CHARLOTTE LAMB
Strach przed
miło
ś
ci
ą
Harlequin
Toronto • Nowy Jork • Londyn
Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg
Madryt • Mediolan • Pary
Ŝ
• Praga • Sofia • Sydney
Sztokholm • Tokio • Warszawa
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Kilka dzienników podało wiadomość na pierwszych
stronach. Nie było to wprawdzie wydarzenie na skalę
ś
wiatową, ale kiedy dwaj znani męŜczyźni wdają się
w bójkę w nocnym klubie, prasa traktuje to jak
sensację, zwłaszcza gdy jeden z nich jest hrabią.
Popijając poranną kawę Gil przyglądał się zdjęciu
w gazecie z raczej ponurą miną. Mimo Ŝe światła
w lokalu były przyćmione, moŜna było bez trudu
rozpoznać kilku obecnych tam i powszechnie znanych
ludzi. Niektórzy śmieli się. Ale nie Gil. Z fotografii
patrzyła na niego jego własna, wykrzywiona złością
twarz. Czarne włosy, czarne oczy, doskonale skrojony
smoking, pod którym rysowały się silnie napięte
mięśnie. Wyglądam jak opryszek, pomyślał i gwał-
townym ruchem rzucił gazetę na podłogę. Dlaczego
musiał się tam akurat wczoraj znaleźć fotograf?
Zadzwonił telefon - to na pewno znowu jakiś
dziennikarz. Dobijali się do niego od wczesnego rana.
Jego pracownicy doskonale wiedzieli, jak reagować.
- Nie mamy nic do powiedzenia -
kwitowali
wszelkie pytania.
Firma miała specjalną sekcję reklamy i kontaktów
z klientami, której pracownicy odpowiadali na pytania
prasy. Gil nigdy tego nie robił.
Rozległo się pukanie do drzwi.
-
Proszę wejść!
-
Dzwoni lady Westbrook, sir.
Gil spodziewał się tego telefonu, ale nieco później.
Babka zazwyczaj wstawała dość późno.
6
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
- Co? JuŜ? - krzyknął nieco za głośno.
Pani Greybury była osobą zbyt taktowną, by dać
po sobie poznać, Ŝe jest zaskoczona. Ta
kobieta
o siwiejących włosach i bladoniebieskich oczach wraz
z męŜem przez wiele lat pracowała w ambasadach.
Od pewnego czasu Greybury'owie prowadzili Gilowi
Martellowi dom i to w sposób wzorowy. Gil ufał im
bezgranicznie; wiedział, Ŝe moŜe liczyć na ich dyskrecję.
- Właśnie wyszedłem do biura - oświadczył teraz,
unikając wzroku swojej gospodyni.
Nie chciał, by ktokolwiek wiedział, jak bardzo
onieśmielała go babka. Większość jego
przyjaciół
i znajomych dałaby głowę za to, Ŝe Gilham Martell
nie boi się niczego i nikogo. No, ale nie znali jego babki.
- Czy powiedzieć lady Westbrook, Ŝeby kazała się
przełączyć na telefon samochodowy, sir?
Gil gwałtownie odsunął krzesło.
- Nie, nie, niech zadzwoni później do biura.
Nie czuł się na siłach, by wysłuchać jednego z jej
kazań. Szczególnie o tak wczesnej porze. No i po
wczorajszej nocy. Bolała go głowa, w skroniach
pulsowało, był niewyspany i zły. Gdyby zwierzył się
z tego babce, oświadczyłaby tylko, Ŝe zasłuŜył sobie
na to i pewnie miałaby rację, ale naprawdę nie był
w nastroju na reprymendy.
To w końcu nie on był odpowiedzialny za to, Ŝe
Colin aŜ tak się upił. Były urodziny Mirandy. Zaprosiła
ich do jednej z najlepszych londyńskich restauracji,
potem do nocnego lokalu - samych starych przyjaciół.
Było ich chyba dwunastu. Miranda, jak zresztą
wszyscy, stanowczo za duŜo wypiła. Całe towarzystwo
zachowywało się zbyt głośno i zbyt agresywnie. Co
nie miałoby większego znaczenia, gdyby nie to, Ŝe
mąŜ Mirandy nagle uznał, Ŝe sposób, w jaki Gil
i Miranda tańczą, absolutnie mu nie odpowiada;
Zwłaszcza zaś to, Ŝe przytulali się do siebie całym
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
ciałem, Ŝe on przyłoŜył policzek do jej policzka, a ona
zarzuciła mu ręce na szyję.
To typowe dla Colina! Był na co dzień łagodnym,
spokojnym człowiekiem, ale wystarczyło, Ŝeby się
napił, a stawał się agresywny i zarozumiały, no
i przypominał sobie, Ŝe jego przodkowie od trzystu
lat szczycą się hrabiowskim tytułem. Colin był z tego
znany. Nazajutrz rano budził się skruszony i prze-
praszał za swoje zachowanie. Dzisiaj z pewnością
będzie tak samo.
Gdyby tylko nie ten fotograf, który zrobił im
zdjęcie i sprzedał je brukowej prasie!
-
Czy John juŜ przyprowadził samochód? - zapytał
szorstko.
-
Stoi przed drzwiami.
Pani Greybury zaczekała, aŜ zamknęły się za nim
drzwi, po czym powróciła do telefonu. Odprowadzając
wzrokiem czarnego rolls-royce'a, który ruszył sprzed
domu, powiedziała do słuchawki:
- Przykro mi, ale pan Martell właśnie odjechał.
MoŜe zadzwoni pani później do biura.
No, przynajmniej nie skłamała.
- Przypuszczam, Ŝe właśnie wypadł z domu - syk
nęła lady Westbrook. - Rozmówię się z nim, nawet
gdybym miała mu przeszkodzić w pracy!
Odwiesiła słuchawkę. Pani Greybury uśmiechnęła
się i zrobiła to samo. JakŜe miło byłoby być muchą
na ścianie pokoju, w którym odbędzie się konfrontacja
tych dwojga. Gilham Martell i jego babka tak bardzo
byli do siebie podobni. I to zarówno fizycznie, jak
i z charakteru. KaŜde wiedziało dokładnie, jak
doprowadzić drugą stronę do wściekłości.
Oboje byli wysocy, szczupli, mieli ten sam profil, te
same ciemne oczy. Mimo Ŝe czas zrobił swoje i stara
pani była juŜ siwa i pomarszczona, to wciąŜ wywierała
silne wraŜenie na swoich bliźnich. Zawsze
pewna
8
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
siebie i opanowana, potrafiła przywołać na usta
czarujący uśmiech i choć przekroczyła osiemdziesiątkę,
ruchy miała lekkie i pełne wdzięku. Mnóstwo ludzi
uwaŜało Gilhama Martella za twardego człowieka,
ale jego babka traktowała go tak, jakby wciąŜ był
chłopcem. Gdyby Fredzie Greybury kazano zgadywać,
jak skończy się ich dzisiejsza rozgrywka, postawiłaby
swoje pieniądze niewątpliwie na starszą panią. Przede
wszystkim dlatego, Ŝe ta Ŝyła juŜ bardzo długo i dlatego
była twardsza i jeszcze bardziej uparta niŜ jej wnuk.
Ale była jeszcze jedna przyczyna. Gil bardzo kochał
babkę i jednocześnie jej się bał, toteŜ w kaŜdej kłótni
miała nad nim przewagę.
Lady Westbrook siedziała wyprostowana na sztyw-
nym secesyjnym fotelu. Patrzyła przed siebie gniewnym
wzrokiem, usta miała mocno zasznurowane. Tym
razem nie ujdzie mu to na sucho, pomyślała. Co za
niegodne zachowanie! śeby wdać się w bójkę z przy-
jacielem, i to w publicznym miejscu! Chłopiec, któremu
nie łoi się skóry, musi wyrosnąć na łajdaka, mawiał
nieboszczyk ojciec i miał niewątpliwie rację. Powinna
była Gila trzymać znacznie krócej, gdy był dzieckiem,
ale on owinął ją sobie dokoła małego palca, i oto,
jakie są tego skutki! śeby dobre rodowe nazwisko
poniewierało się po szpaltach brukowej prasy! Wszyscy
przyjaciele juŜ to na pewno przeczytali!
Rumieniec gniewu zalał pomarszczoną twarz lady
Westbrook, sięgnęła zreumatyzowaną dłonią po
odziedziczoną po ojcu laskę i westchnęła.
Och, stracić matkę w wieku siedmiu lat, cóŜ to za
cios dla dziecka, pomyślała. CzyŜ mogłam być dla
niego zbyt surowa? Przez tyle tygodni płakał po
całych nocach, biedaczysko.
Przez dłuŜszą chwilę wpatrywała się w przestrzeń
melancholijnym wzrokiem i oddawała się smutnym
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
9
wspomnieniom. Wreszcie otrząsnęła się i uniosła
wysoko głowę tak charakterystycznym dla niej,
dumnym ruchem.
No, ale ma juŜ trzydzieści cztery lata i jest za stary
na to, Ŝeby afiszować się po nocnych lokalach
z cudzymi Ŝonami, wdawać się w romanse, być
bohaterem plotek i kronik towarzyskich w prasie
i szargać rodowe nazwisko. Zachowuje się, jak gdyby
miał dwadzieścia lat. Musi się oŜenić! Na pewno
uwaŜa, Ŝe ma jeszcze czas, ale niech nie zapomina
o mnie. Nie chciałabym umrzeć, zanim doczekam się
prawnuków. Gdybym miała więcej własnych dzieci,
ale niestety. Nie ma co gdybać! Gil musi się czym
prędzej oŜenić i tyle! Nie rozumiem, co się dzieje
z męŜczyznami w naszej rodzinie. Wszyscy Ŝenią się
bardzo późno, zupełnie jakby bali się małŜeństwa...
a moŜe takiego uczucia, które skłania do zawarcia
związku małŜeńskiego. Nigdy nie byłam pewna, jak
to z nimi jest. Jego dziadek zdecydował
się na
małŜeństwo, kiedy miał blisko pięćdziesiąt lat, i oświad
czył mi się zaledwie w kilka dni po tym, jak mnie
poznał. Byłam zaskoczona, ale nie odmówiłam mu.
Obydwoje byliśmy pewni, Ŝe dobrze robimy, i rzeczy
wiście byliśmy szczęśliwi. Tylko jakŜe krótko! Zginął
w tym idiotycznym wypadku. Gdyby dane mu było
poŜyć jeszcze trochę, mielibyśmy zapewne kilkoro
dzieci. No tak, lubił konną jazdę. Ale Ŝeby skakać
przez płoty? W jego wieku? To czyste szaleństwo
i
lekkomyślność! A ja nie potrafiłam juŜ Ŝyć z
Ŝ
adnym
innym męŜczyzną, podobnie jak George nie mógł
poślubić innej kobiety po śmierci mojej
biednej
Christine. Wszyscy twierdzili, Ŝe oŜenił się z nią dla
jej posagu, ale to nieprawda. Kochał ją, a kiedy
umarła, załamał się zupełnie, a ja załamię się, jeŜeli
Gil nie oŜeni się przed moją śmiercią. Będę musiała
zabrać się do tego bardzo energicznie, to nie ulega
10
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
kwestii. Zmuszę go do małŜeństwa. Przestraszę go
tak, Ŝe będzie się musiał pogodzić z tą myślą.
Energicznie stuknęła laską w podłogę. Prawie
natychmiast otworzyły się drzwi i do pokoju wpadła
zadyszana kobieta. Widać wspinała się szybko po
wąskich krętych schodach.
-
Susan, mój płaszcz - zaŜądała lady Westbrook.
- Wychodzę.
-
O BoŜe - zdziwiła się dama do towarzystwa.
Była to niemłoda kobieta o kędzierzawych rudych
włosach i piwnych oczach. - Dokąd to się wybieramy?
-
Idę do naszego domu towarowego po mojego
wnuka. Susan, zamknijŜe usta, wyglądasz jak ryba.
Wiosna spóźniła się tego roku. Od kilku tygodni
panował chłód, padało bez przerwy. Ludzie, którzy
musieli chodzić do pracy, przemykali się szybko
przez zatłoczone mokre londyńskie ulice, a ci, którym
było to oszczędzone, wyglądali przez okna i cieszyli
się, Ŝe mogą siedzieć w domu.
Większość przechodniów nosiła jeszcze zimową
odzieŜ. Caroline miała na sobie wełnianą suknię
w kolorze dojrzałej moreli, który przydawał jej raczej
pospolitym ciemnym włosom, szarym oczom i oliw-
kowej cerze nieco ciepła i blasku. Caroline nie grzeszyła
urodą. Nie była moŜe brzydka, miała teŜ pewną
indywidualność, niezłą figurę i wiedziała, w czym jest
jej do twarzy. Nauczyła się eksponować swoje długie,
szczupłe nogi, okrągły biuścik, zachowywać się
z pewnością siebie i ukrywać lęk, który pozostał jej
po kilku niezbyt udanych przygodach z męŜczyznami.
Kłopot polegał na tym, Ŝe jej ojciec był bardzo
bogatym człowiekiem. Odziedziczył sieć wielkich
magazynów w północnej Anglii, którą tak rozbudował,
Ŝ
e był teraz właścicielem eleganckich domów towaro-
wych w wielu miastach Europy i Ameryki. Rozpierała
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 1
go energia, czuł nieustanną potrzebę przenoszenia się
z miejsca na miejsce. Wszystkiego było mu mało,
stale rozszerzał swoje imperium handlowe i powiększał
majątek. Caroline była jedynaczką. Wiedziała, Ŝe
któregoś dnia odziedziczy po ojcu całe jego królestwo
i Ŝe to czyni z niej przedmiot zalotów wszystkich
męŜczyzn, którzy uznają małŜeństwo z bogatą dziew-
czyną za najłatwiejszy sposób zdobycia fortuny.
Zeszła na śniadanie i usiadła naprzeciwko ojca.
Spojrzał na nią zadowolonym i dumnym wzrokiem.
- Ślicznie dziś wyglądasz. Nowa sukienka? Bardzo
ci w niej do twarzy.
Caro uśmiechnęła się. Nie powiedziała mu, Ŝe
suknię tę ma juŜ od roku. Fred Ramsgate nigdy nie
rozpoznawał strojów swojej córki, ale zawsze je chwalił.
Jego miłość do niej była tak silna, Ŝe nie dostrzegał
braków jej urody, dla niego była piękna. Sprawiało
jej to przyjemność, chociaŜ kiedy do obcych ludzi
mówił o niej, jak gdyby była ósmym cudem świata,
oblewała się rumieńcem wstydu. Nie mogła nie
zauwaŜyć dyskretnych uśmieszków, ironicznych błys-
ków w oczach męŜczyzn, którzy wysłuchiwali tego
wszystkiego i udawali, Ŝe się zgadzają. Od najmłodszych
lat czuła się tym upokorzona, ale kochała ojca zbyt
mocno, Ŝeby powiedzieć mu, co czuje. Zresztą nie
zrozumiałby, o co jej chodzi. Poczułby się uraŜony
i zakłopotany.
- Wybierasz się na jakieś ciekawe
spotkanie?
- zapytał i spojrzał na nią z nadzieją w
oczach.
Zrobiło jej się przykro. Od chwili kiedy skończyła
szkołę, marzył o tym, Ŝeby wyszła za mąŜ, i wypytywał
ją o chłopców, z którymi się spotykała.
Nie byłoby to takie przykre, gdyby tylko potrafił
ukryć, jak bardzo zaleŜy mu na znalezieniu dla niej
męŜa. Stale zapraszał na kolacje młodych męŜczyzn
i przez cały wieczór opowiadał o tym, jaką wspaniałą
1 2
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Ŝ
oną okaŜe się z pewnością Caroline. A ona kręciła
się nerwowo na krześle i wpatrywała się ponurym
wzrokiem w nieszczęsnego gościa, zmuszonego do
wysłuchiwania monologów ojca. Nawet jeŜeli któryś
jej się podobał, zachowywała się wobec niego z rezerwą.
Jeszcze gorzej było, jeŜeli młody człowiek zaczynał się
do niej zalecać, bo odwrotnie niŜ ojciec bez trudu
odróŜniała prawdę od fałszu.
-
Czy jesteś z kimś umówiona? - zapytał ją znowu
z nadzieją w głosie.
-
Owszem, na lunch z Amy - odparła sucho.
-
Z Amy? - powtórzył Fred Ramsgate i uśmiechnął
się.
Miał wielką słabość do tej szkolnej koleŜanki swojej
córki. Amy w obecności przedstawicieli płci brzydkiej
roztaczała wszystkie swoje kobiece uroki. Była dziew-
czyną niewielkiego wzrostu, o lekko zaokrąglonych,
proporcjonalnych kształtach, jasnych włosach, niebies-
kich oczach. Do tego miała dołek w podbródku
i ciepły, dźwięczny głosik. Istna kieszonkowa Wenus.
Na jej widok męŜczyźni natychmiast odczuwali
potrzebę zaopiekowania się nią. JednakŜe Amy była
po prostu dobrą aktorką, a nie Ŝadnym tam reliktem
epoki wiktoriańskiej. Pracowała jako sprzedawczyni
w jednym z londyńskich domów mody. Miała świetny
zmysł handlowy, wiedziała, jak podchodzić do klientek,
toteŜ doskonale zarabiała. Ale męŜczyźni widzieli
w niej tylko piękną dziewczynę i prześcigali się
nawzajem w zapraszaniu jej na najrozmaitsze imprezy.
-
Dokąd się wybieracie? - zapytał Fred Ramsgate,
przerzucając gazetę.
-
Do restauracji Westbrooka - odparła Caroline,
nakładając marmoladę na grzankę.
-
Jak to? - Ŝachnął się Fred.
-
Do Westbrooka - powtórzyła Caroline, zdziwiona
jego tonem. - Lubię tę restaurację. A ty nie zrezyg-
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 3
nowałeś jeszcze z jej wykupienia, mimo Ŝe
lady Westbrook odrzuciła twoją ostatnią ofertę?
- Dobrze wiesz, Ŝe się nie poddaję, jeŜeli mi na
czymś bardzo zaleŜy.
Caroline wiedziała, Ŝe to prawda. Kiedy Fred
Rams-gate brał na cel kolejny dom towarowy,
poświęcał całą swoją energię zdobywaniu środków na
wykupienie go i targowaniu się ząb za ząb. Uwielbiał
takie transakcje. Utrzymywały go w dobrej formie i
podniecały. Był wtedy szczęśliwy, a Caroline cieszyło
wszystko, co uszczęśliwiało jej ojca. W głębi duszy
zastanawiała się nieraz nad tym, po co mu był jeszcze
jeden wielki magazyn, skoro był juŜ właścicielem tylu
innych. No, ale ona nigdy nie zaznała biedy. A on
zaznał. Dziadek był kiepsko płatnym subiektem i
dopiero kiedy ojciec miał kilkanaście lat, fortuna
uśmiechnęła
się
do
rodziny
Ramsgate'ów.
Wspomnienie ubogiego dzieciństwa nie opuszczało
Freda i było niewątpliwie motorem jego gorączkowej
działalności.
Caroline spojrzała na ojca i zobaczyła na jego
twarzy jakŜe znajomy wyraz rozmarzenia połączonego
z determinacją.
- PrzecieŜ wiesz, Caro, Ŝe Westbrook ma dla mnie
szczególne znaczenie. Jesteś za młoda na to, Ŝeby
wiedzieć, czym był za mojej młodości. Stanowił
symbol
luksusu, elegancji, stylu, jak filmy z Fredem Astaire'em
i Ginger Rogers. śycie było raczej szare, ale kiedy
przekraczało się progi Westbrooka, było się od razu
w innym świecie. W latach dwudziestych i trzydziestych
zaopatrywała się tam cała złota młodzieŜ.
Kiedy
pierwszy raz w Ŝyciu przyjechałem do Londynu od
razu tam poszedłem. Było tuŜ przed BoŜym Narodze
niem. Cały budynek błyszczał niczym gigantyczna
choinka. Poczułem się jak w raju. Wtedy nie śniło mi
się nawet, Ŝe mógłbym zostać jego właścicielem. To
tak jak gdyby marzyć o zdobyciu księŜyca.
14
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
-
A czy dzisiaj nie jest tak samo? -
zapytała
Caroline łagodnym głosem. - Oni go
nigdy nie
sprzedadzą. Nie mają chyba finansowych kłopotów.
-
Niestety nie - uśmiechnął się Fred.
-
Sam powiedziałeś mi niedawno, Ŝe Gilham Martell
doskonale prowadzi swoją firmę.
-
Tak jest. Od czasu gdy ją przejął, zmodernizował
wszystkie działy. Bardzo Ŝałuję, Ŝe nie zająłem się
tym, zanim umarł stary Martełl. Wtedy moŜna było
kupić cały ten kram za niewielką cenę. Budynek nie
był od lat remontowany. Ich akcje stały
bardzo
nisko. Ale od czasu, kiedy zjawił się młody Martell,
zyski wzrosły i akcje poszły gwałtownie w górę. No
bo cóŜ to za wspaniała lokalizacja! Na najlepszym
odcinku Oxford Street. Rozglądam się za czymś w tej
części Londynu od czasu, kiedy przenieśliśmy się tutaj.
-
Właśnie dlatego Amy i ja chodzimy tam tak
często na lunch. PrzecieŜ wiem, Ŝe jesteś zaintereso
wany, jak im idą interesy.
Z tego samego powodu Caroline bywała i w innych
domach towarowych. Ambicje Freda były bardzo
rozległe.
Była zastępcą kierownika działu finansów londyń-
skiego biura firmy ojca i doskonale orientowała się
w jej świetnej sytuacji finansowej.
Fred spojrzał na córkę z dumą i wdzięcznością.
-
Jesteś kochana. A ja nie zrezygnuję z
kupna
Westbrooka. Byłoby to szczytowe osiągnięcie mojego
Ŝ
ycia. Ukoronowanie wszystkich moich
wysiłków.
Westbrook to dla mnie symbol sukcesu.
-
Czy nam rzeczywiście potrzebny jest jakiś sym
bol? Mamy słynny znak firmowy i znane nazwisko.
Poza tym jeŜeli lady Westbrook nie chce sprzeda
wać swoich akcji, a ma pięćdziesiąt jeden procent,
to jak wyobraŜasz sobie zdobycie pakietu kontrol
nego?
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 5
- śycie płata róŜne figle - roześmiał się
Fred.
- Nawet takim waŜniakom jak Westbrookowie.
- Byłabym wdzięczna, gdybyś mi powiedział, co
cię tak bawi.
Fred rzucił gazetę na stół i wskazał grubym palcem
na widniejącą na pierwszej stronie fotografię.
- Oto co mnie rozbawiło i bardzo wątpię, czy lady
Westbrook jest dziś do śmiechu. WyobraŜam sobie,
jak ona na to zareaguje! Podobno nienawidzi plotek
i skandali w rodzinie.
Caro obejrzała fotografię, gwizdnęła przeciągle
i zaczęła czytać umieszczony obok tekst.
- Więc tak wygląda Gil Martell - powiedziała.
- Musi mieć nie lada temperament. Nie chciałabym
go spotkać w ciemnej ulicy!
A zresztą, moŜe tak? - zastanowiła się w duchu.
Był wprawdzie dokładnie typem męŜczyzny, jakich
nienawidziła - arogancki, despotyczny pewny siebie,
ale... Przyjrzała się raz jeszcze fotografii i mimo woli
przyznała, Ŝe było w tym młodym człowieku chyba
jeszcze coś - coś atrakcyjnego w błyszczących oczach,
w wykroju ust, w zarysie szczęki...
-
Przystojny facet - odezwał się Fred.
Caro wzruszyła ramionami.
-
JeŜeli ktoś gustuje w tym typie urody - mruknęła.
-
A co, nie podoba ci się? Słyszałem, Ŝe Martell
ma duŜe powodzenie u kobiet. No i ciągle wpada
w tarapaty. Nie czytam wprawdzie kronik towarzy
skich, ale podobno pojawia się w nich dość regularnie.
W związku z coraz to innymi damami. Jego babkę to
na pewno szalenie denerwuje. Jest juŜ za stary na
takie numery. Powinien się oŜenić i ustatkować.
-
Czy mogę przejąć od ciebie to
powiedzenie?
- roześmiała się Caroline. Spojrzała na
zegarek
i zerwała się. - Muszę lecieć, bo spóźnię się do pracy.
Mimo Ŝe była córką prezesa firmy, traktowano ją
16
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
jak kaŜdego innego pracownika. Dokładnie o godzinie
dziewiątej musiała siedzieć za swoim biurkiem. I od
pierwszego dnia starała się być punktualna, pilnie
pracować i nie spoglądać na zegarek. Prawdę mówiąc,
pracowała więcej niŜ inni, zostawała w biurze po
godzinach i nie brała za to dodatkowej płacy.
Awansowała na swoje wysokie stanowisko dlatego,
Ŝ
e sobie na to zasłuŜyła, a nie dlatego, Ŝe była
spadkobierczynią właściciela firmy.
Fred takŜe spojrzał na zegarek. Nie spieszył się
dzisiaj na dziesiątą, poniewaŜ zamierzał odwiedzić
kilka swoich londyńskich magazynów.
-
Zobaczymy się po południu na zebraniu komisji
finansowej, prawda?
-
Tak jest, o trzeciej - odparła Caroline juŜ od drzwi.
Czekało ją mnóstwo pracy. Dział finansów przygo-
towywał comiesięczne sprawozdanie, toteŜ Caroline,
od rana do chwili, kiedy zaczęła przygotowywać się
do wyjścia na lunch, nie miała czasu na myślenie
o niczym innym.
Mimo Ŝe była zastępcą kierownika działu, sama
wykonywała większość organizacyjnej i codziennej
pracy. Kontrolowała płace i koszty, planowała roczny
budŜet, analizowała wydatki i podpisywała wszystkie
rachunki. Jej szef miał pięćdziesiąt dziewięć lat,
pracował ostatni rok i myślał juŜ wyłącznie o emery-
turze i przeniesieniu się na wieś. Caro miała niebawem
zająć jego miejsce i zostać nie tylko faktyczną, ale
i nominalną kierowniczką działu.
Byli oczywiście ludzie, którzy szeptali za jej plecami,
a nawet otwarcie twierdzili, Ŝe zaszła tak wysoko
dzięki temu, Ŝe jest córką właściciela, ale Caro nie
przejmowała się tym. Wiedziała, Ŝe daje sobie radę,
Ŝ
e cięŜko pracuje i zna się na tym, co robi. Gdyby nie
była naprawdę kompetentna, Fred nigdy by jej nie
awansował. W sprawach swojej ukochanej firmy był
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
17
bezwzględny, podobnie zresztą jak Caro. Wiedziała,
Ŝ
e w przyszłości zastąpi ojca i nie zamierzała się przed
nikim z tego tłumaczyć.
Kiedy weszła do Penthouse Restaurant na najwyŜ-
szym piętrze Westbrooka, Amy siedziała juŜ przy
jednym ze stolików.
- Zawsze się spóźniasz - przywitała przyjaciółkę.
- W końcu jesteś córką szefa i moŜesz wychodzić
z biura, kiedy ci się podoba.
- Właśnie dlatego nie mogę.
Caro zabrała się do czytania karty.
- Czy juŜ coś zamówiłaś? Ja poproszę na początek
melona, a potem sałatkę z fasolki i
makaronu
- zwróciła się do kelnerki.
- Sałatkę z makaronu? Makaron strasznie tuczy
- krzyknęła Amy.
- Tylko jeŜeli jest zaprawiony tłustym sosem. Czy
napijemy się wina? Nie? No, trudno. Wobec tego
poproszę o wodę mineralną.
Kelnerka odeszła, a Caro zwróciła się do przyjaciółki:
-
Przykro mi, Ŝe się spóźniłam, Amy. Utknęłam
w korku. Londyn stał się ostatnio istnym piekłem.
-
ś
ycie teŜ - westchnęła Amy.
- A cóŜ to się znowu stało? - uśmiechnęła się Caro.
ś
ycie Amy było pełne dramatycznych wydarzeń,
co szalenie bawiło Caro.
-
Johnny wcale nie pojechał do ParyŜa z ciotką,
ale ze swoją sekretarką. Twierdzi, Ŝe to była podróŜ
w interesach, ale jeŜeli tak, to dlaczego kłamał?
-
Wszyscy męŜczyźni kłamią.
-
A ja myślałam, Ŝe on jest inny - westchnęła Amy.
-
Oni są wszyscy tacy sami. Oszukują na kaŜdym
kroku.
-
Jesteś strasznie cyniczna. KaŜdego
męŜczyznę
podejrzewasz o najgorsze. Wiesz, co myślę? śe ty
jeszcze wciąŜ czujesz coś do Damiana Shawa.
1 8
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
-
Chyba zwariowałaś? - Caro zarumieniła się aŜ
po nasadę włosów.
-
JeŜeli nie mam racji, to dlaczego tak poczer
wieniałaś?
-
Ze złości - rzuciła jej Caro ostrym
tonem
i przygryzła dolną wargę.
Kelnerka postawiła przed dziewczynami pierwsze
danie.
Caro zamyśliła się. Miała dwadzieścia jeden lat,
kiedy wdała się w romans z Damianem Shawem.
Teraz miała dwadzieścia sześć i chociaŜ juŜ dawno
przebolała tę sprawę, to ilekroć ją wspominała,
zalewała ją fala złości. Damian Shaw, inteligentny
i szarmancki młody adwokat, wystawił ją po prostu
do wiatru. Rozkochał ją w sobie i tylko udawał, Ŝe
mu na niej zaleŜy. ZaleŜało mu jedynie i wyłącznie
na pieniądzach jej ojca. Zranił nie tylko jej dumę,
ale takŜe serce. Od tej pory Ŝaden męŜczyzna nie
miał u niej szansy.
- Wiesz, co czuję do Damiana? - powiedziała
teraz. - Taką nienawiść, Ŝe chętnie wbiłabym mu nóŜ
pod Ŝebra.
Zamiast tego wbiła widelec w kawałek melona,
spojrzała na gazetę, którą Amy czytała czekając na
nią, i ucieszyła się z moŜliwości zmiany tematu.
-
Czy czytałaś o bójce Gilhama Martella z hrabią
Jurby?
-
Czytałam. To ci heca! śałuję, Ŝe mnie przy tym
nie było. Ty go chyba znasz. Jaki on jest?
-
Kto?
-
Gilham Martell.
-
Na oczy go nie widziałam. Co ci przyszło do
głowy?
-
Bo ja wiem? Tak często jadamy u Westbrooka.
Chyba tylko dlatego, Ŝe twój ojciec zamierza go
wykupić. Byłam pewna, Ŝe znasz pana dyrektora.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
F 9
-
Szsz... - uciszyła ją Caro. - Zamknij się. Nic
rozmawiamy o biznesie, zapomniałaś? Tłumaczyłam
ci przecieŜ, Ŝe nie wolno mówić o takich sprawach do
czasu, kiedy jest się gotowym...
-
Do skoku... - zachichotała Amy.
-
Ja bym tego tak nie nazywała - odparła Caroline
ostrym tonem. - Powiedziałabym raczej: do czasu,
kiedy ma się gotową ofertę.
Przez salę przeszła elegancka kobieta w kurtce
z norek i takiej samej czapce.
-
Spójrz, Caro, to jeden z naszych modeli. Idealnie
dobrane skórki. Zobacz, jak pięknie rozchodzą się na
dole. Cudowne, prawda?
-
Nie znoszę prawdziwych futer.
-
PrzecieŜ norki to nie jest zagroŜony gatunek
- zaprotestowała Amy.
-
To jeszcze nie powód, Ŝeby je zabijać.
Wdały się w sprzeczkę, którą prowadziły juŜ wiele
razy bez rezultatu.
Kelnerka zabrała talerze po zakąsce i postawiła
przed nimi główne danie.
-
No dobrze, a co powiesz o owcach? - zapytała
Amy tryumfalnym tonem. - Czy masz coś przeciwko
mojemu wełnianemu kostiumowi?
-
Owce strzyŜe się, a nie zabija. Są z tego
na
pewno zadowolone, szczególnie w czasie
letnich
upałów. A propos, bardzo ci ładnie w tym kostiumiku.
-
Kupiłam go bardzo tanio. I jeszcze
czarną
sukienkę popołudniową.
Caro słuchała bez większego zainteresowania roz-
waŜań Amy o modzie. Ten temat nie pasjonował jej
tak jak przyjaciółkę. Dotyczyło to równieŜ narzekań
na męŜczyzn, którzy z reguły łamali serce biednej
Amy. Na szczęście goiło się szybko i wkrótce pojawiał
się nowy amant i nowe rozczarowanie. Caro nie była
ani tak wytrzymała, ani tak odporna.
PrzeŜyła
20
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
dotychczas tylko jeden zawód miłosny i to jej na razie
zupełnie wystarczało. śegnając się z przyjaciółką
winszowała sobie w duchu umiejętności wyciągania
wniosków z poraŜek. Po Damianie nie zamierzała tak
łatwo ulec męskim urokom.
- Do zobaczenia za tydzień w Portland Club House
- krzyknęła na odchodnym Amy. - To będzie moja
kolejka. No, ale muszę lecieć. Dziękuję ci za lunch.
Caro zjechała ruchomymi schodami. Zatrzymywała
się na kolejnych piętrach i przyglądała uwaŜnie nowym
towarom, sposobom ich prezentacji, nowym pomysłom
reklamowymi. Jej bystre oczy rejestrowały te towary,
które sprzedawały się lepiej od innych, i te, które
zalegały na półkach. W dziale biŜuterii wpadł na nią
jakiś młody człowiek, i to z takim impetem, Ŝe
zatoczyła się, o mały włos nie upadła i zatrzymała się
dopiero przy kontuarze z bransoletkami. Kiedy
otrząsnęła się i obróciła, by powiedzieć mu kilka słów
do słuchu, młody brutal właśnie znikał w windzie.
Caro zorientowała się nagle, Ŝe jest późno, i pobiegła
ku wyjściu. Drogę zastąpił jej solidnie zbudowany
męŜczyzna w średnim wieku, dotknął jej ramienia
i spojrzał na nią bezczelnym wzrokiem.
- Przepraszam, ale spieszę się - Ŝachnęła się. Była
przekonana, Ŝe to sprzedawca, który pragnie zwrócić
jej uwagę na jakiś przedmiot.
Przyspieszyła kroku.
-
Nic z tego - mruknął męŜczyzna i zacisnął dłoń
na jej ramieniu.
-
Proszę mnie puścić!
-
Jestem detektywem sklepowym.
Obserwujemy
panią! Trzymamy panią od co najmniej dwudziestu
minut na monitorze. Kręci się pani po całym sklepie
z wyraźnym zamiarem kradzieŜy. KaŜdy pani ruch
jest zarejestrowany na taśmie. Pani i pani wspólnika.
Pani myśli, Ŝe udało mu się wyjść na ulicę, ale nie.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
2 1
Nie daliśmy mu szansy przekazania towaru komuś
z waszego gangu, bo nasza kamera szła za nim przez
cały czas.
-
To pomyłka! - zaprotestowała Caroline. - Pan
mnie bierze za kogoś innego!
-
Proszę za mną!
-
Niech mnie pan puści, to boli!
-
Mowy nie ma!
Dokoła zebrała się gromadka ciekawskich. Caro
zarumieniła się ze złości. Musiała wyglądać na winną.
- Nie Ŝyczy pani sobie chyba publicznego widowiska
- szepnął jej do ucha detektyw. I rzeczywiście była to
ostatnia rzecz, jakiej sobie Caro Ŝyczyła, toteŜ chcąc
nie chcąc pozwoliła mu zaprowadzić się do windy.
Detektyw jedną ręką nacisnął guzik, a drugą wciąŜ
przyciskał ramię Caro.
-
To, Ŝe jest pan detektywem, nie daje panu prawa
do brutalnego traktowania klientów. Kiedy zobaczę
pańskiego szefa, poskarŜę mu się.
-
Gdybym nie był stanowczy, czy poszłaby pani ze
mną? - zapytał chłodno.
-
Oczywiście - odparła - gdyby pan mnie uprzejmie
o to poprosił.
- JuŜ to widzę - zaśmiał się sarkastycznie.
Drzwi windy rozsunęły się. Detektyw zaprowadził
Caro szerokim korytarzem do duŜego, elegancko
umeblowanego biura. Gdy mahoniowe drzwi zamknęły
się za nimi, siedząca za biurkiem sekretarka spojrzała
na Caro pogardliwym wzrokiem.
-
Nich pan wchodzi bez zapowiedzi - powiedziała
do detektywa. - MęŜczyzna został juŜ zatrzymany.
Harry nie miał z nim Ŝadnych kłopotów. Ale naszyjnika
przy nim nie znaleziono. Ona musi go mieć. Zaraz
zadzwonię po Stellę, Ŝeby ją zrewidowała. Musieli
pracować we dwójkę, bo nikogo innego nie zauwaŜono.
-
Widziałem, jak wpadł na nią. To stary trik.
22
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
Myślałem, Ŝe to ona jemu przekazała towar, ale to
było na odwrót. Zresztą niewaŜne. Złapaliśmy oboje-
- JuŜ panu mówiłam, Ŝe pomylił się pan co do
osoby - powiedziała Caro stanowczo.
Detektyw uśmiechnął się porozumiewawczo
do sekretarki.
-
Myśmy to chyba juŜ kiedyś słyszeli - roześmiał się.
-
Tysiąc razy - odparła z uśmieszkiem.
-
Tędy - odezwał się detektyw do Caro, wskazując
jej drzwi. - Przepraszam. Łaskawa pani
będzie
uprzejma tędy - poprawił się, patrząc na nią z ironią.
Zapukał do drzwi.
- Proszę wejść! - odezwał się z głębi
pokoju
dźwięczny męski głos.
Caro zauwaŜyła nazwisko na drzwiach i zadrŜała.
o nie! - pomyślała - tylko nie on! Cofnęła się jak
spłoszona klacz, która znalazła się nagle nad brzegiem
przepaści. Detektyw chwycił ją mocno za ramię i pchnął
w głąb pokoju. Straciła równowagę, potknęła
się
i wylądowała twarzą w puszystym dywanie.
-
Po co ta brutalność, Holt? I to wobec kobiety!
-
Potknęła się, sir! - odparł detektyw pospiesznie.
Caro uniosła głowę i spojrzała w górę. Grzywka
opadła jej na twarz. Na wysokości jej oczu znajdowała
się para dobrze wypolerowanych czarnych półbucików,
zgrabne długie nogi w wąskich, doskonale skrojonych
spodniach, wyŜej świetnie uszyta marynarka, biała
koszula, ciemnoszary jedwabny krawat i chmurna
twarz. Bardzo chmurna twarz. Twarz, którą natych-
miast rozpoznała. Zaledwie przed kilkoma godzinami
powiedziała, Ŝe nie chciałaby spotkać jej właściciela
w ciemnej ulicy. No cóŜ, nie było tu ciemno, ale nadal
nie miała ochoty na spotkanie z Gilhamem Martellem.
