisiaj, że okłamaliśmy was po to, żeby zaoszczędzić wam bólu.

- A więc jednak przybył złoty ptak i poprowadził ją do prawdy - stwierdził Sedolf z 

zastygłą twarzą i westchnął ciężko. - On nie umarł, prawda? Nigdy o tym nie pomyśleliśmy.

Knut potwierdził.

background image

Sedolf wszedł do środka i ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku salonu. Anjo, z 

trudem za nim nadążając, nie puszczała jego ręki.

Otworzyli drzwi. Na sofie obok siebie siedzieli Anna Kajsa i Ailo, a Ida skuliła się na 

krześle obok Mai. Gdy Sedolf stanął kilka kroków od drzwi, w zimowym ubraniu z dzieckiem 

na ręku, Ida w jednej chwili znalazła się przy nim. Prawą ręką objął ją za ramię.

Jego żona, jego rodzina. Należeli do siebie.

Nikt tego nie zmieni. Nawet ten, który ożył, gdy kłamstwo zostało zdemaskowane.

On już dość przysporzył Idzie cierpień.

Ailo zdarł z twarzy maskę i uchwycił spojrzenie Sedolf a.

Sedolf mocniej ścisnął Idę. Ona dotknęła lekko jego dłoni. Odwrócił wzrok i popatrzył 

wprost w jej mądre oczy. Serdeczna wspólnota, to nie była poza.

Mikkal poruszył się przez sen i wtulił się w znajomą pierś.

- Myśleliśmy, że zginąłeś! - przerwał wreszcie milczenie Sedolf. - Gdybym wiedział, że 

żyjesz, nie ośmieliłbym się nawet marzyć...

- Wiem.

Usłyszeć głos Ailo, który, jak sądzili, zgasł na zawsze, było prawdziwym szokiem.

William tymczasem minął Sedolfa i Idę i podszedł do Mai.

- To są wyłącznie ich sprawy - usłyszeli, po czym wyprowadził trochę opierającą się 

żonę oraz Anjo z pomieszczenia, zamykając za sobą dokładnie drzwi.

Sedolf usiadł na krześle z Mikkalem na rękach. Ida uczepiła się jego ramienia.

Jeszcze wyraźniej widać było, jak silna łączy ich więź.

Ida   miała   wrażenie,   że   ona   i   Ailo   stoją   na   przeciwnych   brzegach   szerokiej   rzeki. 

Widzieli siebie, ale nie miało sensu, by próbowali do siebie dotrzeć. Wiadomo było, że mogą 

się jedynie utopić.

- Nie pytam dlaczego - odezwał się Sedolf, długo przypatrując się Ailo.

Uświadomił sobie, że nie rozpoznałby swojego starego kompana, gdyby go spotkał 

przypadkiem. Minąłby go pewnie, współczując w duchu. Może tylko zastanowiłoby go, co się 

biedakowi stało. Ale ponieważ słyszał te same historie co Ida, zrozumiał.

- Ida mi potem wszystko opowie - dodał. - Teraz chcę tylko wiedzieć, co dalej. Bo w 

końcu i mnie to dotyczy. Tak przynajmniej czuję...

Ailo położył rękę na oparciu sofy tuż za plecami Anny Kajsy, nie dotykając jednak 

siedzącej blisko niego dziewczyny.

- Ida przyrzekła, że będę mógł poznać mojego syna!

Sedolf ciągle nie mógł otrząsnąć się z szoku wywołanego widokiem Ailo, wydawało mu 

background image

się dziwne, że słyszy znajomy głos wydobywający się z ust tego monstrum.

W przebłysku zazdrości wyobraził sobie Idę sam na sam z Ailo pozbawionym twarzy, z 

Ailo w masce, ale zaraz powstrzymał napór takich obrazów.

- Rozumiem - odpowiedział Sedolf. - Ale ja o to nie pytałem. Sądziliśmy, że umarłeś. 

Twoi najbliżsi, którzy byli przy tobie, zapewniali, że nie żyjesz. Tak zaczął się nasz, Idy i mój, 

związek.   Ludzie   opowiadali   o   mnie   różne   plotki.   Krążyły   anegdoty,   że   Sedolf   Bakken 

sprawdził sienniki wszystkich młodych kobiet w okolicy. Nigdy jednak nie dałem powodu, by 

ktokolwiek przypuszczał, że uganiam się za mężatkami. Nigdy nie zbliżyłbym się do Idy i nie 

zakochałbym się w niej, gdyby istniał choć cień wątpliwości, że nie leżysz głęboko w ziemi, 

Ailo.

Przerwał   na   chwilę,   by   zaczerpnąć   tchu.   Ida   uciszyła   go,   wskazując   na   śpiącego 

Mikkala. Bała się, że podniesiony głos Sedolfa obudzi małego.

- Ida nigdy nie dopuściłaby do siebie innego mężczyzny, gdyby wiedziała, że żyjesz. 

Pojmujesz to?

Ailo skinął głową.

Sedolf zdjął z głowy skórzaną czapkę i cisnąwszy nią gwałtownie o podłogę, rzucił 

porywczo:

- Tymczasem ty nie umarłeś. A to oznacza, że nadal jesteście z Idą małżeństwem.

Bezwiednie   spojrzał   na   Annę   Kajsę,   która   również   stała   się   mimowolną   ofiarą   tej 

sytuacji, i podobnie jak Ida odgadł od razu, że młoda dziewczyna ubóstwia Ailo.

- Zarówno Anna Kajsa, jak i ja poślubiliśmy osoby, które nie miały prawa wchodzić w 

związek   małżeński.   Może   jestem   głupi,   ale   taka   sytuacja   wydaje   się   mi   kłopotliwa.   Cóż, 

Sedolfowi Bakkenowi zapewne daleko do doskonałości, ale nie zamierza on żyć w grzechu z 

kobietą, którą kocha i poważa.

Sedolf   przybrał   podniosły   ton,   dobierając   słowa,   których   Ida   nigdy   wcześniej   nie 

słyszała w jego ustach. Nie podejrzewała nawet, że je zna.

- Rozmawialiśmy z Idą trochę... - Ailo także potrafił  się wysławiać.  - Nie chcemy 

niczego zmieniać. Ida oświadczyła, że dla niej pozostanę martwy. Ale zgadzam się, że istnieje 

niebezpieczeństwo, by kiedyś mogło to wyjść na jaw. Do Lyngen stąd wprawdzie daleko, ale 

plotki czasami gnają szybciej niż końskie kopyta.

Ailo chwycił Annę Kajsę za rękę. Jej blada twarzyczka rozpromieniła się. Kiedy tak 

uśmiechała   się   do   niego,   wydawała   się   piękna.   Jej   policzki   oblały   się   rumieńcem,   a   w 

spojrzeniu   pojawiło   się   zawstydzenie.   Należała   do   tego   typu   kobiet,   które   pięknieją,   gdy 

kochają.

background image

- Trudno przyrzekać coś - zaczął z ociąganiem. - Ale warto spróbować. W szeregach 

bojowników o wolną Finlandię byli także duchowni. Nie byliby zadowoleni, gdyby prawda o 

mnie wyszła na jaw. Może wykorzystamy to i zdobędziemy dokument, który będzie stwierdzać, 

iż Ida i ja rozwiedliśmy się tamtego lata, kiedy zniknąłem. Dzięki temu twój ślub z Idą i mój z 

Anną Kajsą będą prawnie ważne. Ida sprzeciwiła się, wykrzywiając usta.

-   Coś   ty!   Kwenka   i   Lapończyk   z   gór   rozwiedzeni?   Przecież   to   nonsens!   Chyba 

bylibyśmy pierwsi... Zresztą nawet wśród arystokracji nie ma aż tak wielu rozwodów.

- Ale takiego dokumentu nikt nie mógłby zakwestionować! - upierał się Ailo.

- Załatwiaj! - zgodził się Sedolf. - Zapłacimy za to. Obiecaj im złotą chrzcielnicę z 

ornamentami... Obiecaj cokolwiek, byleby się zgodzili i dostarczyli potrzebny papier, zanim 

stąd wyjedziemy.

Sedolf nie miał większych złudzeń co do ludzi. Nawet tych wywodzących się z kręgów 

kościelnych.

Ailo rozumiał go. Na jego miejscu nie zawahałby się nawet zabić, byleby zdobyć taki 

dokument. Zresztą czuł się w obowiązku przystać na takie rozwiązanie. Miał poczucie winy. 

Może w ten sposób choć trochę wyrówna rachunki i wynagrodzi Idzie to, przez co musiała 

przejść.

Mikkal poruszył się niespokojnie, przebudził się, ale był rozespany.

Ida wzięła dziecko na ręce i patrzyła to na Sedolfa, to na Ailo. Ailo uścisnął dłoń żony i 

powiedział:

- Pomóż, Anno, Idzie położyć małego. My z Sedolfem musimy pogadać jak mężczyzna 

z mężczyzną. Nie ma sensu tego odwlekać.

- O czym tu gadać? - rzucił Sedolf, zdejmując kurtkę pożyczoną od Knuta. Jego własna 

była nazbyt licha, by jechać w niej z wizytą do Oulu, albo Uleaborg, jak oficjalnie nazywało się 

miasto. A sprawiać sobie nową specjalnie na ten jeden dzień, nie miało sensu.

Nazbyt wytworna, nie pasowałaby nawet na niedzielną mszę w ich parafii w Karnes.

- Któż by przewidział tamtej nocy po waszym ślubie, kiedy omal nie utopiliście się, jak 

potoczy się wasze życie. Dobrze, że was wtedy wyłowiliśmy z fiordu...

- Stare dzieje - westchnął Ailo.

Zabrzęczały kieliszki i karafka. Sedolf nalał trunku do pełna. Nie tak jak William, który 

nalewał zawsze na grubość dwóch palców, co świadczyło, że odebrał dobre wychowanie. Tam, 

skąd pochodził  Sedolf, rzadko używano  kieliszków.   A już w  ogóle  sporadycznie popijano 

trunek w cudzej izbie. Właściwie tylko wtedy, kiedy kobiety zbierały się, żeby pomóc przy 

porodzie, zdarzało się, że mężczyźni zasiadali w kuchni i polewali trunek aż po same brzegi do 

background image

kubków bez  ucha.  Potem  mieli   wyrzuty sumienia,   że zbyt  mocno  się  uraczyli   w czterech 

ścianach chaty, spodziewając się, że Bóg, który z góry wszystko dokładnie widzi, pokarze ich 

żoninymi narzekaniami.

- Ida zrobiła wszystko, żeby cię odnaleźć - rzekł Sedolf. Wziął karafkę z koniakiem i 

usiadł obok Ailo. Napełnił na nowo kieliszki po sam czubek. - Tak jak się pije u nas - rzucił, 

wykrzywiając twarz w grymasie, ale zaraz obejrzał się za siebie jakby w obawie, że ściany 

wyrażą swą dezaprobatę dla takiego braku kultury i znajomości dobrego tonu.

Ailo przeczesał włosy sterczące na wszystkie strony, jedyne, co utwierdzało Sedolfa w 

przekonaniu, że rzeczywiście ma obok siebie męża Idy.

- Wyglądasz okropnie - powiedział Sedolf szczerze, wychylając kieliszek do połowy.

- Należysz do grona nielicznych, którzy mi to powiedzieli wprost - odparł Ailo. - To 

prawda, wyglądam okropnie. Ida rozpływałaby się ze współczucia.

- Trudno byłoby z tym żyć - Sedolf pokiwał głową ze zrozumieniem.

Ailo popatrzył na niego zdumiony.

- Naprawdę potrafisz to pojąć? - zapytał.

-   Gdybym   znalazł   się   na   twoim   miejscu,   też   bym   tak   sobie   pomyślał.   Gdybym, 

oczywiście, nie wiedział o dzieciach. Ale ja pewnie skończyłbym ze sobą, nie potrafiąc bez niej 

żyć.

