background image

wGdy Mnie wieszali na szczycie wzgórza, krzyż stał się znakiem miłości Boga 

dla wszystkich  ludzi.  Gdy wydałem  ostatnie tchnienie,  zawierało  się  w nim 

Boże przebaczenie dla wszystkich  Moich  dzieci. Gdy włócznia przebiła Mój 

bole,  z  rany spłynęło  na  świat Boże  miłosierdzie.  Gdy wstałem  z martwych, 

pokazałem,  co  będzie  udziałem  wszystkich  ludzi...  a  kiedy  wstąpiłem  do 

nieba, obiecałem im, że będę  czekał  .

F

ragment

skan http://chomikuj.pl/KosciolKatoIicki

C

arver

  A

lan

 A

mes

 

w

 

opowieściach,  które  zapisał  na  podstawie  prywat­

nych objawień,  pokazuje,  z jak wielką  miłością  patrzy na  nas  Trójca  Święta, 

Matka  Boża  i  nasi  święci  patroni.  Te  historie  potrafią  przemienić  ludzkie 

serca  i  wzbudzić  pragnienie  głębokiego  oddania  się  Bogu.  Każdego  poru­

szają  inny sposób, jednych zasmucają -  innych radują. Nikt jednak wobec 

nich nic pozostaje obojętny. Tc słowa niosą ze sobą  pewność nieskończonej 

miłości  Boga  do  człowieka. 

O

czami

  B

ożej

 

miłości

 

jest jej  wielkim  świa­

dectwem.

C .A .  A

mf

.

s

 

-   charyzmatyk,  mistyk  i wielki chrześcijański  mówca.  Autor 

bestsellerowej  książki 

O

czami

 J

ezusa

.

Polecamy 

również  inne  książki C

aryera

 A

lana

A

mesa

:

O

czami

 J

ezusa

 

wydanie  zebrane

O

czami

 J

ezusa

 

książka  audio 
na  CD

Ł

agodny

 D

uch

ISBN 978-83-64647-54-3

7 8 8 3 6 4   6 4 7 5 4 3

www

.

esprit

.

com

.

pl

CENA 

29,90

 ZL (

5

% VAT)

O

p o w i e ś c i

 

o

 

k o c h a j ą c y m

  B

o g u

NA  PODSTAWIE  OBJAWIEŃ 

C.A. 

AM ESA

skan http://chomikuj.pl/KosciolKatolicki 

C

a r v e r

  A

l a n

  A

m e s

 

skan http://chomikuj.pl/WiDI19 

http://www.exsite.pl/user/azoon94

background image

C

a r y e r

  A

l a n

  A

m e s

O

c z a m i

 

B

o ż e j

 M

ił o ś c i

tłumaczyła 

Edyta Stępkowska

background image

Originally  published under the title Stories o f Love 
by  Carver Alan Ames

Copyright ©  2001  by  Carver Alan Ames

Copyright ©  for  the  Polish  translation  by Wydawnictwo  Esprit 2014 
Ali  rights  reserved

N A   O K Ł A D C E

James Tissot, Spotkanie na drodze do Emaus ©  Brooklyn  Museum/ 

Corbis

R E D A K C J A

Agnieszka Frankiewicz 

Edyta Cybińska 

Justyna Suchecka

S K Ł A D   I  Ł A M A N I E  

Piotr Poniedziałek

ISBN 

978

-

83

-

6 46 47

-

54-3 

Wydanie  I,  Kraków 2015 

Druk i oprawa:  Dziełodruk

Wydawnictwo  Esprit sc
ul.  św.  Kingi  4,  30-528  Kraków

tel.  / fax  12  267 05  69,  12  264  37  09,  12  264  37  19
e-mail:  sprzedaz@esprit.com.pl
ksiegarnia@esprit.com.pl

Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl

Tę książkę dedykuję o.  Gerardowi Dickinsonowi, 

mojemu kierownikowi duchowemu, w podzięce 

za wskazówki i pomoc w w ypełnianiu woli Bożej

...ze specjalnym podziękowaniem dla Toma i Carol.

C. Alan Ames

background image

Wstęp

Opisanie w  niniejszej  książce  niektórych  opowieści 

spośród tych,  które  zesłali  mi  Pan Bóg,  Matka Boska 

i Święci, było  dla mnie źródłem ogromnej  radości.

Każda z tych historii poruszyła mnie w wyjątkowy 

sposób. Jedne  natchnęły  mnie  głębokim   szczęściem , 

inne  zaś  przepełniły smutkiem.  W szystkie  natomiast 

stanowią dla mnie ważne lekcje dotyczące życia, m iło­

ści i troski o innych.

Gdy przekazywano mi kolejne opowieści, byłem cza­

sem przekonany, że są prawdziwe, jakby się rozgrywały 

na moich oczach, aż zrozumiałem, że historie te rzeczy­

wiście się wydarzyły, że dzieją się w tej chwili albo mogą 

mieć miejsce w przyszłości.  Innymi razy opowiadania 

stawały się przekazami, za pomocą których Pan poka­

zywał ludziom, jak Jego miłość wyraża się w życiu ziem­

skim i w jaki sposób  ludzie  mogą zmienić  swoje życie, 

jeśli będą pragnąć szczęścia i spełnienia.

Czytając kolejne historie, zauważycie na pewno, że 

niektóre  z  nich  są opatrzone  odw ołaniam i  do  Pisma 

Świętego,  inne  zaś  nie.  Na początku  bowiem Pan  nie 

wskazyw ał mi żadnych  odniesień, jednak w grudniu 

1995  roku zaczął to czynić.

7

  —

background image

Odw ołania te  stanowią  niekiedy  pojedyncze  wer­

sety  albo  dwa  kolejne  wersety  z  Pisma,  a czasem  tyl­

ko  pojedyncze  słowo  lub  dwa ze wskazanego wersetu. 

Czasem   na jedno  odniesienie  składają  się  dwa  bądź 

trzy wersety z  różnych  ksiąg  biblijnych.  Początkowo 

cytowałem   odwołania z wydań  Biblii Jerusalem  albo 

D ou ay-R h eim s,  lecz  potem   -  aby  nie  d e zo rie n to ­

wać  czytelników   - wspólnie  z  moim  duchow ym   kie­

row nikiem   (ojcem  Gerardem   Dickinsonem ,  którego 

przydzielił  mi w  1984  roku  arcybiskup  mojej  diecezji 

w Perth we Wschodniej  Australii,  Barry J.  Hickey)  po­

stanow iliśm y  korzystać  w yłącznie  z New Am erican 

Bibie\

Mam nadzieję i modlę się, aby wszyscy, którzy prze­

czytają tę książkę, poczuli, że głęboka miłość, jaką Bóg 

darzy wszystkich  ludzi,  może  dotknąć  każdego  z nas 

w  szczególny,  osobisty  i  intym ny sposób,  że  nikt  nie 

jest pozbawiony Jego miłości i że każde życie ziemskie 

może się stać kolejną historią miłosną zapisaną w sercu 

Jezusa.

1  W  polskim   przekładzie w szystkie  cytaty z Pisma Świętego  p o ­
chodzą z internetowego w yd an ia Biblii  Tysiąclecia, wyd.  Palotti- 

num,  Poznań 2003.

OCZAM I 

BOŻEJ  M IŁO ŚCI

background image

W swej  niewinności

Szedłem ulicą w Moim mieście,  gdy jakiś  chłopiec zła­

pał Mnie za rękę.  Szedł ze  Mną, śpiewając i podskaku­

jąc z radości. Jego głos, pełen miłości, wlał w Moje serce 

wielkie szczęście.

K iedy  tak szliśmy,  dołączało  do  nas  coraz więcej 

dzieci,  wszystkie  pełne  entuzjazm u  i  radości.  Otwar­

łem  serce  przed  nim i w szystkim i  i  przelałem   na  nie 

Bożą miłość.  W swej  niewinności każde  spośród  nich 

bez przeszkód dało się nią napełnić.

Chciałem   zostać  i  bawić  się  z  nim i,  bo  znajdowa­

łem w tym  radość.  Chciałem wspólnie z nimi uczestni­

czyć w ich szczęściu.

Tego właśnie  pragnę  dla wszystkich ludzi:  aby byli 

jak te  dzieci i zachowali  otwarte serca,  żebym  mógł je 

napełniać Moją miłością i  stale  być z  nimi,  ciesząc  się 

przyjaźnią i miłością.

Mt  18,  2-4:  On przyw ołał dziecko, postaw ił je  przed  

nimi  i rzekł:  Zaprawdę, powiadam  wam: Jeśłi się nie 

odmienicie i  nie staniecie ja k  dzieci,  nie  wejdziecie do 

krółestwa niebieskiego.  Kto się więc uniży ja k  to  dziec­

ko,  ten jest największy w królestwie niebieskim.

 

11

background image

To był On

Któregoś  dnia Matka wzięła Mnie  za rękę  i poszliśmy 

na targ.  Po  drodze  spotkaliśmy kalekiego  mężczyznę, 

który zwijał się z bólu na poboczu. Moja kochana Matka 

podeszła do niego, aby z nim porozmawiać i spróbować 

mu  ulżyć.  Cierpiał tak  bardzo, że ledwie  był w stanie 

mówić,  lecz błagał, żeby  mu pomóc.  Matka otarła mu 

czoło, objęła go i zaczęła delikatnie kołysać go w ramio­

nach, a on wciąż płakał z bólu.

