AUDRA ADAMS
Bogata dziewczyna,
niegrzeczny chłopak
Harlequin®
Toronto • Nowy Jork • Londyn
Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg • Istambuł
Madryt • Mediolan • Pary
Ŝ
• Praga • Sofia • Sydney
Sztokholm • Tajpej • Tokio • Warszawa
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Była tak piękna, jak wszyscy o niej mówili.
MoŜe nawet jeszcze piękniejsza.
Lucas Stratten poprawił ostrość obiektywu, by skon-
centrować go na jej twarzy. Obejrzała się najpierw za
siebie, a potem na prawo i na lewo, przez cały czas z
niepokojem marszcząc brwi. Upewniwszy się, Ŝe nic nie
zakłóca jej prywatności, powoli zdjęła długie, białe futro
z lisów.
Pod spodem była zupełnie naga.
Lucas Stratten wstrzymał oddech. Aparat wyślizgnął
mu się z rąk i niewiele brakowało, Ŝeby go upuścił. Ten
incydent przypomniał mu, po co się tutaj zjawił. Szybko
pstrykał kolejne zdjęcia, podczas gdy dziewczyna roz-
koszowała się spienioną i gorącą wodą w wannie.
Miała przymknięte oczy i w miarę jak ciepła kąpiel
zdawała się przynosić efekt, jej rysy zmieniał leniwy
uśmiech. Odskoczył, czując się jak podglądacz. Ale na
tym przecieŜ polegał jego zawód: starał się uchwycić
naturalne ludzkie zachowania, relacjonować bieŜące
wydarzenia. A Alexandra Beck była wydarzeniem.
Jednak akurat to zlecenie budziło w nim niesmak, bez
względu na sumę, którą spodziewał się otrzymać i
której rozpaczliwie potrzebował.
Obróciła się w wodzie, ukazując piersi, róŜowe
obrzmiałe sutki. Ciało Luke'a reagowało na jej wdzięki
tak, jak zapałka reaguje na zetknięcie z płomieniem.
Niespodziewanie poczuł twardość w swoich dŜinsach
6
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
i zmienił pozycję, Ŝeby zmniejszyć napięcie. CóŜ za
niedorzeczność! Pracował juŜ z wieloma nagimi kobie-
tami i zawsze patrzył na nie chłodnym okiem. Nie miał
kłopotu z rozgraniczaniem Ŝycia zawodowego i
prywatnego, więc dlaczego tym razem czuł się ina-
czej?
Fakt, Ŝe spędził ostatnio prawie pięć lat z dala od
ojczyzny, tłumaczył taką gwałtowną reakcję. W krajach
Trzeciego Świata trudno było myśleć o trwałym związ-
ku, a on nigdy nie przepadał za przelotnymi roman-
sami.
Kiedy widział Alexandre Beck stojącą w wodzie w
całej okazałości, wszystkie jego racjonalne argumenty
ulatywały z wiatrem. Przypominała boginię pośrodku
staroŜytnego stawu ofiarnego. Luke'owi pulsowały
skronie. Wykonał kolejne zdjęcie: nędzny dowód, iŜ
kolor jej gęstych miodoworudych włosów był absolut-
nie, całkowicie, niezaprzeczalnie naturalny.
ZdąŜył jeszcze zrobić dwa ujęcia, a potem dziew-
czyna wyszła z wanny, owinęła się futrem i wsunęła
stopy w białe, futrzane pantofelki. Po chwili zniknęła
w drzwiach swojej willi na zboczu góry za ekskluzyw-
nym, prywatnym ośrodkiem narciarskim w Vermont.
Luke opuścił aparat, cały spocony mimo chłodnego
marcowego wiatru. Dzięki Bogu, zrobił dzisiaj kilka
niezłych ujęć. Pomyślał, Ŝe powinien szybko wykonać
zlecenie, zanim nadarzy się okazja do bezpośredniego
zetknięcia z tą kobietą. Taka komplikacja byłaby teraz
bardzo niepoŜądana w jego Ŝyciu.
Zadzwonił do Joe'ego, Ŝeby mu powiedzieć, co ma.
Dzięki jego aktom szmatławce miały się sprzedać w mi-
lionowych nakładach. Na myśl o radosnym uśmieszku
Joe'ego zadygotał. Ale dość juŜ rozwaŜań na temat
charakteru prasy brukowej. NajwaŜniejsze, Ŝeby mu
zapłacili, a wtedy będzie mógł stąd wyjechać i przestać
kusić los. To właśnie los zadecydował o jego pobycie
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
7
tutaj. Następne zlecenie czekało go w Afryce i Ŝeby
znieść panujący tam dokuczliwy upał, postanowił wypo-
cząć w jakimś niedrogim ośrodku narciarskim. Ale gdy
tylko wsiadł do autobusu na lotnisku, obudził się w nim
instynkt reportera.
Siedziała sama w tylnej części wozu. I chociaŜ była
osłonięta kapeluszem, apaszką i ciemnymi okularami,
dostrzegało się w niej niezwykłą klasę. Ignorował ją przez
większą część jazdy, prawie nie zastanawiając się nad
tym, kim jest ta kobieta albo dlaczego się ukrywa. Ale
niebawem dosięgnęła go ręka przeznaczenia w osobie nad
wiek rozwiniętego dwuletniego chłopczyka, który nie
mógł usiedzieć w miejscu. Malec wyrwał się z objęć
udręczonej matki i zerwał z głowy eleganckiej damy ten
kaszmirowy, podobny do turbanu kapelusz.
Jeśli nie bujne miodoworude włosy, które wysypały
się spod kapelusza dziewczyny, to zaintrygowała go
przynajmniej jej nazbyt gwałtowna reakcja na całe
zdarzenie. Ktoś inny skwitowałby zajście śmiechem. Ona
- wprost przeciwnie, i Luke zadawał sobie pytanie:
dlaczego. Dręczyło go to tak bardzo, Ŝe przegapił swój
przystanek i dojechał razem z nią do końca linii. Wma-
wiał sobie, Ŝe ta dziewczyna jest co najwyŜej nieśmiałą,
prowadzącą samotne Ŝycie pięknością. Ale przecieŜ
wcale nie musiało tak być...
Z holu niezwykle ekskluzywnego hotelu szybko za-
dzwonił do zaprzyjaźnionego wydawcy brukowych pise-
mek, Joe'ego Ryana, który w duŜym stopniu zaspokoił
jego ciekawość. Alexandra Beck, sławna dziedziczka
zaliczająca się do śmietanki towarzyskiej, zrezygnowała
z zaplanowanego ślubu. Podobno widziano ją na Karai-
bach, lecz Luke - a teraz równieŜ Joe - wiedzieli swoje.
Joe nie omieszkał przekazać szczegółowej relacji o daw-
nych romantycznych eskapadach tej damy. Według
Joe'ego panna Beck skakała z kwiatka na kwiatek i
zostawiła za sobą cały orszak kochanków.
8
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Nagle planowany wypoczynek Luke'a nabrał nowego
charakteru, gdyŜ gazeta Joe'ego zaproponowała, Ŝe po-
kryje jego rachunki, a on będzie chodził za dziewczyną
tak długo, aŜ zdoła ją sfotografować. JednakŜe panna
Beck nie wykazała chęci współpracy. Pierwsze dni
pobytu w kurorcie spędziła w całkowitej izolacji i Luke
nie był w stanie zrobić jej ani jednego zdjęcia.
AŜ do dzisiejszego dnia.
Luke sprawdził film i odkręcił obiektyw od aparatu.
Skończył swoją robotę. Kiedy pakował sprzęt, juŜ wybie-
gał myślą ku następnemu zleceniu. Pewne państewko
w Afryce dopiero co zaczęło egzystować bez swojego
doŜywotniego prezydenta. Stary generał zmarł, przekazu-
jąc ster rządów niezaradnemu synowi. Zamiast zmian
ustrojowych rozpoczął się chaos... I nikt tych wydarzeń
nie relacjonował, nawet największe stacje telewizyjne.
Z powodu cięć budŜetowych w ostatnich latach więk-
szość zagranicznych biur informacyjnych została zmu-
szona do masowych redukcji personelu albo całkowitego
zaprzestania działalności.
To dawało pole do popisu dla niezaleŜnych foto-
reporterów, takich jak on sam. Mając przy sobie tylko
sprzęt i podręczną torbę z wełnianej bai, mógł jeździć
dokąd chciał i uwieczniać najciekawsze wydarzenia.
W tym okresie Luke wyrobił sobie reputację uczciwe-
go, szczerego reportera. Jego zdjęcia ozdabiały we-
wnętrzne strony i okładki wszystkich waŜniejszych
dzienników i magazynów ogólnokrajowych. To był
ś
wiat, który Luke znał i kochał i... nie mógł się
doczekać, kiedy znowu do niego powróci.
Przewiesił przez ramię torbę z aparatem i wygramolił
się ze swojej kryjówki. Ból w prawym kolanie przypo-
mniał mu inny powód, dla którego się tu znalazł. Podczas
ostatniej wyprawy odłamek pocisku zranił go w nogę, gdy
fotografował potyczkę w miejscu leŜącym na południe od
granicy. Incydent, który Luke traktował najpierw jak
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
9
przykry drobiazg, uczynił go niesprawnym do tego
stopnia, Ŝe powrót do pracy okazał się niemoŜliwy bez
serii zabiegów rehabilitacyjnych. Rana nie wygoiła się
całkowicie, o czym uwielbiał mu przypominać Joe, i za
jej sprawą znajdował się na bocznym torze dłuŜej niŜ
mógłby oczekiwać.
O wiele za długo, biorąc pod uwagę jego sytuację
finansową. Był bez grosza przy duszy, nie miał Ŝadnej
pensji, dzięki której mógłby rozpocząć następną wy-
prawę. I chociaŜ redaktorom podobały się jego zdjęcia,
nie zamierzali go finansować. Pod tym względem
pozostawał na własnym utrzymaniu. Potrzebował pie-
niędzy, Ŝeby opłacić kolejną ekspedycję. Dlatego
znęciła go perspektywa szybkiego zarobku na zdjęciach
Alexandry Beck dla prasy brukowej. Z głupim uśmiesz-
kiem na twarzy wracał do domu wypoczynkowego.
Alexandra Beck, jedyne dziecko niezwykle wpływowe-
go w świecie mediów, ekscentrycznego miliardera,
Victora Becka. Ludzie z Wall Street nadali mu przydo-
mek „Nieczuły Vic", co, zwaŜywszy na miejsce, w
którym zrodził się ów przydomek, tylko powiększało
jego obraźliwość. Beck posiadał pokaźną część nieru-
chomości w trzech największych miastach i dbał, Ŝeby
wszyscy o,tym pamiętali. Nie było dnia, Ŝeby gazety i
magazyny nie zamieściły jakiejś wzmianki na jego
temat albo przynajmniej zdjęcia.
Luke właściwie nie Ŝywił szacunku do ekscen-
trycznego magnata. Beck dorobił się majątku cięŜką
pracą i to przynosiło mu chlubę, ale sposób Ŝycia tego
męŜczyzny budził u Luke'a zdecydowany niesmak.
Znał Victora Becka. Nie osobiście, ale dysponował
gruntowną wiedzą o takich ludziach jak on. Dobrym
przykładem mógł być jego ojciec. Lo-rne'owi
Strattenowi nie zaleŜało na mediach tak bardzo jak
Victorowi, ale był w równym stopniu łasy na
pieniądze. Luke spędził wczesną młodość
10
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
w cieniu biznesmena, który miał obsesję na punkcie
konkurencji i nigdy nie wydawał się usatysfakcjonowany:
ani ilością posiadanych pieniędzy, ani swoimi kobietami.
Ani synem.
Spokojnie minął kilku stałych gości siedzących przy
kamiennym kominku. Sezon miał się juŜ ku końcowi i
przebywali tu tylko najbardziej zapaleni narciarze i
ludzie, którzy nie mieli nic innego do roboty, jak
zjeŜdŜać po stokach. Luke zignorował atrakcyjną blon-
dynkę, która omal się o niego nie potknęła, usiłując
zwrócić na siebie jego uwagę. Przypadkowe spotkanie
panny Beck zmieniło charakter tej wyprawy: pobyt w
ośrodku stał się interesem, a nie przyjemnością. Nie
zwracał uwagi na Ŝadną z olśniewająco pięknych kobiet,
od których aŜ się roiło w kurorcie. Gdyby był zaintereso-
wany tymi sprawami, wiedziałby, w którą stronę spog-
lądać.
W umyśle Luke'a pojawiła się na moment twarz
Alexandry zanurzonej w wannie z gorącą wodą. Za-
stanawiał się, czy panna Beck wygląda tak samo, kiedy
się kocha, ale zaraz odpędził od siebie tę myśl. Zapewne
trudno byłoby zliczyć jej kochanków. Znał takie kobiety.
Na przykład swoją matkę. AŜ do śmierci zmieniała
męŜczyzn jak rękawiczki, wciąŜ szukając jakiejś tajem-
niczej i nieuchwytnej więzi, której z pewnością nie
odnalazła. Doszedł do wniosku, Ŝe ma dość tych rozmyś-
lań. Podniósł słuchawkę i wybrał numer.
-
Joe? Mówi Luke. Mam te zdjęcia. Wrócę...
-
Ile?
-
Co ile?
-
Ile masz tych zdjęć? - zapytał Joe.
-
Nie wiem. MoŜe z pół rolki.
-
Zrób trochę więcej.
-
Joe, juŜ skończyłem. Rozumiesz? Spodoba ci się to,
co dostaniesz. Wierz mi, to wystarczy.
-
Taak? - zapytał przeciągle Joe. - Dobry materiał?
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
11
-
Dość dobry.
-
Jak dobry?
-
Jest naga - szepnął Luke.
-
Cholera! Gdzie? W swoim pokoju?
-
Nie, w wannie.
-
Sama?
-
Zupełnie sama.
-
To szkoda- stwierdził Joe. - Jakieś zbliŜenia?
Luke skrzywił się.
-
Będziesz zadowolony z tych zdjęć, obiecuję ci.
-
Co powiedziałeś?
Luke zerknął na osoby obecne w głównej sali. Blon-
dynka uśmiechała się do niego. Odwrócił się.
- Nie będę się wydzierał. Pogadamy później.
-
W porządku, bracie, zawsze odwalasz kawał dobrej
roboty. Wierzę ci na słowo. Ale skończ tę rolkę, sfoto-
grafuj dziewczynę w akcji.
-
Joe, ja wyjeŜdŜam. JuŜ i tak za długo tu jestem. Mam
dość. I muszę wracać. Tylko przygotuj pieniądze. Mój
samolot odlatuje jutro rano i mam zamiar do niego wsiąść.
-
Nie podleczyłeś się wystarczająco, Ŝeby lecieć do
jakiejś zapadłej dŜungli. Co się stanie, jeŜeli będziesz
potrzebował pomocy medycznej? MoŜe jakiś szaman
voodoo będzie potrząsał zminiaturyzowaną ludzką głów-
ką nad twoją nogą?
-
Daruj sobie. Szykuję się do wyjazdu - przerwał mu
Luke.
- Dodatkowy tysiąc, jeŜeli skończysz tę rolkę.
Luke przysunął słuchawkę do ucha. Dodatkowy tysiąc
pozwoliłby pokryć wiele rachunków... Ale jeŜeli Jej
Wysokość przez następną dobę nie opuści swojego
apartamentu? Wtedy on spóźni się na samolot i utknie
w tym miejscu, dopóki nie zdoła wymyślić czegoś innego.
- Nie - oznajmił Joe'emu. - Wynoszę się stąd.
Luke odwiesił słuchawkę i skierował się do kawiarni
na szybki, mocno spóźniony lunch. Wychodząc, zapłacił
12
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
rachunek w kasie przy drzwiach kawiarni. Udał się do
holu, połoŜył torbę i zaczął grzebać w kieszeniach spodni
w poszukiwaniu klucza do pokoju. Pomyślał, Ŝe im
szybciej się spakuje, tym szybciej zdoła opuścić ten
kurort. Kiedy odwrócił się, Ŝeby chwycić torbę z apara-
tem, stanął twarzą w twarz z kobietą, która go absor-
bowała przez cały zeszły tydzień.
- Przepraszam - powiedziała Alexandra. Obeszła
Luke'a i zbliŜyła się do recepcji.
Luke gapił się na jej długie nogi i krągłe, zgrabne
biodra. Miała na sobie narciarki, botki i sztuczne czer-
wone futro z kapturem, który zakrywał jej charakterys-
tyczne włosy. Trzymała czerwone skórzane rękawice.
Co, u licha, zamierzała teraz zrobić? Luke przeniósł
cięŜar z chorej nogi na zdrową i postanowił się tego
dowiedzieć. Podszedł do kontuaru i udawał, Ŝe prze-
gląda jakąś broszurę, a jednocześnie słuchał rozmowy
Alexandry z recepcjonistą, dotyczącej wynajęcia śnieŜ-
nego skutera. Uśmiechnęła się do tego męŜczyzny, a
potem ruszyła do wyjścia, w kierunku wypoŜyczalni.
Luke szedł za nią w bezpiecznej odległości. Alexandra
przywitała się z operatorem, przeszła się wzdłuŜ szeregu
skuterów i wybrała jedną z maszyn. Machnęła ręką, nie
Ŝ
ycząc sobie Ŝadnych instrukcji, i po chwili juŜ jej nie
było. Luke zerknął na zegarek. Trzecia. Trochę późno,
Ŝ
eby pójść za nią, ale tysiąc dolców to sumka nie do
pogardzenia, a w aparacie zostało jeszcze pół filmu. Parę
zdjęć panny Beck na tym skuterze wystarczy, Ŝeby
uszczęśliwić Joe'ego.
ZbliŜył się do stanowiska, złoŜył podpis i zapłacił za
swoją maszynę.
-
Wie pan, jak to obsługiwać? - zagadnął operator.
-
Tak - odparł Luke. Wyjął z torby aparat, poprawił
obiektyw i przewiesił pasek przez klatkę piersiową.
-
Zna pan tę kobietę? - zapytał męŜczyznę i skinął
I
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
13
głową w kierunku, w którym zniknęła Alexandra. Operator
wzruszył ramionami.
-
W Ŝyciu jej nie widziałem.
-
Płaciła gotówką? - zagadnął Luke.
-
A kto chce to wiedzieć?
Luke wyjął z kieszeni dwudziestodolarowy banknot
i pomachał nim przed oczami operatora, który rozejrzał
się i zgrabnie ukrył go w dłoni. Przejrzał swoje papierki
i wyciągnął czek podróŜny.
- Nazywa się Jane Martin - powiedział, pokazując
czek Luke'owi.
To, Ŝe uŜywała fałszywego nazwiska, nie zaskoczyło
Luke'a.
-
Dokąd się skierowała?
-
Prosto na drogę wokół wzgórza. Mówiłem jej, Ŝeby
się trzymała wyznaczonych szlaków. O tej porze roku
ś
nieg jest zabawny.
-
Zabawny?
-
No, wie pan, miękki, zdradziecki. Lód pod spodem
topi się za dnia, by znowu zamarznąć nocą. Przez to nowa
warstwa śniegu wyprawia śmieszne rzeczy.
-
Na przykład?
-
Na przykład powoduje obsunięcia. Spodziewamy
się kolejnej burzy śnieŜnej. Mówią, Ŝe będzie gwałtowna.
Prawdopodobnie ostatnia w tym roku.
Luke spojrzał w górę na niebo. Było błękitne i bez-
chmurne.
-
Wcale na to nie wygląda.
-
Niech się pan nie da zmylić. Jutro, kiedy na ziemi
będzie kilkadziesiąt centymetrów śniegu, przypomni pan
sobie słowa Tony'ego.
- Nazywasz się Tony?
Operator uśmiechnął się.
-
Tak. Posłuchaj mojej rady i nie zbaczaj ze szlaków.
Wróć, zanim się ściemni, to nic ci się nie stanie.
-
Dzięki.
14
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Luke uruchomił silnik i ruszył drogą, którą pojechała
Alexandra. Zobaczył ją po kilku minutach. Wprawnie
Szusowała po swoim szlaku.
Ś
wiatło było odpowiednie. Przez wysokie sosny
Sączyły się promienie słońca, które rzucały cętkowaną
poświatę na tor. Luke ostroŜnie podniósł aparat i pró-
bował jednocześnie go nastawić i sterować pojazdem.
Procentowały lata wykonywania zdjęć w najdziwniej-
szych pozycjach. JednakŜe z tej odległości nie mógł
stwierdzić z całą pewnością, Ŝe to ona. Musiał pod-
jechać bliŜej, toteŜ przyśpieszył obroty silnika. Alexan-
dra oddalała się od niego coraz bardziej, dając nieroz-
waŜny popis swoich umiejętności. Luke koncentrował
Się na dotrzymywaniu jej tempa i na razie nie mógł
hawet marzyć o zdjęciach. Po mniej więcej trzydziestu
minutach zorientował się, Ŝe dziewczyna przecięła las )
jedzie w górę na północ. Zatem zboczyła ze szlaku, h
on... podąŜał w ślad za nią.
Mrucząc przekleństwa, podjechał do Alexandry tak
blisko, jak pozwalała mu na to odwaga. Musiała usły-
szeć jego pojazd, gdyŜ odwróciła się i na pewno go
zauwaŜyła. Potem zwiększyła prędkość i skręciła w
prawo.
Alexandra Beck obejrzała się przez ramię. Najpierw
myślała, Ŝe coś sobie uroiła, ale nie, ten męŜczyzna
wyraźnie ją śledził. W normalnych okolicznościach
zlekcewaŜyłaby ten fakt. Jako osoba urodzona i wy-
chowana w Nowym Jorku, bynajmniej nie była bojaźliwa.
Ale okoliczności nie były normalne. Ukrywała się i nie
Chciała, Ŝeby ją znaleziono. Oczywiście, chodziło jej 0
prasę, ale jeszcze bardziej o ojca. Z doświadczenia
Wiedziała, Ŝe chociaŜ mógł ją śledzić przedstawiciel
prasy, to jednak za całą sprawą kryje się raczej ojciec.
Tata zapewne znajdował się teraz w trzecim stadium
ataku. Potrzebował jeszcze co najmniej tygodnia na
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
15
ochłonięcie, zanim ona mogłaby spróbować nawiązać
z nim kontakt. Urządzali sobie sceny od dawna, ilekroć
ośmieliła się mu sprzeciwić, ale wiedziała, Ŝe ich kłótnia
przepełniła kielich goryczy.
Victor Beck zaplanował ten ślub do najmniejszego
szczegółu. Nawet nie chciała myśleć, ile kosztowała
uszyta przez włoskiego projektanta suknia ślubna.
Ucieczka na dwa dni przed wielkim wydarzeniem w
karierze ojca, który na jej punkcie miał bzika, wy-
starczyła, by zapłonął gniewem i zniszczył siebie oraz
wszystko, co Ŝyje w promieniu dziesięciu mil.
Alex wzięła głęboki oddech i postanowiła uciec od
tajemniczego męŜczyzny. Mknęła owiewana wiatrem, by
skręcić na północ, a jednocześnie wracała myślami do
ś
lubu, z którego zrezygnowała. Oczywiście, nie miała
wyboru. Po prostu nie mogła przez to przebrnąć, chociaŜ
wszyscy twierdzili, iŜ to byłoby dla niej najlepsze. Nie
mogła nawet pomimo faktu, Ŝe ślub przypieczętowałby
wielką fuzję, która fascynowała rekiny z Wall Street.
Nawet za względu na tatę, który pragnął tego ponad
wszystko.
ZbliŜał się dzień ślubu i Alexandra wpadała w coraz
większą panikę. Przyjaciółki mówiły jej, Ŝe strach w
takich przypadkach jest czymś zupełnie normalnym. Ale
ona znała rzeczywisty powód: za nic w świecie nie
umiała sobie wyobrazić, Ŝe będzie leŜała naga i
kochała się z Justinem Farrellem. Gdyby publicznie się
do tego przyznała, ludzie ryczeliby ze śmiechu. Ona,
Alexandra Beck, znana na całym świecie rozpustnica,
która ponoć posiadała tuziny kochanków w kraju i za
granicą, bała się iść do łóŜka z czarującym,
dystyngowanym, eleganckim, ale niestety niemłodym
Justinem Farrellem? Doszła do wniosku, Ŝe byłoby to
zabawne dla wszystkich osób, które sądziły, Ŝe ją
znają. Przykry aspekt całej sprawy polegał na tym, Ŝe
nikt jej nie znał.
16
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Prawdę mówiąc, lęk nie miał tu nic do rzeczy.
Tęskniła za męŜczyzną, który roznieciłby jej skrywaną
namiętność. A stary Farrell nie nadawał się do tego.
Och, na pewno by się starał, gdyby zgodziła się za
niego wyjść. Ale ojciec usidlił ją w trudnym okresie jej
Ŝ
ycia, tuŜ po niepowodzeniu w szkole pielęgniarskiej.
Musiała poŜegnać się z jedynym marzeniem, które coś
dla niej znaczyło. Wtedy dała za wygraną i
podporządkowała się decyzji ojca, gdyŜ tak było
najprościej. JednakŜe rzeczywistość uświadomiła jej,
Ŝ
e musi odzyskać kontrolę nad swoim Ŝyciem. Po-
trzebowała czasu na obmyślenie nowego planu.
I dokonała tego. Pomysł fundacji zrodził się nagle,
jakby inspirację zesłał jej Bóg. Kiedy ugruntował się w
ś
wiadomości, zrozumiała, Ŝe właśnie o to jej chodziło
przez całe Ŝycie.
W przeciwieństwie do ojca, Alexandry nie interesowa-
ło robienie pieniędzy. Gorliwie pragnęła słuŜyć innym
ludziom i rozpoczęcie nauki w szkole pielęgniarskiej
stanowiło krok w tym kierunku. MoŜe nie potrafiła
pomóc pojedynczym osobom, ale z pewnością zdołałaby
to uczynić na większą skalę.
Doprawdy, to było takie proste, aŜ dziw, Ŝe nie wpadła
na ten pomysł wcześniej. Pieniędzy miała duŜo, bardzo
duŜo. Korzystała z funduszu powierniczego swoich dzia-
dków, nie wspominając o rozmaitych bezdzietnych ciot-
kach i wujkach, którzy równieŜ uczynili ją jedyną
spadkobierczynią.
Tak, fundacja rozdzielająca stypendia godnym zaufa-
nia organizacjom i grupom, które pomagałyby mniej
zamoŜnym ludziom, stanowiła właściwą odpowiedź na
rozterki Alexandry Beck. I ona by nią zarządzała. Miała
wybitne zdolności organizatorskie - co do tego wszyscy
się zgadzali. Dzięki działalności charytatywnej zdobyła
równieŜ ogromne doświadczenie i teraz wreszcie mogła-
by wykorzystać tę wiedzę.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
17
Próbowała porozmawiać na ten temat z ojcem, ale,
jak zwykle, puszczał jej słowa mimo uszu i całkiem ją
ignorował. Ponawiane próby przekonania go, Ŝe ma
powaŜne zamiary, okazały się daremne. Dała za wy-
graną. Skoro podjęła decyzję, pragnęła moŜliwie szyb-
ko ją zrealizować, ale Victor miał taką obsesję na
punkcie ślubu, Ŝe nie pozwolił jej dojść do słowa.
Najlepszym sposobem zwrócenia na siebie uwagi ojca
było zniknięcie i Alex tak właśnie zrobiła. Była gotowa
wrócić, ale nie miała ochoty stanąć przed obliczem ojca.
Ucieczka od Victora Becka nie zostałaby potraktowana
pobłaŜliwie. Alexandra Beck od początku wiedziała, Ŝe
zostanie odszukana, jeśli nie przez ojca, to przezpaparaz-
zich, którzy wywęszą ją jak psy gończe.
Zerknęła przez ramię. Niech go diabli! Doganiał ją.
Była mistrzem w jeździe na nartach i na skuterze
ś
nieŜnym, toteŜ irytowało ją, Ŝe nie potrafi się wymknąć
temu męŜczyźnie - kimkolwiek był. Ze zdwojonym
impetem, powodowana złością, przyśpieszyła na tyle, na
ile pozwalał rozsądek, zboczyła ze szlaku i pojechała
w górę przez las.
Dokąd jedzie ta głupia kobieta? zapytywał siebie
Luke, podąŜając za nią w gęsty sosnowy zagajnik. CzyŜ
nie otrzymała tych samych instrukcji, które i on dostał od
operatora? Spojrzał przez ramię. Wyraźnie zboczyli z
głównego szlaku, wjeŜdŜali coraz wyŜej i wyŜej.
Zawahał się, pomyślał, Ŝe powinien darować sobie ten
pościg. ZaleŜało mu na autentycznych zdjęciach, ale nie
chciał przestraszyć Alexandry, gdyŜ mogłaby zrobić
jakieś głupstwo. Z powodu gęstniejącego lasu, który
stanowił doskonałą osłonę, Luke nie widział juŜ dziew-
czyny. Jechał po śladach, które zostawiał w śniegu jej
pojazd, i natychmiast zauwaŜył, Ŝe panna Beck zatacza
łuk, by niemal niedostrzegalnie zawrócić w kierunku
głównego szlaku. Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Po-
18
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
stąpiła sprytnie, wyprowadzając go w góry; miała na-
dzieję, Ŝe kiedy on straci ją z oczu, uda jej się go
przechytrzyć.
Niestety, nie zdawała sobie sprawy z tego, kto ją goni.
Pobierał nauki od doświadczonych partyzantów w opano-
wanych przez nich dŜunglach. Nie mogła się z nim
równać, chociaŜ była inteligentna. Luke skręcił w lewo
i przeciął las z prędkością, która byłaby niebezpieczna
nawet w idealnych warunkach, lecz teraz, kiedy zapadał
zmierzch, a na kaŜdym zakręcie znajdowały się prze-
szkody w postaci ogromnych sosen, wydawała się przeja-
wem obłędu.
Ale ten manewr opłacił się. Luke przyhamował jakieś
trzydzieści metrów za dziewczyną, chowając się przed
nią w sosnowym zagajniku. Wydawało mu się, Ŝe ma
mnóstwo czasu. Wyjął aparat spod kurtki i wycelował
obiektywem w teren, po którym zjeŜdŜała z maksymalną
prędkością Alexandra. Skończył film w kilkanaście se-
kund. Był bardzo zadowolony z wykonanej tego dnia
roboty. Wyciągnął zwiniętą rolkę z aparatu, włoŜył ją do
cylindrycznej osłonki i schował do kieszeni. Zaczął
wpychać swój sprzęt do torby. Nie był przygotowany na
ostrzegawcze dudnienie za plecami i rozdzierający ryk,
który mu towarzyszył. Z początku myślał, Ŝe to maszyna
Alexandry tak hałasuje, ale jedno spojrzenie na górę
pozwoliło mu zrozumieć rzeczywisty powód.
Zobaczył, Ŝe wprost na niego spada lita warstwa
ś
niegu. Wyostrzony latami cięŜkiej zaprawy instynkt
kazał mu upuścić torbę i uruchomić swój pojazd. Roz-
paczliwie uciekając przed lawiną, Luke skręcił w kierun-
ku Alexandry Beck. Przegonienie dziewczyny pochłonę-
ło kilka cennych sekund. Musiał uŜyć całej swojej siły,
by za pomocą prawego ramienia wciągnąć ją na swój
skuter, a jednocześnie nie wywrócić pojazdu.
Alexandra dała się zaskoczyć. Szaleniec, który ją
ś
ledził, teraz chyba próbował ją porwać. Zapewne był
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
19
jednym z wrogów jej ojca, fanatykiem, który zamierzał ją
przetrzymywać dla okupu albo w innym, gorszym celu.
Walczyła z nim, wierzgając i krzycząc wniebogłosy.
Kiedy chwycił ją za nadgarstek, przechyliła się i gryzła go
dopóty, dopóki jej nie puścił. Furia w oczach Alex
kontrastowała z jego przestraszonym spojrzeniem. Zno-
wu wyciągnął ku niej ręce, próbując ściągnąć ją ze
skutera. Za nic w świecie nie chciała mu na to pozwolić.
Trzymała kierownicę w stalowym uścisku, przez co
skutery sunęły obok siebie, potęgując zagroŜenie.
- Nie widzisz, co się dzieje? - wrzasnął z całych sił
Luke, ale zagłuszał go ryk dwóch silników i histeryczny
krzyk dziewczyny. - No puść, głupia!
Ponownie ją schwycił, tym razem za rękaw. Alex
uwolniła się z jego uścisku i odjechała w prawo. Słyszała,
Ŝ
e męŜczyzna coś wykrzykuje, ale nie miała odwagi
skręcić albo zwolnić. Bóg jeden wiedział, dlaczego ten
człowiek ją ścigał. W kaŜdym razie nie zamierzała
poddawać się bez walki.
Luke nie mógł uwierzyć, Ŝe panna Alex jest taką
idiotką. GdzieŜ ona miała mózg? CzyŜby niczego nie
widziała ani nie słyszała? Wyprzedził ją w momencie,
gdy dosięgnęła ich lawina. Nie było czasu na subtelności.
Wiedział, Ŝe jeśli natychmiast czegoś nie zrobi, zostaną
w kilka sekund pogrzebani Ŝywcem. Decyzję naleŜało
podjąć w ułamku sekundy. Rzuciwszy poŜegnalne spoj-
rzenie na aparat, skoczył głową do przodu, na plecy
Alexandry, i wreszcie ją złapał.
Alex zauwaŜyła lawinę dokładnie w momencie ataku
Luke'a. Jej skuter przewrócił się na bok, a jego pasaŜera
1
wie zostali zrzuceni na zbocze. Pojazd jeszcze przez
chwilę się kręcił, a potem całkowicie pochłonęła go
; lawina. Luke trzymał Alex w pasie, próbując, z mizernym
l skutkiem, przyjąć na siebie siłę upadku. Ich splecione
i ciała bezwładnie staczały się w kierunku zamarzniętej
'i otchłani.
20
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Wreszcie zatrzymali się. Dookoła panowała zupełna
cisza.
Pierwszy otworzył oczy Luke. Był oszołomiony, z
trudem łapał oddech. Wyciągając szyję, wypatrywał
obu pojazdów śnieŜnych. Przepadły. Podobnie jak wszys-
tko inne. Za ich plecami rozciągał się nowy świat,
całkowicie biały, pozbawiony jakichkolwiek oznak Ŝy-
cia. Nie było tu Ŝadnych drzew, krzewów czy przemyka-
jących zwierząt. Niczego. Tylko śnieg.
Luke zachłysnął się rozrzedzonym powietrzem. Nie
miał pojęcia, gdzie się znaleźli i jak zdołają się z tego
miejsca wydostać. Był pewien tylko jednej rzeczy: nie
było drogi powrotnej.
ROZDZIAŁ DRUGI
Luke podniósł się na łokciach i popatrzył na kobietę,
która pod nim leŜała. Wyglądała na przemarzniętą. Chciał
sprawdzić puls Alex, lecz jego ramiona były uwięzione
pod plecami dziewczyny, a poza tym bał się, Ŝe nie-
ostroŜnym ruchem dodatkowo uszkodzi złamane kości
- swoje lub jej. Dlatego zębami rozpiął Alex kołnierzyk
i przycisnął wargi do jej szyi, by wyczuć puls.
Kiedy dotknął zimnymi ustami jej miękkiej skóry,
poczuł, Ŝe przechodzą mu po grzbiecie ciarki. Miała w
sobie tyle Ŝycia i ciepła. Dotyk jej ciała nagle aŜ
zanadto wyraźnie uświadomił mu, w jakiej leŜą pozy-
cji.
W umyśle błysnął mu obraz nagiej Alex, biorącej
ciepłą kąpiel. Szybko, ale ostroŜnie, Ŝeby nie zrobić jej
krzywdy, odsunął się. Fatalnie, Ŝe zostali uwięzieni po
tej stronie góry. Co gorsza, przypomniał sobie, Ŝe przez
ten szalony pościg nie zdąŜy na samolot.
Łagodnie rozluźnił uścisk i połoŜył Alex na miękkiej
poduszce ze śniegu u stóp drzewa. Śnieg padał coraz
mocniej. Luke wiedział, Ŝe jeśli szybko nie znajdą
jakiegoś schronienia, czeka ich pewna śmierć.
Ta myśl nie budziła w nim przeraŜenia. JuŜ wiele razy
zaglądał śmierci w oczy. Ale czuł złość. Śmierć w obronie
jakiejś sprawy czy przekonania, albo przynajmniej z
określonego powodu, byłaby usprawiedliwiona, ale
zginąć w wyniku zwariowanego pościgu za zwariowaną
panienką z wyŜszych sfer - dla pieniędzy - taka śmierć
zasługiwała wyłącznie na pogardę.
22
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Zaczął tupać nogami, Ŝeby pobudzić krew do szyb-
szego krąŜenia, i wepchnął ręce do kieszeni.
- Głupota - powiedział głośno. - Absolutnie, zdecy
dowanie najgłupsza rzecz, jaką zrobiłeś w swoim Ŝałos
nym Ŝyciu.
Alex otworzyła oczy i widziała tylko ciemne plamy.
JKtoś coś mówił, ale nie rozumiała ani słowa, gdyŜ
słyszała tylko dudnienie w uszach. Kręciło jej się w gło-
wie, była zdezorientowana i wcale nie miała pewności,
czy wszystko jest z nią w porządku. Czekała, aŜ znikną
plamy przed jej oczami, a następnie powoli, z maksymal-
ną ostroŜnością, odwróciła głowę w kierunku, z którego
dobiegał głos. To był on. Szaleniec, który ją zaatakował.
W pierwszym odruchu chciała się poderwać i uciec, ale
uznała, Ŝe nie zdoła go przegonić. Gdzieś czytała, Ŝe
takich nieobliczalnych ludzi naleŜy traktować bardzo
uprzejmie. Pomyślała, Ŝe przyjdzie jej to bez trudu. Od lat
radziła sobie w taki sposób z ojcem.
Podparła się łokciami i usiadła. Przedtem upewniła się,
Ŝ
e dzieli ją odpowiednia odległość od tego człowieka, na
wypadek, gdyby znowu spróbował się na nią rzucić. Ten
manewr nie uszedł jego uwagi i odwrócił się do niej.
Przypatrywali się sobie przez dłuŜszą chwilę. Miał
brązowe oczy o odcieniu whisky i wprost przeszywał ją
wzrokiem. W pierwszej chwili przyszło jej do głowy, Ŝe
ten męŜczyzna nie wygląda jak maniak - ale przecieŜ
nawet nie wiedziała, jak taki człowiek wygląda.
-
Nic ci się nie stało? - zagadnął. Mówił niskim,
chrapliwym i zatroskanym głosem.
-
Kim jesteś? - zapytała. Postanowiła nie silić się na
uprzejmy ton.
-
Facetem, który uratował ci Ŝycie.
-
Uratowałeś mi Ŝycie? -Więc sądzisz, Ŝe to właśnie
robiłeś?
-
Tak. A myślisz, Ŝe co próbowałem zrobić?
-
Zaatakować mnie, porwać, zabić.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
23
Luke wydał z siebie odgłos, który miał być śmie-
chem.
