background image

CHARLOTTE LAMB

 

Strach przed 

miło

ś

ci

ą

 

 

Harlequin

 

Toronto • Nowy Jork • Londyn

 

Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg

 

Madryt • Mediolan • Pary

Ŝ

 • Praga • Sofia • Sydney

 

Sztokholm • Tokio • Warszawa

 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

Kilka dzienników podało wiadomość na pierwszych 

stronach. Nie było to wprawdzie wydarzenie na skalę 
ś

wiatową, ale kiedy dwaj znani męŜczyźni wdają się 

w  bójkę  w  nocnym  klubie,  prasa  traktuje  to  jak 
sensację, zwłaszcza gdy jeden z nich jest hrabią.

 

Popijając poranną kawę Gil przyglądał się zdjęciu 

w  gazecie  z  raczej  ponurą  miną. Mimo  Ŝe  światła 
w  lokalu  były  przyćmione,  moŜna  było  bez  trudu 
rozpoznać kilku obecnych tam i powszechnie znanych 
ludzi.  Niektórzy  śmieli  się.  Ale  nie  Gil.  Z  fotografii 
patrzyła  na  niego  jego  własna,  wykrzywiona  złością 
twarz. Czarne włosy, czarne oczy, doskonale skrojony 
smoking,  pod  którym  rysowały  się  silnie  napięte 
mięśnie.  Wyglądam  jak  opryszek,  pomyślał  i  gwał-
townym  ruchem  rzucił  gazetę  na  podłogę.  Dlaczego 
musiał się tam akurat wczoraj znaleźć fotograf?

 

Zadzwonił  telefon  -  to  na  pewno  znowu  jakiś 

dziennikarz. Dobijali się do niego od wczesnego rana. 
Jego pracownicy doskonale wiedzieli, jak reagować.

 

-  Nie    mamy    nic    do    powiedzenia -   

kwitowali 
wszelkie pytania.

 

Firma miała specjalną sekcję reklamy i kontaktów 

z klientami, której pracownicy odpowiadali na pytania 
prasy. Gil nigdy tego nie robił.

 

Rozległo się pukanie do drzwi.

 

-

 

Proszę wejść! 

-

 

Dzwoni lady Westbrook, sir. 

Gil spodziewał się tego telefonu, ale nieco później. 

Babka zazwyczaj wstawała dość późno.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-  Co? JuŜ? - krzyknął nieco za głośno.

 

Pani  Greybury  była  osobą  zbyt  taktowną,  by  dać 

po  sobie  poznać,  Ŝe  jest  zaskoczona.    Ta   
kobieta

 

o siwiejących włosach i bladoniebieskich oczach wraz 
z męŜem przez wiele lat pracowała w ambasadach. 
Od pewnego czasu Greybury'owie prowadzili Gilowi 
Martellowi dom i to w sposób wzorowy. Gil ufał im 
bezgranicznie; wiedział, Ŝe moŜe liczyć na ich dyskrecję.

 

-  Właśnie wyszedłem do biura - oświadczył teraz, 

unikając wzroku swojej gospodyni.

 

Nie  chciał,  by  ktokolwiek  wiedział,  jak  bardzo 

onieśmielała    go    babka.    Większość  jego   
przyjaciół

 

i  znajomych dałaby głowę za to, Ŝe Gilham Martell 
nie boi się niczego i nikogo. No, ale nie znali jego babki.

 

-  Czy powiedzieć lady Westbrook, Ŝeby kazała się 

przełączyć na telefon samochodowy, sir?

 

Gil gwałtownie odsunął krzesło.

 

-  Nie, nie, niech zadzwoni później do biura.

 

Nie  czuł  się  na  siłach,  by  wysłuchać  jednego  z  jej 

kazań.  Szczególnie  o  tak  wczesnej  porze.  No  i  po 
wczorajszej  nocy.  Bolała  go  głowa,  w  skroniach 
pulsowało, był niewyspany i zły. Gdyby zwierzył się 
z tego babce, oświadczyłaby tylko, Ŝe zasłuŜył sobie 
na to i pewnie miałaby rację, ale naprawdę nie był 
w nastroju na reprymendy.

 

To  w  końcu  nie  on  był  odpowiedzialny  za  to,  Ŝe 

Colin aŜ tak się upił. Były urodziny Mirandy. Zaprosiła 
ich  do  jednej  z  najlepszych  londyńskich  restauracji, 
potem do nocnego lokalu - samych starych przyjaciół. 
Było  ich  chyba  dwunastu.  Miranda,  jak  zresztą 
wszyscy, stanowczo za duŜo wypiła. Całe towarzystwo 
zachowywało  się  zbyt  głośno  i  zbyt  agresywnie.  Co 
nie  miałoby  większego  znaczenia,  gdyby  nie  to,  Ŝe 
mąŜ Mirandy nagle uznał, Ŝe sposób, w jaki Gil 
i  Miranda  tańczą,  absolutnie  mu  nie  odpowiada; 
Zwłaszcza zaś to, Ŝe przytulali się do siebie całym

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

ciałem, Ŝe on przyłoŜył policzek do jej policzka, a ona 
zarzuciła mu ręce na szyję.

 

To  typowe  dla  Colina!  Był  na  co  dzień  łagodnym, 

spokojnym  człowiekiem,  ale  wystarczyło,  Ŝeby  się 
napił,  a stawał się  agresywny  i  zarozumiały,  no 
i  przypominał  sobie,  Ŝe jego  przodkowie  od  trzystu 
lat szczycą się hrabiowskim tytułem. Colin był z tego 
znany.  Nazajutrz  rano  budził  się  skruszony  i  prze-
praszał  za  swoje  zachowanie.  Dzisiaj  z  pewnością 
będzie tak samo.

 

Gdyby  tylko  nie  ten  fotograf,  który  zrobił  im 

zdjęcie i sprzedał je brukowej prasie!

 

-

 

Czy John juŜ przyprowadził samochód? - zapytał 

szorstko. 

-

 

Stoi przed drzwiami. 

Pani  Greybury  zaczekała,  aŜ  zamknęły  się  za  nim 

drzwi, po czym powróciła do telefonu. Odprowadzając 
wzrokiem  czarnego  rolls-royce'a,  który  ruszył  sprzed 
domu, powiedziała do słuchawki:

 

-  Przykro mi, ale pan Martell właśnie odjechał. 

MoŜe zadzwoni pani później do biura.

 

No, przynajmniej nie skłamała.

 

-  Przypuszczam, Ŝe właśnie wypadł z domu - syk 

nęła lady Westbrook. - Rozmówię się z nim, nawet 
gdybym miała mu przeszkodzić w pracy!

 

Odwiesiła  słuchawkę.  Pani  Greybury  uśmiechnęła 

się i zrobiła to samo. JakŜe miło byłoby być muchą 
na ścianie pokoju, w którym odbędzie się konfrontacja 
tych dwojga. Gilham Martell i jego babka tak bardzo 
byli do siebie podobni. I to zarówno fizycznie, jak 
i  z  charakteru.  KaŜde  wiedziało  dokładnie,  jak 
doprowadzić drugą stronę do wściekłości.

 

Oboje byli wysocy, szczupli, mieli ten sam profil, te 

same ciemne oczy. Mimo Ŝe czas zrobił swoje i stara 
pani była juŜ siwa i pomarszczona, to wciąŜ wywierała 
silne  wraŜenie    na  swoich  bliźnich.    Zawsze 
pewna

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

siebie  i  opanowana,  potrafiła  przywołać  na  usta 
czarujący  uśmiech i choć przekroczyła  osiemdziesiątkę, 
ruchy  miała  lekkie  i  pełne  wdzięku.  Mnóstwo  ludzi 
uwaŜało  Gilhama  Martella  za  twardego  człowieka, 
ale  jego  babka  traktowała  go  tak,  jakby  wciąŜ  był 
chłopcem. Gdyby Fredzie Greybury kazano zgadywać, 
jak  skończy  się  ich  dzisiejsza  rozgrywka,  postawiłaby 
swoje  pieniądze  niewątpliwie  na  starszą  panią.  Przede 
wszystkim dlatego, Ŝe ta Ŝyła juŜ bardzo długo i dlatego 
była  twardsza  i  jeszcze  bardziej  uparta  niŜ  jej  wnuk. 
Ale  była  jeszcze  jedna  przyczyna.  Gil  bardzo  kochał 
babkę i jednocześnie jej się bał, toteŜ w kaŜdej kłótni 
miała nad nim przewagę.

 

Lady Westbrook siedziała wyprostowana na sztyw-

nym secesyjnym fotelu. Patrzyła przed siebie gniewnym 
wzrokiem,  usta  miała  mocno  zasznurowane.  Tym 
razem  nie  ujdzie  mu  to  na  sucho,  pomyślała.  Co  za 
niegodne zachowanie! śeby wdać się w bójkę z przy-
jacielem, i to w publicznym miejscu! Chłopiec, któremu 
nie  łoi  się  skóry,  musi  wyrosnąć  na  łajdaka,  mawiał 
nieboszczyk  ojciec  i  miał  niewątpliwie  rację.  Powinna 
była  Gila  trzymać  znacznie  krócej,  gdy był  dzieckiem, 
ale  on  owinął  ją  sobie  dokoła  małego  palca,  i  oto, 
jakie  są  tego  skutki!  śeby  dobre  rodowe  nazwisko 
poniewierało się po szpaltach brukowej prasy! Wszyscy 
przyjaciele juŜ to na pewno przeczytali!

 

Rumieniec  gniewu  zalał  pomarszczoną  twarz  lady 

Westbrook,  sięgnęła  zreumatyzowaną  dłonią  po 
odziedziczoną po ojcu laskę i westchnęła.

 

Och,  stracić  matkę  w  wieku  siedmiu  lat,  cóŜ  to  za 

cios  dla  dziecka,  pomyślała.  CzyŜ  mogłam  być  dla 
niego  zbyt  surowa?  Przez  tyle  tygodni  płakał  po 
całych nocach, biedaczysko.

 

Przez  dłuŜszą  chwilę  wpatrywała  się  w  przestrzeń 

melancholijnym wzrokiem i oddawała się smutnym

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

9

 

wspomnieniom.  Wreszcie  otrząsnęła  się  i  uniosła 
wysoko  głowę  tak  charakterystycznym  dla  niej, 
dumnym ruchem.

 

No, ale ma juŜ trzydzieści cztery lata i jest za stary 

na  to,  Ŝeby  afiszować  się  po  nocnych  lokalach 
z  cudzymi  Ŝonami,  wdawać  się  w  romanse,  być 
bohaterem plotek i kronik towarzyskich w prasie 
i szargać rodowe nazwisko. Zachowuje się, jak gdyby 
miał  dwadzieścia  lat.  Musi  się  oŜenić!  Na  pewno 
uwaŜa, Ŝe ma jeszcze czas, ale niech nie zapomina

 

o  mnie. Nie chciałabym umrzeć, zanim doczekam się 
prawnuków. Gdybym miała więcej własnych dzieci, 
ale niestety. Nie ma co gdybać! Gil musi się czym 
prędzej oŜenić i tyle! Nie rozumiem, co się dzieje 
z męŜczyznami w naszej rodzinie. Wszyscy Ŝenią się 
bardzo późno, zupełnie jakby bali się małŜeństwa... 
a moŜe takiego uczucia, które skłania do zawarcia 
związku małŜeńskiego. Nigdy nie byłam pewna, jak 
to    z    nimi jest.    Jego    dziadek    zdecydował   
się    na 
małŜeństwo, kiedy miał blisko pięćdziesiąt lat, i oświad 
czył mi się zaledwie w kilka dni po tym, jak mnie 
poznał. Byłam zaskoczona, ale nie odmówiłam mu. 
Obydwoje byliśmy pewni, Ŝe dobrze robimy, i rzeczy 
wiście byliśmy szczęśliwi. Tylko jakŜe krótko! Zginął 
w tym idiotycznym wypadku. Gdyby dane mu było 
poŜyć jeszcze trochę, mielibyśmy zapewne kilkoro 
dzieci. No tak, lubił konną jazdę. Ale Ŝeby skakać 
przez płoty? W jego wieku? To czyste szaleństwo

 

i   

lekkomyślność! A ja nie potrafiłam juŜ Ŝyć z 

Ŝ

adnym 

innym męŜczyzną, podobnie jak George nie mógł 
poślubić    innej      kobiety    po      śmierci      mojej     
biednej 
Christine. Wszyscy twierdzili, Ŝe oŜenił się z nią dla 
jej posagu, ale to nieprawda.    Kochał ją, a kiedy 
umarła, załamał się zupełnie, a ja załamię się, jeŜeli 
Gil nie oŜeni się przed moją śmiercią. Będę musiała 
zabrać się do tego bardzo energicznie, to nie ulega

 

background image

10 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

kwestii. Zmuszę go do małŜeństwa.    Przestraszę go 
tak, Ŝe będzie się musiał pogodzić z tą myślą.

 

Energicznie  stuknęła  laską  w  podłogę.  Prawie 

natychmiast  otworzyły  się  drzwi  i  do  pokoju  wpadła 
zadyszana  kobieta.  Widać  wspinała  się  szybko  po 
wąskich krętych schodach.

 

-

 

Susan, mój płaszcz - zaŜądała lady Westbrook. 

- Wychodzę. 

-

 

O BoŜe - zdziwiła się dama do towarzystwa. 

Była to niemłoda kobieta o kędzierzawych rudych 
włosach i piwnych oczach. - Dokąd to się wybieramy? 

-

 

Idę do naszego domu towarowego po mojego 

wnuka. Susan, zamknijŜe usta, wyglądasz jak ryba. 

Wiosna  spóźniła  się  tego  roku.  Od  kilku  tygodni 

panował  chłód,  padało  bez  przerwy.  Ludzie,  którzy 
musieli  chodzić  do  pracy,  przemykali  się  szybko 
przez zatłoczone mokre londyńskie ulice, a ci, którym 
było  to  oszczędzone,  wyglądali  przez  okna  i  cieszyli 
się, Ŝe mogą siedzieć w domu.

 

Większość  przechodniów  nosiła  jeszcze  zimową 

odzieŜ.  Caroline  miała  na  sobie  wełnianą  suknię 
w kolorze dojrzałej moreli, który przydawał jej raczej 
pospolitym  ciemnym  włosom,  szarym  oczom  i  oliw-
kowej cerze nieco ciepła i blasku. Caroline nie grzeszyła 
urodą.  Nie  była  moŜe  brzydka,  miała  teŜ  pewną 
indywidualność, niezłą figurę i wiedziała, w czym jest 
jej do twarzy. Nauczyła się eksponować swoje długie, 
szczupłe  nogi,  okrągły  biuścik,  zachowywać  się 
z  pewnością  siebie  i  ukrywać  lęk,  który  pozostał  jej 
po kilku niezbyt udanych przygodach z męŜczyznami.

 

Kłopot  polegał  na  tym,  Ŝe  jej  ojciec  był  bardzo 

bogatym  człowiekiem.  Odziedziczył  sieć  wielkich 
magazynów  w północnej Anglii, którą tak rozbudował, 
Ŝ

e był teraz właścicielem eleganckich domów towaro-

wych w wielu miastach Europy i Ameryki. Rozpierała

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 1

 

go energia, czuł nieustanną potrzebę przenoszenia się 
z  miejsca  na  miejsce.  Wszystkiego  było  mu  mało, 
stale rozszerzał swoje imperium handlowe i powiększał 
majątek.  Caroline  była  jedynaczką.  Wiedziała,  Ŝe 
któregoś dnia odziedziczy po ojcu całe jego królestwo 
i  Ŝe  to  czyni  z  niej  przedmiot  zalotów  wszystkich 
męŜczyzn,  którzy  uznają małŜeństwo  z  bogatą  dziew-
czyną za najłatwiejszy sposób zdobycia fortuny.

 

Zeszła  na  śniadanie  i  usiadła  naprzeciwko  ojca. 

Spojrzał na nią zadowolonym i dumnym wzrokiem.

 

-  Ślicznie dziś wyglądasz. Nowa sukienka? Bardzo 

ci w niej do twarzy.

 

Caro  uśmiechnęła  się.  Nie  powiedziała  mu,  Ŝe 

suknię  tę  ma  juŜ  od  roku.  Fred  Ramsgate  nigdy  nie 
rozpoznawał strojów swojej córki, ale zawsze je chwalił. 
Jego  miłość  do  niej  była  tak  silna,  Ŝe  nie  dostrzegał 
braków  jej  urody,  dla  niego  była  piękna.  Sprawiało 
jej  to  przyjemność,  chociaŜ  kiedy  do  obcych  ludzi 
mówił  o  niej,  jak  gdyby  była  ósmym  cudem  świata, 
oblewała  się  rumieńcem  wstydu.  Nie  mogła  nie 
zauwaŜyć  dyskretnych  uśmieszków,  ironicznych  błys-
ków  w  oczach  męŜczyzn,  którzy  wysłuchiwali  tego 
wszystkiego i udawali, Ŝe się zgadzają. Od najmłodszych 
lat  czuła  się  tym  upokorzona,  ale  kochała  ojca  zbyt 
mocno,  Ŝeby  powiedzieć  mu,  co  czuje.  Zresztą  nie 
zrozumiałby, o co jej chodzi. Poczułby się uraŜony 
i zakłopotany.

 

-  Wybierasz    się      na jakieś    ciekawe   

spotkanie? 
- zapytał i    spojrzał na nią z nadzieją w 
oczach. 
Zrobiło jej się przykro. Od chwili kiedy skończyła 
szkołę, marzył o tym, Ŝeby wyszła za mąŜ, i wypytywał 
ją o chłopców, z którymi się spotykała.

 

Nie  byłoby  to  takie  przykre,  gdyby  tylko  potrafił 

ukryć,  jak  bardzo  zaleŜy  mu  na  znalezieniu  dla  niej 
męŜa. Stale zapraszał na kolacje młodych męŜczyzn 
i przez cały wieczór opowiadał o tym, jaką wspaniałą

 

background image

1 2  

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Ŝ

oną  okaŜe się  z pewnością  Caroline.  A  ona  kręciła 

się  nerwowo  na  krześle  i  wpatrywała  się  ponurym 
wzrokiem  w  nieszczęsnego  gościa,  zmuszonego  do 
wysłuchiwania  monologów  ojca.  Nawet  jeŜeli  któryś 
jej się podobał, zachowywała się wobec niego z rezerwą. 
Jeszcze gorzej było, jeŜeli młody człowiek zaczynał się 
do  niej  zalecać,  bo  odwrotnie  niŜ  ojciec  bez  trudu 
odróŜniała prawdę od fałszu.

 

-

 

Czy jesteś z kimś umówiona? - zapytał ją znowu 

z nadzieją w głosie. 

-

 

Owszem, na lunch z Amy - odparła sucho. 

-

 

Z Amy? - powtórzył Fred Ramsgate i uśmiechnął 

się. 

Miał wielką słabość do tej szkolnej koleŜanki swojej 

córki. Amy w obecności przedstawicieli płci brzydkiej 
roztaczała wszystkie swoje kobiece uroki. Była dziew-
czyną  niewielkiego  wzrostu,  o  lekko  zaokrąglonych, 
proporcjonalnych  kształtach,  jasnych  włosach,  niebies-
kich oczach.  Do tego  miała dołek  w  podbródku 
i ciepły, dźwięczny głosik. Istna kieszonkowa Wenus. 
Na  jej  widok  męŜczyźni  natychmiast  odczuwali 
potrzebę  zaopiekowania  się  nią.  JednakŜe  Amy  była 
po  prostu  dobrą  aktorką,  a  nie  Ŝadnym  tam  reliktem 
epoki  wiktoriańskiej.  Pracowała  jako  sprzedawczyni 
w jednym z londyńskich domów mody. Miała świetny 
zmysł handlowy, wiedziała, jak podchodzić do klientek, 
toteŜ  doskonale  zarabiała. Ale  męŜczyźni widzieli 
w  niej  tylko  piękną  dziewczynę  i  prześcigali  się 
nawzajem w zapraszaniu jej na najrozmaitsze imprezy.

 

-

 

Dokąd się wybieracie? - zapytał Fred Ramsgate, 

przerzucając gazetę. 

-

 

Do restauracji Westbrooka - odparła Caroline, 

nakładając marmoladę na grzankę. 

-

 

Jak to? - Ŝachnął się Fred. 

-

 

Do Westbrooka - powtórzyła Caroline, zdziwiona 

jego tonem. - Lubię tę restaurację. A ty nie zrezyg- 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 3

 

nowałeś jeszcze    z jej      wykupienia,    mimo    Ŝe   
lady Westbrook odrzuciła twoją ostatnią ofertę?

 

-  Dobrze wiesz, Ŝe się nie poddaję, jeŜeli mi na 

czymś bardzo zaleŜy.

 

Caroline  wiedziała,  Ŝe  to  prawda.  Kiedy  Fred 

Rams-gate  brał  na  cel  kolejny  dom  towarowy, 
poświęcał całą swoją energię zdobywaniu środków na 
wykupienie  go  i  targowaniu  się  ząb  za  ząb.  Uwielbiał 
takie  transakcje.  Utrzymywały  go  w  dobrej  formie  i 
podniecały. Był wtedy szczęśliwy, a Caroline cieszyło 
wszystko,  co  uszczęśliwiało  jej  ojca.  W  głębi  duszy 
zastanawiała się nieraz nad tym, po co mu był jeszcze 
jeden wielki magazyn, skoro był juŜ właścicielem tylu 
innych.  No,  ale  ona  nigdy  nie  zaznała  biedy.  A  on 
zaznał.  Dziadek  był  kiepsko  płatnym  subiektem  i 
dopiero  kiedy  ojciec  miał  kilkanaście  lat,  fortuna 
uśmiechnęła 

się 

do 

rodziny 

Ramsgate'ów. 

Wspomnienie  ubogiego  dzieciństwa  nie  opuszczało 
Freda i było  niewątpliwie  motorem jego  gorączkowej 
działalności.

 

Caroline  spojrzała  na  ojca  i  zobaczyła  na  jego 

twarzy jakŜe znajomy wyraz rozmarzenia połączonego 
z determinacją.

 

-  PrzecieŜ wiesz, Caro, Ŝe Westbrook ma dla mnie 

szczególne znaczenie. Jesteś za młoda na to, Ŝeby 
wiedzieć, czym był za    mojej młodości. Stanowił 
symbol 
luksusu, elegancji, stylu, jak filmy z Fredem Astaire'em 
i Ginger Rogers. śycie było raczej szare, ale kiedy 
przekraczało się progi Westbrooka, było się od razu 
w innym świecie. W latach dwudziestych i trzydziestych 
zaopatrywała    się    tam    cała    złota    młodzieŜ.     
Kiedy 
pierwszy raz w Ŝyciu przyjechałem do Londynu od 
razu tam poszedłem. Było tuŜ przed BoŜym Narodze 
niem. Cały budynek błyszczał niczym gigantyczna 
choinka. Poczułem się jak w raju. Wtedy nie śniło mi 
się nawet, Ŝe mógłbym zostać jego właścicielem. To 
tak jak gdyby marzyć o zdobyciu księŜyca.

 

background image

14 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

-

 

A    czy    dzisiaj      nie jest    tak    samo?    - 

zapytała 
Caroline    łagodnym      głosem.      -    Oni      go   
nigdy    nie 
sprzedadzą. Nie mają chyba finansowych kłopotów. 

-

 

Niestety nie - uśmiechnął się Fred. 

-

 

Sam powiedziałeś mi niedawno, Ŝe Gilham Martell 

doskonale prowadzi swoją firmę. 

-

 

Tak jest. Od czasu gdy ją przejął, zmodernizował 

wszystkie działy. Bardzo Ŝałuję, Ŝe nie zająłem się 
tym, zanim umarł stary Martełl. Wtedy moŜna było 
kupić cały ten kram za niewielką cenę. Budynek nie 
był    od    lat    remontowany.      Ich    akcje    stały   
bardzo 
nisko. Ale od czasu, kiedy zjawił się młody Martell, 
zyski wzrosły i akcje poszły gwałtownie w górę. No 
bo cóŜ to za wspaniała lokalizacja! Na najlepszym 
odcinku Oxford Street. Rozglądam się za czymś w tej 
części Londynu od czasu, kiedy przenieśliśmy się tutaj. 

-

 

Właśnie dlatego Amy i ja chodzimy tam tak 

często na lunch. PrzecieŜ wiem, Ŝe jesteś zaintereso 
wany, jak im idą interesy. 

Z tego samego powodu Caroline bywała i w innych 

domach  towarowych.  Ambicje  Freda  były  bardzo 
rozległe.

 

Była  zastępcą  kierownika  działu  finansów  londyń-

skiego biura firmy ojca i doskonale orientowała się 
w jej świetnej sytuacji finansowej.

 

Fred spojrzał na córkę z dumą i wdzięcznością.

 

-

 

Jesteś    kochana.    A ja nie zrezygnuję z 

kupna 
Westbrooka. Byłoby to szczytowe osiągnięcie mojego 
Ŝ

ycia.      Ukoronowanie wszystkich    moich 

wysiłków. 
Westbrook to dla mnie symbol sukcesu. 

-

 

Czy nam rzeczywiście potrzebny jest jakiś sym 

bol? Mamy słynny znak firmowy i znane nazwisko. 
Poza tym jeŜeli lady Westbrook nie chce sprzeda 
wać swoich akcji, a ma pięćdziesiąt jeden procent, 
to jak wyobraŜasz sobie zdobycie pakietu kontrol 
nego? 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 5

 

-  śycie płata    róŜne figle - roześmiał się   
Fred.

 

-  Nawet takim waŜniakom jak Westbrookowie.

 

-  Byłabym wdzięczna, gdybyś mi powiedział, co 

cię tak bawi.

 

Fred rzucił gazetę na stół i wskazał grubym palcem 

na widniejącą na pierwszej stronie fotografię.

 

-  Oto co mnie rozbawiło i bardzo wątpię, czy lady 

Westbrook jest dziś do śmiechu. WyobraŜam sobie, 
jak ona na to zareaguje! Podobno nienawidzi plotek 
i skandali w rodzinie.

 

Caro obejrzała fotografię, gwizdnęła przeciągle 

i zaczęła czytać umieszczony obok tekst.

 

-  Więc tak wygląda Gil Martell - powiedziała.

 

-  Musi mieć nie lada temperament. Nie chciałabym 
go spotkać w ciemnej ulicy!

 

A  zresztą,  moŜe  tak?  -  zastanowiła  się  w  duchu. 

Był  wprawdzie  dokładnie  typem  męŜczyzny,  jakich 
nienawidziła  -  arogancki,  despotyczny  pewny  siebie
ale...  Przyjrzała  się  raz  jeszcze  fotografii  i  mimo  woli 
przyznała,  Ŝe  było  w  tym  młodym  człowieku  chyba 
jeszcze coś - coś atrakcyjnego w błyszczących oczach, 
w wykroju ust, w zarysie szczęki...

 

-

 

Przystojny facet - odezwał się Fred. 

Caro wzruszyła ramionami. 
-

 

JeŜeli ktoś gustuje w tym typie urody - mruknęła. 

 

-

 

A co, nie podoba ci się? Słyszałem, Ŝe Martell 

ma duŜe powodzenie u kobiet. No i ciągle wpada 
w tarapaty. Nie czytam wprawdzie kronik towarzy 
skich, ale podobno pojawia się w nich dość regularnie. 
W związku z coraz to innymi damami. Jego babkę to 
na pewno szalenie denerwuje. Jest juŜ za stary na 
takie numery. Powinien się oŜenić i ustatkować. 

-

 

Czy    mogę    przejąć    od    ciebie    to   

powiedzenie? 

-  roześmiała      się      Caroline.      Spojrzała      na     
zegarek 
i zerwała się. - Muszę lecieć, bo spóźnię się do pracy.

 

Mimo Ŝe była córką prezesa firmy, traktowano ją

 

background image

16 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

jak kaŜdego innego pracownika. Dokładnie o godzinie 
dziewiątej  musiała  siedzieć  za  swoim  biurkiem.  I  od 
pierwszego  dnia  starała  się  być  punktualna,  pilnie 
pracować i nie spoglądać na zegarek. Prawdę mówiąc, 
pracowała  więcej  niŜ  inni,  zostawała  w  biurze  po 
godzinach  i  nie  brała  za  to  dodatkowej  płacy. 
Awansowała  na  swoje  wysokie  stanowisko  dlatego, 
Ŝ

e  sobie  na  to  zasłuŜyła,  a  nie  dlatego,  Ŝe  była 

spadkobierczynią właściciela firmy.

 

Fred  takŜe  spojrzał  na  zegarek.  Nie  spieszył  się 

dzisiaj  na  dziesiątą,  poniewaŜ  zamierzał  odwiedzić 
kilka swoich londyńskich magazynów.

 

-

 

Zobaczymy się po południu na zebraniu komisji 

finansowej, prawda? 

-

 

Tak jest, o trzeciej - odparła Caroline juŜ od drzwi. 

Czekało  ją  mnóstwo  pracy.  Dział  finansów  przygo-

towywał  comiesięczne  sprawozdanie,  toteŜ  Caroline, 
od rana do chwili,  kiedy  zaczęła przygotowywać się 
do wyjścia na lunch, nie miała czasu na myślenie

 

o  niczym innym.

 

Mimo  Ŝe  była  zastępcą  kierownika  działu,  sama 

wykonywała  większość  organizacyjnej  i  codziennej 
pracy. Kontrolowała płace i koszty, planowała roczny 
budŜet,  analizowała  wydatki  i  podpisywała  wszystkie 
rachunki.  Jej  szef  miał  pięćdziesiąt  dziewięć  lat, 
pracował ostatni rok i myślał juŜ wyłącznie o emery-
turze i przeniesieniu się na wieś. Caro miała niebawem 
zająć jego miejsce i zostać nie tylko faktyczną, ale

 

i nominalną kierowniczką działu.

 

Byli oczywiście ludzie, którzy szeptali za jej plecami, 

a  nawet  otwarcie  twierdzili,  Ŝe  zaszła  tak  wysoko 
dzięki  temu,  Ŝe  jest  córką  właściciela,  ale  Caro  nie 
przejmowała się tym. Wiedziała, Ŝe daje sobie radę, 
Ŝ

e cięŜko pracuje i zna się na tym, co robi. Gdyby nie 

była  naprawdę  kompetentna,  Fred  nigdy  by  jej  nie 
awansował. W sprawach swojej ukochanej firmy był

 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

17

 

bezwzględny, podobnie zresztą jak Caro. Wiedziała, 
Ŝ

e w przyszłości zastąpi ojca i nie zamierzała się przed 

nikim z tego tłumaczyć.

 

Kiedy  weszła  do  Penthouse  Restaurant  na  najwyŜ-

szym  piętrze  Westbrooka,  Amy  siedziała  juŜ  przy 
jednym ze stolików.

 

-  Zawsze się spóźniasz - przywitała przyjaciółkę.

 

-  W końcu jesteś córką szefa i moŜesz wychodzić 
z biura, kiedy ci się podoba.

 

-  Właśnie dlatego nie mogę. 
Caro zabrała się do czytania karty.

 

-  Czy juŜ coś zamówiłaś? Ja poproszę na początek 

melona,      a    potem      sałatkę    z    fasolki    i   
makaronu

 

-  zwróciła się do kelnerki.

 

-  Sałatkę z makaronu? Makaron strasznie tuczy

 

-  krzyknęła Amy.

 

-  Tylko jeŜeli jest zaprawiony tłustym sosem. Czy 

napijemy się wina? Nie? No, trudno. Wobec tego 
poproszę o wodę mineralną.

 

Kelnerka odeszła, a Caro zwróciła się do przyjaciółki:

 

-

 

Przykro mi, Ŝe się spóźniłam, Amy. Utknęłam 

w korku. Londyn stał się ostatnio istnym piekłem. 

-

 

ś

ycie teŜ - westchnęła Amy. 

-  A cóŜ to się znowu stało? - uśmiechnęła się Caro. 
ś

ycie Amy było pełne dramatycznych wydarzeń,

 

co szalenie bawiło Caro.

 

-

 

Johnny wcale nie pojechał do ParyŜa z ciotką, 

ale ze swoją sekretarką. Twierdzi, Ŝe to była podróŜ 
w interesach, ale jeŜeli tak, to dlaczego kłamał? 

-

 

Wszyscy męŜczyźni kłamią. 

-

 

A ja myślałam, Ŝe on jest inny - westchnęła Amy. 

-

 

Oni są wszyscy tacy sami. Oszukują na kaŜdym 

kroku. 

-

 

Jesteś    strasznie cyniczna.    KaŜdego 

męŜczyznę 
podejrzewasz o najgorsze. Wiesz, co myślę? śe ty 
jeszcze wciąŜ czujesz coś do Damiana Shawa. 

background image

1 8  

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-

 

Chyba zwariowałaś? - Caro zarumieniła się aŜ 

po nasadę włosów. 

-

 

JeŜeli nie mam racji, to dlaczego tak poczer 

wieniałaś? 

-

 

Ze    złości    -      rzuciła    jej      Caro      ostrym     

tonem 
i przygryzła dolną wargę. 

Kelnerka  postawiła  przed  dziewczynami  pierwsze 

danie.

 

Caro  zamyśliła  się.  Miała  dwadzieścia  jeden  lat, 

kiedy  wdała  się  w  romans  z  Damianem  Shawem. 
Teraz  miała  dwadzieścia  sześć  i  chociaŜ  juŜ  dawno 
przebolała  tę  sprawę,  to  ilekroć  ją  wspominała, 
zalewała ją fala złości. Damian Shaw, inteligentny 
i  szarmancki  młody  adwokat,  wystawił  ją  po  prostu 
do  wiatru.  Rozkochał  ją  w  sobie  i  tylko  udawał,  Ŝe 
mu na niej zaleŜy.  ZaleŜało mu jedynie i wyłącznie 
na  pieniądzach  jej  ojca.  Zranił  nie  tylko  jej  dumę, 
ale  takŜe  serce.  Od  tej  pory  Ŝaden  męŜczyzna  nie 
miał u niej szansy.

 

-  Wiesz, co czuję do    Damiana? - powiedziała 

teraz. - Taką nienawiść, Ŝe chętnie wbiłabym mu nóŜ 
pod Ŝebra.

 

Zamiast  tego  wbiła  widelec  w  kawałek  melona, 

spojrzała  na  gazetę,  którą  Amy  czytała  czekając  na 
nią, i ucieszyła się z moŜliwości zmiany tematu.

 

-

 

Czy czytałaś o bójce Gilhama Martella z hrabią 

Jurby? 

-

 

Czytałam. To ci heca! śałuję, Ŝe mnie przy tym 

nie było. Ty go chyba znasz. Jaki on jest? 

-

 

Kto? 

-

 

Gilham Martell. 

-

 

Na oczy go nie widziałam. Co ci przyszło do 

głowy? 

-

 

Bo ja wiem? Tak często jadamy u Westbrooka. 

Chyba tylko dlatego, Ŝe twój ojciec zamierza go 
wykupić. Byłam pewna, Ŝe znasz pana dyrektora. 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

F 9

 

-

 

Szsz... - uciszyła ją Caro. - Zamknij się.    Nic 

rozmawiamy o biznesie, zapomniałaś? Tłumaczyłam 
ci przecieŜ, Ŝe nie wolno mówić o takich sprawach do 
czasu, kiedy jest się gotowym... 

-

 

Do skoku... - zachichotała Amy. 

-

 

Ja bym tego tak nie nazywała - odparła Caroline 

ostrym tonem. - Powiedziałabym raczej: do czasu, 
kiedy ma się gotową ofertę. 

Przez salę przeszła elegancka  kobieta w  kurtce 

z norek i takiej samej czapce.

 

-

 

Spójrz, Caro, to jeden z naszych modeli. Idealnie 

dobrane skórki. Zobacz, jak pięknie rozchodzą się na 
dole. Cudowne, prawda? 

-

 

Nie znoszę prawdziwych futer. 

-

 

PrzecieŜ norki to nie jest zagroŜony gatunek 

- zaprotestowała Amy. 

-

 

To jeszcze nie powód, Ŝeby je zabijać. 

Wdały  się  w  sprzeczkę,  którą  prowadziły juŜ  wiele 

razy bez rezultatu.

 

Kelnerka  zabrała  talerze  po  zakąsce  i  postawiła 

przed nimi główne danie.

 

-

 

No dobrze, a co powiesz o owcach? - zapytała 

Amy tryumfalnym tonem. - Czy masz coś przeciwko 
mojemu wełnianemu kostiumowi? 

-

 

Owce strzyŜe się, a nie zabija.    Są z tego 

na 
pewno zadowolone,    szczególnie w    czasie   
letnich 
upałów. A propos, bardzo ci ładnie w tym kostiumiku. 

-

 

Kupiłam    go    bardzo    tanio.      I jeszcze 

czarną 
sukienkę popołudniową. 

Caro  słuchała  bez  większego  zainteresowania  roz-

waŜań  Amy o  modzie. Ten temat nie pasjonował jej 
tak jak przyjaciółkę. Dotyczyło to równieŜ narzekań 
na  męŜczyzn,  którzy  z  reguły  łamali  serce  biednej 
Amy. Na szczęście goiło się szybko i wkrótce pojawiał 
się nowy amant i nowe rozczarowanie. Caro nie była 
ani    tak    wytrzymała,      ani    tak      odporna.     
PrzeŜyła

 

background image

20 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

dotychczas tylko jeden zawód miłosny i to jej na razie 
zupełnie  wystarczało.  śegnając  się  z  przyjaciółką 
winszowała  sobie  w  duchu  umiejętności  wyciągania 
wniosków z poraŜek. Po Damianie nie zamierzała tak 
łatwo ulec męskim urokom.

 

-  Do zobaczenia za tydzień w Portland Club House 

- krzyknęła na odchodnym Amy. - To będzie moja 
kolejka. No, ale muszę lecieć. Dziękuję ci za lunch.

 

Caro  zjechała  ruchomymi  schodami.  Zatrzymywała 

się na kolejnych piętrach i przyglądała uwaŜnie nowym 
towarom,  sposobom  ich  prezentacji,  nowym  pomysłom 
reklamowymi. Jej bystre oczy rejestrowały te towary, 
które  sprzedawały  się  lepiej  od  innych,  i  te,  które 
zalegały  na  półkach.  W  dziale  biŜuterii  wpadł  na  nią 
jakiś  młody  człowiek,  i  to  z  takim  impetem,  Ŝe 
zatoczyła się, o mały włos nie upadła i zatrzymała się 
dopiero  przy  kontuarze  z  bransoletkami.  Kiedy 
otrząsnęła się i obróciła, by powiedzieć mu kilka słów 
do słuchu, młody brutal właśnie znikał w windzie.

 

Caro zorientowała się nagle, Ŝe jest późno, i pobiegła 

ku  wyjściu.  Drogę  zastąpił  jej  solidnie  zbudowany 
męŜczyzna w średnim wieku, dotknął jej ramienia 
i spojrzał na nią bezczelnym wzrokiem.

 

-  Przepraszam, ale spieszę się - Ŝachnęła się. Była 

przekonana, Ŝe to sprzedawca, który pragnie zwrócić 
jej uwagę na jakiś przedmiot.

 

Przyspieszyła kroku.

 

-

 

Nic z tego - mruknął męŜczyzna i zacisnął dłoń 

na jej ramieniu. 

-

 

Proszę mnie puścić! 

-

 

Jestem detektywem    sklepowym.   

Obserwujemy 
panią! Trzymamy panią od co najmniej dwudziestu 
minut na monitorze. Kręci się pani po całym sklepie 
z wyraźnym zamiarem kradzieŜy. KaŜdy pani ruch 
jest zarejestrowany na taśmie. Pani i pani wspólnika. 
Pani myśli, Ŝe udało mu się wyjść na ulicę, ale nie. 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

2 1

 

Nie daliśmy  mu szansy przekazania towaru komuś 
z  waszego  gangu,  bo  nasza  kamera  szła  za  nim  przez 
cały czas.

 

-

 

To pomyłka! - zaprotestowała Caroline. - Pan 

mnie bierze za kogoś innego! 

-

 

Proszę za mną! 

-

 

Niech mnie pan puści, to boli! 

-

 

Mowy nie ma! 

Dokoła  zebrała  się  gromadka  ciekawskich.  Caro 

zarumieniła się ze złości. Musiała wyglądać na winną.

 

-  Nie Ŝyczy pani sobie chyba publicznego widowiska 

- szepnął jej do ucha detektyw. I rzeczywiście była to 
ostatnia rzecz, jakiej sobie Caro Ŝyczyła, toteŜ chcąc 
nie chcąc pozwoliła mu zaprowadzić się do windy.

 

Detektyw jedną ręką nacisnął guzik, a drugą wciąŜ 

przyciskał ramię Caro.

 

-

 

To, Ŝe jest pan detektywem, nie daje panu prawa 

do brutalnego traktowania klientów. Kiedy zobaczę 
pańskiego szefa, poskarŜę mu się. 

-

 

Gdybym nie był stanowczy, czy poszłaby pani ze 

mną? - zapytał chłodno. 

-

 

Oczywiście - odparła - gdyby pan mnie uprzejmie 

o to poprosił. 

-  JuŜ to widzę - zaśmiał się sarkastycznie. 
Drzwi windy rozsunęły się. Detektyw zaprowadził

 

Caro  szerokim  korytarzem  do  duŜego,  elegancko 
umeblowanego biura. Gdy mahoniowe drzwi zamknęły 
się za nimi, siedząca za biurkiem sekretarka spojrzała 
na Caro pogardliwym wzrokiem.

 

-

 

Nich pan wchodzi bez zapowiedzi - powiedziała 

do detektywa. - MęŜczyzna został juŜ zatrzymany. 
Harry nie miał z nim Ŝadnych kłopotów. Ale naszyjnika 
przy nim nie znaleziono. Ona musi go mieć. Zaraz 
zadzwonię po Stellę, Ŝeby ją zrewidowała. Musieli 
pracować we dwójkę, bo nikogo innego nie zauwaŜono. 

-

 

Widziałem, jak wpadł na nią. To stary trik. 

background image

22 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

Myślałem,  Ŝe  to  ona  jemu  przekazała  towar,  ale  to 
było na odwrót. Zresztą niewaŜne. Złapaliśmy oboje-

 

-  JuŜ panu mówiłam, Ŝe pomylił się pan co do 

osoby - powiedziała Caro stanowczo.

 

Detektyw    uśmiechnął    się    porozumiewawczo   

do sekretarki.

 

-

 

Myśmy to chyba juŜ kiedyś słyszeli - roześmiał się. 

-

 

Tysiąc razy - odparła z uśmieszkiem. 

-

 

Tędy - odezwał się detektyw do Caro, wskazując 

jej    drzwi.      - Przepraszam.      Łaskawa    pani   
będzie 
uprzejma tędy - poprawił się, patrząc na nią z ironią. 

Zapukał do drzwi.

 

-  Proszę    wejść!    -    odezwał    się    z    głębi     

pokoju 
dźwięczny męski głos.

 

Caro zauwaŜyła nazwisko na drzwiach i zadrŜała.

 

o  nie! - pomyślała - tylko nie on! Cofnęła się jak 
spłoszona klacz, która znalazła się nagle nad brzegiem 
przepaści. Detektyw chwycił ją mocno za ramię i pchnął 
w głąb pokoju.    Straciła równowagę, potknęła 
się

 

i wylądowała twarzą w puszystym dywanie.

 

-

 

Po co ta brutalność, Holt? I to wobec kobiety! 

-

 

Potknęła się, sir! - odparł detektyw pospiesznie. 