Patrzył na nią z pogardą. Była szczęśliwa, Ŝe nie
moŜe odczytać jego myśli. Miał oczy pokerzysty
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
23
i usta mordercy. Gilham Martell był naprawdę
paskudnym typem, prawie równie paskudnym jak
jego detektyw.
- Proszę wstać! - rzucił jej rozkazującym tonem.
Uniosła się i pozostała przez chwilę na czworakach,
moŜe dlatego, Ŝe z nienawiści aŜ ją zamurowało.
- PoŜałujecie tego! - powiedziała drŜącym z wściek
łości głosem.
Martell pochylił się nagle, chwycił ją swą wąską
arystokratyczną dłonią za ramię, szarpnął i postawił
na nogi, zupełnie jak gdyby była szmacianą lalką.
- Niech mnie pan nie dotyka! - krzyknęła Caro
i odepchnęła go ze wszystkich sił. - Ten człowiek
zachował się jak brutal, wlókł mnie przez cały sklep,
wepchnął mnie siłą do tego pokoju...
Zabrakło jej tchu, zamilkła.
-
Co to wszystko ma znaczyć, Holt? - zapytał
Martell detektywa.
-
Ona przesadza, sir. Robiłem tylko to, co do
mnie naleŜy. Poprosiłem, Ŝeby ze mną poszła, a kiedy
opierała się, chwyciłem ją po prostu za ramię. Ani
przez chwilę nie uŜywałem siły. Ta kobieta kłamie!
-
Pan nie miał prawa zmuszać mnie do czegokol
wiek. Pan popełnił błąd. Nie jestem złodziejką i mogę
tego dowieść.
-
Bardzo proszę. - Gilham Martell przyglądał jej
się uwaŜnie.
-
Nazywam się Caroline Ramsgate - powiedziała
Caro.
Martell nie zareagował, nie poruszył się, po prostu
czekał, Ŝeby mówiła dalej.
- Jestem córką Freda Ramsgate'a - dodała po
chwili.
I wtedy wyraz twarzy Gilhama Martella zmienił się
radykalnie. Jego ciemne oczy zwęziły się, usta zacisnęły,
zmarszczył brwi i zaczerwienił się gwałtownie.
24
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
-
Więc jest pani córką Freda Ramsgate'a - po
wtórzył po chwili beznamiętnym głosem.
-
Tak, jestem jego córką. I on pana tak załatwi, Ŝe
odechce się panu wszystkiego.
-
MoŜe pan iść - powiedział Gilham do detektywa
po dłuŜszym milczeniu. - Ja się panią zajmę.
Detektyw opuścił pokój niemalŜe na palcach. Gil
podsunął Caro fotel i sam usiadł naprzeciwko niej, na
brzegu biurka.
- Proszę przedstawić mi jakiś dowód toŜsamości
- zaŜądał stanowczym głosem.
Caro otworzyła torebkę i podała mu prawo jazdy,
portfel, kilka zdjęć swoich i ojca, zrobionych w czasie
niedawnego pobytu w Rzymie. Gilham Martell rzucił
na to wszystko okiem, zmarszczył brwi i westchnął.
- Gdy zobaczyłem panią w drzwiach - powiedział
jak gdyby sam do siebie - wiedziałem, Ŝe będą kłopoty.
ROZDZIAŁ DRUGI
Nie był to dobry dzień dla Gilhama Martella.
Najpierw poranna wizyta babki, jej złość i wymówki,
nie mówiąc juŜ o pogróŜkach, które, choć nie
potraktował ich powaŜnie, wprowadziły go w stan
napięcia i irytacji. Doskonale rozumiał, dlaczego
chciała, Ŝeby się oŜenił i załoŜył rodzinę. Czasami
sam miał na to ochotę, ale nigdy jeszcze nie spotkał
kobiety, bez której nie wyobraŜałby sobie Ŝycia, a nie
zamierzał się ustatkować za mniejszą cenę. Gdy
powiedział to babce, rozzłościła się jeszcze bardziej
i krzyknęła, Ŝe jeŜeli do końca roku nie oŜeni się, to
ona sprzeda Westbrooka i zapisze cały swój majątek
na cele dobroczynne.
- Zrób to! - wrzasnął z furią.
Nienawidził szantaŜu. Ona zaś obróciła się na
pięcie i wymaszerowała z pokoju pozostawiając go
w stanie skrajnej irytacji.
Właśnie dlatego nie miał dziś cierpliwości do złodziei.
Co roku dom towarowy tracił tysiące funtów z powodu
kradzieŜy, dlatego teŜ właściciel wydawał fortunę na
detektywów, elektroniczne urządzenia rejestrujące
i instalacje alarmowe. Gil nienawidził sklepowych
złodziei, oczywiście, nie ludzi chorych na kleptomanię,
ale przestępców, którzy zawodowo zajmowali się
grabieŜą.
Problem ten narastał z roku na rok i stawał się
istnym koszmarem. NaleŜało się zdecydowanie z tym
uporać.
Kiedy siedząca teraz przed nim dziewczyna upadła
26
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
na dywan, przyglądał się jej z autentyczną złością.
Stwierdził, Ŝe nie grzeszy urodą. Miała proste, ciemne
włosy, nieokreślone raczej rysy twarzy, z wyjątkiem
oczu, które patrzyły na niego poprzez kosmyki grzywki.
Były bystre, gniewne, niebieskoszare i bardzo in-
teligentne. Zaskoczyła go trochę ich niezwykłość, ale
teraz o nich zapomniał. Nie warto się nią przejmować,
pomyślał sobie, szkoda na to czasu. Ta dziewczyna to
złodziejka!
I zaraz potem... rewelacja!... Zupełnie nie wiedział,
jak zareagować na to, co się stało. Jego detektyw
sklepowy zatrzymał córkę Freda Ramsgate'a i oskarŜył
ją o kradzieŜ!
-
JuŜ ja się panią zajmę - powiedział Holtowi
przed chwilą. Detektyw wyszedł, wyraźnie skonfun
dowany. Prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy
z tego, co narobił. Szkoda, Ŝe nie czyta kolumny
finansowej w swojej gazecie, pomyślał Gil i mocniej
zacisnął zęby.
-
To jest chyba najgorszy dzień mojego Ŝycia
- powiedział po chwili.
- I jeszcze się nie skończył - zatryumfowała Caro.
- Czy mogę skorzystać z pańskiego telefonu? Muszę
zadzwonić do ojca.
WciąŜ trzymała w ręce swoje fotografie i dokumenty.
PołoŜyła je teraz na blacie biurka, podniosła słuchawkę,
lecz jeszcze zanim zaczęła nakręcać numer, Gil pochylił
się i wbił wzrok w jedną z fotografii. Zrobiona była
poprzedniego roku na Florydzie, ukazywała Caro
w skąpym bikini, które bardziej odkrywało niŜ
zakrywało jej kształty. Caro doskonale wiedziała, Ŝe
nie musi się wstydzić swojej figury, lecz mimo to
zarumieniła się aŜ po nasadę włosów. MoŜe dlatego,
Ŝ
e Gil Martell oderwał wzrok od zdjęcia i lustrował ją
od stóp do głów.
- Suknia nie zawsze zdobi człowieka - mruknął.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
27
Udała, Ŝe go nie słyszy, zebrała wszystkie papiery
i szybko wsunęła je do torebki. Poczuła, jak krew
napływa jej do głowy. Co za człowiek! I ten jego
ironiczny uśmieszek! I te oczy pokerzysty!
-
Czy mogę zadzwonić? - zapytała niecierpliwie.
-
Owszem, ale chciałbym, Ŝeby mi pani przedtem
coś wytłumaczyła. Dlaczego kręciła się pani po całym
magazynie tak, Ŝe to zwróciło uwagę
personelu?
Trzymali panią na monitorze przez dłuŜszy czas.
Zachowywała się pani podejrzanie. Nie wymyślili
sobie tego. Zwiedziła pani wszystkie piętra, obser
wowała sprzedawców, klientów. Musiała pani mieć
w tym jakiś cel.
-
Oceniałam sytuację - powiedziała Caro chłodno.
-
Co pani oceniała?
-
Sytuację waszego sklepu.
-
Co to ma znaczyć?
-
Chciałam się zorientować w waszych mocnych
i słabych stronach, ocenić sprawność załogi, przepływ
klientów, stosunek kupujących do zwykłych gapiów,
zorientować się w sposobie prezentacji towarów.
-
Jednym słowem, szpiegowała nas pani! - powie
dział z niesmakiem.
Caro zarumieniła się jeszcze bardziej.
-
Nie ma w tym nic złego. KaŜdy klient ma do
tego prawo. O kaŜdej porze dnia.
-
Pod warunkiem, Ŝe nie zamierza wykupić naszych
akcji.
-
Intencje nie mają tu Ŝadnego znaczenia. Chodzi
wyłącznie o to, czy złamałam prawo, a tego nie
zrobiłam.
-
A więc tylko o to chodzi. śeby nie łamać prawa
i nie dać się złapać. Reszta niewaŜna.
-
Nic podobnego! Tego nie powiedziałam. Mój
ojciec złoŜył wam ofertę i...
-
Która została odrzucona!
28
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
- MoŜe tylko na razie. Czasy się zmieniają, ludzie
zmieniają zdanie.
- Nie my - odparł krótko.
Udała, Ŝe nie słyszy.
-
Tymczasem zaś - ciągnęła dalej - chcemy być
zorientowani w sytuacji. Gdyby wasz magazyn na
gle znalazł się na rynku, nie trzeba by było badać
jego stanu i zastanawiać się, ile jest wart.
Na
papierze wygląda to zupełnie inaczej niŜ w rzeczywi
stości.
-
Tak więc nasłał panią na nas ojciec i kazał jej
węszyć po wszystkich kątach.
Jak przyjemnie byłoby dać mu w twarz. Caro
dygotała wewnętrznie z hamowanej złości. Nie chciała
ujawniać swojego oburzenia, by nie dać mu satysfakcji.
Nie była pewna, dlaczego tak bardzo chciała ukryć
swoje prawdziwe odczucia przed tym człowiekiem.
Nigdy jej się to jeszcze nie zdarzyło.
-
Panie Martell - powiedziała ze sztucznym spo
kojem - byłam w waszej restauracji z przyjaciółką.
Zjadłyśmy lunch, a potem przeszłam się po kilku
piętrach, Ŝeby się zorientować, jak wam idą interesy.
Nie rozumiem, dlaczego pan to potępia i na pewno
pana za to nie przeproszę.
-
W takim razie nie zdziwi się pani zapewne, Ŝe i ja
nie przeproszę pani za to, Ŝe została pani uznana
przez jednego z naszych ludzi za złodziejkę.
-
Nie jestem tak naiwna, Ŝeby spodziewać się po
panu chociaŜby zwykłej uprzejmości!
Po tej gwałtownej wymianie zdań oboje zamilkli.
Zaległa dziwna cisza.
Po chwili Caro spojrzała na swój zegarek.
- Pójdę juŜ. Nie będę telefonowała. O
trzeciej
mam bardzo waŜną naradę. Tam zobaczę
ojca
i opowiem mu o wszystkim. Jeden z naszych ad
wokatów zgłosi się do pana.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
T!W
Gdy obracała się ku wyjściu, Martell połoŜył jej
rękę na ramieniu. Caro aŜ podskoczyła.
- Ręce przy sobie! - syknęła. - Starczy tego chyba
jak na jedno popołudnie.
Ręka Gila opadła.
-
Kiedy mi pani oznajmiła, Ŝe jest córką Freda
Ramsgate'a, przez chwilę nie mogłem w to uwierzyć.
Nie przypuszczałem, Ŝe ten człowiek potrafi zdobyć
się na coś tak ludzkiego jak ojcostwo. Ale teraz
widzę, Ŝe niedaleko padło jabłko od jabłoni. Bardzo
niedaleko!
-
Ogromnie mnie to cieszy - skwitowała krótko
ten komentarz.
Gil nie dał sobie przerwać.
- Pani ojciec nie ma pojęcia o tym, co to jest
etyka, podobnie zresztą jak pani - ciągnął dalej
patrząc na nią spode łba swoimi
przepastnymi
ciemnymi oczami. - On sam niczego nie zbudował.
Wszystko, co ma, wyrwał innym ludziom. Ludziom,
którzy przez całe Ŝycie cięŜko pracowali, Ŝeby stworzyć
swoje przedsiębiorstwa; po czym ni stąd, ni zowąd
zjawiał się, kładł na nie łapę i odbierał im wszystko.
Zawsze stosował prawo dŜungli. Wspinał się w górę
po trupach. A pani jest jego nieodrodną córką.
Zalała ją fala oburzenia i goryczy.
- Cieszę się z tego - powiedziała zachrypłym głosem.
- Chcę być dokładnie taka jak on i to pod kaŜdym
względem. Więc niech pan tak na mnie nie patrzy.
Kocham ojca i jestem z niego dumna. To wspaniały
człowiek.
Ruszyła ku drzwiom. Miała cichą nadzieję, Ŝe
zatrzyma ją siłą, bo wtedy mogłaby go uderzyć w twarz
i mieć przynajmniej tę małą satysfakcję, ale on wciąŜ
siedział na brzegu biurka, machał swoimi długimi
muskularnymi nogami i nie spuszczał z niej wzroku.
Zatrzasnęła za sobą drzwi.
30
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
Wsiadła do taksówki, pojechała prosto do centrali
Rams Stores Ltd i weszła do gabinetu ojca. Chciała
z nim porozmawiać, zanim pójdzie na zebranie komisji
finansowej. Wiedziała, Ŝe rozzłości się, gdy mu opowie,
co jej się przydarzyło, a bardzo nie lubiła jego złych
humorów. No, ale trudno, nie mogła tego przed nim
ukryć. Przede wszystkim prasa! Dziennikarze na pewno
dowiedzą się o tym incydencie, co było jednym
z najwaŜniejszych powodów, dla których naleŜało
pociągnąć Gilhama Martella do odpowiedzialności.
JeŜeli nie zaskarŜy się go do sądu, ludzie pomyślą, Ŝe
Caro dopuściła się próby kradzieŜy.
Ojciec siedział za biurkiem i przeglądał jakieś
papiery. Przygotowywał się, widać, do zebrania komisji.
- Halo, złotko, miło było na lunchu z Amy? - zwrócił
się do niej, nie spuszczając oczu z dokumentów.
Po chwili spojrzał na córkę i zaniepokoił się.
- Co się stało, kochanie? - zapytał i wstał, gwał
townie odsuwając fotel.
Nie zamierzała się rozpłakać, ale kiedy ojciec objął
ją czułym ramieniem, łzy same polały się jej z oczu.
- Co ci jest, dziecinko, mówŜe szybko!
Wytarła oczy, nabrała powietrza w płuca i opowie-
działa mu wszystko. Zdumiony, chwycił ją mocno za
ramiona, odsunął od siebie i spojrzał jej w twarz
z niedowierzaniem.
-
OskarŜono cię o kradzieŜ?
-
Tak jest - odparła i poczuła, Ŝe nogi się pod nią
uginają. - I to na samym środku sklepu, w obecności
mnóstwa klientów. Detektyw, który mnie zatrzymał,
w ogóle nie chciał mnie wysłuchać. Zmusił mnie do
pójścia do gabinetu Martella, pchnął mnie...
- Jak to pchnął? - wrzasnął Fred Ramsgate.
Krew napłynęła mu do głowy, zrobił się fioletowy
na twarzy.
- Pchnął mnie, potknęłam się i upadłam... na twarz.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
31
- Na twarz? - powtórzył z niedowierzaniem Fred.
Robił wraŜenie człowieka, którego chwycił atak
astmy.
-
To było straszne. Poczułam się tak upokorzona
- rozpłakała się ponownie Caro.
-
Zabiję go - mruknął Fred. - Urządzę go tak, Ŝe
mu się Ŝyć odechce.
-
Szarpnął mnie, Ŝebym stanęła na nogi, potrząsał
mną...
-
Kto? Detektyw?
-
Nie! Gil Martell!
-
Martell? Zabiję go, zabiję obydwóch!
-
I przesłuchiwał mnie jak zwykłą złodziejkę.
-
JuŜ ja go przesłucham!
-
Próbował mnie zastraszyć.
-
JuŜ ja go zastraszę!
Caro zaczęła się powoli uspokajać. Opowiedziała
wszystko i zrobiło jej się lŜej na duszy. Na ojca mogła
zawsze liczyć, przez całe Ŝycie otaczał ją najczulszą
opieką i bardzo go za to kochała. Mimo to często
obawiała się, Ŝe w czasie jednego ze swoich napadów
złości Fred dostanie ataku serca.
-
Co jeszcze? - Fred przyglądał jej się przenikliwym
wzrokiem. - Mów, Caro, chcę wszystko wiedzieć!
-
Więcej nic. I nie chcę, Ŝebyś tracił czas na tego
Martella. Niech zajmie się nim twój adwokat.
Na biurku zadzwonił wewnętrzny telefon. Fred
nacisnął guzik.
-
Jestem zajęty - mruknął.
-
Lady Westbrook na linii, sir - odezwał
się
uprzejmy głos sekretarki.
-
Lady Westbrook? - Fred spojrzał porozumiewaw
czo na córkę. - Pewnie juŜ usłyszała o tym, co się
stało, i chce nas przeprosić. Mogę się załoŜyć. Ładne
z nich towarzystwo. UbliŜają mojej córce, poniewierają
nią i myślą, Ŝe uda im się nakłonić mnie do polubow-
32
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
nego załatwienia sprawy. Martell nawet nie pofatygo-
wał się, Ŝeby samemu zadzwonić, posłuŜył się babką.
Nie powinienem z nią rozmawiać!
-
Nienawidzę Gila Martella - rozzłościła się Caro-
line, ale gdy zobaczyła wyraz zaskoczenia na twarzy
ojca, opamiętała się. Nie chciała, Ŝeby zaczął
się
zastanawiać, dlaczego tak silnie reaguje na
tego
człowieka.
-
Powinieneś porozmawiać z lady
Westbrook
- powiedziała pospiesznie. - Ciekawa jestem, co ona
ma do powiedzenia. A ty nie?
-
MoŜe i tak. Zresztą z przyjemnością wysłucham
przeprosin starej wiedźmy.
Kazał sekretarce, Ŝeby go połączyła.
-
Dzień dobry, panie Ramsgate - ze słuchawki
rozległ się raźny, ale raczej niemłody głos.
-
Dzień dobry.
Przez chwnę panowała cisza. Caro z ciekawością
czekała na to, co powie starsza pani.
-
Chciałabym pana zaprosić na kolację - padła
niespodziana propozycja.
-
Na kolację? - zdumiał się Fred. - Pani zaprasza
nas do siebie na kolację?
-
Nas? - zdziwiła się lady Westbrook. - AleŜ
oczywiście - dodała prawie natychmiast. -
Pana
i pańską Ŝonę.
-
Moja Ŝona nie Ŝyje od lat - odparł Fred Ramsgate
sucho. - Mam na myśli moją córkę, Caroline.
-
Ach tak? - zdziwiła się starsza pani.
-
Oczywiście. Ona jest nie tylko moją córką, ale
moją prawą ręką. Przejmie po mnie całe przedsiębior
stwo. Jesteśmy sobie bardzo bliscy, zarówno jako
rodzina, jak i partnerzy.
-
Rozumiem - mruknęła lady Westbrook. - Oczy
wiście!
Caro miała nadzieję, Ŝe stara pani rzeczywiście
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
33
rozumie całą ohydę postępowania wnuka. ObraŜając
i poniŜając córkę Freda Ramsgate'a, ubliŜył równieŜ
jej ojcu.
- W takim razie z przyjemnością oczekuję wizyty
obojga państwa.
Caro zastanawiała się, jak wygląda ta stara kobieta.
Ton jej głosu przypominał głos i sposób mówienia
wnuka.
-
Im szybciej się zobaczymy, tym lepiej. Kiedy
macie państwo czas? Czy ma pan przy sobie kalen
darzyk? A moŜe jesteście wolni dzisiaj? - zapytała
lady Westbrook.
-
Dzisiaj? - Fred zerknął na leŜący na biurku
diariusz, po czym spojrzał pytającym wzrokiem na
córkę. Skinęła głową na znak zgody.
-
Owszem, jesteśmy wolni - powiedział do słucha
wki.
-
Więc przyjdźcie państwo na siódmą trzydzieści,
dobrze?
-
Dobrze. Przyjdziemy.
-
Czy wie pan, gdzie jest dzielnica Regents Park?
-
Mieszkam tam, więc chyba tak.
-
Naprawdę? Nie miałam pojęcia, Ŝe
jesteśmy
sąsiadami. Mój adres: Marlborough Road jeden.
-
Nasz dom jest tuŜ za rogiem.
Fred podał jej dokładny adres i stara pani roześmiała
się.
- Znam ten dom. Macie państwo wspaniałą mag
nolię na środku trawnika. Ilekroć tamtędy przejeŜdŜam,
zachwycam się nią.
Fred uśmiechnął się mimo woli. Magnolia była
jego dumą.
- Tak więc do siódmej trzydzieści.
Lady Westbrook odwiesiła słuchawkę. Po chwili
Fred zrobił to samo.
- Nie mogę uwierzyć, Ŝe stara zaprosiła nas na
34
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
kolację - powiedział niedowierzająco potrząsając
głową. - Kiedy złoŜyłem jej ofertę, nie raczyła nawet
ze mną rozmawiać. Wszystko odbywało się za po-
ś
rednictwem adwokatów. Nie przyjmowała moich
telefonów, nie reagowała na listy. Musi być wielką
snobką. Miałem wraŜenie, Ŝe pogardza mną dlatego,
Ŝ
e sam zdobyłem wszystko, co mam. UwaŜa mnie za
nowobogackiego prostaka. Ona oczywiście nigdy nie
pracowała w sklepie, nigdy nie parała się biznesem.
Jest wielką damą i nie ma pojęcia o tym, jak powstała
jej fortuna. Pozostawiła prowadzenie przedsiębiorstwa
męŜczyznom: męŜowi, synowi, a teraz wnukowi. Nie
znam go, prawdę mówiąc, nie znam osobiście nawet
jej adwokatów. Po prostu odrzucili listownie moją
ofertę i odmawiali wszelkich rozmów. Na pewno
bawi ich to, Ŝe odwaŜyłem się przedstawić taką
propozycję. A teraz lady Westbrook we własnej osobie
zaprasza mnie do domu na kolację. AŜ mi trudno
w to uwierzyć.
- Musieli się bardzo przestraszyć - zauwaŜyła Caro.
- Boją się konsekwencji, jakie mogą wyniknąć z tej
brutalnej napaści na mnie,
Nie mogła się oprzeć uczuciu satysfakcji. Za-
stanawiała się, czy Martell będzie wieczorem u babki.
MoŜe staruszka zmusi go do przeproszenia jej. To by
go na pewno dotknęło do Ŝywego! Nie znała go, ale
była przekonana, Ŝe jest człowiekiem hardym i bardzo
zarozumiałym. JakąŜ przyjemność sprawiłby jej widok
jego upokorzenia. Niech zejdzie z tego swojego Olimpu,
klęknie przed nią i błaga o wybaczenie! To jedyne, co
mogłoby skłonić ją do puszczenia w niepamięć tego
upokarzającego incydentu. Wzdrygnęła się na wspo-
mnienie o tym, jak leŜała u stóp Martella niczym
niewolnica przed nowym właścicielem.
- Szkoda, Ŝe nie zdąŜę juŜ kupić nowej
sukni
- powiedziała.
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
35
Fred Ramsgate roześmiał się.
- Masz całe szafy pełne pięknych strojów, dziew
czyno.
Wstał i spojrzał na zegarek.
- Czas na nas. Dochodzi trzecia. Gdzie, do licha,
są te sprawozdania?
Przez resztę popołudnia Caro z trudem koncent-
rowała się na pracy. Ojciec rzucał jej od czasu do
czasu zdziwione spojrzenie, uczestnicy narady takŜe
obserwowali ją z zaciekawieniem. Nie, stanowczo nie
była dzisiaj sobą.
O szóstej udało jej się wreszcie wrócić do domu.
Poszła prosto do swojego pokoju. Miała zaledwie
godzinę, by przygotować się do wizyty u lady
Westbrook.
Fred był człowiekiem szalenie punktualnym, toteŜ
dokładnie o siódmej trzydzieści znaleźli się przed
drzwiami pięknej rezydencji Westbrooków.
-
Samotna starsza kobieta w tak wielkim domu
- mruknął Fred.
-
MoŜe mieszka z wnukiem?
Caro drŜała lekko ze zdenerwowania, brakowało
jej tchu. Nie była pewna, czy uda jej się prowadzić
spokojną konwersację z Gilem Martellem. Po wszyst-
kim, co między nimi dzisiaj zaszło!
Drzwi frontowe otworzyły się. Stanęła w nich
przysadzista kobieta niskiego wzrostu w skromnej
szarej sukni. Przywitała ich uprzejmie, zabrała im
nakrycia i zaprowadziła do salonu, gdzie czekała juŜ
lady Westbrook. Na ich widok podniosła się z duŜego
secesyjnego fotela o wysokim, sztywnym oparciu.
Starsza pani wydała się Caro dziwnie znajoma. Te
przepastne, ciemne oczy, długi nos, proste plecy,
wszystko to przypomniało jej Gila Martella. Byli do
siebie szalenie podobni, przynajmniej na pierwszy
rzut oka.
36
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
JednakŜe po chwili Caro stwierdziła pewne róŜnice.
Lady Westbrook była za młodu zapewne ciemną
brunetką, teraz miała włosy białe jak śnieg i delikatne
jak jedwab, twarz szczupłą i pomarszczoną. Była
chuda i koścista, ale gdy wstała i zrobiła kilka kroków
naprzód, by uścisnąć dłoń Freda, uśmiech rozjaśnił
jej surowe rysy, emanowało z niej ciepło i niezwykły
urok. Fred zareagował natychmiast. Wdzięk kobiet
od lat dwóch do stu zawsze go zniewalał!
- To jest moja córka, Caroline - Fred przedstawił
z dumą swoje ukochane dziecko.
Kobiety podały sobie ręce i spojrzały na siebie
z zainteresowaniem.
- Słyszałam, Ŝe pracuje pani u ojca. Czy daje to
pani satysfakcję? - zapytała lady Westbrook z niedo
wierzaniem.
Caro roześmiała się krótko.
-
Wielką satysfakcję. Jestem wysoko wykwalifiko
wanym pracownikiem dziani rozliczeń, znam się dobrze
na rachunkowości. Po skończeniu szkoły poszłam na
kurs specjalistyczny.
-
JakŜe egzystencja kobiet zmieniła się od czasów
mojej młodości - zauwaŜyła lady Westbrook i Caro
zaczęła się zastanawiać, czy to znaczy, Ŝe ta kobieta
zazdrości jej, czy teŜ nie aprobuje jej sposobu Ŝycia.
-
Proszę usiąść obok mnie, moja droga. Mam juŜ
nie najlepszy wzrok i bardzo lubię wiedzieć,
jak
wyglądają moi goście. Ale do rzeczy. Czego się państwo
napijecie? Sherry? Wytrawne czy słodkie?
Gospodyni napełniła im kieliszki i znikła za drzwia-
mi. Lady Westbrook piła małymi, delikatnymi łyczkami
i po chwili skierowała swoje apodyktyczne spojrzenie
na Freda Ramsgate'a.
- Nie chciałabym psuć bardzo dobrego obiadu
rozmową o interesach. Spróbujmy załatwić naszą
sprawę, zanim siądziemy do stołu.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
37
Caro zacisnęła usta i wymieniła z ojcem spojrzenia.
- Jak pani sobie Ŝyczy - odparł Fred beznamiętnym
tonem.
Lady Westbrook przyglądała mu się przez chwilę
z absolutnie obojętną miną.
-
Zakładam, Ŝe pan jest nadal zainteresowany tą
transakcją.
-
Nadal zainteresowany - powtórzył Fred, a ona
skinęła głową.
-
Chce pan wykupić kontrolny pakiet akcji West-
brooka?
Caro wyprostowała się raptownie. DuŜo nie brako-
wało, by rozlała sherry na sukienkę. Fred takŜe
poruszył się niespokojnie. Tego się nie spodziewał
w najśmielszych snach. Mimo to nakazał sobie
zachowanie idealnego spokoju.
-
Tak, tak, oczywiście - odparł. - Moja propozycja
jest wciąŜ aktualna.
-
Doskonale. Jutro powiem moim ludziom, Ŝeby
się z panem porozumieli - powiedziała Lady West
brook.
W tym samym momencie drzwi otworzyły się
gwałtownie i stanął w nich Gil Martell. Na jego
twarzy malowało się skrajne zdumienie.
Nerwy Caro zareagowały tak, jakby zostały do-
tknięte gorącym Ŝelazem. Przedtem zastanawiała się
nad tym, czy Martell będzie u swojej babki i jak
zareaguje na jej widok. No cóŜ, teraz przekonała się
o tym. I to błyskawicznie. Był znów w podłym
nastroju. Czy to jego normalny stan, czy jej obecność
tak na niego działa? Poprzez długość pokoju spojrzał
złym okiem najpierw na jej ojca, a potem na swoją
babkę.
-
Co się tu, u licha, dzieje?
-
Nie przypominam sobie, Gilhamie, Ŝebym za
praszała cię dziś na kolację - powiedziała
lady
38
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Westbrook lodowatym tonem. - Gdzie twoje maniery,
mój drogi? Czy nie widzisz, Ŝe mam gości? Pozwól, Ŝe
cię przedstawię. To mój wnuk. A to pan Ramsgate
i jego córka, Caroline...
-
Wiem, kim są - mruknął Gil. -
Chciałbym
natomiast wiedzieć, co oni tu robią.
-
Zaprosiłam ich na kolację.
Twarz lady Westbrook zbladła z oburzenia, a po
chwili na jej zwiędłych policzkach zakwitły czerwone
wypieki.
- Dlaczego? - wymamrotał Gil poprzez zaciśnięta
zęby.
Jego babka wyprostowała się w swoim fotelu.
- Nie muszę się przed tobą tłumaczyć. Powiem ci
tylko - powiedziała chłodno - Ŝe zamierzam omówić
z panem Ramsgate warunki sprzedaŜy moich akcji.
Martell zacisnął mocno zęby, ciemny rumieniec
powoli zalewał jego twarz.
- Po moim trupie! - powiedział, jak mógł naj
spokojniej.
ROZDZIAŁ TRZECI
- Bardzo miła perspektywa! - krzyknęła spon
tanicznie Caro. Wiedziała, Ŝe to błąd, ale nie mogła
się w Ŝaden sposób powstrzymać.
Lady Westbrook spojrzała na nią zdumiona. Nigdy
przedtem nikt nie zdobył się na takie potraktowanie
jej wnuka. Po chwili roześmiała się. Gil nie był ani
zaskoczony, ani rozbawiony sytuacją. PrzecieŜ zetknął
się juŜ z Caroline Ramsgate i wiedział, z kim ma do
czynienia.
-
Nie mieszaj się do tego, babciu - powiedział
chłodnym tonem.
-
ZasłuŜyłeś sobie na gniew panny
Ramsgate.
- Babka rzuciła Gilowi karcące spojrzenie. - Byłeś
bardzo nieuprzejmy. Chciałabym, Ŝebyś juŜ poszedł.
Nie zapraszałam cię dziś na kolację.
-
PoniewaŜ doskonale wiesz, Ŝe nigdy nie zgodzę
się na tę sprzedaŜ.
-
Twoja zgoda nie jest potrzebna. Na szczęście
rozporządzam większością akcji.
-
Nie porozumiałaś się nawet z radą nadzorczą.
-
Bo nie muszę. Akcje są moją osobistą własnością.
Mogę je w kaŜdej chwili sprzedać. Bez niczyjej zgody.
Powiedziałam ci dzisiaj rano, Ŝe stanowczo
po
stanowiłam się ich pozbyć. JeŜeli nie wziąłeś tego na
serio, nie jest to moja wina. Zawsze wyraŜam się
bardzo jasno!
-
DajŜe spokój, babciu - powiedział Gil zachrypłym
głosem. - Pomyśl o konsekwencjach. Czy ty naprawdę
chcesz, Ŝeby firma przeszła w obce ręce? A tak się
40
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
stanie, jeŜeli wykonasz swój zamiar. To szaleństwo!
I pomyśleć, Ŝe robisz to tylko dlatego, Ŝe pozwoliłem
sobie na tę głupią małą...
Uprzytomnił sobie obecność Caro i Freda i rzucił
na nich ponure spojrzenie.
- Chciałbym porozmawiać z moją babką w cztery
oczy. Proszę, Ŝeby państwo wyszli. Chodzi o waŜną
sprawę rodzinną.
Fred wstał, mruknął coś pod nosem, Caro równieŜ
podniosła się z fotela. Nie miała ochoty opuszczać
pokoju. Była zafascynowana skandalicznym aspektem
sytuacji, jaka się wytworzyła. Zaczynała trochę
rozumieć tego porywczego człowieka.
Było jasne, Ŝe kocha swoją babkę, która zajęła się
jego wychowaniem po śmierci matki, ale widać było,
Ŝ
e ma jej równieŜ za złe jej apodyktyczność.
Wprawdzie posiadała pięćdziesiąt jeden procent
akcji, ale od kilku lat on, Gil, prowadził firmę.
Oczywiście nieustannie przez nią kontrolowany. Nie
odpowiadało mu to. Tego moŜna się było łatwo
domyślić. Był na to zbyt arogancki, zbyt pewny
siebie.
Idąc ku drzwiom Caro czuła na sobie bezczelny
wzrok Martella. Zrobiło jej się gorąco. Nie dlatego,
Ŝ
eby sobie wyobraŜała, Ŝe spodobała się arogantowi.
Po prostu nie chciała być lustrowana niczym klacz
wyścigowa. Gil Martell naleŜał niewątpliwie do tych
męŜczyzn, którzy automatycznie oceniają walory
seksualne kaŜdej napotkanej kobiety, nawet jeŜeli nie
czują do niej sympatii.
Wezbrała w niej fala niechęci, ale jednocześnie
i podziwu dla jego niewątpliwej męskości.
- Jak śmiesz wypraszać moich gości? - obruszyła
się lady Westbrook. - NiechŜe pan siada,
panie
Ramsgate, bardzo pana proszę. Nie zwracajcie państwo
uwagi na mojego wnuka.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
4 1
-
Nie moŜemy rozmawiać na ten temat w obecności
osób trzecich - obruszył się Gil.
-
To nie jest ani miejsce, ani pora na takie rozmowy
- przerwała mu babka. - Za chwilę siadamy do
kolacji. Pytałam pana Ramsgate, czy wciąŜ jeszcze
jest zainteresowany kupnem naszego
magazynu.
Twierdzi, Ŝe tak, więc będziemy mogli
rozpocząć
konkretne negocjacje.
-
My? - Ŝachnął się Gil. - Ja nie zamierzam
prowadzić z tym panem Ŝadnych negocjacji.
Ani
z nim, ani z kimkolwiek, kto wyraziłby ochotę na
wykupienie mojego przedsiębiorstwa.
-
Twojego? - Oczy starszej pani zwęziły się zło
wrogo. - Zapominasz, mój drogi, Ŝe ono jest moje.
I Ŝe mogę z nim robić, co mi się Ŝywnie podoba.
NajwyŜszy czas, Ŝebyś sobie zdał z tego sprawę.
Zatrudniam cię jako dyrektora, płacę ci bardzo dobrą
pensję, ale to nie znaczy, Ŝe jesteś właścicielem i Ŝe
masz prawo do udziału w rozmowach na temat jego
ewentualnej sprzedaŜy. JeŜeli zdecyduję się na nią,
pan Ramsgate będzie negocjował z moimi adwokatami.
-
Mówisz "jeŜeli", więc nie jesteś jeszcze całkowicie
zdecydowana.
-
Powiedzmy, Ŝe rozwaŜam róŜne warianty poro
zumienia się w tej sprawie z panem
Ramsgate.
O szczegółach będą z nim rozmawiali moi adwokaci,
ale ostateczną decyzję podejmę ja. Mogę ci przyrzec,
Ŝ
e naradzę się z tobą, zanim to uczynię, ale
nie
przyrzekam, Ŝe przyjmę twoje sugestie. Dam ci po
prostu szansę wyraŜenia swojej opinii. No, ale dość
tego. Nie pozwolę sobie zepsuć wieczoru. Mam, jak
widzisz, gości. Byłabym wdzięczna, gdybyś sobie teraz
poszedł.
Przez sekundę Martell stał nieruchomo, wypros-
towany jak strzała. Mięśnie i nerwy miał napięte do
ostateczności. Caro zauwaŜyła na jego szyi szybko
42
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
pulsującą nabrzmiałą Ŝyłę. Jego oczy błyszczały jak
rozŜarzone węgle.
Spodziewała się po nim jeszcze jednego wybuchu
gniewu, ale pomyliła się. Gilham obrócił się gwałtownie
na pięcie, pomaszerował do drzwi, przystanął na
chwilę, znowu się obrócił, nabrał powietrza w płuca,
wyraźnie się uspokoił i spojrzał na babkę wzrokiem
pełnym skruchy i czułości. Caroline zobaczyła w nim
nagle uroczego młodego chłopca, który dobrze wie-
dział, jak za pomocą uśmiechu i słodkich słówek
pwinąć sobie babunię dokoła małego palca.
-
Przepraszam, babciu - powiedział teraz cicho.
.- Znowu się uniosłem. Bardzo mi z tego powodu
przykro. Nie potrafiłem się opanować. Przyszedłem,
Ŝ
eby przeprosić cię za tę poranną sprzeczkę, ale kiedy
zobaczyłem, Ŝe juŜ negocjujesz z potencjalnym nabyw
cą, zdenerwowałem się. Wybacz mi.
-
NajwyŜszy czas, Ŝebyś się utemperował,
mój
drogi - odparła lady Westbrook chłodno. - I czy nie
uwaŜasz, Ŝe moim gościom naleŜą się od
ciebie
przeprosiny? Z pewnością nie spodziewali się,
Ŝ
e
spotka ich w moim domu podobny afront.
Gil podszedł do Caro i Freda, wciąŜ z tym miłym
uśmiechem na ustach. JednakŜe w jego ciemnych
oczach czaiła się złość i Caro nie miała wątpliwości,
Ŝ
e ten twardy człowiek tylko udaje skruszonego.
