background image

 

Jami Alden  „Down And Dirty” 

 

 

 

Tłumaczenie nieoficjalne: BLOMBUS 

Korekta: LEIROS 

background image

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
 

Taylor  zarzuciła  sobie  poduszkę  na  głowę,  ale  szorstki,  mechaniczny  jęk  przebił  gruby 

materiał.  Uniosła  poduszkę,  skłonna  zaryzykować  przegrzanie  się,  gdyby  dostała  za  to 
dodatkową godzinę snu. Ale to było bezużyteczne. Dlaczego jej sąsiad zdecydował, że wszystkie 
sobotnie poranki to świetny dzień na pobudkę o świcie, by pobawić się w ogrodnika? 
 
Rzucając  za  siebie  poduszkę,  zatoczyła  się  do  okna  i  podciągnęła  rolety,  cofając  się,  gdy  jasne 
promienie  słońca  dźgnęły  w  jej  siatkówkę.  No  dobra,  może  nie  był  to  zupełnie  świt,  ale  była 
blisko.  Zmrużyła  oczy  patrząc  w  stronę  domu  sąsiada  i  faktycznie,  facet  bez  koszuli  zręcznie 
władał  kosiarką  wzdłuż  drugiej  strony  ogrodzenia,  które  dzieliło  ich  działki.  Był  pochylony, 
zasłonięty  przez  czapkę  z  daszkiem,  a  jej  rozdrażnienie  na  chwilę  zanikło,  gdy  podziwiała 
mięśnie  poruszające  się  pod  akrami  gładkiej,  brązowej  skóry.  Ogrodnik  z  “Gotowych  na 
wszystko” nie miał nic wspólnego z tym facetem. 
 
Mimo to, po pracy do czwartej nad ranem przy kończeniu umowy na ogromne przedsięwzięcie, 
nie  była  w  nastroju,  by  tolerować  hałaśliwego  ogrodnika,  nawet  jeśli  zapewniał  dla  jej  oczu 
słodycz najwyższej jakości. Zarzucając szlafrok na koszulkę i majteczki, Taylor wślizgnęła się w 
parę  kapci  i  poszła  prosto  w  stronę  drzwi  wejściowych  swojego  sąsiada.  Chociaż  dom  został 
sprzedany  kilka  miesięcy  temu,  Taylor  była  zbyt  zajęta  swoją  pracą,  by  poznać  nowych 
sąsiadów.  W  przeciwieństwie  do  większości  domów  przy  jej  zaułku,  żadne  zabawki  nie 
zaśmiecały  tego  pięknie  zaprojektowanego  przedniego  ogródka,  więc  wątpiła,  by  ta  rodzina  się 
wprowadziła.  Przez  chwilę  podziwiała  nieskazitelnie  przystrzyżone  żywopłoty  i  rabaty  pełne 
jasnych  kwiatów,  które  rosły  przy  chodniczku.  Jej  własny  ogród,  pomyślała  zmieszana, 
potrzebował  jedynie  samochodu  na  klockach,  by  dopełnić  ten  mamcio-papcio-kociołek  z 
motywem  białej  tandety.  Lecz  zaledwie  ujrzała  swój  własny  dom  w  świetle  dziennym  od  jakiś 
sześciu miesięcy, więc ogrodnik czy projektant był poza jej zasięgiem. Hmm. Może wynajęłaby 
bezkoszulkowe  cudo  pracujące  w  ogrodzie  jej  sąsiadów.  Ale  jedynie  na  dni  powszednie,  kiedy 
Taylor nie próbowałaby rozpaczliwie zapaść się w wieczny sen. 
 
Nacisnęła  dzwonek,  świadoma  ciepłego  porannego  słońca,  penetrującego  cienką  bawełnę  jej 
szlafroka.  Prawdopodobnie  powinna  sie  ubrać,  ale  jeśli  postawi  na  swoim,  po  rozmowie  z 
sąsiadem  podpełznie  z  powrotem  pod  kołdrę  w  błogiej  ciszy.  Cisza  trwała  kilka  sekund. 
Rozejrzała się wokoło. Jedynym samochodem stojącym na podjeździe była biała półciężarówka z 
wielkim  zielonym  napisem  na  drzwiach  ZEWNĘTRZNE  PROJEKTOWANIE  I  WYSTRÓJ  u 
TIERNEY’A.  Ale  wtedy  większość  ludzi  w  sąsiedztwie  parkowało  w  garażu,  gdy  siedzieli  w 
domu. Znowu nacisnęła dzwonek, po czym ostro zastukała. 
 
-Mogę w czymś pomóc? 
 
Taylor podskoczyła, gdy głęboki głos mówcy wysłał prąd elektryczny po jej nogach. Odwróciła 
się  i  stanęła  naprzeciwko  ogrodnika,  jej  oczy  najpierw  spoczęły  na  jego  nagiej  klacie,  potem 
podążyły  pożądliwie  przez  muskularny  obszar  do  przepysznie  wyglądającej  szyi  i  wreszcie 
zatrzymały  się  na  tak  wspaniałej  twarzy,  aż  Taylor  przysięgła,  że  usłyszała  śpiewające  anioły, 
gdy  jego  śmiesznie  żywe,  zielone  oczy  zwęziły  się  od  uśmiechu.  Zaschło  jej  w  gardle,  gdy 
mierzyła  najbardziej  oszałamiającego,  doskonałego  faceta  na  świecie.  Mentalnie  westchnęła 

background image

 

wiedząc,  że  pod  krótkimi,  muśniętymi  złotem,  brązowymi  włosami  jego  głowa  była  bez 
wątpienia pełna projektów. 
 
-  Chciałam  porozmawiać  z  właścicielami.  –  Gorąco  skradało  się  wzdłuż  jej  szyi  na  twarz,  gdy 
jego  intensywne  spojrzenie  ogarniało  ją  od  pomalowanych  na  różowo  paznokci,  po  nagich 
nogach  i  cienkim  bawełnianym  szlafroczku  –  jedynej  rzeczy  stojącej  na  drodze  jego  szczerze 
oceniającemu  spojrzeniu,  poza  jej  lekko  niebieską,  bawełnianą  koszulką  oraz  majteczkami. 
Oblizała wargi i uśmiechnęła się, jakby to było dla niej właściwie doskonałe, stać tak na ganku 
sąsiada w szlafroczku, który bardziej odkrywał jej nogi niż zasłaniał.  
 
Przekręcił  głowę  w  bok  lekko  zdezorientowany.  –  Właściciele  –  powtórzyła,  wypowiadając  to 
słowo  jak  w  przypadku  jego  niezbyt  dobrej  znajomości  angielskiego  –  Wiesz  może,  czy  są  w 
domu? 
Zmarszczył  grube  brwi,  a  jego  usta  zmieniły  w  zaintrygowany  uśmieszek.  –  Ja  jestem 
właścicielem. 
Taylor nie mogła ukryć zdziwienia. – Ty? 
Jego  uśmiech  znikł  przez  jej  niewiedzę.  –  Taa,  wprowadziłem  się  jakieś  pół  roku  temu.  Jestem 
Joe Tierney. 
 
Mój Boże! Przez ten cały czas zakładała, że w sąsiedztwie mieszka bezdzietna para bądź, patrząc 
na idealne kwietniki, homoseksualista. Nawet w najdzikszych wyobrażeniach nie pomyślała o stu 
dziewięćdziesięciu  centymetrowej  spoconej  męskiej  doskonałości  wprowadzającej  się  obok. 
Znowu  była  rozkojarzona  przez  tą  klatę  -  muskularną,  z  małymi  kropelkami  potu  na  miękkiej 
linii  włosków,  które  przechodziły  w  jego  doskonale  wyrzeźbiony  kaloryfer.  Nagle  się 
zorientowała,  że  stoi  tam  z  wyciągniętą  dłonią.  To  była  wielka,  wyglądająca  na  twardą,  dłoń  z 
długimi  palcami  zdobionymi  małymi  bliznami.  Żywy  obraz  ukazał  się  w  jej  głowie  -  ona 
ś

ciskająca jego dłoń i rzucająca go na ziemię, by się nim zająć. 

 
Skąd jej to przyszło do głowy? Dzięki Bogu jej chłopak, Steven, wracał jutro do domu. Wyraźnie 
brak snu - nie wspominając o seksie – przez ostatnie kilka miesięcy konspirował, by zwiększyć 
jej  poziom  libido.  Jedyne,  co  wiedziała  to  to,  że  jeżeli  pozwoli  temu  ciachu  się  dotknąć,  nie 
mogłaby odpowiadać za konsekwencje. 
 
Mimo  tego,  niegrzecznie  byłoby  nie  uścisnąć  mu  dłoni.  –  Taylor  Flynn  –  powiedziała  i 
zaoferowała  wyłącznie  koniuszki  palców.  Nawet  to  lekkie  otarcie  jej  gładkich,  perfekcyjnie 
pomalowanych koniuszków palców z jego kolosalnymi wystarczyło, by poczuła wstrząs czystej 
elektryczności  w  miejscu  między  nogami,  które,  nie  kłamiąc,  było  nieaktywne  przez  kilka 
miesięcy. 
 
Cofnęła  rękę  tak  szybko  jak  tylko  mogła,  trąc  o  udo  od  wysiłku,  by  zmusić  się  nie  myśleć  o 
uległości. 
 
-  Co  mogę  dla  ciebie  zrobić?  -    zapytał,  jego  formalny  ton  przywrócił  ją  z  powrotem  do 
rzeczywistości.  
 
Dając  z  siebie  wszystko,  Taylor  zamieniła  swój  wyraz  twarzy  na  grzeczny,  z  proszącym 

background image

 

uśmiechem  i  wyzywającą  słodyczą  oraz  przypochlebiającym  się  tonem,  który  nie  raz  namówił 
początkującego CEO do przekazania znacznego procentu ze swojego przedsiębiorstwa na kapitał 
firmy  Taylor.  Powiedziała  –  Zastanawiałam  się,  czy  nie  miałbyś  może  nic  przeciwko,  by 
poczekać z tymi swoimi ogrodowymi pracami do przyzwoitej godziny. 
 
Uśmiech mu pozostał, ale zmrużył oczy spoglądając na jasne poranne słońce – Jest dziesiąta. 
Wymknął jej się uśmiech. – Cóż, możliwe, ale miałam ciężką noc i... 
- Przepraszam, że musiałaś wyciągać się z łóżka po imprezowej nocy, ale mam dzisiaj dużo do 
roboty. 
-  Pracowałam.  –  powiedziała,  zmęczona  frustracja  przekształcała  jej  uśmiech  w  napięte,  srogie 
spojrzenie,  -  Do  czwartej  nad  ranem.  A  jeśli  nie  możesz  się  zmusić  do  grzeczności  i  przestać 
używać tej maszynerii, nie zawacham sie zadzwonić na policję. 
 
Jego jedyną odpowiedzią było niegrzeczne parsknięcie. 
 
- Mówię poważnie – pękła, orientując się, że powinna trzymać na wodzy nerwy, które stawały się 
coraz słabsze przez jej morderczą pracę przez ostatnie miesiące. Ale jego bezczelność, połączona 
z  niepożądanymi  seksualnymi  iskrami,  które  strzelały  między  nimi,  posyłała  jej  porywczość  na 
krawędź. - Złoże skargę na zakłócanie ciszy nocn... 
- A oni powiedzą ci , że jest już po ósmej rano i, że według prawa Menlo Park, Kalifornia mogę 
sobie hałasować. Wierz mi – Taylor, prawda? – nie możesz złożyć na nic skargi. 
Ogarnęła ją wściekłość,  paląca,  nieokiełznana i tak intensywna,  że poczuła ukłucie łez. Chciała 
tylko trochę pospać. To zbyt wiele? Zamiast tego powiedziała, w swój najbardziej oschły sposób 
-  Domyślam  się,  że  nie  mogę  wymagać  jakichkolwiek  manier,  od  człowieka  takiego  jak  Ty.  – 
Odwróciła się i postawiła już pierwszy krok, gdy wymamrotał coś pod nosem.  Coś, co brzmiało 
jak – Potrzebujesz porządnego rżnięcia. 
 
Mimo, że ten sam mały głosik ostrzegał ją, by nie zadzierała tylko wycofała się do domu, zanim 
wpląta sie w wojnę z sąsiadem, odwróciła się . – Coś Ty powiedział? 
 
Wciągnął  dolną  wargę  i  skrzyżował  swoje  ręce  na  klacie.  Oczy  mu  się  zwęziły,  a  jego  usta 
zacisnęły  na  chwilę,  jakby  zastanawiał  się  czy  powiedzieć,  czy  nie.  Uczciwośc  wygrała  – 
Powiedziałem, że ktoś tu potrzebuje porządnego rżnięcia. 
 
Taylor  otworzyła  buzię,  by  po  chwili  ją  zamknąć  jak  umierający  karp.  Nie  mogła  uwierzyć,  że 
był tak bezczelny, by nie tylko o tym myśleć, ale i powiedzieć to na głos. – Nie wiem, co to ma 
do rzeczy! 
 
-  Może  gdybyś  miała  faceta,  który  zająłby  się  Tobą  od  czasu  do  czasu,  nie  byłabyś  taka 
zdenerwowana i może.. – kontynuował, pochylając się tak, by  mogła  go  poczuć, cały ten słony 
pot  i  czystą  męską  skórę,  -  Mógłby  skosić  ten  katastrofalny  trawnik  i    podnieść  tym  samym 
walory sąsiedztwa. 
 
Jego  zapach  naparł  na  nią  jak  fala,  sprawiając,  że  sutki  jej  stwardniały  pod  gładką  bawełną  jej 
koszulki i rozpraszając ją od faktu, że właśnie obraził jej życie seksualne. Potrząsnęła głową. Był 
paskudnym,  spoconym  robolem  –  a  nie  typem  faceta,  który  sprawiał,  że  twardniały  jej  sutki  i 

background image

 

wilgotniały  majteczki!  Zbierając  w  sobie  całą  lodowatą  dumę  w  końcu  pękła.  –  Mam  faceta  – 
bogatego, szczęśliwego faceta, który ma ważniejsze sprawy na głowie niż przystrzyżanie mojego 
trawnika. 
-  Bez  jaj.  Twój  trawnik  nie  był  ruszany  przez  długi,  długi  czas.  –  Bez  wątpienia  można  było 
usłyszeć lubieżną nutkę w jego głosie. 
 
Zamknęła  oczy  i  westchnęła.  –  Najwyraźniej  dobrze  się  bawisz,  ale  wiedz,  że  mój  związek  ze 
Stevenem ma się dobrze. To, co jest między nami, jest ponad seksem... 
 
- Bingo, dokładnie tak jak myślałem.- przerwał. – Ponad seksem znaczy bez seksu. 
Taylor  klapnęła  ustami,  zakłopotana,  że  ujawniła  aż  tyle.  Nigdy  nie  dzieliła  się  intymnymi 
szczegółami ze swojego życia seksualnego, nawet z najbliższymi przyjaciółmi. Co ją skłoniło do 
rozmowy,  takiej  jak  ta,  z  dopiero  co  poznanym  facetem?  –  Nie  wydaje  mi  się,  by  był  to  twój 
interes - powiedziała nieprzekonująco – To nie trwa długo - zaledwie cztery miesiące, ale kto to 
liczy? – Dużo podróżuje – powiedziała w odpowiedzi na jego uśmieszek, następnie mentalnie się 
trzepnęła. Dlaczego się mu tłumaczy? 
 
-  Pozwól,  że  coś  ci  powiem  Taylor,  -  pochylił  się  bliżej.  Na  tyle  bliżej,  by  mogła  ujrzeć  te 
ś

miesznie  długie  rzęsy,  otaczające  jego  wspaniałe  zielone  oczy.  Na  tyle  bliżej,  by  mogła 

zobaczyć  jak  jego  zarost  muśnięty  jest  złotem.  Na  tyle  bliżej,  by  poczuć  zapach  szamponu 
dochodzącego od jego wilgotnych włosów. 
 
Oparła się pragnieniu, by językiem zlizać samotnie ociekającą po jego gardle kropelkę potu. – Co 
takiego? 
 
-  Faceci  nie  obejdą  sie  bez  seksu.  Wiec  wierz  mi,  jeśli  nie  dostaje  tego  od  ciebie,  pójdzie  do 
innej. – Odwrócił się i opuścił ją bełkoczącą coś. Była tak wkurwiona, że prawie nie zauważyła 
jak dobrze prezentował się od tyłu. 
 
Za  rogiem  Joe  oglądał  Taylor,  wściekle  spoglądającą  na  miejsce,  które  niedawno  opuścił,  jej 
szczęka była tak ściśnięta, jakby próbowała powstrzymać tyradę wściekłości. Po kilku sekundach 
odwróciła  sie  na  pięcie  i  poszła  ciężkim  krokiem  w  stronę  swojego  trawnika,  ukazując  mu 
doskonały widok gładkich ud. Oblizał usta, chcąc, by ten szlafroczek był o kilka cali krótszy, tak 
by mógł podziwiać jej mocno umięśniony tyłek. 
 
W  przeciwieństwie  do  swojej  sąsiadki,  która  najwyraźniej  była  nieświadoma  jego  aż  do 
dzisiejszego poranka, Joe był całkowicie świadomy istnienia Taylor już od pierwszego tygodnia 
przeprowadzki, kiedy to ujrzał ją w przelocie wracającą w biegu o jakiejś wczesnej godzinie. Co 
było ironiczne, rozważając dzisiejszy ranek, kiedy narzekała na pracę o cywilizowanej godzinie, 
jaką była dziesiąta. Nawet z oddali, widział jaka była piękna, z czystymi, klasycznymi rysami i 
kolorami  nordyckiej  bogini.  I  w  przeciwieństwie  do  większości  kobiet,  które  wyglądałyby  na 
spocone  i  rozczochrane  po  biegu,  jej  włosy  były  ciągle  starannie  ściśnięte  w  koński  ogon,  jej 
policzki  były  lekko  zaróżowione  od  wysiłku,  ale  ogólnie  ona  była  schludna  i...  schludna.  Tak 
można ją określić. 
 
Od tego czasu, uświadomił sobie, że patrzy na nią każdego ranka gdy wychodzi do pracy, zawsze 

background image

 

doskonale  ubrana  w  garnitur  lub  inny  biznesowy  strój.  Nie  wiedział  nic  o  niej,  ale  uwielbiał 
patrzeć  na  jej  wypasiony  samochód,  tak  świetny  i  wielki  w  jej  własnym,  małym  świecie. 
Oczywiście  była  pewnie  jakimś  wysoko  postawionym  kierownikiem,  z  jej  lśniącym,  czarnym 
BMW serii 5, nie wspominając o domu, w którym mieszkała... Sama. 
 
Zastanawiał  się  nad  jej  domniemanym  facetem,  tym,  którego  samochodu  nigdy  nie  widział  na 
podjeździe,  o  ile  mógł  powiedzieć,  no  i  który  nie  dawał  Taylor  tego,  czego  tak  wyraźnie 
potrzebowała.  Jeżeli  kiedykolwiek  istniała  kobieta  potrzebująca  długiego,  ostrego  rżnięcia  i  pół 
tuzina albo i więcej orgazmów, to był całkowicie pewny,  że nazywała się nadęta Taylor  Flynn. 
Zacisnął  uda  na  myśl  o  byciu  mężczyzną,  który  przybędzie  jej  z  pomocą.  Z  bliska,  ona  nawet 
wyglądała jeszcze lepiej, jej blada skóra bez skazy  i zbędnego  makijażu, jej delikatne i różowe 
usta,  nawet  kiedy  się  marszczyła  ze  złości.  Raz,  tego  ranka  jej  włosy  były  luźne,  opadające 
pasmami blondu, przez  które świerzbiły go dłonie z chęci dotknięcia ich. Ale nawet jak wyszła 
prosto z łóżka, wyglądała świetnie i porządnie, jak jedna z tych blondynek  z filmu Hitchcocka, 
który jego matka zazwyczaj oglądała. 
 
Przynajmniej  była  świetna  i  porządna,  dopóki  nie  poprawi  jej  życia  seksualnego,  pomyślał  z 
uśmieszkiem. Nie był  z natury bezczelny, a nie rozważając okoliczności nigdy nie powiedziałby 
w  ten  sposób  do  kobiety,  tym  bardziej  do  tej,  która  go  interesowała.  Ale  wtedy  zareagował  z 
Taylor  tak  samo,  jak  z  Jennie  Douglas  w  trzeciej  klasie.  Jennie  w  swoim  doskonale 
dopasowanym  ubraniu  i  staranie  splecionych  włosach,  która  patrzyła  na  niego,  kiedy  chciał 
podzielić się z nią pączkami i zmarszczyła nos, patrząc ze wstrętem na jego dłoń, pobrudzoną od 
odkopywania z ziemi robaków. 
 
Następnego  dnia  Jennie  znalazła  takiego  robaczka  w  swoim  pudełku  na  lunch  i  “przez 
przypadek” wpadła w błoto popchnięta przez Joe’go, biegnącego za piłką do futbolu. 
 
Kiedy Taylor nie chciała uścisnąć mu dłoni, oferując tylko koniuszki swoich palców, poczuł ten 
sam irracjonalny gniew z dzieciństwa. Ale zamiast pchnąć ją w błoto, obraził jej życie seksualne. 
 
Naprawdę dojrzale, pomyślał, opierając się pragnieniu, by rozładować złość na ścinaniu krzewów 
przez resztę dnia. Był już wystarczająco przykry i będzie szczęśliwy, jeśli Taylor nie wymyśli jak 
zamienić jego życie w piekło. Na szczęście wydawała się dużo pracować, więc raczej nie będzie 
miała czasu by się zrewanżować. 
 
Westchnął  i  chwycił  za  ogrodowe  nożyce,  by  przyciąć  żywopłot,  który  graniczył  z  jego  tylnim 
patio.  Od  miesięcy  starał  się  wymyśleć  jak  przedstawić  się  swojej  pięknej  sąsiadce,  ale  to  było 
trudniejsze  niż  myślał.  Wyrównał  krzew  ich  wspólnego  ogrodzenia  i  zerknął.  Ani  śladu  jej  na 
podwórku,  co  nie  było  niespodzianką,  odkąd  był  to  w  zasadzie  jeden,  wielki  porośnięty 
chwastem  obszar  z  jakimiś  zdezelowanymi  meblami  ogrodowymi  i  konkretnie  kruszącym  się 
patio, które aż krzyczało by je  zburzyć i postawić nowe. Zastanawiał się, czy wnętrze jej domu 
wyglądało  trochę  lepiej  lub  czy  jej  osoba  była  jedyną  rzeczą,  którą  potrafiła  utrzymać  w 
porządku.  
 
Nie, żeby kiedykolwiek się o tym dowiedział. Nawet, jeśli nie byłby całkowicie bezczelny i nie 
wkurwiłby  jej,  to  i  tak  wiadomo,  że  była  totalną  snobką,  która  nigdy  nie  zainteresowałaby  się 

background image

 

takim facetem jak on. 
Jaka  szkoda,  pomyślał  z  ostrym  bólem  żalu  gdy  wyobraził  sobie  długie,  szczupłe  nogi  Taylor. 
Jeśli  dostałby,  choć  cień  szansy,  to  mógł  się  założyć,  że  zapewniłby  kobiecie  takiej  jak  Taylor 
cholernie niezłe chwile. 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
-  Jak  on  śmiał?  –  Taylor  spytała  samą  siebie,  gdy  składała  szybko  tuzin  bawełnianej  bielizny. 
Pomimo  wściekłości  nie  popędzała  się  wiedząc,  że  jeśli  nie  zajmie  się  złożeniem  każdej  części 
bielizny  w  doskonały  trójkącik  i  podzieleniem  jej  według  kolorów,  to  straci  cenny  czas  w 
poniedziałkowy ranek, gdy sięgnie bez patrzenia do szuflady i wyjmie nieodpowiedni odcień. 
 
-  Jak  on  śmiał  mówić  mi,  że  potrzebuję  porządnego  rżnięcia?  –  powiedziała  do  majteczek,  jej 
ramiona  trzęsły  się  ze  wściekłości  przez  cały  czas.  Więc,  co  jeśli  to  byłoby,  choć  w  odrobinie, 
prawdą? Jaki facet potrafi być tak bezczelny, by powiedzieć coś takiego kobiecie, którą dopiero 
co spotkał? 
 
Jej  wargi  zacisnęły  się  we  wstręcie,  gdy  przypomniała  sobie  ostatniego  faceta  swojej  matki  – 
tego, który przebywał u nich jak Taylor miała już piętnaście lat. Zioło, ze swoim śmierdzącym od 
piwa  oddechem  i  spoconymi,  szorstkimi  dłońmi.  Prawdopodobnie  pracował  na  budowie,  ale 
jedyną  rzeczą  jaką  widziała  Taylor,  była  zbudowana  piramida  puszek  od  piwa  na  ławie 
zajmującej  środek  jej  pokoju  dziennego.  Zioło  spędzał  większość  swojego  czasu  na  kanapie, 
krzycząc  do  ekranu  TV  –  wtedy,  kiedy  nie  krzyczał  na  Taylor,  mówiąc  jej,  by  nie  była  taka 
zdenerwowana  tylko  milsza  dla  niego,  żeby  przyszła  i  usiadła  razem  z  nim  na  kanapie,  tak  by 
mógł dać jej to, czego potrzebowała. 
 
Jej  skóra  ścierpła  od  wspomnień,  spojrzała  na  dół  i  zobaczyła  w  swojej  prawej  dłoni  parę 
czarnych bikini. Ostrożnie wygładziła je na łóżku i złożyła. Jej sąsiad Joe był dokładnie taki jak 
Zioło,  taki  jak  pozostali  faceci  jej  matki.  Bezduszny,  bezczelny  facet  który  myśli,  że  wszystkie 
problemy świata można rozwiązać swoim kutasem. 
 
Usłyszała na zewnątrz szelest i pęknięcie, zostawiła swoją bieliznę by spojrzeć przez okno. Joe 
wrócił  na  swoje  podwórko,  poprawiając  krzaki  parą  śmiertelnie  wyglądających  nożyc  do 
strzyżenia żywopłotu. No dobra, może nie był dokładnie taki jak Zioło i jak każdy inny. To, co 
Zioło zazwyczaj widział, był sześciopak w lodówce, a perfekcyjne kości policzkowe i podbródek 
Joe’ego były dalekie jak wszechświat od świńskich oczek i pękatej, rumianej twarzy Zioła. 
 
Mimo to, nadal był tym niekulturalnym, prymitywnym dupkiem, ale w lepszym opakowaniu. Jak 
gdyby poczuł, że go obserwuje, Joe wyprostował się i spojrzał na nią w okno. Taylor odskoczyła 
na bok, patrząc, gdy sięgnął po vandamkę z tylnej kieszeni i wytarł nią twarz. Coś podobnego do 
żą

dzy skręciło jej brzuch, gdy patrzuła jak jego wielka dłoń chwyciła za butelkę wody. Oblizała 

usta oglądając muskuły na jego ramieniu, gdy podniósł butelkę do swoich ust. 
 
Taa,  był  dupkiem,  ale  był  najbardziej  seksownym  dupkiem,  jakiego  kiedykolwiek  widziała.  
Pozwoliła swoim oczom sunąć po jego spoconej klacie, do jego umięśnionych nóg i dużych stóp 
przykrytych przez masywne buty do pracy. Palce ją świerzbiły, by przejechać nimi po jego torsie, 
do zamka jego spodenek i zobaczyć, czy jego penis był tak duży jak reszta jego ciała. Być może 
mogłaby  go  tutaj  przyprowadzić,  do  swojego  pokoju,  przywiązać  do  żelaznej  ramy  swojego 
łóżka i ukarać za jego nieuprzejmość... 
 

background image

 

Przestał pić, jego usta skręciły się w pół-uśmiech, gdy uniósł dłoń, by szybko nią pomachać. O 
Boże,  przyłapał  ją  na  podglądaniu!  Podskoczyła  z  powrotem  do  okna,  myśląc,  że  to  pomoże 
sprawie.  Na  szczęście,  z  tej  odległości  nie  mógł  zobaczyć  oszalałej  żądzy  w  jej  oczach  i 
rumieńcu,  który  zalał  jej  twarz.  Co  na  Boga  było  z  nią  nie  tak?  Rzadko  fantazjowała  na  temat 
seksu, jeśli już by to zrobiła, to nigdy nie związałaby obcego, nagiego  faceta do swojego łóżka 
tak, by mogła usiąść na nim okrakiem i wziąść jego długiego, grubego, penisa głęboko do... 
 
No  i  znowu  zaczyna!  Taylor  chwyciła  za  stos  majteczek  i  wrzuciła  je  do  szuflady.  Gdy 
przesunęła  stos  beżowych  majteczek,  by  zrobić  miejsce  dla  czarnych,  ujrzała  w  przelocie 
lodowo-niebieski  atłas  wepchnięty  gdzieś  w  kąt.  Wyjęła  niebieskie  satynowe  stringi  razem  z 
dopasowanym biustonoszem i podwiązką.  Kupiła je na  wiosnę na  romantyczny weekend,  który 
ona i Steven planowali w Big Sur. To było rok temu i nawet wtedy, Taylor czuła, że coś utracili, 
zmuszając się do poprawienia ich mdłego życia seksualnego. 
 
Ale  Steven  spędził  dwa  tygodnie  w  wyczerpującej  zagranicznej  podróży  i  spędził  prawie  cały 
weekend na odespaniu jej. 
 
Niepotrzebnie  mówiąc,  stringi,  podwiązka  i  biustonosz  nadal  miały  podoczepiane  oryginalne 
metki z ceną. 
 
Gdzie zniknęło jej libido? Gdzie zniknęło Steve’a? Jak przyznała się Joe’mu, seks nigdy nie był 
najważniejszą rzeczą w jej związku ze Stevenem, ale na pewno nie była aseksualna. Po prostu nie 
starała się za bardzo. To był problem. Po dwóch latach razem, ich seksualna atrakcja oczywiście 
trochę zanikła, a ona pracowała tak ciężko, że naprawdę nie myślała o ponownym rozbudzeniu 
tego ognia. 
 
No  cóż,  nigdy  więcej.  Bez  względu  na  to,  co  myślał  Joe  Tierney,  ona  mogła  być  seksowną, 
zmysłową  kobietą,  która  miała  zadowolonego  faceta.  Spojrzała  na  zegarek  -  jedenasta 
dwadzieścia  dwa.  Steven  miał  przyjechać  dzisiaj  późnym  wieczorem  z  podróży  do  Nowego 
Jorku, ale umówili się dopiero jutro na lunch. 
 
Wzięła  szybki  prysznic  i  ubrała  się  w  sukienkę  do  kolan.  Miała  wystarczająco  dużo  czasu  by 
zrobić się na bóstwo, zanim Steven wróci do domu i znajdzie ją gotową, czekającą i pragnącą go 
w jego dużym kalifornijskim, królewskim łożu. 
 
Joe oparł się rękoma o swoją łopatę i zagwizdał nisko. Jasno blond głowa Taylor okręciła się. – 
Masz  coś  do  powiedzenia,  -  spytała  unosząc  jedną  doskonałą  brew.  –  czy  twoje  umiejętności 
komunikacyjne ograniczają się jedynie do gwizdów? 
 
Wyprostował  się  jak  skarcony  uczeń.  Może  była  to  szansa  na  odwet  za  wcześniejsze  jego 
zachowanie.  –  Wyglądasz  bardzo  ładnie,  Taylor.  –  Co  było  niedomówieniem.  Wyglądała 
fenomenalnie.    Zarówno  seksownie  jak  i  z  klasą,  w  różowej  sukience  bez  rękawów  uszytej  z 
jakiegoś  zwiewnego  materiału  do  połowy  ud,  ukazując  tym  samym  jej  niezwykłe  nogi.  Gdy 
przypatrzył  się  bardziej,  zauważył,  że  był  to  nylon  mimo,  że  na  zewnątrz  było  nadal  jakieś  19 
stopni  na  plusie.  Myślał,  że  dzisiejszego  ranka  wyglądała  gorąco,  kiedy  jej  włosy  były  spięte 
pedantycznie i była w bardziej swobodnej sukience. 

background image

10 

 

 
Ale  teraz  wyglądała  niesamowicie.  Mimo,  że  dekolt  w  kształcie  litery  V  nie  był  za  bardzo 
wycięty, to i tak zwrócił uwagę na dojrzałe krzywizny jej piersi. Jej blade ramiona błyszczały w 
promieniach  popołudniowego  słońca,  co  sprawiło,  że  zastanowił  się  nad  uczuciem  jeżdżenia 
językiem wzdłuż jedwabistej linii skóry i mięśni. Ciekawy był, co by zrobiła, gdyby podszedł i 
pociągnął  za  słabe  ramiączko  jej  sukienki  w  dół  po  jej  ramieniu  i  wsunąłby  swoją  dłoń  pod  jej 
sukienkę, by dotknąć jej łechtaczki. 
 
Pewnie  uderzyłaby  go  w  twarz  i  popatrzyła  tak  jak  patrzyła  na  niego  teraz  –  jakby  był  nikim, 
jakby nawet nie zasługiwał na to, by wiedzieć o jego istnieniu. Co z kolei nieźle go wkurwiło.- 
Masz  namiętną  randkę?  -  Uśmiechnął  się  głupkowato.  –  Tylko  tak  dla  twojej  wiadomości,  nie 
pomoże  ci  spojrzenie  spiętej  suki.  –  Zwęziły  jej  się  oczy,  ale  nie  chciał  się  wycofać.  Hej, 
próbował  być  miły,  powiedzieć  jej  komplement,  a  ona  podarowała  mu  spojrzenie  jakby  był  na 
równi z psim gównem. O ile to się go tyczyło, jeśli byłaby gdzieś tutaj kałuża pełna błota, Taylor 
wylądowałaby w niej twarzą. 
 
-  Nie  żeby  to  był  twój  interes,  -  powiedziała  otwierając  drzwi  od  samochodu,  -  ale  mój  facet 
wraca dzisiaj z delegacji i mam dla niego bardzo miłą niespodziankę. 
 
Coś  w  ekskluzywnym  sposobie,  w  jaki  wyrzuciła  do  tyłu  głowę,  rozśmieszyło  go  –  To  dobrze. 
Może pomoże ci się pozbyć kija z tyłka. 
 
Wymamrotała coś o niedojrzałym tępaku, trzasnęła drzwiami i wyjechała z podjazdu. 
 
