background image

 

1/2 

 

Seksbiznes w Polsce: niezbadane pole, pełne chorób, przemocy i bezprawia.                                              

A politycy zostawiają je przestępcom 

Kamil Sikora 

4.08.2013 

Klienci domów publicznych w Trójmieście od kilkunastu dni żyją z odroczonym wyrokiem, bo okazało się, 

że jedna  z  najpopularniejszych  prostytutek  jest  nosicielką  wirusa  HIV.  Ten  przypadek  doskonale  obrazuje  prawdę 

o polskim  podziemiu  prostytucji.  Nikt  nie  wie,  ile  osób  zajmuje  się  prostytucją,  klienci  nie  wiedzą,  czy  prostytutki 

są zdrowe, a one nie chcą się przebadać, bo brak wiedzy jest wygodniejszy niż wyrok. 

„Analna  Malinka  z  Gdańska”  trafiona  –  alarmowali  na  forach  internetowych  klienci  znanej  trójmiejskiej 

prostytutki. Wcześniej zdobywała rzesze klientów niską ceną (120 zł za godzinę) i szerokim wachlarzem usług oraz 

tym, że nie wymagała zakładania prezerwatywy. Dlatego przyjeżdżali do niej ludzie nawet z południa Polski. A teraz 

przyjeżdżają  do  ośrodków,  gdzie  można  zrobić  bezpłatne  badania  na  obecność  wirusa  HIV.  Zainteresowanie 

badaniami wzrosło dwukrotnie. 

Prof.  Mariusz  Jędrzejko,  pedagog  i  socjolog  z  Wyższej  Szkoły  Biznesu  w  Dąbrowie  Górniczej,  trzy  razy  robił  badania  wśród 

różnych  grup  prostytutek  i  szacuje,  że  w  Polsce  z  prostytucji  żyje  mniej  więcej  150  tysięcy  osób.  –  250  tysięcy  –  ocenia 

Ewa Egejska,  z  zawodu  informatyk,  programistka.  Nie  robiła  badań  naukowych,  ale  dobrze  poznała  środowisko.  Była  wziętą 

prostytutką, zaczęła w wieku maturalnym. Później – właśnie pod nazwiskiem Egejska – spisała doświadczenia swoje i koleżanek 

w książce „Czarodziejki.com”. 

Źródło: „Newsweek Polska” 

Na  początku  kariery  prostytutki  starają  się  przestrzegać  zasad,  mających  uchronić  je  przed  chorobami. 

Jednak im dłużej pracują, tym mniejsze mają opory. Wolą się nie badać, bo to oznaczałoby wyzbycie się złudzeń, a tak 

mogą żyć w przekonaniu, że mają farta i nic im nie jest. W tym czasie przez ich łóżko przewiną się dziesiątki i setki 

klientów,  a  kiedy  któryś  wreszcie  pójdzie  się  zbadać  i  odkryje,  że  ma  wirusa,  prezent  od  prostytutki  dostaną  już 

kolejni klienci. 

A jeszcze podnieca ryzyko. Co widać choćby po tym, że rośnie zainteresowanie stosunkami analnymi, w czasie których szczególnie 

łatwo  o  zakażenie.  „Bug  chasing”,  czyli  poszukiwanie  robala,  to  moda,  która  przyszła  do  nas  z  Zachodu  –  są  ludzie  gotowi 

zapłacić ekstra za możliwość odbycia stosunku z osobą zakażoną HIV. Siedmiu Polaków na stu bardzo podnieca ryzyko złapania 

„robala”. 

Źródło: „Newsweek Polska” 

Wydaje  się,  że  strachu  przed  nim  wyzbyły  się  też  prostytutki.  Dziennikarze  „Newsweeka”  spróbowali 

umówić się z kilkoma prostytutkami na seks bez zabezpieczeń. Po dłuższych lub krótszych namowach każda z nich 

dała  się  namówić.  Jedna  z  koleżanek  Egejskiej  stwierdziła,  że  "przecież  na  coś  trzeba  umrzeć".  W  kierunku 

poprawienia  sytuacji  niewiele  też  robi  państwowa  służba  zdrowia.  Lekarze  nie  wiedzą  nawet  ile  osób  ma  choroby 

background image

 

2/2 

 

weneryczne.  Dlatego  organizacja  La  Strada  chce  jesienią  zainteresować  posłów  problemem  i  zorganizować 

seminarium w Sejmie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Artykuł pochodzi ze strony: 

http://natemat.pl/70641,seksbiznes-w-polsce-niezbadane-pole-pelne-chorob-przemocy-i-bezprawia-a-politycy-

zostawiaja-je-przestepcom

 

Data wydruku: 9 lipca 2016