- Myślałem o tym - przyznał Ailo i popatrzył na dłonie, w których trzymał kieliszek. - 

Ale wtedy odkryłem, że potrafię nie tylko rzeźbić w drewnie i w kości, ale także wytwarzać 

różne piękne przedmioty. Robić odlewy w złocie i srebrze, formować nici ze szlachetnych 

metali... - Potrząsnął głową. - Trudno wyjaśnić radość tworzenia komuś, kto nigdy nie czul 

czegoś   podobnego.   Przypomina   stan,   kiedy   człowiek   jest   na   rauszu.   Bywało,   że   piłem 

tygodniami, ale nie zdarzyło się mi doznawać takiej euforii jak wówczas, kiedy nadaję formę 

ozdobnej misie.

Zaśmiał się.

- Pewnie brzmi to niedorzecznie, co? Kto tam, na północy, w ogóle myśli o paterach. 

Kogo obchodzi kwiatowy ornament na podstawie lampy, gdy musi się martwić o to, żeby 

starczyło oliwy do końca zimy. Ale zapewniam cię, to jest euforia większa niż ta, jaką czujesz, 

kochając się z kobietą. Zresztą może jedyna, jaka mi pozostała...

Usłyszawszy gorycz w jego słowach, Sedolf domyślił się reszty.

- Dzięki temu ciągle żyję. Tworzenie nadal sprawia mi radość, równocześnie wiem, że 

raduję innych. Co prawda nie ludzi naszego pokroju, bo który Lapończyk gromadzi tyle srebra 

czy złota, który syn komornika? - Ailo urwał i zmienił temat: - Byłeś z nią, kiedy pojechała do 

background image

mojej sity?

Sedolf skinął głową i skrzywił się. Wytrzymał jednak spojrzenie Ailo.

- Tak - przyznał. - To się stało podczas tej wyprawy. Nie będę udawał lepszego, niż 

jestem. Przeżyłem wówczas coś zbyt pięknego, bym mógł zrzucać na nią winę. Przypuszczam, 

że nigdy by do niczego między nami nie doszło, gdybym nie był takim uwodzicielem...

- Nie, ona tak łatwo by ci nie uległa - rzucił Ailo zamyślony i nalał do kieliszków. Po 

chwili dodał: - Nie mam prawa w ogóle o to pytać, nie mam prawa wiedzieć. Męczy mnie to 

jednak, bo ciągle jakaś część mnie nie potrafi się uporać z uczuciem do Idy. Wiem, że nigdy już 

nic między nami nie będzie, ale ona nadal na mnie działa. Ona tego nie chce. Należy do tych 

kobiet, które nie potrafią kochać kilku mężczyzn naraz. Jest wierna aż po grób.

Zaśmiał się chrapliwie.

- Zapewne miała straszne wyrzuty sumienia, ponieważ nie do końca była pewna, czy 

zginąłem.

- A co z twoim sumieniem? - zdumiał się Sedolf. - Przecież przez te wszystkie lata 

musiałeś wiedzieć, co się z nią dzieje. Maja na pewno przekazywała ci wiadomości z domu. O 

czym myślałeś, dowiedziawszy się o dzieciach, o nas, o tym, że Ida wyszła ponownie za mąż?

Ailo miał dwadzieścia cztery lata. Był zaledwie dwa lata starszy od Sedolf a, ale czuł się 

jak stuletni starzec.

- Pożałowałem swojej decyzji, kiedy dotarła mnie wieść o dzieciach.

Ailo mówił jakby sam do siebie, nie patrząc na Sedolfa.

- Chciałem, żeby znalazła sobie kogoś - rzucił niemal opryskliwie. - Do diabła, przecież 

dlatego   sam   się   uśmierciłem!   Zmarnowałaby   sobie   życie,   pozostając   samotną   wdową   nad 

fiordem. Co to za życie dla niej? Dla Reijo? On także nigdy nie odzyskałby wolności. Oni oboje 

na to zasłużyli. - Im więcej mówił, tym żałośniej brzmiał jego głos. - Miałem tylko nadzieję, że 

nie wybierze Emila. Oparł kark na oparciu sofy. Skóra na twarzy naprężyła się, stając się 

niemal przezroczysta. Sedolf przez moment przeląkł się, że popęka, ale odetchnął z ulgą, że to 

tylko złudzenie.

- Przyznaję, że nawet się ucieszyłem, kiedy dowiedziałem się, że wybrała ciebie. Nie 

jesteś do mnie podobny, a o kobietach wiesz tyle, że potrafisz docenić Idę i uszczęśliwić ją. 

Wiedziałem, że będziesz dobrym ojcem dla moich dzieci... A niech to diabli porwą, byłem 

strasznie zazdrosny, ale też zadowolony. Można być tak piekielnie rozbitym! To jest możliwe. 

Ale to zżera człowieka od środka. W tym czasie zrobiłem wiele pięknych przedmiotów, na 

wszystkich znajdziesz ptaki. To ona była tym ptakiem, i nadal nic się nie zmieniło. Wytwarzane 

przeze mnie przedmioty ozdabiałem też motywami roślin z rodzimej tundry, które w kręgach 

background image

Williama uznawane są za egzotyczne...

Pokręcił głową.

- Ida pochowała małą Raiję w wisiorku z ptakiem. Wiesz, ten pierścień na łańcuszku - 

odezwał się cicho Sedolf. - Wiele dla niej znaczył. - Roześmiał się. - Z początku nie miała 

odwagi go założyć. Bała się, co ludzie powiedzą, gdy zobaczą, że stroi się w biżuterię. Czy to 

nie wystarczająco mówi o niej?

- Zrobię nowy. - Ailo odstawił na bok kieliszek. - Pozwolisz, żebym jej ofiarował?

Sedolf także odstawił kieliszek, ale nic nie powiedział.

- Teraz to co innego. - Ailo zrozumiał po chwili milczenie Sedolfa. - Wtedy nie żyłem, a 

teraz, jak widać, mam się całkiem dobrze, a to pewna różnica. Zamilkli obaj.

- Przygotowałem formę do odlewu klamry do paska - odezwał się Ailo, chrząknąwszy 

wpierw kilkakrotnie. - Nie zabronisz mi chyba zrobić ozdobnej klamry dla syna. Jakiś spadek 

musi w końcu otrzymać po ojcu. Ma kształt ptaka. Motyw ptaka upodobał sobie mój ojciec, ja 

przejąłem to po nim. A mały Mikkal jest moim synem, wnukiem Mikkala. Nie możesz mi 

odmówić tej przyjemności...

Sedolf pokręcił głową.

- Nie. Ale Ida jest teraz moją żoną, nie wypada, żeby nosiła na szyi wisiorek od ciebie.

- Chciałbym, żebyś wyjaśnił wszystko Reijo. - Głos Ailo nabrał intensywności. - Zaraz 

po moim ojcu i Raiji, Reijo cenię największym szacunkiem. Nie wspominam oczywiście Idy, 

ale ukochana osoba to całkiem co innego... Uczyń mi tę przysługę i wyjaśnij mu, czym się 

kierowałem, dokonując takiego wyboru. Nie chciałbym, żeby mną gardził. A on przecież także 

jest stroną w tej sprawie. Jest ojcem. Łatwo w takim przypadku odwrócić się plecami do tych, 

którzy skrzywdzili dziecko. Chciałbym nadal myśleć o nim jak o przyjacielu.

- Opowiem mu o wszystkim - przyrzekł Sedolf. - Ida na pewno też, na swój sposób. Ona 

jest wobec ciebie bardzo lojalna. Jak wobec przyjaciela, jako matka twoich dzieci. Nigdy nie 

powiedziała złego słowa o tobie. Niełatwo było zdobyć jej względy. Zdarłem zelówki, chodząc 

do niej. Pierwszy raz uległa mi, jak myślę, z powodu tęsknoty za tobą. Ale potem walczyła 

odważniej niż niejeden żołnierz w pierwszym szeregu podczas ataku wroga. Zaczynałem już 

powątpiewać, czy kiedykolwiek się ożenię. Bo wiedziałem, że albo to będzie ona, albo żadna 

inna.

- Tak, ona tak działa na mężczyzn...

- A dzieci traktowałem jak własne. Sedolf nalał resztę koniaku Williama do kieliszków, 

rozdzielając sprawiedliwie.

- Czułem się jak ich ojciec, ale nie tak, by żądać prawa do nich. Rozumiesz? Piekielnie 

background image

trudno   to   wyjaśnić.   Ida   pozwoliła   mi   przyłożyć   ucho   do   swojego   brzucha   zaledwie   kilka 

miesięcy   przed   porodem.   Położyłem   dłoń   na   naciągniętą   skórę   na   jej   brzuchu   i   czułem 

poruszające się w niej nowe życie. Słyszałem bicie serduszka, szybsze niż tupot maleńkich stóp. 

I po takim przeżyciu jej dzieci stały się poniekąd także moje. Czułem się spokrewniony z 

nimi...

Ailo słuchał w milczeniu. Tak blisko Ida dopuściła tego mężczyznę już wtedy, choć 

trzymała go na dystans. Potrzebowała po prostu kogoś, z kim mogłaby się podzielić radością. 

Mógłby to być on, Ailo. Los jednak zadecydował, że tym kimś został Sedolf.

To Sedolf miał szczęście poczuć się jak ojciec jego, Ailo, dzieci.

Sedolf   będzie   pewnie   jeszcze   miał   własne   dzieci.   Córki   z   maleńkim   nosem   Idy, 

ciemnobrązowymi oczami, może z ciemnowłosą czuprynką... rudowłosych piegowatych synów 

z pogardliwym uśmieszkiem na wydatnych ustach, charakterystycznych dla rodu Bakkenów.

- Zdobędę ten dokument - oznajmił, a wstając z sofy, trochę zachwiał się na nogach. - 

Zrobię to dla Idy i dla Anny Kajsy.

Sięgnął po skórzaną maskę i zakrył twarz. Zawiązał z tyłu na mocne węzły.

- Anna Kajsa snuje o mnie romantyczne marzenia.

I płacze nad nimi, nade mną i nad sobą. Jako dziecko została zbrukana i dopiero we 

mnie ujrzała swe wybawienie. Kocham tę dziewczynę na swój sposób, ale ona nie urodzi mi 

synów ani córek. Prędzej by umarła, aniżeli miałaby wydać na świat dziecko. Zresztą ja także 

jako mężczyzna niewiele jestem wart... - Popatrzył na Sedolfa intensywnie i dodał: - Dlatego 

też ten jedyny mój syn jest dla mnie taki ważny. Wiem, że zatroszczysz się o niego, póki nie 

dorośnie. Wiem, że •wychowasz go niemal tak samo, jak ja bym go wychował. Wiem, że 

wyrośnie na wspaniałego młodego człowieka, takiego z którego byłbym dumny. Ale boli mnie, 

że nie będę mógł sam tego uczynić. Ze nie będę mógł go poznać jak ojciec syna. Jedynego 

syna.

- Do diabła, Ailo! Nie doprowadzaj do tego, żebym czuł się jak złodziej!

Sedolf wstał i położył dłoń na ramieniu przyjaciela.

- Dzielę łoże i stół z kobietą, którą ty pierwszy wybrałeś. Przytulam ją w nocy, a ona 

zasypia oparta na moim ramienia I nie wypuszczę jej z objęć. Twój synek nazywa mnie tatą. 

Ale nie próbuj grać mi na uczuciach! Nie jestem nędznym złodziejem. Nie ukradłem nikomu 

ani Idy, ani dziecka. Wybrałem kobietę, która sądziła, że ma wolność wyboru. A ona wybrała 

mnie. Nie odczuwam żadnych wyrzutów sumienia. Nadal uważam, że małżeństwo ze mną to 

najlepsze, co mogło jej się zdarzyć.

Objęli się w braterskim uścisku.

background image

- Chcesz zobaczyć go teraz? Pewnie już zasnął. Ailo skinął głową oniemiały i poszedł 

za Sedolfem na górę. Bezwiednie stawiał stopy tak, żeby schody nie skrzypiały, ale Sedolf nie 

zwrócił na to uwagi.

Znaleźli Idę i Annę Kajsę na łóżku. Oparte o drewniane oparcie siedziały pogrążone w 

rozmowie.