Joe patrzył, śmiejąc się,  gdy jej samochód zniknął za rogiem. Cholera, czego on by nie dał, by 
rzucić Taylor na ziemię i trochę z nią pogrzeszyć. 
 
Taylor  ponownie  pociągnęła  usta  błyszczykiem,  sprawdzając  swoje  odbicie  ostatni  raz  we 
wstecznym  lusterku.  Ona  naprawdę  wyglądała  jak  spięta  suka?  Naprawdę  próbowała  tego 
wieczoru  wyglądać  trochę  seksowniej,  trochę  bardziej  swobodnie.  Może  Joe  miał  rację.  Co  cię 
obchodzi, co on myśli? Jego wizja seksownej damy pewnie ma na sobie tonę makijażu, spódnicę, 
która  mogłaby  robić  za  pasek  i  poziom  IQ  równy  rozmiarowi  biustonosza.  Steven  myśli,  że 
jestem atrakcyjna... Nawet seksowna. Wypadliśmy tylko trochę z rytmu. 
 
Wygładziła  spódnicę  swojej  jedwabistej  sukienki  i  ostatni  raz  przebiegła  palcami  po  włosach, 
przed  tym  jak  weszła  do  domu  Steven’a.  Buchnęła  klimatyzacja,  wstrząsające  zimno 
spowodowało  ciarki  na  jej  ramionach  a  jej  sutki  stwardniały  pod  satynowym  stanikiem. 
Wbudowana  klimatyzacja była niezłym udogodnieniem mieszkania w nagrzanej jak u  kucharza 
kamienicy.  Taylor  kochała  swój  stary  dwupokoleniowy  dom  i  jej  spokojną  okolicę  w 
przeciwieństwie do dwuletniego wielgachnego domu Stevena, który potrzebował kilku ulepszeń. 
Skazy od razu jej się spodobały, gdy tylko zobaczyła go pierwszy raz. Ciepły, słodki, z własnym 
ogrodzonym podwórkiem, był to dom, o którym zawsze marzyła. Był przeciwieństwem jej domu, 
w  którym  mieszkała  z  matką  w  starej  przyczepie  na  południu  Nowego  Meksyku.  Kiedy  kupiła 
swój pierwszy dom, poczuła się tak, jakby zostawiła za sobą przeszłość raz na zawsze. 
 

background image

11 

 

Przez  półtora  roku,  odkąd  się  do  niego  wprowadziła,  wydała  mnóstwo  pieniędzy  na  stworzenie 
swojego wymarzonego domu, ale nie zainstalowała sobie AC zanim pojawiło się gorąco. Steven 
najwidocznie zostawił ją włączoną kiedy go nie  było, co zadowoliło Taylor, gdyż nie chciałaby 
się zgrzać, zanim zaczną baraszkować. 
 
Weszła  po  schodach  na  drugie  piętro  zatrzymując  się  przez  muzykę  grającą  z  wieży.  To  też 
Steven  zostawił  włączone?  To  było  do  niego  nie  podobne.  Mimo,  że  zarabiał  rocznie  jakieś 
ć

wierć miliona dolarów, to jeżeli chodziło o domowe wydatki, był oszczędny. Nie ma mowy by 

zostawił  włączoną  klimę,  nie  wspominając  o  elektronice.  Jego  sprzątaczka,  która  przychodziła 
raz w tygodniu musiała pewnie tego nie wyłączyć. 
 
 Weszła  do  kuchni,  by  włożyć  do  lodówki  butelkę  szampana,  aby  się  schłodziła.  Gdy  się 
odwróciła, poczuła na karku cisnące uczucie, mówiące jej, że coś było nie tak. Powoli ogarnęła 
kuchnię  wzrokiem.  Szklanka  wody,  do  połowy  pełna  z  odciskami  palców,  stała  na  blacie.  Ale 
sprzątaczka, by to umyła, gdyby była w czwartek... 
 
Huk i stłumiony głos dochodziły z głównej sypialni. Złodzieje? W chwili, gdy o tym pomyślała, 
zauważyła kluczyki od Audi Steven’a na blacie w kuchni i wiedziała, że to nie było włamanie. 
 
Wiedząc, co właśnie miała zobaczyć, i tak nie powstrzymała się od skierowania się do sypialni i 
odkręcenia gałki. Mimo, że otworzyła drzwi, nie była całkiem przygotowana na nieprzewidalny 
widok  krępego  Steven’a,  z  nieco  wiątką  dupą,  gdy  stał  przy  łóżku  wyginając  się  i  jęcząc,  nad 
kobietą będącą na czworaka przed nim. 
 
Wszystkie  ograniczenia,  spokój,  nieskazitelne  maniery,  których  Taylor  nauczyła  się  przez 
ostatnie  piętnaście  lat,  uleciały  jak  para.  –  No  kurwa,  nie  wierzę!  –  Jeśli  nie  dostanie  tego  od 
ciebie,  weźmie  to  od  innej.  Najwidoczniej  tą  inną  była  Annemarie,  zaledwie  prawnie  młody 
sprzedawca,  którą  Steven  zatrudnił  zeszłej  zimy.  Taylor  rozpoznała  ją,  gdy  tylko  głowa 
Annemarie  odwróciła  się  do  niej.  –  Skurwiel.  –  Taylor  nie  wiedziała,  czy  skierowała  to  do 
Stevena,  za  spanie  z  inną  kobietą  –  dziewczyną!  Czy  do  Joe’a  za  to,  że  miał  rację,  co  do  jej 
związku. 
 
- Taylor! – Steven zagapił się na nią nad swoim ramieniem – Co ty tu robisz? 
 
Wyrzuciła w  górę dłonie  – No cóż,  miałam nadzieję na jakieś  bzykanko,  ale  wygląda na to,  że 
spóźniłam  się  na  imprezę.  –  Ogarnęła  ze  wstrętem  spocone,  nagie  ciało  Stevena.  Z  twarzy  był 
atrakcyjnym mężczyzną, ale tak dawno temu widziała go w pełni w świetle dnia, że zapomniała 
jak  wyglądał  nago.  Mimo,  że  nie  był  gruby,  miał  niezłe  boczki.  A  jego  tyłek...  Taylor  nie 
myślała, że facet może mieć celulit! Jego ramiona były wychudzone, jego dłonie blade, gdy nadal 
trzymały Annemarie za biodra, zbyt zszokowany by je puścić. 
 
Taylor  zorientowała  się,  że  mimo,  iż  Steven  był  idealnym  dla  niej  facetem  na  papierze,  to 
absolutnie  nie  pragnęła  uprawiać  z  nim  seksu  nigdy  więcej.  A  jeśli  dałaby  radę  ujrzeć  w  nim 
atrakcyjnego, seksownego faceta to nigdy, przenigdy nie wybaczy mu zdrady. 
 

background image

12 

 

Odwróciła się z obrzydzeniem, była już w połowie drogi na schodach, zanim złapał ją za ramię. 
Odwróciła się, spinając się od kolejnego pełnego widoku, ale ulżyło jej  gdy okazło się, że miał 
ręcznik  na  biodrach.  Podkreślił  on  miękki  brzuszek  pod  prawie  wklęsłą  klatą,  ale  przynajmniej 
Taylor nie musiała oglądać już tej części ciała, która ostatnio znajdowała się w innej kobiecie. 
 
- Taylor, przepraszam. – powiedział, gdy szarpnęła ręką i zeszła po ostatnich stopniach. 
 
- Nie, no proszę cię, nie jest ci przykro. – splunęła. – Przepraszasz za to, że zostałeś złapany, no i 
pewnie  przykro  ci  za  to,  że  już  nigdy  nie  będziesz  miał  wewnętrznych  kontaktów  z  naszymi 
spółkami portfelowymi, ale nie jest ci przykro, że spałeś z tą.. z tym dzieckiem. 
 
-  Annemarie  ma  dwadzieścia  pięć  lat.  –  wybełkotał,  chwytając  za  brzeg  ręcznika,  bo  powoli 
zaczął opadać. 
 
-  Najwyraźniej  jest  zbyt  głupia,  by  zorientować  się,  że  spanie  z  tobą  nie  da  jej  awansu.  – 
wyszydziła, jej  dłoń złapała za  klamkę. –  Nie wyobrażam sobie, by to robiła z  innego powodu, 
odkąd prawdopodobnie, tak jak ja, nie czerpie z tego przyjemności. 
 
Jego  usta  zwinęły  się  szydercze,  gdy  zaczął  kontratakować.  –  No  i  się  mylisz  Taylor.  W 
przeciwieństwie  do  ciebie  Annemarie,  wie  jak  się  zrelaksować  i  zabawić.  Jest  seksowna  i 
zabawna... 
 
- A ja nie? 
 
Przewrócił  oczami  i  parsknął.  –  Jesteś  tak  seksowna  jak  konopny  worek.  Nic  dziwnego,  że 
zrobiłem skok w bok, odkąd seks z tobą jest jak próba zerżnięcia torby lodu. 
 
Ałć.  Mimo,  że  nie  była  zainteresowana  seksem  ze  Stevenem  to  i  tak  zabolała  ją  wiedza,  jak 
bardzo  on  nie  chciał  spać  z  nią.  Satynowa  podwiązka  zaczęła  ją  drapać  i  nagle  poczuła  się 
bardzo, bardzo głupio. 
 
Wybiegła z domu, prawie skręcając kostkę, kiedy jej wysoki obcas wpadł w pęknięcie chodnika. 
Łzy upokorzenia pojawiły się w jej oczach, gdy trzasnęła drzwiami od samochodu i wyjechała z 
podjazdu.  Patrząc  z  drugiej  strony:  Przynajmniej  nie  miałaś  szansy,  by  skończyć  swoją 
niefortunną próbę uwiedzenia. Pomyśl jak gorzej byś się czuła, gdybyś spróbowała, a on by cię 
odrzucił.  
 
Zimny komfort psychiczny, nawet jak na “torbę lodu”, jaką niby była. 
 
Wjechała w swoją uliczkę, ścisnął jej się brzuch, kiedy zauważyła Joe’a, nadal bez koszuli, jego 
mięśnie  na  plecach  napięły  się,  gdy  schylił  się,  by  pozbyć  się  chwastów  wkoło  żywopłotu.  Na 
litość boską, była prawie osiemnasta! Czy ten facet nigdy nie przestaje pracować? 
 
Być  może  mogłaby  podkraść  się,  by  jej  nie  zauważył.  Ostatnią  rzeczą  jakiej  pragnęła,  była 
konfrontacja  z  nim  twarzą  w  twarz.  Wjechała  do  garażu,  chcąc  skorzystać  z  drzwi  łączących 
garaż  z  kuchnią  i  nie  musieć  iść  na  około  chodnikiem.  Niestety,  zgubiła  klucz  do  tego  zamka 

background image

13 

 

szczęścia  i  miała  zbyt  napięty  grafik,  by  załatwić  sobie  nowy.  Westchnęła.  Konieczność 
dźwigania  zakupów  w  deszczu  była  niczym,  w  porównaniu  ze  stawieniem  oblicza 
zadowolonemu z siebie, aroganckiemu sąsiadowi. 
 
- Musiał być szybki. 
 
Ramiona Taylor zacisnęły  się od dźwięku jego  głosu i próbowała się powstrzymać od zabrania 
mu tych wielkich nożyc i wbiciu ich w jego doskonale wyrzeźbiony tyłek. 
 
Zamiast  tego,  wzięła  głęboki  oddech  i  odwróciła  się,  dając  z  siebie  wszystko,  by  utrzymać 
wściekłość  i  ból  kipiące  wewnątrz  –  Jestem  pewna,  że  spodoba  ci  się  fakt,  że  miałeś  rację. 
Walczyła  o  uśmiech,  czując  jak  jej  skóra  pękała  na  kościach  jej  twarzy.  –  Steven  naprawdę 
‘dostał  to’  od  kogoś  innego,  jak  to  ty  nazwałeś.  Faktycznie  ‘dostawał  to’  od  swojej  nowej 
asystentki,  kiedy  weszłam.  No  dalej,  powiedz:  ‘a  nie  mówiłem’.  -  Wyprostowała  ramiona,  
spinając się na kolejną dawkę upokorzenia. 
 
Głupawy  uśmieszek  Joe’a  uleciał,  zainteresowanie  zaciemniło  jego  zielone  oczy.  –  Taylor, 
przepraszam. 
 
Nie  chciała  jego  litości,  ale  szczera  dobroć  w  jego  głosie  rozpaliła  ciepły  ogień,  gdzieś  w  jej 
brzuchu. Uniosła dłonie. – Nie musisz. Lepiej, jak dowiedziałam się teraz niż później. Poza tym,  
najwyraźniej  nie  byliśmy  tak  strasznie...  zgodną  parą.  –  Jakbym  kiedykolwiek  była  seksualnie 
zgodna  z  kimkolwiek,  pomyślała  ponuro.  Odwróciła  się  i  zaczęła  iśc  po  rozwalonych  płytach, 
które tworzyły jej chodnik, kiedy zawołał. 
 
- Hej, chciałabyś wypić drinka albo może coś innego? 
 
Ś

wietnie. Teraz jej współczuł. – Nie musisz mnie pocieszać, Joe. Poza tym, pewnie masz lepsze 

rzeczy do roboty w sobotnią noc niż ugościć swoją – jak ty to powiedziałeś? – sąsiadkę vel zimną 
sukę. 
 
-  Myślę,  że  powiedziałem  ‘spiętą  sukę’.  –  jego  szeroki  uśmiech  sprawił,  że  jej  palce  u  stóp 
podwinęły  się  w  jej  na  wysokich  obcasach  sandałkach.  –  Nie  mam  planów,  może  obejrzałbym 
film i poszedłbym wcześnie do łóżka. – Tylko jej się wydawało, czy jego oczy na chwilę skupiły 
się na jej piersiach, kiedy mówił ‘łóżko’? Oj, daj spokój Taylor, chyba ugodniliśmy, że nie jesteś 
osobą,  która  potrafi  wzbudzić  dzikie  pożądanie  u  kogokolwiek,  a  już  na  pewno  nie  u  takiego 
młodego  ciacha,  jakim  był  Joe.  Nie  żeby  chciała,  przypomniała  sobie  wściekle,  jak  Joe 
wspaniały, zdecydowanie nie był typem faceta dla Taylor. 
 
Ale, co szkodzi jeden drink? Jej inną opcją był powrót do domu i użalanie się nad sobą. A w tej 
chwili,  jedyną  bardziej  patetyczną  rzeczą,  aniżeli  przyjęcie  jego  litościwej  gościnności,  mógłby 
być powrót do domu i jęczenie nad tym, co wydawało się perfekcyjnym, stabilnym związkiem. 
 
Po  swoim  najbardziej  promiennym  uśmiechu,  powiedziała  -  Mogłabym  pójść  po  naprawdę 
mocną wódkę i tonik. 
 

background image

14 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Joe  zmieszał  wódkę  z  tonikiem  i  przeprosił  ją,  by  wziąść  szybki  prysznic.  Taylor  skorzystała  z 
okazji, by rozejrzeć się po domu. Tak jak jej, był on dwupokoleniowy, z otwartą przestrzenią na 
parterze. Ostatnio wyremontowana kuchnia łączyła się z salonem, wyposażonym w wyglądającą 
na  wygodną,  ultra  zamszową  kanapę  -  dopasowane  miejsce  dla  kochanków.  Naprzeciwko 
kanapy, na prawie całej ścianie, wisiał wielki, płaski telewizor. Małe głośniki były ustawione w 
kątach. 
 
Mimo,  że  Joe  cierpiał  na  typowy  męski  syndrom  wyposażania  w  elektronikę,  to  dom  i  tak 
wyglądał  lepiej  niż  mogła  się  spodziewać  po  kawalerze.  Czarno-  białe  fotografie  w  ramkach 
dekorowały  ściany  w  ciekawej  aranżacji.  No  i  było  też  czysto,  chociaż  stalowy  blat  kuchenny 
uginał  się  pod  mokrymi  naczyniami  i  patelniami.  W  przeciwieństwie  do  niej,  oczywiście 
gotował.  
 
Ogólnie  rzecz  biorąc  był  bardzo  ładnie  urządzony.  Ale  oczywiście  po  męsku.  Żadnych  małych 
bibelotów, żadnych małych kobiecych dotknięć. Żadnej dziewczyny. Nie, żeby ją to obchodziło. 
 
Sączyła  swojego  drinka,  czując  na  języku  gorzki  smak  wódki  i  zimne  bąbelki  toniku,  to 
relaksujące ciepło, które rozpływało się po jej żyłach z każdym łykiem. Gdy podziwiała pięknie 
urządzone  podwórko  Joe’ego  przez  przesuwane  szklane  drzwi  w  kuchni,  wspomnienie  zdrady 
Stevena zniknęło za alkoholowym zamgleniem. 
 
Opróżniła  szklankę,  gdy  ciężkie  kroki  rozbrzmiały  na  schodach.  Joe  wszedł  do  kuchni,  a  jej 
zrobiło się sucho w ustach. Jak on mógł wyglądać tak dobrze, w wyblakłej koszulce i spranych 
jeansach? – Podziwiałam to, co zrobiłeś ze swoim podwórkiem. – powiedziała. 
 
-  Dzięki.  Mogę  zrobić  to  samo  z  twoim.  –  Moim  co?  Od  wódki  i  sposobu,  w  jaki  koszulka 
opinała  jego  klatę,  ciężko  było  jej  się  skupić.  –  Faktycznie,  pozwalając  mi  ogarnąć  swoje 
podwórko zrobiłabyś mi przysługę.  
 
- A tak. Moje podwórko. – Potrząsnęła głową, gdy jego słowa do niej doszły. – Myślałam o tym. 
–  Tylko,  że  ledwo  mogła  w  ogóle  myśleć.  Czuła,  że  się  całkowicie  zarumieniła,  było  gorąco 
nawet w jego zimnym, ciemnym salonie. Podwiązki drażniły jej uda, a pończochy przykleiły się 
do  jej  skóry.  Przez  ułamek  sekundy  zastanawiała  się,  co  zrobiłby  Joe  gdyby  poprosiła  go,  by 
ś

ciągnął je z jej nóg. 

 
- Zrobić ci kolejnego? 
 
Gapiła się głupio, dopóki nie wskazał na pustą szklankę. – Oh, pewnie. Ale może mógłbyś zrobić 
trochę  słabszego  tym  razem,  szybko  wypiłam  tego.  –  I  alkohol  wyraźnie  wdzierał  się  do  jej 
mózgu,  zamieniając  ją  w  zrogowaciałą,  oszałałą  od  żądzy  nimfomankę.  Uśmiechnął  się  i 
podszedł,  by  zabrać  od  niej  szklankę.  Zapach  mydła  i  ciepłej  skóry  zaatakował  ją,  kusząc  do 
wychylenia  się  i  zanurzenia  nosa  w  silnej  kolumnie  jego  szyi.  Ale  wycofał  się  szybko,  idąc  do 
granitowej kuchennej lady, by zrobić im świeże drinki. Jego włosy były nadal wilgotne, falując 

background image

15 

 

trochę z tyłu. Taylor złączyła palce, zanim zrobiłaby coś głupiego, jak na przykład podeszłaby i 
pogłaskała je do góry po karku. 
 
Odwrócił  się,  jego  uśmiech  był  jak  białe  cięcie,  wzdłuż  jego  opalonej  od  pracy  skóry.  Wzięła 
swojego drinka i uniosła w górę w małym toaście. Wzięła łyk i wciągnęła powietrze. – Myślę, że 
ten jest mocniejszy niż poprzedni. 
 
Wskazał ręką na kanapę. – Pomyślałem, że po dniu jaki miałaś, zasługujesz na chwilę pijaństwa. 
 
Zwykle  nie  upijała  się  alkoholem.  Wystarczyło,  że  dorastała  wśród  pijaków,  by  wiedzieć  z 
pierwszej  ręki  jak  nieatrakcyjnie  to  wyglądało.  Dodatkowo,  nie  lubiła  tracić  kontroli  i  mówić 
albo  robić  niewłaściwe  rzeczy.  W  jej  profesji,  wizerunek  był  bardzo  ważny,  i  nigdy  nie 
pozwoliłaby sobie na pokazanie się swoim kolegom w świetle innym jak zawodowe. 
 
Ale  ona  naprawdę  wątpiła  w  to,  że  Joe  gonił  za  tym  samym  życiem,  co  ona;  to  znaczy  nie 
zamierzał  wpaść  na  jej  partnera  biznesowego  i  opowiedzieć  mu,  jak  spędziła  sobotnią  noc, 
rozwalając  się  po  pijaku  na  jego  kanapie.  Poza  tym,  miał  rację.  Po  dniu,  jaki  miała,  powinna 
pozwolić sobie na trochę luzu. 
 
Opadła na kanapę z lekkim wdziękiem, bez przekonania poprawiając spódnicę, kiedy podwinęła 
się na jej udzie. – Dzięki, że się nade  mną ulitowałeś. Naprawdę  nie  mogę  uwierzyć...- Zacięła 
się.  Nie  chciała  mówić  o  Stevenie  albo  o  tym,  że  miała  prawie  trzydzieści  trzy  lata  i  była 
cholernie  dalej  od  małżeństwa  niż  dzień  wcześniej.  Albo,  że  została  porzucona  dla  kobiety 
prawie  o  dziesięć  lat  młodszej,  ale  przynajmniej  o  20  pkt  IQ  głupszej,  jednak  bardziej  uległej, 
gdyż pozwoliła Stevenowi zrobić to na styl pieska, na pozycję, której Taylor nienawidziła. 
 
Spojrzała na Joe’ego, uśmiechającego się  do niej z drugiego  końca  kanapy. Uniósł szklankę do 
ust,  jego  język  się  pokazał,  by  zlizać  zabłąkaną  kroplę  ze  swojej  dolnej,  okazałej  wargi.  Obraz 
ujawnił  się  w  jej  głowie,  zgiętej,  nagiej  w  swoim  łóżku,  gdyż  Joe  najeżdżał  na  nią  od  tyłu. 
Zamiast  odrzucić  ją,  ta  myśl  sprawiła,  że  poczuła  pulsowanie  między  nogami.  Przesunęła 
niespokojnie nogi, ściskając uda, jakby  myślała, że  zastopuje  gorącą  wilgoć  napływającą do jej 
majteczek. – Nie mogę uwierzyć, że tak długo zajęło mi odgadnięcie, kto jest moim sąsiadem. – 
Powiedziała w rozpaczliwej próbie rozproszenia siebie samej. – Nigdy bym nie pomyślała, że to 
będzie ktoś taki jak ty. 
 
- Ktoś taki jak ja? – Uniósł grubą, ciemną brew, jakby nie mógł się zdecydować, czy się obrazić, 
czy nie. 
 
- No wiesz, jesteś taki młody. A tak w ogóle to ile masz lat? 
 
- Dwadzieścia osiem. 
 
- Jesteś za młody, by mieć własny dom w Bay Area, zwłaszcza na tym terenie. 
 
- Mów za siebie. 
 

background image

16 

 

- Mam trzydzieści dwa lata. – Powiedziała, przypominając małą dziewczynkę, która się kłóciła, 
ż

e zamiast pięciu lat ma pięć i pół. 

 
- Staruszka.- Zachichotał. – Daj mi znać, jak będziesz potrzebowała pomocy przy chodzeniu. 
 
-  Poza  tym,  -  powiedziała,  przewracając  oczami,  -  to  osiedle  nie  jest  właściwie  Mekką  dla 
młodych singli. 
 
Przysunął  się  trochę  bliżej,  opierając  ramię  na  oparciu  kanapy.  Kolejne  przysunięcie  i  mógłby 
dotknąć palcami jej nagiego ramienia, jeśliby się ku temu skłonił. – Albo dla młodych singielek. 
 
-  Nie  jestem  singielką.  –  poprawiła  siebie  –  Przynajmniej  nie  byłam  do  dzisiaj.  A  kupiłam  ten 
dom z  zamysłem założenia w końcu rodziny. –  Zmarszczyła brwi, nie  chcąc rozwodzić się nad 
Stevenem, ale nie zdołała stłumić myśli o wszystkich swoich nadziejach i oczekiwaniach, które 
tak  głupio z nim wiązała. Nie, nie był miłością jej życia, ale Taylor zależało i myślała, że jemu 
też. Mieli podobne cele, zarówno osobiste jak i zawodowe, i Taylor była pewna, że mógł jej dać 
dwójkę  dzieci,  psa  i  bogate  życie,  o  którym  zawsze  śniła.  Życie,  które  było  zupełnie  inne  od 
ż

ycia  jej  matki,  samotnej  kelnerki,  która  wychowywała  Taylor  w  przyczepie,  podtrzymując 

niekończący się sznur bezrobotnych nieudaczników. 
 
Zamiast  tego,  musiałaby  zacząć  wszystko  od  nowa,  zmarnowane  dwa  lata.  Nagle,  gorące  łzy 
zapłonęły  w  jej  oczach  i  musiała  ścisnąć  nos,  by  je  powstrzymać.  Ostatnią  rzeczą,  jaką  chciała 
było rozpłakanie się na oczach Joe’go. 
 
-  Hej,  już  dobrze.  –  powiedział,  zabierając  jej  drinka  i  niezgrabnie  przyciągając  ją  w  swoje 
ramiona. Jedną potężną  dłonią  poklepywał jej plecy,  gdy drugą przyciągnął jej twarz do swojej 
klaty. Przytuliła nos do jego mięśni. Boże, tak ładnie pachniał. Jej ręka spoczęła miękko na jego 
talii,  gorąco  jego  skóry  promieniowało  przez  koszulę.  Chciała  podciągnąć  ją  do  góry  nad  jego 
klatą  i  przejechać  palcami  po  jego  gładkim,  brązowym  torsie,  ale  to  byłoby  niegrzeczne  tak 
bezwstydnie wpaść na niego, kiedy on tylko oferował jej pocieszenie. 
 
Poza tym, przypomniała sobie, pomimo, że pod sukienką mogła być ubrana w najseksowniejszą 
bieliznę  jaką  miała,  jeśli  nie  mogła  skusić  mężczyzny  takiego  jak  Steven,  to  Joe  mógłby  na 
pewno poznać jej okrutnie brakujące możliwości uwodzenia. 
 
W  końcu,  odsunęła  się  pociągając  nosem,  wdzięczna  odejściu  pragnienia,  by  się  złamać  i 
zapłakać. – Zwykle nie jestem taka emocjonalna. – powiedziała. 
 
- Twój facet jest idiotą. 
 
Pokręciła głową i opadła z powrotem na poduszki. – To nie jego wina, że nia chciał ze mną spać. 
 
Joe wychylił się, opierając swoją dłoń na kanapie obok jej uda, wystarczająco blisko, żeby, jeśli 
przesunie  swoją  nogę  o  milimetr  w  prawo,  poczuć  jego  skórę  przy  swojej.  –  Taylor,  nie  ma 
faceta, który by nie chciał z tobą spać.- Jego ton był dziki, tak jak jego wzrok, gdy skupił go na 
jej ustach. Oblizała je, gdy jego zamiary stały się jasne. 

background image

17 

 

 
Powinna się ruszyć, powinna wstać z tej kanapy i uciec. On był zbyt młody, zbyt niewłaściwy... 
Zbyt dobry w całowaniu, zorientowała się, gdy jego usta opadły na jej. 
 
Jego smak zalał ją, gdy jego wargi się rozchyliły, jego język wsunął się do jej ust, gorący, śliski i 
gładki,  gdy  zaplątał  się  z  jej.  Mokre  pocałunki  stopiły  się  razem,  dopóki  oddech  Taylor  nie 
zamienił  się  w  małe  braki  tchu.  Długie,  szorstkie  palce  zsunęły  ramiączka  sukienki  po  jej 
ramionach,  jego  język  powodował  iskry  palące  jej  kręgosłup.  Nigdy  nie  myślała  o  swoich 
ramionach, obojczykach i szczęce, jak o strefach erogennych, dopóki Joe nie zaczął ich szczypać 
i  ssać.  Usłyszała  brzęczenie  swojego  suwaka,  równocześnie  chłodne  powietrze  uderzyło  o  jej 
plecy, i wtedy była naga do talii z wyjątkiem jej lodowato- błękitnego, satynowego stanika. 
 
Nie  poznała  tej  dzikiej  kobiety,  wyginającej  się  i  jęczącej  pod  dłońmi  i  ustami  Joe’ego,  który 
praktycznie porwał swoją koszulkę, by mogła go poczuć, skóra przy skórze. Wszystko, co Taylor 
wiedziała  to  to,  że  była  głodna  jego  smaku,  dotyku,  zapachu.  Była  tak  podniecona,  skóra  po 
wewnętrznej stronie jej ud była śliska od jej własnej wilgoci, a on nadal  nie dotknął jej poniżej 
szyi. 
 
Jej  dłonie  niecierpliwe  badały  jego  plecy,  gdy  pociągnął  za  miseczki  jej  stanika.  –  Piękna  – 
wymamrotał,  gdy  jej  piersi  wyskoczyły  wolne,  jej  sutki  były  ciemnoróżowe  i  tak  twarde,  że 
prawie  bolały.  Zajęczała  w  przewidywaniu,  gdy  jego  język  podkradł  się,  zaledwie  badając 
końcówkę jednego, potem drugiego. Niski, gardłowy jęk emanował z jej gardła, kiedy jego wargi 
zamknęły się na wrażliwym ciele. Gorąco zalało jej brzuch, gdy pchnął ją na poduszki i umieścił 
się między jej rozłożonymi udami. 
 
Gruba  kolumna  jego  erekcji  naparła  na  jej  brzuch,  jego  wielkość  była  widoczna  nawet  przez 
ś

ciśnięte  jeansy.  Wtedy  znowu,  wszystko  w  nim  było  wielkie,  od  szerokiego,  utwardzonego 

przez pracę ścisku dłoni na jej piersi, po ogromne ramiona zasłaniające jej widok, gdy się nad nią 
pochylił. Zwyczajna myśl o jego długim, grubym penisie wsuwającym się do jej gładkiego ciała 
rozciągając je, sprawiła, że poczuła płynące przez nią dreszcze. 
 
Znowu ją pocałował, tym razem mocniej, jego oddech był szybki i trzęsący się, gdy ręką zjechał 
po  krzywiźnie  jej  biodra,  w  dół  po  jej  udzie  i  z  powrotem  w  górę,  podciągając  przy  tym  jej 
sukienkę. 
 
Palce mu zastygły na podwiązce. Jak gdyby nie mógł całkiem uwierzyć w to, co poczuł, odchylił 
się,  powolny,  zachwycony  uśmiech  zalał  jego  twarz,  gdy  podciągnął  zupełnie  jej  sukienkę  dla 
niepowstrzymanego  widoku.  –  Proszę,  proszę,  Panno  Taylor  Flynn,  czyż  nie  jesteś  pełna 
niespodzianek?  -  Jego  dłoń  była  ciemna  na  jej  udzie  gdy  wyśledził  pasek  podwiązki,  ruszył 
krawędzią jej obnażonej pończochy i sunął w górę po gładkiej skórze po wewnętrznej stronie jej 
uda, zatrzymując się na jej koronkowych majteczkach. 
 
Jego  kciuk  spoczął  na  zgięciu  jej  uda,  okrążając  jej  wzgórek,  głaszcząc  puchnące  ciało  pod 
jedwabną  tkaniną.  Gorący  strumień  zalał  jej  ciało,  aż  blada  skóra  jej  piersi  nie  zarumieniła  się. 
Kolejny  delikatny  krąg,  nagi  szept  jego  kciuka  otoczający  jej  łechtaczkę  sprawił,  że  wygięła 
biodra i zatopiła palce w jego ramiona. 

background image

18 

 

 
Nigdy nie doświadczyła  czegokolwiek w ten sposób, rozpaczliwą potrzebę czucia jego dłoni na 
sobie, dzikie pragnienie prawie bolało. Była podniecona, jeszcze zanim Joe położył na nią dłoń. 
Nie, to było coś w nim, bogaty zapach jego skóry, sposób, w jaki jego zielone oczy się zwężały, a 
jego  usta  skręcały,  kiedy  na  nią  patrzył.  Ale  naprawdę,  nic  nie  wyjaśniało  jej  śmiesznej 
intensywnej reakcji. 
 
Jego palce przesunęły na bok wilgotną już satynę jej majteczek, i prawie wyskoczyła ze skóry od 
pierwszego  dotyku  jego  gołych  palców  na  obrzmiałych  płatkach  jej  kobiecości.  Była  tak 
wilgotna,  że  mogła  aż  usłyszeć  mokre  dźwięki,  które  stwarzały  jego  palce,  gdy  rozchyliły  ją 
szeroko, by mógł pociągnąć i drażnić jej łechtaczkę. Taylor bryknęła do jego dłoni, potrzebując 
więcej  przyjemności,  mocniejszych  dotknięć.  Ale  wydawało  się,  że  zamierzał  poznać  każde 
zgięcie  i  wypukłość,  zsuwając  się,  by  drażnić  jej  wejście,  ale  zatrzymując  się  na  krótko  przed 
wepchnięciem wewnątrz. 
 
Energicznie  szarpnęła  do  siebie  jego  głowę,  ssąc  i  gryząc  jego  wargi,  wsuwając  swój  język 
wewnątrz  w  tym  samym  czasie,  gdy  wsunął  dwa  długie,  duże  palce  wewnątrz  niej.  Jęknęła  w 
jego usta, gdy jego kciuk zataczył szorstko kręgi na jej łechtaczce, w końcu, w końcu obdarzając 
ją dotykiem jaki pragnęła. 
 
Jej biodra napierały na jego dłoń, pieprząc jego palce,  gdy jego usta tworzyły  palącą ścieżkę w 
dół po jej klatce piersiowej, zlizając krople potu między jej piersiami. 
 
Nagle, jego dłonie zniknęły. – Nie – załkała, gdy została przesunięta, póki nie usiadła na kanapie. 
Joe zignorował jej protest klękając na przeciwko niej, zatrzymując się tylko po to, by szarpnąć za 
jej  majteczki,  zanim  położył  sobie  jej  nogi  na  szerokie  barki.  Światło  eksplodowało  za  jej 
powiekami, gdy jego usta zbliżyły się do niej, ssąc i liżąc ją, jakby był głodnym facetem, a ona 
ambrozją. Jego palce znalazły się z powrotem wewnątrz, pchając głęboko, rozciągając ją szeroko, 
napierając na kłębki nerwów, gdy jego język tańczył na jej łechtaczce. 
 