Wyciągnął dłoń do Freda, ale Fred zignorował ten
pojednawczy gest.
-
Panie Ramsgate, proszę mi darować te
złe
maniery.
-
Panie Martell - odparł Fred - dzisiaj po południu
moja córka została w pańskim sklepie bardzo źle
potraktowana.
-
To była głupia pomyłka, za którą juŜ przeprosiłem.
-
Dobra, dobra - obruszył się Fred. - Słowa nic
nie kosztują. Powiada pan, Ŝe to była pomyłka, ale
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
43
dlaczego pański detektyw zachował się tak brutalnie?
Powiedziała mi, Ŝe pchnął ją na ziemię, powlókł przez
pokój, Ŝe potrząsał nią...
- Ten człowiek został juŜ zwolniony z
pracy
- oświadczył Gil. - Działał wbrew moim instrukcjom,
zapewniam pana o tym. I wbrew metodom panującym
w naszej firmie. Miał pannę Ramsgate po prostu
przyprowadzić do mojego gabinetu. Przesadził w swojej
gorliwości i poniósł konsekwencje.
Gil uśmiechnął się przy ostatnich słowach.
-
Widzę, Ŝe pana to bawi? - wybuchnęła Caro.
-
AleŜ skąd! - odparł pospiesznie Gil.
-
Pański pracownik zachował się jak zwykły zbir
i pan dobrze o tym wie!
Z trudem utrzymywał uśmiech na ustach, patrzył
na Caro coraz groźniejszym wzrokiem.
Po chwili zwrócił się w stronę Freda. Pragnął go za
wszelką cenę udobruchać, więc znowu zmobilizował
cały swój wdzięk i zaczął mówić gawędziarskim tonem.
- Wie pan przecieŜ, jak to teraz jest - powiedział, jak
biznesmen do biznesmena. - KradzieŜe sklepowe stają
się plagą. Musieliśmy na wszystkich piętrach zainstalo
wać kamery. Monitory są stale obserwowane. Gdyby
pan zobaczył wideotaśmę z nagraniem spaceru pańskiej
córki po naszym magazynie, zrozumiałby pan, dlaczego
wzbudziła podejrzenie moich ludzi. Zachowywała się co
najmniej dziwnie. Dokładnie jak złodziejka.
Przerwał i obrzucił Caro pogardliwym spojrzeniem.
-
Nie wpadło im do głowy, Ŝe moŜe jest tylko
szpiegiem przemysłowym.
-
Niech pan nie będzie śmieszny - mruknęła Caro.
-
Jest to jedyne określenie, jakie przychodzi mi do
głowy - odparł Gil.
Caro zacisnęła zęby i poczerwieniała na twarzy.
Nie zamierzała wdawać się z tym człowiekiem w kolej-
ną sprzeczkę i to w obecności jego babki.
44
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
Lady Westbrook otworzyła szeroko oczy.
-
Co to znaczy? O czym ty mówisz, Gil? Co
takiego miało miejsce w naszym sklepie? Nic
mi
o tym nie mówiłeś.
-
To było tylko małe nieporozumienie! - powiedział
Gil cicho.
Fred spojrzał na córkę ostrzegawczym wzrokiem.
JeŜeli rzeczywiście otwierała się moŜliwość wykupienia
Westbrooka, to lepiej nie zaskarŜać ich do sądu w tak
błahej sprawie, ale Caro była bardzo oburzona tym,
co jej się przytrafiło. On teŜ był zły z tego powodu,
jednakŜe z zadowoleniem stwierdził, Ŝe Caro macha
ręką, jak gdyby chciała mu powiedzieć, Ŝe przejęcie
Westbrooka uznaje za waŜniejsze od zemsty na
Gilhamie Martellu.
-
Wszystko zostało juŜ wyjaśnione, lady Westbrook
- powiedziała. - To było rzeczywiście zwykłe niepo
rozumienie. Pani wnuk wyjaśnił to i przeprosił mnie.
-
Cieszę się, Ŝe zdecydowała się pani przyjąć moje
przeprosiny, panno Ramsgate - uśmiechnął się trochę
ironicznie Gil. - Podejrzewałem, Ŝe zechce się pani
zemścić, no, ale widzę, Ŝe się myliłem. Jest pani
bardzo racjonalną osobą.
-
O, tak - zgodził się Fred. - Caroline zawsze była
bardzo rozsądna.
-
Rozsądna? - Gil Martell zmierzył ją od stóp do
głów tym swoim przenikliwym, lekko szyderczym
a zarazem rozbawionym wzrokiem.
-
No, tak, sądzę, Ŝe jest to słuszne określenie jej
charakteru.
Caro poczuła, jak rośnie w niej nienawiść do tego
wstrętnego człowieka. Kpił sobie z niej, to było chyba
jasne. JakŜe Ŝałowała, Ŝe musi powstrzymać swój
temperament ze względu na obecność lady Westbrook,
no, i z powodu negocjacji w sprawie tak upragnionego
przez jej ojca domu towarowego tych ludzi. Zacisnęła
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
45
więc zęby i postanowiła nie reagować na prowokację
Martella.
-
Pani milczy? - uśmiechnął się Gil i zerknął na
zegarek. - Muszę juŜ iść, babciu - dodał. - Mam
waŜne spotkanie.
-
Z kim? - spytała, juŜ udobruchana.
- Chyba nigdy o niej nie słyszałaś - odparł krótko.
Lady Westbrook zmarszczyła brwi. Na jej czole
ukazały się dwie głębokie bruzdy.
- A więc z Mirandą? - zapytała.
W odpowiedzi Gil rzucił jej lodowate spojrzenie,
skłonił się lekko przed Caro i skinął głową Fredowi.
- Dobranoc, panno Ramsgate. Dobranoc, panie
Ramsgate. śyczę miłego wieczoru.
Przez chwilę Caro myślała, Ŝe odejdzie nie poŜe-
gnawszy się z babką, ale pochylił się nad nią i pocałował
ją w obydwa policzki.
- Dobrej nocy, moja kochana - powiedział i zanim
zdąŜyła mu odpowiedzieć, zniknął za drzwiami.
Lady Westbrook wydała z siebie głębokie wes-
tchnienie.
- To mój jedyny wnuk - szepnęła nie patrząc na
swoich gości.
ś
adne z nich nie zareagowało. Bo i co moŜna było
powiedzieć. Mieli wraŜenie, Ŝe stara pani na chwilę
zapomniała o ich obecności.
Podczas obiadu, złoŜonego ze świetnie przyrządzo-
nych dań i pierwszorzędnych win, Caro zastanawiała
się, z kim teŜ Gil mógł być umówiony. Towarzyskie
kroniki gazet przypisywały mu mnóstwo romansów
- z reguły z bardzo atrakcyjnymi kobietami. Ale to
naprawdę nie była jej sprawa. Sama nie rozumiała,
dlaczego ją to interesuje. Gil z pewnością nigdy nie
będzie w niej widział kobiety. Więc czy warto o nim
myśleć? Ale dręczyła ją ciekawość. Czy spotka się
znowu z tą, jak jej tam, hrabiną? Czy hrabia
miał
46
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
powód do bójki z Gilem Martellem? Co za idiotka ze
mnie, strofowała się w myślach. Muszę się opamiętać
i przestać o tym myśleć. W drodze do domu Fred
był w dobrym humorze.
-
Zobaczysz, Ŝe ona go wydziedziczy - powiedział
w pewnym momencie.
-
Skąd wiesz? - zdziwiła się Caro. - Tego nie
powiedziała. To, Ŝe chce sprzedać swoje akcje, nie
oznacza jeszcze, Ŝe pominie wnuka w testamencie.
-
To oznacza, Ŝe pozbawia go tego, na co za
pracował sobie przez wiele lat, moje dziecko. Zauwa
Ŝ
yłaś chyba, jak się zdenerwował.
-
Rzeczywiście.
-
No, widzisz. On wie, Ŝe babka zamierza go
wydziedziczyć, Ŝe chce mu zabrać firmę. MoŜe nawet
zostawi mu swoje pieniądze, ale sklepu za nie nie
odkupi. Straci przedsiębiorstwo, które od lat traktuje
jak swoje. Jego krewni zbudowali ten gmach, załoŜyli
pierwszorzędny dom towarowy. Prowadzą go
od
kilku pokoleń. Nie moŜna się dziwić, Ŝe Gil Martell
jest wściekły.
Caro spojrzała na ojca ze zdziwieniem.
-
Mam wraŜenie, Ŝe mu współczujesz.
-
Mam w stosunku do niego jakieś dziwne uczucie
solidarności - uśmiechnął się Fred. - On
zrobił
naprawdę dobrą robotę. Jego ojciec zaniedbał interes,
Gil Martell przywrócił mu dawną świetność, a teraz
babka pogniewała się na niego i negocjuje sprzedaŜ
swojego kontrolnego pakietu akcji, nie pytając go
nawet o zdanie. O, tak, naprawdę współczuję temu
człowiekowi.
-
Ale nie zrezygnujesz chyba z kupienia West-
brooka?
Pytanie było retoryczne. Caro doskonale wiedziała,
Ŝ
e jej ojciec nigdy nie odstąpi od swojego zamiaru. śe
tam, gdzie w grę wchodzi biznes, nie kieruje
się
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
X
l
osobistymi odczuciami. Czemu więc miałby to zrobić
w tym przypadku?
-
AleŜ oczywiście - odparł Fred. - JeŜeli nie ja, to
kupi go ktoś inny. Dawno nauczyłem się
prostej
prawdy, Ŝe przy takich transakcjach jak ta, ktoś
zawsze dostaje po głowie. Nie moŜna się liczyć ze
wszystkimi niemiłymi konsekwencjami, nieuchronnie
towarzyszącymi wszelkim interesom.
-
Na pewno masz rację, papo - zgodziła się Caro.
- Ale powiedz, czy sądzisz, Ŝe ona to robi z powodu
tej bójki w nocnym lokalu, opisanej w dzisiejszych
porannych gazetach?
- To całkiem moŜliwe - zastanawił się
Fred.
- Zdawało mi się, Ŝe Martell teŜ to podejrzewa.
ChociaŜ mogą istnieć inne powody, o których nic nie
wiemy. MoŜe lady Westbrook potrzebuje gotówki?
MoŜe chce zainwestować swój kapitał w kogoś innego
niŜ wnuk? MoŜe jest zadłuŜona? Nie powinno nas to
obchodzić. Właśnie to miałem na myśli, kiedy mówiłem
o niemiłych konsekwencjach towarzyszących wszelkim
interesom. Motywy postępowania lady Westbrook
nas nie dotyczą. Naszym celem jest przeprowadzenie
moŜliwie najkorzystniejszej transakcji dla
naszych
akcjonariuszy. Trzeba przejrzeć księgi Westbrooka,
zorientować się w sytuacji finansowej firmy, upewnić
się, czy cena, jakiej Ŝądają, jest uzasadniona. Reszta
to juŜ nie nasz problem.
- Potrzebna nam będzie współpraca Gila Martella
- zauwaŜyła Caro. - Zupełnie sobie tego nie wyob
raŜam. A ty?
-
Twoja ekipa musi tam wkroczyć i przejrzeć ich
księgi. Trzeba będzie przekonać Martella o koniecz
ności utrzymywania z nami dobrych stosunków.
-
JuŜ to widzę!
W dziesięć dni później Caroline siedziała w swoim
gabinecie i wpatrywała się w stojący na biurku telefon.
48
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Przygotowywała się wewnętrznie do rozmowy z Gilem
Martellem, zastanawiała się nad tym, jak ją prze-
prowadzić. Przed przystąpieniem do powaŜnych
negocjacji z firmą Westbrook ojciec pragnął, by jego
fachowcy zbadali jej księgi rachunkowe i sporządzili
raport o jej sytuacji finansowej. JednakŜe adwokaci
lady Westbrook dawali niedwuznacznie do zrozumie-
nia, Ŝe Gil Martell robi trudności. Odmawiał wydania
ksiąg i pomijał milczeniem wszystkie prośby o wpusz-
czenie Caro i jej zespołu do swojego działu rachun-
kowości.
Cena rynkowa akcji Westbrooka była wprawdzie
wielce zachęcająca i Fred Ramsgate był zdecydowany
na wykupienie kontrolnego pakietu, ale nie przed
dokładnym sprawdzeniem stanu finansowego firmy.
Chciał mieć pewność, Ŝe przejmuje zdrowe przed-
siębiorstwo za atrakcyjną cenę.
- Porozmawiaj z Martellem osobiście - zwrócił się
tego ranka do Caro. - Dotychczas działaliśmy przez
osoby trzecie. Sama do niego zadzwoń.
Caro wykręciła odpowiedni numer i połączyła się
z sekretarką Martella. Chłodny kobiecy głos zawia-
domił ją, Ŝe pan Martell jest w tej chwili na zebraniu.
Nie, sekretarka nie miała pojęcia, kiedy będzie wolny.
Raczej niechętnie zgodziła się zanotować numer
telefonu Caro i poprosić szefa, Ŝeby zadzwonił do
Caro, jak tylko wróci.
Oczywiście tego nie zrobił. Caro zatelefonowała do
niego ponownie. Ten sam zimny, obojętny głos
oświadczył jej, Ŝe szefa nie ma w biurze.
- Czy powie mu pani, Ŝe sprawa jest
pilna?
- zapytała. - WaŜna i pilna?
Głos sekretarki zabrzmiał tak, jak gdyby reagowała
na bzyczenie muchy, która jakoś dostała się do jej
pokoju. Najprawdopodobniej miała ochotę potrak-
tować interesantkę tak samo jak uprzykrzonego owada.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
49
Caro zaś miała nieprzepartą ochotę wrzasnąć na
nią i nauczyć ją grzeczności, ale powstrzymała się.
Nie mogła ryzykować, musiała być słodka i szalenie
uprzejma, przynajmniej do chwili uzyskania kontaktu
z Martellem.
Ale Martell nie kwapił się do rozmowy z nią. Caro
przez następne dwa dni drzwoniła w regularnych
odstępach czasu i za kaŜdym razem natrafiała na ten
sam obojętny głos sekretarki, która załatwiała ją
odmownie z nie ukrywaną przyjemnością. Jej szef
niewątpliwie podzielał jej odczucia. Caro nie miała co
do tego Ŝadnych wątpliwości.
-
Dotarłaś do niego? - zapytał ją ojciec trzeciego
dnia.
-
AleŜ skąd!
Caroline wstała od śniadania, przerzuciła torebkę
przez ramię i ruszyła ku drzwiom.
-
Dokąd się wybierasz?
-
Tam, gdzie powinnam się była wybrać dwa dni
temu. Do jaskini lwa.
-
Powodzenia! - krzyknął za nią Fred.
Był zadowolony, Ŝe nie musi osobiście rozmawiać
z tym młodym arogantem. Czekały go negocjacje
z lady Westbrook, uwaŜał więc, Ŝe musi oszczędzać siły.
Gdy Caro dotarła do Westbrooka, postanowiła nie
iść bezpośrednio do gabinetu dyrektora, lecz znowu
dokładnie zwiedzić wszystkie działy. Zaczęła od
parteru. Szła wolnym krokiem od kontuaru do
kontuaru, przenosiła się z piętra na piętro i robiła
luźne notatki. Zatrzymała się w dziale kosmetyków,
gdzie demonstrowano jakiś nowy produkt, pozwoliła
spryskać się perfumami, oferowanymi po specjalnej
cenie, w dziale spoŜywczym skosztowała kawałek
francuskiego sera, na piętrze poświęconym gospodar-
stwu domowemu obejrzała zestaw niemieckich naczyń
kuchennych, oglądała prześcieradła i ręczniki, ceramikę
50
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
i szkło, aparaty radiowe, wreszcie w dziale zabawek
przyjrzała się dokładnie nowemu elektronicznemu
robocikowi.
Przechadzając się powoli po piętrze z damską
garderobą, zauwaŜyła doskonale skrojoną małą czarną
sukienkę zaprojektowaną przez jej ulubionego projek-
tanta. Postanowiła ją przymierzyć.
Zabrała ją do przymierzalni i właśnie stała w kabinie
ubrana tylko w staniczek, rajstopy i haleczkę, kiedy
ktoś energicznie odsunął kotarę. Zdumionej i za-
skoczonej Caro ukazała się odbita w lustrze twarz
Gilhama Martella.
- No, dobra. Co to ma znaczyć? - wyrzucił z siebie
ze złością.
Za Martellem stała kierowniczka działu i niemłoda
klientka, z przerzuconą przez ramię suknią. Caro
zarumieniia się,
- Proszę zasunąć kotarę! Ludzie na mnie patrzą!
Gil spojrzał w lustro, zobaczył przyglądające się im
kobiety, ale zamiast się wycofać, wszedł do ciasnej
kabiny i zasunął za sobą kotarę.
- Proszę natychmiast wyjść! - zaŜądała
Caro
i odwróciła się tyłem do intruza.
ZauwaŜyła, Ŝe Gil ma na sobie ciemne wizytowe
ubranie w cieniutkie szare paski. Rozpięta marynarka
ukazywała dobrze dopasowaną kamizelkę. Ten wy-
tworny strój jeszcze silniej podkreślał jego agresywną
męskość.
- Nie ruszę się stąd - powiedział stanowczym
tonem - dopóki nie dowiem się, dlaczego pani nas
znowu szpieguje.
Wpatrywał się bezczelnie w jej lustrzane odbicie.
Wodził wzrokiem po jej ciele, po krągłych białych
piersiach uwięzionych w koronkowych miseczkach
stanika, po smukłych udach obleczonych cielistymi
pończochami, po gładkich ramionach, pośladkach
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
5 1
unoszących leciutko jedwabną haleczkę. Pod naporem
jego wzroku Caro zaczęła drŜeć jak w gorączce.
Ogarnęła ją pogarda dla samej siebie. Dlaczego ten
człowiek tak na mnie działa? Dlaczego czuję się tak
strasznie zaŜenowana? PrzecieŜ gdyby to była plaŜa,
miałabym na sobie znacznie mniej niŜ teraz i nic bym
sobie nie robiła z jego bezczelnej miny.
Chwyciła leŜącą na krześle sukienkę i zakryła się nią.
- Pan nie odpowiada na moje telefony. Musiałam
wymyślić coś, co zwróciłoby na mnie pańską uwagę
- powiedziała, jak mogła najspokojniej.
- Chciała pani zwrócić na siebie moją
uwagę?
Doskonale. Skoro tak bardzo pani na tym zaleŜy...
Jedną ręką wyrwał jej suknię, rzucił ją na podłogę,
a drugą powiódł delikatnie i powoli po jej boku, od
piersi aŜ po udo. Nogi ugięły się pod Caro, krew
uderzyła jej do głowy.
Po drugiej stronie kotary rozległy się kroki.
- Proszę mnie puścić! - szepnęła Caro. - Proszę
stąd natychmiast wyjść! Muszę się ubrać!
JakŜe się bała publicznej sceny. Miała jeszcze Ŝywo
w pamięci tę okropną historię z detektywem wlokącym
ją przez cały magazyn. Myślała, Ŝe jeŜeli Gil dowie
się, iŜ znowu zjawiła się w jego królestwie, przybiegnie
i zaŜąda, Ŝeby poszła z nim do jego gabinetu. Nie
wpadło jej do głowy, Ŝe zachowa się w podobny
sposób.
- Jak pan śmie mnie dotykać! - szepnęła znowu.
- Proszę zabrać ręce!
Gil nie odpowiedział, ale teŜ jej nie puścił. Odwrotnie,
przylgnął całym ciałem do jej pleców i uśmiechał się
do jej lustrzanego odbicia wyzywającym, pogardliwym
uśmiechem, połoŜył głowę na jej gołym ramieniu
i przycisnął swoje chłodne usta do jej gorącej skóry.
- Ma pani piękne ciało - wymamrotał. - Bardzo
pociągające.
52
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Wsunął rękę pod koronkowy staniczek. Mimo woli
Caro wzdrygnęła się z rozkoszy.
Gil obserwował ją dalej w lustrze i z zadowoleniem
stwierdził, Ŝe osiągnął zamierzony efekt. Jej usta
rozchyliły się, przymknęła powieki, wstrzymała oddech.
Uśmiechnął się z dyskretną ironią.
- Niestety, jestem dzisiaj bardzo zajęty. Pani pozwo
li, Ŝe powrócę do pracy - powiedział i odsunął się.
Caro wyprostowała się szybko, chwyciła swoją
suknię i zaczęła się gorączkowo ubierać.
Gil przyglądał się jej rozbawionym wzrokiem.
-
Gdy zobaczyłam pana po raz pierwszy - powie
działa Caro, odzyskując panowanie nad sobą - zrobił
pan na mnie bardzo niemiłe wraŜenie. Gdy zobaczyłam
pana po raz drugi, spodobał mi się pan jeszcze mniej.
Dzisiaj przekonałam się ostatecznie, Ŝe nie zyskuje
pan przy bliŜszym poznaniu. Odwrotnie. Jest pan po
prostu obrzydliwy. Patrzeć na pana nie mogę.
-
To dziwne, bo przed chwilą odniosłem zupełnie
inne wraŜenie - roześmiał się Martell. - JeŜeli o mnie
idzie, to, owszem, mogę na panią patrzeć,
i to
z przyjemnością. Szczególnie kiedy jest pani w samej
bieliźnie. Czy musi pani koniecznie nakładać na siebie
tę suknię? Ładna to pani nie jest, ale ma
pani
zupełnie niezłą figurę. Całkiem, całkiem!
-
NiechŜe się pan wreszcie zamknie! - obruszyła
się Caro. - Ludzie słuchają!
Wyjęła z torebki grzebyk i szybko przeczesała
włosy. Z trudem powstrzymywała drŜenie rąk. śaden
męŜczyzna jeszcze nigdy tak na nią nie podziałał. Nic
z tego nie rozumiała.
Gil Martell odsunął kotarę, Caro przerzuciła przez
ramię czarną sukienkę, po wyjściu z kabiny wręczyła
ją sprzedawczyni, oświadczyła, Ŝe jej nie kupuje,
i zastanawiała się nad tym, co teŜ sobie ta dziewczyna
o niej myśli i ile usłyszała z tego, co działo
się
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
53
pomiędzy nią a Gilem. Idąc za nim ku windzie miała
wraŜenie, Ŝe wszyscy klienci przyglądają się jej i szepczą
za jej plecami.
Weszli do windy i bez słowa pojechali na górę.
Sekretarka rzuciła Caro lekcewaŜące spojrzenie.
- Było kilka pilnych telefonów - powiedziała do
Gila. - Zostawiłam notatkę na pańskim biurku.
- Dziękuję. Proszę mnie teraz z nikim nie łączyć.
Wprowadził Caro do gabinetu, zamknął drzwi,
szybkim krokiem podszedł do swojego biurka, usiadł
za nim i gestem ręki wskazał stojący naprzeciwko
fotel. Caro rozsiadła się wygodnie, skrzyŜowała swoje
długie nogi i z pewnym zaŜenowaniem zauwaŜyła, Ŝe
Gil przygląda się kaŜdemu jej ruchowi z wielką uwagą.
-
No więc? - odezwał się. - Czym mogę pani słuŜyć?
Nawet w doborze słów było coś aroganckiego.
-
Mam dosyć tych głupich Ŝartów... - zaczęła.
-
A ja nie.
-
JeŜeli pan sobie wyobraŜa, Ŝe z panem flirtuję, to
myli się pan - rozgniewała się Caro.
-
No dobrze, moja droga, niech mi pani powie,
o co pani chodzi, byle szybko. Jestem bardzo za
pracowanym człowiekiem.
-
Wobec tego niech pan przestanie bawić się moim
kosztem. I nie udaje, Ŝe nie wie, po co tu przyszłam.
Dopóki nie przejrzymy waszych ksiąg, nie będziemy
mogli podjąć negocjacji. Chcę, Ŝeby pan
wyraził
zgodę na to, bym wraz z moim zespołem ekspertów
mogła tu spędzić kilka dni i poinstruował swoich
ludzi, by nam szli na rękę.
-
Dlaczego miałbym się na coś takiego zgodzić?
- W oczach Gila zgasły iskierki wesołości.
-
Dlatego Ŝe jeŜeli nie zrobi pan tego z własnej
woli, zmusi pana babka, i to albo drogą perswazji,
albo przez nakaz sądowy.
Powiedziawszy to Caro speszyła się nieco. Wiedziała,
54
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
Ŝ
e pozwoliła ponieść się temperamentowi. GroŜenie
Gilowi sądem było nonsensem. Gdyby powtórzył jej
słowa babce, stara pani mogłaby wycofać się z całej
sprawy. Opuściła powieki i patrzyła na Martella
spoza zasłony swych gęstych rzęs. Zobaczyła, Ŝe
zbladł, zacisnął usta i zmarszczył brwi.
- No, dobra - powiedział po chwili bezbarwnym
głosem. - Nasze księgi będą od jutra od godziny
dziewiątej rano do waszej dyspozycji. Nie pozwalam
ich jednak wynosić z budynku, kopiować, czy
robić z nich notatek. KaŜę przydzielić wam
odpowiednie pomieszczenie. Czy wszystko jasne?
Wszystko jest jasne, pomyślała Caro. Ustąpił, bo
nie ma innego wyjścia, ale postanowił utrudnić jej
pracę.
-
MoŜe mi pan zaufać - powiedziała spokojnie.
-
Zaufać? Pani? - mruknął Martell. - Czy uwaŜa
mnie pani za aŜ tak naiwnego? O nie, panno
Ramsgate,
nie mam do pani ani do tego rekina, pani ojca,
nawet
krztyny zaufania. Dlatego chcę, Ŝebyście pracowali
tutaj, na moim terenie, pod okiem moich
księgowych.
KaŜę wstawić biurko do mojego gabinetu, komputery,
telefon, wszystko, czego tylko zaŜądacie, ale będę
was
ś
ledzić na kaŜdym kroku, w dzień i w nocy.
Caro spojrzała na niego zdumionym wzrokiem,
przeszedł ją lęk. Poczuła się zagroŜona. Nie była
pewna, czy znajdzie siły na spędzanie takiej ilości
czasu pod bacznym okiem Gila Martella.
ROZDZIAŁ CZWARTY
Pierwszego dnia Caro nie zetknęła się z nim w ogóle.
Nie zjawił się ani na chwilę w swoim gabinecie. Jak
zwykle krąŜył po magazynie, rozmawiał z kierownikami
działów, wysłuchiwał ich problemów, decydował
w setkach spraw. Jego sekretarka w milczeniu sprząt-
nęła papiery z jego biurka, chowając je do szuflad
i szafek. Caro przyglądała jej się spod opuszczonych
powiek. Tamta nie odzywała się ani słowem. Dawała
jasno do zrozumienia, Ŝe nie ma najmniejszego zaufania
do intruzów.
Większość przedpołudnia Caro i jej eksperci spędzili
na rozmowie z głównym księgowym, który odnosił
się do nich z chłodną rezerwą, jak gdyby się obawiał,
Ŝ
e zarazi się od nich jakimś wirusem. Był to przysadzis-
ty męŜczyzna w średnim wieku z małym czarnym
wąsikiem i pruderyjnym uśmieszkiem na ustach. Caro
traktował uprzejmie, lecz z dystansem i pewnym
niedowierzaniem. Z wyrazu jego oczu moŜna było
wnioskować, Ŝe nie mieści mu się w głowie, Ŝe ładna,
młoda dziewczyna moŜe się znać na rzeczy tak
skomplikowanej jak rachunkowość. W swym Ŝyciu
zawodowym Caro zetknęła się wielokrotnie z męŜ-
czyznami tego typu. Nie wierzyli, Ŝe jest kompetentna,
byli bowiem pewni, Ŝe zawdzięcza swe stanowisko
pozycji ojca. Gil Martell był z pewnością jednym z nich.
Caro podziękowała głównemu księgowemu za
pomoc i wraz ze swoimi ludźmi zabrała się na serio
do wydobycia moŜliwie największej liczby danych ze
sprawozdań i ksiąg. Miała do tego szczególny talent.
56
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Bezbłędnie odkrywała wszelkie niedociągnięcia, wszy-
stkie słabe punkty badanego przedsiębiorstwa. W mig
zorientowała się, Ŝe sporządzenie finansowego profilu
Werstbrooka nic zajmie jej zbyt wiele czasu.
TuŜ przed porą lunchu zjawił się Gil Martell. Ale
tylko na chwilę. Był uprzejmy i chłodny. Zabrał
jakieś papiery i wyszedł.
Kilka następnych dni przebiegło mniej więcej w ten
sam sposób. Caro zorientowała się szybko, Ŝe Martell
rzadko przesiaduje w swoim gabinecie, Ŝe woli osobiście
załatwiać sprawy niŜ zlecać je swoim podwładnym.
Poznawszy jego styl pracy, Caro ustaliła sobie własny.
O dwunastej wypuszczała swoich ludzi na lunch,
ale sama pozostawała w biurze. Przynosiła sobie
z domu coś do jedzenia. Pudełeczko wiejskiego
serka, kilka kawałków chrupkiego pieczywa, jabłko,
butelkę wody mineralnej. Gil Martell szedł zazwy-
czaj do restauracji z klientami, dostawcami czy
importerami.
Na czwarty dzień, kiedy Caro właśnie spoŜywała
swój skromny posiłek, Gil zjawił się niespodzianie.
- Czy to cały pani lunch? - zdziwił się. - Czemu
nie korzysta pani ze stołówki dla personelu? Jest tam
naprawdę dobre jedzenie.
- Wolę przynosić sobie własne.
- Jak pani uwaŜa.
Gil wzruszył ramionami, spojrzał na nią, jakby
szukając zaczepki, i przeszedł do swojego biurka.
Wyjął jakieś dokumenty z szuflady i zaczął je starannie
przeglądać. Caro równieŜ próbowała skupić się na
swojej robocie. Mimo woli przypomniało jej się to, co
miało miejsce w kabinie przebieralni, znów poczuła
jego ręce na swoim ciele, jego wargi muskające jej
odsłonięte ramię. Zalała ją fala gorąca. Z trudem
panowała nad swoim oddechem. śeby tylko Gil nie
domyślił się, co się z nią dzieje.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
57
Zadzwonił telefon. Caro wzdrygnęła się i auto-
matycznie sięgnęła po słuchawkę.
-
Recepcja — rozległ się kobiecy głos.- Jest tu
hrabina Jurby. Czy mogę ją skierować na górę?
-
Proszę zaczekać - odparła Caro i wskazała ręką
na stojący przed Martellem drugi aparat. - Do pana.
-
Proszę połączyć mnie z hrabiną - zaŜądał Gil od
recepcjonistki.
Zmarszczył brwi. Palce jego lewej ręki zaczęły
rytmicznie bębnić w blat biurka.
- Po coś tu przyszła, u licha? - mruknął
do
słuchawki. - PrzecieŜ wiesz, Ŝe Colin wścieknie się,
jeŜeli się o tym dowie.
Caro z zainteresowaniem przysłuchiwała się jego
słowom. Wiedziała, Ŝe rozmawia z kobietą, która
była powodem bójki w nocnym lokalu, a tym samym
- decyzji lady Westbrook, Ŝeby sprzedać magazyn.
Przez głowę przebiegało jej mnóstwo pytań. Czy Gil
jest kochankiem tej kobiety? Czy ona zamierza rozwieść
się i wyjść za niego?
Komputer, przy którym pracowała Caro, wydał
z siebie przeciągły pisk. Pomyliła się paskudnie,
skasowała całą kolumnę cyfr.
Skoncentruj się na tym, co robisz! - nakazała sobie
surowo. Przestań podsłuchiwać rozmowy, które ciebie
nie dotyczą!
- Rzucasz go? - krzyknął nagle Gil. - Posłuchaj!
Nie ruszaj się z recepcji. Zaraz tam będę.
OdłoŜył gwałtownym ruchem słuchawkę, zerwał się
z fotela i pobiegł ku drzwiom. Mijając biurko Caro
zatrzymał się. Poczuła na sobie jego rozgorączkowany
wzrok, podniosła głowę i powoli uniosła powieki.
- Proszę, Ŝeby pani nie powtarzała zasłyszanych
w tym pokoju prywatnych rozmów - powiedział
przez zaciśnięte zęby.
Caro uśmiechnęła się chłodno i rozmyślnie, po to,
58
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
by go rozwścieczyć, w ogóle nie zareagowała na jego
słowa.
-
Czy pani mnie słyszy? - wrzasnął, rzeczywiście
wściekły.
-
Słychać pana w całym gmachu.
-
Pracując w moim gabinecie znajduje się pani
w uprzywilejowanej sytuacji...
-
To był pański pomysł, nie mój - przerwała mu.
-
Pani mi go narzuciła.
-
Niech się pan nie wygłupia!
-
Kobiety zawsze tak postępują. Ładują do podświa
domości męŜczyzny idee, a potem ci durnie wyobraŜają
sobie, Ŝe sami je wymyślili. Weźmy chociaŜby Adama
i Ewę. Adamowi nigdy nie wpadłoby do głowy, Ŝeby
ugryźć jabłko, gdyby Ewa go do tego nie namówiła.
-
Czy ja pana na coś namawiałam? Nie miałam
najmniejszej ochoty siedzieć w pańskim gabinecie.
Mogę się natychmiast z niego wyprowadzić, jeŜeli
panu przeszkadzam.
-
Nie mówiłem, Ŝe mi pani przeszkadza. - Gil
skierował swe ciemne oczy na dekolt Caro. Zaczęło
jej się leciutko kręcić w głowie. - Gdyby tak było,
dowiedziałaby się pani o tym bardzo szybko - dodał.
Nastąpiła dłuŜsza cisza. Caro powoli powracała do
równowagi.
-
Na razie chciałbym mieć pewność, Ŝe nie powtórzy
pani ani swojemu ojcu, ani nikomu innemu tego, co
pani przed chwilą usłyszała, zgoda? - odezwał się
wreszcie Gil.
-
Pan mnie obraŜa, panie Martell - powiedziała
Caro stanowczo i spojrzała swoimi jasnymi oczami
prosto w ciemne oczy Gila. - Nauczyłam się cenić
dyskrecję w bardzo młodym wieku. Transakcje mojego
ojca są zwykle tajne. Najmniejszy przeciek mógłby
okazać się katastrofalny i bardzo kosztowny. Zapew
niam pana, panie Martell, Ŝe nigdy nie plotkuję.
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
59
- W takim razie jest pani bardzo niezwykłą kobietą
- odparł cynicznym tonem, obrócił się i zaczął się
oddalać szybkim krokiem.
Caro wodziła wzrokiem za jego smukłą elegancką
sylwetką.
Porusza
się
jak
młody
tygrys,
pomyślała i poczuła suchość w ustach.
- Do zobaczenia - powiedział dziwnie łagodnym
głosem, w którym czaiło się jednak coś
innego.
Rozbawienie? Groźba? Caro nie była w stanie się
zorientować.
Jak to się dzieje, zastanawiała się, jak to się dzieje,
Ŝ
e pozwalam mu się tak łatwo wyprowadzać z rów-
nowagi? Chyba dostałam bzika?
Martwiło ją teŜ, Ŝe ten człowiek tak szybko
zorientował się, jak ona reaguje na jego sztuczki.
CzyŜby czytał w jej myślach? CzyŜby odbierali na tej
samej długości fali? A moŜe wszystkie kobiety za-
chowywały się w jego obecności podobnie jak ona?
Wszystkie gazety zafascynowane były flirtami i ro-
mansami Gilhama Martella, w kaŜdym razie uwaŜa-
ły je za bardziej interesujące niŜ jego działalność
zawodowa. Po bójce w nocnym lokalu Caro naczy-
tała się róŜnych historyjek z jego przeszłości. A było
ich niemało. JeŜeli wierzyć brukowej prasie, pan
Martell zasługiwał na miano współczesnego Don
Juana.
No cóŜ, pomyślała, ja z pewnością nie poszerzę
grona jego wielbicielek. Zarozumiałość tego człowieka
jest horrendalna. UwaŜa się na pewno za prawdziwego
pogromcę kobiet. A one szaleją za nim podobno
jeszcze od szkolnych czasów i wcale nie dlatego, Ŝe
j est bogat y. Gil Mart ell był po prost u j ednym
z najseksowniejszych męŜczyzn Londynu i doskonale
o tym wiedział.
Caro próbowała powrócić do pracy, ale nie potrafiła
się skoncentrować. Nie mogła teŜ usiedzieć w miejscu,
60
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
toteŜ wędrowała po pokoju wymyślając róŜne zdania,
które rzuci Gilowi, gdy spotka go następnym razem.
Podeszła do okna i zauwaŜyła, Ŝe niepostrzeŜenie
dla niej nadeszła wiosna. Niebo było błękitne, słońce
jasno świeciło, na drzewach ukazały się pąki. Otworzyła
okno i wpuściła do pokoju wonne, świeŜe powietrze.
MoŜe dlatego była tak podenerwowana? To wiosna
tak na nią wpłynęła. W tym nastroju kaŜdy męŜczyzna,
a nie tylko Gil podziałałby na nią podobnie.
Wiosna jest porą zdradliwą i niebezpieczną, powie-
działa sobie. Oderwała oczy od nieba, od wierzchołków
drzew i spojrzała w dół.
I wtedy ich zobaczyła. Gila i hrabinę. Stali na
chodniku i rozmawiali, podczas gdy obok czekała
czarna londyńska taksówka z zapalonym motorem.
Kierowca przyglądał im się zza szyby i niecierpliwił
się. Caro niezbyt wyraźnie widziała twarz kobiety,
tylko kaskadę jasnych włosów i szczupłą sylwetkę
otuloną kurtką z norek, narzuconą na czarny kostium.
Zanim Miranda wyszła za hrabiego Jurby, musiała
być modelką. Miała odpowiednią do tego figurę.
Była wysoka, płaska, bardzo chuda. Czy w takich
kobietach gustuje pan Martell?
Hrabina połoŜyła dłoń na ramieniu Gila i w jasnym
ś
wietle słońca jej paznokcie rozbłysły lakierem koloru
krwi. Wspięła się na palce i pocałowała go mocno
w usta.
Caro odskoczyła od okna. A więc plotki okazały
się prawdziwe. Są kochankami. To nie ulega wąt-
pliwości. Te spojrzenia, ta intymność, ten gorący
pocałunek.
A niech sobie będą, myślała Caro. Nic a nic mnie
to nie obchodzi. Moja reakcja na Gila Martella jest
najwyraźniej skutkiem wiosennych zaburzeń w or-
ganizmie. I szybko przeminie.
Powróciła do swojego biurka i pochyliła się nad
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
6 1
dokumentami. Usiłowała się skupić, ale przez cały
czas nasłuchiwała kroków Gila.