Anna Kajsa zarumieniła się lekko na widok mężczyzn i pewnie spadłaby z łóżka, gdyby 

Sedolf w porę nie złapał ją w pasie. Zapłoniła się jeszcze bardziej.

Ida spuściła nogi na podłogę i ucałowała dziewczynę serdecznie.

- Poznałyśmy się trochę już z Anną Kajsą. Okazuje się, że wiele nas łączy...

Żona Ailo posłała Idzie pełne wdzięczności spojrzenie. Ailo zerknął ukradkiem na Idę i 

zamrugał powiekami, żeby odpędzić napływające łzy, które być może były na miejscu, ale nie 

chciał się do nich przyznać.

Skierował się do półotwartych drzwi. Za plecami usłyszał kroki Sedolfa, nie Idy.

W pokoiku było znacznie jaśniej niż poprzedniej nocy, kiedy zajrzał tu po kryjomu.

Wtedy czaił się jak złodziej, teraz przybył jako ojciec.

Ailo   ukucnął   przy   łóżeczku.   Jego   twarz   znalazła   się   na   wysokości   twarzy   synka. 

Usłyszał i poczuł na policzku spokojny oddech dziecka.

Ścisnął   dłonie   na   krawędzi   łóżeczka.   Nagle   spłynęły   na   niego   wspomnienia   z 

dzieciństwa, marzenia, nadzieje. Przypomniał sobie ojca, a także ciepłe dłonie Raiji, którymi 

głaskała go przed snem w tamtym szczęśliwym czasie, kiedy przebywali w Finlandii. Pierwsze 

uczucia do Idy, jej nieśmiałe spojrzenie, które obiecało wszystko. Wszystkie plany, które legły 

w gruzach wraz z wybuchem na okręcie. Tęsknoty, które nosił w sobie, gdy dowiedział się o 

dzieciach, ból po stracie córeczki, nadzieje, jakie wiązał z tym chłopcem...

Wszystko ułożyło się w całość, przybierając niemal formę modlitwy.

Oparł czoło o złożone dłonie i zapłakał cicho. Pod maską zrobiło się mokro.

A   kiedy   wstał,   zobaczył,   że   jest   sam   w   pokoju.   Sam   z   synem.   Sedolf   wyszedł, 

dyskretnie zamykając za sobą drzwi, ofiarując mu te chwile.

Nogi mu ciążyły.

Zsunął z twarzy przemoczoną maskę, bo węzły były zbyt ścisłe, żeby je rozwiązać.

Stał przy łóżeczku, póki nie obeschły mu łzy. Wstąpiły w niego nowe nadzieje. Odkrył 

nagle, że chce mu się żyć, i to nie tylko po to, by tworzyć. Nie tylko dlatego, że coś jest winien 

Annie Kajsie za jej bezgraniczne oddanie, za jej ciche poświęcenie.

Pragnął żyć, żeby zobaczyć, jak ten chłopiec dorasta. Chciał go ujrzeć, gdy stanie się 

mężczyzną.

background image

Pewnego   dnia   usiądzie   z   synem   na   obalonym   drzewie   i   razem   popatrzą   w   dal   ku 

otwartej  przestrzeni, a może ku innej,  równie płaskiej  okolicy,  gdzie  można wędrować na 

wszystkie strony świata. Wtedy opowie mu o swoim życiu, o dokonanym przez siebie wyborze. 

O tym, jak przypadek rządzi ludzkim życiem. Opowie o tym, co nazywa się losem.

Porozmawia z synem jak mężczyzna z mężczyzną. Mikkal zrozumie.

-   Dobranoc,   Mikkalu   synu   Ailo   -   wyszeptał   w   swoim   ojczystym   języku   i   musnął 

palcami dziecięcy policzek, po czym wyszedł, ale nie do Idy i Sedolfa. Wyszedł na korytarz i 

tam czekał, aż Anna Kajsa dołączy do niego.

Chwycił jej dłoń i uścisnął na znak, że należą do siebie i odtąd naprawdę będą razem.

- Wracamy do domu? - usłyszał swój głos.

Anna Kajsa przytaknęła. Oparła mu głowę na ramieniu i wpółobjęci opuścili pałac. 

Bliżsi sobie bardziej niż kiedykolwiek.

Ida uchyliła drzwi do pokoiku synka, Sedolf wziął ją w ramiona i ucałował delikatnie. 

Rozwiązał wstążki i wyjął spinki z misternie upiętej fryzury, korony z warkocza. Płomienne 

włosy opadły luźno na plecy. Opuszkami palców Sedolf uciskał skronie Idy. Wiedział, że ściśle 

upięta fryzura powoduje u Idy ból głowy. Nie tylko z przekory nosiła włosy rozpuszczone.

- Co czujesz? - zapytał.

Stali przytuleni na środku pokoju. Ida oparła policzek o jego ramię, jej oddech łaskotał 

go w szyję.

- Spotkanie z nim pozwoliło mi się pozbierać. Tysiąc razy zastanawiałam się, co by 

było, gdyby...

- Ja także - przyznał Sedolf, zanurzając podbródek w jej włosach. - Ale tak bardzo się 

przeląkłem, że mogę cię stracić, kiedy zrozumiałem, kim on jest. Uświadomiłem sobie, że to 

może się stać.

- Nie może - odparła Ida, ściskając męża nieco mocniej. - Mnie nigdy nie stracisz. 

Nigdy!

- Pamiętam, jak bardzo się kochaliście... Na szyi poczuł jej łzy. Przełknął ciężko ślinę. 

Czuła, że i on płacze, poznawała to po jego głosie, zachrypłym, urywanym.

- Kochaliśmy się - powtórzyła z naciskiem. - Ale teraz jesteśmy my: tylko ty i ja. Jakże 

bym mogła, Sedolfie, wymazać z pamięci naszą miłość, dla tego, co należy do przeszłości?

Nie   pojmował,   czym   zasłużył   sobie   na   takie   oddanie,   ale   przyjął   je   z   pokorą   i 

wdzięcznością.

- Nic nam nie może zagrozić! - powiedziała z przekonaniem. - Nikt nie może zburzyć 

tego, co razem zbudowaliśmy. Kocham cię.

background image

13

Nadeszła wiosna. Zatoka Botnicka lśniła skąpana w majowym słońcu. Świat pławił się 

w zieleni, a niebo przybrało barwę błękitu.

Ida zatęskniła za domem. Wiedziała, że tam daleko na północy śnieg nadal okrywa 

zbocza gór aż po granicę lasów, ale jakie to miało znaczenie? Cóż z tego, że tu wśród zieleni 

traw pojawiły się pierwsze kwiaty? Co z tego, że z południowych ciepłych krajów powróciły 

ptaki, żeby na wyspie Mai założyć gniazda? Cóż z tego, że słońce przygrzewało mocniej, 

zabarwiając bladą po zimie skórę pierwszą swędzącą opalenizną?

Nad fiordem zapewne mróz ciągle jeszcze chwytał nocami, ale Ida tęskniła za domem.

- Powinniście poczekać do lata - radził Knut. - To szaleństwo ruszać w samym środku 

wiosennych   roztopów.   Trudno   się   będzie   wam   przeprawić   przez   rwące   potoki.   Połowa 

północnej Finlandii to podmokłe tereny, łatwo zgubić kierunek i pobłądzić...

- Nie planowaliśmy zostać tu tak długo - odpowiadała Ida, która nie mogła się doczekać, 

by zająć ręce pracą. Chciała znów robić coś ważnego, coś, co nadawało życiu sens: pomagać 

przy cieleniu się owiec, wypiekać chleb, palić w piecu, prać ubrania nad rzeką... Nie potrafiła 

siedzieć bezczynnie.

Razem z Knutem pod pozorem łowienia ryb wypłynęła łodzią na zatokę. Tak naprawdę 

chcieli trochę ze sobą porozmawiać. Niedaleko od brzegu zanurzyli w wodzie krótkie sznurki z 

przynętą.

- Jak ty to znosisz? - wyrwało się Idzie.

- Co takiego? - spytał zdziwiony, poruszając raz po raz leniwie wiosłami, ale właściwie 

nie zważając, że ich znosi. Nie wypłynęli daleko i powrót na wyspę nie zabierze im dużo czasu.

- No, takie próżniacze życie - wyjaśniła Ida. - Czy o tym marzyłeś, gdy jako młody 

chłopak wyruszyłeś na północ w poszukiwaniu złota? Spodziewałeś się, że tak potoczą się 

twoje losy?

- Wtedy nie wiedziałem, czego właściwie chcę. - Knut przyciągnął wiosła. W jego 

spojrzeniu Ida dostrzegła cień bezradności, którą czuła w sobie. - Chciałem coś mieć, nabrać 

pewności, że jestem coś wart. I wtedy wierzyłem, że złoto mi w tym pomoże.

- Nie ckni ci się za gospodarstwem?

- Chciałbym tam dożyć starości - odpowiedział szczerze. - Ale Anjo tęskni do Alty. 

Długo tam mieszkała. Nic dziwnego, że ciągnie ją tam jak w rodzinne strony. Alta byłaby 

dobrym miejscem, by osiąść tam na stałe.

-   Przecież   kiedyś   będziecie   mogli   wrócić   -   wtrąciła   Ida.   -   Wiesz,   Knut,   jesteśmy 

background image

prostymi ludźmi. Choć byśmy się czuli nie wiem jak bogaci, to nie możemy się równać z 

arystokracją.   W   tym   świecie   liczą   się   nazwiska   rodowe,   koligacje.   Tylko   Mai   udało   się 

przestąpić ten próg.

- Maja przez cały czas płaci swoją cenę, Ido. Nigdy nie stanie się jedną z nich. Ty 

wrócisz do domu, do przyjaciół. Maja zaś jest chwastem w tym wypielęgnowanym ogrodzie. 

Najchętniej by ją odsunięto, jest tolerowana wyłącznie ze względu na arystokratyczny rodowód 

Williama.

- Teraz rozumiesz, dlaczego tęsknię do domu? - powiedziała Ida, czując, jak po plecach 

przebiega jej dreszcz.

- Wiesz, ile znaczyły te tygodnie dla Ailo? - zapytał. Rozumiała. Sedolf i Ailo wzięli 

trójkę chłopców na spacer wzdłuż plaży.

Ailo żył każdą chwilą spędzoną razem z synem. Ida była niewypowiedzianie wdzięczna 

Sedolfowi, że traktuje to tak naturalnie. Nie miała prawa tego od niego żądać, ale on był na tyle 

wspaniałomyślny, by dzielić te chwile z Ailo, pozostając z nim w przyjaźni.

- Nigdy tu nie wrócę - oznajmiła Ida.

- Ailo wie o tym - wyjawił cicho brat. Nad ich głowami na tle błękitnego nieba poszybo-

wał w powietrzu biały ptak. Zaskrzeczał.

Obce dźwięki. Obce obrazy. Inne niż w rodzinnych stronach.

- Tymi dniami będzie się karmił do końca życia.

- Czuję się jak nędznik - wyznała Ida i odwróciła się, pozwalając wiatrowi targać włosy. 

Korciło ją, by zamknąć oczy i wrócić w marzeniach do młodości. Kusiło, by udawać, że w 

życiu nie  zdarzyło się  nic  złego.   Udawać,  że nadal  jest  promiennie  młoda  i zakochana, a 

wszystkie jej myśli wędrują ku Ailo.

Nie powinna mu była pozwolić odjechać samemu, a on nie powinien był odpowiadać na 

nieme wołanie o pomoc.

Korciło ją, by uciec w marzenia. Rozmyślać o życiu bez bólu i cierpienia, w którym 

panowałoby wieczne szczęście i bliskość, nie zagrożone żadną nagłą katastrofą...

Ale istniał mężczyzna o imieniu Sedolf, który miał najpiękniejsze brązowe oczy, jakie 

można   sobie   wyobrazić,   mężczyzna,   w   którego   głosie   czuła   tyle   ciepła   i   którego   śmiech 

sprawiał,   że   wszystko  w  niej   śpiewało.   Taki,   który   dowcipkował   w  najmniej   oczekiwanej 

chwili, który potrafił największy smutek obrócić w żart... Sedolf został stworzony dla niej.

