background image

ELIZABETH BEVARLY 

 
 
 

Gliniarz na całe Ŝycie 

 
 
 
 

A Lawless Man 

 
 
 
 
 

Tłumaczyła: Małgorzata Studzińska 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
Dźwięk  brzmiał  początkowo  jak  cichy,  ledwie  słyszalny  jęk  na  tle 

wrzaskliwej  muzyki  z  taśmy.  Chcąc  go  zagłuszyć,  Sara  Greenleaf  przekręciła 
gałkę  do  końca.  Wspaniały  głos  Grahama  Parkera  nabrał  olbrzymiej  mocy. 
Przez  otwarte  okno  samochodu  wpadał  wiatr  i  rozwiewał  krótkie  jasne  włosy 
siedzącej za kierownicą kobiety. Było ciepło i słonecznie, naprawdę wiosennie, 
więc  starała  się  nie  myśleć  o  tym,  co  ją  czekało  w  czasie  zbliŜającego  się 
spotkania. 

Dźwięk nasilił się. Zerknęła w lusterko i dopiero teraz zdała sobie sprawę, 

Ŝ

e to syrena policyjnego motocykla. 

Była  pewna,  Ŝe  jadący  za  nią  funkcjonariusz  ściga  jakiegoś  przestępcę, 

więc  zwolniła  i  zjechała  na  bok,  ustępując  mu  drogi.  Ku  jej  zdumieniu  nie 
wyminął  jej,  tylko  patrząc  groźnie,  gestem  ręki  nakazał  zjechać  na  pobocze. 
Była naprawdę zaskoczona, Ŝe tym przestępcą, którego ściga, jest właśnie ona. 
Posłusznie  wykonała  polecenie,  chociaŜ  była  pewna,  Ŝe  w  Ŝaden  sposób  nie 
zawiniła.  To  była  jakaś  pomyłka,  która  zaraz  się  wyjaśni.  Kiedy  zatrzymała 
swego ukochanego volkswagena „garbusa”, z przeraŜeniem stwierdziła, Ŝe i tak 
jest  juŜ  piętnaście  minut  spóźniona  na  spotkanie  z  Wallym.  A  Wally  nie  lubił 
czekać. Na dodatek przymusowy postój zdecydowanie pogorszy całą sytuację i 
Wally będzie jeszcze bardziej opryskliwy niŜ zazwyczaj. 

Ponownie  spojrzała  w  lusterko  i  machinalnie  odgarnęła  dłonią  niesforne 

kosmyki włosów. Z zainteresowaniem przyglądała się, jak policjant zatrzymuje 
potęŜną maszynę i wprawnym ruchem stopy opuszcza podpórkę. Miał na sobie 
czarne obcisłe bryczesy i koszulę z krótkimi rękawami. Na naszywce zauwaŜyła 
trzy  słowa:  Clemente,  Ohio,  Policja.  Kask,  rękawiczki,  gogle,  a  nawet  wąsy  – 
wszystko było czarne. 

–  Witam  –  odezwała  się  przyjaźnie,  kiedy  pochylił  się  nad  nią.  –  O  co 

chodzi? 

– Proszę ściszyć muzykę – usłyszała w odpowiedzi. Posłusznie wyłączyła 

magnetofon. 

– Prawo jazdy i dowód rejestracyjny – powiedział rzeczowym tonem. 
Nie  był  zbyt  przyjaźnie  nastawiony,  więc  szybko  pochyliła  się  w  stronę 

sąsiedniego  siedzenia  po  torebkę.  Wyjęła  z  portfela  prawo  jazdy  i  sięgnęła  do 
schowka po dowód rejestracyjny. 

– Powoli – ostrzegł ją. – śadnych gwałtownych ruchów. 
Sara spojrzała na niego zaskoczona. O co ją podejrzewał? 
ś

e wyciągnie pistolet? To chyba Ŝarty. Ona, Sara Rose Greenleaf, potem 

Markham  i  znowu  Greenleaf,  matka,  członkini  komitetu  rodzicielskiego, 
organizatorka  dorocznego  kiermaszu  miast,  szanowana  obywatelka,  popełniła 

background image

coś złego? MoŜna się uśmiać! Bez słowa sięgnęła znowu do schowka i nacisnęła 
przycisk zamka, ale pokrywa nie odskoczyła. Spróbowała jeszcze raz – i znowu 
nic. 

Westchnęła 

głęboko. 

Była 

bardzo 

przywiązana 

do 

swojego 

trzydziestoletniego  „garbusa”.  Związane  z  nim  były  najmilsze  wspomnienia  z 
młodości  i  pierwsza  samodzielna  podróŜ.  Ale  teraz  oboje  nie  byli  juŜ  tacy 
młodzi. Sara, trzy lata starsza od samochodu, jest rozwódką z dwojgiem dzieci, 
a  samochód  robi  się  coraz  droŜszy,  gdyŜ  ciągle  kupuje  do  niego  nowe  części. 
Całe szczęście, Ŝe sama potrafi go naprawiać i w zasadzie tylko to powstrzymuje 
ją przed kupnem nowego auta. No i moŜe jeszcze stały brak pieniędzy. 

Uderzyła  w  zamek  pięścią,  ale  na  próŜno.  Schowek  nadal  pozostawał 

zamknięty. 

– Zaciął się – powiedziała, uśmiechając się nerwowo. 
– To się często zdarza, to znaczy nieczęsto, czasami... 
– wyjaśniała, usiłując jednocześnie otworzyć schowek. 
– I to wtedy... kiedy jest mi to zupełnie nie na rękę. 
Policjant nie  zmienił  wyrazu twarzy.  Westchnął  z  rezygnacją  i  popatrzył 

uwaŜnie na Sarę. ZauwaŜyła, Ŝe jedną rękę nadal trzymał na kolbie pistoletu. 

– Przysięgam, Ŝe dowód rejestracyjny jest w środku – powiedziała. – Nie 

mogę tylko otworzyć tego głupiego zamka. MoŜe... moŜe pan by spróbował? 

–  Proszę  pani,  ja...  –  urwał,  westchnął  jeszcze  raz  i  potrząsnął  głową, 

jakby nie  rozumiał,  co  się dzieje.  Dopiero  teraz  Sara zauwaŜyła  jego  nazwisko 
na  plakietce  przypiętej  nad  odznaką.  Nie  była  pewna,  czy  rzeczywiście  tak  się 
nazywa, czy jest to jakiś Ŝart. 

–  Nazywa  się  pan  Lawless?* 

[*  bezprawny  (przyp.  tłumacza)]

  –  spytała  bez 

zastanowienia,  nie  mogąc  powstrzymać  uśmiechu.  –  Policjant  o  takim 
nazwisku? 

– No cóŜ – westchnął cięŜko. 
Z  tonu  jego  głosu  domyśliła  się,  Ŝe  przeŜywał  juŜ  podobne  chwile  i  Ŝe 

absolutnie nie ma zamiaru przedłuŜać rozmowy. Przygryzła dolną wargę. Nagle 
zapragnęła wiedzieć, jakiego koloru są jego oczy ukryte za ciernymi szkłami. W 
milczeniu podała mu prawo jazdy, ale nie wziął go do ręki, tylko patrzył na nią 
oskarŜycielsko. 

–  Pokazałabym  panu  dowód  rejestracyjny,  ale  przecieŜ  nie  mogę 

otworzyć tego cholernego schowka – przypomniała. 

–  Proszę  otworzyć  drzwi  –  nakazał.  Brzmiało  to,  jakby  zmuszał  się  do 

mówienia.  Przeszedł  na  drugą  stronę  samochodu.  Sarze  wydawało  się,  Ŝe 
mruczy coś na jej temat pod nosem. Pochylił się nad schowkiem i próbował go 
otworzyć. 

– Widzi pan! – nie mogła się powstrzymać. – PrzecieŜ mówiłam. 
Lawless  popatrzył  na  nią  uwaŜnie.  Albo  Sarze  tylko  się  tak  wydawało. 

Nie  mogła  widzieć  jego  oczu  ukrytych  za  ciemnymi  szkłami.  Wsunął  się  na 

background image

siedzenie obok niej i nagle samochód wydał się bardzo mały. Nie zdawała sobie 
wcześniej sprawy, Ŝe ów policjant jest taki wysoki. Był tak blisko niej, Ŝe czuła 
ciepło  jego  ciała.  ZauwaŜyła  kajdanki  niedbale  wsunięte  za  pasek.  Poczuła 
dziwne  podniecenie,  gdy  przemknęło  jej  przez  myśl,  do  czego  mogliby  je 
wspólnie wykorzystać. 

Zaskoczyło  ją  to,  ale  natychmiast  odrzuciła  tę  myśl,  rumieniąc  się  ze 

wstydu.  Zbyt  długo  byłam  sama,  pomyślała.  A  moŜe  to  brak  wapnia  w 
organizmie. Coś na ten temat ostatnio czytała. 

Tymczasem  policjant  jeszcze  raz  uderzył  w  oporny  zamek  i  schowek 

stanął  otworem.  Radość  Sary  natychmiast  zgasła,  gdy  cała  jego  zawartość 
wysypała się na kolana Lawlessa. Poza niezbędnymi rzeczami, takimi jak mapy, 
latarka  i  chusteczki,  znajdowały  się  tam  równieŜ  torebki  z  ketchupem  i  sosem 
sojowym,  dziwne  stworki  zrobione  z  klocków  lego,  skarpetki  i  kolczyki  bez 
pary. 

Sara sięgnęła po jeden z nich. 
–  Patrzcie,  patrzcie  –  zaczęła  –  tak  długo  go  szukałam.  –  WłoŜyła  go  i 

popatrzyła  w  lusterko.  –  Co  my  tu  jeszcze  mamy?  –  dodała,  patrząc  na  kolana 
policjanta. 

Nagle  dostrzegła  kwadratową  paczuszkę  owiniętą  folią,  opartą  o  udo 

siedzącego  przy  niej  męŜczyzny.  Prezerwatywa?  BoŜe!  Skąd  się  tutaj  wzięła? 
To pewnie Micheala. Ale przecieŜ rozstali się trzy lata temu. CzyŜby tak długo 
nie robiła porządków w schowku? 

Sara wyciągnęła rękę, aby ją wziąć, ale Lawless był szybszy. Przytrzymał 

ją  za  rękę,  podniósł  paczuszkę,  przyjrzał  się  jej  dokładnie,  a  potem  popatrzył 
badawczo na Sarę. 

–  To  pewnie  mojego  męŜa  –  wyjąkała,  czerwona  ze  wstydu.  –  To 

znaczy.... on nie jest moim męŜem, juŜ nie, ale... 

Na  twarzy  przedstawiciela  prawa  malował  się  wyraz  kompletnego 

zaskoczenia. 

– To znaczy... – O BoŜe, co to właściwie znaczy? 
– JuŜ dobrze. – Policjant wrzucił paczuszkę do schowka, a potem zaczął 

zbierać pozostałe rzeczy. 

Nie  pojmował,  co  się  tutaj  dzieje.  Dotykał  ostroŜnie  poszczególnych 

przedmiotów,  jakby  były  trujące.  Cały  czas  zastanawiał  się,  dlaczego  ta  osoba 
wozi  ze  sobą  tyle  zupełnie  niepotrzebnych  drobiazgów.  Wpatrywał  się  w 
siedzącą obok niego kobietę, jakby chciał zrozumieć, kim ona jest. Gdy wsiadał 
do  samochodu,  poczuł  jej zapach,  urzekający aromat kwiatów,  nie pasujący do 
zwykłych dŜinsów i koszulki bawełnianej z krótkimi rękawkami, które miała na 
sobie. Potargane blond włosy opadały niedbałymi kosmykami na czoło. Wielkie 
brązowe oczy patrzyły na niego z obawą. 

Nagle  zorientował  się,  Ŝe  ciągle  trzyma  ją  za  rękę.  Spojrzał  na  jej  dłoń. 

background image

Była  silna,  koścista,  o  poobgryzanych  paznokciach.  Na  wskazującym  i 
ś

rodkowym palcu bielały plastry. Puścił dłoń, a kobieta natychmiast przesunęła 

nią po włosach. Z jednym kolczykiem w uchu wyglądała jak włóczęga. 

Nie  podobała  mu  się.  Nie  lubił  kobiet,  które  nie  dbają  o  swój  wygląd  i 

których ruchy są nerwowe i gwałtowne. Miał juŜ dość dzisiejszego dnia – a tu 
jeszcze  ta  dziwaczna  istota,  na  dodatek  w  przedpotopowym  pojeździe.  No  i  ta 
prezerwatywa... Nie wyglądała na kobietę, która nosi przy sobie takie rzeczy. A 
poza tym wspomniała o facecie, który jest czy teŜ nie jest jej męŜem? 

Sara  równieŜ  zaczęła  zbierać  porozrzucane  przedmioty  i  wkładać  je  do 

schowka.  Griffin  poczuł  nagle  dotyk  jej  palców  na  udach  i  wstrzymał  oddech. 
Wyglądało na to, Ŝe ta kobieta zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi. 
Jej  palce powędrowały nieco  wyŜej,  a  wtedy  Lawless  drgnął i  zaczął  w  panice 
wysiadać  z  samochodu.  Znowu  kilka  rzeczy  spadło  na  podłogę,  a  on  sam 
uderzył głową o sufit auta. Dobrze, Ŝe miał na sobie kask, chociaŜ nie pomogło 
mu to, gdy pośpiesznie zatrzaskując drzwi, przyciął sobie boleśnie palec. 

–  Cholera!  –  zaklął  i  chwycił  palec  drugą  ręką.  Obszedł  samochód 

dookoła  i  zatrzymał  się  koło  okna,  wpatrując  w  kobietę  wzrokiem  pełnym 
podejrzliwości.  To  pewnie  jakaś  studentka,  pomyślał.  W  jej  oczach  wyczytał 
troskę  i  poczucie  winy.  Oczywiście,  powinna  się  tak  czuć.  –  Prawo  jazdy  i 
dowód  rejestracyjny  –  powiedział  stanowczo,  tak  jakby  nic  się  do  tej  pory  nie 
wydarzyło.  Kobieta  uśmiechnęła  się  nerwowo  i  zaczęła  grzebać  w  otwartym 
schowku.  Przyglądał  się  jej  z  uwagą,  wierząc,  Ŝe  powoduje  nim  zwykła 
ciekawość. śółta bluzka ściśle przylegała jej do pleców, więc od razu domyślił 
się,  Ŝe  zatrzymana  nie  nosi  stanika.  Opuścił  wzrok  niŜej,  patrząc  na  krągłość 
bioder. Była zbyt szczupła, jak na jego wymagania, ale zgrabna. Sara dostrzegła 
jego  zainteresowanie  i  jej  radość  ze  znalezienia  dowodu  rejestracyjnego 
natychmiast zgasła. 

– JuŜ pan obejrzał wszystko? – mruknęła. 
Griffin  bez  słowa  wyciągnął  rękę  po  dokument.  Wręczyła  mu  go  ze 

złością. 

– Czy pani wie, z jaką prędkością pani jechała? – zapytał. 
–  Siedemdziesiąt  kilometrów  na  godzinę?  –  odezwała  się  z  nadzieją  w 

głosie. 

– A moŜe dziewięćdziesiąt? 
– To niemoŜliwe... – Potrząsnęła przecząco głową. – Ja... 
– Dziewięćdziesiąt w pobliŜu szkoły – wyjaśniał dalej. 
– Szkoła? PrzecieŜ tu nie ma szkoły. A zresztą jest południe i dzieci są w 

budynku. 

– Wiele dzieci wraca do domu na obiad. 
Sara  nie  miała  o  tym  wszystkim  najmniejszego  pojęcia.  Zazwyczaj  nie 

jeździła  tędy,  ale  dzisiaj,  kiedy  była  juŜ  spóźniona  na  spotkanie  z  bratem, 

background image

postanowiła  jechać  krótszą  drogą.  Chciała  to  powiedzieć  policjantowi,  ale  ten 
nagle  zniknął.  Zobaczyła  w  lusterku,  Ŝe  stoi  koło  motocykla  –  z  pewnością 
chciał sprawdzić jej kartotekę. Oburzyło ją to do głębi. 

– Ja to wszystko panu wytłumaczę – odezwała się, gdy znów podszedł do 

niej.  Machnął  przyzwalająco  ręką.  –  Byłam  juŜ  spóźniona  na  spotkanie...  – 
zaczęła i zorientowała się, Ŝe wybrała zły sposób. 

Oczekiwał  czegoś  bardziej  zaskakującego,  na  przykład  oświadczenia,  Ŝe 

gonili ją kosmici, czy coś w tym rodzaju. 

Policjant  jeszcze  raz  spojrzał  na  dokumenty,  a  potem  wziął  do  ręki 

bloczek i zaczął w nim coś pisać. 

– Proszę pana – zaczęła jeszcze raz. – Miałam się spotkać z moim bratem 

dwadzieścia minut temu, a on nie cierpi, jeśli się spóźniam. Zawsze marudzi, bo 
brak mu pewności siebie. Ilekroć jestem z nim umówiona, spóźniam się. To jest 
zupełnie  niezaleŜne  ode  mnie.  Pewnie  jest  to  jakoś  uwarunkowane 
psychologicznie,  ale  w  końcu  wielu  braci  i  sióstr  nie  Ŝyje  w  zgodzie.  Wally 
zawsze  tłumaczy  moje  spóźnienia  tym,  Ŝe  szesnaście  lat  temu  nasi  rodzice 
rozwiedli  się  i  ciągle  mnie  pyta,  czy  byłam  u  psychoanalityka,  którego  mi 
polecił. Chcę tego uniknąć... 

Urwała, bo usłyszała w swoim głosie nutkę histerii. Zawsze mówiła duŜo, 

gdy była zdenerwowana. Kiedy zorientowała się, Ŝe policjanta nie interesuje jej 
wypowiedź, spróbowała innego sposobu. 

– Uwierzyłby mi pan, gdybym powiedziała, Ŝe gonili mnie kosmici? 
Przestał pisać, ale nawet nie spojrzał na nią. 
– Albo Ŝe umówiłam się z... Zresztą to niewaŜne. Zaczął znowu pisać. 
Sara  westchnęła.  Tylko  tego  brakowało  jej  do  szczęścia.  Nie  mogła 

spóźnić  się  na  spotkanie  z  Wallym,  nie  była  teŜ  w  stanie  wysłuchać  jego 
kolejnego  monologu  o  tym,  jak  poplątane  było  jej  Ŝycie  od  czasu  rozwodu,  a 
kiedy policjant podał jej mandat do podpisania, z przeraŜeniem zorientowała się, 
Ŝ

e nie stać jej na zapłacenie takiej kwoty. 

– Siedemdziesiąt pięć dolarów?! – krzyknęła wystraszona. 
Policjant  skinął  spokojnie  głową.  Sara  czuła,  Ŝe  oblewa  ją  pot,  więc 

zaczęła się zastanawiać, co mogłoby tego policjanta wyprowadzić z równowagi. 

–  Tak  jest,  proszę  pani.  Tyle  wynosi  kara  za  nadmierną  prędkość  w 

pobliŜu szkoły. 

– Ale ja przecieŜ wcale nie jechałam tak szybko. 
– Jechała pani. 
Popatrzyła  na  niego  zmruŜonymi  oczami.  Nie  umiała  postępować  z 

osobami  mającymi  jakąś  władzę.  Zaczęło  się  to  juŜ  w  pierwszej  klasie,  gdy 
została  ukarana  przez  dyrektora  za  to,  Ŝe  rzucała  papierowymi  kulkami  w 
Bobby’ego Burgessa, chociaŜ to on zaczął. Jej małŜeństwo teŜ było nieudane, bo 
mąŜ wprowadził rygory, którym nie chciała się podporządkować. 

background image

–  Nie  mogę  tyle  zapłacić  –  powiedziała,  oddając  mu  nie  podpisany 

mandat. – Bardzo mi przykro. 

–  Zawsze  moŜe  pani  powtórzyć  egzamin  uprawniający  do  posiadania 

prawa jazdy – zauwaŜył policjant, przyglądając się jej z uwagą. 

Powtórzyć  egzamin?  –  zapytała  Sara.  –  Ach  tak,  słyszałam  o  tym. 

Zamykacie ludzi w okropnej sali i pokazujecie im filmy o tym, jakie są rezultaty 
złego  prowadzenia  samochodu:  dzieci  bez  głów  i  rozjechane  doszczętnie 
zwierzęta.  –  Zastanowiła  się  przez  chwilę.  –  A  moŜe  odwrotnie:  zwierzęta bez 
głów  i  rozjechane  dzieci...?  Nie,  dziękuję,  mogę  coś  takiego  obejrzeć  w  kinie, 
jeśli będę chciała. Nie chcę zdawać Ŝadnego egzaminu. 

ZauwaŜyła,  Ŝe  zacisnął  szczęki.  Pochylił  się  nad  okienkiem  i  nagle  Sara 

zaczęła  się  zastanawiać,  jakie  szaleństwo  ogarnęło  ją,  Ŝe  pozwoliła  sobie  na 
dyskusję. 

–  Wobec  tego,  proszę  pani  –  złowrogo  powiedział  policjant  –  muszę 

zawieźć panią na komisariat w kajdankach, gdyŜ stawiała pani opór władzy. 

Sara juŜ otworzyła usta, aby podjąć dalszą dyskusję, ale zrozumiała, Ŝe to 

jej  nic  nie  da  –  najwyŜej  zapewni  miejsce  w  areszcie  –  więc  nabazgrała 
nieczytelnie swoje nazwisko w miejscu, które wskazywał policjant. 

– Będę się bronić w sądzie – zapewniła swego prześladowcę. 
Policjant  po  raz  pierwszy  uśmiechnął  się.  Sarze,  ku  jej  wściekłości, 

bardzo się ten uśmiech podobał. 

–  No  cóŜ,  proszę  pani,  w  takim  razie  do  zobaczenia  w  sądzie  – 

powiedział, rzucając kopię mandatu na jej kolana. – śyczę miłego dnia. 

Dopiero  gdy  policjant  znalazł  się  przy  motocyklu,  Sara  ulŜyła  sobie, 

szepcząc  cicho  „świnia”.  Patrzyła,  jak  funkcjonariusz  wsiada  na  motocykl  i 
rusza, wzbijając obłok kurzu. 

ZłoŜyła  mandat  i  schowała  go  do  torebki,  mrucząc  pod  nosem  coś  o 

faszyzmie,  państwie  policyjnym,  niesympatycznych  braciach  i  okropnych 
męŜczyznach w ogóle. Potem włączyła silnik. Na pewno nie był to udany dzień, 
a na dodatek zdawała sobie sprawę, Ŝe wieczór będzie jeszcze gorszy. 

 
Późnym  piątkowym  popołudniem  Griffin  Lawless  siedział  na  ławce  w 

szatni  komisariatu  i  zamyślony  wpatrywał  się  w  swoją  szafkę.  To  był  straszny 
tydzień.  Spojrzał  na  kalendarz  przyczepiony  do  obdrapanych  drzwiczek  – 
zestaw nic nie znaczących dat. W czwartek wizyta u dentysty... jutro wieczorem 
randka  z  tą  rudowłosą  z  wydziału  zabójstw  i  spotkanie  z  grupą  skautów  w 
poniedziałek. 

Przesuwał  wzrokiem  po  kolejnych  datach,  aŜ  natrafił  na  jedną, 

zaznaczoną  czerwonym  tuszem  i  kilkakrotnie  obwiedzioną  ramką.  Właśnie 
wtedy,  w  przyszły  piątek,  miały  być  dziewięćdziesiąte  piąte  urodziny 
pradziadka. Tego dnia Griffin miał go ujrzeć po raz pierwszy. Ale, niestety, juŜ 

background image

go nie pozna. Nie udało się pradziadkowi powrócić do Stanów z Nowej Zelandii 
– jego ciało spoczywa teraz spokojnie w morzu. 

W  zeszłym  tygodniu  zadzwonił  do  niego  adwokat  i  zawiadomił  go  o 

ś

mierci  Harolda  Mercera.  PoniewaŜ  okazało  się,  Ŝe  Griffin  był  jego  jedynym 

Ŝ

yjącym  krewnym,  został  spadkobiercą  całego  majątku.  Zaskoczyło  go,  Ŝe  ci 

zamoŜni ludzie, posiadający wspaniałe domy na przedmieściu Clemente, to jego 
rodzina.  Od  dzieciństwa  wiedział,  Ŝe  byli  najznakomitszymi  obywatelami  tego 
miasta, a teraz okazało się, Ŝe jest jednym z nich. 

Zmiął  czarną  koszulę  od  munduru  i  wcisnął  ją  bezceremonialnie  do 

sportowej  torby.  Zsunął  następnie  buty  i  wstał,  Ŝeby  wyzwolić  się  z  czarnych 
spodni.  Unikał  gwałtownych  ruchów  lewą  ręką,  by  nie  czuć  bólu,  który  nadal 
mu dokuczał. Wszedł pod prysznic. 

Stał pod strumieniami wody. Jej ciepło docierało do zmęczonych mięśni, 

zmniejszając  napięcie  i  ból  –  efekt  zarówno  rany  postrzałowej  sprzed  dwóch 
miesięcy,  jak  i  przeŜyć  związanych  z  odnalezieniem  krewnego,  którego  zaraz 
potem utracił. Zrozumiał wtedy, iŜ Ŝycie mija tak szybko, Ŝe czasami człowiek 
nie zdąŜy się nawet nim nacieszyć. 

Przypomniał  sobie  zapach  kwiatów,  pełne  blasku  oczy  koloru  kawy  i 

włosy, które aŜ prosiły się, by ich dotknąć. Starał się nie myśleć o tej kobiecie. 
PrzecieŜ  wypisał  jej  mandat.  Nawet  jeśli  kiedyś  spotka  ją  przypadkowo,  na 
pewno nie zechce z nim rozmawiać. Ale nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy 
przypomniał sobie wyraz jej twarzy, kiedy ze schowka wypadła prezerwatywa. 
Dawno juŜ nie widział, by ktoś się tak rumienił ze wstydu. 

–  Griffin?  Jesteś  tam?  –  usłyszał  głos  swego  kolegi,  Mitchella 

Stonestreeta, i krzyknął: 

– Jestem, stary. 
–  Mam  dla  ciebie  dobre  wiadomości  –  powiedział  Stony,  pokazując  mu 

białą,  słuŜbową  kopertę.  –  Kapitan  Pierce  przysyła  ci  to.  Awansowałeś. 
Będziesz  w  wydziale  do  spraw  naduŜyć  i  korupcji.  Zupełnie  nie  rozumiem, 
dlaczego  chcesz  zajmować  się  takimi  sprawami.  Powinieneś  pracować  w 
zabójstwach lub w wydziale do spraw walki z nierządem. 

Nagi,  ociekający  wodą  Griffin  podszedł  do  Stony’ego  i  wyjął  mu  z  rąk 

kopertę  z  nadrukiem  Wydziału  Policji  w  Clemente,  Ohio.  Koperta  szybko 
zmiękła  w  wilgotnym  powietrzu.  Ale  treść  pisma  była  czytelna  i  w  pełni 
odpowiadała pragnieniom Griffina. Uśmiechnął się. 

– Zabójstwa są zbyt ponure – powiedział – a ci z wydziału do spraw walki 

z  nierządem  to  wariaci.  NaduŜycia  i  korupcja...  No  cóŜ,  przyszło  to  w 
odpowiedniej  chwili.  Poza  tym,  stary,  brakowało  mi  ciebie,  odkąd  odszedłeś  z 
patroli ulicznych, więc złoŜyłem podanie o przeniesienie. I wreszcie je dostałem. 

Oddał  pismo  wraz  z  kopertą  przyjacielowi  i  wrócił  pod  prysznic,  by 

spłukać  z  siebie  resztki  mydła.  Stony  rzucił  mu  ręcznik,  a  Griffin  zawiązał  go 

background image

sobie niedbale wokół bioder. 

–  Nie  było  wolnych  etatów  wcześniej  –  powiedział  Stony  –  ale  Ŝona 

Tommy’ego  Gundersena  awansowała  i  oboje  wyjeŜdŜają  na  zachód.  – 
Uśmiechnął się i dodał: – Znowu będziemy razem pracować. Bardzo się cieszę. 

– Jak za dawnych, dobrych czasów. 
– Zaczynasz za dwa tygodnie – mówił Stony, idąc za Griffinem do szatni. 

– Czy uda ci się je przeŜyć bez kłopotów? 

– Na pewno. Postaram się. – Griffin skinął niecierpliwie głową. 
– Nie będzie juŜ Ŝadnych pojedynków z bandziorami? 
Griffin  nachmurzył  się  i  mimowolnie  dotknął  ramienia.  Blizny  były 

jeszcze  róŜowe,  choć  zarówno  na  piersi,  jak  i  na  łopatce  wszystko  się  pięknie 
zagoiło. 

–  Nie  martw  się  o  mnie.  Mam  nadzieję,  Ŝe  juŜ  nigdy  nie  będę  musiał 

patrzeć  w  wylot  lufy.  Właśnie  to  było  powodem  mojej  prośby  o  przeniesienie. 
Praca w mundurze staje się coraz bardziej niebezpieczna. 

–  Niebezpieczna?  I  kto  to  mówi?  –  Stony  popatrzył  na  przyjaciela  z 

niedowierzaniem. – Facet, który wakacje spędza na pustyni, by móc jeździć na 
motorze bez świateł? 