-
Niezupełnie o to mi chodziło. Jak się czujesz?
-
Kręci mi się w głowie.
-
Nic dziwnego. Straciłaś przytomność.
Zgiął prawą nogę i przesuwał ją do przodu oraz do tyłu,
rozcierając kolano. Alexandra miała mętlik w głowie, ale
nie traciła czujności. MęŜczyzna wydawał się całkowicie
normalny. No, jeśli nie zwracało się uwagi na nietypową
fryzurę - jego jasnobrązowe włosy były długie z tyłu i
krótkie z przodu - i jednodniowy zarost.
Alex powoli wstała. Oparła się o pień drzewa i otrzepa-
ła ze śniegu.
- Przed czym mnie ratowałeś? I jak się tu znalazłam?
Jeśli nie masz nic przeciwko moim pytaniom...
Luke zerknął na nią przez ramię. Nawet teraz, gdy
miała potargane włosy i piekielnie musiała ją boleć
głowa, wyglądała świeŜo i pięknie. Te miodoworude
włosy po prostu spływały falami na jej ramiona. Była
niesłychanie ponętna.
Ale dlaczego ogarniały go takie myśli?
-
Przeniosłem cię. Nie widziałaś lawiny? - zapytał,
by zmusić umysł do zajęcia się bieŜącymi sprawami.
-
Tak, i w porę usunęłabym się z drogi, gdybyś mnie
nie zaatakował.
-
Wcale tego nie zrobiłem...
Ich uwagę odwrócił jakiś szmer za krzakami. Luke
rozejrzał się dookoła, próbując zlokalizować źródło
dźwięku. Nie umiał stwierdzić, co to był za hałas, ale
wiedział, Ŝe nie powinni tu zostać. Znowu ogarnął go
gniew, w równym stopniu na siebie, co na Jej Wysokość,
bo to przez nią wpakował się w to wszystko.
- MoŜesz chodzić? - zagadnął.
Alex skinęła głową. Nie miała pojęcia, jakie zwierzę
włóczy się w tej okolicy, ani teŜ nie pragnęła się tego
dowiedzieć.
24
• BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Będziemy musieli pójść w górę - oznajmił, pokazu-
jąc las wysokich sosen. - Jeśli dopisze nm szczęście,
moŜe znajdziemy jakąś chatę.
-
Nie sądzę, Ŝeby to był dobry pomysł - oświadczyła
z przekonaniem Alex. - Lepiej zawróćmy w stronę
szlaków. Tylko tam moŜe nas odnaleźć ekipa ratunkowa.
-
Ekipa ratunkowa? Czy mówisz powaŜnie?
- Oczywiście. Na pewno juŜ nas szukają, nie sądzisz?
Luke potrząsnął głową.
-
Nie, nie sądzę. Przede wszystkim od naszego
wyjścia nie upłynęło jeszcze duŜo czasu. Po drugie, pada
ś
nieg... Chyba to zauwaŜyłaś.
-
ZauwaŜyłam, panie...
-
Stratten. Luke Stratten - powiedział i czekał na jakiś
znak, Ŝe został rozpoznany. Nic takiego nie nastąpiło. I
dobrze. O jeden problem mniej, pomyślał.
-
Rusz głową, kobieto. Jeśli nie jesteśmy w stanie
zejść szlakiem, oni nie zdołają pojechać nim w górę.
-
Nazywam się Alexandra - przerwała mu wyniośle
i zaraz ugryzła się w język. Za późno przypomniała sobie,
Ŝ
e powinna uŜywać swojego pseudonimu. Pomyślała
jednak, Ŝe teraz nie ma to juŜ znaczenia. Jak tylko wróci
do kurortu, sama zadzwoni do ojca. Zrobiła krok w kie-
runku Luke'a, połoŜyła rękę na biodrze i postarała się
zwrócić na siebie jego uwagę.
-
Wiem, Ŝe nie zdołają wejść szlakiem. Ale mogą
uŜyć helikoptera.
-
Z pewnością to zrobią. Ale nie dzisiejszego wieczo-
ru. JuŜ się ściemnia i znowu zaczyna padać śnieg. Rób jak
uwaŜasz, ale ja wspinam się w górę.
Co za niemiły człowiek, pomyślała. Pomimo nieregu-
larnych rysów był całkiem przystojny i, sądząc po
szerokości klatki piersiowej, zdecydowanie dobrze zbu-
dowany, ale stanowczo zbyt uparty jak na jej gust.
Patrzyła, jak gramolił się między sosnami. Podmuch
wiatru wsadził jej swój lodoway palec za kołnierz
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
25
i zmroził szyję. Straciła męŜczyznę z oczu, ale wciąŜ
słyszała chrzęst jego butów na śniegu.
Miał rację: zaczynało się ściemniać. MoŜe nie mylił
się takŜe w kwestii helikoptera. A pomoc nie musiała
nadejść juŜ tego wieczoru. Ta myśl podziałała na nią
otrzeźwiająco.
Gramoliła się pod górę za towarzyszem niedoli, ale ten
posuwał się zbyt szybko i nie mogła go dogonić.
- Chyba nie zamierzasz mnie tu zostawić, prawda?
- krzyknęła.
Luke wyraźnie słyszał jej wołanie, ale nie przerywał
wspinaczki. Musiał przyznać, Ŝe myśl wyraŜona przez
Alex wydała mu się kusząca z oczywistych względów.
Ale górę wzięło w nim sumienie. Z minuty na minutę
robiło się coraz ciemniej. Ktoś taki jak ona nie miałby
szansy, zwaŜywszy na zimno i dzikie zwierzęta.
Odwrócił się i spojrzał w dół. W labiryncie sosen
ledwo dostrzegał jej postać. Dotknął rolki filmu w kiesze-
ni i westchnął w poczuciu frustracji. Czy mu się to
podobało, czy nie, ugrzązł. Pomyślał o tym, jak reaguje na
tę dziewczynę, i zganił siebie w duchu. Nie miał ochoty
dumać o spędzeniu nocy z Alexandra Beck, nawet w
najlepszych warunkach. JednakŜe bez względu na to, co
sądził o takich kobietach jak ona, nie mógł jej
zostawić.
Przystanął i czekał. Kiedy się do niego zbliŜyła,
wyciągnął rękę i pomógł jej przejść przez zwalony pień.
- Dzięki - wydyszała.
Mruknął coś w odpowiedzi, a potem obrócił się i
znowu zaczął się gramolić pod górę. Od tej wspinaczki
jeszcze bardziej bolała go noga, co bezskutecznie próbo-
wał ukryć.
-
Co się dzieje? - zagadnęła Alexandra.
-
Moje kolano - odparł.
-
Zraniłeś się, kiedy spadaliśmy?
-
Nie.
26
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Znowu zaczął iść, przystając po kaŜdym kroku. Alex
obserwowała jego niezdarne ruchy. Chyba nie mogła
liczyć na to, Ŝe wydobędzie od niego więcej informacji.
No, ale trudno. Kiedy znajdą jakieś schronienie, będzie
musiał z nią porozmawiać.
Brnęli przez śnieg, który sięgał im do kostek i padał
z coraz większą intensywnością. Luke chwycił Alex za
ramię i pomagał jej iść. Musieli narzucić sobie szybsze
tempo.
-
Głupie - mruknął do siebie.
-
Co jest głupie? - zapytała Alex.
-
To, Ŝe utkwiłem tutaj. Z tobą.
-
W pojedynkę byłoby lepiej?
-
Gdybym był sam, nie znalazłbym się tutaj.
-
Jesteś tutaj z mojego powodu? - zapytała. - A więc
jednak śledziłeś mnie.
Luke był zadowolony, Ŝe nie mogła widzieć jego.
twarzy.
-
Wcale ciebie nie śledziłem. JuŜ ci mówiłem, Ŝe cię
ratowałem.
-
Ale przedtem. Śledziłeś mnie. Widziałam ciebie.
-
Dlaczego miałbym cię śledzić?
-
Ze względu na to, kim jestem.
-
A kim jesteś?
-
Alexandra Beck.
Luke szedł dalej, ani na chwilę nie przerywając
rytmicznego marszu.
- Tak? I co z tego?
Alex chwyciła go za ramię i osadziła w miejscu.
- Chcesz mi wmówić, Ŝe nie wiesz, kim jestem?
- zapytała.
-
Jesteś sławna czy jak?
-
Ty chyba Ŝartujesz.
-
Nie. Powiedz mi. Długo przebywałem poza krajem.
-
Gdzie? - zagadnęła nieco sarkastycznym tonem.
- Na Syberii?
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
27
Luke uśmiechnął się szeroko. Bez wątpienia była
zadziorną istotką.
-
Coś w tym rodzaju.
-
Jestem córką Victora Becka.
-
O nim rzeczywiście słyszałem.
-
Tak myślałam.
-
Ale to nie znaczy, Ŝe cię śledziłem - dorzucił.
-
W takim razie zaatakowałeś mnie?
-
Wcale nie!
Powoli przysunął się do Alex, a ona się cofnęła. Była
wysoka. Luke był wyŜszy. Zdecydowanie nad nią góro-
wał wzrostem. Pogroził jej pięścią.
- Kto kogo zaatakował?
W półmroku Alex ledwo dostrzegała ślady zębów na
jego skórze, ale wspomnienie o tym incydencie wróciło
do niej w całej jaskrawości.
-
Och. No tak, cóŜ. Przepraszam. Myślałam...
-
Dajmy juŜ temu spokój - powiedział i machnął ręką.
Kontynuował wspinaczkę, tupiąc nogami po to, by
pobudzić krew do lepszego krąŜenia. Wiedział, Ŝe dziewczy-
na idzie za nim, gdyŜ słyszał chrzęst śniegu pod jej butami.
Po pewnym czasie dotarli do czegoś w rodzaju podestu. Luke
zatrzymał się. To była droga. Wąska, przykryta kilkudziesię-
ciocentymetrową warstwą śniegu, ale jednak droga. Wziął
głęboki oddech. Podparłszy się pod boki, przeniósł cięŜar
ciała na zdrową nogę i zrobił obrót o sto osiemdziesiąt stopni.
Zanim zobaczył obiekt, usłyszał sapanie Alexandry. To
coś przypominało widmo i stało tak blisko, Ŝe omal na nie
nie wpadli. Śnieg był teraz gęstszy i Luke przetarł oczy, Ŝeby
się upewnić, iŜ nie ma halucyncji. Nie miał. Stał przed nim
prawdziwy domek, a ściślej: małe schronisko dla narciarzy.
Niezbyt duŜe ani okazałe, ale solidnie zbudowane.
Luke rzucił się do drzwi od frontu resztkami drzemią-
cej w nim energii. PodwaŜył klamkę i był przyjemnie
zaskoczony, Ŝe drzwi otworzyły się bez specjalnego
trudu. Miał szczęście, bo przecieŜ zostało mu niewiele sił.
28
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Domek składał się tylko z jednego pomieszczenia, a
kręte schodki z kutego Ŝelaza prowadziły na stryszek,
który słuŜył za sypialnię. W rogu, obok małej kuchni,
stał okrągły stół i dwa krzesła, a przed kominkiem
znajdował się mały fotel wyplatany z trzciny i krzesło.
Luke doszedł do wniosku, Ŝe właściciel zaszywa się
tutaj na weekendy. Domek nie był luksusowo
urządzony, ale z pewnością zapewniał wszelkie
wygody. Luke nacisnął kontakt. Nic się nie zmieniło.
Elektryczność została wyłączona.
Alex stała na środku pokoju, podczas gdy Luke
dokonywał przeglądu inwentarza. Za schodkami odnalazł
małą, ale funkcjonalną łazienkę. Odkręcił kran. W po-
rządku. Właściciele nie wyłączyli wody. Skoro zbliŜała
się wiosna, nie było potrzeby martwienia się o zamarz-
nięte rury. Luke wrócił do głównego pomieszczenia i
popatrzył na Alex.
- Mamy szczęście - oznajmił.
Skinęła głową, zbyt przemarznięta, by móc coś od-
rzec. W pierwszym odruchu Luke miał ochotę połoŜyć
ręce na jej ramiona i przygarnąć ją do siebie, ale nie
był pewien, kto kogo by rozgrzewał. Zamiast to zrobić,
odwrócił się do niej plecami. Przy przeciwległej ścianie
znajdował się kominek. Luke z radością przekonał się,
Ŝ
e skrzynia na drewno jest w połowie zapełniona. Na
dzisiaj starczy, pomyślał, a potem przystąpił do
rozpalania ognia. Usiadł na podłodze i ogrzewał
dłonie, kiedy zaczęły trzaskać płomienie.
- Mmm, jak miło - powiedziała Alex, stając za jego
plecami. Luke odwrócił się na dźwięk jej głosu. Usiłował
nie zwracać na nią uwagi, ale kiedy przeniknęło go
rozkoszne ciepło ognia, przestał ze sobą walczyć i spoj
rzał na nią. UciąŜliwa wspinaczka i zimne powietrze
zabarwiły jej policzki na róŜowy kolor. Uśmiechnęła się
do niego, a w jej duŜych brązowych oczach lśniło
szczęście z powodu znalezienia dachu nad głową. Nawet
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
29
teraz, kiedy była rozkojarzona, obolała i prawdopodobnie
ogromnie zmęczona, prezentowała się atrakcyjnie. Od-
znaczała się naturalną, zdrową urodą. Lukę poczuł, Ŝe
w jego organizm wstępuje nowy rodzaj ciepła. Niebez-
pieczny.
Kiedy się podnosił, kolano odmówiło mu posłuszeńst-
wa.
- Elektryczność jest wyłączona - powiedział, cho
dząc po pokoju. W pomieszczeniu panowała ciemność,
jedynym źródłem światła był ogień w kominku.
Alex rozejrzała się po pokoju.
;
- Gdzieś tutaj są
ś
wiece - powiedziała. - Widziałam ^je jeszcze minutę
temu. ,* Po chwili znalazła świece i zapaliła jedną z
nich.
-
Nie o światło się martwię - oświadczył Luke i
wskazał grzejnik przy ścianie. - Ten system jest albo na
energię elektryczną, albo na gaz propanowy. Na razie nie
wiem, sprawdzę to jutro. Na dzisiejszy wieczór - dorzu-
cił, wyciągając rękę w kierunku kominka - to jest nasze
jedyne źródło ciepła. - Na zewnątrz zawył wiatr, jakby
akcentując jego słowa.
-
JeŜeli chcemy się rozgrzać, będziemy musieli spać
przy kominku - zakończył, po czym wspiął się po
spiralnych schodkach na poddasze. ŁóŜko było duŜe i
wydawało się całkiem wygodne, ale nie zauwaŜył Ŝadnej
pościeli, tylko goły materac przykryty kołdrą z kawałków
materiału i kilka poduszek. Najwyraźniej właściciele
zamknęli domek na sezon albo przynajmniej do lata.
-
Uwaga! - zawołał. Ściągnął materac z łóŜka i
wytaszczył go z poddasza. Alex odskoczyła, kiedy
materac przechylił się i z głośnym pacnięciem wylądował
na zakurzonej podłodze. Po chwili to samo stało się z
dwiema poduszkami. Zanim zdąŜyła zareagować, Luke
był juŜ na dole, przesuwał wyplatane z trzciny meble i
rozkładał materac przed kominkiem. Na koniec przykrył
go kołdrą.
30
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
No - stwierdził. - To powinno wystarczyć.
-
Powinno wystarczyć do czego? - zapytała.
Luke zerknął na dziewczynę. Stała z rękami opar-
tymi na biodrach i patrzyła na niego nieufnym wzro-
kiem.
-
Na łóŜko dla nas.
-
Dla nas?
-
Tak. Dla nas.
-
Dla nas? To znaczy dla ciebie i dla mnie?
-
Nie widzę tu nikogo więcej, złotko.
-
Nie jestem Ŝadnym złotkiem, panie Stratten. I nie
mam zamiaru spać z panem na tym materacu.
Luke rzucił jej gniewne spojrzenie. To on powinien był
się uskarŜać na sytuację.
- Rób, jak uwaŜasz - powiedział. Zdjął kurtkę,
ś
ciągnął buty i odpiął guzik dŜinsów. Jednym ruchem
westchnął i przymknął oczy.
-
Co ty właściwie robisz?
Luke otworzył jedno oko.
-
Układam się do snu.
-
Teraz?
- Kobieto, ciemno tu choć oko wykol i tak będzie aŜ
do rana. Jestem na nogach od świtu. Konam ze zmęcze
nia, a moje kolano boli tak, jakby ktoś wbił w nie gwóźdź.
Ogień dogasa. Na razie jesteśmy bezpieczni i nie mam
ochoty słuchać twojego pyskowania. Kapujesz?
Zamknął oczy i przewrócił się na bok.
- Więc bądź tak uprzejma i teŜ idź spać.
Alex zawrzała. Otworzyła usta, Ŝeby coś powiedzieć,
ale rozmyśliła się. W tej chwili kłótnia z tym kretynem nie
miała sensu. Rozpięła kurtkę i wepchnęła rękawice do
kieszeni. Trzymając przed sobą świecę, ostroŜnie prze-
szła do łazienki i szybko się umyła. Przy skąpym
oświetleniu przejrzała dobrze zaopatrzoną apteczkę. Po-
niewaŜ jej głowę rozsadzał ból, głośno błagała los
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
31
o aspirynę. Jej prośba została wysłuchana. Przed po-
wrotem do głównego pomieszczenia szybko połknęła
dwie tabletki.
Luke leŜał na boku, z twarzą odwróconą od ko-
minka. Alex zdjęła kurtkę i buty, i na palcach podeszła do
materaca. Ciepło ognia rozkosznie ogrzewało zmarznięte
palce. Spojrzała na Luke'a. Zostawił dla niej miejsce na
posłaniu.
Potrząsnęła głową, postanawiając, Ŝe nie skorzysta z
jego oferty. Zamiast tego wyciągnęła się na ratano-
wym fotelu i przykryła kurtką. Przymknęła oczy. Po
chwili zaczęło ją boleć kaŜde stłuczenie i zadrapanie,
które spowodował upadek. Fotel był zbyt mały i mu-
siała podkurczyć swoje długie nogi. Kiedy przenosiła
cięŜar ciała, jakaś zabłąkana spręŜyna wbiła jej się w
plecy. Wspaniale, po prostu cudownie, pomyślała.
Przewróciła się na bok, Ŝeby znaleźć wygodniejszą
pozycję, ale wciąŜ coś jej przeszkadzało.
Alex przygryzła wargę. Luke ani drgnął. Miejsce,
które dla niej zostawił, wywoływało nieodpartą pokusę.
Cichutko wstała i na palcach zbliŜyła się do materaca.
Tutaj, przy kominku, było znacznie cieplej. Powoli,
ostroŜnie, połoŜyła się na materacu i gwałtownym ru-
chem naciągnęła na siebie kołdrę. Westchnęła w ciemno-
ś
ci; miękki materac działał jak balsam na jej utrudzone
ciało.
Pomimo Ŝe Alex była ogromnie zmęczona, wiedziała,
iŜ tej nocy nie zmruŜy oka. Jeszcze nigdy nie znalazła się
w podobnej sytuacji, a juŜ na pewno nie w towarzystwie
takiego męŜczyzny.
LeŜąc na boku i wpatrując się w ogień, słyszała
nieubłagane walenie śniegu o okienne szyby. Burza
ś
nieŜna rozszalała się na dobre. Luke miał rację. Byli
szczęściarzami i dzisiejszej nocy nic im nie zagraŜało.
Zamiast dumać nad swoim losem, powinna była zmó-
wić dziękczynną modlitwę za znalezienie tego miejsca.
32
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Spróbowała odpręŜyć się i napięcie w jej ciele ustępowało
miejsca potwornemu zmęczeniu. Po kilku minutach
zasnęła. Luke dokładnie wyczuł ten moment. Ciało
dziewczyny zwiotczało, a miękkie, krągłe pośladki prze-
sunęły się w jego stronę. Przykrył kołdrą i ją, i siebie,
wziął głęboki oddech i cięŜko westchnął.
No cóŜ, teraz i on mógł powiedzieć, Ŝe spał z otoczoną
niesławą Alexandra Beck. Przysunął się do niej i poczuł
zapach drogich perfum. Przeniknął go dreszcz pod-
niecenia. Pomyślał o rolce filmu w kieszeni kurtki i o tym,
jaka byłaby reakcja Alex, gdyby się o niej dowiedziała.
Nieświadomie przysuwał się do niej centymetr po centy-
metrze i jednocześnie pomyślał, Ŝe znalazł się w piekiel-
nym miejscu.
ROZDZIAŁ TRZECI
Alex śniła rozkoszny sen. Był pogodny letni dzień,
a błękitne niebo wprost raziło ją intensywną barwą.
Opadła na miękkie poduszki kanapy i wylegiwała się
w słońcu. Znajdowała się na plaŜy, gdzie fale pod-
mywały brzeg. Jej rozpaloną skórę pieścił chłodny
wietrzyk, ku któremu wystawiała twarz. Kiedy jednak
chciała przytulić się do poduszki, zdarzyło się coś
dziwnego.
Poduszka zaczęła się poruszać.
Alex bardzo ostroŜnie otworzyła jedno oko, a potem
drugie. To, co zobaczyła, potwierdziło jej podejrzenia.
Powietrze wcale nie było ciepłe, lecz lodowato zimne.
Nie znajdowała się na plaŜy, a jej głowa z pewnością nie
spoczywała na poduszce. Spoczywała na piersi
męŜczyzny.
Alex wpadła w panikę, ale tylko na moment. LeŜała
obok obcego faceta, ale tłumaczyła sobie, Ŝe wszystko
jest względne. Czy naprawdę moŜna było nazwać obcą
osobą kogoś, z kim dzieliło się łoŜe? PrzecieŜ nie
potraktował jej nieprzyjemnie, zachowywał się jak dŜen-
telmen. Mimo to zupełnie nie przypominał męŜczyzn,
których dotychczas znała. Uznała, Ŝe najrozsądniej bę-
dzie trzymać się od niego z daleka, dopóki nie upewni się,
kim jest ten człowiek i jaki ma zawód. Przez dłuŜszą
chwilę nie poruszała się, usiłując podjąć jakąś decyzję.
Jej zmysły nie pozostały obojętne na zapach nie-
znajomego. Ten człowiek pachniał zupełnie inaczej niŜ
męŜczyźni, których znała. Nie wyczuwało się u niego ani
34
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
odrobiny wody kolońskiej, niczego sztucznego. Pachniał
jak... hm, jak męŜczyzna, który w sumie wcale nie
wydawał się niemiły, ale w zaistniałych okolicznościach
bez wątpienia mógł jej zagraŜać.
Alex powoli przechyliła głowę, Ŝeby mu się lepiej
przypatrzyć. Jego klatka piersiowa wznosiła się i opadała
wraz z powolnym, miarowym oddechem. Centymetr po
centymetrze, Alex cicho się od niego odsuwała. MęŜczyz-
na nawet nie drgnął i nadal spokojnie oddychał. Właśnie
zamierzała stoczyć się z materaca, kiedy Luke uniósł
nagle ramię i chwycił ją w pasie. Przycisnął ją do siebie,
coś wymamrotał, głośno przełknął ślinę, a potem wes-
tchnął i znowu zapadł w sen.
Alex patrzyła na niego z niedowierzaniem, jej twarz
dzieliło od twarzy męŜczyzny zaledwie kilka centymetrów.
Nie wiedziała, czy ma się wyrywać, czy ponowić próbę
wyślizgnięcia się z jego objęć. Wpatrywała się wjego twarz
i usiłowała podjąć decyzję. W świetle dziennym mogła mu
się lepiej przyjrzeć. Miał jasnobrązowe włosy z kilkoma
jaśniejszymi pasmami, gęste i nieco zmierzwione. Wysoko
osadzone kości policzkowe łączyły się z wydatną szczęką,
a w ustach uwagę przyciągała pełna dolna warga.
Twarz męŜczyzny wyraŜała znuŜenie Ŝyciem i Alex
zastanawiała się nad jego przyczynami. Zmarszczki
wokół oczu wskazywały na to, Ŝe czasami się uśmiechał,
chociaŜ Alex jeszcze go nie widziała w takiej sytuacji.
Przypomniała sobie brązowe oczy, które teraz były ukryte
pod powiekami o najdłuŜszych, najbujniejszych rzęsach,
jakie kiedykolwiek widziała u męŜczyzny, a moŜe nawet
u kobiety.
W sumie musiała zaufać swojemu pierwszemu wraŜe-
niu. Był bardzo przystojny i naprawdę wydawał się
normalny... cokolwiek by to oznaczało we współczes-
nych czasach. CzyŜby mówił prawdę? MoŜe jej nie
ś
ledził, a tylko wybrał się na przejaŜdŜkę i nagle zaszło
coś nieoczekiwanego. Tak czy owak, co za róŜnica?
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
35
zapytywała siebie w duchu. Była pewna, Ŝe zostaną
uratowani w ciągu najbliŜszych paru godzin i szybko
zapomną o tym małym interludium.
O dziwo, ta myśl nie sprawiała jej satysfakcji. LeŜąc
obok męŜczyzny, czuła niepokój, jakby na coś czekała, na
coś nowego, niewyobraŜalnego, znajdującego się poza jej
zasięgiem.
Zacisnął ramię wokół niej, przyciągnął ją bliŜej siebie.
Deprymowała ją dwojakość uczuć, których doznawała,
kiedy tak leŜeli przytuleni. Nie znała go - nie miała
ochoty poznawać - ale coś ściskało ją w Ŝołądku, a serce
biło szybciej niŜ zwykle. I to leŜenie w ramionach
męŜczyzny w pewnym sensie ją uspokajało, dawało
poczucie... bezpieczeństwa.
Dziwne, pomyślała. Nigdy nie uŜywała słowa „bez-
pieczeństwo" w odniesieniu do męŜczyzn. Uznała tę
myśl za anormalną. Bez wątpienia wszystkiemu była
winna niecodzienna sytuacja skłaniająca ją do nierac-
jonalnych zachowań. Alex próbowała się ruszyć, ale
potem zmieniła zamiar. Nie wiedziała, jak to zrobić,
Ŝ
eby się nie obudził - albo Ŝeby nie zrobił czegoś
gorszego, zwaŜywszy pozycję, w jakiej znajdowały się
ich ciała.
Luke zdawał się czytać w jej myślach. Jego ręka
zaczęła błądzić po plecach Alex, powoli zbliŜając się do
podstawy kręgosłupa. Tam się zatrzymała. Alexandra
pozostała nieruchoma jak głaz, wyczekując na następny
ruch. Ręka Luke'a nie sprawiła jej zawodu. Powoli,
wytrwale, przemieściła się na pośladki, gdzie na chwilę
spoczęła, by pieścić i obejmować te wypukłości.
Poczucie bezpieczeństwa natychmiast zniknęło, ale
jego miejsce zajęło zupełnie inne doznanie. MęŜczyzna
miał rozgrzane ciało, promieniował ciepłem, które za-
chęcało do większej bliskości. Na ciele dziewczyny
pojawiła się gęsia skórka. Ciepło ciała Luke'a sączyło się
do wnętrza Alex, a dłoń nie przestawała masować jej
36
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
bioder. Coś zaczęło dziać się w jej Ŝołądku, nie była
pewna, czy ze strachu, czy z podniecenia.
Ramię miała przygwoŜdŜone, ale zdołała oswobodzić
rękę. Usiłowała odpychać klatkę piersiową męŜczyzny,
by w ten sposób go powstrzymać. Był to rozsądny
manewr, ale nie przyniósł Ŝadnego skutku, gdyŜ napot-
kała ścianę twardych mięśni, które nie ustępowały nawet
na milimetr. Alex połoŜyła dłoń na sercu Luke'a. Jego
miarowe bicie współgrało z biciem jej własnego serca.
Zamknęła oczy i próbowała zdecydować, czy ma
spokojnie leŜeć w jego ramionach, w nadziei Ŝe Luke po
prostu przewróci się na bok, czy teŜ... kierować się
instynktem i z całej siły uderzyć go kolanem, Ŝeby
natychmiast połoŜyć kres tej sytuacji.
Nie musiała robić Ŝadnej z tych rzeczy. Luke prze-
budził się i przez dłuŜszą chwilę przypatrywał jej się w
oszołomieniu. Z początku nie mógł się zorientować,
gdzie i z kim przebywa. Budził się juŜ w wielu dziw-
nych miejscach, dlatego teraz nie był kompletnie za-
skoczony. Uświadamiał sobie wszystko stopniowo, po-
czynając od toŜsamości kobiety, która obok niego leŜa-
ła, a kończąc na tym, co obejmował swoją dłonią.
- Przepraszam - powiedział i natychmiast rozluźnił
uścisk.
Alex nie traciła czasu. Wygramoliła się z prowizorycz-
nego łoŜa, lecz, niestety, nie mogła odejść zbyt daleko.
Obejrzała się na Luke'a. Siedział na środku materaca i
przeczesywał ręką rozczochrane włosy. W niewielkim
pomieszczeniu wydawał się niemal wielkoludem.
Mocno zacisnęła ręce. Niewiarygodnie zdenerwował
jg fakt, Ŝe znajdowała się w jednym pokoju z kimś tak
męskim jak Luke Stratten. Tymczasem on wstał, włoŜył
buty i udał się w kierunku łazienki. Odwróciła się do
niego plecami i obrzuciła wzrokiem kuchnię.
Wstała, podeszła do zlewu, odkręciła kurek i czekała,
aŜ zleci brudna woda, a jej wzrok powędrował ku
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
37
ekspresowi*do kawy, który stał na rogu blatu. Oddałaby
teraz wszystko za filiŜankę kawy.
- Sprawdź w szafkach - poradził jej Luke, wracając
do głównego pomieszczenia. - MoŜe coś tam jest.
Zbadał swoje kolano. Zdrętwienie nie ustępowało.
Zapewne podczas upadku poniósł większy uszczerbek,
niŜ sądził. Odczuwał piekielny ból.
Alex znalazła nie tylko nie napoczętą puszkę kawy, ale
takŜe pudełko słonych chrupek, masło orzechowe i kilka
innych puszek z Ŝywnością.
- Przynajmniej nie umrzemy z głodu - zauwaŜył
Luke.
Stał za plecami Alex, która odwróciła się.
-
Nie będziemy tu aŜ tak długo, Ŝeby się o to martwić
- powiedziała.
-
Nie?
- Na pewno juŜ wiedzą o naszym zaginięciu.
Luke pokręcił głową i podszedł do okna. Na dworze
nadal sypał gęsty śnieg. Drzewa i krzewy uginały się pod
nie chcianym brzemieniem.
- Spójrz na niebo - powiedział. - Ta śnieŜyca
nieprędko ustanie. A dopóki się nie przejaśni, nie wyślą
po nas helikopterów.
Alex przygryzła wargę. Nie podobało jej się to, co
mówił Luke. PrzeraŜała ją perspektywa przebywania z
tym człowiekiem pod jednym dachem. ZbliŜyła się do
okna i stanęła obok Luke'a.
-
Nie moglibyśmy sami spróbować wrócić?
Luke popatrzył na nią z niedowierzaniem.
-
Nie.
-
Dlaczego nie?
-
PoniewaŜ nie damy sobie rady.
-
Kto tak mówi?
-
Ja tak mówię.
- A co cię do tego upowaŜnia? - zapytała Alex,
oparłszy rękę na biodrze.
38
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Wiem coś niecoś o szkole przetrwania - odparł
spokojnym głosem, chociaŜ zaczynała gotować się w nim
krew.
-
Hm, ja teŜ. MoŜe po prostu pójdę sama.
Zepsuta smarkula, pomyślał, nie potrafi i nie chce
pojąć najoczywistszych rzeczy. Fatalnie się złoŜyło, Ŝe
musiał ją śledzić, przy okazji spóźniając się na samolot,
a teraz ugrzązł w górach z tą rozpieszczoną księŜniczką,
która prawdopodobnie nie potrafiła nawet zagotować
wody.
Zdenerwowany, odsunął się od niej i nacisnął klamkę.
Drzwi były oblodzone, ale kilka uderzeń pięścią we
framugę wystarczyło, by je otworzyć. Po chwili próg
domku zasypał śnieg.
- Proszę bardzo, panno Beck - oznajmił Luke i wycią
gnął rękę w kierunku drzwi.
Alexandra miała wraŜenie, Ŝe jej serce, zamarło w
piersi. Nie było Ŝadnego wyjścia, Ŝadnej ścieŜki,
niczego. Tylko śnieg. Wszędzie. Przełknęła ślinę, a
potem
posłała
Luke'owi
słaby,
przepraszający
uśmiech.
-
Chyba utkwiliśmy tu na dobre, co? - powiedziała
łagodnie.
-
Teraz juŜ sama widzisz.
-
Na jak długo?
-
Nie wiadomo.
Luke włoŜył kurtkę i zdjął z tylnej ściany szuflę.
- Co robisz? - zagadnęła Alex.
Zaczął odśnieŜać ścieŜkę.
- Potrzebujemy więcej drewna. Rozejrzę się dookoła
i sprawdzę, czy nie ma tu gdzieś jego zapasu.
Przez otwarte drzwi napływało bardzo zimne powiet-
rze. W pokoju i tak było juŜ chłodno, ale teraz, kiedy
szalał w nim wiatr, szybko zamieniał się w wielką
lodówkę. Alex dygotała, trzymając w rękach puszkę z
kawą.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
39
. - MoŜe byś mi pomogła - powiedział Luke, kiedy
przetarł drogę.
- Co mam robić?
, - Na początek dołóŜ drewna do ognia. UŜyj reszty
kłód, które leŜą w tamtej skrzyni.
Cofnął się, Ŝeby zamknąć za sobą drzwi.
-
I zrób kawę.
-
Zrobić...?
Ale Luke zdąŜył juŜ zniknąć za drzwiami. Alex
popatrzyła na puszkę kawy i westchnęła.
- Ciekawe, jak mam to zrobić.
Oczywiście umiała zaparzyć kawę, ale pod warun-
kiem, Ŝe miała do dyspozycji dzbanek, kuchenkę albo
ekspres do kawy, a nie tylko puszkę i ogień w kominku.
Postanowiła jednak, Ŝe musi sobie jakoś poradzić, i za-
częła przetrząsać szuflady w poszukiwaniu otwieracza do
puszek.
Luke energicznie wymachiwał łopatą, pomimo Ŝe
bolały go mięśnie po spędzeniu nocy na niewielkim
materacu w niewygodnej pozycji. Jego umysł pracował
na przyśpieszonych obrotach, trawiły go myśli, które w
ogóle nie miały ze sobą związku. Myśli o utraconym
sprzęcie, o zleceniu, którego nie moŜna wykonać, a prze-
de wszystkim myśli o Alex.
Przystanął i oparł się o róg domku. Spał niewiele, gdyŜ
Alex przez całą noc napierała na niego swoim ciałem.
Zapadał w drzemkę, a kiedy się budził, czuł jej nogę na
I swoim udzie i ramię, które Alex przyciskała do jego
l' piersi. Wyglądało na to, Ŝe panna Beck sypia niespokoj-
| nie.
i Ta pozycja była bardzo niewygodna i... szalenie '
niepokojąca. Przypisywał dziewczynie wiele cech - ze-
psucie, brak wytyczonego celu, egoizm - lecz mimo
wszystko nie mógł zaprzeczyć, Ŝe bardzo go pociągała.
Przez długi czas nie łączył go z nikim Ŝaden znaczący
związek. Tylko raz w Ŝyciu omal się nie zaręczył, ale to
40
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
działo się przed wieloma laty, w college'u, kiedy był
jeszcze naiwnym młodzieńcem.
Kiedy wybrał swój zawód, wszystko uległo zmianie.
W jego Ŝyciu nie było miejsca na poświęcenie się
jakiejkolwiek kobiecie. W decydującym momencie oka-
zywało się, Ŝe nawet te najbardziej wyzwolone pragną
domku na wsi z białym płotem, podczas gdy jemu
zaleŜało tylko na tym, Ŝeby móc wyjeŜdŜać i relac-
jonować najbardziej aktualne wydarzenia.
Po prostu nie umiał łączyć Ŝycia prywatnego z karierą
zawodową. A nawet gdyby to potrafił, Alexandra Beck
byłaby ostatnią kobietą, jaką by wybrał. Gdyby się za kimś
rozglądał, co akurat nie miało miejsca, szukałby osoby
posiadaj ącej w Ŝyciu konkretny cel, kobiety, która przej mo-
wałaby się nie tylko kaprysami mody. Przypomniał sobie
Alex opierającą rękę na biodrze i Ŝądającą powrotu na szlak.
Egoistka, pomyślał. Mała, rozpieszczona księŜniczka.
Ale zaraz ta wizja ustąpiła miejsca obrazowi utrwalone-
mu na negatywie jego umysłu - przedstawiał on Alex
w wannie, z twarzą rozjaśnioną rozkoszą.
Luke chwycił za łopatę i znowu zabrał się do pracy. Ze
spotęgowaną wskutek frustracji siłą zawzięcie przekopy-
wał się przez głęboką warstwę cięŜkiego, mokrego
ś
niegu. MoŜe jej nie lubił, ale na pewno nie mógł
zaprzeczyć, Ŝe chciałby się z nią kochać.
To był zdecydowanie najbardziej palący problem. Jeśli
nie dla niej, to przynajmniej dla niego było oczywiste, Ŝe
zapewne będą musieli spędzić razem jeszcze jedną, a moŜe
dwie noce. Martwił się, Ŝe nie wie, jak sobie poradzić w tej
sytuacji. On, który zawsze szczycił się swoim opanowa-
niem, nie wykazywał go zbyt wiele w obecności Alexandry.
Gdyby chociaŜ odwzajemniała jego fascynację! Ale
spoglądała na niego jak jelonek Bambi na myśliwego.
Zachowywała w stosunku do niego czujność i postępowa-
ła słusznie. Gdyby był mądry, wykorzystałby jej natural-
ną powściągliwość i trzymałby się od niej z daleka. Do
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
41
idiabła, jak tego dokonać? Pomyślał, Ŝe jeszcze jedna taka
łnoc i będzie musiał nocować na mrozie. t Niedaleko za
domkiem znajdowało się pół sągu drewna. Luke szybko
wymamrotał dziękczynną modlitwę i przystąpił do
penetrowania okolicy, mając nadzieję, Ŝe na coś jeszcze
natrafi. O tylną ścianę domku był wsparty duŜy zbiornik
z propanem. Przekręcił zawór i usłyszał lekki syk
przedostającego się do rur gazu. Doszedł do wniosku, Ŝe
bojler znajduje się wewnątrz, w szafie za krętymi
schodkami. Pomyślał, Ŝe przynajmniej będą mieli
dostęp do ciepłej wody i skorzystają z pieca.
Z naręczem polan w ramionach ruszył z powrotem do
frontowych drzwi. Tam zrzucił ładunek i poszedł po
następne polana. Otworzył drzwi i wrzucił do środka
naręcza drewna. Jego nagłe wejście zaskoczyło Alex do
tego stopnia, Ŝe sparzyła się cięŜkim czajnikiem, który
w tym momencie podnosiła z kraty.