- Mam wyrzuty sumienia - powiedziała Ida. - Wiem, że to niemądre, bo przecież w tym, 

co się stało, nie ma mojej winy. Ale czuję, że zdradziłam Ailo, że ograbiłam go...

- On nie liczył na to, że wszystko na powrót stanie się takie jak dawniej.

background image

Knut znów wykonał parę ruchów wiosłami.

- Ale to nie umarło w nim na dobre - sprzeciwiła się Ida ze smutkiem. - Pamiętam swoje 

uczucie do niego: takie szalone, intensywne i wielkie. Wystarczyło, że spojrzał na mnie, a ciarki 

przebiegały mi po całym ciele. Chora byłam z tęsknoty, gdy stał z dala ode mnie i nie mogłam 

go dotknąć. Ale ten ogień we mnie wygasł! - Westchnęła. - Wiem, że taki stan nie trwałby 

wiecznie, bo przecież trudno przez całe życie być zakochanym do szaleństwa. Ale przecież coś 

z tego by pozostało... A teraz wydaje mi się taki obcy...

-   Minęły   trzy   lata,   Ido.   Dla   ciebie   on   umarł.   Odnalazłaś   szczęście   u   boku   innego 

mężczyzny. To nie twoja wina. Życie nie stoi w miejscu. Ma wówczas sens, kiedy zamiast 

zamartwiać się wspomnieniami o tych, co na zawsze odeszli, staramy się odnaleźć radość w 

każdym dniu. Byłoby inaczej, gdyby nie decyzja Ailo. On wie, że przegrał swoje prawo, by 

czegokolwiek od ciebie żądać.

- Dlaczego więc coś nadal każe mu mnie kochać?

- Dla niego ty nigdy nie umarłaś. Jesteś matką jego dzieci. Pielęgnował wspomnienia o 

tobie. Ciągle myślał o Idzie, którą zostawił nad fiordem. Nie o tej, która pod wpływem zdarzeń 

gwałtownie dorosła. Może tej nowej Idy wcale by nie pokochał tak mocno. Powinnaś dać mu 

szansę i porozmawiać z nim o tym... Ida zanurzyła dłoń w nadal zimnej wodzie. Na lato trzeba 

jeszcze poczekać.

-   Porozmawiam   -  obiecała.   -  Choć   trochę  się   boję   swojej   reakcji.   Co   będzie,  jeśli 

napadnie na mnie, zarzuci oskarżeniami? Poczuję się bezbronna albo jego zranię. Ten strach we 

mnie jest tak silny, Knut, że pragnę tylko jednego: wrócić do domu.

- Ailo także się boi - odparł Knut i uśmiechnął się. - Nie mówię tego po to, żebyś miała 

jeszcze większe wyrzuty sumienia, ale po to, by ci uświadomić, że z was dwojga ty jesteś 

silniejsza. Jest ci tak dobrze w nowym związku, jak jemu nigdy nie będzie. On i Anna Kajsa nie 

osiągną takiej harmonii jak ty i Sedolf. Wy na pewno będziecie jeszcze mieli dzieci. Oni nie. 

Was dwoje tyle łączy, nawet wyrośliście nad tym samym fiordem. Jesteście do siebie podobni. 

Natomiast trudno sobie wyobrazić bardziej odmienne osobowości jak Ailo i Anna Kajsa. Poza 

tym,  że oboje zostali  mocno okaleczeni.  Ty,  Ido,  masz siłę,  której  brak  Ailo.  To  jeden z 

najwspanialszych ludzi, jakich znam, ale jego ojcem był Mikkal. Ailo odziedziczył po ojcu jego 

słabości. Gdyby życie potoczyło się inaczej, mógłby je przezwyciężyć. Ale nie teraz. Może 

czujesz się winna, Ido, ponieważ on tak chce?

- Może? - zastanowiła się.

Słowa Knuta nie dawały jej spokoju. Kiedy mężczyźni wrócili ze spaceru, wzmogła 

czujność.

background image

Ailo niósł Mikkala na barana. Małe rączki chłopca ufnie spoczywały w ogorzałych 

dłoniach. Mikkal bez trudu zaakceptował nową sytuację. Nie rozumiał, że mali chłopcy rzadko 

miewają dwóch bliskich mężczyzn: jednego, na którego mówią: „tata”, i drugiego, do którego 

zwracają się: „ojcze”. Jemu wystarczało, że poświęcają mu całą swoją uwagę i kochają go.

Malcy   wrócili   brudni,   zmęczeni   i   szczęśliwi.   Pewnie   szybko  zasną,   pomyślała   Ida, 

pozwalając Sedolfowi, by ją objął. Zwykle unikała demonstrowania na oczach Ailo, jak wielka 

zażyłość łączy ją z mężem. Nie potrafiła traktować tej sytuacji równie naturalnie jak Sedolf, 

który z Ailo zbliżył się bardziej niż ona. Spędzali razem wiele czasu, dużo rozmawiali.

Intrygowało ją, o czym. Sedolf, zapytany, twierdził, że nie o niej, nie miała więc prawa 

pytać o nic więcej.

Prosić Sedolfa, żeby przekazał Ailo, co jej leży na sercu, byłoby tchórzostwem. Ida 

nigdy nie umiała ani też nie lubiła wysługiwać się innymi.

Mikkal wcale nie miał ochoty rozstawać się z Ailo. Ida musiała uciec się do podstępu, 

by wreszcie zechciał przyjść do niej na ręce. O tym, by stanął na własnych nogach, w ogóle nie 

było mowy.

- Małe nóżki są zmęczone - wyjaśniał z pełnym przekonaniem. - Jak chcesz, zapytaj tatę 

i ojca Ailo.

Ida nie mogła powstrzymać się od śmiechu.

- Wierzę ci - zapewniła. - Małe nóżki zapewne za dużo się dziś nabiegały, co?

Pokiwał głową z powagą.

- Jutro pójdziemy jeszcze dalej.

Miał takie rumiane policzki i blask w oczach. Zrobiło jej się żal, że mała Raija nie 

dożyła tej chwili. Cóż, martwych dzieci nie trzeba uszczęśliwiać. One tego już nie potrzebują.

Ida stała z Mikkalem na korytarzu, niepewna i rozdarta. Sedolf wyczuł to i dyskretnie 

wycofał się do pokoju. Ailo jednak nie dostrzegł tego, że chce mu coś powiedzieć, i musiała 

poprosić, żeby został.

- Ailo... Jego oczy szukające jej, ale nie mające odwagi, by uchwycić jej wzrok, tak jak 

zaledwie   przed   trzema   laty.   Od   tamtej   pory   nauczył   się,   że   bezpieczniej   prosić,   niż 

przystępować od razu do rzeczy.

Ale był w tych oczach cień nadziei, który rozrywał zabliźnione rany i sprawiał, że Ida 

czuła się okropnie.

Nie poznawała go. A przez niego nie poznawała też siebie samej.

- Muszę z tobą porozmawiać w cztery oczy. Możesz?

- Dziś? - zdziwił się, marszcząc czoło. Wyglądał na zdumionego.

background image

Nie rozmawiali na osobności od pamiętnego dnia, gdy zobaczyła go po raz pierwszy. 

Zawsze przebywali w towarzystwie Anny Kajsy i Sedolf a, jakby chronili się grubą warstwą 

lodu.

Tak bardzo lękali się siebie.

Ida pokiwała głową.

- Gdy się ściemni - zdecydował. - I dzieci już zasną.

- W altanie - dodała Ida, zupełnie bezwiednie. Słyszała swój głos jakby z zewnątrz. 

Słyszała słowa, których wcale nie miała zamiaru wypowiedzieć.

Ailo przytaknął, a przez jego zniekształconą twarz przebiegło coś na kształt uśmiechu.

- W altanie - obiecał.

Ida poczuła na nowo strach. Na Hailuoto od dawna trwała wiosenna odwilż.

Warstwa lodu nie była już taka gruba.

- Co takiego może się zdarzyć? - pytał Sedolf, trzymając Idę w ramionach i wtulając 

twarz w jej włosy. Mikkal dawno już zasnął. Powoli ciemność wieczoru okrywała wyspę, z 

każdą chwilą zatapiając ją coraz bardziej w czarnym mroku nocy. - Czego, na miłość boską, się 

tu bać? - powtórzył.

Nie wiedziała.

- Będziesz blisko domu. Jeśli chcesz, otworzę okno i będę nasłuchiwał. Gdybyś mnie 

potrzebowała, wystarczy krzyknąć...

- To nie to... Przygarnął ją mocniej, by poczuła jego siłę i bijące od niego ciepło.

- Ailo nie rzuci się na ciebie jak jakiś nieokrzesaniec - uspokajał Idę.

Nie tego się obawiała.

- Nie potrzebujesz siedzieć i czuwać przy otwartym oknie - powiedziała tylko, cofając 

spocone dłonie.

Sedolf, gdyby zauważył, wyśmiałby ją pewnie dobrodusznie. Była teraz taka drażliwa, 

że pewnie i to by ją zraniło.

- To nie twoja wina, Ido - zapewnił Sedolf, który rozumiał więcej, niż miał odwagę 

wyrazić słowami. Wiedział, że nie mogą stąd wyjechać, póki Ida nie upora się do końca z tym 

wszystkim, co wiąże się z Ailo. Zanim nie pozbędzie się wyrzutów sumienia, które tak ją męczą 

i niszczą od środka.

Nie zasługiwała na to.

Ailo zresztą też tego nie chciał.

Oboje   cierpieli.   Byli   jak   porażeni.   Nie   dostrzegali,   że   ranią   tym   swoich   obecnych 

małżonków. Nie potrafili zrzucić ciężaru z serca nawet dla dobra tych, których kochali.

background image

Musieli jednak w końcu sami uporać się ze swymi uczuciami i ostatecznie odciąć się od 

przeszłości.

Sedolf niemal wyrzucił Idę z domu wprost w czarną czeluść nocy.

Otulił ją dużym wełnianym szalem. Na dworze nie było tak zimno. Położywszy dłonie 

na jej ramionach i patrząc na nią z powagą, rzekł:

-   Przestań   się   zadręczać,   Ido.   Kocham   cię   niezależnie   od   wszystkiego.   Idź   tam   i 

porozmawiaj z nim! Powiedz, co masz do powiedzenia, zrób, co trzeba, i nie lękaj się, jak to 

wygląda z zewnątrz. Wyrzuć z siebie to, co cię gnębi, to, co także dotyczy mnie. Nie rań go po 

to, by ranić. Ale jeśli będziesz musiała, to trudno...

Ailo stał odwrócony plecami do pałacu. Nie mógł widzieć, jak nadchodzi, nic też nie 

mógłby uczynić, gdyby w ogóle nie przyszła. Po chrzęście kamyków poznał, że się jednak nie 

rozmyśliła.

Nie odwrócił się, kiedy nacisnęła klamkę, a potem starannie zamknęła za sobą drzwi, 

jakby ich oboje chciała zamknąć wewnątrz altany.

Chwilę   trwało,   nim   przyzwyczaiła   wzrok   do   ciemności.   Najpierw   dostrzegła   biały 

kołnierz i mankiety, potem kapelusz na stole.

Ida spodziewała się spotkać Ailo, do którego przywykła. Niewiele różniącego się od 

mężczyzny,   którego   pożegnała   w   Skibom,   nim   wyruszył   na   płaskowyż.   Objuczonego 

skórzanymi torbami pełnymi złota przeznaczonego dla swoich współbraci. Mężczyznę, który 

miał po nią wrócić. Ubranego w skórzane spodnie i skórzany kaftan, w miękkich kumagach, 

mężczyznę, którego włosy i ubrania przesiąknięte były zapachem dymu z ogniska. Zresztą na 

wyspie Ailo nadal ubierał się podobnie: w miękkie spodnie ze skóry, skórzane buty do kolan i 

w starą znoszoną kurtkę.

Był podobny do Ailo syna Mikkala.

