background image

JAYNE ANN KRENTZ

PRÓBA CZASU

background image

ROZDZIAŁ 1

Panna młoda podniosła do ust kieliszek szampana i po raz tysięczny tego 

dnia zadała sobie pytanie, czy aby nie popełnia największego błędu w życiu.

Katy Randall Coltrane starała  się zachować spokój,  ale palce jej drżały. 

Jeśli   nie   będzie   ostrożna,   znowu   rozleje   drugi   kieliszek   szampana   na   piękną 

ślubną suknię. Byłoby szkoda, zważywszy, ile czasu poświęciła, by ją wybrać.

To tylko normalne w takiej sytuacji zdenerwowanie panny młodej, starała 

się przekonać samą siebie. Idiotyczne obawy, jakie mogą przytrafić się każdemu. 
Wszystkim pannom młodym nerwy odmawiają posłuszeństwa. Gdyby nie był to 

powszechny   problem,   nie   warto   byłoby   w   ogóle   o   tym   wspominać.   Przecież 
wszystko jest w porządku. Nic się nie zmieniło. Nie ma powodu, aby analizować 

raz jeszcze wszystkie lęki i wątpliwości. Powtarzała sobie, że wie, co robi i że to 
jest słuszne.

Wszystko jakoś się ułoży, A zresztą jest po uszy zakochana w mężczyźnie, 

który właśnie złożył jej przysięgę małżeńską. Na dodatek ma dwadzieścia osiem 

lat, wystarczająco dużo, by podjąć samodzielną decyzję.

Oczywiście   nie   podniosła   jej   na   duchu   rozmowa,   którą   przypadkowo 

podsłuchała przed chwilą w hotelowym ogrodzie. Dobrze jej tak! Powinna była 
spytać w recepcji, gdzie są pokoje wypoczynkowe. Nie natknęłaby się wtedy na 

dwie przyjaciółki matki. Wciąż jeszcze dźwięczały jej w uszach ich słowa.

- Cóż, Randallowie dali swej jedynaczce jak najstaranniejsze wychowanie - 

zauważyła Leonora Bates. - Musiało ich to kosztować fortunę.

- Mogą  sobie na  to  pozwolić  - odparła  jej  towarzyszka.   - Teraz  pewnie 

dziękują losowi, że ich Katy znalazła sobie męża, wszystko jedno jakiego. Jest 
przecież taką skromną, nieśmiałą istotą. Wydawało mi się, że interesuje ją wyłącz-

nie stadnina koni ojca. Zastanawiam się, co jej matka myśli o swoim zięciu?

- Wilma akceptuje Coltrane'a, ponieważ jej mąż go lubi. Uważa, że Harry 

zna się na ludziach. Wiesz przecież równie dobrze jak ja, że Harry Randa ocenia 
ludzi według ich osiągnięć, a nie na podstawie przeszłości. Właściwie to nie Katy 

znalazła sobie męża - zauważyła Leonora znacząco. - To on ją znalazł. Jeśli chcesz 
znać moje zdanie, Garrettowi Coltrane wystarczyło rzucić okiem na małą, spo-

background image

kojną Katy Randa, by wiedzieć, że jest ona osobą, jakiej potrzebuje. Żeniąc się z 

nią,   żeni   się   z   kilkoma   szacownymi   pokoleniami   Randallów,   cieszących   się 
ogólnym poważaniem i dobrą pozycją towarzyską. Nie mówiąc już o pieniądzach.

- Coltrane też nieźle sobie radzi w interesach. Jest człowiekiem zamożnym.
- To prawda - przyznała Leonora - ale w jego własnym mniemaniu nie 

rekompensuje   to   chyba   jego   pochodzenia,   braku   starannego   wykształcenia   i 
kiepskiej reputacji. Na Boga, przecież on kiedyś występował na rodeo! Dużo czasu 

upłynie,   zanim   małżeństwo   z   Katy   Randa   pozwoli   ludziom   zapomnieć   o   jego 
awanturniczej przeszłości.

- Wiesz, kiedy ten chłopak opuścił miasto, by dołączyć do zespołu rodeo, 

myślałam, że już go nie zobaczymy. Kto by przypuszczał, że wróci po tylu latach i 

poślubi córkę człowieka, który zatrudniał go jako stajennego?

- Zastanawiam się tylko, czy słodka mała Katy wie, co ją czeka?

- Masz jakieś powody do niepokoju?
- Oczywiście - odparła Leonora. - Odnoszę wrażenie, że Garrett Coltrane 

jest twardym, bezwzględnym, sprytnym kombinatorem.

Katy   wymknęła   się   z   ogrodu,   zanim   Leonora   skończyła   swoją   ocenę 

Garretta.

Teraz,   ukryta   za   gazonami   z   bujną   roślinnością   w   eleganckim   holu 

recepcyjnym, nerwowo spoglądała na lśniącą na palcu złotą obrączkę. Odwieczny 
symbol małżeństwa  błyszczał  w świetle  żyrandoli. Pomyślała  właśnie, jak pro-

zaicznie w gruncie rzeczy wygląda obrączka, gdy nagle wyrwał ją z zadumy czyjś 
wesoły głos.

-   Ach,   to   tutaj   ukrywa   się   nasza   panna   młoda.   Cóż   ty   robisz   za   tymi 

palmami, Katy? Przecież dziś twój wielki dzień. Powinnaś być w centrum uwagi, 

między gośćmi, w towarzystwie.

Katy podniosła głowę. Zerwała się na nogi, długa spódnica owinęła jej się 

wokół kostek.

- To ty, Julio? Wcale się nie chowam, ja po prostu... - Przerwała nagle, gdyż 

poczuła, że traci równowagę. Chwyciła brzeg gazonu, ale parę kropli szampana 
spłynęło na suknię.

- Do diabła - wymamrotała.

background image

- Czy tak się powinna wyrażać panna młoda? - Julia Talbot ujęła Katy za 

łokieć. - Nic ci nie jest?

- Skądże. To tylko ta kostka. Zrobiłam zbyt gwałtowny ruch, a ona tego nie 

lubi. Wiesz przecież.

Julia   uśmiechnęła   się   ze   zrozumieniem,   jak   na   dobrą   przyjaciółkę 

przystało.   Jasnowłosa,   niebieskooka   rówieśnica   Katy   była   atrakcyjną   kobietą. 
Przed rokiem wyszła za mąż za potomka jednej ze starych i zamożnych rodzin z 

tutejszej społeczności.

Ta społeczność, którą Katy przez całe swoje życie nazywała domem, była 

niewielką enklawą bogatych, zasiedziałych Kalifornijczyków, którzy zamieszkiwali 
prestiżową  część  Złotego   Wybrzeża  południowej   Kalifornii.  W  tym  stanie  były 

wprawdzie bogatsze miasta, ale niewiele z nich mogło się poszczycić tak długimi 
tradycjami i tak dobrym pochodzeniem swych mieszkańców. Ludzie z otoczenia 

Randallów   uważali   się   za   lepszych   od   ekstrawaganckiego,   nowobogackiego 
pospólstwa   w   Los   Angeles,   gdzie   większość   dorobiła   się   fortun   w   przemyśle 

filmowym i rozmaitych spółkach.

Byli pewni swojej niezachwianej pozycji wynikającej z faktu, że pieniądze i 

ziemię posiadali od pokoleń. Niektórzy wywodzili swój rodowód jeszcze z czasów 
hiszpańskich. A w Kalifornii to się liczy.

Przyjaciele Randallów  nie wdawali  się w biznes  filmowy ani  w spółki  z 

ograniczoną odpowiedzialnością. Inwestowali w ziemię, w bajecznie drogie konie 

i w sztukę prekolumbijską. Wielu z nich lubiło grać rolę ziemian. Byli to ludzie 
interesu, którzy bardzo rozważnie gospodarowali odziedziczonym kapitałem.

Tacy   ludzie   na   ogól   wynajmowali   robotników   w   rodzaju   Garretta 

Coltrane'a, by uprawiali im ziemię, doglądali koni i dbali o ich piękne ogrody. 

Nieczęsto zdarzało się, by przedstawiciele tutejszej klasy pracującej wchodzili w 
związki   małżeńskie   z   kimś  ze   środowiska   Randallów,  Katy   doskonale   zdawała 

sobie sprawę, że Leonora Bates nie jest jedyną osobą komentującą ten związek. 
Powtarzała sobie jednak, że nie ma to dla niej żadnego znaczenia. Ona i Garrett 

kochają się, a przy tym instynktownie czuła, że Garrett jest zbyt dumny, by żenić 
się dla pieniędzy.

- Nie byłabym pewna, czy to sprawa kostki, czy szampana - powiedziała 

background image

Julia.   -   A   jeśli   chodzi   o   kostkę,   to   cieszę   się,   że   zdecydowałaś   się   na   płaskie 

obcasy. Bałam się, że będziesz chciała jednak włożyć szpilki.

- Nie jestem aż tak głupia - skrzywiła się Katy. - Gdybym włożyła pantofle 

na wysokich obcasach, prawdopodobnie padłabym u stóp Garretta. Przyznasz, że 
byłoby to dość żenujące.

- Dla ciebie, ale nie dla Garretta. Myślę, że nawet widok upadłej panny 

młodej w trakcie uroczystości ślubnej nie zdołałby poruszyć twego męża. - Julia 

posłała  zamyślone spojrzenie  w głąb pokoju, gdzie Garrett Coltrane prowadził 
ożywioną rozmowę z grupką gości weselnych.

Garrett rzadko się odzywał. Zazwyczaj przysłuchiwał się w skupieniu temu, 

co mówili inni. Ale gdy wreszcie zabrał glos, inni natychmiast milkli. Wywierał 

jakieś szczególne wrażenie na wszystkich, niezależnie od ich statusu społecznego i 
finansowego.   Miał   wrodzony   talent,   który   w   ostatnich   latach   pomógł   mu   w 

założeniu i rozwoju firmy konsultingowej. Był człowiekiem, który mimo woli sku-
piał na sobie uwagę innych.

Katy  podążyła   za wzrokiem  przyjaciółki,  przygryzając  wargi,   na  których 

pozostały   nikłe   ślady   brzoskwiniowej   szminki.   Patrzyła   na   swego   dopiero   co 

poślubionego   męża   z   niepokojem.   Julia   miała   rację.   Garretta   niełatwo   byłoby 
czymś poruszyć. Był mężczyzną, który wie, czego chce, dokąd zmierza i jak dopiąć 

celu. Chronił go mur, jaki wzniósł wokół siebie, wykorzystując cały swój zasób siły 
fizycznej i psychicznej.

Nie był wysoki, mógł mieć ze 175 centymetrów wzrostu, mniej niż ojciec 

Katy. Ale gdy stał w grupie mężczyzn, właśnie on przyciągał ogólną uwagę.

Szczupły, smukły, miał w sobie jakąś zwierzęcą zwinność ruchów, która 

uwidaczniała   się   jeszcze   bardziej,   gdy   dosiadał   konia.   Ramiona   i   uda 

znamionowały siłę, choć nie był szczególnie muskularny.

Miał włosy czarne jak węgiel, krótko ostrzyżone. Gdy wychodził z domu, 

zawsze wkładał drogi kapelusz. Wyraziste, jak rzeźbione, rysy i silnie zarysowana 
linia szczęki sprawiały, że nie było w nim nic delikatnego, ale miał w oczach coś 

bardzo intrygującego. Tak przynajmniej wydawało się Katy. Miała nadzieję, że te 
złociste oczy w kolorze bursztynu odzwierciedlą kiedyś uczucia, jakie na pewno do 

niej żywi.

background image

Garrett Coltrane był mężczyzną starej daty. Mężczyzną, który robi w życiu 

to   co   chce   i   tak   jak   chce.   Był   silny   i   milczący,   powtarzała   sobie   Katy   po   raz 
kolejny. Gdyby był ogierem, włączyłaby go do swojego stada rozpłodowego, mimo 

że nie wyróżniał się elegancją. Podobała jej się jednak jego siła, wytrzymałość i 
determinacja. Takie cechy przydają się zarówno koniom, jak i ludziom.

Garrett nie miał talentu ani skłonności do roztrząsania swoich uczuć, ale 

Katy była pewna, że jest zdolny do wielkiej miłości. Fakt, że o tym nie mówi, nie 

znaczy jeszcze, że jest tych uczuć pozbawiony. Katy była przekonana, że się nie 
myli, wiedziała, że zamknięty w sobie Garrett kocha ją na swój własny, męski, 

milczący sposób.

W   każdym   razie   była   tego   pewna,   gdy   przyjmowała   jego   spokojne, 

beznamiętne oświadczyny.

Ale po czterech tygodniach, w czasie których zaczęła się zastanawiać nad 

prawdziwymi uczuciami Garretta, w jej serce wkradł się pewien niepokój. Starała 
się   jednak   odsunąć   od   siebie   nękające   ją   wątpliwości,   zajmując   się   sprawami 

związanymi z przyszłym ślubem i przeprowadzką do domu Garretta.

Subtelna,   skryta,   romantyczna   natura   skłoniła   ją   do   zorganizowania 

wspaniałej   uroczystości.   Chciała,   żeby   wszystko   było   zapięte   na   ostatni   guzik. 
Pomagała jej w tym matka i razem przygotowały imponujące przyjęcie. Zapro-

szono sąsiadów z okolicy i wszyscy przyjęli zaproszenie.

Ale dziś, gdy ostrożnie kroczyła między kościelnymi ławkami, by połączyć 

się z Coltrane'em przed ołtarzem, lęki i wątpliwości odezwały się ze wzmożoną 
siłą.

- Zwykłe zdenerwowanie panny młodej - usłyszała głos Julii. - Rozluźnij 

się.

Uśmiechnęła się ponuro. Powinna była wiedzieć, że Julia zorientuje się, iż 

nerwy odmawiają jej posłuszeństwa.

- Też ci się to zdarzyło? - spytała.
- Owszem. Nie przejmuj się. Zaraz ci przejdzie - pocieszyła ją przyjaciółka. 

- Pokaż obrączkę.

Katy wyciągnęła rękę, na której lśnił prosty złoty paseczek.

- Garrett jest bardzo tradycyjny - wyjaśniła. - Nie lubi wyszukanej biżuterii.

background image

-   Hm.   Wiem,   co   masz   na   myśli.   Mnie   się   ta   obrączka   podoba.   Jest   w 

dobrym stylu. I pasuje do ciebie, Katy.

- Skromna obrączka dla skromnej panny młodej, tak?

-   Nie   pleć   głupstw.   Zawsze   byłaś   atrakcyjną   dziewczyną,   a   dzisiaj 

wyglądasz po prostu pięknie. Kiedy szłaś przez kościół, błyszczałaś.

- Myślę, że byłam spocona.
- O czym ty, na Boga, mówisz?

- No dobrze - zaśmiała się Katy. - A więc delikatny blask wilgotnej twarzy. 

Czy   to   brzmi   lepiej?   Pewnie   dlatego   tak   błyszczałam,   jak   to   nazwałaś.   Byłam 

śmiertelnie przerażona.

-   Wyglądasz   znakomicie   -   powtórzyła   Julia.   -   Podobasz   mi   się   z 

rozpuszczonymi włosami, - Zmierzyła bacznym wzrokiem ciemne włosy Katy. ~ 
Do twarzy ci w tej fryzurze. Powinnaś częściej tak się czesać.

- Może masz rację - odparła Katy wymijająco. Garrett nic nie powiedział na 

temat jej uczesania. Oczywiście on nigdy nie komentował jej wyglądu. Nie należał 

do mężczyzn, którzy zwracają uwagę na sposób ubrania czy uczesania kobiety.

-   Wracając   do   obrączki   -   Julia   kontynuowała   temat   -myślę,   że   jest   jak 

najbardziej   odpowiednia.   Czy   wiesz,   że   obrączka   jest   pradawnym   symbolem 
płodności? - dodała mrużąc oczy.

- Możesz być pewna, że postaram się to zapamiętać.
- Ludzie, którzy hodują konie, znają się na tym. Właśnie ty powinnaś to 

wiedzieć. Twoja rodzina hodowała te piękne araby, zanim jeszcze przyszłaś na 
świat, a ty już od czterech lat zajmujesz się programem hodowli. Z powodzeniem, 

muszę   przyznać.   Ciekawe   tylko,   czy   wykorzystałaś   swoją   wiedzę   w   zakresie 
odpowiedniej selekcji, by wybrać sobie męża.

- Julio, na litość boską! Jak możesz mówić coś podobnego?
Julia roześmiała się, zwracając wzrok w kierunku kilku osób stojących w 

zasięgu jej głosu za donicami paproci. Uśmiechali się do nich.

- Naprawdę uważam, że Garrett zorganizuje doskonałą stadninę - ciągnęła 

dalej Julia. - Wyrażając się w ściśle technicznych terminach, będziecie tworzyć 
znakomity   duet.   Ty   masz   w   sobie   błękitną   krew,   a   on   siłę   i   wytrwałość.   Z 

niecierpliwością czekam na wasze dzieci. Twoi rodzice też, jeśli o to chodzi.

background image

Katy zaczerwieniła się. Sama nieraz się nad tym zastanawiała.

- Jestem pewna, że moi rodzice jeszcze nie myślą o wnukach.
- To ty tak sądzisz. Oni wprost nie mogą się ich doczekać. Założę się, że 

będą   liczyli   dni   od   nocy   poślubnej   i   odznaczali   je   przez   dziewięć   miesięcy   w 
kalendarzu.

- Lepiej niech tego nie robią. Nie chcę, by ktokolwiek ponaglał mnie w 

sprawie tak poważnej jak dziecko. - Katy zacisnęła usta, z jej twarzy zniknął wyraz 

rozbawienia.

- A co na to Garrett? - nie dawała za wygraną Julia. - On chyba też ma tutaj 

coś do powiedzenia?

- Nie rozmawialiśmy na ten temat - ucięła Katy. Prawdę mówiąc był to 

jeden z wielu wątków osobistych, których jeszcze nie rozważali.

- Nie chciałabym cię urazić, ale czy nie należało poruszyć tak zasadniczej 

sprawy, zanim przystąpiliście do waszych planów małżeńskich?

Katy poczuta, że oblewa ją fala gorąca. Patrzyła  w dal unikając wzroku 

przyjaciółki.

- Garrett jest człowiekiem bardzo skrytym. Nie warto wspominać przy nim 

o... o pewnych rzeczach.

- Przy tobie też - w głosie Julii brzmiała nagana. - Doprawdy, zastanawiam 

się, o czym ze sobą rozmawiacie, kiedy jesteście razem. Ale posłuchaj, Katy, nie 
możesz unikać rozmów na takie tematy jak dzieci. Przecież tu chodzi o waszą 

przyszłość.

- Nie martw się o mnie, Julio. Wiem, co robię.

- Myślę, że wiedziałaś - Julia zmrużyła oczy w zadumie - ale teraz z jakiegoś 

powodu nie jestem już tego taka pewna.

- Dzięki. Mam dwadzieścia osiem lat, uchodzę za inteligentną i odebrałam 

staranne   wykształcenie.   Wyszłam   za   mąż   za   mężczyznę,   z   którym   łączą   mnie 

interesy   i   ogólne   zainteresowania   zawodowe.   Dla   mnie   ślub   z   Garrettem 
Coltrane'em   jest   ze   wszechmiar   pożyteczny.   To   rozsądny   krok.   Miej   do   mnie 

trochę zaufania.

- Sama nie wiem. - Na twarzy Julii pojawił się wyraz zwątpienia. - Jesteś 

zakochana. A miłość przyćmiewa inteligencję, wykształcenie i rozsądek.

background image

Katy aż jęknęła. Nie spodziewała się po Julii takiej przenikliwości. Starała 

się przecież ukryć swoje uczucia.

- Ale z ciebie przyjaciółka.

-   No   cóż,   pocieszam   się   myślą,   że   nawet   jeżeli   ty   nie   wiesz,   co   robisz, 

Garrett przypuszczalnie wie.

- Wygląda na takiego, prawda? - zgodziła się Katy. Targały nią mieszane 

uczucia. Starała się ukryć kiełkującą niepewność pod beztroskim uśmiechem, gdy 

nagle zobaczyła matkę, zbliżającą się do nich z rozpromienioną twarzą.

Stojący  po drugiej  stronie  pokoju Garrett  zerknął  w kierunku  gazonu z 

paprociami i zobaczył stojącą wśród zieleni Katy. Rozmawiała z matką i z Julią 
Talbot. Uśmiechnął się z zadowoleniem. Nie chciał, by na własnym ślubie trzy-

mała się z dala od ludzi.

Nie, żeby była wstydliwa czy lękliwa. Raczej skromna i pełna rezerwy. Nie 

miała zwyczaju zwracać na siebie uwagi. Bardzo spokojna, cicha dziewczyna. Nie 
jest   typem   kobiety,   która   stara   się   za   wszelką   cenę   stać   duszą   towarzystwa, 

wysunąć   na   czoło.   Ma   w   sobie   jakąś   dystynkcję   i   elegancję.   Po   prostu   klasę. 
Poznał  się  na  tym.   Była  to  jedna  z  wielu  rzeczy,   które  mu  się  w Katy  Randa 

spodobały.

Nagle   uświadomił   sobie,   że   przecież   ona   nie   jest   już   Katy   Randa.   Od 

godziny jest Katy Coltrane.

Było coś niezwykle satysfakcjonującego w myśli, że wreszcie wszystko w 

jego życiu ułożyło się jak należy.

Interesy kwitły, miał nowy dom odpowiadający jego obecnemu statusowi i 

wreszcie znalazł kobietę, która będzie jego partnerką w interesach i zarazem żoną.

Żoną. Jego żoną.

Ma teraz kobietę nie tylko do łóżka, ma również doświadczonego eksperta 

w dziedzinie hodowli koni rasowych. Ma kogoś, z kim nie tylko siądzie razem do 

śniadania, ale również będzie mógł przedyskutować problemy zawodowe.

Aż do tej chwili nie zastanawiał się specjalnie nad tym, co to znaczy mieć 

żonę w sensie jak najbardziej fizycznym.

Decyzję poślubienia Katy podjął, gdy zobaczył ją po latach po raz pierwszy. 

Złożył   wizytę   Randallom,   ponieważ   miał   zamiar   przyjrzeć   się   stadninie.   To 

background image

prawda, że chciał się spotkać z jej właścicielem ze względów zawodowych. Ale 

musiał   również   przyznać,   że   chciał   też  pokazać  Harry'emu   Randallowi,   że   ów 
nieokrzesany wyrostek, którego kiedyś zatrudnił, który u nikogo innego nie mógł 

znaleźć pracy, stał się innym człowiekiem. Że wyszedł na ludzi.

Z zaskoczeniem stwierdził, że ta mała dziewczynka o poważnej twarzyczce, 

która   cały   swój   czas   spędzała   w   stajniach   ojca,   zmieniła   się   w   znakomitego 
zarządcę   stadniny   Randalla.   Nie   była   przy   tym   bynajmniej   przemądrzałą 

debiutantką. Cały jej dziewczęcy świat stanowiły konie i najwyraźniej nic się nie 
zmieniło w tym względzie, poza tym, że nie jeździła już konno.

Garrett   natychmiast   instynktownie   wyczuł,   że   Katy   Randa   będzie 

odpowiednią   żoną   dla   niego.   Dokonał   szybkiej   analizy   sytuacji   i   doszedł   do 

wniosku, że wszystko jest bardzo proste. Znalazł inteligentną, wrażliwą młodą 
kobietę,   która   świetnie   nadaje   się   na   towarzyszkę   jego   życia   osobistego   i 

zawodowego. Będzie cennym nabytkiem w jego firmie konsultingowej i będzie się 
swobodnie czuła w towarzystwie ludzi, z którymi ma on teraz do czynienia.

Garrett   był   przekonany,   że   Katy   nie   okaże   się   kobietą   ze   zbyt   dużym 

temperamentem  ani  też nie da  mu odczuć, że  jest  bardziej wykształcona.  Nie 

będzie   znudzona   ani   trudna   we   współżyciu,   gdy   minie   pierwszy   okres 
małżeństwa.   Nie   jest   typem   kobiety,   która   szukałaby   przygód   miłosnych   lub 

jakichkolwiek   innych.   Dowiodła   tego,   gdy   po   ukończeniu   studiów   i   próbach 
podjęcia pracy w Los Angeles wróciła do rodzinnego miasta i zaczęta pomagać 

ojcu przy hodowli koni.

Garrett   akceptował   sposób,   w   jaki   Katy   starała   mu   się   podobać. 

Odpowiadało mu również i to, że mógł z nią rozmawiać o swojej pracy i o tym, co 
go interesowało. Była też atrakcyjna na swój cichy, skromny sposób. A poza tym w 

zasięgu wzroku nie było żadnego innego mężczyzny. Wziąwszy to wszystko pod 
uwagę   Garrett   nie   widział   powodu,   dla   którego   nie   miałoby   im   być   ze   sobą 

dobrze. Katy zapewne była tego samego zdania.

Ale dziś odbył ich ślub i Garrett myślał również o sprawach innych niż 

logiczne przesłanki, które doprowadziły do tego małżeństwa. Miał prawo cieszyć 
się tym wieczorem. Poza wszystkim przyjął dziś na siebie odpowiedzialność jako 

mąż. Dowodziła tego obrączka lśniąca na jego palcu.

background image

Garrett   spojrzał   na   złoty   krążek.   Oczywiście   nie   będzie   jej   nosił   bez 

przerwy. Dla mężczyzny, który pracuje głównie na świeżym powietrzu, noszenie 
pierścionków nie jest bezpieczne. Mimo że nazywano go konsultantem, spędzał 

dużo czasu w stajniach, szopach, na pastwiskach i na polu. Zbyt łatwo mógłby 
stracić   palec,   gdyby   obrączka   zaczepiła   o   jakiś   przypadkowy   gwóźdź   albo 

wystający  kawałek  metalu.  Ale  nie miał  nic  przeciwko  noszeniu  obrączki  przy 
okazjach towarzyskich. Chciał jednak, by Katy nie zdejmowała jej z palca, W ten 

sposób inni mężczyźni będą wiedzieli, że nie jest już wolna.

Uśmiechnął  się,  świadomy   tego, co  go  czeka.  Nie  ulega  wątpliwości,  że 

zaczyna się coraz więcej zastanawiać nad prawami i przywilejami, jakie od dziś 
daje mu jego nowy status małżonka.

Wznosząc w górę kieliszek, by skosztować wyśmienitego szampana, jaki 

Harry i Wilma Randallowie kupili na dzisiejszą okazję, Garrett przysłuchiwał się 

rozmowie   weselnych   gości,   obserwując   równocześnie   ukradkiem   swoją   świeżo 
poślubioną żonę.

Spokojna, skromna, uprzejma, inteligentna, zrównoważona. Wszystkie te 

przymiotniki bezwiednie mu się nasuwały, ilekroć pomyślał o Katy. Nie będzie 

doprowadzać   go   do   szalu   żądając   egzotycznego   urlopu   na   antypodach   albo 
nocnych uciech. Mimo swego pochodzenia była przyzwyczajona do spokojnego 

trybu życia. Z łatwością dostosuje się do stylu życia Garretta.

W tym momencie jednak zastanawiał się nad czym innym. Czy Katy będzie 

skłonna   pozbyć   się   w   łóżku   choć   odrobiny   owego   spokoju,   skromności   i 
zrównoważenia. W ciągu minionych tygodni nieraz usiłował sobie wyobrazić, jak 

to będzie, gdy znajdzie  się z nią  w sypialni.  Była tak subtelna i nieśmiała,  że 
wydawało mu się niemal pewne, iż tam będzie równie delikatna, słodka i mało 

wymagająca. Wyczuwał, że ma bardzo małe doświadczenie w tej dziedzinie, co 
powinno mu jedynie ułatwić sytuację. Nie będzie czyniła żenujących porównań.

Uświadomił sobie jednak, że chce ją zadowolić. Chce, by była szczęśliwa i 

cieszyła   się   ich   wspólnym   życiem.   Dzisiejszej   nocy   zrobi   wszystko,   by   była 

usatysfakcjonowana.

Miał tylko nadzieję, że jej wrodzona powściągliwość nie sprawi, iż będzie 

całkowicie nieczuła na jego starania. Nie był ani Don Juanem, ani Casanovą. Miał 

background image

trzydzieści pięć lat i niewiele znał w życiu kobiet. Dużo więcej czasu spędzał z 

końmi i z bydłem niż z płcią piękną.

Obcowanie ze zwierzętami zresztą było znacznie łatwiejsze. Nie miały za 

sobą   kilku   tysięcy   lat   cywilizacji,   przysłaniających   zwykły   instynkt,   z   którymi 
trzeba było się zmagać.

O   tym   wszystkim   myślał   przypatrując   się   Katy.   Próbował   wyobrazić   ją 

sobie z tymi ciemnymi włosami rozrzuconymi na poduszce. Były takie miękkie. 

Odkrył to już wtedy, gdy po raz pierwszy bezwiednie zanurzył w nie palce.

Nie zrobił tego z premedytacją. Stal obok niej przy padoku, obserwując 

młode źrebię odkrywające uroki swobody, gdy nagle zerwał się wiatr. Włosy Katy 
rozwiały się. Chciała je doprowadzić do ładu, ale zanim to zrobiła, Garrett chwycił 

pasmo ciemnych pukli. Wciąż jeszcze pamiętał ich jedwabisty dotyk. Zastanawiał 
się teraz, jak by się czul, gdyby spłynęły na nagą skórę jego piersi i ud.

Dzisiejszej nocy, gdy położą się już obok siebie, Katy będzie patrzeć na 

niego tymi swoimi szeroko otwartymi, poważnymi, szarymi oczami. Wyobrażał 

sobie jej kobiecą ciekawość i, być może, pragnienie, jakie rozjaśni te oczy, i czul 
jak jego ciało napręża się na samą myśl o tym. Podobały mu się jej oczy. Była w 

nich uczciwość, ciepło i inteligencja. Oczy klaczy mogą o niej powiedzieć bardzo 
dużo, pomyślał Garrett. Nie ma powodu, by wątpić, że tak samo jest z oczami 

kobiety.

Złapał się na tym, że rozbiera w myślach swoją świeżo poślubioną żonę i 

próbuje sobie wyobrazić, co odkryje pod jedwabiem i koronkami. Dostatecznie 
dobrze poznał jej figurę w dżinsach i obcisłym sweterku, by móc wiedzieć, czego 

się może spodziewać.

Była   o   jakieś   pół   głowy   niższa   od   niego,   zgrabna   i   proporcjonalnie 

zbudowana.   Gdyby   była   czystej   krwi   arabem,   określiłby   jej   sylwetkę   jako 
doskonalą. Niewysoka i delikatna ale zdrowa, niczym dobrze zbudowana klacz. 

Zdrowa z wyjątkiem tej lewej kostki.

Piersi miała wysokie i kształtne, wąską talię, biodra łagodnie zaokrąglone. 

To   prawda,   że   lekkie   utykanie   zakłócało   nieco   harmonię   jej   ciała,   ale   Garrett 
prawie tego nie dostrzegał. Nawet jeśli czasem zwrócił na to uwagę, uważał że to 

też ma swój wdzięk. A w łóżku nie będzie miało najmniejszego znaczenia.

background image

Nie po raz pierwszy tego dnia zadał sobie pytanie, dlaczego nie zrobił nic, 

by kochać się z Katy przed ślubem. Prawdę mówiąc, powody były prozaiczne. Po 
swej pierwszej wizycie w stadninie nie miał możliwości, by spędzać z nią dużo 

czasu. Interesy wymagały jego obecności w San Luis Obispo. Zaloty sprowadzały 
się do serii krótkich pospiesznych wizyt w czasie weekendów. Niezależnie od bra-

ku   czasu   dodatkową   komplikację   stanowił   fakt,   że   Katy   mieszkała   o   krok   od 
rodziców.   Miała   niewielki   domek   w   pobliżu   ich   rezydencji   i   Garrett   nie   był 

pewien, jak by się czuła, gdyby wiedzieli, że spędził noc z ich jedyną córką, nawet 
jeżeli  ma  ona  już  dwadzieścia  osiem   lat.  Nie  chciał  popełnić   niewybaczalnego 

błędu na tym etapie znajomości.

Niezależnie od obiektywnych trudności Garrettowi wydawało się, że Katy 

nie jest kobietą, którą należałoby do czegokolwiek ponaglać.

Była cała masa powodów, dla których nie powinien przyśpieszać pójścia z 

Katy do łóżka, zdecydował. Ale był na tyle uczciwy, by przyznać, że istniała jedna 
decydująca, na wpół zrozumiała przyczyna jego wahania.

W   głębi   duszy   niepokoił   się,   że   Katy   mogłaby   wycofać   się   z   planów 

małżeńskich, gdyby nie spełnił jej oczekiwań seksualnych. Sęk w tym, że Garrett 

nie miał pojęcia, jakie oczekiwania mogłaby mieć dobrze wychowana, powścią-
gliwa młoda kobieta o takim pochodzeniu jak Katy. Lękał się, by nie stracić szans 

na poślubienie jej. Takie rozterki wewnętrzne były sprzeczne z naturą Garretta. 
Już   dawno   nauczył   się   zmierzać   prosto   do   celu,   nie   dopuszczając   do   siebie 

wątpliwości ani wahań.

Ale zabieganie o względy Katy to był cel szczególny.

Nagle rozmyślania przerwał mu znajomy męski śmiech.
-   Zaczynasz   się   niecierpliwić,   Garrett?   Zastanawiałem   się   właśnie,   jak 

długo ty i moja córka będziecie jeszcze tkwić na tym przyjęciu. Nie miałbym ci za 
złe, gdybyś chciał się już stąd ulotnić. Dochodzi dziewiąta, a przed wami jeszcze 

godzina jazdy, jeśli chcecie dotrzeć do tego hotelu na wybrzeżu przed nocą. Wilma 
powiedziała mi, że to Katy wybrała miejsce na miodowy miesiąc.

- To prawda. - Garrett skinął głową. - Sam ją prosiłem, żeby się tym zajęła.
- Masz rację - uśmiechnął się Harry Randall. - To kobieca sprawa.

Garrett lubił swego teścia. Gdy przed laty po raz pierwszy przyszedł do 

background image

niego do pracy, Randa był najbogatszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek w 

życiu spotkał, Od tamtej pory poznał wielu ludzi, którzy byli o wiele zamożniejsi 
niż Randa, ale żadnego z nich nie szanował ani nie lubił tak jak jego. I to nie 

dlatego że Randa zatrudnił go wtedy, gdy błąkał się szukając guza. Garrett szano-
wał   Randalla   również   ze   względów   profesjonalnych.   Wiele   się   nauczył   w   jego 

stajniach. Randa bardzo dużo wiedział na temat technik hodowlanych, licytacji 
koni, pokazów jazdy. Był ekspertem w dziedzinie hodowli koni rasowych.

Doświadczenie, jakie Garrett zdobył pracując u niego, okazało się później 

przydatne w innych dziedzinach rolnictwa i hodowli.

Harry Randall był potężnym, kościstym mężczyzną, którego ciemne włosy 

z   biegiem   lat   posiwiały,   ale   atletyczna   budowa   wciąż   jeszcze   sprawiała 

imponujące wrażenie, Stanowił znakomicie dobraną parę ze swą również wysoką, 
postawną   żoną,   Wilmą.   Ona   także   zachowała   dobrą   figurę   dzięki   codziennej 

jeździe konnej i wciąż jeszcze brała udział w pokazach jazdy dosiadając iście po 
królewsku pięknych arabów Randalla. Wilma była też znakomitą gospodynią, a to 

liczyło się w świecie, w którym spotykali się ludzie, wydający na konie tysiące 
dolarów.

-   Będzie   mi   brakowało   córki,   to   najlepszy   hodowca,   jakiego   miałem, 

Garrett. Ma prawdziwy talent do prowadzenia interesów. Będziesz miał świetnego 

partnera.

- Wiem o tym - odparł Garrett.

- Ale chyba nie powinienem się skarżyć, prawda? -Harry rozjaśnił twarz w 

uśmiechu.   -   Może   tracę   menedżera,   ale   za   to   zyskuję   zięcia.   Byłem   trochę 

przestraszony, gdy pojawiłeś się parę miesięcy temu, ale nie byłem zaskoczony 
rym, co zrobiłeś ze swoim życiem. Zawsze wiedziałem, że dasz sobie radę.

- Podałeś mi rękę, gdy znalazłem się w opałach, Harry. Nigdy tego nie 

zapomnę.

- Opłaciło mi się - odrzekł Harry z uśmiechem, - Pracowałeś ciężej niż 

którykolwiek z moich stajennych, może z wyjątkiem własnej córki. Pamiętam, jak 

nie odstępowała cię na krok, gdy do nas przyszedłeś. Była dzieckiem, ale myślę, że 
podkochiwała się w tobie, Kiedy zobaczyłem, w jaki sposób na ciebie patrzy, gdy 

wróciłeś tutaj przed paroma miesiącami, wiedziałem już, co w trawie piszczy. A i 

background image

ty nie starałeś się przed nią uciekać, prawda?

- Nie, nie uciekałem.
- Wszystko już w domu gotowe na przyjęcie nowej pani?

Garrett skinął głową, jego głos brzmiał poważnie. Zależało mu, by Harry 

Randa wiedział, że postara się zapewnić jego córce jak najlepszą przyszłość.

- Proszę się nie martwić. Katy będzie miała odpowiedni dom. Jest duży, 

trochę przypomina wasz. Usytuowany na urwistym cyplu, z widokiem na ocean. 

Wokół dużo ziemi. Byłoby więcej, ale przed kilku laty właściciel zaczął sprzedawać 
swoje  parcele.   Teraz  jest   tam  stajnia   i  padok,   chociaż  pomieszczenia   stajenne 

wymagają remontu. Gdy tylko się z tym uporam, natychmiast sprowadzę swego 
poczciwego Herosa. Teraz przebywa na wydzierżawionym pastwisku.

- Mówisz, że ktoś tam mieszka?
- Tak. - Garrett skinął głową, - Dozorca z żoną. Od lat tam są. Myślę, że byli 

wierni poprzedniemu właścicielowi i nie mieli co ze sobą zrobić, gdy sprzedał mi 
posiadłość.   W  pewnym  sensie  ich  odziedziczyłem,   ale nie  mam  nic   przeciwko 

temu. Potrzebuję zarządcy, a Katy kogoś do prowadzenia domu. Będziecie musieli 
niebawem nas odwiedzić.

- Dzięki, Garrett, na pewno przyjedziemy. Ale jeszcze nie teraz. Nowożeńcy 

muszą mieć trochę czasu dla siebie. A propos, Katy mi powiedziała, że bierzesz 

parę tygodni wolnego na miesiąc miodowy?

Garrett przytaknął.

- Myślę, że potrzeba nam trochę czasu na urządzenie się w nowym domu, 

poza tym muszę przygotować stajnię dla Herosa. Czeka nas jeszcze dużo pracy. 

Dozorca właściwie niewiele zrobił. Myślę, że nie miał motywacji. Nie był pewien, 
czy nowy właściciel w ogóle zechce go zatrzymać.

Co   do   domu,   nie   spędziłem   tam   nawet   jednej   nocy.   Dekorator   wnętrz 

skończył pracę w ubiegłym tygodniu, a ja przewiozłem swoje rzeczy przed samym 

ślubem.

-   Wiem,   że   Katy   jest   bardzo   ciekawa   swego   nowego   domu.   -   Harry 

uśmiechnął się spoglądając w kierunku córce otoczonej grupką weselnych gości. 
Oczy mu spoważniały.

-   Nie   martw   się   o   nią,   Harry   -   powiedział   Garrett   w   odpowiedzi   na 

background image

zaniepokojone spojrzenie teścia. - Będę o nią dbał.

-   Wiem,   Garrett.   Ale  wciąż   jeszcze   jakoś   dziwnie   się   czuję.   Dla   ojca   to 

niecodzienna chwila, gdy jego mała córeczka staje się mężatką. Mogę cię o coś 

prosić?

- Oczywiście.

- Spróbuj nakłonić ją, by znów wsiadła na konia.
- Wiem, że już od pewnego czasu nie jeździ. Wilma mówiła, że Katy nigdy 

już nie dosiądzie konia.

- Katy wyglądała pięknie w siodle - powiedział Harry Randa z zadumą. - 

Już   jako   mała   dziewczynka.   Pamiętasz?   Gdy   wyjeżdżała   na   tor,   przesłaniała 
wszystkich. Wszystkie oczy były wpatrzone w nią i w jej konia. Potrafiła sprawić, 

że każdy koń wydawał się najpiękniejszy : najważniejszy na świecie. Co więcej, 
koń   również   tak   się   czuł.   Pod   wpływem   jej   ręki   konie   zmieniały   się   w 

czempionów. Miała zdumiewający talent i wszystko to przepadło z powodu tego 
piekielnego pożaru stajni.

- Była ciężko ranna, prawda? - spytał Garrett, patrząc na żonę. Pamiętał, 

jak uwielbiała jazdę konną, gdy była dzieckiem. Trudno zliczyć, ile razy podsadzał 

ją   na   malutkie,   eleganckie   angielskie   siodło,   jakiego   zawsze   używała.   Gdy 
galopowała po torze, nie sposób było oderwać od niej wzroku. Harry Randa miał 

rację - Katy stawała się na koniu inną osobą.

-   Tak,   była   ciężko   ranna   -   przytaknął   Harry.   -   Ale   co   gorsza,   była 

śmiertelnie   przerażona.   Tak   przerażona,   że   raz   na   zawsze   skończyła   z   konną 
jazdą.

-   Czy   to   po   tym   wypadku   utyka?   -   spytał   Garrett.   Katy   nigdy   nie 

opowiadała, co stało się tamtej nocy. Garrett dowiedział się coś niecoś od innych.

- O mało nie zginęła starając się wyprowadzić konie.
-   Głos   Harry'ego   nagle   zabrzmiał   twardo.   -   Właśnie   wyprowadzała 

ostatniego, gdy tuż przed nim upadla płonąca belka. Zwierzę i tak było w panice. 
Spadająca belka dopełniła reszty. Koniowi zsunęły się klapki z oczu i wpadł w szał. 

Był to duży, ciężki ogier. Katy nie miała żadnej szansy, by nad nim zapanować. 
Kopnął ją, przewrócił, i omal nie stratował usiłując uciec przed ogniem.

- Kto ją uratował? - spytał Garrett. Po raz pierwszy usłyszał całą tę historię.

background image

- Ja - odparł Harry. - Nie miałem pojęcia, że Katy jest w stajni. Ktoś mi 

powiedział,   że   pobiegła   do   koni.   Znalazłem   ją   nieprzytomną,   leżącą   w   dymie. 
Wokół płomienie. Wyniosłem ją na zewnątrz, a kiedy odzyskała przytomność w 

szpitalu, powiedziała mi, że już nigdy nie wsiądzie na konia. Sprawił to strach i 
ból.

- Zawiodły ją nerwy - powiedział Garrett. - Powinieneś był skłonić ją, by 

dosiadła konia, gdy tylko wyszła ze szpitala.

- Nie mógłbym tego zrobić. - Harry potrząsnął głową.
-   Nie   była   dzieckiem.   Miała   dwadzieścia   lat   i   przeżyła   poważny   uraz 

psychiczny. Podjęła taką decyzję i nie odstąpiła od niej. Strach pojawiający się w 
jej oczach na samą myśl o jeździe konnej powstrzymywał mnie przed próbą zmu-

szenia   jej   do   czegokolwiek.  Ale  może  tobie   uda   się   ją  przekonać,   by   zmieniła 
zdanie. Mężowie mogą nieraz dokonać tego, co nie udaje się ojcom.

- Skąd ta myśl, że mnie mogłoby się powieść, skoro ani ty, ani matka nie 

zdołaliście tego zrobić? - zaciekawił się Garrett.

- Nie wiem - wzruszył ramionami Harry. - Chyba to sposób,  w jaki na 

ciebie patrzy. Wydaje mi się, że moja córka jest bardzo zakochana.

- Dobrze - odrzekł Garrett po chwili namysłu. - To mi ułatwi sprawę.

background image

ROZDZIAŁ 2

Największy błąd jej życia.
Katy wyglądała przez szybę białego mercedesa Garretta i próbowała sobie 

wytłumaczyć, że jej obawy są bezpodstawne. Teraz, gdy stres związany ze ślubem i 
weselem miała już za sobą, lęki panny młodej znikną. Przez ostatnie tygodnie 

bardzo się napracowała, by wszystko przebiegło jak należy.

Ślub   był   wspaniały,   po   starannie   przygotowanej   oficjalnej   ceremonii 

odbyło się huczne przyjęcie. Żadna panna młoda nie mogłaby sobie życzyć więcej. 
Ale   być   może   ta   panna   młoda   trochę   się   przeforsowała   i   teraz   za   to   płaciła. 

Stresującą część miała już za sobą. Wreszcie była sam na sam z mężem. Mogła się 
odprężyć.

Ale   w   rzeczywistości   jej   nastrój   wcale   się   nie   poprawił.   Nerwy   miała 

napięte   jak   postronki,   żołądek   ściśnięty   i   targało   nią   jakieś   dziwne   uczucie 

oscylujące między lękiem a paniką. Powinna wziąć się w garść. Nie może sobie 
pozwolić na atak strachu we własną noc poślubną.

- Wszystko  w  porządku,  Katy? - Garrett  rzucił żonie  szybkie, badawcze 

spojrzenie.   Wjeżdżali   właśnie   na   nadmorską   autostradę.   Było   już   ciemno. 

Niewidoczne fale morskie uderzały o przybrzeżne skały. - Wyglądasz, jakbyś była 
czymś zdenerwowana.