-
Och! - wykrzyknęła i włoŜyła palec do ust. Luke
natychmiast do niej podbiegł.
-
Co się stało?
-
Robiłam kawę. Usiłowałam ją zaparzyć. Ty mnie
zaskoczyłeś. Oparzyłam sobie rękę.
-
PokaŜ - powiedział Luke i chwycił jej prawą dłoń.
Była czerwona i obrzmiała. - Chodź ze mną.
Alex poszła za nim. Nie miała wyboru. Ciągnął ją za
liękę w kierunku drzwi, a potem wyszli za próg. . - Co
chcesz...?
-
Najlepszym lekarstwem na oparzenia jest chłód -
oznajmił nie znoszącym sprzeciwu tonem.
-
PrzecieŜ nie jest to aŜ tak powaŜne...
Luke bez słowa wsunął jej rękę do najbliŜszej zaspy
ś
niegu. Stali tak przez chwilę, a Luke mocno przy-
trzymywał Alex za prawy nadgarstek. Niebawem cał-
kowicie pokrył ich śnieg, który padał duŜymi mokrymi
płatkami. A oni milczeli przez chwilę, która wydawała się
wiecznością. Alex patrzyła w jedną stronę, a Luke
42
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
w drugą, i oboje rozpaczliwie starali się nie spojrzeć
sobie w oczy.
Było im jednak pisane coś innego. Alex przenosiła
cięŜar ciała z jednej nogi na drugą i przy okazji poślizg-
nęła się. Wyciągnęła ręce ku Luke'owi, a on odruchowo
wyciągnął ramię i chwycił ją od tyłu. Przyciągnął Alex do
siebie, a jej głowa opadła na jego bark.
Ich oczy wreszcie się spotkały. DrŜące ciało uświado-
miło Luke'owi, jak bardzo jest zdenerwowana. Brązowe
oczy dziewczyny lśniły, a rumieńce na policzkach tylko
potęgowały jej urok. Wyglądała ponętnie. A Luke musiał
przyznać, Ŝe długie godziny leŜenia obok niej w ciemno-
ś
ci cholernie zaostrzyły jego apetyt.
Wszystkie obrazy dziewczyny, które pojawiały się
w jego umyśle, wszystkie z góry wyrobione sądy na jej
temat zniknęły w zimnym powietrzu niczym para z od-
dechu. Dostrzegał w niej niewinność, choć słyszał wiele
plotek na jej temat i wiedział, co dotychczas o niej pisano
i mówiono. Ale pomimo faktów, które znał, nie mógł
zaprzeczyć, Ŝe coś się zmieniło od poprzedniego dnia.
Przestał traktować Alex jak obiekt, jak środek do celu,
którego osiągnięcie oznaczało plik banknotów w portfelu.
Była kobietą z krwi i kości; mógł jej dotknąć, poczuć jej
zapach. Wzbudzała w nim reakcję, której nigdy nie były
w stanie wywołać u niego zawodowe kurtyzany w odleg-
łych zakątkach świata.
Luke skoncentrował się na ustach dziewczyny. Miała
rozchylone wargi. WyraŜały zaproszenie, bez względu na
to, czy o tym wiedziała, czy nie. Nie zwaŜając na
konsekwencje, nie mogąc się zdobyć na Ŝadną sensowną
myśl, pochylił ku niej głowę.
Alex ogarnęła panika. Ten człowiek zamierzał ją
pocałować. Czy ona tego chciała? Nie miała czasu na
podjęcie decyzji, wiedziała, Ŝe za ułamek sekundy Luke
wpije się w jej usta. Czuła jego gorący oddech. Miała
wraŜenie, Ŝe jej Ŝołądek przewraca się do góry nogami,
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
43
a całe ciało przenika fala ciepła. Zacisnęła dłoń na
ramieniu męŜczyzny.
-
Myślę... myślę, Ŝe wszystko jest juŜ w porządku -
powiedziała. Te słowa omal nie ugrzęzły jej w gardle.
-
Hmmm?
- Moja ręka - odparła. - JuŜ jest w porządku.
Luke bardzo długo na nią patrzył, a potem zmruŜył
oczy, usiłując sobie przypomnieć, z mizernym skutkiem,
dlaczego wyszli z domu. Wreszcie udało mu się odtworzyć
bieg wydarzeń i wyciągnął rękę Alex, Ŝeby ją obejrzeć.
Miała rację. Czerwone miejsce zaczynało róŜowieć, a
opuchlizna zeszła. Spojrzał na jej zwróconą ku górze
twarz. Nie dostrzegł na niej wyrazu czujności i dziękował
za to Bogu. Co teŜ go naszło? Omal jej nie pocałował!
Pokręcił głową i odsunął się od dziewczyny. Kto by
pomyślał: Luke Stratten owładnięty jakąś tajemniczą siłą,
nad którą nie jest w stanie zapanować. Joe wybuchnąłby
gromkim śmiechem. śaden z jego znajomych by w to nie
uwierzył. A tym bardziej on sam.
- Zimno ci - powiedział, po raz pierwszy uświada
miając sobie, Ŝe Alex ma na sobie tylko sweter. - Chodź.
Otworzył drzwi i wprowadził ją do środka. Szybko
rozejrzał się po pokoju. Ich „łoŜe" było schludnie
zasłane, a ogień buzował aŜ miło. Czajnik, który spowo-
dował oparzenie, stał sobie spokojnie na ciemnoszarej
płytce kominka. A więc nie była tak niezaradna, jak
podejrzewał. Punkt dla Jej Wysokości.
Odwrócił się do Alex.
-
Za domem jest zbiornik z propanem. Prawdopodob-
nie wystarczy nam gazu do ogrzania wody i jeŜeli
będziemy ostroŜni - dodał, wskazując na piecyk - do
gotowania. Ale nie ma mowy o ogrzewaniu. Obawiam
się, Ŝe będziemy musieli zadowolić się ogniem w ko-
minku.
-
Dobre i to - stwierdziła Alex.
-
Masz całkowitą rację.
44
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Luke spokojnie podszedł do kominka i sprawdził, co
udało jej się zrobić. Z czajnika ulatniała się para i czuć
było aromat kawy. I chociaŜ wdychał juŜ zapach lepszej
ka\yy, to teraz napłynęła mu do ust ślinka. Nalał sobie
pełen garnuszek i pociągnął łyk. Jeśli nie zwaŜało się na
fusy, które musiały w niej być, kawa bardzo mu smako-
wała. Była cholernie dobra. Starał się ukryć zaskoczenie.
^ No jak? - zagadnęła Alex, krąŜąc w pobliŜu.
- Niezła - odparł. Koncentrował swoją uwagę na
garnuszku, a nie na jej twarzy. Nie mógł i nie miał odwagi
na nią spojrzeć, gdyŜ obawiał się, Ŝe dziewczyna do-
strzeŜe to, co skrywają jego oczy. A co takiego jest w
twoich oczach, Stratten? zapytywał samego siebie.
Szacunek? PoŜądanie? Strach?
Niewątpliwie odrobina kaŜdego z tych uczuć.
Alex ostroŜnie zbliŜyła się do Luke'a. Opadła obok
fwego na kalana, zanurzyła garnuszek w czajniku i zaczer-
pnęła kawy - cały czas nie spuszczała wzroku z jego
ś
miertelnie powaŜnej twarzy.
Nie umiała go przejrzeć. Było w nim coś, co ją
niepokoiło. Przez niemal cały czas okazywał rezerwę, *
wręcz zawzięty upór. Ale niekiedy zauwaŜała, Ŝe patrzy
na nią z bardzo dziwnym wyrazem twarzy, jakby od-
czuwał ból.
MoŜe myślał o swojej nodze, a nie o niej. Nie mogła
mieć pewności. Wiedziała tylko, Ŝe nigdy nie zawodzi jej
instynkt. Instynkt podpowiadał jej, Ŝe oczy tego człowie-
ka coś skrywają.
Nawet nie wiedziała, ile czasu upłynęło od ich przyby-
cia do domku, ale przecieŜ nie miała zbyt wiele do roboty,
więc mogła się zająć obserwacją. Choćby dla zabicia
czasu, którego mieli aŜ nadto. Postanowiła rozszyfrować
Luke'a i przekonać się, co go trapi. Mogłoby to być
interesujące urozmaicenie. Ostatecznie nie miała nic do
strącenia.
ROZDZIAŁ CZWARTY
- Dlaczego mnie nie lubisz?
Luke akurat uniósł do ust kubek z kawą i jego ręka
znieruchomiała. Pociągnął łyk i przez dłuŜszą chwilę
uwaŜnie obserwował Alex. Wreszcie zapytał:
-
Dlaczego myślisz, Ŝe ciebie nie lubię?
-
Przede wszystkim świadczy o tym twoje zachowa-
nie - oznajmiła, siadając przed nim w pozycji jogina.
- Od początku byłeś wrogi.
-
Wrogi?
-
Wściekły. Jakby ta lawina ruszyła z mojej winy.
• - To nie była niczyja wina. Jeśli wydaję się wściekły,
to dlatego, Ŝe powinienem wsiąść na pokład samolotu
odlatującego do Afryki - sprawdził godzinę na zegarku
- właśnie teraz.
-
Afryka! Jak wspaniale! Na wakacje?
Dlaczego jej o tym powiedział?
-
Nie, hm, raczej do pracy.
-
Czym się zajmujesz? - zapytała, pijąc kawę.
-
Piszę.
Taka odpowiedź wydawała się najbliŜsza prawdy.
Rzeczywiście, oprócz robienia zdjęć pisywał takŜe artykuły.
Alexandra uśmiechnęła się.
-
Pisarz. To wyjaśnia sprawę.
-
Co wyjaśnia?
-
To twoje wredne, rozczarowane spojrzenie.
-
Wredne? Ja jestem wredny?
- No, moŜe nie wredne, nie w tym sensie, Ŝe nie
przyjemne, ale, no wiesz, takie... wyzywające.
46
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Wyzywające - powtórzył. Czuł, Ŝe gdyby dłuŜej
zastanawiał się nad tym określeniem, dostrzegłby, Ŝe
kryje się w nim jakiś komplement
-
Tak. LekcewaŜące. Jakbyś nie dbał o to, co ludzie
o tobie myślą. NiezaleŜny typ.
-
I to jest dobre?
-
Mnie się podoba - stwierdziła Alex, wzruszając
ramionami.
-
Naprawdę? Dlaczego?
-
Och, nie wiem. Większość męŜczyzn wykorzystała-
by taką sytuację. Próbowaliby zrobić na mnie wraŜenie
i w ogóle.
-
MęŜczyźni tak się do ciebie odnoszą?
-
Niestety.
-
DuŜo męŜczyzn?
Alex zmruŜyła oczy. Luke nawiązywał do plotek i chyba
nie podobał jej się temat, który poruszyli w tej rozmowie.
-
Wystarczająco duŜo.
-
Co to znaczy: wystarczająco duŜo? - zapytał Luke.
Zastanawiał się, dlaczego drąŜy tę kwestię. O Ŝyciu Alex
słyszał juŜ więcej, niŜby chciał się dowiedzieć.
-
Nie czytasz brukowców? Tysiące.
Była rozdraŜniona. Uznał, Ŝe to sprzyjająca okolicz-
ność.
-
Nigdy nie znałem osoby, która miałaby tysiące
kochanków.
-
W takim razie prowadzisz Ŝycie samotnika. Ja znam
setki takich osób.
-
Setki i tysiące. No, no, panno Beck, bujne prowadzi
pani Ŝycie, nieprawdaŜ?
-
Jeszcze jak.
- Zastanawiam się, co czuje taka osoba - powiedział.
Alex miała tego dość. Poderwała się i wylała fusy po
kawie do ognia. Płyn zaskwierczał w zetknięciu z płomie-
niami; w niej równieŜ zawrzało z powodu tej niedorzecz-
nej rozmowy. Był zupełnie taki sam jak cała reszta:
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
47
Interesowała go tylko otoczka, a nie wnętrze człowieka.
Zresztą, czegóŜ się spodziewała?
- Z moich doświadczeń z męŜczyznami ogólnie
wynika, Ŝe to łasi na pieniądze chciwcy, którym zaleŜy
wyłącznie na zaspokojeniu dwóch, w ich pojęciu najwaŜ
niejszych, ludzkich potrzeb. Tak się składa, Ŝe obie są
zlokalizowane poniŜej pasa - chodzi o ich kieszenie i...
Luke wstał.
- Rozumiem.
Stanęli naprzeciw siebie i obrzucili się spojrzeniami,
nie wiedząc, czy mają zakończyć tę dyskusję, czy ją
kontynuować. Luke musiał przyznać, Ŝe podczas roz-
mowy z Alex prowokował ją do zwierzeń. Chciał usły-
szeć wszystko o fascynującym Ŝyciu seksualnym Alexan-
dry Beck z jej własnych ust, tych cudownych, pełnych,
odętych ust, które miał ochotę całować.
-
Rozejm -powiedział, niejako wbrew sobie, i wycią-
gnął rękę. - Ostatecznie nie jestem taki jak oni. Sama to
powiedziałaś.
-
Ale jesteś męŜczyzną - odparła Alex, odmawiając
uściśnięcia jego dłoni. Pomimo tej niechęci Luke chwycił
ją za rękę. UwaŜnie obejrzał dłoń, a potem pogładził
miękką skórę powolnymi, okręŜnymi ruchami i spojrzał
na dziewczynę.
-
Tak, jestem.
Powiedział to łagodnie, a jego głos był równie piesz-
czotliwy jak dotyk palców. Alex pomyślała, Ŝe Luke
rzeczywiście jest męŜczyzną, ale zupełnie innym niŜ ci,
których znała. MęŜczyzną o nieodpartym uroku. Wzbu-
dził jej zainteresowanie, podczas gdy innym nie udało się
nawet sprawić, by ich dostrzegła.
Cisza w pokoju stawała się ogłuszająca. Alex oderwała
się od Luke'a i powędrowała do drugiego końca pokoju.
Potrzebowała przestrzeni. Oparła się plecami o drzwi.
-
Ustalmy kilka podstawowych zasad, panie Stratten.
-
Luke.
48
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
No dobrze, Luke. Wygląda na to, Ŝe zostaniemy tu
jeszcze przez jakiś czas. MoŜe jeszcze jeden dzień, moŜe
więcej. W kaŜdym razie chcę, Ŝebyś wiedział, iŜ więk-
szość z tego, co się o mnie wypisuje, to kłamstwa.
-
Większość?
-
Tak. W artykułach prasowych jest zawsze ziarnko
prawdy. Coś, co moŜe je uwiarygodnić. Ale w rzeczywis-
tości cała reszta przewaŜnie jest zmyślona.
-
Mam uwierzyć w to, Ŝe nie miałaś tysięcy kochan-
ków? - zagadnął, szeroko się uśmiechając. Alex nie
odwzajemniła tego wyzywającego uśmiechu.
-
Nie obchodzi mnie, w co wierzysz. Chcę tylko mieć
pewność, Ŝe zrozumiałeś, iŜ nie jestem „łatwym towa-
rem", odkąd znaleźliśmy się w tej sytuacji.
Luke uniósł brwi, ale za nic w świecie nie potrafił
powstrzymać głupkowatego uśmiechu.
- Czy mam przez to rozumieć, Ŝe nie powinienem się
do ciebie dobierać?
Alex zawahała się, a potem skinęła głową.
-
Tak, chyba o to mi chodzi.
-
No cóŜ, nie łam swojej ślicznej główki, złotko.
Robienie takich rzeczy z tobą absolutnie mnie nie interesuje.
Był zdumiony, Ŝe wypowiedział te słowa z taką
łatwością.
Alex czuła, Ŝe płoną jej policzki. Za kogo on się
uwaŜa, Ŝe mówi do mnie w taki sposób? NiewaŜne. Nie
zniŜę się do jego poziomu.
-
To mi odpowiada, panie Stratten.
-
Luke - powtórzył.
-
To mi odpowiada, Luke- powtórzyła z naciskiem.
-
Ś
wietnie - oznajmił Luke i klasnął w dłonie, Ŝeby
się opanować. W gruncie rzeczy miał ochotę ją pocało-
wać, Ŝeby przestała robić tę świętoszkowatą minę.
-
Hm, skoro usunęliśmy z drogi tę przeszkodę, to
moŜe rozejrzymy się za czymś do jedzenia.
-
Do jedzenia?
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
49
Nie mogła uwierzyć, Ŝe w takiej chwili myślał o jedzeniu.
- Tak, umieram z głodu. Ty na pewno teŜ. Kiedy
jadłaś ostatni posiłek?
-
Och, nie wiem. Wczoraj rano. Luke
zaczął buszować po szalkach.
-
Hurra!
Uniósł w górę dwie puszki zupy z makaronem.
- Uczta - oznajmił, szczerząc zęby w uśmiechu.
BoŜe, aleŜ on jest przystojny, pomyślała Alex. Kiedy
tak stał i wymachiwał puszkami jak wariat, nie mogła nie
podziwiać jego twarzy i sylwetki. Dlaczego? PrzecieŜ
traktowała serio kaŜde słowo, które przed chwilą wypo-
wiedziała. Nie chciała się wiązać - nawet na krótko - z
Ŝ
adnym męŜczyzną, zwłaszcza teraz, kiedy była gotowa
poświęcić się czemuś nowemu. Nie mogła jednak
zaprzeczyć, Ŝe jakaś część jej osobowości była ogromnie
zafascynowana rym męŜczyzną, pomimo, a moŜe właśnie
przez to, Ŝe wydawał jej się całkowicie nieodpowiedni.
Pomyślała o Justinie Farrellu i swoim niedoszłym
małŜeństwie. Nie miała wyrzutów sumienia w związku
z odwołaniem ślubu, ale w głębi duszy czuła smutek i
tęsknotę za spełnieniem, które wydawało się nieosiągal-
ne. I chociaŜ wielokrotnie usiłowała to sobie wyper-
swadować, naprawdę pragnęła „pójść na całość".
Luke otworzył puszki z zupą i wrzucił ich zawartość
do garnka, który znalazł w szafce pod zlewem. Dodał
wody, roztrzepał całość, a potem podpalił gaz i postawił
garnek na palniku. Niebawem w pokoju zapachniała zupa
z kurczaka. Alex zaczęło burczeć w Ŝołądku, toteŜ
przybliŜyła się do miejsca, z którego dobiegał ten
zniewalający aromat. Luke uśmiechnął się do niej przez
ramię i zakończył gotowanie. Postawił garnek na stole i
połoŜył łyŜkę po stronie Alexandry.
- Wcinaj - powiedział.
Kiedy zobaczyła, Ŝe Luke je prosto z garnka, zamarła
ze zdumienia.
50
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Nie podasz zupy?
-
PrzecieŜ podałem.
-
W garnku?
-
I co z tego?
-
Hm, tak się nie robi.
Wybuchnął donośnym śmiechem.
- Tak się nie robi? Chyba Ŝartujesz. Rozejrzyj się,
Alexandre. To nie Ritz, a ja nie jestem twoim cholernym
lokajem - oznajmił i podniósł łyŜkę, a następnie wyciąg
nął ją do dziewczyny. - Masz. Jedz, bo za chwilę nic nie
zostanie.
Chwyciła łyŜkę, kiedy Luke znowu zaczął jeść. Cho-
ciaŜ niewiarygodnie ją draŜnił, jej Ŝołądek nie reagował na
to. Burczał, i to głośno. Luke spojrzał na Alex i uśmiech-
nął się, mając pełne usta zupy i klusek. Cham, pomyślała,
ale podeszła o krok i usiadła naprzeciw męŜczyzny.
Niechętnie zanurzyła łyŜkę w zupie. Była dobra, tak
dobra, Ŝe do ust Alex napłynęła ślinka. Dziewczyna nie
zdawała sobie sprawy z tego, jaka była głodna. Przestała
się ociągać i zajadała zupę z niemal mściwą zawziętością.
Po chwili Luke skończył jeść i odłoŜył łyŜkę. Podobnie
postąpiła Alex, chcąc zobaczyć, co Luke knuje.
-
Ś
miało. Dokończ resztę - powiedział.
-
Jesteś pewien? - zapytała. - Nie zostało jej zbyt
duŜo.
-
Tak, jestem pewien - odparł.
Odnosił wraŜenie, Ŝe Alex jest wygłodzonym dziec-
kiem, które właśnie wróciło ze szkoły i pałaszuje długo
wyczekiwaną przekąskę. Patrzył, jak dziewczyna wyjada
ostatnie kluski, przechylając garnek. Kiedy skończyła
jeść, spojrzała na Luke'a i uśmiechnęła się promiennie.
Niewiele myśląc, wyciągnął rękę, Ŝeby z kącika jej ust
usunąć zabłąkaną kluskę. Kiedy tak muskał dolną wargę
Alex, z jej twarzy powoli znikał uśmiech. Zniewalał ją
swoimi gorącymi oczami i dotykiem stwardniałego kciu-
ka. JuŜ dawno usunął odrobinę makaronu, a mimo to nie
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK 51
przestawał dotykać jej warg. Nie odsuwała się od niego:
nie była w stanie. Czuła się niczym zwierzę oślepione
blaskiem reflektorów nadjeŜdŜającej cięŜarówki.
Luke odnosił wraŜenie, Ŝe jego niezbyt pełny Ŝołą-
dek kurczy się na widok tych częściowo przymknię-
tych, zamglonych brązowych oczu. Dobry BoŜe, cóŜ
ona z nim wyprawiała za pomocą tego uwodziciels-
kiego spojrzenia - nawet nie uświadamiała sobie, Ŝe
patrzy na niego w taki sposób, i to jeszcze potęgowało
urok tej chwili.
Niedobrze.
Opadła mu ręka, odepchnął krzesło i wstał. W jednej
z szafek znalazł czysty kubek i przyniósł go do stołu. Wlał
do niego resztki wystygniętego rosołu i z głuchym
odgłosem postawił go przed Alex. Część rosołu rozlała
się na stół.
- Oto zupa, Wasza Wysokość, - oznajmił i odwócit
się, by odejść.
To, co powiedział, lub moŜe sposób, w jaki odezwał
się do Alex, sprawił, Ŝe do twarzy napłynęła jej krew i
dziewczyna poczuła, Ŝe ma ochotę go udusić. Zamiast
tego podniosła ociekający kubek i cisnęła nim w Luke'a.
Trafiła go w głowę, a rosół oblał jego klatkę piersiową
i ramię. Luke próbował zrobić unik, a potem stał jak
skamieniały, podczas gdy z czubków palców ściekał mu
rosół, który wsiąkał w jego kraciastą koszulę.
Po chwili odwrócił się do niej twarzą.
Furia w jego oczach stanowiła imponujący widok.
Była gwałtowna, niebezpieczna, przyprawiała o bicie
serca, a zarazem niewiarygodnie podniecała. Alex od-
sunęła krzesło i powoli wstała. Podeszła do Luke'a
rozkołysanym krokiem, jakby on kazał jej wystąpić do
przodu. Chwyciła się stołu, a Luke przygwaŜdŜał ją
wzrokiem, by po chwili chwycić ją w ramiona i przyciąg-
nąć ku sobie. Potrząsnął nią tak mocno, Ŝe zaszczekały jej
zęby.
52
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
- Do diabła, po co to było? - zagrzmiał.
Alex nie była stanie udzielić mu odpowiedzi. Nie
miała pojęcia, dlaczego zrobiła coś takiego. Przez wiele
lat uczyła się trzymać swój wybuchowy temperament na
wodzy. Dzisiejsza Alexandra Beck w niczym nie przypo-
minała zapalczywej, nieokiełznanej nastolatki. Ta współ-
czesna Alexandra zachowywała dystans i zawsze się
kontrolowała.
To, Ŝe zrobiła coś bez namysłu, było zupełnie do niej
niepodobne, a jednak gwałtownie zareagowała na jego
łagodną kpinę. Dlaczego? Wiedziała, co Luke o niej
myśli - to samo, co wszyscy. Ale innymi ludźmi wcale się
nie przejmowała, natomiast nie chciała, Ŝeby on klasyfi-
kował ją jako osobę bezuŜyteczną, Ŝyjącą bez celu i
rozpieszczoną.
- No? - zagadnął.
Alex czuła skruchę i chciała odpowiedzieć mu coś, co
pozwoliłoby mu zrozumieć, dlaczego go zaatakowała.
Ale zamiast tego podniosła rękę do jego policzka.
Delikatnie starła rosół z jego twarzy. On rozluźnił uścisk
i nawet zaczął pieszczotliwie masować jej ramiona.
Tymczasem Alex podnioła drugą rękę i ujęła twarz
Luke'a.
- Przepraszam - powiedziała bardzo niskim głosem.
Te słowa podziałały na niego jak kubeł zimnej wody.
Luke zaczął dygotać. Doprowadzała go do szaleństwa.
Zimno. Gorąco. Zimno. Gorąco. Nie mógł juŜ tego
znitjść, nawet jeśli wszystko rozgrywało się w jego
umyśle. Ale czy rzeczywiście? Czy tylko on Ŝywił takie
uczucia? Czy moŜe mówiąc do niego: „Ręce precz ode
mnie", tylko grała? CzyŜby toczyła walkę z samą sobą?
Musiał się o tym przekonać.
Przyciągnął ją do siebie. Kiedy ich ciała się zetknęły,
znieruchomiał i spojrzał na dziewczynę, dając jej sposob-
ność do oderwania się od niego. Niczego takiego nie
zrobiła. Powoli, z niezmierną ostroŜnością, przechylił
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
53
głowę i musnął wargami jej usta. Były miękkie. Były
ciepłe. Wydawały się rajem. Całował ją coraz mocniej,
a jednocześnie przymykał oczy na rzeczywistość, wcho-
dząc w nowy świat, niebezpieczniejszy od wszystkich
miejsc, jakie zwiedził na tej planecie. Rozchylił wargi
Alex językiem, a ona pozwoliła mu na to, otworzyła usta
w milczącym zaproszeniu do najintymniejszej inwazji.
Luke nie ociągał się nawet przez chwilę. Jego język
wpełzł do środka, bawił się z językiem dziewczyny,
smakował go, draŜnił.
Alex usłyszała cichy jęk, a potem uświadomiła so-
bie, Ŝe wydobywa się on z jej gardła. Dotychczas nikt
tak jej nie całował! Wargi Luke'a całkowicie zawład-
nęły jej ustami i nie było w nich takiego zakątka,
frtórego by nie dotknął jego język. Nie wyobraŜała
£obie, Ŝe pocałunek moŜe być tak namiętny i oszała-
miający. Poczuła, Ŝe ma nogi jak z waty, i oparła się na
Szerokich barach męŜczyzny. Nie zawiodły jej i zacis-
nęła palce na materiale koszuli Luke'a, wdzięczna za to
oparcie.
Zupełnie się zatracił. Świat wirował mu przed ocza-
mi, jakby Luke znalazł się na karuzeli. Napierał na nią
i czuł, Ŝe ciało Alex mięknie, potęgując jego pod-
niecenie. JeŜeli to on toczył bitwę, niechybnie czekała
go poraŜka.
, Alex objęła go ramionami za szyję i przyciskała coraz
mocniej, wplatając palce we włosy na jego karku. Czy to
ta kobieta deklarowała, Ŝe prowadzi rozpustny Ŝywot?
JW kaŜdym razie okazywała to w zabawny sposób. MoŜe
£ała ta sprawa była dla niej tylko grą. Przywykła do gierek
z męŜczyznami. W umyśle Luke'a pojawiły się obrazy
jego poprzedników, które szybko ostudziły jego zapał.
Przerwał pocałunek. Alex miała dokładnie takie samo
spłoszone spojrzenie jak on. Ich splecione ciała kołysały
się, lecz nie odrywały się od siebie. Luke usiłował wrócić
do rzeczywistości, ale widok rozchylonych, odętych ust
54
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Alex zniweczył ten zamiar. Miał ochotę znowu ją
pocałować, a potem jeszcze raz i jeszcze raz. Zde-
sperowany, odwrócił wzrok i przytulił głowę Alex do
swojej piersi. Ile minut temu kłamał, Ŝe jej nie poŜąda?
Odczuwał to poŜądanie przez cały czas. Było ono tak
pierwotne i gwałtowne, Ŝe wzbudzało w nim samym
piekielny strach.
Rozejrzał się po pokoju, koncentrując wzrok na
materacu i płonącym ogniu. JakŜe łatwo byłoby ją teraz
zdobyć. Pociągnąłby Alex na prowizoryczne łoŜe. Powoli
zdjąłby jej sweter przez głowę, pieściłby jej skórę,
napawając oczy widokiem kształtnych piersi. Rozpiąłby jej
stanik, a wówczas sam dotyk sprawiłby, Ŝe Alex drŜałaby,
ogarnięta równie silnym i niecierpliwym poŜądaniem...
Rzeczywiście dygotała, ale kiedy powrócił do rzeczy-
wistości, uświadomił sobie, Ŝe nadal stoją przy stole,
spleceni w uścisku. Alex tuliła głowę do jego piersi, a jej
ramiona to wznosiły się, to opadały. CzyŜby płakała?
Odchylił się do tyłu, Ŝeby to sprawdzić.
Ś
miała się.
-
Co cię tak śmieszy? - zapytał Luke. Nastrój prysł.
Alex podniosła ku niemu oczy.
-
Pachniesz zupą z kurczaka.
-
A czyja to wina?
-
Powiedziałam: przepraszam - odrzekła i odsunęła
się od Luke'a, nie wiedząc, jak skomentować skutki
pocałunku. - Ale rozzłościłeś mnie.
-
A zatem to chyba moja wina - stwierdził.
-
Nie, biorę całą odpowiedzialność na siebie. Nie
powinnam się przejmować tym, co ktoś o mnie myśli.
PrzewaŜnie o to nie dbam, ale tym razem... - nie
dokończyła i wzruszyła ramionami.
-
Tym razem?
-
To na mnie podziałało. Chyba jestem rozkojarzona.
Dlaczego to zrobiłeś?
-
Co takiego?
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
55
-
Dlaczego mnie pocałowałeś? Mówiłeś, Ŝe nie jesteś
mną zainteresowany.
-
Wyglądałaś tak, jakbyś oczekiwała ode mnie tego
pocałunku.
Alex potrząsnęła głową.
-
Wcale nie.
-
Oczekiwałaś. I odwzajemniłaś.
Alex przygryzła wargę. ZauwaŜył, Ŝe często to robiła,
ilekroć o czymś rozmyślała. Przeklinał ją za ten odruch,
gdyŜ odczuwał wówczas podniecenie. Dolna warga Alex
była taka pełna, taka odęta, Ŝe nigdy nie potrafiła nad nią
zapanować, toteŜ jej zęby wgryzały się w ten pulchny
kąsek, doprowadzając Luke'a do szaleństwa.
Alex spojrzała mu w oczy.
-
Rzeczywiście, chciałam... prawda? - powiedziała
bardziej do siebie niŜ do niego. - Zdejmij koszulę.
-
Słucham?
-
Zdejmij koszulę. Upiorę ją.
Luke zawahał się, ale w końcu jej usłuchał. Alex
patrzyła, jak Luke z rozmyślną powolnością rozpina
kaŜdy guzik. CzyŜby próbował ją kusić? Rozpięta koszu-
la odsłoniła obcisły szary podkoszulek, który opinał
bardzo umięśnioną klatkę piersiową. Odpiął mankiety,
zrzucił koszulę i podał ją Alex, która wzięła ją, nawet nie
dotknąwszy męŜczyzny. Zwinęła koszulę i podeszła do
umywalki. Kiedy odkręciła kran, uderzył ją w nozdrza
mocny męski zapach Luke'a, który przyćmiewał woń
rosołu i powoli atakował jej zmysły podczas moczenia
tkaniny.
CóŜ za nienormalna, zwariowana sytuacja. Utknęła w tej
dziurze z facetem, który chyba nawet jej się nie podobał,
i nagle, jak grom z jasnego nieba, zaczynała doznawać dotąd
nie znanego jej uczucia. Owładnęło nią poŜądanie.
W jej słowniku to słowo dotychczas było obce.
UŜywała go rzadko, po to tylko, by podkreślić swoje
pragnienie czegoś.
56
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
PoŜądała kostiumu najbardziej awangardowego proje-
ktanta poŜądała wakacji na południu Francji. Gwałtow-
nie poŜądała usunięcia się ojca z jej Ŝycia. Ale nigdy,
przenigdy nie uŜyła tego słowa w związku z jakimś
męŜczyzną.
PoŜądanie w stosunku do męŜczyzny kojarzyło się z
wieloma cudownymi moŜliwościami. Wiedziała o nich
wszystko, ale, wbrew temu, co się powszechnie sądziło,
nie z pierwszej ręki. Wprawdzie liczni męŜczyźni twier-
dzili, Ŝe się z nią przespali, ale były to kłamstwa.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyła swojego byłego
adoratora plotkującego na jej temat w telewizyjnym
show, była wstrząśnięta. Nawet zadzwoniła do tego
łajdaka z pretensjami. Zbył ją śmiechem i powiedział
jej, Ŝe psuje zabawę innym. Jakie to ma znaczenie, Ŝe
nie dała jemu, kaŜdy wie, Ŝe dawała wszystkim innym,
no nie? Jaka
t
róŜnicą robił ten [eden raz więcej,?
Przynajmniej on ma satysfakcję. Po tym zdarzeniu
zrobiła się ostroŜniej sza. Umawiała się tylko z ludźmi,
którym została przedstawiona, i chodziła z nimi wyłącz-
nie do miejsc publicznych. Ale to nie za bardzo
pomagało. Kiedy odmawiała pójścia do łóŜka, zawsze
działa się to samo. Niektórzy pytali, co jest z nimi nie
w porządku, inni pytali, co się dzieje z nią, ale
większość po prostu wpadała w szał. Widzieli tylko jej
długie rude włosy, zgrabne ciało i mnóstwo pieniędzy
na koncie.
Zniechęciła się w tak młodym wieku, Ŝe postanowiła
odłoŜyć seks na później. W miarę upływu czasu celibat
wydawał się coraz rozsądniej szym rozwiązaniem.
Doszła do wniosku, Ŝe w dobie AIDS postępuje mądrze.
Problem polegał na tym, Ŝe jej celibat trwał caryflii
latami, aŜ w końcu utrata dziewictwa nabrała cech
przełomowego wydarzenia, które naleŜało zaplanować
niezwykle starannie, z idealnym partnerem. A takiego
człowieka jakoś nie mogła poznać.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
57
Dlatego Alexandra Beck nadal była dziewicą. Jej
zdaniem, ostatnią dziewicą Ameryki. Jak na ironię, nikt
w to nie wierzył, i mogłaby o tym przekonać tylko tego,
z kim by utraciła cnotę. To wiązało się ze znalezieniem
właściwej osoby, której moŜna byłoby wyjawić prawdę.
Problem polegał na tym, Ŝe taki męŜczyzna nie istniał.
W miarę upływu czasu robiła się coraz bardziej wybred-
na. W wieku dwudziestu pięciu lat była święcie przekona-
na, Ŝe ten wielki dzień nigdy nie nadejdzie.
Wyjęła z umywalki ociekającą koszulę i zaczęła ją
wyciskać. Spoglądając przez ramię, zauwaŜyła, Ŝe Luke
siedzi na podłodze i gapi się w ogień. Czy rozmyślał o niej
i ich pocałunku? Był to pocałunek mocny i namiętny, a
jej reakcja zapewne utwierdziła go w przekonaniu, Ŝe
ma do czynienia z rozwiązłą kobietą. Na myśl o tym
wpadła w przygnębienie. Nie chciała, Ŝeby tak o niej
myślał, a co gorsza, nie miała pojęcia, dlaczego jej tak
na tym zaleŜy.
- Gotowe - oznajmiła, unosząc w górę mokrą koszu
lę, Ŝeby mógł ją obejrzeć.
- Dzięki - odparł Luke, nawet nie odwracając głowy.
Alex podeszła z koszulą do kominka, przysunęła
krzesło i zawiesiła ją na oparciu.
- To wszystko, co masz do powiedzenia? Nawet na
nią nie spojrzałeś. Widzisz? Nie została ani jedna pla
ma.
Luke odwrócił się do dziewczyny. Kiedy tak siedział
naprzeciwko ognia, a w jego brązowych oczach od-
bijały się Ŝółte płomyki, wyglądał demonicznie. Był
fascynującym i zdecydowanie najatrakcyjniejszyjn mę-
Ŝ
czyzną, jakiego kiedykolwiek widziała. A moŜe w
miarę upływu czasu zaczynał coraz bardziej ją
pociągać?
- Ta koszula jest dobrze uprana, Alexandra - powie
dział niewyraźnym głosem. - Bez wątpienia jesteś bardzo
zdolną kobietą.
58
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Przez ułamek sekundy czuła się zagroŜona, nie samym
komplementem, ale sposobem, w jaki gowypowiedziano.
PozS tym wcale nie była pewna, czy Luke mówi o jej
umiejętności prania odzieŜy. NaleŜało się zastanowić nad
jego rzeczywistymi intencjami, ale spojrzenie jego oczu
nie sprzyjało koncentracji.
Alex lekko się uśmiechnęła, a potem odsunęła się od
Luke'a na bezpieczną odległość i podeszła do okna.
Nadal padał śnieg. Obserwowała jeden samotny płatek,
który usadowił się na okiennej szybie. Tam utkwił na
dobre i błyskawicznie zamarzł, czekając na los i Ŝywio-
ły, które mogłyby go wyswobodzić z tej niewoli.
Mogła się utoŜsamić z tym płatkiem śniegu, tyle Ŝe nie
była juŜ pewna, gdzie naprawdę znajduje się jej więzienie
- w małym domku czy w jej wyobraźni.
ROZDZIAŁ PIĄTY
Luke rozmyślał. Nie mógł uwierzyć, Ŝe postąpił w taki
sposób. Tyle razy odwoływał się do swojego rozsądku
i wmawiał sobie, Ŝe będzie się trzymał z dala od
dziewczyny, a mimo to nie dość, Ŝe jej dotknął, to jeszcze
pocałował. A ona odwzajemniła pocałunek, chociaŜ
gorliwie temu zaprzeczała. I to jak odwzajemniła!
Wstał i zaczął krąŜyć po małym pokoju.
-
Co się stało? - zagadnęła Alexandra.
-
Nic.
-
To dlaczego tak krąŜysz?
-
Potrzebuję ruchu - odparł, a po chwili zatrzymał się.
Przyglądał się Alex przez dłuŜszą chwilę. Najwyraź-
niej podjął jakąś decyzję, a następnie zbliŜył się do drzwi.
Alex patrzyła, jak Luke zdejmuje kurtkę z haczyka i
wkłada ją.
-
Dokąd się wybierasz? - zapytała.
-
Na dwór.
-
Dokąd? Nadal sypie śnieg, a ty nie masz na sobie
koszuli. Rozchorujesz się.
-
To byłoby wybawienie - mruknął.
-
Co powiedziałeś?
-
Nic waŜnego.
-
Luke...
Otworzył drzwi na ościeŜ, wpuszczając do domku
zimne powietrze.
- Wychodzę - oznajmił. I tak się stało.
Zatrzasnął za sobą drzwi, a Alex stała jak skamieniała.