Każdy  mięsień  i  każdy  nerw  rozciągnął  się  w  napięciu,  gdy  wygięła  się  pod  jego  ustami. 
Spojrzała w dół, widząc jego ciemną głowę schowaną pomiędzy jej nogami, jego usta zwilżone 
od jej soków. Spojrzał w górę i spotkał jej spojrzenie, jego własne było tak ciemne i pragnące, to 
wystarczyło, by wysłać ją na krawędź. Ciasny supeł jej orgazmu eksplodował, zaczynając poniżej 
jej brzucha i promieniując rozchodzącymi się pulsującymi falami. Niemiłosiernie, pchnął ją, jego 
palce  napierały  mocniej  i  mocniej  wewnątrz  niej,  jego  usta  nigdy  nie  zaprzestały  miękkiego 
ssania aż jeden orgazm zamienił się w dwa, potem w trzy, dopóki nie stała się jedynie gumową 
stertą bezdechu. 
 
Taylor czuła bicie serca łomoczące między jej nogami, w końcówkach jej palców, sprawiając, że 
skóra na jej brzuchu drżała. Joe powoli wycofał palce i miękko pocałował jej uda, gdy usiadł na 
piętach. 
 
Jej  oczy  się  rozszerzyły,  gdy  ssący  dźwięk  z  jego  ust  przywrócił  ją  surowo  do  rzeczywistości. 
Spojrzała w dół, zaatakowana przez  widok swoich nagich piersi  rozjaśnionych przez promienie 

background image

19 

 

zachodzącego  słońca,  blask  wilgoci  na  jej  udach,  szeroko  rozstawionych  i  nadal  w  połowie 
umieszczonych na jego barkach. Jej żołądek się ścisnął, gdy zrozumiała, co właśnie zrobiła. 
 
Niepomny, Joe uniósł się i położył jedno kolano na kanapie, przeszywając Taylor wzrokiem jak 
głodny wilk po soczystym steku. 
 
Musi się stąd wynieść, zanim sprawy zajdą za daleko. Jakby zezwolenie mu na położenie się na 
niej, nie wystarczyło? 
 
Sięgnął po jej dłoń, umieszczając ją na swoim kroku, gdy się pochylił by ją pocałować. Gorąco i 
wielkość  jego  erekcji  pulsowało  przy  jej  dłoni,  i  tak  mocno  jak  błagała  o  dotyk  tego  gorącego, 
grubego,  długiego  ciała  wewnątrz  niej,  tak  jakaś  siła  zdrowego  rozsądku  spychała  ją  z  kanapy. 
Szybko  chwyciła  swoją  sukienkę  by  zakryć  swoje  piersi  i  nogi  podczas,  gdy  Joe  usiadł, 
wyglądając tak zdezorientowanie, że Taylor prawie rzuciła się  z  powrotem pod niego. – Co się 
stało?- zapytał, unosząc się, by móc znowu ją położyć na kanapie. 
 
Odskoczyła jakby poparzona, prawie spadając na tyłek, gdy jej sandałki na wysokim obcasie wiły 
się  pod  nią.  –  Nic.  Nic  się  nie  stało.  Po  prostu  przypomniałam  sobie,  że  mam..-  zmusiła  swój 
mózg do pracy, by się wiarygodnie usprawiedliwić -... jutro spotkanie. Wcześnie. 
 
-  Jutro  jest  niedziela  –  odpowiedział  z  seksownym,  małym  drgnięciem  brwi,  co  sprawiło,  że 
prawie straciła determinację. 
 
Zaczęła cofać się do drzwi. Joe wstał i podążył za nią, wolno, jak jakiś zabójca z horroru, który 
tylko  czekał,  by  chwycić  swoją  ofiarę.  –  Taa,  ale  wiesz,  ci  wszyscy  techniczni  kierownicy, 
zawsze naciskają. – Prawie była przy drzwiach do kuchni. 
 
Jego  dłoń  zsunęła  się  po  jego  gołym  brzuchu,  zatrzymując  się  pod  paskiem  obejmując  go 
kciukiem po prawej stronie suwaka. Przyciągając nieubłagalnie  wzrok Taylor do wybrzuszenia, 
które nie wydawało się zmaleć, bynajmniej. 
 
Jej oczy poszerzyły się, a w ustach poczuła ślinkę i nagle wszystko, co chciała zrobić to upaść na 
kolana  i  spędzić  cały  wieczór  poznając  smak  Joe’ego  Tierney’a.  Przełknęła  mocno  i  zrobiła 
kolejny krok w tył, uderzając ramieniem o framugę drzwi. – Tak czy inaczej, trzeba iść. Dzięki 
za drinka i za... – Czuła jakby jej policzki buchnęły płomieniami, gdy machnęła ręką w kierunku 
kanapy. 
 
Jego brwi podniosły się w niedowierzaniu i mogła powiedzieć, że był milimetry od nazwania ją 
szaloną suką. 
 
Przerwała to, by nie pogorszyć jeszcze sprawy.  
 
 
 

 

background image

20 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Nie chcąc złapać się na wylegiwaniu, Taylor wstała z łóżka o siódmej rano w niedzielę i wzięła 
się  za  swoje  “spotkanie”.  Mimo,  że  nie  miała  pojęcia  czy  Joe  zwróciłby  uwagę,  na  wszelki 
wypadek wzięła teczkę. Wypełniła cały dzień niepotrzebnymi sprawami, czekając, by po ciemku 
wrócić do domu, żeby nie wpaść na Joe’ego i na jego ogromną ogródkową gnidę. Za bardzo nie 
wiedziała,  jak  zaplanować  swój  weekend,  ale  znalazła  jakiś  cudownie  dopasowany  stanik  i 
majteczki w Centrum Handlowym we Stanford. 
 
Nie  to,  żeby  ktokolwiek  mógł  wkrótce  docenić  jej  seksowne  nowe  bieliźniane  nabytki,  nawet 
jeśli  wyobraziła  sobie  pełną  podziwu  minę  Joe’ego  na  coś,  co  odbiegało  od  jej  ułożonego, 
bardziej praktycznego stylu ubierania się. 
 
Co  ona  sobie  myślała,  pozwalając,  by  sprawy  z  nim  tak  wymknęły  się  spod  kontroli?  To 
oczywiste, że był niewiarygodnie przystojny, ale Taylor nigdy nie była kimś, kto pozwoliłby, by 
coś  podobnego  do  surowej  żądzy  i  alkoholu  opanowało  jej  zdrowy  rozsądek.  Choć,  myśląc  o 
tym, to nie mogła sobie przypomnieć, by ostatnimi czasy poczuła cokolwiek, co przypominałoby 
czystą żądzę, dopóki nie spotkała Joe’ego. Może to był jej problem. 
 
No cóż, skoro już to poczuła to równie dobrze może iść na przód jak przedtem i zapomnieć, że 
mieszka obok prawdopodobnie najgorętszego faceta w całym wszechświecie. 
 
Najwidoczniej jej podświadomość nie zrozumiała tego do końca. W niedzielną noc obudziła się 
zgrzana i niespokojna, jej kobiecość i sutki pulsowały, jej mózg zalały szalone fantazje na temat 
rąk  Joe’ego,  warg  Joe’ego,  penisa  Joe’ego  zaspokajających  ból  między  jej  nogami.  To  samo 
namiętne,  pobudzające  ją  uczucie,  które  owładnęło  nią  sobotniej  nocy  ponagliło  ją,  by 
zadzwoniła  do  niego,  by  przekonać  się  czy  nadal  był  tak  twardy  jak  ostatniej  nocy,  ale  Taylor 
mądrze się oparła. 
 
Prawdopodobnie najlepiej byłoby go unikać, tak jak tylko się da. Bardzo szybko przejęła tą starą 
strategię,  czekając  pół  godziny  w  poniedziałkowy  ranek,  by  ich  drogi  się  nie  skrzyżowały,  gdy 
wychodziła do pracy. Była już spakowana i gotowa by wyjść, kiedy ukazał się Joe, wypakowując 
coś  ze  swojej  ciężarówki.  Zatrzymała  się,  obserwując  i  czekając  aż  wsiądzie  i  wyjedzie  z 
podjazdu.  Zamiast  tego,  wkładał  do  garażu  jakiś  milion  materiałów  potrzebnych  do 
projektowania, aż minęło jakieś piętnaście minut a on dalej nie wydawał się kończyć. Robił jej na 
złość?  Wyglądało  to  na  dziwny  zbieg  okoliczności,  że  po  prawie  półrocznym  nie  widzeniu  się, 
nagle wyjście do pracy Joego dokładnie zbiegało się z jej wyjściem. 
 
Taylor  patrzyła  ze  swojego  salonu,  podziwiając  sposób,  w  jaki  jego  mięśnie  pracowały  pod 
cienką bawełną jego  koszuli nawet, gdy niecierpliwie widziała jak czas mija.  Lepiej naciesz się 
teraz. Przez resztę dnia czekają tylko obwisłe tyłki i płaskie torsy. 
 
 W  myślach  skarciła  siebie  za  wyśmiewanie  się  z  ciał  swoich  kolegów.  Pomimo  wszystkiego, 
ambicje,  inteligencja  i  dobrze  płatna  profesja  były  warte  więcej  niż  perfekcyjny  tyłek  i 
wyrzeźbiony  tors.  Steven  posiadał  wszystkie  te  cechy,  no  i  spójrz  jak  się  zmienił,  szepnął 
podstępny głos. Mocno odepchnęła te myśli na bok. Prawda, Steven zmienił się w bezmyślnego, 

background image

21 

 

samolubnego, niewiernego palanta, ale to nie znaczy, że ma odrzucić wszystkie swoje randkowe 
standardy. Ale napakowany tors zdecydowanie posiada wartość... 
 
Nareszcie,  Joe  wyjechał  ze  swojego  podjazdu,  pozwalając  Taylor  wyruszyć  do  pracy.  Apex 
Ventures znajdował się w Sand Hill Road, gdzie wszystkie podobne firmy kapitałowe skupione 
były  w  małe  gotówkowe  kolonie  u  stóp  gór  Santa  Cruz.  Szepnęła  grzeczne  ‘cześć’  do  swojej 
asystentki  Mary  w  drodze  do  biura,  by  włączyć  komputer.  Zwykle  sekundę  po  przejściu  przez 
drzwi  była  już  skupiona,  dokładnie  wiedząc,  co  zamierza  zrobić,  do  kogo  ma  zadzwonić,  kogo 
ma posiekać na kawałki, czyje ego musi połechtać. 
 
Ale  tego  ranka  była  zbita  z  tropu  ,a  o  dziesiątej  rano  nadal  nie  garnęła  się  do  spotkania 
wspólników. Więc kiedy Jenna, przedsiębiorca Apex, wepchnęła głowę do biura i zaprosiła ją na 
filiżankę kawy, Taylor przyjęła to ochoczo. 
 
Odkąd była  w firmie jedyną singielką przed czterdziestką, Jenna natychmiast uczepiła się Taylor 
na początku swojej pracy z Apex. Choć Taylor z zadowoleniem przedstawiła znajomą w biurze, 
na  początku  próbowała  dyskretnie  odrzucać  próby  Jenny  na  poznanie  się  bliżej  po  pracy.  W 
trakcie  kariery  Taylor  uważała,  w  rozmawianiu  o  szczegółach  ze  swojej  przeszłości  i  z 
prywatnego  życia  osobistego,  żeby  ktoś  nie  powiązał  jakiś  zagadnień,  które  mogą  wzbudzać 
podejrzenia na temat jej zdolności i zaangażowania w karierę. 
 
Ale  w  ciągu  roku,  kiedy  Jenna  pracowała  w  Apex,  powoli  docierała  do  Taylor,  dzieląc  się 
własnym  zaufaniem  i  powolutku  wciągając  Taylor  w  swoją  prywatną  strefę.  Fakt,  że  Jenna  nie 
wykazywała żadnej konkurencji dla Taylor w staniu się najmłodszym partnerem w historii Apex 
sprawił, że tak łatwo można było ją pokochać. 
 
- Jak minął ci weekend? – Spytała Jenna wręczając Taylor kubek francuskiej kawy. 
 
-  W  porządku.  –  odpowiedziła  Taylor  nalewając  sobie  śmietanki.  Otóż  to,  jeśli  przyłapałaś 
swojego faceta na zdradzie i prawie przespałaś się ze swoim młodszym sąsiadem. – A twój? 
 
Jenna zrobiła minę. – Nic nadzwyczajnego. Poszłam ze Spellmanem w piątek na kolację. To, co 
zwykle. Naprawdę muszę postarać się o męża i dzieci. 
 
Prawda.  Marc  Spellman,  jeden  z  zarządzających  partnerów,  również  zaprosił  Taylor  na  tę 
imprezę, ale odmówiła odkąd Steven często bywał poza miastem. 
 
- Żałuję, że nie poszłaś. - kontynuowała Jenna - Bez Stevena. Przynajmniej miałabym partnerkę. 
 
Taylor  podniosła  łyżeczkę  i  z  roztargnieniem  zamieszała  kawę.  –  Nienawidzę  chodzić  sama  na 
takie imprezy. Zawsze dziwnie się czuję wśród żon. 
 
Jenna usiadła przy jednym z małych stolików w odosobnionym miejscu. – Tak się dzieje, bo je 
onieśmielasz. 
 
Taylor przewróciła oczami i usiadła. – Myślę, że to dlatego, bo nie mamy za dużo wspólnego. 

background image

22 

 

 
-  Albo  dlatego,  bo  wyglądasz  jak  ładniejsza  bliźniaczka  Grace  Kelly.  One  nie  lubią  myśleć,  że 
ich  mężowie  pracują  z  kimś  pięknym,  błyskotliwym  i  wolnym,  nie  wspominając  już  nawet  o 
codziennej  rutynie  z  ich  mężami.  Większość  z  nich  zaniedbała  swoje  kariery,  by  skupić  się  na 
aplikacji  swojego  małego  Jimmy’ego  do  prywatnej  szkoły  i  na  treningach  piłki  nożnej  Suzie. 
Boją  się,  że  będziesz  kusić  ich  mężów  swoim  wyglądem  i  intelektem.  –  powiedziała  Jenna  z 
drażniącym mrugnięciem oka. Większa część sukcesu Taylor zależała od współpracy ze swoimi 
kolegami,  zarówno  wewnątrz  jak  i  na  zewnątrz  Apex,  ale  zdała  sobie  sprawę,  że  jeśli  żona 
któregoś  z  nich  ukazywała  do  niej  sympatię,  to  mąż  stawał  się  mniej  entuzjastyczny  we 
współpracy  z  nią.  Taylor    i  Jenna  nie  raz  przekonały  się,  jak  ciężko  jest  być  samotną  kobietą 
starającą się negocjować żądania. 
 
Ale  dzisiaj  Taylor  nie  była  w  nastroju,  by  o  tym  żartować.  Przez  dwa  lata,  Steven  był  jej 
doskonałym towarzyskim dodatkiem, typem faceta, którego mogła w zaufaniu dołączyć do spraw 
biznesowych i wiedzieć, że doskonale  zgadzałby się z nią.  Oczywiście,  był coraz  częściej poza 
miastem lub bardziej niedostępny. Prawie zabiło ją odmówienie zaproszenia Spellmana, wiedząc, 
ż

e byłby to ważny krok w zdobywaniu partnera biznesowego.  

 
- Co z tobą? – zapytała Jenna. 
 
Taylor spojrzała znad kubka. 
 
- Jesteś rozproszona. Nie nawiązałaś w piątek wielkiej umowy? Dlaczego nie mówisz mi do ucha 
o tym, jak ważne w twoim poszukiwaniu jest stanie się wspólnikiem? 
 
Taylor  westchnęła.  Gdzie  to  się  zaczęło?  Jestem  przygnębiona,  bo  złapałam  swojego  faceta  z 
jego  asystentką  w  pozycji,  której  szczególnie  się  brzydzę,  a  mniej  niż  pół  godziny  później 
znalazłam  się  z  udami  dookoła  szyji  mojego  sąsiada  jak  jakaś  pijana  dziewucha.  Wypuściła 
powietrze i szybko wtajemniczyła Jennę w sprawę ze Stevenem, pomijając tę część o seksualnej 
pozycji, a Joe’ego całkowicie. 
 
- O mój Boże, dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? 
 
Bo  byłam  zbyt  zajęta  dochodzeniem  przy  twarzy  mojego  gorącego  sąsiada?  Taylor  poczuła  jak 
jej policzki się rumienią od jej myśli. Skończyła swoją kawę i wstała. – Nie chciałam i nie chcę 
się nad tym rozwodzić. 
 
- Dobre posunięcie. – powiedziała Jenna. – I tak zawsze uważałam go za wytrawnego dupka. 
 
Taylor  nie  miała  wystarczająco  siły,  by  o  tym  dyskutować,  zwłaszcza  kiedy  Jenna 
prawdopodobnie  miała  rację.  –  Mimo  to,  wracam  do  punktu  wyjścia.  Prawie  trzydziestotrzy 
letnia i bez faceta na oku. – Obraz Joego, bez koszuli, zgrzanego, z zielonymi lśniącymi oczami i 
szerokim uśmiechem, błysnął jej w głowie sprawiając, że jej uda się ścisnęły a jej sutki napięły 
pod jej jedwabną bluzką. Małoletni nieobliczalny ogrodnik, przypomniała sobie wściekle. 
 

background image

23 

 

- Lepiej nie mieć w ogóle faceta, niż mieć takiego jak Steven. – stwierdziła Jenna, wylewając do 
zlewu pozostałości po swojej kawie. 
 
Później,  gdy  Taylor  gapiła  się  w  ekran  swojego  komputera  i  próbowała  się  skupić  na  swoim 
raporcie, nie była pewna, czy by się zgodziła. No dobra, odkładając niewierność na bok, Steven 
był  dla  niej  idealnym  facetem.  Ambitnym,  z  sukcesami  i  inteligentym,  rozumiał  wymagającą 
naturę  jej  kariery.  Zasadniczo  był  męską  wersją  jej  samej,  Steven  wydawał  się  perfekcyjnym 
dodatkiem do jej ‘podążającego-za-karierą’ życia. 
 
Dopóki, oczywiście, nie znalazła go nagiego nad Annemarie. 
 
Ś

cisnęła  mocno  oczy,  próbując  skupić  się  na  szczegółach  ostatniej  serii  ‘B’  finansów,  jakie 

wynegocjowała  z  rozpoczynającą  działalność  medyczną  firmą.  Nigdy  w  swoim  życiu  nie 
pozwoliła  swoim  prywatnym  sprawom  rozproszyć  ją  przy  pracy.  I  oto  była,  całkowicie 
nieprzygotowana na spotkanie, jakie miała za mniej niż czterdzieścipięć minut. 
 
Co gorsze, nawet nie było jej smutno po rozstaniu ze Stevenem. Nie, to był Joe, który ją dręczył, 
spełniając  jej  życzenie,  aż  nie  mogła  go  powstrzymać  w  jego  poznawczej  podróży  w  sobotnią 
noc. Sprawiał, że zastanawiała się jak wygląda nago, jakby wyglądał dochodząc. 
 
Nałożyła  swoje  okulary  i  chwyciła  za  arkusze  kalkulacyjne,  by  powrócić  na  właściwy  tok 
myślenia. Jeszcze nigdy w życiu nie miała takiej obsesji na punkcie seksu. Z pewnością wiadome 
było,  że  to  lubi.  Raz  na  jakiś  czas  naprawdę  tego  pragnęła,  ale  tak  rzadko  zostało  to  zrobione 
dokładnie w taki sposób, w jaki chciała, że wyobraźnia była zwykle lepsza niż rzeczywistość. Ale 
Joe robił takie rzeczy swoimi palcami i językiem, o których by nawet nie pomyślała. 
 
Taylor przekręciła się na fotelu, zamknęła oczy, gdy znowu poczuła gorący, wilgotny dotyk jego 
ust  dookoła  swojej  łechtaczki,  mocne  pchnięcia  jego  palców  rozwiązujące  węzeł  nerwów 
wewnątrz niej, o którego istnieniu nawet nie wiedziała. Czuła się jak rozpuszczone czekoladowe 
ciasto,  całe  gorące  i  rozlewające  się  w  środku.  Przełknęła  mocno,  wiedząc,  że  powinna 
powstrzymać  tę  fantazję,  zanim  wymknie  się  spod  kontroli,  ale  nie  była  zdolna  tego  dokonać. 
Czy Joe posiadał mapę do ulotnego punktu G? I czy mógłby z łatwością znowu go znaleźć, tym 
razem swoim penisem? 
 
- Taylor, idziesz czy nie? 
 
Prawie,  pomyślała,  gdy  głos  Jenny  polał  wirtualny  kubeł  zimnej  wody  na  wypełnioną  coraz 
bardziej  pornograficznymi  myślami  głowę  Taylor.  Jakoś  zdołała  przebrnąć  przez  cotygodniowe 
spotkanie, przekazując stosunkowo spójnie uaktualnienia na temat późniejszych inwestycji; dała 
radę nawet określić nowe perspektywy. 
 
- To jest niedorzeczne – wymamrotała godzinę później, gdy siedziała w zaparkowanym w garażu 
samochodzie,  czekając  aż  Joe  skończy  wypakowywać  swoją  ciężarówkę.  Jak  na  nieszczęście, 
przyjechał  jakieś  dwie  sekundy  przed  nią,  mimo,  że  Taylor  celowo  czekała  do  zmroku  przed 
opuszczeniem biura. Myślała, że odkąd Joe potrzebuje do swojej pracy światła, to wróci do domu 
przed zachodem słońca. 

background image

24 

 

 
Ź

le  myślała,  tak  więc  siedziała,  uwięziona  w  swoim  garażu,  drugi  raz  w  ciągu  dwóch  dni, 

próbując  unikać  jedynego  faceta,  który  docenił  jej  brazylijskie  okolice  bikini.  To  było  głupie, 
unikanie  go jak dziecko. Była dorosła, w pełni kompetentna, by kontrolować swoje niegodziwe 
instynkty.  Nigdy  nie  pozwoliła,  by  rządziła  nią  irracjonalna  potrzeba  bądź  emocja,  nie  pozwoli 
też  teraz.  Najlepiej,  gdy  wysiądzie  z  auta,  spotka  się  z  nim  jak  dorosły  człowiek  i  udowodni 
zarówno  sobie  jak  i  jemu,  że  to,  co  stało  się  między  nimi,  wcale  nie  było  niczym 
nadzwyczajnym.  Czysty  przypadek,  bez  znaczenia,  seksualne  spotkanie  między  dwoma 
zgadzającymi się dorosłymi. 
 
Niesamowite,  erotyczne,  intensywne,  seksualne  spotkanie.  Ale  bez  znaczenia.  Zupełnie  bez 
znaczenia,  bez  większego  znaczenia  jak  uścisk  dłoni.  I,  wywnioskowała,  że  właściwie  już 
wkrótce znowu go ujrzy, już wkrótce przypomni sobie, że pomimo atrakcyjności, Joe był daleki 
od faceta z jej snów. A powodem, dla którego jej orgazm był tak potężny, że naprawdę ją osłabił, 
było  to,  że  nie  miała  go  od    dłuższego  czasu.  Gdy  tylko  naprostowała  sprawy  w  swojej  głowie 
(nie  wspominając  o  innym  częściach),  mogła  obezwładnić  to  pożądanie,  które  nękało  ją  po 
południu. 
 
Więc nie było powodu, by nie wyjść ze swojego własnego garażu, zaoferować przyjazne ‘cześć’ i 
przejść  nietknięta  przez  swoje  frontowe  drzwi.  Mimo  tego,  gdy  tylko  wyszła  z  garażu,  prawie 
upadła z ulgą, widząc jak Joe wjeżdża do siebie i upuszcza automatycznie drzwi. 
 
Jutro będzie wystarczającym ‘wkrótce’ by naprawić ogrodzenie z sąsiadem. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

25 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
-  Więc,  przestałaś  się  przede  mną  chować?  –  Spytał  Joe  następnego  wieczoru,  kiedy  otworzył 
drzwi,  i  znalazl  Taylor  na  swoim  ganku.  Miała  na  sobie  czarne  wyszczuplające,  dopasowane, 
krótkie  spodenki  i  jedwabną  bluzkę,  która  zaledwie  miała  zgięcia,  pomimo  noszenia  jej  przez 
cały dzień. Jej jasne blond włosy były spięte klamerką przy karku, nawet jedno pasemko się nie 
wymknęło. Gdyby Joe nie miał informacji z pierwszej ręki, że Taylor jest naturalną blondynką, 
nigdy nie powiązałby jej z tą samą półnagą kobietą, wijącą się rozpaczliwie pod jego językiem i 
palcami, gdy doprowadzał ją od orgazmu do orgazmu. 
 
-  Chować?  Dlaczego  miałabym  się  chować?  –  powiedziała.  Grzeczny,  przyjazny  uśmiech 
przebiegł przez jej twarz. Przez jej chłodne zachowanie wydawało się, że nie myślała w ogóle o 
swoich  udach  zawiniętych  dookoła  jego  szyi.  Chciałby  powiedzieć  to  samo.  Zamiast  tego,  sam 
widok jej zapiętych guziczków sprawił, że jego penis stał się w połowie gotowy, co było niczym, 
w porówaniu z siedemdziesięciodwugodzinną całkowitą, bolącą twardością. 
 
Oparł się jedną ręką o framugę, a drugą umieścił na swojej talii. Jej oczy skierowały się na dół, 
poszerzając się, kiedy ujrzała wyraźny dowód jego rozbudzenia. Przełknęła ślinę i oblizała wargi. 
Dobrze.  Może  nie  była,  po  tym  wszystkim  aż  tak  obojętna.  –  No,  nie  wiem.  Dlaczego  byś  się 
chowała? Zadałem sobie to pytanie, po tym jak  poprzedniego  wieczoru,  stałaś w swoim  garażu 
przez piętnaście minut.  
 
- Sortowałam na recykling. 
 
- Yhy. A wczoraj, zanim wyszłaś do pracy, nie obserwowałaś mnie ze swojego okna w salonie, 
by zobaczyć kiedy odjadę? 
 
Różowy  strumień  zalał  jej  policzki.  –  Musiałam  coś  tam  zrobić.  –  Odpowiedziała 
nieprzekonująco. 
 
- Pomyślałem, że po tym jak odeszłaś zeszłej nocy, czułaś się zakłopotana. – Za to on, z drugiej 
strony,  był  najpierw  zdumiony,  wtedy  wkurwiony,  potem  sfrustrowany,  kiedy  uciekła  jak 
przerażony  króliczek  bez  zamiaru  powrotu.  A  przez  to  wszystko,  on  był  tak  twardy,  że  z 
łatwością wbiłby nim gwoździe. 
 
Zaczęła  się  kręcić  pod  jego  bezpośrednim  spojrzeniem,  potem  wyglądało  na  to,  że  próbuje 
zmusić się do spokoju. To był prawie namacalny proces; sposób, w jaki prostowała swoje plecy i 
obdarzyła go chłodnym, niebieskim spojrzeniem. Wyglądało to tak, jakby założyła niewidzialną 
zbroję,  broniąc  się  przed  wszystkimi  bzdurnymi  komplikacjami  świata  zewnętrznego.  –  Czego 
się  tu  krępować?  –  powiedziała  tak  chłodno,  że  mogłaby  mielić  lód  zębami.  –  Oboje  jesteśmy 
zgadzającymi  się  dorosłymi  ludźmi.  To  znaczy,  naprawdę,  czym  jest  kilka  orgazmów  między 
sąsiadami? 
 
Równocześnie  bardziej  wkurzony  i  pobudzony  niż  kiedykolwiek,  Joe  był  bardziej  niż  zwykle 
skłonny  zadać  tej  skorupie  jeszcze  jeden  cios.  –  Właściwie,  to  naliczyłem  trzy.  –  Powiedział 

background image

26 

 

oschle.  Jej  perfekcyjnie  ukształtowane,  lekko  brązowe  brwi  wykrzywiły  się  w  dezorientacji.  – 
Ogazmy – wytłumaczył. – Miałaś trzy orgazmy. 
 
Musiał  się  do  niej  dostać,  przez  to  jak  stała  twardo  na  ziemi,  nie  zdradzając  joty  zmieszania. 
Jedynym  dowodem,  że  się  dostał,  był  szybko  bijący  puls  na  jej  szyi,  tuż  nad  jedwabnym 
kołnierzem koloru kości słoniowej. Chciał się wychylić i przebiegnąć po nim językiem. Wyczyn, 
który  by  ją  rozluźnił.  Gorąco  złożyło  się  niewysoko  w  jego  brzuchu,  gdy  przypomniał  sobie 
słodko-słony  smak  jej  skóry,  uczucie  jej  sutków  pod  jego  językiem,  mocno  zaciskającego  się 
wnętrza naokoło jego palców. 
 
Jezu Chryste, ktoś na tym ganku zaraz straci panowanie i jest to kurewsko pewne, że nie będzie 
to Taylor. 
 
-  Jakby  nie  było.  –  powiedziała  ostro,  skrzyżowała  sztywno  ręce  –  Nie  widzę  powodu,  dla 
którego nie mamy o tym nie zapomnieć i żyć własnym życiem. 
 
Zapomnieć  jak  różowe  i  twarde  były  jej  sutki  kiedy  je  uszczypnął?  Nie  bardzo.  Mimo  to,  nie 
przerwał, gdy kontynuowała. 
 
-  W  duchu  utrzymywania  dobrych  relacji  sąsiedzkich,  chciałabym  wynająć  cię,  byś 
zaprojektował mój ogród. 
 
Taylor  wymyśliła  ten  plan  zeszłej  nocy,  i  od  tego  czasu  było  to  błyskotliwe  rozwiązanie.  Nie 
dałaby  rady  unikać  go  przez  kolejne  kilka  lat,  a  im  dłużej  zwlekałaby  z  rozmową  tym  bardziej 
niekomfortowa, by było ich ewentualne spotkanie. Lecz nadal niezupełnie ufała samej sobie, że 
gdy następnym razem go ujrzy, nie rzuci go na ziemię i nie zacznie błagać, by dokończyli to, co 
zaczęli w sobotnią noc. 
 
Co  by  nastąpiło,  gdyby  nie  wymyśliłaby  doskonałego  planu  działania:  wynajmie  go.  Pomimo 
wszystkiego, nigdy nie miała problemu z trzymaniem dystansu do swoich współpracowników, a 
proponując  Joe’emu  czysto  zawodowe  relacje,  wzniosłaby  bardzo  potrzebną  umysłową  barierę, 
która pomogłaby kontrolować jej żądzę i majtki. 
 
- Chcesz mnie wynająć? – Wyprostował się zaskoczony; jego pyszne, pełne wargi wyrównały się 
od zmarszczenia brwi. 
 
Zdumiewające, pomyślała teraz, jak zwykłe spojrzenie na jego wielkie dłonie z długimi palcami 
sprawiło, że stwardniały jej sutki, jak plan, który o trzeciej nad ranem wydawał się niezawodny, 
mógł stać się kompletnie głupi w świetle dnia. Powinna była zgnieść cały pomysł w momencie, 
kiedy otworzył drzwi i zaczęła się ślinić. Powinna uciec piekielnie szybko do domu, kiedy obraz  
niewątpliwie ogromnego zarysu jego wzniesienia pod rozporkiem zniszczonych jeansów 
sprawił, że zaczęła cała pulsować. Oczywiście, bycie w pobliżu tego faceta, było straszne dla jej 
zmysłu  pomyślności.  A  jednak  jej  duma  nie  pozwoliła  jej  uciec,  jakby  była  małą  dziewczynką 
niezdolną poradzić sobie z intensywną reakcją, jaką wywoływał ten facet. 
 

background image

27 

 

Była znana ze swojej samokontroli, do diabła, z logicznego myślenia w każdej sytuacji, znana z 
tego,  że nigdy nie pozwalała emocjom  zastępować tej logiki. Nie zamierzała pozwolić Joe’emu 
Tierney’owi by to zmienił. – Tak. Chcę. Sam powiedziałeś, że mój ogród wymaga dużo pracy i 
wygląda  kiepsko  przy  ogrodach  pozostałych  sąsiadów.  Pomyślałam,  że  zrobię  nam  obojgu 
przysługę. 
 
Wyszedł na  ganek, trąc swój podbródek i przypatrując się.  Jego zapach  uniósł się we wczesno- 
wieczornym  powietrzu,  świeże  mydło  i  gorąca  skóra  kusiły  ją,  by  podciągnęła  jego  koszulę  i 
przytuliła twarz do jego klaty. Zamiast tego, ścisnęła ręce za plecami, cofając się do bezpiecznej 
odległości,  gdy  podszedł  do  krawędzi  swojego  ganku,  by  spojrzeć  na  jej  przedni  trawnik  i 
podjazd. 
 
-  Muszę  cię  wepchnąć  między  inne  zlecenia.  –  powiedział  w  końcu.  –  Także  może  to  trochę 
potrwać. 
 
- Dobrze. 
 
Odwrócił się do niej twarzą. – Jestem poważny. Mówimy tu o kilku tygodniach. 
 
Przełknęła  mocno.  Kilka  tygodni  jego  pracy  tak  blisko?  Czy  zawsze  podczas  pracy  ściąga 
koszulę,  i  jeśli  tak,  to  czy  ona  musi  czuć  się  odpowiedzialna  za  to,  że  on  znajdzie  siebie  ze 
spuszczonymi  spodniami  do  kostek  i  z  nią  na  sobie?  –  Żaden  problem.  I  tak  przez  większość 
czasu  jestem  w  pracy,  więc  nie  musisz  się  mną  przejmować.  -  Uśmiechnęła  się  w  prawdziwej 
uldze. 
 
-  Jest  jeszcze  coś.  Jeśli  chcesz  mieć  to  zrobione,  musisz  dać  mi  wolną  rękę  w  podejmowaniu 
decyzji. Razem rozpoczniemy projektowanie, ale pójdzie szybciej i sprawniej, jeśli nie będę cię 
musiał ściągać do podjęcia każdej, małej decyzji. 
 
- To oczywiste, że wykonujesz świetną robotę. – wskazała ręką na jego ogród. – A ja naprawdę 
nie  mam  pojęcia.  –  wskazała  na  swój  własny.  –  Jestem  pewna,  że  cokolwiek  zrobisz  będzie 
ś

wietne. 