Wreszcie zjawił się w gabinecie. Zatrzasnął za sobą
drzwi tak głośno, Ŝe Caro aŜ podskoczyła. Podniosła
głowę i szeroko otworzyła swoje szaroniebieskie oczy.
-
Ach, to pan - wymamrotała.
-
A kogo się pani spodziewała? - Gil podszedł do
swojego biurka i opadł cięŜko na fotel.
-
Co za cholerny dzień! - wyrzucił z siebie. - Same
komplikacje, wszystkie przez kobiety.
-
Jestem pewna, Ŝe świetnie daje pan sobie z nimi
radę.
-
Co pani powiedziała?
-
Nic.
-
To dobrze, bo nie mam ochoty na słuchanie pani
komentarzy.
Caro z trudem powstrzymała się od powiedzenia
mu, co o nim myśli, i skoncentrowała się na ekranie
komputera, na którym wyrastały coraz to nowe
kolumny danych i cyfr. Powoli wyłaniał się z jej
poszukiwań dość jasny obraz sytuacji finansowej
Westbrooka, ale dopiero za dobrych kilka dni będzie
mogła przedstawić ojcu ostateczny wynik swoich
dociekań.
Gil Martell odbył kilka krótkich rzeczowych rozmów
telefonicznych z kierownikami działów, po czym bez
słowa opuścił gabinet. Caro odetchnęła z ulgą. Nie
potrafiła ignorować jego obecności. Irytowało ją to
niepomiernie. Od początku swojej zawodowej kariery
pracowała z męŜczyznami i nic podobnego jeszcze jej
się nie przytrafiło.
O siódmej Martell pojawił się znowu. Magazyn był
juŜ zamknięty, niemal wszyscy pracownicy poszli do
domu. Podobnie jak zespół ekspertów konsorcjum
Ramsgate'a. Gdy Gil ją zobaczył, stanął jak wryty.
- Musi pani natychmiast stąd wyjść - powiedział
62
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
marszcząc brwi. - Za pięć minut pojawi się ekipa
naszych goryli pilnujących gmachu nocą. Będą bardzo
ź
li, jak panią zobaczą. Alarm automatyczny włącza
się o siódmej trzydzieści. Jest ustawiony na pewne
parametry. System ten jest tak skomplikowany, Ŝe
trudno go przestawić. Nawet dla mnie, a cóŜ dopiero
dla pani. Więc bardzo panią proszę o natychmiastowe
opuszczenie gmachu.
-
Chciałam dzisiaj skończyć przegląd działu, nad
którym pracuję - Caro wyprostowała się i zaczęła
sobie masować kark.
-
Zostawi to pani na jutro. - Gil spojrzał
na
zegarek. - Pracuje pani od ósmej rano. Jedenaście
godzin! Czy płacą pani za nadgodziny?
-
Jestem członkiem rodziny - roześmiała się Caro,
nagle zrelaksowana. - Nie wpadłoby mi nawet do
głowy, Ŝeby Ŝądać od ojca dodatkowych pieniędzy.
-
No, to mam nadzieję, Ŝe dostaje pani przyzwoitą
pensję.
-
Ojciec płaci mi tyle, ile płaciłby kaŜdej innej
osobie na moim stanowisku.
-
Ale nie za nadgodziny.
Nie odpowiedziała. Nie chciała omawiać z tym
człowiekiem swoich osobistych spraw. A on nie nalegał.
Podszedł do niej i popatrzył na ekran komputera,
pokrytego równiusieńkimi kolumnami cyfr. Ściągnął
brwi. Caro pomyślała, Ŝe prawdopodobnie nie jest
mu w smak, Ŝe oto obca osoba sięga po najgłębsze
tajniki jego finansów.
- To jest właśnie to, co najbardziej interesuje panią
i pani ojca - wybuchnął nagle Gil. - Cyfry, kalkulacje,
księgi handlowe, rachunek zysków i strat. Myślicie
wyłącznie o robieniu pieniędzy, o
powiększaniu
kapitału. To mnie doprowadza do szału! Czy pani nie
rozumie, Ŝe stare przedsiębiorstwo rodzinne znaczy
więcej niŜ suma przynoszonych przez niego zysków?
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
ft.ł
-
Wiem, wiem - odezwała się Caro. - Pana rodzina
zaczynała od zera, powoli budowała firmę i dlatego
nie chce pan, Ŝeby przeszła w obce ręce...
-
Nie o to chodzi. Mam na myśli ludzi, pracow
ników, którzy są z nami związani od najmłodszych
lat. Niektórzy pochodzą z rodzin, które od pokoleń
nie pracowały dla nikogo innego. Poświęcili firmie
kawał Ŝycia, tak samo jak mój dziadek i ojciec.
-
Trudno to porównywać - powiedziała
Caro
szorstko. - Mogę zrozumieć, Ŝe panu zaleŜy na waszym
magazynie. Ale pańskim urzędnikom? Oczywiście, Ŝe
chodzi im o utrzymanie posad, ale na pewno obojętne
jest im to, jak nazywa się właściciel. Byleby otrzymywali
swoje pensje.
-
Tak pani uwaŜa? śe im chodzi wyłącznie o pensje?
Nie docenia ich pani. To nie jest nawet sprawa
lojalności wobec mnie czy mojej rodziny. Ci ludzie
chcą, Ŝeby ten magazyn prowadzony był w pewien
sposób, na zasadach, do których są przyzwyczajeni.
Czują się jego częścią, szczególnie ci, którzy są z nami
od wielu lat i zamierzają pozostać do emerytury.
-
A pan oczywiście zawsze zasięga ich opinii przed
kaŜdą decyzją - uśmiechnęła się Caroline sarkastycznie.
-
Mamy komitet zakładowy, w którym reprezen
towane są wszystkie działy. Wysłuchujemy jego sugestii
i bierzemy je z reguły pod uwagę. To jest doskonały
układ. Nasi pracownicy miewają pomysły, o jakich
nam się nawet nie śniło. JeŜeli wprowadzamy
je
w Ŝycie i dają rezultaty, projektodawcy otrzymują
premię. Ja wdroŜyłem ten system. No i udało mi się
postawić na nogi podupadającą firmę i zainteresować
załogę walką o jej rentowność. Niektórzy z
nich
zamiast premii woleli akcje. ZauwaŜyłem, Ŝe młodzi
ludzie biorą gotówkę, starsi raczej akcje. Zaproponuję
pani coś. Zamiast ślęczeć nad cyframi z komputera,
niech się pani przejdzie ze mną po gmachu i poroz-
64
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
mawia sobie z niektórymi z naszych pracowników.
W ten sposób zorientuje się pani, jakie jest to nasze
przedsiębiorstwo. Czym jest Westbrook dla ludzi,
którzy w nim pracują.
-
To mi nie jest potrzebne! - odparła Caro, dość
zdziwiona jego potokiem słów, ale wciąŜ dotknięta
jego oskarŜeniem o merkantylność. - Wychowałam
się w kręgu domów towarowych podobnie jak pan.
Mój ojciec wciąŜ jeszcze dostaje kartki świąteczne od
ludzi, którzy pracowali w naszym pierwszym rodzin
nym magazynie. Zna ich od najmłodszych lat, są to
dla niego juŜ nie tylko dawni pracownicy,
ale
przyjaciele. Mój ojciec nauczył mnie, Ŝe Ŝadna firma
nie rozwinie się w kwitnący interes, jeŜeli pracownicy
nie lubią szefa i nie ufają mu.
-
Pani cytuje swojego ojca, jak gdyby był Bogiem
- odparł Gil Martell szyderczo.
Caro zarumieniła się, ale w tej samej chwili
zauwaŜyła kątem oka cień ludzkiej postaci za oszk-
lonymi drzwiami i zrezygnowała z odpowiedzi.
-
Tam ktoś stoi - szepnęła. - I podsłuchuje.
Rozległo się pukanie do drzwi.
-
Proszę wejść! - zawołał Gil.
Do gabinetu wsunął się umundurowany straŜnik.
- Dobry wieczór, panie Martell -
powiedział.
- Dobry wieczór pani. Przepraszam, Ŝe
państwa
nachodzę, ale za dziesięć minut włączy się
auto
matyczny alarm. JeŜeli państwo chcą pracować do
późna, to proszę mnie wezwać. Będę musiał eskor
tować państwa do wyjścia. Proszę o tym nie zapom
nieć.
- JuŜ wychodzimy - Gil uspokoił podejrzliwie nań
spoglądającego straŜnika. - Proszę wyłączyć komputer,
panno Ramsgate - zaŜądał i Caro zmuszona była go
posłuchać.
Zrobiła to, starannie ułoŜyła dyskietki, rachunki
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
65
i papiery w szufladzie i przekręciła klucz w zamku
Wszystko to pod czujnym okiem obydwu męŜczyzn.
StraŜnik odprowadził ich do windy. Szli pustym
korytarzem pustego gmachu, który po całodziennej
krzątaninie wydawał się wręcz niesamowicie cichy
i jakoś dziwnie groźny.
Wchodząc do windy, Caro wzdrygnęła się lekko.
-
Zimno pani? - zainteresował się Gil i spojrzał
badawczym wzrokiem na jej kostiumik z lekkiej szarej
dzianiny, który mocno przylegał do jej ciała i moŜe
nieco za bardzo podkreślał zarys piersi. - Bardzo
pani do twarzy w tym kolorze - dodał - ale moŜe
przydałby się płaszcz.
-
Kiedy rano wychodziłam z domu, było całkiem
ciepło.
-
Mamy wprawdzie kwiecień, ale jeszcze daleko
do prawdziwej wiosny. No, nic. W
samochodzie
włączymy ogrzewanie.
Caro uświadomiła sobie, Ŝe miała zadzwonić po
taksówkę. Zirytowało ją to.
-
Na ogół jeŜdŜę kolejką podziemną albo auto
busem. Nasz dom jest w odległości dziesięciu minut
od naszego biura. Nie warto wyciągać samochodu
z garaŜu. Zamierzałam wezwać taksówkę, bo rzeczy
wiście zrobiło się późno, ale zapomniałam. To nic,
na pewno uda mi się zatrzymać jakąś przejeŜdŜają
cą.
-
Podwiozę panią - powiedział Gil jakby mimo
chodem.
CzyŜby podejrzewał, Ŝe sobie tego Ŝyczę, pomyślała
Caro ze złością.
-
Bardzo dziękuję, ale dam sobie radę - odparła
chłodno.
-
To nonsens. Jadę w pani kierunku.
Gdy wyszli z windy, ujął ją lekko pod łokieć
i skierował ku bocznemu wyjściu, strzeŜonemu przez
66
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
innego umundurowanego straŜnika. Gil Martell skinął
mu głową na poŜegnanie.
- Dobranoc - powiedział.
Drzwi zamknęły się za nimi, jeszcze zanim zrobili
dwa kroki.
TuŜ przed wyjściem stał błyszczący czarny
rolls--royce i zanim Caro zdąŜyła rozejrzeć się za
taksówką, Gil posadził ją na miejscu obok kierowcy i
zamknął za nią drzwiczki wozu.
Ruszyli przez rzęsiście oświetlone ulice centralnego
Londynu ku dzielnicy Regents Park, z jej pięknymi
skwerami
okolonymi
jednakowej
wysokości
patryc-juszowskimi domami.
-
Proszę zapiąć pas! - odezwał się Gil, gdy wjeŜdŜali
na jasno oświetloną Baker Street. Caro zapomniała
wykonać ten automatyczny gest. Był to najlepszy
dowód jej fatalnego stanu nerwów. DrŜącymi rękami
usiłowała zapiąć klamrę pasa, ale w Ŝaden sposób nie
mogła tego zrobić. Gil przyglądał jej się przez chwilę
kątem oka, potem przechylił się i jednym szybkim
ruchem wykonał ten prosty manewr. Caro poczuła
w nozdrzach dyskretny zapach męskiej wody kolońs-
kiej. Zalała ją fala poŜądania, więc odsunęła
się
gwałtownie. Co się ze mną dzieje, pomyślała z rozpaczą.
-
Czy pani zawsze tak się boi męŜczyzn? - zapytał
Martell patrząc na nią podczas postoju na czerwonym
ś
wietle.
-
Pana na pewno nie!
-
Więc dlaczego wzdryga się pani jak poraŜona
prądem, ilekroć się do niej zbliŜam?
-
Nic podobnego!
Roześmiał się głośno i przysunął się do niej.
Bezwiednie odchyliła się w tył i zesztywniała. Krew
zaczęła mocniej pulsować w jej skroniach i krtani.
- Światła się zmieniły! - wykrztusiła z siebie.
Gil znowu się roześmiał.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
67
- Co za ulga! Cudem uratowana przez światła
drogowe!
Skoncentrował się jednak na prowadzeniu i samo-
chód znów gładko sunął szeroką ulicą.
Caro patrzyła prosto przed siebie. Była zła zarówno
na siebie, jak i na Gila Martella. Nie była tak naiwna,
by wyobrazić sobie, Ŝe podoba się temu ulubieńcowi
dam. Wiedziała, Ŝe nie jest kobietą pociągającą
seksualnie. Jeszcze jako młoda dziewczyna nauczyła
się Ŝyć z tą prostą prawdą, Ŝe jedynym powodem, dla
którego męŜczyzna mógłby zainteresować się jej osobą,
jest fortuna jej ojca. A juŜ szczególnie męŜczyzna
pokroju Gila Martella, który mógł przebierać w ko-
bietach jak w ulęgałkach.
Podobały mu się dziewczyny w typie hrabiny Jurby
- jasnowłose, zawadiackie, ubrane według najnowszej
mody, o szczupłych chłopięcych figurach. śartował
sobie z niej od kilku dni, chociaŜby tak jak przed
chwilą, uŜywając swojego seksapilu, jako broni
przeciwko niej i ojcu, a ona dała poznać po sobie, Ŝe
nie pozostaje obojętna na jego sztuczki.
Jechali teraz wzdłuŜ wysadzanych drzewami ulic
dzielnicy Regents Park. Z ciemnego parku o tej samej
nazwie, w którym znajdowało się niewielkie zoo,
dochodziły przytłumione zwierzęce głosy, groźne, ale
zarazem dziwnie Ŝałosne. Caro wzdrygnęła się mimo
woli. Zdawało jej się, Ŝe jest w nich echo jej własnych
odczuć.
Minęli rezydencję lady Westbrook i znajdowali się
juŜ w niewielkiej odległości od domu Ramsgate'ów,
kiedy Gil gwałtownie nacisnął hamulec. Opony
zapiszczały, Caro rzuciło gwałtownie w przód. Gdyby
nie pasy, z pewnością rozbiłaby sobie głowę o szybę.
- Co pan, u licha, wyprawia? - krzyknęła.
Gil milczał. Wbił wzrok w stojący na podjeździe
domu babki samochód. Był to czerwony porsche.
68
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
-
Czy coś nie tak? - zainteresowała się Caro.
-
To wóz Mirandy - mruknął niecierpliwie. - Ka
załem jej pojechać do swojej matki. Nie rozumiem,
dlaczego mnie nie posłuchała. JeŜeli Colin ją
tu
znajdzie, zabije nas oboje.
-
To byłoby nawet niezłe wyjście z sytuacji - po
wiedziała złośliwie Caro.
-
Po diabła przyjechała do babki? - Gil był wyraźnie
zaszokowany. - I dlaczego ona nie wyrzuciła jej za
drzwi?
-
MoŜe lady Westbrook zaprosiła ją na kolację?
- zauwaŜyła Caro niby to obojętnym, ale
dość
sarkastycznym tonem.
Tym razem Gil spojrzał na nią uwaŜnie.
-
To chyba niemoŜliwe - odparł. - Babka nie
cierpi Mirandy.
-
Niech mnie pan odwiezie do domu. Jest późno,
a ja jestem głodna.
-
Głodna?
-
I to bardzo. Poza tym mój ojciec wymaga, Ŝeby
kolacja była podana punktualnie o ósmej, a jest juŜ
pięć minut po. Więc będę panu wdzięczna...
Urwała w pół zdania, gdyŜ Gil energicznie zapalił
motor, lecz zamiast ruszyć naprzód, cofnął się i skręcił
na podjazd domu babki. Zatrzymał się tuŜ za
czerwonym porsche.
-
Co pan robi? - zdziwiła się Caro.
-
Zabieram panią na kolację do babki - poinfor
mował ją, wysiadł, obszedł wóz i otworzył przed nią
drzwiczki.
- Mowy nie ma. Niech pan nie będzie śmieszny...
Gil wsunął głowę do środka samochodu, sięgnął
w głąb i odpiął pas Caro tak zręcznie, Ŝe nawet jej nie
dotknął.
-
Proszę za mną! - zaŜądał.
-
Nic z tego. Proszę mnie odwieźć do domu!
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Gil objął obiema rękami jej talię i mimo Ŝe broniła
się, wyciągnął ją siłą z wozu.
-
Nie dam się zaciągnąć do domu! - krzyknęła Caro.
-
A ja mówię, Ŝe tak.
-
Nie zmusi mnie pan!
-
A właśnie, Ŝe zmuszę!
Gil nie puszczał jej. Ściskał jej wąską talię tak
mocno, Ŝe zabrakło jej tchu, ale jednocześnie ogarnęła
ją fala ciepła i jakaś nie znana jej dotąd dziwna
bezwolność. Przez moment miała przemoŜną chęć
całkowicie poddać się temu nowemu uczuciu.
- Nieznośna z pani kobieta. - Gil spojrzał na nią
z niechęcią.
Zamiast się obrazić, ucieszyła się. Przynajmniej
mnie nie ignoruje, pomyślała. Przedtem nawet nie
słyszał, co do niego mówię, a w najlepszym razie
drwił sobie ze mnie.
-
A z pana nieznośny męŜczyzna - odpowiedziała
po krótkiej chwili.
-
Czy pani zawsze musi mieć ostatnie słowo?
- W kaŜdym razie nie pozwalam, by mi dokuczano!
Drzwi domu lady Westbrook otworzyły się nagle
i szeroki strumień Ŝółtego światła przeciął ciemności.
Carol zdrętwiała. Zdała sobie sprawę, Ŝe sylwetki jej
i Gila muszą się ostro rysować na tle błyszczącej
czarnej karoserii rollsa. CzyŜby babka Gila wyszła
przed próg, by powitać wnuka? A moŜe była to
hrabina Jurby? Caro juŜ obracała się w stronę drzwi,
by zobaczyć, kto w nich stoi, ale zanim to zrobiła, Gil
pochylił się nad nią i przycisnął gorące wargi do jej
wpółotwartych ust.
ROZDZIAŁ PIĄTY
Caro była tak zaskoczona, Ŝe nie zdołała go ani
odepchnąć, ani spoliczkować. JakŜe później Ŝałowała,
Ŝ
e tego nie zrobiła, ale przecieŜ nie miała najmniejszej
szansy.
Całował ją brutalnie. Obracał ją w swych silnych
rękach jak lalkę, przyciskał do siebie z całej mocy.
Jego pierś unosiła się i opadała jak po szaleńczym
biegu, czuła jego muskularne udo pomiędzy swoimi
udami, jego łapczywe wargi na swoich. Słodycz
zmieszana z udręką. Była nagle słaba i bezbronna,
więc zamknęła oczy i zapadła się w rozkoszną
ciemność, gdzie nic juŜ nie miało znaczenia poza tym
szaleńczym całowaniem.
Kiedy Gil wreszcie oderwał się od niej, Caro zadygo-
tała jak w gorączce. Oparła się o niego, Ŝeby nie upaść,
bała się, Ŝe nogi odmówią jej posłuszeństwa, Ŝe padnie
do jego stóp tak jak wtedy, gdy zobaczyła go po raz
pierwszy. Jednocześnie narastała w niej złość. Chciała
krzyczeć, bić go, bo czuła, Ŝe w gruncie rzeczy bawi się
nią, Ŝe całował ją w jakimś jemu tylko wiadomym celu,
w jakiejś swojej sprawie. Ale w jakiej? I dlaczego?
Nagle Gil obrócił się w stronę drzwi domu i wydobył
z siebie dość sztuczny śmiech.
- Ach, to ty, Mirando! Co tu robisz? - zawołał,
niby to zaskoczony.
Caro zrozumiała wszystko. Całował ją wyłącznie
na złość hrabinie. MoŜe byli pokłóceni? MoŜe chciał
wzbudzić w niej uczucie zazdrości? Wszystko to było
zwykłą grą, a ona, Caro, odgrywała rolę pionka.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
7 I
Smukła blondynka uśmiechnęła się do Gila promien-
nie. Brylanty w jej kolii i kolczykach sypnęły iskrami.
Mimo to widać było, Ŝe miota nią złość. Gil osiągnął
swój cel.
- Próbowałam się dodzwonić do ciebie, kochanie
- powiedziała. - Nie było cię jednak ani w domu, ani
w biurze, więc skomunikowałam się z twoją babką,
a ona zaprosiła mnie na kolację. Powiedziała, Ŝe ty
takŜe będziesz. Czekamy na ciebie od niepamiętnych
czasów. Starsza pani jest bardzo niezadowolona, mój
drogi. JakŜe moŜna się tak spóźniać?
Miranda zachowywała się tak, jak gdyby Caro
była niewidzialna. Ta obróciła się i juŜ chciała
piechotą ruszyć do domu, który znajdował się w od-
ległości zaledwie kilku minut szybkiego marszu, ale
Gil chwycił ją za ramię, przyciągnął do siebie i objął
mocno w talii.
- Mirando - powiedział. - Nie jestem pewny, czy
znasz Caroline Ramsgate. Caro, przedstawiam
ci
hrabinę Jurby.
Panie spojrzały na siebie jak gdyby poprzez bez-
kresne wody oceanu. śadna nie poruszyła się ani nie
uśmiechnęła.
Gil Martell uśmiechnął się. Był najwyraźniej roz-
bawiony. Caro miała ochotę kopnąć go, podrapać.
-
Babka zapewne mówiła ci o tym, Ŝe ojciec panny
Ramsgate być moŜe przejmie naszą firmę - zwrócił
się do Mirandy.
-
Ach, więc ona jest córką tego człowieka. - Miran
da uniosła brwi. - Rozumiem. Powinniśmy być dla
niej bardzo mili, nieprawdaŜ?
-
Caro zje z nami kolację - oświadczył Gil.
-
Twoja babka nic o tym nie mówiła.
Caro juŜ chciała otworzyć usta, Ŝeby powiedzieć,
Ŝ
e nie przyjmuje zaproszenia, kiedy Gil pchnął ją
lekko w stronę drzwi. Ukazała się w nich teraz ta
72
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
sama niska, pulchna kobieta, którą Caro poznała
w czasie pierwszej wizyty u lady Westbrook.
-
Dobry wieczór, Susan - zwrócił się do niej Gil.
- Pamięta pani pannę Ramsgate. Była tu z ojcem
w zeszłym tygodniu. Zaprosiłem ją na kolację. Czy
mamy coś dobrego?
-
Niestety, nic specjalnego - zdenerwowała się
Susan. - Jest melon z szynką, a potem zapiekanka
z kury i mus kawowy... Trzeba mnie było uprze
dzić. Nie jestem pewna, czy wystarczy tego na pięć
osób.
-
Wszystko będzie na pewno pyszne - odparł Gil,
rzucając gospodyni jeden ze swoich
czarujących
uśmiechów. - Panna Ramsgate jest na pewno na
diecie. Prawda, Caro? Wszystkie kobiety są na jakiejś
diecie. Przynajmniej od czasu do czasu.
Miranda z ironicznym uśmieszkiem zmierzyła lekko
tu i ówdzie zaokrąglone kształty rywalki, dając do
zrozumienia, Ŝe znacznie wyŜej ceni sobie swoją modną
chudą figurę, co wyraźnie zaambarasowało Caro.
- Na pewno damy sobie radę. Ja zrezygnuję z musu
i zjem na deser kawałek sera - oświadczył Gil. - A ty,
Susan, pospiesz się i połóŜ jeszcze jedno nakrycie na
stół.
Susan, która pełniła obowiązki kogoś w rodzaju
gospodyni domu i damy do towarzystwa lady West-
brook, przyzwyczajona była widać do aroganckich
komend wnuka swojej chlebodawczyni, gdyŜ natych-
miast udała się w głąb domu. Gil zaś zaprowadził
Caro do duŜego salonu, umeblowanego z wiktoriańską
elegancją i ozdobionego gobelinami i grubymi dywa-
nami. Przed palącym się kominkiem siedziała lady
Westbrook. Mimo wiosennej pogody jej ramiona
otulał kaszmirowy szal. Spojrzała na Caro nieco
zdziwionym wzrokiem.
- Babciu, pozwól - odezwał się szybko Gil - Caro
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
/ \
pracowała w moim gabinecie przez cały dzień. Zrobiło
się późno, pomyślałem, Ŝe jest na pewno głodna, więc
przyprowadziłem ją na kolację.
Lady Westbrook wyciągnęła do Caro białą dłoń.
-
JakŜe mi miło. Droga Caroline, mam nadzieję,
Ŝ
e Gilham idzie pani we wszystkim na rękę.
-
Robię, co mogę - uśmiechnął się Gil i spojrzał
znacząco na Caro.
Lady Westbrook zdawała się nie zauwaŜać ironicz-
nego tonu głosu wnuka ani rumieńca, jakim spłonęła
Caroline.
- NiechŜe pani siada obok mnie, moja
droga
- powiedziała wskazując na fotel. - Proszę
mi
opowiedzieć, jak pani idzie robota. A moŜe
nie
powinnam o to pytać?
- Jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków
- odparła Caro. - Zanim sporządzimy raport, minie
jeszcze trochę czasu.
Miranda przysłuchiwała się tej rozmowie z rosnącym
zdziwieniem.
-
O jaki raport chodzi? - zapytała wreszcie.
-
Caro jest ekspertem z dziedziny finansów i księgo
wości - wytłumaczył jej Gil.
-
Księgowa? - skrzywiła się Miranda. - TeŜ mi
zajęcie dla kobiety.
-
No cóŜ, ten zawód juŜ dawno przestał
być
monopolem męŜczyzn. A pani, o ile się nie mylę, była
przed wyjściem za mąŜ modelką, nieprawdaŜ? - zapy
tała Caro.
- Przestałam pracować dopiero dwa lata temu.
Caro wzruszyła ramionami.
- Kiedyś kobiety nie miały wielkiego
wyboru.
Pozwalano im uczyć dzieci, pielęgnować chorych,
pracować w teatrze, w biurach. Ale dzisiaj jest zupełnie
inaczej. Wszystkie zawody stają przed nami otworem.
Trzeba tylko coś umieć i chcieć.
74
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
-
Mimo to nie wyobraŜani sobie kobiety, która nie
wolałaby być modelką niŜ księgową - wtrącił się Gil.
-
Masz rację, kochanie - roześmiała się Miranda.
Do pokoju wpadła lekko zdyszana Susan i oświad-
czyła, Ŝe podano do stołu. Gil pomógł babce wstać
z fotela, wziął ją pod rękę i ruszył z nią do jadalni.
Caro pomyślała sobie, Ŝe mimo iŜ lady Westbrook
postanowiła sprzedać ich dom towarowy bez zasięgania
jego opinii, kochała swojego wnuka, a on odwzajemniał
jej się wielkim przywiązaniem.
W czasie kolacji Miranda otwarcie flirtowała
z Gilem. Patrzyła na niego wielkimi zakochanymi
oczami, uśmiechała się zalotnie i całkowicie ignorowała
Caro. Ta siedziała w ponurym milczeniu, jadła mało
i marzyła o tym, Ŝeby być gdzie indziej. Nie rozumiała,
jak to się stało, Ŝe dała się namówić na tę kolację.
I dlaczego Gilowi tak zaleŜało na jej obecności. I na
ile powaŜny był jego flirt z piękną hrabiną Jurby.
-
Zamieszkałam w Savoyu - oświadczyła w pewnym
momencie Miranda. Gil właśnie dolewał do jej kieliszka
pysznego białego wina z piwnicy babki i spojrzał na
nią ze zdumieniem.
-
No cóŜ, kochanie - powiedziała szybko. - PrzecieŜ
zalecałeś mi przeniesienie się na neutralny grunt.
Pomyślałam, Ŝe najlepszy będzie hotel. Napisałam do
Colina kartkę z adresem i połoŜyłam ją w holu na
stoliku. śeby nie mógł potem mówić, Ŝe nie wie,
gdzie jestem. Wynajęłam sobie piękny apartament.
W sypialni jest łoŜe z baldachimem, przez okna widać
Tamizę i drzewa całe w pąkach. Sam zobaczysz.
Londyn jest wspaniały wiosną, nieprawdaŜ?
Lady Westbrook wyprostowała się w swoim fote-
lu i spojrzała na Mirandę ze zgorszeniem i konster-
nacją.
- Co ty opowiadasz, Mirando? CzyŜbyś porzuciła
swojego męŜa?
STRACH PRZED MH.OŚCIĄ
75
- Niestety tak. CóŜ innego mogłam zrobić? Po tej
okropnej scenie w publicznym lokalu?
Spojrzała na starszą panią szeroko otwartymi,
niewinnymi jak u dziecka oczami.
-
To tylko pogorszy sprawę! - mruknęła
lady
Westbrook.
-
Pani nie wie, co ja przez niego przeszłam! Gil jest
moim świadkiem. Proszę go zapytać. Colin nie pierwszy
raz upokorzył mnie w obecności obcych ludzi. Ale to
się więcej nie zdarzy.
-
Nie mówmy o tym przy kolacji - obruszył się Gil
i Miranda opuściła swoją jasną głowę na jego ramię
i spojrzała mu rozkochanym wzrokiem w
oczy.
Uosobienie kobiecości!
-
Jak kaŜesz, kochanie! - szepnęła.
Lady Westbrook spojrzała na hrabinę Jurby, jak
gdyby miała ochotę dać jej dobrego klapsa. Caro
czuła to samo, lecz zamiast tego spoŜywała łyczkami
swoją porcyjkę kawowego musu.
Po posiłku, który był najwyraźniej obliczony nie na
pięć, lecz na trzy osoby, podano jeszcze sporą tacę
z wyjątkowo smacznymi serami, po czym lady
Westbrook zaprowadziła swoich gości na kawę do
salonu.
Gil nie pozwolił Susan dźwigać cięŜkiej srebrnej
tacy, sam podjął się rozlewania kawy i obsypał
towarzyszkę babki licznymi komplementami za jej
kunszt kulinarny.
Caro obserwowała go uwaŜnie. Jaki potrafił być
miły, gdy chciał. Ile czułości, ile sympatii było w jego
stosunku do babki. Nie powinno jej to było dziwić.
Ludzie nie są jednoznaczni. W kaŜdym człowieku
tkwią całe pokłady róŜnych uczuć. Gilham Martell
był człowiekiem niezwykle skomplikowanym i Caro
zaczynała sobie z tego zdawać sprawę.
Właśnie kończyli pić kawę, kiedy rozległ się gwał-
76
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
towny dzwonek u drzwi. Miranda wyprostowała się
w krześle i szeroko otworzyła swoje błękitne oczy.
-
Colin!
-
Dlaczego pani sądzi, Ŝe to moŜe być pani mąŜ?
- zdziwiła się lady Westbrook.
Gil podniósł się powoli z fotela i ostro spojrzał na
Mirandę.
-
Podobno napisałaś mu, Ŝe jesteś w Savoyu. Więc
dlaczego miałby przychodzić do nas?
-
Nie mam pojęcia... nie gniewaj się na
mnie
—
wymamrotała Miranda.
Caro pomyślała, Ŝe powinna współczuć tej kobiecie,
ale zachowanie tamtej było zbyt teatralne, Ŝeby mogło
być prawdziwe. Wbrew własnej woli wydawała się
raczej rozbawiona niŜ przeraŜona.
-
Przyznaj się, Mirando, Ŝe zawiadomiłaś go, iŜ
jesteś tutaj? No, mów - zaŜądał Gil.
-
MoŜe zadzwonił do Savoyu i tam mu powiedzieli,
bo, widzisz, musiałam to zrobić na wypadek, gdyby
zgłosiła się moja matka...
Rozległ się drugi, tym razem znacznie głośniejszy
dzwonek do drzwi.
-
Otwórz, Susan - zaŜądała lady Westbrook.
-
Nie, nie - krzyknęła Miranda.
-
Rób, co ci kaŜę! - powtórzyła lady Westbrook.
-
Niech go pani nie wpuszcza - rozpłakała się
Miranda. - Droga lady Westbrook, pani nie ma
pojęcia, jaki on potrafi być okropny. Zwłaszcza jeŜeli
za duŜo wypił. A o tej porze jest na pewno po kilku
godzinach pijaństwa w klubie. Cały czas spędza tam
w barze.
Z holu zaczęły dochodzić gniewne głosy. Gil ruszył
ku drzwiom, lecz zatrzymał się w pół drogi, gdyŜ
otwarły się i pojawił się w nich męŜczyzna, którego
twarz Caro natychmiast rozpoznała. Był to niewątpliwie
hrabia Jurby, ten z fotografii prasowej sprzed kilku
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
77
dni, na której widać go było w bójce w nocnym
lokalu. Wydawał się nieco starszy od Gila. Miał
pociągłą, niezbyt sympatyczną twarz, mocno w tej
chwili zaczerwienioną. Z całej jego postawy buchała
agresja. JednakŜe rysy miał regularne i kiedy był
trzeźwy, mógł być prawdopodobnie zupełnie sym-
patycznym
człowiekiem.
Spojrzał
na
Gila
rozgorączkowanymi oczami.
-
A więc jesteś! Ta głupia baba zapewniała mnie,
Ŝ
e cię tu nie znajdę. Byłem pewny, Ŝe kłamie. Gdzie
moja Ŝona, ty świński ryju?
-
Colin, uspokój się, jesteś pijany... - zaczął Gil,
ale tamten zauwaŜył w głębi pokoju Mirandę i roze
ś
miał się tryumfalnie.
- Ona teŜ tu jest! Oczywiście! I to z tobą!
Zacisnął pięści i próbował rzucić się na
Gila.
Wyglądał okropnie. Rudawe włosy miał zmierzwione,
krawat przekrzywiony, koszulę rozpiętą. Był to dość
niezwykły widok w tym eleganckim patrycjuszowskim
salonie.
- Zabiję cię, Martell!
- Jak śmie pan zachowywać się tak w
mojej
obecności! - Glos lady Westbrook był ostry jak
brzytwa. - Gdzie pańskie maniery? To jest mój dom,
a nie jakaś knajpa!
Hrabia stanął jak wryty, wyprostował się, opuścił
ręce i zalał się szkarłatnym rumieńcem.
- Dobry BoŜe, twoja babka teŜ tu jest! Myślałem,
Ŝ
e to kłamstwo... Ŝeście to sobie wymyślili... bardzo
panią przepraszam, lady Westbrook. Proszę pokornie
o wybaczenie. Zachowałem się okropnie. Jak ostatni
łajdak. Wypiłem o jednego za duŜo.
Ukłonił się nisko i prawie upadł na podłogę. Gil
chwycił go mocno za ramię.
- Dziękuję ci, Gil - powiedział hrabia automatycznie
i powolnym, niepewnym krokiem pijanego słonia
78
STRACH PR7.ED MIŁOŚCIĄ
ruszył ku drzwiom. - Zdaje się, Ŝe była tu gdzieś moja
Ŝ
ona, Miranda... O, jest! PomóŜ człowiekowi, który
ledwo trzyma się na nogach, kochanie.
-
IdźŜe do domu - mruknęła Miranda.
-
No tak. Zaraz pójdę, ale nie wiem, co się dzieje
z moim samochodem. Czy ja przyjechałem tu samo
chodem?
Stanął, Ŝeby się zastanowić.
-
Nie, nie... taksówką. Ktoś w klubie powiedział
mi... nie, to chyba był policjant... Ŝe w tym stanie nie
pozwoli mi siąść za kierownicę. Zabrał mi kluczyki.
-
Odwiozę go do domu, dobrze, Mirando? - za
proponował Gil.
Hrabia odsunął go.
-
Odwiezie mnie Ŝona - wymamrotał.
-
Ani mi się śni - odparła hrabina. - Jesteś znowu
pijany. Patrzeć na ciebie nie mogę. Mam dosyć Ŝycia
pod jednym dachem z człowiekiem, który ogląda
ś
wiat przez dno kieliszka. Słuchaj, Colin,
bierz
taksówkę albo idź piechotą. Prześpij się na ławce
w parku. Rób, co chcesz. Nic a nic mnie to nie
obchodzi. Wiem tylko, Ŝe do domu z tobą nie wrócę.
-
Myślę, Ŝe powinniście prowadzić tę
rozmowę
w innym miejscu - powiedział stanowczo Gil. - Miran
do, pomóŜ mi wyprowadzić Colina do holu. Chodź,
Colin, nie bądź idiotą... nie moŜesz tu rozmawiać z Ŝoną.
Colin spojrzał na lady Westbrook i prawie otrzeź-
wiał.
-
Przepraszam... bardzo przepraszam... juŜ wy
chodzę.
-
Tędy - zakomenderował Gil, popychając
go
lekko ku drzwiom.
Hrabina, choć niechętnie, poszła w ich ślady. Lady
Westbrook wydała westchnienie ulgi.
- Przykro mi za ten incydent - powiedziała z zimną
uprzejmością do Caro. - Mój wnuk dziwnie
się
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
79
ostatnio zachowuje. Bardzo Ŝałuję, Ŝe musiała pani
być świadkiem tej obrzydliwej scenki. Gil nie powinien
był do tego dopuścić.
Caro zauwaŜyła, Ŝe ręce starszej pani trzęsą się ze
zdenerwowania i poczuła odruch sympatii. Wstała,
podeszła do niej, uklękła przy jej fotelu i ujęła te
drobne, zimne, rozdygotane dłonie w swoje, młode
i ciepłe. Patrząc z uśmiechem na bladą, zmęczoną
twarz staruszki, zaczęła je delikatnie rozcierać.
- Nie warto się tym przejmować, szkoda zdrowia
- powiedziała cicho.
-
On jest taki niemądry. - W wyblakłych oczach
lady Westbrook zabłysły łzy. - Ostrzegałam go przed
Mirandą. Znam ten typ kobiet. Zawsze znudzone,
poszukujące sensacji, zmian... jeŜeli Colin się z nią
rozwiedzie, Gil będzie musiał oŜenić się z nią, a to
byłoby straszne. Ona zrujnowałaby mu Ŝycie. Moja
rodzina zdobyła wszystko, co dziś mamy, cięŜką
pracą. Wolałabym zostawić cały majątek na jakiś
dobroczynny cel, niŜ oddać go w ręce Mirandy, która
roztrwoniłaby wszystko na swoje stroje i kaprysy.
-
Czy właśnie dlatego zdecydowała się pani sprzedać
swoje akcje?
