ROZDZIAŁ III

Odpływałam. Znałam to uczucie spokoju, pewność tego, że nie ma odwrotu. Pogodziłam się ze wszystkim, prócz myśli o Edwardzie. Chciałam go teraz zobaczyć.

Koniec przychodzi tak niespodziewanie.

Czułam ciepłą ciecz spływającą po dłoniach.

Dotyk smagający moje ciało.

Przez mgłę widziałam dusze.

Zaraz, zaraz. To nie niebo.

Poczułam chlorowy zapach. Uderzył we mnie nagle, z ogromną siłą. Wyczułam powiew świeżego powietrza. Zimne drobinki łaskotały moją skórę. Gorzki smak ranił język. Dźwięki stały się wyraźnie. Kontury wyostrzyły. Poznałam bladozieloną ścianę szpitalną.

Usłyszałam chlupot napełnianej szklanki. Nie miałam siły patrzeć. Wyciągnęłam ręce przed siebie. Gdy poczułam gładką, zimną powierzchnię między palcami, gwałtownie przysunęłam ją do swoich zrogowaciałych ust. Piłam tak szybko, jakby zamierzano mi ją wyrwać. Przy okazji wylałam połowę na białą kołdrę.

Rozluźniłam się.

Nie potrzebowałam zaproszenia. Usnęłam dręczona przez tysiące myśli.

Widziałam Edwarda. Stał na przeciw mnie. Wyciągnął zimne palce i pogłaskał po policzku.

Zza drzew wynurzyła przepiękna kobieta. Zgrabnym krokiem podeszła do niego i objęła w pasie.

Wysokie drzewa krążyły wokół naszej trójki. Księżyc zniżył się pochłaniając niezwykle dobraną parę. Zostałam sama, kładąc się na trawie. Czułam wszechobecną samotność.

Zabierała mi powietrze. Dusiłam się. Nimfa powróciła. Z niesamowitą prędkością pojawiła się u mego boku. Przygniotła własnym ciałem i ścisnęła za gardło. Jej spojrzenie sprawiało mi ból.

Paliło moje ciało. Przestawałam być sobą.

Zimny pot oblał moje czoło. Koszmar stał się taki realny. Otwierając oczy bałam się o rzeczywistość. Na morskich ścianach nie było ani śladu po bezgwiezdnym niebie. Na taborecie obok szpitalnego łóżka chrapał Jacob. Westchnęłam z ulgą. A raczej ze spazmem. To dlatego mój towarzysz podskoczył i przybrał obronną pozę. Kiedy zdał sobie sprawę, że leżę bezpiecznie, przykryta kołdrą, usiadł z powrotem na swoim miejscu.

Nie miałam zamiaru.

Rozglądnęłam się po niedużym pokoju. Na nocnym stoliku leżał bukiet kwiatów. Sięgnęłam po niego, zrzucając stertę kopert. Na bileciku były życzenia od Angeli. „Szybkiego powrotu do zdrowia” mówił napis na małej karteczce. Już zapomniałam, jak dawno nie widziałam moich ludzkich przyjaciół. Miałam nadzieję, że nie martwili się o mnie za bardzo. Schyliłam się po leżące na ziemi kartki. Ześlizgnęłam się z łóżka i z ogromnym hukiem wylądowałam na ziemi. Moja kość ogonowa chwilowo odmówiła mi posłuszeństwa.

z holu, usłyszałam przekleństwo Jacoba.

Podszedł do mnie i pomógł wstać.

Drzwi trzasnęły i zostaliśmy w pokoju sam na sam. Nie wiedziałam, czy mogę się odezwać, więc czekałam patrząc na spływające po oknie deszczowe krople.