Potrząsnęła głową, jakby chciała wydobyć się z tego
60
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
stanu, a potem podeszła do okna. Zerkała na prawo i lewo,
ale nie mogła dojrzeć Luke'a. JuŜ miała się cofnąć, kiedy
pojawił się w jej polu widzenia.
Znowu zaczął krąŜyć i wydawało się, Ŝe rozmawia -
nie, spiera się z kimś. Poruszał ramionami i gwałtownie
gestykulował. Alex rozejrzała się dookoła. Był zupełnie
sam. MoŜe gorączkował. Albo zaczynał wariować. Nie
wiedziała, co się dzieje w jego głowie, ale była pewna, Ŝe
ma to jakiś związek z nią. A ściślej, z tym pocałunkiem.
Fakt, zachowała dziewictwo, ale bynajmniej nie była
naiwna. Doskonale wyczuwała podniecenie u męŜczyzny,
a Luke Stratten był bardzo podniecony. To zagraŜałoby jej
w rozmaitych okolicznościach, a zwłaszcza teraz, kiedy
zostali uwięzieni i odizolowani. Alex nie miała wątpliwo-
ś
ci, Ŝe gdyby chciał postąpić z nią według własnego
widzimisię, to nic nie stanęłoby mu na przeszkodzie.
Mimo to nie odczuwała strachu. Naprawdę nie chciała
angaŜować się w związek z męŜczyzną, ale istniały
rozmaite odmiany takiego związku. W końcu Luke był
bardzo atrakcyjnym męŜczyzną, a ona sama zdrową
młodą kobietą. Skoro jej przyszłość zawodowa była
przesądzona, za jeden z najbliŜszych celów w Ŝyciu
osobistym uznała moŜliwie szybkie pozbycie się uciąŜ-
liwego dziewictwa.
Dlaczego by nie tutaj?
Dlaczego nie teraz?
Dlaczego nie z nim?
Wydawał się odpowiedni, ale na podstawie samego
wyglądu trudno było wyciągać wnioski. Mogła go zapy-
tać o jego seksualne podboje, ale kto wie, czy by nie
skłamał. No, ale tak samo mógłby się zachować kaŜdy
potencjalny kandydat, gotowy ją posiąść.
Alex przygryzła wargę, podczas gdy w jej głowie
krąŜyło niezliczone mnóstwo myśli. Luke juŜ dawno
przestał się kłócić ze swoim wyimaginowanym wrogiem.
Teraz intensywnie wpatrywał się w pokryty śnieŜną czapą
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
61
las. Jedyną widoczną oznaką Ŝycia była para jego
oddechu. Stał tak nieskończenie długo, niczym posąg.
Alex czekała na jego ruch.
Wreszcie, jakby usłyszał śpiew syren, powoli od-
wrócił się, zataczając niemal pełne koło. Ich spojrzenia
spotkały się przez zamgloną szybę. Luke nie uczynił
Ŝ
adnego ruchu w jej kierunku. Nie musiał. Jego oczy
wysyłały silny, niewidzialny sygnał. Serce Alex waliło
jak młotem, czuła, Ŝe ma spocone dłonie. Luke był teraz
prawie zupełnie pokryty śniegiem, dzięki czemu
wyglądał niesamowicie. Musiało mu być bardzo zimno,
ale wciąŜ stał nieruchomo. Trzeba było podjąć jakąś
decyzję i Alex instynktownie wyczuwała, Ŝe to ona
powinna zrobić. Nie spuszczając wzroku "'£ męŜczyzny,
zaczęła się cofać, aŜ w końcu przestała wyraźnie
dostrzegać jego twarz.
Luke obserwował jej znikającą postać na tle małego
owalu czystego szkła. Wyglądała eterycznie, była aŜ do
bólu piękna i nierzeczywista. Odnosił wraŜenie, Ŝe
znalazł się w jakimś dziwnym nowym świecie, gdzie
rzeczywistość mierzyło się wyłącznie w kategoriach
umysłowych.
Pomimo chłodu, który przenikał ciało Luke'a, jego
zmysły płonęły. Pragnął dotknąć Alex, zasmakować jej,
widzieć ją i słyszeć, a nawet nią oddychać. Spojrzał na
niebo. Było ciemnoszare. Nic nie zapowiadało rychłego .
końca śnieŜycy. Odkąd przeznaczenie dosłownie rzuciło
ich ku sobie, zupełnie stracił poczucie czasu i miejsca.
i PoŜądał jej. Taki był fakt, a on naleŜał przecieŜ do
jiudzi, którzy zajmują się faktami, wierzą w fakty i Ŝyją
nimi. Nigdy nie potrafił symulować braku wiary w ich
jstnienie, ale właśnie teraz czuł, Ŝe musi spojrzeć na '
sytuację z innej strony. W grę wchodziło coś więcej niŜ
tylko szybki numerek. Obawiał się tej dziewczyny, jakby
była w stanie obnaŜyć go całkowicie, rozebrać na części.
62
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Musiał to przezwycięŜyć. Szczycił się opanowaniem,
umiejętnością oglądu rzeczy z odpowiednie perspektywy.
Dlaczego trzymanie się z dala od tej drobnej kobietki
miałoby być takie trudne?
Nie powinno być trudne. I to był kolejny fakt. Luke
wziął głęboki oddech i patrzył na kłąb pary wydobywa-
jący się z jego ust. Wiedział, Ŝe jest w stanie trzymać
się z dala od Alex tak długo, jak będzie to konieczne.
Jeden błąd jeszcze nie odbierał mu szansy. Pocałunek
jest tylko pocałunkiem, pomyślał. Postanowił sobie, Ŝe
ten pierwszy pocałunek będzie teŜ ostatnim.
Czuł, Ŝe kiszki grają mu marsza, ale starał się nie
myśleć o jedzeniu. ChociaŜ skręcało go z głodu, nie
zamierzał znowu udać się na wspólny posiłek z Alex.
Przynajmniej nie od razu. Odwrócił się i skierował w
stronę zabezpieczonego sągu drewna na tyłach domku.
Nie potrzebowali więcej opału, ale przecieŜ musiał coś
zrobić, Ŝeby zuŜyć nadmiar energii.
Alex uwaŜnie nasłuchiwała pod drzwiami. Kroki
Luke'a przybliŜyły się, ale potem przycichły, gdyŜ
męŜczyzna okrąŜał dom od tyłu. Podbiegła do krętych
schodków i weszła na górę do sypialni, by stamtąd
wyjrzeć przez okno. Luke podszedł do sągu i wyciąg-
nął całe naręcze drewna. Znowu coś do siebie mam-
rotał i Alex zastanawiała się, czy w końcu ta kłótnia z
samym sobą zaowocowała jakimś wnioskiem. Zbiegła
ze schodów w momencie, kiedy Luke zrzucił polana
przed wejściem. JuŜ miała otworzyć mu drzwi, lecz
usłyszała, Ŝe po raz kolejny oddala się od domu.
Tego było juŜ za wiele! To ciągłe krąŜenie tam i z
powrotem przyprawiało ją o ból głowy. Alex, która
nigdy nie grzeszyła cierpliwością, chwyciła swoją kurtkę
ze sztucznego futra, narzuciła ją na siebie i wyszła.
Natknęła się na Luke'a przy sągu drewna; znowu po-
grąŜył się w rozmyślaniach. Wreszcie podniósł wzrok i
zobaczył ją.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
63
-
A ty co tutaj robisz? Wracaj do środka. Jest zimno.
-
To ty nie masz na sobie koszuli. Wracaj do domu.
-
Zaraz tam będę.
-
Co robisz? - zapytała.
-
Zabieram drewno.
-
Nie potrzebujemy drewna.
-
Będziemy potrzebowali później. A teraz wracaj.
-
Nie.
Luke odsunął się od sągu i podszedł do dziewczyny.
-
AleŜ z ciebie uparciuch, wiesz?
-
Dlaczego nazywasz mnie uparciuchem? Bo nie chcę
ciebie słuchać?
-
Bo nie dajesz mi spokoju.
-
Wcale ci nie przeszkadzam.
-
Przeszkadzasz, i to jak - powiedział Luke i postukał
się w głowę. - Zawracasz mi ją.
Alex uśmiechnęła się.
- Naprawdę?
Dostrzegł jej uśmiech i zawahał się.
- Tak.
Stali, obrzucając się spojrzeniami. Dzieliło ich moŜe
pół metra. Alex nie potrafiła powstrzymać się od uśmie-
chu, a Luke nie byf w stanie odwzajemnić się tym samym.
-
Idź do środka, Alexandra - powiedział rozkazują-
cym tonem.
-
Nie.
-
Alex...
-
Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, Ŝe ja teŜ
mogę potrzebować odrobiny przestrzeni? MoŜe teŜ czuję
się zaniepokojona tak jak ty?
Luke odwrócił się od niej i podniósł naręcz drewna.
Przeszedł obok Alex, nie odpowiadając na jej pytanie.
v - No? - zawołała za nim.
- Nie mam ochoty o tym rozmawiać - odparł, nie
odwracając głowy.
Alex zacisnęła usta. Nigdy nie spotkała tak chłodnego,
64
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
opanowanego męŜczyzny. Otaczał się skorupą, której nie
mógł rozbić nawet jej Ŝartobliwy ton. A ona nie znosiła
osób, z którymi nie moŜna było walczyć. Nie wiedziała,
jak z nim postępować, i to ją wyprowadzało z równowagi.
Patrzyła, jak skręcał za rogiem, by dojść do frontowej
części domku. W bezsilnej złości tupnęła nogą. Spokojnie
okrąŜyła domek, by wziąć z sągu drewna garść nietknięte- •
go śniegu. Z myślą o Luke'u szybko ulepiła całkiem
pokaźną kulę i przerzucała ją z ręki do ręki, nadal usiłując
rozszyfrować tego skomplikowanego męŜczyznę.
Luke odwrócił się i zobaczył, Ŝe Alex Ŝongluje kulą ze
ś
niegu.
- Nawet o tym nie myśl - oświadczył.
Alex spojrzała najpierw na niego, a potem na kulę.
Uśmiechnęła się szeroko.
-
Co byś powiedział na porządną bitwę na śnieŜki?
-
Nie - odparł i przeszedł obok dziewczyny.
-
To będzie świetna rozgrzewka - zachęcała.
-
Nie.
-
Zgódź się, nie psuj zabawy.
-
Alex, wracaj do środka.
Był nieznośny. Wydęła wargi i skierowała się w stronę
domku. Obejrzała się przez ramię i zobaczyła, Ŝe Luke
bierze naręcze drewna. Odruchowo cisnęła w niego
ś
nieŜką. Strzał był celny i śnieŜny pocisk ugodził go w
plecy. Mimo to nie raczył się odwrócić.
- PrzecieŜ mówiłem, Ŝe nie mam ochoty na zabawę
- powiedział, podnosząc kolejne szczapy drewna.
Kiedy się odwracał, Alex rzuciła kolejną śnieŜkę.
Trafiła go w ramię.
- Alexandra... - rzucił ostrzegawczo.
Ignorując jego reakcję, lepiła nowe kule i po kolei
szybko je rzucała. Jedna z nich uderzyła go w nogę, druga
w biodro, a trzecia prosto w czoło.
To odniosło skutek. Luke upuścił drewno i zaatakował
Alex. Wrzasnęła i próbowała uciekać, ale był zbyt szybki.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
65
Zatrzymał ją i przewrócił. Alex chichotała, ale dla Luke'a
nie było w tej sytuacji nic śmiesznego. Przypomniał sobie
podobną scenę z niedawnej przeszłości, kiedy czuł pod
sobą jej biodra.
Alex przestała się śmiać, kiedy zobaczyła jego minę.
Nigdy nie widziała z bliska tak przepełnionych namięt-
nością oczu. Przytuliła się do Luke'a i poczuła twardość
podnieconego męŜczyzny. Przeniknął ją gwałtowny
dreszcz, a takŜe ogromne poczucie kobiecej siły, które
dodało jej niezwykłej pewności siebie. Czy ci się to
podoba, czy nie, Luke'u Strattenie, nie jesteś taki
odporny na mój urok, jak udajesz, pomyślała.
Cichy, jakŜe kobiecy uśmiech Alex sprawił, Ŝe Luke
dał za wygraną i musiał ją pocałować. Był to mocny,
niemal brutalny pocałunek. Alex podniosła swoje mokre
i zimne ręce do twarzy męŜczyzny i połoŜyła dłonie na
jego policzkach. Były ciepłe pomimo śniegu, pomimo
wiatru, pomimo Ŝe od dłuŜszego czasu Luke przebywał
na dworze. Jego wewnętrzne ciepło zachwyciło Alex.
Rozchyliła usta, a on jęczał, badając językiem jej
podniebienie. Kiedy ich języki się zetknęły, zapomnieli
o boŜym świecie. Był to długi, soczysty pocałunek. Od
takich pocałunków ściska się Ŝołądek i podkurczone
palce u nóg. Taki pocałunek zachęca do zamknięcia
oczu, a kiedy juŜ to robisz, doznajesz zawrotu głowy i
brakuje ci tchu; taki pocałunek pochłania wszystko
wokół ciebie.
Luke przepadł z kretesem. Przestał całować wargi
Alex i dotarł ustami do jej delikatnie zarysowanej szczęki,
a potem niŜej, do czułego punktu na szyi, gdzie wyczuwał
puls niespełna dzień wcześniej.
Zamarł. Uświadomił sobie bowiem, Ŝe nie minęła
nawet jedna doba, a on całkowicie stracił dawne opano-
wanie. Unosząc się na łokciach, spojrzał na twarz
dziewczyny. Jej duŜe, okolone pięknymi, ciemnobrązo-
wymi rzęsami oczy były przymknięte. Rozchyliła wargi
66
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
w milczącym zaproszeniu. Jęknął, e nieznacznie się
odsunął.
Alex otworzyła oczy.
-
Co się stało? - zapytała bardziej niŜ zwykle ochryp-
łym głosem.
-
Właśnie to.
Nawet kiedy wypowiadał te słowa, napierał na Alex
nieco mocniej.
-
Dlaczego? Oboje jesteśmy dorośli.
-
I za dzień, najwyŜej dwa, rozstaniemy się - od-
parł, przymykając oczy. Dotyk jej ciała był taki
przyjemny. - Lepiej będzie, jeśli pozostaniemy sobie
obcy.
-
A jeśli się nie zgodzę? - zapytała. - A jeśli powiem,
Ŝ
e nie chcę, byśmy pozostali sobie obcy?
-
Nie rób tego - brzmiała ostrzegawcza odpowiedź.
-
Próbujesz sprawić, Ŝebym się ciebie bała, Luke?
-
To byłoby rozsądne, ale nie o to mi chodzi. Chcę
tylko, Ŝebyś coś zrozumiała. WyjeŜdŜam z kraju zaraz po
naszym powrocie do kurortu.
-
I myślisz, Ŝe będę się ciebie czepiać i błagać o
miłość?
-
Nie powiedziałem, Ŝe...
Alex odepchnęła Luke'a i odsunęła się od niego.
Jednym płynnym ruchem stanęła na nogi i patrzyła na
niego z góry.
-
No cóŜ, proszę sobie nie pochlebiać, panie Strat-
ten. Nigdy nie musiałam Ŝ e b r a ć u jakiegokolwiek
męŜczyzny o to, Ŝeby się ze mną kochał, i z pewnością
nie mam zamiaru robić wyjątku dla takiej miernoty jak
pan.
-
Miernoty...
Alexandra zostawiła go. Po kilku sekundach usłyszał
trzask zamykanych drzwi. Nagle zrobiło mu się strasznie
zimno. Zastanawiał się, czy zamknęła drzwi na klucz.
Pomyślał, Ŝe zasługuje na coś takiego. Nie postąpił z nią
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
67
właściwie. Do diabła, nie był w stanie postąpić właściwie
z samym sobą.
Jęknął, tym razem głośno. Był to jęk zrodzony z
frustracji. Kiedy dźwigał się na nogi, poczuł bolesne
kłucie w kolanie. Uderzył się w nie, padając na Alexand-
re. Wspaniale, po prostu wspaniale, powiedział do siebie,
kuśtykając w stronę domku.
Ś
nieg nie przestawał padać ani na chwilę. ZbliŜało się
późne popołudnie. W domku znajdowało się tylko jedno
posłanie i Luke wiedział, Ŝe będzie musiał dzielić je z
Alex. Ta myśl wywołała w nim innego rodzaju ból,
przytępiony, pulsujący ból w tym jednym miejscu na
ciele,
które
Luke
zdawał
się
mieć
pod
c a ł k o w i t ą kontrolą.
OdśnieŜył próg domku i dopiero potem otworzył drzwi
i zajrzał do środka. Alex stała przy kominku, ogrzewając
ręce. Nie odwróciła się, kiedy wszedł, ani kiedy zdjął
kurtkę i powiesił ją na haczyku obok jej okrycia. Nie
przyjęła do wiadomości jego pojawienia się nawet wtedy,
gdy podszedł do kominka.
- Przepraszam - oznajmiła i, okrąŜając Luke'a, udała
się do kuchenki.
Kiedy sprzątała po lunchu, nieco się uspokoiła. Potem
gwałtownym ruchem wytarła lśniący od czystości blat.
Zerknęła przez ramię na Luke'a, który co pewien czas
przynosił naręcze drewna. Kilkakrotnie usłyszała jęki i
stękania, toteŜ odwróciła się, by zobaczyć, co jest nie
w porządku. Wykonanie najprostszej pracy przychodziło
mu z ogromną trudnością, a przyczyna tego stanu rzeczy
była oczywista. Kolano. Ledwo mógł je zgiąć, ale starał
się za wszelką cenę ukryć ten fakt.
Musiała przyznać, Ŝe nigdy w Ŝyciu nie spotkała tak
irytującego męŜczyzny; nawet jej ojciec mniej ją draŜnił.
Prawdą było równieŜ to, Ŝe jego słowa zraniły ją i to
zadziwiająco mocno. śaden męŜczyzna nie odesłał jej
z kwitkiem, toteŜ odczuwała oszołomienie, zwłaszcza
68
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
dlatego, Ŝe Luke był pierwszym facetem, któremu rzuciła
się w ramiona. Ale cierpiał, przynajmniej fizycznie, a
przepełniona współczuciem Alex nie mogła biernie
obserwować czyjegoś bólu.
-
Zdejmuj dŜinsy - powiedziała rozkazującym tonem.
Słysząc jej słowa, Luke obrócił się na pięcie.
-
Co takiego?
- No, jazda. Śmiało - dorzuciła. - PrzecieŜ widzę, Ŝe
boli cię kolano. Zobaczę, co da się z nim zrobić.
Luke rzucił przyniesione polana na stertę drzewa.
-
Odkąd to jesteś lekarzem?
-
Nie jestem. Ale studiowałam pielęgniarstwo.
-
Ty...
Luke miał juŜ zrobić jakąś ironiczną uwagę, ale kiedy
zobaczył, Ŝe Alex w obronnym geście unosi podbródek,
przejął go chłód.
Dobrze - powiedział. - Daj mi chwilę czasu.
Alex odwróciła się do niego plecami i nalała wody do
garnka. Tymczasem Luke zdjął prześcieradło z materaca
i zniknął w łazience, skąd wyszedł starannie nim przepasany.
- PołóŜ się, Ŝebym mogła je obejrzeć - powiedziała
Alex.
Luke usłuchał i w milczeniu patrzył, jak dziewczyna
odsuwa przepaskę, Ŝeby obnaŜyć prawe kolano.
-
BoŜe, co ci się stało? - zapytała, oglądając pokiere-
szowany, opuchnięty staw.
-
Wypadek w Ameryce Środkowej.
-
Co robiłeś w Ameryce Środkowej? - zapytała.
-
Badania - odrzekł. - W pobliŜu mojego dŜipa
wyleciała w powietrze kopalnia. Rozwaliło mi rzepkę
kolanową.
-
Miałeś operację? - zapytała.
-
Tak. Wsadzili mi tyle śrubek, Ŝe piszczały nawet
wykrywacze metalu na lotnisku.
-
Właściwie ta rana się nie zagoiła. Powinieneś mieć
klamrę.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
69
-
Mam.
-
Gdzie?
-
W Nowym Jorku.
Alex uniosła brwi.
-
Ś
wietne miejsce.
-
TeŜ tak myślę - odparł wyzywającym tonem.
Pokręciła głową i wstała.
-
MęŜczyźni.
-
Co to ma znaczyć?
-
To, co słyszysz.
-
Myślisz, Ŝe wszyscy mamy świra na punkcie męs-
kości, prawda?
-
Ty to powiedziałeś, nie ja.
Zamierzał kontynuować tę dyskusję, ale ona uklękła
przed nim i zanurzyła ściereczkę w ogrzanej wodzie, by
przyłoŜyć ją do kolana. Kiedy poczuł miłe ciepło, przestał
protestować. Odchylił głowę i przymknął oczy. Nie
pamiętał, kiedy ostatni raz ktoś tak delikatnie się z nim
obchodził, a juŜ zwłaszcza piękna kobieta. To przyjemne
uczucie niebezpieczni ewoluowało w kierunku błogo-
stanu. Wreszcie Ale>; ostała.
- Zostawimy to tak na chwilę, a potem obłoŜę kolano
ś
niegiem..Najpierw ciepły kompres, potem zimny.
Luke otworzył oczy.
-
Gdzie się tego wszystkiego nauczyłaś?
-
W zeszłym roku przez cztery miesiące studiowałam
pielęgniarstwo w bardzo prestiŜowej szkole w Nowym
Jorku. To było coś, o czym zawsze marzyłam. Moja
matka była pielęgniarką, zanim poznała ojca. Umarła,
kiedy byłam małą dziewczynką. MoŜe to się wydawać
dziwne, ale chciałam być taka jak ona. Zamierzałam
poświęcić się temu zawodowi.
-
I co się stało?
-
Paparazzi zwietrzyli sprawę, oto co się stało.
-
To znaczy, Ŝe prasa doniosła, iŜ chodzisz do szkoły
pielęgniarskiej?
70
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Alex zaniosła się szyderczym śmiechem.
- Nie to mam na myśli. Chodzi mi o to, Ŝe reporterzy
jakiegoś brukowca rozpowszechnili zupełnie niedorzecz- ;
nft historyjkę o mojej zabawie w pielęgniarstwo, a dokład
niej o tym, Ŝe zabawiam się z pewnym lekarzem.
Zamieścili nawet fotomontaŜ z moją głową w pielęgniars
kim czepku opartą na czyimś ramieniu, w uścisku
z jakimś facetem w białym fartuchu. To było okropne.
Koczowali przed szkołą dwadzieścia cztery godziny na
dobę, próbując mnie sfotografować i zdobyć materiał do
artykułu. To zakłócało pracę całej szkoły. Fotoreporterzy
nie chcieli odejść i musiałam opuścić szkołę.
Mówiła bardzo rzeczowym tonem, ale Luke doskonale
widział jej nerwowo splatane dłonie i drŜące wargi. Ta
opowieść przychodziła jej z trudem i była dla niej bardzo
bolesna. JuŜ się nie dziwił, Ŝe przyjmowała obronną
pozycję.
Nagle ogarnęło go współczucie dla osoby, którą
wszyscy znali jako Alexandre Beck. Przez cały spędzony
wspólnie czas nie myślał o tym zbyt wiele. Koncentrował
się na sobie i swojej reakcji na jej bliskość. Teraz jednak
w jego umyśle zaczął się formować nowy obraz, obraz
ś
licznej i samotnej kobiety, która nie była w stanie wyrwać
się spod kurateli apodyktycznego i ekscentrycznego ojca.
- Szkoda, Ŝe tak się stało - powiedział. - Sądzę, Ŝe
byłabyś cholernie dobrą pielęgniarką, Alex.
Mówił serio. Czy to za sprawą delikatnego dotyku
uzdrawiających rąk, czy dzięki ciepłemu kompresowi,
nie odczuwał juŜ takiego bólu w kolanie.
Dopóki nie padły te słowa, Alex nawet sobie nie
uświadamiała, jakiego doznawała napięcia. Nigdy niko-
mu nie mówiła, jak bardzo zranił ją tamten epizod.
Oznaczał koniec marzeń, którym oddawała się od dzie-
ciństwa. Dlatego teraz było dla niej waŜne, Ŝeby Luke nie
wyśmiewał się z niej, Ŝeby ją zrozumiał. Najpierw na jej
twarzy pojawił się wyraz ulgi, a potem uśmiechnęła się
u
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
71
promiennie. Uklękła, ponownie namoczyła szmatkę i je-
szcze raz przyłoŜyła ją do kolana Luke'a.
-
Dziękuję - powiedziała miękko. - Jesteś pierwszą
,osobą, która okazała mi zrozumienie.
-
CięŜko było, co?
-
Bardzo cięŜko. Myślałam, Ŝe przywyknę do ich
ciągłego uganiania się za mną.
-
Ich?
-
Reporterów. Czasami miałam nawet niezłą zabawę.
Wiesz, zwłaszcza kiedy byłam młodsza i chodziłam do
klubów. Oglądanie siebie w gazetach następnego dnia to
dla szesnastolatki niezła zabawa. Ale w miarę upływu lat
te kłamstwa stawały się coraz bardziej bezczelne. To się
zupełnie wymknęło spod kontroli. Próbowałam ich lek-
cewaŜyć, ale...
Wzruszyła ramionami.
-
Nikt mi nie pomógł. Nie masz pojęcia, jak wytrwali
potrafią być reporterzy.
-
Nie wszyscy reporterzy są szakalami - odparł, siląc
się na naturalny ton.
To mógłby być idealny wstęp do wyznania Alex
prawdy o sobie... albo przynajmniej części prawdy. Nie
był do końca pewien, czy Alex jest gotowa wysłuchać
tego, co jej powie. Nie miał równieŜ pewności, czy on
sam jest gotów wyznać całą prawdę.
-
MoŜe nie - odrzekła Alex, ponownie przykładając
kompres do kolana Luke'a.
-
Ale wszyscy są łgarzami. Będą kłamać, oszukiwać,
sprzedadzą własne babcie, byle tylko uprzedzić innych
i zdobyć ciekawy materiał. Wierz mi, wiem to z pierwszej
ręki.
Luke pomyślał, Ŝe moment na wyznanie prawdy o
sobie nie jest odpowiedni. PołoŜył rękę na dłoni Alex,
pragnąc, Ŝeby przerwała swoje zabiegi. Jej oŜywiona
twarz jaśniała niemal anielskim blaskiem, jakby udzielo-
na mu pomoc dawała jej wyjątkową radość. BoŜe, była
72
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
ś
liczna i tak doskonale zbudowana. Patrzył na nią okiem
fotografa, pragnął ciągle uwieczniać tę chwilę, to spoj-
rzenie, na błonie filmu.
-
Teraz czuję się o wiele lepiej.
-
Cieszę się - odparła z nieśmiałym uśmiechem, a
potem wstała i wylała wodę do zlewu, ścigana spoj-
rzeniem Luke'a. - Przyniosę trochę śniegu - dorzuciła,
kierując się w stronę drzwi.
-
Alex - zawołał Luke.
-
Tak?
-
Dziękuję.
-
To drobiazg.
-
Jestem szczęściarzem. Dobrze, Ŝe ugrzązłem w tym
domku z tobą - powiedział.
-
Bo jestem taką dobrą pielęgniarką? - zagadnęła
nieśmiało.
Uśmiechnął się.
-
Między innymi.
-
Hm, to dotyczy obu stron. Ja chyba teŜ jestem
szczęściarą.
Kiedy przypatrywali się sobie, coś się między nimi
działo. Jak gdyby nagle poczuli wobec siebie wzajemny
szacunek i zrozumienie.
Kiedy Luke patrzył, jak Alex otwiera drzwi i znika za
progiem, ogarnął go niepokój. Był tak bliski wyjawienia jej
prawdy. To było nie tylko głupie, ale i niebezpieczne. Bez
względu na to, co do niej czuł, nie powinien jej zmuszać do
stawiania temu czoła, dopóki znajdowali się w tarapatach.
Pomyślał, Ŝe będzie na to dość czasu, kiedy się stąd
wydostaną. Dość czasu, by mógł wszystko naprawić.
Podjął decyzję błyskawicznie. W Ŝaden sposób nie
mógł sprzedać Joe'emu tych zdjęć Alex w kąpieli.
Zerknął na swoją kurtkę, która wisiała na haku przy
drzwiach. Mógł wstać, wrzucić rolkę filmu do ognia i
mieć święty spokój, ale coś go powstrzymało. Te zdjęcia
były takie piękne, stanowiły niemal dzieła sztuki. Pragnął
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
73
je zachować, nawet gdyby miał je ukrywać przez najbliŜ-
sze lata.
Tłumaczył sobie, Ŝe tym bardziej nie powinien jej
teraz wyjawiać prawdy. Tymczasem Alex otworzyła
drzwi i wniosła miskę ze śniegiem. Uśmiechnęła się do
niego i poczuł, Ŝe jego serce zaczyna bić jak oszalałe.
BoŜe, jeśli nadal będzie na niego patrzyła w taki sposób,
to straci resztki rozsądku.
Uklękła obok niego i delikatnie przesunęła dłonią od
jego kostki aŜ do kolana. Nogę Luke'a przeszył przyjem-
ny dreszcz, który umiejscowił się w pachwinie. Jego ciało
reagowało na dotyk ręki Alex z przeraŜającą gwałtownoś-
cią.
KogóŜ chciał nabrać? JuŜ było za późno.
To się zaczęło od jego pierwszego spojrzenia na tę
dziewczynę przez obiektyw aparatu.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
Luke spał. '
Alex przykryła go kołdrą i patrzyła na jego spokojną
twarz. Okładała chore kolano śniegiem przez godzinę i
zaczerwienienie prawie całkowicie ustąpiło. Był bardzo
sympatycznym pacjentem i nawet nie protestował, kiedy
zaproponowała, Ŝeby się zdrzemnął przed obiadem.
MoŜna byłoby uwierzyć, Ŝe cieszyła go jej opieka.
W kaŜdym razie ona czerpała z opieki nad nim
ogromną satysfakcję. Od lat nie czuła się tak przydatna.
Na czas przymusowego pobytu w tym domku potrzebo-
wał jej - czy mu się to podobało, czy nie. Ta sytuacja
bardzo jej odpowiadała.
Alex wyciągnęła rękę, która nagle zawisła w powietrzu.
Chciała dotknąć czoła Luke'a, ale nie odwaŜyła się.
Wiedziała, Ŝe jeśli go dotknie, to juŜ nie będzie chciała
oderwać rąk od jego ciała. Pragnęła pieścić Luke'a, gładzić
jego twarz i ramiona, poczuć ich ciepło i siłę. I pragnęła
jeszcze czegoś. śeby i on dotykał rękami jej ciała.
Alex uśmiechnęła się do siebie. Kto by pomyślał, Ŝe
zdarzy się coś takiego? Oczywiście, marzyła o tym
jedynym, ale nawet w najśmielszych marzeniach nie
pojawiała się taka sytuacja.
Ale juŜ się zdecydowała. Przez jej głowę przebiegały
tysiące myśli na temat sposobu, w jaki mogłaby uwieść
Luke'a. Nie wątpiła w to, Ŝe jej poŜądał, ale przebicie
skorupy, którą się otoczył, było niezmiernie trudnym
zadaniem. Była pewna, Ŝe jest w stanie to zrobić, ale
wiedziała, iŜ moŜe jej zabraknąć czasu.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
75
Wyjrzała przez okno. Zapadał zmierzch i w dalszym
ciągu padał śnieg. Dobrze. PoniewaŜ podjęła juŜ
decyzję, modliła się o to, Ŝeby śnieŜyca potrwała
przynajmniej jeszcze tę noc. Potrzebowała czasu, Ŝeby
popracować nad Lukiem. Chciała go przekonać, Ŝe
powinien się z nią kochać, Ŝe nie musi się obawiać, iŜ
ona będzie się go kurczowo czepiać, kiedy nastąpi
nieuniknione rozstanie.
Ale jak miała go przekonać? Przygryzła wargę i
zastanawiała się nad tym, co powinna robić dalej. Jak
by postąpiła, gdyby nie byli uwięzieni w tym domku?
Co by zrobiła, gdyby poznała go w Nowym Jorku?
Prawdopodobnie zaprosiłaby go na kolację do swo-
jego domu. Całkiem nieźle gotowała, zadziwiając
większość ludzi. Gotowanie odpręŜało ją i słynęła ze
swoich kolacji, podczas których podawała gościom
oryginalne potrawy. Nabrała sporej wprawy w przygo-
towywaniu pomysłowych dań ze zwyczajnych skład-
ników. Dlaczego nie miałaby zrobić tego tutaj? Przy-
rządzi mu kolację, a potem wszystko potoczy się tak,
jak w apartamencie przy Piątej Alei.
Cichutko podeszła do kuchenki i przeszukała szafki.
Znalazła dwie puszki z tuńczykiem, puszkę gotowanej
fasoli, słoiczek hiszpańskich oliwek i jeszcze jedno
opakowanie zupy. Był tu teŜ niezły wybór przypraw, a
przede wszystkim odkryła butelkę Chardonnay, która
leŜała w szafce obok nieczynnej lodówki. Alex podeszła
z butelką • do drzwi, uchyliła je trochę i wrzuciła wino
w zaspę śniegu. Dyskretnie obejrzała się przez ramię, ale
Luke nawet nie drgnął. Uradowana tym, Ŝe sprzyja jej los,
wzięła się do przygotowywania uczty, którą zamierzała
podbić serce męŜczyzny.
UłoŜyła kawałki tuńczyka, pokroiła oliwki, mieszając
je z częścią słonej zalewy, w której znajdowała się ryba.
Całość nabrała smaku dzięki odrobinie soku z cytryny.
Alex napełniła miseczkę śniegiem i umieściła na niej
76
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
talerz z sałatką, Ŝeby danie było zimne. Następnie
wysypała fasolę do garnuszka, a zawartość dwóch puszek
zupy warzywnej wymieszała w większym rondlu i po-
stawiła oba naczynia na gaz. Wreszcie przyszykowała
dwa nakrycia.
Zapaliła stoŜkowatą świecę i przyjrzała się swojemu
dziełu. Co by zrobiła, gdyby była w domu? Chyba długo
kąpałaby się w wodzie z pianą. Czuła się brudna, gdyŜ juŜ
drugi dzień chodziła w tym samym ubraniu. Doszła do
wniosku, Ŝe przyjemny byłby nawet krótki prysznic.
Upewniła się, Ŝe Luke śpi, wzięła świecę i poszła do
łazienki. Rozebrała się i, pamiętając o przestrodze Lu-
ke'a, umyła się w rekordowo szybkim tempie. Trzęsła się
z zimna. Z obrzydzeniem myślała o nałoŜeniu tego
samego ubrania, ale nie miała innego wyjścia. Na
szczęście mogła przynajmniej uprać bieliznę.
Mimo kiepskiego oświetlenia starała się doprowa
dzić do porządku swoją fryzurę. Jej włosy były wilgot
ne i rozczochrane. Nie miała szczotki, dlatego musiała
przeczesać długie loki palcami. Twarz lśniła teraz czy
stością, a cera ładnie się zaróŜowiła. Przygryzła wargi,
a potem odęła je i poczuła satysfakcję. Biorąc pod
uwagę okoliczności, nieźle, pomyślała i uśmiechnęła
|.'; się. Czuła swędzenie skóry, które było spowodowane
nie tylko prysznicem. Podniecało ją to, co zamierzała
zrobić. Miała cudowne poczucie nieprzyzwoitości, nie
mając na sobie bielizny. Zresztą doszła do wniosku, Ŝe
gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, wcale by jej
nie
potrzebowała...
■
!* i;
Kiedy wróciła z łazienki, Luke nadal spał. Spokojnie
i;'! podgrzała zupę i fasolę, a potem przyniosła butelkę i
odkorkowała ją. Nalała sobie niewielką ilość wina i
usiadła przed kominkiem. Kiedy małe pomieszczenie
wypełniły zniewalające zapachy, zaburczało jej w Ŝołąd-
ku.
Tak samo zareagował Ŝołądek Luke'a. Ale pobudzo-
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
77
ny został u niego nie tylko apetyt najedzenie. Otworzył
oczy i zobaczył, Ŝe Alex siedzi przed kominkiem,
którego blask zdawał się wytwarzać wokół jej głowy
aureolę. Końce jej włosów były wilgotne i skręcały się w
loczki w miarę wysychania. Wyglądała tak pięknie, Ŝe ze
wzruszenia miał ściśnięte gardło.
Ten widok po przebudzeniu był dalszym ciągiem
erotycznego snu Luke'a. Śnił o tym, Ŝe oboje z Alex są
nadzy, a ich splecione ciała leŜą na materacu przed tym
samym kominkiem, który teraz obserwował. NatęŜenie
jego reakcji stanowiło rezultat rzeczywistości sennej.
Nie miał siły, Ŝeby się otrząsnąć z tego nastroju.
Przewrócił się na bok, Ŝeby lepiej się przyjrzeć Alexand-
rze. Dostrzegła jego manewr.
-
Obudziłeś się - zauwaŜyła.
-
Tak. Co to za zapach? - zapytał rozespanym
głosem.
-
Chodzi ci o obiad?
-
Mmm, to teŜ. Ale jest jeszcze coś. Ty...
-
Ja?
-
Tak, pachniesz kwiatami.
-
Wzięłam prysznic.
- Czy woda była wystarczająco ciepła?
Alex wzruszyła ramionami.
- Letnia, ale lepsza taka niŜ Ŝadna. Nie mogłam juŜ
dłuŜej znieść samej siebie.
Luke potarł swój dwudniowy zarost. MoŜe miała rację.
-
Niezły pomysł. Zostało trochę mydła?
Obwąchała go i zmarszczyła nos.
-
Wystarczająco duŜo. Luke
wybuchnął śmiechem.
-
Rozumiem aluzję - oznajmił i usiłował wstać.
- Pomogę ci - powiedziała Alex i podbiegła do
męŜczyzny. Luke przeniósł cięŜar z chorej nogi na barki
Alex i oplótł ją ramieniem, pozwalając sobie na luksus
otarcia się policzkiem ojej ramię. Jego ręka wędrowała to
78
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
w górę, to w dół, a w mózgu pojawiła się szczególna
myśl. Omal nie stracił równowagi, i nie miało to nic
wspólnego z bólem w kolanie. Zamrugał powiekami,
Ŝ
eby otrząsnąć się z resztek senności i potwierdzić
swoje odkrycie.
Nie miała stanika.
Wiedział, Ŝe wcześniej miała go na sobie, więc co
się z nim stało? Sprawdził to jeszcze raz. Fakt niezbity.
Przez materiał swetra Alex prześwitywały jej nabrzmia-
łe sutki. Dla normalnej osoby w normalnych okolicz-
nościach nie byłoby to nic szczególnego.
MoŜe nawet nie rzucało się to w oczy. Problem polegał
na tym, Ŝe Luke nie zachowywał się normalnie, znaj-
dował się w stanie ustawicznego podniecenia. W tej
sytuacji nawet tak błahy epizod nabierał wyjątkowego
wręcz znaczenia.