-   Wychodzenie   za   mąż   okazało   się   bardziej   stresujące,   niż   myślałam   - 

wyznała, zmuszając się do beztroskiego uśmiechu. - Na tobie nie zrobiło to chyba 

większego wrażenia. A ja zawsze sądziłam, że to mężczyzn ślub wyprowadza z 
równowagi, nie kobiety.

Garrett wzruszył ramionami. Miał na sobie drogą białą koszulę. Marynarkę 

rzucił już wcześniej na tylne siedzenie, rozluźnił krawat. Widać było, że z trudem 

tolerował ten oficjalny strój, który był zmuszony włożyć.

- Ślub to coś, przez co mężczyzna musi przejść, aby zacząć nowy etap życia. 

Nie ma sensu robić wokół tego dużo szumu. To po prostu zwykła formalność.

- Bardzo pragmatyczne podejście - stwierdziła Katy, zastanawiając się, czy 

wyczuł sarkazm w jej głosie. Prawdopodobnie nie. Garrett nie spodziewałby się 
tego po niej. Prawie nigdy nie miała ostrego języka, a już szczególnie w rozmowie 

background image

z  nim.  Oparła  się o zagłówek  i raz jeszcze wróciła  myślą  do tych godzin,  gdy 

wszystko planowała, przygotowywała i obmyślała przed uroczystością, którą on 
skwitował   krótkim   „formalność”.   Zapięcie   wszystkiego   na   ostatni   guzik 

kosztowało ją wiele wysiłku.

- Jesteś zmęczona - powiedział Garrett, jak gdyby to miało wyjaśnić jej nie 

najlepszy nastrój.

- Chyba tak - odparła, choć nie czuła się zmęczona, Czuła się rozstrojona i 

podenerwowana, spięta.

- Dlaczego się trochę nie zdrzemniesz? - spytał.

- Nie potrafię spać w samochodzie.
- Spróbuj.

- Powiedziałam  - powtórzyła,  wyraźnie akcentując  każde słowo - że nie 

potrafię spać w samochodzie.

- W porządku, to dlaczego nic nie mówisz? Od kiedy opuściliśmy przyjęcie, 

wypowiedziałaś zaledwie parę słów.

Katy   westchnęła   głęboko   i   zamrugała   powiekami.   Były   wilgotne. 

Zachowuję się jak idiotka, skarciła się w duchu. Nic złego przecież się nie dzieje. 

Poślubiła mężczyznę, którego kocha, a on stara się prowadzić miłą pogawędkę w 
drodze do miejsca ich nocy poślubnej. Powinna się rozluźnić i uspokoić. Wszystko 

będzie dobrze.

-   Przyjęcie   było   wspaniale,   prawda?   -   starała   się,   by   jej   glos   brzmiał 

swobodnie i obojętnie.

- Tak, tak - odparł Garrett, ale widać było, że myślami jest gdzie indziej. - 

Wiesz, kochanie, nie mogę się już doczekać chwili, gdy zobaczysz swój nowy dom. 
Na pewno będzie ci się podobał. Pasuje do ciebie.

- Bardzo bym chciała już tam być - zapewniła uprzejmie.
- Może powinienem był jednak pokazać ci go wcześniej - zastanowił się 

Garrett.

- Przecież kupiłeś go, zanim poprosiłeś mnie o rękę - przypomniała mu 

Katy, lekko rozbawiona tym nieoczekiwanym przypływem wątpliwości. Wiedziała, 
że nie potrwa to długo. Garrett był człowiekiem bardzo pewnym siebie.

- Wynająłeś robotników i dekoratora wnętrz, zanim w ogóle wspomniałeś, 

background image

że kupiłeś ten dom. Nie miałam nawet możliwości w cokolwiek się włączyć.

-   Nie   mogłem   czekać.   -   Garrett   zesztywniał.   -   Kiedy   Atwood   wreszcie 

zdecydował   się   na   sprzedaż,   musiałem   działać   błyskawicznie.   Nie   mogłem 

ryzykować   utraty   domu.   Co   do   urządzenia   wnętrza,   wiedziałem   od   samego 
początku, czego chcę.

- Wiem. Powiedziałeś, że chciałbyś, aby przypominał dom moich rodziców.
- Lubię ten styl - przyznał Garrett - odpowiada mi, tobie również. Będziesz 

szczęśliwa w swoim nowym domu.

- Jestem pewna, że dekorator spisał się na medal.

Wyraz   rozbawienia   znikł   z   twarzy   Katy.   Teraz   chciało   jej   się   płakać. 

Przecież to jej noc poślubna. Jeśli, mają zamiar rozmawiać, powinni mówić o 

sobie, a nie o dekoracji wnętrz. Na ogól entuzjazm Garretta dla nowej posiadłości 
podobał jej się, wyczuwała i rozumiała jego pragnienie stworzenia prawdziwego 

domu.   Ale   tego   wieczoru   nie   mogła   zdobyć   się   na   to,   by   dzielić   jego   radość. 
Chciała, by rozmawiał z nią w sposób bardziej osobisty.

-   Mówiłem   twemu   ojcu,   że   muszę   jeszcze   wykończyć   stajnię,   zanim 

sprowadzę Herosa, ale myślę, że to nie potrwa długo. Bracken mi pomoże; był 

dozorcą w domu, który kupiłem.

- Bardzo jestem ciekawa tych Brackenów. - Katy za wszelką cenę starała się 

przybrać obojętny ton. Oparła brodę na dłoni, wyjrzała przez okno. Spowijały ich 
ciemności.

-   Jak   ci   mówiłem,   jeśli   się   nie   sprawdzi,   zwolnię   go.   Ale   czuję   się   do 

pewnego   stopnia   zobowiązany,   by   go   zatrzymać.   Atwood   mówił,  że   są   bardzo 

przywiązani do jego rodziny i tego domu, i że nie chciałby, aby znaleźli się na 
ulicy.

- To ładnie z jego strony, że się o nich martwi.
- To jedyna rzecz, o jaką się martwił. Poza tym tylko zależało mu, żeby 

domu nie kupił jego sąsiad, Royce Hutton. Od lat chodził za Atwoodem, by kupić 
od niego ostatni kawałek jego ziemi, ale stary Silas go nie cierpiał.

- Miał ku temu jakieś szczególne powody? - spytała Katy, choć wcale nie 

była tym zainteresowana.

- Synowie Huttona i Atwooda przyjaźnili się. Gdy chłopak Atwooda zginął 

background image

przed paru laty, syn Huttona był wtedy z nim. O ile wiem, Atwood nigdy nie 

wybaczył żadnemu z chłopców, którzy byli wtedy z jego synem, mimo że to był 
wypadek.

-   Ach,   tak.   Nie   mogę   się   już   doczekać   przyjazdu   na   miejsce.   -   Katy 

usiłowała zdobyć się choć na odrobinę entuzjazmu. Co się z nią dzisiaj dzieje? 

Rozmawiali z Garrettem głównie o jego planach zawodowych, o jej roli w jego 
przedsiębiorstwie, o ziemi i domu, który niedawno kupił. Powtarzała sobie, że 

Garrett   nie   jest   typem   mężczyzny,   który   potrafi   mówić   o   sprawach   bardziej 
intymnych.

W   czasie   ostatnich   kilku   miesięcy   Katy   wydawało   się,   że   zbliżyli   się   z 

Garrettem.   Że   oprócz   wspólnych   interesów   będzie   ich   łączyć   coś   więcej.   Była 

nieomal przerażona pociągiem fizycznym, jaki czuła do niego niemal od pierwszej 
chwili. Uwielbienie dla dorastającego bohatera, jakiego doświadczyła we wczesnej 

młodości, było niczym w porównaniu z nagłym podnieceniem, jakie wystąpiło w 
dniu, gdy Garrett Coltrane ponownie zjawił się na farmie hodowlanej Randalla.

To   nie   znaczy,   że   przez   wszystkie   te   lata   tęskniła   za   nim.   Była   zbyt 

pochłonięta arabami ojca. Później zaabsorbowały ją studia w college'u, wreszcie 

rzuciła się w wir pracy. O Garrecie myślała raczej rzadko. Ale dzień, w którym 
ponownie wkroczył w jej życie parę miesięcy temu, uświadomił Katy, iż dawne 

dziecięce uczucia trwały przez cały ten czas w stanie hibernacji. Ożyły na nowo i 
tym   razem   nie   były   to   już   tylko   fantazje   dorastającej   dziewczynki.   Była   to 

namiętność dojrzałej kobiety.

Mówiła   sobie,   że   Garrett   podobnie   jak   ona   zdawał   sobie   sprawę   z   ich 

wzajemnego   przyciągania.   Zapewniała   samą   siebie,   że   czuł   to   samo   co   ona. 
Warunki nie pozwalały im niestety oddać się w pełni uczuciom, aż do dzisiejszego 

wieczoru.   Poza   tym   Garrett   nie   należał   do   mężczyzn,   którzy   cokolwiek   robią 
pospiesznie. Wszystko u niego następowało w określonym czasie i we właściwy 

jemu sposób.

Niezwykle   opanowany   charakter.   Nieraz   już   miała   okazję   się   o   tym 

przekonać.

W  czasie  ostatnich  dwóch  miesięcy   była  obiektem  bardzo   uprzejmych   i 

kurtuazyjnych zalotów odbywających się pod okiem rodziców i sąsiadów, Ale były 

background image

to   również   zaloty   bardzo   zdecydowane   i   jednoznaczne.   Poddawała   się   im   z 

radością,   ale   czasami   zadawala   sobie   pytanie,   co   by   było,   gdyby   nie   była   tak 
chętna. Podświadomie czuła, że skutek prawdopodobnie byłby taki sam. W ciągu 

minionych lat Garrett nauczył się zdobywać to, czego zapragnął.

Okres ich narzeczeństwa nie był szczególnie romantyczny. Garrett nie miał 

zwyczaju przynosić kwiatów ani deklamować wierszy. Nie pozwalał sobie nawet 
nigdy   na   żadną   intymność,   choć   Katy   wcale   nie   byłaby   temu   przeciwna. 

Oczywiście, całował ją, ale poza tym był bardzo powściągliwy w manifestowaniu 
swoich uczuć.

Katy   wmawiała   sobie,   że   ta   powściągliwość   jej   się   podoba.   Większość 

mężczyzn zachowuje się odwrotnie. Chcą jak najszybciej znaleźć się z kobietą w 

łóżku i jak najprędzej wyskoczyć z niego rano bez żadnych zobowiązań. Podobał 
jej się sposób postępowania Garretta, gdyż sama miała podobne poglądy. Była 

osobą   uczuciową   i   oddaną,   ale   nie   chciała,   by   skłaniano   ją   zbyt   szybko   do 
stosunków fizycznych. Należała do kobiet, które potrzebują czasu.

No   cóż,   dał   jej   czas,   aż   za   dużo.   Miała   tyle   czasu,   że   zaczęły   w   niej 

kiełkować pewne wątpliwości. A teraz czekała ją noc poślubna.

Być   może   Garrettowi   owa   powściągliwość   nie   sprawiała   trudności   z   tej 

prostej przyczyny, że nie był zainteresowany uprawianiem z nią miłości.

Może w ogóle nie był w niej zakochany.
Katy wiedziała,  że obiektywnie rzecz biorąc, Leonora Bates miała rację. 

Dzięki małżeństwu z Katy Randa Garrett zyskiwał coś, czego dotychczas nie miał 
w życiu za wiele: szacunek, uznanie i kontakty towarzyskie. Poza tym potwierdzał 

swoją  wartość.   Ślub  z Katy  był dowodem, że  dzięki  własnym wysiłkom  zdołał 
poprawić   swoją   pozycję   społeczną,   wspiąć   się   wyżej   w   hierarchii.   Z   chłopca 

stajennego   zmienił   się   w   mężczyznę,   który  mógł   poprosić   o  rękę   córki   swego 
dawnego pracodawcy, i otrzymał ją. Garrett Coltrane przeszedł długą drogę. Ślub 

z Katy Randa był tego najlepszym potwierdzeniem.

Katy   przeszedł   dreszcz   na   myśl,   że   Garrett   mógł   chcieć   ją   poślubić 

wyłącznie w celu pokazania sobie i światu, na co go stać.

Na   pewno   się   myli.   Przyszłe   szczęście   nie   może   zależeć   od   jej   obaw, 

całkowicie fałszywych.

background image

To tylko lęki panny młodej, uspokajała samą siebie.

Wkrótce dowie się prawdy. Kiedy będą się z Garrettem kochać, przekona 

się, co on naprawdę czuje. Z całą pewnością mężczyzna nie zdoła ukryć swych 

prawdziwych uczuć w czasie najintymniejszego aktu miłości.

Zanim wzejdzie słońce, wszystkie jej pytania i wątpliwości rozwiążą się w 

ten lub inny sposób.

W półtorej godziny później Katy leżała w jedwabnej pościeli na szerokim 

łożu w apartamencie nowożeńców, czekając, aż Garrett wyjdzie z łazienki. Gdy 
usłyszała,   że   zakręca   prysznic,   zgasiła   boczną   lampkę.   Romantyczny   pokój 

natychmiast pogrążył się w ciemności. Katy lepiej się czuła pozostając w mroku.

Wybrała ten hotel i ten apartament z folderu. Gromadziła foldery od czasu, 

gdy   Garrett   poprosił   ją,   by   wybrała   miejsce   na   ich   noc   poślubną.   Zdjęcie   nie 
kłamało. Cały apartament był w kolorze różowo-biało-srebrnym i sprawiał bardzo 

romantyczne  wrażenie.  Nad  okrągłym  łożem było duże lustro, na stoliku przy 
oknie stal w srebrnym wiaderku szampan i owoce południowe. Na jednej ze ścian 

znajdował się kominek. Różowe szlafroki frotte dla „niej” i dla „niego” wisiały w 
łazience.

Katy musiała stłumić nerwowy chichot, gdy weszli do tego pokoju. Garrett 

rozglądał   się   wokół   zdumiony.   Kontrast   był   uderzający.   On   -   ciemny,   silny   i 

bardzo męski, a pokój - słodki, różowy i bardzo kobiecy.

-   Jak,   u   diabła,   znalazłaś   to   miejsce?   -   spytał   ponuro,   gdy   chłopiec 

hotelowy wyszedł z pokoju.

- Nie było to wcale proste - zapewniła go Katy. -Przejrzałam całą masę 

folderów, zanim trafiłam wreszcie na jeden reklamujący ten właśnie apartament.

- Chcesz przez to powiedzieć, że rezerwując go wiedziałaś, jak wygląda? - 

Garrett patrzył na nią ze smutnym zdziwieniem.

- Wydawał mi się na zdjęciu taki romantyczny. - Katy nagle poczuła się 

niepewnie.

Garrett wyglądał tak, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale glos uwiązł 

mu   w   gardle.   Spojrzał   na   zegarek   i   zaproponował   uprzejmie,   by   Katy   jako 
pierwsza skorzystała z łazienki.

Gdy wyszła z niej niezdecydowanie, w drogim nowym peniuarze, zastała 

background image

Garretta przemierzającego pokój wzdłuż i wszerz. Zatrzymał się gwałtownie, gdy 

ukazała się w drzwiach, i przesunął łakomie wzrok po jej spowitej w jedwabie 
figurze.   Katy   uzmysłowiła   sobie,   że   za   bardzo   przyzwyczaiła   się   do   jego 

powściągliwości.   Później,   uśmiechnąwszy   się   zaskakująco   łagodnie,   zniknął   za 
drzwiami łazienki.

Teraz czekała na niego i łatwiej było jej czekać w ciemności.
Kocha   ją,   powtarzała   sobie   w   duchu.   Musi   ją   kochać.   Nie   mogłaby   się 

całkowicie   mylić   co   do   niego.   Problem   polega   po   prostu   na   tym,   że   nie   jest 
mężczyzną, któremu łatwo uzewnętrzniać uczucia. Ale kiedy wyjdzie z łazienki i 

zacznie się z nią kochać, jej wątpliwości się rozwieją. Raz na zawsze.

W łazience Garrett szybko się wytarł, zaniepokojony wzbierającym w sobie 

pożądaniem. Nie pamiętał już, kiedy ostatni raz odczuwał coś podobnego. Ból w 
lędźwiach stawał się nie do zniesienia. Wydawało mu się, że ostatecznie pękła 

jakaś niewidzialna bariera, która tkwiła w nim przez ostatnie dwa miesiące.

W   czasie   minionych   tygodni   myśli   jego   były   zaprzątnięte   całą   masą 

najprzeróżniejszych spraw - nowym domem, interesami, wspólną przyszłością z 
Katy, satysfakcją z aprobaty ze strony Harry'ego Randalla. Garrett rozmyślał o 

wszystkim   z   wyjątkiem   tego,   co   naprawdę   oznacza   małżeństwo   ze   słodką, 
łagodną, uległą Katy Randa.

Tego   wieczoru   nie   myślał   już   o   niczym   innym,   tylko   o   tej   najbardziej 

osobistej, najintymniejszej stronie małżeństwa, co powodowało, że całe jego ciało 

pulsowało z podniecenia. Czuł się tak, jakby za chwilę miał stracić panowanie nad 
sobą i zdolność samokontroli.

Gdy otwierał drzwi łazienki, dłonie drżały mu lekko.
Przez   chwilę   stal   w   progu,   z   ręcznikiem   luźno   opasującym   biodra, 

mrugając oczami, by przyzwyczaić je do niespodziewanej ciemności.

Po chwili uśmiechnął się, uświadamiając sobie, co oznacza ów brak światła. 

Powinien był wiedzieć, że pod tym względem Katy była bardzo wstydliwa.

- Ej - powiedział cicho, robiąc parę kroków w głąb pokoju. -Gdzie jesteś, 

kochanie?

- Tutaj - dobiegł go od łóżka jej szept, Słyszał w jej glosie nerwowe napięcie 

i natychmiast postanowił ją uspokoić.

background image

- Myślałem, że może jakieś tajemnicze siły zmieniły cię w różową kokardkę.

- Niezupełnie. Być może do rana dokona się do końca owa przemiana. - 

Tym razem głos Katy zabrzmiał nieco swobodniej, jak gdyby drobny żart Garretta 

przywrócił jej spokój.

Garrett uśmiechnął się. Nie jest tak źle. Przynajmniej zachowała poczucie 

humoru.   Zatrzymał   się   obok   łóżka   i   spojrzał   na   nią.   Nie   był   pewien,   czy 
wiedziałby,   co   robić,   gdyby   jej   wrodzona   nieśmiałość   wywołała   u   niej   nagłą 

panikę i oziębłość.

Jest   po   prostu   troszeczkę   zdenerwowana,   uspokajał   sam   siebie.   To 

naturalne. Do diabła, on też czuje się trochę nieswojo. Nagle uzmysłowił sobie, że 
czekanie się skończyło. Po wszystkich tych latach wreszcie sprawy ułożyły się tak 

jak należy. Wreszcie ma to, czego zawsze pragnął. Przedsiębiorstwo, dom i żonę. 
Czeka go spokojna przyszłość.

Usiadł na brzegu łóżka i popatrzył na nowo poślubioną żonę, która leżała w 

mroku czekając na niego.

Teraz,   gdy   jego   wzrok   przyzwyczaił   się   do   ciemności,   widział   ją   nieco 

wyraźniej   w   bladym   świetle   sączącym   się   przez   zasłony.   Właśnie   tak   ją   sobie 

wyobrażał. Ciemne, gęste włosy oplatały twarz spoczywającą na poduszce. Nie 
widział   dokładnie   koloru   jej   oczu,   ale   dostrzegał   nieme   pytanie   kryjące   się   w 

skierowanym ku niemu wzroku. Na wargach błądził lekki, niepewny uśmieszek. 
Chciał   ją   uspokoić,   utulić,   spowodować,   by   się   rozluźniła   i   mogła   cieszyć 

atmosferą   intymności,   jaka   powoli   się   między   nimi   wytwarzała.   Chciał   coś 
powiedzieć,   ale   nie   bardzo   wiedział,   jakie   słowa   byłyby   w   tym   momencie 

najodpowiedniejsze.

- Ładnie dzisiaj wyglądałaś — zaczął.

- Dziękuję. Ty też. To by było tyle, jeśli chodzi o komplementy. Nie były 

jego mocną stroną. Zastanawiał się, co jeszcze chciałaby usłyszeć panna młoda. 

Starał się wymyślić coś, co dodałoby jej otuchy i zarazem uspokoiło.

- Zapomniałem cię spytać, czy nie jesteś głodna. Nie jadłaś wiele w czasie 

przyjęcia. Na stole są owoce, chciałabyś?

- Nie jestem głodna - odparła uprzejmie. To by było tyle, jeśli chodzi o 

jedzenie. Być może nie powinien podtrzymywać rozmowy. W końcu nie są dzieć-

background image

mi. Zarówno on, jak i Katy doskonale wiedzieli, co ma nastąpić. Garrett jednak 

wciąż   czuł   jakąś   niewytłumaczalną   potrzebę   rozładowania   napięcia,   jakie 
wyczuwał w żonie. Coś w wyrazie jej oczu sprawiało, że czuł się zakłopotany.

- Moglibyśmy otworzyć szampana - zaproponował, spoglądając w kierunku 

srebrzystego wiaderka. Lód zaczynał się już topić.

- Jeśli masz ochotę - odparła Katy uprzejmie, Nie, nie mam. W każdym 

razie nie teraz. Dość tych bzdur, pomyślał. Może należy się zachować bardziej 

bezpośrednio. Wstał gwałtownie i zrzucił ręcznik z bioder. Bez słowa podniósł 
kołdrę i wśliznął się do łóżka obok Katy. Natychmiast poczuł ciepło jej smukłego 

ciała. Chłonął je całym sobą. Bez namysłu wyciągnął ramiona, by objąć żonę.

- Katy, dobrze mi z tobą.

-   Mnie   też.   Nie   widział   potrzeby   dalszej   konwersacji.   Zresztą   i   tak   nie 

potrafił rozmawiać. Jego ciało było napięte z pożądania i był pewien, że Katy też 

go   pragnie.   Może   jest   nieśmiała,   ale   na   pewno   nie   będzie   mu   się   opierać. 
Faktycznie, przytuliła się do niego, odpowiadając w ten sposób na dotyk jego ręki.

Garrett przez chwilę starał się jakoś uporać z jej nocną koszulą, w końcu 

jednak stracił cierpliwość.

-   To   gorsze   niż   włożenie   siodła   dzikiemu   koniowi.   Dlaczego   kobiety 

ubierają się do łóżka w takie skomplikowane stroje? - spytał, wyplątując dłoń z 

falbanek i koronek.

- Myślałam, że to romantyczne - bąknęła Katy.

- Skąd, to okropnie kłopotliwe.
-   A   co   miałam   na   siebie   włożyć?   Końską   derkę?   Garrett   zesztywniał, 

zastanawiając się, czy przypadkiem jej nie uraził. Poczuł wyrzuty sumienia.

- Nie, myślę, że ta koszulka jest wystarczająco ładna.

- Tak jak ja?
- A to co ma znaczyć? - zdziwił się.

- Czy jestem wystarczająco ładna dla ciebie?
- No wiesz! Oczywiście, że jesteś wystarczająco ładna. Co zapytanie!

Nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi. Od ślubu Katy zachowywała się 

dziwnie.   Pochylił   się   i   pocałował   ją,   chcąc   w   ten   sposób   powstrzymać   dalsze 

słowa.

background image

- Katy, kochanie, jesteś wszystkim, czego pragnę tej nocy. Jesteś piękna.

Gdy   tylko   dotknął   ustami   jej   warg,   napięcie   opadło.   Odwzajemniła 

pocałunek. Wargi miała miękkie i gorące. Garrett jęknął, gdy ich pocałunek stał 

się bardziej namiętny, głęboki. Gorączkowo dotykał jej nagiego ciała, rozkoszując 
się łagodnie zaokrąglonymi kształtami.

Katy objęła go za szyję. Słyszał, że szepce mu coś do ucha, ale nie był w 

stanie rozróżnić słów. Rozchylił jej wargi jeszcze bardziej, spragniony smaku ust. 

Był   podniecony   do   granic   wytrzymałości,   pragnął   jak  najszybciej   nasycić   głód 
swego ciała. Wiedział, że nie zdoła czekać zbyt długo. Nie pamiętał, kiedy tak 

bardzo pragnął kobiety jak tej nocy Katy.

Pieścił i głaskał gorące ciało, czując radość za każdym razem, gdy jęczała 

cichutko i tuliła się do niego.

Krzyknęła. Ciało Garretta przeszedł dreszcz. Tak cudownie reagowała na 

jego dotknięcia. Zdumiało go to, ale i ogromnie ucieszyło. Musnął palcami jej 
piersi, poczuł, jak twardnieją jej sutki. Westchnął.

Pokusa   była   nieodparta.   Oderwał   usta   od   warg   Katy.   Powędrowały   w 

kierunku jej piersi. Drżała, gdy koniuszkiem języka delikatnie dotykał jej sutek, 

Był zachwycony jej reakcją. I odurzony zarazem.

- Jak dobrze - szepnął. Jego ręka wędrowała coraz niżej i niżej, aż dosięgła 

tego   cudownego   miejsca,   które   kryło   najbardziej   intymne   i   niezgłębione 
tajemnice. Katy oddychała ciężko. Zesztywniała nagle, jak gdyby obawiała się, że 

Garrett potraktuje ją zbyt brutalnie. Jak mało go znała, pomyślał. Za nic w świecie 
nie chciałby jej zranić. A tym bardziej sprawić jej bólu.

- Spokojnie, kochanie. Nie denerwuj się - powiedział łagodnie. - Pozwól 

tylko,   że   będę   cię   dotykał.   Boże,   ale   jesteś   gorąca.   I   taka   miękka.   -   Dotknął 

palcami jej najczulszego miejsca i zaczął je lekko uciskać.

Katy   wyprężyła   się,   jej   ciało   zaczęło   drżeć,   skręcała   się   i   wiła   jęcząc   z 

rozkoszy. Nagle ta zawsze opanowana, powściągliwa dziewczyna ukazała drugą 
stronę swej natury - pełną temperamentu i ognia, Garrett nie spodziewał się tego, 

ale ta nieoczekiwana reakcja żony tylko jeszcze bardziej pobudziła jego zmysły.

Pragnął jej. Pragnął jej w sposób niepohamowany, pragnął jej tak bardzo 

jak jeszcze nigdy nikogo. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek przytrafiło mu 

background image

się coś podobnego. Żadna kobieta nie oddawała mu się z takim zapamiętaniem, 

żadna nie pragnęła go tak gorąco. Nie chciał już niczego więcej, jak wejść w to 
rozpalone kobiece ciało. Jęki i westchnienia Katy upewniały go, że i ona tego 

pragnie.

Nie   był   w   stanie   dłużej   czekać!   Przycisnął   się   do   niej   całym   ciałem, 

pamiętając o tym, by zbyt nagłym ruchem nie sprawić jej bólu. Czuł, jak zaciska 
kurczowo palce na jego ramionach. Czuł jej brzuch tuż przy swoim i tracił resztki 

samokontroli. Pragnął z całej mocy dać Katy tę samą rozkosz, jaką on za chwilę 
będzie odczuwał. Na samą myśl o tym ogarniała go dzika, niemal prymitywna 

żądza.

-   Rozchyl   uda,   kochanie   -   powiedział   przez   zęby,   gdy   poczuł   pod   sobą 

drżące, garnące się do niego ciało. - Rozchyl je dla mnie. Pozwól mi wejść do 
środka. Tak bardzo cię pragnę.

Katy objęła go jeszcze mocniej, poczuł jej paznokcie wpijające się w jego 

skórę i wywołało to w nim kolejny przypływ podniecenia. Nieśmiało rozchyliła 

uda i Garrett jęknął głucho, gdy poczuł, jak zagłębia się w gorący, najintymniejszy 
zakamarek jej ciała.

Przylgnęła   do   niego   całą   sobą,   ale   mięśnie   jej   naprężyły   się,   jakby 

protestując przeciwko wtargnięciu w jej wnętrze. Garrett był ostrożny, poruszał 

się bardzo delikatnie, dziwiąc się, jak wąska i ciasna jest w środku. Nie może spra-
wić jej bólu. Musi jej dać rozkosz. Może wszystko zniszczyć, jeśli będzie działał 

zbyt pospiesznie.

-   Garrett,   och,   Garrett,   najdroższy,   tak   bardzo   cię   kocham   -   szeptała, 

przyciskając się do niego tak kurczowo, jakby zależało od tego jej życie.

Garrett   zamknął   oczy   pod   wpływem   wszechogarniającego   go   szczęścia. 

Wszystko będzie dobrze. Ona go pragnie. Poruszał się pomału, ostrożnie, ale czul, 
że traci resztki kontroli nad sobą.

Chwycił Katy za pośladki, unosząc ją nieco w górę, by móc wejść w nią 

najgłębiej jak to było możliwe.

- Pragnę cię całej - wycharczał. - Pragnę każdego centymetra twego ciała.
Nic nie powiedziała, ale krzyknęła głośno, gdy jego ruchy stały się bardziej 

gwałtowne.   Wsunął   dłoń   między   ich   ciała,   szukając   tego   intymnego   miejsca, 

background image

którego   dotknięcie   dawało   jej   największą   rozkosz.   Gdy   go   znalazł,   ciało   Katy 

zadrżało jak w konwulsjach.

Wydawało się, że eksploduje pod nim. Garrett nieomal stracił świadomość. 

Czuł,   jak   ciało   Katy   miarowo   unosi   się   i   opada,   chcąc   mieć   go   w   sobie   jak 
najgłębiej, że i ona traci poczucie rzeczywistości. Krzyknął z zadowolenia i rozko-

szy.

Katy nie spodziewała się wybuchu aż tak gwałtownej rozkoszy, aż takiego 

ognia płonącego gdzieś w samym jej środku. To tego właśnie jej ciało pragnęło i 
na   to   czekała   przez   ostatnie   parę   minut.   Nigdy   przedtem   nie   doznała   czegoś 

podobnego,   była   jak   ogłuszona.   Niezdolna   do   czegokolwiek   innego,   oplotła 
ciaśniej ramionami i udami ciało Garretta i poruszała się wraz z nim zgodnym 

rytmem.

Dużo czasu minęło, zanim wróciła do rzeczywistości. Uświadomiła sobie, 

że wciąż jeszcze czuje w sobie Garretta. Leżał na niej, ociężały, nasycony. Czuła 
jego wilgotną skórę.

Garrett zaspokojony, szczęśliwy, czul samczą fizyczną satysfakcję.
Trudno mieć o to pretensje, pomyślała. W końcu i ona musiała przyznać, że 

czuła się fizycznie zaspokojona. Różnica polegała na tym, że Garrettowi ten rodzaj 
zadowolenia najzupełniej wystarczał.

Ale nie wystarczał Katy.
Przypomniała sobie swoje słowa wypowiedziane w momencie największej 

rozkoszy. Kocham cię.

Garrett nie odpowiedział na nie. Nawet w chwili największej ekstazy nie 

był w stanie mówić o swojej miłości.

Nie mogła dłużej wmawiać sobie, że jest on po prostu twardym facetem, 

który   nie   uznaje   czegoś   takiego   jak   manifestowanie   uczuć.   W   końcu   potrafił 
przecież   mówić   o   pożądaniu   i   o   tym,   czego   pragnął.   Mówił   tak   podniecające 

rzeczy, że sprowokował ją do odpowiedzi. Powiedział, że jej pragnie.

Nie usłyszała jednak żadnych wyznań, żadnych słów miłości.

Pomału   otworzyła   oczy   i   spojrzała   w  wiszące   nad   głową   ciemne   lustro. 

Musi zaakceptować prawdę. To, co czuje do niej Garrett, nie jest miłością.

Popełniła straszliwą pomyłkę.

background image

Wreszcie Garrett przesunął się na bok. Westchnął głęboko z zadowolenia, 

uniósł głowę i spojrzał na Katy. Dostrzegła w zarysie jego ust cos' władczego. 
Odgarnął jej włosy z policzka niedbałym gestem.

Podobnym gestem mógłby pogłaskać klacz, która dała popis sprawności, 

pomyślała.

- Nie masz w tych sprawach zbyt dużego doświadczenia, prawda? - spytał.
Katy w swym przewrażliwieniu zastanowiła się, czy nie jest to aby łagodna 

wymówka. Być może nie spisała się najlepiej. Zesztywniała, ale Garrett zdawał się 
tego nie zauważać.

- Zbyt dużego nie - odparła ostrożnie.
- Tak też myślałem - stwierdził, najwyraźniej nie zaskoczony tą informacją.

- Byłam aż tak kiepska?
Garretta zaszokowało to pytanie i zaczepny ton głosu Katy. Ujął w dłonie 

jej twarz.

-   O   czym   ty,   u   licha,   mówisz?   Było   wspaniale.   Cudownie.   Nigdy   nie 

czułem... - przerwał nagle. - Mniejsza o to. Jestem usatysfakcjonowany w pełni i 
miałem wrażenie, że ty również. Nie próbuj zaprzeczać, kochanie.

- Nie zaprzeczam.
-   To   dobrze.   -   Wydawało   się,   że   poczuł   ulgę.   Przewrócił   się   na   plecy, 

pociągnął ją ku sobie. - Przypuszczałem, że taka kobieta jak ty musi być bardzo 
spięta w noc poślubną.

- Czy to dobrze?
- Pewnie, potrafię to zrozumieć. - Uczynił ręką wielkoduszny gest. - Jesteś z 

natury spokojna. Zawsze taka byłaś. Nie prowadziłaś burzliwego życia od czasu, 
gdy widziałem cię ostatni raz, prawda kochanie?

- Nie - przytaknęła chłodno. - Nie prowadziłam. Wyobrażam sobie, że w 

porównaniu z twoim moje życie musi się wydawać niezbyt ciekawe.

- Nie, wcale, raczej bezpieczne i wygodne. Cieszę się, że przez te wszystkie 

lata żyłaś spokojnie i bezpiecznie. Nie należysz do tych kobiet, które wdają się w 

pospieszne miłostki.

Te słowa dolały jedynie oliwy do ognia, jaki zaczynał już buzować w Katy.

- Nie myśl, że żyłam pod kloszem. Miałam masę przyjaciół i prowadziłam 

background image

ożywione życie towarzyskie.

- Ejże, nie denerwuj się, nie twierdzę przecież, że żyłaś na pustyni.
Starał się uspokoić ją, delikatnie głaszcząc po głowie, co tylko nasunęło jej 

skojarzenia z końmi. Pamiętała, jak bardzo Garrett lubił konie i jak dobrze się z 
nimi obchodził. W stajniach jej ojca był wprost niezastąpiony. Odsunęła się lekko.

- Proszę cię - szepnęła. - Muszę się umyć. Przytrzymał ją mocniej.
-   Wszystko   dobrze.   Nie   musisz   być   zażenowana   To   naturalne.   Spróbuj 

zasnąć, Katy. Masz za sobą długi wyczerpujący dzień i wciąż jeszcze jesteś trochę 
zdenerwowana. Po prostu śpij.

Wiedziała,   że   nie   uwolni   się   tak   łatwo   z   jego   ramion   więc   leżała   w 

milczeniu   obok   nowo   poślubionego   męża   i   czekała,   by   najpierw   on   posłuchał 

swojej rady.

Nie trwało to długo. W ciągu paru minut Garrett zasnął Katy ostrożnie 

wyśliznęła się z jego objęć i poszła do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi i usiadła 
na brzegu wanny.

Rozpłakała się. Szybko jednak otarła łzy. Roztkliwianie się nad sobą nie 

było w jej stylu. Uspokoiła się. Decyzję już podjęła.

background image

ROZDZIAŁ 3

Gdzieś  około  pierwszej   w  nocy   Katy   udało   się   wśliznąć  z   powrotem   do 

łóżka nie budząc Garretta i nareszcie zasnąć. Garrett miał rację co do jednego - to 

był długi, męczący dzień i potrzebowała odpoczynku.

Obudziła   się   na   krótko   przed   świtem.   W   pierwszej   chwili   nie   bardzo 

wiedziała, gdzie się znajduje, ale wkrótce oprzytomniała i przypomniała sobie, że 
nie jest sama w szerokim łóżku.

Oczywiście, że nie była sama. Obok niej leżał Garrett. Poślubiła mężczyznę, 

który jej nie kochał, ale który miał teraz prawo z nią spać.

Pomału odsunęła na bok kołdrę. Ostrożnie usiadła, starając się nie obudzić 

męża. Jej piękna nocna koszula leżała zmięta na różowym dywanie obok łóżka. 

Katy sięgnęła po peniuar i narzuciła go na siebie.

W   bladym   świetle   wschodzącego   poranka   apartament   nowożeńców 

wydawał jej się teraz tak pretensjonalny, że aż śmieszny. Rozejrzała się dokoła i 
skrzywiła z niesmakiem. Od samego patrzenia robiło się niedobrze. Był tak samo 

sztuczny i iluzoryczny jak jej małżeństwo. W drodze do łazienki spostrzegła, że w 
wiaderku z lodem była już woda. Szampan na pewno zrobił się ciepły. Ale cóż to 

miało za znaczenie. Kobiety takie jak ona nie piją szampana na śniadanie. Robią 
to tylko osoby prowadzące burzliwy tryb życia. Katy z trudem opanowała się, by 

nie   podnieść   wiaderka   i   nie   wylać   jego   zawartości   na   głowę   nic   nie   przeczu-
wającego Garretta.

Gdy wyszła z łazienki ubrana w dżinsy i zielony podkoszulek, słońce już 

wzeszło. Rzuciła okiem na łóżko. Garrett jeszcze spał. Popatrzyła przez chwilę na 

nieruchomą postać spowitą w różowo-białe prześcieradła. Ten mężczyzna nawet 
się nie zorientował, że jego żona nie leży już obok niego, pomyślała dotknięta do 

żywego. Podeszła do okna.

Przez chwilę usiłowała zdefiniować jakoś uczucia, których doświadczała. 

Nieczęsto dotychczas zdarzało jej się żywić do kogoś urazę, złość i gniew.

Widziała przed sobą Pacyfik. W blasku porannego słońca ocean mienił się 

wszystkimi odcieniami błękitu. Katy wpatrywała się w daleki horyzont, dziwiąc 
się wzbierającej w niej złości. Nigdy przedtem czegoś podobnego nie przeżywała. 

background image

Była też przerażona gwałtownością własnej natury, jaka ujawniła się tej nocy.

To Garrett Coltrane, pomyślała ze złością, był przyczyną tych nowych dla 

niej doświadczeń. Uświadomienie sobie tego faktu zirytowało ją jeszcze bardziej.

-   Dzień   dobry,   kochanie   -   usłyszała   nagle   jego   głos,   rozespany,   a 

równocześnie   wyrażający   zadowolenie   i   satysfakcję.   -   Ranny   ptaszek   z   ciebie. 

Wyspałaś się?

- Znakomicie, - Katy nadal wpatrywała się w widok za oknem.

-   Zdążyłaś   się   już   ubrać.   Po   co   ten   pośpiech?   Mamy   mnóstwo   czasu. 

Dlaczego nie ściągniesz dżinsów i nie wskoczysz z powrotem do łóżka?

W Katy aż się zagotowało.
- A dlaczegóż, na miły Bóg, miałabym to robić? - spytała najłagodniej jak 

potrafiła. - Podaj mi choć jeden powód.

Zaległa cisza, jak gdyby Garrett zaczął w końcu pojmować, że nie wszystko 

jest tego ranka tak, jak to sobie wyobrażał.

- Mam podać powód? - spytał uprzejmie. - No to może dlatego, że wczoraj 

wzięliśmy ślub, a nowożeńcy na ogół chcą spędzić w łóżku nieco więcej czasu niż 
inni.   Tak   zwykli   robić   panowie   młodzi   -   Sugerował   ostrożnie.   Prześcieradło 

zaszeleściło lekko, gdy odsunął je na bok.

- A co ty wiesz na temat zachowania panny i pana młodego? Czyżbyś już 

był kilka razy żonaty?

- Nie, nigdy przedtem nie miałem żony i ty dobrze o tym wiesz. Katy, o co 

chodzi? - Wstał z łóżka i ruszył w jej kierunku.

Słyszała za sobą jego kroki. Bała się odwrócić, bała się widoku jego nagiego 

ciała. Pozwoliła się ponieść zmysłom nocą, w ciemności. Za nic na świecie nie 
chciałaby, aby powtórzyło się to za dnia. Na to nie była przygotowana. W każdym 

razie jeszcze nie teraz.

- Katy? - Usłyszała zniecierpliwiony głos Garretta.

- Nie kochasz mnie - powiedziała, nie ruszając się z miejsca. Wiedziała, że 

te słowa go powstrzymają.

- Do licha, Katy jeszcze wesele dobrze się nie skończyło, a ty już wygadujesz 

takie głupoty. O co chodzi?

- O to, że mnie nie kochasz - powtórzyła wolno. Garrett głęboko zaczerpnął 

background image

powietrza, najwyraźniej tracił cierpliwość i nic z tego wszystkiego nie rozumiał.

- Katy, nie wiem, o co ci chodzi. Mówisz bez sensu. Przecież nic się między 

nami nie zmieniło od wczoraj, od ostatniego tygodnia czy od ostatniego miesiąca. 

Czuję do ciebie to samo co wtedy, gdy prosiłem, byś za mnie wyszła.

- Wiem - odparła z goryczą.

- To dlaczego, na Boga, jesteś taka rozdrażniona? -W glosie Garretta dało 

się wyczuć zakłopotanie.

- To nie twoja wina.
- Co za ulga -zakpił. - To może będziesz tak uprzejma : powiesz mi, do kogo 

masz pretensje i o co?

Katy kurczowo ścisnęła róg firanki.

- To moja wina - powiedziała z determinacją. - Do siebie mam pretensje. 

Źle oceniłam ciebie, twoje uczucia i całą sytuację. Sądziłam, że mnie kochasz. 

Słuchasz, co do ciebie mówię? Byłam na tyle głupia, by myśleć, że mnie kochasz. 
Wydawało mi się tylko, że nie potrafisz wyrazić tego słowami. Wydawało mi się, 

że   jedyny   problem   polega   na   tym   -   dodała   złośliwie   -   że   jesteś   twardym, 
małomównym  facetem.  Czyż  to  nie  śmieszne?   -  Odwróciła  się  gwałtownie,  by 

spojrzeć   na   niego   i   jej   nadwerężona   lewa   kostka   odmówiła   posłuszeństwa. 
Straciła równowagę.

Garrett natychmiast znalazł się przy niej, chwytając ją w ramiona, by nie 

upadła.

- Spokojnie - wymamrotał. - Uspokój się, kochanie, Możesz sobie zrobić 

krzywdę. Nie denerwuj się. - Jego głos brzmiał ciepło, po ojcowsku, jak wtedy, 

gdy uspokajał konia.

Katy zacisnęła powieki. Ogarnęła ją furia. Czuła się upokorzona. Zaklęła 

siarczyście, używając słowa, jakiego Garrett nigdy dotąd nie słyszał z jej ust. Gdy 
już odzyskała równowagę, wyrwała się gwałtownie z jego ramion. Utykała lekko, 

ale udało jej się stanąć  prosto i oprzeć o krawędź stołu, Spojrzała  Garrettowi 
prosto w twarz. Oczy jej błyszczały.

- Wczoraj wreszcie zaświtało mi, że być może popełniłam największy błąd 

w   życiu.   W   zeszłym   tygodniu   z   dnia   na   dzień   ogarniała   mnie   coraz   większa 

niepewność,   ale   wmawiałam   sobie,   że   to   tylko   normalne   w   takiej   sytuacji 

background image

zdenerwowanie panny młodej. Wczoraj stwierdziłam, iż po prostu bardzo mocno 

uległam emocjom. Ale prawda wygląda tak, że nie chciałam przyznać sama przed 
sobą, że pomyliłam się co do ciebie. Tej nocy jednak musiałam spojrzeć prawdzie 

w oczy.

Garrett przyglądał jej się, jak gdyby postradała zmysły. Nie zwracał uwagi 

na własną nagość. W świetle poranka jego ciało wydawało się szczupłe i silne 
zarazem. Z oczu wyzierał niepokój.

- Tej nocy - powiedział - jedyną prawdą, jakiej musiałaś spojrzeć w oczy, 

była   ta,   że   jesteś   bardzo   zmysłową   kobietą.   Nie   rozumiem,   co   w   tym   złego. 

Niezależnie od wszystkiego wydawałaś się szczęśliwa w moich ramionach.

Te słowa jeszcze bardziej ją rozwścieczyły.

- Nie mówię o seksie, mówię o miłości. Tej nocy, Garrett, nie znalazłam w 

twoich ramionach miłości. A seks bez miłości niewiele jest wart.

Tym razem w oczach Garretta rozbłysły pierwsze iskierki złości.
- To, co zdarzyło się miedzy nami tej nocy, było wspaniałe. I nie próbuj 

temu zaprzeczać.

- Po co ja w ogóle z tobą dyskutuję? - Katy załamała ręce w geście rozpaczy. 

- Ty nic nie rozumiesz. Ożeniłeś się ze mną, bo jestem Katy Randall, Bo lubisz i 
szanujesz mego ojca. Bo znam się na koniach. Bo osiągnąłeś ten moment w życiu, 

gdy do listy swego dobytku zapragnąłeś dodać jeszcze żonę.

Garrett przesunął palcami po włosach. Wciąż jeszcze starał się zachować 

cierpliwość.