– Na pustyni nikt do mnie nie strzela – powiedział Griffin ze smutkiem. – 

Na  ulicy  moŜe  wiele  się  zdarzyć,  a  ja  chcę  doŜyć  starości  i  cieszyć  się 
emeryturą. 

Gestem powstrzymał Stony’ego, który chciał coś powiedzieć. Dobrze znał 

jego  argumenty,  Ŝe  nie  ma  sensu  przechodzić  na  emeryturę,  gdy  wiadomo,  Ŝe 
będzie się Ŝyć w osamotnieniu. Przyjaciel miał rację. Rodzice Griffina nie Ŝyli, 
nie  miał  Ŝadnej  rodziny,  nawet  pradziadek,  tak  niespodziewanie  odzyskany, 
umarł.  Jest  trzydziestosiedmioletnim  męŜczyzną,  który  niczego  specjalnego 
dotąd nie osiągnął i faktycznie nie wie, co zamierza robić w przyszłości. 

Griffin włoŜył czarny podkoszulek, buty, zarzucił czarną torbę na ramię, 

zastanawiając  się  przez  cały  czas  nad  tym,  nurtującym  go  juŜ  od  dawna, 
problemem. Chyba nadszedł juŜ czas, Ŝeby zaczął myśleć o swojej przyszłości. 

– Masz jakieś plany na dzisiaj? – zapytał przyjaciela. 
– Nie. Elaine nie odzywa się do mnie. 
– Znowu? Co jej tym razem zrobiłeś? 
– Nie mam pojęcia. – Stony cięŜko westchnął. 
–  Czyli  wszystko  bez  zmian.  –  Griffin  uśmiechnął  się.  –  Pójdziemy  coś 

zjeść? 

– Pewnie. 
Wzięli swoje rzeczy i wyszli z posterunku. Był piękny wiosenny wieczór. 
–  Wiesz  –  zaczął  Stony,  gdy  zatrzymali  się  koło  harleya  davidsona 

Griffina – moŜe ty byś mi pomógł rozwiązać tę cholerną zagadkę, jaką stanowią 
kobiety. Miałeś przecieŜ z nimi do czynienia. 

background image

– Tak... – Griffin zapiął kask i włączył silnik. – Wierz mi, ja takŜe ich nie 

rozumiem. To co, zobaczymy się w Delgado? 

–  Ten,  który  zjawi  się  tam  pierwszy,  stawia  kolejkę  –  zaproponował 

Stony. 

Griffin  skinął  głową  i  zwiększył  moc  silnika.  Nieoczekiwanie 

przypomniał  sobie  kobietę,  którą  ukarał  mandatem  dziś  po  południu. 
Obserwowała  go  w  lusterku.  Uśmiechnął  się.  Pewnie  nie  wiedziała,  Ŝe  to 
zauwaŜył.  Ciekawe,  co  by  zrobiła,  gdyby  wówczas  zawrócił,  aresztował  ją  i 
dokonał rewizji. 

Pewnie oskarŜyłaby go o napastowanie seksualne i w końcu wsadziła do 

więzienia. W sumie była tego warta. 

Zaśmiał  się  do  siebie,  włoŜył  okulary  i  odjechał  z  parkingu.  Sara 

Greenleaf jest juŜ przeszłością i na pewno nigdy więcej się nie spotkają. 

Ale, myślał dalej, miała cudowny uśmiech i nigdy jeszcze nie widział tak 

pięknych  oczu.  Ciekawe,  czy  jej  włosy  są  tak  miękkie  w  dotyku,  jak  to  sobie 
wyobraŜał... 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
– Jak ci się udał lunch z bratem? 
– Tak jak zawsze – powiedziała Sara, unosząc wzrok znad nieforemnego 

ciasta czekoladowego, które właśnie lukrowała. – Wally nie moŜe zrozumieć, Ŝe 
nie jestem taka ambitna jak on. UwaŜa, Ŝe zrujnowałam sobie Ŝycie, rozwodząc 
się z Michaelem. 

–  Powiedz  mu,  Ŝeby  się  wreszcie  od  ciebie  odczepił  z  tymi  swoimi 

uwagami – doradziła jej Elaine. – To, Ŝe zarządza firmą, wcale nie oznacza, Ŝe 
moŜe rządzić wszystkimi. 

Sara  skinęła  głową.  Chciałaby,  Ŝeby  wszystko  było  tak  proste,  jak 

przedstawiła to Elaine. 

– Mimo wszystko lunch nie był taki zły. Gorsze było to, co spotkało mnie 

wcześniej. 

Minęły  trzy  dni,  odkąd  została  ukarana  mandatem.  W  dalszym  ciągu 

uwaŜała, Ŝe nie powinna była go dostać. Za kaŜdym razem, gdy przypominał się 
jej  policjant  Lawless,  czuła,  jak  mrówki  chodzą  jej  po  karku.  Nie  wiedziała, 
dlaczego tak się dzieje i dlaczego nie moŜe o nim zapomnieć. Dobrze, Ŝe teraz, 
przygotowując  poczęstunek  dla  druŜyny  skautów,  mogła  choć  na  trochę 
oderwać się od tych myśli. 

– A co się wydarzyło przed lunchem? – zapytała Elaine, rozstawiając na 

stole w jadalni papierowe kubki i talerze. 

– Dostałam mandat za nadmierną szybkość – wybąkała Sara, starając się 

rozsmarować  grubą  warstwę  lukru  na  środku  ciasta.  Nie  była  zbyt  dobrą 
kucharką, a wypieki wychodziły jej jeszcze gorzej. 

Elaine  pojawiła  się  w  drzwiach  kuchni.  Patrzyła  na  Sarę  z 

niedowierzaniem. 

–  Ty?  Mandat?  –  zapytała.  –  Za  nadmierną  szybkość?  W  tym  starym 

gracie? PrzecieŜ on nie jest w stanie jechać szybciej niŜ czterdzieści kilometrów 
na godzinę. 

– Bardzo śmieszne! – wykrzyknęła Sara. – Nie mówmy juŜ o tym. 
–  Dobrze.  –  Elaine  wzruszyła  ramionami  i  wróciła  do  swoich  zajęć.  – 

Aha, czy zaprosiłaś na dzisiaj odpowiednich facetów? 

– Oczywiście, Ŝe tak – odpowiedziała Sara. – I chyba udało mi się nawet 

znaleźć  dość  ciekawych.  Mamy  rzeczoznawcę,  księgowego,  programistę 
komputerowego i właściciela zakładu pogrzebowego. 

–  Saro,  to  jest  spotkanie  zorganizowane  dla  małych  chłopców  na  temat 

wyboru  zawodu.  –  Elaine  znowu  pojawiła  się  w  kuchni  z  grymasem 
niezadowolenia  na  twarzy.  –  O  czym,  na  Boga,  mogą  ci  ludzie  opowiedzieć 
takim dzieciakom? 

background image

–  Mają  dobrze  płatne  zawody,  na  które  i  w  przyszłości  będzie  popyt.  – 

Sara  za  nic  nie  chciała  się  przyznać  do  poraŜki.  Musiała  się  bronić.  PrzecieŜ 
starała  się  jak  najlepiej  wykonać  powierzone  jej  zadanie.  Poza  tym  nie  znała 
zbyt wielu męŜczyzn i niełatwo jej było zaprosić nawet tych czterech. Z dwoma 
musiała się umówić na randkę. – A kogo ty zaprosiłaś? 

–  Pilota  wojskowego,  baseballistę  z  Cincinnati,  straŜaka  i  policjanta  – 

wyrzuciła z siebie jednym tchem Elaine. 

– Policjanta? – spytała ironicznie Sara. 
–  Gdybym  wiedziała,  Ŝe  wejdziesz  w  konflikt  z  prawem...  –  roześmiała 

się Elaine. 

– Ha! Ha! Ale zabawne. 
– Nie złość się. Chłopcy z pewnością będą zachwyceni tym spotkaniem. 
Sara uśmiechnęła się i skapitulowała. Pomyślała o swoich synkach. Tak, 

Jack i Sam nie mogą się doczekać dzisiejszego popołudnia. 

–  Jak  ci  się  udało  zaprosić  takich  ludzi?  Baseballista?  Z  Czerwonych  z 

Cincinnati? 

–  Och,  po  prostu  wybrałam  kilka  numerów  z  mojego  notesu  –  z  dumą 

uśmiechnęła się Elaine. 

– Ty i ten twój notes. Muszę do niego kiedyś zajrzeć. 
– Sara z niedowierzaniem potrząsnęła głową. 
–  Hej!  Proponowałam  ci  przecieŜ,  Ŝe  cię  z  kimś  umówię.  Pamiętasz?  – 

przypomniała Elaine. – Ten facet z cyrku tak bardzo chciał cię poznać. 

–  śywa  kula  armatnia?  Nie,  dzięki.  Moje  Ŝycie  z  Michaelem  było 

wystarczająco  ekscytujące.  Teraz  chciałabym  poznać  jakiegoś  miłego, 
zrównowaŜonego, normalnego chłopaka. śadnych awanturników. 

– Aha! – Elaine ze zrozumieniem pokiwała głową. 
– 

Czyli 

księgowego 

albo 

rzeczoznawcę, 

albo 

przedsiębiorcę 

pogrzebowego? 

–  MoŜe  i  tak  –  zgodziła  się  Sara.  –  CóŜ  złego  widzisz  w  związku  ze 

spokojnym człowiekiem? 

– Nic, jeśli chcesz zanudzić się na śmierć – zgodziła się z nią Elaine. 
–  Nie  mam  zamiaru  o  tym  z  tobą  dyskutować  –  powiedziała  Sara, 

skończywszy dekorowanie ciasta. Nie wyglądało zbyt ładnie. 

–  Ty,  na  przykład,  uwaŜasz,  Ŝe  skoki  z  uŜyciem  liny  to  nudny  sport  – 

zauwaŜyła Elaine. 

– Bo to fakt. – Sara nie mogła powstrzymać się od śmiechu. RóŜniły się 

od  siebie  zdecydowanie.  Elaine  była  wysoka,  pięknie  zbudowana,  a  jej 
wspaniałe  czarne  włosy  spływały  lśniącą  kaskadą  do  połowy  pleców.  Miała 
szare, pełne Ŝycia i Ŝądzy przygód oczy – przygód, których Sara wcale dla siebie 
nie pragnęła. 

Ich przyjaźń zaczęła się dwa lata temu na zebraniu szkolnym. Jonah, syn 

background image

Elaine, chodził do tej samej klasy co bliźniacy Sary. Od sześciu miesięcy razem 
prowadziły sklep z antykami. Ich synowie naleŜeli do tej samej druŜyny i byli ze 
sobą bardzo zaprzyjaźnieni. 

Elaine  równieŜ była rozwódką.  Pomagały  sobie nawzajem,  opiekując  się 

dziećmi,  dzięki  czemu  nieraz  kaŜda  z  nich  mogła  mieć  czas  tylko  dla  siebie.  I 
przyjaźń, i interesy rozwijały się bardzo dobrze. 

– O BoŜe! – zawołała Elaine, otwierając lodówkę, by wyjąć kostki lodu. – 

Zupełnie zapomniałam ci powiedzieć. 

–  O  czym?  –  Sara  zakryła  ciasto,  by  na  nie  nie  patrzeć,  i  wytarła  ręce 

skrajem koszulki. 

– Mamy pracę – Elaine uśmiechnęła się radośnie. – Jeden z tych facetów, 

którzy  przyjdą  dzisiaj  –  ten  policjant  –  niedawno  odziedziczył  dom,  tutaj  w 
Clemente,  i  chciałby,  Ŝebyśmy  skatalogowały  i  wyceniły  znajdujące  się  tam 
rzeczy. 

– My? – Sara nie mogła powstrzymać zdumienia. 
– Oczywiście, Ŝe my. A czemuŜ by nie? 
–  Bo  mamy  niewielkie  doświadczenie.  Nie  znamy  odpowiednich  ludzi. 

Takimi  sprawami  zajmuje  się  od  lat  firma  Harper’s  Antiques.  To  chyba 
wystarczy, prawda? Dlaczego on chce nas zatrudnić? 

–  MoŜe  dlatego,  Ŝe  podałam  mu  o  połowę  niŜszą  cenę.  –  Oczy  Elaine 

rozbłysły. 

– No tak. To wystarczający powód. 
– Poza tym – dodała z ociąganiem – to najlepszy przyjaciel Stony’ego. 
–  Myślałam,  Ŝe  się  pokłóciliście.  –  Sara  spojrzała  na  przyjaciółkę  z 

uwagą. Miała okazję porozmawiać ze Stonym tylko dwa razy. Niemniej uwaŜała 
go za bardzo sympatycznego człowieka. 

– Raz się kłócimy, raz godzimy. – Elaine wzruszyła ramionami. A potem, 

zanim Sara zdąŜyła coś powiedzieć, dodała: – Ale to nie wszystko. 

–  NiemoŜliwe?  –  Sara  nie  mogła  powstrzymać  się  od  uśmiechu.  Elaine 

lubiła  być  tajemnicza.  Starała  się  ciągle  zaskakiwać  swoich  przyjaciół.  –  Co 
jeszcze? 

– Poczekaj, aŜ usłyszysz, o który dom chodzi. 
– Elaine, przestań juŜ. Powiedz wreszcie wszystko. 
– Dobrze. Więc chodzi o dom starego Mercera. 
– Naprawdę?! – Sara otworzyła szeroko oczy i gwizdnęła cicho. – Zawsze 

chciałam przyjrzeć mu się z bliska. 

Dom Mercera był opuszczony od wielu juŜ lat, ale Sara pamiętała, Ŝe gdy 

była  małą  dziewczynką,  mieszkała  tam  Meredith  Mercer,  niezamęŜna  córka 
emerytowanego  sędziego  Harolda  Mercera.  Sędzia  spędzał  większość  czasu  na 
Wyspach  Kanaryjskich.  Po  śmierci  córki  zamknął  dom  i  juŜ  się  tu  więcej  nie 
pojawił. 

background image

PrzejeŜdŜając obok tego domu, Sara nieraz zastanawiała się, jakie skarby 

mogą kryć się w jego wnętrzu. 

Teraz dom przejdzie w inne ręce, a moŜe nawet zostanie zburzony. Dzięki 

Bogu,  w  świetle  tego,  co  mówiła  Elaine,  ta  pierwsza  moŜliwość  wydawała  się 
być zupełnie nierealna. Widocznie stary sędzia miał więcej dzieci i jedno z nich 
postanowiło  tu  zamieszkać.  A  marzenia  Sary  o  skarbach  Mercera  nareszcie 
miały się spełnić. 

–  Będziesz  mogła  oficjalnie  tam  wejść  –  stwierdziła  Elaine  –  bo 

spadkobierca dzisiaj podpisał z nami umowę. 

– Tak po prostu? 
Elaine skinęła głową, uśmiechając się radośnie. 
Zanim Sara zdąŜyła coś powiedzieć, drzwi otworzyły się z hukiem i trzy 

postacie  przemknęły  obok  nich  ze  śmiechem  i  wrzaskiem.  Zniknęły  równie 
szybko,  jak  się  pojawiły,  a  przyjaciółki  zdąŜyły  tylko  potrząsnąć  z 
niedowierzaniem głowami. 

–  Gdyby  moŜna  było  wykorzystać  ich  energię,  ogrzalibyśmy  cały  kraj 

przez kilka kolejnych zim – odezwała się Sara. 

Trzej chłopcy pojawili się znowu. Jonah wyglądał jak wierna kopia matki 

–  miał  czarne  włosy  i  błyszczące  szare  oczy.  Jack  i  Sam  nie  byli  do  siebie 
podobni.  Jack  z  niesfornymi  brązowymi  lokami  i  bursztynowymi  oczami 
przypominał  ojca,  podczas  gdy  jasnowłosy  i  ciemnooki  Sam  był  podobny  do 
Sary. 

– Przyjechała pani Stevens z Markiem i Devonem – obwieścił Jack. 
– Kiedy przyjdzie ten pilot? – dopytywał się Jonah. 
–  Czy  policjant  przyniesie  swój  rewolwer?  –  chciał  koniecznie  wiedzieć 

Sam. 

O BoŜe, pomyślała Sara, jeśli Nellie juŜ jest, to wkrótce pojawią się inni 

chłopcy. Zorientowała się, Ŝe zupełnie nie jest gotowa. Spojrzała z zazdrością na 
Elaine:  jak  zawsze  spokojna,  ubrana  juŜ  w  mundur  skautowski,  podczas  gdy 
Sara  miała  na  sobie  stare  dŜinsy  i  rozciągniętą  bluzkę,  na  dodatek  poplamioną 
czekoladą. 

– Elaine! Zajmij się chłopcami. Muszę się przebrać. 
– Pospiesz się – odpowiedziała przyjaciółka. 
Idąc przez hol Sara słyszała, jak Elaine rozmawia z Samem. 
–  Tak,  policjant  będzie  miał  rewolwer.  Wszyscy  panowie  przyjdą  tak 

ubrani,  jak  chodzą  do  pracy,  więc  będziesz  mógł  wszystko  sobie  dokładnie 
obejrzeć. 

Zadźwięczał dzwonek, a jednocześnie ktoś zapukał do kuchennych drzwi. 

Sara  nie  pomyślała  zupełnie  o  swoim  stroju  i  machinalnie  podeszła  do  drzwi 
frontowych, by je  otworzyć.  Gdy ujrzała na progu  policjanta Lawlessa, o  mało 
nie  zemdlała  z  wraŜenia.  Pomyślała,  Ŝe  przyszedł,  aby  ją  aresztować  za  jakiś 

background image

haniebny  czyn,  jak  na  przykład  brzydkie  lukrowanie  ciasta  lub  pieczenie 
nieudanych  babek.  Potem  popatrzyła na jego  ciemne  okulary i  znowu  ogarnęła 
ją ciekawość, jakiego koloru są jego oczy. 

Ubrany był identycznie jak trzy dni temu. Ale teraz, stojąc z nim twarzą w 

twarz,  zauwaŜyła,  Ŝe  ma  krótkie  czarne  włosy  i  gęsty  zarost. Zaskoczyło ją  to. 
Myślała,  Ŝe  tego  typu  osobnik  woli  dłuŜsze  włosy.  MoŜe,  pracując  w  policji, 
musiał  je  obciąć.  Nie  zauwaŜyła  teŜ  wcześniej,  jak  wspaniale  jest  zbudowany. 
Jeszcze  raz  zerknęła  na  jego  twarz.  W  czarnych  wąsach  błyszczały  srebrne 
niteczki,  a  na  policzku  miał  dość  duŜą  bliznę,  która  z  pewnością  nie  była 
efektem skaleczenia się przy goleniu. Pomyślała, Ŝe musiał być ranny w jakiejś 
walce, co spowodowało, Ŝe wydał się jej jeszcze groźniejszy. 

– Witam pana – odezwała się, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, co 

mówi.  –  CzyŜbym  popełniła  jakieś  kolejne  wykroczenie,  za  które  zapomniał 
mnie pan ukarać? 

Zamiast odpowiedzieć, Griffin cofnął się i popatrzył na numer domu. To 

rzeczywiście tutaj. A niech to diabli! Tylko tego było mu potrzeba. Spotkania z 
intrygującą  blondynką,  o  której  nie  przestawał  myśleć  przez  cały  weekend. 
Czemu  tu  przyszedł?  Zrobił  to  dla  przyjaciela,  a  tego,  co  zastał,  naprawdę  nie 
mógł  przewidzieć.  Stony  miał  dzisiaj  słuŜbę  i  nie  mógł  zjawić  się  tutaj 
osobiście.  Ale  przecieŜ  znajoma  Stony’ego  nie  nazywa  się  Sara  Greenleaf. 
Gdyby usłyszał to nazwisko, uciekłby z krzykiem. Co ona tutaj robi? 

Była tak samo ponętna jak wtedy, moŜe nawet bardziej, bo policzek miała 

umazany czekoladą, a brązowe plamy pokrywały rozciągnięty podkoszulek. Nie 
przypominała opiekunek skautowskich z dawnych czasów. Widocznie wiele się 
w tej organizacji zmieniło. 

–  Witam  pana  –  powtórzyła,  a  wtedy  Griffin,  nie  zastanawiając  się  nad 

tym,  co  robi,  wyciągnął  dłoń  i  starł  kciukiem  czekoladę  z  jej  twarzy,  a  potem 
zlizał ją z palca. 

Sara  wpatrywała  się  w  niego  z  osłupieniem,  a  on  po  prostu  uśmiechnął 

się. 

–  Powinna  mieć  w  sobie  więcej  słodyczy,  a  mniej  kwasu  –  powiedział  i 

wszedł do środka. 

– Czy mówi pan o polewie, czy o mnie? – usłyszał jej pytanie. 
– Polewa jest wspaniała – odpowiedział bez wahania. 
Był pewien, Ŝe jej reakcja będzie niecodzienna, więc zdjął okulary, by to 

lepiej  widzieć.  Wtedy  wyraz  twarzy  Sary  zmienił  się gwałtownie,  a usta, które 
miały zaprotestować, zamknęły się. 

–  Czy  coś  się  stało?  –  zapytał  zaintrygowany.  Potrząsnęła  w  milczeniu 

głową, ale wpatrywała się w niego z takim natęŜeniem, jakby nagle wyrosła mu 
co najmniej druga głowa. 

– Co się stało? – powtórzył. 

background image

– Pańskie oczy... – powiedziała łagodnie i podeszła bliŜej. – Są takie... 
Tego się nie spodziewał. 
– Jakie? – zapytał z zaciekawieniem. Westchnęła, a w jej głosie czuć było 

tęsknotę. 

– Niebieskie – odpowiedziała cicho. – Ma pan niebieskie oczy. A ja, nie 

wiem dlaczego, byłam przekonana, Ŝe są czarne. A one są... 

Umilkła. Griffin zaczął się zastanawiać, co jeszcze chciała powiedzieć. 
Czuł, jak pod jej spojrzeniem zaczyna drŜeć. Przez kilka sekund nie było 

w  jej  oczach  złości  i  mógł  dostrzec  w  nich  ogromną  tęsknotę.  Poczuł  się 
niepewnie, bo zrozumiał, Ŝe jego odczucia w odniesieniu do Sary są takie same. 
Wzbudzała w nim tęsknotę za czymś nieokreślonym, czego nie znał, a bez czego 
nie mógł Ŝyć. 

A potem ta chwila minęła. 
Sara poczuła wielkie znuŜenie. Cofnęła się i zamknęła drzwi. 
– Przepraszam – powiedziała nerwowo. – Muszę się przebrać. 
I  zniknęła.  Griffin  poczuł  się  dziwnie  samotny.  Rozejrzał  się.  Dom  był 

typowy, jak setki innych na przedmieściu. Wszędzie pełno było kwiatów, zdjęć i 
porozrzucanych zabawek. Czyli pani Greenleaf jest męŜatką i ma dzieci. Chyba 
w piątek wspominała coś o męŜu? Nie mógł sobie tego przypomnieć. W kaŜdym 
razie Ŝaden męŜczyzna nie przeszedłby obojętnie obok takiej kobiety. 

Dlaczego więc w jej oczach było tyle tęsknoty? MoŜe pan Greenleaf nie 

wypełniał  dobrze  swoich  obowiązków?  A  moŜe  od  początku  nie  układało  się 
między nimi? 

–  Kim  pan  jest?  –  dobiegł  go  z  tyłu  cichy  głosik.  Griffin  odwrócił  się  i 

ujrzał  pięciu  małych  chłopców,  patrzących  na  niego  z  podziwem.  Uśmiechnął 
się.  Zdawał  sobie  sprawę,  Ŝe  w  mundurze  wygląda  imponująco.  Taki  wygląd 
pomagał mu w pracy. Dorośli traktowali go z szacunkiem, a co dopiero dzieci... 
Nie chciał ich oczywiście przestraszyć, ale cieszyło go wraŜenie, jakie wywołał. 
Szkoda  tylko,  Ŝe  Sara  nie  reagowała  w  podobny  sposób.  Chętnie  by  ją 
postraszył, bo, prawdę mówiąc, obawiał się jej. 

–  Nazywam  się  Griffin  Lawless  –  przedstawił  się  chłopcom.  –  Jestem 

policjantem w naszym mieście. Patrole motocyklowe. 

–  A  ja  nazywam  się  Jack  Markham.  –  NajwyŜszy  chłopiec  śmiało 

wyciągnął do niego rękę. – A to jest mój młodszy braciszek Sam. 

–  Nie  jestem  twoim  młodszym  braciszkiem.  Mam  tyle  lat  co  ty  – 

sprostował szybko Sam. Nie był tak pewny siebie jak jego brat. 

–  Nieprawda  –  zaprzeczył  Jack.  –  Urodziłem  się  piętnaście  minut 

wcześniej. Tak mówi mama. Więc jestem starszy. 

– Nie jesteś. 
– Jestem. 
– Nie jesteś. 

background image

– Jestem. 
–  Nazywam  się  Jonah  –  odezwał  się  trzeci  chłopiec,  podczas  gdy  dwaj 

bracia kontynuowali sprzeczkę. – Jonah Bingham. Chyba pan zna moją mamę. 

–  Elaine.  –  Griffin  przypomniał  sobie  imię  dziewczyny,  z  którą  Stony 

spotykał się częściej niŜ z innymi. 

– Zgadza się. 
–  A  czyi  są  twoi  kłótliwi  koledzy?  –  zapytał,  nie  mogąc  powstrzymać 

uśmiechu. 

– Moi. 
Griffin  odwrócił  się  i  ujrzał  Sarę,  która  przyłączyła  się  do  towarzystwa, 

więc jego uśmiech stał się jeszcze szerszy, gdy zobaczył ją w mundurze. Zdawał 
sobie  sprawę,  Ŝe  nie  jest  to  zbyt  atrakcyjny  strój,  ale  i  tak  na  jej  widok  krew 
zaczęła  mu  szybciej  krąŜyć  w  Ŝyłach.  Czekolada  zniknęła  z  policzka,  włosy 
zostały  uczesane  i  przytrzymane  skórzaną  opaską.  Robiła  wraŜenie  tak 
spokojnej i opanowanej, Ŝe aŜ zapragnął zrobić coś, by ją zdenerwować. 

Nie zdąŜył jednak nawet wyrzec słowa, gdyŜ pokój zaczął się wypełniać 

ludźmi. Po kilku minutach, w czasie których Sara przedstawiła gości, zapanował 
spokój.  Reszta  wieczoru  upłynęła  w  atmosferze  kontrolowanego  chaosu,  ale 
kaŜdy z gości miał szansę zaprezentować swój zawód i odpowiedzieć na wiele 
pytań. Potem toczyły się rozmowy towarzyskie przy ciastkach i kawie. 

Griffin  bawił  się  doskonale.  Rzadko  miał  do  czynienia  z  dziećmi,  więc 

nawet  nie  zdawał  sobie  sprawy  z  tego,  jak  bardzo  je  lubi.  Po  jakimś  czasie 
zaczął się zastanawiać, jak by to było, gdyby miał własne. 

ZauwaŜył,  Ŝe  synowie  Sary  noszą  inne  nazwisko,  co  nastroiło  go 

optymistycznie. Na pewno jest rozwódką. Chyba Ŝe nie przyjęła nazwiska męŜa. 
ZauwaŜył teŜ, Ŝe nie nosi obrączki, ale w dzisiejszych czasach nie stanowiło to 
Ŝ

adnego dowodu na to, Ŝe jest samotna. 

Właściwie mógł do niej podejść i po prostu zapytać o stan cywilny. Ale z 

pewnością  potraktowałaby  to  pytanie  jako  chęć  nawiązania  znajomości,  co 
bezsprzecznie  było  jego  zamiarem.  Biorąc  pod  uwagę  mandat  o  wysokości 
siedemdziesięciu  pięciu  dolarów,  którym  ukarał  ją  parę  dni  wcześniej,  jej 
reakcja mogłaby być zupełnie inna niŜ ta, której pragnął. Wobec tego zadowolił 
się  patrzeniem  na  nią  i  cały  czas  czekał  na  jakiś  znak  z  jej  strony.  Wieczór 
dobiegał  końca,  a  Sara  nie  wykonała  Ŝadnego  gestu.  Pomyślał,  Ŝe  pewnie 
błędnie odczytał jej reakcję przy powitaniu i postanowił wycofać się. 

Gdy chciał powiedzieć jej, Ŝe musi juŜ iść, znowu ujrzał w jej oczach tę 

dziwną  tęsknotę.  Nie  mylił  się.  Ona  równieŜ  była  nim  zainteresowana. 
Postanowił więc zostać jeszcze chwilę. 

Sara  była  zupełnie  wykończona,  gdy  ostatnie  mamy  z  dziećmi  wyszły. 

Elaine zaproponowała, Ŝe jej pomoŜe posprzątać, ale Sara odesłała przyjaciółkę 
do domu. Chciała zostać sama i zastanowić się nad tym, dlaczego czuje się taka 

background image

podniecona. 

Przez cały wieczór plątała się jej po głowie jedna myśl, a mianowicie, jak 

czarny  uniform  wspaniale  podkreśla  figurę  Lawlessa.  To  powinno  być 
zabronione, Ŝeby policjant na słuŜbie był tak pociągający. WyobraŜała sobie, jak 
by to było cudownie spędzić z nim trochę czasu sam na sam. 