Ale dlaczego to zrobiła? Dlaczego zdjęła stanik? Luke
przyjrzał się jej ciału poniŜej talii i głośno przełknął ślinę.
Gwałtowna Ŝądza sprawiała, Ŝe krew w jego Ŝyłach
krąŜyła w oszałamiającym tempie. Miał ochotę potrzeć
opuszkami palców te sterczące paczuszki... te same
sterczące paczuszki, które unosiły się i opadały, kiedy
Alex brała gorącą kąpiel.
Ten obraz z przeszłości dosłow: • ,o przygwoździł.
Opuścił rękę.
- Potrafię sam przejść resztę drogi - oznajmił i pokuś-
tykał do łazienki. Zapalił świeczkę, zamknął drzwi i oparł
się o umywalkę. Patrząc na swoje odbicie w lustrze, starał
się opanować. Tak, sir, prysznic jest panu zdecydowanie
potrzebny. Ale nie letni. Pomyślał, Ŝe koniecznie musi
być to zimny prysznic. Kiedy rozsuwał szklaną ściankę,
coś spadło mu na ramię. Po chwili przekonał się, Ŝe to
bielizna Alex: mokry stanik, rajstopy i najbardziej kuse
majteczki, jakie kiedykolwiek widział.
Przymknął oczy i jęknął. Człowieku, weź się w garść,
pomyślał. Szybko upuścił majtki Alex do umywalki.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
79
Rozebrał się i wskoczył pod prysznic. Szybko namyd-
lił ciało i spłukał je lodowatą wodą, która znakomicie
ostudziła jego zapał, z czego był ogromnie zadowolo-
ny.
Starał się dokładnie wytrzeć ciało, a potem poszedł za
przykładem Alexandry i nie włoŜył slipek, wślizgując się
od razu w dŜinsy. Z wielką pieczołowitością ponownie
rozwiesił bieliznę Alex. Wrzucił do umywalki swoją
koszulkę i slipy, wyprał je i powiesił obok rzeczy i
dziewczyny. Bardzo długo przypatrywał się zawieszonej
garderobie. Intymność tej sceny sprawiła, Ŝe ugięły się
pod nim nogi.
I bierz tu, człowieku, zimny prysznic.
Potarł zarośniętą twarz. Trzeba się ogolić. Otworzył
apteczkę i obejrzał jej zawartość. Przewidujący właś-
ciciele umieścili tu rozmaite zestawy toaletowe. Luke
znalazł małą tubkę pasty do zębów, a zamiast szczoteczki
uŜył palca. Potem zobaczył na półce obok aspiryny
paczuszkę jednorazowych maszynek do golenia. Nie
zauwaŜył nigdzie kremu do golenia, ale to go nie
zniechęciło. Golił się juŜ w znacznie trudniejszych
warunkach.
JuŜ miał zamknąć szafkę z lekarstwami, kiedy jego
bystre oko wypatrzyło kwadratowe czerwone pudełecz-
ko schowane na górnej półce. Serce w nim zamarło,
jakby przeczuwał, co tam znajdzie. Jak w zwolnionym
tempie sięgnął po pudełeczko, potwierdzając swoją naj-
Ŝ
arliwszą nadzieję i... najgorszą obawę.
Gapił się na pudełeczko z kondomami i miał pewność,
Ŝ
e ktoś tam na górze poddaje go testowi.
Nie, proszę, nie rób mi tego, błagał w duchu. Cały czas
trzymał temperament na wodzy właśnie ze względu na
brak zabezpieczenia. Nie chciał naraŜać dziewczyny ani
siebie. Wyeliminowanie tego problemu otwierało wrota
do tak niewyobraŜalnych moŜliwości, Ŝe sama myśl o
nich wywoływała w ciele Luke'a ogromne napięcie.
80
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Z trudem przełknął ślinę. Mógł zrobić tylko jedno.
Pozbyć się tych rzeczy. Ale w jaki sposób? Nie mógł
ot, tak wyrzucić pudełeczka do śmietnika, gdyŜ zauwa-
Ŝ
yłaby to Alex. Rozejrzał się po małej łazience. Nie
było tu okna ani jakiegoś schowka. Pomyślał, Ŝe chyba
najlepiej będzie odłoŜyć pudełeczko na miejsce. Skoro
Alex nie zauwaŜyła go do tej pory, to nie zauwaŜy go i
teraz. Przewrócił je dnem do góry i ukrył w górnym
rogu szafki. Postanowił, Ŝe następnego ranka wsunie je
do kieszeni i pozbędzie się w lesie.
Zadowolony ze swojej przemyślności, uśmiechnął się
pod nosem, zamknął apteczkę i namydlił twarz. Kiedy
zaczął się golić, usłyszał pukanie do drzwi.
-
Wszystko u ciebie w porządku? - zawołała Alex.
-
Tak. Zaraz wychodzę.
-
Nie siedź długo. Obiad juŜ gotowy - oznajmiła.
-
Ś
wietnie - odparł Luke. - Umieram z głodu.
Skończył toaletę i otworzył drzwi łazienki. Na
klamce wisiała jego flanelowa koszula - uprana i su-
cha. WłoŜył ją, ale nie zapiął guzików. Powoli ruszył
w stronę pokoju. Dzięki zabiegom Alex kolano nie
bolało go juŜ tak mocno, ale nie miał zamiaru go
forsować. MoŜe w wielu sprawach wykazywał upór, ale
nie był głupcem.
Alex stała przy stole i mierzyła Luke'a niespokoj-
nym spojrzeniem. Podsunęła mu krzesło, a on usiadł na
nim, badawczo przyglądając się dziewczynie. Po
chwili Alex przyniosła jeszcze mały taboret i połoŜyła
na nim jego nogę. Podziękował jej. Był zmieszany, a
jednocześnie wzruszony opiekuńczością dziewczyny.
Alex uśmiechnęła się, widząc jego oszołomienie.
- Przyniosę obiad.
Biegała po pokoju, krzątając się z zapałem. CóŜ ona
knuła? Luke nie miał o tym pojęcia i chwilowo było mu to
obojętne. Nie mógł oderwać od niej oczu. Jej obecność
^apełniała go lękiem i spokojem. Jednocześnie czuł, Ŝe
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
81
coś wisi w powietrzu, i to wraŜenie potęgowało się,
ilekroć obok niego przechodziła.
Kiedy Alex podawała obiad, jej pełne piersi falowały
bardzo blisko twarzy Luke'a, który wsunął ręce pod stół
i zacisnął je, Ŝeby przypadkiem nie dotknąć któregoś z
tych kuszących wzgórków. Nauczył się trwać w bez-
ruchu i koncentrować wzrok na nieokreślonej potrawie,
którą Alex postawiła na stole.
-
Co to jest? - zapytał.
-
Tuńczyk w hiszpańskich oliwkach - odparła.
-
Nigdy o czymś takim nie słyszałem.
■
- To dlatego, Ŝe właśnie wymyśliłam tę nazwę-oznaj-
(
miła Alex i nabiła kęs potrawy na widelec. - Spróbuj.
Luke niechętnie otworzył usta. Powoli przeŜuwał
Jedzenie i nagle zrobił wielkie oczy.
- Niezłe - powiedział. - Wcale niezłe.
Alex wyciągnęła rękę ze szklanym pucharkiem.
-
A teraz wypij to.
Pociągnął łyk.
-
Wino. -
Tak.
-
Skąd je zdobyłaś?
-
Stało w szafce. Dobre, prawda?
-
Tak - odrzekł. Wyjął pucharek z jej ręki i wypił całą
zawartość jednym haustem.
-
Wino pije się łyczkami - upomniała go.
-
Będę je sączył z następnego pucharka - oświadczył
i podał jej naczynie.
Alex pokręciła głową, ale mimo to nalała Luke'owi
wina. WłoŜyła na talerz porcję schłodzonego tuńczyka,
a potem usiadła przy stole. Skończyła swoje wino i
obserwowała, jak Luke je z apetytem jej potrawę.
-
A ty nie jesz? - zagadnął.
-
Za chwilę. To jest bardziej interesujące.
-
Co jest bardziej interesujące?
-
Patrzenie na ciebie.
82
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Widelec Luke'a zatrzymał się w połowie drogi do
ust.
-- Przestań - powiedział.
-- Co mam przestać? - zapytała niewinnym głosem.
-- Doskonale wiesz, co. To, co robisz.
-- Chodzi ci o to, Ŝe gapię się na ciebie?
-- śe gapisz się na mnie w taki sposób.
-- W jaki sposób?
-- Jakbym był deserem.
-- Mmm, to trafna uwaga.
Luke gwałtownym ruchem powstał od stołu.
- Alex - zawołał ostrzegawczym tonem. - Nie rób
tegc»- Nie jestem z kamienia.
Alex wyciągnęła rękę i zaczęła gładzić go po policzku. --
No, no - powiedziała, przechylając głowę. - CzyŜbyś
ogolił się dla mnie?
-Aleksandro..
-~ Nie, nie odpowiadaj na to pytanie - dorzuciła, by
po chwili wstać od stołu. - Zjedzmy następne danie.
podała zupę oraz odrobinę fasoli. Ten posiłek nie
naleŜał do szczególnie wyszukanych, ale Luke był zbyt
głodny, Ŝeby przywiązywać do tego wagę. Jedli w mil-
czeniu, nie zostawiając nawet kęsa Ŝadnej z potraw.
-- Chyba byliśmy głodni - zauwaŜyła Alex i zabrała ze
stołu brudne talerze.
-- Pozwól, Ŝe ci pomogę - powiedział Luke, usiłując
stanąć.
-
Nie - odrzekła Alex i popchnęła go na krzesło.
-
Powinienem pozmywać. PrzecieŜ ty gotowałaś.
-
Następnym razem - odparła. - Dzisiejszego wieczo-
ru nakazuję ci odpręŜyć się.
-^ Nakazujesz mi? -r
Tak, nakazuję ci.
-r Dobrze, proszę pani - stwierdził Luke i szyderczo
zasalutował dziewczynie.
- Wypij wino - powiedziała, kręcąc głową.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
83
szybko uporała się ze zmywaniem, a potem podeszła
do Luke'a od tyłu. Siedział na krześle. Jedną nogę opierał
na taborecie, a na zdrowym kolanie trzymał pucharek z
winem. Alex zaczęła masować jego kark, a on poddawał
się ruchom jej dłoni.
-
BoŜe, jakie to przyjemne - zauwaŜył.
-
Masz bardzo napręŜone mięśnie.
Doskonale o tym wiedział.
-
To musi być skutek spania na tym materacu. A
raczej prób zaśnięcia.
-
CzyŜbym nie dawała ci spać zeszłej nocy? - zapytała.
-
Ty? Do diabła, nie - odparł z sarkastycznym
ś
miechem. - Tylko kopnęłaś mnie z sześć albo siedem
razy, to wszystko.
Alex obróciła się, Ŝeby spojrzeć mu w twarz.
-
Zawsze śpię niespokojnie.
-
Opowiedz mi o tym - poprosił z uśmiechem.
-
To ty opowiedz mi o sobie.
Luke wzruszył ramionami.
-
Niewiele jest do opowiadania - odrzekł ostroŜnie.
-
Nie masz Ŝony?
-
Nie.
-
Ani dziewczyny?
-
Nie.
-
Nikogo?
-
Nikogo.
-
Dlaczego tak jest? - zagadnęła. - Bez wątpienia
jesteś przystojnym męŜczyzną. JuŜ dawno powinna była
cię uwieść jakaś dziewczyna.
-
Nie chcę, Ŝeby mnie ktoś uwiódł - oświadczył Luke.
Kiedy wypił wino, odstawił pucharek na podłogę. - A ty?
Na pewno otacza cię wianuszek facetów, a kaŜdy tylko
czeka, Ŝeby włoŜyć ci obrączkę na palec.
-
Czekają...
- Słyszę tu jakieś „ale".
Alex uśmiechnęła się.
84
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Wielkie „ale" - odparła. - Większość z nich nie
chce mnie. Pragną tego, co w ich mniemaniu reprezentuję.
-
A co to takiego?
-
Uroda, ciało, pieniądze... -Nie
zapominajmy o skromności.
ś
artobliwie uszczypnęła go w ramię.
-
To równieŜ.
Luke chwycił jej piąstkę i odwrócił dziewczynę do
siebie w taki sposób, Ŝeby na niego patrzyła. Po kolei
rozprostowywał palce Alex, a potem w milczeniu przy-
glądał się jej dłoni. Ten dotyk sprawił, Ŝe serce Alex
zaczęło bić w przyśpieszonym tempie. Był taki ciepły,
taki pełen Ŝycia i męski, Ŝe czuła, iŜ jest zdecydowanie na
straconej pozycji. A jednak intrygował ją i podniecał,
rzucał jej prawdziwe wyzwanie. Odsunęła rękę i pieściła
jego gładkie, wygolone policzki.
Luke usiłować się nie ruszać. Wiedział, co by wtedy
zrobił. Przyciągnąłby ją do siebie i całował tak mocno, Ŝe
oboje dostaliby zawrotu głowy. A wówczas gdzie by się
znaleźli? Oczywiście na drodze donikąd.
- AleŜ z ciebie przystojniak, Luke - szepnęła.
-1 przekonuję się, Ŝe pomimo wszystkich twoich wad - tu
uśmiechnęła się - nie chciałabym teraz być z nikim
innym.
Pochyliła się nad męŜczyzną i pocałowała go. Zaledwie
musnęła jego wargi, ale dla Luke'abyio to jak przyłoŜenie
zapałki do hubki i rozniecenie ognia. W odpowiedzi
zacisnął zęby i usiłował nie odwzajemnić tego pocałunku.
Nigdy w Ŝyciu nie miał przed sobą tak trudnego zadania.
-
Luke... - mruczała Alex, dotykając jego ust - poca-
łuj mnie.
-
Nie.
-
Dlaczego? Nie chcesz?
-
Chcę.
-
W takim razie...
Luke chwycił ją za ramiona.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
85
-
Nie zaczynaj czegoś, czego nie jesteś w stanie
skończyć.
-
Kto powiedział, Ŝe nie skończę tego, co zaczęłam?
-
Przestań się droczyć, Alexandra. To nie jest przy-
zwoite.
-
A jeśli się nie droczę?
Luke uwaŜnie spojrzał jej w oczy. Mówiła powaŜnie.
-
Czy proponujesz to, co myślę, Ŝe proponujesz?
Alex z trudem przełknęła ślinę.
-
Tak.
-
Jesteś pewna?
-
Tak, jestem pewna.
Luke wydał z siebie odgłos zniecierpliwienia, od-
sunął Alex i wstał z krzesła. Podszedł do zlewu,
uwaŜając na swoją chorą nogę. Przez chwilę, która
zdawała się nie mieć końca, przypatrywał się dziew-
czynie.
-
Dlaczego to robisz? - zapytał. - Jeszcze dziś rano
narzuciłaś mi zestaw reguł, a teraz wszystko jest niewaŜ-
ne.
-
Ja... zmieniłam zamiar. Chcę, Ŝebyś się ze mną
kochał. Czy to jest takie straszne?
-
Straszne? Nie, to nie jest straszne. Raczej... szalone.
Całkowicie obłąkańcze.
-
Dlaczego to jest takie szalone? Oboje jesteśmy
dorośli. Ugrzęźliśmy tutaj. Ty mi się podobasz, ja ci się
podobam. Kto się o tym dowie? Kto się będzie tym
przejmował?
-
Ja się będę przejmował - odrzekł miękko. - I moŜe
nie mam ochoty być tylko kolejnym egzemplarzem w
twojej kolekcji męŜczyzn.
-
Czy rzeczywiście tak myślisz?
Nieoczekiwanie Alex poczuła, Ŝe do jej oczu na-
pływają łzy. Luke dostrzegł te łzy, usłyszał wzruszenie
w jej głosie. Nic innego nie mogłoby skruszyć twardej jak
skała skorupy wokół jego serca. Niczym robot, porzucił
86
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
swój azyl w rogu pokoju i podszedł do Alex. Wziął ją
w ramiona, przytulił i kołysał jak swó największy skarb.
- Naprawdę tak myślisz? - powtórzyła. Mówiła stłu
mionym głosem, gdyŜ wtulała twarz w jego koszulę.
Luke odsunął głowę dziewczyny od swojej piersi.
-
Nie. Nie mam pojęcia, dlaczego to powiedziałem.
To znaczy, wiem. Powiedziałem, Ŝeby cię powstrzy-
mać.
-
Nie powstrzymuj mnie. Nie powstrzymuj siebie.
-
Jedno z nas musi myśleć rozsądnie. Po jutrzejszym
dniu moŜemy juŜ nigdy się nie zobaczyć.
-
To wykorzystajmy dzisiejszy wieczór. Tylko ten
jeden wieczór... Luke?
Jej błaganie wzbudziło w nim przypływ uczuć. Poca-
łował ją. Doprawdy, nie miał wyboru, i to juŜ od chwili,
gdy się przebudził i zobaczył ją siedzącą przed kom-
inkiem.
Poczuł, Ŝe pewna część jego ciała nabrzmiewa w
zetknięciu z udem Alex. Ona teŜ musiała to wyczuć,
gdyŜ mocniej otoczyła go nogami. Rozchylił jej usta
językiem, a ona przyjęła go i rozpoczęła miłosną grę
swoim językiem. Była taka słodka, smakowała cudow-
nie, lepiej niŜ wszystko, czego dotychczas próbował.
Luke włoŜył rękę pod jej sweter. Całował ją coraz
mocniej, a jednocześnie pieścił jej plecy i boki. Skóra
Alex była miękka i gładka, tak jedwabista, jak myślał.
Spełniając swoje marzenie, objął jej piersi i delikatnie
masował kaŜdy z tych cudownych wzgórków. Mruk-
nęła coś niewyraźnie. Ten odgłos rozbrzmiewał w ca-
łym ciele Luke'a, wywołując tak intensywną rozkosz,
Ŝ
e z trudem utrzymywał resztki samokontroli.
Alex poczuła, Ŝe Luke się zachwiał, i oderwała się od
niego.
- Twoje kolano.
Mocny pocałunek Luke'a miał dowieść, Ŝe jej obawy
są bezpodstawne. Kiedy zaczął podciągać w górę jej
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
87
sweter, odsunęła jego ręce, a potem sama zdjęła golf i
potrząsając włosami, stanęła przed nim naga do pasa.
Wydawało jej się, Ŝe spojrzenie Luke'a przepala jej skórę.
Czekała na jego ruch. Zawsze uwaŜała swoją urodę za
coś naturalnego i dopiero teraz była niezwykle świadoma
swego ciała. Oddawanie się temu męŜczyźnie po raz
pierwszy wydawało się takie przeraŜające, a zarazem
podniecające, Ŝe jej ciało zaczęło pulsować długo tłumio-
nym poŜądaniem.
- Dotknij mnie - szepnęła. Nie mogła juŜ znieść ani
chwili dłuŜej bez dotyku jego rąk.
Luke tracił panowanie nad sobą. Aparat fotograficzny
nie kłamał. Widok Alex w zbliŜeniu był oszałamiający.
Gdyby spełnił prośbę dziewczyny, gdyby jej dotknął, to
byłaby jego i nikt by mu w tym nie przeszkodził. Nigdy
nie naleŜał do tchórzy, przez całe swoje dorosłe Ŝycie nie
dawał się zastraszyć, ale ta jedna kobieta, która właśnie
mu się oddawała, wzbudzała w nim potworny strach.
- Luke... - mruczała Alex. Jej ciało dygotało z Ŝądzy'.
Przysunęła się do męŜczyzny, odsunęła poły jego koszuli
i zaczęła pocierać sutkami jego klatkę piersiową. - Do
tknij mnie.
Ręce Luke'a posłusznie wykonywały jej rozkazy,
ignorując ostrzeŜenie, które płynęło z mózgu, jakby
posiadały własną wolę. Luke dotknął dziewczyny, pocie-
rał kciukami jej nabrzmiałe sutki, a potem pieścił je
palcami, aŜ zaczęły przypominać twarde kamyki.
Alex miała nogi jak z waty. Luke przytulał ją do siebie
przez nieskończenie długą chwilę, a potem opadli na
materac. Wpił się w jej usta, penetrując wnętrze językiem,
by zaraz całować szyję, obojczyk i miękką skórę między
piersiami.
Wreszcie Luke dał sobie spokój z ostroŜnością. Szero-
ko otworzył usta i chwycił jej nabrzmiały sutek, ssąc go
tak, jak od dawna marzył. Roztapiała się w jego ustach jak
cukierek. Była tak słodka, tak rozkosznie kobieca, Ŝe jego
88
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
napręŜone ciało pulsowało rozpaczliwą potrzebą ukrycia
się w niej. Ale na razie przysunął się do drugiej piersi i
ucztował w takim samym powolnym, miarowym,
nieubłaganym rytmie.
Alex porwał potęŜny wir poŜądania. To właśnie o t
y m rozprawiały jej przyjaciółki. Właśnie na to czekała.
Zarzuciła Luke'owi ręce na szyję i przeczesywała
palcami długie włosy na jego karku. Masowała
napręŜone mięśnie jego obojczyków i ramion, podczas
gdy magia ust Luke'a redukowała ją do pełnej poŜądania
kałuŜy. Przywarła do niego biodrami, nie uświadamiając
sobie tego, co robi, odczuwając jedynie chęć zaspokoje-
nia jakiejś mrocznej, nieuchwytnej Ŝądzy.
Luke przesuwał rękę po jej boku w dół, zatrzymując
się na pasku narciarek. Pociągnął za suwak i odpiął guzik,
po czym, nie bez wahania, zaczął pieścić brzuch Alex. Jej
skóra była miękka, ciało spręŜyste, a on niespiesznie
badał wdzięki dziewczyny.
Alex była jednak niecierpliwa. Pragnęła, by przeszedł
szybciej do tego jednego zakamarka jej ciała, który
potrzebował jego dotyku bardziej niŜ którekolwiek inne
miejsce. A kiedy to się stało, rozchyliła nogi i uniosła
biodra, zaś Luke dotykał jej coraz śmielej, aŜ w końcu
oboje utracili wszelką kontrolę nad sobą. Była tak
wilgotna, tak otwarta i spragniona, Ŝe wiedział, iŜ nie
będzie się mógł powstrzymywać nawet chwili dłuŜej.
Alex zatraciła się zupełnie, przebywała w nie znanym
sobie świecie. Jego palce skłaniały ją do ekstatycznych
ruchów ku jasności tak intensywnej, Ŝe jej blask rozgrze-
wał duszę dziewczyny. Po chwili ta jasność rozprysnęła
się w umyśle Alex na smugi boleśnie pięknego światła
i w jej oczach zalśniły łzy.
Luke wyczuwał spazmy wstrząsające jej ciałem. Prze-
rwał pocałunek i wtulił wargi w ten wraŜliwy kącik za
uchem Alex, ułatwiając dziewczynie oddychanie. Serce
waliło mu jak młotem, ciało płonęło, a jednocześnie było
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
89
twarde i tak Ŝądne uwolnienia energii, Ŝe Luke bał się, iŜ
moŜe stworzyć Ŝenującą sytuację.
Mocno przytulał dziewczynę i zaciskał zęby, pragnąc
odzyskać panowanie nad sobą. Miała orgazm i to wystar-
czy, tylko to się liczy, pomyślał. Przypomniał sobie o
rolce filmu w kieszeni i o tym, Ŝe przez cały czas
oszukuje Alex. Zastanawiał się nad reakcją dziewczyny,
w razie gdyby dowiedziała się, z kim ma do czynienia, co
niewątpliwie musi kiedyś nastąpić.
A zatem dał jej przynajmniej tę chwilę rozkoszy,
dzięki której Alex mogła zachować o nim miłe wspo-
mnienia, a nawet zdobyć się na przebaczenie. On zaś
musiał odmówić sobie tego, czego pragnął najbardziej.
Ten wieczór był jego podarunkiem dla Alex.
ROZDZIAŁ SIÓDMY
Alex włoŜyła sweter i połoŜyła się na materacu. Luke
oparł się na łokciu, a ona przytuliła się do niego, łagod-
nie drapiąc paznokciami jego owłosioną klatkę piersio-
wą.
Nie odwzajemnił jej uśmiechu. Wręcz przeciwnie, miał
smętną minę. Alex była zadowolona, nasycona, ale jakby
nieco zawiedziona. Ona takŜe pragnęła sprawić mu taką
rozkosz, jaką dzięki niemu przeŜyła. JednakŜe on po-
wstrzymywał jej zapędy.
-
Luke?
-
Hmm?
-
Dlaczego przestałeś?
Nie odpowiedział.
-
Nie chcesz się ze mną kochać?
-
Chcę. Bardzo chcę.
-
W takim razie dlaczego... nie skończyłeś? Odgarnął
z jej czoła niesforny kosmyk rudych włosów.
-
PoniewaŜ trzeba wziąć pod uwagę inne rzeczy.
-
Na przykład?
-
Na przykład zabezpieczenie. Ja nie mam niczego.
-
Nie pomyślałam o tym - powiedziała Alex.
Ale on najwyraźniej pomyślał. Zastanawiała się, jakie
jest naprawdę jego zdanie o Ŝyciu, które prowadziła. Lecz
na cóŜ by się zdały jej wyjaśnienia? Stary dylemat
przygniatał ją niczym tona cegieł. Luke i tak nie uwierzył-
by w Ŝadne jej słowo.
Odwróciła się. Luke wyciągnął do niej rękę i ujął jej
podbródek
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
91
-
Mogłabyś zajść w ciąŜę - zauwaŜył, nie spuszczając
z niej wzroku.
-
W ciąŜę? - powtórzyła. MoŜe to jej drŜący, dziew-
częcy głosik wytworzył w wyobraźni Luke'a uroczy obraz:
Alex przytulała się do niego w taki sposób jak teraz, a jej
pełne, śliczne piersi ssało niemowlę - ich dziecko. Natych-
miast z bólem odepchnął od siebie tę nierealistyczną wizję.
Alex zatrzepotała rzęsami, nie mógł więc niczego wyczytać
z jej oczu.
-
Sądzę, Ŝe to byłoby kłopotliwe.
-
Tak, chyba tak.
Odsunęła się od niego. Dystans był niewielki, ale znaczący.
-
Dobrze, Ŝe chociaŜ jedno z nas myśli logicznie -
zauwaŜyła Alex, wybuchając głośnym, sztucznym śmie-
chem. - Gdyby to zaleŜało ode mnie, zapewne tarzalibyś-
my się po podłodze i kochalibyśmy się do szaleństwa, nie
zwaŜając na nic.
-
Alex. Przestań. Nie miałem zamiaru cię urazić.
Chciałem cię uszczęśliwić. Myślałem, Ŝe to mi się udało.
Wyciągnęła rękę i pogładziła go po policzku.
-
Och, Luke, udało ci się, udało. Tylko Ŝe ja chcę zrobić
to samo dla ciebie.
-
Nie chcę robić niczego, co by cię zraniło, Alex.
-
Nie potrafię sobie wyobrazić, Ŝe mógłbyś zrobić coś
podobnego.
-
Takie są twoje odczucia teraz, ale kiedy się stąd
wydostaniemy, moŜesz zmienić zdanie.
Kiedy przekonasz się, kim jestem i co zrobiłem, pomyślał.
- Nie zmienię o tobie zdania - odparła z przekonaniem.
Luke wstał. Musiał to uczynić. Gdyby nadal jej słuchał,
znowu padliby sobie w ramiona, całowaliby się, dotykali
i Bóg wie, co jeszcze mogliby zrobić. Jemu przypadło
w udziale patrzenie na sprawy z właściwej perspektywy.
To on znał fakty. Ona Ŝyła w nieświadomości. Gdyby
wykorzystał sytuację, nigdy by mu nie wybaczyła, a on
wcale by jej się nie dziwił.
92
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Postanowił powiedzieć jej prawdę z chwilą, gdy znajdą się
z powrotem w realnym świecie. Chciał jej powiedzieć, Ŝe nie
miał zamiaru sprzedawać tych zdjęć, Ŝe chodzi mu o coś więcej
niŜ tylko jedną noc w zimnym domku na odludziu. Wtedy Alex
mogłaby swobodnie zadecydować, czy chce kogoś takiego jak
on - reportera, jednego z tych ludzi, którymi pogardzała.
Podszedł do stołu, wziął butelkę i napełnił kieliszek winem.
- Ja teŜ poproszę - zawołała Alex.
Luke nalał dziewczynie wina i zaniósł jej kieliszek.
Z trudem powstrzymał się od zanurzenia palców w jej
jedwabistych włosach. Stuknęli się kieliszkami.
-
Za lawiny i przeznaczenie - powiedział Luke, bar-
dziej do siebie niŜ do Alex.
-
Przeznaczenie?
-
A jak byś nazwała fakt, iŜ znaleźliśmy się razem na
tym odludziu?
-
Nie mam nic przeciwko przeznaczeniu. Po prostu
jestem zaskoczona twoimi słowami. Nie wyglądasz na
kogoś, kto powaŜnie traktuje metafizykę.
-
Jest we mnie głębia, którą musisz dopiero poznać,
moja droga - oświadczył, składając jej szyderczy ukłon.
Alex wybuchnęła śmiechem. Pragnęła dowiedzieć się
o nim wielu rzeczy, ale poniewaŜ jej ego zostało boleśnie
zranione, musiała zadać bardzo istotne dla siebie pytanie.
-
Luke, a gdybyśmy... Nie wiem, jak to powiedzieć,
Ŝ
eby nie wyjść na idiotkę.
-
Po prostu mów - odparł i pociągnął łyk wina.
-
Dobrze. Czy gdybyśmy mieli zabezpieczenie, to
chciałbyś...?
-
Czy kochałbym się z tobą?
-
Tak. Zrobiłbyś to?
Luke natychmiast przypomniał sobie o małym czerwo-
nym pudełku z kondomami na górnej półce szafki. Zacisnął
prawą rękę w pięść i długo przypatrywał się dziewczynie.
- Natychmiast, kochanie - szepnął. - Bez wahania.
Na ustach Alex powoli pojawił się uśmiech.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
93
- Dziękuję - powiedziała. - Chyba odczuwałam po
trzebę usłyszenia czegoś takiego.
Poklepała miejsce na materacu i Luke połoŜył się obok
niej, chociaŜ rozsądek podpowiadał mu coś zupełnie innego.
-
Wiedz, Ŝe trzymam cię za słowo - oznajmiła.
-
W jakiej sprawie?
-
W sprawie obietnicy, Ŝe będziesz się ze mną kochał,
kiedy opuścimy to miejsce.
-
Umowa stoi - powiedział Luke. - JeŜeli nadal tego
będziesz chciała.
-
A co mogłoby odwieść mnie od tego zamiaru?
-
PrzeróŜne rzeczy - odparł Luke, wzruszając ramionami.
-
Na przykład jakie?
-
Kiedy wrócisz do taty, wszystko moŜe się zmienić.
-
Nie sądzę, Ŝebyś musiał się o to martwić. Tata wcale
nie jest teraz ze mnie zadowolony. Ten ślub i w ogóle.
-
Ś
lub?
Alex parsknęła śmiechem.
-
Właśnie to u ciebie lubię, Stratten. Jesteś taki świetnie
poinformowany. Chodzi o mój ślub. Ten, z powodu
którego uciekłam.
-
Kim jest ten facet? - zapytał Luke, siląc się na
obojętny ton.
-
Nazywa się Justin Farrell i robi interesy z moim
ojcem. Jest prawie w jego wieku. Obaj bardzo tego chcieli.
Ale ja nie byłam w stanie się na to zdecydować.
-
Dlaczego?
-
Jest duŜo powodów.
-
W takim razie dlaczego zgodziłaś się za niego wyjść?
-
Tata naciskał na mnie zaraz po tej awanturze w szkole
pielągniarskiej. Byłam taka zagubiona, nie wiedziałam,
czego chcę. Justin był słodki, uprzejmy i bardzo cierpliwy.
W tamtym czasie wydawało się to dobrym pomysłem, ale...
-
Mów dalej.
-
Ale ostatecznie o wszystkim zadecydowała jedna
kwestia. Nie kochałam go.
94
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Czy to jest takie waŜne?
-
Dla mnie tak.
-
Jeszcze jedna beznadziejna romantyczka - zauwaŜył.
-
Mówisz to w taki sposób, jakbyś znał wiele takich
kobiet.
-
MoŜe i znam.
-
Wymień jedną.
-
Moja matka. Zawsze szukała księcia z bajki.
-
Rozumiem przez to, Ŝe go nie znalazła.
-
Nie znalazła, ale to nie znaczy, Ŝe nie próbowała.
Wychodziła za mąŜ pięć razy, a potem zmarła.
-
A więc z powodu jej poraŜek uznałeś, Ŝe romantyzm
jest powaŜną wadą?
-
Tego nie powiedziałem. Myślę, Ŝe moŜna to zaakcep-
tować... w kobiecie.
-
Ale nie w męŜczyźnie?
-
Nie..
-
A to dlaczego?
-
PoniewaŜ męŜczyźni Ŝyją w świecie realnym. To nie
romanse wprawiają świat w ruch, ale pieniądze. Powinnaś
wiedzieć to lepiej niŜ ktokolwiek inny.
-
Wypowiadasz się w tej sprawie jak prawdziwy ekspert.
-
MoŜe nim jestem - odparł spokojnie.
-
Powiedz mi o sobie coś więcej.
-
Nie ma zbyt wiele do powiedzenia. W kaŜdym razie
nie tylko twój ojciec ma obsesję gromadzenia pieniędzy.
-
Twój teŜ? Czym się zajmuje?
-
Zarządza bankiem.
- Jesteście sobie bliscy?
Luke potrząsnął głową.
-
Nie widziałem się z nim od lat. Powiedzmy, Ŝe mieliśmy
odmienne poglądy na Ŝycie i poszliśmy róŜnymi drogami.
-
To bardzo smutne. Współczuję i jemu, i tobie.
-
Nie powinnaś. To się zdarzyło dawno temu.
-
Zdaje się, Ŝe twój przypadek potwierdza moją tezę.
-
Jaką tezę?
"i
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
95
I - śe pieniądze szczęścia nie dają. W przeciwnym razie
'i nadal byłbyś w kontakcie ze swoim ojcem, a ja miałabym
wszystko, o czym marzyłam. •
- A nie masz?
Alex wstała z materaca i podeszła do stołu. Wlała do
kieliszka ostatnie krople wina, a jednocześnie rozmyślała
nad stosowną odpowiedzią.
-
Nie. Podobnie jak wszyscy. Ale nie jestem nieszczęś-
liwa. Mam cudowne Ŝycie. I będzie jeszcze cudowniejsze
z chwilą, gdy załoŜę fundację.
-
Jaką fundację?
-
Poświęcę wszystkie swoje pieniądze - cały spadek
- i utworzę fundację charytatywną. Chcę przyznawać
pieniądze organizacjom i pojedynczym osobom, które
zamierzają pomagać innym.
-
Jak na tak młodą osobę, jesteś rzadko spotykaną
altruistką.
-
Nie naśmiewaj się ze mnie. Traktuję tę sprawę
bardzo ; powaŜnie.
-
Nie drwię z ciebie. Uwierz mi, sądzę, Ŝe to wspaniały
i pomysł. Ale on tylko potwierdza moją tezę. Bez tych
pieniędzy nie miałabyś fundacji, a zatem w rzeczywistości
pieniądze przynoszą ci szczęście.
- To nieprawda. Nie kupisz za pieniądze Ŝadnej rzeczy,
która naprawdę liczy się w Ŝyciu.
r
Chciałbym, Ŝebyś wymieniła te rzeczy - odparł z
ironicznym śmiechem.
- MąŜ. Dom. Dzieci.
Luke uwaŜnie na nią spojrzał. Prześladował go obraz
schludnego białego płotu.
-
Właśnie w takiej kolejności?
-
Oczywiście - odrzekła Alex.
-
Jeśli chcesz właśnie tego, to Ŝyczę ci sukcesów
zarówno w Ŝyciu zawodowym, jak i osobistym.
Nagle Alex poczuła, Ŝe znowu wyrósł między nimi mur.
Wysoki mur.
96
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Mówisz tak, jakbyśmy nigdy nie mieli się juŜ zobaczyć.
-
Prawdopodobnie się nie zobaczymy.
-
Dlaczego mówisz takie rzeczy?
-
Bo to prawda.
Serce Luke'a zaczęło walić jak młotem. Zawsze tak
reagował na tego typu rozmowy. MoŜe odczuwał niechęć
do opowiadania o swojej rodzinie albo do jej młodzień-
czych marzeń o idealnej miłości. W kaŜdym razie jego
głowę rozsadzał potworny ból, toteŜ musiał wyjść na
ś
wieŜe powietrze i to szybko.
-
No, ja nie jestem taka pewna - ciągnęła Alex. -
Myślałam, Ŝe potem... hm, moglibyśmy pozostać...
przyjaciółmi.
-
Naprawdę sądzisz, Ŝe to jest moŜliwe?
-
Dlaczego nie?
-
Pomyśl tylko. Nasz styl Ŝycia i w ogóle. Na pewno
kiedyś to zrozumiesz - stwierdził Luke i podszedł do drzwi.
-
Dokąd idziesz?
-
Na dwór.
-
Jest ciemno i zimno...
-
Właśnie zimna potrzebuję.
Alex zbliŜyła się do niego i czuł na swoich plecach
ciepło emanujące z jej ciała. Nie odwrócił się do niej, tylko
schylił głowę i oparł ją o drzwi.
-
Dlaczego mi to robisz? - zapytał niskim, ochrypłym
szeptem.
-
Nie wiem - odparła szczerze Alex. - Wiem tylko, Ŝe
bardzo mnie pociągasz. I chcę, Ŝebyś i ty mnie pragnął.
W sercu Luke'a gniew zmagał się z poŜądaniem - gniew
z powodu tego, co było niemoŜliwe, i poŜądanie, które
wydawało się równie trudne do opanowania jak wciąŜ
padający śnieg.
- Twoje pragnienia, tylko to się liczy, prawda? Jesteś
tak zepsuta, Ŝe potrafisz myśleć tylko o własnych po
trzebach? Nie o uczuciach innych osób? Nie o tym, co jest
dobre, a co złe?
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
97
Chwycił Alex za rękę i przycisnął ją do swojego
nabrzmiałego członka.
- Zadowolona? Wygrałaś. Pragnę ciebie. A teraz pro
szę, pozwól mi wyjść.
Puścił dziewczynę i ruszył do drzwi.
- Jeszcze nie - odezwała się Alex i oplotła jego szyję
ramionami.
Wyciskała na jego twarzy gorące pocałunki i chociaŜ
stał nieruchomo jak głaz i nie poddawał się jej piesz-
czotom, nie przerywała swojego ataku. Przestała uświada-
miać sobie, co robi. MoŜe rzeczywiście była zepsuta i nie
umiała pogodzić się z jego odmową. MoŜe sprawiły to jego
słowa, wypite wino i wszystkie samotne lata, które strawiła
na marzeniach o męŜczyźnie i takiej nocy.
W kaŜdym razie pragnęła, Ŝeby Luke ją przytulał,
dotykał, czynił kobietą. Dlaczego ciągle stawiał bariery?