- Masz rację co do jednego. Nie rozumiem cię. W ciągu ostatnich miesięcy 

byłaś rozsądną, rozważną kobietą. Mamy ze sobą wiele wspólnego. Znamy się od 
lat. Twój ojciec mnie akceptuje. Podobamy się sobie. Czego jeszcze chcesz? Nikt 

cię nie zmuszał do małżeństwa ze mną. Wydawało mi się, że chcesz tego tak samo 
jak ja. Naprawdę nie pojmuję, o co ci raptem chodzi.

- Tej nocy powiedziałam, że cię kocham - powtórzyła Katy, wściekła, że 

musi to powtórzyć.

- Wiem - odparł miękko. - Byłaś słodka.
- Nawet nie odpowiedziałeś.

- Nie odpowiedziałem! Kobieto, przecież ja się z tobą kochałem.

background image

- To się nie liczy. Tym razem Garrett zaklął.

-   A   czego   ty   chcesz   ode   mnie?   Kwiecistych,   idiotycznych   poematów 

miłosnych w środku nocy? Jeśli tego oczekiwałaś, to jesteś bardziej naiwna, niż 

sądziłem.

-   Chciałam   tylko,   żebyś   też   powiedział,   że   mnie   kochasz.   To   wszystko. 

Chciałam jakiegoś potwierdzenia, że podjęłam słuszną decyzję.

- Podjęłaś słuszną decyzję. Będziemy dobrym małżeństwem. Ale musisz się 

uspokoić i przestać zachowywać jak źrebica, której po raz pierwszy włożono siodło 
na grzbiet.

Katy   z   trudem   powstrzymała   się,   by   nie   cisnąć   w   niego   jakimś 

przedmiotem. Podniosła głowę i przeszyła go wzrokiem.

-   Czy   chcesz   powiedzieć,   że   się   mylę?   Że   nie   mam   powodów   do 

zdenerwowania? Mówisz, że mnie kochasz?

- Chcę powiedzieć, że wszystko nam sprzyja. Nie wiem, u licha, co się z 

tobą dzisiaj dzieje, ale uważam, że będziemy bardzo dobrym małżeństwem.

- Kochasz mnie?
-   Pragnę   cię,   szanuję,   chcę   się   tobą   opiekować   -   powiedział   Garrett   z 

determinacją. - Nigdy nie zrobiłem niczego, co kazałoby ci w to wątpić. Chryste, 
nawet nie wziąłem cię do łóżka, zanim nie włożyłem ci na palec obrączki. Myśla-

łem, że taka dżentelmeńska powściągliwość będzie ci się podobać.

-   Ale   mnie   nie   kochasz.   Twarz   Garretta   zesztywniała.   Najwidoczniej 

wszelkimi siłami powstrzymywał się, by nie wybuchnąć.

- Nie rób tego, Katy. Sama siebie ranisz, całkiem bez powodu.

- Odpowiedz tylko na moje pytanie, do cholery!
- Dobrze  - Garrett  stracił  cierpliwość.   - Jeśli  chcesz to  usłyszeć,  proszę 

bardzo. Odpowiedź brzmi: nie. Nie kocham cię.

Katy   poczuła,   że   gaśnie   jej   ostatnia   naiwna   nadzieja.   Zamrugała 

gwałtownie   powiekami,   by   ukryć  napływające   do  oczu   łzy.  Ręce  oparte   o  stół 
drżały.

- Dobrze, że wiem. Lepiej późno niż wcale - wyjąkała.
Garrett   obserwował   ją   spod   na   wpół   przymkniętych   powiek.   Potem 

postąpił   krok   do   przodu   i   chwycił   za   ramiona.   Odwrócił   ku   sobie.   Stali   teraz 

background image

twarzą w twarz.

- Powiedziałaś, co miałaś do powiedzenia, Katy, a teraz wysłuchaj mnie. 

Nie ma potrzeby, byś zachowywała się jak źrebię, które dopiero co stanęło na 

własnych nogach. To nie moja wina, że masz trochę wyidealizowane wyobrażenie 
o miłości i małżeństwie. Myślałem, że jesteś zbyt rozsądna i trzeźwa, by ulegać 

takim głupotom. Myślałem, że wiesz, co jest ważne, a co nie. Miłość to coś takiego 
jak ten ckliwy różowy pokój hotelowy - nic więcej niż białoróżowa pianka, która 

wyparuje na słońcu lub rozpłynie się w deszczu.

- Nie wiesz, o czym mówisz.

-   Wiem,   o   czym   mówię   -   wycedził   przez   zęby.   -   Słowa   nic   nie   znaczą. 

Myślisz, że wcześniej ich nie słyszałem? Myślisz, że nie wiem, jak niewiele są 

warte? Słowa takie „Jak kocham cię” nie liczą się, Katy. Liczy się zaangażowanie. 
Uczciwość. Zgodność, Seks.

Katy drgnęła, szeroko otworzyła oczy.
- Co ty opowiadasz! Ktoś ci już mówił, że cię kocha?

- Katy, mam trzydzieści pięć lat - przypomniał jej Garrett. -I trochę więcej 

doświadczenia niż ty.

-   Ach   tak,   rozumiem.   Nie   jestem   pierwszą   kobietą,   która   wyznała   ci   w 

łóżku, że cię kocha? - warknęła.

Garrett wyglądał na poirytowanego.
- Nie, nie jesteś.

- Czy tym innym kobietom udzieliłeś takiej samej lekcji jak mnie? Czy też 

powiedziałeś   im,   wyraźnie   sylabizując,   że   ich   nie   kochasz?   Czy   nazwałeś   je 

idiotkami, bo oddają się różowobiałym romantycznym złudzeniom?

- Mówisz tak, jak gdybym miał setki kobiet - obruszył się Garrett. - Katy, ja 

ciężko pracuję. Zawsze tak było. To właśnie ty powinnaś najlepiej wiedzieć, jakie 
życie prowadziłem. Nie daje ono zbyt dużo czasu ani okazji na przygody miłosne.

- W porządku, nie mówmy o liczbach. Powiedz mi tylko, ile z tych kobiet 

kochałeś.

Garrett zmienił się na twarzy. W jego oczach pojawiły się niebezpieczne 

błyski.

-   Tylko   raz   w   życiu   popełniłem   błąd,   dawno   temu.   Było   to   wtedy,   gdy 

background image

rzuciłem   pracę  w  stajniach   twego  ojca  i   zacząłem   występować   na   rodeo.   Była 

najpiękniejszą   kobietą,   jaką   w   życiu   widziałem,   i   chciała   mnie.   Mnie,   faceta, 
którego największym osiągnięciem w owym czasie było to, że udało mu się nie 

wylądować   w   więzieniu.   Faceta   bez   dobrego   pochodzenia   i   bez   obiecującej 
przyszłości.   Nie   mogłem   ofiarować   jej   nic   więcej   ponad   marzenia,   nadzieje   i 

plany.   Ale   okazało   się,   że   jej   wcale   na   tym   nie   zależy.   Była   zepsutą   bogatą 
dziewczynką,   której   sprawiało   frajdę   sypia-   nie   z   chłopakami   z   rodeo.   Jedne 

kobiety uwielbiają gwiazdy rocka, inne kierowców wyścigowych, a jeszcze inne 
kowbojów. Ona należała do tych ostatnich. A kiedy któryś' z chłopaków jej się 

znudził, rzucała go i rozglądała się za następnym. Śmiech ją ogarniał na samą 
myśl o tym, że mogłaby wyjść za jednego z tych facetów w dżinsach i kowbojskich 

butach.

- Garrett...

-   Mówiła,   że   mnie   kocha,   ale   gdy   poprosiłem,   by   została   moją   żoną, 

roześmiała mi się prosto w twarz. Nie mogłem mieć o to pretensji, ale dostałem 

niezłą lekcję.

- Jaką?

- Postanowiłem, że kiedy następnym razem zechcę się ożenić, będę musiał 

mieć pewność, że mój związek z kobietą będzie się opierał na trwalszej podstawie 

niż ulotne słowa o miłości!

- I uznałeś, że właśnie nasz związek będzie oparty na czymś solidniejszym 

niż miłość, tak?

- Tak. - Zacisnął palce na jej ramieniu. - Doszedłem do wniosku, że tym 

razem znalazłem właściwą kobietę, taką, jakiej potrzebuję.

- A teraz stwierdzasz, że ma ona w głowie takie same głupoty jak każda 

inna.   Tak   bardzo   byliśmy   przez   ostatnie   tygodnie   zajęci   planowaniem   twojej 
przyszłości, że zapomnieliśmy o mojej. Fatalne przeoczenie, Garrett. To tak jakby 

kupować klacz nie sprawdziwszy najpierw jej zębów.

-   Przestań,   Katy.   Nie   wiesz,   co   mówisz.   Usiądź   i   posłuchaj.   Całe   życie 

spędziłem  na   uczeniu   się,  że   nie  można   wierzyć   pięknym   słowom.  Mój   ojciec 
zaufał słowom bankiera, przez co wpadł w długi, z których nigdy nie wyszedł. 

Bank   zarekwirował   mu   ranczo.   Matka   uwierzyła   słowom   ojca,   gdy   mówił,   że 

background image

wzbogaci się na hodowli bydła. Ojciec wierzył matce, że będzie przy nim na dobre 

i złe. Oboje się rozczarowali. Katy, gładkie słówka nic nie znaczą. Liczą się czyny.

- Mylisz się, Garrett. Czasami słowa też są ważne.

- Te ważne usłyszysz. Ale nie chcę ani do ciebie, ani do żadnej innej kobiety 

mówić słów bez znaczenia.

-   To   tylko   wymówki.   Być   może   jesteś.   takim   twardzielem,   że   boisz   się 

poddać   miłości.   Może   jesteś   tego   rodzaju   mężczyzną,   który   uważa,   że   się   za 

bardzo obnaży, jeśli wyzna kobiecie miłość. To nie to samo, co zmierzyć się z 
bykiem albo dzikim koniem, prawda? Obdarzenie kogoś uczuciem to podjęcie 

prawdziwego   ryzyka,   takiego   ryzyka,   jakie   ja   podjęłam   wczoraj   wychodząc   za 
ciebie.

- Kochanie, to absurd. Jesteś moją żoną. Należysz do mnie. Mamy przed 

sobą przyszłość. Przyszłość, jakiej oboje chcemy. Usiłujesz to wszystko popsuć 

tylko   dlatego,   że   nie   jestem   wystarczająco   romantyczny,   by   zaspokoić   twe 
wyobrażenia o mężu?

Objął   ją   i   Katy   nagle   poczuła,   jak   bardzo   jest   podniecony.   Odruchowo 

spojrzała w dół. Ogarnęła ją furia. Tego już za wiele. Odwróciła gwałtownie głowę 

i wbiła wzrok w obrazek wiszący na ścianie.

- Czy mógłbyś się wreszcie ubrać? - spytała, siląc się na spokój.

- O co chodzi, Katy? Powinnaś się cieszyć, że tak na mnie działasz. - W 

głosie Garretta brzmiało lekkie rozbawienie.

- Nie widzę powodu. Przyciągnął ją do siebie.
- Nie wierzę. Przez ostatnie dni byłaś bardzo zajęta przygotowaniami do 

ślubu. To cię wyczerpało. Dajesz się ponieść emocjom i nie zachowujesz jasności 
myśli.   Wracajmy   do   łóżka   i   zacznijmy   ten   dzień   tak,   jak   powinniśmy   go   byli 

zacząć.

Katy zesztywniała w jego objęciach, zdając sobie sprawę, że każdy jej ruch 

tylko wzmaga jego podniecenie.

-   Garrett,   proszę   cię.   Powiedziałeś,   że   miłość   cię   nie   interesuje.   W 

porządku,   ale   mnie   nie   interesuje   seks   bez   miłości.   Wyszłam   za   ciebie 
powodowana   błędnym   mniemaniem.   Popełniłam   straszliwą   pomyłkę.   Okrutny 

błąd. Nie winię cię za to. Nigdy mnie nie okłamywałeś. To ja oszukiwałam samą 

background image

siebie. Ale teraz z tym koniec. Teraz już wiem, gdzie jestem.

-   Przestań   udawać   męczennicę.   Jesteś   przy   mnie,   do   diabła.   Wczoraj 

ślubowałaś, a w nocy mi się oddałaś.

-   No   to   teraz   siebie   odbieram   -   odparowała,   usiłując   bezskutecznie 

wyswobodzić się z jego uścisku.

- Co właściwie zamierzasz zrobić?
-   Myślałam   nad   tym   w   nocy,   gdy   zasnąłeś.   Jeśli   już   za   późno   na 

unieważnienie   małżeństwa,   wystąpię   o   rozwód.   Nie   powinno   to   być   zbyt 
skomplikowane. Nie zamierzam tobie przypisywać winy.

- Rozwód! Katy, postradałaś rozum? Cała przyszłość przed nami.
- Nie, cała przyszłość przed tobą. Moja będzie całkiem inna.

- Do diabla! Przecież chcesz tego samego co ja. To jeden z powodów, dla 

których się z tobą ożeniłem.

- A ja wyszłam za ciebie, bo cię kochałam, a nie dlatego że chciałam w 

przyszłości tego co ty! - zaprotestowała.

-   Nie   wierzę.   Nie   powiesz   mi,   że   nie   odpowiada   ci   to,   co   planuję   na 

przyszłość.

- Czekała mnie świetna przyszłość w stadninie mego ojca. Daj mi spokój. 

Najwyraźniej tracę czas próbując ci cokolwiek wytłumaczyć. - Podniosła ku niemu 

wzrok. -Powiedziałam, daj mi spokój.

Garrett potrząsnął głową.

- Co się z tobą dzisiaj dzieje? Nigdy cię takiej nie widziałem. Od kiedy cię 

znam, zawsze byłaś taka rozsądna, miła, naturalna i...

-   I   potulna,   i   zrównoważona,   i   dobrze   ułożona,   i   posłuszna,   tak? 

Reagowałam  natychmiast  na każde ściągniecie  cugli i na łagodnie  aplikowaną 

tresurę - dokończyła. -Właśnie tak jak dobrze ułożona klacz. A teraz, Garretcie 
Coltrane, mam dla ciebie informację. Nie jestem koniem. Przepraszam za cały ten 

zamęt wywołany nieporozumieniem. Przede wszystkim włóż coś na siebie. Nie 
mam   zamiaru   ciągnąć   tej   rozmowy,   gdy   ty   stoisz   tutaj   przypominając   ogiera, 

którego przyprowadzono do klaczy, by ją zapłodnił.

Garrett zaniemówił. Spojrzał na nią lodowato. Przez chwilę wydawało się, 

że zrobi coś strasznego, ale się opasowa!. Popatrzył w błyszczące oczy Katy, po 

background image

czym szybko wypuścił ją z objęć. Obrócił się gwałtownie, zaklął głośno i poszedł w 

kierunku łazienki, sięgając po drodze po leżące na krześle dżinsy.

- Dobrze, wezmę prysznic i ubiorę się. Myślę, że oboje potrzebujemy trochę 

czasu, by ochłonąć. Nie panujemy już nad swoimi słowami. - Zatrzymał się w 
drzwiach i posłał Katy ostrzegawcze spojrzenie. - Ale niech ci nie przyjdzie do 

głowy wyjść stąd, gdy będę w łazience. Użyj tych szarych komórek, które, jak mi 
się wydawało, posiadasz, i zastanów się nad tym, co robisz. Obiecuję ci, że gdy 

wyjdę z łazienki, jakoś to wszystko załatwimy.

Usta Katy drżały, ale wzrok pozostał niewzruszony.

-   Nie   zamierzam   stąd   uciekać.   Wiem,   że   musimy   coś   postanowić. 

Powinniśmy przede wszystkim porozmawiać na temat formalności prawnych i 

zasięgnąć porady adwokata.

- Nie zamierzam iść do żadnego adwokata. Chcę tylko mieć pewność, że 

będziesz tu jeszcze, gdy wyjdę z łazienki. Wtedy ci powiem, co powinniśmy robić.

Zamknął delikatnie drzwi, pozostawiając Katy wpatrzoną smętnie w wybitą 

srebrno-różową tapetą ścianę.

W  łazience  Garrett  napotkał  w lustrze  wzrok  mężczyzny,  Facet   z  lustra 

wyglądał na gotowego do walki.

- Adwokaci - wymamrotał. - Adwokaci. Najgłupsze co można wymyślić. 

Mówi   o   wynajęciu   adwokata,   a   przecież   jesteśmy   małżeństwem   niecałe 
dwadzieścia cztery godziny.

W   swych   najśmielszych   wyobrażeniach   nie   mógłby   przewidzieć   takiego 

poranka jak dzisiejszy. Katy była przecież zawsze tak łagodna, delikatna, miła. 

Pomyśleć, że zawsze, nawet kiedy była dzieckiem, czuł się jej obrońcą. Do diabła, 
dziś jego należałoby bronić. Poszedł do łóżka z motylem, a obudził się obok dzikiej 

kocicy.

Oparł ręce o umywalkę i spojrzał w lustro. Czekał, aż ogrzeje się woda. 

Widział dwoje złocistobrązowych oczu rzucających niebezpieczne błyski. Musiał 
przyznać, że z a -wzięte spojrzenie w połączeniu z ciemnym, ostrym zarostem i 

nieregularnością rysów twarzy nie sprawiały szczególnie miłego wrażenia. Nie był 
piękny. Trudno powiedzieć, by była to twarz, jaką nowo poślubiona małżonka 

chciałaby zobaczyć następnego ranka po weselu.

background image

Odwrócił się i wszedł pod prysznic. Nie mógł zmienić rysów twarzy ani 

rodzaju   zarostu.   Są   od   niego   niezależne   i   Katy   będzie   musiała   się   do   tego 
przyzwyczaić. Ale, do licha, wyraz oczu nie był wrodzony. To dziwaczne zacho-

wanie Katy było tego przyczyną.

Pomyśleć,   że   przez   ostatnie   dwa   miesiące   wierzył,   że   ta   nieśmiała 

dziewczynka, którą kiedyś znał, stała się milą, zrównoważoną, rozsądną młodą 
kobietą. Idealną żoną dla niego.

Garrett westchnął na samą myśl o tym, co czuł, gdy obudził się tego ranka. 

Jego ciało wciąż  jeszcze pulsowało porannym podnieceniem.  Wymiana  zdań z 

żoną wcale tego nie osłabiła, raczej pogorszyła sprawę. To Katy była powodem 
całego problemu. Niestety, tylko ona mogła stać się środkiem leczniczym.

Stał   pod   strumieniem   gorącej   wody,   usiłując   przeanalizować 

nieoczekiwaną   sytuację,   w   jakiej   się   znalazł.   Był   zawiedziony   i   zły,   czuł   się 

okpiony.   Trudno   mu   było   ująć   w   słowa   to,   co   przeżywał.   Przez   cały   czas   ich 
znajomości   Katy   nigdy   nie   patrzyła   na   niego   w   taki   sposób   jak   tego   ranka. 

Uświadomił sobie, że przyzwyczaił się do tego, zdawałoby się pełnego szacunku i 
podziwu spojrzenia Katy, do kobiecej wstydliwości, którą widział w jej szarych 

oczach przez ostatnie miesiące. Był zupełnie zbity z tropu naglą zmianą, jaka w 
niej zaszła.

Otworzył oczy i popatrzył na fantazyjną armaturę w łazience, na ozdóbki i 

ornamenty w ckliwym, sentymentalnym stylu. Co za dziwactwa, pomyślał. Cały 

ten hotel przypominał mu buduary z kiczowatych filmów francuskich.

Uroczystość   ślubna   przygotowana   w   najdrobniejszych   szczegółach 

zaskoczyła go. Nie podejrzewał Katy, że zechce się bawić w takie ceregiele. Ale w 
najwyższe zdumienie wprawił go wybór miejsca na noc poślubną. Zupełnie nie 

pasował do Katy. A na dodatek cała ta gadanina o miłości. Widocznie gdzieś w 
głębi   duszy   Katy   była   romantyczką.   A   na   to   Garrett   był   absolutnie   nie 

przygotowany. Gdy snuł plany wspólnego życia, w ogóle nie brał tego w rachubę.

Nagłe zaświtała mu w głowie całkiem nowa myśl. A może wszystko to, co 

się dzieje, jest rezultatem ukrytego romantyzmu Katy. Może ten romantyzm kazał 
jej spodziewać się znacznie więcej, niż otrzymała tej nocy.

Przypuszczenie to ugodziło go boleśnie. Wyszedł spod prysznica i sięgnął 

background image

po ręcznik. Zaczął zastanawiać się nad tym, jakie mógł popełnić błędy w czasie 

nocy   poślubnej.   Być   może   działał   zbyt   pospiesznie.   Tak   bardzo   jej   przecież 
pragnął.   Ona   była   nieśmiała,   choć   oczywiście   chętna,   i   wspaniale   mu   się 

poddawała.   Zorientował   się   po   sposobie   jej   reagowania,   że   nigdy   jeszcze   nie 
doświadczyła tego rodzaju satysfakcji seksualnej.

Oddawała mu się całą sobą.
Być może jednak czuła się zawiedziona. Być może nie tego oczekiwała.

Kto wie, czy romantyzm Katy, w połączeniu z niewielkim doświadczeniem, 

nie   sprawił,   że  spodziewała   się  czegoś  niezwykłego.   Zorzy   polarnej   na  suficie, 

orkiestry w tle i oślepiającego deszczu gwiazd.

Garrett jęknął. Wiedział, że nie jest ani Don Juanem, ani Casanovą, Miał 

nadzieję, że subtelna, inteligentna, zrównoważona Katy będzie zadowolona z tego, 
kto stał się jej partnerem w łóżku, ale być może nie była.

Nie powinien był zasnąć tak od razu. To fatalny błąd. Katy najwyraźniej 

spędziła pozostałą część nocy bez zmrużenia oka, wmawiając sobie, że została 

oszukana. Rano była już na granicy histerii.

Garrett   wiedział   jednak,   że   pod   tą   demonstracją   kobiecych   stanów 

emocjonalnych kryje się gdzieś jeszcze prawdziwa Katy, którą znał. Nie mogła 
zniknąć bezpowrotnie.  Do niego należy odnalezienie  tej spokojnej, racjonalnie 

myślącej, ciężko pracującej kobiety. Rozpaczliwie szukał w myślach najlepszego 
sposobu dotarcia do jej ukrytego wnętrza. Musi znaleźć sposób, by ją uspokoić i 

przywrócić jej jasność myśli.

Po   chwili   wpadł   na   pewien   pomysł.   To   przecież   oczywiste.   Należy 

przypomnieć Katy o jej zobowiązaniach. Była osobą absolutnie uczciwą, prawą. 
Błędem byłoby stosowanie brutalnej siły wobec kogoś wrażliwego jak ona, ale 

wywołanie w niej poczucia winy może sprawić cud. Potrzebował teraz tylko czasu. 
Prędzej czy później Katy wróci do równowagi.

Powiesił ręcznik na wieszaku, nie zauważając nawet dwóch wyhaftowanych 

na nim serc. Umysł miał zaprzątnięty całkiem czym innym. Musi zyskać na czasie. 

Przynajmniej sześć miesięcy. Tyle potrzebuje.

W   pokoju   Katy   popijała   właśnie   herbatę,   którą   zamówiła   w   recepcji. 

Zastanawiała   się,   w   jaki   sposób   będzie   mogła   wymknąć   się   z   hotelu.   Przede 

background image

wszystkim   trzeba   wynająć   samochód,   zadecydowała.   Nie   pojedzie   prosto   do 

domu. Musi być przez jakiś czas sama, aby dojść do siebie i odzyskać równowagę 
ducha.

Po   dwudziestu   minutach   Garrett   wyszedł   z   łazienki,   dopinając   dżinsy 

szybkim, niecierpliwym gestem. Spostrzegł Katy siedzącą koło okna z filiżanką w 

ręku. Była bardzo zdenerwowana, ale starała się tego nie okazywać. Garrett był 
nagi do pasa, szerokie ramiona lśniły w blasku rannego słońca.

Mimo   zaistniałej   sytuacji   Katy   nie   zapomniała   o   zasadach   dobrego 

wychowania. Nie tak łatwo wykorzenić to, co wpajano człowiekowi przez cale lata.

-   Napijesz   się   herbaty?   -   spytała   uprzejmie.   -   Zamówiłam   również   dla 

ciebie.

Garrett rzucił okiem na srebrzysty czajniczek.
- Nalej mi filiżankę. Chcę z tobą pomówić.

- Nie ma o czym. - Katy ostrożnie przechyliła czajniczek. Ręce wciąż jej 

drżały,   bała   się,   że   rozleje   gorącą   herbatę   na   piękny   ozdobny   stolik.   Garrett 

przysunął   sobie   jedno   z   różowych   krzeseł.   Usiadł   okrakiem   i   wziął   do   ręki 
filiżankę.

- Owszem, jest. I to im prędzej, tym lepiej.
- Słucham? - Katy przybrała zaczepno — agresywny ton.

-   Sprawiasz   wrażenie,   jakbyś   została   oszukana   przez   to   małżeństwo.   Z 

jakichś   nie   znanych   mi   powodów   stwierdziłaś,   że   nie   da   ci   ono   tego,   czego 

pragniesz. Myślę, że się mylisz. Kiedy się uspokoisz, przekonasz się, że chcesz tego 
samego co ja, Ale na razie mamy problem.

- Łagodnie mówiąc. Garrett udał, że nie słyszy.
-   Jak   wiesz,   moje   oczekiwania   nie   były   wygórowane   -   kontynuował.   - 

Chciałem mieć żonę, która pomoże mi w prowadzeniu interesów. Liczyłem na to, 
że znajdę w tobie partnera, kogoś, kto będzie pracować tak ciężko jak ja.

Katy zacisnęła usta. Nagle odezwało się w niej poczucie winy. Garrett miał 

rację.   On   też   został   oszukany.   Wszedł   w   to   małżeństwo   z   własnymi 

oczekiwaniami, a ona go nie ostrzegła.

- Wiem, Garrett.

- Jeśli teraz odejdziesz - ciągnął dalej - postawisz mnie w trudnej sytuacji. 

background image

Liczyłem na ciebie. Chciałem uruchomić hodowlę koni, a to może potrwać około 

sześciu miesięcy.

- Wiem, Garrett - odparła niepewnie - ale czy nie widzisz...

- Widzę tylko, że będę miał masę kłopotów. Katy milczała. Uważała go co 

prawda za człowieka, który poradzi sobie z niemal każdym problemem, ale nie 

mogła zaprzeczyć, że krzyżuje mu plany. Nie mogła również zaprzeczyć, że nie 
sposób go było oskarżyć o chęć okpienia jej czy manipulowania nią, Nigdy nie 

udawał   kogoś   innego   i   nigdy   nie   oferował   niczego   więcej,   niż   mógł 
zagwarantować. To ona budowała zamki na piasku i padła ofiarą swej wybujałej 

wyobraźni.

- Liczyłem na ciebie, Katy - powtórzył Garrett. - Miałem tyle planów.

- Tak, ale...
- Może byś została ze mną chociaż przez pewien czas - powiedział łagodnie.

Kąty spojrzała na niego pytająco.
- Ile?

- Przez sześć miesięcy. Katy. To wszystko, o co proszę. Najgorsze już za 

nami. Wyszłaś za mnie i spędziliśmy razem noc. Nic gorszego już się nie zdarzy. 

No to jak? Podaj mi rękę i zgódź się na te sześć miesięcy. Traktuj to po prostu jak 
nową pracę. Będziesz robiła to, co dotychczas  u ojca. I wszystko odbędzie się 

formalnie. Będę ci wypłacał pensję.

Katy szeroko otworzyła oczy ze zdumienia i przerażenia zarazem.

- Sześć miesięcy! Ależ Garrett...
-   W   porządku   -   powiedział   pojednawczo,   jakby   właśnie   dobili   targu   - 

wygrałaś. Niech będzie trzy.

background image

ROZDZIAŁ 4

Trzy miesiące!
Katy siedziała skulona w kącie mercedesa, wpatrując się w krętą szosę za 

oknem. Wciąż jeszcze nie mogła uwierzyć, że dała się namówić na taki układ. Trzy 
miesiące życia z Garrettem. Trzy miesiące udawania, że jest jego żoną. Wydawało 

jej się, że to będzie wieczność. Nie wiedziała, jak wytrzyma taką męczarnię.

Dlaczego jednak poczuła jakąś niewytłumaczalną ulgę, pytała sama siebie. 

Znała   odpowiedź  na   to  pytanie.  Kochała  Garretta.  Mówiąc,  że  chce  zerwać  to 
nieszczęsne małżeństwo, w głębi serca bardzo ciężko to przeżywała. Teraz ma 

jeszcze przed sobą trzy miesiące. Coś jakby odroczenie wyroku. Wprawdzie to 
Garrett namawiał ją, by się zgodziła, ale w rzeczywistości nie miała nic przeciwko 

tej propozycji.

Poczucie winy stanowiło silną motywację, ale nie na tyle silną, by zmusić ją 

do   zrobienia   czegoś   wbrew   własnej   woli.   Katy   w   pełni   zdawała   sobie   z   tego 
sprawę. Marzenia były jeszcze poważniejszym powodem niż poczucie winy i jakaś 

część jej osoby za nic nie chciała się ich wyrzec.

Głupotą   było   pozwolić   sobie   na   marzenia.   W   ciągu   trzech   miesięcy   nic 

przecież   się   nie   zmieni.   Pod   koniec   tego   okresu   Garrett   będzie   takim   samym 
mężczyzną jak obecnie: twardym, zdecydowanym, skoncentrowanym wyłącznie 

na swojej wizji przyszłości, która ma wyglądać tak, jak on to sobie postanowił. 
Będzie   do   tego   dążył   konsekwentnie,   nie   ryzykując   zaangażowania 

emocjonalnego,   Był   mężczyzną,   w   którego   życiu   nie   ma   miejsca   na   coś   tak 
delikatnego jak uczucia. Sam się do tego przyznał.

Katy wiedziała jednak, że mimo wszelkich wysiłków nie zdoła stłumić w 

sobie   kiełkującej   nadziei,   która   łatwo   może   jej   przesłonić   rzeczywistość.   Trzy 

miesiące to kawał czasu. Wiele jeszcze może się zdarzyć.

Jeżeli będzie jej sprzyjać szczęście.

Spojrzała   z   ukosa   na   Garrena,   który   siedział   za   kierownicą.   Od   kiedy 

opuścili  hotel,  powiedział  zaledwie   parę słów. Zamknął  się w swoim  własnym 

świecie,   pomyślała   ironicznie   Katy.   Ale   i   ona   niewiele   miała   do   powiedzenia. 
Wciąż jeszcze czuła się jak ogłuszona po wydarzeniach ostatniej nocy.

background image

- Głodna? - przerwał nagle milczenie Garrett. Katy z trudem zbierała myśli. 

Nagle uświadomiła sobie, że faktycznie jest głodna.

Trochę.

- Nic dziwnego. Prawie nic nie zjadłaś. Mówiłem ci, że jedna grzanka to 

trochę za mało.

-   Tak,   mówiłeś.   Ale   wtedy   nie   byłam   głodna.   -   Patrzyła   przez   okno 

niewidzącym wzrokiem.

- Po prostu nie chciałaś zrobić niczego, co proponowałem - skorygował 

Garrett z przenikliwością, o jaką by go nie podejrzewała.

-   Prawdopodobnie   tak   właśnie   było   -   odpowiedziała,   siląc   się   na 

obojętność.

- No, wreszcie się przyznałaś. Czy zamierzasz przez następne trzy miesiące 

zachowywać   się   tak,   jak   gdyby   świat   wywrócił   się   do   góry   nogami?   -   Po   raz 

pierwszy od chwili opuszczenia hotelu w jego głosie zabrzmiała irytacja.

- A czyż właśnie to się nie stało?

- Nie rozumiem, co za różnica, czy pracujesz u mnie. czy u ojca. Przecież 

będziesz robiła to samo. - Zamilkł na chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał. - 

Prawie to samo -dodał.

Katy przypuszczała, że Garrett zrobił to zastrzeżenie, ponieważ była jego 

żoną i jego status męża wciąż jeszcze dawał mu pewne prawa. Przypomniała sobie 
ich   noc   poślubną  i   nagle  zrobiło   jej   się  gorąco.  Garrett   miał  jasno   wytyczone 

metody działania, jeśli chodziło o plany na przyszłość, ale ostatniej nocy dowiódł, 
że  był  zdolny  skupić  swoją  uwagę  również  na  czym   innym.   Gdy  nie  myślał  o 

niczym, tylko o swojej nowo poślubionej żonie, stawał się namiętnym i czułym 
kochankiem.

W ciągu tego krótkiego czasu, jaki spędziła w jego ramionach, Katy była 

nim   wręcz   oczarowana.   Był   nią   całkowicie   pochłonięty,   a   ona   była   dumna   i 

szczęśliwa aż do momentu, gdy stanęła twarzą w twarz z rzeczywistością. Garrett 
jednak   nie   widział   żadnego   problemu   w   sytuacji,   jaką   sprowokował.   Nie 

przeszkadzało mu wcale że jego zachowanie w łóżku pozostawało w sprzeczności 
ze stwierdzeniem, iż miłość go nie interesuje. Katy z kolei była zła i urażona, że 

mógł być tak cudownym kochankiem nie kochając jej.

background image

Teraz z typowo męską arogancją założył, że zaakceptuje ona zarówno swe 

obowiązki w firmie Coltrane i Spółka, jak i w sypialni. Jeśli o niego chodzi, miał 
żonę i konsultanta do spraw hodowli koni na najbliższe trzy miesiące. Nie było 

jeszcze okazji, by wyjaśnić sytuację. Katy sama nie wiedziała, jak się zachować. 
Targały nią sprzeczne uczucia.

Zerknęła   ukradkiem   na   obrączkę,   zastanawiając   się,   kiedy   będzie   miała 

odwagę ją zdjąć. Czuła, że Garrett byłby wściekły. On swojej nie zdjął.

- Uważasz, że zachowuję się jak idiotka, co?  -  spytała. Popatrzył na nią 

badawczo, jakby zastanawiając się, czy może powiedzieć jej prawdę.

- Nie uważam cię za idiotkę. Zbyt dobrze cię znam. Jesteś mądra, zdolna i 

zorganizowana.

-   Aż   tyle   komplementów?   Dzięki!   Nie   zwrócił   uwagi   na   sarkazm   w   jej 

głosie. Być może zaczynał się już do tego przyzwyczajać. A może myślał, że Katy 

uspokoi się, gdy ją zignoruje.

-   Tyle   że   wpadasz   z   jednej   skrajności   w   drugą   ~   dodał.   -   Zwykłe 

zdenerwowanie   z   powodu   ślubu   u   ciebie   zmienia   się   w   histerię.   Oboje 
wiedzieliśmy, co robimy, pobierając się. Wyraźnie ci powiedziałem, czego chcę i 

czego od ciebie oczekuję. Przyznałaś przecież, że nigdy cię nie okłamałem ani nie 
wprowadzałem celowo w błąd.

-   A   co   z   moimi   życzeniami   i   potrzebami?   One   się   nie   liczą?   Ja   też 

spodziewałam się czegoś po tym małżeństwie.

- Sądziłem, - powiedział gwałtownie - że wiem, czego wymagasz od męża. 

Nigdy nie dałaś mi najmniejszych powodów do przypuszczeń, że może nie jestem 

dla ciebie odpowiedni.

- Widzę teraz, że powinniśmy byli więcej ze sobą rozmawiać - stwierdziła z 

zadumą.

- Przecież przez ostatnie miesiące nic innego nie robiliśmy.

-   Owszem,   rozmawialiśmy   o   koniach   i   hodowli,   o   twoim   ukochanym 

Herosie i o twoich planach na przyszłość. Rozmawialiśmy o mojej przyszłej pracy 

w twojej firmie. Rozmawialiśmy o twoim nowym domu. Ale nigdy nie mówiliśmy 
o nas - o tobie i o mnie. Teraz dopiero to sobie uświadomiłam.

- Kiedy rozmawialiśmy o planach na przyszłość, mówiliśmy właśnie o tobie 

background image

i o mnie.

- Jeśli tak, to nadawaliśmy na różnej długości fal - odcięta się.
- Nie ma takich spraw, których nie można by sobie wyjaśnić. Trzeba tylko 

trochę czasu.

-   Nie   sądzę,   by   trzy   miesiące   wystarczyły   na   rozwiązanie   naszego 

problemu, Garrett.

- A więc zaczniemy to robić w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

-   Nie   ma   potrzeby   udawać,   że   to   nasz   miesiąc   poślubny.   Jeśli   o   mnie 

chodzi,   łączą   nas   interesy,   a   nie   małżeństwo.   -   Katy   była   zaskoczona   własną 

pewnością   siebie.   Sprawiała   wrażenie,   jakby   go   chciała   sprowokować,   a   to 
zupełnie nie leżało w jej naturze. Nigdy nie starała się wywoływać scysji, a pewna 

siebie była tylko wtedy, gdy mówiła o koniach. Czy małżeństwo może zmienić 
charakter? Zawsze uważała, że pewne cechy człowieka są niezmienne.

- Czy nie przyszło ci do głowy, Katy, że może dla mnie liczą się nie tylko 

interesy? Może ryzykuję coś więcej?

- Na przykład? - zaciekawiła się.
- Na przykład swoją dumę-odparł.

- Ach tak. - Natychmiast straciła zainteresowanie tematem.
- Dla ciebie może to być funta kłaków nie warte, moja pani, ale dla mnie to 

coś   bardzo   ważnego.   Nie   mam   zamiaru,   by   moi   przyjaciele   i   pracownicy 
dowiedzieli   się,   że   w   czasie   nocy   poślubnej   moja   żona   zmieniła   zdanie   co   do 

swego małżeństwa. Następne dwa tygodnie mamy wolne, tak jak zaplanowaliśmy, 
i   postaramy   się   zachowywać   jak   nowożeńcy,   w   każdym   razie   przy   ludziach. 

Zresztą mam trochę pracy w domu i w stajniach. Potrzebuję czasu.

W ciągu ostatnich pięciu lat rzadko kiedy miałem wolny weekend.

- Jeśli chcesz zmarnować dwa tygodnie, twoja sprawa. - Katy pochyliła się 

do   przodu,   zdecydowana   skończyć   tę   rozmowę.   -   Patrz,   tam   jest   jakiś   bar. 

Zatrzymajmy się.

Dotarli do nowego domu Garretta, gdy już było ciemno. Ciemne chmury 

przysłaniały   księżyc,   tak   że   nie   sposób   było   cokolwiek   zobaczyć.   Ale   Katy 
wyczuwała wewnętrzną satysfakcję Garretta, gdy skręcił z głównej szosy w drogę 

wysadzaną drzewami, prowadzącą w kierunku morza, Zaczął jej opisywać okolicę.

background image

- Dom znajduje się tam, na lewo, za drzewami. Zaraz go zobaczysz. Stoi 

prawie na samym szczycie skarpy. Będzie ci się podobać, Katy. Czerwony dach, 
białe  sztukaterie,   łukowate  drzwi  i  okna.  Wokół  ogrody,   A tam,  na  prawo,  są 

stajnie i padoki. Na wzgórzu za stajniami znajduje się gospodarstwo Brackenów. 
Poczekaj do rana. Zobaczysz, jak tutaj pięknie.

Katy słyszała entuzjazm w jego głosie i starała się go zignorować. Nie było 

to łatwe, bo ciekawość brała górę. Aż do ostatniej nocy bardzo pragnęła się tutaj 

znaleźć. Cieszyła się, że to miejsce będzie jej domem. Cóż, wciąż jeszcze ma być jej 
domem, tyle że na trzy miesiące.

- Wygląda na to, że Bracken pogasił wszystkie światła. Do diabła, mówiłem 

mu,   żeby   zostawił   zapalone   u   wejścia,   na   wypadek   gdybyśmy   przyjechali   o 

zmroku. - Garrett zwolnił i zaparkował samochód na podjeździe. Zmarszczył brwi. 
Nie   był   zadowolony,   że   piękny   dom   jest   pogrążony   w   ciemności.   Oświecił 

reflektorami wejście i kawałek ogrodu.

-   Może   zapomniał   zostawić   światło   –   zasugerowała   Katy   wysiadając   z 

samochodu. Garrett trzasnął drzwiczkami.

- Tak, może zapomniał - burknął, szukając klucza. -A może za wcześnie 

zabrał się do picia.

- O, to on pije?

- Atwood napomknął coś na ten temat, ale nie wdawaliśmy się w szczegóły. 

Jutro rano porozmawiam z Brackenem. Jeśli chce tu zostać, musi się nauczyć 

wypełniać moje polecenia.

Katy nic nie odpowiedziała, ale osobiście miała nadzieję, że ten nie znany 

jej   Emmett   Bracken   szybko   się  nauczy,   iż   jego   nowy   pracodawca   nie   toleruje 
niedbalstwa. Gdy jako kilkunastoletni chłopak pracował w stajniach jej ojca, w 

pełni zasługiwał na swoją płacę. W ciągu ostatnich miesięcy Katy przekonała się, 
że pod tym względem nic a nic się nie zmienił. Sam ciężko pracował i wymagał, by 

inni robili to samo.

Garrett przekręcił klucz w zamku i uchylił drzwi. Wszedł do środka. Za 

chwilę   przestronny   hol   rozbłysnął   jasnym   światłem.   Katy   weszła   do   środka   i 
mimo woli się uśmiechnęła.

-   Och,   ależ   tu   pięknie,   Garrett   -   wyszeptała   rozglądając   się   wokół. 

background image

Zobaczyła przed sobą ozdobne lustro w pięknej ramie z kutego żelaza, wiszące 

nad długim lśniącym stołem. Przestraszyła się na widok swego odbicia. Szare oczy 
wydawały   się   jeszcze   większe   niż   zazwyczaj.   Malowała   się   w   nich   czujność 

pomieszana ze zmęczeniem. Włosy rozsypały się na ramiona. Zielona bluzka była 
zupełnie   pognieciona   po   długiej   podróży   samochodem.   Krótko   mówiąc,   nie 

wyglądała na energiczną, rozważną kobietę interesu. Nie była z tego zadowolona.

- Cieszę się, że ci się podoba - usłyszała głos Garretta. - Cały czas myślałem 

o   tobie,   gdy   dawałem   wskazówki   dekoratorowi   wnętrz.   -   Nie   spuszczał   z   niej 
wzroku. Katy przeszła wolno przez hol do salonu.

Gdy zapaliła światło i spojrzała na piękną drewnianą posadzkę, zdała sobie 

sprawę   z   dobrego   gustu   Garretta.   Wokół   dużego   kominka   umieszczonego   na 

jednej ze ścian ustawiono komplet zadziwiająco pięknych skórzanych mebli. Duży 
oblamowany   frędzlami   dywan   był   wierną   kopią   kilimów   indiańskich.   Z   okien 

sięgających od podłogi do sufitu rozpościerał się widok na spowite ciemnościami 
morze.

- Dekorator dobrze się spisał - przyznała Katy rozglądając się po salonie.
W oczach Garretta ujrzała błysk satysfakcji.

- Powiedziałem mu, że to dla mojej żony i że wszystko musi być zrobione 

na medal.

Na   myśl   o   tym,   jak   bardzo   Garrettowi   zależało,   by   podobało   jej   się   to 

miejsce,   w   Katy   znów   odezwało   się   poczucie   winy.   Nagle   przypomniała   sobie 

jednak,   że   miał   ku   temu   swe   własne,   czysto   pragmatyczne   powody,   i   to   ją 
otrzeźwiło. Spontaniczny uśmiech zachwytu zniknął z jej twarzy.

- Tam jest kuchnia - powiedział Garrett szybko, gdy się odwróciła. - W 

starodawnym stylu. Ogromna. Jest wyposażona we wszystko, co konieczne.

Katy przeszła przez jadalnię, w której stał długi stół sosnowy, i weszła do 

kuchni, najwyraźniej urządzonej z myślą o kimś, kto lubi gotować. Ściany były 

wyłożone kafelkami, na środku stał okrągły stół ze szklanym blatem, na hakach 
zawieszono garnki i sprzęty kuchenne.

-  W   ciągu  ostatnich   miesięcy   zauważyłem,   że  chętnie   gotujesz   -   bąknął 

Garrett.

Przeszyła go wzrokiem. To jasne, że zwracał uwagę na takie rzeczy. Nie 

background image

odezwała się jednak i otworzyła drzwi dużej lodówki. Była zupełnie pusta.

-   Dobrze,   że   wzięliśmy   coś   do   jedzenia   -   powiedział   Garrett   na   widok 

pustych półek. - Umieram z głodu.

Katy   zastanawiała   się,   czy   była   to   aluzja   do   jej   obowiązków   jako   żony. 

Wsunęła ręce w kieszenie dżinsów i utkwiła w mężu badawczy wzrok. Wyglądał 

najniewinniej pod słońcem, o ile w ogóle było to możliwe w przypadku kogoś 
takiego jak Garrett.

Uznała,   że   nie   warto   kruszyć   kopii.   Też   była   głodna.   Szkoda   czasu   na 

kłótnie.

- No to przynieś rzeczy z samochodu. Zaraz coś przygotuję.
- Świetna myśl.

W niecałą godzinę później Katy przyrządziła sałatkę z pomidorów, ogórków 

i sera, ryż i curry z krewetkami. Garrett w tym czasie rozładowywał samochód. 

Wszedł do kuchni w momencie, gdy stawiała jedzenie na stole.

- Już zapomniałem, że w ogóle jedliśmy cokolwiek -zawołał. Pochylił się 

nad stołem i przyjrzał sałatce i curry. - Cudownie pachnie. Otworzyłaś wino?

- Nie. - Katy obserwowała go kątem oka. - Nie wiedziałam, czy zechcesz 

wino do kolacji.

- Przecież to nasz pierwszy posiłek w nowym domu. Czyż nie należy tego 

uczcić kieliszkiem wina?