Wyrzucając  do  kosza  ostatnie  papierowe  kubki  i  talerze,  nasłuchiwała 

dźwięków  dochodzących  z  pokoju  Jacka,  gdzie  bawili  się  jej  synowie.  Do  ich 
głosów  dołączył  się  nowy.  Nie  była  tym  zaskoczona.  Była  pewna,  Ŝe  Lawless 
zostanie dłuŜej. 

Gdy odwróciła się, ujrzała go w drzwiach kuchni. Stał oparty niedbale o 

framugę.  Przyglądał  się  jej  z  uwagą,  ale  nie  mogła  niczego  wyczytać  z  jego 
oczu.  PoniewaŜ  jej  myśli  krąŜyły  stale  wokół  czułego  sam  na  sam,  oddychała 
nieco szybciej. 

– Jeszcze pan tu jest? – odezwała się i natychmiast zdała sobie sprawę, jak 

głupio brzmi to pytanie. 

– Pomyślałem, Ŝe będę mógł pomóc w sprzątaniu. 
–  Nie  trzeba.  –  Sara  pokręciła  głową.  –  Sama  sobie  poradzę.  Mimo  to 

dziękuję za dobre chęci. 

Lawless  nie  odebrał  tych  słów  jako  zachęty  do  odejścia.  Zamiast  tego 

wszedł do kuchni i stanął przy stole. 

– Czemu pani synowie mają inne nazwisko? – zapytał obcesowo. 
–  Noszą  nazwisko  swojego  ojca  –  odpowiedziała  krótko.  Nie  wydawała 

się być zaskoczona pytaniem. 

–  A  dlaczego  pani  nie  uŜywa  tego  nazwiska?  –  kontynuował  bez 

najmniejszego skrępowania. 

Sara z trudem przełknęła ślinę. Czuła, jak szybko bije jej serce. 
–  Po  rozwodzie  wróciłam  do  nazwiska  panieńskiego  –  powiedziała, 

wpatrując się w niego uwaŜnie. 

– Więc jest pani samotna? 
Zatrzymał  się  tuŜ  przed  nią.  Sara  w  milczeniu  skinęła  głową,  nie  mogąc 

wydobyć słowa z zaciśniętego gardła. 

Kiedy  zbliŜył  twarz  i  zajrzał  jej  w  oczy,  cofnęła  się.  ZauwaŜył  to,  ale 

wyciągnął rękę i ujął ją delikatnie pod brodę. 

– Proszę pana – zaczęła szeptem. 
– Mam na imię Griffin – powiedział. 
– Nie powinieneś... 
–  Jeszcze  nigdy  nie  spotkałem  kobiety  tak  umazanej  czekoladą  – 

powiedział, pocierając palcem kącik jej warg. 

Znowu próbowała się cofnąć. 
Ale dłoń Griffina powędrowała za nią. Delikatnie dotknął jej dolnej wargi 

i, zanim Sara zdąŜyła cokolwiek powiedzieć, pochylił się nad nią i poczuła jego 

background image

usta  na  swoich.  Leciutko  pieścił  jej  wargi.  Czuła  łaskotanie  jego  wąsów.  Z 
początku  była  zbyt  zaskoczona,  by  zareagować,  więc  stała  bez  ruchu, 
pozwalając się całować. Gdy pojęła, co się dzieje, jej reakcja była rzeczywiście 
dość  gwałtowna  i  nieoczekiwana.  Zamiast  go  odepchnąć,  jej  dłonie 
powędrowały do wycięcia w koszuli, a palce zaplątały się w ciemnych włosach. 

Wtedy  Griffin  zaczął  całować  ją  coraz  namiętniej,  napierając  na  nią  tak 

mocno,  aŜ  oparła  się  o  blat  kuchenny.  Jedną  ręką  odchylił  jej  głowę,  by  móc 
mocniej  ją  całować,  druga  przesuwała  się  powoli  po  jej  piersiach,  draŜniąc  je 
delikatnie. 

Przez  długą  chwilę  walczyli  o  to,  które  z  nich  osiągnie  więcej.  Nie 

wiedzieli,  skąd przyszło  poŜądanie  i dokąd  ich  zaprowadzi. Sara  połoŜyła  dłoń 
na klamrze paska Griffina, gdy nagle usłyszała jakiś hałas na górze. 

Przypomniała sobie o synach i odepchnęła Griffina gwałtownie od siebie. 
Z  początku  nie  była  w  stanie  wydusić  nawet  jednego  słowa,  zaskoczona 

swoim zachowaniem. Próbowała tylko złapać oddech. W milczeniu potrząsnęła 
głową,  marząc  o  tym,  by  móc  cofnąć  czas  o  pięć  minut.  Ale  nie  dlatego,  by 
przeŜyć je inaczej, lecz by znowu móc się zatopić w pocałunku. 

– Czemu... czemu to zrobiłeś? – udało się jej wyszeptać. 
Griffin popatrzył jej prosto w oczy. Sam teŜ z trudem łapał oddech. 
– Bo tego chciałaś – odpowiedział krótko. Potrząsnęła głową przecząco. 
– Znowu tego chcesz – mówił dalej. – Za kaŜdym razem, kiedy na mnie 

tak patrzysz. 

– Ale... 
– Mamo! Jack mnie uderzył! 
– Nie uderzyłem! 
– A właśnie, Ŝe tak! 
– Nie! 
Głosy  chłopców,  pełne  gniewu,  obudziły  w  Sarze  to  samo  uczucie. 

Zapomniała  o  tym,  z  jaką  łatwością  Griffin  ją  omotał  i  o  tym,  Ŝe  zupełnie  nie 
pamiętała  o  obecności  dzieci.  Była  wściekła  na  siebie,  bo  pragnęła  tego 
męŜczyzny. I dlatego słowa, które wypowiedziała, teŜ były pełne gniewu. 

– Lepiej juŜ sobie idź. 
– Zjedzmy jutro razem kolację. 
Sara nie była pewna, co ją bardziej denerwowało: czy to, Ŝe ignorował jej 

słowa,  czy  jego  polecenia  zamiast  próśb,  czy  teŜ  to,  Ŝe  najchętniej  wyraziłaby 
zgodę. 

– Nie mogę – odpowiedziała. 
– Dlaczego? 
Znowu zapragnęła, by to wszystko się nie wydarzyło. 
– Bo jestem juŜ umówiona – rzekła niechętnie, patrząc mu prosto w oczy. 

Roger, rzeczoznawca, poprosił ją, by poszli razem do kina w nagrodę za to, Ŝe 

background image

przyszedł na spotkanie z chłopcami. 

Wyraz twarzy Griffina zmienił się. 
– Rozumiem – powiedział i odsunął się od niej. 
Sara  powinna  być  z  tego  zadowolona,  ale  nagle  zrobiło  jej  się  zimno, 

mimo  Ŝe  wieczór  był  ciepły.  Zapragnęła  zapytać  Griffina,  czy  zamiast  jutro 
mogliby się spotkać w środę, ale milczała. 

PrzecieŜ przez niego musiała wydać siedemdziesiąt pięć dolarów. Był tak 

pewny  siebie,  Ŝe  niemal  arogancki:  prawdopodobnie  Ŝadna  kobieta  nie  śmiała 
mu niczego odmówić. 

Odepchnęła od siebie myśl, Ŝe właśnie przed chwilą juŜ to zrobiła. 
– Lepiej juŜ idź – powtórzyła. 
Griffin  skinął  głową  i  odwrócił  się,  by  odejść.  Widziała,  jaką  reakcję 

wywołały  jej  słowa,  Ŝe  spotyka  się  z  kimś  innym,  ale  milczała.  Nigdy  dotąd 
Ŝ

aden męŜczyzna nie spowodował takiego zamieszania w jej Ŝyciu, szczególnie 

w tak krótkim czasie. 

Ona przecieŜ potrzebuje spokojnego i statecznego męŜczyzny, który da jej 

poczucie  bezpieczeństwa.  Takiego  jak  Roger,  pomyślała,  mając  nadzieję,  Ŝe 
jego imię wywoła choćby cień podniecenia. 

Ale  to  uczucie  wywoływał  w  niej  tylko  Griffin  Lawless,  który  właśnie 

opuszczał jej dom. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
– To twoje pierwsze zadanie, Griff. Spisz się dobrze. Griffin popatrzył na 

przyjaciela, a potem na papierową teczkę, którą Stony rzucił mu na biurko. 

– Nie martw się. Co to jest? 
– Firma budowlana Jerwal, tu w Clemente – zaczął objaśniać Stony. – Od 

trzech  miesięcy  przyglądamy  się  właścicielom.  Przypuszczamy,  Ŝe  prowadzą 
jakieś brudne interesy. WłoŜyliśmy z Gundersenem duŜo pracy w tę sprawę. Nie 
chcę, by poszła na marne. 

– PrzecieŜ ci powiedziałem, Ŝebyś się nie martwił – obruszył się Griffin. 
–  Przeczytaj  te  papiery  i  zgłoś  się,  jeśli  będziesz  miał  jakieś  pytania. 

Sprawa  jest  dość  jasna.  Nie  wiedzą,  Ŝe  ich  obserwujemy,  ale  juŜ  niedługo 
powinniśmy to ujawnić. Myślę, Ŝe za kilka miesięcy – stwierdził Stony i poszedł 
do swojego gabinetu. 

Griffin  otworzył  teczkę  i  zaczął  przeglądać  dokumenty.  W  chwili  gdy 

ujrzał  nazwiska  dwóch  męŜczyzn,  których  miał  rozpracować,  poczuł,  Ŝe  pocą 
mu  się  dłonie,  a  pewność  siebie  powoli  znika.  Jeden  z  nich  nazywał  się  Jerry 
Schmidt  i  to  nazwisko  nic  mu  nie  mówiło,  ale  drugie  brzmiało:  Wallace 
Greenleaf.  W  tak  małym  miasteczku  jak  Clemente  ktoś,  kto  tak  się  nazywał,  z 
pewnością był spokrewniony z Sarą. 

Przypomniał  sobie  długą  opowieść,  jaką  przytoczyła  w  formie 

wyjaśnienia, kiedy zobaczyli się po raz pierwszy. CzyŜ nie mówiła o spotkaniu z 
bratem? Jak miał na imię? Wallace? Chyba nie. MoŜe Wally? Tak! To było to. 
Wally. Cudownie! 

Przesunął  dłonią  po  włosach,  oparł  się  o  krzesło  i  popatrzył  w  sufit. 

Chyba i tak nie miał szans na znajomość z Sarą. Biorąc pod uwagę okoliczności, 
w jakich się poznali, fakt, Ŝe spotyka się z innym, i jej stwierdzenie, Ŝe nie chce 
go  więcej  widywać,  mówiły  same  za  siebie.  Nie  widział  jej  juŜ  dwa  tygodnie. 
Zresztą nie było sensu szukać z nią bliŜszego kontaktu. 

To nieprawda, uświadomił sobie. Nie przestawał o niej myśleć, pamiętał, 

jak  reagowała  na  jego  uściski.  Musiał  być  blisko  niej.  Tak  blisko,  jak  tylko 
męŜczyzna moŜe być z kobietą. 

Cudownie.  Po  prostu  wspaniale.  Znowu  popatrzył  na  teczkę  i  zaczął 

czytać dokumenty, przez cały czas myśląc o tym, co powinien zrobić. Nie mógł 
unikać Sary. Wynajął firmę jej i Elaine do skatalogowania rzeczy znajdujących 
się w odziedziczonym przez niego domu pradziadka. Obie kobiety przychodziły 
tam i prowadziły wycenę przedmiotów. 

Jak  miał  się  trzymać  z  dala  od  niej,  gdy  marzył  jedynie  o  tym,  by  ją 

znowu  przytulić  do  siebie.  Z  tego  powodu  nie  sypiał  nocami.  A  teraz  ma 
prowadzić  śledztwo  przeciwko  jej  bratu,  który  moŜe  wylądować  na  parę  lat  w 

background image

więzieniu. Czuł się fatalnie. 

Zawsze  miał  pecha.  Nawet  gdy  udało  mu  się  jednocześnie  otrzymać 

pracę, której pragnął, i poznać kobietę swoich marzeń, wyglądało na to, Ŝe jedno 
wyklucza drugie. Czy uda mu się zdobyć względy Sary? 

Powrócił  do  czytania  materiałów  z  teczki,  ale  przez  cały  czas  nie 

opuszczała go świadomość, Ŝe los się z niego naigrywa. 

 
Dom Mercera pachniał pleśnią i starością. Sara i Elaine weszły do niego 

po  raz  pierwszy  dwa  tygodnie  po  podpisaniu  umowy  z  Griffinem  Lawlessem. 
Dał  im  klucz,  by  mogły  pracować  w  róŜnych  porach  dnia.  Rozpoczęły  juŜ 
Ŝ

mudny proces katalogowania i wyceny staroci, które sędzia Mercer i jego córka 

nagromadzili  przez  lata.  Pierwsza  rozpoczęła  pracę  Elaine.  Miała  się 
zorientować  co  do  rozmiarów  zadań  zleconych  do  wykonania.  Sara  miała 
pojawić  się  następnego  dnia,  ale  postanowiła  wpaść  chociaŜ  na  chwilę,  by 
poczuć atmosferę domu. Przekraczała jego próg z pewnymi obawami. 

Jedną  z  wielu  rzeczy,  które  przyczyniły  się  do  nawiązania  przyjaźni 

między  Sarą  i  Elaine  przed  dwoma  laty,  była  ich  miłość  do  staroci.  Elaine 
zajmowała  się  meblami  i  biŜuterią,  a  Sara  porcelaną,  srebrami,  kryształami  i 
materiałami.  Połączyły  swe  skromne  fundusze,  by  kupić  okazyjnie  sklep  z 
antykami w starej dzielnicy Clemente. Jego właściciel postanowił przenieść się 
do znacznie cieplejszego Orlando. 

Dokupiły  szereg  przedmiotów  na  aukcjach  na  środkowym  wschodzie  i 

obecnie  posiadały  całkiem  niezłą  kolekcję.  I  chociaŜ  nie  wzbogaciły  się 
dotychczas,  to  udawało  im  się  wiązać  koniec  z  końcem.  Z  niecierpliwością 
oczekiwały  lata,  które  przyciągało  do  starego  Clemente  wielu  turystów,  mając 
nadzieję, Ŝe pieniądze zarobione w tym czasie pozwolą im przetrwać zimę. 

Oczywiście  taka  praca  jak  wycena  antyków  bardzo  im  była  na  rękę. 

Przede wszystkim zaczynały zdobywać klientelę, co mogło przysporzyć zysku. 
A poza tym Sara nareszcie miała szansę zająć się czymś, co lubiła. 

Od  lat  uwielbiała  antyki.  Niestety,  pochodziła  ze  wsi,  z  powszechnie 

szanowanej,  lecz  biednej  rodziny,  więc  nie  miała  moŜliwości  odziedziczenia 
czegokolwiek.  Kupno  sklepu  z  antykami  było  spełnieniem  jej  największych 
marzeń. Kochała kaŜdy przedmiot w sklepie i z wielkim trudem rozstawała się 
ze sprzedanymi rzeczami. 

Fascynowała ją nie tylko historia poszczególnych przedmiotów, ale i trud, 

jaki włoŜono w ich wykonanie. Umiała szybko ocenić przedmiot i określić jego 
pochodzenie, ale czasami brakowało jej czasu, by prześledzić jego historię. 

Teraz  miała  moŜliwość  zbadania  wielkiej  kolekcji  i  nie  mogła  się 

doczekać, kiedy zacznie pracę. 

Wchodząc do domu zawołała głośno „halo”, mimo Ŝe nie spodziewała się 

tu spotkać nikogo. 

background image

Elaine powiedziała jej, Ŝe Griffin raczej nie zamierza wprowadzić się do 

domu  swego  pradziadka  ani  przychodzić  tam,  gdy  będą  pracować.  PoniewaŜ 
wycena mogła trwać bardzo długo, moŜe nawet rok, Sara pomyślała, Ŝe choć w 
ten sposób będzie związana z Griffinem. 

Cały  czas  starała  się  nie  myśleć  o  pocałunku,  który  ich  połączył  przed 

dwoma  tygodniami,  ale  nie  mogła.  Gdy  tylko  zamykała  oczy  przed  snem, 
widziała  pełne  tęsknoty  spojrzenie  Griffina  i  czuła  gorąco,  jakie  przeszyło  ją, 
gdy jej dotknął. 

–  Hej!  –  zawołała  jeszcze  raz  z  nadzieją,  Ŝe  nie  słychać  w  jej  głosie 

niepokoju. – Czy jest tu ktoś? 

Drzwi  głośno  skrzypnęły,  kiedy  je  zamykała,  i  Sarze  przypomniały  się 

czytane  w  dzieciństwie  powieści  grozy,  w  których  młode,  naiwne  kobiety 
ulegały  niebezpiecznym,  atrakcyjnym  męŜczyznom  i  Ŝyły  potem  zamknięte  w 
starych, ponurych domach. 

Odsunęła  te  myśli  od  siebie.  Nie  jest  juŜ  taka  młoda  ani  naiwna,  a  dom 

Mercera  na  pewno  nie  jest  ponury.  Oczywiście  Griffin  jest  niebezpiecznym, 
młodym, atrakcyjnym i uwodzicielskim męŜczyzną, ale przecieŜ ona potrafi nad 
sobą panować. 

Chyba  jednak  nie  do  końca,  pomyślała  ironicznie,  przypominając  sobie 

ich  ostatnie  spotkanie.  Postanowiła  przestać  o  tym  myśleć  i  ruszyła  w  głąb 
domu.  Popołudniowe  słońce  wpadało  przez  okna  umieszczone  nad  wejściem, 
przecinając  długimi  promieniami  hol.  W  ich  blasku  unosiły  się  tańczące 
drobinki  kurzu.  Boazeria  z  ciemnego  dębu  pokrywała  wysokie  ściany.  U  stóp 
Sary  rozpościerał  się  barwny  stary  perski  dywan.  Dom  był  naprawdę  piękny, 
taki,  jakim  go  sobie  wyobraŜała,  i  myśl,  Ŝe  zbada  go  dokładnie,  przyspieszała 
bicie jej serca. 

Z  lewej  strony  holu  był  olbrzymi  pokój  dzienny,  a  po  prawej  –  salon. 

Pomiędzy pokojami wznosiły się schody, przechodzące na pierwszym piętrze w 
galerię.  Obok  schodów  znajdowała  się  długa,  wyłoŜona  mahoniem  sień. 
Wyglądała tak fascynująco, Ŝe Sara pospieszyła tam, a w pustym domu rozlegał 
się stukot jej pantofli. 

Na końcu sieni ujrzała przeszklone drzwi. ZbliŜyła się do nich i nacisnęła 

mosięŜną  klamkę.  Drzwi  ustąpiły.  Poczuła  cudowny  zapach  starych  ksiąŜek. 
Uśmiechnęła się radośnie. 

Ta praca będzie wspaniała. 
Biblioteka wyglądała podobnie jak reszta domu. Ciemna, wysoka, pokryta 

boazerią, z cennymi meblami. 

Sara stała, przyglądając się wnętrzu, i wtedy poczuła jeszcze jeden zapach 

– woń dymu z drogiego cygara. Jej były mąŜ czasami takie palił i bardzo lubiła 
ich  aromat.  Kojarzył  jej  się  z  naprawdę  niewieloma  miłymi  chwilami,  które 
wspólnie przeŜyli. 

background image

– A więc jesteś. 
Odwróciła  się  przeraŜona,  słysząc  męski  głos,  choć  poznała  go 

natychmiast.  Griffin  Lawless  siedział  w  pokrytym  skórą  fotelu  przy  kominku. 
Ubrany w wypłowiałe, podarte na kolanach dŜinsy i białą obcisłą koszulkę, nie 
pasował  zupełnie  do  tego  wnętrza.  W  jednej  ręce  trzymał  cygaro,  drugą 
obejmował kryształowy kieliszek z koniakiem. Serce Sary zabiło mocno. Nigdy 
jeszcze nie widziała wspanialszego męŜczyzny. 

–  Przepraszam  –  wyjąkała.  –  Nie  weszłabym  bez  pukania,  ale  byłam 

pewna, Ŝe nikogo nie ma. 

–  Oczywiście  –  odpowiedział  natychmiast.  –  Gdybyś  wiedziała,  Ŝe  tu 

jestem, nigdy byś nie przyszła. 

Bardzo się mylisz, pomyślała. 
– Zaraz wychodzę. Wracałam z pracy do domu i weszłam tylko na chwilę, 

aby rozejrzeć się, zanim rozpocznę katalogowanie – powiedziała szybko. 

Griffin skinął głową, ale milczał. Wpatrując się w nią uparcie, podniósł do 

ust  cygaro,  zaciągnął  się  i  powoli  wypuścił  kłąb  białego  dymu.  Potem  uniósł 
kieliszek i napił się koniaku, sącząc powoli trunek. Sara czuła, Ŝe zaczyna się jej 
kręcić w głowie. 

– Napijesz się? – wskazał dłonią na kieliszki i butelkę. 
– Nie, dziękuję – potrząsnęła przecząco głową. – Nic nie jadłam od rana i 

na pewno źle zniosłabym alkohol. Od razu zakręciłoby mi się w głowie. 

Griffin  pomyślał,  Ŝe  nie  byłoby  to  takie  złe,  ale  nic  nie  powiedział. 

Chciałby widzieć Sarę tracącą nad sobą panowanie. Dlaczego ta kobieta tak na 
niego  działa?  Czemu  stale  ma  przed  oczyma  jej  twarz?  I  dlaczego  nie  potrafi 
myśleć o niczym innym, lecz tylko o tym, jak zareagowała na jego pieszczoty? 

– Więc jednak będziesz tu przychodzić – stwierdził. – Myślałem, Ŝe mnie 

unikasz. 

–  Ja?  –  szepnęła  Sara,  odwracając  wzrok.  –  Czemu  miałabym  to  robić? 

PrzecieŜ nie ma ku temu Ŝadnych powodów. 

Jej zdenerwowanie było niemal widoczne. Griffin uśmiechnął się. 
–  Bo  tak  jak  ja  ciągle  myślisz  o  tym,  jak  rozstaliśmy  się  przed  dwoma 

tygodniami. 

Znowu  popatrzyła  mu  w  oczy,  westchnęła  głęboko,  aŜ  jej  piersi  uniosły 

się  wysoko.  Griffin  zacisnął  palce,  bo  przypomniał  sobie  ich  ciepłą,  delikatną 
krągłość. Sara w zdenerwowaniu zaczęła bawić się guzikami sukienki. 

– Nie rozumiem, o co ci chodzi – wyszeptała. 
OdłoŜył  cygaro  na  kryształową  popielniczkę,  postawił  obok  kieliszek  i 

wstał.  Sara  cofnęła  się,  a  wtedy  Griffin  podszedł  do  niej  zdecydowanym 
krokiem.  PołoŜył  dłoń  na  ręce,  która  bawiła  się  guzikami,  a  drugą  objął  ją  i 
przytulił do siebie. A potem całował ją długo, mocno i namiętnie. 

–  Teraz  juŜ  rozumiesz?  –  zapytał  po  chwili  głosem  ochrypłym  z 

background image

poŜądania. 

– Tak, chyba tak – wyjąkała, oddychając szybko. Znowu przycisnął usta 

do  jej  warg  i  Sara  stwierdziła,  Ŝe  mają  one  smak  koniaku  i  cygar.  Poczuła  na 
skórze  łaskotanie  jego  wąsów  i  odchyliła  głowę,  by  w  pełni  rozkoszować  się 
pocałunkiem. Czuła, jak Griffin powoli zaczyna odpinać guziki jej sukienki. 

Kiedy  zorientowała  się,  Ŝe  chce  ją  rozebrać,  wysunęła  się  z  jego  ramion 

na odległość wyciągniętych rąk. Griffin nie zareagował. I Sara dobrze wiedziała, 
dlaczego. Nie była w stanie utrzymać go z dala od siebie zbyt długo. Czuła pod 
palcami  jego  twarde  mięśnie.  Ciało  Griffina  było  gorące  niczym  płynna  lawa. 
Patrzyła na niego, starając się złapać oddech. Zastanawiała się, jak długo jeszcze 
potrwa to szaleństwo. 

Griffin próbował zebrać myśli. Udało mu się odpiąć trzy guziki sukienki i 

teraz widział skrawek bielizny Sary w złotym kolorze, więc znowu zapragnął ją 
pieścić.  BoŜe,  co  się  ze  mną  dzieje,  pomyślał,  dlaczego  sięgam  po  kobietę, 
której prawie nie znam. Muszę się opanować. 

– Dlaczego to robisz? – usłyszał jej szept. – Tak po prostu, bez pytania? 
Milczał. Nie wiedział, co powiedzieć. Patrzyła na niego bez słowa. Prawą 

ręką odsunęła pasmo włosów z czoła. Starała się pozbierać myśli. 

–  To,  co  się  dzieje  między  nami,  musi  się  natychmiast  skończyć,  zanim 

posuniemy się za daleko – stwierdziła stanowczo. 

– Dlaczego? 
– Dlaczego??? – powtórzyła jego pytanie. Skinął głową. 
–  Bo...  –  jej  głos  brzmiał  niepewnie.  Naprawdę  nie  wiedziała,  jak  ma  to 

uzasadnić. Nie przychodziło jej do głowy Ŝadne rozsądne wyjaśnienie. 

Skrawek  koronki  widoczny  w  rozcięciu  sukni  ponownie  przyciągnął 

wzrok Griffina. Przysunął się dv Sary i wyciągnął rękę. Nie cofnęła się. Dotknął 
trzeciego  guziczka.  Widział,  jak  pulsuje  Ŝyłka  na  jej  szyi,  i  nade  wszystko 
zapragnął odpiąć resztę guzików tak, by sukienka opadła na podłogę. Ostatnim 
wysiłkiem  woli  zapiął  jeden  guzik,  a  potem  dwa  następne.  Ale  nie  mógł  się 
powstrzymać, by nie przesunąć dłonią po szyi Sary. 

– Saro – wyszeptał – powiedz mi, dlaczego? 
Po raz pierwszy nazwał ją po imieniu i Sara poczuła, jak jej serce zaczyna 

tłuc się w piersi jak oszalałe. 

– Nie naleŜę do kobiet, które to lubią – odpowiedziała w końcu. 
– Naprawdę? – zapytał, siląc się na powagę, ale był wyraźnie rozbawiony 

jej stwierdzeniem. 

–  Tak  –  potwierdziła.  –  Nie  jestem  taka.  Nigdy  taka  nie  byłam.  Jestem 

zwyczajną,  rozwiedzioną  kobietą  z  dwojgiem  dzieci,  zajętą  codziennymi 
sprawami, i naprawdę nie zamierzam popełniać karygodnego błędu, wiąŜąc się z 
takim męŜczyzną jak ty. 

– Takim jak ja? – Znowu zauwaŜyła wyraz rozbawienia na jego twarzy. – 

background image

A jakim męŜczyzną jestem? Czy moŜesz mnie oświecić w tym względzie? 

– To niewaŜne. Muszę juŜ iść – powiedziała Sara, gwałtownie wciągając 

powietrze. 

Odwróciła się, ale głos Griffina powstrzymał ją. 
– Nie odchodź – poprosił cicho. – Jeszcze nie teraz. Tak miło... – urwał. 
– Słucham? – spytała Sara, odwracając się powoli. 
– Miło kogoś gościć u siebie – dokończył. Potarł nerwowo kark. – Tak tu 

pusto.  Tak  ponuro.  Nie  czuję  się  tu  dobrze.  Ja  po  prostu  nie  pasuję  do  tego 
domu. 

Sara uwaŜnie przyjrzała się Griffinowi. Rzeczywiście, w starych dŜinsach 

i koszulce z krótkimi rękawami nie wyglądał na pana tego domu, chociaŜ w jego 
głosie brzmiała siła i pewność siebie, które zmuszały do posłuchu. Ma w sobie 
geny Mercerów. Pod tym względem pasował do tej posiadłości. 

–  Wiem  o  wszystkim  –  odezwała  się  Sara.  W  pustym  domu  jej  głos 

zabrzmiał dziwnie głośno. 

–  Masz  na  myśli  moją  matkę?  Nieznaną  latorośl  rodu  Mercerów?  – 

zapytał. 

–  Kiedy  dowiedziałam  się  od  Elaine,  Ŝe  odziedziczyłeś  ten  dom, 

pomyślałam,  Ŝe  musisz  być  potomkiem  sędziego,  o  którego  istnieniu  nikt 
wcześniej nie wiedział. Meredith była jego jedyną córką, prawda? 

–  Była  moją  babką,  a  ja  nic  o  tym  nie  wiedziałem  –  powiedział  z 

zagadkowym wyrazem twarzy. 

Sara próbowała z tonu jego głosu odgadnąć, jakie uczucia nim owładnęły, 

ale nie potrafiła. Griffin mówił dalej: 

–  Dowiedziałem  się  o  wszystkim  tuŜ  przed  BoŜym  Narodzeniem. 

Widocznie  mojego  pradziadka  ogarnęła  wtedy  tęsknota,  a  moŜe  strach  przed 
ś

miercią,  i  postanowił  zrobić  coś  dobrego  dla  swojego  prawnuka,  którego 

wcześniej nie chciał znać. 