Matka popatrzyła na Mnie z takim żalem w oczach, 

jak b y  serce  m iało  Jej  pęknąć.  W iedziałem ,  że  chce, 

abym  pomógł cierpiącemu. Jakże  mógłbym  odmówić 

Mojej  Matce, którą kocham tak mocno?

Podszedłem do mężczyzny i położyłem dłoń na jego 

głowie. Jego  cierpienie ustało,  on zaś wstał i zatańczył 

z radości. Dziękując Bogu, odwrócił się do Matki, ucało­

wał Ją lekko w policzek i Jej także podziękował za pomoc.

Matka odparła:  „Podziękuj  raczej  mojemu Synowi, 

bo to  On cię uzdrowił,  nie ja”. M ężczyzna podszedł do 

Mnie,  objął Mnie  i głośno  w ykrzyczał  swoją w dzięcz­

ność Bogu.

Swoim  gestem   Moja  M atka  pokazała,  że  będzie 

pom agać  potrzebującym ,  cierpiącym   i  pogrążonym

w  żałobie,  że  ich  poprowadzi  ku  Bożej  miłości.  Mat­

ka, w swej  skromności, podkreśliła, że to Bóg dokonuje 

dzieła, ale wskazała również, że kocham Ją tak bardzo, 

że nigdy nie odmówię Jej  prośbom.

Ludzie powinni o tym pamiętać i szukać Jej pomocy.

background image

Będę czekał

G dy  końcówki  bicza  orały  Moje  plecy,  a  z  ran  coraz 

gęściej  spływ ała  krew,  odczuwałem   ból  grzechów  ca­

łej  ludzkości.  G dy Moje  kolana  u g ięły  się  pod  cięża­

rem krzyża i upadłem na ziemię,  cierpienie jeszcze się 

pogłębiło  i nie wiedziałem,  czy zdołam  znieść więcej. 

W tedy  przed  oczam i  stanęły  Mi  serca  Moich  dzieci 

i wiedziałem już, że nie mogę się poddać.

Gdy żołnierze  znęcali  się  i pastwili  nade Mną,  szy­

dzili  ze Mnie  i Mnie  bili, zaglądałem w ich  dusze  i wi­

dząc, kim byli naprawdę, wybaczałem  im.

G dy  korona  rozryw ała  Mi  skórę,  każd y jej  cierń 

przypom inał Mi  o  tym,  że  ludzie  odrzucili  Boga i  na­

dal będą to robić.

G dy krew  zalewała Mi  oczy,  stawała  się  krwią ma­

łych dzieci, którym  odmówiono  prawa do życia.

G dy niosłem krzyż,  dźwigałem   ciężar wszystkich 

grzechów, jakie popełniono od zarania dziejów.

Gdy w dłonie i stopy wbijano Mi gwoździe, stawały 

się  one  smutkiem, jak i  tow arzyszy ludzkości,  odkąd 

człowiek zgrzeszył po raz pierwszy.

Gdy Mnie wieszali na szczycie wzgórza, krzyż stał 

się znakiem miłości Boga dla wszystkich ludzi.

G dy  w yd ałem   ostatnie  tchnienie,  zaw ierało  się 

w nim Boże przebaczenie dla wszystkich Moich dzieci.

Gdy włócznia przebiła Mój  bok, z rany spłynęło na 

świat Boże miłosierdzie.

G dy wstałem   z  m artwych,  pokazałem ,  co  będzie 

udziałem wszystkich ludzi... A  kiedy wstąpiłem do nie­

ba, obiecałem im, że będę czekał.

background image

Szeroko otwarte bramy niebios

Któregoś  dnia  przyszedł do  Mnie  pewien  m ężczyzna 

i  poprosił,  abym mu  opisał niebo. Jakże jednak opisać 

coś,  czego  nie  sposób  pojąć,  dopóki  samemu  się  tego 

nie zobaczy?

- Przypom nij  sobie  najszczęśliwszą chwilę  w  swo­

im życiu i wyobraź sobie, że każda chwila jest właśnie 

taka.  A potem  uświadom  sobie, że nie  można tego  po­

równać do  radości panującej  w niebie.

M ężczyzna spojrzał na Mnie i powiedział:

- Jak to,  czy  w  niebie  nie  ma ptaków,  drzew,  kw ia­

tów,  smacznych  potraw  i  przyjem ności  na w yciągnię­

cie ręki?

- Nieba - odparłem - nie da się porównać z niczym  

na ziemi,  bo  niebo jest czymś znacznie wspanialszym. 

Najlepsze,  co  może  cię  spotkać tutaj,  nijak  się  nie  ma 

do duchowej  nagrody, która tam na ciebie czeka.

- W ciąż nie  potrafię  sobie  tego wyobrazić -  powie­

dział.

- Zam iast próbować  się  dowiedzieć, jak jest w  nie­

bie,  spróbuj  znaleźć  drogę,  która tam  wiedzie,  a  gdy 

ci  się  to  uda,  zdziw isz  się,  że  zmarnowałeś  tyle  czasu, 

zbaczając z niej.

—  

16

  —

- Powiedz mi,  gdzie jest  ta  droga -  chcę  nią pójść  - 

powiedział.

-Ja nią jestem -  innej  drogi nie ma. Tylko we Mnie 

znajdziesz otwarte bramy niebios.

M ężczyzna patrzył na Mnie w milczeniu. Nic z tego 

nie rozumiał, więc dodałem:

- Żyj  według Bożych  przykazań,  niech twoje życie 

w yp ełn ia  miłość,  nieś  też  zawsze  pom oc  innym ,  ale 

nade wszystko  żyj  dla  Boga.  A  potem  patrz, jak  Syn 

powstaje, by oświetlić drogę do nieba.

M ężczyzna odrzekł:

- Będę  się  m odlił,  będę  zawsze  przestrzegał  p rzy­

kazań i będę kochał Boga... Być może wtedy uda mi się 

pojąć Twoje słowa.

- To dotyczy wszystkich ludzi. Jak mogą oczekiwać, 

że  zrozumieją,  co  mówię,  bez  m odlitwy,  bez  m iłości 

i  bez życia zgodnie z Bożym i  przykazaniam i? W   m o­

dlitwie  twoje  serce  otwiera się  na Moją m iłość  i wów­

czas wyraźnie widzisz przed sobą drogę  do  królestwa 

niebieskiego.

—  

17

background image

22.04.1999 - Bóg Ojciec

W pokoju i harmonii

Pewien  człowiek  siedział  nad  rzeką i  łow ił ryby.  Kie­

dy w  m ilczeniu w patryw ał  się w przepływającą poni­

żej  wodę,  zadum ał  się  nad  rybam i,  które  w niej  żyją, 

i nad tym, jak cudownie zostały stworzone. Rozmyślał

0 tym, że woda daje  im schronienie  i wszystko,  co jest 

im  potrzebne  do  życia,  znajduje  się właśnie w wodzie.

Jak  n iezw ykła jest  w ięź  pom iędzy  rybam i,  wodą

1  pokarm em   spożyw anym   przez  ryby.  W szystkie  te 

elementy współistnieją w harmonii,  beztrosko,  przyj­

mując po prostu, że tak jest i będzie na zawsze.

C złow iek  zastan aw iał  się,  d laczego  w  lu d ziach  

nie  ma podobnej  ufności w  sens  stworzenia.  Zdał  so­

bie  sprawę  z tego,  że  ludzie,  podobnie jak ryby,  mają 

wszystko,  czego  im  potrzeba;  że  zawsze  to  wszystko 

mieli. On sam dotąd tego nie doceniał.

Pom yślał, jak  w spaniale  został  stw orzony  świat, 

w  którym   w szyscy  znajdą  to,  co  im jest  potrzebne. 

W szystkie jego  elementy pozostają w harmonii,  odna­

wiając  i kontynuując to,  co  im ofiarowano.  I wtedy na­

szła go myśl: przy takiej złożoności i wielości systemów, 

z których składa się świat, niemożliwe jest, aby wszyst­

ko to  było dziełem przypadku. Wydaje się bowiem, że

każdy z tych elementów realizuje określony zamysł, łą­

cząc się z pozostałymi i podtrzymując świat przy życiu. 

Pomyślał, że skoro wszystko jest tak złożone i zaplano­

wane, to Ktoś musiał to takim uczynić. Skoro wszystko 

zostało stworzone,  aby istnieć w pokoju i harmonii, to 

Ktokolwiek to stworzył, musi być łaskawy i dobry.

W tedy  zrozum iał,  że  tym   Kim ś  musi  być  Bóg,  że 

to  On jest Stwórcą i  daje nam wszystko wedle naszych 

potrzeb.  W ydało  mu  się  to  tak  oczyw iste  i  nie  m ógł 

uwierzyć, że dopiero teraz to pojął.

Ludzkość jest jak ten człowiek - ma oczy zamknięte 

na oczywiste prawdy, nie widzi Bożego  planu stworze­

nia i nie dostrzega Boga. Któregoś dnia ludzie otworzą 

oczy i zdumieją się, że tak długo byli ślepi.

background image

Uwierz w cuda

Dwaj  m ężczyźni szli drogą i rozmawiali o Mnie. Jeden 

powiedział:

- Nie wierzę, że Jezus był Synem Bożym.

Drugi odparł:

- A ja wierzę. To zostało wielokrotnie potwierdzone 

w Piśmie Świętym.

Na to pierwszy:

- No  tak,  ale  to  zostało  napisane  przez  ludzi,  któ­

rzy  chcieli  szerzyć  to  przekonanie.  Przecież  mogli  to 

wszystko wymyślić!