Dlaczego nie przyzwalał na to, Ŝeby i ona mogła go
zadowolić? Dlaczego toczył z nią walkę?
Zaczęła pieścić kciukami jego płaskie męskie sutki,
czując, jak szybko bije jego serce. Luke jęknął. Nie mógł
jej się oprzeć. Pochylił się nad dziewczyną i pocałował ją,
a ona rozchyliła usta i przyjęła jego język. Zdesperowany
i udręczony, oderwał się od Alex. Był gorący i obolały,
brakowało mu tchu.
-
Nie bądź zły na mnie - prosiła.
-
Nie jestem na ciebie zły. Jestem zły na siebie, bo nie
umiem trzymać się od ciebie z dala. Nie rozumiesz tego?
I przestań tak na mnie patrzeć.
-
A jakie mam spojrzenie?
-
Uwodzicielskie. Rozmarzone. Jakbyś wiedziała coś,
o czym ja nie mam pojęcia.
-
Tak wyglądam w twoich oczach?
-
Tak.
-
MoŜe to z powodu wina.
-
MoŜe.
-
A moŜe nie - dodała.
98
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła jego głowę,
a potem całowała go w usta i pieściła napręŜone mięśnie
jego pleców. Luke otoczył ją ramionami. Wszystkie jego
dobre intencje przepadły w tak gęstej mgle poŜądania, Ŝe
niczego nie widział i w ogóle nie był w stanie myśleć. Po
chwili z całych sił napierał na nią swoim ciałem. Jego usta
znalazły wonną przystań między piersiami Alex. Obej-
mował wargami jej sutki przez materiał swetra. Jego
gorący, wilgotny oddech zmoczył tkaninę. Alex odpięła
guzik jego dŜinsów i wsunęła mu rękę za pasek. Luke'owi
zaparło dech w piersiach. Zamknął oczy i stał sztywno,
czując jej zimne palce na swoim gorącym członku. Znowu
zaczął całować Alex, a jego język wtórował ruchom jej
ręki. Wiedział, Ŝe musi ją powstrzymać, ale jego ciało nie
chciało go słuchać, domagając się jeszcze jednej sekundy,
moŜe dwóch, a nawet minuty rozkoszy.
-
Alexandra, więcej juŜ nie zniosę - powiedział,
odrywając się od dziewczyny.
-
Trudno - odparła.
-
Mówię powaŜnie.
-
Ja teŜ.
-
Nie wygrasz - ostrzegł Alex.
-
Nie wiedziałam, Ŝe to pojedynek.
-
Ty to sprawiłaś. Ale zapewniam cię, Ŝe moja wola jest
silniejsza.
-
Nie bądź taki pewny. Jeszcze się stąd nie wydostaliś-
my.
-
Ś
nieŜyca słabnie. Jutro po nas przyjadą.
-
A niech sobie przyjeŜdŜają. To niczego nie zmieni.
-
Zawsze jesteś taka pewna siebie, kiedy chodzi o face-
tów?
Alexandra spojrzała mu w oczy. Nie miała odwagi
powiedzieć prawdy. Przeczuwała, Ŝe gdyby wyznała, iŜ
jest dziewicą, uciekłby gdzie pieprz rośnie. Dlatego wolała
skłamać.
- Dotychczas nigdy nie przegrałam.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
99
Luke poczuł palące ukłucie w okolicy serca i zganił
siebie w myślach. Nie miał prawa Ŝywić do niej takich
uczuć ani nawet przejmować się tym, co usłyszał. Ostatecz-
nie, jakiej odpowiedzi mógł się spodziewać? W przeci-
wieństwie do niego Alex była przynajmniej szczera.
- Późno juŜ - zauwaŜył. - Idź do łóŜka.
Alex zaczęła protestować, ale wyraz jego oczu sprawił,
Ŝ
e zmieniła zdanie.
-
Dokąd idziesz? - zapytała.
-
Przed dom. Głowa mi pęka. Potrzebuję świeŜego
powietrza.
-
Luke... - powiedziała Alex, podchodząc do męŜczyz-
ny, ale on podniósł rękę w geście protestu.
-
JuŜ dość... Nie dzisiaj.
Alex przygryzła wargę i skinęła głową.
- Dobrze - powiedziała z westchnieniem. - Łyknij
trochę powietrza, moŜe lepiej się poczujesz. Przyniosę ci
parę tabletek aspiryny.
Luke westchnął, otworzył drzwi i przestąpił próg, by
nasycić się zimnym, rześkim powietrzem. Kilkakrotnie
zgiął nogę w kolanie, a potem przyjrzał się ciemnemu
niebu. Śnieg nadal padał, ale z zawiei została juŜ tylko
rozrzedzona mgiełka. Luke doszedł do wniosku, Ŝe pora-
nek będzie pogodny.
Jeszcze tylko jedna noc. Wytrzymaj tylko tę jedną noc,
pomyślał. Chłodne powietrze przynosiło mu ulgę. Pomyślał,
Ŝ
e aspiryna będzie jeszcze bardziej pomocna. Nagle zrobiło
mu się słabo i rzucił się do drzwi.
Tabletki aspiryny.
Apteczka w łazience.
Alex...
ROZDZIAŁ ÓSMY
Alexandra zerknęła przez ramię na Luke'a, który nagle
pojawił się w łazience.
-
Coś się stało? - zagadnęła, otwierając drzwiczki
szafki z lekarstwami.
-
Hm, co robisz?
-
Szukam aspiryny, nie pamiętasz? Myślałam, Ŝe
chcesz zaczerpnąć świeŜego powietrza.
-
Miałaś rację. Na dworze jest za zimno - oznajmił
Luke, przesuwając się bokiem za jej plecami. - JuŜ mnie
tak nie boli głowa - dodał i zatrzasnął apteczkę. - Daj
sobie spokój z tą aspiryną.
-
Luke, nie bądź głupi - odparł Alex i znowu
otworzyła szafkę.
Luke jeszcze raz ją zamknął.
-
Nie, naprawdę, juŜ nie potrzebuję aspiryny.
-
Co się z tobą dzieje? - zapytała Alex, robiąc
zdumioną minę. W końcu ich łokcie zderzyły się i wsku-
tek przepychanek cała zawartość szafki wysypała się na
podłogę.
Alex i Luke patrzyli na rozmaite buteleczki i tubki oraz
na małe, ale bardzo widoczne kwadratowe czerwone
pudełko. Powoli, bez słowa, podnieśli głowy i spojrzeli
sobie w oczy. Alex wzięła pudełeczko z kondomami
i bardzo długo mu się przyglądała. Na jej twarzy widać
było ślady róŜnych emocji, aŜ w końcu pojawił się na niej
wyraz całkowitego rozczarowania.
\
- Wiedziałeś o tym, prawda? - zagadnęła.
Nie było sensu kłamać.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
101
- Tak.
Alex odepchnęła Luke'a i wyszła z łazienki. Natych-
miast udał się za nią do głównego pokoju.
- Dlaczego? - zapytała, krąŜąc po pokoju z pudełkiem
■
kondomów.
( - Co dlaczego?
J - Dlaczego męczyłeś mnie tą absurdalnie Ŝenującą •\
rozmową o bezpiecznej miłości, skoro cały czas wiedzia-1
łeś o tym? - zagadnęła, unosząc pudełko w górę.
-
Mam swoje powody.
-
Och, doprawdy? Czy zechciałbyś mi je wyjawić?
MoŜe raczyłbyś mi powiedzieć, dlaczego sprawia ci taką
przyjemność robienie ze mnie idiotki?
t' - Nie jesteś idio...
i Alex przerwała mu gniewnym mruknięciem i wrzuciła
i pudełko do ognia. Luke instynktownie rzucił się do ;
kominka, wydostał pudełko, po którym juŜ pełzały
płomyki, i rzucił je na stół.
- Po co to, u diabła, zrobiłaś?
-
A dlaczego nie? Nam z pewnością się nie przydadzą!
Zdjęła kurtkę z haka i pchnęła drzwi.
-
Dokąd idziesz?
-
Na dwór.
-
To niczego nie rozwiąŜe.
-
Tobie to pomaga, prawda? Ilekroć masz dość
mojego towarzystwa, wybiegasz na zewnątrz.
-
Nie pomaga - odparł łagodnie, przymykając drzwi
i zasłaniając je swoim ciałem. - Nie potrafię od ciebie
uciec. Jesteś w mojej głowie...
-
Kłamstwa...
-
Nie. Jesteś w moim sercu.
Alex nie chciała się odwrócić i spojrzeć na Luke'a.
Przepełniał ją gniew i uraza, czuła się tak, jakby ktoś wbił
jej nóŜ w samo serce.
- Nie opowiadaj historii, w które sam nie wierzysz,
tylko po to, Ŝebym się lepiej poczuła.
102 BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Lnke wyjął jej z ręki kurtkę i rzucił okrycie na podłogę.
-
Wszystko, co do ciebie mówiłem, było prawdą.
-
W takim razie, dlaczego...
-
Mam swoje powody.
-
JuŜ to słyszałam. Jakie powody?
-
Nie jestem tym, za kogo mnie uwaŜasz.
-
Nie wiem, co to ma znaczyć.
-
To znaczy, Ŝe gdybyś wiedziała, kim jestem, nie
chciałabyś... Hm, powiedzmy, Ŝe uciekłabyś gdzie pieprz
rośnie.
-
Kim jesteś? Mordercą?
-
Nie bądź śmieszna - odparł Luke.
-
Złodziejem?
-
Alex...
-
No to kim? JakąŜ to straszną postacią jesteś, skoro
uwaŜasz, Ŝe mogłabym ciebie nie chcieć?
-
Reporterem - oznajmił Luke i spostrzegł, Ŝe dziew-
czyna blednie. Wykrzywił usta w ironicznym grymasie.
- Nie bój się, Alex.
Alex otrząsnęła się ze zdumienia.
-
A więc jednak śledziłeś mnie, prawda?
-
Tak.
-
Wiedziałam! - zawołała, odsuwając się od męŜ-
czyzny. - BoŜe, kiedyŜ ja nauczę się dowierzać swojemu
instynktowi? Wiedziałam, Ŝe mnie śledzisz. Dla kogo
pracujesz?
Wymienił tytuł znanego brukowca. Alex pokręciła
głową-
-
Zdecydowanie najgorsza gazeta brukowa. Jak mog-
łeś?
-
Potrzebowałem pieniędzy na moją następną wyprawę.
- Do Afryki, tak? - zagadnęła.
_ Tak.
-1 Ameryki Środkowej?- dodała, ukazując jego chore
kolano.
- Tam równieŜ. Dokumentuję tam badania.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
103
-
To dlaczego pracujesz dla tego koszmarnego bruko-
wca?
-
Jestem wolnym strzelcem. Gazety kupują moje
artykuły, ale za mało mi płacą.
-
Czy zamierzałeś kiedyś mi o tym powiedzieć? A
moŜe miałam o sobie przeczytać na kolumnie obok
informacji o narodzinach niemowlęcia z dwiema głowami?
-
Chciałem ci o tym powiedzieć po opuszczeniu tego
domku. I nie będzie Ŝadnego artykułu. Nie napiszę go.
-
Dlaczego? Jestem pewna, Ŝe byłby wart majątek.
JuŜ widzę nagłówek: „Baraszkowałem nago na śniegu
; z Alexandra Beck". W ten sposób zapewne sfinansował-
byś dwie małe „wyprawy" albo i więcej.
-
Wiesz, dlaczego.
-
Nie. Nie wiem.
- Bo to, co się tutaj dzieje, jest tylko naszą sprawą.
Alexandra odczuwała urazę i ból. Chciała go zniena-
i widzie, wydrapać mu oczy, kopnąć go w chore kolano,
wytargać za te cudowne długie włosy na karku, ale
' oczywiście wiedziała, Ŝe nie zrobi Ŝadnej z tych rzeczy.
- Nie wierzę ci - odparła spokojnym głosem.
■■
- Alexandre, usiłuję powiedzieć ci prawdę.
I Alex długo przypatrywała się Luke'owi. •
- Czy to cała prawda?
Luke zawahał się. Nie musiał jej mówić o zdjęciach:
i ona na pewno by się o nich nie dowiedziała; zresztą
przecieŜ nie zamierzał ich sprzedawać. Dla niego te
fotografie nie istniały.
-
Tak, to cała prawda. Powiedz coś.
-
Co mam mówić?
-
Nie wiem. Krzycz. Wrzeszcz. Tup nogami. Cokol-
I wiek. Tylko nie stój i nie patrz na mnie takim wzrokiem.
-
Zraniłeś mnie, Luke - oświadczyła.
{ - Wiem.
! - To wszystko, co masz mi do powiedzenia?
- Chodzi ci o przeprosiny?
104
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
To nie wystarczy. Rzuciłam ci się w ramiona, a ty
mnie odepchnąłeś. Czuję się jak zupełna... Skoro mnie
nie chciałeś, naleŜało po prostu mi to powiedzieć.
-
Naprawdę ciebie chcę - odparł łagodnie.
-
Jak bardzo?
-
Ogromnie.
Alex uniosła rękę i pokazała pudełko z prezerwatywa-
mi na stole.
-
JuŜ nie masz wymówki - zauwaŜyła i przygryzła
wargę.
-
To prawda.
-
W takim razie... dowiedź tego.
Luke czuł, Ŝe krew uderza mu do głowy niczym gejzer.
Z trudem oddychał, nie był w stanie wydusić z siebie ani
słowa, a przyśpieszony puls blokował wszelkie rozsądne
myśli. Powoli podchodził do dziewczyny. Alex nagle
opuściła odwaga i cofała się z kaŜdym jego krokiem.
Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy jej plecy dotknęły
blatu stołu. A Luke stanął tuŜ przed nią i połoŜył ręce na
jej ramionach.
DuŜy z niego facet, pomyślała. Hej, Alexandra, skąd
takie refleksje? PrzecieŜ nie urósł w ciągu tych dwóch
minut. Ale rzeczywiście wydawał się większy. Musiała
podnieść głowę, Ŝeby spojrzeć mu w oczy. MoŜe nie był
groźny, ale emanowała z niego ogromna siła.
-
Rozmyśliłaś się?
-
Nie.
-
Dobrze.
Natychmiast wpił się w jej usta. Nie bawił się w
słodkie gry wstępne. Jego język plądrował usta dziew-
czyny niczym potęŜny huragan. Alex stanęła na palcach
i Oplotła nogą jego kostkę, napierając na niego całym
ciałem. Dłonie Luke'a dosięgnęły jej pośladków. Posa-
dził ją na blacie i stanął między jej rozstawionymi
kolanami. Nasyciwszy się wargami dziewczyny, zaczął
całować jej policzki, brodę, wraŜliwe miejsce za uchem,
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
105
podczas gdy ręce Alex niecierpliwie przesuwały się po
jego piersi w dół, tak nisko, jak to było moŜliwe.
Luke podciągnął jej sweter i wtulił twarz między
cudowne wzgórki, usiłując opanować poŜądanie. Na
próŜno. Musiał posmakować tych słodkich pączków, aŜ
stały się tak pełne i nabrzmiałe jak za pierwszym razem,
kiedy widział je przez obiektyw aparatu. A ona całowała
go po głowie i pieściła muskularne plecy. Jego rozgrzane
ciało dosłownie parzyło ją. Oplotła go nogami, Ŝeby
przytulić się do niego jeszcze mocniej.
- Chcę być tutaj, w tobie - powiedział, napierając na
dziewczynę. - Och, bardzo głęboko, kochanie.
- Tak - szepnęła. - Proszę, och, proszę cię, Luke. Teraz.
Luke nie potrzebował dalszych zachęt. Przeniósł Alex na
materac. Puściła jego ramię tylko na chwilę, Ŝeby zgarnąć ze
stołu małe czerwone pudełko, a potem opadli na materac.
-
Twoje kolano...
-
Jakie kolano?
Luke myślał w tym momencie o zupełnie innej części
swego ciała. Całował Alex, a jednocześnie mocował się
z paskiem jej spodni. Wspólnymi siłami udało się rozebrać
dziewczynę i Luke przez chwil| podziwiał piękno jej ciała.
Potem przesunął ręką po jej obojczyku, by dosięgnąć
miejsca, które tak pragnęło jego dotyku. Alex rozchyliła
nogi i troszkę uniosła biodra, by dodać mu zachęty.
- Rób to dalej, Luke, nie przestawaj. Dotykaj mnie
wszędzie.
Luke przeczesywał palcami gniazdko jej rudawych
włosków, zaś jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Była taka
miękka i ciepła - i taka wilgotna z poŜądania. I to
wszystko dla niego.
Poddaję się, pomyślał.
Wstał, ściągnął buty i błyskawicznie zdarł z siebie
ubranie. Serce Alex waliło jak młotem. Widywała juŜ
nagich męŜczyzn, ale dopiero obnaŜone ciało Luke'a
rozpaliło ją do białości. Wyciągnęła ku niemu ramiona
106
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
i posłała mu uwodzicielski uśmiech. OstroŜnie połoŜył
się na niej, przenosząc cięŜar swojego ciała na łokcie, i
wdychał jej zmysłowy, kobiecy zapach. Alex reagowała
na kaŜdy jego dotyk. Otworzyła usta i dosięgnęła
językiem jego warg. Była taka spragniona, gotowa.
Wszystkie minione lata, wszystkie wątpliwości bladły
wobec faktu, iŜ przebywała tu z nim. Był rzeczywisty.
NaleŜał do niej.
Luke sięgnął po prezerwatywę, a potem szybko wrócił
do poprzedniej pozycji.
- Teraz - prosiła Alex.
Luke wślizgnął się w nią jednym stanowczym ruchem,
ale uświadomił sobie, Ŝe coś go powstrzymuje. Przy
ponownej próbie poczuł, Ŝe Alex wije się pod nim, jakby
coś ją bolało. W jej oczach pojawiły się łzy.
-
Alex, co się stało?
-
Proszę cię, nie bądź zły.
Dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę z tego, Ŝe
Alex jest dziewicą, i poczuł się tak, jakby bokser zdzielił
go pięścią między oczy.
-
Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-
A uwierzyłbyś?
-Nie.
-
Chcesz przestać, tak? - zapytała ze strachem w gło-
sie.
-
Nie, nie ma mowy - odparł Luke i ucałował jej
lśniące od łez oczy. - Nie chcę cię skrzywdzić, ale nic
mnie juŜ nie powstrzyma. Chyba Ŝe ty tego zaŜądasz.
-
Chcę ciebie - szepnęła. - Całego.
Wpiła paznokcie w jego ramiona. Odczuwała ból,
który był wszak zapowiedzią tak intensywnej rozkoszy,
Ŝ
e wręcz cieszyła się z początkowej niewygody. Luke
wślizgiwał się w nią powoli, z wielką ostroŜnością, by po
chwili oderwać się od niej i znowu wrócić. Alex instynk-
townie dostroiła się do jego ruchów, a potem wygięła
plecy i wydawała z siebie głośne jęki.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
107
Luke jeszcze nigdy nie doznał tak piorunującego,
cudownego orgazmu. Nawet nie próbował pojąć, dlacze-
go tak się stało. Powoli przewrócił się na bok i odgarnął
rudawy kosmyk z twarzy Alex. Uśmiechnęła się do niego
i pogładziła jego dolną wargę.
-
Ma pani donośny głos, panno Beck - zauwaŜył z
uśmieszkiem.
-
Krzyczałam, prawda?
-
Wypędziłabyś umarłego z grobu.
-
Czy jest ci przykro? - zapytała.
-
ś
e byłem twoim pierwszym kochankiem?
-
Tak.
-
Nie. Tylko szkoda, Ŝe nie wiedziałem, iŜ byłaś
dziewicą. Postarałbym się zrobić to lepiej.
-
Lepiej być nie mogło - odparła, muskając wargami
jego usta. - Dziękuję, Luke'u Strattenie.
-
Och, cała przyjemność po mojej stronie, panno
Beck. Czy ty wiesz, Alex, Ŝe mógłbym cię znowu wziąć,
i to juŜ teraz?
-
Zrób to.
-
Byłabyś strasznie obolała - odrzekł z uśmiechem.
-
No to co?
-
Wolałbym, Ŝebyś opuściła to miejsce o własnych
siłach - powiedział Luke. *
NałoŜył dŜinsy i udał się do łazienki, a po chwili wrócił
z mokrym ręcznikiem, by delikatnie zetrzeć z Alex ślady
ich miłości.
- Wiesz, chyba się w tobie zakochałam - stwierdziła.
Ręka Luke'a na chwilę znieruchomiała.
-
Nie mów takich rzeczy. To, co czujesz, jest w tych
okolicznościach zupełnie naturalne.
-
W jakich okolicznościach?
-
No, Ŝe byłem twoim pierwszym kochankiem i w
ogóle. To trochę zaciemnia sprawę.
-
A jakaŜ to sprawa? - zagadnęła Alex, która wstała
i włoŜyła jego koszulę. Patrząc na jej kremowobiałe uda,
108
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Luke poczuł, Ŝe znowu ogarnia go podniecenie. Był
zdumiony, Ŝe dzieje się to tak szybko, Alex była jak
narkotyk. Przy tej dziewczynie całkowicie tracił panowa-
nie nad sobą.
-
Chodź tu - powiedział.
-
O co chodzi, Luke?
Wziął ją za rękę i, jak w zwolnionym tempie, przyciąg-
nął dziewczynę do siebie. Odchylił koszulę, by objąć jej
piersi. Wtulił twarz w jej szyję, a ona poczuła, Ŝe jej ciało
przenika fala ciepła. Znowu go poŜądała, podobnie jak on
pragnął jej.
- Zdaje się, Ŝe mówiłeś, iŜ jeśli znowu będziemy się
kochać, to nie wyjdę stąd o własnych siłach?
Luke zdjął dŜinsy i połoŜył ją na materacu.
- Będę niósł cię na rękach.
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Alexandra nie miała ochoty otwierać oczu. Nie chcia-
ła, Ŝeby światło poranka zniweczyło jej rozmarzenie i
połoŜyło kres urokowi tej chwili.
Wtuliła się głębiej w kokon ramion Luke'a. LeŜeli
spleceni w uścisku na starym materacu. Jego ramiona
obejmowały ją jak najdroŜszy skarb. Byli nadzy, ogrze-
wała ich tylko pikowana kołdra i ciepło własnych ciał.
Alexandra dziwiła się, Ŝe w ich ciałach zostało
jakiekolwiek ciepło. Po tym wybuchu namiętności zeszłej
nocy powinni byli się rozpaść, wypalić, zamienić w popiół.
Ach, ta ostatnia noc.
Czy zdarzyła się juŜ kiedykolwiek taka noc? Czy
dwoje ludzi dotykało się kiedykolwiek w taki sposób, czy
osiągnęło takie wyŜyny rozkoszy, czy odnalazło to, czego
szukało, a nawet więcej?
Frazesy o dwóch połówkach tworzących jedność
brzmiały zbyt banalnie i nie oddawały tego, co Alex
poczuła w ramionach Luke'a.
Powiedziała mu, Ŝe chyba się w nim zakochała.
Kłamała. Z całą pewnością była w nim zakochana,
kochała go właściwie od momentu, w którym zdecydo-
wała, iŜ to on będzie jej pierwszym kochankiem.
Pomimo swojego stylu Ŝycia Alex wyznawała trady-
cyjne wartości. MoŜe zadecydował o tym fakt, Ŝe chociaŜ
jej ojciec wciąŜ zabiegał o-popularność i nie unikał
skandali, to jednak nie oŜenił się powtórnie po śmierci
matki. Alex wiedziała, Ŝe Felicia Beck była jedyną
miłością Victora i nikt nie mógł jej zastąpić. Jego postawa
110
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
najwyraźniej nie pozostała bez wpływu na Ŝycie Alexand-
ry. „Sama wyczujesz, kiedy spotkasz swoją miłość",
zwykł mawiać. Spod jej rzęs popłynęły łzy. Zmęczenie
i nowe przeŜycia sprawiły, Ŝe z trudem panowała nad
emocjami.
UŜyła słowa „miłość". Luke tego nie zrobił. Jego
serce otaczała nieprzenikniona skorupa. Raz czy dwa
w ciągu tej nocy miała wraŜenie, Ŝe udało jej się ją
przebić, choćby na chwilę. Te przeciągłe spojrzenia,
łagodnie wypowiadane słowa i rozdzierające jęki musiały
coś znaczyć? Nie mógłby jej w taki sposób dotykać i
całować, gdyby w jego sercu nic się nie działo.
Alex zapamiętała jego spojrzenie tuŜ przed tym, jak
wyczerpani zapadli w sen. Było ciepłe i czułe. Ale czy
kochające?
Nie miała ochoty zwodzić samej siebie. Nie potrafiła
sobie wyobrazić, Ŝe juŜ nigdy go nie zobaczy, Ŝe nie
przeŜyje z nim takiej nocy. Nie brakowało jej odwagi, ale
pragnęła, by łączyło ich coś więcej niŜ tylko ta jedna noc.
Pozbyła się brzemienia dziewictwa, ale obarczyła siebie
samą gorszym cięŜarem: miłością bez wzajemności.
Przyznawała, Ŝe istnieją między nimi duŜe róŜnice, ale
przecieŜ mieli teŜ ze sobą wiele wspólnego. Oboje utracili
matki w młodym wieku, oboje mieli despotycznych
ojców i oboje niechętnie się anagaŜowali uczuciowo.
Musiała przekonać Luke'a, Ŝe mogą Ŝyć razem. Czy była
w stanie tego dokonać?
Cierpiała z powodu bolesnej niepewności. Przekonała
się, Ŝe ta zachwalana miłość wywołuje znaczne kom-
plikacje, zwłaszcza gdy człowiek zakochał się bez wzaje-
mności. Jej analityczny umysł zaczął eliminować kolejne
moŜliwości. Musiała wszystko uporządkować, opraco-
wać jakiś plan działania.
Gdyby tylko miała czas. Ale czas był jej wrogiem.
Powoli otworzyła oczy. Potwierdziły się jej najgorsze
przewidywania.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
111
Był ranek. I świeciło słońce.
Czas minął.
Alexandra przeciągnęła się. Była nieco obolała. Jed-
nak ból przyjmowała z radością, gdyŜ przypominał jej
o szczególnych zdarzeniach ostatniej nocy.
- Dzień dobry.
Odwróciła się do uśmiechniętego, rozczochranego
Luke'a.
-
Dzień cudowny - odparła.
-
Potraktuję to jako komplement - stwierdził ze
ś
miechem Luke.
-
Proszę bardzo.
Spojrzeli na siebie. Luke pogładził kciukiem dolną
wargę Alex.
-
AleŜ to była noc, panno Beck. Nigdy jej nie
zapomnę - powiedział.
-
Ani ja - odrzekła Alex, dotykając dłonią jego
policzka. - Dzięki panu warto było na nią poczekać, panie
Stratten - szepnęła. Serce Luke'a mocno zabiło w piersi.
Ta noc była czymś nierzeczywistym. Na początek Alex
zaoferowała mu samą siebie. Myślał, Ŝe jego dar był taki
bezinteresowny, taki szlachetny, a przecieŜ nie mógł się
równać z tym, co podarowała mu ona.
Tym darem było jej dziewictwo, coś, czego nie
spodziewał się dostać od nikogo. Nie chciał się z nią
kochać, ale kiedy zaakceptowała prawdę o jego zawodzie,
uznał, Ŝe wszystkie przeszkody zostały usunięte. Nigdy
by nie odgadł, Ŝe będzie jej pierwszym kochankiem.
Ten fakt prześladował go w myślach. Joe nie szczędził
mu szczegółowych opisów tego, co wyczyniała Alexandra
z męŜczyznami. Kiedy to wszystko okazało się kłamstwami
sfabrykowanymi przez prasę, której on sam był reprezentan-
tem, przeŜył wstrząs. JuŜ nie wiedział, co ma myśleć i czuć...
-
Musimy porozmawiać - powiedział.
-
A więc porozmawiajmy - odparła Alex.
-
Powinnaś była mi powiedzieć o swoim dziewictwie.
112
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
PrzecieŜ ci mówiłam, Ŝe i tak byś nie uwierzył.
-
Tak czy owak, powinnaś była spróbować.
-
Dlaczego?
-
PoniewaŜ... PoniewaŜ to zmienia sytuację. Jej
serce na chwilę zamarło.
-
Doprawdy?
-
Czuję, Ŝe...
Luke wypuścił ją z objęć i usiadł.
- Nie wiem, jak to powiedzieć.
- Sądziłam, Ŝe po ostatniej nocy moŜesz powiedzieć
mi wszystko.
Luke cięŜko odetchnął.
-
Alex, posłuchaj mnie. Nie chcę cię zranić.
-
MoŜe byłam dziewicą, Luke, ale nie jestem osobą
przewraŜliwioną.
-
Po prostu chodzi mi o to, Ŝe nie naleŜę do ludzi, na
których moŜna się oprzeć. Wiesz, co mam na myśli?
-
Sporo podróŜujesz, prawda?
Odchylił się do tyłu z uśmiechem ulgi na twarzy.
-
Dokładnie o to mi chodzi. Raz jestem tu, drugi raz
tam. Decyduję o wyjeździe niemal z minuty na minutę.
-
I myślisz, Ŝe ja chcę ograniczyć twoją wolność,
prawda?
-
Tego nie powiedziałem. Pozwól mi wyjaśnić...
-
Nie musisz. Widzę to w twoich oczach. Myślisz, Ŝe
będę szlochała i czepiała się twoich nóg, przeszkadzając
ci wejść na pokład samolotu.
-
Nie o to...
Alex wstała, zupełnie zapominając o tym, Ŝe jest naga.
-
A właśnie, Ŝe o to ci chodzi. Nie zaprzeczaj.
Właśnie tak myślisz. No cóŜ, nie czuj się zobowiązany
wobec mnie. Jestem dzielną dziewczyną, jeśli jeszcze
tego nie zauwaŜyłeś.
-
ZauwaŜyłem...
Odwróciła się, nie chcąc patrzeć na jego zadowoloną
minę, i, pomimo nagości, z dumnie uniesioną głową
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
113
poszła do łazienki. Luke nie udał się za nią. Zatrzasnęła
drzwi i oparła się o umywalkę, walcząc ze łzami, które
napływały jej do oczu. Weszła pod prysznic. Prawie nie
czuła, Ŝe po jej ramionach ścieka zimna woda. Zawie-
dzione nadzieje uczyniły ją obojętną na tak przyziemne
sprawy jak gorąca i zimna woda.
Niech go diabli! Jak mógł wypowiedzieć tak niedelikat-
ną uwagę i zniszczyć tę najpiękniejszą noc w jej Ŝyciu?
I jak ona sama mogła pozwolić na to, Ŝeby jego słowa tak
bardzoją ubodły? Otarła łzy wierzchem dłoni i podeszła do
kurka, Ŝeby puścić jak najcieplejszą wodę.
Kropelki wody mieszały się ze łzami na jej twarzy.
Kiedy sięgnęła po ręcznik, otworzyły się drzwi kabiny
i stanął przed nią Luke owinięty w pikowaną kołdrę. Bez
słowa odrzucił kołdrę i stanął obok dziewczyny, przycią-
gając ją do siebie.
-
Nie rób... - zaczęła.
-
Nie, to ty tego nie rób. Przede wszystkim nie
wkładaj mi w usta słów, których nie wypowiedziałem.
Ręce Luke'a błądziły po piersiach i brzuchu Alex.
Pomimo Ŝe była na niego wściekła, nie mogła pozostać
obojętna na jego dotyk. Woda robiła się coraz chłodniej-
sza, ale oni tego nie zauwaŜyli.
- Nie czuję się „zobowiązany" - ciągnął. - Czuję się
zmieszany, zakłopotany, niepewny, ale z pewnością nie
czuję się zobowiązany. Chciałem tylko poprosić, Ŝebyś
dała mi czas, abyśmy oboje przemyśleli tę sprawę.
Kiedy obróciła się w jego ramionach, woda była juŜ
zupełnie zimna.
- Mówisz serio?
Luke chwycił mydło i zaczął namydlać jej plecy i
pośladki.
- A jak myślisz? - zagadnął, napierając na nią swoim
ciałem.
- Sądziłam, Ŝe zimny prysznic studzi zapał męŜczyzny
- zauwaŜyła, wyczuwając jego erekcję.
114
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
- Sądzę, Ŝe dzieje się tak wówczas, gdy męŜczyzna
jest sam pod prysznicem - odparł.
Alex wzięła mydło i poczęła,, namydlać nim Luke'a,
z rozkoszą błądząc dłońmi po jego szczupłym ciele.
Kiedy dotknęła intymnego miejsca, zamruczał z ap-
robatą i wycisnął na jej wargach namiętny pocałunek.
Alex przesunęła językiem po zębach Luke'a, zachęca-
jąc go, by uczynił to samo. Przyłączył się do tej
zabawy bez wahania. Alex zaczęła drŜeć w jego
ramionach. MęŜczyzna oderwał się od niej.
-
Trzęsiesz się z zimna czy przeze mnie? - zapytał.
-
Z obu powodów.
Zaczął manipulować przy kurkach, ale z prysznica
nadal ciekła zimna woda.
- Myślę, Ŝe skończył nam się propan. MoŜe powinniś
my to kontynuować przy kominku.
Szybko spłukali swoje ciała. Pierwszy wyskoczył spod
prysznica Luke. Podniósł kołdrę, zarzucił ją sobie na
plecy i owinął nią Alexandre.
-
Mmm - mruknęła.
-
Lepiej?
-
O wiele.
-
Chodź ze mną.
Wysuszyli się przy kominku, pogryzając krakersy z
masłem orzechowym. Alex wpatrywała się w Luke'a,
napawając się kaŜdym jego ruchem, utrwalając ten obraz
na negatywie swego umysłu. Doznawała przygnębiające-
go uczucia, Ŝe kiedy się rozstaną, pozostaną jej tylko
wspomnienia.
-
Ś
nieŜyca ustała - powiedział Luke.
-
Ś
wieci słońce - dorzuciła Alex.
-
Dzisiaj będą juŜ nas szukać.
-
Wiem.
-
Chyba powinniśmy im w tym pomóc.
-
Jak?
-
Podsycimy ogień, Ŝeby zobaczyli dym. Albo spró-
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
115
bujemy dojść do najbliŜszego szlaku. Albo pójdziemy
tamtą drogą, Ŝeby się przekonać, dokąd prowadzi. Do
diabła, nie wiem. Coś musimy zrobić.
-
Tak, masz rację, oczywiście - odparła Alex. Wstała
i zaczęła się ubierać.
-
Co ty robisz? - zapytał Luke.
-
Skoro mamy brnąć przez śnieg, to pomyślałam, Ŝe
najpierw trzeba coś na siebie włoŜyć.
Luke wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-
No, nie wiem. Odkąd wymyśliłaś ten tytuł artykułu,
wyobraŜam sobje, Ŝe baraszkujesz ze mną nago po śniegu.
-
Jesteś niemoŜliwy - oznajmiła, wyciągając do niego
rękę. - No chodź, leniuchu.
Luke chwycił jej rękę i wstał. Miała rację. Robił się
leniwy. Leniwy i zadowolony. Nigdy nie potrafił usie-
dzieć długo w jednym miejscu, a teraz nagle zadowalał się
przebywaniem,w tym małym domku przez cały dzień.
I zastanawiał się nad tym, co go przedtem tak gnało. Przez
całe swoje dorosłe Ŝycie dokądś mu się śpieszyło. Kiedyś
nazywał to umiłowaniem przygody. Teraz powątpiewał
w prawdziwość tego określenia.
Zaczynał kwestionować wiele rzeczy. Znowu od-
czuwał niepewność. Gdzieś w oddali, na horyzoncie
umysłu, majaczyły schludne białe płotki. Odpychał od
siebie tę wizję. Ciesz się tą fantastyczną sytuacją,
Stratten, mówił sobie. Ulegając nastrojowi, psujesz jedy-
ną dobrą rzecz, jaka ci się przytrafiła w Ŝyciu.
Podczas gdy Luke wkładał ubranie, Alex wyglądała
przez okno. Jej twarz oświetliły promienie słońca; prze-
chyliła głowę, Ŝeby się nimi rozkoszować. Wiatr zupełnie
ucichł. W powietrzu nadal wyczuwało się chłód, ale
pogoda była piękna. Z krzewów i drzew zwisały czapy
ś
niegu, które roztapiały się w słońcu.
Alex chwyciła kurtkę Luke'a, która wisiała na haku
przy drzwiach, i zarzuciła ją sobie na ramiona, po czym
szeroko otworzyła drzwi i wyszła na dwór.
116
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Hej, zaczekaj na mnie! - krzyknął Luke.
-
Zaczekam - odparła, wdychając świeŜe powietrze.
- AleŜ tu jest wspaniale!
Zimny podmuch wiatru sprawił, Ŝe włoŜyła ręce do
kieszeni, by je rozgrzać. Czuła zapach Luke'a i wsunęła
dłonie jeszcze głębiej w wełnianą podszewkę. Zerwała
z okapu nad drzwiami spiczasty sopel i zaczęła go ssać,
podziwiając piękną scenerię zimową.
-
Wyglądasz jak mała dziewczynka -zauwaŜył Luke,
stanąwszy za jej plecami.
-
Czuję się jak mała dziewczynka -.odrzekła Alex.
- Czuję się wolna.
Wyciągnęła rękę z soplem. Luke ostentacyjnie go
polizał.
- Ja teŜ - powiedział.
Objął ją ramionami, przyciągnął do siebie i pocałował
w szyję, a potem oparł brodę na jej głowie. W miiczeniu
patrzyli na naturalne piękno okolicy. Powietrze było
rześkie i czyste, a śnieg wprost oślepiał swą białością.
Przez drzewa przedarł się znowu lekki podmuch wiatru
i Alex zadrŜała z zimna. ZauwaŜyła, Ŝe Luke ma na sobie
tylko flanelową koszulę.
- Musi ci być zimno - stwierdziła. - Masz tu swoją
kurtkę. Pobiegnę do domku i wezmę swoją.
Pomimo protestów Luke'a zsunęła z siebie jego kurtkę
i wówczas z kieszeni wypadł mały cylindryczny przed-
miot, który utkwił w śniegu. Alex i Luke pochylili się
jednocześnie, by go podnieść. Pierwsza dosięgnęła go
Alexandra.
- Co to takiego? - zapytała.
Luke zastygł. Przeszył go zimny dreszcz.
-
Film.
-
Robiłeś zdjęcia? Czego?
Wyciągnął rękę i wyszarpnął rolkę z jej dłoni.
- Krajobrazów - powiedział, wpychając rolkę do
kieszeni spodni. Zniknął w drzwiach domku, by po chwili
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
117
wybiec stamtąd ze sztucznym futerkiem Alex. - Łap! -
zawołał, rzucając jej kurtkę. - Zamiana.
Kiedy zamienili się okryciami, wyciągnął do niej rękę
i poszli w stronę zbocza. Droga była trudna, gdyŜ w
niektórych miejscach śnieg sięgał im do kolan. Szli pół
godziny, mijając dwa domki. Obydwa były przysypane
ś
niegiem i puste. Im niŜej opadała droga, tym więcej
ś
niegu utrudniało marsz. Alex ciągle się ślizgała, ponie-
waŜ jej buty nie nadawały się do tego rodzaju wypraw.