Lady Westbrook rzuciła na Caro na poły gniewne,
na poły smutne spojrzenie.
- Postawiłam Gilowi ultimatum -
powiedziała.
- Albo przysięgnie, Ŝe przestanie widywać się z Miran
dą, albo zgodzę się, Ŝeby nasz magazyn przeszedł
w ręce pani ojca.
Caro gwizdnęła cichutko. Wyobraziła sobie tę scenę.
Znając juŜ trochę Gila Martella, domyślała się, jak
zareagował na taki szantaŜ.
- Wiem, co pani myśli - odezwała się starsza pani.
- śe popełniłam błąd. Zrozumiałam to zaraz po tym,
jak wyrwały mi się te słowa. Po prostu straciłam
nerwy...
80
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
- A on odpowiedział na to, Ŝeby pani robiła, co
się pani Ŝywnie podoba, Ŝe nic go to nie obchodzi,
prawda?
Caro potrafiła sobie nawet wyobrazić ton jego
głosu. Wcale nieźle poznała go przez ten krótki czas.
Rozbawiło ją to, więc roześmiała się.
Lady Westbrook spojrzała na nią ze zdumieniem
i po chwili teŜ zaczęła się śmiać.
- Dziękuję, moja droga, Ŝe pozwoliła mi się pani
wygadać - powiedziała po chwili i wytarła sobie oczy.
Stojący na kominku francuski zegar zaczął wybijać
dziesiątą. Caro skorzystała z okazji, Ŝeby poŜegnać
się wreszcie ze swoją gospodynią.
- Muszę wracać do domu. Dziękuję za pyszną
kolację. Miło mi było móc porozmawiać z panią.
Co ja gadam, pomyślała, przecieŜ to właściwie był
koszmarny wieczór. Nigdy w Ŝyciu nie przeŜyła nic
podobnego. Była emocjonalnie wyczerpana od tego
przerzucania się z jednego nastroju w drugi.
-
Musi pani zaczekać, aŜ wróci Gil.
Odwiezie
panią do domu.
-
Dziękuję. Mieszkam o kilkadziesiąt metrów stąd.
Chętnie się przejdę.
-
Po ciemku? To wykluczone.
Caro potrząsnęła energicznie głową, poŜegnała się
serdecznie ze starszą panią i wybiegła z salonu.
W holu było ciemno i na szczęście pusto. Ale
w chwili gdy Caro zbliŜała się do frontowych drzwi,
te otworzyły się i stanął w nich Gil.
-
Dokąd to? - zapytał.
-
Do domu.
-
Odwiozę panią.
-
Wolę się przejść. Dla zdrowia.
-
Więc panią odprowadzę - zdecydował.
-
Nie trzeba.
-
Nie pozwolę pani o tej porze chodzić samotnie
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
8 I
po ciemnych ulicach. Gdyby się pani coś złego
przytrafiło, pani ojciec odarłby mnie ze skóry.
Na dworze pachniało wiosną. Niebo było bez-
chmurne, powietrze tak czyste, Ŝe moŜna było liczyć
gwiazdy. Wielki srebrny księŜyc zwisał niziutko nad
plątaniną londyńskich ulic.
Szli szybkim krokiem wzdłuŜ ciemnego Regents
Park, w którego drzewach szumiał łagodny wiatr.
Na tych ekskluzywnych ulicach o tej porze ruch
samochodowy był minimalny. W oknach pięknych
starych domów paliły się wprawdzie światła, ale nic
prawie nie zakłócało nocnej ciszy.
Szli krok w krok w głębokim milczeniu, którego
Ŝ
adne z nich nie miało ochoty przerwać.
-
No, dobrze - odezwał się wreszcie Gil, gdy
przechodzili pod latarnią, i spojrzał przelotnie na
profil Caro, zupełnie jak gdyby chciał ocenić stopień
jej oburzenia i niechęci. - Dobrze wiem, o czym pani
teraz myśli. Przez cały wieczór obserwowałem panią.
Jest pani śmieszną małą purytanką. Ale proszę się
uspokoić. Miranda wróciła do męŜa. Mam nadzieję,
Ŝ
e to panią zadowoli.
-
Wróciła do domu?
-
Tak jest. Cieszy to panią? - Gil ujął jej ramię
palcami silnymi jak kleszcze.
-
Ale pana najwidoczniej nie - mruknęła Caro.
- I proszę puścić. To boli.
Puścił ją, ale zastąpił jej drogę.
-
Moje stosunki z Mirandą i Colinem to moja
sprawa. Pani nie wie nic ani o nich, ani o mnie. Poza
tym ma pani okropny zwyczaj patrzenia na ludzi
z góry. Z pogardą! Niech pani tego nie robi! Przynaj
mniej w stosunku do mnie.
-
Widzę, Ŝe umie pan czytać w cudzych myślach
- odparła Caro z ironią. - Wobec tego wie pan, co
o nim teraz myślę, więc proszę mi dać święty spokój!
82
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Odepchnęła go z taką siłą, Ŝe stracił równowagę,
cofnął się i oparł o Ŝywopłot. Nie odwracając się
Caro puściła się biegiem. Dotarła do podjazdu swojego
domu i juŜ miała otworzyć drzwi, kiedy Gil dogonił
ją, chwycił za ramiona i mocno szarpnął. Zatoczyła
się i wpadła na drzewo.
-
Ręce przy sobie! - szepnęła jeszcze zdyszana po
biegu. - Czy pan zwariował? śeby gonić za mną po
ulicy jak...
-
PrzecieŜ właśnie tego pani chciała - zareagowały
z cynicznym skrzywieniem ust. - śebym pędził za
panią jak głupi szczeniak.
-
Nonsens! MoŜe pańska przyjaciółka lubi takie-
zabawy, ale ja na pewno nie!
To, Ŝe wspomniała Mirandę, rozzłościło go. Przyci-
snął Caro mocno do pnia.
- Dlaczego pani tak się przyczepiła do Mirandy?
Zaczynam podejrzewać, Ŝe jest pani zazdrosna. A moŜe
nienawidzi ją pani tak dlatego, Ŝe jest piękna i słynie
ze swojej urody? śe męŜczyźni szaleją za nią? Kobiety
to najdziwniejsze stworzenia świata. Pani zazdrości
Mirandzie powodzenia, a gdy o niej mowa, przybiera
takie miny, jak gdyby pani nigdy w Ŝyciu nie była
w łóŜku z męŜczyzną.
Caro zalała się ciemnym rumieńcem. Oczy Gila
rozbłysły.
-
Czy trafiłem w sedno?
-
Właśnie, Ŝe nie!
- To znaczy, Ŝe była pani juŜ w łóŜku z
męŜczyzną?
- Nie jestem tak sprośna jak pan i pańskie kobiety.
Dla was przespanie się z pierwszą lepszą napotkaną
osobą, niezaleŜnie od tego, czy juŜ ma partnera, czy
nie, to Ŝadna sprawa.
Ironiczny uśmieszek zniknął z twarzy Gila. Spojrzał
na Caro z taką wściekłością, Ŝe zadrŜało w niej serce.
Caro oddychała cięŜko przez suche usta, w uszach
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
83
szumiała jej krew. Nie miała pojęcia, czego się teraz
spodziewać po tym gwałtownym człowieku, z któ-
rym wdała się nieopatrznie w tak ostry konflikt.
Dygotała na całym ciele jak w lęku przed ciosem.
Ale Gil nie uderzył jej. Zamiast tego poczęstował ją
pocałunkiem.
Lecz cóŜ to był za pocałunek! Jego usta spadły
jakimś straszliwym cięŜarem, parzyły, rozgniatały.
Głową oparta o pień drzewa, z wygiętą do bólu szyją,
czuła, Ŝe jej oczy wypełniają się gorącymi łzami.
Minęły lata świetlne, zanim Gil oderwał się od niej,
wyprostował i odsunął o pół kroku. Oczy miał
zapadnięte, powieki półprzymknięte, wyprostował się
i stał zupełnie nieruchomo, wyglądał jak kamienny
posąg jakiejś mitycznej postaci.
Caro takŜe trwała bez ruchu, tylko wielkie łzy
płynęły po jej pobladłych policzkach.
Po chwili Gil otworzył oczy i spojrzał na nią.
- Przepraszam. Nie wiem, co mi się stało. Straciłem
panowanie nad sobą. Proszę mi wybaczyć.
Caro nie mogła powstrzymać płaczu. Częściowo
dlatego, Ŝe bolały ją opuchnięte wargi, zupełnie jak
po ukąszeniu osy, częściowo dlatego, Ŝe była w szoku.
- Przestań płakać, Caro - szepnął Gil, przeczesując
palcami swoje ciemne włosy. - Ja tego nie chciałem.
Sam nie wiem, jak ci to wytłumaczyć.
Zupełnie
straciłem głowę.
Słowa te jeszcze bardziej zbulwersowały Caro. Więc
Gil wcale nie miał ochoty jej całować. Zrobił to
zupełnie bezmyślnie i juŜ tego Ŝałował. Nienawidziła
go, ale nie mogła powstrzymać łez.
Nagle Gil pochylił się nad nią i delikatnie musnął
ustami jej nabrzmiałe powieki. Caro wzdrygnęła się
pod wpływem tego czułego gestu. Ale zaraz znowu
ogarnęły ją dreszcze, gdyŜ poczuła czubek jego języka
pieszczotliwie przesuwający się po jej mokrych rzęsach.
84
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Przestała szlochać i stojąc nieruchomo napawała się
tym zupełnie nowym odczuciem.
- No, juŜ dobrze - szeptał jej do ucha, muskając
wargami jej czoło, oczy, policzki. Objął ją
czule,
kołysał ją w ramionach, mówił słowa pociechy, jakby
była małym, nieszczęśliwym dzieckiem. Głaskał jej
długie kasztanowate włosy, przyciskał głowę do swej
piersi.
Gdyby chciała, mogłaby teraz bez trudu wysunąć
się z jego ramion, odepchnąć go, uciec, ale nie.
Oparła się o niego całym ciałem, wchłaniała w siebie
emanujące z niego ciepło. Po chwili Gil zaczął znów
całować jej usta, tym razem łagodnie, ostroŜnie, aŜ jej
ciało rozedrgało się z rozkoszy. Odpowiadała teraz
pocałunkami na jego pocałunki, zarzuciła mu ręce na
szyję, wplotła palce w jego gęste, ciemne włosy,
głaskała napięte mięśnie jego mocnego karku.
- Och, jak przyjemnie - wymamrotał Gil. - Rób
tak dalej. Mam za sobą straszny dzień. Tysiące spraw
do załatwienia. Taki masaŜ to właśnie to, czego mi
potrzeba.
Po chwili Caro zorientowała się, Ŝe Gil zabiera się
do długiego suwaka na plecach jej sukni.
- Muszę iść - szepnęła.
Słyszała gwałtowne bicie jego serca, czuła na swojej
twarzy jego szybki gorący oddech.
- Jeszcze nie - odparł i przesunął rękę po jej plecach.
Ale Caro juŜ zaczynała odzyskiwać panowanie nad
sobą. Myśli jej powoli się porządkowały. Zamiary
Gila były dla niej zupełnie jasne. NaleŜało go w porę
powstrzymać.
Doskonale wiedziała, Ŝe w stanie, w jakim się
znalazł, rzuciłby się na pierwszą lepszą napotkaną
kobietę. Ostatecznie był przed chwilą świadkiem
powrotu swojej kochanki do męŜa i musiał być zły,
nieszczęśliwy i zazdrosny.
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
85
Potrzebna mu była jakaś inna silna podnieta, ale
na tę rolę Caro nie miała najmniejszej ochoty.
Wprawdzie przez moment ogarnięta była szaleńczym
wprost poŜądaniem i nieomal gotowa mu ulec, ale
zbyt długo czekała na pojawienie się tego jedynego
prawdziwego męŜczyzny jej Ŝycia, by zgodzić się na
chwilowe zajęcie miejsca innej kobiety.
Chciała, Ŝeby przyszły kochanek pragnął jej, tylko
i wyłącznie jej.
Odepchnęła więc Gila ze zdumiewającą siłą.
-
Co się stało? - zapytał, zaskoczony.
-
Nie chcę tego - powiedziała Caro szybko.
- Proszę mnie puścić. Jestem okropnie zmęczona. To
był bardzo długi dzień. Powiedzmy sobie dobranoc
i idźmy spać.
Gil patrzył w jej chłodne teraz oczy i jego oddech
powoli się uspokajał.
- Nie sądziłem, Ŝe jesteś z tych, co tylko człowieka
podniecają - mruknął pogardliwie, opuścił
ręce
i wzruszył ramionami. - Ale niech będzie, jak chcesz.
Dobranoc.
Caro nie poŜegnała się z nim. Chciała jak
najprędzej od niego uciec. ToteŜ z chwilą gdy ją
puścił, rzuciła się pędem ku swojemu domowi. Nawet
nie obejrzała się za siebie. Na plecach czuła jego
gorący wzrok.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
Nazajutrz Caro szykowała się do wyjścia z domu
w stanie takiego zdenerwowania, Ŝe kilkakrotnie
zmieniała suknie, zanim zdecydowała się na czarną
spódnicę i biały sweterek z małym dekoltem. Nie był
to wprawdzie szczególnie atrakcyjny strój, ale przynaj-
mniej ukazywał jej figurę w moŜliwie najlepszym
ś
wietle, nie będąc przy tym ostentacyjnym. Usiadła
przed lustrem i szczotkowała włosy. Wpatrywała się
ponurym wzrokiem w odbicie swojej twarzy. Szkoda,
Ŝ
e nie jestem ładniejsza, myślała. śaden męŜczyzna
nigdy nie obejrzy się za mną na ulicy. Mogę spędzać
całe godziny na malowaniu się, na dobieraniu strojów,
ale to nic nie da. Nie mam po prostu tego czegoś, co
hrabina Jurby posiada w nadmiarze.
Gdy wchodziła do gabinetu Gila, serce waliło jej
jak młotem. Sekretarka przywitała ją chłodnym
skinieniem głowy, ale Caro była juŜ przyzwyczajona
do jej wrogości.
Okazało się, Ŝe Gil jeszcze nie zjawił się w pracy.
Co za ulga! Caro wiedziała, Ŝe spędzi on przedpołudnie
na inspekcji poszczególnych działów magazynu, ale
pojawi się prędzej czy później przy swoim biurku.
Mimo to czas dłuŜył się w nieskończoność. Co chwila
spoglądała na zegarek. Wreszcie tuŜ przed porą lunchu
Gil zjawił się w towarzystwie dwóch urzędników.
Miał na sobie świetnie skrojone ciemne ubranie, białą
koszulę i niebieski jedwabny krawat. Wyglądał wspa-
niale. Caro zalała fala sympatii tak gorąca, Ŝe niemal
bolesna. On zaś skłonił się uprzejmie, podszedł do
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
K7
swojego biurka, zabrał stamtąd jakieś papiery i w mil-
czeniu wyszedł z gabinetu. Urzędnicy podąŜyli za nim.
Caro poczuła się, jakby ją ktoś spoliczkowat.
PrzecieŜ mógł powiedzieć chociaŜby kilka uprzejmych
słów. Nic by go to nie kosztowało. Próbowała na
powrót skupić się na pracy, ale trudno jej było się
skoncentrować.
Gil powrócił siedem minut przed trzecią. Caro
dokładnie znała godzinę, gdyŜ co chwila spoglądała
na zegarek.
Gil zdawał się powaŜny, zamyślony, i wciąŜ
milczał. Dopiero gdy zjawiła się jego sekretarka,
uśmiechnął się i poprosił, Ŝeby usiadła. Caro poczuła
ukłucie zazdrości. I lekkiej paniki. CzyŜby po krótkim
zawieszeniu broni znowu powrócili do zimnej wojny?
Przez następną godzinę Gil dyktował sekretarce
listy, po czym wyszedł, nie spojrzawszy nawet w stronę
Caro. No, tak, pomyślała, on Ŝałuje tego, co miało
miejsce poprzedniego wieczoru i nie chce, Ŝeby sobie
wmawiała, Ŝe przywiązuje do tego jakiekolwiek znacze-
nie. Traktuje ją tak chłodno po to, by wybiła sobie
z głowy wszelkie złudzenia. To, Ŝe jej ojciec chce mu
odebrać jego ukochany dom towarowy, czyni ich
wrogami. Dobrze, Ŝe sobie o tym przypomniała.
No, ale czy to daje mu prawo do traktowania
innego człowieka w tak bezwzględny sposób?
Wczoraj całował ją i pieścił, nie zastanawiając się
zupełnie nad jej uczuciami. Wykorzystał swoją szansę,
a teraz niewątpliwie bał się, Ŝe ona zechce wykorzystać
swoją. Co on sobie właściwie wyobraŜa? śe ona,
Caro, poleci do Mirandy i opowie jej o wszystkim?
Albo Ŝe poskarŜy się jego babce?
Wpatrywała się niewidzącymi oczami w okno, za
którym świeciło wiosenne słońce. CzyŜby wszyscy
męŜczyźni byli oportunistami? Czy Ŝadnemu z nich
nie wolno wierzyć?
88
STRACH PKZtD MIŁOŚCIĄ
Weszła sekretarka Gila, Ŝeby powiedzieć, Ŝe idzia
do domu i Ŝe za chwilę zjawią się straŜnicy.
- JuŜ kończę - oświadczyła Caro poirytowanym
tonem.
Tego wieczoru zatelefonowała do niej Amy.
-
Czy pamiętasz Anthony'ego Calthropa? - za
pytała.
-
Chyba nie.
-
Przypomnij sobie, kochanie. To ten chirurg
z St. Luke's Hospital. W zeszłym roku usunął mi
migdałki. Taki wysoki, szczupły blondyn. Nie jest
zbytnio przystojny, ale ma bardzo miły sposób bycia.
-
To twoja najnowsza konkieta, rozumiem - roze
ś
miała się Caro.
-
SkądŜe - zaprotestowała Amy. - Tylko Ŝe
właśnie wprowadził się do St. John's Wood, Ŝeby być
bliŜej szpitala, i urządza małe przyjęcie. Zaprosił mnie.
- Baw się dobrze. Opowiesz mi, jak było, na
naszym następnym lunchu.
Caro nie miała ochoty na rozmowy o męŜczyz-
nach. Marzyła tylko o gorącej kąpieli i o tym, Ŝeby
połoŜyć się do łóŜka i rozmyślać nad swoją biedą.
-
Poczekaj chwilę - przerwała jej Amy. - Poznałaś
go, gdy odwiedziłaś mnie w szpitalu. On ciebie świetnie
zapamiętał. A ty jego nie?
-
Zupełnie nie. To było ponad rok temu.
-
Nie mów mu tego. To mu sprawi przykrość.
Byłam pewna, Ŝe zrobił na tobie duŜe wraŜenie.
Powiedziałam mu, Ŝe często go wspominasz.
-
Co za nonsens!
-
Więc zaprasza cię takŜe!
-
Mowy nie ma. Po prostu nie mam czasu.
Podziękuj mu, ale jestem tego wieczoru zajęta.
-
Nie podałam ci Ŝadnej daty!
-
Wszystko jedno. Nie mam ani jednego wolnego
wieczoru. Nie pozwolę się zawlec na kolejne spotkanie
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
89
z którymś z twoich odrzutów. Jest na pewno okropnie
nudny.
-
Anthony wcale nie jest nudny, kochanie - ob
ruszyła się Amy. - Jest bardzo miły i dowcipny. Na
pewno ci się spodoba.
-
Wątpię. Gdyby był taki wspaniały, sama byś
go sobie wzięła.
-
Kiedy mam innego - zachichotała Amy. - Ale
posłuchaj. Nawet jeŜeli Anthony ci się nie spodoba,
poznasz tam mnóstwo innych osób. To będzie wielki
spęd. Nie musisz długo siedzieć, ale przyjdź,
bo
inaczej będzie na mnie zły za to, Ŝe przyprowadziłam
innego faceta na jego przyjęcie.
-
Jesteś naprawdę bezczelna! - Caro nie wiedziała,
czy się śmiać, czy oburzać.
Amy roześmiała się.
- Wpadniemy po ciebie z Robem w
sobotę
o ósmej - oświadczyła. - Nowe mieszkanie
An-
thony'ego jest bardzo blisko ciebie. Zaraz po drugiej
stronie parku.
- Więc twój najnowszy nabytek nazywa się Rob?
Amy zachichotała, poŜegnała się i
odłoŜyła
słuchawkę. Caro zamyśliła się. MoŜe przyjaciółka
nareszcie znalazła kogoś naprawdę wartościowego?
Tak mało o nim powiedziała. Jaki teŜ moŜe być ten
tajemniczy Rob?
Postanowiła pójść na przyjęcie. Co tam! MoŜe to
jej poprawi humor. Podeszła więc do szafy i zaczęła
przeglądać swoją garderobę.
Pod koniec następnego tygodnia zakończyła
przegląd ksiąg Westbrooka. Jej eksperci przygotowali
szczegółową analizę stanu majątkowego firmy. Dodali
do tego, jak zwyczaj kaŜe, kilka sugestii dotyczących
metod jej prowadzenia, sformułowali prognozę na
przyszłość, wskazali na moŜliwość dokonania pewnych
90
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
oszczędności, przerzedzenia starzejącego się juŜ nieco
personelu oraz na dające się stwierdzić tu i ówdzie
marnotrawstwo. Caro zredagowała ostateczną wersję
i kazała sporządzić odpowiednią liczbę kopii dla ojca
i członków rady nadzorczej, po czym wyjęła z kom-
putera dyskietkę, na której znajdowały się wszystkie
dane.
Nie chciała, Ŝeby jej raport wpadł w niepowołane
ręce. KaŜdy, kto by go przeczytał i zrozumiał jego
treść, mógłby, jeszcze przed ogłoszeniem przejścia
Westbrooka w nowe ręce, zakupić jego akcje po
starej cenie i zrobić na tym niezły interes.
W ciągu ostatnich kilku dni Gil wpadał do
swojego gabinetu bardzo rzadko i tylko na krótką
chwilę. On z pewnością takŜe ciekaw był jej raportu.
ToteŜ co wieczór przenosiła wszystkie informacje na
dyskietkę i zabierała ją ze sobą. Bała się bowiem, Ŝe
któregoś dnia Gil włamie się wczesnym rankiem do
jej komputera i przejrzy zawarty tam materiał. Wiedział
wszystko o stanie majątkowym swojej firmy, ale na
pewno teŜ chciał wiedzieć, do jakich wniosków doszła
Caro. Jak oceniła stan finansowy Westbrooka, jakie
działania na przyszłość proponowała w razie przejęcia
firmy przez konsorcjum Ramsgate'a.
Fred Ramsgate zabrał się do czytania raportu
córki w piątek po kolacji. Udał się z nim do swojego
gabinetu, Caro zaś poszła do sypialni i połoŜyła się
wcześnie spać. Nazajutrz rano zastała ojca w jadalni
przy śniadaniu. Miał podkrąŜone i zaczerwienione
oczy i ziewał na całego. Powoli zajadał jajko na
miękko i grzanki z masłem.
Caro nalała sobie kawy.
-
No i co powiesz? - zapytała.
-
Ś
lęczałem nad tym twoim tomiskiem prawie
do białego rana. Muszę przyznać, Ŝe zrobiłaś dobrą
robotę.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
9 1
-
Dziękuję - uśmiechnęła się zadowolona z po
chwały.
-
Mam parę uwag - dodał i przesunął przez stół
kilka zapisanych kartek papieru.
Caro jęknęła.
-
Słuchaj, to straszne. Będę musiała tam wrócić
i spędzić co najmniej dwie, trzy godziny. Myślałam,
Ŝ
e nareszcie będę miała z tym spokój.
-
Przykro mi, kochanie, ale te wyjaśnienia są
konieczne przed poniedziałkowym zebraniem rady.
Wpadnij tam zaraz i załatw to. Na pewno skończysz
przed lunchem. Jesteś taka sprawna.
-
Dziękuję za komplement, tato, ale wiem, Ŝe
mówisz to tylko po to, Ŝeby postawić na swoim.
-
AleŜ skąd, dziecino - uśmiechnął się. - JakŜe
bym cię mógł okłamywać? Jesteś mądra jak sowa.
PrzecieŜ wiesz, Ŝe jestem z ciebie dumny.
-
No dobra, załatwię to. A myślałam, Ŝe uda mi
się pójść do klubu. PrzecieŜ jest sobota.
Miała rzeczywiście liczne plany na to sobotnie
przedpołudnie. Zamierzała pójść do swojego klubu
sportowego, zagrać w ping-ponga, popływać, poroz-
mawiać z przyjaciółmi, zjeść lunch przy basenie, pójść
do fryzjera i wypróbować nowe uczesanie.
Bardzo lubiła te sobotnie wizyty w klubie.
Niektórzy jego członkowie odwiedzali go codziennie.
Było to znakomite miejsce do zawierania znajomości
i nawiązywania kontaktów w zrelaksowanej, przyja-
znej atmosferze. Przykro jej było, Ŝe nie będzie tam
mogła dzisiaj pój ść. No, ale trudno. Zadzwoni
i przeprosi przyjaciółki, z którymi się umówiła.
Wszystkie pracowały zawodowo i na pewno jej
wybaczą, bo przecieŜ zrozumieją, Ŝe biznes jest
waŜniejszy od przyjemności.
O dziewiątej trzydzieści znalazła się więc na
powrót przy swoim biurku w gabinecie Gila Martella.
92
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Ledwo zdąŜyła rozłoŜyć papiery, kiedy drzwi otworzyły
się gwałtownie.
- Powiedziano mi, Ŝe pani znowu
przyszła!
- krzyknął od progu. - Zdawało mi się, Ŝe skończyła
pani wczoraj całą robotę. Przekazaliśmy pani wszystkie
dane, szliśmy pani na rękę, jak tylko
mogliśmy,
a pani znowu tutaj!
Caro z trudem opanowała zmieszanie, w jakie
wprowadził ją ten jego niespodziany najazd. Ubrany
był dzisiaj w byle co. Miał na sobie stary czerwony
sweter i trochę wymięte sztruksowe spodnie. Wy-
glądał tak, jak gdyby przed chwilą powrócił ze
spaceru z psem albo z pola golfowego. Zastanawiała
się, jak dział księgowości mógł zawiadomić go, Ŝe
zaŜądała na powrót wydania ksiąg rachunkowych.
Nie mogła to być sekretarka, gdyŜ nie pracowała
w sobotę. A on? Jak spędzał weekendy? Miała
wielką ochotę zapytać go o to, ale bała się, Ŝe na nią
nakrzyczy.
-
Ojciec przeczytał w nocy mój raport... - zaczęła.
-
No właśnie. A ja nie dostałem nawet kopii.
KaŜdy członek waszej rady nadzorczej będzie
go
mógł przestudiować, ale ja nie!
-
To jest poufny dokument! - wymamrotała
Caro.
-
Oczywiście! Pani woli, Ŝebym nie wiedział, jak
wyceniła pani nasz majątek. Bo mógłbym poradzić
babce, Ŝeby zaŜądała od tego rekina, pani
ojca,
znacznie wyŜszej sumy, niŜ zamierzała, nieprawdaŜ?
-
Jak pan się wyraŜa o moim ojcu! On oferuje
bardzo przyzwoitą sumę!
-
Wiedziałem, Ŝe pani go poprze. Jest pani równie
zachłanna jak on. Dobrana z was para!
Caro poczuła, Ŝe krew uderza jej do głowy.
Uniosła rękę, Ŝeby go uderzyć, ale on odsunął się od
niej, chwycił ją za przegub i przyciągnął do siebie tak
STRACH PRZED MIŁOSCIĄ
93
gwałtownie, Ŝe ciała ich zderzyły się. Przeszedł ją
dreszcz podobny do prądu elektrycznego, na chwilę
przestała oddychać.
- O nie, moja mila! - mruknął. - śadna kobieta
mnie jeszcze nie uderzyła!
- Więc dlaczego pan mnie obraŜa - wymamrotała.
Powrócił jej oddech, ale z kaŜdą sekundą stawał
się bardziej przyspieszony i bolesny. Bliskość jego
ciała stawała się coraz bardziej dojmująca.
-
Poniosło mnie! - stwierdził patrząc na nią.
-
Zawsze pana ponosi - odpowiedziała.
- Tylko przy pani - odparował. Spojrzała mu
prosto w oczy.
Było w nich coś bardzo dziwnego. Dlaczego on
tak na mnie patrzy, pomyślała. Co się ze mną dzieje?
Dlaczego szumi mi w uszach? Dlaczego jest teraz tak,
jak gdyby czas stanął i ziemia przestała kręcić się
wokół własnej osi?
Nagle drzwi gabinetu otworzyły się.
-
Halo! - odezwał się kobiecy głos. - Mam
nadzieję, Ŝe nie przeszkadzam.
-
To chyba Amy! - pomyślała. JakŜe to moŜliwe?
Co ona tu robi. Przez chwilę zdawało jej się, Ŝe śni.
Z trudem wyrwała się z transu, w jaki wprowadziła ją
bliskość Gila. A on robił wraŜenie równie zmieszanego
jak ona. I jakby nie zauwaŜył pojawienia się trzeciej
osoby. Wpatrywał się tak intensywnie w zarumienioną,
rozgorączkowaną twarz Caro, jak gdyby usiłował
odczytać jej najtajniejsze myśli. A co sam myślał? Co
czuł? JakŜe bardzo chciała to wiedzieć! Być moŜe
obudzi się za chwilę i to wszystko okaŜe się snem?
Usłyszała chichot, tak charakterystyczny chichot
Amy. Więc jednak to, co się tu działo, nie było
wytworem jej wyobraźni. Bo rzeczywiście stała przed
nią Amy. Tym razem Gil usłyszał jej dziecięcy niemal
ś
miech, wypuścił Caro ze swych ramion i obrócił się.
94
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
Amy, drobna, szczupła, złotowłosa Amy, zwana
przez przyjaciół kieszonkową Wenus, stała przed
nimi w róŜowej, przybranej koronką sukience i uśmie-
chała się wesoło.
- Cześć - powitała ją Caro bez
większego
entuzjazmu.
Amy była ostatnią osobą, którą miała w tej
chwili ochotę widzieć. Wolała nie przedstawiać jej
Gila, ale rzecz była nie do uniknięcia. Caro lekko-
myślnie zwierzyła jej się przed kilkoma dniami, Ŝe
pracuje w gabinecie Martella. Od momentu, w któ-
rym zobaczyła jego zdjęcie w gazecie, Amy marzyła
o tym, Ŝeby poznać tego przystojnego awanturnika.
Znam ją od tak dawna i niczego się nie nauczyłam,
wyrzucała sobie w duchu Caro. Czy ja nigdy nie
zmądrzeję?
- Przyszłam, Ŝeby cię wyciągnąć na lunch - oświa
dczyła Amy niewinnym tonem i uśmiechnęła się jednym
ze swoich najsłodszych uśmiechów. - Dzwoniłam do
ciebie i twój ojciec powiedział mi, Ŝe jesteś tutaj. Ten
przemiły straŜnik przyprowadził mnie na górę. Mam
nadzieję, Ŝe nie ma mi pan tego za złe? - zwróciła się
do Gila.
- Oczywiście, Ŝe nie - odparł szarmancko.
Gdy Amy trzepotała swoimi długimi
rzęsami, męŜczyźni z reguły ustępowali jej we
wszystkim.
-
Caro i ja byłyśmy w tej samej klasie - oświadczyła
Amy.
-
Czy ona wtedy teŜ wszystkimi rządziła? - zapytał
Gil z niewinną miną.
-
Jeszcze bardziej - roześmiała się Amy.
Chroń nas BoŜe od takich przyjaciółek, pomyślała
Caro. Dlaczego właściwie ja ją lubię?
- Przyjechałam do miasta, Ŝeby kupić nową sukien
kę - gawędziła Amy. - Pomyślałam, Ŝe zabiorę ze
sobą Caro, bo jesteśmy zaproszone na to
samo
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
95
przyjęcie. Ona ma wprawdzie całą szafę wspaniałych
strojów, ale mój ojciec nie jest właścicielem kilku
domów towarowych i muszę za wszystko płacić.
Jestem zwykłą pracującą dziewczyną!
Zwykłą pracującą dziewczyną? A więc to jest nowa
wersja osoby Amy? Caro zacisnęła zęby i obserwowała
Gila, starając się zgadnąć, jakie wraŜenie robi na nim
jej rozszczebiotana koleŜanka.
-
Niestety nie mam czasu na lunch - powiedziała
do niej. - Muszę jeszcze trochę popracować.
-
Biedactwo - odparła Amy, nie patrząc nawet
w jej stronę. - To cała Caro - dodała, zwracając się
do Gila. - Praca i tylko praca. To jedyna rzecz, jaka
się dla niej liczy.
-
ZauwaŜyłem to - odparł. - Prawdziwa z niej
pracoholiczka. Czy sądzi pani, Ŝe ma to po ojcu?
-
Byłabym wdzięczna, gdybyście przestali o mnie
mówić - zdenerwowała się Caro, ale Ŝadne z nich nie
zwracało na nią uwagi.
-
O tak, Fred teŜ myśli wyłącznie o pracy. Poza
tym nic go nie interesuje. To na pewno rodzinne.
-
Mówi pani, Ŝe obydwie idziecie dzisiaj na jakieś
przyjęcie?
-
No tak. To będzie wielka feta. Wszyscy tam będą.
-
Więc dlaczego ja tam nie idę?
Amy rzuciła mu powłóczyste spojrzenie spod swoich
długich, sztywnych rzęs.
-
A przyszedłby pan, gdybym pana zaprosiła?
-
Tysiąc koni nie powstrzymałoby mnie od tego.
Marzę o tym, Ŝeby zobaczyć, jak Caro się bawi.
Mówił to rozbawionym tonem i nie spuszczał oczu
z Caro. Znowu miała ochotę uderzyć go.
Spojrzała więc na Amy, usiłując dać jej do zro-
zumienia, Ŝe nie Ŝyczy sobie Gilhama na tym przyjęciu.
Ale Amy udawała naiwną. Wbrew pozorom zawsze
doskonale wiedziała, czego chce, i na ogół to osiągała.
96
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
- Świetnie - zwróciła się do Gila. - Wobec tego
jest pan zaproszony. Dam panu adres. Park View
Apartments numer 3, Windermere Street, St. John's
Wood. Godzina ósma.
Gil wpisał sobie wszystko do notesu.
-
Nie będzie pan miał problemu ze znalezieniem
tego domu. Jest najnowszy na całej ulicy.
-
Czy pani wydaje to przyjęcie? - zainteresował się
Gil.
-
Nie, i myślę, Ŝe ona nie ma prawa
nikogo
zapraszać - powiedziała pospiesznie Caro.
-
Nie bądź taka staroświecka, moja
kochana
- przerwała jej Amy.
Doskonale wiedziała, Ŝe Caro jest wściekła na nią
za to, co zrobiła, i starannie unikała jej wzroku. Była
podniecona i rozgorączkowana. Jest w trakcie nasy-
cania się urokami pana Martella, powiedziała Caro
do siebie. Znam te wszystkie objawy. Ta dziewczyna
stale się w kimś durzy, ale szybko jej to mija.
- To jest przyjęcie u jednego z moich
starych
przyjaciół i pomagam je urządzić - skłamała Amy bez
chwili wahania. - Mam prawo zaprosić, kogo tylko
zechcę. A teraz muszę juŜ lecieć... zobaczymy się
wieczorem. Caro, przyjedź po mnie taksówką, dobrze?
I to wcześnie, bo przyrzekłam im trochę pomóc.
Amy wybiegła pospiesznie z gabinetu i pobiegła ku
windzie. Gil roześmiał się.
-
Co pana tak rozśmieszyło?
-
Pani wyraz twarzy! O co chodzi? śe będę na tym
przyjęciu? Ze prawdopodobnie zobaczę tam surową
i sprawną pannę Ramsgate w roli kobiety?
-
Jestem kobietą, niech pan będzie spokojny. Będzie
się pan mógł przekonać o tym, jeŜeli nie zostawi mnie
pan w spokoju!
-
Proszę mnie nie straszyć! - Gil roześmiał się na
cały głos.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
97
-
Niech pan juŜ idzie - Ŝachnęła się Caro. - Mu
szę wreszcie zabrać się do roboty, bo inaczej będę
tu siedziała do północy i na Ŝadne przyjęcie
nie
pójdę. ChociaŜ szczerze mówiąc, przeszła mi na nie
ochota.
-
Pójdziesz, moja kochana - powiedział Gil jakoś
dziwnie spokojnie. - Pójdziesz tam ze mną. Przyjadę
po ciebie o siódmej trzydzieści.
-
O nie - zaprotestowała. - Nie mam pojęcia,
o której będę gotowa. Wezmę taksówkę.
-
Mowy nie ma. JeŜeli nie będziesz
gotowa,
poczekam. MoŜe nawet skorzystam z tego,
Ŝ
eby
porozmawiać z twoim ojcem.
-
Powinnam się była domyślić, o co chodzi. Chcesz
go namówić, Ŝeby ci pokazał mój raport. Ale nic
z tego nie wyjdzie. Mój ojciec nie jest
łatwym
kontrahentem.
-
Podobnie jak jego córka - mruknął Gil i zanim
zdąŜyła mu na to odpowiedzieć, znalazł się za drzwiami.
Kiedy po południu powiedziała ojcu, Ŝe Martell
przyjedzie, Ŝeby zabrać ją na przyjęcie, Fred spojrzał
na nią badawczym wzrokiem.
-
Jakoś często go ostatnio widujesz - zauwaŜył.
-
Nie ja zaprosiłam go na to przyjęcie, to robota
Amy - powiedziała zalewając się rumieńcem. - Przyszła
specjalnie do jego gabinetu, Ŝeby mnie
niby to
wyciągnąć na zakupy, ale w gruncie rzeczy po to,
Ŝ
eby go poznać.
-
Bardzo lubię tę dziewczynę - uśmiechnął
się
Fred. - Ona zawsze idzie prosto do celu, no, i ma
bardzo miłe usposobienie.
- Bo ty jej zupełnie nie znasz - odparła Caro.
Zegar w holu wybił godzinę.
-
JuŜ siódma. Nie zdąŜę się przebrać. Chyba jednak
nie pójdę.
-
Pójdziesz - oświadczył Fred Ramsgate. - Chcę,
98
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Ŝ
ebyś była miła dla Gilhama Martella. Nie chcę mieć
z nim kłopotów po przejęciu firmy. Caro zdumiała
się jego propozycją.
- Nie zamierzam być miła dla tego
człowieka
- zawołała. - Nawet gdyby moje Ŝycie od tego zaleŜało!