 
-  I  jeszcze  coś.  –  Podszedl  do  niej,  prawie  przypadkowo,  ale  dziwny,  drapieżny  blask  w  jego 
oczach sprawił, że wyglądał jak lew gotowy rzucić się na bezradną gazelę. 
 
-  Cena?  –  powiedziała,  zastanawiając  się,  skąd  wziął  się  ten  dziewczęcy,  zdyszany  głos.  –  Bo 
naprawdę się tym nie przejmuję. To znaczy, nie chcę się spłukać, ale jestem skłonna zainwes.. - 
Ucięła w połowie zdania, gdy jego usta opadły na jej, pchnął językiem podczas pocałunku, który 
był  mało  finezyjny,  a  w  całości  zachłanny.  Zamiast  go  odepchnąć,  tak  jak  powinna,  jedyne  o 
czym  mogła  pomyśleć  to:  Dzięki  Bogu  nie  musiałam  wykonać  pierwszego  ruchu,  jak  jakaś 
zdesperowana stara panna. 
 
Oderwał się od niej, pchnął ją na ścianę obok wejścia do domu. – Nie martwię się o pieniądze. – 
powiedział, chwytając jej dłoń i przyciskając ją mocno do rozporka. – Moim problemem jest to, 
ż

e raczej nie będę w stanie wykonać swojej pracy w takich warunkach. Nieprawdaż? 

background image

28 

 

 
Ś

cisnęła  palcami  jego  grubą,  gorącą  długość,  i  tym  razem  nie  odepchnęła  go  i  nie  uciekła  do 

domu. Chociaż próbowała zaprzeczyć samej sobie, że nie pragnęła tego. Oferowanie przymierza 
w postaci pracy było wyłącznie wymówką, by znowu ujrzeć Joe’ego i mieć nadzieję, że powrócą 
tam  skąd  tak  nagle  uciekła.  –  Nie  –  wyszeptała,  dłonią  głaskała  go  w  górę  i  w  dół  przez  jego 
jeansy. – Widzę jak to mogłoby przeszkadzać. 
 
Dłonią  ściskał  jej  kark,  trzymając  ją  w  miejscu  podczas  pocałunku.  Taylor  jęknęła,  wciągając 
jego język do swoich ust, gdy podciągała jego koszulę. – Lepiej wejdźmy do środka. – Przerwał 
pocałunek  i  w  tym  momencie  zorientowała  się,  co  powiedział.  Widok  Dodge’a  Caravana  jej 
sąsiada  prującego  po  uliczce,  ocknął  ją.  Joe  miał  rację.  Prawdopodobnie  najlepiej  by  było,  nie 
zostać złapanym na zachowywaniu się jak para napalonych nastolatków. 
 
Klatka piersiowa Taylor ścisnęła się nagle, gdy zdała sobie sprawę jak blisko byli tego, by ktoś 
ich  zauważył.  Co  by  o  niej  pomyśleli  sąsiedzi?  Najlepiej  nigdy  nie  dopuścić  do  tego  by  się 
dowiedzieli. Dała zaciągnąć się Joe’emu do środka i całować w drodze do jego sypialni. Nie była 
zbytnio  świadoma  królewskiego  łóżka  z  ciężką,  drewnianą  ramą  i  z  dopasowanymi  nocnymi 
stolikami,  zanim  nie  runęła  na  nie.  Uklęknął  na  brzegu  łóżka  zdejmując  z  siebie  koszulę  i 
skinając  jej,  by  zdjęła  swoją.  Jej  palce  lekko  się  trzęsły  podczas  odpinania  bluzki,  obnażając 
siebie dla jego twardego spojrzenia. Uśmiechnął się trochę, kiedy pojawiły się jej piersi, zaledwie 
zakryte  koronką  w  kolorze  kości  słoniowej  tak,  że  jej  sutki  były  wyraźnie  widoczne.  Jeszcze 
jeden dowód na to, że chciała by to się stało, pomyślała. Miała na sobie fantastyczną bieliznę. 
 
Joe  chwycił  za  ręce  Taylor  i  podciągnął  ją  do  pozycji  siedzącej.  Z  tej  pozycji,  wystarczyły 
milimetry, by mogła się wychylić i przebiegnąć językiem po jego umięśnionym brzuchu. Zadrżał, 
mięśnie napięły się w odpowiedzi, gdy rozpoczęła serię miękkich, ssących uszczypnięć dookoła 
jego pępka. 
 
-  Zdajesz  sobie  sprawę  –  powiedział,  chwytając  jej  dłonie  i  umieszczając  je  sobie  na  talii  –  że 
dzisiaj nie pozwolę ci uciec. 
 
-  Nawet  bym  o  tym  nie  marzyła.  –  wyszeptała,  odpinając  guzik  w  jego  rozporku.  I  to  była 
prawda.  Właśnie  teraz,  w  tym  momencie,  nie  miało  znaczenia  to,  że  Joe  nie  był  dla  niej.  Nie 
ważne,  że  umarłaby  z  upokorzenia,  jeśli  sąsiedzi  i  koledzy  dowiedzieliby  się,  że  wałęsa  się  ze 
znacznie młodszym ogrodnikiem jak jakaś aktorka z telewizyjnego show. 
 
Właśnie  teraz  pragnęła  Joe’a  Tierney’a  bardziej  niż  czegokolwiek  w  życiu  i  nie  zamierzała 
pozwolić czemukolwiek, bądź nawet swojemu rozsądkowi zapobiec jej dostać to, czego chciała. 
 
Oddech  Joe’a  zacisnął  się  w  jego  klacie,  gdy  Taylor  rozpięła  jego  rozporek.  Wstał  i  szybko 
ś

ciągnął jeansy i bokserki. Klęknęła na łóżku, patrząc pożądliwie na jego nagie ciało. Nie  mógł 

nic  poradzić  na  napływającą  dumę,  która  pulsowała  w  nim  od  jej  namiętnego,  pożądliwego 
wyrazu  twarzy.  Pchnął  ją  z  powrotem  na  łóżko,  szybko  rozbierając  ją  tak,  by  została  tylko  w 
koronkowym  staniku  i  dopasowanych  majteczkach.  Jego  penis  stwardniał  od  powolnego 
przejeżdżania główką cal po calu po jej jedwabistej, bladej skórze jej brzucha. Chwycił jej dłonie, 

background image

29 

 

przypinając  je  do  łóżka,  gdy  jeździł  naprzód  i  z  powrotem.  Mimo,  że  nie  okazała  żadnych 
znaków prowadzących do ucieczki, to i tak wolał się ubezpieczyć. 
 
Objęła  go  nogami  za  biodra,  gdy  zmieniła  kąt  tak,  by  mógł  ocierać  się  bezpośrednio  o  jej 
wilgotny atłas między nogami. Jęcząc, zmiażdżyła siebie nim, przyciągając go bliżej, dopóki nie 
byli  przywarci  do  siebie  klatkami  i  brzuchami.  Tak  jak  tamtej  nocy,  zmieniła  się  prawie 
natychmiast ze spokojnej, porządnej kierowniczki w dziką kocicę,  wijącą się i prężącą pod nim 
jakby nie miała dosyć. 
 
Ta  dwudzielność  doprowadzała  go  do  szaleństwa,  sprawiała,  że  chciał  po  prostu  zobaczyć  jak 
Taylor  pozbywa  się  tych  chłodnych,  stonowanych  pozorów.  Całe  to  gorąco  dusiło  się  pod 
spodem tak, że powstrzymywała je od bulgotania na powierzchni. To gorąco paliło go, wysyłając 
iskry  prosto  w  jego  skórę,  skwiercząc  po  jego  kręgosłupie,  sprawiając,  że  martwił  się,  by  nie 
dojść, zanim znajdzie się wewnątrz niej. 
 
- Zwolnij, Taylor. Mamy mnóstwo czasu. – szepnął nawet, gdy jego palce porywczo pociągnęły 
za  zapięcie  jej  stanika.  Językiem  zlizał  z  niej  kroplę  potu,  wreszcie  zdołając  odpiąć  stanik. 
Niecierpliwie pociągnął w dół za ramiączka i odrzucił bieliznę na bok. – Boże, masz wspaniałe 
cycki.  –  To  nie  było  szczególnie  elokwentne,  ale  wydawało  się  działać  na  nią,  wnioskując  po 
różowym  strumieniu,  który  skradał  się  po  jej  brzuchu  i  po  jej  pełnych  wypukłościach.  Swoją 
wielką dłonią przykrył je całkowicie, sprawiając, że poczuł się jak jakiś zdobywca. Jej sutki były 
małe i ciemnoróżowe, troszkę ciemniejsze od jego warg. Te małe szczyty twardniały, pomiędzy 
jego palcami błagając, by je uszczypnął, polizał, possał. 
 
Wcisnęła mu palce w ramiona i wygięła się ku niemu. Rozszerzyła szeroko nogi i mógł poczuć 
wilgotną  satynę  jej  majteczek,  gdy  ocierała  się  o  niego.  Była  taka  mokra,  taka  gotowa,  Joe 
praktycznie poczuł gorąco jej wnętrza zaciskające się dookoła niego. 
 
Krzyknęła słabo w proteście, gdy zostawił ją, by założyć prezerwatywę. Zatrzymał się na chwilę, 
ciesząc  się  widokiem  jej  rozłożonej  na  jego  łóżku.  Jej  włosy  wydostały  się  luźno  z  klamerki  i 
otoczyły  aureolą  jej  głowę  w  dzikiej  blond  plątaninie.  Jej  oczy  były  ciężko  przymknięte,  gdy 
obserwowała jak nakładał kondom po długości swojego trzonka. Potarł siebie raz, drugi, patrząc 
w  jaki  sposób  jej  oczy  zabłysły  od  oczekiwania.  Obniżył  się  nad  nią  jeszcze  raz,  oderwał  jej 
majteczki. – Nigdzie się nie wybierasz, prawda? – Chwytając za swojego penisa, sunął główką w 
górę i dół po jej łechtaczce, rozmazując gładką wilgoć po jej obrzmiałym ciele. 
 
Jęknęła,  wyginając  się  niecierpliwie  ku  niemu,  wbijając  paznokcie  w  jego  uda,  gdy  próbowała 
przyciągnąć go do siebie. – Nie dzisiaj, przysięgam. 
 
Tak na wszelki wypadek, zgarnął jedną ręką jej nadgarstki i przypiął do materaca nad jej głową. 
– Dobrze. – Drugą ręką  skierował penisa do jej  ściśniętego  wnętrza i pchnął do połowy, zanim 
musiał przystopować, by złapać oddech. 
 
-  Jezu  Chryste,  masz  najdelikatniejszą,  najbardziej  ciasną  cipkę,  jaką  kiedykolwiek  czułem.  – 
Chwytając  za  jej  biodro,  pchnął  jeszcze  raz  wewnątrz,  odpoczywając  tam  przez  minutę  i 
zmagając się, by nie dojść. – Masz pojęcie. – wyszeptał, wyciągając się na zewnątrz – jak bardzo 

background image

30 

 

chciałem  cię  zerżnąć  tamtej  nocy?  –  Umieścił  się  z  powrotem  w  środku,  dając  jej  szansę,  by 
przyzwyczaiła  się  do  jego  wielkości,  czując,  że  mięknie  i  odpręża  się  wokół  niego.  –  Byłem 
właśnie tak twardy przez ostatnie trzy dni. – Wsunął się jeszcze głębiej, jęcząc w satysfakcji, gdy 
odpowiedziała ostrym, wysokim krzykiem i objęła go nogami. 
 
Niezdolny oprzeć się jej gorącemu wnętrzu, zaczął szybki, łomocący rytm. Gdzieś w głowie, zdał 
sobie sprawę, że powinien zwolnić i użyć trochę więcej finezji, zanim całkowicie stracił kontrolę. 
Ale Taylor rozkwitała pod nim. Jej usta zrobiły się czerwone, gdy próbowała wgryźć się, by nie 
jęczeć. Naprężała mięśnie w rękach próbując wydostać nadgarstki z jego uścisku. 
 
Lubi  w  ten  sposób.  Nie  myślał,  że  jest  w  stanie  jeszcze  bardziej  się  pobudzić,  ale  widok 
doskonale wygładzonej Taylor, szalejącej od jego surowego, namiętnego rżnięcia sprawił, że stał 
się  większy  wewnątrz  niej.  Była  tak  ciasna,  że  mógł  się  ledwo  ruszać,  tak  mokra,  że  mógł 
zauważyć blask wilgoci na jego penisie za każdym razem, gdy wychodził prawie cały i napierał z 
powrotem na nią. Wyrzucił głowę do tyłu, ściskając zęby, gdy walczył o kontrolę. Uwalniając jej 
nadgarstki,  umieścił  łokcie  pod  kolanami  Taylor,  rozszerzając  jej  uda  tak,  by  mógł  znaleźć  się 
nawet głębiej. 
 
Zamknęła oczy, otworzyła usta, gdy jej jęki stały się głośniejsze, dopóki praktycznie nie łkała. Z 
ostrym krzykiem, zesztywniała pod nim, napięła uda, gdy jej wnętrze zapulsowało i zacisnęło się 
dookoła niego. 
 
Joe obniżył się nad nią, jęcząc jej do ust, gdy zajeżdżał ją w jej orgazmie, jego własny budował 
się w rdzeniu jego kręgosłupa. Gdy wygięła się i pchnęła ku niemu, w końcu odpuścił, dochodząc 
tak mocno, że aż zauważył gwiazdy pod zamkniętymi powiekami. 
 
Zrelaksowała  się  po  jakiś  dwóch  sekundach,  zanim  zesztywniała  ponownie  i  tym  razem  nie  w 
tym dobrym znaczeniu. Mimo, że nie przesunęła nawet mięśniem, mógł poczuć jak się odsuwa. 
Oparł  się  na  swoich  łokciach,  zaglądając  w  jej  twarz,  ale  nie  spotkała  się  z  nim  spojrzeniem. 
Gdyby  nie  był  w  niej,  pomyślałby,  że  tylko  wymienili  uprzejmości  na  rogu  ulicy.  Jej  ciało 
napięło się, przesuwając się prawie minimalnie. W którejś teraz sekundzie miała się poddać. 
 
-  Powinnam  już  iść.  –  Bingo.  Próbowała  wywinąć  się  spod  niego,  ale  Joe  przytrzymał  ją  w 
miejscu  swoimi  biodrami.  Zasapała,  palce  mimowolnie  ścisnęły  jego  ramiona,  nawet,  gdy 
próbowała delikatnie go odepchnąć. 
 
-  Co  cię  tak  pośpiesza?  –  wyszeptał,  używając  swojej  wagi,  by  przygwoździć  ją  do  łóżka, 
kołysząc biodrami ku niej, tym razem mocniej. Mimo, że miało być to taktyką, by przytrzymać ją 
w  miejscu,  ku  swojemu  zdziwieniu  poczuł  jak  twardnieje  z  powrotem,  gdy  jej  obrzmiałe  ciało 
mimowolnie zacisnęło się wokół niego. – Nic o tobie nie wiem, ale właśnie zaczynam poznawać. 
 
-  Mam  dużo  pracy  i  naprawdę  nie  powinniśmy..  –  Jej  protest  zamienił  się  w  niski  jęk,  gdy 
poruszył się w powolnych, kołowych ruchach, pocierając swoją kością łonową o jej nabrzmiałą 
łechtaczkę. 
 

background image

31 

 

-  Daj  spokój  Taylor  –  powiedział,  opuszczając  głowę,  by  odszukać  językiem  twardy,  różowy 
sutek.  –  Tak  naprawdę  nie  chcesz  wyjść  i  oboje  o  tym  wiemy.  –  Podkreślił  ten  ostatni  punkt 
biorąc  malutki  pączek  do  swoich  ust,  ssąc  mocno,  drażniąc  go  zębami.  Wiedział  ,  że  wygrał, 
kiedy palcami przebiegła przez jego włosy i uniosła się do jego ust. 
 
Szybko założył nową prezerwatywę i zanurzył się z powrotem wewnątrz niej. Jej biodra ruszyły 
się  niecierpliwie  ku  niemu,  ale  tym  razem  przytrzymał  ją  nieruchomo,  zdecydowany  zrobić  to 
teraz  po  woli,  i  posmakować  każdy  ruch  w  taki  sposób,  w  jaki  nie  był  zdolny  za  pierwszym, 
wściekłym razem. 
- Proszę – wysapała – Szybciej. 
 
- Nie. – powiedział, utrzymując się głęboko, gdy chwycił za jej biodra, by przypiąć ją do łóżka. 
Schował twarz w zagłębieniu jej szyi, wdychając jej zapach głębokimi, pociągającymi wdechami. 
Kwiatowe  perfumy  wymieszane  z  aromatem  pobudzonej  kobiety  i  zgrzanej  skóry,  zapach  jego 
potu mieszał się z jej, gdy wjeżdżał i wjeżdżał w nią. 
 
Jej dłonie były wszędzie, głaszcząc jego plecy, plątając się i ciągnąc za jego włosy, ściskając jego 
pośladki, gdy próbowała ponaglić go. 
 
-  Odpręż  się  –  szepnął,  zwiększając  tempo,  lecz  tylko  nieznacznie.  –  Obiecuję,  że  dam  ci  to, 
czego pragniesz. 
 
Nie wiedział, dlaczego dręczył ją w ten sposób, dlaczego się nie poddał i nie zerżnął jej tak, jak 
chciała.  Coś  w  niej  szarpało  jego  instynkty  sprawiając,  że  zechciał  ją  zdominować,  sprawić,  że 
ustąpi. 
 
Ale  Taylor  miała  kilka  asów  w  rękawie,  zorientował  się  gdy,  ścisnęła  się  mocniej  na  nim, 
zaciskając  go  jak  gorąca,  wilgotna  pięść,  wciągając  go  głębiej  w  swoje  ciało,  nakazując  mu 
pompować w nią mocniej. Jego biodra ruszyły się prawie przeciw jego woli, oddychał sycząc od 
gorących pchnięć. Podniósł się na kolana, spoglądając w dół na miejsce, gdzie byli połączeni. Jej 
łechtaczka była lśniącą wilgocią, widoczną pod starannie ułożonymi złotymi lokami. Musnął tam 
kciukiem, sprawiając, że wygięła się w łuk. 
 
Zaczął pieprzyć ją krótkimi, płytkimi razami, kciukiem pocierając o jej twardą, małą łechtaczkę 
w dopasowanym rytmie. Gdy jej orgazm przez nią przeszedł, wsunął się głęboko jeszcze raz, tak 
by mógł poczuć każdy puls, każdy trzepot jej wewnętrznych mięśni. 
 
Jego orgazm podążył za jej, zostawiając go wyczerpanego, giętkiego i zbyt słabego by się ruszyć. 
 
Tym razem nie zdecydowała się odejść natychmiast, co było dobre, odkąd wątpił, że mógłby ją 
zatrzymać.  Nie  wiedział,  dlaczego  to  było  dla  niego  ważne,  by  z  nim  została.  Nawet  nie 
rozumiał,  dlaczego  do  cholery,  tak  go  przyciągała  do  siebie.  Ale,  gdy  pierwszy  raz  ją  ujrzał, 
długo  przed  tym  jak  rozmawiali,  był  nią  zafascynowany.  Zahipnotyzowany  przez  lodowatą 
piękność i szczupłe, krągłe ciało. 
 

background image

32 

 

I  wtedy  się  odezwała,  atakując  jak  na  królową  suk  przystało  i  był  zarówno  poirytowany,  jak  i 
rozbawiony.  Może  jej  pragnął,  bo  prezentowała  wyzwanie.  Nigdy  nie  miał  problemu  z 
atrakcyjnymi  kobietami,  z  nakłonieniem  ich,  by  z  nim  gdzieś  wyszły.  Jego  związki  były 
swobodne i stosunkowo nieskomplikowane. 
 
Ale  Taylor  wydawała  się  być  niedostępna  i  zdecydowana  walczyć  na  każdym  kroku  z  jego 
atrakcyjnością.  Musiał przyznać, że tak jakby polubił zbijać ją z tropu. Tak bardzo udawało jej 
się być chłodną, że dawało mu to dziwne poczucie wiary, by wiedzieć, że nie wygra walki z jego 
atrakcyjnością, nie ważne, co działo się w jej główce. 
 
Zwykle  skłaniał  się  ku  zaufanym  ludziom,  nieskomplikowanym  kobietom,  które  czuły  się 
swobodnie  we  własnej  skórze.  Ale  mimo  jej  oczywistego  sukcesu  i  doświadczenia,  było  dla 
niego jasne, że Taylor nie była całkowicie łatwą kobietą. Gdzieś pod tą doskonałą powierzchnią 
czaiła się prawdziwa Taylor, a dzika kocica, którą wypuściła w sypialni była tylko wierzchołkiem 
góry lodowej. 
 
Mogłaby  wyglądać,  na  pierwszy  rzut  oka,  na  spiętą  snobkę,  ale  wyczuł,  że  prawdziwa  kobieta 
była  bardziej  interesująca  i  o  wiele  bardziej  zawiła.  Nie  wiedział,  dlaczego,  ale  jakoś,  w  głębi 
siebie, wiedział, że mógłby spędzić wspaniały, długi czas na usuwaniu tych warstw, dopóki nie 
odkryje prawdziwej Taylor Flynn. 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

33 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Minuty  lub  nawet  godziny  później,  Joe  pocałował  ją  delikatnie  w  czoło  i  wstał  z  łóżka.  Taylor 
przekręciła się na swoją stronę, czując się, jakby jej mózg był z wełny. 
 
- Trzymaj, załóż to. – Miękki materiał wylądował na jej twarzy. Oszołomiona zorientowała się, 
ż

e była to koszulka. Wciągnął na siebię parę luźnych sportowych spodni i podał jej rękę. 

 
Gdzieś w niewyraźnej części swojego mózgu wiedziała, że powinna wrócić do domu, ale za nic 
nie mogła sobie przypomnieć, dlaczego. Więc tak to jest, gdy masz zjechany mózg. Oczywiście, 
cała  jej  krew  nadal  znajdowała  się  między  jej  nogami,  gdyż  Taylor  nie  mogła  złożyć  razem 
myśli, nawet jeśli ktoś celowałby jej w głowę bronią. Ale Joe wspomniał coś o kolacji, a teraz, 
gdy część jej seksualnej desperacji się uspokoiła, nagle stała się głodna. 
 
Założyła na siebie koszulkę i majtki, zanim podążyła za Joe’em na dół. Powoli, krew napływała 
jej do mózgu, zmuszając ją do logicznego myślenia. Taylor prawie zażyczyła sobie, by okres tej 
głupoty się wydłużył, bo szczerze mówiąc jej świadomość była przerażająca. 
 
W myśli odtworzyła sobie wszystko to, co zaszło, prawie myśląc, że stało się to komuś innemu. 
Nie poznawała kobiety leżącej w łóżku, chrząkającej i jęczącej, gdy Joe wjeżdżał w nią z całą tą 
finezją jackhammer’a. Patrzyła na niego, gdy wyciągał składniki z lodówki i położył na kuchence 
jakąś patelnię do grillowania. 
 
Co jej się, do cholery, stało? Jak mogła zupełnie stracić kontrolę? Znowu? Sobotnie wydarzenie 
mogła  uznać  za  złamanie  długotrwałego  zaklęcia.  To  nie  miało  nic  wspólnego  z  Joe’em  i 
wszystko  z  faktem,  że  minęło  dużo  czasu,  odkąd  uprawiała  seks  i  jeszcze  więcej,  od  kiedy 
doświadczyła zachwycających umiejętności języka faceta między swoimi nogami. 
 
Ale  dzisiaj,  nie  miała  żadnego  usprawiedliwienia.  Pragnęła  Joe’ego,  pragnęła  jego  smaku  w 
swoich  ustach,  pragnęła  poczuć  jak  się  w  niej  zagłębia.  I  na  pewno  jej  nie  rozczarował.  Nigdy 
przedtem,  nie  przeżyła  takiego  seksu,  nigdy  nie  była  tak  pochłonięta  surową  żądzą,  chęcią  i 
pragnieniem, jakby nie miała dosyć. 
  
Ś

cisnęło ją w piersi, a jej oddech stał się płytki, gdy zorientowała się, że pragnęła, by to działo się 

cały  czas.  Podskoczyła  przestraszona,  gdy  wrzucił  stek  na  patelnię.  Musiała  się  stąd  wydostać, 
powinna uciec wcześniej, zanim przyszpilił ją do łóżka i wziął ją niczym Neandertalczyk. 
 
I podobało jej się to! 
 
Wstała  z  krzesła,  ale  Joe,  jakby  wyczuł  jej  ruch,  odłożył  szczypce  i  odwrócił  się,  by  złapać  ją, 
zanim  uciekła  z  kuchni.  Przyciągając  do  siebie,  pocałował  ją  w  ucho  i  wbrew  sobie,  Taylor 
poczuła jak napięcie  opuszcza jej ciało. –  Widzę, że coś cię dręczy. – powiedział, błyskając do 
niej zębami, przez co ścisnęło jej się w brzuchu. – Dobrze się bawimy Taylor. Dlaczego się nie 
odprężysz i nie pozwolisz, by to się działo? 
 

background image

34 

 

Następną  rzeczą  jaką  pamiętała  było  to,  że  trzymała  w  dłoni  kieliszek  z  czerwonym  winem  i 
podziwiała  sposób,  w  jaki  jego  muskuły  lśniły  w  kuchennym  świetle.  Jednak  nadal  nie  mogła 
zaprzeczyć.  –  Nie  jestem  typem  kobiety  ‘zrelaksowanej  i  pozwalającej,  żeby  działy  się  różne 
rzeczy’. 
 
- Nie gadaj. – odpowiedział, jego miękki chichot zawrócił jej w głowie szybciej niż wino. 
 
Patrzyła jak  gotował we wdzięcznej

 

ciszy. Zabawne, nigdy nie sądziła,  że  gotowanie  może być 

tak seksowne, ale kiedy robił to półnagi Joe, było to praktycznie jak afrodyzjak. 
 
-  Burzenie  mogę  zacząć  jutro  popołudniu.  –  Powiedział  przewracając  szybko  steki  i  wrzucając 
całą torebkę szpinaku na patelnię. 
 
Nie miała zielonego pojęcia, o czym mówił, co pewnie ukazywała jej twarz. 
 
- Projekt twojego ogrodu? – Jego szeroki uśmiech zamienił się w niegodziwy – No wiesz, ten  o 
którym przyszłaś pogadać, zanim zaciągnęłaś mniej na górę i błagałaś bym cię przeleciał? 
 
Wyśmiała go przestraszona. – Prawie błagałam – Zatrzymała się, zastanawiając się przez chwilę i 
przyznała, że być może i błagała, ale tylko raz. – I wydaje mi się, że to ty mnie zaciągnąłeś. Ale 
jutro może być, jeśli nadal chcesz zrealizować ten projekt. – Tyle z jej olśniewającego pomysłu 
trzymania go na dystans poprzez utrzymanie z nim czysto biznesowych relacji. – To znaczy, jeśli 
nie czujesz się dziwnie sypiając z jedną ze swoich klientek. 
 
- Myślę, że potrafię oddzielić pracę od przyjemności. – powiedział, przysuwając do niej patelnię 
z  soczyście  wyglądającym  stekiem  i  ciemnozielonym  szpinakiem.  Bochenek  ciepłego, 
chrupiącego  chleba  pojawił  się,  jakby  znikąd;  jego  cudowny  zapach  napełnił  jej  nozdrza.  Tak 
głośno zaburczało jej w brzuchu, że praktycznie słychać było echo. 
 
Zaśmiał się od jej rumieńców. – Myślę, że muszę podtrzymać cię silną, jeśli chcę pozwolić sobie 
na więcej przyjemności. 
 
Zamknęła  oczy  od  pierwszego  kęsa  steku,  tak  dobrego,  jak  ten  w  czterogwiazdkowych 
restauracjach. 
 
- Jeśli będziesz robić taką minę przy każdym kęsie, to znowu zaciągnę cię na górę. 
  
Ugryzła kolejny kawałek, zgarniając językiem zabłąkaną kroplę sosu i zaśmiała się na dziki błysk 
w jego oczach. Już wstawał z krzesła, gdy posłusznia połknęła. – Przepraszam. Ostatnio żyję na 
diecie i na bankietowych koktajlach. 
 
Odkroił  sobie  kawałek  steku,  a  Taylor  nie  mogła  zrobić  nic  jak  tylko  patrzeć,  że  jego  maniery 
przy stole są nieskazitelne. – Wyglądasz raczej na kogoś kto dużo je. 
 
- Bo tak jest. – powiedziała, smakując szpinak i prawię jecząc z uznania. – Ale często bywam na 
spotkaniach i zawsze za dużo mówię, więc nie mam szansy na posiłek. 

background image

35 

 

 
- Czym się zajmujesz? 
 
- Zajmuję się kapitałem przedsiębiorstw. Pracuję w Sand Hill Road. 
 
- Aha. – Jego usta uformowały się w półuśmiech. – Powinienem się domyślić. 
 
Znieruchomiała z widelcem w górze. – Co przez to rozumiesz? 
 
- Nic złego. Ale zdecydowanie wydajesz się taka być. 
 
- Skąd miałbyś o tym wiedzieć? – zapytała. 
 
- Miałem kilku takich klientów. – odciął się. 
 
- Tylko dlatego, że pracujesz w ich ogrodach, nie znaczy, że wiesz jacy są. – Prawie wzdrygnęła 
się  na  swój  zasmarkany  ton,  przypominający  próżnego  trzynastolatka.  A  poza  tym,  ciężko 
pracowała, by pasować do wizerunku, jakiego wymagała jej pozycja. Więc dlaczego obraziła się 
,gdy  Joe  powiązał  ją  z  dumną  bizneswoman,  którą  była?  –  Wybacz,  nie  chciałam,  by  tak  to 
zabrzmiało. 
 
Podarował jej mały uśmiech, ale nie spojrzał na nią. – Masz  rację. Tylko dlatego, że projektuję 
ich ogrody nie znaczy, że dobrze ich znam. 
 
Kawałek steku mielił się w jej ustach, gdy zmagała się, by coś powiedzieć. Różnił się od każdego 
faceta, z którym się umawiała – jeśli ktokolwiek mógł nazwać to randką. Dlatego lubiła spotykać 
się z facetami z podobnymi karierami, mężczyznami, z którymi mogłaby swobodnie dyskutować 
na tematy związane z pracą. Jakoś wątpiła, by Joe był zainteresowany perypetiami ze spółkami, 
albo tym że Taylor została niedawno zaproszona do zasiadania w zarządzie nowej firmy.

 

 

Ale  różnił  się  też  w  inny  sposób,  oprócz  tego,  że  jego  kariera  była  całkowicie  niezwiązana  z 
finansami  lub  technologią.  Był  pewną  siebie,  prostą  osobą,  jednak  wiedziała,  że  nie  wydaje  się 
przekraczać  granicy  nieatrakcyjnej  arogancji.  Emanował  aurą  mężczyzny,  który  zdawał  się  być 
zadowolony z siebie, zadowolony ze swoich osiągnięć, nie będąc przy tym próżnym. Większość 
mężczyzn, których znała chętnie mówiła jej o tym, jaki widzieli potencjał w tym lub w tamtym 
przedsiębiorstwie, znając poszczególny sektor i uderzając w niego wystarczająco szybko, by móc 
spieniężyć sukces i zakupić najnowszy model Mercedesa. 
 
Ale Joe, który oczywiście odniósł sukces, nie miał potrzeby przechwalania się tym. Oczekiwała, 
ż

e ktoś tak młody i atrakcyjny miał w sobie, choć trochę z dupka. Wtedy przypomniała sobie ich 

pierwszą rozmowę. No dobra. Zdecydowanie miał coś w sobie. – Co sprawiło, że kupiłeś dom w 
tej dzielnicy? 
 
- Masz na myśli to, jak ktoś taki jak ja mógł sobie pozwolić na kupno takiego domu? – Jego to 
był łagodny, ale mogła powiedzieć, że nadal był wkurzony na jej wcześniejszy komentarz. 
 

background image

36 

 

-  Wcale  tak  nie  myślę.  –  powiedziała  opryskliwie  –  Ale  skoro  już  o  tym  wspomniałeś  to 
przyznaję, zastanawiałam się nad tym. 
 
-  Oj,  panno  Taylor  jesteś  aż  tak  wścibska,  by  pytać  się,  ile  pieniędzy  zarabiam?  –  Oparł  się  o 
krzesło krzyżując ręcę na klacie. 
 
Uniosła brew, ale nic nie powiedziała. 
 
- Zainwestowałem w to – powiedział w końcu. – I mogę sobie pozwolić, odkąd wartość mojego 
poprzedniego  domu  w  Palo  Alto  zwiększyła  się  o  trzydzieści  procent,  zanim  chciałem  go 
sprzedać. Na początku razem z ojcem wybraliśmy małe gówno z widokiem na góry.  Kupiliśmy 
go tuż po tym jak opuściłem szkołę... 
 
- Szkołę? – teraz była zaintrygowana. Kariera Joe’ego może i nie znajdowała się na jej liście, ale 
ze  stopniem  uzyskanym  w  collegu  mógłby  zakraść  się  tylnim  wejściem.  Teraz,  gdyby  tylko 
mogła  zrobić  coś  z  tą  czteroletnią  różnicą  wieku.  Jej  głupie  marzenia  o  poważnym  związku  z 
Joe’em zostały zmiażdżone jego kolejnymi słowami. 
 
- Przez dwa lata chodziłem na Uniwersytet w Berkley, ale w końcu przestałem. 
 
- Nie zdałeś? 
 
Zmarszczył brwi,  wziął ostatni kawałek steku. – Nie za bardzo. Nie było to tylko warte mojego 
czasu. 
 
Taylor wiedziała, że jej szczęka praktycznie spoczęła na stole, ale nie mogła pozbyć się szoku. I 
konsternacji.  W  jej  świecie  edukacja  była  wszystkim.  Jesli  nie  zdołałaby  dostać  stypendium 
naukowego, to nigdy nie wydostałaby się ze swojej tandetnej przyczepy. Skończyłaby jak swoja 
matka,  mordując  się,  by  zarobić  wystarczająco  pieniędzy  na  siebie,  swoje  dzieci,  i  na  jakiegoś 
nieudacznika,  którego  przygarnęłaby  z  podwórka.  –  Nie  mogę  wyobrazić  sobie,  że  istnieje  taki 
szczęściarz, który dostaje  się do Berkley i rezygnuje. 
 