Milczał przez chwilę, zamyślony. 
– Jak się dowiedziałem, Meredith miała piętnaście lat, gdy zakochała się 

w chłopcu, który po lekcjach wykonywał róŜne drobne prace w domu sędziego. 
Oczywiście, staruszek nie był tym zachwycony, bo zaleŜało mu na lepszej partii 
dla  swego  jedynego  dziecka.  Kiedy  Meredith  zaszła  w  ciąŜę,  praktycznie 
zamknął ją w domu, Ŝeby nikt się o tym nie dowiedział. Urodziła córkę, mając 
szesnaście lat, a sędzia natychmiast oddał dziecko do adopcji. 

–  To  była  twoja  matka  –  domyśliła  się  Sara.  Potwierdził  skinieniem 

głowy. 

–  Została  adoptowana  przez  pewne  małŜeństwo  z  Cincinnati,  a  potem, 

gdy poślubiła mojego ojca, przenieśli się do Clemente. Co za ironia losu. Przez 
wiele  lat  córka  Meredith  mieszkała  zaledwie  kilka  kilometrów  od  swego 
rodzinnego domu, nic o tym nie wiedząc. 

background image

Griffin  podszedł  do  fotela,  wziął  cygaro  z  popielniczki  i  zaciągnął  się 

głęboko.  Milcząc  wskazał  Sarze  sąsiedni  fotel.  Widać  było,  Ŝe  chce  o  tym 
mówić, a Sara była po prostu ciekawa kaŜdej informacji o nim. Interesowała ją 
nie  tylko  cała  ta  historia,  ale  i  jego  reakcja.  Jak  się  czuł?  Nie  potrafiła  sobie 
wyobrazić  sytuacji,  w  której  dopiero  jako  dorosła  kobieta  poznaje  historię 
swojej rodziny. 

Usiedli. 
– Czy masz do niego Ŝal? – zapytała cicho. – Chodzi mi o sędziego. 
– Prawdę mówiąc, nie wiem ciągle, co mam o tym wszystkim myśleć. – 

Wypił łyk koniaku. –  Wydaje  mi  się,  Ŝe padł ofiarą okoliczności, tak  jak  moja 
matka  i  Meredith.  Czasy  i  środowisko,  w  jakich  Ŝyli...  Chciałbym  wierzyć,  Ŝe 
zrobił to, co uwaŜał za najlepsze. A w końcu spróbował to wszystko naprawić. 

Przez chwilę milczał, a Sara teŜ nie przerywała panującej ciszy. 
–  śałuję,  Ŝe  nie  zdąŜyłem  poznać  pradziadka  –  dodał  po  chwili.  – 

Przybrany ojciec mojej matki zmarł przed moim urodzeniem. Nigdy nie poznam 
nazwiska jej prawdziwego ojca, a mojego dziadka. MoŜe ciągle jeszcze mieszka 
tu, w Clemente. Moi rodzice nie Ŝyją, tak jak i krewni, o których do niedawna 
nie wiedziałem. 

MoŜe  jest  gdzieś  męŜczyzna,  do  którego  mógłbym  mówić  „dziadku”  – 

powiedział z tęsknotą w głosie. 

– Nie masz rodzeństwa? – spytała. 
– Niestety. Tylko kilku kuzynów mieszkających w tej okolicy, ale nigdy 

nie byliśmy ze sobą zbytnio zŜyci. 

–  Mam  wraŜenie,  Ŝe  rodzina  jest  dla  ciebie  czymś  bardzo  waŜnym  – 

zauwaŜyła Sara. 

– Tak – odpowiedział i popatrzył na nią pytająco. – A dla ciebie? 
– Moi rodzice rozwiedli się po dwudziestu latach małŜeństwa, informując 

mnie i Wally’ego, Ŝe przez większość czasu nienawidzili się, a byli razem tylko 
ze względu na nas – zaśmiała się szyderczo. – My z bratem kochamy się jak pies 
z kotem. Moje małŜeństwo skończyło się, zanim na dobre się zaczęło. Na pewno 
nie jestem osobą, której zadaje się takie pytanie. 

– Ale kochasz swoich synów – stwierdził. 
– Oczywiście – odpowiedziała natychmiast. – Ale... 
–  Czyli  i  dla  ciebie  rodzina  jest  czymś  waŜnym.  Zastanawiała  się  przez 

chwilę. Trudno było w tak krótkim czasie poddać analizie własne odczucia. 

–  Tak  –  powiedziała  w  końcu,  uśmiechając  się  do  niego.  –  Na  pewno. 

Ś

mieszne, ale jakoś nigdy dotąd nie zastanawiałam się nad tym. 

Griffin odpowiedział jej uśmiechem i jego twarz zmieniła się całkowicie. 

Nigdy  nie  myślała  o  nim  jako  o  pięknym  męŜczyźnie.  Był  pociągający. 
Interesujący.  Miał  swoisty  urok,  ale  jego  rysy  były  ostre.  Teraz,  kiedy  się 
uśmiechnął, aŜ westchnęła. Był zachwycający. 

background image

– Czym jesteś? – zapytał nagle. – Psem czy kotem? 
– Słucham? – uniosła ze zdziwienia brwi. 
–  Mówiłaś,  Ŝe  ty  i  twój  brat  Ŝyjecie  ze  sobą  jak  pies  z  kotem. 

Zastanawiam się, czym ty jesteś. 

–  Z  pewnością  kotem  –  powiedziała  Sara  i  roześmiała  się  serdecznie.  – 

Koty są przecieŜ sprytniejsze. 

–  To  prawda  –  odparł  i  uśmiechnął  się  jeszcze  szerzej,  ale  po  chwili 

spowaŜniał. – Czyli twój brat jest psem. Groźnym psem. 

–  Nie  jest  taki  zły.  –  Wzruszyła  ramionami.  –  Jest  tylko  zbyt  ambitny. 

Pewnego dnia moŜe go to zniszczyć. Jestem tego pewna. 

Znowu  skinął  głową,  a  Sara  miała  wraŜenie,  Ŝe  Griffin  wie  coś,  o  czym 

ona nie ma najmniejszego pojęcia. Wydawało mi się, pomyślała, on jest przecieŜ 
zbyt zajęty myślami o swojej przeszłości i rodzinie. 

–  Muszę  juŜ  iść  –  powiedziała  i  podniosła  się  z  fotela.  –  Opiekunka  do 

dzieci spodziewa się, Ŝe wrócę przed osiemnastą, a chyba jest juŜ szósta. 

Griffin niechętnie popatrzył na zegarek. 
– Za dziesięć – podał jej dokładny czas. Pośpiesznie zebrała swoje rzeczy. 

Za wszelką cenę starała się powstrzymać pytanie cisnące się jej na usta. 

–  Gdzie  będziesz  dzisiaj  jadł  kolację?  –  wyrwało  jej  się  wbrew  woli,  a 

przecieŜ chciała tylko powiedzieć, Ŝe od jutra zaczyna katalogowanie. 

Oboje  byli  zaskoczeni  jej  pytaniem.  Popatrzyli  na  siebie  i  wybuchnęli 

ś

miechem. 

– Nie wiem – odpowiedział, gasząc cygaro. – CzyŜby to było zaproszenie, 

proszę łaskawej pani? – zapytał, dopijając resztkę koniaku. 

–  Tak  –  odpowiedziała,  trochę  zawstydzona  swoim  zachowaniem.  – 

Przyjdź do nas, zjemy coś razem z chłopcami. 

– Z przyjemnością. 
Griffin szedł za nią do holu. Czuł się dziwnie jako gospodarz tego domu. 

Obserwował,  z  jakim  wdziękiem  porusza  się  Sara,  jak  odsuwa  włosy  z  czoła 
szybkim,  niedbałym  gestem.  Wprawdzie umówił  się  na kolację  ze  Stonym,  ale 
zatelefonuje do niego od Sary. Przyjaciel na pewno go zrozumie. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Sara  nie  mogła  zrozumieć,  dlaczego  zaprosiła  Griffina  do  domu  na 

kolację.  Nie  potrafiła  i  później  odpowiedzieć  sobie  na  to  pytanie.  Patrzyła,  jak 
jej  synowie  męczyli  gościa,  wypytując  o  motocykl  i  o  to,  jak  to  jest  być 
policjantem. 

MoŜe dlatego, Ŝe tam w bibliotece był taki przygnębiony... 
Zawsze opiekowała się zagubionymi i chorymi zwierzętami. MoŜe Griffin 

przypominał  jej  zagubione  stworzenie,  które  nie  potrafi  sobie  radzić  w 
niebezpiecznym świecie. A ona, która przeŜyła wiele złych chwil, wiedziała, jak 
mu pomóc. Musi się nim zaopiekować. 

Tylko  Ŝe  był  on  o  wiele  bardziej  niebezpieczny  niŜ  jakakolwiek  z  istot, 

które do tej pory sprowadzała do domu. 

To  był  drapieŜnik  i  bała  się,  Ŝe  mu  nie  umknie.  Czy  ona  będzie  się  nim 

opiekować, czy teŜ on schrupie ją na kolację? 

– Mamo, moŜemy się przejechać na motorze Griffina? – spytał Jack. 
Sara wyszła na ganek i popatrzyła niepewnie na wielką maszynę. 
– Chyba nie, kotku – powiedziała. – MoŜe jak będziesz starszy. 
– Ale, mamo... 
– I nie powinieneś zwracać się do pana Lawlessa po imieniu – dodała. – 

Jest przecieŜ oficerem policji. 

– Nie jest – wtrącił się Sam. – Właśnie nam o tym powiedział. 
– AleŜ jest – zawołała Sara i nagle zorientowała się, Ŝe nie słuchała zbyt 

uwaŜnie, o czym mówią, bo jej myśli cały czas krąŜyły wokół Griffina. 

– Teraz jestem detektywem – wyjaśnił Griffin, uśmiechając się szeroko. – 

Awansowałem parę tygodni temu. Przepraszam, Ŝe ci o tym nie powiedziałem, 
ale zupełnie o tym nie pomyślałem. 

Poczuła Ŝal, Ŝe juŜ go nie zobaczy w skórzanym uniformie, w którym się 

tak świetnie prezentował, ale pocieszyła się, Ŝe detektywi teŜ noszą kajdanki. 

I  znowu  te  nieprzyzwoite  myśli  spowodowały,  Ŝe  zaczęła  się  jąkać,  nie 

wiedząc, co powiedzieć. 

–  Rozumiem...  Dobrze...  Wobec  tego  powinniście  zwracać  się  do  pana 

Lawlessa  „panie  detektywie”  –  powiedziała  do  synów,  czując  jednocześnie,  Ŝe 
na jej twarz wypływa zdradliwy rumieniec. – A w ogóle powinniście odnosić się 
do niego z większym szacunkiem. Co to za mówienie po imieniu... 

– Kiedy ja wolę, jak tak do mnie mówią – przerwał jej Griffin. – „Panie 

detektywie” brzmi zbyt oficjalnie. 

Jack  i  Sam  wpatrywali  się  w  niego  z podziwem.  Sara  miała nadzieję,  Ŝe 

nie popełniła błędu, zapraszając Griffina do domu. Nie chciała, aby jej synowie 
zbytnio  przyzwyczaili  się  do  jego  obecności.  Sama  teŜ  nie  chciałaby  się  do 

background image

niego za bardzo przyzwyczaić. Ale pewnie jest juŜ za późno, pomyślała patrząc, 
jak  Griffin  pomaga  Samowi  wsiąść  na  motocykl.  Za  późno,  jeśli  chodzi  o 
chłopców.  Ale przecieŜ  ona  tak  łatwo nie  ulegnie.  Nie  podda  się  urokowi  tego 
męŜczyzny, a w kaŜdym razie ma taką nadzieję. 

–  Zacznę  przygotowywać  kolację  –  powiedziała  i  spojrzała  na  synów  i 

gościa jeszcze raz. 

–  Wspaniale  –  uśmiechnął  się  do  niej  Griffin  i  zaraz  odwrócił  się  do 

Jacka, który go o coś pytał. 

Robiąc  przegląd  lodówki,  Sara  myślała  o  tym,  co  często  było  powodem 

jej  zmartwienia.  Czy  Jack  i  Sam  nie  potrzebują  stałych  kontaktów  z  ojcem? 
Wyraźnie  brak  im  wzorca  do  naśladowania.  Gdy  się  rozwodzili,  Michael  nie 
zabiegał  o  moŜliwość  opieki  nad  dziećmi.  Przyznano  mu  jednak  prawo  do 
odwiedzin. Co roku chłopcy spędzali z nim, a teraz i z jego nową Ŝoną, miesiąc 
wakacji, czasami weekend. Ale Michael i Vivian mieszkali w Pensylwanii, więc 
synowie  nie  mogli  się  widzieć  z  ojcem  za  kaŜdym  razem,  kiedy  tego 
potrzebowali. A takie momenty zdarzały się coraz częściej. Chłopcy dorastali i 
pojawiały się pytania, na które odpowiedzi powinien im udzielić męŜczyzna. W 
jej otoczeniu nie było nikogo, na kim mogłaby polegać. Na przykład Wally’emu 
nie  pozwalała  spędzać  z  synami  zbyt  duŜo  czasu,  by  nie  zaraził  ich  swoją 
agresywną  filozofią  pracoholika.  Chciała,  Ŝeby  mieli  szczęśliwe  dzieciństwo  i 
cieszyli  się  z  kaŜdego  dnia.  UwaŜała  się  za  dobrą  matkę,  ale  nie  była  w  stanie 
zastąpić chłopcom ojca. 

Przez  otwarte  okno  usłyszała  śmiech  Sama.  Uśmiechnęła  się  do  siebie. 

Chłopcy  polubili  Griffina  juŜ  na  zbiórce  skautowskiej.  Nawiązał  z  nimi  lepszy 
kontakt  niŜ  pozostali  goście.  Gdy  dzisiaj  zobaczyli,  kogo  przyprowadziła  na 
kolację, byli zachwyceni. 

Sara  wyciągnęła  z  zamraŜalnika  duŜą  porcję  kurzych  piersi  i  torebkę  z 

mieszanką warzywną. Zawsze uŜywała półproduktów. Pragnęła, co prawda, być 
jedną  z  tych  kobiet,  które  potrafią  przepracować  cały  dzień,  w  drodze  z  pracy 
wstąpić  do  supermarketu  po  zakupy,  a  po  powrocie  do  domu  z  uśmiechem  na 
ustach przygotować w piętnaście minut ucztę dla całej rodziny. 

–  No  cóŜ  – pocieszała  się,  walcząc  z  plastykową  torbą,  której  nie  mogła 

otworzyć. – Takie kobiety, prędzej czy później, kończą w szpitalu dla wariatów. 

Znowu  wróciła  myślami  do  poprzedniego  tematu  rozwaŜań.  Chłopcy 

bardzo  szybko  nawiązali  kontakt  z  Griffinem.  Jej  synowie  zaprzyjaźnią  się  z 
nim, a ona? Jaki związek połączy ją z tym człowiekiem? 

 
Sara  lubiła  jeść.  Griffin  popatrzył  na  nią  z  podziwem,  kiedy  nałoŜyła 

sobie  trzecią  porcję.  Pamiętał,  Ŝe  nie  jadła  niczego  od  rana,  ale  większość 
kobiet,  jakie  znał,  podczas  kolacji  z  męŜczyzną  udawała,  Ŝe  jedzenie  zupełnie 
Ŝ

adnej z nich nie interesuje. Postawa Sary odpowiadała mu. Zastanawiał się, na 

background image

co jeszcze mogłaby mieć apetyt i czy równie chętnie i wytrwale zaspokajałaby 
głód innego rodzaju. 

–  Jak  to  się  stało,  Ŝe  nie  jesteś  juŜ  takim  policjantem  na  motocyklu?  – 

spytał z pełnymi ustami Jack. 

Griffin  popatrzył  w  jasno-bursztynowe  oczy  chłopca  i  uśmiechnął  się. 

Bliźniacy  stanowili  kompletne  przeciwieństwo.  Jack  miał  ciemne  loki  i  jasne 
oczy, a Sam złote włosy i oczy koloru kawy. Ich charaktery równieŜ się róŜniły. 
Jack  był  odwaŜny,  lubił  się  popisywać.  Sam  trzymał  się  na  uboczu.  I  jak  jego 
matka, nie domagał się wyjaśnień, tylko cierpliwie czekał na rozwój wydarzeń. 

Podobały mu się ich imiona. Zwyczajne i staroświeckie. Ciekawe, które z 

rodziców je wybrało. Pewnie Sara. 

Jest przecieŜ osobą prostolinijną, solidną i trochę staroświecką. 
–  Nie  jestem  juŜ  policjantem  jeŜdŜącym  na  motocyklu  –  przypomniał 

sobie  o  pytaniu  Jacka  –  bo  myślę,  Ŝe  praca  detektywa  jest  ciekawsza.  I 
zabawniejsza. 

– A masz pistolet? – zapytał Sam. 
– Synku... – jęknęła Sara. 
Griffin uśmiechnął się. Nie była zadowolona, Ŝe jej synowie interesują się 

bronią. Ale odpowiedział twierdząco na zadane mu pytanie i wtedy oczy Sama 
rozbłysły. 

– Naprawdę? A czy masz go ze sobą? 
– Nie. Jest schowany. To nie jest zabawka, kolego. Nie moŜna się z nim 

wszędzie  obnosić.  Broń  powinni  mieć  tylko  ci,  którzy  są  odpowiedzialni  i 
wiedzą, kiedy naleŜy jej uŜyć. NaleŜą do nich oczywiście policjanci. 

– To nie nauczysz mnie strzelać? – zmartwił się Sam. 
Griffin  z  uwagą  popatrzył  na  Sarę.  On  sam  z  pewnością  nie  odmówiłby 

chłopcu, ale chciał uszanować jej poglądy. 

– Nie, Sam. Nie nauczę cię. Dzieci nie powinny brać pistoletu do ręki. 
Sara  odetchnęła  i  spojrzała  na  niego  z  wdzięcznością.  Odpowiedział  jej 

uśmiechem. 

–  Widzisz? –  odezwał  się  Jack, który  zwijał  właśnie  serwetkę,  by  rzucić 

nią w brata. – Mówiłem ci, Ŝe Griffin nie nosi pistoletu ze sobą. 

– Nie mówiłeś – odpalił Sam. 
– Mówiłem. 
– Nie mówiłeś! 
– A właśnie, Ŝe tak! 
–  Chłopcy!  –  odezwała  się  Sara  lekko  podniesionym  głosem.  –  Jeśli 

skończyliście juŜ jeść, to idźcie na dwór się pobawić. Jest taki piękny wieczór. 

Bracia  wstali  posłusznie,  ale  idąc  do  drzwi,  kłócili  się  nadal.  Sara 

popatrzyła za nimi i potrząsnęła głową. Potem nagle zawołała, Ŝeby nie trzaskali 
drzwiami. Ale było za późno. Któryś z malców huknął nimi z całych sił. 

background image

–  Niestety,  tacy  są  chłopcy.  Pewne  rzeczy  nie  docierają  do  nich  – 

powiedziała z uśmiechem. 

Griffin pokiwał głową ze zrozumieniem. 
– TeŜ taki byłem jako dziecko – stwierdził. – Tylko Ŝe ja nie miałem braci 

ani sióstr, by się z nimi kłócić. Walczyłem więc z dziećmi sąsiadów. 

– CzyŜbyś Ŝałował, Ŝe nie masz rodzeństwa? – zapytała Sara, wstając od 

stołu, aby zebrać talerze. – A ja w dzieciństwie chciałam być jedynaczką. 

Griffin chciał jej pomóc, ale powstrzymała go. 
–  Później  pomoŜesz  mi  zmywać  –  powiedziała.  –  Mam  teraz  chęć  na 

kawę. A ty? 

– Z przyjemnością się czegoś napiję. 
Kiedy Sara krzątała się po kuchni, Griffin rozmyślał o tym, jak wspaniale 

się  tu  czuje.  Ucieszyły  go  słowa  Sary,  Ŝe  razem  pozmywają.  Nie  była 
formalistką.  UwaŜała,  Ŝe  byłoby  idiotyczne  traktować  go  oficjalnie.  Bardzo 
podobała mu się jej otwartość. Nie przypominała zupełnie Ŝadnej z kobiet, które 
dotąd znał. 

–  Nie  mogę  sobie  wyobrazić,  jak  to  jest,  kiedy  się  nie  ma  rodzeństwa  – 

usiadła koło niego i mówiła dalej: – Mimo Ŝe na ogół kłóciliśmy  się z bratem, 
czasami  potrafiliśmy  się  razem  bawić.  Najpiękniejsze  były  święta  BoŜego 
Narodzenia. Wally pomagał mi odgadnąć, jak działają nowe zabawki, uczył, jak 
wkładać  baterie,  a  kiedy  nie  umiałam  jeszcze  czytać,  zaznajamiał  mnie  z 
instrukcjami. A podczas Halloween trzymał mnie za rękę, kiedy chodziliśmy do 
sąsiadów,  prosząc  o  cukierki,  i  nie  przejmował  się,  gdy  chłopcy  go  z  tego 
powodu wyśmiewali. 

Griffin  chrząknął.  Nie  chciał  słuchać  Ŝadnych  pochwał  na  temat 

Wally’ego. 

– Bycie jedynakiem nie jest takie złe – odezwał się, aby zmienić temat. – 

Zawsze  czułem  się  najwaŜniejszy  i  niczym  nie  musiałem  się  dzielić.  Nie  było 
sporów o to, co będziemy oglądać w telewizji, i miałem pokój tylko dla siebie. 
Ale czasami... – wzruszył ramionami. 

– Czasami? – dopytywała się Sara. 
–  Czasami  zastanawiam  się,  jak  by  to  było,  gdybym  miał  rodzeństwo. 

Szczególnie  teraz,  gdy  rodzice  nie  Ŝyją.  Jakie  to  dziwne.  Jestem  ostatnim  z 
Lawlessów. A teraz teŜ ostatnim z rodu Mercerów – dodał po chwili. 

Sara przypatrywała mu się z uwagą. Znowu mówili o rodzinie. Nie mogła 

sobie przypomnieć, jak się ta rozmowa zaczęła. MoŜe przez cały czas myślał o 
tym. Zwłaszcza ostatnie wydarzenia sprzyjały takiemu tematowi. 

Ekspres zaczął gwizdać i Sara napełniła kawą dwa duŜe kubki. Podała teŜ, 

ze  względu  na  gościa,  śmietankę  i  cukier.  Okazało  się  jednak,  Ŝe  oboje  lubią 
kawę czarną i gorzką. 

– Czy rzeczywiście praca detektywa jest ciekawsza? – spytała po chwili, 

background image

zmieniając  temat.  –  Wydaje  mi  się,  Ŝe  lepiej  jest  jeździć  przez  całe  dnie  na 
motorze, niŜ siedzieć za biurkiem w zatłoczonym biurze. 

Podniósł kubek do ust i uśmiechnął się. 
–  To  brzmi  dziwnie  w  ustach  kobiety,  która  zawdzięcza  mandat  temu 

właśnie, Ŝe jeździłem na motorze. 

Sara skrzywiła się, a wtedy Griffin wybuchnął głośnym śmiechem. Czuła, 

jak ciepły dreszcz przenika jej ciało. 

– Nie dostałem zawiadomienia o terminie rozprawy – mówił dalej – więc 

pewnie zapłaciłaś mandat. Chyba Ŝe coś przeoczyłem. A moŜe nie stawiłaś się w 
sądzie i teraz szykują juŜ nakaz aresztowania. Jeśli tak, to sam szanowną panią 
doprowadzę na komisariat. 

Dlaczego to Ŝartobliwe ostrzeŜenie zabrzmiało jak miłosna obietnica? W 

jego obecności chyba wszystko kojarzyło jej się z seksem. 

–  To  nie  będzie  potrzebne  –  powiedziała  cicho.  –  Zapłaciłam  mandat. 

Pomyślałam,  Ŝe  tak  będzie  lepiej.  Oczywiście  przez  to  nie  będę  mogła  kupić 
ksiąŜki o kryształach Baccarata... 

– Wynagrodzę ci to – odezwał się Griffin. Słysząc ton jego głosu, nawet 

nie chciała się dopytywać, jak zamierza to zrobić. 

–  JuŜ  wynagrodziłeś  –  stwierdziła  –  dając  nam  tę  pracę  przy  wycenie 

kolekcji. 

Zachmurzył  się  na  wspomnienie  człowieka,  który  sprawił,  Ŝe  tak  mało 

wiedział  o  swojej  rodzinie,  a  przez  to  i  o  sobie.  Siedział  wpatrzony  w  kubek, 
pogrąŜony we własnych myślach. 

–  Więc  dlaczego  zmieniłeś  pracę?  –  zapytała  znowu  Sara,  chcąc  wrócić 

do poprzedniego tematu. 

Odniosła  wraŜenie,  Ŝe  Griffin  popatrzył  na  nią  z  wdzięcznością. 

Widocznie nie chciał, czy teŜ nie mógł, ciągle rozmyślać o zmianach w swoim 
Ŝ

yciu. 

– Parę miesięcy temu zostałem postrzelony na słuŜbie – odpowiedział. 
– Postrzelony? – Drgnęła tak gwałtownie, Ŝe aŜ wylała odrobinę kawy z 

kubka, który trzymała w ręce. 

–  W  ramię  –  powiedział,  dotykając  tego  miejsca.  –  Nie  było  to  nic 

groźnego,  ale  zmusiło  mnie  do  przemyślenia  pewnych  rzeczy.  Doszedłem  do 
wniosku,  Ŝe  praca  detektywa  niesie  ze  sobą  mniejsze  ryzyko  –  przerwał  na 
chwilę.  –  Zresztą  sama  jazda  motocyklem  teŜ  nie  naleŜy  do  rzeczy 
bezpiecznych. Jeśli dodać do tego wszystkie zagroŜenia związane z tą pracą, to 
w rezultacie ma się prawie pewność, Ŝe bardzo szybko moŜna zakończyć Ŝycie. 

Sara chciała pytać dalej, ale nie pozwolił jej na to. 
– Jak długo jesteś po rozwodzie? – zmienił temat. 
– Ponad trzy lata – odpowiedziała po chwili milczenia, nieco zaskoczona 

pytaniem. 

background image

– Twój mąŜ mieszka w Clemente? 
Griffin  w  myślach  przekonywał  sam  siebie,  Ŝe  jego  ciekawość  była 

spowodowana  chęcią  odwrócenia  jej  uwagi  od  niebezpieczeństw  związanych  z 
jego  pracą.  Ale  zdawał  sobie  sprawę,  Ŝe  prawda  jest  zupełnie  inna.  Chciał 
wiedzieć  wszystko  o  przeszłości  Sary  i  chciał  teŜ  pomóc  jej  układać  plany  na 
przyszłość. Tylko Ŝe w obecnej sytuacji nie mógł tego robić. PrzecieŜ prowadził 
ś

ledztwo przeciwko jej bratu, co mogło się jej nie podobać, a poza tym zupełnie 

nie była w jego typie. 

Po co więc tak się nią interesuje? I dlaczego nie powiedział jej jeszcze o 

ś

ledztwie? Z pewnością  kazałaby  mu  się  natychmiast  wynosić.  A  moŜe  jednak 

powinien poinformować ją, Ŝe jej brat oszukał pół miasta. 

Wahał  się  przez  chwilę.  Jednak  nie  wolno  mu  tego  zrobić.  Zdradziłby 

tajemnicę  słuŜbową,  a  poza  tym  Sara  mogłaby  powiedzieć  o  tym  bratu,  a  on 
zacząłby  zacierać  ślady.  Jednego  Griffin  był  pewien:  Ŝe  bardziej  bał  się 
zniknięcia  Sary  ze  swego  Ŝycia  aniŜeli  tego,  Ŝe  zawiadomi  ona  o  śledztwie 
swojego brata. JuŜ w tej chwili trudno mu było wyobrazić sobie Ŝycie bez Sary. 
Chciał być z nią jak najdłuŜej albo przynajmniej zrozumieć, co się między nimi 
dzieje. Dlatego postanowił milczeć. Chyba Ŝe Sara zapyta prosto z mostu, czy to 
on  prowadzi  śledztwo  przeciwko  Wallace’owi.  Nie  potrafiłby  jej  okłamać. 
Zorientował  się  nagle,  Ŝe  ona  przez  cały  czas  coś  do  niego  mówi,  więc  zaczął 
słuchać uwaŜnie. 

– Michael oŜenił się po raz drugi i wyprowadził się do Pittsburgha, gdzie 

pracuje jego Ŝona. To śmieszne – dodała – nigdy nie chciał spełnić Ŝadnej mojej 
prośby, a rzucił wszystko: dom, pracę, dzieci, całe swoje dotychczasowe Ŝycie, 
aby ją uszczęśliwić. 

Zabrzmiało to gorzko, ale Sara uśmiechnęła się. 
– Nie powinnam się tym martwić. Rozwód z Michaelem to najmądrzejsza 

rzecz, jaką zrobiłam. 

– Dlaczego wam się nie udało? – zapytał Griffin. 
Westchnęła.  Przez  chwilę  bawiła  się  kubkiem.  Wydawało  się,  Ŝe  ta 

czynność pochłonęła ją całkowicie. Unikała w ten sposób wzroku Griffina. 