Drugi odpowiedział:

-Jezus  naprawdę żył, umarł i  powstał z  martwych. 

Wielu ludzi  zaświadczyło  o  tym   po Jego  śmierci,  choć 

groziły im za to prześladowania. Naprawdę myślisz, że 

byliby  gotowi umierać w  m ęczarniach  dla zmyślonej 

historyjki?

- Zostali  oszukani przez sprytniejszych  od siebie - 

zasugerował pierwszy.

- Ale - odparł drugi - wśród pierwszych męczenników 

było wielu ludzi mądrych, którzy dostrzegliby podstęp.

- Być może mieli zamknięte oczy i nie widzieli praw­

dy - zastanawiał się pierwszy.

-  Prawdą jest Jezus  -  odparł  d ru gi  -  i  wiele  razy 

tego  dowiódł,  dokonując  licznych  cudów za życia na 

ziem i  i  po  swojej  śmierci.  Tylu  lud zi  uzdrow ił,  tylu 

pomógł i  tylu ukochał.  Tylko  Bóg mógł  dokonać tych 

wszystkich rzeczy, nikt inny.

- Nadal nie wierzę - oświadczył pierwszy.

- To twój wybór. Ale kiedy umrzesz i poznasz praw­

dę, pamiętaj, że miałeś wiele okazji, aby uwierzyć, lecz 

z  nich  nie  skorzystałeś.  Przypom nij  sobie  każd ą  sy­

tuację,  w  której  nie  chciałeś  uw ierzyć,  a  zrozum iesz, 

dlaczego Jezus  nie  chce poprosić Ojca, by ci wybaczył. 

Odrzucając wiarę,  wypierasz  się  swego  Zbawcy i  nikt 

cię już nie uratuje. Jesteś niczym tonący, który nie chce 

chwycić wyciągniętej  ku niemu ręki. Taki człowiek go­

dzi  się  na własną  śmierć.  Ty natomiast godzisz się  na 

wieczne potępienie.

background image

Prawdziwa siła

Był raz człowiek, który uważał się za silnego i sądził, że 

zniesie wszystko,  co  go  może  w życiu  spotkać.  Liczył 

tylko  na siebie  i  nikt inny mu  nie  był  potrzebny.  Któ­

regoś  dnia zachorował i nie był w stanie  dalej  na siebie 

pracować. W swojej słabości odkrył, że jednak potrzebni 

mu są inni ludzie.

Był  raz  człowiek,  który  uważał  się  za  słabego,  nie­

zdolnego do jakiegokolwiek czynu, chyba że Bóg by mu 

w tym   dopomógł.  W  swojej  słabości prosił Boga o  siłę, 

aby móc pomagać innym.

Któregoś dnia ci dwaj  się spotkali i ten, który sądził, 

że jest słaby, zrobił wszystko,  co  było w jego  mocy,  aby 

pomóc temu drugiemu.  Poprosił Boga o potrzebne  do 

tego  siłę  i miłosierdzie, wiedział bowiem, że tylko Bóg 

może go uczynić mocnym na tyle, by był w stanie pomóc 

drugiemu. Mężczyzna, który dawniej  był silny, przyjął 

ofiarowaną mu pomoc, a widząc, jak wiele robi dla niego 

ten słabszy, jak bardzo mu pomaga i że nie ustaje w trosce 

o niego, dziwił się, skąd czerpie niezbędną do tego moc.

Wreszcie zapytał:

-Jak to możliwe, że jesteś w stanie tyle zrobić? Skąd 

w tobie tyle energii?

Słabszy m ężczyzna odparł:

- To nie ja mam siłę, aby ci pomagać, lecz Bóg, który 

mi ją ofiarowuje, żebym  się nią dzielił z innymi.

- Zawsze  myślałem,  że jestem  silny -  zadum ał  się 

pierwszy - teraz jednak widzę, że to ty masz prawdziwą 

siłę do życia, moc, która płynie z Bożej miłości. Ogrom­

nie ci jej  zazdroszczę.

- Nie  musisz  mi  zazdrościć -  odparł tamten.  - W y­

starczy, że  sam zwrócisz się do  Boga,  a przekonasz się, 

że ma jej  dość dla każdego.  Ofiaruje ją tobie, podobnie 

jak  ofiarowuje ją  mnie, jeśli  tylko  naprawdę  tego  pra­

gniesz.

Ba 3,14:  Naucz się, gdzie jest mądrośćgdzie jest siła i ro­

zum, a poznasz równocześnie, gdzie jest długie i szczęśli­

we życie.

background image

Przypatrzcie się liliom

Któregoś  dnia pewien  człowiek zapatrzył się na polne 

lilie rosnące na łące. Zastanawiał się, jak to możliwe, że 

rozwijają się tale pięknie, choć nikt nie dba o nie. Rosną 

ot tak,  dziko na polu.

Nie  rozum iał,  że  troszczy  się  o  nie  Bóg,  dając  im 

wszystko, czego potrzebują, by wzrastać i pięknieć.

Z ludźm i jest podobnie. Jeśli  otworzą serca i  uwie­

rzą,  że  dam  im wszystko,  czego  im  potrzeba, jeśli  Mi 

zaufają, to będą wzrastać i staną się piękni duchem, tak 

jak zostali do tego stworzeni.

Mt 6,28:  Przypatrzcie się liliom na polu.

Dlaczego chcesz się teraz poddać?

Pewien  m ężczyzna spotkał na drodze  innego  m ężczy­

znę nadchodzącego z naprzeciwka.

- Jak dalej w ygląda ta droga? - zapytał.

Drugi odparł:

- Im dalej, tymrobi się trudniejsza. Jasię poddałem, nie 

dałem rady - m ężczyzna wyglądał na zrezygnowanego.

Pierwszy spojrzał na niego i powiedział:

- A le  uszedłeś ju ż   spory  kawałek,  dlaczego  więc 

chcesz  się  teraz poddać?  Droga za nami  też  była cięż­

ka,  a jakoś jej  podołaliśm y.  Warto  chyba w ytrzym ać 

jeszcze  trochę,  chociażby  przez w zgląd  na  to,  co ju ż 

przeszliśmy?

Drugi odrzekł:

- To zbyt trudne. Nie mam po prostu siły iść dalej.

- W takim razie weź mnie za rękę i oprzyj się o mnie. 

Pomogę ci przejść ciężkie odcinki - powiedział pierwszy.

- Naprawdę zrobiłbyś to dla mnie? Może się przecież 

okazać, że nie starczy ci sił dla nas dwóch. Nie, lepiej idź 

sam. Ja tylko bym cię spowalniał.

-Jeśli  pójdę  sam,  będę żałował,  że  cię  zostawiłem. 

Jesteśmy przecież braćmi.  No, dalej,  chodźm y razem - 

powiedział pierwszy.  Wzięli  się za ręce  i  poszli  razem,

background image

pomagając sobie, gdy wędrówka stawała się trudna,  aż 

przebyli drogę i dotarli do celu.

Tak właśnie powinni postępować ludzie - pomagać 

sobie w trudnych chwilach, traktując się nawzajem jak 

bracia i siostry i  dzieląc się miłością podczas wspólnej 

podróży do  Boga w niebie.  Wielu  powie, że to  m arze­

nie,  lecz jest to  marzenie,  które  może  się  spełnić, jeśli 

tylko ludzie się postarają.

26

Serca, które rozumieją

Pewien człowiek spojrzał któregoś dnia na swego syna 

i zobaczył w nim siebie. Widział, że  chłopiec popełnia 

błędy, które popełniał on sam, kiedy był młody. Chciał 

mu  powiedzieć,  że  rozumie  niektóre problemy trapią­

ce jego dziecko, bo on sam również się z nimi borykał. 

Lecz chłopiec nie chciał go słuchać i m ężczyźnie zrobi­

ło  się smutno, gdyż bardzo kochał swojego syna.

G dyby  ten  m ężczyzn a  spojrzał  na  samego  siebie, 

zrozumiałby, że on również w młodości nie słuchał in­

nych, był więc taki sam jak dziś jego syn. Zrozum iałby 

również,  że  mądrość przychodzi  z  czasem,  odm ienia­

jąc serce. Wiedziałby, że jego syn się zmieni, podobnie 

jak   on  sam  się  zm ienił.  W iedziałby,  że  Bóg w  Swym  

m iłosierdziu  sprawi,  że  serce  chłopca  zacznie  rozu ­

mieć,  co jest  dobre,  a  co  złe.  Mając  tego  świadomość, 

wielu ludzi zmienia się na lepsze - i tak samo stanie się 

z jego synem, ponieważ Bóg również kocha tego chłop­

ca, a ten chłopiec, tak jak jego ojciec, miłuje Boga, choć 

jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy.

—   27  —

background image

Każdy krok

Pewien  człowiek  szedł  raz  drogą i  liczył  swoje  kroki. 

Wyobraził sobie każdy krok jako chwilę w swoim życiu 

i  zaczął  się  zastanawiać,  ile  kroków jeszcze  zrobi,  za­

nim jego życie dobiegnie końca.  Gdy o tym  rozmyślał, 

pojął, że jego życie składa się z ograniczonej liczby kro­

ków i że powinien  każdy krok,  każdą chwilę w ykorzy­

stać  najlepiej, jak potrafi,  bo  inaczej  będzie  stracona.