Caro uniosła głowę i spojrzała w górę. Grzywka 

opadła jej na twarz. Na wysokości jej oczu znajdowała 
się para dobrze wypolerowanych czarnych półbucików, 
zgrabne długie nogi w wąskich, doskonale skrojonych 
spodniach,  wyŜej  świetnie  uszyta  marynarka,  biała 
koszula,  ciemnoszary  jedwabny  krawat  i  chmurna 
twarz.  Bardzo  chmurna  twarz.  Twarz,  którą  natych-
miast  rozpoznała.  Zaledwie  przed  kilkoma  godzinami 
powiedziała, Ŝe nie chciałaby spotkać jej właściciela 
w ciemnej ulicy. No cóŜ, nie było tu ciemno, ale nadal 
nie miała ochoty na spotkanie z Gilhamem Martellem. 
Patrzył  na  nią  z  pogardą.  Była  szczęśliwa,  Ŝe  nie 
moŜe odczytać jego myśli.    Miał oczy pokerzysty

 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

23

 

i  usta  mordercy.  Gilham  Martell  był  naprawdę 
paskudnym  typem,  prawie  równie  paskudnym  jak 
jego detektyw.

 

-  Proszę wstać! - rzucił jej rozkazującym tonem. 
Uniosła się i pozostała przez chwilę na czworakach,

 

moŜe dlatego, Ŝe z nienawiści aŜ ją zamurowało.

 

-  PoŜałujecie tego! - powiedziała drŜącym z wściek 

łości głosem.

 

Martell  pochylił  się  nagle,  chwycił  ją  swą  wąską 

arystokratyczną dłonią za ramię, szarpnął i postawił 
na nogi, zupełnie jak gdyby była szmacianą lalką.

 

-  Niech mnie pan nie dotyka! - krzyknęła Caro 

i odepchnęła go ze wszystkich sił. - Ten człowiek 
zachował się jak brutal, wlókł mnie przez cały sklep, 
wepchnął mnie siłą do tego pokoju...

 

Zabrakło jej tchu, zamilkła.

 

-

 

Co to wszystko ma znaczyć, Holt? - zapytał 

Martell detektywa. 

-

 

Ona przesadza, sir. Robiłem tylko to, co do 

mnie naleŜy. Poprosiłem, Ŝeby ze mną poszła, a kiedy 
opierała się, chwyciłem ją po prostu za ramię. Ani 
przez chwilę nie uŜywałem siły. Ta kobieta kłamie! 

-

 

Pan nie miał prawa zmuszać mnie do czegokol 

wiek. Pan popełnił błąd. Nie jestem złodziejką i mogę 
tego dowieść. 

-

 

Bardzo proszę. - Gilham Martell przyglądał jej 

się uwaŜnie. 

-

 

Nazywam się Caroline Ramsgate - powiedziała 

Caro. 

Martell nie zareagował, nie poruszył się, po prostu 

czekał, Ŝeby mówiła dalej.

 

-  Jestem córką Freda Ramsgate'a - dodała po 

chwili.

 

I wtedy wyraz twarzy Gilhama Martella zmienił się 

radykalnie. Jego ciemne oczy zwęziły się, usta zacisnęły, 
zmarszczył brwi i zaczerwienił się gwałtownie.

 

background image

24 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

-

 

Więc jest pani córką Freda Ramsgate'a - po 

wtórzył po chwili beznamiętnym głosem. 

-

 

Tak, jestem jego córką. I on pana tak załatwi, Ŝe 

odechce się panu wszystkiego. 

-

 

MoŜe pan iść - powiedział Gilham do detektywa 

po dłuŜszym milczeniu. - Ja się panią zajmę. 

Detektyw  opuścił  pokój  niemalŜe  na  palcach.  Gil 

podsunął Caro fotel i sam usiadł naprzeciwko niej, na 
brzegu biurka.

 

-  Proszę przedstawić mi jakiś dowód toŜsamości 

- zaŜądał stanowczym głosem.

 

Caro  otworzyła  torebkę  i  podała  mu  prawo  jazdy, 

portfel, kilka zdjęć swoich i ojca, zrobionych w czasie 
niedawnego pobytu w Rzymie. Gilham Martell rzucił 
na to wszystko okiem, zmarszczył brwi i westchnął.

 

-  Gdy zobaczyłem panią w drzwiach - powiedział 

jak gdyby sam do siebie - wiedziałem, Ŝe będą kłopoty.

 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

 

Nie  był  to  dobry  dzień  dla  Gilhama  Martella. 

Najpierw poranna wizyta babki, jej złość i wymówki, 
nie  mówiąc  juŜ  o  pogróŜkach,  które,  choć  nie 
potraktował  ich  powaŜnie,  wprowadziły  go  w  stan 
napięcia  i  irytacji.  Doskonale  rozumiał,  dlaczego 
chciała,  Ŝeby  się  oŜenił  i  załoŜył  rodzinę.  Czasami 
sam  miał  na  to  ochotę,  ale  nigdy  jeszcze  nie  spotkał 
kobiety, bez której nie wyobraŜałby sobie Ŝycia, a nie 
zamierzał  się  ustatkować  za  mniejszą  cenę.  Gdy 
powiedział to babce, rozzłościła się jeszcze bardziej 
i  krzyknęła,  Ŝe jeŜeli  do  końca roku  nie  oŜeni się,  to 
ona  sprzeda  Westbrooka  i  zapisze  cały  swój  majątek 
na cele dobroczynne.

 

- Zrób to! - wrzasnął z furią.

 

Nienawidził  szantaŜu.  Ona  zaś  obróciła  się  na 

pięcie i wymaszerowała z pokoju pozostawiając go 
w stanie skrajnej irytacji.

 

Właśnie dlatego nie miał dziś cierpliwości do złodziei. 

Co roku dom towarowy tracił tysiące funtów z powodu 
kradzieŜy,  dlatego  teŜ  właściciel  wydawał  fortunę  na 
detektywów, elektroniczne urządzenia rejestrujące 
i  instalacje  alarmowe.  Gil  nienawidził  sklepowych 
złodziei, oczywiście, nie ludzi chorych na kleptomanię, 
ale  przestępców,  którzy  zawodowo  zajmowali  się 
grabieŜą.

 

Problem  ten  narastał  z  roku  na  rok  i  stawał  się 

istnym  koszmarem.  NaleŜało  się  zdecydowanie  z  tym 
uporać.

 

Kiedy siedząca teraz przed nim dziewczyna upadła

 

background image

26 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

na  dywan,  przyglądał  się  jej  z  autentyczną  złością. 
Stwierdził, Ŝe nie grzeszy urodą. Miała proste, ciemne 
włosy,  nieokreślone  raczej  rysy  twarzy,  z  wyjątkiem 
oczu, które patrzyły na niego poprzez kosmyki grzywki. 
Były  bystre,  gniewne,  niebieskoszare  i  bardzo  in-
teligentne.  Zaskoczyła  go  trochę  ich  niezwykłość,  ale 
teraz o nich zapomniał. Nie warto się nią przejmować, 
pomyślał sobie, szkoda na to czasu. Ta dziewczyna to 
złodziejka!

 

I  zaraz  potem...  rewelacja!...  Zupełnie nie  wiedział, 

jak  zareagować  na  to,  co  się  stało.  Jego  detektyw 
sklepowy zatrzymał córkę Freda Ramsgate'a i oskarŜył 
ją o kradzieŜ!

 

-

 

JuŜ ja się panią zajmę - powiedział Holtowi 

przed chwilą. Detektyw wyszedł, wyraźnie skonfun 
dowany. Prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy 
z tego, co narobił. Szkoda, Ŝe nie czyta kolumny 
finansowej w swojej gazecie, pomyślał Gil i mocniej 
zacisnął zęby. 

-

 

To jest chyba najgorszy dzień mojego Ŝycia 

-  powiedział po chwili.

 

-  I jeszcze się nie skończył - zatryumfowała Caro.

 

-  Czy mogę skorzystać z pańskiego telefonu? Muszę 
zadzwonić do ojca.

 

WciąŜ trzymała w ręce swoje fotografie i dokumenty. 

PołoŜyła je teraz na blacie biurka, podniosła słuchawkę, 
lecz jeszcze zanim zaczęła nakręcać numer, Gil pochylił 
się  i  wbił  wzrok  w  jedną  z  fotografii.  Zrobiona  była 
poprzedniego  roku  na  Florydzie,  ukazywała  Caro 
w  skąpym  bikini,  które  bardziej  odkrywało  niŜ 
zakrywało  jej  kształty.  Caro  doskonale  wiedziała,  Ŝe 
nie  musi  się  wstydzić  swojej  figury,  lecz  mimo  to 
zarumieniła się aŜ po nasadę włosów. MoŜe dlatego, 
Ŝ

e Gil Martell oderwał wzrok od zdjęcia i lustrował ją 

od stóp do głów.

 

-  Suknia nie zawsze zdobi człowieka - mruknął.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

27

 

Udała, Ŝe go nie słyszy, zebrała wszystkie papiery 

i  szybko  wsunęła  je  do  torebki.  Poczuła,  jak  krew 
napływa  jej  do  głowy.  Co  za  człowiek!  I  ten  jego 
ironiczny uśmieszek! I te oczy pokerzysty!

 

-

 

Czy mogę zadzwonić? - zapytała niecierpliwie. 

-

 

Owszem, ale chciałbym, Ŝeby mi pani przedtem 

coś wytłumaczyła. Dlaczego kręciła się pani po całym 
magazynie    tak,    Ŝe    to    zwróciło uwagę   
personelu? 
Trzymali panią na monitorze przez dłuŜszy czas. 
Zachowywała się pani podejrzanie.    Nie wymyślili 
sobie tego. Zwiedziła pani wszystkie piętra, obser 
wowała sprzedawców, klientów. Musiała pani mieć 
w tym jakiś cel. 

-

 

Oceniałam sytuację - powiedziała Caro chłodno. 

-

 

Co pani oceniała? 

-

 

Sytuację waszego sklepu. 

-

 

Co to ma znaczyć? 

-

 

Chciałam się zorientować w waszych mocnych 

i słabych stronach, ocenić sprawność załogi, przepływ 
klientów, stosunek kupujących do zwykłych gapiów, 
zorientować się w sposobie prezentacji towarów. 

-

 

Jednym słowem, szpiegowała nas pani! - powie 

dział z niesmakiem. 

Caro zarumieniła się jeszcze bardziej.

 

-

 

Nie ma w tym nic złego. KaŜdy klient ma do 

tego prawo. O kaŜdej porze dnia. 

-

 

Pod warunkiem, Ŝe nie zamierza wykupić naszych 

akcji. 

-

 

Intencje nie mają tu Ŝadnego znaczenia. Chodzi 

wyłącznie o to, czy złamałam prawo, a tego nie 
zrobiłam. 

-

 

A więc tylko o to chodzi. śeby nie łamać prawa 

i nie dać się złapać. Reszta niewaŜna. 

-

 

Nic podobnego! Tego nie powiedziałam. Mój 

ojciec złoŜył wam ofertę i... 

-

 

Która została odrzucona! 

background image

28 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-  MoŜe tylko na razie. Czasy się zmieniają, ludzie 

zmieniają zdanie.

 

-  Nie my - odparł krótko. 
Udała, Ŝe nie słyszy.

 

-

 

Tymczasem zaś - ciągnęła dalej - chcemy być 

zorientowani w sytuacji. Gdyby wasz magazyn na 
gle znalazł się na rynku, nie trzeba by było badać 
jego    stanu    i    zastanawiać    się,    ile jest    wart.     
Na 
papierze wygląda to zupełnie inaczej niŜ w rzeczywi 
stości. 

-

 

Tak więc nasłał panią na nas ojciec i kazał jej 

węszyć po wszystkich kątach. 

Jak  przyjemnie  byłoby  dać  mu  w  twarz.  Caro 

dygotała wewnętrznie z hamowanej złości. Nie chciała 
ujawniać swojego oburzenia, by nie dać mu satysfakcji.

 

Nie była pewna, dlaczego tak bardzo chciała ukryć 

swoje  prawdziwe  odczucia  przed  tym  człowiekiem. 
Nigdy jej się to jeszcze nie zdarzyło.

 

-

 

Panie Martell - powiedziała ze sztucznym spo 

kojem - byłam w waszej restauracji z przyjaciółką. 
Zjadłyśmy lunch, a potem przeszłam się po kilku 
piętrach, Ŝeby się zorientować, jak wam idą interesy. 
Nie rozumiem, dlaczego pan to potępia i na pewno 
pana za to nie przeproszę. 

-

 

W takim razie nie zdziwi się pani zapewne, Ŝe i ja 

nie przeproszę pani za to, Ŝe została pani uznana 
przez jednego z naszych ludzi za złodziejkę. 

-

 

Nie jestem tak naiwna, Ŝeby spodziewać się po 

panu chociaŜby zwykłej uprzejmości! 

Po  tej  gwałtownej  wymianie  zdań  oboje  zamilkli. 

Zaległa dziwna cisza.

 

Po chwili Caro spojrzała na swój zegarek.

 

-  Pójdę juŜ.    Nie    będę    telefonowała.    O   

trzeciej 
mam    bardzo    waŜną    naradę.      Tam    zobaczę     
ojca 
i opowiem mu o wszystkim. Jeden z naszych ad 
wokatów zgłosi się do pana.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

T!W

 

Gdy  obracała  się  ku  wyjściu,  Martell  połoŜył  jej 

rękę na ramieniu. Caro aŜ podskoczyła.

 

-  Ręce przy sobie! - syknęła. - Starczy tego chyba 

jak na jedno popołudnie.

 

Ręka Gila opadła.

 

-

 

Kiedy mi pani oznajmiła, Ŝe jest córką Freda 

Ramsgate'a, przez chwilę nie mogłem w to uwierzyć. 
Nie przypuszczałem, Ŝe ten człowiek potrafi zdobyć 
się na coś tak ludzkiego jak ojcostwo. Ale teraz 
widzę, Ŝe niedaleko padło jabłko od jabłoni. Bardzo 
niedaleko! 

-

 

Ogromnie mnie to cieszy - skwitowała krótko 

ten komentarz. 

Gil nie dał sobie przerwać.

 

-  Pani ojciec nie ma pojęcia o tym, co to jest 

etyka,    podobnie zresztą jak pani - ciągnął dalej 
patrząc      na      nią      spode    łba      swoimi     
przepastnymi 
ciemnymi oczami. - On sam niczego nie zbudował. 
Wszystko, co ma, wyrwał innym ludziom. Ludziom, 
którzy przez całe Ŝycie cięŜko pracowali, Ŝeby stworzyć 
swoje przedsiębiorstwa; po czym ni stąd, ni zowąd 
zjawiał się, kładł na nie łapę i odbierał im wszystko. 
Zawsze stosował prawo dŜungli. Wspinał się w górę 
po trupach. A pani jest jego nieodrodną córką.

 

Zalała ją fala oburzenia i goryczy.

 

-  Cieszę się z tego - powiedziała zachrypłym głosem. 

- Chcę być dokładnie taka jak on i to pod kaŜdym 
względem. Więc niech pan tak na mnie nie patrzy. 
Kocham ojca i jestem z niego dumna. To wspaniały 
człowiek.

 

Ruszyła  ku  drzwiom.  Miała  cichą  nadzieję,  Ŝe 

zatrzyma ją siłą, bo wtedy mogłaby go uderzyć w twarz 
i  mieć  przynajmniej  tę  małą  satysfakcję,  ale  on  wciąŜ 
siedział  na  brzegu  biurka,  machał  swoimi  długimi 
muskularnymi nogami i nie spuszczał z niej wzroku.

 

Zatrzasnęła za sobą drzwi.

 

background image

30 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

Wsiadła  do  taksówki,  pojechała  prosto  do  centrali 

Rams Stores Ltd i weszła do gabinetu ojca. Chciała 
z nim porozmawiać, zanim pójdzie na zebranie komisji 
finansowej. Wiedziała, Ŝe rozzłości się, gdy mu opowie, 
co  jej  się  przydarzyło,  a  bardzo  nie  lubiła  jego  złych 
humorów.  No,  ale  trudno,  nie  mogła  tego  przed  nim 
ukryć. Przede wszystkim prasa! Dziennikarze na pewno 
dowiedzą  się  o  tym  incydencie,  co było jednym 
z  najwaŜniejszych  powodów,  dla  których  naleŜało 
pociągnąć  Gilhama  Martella  do  odpowiedzialności. 
JeŜeli nie zaskarŜy się go do sądu, ludzie pomyślą, Ŝe 
Caro dopuściła się próby kradzieŜy.

 

Ojciec  siedział  za  biurkiem  i  przeglądał  jakieś 

papiery. Przygotowywał się, widać, do zebrania komisji.

 

-  Halo, złotko, miło było na lunchu z Amy? - zwrócił 

się do niej, nie spuszczając oczu z dokumentów.

 

Po chwili spojrzał na córkę i zaniepokoił się.

 

-  Co się stało, kochanie? - zapytał i wstał, gwał 

townie odsuwając fotel.

 

Nie zamierzała się rozpłakać, ale kiedy ojciec objął 

ją czułym ramieniem, łzy same polały się jej z oczu.

 

-  Co ci jest, dziecinko, mówŜe szybko!

 

Wytarła oczy, nabrała powietrza w płuca i opowie-

działa  mu wszystko.  Zdumiony, chwycił ją mocno  za 
ramiona,  odsunął  od  siebie i spojrzał jej w twarz 
z niedowierzaniem.

 

-

 

OskarŜono cię o kradzieŜ? 

-

 

Tak jest - odparła i poczuła, Ŝe nogi się pod nią 

uginają. - I to na samym środku sklepu, w obecności 
mnóstwa klientów. Detektyw, który mnie zatrzymał, 
w ogóle nie chciał mnie wysłuchać. Zmusił mnie do 
pójścia do gabinetu Martella, pchnął mnie... 

-  Jak to pchnął? - wrzasnął Fred Ramsgate. 
Krew napłynęła mu do głowy, zrobił się fioletowy

 

na twarzy.

 

-  Pchnął mnie, potknęłam się i upadłam... na twarz.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

31

 

-  Na twarz? - powtórzył z niedowierzaniem Fred. 
Robił wraŜenie człowieka, którego chwycił atak

 

astmy.

 

-

 

To było straszne. Poczułam się tak upokorzona 

- rozpłakała się ponownie Caro. 

-

 

Zabiję go - mruknął Fred. - Urządzę go tak, Ŝe 

mu się Ŝyć odechce. 

-

 

Szarpnął mnie, Ŝebym stanęła na nogi, potrząsał 

mną... 

-

 

Kto? Detektyw? 

-

 

Nie! Gil Martell! 

-

 

Martell? Zabiję go, zabiję obydwóch! 

-

 

I przesłuchiwał mnie jak zwykłą złodziejkę. 

-

 

JuŜ ja go przesłucham! 

-

 

Próbował mnie zastraszyć. 

-

 

JuŜ ja go zastraszę! 

Caro  zaczęła  się  powoli  uspokajać.  Opowiedziała 

wszystko i zrobiło jej się lŜej na duszy. Na ojca mogła 
zawsze  liczyć,  przez  całe  Ŝycie  otaczał  ją  najczulszą 
opieką  i  bardzo  go  za  to  kochała.  Mimo  to  często 
obawiała się, Ŝe w czasie jednego ze swoich napadów 
złości Fred dostanie ataku serca.

 

-

 

Co jeszcze? - Fred przyglądał jej się przenikliwym 

wzrokiem. - Mów, Caro, chcę wszystko wiedzieć! 

-

 

Więcej nic. I nie chcę, Ŝebyś tracił czas na tego 

Martella. Niech zajmie się nim twój adwokat. 

Na  biurku  zadzwonił  wewnętrzny  telefon.  Fred 

nacisnął guzik.

 

-

 

Jestem zajęty - mruknął. 

-

 

Lady    Westbrook    na    linii,    sir - odezwał   

się 
uprzejmy głos sekretarki. 

-

 

Lady Westbrook? - Fred spojrzał porozumiewaw 

czo na córkę. - Pewnie juŜ usłyszała o tym, co się 
stało, i chce nas przeprosić. Mogę się załoŜyć. Ładne 
z nich towarzystwo. UbliŜają mojej córce, poniewierają 
nią i myślą, Ŝe uda im się nakłonić mnie do polubow- 

background image

32 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

nego załatwienia sprawy. Martell nawet nie pofatygo-
wał  się,  Ŝeby  samemu  zadzwonić,  posłuŜył  się  babką. 
Nie powinienem z nią rozmawiać!

 

-

 

Nienawidzę Gila Martella - rozzłościła się Caro- 

line, ale gdy zobaczyła wyraz zaskoczenia na twarzy 
ojca,    opamiętała    się.    Nie chciała,    Ŝeby zaczął 
się 
zastanawiać,      dlaczego    tak      silnie      reaguje    na     
tego 
człowieka. 

-

 

Powinieneś      porozmawiać    z      lady     

Westbrook 
- powiedziała pospiesznie. - Ciekawa jestem, co ona 
ma do powiedzenia. A ty nie? 

-

 

MoŜe i tak. Zresztą z przyjemnością wysłucham 

przeprosin starej wiedźmy. 

Kazał sekretarce, Ŝeby go połączyła.

 

-

 

Dzień dobry, panie Ramsgate - ze słuchawki 

rozległ się raźny, ale raczej niemłody głos. 

-

 

Dzień dobry. 

Przez  chwnę  panowała  cisza.  Caro  z  ciekawością 

czekała na to, co powie starsza pani.

 

-

 

Chciałabym pana zaprosić na kolację - padła 

niespodziana propozycja. 

-

 

Na kolację? - zdumiał się Fred. - Pani zaprasza 

nas do siebie na kolację? 

-

 

Nas? - zdziwiła się lady Westbrook. - AleŜ 

oczywiście    -    dodała    prawie    natychmiast.    -   
Pana 
i pańską Ŝonę. 

-

 

Moja Ŝona nie Ŝyje od lat - odparł Fred Ramsgate 

sucho. - Mam na myśli moją córkę, Caroline. 

-

 

Ach tak? - zdziwiła się starsza pani. 

-

 

Oczywiście. Ona jest nie tylko moją córką, ale 

moją prawą ręką. Przejmie po mnie całe przedsiębior 
stwo. Jesteśmy sobie bardzo bliscy, zarówno jako 
rodzina, jak i partnerzy. 

-

 

Rozumiem - mruknęła lady Westbrook. - Oczy 

wiście! 

Caro miała nadzieję, Ŝe stara pani rzeczywiście

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

33

 

rozumie całą ohydę postępowania wnuka. ObraŜając 
i  poniŜając  córkę  Freda  Ramsgate'a,  ubliŜył  równieŜ 
jej ojcu.

 

-  W takim razie z przyjemnością oczekuję wizyty 

obojga państwa.

 

Caro zastanawiała się, jak wygląda ta stara kobieta. 

Ton  jej  głosu  przypominał  głos  i  sposób  mówienia 
wnuka.

 

-

 

Im szybciej się zobaczymy, tym lepiej. Kiedy 

macie państwo czas? Czy ma pan przy sobie kalen 
darzyk? A moŜe jesteście wolni dzisiaj? - zapytała 
lady Westbrook. 

-

 

Dzisiaj? - Fred zerknął na leŜący na biurku 

diariusz, po czym spojrzał pytającym wzrokiem na 
córkę. Skinęła głową na znak zgody. 

-

 

Owszem, jesteśmy wolni - powiedział do słucha 

wki. 

-

 

Więc przyjdźcie państwo na siódmą trzydzieści, 

dobrze? 

-

 

Dobrze. Przyjdziemy. 

-

 

Czy wie pan, gdzie jest dzielnica Regents Park? 

-

 

Mieszkam tam, więc chyba tak. 

-

 

Naprawdę?    Nie    miałam    pojęcia,    Ŝe 

jesteśmy 
sąsiadami. Mój adres: Marlborough Road jeden. 

-

 

Nasz dom jest tuŜ za rogiem. 

Fred podał jej dokładny adres i stara pani roześmiała 

się.

 

-  Znam ten dom. Macie państwo wspaniałą mag 

nolię na środku trawnika. Ilekroć tamtędy przejeŜdŜam, 
zachwycam się nią.

 

Fred  uśmiechnął  się  mimo  woli.  Magnolia  była 

jego dumą.

 

-  Tak więc do siódmej trzydzieści.

 

Lady  Westbrook  odwiesiła  słuchawkę.  Po  chwili 

Fred zrobił to samo.

 

-  Nie mogę uwierzyć, Ŝe stara zaprosiła nas na

 

background image

34 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

kolację  -  powiedział  niedowierzająco  potrząsając 
głową. - Kiedy złoŜyłem jej ofertę, nie raczyła nawet 
ze  mną  rozmawiać.  Wszystko  odbywało  się  za  po-
ś

rednictwem  adwokatów.  Nie  przyjmowała  moich 

telefonów,  nie  reagowała  na  listy.  Musi  być  wielką 
snobką.  Miałem  wraŜenie,  Ŝe  pogardza  mną  dlatego, 
Ŝ

e  sam  zdobyłem  wszystko,  co  mam.  UwaŜa  mnie  za 

nowobogackiego  prostaka.  Ona  oczywiście  nigdy  nie 
pracowała  w  sklepie,  nigdy  nie  parała  się  biznesem. 
Jest wielką damą i nie ma pojęcia o tym, jak powstała 
jej fortuna. Pozostawiła prowadzenie przedsiębiorstwa 
męŜczyznom:  męŜowi,  synowi,  a  teraz  wnukowi.  Nie 
znam  go, prawdę  mówiąc, nie znam osobiście nawet 
jej  adwokatów.  Po  prostu  odrzucili  listownie  moją 
ofertę  i  odmawiali  wszelkich  rozmów.  Na  pewno 
bawi  ich  to,  Ŝe  odwaŜyłem  się  przedstawić  taką 
propozycję. A teraz lady Westbrook we własnej osobie 
zaprasza  mnie  do  domu  na  kolację.  AŜ  mi  trudno 
w to uwierzyć.

 

-  Musieli się bardzo przestraszyć - zauwaŜyła Caro.

 

-  Boją się konsekwencji, jakie mogą wyniknąć z tej 
brutalnej napaści na mnie,

 

Nie  mogła  się  oprzeć  uczuciu  satysfakcji.  Za-

stanawiała się, czy Martell będzie wieczorem u babki. 
MoŜe staruszka zmusi go do przeproszenia jej. To by 
go  na  pewno  dotknęło  do  Ŝywego!  Nie  znała  go,  ale 
była przekonana, Ŝe jest człowiekiem hardym i bardzo 
zarozumiałym. JakąŜ przyjemność sprawiłby jej widok 
jego upokorzenia. Niech zejdzie z tego swojego Olimpu, 
klęknie przed nią i błaga o wybaczenie! To jedyne, co 
mogłoby  skłonić  ją  do  puszczenia  w  niepamięć  tego 
upokarzającego  incydentu.  Wzdrygnęła  się  na  wspo-
mnienie  o  tym,  jak  leŜała  u  stóp  Martella  niczym 
niewolnica przed nowym właścicielem.

 

-  Szkoda,    Ŝe    nie    zdąŜę juŜ    kupić nowej   
sukni

 

-  powiedziała.

 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

35

 

Fred Ramsgate roześmiał się.

 

-  Masz całe szafy pełne pięknych strojów, dziew 

czyno.

 

Wstał i spojrzał na zegarek.

 

-  Czas na nas. Dochodzi trzecia. Gdzie, do licha, 

są te sprawozdania?

 

Przez  resztę  popołudnia  Caro  z  trudem  koncent-

rowała  się  na  pracy.  Ojciec  rzucał  jej  od  czasu  do 
czasu  zdziwione  spojrzenie,  uczestnicy  narady  takŜe 
obserwowali ją z zaciekawieniem. Nie, stanowczo nie 
była dzisiaj sobą.

 

O  szóstej  udało  jej  się  wreszcie  wrócić  do  domu. 

Poszła  prosto  do  swojego  pokoju.  Miała  zaledwie 
godzinę,  by  przygotować  się  do  wizyty  u  lady 
Westbrook.

 

Fred  był  człowiekiem  szalenie  punktualnym,  toteŜ 

dokładnie  o  siódmej  trzydzieści  znaleźli  się  przed 
drzwiami pięknej rezydencji Westbrooków.

 

-

 

Samotna starsza kobieta w tak wielkim domu 

- mruknął Fred. 

-

 

MoŜe mieszka z wnukiem? 

Caro  drŜała  lekko  ze  zdenerwowania,  brakowało 

jej  tchu.  Nie  była  pewna,  czy  uda  jej  się  prowadzić 
spokojną  konwersację  z  Gilem  Martellem.  Po  wszyst-
kim, co między nimi dzisiaj zaszło!

 

Drzwi  frontowe  otworzyły  się.  Stanęła  w  nich 

przysadzista  kobieta  niskiego  wzrostu  w  skromnej 
szarej  sukni.  Przywitała  ich  uprzejmie,  zabrała  im 
nakrycia  i  zaprowadziła  do  salonu,  gdzie  czekała  juŜ 
lady Westbrook. Na ich widok podniosła się z duŜego 
secesyjnego fotela o wysokim, sztywnym oparciu.

 

Starsza pani wydała się Caro dziwnie znajoma. Te 

przepastne,  ciemne  oczy,  długi  nos,  proste  plecy, 
wszystko  to  przypomniało  jej  Gila  Martella.  Byli  do 
siebie  szalenie  podobni,  przynajmniej  na  pierwszy 
rzut oka.

 

background image

36 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

JednakŜe po chwili Caro stwierdziła pewne róŜnice. 

Lady  Westbrook  była  za  młodu  zapewne  ciemną 
brunetką, teraz miała włosy białe jak śnieg i delikatne 
jak  jedwab,  twarz  szczupłą  i  pomarszczoną.  Była 
chuda i koścista, ale gdy wstała i zrobiła kilka kroków 
naprzód,  by  uścisnąć  dłoń  Freda,  uśmiech  rozjaśnił 
jej  surowe  rysy,  emanowało  z  niej  ciepło  i  niezwykły 
urok.  Fred  zareagował  natychmiast.  Wdzięk  kobiet 
od lat dwóch do stu zawsze go zniewalał!

 

-  To jest moja córka, Caroline - Fred przedstawił 

z dumą swoje ukochane dziecko.

 

Kobiety podały sobie ręce i spojrzały na siebie 

z zainteresowaniem.

 

-  Słyszałam, Ŝe pracuje pani u ojca. Czy daje to 

pani satysfakcję? - zapytała lady Westbrook z niedo 
wierzaniem.

 

Caro roześmiała się krótko.

 

-

 

Wielką satysfakcję. Jestem wysoko wykwalifiko 

wanym pracownikiem dziani rozliczeń, znam się dobrze 
na rachunkowości. Po skończeniu szkoły poszłam na 
kurs specjalistyczny. 

-

 

JakŜe egzystencja kobiet zmieniła się od czasów 

mojej młodości - zauwaŜyła lady Westbrook i Caro 
zaczęła się zastanawiać, czy to znaczy, Ŝe ta kobieta 
zazdrości jej, czy teŜ nie aprobuje jej sposobu Ŝycia. 

-

 

Proszę usiąść obok mnie, moja droga. Mam juŜ 

nie najlepszy wzrok i    bardzo    lubię wiedzieć, 
jak 
wyglądają moi goście. Ale do rzeczy. Czego się państwo 
napijecie? Sherry? Wytrawne czy słodkie? 

Gospodyni napełniła im kieliszki i znikła za drzwia-

mi. Lady Westbrook piła małymi, delikatnymi łyczkami 
i po chwili skierowała swoje apodyktyczne spojrzenie 
na Freda Ramsgate'a.

 

-  Nie chciałabym psuć bardzo dobrego obiadu 

rozmową o interesach.    Spróbujmy załatwić naszą 
sprawę, zanim siądziemy do stołu.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

37

 

Caro zacisnęła usta i wymieniła z ojcem spojrzenia.

 

-  Jak pani sobie Ŝyczy - odparł Fred beznamiętnym 

tonem.

 

Lady Westbrook przyglądała mu się przez chwilę 

z absolutnie obojętną miną.

 

-

 

Zakładam, Ŝe pan jest nadal zainteresowany tą 

transakcją. 

-

 

Nadal zainteresowany - powtórzył Fred, a ona 

skinęła głową. 

-

 

Chce pan wykupić kontrolny pakiet akcji West- 

brooka? 

Caro wyprostowała się raptownie. DuŜo nie brako-

wało,  by  rozlała  sherry  na  sukienkę.  Fred  takŜe 
poruszył się niespokojnie. Tego  się nie spodziewał 
w  najśmielszych  snach.  Mimo  to  nakazał  sobie 
zachowanie idealnego spokoju.

 

-

 

Tak, tak, oczywiście - odparł. - Moja propozycja 

jest wciąŜ aktualna. 

-

 

Doskonale. Jutro powiem moim ludziom, Ŝeby 

się z panem porozumieli - powiedziała Lady West 
brook. 

W  tym  samym  momencie  drzwi  otworzyły  się 

gwałtownie  i  stanął  w  nich  Gil  Martell.  Na  jego 
twarzy malowało się skrajne zdumienie.

 

Nerwy  Caro  zareagowały  tak,  jakby  zostały  do-

tknięte  gorącym  Ŝelazem.  Przedtem  zastanawiała  się 
nad  tym,  czy  Martell  będzie  u  swojej  babki  i  jak 
zareaguje na jej widok. No cóŜ, teraz przekonała się 
o  tym.  I  to  błyskawicznie.  Był  znów  w  podłym 
nastroju. Czy to jego normalny stan, czy jej obecność 
tak na niego działa? Poprzez długość pokoju spojrzał 
złym  okiem  najpierw  na  jej  ojca,  a  potem  na  swoją 
babkę.

 

-

 

Co się tu, u licha, dzieje? 

-

 

Nie przypominam sobie, Gilhamie, Ŝebym za 

praszała    cię    dziś    na      kolację    -    powiedziała   
lady 

background image

38 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Westbrook lodowatym tonem. - Gdzie twoje maniery, 
mój drogi? Czy nie widzisz, Ŝe mam gości? Pozwól, Ŝe 
cię przedstawię. To mój wnuk. A to pan Ramsgate 
i jego córka, Caroline...

 

-

 

Wiem, kim    są - mruknął Gil.    - 

Chciałbym 
natomiast wiedzieć, co oni tu robią. 

-

 

Zaprosiłam ich na kolację. 

Twarz  lady  Westbrook  zbladła  z  oburzenia,  a  po 

chwili  na  jej  zwiędłych  policzkach  zakwitły  czerwone 
wypieki.

 

-  Dlaczego? - wymamrotał Gil poprzez zaciśnięta 

zęby.

 

Jego babka wyprostowała się w swoim fotelu.

 

-  Nie muszę się przed tobą tłumaczyć. Powiem ci 

tylko - powiedziała chłodno - Ŝe zamierzam omówić 
z panem Ramsgate warunki sprzedaŜy moich akcji.

 

Martell  zacisnął  mocno  zęby,  ciemny  rumieniec 

powoli zalewał jego twarz.

 

-  Po moim trupie! - powiedział, jak mógł naj 

spokojniej.

 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

 

-  Bardzo miła perspektywa! - krzyknęła spon 

tanicznie Caro. Wiedziała, Ŝe to błąd, ale nie mogła 
się w Ŝaden sposób powstrzymać.

 

Lady Westbrook spojrzała na nią  zdumiona.  Nigdy 

przedtem  nikt nie  zdobył się  na takie potraktowanie 
jej  wnuka.  Po  chwili  roześmiała  się.  Gil  nie  był  ani 
zaskoczony,  ani  rozbawiony  sytuacją. PrzecieŜ  zetknął 
się  juŜ  z  Caroline  Ramsgate  i  wiedział,  z  kim  ma  do 
czynienia.

 

-

 

Nie mieszaj się do tego, babciu - powiedział 

chłodnym tonem. 

-

 

ZasłuŜyłeś    sobie    na    gniew    panny   

Ramsgate. 
- Babka rzuciła Gilowi karcące spojrzenie. - Byłeś 
bardzo nieuprzejmy. Chciałabym, Ŝebyś juŜ poszedł. 
Nie zapraszałam cię dziś na kolację. 

-

 

PoniewaŜ doskonale wiesz, Ŝe nigdy nie zgodzę 

się na tę sprzedaŜ. 

-

 

Twoja zgoda nie jest potrzebna. Na szczęście 

rozporządzam większością akcji. 

-

 

Nie porozumiałaś się nawet z radą nadzorczą. 

-

 

Bo nie muszę. Akcje są moją osobistą własnością. 

Mogę je w kaŜdej chwili sprzedać. Bez niczyjej zgody. 
Powiedziałam    ci    dzisiaj    rano,    Ŝe    stanowczo   
po 
stanowiłam się ich pozbyć. JeŜeli nie wziąłeś tego na 
serio, nie jest to moja wina. Zawsze wyraŜam się 
bardzo jasno! 

-

 

DajŜe spokój, babciu - powiedział Gil zachrypłym 

głosem. - Pomyśl o konsekwencjach. Czy ty naprawdę 
chcesz, Ŝeby firma przeszła w obce ręce? A tak się 

background image

40 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

stanie, jeŜeli wykonasz swój zamiar. To szaleństwo! 
I pomyśleć, Ŝe robisz to tylko dlatego, Ŝe pozwoliłem 
sobie na tę głupią małą...

 

Uprzytomnił sobie obecność Caro i Freda i rzucił 

na nich ponure spojrzenie.

 

-  Chciałbym porozmawiać z moją babką w cztery 

oczy. Proszę, Ŝeby państwo wyszli. Chodzi o waŜną 
sprawę rodzinną.

 

Fred wstał, mruknął coś pod nosem, Caro równieŜ 

podniosła  się  z  fotela.  Nie  miała  ochoty  opuszczać 
pokoju.  Była  zafascynowana  skandalicznym  aspektem 
sytuacji,  jaka  się  wytworzyła.  Zaczynała  trochę 
rozumieć tego porywczego człowieka.

 

Było  jasne,  Ŝe  kocha  swoją  babkę,  która  zajęła  się 

jego wychowaniem po śmierci matki, ale widać było, 
Ŝ

e ma jej równieŜ za złe jej apodyktyczność.

 

Wprawdzie  posiadała  pięćdziesiąt  jeden  procent 

akcji,  ale  od  kilku  lat  on,  Gil,  prowadził  firmę. 
Oczywiście  nieustannie  przez  nią  kontrolowany.  Nie 
odpowiadało  mu  to.  Tego  moŜna  się  było  łatwo 
domyślić.  Był  na  to  zbyt  arogancki,  zbyt  pewny 
siebie.

 

Idąc  ku  drzwiom  Caro  czuła  na  sobie  bezczelny 

wzrok  Martella.  Zrobiło  jej  się  gorąco.  Nie  dlatego, 
Ŝ

eby sobie wyobraŜała, Ŝe spodobała się arogantowi. 

Po  prostu  nie  chciała  być  lustrowana  niczym  klacz 
wyścigowa.  Gil  Martell  naleŜał  niewątpliwie  do  tych 
męŜczyzn,  którzy  automatycznie  oceniają  walory 
seksualne  kaŜdej  napotkanej  kobiety,  nawet  jeŜeli  nie 
czują do niej sympatii.

 

Wezbrała w niej fala niechęci, ale jednocześnie 

i podziwu dla jego niewątpliwej męskości.

 

-  Jak śmiesz wypraszać moich gości? - obruszyła 

się lady Westbrook.    - NiechŜe    pan    siada,   
panie 
Ramsgate, bardzo pana proszę. Nie zwracajcie państwo 
uwagi na mojego wnuka.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

4 1

 

-

 

Nie moŜemy rozmawiać na ten temat w obecności 

osób trzecich - obruszył się Gil. 

-

 

To nie jest ani miejsce, ani pora na takie rozmowy 

- przerwała mu babka. - Za chwilę siadamy do 
kolacji. Pytałam pana Ramsgate, czy wciąŜ jeszcze 
jest      zainteresowany      kupnem      naszego     
magazynu. 
Twierdzi,    Ŝe tak,    więc będziemy mogli   
rozpocząć 
konkretne negocjacje. 

-

 

My? - Ŝachnął się Gil.    - Ja nie zamierzam 

prowadzić z    tym    panem    Ŝadnych    negocjacji.   
Ani 
z nim, ani z kimkolwiek, kto wyraziłby ochotę na 
wykupienie mojego przedsiębiorstwa. 

-

 

Twojego? - Oczy starszej pani zwęziły się zło 

wrogo. - Zapominasz, mój drogi, Ŝe ono jest moje. 
I Ŝe mogę z nim robić, co mi się Ŝywnie podoba. 
NajwyŜszy czas, Ŝebyś sobie zdał z tego sprawę. 
Zatrudniam cię jako dyrektora, płacę ci bardzo dobrą 
pensję, ale to nie znaczy, Ŝe jesteś właścicielem i Ŝe 
masz prawo do udziału w rozmowach na temat jego 
ewentualnej sprzedaŜy. JeŜeli zdecyduję się na nią, 
pan Ramsgate będzie negocjował z moimi adwokatami. 

-

 

Mówisz "jeŜeli", więc nie jesteś jeszcze całkowicie 

zdecydowana. 

-

 

Powiedzmy, Ŝe rozwaŜam róŜne warianty poro 

zumienia    się    w    tej      sprawie    z    panem     
Ramsgate. 
O szczegółach będą z nim rozmawiali moi adwokaci, 
ale ostateczną decyzję podejmę ja. Mogę ci przyrzec, 
Ŝ

e naradzę się z tobą,    zanim    to uczynię,    ale 

nie 
przyrzekam, Ŝe przyjmę twoje sugestie. Dam ci po 
prostu szansę wyraŜenia swojej opinii. No, ale dość 
tego. Nie pozwolę sobie zepsuć wieczoru. Mam, jak 
widzisz, gości. Byłabym wdzięczna, gdybyś sobie teraz 
poszedł. 

Przez  sekundę  Martell  stał  nieruchomo,  wypros-

towany  jak  strzała.  Mięśnie  i  nerwy  miał  napięte  do 
ostateczności. Caro zauwaŜyła na jego szyi szybko

 

background image

42 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

pulsującą nabrzmiałą Ŝyłę. Jego oczy błyszczały jak 
rozŜarzone węgle.

 

Spodziewała  się  po  nim  jeszcze  jednego  wybuchu 

gniewu, ale pomyliła się. Gilham obrócił się gwałtownie 
na  pięcie,  pomaszerował  do  drzwi,  przystanął  na 
chwilę,  znowu  się  obrócił,  nabrał  powietrza  w  płuca, 
wyraźnie  się  uspokoił  i  spojrzał  na  babkę  wzrokiem 
pełnym skruchy i czułości. Caroline zobaczyła w nim 
nagle  uroczego  młodego  chłopca,  który  dobrze  wie-
dział,  jak  za  pomocą  uśmiechu  i  słodkich  słówek 
pwinąć sobie babunię dokoła małego palca.

 

-

 

Przepraszam, babciu - powiedział teraz cicho. 

.- Znowu się uniosłem. Bardzo mi z tego powodu 
przykro. Nie potrafiłem się opanować. Przyszedłem, 
Ŝ

eby przeprosić cię za tę poranną sprzeczkę, ale kiedy 

zobaczyłem, Ŝe juŜ negocjujesz z potencjalnym nabyw 
cą, zdenerwowałem się. Wybacz mi. 

-

 

NajwyŜszy    czas,    Ŝebyś    się    utemperował,   

mój 
drogi - odparła lady Westbrook chłodno. - I czy nie 
uwaŜasz,    Ŝe    moim    gościom    naleŜą    się    od   
ciebie 
przeprosiny? Z pewnością nie spodziewali    się,   
Ŝ

spotka ich w moim domu podobny afront. 