–  Właściwie  nie  powinnam  była  za  niego  wychodzić.  Byłam  jeszcze  na 

studiach i chciałam je skończyć, zanim się pobierzemy. Michael przekonał mnie, 
Ŝ

ebym  zmieniła  decyzję  i  wyszła  za  niego.  Przez  parę  lat  byłam  tylko  Ŝoną. 

Chciałam wrócić na uczelnię, ale okazało się, Ŝe jestem w ciąŜy. Jack i Sam są 
wspaniali  –  uśmiechnęła  się  Sara.  –  Zawsze  byli  dobrymi  dziećmi.  Nie 
oddałabym ich za nic. Ale miałam jednocześnie uczucie, Ŝe Mike w jakiś sposób 
trzyma  mnie  na  uwięzi.  Nie  zrozum  mnie  źle  –  dodała  pośpiesznie.  –  Nie 
wierzę,  Ŝeby  to  robił  specjalnie.  Nie  był  nigdy  złośliwy.  Ale  chciał,  abym 
zajmowała się jedynie dziećmi. 

– A to ci nie wystarczało? – zapytał Griffin. Sara w końcu popatrzyła na 

background image

niego. 

– Nie, nie wystarczało. Jestem szczęśliwa, Ŝe mam dzieci, ale chcę robić 

coś jeszcze. Czy to takie dziwne? 

– Oczywiście, Ŝe nie, jeśli na dodatek tego pragniesz. 
– Byłam bardzo szczęśliwa, gdy Jack i Sam byli mali i potrzebowali mnie. 

Ale kiedy poszli do szkoły, stali się bardziej niezaleŜni. Wtedy chciałam zacząć 
robić  coś  innego,  ale  Michael  nie  potrafił  tego  zrozumieć.  Zresztą  sam  miał 
pracę, która wymagała jego obecności przez całą dobę. 

– A teraz pracujesz – zakończył Griffin. 
–  Tak.  I  jest  to  praca,  która  nie  pochłania  mnie  całkowicie.  Ten  sklep  z 

antykami to był wspaniały pomysł. Obie z Elaine jesteśmy samotnymi matkami 
i  znamy  świetnie  swoje  problemy,  moŜemy  wymieniać  się  w  pracy.  Wszystko 
układa się wspaniale. 

–  Elaine  wie,  co  robi  –  powiedział  Griffin  i  oparł  się  łokciami  o  stół, 

pochylając  twarz  ku  Sarze.  –  A  teraz  –  mówił,  a  uśmiech  błądził  po  jego 
wargach – będę się mógł przekonać, czy i ty znasz się na rzeczy. 

Jego  cichy  głos  przyspieszył  bicie  jej  serca.  Dlaczego  nagle  wydało  się 

jej, Ŝe „znajomość rzeczy” niekoniecznie musi odnosić się do pracy? Griffin stał 
się  waŜną  częścią  jej  Ŝycia.  Był  nie  tylko  klientem,  który  moŜe  wpłynąć  na 
zawodową karierę, ale równieŜ męŜczyzną, który coraz bardziej się jej podobał 
mimo okoliczności, w jakich się poznali. 

Wydawałoby  się,  Ŝe  nie  mogło  się  jej  przytrafić  nic  gorszego  niŜ 

spotkanie z rozgniewanym policjantem, które kosztowało ją siedemdziesiąt pięć 
dolarów. Teraz zaczęła się zastanawiać, – czy cena nie będzie jeszcze wyŜsza i 
czy przypadkiem nie będzie musiała płacić czymś innym niŜ pieniądze. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
– Saro, nie chcesz wykorzystać swojej Ŝyciowej szansy. 
Sara wyjęła z torby brokuły i schowała je do zamraŜalnika. Popatrzyła na 

brata.  Był  do  niej  podobny,  ale  w  miarę  upływu  czasu  pojawiła  się  u  niego 
łysina.  Sarze  wydawało  się,  Ŝe  staje  się  ona  coraz  większa,  a  poza  tym 
wyglądało na to, Ŝe dokucza mu nadciśnienie. Nie miała jednak odwagi zapytać 
go, czy się leczy, bo zaraz zaczynał się denerwować. 

–  Wally...  –  Próbowała  mówić  spokojnie,  choć  zadawała  sobie  pytanie, 

czy naprawdę musiał zawsze przychodzić w sobotę rano, gdy miała tyle roboty? 
– Wiesz dobrze, Ŝe teraz jest mi cięŜko. Sklep przynosi mały dochód i nie mam 
Ŝ

adnych pieniędzy, które mogłabym zainwestować i to jeszcze w tak niepewny 

interes. 

– PrzecieŜ niczego nie ryzykujesz. To doskonała inwestycja. 
–  Chyba  oszalałeś.  Tor  wrotkowy  dla  dzieci?  –  Popatrzyła  na  niego  z 

powątpiewaniem. – Na taki pomysł mógł wpaść tylko ktoś, kto w ogóle nie zna 
się na interesach, albo jakiś oszust. 

– AleŜ Saro, jak moŜesz tak o mnie myśleć? – powiedział z wyrzutem. – 

Sprawiasz  mi  przykrość.  Takie  tory  mają  przyszłość.  –  Zastanowił  się  przez 
chwilę.  –  Dobrze,  jeśli  to  ci  się  nie  podoba,  to  co  powiesz  o  kawiarni  topless? 
Wszystkie kelnerki będą nagie do pasa. 

– Chyba Ŝartujesz! 
–  To  rewelacyjny  pomysł.  Sam  na  to  wpadłem.  Tanie  jedzenie,  gołe 

dziewczyny, piwo – wszystko to, co lubią męŜczyźni. 

–  Wally,  nawet  gdybym  miała  pieniądze,  nie  dałabym  ci  ich  na  coś 

takiego. Jak ci nie wstyd? Co na to powie mama? 

– Z pewnością mnie poprze. 
Sara pokiwała ze smutkiem głową. Jak to moŜliwe, Ŝeby był taki głupi? 
– Zobaczysz, sama jeszcze do mnie przyjdziesz i będziesz mnie prosić – 

ostrzegł  ją.  –  A  poza  tym  nie  byłabyś  w  takiej  cięŜkiej  sytuacji,  gdybyś  nie 
rozwiodła się z Michaelem. 

Sara westchnęła. Znowu do tego wrócili. Ale nie zamierzała dyskutować z 

bratem na ten temat. 

– Wyciągał przecieŜ siedemdziesiąt pięć tysiączków rocznie. 
–  Z  których,  drogi  braciszku,  musiał  utrzymać  dom,  dwa  samochody, 

opłacić  ubezpieczenie  i  odłoŜyć  na  szkołę  dla  chłopców.  Zresztą  to  nie  twój 
interes, a poza tym – dodała pośpiesznie, by jej nie przerwał – tak duŜo mówisz 
o moim małŜeństwie, a sam się nie Ŝenisz. Nawet nie masz stałej dziewczyny. A 
ja znam jedną, która chętnie by się z tobą umówiła. 

– O rany! Czy ten zegar dobrze chodzi? – Wally zerwał się od stołu. – Nie 

background image

wiedziałem, Ŝe jest tak późno. Muszę juŜ iść. 

Pocałował ją w policzek i wyszedł kuchennymi drzwiami. Sara usłyszała 

warkot silnika i pisk opon. 

Uśmiechnęła  się.  Brat  denerwował  ją  czasami,  ale  wiedziała,  jak  z  nim 

postępować.  Musi  jednak  uwaŜać.  Któregoś  dnia  moŜe  zechce  się  umówić  z 
dziewczyną, o której mówiła, a przecieŜ taka nie istniała. śadna z jej znajomych 
nie interesowała się Wallym. 

Zabrała się znowu do pracy, nucąc coś pod nosem. 
 
Sara  nie  widziała  Griffina  od  tygodnia.  Stała  właśnie  na  strychu  domu 

Mercerów  pośród  pootwieranych  skrzyń  i  paczek,  a  wokół  niej  fruwał  kurz  i 
ź

dźbła  siana.  śarówka  słabo  oświetlała  zagracone  pomieszczenie.  Było  bardzo 

gorąco  i  Sara  miała  wraŜenie,  Ŝe  wypociła  z  siebie  od  rana  co  najmniej  kilka 
litrów  płynu.  Ale  to  wszystko  nie  było  waŜne  wobec  faktu,  Ŝe  znalazła 
prawdziwy skarb. 

W skrzyniach była porcelana, stara rodowa porcelana Mercerów. Niektóre 

sztuki miały ponad dwieście lat. Większość pochodziła z Europy i miała wartość 
muzealną. 

Dlaczego to wszystko zostało schowane, zastanawiała się. Jeśli nikt tego 

nie  potrzebował,  moŜna  było  wystawić  porcelanę  na  pokaz.  Była  warta 
dziesiątki  tysięcy  dolarów.  A  przecieŜ  do  tego  powinny  być  jeszcze  srebra  i 
kryształy. 

Nie wiedziała tylko, gdzie je schowano. 
Nie mogła się nadziwić, Ŝe jedna rodzina mogła zgromadzić takie zbiory. 

Ciekawe, co Griffin z tym zrobi? Pewnie sprzeda. To rozsądny pomysł. ChociaŜ 
właściwie  szkoda,  Ŝe  nikt nie  będzie uŜywał  takiej pięknej  zastawy.  Kiedyś,  w 
czasie  świąt  i  uroczystości,  ten  dom  musiał  być  pełen  ludzi.  Szkoda,  Ŝe  nie 
mogła go takim zobaczyć. 

Pochyliła  się  nad  następną  skrzynią  i  wyjęła  zachwycający  talerz  z 

Limoges. Przesunęła palcami po kremowej powierzchni, dotykając kobaltowych 
wzorów  i  złotego  brzegu.  To  z  Bernardaud,  pomyślała,  a  dopiero  potem 
popatrzyła  na  znak  po  drugiej  stronie.  Musi  mieć  ze  sto  lat.  Odwróciła  się,  by 
odłoŜyć go na miejsce, i wtedy ujrzała w drzwiach jakąś postać. To był Griffin. 
Odruchowo poprawiła włosy, zła na siebie, Ŝe tak zaleŜy jej na wyglądzie. 

– Czy nie jest ci tu za gorąco? – zapytał na powitanie. 
Ubrany  był  w  jasne  spodnie,  białą  koszulę  i  nieokreślonego  koloru 

marynarkę.  Jego  oczy  błyszczały  wspaniale.  Sara  czuła,  Ŝe  robi  jej  się  jeszcze 
bardziej gorąco. 

– Tak, trochę – odpowiedziała. 
Griffin podszedł do niej powoli. Uniósł dłoń i wyjął źdźbło suchej trawy z 

jej włosów. 

background image

– Wyglądasz, jakbyś się miała za chwilę roztopić – powiedział. – Chodź 

na dół. Zrobię ci coś zimnego do picia. 

Ruszył do wyjścia, a Sara za nim, gdyŜ nie chciała się z nim rozstać. 
W  kuchni  Griffin  podszedł  do  lodówki.  Zły  był  na  siebie,  Ŝe  tak  szybko 

odszedł, ale bał się, Ŝe jeśli zostanie z Sarą choć chwilę dłuŜej, zrobi coś, czego 
nie powinien. Na przykład rzuci ją na podłogę i... 

Tam  na  górze  wyglądała  bardzo  pociągająco.  Mokra  od  potu  koszulka 

ś

ciśle  przylegała  do  jej  ciała,  ujawniając,  Ŝe  Sara  nie  ma  stanika,  więc  widział 

kaŜdy szczegół jej piersi, tak jakby była naga. 

Gdy  się  odwrócił,  ujrzał  ją  za  sobą.  W  dalszym  ciągu  była  mokra, 

seksowna i ciągle bardzo jej pragnął. Teraz jeszcze bardziej. 

– Woda sodowa czy piwo? – zapytał, starając się skoncentrować raczej na 

zawartości lodówki niŜ na tym, Ŝe dŜinsy opinają jej biodra. – Co wolisz? 

–  Zwykłą  wodę  z  lodem  –  odpowiedziała,  odsuwając  z  czoła  wilgotne 

kosmyki. 

Po  chwili  Griffin  podał  jej  to,  o  co  prosiła.  Sara  wzięła  szklankę  i 

opróŜniła ją jednym haustem. 

– Dzięki – powiedziała. 
– Jeszcze? 
Skinęła głową i podała mu pustą szklankę. 
Biorąc ją, Griffin przez chwilę zakrył dłoń Sary swoją. Obiecał sobie, Ŝe 

nie będzie więcej robił takich rzeczy. Nie podda się fascynacji Sarą i nie będzie 
stale o niej myślał. Im dłuŜej pracował nad papierami firmy Jerwal, tym bardziej 
był przekonany o nieuczciwych zamiarach Wallace’a Greenleafa. Nie powinien 
zalecać się do Sary, jeśli zamierza wsadzić jej brata za kratki. 

Dobrze jednak wiedział, Ŝe nie jest w stanie jej unikać. Coś między nimi 

istniało, a w jej oczach czytał, Ŝe i ona czuje to samo. 

Sara pijąc wodę zastanawiała się, o czym myśli Griffin. Cały czas patrzył 

na  nią  i  po  raz  pierwszy  w  Ŝyciu  nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Wszystkie  jej 
myśli krąŜyły wokół niego. Gdyby się teraz odezwała, mogłaby powiedzieć lub 
zrobić coś, czego by później Ŝałowała. 

– Jak ci idzie praca? – zapytał. 
– Doskonale – odpowiedziała. – Odkryłam na górze cudowne rzeczy. 
– Jak długo potrwa katalogowanie? 
–  W  dalszym  ciągu  trudno  mi  to  określić.  W  drugiej  części  domu  jest 

jeszcze jeden strych, gdzie do tej pory nie zdąŜyłam zajrzeć. 

– Jesteś zajęta jutro wieczorem? 
Sara  oczekiwała  dalszych  pytań  dotyczących  pracy,  więc  jego  słowa 

zaskoczyły ją kompletnie. Ostatnio spędzili razem u niej w domu wieczór, który 
zakończył się dość dziwnie. Stali oboje w drzwiach wyjściowych, w powietrzu 
wyczuwalne  było  niezwykłe  napięcie.  Myślała  o  pocałunkach,  które  ich 

background image

wcześniej połączyły, i wyczuwała, Ŝe Griffin myśli o tym samym. Wstydziła się 
samej  siebie,  ale  znowu  zapragnęła  go  pocałować.  Dobrze,  Ŝe  chłopcy  byli  w 
pobliŜu i to ją powstrzymało. 

– Nie, nie jestem jutro zajęta, a dlaczego pytasz? – przypomniała sobie, Ŝe 

Griffin ciągle czeka na odpowiedź. 

– Jutro jest mecz baseballowy. Nasz komisariat przeciwko drugiemu. To 

bardzo waŜny mecz, o puchar miasta. MoŜe przyszłabyś z chłopcami popatrzeć? 

– Jack i Sam będą zachwyceni – uśmiechnęła się. 
– A ty? Czy zechcesz przyjść? 
W jego oczach było takie błaganie, Ŝe Sara aŜ wstrzymała oddech. 
–  Oczywiście,  Ŝe  tak.  Będę  bardziej  zachwycona  niŜ  chłopcy  – 

odpowiedziała bez zastanowienia. 

Griffin odetchnął z ulgą. 
–  Muszę  teraz  wracać  do  pracy.  Wyskoczyłem  tylko  na  chwilę.  Jutro 

wpadnę po was około piątej. Po meczu pójdziemy coś zjeść. 

– Dobrze. Będziemy gotowi o piątej. – Sara popatrzyła na zegar wiszący 

na  ścianie.  Tylko  dwadzieścia  osiem  i  pół  godziny  dzieliło  ich  od  następnego 
spotkania. Jakoś to wytrzyma. 

Idąc w stronę drzwi, zatrzymał się koło niej, dotknął jej policzka, a potem 

pochylił się i przesunął delikatnie po jej wargach ustami. 

Sara  uniosła  rękę  i  dotknęła  palcami  ust,  jakby  chciała  zatrzymać  ten 

pocałunek. 

 
Griffin ustawił się na polu. Uśmiechał się. Sara stała na trybunie, osłaniała 

oczy  dłońmi  i  starała  się  zrobić  wszystko,  by  przeszkodzić  druŜynie 
przeciwników.  Za  kaŜdym  razem,  gdy  ich  zawodnik  zbliŜał  się  do  bazy, 
zaczynała  krzyczeć,  by  go  zdekoncentrować.  Jack  i  Sam  siedzieli  obok  niej  i 
dzielnie  jej  pomagali.  Wyglądała  wspaniale.  Niesforne  kosmyki  wymykały  się 
spod  granatowej  czapeczki  –  był  to  kolor  jego  druŜyny.  Krótka  bluzka 
odsłaniała wspaniałą opaleniznę, a szorty podkreślały długie, zgrabne nogi. 

–  Piłka!  –  krzyczała  do  sędziego.  –  Piłka!  Czyś  ty  ślepy?  To  było 

uderzenie! Sędzia kalosz! 

Griffin roześmiał się. CóŜ za entuzjazm! 
– AleŜ energiczna dziewczyna ci się trafiła – zawołał do niego Stony. 
Griffin  uśmiechnął  się  do  przyjaciela,  uniósł  czapeczkę  i  otarł  mokre 

czoło. 

Obie  druŜyny  czekały  cierpliwie,  aŜ  Sara  i  sędzia  zakończą  krótką,  lecz 

gwałtowną  kłótnię.  Griffin  przyglądał  się,  jak  sędzia  z  wściekłości  rzucił  na 
ziemię  czapkę,  a  potem  zbliŜył  się  do  ogrodzenia  i  wyciągnął  palec  w  stronę 
Sary ostrzegawczym gestem. Sara przycisnęła twarz do siatki i krzyczała dalej. 

Wreszcie  sędzia  postawił  na  swoim.  Musiała  usiąść  i  gra  rozpoczęła  się 

background image

od nowa. Ale gdy tylko przeciwnik rozpoczął grę, znowu rozległ się jej głos. 

–  Byłeś  wspaniały,  Griffin  –  mówił  Jack,  Ŝując  metodycznie  pizzę  dwie 

godziny później. – Co za bieg! 

Griffin  potarł  machinalnie  nogę.  Czuł,  jak  pod  spodniami  otarcie  piecze 

coraz mocniej. 

– Tak! To był bieg po zwycięstwo – dodał z entuzjazmem Sam. 
–  Nie  grałbym  tak  dobrze  –  uśmiechnął  się  do  chłopców  –  gdyby  nie 

doping waszej mamy. Zagrzewała mnie do walki. 

–  Ja...  ja  powinnam  była  cię  uprzedzić,  Ŝe  jestem  fanatyczką  sportu. 

Trener chłopców ostrzegł mnie, Ŝe zabroni mi przychodzić na mecze. Podobno 
zachowuję się niewłaściwie. 

– Tak, mama to fanatyczka – potwierdził Jack. – Tato tego nie rozumiał. 

Zresztą on by nigdy tak nie krzyczał, a na mamę zawsze moŜemy liczyć. 

– No, ja nie narzekam na zachowanie waszej mamy – powiedział Griffin. 

– Nigdy nie mieliśmy takiego dopingu. I od dawna nie wygrałem meczu. Dzisiaj 
odnieśliśmy  pierwsze  zwycięstwo  w  tym  sezonie  –  zwrócił  się  do  Sary.  – 
Przynosisz szczęście. 

Uśmiechnęła się do niego radośnie. 
– Tutaj jesteś! – Stony tak mocno klepnął Griffina w ramię, Ŝe ten aŜ się 

skrzywił. Dopiero teraz poczuł, Ŝe przy upadku musiał uszkodzić sobie równieŜ 
ramię. Jutro będzie się czuł paskudnie. 

–  Co  za  wspaniały  bieg,  Griffin  –  odezwała  się  Elaine,  podchodząc  do 

nich z Jonahem. 

Usiedli  we  trójkę:  Jonah,  Elaine  i  Stony  przy  sąsiednim  stoliku.  Stony 

objął Elaine i przyciągnął ją do siebie. Griffin patrzył na to z zainteresowaniem. 
Ostatnio Stony stwierdził, Ŝe nie chce mieć z tą kobietą nic wspólnego. A teraz 
wyglądało, jakby wszystko wróciło do normy. 

– Dzięki, Elaine – odpowiedział, starając się ukryć ciekawość. 
– Przy barze spotkaliśmy Leonarda – oznajmiła Elaine, patrząc na Sarę. – 

Poprosiliśmy go, Ŝeby się do nas przyłączył, ale kiedy usłyszał, Ŝe ty tu jesteś, 
zaklął tylko i zamówił następną kolejkę. 

– Leonard? – spytała Sara, nie rozumiejąc, o czym mowa. 
– Sędzia – wyjaśnił Griffin. 
– Aha. 
–  Myślę  –  zaśmiał  się  Stony  –  Ŝe  najbardziej  go  wkurzyło,  kiedy 

wykrzyknęłaś kilka niepochlebnych uwag pod adresem jego matki. 

– PrzecieŜ on niesłusznie zwrócił uwagę Griffinowi – Sara zaczerwieniła 

się ze wstydu. 

– Zgadzam się z tym, ale będzie potrzebował trochę czasu, zanim dojdzie 

do siebie. 

–  Posłuchaj,  Saro  –  odezwała  się  Elaine  –  Jonah  chciałby,  Ŝeby  Jack  i 

background image

Sam spędzili u nas noc. Zgodzisz się? Ja nie mam nic przeciwko temu. 

–  Tak  –  potwierdził  Jonah  –  nawet  sama  mi  to  zaproponowała.  Nie 

mogłem ochłonąć ze zdumienia. 

– No... to znaczy – zaczęła się jąkać Elaine – pomyślałam, Ŝe dobrze by 

było, Ŝeby chłopcy spędzali więcej czasu ze sobą. 

– Słuchajcie, ja juŜ idę – powiedział nagle Stony. 
– Muszę coś załatwić. Do zobaczenia. 
I  wyszedł,  przepychając  się  pospiesznie  przez  tłum.  Griffin  i  Sara 

zdziwieni popatrzyli na siebie, a potem na Elaine, której zachowanie Stony’ego 
zupełnie nie zaskoczyło. 

– To co, chłopcy? – zapytała radosnym głosem. – Jack? Sam? Chcecie u 

nas spać? 

– Tak! – odpowiedzieli jednocześnie. 
Sara  przez  chwilę  przyglądała  się  przyjaciółce,  a  potem  sięgnęła  po 

portmonetkę. 

– Bierzcie te drobne i idźcie pograć z Jonahem na automatach. Griffin – 

dodała – nie chciałbyś ich popilnować? 

Chłopcy  chwycili  po  kawałku  pizzy  i  pobiegli  do  sąsiedniej  sali.  Griffin 

chciał  coś  powiedzieć,  ale  machnął  ręką  i  poszedł  za  nimi.  Sara  poczekała,  aŜ 
zniknął, i wtedy zwróciła się do przyjaciółki. 

– Elaine? Czy wszystko w porządku? 
– Oczywiście. Czemu pytasz? 
– Bo wydawało mi się, Ŝe coś się dzieje między tobą a Stonym. A potem 

on nagle wyszedł. Pomyślałam, Ŝe moŜe coś się stało. 

– Stony zachowuje się jak dziecko. Chce czegoś, czego nie moŜe dostać. 
– Czyli? – zapytała Sara. 
– Mnie. 
– To znaczy? 
– On pragnie bliŜszego związku... 
– Aha – skinęła głową Sara. 
–  Widzisz,  zaprosiłam  chłopców  na  noc,  bo  nie  chciałam,  Ŝeby  Stony 

wprosił  się  do  mnie.  To  nieprawda,  Ŝe  Jonah  juŜ  wcześniej  zaprosił  Jacka  i 
Sama. Skłamałam, bo nie potrafiłam wymyślić nic innego. 

– Powinnaś być uczciwa wobec niego – stwierdziła Sara. – Powiedz mu, 

co czujesz. 

– Nie mogę. 
– Dlaczego? 
– Bo sama nie wiem, co czuję. 
Sara otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale nie odezwała się. Okazało się, 

Ŝ

e Elaine ma podobne problemy, a przecieŜ Sara teŜ nie potrafi sobie ze swoimi 

poradzić. 

background image

– Czyli uwaŜasz, Ŝe lepiej unikać takich sytuacji – podsumowała. 
Elaine skinęła głową ze smutkiem. 
– Ale teraz on jest na mnie wściekły. 
– Przejdzie mu to. 
Nagle Elaine popatrzyła z niepokojem na Sarę. 
–  Słuchaj,  czy  to,  Ŝe  wezmę  dzieci,  nie  postawi  ciebie  w  niezręcznej 

sytuacji? 

– Nie rozumiem – odpowiedziała Sara. 
– No, z Griffinem. Chyba jeszcze nie jesteście ze sobą? 
– Oczywiście, Ŝe nie. Jak mogłaś tak myśleć? Elaine! PrzecieŜ tak krótko 

się znamy. No wiesz! 

– Patrzycie na siebie tak, jakbyście znali się bardzo dobrze – uśmiechnęła 

się Elaine. 

– To znaczy: jak? – Sara dumnie uniosła podbródek. 
– Jakbyście się nie mogli doczekać, kiedy wrócicie do domu, zrzucicie z 

siebie ubranie i... posmarujecie się nawzajem syropem czekoladowym... 

–  Prawdę  mówiąc  –  zaczęła  Sara  –  nie  myślę  o  syropie,  myślę  o 

kajdankach... 

– Słucham? – Elaine roześmiała się głośno. 
–  WyobraŜam  sobie  róŜne  rzeczy.  Wiele  kobiet  marzy  o  policjancie  na 

motorze, kajdankach i skórzanych rękawicach. To normalne. 

– Moje wyobraŜenia zawsze wiąŜą się z jedzeniem. 
Sara spuściła wzrok, słysząc słowa przyjaciółki. 
–  Ale  czytałam  o  kajdankach.  Piszą,  Ŝe  to  zupełnie  normalne  – 

kontynuowała Elaine. – Mówisz jednak, Ŝe nie wydaje ci się, aby Griffin chciał 
z tobą spędzić noc, mimo Ŝe chłopców nie będzie w domu? 

–  Niczego takiego  nie  mówiłam!  –  zawołała  Sara.  Popatrzyły na  siebie i 

parsknęły śmiechem. 

– Słuchaj, Elaine. Naprawdę potrafię sobie z nim poradzić. 
– Jesteś pewna? – westchnęła przyjaciółka. Sara skinęła głową. 
– To dobrze. On tu idzie i nie wygląda na zbyt zadowolonego. 
Sara obejrzała się i zobaczyła zbliŜającego się Griffina. Nie powinna była 

go  tak  potraktować,  ale  przecieŜ  musiała  porozmawiać  z  Elaine.  Przypomniała 
sobie, co powiedziała przed chwilą przyjaciółce. Czy poradzi sobie z Griffinem? 
Czy to jest moŜliwe? Nie była juŜ teraz tego taka pewna. Chyba Ŝe nadałaby tym 
słowom inne znaczenie. Ale wtedy zrobiłaby lepiej, gdyby natychmiast wstała i 
uciekła przed nim ile sił w nogach. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Dom wydawał się bardzo pusty zawsze, kiedy nie było w nim chłopców. 

Czasami  Sara  uwaŜała,  Ŝe  taka  przerwa  w  codziennym  chaosie  jest  wspaniała. 
Ale  niekiedy  –  i  tak  było  teraz  –  cisza  ją  denerwowała.  Jednak,  pomyślała 
obserwując  męŜczyznę,  który  patrzył  na  nią  z  drugiego  końca  pokoju,  dzisiaj 
zdenerwowanie  mogło być nie  tyle  wynikiem  nieobecności  w domu  chłopców, 
ile raczej obecności Griffina. 

Odkąd wyszli z restauracji, zamienili zaledwie kilka słów. Elaine i Jonah 

pojechali  z  nimi  do  domu,  by  zabrać  Sama,  Jacka  i  ich  śpiwory.  Cała 
rozkrzyczana gromadka  przed  chwilą  wyszła  i od tego  czasu  Sara  i  Griffin  nie 
mówili nic, tylko patrzyli na siebie. Zawsze, gdy byli razem, czuli się niepewnie. 
Ale  teraz  Sara  czuła,  Ŝe  te  nie  wypowiedziane  słowa  są  o  wiele  waŜniejsze  od 
tych, które dotąd powiedzieli. 

– Przepraszam – odezwała się, chcąc zacząć rozmowę, by wypełnić ciszę. 

–  Nie  powinnam  była  odsyłać  cię  z  chłopcami.  Martwiłam  się  o  Elaine,  a  ona 
niczego  nie  powiedziałaby  przy  tobie.  Stony  jest  twoim  przyjacielem  i...  – 
przerwała. Nie chciała mówić mu za duŜo. 

Griffin skinął głową, ale nie odezwał się. 
– Nie dziwię się, Ŝe jesteś na mnie zły, ale... 
– Nie jestem zły na ciebie. 
Było  to  najdłuŜsze  zdanie,  jakie  wypowiedział  od  wyjścia  chłopców. 

Poczuła się trochę pewniej i nieśmiało uśmiechnęła się. 

– To dlaczego nic nie mówisz? 
Griffin podszedł do niej i połoŜył jej ręce na ramionach i spojrzał prosto 

w oczy. 

