background image

 

Rozdział 3 

 
 

Cincinnati, Ohio 

Jade od zawsze uwielbiała bawić się na śniegu, więc dodała tę czynność do rzeczy, które 

musiała tutaj zrobić. Szkoda tylko, że była z Samaelem - tym aroganckim draniem, który 
uczynił z jej życia piekło i nawet bezgłośnie spadające płatki śniegu nie zdołały ugasić 
tego ognia. Skoro był kiedyś Markizem to z pewnością doskonale wiedział jak zamienić 
jej życie w piekło. 

Przykucnęła za zaspą śniegu, ubrana w czarny kapelusz, tego samego koloru top i 

wysokie buty sięgające uda. W tym przebraniu wyglądała jak dziwka idąca dopiero do 
trzeciej klasy. Śnieg w listopadzie. Niewiarygodne. 

Od kiedy Samael pocałował Jade w więzieniu, więcej nie próbował z nią pogrywać. Z 

kobiecego punktu widzenia był najzwyklejszym w świecie frajerem. Nie chciała go, 
prawda? Dlaczego więc, zawsze o nim myślała, gdy tylko kładła się spać? I nawet kiedy 
była pod prysznicem? Na dodatek, gdyby Samael miał jakieś nazwisko to Jade z 
pewnością podawałby je ze swoim imieniem, meldując ich w pokoju hotelowym. Boże, 
zachowywała się jak niedojrzała nastolatka. 

Przynajmniej Samael nie zadawał jej już żadnych prywatnych pytań. Zaraz po wizycie, 

jaką złożył mu jego stary znajomy, Samael zamknął sam w swoim pokoju na cały dzień. 
Nawet nie odpowiedział, kiedy zapukała. Jednak zawsze jest jakaś dobra storna, a tu 
akurat była taka, że nie zamierzał jej przepytywać.  

Na całe szczęście Ambrose nie zadzwonił do niej, co oznaczało, że Lexie również 

milczała w sprawie swojej wizji. Lecz to była niebezpieczna bomba, która tylko czekała 
na sygnał, aby wybuchnąć. Lexie nie należała do cierpliwych osób. Sam fakt, że 
wytrzymała aż dwa miesiące przemilczając swoją wizję, był dla Jade wielkim szokiem.  

Ś

nieżna kulka uderzyła ją w prawy policzek. Odwróciła głowę w stronę, z której 

nadszedł mały pocisk. Znalazła za drzewem Samael’a, który uśmiechał się promiennie. 
Jakby mieli czas na takie wygłupy i śnieżne igraszki. Mieliby, gdyby te cztery wampiry 
ukrywające się w domu, po drugiej stronie ulicy, zaprzestałyby swoich morderstw. Nie 
mieli czasu na zabawy, jak jakieś dzieci. Ale Jade przecież od zawsze uważała się za 
dziecko. 

- Masz jakiś pieprzony problem? – rzuciła w stronę demona. Zawsze wydawał się jej 

taki zrelaksowany, kiedy przychodził czas na misję. Cholernie mu tego zazdrościła. Ale 
zanim Lexie miała pierwsze widzenie, Jade przecież także taka była. A teraz stała w 
wirtualnym dołku. 

Samael posłał jej zdziwiony wyraz twarzy mówiąc: 

- Nie mam problemów z pieprzeniem, ale dzięki za troskę.  

background image

Wzięła głęboki wdech i na powrót skupiła się na domu pełnym wampirów. Znajdował 

się on przy końcu ślepej uliczki, z dala od innych, ale jednak na tyle blisko, że musiała 
uważać na każdy swój ruch. Ta misja doskonale się dla niej nadawała. Jade musiała być 
ostrożna, aby przypadkiem nikt jej nie zauważył. 

Samael czasami potrafił być niezwykle nieodpowiedzialny. Dlatego musiała 

zachowywać czujność na każdej misji. Nic, ale także wszystko mogło pójść źle. Jade 
pragnęła aby tym razem zadanie zakończyło się powodzeniem, inaczej Samael zdając 
raport Ambrose’owi nie powie nic dobrego na jej temat. I choć panicznie bała się wizji 
zabójcy, która dopiero co powstała w jej głowie, to znacznie bardziej lękała się tego, co 
nieznane. To co teraz może i mogłaby zrobić… jeśli tylko Samael pozwoliłby jej działać 
według jej planu. Ale nie, bo on nie był upierdliwym człowiekiem, który truje dupę - 
Samael był znacznie gorszy.  

Ostatniej nocy, kiedy jeszcze byli w hotelu, miała wielką ochotę pójść do pokoju 

Samael’a. Musiała się dowiedzieć, dlaczego jej wtedy nie wpuścił, nie licząc tego, że 
obawiał się bliskości. Mogła sobie tylko wyobrazić co powie o niej innym zabójcom. 
Dodatkowo, nie wyglądał na osobę, która miałaby ochotę porozmawiać o jego 
najnowszym wykręcie.  

Kolejna śnieżna kulka trafiła ją w twarz, Jade wstała i wymierzyła do niego ze swojej 

broni, kierując ją wprost w jego krocze. Z uśmiechem na twarzy obserwowała jak jego 
twarz tężeje. 

- Uważaj, bo zaraz ci oddam, dupku. 

Kątem oka dostrzegła w oddali czarny samochód. Kierowca ostrożnie ruszył w dół 

ś

liskiej drogi. Zajęła swoją pozycję, gotowa do ataku. Samochód powoli zajechał pod 

dom, który obserwowali. Bramy podniosły się, a auto wjechało do środka.  

Jade spojrzała na Samael’a. Musieli działać szybko. Tam, w środku, wampiry mogły 

spokojnie wyczuć demoniczną moc. Jej partner poruszył się i przywdział na twarz maskę 
ś

miertelnej determinacji.  

