TĘSKNOTA RODZINNA ZA TATĄ

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. W szkole, na przerwach dzieci rozmawiały przeważnie o wigilii, gościach, podarunkach pod choinkę, kolędnikach i Pasterce.

***

Wchodząc do przedpokoju Dorotka usłyszała, że mama odkłada słuchawkę telefonu.

***

Nadszedł wreszcie ten dzień. Trwały ostatnie przygotowania do wigilii. W wysprzątanym mieszkaniu pachniało świeżo upieczonym ciastem. Choinka stała w Kącie pokoju, obok na podłodze znajdowały się pudełka z ozdobami. Mama krzątał się w kuchni, Dorotka jej pomagała. Chłopcy kręcili się nieustannie - to tu, to tam. Wszystkiego chcieli dotknąć i spróbować.

Wcześniej niż zwykle przyszła ciocia Krysia, zapraszana corocznie na wieczerzę wigilijną.

- Może chwilowo jest poza zasięgiem. Nie martw się. Jest daleko do pierwszej gwiazdki.

***

Czas mijał tak powoli, że Dorotka miała wrażenie, jakby stanął, jakby wskazówki zegara nie przesuwały się wcale. Teraz już wszyscy byli zaniepokojeni. Powoli zapadał wczesny, zimowy zmierzch. Chłopcy co chwila wyglądali przez okno, czy tatuś nie podjeżdża na parking. Nie podjeżdżał jednak.

„Kolejki na granicy, korki na drogach i tyle wypadków!" przypominała sobie Dorotka słowa Renatki. - Dobry Boże, opiekuj się naszym tatusiem! - prosiła żarliwie, chociaż bez słów.

- Kochani! Czekacie na mnie! Przepraszam! Samochód mi
się zepsuł. Bóg łaskaw, że jakoś przyjechałem. Zaczęły się powitania, uściski, radosne okrzyki.

Zofia Śliwowa

Promyczek Dobra 12 (2003) s. 10-11