Parę razy omal nie pociągnęła za sobą Luke'a.
-
To nie jest dobry pomysł - stwierdził Luke, kiedy
przystanęli, Ŝeby odpocząć. - MoŜe tylko jedno z nas
powinno pójść dalej.
-
Tak - odparła Alex. - Ja.
-
Mowy nie ma. Ja pójdę dalej. Ty wracaj do domku.
-
Luke, bądź rozsądny. Nie mamy pojęcia, dokąd
prowadzi ta droga, jeŜeli w ogóle dokądś prowadzi. Nie
moŜesz brnąć przez śnieg, skoro twoje kolano jest w
takim stanie.
-
Spenetruję większy obszar niŜ ty - odrzekł Luke.
- MoŜe i tak. Ale co będzie, jeśli nie zdołasz wrócić?
Miała rację. Nawet gdyby udało mu się zejść na dół,
powrót mógłby nastręczyć ogromne trudności. Gdyby nie
dotarł do jakiegoś szlaku, ugrzązłby na dobre. Alex
podeszła do niego i objęła go ramionami.
- Proszę cię, wracajmy do domku - powiedziała.
Luke przytulił ją do siebie. Pochylił się i pocałował
dziewczynę. Była tak przyjemna w dotyku, Ŝe z trudem
się od niej oderwał.
-
Ten śnieg naprawdę się topi - powiedział, usiłując
przekonać raczej siebie niŜ Alex.
-
Jeden dzień więcej nie zrobi róŜnicy - dodała. W
skrytości ducha liczyła na to, Ŝe Luke się z nią zgodzi.
Chciała wrócić do domku. Pragnęła, Ŝeby ich uczucie
scementowała jeszcze jedna noc.
-
Dobrze - powiedział Luke i Alex odetchnęła z ulgą.
118
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-Wracajmy. Jeśli szukają nas helikopterem, to zobaczą dym
z komina, pod warunkiem, Ŝe będziemy palić w kominku.
Alex uśmiechnęła się, aonpocałowałjąwczubeknosa.
- Zadowolona? - zapytał. Alex skinęła głową.
- Wiesz co? Myślę, Ŝe ty po prostu chcesz, Ŝebym znowu
połoŜył się obok ciebie na materacu, ot co.
Alex lekko ugryzła go w podbródek, a potem musnęła
jego policzek wargami.
-
Hmm, to zaleŜy. Co masz do zaoferowania? - zaga-
dnęła.
-
Jak łatwo zapominamy o pewnych sprawach.
-
Ja nie zapomniałam. Ale rzeczywiście nie mamy juŜ
prezerwatyw. Zeszłej nocy zuŜyliśmy wszystkie.
Luke uśmiechnął się tajemniczo.
- Istnieją inne sposoby uprawiania miłości, Alexand
re - zauwaŜył.
W jego oczach tliły się figlarne iskierki. Alex posłała
mu bojaźliwy uśmiech.
-
Nie miałam o tym pojęcia. PrzecieŜ do niedawna
byłam dziewicą. Musisz mi wytłumaczyć, co masz na myśli.
-
Wolałbym ci to zademonstrować.
-
W takim razie na co czekamy?
Luke wziął ją za rękę i pociągnął za sobą. Wspięli się
na wzgórze dwa razy szybciej, niŜ z niego zeszli.
Roześmiani i zziajani, omal nie upadli na próg domku.
Ogień w kominku jeszcze się palił, a pokój był ciepły
i przytulny. Alex czuła się tak, jakby wróciła do domu.
Zrzuciła kurtkę i szybko się rozebrała, a następnie, udając, Ŝe
nurkuje, skoczyła na materac. Luke obserwował jej dokazy-
wanie i pokręcił głową z niedowierzaniem. Alex uwodzicie-
lsko skrzyŜowała nogi i zwróciła ku niemu ramiona.
-
MoŜe najpierw byś mnie nakarmiła - zagadnął Luke.
Alex potrząsnęła głową.
-
Jestem głodny.
- Ja teŜ - oświadczyła Alex i zaraz poklepała miejsce
obok siebie. - Czekam na pierwszą lekcję, panie Stratten.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
119
-
Naprawdę?
-
AleŜ tak. Chyba Ŝe wprowadziłeś mnie w błąd.
MoŜe w rzeczywistości nie znasz innych sposobów
uprawiania miłości.
-
Och, znam je doskonale.
-
Wobec tego... spełnij obietnice.
Luke rzucił kurtkę na podłogę. Z rozmyślną
powolnością zdjął koszulę, odsunął zamek dŜinsów i
ś
ciągnął spodnie razem z butami, by po chwili połoŜyć
się obok Alex. Nie dotykając dziewczyny, nachylił się
nad nią i pocałował ją tak czule, Ŝe poczuła palący ból w
brzuchu.
- Chcę się z tobą kochać. Jeszcze jeden raz, kochanie,
zanim opuścimy to miejsce - szepnął.
- PokaŜ mi, jak - odparła łagodnie.
Przyciągnął ją do siebie i błądził rękami po całym ciele
dziewczyny.
- Sposób numer jeden - powiedział, całując ją za
uchem, w policzek i miękkie zagłębienie pomiędzy
obojczykami.
- Mmm, juŜ rozumiem - mruknęła.
Pocałowała go w szyję i zaczęła kąsać Luke'a w ramię,
wodząc paznokciami po jego plecach.
-
Właśnie o to ci chodzi? - zapytała.
-
Jakie to przyjemne - stwierdził Luke, który w dal-
szym ciągu dotykał kaŜdego skrawka ciała Alex.
-
PokaŜ mi coś więcej - błagała.
-
Sposób numer dwa.
Ręka Luke'a ześlizgnęła się po brzuchu dziewczyny.
Jego palce zanurzyły się w gnieździe rudawych włosków
i zaczęły łagodnie je drapać, co sprawiło, Ŝe Alex głośno
wykrzykiwała imię swego kochanka. Rozchyliła nogi, a
Luke nie ociągał się z reakcją na jej milczące za-
proszenie i po chwili pieścił kciukiem to najwraŜliwsze
Alex miejsce, podczas gdy ona jęczała i pręŜyła się z
rozkoszy. Nie zapominała o własnych palcach, które
wkrótce objęły jego nabrzmiały członek. Luke zadrŜał.
120
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Czy robię to prawidłowo? - zapytała z zapierającą
dech w piersiach niewinnością.
-
Z pewnością jesteś na właściwej drodze.
-
Kontynuuj - powiedziała. - Jaki jest sposób numer
trzy?
-
Sądzisz, Ŝe potrafisz go opanować? - zagadnął Luke.
-
Skoro ty moŜesz, to ja teŜ.
-
Dobrze, oto on.
Teraz pieszczeniem zajęły się usta Luke'a, które
całowały i kąsały kaŜdy miękki skrawek ciała Alex.
Następnie Luke penetrował jej intymne miejsce, a jego
język delektował się tym wraŜliwym zakątkiem. Alex
wygięła ciało w łuk i wykrzykiwała imię kochanka,
zdumiona nagłością i intensywnością doznań, które prze-
Ŝ
ywała za sprawą jego języka i warg. Wreszcie opadła na
materac. Jej serce waliło w szalonym tempie, była zupełnie
wyczerpana. Czuła się tak, jakby umarła i poszła do nieba.
- O, tak - oznajmiła po dłuŜszej chwili. - Sposób
numer trzy zdecydowanie przypadł mi do gustu.
Luke zachichotał. Na twarzy Alex pojawił się
uśmiech. Czuła się zaspokojona i przekonana, Ŝe moŜe
zrobić wszystko. Triumfalne spojrzenie Luke'a dodawało
jej pewności siebie.
- Teraz twoja kolej - powiedziała.
Przewróciła Luke'a na plecy. Powoli, ukradkiem,
pochyliła się nad nim i powtarzała jego zabiegi sprzed
kilku minut.
- Czy dobrze to robię? - pytała, a jednocześnie
wodziła językiem po jego klatce piersiowej i płaskich
męskich sutkach, cały czas szykując się do ataku na
miejsce, w którym rodziło się jego poŜądanie.
Luke mruczał z aprobatą i gładził Alex po plecach, a
kiedy objęła ustami to najwraŜliwsze miejsce, dosłownie
zesztywniał wskutek rozkoszy. Alex objawiła wielki,
wrodzony talent, toteŜ jego ciało reagowało na jej
pieszczoty szybciej, niŜby tego chciał. Wplótł palce w jej
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
121
włosy i próbował ją powstrzymać. Alex przechyliła
głowę.
-
Coś nie tak?
-
Myślę, Ŝe powinniśmy wypróbować sposób numer
trzy następnym razem - powiedział bardzo napiętym
głosem.
-
Nie sądzę - odparła Alex i powróciła do miejsca,
w którym przerwała swoje zabiegi.
-
Przestań, och, Alex... Nie... Alex... Och, nie prze-
stawaj.
Nie przestała.
Alexandre obudził jakiś dźwięk. Luke nadal spokojnie
spał u jej boku. Przez pół dnia zajmowali się wyłącznie
kochaniem, a potem, wyczerpani, zapadli w sen. Wy-
jrzała przez okno. Promienie słońca padały teraz w innym
kierunku. Było juŜ późne popołudnie. Czekała, aŜ dźwięk
się powtórzy, ale to nie nastąpiło.
Powoli, ostroŜnie, Ŝeby nie obudzić Luke'a, Alex zsunęła
się z materaca. Pośpiesznie włoŜyła ubranie, chwyciła
kurtkę i wybiegła przez drzwi, cicho zamykając je za sobą.
Powietrze było zimne i rześkie. Przytrzymywała się gałęzi
krzewów i drzew, Ŝeby nie stracić równowagi. Nagle
usłyszała nad głową jakiś hałas i zaczęła iść w jego kierunku.
Mijając jeden z domków, zobaczyła męŜczyznę w kombine-
zonie narciarskim w jego pobliŜu.
-
Kim pani jest? - zawołał do niej z ganku.
-
A kim pan jest? - zapytała.
-
Alexandra!
Alex odwróciła się, słysząc swoje imię. Nie mogła
uwierzyć własnym oczom. Zajej plecami gramoliło się na
wzgórze co najmniej sześciu męŜczyzn, którzy ciągnęli
rozmaity sprzęt ratowniczy, a pośrodku kroczył nieco
korpulentny, jakŜe znajomy męŜczyzna...
- Tata!
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Zanim uświadomiła sobie, co zaszło, znalazła się w
niedźwiedzim uścisku ojca, który pozbawił ją tchu.
Ojciec nigdy nie okazywał swoich uczuć w tak wylewny
sposób, toteŜ jego gwałtowna reakcja zaskoczyła ją nie
mniej niŜ jego obecność na wzgórzu.
Bez wahania objęła szeroką pierś Victora Becka i
odwzajemniła jego mocny uścisk. Był taki potęŜny i
mocny, Ŝe znowu okazywała mu dawne dziecięce
uczucia. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak bardzo
przeraŜające było całe to tkwienie w górach.
-
Myślałem, Ŝe juŜ cię utraciłem - powiedział Victor
Beck. Mówił stłumionym ze wzruszenia głosem.
-
Och, tato, tak się cieszę, Ŝe cię widzę - odparła
Alexandra. Kiedy tak stali objęci, nagle coś sobie przypo-
mniała. - Skąd wiedziałeś, gdzie jestem?
-
Nie teraz, Alexandre Porozmawiamy o tym po
powrocie do kurortu.
Victor Beck szybko dał sygnał jednemu z członków
ekipy ratowniczej, chwycił dziewczynę za ramię i zaczął
schodzić ze wzgórza.
- Nie, zaczekaj! - zawołała Alex. - Ktoś jeszcze ze
mną jest - powiedziała, wskazując domek przy ścieŜce.
- MęŜczyzna. Ma, hm, jest ranny w kolano. Nie wiem,
czy zdoła zejść o własnych siłach.
- Pójdzie po niego reszta ekipy - oznajmił Victor.
- No, chodź, Alexandra.
-
Tato, nie mogę go tak zostawić. On... On jest...
-
Słucham.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
123
- Uratował mi Ŝycie.
Victor Beck bardzo długo przyglądał się swojej córce.
- Czy rzeczywiście?
Ironia w głosie jej ojca była przytłaczająca niczym
mokry śnieg na drzewach.
-
Zakładam, Ŝe mówimy o tym samym męŜczyźnie?
O Lucasie Strattenie?
-
Tak, znasz go?
-
Wiem coś o nim. Zastanawiam się tylko, czy ty
znasz jego zawód.
-
Jest reporterem.
-
Pracuje dla brukowców. Śledził cię.
-
Wiem. Mówił mi o tym. Jak mnie znalazłeś, tato?
-
Zadzwonił do mnie niejaki Joe Ryan. Oświadczył,
Ŝ
e jeśli zgodzę się na specjalny wywiad, to on mi powie,
gdzie jesteś... i z kim. Zdaje się, Ŝe ta gazeta opłacała panu
Strattenowi podróŜ i kurort powiadomił ją o jego zniknię-
ciu. Ryan zadzwonił do mnie natychmiast. Nie miał
zamiaru zadowolić się przeciętną historyjką, skoro mógł
zdobyć coś prawdziwie sensacyjnego.
-
I ty się zgodziłeś? - zapytała Alexandra, poirytowana,
Ŝ
e jej ojciec w ogóle zgodził się pertraktować z Ryanem.
-
Naturalnie, Ŝe się zgodziłem! Nie miałem pojęcia,
gdzie jesteś. Strasznie się o ciebie martwiłem. Ty sobie
uciekasz tuŜ przed ślubem. Co miałem myśleć? Pragną-
łem, Ŝeby moja córka wróciła do mnie. Kiedy zadzwoni-
łem do kurortu i dowiedziałem się, Ŝe prawdopodobnie
porwała cię lawina, od razu tu przyleciałem i zorganizo-
wałem ekipę ratunkową. Sprowadziłem swoich ludzi. Ta
cholerna śnieŜyca nie pozwoliła nam przybyć wcześniej.
No, ale chodź - dorzucił, ciągnąc ją za rękę. - Jest bardzo
zimno i widzę twoje zmęczenie. Jadłaś cokolwiek?
-
Tak, na szczęście znaleźliśmy schronienie. Domek
był dobrze zaopatrzony - odparła Alex i znowu szarpnęła
ojca za ramię. - Tato, nie mogę zostawić Luke'a. Pozwól
mi pójść tam z ekipą ratunkową.
124
ftOCATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Dlaczego troszczysz się o jakiegoś reportera, Ale-
xandre? PrzecieŜ ich nienawidzisz.
^ On nie jest taki jak inni. Powiedział mi wszystkd °
s
obie. Jest wolnym strzelcem, podróŜuje po całym
swiecie i zbiera materiały.
- Brawo. Czy powiedział ci równieŜ i to, Ŝe ma
sprzedać artykuł o tobie do najbardziej podłego brukowcal
" On nie da im tego artykułu. Obiecał mi to.
Victor zmruŜył oczy i spojrzał na córkę.
-A ty mu wierzysz?
- Tak.
Dotychczas nigdy nie byłaś aŜ tak naiwna, Alexand-
ra Co się z tobą stało w ciągu tych dwóch dni? - zapytał,
spoglądając w stronę domku.
Alex zawahała się. Doszła do wniosku, Ŝe ojcowie nie
powinni wiedzieć wszystkiego.
- Mc się nie stało. Rozmawialiśmy, i tyle. Opowie-
dział mi całą historię i przyrzekł, Ŝe nie wykorzysta
zgromadzonych materiałów do artykułu o mnie.
-
- A co ze zdjęciami? - zapytał Victor.
-
- Jakimi zdjęciami?
-
Tymi, które przedstawiają ciebie nagą, kiedy bie-
rzesz gorącą kąpiel. Mają ozdobić okładkę wraz z opo-
wieścią o uratowaniu ciebie. Powiedział ci, Ŝe nie
wykorzysta równieŜ tych zdjęć?
-
Nie ma Ŝadnych zdjęć, tato. Skąd ci to przyszło do
głowy?
~- Ryan opowiedział mi wszystko o swojej umowie ze
Strąttenem. To fotoreporter, Alexandre A moŜe nie
raczył cię o tym powiadomić?
Przypomniała sobie rolkę, którą Luke jeszcze tego
ran
ka dosłownie wyrwał jej z ręki. Zapytała go wtedy, czy
czegoś przed nią nie ukrywa...
"- Tak, chyba zapomniał wspomnieć o tym waŜnym
szczególe - odrzekła, a raczej cicho mruknęła. Victor
znowu chwycił ją za ramię.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
125
-
Czy teraz moŜemy juŜ iść? Stopy mi zamarzają od
stania w śniegu. Pogadamy w hotelu i wtedy opowiesz mi
całą historię.
-
Domek - powiedziała nieco oszołomiona.
-
Co z tym domkiem?
-
Trzeba tam posprzątać, uzupełnić zapasy. Właś-
ciciele...
-
Alex, na miłość boską, oczywiście zajmiemy się
tym. TeŜ masz powód do zmartwienia.
Alex podąŜała za ojcem. Obejrzała się na domek.
Wchodziła do niego ekipa ratunkowa z zestawem pierw-
szej pomocy i noszami. Zastanawiała się, co poczuje Luke,
kiedy obudzą go ci męŜczyźni. Czy domyśli się, gdzie ona
jest i co się z nią stało? Potem w jej umyśle powstał inny
obraz: Luke podglądający ją z ukrycia, robiący jej zdjęcia,
podczas gdy ona relaksowała się w wannie z gorącą wodą...
Jak on mógł to zrobić?
Alexandra przygryzła wargę i usiłowała powstrzymać
łzy. Przełknęła swój ból, gniew i strach, i posłusznie
kroczyła za ojcem. Mróz szczypał ją w policzki i wywoływał
mrowienie w rękach, ale kiedy zaczęła sobie uświadamiać
głębię zdrady Luke'a, czuła juŜ tylko bolesną, lodowatą
skorupę, która zaczęła powstawać wokół jej serca.
JeŜeli zaraz nie wypuszczą mnie z tego cholernego
kaftana bezpieczeństwa, to naprawdę oszaleję, pomyślał
Luke. Przekręcił się na noszach. Ekipa ratunkowa scho-
dziła z nim ze wzgórza.
-
Mogę chodzić! - krzyknął po raz dziesiąty. Dwaj
męŜczyźni ignorowali go i nie przerywali marszu, niemi-
łosiernie szarpiąc noszami na kaŜdym metrze drogi.
-
Nie trzeba mnie nosić - dorzucił. - MoŜecie mnie
puścić.
Nie doczekał się Ŝadnej reakcji. Westchnął, a następ-
nie znowu połoŜył głowę na małej poduszce. Gdzie była
Alex? Zastanawiał się nad tym Bóg wie który raz.
126
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Członkowie ekipy ratunkowej wpadli do domku niczym
komandosi. Powiedzieli mu tylko, Ŝe Alex czuje się
dobrze i wraca do kurortu.
Dlaczego na niego nie poczekała? To było zupełnie
bez sensu. W jednej chwili kochali się, a w następnej
ciągnięto go po wzgórzu jak worek ziemniaków.
Jazda do kurortu równieŜ nie naleŜała do wygodnych.
Cieszył się tylko z faktu, Ŝe zdołał przekonać ratowników,
by zabrali go do uzdrowiska, a nie do szpitala, jak
pierwotnie planowali. I nikt niczego nie wiedział. Zdobył
tylko informację, Ŝe ekipa ratunkowa pracuje dla Victora
Becka.
Luke zazgrzytał zębami. Powinien był się tego domyś-
lić. KtóŜ jak nie potęŜny Victor Beck zdołałby wyreŜyse-
rować taki dramat? Zapewne urządzał teraz konferencję
prasową u podnóŜa góry i twierdził, Ŝe samodzielnie
uratował swoją przestraszoną córkę i jej towarzysza.
JeŜeli w ogóle zamierzał wspomnieć o Luke'u. Praw-
dopodobnie szybko zapomni o tajemniczym reporterze,
który uratował Ŝycie Alex.
Luke nie dbał o uhonorowanie swoich zasług. Zrobiłby
to wszystko nawet i sto razy, choćby po to, Ŝeby spędzić te
dni i godziny z Alex. WciąŜ miał przed oczami jej twarz
skąpaną w blasku ognia. Nie, nie sto razy. Tysiąc. Albo
i więcej.
Kiedy uderzyli w jakieś wyboje na drodze i zabolał go
Ŝ
ołądek, powrócił do rzeczywistości. Ujrzał kurort. Pojazd
zwolnił i podjechał krętym podjazdem pod drzwi wejścio-
we. Wokół samochodu zaroiło się od ludzi. Niektórzy z
nich mieli aparaty fotograficzne i robili mu zdjęcia. Był
związany jak indyk przed Dniem Dziękczynienia.
-
Zabierzcie ich stąd! - wrzasnął do członków ekipy
ratunkowej. Znowu go zignorowali. Kim byli ci faceci?
Robotami? Wreszcie karetka stanęła. Ratownicy ściąg-
nęli Luke'a z noszy i połoŜyli go na specjalny wózek.
-
To się robi trochę niedorzeczne, panowie - powie
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
127
dział do swoich oprawców. - Mogę chodzić. Uwierzcie
mi.
Jazda przez hol była równie upokarzająca. KrąŜyli nad
nim jacyś obcy ludzie. Zadawali pytania, na które nie miał
zamiaru odpowiadać. Pragnął jedynie zejść z wózka i
odnaleźć Alex. Wmawiał sobie, Ŝe kiedy znajdzie się
w swoim pokoju, na swoim łóŜku, dadzą mu spokój. Przez
parę chwil próbował trzymać nerwy na wodzy, ale
niezupełnie mu się to udało, gdyŜ pośrodku zgrai repor-
terów zobaczył Victora Becka.
Nawet nie podejrzewał, Ŝe zostało mu jeszcze dość
siły, by uwolnić się z więzów. Wózek nadal jechał w
stronę windy, ale on juŜ z niego zeskoczył, ku
ogromnemu zdumieniu człowieka, który go cały czas
ciągnął.
-
Dzięki za podwiezienie - powiedział, szybko salu-
tując ekipie. Jego noga zesztywniała, ale zdołał dojść do
grupy ludzi, która stała na środku pokoju.
-
Panie Beck - zawołał.
Zgromadzeni ludzie odwrócili się, by na niego spoj-
rzeć. Powoli zrobili mu przejście, dzięki czemu mógł
dumnie podejść do człowieka, który najwyraźniej dyry-
gował całym tym zamieszaniem.
- Gdzie ona jest? - zapytał Luke.
Victor Beck obrzucił Luke'a czujnym spojrzeniem.
ZmruŜył oczy i powoli, w niemal obraźliwy sposób,
zlustrował go od stóp do głów.
-
Luke Stratten, prawda?
-
Dobrze wiesz, kim jestem, Beck. A teraz gadaj pan,
gdzie ona jest.
-
Doprawdy, chyba nie sądzisz, Ŝe ci pozwolę na
spotkanie z moją córką? - odparł Beck, sprawiając wielką
satysfakcję reporterom, którzy uwieczniali kaŜde jego
słowo na papierze lub taśmie filmowej czy wideo.
-
Nie ma pan nad nią władzy. Ona jest dorosła i
zaręczam panu, Ŝe chce się ze mną zobaczyć.
12$
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
MoŜesz sobie pomarzyć, Stratten. Córka właśnie
wraca do Nowego Jorku na pokładzie mojego prywatnego
sarPolotu. Ma sporo zajęć, Ŝeby się przygotować dc
nadchodzącego ślubu.
-
Ś
lubu? O czym pan mówi? - zapytał Luke, czując,
Ŝ
e ogarnia go chłód. - Ona nie ma zamiaru wychodzić za
FaiTella. Zapewniała mnie o tym.
-
Bez wątpienia powiedziałaby wszystko w sytuacji
zagroŜenia. Tak czy owak, Alexandra zgodziła się na ślub
z Justinem Farrellem w moŜliwie bliskim terminie.
-
Nie wierzę panu.
-
Doprawdy nie obchodzi mnie, w co wierzysz -
pświadczył Victor Beck i odwrócił się od Luke'a,
przybierając pełną lekcewaŜenia pozę.
-
Sam ją znajdę - powiedział Luke i przemknął jak
buirza między nachalnymi reporterami, przepychając się
do recepcji.
-
CzypannaBecknadaltujest?-zapytałrecepcjonistę.
-
Nie, proszę pana. Powiedziano mi, Ŝe jak tylko
została uratowana, odleciała na lotnisko helikopterem
pana Becka. Odsyłamy jej rzeczy.
-
Są dla mnie jakieś wiadomości?
-
Och, tak. Niejaki pan Joe Ryan gorączkowo się o
pana dopytywał. Powiedział, Ŝe ma pan do niego
zadzwonić zaraz po powrocie.
Luke wyrwał mu z ręki róŜową karteczkę.
- Tak, wiem, Ŝe mam do niego zadzwonić. Jakieś inne
wiadomości? Na przykład od panny Beck?
Recepcjonista potrząsnął głową.
- Nie. Bardzo mi przykro, proszę pana, nie ma innych
wiadomości.
Luke cięŜko westchnął i, lekcewaŜąc wszystkich gapiów
w holu, wziął klucz i wsiadł do windy. Kiedy znalazł się
w swoim pokoju, opadł na łóŜku i zmierzwił włosy.
Co się stało? Co mogło tak niespodziewanie zmienić
zamiary Alexandry? Istniało tylko jedno wytłumaczenie
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
129
tego wszystkiego: Beck kłamał. Na pewno pod jakimś
pozorem porwał Alexandre i przeszkodził jej w zo-
stawieniu wiadomości dla niego. Nie mogło być inaczej.
PrzecieŜ okazała mu uczucie, oddała mu się. To był jej
pierwszy raz i oddała swoje dziewictwo jemu. Przez te
dwa dni poznał ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć, Ŝe
łączyło ich coś bardzo, bardzo wyjątkowego, coś, co nie
pozwoliłoby jej odejść od niego tak łatwo, i to w ramiona
innego męŜczyzny. Na myśl o tym, Ŝe mógłby jej dotykać
ktoś inny, zrobiło mu się niedobrze, a w jego Ŝyłach
zawrzała krew.
Nie zrobiłaby tego.
Nie mogłaby.
Alex, którą znał, naleŜała do niego.
Alex, którą znał. No właśnie. A jeśli jej ojciec miał
rację? MoŜe obiecywała mu złote góry, kiedy siedzieli
zamknięci w domku, a potem wszystko jej się odmieniło?
To przecieŜ on na początku okazywał niechęć. Ona
wyznawała miłość, a przynajmniej powiedziała, Ŝe ją do
niego czuje. To on ją odrzucił, twierdząc, Ŝe ma mętlik
w głowie i woli niezaleŜność. Kto wie, moŜe wzięła sobie
jego słowa do serca. Kto wie, moŜe uznała, Ŝe lepiej będzie
zniknąć z jego Ŝycia, nawet nie pytając go o pozwolenie.
Powiedział sobie, Ŝe zasłuŜył na takie potraktowanie.
Tego ranka Alex pragnęła tylko jakiegoś wsparcia,
odrobiny nadziei na to, Ŝe będą mogli Ŝyć razem. A on
poczęstował ją tylko starą wymówką, do której uciekał się
zawsze, kiedy ktoś stawał się dla niego zbyt bliski, kiedy
zaczynał zbytnio przywiązywać się do danej osoby.
Tak jak teraz.
Zacisnął powieki. BoŜe, tak bardzo mu na niej zaleŜa-
ło, jego uczucie było tak głębokie. Nie potrafił sobie
wyobrazić, Ŝe juŜ nigdy jej nie zobaczy. Nawet nie
dopuszczał do siebie myśli, Ŝe jej nie dotknie, nie
pocałuje, nie zagłębi się w niej kolejny raz.
Ten kolejny raz wydawał się bardzo odległy w czasie.
130
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Zaskoczyło go głośne pukanie. Wstał i podszedł do drzwi.
-
Kto tam?
-
Victor Beck.
Luke otworzył drzwi i do pokoju wszedł ojciec
Alexandry.
-
Czego pan chce? - zapytał starszego męŜczyznę.
-
Ile? - odrzekł Beck.
-
Ile za co?
-
Za zdjęcia. Zdjęcia mojej nagiej córki. Ile za nie
chcesz?
- Skąd pan wiedział...?
Victor machnął ręką.
-
Nie przyszedłem tu marnować czasu na pogaduszki,
Stratten. Nie chcę widzieć mojej córki na pierwszych
stronach wszystkich marnych brukowców na świecie. Po
prostu podaj cenę. Zapłacę ci co najmniej tyle, ile
oferował ci Ryan. Dam ci dwukrotnie większą sumę.
-
Joe zadzwonił do pana?
-
Oczywiście, Ŝe do mnie zadzwonił. A jak inaczej
odnalazłbym Alexandre?
-
Nie wiem. Przez prywatnych detektywów?
-
Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, nie pracują
tak dobrze. Zwłaszcza jeśli dany człowiek nie chce, Ŝeby go
odnaleziono. Alexandra nie chciała. Pytam jeszcze raz. Ile?
Luke spojrzał na sufit i obrócił się na pięcie.
-
One nie są na sprzedaŜ. Za Ŝadną cenę.
-
Nie bądź śmieszny, Stratten. Wiem, Ŝe potrzebujesz
Pieniędzy. Ryan opowiedział mi całą historię. Proponuję
ci dwukrotność sumy, którą miałeś od niego otrzymać.
Nie bądź uparty.
-
Nie jestem uparty. Mówiłem powaŜnie. Te foto-
grafie nie są na sprzedaŜ. Nie sprzedam ich ani panu, ani
Jfje'emu. Nikomu.
-
W ogóle nie zamierzasz ich sprzedawać?
-
Nie.
-
Dlaczego?
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
131
-
To moja sprawa.
-
Ś
miem twierdzić coś innego. Te zdjęcia przedstawia-
ją moją córkę. To równieŜ w duŜym stopniu moja sprawa.
-
Gdzie jest Alex? Muszę z nią porozmawiać.
-
Ona nie chce się z tobą widzieć. Bardzo wyraźnie to
podkreśliła - oznajmił Victor.
-
Wie o tych zdjęciach?
-
Tak. Powiedziałem jej. Nie pomyślałeś, Ŝe moŜe się
o tym dowiedzieć?
Luke zawahał się, a potem pokręcił głową.
- Nie pomyślałem - odparł z szyderczym, pozbawio
nym radości śmiechem. - To było dość głupie, prawda?
Victor postanowił zlekcewaŜyć retoryczne pytanie
Luke'a.
-
Skoro nie zamierzasz sprzedawać tych zdjęć, to daj
mi je.
-
Nie. Są moje. Zachowam je dla siebie.
-
Po cóŜ chcesz je zatrzymać? - zagadnął Victor.
-
Na pamiątkę - odrzekł Luke i smutno się uśmiechnął.
Luke spakował torby i postawił je w pobliŜu drzwi,
czekając na samochód. Wziął prysznic i przebrał się, a
potem bezskutecznie próbował uciąć sobie drzemkę.
Przeszkodziło mu napięcie i natłok chaotycznych myśli.
Na razie jego głównym celem był moŜliwie szybki
powrót do Nowego Jorku. Nie miał pojęcia, co się stanie,
kiedy juŜ tam dotrze. Pamiętał o Afryce. Wprawdzie
wydawało mu się, Ŝe ostatnie wydarzenia trwały ogrom-
nie długo, ale w rzeczywistości upłynęły zaledwie dwa
dni. Mógł przełoŜyć termin odlotu i dopiero później
martwić się o pieniądze.
Ale przecieŜ była jeszcze Alexandra. Czy mógł opuś-
cić kraj, skoro ich sytuacja nie została wyjaśniona? Czy
mógł wyjechać i pozwolić, Ŝeby poślubiła Farreila? Czy
mógł to wszystko porzucić, nawet nie oglądając się za
siebie? Nie, musiał się z nią zobaczyć przed odlotem.
132
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
Chciał dać jej sposobność powiedzenia mu wprost o ślu-
bie z innym męŜczyzną. Przynajmniej tyle była mu winna.
Temperatura na dworze spadła, toteŜ z jego ust
wydobywała się para. Podniósł kołnierz wełnianej kurtki
i rozmyślał nad tym, co ma robić dalej.
- Psst.
Luke odwrócił się. Nie dostrzegł nikogo.
- Jestem tutaj.
Luke zobaczył, Ŝe zza kolumny po drugiej stronie
wejścia wysuwa się czyjaś ręka. Rozejrzał się na boki,
a potem podszedł do kolumny.
-
Kto tam? - zapytał.
-
To ja, Tony. No wiesz, ten facet od skuterów
ś
nieŜnych.
-
Ach, tak. Tony, jak się masz? - zagadnął Luke,
zerkając na podjazd, gdzie miał się pojawić samochód.
-
Nie wierzyłeś mi, prawda?
-
W co?
-
No, w tę śnieŜycę. Ja cię przed nią ostrzegałem.
-
Tak - zgodził się Luke. - Pamiętam.
-
Mam ci do powiedzenia jeszcze jedną rzecz.
-
GóŜ takiego?
-
To cię będzie kosztowało.
-
Wybacz, człowieku, ale jestem zupełnie bez forsy.
-
A tam, niech ci będzie - odparł Tony. - I tak ci
powiem. Znasz tę kobietę, z którą zaginąłeś?
-
Alexandre?
-
Tak. Ona nadal tu jest.
-
Tutaj? W kurorcie? Cudów nie ma. Odleciała dziś
po południu helikopterem ojca. Zapewne jest juŜ w No-
wym Jorku.
-
Nie bądź tego taki pewien - odrzekł Tony. - Powie-
dzieli to tylko dlatego, Ŝeby pozbyć się prasy. Ona nadal
tu przebywa. W tej samej willi.
Luke obrzucił go uwaŜnym spojrzeniem.
- Nie Ŝartujesz?
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
133
- Nie Ŝartuję. Widziałem ją. Ona tu jest.
Lukę uwaŜnie się rozejrzał. Wokół niego zrobiło się
pusto: kiedy odeszła prasa, ludzie ulotnili się. Popatrzył
na zegarek. ZbliŜała się pora kolacji, toteŜ większość
gości schodziła do jadalni.
-
Popilnowałbyś tych bagaŜy? - zapytał Luke.
-
Nie ma problemu. Idź do niej.
Alexandra pogrąŜała się w czarnych myślach. Nigdy
nie odczuwała takiego wyczerpania fizycznego, a jednak
nie mogła zamknąć oczu na dłuŜej niŜ dziesięć sekund.
Atłasowa pościel była zimna i przyjemna w dotyku, ale
materac wydawał się zbyt miękki po dwóch dniach spania
na podłodze.
Nie mogła zasnąć, toteŜ wstała i podeszła do toaletki,
Ŝ
eby wyszczotkować włosy. Długa gorąca kąpiel była
cudowna, podobnie jak królewska kolacja, którą zamówił
dla niej tata. Ale prawie nie tknęła wymyślnych dań. Tata
zapytał ją, czy czuje się dobrze. Zapewniła go, Ŝe jest tylko
zmęczona, ale nie mówiła całej prawdy. Była chora -jej
serce przepełniała rozpacz.
Jak Luke mógł to zrobić? WciąŜ zadawała sobie to
pytanie. Był dla niej taki czuły, łagodny, kochający.
Dałaby głowę, Ŝe Ŝywił dla niej głębokie uczucie. I chociaŜ
niewiele mówił, potrafił przekazać jej bardzo wiele mową
rąk i warg, siłą i namiętnością swoich pieszczot.
To nie mogło być kłamstwo. W przeszłości nie umiała
postępować z męŜczyznami, ale przecieŜ nie była aŜ tak
kiepska w rozpoznawaniu cech ich charakteru. Niestety,
bez względu na to, jak bardzo starałaby się usprawied-
liwić zachowanie Luke'a, pozostawały fakty. Jej ojciec
zdobył się nawet na pójście do niego, ale Luke nie chciał
mu oddać filmu.
Co zamierzał zrobić z tymi zdjęciami? Ukryła twarz
w dłoniach. To byłoby o wiele gorsze niŜ niepowodzenie
w szkole pielęgniarskiej. Tu nie mogło być mowy
134
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
o fotomontaŜu. Zdjęcia ukazywały ją nagą, w rzeczywistej
sytuacji. Nie miała wątpliwości, Ŝe są to wyraźne,
profesjonalne zbliŜenia. Krótki czas spędzony z Lukiem
uświadomił jej, Ŝe jest cholernie dobry we wszystkim,
czego próbuje. Gdyby autorem zdjęć był ktoś inny, czułaby
się upokorzona, ale jakoś by to zniosła. Ale Luke...
BoŜe, jakŜe on ją zranił. Dała mu mnóstwo okazji do
wyjawienia prawdy. Jeśli nie zamierzał wykorzystać tych
fotografii, to dlaczego o nich nie wspomniał? Wiedziała,
jak bardzo potrzebował pieniędzy na tę afrykańską
wyprawę. Ale przecieŜ tata proponował mu pieniądze,
większe niŜ brukowiec, a mimo to Luke nie oddał mu
filmu. Musiała istnieć jakaś inna prrzyczyna.
Podniosła oczy i zobaczyła swoje odbicie w lustrze.
SzantaŜ! Czy mogło chodzić o coś takiego? AleŜ tak! Po
co miałby dokonywać jednorazowej sprzedaŜy, skoro
mógł ciągle machać przed nią tymi zdjęciami, Ŝeby
finansowała jego kolejne wyprawy?
Ból w środkowej partii ciała stawał się tak nieznośny,
Ŝ
e musiała zgiąć się wpół. Znowu walczyła ze łzami, ale
nie była w stanie stłumić jęku.
Z zadumy wyrwało ją głośne pukanie. Alexandra
wstała i zbliŜyła się do drzwi wychodzących na patio.
CięŜkie zasłony były szczelnie zasunięte, gdyŜ nad-
chodziła noc. Odsunęła je nieco i patrzyła w mrok.
Drgnęła na widok twarzy Luke'a za szybą.
-
Wpuść mnie - powiedział. Jego głos był przy-
tłumiony z powodu dzielącej ich szyby.
-
Odejdź.
-
Alexandre, otwórz drzwi.
-
Nie.
-
Stoję na krawędzi. Jeśli nie otworzysz tych drzwi,
spadnę.
-
Dla mnie to nie ma Ŝadnego znaczenia.
-
Alex...
Zasunęła zasłony i odeszła. Jak Luke śmiał tu przy-
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
135
chodzić i szukać jej! Jak śmiał nawet pokazywać się u niej
po tych wszystkich kłamstwach...
Usłyszała szelest, a potem głuchy łoskot. ZbliŜyła się
do okna. Odsunęła zasłonę i zerknęła przez szparę. Nie
było go. Tak jej się przynajmniej wydawało. Bardziej
rozchyliła zasłony, ale nadal nie dostrzegała Luke'a.
Spojrzała w lewo i w prawo. JuŜ miała całkowicie
zasunąć zasłony, kiedy usłyszała huk w dalszej części
pokoju. Zasłoniła ręką usta i wydała z siebie okrzyk.