Cichy i zabójczy - Jade mogła sobie tylko wyobrazić czego Samael był świadkiem i co 

w życiu zrobił. Mówiła właśnie o bardzo złym chłopcu, który mimo wszystko wyglądem 
przypominał kolesia z okładki jakiegoś Playboy’a. Zaletą Samael’a było to, że wszystkie 
kobiety śliniły się na jego widok i każdy to dobrze wiedział. Jade rozbroiło to, że miała 
dostęp do całego Samael’a, nawet jego żartobliwej strony.  

Ale nie było czasu myśleć o tym teraz.  

Kiedy drzwi garażu zamknęły się, Jade podbiegła z boku domu i po chwili weszła na 

podwórko, gdy Samael zasygnalizował jej, że ma wolną drogę. Demon właśnie zmierzał w 
kierunku środkowych drzwi. Jade od zawsze pracowała sama, dlatego ciężko jej było 
słuchać rozkazów Samael’a. A ten, wydawanie poleceń z pewnością miał w naturze. Jako 
Markiz w Piekle z pewnością dowodził tysiącami demonów. O jakie poprosił pytanie… 
jaką miał pracę jako anioł? Zakodowała sobie, że później go o to zapyta, a teraz 
skoncentrowała się na teraźniejszości. 

Jej serce biło tak szybko jak skrzydła kolibra, co zaczynało być już dla niej normą. Jade 

przycupnęła pod rozsuwanymi, szklanymi drzwiami, a jedynym dźwiękiem jaki słyszała 

background image

był szelest jej skórzanej kurtki. Zabójczyni czekała na sygnał od Samael’a, w tym czasie 
zaglądając do wnętrza domu.  

Blond wampirzyca siedziała w zagraconym salonie i grała w grę komputerową. Jade 

słyszała brzęk naczyń docierający z kuchni oraz cichą pracę mikrofalówki. Widok jak z 
prawdziwej domowej sceny, o ile ktokolwiek kiedyś taką widział. Jade odkryła, choć 
trudno w to uwierzyć, że te dupki karmiły się bezdomnymi, pozostawiając ich potem na 
pewną śmierć.  

Jej oddech zamieniał się w małe, białe chmurki, a place już dawno jej od tego mrozu 

zdrętwiały. Rozejrzała się po wnętrzu mieszkania, zastanawiając się, gdzie zniknął 
Samael. Obrzuciła spojrzeniem podwórko, które miała za sobą, ale nie zauważyła tam 
nawet cienia demona. 

Kłęby białego dymu, wydostającego się zza rośliny doniczkowej stojącej na werandzie 

przykuły jej uwagę. Co jest do cholery?  

Dzięki swojemu doskonałemu słuchowi, usłyszała ciche drapanie we frontowe drzwi. 

Podobno wampiry nie były jedynymi stworzeniami o wyostrzonym słuchu. Pit Bulle 
również posiadały talent i jeden z nich właśnie to udowodnił przewracając doniczkę z 
roślinką i biegnąc prosto na nią, chcąc w ten sposób zwrócić uwagę swoich panów na 
nieproszonego gościa. 

 

 

**** 

 

 

Samael poczuł w domu anielską siłę. Swoimi mocami zamknął szklane drzwi tak, aby 

Jade nie mogła wejść do środka. Plan był taki, że to właśnie wampirzyca, a nie on, miała 
wejść do środka, ale coś było nie tak. Obecność Anioła była znajoma. To Anioł Dusz 
przybył aby zabrać wampira, albo nawet kilku.  

Demon kopnął w drzwi i spróbował zlokalizować Anioła. Domiel pojawił się tuż przed 

nim i zatrzymał czas. Wampiry zostały w jadalni oraz kuchni. Byli zamrożeni w bezruchu, 
tak samo jak przewracająca się filiżanka z kawą oraz para w powietrzu. 

- Cieszę się, że wreszcie się spotkaliśmy. 

Samael nie widział się z Domiel’em od kiedy upadł. W Niebie mieli razem 

współpracować, ponieważ przydzielono im taką samą pracę.  

- Widzę, że pokusa upadku ciebie nie dotknęła. Cieszę się z tego.   

Domiel splótł ręce za plecami mówiąc: 

- Wszyscy jednak pragniemy doświadczyć więcej niż mamy. 

Samael zmarszczył brwi. 

- Upadek to nic dobrego Domiel’u. I co do cholery robiłeś przez ten cały czas, kiedy się 

nie widzieliśmy? 

background image

Domiel oparł się o kanapę śmiejąc się. 

- Nic do cholery. Pamiętasz jak to jest, nie? Krzyki ludzi, zarzuty, groźby o zemstę, 

kiedy zabiera się duszę ukochanej osoby. Nic nowego. A jak jest z tobą. Dalej dla Niego 
pracujesz? 

- Rzuciłem to. Teraz pracuję dla Sojuszu, grupy zabójców, na czele których stoi 

Ambrose.  

Domiel powoli przypomniał sobie, że Ambrose był potężnym Upadłym Aniołem. 

Serafin ubrany w jedwabiste, białe szaty zapytał nieoczekiwanie: 

- Jak to jest być wolnym? 

Samael tylko potrząsnął głową. 

- Nie rób tego. Zostań tam, gdzie jesteś.  

To zwykłe, niepozorne pytanie skłoniło wielu Aniołów do zejścia na złą drogę. 

- Przecież ja tylko pytam. Czy twoim zdaniem warto było upaść? 

Samael ciągle zadaje sobie pytanie, czy dobrze zrobił upadając. 

- To nie jest dobre, ani złe. – odpowiedział szczerze. – Istnieją pewne rzeczy, które 

przyczyniają się do tego, że warto było upaść, ale zawsze pozostaną także takie, za które 
będę do końca swoich dni przeklinał swój upadek.  