Teraz   jednak,   gdy   się   odwrócił,   ledwie   go   poznała.   Na   śnieżnobiałą   koszulę   miał 

założoną kamizelę, a na to zarzucony surdut sięgający do połowy ud, rozszerzony od pasa. 

Obcisłe spodnie wsunął do wysokich butów z wywiniętą cholewką. Pachniał skórą. Włosy 

zaczesał do tyłu, twarz zakrył maską.

Przełknęła ślinę. Brakowało mu tylko blond peruki. Jeśli zależało mu, żeby pokazać jej 

zupełnie obcego Ailo, to odniósł zamierzony skutek.

Ida, choć bardzo dbała o czystość, nagle poczuła się nieświeżo w sukni, którą miała na 

sobie także poprzedniego dnia.

- Przyszłaś.

Kiwnęła głową w milczeniu i nagle poczuła w duchu złość na samą siebie.

background image

Nie da się zaślepić olśniewającą powierzchownością! Wystarczająco często podglądała 

ptasie gniazda, by wiedzieć, że pisklęta nie są tak samo upstrzone jak skorupy jaj.

-   Mam   nadzieję,   że   nie   czekałeś   długo   -   odparła.   Jak   obco   brzmiały   wymienione 

uprzejmości. Usiedli ciężko na ławie. Ailo wyjął z surduta jakiś dokument i położył na stole.

- Nie udało mi się uzyskać rozwodu - powiedział. - Duchowny, z którym to załatwiałem, 

był nazbyt pryncypialny. Ale oto papier potwierdzający mój zgon. Tyle udało mi się załatwić. 

Tylko nie mów o tym Annie Kajsie. Niech myśli, że wszystko jest tak, jak miałem nadzieję 

załatwić.

Ida nie zapytała, od jak dawna ma ten dokument. Nie dociekała też, czy specjalnie go 

schował, by jak najdłużej zatrzymać ją i Mikkala na wyspie.

-   Co   do   mnie   czujesz,   Ailo?   -   zapytała   zamiast   tego.   Na   takie   pytanie   nie   był 

przygotowany.

- Byłaś moją żoną - odpowiedział, gdy się opanował, starannie dobierając słowa. - No i 

jesteś matką Mikkala.

Oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że nie wyjaśnił niczego poza tym, co było 

najzupełniej oczywiste.

- Nadal mnie kochasz?

Odwrócił się do niej gwałtownie. Uniósł ręce, jakby chciał ją chwycić w ramiona, ale 

nim jej dotknął, opuścił, je.

- O co ci chodzi? - zapytał porywczo. - Zamierzasz mnie upokorzyć, a potem podeptać? 

- Opanował się. - Jesteś żoną Sedolfa. Akceptuję to. Nie pytaj mnie więc o nic więcej. Ja jestem 

mężem Anny Kajsy i kocham ją.

- Na swój sposób? - zapytała Ida niewinnie, ale w jej głosie pobrzmiewał obcy ton, 

jakby była zła na niego.

Nie rozumiał, o co jej chodzi.

-   Tak,   na   swój   sposób   -   odparł   ze   złością,   wyraźnie   się   broniąc.   Gotów   uderzyć 

pierwszy, gdyby uznał, że jest atakowany.

- Czy podczas wypadku odniosłeś takie rany, że nie możesz... kochać się z kobietą? Czy 

może ja jestem ci przeszkodą?

Zapadła cisza.

Ailo oparł się o ścianę. Tył głowy wsparł o ramę dużego okna ozdobionego barwnymi 

kwiatami, które w mroku przybrały różne odcienie szarości.

- No cóż, spodnie się na mnie nie paliły - odrzekł w końcu z największą niechęcią. - 

Twoja osoba nie ma z tym nic wspólnego. Do diabła, Ido, co cię to w ogóle obchodzi? Nie 

background image

masz prawa...

- ...zadawać tobie takich pytań? - odetchnęła z drżeniem. - Owszem, u licha, mam 

prawo! Skoro ty dajesz mi do zrozumienia, że jestem wszystkiemu winna, to ja mam wszelkie 

prawo poznać całą prawdę!

- Nigdy nawet słowem nie wspomniałem...

- Nie, słowem nie - przyznała Ida, kładąc chłodną dłoń na jego ściśniętej pięści, od 

której biło gorąco. - Ale myślisz tak, czuję to. Czuję twoje ukradkowe spojrzenia i poematy, 

jakie lęgną się w twojej głowie. Chyba nie zaprzeczysz?

Ida nie miała pojęcia, skąd bierze się u niej taki spokój, jak udało jej się ostudzić 

emocje. To się stało jakby poza nią.

- Po tym wypadku miałem kobiety - rzucił  zmęczony, strasznie wyczerpany. - Ale 

gardziłem nimi, najchętniej bym je zabił. Tyle nagromadziło się we mnie nienawiści. Później 

nie było wcale lepiej. Przepełniała mnie przeraźliwa, martwa pustka. Potem pustkę zastąpiło 

cierpienie. Straciłem ochotę na kobiety, Ido. Nie potrzebuję ich w taki sposób. Mogę się bez 

nich obyć i mimo to żyć pełnowartościowym życiem.

Ida może by uwierzyła w te słowa, gdyby dotyczyły innej osoby, nie Ailo.

-   Anna  Kajsa  i   ja   pod   tym   względem   pasujemy  do   siebie   -  zapewnił   zraniony   do 

żywego, udając, że się śmieje. - Ona, skrzywdzona i zbrukana, i ja, impotent.

Ida wiedziała o Annie Kajsie. Żona Ailo bezbarwnym głosem z twarzą pozbawioną 

wyrazu opowiedziała Idzie o swoim dzieciństwie, młodości, o całym swoim życiu w cierpieniu, 

strachu i poniżeniu.

- Sam nie wierzysz, w to co mówisz - rzuciła hardo. - Tak naprawdę wydaje ci się, że 

prócz mnie nie potrafisz się kochać z żadną inną kobietą.

-   Przyszłaś   tu,   żeby   przekonać   mnie,   że   z   tobą   mogę?   -   zapytał   równie 

bezceremonialnie. - Czyżby żona Sedolfa przybyła tu, by się ze mną przespać?

Ida pokręciła głową.

- Dobrze wiesz, Ailo, że nie potrafiłabym. A ty nie jesteś takim prostakiem, by mnie do 

tego  nakłaniać.   Nigdy   nie  byłeś.  Nie   chcę  jednak,   żebyś   przez   resztę  życia  chował   się   w 

skorupie cierpienia. Bo wierzę, że potrafisz żyć pełnią życia.

Ida  nic  nie  wspomniała  o swojej   rozmowie  z  doktorem Bergforsem,  który  ostatnio 

gościł na wyspie, ani o tym, jakie jest jego zdanie na ten temat. Uznała, że Ailo nie musi znać 

wszystkich szczegółów.

- Dlaczego więc nie mieliśmy odwagi porozmawiać ze sobą szczerze? - zapytała.

- Zabliźnione rany na nowo zaczęłyby krwawić - odparł głosem pozbawionym wyrazu, 

background image

przygotowany na takie pytanie.

- A może obawialiśmy się, że osoby, które zachowaliśmy w pamięci, nie są już takie 

same jak dawniej? - drążyła Ida i sama sobie na to odpowiedziała: - Ja się bałam ujrzeć twoją 

gorycz.   Śmiertelnie   się   lękałam   spotkać   zgorzkniałego   Ailo.   Nie   chcę   wracać   do   domu   z 

przekonaniem, że cię unieszczęśliwiłam. Chcę, żebyś żył szczęśliwie, Ailo.

Zaśmiał się chrapliwie.

- Szczęśliwie? - powtórzył, wpatrując się w Idę. - Szczęśliwie, Ido córko Reijo?

Potrząsnął głową, ale przestał się śmiać. Ten pozbawiony radości śmiech drażnił jej 

uszy i sprawiał ból większy niż to wszystko, co do tej pory zostało powiedziane.

- Zawsze byłaś obdarzona fantazją, moja droga. Zostawmy lepiej tę sprawę.

-   Owszem,   mam   bogatą   wyobraźnię   -   zareagowała   z   wyjątkowym   jak   na   siebie 

spokojem, bo gwałtowne słowa, jak zrozumiała, bardzo go raniły. - Ale mam coś jeszcze. Coś, 

z czego nie zdawałam sobie sprawy, póki cię nie straciłam. Może byłam zbyt młoda, by to 

odkryć, a może po prostu zbyt mało wycierpiałam, by dostrzec łzy u innych ludzi. Żeby to 

zrozumieć, trzeba samemu coś przeżyć. Nikt ci tego nie jest w stanie wytłumaczyć. O tym, że 

jestem obdarzona wyjątkowym darem, powiedział mi noaida z twojej sity, a taki był przy tym 

uroczysty, że nie wyśmiałam go, choć bardzo mnie rozbawił...

Ailo mimowolnie także się uśmiechnął, przypomniawszy sobie szamana, którego tak 

trafnie opisała Ida.

- Powiedział, że drzemią we mnie zdolności, których istnienia wcale się nie domyślam. 

Z czasem pojęłam, o czym mówił. Bo ja naprawdę wyczuwam nastroje, wyczuwam, co tkwi w 

drugim człowieku. Nie znaczy to, że potrafię czytać w cudzych myślach, nie. Po prostu jestem 

wrażliwa na uczucia tak jak inni na zapachy. W twoim przypadku jest mi o tyle łatwiej, że 

znałam cię kiedyś lepiej niż kogokolwiek innego.

- Ja zaś widzę cię, jak byłaś młodziutka - odezwał się chrapliwie. - Widzę ciebie taką, 

jaka byłaś, gdy cię pokochałem... gdy ty mnie pokochałaś.

- Czy wyglądam tak samo? - zapytała Ida głosem kobiety, której nie znał.

- Tak.

- Miałeś odwagę mi się przyjrzeć? - zdziwiła się.

- Wyglądasz  wciąż tak samo - zapewnił i dodał: - Nie myśl, że mówię tak, by ci 

pochlebiać.  Może gdy o tobie  rozmyślałem,  brałem pod uwagę,  że  dorosłaś,  dlatego  teraz 

wydaje mi się, że wyglądasz jak wtedy... - Jego śmiech zazgrzytał wśród szklanych ukwieco-

nych ścian. - Nie będę cię pytał, czy ja także wyglądam jak kiedyś, bo nigdy nie umiałaś 

kłamać.

background image

- A może przez te lata nauczyłam się? - odpowiedziała cicho. - Może życie mnie do tego 

zmusiło? Nie jestem tą Idą, od której odjechałeś. Zmieniłam się nie tylko dlatego, że przestałam 

cię kochać. Nie dlatego, że pokochałam Sedolfa. Zmieniłam się z tysiąca innych powodów. 

Przede wszystkim dlatego, że żyłam bez ciebie.

- Ja nie przestałem cię kochać - wyznał Ailo wreszcie. - Może także się zmieniłem... tak, 

na pewno się zmieniłem. Ale nie przestałem cię kochać.

- Mnie? - zapytała Ida, modląc się w duchu, żeby teraz nie opuściła jej odwaga. Udało 

jej się w końcu sprowokować szczerą rozmowę, mimo że rany nadal piekły. Taka chwila mogła 

się nie powtórzyć. - Czy może kochasz marzenie o mnie?

Z bólem uświadomił sobie, że ma rację. Nie wiadomo, czy zdołałby do tego dojść sam, 

gdyby go nie zmusiła do spojrzenia w głąb siebie. Anna Kajsa może dostrzegała to, ale ona nie 

byłaby w stanie zadać mu cierpienia, jakie wiązało się z samopoznaniem.

- Ciebie tu nie było...

Właśnie, miała Ida na końcu języka, ale powstrzymała się. Nie prosiła go o tę rozmowę, 

żeby go zranić. Nie o to chodziło. Ludzie, których łączyło tak wielkie uczucie, powinni umieć 

rozmawiać ze sobą, nie zadając sobie bólu.

- Marzyłeś o tym, żeby się ze mną kochać? - spytała.