–  Bo  od  momentu,  gdy  Elaine  zaprosiła  chłopców  do  siebie  i 

zorientowałem  się,  Ŝe  zostaniemy  sami,  myślę  tylko  o...  –  na  chwilę  odwrócił 
wzrok,  wciągnął  głęboko  powietrze,  a  potem  powoli  je  wypuścił.  Patrząc  jej 
znowu w oczy, dokończył niepewnie: – o tym, Ŝeby się z tobą kochać. 

Jego  otwartość  zaskoczyła  Sarę.  Skłamałaby,  gdyby  powiedziała,  Ŝe  nie 

myślała  o  tym  samym,  ale  na  pewno nie  przyznałaby  się do tego tak  otwarcie. 
Powinna była wiedzieć, Ŝe Griffin jest inny. 

–  MoŜe  napijemy  się  kawy?  –  zapytała,  nie  bardzo  wiedząc,  co 

powiedzieć. 

W  dalszym  ciągu  patrzył  na  nią,  ale  Sara  miała  wraŜenie,  Ŝe  kąciki  ust 

drgają mu w skrywanym uśmiechu. 

– A moŜe chcesz wina? – spróbowała jeszcze raz. 
– Myślę, Ŝe moglibyśmy... 
– Saro, ja... 

background image

Odsunęła  się  gwałtownie  od  niego  i  ruszyła  w  stronę  kuchni, 

przyspieszając  cały  czas  kroku,  bo  czuła,  Ŝe  Griffin  idzie  za  nią.  Otworzyła 
szafkę i zaczęła przeglądać jej zawartość. 

– Saro – zaczął znowu Griffin. 
–  Mam  tu  gdzieś  butelkę  bardzo  dobrego  wina,  które  dostałam  na 

gwiazdkę – przerwała mu i szukała dalej. 

– Czerwone. Dostałam je od Elaine, a ona zna się na winach. 
– Saro! 
– Jej były mąŜ miał sklep z alkoholem. 
– Saro! 
– Tylko nie pamiętam, gdzie je schowałam. 
Nagłe ręka Griffina przykryła jej dłoń, leŜącą na szafce. Objął palcami jej 

nadgarstek  i  znieruchomiał.  Sarę  przeniknął  dreszcz.  A  Griffin  stał  tuŜ  za  nią, 
czuła jego ciepło. 

Zrobiło  jej  się  słabo.  Zamknęła  oczy  i  starała  się  oddychać  głęboko. 

Niewiele pomogło. Ale znowu zaczęła szukać wina, ciągle czując jego rękę na 
swojej,  aŜ  wreszcie  znalazła  je.  Razem  wyjęli  butelkę  z  szafki  i  postawili  na 
blacie.  Sara  sięgnęła  po  szklanki,  ale  tym  razem  Griffin  powstrzymał  ją. 
Milcząc,  odwróciła  się  do  niego,  ale  nie  mogła  wytrzymać  jego  wzroku. 
Pochylił  się  nad  nią,  a  kiedy  w  dalszym  ciągu  nie  podnosiła  głowy,  przesunął 
wargami po jej skroni. Popatrzyła na niego, a wtedy leciuteńko dotknął wargami 
jej ust i odsunął się. Po chwili znowu złoŜył na wargach Sary lekki pocałunek. I 
jeszcze jeden. I jeszcze. 

Sara  oparła  dłonie  na  jego  piersi,  powtarzając  sobie  w  myślach,  Ŝe 

powinna go odepchnąć. Ale poczuła ciepło jego ciała, przyspieszone bicie serca, 
i  po  prostu  przyciągnęła  go  bliŜej  do  siebie.  Otoczył  ją  ramieniem  i  zanurzył 
palce we włosach wijących się na karku. Spojrzała mu prosto w oczy i zatraciła 
się w ich błękicie. 

Po  chwili  zaczął  ją  znowu  całować,  tym  razem  mocniej  i  bardziej 

natarczywie.  Pomyślała,  Ŝe  pewnie  jest  szalona,  pozwalając  mu  na  to.  Griffin 
przecieŜ nie był męŜczyzną, który by do niej pasował. Nie wyglądał na takiego, 
który  chciałby  się  ustatkować  i  to  wybierając  kobietę  obarczoną  rodziną.  Od 
rozwodu  nie  nawiązywała  Ŝadnych  znajomości.  Unikała  męŜczyzn.  A  Griffin 
był taki jak inni i nic nie wróŜyło im wspólnej przyszłości. 

Tylko dlaczego tak bardzo go pragnęła, pytała samą siebie. 
Powinna  przerwać  te  pocałunki.  Nie  wolno  im  się  posunąć  dalej.  Takie 

były  jej  postanowienia,  ale  nie  umiała  czy  teŜ  nie  chciała  się  opierać.  Wbrew 
rozsądkowi  zapragnęła  oddawać  Griffinowi  pocałunki.  I  zrobiła  to.  Z  takim 
samym  jak  on  poŜądaniem  i  natarczywością.  Długo  trwali  w  objęciach  i  Sarze 
wydawało  się,  Ŝe  tak  juŜ  będzie  zawsze.  Powoli  przesunęła  palcami  po  jego 
włosach,  potem  po  szorstkim  policzku,  a  wreszcie  po  twardych  ramionach  i 

background image

plecach. Griffin teŜ poznawał jej ciało – kaŜde zaokrąglenie, kaŜdą gładkość. 

Nagle przesunął się tak, Ŝe teraz on opierał się o blat, uniósł Sarę do góry 

i  mocno  przytulił  do  siebie.  Sara  wydała  z  siebie  jęk,  dziki  okrzyk  rozkoszy,  i 
zaczęła go całować jeszcze namiętniej. 

Griffin miał wraŜenie, Ŝe wszystko dookoła niego wiruje. Nie wiedział, co 

się dzieje, ale czuł, Ŝe traci panowanie nad sobą. Był świadom tego, Ŝe popełnia 
szaleństwo.  Nie  powinien  trzymać  Sary  w  ramionach  teraz,  gdy  prowadzi 
ś

ledztwo  przeciwko  jej  bratu.  Ale  lubił  ryzyko,  a  poza  tym  pragnął  Sary. 

Ogromnie  pragnął.  A  teraz  wiedział,  Ŝe  jej  reakcje  są  takie  same.  CóŜ  złego 
moŜe być w tym, Ŝe dwoje ludzi pragnie się nawzajem? Są dorośli i podobają się 
sobie. 

Czyli wszystko jest w porządku. Czuł ręce Sary na swoich biodrach, więc 

ujął  jedną  z  nich  i  przesunął  na  wypukłość  widoczną  pod  zamkiem  spodni. 
Poczuł jej dotyk i jęknął z rozkoszy. Myśli o śledztwie umknęły mu z pamięci 
wraz  ze  wszystkimi wątpliwościami, czy moŜe  kochać  się  z  Sarą.  Wiedział,  Ŝe 
nic  juŜ  nie  powstrzyma  go  przed  tym,  o  czym  marzył  od  chwili  jej  poznania. 
Chciał ją posiąść. 

–  Gdzie  jest  sypialnia?  –  spytał,  dziwiąc  się  jednocześnie,  Ŝe  potrafi 

wyartykułować jakieś słowa. 

– Za jadalnią, w końcu holu – odpowiedziała, nie wahając się ani chwili. 
Griffin wziął ją za rękę i poprowadził w tamtym kierunku. Znaleźli się w 

jasno  oświetlonym  pokoju,  urządzonym  w  stylu  wiktoriańskim.  Meble  pokryte 
były kwiecistymi poduszkami, z doniczek zwieszały się kwiaty, a w rogu pokoju 
stało niewielkie łóŜko przykryte kolorową narzutą. 

Cała  reszta  domu  wyposaŜona  była  w  typowe,  odporne  na  działania 

małych  chłopców,  meble.  Sypialnia  stanowiła  cudowną  oazę.  Ucieszył  się,  Ŝe 
wpuściła go do swego sanktuarium, i poczuł się trochę niepewnie na myśl o tym, 
co zamierzali tu robić. Ale zanim zdąŜył coś powiedzieć, Sara wtuliła się w jego 
objęcia i pocałowała go. Objęła go za szyję, palce zanurzyła w jego włosach. I 
nagle  cała  niepewność  znikła.  Wsunął  dłonie  pod  jej  bluzkę  i  po  raz  pierwszy 
dotknął  ciepłej,  miękkiej  skóry.  Dotykał  Ŝeber,  jakby  grał  na  jakimś 
instrumencie. Zawahał się chwilę i objął dłońmi jej piersi. Uśmiechnął się, kiedy 
usłyszał westchnienie Sary. 

–  Och!  Griffin  –  szepnęła.  –  Bardzo  dawno  tego  nie  robiłam  –  dodała 

cicho. 

– Naprawdę? – zapytał zaskoczony jej szczerością. 
–  Od  czasu...  To  znaczy  spotykałam  się  z  męŜczyznami  od  czasu 

rozwodu, ale nie... No wiesz. 

– Z nikim się nie kochałaś? 
Skinęła głową. Ciągle unikała jego wzroku. 
–  Wiesz,  przed  Michaelem  teŜ  nie  było  nikogo.  Miałam  tylko  jednego 

background image

męŜczyznę w całym moim Ŝyciu. Śmieszne, prawda? – zaśmiała się nerwowo. – 
Chyba róŜnię się od kobiet, z jakimi się dotąd spotykałeś. 

Griffin  ujął  ją  pod  brodę  i  uniósł  jej  twarz,  by  popatrzeć  w  głębię 

ciemnych  oczu.  ZauwaŜył  w  nich  złote  plamki,  które  błyszczały  jak  promyki 
słońca. 

– Mam nadzieję, Ŝe róŜnisz się od tych kobiet, z którymi się spotykałem. 

Nie  chcę,  abyś  była  taka  jak  inne  –  bądź  sobą.  Gdyby  podobała  mi  się  inna 
kobieta,  nie  byłbym  tutaj.  Chcę  ciebie,  Saro.  Ciebie.  I  mam  nadzieję,  Ŝe  ty  teŜ 
mnie pragniesz. 

Sara  patrzyła  na  niego  w  milczeniu.  Słowo  „pragnąć”  na  pewno  nie 

odzwierciedlało uczuć, jakie nią teraz rządziły, ale na razie musiało wystarczyć. 

–  Nie  wiem,  co  do  ciebie  czuję  i  dlaczego  –  rzekła  w  końcu  i  znowu 

przytuliła się do niego – ale z nikim dotąd tak bardzo nie chciałam być. 

– Zajmij się mną, Saro. Tej nocy jestem twój. Oburzył ją rozkazujący ton 

Griffina. Znowu przejął kontrolę nad sytuacją. Powiedział „tej nocy”. Tylko tej 
nocy miał naleŜeć do niej. Słowa te dźwięczały jej w głowie jak echo. 

Nie będzie o nich myśleć. Nie będzie przewidywać, co stanie się później. 

ChociaŜ raz w Ŝyciu, bez zastanowienia, zrobi to, na co naprawdę ma ochotę. 

Patrzyła mu w oczy, rozpinając jego spodnie. Krzyknęła cicho, widząc, Ŝe 

Griffin  nie  ma  na  sobie  Ŝadnej  bielizny.  Zaczęła  zdejmować  z  niego  koszulę. 
Widząc,  Ŝe  sobie  nie  radzi,  Griffin  jednym  szybkim  ruchem  ściągnął  ją  przez 
głowę.  Sara  nigdy  dotąd  nie  widziała  tak  pięknego  męŜczyzny.  KaŜdy  mięsień 
widoczny był pod śniadą skórą. Jej ręce, jak przyciągnięte magnesem, dotykały 
kaŜdego  miejsca.  Przesunęła  dłonią  po  wypukłości  ramienia  Griffina  i  nagle 
przeszył  ją  strach,  Ŝe  przecieŜ  mogła  go  nigdy  nie  poznać.  Dotknęła  wargami 
obojczyka, a potem dalej wędrowała dłońmi po całym ciele. 

Griffin stawał się niecierpliwy. Schwycił za brzeg jej koszulki i ściągnął 

ją  jednym  ruchem.  Zanim  Sara  zorientowała  się,  co  zrobił,  stała  przed  nim 
półnaga. 

– To łóŜko jest bardzo małe – odezwał się niespodziewanie Griffin. Sara 

nie mogła zrozumieć, jak on moŜe myśleć o tak przyziemnych rzeczach. 

Nie zdąŜyła mu nic odpowiedzieć, kiedy zaczął ją pieścić. 
Czuła  ogarniającą  ją  rozkosz.  Była  nim  zafascynowana.  Chciała  go 

dotykać, pieścić, po prostu z nim być. 

–  ŁóŜko  jest rzeczywiście bardzo  małe  –  powtórzył  Griffin.  –  Będziemy 

musieli trzymać się blisko siebie. 

Zaczęli  rozbierać  się  nawzajem,  a  kiedy  juŜ  byli  całkiem  nadzy,  Sara 

zrzuciła jednym ruchem kapę z łóŜka. 

Dotknięcia  Griffina  paliły  jak  ogień.  Wydawało  się,  Ŝe  dotyka  jej 

wszędzie.  Jego  wargi  pieściły  usta  Sary,  palce  bawiły  się  piersiami,  a  potem 
zagłębiały  w  najtajniejsze  zakamarki  jej  ciała.  Dotyk  jego  wąsów  wyzwalał 

background image

nowe  dreszcze  i  chwilami  Sara  wybuchała  śmiechem,  gdy  ją  łaskotały.  Ale 
ś

miech cichł, gdy pieszczoty Griffina stawały się coraz gorętsze. 

Kiedy  przewrócił  ją  na  plecy  i  uniósł  się  nad  nią,  Sara  poczuła  nagły 

strach. Przypomniała sobie o ewentualnych skutkach, jakie niósł za sobą taki akt 
– efektem jednego z nich byli Sam i Jack. Nie wiedziała, co ma zrobić. Griffin 
zaczął całować jej szyję, jego palce w niezrównany sposób pieściły jej ciało. A 
niech się dzieje, co chce, pomyślała. Ale nagle przed oczyma pojawił się obraz 
radosnej  malutkiej  dziewczynki  o  czarnych  włoskach  i  niebieskich,  jak  u  taty, 
oczach. Ale tata był gdzieś daleko. 

– Poczekaj! – krzyknęła. 
Griffin podniósł głowę i popatrzył na nią z uwagą. 
– Poczekać? – powtórzył. – A mogę zapytać: na co? Sara roześmiała się, 

widząc wyraz jego twarzy. Był taki kochany. Wiedziała, Ŝe jeśli powie mu teraz, 
Ŝ

eby przestał, na pewno spełni jej Ŝyczenie. Niechętnie, ale spełni. Zrozumiała, 

Ŝ

e rzeczywiście go kocha. Kiedy i jak to się stało, nie wiedziała. Ale zakochała 

się w Griffinie Lawlessie. 

Pocałowała go w usta. 
– Przypomniałam sobie, Ŝe mogę zajść w ciąŜę. Griffin otworzył szeroko 

oczy, jakby i on zapomniał, skąd się biorą dzieci. 

–  Słuchaj,  nie  zrozum  mnie  źle,  ale...  ja  zawsze  noszę  w  portfelu... 

prezerwatywę. 

Sara roześmiała się głośno. 
–  JakŜebym  mogła  to  źle  zrozumieć?  PrzecieŜ  jestem  osobą,  która  wozi 

takie rzeczy w samochodzie, pamiętasz? 

– Tak. I nawet o tym nie wie. 
– Griffin? 
– Słucham? 
– Przestań gadać i pośpiesz się. 
Sara  znowu  znalazła  się  w  jego  ramionach,  zanurzyła  palce  w  gęstych 

włosach.  Czuła,  jak  wargi  Griffina  budzą  w  niej  szaleństwo.  Bez  ostrzeŜenia 
wtargnął  w nią  i  wchodził  coraz  głębiej i głębiej.  Sara  krzyknęła  w uniesieniu. 
Na chwilę odsunął się od niej, aby znowu zanurzyć się w nią głęboko. 

Połączył ich wspólny rytm. 
Razem  wspinali  się  coraz  wyŜej  i  odczuwali  narastającą  rozkosz.  W 

chwili gdy Sarze wydawało się, Ŝe juŜ dłuŜej nie wytrzyma ognia, który w niej 
płonął, zakołysał się świat. Czuła, jak wewnątrz niej rośnie napięcie, i szaleńczo 
pragnęła  teraz  zaspokojenia.  Przylgnęli  do  siebie  tak  mocno,  jakby  bali  się,  Ŝe 
coś moŜe ich rozłączyć. Trwali tak kilka chwil, a ich serca biły jednym rytmem. 

–  Było  cudownie  –  westchnęła  Sara  po  chwili.  Griffin  skinął  głową  w 

milczeniu i pocałował Sarę w szyję. Coś się z nim stało, gdy kochał się z nią, i 
nie wiedział, co to jest. Nie chciał teraz o tym myśleć. Postanowił zachowywać 

background image

się tak, jak zwykł postępować w podobnej sytuacji, czyli nie angaŜować się. 

Na  próŜno.  Tym  razem  było  inaczej.  Sara  w  jakiś  tajemniczy  sposób 

zawładnęła  nim  i  chyba  nie  chciał,  Ŝeby  to  się  zmieniło.  Spojrzał  na  nią  i 
zrozumiał, Ŝe nie jest osamotniony w swoich uczuciach. Uśmiechnął się do niej, 
ale  wydało  mu  się,  Ŝe  ten  uśmiech  nie  jest  szczery.  Uniósł  dłoń  i  odsunął 
wilgotne kosmyki, które przylgnęły do jej czoła, i pocałował ją w skroń. 

– Griffin? 
– Nic nie mów. 
Jutro o tym pomyśli. Naciągnął koc i przytulił się do Sary tak, Ŝe dotykał 

jej pleców. Objął ją w pasie i przyciągnął mocniej do siebie. 

Jutro, pomyślał, wszystko nabierze sensu. 
 
Sara budziła się powoli i z początku nie mogła przypomnieć sobie, gdzie 

się  znajduje.  Czuła  promienie  słońca  na  swoich  nagich  plecach  i  zastanawiała 
się,  gdzie  podziała  się  jej  piŜama.  ŁóŜko  teŜ  wyglądało  jakoś  inaczej... 
Przeciągnęła się z rozkoszą, czując dotyk miękkich prześcieradeł. 

Co  za  cudowny  sen.  Całą  noc  widziała  siebie  wtuloną  w  Griffina  w 

najwymyślniejszych  scenach  miłosnych.  Wciągnęła  głęboko  powietrze.  Jak  to 
się dzieje, Ŝe czuje jego zapach, a pościel zachowała ciepło jego ciała. Czasami 
sny są takie realne. 

Nagle usłyszała szum wody w łazience i otworzyła gwałtownie oczy. To 

nie  był  sen.  Sceny  miłosne,  które  podsuwała  jej  pamięć,  przeŜyła  na  jawie 
ubiegłej  nocy.  Jęknęła  przeraŜona.  LeŜy  tutaj  naga  w  skotłowanej  pościeli,  a 
Griffin Lawless kąpie się w jej łazience. 

Co  ja  zrobiłam,  zadała  sobie  pytanie.  Jak  to  się  stało?  Odpowiedź  była 

prosta.  Oddała  się  męŜczyźnie,  który  ją  oczarował,  a  w  dodatku  wydawało  się 
jej, Ŝe go kocha. 

– O BoŜe – wyszeptała. 
Wpatrywała  się  w  sufit.  Powinna  czuć  się  winna  i  mieć  do  siebie 

pretensje,  Ŝe  popełniła  takie  głupstwo.  Ale  nie  Ŝałowała  niczego.  Uśmiechnęła 
się. Czuła się jak dziewczyna po pierwszym balu. Co będzie dalej? Jest przecieŜ 
dorosłą kobietą, wychowującą dwoje dzieci i prowadzącą własną firmę, kobietą, 
która realnie patrzy w przyszłość i jest odpowiedzialna za swoje czyny. 

Ciekawe, co Griffin chciałby zjeść na śniadanie? 
Przypomniała sobie, Ŝe dziś jest niedziela i nie trzeba iść do pracy. Jak to 

dobrze.  Griffin  teŜ  jest  wolny,  więc  mogą  razem  spędzić  cały  dzień.  MoŜe 
pojadą  do  Elaine,  wezmą  chłopców  i  urządzą  piknik  w  parku.  Albo  pójdą 
wszyscy  do  kina.  I  Griffin  zostanie  na  kolacji.  Byłoby  wspaniale,  gdyby  mógł 
znowu  zostać  na  noc,  ale  w  obecności  chłopców  to  zupełnie  niemoŜliwe.  Z 
pewnością będą mieli jeszcze niejedną okazję, Ŝeby być razem. 

JuŜ dawno nie odczuwała takiej radości na myśl o tym, co przyniesie jej 

background image

dzień. Wyskoczyła z łóŜka, chwyciła szorty oraz trykotową koszulkę i pobiegła 
do drugiej łazienki, Ŝeby się umyć i ubrać. Włączyła ekspres do kawy i zabierała 
się właśnie do przygotowania śniadania, gdy usłyszała głośne pukanie do drzwi. 

KtóŜ  to  mógł  być?  O  ósmej  rano  w  niedzielę?  Zanim  otworzyła  drzwi, 

znała juŜ odpowiedź. 

–  Wally?  –  zwróciła  się  do  brata.  Był  ubrany  w  strój  do  golfa  –  zielone 

spodnie,  jasnoŜółte  polo  i  czerwono-fioletową  czapeczkę.  Kolory  były 
oszałamiające  i  Sara  musiała  osłonić  oczy,  patrząc  na  niego.  –  Czy  nie  za 
wcześnie przyszedłeś? 

Nie  zwrócił  uwagi  na  jej  słowa,  pocałował  ją  lekko  w  policzek  i  wszedł 

do kuchni. 

–  Dobrze,  Ŝe  zaparzyłaś  kawę.  Wypiłem  juŜ  dwie,  ale  ledwie  widzę  na 

oczy. 

Sara  nie  zamknęła  za  nim  drzwi.  Stała  z  rękami  opartymi  na  biodrach  i 

wpatrywała się w niego bez słowa. 

– Co się stało? – zapytał. 
–  Nie  przyszło  ci  do  głowy,  by  zadzwonić,  zanim  do  mnie  przyjdziesz? 

Albo inaczej. Nie przychodź, jeśli cię nie zaproszę. 

–  Saro  –  powiedział  lekkim  tonem,  widząc,  Ŝe  siostra  zaciska  zęby  ze 

złości.  –  To  ja,  Wally.  Twój  brat,  pamiętasz?  Nie  musimy  być  tacy 
ceremonialni. 

– Powinniśmy – uśmiechnęła się krzywo. 
–  Właściwie jestem  zaskoczony,  Ŝe  juŜ  nie  śpisz. – Zupełnie nie  zwrócił 

uwagi  na  to,  co  powiedziała.  Sara  poddała  się.  Zamknęła  drzwi  i  sięgnęła  do 
szafki po dwa kubki. Niedługo Wally dowie się, dlaczego tak wcześnie wstałam, 
pomyślała, uśmiechając się do siebie. 

– Po co przyszedłeś? – zapytała. – Chyba nie po to, Ŝeby mnie obudzić? 
–  Dostałem  wczoraj  list  od  mamy.  Chciała  zaoszczędzić  na  znaczku  i 

włoŜyła  do  mojej  koperty  list  do  ciebie.  –  Wyjął  arkusik  papieru  z  tylnej 
kieszeni spodni. 

–  Kobieta,  która  zgodziłaby  się  zainwestować  swoje  pieniądze  w 

kawiarnię  z  kelnerkami  topless,  nagle  pragnie  zaoszczędzić  dziewięć  centów  – 
powiedziała Sara, biorąc list. 

– PrzecieŜ znasz mamę. 
– O, tak. 
Chciała coś jeszcze dodać, ale zamilkła na widok Griffina, który pojawił 

się  w  kuchni.  Miał  na  sobie  tylko  dŜinsy.  Jego  włosy  były  wilgotne,  ale 
uczesane. Na ciemnym zaroście pokrywającym pierś błyszczały jeszcze kropelki 
wody. Patrząc na jego muskularne ramiona i piersi czuła, jak coś budzi się w jej 
duszy. Czy naprawdę kochała się z tym męŜczyzną ubiegłej nocy? 

– Saro, ja... 

background image

Urwał nagle, bo ujrzał Wally’ego. Sara wstrzymała oddech i patrzyła, jak 

dwaj męŜczyźni taksowali się wzrokiem. Griffin wyzywająco oparł się o drzwi, 
a Wally obserwował go badawczo. śaden się nie odzywał. Patrzyli na siebie, a 
Sara przyglądała się im obu. 

–  Griffin  –  odezwała  się  w  końcu.  –  To  jest  mój  brat,  Wally.  Wally 

Greenleaf. 

Griffin wyprostował się. Sara nie rozumiała, dlaczego, ale była pewna, Ŝe 

poczuł  się  skrępowany,  gdy  dowiedział  się,  kim  jest  przybysz.  Nie,  nie  był 
skrępowany. Ujrzała błysk w jego oczach. To była wrogość. 

Potrafiła  ją  zrozumieć.  JakiŜ  męŜczyzna  chciałby  zaraz  po  pierwszej 

razem spędzonej nocy poznać całą rodzinę swej partnerki. 

– Wally – mówiła pośpiesznie. – To jest Griffin Lawless, mój... 
I  co  teraz,  pomyślała.  Kim  jest  Griffin?  Głupio  było  mówić  o  nim 

„chłopak”,  bo  nie  jest  chłopcem.  „Kochanek”  –  zbyt  oczywiste,  „wielbiciel”  – 
zbyt  staroświeckie.  Musiała  jednak  coś  powiedzieć,  zanim  Wally  pomyśli,  Ŝe 
poderwała Griffina gdzieś w barze. 

– Mój... – zaczęła znowu. 
–  Jestem  przyjacielem  Sary  –  powiedział  Griffin  i  wyciągnął  rękę  do 

Wally’ego. 

Sara  zauwaŜyła  moment  wahania,  zanim  wykonał  ten  gest,  ale  bardziej 

zainteresowały  ją  słowa  Griffina.  Powiedział,  Ŝe  jest  jej  przyjacielem.  Tylko 
tyle?  Czy  przyjaciele  robią  to,  co  oni  robili  zeszłej  nocy?  Chyba  nie.  Ona  w 
kaŜdym razie tak nie uwaŜała. Ale moŜe to leŜy w zwyczajach Griffina. CzyŜby 
ta  noc  nie  miała  dla  niego  większego  znaczenia?  MoŜe  większość  jego 
przyjaciółek szła z nim do łóŜka. 

PrzecieŜ  to  podobno  męŜczyźni  nie  znoszą  sformułowania  „zostańmy 

przyjaciółmi”. Kobiety myślą inaczej. Ale czy na pewno? 

Wally wstał i podał rękę Griffinowi, ale i on nie wydawał się nastawiony 

przyjaźnie. Sara nie mogła tego pojąć. Czy to zazdrość? 

Wally,  nie  zostaniesz  na  śniadaniu?  –  zapytała,  choć  znała  odpowiedź  z 

góry. 

–  Nie,  dziękuję.  Zjem  w  klubie  z  Jerrym.  –  Spojrzał  na  zegarek.  –  JuŜ 

późno. 

–  Chyba  nie  spieszysz  się  z  mojego  powodu  –  odezwał  się  Griffin  z 

uśmiechem,  który  zaprzeczał  jego  słowom.  Wally  powinien  zniknąć.  I  to 
natychmiast. 

– Muszę juŜ iść, Saro – powiedział Wally i pocałował siostrę w policzek. 

– Do zobaczenia – zawołał i zniknął za drzwiami. 

Uśmiechnięta Sara odwróciła się do Griffina, ale zaraz radość zniknęła z 

jej twarzy. Griffin wyglądał tak, jakby chciał kogoś bardzo mocno uderzyć. 

– Napijesz się kawy? – spytała niepewnie. 

background image

– Bardzo proszę – skinął głową. 
Patrzył  na  Sarę  i  zastanawiał  się,  czy  jego  gniew  jest  widoczny.  Nie  był 

zły na nią. Co dziwne, nie gniewał się na Wally’ego. Był wściekły na siebie. Jak 
mógł  sobie  pozwolić  na  spędzenie  nocy  z  kobietą,  skoro  prowadził  śledztwo 
przeciwko jej bratu i był bliski wsadzenia go za kratki. 

Sara  bez  słowa  podała  mu  filiŜankę.  Pamiętała,  Ŝe  pił  kawę  bez  mleka  i 

cukru. 

Griffin  sączył  parujący  napój,  chcąc  przedłuŜyć  milczenie.  Zastanawiał 

się, jak to się stało, Ŝe tak wszystko skomplikował. 

Kiedy obudził się rano i ujrzał Sarę przytuloną do swego boku, pomyślał, 

Ŝ

e tak właśnie powinno być. Była ciepła, miękka i pachnąca. Poczuł chęć, by ją 

obudzić i zacząć wszystko od początku. 

Chciałby tak budzić się  co  rano.  Pamięć tego,  co  robili  w nocy,  wróciła. 

Byli  jak  dwoje  rozdzielonych  kiedyś  ludzi,  którzy  się  odnaleźli.  Pragnął  być 
znowu z nią, ale wiedział, Ŝe nie powinien teraz nawet o tym myśleć. 