Gil  podszedł  do  Caro  i  Freda,  wciąŜ  z  tym  miłym 

uśmiechem  na  ustach.  JednakŜe  w  jego  ciemnych 
oczach czaiła się złość i Caro nie miała wątpliwości, 
Ŝ

e  ten  twardy  człowiek  tylko  udaje  skruszonego. 

Wyciągnął  dłoń  do  Freda,  ale  Fred  zignorował  ten 
pojednawczy gest.

 

-

 

Panie      Ramsgate,    proszę    mi    darować    te 

złe 
maniery. 

-

 

Panie Martell - odparł Fred - dzisiaj po południu 

moja córka została w pańskim sklepie bardzo źle 
potraktowana. 

-

 

To była głupia pomyłka, za którą juŜ przeprosiłem. 

-

 

Dobra, dobra - obruszył się Fred. - Słowa nic 

nie kosztują. Powiada pan, Ŝe to była pomyłka, ale 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

43

 

dlaczego  pański  detektyw  zachował  się tak  brutalnie? 
Powiedziała mi, Ŝe pchnął ją na ziemię, powlókł przez 
pokój, Ŝe potrząsał nią...

 

-  Ten    człowiek      został juŜ    zwolniony    z   

pracy 
- oświadczył Gil. - Działał wbrew moim instrukcjom, 
zapewniam pana o tym. I wbrew metodom panującym 
w naszej firmie.    Miał pannę Ramsgate po prostu 
przyprowadzić do mojego gabinetu. Przesadził w swojej 
gorliwości i poniósł konsekwencje.

 

Gil uśmiechnął się przy ostatnich słowach.

 

-

 

Widzę, Ŝe pana to bawi? - wybuchnęła Caro. 

-

 

AleŜ skąd! - odparł pospiesznie Gil. 

-

 

Pański pracownik zachował się jak zwykły zbir 

i pan dobrze o tym wie! 

Z  trudem  utrzymywał  uśmiech  na  ustach,  patrzył 

na Caro coraz groźniejszym wzrokiem.

 

Po chwili zwrócił się w stronę Freda. Pragnął go za 

wszelką  cenę  udobruchać,  więc  znowu  zmobilizował 
cały swój wdzięk i zaczął mówić gawędziarskim tonem.

 

-  Wie pan przecieŜ, jak to teraz jest - powiedział, jak 

biznesmen do biznesmena. - KradzieŜe sklepowe stają 
się plagą. Musieliśmy na wszystkich piętrach zainstalo 
wać kamery. Monitory są stale obserwowane. Gdyby 
pan zobaczył wideotaśmę z nagraniem spaceru pańskiej 
córki po naszym magazynie, zrozumiałby pan, dlaczego 
wzbudziła podejrzenie moich ludzi. Zachowywała się co 
najmniej dziwnie. Dokładnie jak złodziejka.

 

Przerwał i obrzucił Caro pogardliwym spojrzeniem.

 

-

 

Nie wpadło im do głowy, Ŝe moŜe jest tylko 

szpiegiem przemysłowym. 

-

 

Niech pan nie będzie śmieszny - mruknęła Caro. 

-

 

Jest to jedyne określenie, jakie przychodzi mi do 

głowy - odparł Gil. 

Caro  zacisnęła  zęby  i  poczerwieniała  na  twarzy. 

Nie zamierzała wdawać się z tym człowiekiem w kolej-
ną sprzeczkę i to w obecności jego babki.

 

background image

44 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

Lady Westbrook otworzyła szeroko oczy.

 

-

 

Co to znaczy? O czym    ty mówisz, Gil? Co 

takiego miało miejsce w    naszym    sklepie? Nic   
mi 
o tym nie mówiłeś. 

-

 

To było tylko małe nieporozumienie! - powiedział 

Gil cicho. 

Fred  spojrzał  na  córkę  ostrzegawczym  wzrokiem. 

JeŜeli  rzeczywiście  otwierała  się  moŜliwość  wykupienia 
Westbrooka, to lepiej nie zaskarŜać ich do sądu w tak 
błahej  sprawie,  ale  Caro  była  bardzo  oburzona  tym, 
co  jej  się  przytrafiło.  On  teŜ  był  zły  z  tego  powodu, 
jednakŜe  z  zadowoleniem  stwierdził,  Ŝe  Caro  macha 
ręką,  jak  gdyby  chciała  mu  powiedzieć,  Ŝe  przejęcie 
Westbrooka  uznaje  za  waŜniejsze  od  zemsty  na 
Gilhamie Martellu.

 

-

 

Wszystko zostało juŜ wyjaśnione, lady Westbrook 

- powiedziała. - To było rzeczywiście zwykłe niepo 
rozumienie. Pani wnuk wyjaśnił to i przeprosił mnie. 

-

 

Cieszę się, Ŝe zdecydowała się pani przyjąć moje 

przeprosiny, panno Ramsgate - uśmiechnął się trochę 
ironicznie Gil. - Podejrzewałem, Ŝe zechce się pani 
zemścić, no, ale widzę, Ŝe się myliłem. Jest pani 
bardzo racjonalną osobą. 

-

 

O, tak - zgodził się Fred. - Caroline zawsze była 

bardzo rozsądna. 

-

 

Rozsądna? - Gil Martell zmierzył ją od stóp do 

głów tym swoim przenikliwym, lekko szyderczym 
a zarazem rozbawionym wzrokiem. 

-

 

No, tak, sądzę, Ŝe jest to słuszne określenie jej 

charakteru. 

Caro  poczuła,  jak  rośnie  w  niej  nienawiść  do  tego 

wstrętnego człowieka. Kpił sobie z niej, to było chyba 
jasne.  JakŜe  Ŝałowała,  Ŝe  musi  powstrzymać  swój 
temperament ze względu na obecność lady Westbrook, 
no, i z powodu negocjacji w sprawie tak upragnionego 
przez jej ojca domu towarowego tych ludzi. Zacisnęła

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

45

 

więc zęby i postanowiła nie reagować na prowokację 
Martella.

 

-

 

Pani milczy? - uśmiechnął się Gil i zerknął na 

zegarek. - Muszę juŜ iść, babciu - dodał. - Mam 
waŜne spotkanie. 

-

 

Z kim? - spytała, juŜ udobruchana. 

-  Chyba nigdy o niej nie słyszałaś - odparł krótko. 
Lady Westbrook zmarszczyła brwi. Na jej czole

 

ukazały się dwie głębokie bruzdy.

 

-  A więc z Mirandą? - zapytała.

 

W  odpowiedzi  Gil  rzucił  jej  lodowate  spojrzenie, 

skłonił się lekko przed Caro i skinął głową Fredowi.

 

-  Dobranoc, panno Ramsgate. Dobranoc, panie 

Ramsgate. śyczę miłego wieczoru.

 

Przez  chwilę  Caro  myślała,  Ŝe  odejdzie  nie  poŜe-

gnawszy się z babką, ale pochylił się nad nią i pocałował 
ją w obydwa policzki.

 

-  Dobrej nocy, moja kochana - powiedział i zanim 

zdąŜyła mu odpowiedzieć, zniknął za drzwiami.

 

Lady  Westbrook  wydała  z  siebie  głębokie  wes-

tchnienie.

 

-  To mój jedyny wnuk - szepnęła nie patrząc na 

swoich gości.

 

ś

adne z nich nie zareagowało. Bo i co moŜna było 

powiedzieć.  Mieli  wraŜenie,  Ŝe  stara  pani  na  chwilę 
zapomniała o ich obecności.

 

Podczas obiadu, złoŜonego ze świetnie przyrządzo-

nych dań i pierwszorzędnych win, Caro zastanawiała 
się,  z  kim  teŜ  Gil  mógł  być  umówiony.  Towarzyskie 
kroniki gazet przypisywały mu mnóstwo romansów 
-  z  reguły  z  bardzo  atrakcyjnymi  kobietami.  Ale  to 
naprawdę  nie  była  jej  sprawa.  Sama  nie  rozumiała, 
dlaczego  ją  to  interesuje.  Gil  z  pewnością  nigdy  nie 
będzie  w  niej  widział  kobiety.  Więc  czy  warto  o  nim 
myśleć?  Ale  dręczyła  ją  ciekawość.  Czy  spotka  się 
znowu  z  tą,  jak  jej  tam,  hrabiną?  Czy  hrabia 
miał

 

background image

46 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

powód do bójki z Gilem Martellem? Co za idiotka ze 
mnie, strofowała się w myślach. Muszę się opamiętać 
i przestać o tym myśleć. W drodze do domu Fred 
był w dobrym humorze.

 

-

 

Zobaczysz, Ŝe ona go wydziedziczy - powiedział 

w pewnym momencie. 

-

 

Skąd wiesz? - zdziwiła się Caro. - Tego nie 

powiedziała. To, Ŝe chce sprzedać swoje akcje, nie 
oznacza jeszcze, Ŝe pominie wnuka w testamencie. 

-

 

To oznacza, Ŝe pozbawia go tego, na co za 

pracował sobie przez wiele lat, moje dziecko. Zauwa 
Ŝ

yłaś chyba, jak się zdenerwował. 

-

 

Rzeczywiście. 

-

 

No, widzisz. On wie, Ŝe babka zamierza go 

wydziedziczyć, Ŝe chce mu zabrać firmę. MoŜe nawet 
zostawi mu swoje pieniądze, ale sklepu za nie nie 
odkupi. Straci przedsiębiorstwo, które od lat traktuje 
jak swoje. Jego krewni zbudowali ten gmach, załoŜyli 
pierwszorzędny    dom    towarowy.    Prowadzą    go   
od 
kilku pokoleń. Nie moŜna się dziwić, Ŝe Gil Martell 
jest wściekły. 

Caro spojrzała na ojca ze zdziwieniem.

 

-

 

Mam wraŜenie, Ŝe mu współczujesz. 

-

 

Mam w stosunku do niego jakieś dziwne uczucie 

solidarności    -    uśmiechnął    się    Fred.    -    On   
zrobił 
naprawdę dobrą robotę. Jego ojciec zaniedbał interes, 
Gil Martell przywrócił mu dawną świetność, a teraz 
babka pogniewała się na niego i negocjuje sprzedaŜ 
swojego kontrolnego pakietu akcji, nie pytając go 
nawet o zdanie. O, tak, naprawdę współczuję temu 
człowiekowi. 

-

 

Ale nie zrezygnujesz chyba z kupienia West- 

brooka? 

Pytanie było retoryczne. Caro doskonale wiedziała, 

Ŝ

e jej ojciec nigdy nie odstąpi od swojego zamiaru. śe 

tam,  gdzie  w  grę  wchodzi    biznes,    nie    kieruje   
się

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ
 

X

l

 

osobistymi odczuciami. Czemu więc miałby to zrobić 
w tym przypadku?

 

-

 

AleŜ oczywiście - odparł Fred. - JeŜeli nie ja, to 

kupi    go    ktoś inny.    Dawno    nauczyłem    się 
prostej 
prawdy, Ŝe przy takich transakcjach jak ta, ktoś 
zawsze dostaje po głowie. Nie moŜna się liczyć ze 
wszystkimi niemiłymi konsekwencjami, nieuchronnie 
towarzyszącymi wszelkim interesom. 

-

 

Na pewno masz rację, papo - zgodziła się Caro. 

-  Ale powiedz, czy sądzisz, Ŝe ona to robi z powodu 
tej bójki w nocnym lokalu, opisanej w dzisiejszych 
porannych gazetach?

 

-  To całkiem moŜliwe - zastanawił    się   
Fred.

 

-  Zdawało mi się, Ŝe Martell teŜ to podejrzewa. 
ChociaŜ mogą istnieć inne powody, o których nic nie 
wiemy. MoŜe lady Westbrook potrzebuje gotówki? 
MoŜe chce zainwestować swój kapitał w kogoś innego 
niŜ wnuk? MoŜe jest zadłuŜona? Nie powinno nas to 
obchodzić. Właśnie to miałem na myśli, kiedy mówiłem 
o niemiłych konsekwencjach towarzyszących wszelkim 
interesom. Motywy postępowania lady Westbrook 
nas nie dotyczą. Naszym celem jest przeprowadzenie 
moŜliwie najkorzystniejszej    transakcji    dla   
naszych 
akcjonariuszy. Trzeba przejrzeć księgi Westbrooka, 
zorientować się w sytuacji finansowej firmy, upewnić 
się, czy cena, jakiej Ŝądają, jest uzasadniona. Reszta 
to juŜ nie nasz problem.

 

-  Potrzebna nam będzie współpraca Gila Martella

 

-  zauwaŜyła Caro. - Zupełnie sobie tego nie wyob 
raŜam. A ty?

 

-

 

Twoja ekipa musi tam wkroczyć i przejrzeć ich 

księgi. Trzeba będzie przekonać Martella o koniecz 
ności utrzymywania z nami dobrych stosunków. 

-

 

JuŜ to widzę! 

W dziesięć dni później Caroline siedziała w swoim 

gabinecie i wpatrywała się w stojący na biurku telefon.

 

background image

48 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Przygotowywała się wewnętrznie do rozmowy z Gilem 
Martellem,  zastanawiała  się  nad  tym,  jak  ją  prze-
prowadzić.  Przed  przystąpieniem  do  powaŜnych 
negocjacji  z  firmą  Westbrook  ojciec  pragnął,  by  jego 
fachowcy  zbadali  jej  księgi  rachunkowe  i  sporządzili 
raport  o  jej  sytuacji  finansowej.  JednakŜe  adwokaci 
lady Westbrook dawali niedwuznacznie do zrozumie-
nia, Ŝe Gil Martell robi trudności. Odmawiał wydania 
ksiąg i pomijał milczeniem wszystkie prośby o wpusz-
czenie  Caro  i  jej  zespołu  do  swojego  działu  rachun-
kowości.

 

Cena  rynkowa  akcji  Westbrooka  była  wprawdzie 

wielce zachęcająca i Fred Ramsgate był zdecydowany 
na  wykupienie  kontrolnego  pakietu,  ale  nie  przed 
dokładnym  sprawdzeniem  stanu  finansowego  firmy. 
Chciał  mieć  pewność,  Ŝe  przejmuje  zdrowe  przed-
siębiorstwo za atrakcyjną cenę.

 

-  Porozmawiaj z Martellem osobiście - zwrócił się 

tego ranka do Caro. - Dotychczas działaliśmy przez 
osoby trzecie. Sama do niego zadzwoń.

 

Caro wykręciła odpowiedni numer i połączyła się 

z  sekretarką  Martella.  Chłodny  kobiecy  głos  zawia-
domił ją, Ŝe pan Martell jest w tej chwili na zebraniu. 
Nie, sekretarka nie miała pojęcia, kiedy będzie wolny. 
Raczej  niechętnie  zgodziła  się  zanotować  numer 
telefonu  Caro  i  poprosić  szefa,  Ŝeby  zadzwonił  do 
Caro, jak tylko wróci.

 

Oczywiście tego nie zrobił. Caro zatelefonowała do 

niego  ponownie.  Ten  sam  zimny,  obojętny  głos 
oświadczył jej, Ŝe szefa nie ma w biurze.

 

-  Czy    powie    mu    pani,    Ŝe    sprawa jest   

pilna? 
- zapytała. - WaŜna i pilna?

 

Głos sekretarki zabrzmiał tak, jak gdyby reagowała 

na  bzyczenie  muchy,  która  jakoś  dostała  się  do  jej 
pokoju.  Najprawdopodobniej  miała  ochotę  potrak-
tować interesantkę tak samo jak uprzykrzonego owada.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

49

 

Caro  zaś  miała  nieprzepartą  ochotę  wrzasnąć  na 

nią  i  nauczyć  ją  grzeczności,  ale  powstrzymała  się. 
Nie  mogła  ryzykować,  musiała  być  słodka  i  szalenie 
uprzejma, przynajmniej do chwili uzyskania kontaktu 
z Martellem.

 

Ale Martell nie kwapił się do rozmowy z nią. Caro 

przez  następne  dwa  dni  drzwoniła  w  regularnych 
odstępach  czasu  i  za  kaŜdym  razem  natrafiała  na  ten 
sam  obojętny  głos  sekretarki,  która  załatwiała  ją 
odmownie  z  nie  ukrywaną  przyjemnością.  Jej  szef 
niewątpliwie podzielał jej odczucia. Caro nie miała co 
do tego Ŝadnych wątpliwości.

 

-

 

Dotarłaś do niego? - zapytał ją ojciec trzeciego 

dnia. 

-

 

AleŜ skąd! 

Caroline  wstała  od  śniadania,  przerzuciła  torebkę 

przez ramię i ruszyła ku drzwiom.

 

-

 

Dokąd się wybierasz? 

-

 

Tam, gdzie powinnam się była wybrać dwa dni 

temu. Do jaskini lwa. 

-

 

Powodzenia! - krzyknął za nią Fred. 

Był zadowolony, Ŝe nie musi osobiście rozmawiać 

z tym  młodym arogantem. Czekały  go negocjacje 
z lady Westbrook, uwaŜał więc, Ŝe musi oszczędzać siły.

 

Gdy Caro dotarła do Westbrooka, postanowiła nie 

iść  bezpośrednio  do  gabinetu  dyrektora,  lecz  znowu 
dokładnie  zwiedzić  wszystkie  działy.  Zaczęła  od 
parteru.  Szła  wolnym  krokiem  od  kontuaru  do 
kontuaru,  przenosiła  się  z  piętra  na  piętro  i  robiła 
luźne  notatki.  Zatrzymała  się  w  dziale  kosmetyków, 
gdzie  demonstrowano  jakiś  nowy  produkt,  pozwoliła 
spryskać  się  perfumami,  oferowanymi  po  specjalnej 
cenie,  w  dziale  spoŜywczym  skosztowała  kawałek 
francuskiego sera, na piętrze poświęconym  gospodar-
stwu domowemu obejrzała zestaw niemieckich naczyń 
kuchennych, oglądała prześcieradła i ręczniki, ceramikę

 

background image

50 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

i  szkło,  aparaty  radiowe,  wreszcie  w  dziale  zabawek 
przyjrzała  się  dokładnie  nowemu  elektronicznemu 
robocikowi.

 

Przechadzając  się  powoli  po  piętrze  z  damską 

garderobą,  zauwaŜyła  doskonale  skrojoną  małą  czarną 
sukienkę zaprojektowaną przez jej ulubionego projek-
tanta. Postanowiła ją przymierzyć.

 

Zabrała ją do przymierzalni i właśnie stała w kabinie 

ubrana  tylko  w  staniczek,  rajstopy  i  haleczkę,  kiedy 
ktoś  energicznie  odsunął  kotarę.  Zdumionej  i  za-
skoczonej  Caro  ukazała  się  odbita  w  lustrze  twarz 
Gilhama Martella.

 

-  No, dobra. Co to ma znaczyć? - wyrzucił z siebie 

ze złością.

 

Za Martellem  stała  kierowniczka działu i niemłoda 

klientka,  z  przerzuconą  przez  ramię  suknią.  Caro 
zarumieniia się,

 

-  Proszę zasunąć kotarę! Ludzie na mnie patrzą! 
Gil spojrzał w lustro, zobaczył przyglądające się im

 

kobiety,  ale  zamiast  się  wycofać,  wszedł  do  ciasnej 
kabiny i zasunął za sobą kotarę.

 

-  Proszę    natychmiast    wyjść!    - zaŜądała   

Caro 
i odwróciła się tyłem do intruza.

 

ZauwaŜyła,  Ŝe  Gil  ma  na  sobie  ciemne  wizytowe 

ubranie w cieniutkie szare paski. Rozpięta marynarka 
ukazywała  dobrze  dopasowaną  kamizelkę.  Ten  wy-
tworny  strój  jeszcze  silniej  podkreślał  jego  agresywną 
męskość.

 

-  Nie ruszę się stąd - powiedział stanowczym 

tonem - dopóki nie dowiem się, dlaczego pani nas 
znowu szpieguje.

 

Wpatrywał  się  bezczelnie  w  jej  lustrzane  odbicie. 

Wodził  wzrokiem  po  jej  ciele,  po  krągłych  białych 
piersiach  uwięzionych  w  koronkowych  miseczkach 
stanika,  po  smukłych  udach  obleczonych  cielistymi 
pończochami, po gładkich ramionach, pośladkach

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

5 1

 

unoszących  leciutko  jedwabną  haleczkę.  Pod  naporem 
jego  wzroku  Caro  zaczęła  drŜeć  jak  w  gorączce. 
Ogarnęła  ją  pogarda  dla  samej  siebie.  Dlaczego  ten 
człowiek  tak  na  mnie  działa?  Dlaczego  czuję  się  tak 
strasznie  zaŜenowana?  PrzecieŜ  gdyby  to  była  plaŜa, 
miałabym na sobie znacznie mniej niŜ teraz i nic bym 
sobie nie robiła z jego bezczelnej miny.

 

Chwyciła leŜącą na krześle sukienkę i zakryła się nią.

 

-  Pan nie odpowiada na moje telefony. Musiałam 

wymyślić coś, co zwróciłoby na mnie pańską uwagę

 

-  powiedziała, jak mogła najspokojniej.

 

-  Chciała pani    zwrócić    na    siebie moją 

uwagę? 
Doskonale. Skoro tak bardzo pani na tym zaleŜy...

 

Jedną ręką wyrwał jej suknię, rzucił ją na podłogę, 

a  drugą  powiódł  delikatnie  i  powoli  po  jej  boku,  od 
piersi  aŜ  po  udo.  Nogi  ugięły  się  pod  Caro,  krew 
uderzyła    jej do głowy.

 

Po drugiej stronie kotary rozległy się kroki.

 

-  Proszę mnie puścić! - szepnęła Caro. - Proszę 

stąd natychmiast wyjść! Muszę się ubrać!

 

JakŜe się bała publicznej sceny. Miała jeszcze Ŝywo 

w pamięci tę okropną historię z detektywem wlokącym 
ją przez  cały  magazyn.  Myślała,  Ŝe jeŜeli  Gil dowie 
się, iŜ znowu zjawiła się w jego królestwie, przybiegnie 
i  zaŜąda,  Ŝeby  poszła  z  nim  do  jego  gabinetu.  Nie 
wpadło  jej  do  głowy,  Ŝe  zachowa  się  w  podobny 
sposób.

 

-  Jak pan śmie mnie dotykać! - szepnęła znowu.

 

-  Proszę zabrać ręce!

 

Gil nie odpowiedział, ale teŜ jej nie puścił. Odwrotnie, 

przylgnął całym ciałem do jej pleców i uśmiechał się 
do jej lustrzanego odbicia wyzywającym, pogardliwym 
uśmiechem, połoŜył głowę na jej gołym ramieniu 
i przycisnął swoje chłodne usta do jej gorącej skóry.

 

-  Ma pani piękne ciało - wymamrotał. - Bardzo 

pociągające.

 

background image

52 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Wsunął  rękę  pod  koronkowy  staniczek.  Mimo  woli 

Caro wzdrygnęła się z rozkoszy.

 

Gil obserwował ją dalej w lustrze i z zadowoleniem 

stwierdził,  Ŝe  osiągnął  zamierzony  efekt.  Jej  usta 
rozchyliły się, przymknęła powieki, wstrzymała oddech. 
Uśmiechnął się z dyskretną ironią.

 

-  Niestety, jestem dzisiaj bardzo zajęty. Pani pozwo 

li, Ŝe powrócę do pracy - powiedział i odsunął się.

 

Caro  wyprostowała  się  szybko,  chwyciła  swoją 

suknię i zaczęła się gorączkowo ubierać.

 

Gil przyglądał się jej rozbawionym wzrokiem.

 

-

 

Gdy zobaczyłam pana po raz pierwszy - powie 

działa Caro, odzyskując panowanie nad sobą - zrobił 
pan na mnie bardzo niemiłe wraŜenie. Gdy zobaczyłam 
pana po raz drugi, spodobał mi się pan jeszcze mniej. 
Dzisiaj przekonałam się ostatecznie, Ŝe nie zyskuje 
pan przy bliŜszym poznaniu. Odwrotnie. Jest pan po 
prostu obrzydliwy. Patrzeć na pana nie mogę. 

-

 

To dziwne, bo przed chwilą odniosłem zupełnie 

inne wraŜenie - roześmiał się Martell. - JeŜeli o mnie 
idzie,      to,    owszem,    mogę    na    panią    patrzeć,   
i    to 
z przyjemnością. Szczególnie kiedy jest pani w samej 
bieliźnie. Czy musi pani koniecznie nakładać na siebie 
tę suknię? Ładna    to    pani    nie jest,    ale ma   
pani 
zupełnie niezłą figurę. Całkiem, całkiem! 

-

 

NiechŜe się pan wreszcie zamknie! - obruszyła 

się Caro. - Ludzie słuchają! 

Wyjęła  z  torebki  grzebyk  i  szybko  przeczesała 

włosy.  Z trudem powstrzymywała drŜenie rąk.  śaden 
męŜczyzna jeszcze nigdy tak na nią nie podziałał. Nic 
z tego nie rozumiała.

 

Gil  Martell  odsunął  kotarę,  Caro  przerzuciła  przez 

ramię  czarną sukienkę, po wyjściu  z  kabiny  wręczyła 
ją sprzedawczyni, oświadczyła, Ŝe jej nie kupuje, 
i zastanawiała się nad tym, co teŜ sobie ta dziewczyna 
o  niej    myśli  i  ile  usłyszała  z  tego,  co  działo 
się

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

53

 

pomiędzy  nią  a  Gilem.  Idąc  za  nim  ku  windzie  miała 
wraŜenie, Ŝe wszyscy klienci przyglądają się jej i szepczą 
za jej plecami.

 

Weszli  do  windy  i  bez  słowa  pojechali  na  górę. 

Sekretarka rzuciła Caro lekcewaŜące spojrzenie.

 

-  Było kilka pilnych telefonów - powiedziała do 

Gila. - Zostawiłam notatkę na pańskim biurku.

 

-  Dziękuję. Proszę mnie teraz z nikim nie łączyć. 
Wprowadził Caro do gabinetu, zamknął drzwi,

 

szybkim krokiem podszedł do swojego biurka, usiadł 
za  nim  i  gestem  ręki  wskazał  stojący  naprzeciwko 
fotel. Caro rozsiadła się wygodnie, skrzyŜowała swoje 
długie nogi i z pewnym zaŜenowaniem zauwaŜyła, Ŝe 
Gil przygląda się kaŜdemu jej ruchowi z wielką uwagą.

 

-

 

No więc? - odezwał się. - Czym mogę pani słuŜyć? 

Nawet w doborze słów było coś aroganckiego. 
-

 

Mam dosyć tych głupich Ŝartów... - zaczęła. 

-

 

A ja nie. 

 

-

 

JeŜeli pan sobie wyobraŜa, Ŝe z panem flirtuję, to 

myli się pan - rozgniewała się Caro. 

-

 

No dobrze, moja droga, niech mi pani powie, 

o co pani chodzi, byle szybko. Jestem bardzo za 
pracowanym człowiekiem. 

-

 

Wobec tego niech pan przestanie bawić się moim 

kosztem. I nie udaje, Ŝe nie wie, po co tu przyszłam. 
Dopóki nie przejrzymy waszych ksiąg, nie będziemy 
mogli    podjąć    negocjacji.      Chcę,    Ŝeby    pan   
wyraził 
zgodę na to, bym wraz z moim zespołem ekspertów 
mogła tu spędzić kilka dni i poinstruował swoich 
ludzi, by nam szli na rękę. 

-

 

Dlaczego miałbym się na coś takiego zgodzić? 

- W oczach Gila zgasły iskierki wesołości. 

-

 

Dlatego Ŝe jeŜeli nie zrobi pan tego z własnej 

woli, zmusi pana babka, i to albo drogą perswazji, 
albo przez nakaz sądowy. 

Powiedziawszy to Caro speszyła się nieco. Wiedziała,

 

background image

54 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

Ŝ

e  pozwoliła  ponieść  się  temperamentowi.  GroŜenie 

Gilowi sądem było nonsensem. Gdyby powtórzył jej 
słowa babce, stara pani  mogłaby  wycofać się  z całej 
sprawy.  Opuściła  powieki  i  patrzyła  na  Martella 
spoza  zasłony  swych  gęstych  rzęs.  Zobaczyła,  Ŝe 
zbladł, zacisnął usta i zmarszczył brwi.

 

- No, dobra - powiedział po chwili bezbarwnym 

głosem. - Nasze księgi będą od jutra od godziny

 

dziewiątej  rano  do  waszej  dyspozycji.  Nie  pozwalam 

ich  jednak  wynosić  z  budynku,  kopiować,  czy 
robić  z  nich  notatek.  KaŜę  przydzielić  wam 
odpowiednie pomieszczenie. Czy wszystko jasne?

 

Wszystko jest jasne, pomyślała Caro. Ustąpił, bo 

nie  ma  innego  wyjścia,  ale  postanowił  utrudnić  jej 
pracę.

 

-

 

MoŜe mi pan zaufać - powiedziała spokojnie. 

-

 

Zaufać? Pani? - mruknął Martell. - Czy uwaŜa 

mnie pani za aŜ tak naiwnego? O nie, panno 
Ramsgate, 
nie mam do pani ani do tego rekina, pani ojca, 
nawet 
krztyny zaufania. Dlatego chcę, Ŝebyście pracowali 
tutaj, na moim terenie, pod okiem moich 
księgowych. 
KaŜę wstawić biurko do mojego gabinetu, komputery, 
telefon, wszystko, czego tylko zaŜądacie, ale będę 
was 
ś

ledzić na kaŜdym kroku, w dzień i w nocy. 

Caro  spojrzała  na  niego  zdumionym  wzrokiem, 

przeszedł  ją  lęk.  Poczuła  się  zagroŜona.  Nie  była 
pewna,  czy  znajdzie  siły  na  spędzanie  takiej  ilości 
czasu pod bacznym okiem Gila Martella.

 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

 

Pierwszego dnia Caro nie zetknęła się z nim w ogóle. 

Nie  zjawił  się  ani  na  chwilę  w  swoim  gabinecie.  Jak 
zwykle krąŜył po magazynie, rozmawiał z kierownikami 
działów,  wysłuchiwał  ich  problemów,  decydował 
w setkach spraw. Jego sekretarka w milczeniu sprząt-
nęła papiery z jego biurka, chowając je do szuflad 
i  szafek.  Caro  przyglądała  jej  się  spod  opuszczonych 
powiek. Tamta nie odzywała się ani słowem. Dawała 
jasno do zrozumienia, Ŝe nie ma najmniejszego zaufania 
do intruzów.

 

Większość przedpołudnia Caro i jej eksperci spędzili 

na  rozmowie  z  głównym  księgowym,  który  odnosił 
się do nich z chłodną rezerwą, jak gdyby się obawiał, 
Ŝ

e zarazi się od nich jakimś wirusem. Był to przysadzis-

ty  męŜczyzna  w  średnim  wieku  z  małym  czarnym 
wąsikiem i pruderyjnym uśmieszkiem na ustach. Caro 
traktował  uprzejmie,  lecz  z  dystansem  i  pewnym 
niedowierzaniem.  Z  wyrazu  jego  oczu  moŜna  było 
wnioskować, Ŝe nie mieści mu się w głowie, Ŝe ładna, 
młoda  dziewczyna  moŜe  się  znać  na  rzeczy  tak 
skomplikowanej  jak  rachunkowość.  W  swym  Ŝyciu 
zawodowym  Caro  zetknęła  się  wielokrotnie  z  męŜ-
czyznami tego typu. Nie wierzyli, Ŝe jest kompetentna, 
byli  bowiem  pewni,  Ŝe  zawdzięcza  swe  stanowisko 
pozycji ojca. Gil Martell był z pewnością jednym z nich.

 

Caro  podziękowała  głównemu  księgowemu  za 

pomoc i wraz ze swoimi ludźmi zabrała się na serio 
do wydobycia moŜliwie największej liczby danych ze 
sprawozdań i ksiąg. Miała do tego szczególny talent.

 

background image

56 

STRACH    PRZED    MIŁOŚCIĄ

 

Bezbłędnie  odkrywała  wszelkie  niedociągnięcia,  wszy-
stkie  słabe  punkty  badanego  przedsiębiorstwa.  W  mig 
zorientowała się, Ŝe sporządzenie finansowego profilu 
Werstbrooka nic zajmie jej zbyt wiele czasu.

 

TuŜ  przed  porą  lunchu  zjawił  się  Gil  Martell.  Ale 

tylko  na  chwilę.  Był  uprzejmy  i  chłodny.  Zabrał 
jakieś papiery i wyszedł.

 

Kilka następnych dni przebiegło mniej więcej w ten 

sam sposób. Caro zorientowała się szybko, Ŝe Martell 
rzadko przesiaduje w swoim gabinecie, Ŝe woli osobiście 
załatwiać  sprawy  niŜ  zlecać  je  swoim  podwładnym. 
Poznawszy jego styl pracy, Caro ustaliła sobie własny.

 

O  dwunastej  wypuszczała  swoich  ludzi  na  lunch, 

ale  sama  pozostawała  w  biurze.  Przynosiła  sobie 
z  domu  coś  do  jedzenia.  Pudełeczko  wiejskiego 
serka,  kilka  kawałków  chrupkiego  pieczywa,  jabłko, 
butelkę  wody  mineralnej.  Gil  Martell  szedł  zazwy-
czaj  do  restauracji  z  klientami,  dostawcami  czy 
importerami.

 

Na  czwarty  dzień,  kiedy  Caro  właśnie  spoŜywała 

swój skromny posiłek, Gil zjawił się niespodzianie.

 

-  Czy to cały pani lunch? - zdziwił się. - Czemu 

nie korzysta pani ze stołówki dla personelu? Jest tam 
naprawdę dobre jedzenie.

 

- Wolę przynosić sobie własne.

 

-  Jak pani uwaŜa.

 

Gil  wzruszył  ramionami,  spojrzał  na  nią,  jakby 

szukając  zaczepki,  i  przeszedł  do  swojego  biurka. 
Wyjął jakieś dokumenty z szuflady i zaczął je starannie 
przeglądać.  Caro  równieŜ  próbowała  skupić  się  na 
swojej robocie. Mimo woli przypomniało jej się to, co 
miało  miejsce  w  kabinie  przebieralni,  znów  poczuła 
jego  ręce  na  swoim  ciele,  jego  wargi  muskające  jej 
odsłonięte  ramię.  Zalała  ją  fala  gorąca.  Z  trudem 
panowała  nad  swoim  oddechem.  śeby  tylko  Gil  nie 
domyślił się, co się z nią dzieje.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

57

 

Zadzwonił  telefon.  Caro  wzdrygnęła  się  i  auto-

matycznie sięgnęła po słuchawkę.

 

-

 

Recepcja — rozległ się kobiecy głos.- Jest tu 

hrabina Jurby. Czy mogę ją skierować na górę? 

-

 

Proszę zaczekać - odparła Caro i wskazała ręką 

na stojący przed Martellem drugi aparat. - Do pana. 

-

 

Proszę połączyć mnie z hrabiną - zaŜądał Gil od 

recepcjonistki. 

Zmarszczył  brwi.  Palce  jego  lewej  ręki  zaczęły 

rytmicznie bębnić w blat biurka.

 

-  Po coś    tu przyszła,    u licha? - mruknął   

do 
słuchawki. - PrzecieŜ wiesz, Ŝe Colin wścieknie się, 
jeŜeli się o tym dowie.

 

Caro  z  zainteresowaniem  przysłuchiwała  się  jego 

słowom.  Wiedziała,  Ŝe  rozmawia  z  kobietą,  która 
była powodem bójki w nocnym lokalu, a tym samym 
-  decyzji  lady  Westbrook,  Ŝeby  sprzedać  magazyn. 
Przez  głowę  przebiegało  jej  mnóstwo  pytań.  Czy  Gil 
jest kochankiem tej kobiety? Czy ona zamierza rozwieść 
się i wyjść za niego?

 

Komputer, przy którym pracowała Caro, wydał 

z  siebie  przeciągły  pisk.  Pomyliła  się  paskudnie, 
skasowała całą kolumnę cyfr.

 

Skoncentruj się na tym, co robisz! - nakazała sobie 

surowo. Przestań podsłuchiwać rozmowy, które ciebie 
nie dotyczą!

 

-  Rzucasz go? - krzyknął nagle Gil. - Posłuchaj! 

Nie ruszaj się z recepcji. Zaraz tam będę.

 

OdłoŜył gwałtownym ruchem słuchawkę, zerwał się 

z  fotela  i  pobiegł  ku  drzwiom.  Mijając  biurko  Caro 
zatrzymał się. Poczuła na sobie jego rozgorączkowany 
wzrok, podniosła głowę i powoli uniosła powieki.

 

-  Proszę, Ŝeby pani nie powtarzała zasłyszanych 

w tym pokoju prywatnych    rozmów - powiedział 
przez zaciśnięte zęby.

 

Caro uśmiechnęła się chłodno i rozmyślnie, po to,

 

background image

58 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

by go rozwścieczyć, w ogóle nie zareagowała na jego 
słowa.

 

-

 

Czy pani mnie słyszy? - wrzasnął, rzeczywiście 

wściekły. 

-

 

Słychać pana w całym gmachu. 

-

 

Pracując w moim gabinecie znajduje się pani 

w uprzywilejowanej sytuacji... 

-

 

To był pański pomysł, nie mój - przerwała mu. 

-

 

Pani mi go narzuciła. 

-

 

Niech się pan nie wygłupia! 

-

 

Kobiety zawsze tak postępują. Ładują do podświa 

domości męŜczyzny idee, a potem ci durnie wyobraŜają 
sobie, Ŝe sami je wymyślili. Weźmy chociaŜby Adama 
i Ewę. Adamowi nigdy nie wpadłoby do głowy, Ŝeby 
ugryźć jabłko, gdyby Ewa go do tego nie namówiła. 

-

 

Czy ja pana na coś namawiałam? Nie miałam 

najmniejszej ochoty siedzieć w pańskim gabinecie. 
Mogę się natychmiast z niego wyprowadzić, jeŜeli 
panu przeszkadzam. 

-

 

Nie mówiłem, Ŝe mi pani przeszkadza. - Gil 

skierował swe ciemne oczy na dekolt Caro. Zaczęło 
jej się leciutko kręcić w głowie. - Gdyby tak było, 
dowiedziałaby się pani o tym bardzo szybko - dodał. 

Nastąpiła dłuŜsza cisza. Caro powoli powracała do 

równowagi.

 

-

 

Na razie chciałbym mieć pewność, Ŝe nie powtórzy 

pani ani swojemu ojcu, ani nikomu innemu tego, co 
pani przed chwilą usłyszała, zgoda? - odezwał się 
wreszcie Gil. 

-

 

Pan mnie obraŜa, panie Martell - powiedziała 

Caro stanowczo i spojrzała swoimi jasnymi oczami 
prosto w ciemne oczy Gila. - Nauczyłam się cenić 
dyskrecję w bardzo młodym wieku. Transakcje mojego 
ojca są zwykle tajne. Najmniejszy przeciek mógłby 
okazać się katastrofalny i bardzo kosztowny. Zapew 
niam pana, panie Martell, Ŝe nigdy nie plotkuję. 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

59

 

-  W takim razie jest pani bardzo niezwykłą kobietą 

odparł cynicznym tonem, obrócił się i zaczął się 
oddalać szybkim krokiem.

 

Caro  wodziła  wzrokiem  za  jego  smukłą  elegancką 

sylwetką. 

Porusza 

się 

jak 

młody 

tygrys, 

pomyślała i poczuła suchość w ustach.

 

-  Do zobaczenia - powiedział dziwnie łagodnym 

głosem, w którym    czaiło    się jednak coś   
innego. 
Rozbawienie? Groźba? Caro nie była w stanie się 
zorientować.

 

Jak to się dzieje, zastanawiała się, jak to się dzieje, 

Ŝ

e  pozwalam  mu  się  tak  łatwo  wyprowadzać  z  rów-

nowagi? Chyba dostałam bzika?

 

Martwiło  ją  teŜ,  Ŝe  ten  człowiek  tak  szybko 

zorientował  się,  jak  ona  reaguje  na  jego  sztuczki. 
CzyŜby czytał w jej myślach? CzyŜby odbierali na tej 
samej  długości  fali?  A  moŜe  wszystkie  kobiety  za-
chowywały  się  w  jego  obecności  podobnie  jak  ona? 
Wszystkie  gazety  zafascynowane  były  flirtami  i  ro-
mansami Gilhama Martella, w kaŜdym razie uwaŜa-
ły  je  za  bardziej  interesujące  niŜ  jego  działalność 
zawodowa.  Po  bójce  w  nocnym  lokalu  Caro  naczy-
tała się róŜnych historyjek  z jego przeszłości. A było 
ich  niemało.  JeŜeli  wierzyć  brukowej  prasie,  pan 
Martell  zasługiwał  na  miano  współczesnego  Don 
Juana.

 

No  cóŜ,  pomyślała,  ja  z  pewnością  nie  poszerzę 

grona jego wielbicielek. Zarozumiałość tego człowieka 
jest horrendalna. UwaŜa się na pewno za prawdziwego 
pogromcę  kobiet.  A  one  szaleją  za  nim  podobno 
jeszcze  od  szkolnych  czasów  i  wcale  nie  dlatego,  Ŝe 
j est   bogat y.  Gil   Mart ell   był   po  prost u  j ednym 
z najseksowniejszych męŜczyzn Londynu i doskonale 
o tym wiedział.

 

Caro próbowała powrócić do pracy, ale nie potrafiła 

się skoncentrować. Nie mogła teŜ usiedzieć w miejscu,

 

background image

60 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

toteŜ wędrowała po pokoju wymyślając róŜne zdania, 
które rzuci Gilowi, gdy spotka go następnym razem.

 

Podeszła  do  okna  i  zauwaŜyła,  Ŝe  niepostrzeŜenie 

dla  niej  nadeszła  wiosna.  Niebo  było  błękitne,  słońce 
jasno świeciło, na drzewach ukazały się pąki. Otworzyła 
okno i wpuściła do pokoju wonne, świeŜe powietrze.

 

MoŜe dlatego była tak podenerwowana? To wiosna 

tak na nią wpłynęła. W tym nastroju kaŜdy męŜczyzna, 
a nie tylko Gil podziałałby na nią podobnie.

 

Wiosna jest porą  zdradliwą  i niebezpieczną, powie-

działa sobie. Oderwała oczy od nieba, od wierzchołków 
drzew i spojrzała w dół.

 

I  wtedy  ich  zobaczyła.  Gila  i  hrabinę.  Stali  na 

chodniku  i  rozmawiali,  podczas  gdy  obok  czekała 
czarna  londyńska  taksówka  z  zapalonym  motorem. 
Kierowca  przyglądał  im  się  zza  szyby  i  niecierpliwił 
się.  Caro  niezbyt  wyraźnie  widziała  twarz  kobiety, 
tylko  kaskadę  jasnych  włosów  i  szczupłą  sylwetkę 
otuloną kurtką z norek, narzuconą na czarny kostium. 
Zanim  Miranda  wyszła  za  hrabiego  Jurby,  musiała 
być  modelką.  Miała  odpowiednią  do  tego  figurę. 
Była  wysoka,  płaska,  bardzo  chuda.  Czy  w  takich 
kobietach gustuje pan Martell?

 

Hrabina połoŜyła dłoń na ramieniu Gila i w jasnym 

ś

wietle słońca jej paznokcie rozbłysły lakierem koloru 

krwi. Wspięła się na palce i pocałowała go mocno 
w usta.

 

Caro  odskoczyła  od  okna.  A  więc  plotki  okazały 

się  prawdziwe.  Są  kochankami.  To  nie  ulega  wąt-
pliwości.  Te  spojrzenia,  ta  intymność,  ten  gorący 
pocałunek.