Ailo wyprostował się i popatrzył na nią. Pamiętał, że zawsze była bezpośrednia, nigdy 

jednak do tego stopnia obcesowa.

- Marzyłeś?

- Oczywiście!

- Podnieca cię to? Budzi twoją męskość?

- Kobieto, do licha, o co pytasz? Odwrócił się, uciekając wzrokiem.

- Nie potrzebujesz mi odpowiadać - rzekła drżącym głosem. - Chcę, żebyś sam sobie 

odpowiedział na to pytanie, żebyś się zdobył na szczerość wobec samego siebie.

Cisza.

Zdawało się, że powietrze wokół nich zgęstniało. Cóż w ogóle można rzec w takiej 

chwili?

Ida nieoczekiwanie objęła Ailo ramionami. Chciał ją odepchnąć, ale przytrzymała go 

mocno.   Zesztywniał.   Niechętny.   Długo   walczył   ze   sobą,   nie   chcąc   ulec   pokusie,   wreszcie 

przesunął dłonie po szczupłej talii Idy i splótł za jej plecami.

- Czego ty chcesz ode mnie, kobieto? - zapytał.

- Pocałuj mnie! - poprosiła stanowczo.

- Czym? - zaśmiał się głucho, niepewnie. Ida pochyliła wargi i wzdrygnęła się lekko, 

background image

kiedy dotknęła tego, co pozostało z jego ust.

Przypomniała   sobie   pocałunki   z   młodości,   które   wprawiały   ją   w   oszołomienie,   w 

których najchętniej utopiłaby się.

Pocałowała go intensywnie. W myślach stała się na powrót Idą sprzed lat. Tą, która 

całym sercem kochała chłopca imieniem Ailo.

Długo nie wypuszczała go z objęć.

Wreszcie ją odsunął i dysząc ciężko, oparł stopę o ławkę i oparł czoło o kolano. Dopiero 

gdy złapał równy oddech, odezwał się.

Idzie było to na rękę, bo i jej niełatwo było uciszyć oszalałe bicie serca. Ciemności i 

wspomnienia bywają niebezpieczną pułapką. Reakcje ciała kłócą się czasem z rzeczywistymi 

uczuciami.

-   Przekonałaś   mnie   -   rzekł   w   końcu,   z   trudem   odzyskując   głos.   -   Może   ty   także 

nauczyłaś się lepiej kłamać. Cóż, zaczynam ci powoli wierzyć. W każdym razie znakomicie 

udawałaś...

- Rozumiesz dlaczego? - zapytała Ida, nie będąc w stanie spojrzeć mu w twarz.

Tak naprawdę wcale nie była z siebie taka dumna.

- Chyba się domyślam. Nie wiem, czy masz rację. Być może rzeczywiście przeszkodą są 

mi wspomnienia, może gniew, a może gorycz...

- Spróbujesz to przezwyciężyć? - zapytała Ida. - Zrób to dla Anny Kajsy!

Nie rozumiał.

- Ona jest kobietą - wyjaśniła. - Zbrukaną, wykorzystaną i upokorzoną. Może jednak 

miłość czułego mężczyzny wróci jej poczucie bezpieczeństwa. Może i ona nauczy się czerpać 

radość z cielesnej bliskości.

Ailo nic nie powiedział, nie był w stanie. Ida miała niezwykłą zdolność zadziwiania 

ludzi. Jako osoba dorosła bardziej nawet niż jako podlotek, najmłodsza spośród rodzeństwa w 

chacie na cyplu.

Ile naprawdę wiedziała, a ile się domyśliła, wolał nie zgadywać.

-   Nie   mógłbym   cię   teraz   posiąść   -   przyznał   powoli.   Dziwne,   ale   musiał   jej   to 

powiedzieć. Bo to, co się stało, zupełnie odbiegało od marzeń, jakie snuł. Od obrazów, jakie 

podsuwała mu wyobraźnia. Czegoś całkiem innego spodziewał się po chwili, w której mógłby 

ją trzymać w ramionach.

Czegoś zupełnie innego.

- Zapaliło się i zgasło - ciągnął. - Jak sucha kora na wilgotnej gałęzi. Spłonęła tylko 

zewnętrzna warstwa.

background image

- ...a ogień zgasł - dokończyła Ida z głębokim smutkiem.

- To koniec naszej miłości.

Gdyby ktoś starał się mu to na siłę wyperswadować, nie uwierzyłby. Zaakceptował to 

tylko dlatego, że sam doświadczył.

- Nie bez bólu przyznaję ci rację - rzekła Ida. Dopiero teraz zauważył, że płakała. Przez 

cały czas tak bardzo był zaabsorbowany sobą, tak głęboko wniknął w siebie, że nie dostrzegł, 

jak Ida to przeżywa.

Gładząc palcem delikatną skórę wokół oczu Idy, wytarł łzy. Żartobliwie złapał ją za nos. 

Dawno temu, kiedy ich uczucie dopiero się budziło i wszystko było dla nich takie nowe, 

właśnie tak często żartowali.

Najpierw osuszyli sobie nawzajem twarze z łez, a potem uściskali się mocno.

- Niektórych rzeczy nigdy się nie zapomni - powiedział Ailo z uśmiechem. - Nie płacz, 

Ido. Byłem ślepy i pielęgnowałem w sobie cierpienie. Ale to minie...

Spojrzeli na siebie. Siedzieli, trzymając się za ręce, i płakali oboje, ale w końcu płacz 

zamienił się w śmiech. A kiedy wreszcie uwolnili dłonie, oboje wiedzieli na pewno, że to 

koniec. Dla obojga było to ciężkim przeżyciem, ale pogodzili się z tym.

Cierpieli, ale chyba dopiero teraz byli gotowi znów żyć naprawdę szczęśliwie.

background image

14

Powrót do domu trwał równie długo jak wyprawa do Finlandii. Mieszkańcy Hailuoto 

uczynili, co w ich mocy, by im pomóc.

Do traktów na północ od Ylitornio dotarli wozem powożonym przez woźnicę, dalej Ida, 

Sedolf i Mikkal musieli już sobie radzić sami. William zatroszczył się o trzy konie dla nich: 

dwóch dosiadali, a jeden dźwigał bagaże. Wóz w tamtych stronach pozbawionych dróg na 

niewiele by się zdał.

Cierpliwie   poczekali,   aż   na  dobre   zagości   lato.   Ruszając  wcześniej,   ryzykowali,   że 

utopią się gdzieś na rozmokłych bagnistych łąkach na pustkowiu. Zwyciężył więc rozsądek.

W drodze powrotnej na szczęście nie musieli walczyć ze śnieżnymi zawieruchami i 

mrozem. Nie potrzebowali też prosić się o dach nad głową. W rozstawianym na noc namiocie 

było im przytulnie jak w domu. Oczywiście bez wygód, do jakich przywykli przez ostatnie 

miesiące, ale zarazem oczyszczające.

Najbardziej im jednak dokuczały komary i niezliczone ilości owadów, których nazw 

nawet nie potrafili wymienić. Mimo że nastała pora białych nocy, wieczorami ściemniało się od 

gęstego roju owadów.

Kierując się na północ, mijali lasy sosnowe, które zdawały się nie mieć kresu, lasy 

liściaste tak gęste, że trzeba je było omijać szerokim łukiem. Potoki i strumyki płynęły wartko 

w miejscach, które zimą tworzyły nieogarnioną białą płaszczyznę.

- Każda pora roku ma swój urok - stwierdził Sedolf, kiedy po całym dniu okrążania 

trzęsawiska, białego od kwitnących teraz moroszek, znaleźli miejsce na postój.

Ida jednak nie dostrzegała uroku w dniu, który minął. Zaciskała zęby aż zgrzytało, żeby 

się nie rozpłakać. Zadziwiające, jak człowiek może się nauczyć powstrzymywać łzy. Wystarczy 

trochę poćwiczyć.

Właściwie nie wiedzieli, kiedy znaleźli się na ojczystej ziemi. Wytyczone daleko stąd, 

w   stolicy   Danii,   graniczne   linie   na   mapie,   na   rozległym   pustkowiu   były   praktycznie 

niezauważalne.

Trwający wiele lat spór o Finnmark został ostatecznie rozwiązany w 1751 roku.

Pomiędzy   Szwecją   a   monarchią   duńsko   -   norweską   długo   toczyły   się   rokowania 

dotyczące prawa do ziem na północy. W każdej ze stolic całkowicie odmiennie interpretowano 

kwestie graniczne. Ziemię niczyją na północ od Torne, Japońskie pastwiska Kemi, a także te na 

południe   od   wybrzeża   oceanu   oba   królestwa   traktowały   jako   swoją   własność.   Niektórzy 

mieszkańcy tamtych stron doświadczyli nie raz, że mają dwóch królów - tak im przynajmniej 

background image

tłumaczyli nękający ich poborcy podatkowi.

Trudno   jednak   było   wytyczyć   granice   tam,   gdzie   kończyły   się   rzeki,   które   mogły 

stanowić naturalną linię graniczną.

Sytuacja   kształtowała   się   tak,   że   Szwedzi   wytyczali   własną   granicę,   a   poddani 

monarchy duńskiego swoją. Szwecja próbowała udowodnić swoje prawo do morza. Został 

odgrzebany stary traktat z Danią z 1613 roku, z którego zapisów wynikało, że Dania zrzekła się 

na rzecz Szwecji trzydziestokilometrowego odcinka wybrzeża pomiędzy Tysfjord i Varanger.

Ale Dania nie zamierzała oddać ani piędzi swego terytorium na północy. Szwecja pod 

żadnym pozorem nie mogła uzyskać dostępu do morza.

Finnmark stanowił terytorium duńsko - norweskie.

Królestwo Danii i Norwegii wygrało wszystkie swoje żądania w sprawach granicznych 

w Finnmarku. Szwecja nie zdobyła dostępu do morza.

Państwo szwedzkie zrezygnowało z żądań granicznych na terenach północy, o które 

przez stulecia toczyło spory i wojny z Danią.

W 1751 roku został podpisany traktat, w którym ostatecznie ustalono granice między 

Szwecją a monarchią duńsko - norweską.

Pozostała kwestia granicy wschodniej, ale ani król duński, ani monarcha szwedzki nie 

chcieli irytować potężnego sąsiada na wschodzie.

Nie od razu wzniesiono słupy graniczne. Planowano, że roboty rozpoczną się w rok po 

zawarciu traktatu i potrwają około siedmiu lat.

Tymczasem wytyczanie granicy ciągnęło się lat piętnaście i zostało zakończone dopiero 

w 1767 roku. W tym czasie zresztą powstało dwadzieścia siedem różnych map tego obszaru.

Ale zwykły, przeciętny człowiek wędrujący po tym pustkowiu nie zauważał żadnych 

granic.   Czuł   się   częścią   rozległej   północnej   krainy   porośniętej   wrzośćcem,   pokrytej 

trzęsawiskami,   urozmaiconej   jeziorkami,   górami   i   lasami.   Spotykani   po   drodze   wędrowcy 

mówili różnymi językami, ale nikomu to nie przeszkadzało.

Dopiero kiedy oczom Idy i Sedolf a ukazały się góry, domyślili się, że dotarli już do 

Norwegii. Byli pewni, że w dole pomiędzy wzniesieniami leży fiord. Mimo że nastała pora 

nocy, zdecydowali się kontynuować wędrówkę, póki starczy im sił. Postanowili rozbić obóz 

dopiero, gdy już będą bardzo zmęczeni.

Idzie serce mocniej zabiło na myśl, że wnet znów poczuje w nozdrzach zapach słonej 

wody. A kiedy słońce zabarwiło różowoczerwonym blaskiem szczyty, odniosła wrażenie, że 

chwyciła w dłonie kawałek nieba.

Uklęknęła we wrzosach i zapłakała nad tym najbardziej swojskim ze wszystkich świateł. 

background image

Mikkal stracił orientację, kiedy jest dzień, a kiedy noc. Biegał dookoła roześmiany, pragnąc się 

podzielić wszystkim, co nowe, z Karlem i Henrikiem, a także z ojcem Ailo.