Pocałował ją lekko w czoło i delikatnie wysunął się z łóŜka. Chciał, Ŝeby 

spała  długo.  Pragnął  na  nią  patrzeć.  Ale  kiedy  wyszedł  z  łazienki,  łóŜko  było 
puste. Teraz stała przed nim, zawstydzona, z rozwichrzonymi włosami, i czuł, Ŝe 
złość, która go ogarnęła, mija. 

– Co zjesz na śniadanie? – odezwała się Sara. 
Coś w jej głosie sprawiło, Ŝe poczuł się niepewnie. Bardzo pragnął zostać 

i  spędzić  cały  dzień  z  nią  i  chłopcami.  I  był  pewien,  Ŝe  ona  teŜ  tego  chce.  Z 
drugiej  strony  rozumiał,  Ŝe  popełnią  błąd,  jeśli  posuną  się  dalej,  niŜ  to  dzisiaj 
zrobili.  Prowadzi  śledztwo  przeciwko  jej  bratu.  Musi  być  wobec  niej  uczciwy. 
Ale  kiedy  patrzył  na  nią  i  przypominał  sobie  dzisiejszą  noc,  tracił  pewność 
siebie. 

–  Wypiję  kawę  –  odpowiedział  krótko.  –  Tylko  kawę.  Nie  mogę  zostać 

dłuŜej. 

– Musisz iść? – Posmutniała. 
– Mam sprawę, nad którą muszę dziś popracować. 
– Co to za sprawa? Wiedział, Ŝe zapyta. 
– Nie mogę o tym mówić. Facet, którego sprawdzamy, nie wie o niczym. 

– Na razie, dodał w myślach. Ale wkrótce... 

– Aha. 
Ta  krótka  odpowiedź  wstrząsnęła  nim.  Słyszał  w  niej  rozczarowanie, 

niepewność, Ŝal. 

– Saro – zaczął, chcąc się jakoś usprawiedliwić. 
–  Nie,  nie  mów  nic  –  odpowiedziała.  –  Rozumiem.  Powinnam  była 

wiedzieć, Ŝe jesteś bardzo zapracowany. 

Wciągnął głęboko powietrze i wypuścił je powoli. Chciałby jej wszystko 

jakoś wyjaśnić, ale nie mógł powiedzieć prawdy. 

background image

– Bardzo mi przykro. 
– Mnie równieŜ – powiedziała pełnym rezygnacji tonem. 
– Saro, posłuchaj, ja... – Nie trzeba – przerwała mu. 
Uniosła  rękę,  jakby  chciała  nią  machnąć  lekcewaŜąco,  ale  na  jej  twarzy 

malował się wyraz cierpienia. Griffin z przeraŜeniem stwierdził, Ŝe Sara myśli, 
iŜ on chce ją porzucić. 

ś

e przespał się z nią, a teraz odchodzi. W pewnym sensie miała rację. Nie 

mógł na razie pozwolić, aby wczorajsza sytuacja się powtórzyła. 

Wynagrodzę  jej  to  w  przyszłości,  obiecał  sobie.  A  potem  nagle  pojął 

bezsens  całej  tej  sprawy.  Kiedy  jej  to  wynagrodzi?  Teraz,  kiedy  prowadzi 
ś

ledztwo,  musi  kłamać.  Wspaniały  początek  związku,  oparty  na  kłamstwie. 

MoŜe  później,  kiedy  zakończą  sprawę  Greenleafa.  Tylko  Ŝe  on  będzie  tym, 
który wsadzi Wallace’a do więzienia. O, tak! Sara będzie tym zachwycona. 

– Muszę juŜ iść, naprawdę – odezwał się nagle. – Dzięki za kawę. 
Sara skinęła głową. Nie patrzyła na niego. JakŜe chciał powiedzieć coś, co 

cofnęłoby  czas  do  chwili,  gdy  nie  był  jeszcze  tak  beznadziejnie  w  niej 
zakochany. 

– Zadzwonię – powiedział. 
–  Oczywiście.  –  Stała  z  załoŜonymi  rękami,  jakby  to  jej  pomagało 

zachować spokój. Ciągle nie patrzyła na niego. 

Odstawił  kubek  i  podszedł  do  niej.  Objął  ją  za  szyję.  Nie  zareagowała. 

Pogłaskał ją delikatnie po policzku. Sara zachwiała się lekko. Poczuł się lepiej, 
kiedy  zauwaŜył,  jak  szybko  bije  jej  serce.  Więc  nie  był  jej  zupełnie  obojętny. 
Pochylił się i pocałował ją w skroń. 

– Zadzwonię – powtórzył. 
– Zadzwoń. – Sara skinęła głową i wreszcie spojrzała na niego. 
Uśmiechnął się lekko. Jeszcze raz przesunął palcami po miękkich włosach 

na  jej  karku  i  wrócił  do  sypialni  po  rzeczy.  Nie  wiedział,  jak  rozegra  to 
wszystko. Jak postąpi z Wallace’em i z Sarą. Wiedział tylko, Ŝe nie pozwoli jej 
odejść. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
–  Dzięki  za  kawę!  –  Sara  powtórzyła  te  słowa  ze  złością,  patrząc  na 

wychodzącego Griffina. – Nie ma za co! – zawołała głośno, wiedząc, Ŝe jej nie 
usłyszy. – Ty draniu! 

Zadzwoni do niej. Słyszała to juŜ przedtem. Wprawdzie nie spotykała się 

z wieloma męŜczyznami ani przed ślubem, ani po rozwodzie, ale wiedziała, co 
znaczą te słowa. Po prostu „odczep się”. 

Jak  mógł tak postąpić  po  wspólnie  spędzonej nocy?  Nie  spodziewała  się 

wprawdzie  Ŝadnych  cudów,  tego,  Ŝe  rano  wyzna  jej  miłość  bez  granic  i 
przysięgnie, iŜ nie moŜe bez niej Ŝyć. Ale mógłby chociaŜ zjeść z nią śniadanie. 
Popatrzyła  na  kubek  stojący  na  blacie.  Była  w  nim  jeszcze  kawa.  Nawet  nie 
wypił jej do końca. 

Drgnęła  na  dźwięk  telefonu  i  przez  krótki  moment  nadzieja  zagościła  w 

jej sercu. Ale pomyślała, Ŝe to jednak na pewno nie on dzwoni. 

– Tu Elaine – usłyszała głos przyjaciółki. – JuŜ wstałaś? 
– Tak – westchnęła. 
– Co się stało? Masz smutny głos. 
Sara nie wiedziała, czy powiedzieć o wszystkim Elaine. Nie czuła się na 

siłach wyjaśniać jej, co zaszło. 

– Nic się nie stało. Jestem jeszcze zaspana. 
– Czy masz jakieś plany na dziś? – dopytywała się Elaine. 
– Nie, Ŝadnych – odpowiedziała Sara. Ale chciałabym mieć, pomyślała. 
– Przykro mi. 
–  Griffin  musi  pracować  nad  jakąś  sprawą  –  wyjaśniła.  –  A  Stony 

dzwonił? 

– Nie, jest zbyt wcześnie. O tej porze jest zazwyczaj zaspany i nie wie, do 

czego słuŜy telefon. Nie mówiąc o tym, Ŝe nasze rozstanie wczoraj nie zachęci 
go do rozmów ze mną. 

– MoŜe on teŜ pracuje? 
–  Nie  –  stwierdziła  Elaine.  –  Wczoraj  zaproponował,  Ŝebyśmy  wzięli 

Jonaha do muzeum przyrodniczego, ale nie umówiliśmy się konkretnie. 

– Czy Stony pracuje razem z Griffinem? – spytała Sara. 
– Tak. 
–  To  powinni  zajmować  się  tą  sprawą  razem.  Elaine  zawahała  się  przez 

moment, ale nie chciała martwić Sary. 

–  Wiesz,  niekoniecznie  –  odparła.  –  Powiedz,  co  się  wydarzyło  między 

wami? 

– Coś, co nie powinno mieć miejsca – odpowiedziała niechętnie Sara. 
– Aha. 

background image

–  MoŜe  zabrałybyśmy  chłopców  do  kina?  –  zapytała  szybko  Sara, 

zmieniając temat. Bała się, Ŝe przyjaciółka zacznie ją pocieszać. Miała nadzieję, 
Ŝ

e nie będą więcej wracać do sprawy. 

–  Chcieli  obejrzeć  „Krwawy  sztorm”  –  przypomniała  sobie  Elaine.  – 

Czytałam  recenzję.  Pełno  w  tym  filmie  eksplozji,  nowoczesnej  broni, 
rozerwanych ciał ludzkich i plugawych wyraŜeń. 

– W Hanlon moŜna obejrzeć filmy Disneya – przypomniała sobie Sara. 
– Chłopcy będą wściekli. 
– Nie szkodzi. 
– Przyjadę po ciebie w południe. Zjemy przedtem lunch. 
Sara odłoŜyła słuchawkę. Czuła się trochę lepiej. Obie z Elaine starały się, 

by ich problemy nie miały wpływu na wychowywanie synów. Przynajmniej na 
razie jeszcze nad nimi panowały. Dopóki nie dorosną. A wtedy ktoś inny będzie 
się o nich martwił. 

 
Dwa  tygodnie  później,  w  poniedziałkowe  popołudnie  Griffin  siedział  w 

swoim mieszkaniu, popijał piwo i myślał o Sarze. A dokładniej o kochaniu się z 
nią. O tym, jaki smak ma jej skóra, jaki zapach... 

Zerwał  się  gwałtownie  z  fotela,  uderzając  się  mocno  w  kolano. 

Instynktownie pochylił się i objął dłońmi bolące miejsce, zrzucając jednocześnie 
na  podłogę  butelkę  z  piwem,  która  najpierw  potoczyła  się,  rozlewając  dookoła 
bursztynowy płyn, a potem pękła na dwie części. Zaklął siarczyście, pokuśtykał 
do kuchni po ścierkę, ale nie porzucił myśli o Sarze. 

Minęły dwa tygodnie, a on nie zadzwonił do niej ani razu, chociaŜ bardzo 

tego  pragnął.  KaŜdego  dnia  sięgał  po  słuchawkę  albo  podjeŜdŜał  pod  dom 
sędziego, gdzie Sara pracowała. Nie mógł się przyzwyczaić do myśli, Ŝe jest to 
jego własność i Ŝe on sam teŜ naleŜy do rodziny Mercerów. Pamiętał, jak Sara 
wyglądała,  gdy  ją  tam  spotkał,  jak  mokra  bluzka  przylegała  do  jej  ciała.  Te 
myśli  przywodziły  natychmiast  wspomnienie  Sary po ich  wspólnej  nocy, która 
nie powinna była mieć miejsca. 

Ś

ledztwo  w  sprawie  nielegalnych  poczynań  Wallace’a  nabierało  tempa. 

JuŜ  niedługo  będą  mogli  uzyskać  nakaz  przeprowadzenia  rewizji.  Gdy  to 
nastąpi,  Wally  i  jego  kumpel  Jerry  będą  skończeni.  Ich  zamiar  popełnienia 
oszustwa zakończy się fiaskiem. 

Griffin  zastanawiał  się,  co  Sara  wie  o  interesach  swego  brata.  Miał 

wraŜenie, Ŝe chociaŜ widywali się od czasu do czasu, nie byli za bardzo zŜyci ze 
sobą.  Nie  rozmawiali  o  swoich  prywatnych  sprawach.  A  Wally  nie  naleŜał  do 
męŜczyzn, którzy zwierzaliby się siostrze ze swoich brudnych interesów. Z kolei 
gdyby  Sara  wiedziała  o  działalności  Wally’ego,  na  pewno  nie  pozwoliłaby  mu 
oszukiwać ludzi. 

Griffin był pewny, Ŝe Sara nie ma najmniejszego pojęcia o planach swego 

background image

brata  i  jego  kumpla.  A  planowali  łapówki  dla  urzędników  państwowych  i 
pozbawienie  uczciwych  obywateli  oszczędności  całego  Ŝycia.  Griffin 
nienawidził tego typu kanalii. 

Wally 

Greenleaf  i 

Jerry 

Schmidt 

przekonywali  niczego  nie 

podejrzewających  ludzi  –  najczęściej  starszych,  liczących  kaŜdy  grosz  –  by 
zainwestowali pieniądze w interesy, których firma Jerwal wcale nie zamierzała 
prowadzić. Udawali, Ŝe wynajmują czy teŜ budują róŜnego rodzaju lokale, a w 
pewnym  momencie  przekupiony  urzędnik  z  hukiem  miał  zamknąć  firmę  na 
podstawie  wielu  skomplikowanych  przepisów.  Właścicielom  pozostawało 
jedynie  powiadomić  inwestorów,  Ŝe  ich  pieniądze  przepadły  na  skutek  decyzji 
urzędników, której nie moŜna było przewidzieć. 

Griffin  wytarł  resztkę  rozlanego  piwa  i  wyniósł  rozbite  szkło  do  kuchni. 

Był spięty, zdenerwowany i nie mógł się uspokoić. 

Znał jeden cudowny sposób na odpręŜenie – przebywanie z Sarą. Ale nie 

mógł go zastosować. JuŜ i tak dostatecznie wszystko skomplikował. Na pewno 
Sara nie zechciałaby się z nim spotkać. Obiecał przecieŜ, Ŝe zadzwoni. 

Dlaczego  to  wszystko  musi  być  tak  cholernie  zagmatwane,  zastanawiał 

się.  Nagle  zapragnął  gdzieś  wyjść.  Oszaleje,  jeśli  będzie  tu  siedział  i  myślał  o 
Sarze.  Schwycił kask  i  wybiegł  z domu.  PrzecieŜ  są  jeszcze  inne  sposoby,  aby 
się odpręŜyć. 

 
Sara,  siedząc  w  samochodzie,  patrzyła  na  duŜy  kamienny  budynek  w 

romańskim stylu, w którym mieścił się pierwszy komisariat. Wokół było pusto, 
ale jacyś ludzie ciągle  wchodzili i  wychodzili przez  cięŜkie drzwi.  Griffina nie 
było wśród nich. Sara była wściekła na siebie, Ŝe się za nim rozgląda. 

– Elaine, dlaczego mnie tu przywiozłaś? – zwróciła się do przyjaciółki. 
–  Nie  przywiozłam  ciebie,  przywiozłam  siebie.  Obiecałam,  Ŝe  podrzucę 

coś Stony’emu. 

– Czy moŜemy wejść do środka? – odezwał się z tylnego siedzenia Jonah. 

a potem zwrócił się do Jacka i Sama: – Byłem juŜ tutaj – powiedział z dumą w 
głosie. – Wiele razy. 

Brzmiało to, jakby był notorycznym przestępcą. Elaine popatrzyła na syna 

surowo. 

– Dwa razy – poprawiła go. – I nie popełniłeś Ŝadnej zbrodni. Po prostu 

wpadliśmy do Stony’ego. 

Jonah  wykrzywił  się  do  matki.  Zniszczyła  jego  piękną  opowieść  o 

ośmioletnim kryminaliście. 

–  Nie  moŜesz  wejść  do  środka  –  dodała  Elaine.  –  Nie  chcę  tu  siedzieć 

przez całą noc. Niedługo musisz iść spać. 

– AleŜ mamo... 
– Ciociu... 

background image

Głosy chłopców brzmiały błagalnie i Elaine popatrzyła na Sarę, prosząc ją 

o pomoc. 

– Pozwól im wejść. Popilnuję ich, a ty poszukasz Stony’ego. 
– Nie masz pojęcia, w co się ładujesz – ostrzegła ją Elaine. 
– Hej! PrzecieŜ ja mam dwóch synów – przypomniała jej Sara. – Wiem, 

co robię. 

Wysiedli  wszyscy  z  samochodu,  ale  chłopcy  pobiegli  naprzód  i  matki 

dogoniły  ich  dopiero  wewnątrz  budynku.  Jonah  juŜ  zdąŜył  usiąść  na  biurku 
Stony’ego  i  bawił  się  jego  długopisem,  a  Jack  i  Sam  przeglądali  album  ze 
zdjęciami  przestępców,  próbując  ustalić,  czy  ich  znają.  Jack  był  pewien,  Ŝe  w 
jednym  z  nich  rozpoznał  pana  Pike’a,  nauczyciela  gimnastyki,  ale  Stony’emu 
udało się jakoś mu to wyperswadować. 

Sara  nie  mogła  powstrzymać  uśmiechu,  patrząc  na  chłopców.  Nie 

rozumiała,  dlaczego Elaine traktuje  Stony’ego  z  takim  dystansem.  Widać  było, 
Ŝ

e kocha on dzieci i jest bardzo oddany Elaine. Sara nie była pewna, czy Griffin 

miałby  tyle  cierpliwości,  ale  potem  przypomniała  sobie  ich  pierwszy  wspólny 
obiad w jej domu. Z pewnością byłby dobrym ojcem. Jack i Sam uwielbiają go, 
a  on  z  łatwością  nawiązał  z  nimi  kontakt.  Szkoda,  Ŝe  nie  przejawia  takiego 
samego  zainteresowania  ich  mamą,  pomyślała  z  Ŝalem.  PrzecieŜ  nie 
zatelefonował do niej, mimo Ŝe jej to obiecał. 

– Griffin jest w siłowni – usłyszała głos Stony’ego i zorientowała się, Ŝe 

od pewnego czasu coś do niej mówi. 

– Słucham? – spytała, choć dobrze zrozumiała jego ostatnie słowa. 
Uśmiechnął  się  i  Sara  mogła  przysiąc,  Ŝe  w  jego  słowach kryje  się  jakiś 

podstęp. Wskazywał na drzwi w drugim końcu pomieszczenia. 

–  Wyjdź  tymi  drzwiami,  potem  idź  w  dół  po  schodach  i  korytarzem  do 

końca, aŜ dostrzeŜesz pierwsze drzwi na lewo. 

Sara czuła, jak mocno bije jej serce. Była zła na siebie, Ŝe w taki sposób 

reaguje  na  wieść  o  obecności  Griffina.  I  co  z  tego,  Ŝe  tu  jest?  Nie  chciał  jej 
widzieć,  przecieŜ  nie  zatelefonował.  Nie  pójdzie  go  szukać,  bo  on  przecieŜ 
wcale tego nie chce. 

– Jak go zobaczysz, powiedz mu „cześć” ode mnie – powiedziała. 
–  Czemu  nie  powiesz  mu  tego  sama?  –  odparł  z  wyzwaniem  w  głosie 

Stony. 

– Dobrze, zrobię to. – Jak zwykle, odpowiedziała na wyzwanie. 
Odwróciła  się  na  pięcie  i  poszła  we  wskazanym  kierunku.  Miała 

wraŜenie, Ŝe w siłowni nikogo nie ma. Przyrządy były czyste i błyszczące, jakby 
nikt  ich  nie  uŜywał,  a  światło  neonówek  sprawiało,  Ŝe  miały  dziwny,  błękitny 
połysk.  Cisza  była  przygnębiająca.  JuŜ  chciała  wyjść,  gdy  usłyszała  głuche, 
nieregularne uderzenia. Dochodziły zza sąsiednich drzwi. 

W sali gimnastycznej ujrzała Griffina. Sprawiał wraŜenie rozgniewanego. 

background image

Był bosy, miał na sobie tylko stare szorty i zniszczone rękawice. Brutalnie 

atakował  gruszkę  bokserską,  a  pot  spływał  mu  strumieniami  po  twarzy  i 
piersiach. Na dodatek przez cały czas palił cygaro. 

Oparła się o ścianę i patrzyła na niego w milczeniu. Doskonale pracował 

nogami.  Gruszka  chwiała  się.  Łańcuch,  którym  była  przymocowana,  zgrzytał. 
Griffin uderzył znowu kilka razy i odskoczył. 

Sara  była  zafascynowana.  Jego  mięśnie  przesuwały  się  pod  skórą  za 

kaŜdym  razem,  kiedy  pochylał  się  do  przodu.  Wyglądał  wspaniale.  Widocznie 
wyczuł  jej  obecność,  gdyŜ  odwrócił  się.  Natychmiast  ruszył  w  jej  kierunku. 
Ruchy  miał  pewne,  płynne  i  zręczne.  Sara  czuła  się  jak  ofiara  drapieŜnika. 
Znalazł  się  tuŜ  obok  niej.  Mokre  włosy  opadały  mu  na  czoło.  Niebieskie  oczy 
wydawały się bardziej błękitne i błyszczące. 

Wyjęła mu z ust cygaro i rzuciła je na podłogę. Zamknęła oczy i zaczęła 

oddychać głęboko, bo zakręciło się jej w głowie. Gdy je otworzyła, Griffin był 
ciągle  przy  niej;  Wpatrywał  się  w  nią  tak  intensywnie,  jakby  chciał  czegoś  się 
od  niej  dowiedzieć.  Stała  nieruchomo,  nie  bardzo  wiedząc,  co  robić.  Dałaby 
wszystko, by poznać jego myśli. 

– Co tu robisz? – zapytał w końcu. 
–  Przyjechałam  do  ciebie  –  odpowiedziała  bez  namysłu  i  pospiesznie 

dodała: – to znaczy przyjechałam tu z chłopcami i Elaine. Miała coś przekazać 
Stony’emu. 

– No to jestem – powiedział. – Chcesz czegoś ode mnie, Saro? 
Zaakcentował pierwsze słowo, jakby chciał podkreślić, Ŝe spełni kaŜde jej 

Ŝ

yczenie.  Poczuła  suchość  w  ustach,  więc  przesunęła  językiem  po  wargach. 

Griffin przyglądał się tej czynności z taką uwagą, Ŝe serce Sary zaczęło bić jak 
oszalałe. 

– Nie zadzwoniłeś do mnie – stwierdziła. 
– Wiem i przepraszam. Pracuję nad... 
– Sprawą – dokończyła za niego. – Wiem. Myślałam, Ŝe Stony prowadzi 

ją z tobą. 

– Tak. 
– Ale on nie jest teraz aŜ tak zajęty. I ty chyba równieŜ nie. 
– Tak, ale... 
Zanim pomyślała o tym, co robi, zdjęła mu rękawicę bokserską i połoŜyła 

sobie jego rękę na sercu. Griffin stał w milczeniu, czekając, co jeszcze zrobi. 

– To jest moje serce – powiedziała z niepewnym uśmiechem. – Złamałeś 

je, to je sobie bierz. 

Griffin chciał coś powiedzieć, ale wyciągnął tylko do niej drugą rękę, by 

Sara  zdjęła  z  niej  rękawicę.  Kiedy  miał  obie  ręce  wolne,  pochwycił  Sarę  w 
ramiona i zaczął całować z całych sił. 

Objęła go za szyję i przyciągnęła do siebie. Czuła dotyk jego ciała. Kiedy 

background image

ręce  Griffina  wsunęły  się  pod  bluzkę,  zadrŜała  z  rozkoszy.  Nagle  uświadomiła 
sobie, Ŝe są w sali gimnastycznej komisariatu i Ŝe w kaŜdej chwili moŜe tu ktoś 
wejść. Odepchnęła go od siebie, z trudem chwytając powietrze. 

– Czy... – zaczęła mówić, gdy odzyskała juŜ głos – masz jakieś plany na 

wieczór? 

– O, tak. To znaczy wiem. co chciałbym robić. Znowu zbliŜył się do niej, 

ale powstrzymała go gestem dłoni. 

–  To  cudownie.  Zapytam,  czy  Elaine  moŜe  zabrać  chłopców  do  siebie. 

Poczekam, aŜ weźmiesz prysznic i ubierzesz się. 

Griffin podniósł z ziemi rękawice i cygaro. 
– To była Cohiba, ostatnia z zapasów pradziadka. 
– Kupię ci takie cygara – powiedziała Sara. – Całe pudełko. 
– Tu ich nie dostaniesz. Pochodzą z Kuby. 
–  Zdaje  się,  Ŝe  sprzedaŜ  kubańskich  cygar  jest  zabroniona  w  Stanach  – 

zauwaŜyła. 

– Surowo. 
– Wobec tego, panie detektywie, łamie pan prawo. 
–  W  tej  chwili  wszystkie  moje  zamiary  są  sprzeczne  z  prawem  – 

stwierdził stanowczo i uśmiechnął się do niej. 

Przeszedł obok niej i juŜ miał zamknąć drzwi, gdy zawołała za nim: 
– Griffin! 
Odwrócił  się  zaciekawiony,  ale  nic  nie  powiedział.  Sara  nerwowo 

przygryzła  wargę,  zanim  wypowiedziała  głośno  to,  co  nagle  przyszło  jej  do 
głowy. 

– Czy ty... to znaczy... czy mógłbyś... 
– No, mów, Saro. 
– Czy ty masz moŜe przypadkiem... kajdanki? Na jego twarzy pojawił się 

uśmiech. 

– AleŜ pani Greenleaf – odezwał się surowym głosem, jaki zapamiętała z 

ich pierwszego spotkania. – CóŜ to za pomysły? 

Wzruszyła  ramionami.  Griffin  roześmiał  się  i  ruszył  do  wyjścia,  ale  po 

chwili wrócił do Sary i wziął ją w ramiona. 

Ucałował w oba policzki i wyszedł. 
Sara  patrzyła  za  nim  i  zastanawiała  się,  co  za  szaleństwo  ją  opętało? 

Nigdy dotąd  nie  zdarzyło  jej  się  uganiać  za  męŜczyzną,  a  teraz  odkryła  w  tym 
nawet  pewną  przyjemność.  Griffin  był  kimś  wyjątkowym,  cudownym.  Nie 
mogła pozwolić, by odszedł. 

Postanowiła  porozmawiać  z  Elaine,  myśląc,  Ŝe  moŜe  po  raz  pierwszy  w 

Ŝ

yciu wszystko ułoŜy się dobrze. 

 
Griffin  czuł  się  świetnie,  po  prostu  wspaniale.  Ubierał  się  szybko. 

background image

Spieszył  się  na  randkę.  Z  kobietą,  która  go  oczarowała,  o  której  nie  mógł 
przestać myśleć i którą będzie kochał jak głupi do końca Ŝycia. 

Zebrał swoje rzeczy i zapiął torbę. Nagle coś srebrnego błysnęło z górnej 

półki  szafki.  Uśmiechnął  się  do  siebie  i  sięgnął  po  kajdanki.  Nie  wiedział,  czy 
Sara  mówiła  powaŜnie,  ale  nie  zamierzał  stracić  Ŝadnej  szansy.  Wrzucił 
kajdanki  do  torby  i  zarzucił  ją  na  ramię.  Chciało  mu  się  śpiewać.  Wyszedł  z 
szatni  do  biura,  gdzie  czekała  na  niego  Sara.  Biegł  po  dwa  stopnie,  cały  czas 
myśląc o niej. Przez ostatnie dwa tygodnie wspominał ciągle noc, którą spędził z 
Sarą,  powtarzał  w  myślach  kaŜdy  gest,  kaŜde  dotknięcie  i  pieszczotę.  Szalał  z 
tęsknoty. 

Dzisiaj  będzie  jeszcze  lepiej,  wspanialej,  zadziwiająco  i  cudownie. 

Dzisiaj... 

Wszedł do biura i natychmiast zauwaŜył, Ŝe Sara uśmiecha się niepewnie. 
–  Griffin!  –  przywitał  go  chór  chłopięcych  głosów  i  wtedy  zorientował 

się, Ŝe Sara nie jest sama. 

Jack, Sam i Jonah otoczyli go natychmiast i zaczęli gadać jak najęci. 
– Jonah śpi dzisiaj u nas – obwieścił mu Sam radośnie. 
–  Mama  powiedziała,  Ŝe  moŜe  nas  wziąć  do  kina  –  dodał  Jack.  –  Grają 

„Krwawy sztorm” i „Krwawy sztorm II”. 

–  Mówiłam  ci,  Ŝe  na  to  nie  pójdziemy  –  przerwała  mu  Sara.  –  Niech 

Griffin  wybierze  film.  –  Popatrzyła  na  niego  błagalnie.  –  Oczy  wiście,  jeśli 
zechce z nami pójść do kina. 

Griffin patrzył na całą czwórkę kompletnie zaskoczony i wyraźnie zły. 
– Saro? 
– Słucham? 
– Czy mogę z tobą porozmawiać? 
– Oczywiście. – Popatrzyła na niego wyczekująco. 
– Ale tylko z tobą. 
Skinęła głową, ale nie ruszyła się z miejsca. Wziął ją za rękę. 
–  Chłopcy,  posiedźcie  tu  chwilę  spokojnie,  a  ja  porozmawiam  z 

Griffinem. Zgoda? 

–  Dobra  –  odparł  Jack  i  wraz  z  bratem  oraz  kolegą  znowu  zaczęli 

przeglądać album ze zdjęciami przestępców. Sam wskazał na jedną z fotografii, 
mówiąc: 

– To jest pan Pike. Mówię wam. Popatrzcie tylko na jego nos. 
Griffin pociągnął Sarę na korytarz. 
– Co tu się, u licha, dzieje? – zapytał. 
–  Strasznie  mi  przykro.  Ale  kiedy  wróciłam,  Elaine  i  Stony 

przeprowadzali właśnie bardzo waŜną rozmowę i poprosili mnie, Ŝebym wzięła 
Jonaha na noc. 

– A ty się zgodziłaś? – zapytał z niedowierzaniem. – Po tym jak... po tym, 

background image

jak juŜ wszystko ustaliliśmy? 