Wtedy zaczął się zastanawiać, jaki jest sens każdego 

kroku w jego życiu, bo przecież gdyby stąpał bez przy­

czyny, wszystkie kroki byłyby bezwartościowe.  Zrozu­

miał wówczas, że gdyby każdą chwilę przeżył najlepiej 

jak to  możliwe,  to jego  istnienie  m iałoby jakiś  powód, 

a  tym   powodem   byłoby  dzielenie  się  swoim  życiem  

i swoją miłością z innym i oraz staranie się ze szystkich 

sił, aby im było jak najlepiej.

Snując te  myśli,  zdał  sobie  sprawę,  że  skoro  został 

stworzony,  aby żyć  dobrze,  to  musiał zostać stw orzo­

ny z dobroci.  Uświadomił sobie  też, że jeśli  będzie żył 

tak, jak żyć powinien, to powróci do dobroci. Im więcej 

o  tym   myślał,  tym   lepiej  rozumiał,  że  celem każdego 

kroku w jego  życiu jest wzrastanie w  dobroci,  aby  na 

koniec życia dobroć jego ducha mogła żyć dalej.

Pomyślał  również, że  skoro  wszyscy ludzie  są tacy 

sami, to musi istnieć jakieś źródło dobroci, do którego 

trafią ci, którzy żyją jak należy. Zrozumiał, że jest nim 

niebo, miejsce dobroci, miejsce, które z dobra stworzył 

dla nas Bóg.

I wtedy wiedział już, że Bóg jest dobrocią i cała do­

broć pochodzi  od Niego. Zrozumiał, że powodem, dla 

którego  żyjemy, jest wzrastanie w dobroci,  po  to  aby­

śmy mogli pójść do nieba, do  Boga, który na początku 

stworzył nas ze Swej  dobroci.

Iz  48,  6:  Ogłaszam ci rzeczy  nowe,  tajemne i  tobie nie­

znane.

background image

Dla ciebie, przyjacielu

Nadszedł dzień Mojej  ofiary. Kiedy siedziałem w Ogrój­

cu, a przed oczami miałem wszystkie ludzkie grzechy, 

serce pękało Mi z bólu, że ludzie tak daleko odeszli od 

Boga.  To, jak  wiele  zła  potrafią w yrząd zić  sobie  i  in­

nym, przysparzało Mi cierpienia, w ypełniało Moją du­

szę boleścią.

G dy  Ojciec  poprosił M nie  o  Moją  mękę  i kiedy ją 

przed sobą ujrzałem, nie wiedziałem, czyjej  podołam. 

Ta  ofiara  zdała  Mi  się  ogrom na.  W tedy  Ojciec  p rzy­

szedł  do  Mnie,  pocieszył  Mnie  i  tchnął we  Mnie  siłę, 

której  potrzebowałem.  Nie  mogłem  odmówić  prośbie 

Ojca. Wiedziałem, że nie może być inaczej, i przyjąłem 

Jego wolę.

Tuż za furtką ogrodu czekała mnie zdrada. Widząc, 

że  mój  przyjaciel Judasz  uległ  swojej  słabości,  że  dał 

się uwieść złemu, głęboko się zasmuciłem. Nawet ciosy 

Moich  oprawców nie  bolały  tak jak świadomość  potę­

pienia, jakie sprowadził na siebie Judasz.

Kiedy  mnie prowadzono  pośród  tłumów,  a potem 

Piłat Mnie  przesłuchiwał  -  nie  zaprzeczyłem ,  lecz po­

twierdziłem to, kim jestem, aby z czasem cały świat się 

o tym  dowiedział.

G dy  pod  pręgierzem   bicz  rozcin ał  Mi  skórę,  na 

chwilę  zasłabłem,  lecz w zm ocniła M nie  miłość, jaką 

m iałem  w sercu,  rozum iałem   bowiem,  że  dzięki  Mej 

ofierze wielu zostanie  ocalonych.  Każdy cios  bicza zo­

stawiał  ranę,  a ból  coraz  głębiej  w nikał w Moje  ciało. 

Upadłem na kolana, nie mogąc dłużej  utrzymać się na 

nogach. „Kiedy to się skończy” - myślałem, a ból tylko 

się nasilał, aż poczułem, że jestem na krawędzi  omdle­

nia.  I  wtedy,  gdy  pom yślałem ,  że jestem   u  kresu w y ­

trzymałości, bicie ustało.

Żołnierze zawlekli Mnie i posadzili na stołku, nało­

żyli Mi szatę, a do ręki włożyli trzcinę.  Opluwali Mnie, 

bili, w yszydzali i dręczyli. Potem wcisnęli Mi na głowę 

koronę  i łzy   stanęły Mi  z  bólu w  oczach,  gdy jej  cier­

nie  rozcinały Mi  skórę.  Ból był porażający.  Do jakiego 

okrucieństwa są zdolni ludzie!  Każdy cierń przypom i­

nał Mi  o  grzechach, jakie  popełnili,  i  o  tym,  dlaczego 

Muszę tak cierpieć.

Czyjaś pięść uderzyła Mnie w twarz i zachwiałem się, 

próbując utrzymać się  na nogach. Wtedy zaprowadzili 

Mnie do krzyża, dowodu miłości Boga do ludzi. Nałożyli 

Mi krzyż na ramiona i poprowadzili  na górę Kalwarię. 

Niosąc krzyż, przyglądałem się zebranym i widziałem 

wśród  nich  tych,  którzy  Mnie  kochali,  i  tych,  którzy 

Mnie nienawidzili.  Niosłem krzyż dla nich wszystkich.

Kiedy upadłem, żołnierze zaczęli Mnie bić bez opa­

miętania.  Znów pomyślałem:  „Dlaczego  ludzie  są tacy

background image

okrutni?”  Myślałem  o  tym   nieustannie, wspinając  się 

na szczyt góry. Upadłem ponownie i jakaś kobieta lito­

ściwie otarła krew, pot i łzy z Mojej  twarzy. Jeszcze taka 

długa droga do przejścia! Jak mam to zrobić? Jak mam 

w ypełnić wolę Mego  Ojca? Nie mam ju ż siły.  Znajduję 

ją jednak wewnątrz. Ojciec zsyła Mi pomocną dłoń.  Pa­

trzę na Matkę, która idzie przy Mnie, i widzę, jak serce 

Jej krwawi. Ogarnia Mnie wielki smutek, lecz Matka się 

uśmiecha, a Mnie robi  się nieco lżej  na sercu.

Docieram y  na szczyt  i  zdejmują  ze  Mnie  ubranie. 

Moje  plecy  znów  zaczynają krwawić  i  robi Mi  się  sła­

bo, jakbym  miał zemdleć. Kładą Mnie na krzyżu i czu­

ję, jak  pierw szy  gw ó źd ź  przebija  Mi  skórę.  Straszny 

ból! Jak go znieść? Z całego serca przyzywam  Ojca, gdy 

wbijają w Moje ciało  następne gwoździe.  Cały staję  się 

cierpieniem, męką i miłością.

Potem podnoszą krzyż, a Moje ciało, zawisając, roz­

rywa się na gwoździach:  „Boże Mój, Boże Mój, czemuś 

mnie opuścił?” - wołam, gdy ból rozlewa się po  całym  

ciele.  „Ojcze,  przebacz  im,  bo  nie  wiedzą,  co  czynią”  - 

proszę, gdy Boża miłość we Mnie  pokonuje cierpienie.

Gorzki napój tylko wzmaga pragnienie i sprawia, że 

robi Mi się niedobrze. „Jak długo jeszcze, Ojcze? Proszę, 

zabierz Mnie wkrótce,  bo  nie  zdołam w ytrzym ać  dłu­

żej” - proszę w duchu.

Patrzę  na Moją Matkę  i widzę Jej  rozpacz i  cierpie­

nie.  Najsłodsze Dziecko  Boże cierpi  takie katusze. Jest

przy  Niej  Mój  przyjaciel, Jan,  mówię  zatem:  „Niewia­

sto,  oto Twój  Syn”. Jestem bardzo  słaby.  Wiem, że czas 

jest bliski, i widzę ju ż przed sobą Mojego Ojca. Dlatego 

zwracam się do  Niego:  „Ojcze, w ręce Twoje  oddaję du­

cha Mojego”. I wtedy się dokonuje.

Pomimo  Mojej  śmierci  ludzie  nie  przestają odrzu­

cać Boga i wbijają Mi włócznię w serce, aż z Mego boku 

zaczyn a  płynąć  m iłosierdzie.  Potem  znów  leżę  w  ra­

mionach Matki,  a ona głaszcze Mnie po  głowie. Jej  łzy 

kapią  na Moją  skórę.  Oto  Moja  ofiara  dla  ciebie  i  dla 

wszystkich. Przypominaj  im i przynoś im Moją miłość 

i wybaczenie.

Mt  26,  61:  Mogę zburzyć przybytek  Boży  i  w  ciągu 

trzech dni go odbudować.

background image

Prezent

Pewien  człow iek  otrzym ał  prezent  od  swojego  p rzy­

jaciela.  Nie  chcąc  go  urazić,  przyjął  podarunek,  choć 

wcale  nie  był  mu  potrzebny.  W krótce  potem  spotkał 

kogoś, kto potrzebował tego, co on otrzymał w prezen­

cie, więc  mu  to  przekazał.  Potem  się  zastanawiał,  czy 

nie uraził uczuć  swego  przyjaciela,  oddając komuś  in­

nemu otrzymany od niego podarek.