Zmarszczył brwi. – Zacząłem pracować w ogrodnictwie w szkole średniej i wiedziałem, że jest to 
coś,  co  chcę  robić  w  życiu.  Potrzebowałem  jedynie  kilku  kursów  z  zarządzania  i  z  jakiejś 
architektury,  ale  następnie  stwierdziłem,  że  nieuczciwie  byłoby  marnować  pieniądze  swoich 
rodziców. Dołożenie pieniędzy na kupno mojego domu okazało się lepszą inwestycją. 
 
- Ale nie chciesz, tak na wszelki wypadek, postarać się o tytuł? 
 
- Na wypadek czego? Stworzyłem swój własny biznes i nieźle na tym wychodzę. – Wskazał na 
swoją nowo wyremontowaną kuchnię. 
 
Wzięła  ostatni  kawałek  mięsa  do  swojej  buzi.  –  Każdy  odnosi  korzyści  z  dobrej  edukacji,  nie 
ważne, co robi w życiu. 
 
- A ja mówię, że praktyczne doświadczenie jest ważniejsze, zwłaszcza w mojej dziedzinie. 

background image

37 

 

 
- Ale nie jesteś ciekawy wiedzy? Nie chcesz się nauczyć o innych rzeczach, niż o najnowszych 
technikach ściółkowania? 

 

 
Zacisnął  szczękę  i  zorientowała  się,  że  znowu  go  uraziła.  Nie  chciała,  ale  zawsze  drażniło  ją, 
kiedy ludzie rezygnowali ze świetnych możliwości. 
 
- Nieposiadanie stopnia licencjata nie oznacza, że nie jestem wykształcony. – powiedział ciętym 
głosem. Machnął w stronę wbudowanych półek na książki otaczających telewizor w salonie. – To 
nie jest dekoracja Taylor. 
 
-  Spojrzała  za  siebie,  nie  będąc  w  stanie  przeczytać  tytułów  z  tego  miejsca.  Dobra,  więc  był 
oczytany. Ale lista przeczytanych książek nie może zostać użyta w CV. 
 
Dość  wcześnie  Taylor  zorientowała  się,  że  edukacja  jest  jedyną  ucieczką  z  jej  zakurzonego, 
martwego  miasta.  Skupiła  się  na  otrzymywaniu  najlepszych  stopni  i  oparła  się  wpływowi 
szaleństwa, który pochłonił jej przyjaciół. Nawet jako nastolatka wiedziała, że jeśli się nie skupi 
na swoim celu, to skończy jak większość z jej przyjaciółek – ciężarnych, pracujących ciężko za 
niską krajową i martwiących się o kupno paliwa i pieluch dla maleństw. 
 
Taylor  była  zdeterminowana,  by  nigdy  tak  nie  skończyć.  Zawsze  wiedziała,  że  się  wybije.  A 
kiedy tak się stało, poszła na studia, zrobiła świetną karierę i nigdy nie zadowalała się facetami, 
którzy mniej osiągnęli niż ona. 
 
To  długo  utrzymywane  przekonanie  tylko  się  wzmocniło,  kiedy  w  końcu  zbudowała  swoją 
karierę  i  dostała  swoje  MBA  ze  Stanford.  Było  jasne,  że  kiedy  w  końcu  się  ustatkuje,  będzie 
musiała być z mężczyzną, który równie dobrze, bądź nawet lepiej odnosił sukcesy, z mężczyzną, 
który dbałby o społeczne obowiązki, jakie narzucała kariera, i który byłby silnym partnerem w jej 
profesjonalnym i prywatnym życiu. 
 
Zasadniczo,  kimś  kim  Joe  nie  był.  Dlaczego  cię  to  obchodzi?  To  nie  tak,  że  myślałaś  o 
małżeństwie z nim. Niestety, Taylor nadal nie wiedziała, na co liczyła idąc z Joe’em do łóżka.  Z 
jej  ograniczonym  doświadczeniem,  rzadkim  seksem  z  nieodpowiednimi  partnerami  –  albo  z 
jednym  odpowiednim  –  kreowało  się  to  bardziej  na  kłopoty  niż  satysfakcję.  Ale  przez  jeden 
dotyk  dłoni  Joe’a  nie  mogła  się  powstrzymać,  wiedząc  nawet,  że  przespanie  się  z  nim  było 
strasznym pomysłem. Mimo to poczuła się chora, zdając sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. 
Ich przeznaczeniem było spędzić wspólną, jedną, namiętną noc lubieżnego seksu, zjeść przyjazny 
posiłek, ale nic poza tym. 
 
Wziął  łyk  swojego  wina,  patrząc  na  nią  znad  kieliszka.  –  Jest  wiele  sposobów  na  odniesienie 
sukcesu w życiu Taylor. Nie wszyscy podążają tą samą ścieżką. 
 
Łatwo powiedzieć. Pewnie pochodził z troskliwej, podtrzymującej na duchu rodziny, która była 
w stanie wysłać go na studia i dać mu pieniądze na ich spłatę. Otworzyła buzię, by powiedzieć 
mu to, ale się powstrzymała. Nie  chciala  marnować czasu na debatowanie o tym,  czy stopień z 
collegu  był  wymagany,  by  odnieść  w  przyszłości  sukces.  Nie,  kiedy  jego  długie,  mocne  palce 

background image

38 

 

jeździły po nóżce od kieliszka sprawiając, że  zadrżała, gdy przypomniała sobie jak dotykały jej 
skóry. 
 
Jego oczy zwęziły się nieznacznie, jakby mógł czytać jej w myślach. Sięgnął po nią, złapał za jej 
przedramię  wyciągając  ją  z  krzesła  i  umieszczając  na  swoich  kolanach.  Znowu  stwardniał, 
szturchając  uparcie  jej  biodro.  Jego  dłoń  podjechała  w  górę  po  jej  udzie,  pod  jej  koszulkę, 
chowając  się  bezwstydnie  w  jej  majteczkach.  Jęknęła  i  zadrżała,  zwilżając  jego  dłoń,  gdy 
pierwszy raz pogłaskał jej łechtaczkę. – Skoro już przedyskutowaliśmy temat filozofii edukacji, 
może zamkniemy się i zabierzemy za deser? 
 
Jeśli naprawdę zamierzała ograniczyć to do tylko jednej nocy, mogłaby i tego spróbować. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

39 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

  
-  Jeśli  nie  powiesz  mi,  co  się  dzieje,  to  wleję  to  do  twojej  nowej  torebki.  –  Taylor  odwróciła 
swoją  uwagę  od  komputera  gdy  Jenna  usiadła  na  skórzanym  fotelu  po  drugiej  stronie  biurka 
Taylor, trzymając jej kubek kawy nad nowym Luisem Vuittonem Taylor. Jenna przeżuciła jedną 
nogę na drugą i zaczęła niecierpliwie ruszać stopą. 
 
Mówiąc o blefie Jenny, Taylor dała jej swoje najlepsze, nieskazitelne spojrzenie. 
 
-  Chodzi  o  Stevena?  Coś  mu  znowu  wypadło?  Bo  w  poniedziałek  byłaś  trochę  na  haju,  ale  już 
wczoraj  było  w  porządku.  Jednak  dzisiaj  jesteś  nerwowa  i...  –  Jenna  zarzuciła  torbę  Taylor  i 
machała dookoła rękoma, idealnie naśladując raczej spastyczny ranek Taylor – Jeżeli chodziłoby 
o kogoś innego, to nawet bym nie zauważyła, ale ty... 
 
Nie  musiała  kontynuować,  Taylor  wiedziała,  co  chciała  powiedzieć.  Taylor  była  zawsze 
opanowana. Mogła spędzić całą noc w biurze, wziąć prysznic i przebrać się w szatni w centrum 
fitness  w  tym  samym  budynku  i  wyglądać,  jakby  była  tam  tylko  osiem  godzin.  Mogłaby  mieć 
czerwone  oczy, przez cały lot samolotem studiując biznes plan i należną  dokumentację,  i nadal 
wynegocjować zabójcze warunki bez zacięcia. 
 
Jednak dzisiaj, drugi raz w tym tygodniu, Taylor była nerwowa i roztargniona,  tracąc wątek w 
wykonywanym zadaniu bądź w rozmowie, odkąd to się zaczęło. I znowu temu wszystkiemu był 
winien Joe. 
 
Wszystko przez to, że była dziko napalona. 
 
Myślała,  że  po  łóżkowych  akrobacjach  zeszłej  nocy,  oboje  będą  zaspokojeni  przez  conajmniej 
kilka tygodni. Ale nie. Dzisiaj rano, gdy tylko oddech Taylor się zmienił, Joe próbował właściwie 
użyć  swojej  porannej,  imponującej  erekcji.  Ale  Taylor  powstrzymała  go,  zdecydowana 
podtrzymać swoją rutynę codziennego porannego biegu przed pójściem do pracy. 
 
-  Wspaniale,  spotkamy  się  na  zewnątrz  za  dziesięć  minut.  –  I  czekał,  ubrany  w  sportowe 
spodenki, które opinały jego muskularne nogi i koszulkę, która uciskała jego masywną klatę. Gdy 
tylko  poprowadziła  go  przez  swoją  czteromilową  drogę  dookoła  sąsiedniego  miasteczka 
uniwersyteckiego  Stanford,  była  zahipnotyzowana  wyginaniem  się  i  napinaniem  jego 
umięśnionych  nóg  przez  stanowczo  zaokrągłony  tyłek,  gdy  przez  swoje  tempo  nieznacznie 
utrzymywał się przed nią. Nigdy wcześniej tak nie żałowała, że skończył się maraton. 
 
I  chociaż  wilgoć  jej  własnych  spodenek  nie  była  spowodowana  jedynie  biegiem,  miała  zamiar 
trzymać się jednonocnego postanowienia. Zeszła noc była upominkiem jak nieprzyzwoite lody z 
bakaliami od Ghirardelli, na które pozwalała sobie raz na rok, kiedy w odwiedziny przylatywała 
jej matka. Soczysta pobłażliwość, która nie była dla niej odpowiednia. Więc kiedy Joe chciał do 
niej wejść i zasugerował wziąć razem prysznic, Taylor odrzuciła go, będąc w tym czasie dumna 
ze swojego postanowienia. 
 

background image

40 

 

Ale  teraz  zaczynala  żałować  tej  decyzji,  gdyż  przez  cały  ranek  była  nękana  przez  pulsowanie 
między  jej  nogami,  swędzący  niepokój,  który  lepiej  powinien  zostać  zaspokojony  niż 
przeczekany.  Taylor  nie  była  pewna,  czy  mogłaby  pozwolić  sobie  na  brak  wydajności,  co 
spowodowane by było czekaniem. 
 
- Znowu to robisz. – pękła Jenna, odciągając ostro Taylor od jej fantazji o namydlonym Joe’em 
przyciskającym ją do ściany prysznica. 
 
- Co? – spytała Taylor. 
 
- Całkowicie odleciałaś. Tak w ogóle, to gdzie? – Poruszyła sugestywnie ciemnymi brwiami. – Z 
wyrazu twojej twarzy wnioskuję, że musiało być miło. 
  
Jenna  nie  zamierzała  ustąpić.  I  szczerze,  Taylor  umierała,  by  móc  się  komuś  zwierzyć.  Zwykle 
nigdy  nie  wyjawiałaby  współpracownikowi  szczegółów  ze  swojego  miłosnego  życia,  ale  Jenna 
była znana w świecie interesu z uczciwości, roztropności i nie bawienia się w gierki polityczne. 
Taylor wiedziała, że Jenna nie wykorzystałaby tych informacji przeciwko niej. – Musisz obiecać, 
ż

e nikomu nie powiesz. 

 
Zachwyt  pojawił  się  na  twarzy  Jenny,  gdy  zorientowała  się,  że  właśnie  miała  otrzymać 
szczególnie soczysty smakołyk. Zarysowała palcem  krzyżyk na swojej  piersi i wychyliła się do 
przodu, gdy Taylor wygadała się, pomijając większość bardziej intymnych szczegółów. 
 
-  To  wszystko?  –  Jenna  wyglądała  na  rozczarowaną.  –  Ze  sposobu,  w  jaki  się  zachowywałaś 
myślałam, że może robisz to, z którymś z naszych partnerów biznesowych. 
 
Taylor zmarszczyła nos na tą myśl. – Fuu. Poza tym, wszyscy są żonaci. 
 
- Co większości z nich nie powstrzymuje. 
 
-Ale, Jenna, on jest architektem ogrodów. A teraz jest moim architektem ogrodów. 
 
-  Więc  zatrudniłaś  go  po  to,  by  zorał  twój  trawnik,  a  teraz  orze  ciebie?  –  Jenna  zaśmiała  się  z 
własnego żartu. 
 

-

 

Sypiam z podwładnym. To jest takie niewłaściwe. 

 
-To nie jest wiktoriańska Anglia, Taylor, a on jest ledwie “podwładnym”. Osobiście uważam, że 
jest dokładnie tym. czego potrzebujesz. 
 
Taylor zadrwiła. – Nie widzę tego tak. 
 
-Zawsze tak  bardzo  martwisz się o pracę, o randki. Dlaczego nie zabawisz się z  facetem,  który 
najwyraźniej wie, jak pociągnąć za twoje sznurki? 
 
-Ale to do niczego nie prowadzi. Nie, gdy on jest ogrodnikiem... 

background image

41 

 

 
-Architektem ogrodów. – poprawiła ją Jenna. -  On przerabia twój ogród – długoterminowo, tak 
w ogóle – Nie wpada raz na tydzień, by podlać twoje kwiatki czy ściąć żywopłot. 
 
-Cokolwiek. –  Powiedziała Taylor. – Jest też  młodszy  ode mnie, prawdopodobnie woli chodzić 
do  barów  oglądać  mecze  i  podrywać  pijane  dziewczyny.  To  nie  może  stać  się  czymś  więcej.  – 
powtórzyła. 
 
-Dlaczego zawsze wszystko musi gdzieś zmierzać? Dlaczego nie możesz żyć  chwilą, i choć raz 
się zabawić?  Masz rację,  pewnie nie będzie to coś poważnego.  Wątpię,  by  chciał się związać z 
poddenerwowaną  pracoholiczką.  Ale  gdybym  miała  gorącego,  młodszego  faceta,  który 
próbowałby  dobrać  mi  się  do  majtek,  to  pozwoliłabym,  mu  zanim  przestałoby  to  być  jedynie 
dobrą zabawą. 
 
-Naprawdę jestem poddenerwowaną pracoholiczką? 
 
Usta  Jenny  wykrzywiły  się  w  przepraszającym  uśmiechu.  –  Tak  jakby.  Ale  ta  zabawna  strona 
ciebie,  którą  tak  zdecydowanie  ukrywasz,  tak  lśni,  że  aż  postanowiłam  cię  polubić.  –  Na 
zaistniałą ciszę powiedziała. – Dlaczego się trochę nie zabawisz Taylor? Pomyśl o Joe’em jak o 
aperitifie,  zesłanym  do  ciebie  z  góry,  by  oczyścił  twoje  podniebienie  po  paskudnym  smaku 
Stevena. Później możesz się martwić zdobywaniem męża z pozycją. 
 
-Mam już trzydzieści dwa lata. Nie mam zbyt dużo czasu. 
 
Jenna  pokręciła  głową.  –  Kilka  tygodni  cię  nie  zabije.  Poza  tym  obawiam  się,  że  jeżeli  nie 
pozwolisz, by cię przeleciał, to ukatrupisz układ z Medigen. A jeśli to zrobisz, to nie będę mogła 
zostać ich nowym CEO. 
 
Taylor pokręciła głową z mieszanką rozbawienia i frustracji, gdy Jenna wyszła. Chciałaby mieć 
trochę więcej pragmatyzmu Jenny, i o wiele więcej jej zaufania.  W  przeciwieństwie  do Taylor, 
Jenna  nigdy  nie  martwiła  się  robieniem  lub  mówieniem  właściwych  rzeczy,  jednak  odniosła 
niewiarygodny  sukces.  Ale  Jenna  była  również  wystarczająco  błyskotliwa,  by  ludzie  mogli  jej 
wybaczyć  towarzyskie  gafy  bądź  ekscentryczność.  Taylor  nie  była  pewna,  czy  mogłaby 
powiedzieć to samo o sobie. 
 
Jednak, gdy ranek się wlókł, nie mogła pozbyć się z myśli słów Jenny. Jeślibym miała gorącego, 
młodszego faceta próbującego dobrać się mi do majtek, to bym mu pozwoliła. Musiała przyznać, 
ż

e  Jenna  miała  rację.  Nie  przypominała  sobie  lepszego  seksu  i  prawdopodobnie  nie  będzie 

takiego  miała.  Dlaczego  nie  spróbować,  podarować  swojemu  ciału  trochę  więcej  tego,  co 
najwyraźniej straciło? 
 
Niewytłumaczalnie,  ujrzała  twarze  swoich  szkolnych  przyjaciółek,  trzymających  na  rękach 
maluchy,  mimo,  że  niebyły  dorosłe.  Dziewczyny  bez  ambicji,  które  zadowalały  się  pierwszym 
lepszym  facetem,  sądząc,  że  jest  to  ich  wielka  miłość.  Byli  zadowoleni  mieszkania  w  swoich 
małych  miasteczkach,  w  swoim  malutkim  życiu,  nie  myśląc  nawet  o  tym,  że  mogliby  osiągnąć  
więcej,  być  kimś  więcej.  Uważaj  Taylor,  miłość  może  cię  chwycić  i  powstrzymać  przed 

background image

42 

 

otrzymaniem  tego,  na  co  zasługujesz  od  życia,  ostrzegaał  ją  ten  zawsze  ostrożny  głosik,  który 
mówił  jej,  by  skupiła  się  na  nagrodzie,  nigdy  nie  pozwoliła  się  rozproszyć  przed  osiągnięciem 
swoich celów. 
 
Taylor zdusiła to.  Czego ona się obawiała? Była  bezpieczna od zakochania się  w Joe’em, więc 
jak  on  prawdopodobnie  mógł  zbić  ją  z  tropu?  Jenna  miała  rację.  Po  tych  wszystkich  latach 
ciężkiej  pracy  i  poświęceń,  po  ciągłym  podejmowaniu  właściwych  decyzji  w  pogoni  za 
sukcesem, miała prawo się zatrzymać i powąchać róże, nawet przez chwilkę. 
 
Podniosła  słuchawkę  i  wezwała  asystentkę.  –  Nina,  wyszłam  wcześniej  na  lunch,  gdyby 
ktokolwiek się o mnie pytał. 
 
 
Joe  zamachnął  się  młotem,  lądując  głośnym,  satysfakcjonującym  trzaśnięciem  na  rozwalone 
betonowe patio Taylor. Jeśli w ogóle można było to tak nazwać. Zasadniczo była to krusząca się 
płyta, która zajmowała jakieś trzy czwarte powierzchni ogródka, pozostawiając resztę chwastom i 
mleczom. Dotychczas zdołał roztrzaskać około ćwiartkę tego, a po czterech godzinach, cały był 
pokryty potem i konkretnym kurzem. Robota poszłaby szybciej z niewielką pomocą, ale wszyscy 
z  jego  załogi  zajmowali  się  ogrodami  jego  klientów,  których  poganiały  kończące  się  terminy. 
Poza  tym,  na  początku  wolał  pracować  samotnie.  Dało  mu  to  czas  na  zapoznanie  się  z 
przestrzenią i na zastanowienie się, jaki kierunek obrać w projektowaniu. 
 
 Usmiechnął  się  do  siebie,  gdy  spojrzał  wokoło,  chwytając  wzrokiem  szezlong,  pojedyncze 
krzesło  podwórkowe  oraz  smutno  wyglądający  stolik,  które  tworzyły  miejsce  spoczynkowe 
Taylor.  Cokolwiek  tu  zrobi,  musi  to  być  łatwe  w  utrzymaniu.  Nie  rozumiał,  jak  ktoś  tak 
poukładany,  pozwolił  by  ten  ogród  był  w  tak  ponurym  stanie.  Wzruszył  ramionami,  łapiąc  z 
powrotem  za  młot.  Jej  zaniedbanie  było  jego  zyskiem,  zarówno  osobiście  jak  i  finansowo. 
Istniała  też  inna  korzyść  wolnej  pracy:  da  mu  to  wymówkę,  by  trzymać  się  blisko  Taylor  na 
trochę dłużej. 
 
Nie  powinien  potrzebować  wymówki,  pomyślał,  marszcząc  brwi,  ale  po  dzisiejszym  ranku 
wyglądało  na  to,  że  jednak  tak.  Ten  spanikowany  wzrok,  ten  sam,  który  miała  pierwszego 
wieczoru, kiedy sprawił, że doszła na jego kanapie, w pierwszej sekundzie, gdy otworzyła oczy. 
Była grzeczna, ale najwyraźniej nie czuła się komfortowo, kiedy towarzyszył jej podczas biegu. 
Odrzucając jego próby nawiązania rozmowy, biegła z wściekle zdecydowanym wyrazem twarzy, 
jakby bieg był czymś w rodzaju uporania się z każdym postawionym krokiem. 
 
Jakkolwiek nie była zupełnie obojętna. Kiedy pocałował ją w jej korytarzu i próbował zaciągnąć 
ją pod prysznic, zdecydowanie była chętna. Nawet przez warstwy jej sportowego stanika i bluzki, 
poczuł jak jej sutki napięły się, słyszał jej głodne małe dźwięki, kiedy ją całował. 
 
 Taylor  lubiła  go  bardzo,  ale  z  jakiegoś  powodu  zdecydowała  się  mu  oprzeć.  Huknął  znowu  w 
beton, marszcząc brwi, gdy przypomniał sobie ich rozmowę poprzedniego wieczoru. 
 
Prawie  był  pewny,  że  wiedział,  dlaczego  nie  chciała  być  z  nim.  Była  wstrząśnięta,  prawie 
pogardliwie,  jego  decyzją  o  zrezygnowaniu  ze  studiów.  To,  połączone  z  jej  odniesieniem  do 

background image

43 

 

“kogoś takiego jak on” i “typu ludzi, dla których pracował” potwierdziło tylko jego przeczucia, 
co do niej, kiedy pierwszy raz ją ujrzał. 
 
Taylor była snobką. Jedną z tych kobiet, które miały bardzo specyficzne zdanie na temat facetów, 
z którymi powinny bądź nie mogły się umówić. A faceci tacy jak Joe, którzy pracowali fizycznie 
i nie byli za bardzo wykształceni, byli bardziej definiowani jako ‘z poza listy”. 
 
Zrobił sobie przerwę, by napić się napoju dla sportowców. Mimo, że patio było zacienione, czuł 
jakby miał się zaraz stopić. Prawdziwym pytaniem było, dlaczego do cholery, tak bardzo chciał 
zmienić jej zdanie? Joe nie był próżny, ale wiedział, że jest atrakcyjnym facetem. Jeśli Taylor nie 
byłaby nim zainteresowana, mógł znaleźć mnóstwo innych kobiet, które byłyby. Ale nie mógł nic 
poradzić  na  to,  jak  się  uśmiechał  na  myśl  o  sposobie,  w  jaki  próbowała  utrzymać  swój  chłód, 
podczas,  gdy  jej  niebieskie  oczy  paliły  gorącem  i  praktycznie  zjadały  go  żywcem.  Potem 
nadeszły  te  krótkie  momenty,  kiedy  opuszczała  tarczę;  uchwycił  błysk  czegoś  ciepłego,  czegoś 
błyskotliwego,  które  go  przyciągało,  pozwalało,  by  czuł  jakby  zassało  go  w  środku.  To  było 
wariactwo.  Nawet  zanim  ją  poznał,  przyciągała  go,  jakby  zarzuciła  na  niego  jakąś  nić  i 
instynktownie wiedział, że była dla niego idealna, pomimo wszystkich tych przeciwieństw. 
 
I  wtedy  był  seks.  Zamknął  oczy,  napawając  się  smakiem  wspomnienia  jej  zjeżdżającej  z  jego 
kolan,  ściągającej  z  niego  spodnie  wystarczająco,  by  uwolnić  jego  penisa  i  biorącej  go  w  usta 
właśnie  tam,  na  kuchennym  stole.  Nadęta,  wybredna  Taylor,  która  wyglądała  jakby  marszczyła 
nos  za  każdym  razem,  jeżeli  chodziło  o  seks  oralny,  owinęła  go  swoimi  różowymi  ustami  i 
polizała go chciwie językiem, jakby jego penis był najbardziej pyszną rzeczą, jaką kiedykolwiek 
smakowała. Kiedy uderzył go orgazm z całą tą zwijąjącą go siłą, głaskała go mocno dłonią, ssąc 
go głęboko do swojego gradła, dopóki nie wysączyła z niego ostatniej kropli orgazmu. 
 
Joe  otworzył  oczy,  próbując  zetrzeć  obrazy,  które  spowodowały,  że  natychmiast  stwardniał. 
Rozwalanie  betonu  było  dobrym  sposobem  na  wyrzucenie  z  siebie  seksualnej  frustracji,  ale  w 
tych warunkach mógłby właściwie się skrzywdzić. 
 
Wtedy jakby ją wyczarował, Taylor pojawiła się w szklanych przesuwanych drzwiach od kuchni. 
Potarł swoje oczy,  przekonany, że jego mózg nękał go seksualnymi halucynacjami. 
 
Jej  blade,  smukłe  ręce  ruszyły  do  guzików  jej  bluzki,  rozpinając  ją  skutecznie,  by  ukazać  jej 
jedwabiście jasną skórę. Przełknął mocno, stwierdzając, że jeśli byłaby to halucynacja, to uległby 
jej  szczęśliwie  aż  do  obłąkania.  Gdy  tylko  się  zbliżyła,  poczuł  zapach  jej  perfum,  świeżych  i 
kwiatowych,  przypominajacych  mu,  że  cholernie  potrzebował  wziąć  prysznic.  Wtargnięcie  w 
rzeczywistość wystarczyło, by jego mózg wskoczył na odpowiednie obroty. Nic z tego nie miało 
sensu.  Po  chłodnym  poranku,  dlaczego  Taylor  tu  była  rozbierając  się  w  swoim  ogródku,  kiedy 
powinna być w pracy? 
 
-  Taylor,  co  się  dzieje?  –  Zapytał  otwarcie.  –  Po  dzisiejszym  poranku  oczekiwałem,  że  będę 
musiał bardziej się postarać, by mieć cię znowu nagą. 
 
Jej  dłonie  spowolniły,  uwodzicielski  uśmiech  na  jej  twarzy  zamienił  się  w  niepewny. 
Najwyraźniej nie oczekiwała jakichkolwiek pytań. –  Nie wiem jak ty, ale po dzisiejszym  ranku 

background image

44 

 

czuję  się...  niezaspokojona.  –  Jej  głos  był  niski,  ochrypły,  ale  usłyszał  pod  spodem  drżenie  z 
nerwów.  I  oto  znowu,  kolejne    przelotne  spojrzenie  uległości,  ktore  zaparło  mu  dech  w  piersi  i 
wymazało jakiekolwiek pytania o jej motywy. 
 
Taylor  była  niewiarygodnie  piękna,  ale  oczywiście  miała  –  według  niego  –  bezpodstawne 
wątpliwości,  co  do  swojej  kuszącej  seksualności.  Chciał  odnaleźć  jej  głupiego  byłego  faceta  i 
przyłożyć  mu  za  nadużycie  jej  zaufania.  Z  drugiej  strony,  może  powinien  podziękować  mu, 
odkąd  odrzucenie  tego  głupka  znaczyło,  że  Taylor  użyła  Joe’ego  do  podbudowania  swojej 
seksualnej pewności siebie. A Joe nie za bardzo czuł się wykorzystany, zwłaszcza przez cudowną 
kobietę, która wydawała się mieć w sobie uwalniającą się powoli nimfomankę. Jeśli pozwoli mu 
zdobyć jej ciało, to może któregoś dnia pozwoli mu również zdobyć swoje serce. 
 
Czego, ku jego zdziwieniu, naprawdę pragnął. 
 
Nie  pozwalając  sobie  rozwodzić  się  nad  tą  wstrząsającą  analizą,  Joe  zdecydował  się  zagrać  w 
jakąkolwiek  grę,  którą  Taylor  miała  na  mysli.  –  Niezaspokojona?  –  Uśmiechnął  się  szeroko, 
pozwalając, by młot upadł na ziemię. 
 
Zbliżyła  się,  wyciągając  palec,  by  zahaczyć  nim  o  jego  koszulkę  i  unosząc  ją,  tym  samym 
eksponując jego brzuch. – Rozproszona. – Powiedziała, jeżdżąc palcem w górę i dół po jego abs, 
które podskakiwało, jakby porażone prądem. Jego penis już naciskał na rozporek jego jeansów, 
rosnąc  do  prawie  bolesnej  twardości.  Pot,  który  nie  miał  nic  wspólnego  z  gorącem  i  pracą 
fizyczną, spłynął po jego plecach. 
 
-  O  czym  myślałaś?  –  zapytał,  opierając  się  pragnieniu,  by  pociągnąć  za  jej  bluzkę  i  zanurzyć 
twarz między jej piersi. Piłka była po jej stronie. Chciał zobaczyć jak daleko posunie się Taylor, 
by zdobyć to, co oczywiście chciała. 
 
Zatrzymala  się,  przygryzła  wargę  i  na  chwilę  pewna  siebie  kusicielka,  została  zastąpiona 
nieśmiałą  nastolatką.  –  O  Tobie.  –  W  końcu  szepnęła.  Uniósł  zachęcająco  brew.  –  Nagim.  – 
powiedziała, pojawił się niegrzeczny szeroki uśmiech, gdy wróciła do swojej roli. Zbliżyła się, na 
tyle  blisko,  że  mógł  poczuć  ciepło  jej  skóry,  poczuć  jej  oddech  na  swojej  klacie,  gdy  uniosła 
wyżej  jego  koszulkę.  Językiem  chwyciła  zabłąkaną  kroplę  potu,  a  on  zajęczał  w  kontakcie. 
Szybko  zdjął  koszulkę,  rzucając  ją  gdzieś  w  stronę  plastikowego  stolika.  Jedną  ręką  Taylor 
naparła na  niego, popychając go, by usiadł na krześle. 
 
Usiadł, przełykając mocno, kiedy rozpięła do końca bluzkę i przednie zapięcie stanika. Jej piersi 
zostały  uwolnione,  jak  dwa  śmietankowe  kopce.  Ślina  napłynęła  mu  do  ust.  –  Taylor.  – 
Powiedział, przełykając konwulsyjnie, gdy uniosła spódnicę, by ujawnić podwiązkę - tym razem 
czarną. Jezu Chryste, w trakcie tych wszystkich miesięcy, gdy ją obserwował, nie miał pojęcia, 
ż

e pod biznesowym ubiorem ukrywa  gwiazdę porno. Sięgnął po nią, orientując się tym samym, 

ż

e nadal miał na sobie robocze rękawice i cały był pokryty brudem i kurzem. Zaczął wstawać.  

– Pozwól mi się umyć. 
 
Pchnęła  go  z  powrotem  na  krzesło.  –  Nie,  chcę  to  zrobić  właśnie  tu  i  właśnie  teraz.  –  Była 
kobietą z misją, jej oczy lśniły od żądzy i seksualnej władzy. 

background image

45 

 

 
- Ale jestem brudny. – powiedział wyciągając w górę dłonie. – Całą cię pobrudzę. 
 
Oblizała usta i podarowała mu prawie diabelski uśmiech. – Więc lepiej, żebyś mnie  nie dotykał. 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

46 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Gdzieś,  podczas  krótkiego  powrotu  do  domu,  tama  utrzymująca  pod  kontrolą  rządzę  Taylor, 
pękła.  Każdy  dziki,  napełniony  rządzą  impuls,  któremu  zaprzeczała,  ogarnął  ją  płomieniem, 
podpalając ją, napełniając tak potężną potrzebą, że jej ciało prawie się od tego trzęsło. 
 
Na początku bała się, że Joe nadal rozdrażniony jej chłodnym rannym traktowaniem, będzie ją za 
bardzo odpychał. Przez chwilę, wszystkie te utrzymujące się lęki i niepewność groziły, że przez 
swoje  pragnienie,  będzie  chciała  wziąść  go  jak  królowa  amazońska  swoją  zdobycz.  Ale  wtedy 
uniósł  swoją  brew,  uśmiechnął  się  tym  swoim  seksownym  uśmieszkiem,  przez  który  gorąco 
buzowało wewnątrz niej i wiedziała, że jest chętny na wszystko, co miała w swojej głowie. 
 
Był  cudowny,  zgrzany  i  cały  w  brudzie.  Zaskoczyła  się  swoją  prymitywną  reakcją.  Taylor 
zawsze  preferowała  “schludny”  seks  –  gdzie  ciała  były  umyte  i  świeże,  zanim  dotknęły 
prześcieradła.  Ale  nie  chciała  mieć  takiego  Joe’a.  Pragnęła  go  pokrytego  potem  po  ciężkiej 
robocie, męskiej robocie. 
 
-Zdejmij  spodnie.  –  Powiedziała  zaskoczona  swoim  śmiałym  tonem.  Nie  wiedziała,  czy  to  od 
jego  spojrzenia,  tak  ciemnego  od  pragnienia,  że  aż  mogła  go  wyczuć  albo  od  twardości  jego 
penisa  tak  mocno  napierającego  na  jego  spodnie  lub  przez  fakt,  że  nie  musiała  patrzeć  na 
siedzącego  Joe’ego,  by  ujrzeć  jego  głupawy  uśmieszek.  Jakikolwiek  był  tego  powód,  była 
bardziej pewna siebie, swojej seksualności niż kiedykolwiek. Zaledwie go znała, a jednak, na tym 
poziomie, ufała mu bardziej niż jakiemukolwiek innemu facetowi, z którym była. 
 
-No cóż, w takim razie w porządku. – Powiedział, jego lekki ton przeczył głodnemu spojrzeniu, 
gdy  rozwiązywał  swoje  robocze  buty,  rozpiął  spodnie  i  opuścił  je  na  dół.  Wstał,  a  jej  zaparło 
dech w piersi na jego widok, nagiego i w pełni gotowego w południowym słońcu. Jego erekcja 
unosiła  się  z  daleka  od  jego  płaskiego  brzucha,  pulchna  główka  rumieniła  się  i  była  obrzmiała. 
Taylor  rozpięła  swoją  spódnicę.  Łapiąc  ją,  zanim  upadła  na  ziemię,  wyszła  z  niej,  ostrożnie 
złożyła ją i umieściła na plastikowym stoliku. 