- Myślisz? - zdziwiła się Katy. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że Garrett 

przykłada wagę do takich spraw.

- Wiesz, zważywszy na okoliczności - dodała - nie sądzę, byśmy musieli 

jakoś szczególnie świętować dzisiejszy wieczór. - Usiadła i sięgnęła po miskę z 
sałatką.

- Ależ to wieczór wyjątkowy - żachnął się Garrett -i będziemy go traktować 

tak, jak na to zasługuje.

Sięgnął do lodówki i wyjął z niej butelkę szampana.
którą Kąty widziała  ostatnio w wiaderku z rozpuszczonym  lodem w ich 

hotelowym apartamencie.

-   Myślałam,   że   został   w   hotelu.   -   Obserwowała   Garretta,   gdy   stawiał 

butelkę na blacie i zabierał się do wyjęcia korka.

background image

- Gdyby to od ciebie zależało, na pewno nie zabralibyśmy go. Ale skoro 

słono   zapłaciliśmy   za   ten   cholerny   apartament,   nie   widziałem   powodu,   aby 
zostawiać to, co się nam należy. Jedyną rzeczą zasługującą tego ranka na ocalenie 

był szampan, więc go wziąłem.

Katy   czuła   gorąco   napływające   jej   do   twarzy.   Garrett   nie   musiał 

akcentować  faktu,   że   wszystko,   co  łączyło   się   z  tym   nieszczęsnym   pokojem   w 
hotelu, uważał za totalną klęskę. Ona też to wiedziała. Ale zaskoczyło ją, że wziął 

szampana.  Ona nawet o nim nie  pamiętała. Chciała  po prostu jak najszybciej 
stamtąd wyjść i zapomnieć o wszystkim, co się wydarzyło.

Korek wystrzelił, ale ani kropla nie wydostała się z butelki. Garrett zawsze 

nad wszystkim panuje, nawet nad szampanem, pomyślała ze złością.

- Czy za każdym razem, pijąc szampana, będziesz wspominała naszą noc 

poślubną, kochanie? - spytał na widok wyrazu twarzy Katy.

Nie lubiła tego lekko drwiącego tonu jego głosu.
-   Kto   wie?   Parę   kieliszków   tego   napoju   i   może   nawet   będę   zdolna 

zapomnieć raz na zawsze o naszej nocy poślubnej.

-   Akurat   -   mruknął   pod   nosem   Garrett   podając   jej   kieliszek.   Ich   oczy 

spotkały się. - Może nie wszystko odbyło się tak, jak tego chciałaś lub oczekiwałaś, 
ale  była to  jednak   nasza noc poślubna  i nie  mam najmniejszego   zamiaru do-

puścić, byś ją zapomniała.

Katy zamarła z ręką wyciągniętą po kieliszek. Czuła przewagę Garretta i za 

wszelką cenę próbowała się jej oprzeć.

- Niektóre rzeczy lepiej zapomnieć, Garrett.

- Niektóre rzeczy lepiej trochę popraktykować - skorygował.
Katy zaczerpnęła tchu. Wiedziała aż nadto dobrze, co Garrett chce przez to 

powiedzieć: że spodziewa się spędzić z nią noc.

- Łączą nas interesy. - Starała się przybrać naturalny ton. Wzięła kieliszek i 

wypiła maleńki łyk. Po raz pierwszy dotarło do niej, co to znaczy być sam na sam z 
Garrettem. W ciągu ostatnich miesięcy rzadko kiedy byli sami. A wtedy na ogół 

omawiali swoje plany na przyszłość. Nigdy nie był tak skoncentrowany na niej jak 
tego wieczoru. Denerwowało ją, że znajduje się w centrum jego uwagi. - O ile 

sobie przypominasz, to ty zaproponowałeś taki układ.

background image

- Nie miałem dużego wyboru - odparł, spoglądając na nią przeciągle.

- Myślę, że to się nie uda, Garrett. - Katy popatrzyła na niego błagalnie. - 

Powinniśmy już dziś zapobiec dalszym stratom, nie zamieniając w układ służbowy 

czegoś, co miało być małżeństwem.

- To twoja propozycja, Katy - odrzekł, sięgając po widelec. - Masz dużo 

mniej do stracenia ode mnie. Ale może zmienisz zdanie. Trzy miesiące to kawał 
czasu.

Te trzy miesiące to wieczność, pomyślała.
W dwie godziny później Katy położyła się do łóżka. Zanim zgasiła lampę, 

rozejrzała   się   po   pokoju.   Był   to,   jak   się   domyślała,   pokój   gościnny.   Znacznie 
mniejszy  niż sypialnia gospodarzy, którą dyskretnie  opuściła,  pozostawiając ją 

nowemu właścicielowi domu.

Gdy   wsunęła   się   pod   kołdrę,   ogarnęła   ją   złość   połączona   z   głębokim 

smutkiem. Nie chciała poddać się smutkowi, więc całą uwagę skupiła na złości. 
Może to nie doprowadzi jej do łez.

Tymczasem nowy pan tego domu wyszedł pospiesznie z łazienki w samych 

tylko   dżinsach   i   ujrzał   to,   czego   w   jakimś   stopniu   się   spodziewał.   W   pięknej 

sypialni był sam.

Wiedział, że nie ma co liczyć na to, iż Katy zgodzi się dzielić z nim łoże 

przez najbliższe trzy miesiące. Ale jednak tliła się w nim jakaś iskierka nadziei. 
Ułatwiłoby to wiele spraw. Jeśli tylko zdołałby namówić ją, by sypiała z nim w 

jednym pokoju, mógłby stopniowo przezwyciężyć jakoś jej irracjonalną reakcję. 
W normalnych warunkach była przecież taką słodką, delikatną, uległą istotą. A 

poza tym, czy chciała to przyznać, czy nie, była też bardzo zmysłową kobietą. Z 
całą   pewnością,   gdyby   przez   dłuższy   czas   odwoływał   się   do   jej   delikatności   i 

zmysłowości, mógłby ją przekonać, że powinni być razem.

Zaskoczyła go swoją nieoczekiwaną ucieczką w romantyczny świat fantazji. 

Wiedział   jednak,   że   w   głębi   duszy   wciąż   była   tą   trzeźwo   myślącą,   uprzejmą, 
niewymagąjącą   dziewczyną,   z   jaką   miał   do   czynienia   przez   ostatnie   miesiące. 

Kiedyś patrzyła na niego pełnymi podziwu oczami dziecka. Ostatniej nocy wyraz 
nieśmiałego   uwielbienia   dziewczynki   zastąpiło   namiętne   spojrzenie   kobiety.   Z 

czasem, był tego pewien, uda mu się sprawić, że przekona się do niego.

background image

No dobrze, wywalczył sobie trochę czasu, ale wszystko wskazywało na to, 

że Katy odmówi mu prawa do tej części bliskości, która liczy się najbardziej - do 
wspólnej sypialni.

Garrett stał przez chwilę na środku pokoju. Zmarszczył brwi. Katy była na 

pewno w jednej z trzech innych sypialni na dole. Nie ulegało wątpliwości, że do 

niego nie przyjdzie.

Jeśli w ogóle coś można było uczynić w tej nieznośnej sytuacji, to musi to 

zrobić on.

Przeszedł przez długi hol, otwierając kolejne drzwi.

Znalazł ją w ostatnim pokoju. Postanowił przyjąć za dobrą monetę fakt, że 

drzwi nie były zamknięte na klucz. Wszedł do środka. W mroku widział jej bladą 

twarz   i   cudownie   rozrzucone   na   poduszce   ciemne   włosy.   W   podwójnym   łożu 
wydała mu się bardzo samotna i bardzo zagubiona.

- Garrett!
-   A   kogo   się   spodziewałaś?   Księcia   z   bajki,   którego   chciałaś   poślubić? 

Przykro  mi,   kochanie,   ale  muszę   cię  rozczarować.   -  Założył   ręce  i  oparł   się  o 
framugę. Wiedział, że w bladym świetle padającym z korytarza Katy widzi jedynie 

zarys sylwetki. Nie byłaby w stanie odczytać wyrazu jego twarzy. To dobrze.

Uniosła się lekko na łokciach, starając się zobaczyć go lepiej.

- Nie wiem, czy dobrze zrobiłeś, wypijając sam tego szampana- zauważyła.
- A co mogłem zrobić? Nie wyglądało na to, byś chciała mi towarzyszyć.

- Nie miałam nastroju.
-   A   czemuż   to?   Przecież   to   takie   cholernie   romantyczne.   -   Wziął   tę 

idiotyczną butelkę z myślą o niej, a ona wypiła zaledwie pół kieliszka. Nie dawało 
mu to spokoju przez cały wieczór. Zabrał przecież szampana, który pozostał po 

ich   nocy   poślubnej.   Wydawało   mu   się   to   w   stylu   tej   nowej,   nie   znanej   mu 
dotychczas Katy.

- Garrett, proszę cię. Uda nam się jakoś przebrnąć przez te trzy miesiące, 

pod warunkiem że będziesz przestrzegał pewnych zasad.

- Mężczyzna nie może przez cały czas pamiętać o zasadach.
- Owszem, kiedyś pamiętałeś. Przestrzegałeś ich do czasu...

- Mniejsza o to. Nie obchodzi mnie, w którym momencie zorientowałaś się, 

background image

że nie jestem twoim rycerzem w błyszczącej zbroi. Wiem już, że byłaś ogromnie 

wstrząśnięta, gdy się okazało, że mogę się z tobą kochać, nie wygłaszając ckliwych, 
nic nie znaczących deklaracji miłości.

- Dosyć! - Głos jej był jeszcze spokojny, ale pozostała nieugięta. - Dosyć! 

Nie zamierzam tego wysłuchiwać.

- Nie zamierzasz! Przecież jesteś moją żoną.
- Jestem twoim pracownikiem - odcięła się. - A teraz wyjdź stąd i idź do 

swego   pokoju,   zanim   cię   oskarżę   o   napastowanie   seksualne.   -   Położyła   się, 
odwróciła do ściany i przykryła kołdrą aż po brodę.

- Powiedz mi tylko jedno, Katy.
- Co chciałbyś wiedzieć?

-   Powiedz   mi,   czy   naprawdę   ostatniej   nocy   byłem   tak   fatalnym 

kochankiem, że nie możesz znieść myśli, iż mógłbym cię dotknąć.

Katy milczała.
- Znasz odpowiedź - odparła po chwili.

- Nie, wcale nie znam. Gdybym znał, nie pytałbym cię o to.
- Na litość boską, Garrett.

- Tylko mów prawdę.
-   Dobrze   -   odrzekła   ze   złością,   zakrywając   kołdrą   głowę.   -   Powiem   ci 

prawdę. Pod względem fizycznym wszystko było... było doskonale. Zadowolony? 
Nie zgłaszam żadnych pretensji w tym względzie. A teraz wyjdź!

Garrett   odwrócił   się   i   powoli   poszedł   w   kierunku   drzwi.   Zatrzymał   się 

jeszcze na moment, gdy zauważył, że odsunęła kołdrę i patrzy na niego.

- Garrett?
- O co chodzi, kochanie? - spytał z nadzieją w glosie.

- Czy ona była piękna?
- Kto? - Spojrzał na nią ze zdumieniem.

- Ta kobieta, którą kochałeś przed laty. Nadzieja zmieniła się w irytację.
-   Co   za   idiotyczne   pytanie,   Katy.   Nie   pamiętam   nawet,   jak   wyglądała. 

Powiedziałem ci, że dala mi niezłą lekcję, ale nie mówiłem, że noszę w portfelu jej 
zdjęcie.

- Chciałam tylko wiedzieć.

background image

- Chciałaś wiedzieć, czy nadal ją kocham - warknął. - Odpowiedź brzmi: 

nie.

- Skąd możesz wiedzieć? - nalegała.

- Bo pięć lat temu pojechałem do niej - odparł ze zniecierpliwieniem. - 

Mogłem ją wtedy mieć. Tymczasem spojrzałem na nią i podziękowałem losowi, że 

uciekłem   we   właściwym   czasie.   Była   zimną,   wyrachowaną,   małą   dziwką. 
Wystarczy?

- Chyba tak.
- Mam nadzieję. Zamykam ten temat. - Wyszedł z sypialni i udał się do 

swego pokoju. Ciało miał napięte z pożądania aż do bólu. Rzucił okiem na puste 
łóżko i wyszedł do łazienki, by poznać na własnej skórze terapeutyczne skutki 

zimnego prysznica.

background image

ROZDZIAŁ 5

Katy przygotowywała  właśnie  placki  kukurydziane,  gdy  ktoś  zapukał do 

drzwi kuchni. W czasie długiej, bezsennej nocy odgrażała się wprawdzie, że poda 

Garrettowi na śniadanie tylko zimne płatki, ale jakoś nie mogła się na to zdobyć.

Widocznie poczucie winy i obowiązku tkwi w niej zbyt głęboko, pomyślała 

z irytacją. Musi je za wszelką cenę przezwyciężyć. Może powinna przeanalizować 
własny charakter. Dotychczas nie wiedziała, że jest w niej aż tyle złości.

Położyła   ostatni   placuszek   na   gorącą   patelnię   i   pobiegła   do   drzwi. 

Zastanawiała   się,   czy   nie   zawołać   Garretta.   Na  pewno   jednak   był  jeszcze   pod 

prysznicem.  W ciągu ostatnich dwudziestu czterech  godzin  brał go wyjątkowo 
często.

Otworzyła   drzwi.   W   progu   stał   chudy,   żylasty   mężczyzna   o   ogorzałej 

twarzy. Trudno było określić jego wiek. Mógł mieć równie dobrze pięćdziesiąt jak 

siedemdziesiąt   lat.   Praca   na   powietrzu   naznaczyła   jego   szczupłą   twarz 
zmarszczkami. Miał na sobie znoszone dżinsy, stare buty z cholewami, wyblakłą 

koszulę i zniszczoną czapkę. Uniósł ją na moment, po czym wpatrzył się w Katy 
swymi załzawionymi niebieskimi oczami, tak wyblakłymi jak jego koszula. Widać 

było, że lata nadużywania alkoholu zrobiły swoje, ale tego ranka nie był pijany.

- Dzień dobry pani.  Jestem Emmett Bracken.  A pani jest zapewne żoną 

Coltrane'a. Mówił mi, że przywiezie tutaj żonę.

- Witam pana. - Katy wolała nie wyjaśniać swojej sytuacji. Trudno by ją 

było wytłumaczyć, zwłaszcza że miała na palcu obrączkę. Postanowiła, że musi ją 
jak najprędzej zdjąć. - Milo mi pana poznać, Emmett. Wiem, że zajmował się pan 

tym domem, kiedy opuścił go parę lat temu poprzedni właściciel.

-  Nigdy   w  życiu  bym   nie  przypuszczał,   że   będzie   tu  mieszkał   kto   inny. 

Myślałem,   że   trupem   padnę,   gdy   usłyszałem,   że   Atwood   sprzedaje   dom.   Nie 
mogłem   patrzeć.   jak   po   kawałku   pozbywał   się   ziemi.   Myśleliśmy   z   żoną,   że 

zostanie tu do śmierci. Kto by pomyślał, że przeniesie się do Palm Springs?

- No cóż, myślę, że to było zaskoczeniem nie tylko dla pana - powiedziała 

Katy dyplomatycznie.

- Żeby pani wiedziała. - Bracken powoli cedził słowa. - Royce Hutton wpadł 

background image

w   prawdziwy   szał,   kiedy   się   dowiedział,   że   ten   dom   i   ostatni   skrawek   ziemi 

przechodzą w ręce nowego właściciela.

- Royce Hutton?

-   Taak,   mieszka   tam,   w   dole   drogi.   Ma   trochę   ziemi   i   hoduje   bydło. 

Sprzedaje  swoje sztuki okolicznym chłopom. Od lat miał chętkę na tę ziemię. 

Przez   ostatnie   parę   lat   próbował   nakłonić   Atwooda,   żeby   mu   ją   sprzedał,   ale 
Atwood był nieugięty.  Hutton  był  z chłopakiem  Atwooda  tej  nocy,  gdy młody 

Brent zginął. Potem Atwood nie chciał mieć już z nim nigdy do czynienia. Nie 
chciał mieć do czynienia z żadnym z tych chłopaków, którzy byli tam owej nocy.

-   Ach,   tak.   -   Katy   jak   przez   mgłę   przypomniała   sobie   Historię,   którą 

opowiedział   jej   Garrett.   Chciała,   żeby   już   przyszedł.   Nie   bardzo   wiedziała,   co 

powiedzieć Brackenowi. - Może napije się pan kawy? - zaproponowała wreszcie.

- Nie, dziękuję. Dopiero co piłem. Wpadłem, bo Coltrane mówił, że chce od 

rana zacząć  robotę  przy  stajniach.  Mówił, że za parę dni przywiezie  tu swego 
konia.

-   Jestem   pewna,   że   chce   wcześnie   zacząć,   ale   na   razie   nie   jadł   jeszcze 

śniadania. Gdy tylko będzie gotów, przyjdzie do pana.

- W porządku - skinął głową Bracken. - Niech mu pani powie, że będę w 

stajni.

- Dobrze. Bracken zawahał się chwilę, spojrzał w kierunku kuchni.
- Ale tu się zmieniło. Wygląda jak całkiem inny dom. Jakoś dziwnie, gdy 

nie ma tu nikogo z Atwoodów. - Potrząsnął głową, - Po tylu latach. Ja i żona 
byliśmy pewni, że kiedyś jego chłopak przejmie gospodarstwo.

- Rozumiem.
-   Wie   pani,   on   chodził   z   moją   córką,   Felice.   -   W   glosie   mężczyzny 

pobrzmiewała duma.

- Nie, nie wiedziałam.

- Moja Felice to prawdziwa piękność. Mieli się kiedyś pobrać. Spotykali się 

z Brentem regularnie. A potem zdarzył się ten wypadek. I wszystko się rozleciało. 

Żona Silasa zmarła, a on pomału zaczął tracić zainteresowanie tym Miejscem. 
Moja   żona   ciężko   to   przeżyła.   Nigdy   tak   naprawię   nie   doszła   już   do   siebie. 

Zależało jej na tym, żeby Felice wyszła za Brema.

background image

- W życiu nie zawsze wszystko układa się tak, jak to sobie zaplanujemy - 

powiedziała Katy, mądrzejsza o swe ostatnie doświadczenia.

- Z pewnością.

- A co się stało z pana córką? - Nie mogła powstrzymać się od tego pytania.
- Pojechała do college'u i teraz pracuje w dużej firmie, która robi takie 

rzeczy   jak   stereo   i   te   wszystkie   urządzenia   do   nagrywania   programów 
telewizyjnych. Chyba jest szczęśliwa. Tylko jej matka nigdy nie zapomniała, co 

mogłoby się zdarzyć, gdyby młody Brent nie złamał karku tamtej nocy. - Bracken 
uchylił czapki. - No cóż, do zobaczenia, pani Coltrane. Moja żona przyjdzie się z 

panią przywitać. Proszę powiedzieć mężowi, że jestem w stajni.

-  Może   pan  być  spokojny   -  obiecała  Katy.   Pomału   zamknęła   drzwi.   Do 

kuchni wszedł Garrett.

- Bracken tu był? - spytał szorstko. Zakasał rękawy roboczej bluzy.

- Tak - odparła Katy, trzymając wciąż jeszcze rękę na klamce. Patrzyła na 

niego z zadumą. Tak jak powiedziała Brackenowi, w życiu nie wszystko układa się 

zgodnie   z   naszymi   planami.   Był  to   pierwszy   ranek   w  jej   nowym   domu.   Mógł 
wyglądać zupełnie inaczej.

- Powiedział, że będzie w stajni.
- Dobrze - skinął głową Garrett. - A co jest na śniadanie? - Skierował wzrok 

w stronę piecyka.

- Placki kukurydziane na słodko. Kawa już gotowa. - Katy nagle się ożywiła. 

Do diabła, powinna być równie czynna jak on. Postanowiła, że przez cały czas 
będzie czymś zajęta. Podeszła do piecyka. - Usiądź, zaraz ci podam kawę. Emmett 

opowiadał mi właśnie o Huttonie. Podobno chciał kupić ten dom i ziemię.

- Hutton musi zrozumieć, że nie zawsze może mieć to, co się chce - uciął 

krótko Garrett. - Wszyscy prędzej czy później musimy się tego nauczyć, prawda?

Katy zastanawiała się, czy miało się to odnosić do niej. Postawiła na stole 

półmisek z placuszkami.

- Masz rację. Jak myślisz, kiedy będziesz mógł sprowadzić Herosa?

- Niebawem. Za parę dni jeden boks będzie już gotowy. Załatwiłem już 

dostawę siana i ziarna.

Katy   skinęła   głową,   starając   się   za   wszelką   cenę   podtrzymać   nastrój 

background image

służbowej rozmowy.

- Pani Bracken pokaże mi dom i gospodarstwo - po-wiedziała.
-   Dobrze   -   wymamrotał   Garrett,   przełykając   kolejny   kawałek   placka.   - 

Cieszę się, że umiesz gotować - powiedział z uznaniem. - Brackenowa może się 
zajmować   domem,   ale   wolałbym,   żebyś   ty   gotowała.   Nie   lubię,   jak   w   czasie 

śniadania albo obiadu kręcą się wokół obcy ludzie.

-   Czy   to   znaczy,   że   do   moich   obowiązków   służbowych   zależy   również 

gotowanie? - Katy starała się zachować obojętny ton, ale wiedziała, że zabrzmiało 
to dość cierpko.

- Chyba znasz wszystkie powody, dla których się z tobą ożeniłem, prawda? 

- Garrett rzucił jej lodowate spojrzenie.

- Owszem, chociaż poznałam je dość późno. Ale masz rację, w końcu je 

znam.

- Ależ ty jesteś uparta. - Garrett ugryzł następny kawałek placka. - Sam nie 

wiem, dlaczego tego wcześniej nie zauważyłem.

- Może dlatego, że tak naprawdę wcale na mnie nie patrzyłeś - odparła ze 

spokojem.   -   Widziałeś   tylko   to,   co   rzucało   się   w   oczy.   Dobre   pochodzenie, 

stosunki towarzyskie, wykształcenie. Wszystko to, czego tobie brakowało. A na 
dodatek  wydawałam  ci się niewymagająca,  cicha i  uległa.  Czegóż więcej może 

chcieć mężczyzna od przyszłej żony?

Garrett zmierzył ją wzrokiem, w którym złość mieszała się ze smutkiem.

- Naprawdę chcesz, abym ci powiedział? - spytał.
- Nie - wykrztusiła Katy.

- Dajmy spokój. Już i tak atmosfera jest wystarczająco napięta. Na litość 

boską, przestań mnie już dręczyć. Wyjdzie to nam obojgu na dobre.

Katy nie bardzo wiedziała, jak to rozumieć, więc zachowała milczenie.
Ku   jej   zaskoczeniu,   w   ciągu   dwóch   następnych   dni   sytuacja   jakoś   się 

unormowała. Kiedy była z Garrettem, zachowywała się uprzejmie, ale oficjalnie, a 
on   starał   się   jej   odwzajemniać   tym   samym.   Z   trudem   jednak   skrywał   nie-

zadowolenie. Katy wyczuwała, że liczył, iż z czasem wszystko się zmieni. Myślała, 
czy by go nie wyprowadzić z błędu, ale dała spokój. Miał rację, dręczenie go mogło 

być niebezpieczną rozrywką.

background image

Nadine Bracken, kobieta o surowej twarzy, mniej więcej w tym samym 

wieku co jej mąż, okazała się bardzo przydatna, choć niespecjalnie rozmowna. 
Gdy Katy pochwaliła ją za tak dobrą opiekę nad domem, wzruszyła tylko ramio-

nami.

- Dbałam o ten dom od zawsze. Przez cale życie miałam do niego serce. 

Byłam jeszcze w średniej szkole, kiedy zaczęłam pracować u Atwoodów. Emmett 
też. Zawsze traktowali nas jak rodzinę, jeśli wie pani, co mam na myśli. Myślałam 

nawet, że pewnego dnia możemy naprawdę stać się rodziną. - Popatrzyła na Katy 
z zadumą. - Emmett i ja myśleliśmy, że nasza mała, Felice, będzie kiedyś mieszkać 

w tym domu.

Katy nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć.

- Wydaje mi się, że dekorator wynajęty przez Garretta dużo tutaj zmienił. - 

Przeszła zręcznie na inny temat.

- O, tak. - Nadine wpatrywała się bez entuzjazmu w nowe meble w salonie. 

- Zachowywał się tak, jak gdyby nie musiał się z nikim liczyć. Nie miał żadnego 

szacunku. Po prostu zjawił się i przewrócił wszystko do góry nogami.

-   Ale   przecież   dom   jest   urządzony   bardzo   ładnie   -   zaoponowała   Katy, 

czując   dziwną   potrzebę   obrony   gustu   Garretta.   Wiedziała,   że   dlatego   zlecił 
przemeblowanie domu, by dogodzić jej, żonie. Na myśl o tym poczuła znajome 

ukłucie w sercu. Będzie musiała ciężko pracować nad tym, by pozbyć się poczucia 
winy.

Trzeciego dnia pobytu Katy w nowym miejscu odwiedził ją Royce Hutton. 

Garretta   nie   było.   Doglądał   ostatnich   prac   wykończeniowych   w   stajni.   Katy 

otworzyła drzwi i ujrzała na progu wysokiego, smukłego, przystojnego mężczyznę, 
dobiegającego czterdziestki. Uśmiechał się czarująco.

-   Zapewne   mam   przyjemność   z   panią   Coltrane.   Jestem   rani   sąsiadem. 

Royce   Hutton.   Przyszedłem,   żeby   się   przedstawić.   Nie   mogę   odżałować   tego 

domu. Mam nadzieję, że się pani podoba.

Katy  nie  mogła  się  oprzeć  błyskowi  piwnych   oczu  Royce'a  Huttona.  Po 

pełnych napięcia chwilach z Garrettem z ulgą powitała możliwość porozmawiania 
z kimś, kto tak bardzo starał się być miły.

- Proszę do środka, Royce. Słyszałam, że chciał pan opić tę posiadłość. Jest 

background image

pięknie położona, prawda?

- Nie musi mi pani tego mówić. - Royce z zainteresowaniem rozglądał się 

wokoło. - No, no, Coltrane urządził to na medal. Słyszałem, że wydal fortunę. 

Dom wygląda jak z katalogu.

- Prawda? Garrett chciał, żeby wszystko było w najlepszym gatunku. Napije 

się pan kawy?

- Z przyjemnością.

Nagle jak spod ziemi wyrosła obok nich Nadine Bracken.
- Zaraz podam, pani Coltrane.

- Dziękuję, Nadine - uśmiechnęła się Katy. Royce uniósł brwi.
- Brackenowie byli tutaj od zawsze - powiedział, -Ciężko to przeżyli, gdy 

stary Silas pozbył się domu. Garrett chce ich zatrzymać?

- O ile wiem, tak - odparta Katy ostrożnie. - Garrett nie wypowiedział się 

jednoznacznie, ale chyba tak. Proszę, niech pan siada.

- Dzięki. - Royce rozsiadł się niedbale na białym skórzanym fotelu. Katy 

zauważyła, że miał na nogach piękne ręcznie robione buty. - Słyszałem, że jest 
pani z domu Randallówna, a pani rodzice hodują araby. Czyżby chodziło o słynną 

stadninę Randallów?

- Wieści szybko się rozchodzą, co?

- Coltrane nie robił z tego tajemnicy - roześmiał się Royce, - Odniosłem 

wrażenie, że był bardzo dumny z tego, że to właśnie panią przywiezie tutaj jako 

żonę.

Dumny z tego, że przywiezie Randallównę jako żonę, pomyślała Katy. To w 

stylu   Garretta.   Na   szczęście   pojawienie   się   Nadine   Bracken   uwolniło   ją   od 
konieczności odpowiedzi.

- O, jest już kawa. Dziękuję, Nadine. Nadine skinęła głową, położyła tacę na 

stoliku i wyszła.

- Jakiś czas temu robiłem interesy z pani ojcem. - Royce wziął filiżankę z 

rąk Katy. - Posłałem do jego stadniny moją najlepszą klacz, by pokrył ją wasz 

ogier, Srebrny Księżyc. Piękne źrebię z tego wyszło.

- Jak się nazywała ta klacz?

- Jutrzenka.

background image

- Pamiętam ją - uśmiechnęła się Katy. - Aż do chwili ślubu zajmowałam się 

końmi.   Srebrny   Księżyc   to   jeden   z   naszych   najlepszych   ogierów.   Potomstwo 
zawsze   dziedziczy   jego   inteligencję   i   sylwetkę.   Zobaczy   pan,   że   dzięki   temu 

źrebakowi wygra pan jeszcze mistrzostwa.

- Szkoda, że sam nie pojechałem wtedy z klaczą -uśmiechnął się Royce. - 

Może spotkałbym panią przed Coltrane'em.

Na   wypolerowanej   posadzce   rozległy   się   głośne   kroki   i   w   rozmowę 

wmieszał się nagle ostry głos Garretta.

- Nic by ci to nie dało, Hutton. Byłeś wtedy żonaty.

-   Garrett   energicznie   wkroczył   do   salonu,   rzucając   okiem   na   żonę,   i 

zatrzymał wzrok na Huttonie.

- Jeszcze jeden przykład, że nie udaje mi się zrobić niczego we właściwym 

czasie - odparł sucho Royce.

- Jeden wygrywa, inny przegrywa. Takie jest życie.
-   Garrett   usiadł   na   kanapie   obok   Katy.   Wydawało   się,   że   de   zwraca 

najmniejszej   uwagi   na   to,   że   zakurzone   dżinsy   mogą   zabrudzić   nieskazitelnie 
białą skórę. Myślał zupełnie o czym innym.

- Jest jeszcze kawa?
-   Poproszę   Nadine,   żeby   przyniosła.   -   Katy   wstała.   Nagle   poczuła   się 

niepewnie. Obecność Garretta wywoływała jakieś dziwne napięcie. Przez chwilę 
zastanawiała się, czy aby nie jest zazdrosny, ale uznała, że przemawia przez niego 

raczej poczucie własności. Gdy ukradkiem obserwowała twarz męża, uzmysłowiła 
sobie, że jest on typem mężczyzny, który nauczył się, jak pilnować tego, co jego 

zlaniem   do   niego   należy,   nawet   jeśli   owa   „własność”   wcale   nie   chce   być 
pilnowana.

Bezpośredni sposób bycia Royce'a Huttona rozładował sytuacje. Wydawało 

się, że jest on skłonny respektować oczywiste prawo Garretta i do domu, i do 

żony. Katy nie była pewna, czy chce być uznana za własność męża, ale była mu 
wdzięczna, że nie doszło do żadnej sceny.

- Nie przyszedłem tu tylko po to, żeby się przedstawić. - Royce uśmiechnął 

się do Katy, dopijając kawę. - Chciałem zaprosić was oboje na drinka dziś wieczór. 

Urządzam małe sąsiedzkie spotkanie. Wiem, że powinienem był was uprzedzić 

background image

wcześniej, ale chyba teraz, w okresie miodowego miesiąca, nie macie zbyt dużo 

zobowiązań towarzyskich.

- Bardzo chętnie poznam sąsiadów - ucieszyła się Kąty. Garrett zmarszczył 

brwi. Nie była pewna,  czy dlatego przyjęła zaproszenie,  że nie chciała spędzić 
kolejnego wieczoru sam na sam z mężem, czy też subtelnie i trochę podświadomie 

starała się go sprowokować. Ostatnio coraz częściej zdarzało się, że nie rozumiała 
samej siebie.

Garrett   popatrzył   na   nią   przeciągle,   ale   w   końcu   skinął   głową   bez 

specjalnego entuzjazmu.

- Przyjdziemy - powiedział do Huttona.
-   Misja   zakończona   -   oznajmił   Royce,   wstając   od   stołu.   -   Pójdę   już. 

Spodziewam się po południu paru Australijczyków. Zechcą obejrzeć moje konie.

- Dziękujemy, że pan wpadł - Katy uśmiechnęła się ciepło. - Bardzo się 

cieszymy na ten wieczór.

- No to do zobaczenia. - Royce wsiadł do zaparkowanego przed domem 

BMW, zapuścił silnik i wycofał się z podjazdu.

- Nie musisz stać w drzwiach i patrzeć za nim - warknął Garrett.

- Wcale tego nie robiłam. - Katy była zaskoczona opryskliwym tonem męża.
- Mam nadzieję. Wolałbym, żebyś sobie nie zawracała głowy Huttonem. 

Ani on tobą.

- Nie sądzę, by miał taki zamiar - żachnęła się Katy.

- Tak myślisz? Parę miesięcy temu się rozwiódł. Na pewno zechce pokazać, 

co potrafi. Ostatnio uganiał się za każdą spódnicą.

- Garrett, jesteś śmieszny.
- Tylko ostrożny.

- Zupełnie nie rozumiem, o co ci chodzi - wycedziła Katy przez zęby. Nagle 

ogarnęła ją furia. - Royce wie wszystko o stadninie mego ojca. Wie, że jestem 

córką   Harry'ego   Randalla   i   jestem   pewna,   że   poinformuje   o   tym   wszystkich 
swoich gości. Przecież to jeden z powodów, dla których się ze mną ożeniłeś, czyż 

nie? Chciałeś dowieść sobie i innym, że jesteś dostatecznie bogaty i ustabilizowa-
ny, by móc poślubić córkę człowieka, którego stajnie kiedyś sprzątałeś. Dzięki 

zaproszeniu Royce'a będziesz mógł dzisiejszego wieczoru zademonstrować swój 

background image

nowy nabytek.

- Do licha, sama nie wiesz, co mówisz. - W oczach Garretta pojawiły się 

groźne błyski.

- Mówię tylko to, co mówiło wielu gości na weselu.
- I ty im wierzyłaś? - Garrett nie posiadał się ze zdumienia.

-   Wtedy   nie.   Uwierzyłam   dopiero   później,   gdy   uświadomiłam   sobie,   że 

mnie nie kochasz. Wtedy widziałam jeszcze inne przyczyny naszego małżeństwa. 

Fakt,   że   jestem   córką   Harry'ego   Randalla,   wystarczająco   tłumaczy   twoje 
zainteresowanie  moją osobą.  Byłam tylko zbyt głupia,  by szukać prawdziwych 

motywów naszego małżeństwa, zanim jeszcze znalazłam się przed ołtarzem.

- Do diabła, Katy, jedyna rzecz, jakiej ostatnio szukasz, to kłopoty i jeśli nie 

będziesz   bardziej   ostrożna,   znajdziesz   je.   Nie   ożeniłem   się   z   tobą   po   to,   by 
pokazać   światu,   że   mogę   sobie   pozwolić   na   poślubienie   córki   mego   dawnego 

pracodawcy.   Na   litość   boską,   zastanów   się   choć   przez   chwilę.   Czy   naprawdę 
myślisz, że byłbym w stanie związać się z kobietą tylko po to, by komukolwiek 

cokolwiek udowodnić? Nie jestem masochistą.

Nagle rozległ się na dworze jakiś hałas. Szczęśliwi, że mogą zakończyć tę 

rozmowę, odwrócili się jak na komendę. Ujrzeli ciężarówkę z przyczepą.

- O, przywieźli Herosa - powiedziała Katy obojętnym tonem.

- Punktualnie. - Garrett wyszedł na dwór. Podbiegł do przyczepy.
Katy stała w drzwiach. Żałowała swoich wcześniejszych słów. Nie ruszyła 

się z miejsca, dopóki nie wyczula. że nie jest sama. Odwróciła się trochę zbyt 
nerwowo i ujrzała Nadine Bracken. Kobieta spoglądała na nią w milczeniu. Katy 

zastanawiała się, czy słyszała ich rozmowę.

- Przestraszyłaś mnie. - Kąty usiłowała się uśmiechnąć.

- Nie wiem, czy mam zmienić pościel - powiedziała Brackenowa.
Katy skrzywiła się na samą myśl o tym, że Nadine prawdopodobnie wie, iż 

jej nowi gospodarze nie spali razem tej nocy.

-   Nie,   możemy   z   tym   zaczekać   do   jutra.   Jesteś   już   wolna.   Sama   się 

wszystkim zajmę. Wieczorem wychodzimy.

- W porządku. - Nadine bezszelestnie wycofała się z pokoju.

Katy   obserwowała   scenę   rozgrywającą   się   przed   domem,   Garrett   był 

background image

pochłonięty rozmową z kierowcą ciężarówki. Wyszła więc i powoli podeszła do 

przyczepy. Była bardzo ciekawa, jak wygląda Heros, Przypomniał jej się ten dzień 
z dzieciństwa, gdy ukradkiem wymknęła się na rodeo. Miała wtedy piętnaście lat i 

była zapatrzona w Garreta. Jak przez mgłę pamiętała dość ospałego kasztana, na 
którym jeździł, budową przypominającego raczej buldoga niż ogiera. Pamiętała 

również, jak w tego z pozoru sennego konia wstąpiła jakaś dzika energia, gdy 
znalazł się na arenie. Garrett zwyciężył wówczas w wielkim stylu.

Heros chyba nie jest już młody, pomyślała. Ma pewno siedemnaście albo 

osiemnaście   lat.   To   dużo   jak   na   konia.   Garrett   opiekował   się   nim   przez   te 

wszystkie lata po wycofaniu się z rodeo. To o czymś świadczy. Katy na myśl o tym 
złagodniała nieco i nawet poczuła lekkie wzruszenie.

Właśnie   sprowadzano   Herosa   z   przyczepy,   gdy   Katy   do   mej   podeszła. 

Uśmiechnęła się. Widać było, że koń nie ma żadnych kłopotów z zejściem. Był 

przyzwyczajony   do   podróży.   Otarł   łeb   o   ramię   Garretta   i   machnął   ogonem. 
Wyglądał na znudzonego.

- Nie wydaje się bardziej ożywiony niż wtedy, gdy widziałam go ostatnio - 

zaczęła   Katy,   chcąc   przerwać   jakoś   niemiłą   atmosferę,   jaką   wywołała   przy 

śniadaniu. Było jej przykro, że nie powściągnęła trochę języka.

Garrett zmierzył ją od stóp do głów, jakby starając się dociec, skąd nagle 

ten przyjazny ton w głosie. Heros postawił uszy na dźwięk głosu Katy i popatrzył 
na nią senno-leniwym wzrokiem.

- Poczciwy Heros wygląda tak od urodzenia. Nie przypomina smukłych, 

delikatnych, nerwowych arabów ze stadniny twego ojca.

-   Nie,   nie   przypomina   -   przyznała,   zastanawiając   się,   czy   te   słowa   nie 

odnoszą się w jakiejś mierze i do niej. - Trudno powiedzieć, aby był delikatny. - Ty 

też nie, dodała w duchu.

-   Kiedy   poprzednio   go   widziałaś?   -   spytał,   gładząc   pieszczotliwie   szyję 

zwierzęcia.

- Gdy miałam piętnaście lat, na rodeo. Urwałam się ze szkoły, bo słyszałam, 

że ty... - zamilkła raptownie, starając się ukryć zmieszanie, - Postanowiliśmy z 
paroma   przyjaciółmi   zwiać   ze   szkoły   i   pojechać   na   rodeo.   Strasznie   byliśmy 

ciekawi.   Nigdy   przedtem   nie   uciekłam   ze   szkoły,   Było   to   dla   mnie   niezwykłe 

background image

wydarzenie. O ile sobie przypominam, jeździłeś na Herosie.

- Naprawdę? - Oczy Garretta rozbłysły. - To była dla ciebie atrakcja? A ja 

myślałem,   że   bywałaś   wtedy   tylko  na   eleganckich   wyścigach   i   pokazach   jazdy 

konnej. Angielskie siodło, wytworny strój amazonki, lśniące oficerki. -Spojrzał na 
nią z uśmiechem. W oczach zatliły mu się iskierki humoru. - Dlaczego miałabyś 

oglądać facetów w starych dżinsach, tarzających się w kurzu i błocie?

-   Dla   odmiany   -   odparła,   podnosząc   zaczepnie   głowę.   Niech   sobie   nie 

myśli, że powie mu prawdę.

- O tak, to była niezła odmiana. No i co, podobałem ci się?

- Przyszło mi wtedy do głowy, że możesz sobie połamać wszystkie kości, o 

ile nie skończysz z tymi wyczynami.

- Miałaś rację. To dobre dla młodych. Ale nie rokuje żadnej przyszłości. 

Dlatego   dałem   spokój.   -   Przerwał   na   chwilę,   wciąż   głaszcząc   Herosa.   -   Jak 

myślisz, złamałem sobie wtedy parę kości?

-   Tak-   odpowiedziała   stanowczo.   Przypomniała   sobie,   jak   się   bała,   gdy 

wyjechał   na   arenę   na   ogromnym   byku.   Przez   chwilę   wisiał   uczepiony   jego 
brzucha,   ale   gdy   wreszcie   znalazł   się   na   ziemi,   byk   przewrócił   się   na   niego. 

Garrettowi   udało   się   jakoś   spod   niego   wyśliznąć,   unikając   rogów,   a   byka 
odciągnięto. Jednak Katy trzęsła się ze strachu.

W niedługi czas potem Garrett wygrał konkurencję rzucania lassem, jak 

gdyby pół godziny wcześniej nie stal twarzą w twarz ze Śmiercią.

- Koniec końców to ty zostałaś tak ciężko ranna, że już nigdy potem nie 

chciałaś wsiąść na konia - podsumował spokojnie Garrett.

- Cóż, ironia losu - uśmiechnęła się cierpko.
- Katy.

- Tak? - Odwróciła ku niemu głowę.
- Tamtego dnia, kiedy uciekłaś ze szkoły, żeby zobaczyć rodeo...

- To co?
- Zrobiłaś to po to, żeby zobaczyć mnie? - spytał miękko.

On wie, przemknęło jej przez głowę. Domyślił się.
- To było tak dawno, Garrett - uśmiechnęła się. - Właściwie już nawet nie 

pamiętam,   dlaczego   uważałam,   że   warto   dla   rodeo   zaryzykować   opuszczenie 

background image

lekcji. - Odwróciła się i poszła w kierunku domu.

Obserwował   jej   zgrabną   sylwetkę.   Pamiętał   dokładnie   kształty   jej   ciała, 

oczami   wyobraźni   widział,   co   kryje   się   pod   obcisłymi   dżinsami.   Nie   tylko   on 

patrzył na Katy z uznaniem. Młody kierowca też się w nią wpatrywał. Garrettowi 
wydawało się, że tego dnia każdy mężczyzna będący w pobliżu po prostu pożera 

jego żonę wzrokiem. Najpierw Royce Hutton, a teraz ten.

- Zaprowadzę Herosa do stajni. Wrócę za parę minut. - Było w jego głosie 

coś, co zabrzmiało jak ostrzeżenie.

-   Poczekam   -   odrzekł   młody   człowiek.   Garrett   ujął   wodze   i   ostrożnie 

poprowadził konia ku stajni.

-   Wiesz   co,   stary?   Ona   kłamała.   Widziałem   to   w   jej   oczach.   Nie   umie 

kłamać. Naprawdę zwiała ze szkoły po to, żeby oglądać nas, ciebie i mnie. Była 
nami zachwycona. Wyobrażam sobie jej rodziców, gdyby się dowiedzieli, że ich 

córka   ugania   się   za   kowbojem   z   rodeo,   który   nie   ma   przed   sobą   żadnej 
przyszłości.

Heros   zarżał   cicho,   ale   trudno   byłoby   powiedzieć,   czy   oznaczało   to 

odpowiedź na zwierzenia Garretta.

-   Wiesz,   stary,   w   dniach   naszej   chwały   prezentowaliśmy   się   naprawdę 

nieźle. - Garrett otworzył drzwi stajni i wprowadził konia do boksu. - Szkoda, że 

nie mogę znów wyjść na arenę i udawać rycerza w lśniącej zbroi.

Heros   nie   słuchał.   Zajął   się   sianem.   Garrett   zamykał   właśnie   drzwi   od 

boksu, gdy w stajni pojawił się Bracken.

-   To   na   tego   stwora   czekaliśmy,   tak?   -   spytał   i   poklepał   Herosa   po 

potężnym zadzie.

- Tak, to on. - Garrett oparł się o barierkę. - Wiesz, Emmett, czas rozejrzeć 

się za jakąś dobrą klaczką dla mojej żony.

- Jeździ konno? - spytał Bracken.

- Była ranna parę lat temu i od tamtego czasu nie jeździ. Przestraszyła się 

konia. Myślę jednak, że już najwyższy czas, by znów spróbowała.

- A co ona o tym myśli? Ludzie, których koń przestraszył, mają na ogół uraz 

na zawsze. - Wzrok Emmetta wyrażał zwątpienie. - Im więcej czasu mija, tym 

mniejszą mają ochotę zasiąść w siodle.

background image

- Wiesz, Emmett, lepiej nie pytać kobiety o zdanie. Zwłaszcza jeśli jest to 

sprawa, co do której już powzięła decyzję.

- To znaczy, że nie będzie miała nic przeciwko temu?

- Zobaczymy. Garrett wyszedł ze stajni. Im częściej myślał o tym, by Katy 

znów zaczęła jeździć konno, tym bardziej ten pomysł mu się podobał. Kto wie, czy 

nie pomoże to ich związkowi.

Będzie to jedna rzeczy, którą będą mogli robić razem. Jedna z tych, które 

ich łączą.