Po jakim ś  czasie  znów  spotkał  swojego  przyjacie­

la,  który się  dowiedział,  że  prezent trafił w inne  ręce. 

Przyjaciel się ucieszył, że swoim gestem nieświadomie 

pom ógł  komuś  w potrzebie.  M ężczyzna  obdarowany 

jako  pierwszy  uradował się,  gdy  przyjaciel  w ytłu m a­

czył mu: „Z prezentem wręczanym z miłości nie wiążą 

się  ograniczenia ani  oczekiwania,  a jedynie  nadzieja, 

że  może  się  okazać przydatny.  Mój  podarunek przyją­

łeś,  kierując  się  miłością,  co  mnie  ucieszyło,  lecz jesz­

cze  bardziej  ucieszyło  mnie,  że  kierując  się  m iłością, 

otwarłeś  swoje  serce i podzieliłeś  się  moim  darem  mi­

łości z kimś, kto go potrzebował”.

Zapamiętajcie: dawajcie tym, którzy są w potrzebie, 

i  zawsze dawajcie  z miłości.  Gdy zaś  sami zostaniecie 

obdarowani,  pamiętajcie, że  prezenty są po  to,  by się 

nimi dzielić.

Lepsza strawa

Podczas jed zen ia pewien  człow iek  pomyślał,  że  stra­

wa,  którą spożywa, jest naprawdę wyśmienita.  Zaczął 

się zastanawiać, czy istnieje lepsza strawa od tej, która 

znajduje  się na jego  talerzu.  Po jakim ś  czasie, przystę­

pując  do  Kom unii  Świętej,  pomyślał:  „Jeśli  to  napraw­

dę jest Ciało Boże, chciałbym to poczuć”. I gdy przyjął 

Mnie do siebie, wypełniłem  go Moją miłością.

Teraz  cod zien n ie  przyjm uje  Eucharystię  i  czuje 

w niej Moją miłość. Zrozumiał, że jestem prawdziwym 

pokarmem życia i  niezależnie  od  tego, jak smakowite 

są różne potrawy świata, żadna nie dorówna smakiem 

Niebu, które jest we Mnie.

Prz  9,  5:  Chodźcie,  nasyćcie się moim  chlebem, pijcie 

wino,  które zmieszałam.

background image

Droga

Pewien  człow iek  stanął  na  rozstaju  dróg,  rozejrzał 

się  i  powiedział do  siebie:  „Jeśli pójdę w prawo,  czeka 

mnie  trudniejsza  droga,  ale wiem,  że  idąc  nią,  trafię 

do  domu.  Droga na  lewo jest łatwiejsza,  ale  nie  mam 

pewności, dokąd prowadzi. Może do domu, a może nie. 

M oże właśnie  nią powinienem podążyć,  skoro jest ła­

twiejsza i pozwoli mi odkryć nieznane?”.

Potem  stw ierd ził jednak:  „Lepiej  nie.  Skręcając 

w prawo, wiem, że dojdę do domu, mimo że będzie cię­

żej.  Pójdę  tędy,  bo  to  dom jest celem mojej  wędrówki, 

nie  zaś  szukanie  przygód  i  odkryw anie  nieznanego. 

Chcę ju ż  być  z  rodziną,  bezpieczny w  swoim  dom u”.

Ludzie  stoją przed  identycznym  wyborem  - jedna 

droga z całą pewnością wiedzie  do  domu,  choć  może 

się okazać trudna do przejścia. Inna droga wygląda na 

łatwą i ekscytującą, lecz jej  cel jest niepewny. W ybierz­

cie  m ądrze,  w ybierzcie  dom  i  bezpieczeństw o,  idąc 

drogą, którą szedł Jezus.

Wspólnie możemy się radować

Pewnego razu podszedł do mnie m ały chłopiec i usiadł 

mi  na  kolanach.  Spojrzał  na  m nie  w ielkim i  oczam i 

i powiedział:

- Twój Jezus  to  dobry  człowiek.  Przyszedł  i  się  ze 

mną bawił.

Patrząc na niego, powiedziałam z uśmiechem:

-  To  prawda,  Jezus  jest  d ob ry  i  uw ielbia  się  ba­

wić z dziećmi takimi jak ty.

- Bawił się ze mną długo  i  było  fajnie - powiedział 

z dziecięcą szczerością.  Potem  położył mi głowę  na ra­

mieniu i powiedział:

- Ty też jesteś miła, lubię cię.

Pogłaskałam go po głowie i odparłam:

- Mam  nadzieję,  że w szyscy  będą w idzieć Jezusa, 

tak jak ty Go widzisz.

Chłopczyk zrobił się senny, gdy kołysałam  go w ra­

mionach i cicho śpiewałam mu psalm. Od miłości, jaką 

czułam   od  tego  dziecka,  robiło  mi  się  ciepło  i czułam, 

ja k   w  moim  sercu  w zbiera  radość.  Śpiewając  psalm, 

ofiarowałam tę radość Bogu.

Zrozumiałam, że Jezus poruszył serce tego chłopca, 

wskazując mu drogę do mnie, abym mogła się zjednać

background image

z nim w miłości  i ofiarować naszą miłość Bogu. Wielu 

ludzi sądzi, że to ja prowadzę ich do Boga, zapominając, 

że to Bóg przyw odzi ich do mnie, abyśmy się wspólnie 

radowali Bożą łaską.

Mdr  16,  21:  Twój dar daw ał p oznać  Twą dobroć dla 

dzieci.

Góra

Pewien  człow iek  postanow ił  któregoś  razu wejść  na 

szczyt góry.  Podczas  w spinaczki  zaczął  opadać  z  sił. 

Każdy krok był walką, każdy oddech sprawiał ból. Wę­

drowiec nie odrywał oczu od szczytu i wytrwale, mimo 

cierpienia,  parł  do  celu.  Im  bardziej  się  do  niego  zbli­

żał, tym  trudniej było mu stawiać kroki i tym silniejszy 

odczuwał  ból.  Chw ilam i  myślał,  że  dłużej ju ż  nie  da 

rady,  lecz palące go  od środka pragnienie,  aby dotrzeć 

na wierzchołek góry, motywowało go do walki. Raz po 

raz ślizgał się na kamieniach i niemal stoczył się w prze­

paść,  lecz  za  każd ym   razem   udawało  mu  się  czegoś 

uchwycić,  podciągnąć się i na nowo  podjąć wyzwanie.

Wreszcie, gdy od szczytu dzieliło go zaledwie kilka 

kroków,  przystanął  na chwilę,  aby  odpocząć,  i w tedy 

usłyszał czyjś głos:

- Złap mnie za rękę, pomogę ci.

M ężczyzna zaskoczony podniósł wzrok i zobaczył, 

że inny wspinacz ubiegł go w zdobyciu szczytu.

- Dziękuję,  ale  pow iedz  mi, jak  się  tam  dostałeś? 

Nie widziałem cię po  drodze - powiedział mężczyzna.

- Szedłem  przed  tobą i  mnie  też nie  było łatwo  tu 

wejść - odparł wspinacz.

background image

- Tak, to trudna droga - stwierdził mężczyzna.

- Ale  gdy docierasz na szczyt, wiesz, że było warto, 

i  zapom inasz,  ile  bólu  i  trudu  kosztowało  cię  to  wej­

ście  -  rzekł wspinacz,  kiedy  m ężczyzn a się  podniósł 

i stanął obok niego, podziwiając rozciągający się wokół 

krajobraz.

- To  prawda. Warto  było się wspinać dla tego w ido­

ku - przyznał mężczyzna.

Nagle  usłyszeli jakiś  hałas  poniżej  i zobaczyli,  że 

kolejny wędrowiec z mozołem  próbuje zdobyć szczyt. 

Obaj  wyciągnęli  do  niego  dłonie  i powiedzieli:  „Dalej, 

kolego, pomożemy ci wejść.  Chodź tu do  nas, na samą 

górę”.

Ci  m ężczyźni  są jak święci w  niebie,  którzy  poko­

nali  górę  grzechu  tego  świata i  z  nieba proponują po­

moc tym, którzy wciąż się wspinają po zboczu. Ludzie 

nie powinni się unosić honorem  i  odrzucać  ich  pom o­

cy - przeciwnie, powinni prosić świętych, aby pomogli 

im ujrzeć piękno raju.

Mdr 19,22:  Wywyższyłeś lud Twój, Panie, i rozsławiłeś, 

i nie zapomniałeś,  wspierając go w każdym czasie i na 

każdym miejscu.

Nieodzowny element życia

Pewien  m ężczyzn a  przyglądał  się  swojemu  odbiciu 

w lustrze. Dostrzegał wyłącznie swoje wady: siwe, prze­

rzedzone włosy,  nadwagę, zm arszczki, widział,  że  się 

starzeje,  a jego  ciało jest  coraz  słabsze.  Nie  rozum iał, 

że  przemawia przez  niego jego  duma, w ytykając mu: 

„Nie jesteś już idealny. Jesteś wielkim rozczarowaniem”.

Zapom niał,  że  wiele  z  cech,  które  u  siebie  stwier­

dził,  to wcale  nie wady,  lecz nieodzowne  elementy ży ­

cia.  Zapomniał,  że  dotyczy to  wszystkich ludzi  i  nikt 

się przed tym  nie może uchronić. Zapomniał dostrzec 

tego,  co  było  dobre w nim  samym  i w jego  życiu.  Ow­

szem, zmiany, jakie obserwował, zaszły w nim napraw­

dę, lecz stało się to dokładnie tak, jak powinno.