1

 Zdjęła bluzkę z ramion, gęsia skórka pojawiła się 

na  jej  skórze,  kiedy  poczuła  dotyk  jedwabiu.  Została  w  rozpiętym  z  przodu  staniku,  czarnej 
podwiązce i pończochach oraz w czarnych czółenkach. Czuła się głupio ubierając się w to rano, 
jasno czerwone stringi, zaledwie zakrywały jej wzgórek. 
 
Ze  sposobu,  w  jaki  penis  Joe’a  się  wygiął  i  poruszył  było  oczywiste,  że  spodobało  mu  się  to. 
Taylor  zbliżyła  się,  a  on  wyciągnął  dłonie,  by  dotknąć  jej  biustu.  –  Oho-ho  –  Skarciła.  –  Całą 
mnie  pobrudzisz.  -  Napiął  szczękę,  zmarszczył  brwi,  ale  posłusznie  zacisnął  dłonie  za  plecami. 
Wyciągnęła  dłoń  i  zamknęła  ją  na  jego  penisie,  głaszcząc  długą  grubość  aż  od  podstawy  po 
końcówkę.  Był  tak  duży,  że  ledwie  mogła  go  objąć  palcami,  wilgoć  zebrała  się  między  jej 
nogami,  gdy  w  przewidywaniu  wzięła  go  głębiej.  Pochylając  się  przejechała  językiem  po  lini 
jego muskularnej piersi, podczas gdy głaskała go w uścisku. 
 
-Pocałuj  mnie  –  Zażądał,  cofając  jej  głowę,  gdy  wychylił  swoją.  Był  szorstki,  wymagający, 
wpychając  swój  język  głęboko  w  jej  usta,  w  czasie  gdy  napierał  na  jej  dłoń.  Chwyciła  go 

                                                            

 

background image

47 

 

mocniej,  przyciagając  go  na  tyle  blisko,  że  przekrwioną  główką  stykał  się  z  jej  brzuchem. 
Zajęczał jej w usta, ssąc jej język, gdy kciukiem otoczyła główkę pokrytą perlistą kroplą.   
–  Taylor  –  Wydyszał,  napierając  uparcie  na  jej  brzuch,  -  jeśli  nie  przestaniesz  i  nie  zaczniesz 
mnie pieprzyć tak jak chciałaś, to będziesz bardziej brudna niż myslałaś. 
 
 Uwolniła go, a Joe skorzystał ze sposobności łapiąc oddech i uspokajając swoje pragnienie, by 
zgiąć ją nad tanim plastikowym stolikiem. Taylor wyciągnęła dłoń, a on zadrżał w oczekiwaniu. 
Jednym palcem pchnęła go z powrotem na oparcie. Dostosował się szczęśliwie, odpoczywając na 
oparciu, penis rzucał na jego ciało cień jak zegar słoneczny. 
 
Padały na nią promienie słoneczne, błyskające zza prawie srebrnych blond włosów. Patrzył się na 
nią  nieruchomo,  nadal  nie  będąc  całkowicie  pewnym,  czy  nie  była  to  jakaś  seksualna 
halucynacja, która spowodowana była nękającym go przez cały ranek wybrzuszeniem. 
 
Jeśli tak było, to nie chciał, by to się skończyło, więc siedział tam posłusznie, gdy wyciągała coś 
z  kieszonki  spódnicy.  Z  całych  sił  próbował  nie  podskoczyć  z  triumfu,  kiedy  z  małym 
uśmieszkiem  i  popisywaniem  się,  wyjęła  prezerwatywę.  Przerzuciła  jedną  długą,  szczupłą  nogę 
nad krzesłem, powodując, że ślina napłynęła  mu do ust na widok jej pokrytej jedwabiem cipki. 
Jej  zapach,  świeżych  perfum  i  pobudzonej  kobiety,  opanował  jego  nozdrza.  Ściskając 
podłokietniki krzesła, uniósł się i schował twarz między jej nogami, liżąc językiem jej wilgotny 
jedwab, szukając pod spodem sedna. 
 
-Zdejmij stringi. – Szepnął szorstko – Chcę cię posmakować. 
 
Zawahała się, rękoma próbowała pchnąć go na oparcie. Uszczypnął ją przez jedwab, delikatnym, 
lekkim ukąszeniem zębów, co spowodowało, że zadrżała i sapnęła. – Zrób to. 
 
Oblizał usta, kiedy bladym palcem przesunęła w bok materiał, ujawniając wilgotne blond loki i 
nabrzmiałe  gładkie  ciało.  Jej  wargi  były  tak  miękkie  i  różowe  jak  jej  usta,  obrzmiałe  jakby 
błagały  o  jego  pocałunek.  Jej  łechtaczka  była  ciemnoróżowym  wzgórkiem,  pulsującym  w 
ciepłym, wiosennym powietrzu. 
 
Jego  pocałunek  był  miękki,  wielbiący,  tak  czuły  jak  te,  które  otrzymywała  od  niego  w  usta. 
Delektował  się  jej  słodkim,  słonym  smakiem,  wywołując  tym  małe  jęki,  które  z  kolei  działały 
bezpośrednio na jego penisa. Mógł poczuć jak rośnie w niej orgazm, czuł to przez sposób, w jaki 
zadrżała przy jego twarzy, przez sposób, w jaki prężyła się dookoła jego języka, kiedy wsuwał go 
w nią. 
 
Ale odepchnęła go, zanim on pchnął ją na krawędź. – Chcę dojść na twoim penisie. – szepnęła. 
Spojrzał na jej twarz i zauważył, że była tak samo zaskoczona swoją szczerą wypowiedzią, jak i 
on.   
 
Niepewność pojawiła się w jej oczach. Joe oparł się i podarował jej namiętny, szeroki uśmiech, 
próbując  dodać  jej  tym  otuchy.  –  No  to  wydaje  mi  się,  że  będziesz  musiała  mnie  związać  – 
powiedział zerkając na prezerwatywę, którą trzymała między kciukiem, a palcem wskazującym. 
 

background image

48 

 

Uśmiechnęła się i zniżyła, zanim nie usiadła na jego kolanach. Chwytając go jedną ręką, założyła 
prezerwatywę drugą, wygładzając ją z tak umyślną troską, że Joe prawie doszedł od miękkiego 
nacisku jej dłoni. 
 
Odciągając  na  bok  materiał  stringów,  trzymała  go  w  miejscu,  gdy  skierowała  go  do  swojego 
wilgotnego  wejścia.  Prawie  się  zatracił,  gdy  patrzył  jak  nabrzmiała  główka  chowa  się  w  jej 
ciasnym ciele. Odrzuciła głowę do tyłu wystawiając piersi, gdy zniżyła się na sam dół. 
 
Ujeżdżała go mocno, dłonie spoczywały na jego klacie, by mogła podpierać się, kiedy kołysała 
się  na  swoich  kolanach.  Uniósł  biodra  na  spotkanie  z  nią,  jęcząc,  gdy  jego  jądra  dotykały 
miękkiego  ciała  jej  pośladków  z  każdym  mocnym  pchnięciem.  Krzesło  skrzypnęło  od  tego 
szturmu  grożąc  połamaniem,  ale  Joe  nie  przejmował  się  tym.  Jego  umysł,  jego  ciało,  jego  cała 
osoba  była  całkowicie  skupiona  na  tej  nadętej  sukowatej  bogini  seksu  ujeżdżającej  go,  na  tej 
cudownej kobiecie, tak pełnej zaprzeczeń, która przez te kilka krótkich dni dotknęła go w sposób 
przekraczający granice seksu. 
 
Każdy  nerw  w  ciele  Taylor  był  ożywiony,  wybuchając  od  doznania.  Każda  cząstka  skóry 
wydawała się być sferą erogenną, gdy podnosiła się i opadała na grubą długość penisa Joe’ego. 
Małe szczególiki wyróżniały się wyraźnie – złote refleksy w jego zielonych oczach, gdy głodnym 
wzrokiem  ogarniał  jej  ciało;  żyły  i  mięśnie  odznaczały  się  na  jego  ramionach,  gdy  prawie 
rozpaczliwie  ściskał  krzesło;  piżmowy  zapach  ich  seksu  mieszał  się  z  kwitnącymi  kwiatami  i 
zielenią. 
 
Rozłożyła  nogi  tak  szeroko,  na  ile  pozwoliło  jej  krzesło,  desperacko  pragnąc  wziąć  go  głębiej, 
mocniej.  Ciepły  wietrzyk  głaskał  jej  skórę  sprawiając,  że  sutki  stwardniały  jej  prawie  boleśnie. 
Jak  gdyby  czytając  jej  w  myślach,  Joe  wychylił  głowę  i  złapał  ustami  jeden  z  nich,  ssąc  tak 
mocno, że prawie bolało. Ostry, szorstki krzyk Taylor rozbrzmiał między drzewami, wygięła się 
ku jego ustom. 
 
Od  jego  siedzącej  ‘prawie-w-połowie-uniesionej’  pozie,  jej  łechtaczka  uderzała  o  jego  kość 
łonową  przy  każdym  pchnięciu.  Jej  orgazm,  który  unosił  się  przy  krawędzi  jej  świadomości, 
nagle pękł ostro. Jedno uderzenie, drugie i eksplodowała. Uspokoiła się, trzymając go w sobie tak 
głęboko,  jak  tylko  mógł  być,  opierając  się  o  niego,  gdy  wykręcała  się  od  ostatniego  pulsu 
przyjemności. 
 
-Jesteś tak kurewsko seksowna – zajęczał. – Czujesz, jaki przez ciebie jestem twardy? – Rozsiadł 
się,  podtrzymując  się  stopami  na  ziemi,  gdy  napierał  na  jej  wciąż  pulsujący  rdzeń.  Jego  klata 
ruszała się, jakby biegł bezwględnie szybko, zanim w końcu, z jękiem, który rozdarł jego klatę, 
jego penis szarpnął i pulsował w niej, gdy doszedł. 
 
Mimo,  że  Joe  dał  z  siebie  wszystko,  by  jej  nie  wybrudzić,  Taylor  potrzebowała  trochę  się 
ogarnąć, zanim wróci do biura. Jej pończochy były podarte przez entuzjastyczne wirowanie, a jej 
stringi  rozciągnięte.  Żadna  ilość  pudru  nie  mogłaby  ukryć  rumieńców  na  jej  policzkach.  A 
uśmiech na jej twarzy? Nie była pewna, czy cokolwiek spowoduje, że z niej zniknie.  
 

background image

49 

 

Joe zaprowadził ją do środka i umył dłonie, także mógł ją przytulić i dać jej “należny” pocałunek 
na do widzenia.  Przez to, co właśnie zrobili był  bardziej niż należny. Otoczył jej twarz dłońmi, 
zaoferował  miękki  nacisk  swoich  ust,  prawie  taki  na  otuchę.  W  przeciwieństwie  do  cielesnego, 
drapieżnego doświadczenia, jakie przed chwilą dzielili, to była słodka pieszczota, która rozgrzała 
ją w sposób, w jaki nawet orgazm nie potrafił. 

 

Do czasu gdy wyszła, on wrócił do pracy, demolując jej podwórko swoim ciężkim młotem. Nie 
pozwoliła sobie rozwodzić się nad nim lub na tym, co będzie w przyszłości. 
 
Miała jedynie nadzieję, że cokolwiek się zdarzyło, włączając w to nagiego Joe’ego, dało jej znać 
jak bardzo była seksowna, gdy doprowadzał ją do orgazmu. 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

50 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
-  Zastanawiałem  się  dzisiaj,  czy  może  wyjdziemy  gdzieś  po  pracy,  może  pójdziemy  na  kolację 
lub gdziekolwiek. – Powiedział Joe. 
 
Taylor spojrzała zza swoich papierów, przyglądając się Joe’emu znad brzegu kubka swojej kawy. 
Na jego widok buchnęło w niej zadowolenie. I co robiła przez ostatnie trzy tygodnie? Szczypała 
siebie w tyłek przypominając sobie, że pomimo tego, jaki był wspaniały w łóżku, pomimo tego 
jak  miło  się  czuła  wracając  do  domu  i  zastając  go  gotującego,  pomimo  tego  jak  cudownie 
wyglądał siedząc naprzeciwko niej, bez koszuli i spocony po porannym biegu, to, co się działo z 
Joe’em  było  tylko  tymczasowe.  Przejściowe,  bez  znaczenia,  dopóki  nie  znajdzie  kogoś,  kogo 
mogłaby brać na poważnie. 
 
Pomimo jej determinacji w ograniczaniu ich relacji do kilku(set) orgazmów międzysąsiedzkich, 
Taylor  coraz  bardziej  niepokoiła  się  o  swój  poziom  obojętności.  Co  było  niezrozumiałe, 
zważywszy,  że  przez  te  kilka  tygodni,  od  dnia,  kiedy  Taylor  rzuciła  się  na  niego  w  swoim 
ogródku jak szalona nimfomanka, Joe przyjął rolę idealnego chłopaka. 
 
Tego wieczora, kiedy wróciła do domu, zadzwonił jej telefon, gdy otwierała drzwi. 
 

-

 

Przychodzisz, czy ja mam przyjść? – Zapytał. 

 
W jej głowie zawirowało od tych wszystkich powodów, dla których powinna mu odmówić. Ale 
kiedy  powiedział.  –  Nie  ważne.  Przychodzisz,  odkąd  trzymam  jedzenie  w  lodówce.  –  poszła 
ogłuszając ten głosik w głowie, protestujący, że seks z nim w jej ogródku w słoneczny dzień był 
całkowicie  dopuszczalny  między  przypadkowymi  partnerami  seksualnymi.  Ale  pójście  na 
kolację? To przekraczało granice. 
 
Lecz  Taylor  ignorowała  głosiki  tej  nocy  i  odtąd  każdej  nocy,  dopóki  nie  siedziała  tutaj,  sącząc 
swoją  poranną  kawę  ze  swoim  nie-chłopakiem  jakby  myśląc,  że  są  ze  sobą  od  lat.    I 
najwidoczniej Joe był gotowy, by przenieść ich relacje poza granice ich domów. 
 
Mimo,  że  wiedziała,  iż  to  było  nieprawdopodobne,  nie  chciała  wpaść  na  jednego  ze  swoich 
znajomych,  podczas  wyjścia  z  Joe’em.  Mogliby  raz  na  niego  spojrzeć,  cudownego,  młodego, 
zmierzającego  zupełnie  odmienną  drogą  i  pomyśleć,  że  gra  mamuśkę  dla  jakiegoś  gorącego, 
młodego ogiera. A chociaż chciała być jedną z tych osób, które nie obchodzi to, co mówią inni, 
właśnie  teraz,  nie  mogła  sobie  na  to  pozwolić.  Miejscowy  świat  finansowania  wysokiej 
technologii  był  mały  i  wiedziała,  że  ludzie  lubili  plotkować.  Zwłaszcza  na  temat  wolnych, 
ambitnych  kobiet  jak  ona.  Była  tak  blisko  awansu,  że  mogła  już  go  posmakować,  a  ostatnią 
rzeczą, jakiej potrzebowała były pogłoski mówiące o tym, z kim sypia, co bardziej skupiłoby się 
na jej życiu erotycznym, a nie na jej profesjonalizmie. 
 
Może  mężczyźni  w  tym  biznesie  byli  w  stanie  ukryć  się  ze  swoimi  trofeami  przed  żonami  i 
dziewczynami, ale Taylor nie miała wątpliwości, że zostałaby wyszydzona, zwłaszcza odkąd jej 
ostatnie  zachowanie  tak  bardzo  kontrastowało  z  doskonale  zrównoważoną,  profesjonalną 
postawą, którą przedstawiała. 

background image

51 

 

 

-

 

Nie musisz zabierać mnie w miasto. 

 
-

 

Taylor,  spotykamy  się  od  prawie  miesiąca  i  nigdy  nie  wyszliśmy  z  domu.  Pozwól  mi 
zabrać cię, choć raz, na prawdziwą randkę. – Jego ton był lekki, ale uśmiech nie dosięgał 
jego oczu. 

 

-

 

Nie wiem, o której godzinie wrócę z biura, więc może trzymajmy się stałej procedury? 

 
-

 

Dobra. – Wstał i wylał resztę swojej kawy do zlewu – Mówiąc o pracy, muszę iść. 

 
Nie tak subtelna aluzja, że musiała iść sama do domu, wziąć prysznic i ruszyć do biura. Stał przy 
zlewie, plecami do niej, gdy patrzył się przez okno na jej dom. Napięcie zacisnęło jego szerokie 
ramiona. Pokręcił głową i powiedział prawie do siebie. – Wstydzisz się ze mną spotykać? 
 
Wstała  i  objęła  go  rękoma  w  pasie,  gdy  zalała  ją  wina.  –  Oczywiście,  że  nie.  –  Powiedziała 
wdzięczna,  że  nie  widział  strasznej  prawdy  w  jej  oczach.  Joe  był  mądry  i  wnikliwy.  Przez  te 
ostatnie  kilka  tygodni,  przedstawił  swoje  niepokojące  zdolności  w  odczytywaniu  jej  nastrojów. 
Wiedział  jak  ważny  był  dla  niej  jej  profesjonalny  image  i,  chociaż  nigdy  nie  rozmawiali  o  tym 
bezpośrednio, wnioskował, że nie pasował do typu jej idealnego faceta. 
 
Odwrócił  się  i  pocałował  ją,  nie  tym  swoim  zwykłym  całusem  na  pożegnanie,  ale  gorącym, 
wilgotnym,  głęboki  pocałunkiem,  który  sprawił,  że  zmiękły  jej  kolana.  Gdy  wzięła  prysznic  i 
ubrała się w swojej sypialni, zastanawiała się nad tym, jak coś, co miało być zabawą, stało się tak 
skomplikowane. 
 
 Nie  miała  złudzeń,  by  być  długo  z  Joe’em,  ale  nie  mogła  zaprzeczyć,  że  te  ostatnie  kilka 
miesięcy  były  niesamowite  i  to  nie  tylko  z  powodu  seksu.  To  było  przerażające,  jak  szybko 
zapadli w stałą rutynę. Bez względu na to, kiedy wracała do domu, on albo stał w jej progu albo 
zostawiał  wiadomość  na  poczcie  głosowej,  że  ma  przyprowadzić  do  niego  swój  tyłek  jak  tylko 
wróci  do  domu.  Wieczorami,  kiedy  nie  musiała  pracować  po  pracy,  prawie  zawsze  czekał  z 
kolacją. Potem przytulali się na kanapie, oglądając filmy, bądź kpiąc z zawodników reality show 
aż  w  końcu  jedno  z  nich  (  zwykle  Joe)  bardzo  przypadkowo  wsuwało  rękę  pod  bieliznę  tego 
drugiego. 
 
Jadąc do biura zdumiewało ją, że pierwszy raz wie, jak to jest czuć się komfortowo w obecności 
drugiej osoby. Nie czuła presji, by robić na nim wrażenie swoimi osiągnięciami lub sprzeciwem 
wobec mówienia złych słów. Drażnił, wyśmiewał ją z jej bzdur, ale nigdy w taki sposób, by nie 
wątpiła w to, że się o nią troszczy. Zawsze wydawało się, że ma dla niej czas, mimo, że nigdy nie 
dzwoniła do niego, by się umówić. 
 
Tego jednego zawsze się trzymała – nigdy nie dzwoniła do niego, by  go zaznajomić ze swoimi 
planami.  Mimo,  że  ta  nieuprzejmość  ją  irytowała,  to  dla  Taylor,  zapoznawanie  kogoś  w  swój 
podwójnie  kontrolowany  plan  i  harmonogram  pracy  oznaczało  zobowiązanie  do  tej  osoby.  W 
skrócie, oznaczało to zamianę ze swobodnej relacji w prawdziwy związek. 
 

background image

52 

 

Co  było  czymś,  czego  nie  mogła  dzielić  z  Joe’em,  przypomniała  sobie,  siadając  na  krześle  i 
włączając komputer. 
 
Musiała jakoś zdeterminować się, by ochłodzić ich relację, jeśli nie zakończyć tego zupełnie. 
 
Ś

cisnęło jej się w żołądku na tę myśl. 

 
- Kto zabił ci szczeniaka? – Jenna opadła na miejsce dla klientów z kubkiem kawy w jednej dłoni 
i racuchem jabłkowym, tak wielkim jak jej głowa w drugiej. 
 
-  Nie  mam  szczeniaka.  –  Odpowiedziała  beznamiętnie  Taylor,  jej  umysł  nadal  walczył  z  nagle 
odrażającą myślą o wyrzucaniu Joe’ego ze swojego życia. 
 
- Z wyrazu  twojej twarzy,  - Powiedziała Jenna przez ogromny  kęs  ciastka, -  Pomyślałabym, że 
ktoś wyrzucił twojego szczeniaka za barierkę autostrady. 
 
Taylor zmarszczyła nos  z obrzydzenia. Chociaż  na szczęście, obraz martwego szczeniaka przez 
kilka sekund odciął ją od Joe’ego. 
 
- Mistrz Orgazmu spartaczył robotę? 
 
Taylor nie mogła nic poradzić, tylko zaśmiać się na najnowsze przezwisko Joe’ego. – Nie, z tym 
wszystko w porządku - skłamała. 
 
- Poznam go w ten weekend na grillu u Spellman’a? 
 
- Nie. – Powiedziała osłupiała Taylor. – Dlaczego miałabym go przyprowadzić? 
 
- Zaproszenie dotyczyło też twojego ważnego partnera. – Stwierdziła chytrze Jenna. 
 
Taylor  zrobiła  pokaz  przeglądając  swoje  pudło.  –  Joe  nie  jest  żadnym  ważnym  partnerem.  Tak 
jak powiedziałaś, jest jak męski aperitif, oczyszczając moje podniebienie, zanim znowu nie będę 
gotowa na randki. 
 
- Z tego, co mogę powiedzieć, on nie tylko czyści twoje podniebienie, rujnuje je dla innych poza 
sobą. 
 
Taylor  starała  się  nie  pokazać,  jak  blisko  była  Jenna  tym  stwierdzeniem.  Próbowała,  ale  nie 
mogła  sobie  wyobrazić,  że  robi  te  wszystkie  rzeczy  z  innym  facetem  niż  z  Joe’em,  pozwalając 
innemu  mężczyźnie  na  to,  na  co  pozwalała  Joe’owi.  Ledwie  pamiętała,  jaki  był  seks  ze 
Stevenem.  Ich  życie  erotyczne,  zresztą  nic  nadzwyczajnego,  zanikło  w  niewyraźnej,  szarej 
plamie.

 

 

W  przeciwieństwie  do  tego,  jak  pamiętała  każdy  dotyk  ust  i  palców  Joe’ego,  każdy  ruch  jego 
penisa wewnątrz niej. 
 

background image

53 

 

Ale, tak jak powiedziała Joe’emu pierwszego dnia, kiedy się spotkali, istniały ważniejsze rzeczy 
niż  seks,  na  których  opierał  się  związek.  Dobrze  –  w  porządku,  wspaniały  seks  zabrał  ich  tak 
daleko. Najlepszą rzeczą byłoby zakończenie tych rzeczy z Joe’em, zanim zrobi klasyczny żeński 
błąd myśląc o wspaniałym seksie jak o wielkiej miłości. Bo tylko to było między nią a Joe’em, 
prawda? 
 
Jenna rzuciła kopię biznes planu na biurko Taylor. – Oto pomysł, o którym ci mówiłam. Myślę, 
ż

e w końcu odnalazłam swój układ. A teraz, jeśli możesz wyrzucić na chwileczkę z umysłu King 

Dong’a,  chciałabym  przedyskutować  z  tobą  parę  punktów  -  Jako  przedsiębiorca  w  willi  Apex 
Venture, praca Jenny polegała na odszukaniu obiecujących technologii, rozwijaniu biznes planu 
w oparciu o te technologie i na przekonaniu Apex, by sfinansować nowe przedsięwzięcie. Jeśli 
się uda, Jenna zostałaby CEO nowego przedsiębiorstwa. 
 
Taylor  wypchnęła  myśl  o  Joe’em  ze  swojej  głowy.  Jeśli  pomoże  Jennie  przy  tym  układzie, 
Taylor  mogłaby  być  blisko  otrzymania  awansu.  Oto  cały  powód,  by  zrezygnować  ze  snucia 
marzeń o Joe’em, i skupić się z powrotem na swojej karierze, tak jak powinna. 
 
Joe wrzucił tani, plastikowy stolik Taylor do śmietnika, który wypożyczył. Wcześniej zakończył 
pracę nad wykończeniem jej nowego patio z płyty chodnikowej i zdecydował, że nie może znieść 
widoku  jej  smutnych  mebli  ogrodowych  na  jej  przepięknym,  nowym  podwórku.  Nowiutkie 
rozkładane krzesło miało lada chwila przyjechać, razem z podwójnym szezlongiem. Uśmiechnął 
się w oczekiwaniu na przetestowaniu tego, kiedy Taylor wróci do domu. 
 
Mimo tego, nie mógł się pozbyć dokuczliwego uczucia, że tylko marnował swój czas z Taylor. 
Musiałby być kompletnym idiotą nie zdając sobie sprawy z tego, że był daleki od ideału Taylor. 
Nigdy  nie  widział  jej  byłego  faceta,  ale  znał  dokładnie  ten  typ.  Zarozumiały  dyrektor  po 
trzydziestce,  prawnik  bądź  inwestor  kapitałowy  podwyższonego  ryzyka,  albo  jakiś  na  innym 
stanowisku, na którym zarabiał dużo pieniędzy robiąc tyle, co nic. 
 
Mimo  tego,  ile  czasu  spędzili  razem  w  łóżku  i  poza  nim,  nadal  jej  nie  zdobył.  Co  było 
prawdopodobnie powodem tego, dlaczego nadal tak go fascynowała, pomyślał cierpko. Chociaż, 
nigdy nie był z dziewczyną, która próbowała pieprzyć go z głową i grać w gierki. Ale tak właśnie 
było,  –  podczas  gdy  wiedział,  że  Taylor  się  powstrzymywała,  emocjonalnie  i  seksualnie,  nie 
dlatego, że próbowała podrażnić go lub zatrzymać w tajemnicy. Coś w jej życiu sprawiło, że bała 
się desperacko robić to, co uważała za złe i, jeśli tylko dowie się, co to jest, był pewny, że złamie 
te jej wszystkie głupie zasady na temat tego, z kim powinna się spotykać, a z kim nie. 
 
Podejrzewał, że to miało coś wspólnego z jej rodziną. Za każdym razem, kiedy pytał, zamykała 
się, szybko odwracała rozmowę ku niemu. Próbował na milion sposobów, ale nigdy nie dawała 
za wygraną. 
 
Nie,  że  był  od  niej  gorszy.  Jak  na  razie,  powiedział  jej  tylko  tyle,  że  ma  starszą  siostrę  i 
młodszego  brata  i,  że  dorastał  w  Bay  Area  w  wygodnej,  średniozamożnej  rodzinie.  Co  było 
prawdą, jednak zapomniał dodać czegoś, co Taylor uważałaby za ważne. Na przykład to, że jego 
siostra  wyszła  za  jednego  z  najbardziej  wpływowych  inwestorów  kapitałowych  w  kraju,  a  nie 
wątpił w to, że Taylor poznała go w trakcie swojej kariery. 

background image

54 

 

 
Kusiło go, by powiedzieć jej to pierwszego dnia, kiedy była tak zszokowana faktem, że plebs taki 
jak  on,  wiedział,  czym  zajmuje  się  VC.  Z  czasem,  zdusił  to  pragnienie  upominając  się,  że  nie 
musiał robić na niej wrażenia kontaktami swojej rodziny. Teraz był cicho, bo pragnął, by znalazła 
w nim wartość, chciał, by zakochała się w nim ze względu na to, kim jest, a nie dlatego, że mógł 
wpłynąć na bieg jej kariery. 
 
Zdjął rękawice i przejechał palcami po włosach przeklinając siebie, że myśli jak cholerna laska. 
Ale  był  na  nieznanym  terenie,  przerażony,  że  właściwie  to  zakochał  się  pierwszy  raz  w  swoim 
dorosłym  życiu,  jednak  w  kobiecie,  która  zdawała  się  desperacko  utrzymać  ich  romans  w 
tajemnicy. 
 
Ciekaw był, nie pierwszy raz, dlaczego tak bardzo martwił się zdefiniowaniem ich relacji. Miał 
piękną kobietę, która kochała się z nim pieprzyć i nie przejmowała się tym, czy najpierw kupił jej 
kolację.  Kobietę,  która  nie  dzwoniła  do  niego  dwadzieścia  razy  dziennie,  by  powiedzieć  o  tym 
jak spędziła każdą minutę swojego dnia. W przeszłości, nazwałby ją kobietą idealną. 
 
Ale  po  prawie  miesiącu,  Joe  był  bardziej  niż  kiedykolwiek  zdeterminowany  tym,  by  przełamać 
bariery,  które  Taylor  wzniosła  między  nimi  i  udowodnić  jej,  że  może  i  nie  był  jej  idealnym 
mężczyzną, ale jedynym. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

55 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
Taylor  odetchnęła  z  ulgą,  gdy  wjechała  na  swój  podjazd  i  nie  ujrzała  ciężarówki  Joe’ego 
zaparkowanej drzwi obok. Jenna zatrzymała swój czarny Saab za nią, gdy Taylor zaparkowała w 
garażu. 
 
Mimo, że Jenna wiedziała wszystko o Joe’em, Taylor chciała uniknąć niezręcznego zapoznania. 
Mogła  to  sobie  wyobrazić.  Jenna,  to  jest  Joe,  facet,  który  przez  ostatnie  trzy  tygodnie  pieprzy 
mnie  do  utraty  tchu.  Joe,  to  jest  Jenna,  jedyna  osoba,  której  opowiadam  o  naszej  ukradkowej 
małej  sprawie.  Kiedy  dzisiaj  zadzwonił  powiedziała,  że  ma  biznesowy  obiad  z  kolegami  poza 
domem i będzie później. 
 
Albo  może  i  nie  powinna.  Fakt,  że  czuła  się  winna  jemu  wyjaśnienie,  było  czerwoną  flagą; 
kolejny znak, że pozwoliła sobie na większe zaangażowanie niż zamierzała. 
 
-  Twój  dom  wygląda  cudownie.  –  Zawołała  Jenna.  Trzasnęła  drzwiami  swojego  samochodu  i 
zatrzymała się, by podziwiać świeżo posadzony przedni trawnik, kamienną ścieżkę i kwietniki w 
grządkach.  -  Gorący  w  łóżku  artysta?  Jeśli  kiedykolwiek  wyprowadzę  się  z  mojego 
spółdzielczego mieszkania i będę miała jakiś ogródek to zdecydowanie wynajmę Joe’a. 
 
Niewytłumaczalnie,  Taylor  poczuła  napływającą  dumę  z  Joe’ego  i  jego  pracy,  nie  mogła  nic 
innego  zrobić,  jak  tylko  się  chełpić.  –  Myślisz,  że  to  jest  ładne,  powinnaś  zobaczyć  tył.  Tak 
całkowicie  odbudował  i  przekonstruował  patio,  że  wygląda  teraz  jak  część  jakiejś  toskańskiej 
willi. 
 
Gdy  Taylor  otwierała  drzwi,  Jenna  kontynuowała  swoje  oohy  i  aahy  nad  małymi  szczegółami, 
które  Taylor  przeoczyła,  jak  na  przykład  to,  że  Joe  zamienił  czerwone  i  różowe  azalie  w 
kwietniki w grządkach.

 

 

-  Coś  niesamowicie  pachnie.  –  Powiedziała  Jenna,  zaciągając  się,  gdy  weszła  do  przedpokoju 
Taylor. 
 
Taylor zdjęła swój żakiet i powiesiła go w szafie. – Sąsiedzi pewnie urządzają grilla. Obawiam 
się, że będziemy tu miały kelnerów w rolkach. 
 
Zaprowadziła Jennę do kuchni i zaczęła przerzucać stos menu obok telefonu. 
 
- Ee Taylor, myślę, że ktoś już się zatroszczył o obiad dla nas. 
 
Taylor  spojrzała,  zaskoczona  na  żarłoczny  wyraz  twarzy  Jenny.  –  Wiem,  że  mówiłaś,  że  jest 
gorący. – Powiedziała Jenna, ślina praktycznie kapała na jej brodę. – Ale nie byłaś wobec niego 
sprawiedliwa. 
 
Taylor odwróciła się, by spojrzeć tam, gdzie Jenna gapiła się przez przesuwane, oszklone drzwi i 
nawet będąc rozdrażniona, Taylor musiała przyznać, że widok, który ujrzała był naprawdę warty 
ś

liniaka. Joe stał na jej nowym patio władając szpatułką, gdy piekł coś na grillu, którego jeszcze 

background image

56 

 

rano nie posiadała. Podobnie jak nieznany komplet krzeseł i stół, który został nakryty talerzami i 
srebrnymi sztućcami, wraz z drewnianymi talerzami warzyw i miski pełnej sałaty. 
 
- On też gotuje? – Jenna westchnęła. – Taylor, jesteś pewna, że chcesz go tylko dla seksu? 
 
Dotychczas, nie zorientowała się, że zadawała sobie to samo pytanie. Ta świadomość, połączona 
z bezczelnością Joe’ego pobudziła ją do akcji. – Co ty tu robisz? – Syknęła, gdy wyszła na patio, 
Jenna deptała jej po piętach. 
 
- Hej. – Odwrócił się z tak słodkim i seksownym uśmiechem, że gdyby nie była poirytowana, to 
mogłaby  roztopić  się  tworząc  kałużę.  –  Skończyłem  twoje  patio.  –  Powiedział  gestykulując 
szpatułką - i pomyślałem, że ochrzcimy twój nowy grill i wyposażenie. 
 
- Nie kupowałam grilla. – Powiedziała z napięciem w ramionach. 
 
-  Ja  kupiłem.  –  Powiedział.  –  I  nie  mogłem  pozwolić,  by  twoje  nowe,  piękne  patio  było 
rujnowane przez to plastikowe coś. -   Zwinnie przerzucił soczyście wyglądający stek i wyciągnął 
dłoń. – Tak w ogóle, to jestem Joe. 
 