Zanim Fred Ramsgate ochłonął ze zdziwienia,
pobiegła na górę, Ŝeby się przygotować na przyjęcie.
Gil zjawił się punktualnie. Drzwi otworzył mu
ojciec i powitał go bardzo uprzejmie. Caro skrzywiła
się do lustra. Znała ten przyjazny, jowialny sposób
bycia, jaki ojciec rezerwował dla ludzi, na których
mu szczególnie zaleŜało. Nie chciała, Ŝeby zaprosił
Gila do salonu na drinka i zaczął go wypytywać
o jego metody zarządzania, toteŜ szybko zbiegła na
dół.
Panowie spojrzeli na nią z zainteresowaniem, przy
czym wzrok Gila wyraŜał podziw i aprobatę, co
oczywiście speszyło Caro, za to Fred był wyraźnie
zaskoczony.
- Gdzieś ty to kupiła? - mruknął.
Spodziewała się takiej reakcji z jego strony. Miała
bowiem na sobie sukienkę ze szkarłatnego jedwabiu
z duŜym dekoltem, odsłaniającym nasadę jej piersi.
Wąska spódnica rozcięta z prawej strony ukazywała
przy kaŜdym kroku smukłe udo w cieniutkiej poń-
czoszce.
- To jeden z naszych modeli - powiedział Gil.
- Poznaję go. Jak pańska córka wie, mało siedzę za
biurkiem. Mogę panu powiedzieć, jaka jest cena tej
sukni i z jakiego domu mody pochodzi.
-
Brawo! To mi się podoba! Dobry kupiec powinien
znać swój towar, nawet jeŜeli kieruje tak wielkim
sklepem jak Westbrook.
-
No tak, ale kiedy pan go przejmie, powierzy pan
prowadzenie jednemu ze swoich ludzi.
-
Nie zastanawialiśmy się jeszcze nad ewentualnymi
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
99
zmianami organizacyjnymi - oświadczył Fred,
ale z wyrazu jego oczu Caro odczytała, Ŝe kłamie.
Gil wiedział, co mówi. Ojciec na pewno postanowił
zastąpić go jednym ze swoich zaufanych współpracow-
ników. Ścisnęło ją w dołku i pobladła. Wiedziała, Ŝe
jeŜeli tak się stanie, Gil znienawidzi i ją, i jej ojca.
ROZDZIAŁ SIÓDMY
Przyjęcie odbywało się w eleganckiej i drogiej
dzielnicy St. John's Wood, w niewielkiej odległości
od domu Ramsgate'ów. W czasach królowej Wiktorii
Ŝ
onaci londyńscy dŜentelmeni umieszczali tam swoje
kosztowne kochanki, budując dla nich imitacje
pięknych wiejskich domów, pokrytych czerwoną
dachówką, zarośniętych bluszczem, z małymi gankami,
witraŜowymi oknami i ślicznymi ogródkami. Od
tamtych dni duŜo się, oczywiście, zmieniło. Wyrosły
brzydkie bloki mieszkalne i biurowe, wzdłuŜ krawęŜ-
ników parkowały samochody, ruch uliczny był inten-
sywny, ale mimo to w jakiś zadziwiający sposób
zachowała się tam niewątpliwie wiejska aura.
Kiedy Caro i Gil przybyli do domu przyjaciela
Amy, roiło się tam juŜ od gości. Amy powitała ich
tak serdecznie, jak gdyby była gospodynią domu.
Musnęła wargami policzek Caro, po czym odsunęła
ją na odległość ramienia, uniosła brwi i roześmiała się.
- No, no, no! - zawołała. - Kochanie, co się stało?
Caro speszyła się oczywiście, zwłaszcza Ŝe
Gil
mierzył ją wzrokiem od stóp do głów, ale Amy nie
czekając na odpowiedź obróciła się i powitała Gila
pocałunkiem. Chyba trochę zbyt intensywnym, pomy-
ś
lała Caro. Mała, dziecinna, ale jakŜe seksowna Amy.
-
Jak to miło, Ŝe pan przyszedł - zaszczebiotała.
- JuŜ myślałam, Ŝe się pan rozmyślił. A tak bardzo
chciałabym bliŜej pana poznać.
-
Ja panią teŜ. - Gil spojrzał w błękitne oczy Amy
z niekłamanym rozbawieniem.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 0 1
Caro sama nie wiedziała, czy zazdrościć przyjaciółce,
czy pogniewać się na nią. Dziewczyna flirtowała
z Gilem bez Ŝenady, Caro zaś nie potrafiłaby zachować
się tak za Ŝadne skarby świata. Była zbyt nieśmiała,
zbyt mało pewna siebie.
- Proszę ze mną, chcę panu przedstawić kilka
osób, które marzą o tym, Ŝeby pana poznać - uśmiech
nęła się Amy do Gila. - A ty - zwróciła się do Caro
- pomóŜ Anthony'emu. Stoi przy barze i nalewa
drinki. Bardzo ci będzie wdzięczny.
- Oczywiście! - zgodziła się chcąc nie chcąc Caro.
Weszła do salonu i zobaczyła wysokiego, bardzo
szczupłego, bladego, ale przystojnego męŜczyznę
rozlewającego róŜne napoje do kieliszków i częstującego
gości solonymi orzeszkami.
Czuła na sobie wzrok Gila, ale nie wiedziała, czy
patrzy na nią przychylnie, czy nie. Co za róŜnica?
PrzecieŜ Amy na pewno nie odczepi się od niego
przez cały wieczór. Poza tym Gil nienawidzi jej i ojca.
Są wrogami i na zawsze nimi pozostaną.
Kiedy Fred powiedział, Ŝe nie zastanawiał się jeszcze
nad ewentualnymi zmianami organizacyjnymi po
przejęciu Westbrooka, Gil Martell na pewno domyślił
się, Ŝe kłamie. Nie zareagował na to stwierdzenie ani
jednym słowem.
- JeŜeli pani jest gotowa, to moŜemy
jechać
- powiedział po prostu do Caro.
Zawsze całowała ojca przed wyjściem z domu, ale
dzisiaj nawet na niego nie spojrzała. Wiedziała, Ŝe jej
zachowanie zaskoczy i zaintryguje go, ale było jej
wszystko jedno.
Gdy znaleźli się w rollsie, Gil bez słowa zapalił
silnik i ruszył przez dość spokojne juŜ teraz ulice.
Caro dobrze wiedziała, o czym Gil myśli. Ale cóŜ
mogła na to poradzić? Dotychczas nie zastanawiała
się nad konsekwencjami przejmowania przez ojca
102
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
kolejnych domów towarowych. UwaŜała te transakcje
za zupełnie normalne i pozytywne. Oznaczały moder-
nizację, wzrost zysków dla akcjonariuszy i całej załogi
sklepu. No tak, ale w przeszłości nie była emocjonalnie
związana z Ŝadnym z właścicieli, których ojciec
eliminował.
Z szerokim uśmiechem na twarzy podeszła teraz do
Anthony'ego.
-
Halo! Jestem przyjaciółką Amy... - powiedziała
wesoło.
-
Doskonale panią pamiętam - odparł z automaty
cznym uśmiechem i podał jej drinka. - Poznaliśmy się
w szpitalu, kiedy ją operowałem. Ona często o pani
mówi. Jesteście koleŜankami szkolnymi, prawda?
Zajrzał jej w dekolt, zlustrował uwaŜnie szkarłatną
suknię.
-
Pięknie pani wygląda - powiedział. - Co za
wspaniała suknia. Czy pani przyszła, Ŝeby zaofiarować
mi pomoc przy barze? Wejdź w królestwo moje, rzekł
pająk do muchy. MoŜe pani zechce obsługiwać tych,
którzy piją wino, a ja zajmę się pozostałymi. Dobrze?
-
Okay - uśmiechnęła się Caro, lekko rozbawiona
tym niezbyt mądrym dowcipem. - Spojrzała przez
pokój na Amy, która jak bluszcz owijała się dokoła
Gila. Anthony podąŜył za jej wzrokiem.
-
Czasami mam ochotę ją zabić - mruknął z za
dziwiającą szczerością.
-
Pan się w niej kocha? - zapytała Caro prosto
z mostu.
-
Jak pani zgadła?
-
To nie było trudne - odparła, zastanawiając się
w duchu, czy jej uczucia w stosunku do Gila są
równie łatwe do rozszyfrowania.
-
Mój błąd polega na tym, Ŝe zaleŜy mi na niej
bardziej niŜ jej na mnie - uśmiechnął się Anthony
smutno. - Ona się szybko zapala i równie szybko
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
103
gaśnie. Zaczyna się nudzić. A ja naleŜę do tych, co to
raz na zawsze... To nonsens, ale nic na to nie poradzę.
Caro spontanicznie pogłaskała go po ramieniu.
- Współczuję - powiedziała. - Miłość to piekło,
nieprawdaŜ?
Pocałowała go lekko w policzek.
-
Pani teŜ tak uwaŜa? - zdziwił się.
-
Kiedyś byłam bardzo zakochana - przyznała
Caro, Ŝałując, Ŝe wdała się w tę rozmowę. - To było
dawno temu. Nazywał się Damian Shaw i okazał się
zwykłym łajdakiem. Byłam bardzo nieszczęśliwa, ale
wszystko mija. Czas jest najlepszym lekarzem.
-
Na pewno lepszym niŜ ja - roześmiał się Anthony.
- W takim razie jest pani teraz całkiem wolna. Od
czasu tego łajdaka nikt inny się nie zjawił?
Potrząsnęła przecząco głową i nalała mu wina.
- Dajmy sobie z tym spokój - roześmiała
się.
- Niech pan to wypije i spróbuje bawić się razem ze
swoimi gośćmi.
- Nie, nie. Jestem gospodarzem. Nie wolno mi się
upić.
Mnóstwo osób podeszło do baru i trzeba je było
obsłuŜyć. Przez dobre dziesięć minut Caro i Anthony
pracowali bardzo intensywnie. Gdy na nowo podjęli
rozmowę, Caro pilnowała, Ŝeby nie była nazbyt osobis-
ta. Wypytywała go o jego pracę, o rodzinę, o to, jakie
uprawia sporty, i tym podobne rzeczy. Amy i Gilham
tańczyli, mocno do siebie przytuleni, gdyŜ miejsca było
mało, a par duŜo. Wszyscy ocierali się o wszystkich.
Caro odwróciła wzrok. Nie chciała na to patrzeć.
Mimo to wiedziała, Ŝe uśmiechają się do siebie, Ŝe
patrzą sobie głęboko w oczy, i nienawidziła ich.
-
Czy moŜna panią prosić? - usłyszała nagle młody
męski głos.
-
To jest Peter - odezwał się Anthony. - Najgorszy
lekarz świata, ale tańczy doskonale. Polecam go.
104
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
- Dziękuję ci za rekomendację - powiedział Peter
i zanim Caro zdąŜyła mu odmówić, objął ją i pociągnął
do drugiego pokoju, gdzie zmieszali się z
innymi
tańczącymi parami. Było gorąco i duszno.
Caro
marzyła o tym, Ŝeby wyjść, Ŝałowała, Ŝe dała się
namówić na tę zabawę. Rozglądała się za Gilem, ale
Amy tańczyła teraz z kimś innym, a jego nie było
widać. CzyŜby poszedł do domu? Caro poczuła ucisk
w dołku, ale po sekundzie zauwaŜyła go przy barze
i poczuła dziwną ulgę.
Po kilku minutach Amy zaprosiła wszystkich do
kuchni, do bufetu, i goście zaczęli się pospiesznie
pchać w tamtą stronę. Caro podeszła do baru, gdzie
Gil popijał mroŜoną lemoniadę.
- Strasznie tu gorąco - powiedziała. - Chętnie
napiłabym się tego samego co ty.
Gil podał jej swoją szklankę.
-
Nie chcę ci zabierać twojej lemoniady - oświad
czyła, ale on potrząsnął tylko głową, więc wypiła
duszkiem zimny napój.
-
MoŜe poszlibyśmy do bufetu - zaproponował Gil.
- Wygląda bardzo apetycznie. Co za wspaniała organi
zatorka z tej Amy. No i wcale nie jest głupia - dodał.
Caro zastanawiała się nad tym, co chciał przez to
powiedzieć. Amy była rzeczywiście niegłupia, a nawet,
rzec moŜna, cwana. CzyŜby się tego domyślał?
-
Idź sam - powiedziała. - Nie jestem głodna.
-
Ja teŜ nie - odparł. - Ale chętnie przyniosę ci coś.
- Nie, dziękuję.
Nastała chwila milczenia.
- Czy ty się dobrze bawisz? - zapytał nagle Gil
szeptem.
Caro poczuła wielką ulgę. Co tam, pomyślała,
powiem mu prawdę.
- Szczerze mówiąc, nie. Nie znam tu prawie nikogo.
Jest strasznie ciasno i gorąco. A ty? - dodała.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
105
- Nudzę się śmiertelnie. Uciekajmy stąd, ale tak,
Ŝ
eby Amy nie zauwaŜyła.
Podszedł do Anthony'ego, który ustawiał na barze
czyste szklanki i szepnął mu coś do ucha. Anthony
pomachał im ręką i uśmiechnął się szeroko.
- Bawcie się dobrze! - zawołał, a gdy zobaczył, Ŝe
Caro zalewa się rumieńcem, roześmiał się.
Wychodząc Caro zapytała Gila, co takiego naszeptał
Anthony'emu.
- Powiedziałem mu, Ŝe idziemy na nasze własne
prywatne przyjęcie.
Otworzył drzwiczki samochodu i pomógł Caro
przy wsiadaniu.
-
JakŜe mogłeś? - oburzyła się. - On to na pewno
powtórzy Amy, a ona rozgada na cały Londyn.
-
Boisz się moŜe, Ŝe Damian Shaw się o tym dowie?
-
Co takiego? - obruszyła się Caro.
-
Amy mi o nim opowiedziała.
-
Amy nie ma prawa mówić o moim prywatnym
Ŝ
yciu - zdenerwowała się Caro.
Co za bezczelność! Dlaczego uznała za stosowne
powiedzieć męŜczyźnie, którego dopiero co poznała,
o romansie Caro z Damianem? Caro dobrze wiedziała
dlaczego. Amy nigdy nie przebierała w środkach,
jeŜeli jej na czymś zaleŜało. Ale Ŝeby nie oszczędzić
nawet najlepszej przyjaciółki? No, ale nigdy dotąd nie
były zainteresowane tym samym męŜczyzną. Caro
z goryczą myślała o tym, Ŝe Amy domyśliła się,
jakimi uczuciami obdarza Gila. To dlatego, Ŝe znam
ją od tak dawna i tak dobrze. Zrobiła tak po to, Ŝeby
Gil myślał, iŜ ona wciąŜ durzy się w
Damianie,
i
wobec tego zrezygnował z wszelkiej nadziei
zaintere
sowania jej swoją osobą.
- Amy nie wyjawiła mi Ŝadnego sekretu - zareago
wał Gil na jej oburzenie. - Wszyscy przecieŜ wiedzą
o waszym romansie. Nawet facet przy barze, który,
106
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
zdaje się, jest gospodarzem przyjęcia, tez o nim
wspomniał. I on, i Amy są pewni, Ŝe nie przestałaś się
nim interesować. śe zalazł ci dobrze za skórę, jak to
określiła Amy. Czy to prawda?
- To moja sprawa - mruknęła Caro, wpatrując się
poprzez poświatę ulicznych latarni w głąb Regents
Park.
Wkrótce zajadą przed jej dom. Za chwilę znajdzie
się we własnym pokoju, sam na sam ze swoimi
myślami i z tym okropnym poczuciem krzywdy
i beznadziejności, jakie ją nękało.
- Częściowo i moja - odezwał się Gil chłodnym
tonem. - Czy nie wiesz, Ŝe Shaw jest jednym z moich
adwokatów i Ŝe bierze udział w naszych negocjacjach
z twoim ojcem?
Caro wyprostowała się gwałtownie i spojrzała na
Gila zdumionymi i przeraŜonymi oczami.
- Widzę, Ŝe ojciec ci o tym nie wspomniał - dodał
pospiesznie Gil.
Był tak zaskoczony jej reakcją, Ŝe nieopatrznie
zjechał niemal na środek ulicy, co wywołało silne
trąbienie nadjeŜdŜającego z przeciwka samochodu.
Gil zaklął i szybko naprawił swój błąd.
- Ciekawe, Ŝe ojciec nic ci nie powiedział - po
wtórzył.
Caro dobrze wiedziała dlaczego. Ojciec zdawał
sobie sprawę z tego, Ŝe znajomość z Damianem
Shawem zakończyła się dla niej w bardzo przykry
sposób. Zresztą sam się do tego przyczynił. Od
początku uwaŜał Damiana za łowcę posagu i kiedy
Caro wspomniała coś o zaręczynach, wynajął prywat-
nego detektywa, który odkrył, Ŝe Shaw ma kochankę.
Była nią jego sekretarka, z którą sypiał regularnie juŜ
od kilku miesięcy. Spotykał się z nią w londyńskich
hotelach. Raz wyjechał z nią na cały weekend,
tłumacząc Caro, Ŝe musi odwiedzić zagranicznego
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
107
klienta. Kiedy ojciec pokazał jej raport detektywa,
Caro z początku nie chciała mu dać wiary. Odsunęła
go od siebie drŜącymi rękami, ale gdy przeczytała go
po raz drugi, poddała się. Przejrzała załączone zdjęcia,
zeznania słuŜby hotelowej, fotokopie rejestrów mel-
dunkowych. Shaw podawał z reguły fałszywe nazwisko
i przedstawiał sekretarkę jako Ŝonę. Caro doskonale
pamiętała uczucie, jakiego doznała, gdy po raz pierwszy
zobaczyła swoją rywalkę, jasnowłosą, ładniutką,
dziewiętnastoletnią dziewczynę. Zrozumiała w lot, Ŝe
Damian jest kłamcą i oszustem, Ŝe chce się z nią Ŝenić
dla pieniędzy i nie zamierza dochowywać wierności
małŜeńskiej. Poczuła się tak upokorzona, Ŝe myślała
nawet o samobójstwie.
-
Jaki jest stosunek twego ojca do Shawa? - zapytał
teraz Martell. - Czy woli, Ŝebyś poślubiła zamoŜniej
szego człowieka? Czy zabronił ci spotykać się z nim?
-
Nic podobnego! - obruszyła się Caro. Zawsze
broniła ojca, Ŝeby nie wiem co. - Nie znasz mojego
papy. To nie jest jakiś tam staroświecki tyran domowy.
Nie ocenia ludzi według stanu ich konta.
Nigdy
w Ŝyciu nie zabronił mi się z kimkolwiek widywać.
-
Amy jest innego zdania.
-
Co ona ci, na litość boską, o mnie nagadała?
-
Wspomniała o jakimś prywatnym detektywie...
-
Zabiję ją. Ja ją naprawdę zabiję. - Caro z trudem
opanowała rosnącą w niej złość. - No dobrze, powiem
ci, jak z tym było. Papa opłacił prywatnego detektywa
i kazał mu śledzić Damiana. Miał po prostu pewne
podejrzenia, które okazały się słuszne... Detektyw
zrobił zdjęcia i fotokopie meldunków hotelowych.
Pokazałam je Damianowi. Zbulwersowało go
to.
Nawet się nie bronił. Po prostu nie mógł.
Gil zaparkował rollsa przy krawęŜniku pod nisko
zwisającymi gałęziami wielkiego drzewa.
- Inna kobieta? - zapytał.
108
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Caro skinęła głową.
- Próbował mnie przekonać - powiedziała cicho
- Ŝe to nie ma Ŝadnego znaczenia. śe ta dziewczyna
go „uwiodła". Przelał na nią całą winę. Szkoda, Ŝe
nie moŜesz zobaczyć jej zdjęcia. Była najprawdopodob
niej niewinna jak baranek. Dziewiętnastolatka z pro
wincji. Młodsza ode mnie! Ale Damian przedstawił ją
jak istną femme fatale, która omotała go swoimi
sztuczkami. Zapewniał, Ŝe mnie kocha i Ŝe tamta
sprawa była chwilowym szaleństwem. Powiedział, Ŝe
natychmiast zerwie z kochanką i błagał o wybaczenie!
-
Ale nie otrzymał go?
-
Naturalnie, Ŝe nie!
.- Wygląda więc na to, Ŝe sprawa jest skończona
- zauwaŜył Gil nie spuszczając wzroku z twarzy Caro.
Ta zaś nie potrafiła jakoś skończyć z tym tematem.
Ogarnęła ją jakaś dziwna potrzeba mówienia o tej
sprawie.
- Słuchałam, jak kłamał, jak zwalał całą winę na
tarntą dziewczynę i czułam, Ŝe rośnie we mnie nienawiść
do tego człowieka. Damian jest bardzo dobrym
adwokatem, cwany jak mucha, a przy tym bystry
i szybki. Jestem pewna, Ŝe wykona powierzone mu
przez was zadanie na piątkę, chociaŜ naleŜy mu
uwaŜnie patrzeć na palce.
- Widać, Ŝe on cię wciąŜ fascynuje - mruknął Gil.
- powiada się, Ŝe odwrotną stroną miłości jest niena
wiść. Czy jesteś pewna, Ŝe wybiłaś go sobie z głowy?
- Absolutnie pewna! - roześmiała się Caro nieco
sztucznie. - Przestałam go nawet nienawidzić.
Po
prostu nim pogardzam.
- Zaraz się przekonamy.
Było coś tak dziwnego w głosie Gila, Ŝe Caro
uniosła głowę i w ten sposób ułatwiła mu sprawę.
Pochylił się nad nią i przycisnął usta do jej ust.
Całował tak namiętnie, tak zaborczo, a zarazem tak
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
109
czule, Ŝe wielka fala emocji przeszła całe jej ciało.
Rozchyliła usta, oczy jej zaszły mgłą, świat zawirował,
zarzuciła mu ręce na szyję i przylgnęła do niego
z całych sił.
Kiedy Gil wreszcie oderwał się od niej, poczuła
dziwne uczucie pustki, utraty bezpieczeństwa, marzyła
o tym, by znów wtulić się w niego. Gil przyglądał jej
się przymruŜonymi oczami, które połyskiwały niczym
wody głębokiego jeziora. O czym mógł myśleć? Tak
mało go znała, tak niewiele wiedziała o nim, mimo Ŝe
przecieŜ ostatnio widywała go codziennie.
- Ile miałaś lat, gdy poznałaś Shawa? - zapytał
niespodziewanie Gil.
-
Dwadzieścia jeden - odpowiedziała
automatycznie.
Wydawało jej się to teraz tak odległe, tak niepraw
dopodobne. JakaŜ była wówczas młoda i naiwna!
- A ile miałaś po tym romansów?
Nie odpowiadała.
- Sądząc z tego, jak reagujesz, kiedy cię dotykam,
chyba bardzo niewiele - dodał. - Pamiętam, jak
rozzłościłaś się, kiedy zasugerowałem, Ŝe chyba jeszcze
z nikim nie spałaś. Ale powiedz mi. Jak to właściwie
było z tym Shawem?
Caro wciąŜ nie odpowiadała, ale zarumieniła się
jeszcze bardziej.
- Rozumiem - powiedział Gil cicho. - Między
wami nic nie było. Ty byłaś bardzo młoda, a on nie
zamierzał cię uwieść, ale oŜenić się z tobą. Byłaś jego
biznesem. Tamta jego zabawką.
Caro zadrŜała na całym ciele. Brutalność jego
wypowiedzi wstrząsnęła nią.
-
Widzę, Ŝe to ciebie wciąŜ jeszcze bardzo obchodzi.
-
Nic podobnego! Powiedziałam ci przecieŜ, Ŝe go
nienawidzę.
-
W takim razie zetknięcie się z nim nie sprawi ci
juŜ przykrości?
1 1 0
STRACH PRZfcD MIŁOŚCIĄ
- Co takiego?
Caro zesztywniała, zbladła, mróz przeszedł jej po
kościach.
-
To chyba nieuniknione. - Gil udawał, Ŝe nie
zauwaŜa jej reakcji.
-
O czym ty właściwie mówisz?
-
Jak na kobietę o twojej inteligencji
miewasz
zadziwiające luki wyobraźni - mruknął Gil. - Za
stanów się! Dotychczas byłaś zbyt zajęta grzebaniem
w naszych księgach, Ŝeby brać udział w spotkaniach
twojego ojca z ludźmi mojej babki, ale
prędzej
czy później zostaniesz wezwana na debatę
nad
twoim raportem i wtedy znajdziesz się oko w oko
z panem Damianem Shawem. Jak się wtedy będziesz
czuła?
-
Normalnie - skłamała Caro i Gil roześmiał się.
-
DajŜe spokój! PrzecieŜ to jasne, Ŝe ten facet nie
jest ci jeszcze całkiem obojętny!
-
Chyba Ŝartujesz - oburzyła się Caro. - Czy nie
rozumiesz, jak bardzo poczułam się
upokorzona,
kiedy się dowiedziałam, Ŝe zostałam strasznie oszukana.
Mówił mi, Ŝe mnie kocha, a za moimi
plecami
naigrywał się ze mnie. Mówił mi, Ŝe jestem piękna,
i ja mu wierzyłam, mimo Ŝe lustro mówiło mi co
innego, a potem uciekał do innej dziewczyny, i to
naprawdę ślicznej. Ona nie była córką
bogatego
człowieka. Autentycznie mu się podobała. Okłamywał
mnie, robił ze mnie idiotkę. Kiedy się w tym zorien
towałam, myślałam, Ŝe umrę.
Zamilkła i westchnęła głęboko. Spostrzegła nagle,
Ŝ
e nigdy nikomu nie powiedziała całej prawdy o swojej
klęsce. Uświadomiła sobie, co mówi i do kogo!
Zwierzyła się Gilhamowi Martellowi ze swojej naj-
głębszej tajemnicy, przyznała mu się do najstraszniejszej
Ŝ
yciowej poraŜki. Dlaczego, u licha, pozwoliła sobie
na taki luksus? Dlaczego pokazała męŜczyźnie, na
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 1 1
którym zaleŜało jej najbardziej na świecie, jaką potrafi
być kretynką?
Łzy zaczęły jej spływać po policzkach. Rozszlochała
się jak dziecko.
- Przestań. - Gil objął ją czule, przycisnął
do
piersi, głaskał po włosach, lekko kołysał. Zamknęła
oczy, powoli uspokajała się.
Przeniknęło ją łagodne ciepło, rozluźniła się, poczuła
się bezpieczna i dziwnie zadowolona. Czegoś takiego
nigdy nie doznała w ramionach Damiana. Przy nim
zawsze była napięta i niepewna siebie. Być moŜe,
instynkt ostrzegał ją przed tym człowiekiem. Ten sam
instynkt kazał jej teraz zawierzyć Gilowi, oddać mu
się w opiekę.
Nagle rozległ się w samochodzie dźwięk podobny
do beczenia kozy. CóŜ to mogło być, u licha? Gil
westchnął, puścił ją i wyciągnął spod siedzenia
słuchawkę telefoniczną.
- Halo! - odezwał się. - No tak, słucham. Pani
Greybury? Czy coś się stało?... Co takiego?... Proszę
jej powiedzieć, Ŝe wracam dopiero jutro... Ach tak?...
ś
e nie wyjdzie, dopóki się ze mną nie
zobaczy?
Rozumiem... No, dobra - dodał po chwili. - Będę za
mały kwadrans.
OdłoŜył słuchawkę tak gwałtownym ruchem, Ŝe
Caro aŜ podskoczyła w swoim fotelu.
-
Bardzo mi przykro - powiedział. - Ale muszę
wrócić do domu.
-
Niespodziewany gość?
-
Podsłuchiwałaś?
-
Trudno było nie słyszeć, co mówisz. PrzecieŜ nie
kucałam pod drzwiami.
-
Przepraszam, nie chciałem cię urazić. Ale nawaliły
mi nerwy.
-
ZauwaŜyłam to - powiedziała chłodno, speszona
tą nagłą zmianą nastroju.
112
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Ruszyli więc pustą juŜ teraz ulicą. Caro przypa-
trywała się smukłym dłoniom Gila manipulującym
kierownicą i poczuła przypływ gorąca. Dlaczego on
tak na mnie działa? - pomyślała. Nigdy w Ŝyciu nid
pragnęłam niczego tak bardzo jak tego człowieka.
Och, dlaczego nie jest wolny? Dlaczego kaŜdy męŜ-
czyzna, z którym się bliŜej stykam, ma inną kobietę?
Czy juŜ zawsze tak będzie? śycie nie jest dla mnie
łaskawe.
-
Czy chodzi o hrabinę? - zapytała.
-
Wygląda mi na to, Ŝe sprowadziła się i przywiozła
ze sobą górę walizek. Podobno zaczęła
się juŜ
rozpakowywać.
-
Moje gratulacje! - wymamrotała Caro przez
zaciśnięte zęby.
Po chwili udało jej się wymusić z siebie promienny
uśmiech.
- DajŜe spokój - zdenerwował się Gil. - I nie mów
do mnie przez chwilę. Muszę się zastanowić nad tym,
jak się jej pozbyć, zanim zjawi się Colin. A z Mirandą
nie jest łatwo. Ona widzi wszystko z własnego punktu
widzenia. Jest kompletnie zepsuta, jej egoizm nie zna
granic. Poza tym ma kurzy móŜdŜek i nikt nie jest
w stanie wytłumaczyć jej czegokolwiek. Docierają do
niej wyłącznie komplementy, reaguje jedynie na flirt,
a ja nie jestem teraz w nastroju na takie gierki.
Caro wpatrywała się intensywnie w profil Gila
i chłonęła kaŜde jego słowo. Nie mówił o Mirandzie
jak zakochany męŜczyzna. Głos miał niecierpliwy,
pełen pogardy. CzyŜby udawał, czy teŜ takie były
jego odczucia?
- Musiałeś jej dać do zrozumienia, Ŝe ci się podoba
- zaczęła. - Inaczej nie...
Gil przerwał jej, kładąc rękę na jej udzie.
- MoŜe powiedziałem jej kilka miłych słówek, moŜe
nawet poflirtowałem z nią na jakimś przyjęciu. PrzecieŜ
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 I .1
to normalne. Miranda powinna być do tego przy-
zwyczajona. Ale nie zdarzyło się między nami nic
powaŜnego, nic z wyjątkiem... Urwał w pół słowa.
-
Tego, Ŝe ona to wszystko wzięła na serio - dokoń
czyła za niego Caro.
-
Kobiety zawsze to robią - Gil usiłował zdobyć
się na cynizm, ale jakoś słabo mu to szło. - Ich
próŜność kaŜe im wierzyć, Ŝe wszyscy męŜczyźni za
nimi szaleją. KaŜdy flirt uznają za miłość przez duŜe M.
-
UwaŜam, Ŝe w pełni zasługujesz na swoją hrabinę!
Twierdzisz, Ŝe jest egoistką. MoŜe, ale to nic w porów
naniu z tobą!
Gil nie zareagował na te słowa, zatrzymał się przed
swoim domem i wychylił głowę przez okienko wozu.
-
Nie widzę samochodu Colina - stwierdził. - Trze
ba wykurzyć Mirandę, zanim on przyjdzie. Ale zupełnie
nie wiem, jak to zrobić.
-
Powinnam sobie pójść i pozostawić cię twojemu
losowi.
-
Czuję, Ŝe masz pomysł na pozbycie się jej...
-
Nie powinnam się do tego mieszać. Ciekawa
jestem, ilu kobietom zawróciłeś w głowie tylko po to,
Ŝ
eby się ich potem pozbyć.
-
Słuchaj no, ja naprawdę nie jestem potworem
- Gil spojrzał na Caro niewinnym wzrokiem, uśmie
chając się przymilnie. - PomóŜ mi, Caro, nie moŜesz
dopuścić do tego, Ŝeby Miranda przełknęła mnie jak
ostrygę.
-
Czemu nie? - odparła Caro pół Ŝartem, pół
serio. - Zresztą nawet Miranda zasługuje na lepszy
los. Myślę, Ŝe jakoś uda mi się uwolnić ją od ciebie.
Otworzyła drzwiczki samochodu i wysiadła. Gil
zamierzał zrobić to samo, ale Caro powstrzymała go
ruchem ręki.
- Zostań - powiedziała. - Sama się tym zajmę.
114
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
Gil wyszedł jednak z wozu i patrzył na Caro ze
zdziwieniem i niedowierzaniem. Wiatr rozwiewał jego
gęste włosy. Jaki on jest przystojny, pomyślała Caro.
-
Co jej powiesz? - zainteresował się Gil. - JeŜeli
zamierzasz odwołać się do jej wyŜszych uczuć, to nic
z tego nie wyjdzie. Ona ich w ogóle nie ma. Miranda
myśli jedynie i wyłącznie o Mirandzie. JeŜeli po
stanowiła posłuŜyć się mną dla ukarania swojego
męŜa, nic jej od tego nie powstrzyma. Nawet gdyby
wiedziała, Ŝe Colin połamie mi wszystkie kości albo
Ŝ
e ja zrobię z niego marmoladę, to i tak zostałaby
przy swoim, tyle Ŝe pod warunkiem, iŜ będzie mogła
się przyglądać masakrze.
-
JeŜeli chcesz Ŝebym ci pomogła, musisz mi dać
wolną rękę - powiedziała Caro stanowczo. - Zgoda?
-
Zgoda - odparł po chwili wahania. - Rób, co ci
się Ŝywnie podoba, ale na litość boską, pozbądź się jej
moŜliwie jak najszybciej, zanim przygalopuje tu Colin,
Ŝ
eby zrobić ze mnie rąbankę.
-
Nie miałabym nic przeciwko temu - powiedziała
Caro i ruszyła ku drzwiom.
-
Czy nie zechciałabyś wtajemniczyć mnie w swoje
zamiary? - zawołał za nią Gil.
-
Powiem jej - odparła spokojnie Caro - Ŝe nasz
ś
lub odbędzie się w połowie przyszłego tygodnia.
ROZDZIAŁ ÓSMY
Gil wpatrywał się w Caro jak zaczarowany. Widać
było, Ŝe jest całkowicie zaskoczony, po prostu oniemiał.
Tymczasem ona, rozbawiona jego reakcją, nacisnęła
dzwonek i w tej samej chwili drzwi otworzyły się
i stanęła w nich przysadzista, schludnie ubrana kobieta
w ciemnej sukni, z siwymi, starannie uczesanymi
włosami. Była to gospodyni Gila, pani Greybury.
Zmierzyła Caro niechętnym spojrzeniem. Uznała ją,
widać, za jeszcze jedną z grona młodych adoratorek
jej pracodawcy. IleŜ ich musiało być? - zastanawiała
się Caro. NajwyŜszy czas, Ŝeby dać nauczkę młodemu
donŜuanowi.
- Pana Martella nie ma w domu - powiedziała
pani Greybury i juŜ chciała zamknąć drzwi.
Caro wysunęła stopę, Ŝeby je zatrzymać, i jedno-
cześnie spojrzała w głąb holu, by zorientować się, czy
czyha tam moŜe Miranda. Jak pająk na muchę,
pomyślała sobie i uśmiechnęła się bezwiednie.
- Pan Martell siedzi przed domem w samochodzie
- szepnęła. - To on mnie przywiózł.
Odsunęła się nieco, a gdy pani Greybury zobaczyła
profil Gila wewnątrz rollsa, uśmiechnęła się i poma-
chała mu ręką.
-
Czy pan Martell nie wejdzie do domu? - zapytała.
-
Czuje się bezpieczniej w samochodzie - oświad
czyła Caro.
-
Wcale mu się nie dziwię - odparła gospodyni,
przyglądając się Caro uwaŜnie. - Czy on panią po coś
przysłał?
l l 6
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
- Owszem. Po hrabinę.
Pani Greybury wydała z siebie dziwny dźwięk,
przypominający gwizdanie czajnika.
-
MęŜczyźni są tacy bezradni - zauwaŜyła Caro.
- Ale my na pewno damy sobie radę. Gdzie ona jest?
-
Trzecie drzwi na prawo - odparła pani Greybury,
odsunęła się i wpuściła Caro do holu.
-
Czy to jest gościnny pokój?
Pani Greybury spojrzała na nią z niekłamanym
zaciekawieniem.
-
Czy mogę zapytać... - zaczęła.
-
Kim jestem? - przerwała jej Caro. - Owszem,
droga pani Greybury. Jestem narzeczoną pana
Martella
-
Narzeczoną! - krzyknęła gospodyni Gila i na
chwilę straciła swoje słynne panowanie nad sobą.
-
Owszem i byłabym wdzięczna, gdyby pani to
sobie zapamiętała. Na wypadek, gdyby ktoś pytał.
Na przykład hrabina Jurby. Jestem narzeczoną pana
Martella, rozumiemy się.
Pani Geybury przyjrzała się swojej rozmówczyni
z napiętą uwagą i nagle uśmiechnęła się.
-
Niech pani będzie spokojna -
powiedziała.
- Z pewnością nie zapomnę.
-
Pan Martell powiedział mi, Ŝe mogę na panią
liczyć - skłamała Caro i twarz gospodyni rozjaśniła się.
-
Naprawdę tak powiedział?
Caro skinęła głową i ruszyła korytarzem ku trzecim
drzwiom.
Zastukała energicznie do drzwi gościnnego pokoju
i nabrała duŜy haust powietrza w płuca.
- Kto tam? - usłyszała znajomy głos.
Caro nie odpowiedziała, ale raz jeszcze zastukała,
po krótkiej chwili drzwi uchyliły się.
- O co chodzi? - spytała hrabina i spojrzała na
Caro podejrzliwie.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 1 7
Ta zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów i z Ŝalem
stwierdziła raz jeszcze, Ŝe Miranda jest jedną z naj-
piękniejszych kobiet, jakie zna. Stała przed nią wysoka,
smukła, w jedwabnym szlafroczku ozdobionym koron-
ką. Jej złote włosy połyskiwały w świetle Ŝyrandola,
jasnoniebieskie oczy były niewinne jak oczy dziecka.
Trzeba się było dobrze przyjrzeć, Ŝeby zobaczyć w nich
stalowe błyski bezwzględności i egoizmu. MęŜczyźni
z pewnością tego nie widzieli. Byli zbyt olśnieni
pierwszym wraŜeniem, a potem zbyt przejęci przemoŜną
chęcią schwytania tego bajecznego motyla, który
przeleciał im mimo nosa i zniknął w oddali.
-
Ja panią chyba znam - powiedziała Miranda
przyglądając się Caro uwaŜnie. - JuŜ wiem. Była pani
w domu lady Westbrook, kiedy jadłam tam kolację.
Panna Ramsgate, o ile się nie mylę. To chyba pani
ojciec chce wykupić ich dom towarowy.