- A jakie są kobiety? 

- Pytasz o seks? 

- Być może. 

Samael roześmiał się. Część Aniołów wierzyła, że seks Anioła jest niemożliwy, dlatego 

większość pozostawała w niebie. To była jedna z wielu rzeczy jakiej zabroniono Aniołom, 
a przez to upadło bardzo wielu Serafinów. Cały krąg aniołów upadł z powodu kobiet w 
Drugiej Angielskiej Rewolcie. 

- Nie zamierzam się z nikim pieprzyć. 

- Skąd mam wiedzieć czy mówisz prawdę? – choć Samael nie chciał dolewać oliwy do 

ognia to nie mógł się oprzeć i zapytał. – A dlaczego tutaj jesteś? Po jednego z tych 
wampirów? 

Twarz Domiel’a pociemniała. 

- Tak, ale twoja obecność zmieniła bieg mych działań. 

Jak to możliwe? Jego obecność przecież nie mogła mieć wpływu na przeznaczenie 

czyjejkolwiek duszy, od kiedy Samael stał się upadłym.  

- Co to znaczy? 

- Do zobaczenia bracie. – powiedział Domiel, puszczając jego pytanie mimo uszu i po 

tych słowach zniknął, a wampiry znów powróciły do życia. 

 

 

**** 

background image

 

 

Jade gorączkowo próbowała rozsunąć szklane drzwi, które były zablokowane, choć 

Samael miał je dla niej otworzyć. Wokół ogrodu nie było żadnego płotu, więc nie miała 
gdzie przywiązać tego paskudnego psa. Jade naprawdę nie chciała skrzywdzić tego 
biednego drania, ponieważ bardzo kochała psy. 

Nie miała zbyt dużo czasu, aby obmyślać, co mogła, a czego nie. Wskoczyła na szklany 

stół i natychmiast zdała sobie sprawę ze swojej złej decyzji. Niewielki stolik nie był w 
najlepszym stanie, więc spadła, kiedy tylko ugięły się pod nią kolana. Odłamki 
roztrzaskanego szkła poleciały wprost na nią i psa.  

Bestia warcząc rzuciła się na nią. Jade szybko chwyciła krzesło i przy jego pomocy 

utrzymywała stworzenie z dala od siebie, mówiąc do Pit Bulla: 

- Możesz mnie ugryźć kolego, ale pamiętaj, że wtedy ci oddam – błysnęła swoimi kłami. 

Zabójczyni nie chciała krzywdzić tej bestii z piekła rodem, bo przecież był tylko 

ochroną jego właścicieli. Czyż to nie było takie zwyczajne? Jade była pewna, że tym 
razem raport nie będzie dobry, ponieważ nie było jej teraz w środku i nie pomagała 
Samael’owi. A wszystko przez to, że była pieprzoną miłośniczką zwierząt. 

Nie, ona musiała jakoś z tego wybrnąć. Zaczęła przechodzić z psem, który gryzł jedną z 

nóg krzesła, do szklanych drzwi. Instynkt kazał jej wybić tą szybę, ale jeśli ludzie usłyszą 
brzęk tłuczonego szkła, zaczną się interesować tym, co się tu działo. Stara Jade nigdy nie 
nawalała, ale nowa Jade musiała przestrzegać zasad. 

Chwilę później, drzwi, do których zabójczyni próbowała się dostać, rozsunęły się. 

- Oh, widzę, że znalazłaś sobie nowego przyjaciela, w czasie, kiedy ja wykonywałem 

misję. 

Jade ponownie pchnęła nogi krzesła w stronę psa, zastanawiając się, jak do cholery 

udało się Samael’owi zakończyć misję tak szybko. Biała, spieniona ślina kapała z ust Pit 
Bulla. Samael spojrzał na psa, a później znów na nią. 

- Czyżbyś nie umiała zająć się jednym niewinnym pieskiem? 

- Nie chcę go skrzywdzić, Samael’u. Czy nie mógłbyś go gdzieś teleportować? Czy 

proszę o zbyt wiele? 

- Co? Tylko nie mów mi, że jesteś jedną członkiń towarzystwa pomocy zwierząt – 

Samael klasnął w dłonie. – Cholera. 

Pies przewrócił się na plecy i jęknął. Jade spojrzała na demona, którego nos był 

czerwony od zimna. W tej chwili wydawał jej się bardzo przystojny, kiedy ubrany był w 
swoją czarną kurtkę i tego samego koloru czapkę. 

- Jak to zrobić? 

- Psy wyczuwają zło, tak sądzę. – powiedziała, na co jej partner wzruszył swoimi 

ogromnymi ramionami. 

Jade wciąż nie mogła uwierzyć, że Samael zakończył misję. Tak szybko? To musiało 

bardzo źle wyglądać w jego raporcie. 

background image

- Dlaczego sam zakończyłeś misję. Czy to aby przypadkiem nie miał być mój test? 

Demon uniósł brwi. 

- Nie miałem wyboru. Po za tym to nie pierwsza ani nie ostatnia twoja misja do 

wykonania. Nie chciałem ci przeszkadzać w zabawie z pieskiem. 

Jade wywróciła oczami próbując oprzeć się wrażeniu, że jest strasznie rozpieszczana. 

Ale dlaczego Samael miałby coś takiego robić? Nie miał do tego żadnych powodów. Tak 
naprawdę to jego praca zakazywała mu jakiejkolwiek pomocy jej. 

- Zadzwonię, żeby zabrali stąd ciała.  

- Nie, ja to zrobię. Możesz za to zabrać mojego futrzanego przyjaciela do schroniska. 

Samael zniknął we wnętrzu domu, kiedy jej telefon zaczął grać „Promiscuous Girl”. 