 

A niech sobie będą, myślała Caro. Nic a nic mnie 

to  nie  obchodzi.  Moja  reakcja  na  Gila  Martella  jest 
najwyraźniej  skutkiem  wiosennych  zaburzeń  w  or-
ganizmie. I szybko przeminie.

 

Powróciła do swojego biurka i pochyliła się nad

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

6 1

 

dokumentami. Usiłowała się skupić, ale przez cały 
czas nasłuchiwała kroków Gila.

 

Wreszcie zjawił się w gabinecie. Zatrzasnął za sobą 

drzwi tak głośno, Ŝe Caro aŜ podskoczyła. Podniosła 
głowę i szeroko otworzyła swoje szaroniebieskie oczy.

 

-

 

Ach, to pan - wymamrotała. 

-

 

A kogo się pani spodziewała? - Gil podszedł do 

swojego biurka i opadł cięŜko na fotel. 

-

 

Co za cholerny dzień! - wyrzucił z siebie. - Same 

komplikacje, wszystkie przez kobiety. 

-

 

Jestem pewna, Ŝe świetnie daje pan sobie z nimi 

radę. 

-

 

Co pani powiedziała? 

-

 

Nic. 

-

 

To dobrze, bo nie mam ochoty na słuchanie pani 

komentarzy. 

Caro  z  trudem  powstrzymała  się  od  powiedzenia 

mu,  co  o  nim  myśli,  i  skoncentrowała  się  na  ekranie 
komputera,  na  którym  wyrastały  coraz  to  nowe 
kolumny  danych  i  cyfr.  Powoli  wyłaniał  się  z  jej 
poszukiwań  dość  jasny  obraz  sytuacji  finansowej 
Westbrooka, ale dopiero za dobrych kilka dni będzie 
mogła  przedstawić  ojcu  ostateczny  wynik  swoich 
dociekań.

 

Gil Martell odbył kilka krótkich rzeczowych rozmów 

telefonicznych  z  kierownikami  działów,  po  czym  bez 
słowa  opuścił  gabinet.  Caro  odetchnęła  z  ulgą.  Nie 
potrafiła  ignorować  jego  obecności.  Irytowało  ją  to 
niepomiernie. Od początku swojej zawodowej kariery 
pracowała z męŜczyznami i nic podobnego jeszcze jej 
się nie przytrafiło.

 

O siódmej Martell pojawił się znowu. Magazyn był 

juŜ  zamknięty,  niemal  wszyscy  pracownicy  poszli  do 
domu.  Podobnie  jak  zespół  ekspertów  konsorcjum 
Ramsgate'a. Gdy Gil ją zobaczył, stanął jak wryty.

 

-  Musi pani natychmiast stąd wyjść - powiedział

 

background image

62 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

marszcząc  brwi.  -  Za  pięć  minut  pojawi  się  ekipa 
naszych  goryli  pilnujących  gmachu  nocą.  Będą  bardzo 
ź

li,  jak  panią  zobaczą.  Alarm  automatyczny  włącza 

się  o  siódmej  trzydzieści.  Jest  ustawiony  na  pewne 
parametry.  System  ten  jest  tak  skomplikowany,  Ŝe 
trudno go przestawić. Nawet dla mnie, a cóŜ dopiero 
dla pani. Więc bardzo panią proszę o natychmiastowe 
opuszczenie gmachu.

 

-

 

Chciałam dzisiaj skończyć przegląd działu, nad 

którym pracuję - Caro wyprostowała się i zaczęła 
sobie masować kark. 

-

 

Zostawi    to pani na jutro. - Gil    spojrzał 

na 
zegarek. - Pracuje pani od ósmej rano. Jedenaście 
godzin! Czy płacą pani za nadgodziny? 

-

 

Jestem członkiem rodziny - roześmiała się Caro, 

nagle zrelaksowana. - Nie wpadłoby mi nawet do 
głowy, Ŝeby Ŝądać od ojca dodatkowych pieniędzy. 

-

 

No, to mam nadzieję, Ŝe dostaje pani przyzwoitą 

pensję. 

-

 

Ojciec płaci mi tyle, ile płaciłby kaŜdej innej 

osobie na moim stanowisku. 

-

 

Ale nie za nadgodziny. 

Nie  odpowiedziała.  Nie  chciała  omawiać  z  tym 

człowiekiem swoich osobistych spraw. A on nie nalegał. 
Podszedł  do  niej  i  popatrzył  na  ekran  komputera, 
pokrytego  równiusieńkimi  kolumnami  cyfr.  Ściągnął 
brwi.  Caro  pomyślała,  Ŝe  prawdopodobnie  nie  jest 
mu  w  smak,  Ŝe  oto  obca  osoba  sięga  po  najgłębsze 
tajniki jego finansów.

 

-  To jest właśnie to, co najbardziej interesuje panią 

i pani ojca - wybuchnął nagle Gil. - Cyfry, kalkulacje, 
księgi handlowe, rachunek zysków i strat. Myślicie 
wyłącznie    o      robieniu    pieniędzy,      o   
powiększaniu 
kapitału. To mnie doprowadza do szału! Czy pani nie 
rozumie, Ŝe stare przedsiębiorstwo rodzinne znaczy 
więcej niŜ suma przynoszonych przez niego zysków?

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

ft.ł

 

-

 

Wiem, wiem - odezwała się Caro. - Pana rodzina 

zaczynała od zera, powoli budowała firmę i dlatego 
nie chce pan, Ŝeby przeszła w obce ręce... 

-

 

Nie o to chodzi. Mam na myśli ludzi, pracow 

ników, którzy są z nami związani od najmłodszych 
lat. Niektórzy pochodzą z rodzin, które od pokoleń 
nie pracowały dla nikogo innego. Poświęcili firmie 
kawał Ŝycia, tak samo jak mój dziadek i ojciec. 

-

 

Trudno    to    porównywać -    powiedziała   

Caro 
szorstko. - Mogę zrozumieć, Ŝe panu zaleŜy na waszym 
magazynie. Ale pańskim urzędnikom? Oczywiście, Ŝe 
chodzi im o utrzymanie posad, ale na pewno obojętne 
jest im to, jak nazywa się właściciel. Byleby otrzymywali 
swoje pensje. 

-

 

Tak pani uwaŜa? śe im chodzi wyłącznie o pensje? 

Nie docenia ich pani. To nie jest nawet sprawa 
lojalności wobec mnie czy mojej rodziny. Ci ludzie 
chcą, Ŝeby ten magazyn prowadzony był w pewien 
sposób, na zasadach, do których są przyzwyczajeni. 
Czują się jego częścią, szczególnie ci, którzy są z nami 
od wielu lat i zamierzają pozostać do emerytury. 

-

 

A pan oczywiście zawsze zasięga ich opinii przed 

kaŜdą decyzją - uśmiechnęła się Caroline sarkastycznie. 

-

 

Mamy komitet zakładowy, w którym reprezen 

towane są wszystkie działy. Wysłuchujemy jego sugestii 
i bierzemy je z reguły pod uwagę. To jest doskonały 
układ. Nasi pracownicy miewają pomysły, o jakich 
nam    się nawet nie śniło.    JeŜeli wprowadzamy 
je 
w Ŝycie i dają rezultaty, projektodawcy otrzymują 
premię. Ja wdroŜyłem ten system. No i udało mi się 
postawić na nogi podupadającą firmę i zainteresować 
załogę walką o jej    rentowność.    Niektórzy z 
nich 
zamiast premii woleli akcje. ZauwaŜyłem, Ŝe młodzi 
ludzie biorą gotówkę, starsi raczej akcje. Zaproponuję 
pani coś. Zamiast ślęczeć nad cyframi z komputera, 
niech się pani przejdzie ze mną po gmachu i poroz- 

background image

64 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

mawia  sobie  z  niektórymi  z  naszych  pracowników. 
W  ten  sposób  zorientuje  się  pani,  jakie  jest  to  nasze 
przedsiębiorstwo.  Czym  jest  Westbrook  dla  ludzi, 
którzy w nim pracują.

 

-

 

To mi nie jest potrzebne! - odparła Caro, dość 

zdziwiona jego potokiem słów, ale wciąŜ dotknięta 
jego oskarŜeniem o merkantylność. - Wychowałam 
się w kręgu domów towarowych podobnie jak pan. 
Mój ojciec wciąŜ jeszcze dostaje kartki świąteczne od 
ludzi, którzy pracowali w naszym pierwszym rodzin 
nym magazynie. Zna ich od najmłodszych lat, są to 
dla niego juŜ nie    tylko    dawni    pracownicy,   
ale 
przyjaciele. Mój ojciec nauczył mnie, Ŝe Ŝadna firma 
nie rozwinie się w kwitnący interes, jeŜeli pracownicy 
nie lubią szefa i nie ufają mu. 

-

 

Pani cytuje swojego ojca, jak gdyby był Bogiem 

-  odparł Gil Martell szyderczo.

 

Caro  zarumieniła  się,  ale  w  tej  samej  chwili 

zauwaŜyła  kątem  oka  cień  ludzkiej  postaci  za  oszk-
lonymi drzwiami i zrezygnowała z odpowiedzi.

 

-

 

Tam ktoś stoi - szepnęła. - I podsłuchuje. 

Rozległo się pukanie do drzwi. 
-

 

Proszę wejść! - zawołał Gil. 

Do gabinetu wsunął się umundurowany straŜnik.

 

-  Dobry    wieczór,      panie    Martell      -   
powiedział.

 

-  Dobry wieczór pani.    Przepraszam,    Ŝe 
państwa 
nachodzę,    ale za    dziesięć minut włączy    się   
auto 
matyczny alarm. JeŜeli państwo chcą pracować do 
późna, to proszę mnie wezwać. Będę musiał eskor 
tować państwa do wyjścia. Proszę o tym nie zapom 
nieć.

 

-  JuŜ wychodzimy - Gil uspokoił podejrzliwie nań 

spoglądającego straŜnika. - Proszę wyłączyć komputer, 
panno Ramsgate - zaŜądał i Caro zmuszona była go 
posłuchać.

 

Zrobiła to, starannie ułoŜyła dyskietki, rachunki

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

65

 

i papiery w szufladzie i przekręciła klucz w zamku 
Wszystko to pod czujnym okiem obydwu męŜczyzn.

 

StraŜnik  odprowadził  ich  do  windy.  Szli  pustym 

korytarzem  pustego  gmachu,  który  po  całodziennej 
krzątaninie wydawał się wręcz niesamowicie cichy 
i jakoś dziwnie groźny.

 

Wchodząc do windy, Caro wzdrygnęła się lekko.

 

-

 

Zimno pani? - zainteresował się Gil i spojrzał 

badawczym wzrokiem na jej kostiumik z lekkiej szarej 
dzianiny, który mocno przylegał do jej ciała i moŜe 
nieco za bardzo podkreślał zarys piersi. - Bardzo 
pani do twarzy w tym kolorze - dodał - ale moŜe 
przydałby się płaszcz. 

-

 

Kiedy rano wychodziłam z domu, było całkiem 

ciepło. 

-

 

Mamy wprawdzie kwiecień, ale jeszcze daleko 

do prawdziwej wiosny.    No,    nic.    W   
samochodzie 
włączymy ogrzewanie. 

Caro  uświadomiła  sobie,  Ŝe  miała  zadzwonić  po 

taksówkę. Zirytowało ją to.

 

-

 

Na ogół jeŜdŜę kolejką podziemną albo auto 

busem. Nasz dom jest w odległości dziesięciu minut 
od naszego biura. Nie warto wyciągać samochodu 
z garaŜu. Zamierzałam wezwać taksówkę, bo rzeczy 
wiście zrobiło się późno, ale zapomniałam. To nic, 
na pewno uda mi się zatrzymać jakąś przejeŜdŜają 
cą. 

-

 

Podwiozę panią - powiedział Gil jakby mimo 

chodem. 

CzyŜby podejrzewał, Ŝe sobie tego Ŝyczę, pomyślała 

Caro ze złością.

 

-

 

Bardzo dziękuję, ale dam sobie radę - odparła 

chłodno. 

-

 

To nonsens. Jadę w pani kierunku. 

Gdy wyszli  z  windy, ujął ją lekko pod łokieć 

i skierował ku bocznemu wyjściu, strzeŜonemu przez

 

background image

66 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

innego umundurowanego straŜnika. Gil Martell skinął 
mu głową na poŜegnanie.

 

-  Dobranoc - powiedział.

 

Drzwi  zamknęły  się  za  nimi,  jeszcze  zanim  zrobili 

dwa kroki.

 

TuŜ  przed  wyjściem  stał  błyszczący  czarny 

rolls--royce  i  zanim  Caro  zdąŜyła  rozejrzeć  się  za 
taksówką, Gil posadził ją na miejscu obok kierowcy i 
zamknął za nią drzwiczki wozu.

 

Ruszyli przez rzęsiście oświetlone ulice centralnego 

Londynu  ku  dzielnicy  Regents  Park,  z  jej  pięknymi 
skwerami 

okolonymi 

jednakowej 

wysokości 

patryc-juszowskimi domami.

 

-

 

Proszę zapiąć pas! - odezwał się Gil, gdy wjeŜdŜali 

na jasno oświetloną Baker Street. Caro zapomniała 
wykonać ten automatyczny gest. Był to najlepszy 
dowód jej fatalnego stanu nerwów. DrŜącymi rękami 
usiłowała zapiąć klamrę pasa, ale w Ŝaden sposób nie 
mogła tego zrobić. Gil przyglądał jej się przez chwilę 
kątem oka, potem przechylił się i jednym szybkim 
ruchem wykonał ten prosty manewr. Caro poczuła 
w nozdrzach dyskretny zapach męskiej wody kolońs- 
kiej.    Zalała ją fala poŜądania, więc odsunęła 
się 
gwałtownie. Co się ze mną dzieje, pomyślała z rozpaczą. 

-

 

Czy pani zawsze tak się boi męŜczyzn? - zapytał 

Martell patrząc na nią podczas postoju na czerwonym 
ś

wietle. 

-

 

Pana na pewno nie! 

-

 

Więc dlaczego wzdryga się pani jak poraŜona 

prądem, ilekroć się do niej zbliŜam? 

-

 

Nic podobnego! 

Roześmiał  się  głośno  i  przysunął  się  do  niej. 

Bezwiednie  odchyliła  się  w  tył  i  zesztywniała.  Krew 
zaczęła mocniej pulsować w jej skroniach i krtani.

 

-  Światła się zmieniły! - wykrztusiła z siebie. 
Gil znowu się roześmiał.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

67

 

-  Co za ulga! Cudem uratowana przez światła 

drogowe!

 

Skoncentrował się jednak  na  prowadzeniu i  samo-

chód znów gładko sunął szeroką ulicą.

 

Caro patrzyła prosto przed siebie. Była zła zarówno 

na siebie, jak i na Gila Martella. Nie była tak naiwna, 
by  wyobrazić  sobie,  Ŝe  podoba  się  temu  ulubieńcowi 
dam.  Wiedziała,  Ŝe  nie  jest  kobietą  pociągającą 
seksualnie.  Jeszcze  jako  młoda  dziewczyna  nauczyła 
się  Ŝyć  z  tą  prostą  prawdą,  Ŝe  jedynym  powodem,  dla 
którego męŜczyzna mógłby zainteresować się jej osobą, 
jest  fortuna  jej  ojca.  A  juŜ  szczególnie  męŜczyzna 
pokroju  Gila  Martella,  który  mógł  przebierać  w  ko-
bietach jak w ulęgałkach.

 

Podobały mu się dziewczyny w typie hrabiny Jurby 

- jasnowłose, zawadiackie, ubrane według najnowszej 
mody,  o  szczupłych  chłopięcych  figurach.  śartował 
sobie  z  niej  od  kilku  dni,  chociaŜby  tak  jak  przed 
chwilą,  uŜywając  swojego  seksapilu,  jako  broni 
przeciwko niej i ojcu, a ona dała poznać po sobie, Ŝe 
nie pozostaje obojętna na jego sztuczki.

 

Jechali  teraz  wzdłuŜ  wysadzanych  drzewami  ulic 

dzielnicy Regents Park. Z ciemnego parku o tej samej 
nazwie,  w  którym  znajdowało  się  niewielkie  zoo, 
dochodziły  przytłumione  zwierzęce  głosy,  groźne,  ale 
zarazem  dziwnie  Ŝałosne.  Caro  wzdrygnęła  się  mimo 
woli. Zdawało jej się, Ŝe jest w nich echo jej własnych 
odczuć.

 

Minęli  rezydencję  lady  Westbrook  i  znajdowali  się 

juŜ  w  niewielkiej  odległości  od  domu  Ramsgate'ów, 
kiedy  Gil  gwałtownie  nacisnął  hamulec.  Opony 
zapiszczały, Caro rzuciło gwałtownie w przód. Gdyby 
nie pasy, z pewnością rozbiłaby sobie głowę o szybę.

 

-  Co pan, u licha, wyprawia? - krzyknęła.

 

Gil  milczał.  Wbił  wzrok  w  stojący  na  podjeździe 

domu babki samochód. Był to czerwony porsche.

 

background image

68 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-

 

Czy coś nie tak? - zainteresowała się Caro. 

-

 

To wóz Mirandy - mruknął niecierpliwie. - Ka 

załem jej pojechać do swojej matki. Nie rozumiem, 
dlaczego mnie nie posłuchała.    JeŜeli Colin ją 
tu 
znajdzie, zabije nas oboje. 

-

 

To byłoby nawet niezłe wyjście z sytuacji - po 

wiedziała złośliwie Caro. 

-

 

Po diabła przyjechała do babki? - Gil był wyraźnie 

zaszokowany. - I dlaczego ona nie wyrzuciła jej za 
drzwi? 

-

 

MoŜe lady Westbrook zaprosiła ją na kolację? 

- zauwaŜyła    Caro    niby    to    obojętnym,      ale   
dość 
sarkastycznym tonem. 

Tym razem Gil spojrzał na nią uwaŜnie.

 

-

 

To chyba niemoŜliwe - odparł. - Babka nie 

cierpi Mirandy. 

-

 

Niech mnie pan odwiezie do domu. Jest późno, 

a ja jestem głodna. 

-

 

Głodna? 

-

 

I to bardzo. Poza tym mój ojciec wymaga, Ŝeby 

kolacja była podana punktualnie o ósmej, a jest juŜ 
pięć minut po. Więc będę panu wdzięczna... 

Urwała  w  pół  zdania,  gdyŜ  Gil  energicznie  zapalił 

motor, lecz zamiast ruszyć naprzód, cofnął się i skręcił 
na  podjazd  domu  babki.  Zatrzymał  się  tuŜ  za 
czerwonym porsche.

 

-

 

Co pan robi? - zdziwiła się Caro. 

-

 

Zabieram panią na kolację do babki - poinfor 

mował ją, wysiadł, obszedł wóz i otworzył przed nią 
drzwiczki. 

-  Mowy nie ma. Niech pan nie będzie śmieszny... 
Gil wsunął głowę do środka samochodu, sięgnął

 

w głąb i odpiął pas Caro tak zręcznie, Ŝe nawet jej nie 
dotknął.

 

-

 

Proszę za mną! - zaŜądał. 

-

 

Nic z tego. Proszę mnie odwieźć do domu! 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

 

Gil objął obiema rękami jej talię i mimo Ŝe broniła 

się, wyciągnął ją siłą z wozu.

 

-

 

Nie dam się zaciągnąć do domu! - krzyknęła Caro. 

-

 

A ja mówię, Ŝe tak. 

-

 

Nie zmusi mnie pan! 

-

 

A właśnie, Ŝe zmuszę! 

Gil  nie  puszczał  jej.  Ściskał  jej  wąską  talię  tak 

mocno, Ŝe zabrakło jej tchu, ale jednocześnie ogarnęła 
ją  fala  ciepła  i  jakaś  nie  znana  jej  dotąd  dziwna 
bezwolność.  Przez  moment  miała  przemoŜną  chęć 
całkowicie poddać się temu nowemu uczuciu.

 

-  Nieznośna z pani kobieta. - Gil spojrzał na nią 

z niechęcią.

 

Zamiast  się  obrazić,  ucieszyła  się.  Przynajmniej 

mnie  nie  ignoruje,  pomyślała.  Przedtem  nawet  nie 
słyszał,  co  do  niego  mówię,  a  w  najlepszym  razie 
drwił sobie ze mnie.

 

-

 

A z pana nieznośny męŜczyzna - odpowiedziała 

po krótkiej chwili. 

-

 

Czy pani zawsze musi mieć ostatnie słowo? 

-  W kaŜdym razie nie pozwalam, by mi dokuczano! 
Drzwi domu lady Westbrook otworzyły się nagle

 

i szeroki strumień Ŝółtego światła przeciął ciemności. 
Carol zdrętwiała. Zdała sobie sprawę, Ŝe sylwetki jej 
i  Gila  muszą  się  ostro  rysować  na  tle  błyszczącej 
czarnej  karoserii  rollsa.  CzyŜby  babka  Gila  wyszła 
przed  próg,  by  powitać  wnuka?  A  moŜe  była  to 
hrabina Jurby? Caro juŜ obracała się w stronę drzwi, 
by zobaczyć, kto w nich stoi, ale zanim to zrobiła, Gil 
pochylił  się  nad  nią  i  przycisnął  gorące  wargi  do  jej 
wpółotwartych ust.

 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

 

Caro  była  tak  zaskoczona,  Ŝe  nie  zdołała  go  ani 

odepchnąć, ani spoliczkować. JakŜe później Ŝałowała, 
Ŝ

e tego nie zrobiła, ale przecieŜ nie miała najmniejszej 

szansy.

 

Całował  ją  brutalnie.  Obracał  ją  w  swych  silnych 

rękach  jak  lalkę,  przyciskał  do  siebie  z  całej  mocy. 
Jego  pierś  unosiła  się  i  opadała  jak  po  szaleńczym 
biegu,  czuła  jego  muskularne  udo  pomiędzy  swoimi 
udami,  jego  łapczywe  wargi  na  swoich.  Słodycz 
zmieszana  z  udręką.  Była  nagle  słaba  i  bezbronna, 
więc  zamknęła  oczy  i  zapadła  się  w  rozkoszną 
ciemność, gdzie nic juŜ nie miało znaczenia poza tym 
szaleńczym całowaniem.

 

Kiedy Gil wreszcie oderwał się od niej, Caro zadygo-

tała jak w gorączce. Oparła się o niego, Ŝeby nie upaść, 
bała się, Ŝe nogi odmówią jej posłuszeństwa, Ŝe padnie 
do  jego  stóp  tak  jak  wtedy,  gdy  zobaczyła  go  po  raz 
pierwszy. Jednocześnie narastała w niej złość. Chciała 
krzyczeć, bić go, bo czuła, Ŝe w gruncie rzeczy bawi się 
nią, Ŝe całował ją w jakimś jemu tylko wiadomym celu, 
w jakiejś swojej sprawie. Ale w jakiej? I dlaczego?

 

Nagle Gil obrócił się w stronę drzwi domu i wydobył 

z siebie dość sztuczny śmiech.

 

-  Ach,  to  ty,  Mirando!  Co  tu  robisz?  -  zawołał, 

niby to zaskoczony.

 

Caro  zrozumiała  wszystko.  Całował ją  wyłącznie 

na  złość  hrabinie.  MoŜe  byli  pokłóceni?  MoŜe  chciał 
wzbudzić w niej uczucie zazdrości? Wszystko to było 
zwykłą grą, a ona, Caro, odgrywała rolę pionka.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

7 I

 

Smukła blondynka uśmiechnęła się do Gila promien-

nie. Brylanty w jej kolii i kolczykach sypnęły iskrami. 
Mimo  to  widać  było,  Ŝe  miota  nią  złość.  Gil  osiągnął 
swój cel.

 

-  Próbowałam się dodzwonić do ciebie, kochanie 

- powiedziała. - Nie było cię jednak ani w domu, ani 
w biurze, więc skomunikowałam się z twoją babką, 
a ona zaprosiła mnie na kolację. Powiedziała, Ŝe ty 
takŜe będziesz. Czekamy na ciebie od niepamiętnych 
czasów. Starsza pani jest bardzo niezadowolona, mój 
drogi. JakŜe moŜna się tak spóźniać?

 

Miranda  zachowywała  się  tak,  jak  gdyby  Caro 

była  niewidzialna.  Ta  obróciła  się  i  juŜ  chciała 
piechotą  ruszyć  do  domu,  który  znajdował  się  w  od-
ległości  zaledwie  kilku  minut  szybkiego  marszu,  ale 
Gil  chwycił  ją  za  ramię,  przyciągnął  do  siebie  i  objął 
mocno w talii.

 

-  Mirando - powiedział. - Nie jestem pewny, czy 

znasz Caroline Ramsgate.    Caro,    przedstawiam   
ci 
hrabinę Jurby.

 

Panie  spojrzały  na  siebie  jak  gdyby  poprzez  bez-

kresne wody oceanu. śadna nie poruszyła się ani nie 
uśmiechnęła.

 

Gil  Martell  uśmiechnął  się.  Był  najwyraźniej  roz-

bawiony. Caro miała ochotę kopnąć go, podrapać.

 

-

 

Babka zapewne mówiła ci o tym, Ŝe ojciec panny 

Ramsgate być moŜe przejmie naszą firmę - zwrócił 
się do Mirandy. 

-

 

Ach, więc ona jest córką tego człowieka. - Miran 

da uniosła brwi. - Rozumiem. Powinniśmy być dla 
niej bardzo mili, nieprawdaŜ? 

-

 

Caro zje z nami kolację - oświadczył Gil. 

-

 

Twoja babka nic o tym nie mówiła. 

Caro juŜ chciała otworzyć  usta,  Ŝeby  powiedzieć, 

Ŝ

e  nie  przyjmuje  zaproszenia,  kiedy  Gil  pchnął  ją 

lekko w stronę drzwi. Ukazała się w nich teraz ta

 

background image

72 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

sama niska, pulchna kobieta, którą Caro poznała 
w czasie pierwszej wizyty u lady Westbrook.

 

-

 

Dobry wieczór, Susan - zwrócił się do niej Gil. 

- Pamięta pani pannę Ramsgate. Była tu z ojcem 
w zeszłym tygodniu. Zaprosiłem ją na kolację. Czy 
mamy coś dobrego? 

-

 

Niestety, nic specjalnego - zdenerwowała    się 

Susan. - Jest melon z szynką, a potem zapiekanka 
z kury i mus kawowy... Trzeba mnie było uprze 
dzić. Nie jestem pewna, czy wystarczy tego na pięć 
osób. 

-

 

Wszystko będzie na pewno pyszne - odparł Gil, 

rzucając    gospodyni jeden    ze    swoich   
czarujących 
uśmiechów. - Panna Ramsgate jest na pewno na 
diecie. Prawda, Caro? Wszystkie kobiety są na jakiejś 
diecie. Przynajmniej od czasu do czasu. 

Miranda z ironicznym uśmieszkiem zmierzyła lekko 

tu  i  ówdzie  zaokrąglone  kształty  rywalki,  dając  do 
zrozumienia, Ŝe znacznie wyŜej ceni sobie swoją modną 
chudą figurę, co wyraźnie zaambarasowało Caro.

 

-  Na pewno damy sobie radę. Ja zrezygnuję z musu 

i zjem na deser kawałek sera - oświadczył Gil. - A ty, 
Susan, pospiesz się i połóŜ jeszcze jedno nakrycie na 
stół.

 

Susan,  która  pełniła  obowiązki  kogoś  w  rodzaju 

gospodyni  domu  i  damy  do  towarzystwa  lady  West-
brook,  przyzwyczajona  była  widać  do  aroganckich 
komend  wnuka swojej chlebodawczyni,  gdyŜ  natych-
miast  udała  się  w  głąb  domu.  Gil  zaś  zaprowadził 
Caro do duŜego salonu, umeblowanego z wiktoriańską 
elegancją i ozdobionego gobelinami i grubymi dywa-
nami.  Przed  palącym  się  kominkiem  siedziała  lady 
Westbrook.  Mimo  wiosennej  pogody  jej  ramiona 
otulał  kaszmirowy  szal.  Spojrzała  na  Caro  nieco 
zdziwionym wzrokiem.

 

-  Babciu, pozwól - odezwał się szybko Gil - Caro

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

/  \

 

pracowała w moim gabinecie przez cały dzień. Zrobiło 
się późno, pomyślałem, Ŝe jest na pewno głodna, więc 
przyprowadziłem ją na kolację.

 

Lady Westbrook wyciągnęła do Caro białą dłoń.

 

-

 

JakŜe mi miło. Droga Caroline, mam nadzieję, 

Ŝ

e Gilham idzie pani we wszystkim na rękę. 

-

 

Robię, co mogę - uśmiechnął się Gil i spojrzał 

znacząco na Caro. 

Lady Westbrook zdawała się nie zauwaŜać ironicz-

nego  tonu  głosu  wnuka  ani  rumieńca,  jakim  spłonęła 
Caroline.

 

-  NiechŜe pani    siada    obok    mnie,    moja   
droga

 

-  powiedziała    wskazując    na    fotel.    -    Proszę   
mi 
opowiedzieć, jak    pani    idzie robota.    A    moŜe 
nie 
powinnam o to pytać?

 

-  Jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków

 

-  odparła Caro. - Zanim sporządzimy raport, minie 
jeszcze trochę czasu.

 

Miranda przysłuchiwała się tej rozmowie z rosnącym 

zdziwieniem.

 

-

 

O jaki raport chodzi? - zapytała wreszcie. 

-

 

Caro jest ekspertem z dziedziny finansów i księgo 

wości - wytłumaczył jej Gil. 

-

 

Księgowa? - skrzywiła się Miranda. - TeŜ mi 

zajęcie dla kobiety. 

-

 

No cóŜ,    ten    zawód juŜ    dawno przestał 

być 
monopolem męŜczyzn. A pani, o ile się nie mylę, była 
przed wyjściem za mąŜ modelką, nieprawdaŜ? - zapy 
tała Caro. 

-  Przestałam pracować dopiero dwa lata temu. 
Caro wzruszyła ramionami.

 

-  Kiedyś    kobiety    nie    miały    wielkiego   

wyboru. 
Pozwalano im uczyć dzieci, pielęgnować chorych, 
pracować w teatrze, w biurach. Ale dzisiaj jest zupełnie 
inaczej. Wszystkie zawody stają przed nami otworem. 
Trzeba tylko coś umieć i chcieć.

 

background image

74 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-

 

Mimo to nie wyobraŜani sobie kobiety, która nie 

wolałaby być modelką niŜ księgową - wtrącił się Gil. 

-

 

Masz rację, kochanie - roześmiała się Miranda. 

Do pokoju wpadła lekko  zdyszana  Susan i  oświad-

czyła, Ŝe podano do stołu. Gil pomógł babce wstać 
z  fotela,  wziął  ją  pod  rękę  i  ruszył  z  nią  do  jadalni. 
Caro  pomyślała  sobie,  Ŝe  mimo  iŜ  lady  Westbrook 
postanowiła sprzedać ich dom towarowy bez zasięgania 
jego opinii, kochała swojego wnuka, a on odwzajemniał 
jej się wielkim przywiązaniem.

 

W  czasie  kolacji  Miranda  otwarcie  flirtowała 

z  Gilem.  Patrzyła  na  niego  wielkimi  zakochanymi 
oczami, uśmiechała się zalotnie i całkowicie ignorowała 
Caro. Ta siedziała w ponurym milczeniu, jadła mało 
i marzyła o tym, Ŝeby być gdzie indziej. Nie rozumiała, 
jak to się stało, Ŝe dała się namówić na tę kolację. 
I dlaczego Gilowi tak zaleŜało na jej obecności. I na 
ile powaŜny był jego flirt z piękną hrabiną Jurby.

 

-

 

Zamieszkałam w Savoyu - oświadczyła w pewnym 

momencie Miranda. Gil właśnie dolewał do jej kieliszka 
pysznego białego wina z piwnicy babki i spojrzał na 
nią ze zdumieniem. 

-

 

No cóŜ, kochanie - powiedziała szybko. - PrzecieŜ 

zalecałeś mi przeniesienie się na neutralny grunt. 
Pomyślałam, Ŝe najlepszy będzie hotel. Napisałam do 
Colina kartkę z adresem i połoŜyłam ją w holu na 
stoliku. śeby nie mógł potem mówić, Ŝe nie wie, 
gdzie jestem. Wynajęłam sobie piękny apartament. 
W sypialni jest łoŜe z baldachimem, przez okna widać 
Tamizę i drzewa całe w pąkach.    Sam zobaczysz. 
Londyn jest wspaniały wiosną, nieprawdaŜ? 

Lady Westbrook wyprostowała się w swoim fote-

lu  i  spojrzała  na  Mirandę  ze  zgorszeniem  i  konster-
nacją.

 

-  Co ty opowiadasz, Mirando? CzyŜbyś porzuciła 

swojego męŜa?

 

background image

STRACH PRZED MH.OŚCIĄ 

75

 

-  Niestety tak. CóŜ innego mogłam zrobić? Po tej 

okropnej scenie w publicznym lokalu?

 

Spojrzała  na  starszą  panią  szeroko  otwartymi, 

niewinnymi jak u dziecka oczami.

 

-

 

To    tylko pogorszy sprawę!    - mruknęła 

lady 
Westbrook. 

-

 

Pani nie wie, co ja przez niego przeszłam! Gil jest 

moim świadkiem. Proszę go zapytać. Colin nie pierwszy 
raz upokorzył mnie w obecności obcych ludzi. Ale to 
się więcej nie zdarzy. 

-

 

Nie mówmy o tym przy kolacji - obruszył się Gil 

i Miranda opuściła swoją jasną głowę na jego ramię 
i    spojrzała    mu      rozkochanym      wzrokiem    w     
oczy. 
Uosobienie kobiecości! 

-

 

Jak kaŜesz, kochanie! - szepnęła. 

Lady  Westbrook  spojrzała  na  hrabinę  Jurby,  jak 

gdyby  miała  ochotę  dać  jej  dobrego  klapsa.  Caro 
czuła to samo, lecz zamiast tego spoŜywała łyczkami 
swoją porcyjkę kawowego musu.

 

Po posiłku, który był najwyraźniej obliczony nie na 

pięć, lecz na trzy osoby, podano jeszcze sporą tacę 
z  wyjątkowo  smacznymi  serami,  po  czym  lady 
Westbrook  zaprowadziła  swoich  gości  na  kawę  do 
salonu.

 

Gil  nie  pozwolił  Susan  dźwigać  cięŜkiej  srebrnej 

tacy,  sam  podjął  się  rozlewania  kawy  i  obsypał 
towarzyszkę  babki  licznymi  komplementami  za  jej 
kunszt kulinarny.

 

Caro  obserwowała  go  uwaŜnie.  Jaki  potrafił  być 

miły, gdy chciał. Ile czułości, ile sympatii było w jego 
stosunku  do  babki.  Nie  powinno  jej  to  było  dziwić. 
Ludzie  nie  są  jednoznaczni.  W  kaŜdym  człowieku 
tkwią  całe  pokłady  róŜnych  uczuć.  Gilham  Martell 
był  człowiekiem  niezwykle  skomplikowanym  i  Caro 
zaczynała sobie z tego zdawać sprawę.

 

Właśnie kończyli pić kawę, kiedy rozległ się gwał-

 

background image

76 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

towny dzwonek u drzwi. Miranda wyprostowała się 
w krześle i szeroko otworzyła swoje błękitne oczy.

 

-

 

Colin! 

-

 

Dlaczego pani sądzi, Ŝe to moŜe być pani mąŜ? 

-  zdziwiła się lady Westbrook.

 

Gil podniósł się powoli  z  fotela i ostro spojrzał na 

Mirandę.

 

-

 

Podobno napisałaś mu, Ŝe jesteś w Savoyu. Więc 

dlaczego miałby przychodzić do nas? 

-

 

Nie mam    pojęcia...    nie gniewaj    się na   

mnie 

— 

wymamrotała Miranda.

 

Caro pomyślała, Ŝe powinna współczuć tej kobiecie, 

ale zachowanie tamtej było zbyt teatralne, Ŝeby mogło 
być  prawdziwe.  Wbrew  własnej  woli  wydawała  się 
raczej rozbawiona niŜ przeraŜona.

 

-

 

Przyznaj się, Mirando, Ŝe zawiadomiłaś go, iŜ 

jesteś tutaj? No, mów - zaŜądał Gil. 

-

 

MoŜe zadzwonił do Savoyu i tam mu powiedzieli, 

bo, widzisz, musiałam to zrobić na wypadek, gdyby 
zgłosiła się moja matka... 

Rozległ  się  drugi,  tym  razem  znacznie  głośniejszy 

dzwonek do drzwi.

 

-

 

Otwórz, Susan - zaŜądała lady Westbrook. 

-

 

Nie, nie - krzyknęła Miranda. 

-

 

Rób, co ci kaŜę! - powtórzyła lady Westbrook. 

-

 

Niech go pani nie wpuszcza - rozpłakała się 

Miranda. - Droga lady Westbrook, pani nie ma 
pojęcia, jaki on potrafi być okropny. Zwłaszcza jeŜeli 
za duŜo wypił. A o tej porze jest na pewno po kilku 
godzinach pijaństwa w klubie. Cały czas spędza tam 
w barze. 

Z holu zaczęły dochodzić gniewne głosy. Gil ruszył 

ku  drzwiom,  lecz  zatrzymał  się  w  pół  drogi,  gdyŜ 
otwarły  się  i  pojawił  się  w  nich  męŜczyzna,  którego 
twarz Caro natychmiast rozpoznała. Był to niewątpliwie 
hrabia Jurby, ten z fotografii prasowej sprzed kilku

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

77

 

dni,  na  której  widać  go  było  w  bójce  w  nocnym 
lokalu.  Wydawał  się  nieco  starszy  od  Gila.  Miał 
pociągłą,  niezbyt  sympatyczną  twarz,  mocno  w  tej 
chwili  zaczerwienioną.  Z  całej  jego  postawy  buchała 
agresja.  JednakŜe  rysy  miał  regularne  i  kiedy  był 
trzeźwy,  mógł  być  prawdopodobnie  zupełnie  sym-
patycznym 

człowiekiem. 

Spojrzał 

na 

Gila 

rozgorączkowanymi oczami.

 

-

 

A więc jesteś! Ta głupia baba zapewniała mnie, 

Ŝ

e cię tu nie znajdę. Byłem pewny, Ŝe kłamie. Gdzie 

moja Ŝona, ty świński ryju? 

-

 

Colin, uspokój się, jesteś pijany... - zaczął Gil, 

ale tamten zauwaŜył w głębi pokoju Mirandę i roze 
ś

miał się tryumfalnie. 

-  Ona teŜ tu jest! Oczywiście! I to z tobą! 
Zacisnął pięści    i    próbował rzucić    się    na   
Gila.

 

Wyglądał okropnie. Rudawe włosy miał zmierzwione, 
krawat  przekrzywiony,  koszulę  rozpiętą.  Był  to  dość 
niezwykły widok w tym eleganckim patrycjuszowskim 
salonie.

 

-  Zabiję cię, Martell!

 

-  Jak    śmie    pan    zachowywać    się    tak    w   

mojej 
obecności! - Glos lady Westbrook    był ostry jak 
brzytwa. - Gdzie pańskie maniery? To jest mój dom, 
a nie jakaś knajpa!

 

Hrabia stanął jak wryty, wyprostował się, opuścił 

ręce i zalał się szkarłatnym rumieńcem.

 

-  Dobry BoŜe, twoja babka teŜ tu jest! Myślałem, 

Ŝ

e to kłamstwo... Ŝeście to sobie wymyślili... bardzo 

panią przepraszam, lady Westbrook. Proszę pokornie

 

o  wybaczenie. Zachowałem się okropnie. Jak ostatni 
łajdak. Wypiłem o jednego za duŜo.

 

Ukłonił się nisko i prawie upadł na podłogę. Gil 

chwycił go mocno za ramię.

 

-  Dziękuję ci, Gil - powiedział hrabia automatycznie

 

i  powolnym, niepewnym krokiem pijanego słonia

 

background image

78 

STRACH PR7.ED MIŁOŚCIĄ

 

ruszył ku drzwiom. - Zdaje się, Ŝe była tu gdzieś moja 
Ŝ

ona,  Miranda...  O,  jest!  PomóŜ  człowiekowi,  który 

ledwo trzyma się na nogach, kochanie.

 

-

 

IdźŜe do domu - mruknęła Miranda. 

-

 

No tak. Zaraz pójdę, ale nie wiem, co się dzieje 

z moim samochodem. Czy ja przyjechałem tu samo 
chodem? 

Stanął, Ŝeby się zastanowić.

 

-

 

Nie, nie... taksówką. Ktoś w klubie powiedział 

mi... nie, to chyba był policjant... Ŝe w tym stanie nie 
pozwoli mi siąść za kierownicę. Zabrał mi kluczyki. 

-

 

Odwiozę go do domu, dobrze, Mirando? - za 

proponował Gil. 

Hrabia odsunął go.

 

-

 

Odwiezie mnie Ŝona - wymamrotał. 

-

 

Ani mi się śni - odparła hrabina. - Jesteś znowu 

pijany. Patrzeć na ciebie nie mogę. Mam dosyć Ŝycia 
pod jednym dachem z człowiekiem, który ogląda 
ś

wiat      przez    dno      kieliszka.      Słuchaj,      Colin,     

bierz 
taksówkę albo idź piechotą. Prześpij się na ławce 
w parku.    Rób, co chcesz. Nic a nic mnie to nie 
obchodzi. Wiem tylko, Ŝe do domu z tobą nie wrócę. 

-

 

Myślę,    Ŝe    powinniście    prowadzić    tę   

rozmowę 
w innym miejscu - powiedział stanowczo Gil. - Miran 
do, pomóŜ mi wyprowadzić Colina do holu. Chodź, 
Colin, nie bądź idiotą... nie moŜesz tu rozmawiać z Ŝoną. 

Colin spojrzał na lady Westbrook i prawie otrzeź-

wiał.

 

-

 

Przepraszam...    bardzo przepraszam... juŜ wy 

chodzę. 

-

 

Tędy -    zakomenderował    Gil,      popychając   

go 
lekko ku drzwiom. 

Hrabina, choć niechętnie, poszła w ich ślady. Lady 

Westbrook wydała westchnienie ulgi.

 

-  Przykro mi za ten incydent - powiedziała z zimną 

uprzejmością do    Caro.    - Mój    wnuk dziwnie 
się

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

79

 

ostatnio  zachowuje.  Bardzo  Ŝałuję,  Ŝe  musiała  pani 
być świadkiem tej obrzydliwej scenki. Gil nie powinien 
był do tego dopuścić.

 

Caro  zauwaŜyła,  Ŝe  ręce  starszej  pani  trzęsą  się  ze 

zdenerwowania  i  poczuła  odruch  sympatii.  Wstała, 
podeszła  do  niej,  uklękła  przy  jej  fotelu  i  ujęła  te 
drobne, zimne, rozdygotane dłonie w swoje, młode 
i  ciepłe.  Patrząc  z  uśmiechem  na  bladą,  zmęczoną 
twarz staruszki, zaczęła je delikatnie rozcierać.

 

-  Nie warto się tym przejmować, szkoda zdrowia

 

-  powiedziała cicho.

 

-

 

On jest taki niemądry. - W wyblakłych oczach 

lady Westbrook zabłysły łzy. - Ostrzegałam go przed 
Mirandą. Znam ten typ kobiet. Zawsze znudzone, 
poszukujące sensacji, zmian... jeŜeli Colin się z nią 
rozwiedzie, Gil będzie musiał oŜenić się z nią, a to 
byłoby straszne. Ona zrujnowałaby mu Ŝycie. Moja 
rodzina zdobyła wszystko, co dziś mamy, cięŜką 
pracą. Wolałabym zostawić cały majątek na jakiś 
dobroczynny cel, niŜ oddać go w ręce Mirandy, która 
roztrwoniłaby wszystko na swoje stroje i kaprysy. 