A poza tym, może Katy będzie mu wdzięczna, że pomógł jej przezwyciężyć 

dawny uraz. Wdzięczność kobiety to dużo. A nuż uda mu się zmienić ją w miłość.

background image

ROZDZIAŁ 6

W kilka godzin później Garrett stal w drzwiach domu Royce'a Huttona 

prowadzących na niewielkie patio. Wieczór byt ciepły, ale nad morzem zawisły już 

ciemne chmury. Spojrzał na zegarek i pomyślał, że przypuszczalnie będą wracać 
do domu w deszczu.

Hutton zaprosił na przyjęcie większość sąsiadów. Goście zgromadzeni w 

salonie byli co prawda ubrani w sposób nieoficjalny, ale nie ulegało wątpliwości, 

że są to ludzie zamożni, o pewnej pozycji społecznej. Garrett znal niektórych z 
nich.   Oprócz   dwóch   wykładowców   z   pobliskiego   college'u,   byli   tutaj 

przedstawiciele   najrozmaitszych   zawodów   -   od   producentów   sprzętu 
komputerowego po wy -twórców win. Niektórzy uważali się za ziemian. Intereso-

wała ich hodowla koni rasowych i drogie ogiery.

Garrett wiedział, że jeszcze dziesięć lat temu ludzie ci nie zaszczyciliby go 

nawet jednym spojrzeniem, ale dziś traktowali jak równego sobie. Zaakceptowali 
również jego żonę. Dzięki swemu pochodzeniu od razu stała się jedną z nich.

Na   myśl   o   tym   przypomniała   mu   się   dzisiejsza   rozmowa   z   Katy   i   jej 

zarzuty. Do diabła, przecież nie ożenił się z nią po to, by wejść w ten świat. Na 

wspomnienie   jej   oskarżycielskiego   wzroku   zacisnął   zęby.   Wiedział,   że   była 
delikatną, miłą istotą, ale jej przewrażliwienie go zaskoczyło. Tylko dlatego że nie 

uczynił   paru   melodramatycznych   wyznań   miłosnych,   wyciągnęła   tak   daleko 
posunięte i fałszywe wnioski.

Na   dźwięk   jej   głosu   obejrzał   się.   Zobaczył   swoją   żonę   pogrążoną   w 

rozmowie z jakimś gadatliwym starszym mężczyzną rozprawiającym o drzewach 

genealogicznych. Widać było, że Katy czuje się swobodnie i imponuje rozmówcy 
swoją wiedzą na ten temat. Oczy błyszczały jej z podniecenia, a uśmiech sprawiał, 

że Garrett poczuł nieodpartą chęć, by wziąć ją na ręce i zanieść do najbliższego 
łóżka. Teraz, gdy wiedział, jak bardzo jest zmysłowa, nie dawała mu spokoju myśl 

o   przymusowym   celibacie.   Miał   przed   sobą   trzy   miesiące   pokusy   i   nie 
zaspokojonego pożądania. Nie mógł odżałować straconego czasu.

Z drugiej strony, zreflektował się, gdyby wziął Katy do łóżka, zanim się 

pobrali, mogłaby dokonać swego katastrofalnego „odkrycia” znacznie wcześniej i 

background image

zrezygnować z małżeńskich planów. W ten sposób przynajmniej czekają go trzy 

miesiące.

Problem w tym, że będzie miał żonę, ale nie będzie miał tego, na czym mu 

najbardziej zależało.

Pamiętał wyraz jej oczu, gdy opowiedziała mu o tym dniu przed laty, kiedy 

urwała się z lekcji. Paliła się wtedy do niego, to pewne. A gdy ponownie pojawił 
się w jej życiu, była przekonana, że go kocha. W ich noc poślubną oddawała mu 

się całą sobą.

Na pewno jej uczucia nie mogły zgasnąć w ciągu paru godzin, nawet jeśli 

nie   zachował   się   tak,   jak   tego   oczekiwała.   Garrett   wpatrywał   się   w   kieliszek, 
usiłując   uporać   się   z   tym   problemem.   Musi   znaleźć   jakiś   sposób   przełamania 

barier, które wyrosły między nimi. Żałował, że nie zna się na uwodzeniu kobiet 
tak dobrze jak na prowadzeniu konia.

- No i jak znajdujesz małżeństwo, Coltrane? - usłyszał nagle czyjś głos.
Odwrócił   gwałtownie   głowę   i   zobaczył   Dana   Bartona,   zadbanego, 

eleganckiego mężczyznę mniej więcej w swoim wieku.

- Interesujące - odparł, nadal wpatrując się w Katy.

-   Widzę,   że  wciąż   jeszcze   jesteś   na   etapie   wstępnym   -   powiedział   Dan, 

podążając za jego wzrokiem.

- A co to za etap?
-   Etap,   na   którym   odkrywasz,   że   nie   zawsze   wiesz,   o   czym   ona   myśli. 

Kobiety to dziwne istoty, stary. Fascynujące, ale dziwne.

-   Wierzę   ci.   -   Garrett   pociągnął   łyk  piwa.   Lubił   Dana.   Poznali   się,   gdy 

zaproszono  ich  obu,  by wygłosili  parę  wykładów  na  kursach dokształcających. 
Dan był księgowym. Jego wykłady z dziedziny finansów zazębiały się z wiedzą 

Garretta na temat zarządzania farmą. Od tamtego czasu często spotykali się przy 
podobnych okazjach.

- Cieszę się, że znalazłeś żonę, która ma rozeznanie w twoich interesach. 

Rozmawiałem z nią. Jest ekspertem w swojej dziedzinie, prawda?

- W jej rodzinie hodowano araby, zanim jeszcze przyszła na świat - wyjaśnił 

Garrett. - Wygrała niejeden turniej, gdy była młodsza. Przez ostatnie dwa lata to 

ona zarządzała stadniną ojca.

background image

- Będzie cennym nabytkiem w twojej firmie.

- Też tak myślę - zgodził się Garrett.
- Wydaje mi się, że będziecie świetnym małżeństwem.

-   Na   pewno   -   odparł   Garrett.   W   tym   momencie   zauważył,   że   do   Katy 

podchodzi Royce Hutton.

- Przepraszam cię, Dan. Wrócę już do żony.
- Ależ rozumiem. - Dan mrugnął porozumiewawczo - a Hutton ostatnio 

wciąż   szuka   jakiejś   nowej   zdobyczy.   To   przez   ten   rozwód.   Zachowuje   się   jak 
nienormalny.

Katy   spostrzegła   idącego   ku   niej   Garretta   w   tym   samym   momencie,   w 

którym zobaczyła Royce'a Huttona. Zastanawiała się, czy to zbieg okoliczności, 

czy też w Garretcie odezwało się poczucie własności. Postanowiła nie roztrząsać 
tej sprawy. Uśmiechnęła się do męża. Gdy objął ją lekko w pasie, nie broniła się. 

W tej samej chwili u jej boku zjawił się Hutton. Uśmiechał się szeroko.

- Wygląda na to, że Coltrane wciąż jeszcze pamięta swoje sztuczki z rodeo. 

Krótko cię trzyma, Katy.

Parę osób roześmiało się. Katy poczerwieniała, Garrett ścisnął ją mocniej. 

Uśmiechał się niewyraźnie. Oczy mu błyszczały.

- Żyjemy w niebezpiecznych czasach - stwierdził ironicznie. - Mężczyzna 

musi dbać o to, co dla niego najcenniejsze. - Rzucił okiem na zegarek. - Myślę, że 
już na nas czas - zwrócił się do Katy.

- Od razu poznać młodego małżonka - zauważył ktoś z rozbawieniem. - Nie 

może się doczekać, kiedy będzie z żoną sam na sam.

-   Pamiętam,   jak   to   było   -   wtrącił   inny   mężczyzna   wzdychając.   Żona 

szturchnęła   go   w   bok.   Zebrani   spoglądali   na   nowożeńców   z   sympatią   i 

życzliwością, życząc im wszystkiego najlepszego.

Katy czuła, że robi jej się gorąco. Myślała o czekających na nich w domu 

dwóch oddzielnych łóżkach. Tego rodzaju dogadywanie byłoby nieznośne nawet 
dla najczulszych kochanków, a co dopiero dla nich. Chciała jak najprędzej stąd 

wyjść. Gdy poczuła, że Garrett kieruje ją łagodnie ku drzwiom, poddała mu się z 
ochotą.

-   Dobranoc,   Royce.   Dziękujemy   za   zaproszenie.   Miło   nam   było   poznać 

background image

sąsiadów - wyrzuciła z siebie jednym tchem, zanim wyszli.

- Cala przyjemność po mojej stronie, Katy - uśmiechnął się Royce, - Do 

zobaczenia wkrótce.

Na dworze lało jak z cebra.
- Poczekaj tutaj - rzucił Garrett, pozostawiając ją na ganku. - Przyprowadzę 

samochód.

- Przecież to niedaleko - zaprotestowała. - Raz, dwa przebiegniemy.

- Do licha, Katy, powiedziałem, żebyś tutaj zaczekała. Nie musimy oboje 

moknąć. Zaraz wrócę.

Westchnęła. Nie chciała sprawiać mu kłopotu. Garrett poślubił partnerkę 

w interesach i była zdecydowana grać tę rolę do końca. Została jednak tam, gdzie 

jej polecił. Najwyraźniej postanowił traktować ją jak żonę.

Przez   głowę   Katy   przemykały   różne   myśli,   ogarniały   ją   na   przemian 

uczucia  tęsknoty i nadziei. Od trzech dni popadała w zmienne  nastroje,  a nie 
wiedziała, ile czasu jeszcze upłynie, zanim zdoła nad sobą zapanować.

Prawda wygląda tak, że jest bardzo zakochana w swoim mężu i wie, że on 

jej  pragnie.   Na dodatek  mieszkają  pod  tym  samym  dachem.  Takie  połączenie 

uczuć i okoliczności wystarczy, aby zachwiać nawet najbardziej nieugiętą decyzją. 
Odkrycie własnego gorącego temperamentu na pewno nie pomoże jej wytrwać w 

postanowieniu. Była dostatecznie bystra, by wiedzieć, że absolutnie nie może na 
sobie polegać. Życie w permanentnym  gniewie było całkowicie sprzeczne z jej 

naturą.

Patrzyła bezmyślnie na strugi deszczu i oczami wyobraźni coraz wyraźniej 

widziała swoją przyszłość. Nigdy nie zdoła grać przez trzy miesiące roli partnerki 
Garretta w interesach i współlokatorki, kiedy jedyną rolą, jaka ją interesowała, 

była rola żony.

Rozmyślała jeszcze nad swoją nieszczęsną przyszłością, gdy na podjeździe 

błysnęły reflektory mercedesa. Zahamował tuż przed nią, drzwiczki otworzyły się.

- Szybciej, Katy, bo zmokniesz - zawołał Garrett.

Zbiegła ze schodów, uważając, by się nie potknąć. Udało jej się dobiec do 

samochodu prawie nie zmoczywszy płaszcza.

- Ulewa rzeczywiście szybko tutaj dotarła - powiedziała obojętnym tonem, 

background image

zapinając pas.

- Tak. I na tym skończyła się rozmowa na tematy neutralne.
W samochodzie zaległa cisza. Podobna cisza panowała, gdy parę godzin 

wcześniej jechali do Huttona.

Zgoda,   Garrett   musiał   się   skoncentrować,   aby   wyprowadzić   wóz   z 

podjazdu. Deszcz lał, wokół panowały ciemności.

- Dobrze się bawiłaś? - zagadnął po pewnym czasie.

- O tak, było bardzo miło.
- Spotkałem już niektórych z tych ludzi wcześniej, gdy przyjeżdżałem tutaj 

organizować firmę - oznajmił chłodno Garrett.

- Domyśliłam się. - Katy zastanawiała się, co też chciał przez to wyrazić. Był 

w jego słowach jakiś ukryty sens, - Wydali mi się sympatyczni - dodała po chwili.

- Owszem - wzruszył ramionami. - Hutton po rozwodzie zachowuje się co 

prawda   trochę   zbyt   swobodnie,   a   niektórym   wydaje   się,   że   oficjalna   granica 
ubóstwa leży nieco poniżej dochodu stu tysięcy dolarów rocznie, ale tak w ogóle to 

przyzwoici ludzie.

- Na pewno masz rację. - Katy czuła, że coś tu zostało nie dopowiedziane. 

Garrett widocznie też, bo gdy znów się odezwał, z trudem się opanował, by nie 
wybuchnąć.

- Katy, oni zaakceptowali mnie przed pięciu laty. Naprawdę nie musiałem 

wżeniać się w twoją rodzinę, aby otrzymać od nich zaproszenie, Potrzebowałem 

tytko odpowiedniego poziomu dochodów i umiejętności porozumiewania się ich 
językiem.

Katy nerwowo przełknęła ślinę. Była w domu. Próbował ją przekonać, że 

ożenił się z nią nie tylko dlatego, że była Randallówną z domu.

-   Przepraszam   za   to,   co   powiedziałam   dziś   po   południu,   Garrett   - 

wykrztusiła. - Nie miałam prawa oskarżać cię, że ożeniłeś się ze mną ze względu 

na moje pochodzenie.

- Może nie podobają ci się wszystkie powody, dla których cię poślubiłem, 

ale chcę, żeby choć jedno było jasne. Nigdy nie miałem zamiaru traktować cię 
jako przynęty na ważnych klientów ani też wchodzić za twoim pośrednictwem do 

wyższej klasy społecznej.

background image

Katy zrozumiała, jak bardzo go uraziła. Nerwowo zaciskała dłonie.

-   Wiem,   Garrett.   Jesteś   na   to   zbyt   dumny.   Byłam   po   prostu   zła   i 

przygnębiona, dlatego tak się zachowałam. Ostatnio oboje mieliśmy dużo stresów.

- Zupełnie niepotrzebnych.
- Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji - ciągnęła ostrożnie.

-   W   cholernie   nienaturalnej   sytuacji.   W   głupiej   sytuacji.   Idiotycznej. 

Człowieka o zdrowych zmysłach może ona doprowadzić do obłędu.

Katy   obserwowała   go   kątem   oka.   Zmarszczył   brwi.   Zacisnął   dłonie   na 

kierownicy z taką siłą, jakby chciał ją zmiażdżyć.

- To się nie uda, prawda, Garrett? - spytała wreszcie, siląc się na spokój.
- Co się nie uda? Trzy miesiące życia jak rodzeństwo, które dzieli wspólne 

mieszkanie? Nie, to się rzeczywiście nie uda.

Katy   zaczerpnęła   tchu.   Musi   podjąć   decyzję.   Podobnie   jak   Garrett   nie 

wytrzyma długo w takiej sytuacji.

-   Może   -   zaczęła   ostrożnie   -   może   powinniśmy   spróbować   jeszcze   raz. 

Oczywiście jeśli chcesz.

- Katy ! - Garrett był jak ogłuszony.

- Może masz rację - kontynuowała, starając się zapomnieć o wszystkich 

dręczących   ją   wątpliwościach.   -   Może   ja   rzeczywiście   niewłaściwie   sobie   to 

wyobrażałam.   Może   za   wiele   oczekiwałam   od   małżeństwa.   Dałam   się   ponieść 
dawnym, dziewczęcym emocjom, które powinnam była porzucić dawno temu.

- Katy...
Nie   odpowiedziała,   wpatrywała   się   intensywnie   w   ciemność   za   oknem. 

Stopniowo   cały   ten   zamęt   umysłu,   jaki   przeżywała   od   nocy   poślubnej,   zaczął 
powoli ustępować, czyniąc miejsce racjonalnemu spojrzeniu na sytuację.

-  Pod  wieloma  względami  masz   słuszność   Garrett.  Moglibyśmy   tworzyć 

dobry związek. Mamy wspólne interesy, szanujemy się nawzajem i aż do naszej 

nocy poślubnej łączyła nas przyjaźń.

- Katy, kochanie, oczywiście, że tak. Właśnie to starałem ci się od paru dni 

wytłumaczyć. - W głosie Garretta brzmiało podniecenie. Jeszcze mocniej zacisnął 
dłonie na kierownicy. - Przykro mi, że twoja noc poślubna nie wypadła tak, jak 

tego oczekiwałaś. To moja wina. Byłem zmęczony i za bardzo cię pragnąłem. Tak 

background image

dawno nie byłem z żadną kobietą. - Przerwał na chwilę. - W każdym razie byłem 

zbyt szybki. Teraz to wiem. Powinienem był bardziej liczyć się z tobą. A później od 
razu zasnąłem. Nie wiem, jak mogłem to zrobić. Po prostu wydawało mi się, że ty 

już więcej nie chcesz, to znaczy, że już nie masz ochoty się kochać i... Mniejsza o 
to. Chcę po prostu powiedzieć, że wiem, iż nie zachowałem się jak należy i przykro 

mi   z   tego   powodu.   Jeśli   dasz   mi   jeszcze   jedną   szansę,   postaram   się,   zrobię 
wszystko, żeby ci było dobrze. Przysięgam. Katy obserwowała jego profil. Własne 

zakłopotanie było niczym w porównaniu z jego problemami.

-   Garrett,   na   litość   boską,   o   czym   ty   mówisz?   Było   mi   dobrze. 

Powiedziałam ci przecież. Naprawdę. To było wręcz niewiarygodne. Nie miałam 
pojęcia, że mogę cos' podobnego przeżyć. Jesteś... jesteś fantastycznym kochan-

kiem.

- Jeśli naprawdę byłbym taki fantastyczny - Garrett odwrócił na moment 

wzrok od szosy - nigdy by nie doszło do takiej sytuacji między nami. Nie miałabyś 
tylu wątpliwości. Nie zaczęłabyś mnie nienawidzić.

-   Ależ   Garrett,   ja   cię   wcale   nie   nienawidzę.   -   Wpatrywała   się   w   niego 

zdumiona, że mógł dojść do takiego wniosku.

- Czy ty w ogóle masz pojęcie, co ja przeszedłem od czasu naszej nocy 

poślubnej?

- Wiem, Garrett.
- Na litość boską, kochanie, ja... Nie zdążył dokończyć myśli. Błyskawicznie 

nacisnął hamulec. Katy ujrzała ogromny ciemny kształt wyłaniający się z rowu 
prosto   na   szosę   dokładnie   w  tym   samym   momencie,   gdy   Garrett   zahamował. 

Przez parę sekund reflektory oświetlały Herosa.

Koń stał na środku drogi, wyprężony, drżący. Po chwili ruszył w kierunku 

pobocza, po czym przyspieszył i zniknął w strumieniach deszczu.

- Mój Boże, to Heros - wyszeptała Katy, przerażona. - O mało na niego nie 

najechaliśmy.

- Dobrze, że nie jechaliśmy szybciej.

- Mogliśmy wszyscy wylądować w szpitalu.
-   Albo   w   kostnicy.   Ponad   sześćset  kilo   końskiego  mięsa   w  zetknięciu   z 

mercedesem to nie żarty. - Garrett skręcił aa pobocze i zatrzymał się. - W jaki 

background image

sposób on się wydostał? Sam osobiście zamknąłem drzwi do stajni - zastanawiał 

się.

- Musimy go poszukać. Zgubił się i jest przerażony. Może znów skoczyć pod 

jakiś samochód.

- Pójdę za nim. - Garrett otworzył bagażnik i wyjął lasso. - A ty jedź do 

domu.

- Najpierw pomogę ci go znaleźć. - Katy pchnęła drzwiczki. - Kto wie, czy w 

tych warunkach dałbyś radę sam go złapać.

- Nie, Katy. Zniszczysz sukienkę. Dam sobie radę.

- Za późno. - Katy wysiadła już z samochodu i momentalnie przemokła. - I 

tak   już   się   zniszczyła.   Na   szczęście   noszę   płaskie   obcasy.   Wyobraź   sobie,   że 

musiałabym brnąć przez to błoto w szpilkach.

- Katy, a więc pomóż mi...

Ale ona odeszła już w tym kierunku, gdzie zniknął Heros. Garrett zaklął 

pod nosem, wziął latarkę i poszedł za nią. Gwizdnął przeraźliwie.

- Czy ten twój psotny konik przyjdzie na zawołanie?
- Jeśli będzie miał ochotę.

- Być może znów ogarnie go senność, zanim zdąży się za bardzo oddalić. 

Muszę przyznać, że tym razem nie wyglądał na ospałego.

-   0   nie   -   przyznał   Garrett   w   zamyśleniu.   -   Wyglądał   na   porządnie 

wystraszonego. A starego Herosa byle co nie przestraszy.

- Może to ta burza?
- Taak. Pytanie tylko, co on tu robił?

-   Może   to   jacyś   wandale?   Albo   kiepscy  dowcipnisie?   -   zastanawiała   się 

Katy. - A może zamek w drzwiach był wyłamany?

- Do diabła, sam chciałbym to wiedzieć. Ale się dowiem. - Garrett znów 

przeciągle gwizdnął.

- Nie słyszę jakoś grzmiących kopyt konia wracającego na wezwanie swego 

pana - zauważyła Katy.

- Przecież to nie jest koń wyścigowy. Nagle przed oczami Katy przemknął 

jakiś cień.

- Garrett, tam! - zawołała.

background image

- Widziałem. Pójdź na lewo i powoli okrążaj go z tamtej strony. Nie rób 

żadnych gwałtownych ruchów. Tylko go uspokajaj.

- Wiem, jak się obchodzić z przerażonym koniem.

-   Przepraszam.   Zapomniałem,   z   kim   się   ożeniłem.   Naprzód,  cowgirll   - 

roześmiał się.

Katy zmarszczyła brwi, ale nic nie powiedziała. Oddaliła się we wskazanym 

kierunku.

Cała operacja nie trwała długo. Heros wyraźnie się ucieszył, gdy poznał, kto 

za nim idzie. Podbiegł do Garretta i pozwolił uwiązać się na lasso.

Gdy   szli   już   razem   prowadząc   konia,   widać   było,   że   Heros   chce   jak 

najprędzej znaleźć się w domu.

-   Wiem,   co   on   czuje   -   powiedział   Garrett,   gdy   koń   dotknął   głową   jego 

ramienia. - Czas, byśmy już poszli do domu.

Zagłębił dłoń we włosach Katy. Przyciągnął ją do siebie i pocałował w usta.
- Wrócę na koniu - powiedział. - A ty weź samochód Gdy tylko znajdziesz 

się w domu, wskakuj pod gorący prysznic.

- Dobrze, Obserwował ją, gdy siadała za kierownicą. Już miała ruszyć, gdy 

pochylił się do okna.

- Jedź ostrożnie, Katy - przestrzegł. - Jesteśmy już blisko domu, ale w taką 

noc jak dziś ta droga staje się niebezpieczna.

- Dobrze, Garrett. - Pomyślała, jak to miło, że się o nią troszczy.

- Za parę minut będę - zawołał jeszcze.
Katy   skinęła   głową   i   zatrzasnęła   drzwiczki.   Przez   chwilę   siedziała 

nieruchomo, wspominając smak pocałunku Garretta. Obserwowała, jak ostrożnie 
prowadził konia skrajem drogi. Widać było, że Heros doskonale wyczuwa każdy 

ruch ciała swego pana. Może sprawiał wrażenie ospałego, ale trzeba przyznać, że 
był wspaniale wytresowany. Garrett nie potrzebował nawet cugli.

Zniknęli w deszczu, jadąc drogą na skróty, a Katy pomału skierowała się ku 

domowi. Myśli jej zaprzątała decyzja, jaką podjęła.

W istocie było tak, jak gdyby postanowiła ponownie wyjść za mąż. Chociaż 

niezupełnie. Tym razem trudniej jej było podjąć decyzję. Powodowała się miłością 

do Garretta, ale rozsądek ostrzegał ją, że może to być zdradliwe.

background image

Z całą świadomością wkracza z powrotem w intymny związek z mężczyzną, 

który jej nie kocha. Tym razem znała fakty, a jednak podjęła taką samą decyzję.

Zaryzykowała,   gdyż   jakaś   jej   część   nie   chciała   wyrzec   się   Garretta 

Colltrane'a.

Może wreszcie nauczy się ją kochać. A któż może być lepszą nauczycielką 

jak   nie   żona,   pytała   samą   siebie.   Zaparkowała   samochód   przed   domem.   Gdy 
wchodziła do środka, poczuła nagle przypływ jakiegoś irracjonalnego optymizmu.

Zauważyła,   że   w   stajni   pali   się   światło.   A   więc   Garrett   i   Heros   już   są. 

Jeszcze   chwilę  potrwa,   zanim   Garrett   wróci  do  domu.  Musi   najpierw   osuszyć 

konia i oporządzić go na noc. Katy postanowiła zrobić to, o co ją prosił przed 
rozstaniem.

Dziwnie się czuła wchodząc do małżeńskiej sypialni i zdejmując z siebie 

mokrą   suknię.   Przez   ostatnie   dni   zwykła   myśleć   o   tym   pokoju   jako   o   pokoju 

Garretta. Rozejrzała się dokoła. Widać tu było ślady Garretta, wskazujące na dwie 
strony jego natury.

W szafie wisiały zarówno spłowiałe dżinsy, jak i drogie garnitury. Buty z 

cholewami   stały   tuż   obok   wytwornych   bucików   wizytowych.   Na   specjalnych 

uchwytach były zaczepione paski z cienkiej skóry odpowiednie do garnituru, a 
obok   gruby   skórzany   pas   zakończony   srebrną   klamrą   z   wygrawerowanymi 

słowami upamiętniającymi zwycięstwa Garretta w rodeo.

Garrett Coltrane przebył długą drogę od czasu, gdy opuścił stajnie jej ojca. 

Wiele się nauczył, ale nigdy nie nauczył się, jak kochać kobietę, pomyślała. Tyle 
sprzysięgło się przeciw niemu. Po pierwsze, miał nie najlepszych nauczycieli w 

osobach rodziców, po drugie - złe doświadczenia z kobietą, która przez miłość 
rozumiała jedynie zaspokojenie własnego pożądania. Na dodatek wiele czasu i 

energii kosztowało go wspinanie się po szczeblach drabiny społecznej. Niewiele 
już zostawało na przyjemniejsze strony życia. Może jednak nie było jeszcze za 

późno na nauczenie Garretta miłości.

Katy   weszła   do   łazienki   i   puściła   gorący   prysznic.   Zaczynała   właśnie 

rozkoszować się ciepłem spływającej na nią wody, gdy usłyszała, że ktoś wchodzi 
do łazienki. Nerwowo ścisnęła mydło.

- Garrett? - spytała.

background image

Drzwi   kabiny   z   prysznicem   otworzyły   się   gwałtownie.   Stał   przed   nią 

Garrett wpatrzony w jej nagie ciało. Był rozebrany i wydawało się, że wypełnia 
sobą   całą   przestrzeń   między   kabiną   prysznica   a   łazienką.   Widać   było,   że   jest 

podniecony. Gdy wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi, mięśnie napięły mu 
się pod gładką, opaloną skórą.

- Chyba to będzie romantyczne - powiedział, wciąż nie spuszczając z niej 

wzroku.

-   Co?   -   Instynktownie   podniosła   do   piersi   rękawicę   do   mycia,   by 

natychmiast   uświadomić   sobie,   jak   niewiele   ona   przykrywa.   Uśmiechnęła   się 

niepewnie.

- Wspólny prysznic. - Garrett ujął jej podbródek. -Myślę, że mógłbym się 

przyzwyczaić do odrobiny romantyzmu.

- Wierzę w twoje zdolności adaptacyjne - zażartowała. Przesunęła palcami 

po   jego   klatce   piersiowej.   Widziała   i   czuła,   że   reaguje   na   bliskość   jej   ciała,   i 
ucieszyła się. Zniknęła gdzieś cala nieśmiałość, tak samo jak wtedy, gdy Garrett 

po raz pierwszy wziął ją w ramiona.

-   Katy,   kochanie,   nie   będziesz   żałowała   swojej   decyzji.   Przysięgam. 

Należymy do siebie. Odpowiadamy sobie. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze, 
że będziemy bardzo szczęśliwi.

- Wydajesz się bardzo pewny siebie.
- Nie ożeniłbym się z tobą, gdybym nie był pewny. Wiem, czego chcę, i 

jestem zdecydowany ciężko pracować, by to osiągnąć. Ty też lubisz pracować. 
Wiem   o   tym.   Proszę   cię   więc,   abyś   włożyła   trochę   wysiłku   w   to,   żeby   nasze 

małżeństwo było udane.

-   Myślisz,   że   to   wystarczy?   -   Ujęła   jego   twarz   w   dłonie   i   przyciągnęła 

gwałtownie ku sobie jego głowę. Rozchyliła usta.

- Katy, moja słodka Katy. - W glosie Garretta wezbrało pożądanie. Przywarł 

wargami do jej ust.

Drżała w jego ramionach. Przycisnęła się do niego całym ciałem.

- Tym razem to ja chcę cię dotykać - wyszeptała.
-   Tak,   Katy,   kochana,   rób   wszystko,   co   chcesz.   Wszystko.   Chcę,   żebyś 

dotykała   mnie   wszędzie.   -   Oparł   dłonie   na   jej   biodrach.   Przesunął   niżej,   na 

background image

pośladki. Ścisnął je delikatnie.

- Chcę, żebyś mnie poznała. Całego. Chcę, żeby ci było dobrze, tak dobrze, 

żebyś nigdy nie chciała nikogo innego. - Glos uwiązł mu w gardle.

Teraz, gdy znajdowała się znów w jego ramionach, nie wyobrażała sobie, by 

mogła kiedykolwiek być z innym mężczyzną.

-  Tylko ciebie  chcę  dotykać  -  szeptała.   - Nikogo  innego nie  mogłabym. 

Naprawdę. Nikogo... - Błądziła palcami po jego mokrych ramionach.

- Ach, Katy, jak mi dobrze. - Zadrżał i przytulił ją jeszcze mocniej. Chwycił 

ją za pośladki i uniósł do góry. -Patrz, co ty ze mną robisz.

- Czuję, co z tobą robię. - Przylgnęła do niego, objęła go za szyję, dumna z 

jego siły. Poczuła, że jest twardy, napięty.

Krzyknęła   z   rozkoszy.   Przywarła   twarzą   do   jego   ramienia,   pieściła   jego 

skórę koniuszkiem języka.

- Pomału, kochanie. Chcę, żeby ci było dobrze. - Garrett westchnął, jego 

ciało przeszedł dreszcz.

- Nie martw się. Jest mi dobrze - roześmiała się.
- Co w tym śmiesznego? - spytał.

- Nic - odparta i znów się uśmiechnęła. Pochyliła głowę, by lekko ugryźć' go 

w ramię.

- Katy.
- Właśnie pomyślałam, jakie to dziwne, że to ja ciebie uspokajam. Zawsze 

wydajesz się taki pewny tego, co robisz.

- Nie przy tobie. Myślę, że popełniłem parę błędów, kochanie.

- Nie w tej dziedzinie - roześmiała się, patrząc mu prosto w oczy.
Uśmiechała się przez cały czas, gdy pomału opuszczał ją w dół, aż stanęła 

na podłodze. Zakręcił prysznic.

-   Jeśli   to   jest   jedyna   rzecz,   jaką   dobrze   robię   -   wymamrotał   -   to 

skoncentruję się na niej.

Katy   zamknęła   oczy,   czując  miłe   podniecenie   i   prawdziwą   rozkosz,   gdy 

Garrett pieścił ją delikatnie, wycierając całe ciało ręcznikiem. Dotknął jej sutek, a 
gdy   poczuł,   że   stwardniały,   pochylił   się,   by   całować   każdą   z   nich   z   ogromną 

czułością i delikatnością.

background image

- Lubisz to, Katy?

- O tak - westchnęła. - Bardzo.
- Powiedz mi, co jeszcze lubisz. Co mam robić.

- Wszystko, co robisz, jest cudowne. - Przesunęła dłoń do jego brzucha, a 

później niżej i zaczęła go pieścić najczulej, jak potrafiła.

- O Boże, Katy -jęknął.
- Dobrze to robię?

- Wspaniale. Nie mogę dłużej czekać.
- Ja też nie.

Garrett wytarł ją do sucha. Gdy kończył, z trudem trzymała się na nogach.
- Pomóż mi - poprosiła. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Posadził na 

łóżku.

- Będę cię trzymał tak mocno, że nigdy nie zechcesz ode mnie odejść.

Położył   się   obok   niej,   rozchylił   jej   uda   i   dotknął   palcami   ciepłego   i 

wilgotnego ciała. Zadrżała, przyciągnęła go do siebie.

Pieścił ją dłońmi i ustami, aby wywołać reakcję, której tak bardzo pragnął. 

Tak bardzo chce, żeby mi było dobrze, ucieszyła się. Wydawało  się, że jest to 

jedyna rzecz na świecie, na której mu naprawdę zależy. Był zajęty wyłącznie nią, 
skoncentrowany   tylko   na   niej,   myślał   jedynie   o   tym,   żeby   sprawić   jej 

przyjemność. Krzyknęła, była jak ogłuszona, wydawało jej się, że zapada się w 
jakąś przepastną otchłań.

A   gdy   powrócili   do   rzeczywistości,   leżeli   przy   sobie   obejmując   się 

wzajemnie,   rozgrzani   namiętnością,   która   doprowadziła   ich   do   najwyższej 

ekstazy. Katy raz jeszcze poddała się prymitywnej sile instynktu, który sprawia, że 
mężczyzna i kobieta przez ułamek sekundy czują się zespoleni w jedno.

background image

ROZDZIAŁ 7

Następnego ranka Heros nie wyglądał wcale gorzej niż zazwyczaj. Garrett 

przechadzał się u wejścia do stajni i obserwował konia zajadającego siano.

- Mieliśmy obaj ekscytującą noc, prawda, stary? - zagadał. Koń zastrzygł 

uszami na dźwięk znajomego głosu.

- Założę się jednak, że ja lepiej spędziłem czas niż ty.
- Garrett uśmiechnął się na samo wspomnienie. Heros odwrócił na chwilę 

łeb, ale po chwili znów zajął się sianem.

Garrett   był   w   znakomitym   nastroju.   Od   dawna   już   nie   czul   się   tak 

wspaniale.

- Mam cudowną, słodką, seksowną żonę, stary. Nigdy byś tego nie zgadł 

patrząc   na   nią.   Sprawia   wrażenie   spokojnej   i   opanowanej,   poważnej   i   trochę 
nieśmiałej. Ale w łóżku zamienia się w wulkan. Delikatna jak kotka, potrafi być 

dzika jak źrebica, która jeszcze nie nosiła siodła. Nigdy się z czymś takim nie 
spotkałem.

Heros   nadal   był   zajęty   sianem.   Najwidoczniej   ludzkie   namiętności   nie 

robiły na nim żadnego wrażenia.

-   Są   takie   chwile,   Heros,   kiedy   mi   cię   żal.   Bycie   wałachem   ma   swoje 

ujemne strony.

Garrett przyjrzał się zamkowi u drzwi. Był nie naruszony. Drzwi nie mogły 

otworzyć się przypadkowo. Słońce świeciło jasno. Po nocnej burzy nie zostało ani 

śladu. Dzień zapowiadał się obiecująco.

Tak jak jego małżeństwo.

Na samą myśl o tym poczuł głębokie zadowolenie. Krótka, niespodziewana 

burza, jaka rozpętała się następnego ranka po nocy poślubnej, minęła tak samo 

nagle,   jak   się   zaczęła.   Katy   znów   była   tą   dawną   Katy,   którą   znal   wcześniej. 
Wszystko teraz będzie dobrze. Wszystko ułoży się tak, jak sobie zaplanował. A 

nawet lepiej. Kiedy zdecydował się ożenić z Katy, nie zdawał sobie sprawy, jak 
bardzo jest zmysłowa. Nie miał pojęcia, że będzie aż tak szczęśliwy.

-   Masz   szczęście,   Heros,   że   nie   musisz   się   zastanawiać   nad   kobiecą 

psychiką. Mówię ci, to straszne. Istny labirynt, w którym nie sposób się rozeznać. 

background image

Nawet jeśli jest inteligentna i wygląda na rozsądną, może cię zaskoczyć. Kto by 

pomyślał,   że   słodka   mała   Katy   będzie   taka   uparta?   Powiadają,   że   to   zwykłe 
zdenerwowanie panny młodej, ale ja ci mówię, że przez ostatnie parę dni czułem 

się tak, jakbym stąpał po polu minowym. Na szczęście już po wszystkim. Sytuacja 
się unormowała.

Heros zarżał cicho i chwycił następną kupkę siana.
- Muszę jej pilnować. Zauważyłem, jak Hutton i paru innych patrzyło na 

nią   wczoraj.   Gdy   tylko   zaczynała   mówić   o   swoim   programie   hodowlanym, 
zamieniali   się   w   słuch.   Nie   wiem,   czy   ona   wie,   jak   seksownie   wygląda 

rozprawiając   o   rozpłodzie   koni.   Jest   tak   poważna   i   tak   przekonywająca,   że 
słuchający jej mężczyźni czują się jakby należeli do jej stadniny. Gdy włączyła się 

w   dyskusję   o   przewadze   naturalnych   metod   rozrodu   nad   sztucznym 
zapłodnieniem, mało brakowało, a byłbym ją chwycił za ręce i nogi i wyniósł z 

pokoju. Mężczyznom aż ślinka leciała, gdy na nią patrzyli. Najzabawniejsze jest 
to, że ona prawdopodobnie wcale nie zdawała sobie z tego sprawy.

Herosowi też leciała ślinka, ale na widok siana. Garrett przerwał na chwilę 

swój monolog i jeszcze raz przyjrzał się uważnie zamkowi u drzwi. Nagle usłyszał 

nieco zachrypnięty głos Emmetta Brackena. Najwyraźniej chlapnął sobie jednego 
wieczorem.

- Dzień dobry, panie Coltrane. - Bracken wszedł do stajni. - Co słychać?
- Coś tu się działo w nocy z tymi drzwiami.

- A co takiego? - Bracken zmarszczył brwi.
- Heros uciekł. Omal na niego nie wpadłem wracając od Huttona.

- Był na szosie?
-   Tak.   Spłoszony   przez   burzę.   Tak   myślę.   Zauważyłem   go   dosłownie   w 

ostatniej chwili.

- Zamek w porządku? - Emmett zacisnął wargi i spojrzał w zamyśleniu na 

konia.

- Tak.

- To zmyślny koń. Czy nie sądzi pan, że mógł sam jakoś odemknąć zasuwę? 

- Emmett powoli cedził słowa.

- Wykluczone. Jest zmyślny, ale nie ma rąk. Bez pomocy rąk nie można 

background image

otworzyć tych drzwi.

- A może jakaś para rąk zapomniała zamknąć stajnię? - mruknął Bracken.
- Własnoręcznie ją zamknąłem około szóstej po południu.

Zapadła   długa   cisza.   Emmett   stał   nieporuszony   z   widłami   w   ręku, 

wpatrując się w zatrzask u drzwi.

- Sądzi pan, że ktoś naumyślnie je otworzył?
- Przemknęła mi taka myśl. - Garrett uważnie obserwował Brackena.

- Myślę, że to mogło się stać w ten sposób - potrząsnął głową Emmett. 

Zsunął czapkę niżej na czoło, tak że niemal przysłaniała mu oczy.

- To znaczy, w jaki? - nalegał Garrett.
- To znaczy, że ktoś to zrobił naumyślnie.

- Wiesz coś, czego ja nie wiem, Bracken? - spytał Garrett najłagodniej, jak 

potrafił.

- Wiem, ile ten koń dla pana znaczy. Każdy, kto pana zna, też to wie - 

powiedział Emmett tajemniczo.

- Co ty próbujesz mi powiedzieć, Bracken? - Garrett rozłożył ręce i oparł się 

o drzwi stajni.

- Tylko to, że mógł to zrobić ktoś, kto ma z panem na pieńku. - Bracken 

odwrócił się do wyjścia.

- Bracken. - Głos Garretta zabrzmiał ostrzegawczo.
- Nie wiem nic, czego by pan nie wiedział.

- To znaczy?
- To znaczy, że pan lepiej niż ja zna ludzi, którzy mają z panem na pieńku.

- Być może - odparł sucho Garrett. - Ale chciałbym, żebyś wymienił kilku. 

Może to będą ci sami.

- Na pana miejscu - zaczął Emmett - zacząłbym od kobiet. Kobieta, która 

czuje, że została skrzywdzona, jest zdolna do najprzedziwniejszych rzeczy. A może 

zbyt krótko pan żyje, aby o tym wiedzieć? - Bracken wyszedł ze stajni.

Katy usłyszała głos Emmetta w momencie, gdy przekraczała próg stajni. 

Bracken o mało na nią nie wpadł. Usunęła się na bok.

- Przepraszam - bąknął. - Nie zauważyłem pani.

Katy uśmiechnęła się przelotnie. Podeszła do Garretta, patrzącego na nią z 

background image

dziwnym wyrazem twarzy.

- Przyszłam zobaczyć, jak się miewa Heros - zaczęła.
- W porządku. - Garrett nadal uważnie ją obserwował.

Katy nerwowo przełknęła ślinę. Nagle poczuła się nieswojo. Serce skoczyło 

jej do gardła. Większą część nocy spędziła przekonując samą siebie, że postąpiła 

słusznie   zgadzając   się,   by   ich   małżeństwo   było   małżeństwem   z   prawdziwego 
zdarzenia. Teraz niezrozumiały wyraz oczu męża sprawił, że znów zadała sobie 

pytanie, czy aby nie popełniła kolejnego błędu. Garrett tego ranka wydawał się 
jakiś obcy i ponury. Całkiem inny niż w nocy.

- Coś się stało, Garrett? - spytała zaniepokojona.
-   Rozmawiałem   właśnie   z   Emmettem   o   tym,   co   się   wydarzyło   w   nocy. 

Doszliśmy do wniosku, że Heros nie mógł się stąd wydostać sam. Ktoś musiał mu 
w tym pomóc.

- Co? - Katy popatrzyła na niego z przerażeniem. -Ktoś go wypuścił?
- Na to wygląda.

- Ale kto?
- To właśnie najbardziej interesująca część pytania.

- Może jakieś dzieciaki chciały zrobić głupi kawał? A może jakiś włóczęga 

chciał spędzić noc w ciepłej stajni?

-   Emmett   sugerował,   że   mogła   to   zrobić   kobieta.   Może   w   ten   sposób 

chciała się zemścić na mężczyźnie, który, jej zdaniem, ją skrzywdził.

Katy   zabrakło   tchu.   Musiała   oprzeć   się   o   ścianę,   by   nie   upaść.   Słowa 

Garretta raziły w nią jak piorunem. Zrozumiała, co miał na myśli. Instynktownie 

się cofnęła.

- Uważasz, że miałam z tym coś wspólnego? - wyszeptała. - Myślisz, że 

byłabym zdolna do czegoś takiego? Po tym... po tym, co zdarzyło się między nami 
tej nocy?

- Heros został wypuszczony, zanim poszliśmy do łóżka. - Garrett zmierzył 

ją wzrokiem. - Nie wiadomo dokładnie, kiedy wyszedł ze stajni.

- Garrett!
-   Mógł   zginąć.   Mógł   zabłądzić   gdzieś   między   skałami.   Mogła   go   zabić 

ciężarówka. Do diabła, sam go o mały włos nie zabiłem. Byłaby to wyjątkowo 

background image

perfidna forma zemsty, nie uważasz?

-   Garrett,   na   litość   boską,   co   ty   mówisz?   -   Katy   nie   wierzyła   własnym 

uszom. - Czy ty naprawdę myślisz, że ja mogłabym zrobić coś podobnego tylko 

dlatego, że inaczej wyobrażałam sobie małżeństwo? Wierzysz, że mogłabym mścić 
się w ten sposób? Wykorzystując Bogu ducha winnego konia?

Garrett zbliżył się do niej. Chwycił ją za ramiona i świdrował wzrokiem z 

taką siłą, że zadrżała.

-   Nie   -   powiedział   zdecydowanie,   -   Nie   wierzę,   byś   mogła   wykorzystać 

poczciwego Herosa, by się na mnie zemścić. Bracken się myli. Kobieta, która żywi 

do kogoś urazę, może zrobić różne dziwne rzeczy, ale jednego jestem pewien. Że 
kochasz   konie.   Nigdy   nie   naraziłabyś   na   niebezpieczeństwo   Herosa.   Nie 

posłużyłabyś   się   koniem   przeciwko   mnie.   Jesteś   uczciwa,   Katy.   Masz   swoje 
własne sposoby toczenia walki.

- No cóż, dziękuję ci chociaż za to. Garrett przyciągnął ją do siebie. Objął 

mocno i wtulił twarz w jej włosy.

-   Przepraszam,   Katy.   Przez   chwilę   po   tym,   co   powiedział   Emmett, 

pomyślałem o twoim zachowaniu po nocy poślubnej. Przez parę dni nie miałem 

pojęcia, co czujesz, co myślisz. Byłaś tak inna niż ta Katy, którą znałem. Ta cala 
gadanina o wspólnym życiu jak rodzeństwo czy partnerzy w interesach, po prostu 

całkowicie wytrąciła mnie z równowagi. Nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje.

- Nie trzeba wiele, by zamącić męski umysł - zauważyła z przekąsem.

-   No   cóż,   jesteśmy   nieskomplikowanymi,   prostolinijnymi   osobnikami. 

Spytaj któregokolwiek z mężczyzn -uśmiechnął się Garrett.

-   Już   dobrze.   -   Katy   oparła   głowę   o   jego   pierś.   Napięcie   powoli   ją 

opuszczało. - Jeśli jesteśmy zgodni, że nie zrobiłam tego ja, to kto w takim razie?

- Żebym to ja wiedział. Być może rzeczywiście jakiś włóczęga. Albo dziecko, 

które chciało pobawić się z koniem. W każdym razie postaram się, żeby to się 

więcej nie powtórzyło.

- Co zrobisz?