Jade odebrała telefon, uprzednio sprawdzając kto dzwoni – Lexie. 

Zanim przyjaciółka Jade cokolwiek powiedziała, najpierw zachichotała. 

- Przed chwilą przeżyłam najlepszy seks w moim życiu. Treningi zawsze sprawiały mi 

ból, ale teraz nie jestem pewna czy zdołam samodzielnie wyjść z łóżka. A co u ciebie? 

Jade zlekceważyła kwilącego psa, który leżał na plecach i wyglądał jak mały szczeniak.   

- Po to do mnie dzwonisz? Żeby opowiedzieć mi o swoim seksie życia? 

- Cóż, biorąc pod uwagę, że interesowałaś się tym przeszło dwieście lat, pomyślałam, że 

chcesz wiedzieć iż jestem szczęśliwa. 

Pies stanął na nogach i zaczął węszyć obok jen stóp. Jade ciągle zastanawiała się, co 

takiego usiał zrobić Samael, że nawet pies się go bał. 

- Cieszę się, że ci się układa. 

- Okeeeej, więc… słyszałam, że jesteś na okresie próbnym. To było częścią mojej wizji, 

pamiętasz? Nie pracujesz już sama, tylko z Samael’em. Myślę, że nadszedł czas, aby 
powiedzieć wszystko Ambrose’owi. 

Tak więc czas zmierzyć się z tym wszystkim. Doskonale.  

- Tak, pracuję z nim, ale tylko przez pewien czas. Już niedługo wrócę do samodzielnych 

misji, więc uważam, że nie trzeba niepotrzebnie martwić Ambrose’a. 

Niestety nie wszystko, co Jade przed chwilą powiedziała było zgodne z prawdą, bo jeśli 

jej końcowe rezultaty i raporty Samael’a nie będą pozytywne - to nie będzie tak pięknie 
jakby się chciało, bo będzie zmuszana powrócić na szkolenie, zupełnie jak jakiś 
skończony idiota. 

- Od tamtej pory miałam sporo przebłysków wizji. Wiem tylko, że uderzenie nastąpi w 

ciemnym budynku. Nie widziałam zbyt wiele, ponieważ panowały tam egipskie cimności. 

Jade skinęła głową pomimo iż Lexie nie mogła jej zobaczyć. 

- Widzisz? Wszystko będzie dobrze. Ale im więcej wiem o okolicy tym lepiej. Słyszałaś 

może w tle jakieś dźwięki? 

- Tak, słyszałam wielu ludzi. To jest budynek użytkowy, znaczy się biuro, centrum 

handlowe lub coś podobnego. Ale dlaczego było tak ciemno to nie wiem. Chyba zgasły 
ś

wiatła, czy coś. 

background image

Cholera. Jade będzie miała do czynienia z prawem ‘nie obcuj z ludźmi’. 

- Okej, będę czujna. 

- Proszę, wyświadcz mi przysługę i powiedz o tej wizji Samael’owi. Przynajmniej nie 

będziesz siedzieć w tym wszystkim sama.  

- Uhh… nie sądzę, aby to był dobry pomysł. On może wszystko powtórzyć 

Ambrose’owi. 

Nie było mowy o tym, żeby powiedziała demonowi o wizji Lexie. Gdyby okazało się 

prawdą, że Samel rozpieszczał ją podczas ich misji to na pewno wyrzuciłby ją za burtę, 
jeśli dowiedziałby się, że ma umrzeć. 

- Jeśli obiecasz mi, że mu powiesz, to będę trzymała buzię na kłódkę. Jeśli nie, to 

zadzwonię do Ambrose’a i mu o wszystkim powiem. 

Jade zacisnęła zęby i skrzyżowała palce u ręki. Przez krótką chwilę mały głosik w jej 

głowie mówił, że źle robi, ale zignorowała go i powiedziała: 

- Niech ci będzie. 

- Obiecaj. 

- Obiecuję powiedzieć wszystko Samael’owi. – cholera, nie powiem. 

- Krzyżowałaś palce? 

Jade przestała krzyżować palce. 

- Teraz jesteś już spokojna? – Jade nie chciała okłamywać Lexie, więc nie 

odpowiedziała. Ale Lexie znała Jade od bardzo dawna, więc potrafiła przewidzieć niektóre 
z jej ruchów. Alexa byłby zdolna zabić tego, który podciął by jej przyjaciółce gardło. 

- Cóż, należy być najzwyczajniej w świecie ostrożnym. Czasami moje wizje nie są 

pewne, wiesz o tym i to jest właśnie jedyny powód, dla którego daję ci czas aby coś 
wymyślić. Więc… Samael w dalszym ciągu ma na ciebie ochotę? 

Jade na jeden krótki moment wstrzymała oddech. Powiedziała Lexie o postępie Samaela, 

a jej przyjaciółka od razu chciała, aby Jade przeszłą z nim bez wahania do łóżka.  

- Tak, on tak. 

- A ty wciąż trzymasz go na smyczy? 

Jade nikomu jeszcze nie powiedziała o swoim pociągu do Samael’a. Wszyscy myśleli, 

ż

e uważała tego demona za najgorszego z najgorszych. Mimo to Lexie widziała w swojej 

wizji, jak Jade uprawia z nim seks. Do tego nie było na ziemi żadnej prostej kobiety, która 
nie chciałaby zaliczyć Samael’a. 

- Cholera, nie. 

- To czemu jesteś taka wkurzona? Dlaczego się z nim po prostu nie prześpisz? „W 

ś

rodku, czy na zewnątrz – nigdy się nie dąsaj” 

1

pamiętasz jeszcze swoje życiowe motto? 

Mówiłaś, że seks był twoim lekiem na stres. Co się stało, że nie chcesz trochę possać 
lizaka demona? 