-
Zgadza się - potwierdziła Caro uprzejmie i wkro
czyła do pokoju tak energicznie, Ŝe hrabina zmuszona
była cofnąć się szybko.
Rozejrzała się po pokoju. Otwarte walizki, prze-
rzucone przez poręcze krzeseł części garderoby i ge-
neralny rozgardiasz świadczyły o tym, Ŝe Miranda
zamierzała zainstalować się na dłuŜszy czas.
-
Co pani tu właściwie robi? - zapytała Miranda
z nonszalancką arogancją damy przyzwyczajonej do
wydawania rozkazów słuŜbie.
-
Czekam na mojego narzeczonego.
-
A kto to taki, jeŜeli moŜna wiedzieć?
-
Gil - odparła słodkim głosem Caro, patrząc na
hrabinę niewinnymi szarymi oczami.
-
Kto? - zaskrzeczała Miranda tak głośno,
Ŝ
e
Caro mimo woli wzdrygnęła się.
Spojrzała na swoją rywalkę, która najpierw zrobiła
się czerwona jak burak, potem blada jak chusta. Usta
jej drŜały, z jej oczu tryskały iskry wściekłości.
1 1 8
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
- To kłamstwo! Pani i Gil? Pani Ŝoną Gila? To po
prostu śmieszne! On by nawet na panią nie spojrzał!
Pani jest brzydka jak noc i ubiera się jak kuchta!
ChociaŜby ta czerwona kiecka! PrzecieŜ to
sama
wulgarność! Dekolt po pępek. Ohyda! A to przecięcie
z boku! JeŜeli jest obliczone na uwiedzenie Gila, to
traci pani niepotrzebnie czas. Gil ma wybredny gust,
nie z nim takie numery!
Caro zachowywała idealny spokój, choć nie przy-
chodziło jej to łatwo. Nie przestawała się uśmiechać,
mimo Ŝe zaczynały ją od tego boleć szczęki.
- Nasz ślub odbędzie się w przyszłym tygodniu
-
powiedziała uprzejmym, prawie wesołym głosem.
-
Tylko najbliŜsza rodzina i kilku przyjaciół. Ani on,
ani ja nie lubimy ostentacji.
-
Nie! - wrzasnęła Miranda. - To niemoŜliwe!
-
Zawiadomienia zostaną rozesłane później - ciąg
nęła Caro, ignorując reakcję Mirandy.
Rozległo się dyskretne pukanie do drzwi. Do pokoju
weszła pani Greybury.
- Czy mogę pomóc przy pakowaniu
milady?
- zapytała Mirandę spokojnym głosem.
-
Dobrze, Ŝe pani przyszła! Pani na pewno wie,
czy to prawda. Czy pan Martell Ŝeni się w przyszłym
tygodniu?
-
Tak jest, w przyszłym tygodniu, milady - po
twierdziła gospodyni Gila składając starannie jakiś
fatałaszek Mirandy i pakując go do jednej z walizek.
-
Na początek zamieszkamy tutaj i mamy nadzieję,
Ŝ
e pani Greybury będzie się w dalszym ciągu zajmowała
domem. - Caro przyglądała się z satysfakcją, jak
gospodyni sprawnie i szybko napełnia walizki hrabiny.
- Później chyba poszukamy jakiegoś domu w dzielnicy,
gdzie mieszkają zarówno lady Westbrook, jak i mój
ojciec.
Miranda podbiegła do niej, chwyciła ją za ramiona,
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 1 9
wbiła polakierowane na czerwono paznokcie w jej
ciało i potrząsnęła nią tak mocno, Ŝe Caro zakręciło
się w głowie.
Pani Greybury wyniosła walizki do holu.
-
Zadzwonię po taksówkę, milady - oświadczyła
słodkim tonem.
-
Nie ruszam się stąd! - wrzeszczała Miranda.
- JuŜ rozumiem, jak go złowiłaś, ty wstrętna kom-
binatorko... Na pewno zaszłaś w ciąŜę!
-
To by było naprawdę zbyt kiczowate! - roześmiała
się Caro.
-
JuŜ wiem - ciągnęła Miranda - on robi to po to,
Ŝ
eby zachować ten swój piekielny dom towarowy, na
którym mu tak zaleŜy. Tacy ludzie jak
wy po
wykupieniu przedsiębiorstwa zawsze wyrzucają na
bruk całe kierownictwo. Pani jest jedyną spadkobier
czynią swojego ojca. Odziedziczy pani cały
jego
majątek. No tak, teraz juŜ wszystko jest jasne!
-
MoŜe pani sobie myśleć, co się pani Ŝywnie
podoba - mruknęła Caro. - Ale teraz proszę juŜ iść.
-
Muszę się przedtem zobaczyć z Gilhamem.
-
On nie ma na to najmniejszej ochoty.
-
Zobaczymy, co będzie, jak wróci.
-
On juŜ wrócił. Siedzi przed domem w samochodzie
i czeka, Ŝeby pani sobie poszła.
Miranda podbiegła do okna i wyjrzała na ulicę.
Przez chwilę Caro czuła coś w rodzaju współczucia.
MoŜe ona naprawdę kocha Gila? MoŜe rzeczywiście
jest nieszczęśliwa? Ale przecieŜ ma własnego męŜa,
własne Ŝycie, właściwie nie brak jej niczego. Niech
wraca do siebie. Gil prosił, Ŝeby mu pomóc i Caro
zamierzała to zrobić.
Nagle Miranda wybiegła z pokoju, minęła panią
Greybury, otworzyła frontowe drzwi i ruszyła prosto
na Gila, który pospiesznie wysiadał z samochodu.
Caro oparła się o framugę drzwi i spojrzała na
120
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
Gila. Stał wyprostowany, przystojny, wytworny
w swoim świetnie skrojonym ubraniu, z rozwianymi
przez wiatr włosami, z wyrazem całkowitej obojętności
na twarzy. Z jego postawy trudno byłoby się zorien-
tować, jakie właściwie są jego uczucia do Mirandy.
JakŜe był nieprzenikniony. Miranda, szlochając jak
dziecko, podbiegła do niego i chwyciła go za rękę.
-
Taksówka zaraz nadjedzie, kochanie - zwróciła
się Caro do Gila. - Chciałam ci powiedzieć,
Ŝ
e
Miranda juŜ wie o naszych planach. Wszystko jej
opowiedziałam. Szkoda, Ŝe nie moŜemy
urządzić
duŜego wesela, ale papa Ŝyczy sobie, Ŝeby to była
intymna uroczystość. Brak nam będzie
Mirandy
i Colina, nieprawdaŜ?
-
Jak moŜesz to robić? - wrzasnęła hrabina, szarpiąc
rękę Gila. - Tak bardzo zaleŜy ci na tym waszym
okropnym sklepie?
-
Mirando, opamiętaj się — powiedział Gil naj
spokojniejszym na świecie tonem. - Wracaj do domu,
ubierz się i uspokój. No, juŜ.
-
Ja tu zostaję - szlochała Miranda. - Odeślij ją.
Muszę z tobą porozmawiać.
-
Mam zamiar spędzić tu noc - poinformowała ją
Caro lodowatym tonem.
Miranda podniosła ręce do góry, obróciła
się i wbiegła do domu.
- Miejmy nadzieję, Ŝe ona wkrótce odjedzie. - Gil
wydał z siebie westchnienie ulgi. - Wiesz co, Caro?
- dodał. - Ty nie przestajesz mnie zadziwiać. Ciekaw
jestem, co sobie jeszcze wymyślisz.
-
Prosiłeś, Ŝeby ją jakoś stąd wykurzyć. Przyrzekłam
ci pomóc, no i udało się - odparła Caro, z trudem
trzymając nerwy na wodzy.
-
Mamy zaledwie tydzień na wymyślenie alternatywy
- uśmiechnął się Gil. - JeŜeli przez ten czas
nie
pobierzemy się, Miranda niewątpliwie powróci.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 2 1
-
MoŜesz się wyprowadzić albo powiedzieć
jej
bardzo stanowczo, Ŝeby ci dała spokój. JeŜeli rzeczywiś
cie tego chcesz.
-
Nigdy nie zamierzałem się Ŝenić z Mirandą. Ona
bywa zabawna i przyjemnie na nią popatrzeć, ale to
nie ma nic do rzeczy. Colin jest moim
starym
przyjacielem, ją teŜ znam od niepamiętnych czasów.
Jako dzieci bawiliśmy się w piaskownicy. Roman
sowałem z nią trochę, zanim zdecydowała się wyjść
za Colina. Myślę, Ŝe na początku nawet go kochała.
Ale przede wszystkim chodziło jej o tytuł. Podobnie
jak wszystkim innym dziewczynom, które się dokoła
niego kręciły. Wtedy jeszcze nie pił. Uprawiał sporty,
pływał, jeździł konno, grał w polo. Byłem druŜbą na
ich ślubie. Później zaczął pić i zepsuło się między nimi.
-
MoŜe było na odwrót, moŜe zaczął pić dlatego,
Ŝ
e się między nimi zepsuło? - zaryzykowała Caro.
-
Bo ja wiem? Miranda robiła wszystko, Ŝeby mu
uprzyjemnić Ŝycie. Ale on coraz częściej wracał pijany
do domu, więc straciła do niego wszelką sympatię.
Trudno jej się dziwić.
Zajechała taksówka i Miranda, nienagannie ubra-
na, z wysoko uniesioną głową, ukazała się na ganku.
Za nią szła pani Greybury dźwigając duŜe cięŜkie
walizki.
Zaniosła je do taksówki.
-
Ilu pasaŜerów? - zapytał kierowca.
-
Tylko ta pani - odparł Gil i pomógł Mirandzie
wsiąść do wozu.
-
Do widzenia, moja droga - powiedział. - Zoba
czymy się po naszym powrocie z podróŜy poślubnej.
Miranda skrzyŜowała swoje długie kształtne nogi
i zatrzasnęła drzwiczki.
-
Dokąd jedziemy? - zapytał taksówkarz.
-
Jurby House, Park Lane - odparła.
-
A więc wraca do męŜa - powiedziała Caro.
12?
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
Mam nadzieję, Ŝe z nim zostanie. Co za
egoistka - dodała. - Co ci się właściwie w niej
podoba?
-
Jest bardzo piękna. PrzecieŜ nie moŜna mieć
wszystkiego.
-
Więc jednak z nią spałeś? - mruknęła Caro.
-
Ilekroć o niej mówisz, ziejesz zazdrością - roze
ś
miał się Gil.
Caro uświadomiła sobie ze zgrozą, Ŝe tak rzeczywiś-
cie jest. Zrobiła się czerwona jak piwonia i zaraz
potem zbladła.
-
Odwieź mnie do domu! - zaŜądała.
-
Jeszcze nie - odparł chłodno. - Lada chwila
się tu zjawić Colin, więc potrzebne mi jest alibi.
Zostań jeszcze trochę. W holu
czekała na nich pani Greybury.
- Czy podać coś? - zapytała.
.- Nie., dziękuję. Sam to załatwię. Jestem pani
bardzo wdzięczny za pomoc - uśmiechnął się do niej
Gil.
- Doskonale. Dobranoc panu, dobranoc, panno
Ramsgate.
Caro poszła za Gilem do salonu. Co za piękny
pokój, pomyślała. Zielony dywan, tapeta w delikatny
roślinny wzór, skórzane kanapy i fotele.
Gil nalał dwa kieliszki koniaku.
- Usiądź - poprosił. - I napij się. Mamy za sobą
cięŜką przeprawę.
Podszedł do Caro, która stała przed kominkiem,
rozglądając się po ścianach salonu zawieszonych
pięknymi obrazami.
Gil wyjął Caro kieliszek z ręki, objął ją i bardzo
powolnym ruchem zaczął jej masować plecy. Zamknęła
oczy i poddała się jego pieszczotom. PołoŜył dłoń na
jej karku, łagodnie posuwał ją po jej plecach, przylgnął
do niej całym ciałem i przyłoŜył usta do jej szyi. Coś
w rodzaju szlochu wydobyło się z krtani
Caro.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
123
Wstrząsnął nią dreszcz przeraŜenia, a zarazem roz-
koszy. Oddychała z trudem. Chciała mu się oprzeć,
ale była jak sparaliŜowana. Nie powinnam była pić
tego koniaku, pomyślała. Dłoń Gila dotarła do jej
talii, potem przeniosła się wyŜej. Usłyszała dźwięk
otwieranego suwaka, jej suknia rozchyliła się na
plecach, usta Gila muskały je, przesuwały się coraz
niŜej.
Nagle obrócił ją ku sobie jak bezwolną lalkę.
Stanęła na palcach, podała mu usta i zarzuciła mu
ręce na szyję. Niejasno zdała sobie sprawę, Ŝe jej
suknia opadła na dywan. Przylgnęła mocniej do Gila
i wsunęła palce w jego gęstą czuprynę.
Wziął ją na ręce i, nie przestając pokrywać jej
pocałunkami, cofnął się i opadł na kanapę. Caro
otworzyła oczy. Zobaczyła, Ŝe Gil strząsa z siebie
marynarkę i rzucają na podłogę. Patrzyła, jak rozpina
koszulę, spod której wyłoniła się jego opalona
muskularna pierś z kępką ciemnych włosów. Patrzyli
na siebie szeroko otwartymi oczami, w których płonęło
niepohamowane poŜądanie.
Caro jeszcze nigdy w Ŝyciu nie obserwowała
rozbierającego się męŜczyzny. Poczuła w uszach szum
krwi, serce waliło jej jak młotem. Gil zsuwał ramiączka
jej staniczka i całował jej ciepłe piersi. Zapragnęła go
całym ciałem, całą swą istotą.
- Pogłaszcz mnie - szepnął.
Zrobiła to, z początku nieśmiało, potem coraz
odwaŜniej. Opuszki jej palców stały się tak wraŜliwe,
Ŝ
e gdy dotknęła jego nagiej skóry, poczuła się tak, jak
gdyby ją poraził prąd elektryczny i zadrŜała od stóp
do głów.
Patrząc mu prosto w oczy, powoli wodziła rękami
po całym jego ciele. A on leŜał, wpatrzony w nią
swoimi płonącymi ciemnymi oczami, oddychając cięŜko
i szybko jak sprinter dobiegający do mety. Caro
124
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
poczuła, Ŝe traci kontrolę nad sobą, Ŝe zmysły
zapanowały nad rozumem. Przylgnęła do Gila całą
sobą, ustami wodziła po jego ramionach, piersi,
brzuchu. Bezgłośnie błagała go o zaspokojenie.
- Czy ty wiesz, co robisz? - zapytał Gil zachrypłym
głosem.
Ukryła twarz w jego włosach, nie była w stanie
głośno wyartykułować tego, co czuła. A przecieŜ
dobrze wiedziała, czego tak gwałtownie pragnie.
Obojętne jej były wszelkie konsekwencje. Zobaczyła,
jak Gil unosi się nad nią, jak zrzuca z siebie resztę
bielizny. Zrobiła to samo i zamknęła oczy.
- Będę bardzo delikatny - szepnął. - Wiem, Ŝe to
dla ciebie pierwszy raz. A ten pierwszy raz musi być
cudowny, bo nigdy go się nie zapomina. Postaram
się, Ŝeby tak było, moja Caro.
Całował delikatnie jej usta, szyję, piersi, potem
przesunął się w dół i całował jej płaski brzuch, smukłe
biodra, strzeliste uda.
- Och, Gil, Gil, tak, tak - szeptała.
Rozchylił jej delikatnie uda i wsunął się w nią
jednym silnym ruchem. Wydała okrzyk bólu. Jej
ciało napięło się jak struna.
- Spokojnie... - szeptał Gil. - Nie walcz ze mną.
OdpręŜ się.
Ale zaraz poczuła jeszcze ostrzejszy ból. Ogarnęła
ją panika.
-
Przestań - poprosiła i przez kilka chwil Gil trwał
w bezruchu. Kiedy znowu uniósł się i opadł na nią,
odbyło się to juŜ zupełnie bezboleśnie, więc poddała
mu się i znowu z rozkoszą wchłaniała w siebie ciepło
jego ciała, a on całował ją i głaskał jej zmierzwione
włosy.
-
Przepraszam - szepnęła i przywarta wargami do
jego warg.
-
AleŜ skąd. Tak zawsze jest na początku. Jestem
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
125
dumny, Ŝe pozwoliłaś mi zostać twoim pierwszym
kochankiem.
Po chwili zaczął znów leciutko całować najpierw
jedną, potem drugą jej pierś, przesunął rękę na jej
podbrzusze, a potem niŜej, tam gdzie ich ciała połączyły
się w jedno, i Caro znów poczuła dreszcz rozkoszy.
Objęła go, przycisnęła się do niego w nowym
przypływie poŜądania. Poruszali się rytmicznie i nie-
spiesznie, aŜ wybuchło w niej coś tak wspaniałego
i nieznanego zarazem, Ŝe odrzuciwszy głowę w tył
wydała z siebie dziki krzyk radości.
A potem było jej tak, jakby wpadła w przepastne
ciemne wody jakiegoś jeziora. LeŜała szczęśliwa,
zmęczona, odpręŜona, a Gil wyciągnął się obok niej,
z głową opartą na jej piersi.
Milczeli, bo Ŝadne słowa nie mogły wyrazić tego,
co czuli. Nigdy w Ŝyciu nie byłam tak szczęśliwa jak
w tej chwili, pomyślała Caro i zapadła w sen.
Obudził ją gwałtowny dzwonek. Otworzyła oczy.
Przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest, ale zaraz poczuła
jego nagość przytuloną do jej nagości, jego dłoń na
swojej piersi, jego udo przyciśnięte do jej ud, przypo-
mniała sobie, co się stało, poczuła lęk i bała się
spojrzeć na swego kochanka.
Gil zaklął, usiadł na brzegu kanapy i spojrzał na
nią z lekkim zdziwieniem. Caro zamknęła oczy jak
dziecko, które wyobraŜa sobie, Ŝe w ten sposób stanie
się niewidzialne.
- Kto, u licha, moŜe dzwonić o tej porze? - Gil
wstał i podszedł do telefonu.
Caro obserwowała go spod spuszczonych powiek.
Na wspomnienie o tym, co z nim przed krótką chwilą
robiła, zalała się potem. JakŜe to się mogło stać?
Sama go o to błagała! BoŜe, co za straszny wstyd!
- Tak! - mruknął Gil do słuchawki.
126
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
Spojrzał przez pokój na Caro, która ubierała się
pospiesznie.
-
Owszem, jest tutaj - powiedział Gil do swojego
rozmówcy. - Twój ojciec, Caro - dodał. W słuchawce
rozległ się rozgniewany i zbyt głośny głos ojca.
-
Tak, zdaję sobie sprawę, która jest
godzina
- przerwał mu Gil w pewnym momencie. - Przyjęcie
bardzo się przeciągnęło... Amy do pana dzwoniła?
Owszem, wyszliśmy stamtąd jakiś czas temu i przy
szliśmy tutaj, Ŝeby jeszcze trochę pogadać.
Caro znów usłyszała rozwścieczony głos ojca. Gil
zachowywał całkowity spokój.
- Caro nie jest juŜ małą dziewczynką - przerwał
zalew słów Freda po pewnym czasie. - Jest dorosłą
kobietą. Dlaczego nie pozwala jej pan Ŝyć własnym
Ŝ
yciem?
Caro z trudem nałoŜyła suknię. Spojrzawszy na
zegarek stwierdziła ku swojemu przeraŜeniu, Ŝe jest
czwarta nad ranem. Podbiegła do Gila i wyjęła mu
z rąk słuchawkę.
-
Będę za dziesięć minut, tato -
powiedziała
i odwiesiła ją, zanim ojciec zdołał odpowiedzieć.
-
Czy mógłbyś się szybko ubrać? - zwróciła się do
Gila.
Nie patrzyła na niego. Bo i po co? Doskonale
zdawała sobie sprawę z jego jakŜe niepokojącej nagości.
Bliskość jego rozgrzanego ciała przejmowała ją dziwną
słabością.
- Czy on zawsze czeka na ciebie do późnej nocy?
- zagadnął ją Gil tonem, który wzbudził w niej
natychmiastowy sprzeciw.
-
Nie, ale...
-
I czy zawsze dzwoni do twoich przyjaciół, Ŝeby
cię sprowadzić do domu?
-
Nie, ale dzisiaj zrobiło się rzeczywiście strasznie
późno. Obudził się przed chwilą, zobaczył,
która
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
1 27
godzina, i przestraszył się. Nie powiedziałam mu, Ŝe
wrócę dopiero nad ranem.
-
Czy musisz go prosić o pozwolenie?
-
SkądŜe!
-
A czy często wracasz dopiero nad ranem?
-
Nie, i właśnie dlatego tak się zdenerwował.
Gil ruszył w jej stronę, ale ona odskoczyła od niego
w przeraŜeniu.
- Zostaw mnie. Jestem potwornie zmęczona. Ubierz
się, proszę, i odwieź mnie do domu.
- Dobrze - odparł i zaczął nakładać bieliznę.
Caro poczuła, Ŝe zalewa ją nowa fala poŜądania.
Przed chwilą była zaspokojona, ale na widok jego
muskularnego smagłego ciała znowu zapłonęła nie-
przytomną wprost chęcią przytulenia się do niego.
-
MoŜe lepiej pojadę taksówką? - zaproponowała
i ruszyła ku drzwiom.
-
Ja cię przywiozłem i ja cię odwiozę - mruknął
Gil. - Nie puszczę cię samej na ulicę o czwartej rano.
MoŜe chcesz skorzystać z łazienki - dodał. - Drugie
drzwi na prawo.
Szczęśliwa, Ŝe moŜe wyjść i nie patrzeć, jak Gil się
ubiera, skorzystała z jego propozycji.
Łazienka była funkcjonalna, wyraźnie przeznaczona
dla męŜczyzny. Caro opłukała wodą rozognioną twarz,
wytarła się śnieŜnobiałym lnianym ręcznikiem i spo-
jrzała w lustro. Włosy miała w nieładzie, jej szkarłatna
suknia była wymięta, a na jej szyi i dekolcie widniały
ś
lady po gwałtownych pocałunkach.
Nie powróciła do salonu, postanowiła zaczekać na
niego w holu. Zjawił się po chwili, przeprosił ją
i sam poszedł do łazienki. Był zimny i obojętny. Na
pewno Ŝałuje tego, co się stało, pomyślała Caro.
Kochał się z nią tylko po to, by zapomnieć o
Miran-dzie.
Gdy wrócił, była juŜ czwarta trzydzieści. Zaczynało
128
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
ś
witać. Gil wyjął z kieszeni kluczyki od samochodu,
podszedł do frontowych drzwi i otworzył je.
Na ulicy paliły się jeszcze latarnie, powietrze było
rześkie, na niebie gasły ostatnie gwiazdy. Gdy pod-
chodzili do samochodu, ktoś nagle wypadł zza
krzaków. Caro wydała z siebie okrzyk grozy. CzyŜby
to był napad rabunkowy?
Oślepił ją flesz i zrozumiała natychmiast, Ŝe napadł
ich nie bandyta, lecz fotograf prasowy. Gil znalazł się
błyskawicznie obok niej, objął ją i zasłonił ręką jej
twarz.
Wybuchał flesz po fleszu. Gil rzucił się w stronę
fotografa, przeklinając go najgorszymi wyrazami. Tam-
ten nie przestając pstrykać rzucił się do ucieczki, Gil za
nim. Caro trzęsła się z zimna i zdenerwowania, ale nic
nie mogła robić. Mogła tylko stać i czekać, co będzie
dalej. Zza węgła wyjechał samochód i dogonił uciekają-
cego fotografa. Drzwiczki otworzyły się, fotograf
wskoczył do środka, po czym wóz gwałtownie przyspie-
szył i znikł za rogiem ulicy. Gil próbował go dogonić,
ale nie miał Ŝadnej szansy. Powrócił zadyszany, otwo-
rzył drzwiczki rollsa i wsunął się za kierownicę.
-
Wsiadaj! - krzyknął na Caro i
pospiesznie
uruchomił wóz.
-
Muszę dopaść tego bydlaka i stwierdzić, kto go
na mnie napuszcza. To na pewno ten sam, który
zrobił zdjęcie z bójki z Colinem. Ktoś mu za to płaci.
Ujechali kawałek drogi, ale juŜ nie dogonili tamtego
wozu. Gil klął pod nosem jak marynarz, ale w końcu
uznał swoją poraŜkę.
-
Ktoś musiał go zawiadomić, Ŝe jesteś u mnie
- olśniło go nagle. - Domyślasz się, kto?
-
Chyba nie Miranda?
-
Nie, na pewno nie. Na pewno nie chciałaby,
Ŝ
eby cały świat dowiedział się, Ŝe musiała ustąpić
miejsca innej kobiecie.
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
129
-
MoŜe prasa została jakoś powiadomiona o tym,
Ŝ
e Miranda wprowadziła się do ciebie - zasugerowała
Caro.
-
W takim przypadku fotograf zobaczyłby ją, jak
wyjeŜdŜała.
-
Nic innego nie wpada mi do głowy.
-
Naturalnie, Ŝe nie - odparł Gil z przekąsem.
- Ale czy nie uderza cię dziwny zbieg okoliczności?
Twój ojciec dzwoni po nocy, Ŝeby się dowiedzieć, czy
jesteś u mnie, wobec czego Ŝąda, Ŝebym cię natychmiast
odwiózł do domu, i co się okazuje? śe o czwartej nad
ranem pod moimi drzwiami czyha fotograf. Ciekawe!
Właściwie powinnaś mu była kazać, Ŝeby zajrzał
przez okno. Wtedy dopiero mógłby zrobić sensacyjne
zdjęcie!
Caro poczuła się tak, jakby ją ktoś spoliczkował.
-
Co ja miałabym zyskać na tym, gdyby mnie
z tobą sfotografowano? - krzyknęła.
-
To ty powinnaś odpowiedzieć sobie na to pytanie
- mruknął Gil i nacisnął na gaz.
Zatrzymał się przed jej domem tak gwałtownie
i z takim zgrzytem hamulców, Ŝe rzuciło ją do przodu
i gdyby nie pasy, rozbiłaby sobie głowę o szybę.
Otrząsnęła się i otworzyła drzwiczki. Lecz zanim
zdąŜyła wysiąść, poczuła na ramieniu Ŝelazny zacisk
palców Gila.
- Nie oŜenię się z tobą! - warknął. - Przyjmij to do
wiadomości! Cokolwiek by się stało i Ŝeby prasa nie
wiem jak szalała, by mnie skompromitować, nie dam
się do niczego zmusić! Nie ze mną takie numery!
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Zanim Caro zdąŜyła dobiec do frontowych drzwi,
otworzyły się, szeroko pchnięte przez jej rozwścieczo-
nego ojca.
-
ś
eby o tej godzinie wracać do domu to skandal!
- wrzasnął. Co się dzieje między tobą i Martellem?
Prosiłem, Ŝebyś była dla niego miła, ale to nie znaczy...
-
Uspokój się! - przerwała mu Caro. - Jakim
prawem dzwoniłeś do niego w środku nocy? Nie
jestem juŜ dzieckiem!
-
Byłem strasznie niespokojny - tłumaczył się Fred
juŜ łagodniejszym tonem. - Szczególnie po telefonie
Amy...
-
Amy do ciebie dzwoniła? A ja myślałam, Ŝe to ty
dzwoniłeś do niej.
-
SkądŜe? Prawdę mówiąc, obudziła mnie przed
jaką godziną. PołoŜyłem się o wpół do jedenastej, bo
byłem wyjątkowo zmęczony.
Poszli do salonu, gdzie Caro opadła na kanapę.
Była wyczerpana zarówno fizycznie, jak emocjonalnie.
-
Dlaczego ona to zrobiła? - zastanawiała się głośno.
-
Chciała mówić z tobą. Zbeształem ją, Ŝe budzi
ludzi po nocy, ale była strasznie zdeprymowana,
twierdziła, Ŝe bardzo wcześnie wyszłaś z przyjęcia i Ŝe
obawia się, iŜ powiedziała ci coś takiego, co mogło
cię obrazić. Prawdę mówiąc bredziła. MoŜe napiłabyś
się gorącej herbaty? - dodał po chwili. - Przed
kwadransem naparzyłem dobrego earl greya.
Caro wzięła z jego rąk filiŜankę i trzymając ją
oburącz grzała sobie dłonie.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 3 1
-
Dziękuję ci, tato - powiedziała i pogłaskała go
po zarośniętym policzku.
-
Dziewczynie potrzebna jest matka - mruczał
Fred pod nosem. - Szczególnie do takich spraw.
Wiem, Ŝe jesteś juŜ dorosła i nie naleŜy ci udzielać
nauk, ale co robić, kiedy wciąŜ się o ciebie niepokoję.
-
Wiem, wiem, to się juŜ więcej nie zdarzy - zapew
niała go Caro.
Myślami była jednak gdzie indziej. Zastanawiała
się, kto zawiadomił fotografa o jej wizycie u Gila.
CzyŜby to była Amy? A jeŜeli tak, to co nią kierowało?
PrzecieŜ nie mogła być zazdrosna. JakŜe dziwnie się
to wszystko układa.
Ziewnęła głęboko. Była śmiertelnie znuŜona.
- Do łóŜka, kochanie - zarządził Fred. - Jest
niedziela i moŜesz sobie spać, jak długo zechcesz.
Caro połoŜyła się, ale nie potrafiła zasnąć. Po
głowie chodziły jej wszystkie zdarzenia minionej doby.
Nigdy nie wyobraŜała sobie, Ŝe poŜądanie potrafi być
czymś tak przemoŜnym, tak obezwładniającym. JakŜe
mogła się tak zachować. Ojciec patrzył na nią tak
dziwnym wzrokiem, jakby odczytywał coś z jej twarzy.
CzyŜby wyglądała inaczej niŜ zwykle?
Nie mogąc spać, Caro wstała o dziewiątej, wzięła
prysznic, ubrała się w niebieski dres i poszła do
parku. Postanowiła pobiegać. W niedzielne poranki
było tam zazwyczaj dość pusto. Kilka osób spacero-
wało z psami, biegaczy teŜ było niewielu.
Ranek był słoneczny, wiosenny, jeziorko mieniło
się odbijającym się w nim błękitem nieba, na traw-
nikach topniały resztki rosy. Cicho było i przestronnie.
JakiŜ kontrast w stosunku do tego, co działo się
w duszy Caro. Na szczęście dawno nauczyła się za
pomocą biegania przepędzać demony niepokoju czy
strachu. Rytmicznym krokiem, z wysoko uniesioną
głową, biegła więc dokoła jeziorka, swobodnie pu-
132
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
szczając wodze najskrytszym myślom. Wkrótce doszła
do wniosku, Ŝe wszystkie jej problemy sprowadzają
się do jednego. Do jednego męŜczyzny. Do Gila
Martella. Dopóki go nie znała, Ŝycie jej płynęło
spokojnym nurtem, teraz zaś czuła się jak rzucona
w oko cyklonu i zupełnie nie wiedziała, jak wydostać
się z tej sytuacji.
Gdy mijała parkową bramę, zdawało jej się, Ŝe
widzi zaparkowanego przed nią rolls-royce'a. Serce
jej zatrzepotało, ale po chwili uspokoiło się. Tyle jest
rolls-royce'ów w Londynie, pomyślała i pobiegła dalej.
Po chwili usłyszała za sobą stukot szybkich kroków
i głos Gila, wołający jej imię. Obróciła się. Biegł tuŜ
za nią, ubrany w dŜinsy i biały sweter. Powiewał
zrolowaną gazetą.
- Zatrzymaj się! - krzyknął. - Muszę z
tobą
porozmawiać!
Przyspieszyła biegu, ale juŜ po chwili Gil dogonił ją
i zatrzymał gwałtownym szarpnięciem za łokieć. Oboje
byli zadyszani, spoceni i źli.
-
Skąd w tobie tyle energii? - odezwał się wreszcie
Gil zasapanym głosem. - Nie spałaś całą noc i od
rana biegasz jak szalona po parku.
-
A co ty tu robisz?
-
Jakoś nie potrafiłem zasnąć, więc
wstałem,
zrobiłem sobie śniadanie, przejrzałem gazety. Po
stanowiłem zrobić coś dla zdrowia. I od razu zoba
czyłem ciebie.
Caro niechętnie wzięła od niego gazetę. Było to
niedzielne wydanie jednego z brukowych londyńskich
dzienników, tego samego, w którym ukazała się tak
niedawno fotografia bójki Gila z Colinem. Dzisiaj
inna fotografia Gila, tym razem ukazująca go w to-
warzystwie Caro, zdobiła frontową kolumnę.
Oślepiona fleszem Caro wyglądała na osobę cięŜko
przestraszoną. Dekolt jej sukni obsunął się ukazując
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
133
trochę więcej niŜ nasadę jej piersi, nie mówiąc juŜ
o rozciętej z boku spódnicy, spod której wysuwało się
bardzo, skądinąd, ponętne udo.
- Wyglądam okropnie! - jęknęła.
Gil wyszedł, oczywiście, wspaniale, mimo Ŝe miał
otwarte usta i krzyczał coś, najprawdopodobniej mocno
niecenzuralnego.
- Czy to jest cała twoja reakcja na to świństwo?
Twój wygląd nie ma Ŝadnego znaczenia. Przeczytaj
lepiej nagłówek!
Caro spojrzała na wydrukowane tłustą czarną
czcionką słowa i krew odpłynęła jej z głowy.
PLAYBOY RATUJE SIĘ MAŁśEŃSTWEM
Z CÓRKĄ REKINA!
-
Czytaj dalej - zaŜądał Gil. - Czyś ty rozmawiała
z tymi łajdakami?
-
AleŜ skąd! - Ŝachnęła się Caro i pospiesznie
zabrała się do czytania tekstu zamieszczonego pod
fotografią.
„Caroline Ramsgate, jedyna córka słynnego biz-
nesmena Freda Ramsgate'a, właściciela licznych
domów towarowych, ogłosiła wczoraj wieczorem swoje
zaręczyny z Gilhamem Martellem, znanym playboyem
i spadkobiercą fortuny swojej babki,
właścicielki
znakomitego magazynu Westbrook z Oxford Street.
Fred Ramsgate ubiega się o kupno kontrolnego pakietu
akcji Westbrooka. Czy moŜe to być zbieg okoliczności?
Za cenę miłości jeszcze jeden wielki dom towarowy
przejdzie w ręce Ramsgate'ów i to bez przekładania
pieniędzy z kieszeni do kieszeni? I co na to Miranda,
hrabina Jurby, do niedawna jeszcze
towarzyszka
częstych wypadów Gilhama Martella do
nocnych
lokali?".
-
Czarujące, nieprawda? - Gil zmierzył
Caro
zimnym wzrokiem.
-
To okropne dla obojga z nas - odparła cicho.
134
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
- Gdybyśmy się mieli pobrać, byłoby to teŜ bardzo
przykre, ale na szczęście tak nie jest.
- Szczęście nic do tego nie ma. JeŜeli się kiedykol
wiek oŜenię, to z taką kobietą, która mi
będzie
towarzyszką Ŝycia i prawdziwym przyjacielem, a nie
z jakichkolwiek innych powodów. Przysięgnij - dodał
- Ŝe rzeczywiście nie rozmawiałaś z prasą.
- Po co miałabym to robić! - rozzłościła się Caro.
- Myślę, Ŝe to sprawka Mirandy. Zazdrosna kobieta
jest zdolna do wszystkiego. Chyba Ŝe twoja gospodyni
się wygadała.
-
To wykluczone!
-
W takim razie pozostaje tylko Miranda! MoŜe
powiedziała którejś ze swoich przyjaciółek, a ta chciała
się przysłuŜyć jakiemuś dziennikarzowi.
-
Po diabła powiedziałaś jej, Ŝe jesteśmy zaręczeni?
-
Prosiłeś, Ŝebym ci pomogła pozbyć się jej. Czy
juŜ zapomniałeś?
-
Dziękuję za taką pomoc. W przyszłości postaram
się poradzić sobie sam.
-
Bardzo cię proszę!
Gil chciał spojrzeć jej w oczy, ale Caro spuściła
powieki. ZauwaŜył, Ŝe jej dolna warga drŜy jak
u dziecka, któremu zbiera się na płacz.
-
Przepraszam cię - mruknął. - No, rozchmurz się
juŜ. Zrozum, Ŝe nienawidzę tego, co piszą o mnie
w tych okropnych brukowcach. Kłamią jak z nut,
a przecieŜ nie moŜna się z nimi procesować.
-
To jeszcze nie powód, Ŝebyś się na mnie wyŜywał.
Ale wybacz, chciałabym jeszcze chwilę pobiegać, chyba
Ŝ
e masz mi jeszcze coś przykrego do powiedzenia.
Dotknął delikatnie jej ramienia. Odtrąciła go.
- Trzymaj ręce przy sobie! - krzyknęła.
To był błąd. Jej słowa podziałały na Gila jak
czerwona płachta na byka.
- W nocy ich jakoś nie odtrącałaś - warknął.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
135
Caro uniosła ramię, Ŝeby uderzyć go w twarz, lecz
on chwycił ją silnie za przegub i przyciągnął do siebie
tak mocno, Ŝe chcąc nie chcąc oparła się o niego
całym ciałem. Zabrakło jej tchu. Otworzyła usta, a on
błyskawicznie przycisnął do nich swoje.
Nogi ugięły się pod nią, zamknęła oczy, poddała
się bez reszty tej cudownej pieszczocie i dopiero po
chwili uświadomiła sobie, gdzie jest i co robi, więc
wyrwała mu się i pobiegła przed siebie co sił w no-
gach.
Serce waliło jej jak młotem, myślała, Ŝe będzie ją
gonił, ale nie słyszała odgłosu jego kroków. Gdy
znalazła się niedaleko wyjścia z parku, spojrzała na
ulicę i stwierdziła, Ŝe rolls Gila zniknął sprzed furtki.
W dwadzieścia minut później była znów w domu.
Wzięła prysznic, ubrała się w prostą, lecz elegancką
suknię z wełny koloru oliwki i zeszła do jadalni na
ś
niadanie. Ojciec siedział juŜ przy stole i czytał gazetę.
Na widok córki uniósł wzrok.
-
Czy to prawda? - zapytał, moŜe trochę zbyt
głośno.
-
Nie, tato - zarumieniła się Caro. - To zwykła
kaczka dziennikarska.
Nalała sobie kawy z cięŜkiego srebrnego
dzbanka i zrobiła grzankę.
Fred śledził kaŜdy jej ruch.
-
Skąd im się to, do licha, wzięło? Na stronie
finansowej jest artykuł o ewentualnym
przejęciu
Westbrooka przez nasze konsorcjum i to mnie nie
dziwi. Ale ciekaw jestem, kto wymyślił tę historię
z twoimi zaręczynami.