Wokół niego wznosiły się ciemne skaliste szczyty. Rzeka spływała urwistym stromym 

zboczem  ku  fiordowi.   Skąd  mógł   wiedzieć,   że   tu   zaczyna   się   dom?  Tak   długo   bawili   na 

Hailuoto, że przywykł do tamtych okolic.

Ida płakała wzruszona słońcem białej nocy, płakała ogarnięta żałością, że Mikkal już nie 

podzieli się wszystkimi nowinami z Ailo, płakała wreszcie nad samym Ailo, a także nad tymi, 

których zostawili w Finlandii, a których już pewnie nigdy nie zobaczą.

U kresu tej podróży ogarnął Idę straszliwy smutek.

- Nie płacz, kochana - żartował Sedolf. - Fiord jest wystarczająco słony.

Usiadł przy niej na niewielkim pagórku. Zerwał parę wrzosów i pełną garść borówek. 

Przygryzając   swojską   łodyżkę,   popatrzył   na   żonę   z   lekkim   uśmiechem   i   dodał   na   wpół 

żartobliwie:

- Pomyśl lepiej, że już koniec tej laby. Teraz przyjdzie ci samej szorować do białości 

podłogi. I to na kolanach, które odzwyczaiły się od klęczenia na deskach i zrobiły bardzo 

delikatne. Obawiam się, że zetrą się do krwi! Poza tym czeka cię znów codzienny obrządek, 

znów włosy przejdą ci zapachem gnoju, bo jak zwykle zawieruszy ci się gdzieś chustka na 

głowę. Będziesz się zrywać w przeraźliwie chłodne poranki, by napalić w piecu. Czeka nas 

całkiem nowe życie różniące się zasadniczo od leniuchowania na wyspie, do którego nas chcieli 

przyzwyczaić. Prawda?

Złapał ją za rękę i przyłożył do swojego zarośniętego policzka.

- Skóra jak jedwab, co? - uśmiechnął się i pocałował jej dłoń, tak jak mężczyźni witają 

kobiety w świecie Mai. Spojrzał na nią uwodzicielsko, jakby chciał przeciągnąć tę chwilę, po 

czym cmoknął i dodał: - Nikt by nie pomyślał, że jesteś wieśniaczką z Ruiji. Ale nie martw się, 

mój aniele, wszystko wróci do normy. Tydzień w domu i znów twoje ręce będą czerwone i 

spierzchnięte jak u każdej porządnej gospodyni!

Ida nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu.

Łzy przestały jej płynąć. Sedolf zawsze wiedział, jak odgonić ponure myśli żony i 

sprawić, by pogodniej spojrzała na świat.

- Zatrzymamy się tu na noc? - zapytał. - Czy jedziemy dalej, by jak najprędzej położyć 

się w łożu, do którego już od zimy tak tęsknię?

Ida   nie   miała   żadnych   wątpliwości,   dokonując   wyboru.   Do  domu  wprawdzie   mieli 

jeszcze kawałek drogi, jej jednak zdawało się tak blisko, że szkoda było czasu na rozbijanie 

obozu.

background image

- Zjemy tutaj, a potem ruszymy w dalszą drogę - zadecydowała.

Sedolf bynajmniej nie zamierzał protestować. Dlatego też, kiedy już zjedli ugotowaną 

na mięsie zupę i przegryźli pajdami czarnego chleba grubo posmarowanymi masłem, skierowali 

się w dół ciasną doliną w stronę fiordu Lyngen.

Do domu.

Idzie wszystko śpiewało w duszy.

Nad ranem zobaczyli swoje gospodarstwo, znajomą chatę i krowy pasące się na łące. 

Sedolf wiózł przed sobą na siodle śpiącego chłopca. Juczny koń kroczył niespiesznie za nimi.

Jechali  powoli,   pozwalając   zwierzętom  decydować  o tempie.   Przecież  bez  nich  nie 

daliby rady. Tyle zdążyli się nauczyć podczas zimowej wyprawy do Finlandii.

Ida nie miała cierpliwości czekać, aż koń leniwie doczłapie na miejsce. Nie mogła 

usiedzieć   na   końskim   grzbiecie   i   obserwować   ze   spokojem   powiększające   się   w   oczach 

zabudowania.

Puściła   więc   konia   luzem,   bez   obawy   że   ucieknie.   Była   pewna,   że   podąży   za 

pozostałymi. Zwierzęta czuły, że gdy tylko dotrą do zabudowań, otrzymają wodę i poskubią 

sobie zielonej trawy.

Sama zaś ruszyła biegiem, z przyjemnością rozprostowując nogi po długiej  jeździe. 

Znów mknęła przez łąki i swojskie pagórki porośnięte trawą.

Poczuła w nozdrzach znajomy zapach sosny, żywiczną woń wiecznie zielonego drzewa, 

które w poszukiwaniu wody zapuściło głęboko korzenie.

Nawet   sobie   nie   uświadamiała,   jak   bardzo   tęskniła   do   widoku   i   zapachu   sosen 

porastających płaski teren nad rzeką uchodzącą do fiordu. Teraz, gdy ujrzała swojski obrazek 

po tak długiej nieobecności, serce ścisnęło się jej ze wzruszenia.

Biegła co sil w nogach, czując w ustach smak krwi. Po wielu dniach spędzonych na 

końskim grzbiecie jej ciało było zmęczone. Była śpiąca po całym dniu i nocy jazdy właściwie 

bez odpoczynku. Poza tym zaczął jej doskwierać głód. Ale jakież to wszystko miało znaczenie 

w porównaniu z tym, że wróciła do domu?

Czuła wzruszenie, stawiając stopy na własnej ziemi. Ogarnął ją nastrój niemal równie 

podniosły jak w kościele.

Zauważyła,   że  drzwi   do   obory  są   otwarte,   więc   by   nie   tracić   czasu,   tak  samo   jak 

wówczas,   gdy   była  małą  dziewczynką,   nie   otworzyła   furtki,   lecz   przeskoczyła   przez   płot. 

Podwinęła spódnicę aż do bioder i bardziej czuła, niż słyszała śmiech Sedolfa. Mogła sobie 

wyobrazić, jak sobie z niej pokpiwa.

„Ido,   takie   zachowanie   nie   uchodzi   w   kręgach   fińsko   -   szwedzkiej   arystokracji! 

background image

Wytworna młoda dama przeskakuje przez płot? A fe!”

I miałby oczywiście rację.

Z pewnością nie umiałaby się zachować na salonach. Szybko zdemaskowano by ją jako 

siostrę nieokrzesanej żony Williama Runefelta.

Nie była stworzona do wystawnego życia.

Boże, naprawdę jestem w domu, pomyślała Ida, czując znajomy zapach obory i zapach 

zwierząt.

- Tato! - wykrzyknęła radośnie zupełnie jak wtedy, gdy była małą dziewczynką i biegła 

na łeb na szyję na cypel, żeby opowiedzieć okrooopnie ważne nowiny. - Tato, wróciliśmy!

Reijo Kesaniemi wybiegł nie mniej raptownie i w otwartych drzwiach obory porwał w 

ramiona swoją córkę, nie dowierzając, że ściska w objęciach tę, którą karmił i wychowywał, 

odkąd skończyła roczek.

- Boże drogi, Ido, czy to naprawdę ty? Odsunął ją na odległość ramion, żeby dokładnie 

jej się przyjrzeć, ale i tak niewiele widział przez zasłonę łez. On, stary chłop, stał na widoku w 

biały dzień i płakał! Ida przytuliła twarz do policzka ojca i osuszyła łzy. I roześmiała się tak, jak 

tylko jego córka potrafi.

- Jesteśmy w domu, tato. Wróciliśmy na dobre, rozumiesz? Wydaje mi się, że już dość 

się naoglądałam świata.

Ona też pociągała nosem. Pozwoliła, by objął ją ramieniem, i powoli ruszyli w stronę 

płotu, tam zamierzając poczekać na Sedolfa i Mikkala.

- Jak oni się miewają w Finlandii? - zapytał Reijo, choć zwykle czekał, by dzieci same 

opowiedziały mu to, co chciał wiedzieć. I zwykle tak się działo.

- Dobrze im, tato! - westchnęła Ida. - Ale wiodą próżniacze życie. Ja bym się nie 

nadawała. Odkryłam, że brakowało mi nawet czyszczenia ryb. Uwierzyłbyś w to?

Roześmiał się pogodnie. Dobrze pamiętał, jak przez wszystkie lata kręciła nosem na to 

zajęcie.

Konie były coraz bliżej gospodarstwa.

Sedolf pokiwał do nich.

Reijo tak się cieszył, że ich znowu widzi. Tak za nimi tęsknił. Byli ostatnimi z rodziny, 

którzy wiązali go z przeszłością.

Nie chciał, by jego życie z Raiją poszło całkiem w zapomnienie. Było mu co prawda 

teraz bardzo dobrze, był wolny, ale nie chciał zapomnieć tego, co minęło.

Nikt z tych, z którymi dzielił życie, nie zasłużył na zapomnienie.

- A jak się ma Helena i Ivar?

background image

- Malec jest gruby jak kulka - zaśmiał się Reijo, ale w jego głosie pobrzmiewała duma.

Przez moment trudno było Idzie wyobrazić sobie go jako ojca maleńkiego dziecka. 

Policzyła   szybko,   że   przed   miesiącem,   w   czerwcu,   skończył   czterdzieści   trzy   lata. 

Równocześnie wiedziała, że chyba nie ma równie wspaniałych ojców jak on. Przypomniało jej 

się, jak, dumny i szczęśliwy, pierwszy raz trzymał synka w ramionach.

To było takie wzruszające.

Teraz promieniał nie mniejszą dumą.

- Mówię Helenie, że daje dziecku za dużo jedzenia, ale ona mnie wyzywa, że chcę 

zagłodzić jej syna. Te kobiety!

Znów   roześmiał   się   pogodnie.   Ida   uwielbiała   jego   śmiech.   Zdała   sobie   sprawę,   że 

tęskniła za nim przez cały czas pobytu w Finlandii.

-   Maja   ma   się   dobrze   -   powiedziała   cicho,   bo   dobrze   wiedziała,   że   Reijo   przede 

wszystkim o Maję się troszczy. Ona zajmowała w jego sercu szczególne miejsce. Czasami Ida 

zastanawiała się, jak bardzo szczególne, ale o to nigdy go nie pytała. Zbyt mocno szanowała 

ojca, by wdzierać się z butami w jego życie.

- Niebawem Williamowi i Mai urodzi się drugie dziecko. Maja jest już dość gruba. Mały 

Henrik jest oczkiem w głowie, nie do wiary, że mniej więcej za miesiąc będzie już starszym 

bratem...

Oparła się o płot i pokręciła głową. Byli tak daleko od Hailuoto. Wszystko, co tam 

stanowiło codzienność, wydawało się teraz takie obce i niepojęte.

- William nosi Maję dosłownie na rękach. Mówię ci, tato, jeśli ona nie zacznie się trochę 

sama ruszać, to utyje. Naprawdę. Ani trochę nie przesadzam. On ją ubóstwia. U - bóst - wia! 

Nie spotkałam jeszcze mężczyzny, który byłby tak zapatrzony we własną żonę!

- Wydaje mi się, że właśnie takiego męża potrzebowała Maja - odparł cicho Reijo 

zmienionym głosem. - Polubiłaś go?

Ida pokiwała głową.

- Williama nie można nie lubić. Jest niczym skała: bezpieczny, duży i silny. Ma się 

wrażenie, że można na niego liczyć we wszystkim. Jestem pewna, że gdyby Maja zażyczyła 

sobie gwiazdki z nieba, znalazłby sposób, by ją dla niej zdobyć.

Nabrała powietrza w płuca. Sedolf był już blisko, a ona chciała powiedzieć ojcu to, co 

najważniejsze, zanim nadjedzie.

Dokładnie ze szczegółami powie mu o wszystkim później. Wówczas dobrze będzie 

mieć obok Sedolfa, żeby przytrzymał ją za rękę i był jej wsparciem. By uzupełnił to, co jej 

samej trudno będzie rzec. Ale uprzedzić o tym musi, póki są sami.

background image

-   Knut   ma   się   dobrze   -   odezwała   się   piskliwie.   Ojciec   popatrzył   na   nią   uważniej. 