Człowiek ten  pozwolił jednak,  żeby te  zm iany  sta­

ły się w jego  życiu przeszkodą.  Zamiast się cieszyć ży ­

ciem, żył w ciągłym  strachu przed jutrem. Sytuacja się 

nie zmieniała: nadal się starzał, jego lęk nie zapobiegał 

zaś  niczemu prócz czerpania przez niego  radości z ży ­

cia, tak jak to powinien robić.

Znaczną część życia poświęcił na zamartwianie się, 

a kiedy  umarł,  pochowano  go w raz  z  tym i  troskami. 

G dyby  tylko  potrafił  dostrzec,  że  każd a  chw ila jest

background image

skarbem, i nie martwił się tym, co być może się stanie, 

w iódłby szczęśliwe życie, jakie było mu pisane.

O becnie  wiele  osób  zachow uje  się  podobnie jak  

tamten  człowiek i zamartwia się jutrem,  zapominając 

o  dniu  dzisiejszym. Jeśli  obecna chwila stanie  się  dla 

was  ważna, jutro  m oże  być  dniem   radości. Jeśli  k a ż­

dą sekundę w ypełnicie miłością, przyszłość stanie się 

skarbem, którym będziecie się cieszyć,  a nie ciężarem, 

który  p rzyjd zie  wam  dźwigać.  Jeśli  „teraz”  oddacie 

Bogu, to wieczność będzie wasza w miłości.

Iz 7, gb:  Jeżeli nie uwierzycie,  nie ostoicie się.

Mt 12, 32:  Ani w tym wieku,  ani w przyszłym.

Wielkie święto

Pewien człowiek zapytał Mnie kiedyś:

- Czy Bóg w ybaczy wszystko i wszystkim?

- W  Bożej  miłości zawiera się wybaczenie  całkowi­

te,  odpuszczenie w szystkich  grzechów  wszystkim   lu­

dziom, jeśli szczerze się ukorzą - odparłem.

- Jak  to?  C zy  nie jest  niesprawiedliwością wobec 

tych,  którzy byli  dobrzy, że ci,  którzy  dobrzy nie  byli, 

otrzymują wybaczenie i życie wieczne w niebie? Może 

więc  nie warto  się  poświęcać, żyjąc wedle woli  Bożej, 

skoro  ci,  którzy  tego  nie  robią,  otrzym ają taką  samą 

nagrodę!  - argumentował.

- W   domu  Ojca  Mego  jest  m ieszkań   w iele  i  dla 

każdego  znajdzie  się  w  nim   miejsce.  Ci,  którzy  żyli 

zgodnie z Jego wolą, znajdą tam nagrody wspanialsze, 

n iż  by  sobie  m ogli  w yobrazić,  i  w  swej  radości  i  m i­

łości  Boga zapragną się  podzielić  tym ,  co  otrzym ali. 

W   przeciw nym   razie  nie  b yliby  w  niebie,  poniew aż 

tam  nie  ma egoizmu,  zawiści  ani zazdrości, jest tylko 

szczera chęć dzielenia się  miłością  Ojca z wszystkim i 

ludźmi.

- To jednak oznacza, że można żyć całe życie w grze­

chu  i  w  ostatniej  chw ili  w yrazić  skruchę,  by  zostać

background image

nagrodzonym  tak samo jak ci,  którzy zawsze  byli  do­

brzy. Jaki jest więc sens bycia dobrym? - spytał.

-Jeśli żyjesz w grzechu, możesz nie mieć okazji w y­

razić  skruchy,  bo  twoja ostatnia chwila może  nadejść 

prędzej,  niż  się  tego  spodziewasz. Jeśli  grzesząc,  b ę­

dziesz sobie powtarzał, że przed śmiercią się ukorzysz, 

to  nie  będzie w tym   autentycznej  skruchy.  Prawdziwa 

skrucha pochodzi z serca i gdy się w nim pojawi, serce 

nie  będzie  chciało ju ż  dłużej  grzeszyć.  Bóg wie,  czyja 

skrucha jest prawdziwa, a czyja nie, i to On osądza każ­

dego, przyznając nagrody tym, którzy zasłużyli.

Zapewniam cię, że w niebie panuje wielka radość za 

każdym  razem, gdy jakiś grzesznik się ukorzy... Radość 

z  ocalenia kolejnej  duszy i  przyjęcia jej  do  królestwa 

niebieskiego.  I  nastaje  dzień  smutku, gdy człowiek do­

bry  schodzi  na drogę  grzechu, wierząc,  że  zd ąży jesz­

cze  w yrazić  skruchę  i  dostąpić  zbawienia,  bo jest  to 

dzień,  gdy  dusza zostaje  utracona - w ytłum aczyłem  

mu łagodnie.

On zamyślił się na chwilę, po czym  odparł:

- Masz  rację,  bo jakże  by  dobry człowiek m iał  ko­

m ukolwiek  odm aw iać  zbawienia  i jak   m ógłby  uw ie­

rzyć,  że  m oże  grzeszyć  i  nigdy  nie  zapłacić  za  swój 

grzech.  G dyby  tak  myślał,  to  wcale  nie  byłby  dobry.

- Drogi  przyjacielu,  serce  m ądrze  ci  podpowiada. 

Słuchaj  go,  a zbliżysz  się  do  Boga - powiedziałem,  bo 

w idziałem   dobroć  i  pokój, jakie  w  nim   zapanowały,

kiedy zrozum iał tę  nową dla niego  prawdę  o  tym ,  co 

znaczy być  dobrym   człowiekiem...  Prawdę,  do  której 

pow inni  dążyć  wszyscy,  którzy  tw ierdzą,  że  m iłują 

Boga.

Łk i, 50-51:  Święte jest Jego imię - a swoje miłosierdzie 

na pokolenia  i pokolenia [zachowuje] dla  tych,  co się 

Go boją.  On przejawia moc ramienia swego,  rozprasza 

[ludzi]pyszniących się zamysłami serc swoich.

background image

Ta sama droga

Pewien  człow iek,  idąc  drogą,  p rzystan ął  na  chwilę 

i  rozejrzał  się  wokół.  We  w szystkim  w idział  piękno: 

w roślinach, drzewach, w niebie, ptakach i innych zwie­

rzętach  i w sam ym   dziele  stworzenia.  Inny  człow iek 

szedł za nim tą samą drogą,  lecz wszędzie  dostrzegał 

nieszczęście. W idząc chm ury na niebie,  myślał,  że  za 

m om ent  deszcz  zepsuje  mu  dzień.  Przydrożne  łąk i 

w yd ały mu się  marnotrawstwem  przestrzeni; przyglą­

dając  się zwierzętom ,  myślał, jakie  smaczne  potrawy 

można by z nich przyrządzić. Drzewa najchętniej  ściął­

by na opał. W  dziele  stworzenia upatrywał wyłącznie 

korzyści  dla  siebie  i  szukał  sposobów,  w jakie  świat 

m ógłby  w p ływ ać  na jego  własne  życie.  Nie  w id ział 

piękna ani miłości, a jedynie własne potrzeby.

Obaj m ężczyźni szli tą samą drogą, lecz postrzegali 

ją inaczej. Spoglądali na te same rzeczy, lecz tam, gdzie 

jeden  zauważał piękno,  drugi w idział  samego  siebie. 

Tacy właśnie  są  dziś  ludzie  - jedn i,  idąc  przez  życie, 

wszędzie w idzą piękno  Boga,  inni zaś  idą i  nie w idzą 

nikogo prócz samych siebie.

Droga jest  ta  sama,  lecz  różni  się w zależności  od 

tego, jak  na nią patrzycie,  i wasze  spojrzenie  sprawia,

że wiedzie was  ku  odm iennym   celom.  Szukając  pięk­

na i miłości, znajdziecie Boga.  Szukając samych siebie, 

znajdziecie nieszczęście.

Hi 36,21:  Strzeż się,  a zla unikaj!

background image

W co wierzysz?

Któregoś dnia, gdy rozmawiałem z grupą wiernych, je ­

den spośród nich zapytał Mnie:

- C zy Ty jesteś Mesjaszem?

Odpowiedziałem mu pytaniem:

- A  w co wierzysz?

Odparł:

- Jesteś  dobrym   i  pobożnym   człow iekiem ,  który 

żyje według słowa Bożego. Ałe nie wiem, czy jesteś Me­

sjaszem, czy nie.

Spojrzałem mu w oczy i powiedziałem:

-  Zajrzyj  w  głąb  swego  serca,  zbadaj,  co  ono  czu ­

je,  kiedy jesteś  blisko  Mnie,  usłysz, ja k   z  całą  m ocą 

w ykrzyku je  odpow iedź  na  twoje  pytanie.  Zapomnij 

o  zmartwieniach,  troskach i wątpliwościach  i  skup  się 

wyłącznie na tym, co ci ono podpowiada.

-  Serce  p od pow iad a  mi,  żeb ym   się  Ciebie  tr z y ­

mał,  bo  gdy Cię  nie  ma w pobliżu,  ono  cierpi  i  tęskni 

za Tobą - odparł prosto  i szczerze.  - Wciąż jednak nie 

znam odpowiedzi na moje pytanie.