-
Czy wiesz o tym, Ŝe Gil miał mały
romans
z hrabiną Jurby...
-
Owszem, pamiętam ją... ale co z tego?
-
Pokłóciła się z męŜem i przeprowadziła się do
Gila. Strasznie go to zdenerwowało. Wczoraj wieczo-
136
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
rem poprosił mnie, Ŝebym pomogła mu wykurzyć ją
z jego domu.
- TeŜ mi dŜentelmen - mruknął Fred.
Caro pomyślała, Ŝe trudno nie przyznać ojcu racji,
ale bardzo nie chciała, Ŝeby źle myślał o Gilu.
-
Bał się, Ŝe zostanie wciągnięty w jej małŜeńskie
problemy - tłumaczyła ojcu. - Te wszystkie dzien
nikarskie plotki są zupełnie bezpodstawne. Gil Martell
i Colin, mąŜ Mirandy, są starymi przyjaciółmi, toteŜ
ona stale odwołuje się do Gila, Ŝeby pośredniczył
pomiędzy nią a Colinem.
-
JeŜeli się tak przyjaźnią - zauwaŜył Fred - to
dlaczego Martell sam nie przemówił jej do rozumu,
ale uznał za stosowne posłuŜyć się tobą?
-
Miranda jest najbardziej rozkapryszoną, samolub
ną, zapatrzoną w siebie istotą na świecie - rozzłościła
się nagle Caro. - To ona podała prasie tę wiadomość
o moich zaręczynach z Martellem... z czystej niechęci
do mnie!... bo powiedziałam jej, Ŝe to na
razie
tajemnica. Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć, ale ja
sama wymyśliłam, i to na poczekaniu, tę
głupią
bujdę. Myślałam, Ŝe to natychmiast załatwi sprawę
i skłoni ją do opuszczenia jego domu. Rzeczywiście
tak zrobiła, ale zawiadomiła prasę, więc przysłali
fotografa, no, i mamy rezultat...
Fred rzucił gazetę na stół z taką złością, Ŝe o mały
włos nie rozlał swojej kawy.
- Nie chce mi się wierzyć, Ŝe mojej własnej córce
wpadło do głowy coś tak idiotycznego! A moŜe był to
pomysł Martella? Kazał, Ŝebyś powiedziała tej głupiej
babie, Ŝe jest z tobą zaręczony, i zawiadamia o tym
gazety. No! Liczy na to, Ŝe nie będziesz mogła się
z tego wycofać, i znajdzie świetne wyjście z sytuacji.
Wie, Ŝe jeŜeli zostanie twoim męŜem, nie tylko nie
zostanie zwolniony ze stanowiska, ale dziedziczy wraz
z tobą całe moje konsorcjum, a to nie lada gratka.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
137
- Mylisz się! - krzyknęła Caro. - To był mój
własny pomysł, a on jest na mnie za to strasznie zły.
Nie znasz Martella. To nie jest łowca
posagów.
Powiedział, Ŝe nie oŜeniłby się ze mną, nawet gdyby...
Dzwonek telefonu przerwał jej wybuch gniewu.
Caro podniosła słuchawkę.
-
Ach, to lady Westbrook? Słucham panią.
-
Co za wspaniała nowina! Przed chwilą przeczy
tałam gazetę! JakaŜ jestem szczęśliwa! W chwili gdy
panią zobaczyłam, pomyślałam, Ŝe byłaby pani idealną
Ŝ
oną dla mojego wnuka. Jest pani taka urocza, tak
wspaniale wychowana i bajecznie inteligentna. Po
prostu brak mi słów.
Caro była niezbyt zbudowana tą charakterystyką
swojej osoby, no, ale niewaŜne, musiała wszak
wytłumaczyć lady Westbrook, Ŝe nastąpiło nieporo-
zumienie i Ŝe o Ŝadnych zaręczynach nie ma mowy.
Nie było to jednak proste, gdyŜ starsza pani nie
dopuszczała jej do słowa.
- I co za szczęśliwy zbieg okoliczności - ciągnęła
dalej. - Ale dlaczego musiałam się tego dowiedzieć
z gazet? Pani ojciec na pewno o tym wiedział.
Caro zrobiło się przykro, gdyŜ w głosie tej sym-
patycznej kobiety wyczuła wyraźny Ŝal.
- Nie, nie, tatuś teŜ nic nie wiedział! - odparła bez
zastanowienia.
Fred Ramsgate, który przysłuchiwał się rozmowie,
odebrał córce słuchawkę.
- Nic nie wiedziałem - powiedział ponurym to
nem. - Nic a nic. I jestem, prawdę mówiąc, bardzo
zły!
Caro nie dosłyszała odpowiedzi lady Westbrook,
ale stwierdziła, Ŝe chyba jest dowcipna, gdyŜ Fred
roześmiał się. Bardzo polubił tę starą damę. Oddał
Caro słuchawkę i dolał sobie kawy do filiŜanki.
- Czemu zwierzyliście się Mirandzie ze swoich
138
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
planów i zawiadomiliście prasę, a nam nic nie
powiedzieliście? Nie rozumiem tego. No, ale trudno,
wybaczam wam. Mogę teraz spokojnie umrzeć w po-
czuciu, Ŝe pozostawiam Gila w dobrych
rękach
- powiedziała lady Westbrook do Caro.
Starsza pani była wzruszona i moŜe dlatego tyle
mówiła. Caro nie potrafiła się przebić przez ten
potok słów.
-
NajwaŜniejsze jest, Ŝebyście byli szczęśliwi - po
wtarzała. - Musicie jak najszybciej do mnie przyjść,
Ŝ
eby otrzymać moje błogosławieństwo. Nie wiem, co
Gil postanowił w sprawie pierścionka zaręczynowego,
ale bardzo bym chciała ofiarować wam mój. Jest
bardzo piękny. DuŜy rubin otoczony brylancikami.
Przyjdźcie dzisiaj do mnie na kolację. I przyprowadźcie
pana Ramsgate'a. Będzie to nasze pierwsze rodzinne
spotkanie.
-
Nie, nie - przerwała jej Caro. - To niemoŜliwe.
Bo widzi pani...
-
W takim razie jutro, ale na pewno. Musimy
omówić mnóstwo spraw. Na przykład ustalić miejsce
przyjęcia weselnego...
Caro wydała z siebie kilka nieartykułowanych
dźwięków. Wreszcie zdobyła się na przerwanie mono-
logu lady Westbrook.
- Najlepiej będzie, jak pani porozmawia z Gilhamem
- powiedziała.
- Dobrze, moja droga. Zrobię to. A więc do jutra.
Witaj w rodzinie, moje miłe dziecko.
Caro odłoŜyła słuchawkę. Była bliska płaczu. BoŜe,
co za okropne komplikacje i nieporozumienia. Ojciec
patrzył na nią zatroskanym wzrokiem. Widać było,
Ŝ
e nic nie rozumie.
- Pójdę do siebie, poczytam i posłucham muzyki
- powiedziała Caro i pocałowała go w policzek.
- Jestem przemęczona tą okropną robotą nad finan-
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
139
sami Westbrooka, mam za sobą nie przespaną noc,
i do tego jeszcze te straszne plotki gazetowe. Zoba-
czymy się na lunchu.
Gdy wychodziła, telefon znowu zadzwonił.
- Nie na mnie dla nikogo - oświadczyła i pospiesznie
poszła do swojego pokoju.
Zamierzała pozostać tam do wieczora. Wiedziała,
Ŝ
e nazajutrz czeka ją trudny dzień. Przed południem
narada z biegłymi księgowymi i adwokatami z obu
negocjujących firm. Spodziewała się tam spotkać
Damiana Shawa, no i Gila. Teraz bała się juŜ tylko
zetknięcia z tym ostatnim.
Kiedy weszła do sali konferencyjnej, Gil stał pod
oknem i rozmawiał z jednym z adwokatów swojej
babki. Wyglądał bardzo dystyngowanie w granatowym
garniturze w paski, nieskazitelnie białej koszuli
i beŜowym jedwabnym krawacie. Powitał ją uprzejmym
skinieniem głowy, jak gdyby była obcą osobą, a moŜe
nawet wrogiem.
Usiadła na końcu długiego, wypolerowanego stołu,
pod portretem ojca, zamówionym przez radę nadzorczą
z okazji jego pięćdziesiątych urodzin.
-
Dzień dobry, Caroline - odezwał się za
nią
sympatyczny męski głos. Podniosła głowę i zobaczyła
Leonarda Rossa. Leonard zaczął pracę u
Freda
Ramsgate'a przed wieloma laty jako księgowy i awan
sował na członka rady i kierownika wszystkich działów
zakupów konsorcjum. Był znakomitym ekspertem
w dziedzinie cen i zysków, to znaczy, Ŝe świetnie
wiedział, kiedy obniŜać pierwsze i jak podwyŜszać
drugie.
-
Halo, Ross - powitała go Caro. - Jak się ma
twoja Ŝona?
-
Dziękuję, doskonale.
-
A dzieciaki?
-
Jakie tam znowu dzieciaki? Moja najmłodsza
140
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
jest starsza od ciebie. Ale wszystkie mają się bardzo
dobrze.
Obdarzył ją ojcowskim uśmiechem.
-
A co dzieje się u ciebie, dziecino?
-
Wszystko w porządku.
-
Czytaliśmy w gazecie o twoich
zaręczynach.
Byliśmy zaskoczeni. Nie mieliśmy nawet pojęcia, Ŝe
znasz tego młodego człowieka.
Rozejrzał się dokoła, zorientował się, Ŝe ludzie
przysłuchują się ich rozmowie, i zamilkł.
-
ś
yczę wam wszelkiej pomyślności - dodał jeszcze
tylko i pospiesznie udał się na swoje miejsce, gdyŜ Gil
właśnie rzucił na stół plik teczek i papierów.
-
Proszę państwa, zaczynamy! - zawołał.
Sam usiadł na drugim końcu stołu naprzeciwko
Caro i patrzył na nią jak zawodnik szykujący się do
pojedynku.
Ona zaś, podobnie jak on, ubrała się na tę okazję
bardzo starannie. Miała na sobie skromną, ale
elegancką czarną sukienkę, w uszach klipsy i na szyi
sznur małych pereł. Zrobione na zamówienie czarne
czółenka i przerzucona przez ramię piękna torba
z czarnej skóry dopełniały jej stroju. MoŜe nie jestem
piękna, pomyślała, ale na pewno wyglądam jak
prawdziwa biznesmenka i zasługuję na szacunek
obecnych tu fachowców, a to najwaŜniejsze.
Fred usiadł na sąsiednim krześle.
-
Zdenerwowana? - zapytał ją szeptem.
-
Wiesz, Ŝe nie lubię zabierać głosu na duŜych
zebraniach, ale dam sobie jakoś radę.
Podpisane przez nią sprawozdanie zostało rozesłane
wszystkim obecnym i Caro wiedziała, Ŝe przyjdzie jej
odpowiedzieć na wiele pytań. Była na to przygotowana.
Bała się tylko zbyt agresywnej indagacji ze strony Gil?
Powiodła wzrokiem po siedzących dokoła stołu
osobach. Prawie sami męŜczyźni, pomyślała.
Rzadko
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
1 4 1
trafia się kobieta na tak wysokim stanowisku. Awan-
sują do pewnego szczebla i koniec. Pozostają na ogół
na średnich stanowiskach. Ale to się niedługo zmieni,
postanowiła w duchu. Kiedy ja zostanę prezesem
konsorcjum, postawię mnóstwo kobiet na stanowiskach
kierowniczych.
- Nie widzę Damiana - zwróciła się do ojca.
Fred wiedział o jej dawnym romansie i o tym, Ŝe
Caro cięŜko przeŜyła jego zakończenie.
-
Chyba juŜ nie pracuje dla Gila - odparł i za
stukał młotkiem w blat stołu na znak
otwarcia
narady.
-
Wszyscy państwo znacie moją córkę Caroline
- rozpoczął swoim tubalnym głosem. - I niewątpliwie
wszyscy przeczytaliście najnowszą bujdę na temat jej
prywatnego Ŝycia, wysmaŜoną przez dziennikarską
brać.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, z wyjątkiem Caro
i Gila.
- Ale nie zebraliśmy się tu po to - ciągnął dalej
Fred - Ŝeby zastanawiać się nad beznadziejną głupotą
brukowej prasy. Mamy przed sobą raport o stanie
finansowym firmy Westbrook, sporządzony przez
moją córkę. Końcowe negocjacje dotyczące sprzedaŜy
Westbrooka oparte będą na tym kluczowym dokumen
cie i mam nadzieję, Ŝe wszyscy państwo znają go na
pamięć.
Caro wstała, omówiła pokrótce wyniki swojej pracy,
otrzymała krótkie oklaski i ukłoniła się.
- Chętnie odpowiem na wszelkie pytania - zakoń
czyła i usiadła.
Zaległo milczenie. Ludzie Westbrooka patrzyli na
Gila, który odchylił się w swoim krześle, wpatrywał
się w sufit i bębnił palcami w stół. Wydawał się
głęboko zamyślony.
Po chwili jeden z biegłych zadał Caro pytanie na
142
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
temat wykresu zysków, umieszczonego na ostatniej
stronie jej raportu.
Odpowiedziała na nie, postawiono jej jeszcze kilka
dość łatwych pytań, po czym dla wszystkich stało się
jasne, Ŝe Gil się nie odezwie.
Fred przesunął wzrok po twarzach zebranych dokoła
stołi ludzi.
- Czy są jeszcze pytania?
Wszyscy wpatrywali się w blat stołu i milczeli.
- W takim razie proponuję krótką przerwę na
kawę - uśmiechnął się Fred.
Caro zebrała swoje dokumenty, wsunęła je do
teczki, poŜegnała się uprzejmie z gratulującymi jej
przedstawicielami obu negocjujących stron i pochyliła
się nad ojcem.
-
Czy będziesz mnie jeszcze potrzebował? - zapytała.
-
Zostań, jeŜeli chcesz., ale myślę., Ŝe moŜesz juŜ iść.
-
Pójdę do biura, mam tam całą górę spraw do
załatwienia.
Caro zabrała się energicznie do pracy. Nie spieszyła
się z powrotem do domu. Wiedziała, Ŝe ojciec idzie na
jakąś waŜną kolację do burmistrza Londynu, gdzie
głównym mówcą miał być premier, i na pewno wróci
bardzo późno. Nie była głodna, a Ŝe gospodyni miała
dziś wolny wieczór, postanowiła zrobić sobie jajecznicę
i zjeść ją przy kuchennym stole.
Do domu przyszła dobrze po dziewiątej. Przywitała
ją głucha cisza, zalegająca pokoje niczym warstwa
kurzu. Zazwyczaj niechętnie przebywała w pustym
domu. Ale dzisiaj odczuwała potrzebę samotności.
Była jak człowiek, który wraca z pogrzebu bliskiej
osoby, dźwigający cięŜar poniesionej straty, przejęty
dojmującą Ŝałobą.
Zdjęła płaszcz i powoli ruszyła w stronę kuchni.
Nagle usłyszała z salonu głośny dźwięk, jak gdyby
coś cięŜkiego spadło z wysoka na podłogę. CóŜ to
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
143
mogło być? CzyŜby Fred nie poszedł na tak waŜne
przyjęcie? To niemoŜliwe. Na pewno zadzwoniłby
i zawiadomił ją. PrzecieŜ wiedział, Ŝe będzie pracowała
do późna.
Zamieniła się w słuch. Była teraz pewna, Ŝe w domu
jest ktoś, ale kto? PrzeraŜona, chwyciła cięŜką space-
rową laskę ojca i ostroŜnie uchyliła drzwi salonu.
Zobaczyła odwróconego do niej plecami męŜczyznę,
który stał przed oknem ze szklanką whisky w ręku
i wyglądał na ulicę. Caro pobiegła w jego stronę
z wysoko uniesioną laską, wymierzoną w tył jego
głowy.
Usłyszał ją widać, bo obrócił się błyskawicznie
i wyrwał jej laskę na sekundę, zanim srebrna gałka
trafiła w jego czaszkę.
- Co ty, u licha, robisz? - krzyknął.
Caro spojrzała przeraŜonymi oczami w twarz Gila.
- O mały włos cię nie zabiłam - wydobyła z siebie
z trudem z zaciśniętej krtani.
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Gil nachylił się, podniósł cięŜką laskę i potrząsnął
nią.
- Dobrze, Ŝe nie rozbiłaś mi głowy - stwierdził.
- Niebezpieczna z ciebie kobieta.
- Wzięłam cię za włamywacza - szepnęła Caro.
Bała się, Ŝe za chwilę zemdleje. Chwiała się na
nogach, kręciło jej się w głowie. Nie wolno mi stracić
przytomności, powtarzała sobie w duchu, nie... nie...
nie teraz... nie przy nim.
Gdy otworzyła oczy, okazało się, Ŝe leŜy na kanapie
i Ŝe Gil klęczy przy niej, głaszcze ją po włosach
i wpatruje się w nią z autentycznym przeraŜeniem.
-
Caro! - wymamrotał. - No, nareszcie się ocknęłaś.
Okropnie mnie przestraszyłaś.
-
Zemdlałam, nie mam pojęcia dlaczego.
-
Wpadłaś mi prosto w ramiona.
Caro usiadła. DrŜała z zimna, po czym zalała ją
fala gorąca. Dlaczego mój organizm tak dziwnie
reaguje na obecność tego człowieka, zastanawiała się.
To nie jest normalne.
- Jak dostałeś się tutaj? - zwróciła się do Gila.
- I co tu właściwie robisz?
-
Twój ojciec zaprosił mnie na kielicha. Taka mała
prywatna uroczystość.
-
Mój ojciec został w domu?
-
Nie, nie. On wyszedł, ja zostałem.
-
Nic nie rozumiem. Jaka znowu prywatna uroczys
tość?
-
Dla uczczenia pomyślnego zakończenia naszych
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
145
negocjacji. Pozostaje juŜ tylko podpisanie dokumentów.
Twój ojciec dołączył Westbrooka do swojego konsor-
cjum. Babka zaakceptowała jego warunki, uścisnęliśmy
sobie ręce, a potem zaprosił mnie tutaj i poczęstował
drinkiem.
-
Jaką uzgodniliście cenę? - spytała Caro. Ciekawa
była, czy ojciec zapłacił więcej, niŜ zamierzał.
-
Zawsze wiedziałem, Ŝe masz kupiecką duszyczkę
- roześmiał się Gil. - Widzę, Ŝe juŜ wyzdrowiałaś. No
cóŜ, babka przyjęła moją radę i...
-
Jak to twoją radę? - przerwała mu Caro. PrzecieŜ
Gil był stanowczo przeciwny tej transakcji. CóŜ więc
mógł radzić swojej babce?
-
Uznałem, Ŝe oferta twojego ojca jest za niska.
Z twojego raportu jasno wynika, Ŝe nasze przed
siębiorstwo jest zdrowe i rokuje dobre nadzieje na
przyszłość. Bardzo mi zaimponowałaś. Nie lada z ciebie
przeciwnik, kochana Caroline.
-
Dziękuję - odparła nie wiedząc, czy to kom
plement, czy szyderstwo.
-
Więc jaką w końcu uzgodniliście cenę?
-
ZaŜądaliśmy podniesienia jej o pięć procent...
-
Co takiego? I ojciec zgodził się na to?
Caro była szczerze zdumiona. Suma ta wynosiła
o dwa miliony funtów więcej, niŜ ojciec zamierzał
zapłacić. JakŜe mógł się na to zgodzić?
-
Zgodził się na te pięć procent więcej dlatego, Ŝe
dodaliśmy mu premię.
-
Co to znaczy? Jaką znowu premię?
-
Mnie - roześmiał się Gil.
-
Nie rozumiem - zdenerwowała się Caro.
-
Twój ojciec kupił mnie razem z naszym domem
towarowym.
-
To wcale nie jest śmieszne!
-
Rzeczywiście. Zwłaszcza Ŝe twój ojciec
tylko
myśli, iŜ mnie kupił. Nie chciałem go zraŜać, więc nic
146
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
mu nie powiedziałem, równieŜ dlatego, Ŝe wydawał
się szalenie zadowolony ze swojej transakcji. To
potwór, ale moŜna go chyba polubić. ChociaŜ naj-
wyŜszy czas, Ŝeby się nauczył, Ŝe nie wszystko jest do
kupienia.
- Nic z tego wszstkiego nie rozumiem - powtórzyła
Caro, wstała i stanęła przed Gilem.
Gil podniósł się leniwie z kanapy i spojrzał na nią
z uśmieszkiem.
-
Twój ojciec i ja poszliśmy po zebraniu na lunch
i pogadaliśmy sobie. I wtedy zrobił mi tę zdumiewającą
propozycję. Uznał, Ŝe mnie chcesz, a wszystko, czego
pragnie jego ukochana córeczka, jest dla niego święte.
Wobec tego zapytał mnie, jaka jest moja
cena.
Dosłownie.
-
Nie wierzę ci!
Caro struchlała. CzyŜby Fred oszalał?
-
Gdy mu odpowiedziałem, Ŝę lubię oświadczać się
kobietom osobiście i Ŝe nie jestem na sprzedaŜ, wpadł
w złość. Zrobił się nagle szalenie
wiktoriański,
oświadczył mi, Ŝe cię skompromitowałem, Ŝe wydałem
cię na pastwę brukowej prasy. UwaŜał widocznie, Ŝe
kiedy ludzie zobaczyli cię wychodzącą nad ranem
z mojego domu w wymiętej sukni, to wywnioskowali,
Ŝ
e przespałaś się ze mną.
-
Zawracanie głowy - odparła Caro
chłodno.
- Porozmawiam z nim na ten temat.
Gil zdawał się nie słyszeć jej odpowiedzi. Wsunął
rękę do kieszeni marynarki i wyjął z niej małe czarne
pudełeczko. Kiedy je otworzył, Caro ujrzała złoty
pierścionek z duŜym rubinem otoczonym brylancikami.
-
To zaręczynowy pierścionek mojej babki - po
wiedział Gil. - Ona chce, Ŝebyś ty go nosiła, ale jeŜeli
wolisz nowy...
-
Nie - odparła bez zastanowienia. - Jest bardzo
piękny.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
147
Natychmiast poŜałowała swoich słów.
-
Nie wyjdę za ciebie za Ŝadne skarby świata!
- krzyknęła.
-
No, cóŜ - odparł niewzruszenie. - MoŜemy Ŝyć
na kocią łapę, jeŜeli chcesz, ale drŜę na myśl o tym,
jak prasa będzie sobie na nas uŜywała.
Prościej
byłoby się pobrać. Znacznie mniej zawracania gło
wy.
-
Sam mówiłeś, Ŝe nie dasz wmanewrować
się
w małŜeństwo. Co się stało, Ŝe tak nagle zmieniłaś
zdanie? Czy to, Ŝe jeśli się ze mną oŜenisz, pozostaniesz
dyrektorem Westbrooka?
-
Oczywiście.
Caro poczuła się jak raŜona gromem. BoŜe, czy nie
lepiej umrzeć?
-
A twierdziłeś, Ŝe nie jesteś na sprzedaŜ - wymam
rotała na koniec.
-
PrzecieŜ nie powiedziałem, Ŝe zgodziłem się na tę
transakcję.
Zręcznym ruchem wsunął jej pierścionek na palec.
- Pasuje jak ulał - powiedział.
Caro spojrzała na pulsującą czerwień rubinu, na
sypiące iskierkami brylanciki, zdjęła pierścionek z palca
i potrząsnęła głową.
- Nie będę twoją Ŝoną - szepnęła i oddała mu
klejnot.
WłoŜył go z powrotem do pudełka.
-
WyjeŜdŜam w przyszłym miesiącu - mruknął.
-
Dokąd?
-
Do Kalifornii. Oferują mi tam bardzo dobre
stanowisko. Prowadzenie nowego domu towarowego
w Beverly Hills. Zupełnie nowa koncepcja sklepu,
bardzo ciekawa. Nie mogę mówić o szczegółach, bo
to ścisła tajemnica. Budynek jest prawie
gotowy.
Otwarcie ma nastąpić na jesieni.
-
JeŜeli przyjąłeś tę ofertę, to dlaczego zapropono-
148
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
wałeś mi małŜeństwo? Po co ta cała
komedia?
- zdenerwowała się Caro. - Masz bardzo dziwne
poczucie humoru. JeŜeli to miał być Ŝart, to...
- Zobacz, jak się śmieję!
Gil obrócił się nagle, spojrzał jej głęboko w oczy,
chwycił za ramię i przyciągnął do siebie gwałtownie.
Przeszył ją dreszcz, serce podeszło jej do gardła. Jego
usta przylgnęły do jej ust, zalała ją fala gorąca, całe
jej ciało wygięło się w łuk. Gil objął ją, stoczyli się na
dywan i przywarli do siebie. Caro straciła wszelkie
poczucie rzeczywistości i dopiero gdy Gil oderwał się
od niej, otworzyła oczy i spojrzała w jego pobladłą
twarz.
- Kocham cię - szepnął Gil ledwo
słyszalnym
głosem.
Łzy nabiegły jej do oczu.
-
Tak, kocham cię. Nie wiem dlaczego, nie wiem,
jak to się stało, ale musiało to być juŜ tego dnia,
kiedy zobaczyłem cię w kabinie przymierzalni. Masz
cudowne ciało. Nie potrafiłem oderwać od ciebie oczu.
-
Ani rąk - dodała Caro i zarumieniła się.
-
Ani rąk - zgodził się. - Od tej chwili nie mogłem
przestać o tobie myśleć. Tak strasznie cię poŜądałem!
Miałem przecieŜ inne dziewczyny...
-
Wiem - przerwała mu Caro z pewnym sarkazmem
w głosie.
Roześmiał się i spojrzał na nią czule.
-
Jesteś niezwykła! Rozumiesz te sprawy. Bardzo
lubię kobiety, a one na ogół odwzajemniają mi się. Ale
jeszcze nigdy nie miałem ochoty się Ŝenić. Za bardzo
ceniłem sobie wolność i za dobrze się bawiłem.
-
MoŜe tamte nie miały tak bogatych ojców jak ja?
- rzuciła cierpką uwagę Caro.
Gil potrząsnął głową.
- JeŜeli nie nie ufasz, to dajmy sobie spokój. Nie
chcesz mnie, więc trudno.
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
149
Caro podniosła się do pozycji siedzącej i wygładziła
suknię.
- Zrozum, mój drogi, Ŝe trudno mi jest wierzyć ci
na słowo. Znam Mirandę, znam twoją przeszłość.
Zawsze miałeś dokoła siebie bardzo piękne dziewczyny,
a ja do nich nie naleŜę.
Gil odchylił jej głowę i spojrzał prosto w oczy.
- Rzeczywiście nie - powiedział bezlitośnie.
Szare oczy Caro rozbłysły złością.
- Ale za to masz temperament, dziewczyno! Chyba
nie spodziewałaś się, Ŝe powiem ci, iŜ jesteś piękna?
Umówmy się, Ŝe będziemy sobie zawsze mówili prawdę,
dobrze? To jedyny sposób na Ŝycie, jaki uznaję. Nie
masz wprawdzie najpiękniejszej twarzy, ale
twoje
ciało jest fantastyczne. Działa na mnie jak Ŝadne inne
dotąd - dodał.
Tak chciała mu wierzyć, ale nie potrafiła zapomnieć
urody Mirandy.
-
To nie jest powód do małŜeństwa - wymamrotała.
-
Rzeczywiście nie. JeŜeli chcesz mi zaufać, moŜemy
po prostu urządzić sobie wspólne Ŝycie.
-
Jak to?
-
Pojedź ze mną do Ameryki. Razem zorganizujemy
ten nowy dom towarowy. Ty się świetnie na tym
znasz. Nigdy nie znałem tak inteligentnej kobiety jak
ty. Gdybym nie był w tobie zakochany, postarałbym
się zdobyć cię dla mojej firmy i to za kaŜdą cenę.
Kiedy mówił, Ŝe ją kocha, nie wierzyła mu, ale
teraz, kiedy chwalił jej inteligencję i fachowość,
rozpierała ją radość. Wiedziała, Ŝe doskonale zna się
na prowadzeniu przedsiębiorstw handlowych. Nauczył
ją tego ojciec. Pracowała po kolei w róŜnych jego
wielkich magazynach, miewała mnóstwo pornysłów
na usprawnianie ich, ale jeŜeli nie znajdowały aprobaty
ojca, trzeba było z nich rezygnować. Fred Ramsgate
zawsze stawiał na swoim.
150
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
-
Mój ojciec dostałby szału - odpowiedziała po
chwili na propozycję Gila.
-
Nie boję się twojego ojca.
-
Ja teŜ nie, ale kocham go i nie chcę mu robić
przykrości. JeŜeli go opuszczę i zacznę pracować dla
ciebie, załamie się.
W ciemnych oczach Gila zabłysły ogniki złości.
- Wiem, Ŝe stoisz przed trudnym wyborem - mruk
nął. - Zawsze byłaś pod pantoflem ojca. Ale to musi
się skończyć. Decyduj się. Albo on, albo ja.
Caro zacisnęła pięści. Co robić? PrzecieŜ nie zniesie
utraty Gila. Ale ojciec nigdy jej nie wybaczy, jeŜeli
pojedzie na drugą stronę świata i zamieszka bez ślubu
z człowiekiem, dla którego na domiar złego będzie
równieŜ pracowała. I to w tej samej branŜy! Mogła
sobie wyobrazić jego minę. Fred miał solidne, staro-
ś
wieckie poglądy na Ŝycie. Wierzył w małŜeństwo
i rodzinę. Był dla niej zawsze najlepszym z ojców.
Czy moŜe mu się tak odpłacić za wszystko, co dla niej
zrobił?
Była zmęczona tym długim, pracowitym dniem.
Trudno jej było zebrać myśli. Nagle przypomniała
sobie coś.
-
Słuchaj - zwróciła się do Gila. - Dlaczego Damian
Shaw nie przyszedł na naszą naradę?
-
A bo co? Czy cieszyłaś się moŜe na spotkanie
z nim?
Caro mogła tylko zrobić przeczący ruch głową.
- Powiedziałem mu, Ŝe nie będzie potrzebny - oświa
dczył Gil chłodno. - Nie znoszę tego człowieka.
- Jesteś o niego zazdrosny. Przyznaj się.
Gil roześmiał się krótko.
- Zazdrosny? Chyba oszalałaś. Po prostu go nie
lubię. Zdałem sobie z tego sprawę i pozbyłem się go.
Caro nie miała wątpliwości, Ŝe Gil kłamie. Był
zazdrosny o Damiana.
STRACH PRZED MIŁO
Ś
CI
Ą
151
- Kiedy powiedziałaś mi, jak paskudnie zachował
się wobec ciebie, pomyślałem sobie, Ŝe nie będzie ci
przyjemnie spotkać się z nim na naradzie - dodał Gil
nie patrząc na Caro.
Teraz wiedziała juŜ na pewno, Ŝe pozbył się
Damiana, gdyŜ bał się, Ŝe tli się w niej jeszcze jakaś
iskierka sympatii do tego człowieka.
Co nie znaczy, Ŝe Gil ją kocha, tylko Ŝe nie jest jej
jeszcze zupełnie pewien. A moŜe pragnął się po prostu
pozbyć rywala, bo podobnie jak Damian chciał się
z nią oŜenić dla fortuny jej ojca?
I nagle myśl ta wydała jej się zupełnie idiotyczna.
JakŜe moŜna porównywać tych dwóch ludzi? Damian
był gładki i czarujący. Zawsze uśmiechnięty, zawsze
gotów do usług. A Gil? Gil odznaczał się bezpośred-
niością graniczącą niemal ze złym wychowaniem. Nie
kręcił, nie kłamał. Był w tym prawie brutalny. Jak
mogła mierzyć go taką samą miarą jak Damiana
Shawa?
-
Czy ty wciąŜ jeszcze o nim myślisz? - zapytał ją
nagle Gil.
-
Tylko z niesmakiem - odparła i potrząsnęła
gwałtownie głową.
-
No, to dobrze - Gil roześmiał się z widoczną ulgą.
-
Jedź ze mną, Caro! - krzyknął i wyciągnął do
niej rękę.
Westchnęła głęboko i bardzo powoli podała mu
swoją dłoń.
-
Na pewno oszalałam - szepnęła.
-
Nie, kochanie, jesteś najnormalniejszą dziewczyną,
jaką w Ŝyciu spotkałem - uśmiechnął się Gil.
Objął ją bardzo mocno i pocałował w usta.
-
Kocham cię - szepnął prawie niedosłyszalnie.
-
I ja ciebie kocham.
Poczuła, jak dreszcz przeszywa jego ciało, usłyszała
dzikie bicie jego serca, tonęła w bezbrzeŜnym morzu
152
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
szczęścia. Wiedziała juŜ na pewno, Ŝe Gil nie kłamie.
Wierzyła, Ŝe ją kocha. śe kocha ją tak jak ona jego.
W dwa tygodnie później odlecieli do Kalifornii.
Fred i lady Westbrook odprowadzili ich na lotnisko.
Starsi państwo nie byli specjalnie szczęśliwi. Z punktu
widzenia ludzi ich pokolenia Gil i Caro postępowali
bardzo ekscentrycznie.
-
JeŜeli kochają się naprawdę, to dlaczego
nie
biorą ślubu? - denerwowała się lady Westbrook.
-
Wszystko w swoim czasie, babciu - uspokajał ją
Gil.
-
Moja droga, czy ty naprawdę masz ochotę na
taki układ? - zwróciła się lady Westbrook do Caro.
-
Naprawdę - odparła Caro.
Chciała być zupełnie pewna miłości Gila i gdyby
się teraz pobrali, nigdy nie dowiedziałaby się, jakie
kierowały nim motywy.
- JeŜeli nie weźmiecie ślubu, nie będziecie chcieli
mieć dzieci - narzekała lady Westbrook. - A ja tak
marzę o wnukach.
- Na wszystko przyjdzie czas - uśmiechnął się Gil.
Caro spojrzała na niego niepewnym
wzrokiem.
Jeszcze nigdy nie poruszali tego tematu. Absorbowały
ich na razie plany zawodowe.
-
Nie mogę sobie wyobrazić, Ŝe będziesz pracowała
dla obcych ludzi, zamiast dla mnie, i to aŜ w Ameryce
- mruknął Fred głaszcząc Caro czule po ramieniu.
-
Tato, amerykańskie doświadczenie na pewno mi
nie zaszkodzi - pocieszała go.
-
Nie nauczysz się tam niczego takiego, czego ja
nie mógłbym cię nauczyć tutaj - oburzył się Fred.
Od dwóch tygodni zamęczał ją swoimi wątpliwoś-
ciami.
- Gil mści się na mnie za to, Ŝe
wykupiłem
Westbrooka - mówił. - Prosiłem, Ŝeby został jako
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
153
dyrektor, ale odmówił. Bije we mnie poprzez ciebie,
bo wie, ile dla mnie znaczysz. JeŜeli cię kocha, to
dlaczego się z tobą nie oŜeni?
-
On chciał, ale ja się nie zgodziłam - zapewniała
go Caro po raz któryś. - JeŜeli się kiedyś pobierzemy,
to zrobimy to po cichu, bez Ŝadnej pompy. Gil nie
chce, Ŝeby ludzie myśleli, Ŝe oŜenił się ze mną po to,
Ŝ
eby pozostać dyrektorem Westbrooka i złowić mój
posag. Pozwól mi Ŝyć po mojemu, tato.
JeŜeli
przekonam się, Ŝe Gil jest rzeczywiście męŜczyzną
mojego Ŝycia i Ŝe jest nam ze sobą dobrze, zgodzę się
zostać jego Ŝoną.
-
Przestałem cię rozumieć - powtarzał Fred do
znudzenia.
Teraz popatrzył na nią ponurym wzrokiem. Zdawało
się, Ŝe nie widzi kłębiących się na lotnisku podróŜnych,
wyraźnie był dziś nieswój.
- Niedługo wrócimy, tato. - Caro pocałowała ojca
serdecznie w policzek. - Nie bądź taki ponury. Nie
wyjeŜdŜamy na zawsze. NajwyŜej na dwa lata. Odwiedź
nas. Bardzo się ucieszymy.
Wywołano ich lot, więc poŜegnali się pospiesznie.
Lady Westbrook całowała Gila ze łzami w oczach.
- Będzie mi ciebie brakowało - szepnęła;
-
Będę często przyjeŜdŜał - przyrzekł.
Starsza pani serdecznie pocałowała Caro.
-
Opiekuj się moim wnukiem, kochanie.
Zamienili jeszcze kilka poŜegnalnych słów, po czym
Caro i Gil wzięli się za ręce i poszli w kierunku
wyjścia na płytę.
Gdy juŜ lecieli wysoko nad Londynem w kierunku
nowego świata i nowego Ŝycia, Caro powróciła myślami
do owego dnia, kiedy po raz pierwszy zobaczyła Gila.
I do wszystkiego, co się z nią i wewnątrz niej działo
przez te krótkie tygodnie. Myślała o tym, Ŝe w rzeczy-
wistości zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia,
154
STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
ale Ŝe strach przed miłością nie pozwalał jej przyznać
się do tego. PrzecieŜ tak niedawno sparzyła się na
Damianie. Tak niedawno uczucia jej zostały zranione.
Zranione śmiertelnie, tak przynajmniej myślała. ToteŜ
bała się miłości jak ognia.
Spojrzała kątem oka na Gila, na jego piękny,
męski profil.
- Kochanie - szepnęła.
Gil uniósł do ust kieliszek z szampanem, przynie-
sionym przed chwilą przez stewardesę.
-
Co, dziecino?
-
Boję się.
-
Boisz się naszej przyszłości?
-
Boję się szczęścia, jakie mnie rozpiera.
Roześmiał się, wziął jej dłoń i pocałował ją czule.
-
Będziesz zawsze szczęśliwa - szepnął. - Wiem to
na pewno. Jesteśmy dla siebie stworzeni. Myślę, Ŝe
zrozumiałem to w chwili, gdy zobaczyłem cię po raz
pierwszy.
-
Ja chyba teŜ. Dlatego tak się wtedy
bałam.
Strach przed miłością to okropna rzecz. Wisi nad
człowiekiem jak potwór z bajki, ale jeŜeli stawić mu
czoło, znika jak za dotknięciem czarodziejskiej róŜdŜki.
I wtedy jest się wolnym, wolnym i szczęśliwym.
Gil spojrzał na nią, a potem przeniósł wzrok na
ogromne błękitne niebo za oknem.
- CzyŜ Ŝycie nie jest wspaniałe? - westchnął i objął
ją czule ramieniem.