Jenna praktycznie staranowała Taylor, by  uścisnął dłoń Joe’a. – Domyśliłam się. – Powiedziała 
Jenna.  I  zachichotała,  na  litość  boską.  –  Taylor  tyle  mi  o  tobie  opowiadała.  –  Powiedziała  z 
kolejnym chichotem. 
 
Taylor  patrzyła  na  przyjaciółkę  z  szokiem,  zastanawiając  się,  co  miała  wspólnego  irytująca 
księżniczka z jej zazwyczaj zrównoważoną przyjaciółką. 
 
-  Chciałbym  móc  powiedzieć  to  samo.  –  Powiedział  Joe  odwracając  się  do  Taylor  z  dziwnym 
spojrzeniem - Ale niewiele mi mówi. 
 
- Musisz dodać grilla i wyposażenie do końcowej faktury. – Powiedziała mocno Taylor. 
 
- Taylor, one są prezentem. – Odpowiedział miękko. 
 
Coś podobnego do wstydu zawinęło się w jej brzuchu przez chwilowy błysk bólu w jego oczach. 
– Nie mogę tego przyjąć. – Odpowiedziała. Zwęził oczy, a ona popełniała dalsze błędy. – Wiem, 
ż

e narobiłeś sobie trudu, ale razem z Jenną mamy dużo roboty, więc… - Zamarła. 

 
Upuścił  szpatułkę  ze  stukotem.  –  Wystarczyło  tylko  zadzwonić  i  powiedzieć  mi  o  swoich 
planach. – Gniew w jego głosie mówił o tygodniach ukrywania urazy i Taylor zauważyła, że on 
nie tylko zdał sobie sprawę, że nie chciała robić z nim jakichkolwiek planów, ale to również go 
wkurzyło. 
 
-  Wy  dwoje  najwidoczniej  macie  coś  do  obgadania.  –  Zanim  Jenna  przemówiła,  Taylor 
zapomniała  już  o  jej  istnieniu.  –  Taylor,  możemy  skończyć  jutro.  Nie  ma  powodu  na 
sfinalizowanie szkicu dzisiaj wieczorem. 
 

background image

57 

 

Taylor  pokręciła  głową.  –  Jenna,  jesteśmy  w  rozruchu,  powinnyśmy  skończyć  biznes  plan, 
dopóki jest nadal świeży w naszych głowach. 
 
Jenna  spojrzała  na  Joe’ego,  podziw  mieszający  się  z  ostrożnością,  gdy  stanęła  po  jego  stronie, 
zawibrował  napięciem  każdy  jego  mięsień.  –  Bez  urazy  Taylor,  ale  jakoś  wydaje  mi  się,  że 
rozmach raczej już zniknął - Z szybkim „na razie” Jenna przeszła przez dom, pięty stukały szybki 
rytm na podłodze w kuchni Taylor. 
 
Z  rękoma  na  biodrach,  Taylor  zwróciła  się  twarzą  do  Joe’ego.  Miał  zaciśnięte  usta,  a  mięsień 
jego szczęki wyginał się,  gdy  zaciskał zęby. – Co ty sobie wyobrażasz Joe? Nie możesz tak po 
prostu przychodzić do mojego domu i zacząć gotować jak u siebie. 
 
Zgarnął upieczony stek wytrząsając go na talerz z taką siłą, że prawie wyślizgnął się na ziemię. 
 – Próbowałem zrobić coś miłego dla ciebie Taylor. Skoro miałaś inne plany, to mogłaś złapać za 
cholerny telefon. 
 
- Nie jestem twoją własnością. – Powiedziała, nienawidząc się za to, że brzmi jak rozdrażniony 
młodzieniec i za to, że wiedziała o jego racji. 
 
Przekręcił gałki od gazu i tak trzasnął pokrywką, że Taylor była zaskoczona, że nie złamała się. 
 – No to kurwa, kim dla ciebie jestem? – Odwrócił się do niej, jego postawa odzwierciedlała jej. 
 – Powiedziałbym, że byłem twoim facetem. – Kontynuował  zanim mogła przemówić. – Ale to 
zwykle oznacza wychodzenie gdzieś razem, czego nigdy nie zrobiliśmy. 
 
Pokręciła  głową  i  spojrzała  w  dół,  miedziany  kolor  płytek  zamazał  się,  kiedy  próbowała 
powstrzymać łzy. Ból i uzasadniony gniew w oczach Joe’ego sprawił, że chciało jej się płakać, 
nawet, kiedy wiedziała, że nie mogła dać mu tego, czego chciał. – Dlaczego musimy to nazywać? 
- Powiedziała nieprzekonująco, nie chcąc wchodzić w dyskusję, która mogłaby zakończyć to, co 
było między nimi. 
 
-  Bo  nie  podoba  mi  się  to,  że  jestem  twoją  zabawką  albo  kumplem  do  rżnięcia.  –  Powiedział 
ostro.  –  Zwłaszcza,  gdy  możemy  stworzyć  coś  naprawdę  świetnego,  ale  jesteś  zbyt  cholernie 
uparta, by to przyznać. 
 
Może miał rację. Więc, co z tego, że nie jest dobrze wykształcony i nie pasuje do mojego świata? 
Uszczęśliwia mnie. 
 
Teraz,  przypomniała  sobie.  A  co  z  później,  po  tym  jak  seksualna  potrzebna  zniknie?  Kiedy  jej 
kariera zażąda od  niej uczestniczenia  w niekończących się sprawach socjalnych, późnej pracy i 
podróży? Joe ze swoim ‘od dziewiątej do siedemnastej’ życiem, mógłby narastać gniewem na jej 
gorączkowy  plan.  Nie  wspominając  o  tym,  że  mógłby  nienawidzić  marnowania  swoich 
wieczorów, by towarzyszyć jej na przyjęciach, gdzie wiedziałby, że nikogo nie znał i nie miałby 
z nikim nic wspólnego. 
 
Nic się nie zmieniło. Nie mogłoby się udać. Ale Taylor nie była jeszcze gotowa na pożegnanie. 
Więc zdecydowała się rozproszyć Joe’ego w najlepszy sposób. 

background image

58 

 

 
Joe  spiął  się,  gdy  Taylor  przesunęła  dłońmi  po  jego  klacie,  sprzeciwiając  się  gorącu,  które 
eksplodowało w jego pachwinie na pierwszy dotyk jej palców. – Wiem, co zamierzasz zrobić. – 
powiedział  przez  mocno  zaciśnięte  zęby,  gdy,  zacisnął  palce  na  jej  nadgarstkach.  –  I  nie 
skończyliśmy jeszcze tej rozmowy. 
 
Uniosła się na palcach, pochylając się blisko. dopóki miękka waga jej piersi nie spoczęła na jego 
klacie,  a  jej  brzuch  nie  zakołysał  jego  nagle  wściekłą  twardością.  Jej  twarde  jak  kulki  sutki 
osiągnęły  maksimum  przez  cienką  tkaninę  jej  bluzki,  drażniąc  jego  klatę,  jako  dowód  jej 
potrzeby. Może i używała seksu, by go rozproszyć, ale przynajmniej nie udawała. 
 
- Proszę, Joe. – Wyszeptała, jej gorący oddech omiótł jego szyję, podążając za małymi dotykami 
jej  języka,  przez  co  prawie  upadł  na  kolana.  –  Przepraszam,  że  pogniewałam  się  na  ciebie  za 
ugotowanie  kolacji.  Po  prostu  mnie  zaskoczyłeś,  a  to  był  naprawdę  długi  tydzień.  Nie  chcę  się 
kłócić. – Uwalniając nadgarstki z jego uścisku, przytuliła go i zjechała rękoma na dół, by złapać 
za jego pośladki, przyciągając go bliżej siebie. 
 
-  Ja  też  nie  chcę.  –  Wydyszał  przy  jej  policzku,  mając  to  na  myśli.  Ale  też  nie  chciał  popełnić 
błędu oczyszczając w ten sposób atmosferę między nimi, bez końca próbując przyciskać ją, gdy 
coraz bardziej się zakochiwał. 
 
Pękła  mu  głowa.  Po  raz  pierwszy  to  przyznał,  nawet  sobie.  To  sprawiło,  że  poczuł  się  trochę 
chory, gdy niezaprzeczalna prawda uderzyła go jak cios zadany w brzuch.

 

 
Musiał wyglądać na trochę oszołomionego, ponieważ Taylor poklepała go po policzku i zapytała 
się – Co jest? – ze zmartwionym wyrazem twarzy. 
 
Spojrzał w jej oczy, lodowaty błękit nadal napełniony gorącą pasją, jej włosy były tak jasne, że 
prawie  srebrne  w  promieniach  zachodzącego  słońca.  Jej  szczupłe  krzywizny  okryte  jej 
szykownym,  ale  konserwatywnym  ubiorem  do  pracy.  Na  zewnątrz,  Taylor  ze  swoim 
primabalerinowym,  schludnym,  ultra  profesjonalnym  sposobem  bycia,  była  w  niczym  nie 
podobna do kobiety, w której Joe wyobrażał sobie, że się zakocha. Różniła się od każdej kobiety, 
z  którą  się  kiedykolwiek  spotykał,  włącznie  z  jej  życiem,  pracą,  braniem  wszystkiego  na 
poważnie.  Lecz  przez  ostatnie  kilka  tygodni  odkrył  jej  poczucie  humoru,  jej  ostrą  inteligencję, 
nie wspominając już o jej prawie nienasyconej seksualnej jeździe. 
 
Widywanie  ją  stało  się  najważniejszym  wydarzeniem  jego  dnia,  moment,  w  którym  pozwalała 
mu ściągnąć fasadę karierowiczki, by ujawnić zabawną, seksowną kobietę pod spodem. 
 
Teraz,  gdyby  tylko  mógł  przekonać  wkurzającą,  uzależnioną  od  pracy  Taylor,  że  bycie  z 
mężczyzną,  który  doceniał  jej  zabawną,  seksowną  stronę  było  warte  dużo  więcej  niż  bycie  z 
kimś, dla kogo najważniejszy był jej papierek ze Stanford. 
 
Fala frustracji uderzyła go, walcząc z pragnieniem, które sprawiło, że był tak łatwo rozproszony. 
Niech  ją  szlag,  dlaczego  nie  podda  się,  przyzna,  że  razem  byli  świetni  i  przestanie  udawać,  że 
chodzi tylko o seks? 

background image

59 

 

 
I niech go szlag i jego napalonego penisa, który szybko wypompował krew z jego mózgu, dopóki 
nie mógł przypomnieć sobie, za co prawdopodobnie się wkurzył. 
 
- Przetestujmy ten duży szezlong. – Powiedziała Taylor, chwytając przód jego koszuli w pięści i 
zaciągając go w jego stronę. 
 
Joe  zrobił  krok  naprzód,  potem  zatrzymał  się,  chwytając  za  pięści  Taylor,  gdy  coś  mrocznego, 
coś prymitywnego zwinęło się w jego jelitach. Miał już dość cierpliwego czekania na pojawienie 
się Taylor, dość dawania się ciągnąć za własnego fiuta. – Zdecydowałaś, że wolisz się pieprzyć, 
zamiast rozmawiać. – Powiedział, pociągając ją prawie agresywnie przez oszklone drzwi. – Dla 
mnie w porządku, ale zrobimy to na mój sposób. 
      
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

60 

 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 
Po  plecach  Taylor  przeszedł  strach,  za  którym  podążyła  natychmiast  gorąca  wilgoć,  między  jej 
udami. Joe ciągnął ją  po schodach, jego ramiona były  mocno napięte,  każdy  mięsień wyostrzył 
się pod jego koszulką. 
 
Kiedy osiągnęli jej sypialnię, szybko zdjął z siebie ubrania, następnie z bezlitosną dokładnością z 
niej. Gdy tylko miał ją nagą, pchnął ją na łóżko i złapał jej dłońmi za zagłówek z kutego żelaza.  
–  Nie  ruszaj  się,  albo  cię  zwiążę  –  powiedział  głosem  mrocznym  i  władczym,  którego  nigdy 
wcześniej u niego nie słyszała. Taylor poczuła małe drżenie niepokoju, gdy jego gorące, zielone 
spojrzenie utworzyło rozpaloną ścieżkę wzdłuż jej nagiego ciała. 
  
Joe był ziemistym, dominującym kochankiem, mężczyzną, który kochał kobiety i kochał seks, i 
zawsze  zapewniał  jej  tyle  samo,  bądź  więcej  zabawy  niż  sobie  samemu.  Mimo,  że  był  dużym 
mężczyzną, nigdy nie był szorstki, jego dotyk niezdolny był przynosić nic oprócz przyjemności. 
 
Ale  teraz  jego  twarz  była  obrysowana  twardymi  liniami,  w  jego  oczach  buchało  pragnienie  i 
złość. Wyglądał na zdolnego do wszystkiego. 
 
 Opuścił  głowę  i  wziął  jej  usta.  Nie  był  to  szorstki,  miażdżący  wargi  pocałunek,  jakiego 
oczekiwała.  Zamiast  tego,  Joe  najpierw  wessał  jej  górną,  potem  dolną  wargę  między  swoje, 
skubiąc  ją  na  tyle  mocno,  by  wysłać  dreszcz  sensacji  między  jej  nogi.  Jej  palce  zacisnęły  się 
mocniej na zagłówku, gdy przejechał językiem w dół po jej szyi, między jej piersi, tropiąc upalną 
ś

cieżkę  po  jej  jedwabistym,  bladym  ciele.  Jego  usta  zamknęły  się  na  jej  sutku,  mocno  ssąc, 

gryząc ją z naciskiem, który nie zadawał jej bólu. 
 
Jego palce uszczypnęły mocno jej drugi sutek, i ku jej zdziwieniu, cipka Taylor zacisnęła się na 
ten mały ból. 
 
-  Podoba  ci  się,  prawda?  –  Wymruczał,  znowu  podgryzając,  dopóki  nie  podskoczyła  pod  jego 
ustami. To była nowa strona jej samej, a nie podobało jej się to. 
 
Puściła zagłówek i popchnęła go za ramiona. – Daj mi wstać. 
 
Uniósł się nad nią, ale zamiast ją puścić, tak jak się tego spodziewała, złapał za jej nadgarstki i 
przyszpilił  je  do  poduszki.  –  Nie  każ  mi  cię  związać  –  ostrzegł,  przesuwając  jej  dłonie  z 
powrotem na zagłówek. 
 
Taylor przełknęła ciężko, gdy uderzył w nią stan jej kompletnej podatności. Mógł zrobić jej, co 
tylko chciał. A ona nie mogłaby go powstrzymać. 
 
Gdy  spojrzał  na  nią  jego  spojrzenie  zmiękło,  pochylił  się,  by  dać  jej  miękki  pocałunek,  który 
mógł ją tylko uspokoić. – Nigdy, przenigdy bym cię nie skrzywdził Taylor. – Powiedział, a ona 
uwierzyła mu, wbrew temu, że nadal przyszpilał ją do łóżka. – Polubisz wszystko. Obiecuję. 
 
- Nie jestem tego pewna, - pękła, - jeśli to, co stało się do tej pory nie jest jakimś sygnałem.

 

 

background image

61 

 

 
-  O,  naprawdę?  –  Powiedział  unosząc  brew,  gdy  zmienił  pozycję,  by  położyć  się  obok  niej. 
Przesunął  w  dół  ręką  na  jej  wzgórek,  zanurzył  środkowy  palec,  by  zorientować  się,  że  była 
wilgotna. 
 
Otworzyła usta w proteście, wydobywając z nich wysoki, przestraszony krzyk, gdy podarował jej 
sutkowi  kolejne,  prawie  karzące  uszczypnięcie.  W  tym  samym  czasie,  zanurzał  głęboko  w  niej 
dwa palce, i ku jej szokowi, zaczęła wyginać się ku jego ustom, przynaglając go bez słów, by ssał 
ją mocniej, by sprawił jej ten malutki ból, przez który jej cipka zadrży i zaciśnie się wokół jego 
pompujących palców. 
 
- Tak myślałem. – Powiedział, arogancja w jego tonie głosu wystarczyła jej, by zapragnęła wbić 
w  niego  swoje  paznokcie.  Ale  nie  za  bardzo.  –  Widzisz  Taylor,  -  powiedział  między  ssaniem  - 
masz  wiele  pomysłów  na  to,  co  powinnaś  lubić,  a  czego  nie.  Musisz  być  bardziej  otwarta  na 
nowości. 
 
Wiedziała,  że  nie  mówił  tylko  o  seksie,  ale  zanim  mogła  przeanalizować  jego  komentarz,  jego 
palce  zanurzyły  się  głęboko  sprawiając,  że  zgięła  się  w  łuk  nad  materacem.  Pragnęła  go 
wewnątrz  siebie  tak  bardzo,  że  mogła  to  posmakować,  ale  oparła  się  pragnieniu,  by  puścić 
zagłówek  i  energicznie  szarpnąć  go  na  siebie.  Coś  w  udawaniu  bezradności,  pozwalając  mu  na 
robienie cokolwiek chciał, przemawiało do jej głęboko osadzonej, mrocznej części niej, o której 
istnieniu  nawet  nie  miała  pojęcia.  Tej  części,  która  cieszyła  się  jego  niezmieszaną  żądzą  i 
namiętnym  spojrzeniem.  Od  pierwszej  nocy  spędzonej  z  Joe’em,  nie  czuła  nic  poza 
przyjemnością,  gdy  ją  dotykał.  Zastanawiała  się,  czy  było  dla  niego  możliwe  posunięcie  się  za 
daleko. Gdy jęczała i skręcała się pod jego dłońmi i ustami, nie wydawało jej się. 
 
Nagle  cofnął  palce,  wymuszając  krzyk  protestu  wydobywający  się  z  jej  gardła.  Ignorując  ją, 
pociągnął  ją  za  dłonie  do  pozycji  siedzącej,  kierując  ją  w  nogi  łóżka.  Szybko  założył 
prezerwatywę  i  poruszył  się  za  nią.  Układając  ją  na  jej  kolanach,  umieścił  jej  dłonie  na 
wezgłowiu z kutego żelaza. 
 
Zacisnęło jej się w żołądku, gdy poczuła główkę jego penisa przy swoich pośladkach 
 
-  Po  prostu  się  zrelaksuj  Taylor.  –  wymruczał,  łapiąc  jedną  ręką  za  jej  biodro,  gdy  używając 
drugiej nakierował erekcję między jej uda. 
 
- Nie lubię w ten sposób. – Zaprotestowała słabo. Zakołysał się naprzód, a ona zdusiła jęk, gdy 
przesuwał  po  jej  soczystych  wargach,  ślizgał  się  po  jej  łechtaczce,  wracając  do  jej  wilgotnych 
warg. 
 
- Dlaczego nie? – Zapytał, przesuwając dłonią w górę, by zakryć jej pierś. 
 
-  Bo  -  w  połowie  wyjęczała,  starając  się  zignorować  przyjemność  na  tyle  długo,  by  złączyć 
zdanie w całość. – To jest sprośne, jakbyś był zwierzęciem, które nawet nie martwi się o to, by 
spojrzeć mi w oczy. – Znowu ruszył, gruby grzbiet jego erekcji pobudził każdy nerw kończąc to 
przepysznym  tarciem.  Pomimo  swojego  sprzeciwu  zorientowała  się,  że  przechyliła  się  bardziej 

background image

62 

 

do przodu, unosząc swój tyłek w wysiłku, by skusić Joe’ego, by przestał ją drażnić i zerżnął ją 
tak, jak tego chciał. 
 
- Ale jeśli cię tak pieprzę, - powiedział, gdy wsunął w nią penisa. – mogę patrzeć, w jaki piękny 
sposób wyginają się twoje plecy. – Ruszył biodrami, wsuwając się tak głęboko, że poczuła go u 
podstawy  swojego  kręgosłupa.  –  I  mogę  dotykać  cię  w  ten  sposób,  -  środkowym  palcem 
przesuwał po jej łechtaczce w doskonałym rytmie. Taylor zajęczała i wygięła plecy, napierając na 
niego,  gdy  próbowała  zwiększyć  jego  tempo.  Pod  tym  kątem,  był  wielki,  gruby,  rozciągając  ją 
szeroko, gdy wsunął się niemożliwie głęboko. 
 
-  Spójrz  na  nas  Taylor,  -  szepnął  przy  jej  szyi,  zanim  złapał  zębami  jej  wrażliwą  krzywiznę. 
Otworzyła oczy, przestraszona, gdy zdała sobie sprawę z ich widoku w lustrze ponad jej komodą. 
Natychmiast  je  zamknęła,  nie  chcąc  uznać  prawdy  w  jej  odbiciu,  rzeczywistości,  bladości  jej 
ciała zarumienionego z pragnienia, jej rozchylonych ust, gdy jęknęła jak gwiazda porno. – Razem 
wyglądamy przepięknie, - szepnął, wysuwając się w całości, by znowu się zanurzyć. – Jak, coś 
tak pięknego, może być sprośne? 
 
Na  te  słowa,  otworzyła  oczy,  niezdolna  odwrócić  wzroku,  mimo,  że  prymitywna  seksualność 
zniechęciła  ją.  Za  nią,  Joe  wyglądał  na  ogromnego  i  ciemnego,  jego  brązowawe  ciało  surowo 
kontrastowało  z  jej  mlecznymi  krzywiznami.  Jego  dłoń  była  tak  duża,  rozciągnięta  na  jej 
brzuchu,  jego  ramiona  i  klata  tak  szerokie  w  przeciwieństwie  do  jej  wąskiej  ramy.  Lecz  coś  w 
nich razem, wyglądało tak właściwie, że aż potrząsnęło każdym jej nerwem. 
 
Uniósł ją, tak siadając na swoich piętach, że jej  rozsunięte  kolana  dotykały jego ud,  a jej plecy 
były oparte o jego owłosioną klatę.  Minął ponaglający, agresywny  kochanek  z przedtem. Teraz 
Joe trzymał się, zanurzony głęboko w niej, gdy korzystał z okazji przy ich pozycji i badał każdy 
gładki  skrawek  jej  ciała,  którego  mógł  dosięgnąć  dłońmi.  Gorącymi,  ssącymi  pocałunkami 
obsypywał  jej  ramiona  i  szyję,  szczypał  i  gniótł  jej  piersi  sprawiając,  że  oboje  jęczeli,  gdy 
skręcała się i zaciskała na jego penisie. 
 
Została sparaliżowana przez ich odbicie, patrząc na jego wielkie, silne dłonie przesuwające się po 
jej  ciele  z  delikatną  troską  wiedząc,  dokładnie,  gdzie  i  jak  ją  dotknąć,  by  zabrać  ją  na  samą 
krawędź szczytu. W końcu, niezdolna się powstrzymać, zabrała dłonie z jego ud i chwyciła jego 
rękę,  kierując  ją  stanowczo  między  swoje  nogi.  W  lustrze  obserwowała  jak  jego  palec  drażni 
błyszczącą łechtaczkę. Zakręcił raz, drugi i doszła, pulsując i zaciskając się naokoło niego,  gdy 
przeprowadzał ją przez orgazm. 
 
Opadła na niego, jej głowa spoczęła na jego ramieniu. Odchylając jej podbródek wziął jej usta w 
namiętnym,  głęboki  pocałunku,  zanim  zgiął  ją  do  przodu.  Jeszcze  raz  chwyciła  za  zagłówek  i 
wychyliła swoje biodra, otwarta i chętna na jego mocne pchnięcia. 
 
Zacisnął dłonie na jej biodrach,  gdy napierał na  nią,  jego jądra obijały  się o jej tyłek z  każdym 
pchnięciem. Ku swojemu zdziwieniu, Taylor poczuła jak się zaciska naokoło niego, gdy kolejny 
orgazm  budował  się  głęboko  w  niej.  Naparła  z  powrotem  na  niego,  spotykając  go  w  dzikim, 
przeciwnym  rytmie,  gdy  poczuła  jak  stał  się  w  niej  nawet  większy.  Jej  cipka  zacisnęła  się  i 
pulsowała  dookoła  niego,  gdy  doszła  w  oślepiającej  fali,  nawet  bardziej  intensywnej  niż 

background image

63 

 

przedtem.  Wypowiedział  stłumione  przekleństwo,  gdy  jego  penis  zaczął  pulsować  i  szarpnął 
wewnątrz niej zanim, nie opadł na łóżko. 
 
Okrążając ją ramieniem w pasie, przewrócił ich na stronę przytulając się do niej od tyłu. 
 - Mówiłem, że ci się spodoba - wymruczał śpiąco. 
 
Uśmiechnęła się żałośnie w świetle zachodzącego słońca, poszukując swojego mózgu.  
– Wygrałeś - było najlepszym, co mogła powiedzieć. 
 
Joe wygrał bitwę, ale nie wojnę, co stało się oczywiste następnego ranka przy śniadaniu. – Moja 
siostra  w  sobotę  robi  grilla,  -  powiedział  bez  wstępu  -  i  naprawdę  chciałbym,  żebyś  ze  mną 
poszła. 
 
Jej kubek z kawą zatrzymał się w połowie drogi do jej ust, a jemu się zacisnęło w brzuchu, gdy 
jej usta utworzyły, zaciśnięty, przepraszający uśmiech. – Nie mogę. Nasz stary partner wyprawia 
przyjęcie  u  siebie  i  nie  ma  mowy,  bym  to  przeoczyła.  –  I  nie  ma  mowy,  bym  kiedykolwiek 
wybrała  swoją  zabaweczkę-kumpla-do-pieprzenia,  zamiast  czegokolwiek  związanego  z  pracą. 
Mimo, że nie powiedziała tego na głos, Joe zrozumiał jej przekaz głośno i wyraźnie. 
 
Mimo tego, musiał się chyba obudzić w masochistycznym nastroju, bo nie mógł się powstrzymać 
by zapytać - To może niedziela. Moglibyśmy pójść na kolację. –  By być pewnym, że wyraził się 
jasno, podał nazwę restauracji, która była znana wśród lokalnych inwestorów kapitałowych i elit 
technologii z Silicon Valley. Nie przeoczył paniki na twarzy Taylor zanim, spławiła go z ‘ Może, 
zobaczymy.’ 
 
Wyszedł krótko potem, niechętny zasiąść przy jednym stole jak jakiś kloc udając, że nic się nie 
stało,  udając,  że  nie  chciał  niczego  więcej.  W  głowie  wrzeszczał  na  siebie,  by  to  zakończyć, 
odciąć  się  od  niej,  zanim  zmarnuje  więcej  swojego  czasu  czekając  na  jakiekolwiek  okruchy 
sympatii,  którymi  raczyłaby  go  obrzucić.  A  jednak,  było  coś  pod  tą  snobistyczną, 
wyimaginowaną pokrywą, która go pochłonęła i nie chciała puścić. Zabawna, seksowna kobieta, 
która z jakiegoś powodu bała się pokazać tę stronę siebie reszcie świata. Coś w nim, kochającego 
i opiekuńczego, nie pozwoliłoby z niej zrezygnować, potrzebowało udowodnić jej, że dobrze jest 
pokazać światu prawdziwą Taylor Flynn. 
 
Wyszedł rano do pracy, nie będąc bliżej podjęcia decyzji. Jedyną rzeczą, jakiej był pewny było 
to, że miał już dość bycia sprośnym sekretem Taylor Flynn. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

64 

 

 

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 
Taylor sączyła swoje białe wino i ucinała małą pogawędkę z żoną Marc’a Spellman’a, Kathleen. 
Ładna  brunetka  w  wieku  Taylor,  Kathleen  była  zajęta  upewnianiem  się,  że  każdy  czuł  się 
komfortowo.  Mimo, że  wieczór był nazywany  grillem, Spellman'owie wyraźnie nie oszczędzali 
na  wysiłku  i  wydatkach.  Jedzenie  było  przepięknie  wyeksponowane,  a  stoły  z  kutego  żelaza 
ustawione  naokoło  basenu  i  w  ogrodzie  były  doskonale  udekorowane,  jakby  z  czasopisma 
Marthy  Stewart.  –  Twój  dom  jest  piękny,  -  szepnęła  Taylor,  -  a  zwłaszcza  zakochałam  się  w 
twojej zewnętrznej kuchni.

 

 
-  To  robota  mojego  brata,  -  powiedziała  Kathleen,  niezdolna  ukryć  dumę  w  głosie,  gdy 
zatrzymała  serwującego,  by  Taylor  mogła  dostać  krabowe  ciastko.  –  On  jest  geniuszem.  Jeśli 
kiedykolwiek będziesz potrzebowała projektanta ogrodu to możesz z nim porozmawiać. 
 
-  Taylor  właściwie  ma  już  niezwykłego  ogrodnika.  –  Taylor  odwróciła  się  do  Jenny,  która 
uściskała  Kathleen,  jakby  były  długo  niewidzącymi  się  siostrami.  Nagle,  grzeczny  uścisk  dłoni 
Taylor wydawał się raczej chłodny. – Powinnaś zobaczyć jego dzieło. – Na szczęście, lubieżny 
ton w głosie Jenny był niesłyszalny dla Kathleen. 
 
Kontynuowały  rozmowę,  a  Taylor  starała  się  angażować,  gdy  Jenna  pytała  Kathleen  o  letnie 
wybryki  jej  dzieci.  Jednak  jej  myśli  wracały  do  Joe’ego,  zastanawiając  się,  co  teraz  robi.  Czy 
dobrze  się  bawi  u  siostry?  Starała  się  sobie  wyobrazić,  jak  wyglądała  jego  rodzina.  Bliska, 
prawdopodobnie, dzieląc się łatwo towarzystwem i mnóstwem śmiechu.  Wzrokiem przepłynęła 
po  gościach,  którymi  w  większości  byli  inwestorzy  albo  pracownicy  w  firmach  o  wysokiej 
technologii.  Byli  skupieni  w  małych  grupkach,  głównie  posegregowanych  według  rodzaju. 
Mężczyźni  dyskutowali  o  biznesach,  ostatnich  trendach  w  technologii  i  o  tym,  która  firma 
właśnie implodowała lub wkraczała w życie społeczne. Taylor wiedziała, że powinna się do nich 
skierować i zaimponować im swoim urokiem i wiedzą na temat przemysłu. 
 
Joe  nigdy  nie  troszczył  się  o  to,  co  miała  do  powiedzenia  o  rynku  IPO.  W  sumie,  nawet  nie 
wiedział, w jakiej firmie pracowała. Jednak, nigdy nie rozmawiali o tych sprawach, a ona zawsze 
miała wrażenie, że w przeciwieństwie do wielu mężczyzn na tym przyjęciu, Joe naprawdę słuchał 
jej, kiedy mówiła. Taylor prawie została pokonana przez intensywne pragnienie, by go zobaczyć, 
by  spędzić  z  nim  to  słoneczne  weekendowe  popołudnie,  by  się  śmiać  z  nim  zamiast  starać  się 
zaimponować  swoim  kolegom  i  ich  żonom  swoimi  doskonałymi  manierami  i  bystrością 
biznesową. 
 
- Cześć, siostro. – Taylor prawie pomyślała, że wyczarowała jego głos. 
 
- O wilku mowa, - powiedziała Kathleen, wyrzucając Taylor z jej marzeń. 
 
Odwróciła się i ku swojemu intensywnemu zachwycie i przerażeniu, stał tam Joe. Jego uśmiech 
osłabł, a potem poszerzył się, gdy ją poznał. – Taylor! 
 

background image

65 

 

Coś  zacisnęło  się  w  brzuchu  Taylor,  gdy  Kathleen  patrzyła  między  nimi  z  niesamowitą 
ciekawością.  Jenna  sączyła  swoje  wino  z  uniesionymi  brwiami  i  uśmieszkiem,  który  mówił,  że 
nie mogła się doczekać tego rozegrania. 
 
- To wy się znacie? – Zapytała Kathleen. – Skąd? 
 
Przez jakiś miesiąc, każdy wieczór spędzałam z nim, zupełnie nago. Taylor wiedziała, że musiała 
utrzymać  kontrolę  nad  sytuacją,  zanim  prawda  wyjdzie  na  jaw.  Joe  otworzył  usta,  by 
odpowiedzieć, ale zanim przemówił, Taylor wkroczyła, - Jesteśmy sąsiadami. Tak wyszło, że Joe 
mieszka tuż obok mnie. – Spojrzała na niego, błagając wzrokiem, by pozostał cicho, co do reszty. 
 
Jego  uśmiech  powrócił,  jednak  nie  dosięgał  jego  oczu.  –  Jest  w  tym  coś  jeszcze,  -  powiedział, 
sprawiając, że panika przepłynęła przez Taylor. – Jak to, że właśnie skończyłem przebudowywać 
ogród i patio Taylor. 
 
Taylor  prawie  zapłakała  w  uldze  i  jakoś  zdołała  powiedzieć.  –  Tak  i  wykonał  zdumiewającą 
pracę. Teraz już wiem, dlaczego byłam zachwycona wyglądem twojego ogrodu. 
 
Joe i Kathleen szybko zaangażowali się w rozmowę o ich rodzinie, przekazując sobie nowości o 
rodzicach,  rodzeństwie,  siostrzeńcach  i  siostrzenicach,  nie  dając  Taylor  i  Jennie  szansy  na 
wtrącenie  się.  Jenna  rozpoczęła  rozmowę  z  adwokatem,  który  współpracował  z  ich  firmą, 
podczas  gdy  Taylor  niezgrabnie  przebywała  z  boku  podczas  rozmowy  Joe’ego  z  jego  siostrą. 
Wyraźnie  próbował  ją  odciąć,  nawet  przesadnie  stając  tyłem  do  niej.  Ale  Taylor  nie  mogła  go 
zostawić w obawie przed wygadaniem się swojej siostrze. 
 
W  końcu,  Jenna  pociągnęła  ją  za  ramię  szepcząc,  -  Zostaw  ich  samych.  Musisz  mi  pomóc 
przekonać Spellman'a, by sfinansował ten nowy pomysł. – Sądząc po chwycie Jenny, Taylor nie 
byłaby  w  stanie  wytrzymać  bez  jakieś  fizycznej  sprzeczki.  A  to  z  kolei  spowodowałoby  scenę, 
której  oczywiście  Taylor  chciał  uniknąć.  Pozwoliła  więc  dać  się  odciągnąć.  Kiedy  Jenna 
przyparła Spellman'a, Taylor posłusznie kiwała głową i tłumaczyła znaczenia chwytliwych haseł 
na wezwanie Jenny. 
 