                                                 

1

 mam nadzieję, że mniej więcej wszyscy wiedzą o co chodzi. ☺ 

background image

- Nie wiem czy pamiętasz, ale nie przepadam za nim. 

- To nigdy by cię nie powstrzymało. Zakochałaś się w nim? Czujesz coś do niego? 

- Tylko nie używaj słowa zakochany. Ale, cholera, nie jestem. 

Cholera, oczywiście, że była. Jade nie raz słuchała jak zakochani opisują swoje uczucia. 

Nie wiedzieli dokładnie skąd wiedzieli, że ta druga osoba jest ich drugą połówką, ale czuli 
do tej osoby coś głębszego, coś nieopisanego. I właśnie takie coś czuła Jade będąc obok 
Samael’a. Nie mogła dokładnie określić co ją do niego przyciągało. 

Miłość? Jade była za stara, aby miłość nagle na nią spadła. 

- Wow, jesteś pewna, że nie ma mowy o żadnych uczuciach między wami? 

Samael otworzył drzwi i wyszedł z domu. Jade odwróciła się do niego, wiedząc, że jeśli 

Lexie ponownie by się odezwała, to demon by to usłyszał.  

- Oddzwonię później. – rzuciła szybko do przyjaciółki i rozłączyła się, chowając telefon 

do kieszeni. Ostatnią rzeczą jakiej potrzebowała była sytuacja, w której Samael 
wysłuchałby jej rozmowy z Lexie, kiedy dyskutowały o możliwych uczuciach jakie wobec 
niego żywiła. 

Szukała jakiś oznak, że usłyszał jej rozmowę będąc w domu. Nic. Na szczęście był zbyt 

zajęty, aby podsłuchiwać o czym rozmawiała z przyjaciółką. 

- Bierzmy psa i wynośmy się stąd. Zadzwoniłem już do tego faceta, który ma zabrać te 

ciała. Powiedział, że jest już w drodze. 

Odwróciła się do niego tyłem, kiedy skończyła go mierzyć wzrokiem. Lizak demona 

sprawił, że stała się mokra w miejscach, które zostały trochę zlekceważone. Od kiedy 
uprawiała z kimś seks minęło bardzo, ale to bardzo dużo czasu, do tego miała straszliwą 
ochotę go skosztować. A Samael wydawał się bardziej niż chętny do zaspokojenia jej 
potrzeby, a nawet obydwu. Czy mogłaby zwyczajnie przegonić wszystkie natrętne myśli i 
zwyczajnie cieszyć się czuciem jego ciała i smakować jego krew? 

Musiałaby się wkrótce pożywić, a jeśli nie na nim, to zmuszona by była do rozejrzenia 

się za potencjalną ofiarą. 

- O czym myślisz? Wydajesz się spięta. 

Potrząsnęła głową, aby wyzbyć się wszystkich swoich erotycznych myśli z głowy. 

- O psie, którego dostaliśmy w spadku. Wracamy do hotelu? 

Zmarszczył brwi. 

- A gdzie indziej? Mamy wolne do końca dnia. Chyba, że jest coś co chciałabyś zrobić? 

Zgadza się. Zapomniała. Samael wynajął dwa pokoje, aby zapewnić jej trochę 

prywatności, ale od telefonu Lexie, najmniejszym zmartwieniem Jade była przyzwoitość. 
Od kiedy Lexie powiedziała o swojej wizji, zabójczyni całą swoją osobą skoncentrowała 
się na przeżyciu, a nie na swoich potrzebach. 

- Nie, tak tylko zapytałam. 

Jade rozejrzała się po podwórku nie mogąc sprostać spojrzeniu demonowi prosto w 

oczy. 

background image

- Przepraszam, że nie byłam bardziej pomocna. 

Podszedł do niej i klepnął ją w ramię mówiąc: 

- Tak, ale przynajmniej nie wepchnęłaś nikogo pod autobus. Powiedziałbym, że jest 

zdecydowana poprawa. 

 

 

**** 

 

 

Lexie położyła telefon na stoliku nocnym, przejechała ręką po włosach i oparła głowę o 

ramę hotelowego łóżka. Czuła, że ukrywanie wizji przed Ambrose’em było wielkim 
błędem, ale dobrze rozumiała Jade. Z resztą sama postąpiłaby tak samo. Nie mogła sobie 
wyobrazić, że nie jest już zabójcą. 

- Powinnaś się martwić swoim zdrowiem – powiedział demon siedzący obok niej. 

Położyła głowę na ramieniu Azazel’a. Miał rację, wizja śmierci Jade ciągle siedziała jej 

w głowie - za dania jak i w nocy. Nawet w snach nie mogła uciec od tych obrazów. 
Koszmary zawsze wybudzały ją ze snu, a ciało miała zroszone potem. 

Lexie miała do czynienia z krwią każdego dnia, własnym sztyletem zadawała śmierć 

tysiącom wampirów i demonów. Krew jej nie odrzucała, ale krew płynąca z szyi 
najlepszej przyjaciółki to już co innego. I nie istniała żadna przeklęta rzecz, którą Lexie 
mogła by zrobić. Czuła, ze ma związane ręce.  

- Miałam wiele wizji, jedne się sprawdzały, a drugie nie. Ale ta, ta jest… szaleńcza. 

Muszę coś zrobić. Muszę do niej iść i jej pomóc. Nie chcę, aby zmierzyła się z tym sama. 

Azazel owinął ręką jej ramiona mówiąc: 

- Nie jest sama, ma Samael’a. To nie jest to samo, co stało się z Kelsey. Jade dokonała 

wyboru, a ty jesteś zbyt lojalna, aby za plecami Jade udać się do Ambrose’a i mu wszystko 
powiedzieć. Jak powiedziałem, tak czy siak, ona jest z Samel’em. On z pewnością będzie 
na nią uważał. 