Z okna na przeciwległej ścianie zwisał Luke, którego
nogi znajdowały się juŜ w środku i przewróciły stolik.
-
Au! - wrzasnął, uderzając kolanem w parapet. -
Przydałaby mi się pomocna dłoń - dodał, usiłując
przepchnąć nogę przez mały otwór.
-
Dlaczego miałabym ci pomóc? Jesteś kłamcą i oszu-
stem - oznajmiła, kładąc rękę na biodrze.
-
Sama w to nie wierzysz - odparł Luke. Kiedy do niej
podszedł, cofnęła się.
-
Nie zbliŜaj się do mnie, bo będę krzyczała.
-
Proszę bardzo - odparł Luke, chwytając ją za
ramiona. - Krzycz.
Kiedy wpił się w jej usta, juŜ nie stawiała oporu.
Przytuliła się do niego jak na komendę. Rozchylił jej usta
językiem, dosłownie parząc ją swoim ciepłem i dotykiem.
Bezradna, jęknęła i oplotła ramionami jego szyję. Przy-
warła do włosów Luke'a, wdychając świeŜą, dobrze
znajomą woń jego ciała. Tymczasem jego ręce spoczęły
na pośladkach dziewczyny. Był podniecony. Przycisnął ją
do siebie w taki sposób, Ŝe oboje ogarnął miłosny szał.
-
Musiałem się przekonać, czy to prawda, czy moŜe
tylko śnię - wymruczał cicho.
-
Och, Luke - wydyszała Alex, by po chwili zadać
dręczące ją pytanie. - Jak mogłeś?
-
Nie sądziłem, Ŝe dowiesz się o tych zdjęciach.
-
Jak mogłam się o nich nie dowiedzieć? PrzecieŜ
gdyby zostały opublikowane...
136
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
- Nie miałem zamiaru ich sprzedawać. Powiedziałem
to twojemu ojcu. Nic ci nie mówił?
- No tak, ale dlaczego nie chcesz nam ich oddać?
Luke oderwał się od dziewczyny. Sam się nad tym
zastanawiał. Jakiś upór kazał mu jednak uwaŜać te zdjęcia za
swoją własność. To przecieŜ dla tych zdjęć zmienił plany,
utracił swój sprzęt fotograficzny. Do diabła, ryzykował dla
nich Ŝycie. Nie zamierzał ich sprzedawać, pragnął zachować
je dla siebie. Tylko on wiedział, jak wyglądała Alex, kiedy
zobaczył ją po raz pierwszy przez obiektyw aparatu, i nie
zamierzał dzielić się tą wiedzą z nikim.
- Alexandra, nie sprzedam ich, obiecuję ci to.
Alex potrząsnęła głową.
-
To nie wystarczy. Muszę wiedzieć, co zamierzasz
z nimi zrobić.
-
Zachowam je.
-
W jakim celu? - zapytała.
Luke cofnął się o krok.
-
Co masz na myśli?
-
Chcę poznać twoje zamiary.
-
Nie mam Ŝadnych zamiarów - odrzekł Luke.
-
ś
adnych?
- Wyduś to z siebie, Alex - powiedział z wyraźnym
gniewem w głosie. - JakieŜ to zamiary mógłbym mieć?
Alex wyczuwała rozpierającą go furię, ale nadal
drąŜyła kwestię. Musiała mieć pewność.
- SzantaŜ.
Luke uświadomił sobie, Ŝe robi się purpurowy na
twarzy. Gdyby Alex była męŜczyzną, uderzyłby ją za
przypuszczenie, iŜ mógłby postąpić tak nikczemnie.
Zamiast tego podszedł do otwartego okna i zacisnął
pięści, Ŝeby powstrzymać się od uderzenia kobiety.
-
Czy tak właśnie myślisz? - zapytał.
Alex z trudem przełknęła ślinę.
-
Taka moŜliwość przemknęła mi przez myśl.
Luke pokręcił głową.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
137
-
Wcale mnie nie znasz, prawda? A
ja nie znałem ciebie, pomyślał.
-
Luke...
- Nie - przerwał z naciskiem. - MoŜe powinienem był
na to wpaść. SzantaŜ. Mnie nigdy nie przemknęło to
przez myśl, ale moŜe powinno. Faktycznie potrzebuję
pieniędzy, ty i twój ojciec ciągle mi o tym przypominacie.
Warto byłoby to rozwaŜyć. MoŜe zaczekam, aŜ weźmiesz
ś
lub, to za jednym zamachem zahaczę twojego staruszka
i twojego nowego męŜa. Podwójne pieniądze, podwójny
ubaw.
Odwrócił się i znowu zaczął się gramolić przez okno.
-
Luke, nie odchodź w taki sposób. Porozmawiajmy...
-
Nie ma o czym rozmawiać, prawda? - odparł Luke
i pomachał do niej ręką. - Jak to się mówi, dzięki za
wspomnienia.
Wspiął się na krawędź muru i po raz ostatni spojrzał na
Alex. Czuł bolesne kłucie w piersiach.
- Moje gratulacje. Pozdrów ode mnie męŜa w noc
poślubną.
Alex podbiegła do okna. W przeraŜeniu wykrzykiwała
jego imię kilkanaście razy, ale nie doczekała się od-
powiedzi.
Luke Stratten opuścił jej Ŝycie równie szybko, jak w
nie wkroczył.
ROZDZIAŁ JEDENASTY
Alexandra wyjrzała przez okno swojego apartamentu
przy Piątej Alei. Widok był wspaniały, najlepszy, jaki mogło
zaoferować miasto. W Central Parku dominowała soczysta
zieleń wiosny i kwitły majowe kwiaty. Uliczni sprzedawcy
gorliwie zachwalali towar nieprzerwanemu strumieniowi
ludzi, którzy szli do swoich codziennych zajęć.
Wystawiła twarz na słońce i zamknęła oczy, wchłania-
jąc przyjemne ciepło.
- Chce pani zabrać ze sobą ten szlafrok?
Alex odwróciła się do swojej pokojówki. Calinda
trzymała orientalny szlafrok z niebieskiego jedwabiu,
który tata przywiózł jej z Chin.
- Tak, proszę, spakuj go - odparła Alex. —- MoŜe mi
się przyda.
Nie wiadomo który raz sprawdziła toaletkę, Ŝeby się
upewnić, iŜ spakowała wszystkie najwaŜniejsze kos-
metyki. Właściwie to ich nie potrzebowała. Zamierzała
spędzić większość czasu w domu, z dala od ludzkich
oczu. Wybierała się w podróŜ do rezydencji ojca w Ham-
ptons, Ŝeby odpocząć, odpręŜyć się i... zapomnieć.
Dwa miesiące, które upłynęły od „górskiej eskapady",
jak prasa określała jej pobyt ze Strattenem w małym domku,
wypełniła ciągła ucieczka przed wścibskimi reporterami.
Przez kilka pierwszych tygodni Alex wstrzymywała oddech
w daremnym oczekiwaniu na to, Ŝe w którymś z brukowców
pojawią się jej kompromitujące zdjęcia. Doszła do wniosku,
Ŝ
e moŜe Luke mówił prawdę, przynajmniej jeśli chodziło
o te fotografie.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
139
Nowojorscy reporterzy bynajmniej nie uprzyjemniali
jej Ŝycia. Kiedy Victor Beck ogłosił, Ŝe Alexandra znowu
rozwaŜa moŜliwość małŜeństwa z Justinem Farrellem,
przedstawiciele prasy niczym chmara sępów zaczęli ze
zdwojoną energią uganiać się za wszystkim, co miało
jakiś związek z panną Beck.
Luke zdołał im ujść. Nie słyszała o nim od czasu, gdy
zniknął z jej pokoju w wieczór po tym, jak zostali uratowani.
Wmawiała sobie, Ŝe wcale się nim nie przejmuje. Był
kłamcą i Bóg wie kim jeszcze. Nie mogła jednak oszukać
swojego serca. Przełknęła dumę i zadzwoniła do Joe'ego
Ryana, Ŝeby się dowiedzieć, gdzie przebywa Luke. Okazało
się, Ŝe nie marnował czasu: juŜ nazajutrz po opuszczeniu gór
poŜyczył pieniądze od Joe'ego i odleciał do Afryki.
Alexandra była zdecydowana połoŜyć kres temu tęsk-
nemu wzdychaniu. Sytuacja stawała się nieznośna. Tłu-
maczyła sobie, Ŝe przecieŜ przebywała z tym męŜczyzną
tylko dwa dni. Nie powinien był tak bardzo absorbować
jej myśli. Nadeszła pora, Ŝeby coś zrobić, uporządkować
sprawy i zapomnieć o wszystkim.
Ostatnie dwa miesiące wypełniły jej rozmowy z mene-
dŜerami w sprawie fundacji. Zdumiewała ją ilość pracy,
która wiązała się z rozdawaniem pieniędzy. Musiała znaleźć
pomieszczenie biurowe, zatrudnić personel i przestudiować
niezliczone prośby organizacji charytatywnych o wsparcie.
Ta działalność pochłaniała mnóstwo czasu, lecz Alex było to
na rękę. Praca zmuszała ją do myślenia o czymś innym niŜ
tylko jej własne problemy, o kimś innym oprócz Luke'a.
Teraz jednak odczuwała potrzebę oderwania się od
spraw fundacji. Nie dbała o siebie. Schudła i przyjaciółki
nakłaniały ją do odpoczynku na Karaibach. Alex nie
chciała przebywać tak daleko od nowo załoŜonej or-
ganizacji, toteŜ poszła na kompromis i wybrała słynny
skrawek raju na południowym wybrzeŜu Long Island.
Do wyjaśnienia pozostała jeszcze tylko jedna kwestia.
Chodziło o Justina Farrella. Ten biedak był traktowany
140
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
gorzej niŜ piłeczka tenisowa podczas turnieju U.S. Open.
Ostatniego wieczoru Alex umówiła się z nim na kolację
i wytłumaczyła mu, Ŝe nigdy nie mogłaby go poślubić, riył
bardzo wyrozumiały i uprzejmy - gdyby Alex nie znała
sytuacji, mogłaby wręcz pomyśleć, Ŝe sprawiła mu ulgę.
Poranne gazety przekazały jednak zupełnie inną historię.
W rubrykach towarzyskich waŜniejszych dzienników
nowojorskich zamieszczono zdjęcia przedstawiające ją
w czułej pozie z Justinem, co wywołało falę spekulacji na
temat ich ewentualnego małŜeństwa.
- Wszystko gotowe - powiedziała Calinda. - Chce
pani, Ŝebym włoŜyła bagaŜe do samochodu?
- Tak - odparła Alex. - Za parę minut wyjeŜdŜam.
Calinda podeszła z walizką do drzwi.
-
Och, miałam coś pani powiedzieć. Wczesnym rankiem
dzwonił pani ojciec. Chce, Ŝeby pani przyszła do jego biura.
-
Mówił, w jakiej sprawie?
-
Nie, proszę pani. Powiedział tylko, Ŝeby pani
wpadła po drodze na wyspę.
-
Dziękuję, Calindo.
Pokojówka skinęła głową i wyszła. Alex zastanawiała
się nad przyczyną telefonu ojca. PrzecieŜ rozmawiała z
nim ostatniego wieczoru. Usiłował wyperswadować jej
wyjazd. Powiedział, Ŝe nie powinna się ukrywać, lecz ona
oświadczyła, iŜ potrzebuje samotności. Ciekawe, co tak
waŜnego miał jej do zakomunikowania.
PrzeŜycia w górach nie tylko „zrobiły z niej kobietę".
Pozwoliły jej dojrzeć, zmusiły ją do skoncentrowania się
na tym, co było dla niej naprawdę waŜne. Wiedziała teraz,
w jakim kierunku podąŜyć. Praca nad Fundacją Alexand-
ry Beck ruszyła pełną parą, ale praca nad Alexandra Beck
dopiero się rozpoczęła.
Czy jej się to podobało, czy nie, zakochała się w
upartym, niezaleŜnym, unikającym zobowiązań repor-
terze. Miała do wyboru tylu męŜczyzn, a jednak zadurzy-
ła się w kimś całkowicie nieodpowiednim dla siebie.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
141
Bez ustanku dręczyły ją wspomnienia o nim, Dotyk
ręki Luke'a, smak jego pocałunków, siła jego ciała
wywoływały u niej bezsenność i nie pozwalały iść dalej
przez Ŝycie, które wydawało się teraz podzielone na dwa
okresy - przed i po Luke'u. Płakała po jego odejściu tak
bardzo, Ŝe dziwiła się, iŜ w jej ciele pozostawała
jakakolwiek woda.
Miłość powoduje cierpienie, powtarzała sobie bez
końca. Zwłaszcza nie odwzajemniona miłość do nie-
odpowiedniego męŜczyzny. Ale Ŝadne obwinianie Lu-
ke'a nie mogło zmienić faktu, iŜ ciągle za nim tęskniła.
Jej ojciec nie potrafił tego zrozumieć, a ona nie umiała
znaleźć wyjaśnienia. Po prostu wiedziała, Ŝe tak jest.
Wiedziała równieŜ, Ŝe tylko ona sama moŜe połoŜyć kres
swej miłości. Najlepszym sposobem wydawała się po-
dróŜ, która pozwoliłaby jej oderwać się od wszystkiego,
co miało związek z Lucasem Strattenem. Uznała, Ŝe
przestronny, stojący na plaŜy dom o wysoko sklepionych
sufitach będzie idealną odtrutką na malutki, jednoizbowy
domek w ośnieŜonych górach Vermontu.
Alexandra wzięła torebkę i ruszyła do drzwi. Spieszno
jej było udać się w podróŜ, toteŜ prośba ojca wzbudzała
u niej irytację.
Wcisnęła się swoim czerwonym samochodem marki
Corvette w sznur pojazdów. Na drodze utworzył się
koszmarny, typowy dla Nowego Jorku, korek. Przesuwa-
ła się centymetr po centymetrze Piątą Aleją na południe,
w kierunku biura ojca, a jednocześnie zerkała w okna
wystawowe
eleganckich
sklepów.
Te
ambitnie
artystyczne, letnie dekoracje wprawiły ją w szczególny
nastrój.
Kiedy dotarła na miejsce, odźwierny zajął się jej
samochodem. Zawsze doceniała ten luksus w mieście,
gdzie przestrzeń parkingowa była cenniejsza od złota.
Wjechała windą na najwyŜsze piętro i udała się do
prywatnego skrzydła wieŜowca, gdzie mieściło się im-
142
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
perium Victora Becka, którego wartość szacowano na
miliardy dolarów.
Skinęła głową recepcjonistce i niespiesznie pokonała
znajomy, wykładany mahoniem labirynt, by w końcu
dojść do obszernego biura swojego ojca. To pomiesz-
czenie nigdy nie przestawało jej zdumiewać. Było usytu-
owane w rogu budynku i z obu stron otaczały je ściany
wykonane wyłącznie ze szkła, co dawało zapierające
dech w piersiach złudzenie, iŜ chodzi się w powietrzu.
Tata akurat rozmawiał przez telefon i zachęcił ją gestem
ręki, Ŝeby usiadła. Wybrała duŜe, wykładane skórą krzesło
obrotowe i odwróciła się na nim w kierunku szklanej
ś
ciany. Otoczyło ją miasto. Z'tego punktu obserwacyjnego
wydawało się malutkie, ciche i idealne, wręcz bezpieczne.
Wiedziała, Ŝe pozory mylą.
-
Wszystko gotowe do drogi? - zagadnął Victor,
odłoŜywszy słuchawkę.
-
Tak, juŜ zbierałam się do wyjścia, kiedy Calinda
przekazała mi wiadomość od ciebie. O co chodzi, tato?
-
O to - odrzekł Victor Beck i podał jej krótką,
odręcznie sporządzoną notatkę na pomarszczonym papie-
rze z odzysku. Alex szybko ją przeczytała. Była to prośba
o spotkanie w sprawach słuŜbowych. Jej serce aŜ pod-
skoczyło na widok podpisu Luke'a.
-
Nie wierzę w to.
-
Ma tu przyjść za parę chwil. Myślałem, Ŝe zechcesz
być obecna.
-
Dlaczego teraz?
-
Przypuszczam, Ŝe potrzebuje pieniędzy.
-
Potrzebował pieniędzy wcześniej. Musi istnieć jakiś
inny powód.
-
Alexandre, nie wyczytuj z tej notatki więcej, niŜ ona
zawiera. Powiedziałem mu, Ŝe zapłacę za te zdjęcia
dwukrotność sumy, którą zaoferują inni. Zapewne po-
stanowił skorzystać z tej propozycj. Prawdopodobnie
będzie się targował o większe pieniądze.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
143
- PrzecieŜ miał juŜ sposobność...
Victor przerwał jej wypowiedź machnięciem ręki.
- Apo cóŜ innego miałby się ze mną kontaktować?
Moja droga, nie chcę być okrutny, ale gdyby chciał
zobaczyć się z tobą, to zadzwoniłby bezpośrednio do
ciebie.
Zanim Alex zdąŜyła wymyślić stosowną ripostę, w po-
koju zabrzęczał intercom.
-
Pan Beck? Jakiś pan Stratten chce się z panem
widzieć - obwieściła recepcjonistka.
-
Proszę go tu przysłać - odparł Victor i nacisnął
guzik. - Ja z nim porozmawiam - powiedział Alexaiidrze.
Luke zatrzymał się przed drzwiami biura, chociaŜ
czynił to wbrew sobie. Fotografie uwierały go niczym
kamyk w bucie. Stanowiły ciągłe, irytujące wspomnie-
nie tego, co w jego umyśle było juŜ tylko niemoŜliwym
do urzeczywistnienia marzeniem. Powtarzał sobie setki
razy, Ŝe najlepiej byłoby się ich pozbyć. Nie mógł się
jednak zmusić do zniszczenia tych zdjęć. Miał wraŜe-
nie, Ŝe w ten sposób zraniłby samą Alexandre.
PoniewaŜ nie był w stanie zrobić tego osobiście, uznał,
Ŝ
e moŜe powierzyć zdjęcia tylko jednej osobie - Vic-
torowi Beckowi. Pomimo niechęci do układów z tym
człowiekiem czuł, Ŝe dzięki niemu będzie mógł skończyć
ze swoim uzaleŜnieniem.
Postąpił głupio i wziął zdjęcia ze sobą do Afryki. O
róŜnych porach dnia i nocy zdawały się do niego wołać,
prześladowały go i zapraszały, a on zawsze ulegał.
Wydobywał ze schowka w plecaku jedno czy dwa i
patrzył na nie, przypominając sobie, jak dotykał skóry
Alex i otaczał wargami kaŜdy skrawek jej ciała. Wyprawa
była cięŜka, napisał na jej podstawie ciekawy artykuł, ale
udręka psychiczna Luke'a przewyŜszała całe zaangaŜo-
wanie, jakie włoŜył w swoją pracę.
NaleŜało bezwzględnie połoŜyć temu kres. Luke po-
144
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
trzasnął głową, jakby chciał się ze wszystkiego oczyścić,
i wyciągnął rękę do gałki u drzwi.
Wszedł do środka. Alexandra zapomniała, jaki jest
wysoki i przystojny, i jak bardzo wypełnia sobą kaŜde
pomieszczenie. Schudł i mocno się opalił. Wyglądał jak
mieszkaniec którejś z bananowych republik. Serce pode-
szło Alex do gardła\ ale zdołała zachować obojętny wyraz
twarzy. Obróciła się na krześle w jego kierunku.
Luke zrobił drugi krok i z wraŜenia przystanął. Nie
spodziewał się ujrzeć Alex. Celowo napisał Victorowi
liścik, mając nadzieję, Ŝe uda mu się uniknąć jakiegokol-
wiek kontaktu z dziewczyną. Najwidoczniej przeznaczo-
ne mu było coś innego.
Przez długi czas po prostu na nią patrzył. Była tak
piękna jak w jego wspomnieniach, a moŜe jeszcze
piękniejsza, jeśli brało się pod uwagę słońce, które padało
przez szklaną ścianę i tworzyło wokół jej głowy złocistą
aureolę. Wydawała się spokojna, nieskrępowana, wręcz
pogodna.
Natomiast on miał zły humor, był zmęczony i poruszał
się z trudem. Afryka... No cóŜ, wydała mu się teraz
bardziej gorąca, zakurzona i prymitywna niŜ w rzeczywi-
stości. Przez dwa miesiące pobytu na tym kontynencie
podróŜował w uciąŜliwych warunkach, obozował przy
ogniskach pod gołym niebem i bez przerwy maszerował.
Nic dziwnego, Ŝe jego kolano znajdowało się teraz w
opłakanym stanie. Uświadamiał sobie, Ŝe robi się juŜ za
stary na takie eskapady.
- Witam pana, Stratten - powiedział Victor.
Wyszedł zza biurka z wyciągniętą ręką. Luke niechęt-
nie ją uścisnął. Nie przybył tu dla przyjemności. Zgodnie
z tym, co napisał w liściku, zjawił się w interesie, we
własnym interesie.
- A ze mną to się nie przywitasz? - zapytała Alex,
zdumiona, Ŝe mówi tak cicho i spokojnie. Stanęła obok
swojego ojca i spojrzała Luke'owi w twarz. Sprawiał
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
145
wraŜenie zmęczonego, ale jej stęsknionym oczom wydał
się cudowny. Zbyt cudowny.
Luke przeniósł cięŜar ciała na zdrową nogę.
-
Dzień dobry, panno Beck.
-
Och, chyba powinnyśmy odrzucić konwenanse, nie
sądzisz, Luke? Myślę, Ŝe z pewnością moŜemy juŜ mówić
sobie po imieniu.
-
Witaj, Alexandre - powiedział Luke, wyciągając
rękę. Wypowiedział jej imię z łatwością i wcale go to nie
dziwiło. Przez ostatnie dwa miesiące powtarzał je niemal
bez przerwy. - Jak się masz?
Ich ręce zetknęły się i Luke poczuł, Ŝe jego ramieniem
wstrząsa dreszcz, jakby poraził go prąd. Szybko puścił jej
dłoń. Alex nieco uniosła podbródek. Rozpoznał u niej
obronną reakcję.
-
Ś
wietnie.
-
Jestem zdumiony twoją obecnością. Sądziłem, Ŝe te
twoje plany małŜeńskie bardzo cię absorbują.
-
Nie ma Ŝadnych planów małŜeńskich, Luke. Chyba
wypowiedziałam się na ten temat dostatecznie jasno...
Kiedy to było? Jakieś dwa, trzy miesiące temu?
-
Dwa - odparł cicho.
-
Ach, tak, dwa. Czas tak szybko leci, kiedy człowiek
jest zajęty.
Alex odwróciła się i podeszła do okna. Bolał ją brzuch
i czuła, Ŝe płoną jej policzki. Nie chciała, Ŝeby on
wpatrywał się w nią tak uporczywie.
- Dzisiejsze gazety donoszą, Ŝe znowu rozwaŜacie ślub
- oznajmił. On równieŜ odczuwał sensacje Ŝołądkowe,
zupełnie takie same jak na lotnisku, kiedy po raz pierwszy
zobaczył jej zdjęcie z Farrellem w rubryce towarzyskiej.
Alex obrzuciła go chłodnym spojrzeniem.
- Akurat ty nie powinieneś wierzyć we wszystko, co
wypisują gazety.
Długo patrzyli sobie w oczy. Przepływały między nimi
fluidy wyraŜające setki, tysiące myśli, nie wyznanych
146
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
uczuć i obaw. Victor zakaszlał. Luke oderwał wzrok od
dziewczyny i zwrócił uwagę na jej ojca.
-
Mówiłeś, Ŝe chcesz omówić pewną sprawę - przy-
pomniał Victor.
-
Tak.
-
Przypuszczam, Ŝe chodzi o zdjęcia.
Luke wyciągnął duŜą kopertę.
-
Rzeczywiście.
-
Masz je przy sobie?
Alexandra gwałtownie odwróciła głowę. Udzielając
odpowiedzi, Luke cały czas na nią patrzył.
- Tak.
-
Musi ci być bardzo cięŜko, Luke, skoro wreszcie
chcesz je sprzedać - zauwaŜyła. - Pamiętam, Ŝe kiedyś
stanowczo odmówiłeś.
-
To było dawno temu.
-
Tak, dawno temu - powtórzyła.
Czuła, Ŝe zaraz się rozpłacze. Przełknęła grudę twardą jak
kamień i zrobiła krok do przodu. Musiała się stąd wydostać,
uciec od Luke'a. Nie była przygotowana na taką udrękę.
Niestety, widok tego męŜczyzny potęgował jej miłość.
Dlaczego? pytała samą siebie. Dlaczego musiał tu wrócić?
Wzięła torebkę i przemknęła obok swojego ojca i Luke'a.
Ujęła gałkę i gwałtownym ruchem otworzyła drzwi. Kiedy
się odwróciła twarzą do obu męŜczyzn, miała łzy w oczach.
- Daj mu to, czego chce, tato. Był tego wart.
Zatrzasnęła za sobą drzwi, a Victor i Luke patrzyli na
nie przez dłuŜszy czas. Wreszcie Victor ruszył do przodu,
Ŝ
eby przywołać córkę, ale Luke go powstrzymał.
-
Proszę pozwolić jej odejść-powiedział tak zrezygno-
wanym tonem, Ŝe Victor obrzucił go szybkim spojrzeniem.
-
Hmm, no cóŜ, chyba powinniśmy przejść do kon-
kretów - zaproponował ojciec Alex.
Luke gwałtownym ruchem podał Victorowi kopertę.
- W środku są równieŜ negatywy. Wywołałem je sam,
toteŜ nie musi się pan martwić, Ŝe ktoś inny ma odbitki.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
147
Victor nie wziął koperty. Otworzył szufladę biurka i
wyjął duŜą ksiąŜkę czekową. Usiadł i włoŜył okulary na
czubek nosa.
-
Ile, Stratten? - zapytał, nabazgrawszy nazwisko
Luke'a na czeku.
-
Nic.
Victor zamrugał powiekami.
-
ś
adnych pieniędzy?
-
ś
adnych.
-
Co to ma znaczyć? Jeśli nie chcesz zapłaty za
zdjęcia, to czego chcesz?
-
Spokoju.
Victor zsunął okulary i oparł się plecami o fotel.
Przez długi czas przyglądał się Luke'owi. Stratten stał
nieruchomo. Nie liczyło się to, czy lubił Victora Becka,
czy nie. W istniejących okolicznościach Beck, jako
ojciec Alexandry, miał prawo go oceniać.
-
Te zdjęcia są bezcenne - rzekł Victor.
-
Mnie nie trzeba o tym zapewniać.
Pomimo cynizmu, Luke pragnął przede wszystkim
spokoju, którym się cieszył przed poznaniem Alexandry
Beck. Uznał, Ŝe zdoła go osiągnąć tylko wtedy, gdy
wybije sobie Alex z głowy. Posiadanie jej fotografii
przeszkadzało mu dalej Ŝyć. No cóŜ, kochał ją i musiał się
nauczyć Ŝyć z tym problemem. Doszedł do wniosku, Ŝe
ona nigdy nie będzie Ŝywiła do niego takich samych
uczuć. Udowodniła to, wyraŜając o nim niepochlebną
opinię. Nie mogła mu ufać, na zawsze miał pozostać w jej
oczach tylko plugawym reporterem. Victor gestem dłoni
nakazał Luke'owi usiąść. Młodszy męŜczyzna posłusznie
opadł na krzesło, które przed chwilą zajmowała Alexand-
ra. Wyczerpany podróŜą, wyprostował prawą nogę i po-
masował kolano. Victor zmruŜył oczy.
- Kochasz moją córkę?
Luke przestał rozcierać kolano. Podniósł oczy i wy-
trzymał badawcze spojrzenie Victora.
148
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
-
Czy to ma jakieś znaczenie?
-
Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie, młody czło-
wieku. Czy kochasz ją?
-
Tak.
Na twarzy starszego pana pojawił się uśmiech.
-
Tak myślałem. Ona teŜ cię kocha.
Luke potrząsnął głową.
-
To nieprawda. Nazwała mnie kłamcą i oszustem.
Victor wybuchnął głośnym śmiechem.
-
To jest cała Alex. Lubi dramatyzować. Wypisz,
wymaluj jak jej matka. Kiedy zalecałem się do Felicii,
nazwała mnie złodziejskim baronem.
-
Miała rację.
Victor znowu się roześmiał.
- Faktycznie!
Wstał i obszedł biurko, by znaleźć się przy Luke'u.
Podniósł kopertę ze zdjęciami i wręczył ją Luke'owi.
- Daj te zdjęcia Alex, nie mnie. Powiedz jej, co do niej
czujesz. Myślę, Ŝe będziesz mile zaskoczony.
Luke pokręcił głową.
- To na nic się nie zda. Wywodzimy się z dwóch
róŜnych światów.
Victor połoŜył mu rękę na ramieniu.
- Jeśli naprawdę chcecie, to zdołacie dojść do porozu
mienia.
Luke patrzył z niedowierzaniem na Victora Becka.
-
Myślałem, Ŝe jest pan ostatnią osobą, która chciała-
by widzieć nas razem.
-
ZaleŜy mi na mojej córce. I chcę, Ŝeby była
szczęśliwa. Myślę, Ŝe moŜesz jej dać szczęście.
-
Nawet gdyby to było moŜliwe, nie miałbym pojęcia,
od czego zacząć.
-
Zacznij od wyznania jej swoich uczuć. Ona właśnie
jedzie samochodem do mojego domu w Hamptons.
Załatwię dla ciebie helikopter. ZdąŜysz tam przed Alex.
-
Dlaczego pan to robi? - pytał Luke.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
149
- PoniewaŜ, wbrew obiegowej opinii, panie Stratten,
naprawdę mam serce - odparł z uśmiechem Victor Beck.
Jazda samochodem, kiedy się płacze, moŜe być nie-
bezpieczna. Alex przekonała się o tym natychmiast po
znalezieniu się na autostradzie Long Island. Przecierała
oczy chusteczką i nagle musiała zjechać na pobocze, Ŝeby
nie wpadła na nią cięŜarówka.
Podjęła podróŜ na nowo dopiero po odzyskaniu rów-
nowagi psychicznej, ale teraz wyglądała okropnie z roz-
mazanym makijaŜem i zapuchniętymi oczami. Zresztą,
czy to miało jakieś znaczenie? Nikt jej przecieŜ nie
widział. Wcisnęła pedał gazu jeszcze mocniej. Pomyś-
lała, Ŝe im prędzej dotrze do domu, tym szybciej będzie
mogła skulić się na kanapie i zasnąć.
Dom był otoczony długim na milę, wysadzanym
drzewami podjazdem, który przechodził w ogromny
płaskowyŜ nad wydmami. Architekci zaprojektowali go
w stylu współczesnym i zbudowali z drewna i szkła. Alex
uwielbiała to miejsce i zawsze koiła tutaj nerwy, ilekroć
coś nie układało jej się w Ŝyciu.
Zostawiła klucze i bagaŜe w samochodzie. Nie mogła
znieść napięcia związanego z ponownym ujrzeniem
Luke'a. Pragnęła jedynie rozebrać się i połoŜyć do łóŜka.
Drzwi od frontu były otwarte. Alex weszła do przewie-
wnego korytarza i zadała sobie pytanie, gdzie moŜe
przebywać George, dozorca. Uprzedziła go telefonicznie
o swoim przyjeździe. Dom wyglądał świeŜo i czysto, a
przez okna wpadała oceaniczna bryza.
Alex wzruszyła ramionami. Prawdopodobnie dozorca
zajmował się czymś na terenie posiadłości. Wkrótce
zobaczy jej samochód i będzie wiedział, Ŝe przyjechała.
Powoli weszła po schodkach na trzecie piętro, gdzie
znajdowała się jej sypialnia. Kiedy zbliŜyła się do wejścia
swojego apartamentu, usłyszała szum cieknącej wody.
Wzruszyła się na myśl o tym, Ŝe George jest taki
150
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
troskliwy i przygotowuje jej kąpiel. Z uśmiechem na
ustach wkroczyła do pokoju.
-
George? - zawołała. Przywitała ją tylko cisza.
PołoŜyła torebkę na stole i ostroŜnie podeszła do łóŜka.
Szum wody stał się głośniejszy.
-
George? To ty?
Cisza wywołała u niej gęsią skórkę. Z drŜeniem serca
podeszła do łazienki, ale odwracając się dostrzegła coś na
łóŜku.
Fotografie.
Wzięła jedno ze zdjęć o wymiarach osiem na dziesięć.
To była ona. W gorącej kąpieli w Vermont. Miała
zamknięte oczy, a nad powierzchnią wody widać było jej
obnaŜone piersi.
To były zdjęcia Luke'a.
Jak się tutaj znalazły? Poczuła dreszcze. OdłoŜyła
zdjęcie i wzięła do ręki nasćępne, a potem jeszcze jedno.
Wszystkie przedstawiały tę samą scenę.
Nagle zauwaŜyła na podłodze porozrzucane ubrania.
Podniosła jedną z rzeczy. Koszula safari. Jej serce zaczęło
bić w przyśpieszonym tempie. Wzięła do ręki następną
rzecz. Spodnie khaki.
To jej wystarczyło. Nie potrzebowała Sherlocka Hol-
mesa, Ŝeby odgadnąć, co się stało. Wpadła do łazienki
i zmartwiała na widok Luke'a, który leŜał z przy-
mkniętymi oczami w jej wannie.
Przez dłuŜszą chwilę syciła oczy jego ciałem, które
wypełniało całą wannę. Jej serce drŜało z miłości.
Spieniona woda pieściła jego szerokie, opalone ramiona.
Wreszcie otworzył oczy.
-
Jak tu się dostałeś? - zapytała kategorycznym tonem.
-
Witaj, Alexandra. Jak się jechało?
-
Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Wiedziała,
Ŝ
e musi kontrolować sytuację, ale nie było
to łatwe, skoro znajdował się zaledwie kilka kroków
dalej, wielki i rozkosznie nagi.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
151
-
Helikopterem.
-
Helikopterem taty? .
Luke skinął głową.
-
Uznał, Ŝe powinienem przekazać-ci te zdjęcia
osobiście.
-
Ile go to kosztowało?
-
Nic. Są twoje.
-
Co ty mówisz, Luke? - zapytała. Jej serce biło trzy
razy szybciej niŜ zazwyczaj.
-
Rozbierz się i chodź tu do mnie, to ci wszystko
opowiem - odrzekł Luke.
-
Ani myślę - oznajmiła, kręcąc głową. - Najpierw
musisz mi powiedzieć, co tutaj robisz.
-
Realizuję swoje marzenie.
-
Luke...
-
No, wejdź, kochanie, do wanny, woda jest ciepła...
-
Gdzie jest George? - zapytała.
-
Wysłałem go do sklepu. Pomyślałem, Ŝe dzisiej-
szego wieczoru zjemy coś w domu. Czy to ci odpowiada?
-
Luke...
-
Alex, bo stracę cierpliwość.
-
Ty chyba nie myślisz, Ŝe wejdę do tej wanny.
-
Dlaczego nie miałabyś tego zrobić?
-
A dlaczego miałabym?
Luke odepchnął się od krawędzi wanny i usiadł. Na
jego owłosionej klatce piersiowej lśniły krople wody i
Alex z trudem zwalczyła w sobie chęć wyciągnięcia ręki i
przeczesania palcami tych włosków.
-
PoniewaŜ pragnę ciebie!
-
To nie wystarczy - odparła, chociaŜ kiedy usłyszała
te słowa, ugięły się pod nią kolana.
-
PoniewaŜ potrzebuję ciebie.
Alex zaczęła rozpinać bluzkę.
-
Mów dalej.
- PoniewaŜ, najmilsza, jestem w tobie do szaleństwa
zakochany.
152
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
To ostatnie zdanie przewaŜyło szalę. Alex uśmiech-
nęła się uszczęśliwiona.
-
Wejdź do wanny, to ci pokaŜę, jak bardzo.
-
Sposób numer jeden, dwa czy trzy? - zagadnęła
Alex.
-
Cztery.
Po kilku sekundach ubranie Alex juŜ leŜało na pod-
łodze, a ona sama znalazła się w ramionach Luke'a,
zanurzona po szyję w wodzie. Usiadła na nim okrakiem
i przekonała się, Ŝe jest bardzo podniecony. Luke bardzo
długo patrzył jej w oczy. Niczym ślepiec wodził opusz-
kami palców po jej twarzy, na nowo poznając swoją
ukochaną.
- Kocham cię - szepnęła Alex.
W tym momencie Luke ją pocałował. Alex rozchyliła
wargi, by zrobić miejsce jego językowi. Zapach, smak,
dotyk rąk Luke'a - wszystko to budziło w niej tak palące
poŜądanie, Ŝe nie zwaŜała na gorącą wodę. Luke prze-
chylił głowę i chwytał wargami pukle jej włosów,
rozkoszując się ich miękkością.
-
Och, BoŜe, tęskniłem za tobą. KaŜdy dzień i kaŜda
noc w Afryce była piekłem bez ciebie.
-
Przepraszam, Ŝe nazwałam cię kłamcą i oszustem.
-
Przepraszam, Ŝe od ciebie uciekłem. Nigdy nie
potrafiłem uporządkować swoich spraw. Zawsze radzi-
łem sobie z problemami w ten sposób, Ŝe od nich
uciekałem. Ale to juŜ się nie powtórzy, kochanie. Zo-
stanę, jeŜeli tylko mnie zechcesz.
- A co z twoją pracą? Co z podróŜami?
Luke potrząsnął głową.
-
JuŜ z tym skończyłem. Artykuł o Afryce został
dobrze przyjęty. Wyrobiłem sobie niezłą reputację. Jakiś
czas temu otrzymałem ofertę pracy od krajowego dzien-
nika. Postanowiłem ją przyjąć.
-
JuŜ nie będziesz pracował dla brukowca Ryana? -
zapytała.
BOGATA DZIEWCZYNA, NIEGRZECZNY CHŁOPAK
153
-
A co o tym sądzisz?
-
Mmm, nie wiem - powiedziała Alex, ocierając się
o niego. - Myślę, Ŝe mamy wobec niego dług wdzięczno-
ś
ci. To przecieŜ dzięki niemu poznałam ciebie.
-
Poprosimy go więc, Ŝeby został naszym druŜbą
- oświadczył. Alex posłała mu promienny uśmiech.
- Podoba ci się ten pomysł?
Skinęła głową, a wówczas Luke podniósł ją na taką
wysokość, by mogli się połączyć jednym mocnym ru-
chem. Zamknął oczy i delektował się tą chwilą. Czuł się
tak, jakby wrócił do domu. Potem pochylił głowę i lekko
ugryzł Alex w ucho.
-
Wiesz, tak naprawdę Ryan nie miał z tym nic
wspólnego - szepnął ochrypłym z namiętności głosem.
-
Nie miał? - zdziwiła się Alex. Po chwili westchnęła
i wygięła się, powoli poruszając biodrami, by mieć go
w sobie całego.
-
Nie, najdroŜsza - odparł Luke. - Wystarczyło jedno
spojrzenie.