- Jeszcze dziś zainstaluję system alarmowy. Nic bardzo skomplikowanego. 

Po prostu urządzenie, które uruchomi dzwonek znajdujący się w domu, gdyby 

ktoś próbował otworzyć drzwi. To powinno wystarczyć.

background image

- Przykro mi, że choć przez chwilę myślałeś, że to ja.

-   Katy   spojrzała   na   niego   ze   smutkiem.   Uścisnął   ją   mocno,   po   czym 

odstąpił o krok do tyłu.

-   W   ciągu   ostatnich   dni   zupełnie   zbiłaś   mnie   z   tropu,   moja   pani.   Nie 

wiedziałem,   na   jakim   świecie   żyję,   ale   teraz   znów   wszystko   się   unormowało. 

Prawda? - popatrzył na nią z rozmarzeniem. Myślami błądził wokół przeżyć mi-
nionej nocy.

- Nie bardzo wiem, co uważasz za normalne, Garrett.
-   Dopóki   będzie   tak   jak   tej   nocy,   wszystko   będzie   dobrze.   -   W   głosie 

Garretta pobrzmiewało zadowolenie i radość. - Wiesz, dużo o tym myślałem.

- O, to ogromny wysiłek dla mężczyzny.

-   Nie   bądź   złośliwa.   Mówię   poważnie.   Ty   i   ja   mamy   ze   sobą   wiele 

wspólnego   i   powinniśmy   to   wykorzystać,   W   małżeństwie   wspólne 

zainteresowania są bardzo ważne.

- Od kiedy to jesteś takim ekspertem od małżeństwa?

-   uśmiechnęła   się,   spoglądając   mu   prosto   w   oczy.   Ku   jej   zaskoczeniu 

potraktował to pytanie poważnie.

- Przyznaję, że dopiero się uczę. Ale myślę, że to dobrze, jeśli ludzi coś 

łączy.   Jeden   z   powodów,   dla   których   pobraliśmy   się,   to   przecież   wspólne 

zainteresowania.

- Chyba masz rację. - Katy utkwiła wzrok w Herosie, zastanawiając się, 

czego jeszcze może się spodziewać. Udało jej się ostatnio kilka razy zbić Garretta z 
tropu, ale to było niczym w porównaniu z tym, do czego on był zdolny wobec niej.

- Powinniśmy wykorzystać fakt, że mamy ze sobą tyle wspólnego.
- Zgoda - przytaknęła.

- Myślę, że już czas, by ktoś z powrotem wrzucił cię na konia, Katy.
- Niech ci to nawet przez myśl nie przejdzie - ostrzegła. Przywarła do drzwi 

stajni, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w konia.

- Ależ, Katy, kochanie, pomyśl rozsądnie. - Garrett starał się mówić jak 

najłagodniej.   Pogłaskał   ją   delikatnie   po   włosach.   -   Wiem   o   wszystkim,   co   się 
wydarzyło tamtej nocy. Wiem, jak bardzo to przeżyłaś. Ale teraz to już przeszłość. 

Było,   minęło.   Tak   bardzo   lubiłaś   jeździć   konno.   Nie   ma   sensu   rezygnować   z 

background image

powodu jednego przykrego doświadczenia.

- Przykre doświadczenie! Garrett, ależ ja o mało nie zginęłam! Nie możesz 

sobie nawet wyobrazić tego, co działo się tamtej nocy. Płomienie, dym i oszalałe 

konie. I ból. Garrett, czy ty masz pojęcie, jak ja cierpiałam?!

- Kochanie, rozumiem, ale gdybyś miała wypadek samochodowy, prędzej 

czy później znów wsiadłabyś do auta. Tak samo jest z jazdą konną.

- Nieprawda, to ogromna różnica. Mam swobodę wyboru i zdecydowałam, 

że nigdy już nie będę jeździć. Nie przekonuj mnie, Garrett. Decyzję podjęłam już 
dawno. Jestem dorosła i mam prawo robić to, co uważam za stosowne.

- Wytworzyłaś w sobie jakąś fobię. I po co? Przecież jazda konna stanowiła 

część twego życia - perswadował Garrett. - Pamiętam, jak pięknie wyglądałaś w 

siodle. Stawałaś się inną kobietą, ożywiałaś się, rozkwitałaś, zupełnie tak samo jak 
wtedy, gdy trzymam cię w ramionach.

- Na litość boską, Garrett. A cóż to za bezsensowne porównanie. Skąd ty 

możesz   wiedzieć,   jak   wyglądałam.   Gdy   znałeś   mnie   przed   laty,   byłam   jeszcze 

dzieckiem.

- Pamiętam, Katy, dobrze pamiętam. Pamiętam, jak uwielbiałaś pokazy i 

zawody.  Jaka  byłaś podniecona  i  dumna  ze zwycięstwa.  Pamiętam,  ile  godzin 
przygotowywałaś konie do wyjścia na tor. Jaka byłaś ambitna. Jazda konna była 

dla ciebie najważniejszą rzeczą w życiu. A ty byłaś dobra, bardzo dobra.

- Ludzie się zmieniają, Garrett. Powinieneś to wiedzieć.

-   Owszem,   ludzie   się   zmieniają.   Ale   pewne   rzeczy   się   nie   zmieniają. 

Kochasz konie i byłaś cudowną amazonką. Jazda konna to coś, co możemy robić 

razem.   Co   nas   łączy.   Czas,   byś   znów   wsiadła   na   konia.   Zbyt   dużo   już   czasu 
spędziłaś   na   podsycaniu   w   sobie   strachu.   -   Garrett   uśmiechnął   się   ciepło.   - 

Pomogę ci przezwyciężyć ten strach.

- Nie nalegaj, Garrett.

- Kiedyś będziesz mi jeszcze za to wdzięczna, kochanie.
- Nie uszczęśliwiaj mnie na siłę. - Katy była już wyraźnie wściekła. - Jeśli 

nie przestaniesz...

-   Cicho...   -   Zamknął   jej   usta   pocałunkiem.   -   Uspokój   się,   kochana.   Do 

niczego nie chcę cię zmuszać. Niech czas to rozstrzygnie. Tak jak to było z nami. - 

background image

Pocałował   ją   raz   jeszcze.   -   Lubię   to   -   wymamrotał   między   jednym   a   drugim 

pocałunkiem.

- Garrett, rozpraszasz mnie - powiedziała Katy oskarżycielskim tonem, ale 

jej irytacja słabła pod wpływem ciepła jego ust. Ostatniej nocy zdecydowała, że 
jeśli tylko w tej dziedzinie mogą się naprawdę porozumieć, powinna starać się 

ułatwić to porozumienie. Problem polegał jedynie na tym, że w takich chwilach 
jak   ta   całkowicie   ulegała   mężczyźnie,   który   nawet   nie   nauczył   się   jeszcze   jej 

kochać. Ryzyko, na które się wystawiała, było ogromne  i Katy świetnie o tym 
wiedziała.

- Lubię cię rozpraszać. - Oparł ją plecami o ścianę i przysunął się do niej. 

Kolanem   rozchylał   jej   nogi,   a   kiedy   ustąpiła   pod   jego   naporem,   natychmiast 

wsunął udo między jej uda.

- Tak, właśnie tak, kochanie. Zaciśnij nogi tak, jakbyś to zrobiła jadąc na 

ogierze. No, dalej.

- Ależ, Garrett! Ktoś może nas zobaczyć. - Pożądanie mieszało się w niej ze 

strachem. - Emmett kręci się w pobliżu. Może w każdej chwili wejść.

- Nie sądzę, aby się odważył, ale jeśli się boisz, to zaraz temu zaradzimy.

- Co chcesz zrobić?
- Zgadnij. - Podniósł ją i zarzucił sobie na ramię.

- Nie! Nie tutaj. Puść mnie, Garrett. Słyszysz?
- Słyszę.

Zaniósł   ją   do   pustego   boksu,   gdzie   złożono   siano   i   słomę.   Starannie 

zamknął   drzwi   do   stajni.   Natychmiast   zrobiło   się   ciemno.   Promienie   słońca 

sączyły   się   jedynie   przez   szpary   w   ścianach.   Garrett   ostrożnie   ułożył   Katy   na 
sianie.

- Wciąż jeszcze nie przyzwyczaiłaś się do roli żony.
- To źle czy dobrze? - Przeraziła się na samą myśl o tym, jak na niego 

działa. - Myślę, że to ty powinieneś mi pomóc przyzwyczaić się do tej roli.

- Oczywiście, to mój słodki obowiązek - zapewnił, kładąc się obok. Oczy 

błyszczały mu tak samo jak ostatniej nocy.

Katy westchnęła i objęła go za szyję. Pod wpływem jego wzroku zaczynała 

poddawać się całkowicie zmysłom i wszechogarniającemu ją pożądaniu.

background image

Garrett pospiesznie ściągnął ubranie z siebie i z niej. Później przewrócił się 

na   plecy   i   chwycił   ją   w   pasie.   Pragnął   jej   i   ona   go   pragnęła.   Dotknął 
najintymniejszego miejsca, a kiedy jęknęła, zamruczał z rozkoszy.

Pomału   położył   ją   na   sobie,   przykrywając   się   jej   ciałem.   Drżała   pod 

dotykiem jego dłoni.

- Pokaż mi, jaki dobry z ciebie jeździec - powiedział chrapliwym głosem.
A później roześmiał się z radości i satysfakcji, czując, jak jej palce wbijają 

się w skórę jego ramienia. W chwilę później już się nie śmiał.

Oboje zatracili się w namiętności.

W jakiś czas później Garrett poruszył się. Katy zsunęła się z niego.
^ - Przypomnij mi, żebym następnym razem odliczył do dziesięciu, zanim 

to zrobię. - Otrzepał źdźbła słomy i podał Katy ubranie. - Człowiek może się nieźle 
poranić uprawiając miłość na słomie.

- A ja myślałam, że to romantyczne.
- To dlatego, że byłaś na górze, - Wstał i włożył dżinsy.

- Do mnie masz pretensje? Przecież to był twój pomysł. - Katy włożyła 

bluzkę.

- Hej, chciałem cię tylko trochę podrażnić. Naprawdę sądzisz, że to było 

romantyczne? - Spoważniał nagle.

Zawahała   się,   po   czym   szybko   skinęła   głową.   Garrett   wyglądał   na 

zadowolonego z siebie.

- Cóż. nigdy bym nie myślał... Mniejsza o to. A więc to było romantyczne? - 

powtórzył.

- Uhm.
- W takim razie może kiedyś to powtórzymy. Mężczyzna musi być gotów do 

pewnych poświęceń dla swojej kobiety.

- Naprawdę? - uśmiechnęła się.

- Naprawdę. - Zapiął koszulę i popatrzył z zainteresowaniem właściciela, 

jak Katy pomału się ubiera. Nagle uśmiech zniknął mu z twarzy, spoważniał.

- Coś się stało? - spytała zaniepokojona.
- Myślałem właśnie o tym, co powiedział Bracken. Że to kobieta mogła w 

nocy wypuścić Herosa.

background image

- Znowu zaczynasz? - Katy ogarnął lęk. - Znów wracasz do tego samego? 

Teraz, gdy już zrobiłeś sobie przyjemność na słomie, znów się zastanawiasz, czy to 
jednak nie ja?

- Uspokój się. - W głosie Garretta brzmiało ostrzeżenie. - Strasznie jesteś 

dziś nerwowa. Daj mi skończyć. Wcale nie myślę, że to ty. Doskonale wiem, że 

nie. Coś innego nie daje mi spokoju.

- Co mianowicie?

-   Zastanawiałem   się,   skąd   Brackenowi   przyszło   do   głowy,   że   to   mogłaś 

zrobić ty. Powiedział coś o kobiecie, która czuje się skrzywdzona.

- Wiem, skąd wpadł na ten pomysł. - Katy umknęła wzrokiem w bok.
-   Taak?   Mam   nadzieję,   że   nie   będziesz   tego   przede   mną   ukrywać   - 

powiedział Garrett z lekką pretensją w głosie.

-   Nadine   zauważyła,   że...   że   nie   spaliśmy   razem.   -   Katy   westchnęła.   - 

Sprzątała mieszkanie i zobaczyła, że spaliśmy w osobnych pokojach. Trochę to 
dziwne jak na parę nowożeńców w czasie miodowego miesiąca. Usłyszała także to, 

co mówiłeś wczoraj po wyjściu Huttona. Podejrzewam, że wyciągnęła z tego swoje 
własne wnioski i podzieliła się nimi z mężem.

-   Ach,   tak.   -   Garrett   oparł   się   o   drzwi.   -   Teraz   rozumiem.   Ostatnio 

zachowywałaś się jak kobieta skrzywdzona, czy tak?

- Nie zauważyłam.
- To dlatego Bracken tak powiedział - roześmiał się Garrett. - Ale już po 

wszystkim, prawda? Sytuacja między sami znów się unormowała. Nie będzie już 
więcej burz i napadów gniewu. Żadnych ataków zdenerwowania panny młodej.

- Jak rozkażesz, Garrett - powiedziała ze sztuczną słodyczą w głosie.
Roześmiał się, przytulił ją i pocałował w czubek głowy.

- No, chodźmy, moja pani. Trzeba coś zjeść i napić się kawy. Zostały może 

bułeczki ze śniadania?

- Przecież zjadłeś je godzinę temu.
-   Widocznie   wzmaga   mi   się   apetyt.   Akurat   wchodzili   do   kuchni,   gdy 

zadzwonił telefon.

Garrett podniósł słuchawkę. Z jego słów Katy domyśliła się, że musiało 

wydarzyć się coś poważnego w firmie, coś, co można było załatwić tylko z nim.

background image

- W porządku, Carson, uspokój się. Czy Layton tam jest? Co u diabła ma 

znaczyć, że ma urlop? Ściągnij go, niech wraca do biura. - Zaklął pod nosem. - 
Dobrze, już dobrze, słyszę cię. Nie sposób go ściągnąć. A niech to! Następnym 

razem, gdy będzie brał wolne, upewnij się, czy jedzie gdzieś, gdzie są telefony. 
Wygląda na to, że muszę wyjechać. - Spojrzał na zegarek, - Mogę być późnym 

popołudniem. Powiedz Bisby'emu, żeby nie popuszczał. Bank nie może działać tak 
szybko jak my. Nie straci swojej ziemi w ciągu następnych czterdziestu ośmiu 

godzin.   Dostanie  pożyczkę.  Zobaczymy   się  o  trzeciej.   A  teraz  trzymaj   rękę   na 
pulsie. Dopóki nie przyjadę.

Katy   słuchała,   jak   Garrett   wydawał   polecenia   świadczące   o   jego   dobrej 

znajomości pracy banków i księgowości Odwiesił wreszcie z irytacją słuchawkę. 

Sięgnął po kawę.

- Słyszałaś? - spytał.

- Pojedziesz do biura po południu? - Katy usiadła obok niego.
-   Obawiam   się,   że   będę   musiał.   W   tym   miesiącu   personel   pracuje   w 

uszczuplonym składzie, a szef biura, Layton, wyjechał gdzieś do Meksyku i nie 
sposób   go   znaleźć.   Jeden   z   naszych   klientów   ma   problemy   z   bankiem.   W 

normalnej   sytuacji   nie   zajmowałbym   się   tym,   ale   w   tym   wypadku   wszystko 
wskazuje na to, że muszę wziąć sprawę w swoje ręce.

- Będzie to dobra okazja, bym mogła zapoznać się z pracą jednego z twoich 

biur - powiedziała Katy. - Zostaniemy tam na noc?

-   Ja  zostanę.   -   Garrett   potrząsnął  głową.   -   Ty   zostaniesz   tutaj.   Nie   ma 

sensu, byś ze mną jechała. Wrócę jutro. Przecież to wciąż jeszcze nasz miodowy 

miesiąc, zapomniałaś?

- Wiem - uśmiechnęła się Katy. - Ale coś mi się wydaje, że to małżeństwo 

partnerów w interesach. Od początku to podkreślałeś, czyż nie? A więc nadarza 
się doskonała okazja, bym się zapoznała ze swoją nową pracą.

-   Będzie   jeszcze   niejedna   okazja,   gdy   skończy   się   miesiąc   miodowy   - 

obstawał przy swoim Garrett.

- Po co zwlekać? Pojadę z tobą już dzisiaj. Poznam twoich pracowników i 

zobaczę, jak działa biuro w trudnej sytuacji.

- Trudna sytuacja nie jest najlepszym momentem, by uczyć się nowych 

background image

obowiązków - uciął Garrett. - Będziesz tylko przeszkadzać.

- Postaram się nie wchodzić wam w drogę. - Katy zaczynała już być zła.
- Zostaniesz w domu - oświadczył Garrett tonem nie znoszącym sprzeciwu. 

- Do diabła, dopiero co wyszłaś za maż. Jeszcze nie czas, byś zawracała sobie 
głowę takimi prawami.

- Dlaczego nie? - spytała z oburzeniem. - Przecież w tym celu mnie nająłeś. 

Abym pracowała dla Coltrane'a i spółki.

- Nająłem. - Garrett z trzaskiem odstawił filiżankę. -O czym ty, do cholery, 

mówisz? Ja cię nie nająłem, ja cię poślubiłem, kobieto!

- Przepraszam, przejęzyczyłam się.
- Przejęzyczyłaś? - Garrett nie dowierzał własnym uszom. - Użyłaś słowa 

„nająć” zamiast „poślubić” i mówisz, że to przejęzyczenie?

- Uspokój się, Garrett. Powiedziałam przecież, że to byla pomyłka. - Katy 

natychmiast pożałowała swoich słów.

- Cholerna pomyłka. - Garrett wstał, oczy pałały mu gniewem. - Pozwól, że 

ci coś wyjaśnię, Katy Coltrane. Dwa tygodnie temu nie podpisywałaś umowy o 
pracę, tylko świadectwo ślubu. Chcę, żebyś o tym pamiętała. To nie okres próbny, 

lecz   miodowy   miesiąc.   Jesteś   moją   żoną,   a   nie   moją   pracownicą.   Spróbuj 
zastanowić się przez następne dwadzieścia cztery godziny, na czym to polega.

- Garrett...
- Wezwę człowieka, który zakłada w domach alarm. Może zainstaluje jakiś 

w stajni.

Wyszedł z kuchni, zostawiając Katy całkowicie zdezorientowaną. Ręce jej 

drżały, gdy podnosiła do ust kubek z kawą.

Pociągnęła długi łyk i odstawiła kubek. Uśmiechnęła się do siebie. Gdyby 

miała przed sobą lustro, zobaczyłaby swoje błyszczące radością oczy.

Uczenie Garretta Coltrane'a miłości było sprawą ryzykowną, ale była na to 

przygotowana.

Nie była natomiast przygotowana na odkrywanie tajemnic własnej natury. 

Było coś podniecającego w prowokowaniu Garretta, nawet jeśli koniec końców to 
on brał górę. Tak samo jak podniecające było uprawianie z nim miłości.

Tak czy inaczej wreszcie zaczął ją dostrzegać.

background image

Nigdy   jeszcze,   od   czasu   gdy   po   raz   ostatni   zdobyła   nagrodę   dosiadając 

jednego z arabów ojca, nie czuła się tak dobrze jak w tej chwili.

background image

ROZDZIAŁ 8

Tej   nocy   duży   dom   wydawał   się   wyjątkowo   pusty.   Katy   nalała   sobie 

kieliszek wina i przygotowała kolację. Zjadła w kuchni. Otworzyła telewizor, aby 

obejrzeć wiadomości, ale szybko go wyłączyła. Chwilę poczytała, po czym sięgnęła 
po brandy. Miała przed sobą długą, samotną noc.

Gdy   wreszcie   około   dziesiątej   wieczór   zdecydowała   się   pójść   spać, 

małżeńska sypialnia wydala jej się większa niż zazwyczaj i odpychająca. Brakuje w 

niej mężczyzny, stwierdziła rozbierając się powoli. Gdy był tutaj Garrett, pokój od 
razu stawał się przytulniejszy.

Ogromne łóżko też wydawało się obce bez niego. Czuła się w nim jakaś 

bezbronna  i samotna.  To dziwne, pomyślała. Tylko jedną noc spędziła  tutaj z 

mężem,   a   już   przywykła   do   jego   obecności.   Zastanawiała   się,   czy   Garrett 
ucieszyłby się widząc, że za nim tęskni. Miała nadzieję, że i on czuje się samotny 

tej nocy.

Nie trzeba było mieć wybujałej wyobraźni, aby domyślić się, dlaczego nie 

chciał zabrać jej ze sobą. Katy czuła, że na swój męski, szowinistyczny sposób 
próbował najpierw przyzwyczaić ją do roli żony, a dopiero później partnerki w 

interesach.   Było  w   tym   coś   wzruszającego.   Nie   chciał,  by   zaangażowała   się   w 
swoją nową pracę, zanim ich stosunki nie ułożą się tak, jak na dobre małżeństwo 

przystało.

Nie wiedziała, czy Garrett zdaje sobie sprawę z logiki swego postępowania, 

ale sama myli o tym napełniła ją otuchą. Uśmiechnęła się. Mimo wszystko Garrett 
doszedł   do   wniosku,   że   ich   osobiste   stosunki   są   ważniejsze   niż   współpraca 

zawodowa.

Być może pewnego dnia dojdzie nawet do wniosku, że jest zakochany.

Jakby w odpowiedzi na to przypuszczenie rozległ się dzwonek telefonu. 

Podniosła słuchawkę.

- Halo?
-   Dobry   wieczór,   Katy,   to   ja.   -   W   słuchawce   rozległ   się   ożywiony   glos 

Garretta.   Najwyraźniej   nie   zamierzał   kłaść   się   spać.   -   Pomyślałem   sobie,   że 
zadzwonię dowiedzieć się, co słychać.

background image

- Wszystko dobrze. - Usiadła i zapaliła lampkę. -Właśnie się położyłam. A 

co u ciebie?

-   Jakoś   to   będzie.   Widziałem   się   z   właścicielem   banku   i   uzgodniłem 

odroczenie  spłaty.  Jutro   mam tutaj   jeszcze parę   spraw  do  załatwienia.  Wrócę 
dopiero po południu.

- Dobrze.
- Tęsknisz za mną? - spytał od niechcenia.

- Tak, mówiąc szczerze, tak - odparła. Zaległa cisza.
- Ja też za tobą tęsknię - usłyszała po chwili głos Garretta. - Wolałbym teraz 

być z tobą w łóżku, niż siedzieć tutaj przy biurku.

Katy usłyszała w tle jakiś męski głos.

- Nie jesteś sam?
-   Nie,   zostało   ze   mną   paru   pracowników.   Sprawdziliście   z   Emmettem 

system alarmowy? Ja już nie zdążyłem.

- Oczywiście. Działa bez zarzutu. Sprawdziliśmy i w domu, i u Emmetta. 

Wiedziałeś,   że   Emmett   ma   pistolet?   Trzyma   go   na   kominku,   w   pudełku   po 
cygarach. Pokazał mi go, gdy sprawdzaliśmy alarm.

- Nie wiedziałem, ale wcale mnie to nie zaskakuje. - Zamilkł na moment, - 

Biorąc jednak pod uwagę, ile pije, nie uważam, by to było zbyt bezpieczne.

- Też tak myślę - zgodziła się Katy. - Chociaż mam wrażenie, że jest takim 

rodzajem pijaka, który raczej zasypia, a nie rozrabia.

- Sam nie wiem, Katy. Nie chciałbym ich zwalniać, ale nie jestem pewien, 

czy mam ochotę ich zatrzymać. W końcu to Atwood powinien się o to martwić.

Masz rację.
- No cóż, porozmawiamy, kiedy wrócę. Dzisiaj i tak mam sporo na głowie. 

Śpij dobrze, kochanie. Do zobaczenia jutro.

Katy z westchnieniem odłożyła słuchawkę. Nie pożegnali się w zasadzie jak 

kochankowie, ale słyszała w jego glosie cień czułości. Garrett troszczył się o nią. 
Była o tym przekonana. Musi być pewna, bo na tej pewności opiera swoje przyszłe 

szczęście.

Gdy sięgnęła, by wyłączyć lampkę, zauważyła, że na małym porcelanowym 

talerzyku na toaletce coś lśni. Czyżby zostawiła pierścionek? Po chwili wiedziała 

background image

już, co to jest.

Garrett przed wyjazdem do biura zostawił obrączkę.
Cały optymizm Katy nagle prysł. Wstała i podeszła do toaletki. Wzięła do 

ręki obrączkę i wpatrywała się w nią z głębokim smutkiem. Symbol małżeństwa 
tak   niewiele   znaczył   dla   Garretta,   że   po   prostu   mógł   go   zdjąć   i   zapomnieć   z 

powrotem włożyć na palec.

Zaczynała wzbierać w niej złość. Za każdym razem, gdy wydawało jej się, że 

zdoła nauczyć Garretta miłości, przytrafiało się coś, co niweczyło te nadzieje.

Wyobraziła sobie Garretta w biurze wśród współpracowników. Siedzi przy 

biurku, świeżo upieczony małżonek, i nawet nie przejmuje się tym, że zapomniał 
obrączki.

Zdjęła swoją i położyła ją obok. Od razu poczuła się trochę lepiej.
W trzy godziny później obudziła się przerażona. Była zlana potem. Przez 

parę sekund usiłowała zidentyfikować przeraźliwy dźwięk, który wyrwał ją ze snu.

Był to system alarmowy zainstalowany w stajni Herosa.

Odrzuciła kołdrę i wyskoczyła z łóżka. W pośpiechu naciągnęła szlafrok i 

zbiegła na dół, do holu, zapalając po drodze wszystkie światła. Niezależnie od 

tego, kto był przy stajni, zauważy, że gospodarze się obudzili.

Gdy była już u drzwi, nagle poczuła przeszywający ból w kostce. Z trudem 

utrzymała się na nogach. Pokuśtykała w kierunku stajni. Zobaczyła jakiś cień. To 
tylko dziecko, uspokajała samą siebie. Tylko dziecko. Dopiero teraz uprzytomniła 

sobie, że przecież jest całkowicie bezbronna.

- Hej, ty tam! - krzyknęła najgroźniej jak potrafiła. - Wynoś się, wynoś się 

stąd, bo wezwę policję! To teren prywatny!

- Spokojnie, pani Coltrane, to ja, Emmett Bracken. Odetchnęła na dźwięk 

znajomego głosu.

- Emmett! Na litość boską, ale mnie przestraszyłeś. Alarm słychać było w 

całym domu. Myślałam, że znów ktoś się włamuje do stajni.

Katy z trudem łapała oddech. Wykręcona kostka bolała ją coraz bardziej.

-   Obudziłem   się   i   nie   mogłem   zasnąć   -   tłumaczył   się   Bracken.   - 

Pomyślałem,   że   wyjdę   odetchnąć   trochę   świeżym   powietrzem.   Chciałem 

sprawdzić, co u Herosa, i chyba przez pomyłkę włączyłem alarm. Obiecałem pani 

background image

mężowi, że będę miał na wszystko oko, kiedy go nie będzie. Przepraszam, że panią 

przestraszyłem.   Powinienem   był   lepiej   słuchać,   gdy   facet   wyjaśniał   mi,   jak   to 
działa. Wszystko w porządku, pani Coltrane? - Bracken podszedł do Katy.

- Tak - powiedziała przez zęby. - Chyba skręciłam nogę w kostce, ale to 

głupstwo. - Rozejrzała się wokół. Wszędzie panował spokój. Weszła do stajni i 

zapaliła światło.

Heros wyglądał na zaspanego. Chyba zdziwiła go ta nocna wizyta.

Katy uśmiechnęła się i pogładziła konia po karku.
- Przepraszam, że cię obudziłam, Herosie. Śpij dalej. Koń cofnął się do 

boksu. W chwilę później jego równomierny oddech potwierdził, że posłuchał rady 
Katy.

- Wszystko w porządku - powiedział Emmett  zaglądając do stajni. - To 

tylko fałszywy alarm. Naprawdę bardzo mi przykro.

- Już dobrze, Emmett. Myślę, że trzeba czasu, abyśmy się przyzwyczaili do 

tego systemu. Do zobaczenia jutro. - Katy zgasiła światło i wyszła ze stajni.

- Mam pani pomóc? Ta pani kostka jest chyba bardzo słaba.
- Dam sobie radę. To nie pierwszy raz. Nie martw się, wiem. co zrobić. 

Cholerny ból - zaklęła pod nosem i powlokła się do domu.

No tak. to tyle bohaterstwa. Coś jej mówiło, że Garrett będzie wściekły, gdy 

dowie się, co wydarzyło się tej nocy.

Garrett   wracał   do   domu   z   jak   najlepszymi   przeczuciami.   Przez   chwilę 

zastanawiał się, skąd ten nastrój. To jasne. Dotychczas wracał do pustego domu. 
Teraz czekała na niego kobieta i już sama ta myśl wydawała mu się nierealna.

Nie była to byle jaka kobieta. To żona. Jego żona, Kąty.
Delektował się myślą o tym, że czeka na niego przy wejściu z kieliszkiem 

wina na powitanie. Wróci na kolację, a więc na pewno przygotuje coś dobrego. 
Koniec końców posiadanie żony wcale nie jest takie źle.

Po latach zmian, niepewności, braku stabilizacji z przyjemnością myślał, że 

wreszcie jest w jego życiu coś stałego.

Stałego?   Nagle   ogarnęły   go   wątpliwości.   Przecież   tak   na   dobrą   sprawę 

niczego   sobie   z   Katy   nie   wyjaśnili   do   końca,   Żadne   z   nich   nie   poruszyło 

nieprzyjemnego tematu uzgodnionych trzech miesięcy.

background image

Garrett   zacisnął   wargi.   Cały   ten   idiotyzm   mają   już   za   sobą.   Katy 

skapitulowała przecież dwie noce temu, po przyjęciu u Huttona. Oddała mu się z 
takim samym słodkim, zmysłowym zapałem jak w noc poślubną. Nie jest kobietą, 

która zachowałaby się w ten sposób, gdyby nie była zaangażowana, przekonywał 
sam siebie.

Musiał   jednak   pogodzić   się   z   faktem,   że   dowiadywał   się   o   Katy   wciąż 

czegoś   nowego.   Była   osobą   o   wiele   bardziej   skomplikowaną,   niż   początkowo 

myślał.   Nie   podejrzewał   jej   o   taką   zapalczywość   i   upór,   Nie   miał   pojęcia,   co 
naprawdę myśli.

Przypomniał   sobie   jej   słowa,   gdy   wracali   z   przyjęcia   u   Huttona.   Nie 

wspomniała o terminie trzech miesięcy. Powiedziała tylko, że będą znów ze sobą 

spali, gdyż w przeciwnym razie byłoby im zbyt trudno mieszkać razem.

Chyba nie jest możliwe, by zdecydowała się tylko na przygodę trwającą trzy 

miesiące.

Przeszedł   go   zimny   dreszcz.   Wiele   ważnych   spraw   należało   jeszcze 

wyjaśnić.   Nie   chciał,   by   pozostały   jakiekolwiek   niedomówienia.   Pragnął   nade 
wszystko mieć pewność, że Katy czuje się związana małżeńską przysięgą.

Pamiętał, jaka była zła wczoraj, gdy powiedział jej, że pojedzie do Fresno 

sam. Może powinien był wziąć ją ze sobą. Ale prawdę mówiąc nie chciał, aby 

zajmowała się sprawami zawodowymi na samym początku miodowego miesiąca. 
Wolał, żeby najpierw przyzwyczaiła się do roli żony.

Nie potrafił jej jednak tego wytłumaczyć, nie był zresztą wcale pewien, czy 

zaakceptowałaby jego wyjaśnienia, nawet gdyby znalazł właściwe słowa. Tak więc 

skończyło się na tym, że polecił jej zostać w domu.

Zaklął pod nosem. Chyba źle to rozegrał. Musi się jeszcze wiele nauczyć, 

jeśli chce właściwie postępować z taką kobietą jak Katy.

W godzinę później skręcił w długą, wysadzaną drzewami aleję z uczuciem 

ulgi. Wreszcie jest w domu i Katy na niego czeka. Dziś wieczór wyjaśnią sobie 
wreszcie wszystkie istniejące jeszcze wątpliwości.

Ale gdy podjechał pod dom i wysiadł z samochodu, nie zobaczył Katy na 

progu. Nie pojawiła się również, gdy otworzył frontowe drzwi i wszedł do holu. W 

domu   panowała   cisza.   Garrett   zebrał   się   w   sobie,   jak   gdyby   czekała   go   jakaś 

background image

fizyczna próba sił. Wszedł na schody prowadzące do sypialni. Przeczuwał, że coś 

jest nie w porządku.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mu się w oczy, gdy otworzył drzwi sypialni, 

był   błyszczący   przedmiot   na   toaletce.   Odruchowo   dotknął   serdecznego   palca. 
Oczywiście, zapomniał włożyć obrączkę, gdy wczoraj rano wrócił ze stajni. Wciąż 

jeszcze się do niej nie przyzwyczaił.

Po chwili obok swojej obrączki spostrzegł drugą. W tym momencie poczuł 

się tak, jak gdyby ktoś z całej siły uderzył go w żołądek.

Kąty   usiadła   na   kamieniu   i   wpatrywała   się   w   ocean.   Bryza   wiejąca   od 

morza nie zwiastowała niczego dobrego. Zanosiło się na burzę.

Delikatnie dotknęła nadwerężonej kostki. Z trudem nią poruszała, ale ból 

nieco   zelżał.   Najwidoczniej   nie   skręciła   jej   tak   silnie,   jak   się   obawiała.   Nie 
powinna była jednak iść nad morze po obiedzie. Zajęło jej to więcej czasu, niż 

przewidywała.

Nie była jednak  w stanie siedzieć bezczynnie  w oczekiwaniu na powrót 

Garretta. Nagle poczuła gwałtowną potrzebę popatrzenia na ocean i teraz tego 
żałowała.   Usprawiedliwiała   się   wmawiając   sobie,   że   musiała   rozruszać 

zesztywniałą   kostkę,   ale   teraz   wiedziała   już,   że   powinna   była   raczej   dać   jej 
odpocząć.

Jeszcze   miesiąc   temu   nie   zrobiłaby   niczego   pod   wpływem   chwilowego 

impulsu.   Małżeństwo   z   Garrettem   Coltrane'em   wytrąciło   ją   z   normalnego, 

spokojnego rytmu. Sama nie wiedziała, czy to dobrze, czy ile. Wiedziała tylko, że 
się   zmieniła   i   to   nieodwracalnie.   Nie   wyobrażała   sobie,   by   mogła   stać   się   na 

powrót   tą   spokojną,   zrównoważoną   osobą   co   kiedyś,   prowadzącą   spokojne, 
unormowane życie. Tak czy inaczej małżeństwo ją odmieniło. Mogła tylko mieć 

nadzieję, że i Garrett się zmieni.

Wiatr był coraz silniejszy. Nad horyzontem zawisły czarne chmury. Katy 

zapięła kurtkę pod szyję i wstała. Przy takim tempie, w jakim się dzisiaj porusza, 
nieprędko dotrze do domu.

Była właśnie mniej więcej w połowie drogi, gdy nagle ujrzała przed sobą 

jakąś ciemną postać wpatrującą się w ocean. W pierwszej chwili jej nie poznała, 

ale gdy zauważyła rozwiane na wietrze siwe włosy, wiedziała już, kogo ma przed 

background image

sobą.

- Nadine! - zawołała, podchodząc wolno do stojącej kobiety. Odpowiedziało 

jej   milczenie.   Przypuszczalnie   szum   wiatru   zagłuszył   wołanie.   Wzruszyła 

ramionami. Chciała się już oddalić, gdy coś ją powstrzymało. W ciemnej postaci 
stojącej   na   skale   było   coś   tak   rozpaczliwego,   że   zawróciła.   Podeszła   bliżej   do 

Nadine.

- Obserwujesz morze - zagadnęła. - Pewnie będzie burza, prawda? Robi się 

zimno i zaraz zacznie padać. Może wrócimy razem?

W   pierwszej   chwili   myślała,   że   nie   doczeka   się   odpowiedzi,   ale   Nadine 

powoli odwróciła głowę. Na widok wyrazu jej oczu Katy przeraziła się. Kobieta 
patrzyła na nią jak na kogoś całkiem obcego.

- Nic ci nie jest, Nadine? - spytała z niepokojem.
- Ależ skąd, wszystko w porządku. - Nadine wciąż spoglądała na kłębiące 

się w dole fale. - A co pani tutaj robi?

- Po prostu wyszłam się przejść. - Katy starała się, by jej głos zabrzmiał jak 

najpogodniej i beztrosko. Nie miała pojęcia, w jakim nastroju jest Nadine. Być 
może wcale nie jest zadowolona z tego spotkania. - W nocy nadwerężyłam sobie 

nogę w kostce i pomyślałam, że dobrze byłoby ją rozruszać.

- Co jest z pani kostką? - spytała obojętnie Nadine.

-   To   stara   historia.   Przed   laty   miałam   wypadek.   Czasem,   gdy   zrobię 

nieopatrzny ruch, dokucza mi ból. W nocy biegłam do stajni, potknęłam się i 

znów się zaczęło.

- Emmett mówił, że alarm włączył się przez przypadek. Nadine popatrzyła 

na nią nieodgadnionym wzrokiem.

- Tak. Coś tam  chyba jest nie w porządku  z systemem bezpieczeństwa. 

Trzeba się przyzwyczaić do fałszywych alarmów.

Zaległa cisza. Katy już chciała odejść, ale się zawahała.

-   Jakoś   tu   nieprzyjemnie,   Nadine   -   odezwała   się.   -Wracaj   ze   mną. 

Napijemy się gorącej herbaty.

- To się tutaj stało, wie pani? - Nadine potrząsnęła głową.
- Co takiego? - spytała Katy ze zdumieniem.

- To tutaj ten chłopak został zabity.

background image

- Syn Silasa Atwooda? Tutaj zginął? - Katy popatrzyła w dół.

- Właśnie. Był na dole na plaży, pił z kolegami. Urządzali sobie zabawę. Ot, 

taka grupka chłopaków. Olbrzymie ognisko i za dużo alkoholu. Wie pani, jakie te 

wyrostki   są.   Za   grosz   rozumu.   Zaczęli   jeden   drugiego   podpuszczać,   żeby   się 
wspiąć na tę skalę, zamiast wracać ścieżką.

-   Po   ciemku?   -   Katy   zadrżała   spoglądając   w   dół.   Skała   była   niemal 

pionowa. Nie bardzo było o co oprzeć stopę ani czego się uchwycić.

- Dwóm się udało. Ale kiedy Brent Atwood zaczął się wspinać, ześliznął się. 

Spadł i złamał kark.

- To straszne.
- Potem wszystko się zmieniło - wyszeptała Nadine. - Wszystko. Nic już nie 

było tak jak dawniej.

Po chwili kobieta bez słowa odwróciła się i zaczęła powoli iść ku domowi. 

Katy chciała jeszcze coś powiedzieć, ale się rozmyśliła. Nadine najwyraźniej nie 
miała ochoty ani na towarzystwo, ani na rozmowę. Katy poczuła nagłe sympatię 

do tej starszej kobiety, ale nie bardzo wiedziała, co mogłaby zrobić. Najwyraźniej 
Nadine była bardzo przywiązana do Atwoodów.

Katy ruszyła w stronę domu. Właśnie otwierała drzwi do kuchni, gdy lunął 

deszcz.   Weszła   do   środka   i   nastawiła   wodę   na   herbatę,   W   tym   momencie 

zauważyła na podjeździe samochód Garretta. A więc już wrócił.

- Garrett? - zawołała.

Nagle ogarnęło ją podniecenie. Odstawiła czajnik i weszła do salonu. Tu też 

go nie było.

- Garrett? Gdzie jesteś? - Postanowiła sprawdzić w sypialni.
Zobaczyła go obok toaletki. Popatrzył na nią bacznie. Prawą dłoń ścisnął w 

pięść.   Katy   poczuła   nagłą   ochotę   rzucić   się   w   jego   ramiona.   Ale   tylko   się 
uśmiechnęła.

- Witaj, Garrett. Nawet nie pomyślałam, że możesz już być w domu. Byłam 

na spacerze, na skałach. Jak ci się jechało?

-   Dobrze.   -   Oczy   płonęły   mu   dziwnym   blaskiem.   -   Nie   było   żadnych 

problemów,   dopóki   nie   wszedłem   tutaj   i   nie   znalazłem   tego.   -   Otworzył   dłoń 

pokazując dwie obrączki.

background image

Katy spojrzała ostrożnie na lśniące kółeczka i nagle uświadomiła sobie, że 

porusza się po niebezpiecznym gruncie. Przecież to on zaczął, przekonywała samą 
siebie. Uśmiechnęła się niepewnie.

- Coś się stało, Garrett?
- Gdy parę minut temu znalazłem twoją obrączkę, przeszło mi przez myśl, 

że ode mnie odeszłaś - powiedział gwałtownie.

-   Jak   widzisz,   jestem   -   uśmiechnęła   się   z   trudem.   Podeszła   do   niego   i 

wspięła się na palce muskając go wargami, po czym szybko cofnęła się o krok.

- Jesteś głodny? Zaraz będzie kolacja. A może najpierw wypijemy drinka?

- Do diabła, Katy, ja chcę z tobą porozmawiać.
- O czym? - Popatrzyła na niego z miną niewiniątka.

- O tym, że znalazłem tutaj twoją obrączkę. Możesz mi to wyjaśnić?
- A co tu jest do wyjaśniania? Twoja też tu leżała. Coś ty taki zły?

- Powiedziałem ci przecież. Myślałem, że odeszłaś.
- Ale nie odeszłam.

- Widzę. A teraz chcę wiedzieć, dlaczego zdjęłaś obrączkę i położyłaś ją 

tutaj?

- Ależ to proste, Garrett, Bo twoja tutaj leżała. Wybacz, ale muszę wypłukać 

sałatę.

Chwycił ją, zanim doszła do drzwi. Spojrzał jej prosto w twarz.
- Katy, w co ty ze mną grasz?

- Nie wiem, o czym mówisz. - Potrząsnęła głową.
-  Nie   wiesz?  Czy   chcesz   mi   wmówić,   że  dlatego   zdjęłaś  obrączkę,  że   ja 

zostawiłem tu swoją?

-   Zdaje   się,   że   oboje   chcieliśmy,   żeby   to   małżeństwo   było   całkowicie 

równoprawne, czyż nie? - odpowiedziała z uśmiechem.

-   A   teraz   posłuchaj   mnie,   moja   pani,   i   to   słuchaj   dobrze   -   powiedział, 

akcentując każde słowo. - Zdjąłem obrączkę wczoraj, gdy szedłem do stajni. Przy 
pracy z narzędziami przeszkadza, a nawet może być niebezpieczna. Gdy jechałem 

do biura, spieszyłem się, nie pamiętasz? Wrzuciłem rzeczy do torby i wyszedłem. 
Po prostu zapomniałem włożyć obrączkę, to wszystko.

- Może następnym razem będziesz pamiętał - bąknęła, cofając się jeszcze o 

background image

krok.

- Ty mała czarownico. - Tym razem udało mu się chwycić ją za ramiona i 

przytrzymać. - Co to, u diabła, ma znaczyć? - Popatrzył na nią bacznie. - Próbujesz 

dać mi nauczkę, tak?

- Właściwie - zaczęła Katy - gdy zauważyłam obrączkę na toaletce, akurat 

rozmawiałam z tobą przez telefon. Pomyślałam sobie, że jesteś tam, w pięknym 
mieście, będziesz pracował do późna, a potem pewno pójdziesz z kimś na drinka. 

Wszyscy oczywiście wiedzą, że dopiero co się ożeniłeś i przypuszczalnie zechcą 
zobaczyć nową obrączkę. Zastanawiałam się, co sobie pomyślą, gdy zauważą, że 

jej nie masz.

- Tylko kobieta może wymyślić podobny scenariusz! - wykrzyknął Garrett.

- Na wypadek, gdybyś tego nie zauważył, jestem kobietą.
- Nie bądź taka przemądrzała, Katy.

- Nie jestem przemądrzała. Jestem tylko logiczna. -Usiłowała odsunąć się 

od niego, ale trzymał ją mocno.

- Wydaje mi się, że zaczynam pomału rozumieć. Było ci przykro, prawda? 

Pomyślałaś, że naumyślnie zostawiłem obrączkę, i postanowiłaś zrobić to samo.

- Powiedzmy, że było mi przykro, iż tak łatwo zapominasz o tym, że ją 

nosisz. Zaczęłam się zastanawiać, jak ty właściwie traktujesz nasze małżeństwo. 

Czy aby nie zbyt lekko?

Garrett potrząsnął nią. W jego oczach czaił się podejrzany uśmieszek.

- Dobrze wiesz, jak traktuję małżeństwo.
- No cóż, może odniosłam niewłaściwe wrażenie.

-   A   żebyś   wiedziała,   Jestem   mężczyzną   żonatym   i   pamiętam   o   tym, 

niezależnie   od   tego,   czy   noszę   obrączkę,   czy   nie.   Nie   traktuję   lekko   swych 

obowiązków małżeńskich.

Katy   wydawało   się,   że   wypowiedział   te   słowa   z   jakąś   osobliwą   dumą. 

Uspokoiła się.

- Wierzę ci - powiedziała, - Jeśli polepszy ci to samopoczucie, to wiedz, że i 

ja   traktuję   poważnie   nasze   małżeństwo,   nawet   jeśli   zdarzyło   mi   się   zdjąć 
obrączkę.

Przez   dłuższą   chwilę   patrzyli   na   siebie.   Wreszcie   Garrett   gwałtownie 

background image

przyciągnął ją do siebie. Objął mocno i przytulił.