Kelsey była innym zabójcą i jej dobrą przyjaciółką, która kilka miesięcy temu została 

opętana przez duchowe demony. Na szczęście dzięki wizji Lexie, Kelsey udało się pomóc. 

- Super, gdyby nie licząc faktu, że on również jest w wizji. Widzę męskie ręce, które są 

umazane jej krwią. Ale jest tyle krwi, że niestety nie mogę  dostrzec kim jest jej oprawca. 
Jest ciemno jak diabli. Nic nie widzę prócz jej oczu… pozbawionych życia. 

Zacisnęła zęby i zamknęła oczy. Niestety nie pomogło. Nagle w jej głowie pojawił się 

przebłysk wizji i Alexia miała wrażenie, że jest tam, kiedy jej przyjaciółka umiera.  

Azazel pocałował ją w czubek głowy. 

- Czy wiesz, że Samael był kiedyś Aniołem Dusz? Jeśli Jade powiedziała mu o twojej 

wizji, to proces zmiany jej losu już się rozpoczął. On, ze wszystkich ludzi jakich znam, 
będzie wiedział co trzeba będzie zrobić, kiedy ktoś ją zaatakuje. 

background image

Lexie odsunęła się i spojrzała na niego. 

- A co ma wspólnego to, że Samael był kiedyś Aniołem Dusz z tym, że ktoś próbuje 

pozbawić Jade głowy? 

Gdy szkoda została wyrządzona to były Anioł Dusz nie mógł nic zrobić. 

- Twoja wizja, co do Kelsey nie spełniła się do końca. – zauważył. 

Łyknęła to. To była prawda, ale Lexie nie mogła się wyzbyć tego nieprzyjemnego 

uczucia, że coś może się stać jej najlepszej przyjaciółce. Kiedy miała inne wizje, to czuła, 
ż

e może coś zdziałać. A teraz wiedziała, że jest bezsilna. 

Lexie nienawidziła czuć się bezradna. 

- Muszę zapolować. Mam potrzebę zabić coś gołymi rękami. 

- Nigdy mnie to nie podniecało. 

Uderzyła go w ramię mówiąc: 

- Mówię poważnie. Chodźmy kogoś zabić. 

Przynajmniej w czasie walki jej umysł nie będą przysłaniały te okropne wizje. Walka 

zawsze oczyszczała głowę, a tego Lexie potrzebowała teraz, jak mało kiedy.  

 

 

**** 

 

 

- Ta pizza zaczyna się robić zimna! – krzyknął Samael przez drzwi, które łączyły jego 

pokój z Jade. Wynajął im mieszkania na czwartym piętrze. Na tyle daleko od ziemi, że 
Jade nie musiała się obawiać iż ktoś wejdzie jej przez okno. Jako zabójca zawsze miała 
jakiś wrogów, którzy tylko czaili się, aby ją sprzątnąć. 

Kiedy wrócili do hotelu Jade poprosiła go o auto, kiedy wynajmował pokoje. Nie 

oświeciła go, dokąd się wybiera, kiedy wspaniałomyślnie dał jej klucze nie zadając 
ż

adnych pytań. Wróciła oddając je, jakieś dwie godziny temu.  

- Idziesz, czy nie? – Samael zapukał do drzwi. 

- Poczekaj, zaraz przyjdę – usłyszał jej śpiewny głos. 

Skrzywił się przy drzwiach. Jade działała… dziwnie. Odkąd zakończyli ostatnią misję, 

prawie w ogóle się nie odezwała, ani nie rzuciła żadnym zjadliwym komentarzem. Teraz, 
kiedy o tym pomyślał, zauważył iż zaczęła być sympatyczna. 

Jade, sympatyczna? 

Niepokojące myśli przyszły mu do głowy. Czyżby próbowała go zabić? Zawsze stawała 

się przed misją taka cicha. Jak tylko o tym pomyślał, skarcił się za to, że takie coś w ogóle 
przeszło mu przez myśl. Była zabójcą, nie mordercą. Zabijała, aby zachować równowagę 
w świecie i bronić ludzi, a nie dla przyjemności. 

background image

Z pewnością lubiła trzymać go na baczność. Może chciała mu oddać w naturze za 

ostatnią misję? Nie powinien używać swojej demonicznej mocy, aby tak szybko zabić te 
wampiry. Te misje były dla niej, aby udowodniła co potrafi, a nie dla niego, aby ją 
chronić. Kiedy Samael spotkał Domiel’a, ten całkowicie zbił go z tropu. Coś było nie tak, 
ż

e Domiel przyszedł po czyjąś duszę i wrócił bez niej. Przez wszystkie lata, kiedy Samael 

był Aniołem Dusz, nie zdarzyło mu się nie wrócić bez wykonanej pracy. 

Kiedy zadzwonił do Ambrose’a znów zaczął kłamać. Cóż, koloryzowanie zdecydowanie 

lepiej brzmi. Powiedział szefowi, że Jade pomagała mu w trudnych rzeczach na misji i się 
nie ujawniła. Wampiry nie były przecież aż tak straszne jak tamten szczeniak… Okej, 
skłamał. Wielkie rzeczy. Jeśli chodzi o zabójców, Jade była dobra i nikt nie mógł tego 
podważyć. Samael po prostu musiał usiąść i porozmawiać z nią o jej stylu walki i 
powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale jak miał to zrobić skoro doskonale wiedział, 
ż

e Jade czegoś mu nie mówi? Jedną z tych rzeczy było to, dlaczego zmieniła swój sposób 

walki i co ją do tego skłoniło. Mógłby zadzwonić do jej przyjaciół, ale z pewnością każdy 
by powiedział, że Jade bardzo dobrze sobie radzi. 