Ale  jej  uwaga  była  skupiona  na  Joe’em  i  Kathleen  po  drugiej  stronie  ogrodu.  Z  tej  odległości 
mogła  ledwo  widzieć  ich  wyrazy  twarzy  i  polegać  na  języku  ich  ciał.  Raz,  myślała,  że  Joe 
spojrzał w jej stronę,  kiedy wzruszył ramionami.  Ucałował siostrę w policzek  i uściskał, zanim 
skierował się do najbliższej grupy mężczyzn, by porozmawiać. 
 
Umysł  Taylor  ogarnęła  panika,  zastanawiała  się,  co  powiedział  swojej  siostrze,  ale  w  tym 
momencie  czworo  ludzi,  włączając  w  to  Jennę,  patrzyli  się  na  nią  niecierpliwie  czekając  na  jej 
opinię,  co  do  proponowanego  modelu  biznesu  Jenny.  Zrobiła  to  i  przeprosiła  ich,  by  pójść  po 
następnego drinka. 
 
W  drodze  do  baru  nieustannie  szukała  wzrokiem  Joe’ego,  który  wydawał  się  krążyć  między 
tłumem  ze  spokojem  godnym  pozazdroszczenia.  Mężczyźni  śmiali  się  i  dowcipkowali  z  nim,  a 
kobiety  flirtowały  życzliwie.  W  swojej  koszuli  zapinanej  na  guziki,  spodniach  khaki,  drogim 

background image

66 

 

zegarku, jedynie jego opalona twarz i doprowadzone do perfekcji ciało zdradzało, że nie był taki 
jak pozostali mężczyźni. 
 
-  Boże,  on  jest  cudowny,  -  usłyszała  jak  powiedział  to  kobiecy  głos.  –  Może  zatrudnię  go,  by 
zrobił mój ogród. Bez wątpienia chciałabym z nim odegrać scenkę z „Gotowych na Wszystko”.- 
Powiedziała  kolejna  sprawiając,  że  coś  zacisnęło  się  Taylor  w  brzuchu.  Chciała  się  odwrócić  i 
krzyknąć, że Joe był kimś więcej niż tylko śliczną twarzą i gorącym ciałem. To, że był mądry i 
miły, zabawny i kochany jak żaden inny facet. Ale szła dalej do baru nie mówiąc nic, wiedząc, że 
jeśli  by  to  zrobiła,  spojrzałyby  na  nią  z  lekceważącym  rozbawieniem  tuż  przed  rozrzuceniem 
plotki jak ogni greckich. 
 
Gdy podeszła do baru, po jej prawej stronie pojawił się Joe i wyciągnął swoją własną szklankę. 
 –  Nie  martw  się,  nie  powiedziałem  nic  Kathleen.  Nie  dam  jej  znać,  że  brudzisz  się  ze  swoim 
ogrodnikiem. – Obrzydzenie w jego głosie wystarczyło, by zmroziło jej krew. 
 
- Dziękuję za twoją dyskrecję, - odpowiedziała chłodno, spoglądając wokoło by się upewnić, że 
nikt nie podsłuchiwał. 
 
Zaśmiał  się  pogardliwie.  -    Nie  bój  się  Taylor,  nikt  nie  dowie  się  o  twoim  małym,  sprośnym 
sekreciku. 
 
Przez tonu jego głosu wzrosła w niej defensywa. – Oczekiwałeś, że co zrobię, że ogłoszę twojej 
siostrze – żonie mojego szefa, – że od miesiąca sypiam z jej bratem? – Barman uniósł swoje brwi 
i dyskretnie się wycofał. -  Nie chcę teraz o tym rozmawiać. – Wyszeptała przez zaciśnięte zęby. 
 
-  No  cóż,  skoro  tak  stawiasz  sprawę,  to  naprawdę  zabrzmiało  paskudnie.  –  Powiedział, 
odwracając  się,  by  nadziać  ją  swoim  lodowatym,  złowrogim  wzrokiem.  –  Myślę,  że  sam  się 
oszukiwałem  myśląc,  że  coś  się  między  nami  działo,  że  zaangażowałaś  się  na  tyle,  by  przestać 
przejmować się tym, co robię, a skupisz się na tym, kim jestem. 
 
Odszedł długimi krokami przez ogród, szorstko kiwając głową, gdy ludzie podchodzili do niego i 
zniknął  wewnątrz  domu.  Taylor  podążyła  za  nim  w  dyskretnej  odległości,  wślizgując  się  do 
wewnątrz z usprawiedliwieniem, że poszukuje łazienki. Sprawdzała pięć pokoi, zanim odnalazła 
go  w  pokoju  gier,  wyposażonym  o  stół  bilardowy,  szeroki  telewizor  i  naturalnej  wielkości  grą 
arcade

.

 Joe stał patrząc się przez okno niesięgające ogrodu. 

 
Gardło Taylor się zacisnęło. – Joe, przepraszam, że cię zraniłam… 
 
- Mi też jest przykro. – Odwrócił się. –  Ale bardziej mi jest przykro, dlatego, że pozwoliłem ci 
mnie  zranić.  Głupio  pozwoliłem  sobie  wierzyć,  że  jest  coś  lepszego  pod  tą  powłoką,  którą 
pokazujesz  światu.  Przekonywałem  siebie,  że  był  ktoś  w  tobie  warty  poznania  i  warty 
pokochania. 
 
Każde  słowo  przepływało  przez  nią  jak  kwas;  uniosła  rękę,  ale  nie  przestawał.  Czy  on  nie 
rozumiał,  że  nigdy  nie  mogłaby  odpuścić  sobie  kamuflażu?  Jeśli  by  to  zrobiła,  zauważyłby 
brzydotę  jej  przeszłości,  choć  ona  beznadziejnie  ciężko  pracowała,  by  przed  tym  uciec. 

background image

67 

 

Zauważyłby, że była niczym więcej jak tylko biednym śmieciem z przyczepy, stale polerującym 
siebie, by ukrywać plamy przed światem. 
 
- Mówiłem sobie, że nasza relacja coś dla ciebie znaczyła, że nie mogłem zainteresować się kimś 
tak płytkim. 
 
Otoczyła  się  ramionami  myśląc,  że  mogłaby  tym  ochronić  się  przed  napływającym  bólem. 
Próbowała  ukryć  przed  światem  swoje  korzenie,  ale  on  ją  przejrzał,  widząc  w  niej  prawdziwą 
Taylor, a tego nie mogła znieść. – Joe, proszę przestań… 
 
- Przez ten cały czas byłem cierpliwy, czekałem na ciebie z otwartymi ramionami, czekałem byś 
dała  mi  szansę.  –  Spojrzał  na  nią  gniewnie,  obrzydzenie  na  jego  twarzy  prawie  sprawiło,  że 
upadła  na  kolana.  –  Sądzisz,  że  nie  jestem  dla  ciebie  wystarczająco  dobry.  Jednak  prawda  jest 
taka, że to ty nie jesteś dla mnie wystarczająco dobra. 
 
Coś się w niej pękło, wiedząc, że miał rację. 
 
-  Musiałaś się stać najgłupszą  kobietą,  jaką  kiedykolwiek spotkałam. – Jenna wparowała do jej 
biura w następny poniedziałek. Zatrzaskując drzwi, wyrzuciła dłonie w górę z rozdrażnienia. 
 – Serio, Taylor, schrzaniłaś to. Brawo. 
 
- Nie wyszło z umową? – Zapytała Taylor, starając się brzmieć tak, jakby to ją obchodziło. Ale 
odkąd  w  sobotę  Joe  odszedł,  nie  mogła  wyrzucić  go  ze  swojej  głowy  i  czuła  się  okropnie 
popełniając największą pomyłkę w swoim życiu. 
 
Twarz  Jenny  ukazywała  oburzenie.  –  Umowę?  Mówię  o  Joe’em  i  o  tym  jak  pozwoliłaś, 
prawdopodobnie  najdoskonalszemu  mężczyźnie  we  wszechświecie,  wyślizgnąć  się  z  twoich 
palców.  Nie,  czekaj,  nie  pozwoliłaś  mu  się  wyślizgnąć,  praktycznie  przywiązałaś  go  do 
odrzutowca i wypchnęłaś przez drzwi. 
 
Gardło Taylor zacisnęło się i postanowiła kontratakować, by zapobiec rozlaniu łez. – Ty byłaś tą, 
która  zachęciła  mnie  do  rzucenia  się  na  niego,  do  wykorzystania  go,  jako  coś  przejściowego, 
zanim nie będę gotowa na randki. 
 
- To było zanim go poznałam, - powiedziała Jenna, opadając na fotel. 
 
-  To,  że  jest  cudowny  nie  oznacza,  że  by  nam  wyszło,  -  odpowiedziała  Taylor,  próbując 
przekonać siebie tak bardzo jak Jennę. – Nigdy by nie wyszło, - powtórzyła. 
 
-  No  dobra,  spójrzmy  na  to  tak.  Gotował  dla  ciebie.  Jest  też  mądry.  Rozmawiałam  z  nim  na 
przyjęciu  i  jest  mądrzejszy  od  większości  MBA’sów,  jakich  znam.  –  Taylor  starała  się  nie  wić 
pod jej spojrzeniem i nie przeciwstawiać się Jennie. 
 
Łzy zapiekły ją, gdy Taylor zmagała się z utrzymaniem kontroli nad swoimi emocjami. – Nie jest 
taki jak my, taki jak ja. Gdyby każdy się dowiedział… 
 

background image

68 

 

Jenna  przerwała  jej  unosząc  dłoń.  –  Taylor,  znam  cię  od  roku.  I  pomimo  niektórych  dziwactw 
osobowości, naprawdę cię lubię. Więc zamierzam powiedzieć ci to dla twojego własnego dobra. 
– Uważnie pochyliła się do przodu. – Za bardzo martwisz się tym, co ludzie o tobie pomyślą. A 
ludzie polubiliby cię bardziej, gdybyś mniej się przejmowała. 
 
Taylor  wzdrygnęła  się,  jej  zaabsorbowanie  Joe’em  chwilowo  opadło.  –  Co  masz  na  myśli? 
Ludzie  mnie  nie  lubią?  –  Oczywiście  zdawała  sobie  sprawę,  że  nie  przyjaźni  się  z  każdym 
współpracownikiem,  ale  zawsze  zakładała,  że  była  lubiana,  co  najmniej  na  profesjonalnym 
poziomie. Co, dotychczas, było jedyną rzeczą, która myślała, że ma znaczenie. 
 
- Nie pozwalasz nikomu cię poznać  Taylor. Jedyną  rzeczą,  którą ktoś  o tobie wie,  oprócz  mnie 
samej,  są  twoje  zawodowe  osiągnięcia  i  Stanfordzkie  MBA,  które  można  wymieniać  w  ciągu 
pięciu  minut  bez  wprowadzenia.  Kiedy  pierwszy  raz  cię  spotkałam,  to  nawet  ja  myślałam,  że 
jesteś oziębła i potencjalnie bezlitosna. 
 
Taylor  przełknęła  mocno,  ogłuszona  przez  ocenę  Jenny.  Podenerwowana  suka.  Słowa  Joe’ego 
przekłuły jej serce. Ten cały czas spędziła na próbowaniu przekształcania siebie w doskonałego 
ż

eńskiego kierownika tylko po to, by dowiedzieć się, że ukrywała swoją osobowość i fachowość. 

 
- Jesteś tak zajęta pokazywaniu ludziom tego, co chcesz, by ujrzeli, że aż z trudnością ci ufają. – 
Powiedziała miękko Jenna. 
 
Taylor zapatrzyła się beznamiętnie na biurko, pióra i papiery zmazały się, gdy próbowała cofnąć 
łzy.  Nie  wiedziała  jak  odpowiedzieć  na  szorstką  ocenę  Jenny,  jak  zacząć  się  tłumaczyć.  Jenna 
mogłaby nigdy nie zrozumieć jej ucieczki od przeszłości, przemienienia siebie i swojego życia w 
to,  co  Taylor  uważała  za  ucieleśnienie  sukcesu.  Gdzieś  po  drodze,  Taylor  przekonywała  się,  że 
była  tylko  jedna  droga  do  sukcesu,  a  zbłądzenie  doprowadzało  do  wyraźnego  powrotu  do 
ubóstwa w parkowej przyczepie. 
 
-  No  cóż,  dziękuję  za  szczerość  –  powiedział  cicho  Taylor,  dumna  za  to,  że  jej  głos  zaledwie 
zadrżał. 
 
- Taylor, - powiedziała błagalnie Jenna, - Przepraszam, że byłam tak szorstka. Nienawidzę tylko 
patrzeć  jak  porzucasz  coś  niezwykłego,  z  powodu  jakiegoś  nieistniejącego  ideału,  na  którym 
nikomu nie zależy. 
 
Taylor  opadły  ramiona  i  spotkała  współczujące  spojrzenie  Jenny.  Najpierw  szczęka  jej  się 
zacisnęła, potem usta zadrżały. Taylor otworzyła buzię, by przemówić tylko po to, by udławić się 
przez szloch. I w końcu łzy, które tak powstrzymywała od chwili odejścia Joe’ego, buchnęły falą 
rozpaczy o tak wielkich proporcjach, że nawet Jenna wyglądała na przerażoną. 
 
- Jak ja  go odzyskam? –  Wreszcie wydusiła  Taylor. – Byłam dla niego tak  okropna.  Ma prawo 
mnie nienawidzić. 
 
Jenna  przewróciła  oczami.  –  Może  i  jest  na  ciebie  zły,  ale  nie  wydaje  mi  się,  żeby  cię 
nienawidził. 

background image

69 

 

 
- Powiedział, że jestem płytka, - odpowiedziała Taylor czkając od kolejnej rundy szlochów. 
 
- Taylor, cokolwiek powiedział wiem, że cię kocha. I uwierz mi, takie uczucia tak po prostu nie 
umierają po kilku dniach. 
 
Taylor dmuchnęła w chusteczkę higieniczną. - Naprawdę myślisz, że mnie kocha? 
 
Jenna spojrzała na nią, jak na idiotkę. – Żartujesz sobie? Sposób, w jaki na ciebie patrzy? Taylor, 
marzę o facecie, który patrzyłby tak na mnie któregoś dnia. 
 
- Jak on, niby na mnie patrzy? 
 
- Jakby był najszczęśliwszym facetem, będąc w tym samym pokoju, co ty. 
 
Tak jak ona była najszczęśliwszą kobietą, będąc z nim. I schrzaniła to. – Muszę go przekonać, że 
go kocham. I, co najważniejsze, że jestem dumna z bycia z nim. 
 
Jenna rozsiadła się z usatysfakcjonowanym uśmiechem. – Jestem pewna, że coś wymyślimy. Im 
szybciej go odzyskasz, tym szybciej skupisz się na mnie i na działalności, którą chcę zacząć. 
  
Joe wytarł ostatnią  kroplę  płynu  do  golenia  ze swojej brody, próbując zdobyć się  na  konieczny 
entuzjazm  spędzenia  sobotniego  wieczoru,  w  ten  sam  sposób,  w  jaki  spędzał  go  przez  ostatnie 
kilka  tygodni.  Wychodząc  z  przyjaciółmi,  wypijając  kilka  piw,  grając  w  bilard,  ….,  próbując 
przekonać siebie, że nie tęsknił za Taylor. To, że tak naprawdę jej nie kochał i to, że nie czuł się, 
jakby chodził z ogromną dziurą w piersi, w miejscu gdzie powinno znajdować się jego serce. 
 
Pieprzyć  to,  mówił  sam  do  siebie.  Taylor  wyraziła  się  jasno,  co  o  tobie  myśli  i  istnieją  inne 
kobiety, które, nie to, co ona, byłyby dumne z bycia z tobą. 
 
Po  kilku  nocnych  wyjściach  nadal  nie  chciał  innej  kobiety.  Jednak,  minął  dopiero  tydzień. 
Wiedział, że to tylko kwestia czasu, zanim znajdzie kogoś, kto wpadnie mu w oko i zainteresuje 
go, zanim całkowicie zapomni o Taylor  Flynn i o dzikim ciosie w jego dumę. Ale jak na razie, 
wszystkie kobiety, z którymi się spotkał nie były wystarczająco atrakcyjne. Albo były za młode, 
albo  nieodpowiedzialne.  Chichotały  histerycznie,  mimo,  że  wiedział,  że  nie  zrozumiały  jego 
ż

artów. W porównaniu do Taylor były nudne, mdłe. Płytkie. 

 
Wzdychając, założył bokserki i jeansy i zastanowił się – nie pierwszy raz – czy nie powinien po 
prostu  zostać  w  domu,  bez  względu  na  to,  co  radzili  mu  przyjaciele.  Szukał  koszuli  w  szafie, 
kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, pełne pół godziny przed przybyciem jego kumpla, który miał 
go zabrać. 
 
Ale  to  nie  był  jego  kumpel.  Opadła  mu  szczęka,  gdy  otworzył  drzwi  Taylor,  wyglądającej  tak 
cudownie  jak  gwiazda  ze  starego  hollywoodzkiego  filmu,  uśmiechającej  się  niepewnie,  gdy 
zakrył  twarz  maską  bez  wyrazu.  Jej  blade  włosy  były  związane  gładko.  Jej  kremowe  ramiona 
były odsłonięte przez jej sukienkę bez ramiączek, jej skóra była perlista przy granatowej tkaninie 

background image

70 

 

jej  sukni.  Szeroki  pas  otoczył  jej  talię,  a  spódnica  kończyła  się  przy  jej  kolanach,  dając  mu 
zapierający dech w piersi widok jej nóg, gdy zachwiała się na śmiertelnie wysokich obcasach. 
 
Jakoś wezwał swoją siłę woli, by nie wciągnąć ją sobie w ramiona i nie zanieść jej do swojego 
łóżka. Zamiast tego skrzyżował posępnie ręce na klacie i oparł się ramieniem o framugę. Siląc się 
na najchłodniejszy ‘ pierdolę-to-wszystko’ ton głosu, zapytał. – Czego chcesz Taylor? 
 
Swoimi  chłodnymi,  niebieskimi  oczami  przejechała  po  jego  nagiej  klacie  i  językiem  zwilżyła 
swoje już połyskujące usta. Jego penis skoczył pod rozporkiem, gdy wyobraził sobie jej dłonie i 
język podążające tą samą ścieżką. Mrugając, wydawała się przypominać sobie swój cel.  Wzięła 
głęboki oddech i powiedziała. – Jestem ci winna przeprosiny. 
 
Malutki  groszek  nadziei  próbował  się  zakorzenić  w  jego  brzuchu,  ale  bezlitośnie  go  zgniótł, 
upominając siebie, że stawiała go pod sobą. Uniósł zniechęcająco brew. 
 
- Miałeś rację, co do mnie. Jestem snobką. Straszną, okropną, płytką snobką, która przejmuje się 
tym,  co  pomyślą  inni,  gdyby  się  dowiedzieli,  że  spotykam  się  z  projektantem  ogrodów  i  to 
jeszcze  młodszym  ode  mnie.  Zasługujesz  na  więcej  Joe.  Byłeś  dla  mnie  niesamowity,  a  ja  nie 
dałam ci prawdziwej szansy. 
 
Kontynuowała,  słowa  wypływały  z  niej,  gdy  ujawniała  prawdę  o  jej  pochodzeniu.  Życiu  w 
ubóstwie, patrząc jak jej matka prostytuuje się z niekończącą się listą nieudaczników. Pokręciła 
w roztargnieniu głową i powiedziała, - Teraz rozumiem jak głupie to było, ale gdy spotkałam cię 
po raz pierwszy, jakoś przekonywałam siebie, że byłeś taki jak oni. 
 
W  tym  momencie,  wszystkie  warstwy  jej  doskonale  wybudowanej  fasady  opadły.  Cała  ta 
desperacja, beznadziejność, kierowana potrzeba,  by uciec i stać się  całkowicie inną osobą, były 
widoczne w jej oczach, słyszalne w jej głosie. 
 
Jego  serce  czuło  się  roztrzaskane  od  zwalczania  pragnienia,  by  wziąć  ją  w  ramiona,  by 
powiedzieć jej, że wszystko jest w porządku, że kocha ją, mimo wszystko. 
 
Ale  był  wkurwiony  tym,  że  porównywała  go  tych  wszystkich  leserów  z  jej  przeszłości.  To,  że 
teraz  mówiła  mu  prawdę  nie  oznaczało,  że  rezygnowała  ze  swojego  śmiesznego  pomysłu,  że 
jedynym odpowiednim dla niej partnerem był jakiś wspaniały młody karierowicz. Za cholerę nie 
czekałby,  zerkając  pod  jej  spódnicę,  podczas  gdy  rozglądałaby  się  za  kimś  ‘lepszym’.  – 
Pomyślałaś,  że  byłem  jak  ci  bezrobotni  prostacy?  Dzięki  bardzo  Taylor.  –  Wepchnął  się  z 
powrotem do środka, nie będąc pewien, czy chce słuchać reszty tego, co miała do powiedzenia. 
 
Na  jego  ramieniu  zacisnęła  się  dłoń,  i  nawet  będąc  tak  złym  jak  teraz,  nie  mógł  zaprzeczyć 
wybuchowi  gorąca,  które  powędrowało  przez  niego  przy  pierwszym  dotyku.  –  Poczekaj,  - 
powiedziała,  -  Nie  to  miałam  na  myśli.  –  Zabierając  swoją  dłoń,  docisnęła  ją  do  swoich  oczu, 
jakby wstrzymywała łzy. – Nie wiem, co miałam na myśli. Kiedy dorastałam, widziałam jedynie 
jedną drogę do sukcesu  i pomyślałam, że jeśli zrobię  wszystko poprawnie, jeśli podążę według 
swoich reguł i poślubię mężczyznę, który robi to samo, to nigdy nie będę musiała się martwić o 
głód lub o bycie odrzuconą przez ludzi jak jakiś śmieć. – Przewróciła oczami, mrugając, by nie 

background image

71 

 

zapłakać.  –  A  potem  zaczęłam  spędzać  czas  z  tobą,  i  było  mi  tak  dobrze.  Nie  tylko  z  powodu 
seksu,  -  ciągnęła,  prawie  jakby  do  siebie.  –  To  było  wszystko.  Po  raz  pierwszy  od  dłuższego 
czasu  byłam  podekscytowana  wracając  z  pracy  do  domu.  Byłam  podekscytowana  tym,  że  cię 
zobaczę.  Ale  byłam  też  tak  uwięziona  przez  własne  głupoty,  by  pozwolić  sobie  myśleć,  że 
mogłabym stworzyć z tobą prawdziwy  związek.  Tak bardzo byłam uwięziona przez swoje idee 
właściwego faceta, że nie zdawałam sobie sprawy, że to ty nim byłeś. Dla mnie. 
 
Zignorował  ciepło,  które  zaczęło  wypływać  z  jego  serca,  jakby  krwawiąc.  –  To  bardzo  miłe 
Taylor, ale nie jestem zainteresowany widywaniem się, dopóki nie znudzisz się zabawianiem się 
ze swoją wynajętą pomocą. 
 
Łzy napłynęły do jej dużych niebieskich oczu i niepewne drżenie jej warg sprawiło, że zabolało 
go  to.  Wstrzymał  się  niechętny,  by,  chociaż  na  cal  otworzyć  się  na  nią.  Myślała,  że  jest  kimś 
gorszym.  Jej,  mniej  niż  idealne,  dzieciństwo  nie  było  żadnym  usprawiedliwieniem  jej  ciosu 
zadanego  jego  dumie.  Musiała  postarać  się  bardziej  niż  tylko  zwyczajnie  przeprosić,  by 
przekonać go, by dał jej kolejną szansę. 
 
-  Chcesz  żebym  błagała?  –  Powiedziała,  jej  głos  przypominał  szloch.  –  Bo  będę.  Upadnę  na 
kolana.  –  Zaczęła  klękać,  następnie  znieruchomiała.  –  No  dobra,  może  nie  w  tej  sukience.  – 
Przewrócił  oczami,  śmiejąc  się  bezradnie  na  jej  wrodzoną  księżniczkowatość,  której  nie  mogła 
się pozbyć nawet w takiej chwili. – Błagam, Joe. Wiem, że nie zasługuję, ale chcę kolejną szansę, 
by  pokazać  ci  jak  wiele  dla  mnie  znaczysz,  by  powiedzieć  całemu  światu  jak  bardzo  jestem 
szczęśliwa i dumna mając cię u swojego boku. 
 
Nigdy  nie  widział  jej  tak  wrażliwej.  Wreszcie,  pokazała  mu  prawdziwą,  zepsutą  kobietę  pod  tą 
powłoką idealnej kierowniczki. Po raz pierwszy od momentu, kiedy pierwszy raz na nią spojrzał, 
niczego nie ukrywała, była naga, patrząc na niego z całą miłością w oczach. Wyciągnęła drżącą 
dłoń i chwyciła jego. – Błagam, Joe, - prosiła. – Tak bardzo cię kocham. Daj mi szansę pokazać 
jak bardzo. Daj mi szansę, by pokazać ci, że jestem ciebie warta. 
 
Na  chwilę  krew  Taylor  zmroziła  się  w  jej  żyłach,  gdy  nie  powiedział  nic.  To  był  okropny, 
ś

mieszny  pomysł,  który  wymyśliła  razem  z  Jenną.  Powinna  wiedzieć  lepiej,  niż  próbować 

ratować ten związek po tak brutalnym okładaniu pięściami dumy Joe’ego. 
 
Jego  brwi  się  nie  wygładziły,  ale  wziął  jej  twarz  w  swoje  dłonie  i  zamknął  jej  usta  swoimi. 
Pocałunek był gniewny, karzący, ale mogła posmakować miłość zmieszaną z żądzą pod złością i 
bólem. Jego język drażnił jej, biorąc ją, roszcząc  sobie do niej prawa. Dłońmi zaplątał się w jej 
włosy przy karku sprawiając kłujący ból, gdy zrujnował jej doskonale gładką fryzurę. – Też cię 
kocham,  Taylor  Flynn.  –  Szepnął,  nie  brzmiąc  nawet  na  zadowolonego.  –  Prawdopodobnie 
jestem  największym  idiotą,  ale  myślę,  że  zakochałem  się  w  tobie,  gdy  pierwszy  raz  do  mnie 
przyszłaś. Tak bardzo próbowałaś utrzymać to razem, ale mogłem zauważyć tę kobietę z krwi i 
kości próbującą się wydostać. Zajęło to trochę czasu, ale myślę, że wreszcie wiem, kim ona jest. 
A teraz kocham ją jeszcze bardziej. 
 

background image

72 

 

Pocałował  ją,  i  w  tym  jednym  dotyku  poczuła  całą  miłość  i  namiętność,  którą  dusił  wewnątrz. 
Otworzyła  usta  z  westchnieniem,  dźwiękiem  radości  połączonej  z  ulgą,  jaką,  pierwszy  raz  od 
dłuższego czasu, Taylor poczuła całkowicie. Jakby w końcu dowiedziała się, kim miała być. 
 
Informujący,  taktowny  odgłos  klaksonu  samochodu  przestraszył  ją,  przypominając  Taylor  o  jej 
usprawiedliwieniu ukazania się w progu Joe’ego. 
 
Spojrzał znad jej ramienia na limuzynę zaparkowaną przed jej domem. – Musisz gdzieś być? 
 
- Właściwie to musimy…, jeśli nie masz nic przeciwko. 
 
Jego  uśmiech  zmieszał  się  z  oszołomieniem,  gdy  sięgnęła  po  foliową  torbę,  którą  powiesiła  na 
poręczy ganku - Każdego roku odbywa się przyjęcie Apex’u na rzecz Fundacji Onkologii w San 
Francisco – powiedziała. 
 
Skinął. – Moja siostra tam będzie. 
 
- Prawda. Jak większość partnerów i ich żon. Miałam nadzieję, że wejdziesz do środka, założysz 
garnitur… - uniosła torbę… - i będziesz mi towarzyszył. 
 
- Jesteś pewna, że będę odpowiednim towarzystwem? 
 
Drażnił się z nią, ale wstyd przebił się przez nią, gdy zorientowała się, że jeszcze tydzień temu, 
jej  odpowiedź  mogła  być  inna.  Chwytając  go  za  dłonie,  powiedziała.  –  Będę  najszczęśliwszą 
kobietą w pomieszczeniu. 
 
Zaciągnął ją do środka i zamknął za nimi drzwi. Nie była pewna, ale chyba zobaczyła błysk łez w 
jego  pięknych  zielonych  oczach,  zanim  jego  usta  opadły  na  jej.  Zaczęło  się  słodko,  ale  jego 
pocałunek  wkrótce  zamienił  się  w  namiętny,  po  tygodniu  bycia  oddzielnie.  Chętnie  ssała  jego 
język, a jej dłonie chciwie przesuwały się w dół po nagiej, jedwabistej skórze jego pleców. 
 
- Nie wydaje mi się, że możemy to sobie odpuścić, - zajęczał. – Wiem, że zabrzmię jak hipokryta 
po tym piekle, jakie ci urządziłem, ale naprawdę chcę cię mieć dzisiaj dla siebie. 
 
- Wyjdziemy od razu po deserze, obiecuję. 
 
Poszedł na górę, podczas gdy Taylor poprawiała swoją fryzurę. 
 
Pięć  minut  później,  trzymał  ją  za  rękę,  by  pomóc  jej  wsiąść  do  limuzyny,  którą  wynajęła,  by 
zawiozła  ich  do  miasta.  By  się  teraz  dobrze  zachowywać,  usiadła  na  siedzeniu  naprzeciwko 
niego.  Na  przyjęciu,  zignorował  zmieszanie  swojej  siostry,  gdy  przyjechał  razem  z  Taylor.  
Obserwując  jak  pewnie  przechodził  z  jednej  rozmowy  do  następnej,  urzekając  sobą  zarówno 
mężczyzn jak i kobiety, Taylor jeszcze raz zdumiała się własną głupotą sądząc, że nie pasował do 
jej świata. 
 

background image

73 

 

Patrzyła jak wita się  z Jenną, która objęła go entuzjastycznie i za jego plecami pokazała Taylor 
uniesione  kciuki. Jenna  wychyliła się i szepnęła  coś do jego ucha, co  go  rozśmieszyło i  kiwnął 
ż

wawo głową w odpowiedzi. 

 
- Co ona ci takiego powiedziała? – Zapytała Taylor, gdy usiedli do kolacji. 
 
- Chciała wiedzieć, czy mam jakiś przyjaciół, z którymi mógłbym ją umówić. – Powiedział, oczy 
błyszczały  mu  w  satysfakcji.  –  Powiedziała,  że  ma  już  dość  tych  wszystkich  nudnych 
biznesmenów i pragnie poznać prawdziwego mężczyznę. 
 
Pod  stołem  Taylor  przejechała  dłonią  po  jego  twardym,  muskularnym  udzie  i  położyła  ją  na 
szybko rosnącym wybrzuszeniu w jego kroku. – Nie mogę powiedzieć, że ją winię. 
 
Umyślnie swobodnie Joe sunął dłonią po jej kolanie, pod spódnicę. Gorąco skradło się pod jego 
kołnierzyk, gdy palcami zahaczył o pończochy. Prawie się udławił stekiem, kiedy odkrył, że nie 
miała na sobie bielizny.  
 
- Musimy tylko przejść przez deser - wyszeptała, tak bardzo chętna na ucieczkę jak on. 
 
Zaledwie  przełknęła  kęs  ciasta  z  czekoladowej  pianki,  zanim  wyprowadził  ją  z  sali  balowej. 
Taylor nie robiła sobie złudzeń, że ludzie nie domyślili się, co oni kombinują, ale pierwszy raz w 
swoim życiu, naprawdę nie obchodziło jej, co myślą inni. 
 
Gdy tylko władował ją do limuzyny, Joe nie tracił czasu na zwiększenie im prywatności. Usadził 
ją sobie na kolanach i podciągnął jej sukienkę do talii, gdy szaleńczo rozpinała jego garniturowe 
spodnie. Już była cała wilgotna od pragnienia go. Gdy tylko nałożył prezerwatywę, osunęła się na 
jego  penisa,  jej  jęki  zmieszały  się  z  jego,  gdy  ją  pocałował.  Trzymając  jego  twarz  w  dłoniach, 
ssała jego wargi i język, łzy popłynęły po jej twarzy przez uczucie delikatnej perfekcji, mając go 
znowu w sobie. I pomyśleć, że była tak blisko, by nigdy już nie dzielić tego z nim. – Kocham cię, 
- wyszeptała, unosząc się i opadając na jego grubą erekcję, gdy próbowała pokazać wszystko, co 
czuła każdym ruchem, każdą pieszczotą. 
 
Guziki pofrunęły tu i tam, gdy pociągnęła za jego koszulę, chcąc poczuć jego skórę. Jego dłonie 
zaplątały  się  w  jej  włosach,  czyniąc  z  nich  nieład,  gdy  trzymał  ją  w  miejscu  zagłębiając  się 
swoim  językiem.  Pchnął  w  górę  biodra,  by  zanurzyć  się  w  niej  głęboko.  –  Tak  bardzo  za  tobą 
tęskniłem - szepnął. 
 
Mimo,  że  minął  zaledwie  tydzień,  ich  ciała  reagowały  jakby  po  długiej,  miesięcznej  seksualnej 
suszy. Trochę więcej pchnięć i Taylor zadrżała naokoło niego, gdy Joe trzymał ją za biodra, by 
spotkała się z jego końcowymi, szalonymi pchnięciami.  
 
Kiedy  wkrótce  potem  przyjechali  do  domu,  kierowca  miał  u  Taylor  punkt  za  pozorną 
nieświadomość  jej,  teraz  wyglądającej  jak  u  Meduzy  fryzury  i  czerwonych  plam,  które  zdobiły 
jej  brodę,  gardło  i  dekolt.    Joe  zaprowadził  ją  do  jej  drzwi,  ale  zanim  mogła  wejść  do  środka, 
podniósł ją i trzymając w ramionach niósł. 
 

background image

74 

 

- Co robisz? 
 
- Praktykuję - na jej zmieszane zmarszczenie brwi, odpowiedział - Przenoszenie cię. Przez próg. 
  
 
 
 
 

K O N IE C

K O N IE C

K O N IE C

K O N IE C