-

 

Czy właśnie dlatego zdecydowała się pani sprzedać 

swoje akcje? 

Lady Westbrook rzuciła na Caro na poły  gniewne, 

na poły smutne spojrzenie.

 

-  Postawiłam    Gilowi    ultimatum - 
powiedziała.

 

-  Albo przysięgnie, Ŝe przestanie widywać się z Miran 
dą, albo zgodzę się, Ŝeby nasz magazyn przeszedł 
w ręce pani ojca.

 

Caro gwizdnęła cichutko. Wyobraziła sobie tę scenę. 

Znając  juŜ  trochę  Gila  Martella,  domyślała  się,  jak 
zareagował na taki szantaŜ.

 

-  Wiem, co pani myśli - odezwała się starsza pani.

 

-  śe popełniłam błąd. Zrozumiałam to zaraz po tym, 
jak wyrwały mi się te słowa. Po prostu straciłam 
nerwy...

 

background image

80

 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-  A on odpowiedział na to, Ŝeby pani robiła, co 

się pani Ŝywnie podoba, Ŝe nic go to nie obchodzi, 
prawda?

 

Caro  potrafiła  sobie  nawet  wyobrazić  ton  jego 

głosu.  Wcale  nieźle  poznała  go  przez  ten  krótki  czas. 
Rozbawiło ją to, więc roześmiała się.

 

Lady Westbrook spojrzała na nią ze zdumieniem 

i po chwili teŜ zaczęła się śmiać.

 

-  Dziękuję, moja droga, Ŝe pozwoliła mi się pani 

wygadać - powiedziała po chwili i wytarła sobie oczy.

 

Stojący na kominku francuski zegar zaczął wybijać 

dziesiątą.  Caro  skorzystała  z  okazji,  Ŝeby  poŜegnać 
się wreszcie ze swoją gospodynią.

 

-  Muszę wracać do domu.    Dziękuję za pyszną 

kolację. Miło mi było móc porozmawiać z panią.

 

Co  ja  gadam,  pomyślała,  przecieŜ  to  właściwie  był 

koszmarny  wieczór.  Nigdy  w  Ŝyciu  nie  przeŜyła  nic 
podobnego.  Była  emocjonalnie  wyczerpana  od  tego 
przerzucania się z jednego nastroju w drugi.

 

-

 

Musi    pani    zaczekać,    aŜ wróci    Gil.   

Odwiezie 
panią do domu. 

-

 

Dziękuję. Mieszkam o kilkadziesiąt metrów stąd. 

Chętnie się przejdę. 

-

 

Po ciemku? To wykluczone. 

Caro  potrząsnęła  energicznie  głową,  poŜegnała  się 

serdecznie ze starszą panią i wybiegła z salonu.

 

W  holu  było  ciemno  i  na  szczęście  pusto.  Ale 

w chwili gdy Caro zbliŜała się do frontowych drzwi, 
te otworzyły się i stanął w nich Gil.

 

-

 

Dokąd to? - zapytał. 

-

 

Do domu. 

-

 

Odwiozę panią. 

-

 

Wolę się przejść. Dla zdrowia. 

-

 

Więc panią odprowadzę - zdecydował. 

-

 

Nie trzeba. 

-

 

Nie pozwolę pani o tej porze chodzić samotnie 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

8 I

 

po  ciemnych  ulicach.  Gdyby  się  pani  coś  złego 
przytrafiło, pani ojciec odarłby mnie ze skóry.

 

Na  dworze  pachniało  wiosną.  Niebo  było  bez-

chmurne,  powietrze  tak  czyste,  Ŝe  moŜna  było  liczyć 
gwiazdy.  Wielki  srebrny  księŜyc  zwisał  niziutko  nad 
plątaniną londyńskich ulic.

 

Szli  szybkim  krokiem  wzdłuŜ  ciemnego  Regents 

Park, w którego drzewach szumiał łagodny wiatr.

 

Na  tych  ekskluzywnych  ulicach  o  tej  porze  ruch 

samochodowy  był  minimalny.  W  oknach  pięknych 
starych  domów  paliły  się  wprawdzie  światła,  ale  nic 
prawie nie zakłócało nocnej ciszy.

 

Szli  krok  w  krok  w  głębokim  milczeniu,  którego 

Ŝ

adne z nich nie miało ochoty przerwać.

 

-

 

No, dobrze - odezwał się wreszcie Gil, gdy 

przechodzili pod latarnią, i spojrzał przelotnie na 
profil Caro, zupełnie jak gdyby chciał ocenić stopień 
jej oburzenia i niechęci. - Dobrze wiem, o czym pani 
teraz myśli. Przez cały wieczór obserwowałem panią. 
Jest pani śmieszną małą purytanką. Ale proszę się 
uspokoić. Miranda wróciła do męŜa. Mam nadzieję, 
Ŝ

e to panią zadowoli. 

-

 

Wróciła do domu? 

-

 

Tak jest. Cieszy to panią? - Gil ujął jej ramię 

palcami silnymi jak kleszcze. 

-

 

Ale pana najwidoczniej nie - mruknęła Caro. 

-  I proszę puścić. To boli. 

Puścił ją, ale zastąpił jej drogę.

 

-

 

Moje stosunki z Mirandą i Colinem to moja 

sprawa. Pani nie wie nic ani o nich, ani o mnie. Poza 
tym ma pani okropny zwyczaj patrzenia na ludzi 
z góry. Z pogardą! Niech pani tego nie robi! Przynaj 
mniej w stosunku do mnie. 

-

 

Widzę, Ŝe umie pan czytać w cudzych myślach 

-  odparła Caro z ironią. - Wobec tego wie pan, co 
o nim teraz myślę, więc proszę mi dać święty spokój!

 

background image

82 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Odepchnęła  go  z  taką  siłą,  Ŝe  stracił  równowagę, 

cofnął  się  i  oparł  o  Ŝywopłot.  Nie  odwracając  się 
Caro puściła się biegiem. Dotarła do podjazdu swojego 
domu  i  juŜ  miała  otworzyć  drzwi,  kiedy  Gil  dogonił 
ją,  chwycił  za  ramiona  i  mocno  szarpnął.  Zatoczyła 
się i wpadła na drzewo.

 

-

 

Ręce przy sobie! - szepnęła jeszcze zdyszana po 

biegu. - Czy pan zwariował? śeby gonić za mną po 
ulicy jak... 

 

-

 

PrzecieŜ właśnie tego pani chciała - zareagowały 

z cynicznym skrzywieniem ust. - śebym pędził za 
panią jak głupi szczeniak. 

-

 

Nonsens! MoŜe pańska przyjaciółka lubi takie- 

zabawy, ale ja na pewno nie! 

To, Ŝe wspomniała Mirandę, rozzłościło go. Przyci-

snął Caro mocno do pnia.

 

-  Dlaczego pani tak się przyczepiła do Mirandy? 

Zaczynam podejrzewać, Ŝe jest pani zazdrosna. A moŜe 
nienawidzi ją pani tak dlatego, Ŝe jest piękna i słynie 
ze swojej urody? śe męŜczyźni szaleją za nią? Kobiety 
to najdziwniejsze stworzenia świata. Pani zazdrości 
Mirandzie powodzenia, a gdy o niej mowa, przybiera 
takie miny, jak gdyby pani nigdy w Ŝyciu nie była 
w łóŜku z męŜczyzną.

 

Caro  zalała  się ciemnym  rumieńcem.  Oczy  Gila 

rozbłysły.

 

-

 

Czy trafiłem w sedno? 

-

 

Właśnie, Ŝe nie! 

        - To znaczy, Ŝe była pani juŜ w łóŜku z 
męŜczyzną?

 

-  Nie jestem tak sprośna jak pan i pańskie kobiety. 

Dla was przespanie się z pierwszą lepszą napotkaną 
osobą, niezaleŜnie od tego, czy juŜ ma partnera, czy 
nie, to Ŝadna sprawa.

 

Ironiczny uśmieszek zniknął z twarzy Gila. Spojrzał

 

na Caro z taką wściekłością, Ŝe zadrŜało w niej serce.

 

Caro oddychała cięŜko przez suche usta, w uszach

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

83

 

szumiała  jej  krew.  Nie  miała  pojęcia,  czego  się  teraz 
spodziewać  po  tym  gwałtownym  człowieku,  z  któ-
rym  wdała  się  nieopatrznie  w  tak  ostry  konflikt. 
Dygotała  na  całym  ciele  jak  w  lęku  przed  ciosem. 
Ale  Gil  nie  uderzył  jej.  Zamiast  tego  poczęstował  ją 
pocałunkiem.

 

Lecz  cóŜ  to  był  za  pocałunek!  Jego  usta  spadły 

jakimś  straszliwym  cięŜarem,  parzyły,  rozgniatały. 
Głową oparta o pień drzewa, z wygiętą do bólu szyją, 
czuła,  Ŝe  jej  oczy  wypełniają  się  gorącymi  łzami. 
Minęły  lata  świetlne,  zanim  Gil  oderwał  się  od  niej, 
wyprostował  i  odsunął  o  pół  kroku.  Oczy  miał 
zapadnięte, powieki półprzymknięte, wyprostował się 
i  stał  zupełnie  nieruchomo,  wyglądał  jak  kamienny 
posąg jakiejś mitycznej postaci.

 

Caro  takŜe  trwała  bez  ruchu,  tylko  wielkie  łzy 

płynęły po jej pobladłych policzkach.

 

Po chwili Gil otworzył oczy i spojrzał na nią.

 

-  Przepraszam. Nie wiem, co mi się stało. Straciłem 

panowanie nad sobą. Proszę mi wybaczyć.

 

Caro  nie  mogła  powstrzymać  płaczu.  Częściowo 

dlatego, Ŝe bolały ją opuchnięte wargi, zupełnie jak 
po ukąszeniu osy, częściowo dlatego, Ŝe była w szoku.

 

-  Przestań płakać, Caro - szepnął Gil, przeczesując 

palcami swoje ciemne włosy. - Ja tego nie chciałem. 
Sam    nie    wiem, jak    ci    to    wytłumaczyć.   
Zupełnie 
straciłem głowę.

 

Słowa te jeszcze bardziej zbulwersowały Caro. Więc 

Gil  wcale  nie  miał  ochoty  jej  całować.  Zrobił  to 
zupełnie  bezmyślnie  i  juŜ  tego  Ŝałował.  Nienawidziła 
go, ale nie mogła powstrzymać łez.

 

Nagle  Gil  pochylił  się  nad  nią  i  delikatnie  musnął 

ustami  jej  nabrzmiałe  powieki.  Caro  wzdrygnęła  się 
pod  wpływem  tego  czułego  gestu.  Ale  zaraz  znowu 
ogarnęły ją dreszcze, gdyŜ poczuła czubek jego języka 
pieszczotliwie przesuwający się po jej mokrych rzęsach.

 

background image

84 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Przestała  szlochać  i  stojąc  nieruchomo  napawała  się 
tym zupełnie nowym odczuciem.

 

-  No, juŜ dobrze - szeptał jej do ucha, muskając 

wargami jej czoło,    oczy,    policzki.    Objął ją 
czule, 
kołysał ją w ramionach, mówił słowa pociechy, jakby 
była małym, nieszczęśliwym dzieckiem. Głaskał jej 
długie kasztanowate włosy, przyciskał głowę do swej 
piersi.

 

Gdyby  chciała,  mogłaby teraz bez  trudu  wysunąć 

się  z  jego  ramion,  odepchnąć  go,  uciec,  ale  nie. 
Oparła  się  o  niego  całym  ciałem,  wchłaniała  w  siebie 
emanujące  z  niego  ciepło.  Po  chwili  Gil  zaczął  znów 
całować jej usta, tym razem łagodnie, ostroŜnie, aŜ jej 
ciało  rozedrgało  się  z  rozkoszy.  Odpowiadała  teraz 
pocałunkami  na  jego  pocałunki,  zarzuciła  mu  ręce  na 
szyję,  wplotła  palce  w  jego  gęste,  ciemne  włosy, 
głaskała napięte mięśnie jego mocnego karku.

 

-  Och, jak przyjemnie - wymamrotał Gil. - Rób 

tak dalej. Mam za sobą straszny dzień. Tysiące spraw 
do załatwienia. Taki masaŜ to właśnie to, czego mi 
potrzeba.

 

Po chwili Caro zorientowała się, Ŝe Gil zabiera się 

do długiego suwaka na plecach jej sukni.

 

-  Muszę iść - szepnęła.

 

Słyszała gwałtowne bicie jego serca, czuła na swojej 

twarzy jego szybki gorący oddech.

 

-  Jeszcze nie - odparł i przesunął rękę po jej plecach. 
Ale Caro juŜ zaczynała odzyskiwać panowanie nad

 

sobą.  Myśli  jej  powoli  się  porządkowały.  Zamiary 
Gila były dla niej zupełnie jasne. NaleŜało go w porę 
powstrzymać.

 

Doskonale  wiedziała,  Ŝe  w  stanie,  w  jakim  się 

znalazł,  rzuciłby  się  na  pierwszą  lepszą  napotkaną 
kobietę.  Ostatecznie  był  przed  chwilą  świadkiem 
powrotu  swojej  kochanki  do  męŜa  i  musiał  być  zły, 
nieszczęśliwy i zazdrosny.

 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

85

 

Potrzebna  mu była jakaś inna silna podnieta, ale 

na  tę  rolę  Caro  nie  miała  najmniejszej  ochoty. 
Wprawdzie  przez  moment  ogarnięta  była  szaleńczym 
wprost  poŜądaniem  i  nieomal  gotowa  mu  ulec,  ale 
zbyt  długo  czekała  na  pojawienie  się  tego  jedynego 
prawdziwego  męŜczyzny  jej  Ŝycia,  by  zgodzić  się  na 
chwilowe zajęcie miejsca innej kobiety.

 

Chciała, Ŝeby przyszły kochanek pragnął jej, tylko 

i wyłącznie jej.

 

Odepchnęła więc Gila ze zdumiewającą siłą.

 

-

 

Co się stało? - zapytał, zaskoczony. 

-

 

Nie chcę tego - powiedziała Caro szybko. 

- Proszę mnie puścić. Jestem okropnie zmęczona. To 
był bardzo długi dzień. Powiedzmy sobie dobranoc 
i idźmy spać. 

Gil patrzył w jej chłodne teraz oczy i jego oddech 

powoli się uspokajał.

 

-  Nie sądziłem, Ŝe jesteś z tych, co tylko człowieka 

podniecają    -    mruknął    pogardliwie,      opuścił     
ręce 
i wzruszył ramionami. - Ale niech będzie, jak chcesz. 
Dobranoc.

 

Caro  nie  poŜegnała  się  z  nim.  Chciała  jak 

najprędzej  od  niego  uciec.  ToteŜ  z  chwilą  gdy  ją 
puścił, rzuciła się pędem ku swojemu domowi. Nawet 
nie  obejrzała  się  za  siebie.  Na  plecach  czuła  jego 
gorący wzrok.

 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

 

Nazajutrz Caro szykowała się do wyjścia z domu 

w  stanie  takiego  zdenerwowania,  Ŝe  kilkakrotnie 
zmieniała  suknie,  zanim  zdecydowała  się  na  czarną 
spódnicę i biały sweterek z małym dekoltem. Nie był 
to wprawdzie szczególnie atrakcyjny strój, ale przynaj-
mniej  ukazywał  jej  figurę  w  moŜliwie  najlepszym 
ś

wietle,  nie  będąc  przy  tym  ostentacyjnym.  Usiadła 

przed  lustrem  i  szczotkowała  włosy.  Wpatrywała  się 
ponurym wzrokiem w odbicie swojej twarzy. Szkoda, 
Ŝ

e  nie  jestem  ładniejsza,  myślała.  śaden  męŜczyzna 

nigdy  nie  obejrzy  się  za  mną  na  ulicy.  Mogę  spędzać 
całe godziny na malowaniu się, na dobieraniu strojów, 
ale to  nic  nie  da.  Nie  mam  po  prostu  tego  czegoś,  co 
hrabina Jurby posiada w nadmiarze.

 

Gdy wchodziła do gabinetu Gila, serce waliło jej 

jak  młotem.  Sekretarka  przywitała  ją  chłodnym 
skinieniem  głowy,  ale  Caro  była  juŜ  przyzwyczajona 
do jej wrogości.

 

Okazało się, Ŝe Gil jeszcze nie zjawił się w pracy. 

Co za ulga! Caro wiedziała, Ŝe spędzi on przedpołudnie 
na  inspekcji  poszczególnych  działów  magazynu,  ale 
pojawi  się  prędzej  czy  później  przy  swoim  biurku. 
Mimo to czas dłuŜył się w nieskończoność. Co chwila 
spoglądała na zegarek. Wreszcie tuŜ przed porą lunchu 
Gil  zjawił  się  w  towarzystwie  dwóch  urzędników. 
Miał na sobie świetnie skrojone ciemne ubranie, białą 
koszulę  i  niebieski  jedwabny  krawat.  Wyglądał  wspa-
niale. Caro zalała fala sympatii tak gorąca, Ŝe niemal 
bolesna. On zaś skłonił się uprzejmie, podszedł do

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

K7

 

swojego biurka, zabrał stamtąd jakieś papiery i w mil-
czeniu wyszedł z gabinetu. Urzędnicy podąŜyli za nim.

 

Caro  poczuła  się,  jakby  ją  ktoś  spoliczkowat. 

PrzecieŜ mógł powiedzieć chociaŜby kilka uprzejmych 
słów.  Nic  by  go  to  nie  kosztowało.  Próbowała  na 
powrót  skupić  się  na  pracy,  ale  trudno  jej  było  się 
skoncentrować.

 

Gil  powrócił  siedem  minut  przed  trzecią.  Caro 

dokładnie  znała  godzinę,  gdyŜ co chwila spoglądała 
na zegarek.

 

Gil  zdawał  się  powaŜny,  zamyślony,  i  wciąŜ 

milczał.  Dopiero  gdy  zjawiła  się  jego  sekretarka, 
uśmiechnął się i poprosił, Ŝeby usiadła. Caro poczuła 
ukłucie zazdrości. I lekkiej paniki. CzyŜby po krótkim 
zawieszeniu broni znowu powrócili do zimnej wojny?

 

Przez  następną  godzinę  Gil  dyktował  sekretarce 

listy, po czym wyszedł, nie spojrzawszy nawet w stronę 
Caro.  No,  tak,  pomyślała,  on  Ŝałuje  tego,  co  miało 
miejsce  poprzedniego  wieczoru  i  nie  chce,  Ŝeby  sobie 
wmawiała, Ŝe przywiązuje do tego jakiekolwiek znacze-
nie. Traktuje ją tak chłodno po to, by wybiła sobie 
z głowy wszelkie złudzenia. To, Ŝe jej ojciec chce mu 
odebrać  jego  ukochany  dom  towarowy,  czyni  ich 
wrogami. Dobrze, Ŝe sobie o tym przypomniała.

 

No,  ale  czy  to  daje  mu  prawo  do  traktowania 

innego człowieka w tak bezwzględny sposób?

 

Wczoraj całował ją i pieścił, nie zastanawiając się 

zupełnie nad jej uczuciami. Wykorzystał swoją szansę, 
a teraz niewątpliwie bał się, Ŝe ona zechce wykorzystać 
swoją.  Co  on  sobie  właściwie  wyobraŜa?  śe  ona, 
Caro,  poleci  do  Mirandy  i  opowie  jej  o  wszystkim? 
Albo Ŝe poskarŜy się jego babce?

 

Wpatrywała się niewidzącymi oczami w okno, za 

którym  świeciło  wiosenne  słońce.  CzyŜby  wszyscy 
męŜczyźni  byli  oportunistami?  Czy  Ŝadnemu  z  nich 
nie wolno wierzyć?

 

background image

88 

STRACH PKZtD MIŁOŚCIĄ

 

Weszła sekretarka Gila, Ŝeby powiedzieć, Ŝe idzia 

do domu i Ŝe za chwilę zjawią się straŜnicy.

 

-  JuŜ kończę - oświadczyła Caro poirytowanym 

tonem.

 

Tego wieczoru zatelefonowała do niej Amy.

 

-

 

Czy pamiętasz Anthony'ego Calthropa? - za 

pytała. 

-

 

Chyba nie. 

-

 

Przypomnij sobie, kochanie. To ten chirurg 

z St. Luke's Hospital. W zeszłym roku usunął mi 
migdałki. Taki wysoki, szczupły blondyn. Nie jest 
zbytnio przystojny, ale ma bardzo miły sposób bycia. 

-

 

To twoja najnowsza konkieta, rozumiem - roze 

ś

miała się Caro. 

-

 

SkądŜe - zaprotestowała Amy. - Tylko Ŝe 

właśnie wprowadził się do St. John's Wood, Ŝeby być 
bliŜej szpitala, i urządza małe przyjęcie. Zaprosił mnie. 

-  Baw się dobrze. Opowiesz mi, jak było, na 

naszym następnym lunchu.

 

Caro  nie  miała  ochoty  na  rozmowy  o  męŜczyz-

nach.  Marzyła  tylko  o  gorącej  kąpieli  i  o  tym,  Ŝeby 
połoŜyć się do łóŜka i rozmyślać nad swoją biedą.

 

-

 

Poczekaj chwilę - przerwała jej Amy. - Poznałaś 

go, gdy odwiedziłaś mnie w szpitalu. On ciebie świetnie 
zapamiętał. A ty jego nie? 

-

 

Zupełnie nie. To było ponad rok temu. 

-

 

Nie mów mu tego. To mu sprawi przykrość. 

Byłam pewna, Ŝe zrobił na tobie duŜe wraŜenie. 
Powiedziałam mu, Ŝe często go wspominasz. 

-

 

Co za nonsens! 

-

 

Więc zaprasza cię takŜe! 

-

 

Mowy nie ma. Po prostu nie mam czasu. 

Podziękuj mu, ale jestem tego wieczoru zajęta. 

-

 

Nie podałam ci Ŝadnej daty! 

-

 

Wszystko jedno. Nie mam ani jednego wolnego 

wieczoru. Nie pozwolę się zawlec na kolejne spotkanie 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

89

 

z którymś z twoich odrzutów. Jest na pewno okropnie 
nudny.

 

-

 

Anthony wcale nie jest nudny, kochanie - ob 

ruszyła się Amy. - Jest bardzo miły i dowcipny. Na 
pewno ci się spodoba. 

-

 

Wątpię. Gdyby był taki wspaniały, sama byś 

go sobie wzięła. 

-

 

Kiedy mam innego - zachichotała Amy. - Ale 

posłuchaj. Nawet jeŜeli Anthony ci się nie spodoba, 
poznasz tam mnóstwo innych osób. To będzie wielki 
spęd.      Nie    musisz długo    siedzieć,    ale    przyjdź,     
bo 
inaczej będzie na mnie zły za to, Ŝe przyprowadziłam 
innego faceta na jego przyjęcie. 

-

 

Jesteś naprawdę bezczelna! - Caro nie wiedziała, 

czy się śmiać, czy oburzać. 

Amy roześmiała się.

 

-  Wpadniemy po    ciebie    z    Robem    w   

sobotę 
o    ósmej    -    oświadczyła.    - Nowe    mieszkanie   
An- 
thony'ego jest bardzo blisko ciebie. Zaraz po drugiej 
stronie parku.

 

-  Więc twój najnowszy nabytek nazywa się Rob? 
Amy zachichotała,    poŜegnała    się    i   
odłoŜyła

 

słuchawkę.  Caro  zamyśliła  się.  MoŜe  przyjaciółka 
nareszcie  znalazła  kogoś  naprawdę  wartościowego? 
Tak  mało  o  nim  powiedziała.  Jaki  teŜ  moŜe  być  ten 
tajemniczy Rob?

 

Postanowiła pójść na przyjęcie. Co tam! MoŜe to 

jej  poprawi  humor.  Podeszła  więc  do  szafy  i  zaczęła 
przeglądać swoją garderobę.

 

Pod  koniec  następnego  tygodnia  zakończyła 

przegląd ksiąg Westbrooka. Jej eksperci przygotowali 
szczegółową analizę stanu majątkowego firmy. Dodali 
do tego, jak zwyczaj kaŜe, kilka sugestii dotyczących 
metod  jej  prowadzenia,  sformułowali  prognozę  na 
przyszłość, wskazali na moŜliwość dokonania pewnych

 

background image

90 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

oszczędności, przerzedzenia starzejącego się juŜ nieco 
personelu  oraz  na  dające  się  stwierdzić  tu  i  ówdzie 
marnotrawstwo. Caro zredagowała ostateczną wersję 
i kazała sporządzić odpowiednią liczbę kopii dla ojca 
i  członków  rady  nadzorczej,  po  czym  wyjęła  z  kom-
putera  dyskietkę,  na  której  znajdowały  się  wszystkie 
dane.

 

Nie chciała, Ŝeby jej raport wpadł w niepowołane 

ręce.  KaŜdy,  kto  by  go  przeczytał  i  zrozumiał  jego 
treść,  mógłby,  jeszcze  przed  ogłoszeniem  przejścia 
Westbrooka  w  nowe  ręce,  zakupić  jego  akcje  po 
starej cenie i zrobić na tym niezły interes.

 

W  ciągu  ostatnich  kilku  dni  Gil  wpadał  do 

swojego  gabinetu  bardzo  rzadko  i  tylko  na  krótką 
chwilę.  On  z  pewnością  takŜe  ciekaw  był  jej  raportu. 
ToteŜ  co  wieczór  przenosiła  wszystkie  informacje  na 
dyskietkę  i  zabierała  ją  ze  sobą.  Bała  się  bowiem,  Ŝe 
któregoś  dnia  Gil  włamie  się  wczesnym  rankiem  do 
jej komputera i przejrzy zawarty tam materiał. Wiedział 
wszystko  o  stanie  majątkowym  swojej  firmy,  ale  na 
pewno teŜ chciał wiedzieć, do jakich wniosków doszła 
Caro.  Jak  oceniła  stan  finansowy  Westbrooka,  jakie 
działania na przyszłość proponowała w razie przejęcia 
firmy przez konsorcjum Ramsgate'a.

 

Fred  Ramsgate  zabrał  się  do  czytania  raportu 

córki w piątek po kolacji. Udał się z nim do swojego 
gabinetu,  Caro  zaś  poszła  do  sypialni  i  połoŜyła  się 
wcześnie  spać.  Nazajutrz  rano  zastała  ojca  w  jadalni 
przy  śniadaniu.  Miał  podkrąŜone  i  zaczerwienione 
oczy  i  ziewał  na  całego.  Powoli  zajadał  jajko  na 
miękko i grzanki z masłem.

 

Caro nalała sobie kawy.

 

-

 

No i co powiesz? - zapytała. 

-

 

Ś

lęczałem nad tym twoim tomiskiem prawie 

do białego rana. Muszę przyznać, Ŝe zrobiłaś dobrą 
robotę. 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

9 1

 

-

 

Dziękuję - uśmiechnęła się zadowolona z po 

chwały. 

-

 

Mam parę uwag - dodał i przesunął przez stół 

kilka zapisanych kartek papieru. 

Caro jęknęła.

 

-

 

Słuchaj, to straszne. Będę musiała tam wrócić 

i spędzić co najmniej dwie, trzy godziny. Myślałam, 
Ŝ

e nareszcie będę miała z tym spokój. 

-

 

Przykro mi, kochanie, ale te wyjaśnienia są 

konieczne przed poniedziałkowym zebraniem rady. 
Wpadnij tam zaraz i załatw to. Na pewno skończysz 
przed lunchem. Jesteś taka sprawna. 

-

 

Dziękuję za komplement, tato, ale wiem, Ŝe 

mówisz to tylko po to, Ŝeby postawić na swoim. 

-

 

AleŜ skąd, dziecino - uśmiechnął się. - JakŜe 

bym cię mógł okłamywać? Jesteś mądra jak sowa. 
PrzecieŜ wiesz, Ŝe jestem z ciebie dumny. 

-

 

No dobra, załatwię to. A myślałam, Ŝe uda mi 

się pójść do klubu. PrzecieŜ jest sobota. 

Miała  rzeczywiście  liczne  plany  na  to  sobotnie 

przedpołudnie.  Zamierzała  pójść  do  swojego  klubu 
sportowego,  zagrać  w  ping-ponga,  popływać,  poroz-
mawiać z przyjaciółmi, zjeść lunch przy basenie, pójść 
do fryzjera i wypróbować nowe uczesanie.

 

Bardzo  lubiła  te  sobotnie  wizyty  w  klubie. 

Niektórzy jego  członkowie  odwiedzali  go  codziennie. 
Było to znakomite miejsce do zawierania znajomości 
i  nawiązywania  kontaktów  w  zrelaksowanej,  przyja-
znej  atmosferze.  Przykro  jej  było,  Ŝe  nie  będzie  tam 
mogła dzisiaj  pój ść. No, ale trudno. Zadzwoni 
i  przeprosi  przyjaciółki,  z  którymi  się  umówiła. 
Wszystkie  pracowały  zawodowo  i  na  pewno  jej 
wybaczą,  bo  przecieŜ  zrozumieją,  Ŝe  biznes  jest 
waŜniejszy od przyjemności.

 

O  dziewiątej  trzydzieści  znalazła  się  więc  na 

powrót przy swoim biurku w gabinecie Gila Martella.

 

background image

92 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Ledwo zdąŜyła rozłoŜyć papiery, kiedy drzwi otworzyły 
się gwałtownie.

 

-  Powiedziano      mi,      Ŝe      pani      znowu     

przyszła! 
- krzyknął od progu. - Zdawało mi się, Ŝe skończyła 
pani wczoraj całą robotę. Przekazaliśmy pani wszystkie 
dane, szliśmy pani    na rękę, jak tylko 
mogliśmy, 
a pani znowu tutaj!

 

Caro  z  trudem  opanowała  zmieszanie,  w  jakie 

wprowadził  ją  ten  jego  niespodziany  najazd.  Ubrany 
był  dzisiaj  w  byle  co.  Miał  na  sobie  stary  czerwony 
sweter  i  trochę  wymięte  sztruksowe  spodnie.  Wy-
glądał  tak,  jak  gdyby  przed  chwilą  powrócił  ze 
spaceru  z  psem  albo  z  pola  golfowego.  Zastanawiała 
się,  jak  dział  księgowości  mógł  zawiadomić  go,  Ŝe 
zaŜądała  na  powrót  wydania  ksiąg  rachunkowych. 
Nie  mogła  to  być  sekretarka,  gdyŜ  nie  pracowała 
w  sobotę.  A  on?  Jak  spędzał  weekendy?  Miała 
wielką  ochotę  zapytać  go  o  to,  ale  bała  się,  Ŝe  na  nią 
nakrzyczy.

 

-

 

Ojciec przeczytał w nocy mój raport... - zaczęła. 

-

 

No właśnie. A ja nie dostałem nawet kopii. 

KaŜdy członek waszej    rady nadzorczej    będzie 
go 
mógł przestudiować, ale ja nie! 

-

 

To jest poufny dokument! - wymamrotała 

Caro. 

-

 

Oczywiście! Pani woli, Ŝebym nie wiedział, jak 

wyceniła pani nasz majątek. Bo mógłbym poradzić 
babce,    Ŝeby zaŜądała    od    tego    rekina,    pani     
ojca, 
znacznie wyŜszej sumy, niŜ zamierzała, nieprawdaŜ? 

-

 

Jak pan się wyraŜa o moim ojcu! On oferuje 

bardzo przyzwoitą sumę! 

-

 

Wiedziałem, Ŝe pani go poprze. Jest pani równie 

zachłanna jak on. Dobrana z was para! 

Caro  poczuła,  Ŝe  krew  uderza  jej  do  głowy. 

Uniosła rękę, Ŝeby go uderzyć, ale on odsunął się od 
niej, chwycił ją za przegub i przyciągnął do siebie tak

 

background image

STRACH PRZED MIŁOSCIĄ 

93

 

gwałtownie,  Ŝe  ciała  ich  zderzyły  się.  Przeszedł  ją 
dreszcz  podobny  do  prądu  elektrycznego,  na  chwilę 
przestała oddychać.

 

-  O nie, moja mila! - mruknął. - śadna kobieta 

mnie jeszcze nie uderzyła!

 

-  Więc dlaczego pan mnie obraŜa - wymamrotała. 
Powrócił jej oddech, ale z kaŜdą sekundą stawał

 

się  bardziej  przyspieszony  i  bolesny.  Bliskość  jego 
ciała stawała się coraz bardziej dojmująca.

 

-

 

Poniosło mnie! - stwierdził patrząc na nią. 

-

 

Zawsze pana ponosi - odpowiedziała. 

-  Tylko przy pani - odparował. Spojrzała mu 

prosto w oczy.

 

Było  w  nich  coś  bardzo  dziwnego.  Dlaczego  on 

tak  na  mnie  patrzy,  pomyślała.  Co  się  ze  mną  dzieje? 
Dlaczego szumi mi w uszach? Dlaczego jest teraz tak, 
jak  gdyby  czas  stanął  i  ziemia  przestała  kręcić  się 
wokół własnej osi?

 

Nagle drzwi gabinetu otworzyły się.

 

-

 

Halo! - odezwał się kobiecy głos. - Mam 

nadzieję, Ŝe nie przeszkadzam. 

-

 

To chyba Amy! - pomyślała. JakŜe to moŜliwe? 

Co ona tu robi. Przez chwilę zdawało jej się, Ŝe śni. 
Z trudem wyrwała się z transu, w jaki wprowadziła ją 
bliskość Gila. A on robił wraŜenie równie zmieszanego 
jak ona. I jakby nie zauwaŜył pojawienia się trzeciej 
osoby. Wpatrywał się tak intensywnie w zarumienioną, 
rozgorączkowaną twarz Caro, jak gdyby usiłował 
odczytać jej najtajniejsze myśli. A co sam myślał? Co 
czuł? JakŜe bardzo chciała to wiedzieć!    Być moŜe 
obudzi się za chwilę i to wszystko okaŜe się snem? 

Usłyszała chichot, tak charakterystyczny chichot 

Amy.  Więc  jednak  to,  co  się  tu  działo,  nie  było 
wytworem jej wyobraźni. Bo rzeczywiście stała przed 
nią Amy. Tym razem Gil usłyszał jej dziecięcy niemal 
ś

miech, wypuścił Caro ze swych ramion i obrócił się.

 

background image

94 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

Amy,  drobna,  szczupła,  złotowłosa  Amy,  zwana 

przez  przyjaciół  kieszonkową  Wenus,  stała  przed 
nimi w róŜowej, przybranej koronką sukience i uśmie-
chała się wesoło.

 

-  Cześć -    powitała ją    Caro      bez 

większego 
entuzjazmu.

 

Amy  była  ostatnią  osobą,  którą  miała  w  tej 

chwili  ochotę  widzieć.  Wolała  nie  przedstawiać  jej 
Gila,  ale  rzecz  była  nie  do  uniknięcia.  Caro  lekko-
myślnie  zwierzyła  jej  się  przed  kilkoma  dniami,  Ŝe 
pracuje  w  gabinecie  Martella.  Od  momentu,  w  któ-
rym zobaczyła jego zdjęcie w gazecie, Amy marzyła 
o  tym,  Ŝeby  poznać  tego  przystojnego  awanturnika. 
Znam  ją  od  tak  dawna  i  niczego  się  nie  nauczyłam, 
wyrzucała  sobie  w  duchu  Caro.  Czy  ja  nigdy  nie 
zmądrzeję?

 

-  Przyszłam, Ŝeby cię wyciągnąć na    lunch - oświa 

dczyła Amy niewinnym tonem i uśmiechnęła się jednym 
ze swoich najsłodszych uśmiechów. - Dzwoniłam do 
ciebie i twój ojciec powiedział mi, Ŝe jesteś tutaj. Ten 
przemiły straŜnik przyprowadził mnie na górę. Mam 
nadzieję, Ŝe nie ma mi pan tego za złe? - zwróciła się 
do Gila.

 

-  Oczywiście, Ŝe nie - odparł szarmancko.

 

Gdy    Amy    trzepotała    swoimi    długimi     

rzęsami,  męŜczyźni  z  reguły  ustępowali  jej  we 
wszystkim.

 

-

 

Caro i ja byłyśmy w tej samej klasie - oświadczyła 

Amy. 

-

 

Czy ona wtedy teŜ wszystkimi rządziła? - zapytał 

Gil z niewinną miną. 

-

 

Jeszcze bardziej - roześmiała się Amy. 

Chroń nas BoŜe od takich przyjaciółek, pomyślała 

Caro. Dlaczego właściwie ja ją lubię?

 

-  Przyjechałam do miasta, Ŝeby kupić nową sukien 

kę - gawędziła Amy. - Pomyślałam, Ŝe zabiorę ze 
sobą    Caro,    bo jesteśmy    zaproszone    na    to   
samo

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

95

 

przyjęcie.  Ona  ma  wprawdzie  całą  szafę  wspaniałych 
strojów,  ale  mój  ojciec  nie  jest  właścicielem  kilku 
domów  towarowych  i  muszę  za  wszystko  płacić. 
Jestem zwykłą pracującą dziewczyną!

 

Zwykłą  pracującą  dziewczyną?  A  więc  to  jest  nowa 

wersja osoby Amy? Caro zacisnęła zęby i obserwowała 
Gila, starając się zgadnąć, jakie wraŜenie robi na nim 
jej rozszczebiotana koleŜanka.

 

-

 

Niestety nie mam czasu na lunch - powiedziała 

do niej. - Muszę jeszcze trochę popracować. 

-

 

Biedactwo - odparła Amy, nie patrząc nawet 

w jej stronę. - To cała Caro - dodała, zwracając się 
do Gila. - Praca i tylko praca. To jedyna rzecz, jaka 
się dla niej liczy. 

-

 

ZauwaŜyłem to - odparł. - Prawdziwa z niej 

pracoholiczka. Czy sądzi pani, Ŝe ma to po ojcu? 

-

 

Byłabym wdzięczna, gdybyście przestali o mnie 

mówić - zdenerwowała się Caro, ale Ŝadne z nich nie 
zwracało na nią uwagi. 

-

 

O tak, Fred teŜ myśli wyłącznie o pracy. Poza 

tym nic go nie interesuje. To na pewno rodzinne. 

-

 

Mówi pani, Ŝe obydwie idziecie dzisiaj na jakieś 

przyjęcie? 

-

 

No tak. To będzie wielka feta. Wszyscy tam będą. 

-

 

Więc dlaczego ja tam nie idę? 

Amy rzuciła mu powłóczyste spojrzenie spod swoich 

długich, sztywnych rzęs.

 

-

 

A przyszedłby pan, gdybym pana zaprosiła? 

-

 

Tysiąc koni nie powstrzymałoby mnie od tego. 

Marzę o tym, Ŝeby zobaczyć, jak Caro się bawi. 

Mówił to rozbawionym tonem i nie spuszczał oczu 

z Caro. Znowu miała ochotę uderzyć go.

 

Spojrzała  więc  na  Amy,  usiłując  dać  jej  do  zro-

zumienia, Ŝe nie Ŝyczy sobie Gilhama na tym przyjęciu. 
Ale  Amy  udawała  naiwną.  Wbrew  pozorom  zawsze 
doskonale wiedziała, czego chce, i na ogół to osiągała.

 

background image

96 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-  Świetnie - zwróciła się do Gila. - Wobec tego 

jest pan zaproszony. Dam panu adres. Park View 
Apartments numer 3, Windermere Street, St. John's 
Wood. Godzina ósma.

 

Gil wpisał sobie wszystko do notesu.

 

-

 

Nie będzie pan miał problemu ze znalezieniem 

tego domu. Jest najnowszy na całej ulicy. 

-

 

Czy pani wydaje to przyjęcie? - zainteresował się 

Gil.

 

-

 

Nie,    i    myślę,    Ŝe    ona    nie    ma    prawa   

nikogo 
zapraszać - powiedziała pospiesznie Caro. 

-

 

Nie    bądź    taka    staroświecka,    moja   

kochana 
- przerwała jej Amy. 

Doskonale  wiedziała,  Ŝe  Caro  jest  wściekła  na  nią 

za to, co zrobiła, i starannie unikała jej wzroku. Była 
podniecona  i  rozgorączkowana.  Jest  w  trakcie  nasy-
cania  się  urokami  pana  Martella,  powiedziała  Caro 
do  siebie.  Znam  te  wszystkie  objawy.  Ta  dziewczyna 
stale się w kimś durzy, ale szybko jej to mija.

 

-  To jest przyjęcie    u jednego    z moich   

starych 
przyjaciół i pomagam je urządzić - skłamała Amy bez 
chwili wahania. - Mam prawo zaprosić, kogo tylko 
zechcę. A    teraz muszę juŜ lecieć... zobaczymy się 
wieczorem. Caro, przyjedź po mnie taksówką, dobrze? 
I to wcześnie, bo przyrzekłam im trochę pomóc.

 

Amy wybiegła pospiesznie z gabinetu i pobiegła ku 

windzie. Gil roześmiał się.

 

-

 

Co pana tak rozśmieszyło? 

-

 

Pani wyraz twarzy! O co chodzi? śe będę na tym 

przyjęciu? Ze prawdopodobnie zobaczę tam surową 
i sprawną pannę Ramsgate w roli kobiety? 

 

-

 

Jestem kobietą, niech pan będzie spokojny. Będzie 

się pan mógł przekonać o tym, jeŜeli nie zostawi mnie 
pan w spokoju! 

-

 

Proszę mnie nie straszyć! - Gil roześmiał się na 

cały głos. 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

97

 

-

 

Niech pan juŜ idzie - Ŝachnęła się Caro. - Mu 

szę wreszcie zabrać się do roboty, bo inaczej będę 
tu    siedziała    do    północy    i    na    Ŝadne przyjęcie   
nie 
pójdę. ChociaŜ szczerze mówiąc, przeszła mi na nie 
ochota. 

-

 

Pójdziesz, moja kochana - powiedział Gil jakoś 

dziwnie spokojnie. - Pójdziesz tam ze mną. Przyjadę 
po ciebie o siódmej trzydzieści. 

-

 

O nie - zaprotestowała. - Nie mam pojęcia, 

o której będę gotowa. Wezmę taksówkę. 

-

 

Mowy      nie      ma.      JeŜeli      nie      będziesz   

gotowa, 
poczekam.    MoŜe    nawet skorzystam z tego,   
Ŝ

eby 

porozmawiać z twoim ojcem. 

-

 

Powinnam się była domyślić, o co chodzi. Chcesz 

go namówić, Ŝeby ci pokazał mój raport. Ale nic 
z tego    nie wyjdzie.      Mój    ojciec nie jest   
łatwym 
kontrahentem. 

-

 

Podobnie jak jego córka - mruknął Gil i zanim 

zdąŜyła mu na to odpowiedzieć, znalazł się za drzwiami. 

Kiedy  po  południu  powiedziała  ojcu,  Ŝe  Martell 

przyjedzie, Ŝeby zabrać ją na przyjęcie, Fred spojrzał 
na nią badawczym wzrokiem.

 

-

 

Jakoś często go ostatnio widujesz - zauwaŜył. 

-

 

Nie ja zaprosiłam go na to przyjęcie, to robota 

Amy - powiedziała zalewając się rumieńcem. - Przyszła 
specjalnie    do jego    gabinetu,    Ŝeby    mnie   
niby    to 
wyciągnąć na zakupy, ale w gruncie rzeczy po to, 
Ŝ

eby go poznać. 

-

 

Bardzo lubię tę dziewczynę - uśmiechnął   

się 
Fred. - Ona zawsze idzie prosto do celu, no, i ma 
bardzo miłe usposobienie. 