Wyjaśniłem mu więc:

- Otrzymasz odpowiedź, jeśli się wsłuchasz w swoje 

serce i podążysz za nim. Ból, który odczuwasz wewnątrz,

to ból, jakiego doznaje każde serce pragnące być blisko 

Boga.  Uczucie, że  chcesz zawsze  być  blisko Mnie, jest 

uczuciem, jakim pała każde serce prawdziwie miłujące 

Boga.  Natomiast myśli, które  tobą wstrząsają i  przesła­

niają kierunki, w które  rwie się  twoje serce,  ukrywają 

przed  tobą  prawdę.  Prawdę  znajdziesz  tylko  w  sercu. 

Nietrudno ją dostrzec, lecz ty, jak wielu innych, pozwa­

lasz swoim myślom, by cię dezorientowały.

-Jak więc się  ich  pozbyć? Mam wrażenie, że  stale 

je słyszę - drążył, bo szczerze chciał się dowiedzieć, co 

powinien czynić.

- Módl  się,  aby Duch Święty zesłał ci  dar widzenia. 

M ódl  się,  by  Ojciec w  swej  łasce  dał  ci wiedzę,  której 

szukasz, i módl się, aby odpowiedź, jaką otrzymasz na 

swoje modlitwy, otrzym ali także inni - odparłem.

- Panie,  zaprawdę mądra jest Twoja rada. Teraz  bo­

wiem  zrozumiałem ,  że  dotąd  dręczyło  mnie  poszuki­

wanie  odpowiedzi, po  to  abym ja sam zaznał spokoju, 

tymczasem zaś jest przecież wielu innych, którzy także 

muszą poznać prawdę - powiedział.

Uśm iechnąłem   się,  patrząc  na  niego,  i  pow iedzia­

łem:

- Kiedy  bowiem  próbujesz  pom óc  innym   poznać 

prawdę,  zaczyna ci się  ona jawić jako  bardziej  oczyw i­

sta. Tylko dając, można otrzymać.

- To  prawda,  Panie,  teraz  to  rozum iem   i wiem już, 

że  Ty jesteś  Mesjaszem,  bo  czuję, jak  od  Twych  słów

background image

serce  z  radości  w yryw a  mi  się  z  piersi  -  pow iedział, 

uśmiechając się z zadowoleniem.

- Przekaż więc tę  radość  każdemu, kogo  spotkasz, 

aby serca, które oślepły, znów zaczęły widzieć i m ogły 

w pełni docenić prawdę słowa Bożego - odparłem i nie 

miałem wątpliwości, że ten Mój  przyjaciel zrobi to, o co 

go  proszę...  To,  o  co  proszę w szystkich  Moich  przyja­

ciół, z których wielu jest zbyt ślepych, aby tę prawdę do­

strzec i aby prosić o  dar widzenia, którego potrzebują.

Czegoś brakuje

Pewien chłopiec oznajmił swemu ojcu:

- Ojcze, gdy dorosnę, chcę być taki jak ty.

M ężczyzna spojrzał na syna i patrząc w jego ogrom­

ne, pełne miłości i podziwu oczy, powiedział:

- Cóż, w takim razie, mój  chłopcze, będziesz musiał 

odebrać niejedną lekcję i  będziesz musiał postępować 

tak jak ja, ale nigdy nie będziesz dokładnie taki sam jak 

ja,  bo jesteś wyjątkowy, podobnie jak każdy  człowiek.

- A leja bym chciał być dokładnie taki jak ty - upie­

rał się chłopiec.

- No dobrze, jeśli chcesz, możesz być taki jak ja, ale 

jednak odrobinę inny. Bo widzisz, może się okazać, że 

wyrośniesz na człowieka znacznie lepszego ode mnie - 

powiedział ojciec z uśmiechem.

Chłopiec m ilczał przez chwilę, po czym  stwierdził:

- Nikt nie może być lepszy od ciebie.

- Synku,  każdy może sam rozstrzygnąć, czy stanie 

się  kimś wielkim,  czy nie.  Każdy  człowiek  dysponuje 

inną  cechą,  która  może  uczynić  go  wielkim .  Dla nie­

których są to zdolności manualne, dla innych bystrość 

umysłu,  a jeszcze  dla innych  umiejętności  społeczne. 

Jest jednak  pewna cecha, którą  mają w szyscy  i  która

background image

ich przekonania i ich wiarę... Lekarza, który pomógł im 

przetrwać ten ciężki okres, wiedział, że Bóg zrobi to, co 

w tej  sytuacji najlepsze, i potrafił cenić życie tak, jak po­

winno się je cenić.

- O czym  rozmyślasz, kochanie? - spytała żona, w y­

rywając męża z zamyślenia.

- O  tym , jaka jesteś  silna,  skarbie  -  odrzekł w zru ­

szony.

- Oboje zostaliśmy wzmocnieni Bożą łaską - powie­

działa  kobieta  z  czułością  i  spojrzała  na  m ęża w zro­

kiem pełnym zachwytu.

- Myślę, że nasza córka również została nią wzm oc­

niona  -  zaśm iał  się,  w idząc, jak  noworodek  zaciska 

piąstkę na jego palcu.

Lekarz wrócił i zapytał:

- C zy wybraliście już dla niej  imię?

Oboje  spojrzeli  na siebie,  uśm iechnęli  się  i  powie­

dzieli równocześnie:

- Nadzieja.

Serca, które kochają Boga

M ężczyzna obudził się wczesnym rankiem i nie  mógł 

już zasnąć. Leżał, starając się zbytnio nie poruszać, żeby 

nie  obudzić śpiącej  żony.  Odwrócił się,  aby na nią spoj­

rzeć, i uśmiechnął na myśl o tym, jak wiele szczęścia mu 

dała, odkąd się pobrali.

Przypomniał sobie, jaka była młoda, kiedy brali ślub. 

I jak potem ich związek przeżywał kolejne wzloty i upad­

ki; jak chwile szczęścia przeplatały się z chwilami smut­

ku i jak wiele trudności musieli pokonać. Przypomniał 

sobie, że w dobrych chwilach żona twierdziła zawsze, że 

powinni dziękować za nie Bogu, a w ciężkich - że muszą 

Go  prosić,  by dał im siłę,  tak aby za nie również potra­

fili Mu  dziękować. Uśmiechnął się, kiedy sobie przypo­

mniał w yraz jej  twarzy, kiedy to  mówiła. Uwielbiał go.

-  Nie  śpisz,  skarbie?  -  pytanie  żon y  w yrw ało  go 

z zadumy.

- Nie.  Mam nadzieję,  że  cię nie  obudziłem   -  zapy­

tał z troską.

- Nie, nie obudziłeś - odparła, odwracając się, by go 

przytulić.  - Nie  m ogłam   spać  i  leżałam ,  rozmyślając 

o naszym  wspólnym życiu.

- Ja również - rzekł mąż.

background image

-  M yślałam   o  tym ,  ja k   d o b ry  b ył  dla  nas  Bóg, 

i  o  tym ,  że  nigdy  o  nas  nie  zapom niał -  powiedziała 

żona łagodnie.

- Myślałem  dokładnie  o  tym  samym!  - zawołał za­

skoczony  m ężczyzna.  -  C zy  to  nie  dziw ne,  że  oboje 

mieliśmy takie same myśli?

- W cale  nie,  skarbie  -  odrzekła żona,  mocniej  go 

ściskając.  -  Serca, które kochają Boga,  często  biją tym  

samym rytmem.

- To  prawda. A  nam  często  się  to  zdarza,  prawda? - 

zauważył mąż, myśląc o  ich przeszłości.

- I nadal tak będzie - potwierdziła kobieta.

Leżeli  dalej  objęci i  powoli zapadli w sen, kołysani

wspomnieniami ze wspólnego życia.

Kiedy spali, drzwi pokoju otwarły się cicho i stanął 

w nich jakiś  m ężczyzna.  Popatrzył na  śpiących  i  z  po­

wrotem zam knął  drzwi,  po  czym  wrócił  do  swojej  sy­

pialni, gdzie w łóżku czekała na niego żona.

- 1 jak, wszystko w porządku? - spytała.

- Tak, kochanie - odparł. - Śpią oboje, uśmiechnięci.

- Mam  nadzieję, że kiedy  my  będziem y  mieli  taki 

staż,  to  będziem y tak  samo  szczęśliwi jak moi  dziad­

kowie - powiedziała kobieta.

- To  prawda.  Sześćdziesiąt  lat po  ślubie,  a wciąż są 

w sobie tacy zakochani - przyznał mężczyzna.

- Chodź,  kochanie.  Pom ódlm y się,  aby nasze  m ał­

żeństwo było takie jak ich - poprosiła żona. - Myślę, że

wszystkie  modlitwy, jakie  zm ówili  wspólnie  przez  te 

lata, pomogły im utrzymać wzajemną miłość.

-  Skoro  tak,  to  codziennie  m ódlm y  się  razem,  bo 

chciałbym na zawsze być w tobie zakochany - uśmiech­

nął się mąż.

- A ja w tobie - odparła żona i połączyli się w m odli­

twie,  prosząc Boga,  aby  im  pomógł kochać się  na w ie­

ki.  Była to  modlitwa,  która miała zostać wysłuchana... 

Prośba, która zawsze zostanie spełniona, jeśli człowiek 

szczerze wyśle ją do Boga.

background image

16.04-2000 - Święty Jan Apostoł

Największa miłość, jaka istnieje

-  M yślisz,  że  to  prawda?  -  zapytał  pew ien  człow iek 

swojego przyjaciela. - Że naprawdę Nim jest?

- Nie wiem. Niektórzy mówią, że tak, inni - że nie - 

odparł przyjaciel.