- Cieszę się. Naprawdę się cieszę - powiedział. Katy ogarnęła fala gorących 

uczuć, Objęła Garretta w pasie.

- Witaj w domu - szepnęła.
-   Dzięki.   Ale   następnym   razem,   gdy   wrócę   z   podróży   służbowej,   bądź 

uprzejma nie robić mi takich niespodzianek. Nie jestem pewien, czy zniósłbym po 
raz drugi podobny szok.

- Naprawdę był to dla ciebie szok?
-   Tym   razem   jesteś   górą.   Myślę,   że   już   mi   się   nie   zdarzy   zapomnieć   o 

obrączce.

- To dobrze.

Roześmiał się słysząc w jej głosie nie skrywane zadowolenie. Popchnął ją 

lekko na łóżko i sam położył się obok Ujął jej dłoń i ostrożnie wsunął na palec 

obrączkę.

- Wciąż mnie czymś zaskakujesz, Katy Coltrane. Kto by pomyślał, że jest w 

tobie tyle kobiecej dumy. Zawsze wydawałaś mi się taka... taka...

-   Rozsądna?   Opanowana?   Rozważna?   Garrett   uśmiechnął   się.   Włożył 

obrączkę. Po czym jego dłoń powędrowała w kierunku guzików jej bluzki.

- To lubię - rzucił.

- A co z kolacją?
- Może poczekać. Teraz mam w głowie co innego.

- Zauważyłam. - Katy westchnęła i zabrała się do guzików jego koszuli.

background image

ROZDZIAŁ 9

- Jeśli chodzi o szok - zaczęła Kąty w półtorej godziny później, gdy Garrett 

siadł wreszcie do kolacji - to sama przeżyłam niewielki ostatniej nocy.

- Co się stało? - Garrett podniósł wzrok znad łososia. Jego oczy, jeszcze 

przymglone rozkoszą, nagle stały się czujne.

-   Emmett   przypadkowo   włączył   w   stajni   alarm.   Zeszłam   na   dół,   żeby 

sprawdzić, co się stało - wyjaśniła Katy. - Ten system jest chyba bardzo czuły - 

dodała.

- Taki powinien być - stwierdził Garrett z irytacją -Ale po co, u diabła, w 

ogóle   tam   chodziłaś?   Przecież   to   był   środek   nocy.   Mógł   tam   być   jakiś   punk, 
niebezpieczny włóczęga albo bandzior.

-   Nie   denerwuj   się   -   powiedziała   spokojnie   Katy,   podnosząc   do   ust 

kieliszek. - Przecież nic się nie stało. Powiedziałam ci, że to był przypadek.

- Postąpiłaś głupio, Katy. - Garrett obstawał przy swoim. - Powinnaś była 

zadzwonić do Brackenów albo wezwać policję, a nie iść sama do stajni. Na Boga, 

Katy, czy ty nic nie rozumiesz?

- Garrett...

- Jeszcze nie  skończyłem.  - Oparł łokcie na stole i przez  następne  pięć 

minut   wyłuszczał,   co   myśli   na   temat   nierozsądnego,   impulsywnego   działania. 

Łosoś kompletnie wystygł.

Mój   mąż   ma   prawdziwy   talent   do   ujawniania   swoich   uczuć   w   takich 

momentach, pomyślała Katy. Nie potrafi powiedzieć, że mnie kocha, ale nie ma 
najmniejszych trudności z okazaniem tego, że się o mnie martwi. Odczekała, aż 

skończył, i uśmiechnęła się.

- Skończyłeś?

- Nie bierzesz poważnie tego, co mówię?
- Ależ skąd - zaprzeczyła szybko. - To się już nie powtórzy. Obiecuję. Wiem, 

że działałam bez zastanowienia, ale wszystko skończyło się dobrze i naprawdę nie 
potrzebuję już dziś żadnych kazań. Opowiedz mi lepiej, jak tam było we Fresno.

Garrett   rzucił   raz   jeszcze,   by   nigdy   więcej   nie   ważyła   się   zrobić   czegoś 

podobnego, po czym nalał, sobie kieliszek wina.

background image

-   Wszystko   poszło   jak   najlepiej.   Udało   nam   się   wyratować   Bisby'ego   z 

opresji.   Klasyczny   przypadek   ciężkiej   pracy   i   kiepskiego   zarządzania.   Nawet 
najlepszy farmer niczego nie dokona, jeśli nie będzie miał pojęcia o zarządzaniu i 

rachunkowości. To bardzo ważne. W dzisiejszych czasach tylko taki hodowca ma 
szanse, który traktuje swoją pracę jak biznes z prawdziwego zdarzenia. Taki Bisby 

i   jemu   podobni   przypominają   mi  mego   ojca.  Wszystko,   co  mają,   inwestują  w 
ziemię, ale nie pomyślą nawet o nauczeniu się zarządzania.

- Twój ojciec nie miał firmy Coltrane i Spółka, w której mógłby zasięgnąć 

fachowej rady i pomocy - zwróciła mu łagodnie uwagę.

- O ile wiem, i tak nie posłuchałby niczyjej rady. Był farmerem starej daty, 

któremu wydawało się, że wie wszystko na temat bydła. Nawet by mu do głowy 

nie przyszło, że można zasięgać jakichkolwiek porad. I w ten sposób stracił to, co 
liczyło się dla niego w życiu najbardziej - ziemię i żonę. Później już nie miał po co 

żyć.

Katy jadła powoli, zastanawiając się, do czego może prowadzić taka strata. 

Ojciec   Garretta   rozbił   się   samochodem   na   wiejskiej   drodze,   gdy   jego   syn   był 
kilkunastoletnim   chłopcem.   Niektórzy   podejrzewali   samobójstwo.   Inni,   że   był 

pijany. Było to wkrótce potem, gdy Harry Randa, który znal Coltrane'ów od lat, 
zatrudnił Garretta w swoim majątku jako stajennego.

Jedyną pewną rzeczą w życiu Garretta była ta właśnie praca. Zrezygnował z 

niej,   gdy   stwierdził,   że   może   zarobić   znacznie   więcej   na   rodeo.   Harry   Randa 

rozumiał to i życzył mu powodzenia.

-   Chciałbym   zaprosić   na   piątek   wieczór   przyjaciół   -powiedział   nagłe 

Garrett, kończąc kolację.

Katy popatrzyła na niego zaskoczona.

- Boba i Dianę Greeleyów - dodał. - Bob to mój kumpel jeszcze z czasów 

rodeo. Zawsze razem występowaliśmy. Na pewno ich polubisz, zwłaszcza Dianę.

Katy skinęła głową.
- Bob wciąż jeszcze jeździ?- spytała.

- Skądże. Zerwał z tym, zanim zdążył połamać sobie wszystkie kości. Wrócił 

do college'u i skończył informatykę.

-   Trudno   sobie   wyobrazić   dawnego   kowboja   w   roli   eksperta   od 

background image

komputerów - uśmiechnęła się Katy.

- Wiem, co taka dama jak ty myśli o kowbojach. Prawdopodobnie w ogóle 

nie mieści jej się w głowie, że są w stanie zajmować się czymś innym niż byki, 

piwo i świń-swa.

- Jeśli nawet kiedyś tak myślałam - Katy uniosła brwi - to chyba miałam 

czas się przekonać, że tak nie jest, prawda? Przeszedłeś długą drogę od czasu, gdy 
występowałeś.

-   Przepraszam.   -   Garrett   uśmiechnął   się.   -   Nie   chciałem   cię   dotknąć. 

Czasem odzywają się dawne kompleksy i uczucia.

A czasem zdarza się, że dawne uczucia nie wygasają. pomyślała Katy.
- Powiedz  Nadine,  żeby pomogła ci coś przygotować na piątek. Nie ma 

powodu, abyś wszystko robiła sama. Chcę, żebyś też spędziła miły wieczór. Myślę, 
że przypadniecie sobie z Diane do gustu.

Katy skinęła głową. Wyczuła, że Garrettowi bardzo z a -leży na tym, by 

zaprzyjaźniła się z tą Diane. Najwidoczniej chciał pochwalić się przed przyjaciółmi 

swoją nowo poślubioną żoną. Ta myśl bardzo ją rozczuliła.

Skłonienie   Nadine   Bracken,   by   pomogła   w   przygotowaniu   piątkowej 

kolacji, okazało się nad wyraz trudne. Katy siedziała z nią w czwartek do późna, 
by ustalić jadłospis. Chciała podać paelle, sałatę i ciemne pieczywo.

-   Na   przystawkę   proponuję   zapiekany   ser,   paszteciki   z   wędzonymi 

ostrygami   i   świeże   warzywa   z   sosem   winegret   -   powiedziała   Katy.   -   To   nic 

skomplikowanego. Można to wszystko przygotować wcześniej.

Nadine   przez   dłuższą   chwilę   studiowała   zaproponowany   przez   Katy 

jadłospis.

- Pani Atwood nigdy nie podawała gościom paelli -oświadczyła wreszcie. - 

Zawsze   przygotowywałyśmy   befsztyki.   Pan   Atwood   własnoręcznie   piekl   je   na 
ruszcie w ogrodzie. Bardzo to lubił.

- No tak, ale ja wolę ryby i owoce morza niż befsztyki. a więc zrobimy 

paelle. Na deser upiekę sernik - zdecydowała Katy.

- To już nie będzie to samo. - Nadine była wyraźnie niezadowolona.
- Nie - zgodziła się Katy. - To już nie będzie to samo.

-   Nie   rozumiem,   dlaczego   wszystko   musi   się   zmieniać   -   wymamrotała 

background image

Nadine. - Po prostu nie rozumiem.

Katy westchnęła. Zastanawiała się, czy nie byłoby lepiej, gdyby wszystkim 

zajęła się sama. Lubiła  gotować i tylko dlatego poprosiła  Nadine o pomoc, że 

chciał tego Garrett.

Następne   trzy   dni   upłynęły   spokojnie.   Garrett   kręcił   się   wokół   stajni   i 

domu. Do biura tylko telefonował. Zabrał Katy na zakupy do San Luis Obispo, 
gdzie odwiedzili przy okazji jednego z jego przyjaciół z uniwersytetu.

Przez cały ten czas bacznie ją obserwował. Każde jej słowo i gest oceniał 

pod kątem przystosowania do roli żony. Niekiedy było to denerwujące. Usiłowała 

sobie wmówić, że to dobry znak.

W   nocy   kochał   się   z   nią   tak   namiętnie,   że   nie   ulegało   wątpliwości,   iż 

próbował w ten właśnie sposób przywiązać ją do siebie. Powstrzymywał się tak 
długo,   dopóki   nie   wykrzyknęła   z   rozkoszy   i   nie   zadrżała   konwulsyjnie   w   jego 

ramionach. Dopiero  wtedy i on osiągał pełnię miłosnej ekstazy i ostatecznego 
spełnienia.

W czwartek rano Katy zaskoczyła go w gabinecie, gdy kończył rozmowę 

telefoniczną. Zdumiało ją jego zachowanie. Był szorstki, niemal obcesowy.

- Wiesz dobrze, czego chcę. Tutaj wszystko zapięte na ostatni guzik. Chcę 

tylko wiedzieć, że u ciebie też gra. Porozmawiamy później. - Odłożył z trzaskiem 

słuchawkę, odwrócił się do Katy.

- O co chodzi? - Popatrzył na nią z irytacją.

- O nic. Chciałam się przejść nad morze i myślałam, że może pójdziesz ze 

mną. Ale jeśli jesteś zajęty, odłożymy te na później.

-   Nie.   -   Wstał   i   sięgnął   po   kapelusz,   -   Dobrze   mi   zrobi   trochę   ruchu. 

Chodźmy. - Chwycił ją za rękę i pociągnął gwałtownie za sobą, jak gdyby chciał 

jak najprędzej opuścić to miejsce.

Katy   zamierzała   go   poprosić,   by   wyjaśnił   swoje   zachowanie,   ale   coś   ją 

przed   tym   powstrzymało.   Instynktownie   wyczuwała,   że   Garrett   nie   chce,   by 
wypytywała go o ten tajemniczy telefon. Dała więc spokój. Było jeszcze tyle spraw 

związanych z jej mężem, do których powinna pod -chodzić bardzo ostrożnie.

Pocieszała   się,  że  i  on  powinien  obchodzić  się  z  nią   delikatnie.   Była  to 

interesująca, choć niekiedy uciążliwi sytuacja. Często zastanawiała się, czy koniec 

background image

końców doprowadzi do miłości.

Nadszedł   piątkowy   wieczór.   Wszystko   odbyło   się   bez   większych 

problemów, mimo że Nadine Bracken z ogromną niechęcią zaakceptowała paelle 

w szacownym domu Atwoodów.

Garretta cały ten konflikt między żoną a Nadine tylko ubawił. Jeśli Nadine 

spodziewała się, że będzie tutaj rządzić, przekonała się teraz, że jest w błędzie. 
Katy może wydawać się łagodna i uległa, ale pod tą pozorną delikatnością kryje 

się natura uparta i zdecydowana, Garrett ostatnio nieraz miał okazję się o tym 
przekonać i z cichą satysfakcją stwierdził, że nie tylko on pomylił się w ocenie 

swoje: żony.

Podobał mu się sposób zachowania Katy. Być może wreszcie uzna ona ten 

dom za swój.

Przez ostatnie dni pilnie ją obserwował. Nie wyobrażał sobie, by mogło mu 

być z kimkolwiek lepiej w łóżku. Dawała mu z siebie wszystko, W ciągu dnia 
wydawała się szczęśliwą żoną.

Tylko jedna sprawa go niepokoiła. Świadomość, że nie poruszyli tematu 

owych trzech miesięcy wyznaczonych przez Katy. Nie wiedział, czy po upływie 

tego okresu nie zechce go opuścić. Niejeden już raz kusiło go, by przyznałaże nie 
uważa już małżeństwa za przygodę mającą trwać tylko trzy miesiące. Ale wciąż nie 

mógł się na to zdobyć.

Pozostawianie spraw bez wyjaśnienia nie było w jego stylu. Był mężczyzną, 

który grał w otwarte karty i kierował swoim życiem tak, jak tego chciał. Ale nie 
wiedział, jak skłonić Katy, by zgodziła się na rolę oddanej żony.

O   piątej   po   południu   Katy   weszła   do   sypialni,   by   się   przebrać.   Garrett 

właśnie kończył prysznic.

- Wszystko gotowe? - spytał, wychodząc z łazienki.
- Myślę, że tak. Kolacja będzie o wpół do ósmej. Katy poszła w kierunku 

łazienki, zapinając po drodze guziki bluzki. Wciąż jeszcze trochę się go wstydziła. 
Wiedział, że rozbierze się dopiero w łazience. To zabawne. Ta sama kobieta w 

nocy,   gdy   będą   się   kochać,   zmieni   się   w   jego   ramionach   w   wulkan.   Będzie 
zachłanna, podniecona, pełna namiętności. Dosiądzie go tak, jak on dosiadał nie-

gdyś wspaniałych arabów jej ojca.

background image

I   jeśli   myśli,   że   będzie   to   robić   tylko   przez   trzy   miesiące,   i   potem   go 

zostawi, lepiej niech o tym zapomni. Garrett zebrał się w sobie i postanowił odbyć 
wreszcie decydującą rozmowę.

- Katy-zaczął.
- O co chodzi? - Spojrzała na niego przez ramię.

- Chcę z tobą pomówić - powiedział, starając się nadać swojemu głosowi 

obojętne brzmienie.

- O czym?
- O twoich planach na przyszłość.

- O moich planach? Nie rozumiem. - Spojrzała na niego z ciekawością.
- Mam prawo wiedzieć, co zamierzasz robić po upływie trzech miesięcy. 

Chcę wiedzieć, czy wciąż myślisz o zerwaniu naszego małżeństwa.

Popatrzyła na niego nieodgadnionym wzrokiem. Rzadko kiedy udawało jej 

się skutecznie ukryć przed nim swoje myśli. Na ogół czytał je z jej oczu. Ale nie 
tym razem.

-   Garrett,   to   nie   jest   najlepszy   moment   na   taką   rozmowę.   Za   niecałą 

godzinę przychodzą goście, a ja nie jestem jeszcze ubrana.

~ Wciąż chcesz ode mnie uciec po trzech miesiącach? - nalegał.
- Mówisz tak, jakbym była przerażoną panną młodą, która chce uciec do 

mamy. Nasza sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Jeśli wszystko skończy 
się   po   trzech   miesiącach,   jestem   pewna,   że   potraktujemy   rozpad   naszego 

małżeństwa w sposób dojrzały i odpowiedzialny. Nie jesteśmy przecież dziećmi.

Garrett poczuł nagły ucisk w żołądku. A więc myśli o opuszczeniu go.

Nie mógł w to uwierzyć. Wydawało się, że już się zadomowiła. Cieszyła się 

na pracę w jego biurze. Wiedział, że jest jej z nim dobrze w łóżku. Czego jeszcze 

może chcieć kobieta, głowił się.

Stał w miejscu, świdrując ją wzrokiem.

- Skąd ten pomysł, że pozwolę ci postępować tak, jakby to miała być tylko 

przygoda trwająca trzy miesiące, Katy ?

- Uspokój się, Garrett. Zachowujesz się nierozsądnie.
- Ja? A co w takim razie powiedzieć o tobie? To ty jesteś małą wariatką, 

która myśli, że nałożono jej kajdany, tylko dlatego że małżeństwo nie okazało się 

background image

ckliwym związkiem dwóch serduszek, tak jak to sobie wyobrażała.

-   Uspokój   się,   Garrett.   Zaraz   przyjdą   goście,   a   mam   jeszcze   sporo   do 

zrobienia. - Katy chwyciła za klamkę.

Garrett zreflektował się. Musi działać pomału i rozważnie. To tak jakby 

miał do czynienia z krnąbrną klaczą. Zbyt szybki ruch może ją spłoszyć. Jeśli 

jednak nie zrobi żadnego ruchu, pomyśli, że wygrała pojedynek, i jeszcze trudniej 
będzie ją poskromić.

- Nie wiem, skąd zaczerpnęłaś swoje wyobrażenia o małżeństwie, Katy, ale 

myślę, że już czas, by ktoś ci je wyperswadował. A kto może zrobić to lepiej niż 

rodzony mąż? Powiem ci, czym jest małżeństwo. Małżeństwo to pozostawanie ze 
sobą   również   wtedy,   gdy   jest   ciężko   i   brakuje   pieniędzy.   Małżeństwo   to 

honorowanie ślubowania złożonego w obecności świadków. To tworzenie czegoś 
trwałego.   To   wzajemne   zobowiązania.   To   zaangażowanie.   Jeśli   myślisz,   że 

pozwolę ci uciec od zobowiązań, to lepiej zapomnij o tym. Ostrzegam cię, moja 
pani. Nie ma takiego miejsca na ziemi, w którym bym cię nie znalazł. Jeśli dojdzie 

do   ostateczności,   okaże   się,   że   jestem   silniejszy,   twardszy   i   bardziej 
zdeterminowany niż ty będziesz kiedykolwiek. Zapamiętaj to. Jestem zdolny do 

wszystkiego.

- Nie potrzebuję od ciebie pouczeń na temat małżeństwa, do cholery!

Katy odskoczyła do tyłu i zatrzasnęła drzwi łazienki przed samym nosem 

Garretta. W sekundę później usłyszał trzask zamka. Zaklął cicho, uderzył otwartą 

dłonią   w   drzwi,   odwrócił   się   i   poszedł   do   garderoby.   Zdejmując   z   wieszaka 
spodnie, syknął z bólu. Zauważył, że dłoń mu lekko krwawi.

Co   do   jednego   Garrett   miał   rację,   stwierdziła   Katy   tego   wieczoru,   po 

wyjściu gości. Naprawdę polubiła Diane Greeley, niedużą, drobną blondyneczkę. 

Nie była pięknością, ale miała uroczy uśmiech i ciepłe niebieskie oczy. Była w 
zaawansowanej ciąży.

- Siódmy miesiąc - zwierzyła się, gdy Katy oprowadzała ją po domu. - Nie 

możemy się już z Bobem doczekać. Odkładaliśmy to długo, gdyż Bob poszedł na 

studia, i już zaczynaliśmy się niepokoić, żeby nie było za późno. - Diane rozejrzała 
się po dużym domu. - Wygląda na to, że jeśli chcecie zapełnić ten dom dziećmi, 

powinniście też wziąć się do dzieła.

background image

Katy uśmiechnęła się, widząc już oczami wyobraźni ich dom w przyszłości. 

Postanowiła nie przyznawać się, że Garrett nigdy nie wspomniał o dzieciach.

- Masz rację, rzeczywiście jest duży - zgodziła się.

- Wiedziałam, że gdy Garrett wreszcie kupi sobie dom, zrobi to w wielkim 

stylu - zachichotała Diane. - Zawsze planuje wszystko bardzo skrupulatnie, jak 

dobry generał przed bitwą. I nigdy nie zrobi nic, dopóki nie wie dokładnie, co i jak 
chce zrobić. Zawsze ma nad wszystkim kontrolę, prawda?

Nad wszystkim z wyjątkiem mnie, pomyślała Katy, wspominając  krótką 

gwałtowną   wymianę   zdań   w   sypialni   przed   wizytą   Diane   i   Boba.   Poczuła   się 

trochę   niepewnie,   gdy   uzmysłowiła   sobie,   że   za   parę   godzin   znów   zostanie   z 
Garrettem sam na sam. Nie trzeba było specjalnej przenikliwości, by wiedzieć, że 

nie uważa on ich rozmowy za zakończoną.

- Znasz Garretta od dawna? - spytała Diane, gdy szły wolno w kierunku 

schodów.

- Znałam go jeszcze jako mała dziewczynka. Ale kiedy miałam dwanaście 

lat, wyjechał z miasta. Zobaczyłam go znowu przed paru miesiącami - odparła.

- Bob opowiadał mi trochę o przeszłości Garretta. Nie była łatwa.

- Nie.
- Słyszałam, że jego rodzice stracili ziemię, a matka odeszła od ojca. - Diane 

posłała Katy zaciekawione spojrzenie. - Garrett był później właściwie zdany sam 
na siebie, prawda?

- Mniej więcej. Gdy skończył średnią szkołę, zaczął występować na rodeo.
Diane z uśmiechem potrząsnęła głową.

- Zamienił  jeden  niepewny  tryb  życia na  inny  równie  niepewny.   Rodeo 

niejednego może wpędzić w pijaństwo. Człowiek bez przerwy przemieszcza się z 

miasta do miasta. Nie sposób prowadzić normalnego życia rodzinnego. Nie ma 
przy tym żadnej gwarancji, czy przy kolejnym występie nie złamie sobie karku 

albo   nie   pogruchocze   kości.   Nie   wie,   co   to   poczucie   bezpieczeństwa.   -   Diane 
przeszedł dreszcz. - Nie masz pojęcia, jaka byłam szczęśliwa, gdy Bob się wreszcie 

z tego wycofał. Myślę, że i ty się cieszysz, że Garrett zdecydował się na to samo. 
Wielu chłopaków nie może się na to zdobyć. Oczywiście zarówno Bob, jak i Gar-

rett wiedzieli, że chcą w życiu czegoś więcej.

background image

„Nie wie, co to poczucie bezpieczeństwa” - powtórzyła w myślach Katy.

Zastanawiała się nad słowami Diane. Przez większość swego życia Garrett 

nie zaznał ani stabilizacji, ani bezpieczeństwa, z wyjątkiem tych chwil, które sam 

dla siebie wygospodarował.  Bardzo wcześnie nauczył  się polegać wyłącznie  na 
sobie.   Katy   wiedziała   o   tym   od   dawna,   ale   teraz   uderzyło   ją   to   szczególnie. 

Zatrzymała się na szczycie schodów i odwróciła do Diane.

- Coś się stało? - spytała Dianę z niepokojem.

- Nie - potrząsnęła głową Katy. - Nic złego. Po prostu uświadomiłam sobie 

coś, czego dotychczas jakoś nie zauważałam.

- W związku z tym, co powiedziałam? - spytała Diane ostrożnie.
- Tak - uśmiechnęła się Katy. - W zasadzie tak. Powinnam była sama do 

tego   dojść,   ale   zbyt   wielką   wagę   przykładałam   do   swoich   własnych   odczuć. 
Zresztą nie ma o czym mówić - machnęła ręką. - Chodźmy na dół, do naszych 

panów. Pewnie umierają z głodu.

Gdy schodziły z góry, Garrett spojrzał na nią sponad ramienia Boba. Ich 

oczy spotkały się i Katy zadrżała. W i -dać było, że jej pragnie. Zrobi wszystko, co 
będzie mógł. by ją przy sobie zatrzymać. Według niego, to właśnie jest miłość.

Przekonywała samą siebie, że powinna to zrozumieć. Powinna zrozumieć, 

że popełnia ogromny błąd grożąc mu że pozbawi go wszelkiego oparcia. To nie 

było dla niego nic nowego. Grożąc mu terminem trzech miesięcy postępowała tak 
samo, jak w przeszłości postępowali wobec niego inni. Mówiła mu, że nie może 

liczyć na nią i na jej miłość.

Nagle stało się dla niej bardzo ważne, by Garrett wiedział, że może polegać 

na jej miłości.

W tym momencie Bob podał swej żonie szklankę soku pomarańczowego i 

czar   chwili   prysł.   Bob   był   wysokim,   szczupłym   mężczyzną   ze   śmiejącymi   się 
piwnymi oczami i zawsze pogodną twarzą.

-   To   jest   prawdziwy   dom,   prawda,   kochanie?   -   zwrócił   się   do   Diane.   - 

Mówiłem   właśnie   Garrettowi,   że   przeszedł   długą   drogę   od   tych   zapchlonych 

moteli, w których nocował w czasie rodeo.

- Ty też - stwierdziła Diane, patrząc na niego czule. Uśmiechnęła się do 

Katy. - A ja mówiłam właśnie Katy, że muszą się pospieszyć, jeśli chcą zapełnić to 

background image

miejsce nowymi mieszkańcami. Taki duży dom potrzebuje rodziny z prawdziwego 

zdarzenia.

Katy zarumieniła się. Garrett spojrzał na nią bacznie.

- Przepraszam   na chwilę  -  powiedziała,  zadowolona,  że ma  pretekst  do 

wyjścia z pokoju. Miała wiele rzeczy do przemyślenia. - Muszę pójść do kuchni. 

Paella zaraz będzie gotowa.

W trzy godziny później znów była z mężem sam na sam. Od czasu rozmowy 

z Diane ciągle myślała, jak rozegrać tę sprawę. Mącił jej się umysł. Nie wiedziała, 
czy wyjaśnić wprost swój zamiar pozostania z Garrettem, czy też działać w sposób 

bardziej wyrafinowany, zawoalowany. Ani jedna, ani druga metoda nie wydawała 
jej się odpowiednia. Postanowiła wybrać drogę pośrednią.

- Było bardzo przyjemnie, prawda? - zauważyła, gdy szli na górę. - Cieszę 

się, że poznałam Diane i Boba.

Garrett milczał. Rozpiął mankiety koszuli. Wydawało się, że całą uwagę 

skupia na wchodzeniu po schodach.

- Bałam się, że Nadine nie zechce zrobić paelli, ale udało mi się ją namówić 

- kontynuowała Katy. - Myślę, że wszystko było smaczne, sernik też.

Garrett nadal milczał. Szli w kierunku sypialni. Katy była coraz bardziej 

zdenerwowana. Głęboko zaczerpnęła oddechu.

-   Garrett...   -   zaczęła,   gdy   stanęli   w   progu.   Zamknął   delikatnie   drzwi   i 

odwrócił się ku niej. Był poważny.

- Czy brałaś kiedykolwiek pod uwagę fakt, że możesz być w ciąży? - spytał.
Katy poczuła ucisk w gardle. Pomyślała o pigułkach, które stosowała od 

kilku tygodni.

- Hm, nie, właściwie nie. To niemożliwe. Byłam u lekarza jeszcze przed 

ślubem. Biorę pigułki.

- Ach, tak. - Spojrzał na nią przeciągle.

Katy   była   coraz   bardziej   zdenerwowana.   Wszystko   przebiegało   całkiem 

inaczej, niż to sobie zaplanowała.

-   Garrett,   chciałabym   porozmawiać   z   tobą   o   tym...   o   tym,   o   czym 

zaczęliśmy mówić dzisiaj, zanim przyszli Greeleyowie.

Udał, że nie słyszy.

background image

- Byłbym dobrym ojcem, Katy. Wiem, że pewnie myślisz inaczej mając w 

pamięci mego ojca, ale właśnie dlatego chciałbym być inny. Rozumiesz. Będę dbał 
o rodzinę. Nie musisz się bać, że zostawię ciebie i dziecko. Możesz mi ufać, Katy.

- Ależ ja ci ufam - wyszeptała. - Wiem, że nie odejdziesz.
- Powiedziałem, że nigdy nie odejdę, i tak będzie. Powiedziałem to w dniu 

naszego ślubu, gdy składałem przysięgę, pamiętasz?

- Pamiętam.

- To ty wciąż mówisz o odejściu, moja pani, nie ja.
-   Wiem.   Przepraszam.   -   Wolno   podeszła   do   niego.   Uśmiechnęła   się 

niepewnie. - Myliłam się, Garrett.

- Myliłaś się? - Spojrzał na nią ponuro.

- Mniejsza o to. Najwyższy czas, żebyś się dowiedział, że ja też nie odejdę. 

Nie mam zamiaru cię opuszczać po trzech miesiącach. Chyba że poprosisz mnie, 

żebym odeszła. - Objęła go za szyję.

W jego oczach odmalowała się niewypowiedziana ulga.

-  Katy.   Czekałem   na   te  słowa,   tak   bardzo   czekałem,   Wziął   ją   na  ręce  i 

zaniósł do łóżka. Zaczął ją rozbierać tak czule, tak delikatnie, że omal nie płakała 

ze   szczęścia.   Wyciągnęła   ręce   i   przyciągnęła   go   do   siebie.   Zaczęła   nerwowo 
rozpinać guziki jego koszuli.

- Katy, słodka, mała Katy - szeptał. - Teraz wszystko będzie dobrze.
- Tak, Garrett. Wszystko będzie dobrze. Gdy leżała już naga obok niego, 

uniósł   się   na   łokciu   i   popatrzył   na   nią   z   zachwytem   i   pożądaniem.   Zaczął   ją 
pieścić.   Dotykał   jej   piersi,   delikatnie   gładził   sutki,   aż   nabrzmiały   i   stary   się 

twarde.

Pochylił   głowę   i   zaczął   każdą   z   nich   całować,   dotykając   ich   lekko 

koniuszkiem   języka.   Katy   też   zaczęła   go   pieścić,   rozkoszując   się   swoją   mocą, 
swoim oddziaływaniem na niego.

Garrett całował teraz każdy kawałeczek jej ciała. Jego usta wędrowały coraz 

niżej i niżej, a gdy dotarły do najintymniejszego miejsca, krzyknęła z rozkoszy. 

Zabrakło jej tchu, drżała na całym ciele.

Garrett pochylił się nad nią, a kiedy w nią wszedł, ogarnęła ją fala rozkoszy 

i szczęścia.

background image

- Pragnę cię, Katy - szeptał. - Tak bardzo cię pragnę. Chcę być w tobie 

zawsze. Trzymaj mnie, mocno, mocno.

Trzymała go tak, jakby od tego zależała cała jej przyszłość.

background image

ROZDZIAŁ 10

W czasie weekendu Garrett rozkoszował się życiem szczęśliwego małżonka. 

Miało   wiele   dobrych   stron,   a   jedną   z   nich   było   niewątpliwie   poczucie 

bezpieczeństwa.

-   Nie   wiesz,   co   tracisz,   Herosie   -   przemawiał   do   ukochanego   konia   w 

poniedziałkowy ranek.

Heros,   jeszcze   nie   rozbudzony,   spojrzał   zaspanym   wzrokiem   na   swego 

pana. Garrett uśmiechnął się i pogładził czule koński kark.

-   Wreszcie   się   zdecydowała   -   kontynuował.   -   Już   nie   będzie   rozmów   o 

trzymiesięcznym   terminie   i   gadek   o   „partnerach   w   interesach”.   To   będzie 
wreszcie prawdziwy miesiąc miodowy. Wszystko, co złe, mamy już za sobą. Kto by 

pomyślał, że jedna mała kobietka wykaże tyle złośliwego uporu?

Heros w odpowiedzi zwiesił łeb.

-  Wiesz,   ona   mnie   kocha  -  wyjaśnił   Garrett.   -  Kiedy   była  dziewczynką, 

latała za mną, a teraz jest dojrzałą kobietą i jest we mnie zakochana. Powiedziała 

mi to w noc poślubną.

Ale od tamtej chwili już tego nie powtórzyła, dodał w duchu. Nie dawało 

mu to spokoju. Zrezygnowała ze wszystkich metod obrony, z wyjątkiem tej. Nie 
robiła mu już miłosnych wyznań.

Garrett dopiero tego ranka uświadomił sobie, że ma jeszcze jedną barierę 

do pokonania. Dotychczas nie zauważył jakoś, że Katy nie wyznała po raz drugi, 

że go kocha.

Nie powinno go to właściwie dręczyć. Ma poza tym wszystko, czego chce i 

czego od niej potrzebuje. Wreszcie oznajmiła, że nie zamierza od niego odejść'. 
Dodała nawet, że mu ufa i wierzy, iż będzie dobrym ojcem.

To   stwierdzenie   wstrząsnęło   nim.   Dotychczas   nawet   nie   zdawał   sobie 

sprawy, jak ważna jest dla niego rozmowa o dzieciach. Kiedy zobaczył ciężarną 

Diane Greeley, myślał już tylko o tym, jak będzie wyglądała Katy nosząca jego 
dziecko.   Przez   większą   część   wieczoru   wyobrażał   ją   sobie   z   niemowlęciem   w 

ramionach.

Później uprzytomnił sobie, że Katy może mieć opory przed posiadaniem 

background image

dziecka z mężczyzną, który wychowywał się w rozbitej rodzinie. Na myśl o tym, że 

może nie chcieć jego dziecka, przeszedł go zimny dreszcz. Przed ślubem nigdy się 
nad tym nie zastanawiał. Uważał za oczywiste, że prawdopodobnie będą mieli 

dzieci.  Dzieci to  przecież  część  przyszłości. Ale w piątkowy  wieczór  ta sprawa 
nabrała nagle bardzo konkretnych kształtów. Zdominowała cały jego świat. Wciąż 

jeszcze czuł niewyobrażalną ulgę, jakiej doznał, gdy Katy zapewniła go, że ufa mu 
jako przyszłemu ojcu ich dzieci.

Ta   ulga   w   połączeniu   z   jej   wyznaniem,   że   nie   zamierza   go   opuścić, 

uszczęśliwiła   go   na   resztę   weekendu.   Zachowywali   się   z   Katy   jak   prawdziwi 

kochankowie.

Tego ranka stwierdził, że do pełnego szczęścia brakuje mu już tylko jednej 

drobnej rzeczy. Chciał znów usłyszeć od Katy,  że go kocha. Chciał usłyszeć te 
słodkie, czułe słowa, które wypowiedziała w ich noc poślubną.

-   Nie   ulega   wątpliwości,   stary,   że   jestem   bardzo   zachłanny.   -   Poklepał 

konia po szyi. - No cóż, lepiej sprawdzę pomieszczenie dla twojej współlokatorki. 

Nie wypada, by była niezadowolona. Wiesz sam, jakie są te rasowe, rozpieszczone 
klacze. Trzeba się z nimi obchodzić delikatnie, w rękawiczkach.

Tak   samo   jak   z   Katy,   pomyślał,   wychodząc   ze   stajni.   Katy   ma   wiele 

wspólnego z delikatnymi klaczami. A taką właśnie mają przywieźć po południu. 

Ognista, ale delikatna. Wymagająca lekkiej ręki. Ostatnia rzecz, jakiej chciałby 
Garrett, to zranić którąś z nich. Nie zamierzał również żadnej z nich stracić.

Klacz miała być niespodzianką dla Katy, być może z początku niezbyt miłą. 

Ale Garrett był optymistą. Niektórzy ludzie nie wiedzą, co jest dla nich dobre. Był 

przekonany, że Katy podziękuje mu jeszcze za to, co zamierzał uczynić. Chciał ją z 
powrotem posadzić na konia, by odkryła radość, jaką odczuwała kiedyś, siedząc w 

siodle. Miał nadzieję, że wtedy ujrzy w jej oczach wdzięczność.

Wdzięczność i miłość.

Zamówił u Harry Randalla trzyletnią klacz czystej krwi arabskiej i ustalał 

właśnie   ostatnie   szczegóły   transakcji   przez   telefon,   gdy   Katy   niespodziewanie 

weszła do gabinetu. Koń miał być dostarczony dzisiaj.

Katy zaczynała wreszcie cieszyć się swoim miodowym miesiącem. Miała za 

sobą   dziwny   okres,   wypełniony   wzlotami   i   upadkami   oraz   nieoczekiwanymi 

background image

zakrętami, ale czuła się teraz spokojniejsza niż wkrótce po ślubie. Może nie był to 

miesiąc   idylliczny,   ale   niewątpliwie   wiele   się   dowiedziała   o   swoim   nowo 
poślubionym mężu.

Dowiedziała się także czegoś o sobie.
Idąc do stajni rozmyślała o odkryciach, jakie poczyniła. Nigdy na przykład 

do   głowy   by   jej   nie   przyszło,   że   może   być   kobietą   z   takim   temperamentem. 
Odnosiła wrażenie, że Garretta też to zaskoczyło, ale był zbyt taktowny, aby to 

komentować.

Nigdy też nie przeszłoby jej przez myśl, że może być tak uparta i stanowcza. 

W ciągu paru ostatnich dni jednak przekonała się, że jest do tego zdolna.

Uśmiechnęła się tajemniczo, wchodząc do stajni.

- Garrett? Gdzie jesteś?
- Tutaj. Poszła za głosem i zobaczyła, jak układa coś w pustym boksie obok 

Herosa.

- Co robisz? - spytała.

- Trochę tutaj porządkuję - odpowiedział wymijająco.
- Ach,  tak. Ostatnio dużo czasu spędzasz  w stajni. System alarmowy  w 

porządku?

-   Możesz   być   spokojna   -   zapewnił.   Podniósł   głowę   i   uśmiechnął   się.   - 

Napiłbym się kawy, a ty? - Chwycił ją za rękę i przytrzymał.

- Świetnie. A poza tym powinniśmy dziś zrobić zakupy. Nie miałabym nic 

przeciwko   temu,   żeby   zajrzeć   do   tych   butików,   które   mi   pokazałeś.   Diane 
powiedziała mi, które są najlepsze. No i już najwyższy czas, żebyś mi pokazał 

swoje biuro.

- Będziemy mieć na to jeszcze mnóstwo czasu - odrzekł. - Nie ponaglaj. 

Chcę teraz cieszyć się naszym miodowym miesiącem.

- Czy aby na pewno? A co z tym odczytem dla hodowców bydła, który masz 

wygłosić dzisiaj wieczór? Czy to też jeden ze sposobów na spędzanie miodowego 
miesiąca?

- Nie żartuj sobie - westchnął. - Obiecałem to już dawno i nie mogę się 

wykręcić. To nie potrwa długo. Będę w domu najpóźniej koło dziewiątej.

- Mogłabym pojechać z tobą - zaproponowała.

background image

- Mówiłem ci, kochanie, że tam będą sami mężczyźni. Źle byś się czuła. 

Zresztą cały wieczór spędzę z gruboskórnymi hodowcami bydła.

- Gromadka męskich szowinistów, co?

- Tobie się wydaje, że farmerzy to staroświeccy, konserwatywni faceci - 

obruszył się.

-   A   ty?   -   roześmiała   się   Katy.   -   Ty   nie   jesteś   staroświeckim, 

konserwatywnym facetem?

- Oczywiście, że nie - odpowiedział zaczepnym tonem. - Ja już jestem z 

innej gliny. Nie zauważyłaś? Do diabła, przecież chcę nawet uczynić swoją żonę 

partnerem   w   interesach.   Czy   może   być   lepszy   dowód,   że   mam   postępowe 
poglądy?

- Nie wiem, czy ten fakt dowodzi otwartości twego umysłu. Nie wiem, czy 

nie chcesz jedynie darmowego pracownika.

- No nie, tego już za wiele. - Garrett udawał dotkniętego do żywego.
- Hm, hm - pokiwała sceptycznie głową. - Wiesz, co myślę? Że w głębi 

duszy   jesteś   straszliwym   tradycjonalistą   i...   -   przerwała,   słysząc   jakiś   hałas   za 
oknem. - Spodziewamy się kogoś? - spytała.

Garrett podszedł do niej i objął ją ramieniem. Obserwował nadjeżdżającą 

ciężarówkę z platformą.

-   Spodziewamy   się   -   zaczął   ostrożnie   -   współlokatorki   dla   Herosa.   Na 

pewno ci się spodoba.

- O czym ty, na Boga, mówisz? - Katy wpatrywała się w konną platformę. - 

Kupiłeś sobie następnego konia?

- Nie sobie, choć przyznaję, że mam ochotę na pięknego, młodego ogiera, 

którego   proponuje   mi   twój   ojciec.   Ale   ta   klaczka   jest   dla   ciebie,   -   Garrett 

pociągnął Katy do wyjścia. - Nazywa się Atena. Pamiętasz ją?

- Atena! To jedna z klaczy mego ojca! - Katy zaczynała się już domyślać, o 

co w rym wszystkim chodzi. - Co to ma znaczyć, że ona jest dla mnie? Garrett, co 
ty zrobiłeś?

- Kupiłem ją dla ciebie - odpowiedział jak gdyby nigdy nic. Przycisnął ją 

mocniej   do   siebie   jakby   w   obawie,   że   zechce   wyśliznąć   się   z   jego   ramion,   - 

Spokojnie, kochanie. Zaczniemy stopniowo, bez pośpiechu.

background image

-   Zaczniemy?   -   Katy   ogarnęła   furia,   gdy   zrozumiała,   co   Garrett   ma   na 

myśli. - Jeśli sądzisz, że mnie zmusisz do jazdy konnej, to się grubo mylisz. Jak 
śmiałeś coś takiego uknuć? Jak śmiałeś? Co ty sobie wyobrażasz, że kim ty jesteś, 

Garretcie Coltrane?

- Spokojnie, tylko spokojnie, kochanie. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.

- Przestań do mnie przemawiać jak do konia! - Katy była bliska histerii. Za 

wszelką cenę starała się zapanować nad sobą. - Garrett, nie masz prawa, nie masz 

prawa tego ode mnie wymagać. Natychmiast odeślesz Atenę z powrotem do ojca, 
słyszysz?

- Słyszę. Słyszy cię także kierowca i wszyscy, którzy pozostają w zasięgu 

głosu.   -   Garrett   powoli   tracił   cierpliwość,   -   Posłuchaj,   całkiem   niepotrzebnie 

robisz scenę. Przecież sama nie lubisz scen. Więc uspokój się i pozwól, bym zajął 
się wyładowaniem klaczy i zainstalowaniem jej w stajni.

W oczach Katy pojawiły się łzy wściekłości. Zacisnęła dłonie. Oddychała 

przyśpieszonym rytmem. Miała ochotę krzyczeć, ale nie była zdolna wydobyć z 

siebie głosu.

- Nic nie rozumiesz - wyszeptała. - Ty po prostu nie rozumiesz. Nikt nie 

rozumie. Nawet moi rodzice ani przyjaciele tego nie rozumieją. Dlaczego nikt z 
was nie chce uznać, że mam prawo do własnych decyzji? Nie mam zamiaru nigdy 

więcej dosiąść konia Nigdy! Rozumiesz? Nie wiem, jak ci to powiedzieć, żebyś 
wreszcie zrozumiał.

- Kochanie, czas, byś przezwyciężyła strach. - Ujął w dłonie jej twarz. - 

Jazda   konna   była   kiedyś   najważniejszą   rzeczą   w   twoim   życiu.   Uwielbiałaś   to. 

Znowu to polubisz. Będziemy jeździć razem. To będzie cudowne. Już się na to 
cieszę.

Katy   z   rozpaczą   potrząsnęła   głową.   Wiedziała,   że   nie   znajdzie   słów,   by 

wytłumaczyć mu, dlaczego tak bardzo się boi.

- Po prostu tego nie rozumiesz - ucięła.
-   Wiem,   co   to   znaczy   strach,   kochanie.   Wiem   również,   że   jedynym 

sposobem na jego pokonanie jest stanąć z nim twarzą w twarz. Powinnaś była już 
dawno wsiąść na konia.

- Postanowiłam, że nigdy więcej tego nie zrobię!

background image

- No cóż, ktoś powinien wybić ci z głowy tę decyzję.

- I tobie się wydaje, że to zrobisz?
- Jestem pewien, że mi się uda.

-   Nie   ma   szans,   Garrett.   Słyszysz,   co   mówię?   Nie   ma   mowy!   -   Katy 

odwróciła się do okna. Nigdy jeszcze nie czuła takiego gniewu jak w tej chwili.

Ten gniew był silniejszy nawet niż strach.
W parę minut później patrzyła przez okno kuchni, jak Garrett prowadzi 

Atenę do stajni. Dobrze pamiętała tę delikatną, drobną klacz. Była urocza i pełna 
gracji.   Szarej   maści,   wspaniale   zbudowana,   o   szlachetnym   łbie   i   cudownych 

oczach.   Jeden   z   najwspanialszych   okazów   z   hodowli   Randalla.   Z   rodowodem 
sięgającym całe pokolenia wstecz. Była też świetnie wytresowana, w znakomitej 

kondycji.   Wszystkie   konie   ojca   traktowano   zawsze   niezwykle   łagodnie   i   z 
ogromną cierpliwością.