-  Bo ty jej zupełnie nie znasz - odparła Caro. 
Zegar w holu wybił godzinę.

 

-

 

JuŜ siódma. Nie zdąŜę się przebrać. Chyba jednak 

nie pójdę. 

-

 

Pójdziesz - oświadczył Fred Ramsgate. - Chcę, 

background image

98 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Ŝ

ebyś była miła dla Gilhama Martella. Nie chcę mieć 

z nim kłopotów po przejęciu firmy. Caro zdumiała 
się jego propozycją.

 

-  Nie    zamierzam    być    miła    dla    tego   
człowieka

 

-  zawołała. - Nawet gdyby moje Ŝycie od tego zaleŜało!

 

Zanim  Fred  Ramsgate  ochłonął  ze  zdziwienia, 

pobiegła na górę, Ŝeby się przygotować na przyjęcie.

 

Gil  zjawił  się  punktualnie.  Drzwi  otworzył  mu 

ojciec i powitał go bardzo uprzejmie. Caro skrzywiła 
się  do  lustra.  Znała  ten  przyjazny,  jowialny  sposób 
bycia,  jaki  ojciec  rezerwował  dla  ludzi,  na  których 
mu  szczególnie  zaleŜało.  Nie  chciała,  Ŝeby  zaprosił 
Gila do salonu na drinka i zaczął go wypytywać 
o  jego  metody  zarządzania,  toteŜ  szybko  zbiegła  na 
dół.

 

Panowie  spojrzeli  na  nią  z  zainteresowaniem,  przy 

czym  wzrok  Gila  wyraŜał  podziw  i  aprobatę,  co 
oczywiście  speszyło  Caro,  za  to  Fred  był  wyraźnie 
zaskoczony.

 

-  Gdzieś ty to kupiła? - mruknął. 
Spodziewała się takiej reakcji z jego strony. Miała

 

bowiem na sobie sukienkę ze szkarłatnego jedwabiu 
z  duŜym  dekoltem,  odsłaniającym  nasadę  jej  piersi. 
Wąska  spódnica  rozcięta  z  prawej  strony  ukazywała 
przy  kaŜdym  kroku  smukłe  udo  w  cieniutkiej  poń-
czoszce.

 

-  To jeden z naszych modeli - powiedział Gil.

 

-  Poznaję go. Jak pańska córka wie, mało siedzę za 
biurkiem. Mogę panu powiedzieć, jaka jest cena tej 
sukni i z jakiego domu mody pochodzi.

 

-

 

Brawo! To mi się podoba! Dobry kupiec powinien 

znać swój towar, nawet jeŜeli kieruje tak wielkim 
sklepem jak Westbrook. 

-

 

No tak, ale kiedy pan go przejmie, powierzy pan 

prowadzenie jednemu ze swoich ludzi. 

-

 

Nie zastanawialiśmy się jeszcze nad ewentualnymi 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

99

 

zmianami organizacyjnymi - oświadczył    Fred, 
ale z wyrazu jego oczu Caro odczytała, Ŝe kłamie.

 

Gil wiedział, co mówi. Ojciec na pewno postanowił 

zastąpić go jednym ze swoich zaufanych współpracow-
ników.  Ścisnęło  ją  w  dołku  i  pobladła.  Wiedziała,  Ŝe 
jeŜeli tak się stanie, Gil znienawidzi i ją, i jej ojca.

 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

 

Przyjęcie  odbywało  się  w  eleganckiej  i  drogiej 

dzielnicy St. John's Wood, w niewielkiej odległości 
od  domu  Ramsgate'ów.  W  czasach  królowej  Wiktorii 
Ŝ

onaci  londyńscy  dŜentelmeni  umieszczali  tam  swoje 

kosztowne  kochanki,  budując  dla  nich  imitacje 
pięknych  wiejskich  domów,  pokrytych  czerwoną 
dachówką, zarośniętych bluszczem, z małymi gankami, 
witraŜowymi  oknami  i  ślicznymi  ogródkami.  Od 
tamtych  dni  duŜo  się,  oczywiście,  zmieniło.  Wyrosły 
brzydkie bloki mieszkalne i biurowe, wzdłuŜ krawęŜ-
ników  parkowały  samochody,  ruch  uliczny  był  inten-
sywny,  ale  mimo  to  w  jakiś  zadziwiający  sposób 
zachowała się tam niewątpliwie wiejska aura.

 

Kiedy  Caro  i  Gil  przybyli  do  domu  przyjaciela 

Amy,  roiło  się  tam  juŜ  od  gości.  Amy  powitała  ich 
tak  serdecznie,  jak  gdyby  była  gospodynią  domu. 
Musnęła  wargami policzek  Caro, po czym  odsunęła 
ją na odległość ramienia, uniosła brwi i roześmiała się.

 

-  No, no, no! - zawołała. - Kochanie, co się stało? 
Caro    speszyła    się    oczywiście,    zwłaszcza    Ŝe   
Gil

 

mierzył  ją  wzrokiem  od  stóp  do  głów,  ale  Amy  nie 
czekając  na  odpowiedź  obróciła  się  i  powitała  Gila 
pocałunkiem.  Chyba trochę  zbyt intensywnym,  pomy-
ś

lała Caro. Mała, dziecinna, ale jakŜe seksowna Amy.

 

-

 

Jak to miło, Ŝe pan przyszedł - zaszczebiotała. 

- JuŜ myślałam, Ŝe się pan rozmyślił. A tak bardzo 
chciałabym bliŜej pana poznać. 

-

 

Ja panią teŜ. - Gil spojrzał w błękitne oczy Amy 

z niekłamanym rozbawieniem. 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 0 1

 

Caro sama nie wiedziała, czy zazdrościć przyjaciółce, 

czy  pogniewać  się  na  nią.  Dziewczyna  flirtowała 
z Gilem bez Ŝenady, Caro zaś nie potrafiłaby zachować 
się  tak  za  Ŝadne  skarby  świata.  Była  zbyt  nieśmiała, 
zbyt mało pewna siebie.

 

-  Proszę ze mną,    chcę panu przedstawić kilka 

osób, które marzą o tym, Ŝeby pana poznać - uśmiech 
nęła się Amy do Gila. - A ty - zwróciła się do Caro

 

-  pomóŜ Anthony'emu. Stoi przy barze i nalewa 
drinki. Bardzo ci będzie wdzięczny.

 

-  Oczywiście! - zgodziła się chcąc nie chcąc Caro. 
Weszła do salonu i zobaczyła wysokiego, bardzo

 

szczupłego,  bladego,  ale  przystojnego  męŜczyznę 
rozlewającego róŜne napoje do kieliszków i częstującego 
gości solonymi orzeszkami.

 

Czuła  na  sobie  wzrok  Gila,  ale  nie  wiedziała,  czy 

patrzy  na  nią  przychylnie,  czy  nie.  Co  za  róŜnica? 
PrzecieŜ  Amy  na  pewno  nie  odczepi  się  od  niego 
przez cały wieczór. Poza tym Gil nienawidzi jej i ojca. 
Są wrogami i na zawsze nimi pozostaną.

 

Kiedy Fred powiedział, Ŝe nie zastanawiał się jeszcze 

nad  ewentualnymi  zmianami  organizacyjnymi  po 
przejęciu Westbrooka, Gil Martell na pewno domyślił 
się,  Ŝe  kłamie.  Nie  zareagował  na  to  stwierdzenie  ani 
jednym słowem.

 

-  JeŜeli      pani jest    gotowa,      to    moŜemy 
jechać

 

-  powiedział po prostu do Caro.

 

Zawsze  całowała  ojca  przed  wyjściem  z  domu,  ale 

dzisiaj nawet na niego nie spojrzała. Wiedziała, Ŝe jej 
zachowanie  zaskoczy  i  zaintryguje  go,  ale  było  jej 
wszystko jedno.

 

Gdy  znaleźli  się  w  rollsie,  Gil  bez  słowa  zapalił 

silnik  i  ruszył  przez  dość  spokojne  juŜ  teraz  ulice. 
Caro  dobrze  wiedziała,  o  czym  Gil  myśli.  Ale  cóŜ 
mogła  na to poradzić?  Dotychczas nie  zastanawiała 
się nad konsekwencjami przejmowania przez ojca

 

background image

102 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

kolejnych  domów  towarowych.  UwaŜała  te  transakcje 
za  zupełnie  normalne  i  pozytywne.  Oznaczały  moder-
nizację, wzrost zysków dla akcjonariuszy i całej załogi 
sklepu. No tak, ale w przeszłości nie była emocjonalnie 
związana  z  Ŝadnym  z  właścicieli,  których  ojciec 
eliminował.

 

Z szerokim uśmiechem na twarzy podeszła teraz do 

Anthony'ego.

 

-

 

Halo! Jestem przyjaciółką Amy... - powiedziała 

wesoło. 

-

 

Doskonale panią pamiętam - odparł z automaty 

cznym uśmiechem i podał jej drinka. - Poznaliśmy się 
w szpitalu, kiedy ją operowałem. Ona często o pani 
mówi. Jesteście koleŜankami szkolnymi, prawda? 

Zajrzał jej w dekolt, zlustrował uwaŜnie szkarłatną 

suknię.

 

-

 

Pięknie pani wygląda - powiedział. - Co za 

wspaniała suknia. Czy pani przyszła, Ŝeby zaofiarować 
mi pomoc przy barze? Wejdź w królestwo moje, rzekł 
pająk do muchy. MoŜe pani zechce obsługiwać tych, 
którzy piją wino, a ja zajmę się pozostałymi. Dobrze? 

-

 

Okay - uśmiechnęła się Caro, lekko rozbawiona 

tym niezbyt mądrym dowcipem. - Spojrzała przez 
pokój na Amy, która jak bluszcz owijała się dokoła 
Gila. Anthony podąŜył za jej wzrokiem. 

-

 

Czasami mam ochotę ją zabić - mruknął z za 

dziwiającą szczerością. 

-

 

Pan się w niej kocha? - zapytała Caro prosto 

z mostu. 

-

 

Jak pani zgadła? 

-

 

To nie było trudne - odparła, zastanawiając się 

w duchu, czy jej uczucia w stosunku do Gila są 
równie łatwe do rozszyfrowania. 

-

 

Mój błąd polega na tym, Ŝe zaleŜy mi na niej 

bardziej niŜ jej na mnie - uśmiechnął się Anthony 
smutno. - Ona się szybko zapala i równie szybko 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

103

 

gaśnie. Zaczyna się nudzić. A ja naleŜę do tych, co to

 

raz na zawsze... To nonsens, ale nic na to nie poradzę.

 

Caro spontanicznie pogłaskała go po ramieniu.

 

-  Współczuję - powiedziała. - Miłość to piekło, 

nieprawdaŜ?

 

Pocałowała go lekko w policzek.

 

-

 

Pani teŜ tak uwaŜa? - zdziwił się. 

-

 

Kiedyś byłam bardzo zakochana - przyznała 

Caro, Ŝałując, Ŝe wdała się w tę rozmowę. - To było 
dawno temu. Nazywał się Damian Shaw i okazał się 
zwykłym łajdakiem. Byłam bardzo nieszczęśliwa, ale 
wszystko mija. Czas jest najlepszym lekarzem. 

-

 

Na pewno lepszym niŜ ja - roześmiał się Anthony. 

-  W takim razie jest pani teraz całkiem wolna. Od 
czasu tego łajdaka nikt inny się nie zjawił?

 

Potrząsnęła przecząco głową i nalała mu wina.

 

-  Dajmy sobie z tym    spokój - roześmiała   
się.

 

-  Niech pan to wypije i spróbuje bawić się razem ze 
swoimi gośćmi.

 

-  Nie, nie. Jestem gospodarzem. Nie wolno mi się 

upić.

 

Mnóstwo  osób  podeszło  do  baru  i  trzeba  je  było 

obsłuŜyć. Przez dobre dziesięć minut Caro i Anthony 
pracowali  bardzo  intensywnie.  Gdy  na  nowo  podjęli 
rozmowę, Caro pilnowała, Ŝeby nie była nazbyt osobis-
ta. Wypytywała go o jego pracę, o rodzinę, o to, jakie 
uprawia sporty, i tym podobne rzeczy. Amy i Gilham 
tańczyli, mocno do siebie przytuleni, gdyŜ miejsca było 
mało,  a  par  duŜo.  Wszyscy  ocierali  się  o  wszystkich. 
Caro  odwróciła  wzrok.  Nie  chciała  na  to  patrzeć. 
Mimo  to  wiedziała,  Ŝe  uśmiechają  się  do  siebie,  Ŝe 
patrzą sobie głęboko w oczy, i nienawidziła ich.

 

-

 

Czy moŜna panią prosić? - usłyszała nagle młody 

męski głos. 

-

 

To jest Peter - odezwał się Anthony. - Najgorszy 

lekarz świata, ale tańczy doskonale. Polecam go. 

background image

104 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-  Dziękuję ci za rekomendację - powiedział Peter 

i zanim Caro zdąŜyła mu odmówić, objął ją i pociągnął 
do drugiego pokoju,    gdzie zmieszali    się z 
innymi 
tańczącymi    parami.      Było    gorąco    i    duszno.   
Caro 
marzyła o tym, Ŝeby wyjść, Ŝałowała, Ŝe dała się 
namówić na tę zabawę. Rozglądała się za Gilem, ale 
Amy tańczyła teraz z kimś innym, a jego nie było 
widać. CzyŜby poszedł do domu? Caro poczuła ucisk 
w dołku, ale po sekundzie zauwaŜyła go przy barze 
i poczuła dziwną ulgę.

 

Po  kilku  minutach  Amy  zaprosiła  wszystkich  do 

kuchni,  do  bufetu,  i  goście  zaczęli  się  pospiesznie 
pchać  w  tamtą  stronę.  Caro  podeszła  do  baru,  gdzie 
Gil popijał mroŜoną lemoniadę.

 

-  Strasznie tu gorąco - powiedziała. - Chętnie 

napiłabym się tego samego co ty.

 

Gil podał jej swoją szklankę.

 

-

 

Nie chcę ci zabierać twojej lemoniady - oświad 

czyła, ale on potrząsnął tylko głową, więc wypiła 
duszkiem zimny napój. 

-

 

MoŜe poszlibyśmy do bufetu - zaproponował Gil. 

- Wygląda bardzo apetycznie. Co za wspaniała organi 
zatorka z tej Amy. No i wcale nie jest głupia - dodał. 

Caro  zastanawiała  się  nad  tym,  co  chciał  przez  to 

powiedzieć. Amy była rzeczywiście niegłupia, a nawet, 
rzec moŜna, cwana. CzyŜby się tego domyślał?

 

-

 

Idź sam - powiedziała. - Nie jestem głodna. 

-

 

Ja teŜ nie - odparł. - Ale chętnie przyniosę ci coś. 

-  Nie, dziękuję. 
Nastała chwila milczenia.

 

-  Czy ty się dobrze bawisz? - zapytał nagle Gil 

szeptem.

 

Caro  poczuła  wielką  ulgę.  Co  tam,  pomyślała, 

powiem mu prawdę.

 

-  Szczerze mówiąc, nie. Nie znam tu prawie nikogo. 

Jest strasznie ciasno i gorąco. A ty? - dodała.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

105

 

-  Nudzę się śmiertelnie. Uciekajmy stąd, ale tak, 

Ŝ

eby Amy nie zauwaŜyła.

 

Podszedł  do  Anthony'ego,  który  ustawiał  na barze 

czyste  szklanki  i  szepnął  mu  coś  do  ucha.  Anthony 
pomachał im ręką i uśmiechnął się szeroko.

 

-  Bawcie się dobrze! - zawołał, a gdy zobaczył, Ŝe 

Caro zalewa się rumieńcem, roześmiał się.

 

Wychodząc Caro zapytała Gila, co takiego naszeptał 

Anthony'emu.

 

-  Powiedziałem mu, Ŝe idziemy na nasze własne 

prywatne przyjęcie.

 

Otworzył  drzwiczki  samochodu  i  pomógł  Caro 

przy wsiadaniu.

 

-

 

JakŜe mogłeś? - oburzyła się. - On to na pewno 

powtórzy Amy, a ona rozgada na cały Londyn. 

-

 

Boisz się moŜe, Ŝe Damian Shaw się o tym dowie? 

-

 

Co takiego? - obruszyła się Caro. 

-

 

Amy mi o nim opowiedziała. 

-

 

Amy nie ma prawa mówić o moim prywatnym 

Ŝ

yciu - zdenerwowała się Caro. 

Co  za  bezczelność!  Dlaczego  uznała  za  stosowne 

powiedzieć męŜczyźnie, którego dopiero co poznała,

 

o  romansie Caro z Damianem? Caro dobrze wiedziała 
dlaczego. Amy nigdy nie przebierała w środkach, 
jeŜeli jej na czymś zaleŜało. Ale Ŝeby nie oszczędzić 
nawet najlepszej przyjaciółki? No, ale nigdy dotąd nie 
były zainteresowane tym samym męŜczyzną. Caro 
z goryczą myślała o tym, Ŝe Amy domyśliła się, 
jakimi uczuciami obdarza Gila. To dlatego, Ŝe znam 
ją od tak dawna i tak dobrze. Zrobiła tak po to, Ŝeby 
Gil    myślał,    iŜ    ona wciąŜ durzy    się w   
Damianie,

 

i   

wobec tego zrezygnował z wszelkiej nadziei 

zaintere 
sowania jej swoją osobą.

 

-  Amy nie wyjawiła mi Ŝadnego sekretu - zareago 

wał Gil na jej oburzenie. - Wszyscy przecieŜ wiedzą 
o waszym romansie. Nawet facet przy barze, który,

 

background image

106 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

zdaje  się,  jest  gospodarzem  przyjęcia,  tez  o  nim 
wspomniał. I on, i Amy są pewni, Ŝe nie przestałaś się 
nim  interesować.  śe  zalazł  ci  dobrze  za  skórę,  jak  to 
określiła Amy. Czy to prawda?

 

-  To moja sprawa - mruknęła Caro, wpatrując się 

poprzez poświatę ulicznych latarni w głąb Regents 
Park.

 

Wkrótce  zajadą  przed jej dom.  Za  chwilę  znajdzie 

się  we  własnym  pokoju,  sam  na  sam  ze  swoimi 
myślami i z tym okropnym poczuciem krzywdy 
i beznadziejności, jakie ją nękało.

 

-  Częściowo i moja - odezwał się Gil chłodnym 

tonem. - Czy nie wiesz, Ŝe Shaw jest jednym z moich 
adwokatów i Ŝe bierze udział w naszych negocjacjach 
z twoim ojcem?

 

Caro  wyprostowała  się  gwałtownie  i  spojrzała  na 

Gila zdumionymi i przeraŜonymi oczami.

 

-  Widzę, Ŝe ojciec ci o tym nie wspomniał - dodał 

pospiesznie Gil.

 

Był  tak  zaskoczony  jej  reakcją,  Ŝe  nieopatrznie 

zjechał  niemal  na  środek  ulicy,  co  wywołało  silne 
trąbienie  nadjeŜdŜającego  z  przeciwka  samochodu. 
Gil zaklął i szybko naprawił swój błąd.

 

-  Ciekawe, Ŝe ojciec nic ci nie powiedział - po 

wtórzył.

 

Caro  dobrze  wiedziała  dlaczego.  Ojciec  zdawał 

sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  znajomość  z  Damianem 
Shawem  zakończyła  się  dla  niej  w  bardzo  przykry 
sposób.  Zresztą  sam  się  do  tego  przyczynił.  Od 
początku  uwaŜał  Damiana  za  łowcę  posagu  i  kiedy 
Caro wspomniała coś o zaręczynach, wynajął prywat-
nego detektywa, który odkrył, Ŝe Shaw ma kochankę. 
Była nią jego sekretarka, z którą sypiał regularnie juŜ 
od  kilku  miesięcy.  Spotykał  się  z  nią  w  londyńskich 
hotelach.  Raz  wyjechał  z  nią  na  cały  weekend, 
tłumacząc Caro, Ŝe musi odwiedzić zagranicznego

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

107

 

klienta.  Kiedy  ojciec  pokazał  jej  raport  detektywa, 
Caro z początku nie chciała mu dać wiary. Odsunęła 
go od siebie drŜącymi rękami, ale gdy przeczytała go 
po raz drugi, poddała się. Przejrzała załączone zdjęcia, 
zeznania  słuŜby  hotelowej,  fotokopie  rejestrów  mel-
dunkowych. Shaw podawał z reguły fałszywe nazwisko 
i przedstawiał sekretarkę jako Ŝonę.  Caro doskonale 
pamiętała uczucie, jakiego doznała, gdy po raz pierwszy 
zobaczyła  swoją  rywalkę,  jasnowłosą,  ładniutką, 
dziewiętnastoletnią  dziewczynę.  Zrozumiała  w  lot,  Ŝe 
Damian jest kłamcą i oszustem, Ŝe chce się z nią Ŝenić 
dla  pieniędzy  i  nie  zamierza  dochowywać  wierności 
małŜeńskiej.  Poczuła  się  tak  upokorzona,  Ŝe  myślała 
nawet o samobójstwie.

 

-

 

Jaki jest stosunek twego ojca do Shawa? - zapytał 

teraz Martell. - Czy woli, Ŝebyś poślubiła zamoŜniej 
szego człowieka? Czy zabronił ci spotykać się z nim? 

-

 

Nic podobnego! - obruszyła się Caro. Zawsze 

broniła ojca, Ŝeby nie wiem co. - Nie znasz mojego 
papy. To nie jest jakiś tam staroświecki tyran domowy. 
Nie ocenia ludzi według stanu ich konta.   
Nigdy 
w Ŝyciu nie zabronił mi się z kimkolwiek widywać. 

-

 

Amy jest innego zdania. 

-

 

Co ona ci, na litość boską, o mnie nagadała? 

-

 

Wspomniała o jakimś prywatnym detektywie... 

-

 

Zabiję ją. Ja ją naprawdę zabiję. - Caro z trudem 

opanowała rosnącą w niej złość. - No dobrze, powiem 
ci, jak z tym było. Papa opłacił prywatnego detektywa 
i kazał mu śledzić Damiana. Miał po prostu pewne 
podejrzenia, które okazały się słuszne... Detektyw 
zrobił zdjęcia i fotokopie meldunków hotelowych. 
Pokazałam je    Damianowi.    Zbulwersowało    go   
to. 
Nawet się nie bronił. Po prostu nie mógł. 

Gil zaparkował rollsa przy krawęŜniku pod nisko 

zwisającymi gałęziami wielkiego drzewa.

 

-  Inna kobieta? - zapytał.

 

background image

108 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Caro skinęła głową.

 

-  Próbował mnie przekonać - powiedziała cicho

 

-  Ŝe to nie ma Ŝadnego znaczenia. śe ta dziewczyna 
go „uwiodła". Przelał na nią całą winę. Szkoda, Ŝe 
nie moŜesz zobaczyć jej zdjęcia. Była najprawdopodob 
niej niewinna jak baranek. Dziewiętnastolatka z pro 
wincji. Młodsza ode mnie! Ale Damian przedstawił ją 
jak istną femme fatale, która omotała go swoimi 
sztuczkami. Zapewniał, Ŝe mnie kocha i Ŝe tamta 
sprawa była chwilowym szaleństwem. Powiedział, Ŝe 
natychmiast zerwie z kochanką i błagał o wybaczenie!

 

-

 

Ale nie otrzymał go? 

-

 

Naturalnie, Ŝe nie! 

.- Wygląda więc na to, Ŝe sprawa jest skończona 

- zauwaŜył Gil nie spuszczając wzroku z twarzy Caro.

 

Ta zaś nie potrafiła jakoś skończyć z tym tematem. 

Ogarnęła  ją  jakaś  dziwna  potrzeba  mówienia  o  tej 
sprawie.

 

-  Słuchałam,  jak  kłamał,  jak  zwalał  całą  winę  na 

tarntą dziewczynę i czułam, Ŝe rośnie we mnie nienawiść 
do  tego  człowieka.  Damian  jest  bardzo  dobrym 
adwokatem, cwany jak mucha, a przy tym bystry 
i  szybki.  Jestem  pewna,  Ŝe  wykona  powierzone  mu 
przez  was  zadanie  na  piątkę,  chociaŜ  naleŜy  mu 
uwaŜnie patrzeć na palce.

 

- Widać, Ŝe on cię wciąŜ fascynuje - mruknął Gil.

 

-  powiada się, Ŝe odwrotną stroną miłości jest niena 
wiść. Czy jesteś pewna, Ŝe wybiłaś go sobie z głowy?

 

-  Absolutnie pewna! - roześmiała się Caro nieco 

sztucznie. - Przestałam go nawet nienawidzić.   
Po 
prostu nim pogardzam.

 

- Zaraz się przekonamy.

 

Było  coś  tak  dziwnego  w  głosie  Gila,  Ŝe  Caro 

uniosła  głowę  i  w  ten  sposób  ułatwiła  mu  sprawę. 
Pochylił  się  nad  nią  i  przycisnął  usta  do  jej  ust. 
Całował tak namiętnie, tak zaborczo, a zarazem tak

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

109

 

czule,  Ŝe  wielka  fala  emocji  przeszła  całe  jej  ciało. 
Rozchyliła usta, oczy jej zaszły mgłą, świat zawirował, 
zarzuciła  mu ręce na szyję i  przylgnęła do niego 
z całych sił.

 

Kiedy  Gil  wreszcie  oderwał  się  od  niej,  poczuła 

dziwne uczucie pustki, utraty bezpieczeństwa, marzyła 
o tym, by znów wtulić się w niego. Gil przyglądał jej 
się przymruŜonymi oczami,  które połyskiwały  niczym 
wody  głębokiego  jeziora.  O  czym  mógł  myśleć?  Tak 
mało go znała, tak niewiele wiedziała o nim, mimo Ŝe 
przecieŜ ostatnio widywała go codziennie.

 

-  Ile miałaś lat, gdy poznałaś Shawa? - zapytał 

niespodziewanie Gil.

 

Dwadzieścia    jeden - odpowiedziała 

automatycznie. 
Wydawało jej się to teraz tak odległe, tak niepraw 
dopodobne. JakaŜ była wówczas młoda i naiwna!

 

-  A ile miałaś po tym romansów? 
Nie odpowiadała.

 

-  Sądząc z tego, jak reagujesz, kiedy cię dotykam, 

chyba bardzo niewiele - dodał. - Pamiętam, jak 
rozzłościłaś się, kiedy zasugerowałem, Ŝe chyba jeszcze 
z nikim nie spałaś. Ale powiedz mi. Jak to właściwie 
było z tym Shawem?

 

Caro  wciąŜ  nie  odpowiadała,  ale  zarumieniła  się 

jeszcze bardziej.

 

-  Rozumiem - powiedział Gil cicho. - Między 

wami nic nie było. Ty byłaś bardzo młoda, a on nie 
zamierzał cię uwieść, ale oŜenić się z tobą. Byłaś jego 
biznesem. Tamta jego zabawką.

 

Caro  zadrŜała  na  całym  ciele.  Brutalność  jego 

wypowiedzi wstrząsnęła nią.

 

-

 

Widzę, Ŝe to ciebie wciąŜ jeszcze bardzo obchodzi. 

-

 

Nic podobnego! Powiedziałam ci przecieŜ, Ŝe go 

nienawidzę. 

-

 

W takim razie zetknięcie się z nim nie sprawi ci 

juŜ przykrości? 

background image

1 1 0  

STRACH PRZfcD MIŁOŚCIĄ

 

-  Co takiego?

 

Caro  zesztywniała,  zbladła,  mróz  przeszedł  jej  po 

kościach.

 

-

 

To chyba nieuniknione. - Gil udawał, Ŝe nie 

zauwaŜa jej reakcji. 

-

 

O czym ty właściwie mówisz? 

-

 

Jak    na    kobietę    o    twojej    inteligencji   

miewasz 
zadziwiające luki wyobraźni - mruknął Gil. - Za 
stanów się! Dotychczas byłaś zbyt zajęta grzebaniem 
w naszych księgach, Ŝeby brać udział w spotkaniach 
twojego      ojca    z    ludźmi      mojej      babki,      ale   
prędzej 
czy      później      zostaniesz    wezwana      na      debatę   
nad 
twoim raportem i wtedy znajdziesz się oko w oko 
z panem Damianem Shawem. Jak się wtedy będziesz 
czuła? 

-

 

Normalnie - skłamała Caro i Gil roześmiał się. 

-

 

DajŜe spokój! PrzecieŜ to jasne, Ŝe ten facet nie 

jest ci jeszcze całkiem obojętny! 

-

 

Chyba Ŝartujesz - oburzyła się Caro. - Czy nie 

rozumiesz, jak    bardzo    poczułam    się   
upokorzona, 
kiedy się dowiedziałam, Ŝe zostałam strasznie oszukana. 
Mówił mi,    Ŝe mnie    kocha,    a za moimi   
plecami 
naigrywał się ze mnie. Mówił mi, Ŝe jestem piękna, 
i ja mu wierzyłam, mimo Ŝe lustro mówiło mi co 
innego, a potem uciekał do innej dziewczyny, i to 
naprawdę ślicznej.    Ona    nie    była córką 
bogatego 
człowieka. Autentycznie mu się podobała. Okłamywał 
mnie, robił ze mnie idiotkę. Kiedy się w tym zorien 
towałam, myślałam, Ŝe umrę. 

Zamilkła  i  westchnęła  głęboko.  Spostrzegła nagle, 

Ŝ

e nigdy nikomu nie powiedziała całej prawdy o swojej 

klęsce.  Uświadomiła  sobie,  co  mówi  i  do  kogo! 
Zwierzyła  się  Gilhamowi  Martellowi  ze  swojej  naj-
głębszej tajemnicy, przyznała mu się do najstraszniejszej 
Ŝ

yciowej poraŜki. Dlaczego, u licha, pozwoliła sobie 

na taki luksus? Dlaczego pokazała męŜczyźnie, na

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 1 1

 

którym zaleŜało jej najbardziej na świecie, jaką potrafi 
być kretynką?

 

Łzy zaczęły jej spływać po policzkach. Rozszlochała 

się jak dziecko.

 

-  Przestań.    - Gil    objął ją czule,    przycisnął 

do 
piersi, głaskał po włosach, lekko kołysał. Zamknęła 
oczy, powoli uspokajała się.

 

Przeniknęło ją łagodne ciepło, rozluźniła się, poczuła 

się bezpieczna i dziwnie zadowolona. Czegoś takiego 
nigdy  nie  doznała  w  ramionach  Damiana.  Przy  nim 
zawsze  była  napięta  i  niepewna  siebie.  Być  moŜe, 
instynkt ostrzegał ją przed tym człowiekiem. Ten sam 
instynkt kazał jej teraz zawierzyć Gilowi, oddać  mu 
się w opiekę.

 

Nagle rozległ się w samochodzie dźwięk podobny 

do  beczenia  kozy.  CóŜ  to  mogło  być,  u  licha?  Gil 
westchnął,  puścił  ją  i  wyciągnął  spod  siedzenia 
słuchawkę telefoniczną.

 

-  Halo! - odezwał się. - No tak, słucham. Pani 

Greybury? Czy coś się stało?... Co takiego?... Proszę 
jej powiedzieć, Ŝe wracam dopiero jutro... Ach tak?... 
ś

e nie wyjdzie,    dopóki    się    ze    mną    nie 

zobaczy? 
Rozumiem... No, dobra - dodał po chwili. - Będę za 
mały kwadrans.

 

OdłoŜył  słuchawkę  tak  gwałtownym  ruchem,  Ŝe 

Caro aŜ podskoczyła w swoim fotelu.

 

-

 

Bardzo mi przykro - powiedział. - Ale muszę 

wrócić do domu. 

-

 

Niespodziewany gość? 

-

 

Podsłuchiwałaś? 

-

 

Trudno było nie słyszeć, co mówisz. PrzecieŜ nie 

kucałam pod drzwiami. 

-

 

Przepraszam, nie chciałem cię urazić. Ale nawaliły 

mi nerwy. 

-

 

ZauwaŜyłam to - powiedziała chłodno, speszona 

tą nagłą zmianą nastroju. 

background image

112 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Ruszyli  więc  pustą  juŜ  teraz  ulicą.  Caro  przypa-

trywała  się  smukłym  dłoniom  Gila  manipulującym 
kierownicą  i  poczuła  przypływ  gorąca.  Dlaczego  on 
tak  na  mnie  działa?  -  pomyślała.  Nigdy  w  Ŝyciu  nid 
pragnęłam  niczego  tak  bardzo  jak  tego  człowieka. 
Och,  dlaczego  nie  jest  wolny?  Dlaczego  kaŜdy  męŜ-
czyzna,  z  którym  się  bliŜej  stykam,  ma  inną  kobietę? 
Czy  juŜ  zawsze  tak  będzie?  śycie  nie  jest  dla  mnie 
łaskawe.

 

-

 

Czy chodzi o hrabinę? - zapytała. 

-

 

Wygląda mi na to, Ŝe sprowadziła się i przywiozła 

ze      sobą    górę    walizek.      Podobno    zaczęła     
się juŜ 
rozpakowywać. 

-

 

Moje gratulacje!    - wymamrotała Caro przez 

zaciśnięte zęby. 

Po chwili udało jej się wymusić z siebie promienny 

uśmiech.

 

-  DajŜe spokój - zdenerwował się Gil. - I nie mów 

do mnie przez chwilę. Muszę się zastanowić nad tym, 
jak się jej pozbyć, zanim zjawi się Colin. A z Mirandą 
nie jest łatwo. Ona widzi wszystko z własnego punktu 
widzenia. Jest kompletnie zepsuta, jej egoizm nie zna 
granic. Poza tym ma kurzy móŜdŜek i nikt nie jest 
w stanie wytłumaczyć jej czegokolwiek. Docierają do 
niej wyłącznie komplementy, reaguje jedynie na flirt, 
a ja nie jestem teraz w nastroju na takie gierki.

 

Caro wpatrywała się intensywnie w profil Gila 

i chłonęła  kaŜde jego słowo.  Nie  mówił  o Mirandzie 
jak  zakochany  męŜczyzna.  Głos  miał  niecierpliwy, 
pełen  pogardy.  CzyŜby  udawał,  czy  teŜ  takie  były 
jego odczucia?

 

-  Musiałeś jej dać do zrozumienia, Ŝe ci się podoba 

- zaczęła. - Inaczej nie...

 

Gil przerwał jej, kładąc rękę na jej udzie.

 

-  MoŜe powiedziałem jej kilka miłych słówek, moŜe 

nawet poflirtowałem z nią na jakimś przyjęciu. PrzecieŜ

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 I .1

 

to normalne. Miranda powinna być do tego przy-
zwyczajona. Ale nie zdarzyło się między nami nic 
powaŜnego, nic z wyjątkiem... Urwał w pół słowa.

 

-

 

Tego, Ŝe ona to wszystko wzięła na serio - dokoń 

czyła za niego Caro. 

-

 

Kobiety zawsze to robią - Gil usiłował zdobyć 

się na cynizm, ale jakoś słabo mu to szło. - Ich 
próŜność kaŜe im wierzyć, Ŝe wszyscy męŜczyźni za 
nimi szaleją. KaŜdy flirt uznają za miłość przez duŜe M. 

-

 

UwaŜam, Ŝe w pełni zasługujesz na swoją hrabinę! 

Twierdzisz, Ŝe jest egoistką. MoŜe, ale to nic w porów 
naniu z tobą! 

Gil nie zareagował na te słowa, zatrzymał się przed 

swoim domem i wychylił głowę przez okienko wozu.

 

-

 

Nie widzę samochodu Colina - stwierdził. - Trze 

ba wykurzyć Mirandę, zanim on przyjdzie. Ale zupełnie 
nie wiem, jak to zrobić. 

-

 

Powinnam sobie pójść i pozostawić cię twojemu 

losowi. 

-

 

Czuję, Ŝe masz pomysł na pozbycie się jej... 

-

 

Nie powinnam się do tego mieszać. Ciekawa 

jestem, ilu kobietom zawróciłeś w głowie tylko po to, 
Ŝ

eby się ich potem pozbyć. 

-

 

Słuchaj no, ja naprawdę nie jestem potworem 

- Gil spojrzał na Caro niewinnym wzrokiem, uśmie 
chając się przymilnie. - PomóŜ mi, Caro, nie moŜesz 
dopuścić do tego, Ŝeby Miranda przełknęła mnie jak 
ostrygę. 

-

 

Czemu nie? - odparła Caro pół Ŝartem, pół 

serio. - Zresztą nawet Miranda zasługuje na lepszy 
los. Myślę, Ŝe jakoś uda mi się uwolnić ją od ciebie. 

Otworzyła  drzwiczki  samochodu  i  wysiadła.  Gil 

zamierzał zrobić to samo, ale Caro powstrzymała go 
ruchem ręki.

 

-  Zostań - powiedziała. - Sama się tym zajmę.

 

background image

114 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

Gil  wyszedł  jednak  z  wozu  i  patrzył  na  Caro  ze 

zdziwieniem i niedowierzaniem. Wiatr rozwiewał jego 
gęste włosy. Jaki on jest przystojny, pomyślała Caro.

 

-

 

Co jej powiesz? - zainteresował się Gil. - JeŜeli 

zamierzasz odwołać się do jej wyŜszych uczuć, to nic 
z tego nie wyjdzie. Ona ich w ogóle nie ma. Miranda 
myśli jedynie i wyłącznie o    Mirandzie. JeŜeli po 
stanowiła posłuŜyć się mną dla ukarania swojego 
męŜa, nic jej od tego nie powstrzyma. Nawet gdyby 
wiedziała, Ŝe Colin połamie mi wszystkie kości albo 
Ŝ

e ja zrobię z niego marmoladę, to i tak zostałaby 

przy swoim, tyle Ŝe pod warunkiem, iŜ będzie mogła 
się przyglądać masakrze. 

-

 

JeŜeli chcesz Ŝebym ci pomogła, musisz mi dać 

wolną rękę - powiedziała Caro stanowczo. - Zgoda? 

-

 

Zgoda - odparł po chwili wahania. - Rób, co ci 

się Ŝywnie podoba, ale na litość boską, pozbądź się jej 
moŜliwie jak najszybciej, zanim przygalopuje tu Colin, 
Ŝ

eby zrobić ze mnie rąbankę. 

-

 

Nie miałabym nic przeciwko temu - powiedziała 

Caro i ruszyła ku drzwiom. 

-

 

Czy nie zechciałabyś wtajemniczyć mnie w swoje 

zamiary? - zawołał za nią Gil. 

-

 

Powiem jej - odparła spokojnie Caro - Ŝe nasz 

ś

lub odbędzie się w połowie przyszłego tygodnia. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

 

Gil wpatrywał się w Caro jak zaczarowany. Widać 

było, Ŝe jest całkowicie zaskoczony, po prostu oniemiał.

 

Tymczasem  ona,  rozbawiona  jego  reakcją,  nacisnęła 

dzwonek i w tej samej chwili drzwi otworzyły się 
i stanęła w nich przysadzista, schludnie ubrana kobieta 
w  ciemnej  sukni,  z  siwymi,  starannie  uczesanymi 
włosami.  Była  to  gospodyni  Gila,  pani  Greybury. 
Zmierzyła  Caro  niechętnym  spojrzeniem.  Uznała  ją, 
widać,  za  jeszcze  jedną  z  grona  młodych  adoratorek 
jej pracodawcy.  IleŜ ich  musiało  być?  -  zastanawiała 
się Caro. NajwyŜszy czas, Ŝeby dać nauczkę młodemu 
donŜuanowi.

 

-  Pana Martella nie ma w domu - powiedziała 

pani Greybury i juŜ chciała zamknąć drzwi.

 

Caro  wysunęła  stopę,  Ŝeby  je  zatrzymać,  i  jedno-

cześnie spojrzała w głąb holu, by zorientować się, czy 
czyha  tam  moŜe  Miranda.  Jak  pająk  na  muchę, 
pomyślała sobie i uśmiechnęła się bezwiednie.

 

-  Pan Martell siedzi przed domem w samochodzie 

- szepnęła. - To on mnie przywiózł.

 

Odsunęła się nieco, a gdy pani Greybury zobaczyła 

profil  Gila  wewnątrz  rollsa,  uśmiechnęła  się  i  poma-
chała mu ręką.

 

-

 

Czy pan Martell nie wejdzie do domu? - zapytała. 

-

 

Czuje się bezpieczniej w samochodzie - oświad 

czyła Caro. 

-

 

Wcale mu się nie dziwię - odparła gospodyni, 

przyglądając się Caro uwaŜnie. - Czy on panią po coś 
przysłał? 

background image

l l 6  

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-  Owszem. Po hrabinę.

 

Pani  Greybury  wydała  z siebie dziwny  dźwięk, 

przypominający gwizdanie czajnika.

 

-

 

MęŜczyźni są tacy bezradni - zauwaŜyła Caro. 

- Ale my na pewno damy sobie radę. Gdzie ona jest? 

-

 

Trzecie drzwi na prawo - odparła pani Greybury, 

odsunęła się i wpuściła Caro do holu. 

-

 

Czy to jest gościnny pokój? 

Pani  Greybury  spojrzała  na  nią  z  niekłamanym 

zaciekawieniem.

 

-

 

Czy mogę zapytać... - zaczęła. 

-

 

Kim jestem? - przerwała jej Caro. - Owszem, 

droga pani Greybury. Jestem narzeczoną pana 
Martella 

 

-

 

Narzeczoną! - krzyknęła gospodyni Gila i na 

chwilę straciła swoje słynne panowanie nad sobą. 

-

 

Owszem i byłabym wdzięczna, gdyby pani to 

sobie zapamiętała. Na wypadek, gdyby ktoś pytał. 
Na przykład hrabina Jurby. Jestem narzeczoną pana 
Martella, rozumiemy się. 

Pani Geybury przyjrzała się swojej rozmówczyni 

z napiętą uwagą i nagle uśmiechnęła się.

 

-

 

Niech    pani    będzie    spokojna    -   

powiedziała. 
- Z pewnością nie zapomnę. 

-

 

Pan Martell powiedział mi, Ŝe mogę na panią 

liczyć - skłamała Caro i twarz gospodyni rozjaśniła się. 

-

 

Naprawdę tak powiedział? 

Caro skinęła głową i ruszyła korytarzem ku trzecim 

drzwiom.

 

Zastukała energicznie do drzwi gościnnego pokoju 

i nabrała duŜy haust powietrza w płuca.

 

-  Kto tam? - usłyszała znajomy głos.

 

Caro nie odpowiedziała, ale raz jeszcze zastukała, 

po krótkiej chwili drzwi uchyliły się.

 

-  O co chodzi? - spytała hrabina i spojrzała na

 

  Caro podejrzliwie.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 1 7

 

Ta zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów i z Ŝalem 

stwierdziła  raz  jeszcze,  Ŝe  Miranda  jest  jedną  z  naj-
piękniejszych kobiet, jakie zna. Stała przed nią wysoka, 
smukła, w jedwabnym szlafroczku ozdobionym  koron-
ką.  Jej  złote  włosy  połyskiwały  w  świetle  Ŝyrandola, 
jasnoniebieskie  oczy  były  niewinne  jak  oczy  dziecka. 
Trzeba się było dobrze przyjrzeć, Ŝeby zobaczyć w nich 
stalowe błyski bezwzględności i egoizmu. MęŜczyźni 
z  pewnością  tego  nie  widzieli.  Byli  zbyt  olśnieni 
pierwszym wraŜeniem, a potem zbyt przejęci przemoŜną 
chęcią  schwytania  tego  bajecznego  motyla,  który 
przeleciał im mimo nosa i zniknął w oddali.