Wciąż nie mógł pozbyć się potrzeby bezustannego chronienia jej, co kłóciło się z jego 

misją. Jeżeli Jade owinie go sobie wokół palca, może to spowodować, że jego ostateczna 
misja – uratowanie swojej duszy – legnie w gruzach. Jeżeli Lucyfer dowie się, że Samael 
ż

ywi jakieś głębsze uczucia do Jade, to będzie musiał stawić czoło tej słabości. 

Jednak bardziej niż cokolwiek martwiło go, że Jade chce działać sama, a on tak bardzo 

pragnął ją chronić. To nie leżało w jego charakterze, więc było to podejrzane. Przypomniał 
sobie, jak pierwszy raz ją poznał. Wydawało się to tak dawno temu, a w rzeczywistości 
minęły tylko dwa miesiące… Pamiętał jak Ambrose zwrócił się do niego, kiedy wszedł na 
salę szkoleniową: 

-  Jade właśnie trenuje klasę nowych rekrutów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem 

to dziś powinna mówić o walce z demonem. Będzie uczyć innych jak walczyć z istotą, która 
jest dużo potężniejsza niż oni. 

Interesujące.  

Ambrose, a zaraz za nim Samael zatrzymali się tuż przed niebieskimi matami, które 

rozłożone były na lśniącej, drewnianej podłodze. Na ich skraju siedziało dwudziestu 
mężczyzn ze skrzyżowanymi nogami. Kilku stażystów spojrzało w ich stronę, kiedy się 
zbliżali, bardziej jednak skupili się na Ambrose’ie. 

Ciemnowłosa kobieta stała tyłem do mężczyzn. Położyła na stole sakiewkę i odwróciła 

się do tłumu. Samael nie był niedoświadczonym chłopcem, ale na widok tej kobiety wziął 
głębszy wdech. Wyglądała jak porcelanowa lalka, jak anioł. Jej wąskie spodnie idealnie 
opinały jej szczupłe nogi, a czerwony top podkreślał biust. 

Była urodzonym dowódcą. Plecy miała wyprostowane, ramiona cofnięte, a kiedy stanęła 

przed mężczyznami patrzyła im prosto w oczy. Odczekała aż wszystkie szmery ucichnął i 
przemówiła: 

- Dobra, dziś powiem wam coś o demonach… Mogą was napaść w każdym możliwym 

miejscu, bo posiadają moc materializowania się. W jednej sekundzie któryś z nich może 
wam wbić nóż w szyję, a w następnej nie będzie po nim śladu. Tak więc, oto rzeczy, 
których nie powinniście robić. Po pierwsze: jeśli demon cię nie zabije, możesz być pewien, 

background image

ż

e po ciebie wróci. Demony to wojownicy. Oni nie polują, ponieważ na większość 

wampirów mogą natknąć się gdziekolwiek. Po drugie: nie nawiązujcie z nimi kontaktu 
wzrokowego. Jeśli tak zrobicie -  zginiecie na miejscu. 

Jej słowa sprawiły, że się uśmiechnął. Jak na razie nie pomyliła się ani trochę, ale 

próbowanie uzyskania przewagi nad demonem było niemożliwe. Słyszał, że kilka razy tak 
się stało, ale to naprawdę rzadkość.   

Ponownie skoncentrował się na piękności stojącej przed nim. Robiła na nim duże 

wrażenie, bo niewiele osób mogło pochwalić się zdolnościami przywódczymi. Choć zawsze 
szanował tych, którzy byli w stanie wykonywać czyjeś polecenia.  

Jakiś student podniósł rękę i powiedział: 

- Czy będzie możliwe szkolenie z demonem, aby doskonalić tę umiejętność? A może 

pokażesz nam to, tak samo, jak zrobiłaś to ze sztyletami? 

Jade spojrzał przelotnie na Samael’a, po czym z powrotem skupił wzrok na swoich 

uczniach. 

- Zdaje się, że demon już tu jest, tylko nie został jeszcze przeszkolony. Porozmawiamy o 

tym jutro. 

- Jestem bardzo dobrze zaznajomiony z walką. Jeśli potrzebujesz mojej pomocy 

wystarczy zapytać. 

Ponownie go oceniła, po czym wzruszyła ramionami i powiedziała: 

 - Skoro tak twierdzisz. Moi stażyści z pewnością docenią ten gest. 

Samael uniósł jedną brew i spojrzał na Ambrose’a. Ten tylko skinął głową w kierunku 

Jade mówiąc: 

- Jade jest zabójczynią w Sojuszu od prawie ośmiuset lat. Tylko dziś kształci tych 

rekrutów ponieważ ich trener nie miał czasu. Dla niej to łatwizna. 

Samael wzruszył ramionami, nie wiedząc dlaczego Ambrose podał mu te informacje, ale 

uważał, że w jakiś sposób musiały być one dla niego podpowiedzią. Powolnym krokiem 
wszedł na środek niebieskiej maty. Skoro Jade była zbójczynią to nawet mu przez myśl nie 
przeszło, że walka z nim mogłaby być dla niej czymś trudnym.  

Zabójczyni nie traciła czasu. Podała mu sztylet mówiąc: 

- Będziemy walczyć tylko w obrębie tego kwadratu, ty znikasz i już. To co robimy jest 

tylko pokazem dla studentów, którzy muszą się czegoś nauczyć. Poznanie techniki walki 
jednego z demonów może im się potem przydać w terenie. 

- Rozumiem. 

Cofnął się o kilka kroków trzymając sztylet luźno w dłoni. Z bliska jej oczy były koloru 

ciemnego piwa i można było zobaczyć jak jej policzki i nos pokrywają piegi. Nie była zbyt 
wysoka, ale jej postawa czyniła ją wyższą niż w rzeczywistości. Kiedy tak stał przed nią, jej 
aura zdawała się być silna oraz mocna. 