Jednak nawet najlepiej ułożone, najspokojniejsze na świecie konie stają się 

groźne, gdy wpadają w panikę. Ich kopyta mogą stratować każdego, kto pojawi się 

na   ich   drodze,   a   co   dopiero   delikatną   kobietę,   ważącą   niecałe   pięćdziesiąt 
kilogramów. Katy na samo wspomnienie tego, co przeżyła, poczuła, jak oblewa ją 

zimny pot.

Właśnie   te   wciąż   żywe   wspomnienia   przez   całe   lata   skutecznie 

powstrzymywały   ją   przed   jazdą   konną.   Rodzice   i   przyjaciele   namawiali   ją,  by 
spróbowała,   ale   w   końcu   dali   spokój.   Nie   mieli   zamiaru   wywierać   presji.   Nie 

chcieli też ponosić odpowiedzialności, gdyby coś się nie udało.

Ale Garrett Coltrane nie zrezygnował.

Katy   zacisnęła   ze   złością   usta   i   odeszła   od   okna.   Ustępowała   temu 

mężczyźnie w różnych sytuacjach. Tym razem postawi na swoim.

Wiedziała jednak, że nawet jeśli wypowie mu walkę, będzie to walka długa i 

nigdy  nie  kończąca  się.   Garrett  jest  człowiekiem   zdecydowanym,  nieugiętym  i 

konsekwentnym.

Rozejrzała się wokół. Czuła się jak w pułapce w tym dużym, przepięknie 

urządzonym domu. Garrett zaraz po nią przyjdzie, zechce, by poszła do stajni i 
obejrzała   Atenę.   Katy   zdecydowała,   że   musi   być   przez   chwilę   sama.   Chwyciła 

kluczyki   od   mercedesa,   torebkę   i   wyszła   na   podjazd,   gdzie   stał   zaparkowany 

background image

samochód.

Na dźwięk zapuszczanego silnika w drzwiach stajni pojawił się Garrett.
- Kaaty! - zawołał. Ze złością opuściła szybę i czekała, aż do niej podejdzie.

Zsunął z czoła kapelusz, oparł ręce o dach i pochylił się do okna.
- A dokąd  to się  wybierasz, jeśli  wolno spytać?  - zagadnął  z  przesadną 

uprzejmością.

~ Do sklepu.

- Pojedziemy razem trochę później. Zakupy nam nie uciekną.
- Podejrzewam, że będziesz zbyt zajęty swoją nową klaczą - powiedziała 

zgryźliwie. - Pojadę sama. - Położyła nogę na pedale gazu.

- Katy, posłuchaj, proszę. Zachowujesz się jak dziecko. Mercedes ruszył. 

Garrett gwałtownie odskoczył.

Katy tylko raz spojrzała w lusterko wsteczne. Stał na rozstawionych nogach 

z dłońmi opartymi na biodrach, z zawziętym wyrazem twarzy.

Obserwował odjeżdżający samochód, aż zniknął za zakrętem, po czym udał 

się z powrotem do stajni. Wiele przeszedł od dnia ich ślubu. Dużo się dowiedział o 
swej żonie. Nigdy jednak nie widział jej w takim nastroju jak w tej chwili.

- Przejdzie jej - zwrócił się do Ateny w parę minut później. - Trzeba jej 

tylko dać trochę czasu. Jest przewrażliwiona i podenerwowana, ale dojdzie do 

siebie.

Atena   zarżała   cicho,   po   czym   zaczęła   rozglądać   się   po   swoim   nowym 

pomieszczeniu.

Około piątej po południu Garrett poczuł głód. Katy wciąż jeszcze się nie 

zjawiła, a on za godzinę miał wyruszyć na odczyt. Liczył, że Katy zrobi obiad, a 
tymczasem   minęło   wpół   do   szóstej,   a   jej   wciąż   nie   było.   Otworzył   lodówkę   i 

posępnie studiował jej zawartość.

Po   następnych   piętnastu   minutach   zaczął   się   poważnie   niepokoić. 

Niezależnie od swoich nastrojów, Katy powinna była już wrócić do domu. Po raz 
pierwszy poważnie się przestraszył, że może go opuścić.

Nie, nie zrobi mu tego. To niemożliwe. Przecież go kocha.
Ale nie powiedziała tego od czasu ich nocy poślubnej. Garrett uzmysłowił 

sobie, że chodzi tam i z powrotem po kuchni, zaciskając pięści, zupełnie tak samo 

background image

jak przed wjazdem na arenę rodeo.

Dawno już nie czuł takiego napięcia. Nigdy nie było to przyjemne, ale tym 

razem było gorzej niż kiedyś, bo po prostu ogarnął go strach.

Nagle   usłyszał   podjeżdżający   samochód   i   strach   natychmiast   ustąpił 

miejsca   dzikiej   furii.   Po   raz   pierwszy   całkowicie   stracił   nad   sobą   panowanie. 

Wypadł z domu jak burza i omal nie zderzył się z Katy, która powoli wchodziła na 
schody. Niosła dużą torbę z zakupami. Zatrzymała się na jego widok.

- A gdzieś ty się, u diabła, podziewała? - W jego głosie groźba mieszała się z 

niepokojem.   Wiedział   o   tym,   ale   nie   był   w   stanie   się   opanować.   Czuł   się 

zagrożony. Nigdy w życiu nie czuł się tak jak teraz.

-   Mówiłam   ci,   że   jadę   na   zakupy.   -   Katy   ostrożnie   weszła   na   następny 

stopień i zatrzymała się. - Nie widzisz? - Wskazała na torbę. Trzymała ją przed 
sobą niczym tarczę.

- Zakupy! Nie było cię parę godzin.
- Przepraszam. Ale nie ma tu chyba godziny policyjnej?

- Katy, żebyś nie przeholowała. Tracę już resztki cierpliwości. To, co dzisiaj 

zrobiłaś, było głupie i infantylne. Nie przyszło ci do głowy, że mogę się martwić?

- Nie. - Weszła na następny schodek i znów się zatrzymała. - Wydawało mi 

się, że będziesz zbyt zaabsorbowany swoim nowym koniem.

-   Ta   klacz   należy   do   ciebie,   Katy   -   wycedził   przez   zęby.   -   Jest   twoja, 

niezależnie od tego, czy kiedykolwiek nałożysz na nią siodło, czy nie.

- Nie chcę jej.
- To niedobrze, bo już ci ją podarowałem. - Garrett cofnął się o krok, by ją 

przepuścić.   Weszła   do   domu,   ostrożnie,   z   wahaniem,   jakby   obawiała   się 
następnego wybuchu jego gniewu. Złagodniał.

- Katy, nigdy więcej tego nie rób.
-   Nie   wydawaj   mi   rozkazów,   Garrett.   -   We   wzroku   Katy   widać   było 

zmęczenie. - Mam tego dość. Od dnia naszego ślubu wygrywasz każdą bitwę i 
jestem już zmęczona tym ciągłym przegrywaniem, słyszysz?

Patrzył na nią w milczeniu. Zdziwił go taki punkt widzenia.
- A więc nasz miesiąc miodowy jest dla ciebie serią potyczek? - spytał.

- Niekiedy tak. Mam tego powyżej uszu, Garrett. - Umknęła wzrokiem w 

background image

bok. - Twoje dzisiejsze zachowanie było już tą ostatnią kroplą.

Przeraził się.
- Ostatnią kroplą? - Wszedł za nią do kuchni. - Co ty mówisz? Kupuję ci 

najpiękniejszą klacz na świecie, a ty to nazywasz ostatnią kroplą?

Katy położyła torbę z zakupami na stole i obejrzała się.

- Dlaczego nalegasz? Ustępuję ci we wszystkim. Czego ty jeszcze, u licha, 

ode mnie chcesz?

- Wszystkiego - wybuchnął. - Chcę wszystkiego.
- A co ci daje do tego prawo?

-   Jesteś   moją   żoną,   to   mi   daje   prawo.   Kochasz   mnie,   czy   się   do   tego 

przyznasz, czy nie. Pewnego dnia znów to powiesz, tak jak powiedziałaś w naszą 

noc poślubną.

- A ty odrzucisz mi te słowa w twarz, tak jak to wtedy zrobiłeś? - Zjeżyła się.

-  Nigdy  tego  nie  zrobiłem.   I nie  mam  zamiaru  robić.  Jeśli  uważasz,   że 

odrzuciłem te słowa, możesz winić tylko siebie. To wszystko przez tę twoją babską 

naturę. Nawyobrażałaś sobie Bóg wie co i byłaś wściekła, że noc poślubna nie 
odpowiada twoim urojeniom.

- Czyżby? - żachnęła się. - No dobrze, dzięki tobie dowiedziałam się paru 

rzeczy na temat miodowego miesiąca. Ale spójrz, kto teraz zaczyna snuć jakieś 

mrzonki.   Dlaczego   chcesz,   żebym   ci   powiedziała,   że   cię   kocham?   Ty   przecież 
nawet nie wierzysz w miłość.

Odstąpił o krok do tyłu i zatrzymał się, nie mając odwagi jej dotknąć.
- Czy nigdy do ciebie nie dotarło, że nie tylko ty mogłaś się nauczyć paru 

rzeczy w czasie tego zwariowanego miodowego miesiąca? - krzyknął.

- Nie. - Katy szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia.

- Nie? - Teraz z kolei on nic nie rozumiał. - Nie? Sądzisz, że ja już nie 

potrafię niczego się nauczyć? Myślisz, że masz wyłączność na naukę?

- Garrett, uspokój się. - Katy zagryzła dolną wargę. - Opanuj się.
- Nie mów do mnie jak do konia. Jestem twoim mężem.

- Wiem - odrzekła słodko. - Jesteś uparty, arogancki, rogaty jak diabeł i 

wpadasz w szał przy byle okazji, ale tak czy inaczej jesteś moim mężem.

Nie był w stanie przejrzeć jej myśli, ale wyczuwał zmianę w nastroju.

background image

- Katy, posłuchaj... - zaczął.

- Nie, to ty posłuchaj. Jestem zmęczona tą ciągłą walką i tymi ciągłymi 

przegranymi.

- Przecież nie toczymy wojny - zaprotestował, nagle zaniepokojony. Była 

zbyt blisko prawdy.

- To sprawa punktu widzenia. - Uchwyciła się brzegu stołu. Widział, że 

zbiera się w sobie. - Powiedziałeś, że nigdy nie odrzuciłeś mego wyznania miłości.

- Bo tak jest, Katy.
- Mówisz, że czegoś się nauczyłeś w ciągu ostatnich dni.

- Musiałbym być ślepy, głuchy i niemy, żeby się nie nauczyć - bąknął.
Katy zaczerpnęła oddechu.

- Dobrze, a wiec sprawdzimy, ile się nauczyłeś. Co się stanie, gdy ci teraz 

powiem, że cię kocham?

- To proste - odparł, - Ja też to powiem. Osłupiała. Zapanowało milczenie.
- Kocham cię, Garrett - szepnęła wreszcie.

- Wiem, Ja też cię kocham, Katy.
Otworzył ramiona, a ona podbiegła ku niemu. Potknęła się, ale pochwycił 

ją i przytulił mocno do siebie.

- Kocham cię, Katy. Kocham cię, kocham, kocham. - Teraz, gdy nauczył się 

już wymawiać te słowa, chciał je powtarzać bez końca.

Przylgnęła   do   niego,   odpowiadając   mu   słowami   miłości,   Przez   chwilę 

pozostali bez ruchu, spleceni ze sobą, upojeni tym, co się stało. Garrett czuł, jak 
wypełnia go ogromne szczęście, radość i spokój. Było tak, jakby nagle wyzwoliła 

się jego potrzeba uzewnętrznienia swej miłości do Katy. Czuł się jak pijany.

- A co z twoim dzisiejszym odczytem? - spytała po chwili, spoglądając na 

zegar. - Spóźnisz się.

- No to co? - Przytulił ją do siebie.

- Nie bądź niemądry - roześmiała się. - Musisz pójść. Mamy przed sobą 

całą noc na rozmowy.

- Rozmów akurat tej nocy nie planuję. - Musnął wargami koniuszek jej 

ucha.

- To niedobrze. Zaczynasz już nabierać wprawy.

background image

- Nie drażnij lwa. Ma za sobą fatalny dzień.

- Biedny lew - szepnęła, przesuwając palcami po jego włosach.
- O Boże, Katy, jak ja cię kocham. Powinienem był już wcześniej zrozumieć, 

co czuję. Powinienem był wiedzieć...

- To bardzo pouczający miesiąc miodowy - przerwała jego wyznania.

- Jeszcze się nie skończył - przypomniał.
- To prawda. Ale musimy zrobić sobie krótką przerwę na twoje spotkanie z 

hodowcami bydła.

- Katy, nie chcę się teraz z tobą rozstawać. Dziesięć minut przekonywała 

go, żeby wyszedł z domu.

Stojąc   na   progu   omal   nie   krzyczała   ze   szczęścia.   Nie   potrzebowała 

zapewnień, że wróci natychmiast po zebraniu. Będą mieli całą noc na okazywanie 
sobie miłości.

Wreszcie   zamknęła   drzwi   i   weszła   do   domu.   Była   niemal   pijana   ze 

szczęścia.   Nie   wiedziała,   co   się   z   nią   dzieje.   Garrett   ją   kocha.   Powiedział   to. 

Wspólnie dotarli do punktu, który ona w swej naiwności chciała osiągnąć już w 
noc poślubną.

Czasem   na   to,   co   w   życiu   dobre,   trzeba   trochę   poczekać,   stwierdziła 

rozpakowując torbę. Aby to osiągnąć, trzeba sobie zadać trochę trudu.

Wiedziała, jak należy pracować nad tym, co w życiu ważne. Nauczyła się 

tego, gdy zajmowała się końmi i występowała na turniejach.

W   tym   momencie   przypomniała   sobie   o   Atenie.   Po   raz   pierwszy 

zastanowiła się nad intencjami Garretta. Wiedziała, że chciał jak najlepiej. Chciał 

przywrócić jej coś, co było dla niej kiedyś bardzo ważne, coś, co mógłby z nią 
dzielić.

Nie   sposób   mieć   mu   to   za   złe   ani   interpretować   na   jego   niekorzyść. 

Rozmyślała   nad   tym,   zjadając  resztki   wczorajszej  kolacji.  Garrett   był  niekiedy 

trudny we współżyciu, despotyczny, nawet bezwzględny, ale teraz, gdy emocje 
opadły, jego determinacja w dążeniu do celu głęboko ją poruszyła.

W   pół   godziny   później   włożyła   naczynia   do   zlewu,   wyszła   z   kuchni   i 

naciągnęła długi ciepły pulower.

Nie ma żadnego powodu, by nie miała pójść do stajni i popatrzeć na Atenę. 

background image

Może   nie   chcieć   na   niej   jeździć,   ale   wciąż   kocha   konie,   a   Garrett   powiedział 

przecież, że Atena należy do niej.

W parę minut później zastała klacz bezpiecznie ukrytą w swoim nowym 

boksie, pochyloną nad sianem.

Miejsce Herosa natomiast było puste.

background image

ROZDZIAŁ 11

Katy miała jeszcze rozpaczliwą nadzieję, że Heros po prostu wydostał się z 

boksu na padok, ale gdy biegła w tamtym kierunku, coś jej mówiło, że tylko traci 

czas. Konia nie było. Po prostu zniknął.

Wróciła do stajni, by zamknąć drzwi. Za wszelką cenę starała się uspokoić. 

Heros był koniem powolnym i opanowanym. Nie mógł odejść zbyt daleko. Nie 
było też burzy, która mogłaby go spłoszyć.

- Co się stało, Ateno? - przemówiła do klaczy, gładząc ją pieszczotliwie po 

szyi.   -   Co   zrobiłaś   ze   swoim   towarzyszem?   Wiem,   że   nie   jest   on 

najprzystojniejszym   ogierem   na   świecie,   że   nie   jest   dobrze   urodzony   ani 
elegancki. Po prostu wywodzi się z klasy robotniczej i jest z tego dumny. Ale ma 

dobre serce, wiesz? Pod niejednym względem jest podobny do swego pana.

Kąty zamyśliła się na chwilę.

- Jest tylko jedna różnica. Garrett nie jest wałachem - dorzuciła.
Atena zarżała cichutko.

Katy popatrzyła z uwagą na drzwi stajni. Nie mogła się zorientować, czy 

otworzył je człowiek, czy też koń pyskiem. Nagłe przypomniała sobie o systemie 

alarmowym.

- Powinien był zadziałać, niezależnie od tego, kto i w jaki sposób otworzył 

drzwi - powiedziała do siebie.

Zaniepokojona przeszła do pomieszczenia, w którym był zainstalowany.

Gdy otworzyła drzwi i zapaliła światło, zauważyła, że skrzynka z tablicą 

rozdzielczą była otwarta. Ktoś wyłączył system.

Poczuła   niepokój.   A   wiec   Heros   nie   wyszedł   sam.   Ktoś   go   naumyślnie 

wyprowadził ze stajni. I to już po raz drugi.

Nie miała pojęcia, kto mógłby to zrobić, ale nie zastanawiała się nad tym. 

Wyszła  ze stajni   i udała  się do zagrody  Brackenów.  Było już  ciemno. Jedynie 

światło   księżyca   oświetlało   Ścieżkę   prowadzącą   w   kierunku   małego   obejścia. 
Zobaczyła światło w pokoju. Nadine nie zamknęła jeszcze okiennic.

Zadyszana   zapukała   do   drzwi.   Odpowiedziała   jej   cisza.   Zaczęła   walić   w 

drzwi pięściami.

background image

-   Emmett?   Nadine?   To   ja,   Katy.   Coś   się   stało   z   Herosem.   Musicie   mi 

pomóc.

Cisza   trwała   nadal.   Katy   cofnęła   się   o   krok,   zajrzała   na   podwórze. 

Zobaczyła   starą   furgonetkę   Brackena.   A   więc   są   w   domu.   Podeszła   do   okna 
salonu. Było uchylone. Zaglądnęła do środka.

Emmett   Bracken   leżał   rozwalony   na   kanapie   przed   kominkiem. 

Najwyraźniej   spał.   Na   podłodze   stała   opróżniona   do   polowy   butelka   whisky. 

Wcześnie zaczął, pomyślała Katy. Obrzuciła wzrokiem pokój. Wszystko było tutaj 
tak samo jak tego popołudnia, gdy sprawdzali system alarmowy. Na kominku stał 

stary   srebrny   świecznik,   z   którego   Nadine   była   taka   dumna.   To   prezent   od 
Atwoodów. Obok leżało stare pudełko po cygarach.

Było otwarte.
Nagle Katy przypomniała sobie, że Emmett trzymał w nim pistolet. Teraz 

było puste. Może Nadine ukryła broń przed pijanym Emmettem?

Zawróciła. Stąd nie może oczekiwać pomocy. Ale co się stało z Nadine? 

Może miała dość pijanego Emmetta i po prostu wyszła na chwilę z domu?

Pytanie jednak, czy to wszystko miało coś wspólnego z zaginięciem konia. 

Ogarnął ją lęk. Fakt zniknięcia Nadine Bracken i Herosa nie wyglądał na zwykły 
zbieg okoliczności.

Katy stała przed domem i obserwowała stajnię. Wokół panowała cisza. Nie 

zauważyła   niczego   podejrzanego.   Pomału   obeszła   wokół   dom,   żałując,   że   nie 

wzięła ze sobą latarki.

Gdy dotarła na tyły obejścia, ujrzała jakąś sylwetkę. Ktoś prowadził konia 

na szczyt urwiska. Poznała Herosa. Po sekundzie koń i tajemnicza postać zniknęli 
za występem skalnym.

- O Boże! - krzyknęła. Zaczęła biec. Każdy krok wzmagał dotkliwy ból w 

kostce.

To   musiała   być   Nadine   Bracken.   To   ona   prowadziła   konia   w   kierunku 

urwiska.   Ale   po   co?   Katy   nie   miała   pojęcia,   co   Nadine   chciała   z   nim   zrobić. 

Niejasność sytuacji potęgowała tylko jej obawy. Niezależnie od tego, co zamie-
rzała zrobić Nadine, Katy czuła, że dzieje się coś niedobrego. Na myśl o szorstkim, 

obcesowym   zachowaniu   Nadine   zadrżała.   Przyśpieszyła   kroku.   W   tej   starej 

background image

kobiecie   tkwiła   zadawniona   złość   i   rozgoryczenie.   Uważała,   że   została 

skrzywdzona przez los, że śmierć syna Atwooda zrujnowała jej życie.

Po   raz   pierwszy   Katy   zadała   sobie   pytanie,   jaki   był   naprawdę   stan 

psychiczny Nadine Bracken.

Daleki szum oceanu zagłuszał stukot kopyt Herosa. Zaniepokojona Katy 

śledziła wzrokiem ciemne sylwetki, starając się nadążyć za nimi.

Na szczęście Heros nigdy nigdzie się nie spieszył. Wydawało się, że i tym 

razem nie zamierzał przyspieszyć kroku. Katy modliła się w duchu, by nadal szedł 
w ten sposób. Kostka dokuczała jej coraz bardziej.

Zbliżała się do urwiska i już chciała zawołać Nadine, gdy nagle intuicja ją 

ostrzegła. Zrozumiała, dokąd Nadine prowadzi Herosa. Szła z nim w kierunku 

tych samych skał, gdzie przed laty zginął syn Atwooda.

Głęboko zaczerpnęła tchu, skupiając całą swoją energię na tym, by dogonić 

Nadine. Kostka bolała ją coraz bardziej. Nogi zapadały się w miękkim gruncie. 
Nadine   wciąż   jeszcze   jej   nie   słyszała.   Była   całkowicie   pochłonięta   tym,   co 

zamierzała uczynić. Katy, przerażona, starała się dostrzec cokolwiek w bladym 
świetle księżyca.

Nadine dotarła wreszcie na szczyt urwiska. Podprowadziła konia tak, by 

znalazł się między nią a stromą ścianą spadającą ku plaży. Później wyjęła coś z 

kieszeni i położyła obok na kamieniu. Przez cały czas trzymała wodze. Dopiero 
teraz Katy rozpoznała, co miała w lewej ręce. Widły.

-   No,   dalej,   naprzód   -   syknęła   Nadine   do   konia.   -   Naprzód,   mówię.   - 

Szturchnęła go widłami.

Heros prychnął. Po raz pierwszy okazał trochę zainteresowania sytuacją. 

Cofnął się przed widłami, uniósł łeb, potrząsnął grzywą. Nadine podniosła w górę 

widły.

-   Nadine!   Zaczekaj!   Zaczekaj!   -   Katy   rzuciła   się   do   przodu,   poczuła 

przeszywający ból w kostce i wylądowała na piasku.

-   Co   pani   tutaj   robi?   -   spytała   Nadine,   odwracając   się   ku   niej.   -   Nie 

powinna pani tutaj być.

Katy z trudem stanęła na nogi. Od Nadine dzieliło ją jeszcze dobrych parę 

metrów. Musiała poruszać się bardzo ostrożnie. Nadine może użyć po raz drugi 

background image

wideł, zanim do niej dotrze.

- Co się tutaj dzieje? - spytała. - Co zamierzasz zrobić, Nadine?
- Chcę go ukarać - odparła. Koń zaczynał się już denerwować.

- Ukarać konia? Ależ to idiotyczne. Dlaczego chcesz mu zrobić krzywdę? - 

Katy starała się, by jej głos brzmiał spokojnie i rzeczowo.

- Proszę się zatrzymać - ostrzegła Nadine, potrząsając widłami. - Słyszysz? 

Nie podchodź do mnie.

Katy stanęła.
- Powiedz, co ci zawinił ten nieszczęsny koń - poprosiła.

- To nie koń - krzyknęła Nadine. - To on.
- Kto?

-   Twój   mąż.   Nowy   właściciel,   -   Oddychała   ciężko.   Skierowała   widły   w 

stronę Katy. - To twego męża chcę ukarać. On nie miał prawa, rozumiesz? Nie 

miał   prawa   kupować   tego   domu.   To   ziemia   Atwooda.   Zawsze   należała   do 
Atwoodów.   I   tak   musi   pozostać.   Nie   rozumiesz?   Moja   córka   miała   wyjść   za 

Atwooda. Ta ziemia powinna należeć do nas. Garrett Coltrane nie ma do niej 
żadnych praw. Żadnych! Jestem starą kobietą, a on silnym mężczyzną w kwiecie 

wieku. Nie mogę nic zrobić Coltrane'owi, ale mogę zniszczyć coś, co kocha. Mogę 
zabić jego konia. Coltrane musi zostać ukarany!

-   Nadine,   przecież   to   sam   Atwood   zdecydował,   że   sprzeda   swoją 

posiadłość. Garrett po prostu się o tym dowiedział. Nie miał nic wspólnego z 

decyzją Atwooda. Nie miał nic wspólnego z tym, co stało się przed laty, gdy syn 
Atwooda spadł ze skał i się zabił.

- Coltrane nie powinien tutaj być - wrzasnęła Nadine histerycznie. - Nie ma 

do tego żadnego prawa.

- Nadine, posłuchaj mnie, proszę...
-   Najpierw   myślałam,   że   to   ciebie   powinnam   zabić   -mówiła   Nadine.   - 

Dlatego   się   nad   tym   zastanawiałam.   Zakochany   mężczyzna   byłby   zdruzgotany 
tracąc   swą   młodą   żonę.   Ale   później   zobaczyłam,   jak   to   między   wami   jest 

naprawdę. Nawet nie spaliście ze sobą. Dziwny miesiąc miodowy, pomyślałam. 
Coś tu nie jest w porządku. Coltrane widocznie jej nie kocha. Słyszałam waszą 

rozmowę w dniu, kiedy przyszedł Royce Hutton. Dowiedziałam się, że Coltrane 

background image

ożenił się z tobą z wyrachowania, żeby dostać się do wyższych sfer. A więc nie ma 

między wami miłości, prawda?

Katy   wpadła   w   panikę.   Próbowała   podejść   parę   kroków   bliżej.   Nadine 

zdawała   się   tego   nie   zauważać.   Przeniosła   się   całkowicie   w   świat   własnej 
wyobraźni.

- Nadine, odłóż te widły i zechciej mnie wysłuchać - zwróciła się do niej. - 

Pozwól, że coś ci wyjaśnię.

Odpowiedzią był następny ostrzegawczy ruch widłami. Musiała pociągnąć 

za   wodze,   bo   Heros   gwałtownie   podrzucił   łbem   i   uderzył   kopytami   o   ziemię. 

Podniósł uszy. Zbliżył się niebezpiecznie do krawędzi urwiska.

- Nie musisz mi nic wyjaśniać - odezwała się Nadine.

- Zobaczyłam, jak to między wami jest i postanowiłam ukarać Coltrane'a 

uświadamiając mu, że poślubił kobietę, której nie tylko nie może kochać, ale i 

ufać. Mogę go przekonać, żeby się rozwiódł. Nowa rodzina, jaką chciał założyć 
tutaj,   na   ziemi   Atwooda,   zostanie  zniszczona,   zanim   jeszcze   zacznie   na   dobre 

wspólne życie. Byłam pewna, że pomyśli, że to ty wyprowadziłaś Herosa ze stajni 
tamtej   nocy.   Jeśli   koń   zostanie   ranny   albo   zginie,   będzie   na   ciebie   wściekły. 

Znienawidzi cię. Widzisz teraz, jaki był mój plan. Chciałam zrobić wszystko, żeby 
zaczął się zastanawiać nad tobą, żeby przestał ci ufać, żeby się martwił i dręczył, 

aż wreszcie doszedłby do wniosku, że musi się rozwieść.

- Ale z tego planu nic by nie wyszło, bo Garrett nigdy nie uwierzyłby, że to 

ja wypuściłam Herosa ze stajni.

- Później między wami zaczęło się poprawiać. Nawet sypialiście już razem. 

Jesteś   sprytna.   Stało   się   jasne,   że   postanowiłaś   go   uwieść,   a   on   jak   typowy 
mężczyzna, postanowił skorzystać z sytuacji. Ale ja wciąż jeszcze mogę go ukarać. 

Wciąż jeszcze mogę go nastawić przeciwko tobie. To, że z tobą śpi, nie znaczy 
jeszcze, że nie spojrzy na sprawy tak, jak tego chcę, Coltrane'owi bardzo zależy na 

tym koniu. Jest do niego naprawdę przywiązany. A kiedy znajdzie go martwego u 
stóp urwiska, zacznie się zastanawiać, czy nie ty to zrobiłaś.

- Dlaczego miałby tak myśleć? On mnie kocha, Nadine.
- Kocha cię? - Twarz Nadine wykrzywiła się drwiąco.

- Śmiechu warte. Właśnie dziś stoczyliście kolejną walkę, może nie? Byłaś 

background image

wściekła,   kiedy   się   dowiedziałaś,   że   kupił   ci   tę   klacz.   Gdy   znajdzie   martwego 

Herosa, pomyśli, że to ty go zabiłaś, żeby się zemścić za to, że chciał cię zmusić do 
jeżdżenia.

- Garrett nie jest taki głupi. - Katy przeszedł zimny dreszcz. - Wie, że nigdy 

bym czegoś takiego nie zrobiła.

- To się jeszcze okaże - wykrzyknęła z furią Nadine.
- Zobaczymy, co będzie. Wszystko obmyśliłam. Nawet dałam Emmettowi 

wcześniej   wódkę,   żeby   mi   nie   przeszkadzał.   Ostatnim   razem   mi   przeszkodził. 
Stary dureń. Ta wódka rozmiękcza mu mózg. Nie rozumie, że to jedyny sposób.

- Ten alarm w stajni niedawno... - domyśliła się Katy.
- To też ty?

- Coltrane był w mieście. Chciałam wtedy przyprowadzić konia na skały. 

Przedtem poprosiłam Emmetta, żeby mi pokazał, jak działa system alarmowy, Ale 

Emmett poszedł za mną i nic z tego wszystkiego nie wyszło. Przypadkowo sam 
włączył   alarm.   Był   pijany,   jak   zwykle.  Zmusił   mnie,   żebym   wróciła   do   domu, 

zanim ty się zjawiłaś. Czekałam więc na następną okazję i dzisiaj się nadarzyła. 
Coltrane znów wyjechał, a kiedy wróci, jego ukochany koń już nie będzie żył. 

Oskarży ciebie. Zobaczysz.

- Powiem mu, że to ty zrobiłaś - krzyknęła Kąty.

- Twoje słowa przeciwko moim? Przecież wie, że byłaś na niego wściekła. 

Tylko ty masz powód, by go zranić. Wie, że jesteś kobietą impulsywną i zdolną do 

wszystkiego.

- To nieprawda! - wrzasnęła Kąty.

- Mówił Emmettowi, że jesteś - odparowała Nadine triumfująco.
- Nadine, daj spokój tym głupotom. - Katy podeszła jeszcze bliżej. - Odłóż 

te widły i daj mi wodze. Zaprowadzę Herosa z powrotem do stajni.

- Nigdy! - krzyknęła z wściekłością Nadine i pchnęła konia widłami. Tym 

razem na jego szyi pozostał krwawy Ślad.

Heros   cofnął   się.   Zarżał   głośno   z   przerażenia   i   bólu.   Katy   uzmysłowiła 

sobie, że od krawędzi urwiska dzieli go już tylko niecały metr.

- Heros - zawołała i spróbowała gwizdnąć, tak jak to robił Garrett, gdy 

szukali   konia   nocą   w   czasie   burzy.   Koń   zastrzygł   uszami   w   odpowiedzi,   ale 

background image

pozostał na miejscu.

- Naprzód, głupi koniu, - Nadine wypuściła wodze i uniosła widły obiema 

rękami.

Nie mogła jednak dźgnąć konia, broniąc się równocześnie przed Katy. Katy 

wykorzystała ten moment i pchnęła ją mocno.

Stara kobieta zrozumiała wreszcie, że została zaatakowana.  Obróciła się 

gwałtownie i rzuciła widły w kierunku Katy. Ta pochyliła się, by uniknąć ciosu. 

Skoczyła do przodu i chwyciła Nadine za kostkę.

Nadine krzyknęła przeraźliwie, padając na ziemię. Katy również upadla. 

Zapomniała o swojej nodze. Wstąpiła w nią jakaś nadludzka energia. Udało jej się 
wstać. Pochyliła się, by podnieść widły. Cisnęła je w dół.

Heros rżał nerwowo. Stanął dęba, gdy zbliżyła się do niego.
- Spokojnie, spokojnie, Heros - powtarzała, sięgając po wodze. - Wiem, że 

jesteś przerażony, ale już po wszystkim. Zaraz zaprowadzę cię z powrotem do 
stajni. Rano o wszystkim zapomnisz.

Ujęła wodze i zaczęła ostrożnie odprowadzać konia jak najdalej od urwiska. 

Heros rżał cicho, potrząsał grzywą, ale szedł za nią posłusznie.

W pewnym momencie usłyszała, że Nadine wstaje, ale nie odwróciła się. 

Była zajęta Herosem, a poza tym Nadine nie miała już swojej broni.

- Nie powstrzymasz mnie - usłyszała nagle głos starej kobiety. - Słyszysz? 

Nie powstrzymasz mnie.

Histeryczny   ton   wzbudził   czujność   Katy.   Obejrzała   się   przez   ramię   w 

chwili, gdy Nadine sięgała po mały ciemny przedmiot, który wyjęła wcześniej z 

kieszeni i położyła na kamieniu.

Katy   przypomniała   sobie   puste   pudełko   po   cygarach.   Pistolet   Emmetta 

zniknął. Nagle zrozumiała, kto go zabrał.

-   Nie   chciałam   tego   użyć   -   szlochała   Nadine,   chwytając   pistolet.   -   Nie 

chciałam tego zrobić w ten sposób, ale mnie zmusiłaś...

Katy nie mogła dłużej czekać. Dla niej i dla Herosa pozostało tylko jedno 

wyjście.

-   W   porządku.   Heros   -   powiedziała   przez   zęby,   stając   zdrową   nogą   na 

leżącym obok głazie. - Pokażesz teraz, co potrafisz. - Chwyciła mocno grzywę, 

background image

odbiła się od kamienia i wskoczyła na grzbiet konia.

Może   nie   zrobiła   tego   ze   szczególnym   wdziękiem,   ale   Heros   był 

najwyraźniej zbyt zdziwiony, by narzekać.

-   A   teraz   zmykajmy   jak   najdalej   stąd.   -   Katy   pochyliła   się   i   uderzyła 

obcasami w boki konia. Nie wiedziała, co to da, bo od lat nie widziała Herosa w 

akcji. Ale gdy konie z rodeo już raz ruszą, są niczym wozy wyścigowe. Bardzo 
szybkie i bardzo wytrzymałe.

Heros i tym razem udowodnił,  że w pełni zasłużył na miano jednego z 

najlepszych koni na rodeo. Pokazał, na co go stać, galopując ile sił w nogach. Katy 

przywarła całym ciałem do jego grzbietu. Palce kurczowo wczepiła w grzywę.

Nagle usłyszała za sobą trzask. Wiedziała, że Nadine użyła broni. Ale Heros 

nie zwolnił. A więc wszystko w porządku. Jeszcze parę sekund, a znajdą się poza 
zasięgiem strzału.

Gdy zbliżali się do ogrodzenia domu, ujrzała światła mercedesa. Garrett 

wracał z miasta. Katy szarpnęła wodze.

- Wspaniale, Heros, teraz jesteśmy bezpieczni. Uspokój się.
Koń jakby tylko na to czekał. Zatrzymał się w miejscu jak wryty. Omal nie 

przeleciała przez jego łeb. Stanęli na wprost samochodu w chwili, gdy Garrett 
otwierał   drzwiczki,   Ze   zdumieniem   popatrzył   na   konia   i   jeźdźca,   po   czym 

podszedł do nich, by ująć Herosa za cugle. Koń natychmiast zapadł w swój zwykły 
stan otępienia.

- Co tu się, u diabła, dzieje? - spytał.
- To Nadine. Próbowała zabić Herosa. Chciała go strącić z urwiska.

- Chciała co?
- Garrett, ona ma pistolet. Ta kobieta jest niepoczytalna.

- Gdzie ona jest?
- Zostawiłam  ją  nad  urwiskiem  z  pistoletem  w dłoni.  Heros  zdążył  nas 

uratować.

- Nic ci się nie stało?

- Nie, wszystko w porządku - skinęła głową Katy. -Martwię się o Herosa. 

Odzwyczaił się już od takich wyczynów.

-  Nic  mu  nie   będzie.  -  Garrett   poklepał   konia   po   szyi.   -  Jest   w  dobrej 

background image

formie. Zostaw go i idź do domu. Zamknij się na klucz i wezwij policję.

- A ty dokąd idziesz? - spytała z niepokojem.
- Muszę odnaleźć Nadine i skończyć raz na zawsze z tymi idiotyzmami.

- Garrett, nie powinieneś tam iść. Ona jest szalona i ma pistolet.
- Idź do domu i zadzwoń na policję. - Garrett ostrożnie zdjął ją z konia. Gdy 

stanęła na nogi, potknęła się.

- Coś ci się stało? - spytał z niepokojem.

- Nic, nic, wszystko w porządku.
Nie była to prawda, ale Kąty nie chciała się dłużej nad tym rozwodzić. Noga 

w kostce bolała ją coraz bardziej, ale wiedziała przecież, że od tego się nie umiera. 
Jeden rzut oka na męża upewnił ją, iż nie zdoła go powstrzymać przed pójściem 

po Nadine.

- Obiecaj mi tylko, że będziesz ostrożny - poprosiła.

- Będę. - Otworzył frontowe drzwi i pomógł jej wejść do holu.
Pokuśtykała   do   telefonu.   Garrett   uwiązał   Herosa   u   drzewa   i   poszedł 

rozejrzeć się za Nadine Bracken. Nie musiał jej długo szukać. Gdy zbliżał się do 
urwiska, usłyszał szloch. Zobaczył starą kobietę siedzącą na kamieniu z twarzą 

ukrytą w dłoniach. Bez słowa wyjął z jej ręki pistolet.

-   Szkoda,   że   wszystko   potoczyło   się   w   ten   sposób   -   powiedziała   ze 

smutkiem.

W jakiś czas potem Katy leżała w łóżku i czekała niecierpliwie, aż Garrett 

wyjdzie   z   łazienki.   Nogę   owinęła   w   kostce   elastycznym   bandażem.   Nie 
przejmowała się zbytnio. Wiedziała z doświadczenia, że za dzień lub dwa dojdzie 

do siebie.

Nie mieli nawet czasu porozmawiać. Trzeba było odpowiedzieć na pytania 

policji,   uspokoić   Herosa,   zająć   się   pijanym   Brackenem.   Poza   tym   Garrett   bez 
przerwy niepokoił się o nogę Katy, aż wreszcie zdołała go przekonać, że poradzi 

sobie   nie   gorzej   od   lekarza.   Uśmiechnęła   się   na   wspomnienie   jego   ponurego 
spojrzenia, gdy obserwował, jak bandażowała kostkę.

Po chwili Garrett stanął w drzwiach sypialni. Był nagi, tylko wokół bioder 

miał owinięty ręcznik.

- Cóż, cieszę się, że ktoś uważa ten wieczór za zabawny - wymamrotał na 

background image

widok uśmiechniętej twarzy Katy. - Ja i Heros jesteśmy już za starzy na takie figle.

- Och, wcale bym tego nie powiedziała - odparła Katy.
- Wydawało mi się, że świetnie sobie radzicie w niecodziennych sytuacjach.

Garrett odchylił kołdrę, zrzucił ręcznik i wsunął się do łóżka. Wziął Katy w 

ramiona, zanurzył dłoń w jej włosach. W mroku widział tylko jej błyszczące oczy.

- Od dnia naszego ślubu wciąż zaskakujesz mnie czymś nowym - zauważył.
- Różnorodność wzbogaca treść życia - uśmiechnęła się.

- Tak? Na razie mam tej różnorodności powyżej uszu. Najwyższy czas, żeby 

nasze małżeństwo się unormowało i ułożyło tak jak powinno.

- To znaczy jak?
- Zwyczajnie. Kiedy się z tobą żeniłem, myślałem, że wiem, jak powinno 

wyglądać   małżeństwo.   Powinno   być   przyjemne,   solidne,   unormowane.   Ty 
powinnaś być uległa i łatwa we współżyciu. Wydawałaś mi się kobietą zrówno-

ważoną  i nie ulegającą  emocjom. Mamy  wspólne  zainteresowania zawodowe i 
wydajemy   się   sobie   na   tyle   atrakcyjni,   by   dzielić   wspólne   łoże.   Tak   właśnie 

myślałem.

- Delikatnie mówiąc. Dobrze o tym wiesz, że nie chodziło mi tylko o to, 

żeby pójść z tobą do łóżka. Byłam w tobie po uszy zakochana. Byłeś poza tym 
najseksowniejszym mężczyzną, jakiego znałam. Nie mogłam się doczekać, kiedy 

się będziemy kochać. Prawdę mówiąc, mogliśmy to zrobić znacznie wcześniej, 
gdybyś się bardziej postarał.

- Byłem idiotą - przyznał Garrett.
- To prawda.

- Nie musisz zgadzać się ze wszystkim, co mówię.
-   Staram   się   być   uległa   i   łatwa   we   współżyciu.   A   to   wymaga   również 

zgadzania się ze wszystkim, co mówi mąż - wyjaśniła Katy z całą powagą.

-   Ulegle,   zgodne   żony   nie   spędzają   całego   czasu   na   dręczeniu   swoich 

mężów.

- Naprawdę? A czym się zajmują?

- Z przyjemnością ci to zademonstruję - powiedział Garrett, przewracając 

Katy na plecy.

-  Zaczekaj!  Chcę   cię  o  coś   zapytać   -  zawołała,   opierając   dłonie  na   jego 

background image

ramionach i odpychając go od siebie.

- Co będzie z Emmettem i Nadine?
- Co będzie? - Garrett chwycił ją za koniuszek nosa.

- Sądzę, że powinniśmy się rozejrzeć za nowym zarządcą.
- Chcesz zwolnić Emmetta?

-   Na   emeryturę.   Jest   ubezpieczony.   Nie   umrze   z   głodu.   Jeśli   zechce 

pracować, znajdzie sobie zajęcie gdzie indziej.

- A Nadine?
- Coś mi się wydaje, że najbliższe parę lat spędzi w zakładzie.

- Garrett, może jednak powinniśmy się nimi zająć - zaniepokoiła się Katy. - 

W końcu mieszkali tutaj od lat i...

- Kochanie, zostawiliśmy Brackenom pełną swobodę - Garrett położył jej 

palec na ustach - i w końcu to ty o mało nie padłaś tego ofiarą. Ty i Heros, Nie 

mam zamiaru prowokować losu, dając im kolejną szansę. Chcę się ich stąd pozbyć 
raz na zawsze. Nie mamy już o czym mówić. Uważam ten temat za zamknięty. 

Masz trochę za miękkie serce.

Katy   westchnęła.   Wiedziała,   że   przegrała   tę   potyczkę   i   że   Garrett 

przypuszczalnie   ma   rację.   Nigdy   nie   czułaby   się   bezpiecznie   w   towarzystwie 
Emmetta   i   jego   szalonej   żony.   Dotknęła   lekko   językiem   dłoni   Garretta. 

Uśmiechnął się.

- No i co? Koniec dyskusji? - spytał.

- Tak. Trudno mi się z tym pogodzić, ale chyba masz rację.
- Takie słowa to miód na mężowską duszę. A kiedy już wyjaśniliśmy sobie 

tę sprawę, możemy przejść do następnej.

- Jakiej? - Katy popatrzyła na niego z zainteresowaniem.

- Do twego zwyczaju nocnych przejażdżek konnych.
- Ach, to.

- Tak, to. - Garrett objął ją mocniej. - Myślę, że nie zdajesz sobie sprawy, 

jakim szokiem był dla mnie twój widok tej nocy? Pełny galop w blasku księżyca! 

Bez siodła, wczepiona w końską grzywę.

- Było to dość ryzykowne, prawda?

- Będzie mnie to kosztować parę lat życia - oświadczył Garrett. - Ale teraz 

background image

przynajmniej nie będę już wysłuchiwał twoich wymówek, że nie możesz jeździć 

konno.

- Ależ Garrett... - żachnęła się.

- Zapomnij o tym. Wsiadłaś tej nocy na konia i nic ci się nie stało, a więc 

nie próbuj mi wmawiać, że nie jesteś w stanie jeździć konno.

-   To   stało   się   tak   nagle   -   powiedziała   Katy.   -   Nie   było   czasu,   by   się 

zastanawiać. Zresztą nie miałam wielkiego wyboru. Mogłam tylko albo dosiąść 

konia albo stać się celem dla Nadine.

-   Niekiedy   życie   ułatwia   nam   pewne   sprawy   -   powiedział   Garrett   z 

satysfakcją.

- Jak to?

-   Kocham   cię   -   rzekł,   przyciskając   ją   do   siebie.   -   Czy   może   być   coś 

prostszego?

-   Niekiedy   -   szepnęła   Katy   -   kochanie   kogoś   może   być   sprawą   bardzo 

skomplikowaną.

- Tylko dla kobiety, która za bardzo ulega własnej wyobraźni. A teraz nic 

już nie mów i pozwól, bym ci pokazał, jak proste może być życie.

- Kocham cię, Garrett - wyszeptała.
- I ja cię kocham. - Pochylił nad nią głowę, muskając wargami jej usta.

Katy zagłębiła palce w jego ciemnych włosach, a ciało jej naprężyło się z 

pożądania.

- Wiem - odrzekła. - Ale tak miło się tego słucha.