 

-

 

Ja panią chyba znam - powiedziała Miranda 

przyglądając się Caro uwaŜnie. - JuŜ wiem. Była pani 
w domu lady Westbrook, kiedy jadłam tam kolację. 
Panna Ramsgate, o ile się nie mylę. To chyba pani 
ojciec chce wykupić ich dom towarowy. 

-

 

Zgadza się - potwierdziła Caro uprzejmie i wkro 

czyła do pokoju tak energicznie, Ŝe hrabina zmuszona 
była cofnąć się szybko. 

Rozejrzała  się  po  pokoju.  Otwarte  walizki,  prze-

rzucone  przez  poręcze  krzeseł  części  garderoby  i  ge-
neralny  rozgardiasz  świadczyły  o  tym,  Ŝe  Miranda 
zamierzała zainstalować się na dłuŜszy czas.

 

-

 

Co pani tu właściwie robi? - zapytała Miranda 

z nonszalancką arogancją damy przyzwyczajonej do 
wydawania rozkazów słuŜbie. 

-

 

Czekam na mojego narzeczonego. 

-

 

A kto to taki, jeŜeli moŜna wiedzieć? 

-

 

Gil - odparła słodkim głosem Caro, patrząc na 

hrabinę niewinnymi szarymi oczami. 

-

 

Kto? - zaskrzeczała    Miranda    tak    głośno,   

Ŝ

Caro mimo woli wzdrygnęła się. 

Spojrzała na swoją rywalkę, która najpierw zrobiła 

się czerwona jak burak, potem blada jak chusta. Usta 
jej drŜały, z jej oczu tryskały iskry wściekłości.

 

background image

1 1 8  

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-  To kłamstwo! Pani i Gil? Pani Ŝoną Gila? To po 

prostu śmieszne! On by nawet na panią nie spojrzał! 
Pani jest brzydka jak noc i ubiera się jak kuchta! 
ChociaŜby    ta czerwona    kiecka!    PrzecieŜ    to   
sama 
wulgarność! Dekolt po pępek. Ohyda! A to przecięcie 
z boku! JeŜeli jest obliczone na uwiedzenie Gila, to 
traci pani niepotrzebnie czas. Gil ma wybredny gust, 
nie z nim takie numery!

 

Caro  zachowywała  idealny  spokój,  choć  nie  przy-

chodziło jej to łatwo. Nie przestawała się uśmiechać, 
mimo Ŝe zaczynały ją od tego boleć szczęki.

 

-  Nasz ślub odbędzie się w przyszłym tygodniu

 

-

 

powiedziała uprzejmym, prawie wesołym głosem. 

-

 

Tylko najbliŜsza rodzina i kilku przyjaciół. Ani on, 

ani ja nie lubimy ostentacji. 

 

-

 

Nie! - wrzasnęła Miranda. - To niemoŜliwe! 

-

 

Zawiadomienia zostaną rozesłane później - ciąg 

nęła Caro, ignorując reakcję Mirandy. 

Rozległo się dyskretne pukanie do drzwi. Do pokoju 

weszła pani Greybury.

 

-  Czy    mogę      pomóc      przy    pakowaniu     
milady?

 

-  zapytała Mirandę spokojnym głosem.

 

-

 

Dobrze, Ŝe pani przyszła! Pani na pewno wie, 

czy to prawda. Czy pan Martell Ŝeni się w przyszłym 
tygodniu? 

-

 

Tak jest, w przyszłym tygodniu, milady - po 

twierdziła gospodyni Gila składając starannie jakiś 
fatałaszek Mirandy i pakując go do jednej z walizek. 

-

 

Na początek zamieszkamy tutaj i mamy nadzieję, 

Ŝ

e pani Greybury będzie się w dalszym ciągu zajmowała 

domem. - Caro przyglądała się z satysfakcją, jak 
gospodyni sprawnie i szybko napełnia walizki hrabiny. 

-  Później chyba poszukamy jakiegoś domu w dzielnicy, 
gdzie mieszkają zarówno lady Westbrook, jak i mój 
ojciec.

 

Miranda podbiegła do niej, chwyciła ją za ramiona,

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 1 9

 

wbiła  polakierowane  na  czerwono  paznokcie  w  jej 
ciało i potrząsnęła nią tak mocno, Ŝe Caro  zakręciło 
się w głowie.

 

Pani Greybury wyniosła walizki do holu.

 

-

 

Zadzwonię po taksówkę, milady - oświadczyła 

słodkim tonem. 

-

 

Nie ruszam się stąd! - wrzeszczała    Miranda. 

- JuŜ rozumiem, jak go złowiłaś, ty wstrętna kom- 
binatorko... Na pewno zaszłaś w ciąŜę! 

-

 

To by było naprawdę zbyt kiczowate! - roześmiała 

się Caro. 

-

 

JuŜ wiem - ciągnęła Miranda - on robi to po to, 

Ŝ

eby zachować ten swój piekielny dom towarowy, na 

którym    mu    tak    zaleŜy.      Tacy    ludzie jak   
wy    po 
wykupieniu przedsiębiorstwa zawsze wyrzucają na 
bruk całe kierownictwo. Pani jest jedyną spadkobier 
czynią    swojego    ojca.      Odziedziczy    pani    cały 
jego 
majątek. No tak, teraz juŜ wszystko jest jasne! 

-

 

MoŜe pani sobie myśleć, co się pani Ŝywnie 

podoba - mruknęła Caro. - Ale teraz proszę juŜ iść. 

-

 

Muszę się przedtem zobaczyć z Gilhamem. 

-

 

On nie ma na to najmniejszej ochoty. 

-

 

Zobaczymy, co będzie, jak wróci. 

-

 

On juŜ wrócił. Siedzi przed domem w samochodzie 

i czeka, Ŝeby pani sobie poszła. 

Miranda  podbiegła  do  okna  i  wyjrzała  na  ulicę. 

Przez  chwilę  Caro  czuła  coś  w  rodzaju  współczucia. 
MoŜe  ona  naprawdę  kocha  Gila?  MoŜe  rzeczywiście 
jest  nieszczęśliwa?  Ale  przecieŜ  ma  własnego  męŜa, 
własne  Ŝycie,  właściwie  nie  brak  jej  niczego.  Niech 
wraca  do  siebie.  Gil  prosił,  Ŝeby  mu  pomóc  i  Caro 
zamierzała to zrobić.

 

Nagle  Miranda  wybiegła  z  pokoju,  minęła  panią 

Greybury,  otworzyła  frontowe  drzwi  i  ruszyła  prosto 
na Gila, który pospiesznie wysiadał z samochodu.

 

Caro oparła się o framugę drzwi i spojrzała na

 

background image

120 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

Gila.  Stał  wyprostowany,  przystojny,  wytworny 
w  swoim  świetnie  skrojonym  ubraniu,  z  rozwianymi 
przez wiatr włosami, z wyrazem całkowitej obojętności 
na  twarzy.  Z  jego  postawy  trudno  byłoby  się  zorien-
tować,  jakie  właściwie  są  jego  uczucia  do  Mirandy. 
JakŜe  był  nieprzenikniony.  Miranda,  szlochając  jak 
dziecko, podbiegła do niego i chwyciła go za rękę.

 

-

 

Taksówka zaraz nadjedzie, kochanie - zwróciła 

się Caro do    Gila. - Chciałam ci powiedzieć,   
Ŝ

Miranda juŜ wie o naszych planach. Wszystko jej 
opowiedziałam.      Szkoda,    Ŝe    nie    moŜemy   
urządzić 
duŜego wesela, ale papa Ŝyczy sobie, Ŝeby to była 
intymna    uroczystość.      Brak      nam      będzie     
Mirandy 
i Colina, nieprawdaŜ? 

-

 

Jak moŜesz to robić? - wrzasnęła hrabina, szarpiąc 

rękę Gila. - Tak bardzo zaleŜy ci na tym waszym 
okropnym sklepie? 

-

 

Mirando, opamiętaj się — powiedział Gil naj 

spokojniejszym na świecie tonem. - Wracaj do domu, 
ubierz się i uspokój. No, juŜ. 

-

 

Ja tu zostaję - szlochała Miranda. - Odeślij ją. 

Muszę z tobą porozmawiać. 

-

 

Mam zamiar spędzić tu noc - poinformowała ją 

Caro lodowatym tonem. 

Miranda    podniosła      ręce    do    góry,      obróciła     

się i wbiegła do domu.

 

-  Miejmy nadzieję, Ŝe ona wkrótce odjedzie. - Gil 

wydał z siebie westchnienie ulgi. - Wiesz co, Caro?

 

-  dodał. - Ty nie przestajesz mnie zadziwiać. Ciekaw 
jestem, co sobie jeszcze wymyślisz.

 

-

 

Prosiłeś, Ŝeby ją jakoś stąd wykurzyć. Przyrzekłam 

ci pomóc, no i udało się - odparła Caro, z trudem 
trzymając nerwy na wodzy. 

-

 

Mamy zaledwie tydzień na wymyślenie alternatywy 

-  uśmiechnął się Gil.    - JeŜeli przez ten czas 
nie 
pobierzemy się, Miranda niewątpliwie powróci.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 2 1

 

-

 

MoŜesz    się    wyprowadzić    albo    powiedzieć 

jej 
bardzo stanowczo, Ŝeby ci dała spokój. JeŜeli rzeczywiś 
cie tego chcesz. 

-

 

Nigdy nie zamierzałem się Ŝenić z Mirandą. Ona 

bywa zabawna i przyjemnie na nią popatrzeć, ale to 
nie    ma    nic do    rzeczy.      Colin jest moim   
starym 
przyjacielem, ją teŜ znam od niepamiętnych czasów. 
Jako dzieci bawiliśmy się w piaskownicy. Roman 
sowałem z nią trochę, zanim zdecydowała się wyjść 
za Colina. Myślę, Ŝe na początku nawet go kochała. 
Ale przede wszystkim chodziło jej o tytuł. Podobnie 
jak wszystkim innym dziewczynom, które się dokoła 
niego kręciły. Wtedy jeszcze nie pił. Uprawiał sporty, 
pływał, jeździł konno, grał w polo. Byłem druŜbą na 
ich ślubie. Później zaczął pić i zepsuło się między nimi. 

-

 

MoŜe było na odwrót, moŜe zaczął pić dlatego, 

Ŝ

e się między nimi zepsuło? - zaryzykowała Caro. 

-

 

Bo ja wiem? Miranda robiła wszystko, Ŝeby mu 

uprzyjemnić Ŝycie. Ale on coraz częściej wracał pijany 
do domu, więc straciła do niego wszelką sympatię. 
Trudno jej się dziwić. 

Zajechała  taksówka  i  Miranda,  nienagannie  ubra-

na,  z  wysoko uniesioną  głową,  ukazała  się na  ganku. 
Za  nią  szła  pani  Greybury  dźwigając  duŜe  cięŜkie 
walizki.

 

Zaniosła je do taksówki.

 

-

 

Ilu pasaŜerów? - zapytał kierowca. 

-

 

Tylko ta pani - odparł Gil i pomógł Mirandzie 

wsiąść do wozu. 

-

 

Do widzenia, moja droga - powiedział. - Zoba 

czymy się po naszym powrocie z podróŜy poślubnej. 

Miranda skrzyŜowała swoje długie kształtne nogi 

i zatrzasnęła drzwiczki.

 

-

 

Dokąd jedziemy? - zapytał taksówkarz. 

-

 

Jurby House, Park Lane - odparła. 

-

 

A więc wraca do męŜa - powiedziała Caro. 

background image

12? 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

  Mam nadzieję, Ŝe z nim zostanie. Co za 

egoistka - dodała. - Co ci się właściwie w niej 
podoba?

 

-

 

Jest bardzo piękna.    PrzecieŜ nie moŜna mieć 

wszystkiego. 

-

 

Więc jednak z nią spałeś? - mruknęła Caro. 

-

 

Ilekroć o niej mówisz, ziejesz zazdrością - roze 

ś

miał się Gil. 

Caro uświadomiła sobie ze zgrozą, Ŝe tak rzeczywiś-

cie  jest.  Zrobiła  się  czerwona  jak  piwonia  i  zaraz 
potem zbladła.

 

-

 

Odwieź mnie do domu! - zaŜądała. 

-

 

Jeszcze nie - odparł chłodno. - Lada chwila 

  się tu zjawić Colin, więc potrzebne mi jest alibi.

 

Zostań jeszcze trochę. W holu 

czekała na nich pani Greybury.

 

-  Czy podać coś? - zapytała.

 

.-  Nie.,  dziękuję.  Sam  to  załatwię.  Jestem  pani 

bardzo wdzięczny za pomoc - uśmiechnął się do niej

 

Gil.

 

-  Doskonale. Dobranoc panu, dobranoc, panno 

Ramsgate.

 

Caro  poszła  za  Gilem  do  salonu.  Co  za  piękny 

pokój, pomyślała. Zielony dywan, tapeta w delikatny 
roślinny wzór, skórzane kanapy i fotele.

 

Gil nalał dwa kieliszki koniaku.

 

-  Usiądź - poprosił. - I napij się. Mamy za sobą 

cięŜką przeprawę.

 

Podszedł  do  Caro,  która  stała  przed  kominkiem, 

rozglądając  się  po  ścianach  salonu  zawieszonych 
pięknymi obrazami.

 

Gil  wyjął  Caro  kieliszek  z  ręki,  objął  ją  i  bardzo 

powolnym ruchem zaczął jej masować plecy. Zamknęła 
oczy i poddała się jego pieszczotom. PołoŜył dłoń na 
jej karku, łagodnie posuwał ją po jej plecach, przylgnął 
do niej całym ciałem i przyłoŜył usta do jej szyi. Coś 
w    rodzaju    szlochu    wydobyło    się    z    krtani   
Caro.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

123

 

Wstrząsnął  nią  dreszcz  przeraŜenia,  a  zarazem  roz-
koszy.  Oddychała  z trudem.  Chciała  mu się oprzeć, 
ale  była  jak  sparaliŜowana.  Nie  powinnam  była  pić 
tego  koniaku,  pomyślała.  Dłoń  Gila  dotarła  do  jej 
talii,  potem  przeniosła  się  wyŜej.  Usłyszała  dźwięk 
otwieranego  suwaka,  jej  suknia  rozchyliła  się  na 
plecach,  usta  Gila  muskały  je,  przesuwały  się  coraz 
niŜej.

 

Nagle  obrócił  ją  ku  sobie  jak  bezwolną  lalkę. 

Stanęła  na  palcach,  podała  mu  usta  i  zarzuciła  mu 
ręce  na  szyję.  Niejasno  zdała  sobie  sprawę,  Ŝe  jej 
suknia opadła na dywan. Przylgnęła mocniej do Gila 
i wsunęła palce w jego gęstą czuprynę.

 

Wziął  ją  na  ręce  i,  nie  przestając  pokrywać  jej 

pocałunkami,  cofnął  się  i  opadł  na  kanapę.  Caro 
otworzyła  oczy.  Zobaczyła,  Ŝe  Gil  strząsa  z  siebie 
marynarkę  i  rzucają  na  podłogę.  Patrzyła, jak  rozpina 
koszulę,  spod  której  wyłoniła  się  jego  opalona 
muskularna pierś z kępką ciemnych włosów. Patrzyli 
na siebie szeroko otwartymi oczami, w których płonęło 
niepohamowane poŜądanie.

 

Caro  jeszcze  nigdy  w  Ŝyciu  nie  obserwowała 

rozbierającego się męŜczyzny. Poczuła w uszach szum 
krwi, serce waliło jej jak młotem. Gil zsuwał ramiączka 
jej staniczka i całował jej ciepłe piersi. Zapragnęła go 
całym ciałem, całą swą istotą.

 

- Pogłaszcz mnie - szepnął.

 

Zrobiła  to,  z  początku  nieśmiało,  potem  coraz 

odwaŜniej. Opuszki jej palców stały się tak wraŜliwe, 
Ŝ

e gdy dotknęła jego nagiej skóry, poczuła się tak, jak 

gdyby ją poraził prąd elektryczny i zadrŜała od stóp 
do głów.

 

Patrząc mu prosto w oczy, powoli wodziła rękami 

po  całym  jego  ciele.  A  on  leŜał,  wpatrzony  w  nią 
swoimi płonącymi ciemnymi oczami, oddychając cięŜko 
i szybko jak sprinter dobiegający do mety.    Caro

 

background image

124 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

poczuła,  Ŝe  traci  kontrolę  nad  sobą,  Ŝe  zmysły 
zapanowały  nad  rozumem.  Przylgnęła  do  Gila  całą 
sobą,  ustami  wodziła  po  jego  ramionach,  piersi, 
brzuchu. Bezgłośnie błagała go o zaspokojenie.

 

-  Czy ty wiesz, co robisz? - zapytał Gil zachrypłym 

głosem.

 

Ukryła  twarz  w  jego  włosach,  nie  była  w  stanie 

głośno  wyartykułować  tego,  co  czuła.  A  przecieŜ 
dobrze  wiedziała,  czego  tak  gwałtownie  pragnie. 
Obojętne  jej  były  wszelkie  konsekwencje.  Zobaczyła, 
jak  Gil  unosi  się  nad  nią,  jak  zrzuca  z  siebie  resztę 
bielizny. Zrobiła to samo i zamknęła oczy.

 

-  Będę bardzo delikatny - szepnął. - Wiem, Ŝe to 

dla ciebie pierwszy raz. A ten pierwszy raz musi być 
cudowny, bo nigdy go się nie zapomina. Postaram 
się, Ŝeby tak było, moja Caro.

 

Całował  delikatnie  jej  usta,  szyję,  piersi,  potem 

przesunął się w dół i całował jej płaski brzuch, smukłe 
biodra, strzeliste uda.

 

-  Och, Gil, Gil, tak, tak - szeptała.

 

Rozchylił  jej  delikatnie  uda  i  wsunął  się  w  nią 

jednym  silnym  ruchem.  Wydała  okrzyk  bólu.  Jej 
ciało napięło się jak struna.

 

-  Spokojnie... - szeptał Gil. - Nie walcz ze mną. 

OdpręŜ się.

 

Ale zaraz poczuła jeszcze ostrzejszy ból. Ogarnęła 

ją panika.

 

-

 

Przestań - poprosiła i przez kilka chwil Gil trwał 

w bezruchu. Kiedy znowu uniósł się i opadł na nią, 
odbyło się to juŜ zupełnie bezboleśnie, więc poddała 
mu się i znowu z rozkoszą wchłaniała w siebie ciepło 
jego ciała, a on całował ją i głaskał jej zmierzwione 
włosy. 

-

 

Przepraszam - szepnęła i przywarta wargami do 

jego warg. 

-

 

AleŜ skąd. Tak zawsze jest na początku. Jestem 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

125

 

dumny,  Ŝe  pozwoliłaś  mi  zostać  twoim  pierwszym 
kochankiem.

 

Po  chwili  zaczął  znów  leciutko  całować  najpierw 

jedną,  potem  drugą  jej  pierś,  przesunął  rękę  na  jej 
podbrzusze, a potem niŜej, tam gdzie ich ciała połączyły 
się w jedno, i Caro znów poczuła dreszcz rozkoszy.

 

Objęła  go,  przycisnęła  się  do  niego  w  nowym 

przypływie  poŜądania.  Poruszali  się  rytmicznie  i  nie-
spiesznie, aŜ wybuchło w niej coś tak wspaniałego 
i  nieznanego  zarazem,  Ŝe  odrzuciwszy  głowę  w  tył 
wydała z siebie dziki krzyk radości.

 

A  potem  było  jej  tak,  jakby  wpadła  w  przepastne 

ciemne  wody  jakiegoś  jeziora.  LeŜała  szczęśliwa, 
zmęczona, odpręŜona, a Gil wyciągnął się obok niej, 
z głową opartą na jej piersi.

 

Milczeli, bo Ŝadne słowa nie mogły wyrazić tego, 

co czuli. Nigdy w Ŝyciu nie byłam tak szczęśliwa jak 
w tej chwili, pomyślała Caro i zapadła w sen.

 

Obudził  ją  gwałtowny  dzwonek.  Otworzyła  oczy. 

Przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest, ale zaraz poczuła 
jego  nagość  przytuloną  do  jej  nagości,  jego  dłoń  na 
swojej piersi, jego udo przyciśnięte do jej ud, przypo-
mniała  sobie,  co  się  stało,  poczuła  lęk  i  bała  się 
spojrzeć na swego kochanka.

 

Gil  zaklął,  usiadł  na  brzegu  kanapy  i  spojrzał  na 

nią  z  lekkim  zdziwieniem.  Caro  zamknęła  oczy  jak 
dziecko, które wyobraŜa sobie, Ŝe w ten sposób stanie 
się niewidzialne.

 

-  Kto, u licha, moŜe dzwonić o tej porze? - Gil 

wstał i podszedł do telefonu.

 

Caro  obserwowała  go  spod  spuszczonych  powiek. 

Na wspomnienie o tym, co z nim przed krótką chwilą 
robiła,  zalała  się  potem.  JakŜe  to  się  mogło  stać? 
Sama go o to błagała! BoŜe, co za straszny wstyd!

 

-  Tak! - mruknął Gil do słuchawki.

 

background image

126 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

Spojrzał  przez  pokój  na  Caro,  która  ubierała  się 

pospiesznie.

 

-

 

Owszem, jest tutaj - powiedział Gil do swojego 

rozmówcy. - Twój ojciec, Caro - dodał. W słuchawce 
rozległ się rozgniewany i zbyt głośny głos ojca. 

-

 

Tak,    zdaję    sobie    sprawę,    która jest   

godzina 

-  przerwał mu Gil w pewnym momencie. - Przyjęcie 
bardzo się przeciągnęło... Amy do pana dzwoniła? 
Owszem, wyszliśmy stamtąd jakiś czas temu i przy 
szliśmy tutaj, Ŝeby jeszcze trochę pogadać.

 

Caro  znów  usłyszała  rozwścieczony  głos  ojca.  Gil 

zachowywał całkowity spokój.

 

-  Caro nie jest juŜ małą dziewczynką - przerwał 

zalew słów Freda po pewnym czasie. - Jest dorosłą 
kobietą. Dlaczego nie pozwala jej pan Ŝyć własnym 
Ŝ

yciem?

 

Caro  z  trudem  nałoŜyła  suknię.  Spojrzawszy  na 

zegarek  stwierdziła  ku  swojemu  przeraŜeniu,  Ŝe  jest 
czwarta nad ranem. Podbiegła do Gila i wyjęła mu 
z rąk słuchawkę.

 

-

 

Będę    za    dziesięć    minut,    tato    - 

powiedziała 
i odwiesiła ją, zanim ojciec zdołał odpowiedzieć. 

-

 

Czy mógłbyś się szybko ubrać? - zwróciła się do 

Gila. 

Nie  patrzyła  na  niego.  Bo  i  po  co?  Doskonale 

zdawała sobie sprawę z jego jakŜe niepokojącej nagości. 
Bliskość jego rozgrzanego ciała przejmowała ją dziwną 
słabością.

 

-  Czy on zawsze czeka na ciebie do późnej nocy?

 

-  zagadnął ją Gil tonem,    który wzbudził w niej 
natychmiastowy sprzeciw.

 

-

 

Nie, ale...       

-

 

I czy zawsze dzwoni do twoich przyjaciół, Ŝeby 

cię sprowadzić do domu? 

-

 

Nie, ale dzisiaj zrobiło się rzeczywiście strasznie 

późno.    Obudził się przed chwilą,    zobaczył, 
która 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

1 27

 

godzina,  i  przestraszył  się.  Nie  powiedziałam  mu,  Ŝe 
wrócę dopiero nad ranem.

 

-

 

Czy musisz go prosić o pozwolenie? 

-

 

SkądŜe! 

-

 

A czy często wracasz dopiero nad ranem? 

-

 

Nie, i właśnie dlatego tak się zdenerwował. 

Gil ruszył w jej stronę, ale ona odskoczyła od niego 

w przeraŜeniu.

 

-  Zostaw mnie. Jestem potwornie zmęczona. Ubierz 

się, proszę, i odwieź mnie do domu.

 

-  Dobrze - odparł i zaczął nakładać bieliznę. 
Caro poczuła, Ŝe zalewa ją nowa fala poŜądania.

 

Przed  chwilą  była  zaspokojona,  ale  na  widok  jego 
muskularnego  smagłego  ciała  znowu  zapłonęła  nie-
przytomną wprost chęcią przytulenia się do niego.

 

-

 

MoŜe lepiej pojadę taksówką? - zaproponowała 

i ruszyła ku drzwiom. 

-

 

Ja cię przywiozłem i ja cię odwiozę - mruknął 

Gil. - Nie puszczę cię samej na ulicę o czwartej rano. 
MoŜe chcesz skorzystać z łazienki - dodał. - Drugie 
drzwi na prawo. 

Szczęśliwa, Ŝe moŜe wyjść i nie patrzeć, jak Gil się 

ubiera, skorzystała z jego propozycji.

 

Łazienka  była funkcjonalna, wyraźnie przeznaczona 

dla męŜczyzny. Caro opłukała wodą rozognioną twarz, 
wytarła  się  śnieŜnobiałym  lnianym  ręcznikiem  i  spo-
jrzała w lustro. Włosy miała w nieładzie, jej szkarłatna 
suknia była  wymięta,  a  na jej szyi i dekolcie widniały 
ś

lady po gwałtownych pocałunkach.

 

Nie  powróciła  do  salonu,  postanowiła  zaczekać  na 

niego w holu. Zjawił się po chwili, przeprosił ją 
i  sam  poszedł  do  łazienki.  Był  zimny  i  obojętny.  Na 
pewno  Ŝałuje  tego,  co  się  stało,  pomyślała  Caro. 
Kochał  się  z  nią  tylko  po  to,  by  zapomnieć  o 
Miran-dzie.

 

Gdy wrócił, była juŜ czwarta trzydzieści. Zaczynało

 

background image

128 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

ś

witać.  Gil  wyjął  z  kieszeni  kluczyki  od  samochodu, 

podszedł do frontowych drzwi i otworzył je.

 

Na  ulicy  paliły  się  jeszcze  latarnie,  powietrze  było 

rześkie,  na  niebie  gasły  ostatnie  gwiazdy.  Gdy  pod-
chodzili  do  samochodu,  ktoś  nagle  wypadł  zza 
krzaków. Caro wydała z siebie okrzyk grozy. CzyŜby 
to był napad rabunkowy?

 

Oślepił ją flesz i zrozumiała natychmiast, Ŝe napadł 

ich nie bandyta, lecz fotograf prasowy. Gil znalazł się 
błyskawicznie  obok  niej,  objął  ją  i  zasłonił  ręką  jej 
twarz.

 

Wybuchał  flesz  po  fleszu.  Gil  rzucił  się  w  stronę 

fotografa, przeklinając go najgorszymi wyrazami. Tam-
ten nie przestając pstrykać rzucił się do ucieczki, Gil za 
nim. Caro trzęsła się z zimna i zdenerwowania, ale nic 
nie mogła robić. Mogła tylko stać i czekać, co będzie 
dalej. Zza węgła wyjechał samochód i dogonił uciekają-
cego  fotografa.  Drzwiczki  otworzyły  się,  fotograf 
wskoczył do środka, po czym wóz gwałtownie przyspie-
szył i znikł za rogiem ulicy. Gil próbował go dogonić, 
ale nie miał Ŝadnej szansy. Powrócił zadyszany, otwo-
rzył drzwiczki rollsa i wsunął się za kierownicę.

 

-

 

Wsiadaj!    -    krzyknął    na    Caro    i   

pospiesznie 
uruchomił wóz. 

-

 

Muszę dopaść tego bydlaka i stwierdzić, kto go 

na mnie napuszcza. To na pewno ten sam, który 
zrobił zdjęcie z bójki z Colinem. Ktoś mu za to płaci. 

Ujechali kawałek drogi, ale juŜ nie dogonili tamtego 

wozu.  Gil  klął  pod  nosem  jak  marynarz,  ale  w  końcu 
uznał swoją poraŜkę.

 

-

 

Ktoś musiał go zawiadomić, Ŝe jesteś u mnie 

- olśniło go nagle. - Domyślasz się, kto? 

-

 

Chyba nie Miranda? 

-

 

Nie, na pewno nie. Na pewno nie chciałaby, 

Ŝ

eby cały świat dowiedział się, Ŝe musiała ustąpić 

miejsca innej kobiecie. 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

129

 

-

 

MoŜe prasa została jakoś powiadomiona o tym, 

Ŝ

e Miranda wprowadziła się do ciebie - zasugerowała 

Caro. 

-

 

W takim przypadku fotograf zobaczyłby ją, jak 

wyjeŜdŜała. 

-

 

Nic innego nie wpada mi do głowy. 

-

 

Naturalnie, Ŝe nie - odparł Gil z przekąsem. 

-  Ale czy nie uderza cię dziwny zbieg okoliczności? 
Twój ojciec dzwoni po nocy, Ŝeby się dowiedzieć, czy 
jesteś u mnie, wobec czego Ŝąda, Ŝebym cię natychmiast 
odwiózł do domu, i co się okazuje? śe o czwartej nad 
ranem pod moimi drzwiami czyha fotograf. Ciekawe! 
Właściwie powinnaś mu była kazać, Ŝeby zajrzał 
przez okno. Wtedy dopiero mógłby zrobić sensacyjne 
zdjęcie!

 

Caro poczuła się tak, jakby ją ktoś spoliczkował.

 

-

 

Co ja miałabym zyskać na tym, gdyby mnie 

z tobą sfotografowano? - krzyknęła. 

-

 

To ty powinnaś odpowiedzieć sobie na to pytanie 

-  mruknął Gil i nacisnął na gaz.

 

Zatrzymał się przed jej domem tak gwałtownie 

i z takim zgrzytem hamulców, Ŝe rzuciło ją do przodu 
i  gdyby  nie  pasy,  rozbiłaby  sobie  głowę  o  szybę. 
Otrząsnęła  się  i  otworzyła  drzwiczki.  Lecz  zanim 
zdąŜyła  wysiąść,  poczuła  na  ramieniu  Ŝelazny  zacisk 
palców Gila.

 

-  Nie oŜenię się z tobą! - warknął. - Przyjmij to do 

wiadomości! Cokolwiek by się stało i Ŝeby prasa nie 
wiem jak szalała, by mnie skompromitować, nie dam 
się do niczego zmusić! Nie ze mną takie numery!

 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

 

Zanim  Caro  zdąŜyła  dobiec  do  frontowych  drzwi, 

otworzyły się, szeroko pchnięte przez jej rozwścieczo-
nego ojca.

 

-

 

ś

eby o tej godzinie wracać do domu to skandal! 

- wrzasnął. Co się dzieje między tobą i Martellem? 
Prosiłem, Ŝebyś była dla niego miła, ale to nie znaczy... 

-

 

Uspokój się! - przerwała mu Caro. - Jakim 

prawem dzwoniłeś do niego w środku nocy? Nie 
jestem juŜ dzieckiem! 

-

 

Byłem strasznie niespokojny - tłumaczył się Fred 

juŜ łagodniejszym tonem. - Szczególnie po telefonie 
Amy... 

-

 

Amy do ciebie dzwoniła? A ja myślałam, Ŝe to ty 

dzwoniłeś do niej. 

-

 

SkądŜe? Prawdę mówiąc, obudziła mnie przed 

jaką godziną. PołoŜyłem się o wpół do jedenastej, bo 
byłem wyjątkowo zmęczony. 

Poszli  do  salonu,  gdzie  Caro  opadła  na  kanapę. 

Była wyczerpana zarówno fizycznie, jak emocjonalnie.

 

-

 

Dlaczego ona to zrobiła? - zastanawiała się głośno. 

-

 

Chciała mówić z tobą. Zbeształem ją, Ŝe budzi 

ludzi po nocy, ale była strasznie zdeprymowana, 
twierdziła, Ŝe bardzo wcześnie wyszłaś z przyjęcia i Ŝe 
obawia się, iŜ powiedziała ci coś takiego, co mogło 
cię obrazić. Prawdę mówiąc bredziła. MoŜe napiłabyś 
się gorącej    herbaty? - dodał po chwili. - Przed 
kwadransem naparzyłem dobrego earl greya. 

Caro  wzięła  z  jego  rąk  filiŜankę  i  trzymając  ją 

oburącz grzała sobie dłonie.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 3 1

 

-

 

Dziękuję ci, tato - powiedziała i pogłaskała go 

po zarośniętym policzku. 

-

 

Dziewczynie potrzebna jest    matka - mruczał 

Fred pod nosem. - Szczególnie do takich spraw. 
Wiem, Ŝe jesteś juŜ dorosła i nie naleŜy ci udzielać 
nauk, ale co robić, kiedy wciąŜ się o ciebie niepokoję. 

-

 

Wiem, wiem, to się juŜ więcej nie zdarzy - zapew 

niała go Caro. 

Myślami  była  jednak  gdzie  indziej.  Zastanawiała 

się,  kto  zawiadomił  fotografa  o  jej  wizycie  u  Gila. 
CzyŜby to była Amy? A jeŜeli tak, to co nią kierowało? 
PrzecieŜ nie mogła być zazdrosna. JakŜe dziwnie się 
to wszystko układa.

 

Ziewnęła głęboko. Była śmiertelnie znuŜona.

 

-  Do łóŜka, kochanie - zarządził Fred. - Jest 

niedziela i moŜesz sobie spać, jak długo zechcesz.

 

Caro  połoŜyła  się,  ale  nie  potrafiła  zasnąć.  Po 

głowie chodziły jej wszystkie zdarzenia minionej doby. 
Nigdy nie wyobraŜała sobie, Ŝe poŜądanie potrafi być 
czymś tak przemoŜnym, tak obezwładniającym. JakŜe 
mogła  się  tak  zachować.  Ojciec  patrzył  na  nią  tak 
dziwnym wzrokiem, jakby odczytywał coś z jej twarzy. 
CzyŜby wyglądała inaczej niŜ zwykle?

 

Nie  mogąc  spać,  Caro  wstała  o  dziewiątej,  wzięła 

prysznic,  ubrała  się  w  niebieski  dres  i  poszła  do 
parku.  Postanowiła  pobiegać.  W  niedzielne  poranki 
było  tam  zazwyczaj  dość  pusto.  Kilka  osób  spacero-
wało z psami, biegaczy teŜ było niewielu.

 

Ranek  był  słoneczny,  wiosenny,  jeziorko  mieniło 

się  odbijającym  się  w  nim  błękitem  nieba,  na  traw-
nikach topniały resztki rosy. Cicho było i przestronnie.

 

JakiŜ kontrast w stosunku do tego, co działo się 

w  duszy  Caro.  Na  szczęście  dawno  nauczyła  się  za 
pomocą  biegania  przepędzać  demony  niepokoju  czy 
strachu.  Rytmicznym  krokiem,  z  wysoko  uniesioną 
głową, biegła więc dokoła jeziorka, swobodnie pu-

 

background image

132 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

szczając wodze najskrytszym myślom. Wkrótce doszła 
do  wniosku,  Ŝe  wszystkie  jej  problemy  sprowadzają 
się  do  jednego.  Do  jednego  męŜczyzny.  Do  Gila 
Martella.  Dopóki  go  nie  znała,  Ŝycie  jej  płynęło 
spokojnym nurtem, teraz zaś czuła się jak rzucona 
w oko cyklonu i zupełnie nie wiedziała, jak wydostać 
się z tej sytuacji.

 

Gdy  mijała  parkową  bramę,  zdawało  jej  się,  Ŝe 

widzi  zaparkowanego  przed  nią  rolls-royce'a.  Serce 
jej zatrzepotało, ale po chwili uspokoiło się. Tyle jest 
rolls-royce'ów w Londynie, pomyślała i pobiegła dalej. 
Po chwili usłyszała za sobą stukot szybkich kroków 
i głos Gila, wołający jej imię. Obróciła się. Biegł tuŜ 
za  nią,  ubrany  w  dŜinsy  i  biały  sweter.  Powiewał 
zrolowaną gazetą.

 

-  Zatrzymaj      się!    -    krzyknął.    -    Muszę    z   

tobą 
porozmawiać!

 

Przyspieszyła biegu, ale juŜ po chwili Gil dogonił ją 

i zatrzymał gwałtownym szarpnięciem za łokieć. Oboje 
byli zadyszani, spoceni i źli.

 

-

 

Skąd w tobie tyle energii? - odezwał się wreszcie 

Gil zasapanym głosem. - Nie spałaś całą noc i od 
rana biegasz jak szalona po parku. 

-

 

A co ty tu robisz? 

-

 

Jakoś    nie    potrafiłem    zasnąć,    więc   

wstałem, 
zrobiłem sobie śniadanie, przejrzałem gazety.    Po 
stanowiłem zrobić coś dla zdrowia. I od razu zoba 
czyłem ciebie. 

Caro  niechętnie  wzięła  od  niego  gazetę.  Było  to 

niedzielne wydanie jednego z brukowych londyńskich 
dzienników,  tego  samego,  w  którym  ukazała  się  tak 
niedawno  fotografia  bójki  Gila  z  Colinem.  Dzisiaj 
inna  fotografia  Gila,  tym  razem  ukazująca  go  w  to-
warzystwie Caro, zdobiła frontową kolumnę.

 

Oślepiona fleszem Caro wyglądała na osobę cięŜko 

przestraszoną. Dekolt jej sukni obsunął się ukazując

 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

133

 

trochę więcej niŜ nasadę jej piersi, nie mówiąc juŜ

 

o rozciętej z boku spódnicy, spod której wysuwało się 
bardzo, skądinąd, ponętne udo.

 

-  Wyglądam okropnie! - jęknęła.

 

Gil  wyszedł,  oczywiście,  wspaniale,  mimo  Ŝe  miał 

otwarte usta i krzyczał coś, najprawdopodobniej mocno 
niecenzuralnego.

 

-  Czy to jest cała twoja reakcja na to świństwo? 

Twój wygląd nie ma Ŝadnego znaczenia. Przeczytaj 
lepiej nagłówek!

 

Caro  spojrzała  na  wydrukowane  tłustą  czarną 

czcionką słowa i krew odpłynęła jej z głowy.

 

PLAYBOY  RATUJE  SIĘ  MAŁśEŃSTWEM 

Z CÓRKĄ REKINA!

 

-

 

Czytaj dalej - zaŜądał Gil. - Czyś ty rozmawiała 

z tymi łajdakami? 

-

 

AleŜ skąd! - Ŝachnęła się Caro i pospiesznie 

zabrała się do czytania tekstu zamieszczonego pod 
fotografią. 

„Caroline  Ramsgate,  jedyna  córka  słynnego  biz-

nesmena  Freda  Ramsgate'a,  właściciela  licznych 
domów towarowych, ogłosiła wczoraj wieczorem swoje 
zaręczyny z Gilhamem Martellem, znanym playboyem

 

i  spadkobiercą    fortuny    swojej      babki,     
właścicielki 
znakomitego magazynu Westbrook z Oxford Street. 
Fred Ramsgate ubiega się o kupno kontrolnego pakietu 
akcji Westbrooka. Czy moŜe to być zbieg okoliczności? 
Za cenę miłości jeszcze jeden wielki dom towarowy 
przejdzie w ręce Ramsgate'ów i to bez przekładania 
pieniędzy z kieszeni do kieszeni? I co na to Miranda, 
hrabina    Jurby,    do    niedawna jeszcze   
towarzyszka 
częstych wypadów    Gilhama    Martella do 
nocnych 
lokali?".

 

-

 

Czarujące,      nieprawda? -    Gil    zmierzył   

Caro 
zimnym wzrokiem. 

-

 

To okropne dla obojga z nas - odparła cicho. 

background image

134 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

-  Gdybyśmy się mieli pobrać, byłoby to teŜ bardzo 
przykre, ale na szczęście tak nie jest.

 

-  Szczęście nic do tego nie ma. JeŜeli się kiedykol 

wiek    oŜenię,    to    z taką kobietą,    która mi   
będzie 
towarzyszką Ŝycia i prawdziwym przyjacielem, a nie 
z jakichkolwiek innych powodów. Przysięgnij - dodał

 

-  Ŝe rzeczywiście nie rozmawiałaś z prasą.

 

-  Po co miałabym to robić! - rozzłościła się Caro.

 

-  Myślę, Ŝe to sprawka Mirandy. Zazdrosna kobieta 
jest zdolna do wszystkiego. Chyba Ŝe twoja gospodyni 
się wygadała.

 

-

 

To wykluczone! 

-

 

W takim razie pozostaje tylko Miranda! MoŜe 

powiedziała którejś ze swoich przyjaciółek, a ta chciała 
się przysłuŜyć jakiemuś dziennikarzowi. 

-

 

Po diabła powiedziałaś jej, Ŝe jesteśmy zaręczeni? 

-

 

Prosiłeś, Ŝebym ci pomogła pozbyć się jej. Czy 

juŜ zapomniałeś? 

-

 

Dziękuję za taką pomoc. W przyszłości postaram 

się poradzić sobie sam. 

-

 

Bardzo cię proszę! 

Gil  chciał  spojrzeć  jej  w  oczy,  ale  Caro  spuściła 

powieki.  ZauwaŜył,  Ŝe  jej  dolna  warga  drŜy  jak 
u dziecka, któremu zbiera się na płacz.

 

-

 

Przepraszam cię - mruknął. - No, rozchmurz się 

juŜ. Zrozum, Ŝe nienawidzę tego, co piszą o mnie 
w tych okropnych brukowcach. Kłamią jak z nut, 
a przecieŜ nie moŜna się z nimi procesować. 

-

 

To jeszcze nie powód, Ŝebyś się na mnie wyŜywał. 

Ale wybacz, chciałabym jeszcze chwilę pobiegać, chyba 
Ŝ

e masz mi jeszcze coś przykrego do powiedzenia. 

Dotknął delikatnie jej ramienia. Odtrąciła go.

 

-  Trzymaj ręce przy sobie! - krzyknęła.

 

To  był  błąd.  Jej  słowa  podziałały  na  Gila  jak 

czerwona płachta na byka.

 

-  W nocy ich jakoś nie odtrącałaś - warknął.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

135

 

Caro uniosła ramię, Ŝeby uderzyć go w twarz, lecz 

on chwycił ją silnie za przegub i przyciągnął do siebie 
tak  mocno,  Ŝe  chcąc  nie  chcąc  oparła  się  o  niego 
całym ciałem. Zabrakło jej tchu. Otworzyła usta, a on 
błyskawicznie przycisnął do nich swoje.

 

Nogi  ugięły  się  pod  nią, zamknęła  oczy,  poddała 

się  bez  reszty  tej  cudownej  pieszczocie  i  dopiero  po 
chwili  uświadomiła  sobie,  gdzie  jest  i  co  robi,  więc 
wyrwała  mu  się  i  pobiegła  przed  siebie  co  sił  w  no-
gach.

 

Serce  waliło  jej  jak  młotem,  myślała,  Ŝe  będzie  ją 

gonił,  ale  nie  słyszała  odgłosu  jego  kroków.  Gdy 
znalazła  się  niedaleko  wyjścia  z  parku,  spojrzała  na 
ulicę i stwierdziła, Ŝe rolls Gila zniknął sprzed furtki.

 

W  dwadzieścia  minut  później  była  znów  w  domu. 

Wzięła  prysznic,  ubrała  się  w  prostą,  lecz  elegancką 
suknię  z  wełny  koloru  oliwki  i  zeszła  do  jadalni  na 
ś

niadanie. Ojciec siedział juŜ przy stole i czytał gazetę.

 

Na widok córki uniósł wzrok.

 

-

 

Czy to prawda? - zapytał, moŜe trochę zbyt 

głośno. 

-

 

Nie, tato - zarumieniła się Caro. - To zwykła 

kaczka dziennikarska. 

Nalała  sobie  kawy  z  cięŜkiego  srebrnego 

dzbanka i zrobiła grzankę.