Był tam, aby zrobić coś, czego nie robił od ponad roku, jeśli w ogóle kiedyś. Markiz w 

piekle miał bardzo mało czasu na kobiety. 

background image

Rozstawiła nogi, ugięła kolana i skinęła na niego. Samael zniknął i zmaterializował się 

tuż za nią  przykładając jej sztylet do szyi zanim zdążyła się odwrócić. Wyraźnie się tego 
nie spodziewała, ale czy można to było inaczej zademonstrować? Jako to się mówi 
‘spodziewaj się niespodziewanego’ Samael nigdy nie trenował w Piekle, ponieważ 
większość demonów była kiedyś wojownikami w Niebie. Ale jeśli byliby szkoleni to z 
pewnością nie byłoby to byłe gówno, tylko prawdziwe doznania. 

Przekonywanie, że wampir może w jakikolwiek sposób zabić demona było śmieszne. To 

byli jeszcze studenci, a już im pchano do głowy takie bzdury. 

Echo głosów rozeszło się po sali szkoleniowej. Jade uderzyła go w rękę i odwróciła się w 

jego stronę, a jej policzki pokrywał szkarłat. 

- To nie czas aby pokazywać swoje umiejętności demonie. Staram się ich nauczyć 

umiejętności, które potencjalnie mogłyby uratować im życie. 

- Czy kiedykolwiek walczyłaś z demonem? 

Zacisnęła zęby tak mocno, że Samael pomyślał iż niedługo będzie musiała odwiedzić 

dentystę. 

- Tak, ale te demony nie materializowały się aż tak szybko. A tak przy okazji to było to 

moje szkolenie, które miało im tylko coś udowodnić. Właśnie dlatego teraz oddychasz. - 
Zmierzyła go wzrokiem i powiedziała do uczniów. – Demony zawsze starają się 
zdezorientować przeciwnika, dając mu czas, aby się przygotował. Nigdy nie spotkałam 
demona, który umiałby się zmaterializować tak szybko jak ten. Na szczęście nie jest to dla 
nich wspólna cecha. 

To było tyle jeżeli chodzi o uczenie ich o niespodziankach. Ten trening był dla Samael’a  

zbędny, ale skoro jego szef go tam zaprowadził, to on wolał się nie sprzeciwiać. 

- Czy możemy to powtórzyć? – zapytał Ambrose. 

Jade spojrzała na niego przez ramię mówiąc: 

- Doskonale. 

Samael zrobił wszystko, aby uśmiech nie zszedł z jego twarzy, kiedy usłyszał o powtórce. 

Jade była seksowna jak diabli. Kiedy skinęła na niego, aby się przeniósł, dał jej czas, o 
który prosiła i teleportował się poza budynek. Dał jej piętnaście sekund i zmaterializował 
się powrotem, tak samo, tyle że w pozycji klęczącej. Podciął jej kolana, pociągnął w dół i 
odwrócił ją na brzuch, po czym zabrał sztylet.  

Wampiry posiadały bardzo dużą siłę, dlatego jej kop odrzucił go kilka metrów dalej, co 

umożliwiłoby jej ucieczkę. Demon wiedział, że próbowałaby go zabić, gdyby ich szef nie 
stał trzy metry dalej. Starając się zachować twarz złapał ją za kostki i przyciągnął do 
siebie, dopóki nie leżała pod nim, a jego sztylet nie był przy jej szyi. Ambrose podszedł do 
nich, rozbijając energię, jaka się między nimi wytworzyła. Jade przez cały czas skupiona 
była na Samael’u i dłoni, w której trzymał nóż. Demon nie miał żadnych wątpliwości, że 
bolało ją spotkanie z nim. 

Ambrose górował nad zabójczynią i jakby tego było mało powiedział mentorsko: 

- Jade to jest szkolenie, a ty znasz zasady. Dokładamy wszelkich starań, aby się 

skoncentrować. 

background image

- Niestety Ambrose, ale mój instynkt wziął górę. Wyjaśniłam mu przecież, że ten pokaz 

był tylko po to, aby udowodnić uczniom coś, dzięki czemu łatwiej zrozumieją co może im 
się przydarzyć na ulicy. 

- Myślę, że nam się udało – powiedział Samael. 

- Jedyne czego dokonaliśmy było udowodnienie, że zwykłą dyrektywą niczego się nie 

osiągnie. Nie wiem na jakim poziomie szkolenia jesteś, ale to wszystko jest bardzo łatwe, 
dopóki nie przechodzisz do walki wręcz. Następnie, zagrożeniem są ci, którzy nie potrafią 
odróżnić rzeczywistości od praktyki. 

- Tak sądzisz? – Samael nie mógł tego nie skomentować. Przez ułamek sekundy na jej 

twarzy można było dostrzec cień wstydu, który szybko przekształcił się w wyraz czystej 
złośliwości.  

Wampirzyca obróciła się na pięcie i szybko wybiegła z Sali szkoleniowej. 

Głos Jade przywrócił go do rzeczywistości. 

- Mmmmm, ale pachnie. 

Samael stanął oniemiały. Zniknęły skórzane spodnie i zakurzona kurtka, którą Jade 

miała na sobie wcześniej. Ich miejsce zastąpił beżowy sweter i ciemne dżinsy. Włosy 
miała rozpuszczone i pokręcone, wyglądające jakby przeczesała je co najmniej milion 
razy. Miała na sobie lekki makijaż i pachniała kwiatami. Nie miała na sobie butów, 
zamiast tego była na boso, przez co było widać jej jaskrawoczerwone paznokcie u stóp. 

Nie trzeba było być jasnowidzem żeby wiedzieć iz nie chciała go zabić. 

Chciała go uwieść.  

 

 

Tłumaczenie: zakochana.wariatka