- G dyby Nim  był,  to  chyba nie  pozw oliłby  im tak 

się traktować? - zastanawiał się mężczyzna.

- Któż  może wiedzieć,  co  Bóg zaplanował  dla każ­

dego  z  nas?  -  odrzekł  przyjaciel,  w zruszając  ram io­

nami.

- Dlaczego  tak wielu  ludzi  poniewiera Nim i z Nie­

go  szydzi?  Słyszałem ,  że  robił  same  dobre  rzeczy: 

uzdrawiał  chorych, karm ił głodnych, wspierał potrze­

bujących. Dlaczego więc tak go nienawidzą? To nie ma 

sensu - m ężczyzna kontynuował swoje rozważania.

- Sam wiesz, jak to jest. Jeśli zagrozisz w ładzy  czy 

autorytetowi niektórych włodarzy Izraela, ryzykujesz 

nawet własnym życiem.  On to właśnie zrobił i teraz za 

to płaci - tłum aczył mu przyjaciel.

-  To  nie  w  porządku,  tak  traktow ać  porządnego 

człow ieka -  oznajmił  m ężczyzna,  z  dezaprobatą  krę­

cąc  głową na widok scen,  które  rozgryw ały się  na ich 

oczach.

- Powiedział,  że jest Mesjaszem  i  Synem Boga.  I  te­

raz chcą Go za to  ukrzyżować - wtrącił jakiś  człowiek 

z tłumu, który ich otaczał.

- Właśnie o tym rozmawiamy. Myślisz, że naprawdę 

Nim  jest? - zapytał ten,  który jako  pierwszy poruszył 

ten temat.

- Nie wiem, ale gdy patrzę na Niego na krzyżu, czu­

ję, jakby serce  mi  pękało,  a  On  z  powrotem  składał je 

w całość - odparł nieznajomy.

- Gdyby był Mesjaszem, to czy nie zszedłby z krzyża, 

aby nam to udowodnić? - zastanawiał się ten pierwszy.

- Być może Bóg chce, aby to wszystko się rozegrało. 

Może On chce, żeby Jego Syn umarł z powodu, którego 

teraz nie rozumiemy - zasugerował przyjaciel.

- Ale jaki to  m ógłby być powód?  - spytał pierwszy.

- Nie wiem, ale jeśli Bóg ma jakiś powód, to na pew­

no jest on  dobry -  oświadczył z przekonaniem niezna­

jomy.

- On  na mnie patrzy -  rzekł  pierwszy z m ężczyzn.

- Nie, On patrzy na mnie - upierał się jego przyjaciel.

- Nieprawda,  to  na mnie  patrzy  -  powiedział  m ęż­

czyzna z tłumu.

- Może patrzy na nas wszystkich - stwierdził pierw­

szy, a pozostali dwaj  zgodnie skinęli głowami.

- Jego  oblicze jest  pełne  bólu.  Pom ódlm y  się,  aby 

Jego  cierpienie wkrótce  się skończyło - zaproponował 

przyjaciel pierwszego z mężczyzn.

background image

- Mam wrażenie, że Jego wzrok przeszywa moją du­

szę - powiedział ten pierwszy i nagle się rozpłakał.

- I  moją -  odrzekł jego  przyjaciel,  a po  chwili  rów­

nież  nieznajom y  z  tłum u.  I  wtem, jednocześnie,  oni 

także zalali się łzami.

- Pomódlmy się za Niego - szlochając,  odezwał się 

pierwszy  z  m ężczyzn  i w szyscy trzej,  łkając,  zanieśli 

Bogu  swoje  spływające  łzam i  m odlitw y w intencji Je­

zusa cierpiącego na krzyżu.

M odląc  się,  nie  o d ry w ali  w zroku   od  Jego  oczu 

i  w szyscy  czuli, jak  miłość Jezusa przenika i  porusza 

ich do głębi. Jednocześnie padli na kolana i każdy skie­

rował do Jezusa łagodne wołanie:

- W ybacz mi, proszę, wybacz.

W  tym   momencie Jezus  uniósł głowę  i zawołał ku 

górze:

- Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.

Pierwszy z  m ężczyzn,  stale wpatrując  się w u krzy­

żowanego Jezusa, powiedział do pozostałej  dwójki:

- To On. Wiem, że to Mesjasz.

Dwaj  pozostali, wciąż płacząc, przytaknęli:

- Tak, wiemy, wiemy to.

Nie  ruszyli  się z miejsca,  dalej  wpatrując się pełny­

mi łez  oczami w Jezusa,  aż razem ze wszystkim i zgro­

m adzonym i  usłyszeli Jego  wołanie:  „Ojcze, w  Twoje 

ręce powierzam Ducha Mojego”.

G dy  głowa Jezusa opadła,  a  pow ietrze  w ypełn iło 

się Jego  ostatnim  tchnieniem,  zapanowała absolutna 

cisza,  po  której  zadrżała ziemia.  Stojący  przy krzyżu  

setnik przyłączył się  do  trzech  klęczących  m ężczyzn 

i wtórując im, zawołał:

- Prawdziwie Ten był Synem Bożym!

Po chwili pierwszy z m ężczyzn powiedział do pozo­

stałych  dwóch, kiedy stali  blisko  krzyża,  spoglądając 

na umarłego Jezusa:

- Czuję, że On zrobił to dlatego, że mnie kochał. Nie 

potrafię tego wyjaśnić, po prostu wiem, że tak jest.

- Ja też to czuję - potwierdził jego przyjaciel. - Wiem, 

że umarł dla mnie,  bo  mnie kochał.  Czuję, jakby to  zo­

stało  zapisane  w  moim  sercu.  Że  to  prawda wieczna.

M ężczyzn a z  tłum u  pokiwał  głową  i  również w y ­

znał:

- O,  tak,  czuję że  On  umarł dla nas wszystkich. Jak 

w ielka musi  to  być  miłość!  Bez wątpienia największa, 

jaka istnieje!

background image

Spis treści

Wstęp  ..............................................................................  

7

W swej  niewinności  ......................................................  

u

To był On  ......................................................................   12

Będę czekał  ...................................................................  

14

Szeroko otwarte bramy niebios  .................................... 

16

W pokoju i harmonii  ....................................................  

18

Uwierz w cuda  ..............................................................   20

Prawdziwa siła  ..............................................................   22

Przypatrzcie się liliom  ................................................   24

Dlaczego chcesz się teraz poddać?  ...............................  25

Serca, które rozumieją  ..................................................   27

Każdy krok  ...................................................................   28

Dla ciebie, przyjacielu  ..................................................   30

Prezent  .......................................................................... 

34

Lepsza strawa  ................................................................ 

35

Droga  .............................................................................   36

Wspólnie możemy się radować  ...................................  

37

Góra  ............................................................................... 

39

Nieodzowny element życia  ........................................  

4 1

Wielkie święto  ............................................................  

43

Ta sama droga  ................................................................  46

W co wierzysz?  ............................................................   48

Czegoś brakuje  ............................................................  

51

Plan stworzenia  ..........................................................   55

Brakuje mi was  ............................................................   57

Widzieć naprawdę  .......................................................   58

Ryba cię złowiła  ..........................................................   60

Cokolwiek się stanie  ....................................................  64

Mamusiu, mam brata  ..................................................   65

Nadzieja na przyszłość  ...............................................  69

On naprawdę słucha  .................................................... 

71

Spotkałem człowieka  ..................................................   75

Oddech Boga  ................................................................  79

Żołnierz  ......................................................................   80

Piękna pieśń  ................................................................  85

Zwycięzca  .....................................................................  87

Modlitwa  ..................................................................... 

91

Uśmiech  ......................................................................   98

Dziękuję  ......................................................................   101

Takie jak wasze  ............................................................   106

Tylko nie to!  .................................................................   109

Miłość go uszczęśliwiła  ...............................................   113

Fascynująca książka  ....................................................  118

Ofiarowuję to wszystko  ...............................................  123

Jaki wyrok?  .................................................................   127

Oczy miłości  ................................................................  132

Czy wystarczy mi sił?  ..................................................   138

Nazwał ją matką  ..........................................................   142

background image

Ona mnie zna!  ............................................................   150

Kiedy do niej przyszedłeś  ...........................................   159

Dość zamartwiania się!  ...............................................  163

Cenne dary  .................................................................   167

Mój przyjaciel mnie kochał  ........................................   175

Mamusiu, czy naprawdę nic dla ciebie nie znaczę?  ...  183

Bóg go takim uczynił  ..................................................  188

Nigdy nie jest za późno  ...............................................  193

Krucyfiks na ścianie  ....................................................  199

Krew i łzy  ...................................................................... 206

Podzielić się kolacją  ....................................................  214

Człowiek dumny  .........................................................  221

Kiedy przyjdzie czas  ......................................................224

Wszyscy ludzie muszą być piękni  ................................ 228

Boskie d ło n ie...............................................................   230

Nie trać wiary  ..............................................................  243

Serca, które kochają Boga  ...........................................   247

Największa miłość, jaka istnieje  ..................................   250

Polecamy  również  inne  książki  C.A. Amesa 

(zob.  ostatnia  strona  okładki)

Zamówienia  w  księgarni  internetowej  Wydawnictwa  Esprit:

www.esprit.com.pl

lub  telefonicznie:  12  267  05  69,  12  264  37  09,  12  264  37  19 

Wydawnictwo  Esprit,  ul.  św.  Kingi  4,  30-528  Kraków