 

Fred śledził kaŜdy jej ruch.

 

-

 

Skąd im się to, do licha, wzięło? Na stronie 

finansowej    jest      artykuł    o    ewentualnym     
przejęciu 
Westbrooka przez nasze konsorcjum i to mnie nie 
dziwi. Ale ciekaw jestem, kto wymyślił tę historię 
z twoimi zaręczynami. 

-

 

Czy wiesz o    tym, Ŝe Gil    miał mały   

romans 
z hrabiną Jurby... 

-

 

Owszem, pamiętam ją... ale co z tego? 

-

 

Pokłóciła się z męŜem i przeprowadziła się do 

Gila. Strasznie go to zdenerwowało. Wczoraj wieczo- 

background image

136 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

rem poprosił mnie, Ŝebym pomogła mu wykurzyć ją 
z jego domu.

 

-  TeŜ mi dŜentelmen - mruknął Fred.

 

Caro pomyślała, Ŝe trudno nie przyznać ojcu racji, 

ale bardzo nie chciała, Ŝeby źle myślał o Gilu.

 

-

 

Bał się, Ŝe zostanie wciągnięty w jej małŜeńskie 

problemy - tłumaczyła ojcu. - Te wszystkie dzien 
nikarskie plotki są zupełnie bezpodstawne. Gil Martell 
i Colin, mąŜ Mirandy, są starymi przyjaciółmi, toteŜ 
ona stale odwołuje się do Gila, Ŝeby pośredniczył 
pomiędzy nią a Colinem. 

-

 

JeŜeli się tak przyjaźnią - zauwaŜył Fred - to 

dlaczego Martell sam nie przemówił jej do rozumu, 
ale uznał za stosowne posłuŜyć się tobą? 

-

 

Miranda jest najbardziej rozkapryszoną, samolub 

ną, zapatrzoną w siebie istotą na świecie - rozzłościła 
się nagle Caro. - To ona podała prasie tę wiadomość 
o moich zaręczynach z Martellem... z czystej niechęci 
do    mnie!...    bo    powiedziałam jej,    Ŝe    to    na   
razie 
tajemnica. Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć, ale ja 
sama    wymyśliłam,    i    to    na    poczekaniu,    tę   
głupią 
bujdę. Myślałam, Ŝe to natychmiast załatwi sprawę

 

i  skłoni ją do opuszczenia jego domu. Rzeczywiście 
tak zrobiła, ale zawiadomiła prasę, więc przysłali 
fotografa, no, i mamy rezultat...

 

Fred rzucił gazetę na stół z taką złością, Ŝe o mały 

włos nie rozlał swojej kawy.

 

-  Nie chce mi się wierzyć, Ŝe mojej własnej córce 

wpadło do głowy coś tak idiotycznego! A moŜe był to 
pomysł Martella? Kazał, Ŝebyś powiedziała tej głupiej 
babie, Ŝe jest z tobą zaręczony, i zawiadamia o tym 
gazety. No! Liczy na to, Ŝe nie będziesz mogła się 
z tego wycofać, i znajdzie świetne wyjście z sytuacji. 
Wie, Ŝe jeŜeli zostanie twoim męŜem, nie tylko nie 
zostanie zwolniony ze stanowiska, ale dziedziczy wraz 
z tobą całe moje konsorcjum, a to nie lada gratka.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

137

 

-  Mylisz się! - krzyknęła Caro. - To był mój 

własny pomysł, a on jest na mnie za to strasznie zły. 
Nie znasz Martella.    To nie jest łowca   
posagów. 
Powiedział, Ŝe nie oŜeniłby się ze mną, nawet gdyby...

 

Dzwonek  telefonu  przerwał  jej  wybuch  gniewu. 

Caro podniosła słuchawkę.

 

-

 

Ach, to lady Westbrook? Słucham panią. 

-

 

Co za wspaniała nowina! Przed chwilą przeczy 

tałam gazetę! JakaŜ jestem szczęśliwa! W chwili gdy 
panią zobaczyłam, pomyślałam, Ŝe byłaby pani idealną 
Ŝ

oną dla mojego wnuka. Jest pani taka urocza, tak 

wspaniale wychowana i bajecznie inteligentna.    Po 
prostu brak mi słów. 

Caro  była  niezbyt  zbudowana  tą  charakterystyką 

swojej  osoby,  no,  ale  niewaŜne,  musiała  wszak 
wytłumaczyć  lady  Westbrook,  Ŝe  nastąpiło  nieporo-
zumienie  i  Ŝe  o  Ŝadnych  zaręczynach  nie  ma  mowy. 
Nie  było  to  jednak  proste,  gdyŜ  starsza  pani  nie 
dopuszczała jej do słowa.

 

-  I co za szczęśliwy zbieg okoliczności - ciągnęła 

dalej. - Ale dlaczego musiałam się tego dowiedzieć 
z gazet? Pani ojciec na pewno o tym wiedział.

 

Caro  zrobiło  się  przykro,  gdyŜ  w  głosie  tej  sym-

patycznej kobiety wyczuła wyraźny Ŝal.

 

-  Nie, nie, tatuś teŜ nic nie wiedział! - odparła bez 

zastanowienia.

 

Fred  Ramsgate,  który  przysłuchiwał  się  rozmowie, 

odebrał córce słuchawkę.

 

-  Nic nie wiedziałem - powiedział ponurym to 

nem. - Nic a nic. I jestem, prawdę mówiąc, bardzo 
zły!

 

Caro  nie  dosłyszała  odpowiedzi  lady  Westbrook, 

ale  stwierdziła,  Ŝe  chyba  jest  dowcipna,  gdyŜ  Fred 
roześmiał  się.  Bardzo  polubił  tę  starą  damę.  Oddał 
Caro słuchawkę i dolał sobie kawy do filiŜanki.

 

-  Czemu zwierzyliście się Mirandzie ze swoich

 

background image

138 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

planów  i  zawiadomiliście  prasę,  a  nam  nic  nie 
powiedzieliście?  Nie  rozumiem  tego.  No,  ale  trudno, 
wybaczam  wam.  Mogę  teraz  spokojnie  umrzeć  w  po-
czuciu,      Ŝe    pozostawiam      Gila      w      dobrych     
rękach

 

-  powiedziała lady Westbrook do Caro.

 

Starsza  pani  była  wzruszona  i  moŜe  dlatego  tyle 

mówiła.  Caro  nie  potrafiła  się  przebić  przez  ten 
potok słów.

 

-

 

NajwaŜniejsze jest, Ŝebyście byli szczęśliwi - po 

wtarzała. - Musicie jak najszybciej do mnie przyjść, 
Ŝ

eby otrzymać moje błogosławieństwo. Nie wiem, co 

Gil postanowił w sprawie pierścionka zaręczynowego, 
ale bardzo bym chciała ofiarować wam mój. Jest 
bardzo piękny. DuŜy rubin otoczony brylancikami. 
Przyjdźcie dzisiaj do mnie na kolację. I przyprowadźcie 
pana Ramsgate'a. Będzie to nasze pierwsze rodzinne 
spotkanie. 

-

 

Nie, nie - przerwała jej Caro. - To niemoŜliwe. 

Bo widzi pani... 

-

 

W takim razie jutro, ale na pewno. Musimy 

omówić mnóstwo spraw. Na przykład ustalić miejsce 
przyjęcia weselnego... 

Caro  wydała  z  siebie  kilka  nieartykułowanych 

dźwięków. Wreszcie zdobyła się na przerwanie mono-
logu lady Westbrook.

 

-  Najlepiej będzie, jak pani porozmawia z Gilhamem

 

-  powiedziała.

 

-  Dobrze, moja droga. Zrobię to. A więc do jutra. 

Witaj w rodzinie, moje miłe dziecko.

 

Caro odłoŜyła słuchawkę. Była bliska płaczu. BoŜe, 

co  za  okropne  komplikacje  i  nieporozumienia.  Ojciec 
patrzył  na  nią  zatroskanym  wzrokiem.  Widać  było, 
Ŝ

e nic nie rozumie.

 

-  Pójdę do siebie, poczytam i posłucham muzyki

 

-  powiedziała Caro i pocałowała go w policzek.

 

-  Jestem przemęczona tą okropną robotą nad finan-

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

139

 

sami Westbrooka, mam za sobą nie przespaną noc, 
i  do  tego  jeszcze  te  straszne  plotki  gazetowe.  Zoba-
czymy się na lunchu.

 

Gdy wychodziła, telefon znowu zadzwonił.

 

-  Nie na mnie dla nikogo - oświadczyła i pospiesznie 

poszła do swojego pokoju.

 

Zamierzała  pozostać  tam  do  wieczora.  Wiedziała, 

Ŝ

e  nazajutrz  czeka  ją  trudny  dzień.  Przed  południem 

narada  z  biegłymi  księgowymi  i  adwokatami  z  obu 
negocjujących  firm.  Spodziewała  się  tam  spotkać 
Damiana  Shawa,  no  i  Gila.  Teraz  bała  się  juŜ  tylko 
zetknięcia z tym ostatnim.

 

Kiedy  weszła  do  sali  konferencyjnej,  Gil  stał  pod 

oknem  i  rozmawiał  z  jednym  z  adwokatów  swojej 
babki. Wyglądał bardzo dystyngowanie w granatowym 
garniturze w  paski,  nieskazitelnie białej koszuli 
i beŜowym jedwabnym krawacie. Powitał ją uprzejmym 
skinieniem głowy, jak gdyby była obcą osobą, a moŜe 
nawet wrogiem.

 

Usiadła  na  końcu  długiego,  wypolerowanego  stołu, 

pod portretem ojca, zamówionym przez radę nadzorczą 
z okazji jego pięćdziesiątych urodzin.

 

-

 

Dzień dobry,    Caroline - odezwał się za   

nią 
sympatyczny męski głos. Podniosła głowę i zobaczyła 
Leonarda      Rossa.      Leonard      zaczął    pracę    u     
Freda 
Ramsgate'a przed wieloma laty jako księgowy i awan 
sował na członka rady i kierownika wszystkich działów 
zakupów konsorcjum.    Był znakomitym ekspertem 
w dziedzinie cen i zysków, to znaczy, Ŝe świetnie 
wiedział, kiedy obniŜać pierwsze i jak podwyŜszać 
drugie. 

-

 

Halo, Ross - powitała go Caro. - Jak się ma 

twoja Ŝona? 

-

 

Dziękuję, doskonale. 

-

 

A dzieciaki? 

-

 

Jakie tam znowu dzieciaki? Moja najmłodsza 

background image

140 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

jest starsza od ciebie. Ale wszystkie mają się bardzo 
dobrze.

 

Obdarzył ją ojcowskim uśmiechem.

 

-

 

A co dzieje się u ciebie, dziecino? 

-

 

Wszystko w porządku. 

-

 

Czytaliśmy    w    gazecie    o    twoich     

zaręczynach. 
Byliśmy zaskoczeni. Nie mieliśmy nawet pojęcia, Ŝe 
znasz tego młodego człowieka. 

Rozejrzał  się  dokoła,  zorientował  się,  Ŝe  ludzie 

przysłuchują się ich rozmowie, i zamilkł.

 

-

 

ś

yczę wam wszelkiej pomyślności - dodał jeszcze 

tylko i pospiesznie udał się na swoje miejsce, gdyŜ Gil 
właśnie rzucił na stół plik teczek i papierów. 

-

 

Proszę państwa, zaczynamy! - zawołał. 

Sam  usiadł  na  drugim  końcu  stołu  naprzeciwko 

Caro  i  patrzył  na  nią  jak  zawodnik  szykujący  się  do 
pojedynku.

 

Ona  zaś,  podobnie  jak  on,  ubrała  się  na  tę  okazję 

bardzo  starannie.  Miała  na  sobie  skromną,  ale 
elegancką  czarną  sukienkę,  w  uszach  klipsy  i  na  szyi 
sznur  małych  pereł.  Zrobione  na  zamówienie  czarne 
czółenka  i  przerzucona  przez  ramię  piękna  torba 
z czarnej skóry dopełniały jej stroju. MoŜe nie jestem 
piękna,  pomyślała,  ale  na  pewno  wyglądam  jak 
prawdziwa  biznesmenka  i  zasługuję  na  szacunek 
obecnych tu fachowców, a to najwaŜniejsze.

 

Fred usiadł na sąsiednim krześle.

 

-

 

Zdenerwowana? - zapytał ją szeptem. 

-

 

Wiesz, Ŝe nie lubię zabierać głosu na duŜych 

zebraniach, ale dam sobie jakoś radę. 

Podpisane przez nią sprawozdanie zostało rozesłane 

wszystkim obecnym i Caro wiedziała, Ŝe przyjdzie jej 
odpowiedzieć na wiele pytań. Była na to przygotowana. 
Bała się tylko zbyt agresywnej indagacji ze strony Gil?

 

Powiodła wzrokiem po siedzących dokoła stołu 

osobach. Prawie sami męŜczyźni, pomyślała. 
Rzadko

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

1 4 1

 

trafia się kobieta na tak wysokim stanowisku. Awan-
sują do pewnego szczebla i koniec. Pozostają na ogół 
na średnich  stanowiskach. Ale to się niedługo  zmieni, 
postanowiła  w  duchu.  Kiedy  ja  zostanę  prezesem 
konsorcjum, postawię mnóstwo kobiet na stanowiskach 
kierowniczych.

 

-  Nie widzę Damiana - zwróciła się do ojca. 
Fred wiedział o jej dawnym romansie i o tym, Ŝe

 

Caro cięŜko przeŜyła jego zakończenie.

 

-

 

Chyba juŜ nie pracuje dla Gila - odparł i za 

stukał    młotkiem    w    blat    stołu    na    znak     
otwarcia 
narady. 

-

 

Wszyscy państwo znacie moją córkę Caroline 

- rozpoczął swoim tubalnym głosem. - I niewątpliwie 
wszyscy przeczytaliście najnowszą bujdę na temat jej 
prywatnego Ŝycia, wysmaŜoną przez dziennikarską 
brać. 

Wszyscy wybuchnęli śmiechem, z wyjątkiem Caro 

i Gila.

 

-  Ale nie zebraliśmy się tu po to - ciągnął dalej 

Fred - Ŝeby zastanawiać się nad beznadziejną głupotą 
brukowej prasy. Mamy przed sobą raport o stanie 
finansowym firmy Westbrook,    sporządzony przez 
moją córkę. Końcowe negocjacje dotyczące sprzedaŜy 
Westbrooka oparte będą na tym kluczowym dokumen 
cie i mam nadzieję, Ŝe wszyscy państwo znają go na 
pamięć.

 

Caro wstała, omówiła pokrótce wyniki swojej pracy, 

otrzymała krótkie oklaski i ukłoniła się.

 

-  Chętnie odpowiem na wszelkie pytania - zakoń 

czyła i usiadła.

 

Zaległo  milczenie.  Ludzie  Westbrooka  patrzyli  na 

Gila, który odchylił się w swoim krześle, wpatrywał 
się  w  sufit  i  bębnił  palcami  w  stół.  Wydawał  się 
głęboko zamyślony.

 

Po chwili jeden z biegłych zadał Caro pytanie na

 

background image

142 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

temat  wykresu  zysków,  umieszczonego  na  ostatniej 
stronie jej raportu.

 

Odpowiedziała  na  nie,  postawiono jej jeszcze  kilka 

dość łatwych pytań, po czym dla wszystkich stało się 
jasne, Ŝe Gil się nie odezwie.

 

Fred przesunął wzrok po twarzach zebranych dokoła 

stołi ludzi.

 

-  Czy są jeszcze pytania?

 

Wszyscy wpatrywali się w blat stołu i milczeli.

 

-  W takim razie proponuję krótką przerwę    na 

kawę - uśmiechnął się Fred.

 

Caro  zebrała  swoje  dokumenty,  wsunęła  je  do 

teczki,  poŜegnała  się  uprzejmie  z  gratulującymi  jej 
przedstawicielami obu negocjujących stron i pochyliła 
się nad ojcem.

 

-

 

Czy będziesz mnie jeszcze potrzebował? - zapytała. 

-

 

Zostań, jeŜeli chcesz., ale myślę., Ŝe moŜesz juŜ iść. 

-

 

Pójdę do biura, mam tam całą górę spraw do 

załatwienia. 

Caro zabrała się energicznie do pracy. Nie spieszyła 

się z powrotem do domu. Wiedziała, Ŝe ojciec idzie na 
jakąś  waŜną  kolację  do  burmistrza  Londynu,  gdzie 
głównym  mówcą  miał  być  premier,  i  na  pewno  wróci 
bardzo późno. Nie była głodna, a Ŝe gospodyni miała 
dziś wolny wieczór, postanowiła zrobić sobie jajecznicę 
i zjeść ją przy kuchennym stole.

 

Do domu przyszła dobrze po dziewiątej. Przywitała 

ją  głucha  cisza,  zalegająca  pokoje  niczym  warstwa 
kurzu.  Zazwyczaj  niechętnie  przebywała  w  pustym 
domu.  Ale  dzisiaj  odczuwała  potrzebę  samotności. 
Była  jak  człowiek,  który  wraca  z  pogrzebu  bliskiej 
osoby,  dźwigający  cięŜar  poniesionej  straty,  przejęty 
dojmującą Ŝałobą.

 

Zdjęła  płaszcz  i  powoli  ruszyła  w  stronę  kuchni. 

Nagle  usłyszała  z  salonu  głośny  dźwięk,  jak  gdyby 
coś cięŜkiego spadło z wysoka na podłogę. CóŜ to

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

143

 

mogło  być?  CzyŜby  Fred  nie  poszedł  na  tak  waŜne 
przyjęcie? To niemoŜliwe. Na pewno zadzwoniłby 
i zawiadomił ją. PrzecieŜ wiedział, Ŝe będzie pracowała 
do późna.

 

Zamieniła się w słuch. Była teraz pewna, Ŝe w domu 

jest  ktoś,  ale  kto?  PrzeraŜona,  chwyciła  cięŜką  space-
rową laskę ojca i ostroŜnie uchyliła drzwi salonu.

 

Zobaczyła odwróconego do niej plecami męŜczyznę, 

który stał przed oknem ze szklanką whisky w ręku 
i wyglądał na ulicę. Caro pobiegła w jego stronę 
z  wysoko  uniesioną  laską,  wymierzoną  w  tył  jego 
głowy.

 

Usłyszał ją widać, bo obrócił się błyskawicznie 

i  wyrwał  jej  laskę  na  sekundę,  zanim  srebrna  gałka 
trafiła w jego czaszkę.

 

-  Co ty, u licha, robisz? - krzyknął.

 

Caro spojrzała przeraŜonymi oczami w twarz Gila.

 

-  O mały włos cię nie zabiłam - wydobyła z siebie 

z trudem z zaciśniętej krtani.

 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

 

Gil  nachylił  się,  podniósł  cięŜką  laskę  i  potrząsnął 

nią.

 

-  Dobrze, Ŝe nie rozbiłaś mi głowy - stwierdził.

 

-  Niebezpieczna z ciebie kobieta.

 

-  Wzięłam cię za włamywacza - szepnęła Caro. 
Bała się, Ŝe za chwilę zemdleje.    Chwiała się na

 

nogach, kręciło jej się w głowie. Nie wolno mi stracić 
przytomności,  powtarzała  sobie  w  duchu,  nie...  nie... 
nie teraz... nie przy nim.

 

Gdy otworzyła oczy, okazało się, Ŝe leŜy na kanapie 

i Ŝe Gil klęczy przy niej, głaszcze ją po włosach 
i wpatruje się w nią z autentycznym przeraŜeniem.

 

-

 

Caro! - wymamrotał. - No, nareszcie się ocknęłaś. 

Okropnie mnie przestraszyłaś. 

-

 

Zemdlałam, nie mam pojęcia dlaczego. 

-

 

Wpadłaś mi prosto w ramiona. 

Caro  usiadła.  DrŜała  z  zimna,  po  czym  zalała  ją 

fala  gorąca.  Dlaczego  mój  organizm  tak  dziwnie 
reaguje na  obecność tego człowieka,  zastanawiała się. 
To nie jest normalne.

 

-  Jak dostałeś się tutaj? - zwróciła się do Gila.

 

-  I co tu właściwie robisz?

 

-

 

Twój ojciec zaprosił mnie na kielicha. Taka mała 

prywatna uroczystość. 

-

 

Mój ojciec został w domu? 

-

 

Nie, nie. On wyszedł, ja zostałem. 

-

 

Nic nie rozumiem. Jaka znowu prywatna uroczys 

tość? 

-

 

Dla uczczenia pomyślnego zakończenia naszych 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

145

 

negocjacji. Pozostaje juŜ tylko podpisanie dokumentów. 
Twój ojciec dołączył Westbrooka do swojego konsor-
cjum. Babka zaakceptowała jego warunki, uścisnęliśmy 
sobie ręce, a potem zaprosił mnie tutaj i poczęstował 
drinkiem.

 

-

 

Jaką uzgodniliście cenę? - spytała Caro. Ciekawa 

była, czy ojciec zapłacił więcej, niŜ zamierzał. 

-

 

Zawsze wiedziałem, Ŝe masz kupiecką duszyczkę 

- roześmiał się Gil. - Widzę, Ŝe juŜ wyzdrowiałaś. No 
cóŜ, babka przyjęła moją radę i... 

-

 

Jak to twoją radę? - przerwała mu Caro. PrzecieŜ 

Gil był stanowczo przeciwny tej transakcji. CóŜ więc 
mógł radzić swojej babce? 

-

 

Uznałem, Ŝe oferta twojego ojca jest za niska. 

Z twojego raportu jasno wynika, Ŝe nasze przed 
siębiorstwo jest zdrowe i rokuje dobre nadzieje na 
przyszłość. Bardzo mi zaimponowałaś. Nie lada z ciebie 
przeciwnik, kochana Caroline. 

-

 

Dziękuję - odparła nie wiedząc, czy to kom 

plement, czy szyderstwo. 

-

 

Więc jaką w końcu uzgodniliście cenę? 

-

 

ZaŜądaliśmy podniesienia jej o pięć procent... 

-

 

Co takiego? I ojciec zgodził się na to? 

Caro była szczerze zdumiona. Suma ta wynosiła 

o  dwa  miliony  funtów  więcej,  niŜ  ojciec  zamierzał 
zapłacić. JakŜe mógł się na to zgodzić?

 

-

 

Zgodził się na te pięć procent więcej dlatego, Ŝe 

dodaliśmy mu premię. 

-

 

Co to znaczy? Jaką znowu premię? 

-

 

Mnie - roześmiał się Gil. 

-

 

Nie rozumiem - zdenerwowała się Caro. 

-

 

Twój ojciec kupił mnie razem z naszym domem 

towarowym. 

-

 

To wcale nie jest śmieszne! 

-

 

Rzeczywiście.    Zwłaszcza    Ŝe    twój    ojciec   

tylko 
myśli, iŜ mnie kupił. Nie chciałem go zraŜać, więc nic 

background image

146 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

mu  nie  powiedziałem,  równieŜ  dlatego,  Ŝe  wydawał 
się  szalenie  zadowolony  ze  swojej  transakcji.  To 
potwór,  ale  moŜna  go  chyba  polubić.  ChociaŜ  naj-
wyŜszy czas, Ŝeby się nauczył, Ŝe nie wszystko jest do 
kupienia.

 

-  Nic z tego wszstkiego nie rozumiem - powtórzyła 

Caro, wstała i stanęła przed Gilem.

 

Gil podniósł się leniwie z kanapy i spojrzał na nią 

z uśmieszkiem.

 

-

 

Twój ojciec i ja poszliśmy po zebraniu na lunch 

i pogadaliśmy sobie. I wtedy zrobił mi tę zdumiewającą 
propozycję. Uznał, Ŝe mnie chcesz, a wszystko, czego 
pragnie jego ukochana córeczka, jest dla niego święte. 
Wobec    tego    zapytał    mnie,    jaka jest    moja     
cena. 
Dosłownie. 

-

 

Nie wierzę ci! 

Caro struchlała. CzyŜby Fred oszalał?

 

-

 

Gdy mu odpowiedziałem, Ŝę lubię oświadczać się 

kobietom osobiście i Ŝe nie jestem na sprzedaŜ, wpadł 
w      złość.      Zrobił      się      nagle      szalenie   
wiktoriański, 
oświadczył mi, Ŝe cię skompromitowałem, Ŝe wydałem 
cię na pastwę brukowej prasy. UwaŜał widocznie, Ŝe 
kiedy ludzie zobaczyli cię wychodzącą nad ranem 
z mojego domu w wymiętej sukni, to wywnioskowali, 
Ŝ

e przespałaś się ze mną. 

-

 

Zawracanie    głowy    -    odparła      Caro   

chłodno. 
- Porozmawiam z nim na ten temat. 

Gil  zdawał  się  nie  słyszeć  jej  odpowiedzi.  Wsunął 

rękę do kieszeni marynarki i wyjął z niej małe czarne 
pudełeczko.  Kiedy  je  otworzył,  Caro  ujrzała  złoty 
pierścionek z duŜym rubinem otoczonym brylancikami.

 

-

 

To zaręczynowy pierścionek mojej babki - po 

wiedział Gil. - Ona chce, Ŝebyś ty go nosiła, ale jeŜeli 
wolisz nowy... 

-

 

Nie - odparła bez zastanowienia. - Jest bardzo 

piękny. 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

147

 

Natychmiast poŜałowała swoich słów.

 

-

 

Nie wyjdę za ciebie za Ŝadne skarby świata! 

- krzyknęła. 

-

 

No, cóŜ - odparł niewzruszenie. - MoŜemy Ŝyć 

na kocią łapę, jeŜeli chcesz, ale drŜę na myśl o tym, 
jak prasa    będzie    sobie na    nas    uŜywała.     
Prościej 
byłoby się pobrać. Znacznie mniej zawracania gło 
wy. 

-

 

Sam    mówiłeś,    Ŝe    nie    dasz wmanewrować   

się 
w małŜeństwo. Co się stało, Ŝe tak nagle zmieniłaś 
zdanie? Czy to, Ŝe jeśli się ze mną oŜenisz, pozostaniesz 
dyrektorem Westbrooka? 

-

 

Oczywiście. 

Caro poczuła się jak raŜona gromem. BoŜe, czy nie 

lepiej umrzeć?

 

-

 

A twierdziłeś, Ŝe nie jesteś na sprzedaŜ - wymam 

rotała na koniec. 

-

 

PrzecieŜ nie powiedziałem, Ŝe zgodziłem się na tę 

transakcję. 

Zręcznym ruchem wsunął jej pierścionek na palec.

 

-  Pasuje jak ulał - powiedział.

 

Caro  spojrzała  na  pulsującą  czerwień  rubinu,  na 

sypiące iskierkami brylanciki, zdjęła pierścionek z palca 
i potrząsnęła głową.

 

-  Nie będę twoją Ŝoną - szepnęła i oddała mu 

klejnot.

 

WłoŜył go z powrotem do pudełka.

 

-

 

WyjeŜdŜam w przyszłym miesiącu - mruknął. 

-

 

Dokąd? 

-

 

Do    Kalifornii. Oferują mi tam bardzo dobre 

stanowisko. Prowadzenie nowego domu towarowego 
w Beverly Hills. Zupełnie nowa koncepcja sklepu, 
bardzo ciekawa. Nie mogę mówić o szczegółach, bo 
to    ścisła tajemnica.      Budynek jest prawie 
gotowy. 
Otwarcie ma nastąpić na jesieni. 

-

 

JeŜeli przyjąłeś tę ofertę, to dlaczego zapropono- 

background image

148 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

wałeś    mi    małŜeństwo?      Po    co    ta    cała   
komedia?

 

-  zdenerwowała się Caro. - Masz bardzo dziwne 
poczucie humoru. JeŜeli to miał być Ŝart, to...

 

-  Zobacz, jak się śmieję!

 

Gil  obrócił  się  nagle,  spojrzał  jej  głęboko  w  oczy, 

chwycił  za  ramię  i  przyciągnął  do  siebie  gwałtownie. 
Przeszył ją dreszcz, serce podeszło jej do gardła. Jego 
usta przylgnęły do jej ust, zalała ją fala gorąca, całe 
jej ciało wygięło się w łuk. Gil objął ją, stoczyli się na 
dywan  i  przywarli  do  siebie.  Caro  straciła  wszelkie 
poczucie rzeczywistości i dopiero gdy Gil oderwał się 
od  niej,  otworzyła  oczy  i  spojrzała  w  jego  pobladłą 
twarz.

 

-  Kocham    cię - szepnął Gil    ledwo   

słyszalnym 
głosem.

 

Łzy nabiegły jej do oczu.

 

-

 

Tak, kocham cię. Nie wiem dlaczego, nie wiem, 

jak to się stało, ale musiało to być juŜ tego dnia, 
kiedy zobaczyłem cię w kabinie przymierzalni. Masz 
cudowne ciało. Nie potrafiłem oderwać od ciebie oczu. 

-

 

Ani rąk - dodała Caro i zarumieniła się. 

-

 

Ani rąk - zgodził się. - Od tej chwili nie mogłem 

przestać o tobie myśleć. Tak strasznie cię poŜądałem! 
Miałem przecieŜ inne dziewczyny... 

-

 

Wiem - przerwała mu Caro z pewnym sarkazmem 

w głosie. 

Roześmiał się i spojrzał na nią czule.

 

-

 

Jesteś niezwykła! Rozumiesz te sprawy. Bardzo 

lubię kobiety, a one na ogół odwzajemniają mi się. Ale 
jeszcze nigdy nie miałem ochoty się Ŝenić. Za bardzo 
ceniłem sobie wolność i za dobrze się bawiłem. 

-

 

MoŜe tamte nie miały tak bogatych ojców jak ja? 

-  rzuciła cierpką uwagę Caro. 

Gil potrząsnął głową.

 

-  JeŜeli nie nie ufasz, to dajmy sobie spokój. Nie 

chcesz mnie, więc trudno.

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

149

 

Caro podniosła się do pozycji siedzącej i wygładziła 

suknię.

 

-  Zrozum, mój drogi, Ŝe trudno mi jest wierzyć ci 

na słowo. Znam Mirandę, znam twoją przeszłość. 
Zawsze miałeś dokoła siebie bardzo piękne dziewczyny, 
a ja do nich nie naleŜę.

 

Gil odchylił jej głowę i spojrzał prosto w oczy.

 

-  Rzeczywiście nie - powiedział bezlitośnie. 
Szare oczy Caro rozbłysły złością.

 

-  Ale za to masz temperament, dziewczyno! Chyba 

nie spodziewałaś się, Ŝe powiem ci, iŜ jesteś piękna? 
Umówmy się, Ŝe będziemy sobie zawsze mówili prawdę, 
dobrze? To jedyny sposób na Ŝycie, jaki uznaję. Nie 
masz    wprawdzie    najpiękniejszej    twarzy,    ale   
twoje 
ciało jest fantastyczne. Działa na mnie jak Ŝadne inne 
dotąd - dodał.

 

Tak chciała mu wierzyć, ale nie potrafiła zapomnieć 

urody Mirandy.

 

-

 

To nie jest powód do małŜeństwa - wymamrotała. 

-

 

Rzeczywiście nie. JeŜeli chcesz mi zaufać, moŜemy 

po prostu urządzić sobie wspólne Ŝycie. 

-

 

Jak to? 

-

 

Pojedź ze mną do Ameryki. Razem zorganizujemy 

ten nowy dom towarowy. Ty się świetnie na tym 
znasz. Nigdy nie znałem tak inteligentnej kobiety jak 
ty. Gdybym nie był w tobie zakochany, postarałbym 
się zdobyć cię dla mojej firmy i to za kaŜdą cenę. 

Kiedy  mówił,  Ŝe  ją  kocha,  nie  wierzyła  mu,  ale 

teraz,  kiedy  chwalił  jej  inteligencję  i  fachowość, 
rozpierała ją radość. Wiedziała, Ŝe doskonale zna się 
na  prowadzeniu przedsiębiorstw  handlowych.  Nauczył 
ją  tego  ojciec.  Pracowała  po  kolei  w  róŜnych  jego 
wielkich  magazynach,  miewała  mnóstwo  pornysłów 
na usprawnianie ich, ale jeŜeli nie znajdowały aprobaty 
ojca,  trzeba  było  z  nich  rezygnować.  Fred  Ramsgate 
zawsze stawiał na swoim.

 

background image

150 

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

-

 

Mój ojciec dostałby szału - odpowiedziała po 

chwili na propozycję Gila. 

-

 

Nie boję się twojego ojca. 

-

 

Ja teŜ nie, ale kocham go i nie chcę mu robić 

przykrości. JeŜeli go opuszczę i zacznę pracować dla 
ciebie, załamie się. 

W ciemnych oczach Gila zabłysły ogniki złości.

 

-  Wiem, Ŝe stoisz przed trudnym wyborem - mruk 

nął. - Zawsze byłaś pod pantoflem ojca. Ale to musi 
się skończyć. Decyduj się. Albo on, albo ja.

 

Caro zacisnęła pięści. Co robić? PrzecieŜ nie zniesie 

utraty  Gila.  Ale  ojciec  nigdy  jej  nie  wybaczy,  jeŜeli 
pojedzie na drugą stronę świata i zamieszka bez ślubu 
z  człowiekiem,  dla  którego  na  domiar  złego  będzie 
równieŜ  pracowała.  I  to  w  tej  samej  branŜy!  Mogła 
sobie  wyobrazić  jego  minę.  Fred  miał  solidne,  staro-
ś

wieckie poglądy na Ŝycie. Wierzył w małŜeństwo 

i  rodzinę.  Był  dla  niej  zawsze  najlepszym  z  ojców. 
Czy moŜe mu się tak odpłacić za wszystko, co dla niej 
zrobił?

 

Była  zmęczona  tym  długim,  pracowitym  dniem. 

Trudno  jej  było  zebrać  myśli.  Nagle  przypomniała 
sobie coś.

 

-

 

Słuchaj - zwróciła się do Gila. - Dlaczego Damian 

Shaw nie przyszedł na naszą naradę? 

-

 

A bo co? Czy cieszyłaś się moŜe na spotkanie 

z nim? 

Caro mogła tylko zrobić przeczący ruch głową.

 

-  Powiedziałem mu, Ŝe nie będzie potrzebny - oświa 

dczył Gil chłodno. - Nie znoszę tego człowieka.

 

-  Jesteś o niego zazdrosny. Przyznaj się. 
Gil roześmiał się krótko.

 

-  Zazdrosny? Chyba oszalałaś. Po prostu go nie 

lubię. Zdałem sobie z tego sprawę i pozbyłem się go.

 

Caro  nie  miała  wątpliwości,  Ŝe  Gil  kłamie.  Był 

zazdrosny o Damiana.

 

background image

STRACH PRZED MIŁO

Ś

CI

Ą

 

151

 

-  Kiedy powiedziałaś mi, jak paskudnie zachował 

się wobec ciebie, pomyślałem sobie, Ŝe nie będzie ci 
przyjemnie spotkać się z nim na naradzie - dodał Gil 
nie patrząc na Caro.

 

Teraz  wiedziała  juŜ  na  pewno,  Ŝe  pozbył  się 

Damiana,  gdyŜ  bał  się,  Ŝe  tli  się  w  niej  jeszcze  jakaś 
iskierka sympatii do tego człowieka.

 

Co nie  znaczy,  Ŝe  Gil ją  kocha, tylko  Ŝe  nie jest jej 

jeszcze zupełnie pewien. A moŜe pragnął się po prostu 
pozbyć rywala, bo podobnie jak Damian chciał się 
z nią oŜenić dla fortuny jej ojca?

 

I  nagle  myśl  ta  wydała  jej  się  zupełnie  idiotyczna. 

JakŜe  moŜna  porównywać  tych  dwóch  ludzi?  Damian 
był  gładki  i  czarujący.  Zawsze  uśmiechnięty,  zawsze 
gotów  do usług.  A Gil?  Gil odznaczał się bezpośred-
niością graniczącą niemal ze złym wychowaniem. Nie 
kręcił,  nie  kłamał.  Był  w  tym  prawie  brutalny.  Jak 
mogła  mierzyć  go  taką  samą  miarą  jak  Damiana 
Shawa?

 

-

 

Czy ty wciąŜ jeszcze o nim myślisz? - zapytał ją 

nagle Gil. 

-

 

Tylko z niesmakiem - odparła i potrząsnęła 

gwałtownie głową. 

-

 

No, to dobrze - Gil roześmiał się z widoczną ulgą. 

-

 

Jedź ze mną, Caro! - krzyknął i wyciągnął do 

niej rękę. 

Westchnęła  głęboko  i  bardzo  powoli  podała  mu 

swoją dłoń.

 

-

 

Na pewno oszalałam - szepnęła. 

-

 

Nie, kochanie, jesteś najnormalniejszą dziewczyną, 

jaką w Ŝyciu spotkałem - uśmiechnął się Gil. 

Objął ją bardzo mocno i pocałował w usta.

 

-

 

Kocham cię - szepnął prawie niedosłyszalnie. 

-

 

I ja ciebie kocham. 

Poczuła, jak dreszcz przeszywa jego ciało, usłyszała 

dzikie bicie jego serca, tonęła w bezbrzeŜnym morzu

 

background image

152 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

szczęścia. Wiedziała juŜ na pewno, Ŝe Gil nie kłamie. 
Wierzyła, Ŝe ją kocha. śe kocha ją tak jak ona jego.

 

W  dwa  tygodnie  później  odlecieli  do  Kalifornii. 

Fred  i  lady  Westbrook  odprowadzili  ich  na  lotnisko. 
Starsi państwo nie byli specjalnie szczęśliwi. Z punktu 
widzenia  ludzi  ich  pokolenia  Gil  i  Caro  postępowali 
bardzo ekscentrycznie.

 

-

 

JeŜeli    kochają    się naprawdę,    to    dlaczego   

nie 
biorą ślubu? - denerwowała się lady Westbrook. 

-

 

Wszystko w swoim czasie, babciu - uspokajał ją 

Gil. 

-

 

Moja droga, czy ty naprawdę masz ochotę na 

taki układ? - zwróciła się lady Westbrook do Caro. 

-

 

Naprawdę - odparła Caro. 

Chciała być zupełnie pewna miłości Gila i gdyby 

się  teraz  pobrali,  nigdy  nie  dowiedziałaby  się,  jakie 
kierowały nim motywy.

 

-  JeŜeli nie weźmiecie ślubu, nie będziecie chcieli 

mieć dzieci - narzekała lady Westbrook. - A ja tak 
marzę o wnukach.

 

-  Na wszystko przyjdzie czas - uśmiechnął się Gil. 
Caro    spojrzała    na    niego    niepewnym   
wzrokiem.

 

Jeszcze nigdy nie poruszali tego tematu. Absorbowały 
ich na razie plany zawodowe.

 

-

 

Nie mogę sobie wyobrazić, Ŝe będziesz pracowała 

dla obcych ludzi, zamiast dla mnie, i to aŜ w Ameryce 
- mruknął Fred głaszcząc Caro czule po ramieniu. 

-

 

Tato, amerykańskie doświadczenie na pewno mi 

nie zaszkodzi - pocieszała go. 

-

 

Nie nauczysz się tam niczego takiego, czego ja 

nie mógłbym cię nauczyć tutaj - oburzył się Fred. 

Od  dwóch  tygodni  zamęczał  ją  swoimi  wątpliwoś-

ciami.

 

-  Gil    mści      się    na    mnie    za    to,      Ŝe   

wykupiłem 
Westbrooka - mówił. - Prosiłem, Ŝeby został jako

 

background image

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ 

153

 

dyrektor, ale odmówił. Bije we mnie poprzez ciebie, 
bo  wie,  ile  dla  mnie  znaczysz.  JeŜeli  cię  kocha,  to 
dlaczego się z tobą nie oŜeni?

 

-

 

On chciał, ale ja się nie zgodziłam - zapewniała 

go Caro po raz któryś. - JeŜeli się kiedyś pobierzemy, 
to zrobimy to po cichu, bez Ŝadnej pompy. Gil nie 
chce, Ŝeby ludzie myśleli, Ŝe oŜenił się ze mną po to, 
Ŝ

eby pozostać dyrektorem Westbrooka i złowić mój 

posag.      Pozwól      mi    Ŝyć    po    mojemu,      tato.     
JeŜeli 
przekonam się, Ŝe Gil jest rzeczywiście męŜczyzną 
mojego Ŝycia i Ŝe jest nam ze sobą dobrze, zgodzę się 
zostać jego Ŝoną. 

-

 

Przestałem cię rozumieć - powtarzał Fred do 

znudzenia. 

Teraz popatrzył na nią ponurym wzrokiem. Zdawało 

się, Ŝe nie widzi kłębiących się na lotnisku podróŜnych, 
wyraźnie był dziś nieswój.

 

-  Niedługo wrócimy, tato. - Caro pocałowała ojca 

serdecznie w policzek. - Nie bądź taki ponury. Nie 
wyjeŜdŜamy na zawsze. NajwyŜej na dwa lata. Odwiedź 
nas. Bardzo się ucieszymy.

 

Wywołano ich lot, więc poŜegnali się pospiesznie. 
Lady Westbrook całowała Gila ze łzami w oczach.

 

-  Będzie mi ciebie brakowało - szepnęła;

 

-

 

Będę często przyjeŜdŜał - przyrzekł. 

Starsza pani serdecznie pocałowała Caro. 
-

 

Opiekuj się moim wnukiem, kochanie. 

Zamienili jeszcze kilka poŜegnalnych słów, po czym 

Caro  i  Gil  wzięli  się  za  ręce  i  poszli  w  kierunku 
wyjścia na płytę.

 

Gdy  juŜ  lecieli  wysoko  nad  Londynem  w  kierunku 

nowego świata i nowego Ŝycia, Caro powróciła myślami 
do owego dnia, kiedy po raz pierwszy zobaczyła Gila. 
I  do  wszystkiego,  co  się  z  nią  i  wewnątrz  niej  działo 
przez te krótkie tygodnie. Myślała o tym, Ŝe w rzeczy-
wistości zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia,

 

background image

154 

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ

 

ale Ŝe strach przed miłością nie pozwalał jej przyznać 
się  do  tego.  PrzecieŜ  tak  niedawno  sparzyła  się  na 
Damianie. Tak niedawno uczucia jej zostały zranione. 
Zranione śmiertelnie, tak przynajmniej myślała. ToteŜ 
bała się miłości jak ognia.

 

Spojrzała kątem oka na Gila,    na jego piękny, 

męski profil.

 

-  Kochanie - szepnęła.

 

Gil uniósł do ust kieliszek z szampanem, przynie-

sionym przed chwilą przez stewardesę.

 

-

 

Co, dziecino? 

-

 

Boję się. 

-

 

Boisz się naszej przyszłości? 

-

 

Boję się szczęścia, jakie mnie rozpiera. 

Roześmiał się, wziął jej dłoń i pocałował ją czule. 

 

-

 

Będziesz zawsze szczęśliwa - szepnął. - Wiem to 

na pewno. Jesteśmy dla siebie stworzeni. Myślę, Ŝe 
zrozumiałem to w chwili, gdy zobaczyłem cię po raz 
pierwszy. 

-

 

Ja chyba teŜ.    Dlatego    tak się wtedy 

bałam. 
Strach przed miłością to okropna rzecz. Wisi nad 
człowiekiem jak potwór z bajki, ale jeŜeli stawić mu 
czoło, znika jak za dotknięciem czarodziejskiej róŜdŜki. 
I wtedy jest się wolnym, wolnym i szczęśliwym. 

Gil spojrzał na nią, a potem przeniósł wzrok na 

ogromne błękitne niebo za oknem.

 

-  CzyŜ Ŝycie nie jest wspaniałe? - westchnął i objął 

ją czule ramieniem.