Domyślił się, że coś ją dręczy, że w Finlandii nie wszystko było tak, jak się spodziewała. Ale 

nie pytał.

- Knut i Anjo marzą, żeby osiąść na stale w Alcie. Ale to będzie dla nich trudne, dopóki 

ten niegodziwiec żyje...

Reijo wiedział oczywiście, dlaczego Knut z rodziną nie mogą wrócić do Alty.

- Karl strasznie przypomina Knuta, gdy był mały. A mała Aila jest taka słodka, że 

chciałoby się ją zjeść. Nazwali ją tak dla upamiętnienia Ailo. Uważam, że to piękne z ich 

strony...

Reijo przytaknął i już nie odrywał wzroku od córki.

Ida była całkiem blada, ale oczy jej pociemniały. Dyszała ciężko, jakby gotowała się do 

czegoś trudnego, czegoś bolesnego...

- Maja nie opowiedziała ci całej prawdy o Ailo - rzekła ochrypłym głosem.

Kiedy już te słowa przeszły jej przez gardło, z resztą poszło już łatwiej. Najtrudniej było 

zacząć... Reijo mocniej ścisnął ramiona Idy.

- Tak właśnie sądziłem... Maja nigdy nie potrafiła mi kłamać. Wiedziałem, że coś jest 

nie tak. Że coś się w tym wszystkim nie zgadza. Nie podobało mi się to. O ile straszniejsza 

okazała się prawda?

Ida nabrała powietrza. Musiała jeszcze raz na niego spojrzeć, zanim zaczęła opowiadać.

Nigdy   by  się   tego   nie   domyślił.   Jej   miły   i   dobry   ojciec   odznaczał   się   często  taką 

naiwnością...

Był taki łatwowierny, jeśli chodzi o mroczne strony życia. Zresztą nawet ona i Sedolf do 

końca nie mieli odwagi uwierzyć w to, co okazało się prawdą.

-  To   zabrzmi  jak  baśń,  tato.   Można  by  ją  nazwać:   „Mężczyzna  w  masce”.   Ale  to 

najprawdziwsza prawda.

Reijo popatrzył na nią przeciągle. Nigdy Idy takiej nie widział.

- A więc on wcale nie umarł?

- Jak się domyśliłeś? - Ida wpatrywała się w niego zaskoczona.

Wzruszył ramionami.

- Twój stary ojciec żyje trochę na tym świecie. Widziałem już i słyszałem to i owo, 

sporo   rozmyślałem.   Niewiele   więc   rzeczy   może   mnie   zadziwić.   -   I   ukołysał   Idę   tak   jak 

wówczas, gdy była dzieckiem. - Jak on się czuje? - zapytał spokojnie. - Dobrze mu tam?

Bardzo   jest   okaleczony?   Na   twarzy?   Wspomniałaś   coś   o   masce   -   wyjaśnił,   nie 

przestając na nią patrzeć pytająco.

background image

Sedolf   był   już   tymczasem   u   płotu.   Ida   ucieszyła   się,   że   zdoła   chwilę   ochłonąć. 

Potrzebowała tej chwili. Niepojęte, że ojciec przyjął to z takim opanowaniem. Nie spodziewała 

się tego.

Reijo puścił Idę i zdjął z konia śpiącego wnuka. Chłopiec tylko pomrugał oczami, ale 

nie dał po sobie poznać zaskoczenia, że to dziadek go trzyma w ramionach.

- Witajcie w domu! - zwrócił się Reijo do Sedolfa i uśmiechnął się do córki.

- Jedźmy na cypel. Obrządek zrobiony. Nie mogę się doczekać, kiedy opowiesz mi, Ido, 

tę twoją baśń o mężczyźnie w masce.

background image

POSŁOWIE

Zdeterminowani,   żeglowali   od   wielu   tygodni.   Doświadczony   Oleg   i   Michaił, 

najmłodszy spośród wszystkich szyprów, jakich Oleg kiedykolwiek spotkał na pokładzie.

Chłopak   miał   niespełna   siedemnaście   lat   i   mleko   pod   nosem.   Oleg   rozumiał   tych 

marynarzy, którzy odmówili udziału w rejsie. Nie dziwił się także tym, którzy, choć pozostali, 

mruczeli z dezaprobatą, że taki młodzik pełni tak odpowiedzialne zadanie.

Właśnie z tego powodu Oleg postanowił płynąć razem z nim. Oficjalnie jako sternik, ale 

tak naprawdę jako kapitan.

Robił to ze względu na Jewgienija, swojego długoletniego przyjaciela. Uważał, że jest 

mu  to  winien.   Poczuwał   się   do  opieki   nad  chłopcem,   który  stracił   ojca.   Był   gotów  także 

przytrzymać go w cuglach, gdy zajdzie taka potrzeba.

Michaił nie był całkiem zielony. Dużo pływał razem z ojcem. Od maleńkości bawił się 

w porcie, a o statkach wiedział więcej niż większość jego rówieśników. Dorastał wśród nich. A 

jeszcze zanim nauczył się mówić, słyszał słowa i terminy żeglarskie.

Urodził się, by zostać kapitanem.

Tyle   że   powszechnie   sądzono,   iż   po   kolei   przejdzie   poszczególne   szczeble 

wtajemniczenia, a dowodzić statkami będzie już jako doświadczony młody człowiek.

Tymczasem on, niespełna siedemnastoletni, stał się właścicielem floty.

A   tego   rejsu   nie   dał   sobie   wybić   z   głowy.   Oleg   próbował   nakłonić   Raiję,   by 

wyperswadowała synowi, ale ona uparła się tak samo jak on.

Oleg zrozumiał, dlaczego, kiedy okazało się, że i ona ma zamiar popłynąć.

Nie była to zwykła wyprawa po ryby wzdłuż wybrzeża północnej Norwegii.

Przyczyny tkwiły głębiej.

Michaił musiał tam płynąć.

Raija musiała.

I Oleg nie mógł im w tym przeszkodzić. Poza tym nie był pewien, czy tego chciał.

Wydawało mu się, że Raija ma prawo wrócić i odnaleźć to, co pozostawiła przed wielu 

laty, po to, żeby zebrać fragmenty swojego życia w całość. Nikomu nie można odmówić prawa 

do przeszłości.

Jewgienij umarł, więc jemu już to nie mogło zaszkodzić. Przeżył takie życie, o jakim 

marzył. Przeżył je z jedyną kobietą, której pragnął, i uszczęśliwił ją. Mieli razem dziecko.

Wczesnym rankiem, właściwie jeszcze w nocy, skierowali statek w stronę fiordu. O tej 

porze roku tu, daleko za kołem polarnym, mrok w ogóle nie zapadał. Nocą tarcza słoneczna 

background image

pochylała się tylko nieco nad horyzontem, wysyłając różową poświatę, by zaraz unieść się 

wyżej na nieboskłonie i rozbłysnąć intensywniej, co przypominało perlisty śmiech światła.

Koło południa ich oczom ukazały się strome skały schodzące wprost do wody. Tylko 

nad samym brzegiem, u stóp gór, ciągnął się pas ziemi. Tam osiedlili się ludzie. Widać było ich 

darniowe chałupy i chaty z bali, a także łodzie leżące na kamienistym nabrzeżu.

Oleg odnalazł Raiję przy relingu, niemal na samym dziobie. Nie miał teraz czasu na 

pogawędkę, ale coś go do niej ciągnęło.

Nadal   była   piękną   kobietą.   Zimą   skończyła   czterdzieści   jeden   lat.   Życia   nie   miała 

najłatwiejszego. Gdy się jej uważniej przyjrzeć, dało się dostrzec wokół oczu i ust drobne 

zmarszczki.

Na czole pojawiły się pierwsze bruzdy od zmartwień.

Ale włosy nadal miała kruczoczarne. A oczy błyszczały jak rozżarzone węgle.

Rozwiązała węzeł na karku i pozwoliła wiatrowi targać długimi do pasa włosami.

Z   daleka   można   ją   było  wziąć   za   młodą   dziewczynę.  Co  prawda  jej   ciało   wraz  z 

upływem lat nabrało pełniejszych kształtów, ale po nagłej śmierci Jewgienija, która nią bardzo 

wstrząsnęła, zeszczuplała.

Stała się jakby kimś innym.

Wyczuwało się w niej coś obcego.

Ale co, Oleg zrozumiał dopiero teraz. Wcześniej nie był w stanie tego określić.

Uderzyło go, jak bardzo przypomina mu kobietę, którą wzięli na pokład owej pamiętnej 

zimowej nocy przed wielu, wielu laty właśnie w tym fiordzie.

Oleg domyślił się, że do Raiji powróciły wspomnienia.

- Byłaś tu już kiedyś - odezwał się cicho, przystanąwszy obok niej.

- Wiem - odparła. Nie widział jej twarzy, bo przysłaniały ją ciemne loki, które zdawały 

się żyć własnym życiem.

- Obiecałem Jewgienijowi, że nigdy ci tego nie wyjawię.

Raija spojrzała na niego. W jej ciemnych głębokich oczach nie dostrzegł oskarżenia.

- Uważam, że powinieneś dotrzymać słowa, Oleg! - powiedziała, zaczesując za uszy 

najbardziej niesforne loki. - Teraz to już bez znaczenia.

Uśmiechnęła   się   tak,   jak   tylko   ona   potrafiła.   Jej   uśmiech   wnikał   do   najgłębszych 

zakamarków duszy.

- Pamiętam to, co powinnam - dodała, wpatrując się w głąb fiordu. - Nikt mi nie musi 

niczego przypominać.

Oleg także pamiętał.

background image

- Zawsze nienawidziłam tych gór - rzekła cicho, niemal ze zdumieniem. - A teraz czuję 

się tak, jakbym wróciła do domu. Czy to nie dziwne?

Oleg milczał. Nie był w stanie nic mówić. Głos uwiązł mu w gardle. Poczuł się tak, 

jakby uczynił jej wielką krzywdę. Za późno było błagać o wybaczenie. Nawet gdyby o to 

poprosił, ona pewnie tylko zwróciłaby ku niemu swoje ciemne, bystre oczy, a układając usta w 

czerwony kwiat, zapytałaby: „Za co mnie przepraszasz?”.

Raija zawsze różniła się od kobiet, które znał. Zapragnął, by była tu teraz z nimi Tonią. 

Ona potrafiłaby zrozumieć Raiję.

Ale Raija była jedyną kobietą na pokładzie. Marynarze przywykli, że kapitan czasem 

zabiera w rejs żonę. Żaden jednak nie stanąłby na pokładzie, gdyby na statku znalazło się 

więcej kobiet. Marynarze są bardzo przesądni.

Im dalej wpływali w głąb fiordu Lyngen, tym większa fala wspomnień zalewała Raiję. 

Rozpoznała szczyty, przypomniały się jej nawet ich nazwy. Wiedziała także, jak nazywają się 

poszczególne osady wzdłuż fiordu. Znała wszystkie, po obu jego stronach.

Wpłynęli najdalej, jak się dało, i spuścili kotwicę.

Przyszedł Michaił i stanął obok matki, która przez cały dzień obserwowała fiord z tego 

miejsca na pokładzie. Widziała cypel najpierw w wyobraźni, a potem zobaczyła na własne oczy 

stojącą na jego krańcu chatę z drewnianych bali. Dobry Boże, jaka wydała się jej niewielka! Ale 

pamiętała, jak było w niej przytulnie. Z komina unosiła się łukiem ku niebu cienka smużka 

dyma Na samym brzegu, tuż przy szopie, leżała łódź. Stamtąd do chaty, niczym brązowa 

wstążka wśród zielonej trawy, pięła się wąska wydeptana ścieżka.

Oczy Raiji zasnuły się woalem łez.

Poczuła na ramieniu dłoń syna.

- To tutaj - powiedziała pewnym głosem. - Spuść na wodę łódź, Michaił. Jestem na 

miejscu.