–  PrzecieŜ  nie  mogłam  jej  odmówić.  Zabrała  do  siebie  ostatnim  razem 

Sama  i  Jacka,  abyśmy  być  razem.  Dzisiaj  ona  i  Stony  potrzebują  trochę  czasu 
tylko dla siebie, więc kolej na mnie. Ale jeśli nie lubisz moich dzieci... 

– PrzecieŜ wiesz, Ŝe je bardzo lubię. Tylko... 
– Tylko co? 
– Pragnąłem, Ŝebyśmy byli sami – westchnął. – Chciałem... Chciałem się 

z tobą kochać! 

–  Jakiś  ty  romantyczny.  –  Sara  przygryzła  wargę,  powstrzymując 

uśmiech. – Wiesz, jak przemawiać do dziewczyny. 

– Saro, ja... Powstrzymała go gestem dłoni. 
– Ja teŜ tego chciałam – dodała z uśmiechem. – Ale musisz się nauczyć, 

Ŝ

e jak się ma dzieci, to nie wszystkie plany moŜna zrealizować. Tak naprawdę, 

to prawie nigdy nie moŜna niczego planować. 

– Powinnaś wysłać ich do internatu – zaŜartował Griffin. 
–  JuŜ  to  kiedyś  słyszałam.  Od  Michaela.  To  co,  Griffin?  Pojedziesz  ze 

mną do kina dla zmotoryzowanych? 

– Z tobą i z trzema facetami? I nawet nie ma co marzyć o pieszczotach na 

tylnym siedzeniu? 

– Nie. 
– No cóŜ – westchnął. – Dobrze. Ale ty kupisz praŜoną kukurydzę. 
Wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę chłopców. 
–  Czy  mówiłam  ci,  Ŝe  bardzo  często  zasypiają  juŜ  na  początku  filmu?  – 

zwróciła się do niego, gdy wychodzili z budynku. 

Czuł, Ŝe wciąŜ jest jakaś odrobina nadziei. MoŜe jednak będą mieli jakąś 

szansę? 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Sara przysłuchiwała się piskom i hałasom dochodzącym z sypialni synów, 

gdzie bawili się trzej zupełnie nie zmęczeni chłopcy. Jednocześnie obserwowała 
Griffina,  który  mocno  spał  na  kanapie  w  salonie.  Było  juŜ  po  pierwszej; 
powinna go obudzić i odesłać do domu. Ale wyglądał nareszcie na odpręŜonego 
– jakby po raz pierwszy od dłuŜszego czasu mógł spać spokojnie. Usiadła więc 
w obszernym fotelu i patrzyła na niego. 

Nie  pamiętała  z  czasów  swojego  małŜeństwa  ani  jednej  chwili,  w  której 

czułaby  się  tak  bezpieczna  i  spokojna.  Od  dnia  ślubu  dręczyło  ją  uczucie,  Ŝe 
popełniła błąd. Natomiast odkąd Griffin po raz pierwszy pojawił się w jej domu 
i gdy odgadła, Ŝe chce ją pocałować, była pewna, Ŝe to, co wydarzy się między 
nimi, nie będzie pomyłką. 

Westchnął głęboko, odwrócił się i zakrył oczy ramieniem, ale nie obudził 

się. 

–  Griffin?  –  odezwała  się  cicho.  Niechętnie  go  budziła,  ale  przecieŜ 

musiała to zrobić. 

–  Griffin?  –  powtórzyła jeszcze  raz.  Wymamrotał  coś,  ale  nie  słyszał jej 

słów.  Sara  wstała,  podeszła  do  szafy  w  korytarzu,  wyjęła  z  niej  lekki  pled  i 
wróciła do salonu. Okryła starannie Griffina, zgasiła lampę i cichutko wyszła z 
pokoju. 

– Dobranoc – rzekła, zatrzymując się w drzwiach. 
– Dobranoc, kochanie – powiedział przez sen. 
 
Obudził  go  niecodzienny  hałas  –  śmiech  dzieci.  A  kiedy  otworzył  oczy, 

zobaczył,  Ŝe  chłopcy  śmieją  się  z  niego.  Ostatnio  widział  ich,  gdy  Sara  kazała 
im iść na górę spać. Co robią w jego mieszkaniu? 

Wtedy zauwaŜył wentylator i róŜowy koc, którym był przykryty. 
– Mamo! – krzyknął Jack tuŜ przy uchu Griffina. – Obudził się! MoŜemy 

go teraz spytać? 

Usłyszał głos Sary, ale nie zrozumiał, co powiedziała. Popatrzył pytająco 

na Jacka. 

– Chcesz do wafli syrop czy dŜem? 
–  Wafle?  –  zapytał  Griffin,  niczego  nie  rozumiejąc.  Zawsze  poranne 

przebudzenie przychodziło mu z trudem. 

– Mama robi wafle, ale bardzo się spieszy do pracy, więc musisz szybko 

wybierać. Syrop czy dŜem? 

– Syrop – odpowiedział Griffin. Chłopcy zaraz pognali do kuchni. Został 

sam i mógł spokojnie zebrać myśli. 

Usiadł,  przetarł  twarz  dłońmi  i  potrząsnął  głową.  Powoli  przypomniał 

background image

sobie  wszystko.  Zasnął  na  kanapie  u  Sary.  Miał  zamiar  poczekać,  aŜ  ułoŜy 
chłopców do snu, a potem, gdy zasną, zająć się panią domu. Widocznie chłopcy 
byli bardziej wytrzymali niŜ on. 

Poszedł  do  kuchni.  Sara  stała  przy  blacie  i  wpatrywała  się  w  opiekacz, 

jakby  czekała  na  coś  waŜnego.  Miała  na  sobie  elegancki  czerwony  kostium  i 
cienkie rajstopy. Była bez butów. W jednej ręce trzymała talerz, w drugiej nóŜ 
wymazany  dŜemem.  Griffin  chciał  się  z  nią  przywitać,  ale  w  tym  momencie 
Sara  zajęła  się  wrzucaniem  na  talerz  przyrumienionych  placków,  które 
błyskawicznie posmarowała dŜemem. Z pewnością robiła to często, bo ruchy jej 
były szybkie i pełne gracji. Postawiła talerz przed Samem. 

– Dziękuję – powiedział i zabrał się do jedzenia. 
–  Dzień  dobry  –  odezwał  się  Griffin,  przyglądając  się,  jak  Sara  wyciąga 

następne zamroŜone wafle z paczki i wkłada je do opiekacza. 

– Dzień dobry. – Odwróciła się, by powitać go uśmiechem. – Napijesz się 

kawy? 

– Chętnie. 
Kubek  był  gorący,  kawa  pachniała  zachęcająco.  Sam  zapach  mógł 

przywrócić chęć do Ŝycia. Biorąc kubek, dotknął jej ręki. 

–  Przepraszam  cię,  Ŝe  wczoraj  tak  szybko  zasnąłem  –  powiedział.  – 

Nawet nie przypuszczałem, Ŝe jestem taki zmęczony. 

–  Nie  przejmuj  się.  Chciałam  cię  obudzić,  ale  spałeś  tak  mocno,  Ŝe  nie 

miałam serca tego zrobić. 

Napił  się  kawy,  bo  nie  wiedział,  co  ma  powiedzieć.  Po  raz  pierwszy 

zdarzyło  mu  się  obudzić  w  domu  kobiety  w  towarzystwie  jej  dzieci.  Co  za 
dziwna i niezręczna sytuacja. PrzecieŜ wczoraj zamierzał się z nią kochać. 

Mimo  to  czuł  się  wspaniale.  Pewnie,  Ŝe  pragnął  Sary,  ale  to,  Ŝe  musi 

poczekać  na  tę  chwilę,  nie  było  wcale  przykre,  wprost  przeciwnie  –  dodawało 
uroku tej sytuacji i wzmagało przyjemność oczekiwania. 

Brakowało mu słów, by to wszystko wyrazić. 
– Wyglądasz wspaniale – powiedział. 
– Mam rano spotkanie z klientem – poinformowała go. 
– Oczywiście, Ŝe masz. 
–  Ale  nie  z  tobą.  –  Uśmiechnęła  się.  Chyba  usłyszał  nutkę  Ŝalu  w  jej 

głosie. 

–  No  cóŜ,  trudno.  –  Miał  nadzieję,  Ŝe  nie  domyśliła  się,  jak  bardzo  jest 

rozczarowany. 

Sara chciała coś powiedzieć, ale z opiekacza wyskoczyły kolejne wafle. 
–  Chyba  muszę  go  oddać  do  naprawy  –  powiedziała.  –  Nie  powinien 

wyrzucać ich tak gwałtownie. 

–  Nie  naprawiaj go –  sprzeciwił  się  Griffin. –  Wtedy  śniadania  nie  będą 

juŜ takie zabawne. 

background image

– Masz rację. Przepraszam, Ŝe uŜywam  mroŜonych, ale kiedy ostatni raz 

piekłam wafle... Szkoda mówić. Siadaj. – Podsunęła mu talerz. 

– Musiała obiecać straŜakowi – dokończył za nią Jack – Ŝe juŜ nigdy nie 

będzie sama niczego piec. 

– To nie była moja wina. Zepsuła się maszynka do wafli. Przetarty sznur. 

Naprawdę  nie  zastosowałam  złego  przepisu.  Dostałam  go  od  mamy.  Ten 
wybuch... 

– Wybuch? – nie wytrzymał Griffin. Skinęła głową i umilkła. 
– Ale chyba nikomu nic się nie stało? 
– No, nie. 
– Mama opaliła sobie brwi – wtrącił się Sam. – Ale odrosły. 
– Wobec tego – roześmiał się Griffin i sięgnął po syrop – nie rób dla mnie 

wafli. Na ogół nie jadam śniadania. 

–  Jedzcie  szybciej,  chłopcy  –  poprosiła  Sara.  –  Pani  MacAfee  zaraz 

przyjdzie,  a  chciałabym  jeszcze  pozmywać.  –  Popatrzyła  na  zegarek.  –  Jak  jej 
zaraz tu nie będzie, spóźnię się. 

–  Idź  juŜ  –  powiedział  Griffin.  –  Popilnuję  chłopców  do  jej  przyjścia.  I 

pozmywam. 

– Dzięki, ale nie mogę cię wykorzystywać. 
– Nie martw się. W pracy muszę być dopiero za godzinę. 
– Ale pewnie zamierzasz jeszcze wpaść do domu. 
– Saro – przerwał jej. – Gdybym nie miał czasu, nie zaproponowałbym ci 

pomocy. 

– Postaram ci się odwdzięczyć. 
– Na pewno z tego skorzystam – odpowiedział z uśmiechem. 
Sara  wybiegła  z  kuchni,  ale  przedtem  popatrzyła  na  niego  figlarnie. 

Griffin był zadowolony, Ŝe tak łatwo włączył się w codzienne Ŝycie jej rodziny. 
Popatrzył na chłopców przy stole, na jedzenie na talerzach. Ten poranek był taki 
niezwykły i musiał przyznać, Ŝe bardzo mu się to wszystko podobało. Nareszcie 
nie był sam. Przebywał z Sarą i jej dziećmi. 

– Co będziecie dzisiaj robić? – zapytał chłopców. 
–  Tu  niedaleko  budują  nową  drogę.  Pojedziemy  tam  na  rowerach,  Ŝeby 

popatrzeć. 

– I co dalej? 
– Jak skończą pracę, moŜemy się pobawić na hałdach piasku. 
Griffinowi  bardzo  to  odpowiadało.  Przypomniał  sobie  czas,  kiedy  mógł 

spędzić cały dzień w jednym miejscu, wymyślając coraz to nowe zabawy. 

– Fajny pomysł – powiedział i pomyślał, Ŝe chętnie wziąłby sobie wolne i 

poszedł z chłopcami popatrzeć na buldoŜery przesuwające ziemię. 

Przybiegła  Sara,  stukając  obcasami  po  wyłoŜonej  terakotą  podłodze.  W 

biegu  zapinała  złoty  kolczyk.  Pocałowała  synów  w  czoło,  wytarła  dŜem  z 

background image

policzka Sama i ruszyła w stronę drzwi. 

– Chwileczkę – zawołał Griffin i podniósł się z krzesła. 
Odwróciła się do niego i wtedy się zawahał, czy powinien to zrobić, czy 

nie.  Ale  nie  mógł  się  powstrzymać,  by  nie  ująć  jej  twarzy  w  dłonie  i  nie 
pocałować jej w usta. Wiedział, Ŝe chłopcy przyglądają się im i Ŝe pewnie Sara 
będzie  na  niego  zła.  Ale  pocałunek  na  do  widzenia  wydawał  mu  się  czymś 
zupełnie naturalnym. 

– Miłego dnia – powiedział cicho. – I uwaŜaj na siebie. PołoŜyła dłonie na 

jego  ramionach.  W  jej  oczach  widział  uczucia  podobne  do  tych,  które  sam 
przeŜywał. 

–  Dziękuję  –  odpowiedziała.  –  Będę  uwaŜać.  Patrzyli  na  siebie 

zaskoczeni.  Ten  krótki  pocałunek  zmienił  zupełnie  charakter  ich  znajomości. 
Nie wiedzieli, co będzie dalej. 

Pierwsza oprzytomniała Sara. 
–  Bądźcie  grzeczni  –  zwróciła  się  do  chłopców.  –  I  nie  rozrabiajcie,  jak 

przyjdzie pani MacAfee. 

Trzy  pary  szeroko  otwartych oczu  wpatrywały  się  z  ciekawością  w  nią i 

Griffina, a trzy główki kiwnęły posłusznie. Sara powstrzymała z trudem śmiech. 

– Cześć – powiedziała. 
– Cześć. 
Wyszła,  pozostawiając  lekki  zapach  perfum,  a  w  sercu  Griffina  jakieś 

ciepło.  Czuł  na  sobie  uwaŜny  wzrok  chłopców,  ale  postanowił  nic  nie  mówić. 
Usiadł  przy  stole.  Jonah  zabrał  się  do  jedzenia,  a  Sam  i  Jack  wymienili 
wymowne spojrzenia. Jack odezwie się pierwszy, pomyślał Griffin. Nie musiał 
czekać długo. 

– Lubisz moją mamę? – zapytał. 
– Tak. 
– OŜenisz się z nią? 
Griffin  zamarł  z  uniesionym  widelcem.  Z  wafla  kapał  syrop.  Nie 

spodziewał się takiego pytania. Nie docenił dziecięcej dociekliwości. 

– No... – zaczął. 
– Słucham – nalegał Jack. 
Griffin  przypomniał  sobie  te  chwile  z  lat  młodzieńczych,  kiedy  musiał 

poddawać  się  śledztwu  jakiegoś  tatusia,  zanim  mógł  pójść  na  randkę  z  jego 
córką.  Czuł  się  okropnie,  kiedy  musiał  mówić,  jakie  ma  zamiary  wobec 
dziewczyny.  Teraz,  gdy  po  drugiej  stronie  stołu  miał  przed  sobą  piegowatą 
twarz ośmiolatka, czuł się podobnie i zaczęły mu się pocić ręce. 

–  Bo  mama  teŜ  cię lubi –  mówił  Jack. – To  widać.  Powinieneś  się  z  nią 

oŜenić. 

– Nie jest dobrą kucharką – wyznał szczerze Sam – ale jest bardzo ładna. 
– I lubi baseball. 

background image

– I koszykówkę. 
– I hokeja. 
– A na Halloween częstuje dzieci czekoladowymi batonami. 
–  I...  –  zakończył  Sam  najwaŜniejszą  informacją  –  zgodzi  się  kupić  ci 

pieska, jeśli będziesz sprzątał swój pokój. 

Griffin  patrzył  na  chłopców  i  pytał  sam  siebie,  jak,  u  licha,  się  z  tego 

wyplątać. 

– Słuchajcie – zaczął – wasza mama jest wspaniała. Bardzo ją lubię. Ale 

nie wiem, czy... 

Dźwięk  telefonu  zabrzmiał  jak  wybawienie.  Griffin  podniósł  słuchawkę, 

ale nikt się nie odezwał. 

– Halo? – powtórzył. 
– Chciałabym rozmawiać z Sarą – odezwał się kobiecy głos. 
–  Sara  wyszła  juŜ  do  pracy  –  powiedział.  –  Pilnuję  dzieci,  dopóki  nie 

przyjdzie opiekunka. 

– Mówi Dana MacAfee. Dzwonię, Ŝeby powiedzieć Sarze, Ŝe nie przyjdę 

dzisiaj. 

– Tak? 
–  Właśnie  wróciłam  od  lekarza.  Źle  się  czuję.  Niestety,  to  zakaźna 

choroba. Nie powinnam przebywać z dziećmi. 

– Rozumiem. 
– Mam nadzieję, Ŝe nie sprawiłam kłopotu. 
– AleŜ nie – odpowiedział Griffin, zastanawiając się, co ma teraz zrobić. 
– Proszę przeprosić Sarę. 
– Oczywiście. I Ŝyczę zdrowia – dodał, odkładając słuchawkę. 
Co teraz? Nie wiedział, dokąd poszła Sara, a nie mógł przecieŜ zostawić 

trzech  chłopców  samych  w  domu.  Mógłby  któryś  zrobić  sobie  coś  złego,  a 
wtedy co? 

– Kto to był? – zapytał Jack. 
–  Pani  MacAfee  –  odpowiedział  Griffin.  –  Jest  chora  i  nie  przyjdzie 

dzisiaj. 

– Hura! – rozległ się wrzask chłopców. Griffin z trudem ukrył uśmiech. 
–  Nie  powinniście  się  cieszyć,  Ŝe  ktoś  jest  chory  –  powiedział.  –  To 

nieładnie. 

Uciszyli się nieco. 
Westchnął, widząc tylko jedno wyjście. 
– Muszę się wami zaopiekować. Co chcielibyście robić? 
Dlaczego  postanowił  zostać  opiekunem  dzieci?  Tego  nie  wiedział.  Z 

pewnością ani Stony, ani sierŜant nie będą tym zachwyceni. PrzecieŜ musi wziąć 
wolny  dzień.  Ale  sprawa,  którą  prowadzi,  jest  na  ukończeniu.  Pozostałe 
czynności  moŜe  przeprowadzić  Stony.  Jutro  pewnie  wystąpią  o  zatrzymanie 

background image

niektórych  osób.  Nie  czuł  się  zbyt  pewnie,  wiedząc,  Ŝe  prawdopodobnie 
aresztuje  wujka  tych  dwóch  chłopców,  no  i  brata  kobiety,  z  którą  było  mu  tak 
dobrze. Odsunął na razie tę myśl od siebie. Popatrzył na chłopców. 

– No? – zapytał. – Co robimy? 
Chłopcy  wymienili  porozumiewawcze  spojrzenia  i  uśmiechnęli  się  do 

niego serdecznie. Griffin poczuł się niepewnie. Coś się za tym kryło. 

– Idziemy na „Krwawy sztorm”! – krzyknęli jednocześnie. 
– Co to jest? – zapytał Griffin podejrzliwie. 
–  Och,  to  tylko  film  –  odpowiedział  Jack  obojętnie.  Griffin  odetchnął  z 

ulgą. Bał się, Ŝe to jakaś niebezpieczna zabawa w wesołym miasteczku. 

– Dobrze – powiedział. – Idziemy. 
– Fajnie! – krzyknęli chłopcy, podskakując z radości. To będzie całkiem 

łatwe, pomyślał Griffin. Jeśli chcą iść do kina, to zabierze ich na seans. Nawet 
na film dla dzieci. Ciekawe, jak zareaguje Sara, gdy wróci do domu i dowie się, 
Ŝ

e  spędził  z  chłopcami  cały  dzień  i  nawet  zabrał  ich  do  kina.  Na  pewno  się 

ucieszy. 

– Muszę zatelefonować – zwrócił się do chłopców. – A potem jedziemy. 
 
Sara  z  pewnością  nie  była  przygotowana  na  widok,  jaki  zastała  po 

powrocie  do  domu.  Bosy  Griffin  stał  w  kuchni.  Na  spodnie  i  koszulę  włoŜył 
fartuszek w kotki i mieszał w rondlu coś, co pachniało upajająco. 

– Cześć – powiedziała i zamknęła za sobą drzwi. 
Griffin  spojrzał  na  nią.  Wyglądał,  jakby  coś  przeskrobał.  Nawet  ruchy 

miał  jakieś  niepewne.  Nie  podszedł  do  niej,  lecz  z  całych  sił  oparł  się  o  blat, 
jakby  szukał  w  nim  wsparcia.  Choć  uśmiechał  się,  nie  wyglądał  na 
szczęśliwego. 

–  Co  się  stało?  Co  ty  tu  robisz?  Gdzie  jest  pani  MacAfee?  Gdzie  są 

chłopcy? 

– Chłopcy pojechali rowerami na plac budowy – zaczął odpowiadać na jej 

ostatnie pytanie. – Kazałem im wrócić przed szóstą. Pani MacAfee dzwoniła, Ŝe 
jest chora. PoniewaŜ nie wiedziałem, gdzie cię szukać, wziąłem wolny dzień, by 
zostać z chłopcami. 

–  Och!  Griffinie,  przepraszam  za  kłopot  –  zawołała  Sara.  –  Mogłeś 

zadzwonić  do  Elaine.  Ona  wiedziała,  gdzie  jestem,  a  poza  tym  mogła  wziąć 
chłopców do siebie. 

– Elaine musi pracować. 
– Ty równieŜ – przypomniała mu. 
– Nie miałem kłopotu z wzięciem urlopu na dzisiaj. Stony zgodził się. 
– Znowu jestem ci coś winna. – Nie uwierzyła, Ŝe wszystko odbyło się tak 

łatwo. 

–  Bardzo  się  z  tego  cieszę.  –  Tym  razem  jego  uśmiech  był  szczery.  – 

background image

Musimy  omówić  formę  –  zapłaty  zaŜartował.  Pod  wpływem  jego  spojrzenia 
zrobiło jej się gorąco. 

–  Jeśli  wszystko  poszło  tak  dobrze,  to  czemu  wyglądasz,  jakbyś  spędził 

dzień na galerach? – spytała, chcąc zmienić temat rozmowy. 

Uśmiech zniknął z twarz Griffina. Skupił się znowu na gotowaniu. 
– Ja... – zaczął. Popatrzył na nią i opuścił zaraz wzrok. Wciągnął głęboko 

powietrze,  wypuścił  je  i  spróbował  jeszcze  raz.  –  Chyba  zrobiłem  dzisiaj  coś 
złego. 

–  No  cóŜ  –  powiedziała  –  biorąc  pod  uwagę  fakt,  Ŝe  spędziłeś  dzień  z 

moimi  synami,  wcale  mnie  to  nie  dziwi.  Co  to  było?  KradzieŜ  samochodu? 
Rozruchy uliczne? Trzecia wojna światowa? 

– Nie – powiedział Griffin – Chodzi o film. Sara natychmiast zrozumiała 

wszystko. 

–  Nic  nie  mów.  Niech  zgadnę.  Spytałeś  ich,  co  chcą  robić,  a  oni 

powiedzieli, Ŝebyś zabrał ich na ten nowy przygodowy film. 

– „Krwawy sztorm” – podpowiedział. 
– Właśnie. 
– Saro, ja naprawdę nie miałem pojęcia, co to za film. Myślałem, Ŝe to coś 

odpowiedniego dla dzieci. Gdybym wiedział, co w nim pokazują.... 

– Kobiety z duŜym biustem? 
– Naprawdę? 
– Nie mów, Ŝe ich nie zauwaŜyłeś. 
–  Wyprowadziłem  chłopców  zaraz  na  początku  filmu,  bo  było  w  nim 

pełno scen ukazujących przemoc. A język... – WciąŜ był przejęty. – Nawet u nas 
w  szatni  nie  słyszy  się  takich  słów.  O  BoŜe,  jeszcze  musiałbym  chłopcom 
wyjaśniać... Co myślą ludzie, którzy robią takie filmy? 

Sarę  wzruszyła  tak  głęboka  troska  ojej  dzieci.  Wspięła  się  na  palce  i 

pocałowała go w policzek. 

– Dobry z ciebie człowiek – powiedziała i chciała się odsunąć. 
Ale jej na to nie pozwolił. Objął ją za szyję i przyciągnął do siebie. Serce 

zaczęło jej bić szybciej, zamknęła oczy. 

–  Nie  gniewasz  się,  Ŝe  próbowałem  zdemoralizować  twoje  dzieci?  – 

zapytał cicho. 

– Gniewam się? – Miała nadzieję, Ŝe jej głos nie zdradza tego, co czuje. – 

Nie wiedziałeś przecieŜ, na co się zgodziłeś. Ale Sam i Jack dobrze wiedzieli, co 
robią. Mówiłam, Ŝe nie wolno im oglądać tego filmu, a mimo to zaciągnęli cię 
do kina. 

– Nie bądź zbyt surowa – roześmiał się Griffin. – Gdybym był dzieckiem, 

zrobiłbym to samo. 

Sara teŜ rozumiała postępowanie chłopców, ale wiedziała, Ŝe musi z nimi 

porozmawiać. 

background image

– To dlatego gotujesz obiad? Czujesz się winny. 
–  Chyba  tak.  A  poza  tym  chciałem  zrobić  na  tobie  dobre  wraŜenie.  – 

Griffin uniósł jej dłoń do ust. 

Sara zamknęła oczy. Dreszcz rozkoszy przeszył jej ciało. 
– WraŜenie? Na mnie? – wyszeptała. 
– Aha. 
Przesunął wargami po jej ręce aŜ do zgięcia łokcia. Sara przyciągnęła go 

bliŜej do siebie. Westchnęła, gdy wyprostował się i zaczął całować jej szyję. 

– Robisz na mnie ogromne wraŜenie – powiedziała cicho. 
– Naprawdę? Skinęła głową. 
–  Wiesz,  Jack  mówił,  Ŝe  on  i  Sam  spędzają  co  roku  miesiąc  wakacji  z 

ojcem. Kiedy wyjeŜdŜają? 

– Jaki dzisiaj mamy dzień? 
– Nie wiem – odpowiedział. – Dwudziesty ósmy lub dziewiąty. 
– WyjeŜdŜają z ojcem pierwszego sierpnia, więc... 
– nie była w stanie policzyć dni. 
– Dopiero za cztery tygodnie – jęknął Griffin. 
–  Powiedziałeś  chłopcom,  Ŝeby  wrócili  o  szóstej?  –  Sara  spojrzała  na 

zegarek. 

– Tak. – Griffin nie nadąŜał za jej myślami. 
– Pomyśl, jak wiele moŜna zrobić w ciągu czterdziestu minut. – Zaczęła 

rozwiązywać wstąŜki fartucha. 

Skinął  głową  i  zaczął  rozpinać  jej  bluzkę.  Przyciągnął  ją  gwałtownie  do 

siebie i pocałował namiętnie. Sara wsunęła dłoń w jego włosy. Przytuliła się do 
niego jeszcze mocniej. JuŜ chciała zaproponować, Ŝeby przeszli do sypialni, gdy 
usłyszała brzęk rowerów, a potem krzyk Jacka. 

– Mamo! Sam spadł z roweru i skaleczył się w kolano! 
Odskoczyli od siebie jak raŜeni prądem. Griffin podniósł fartuch i włoŜył 

go z powrotem. Sara pospiesznie zapinała guziki bluzki. Starała się nie patrzeć 
na Griffina i czekała, aŜ chłopcy pojawią się w kuchni. 

Obejrzała  kolano  Sama  i  uspokoiła  go,  Ŝe  rana  nie  zagraŜa  Ŝyciu. 

Pocałowała  chłopca  i  kazała  synom  przynieść  z  łazienki  plaster.  Sam  pociągał 
jeszcze  nosem,  bardziej  ze  strachu  niŜ  z  bólu,  więc  Jack  objął  go  ramieniem  i 
poprowadził ostroŜnie korytarzem. 

–  To  są  bardzo  dobre  dzieci  –  Sara  zwróciła  się  do  Griffina  –  ale 

pojawiają się w nieodpowiednim czasie. 

–  Nic  się  nie  stało.  –  Uśmiechnął  się  do  niej  i  popatrzył  na  garnki.  – 

Jedzenie juŜ gotowe. 

– Pójdę na chwilę do chłopców – powiedziała Sara. 
– Muszę dopilnować, by Jack nie owinął bandaŜem całego Sama. 
Była  juŜ  przy  drzwiach,  gdy  Griffin  wypowiedział  jej  imię.  Zatrzymała 

background image

się i odwróciła do niego. 

– Nie mogę czekać aŜ do pierwszego sierpnia – poskarŜył się cicho. 
– Nie będziesz musiał – obiecała i wyszła z kuchni. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
Był  czwartek.  Sara  przeglądała  ostatnie  rzeczy  w  kredensie  stojącym  w 

duŜej jadalni sędziego Mercera – w drugim skrzydle mieściła się mała jadalnia, 
przeznaczona  tylko  dla  rodziny.  PoniewaŜ  po  raz  pierwszy  wykonywała  taką 
pracę,  starała  się  być  bardzo  dokładna.  Zaczęła  od  zachodniego  skrzydła  i 
przeglądała  wszystko  od  strychu  do  piwnic.  Teraz  była  na  pierwszym  piętrze. 
NiezaleŜnie od tego, jak się między nimi ułoŜy, będzie pracowała dla Griffina co 
najmniej przez rok. 

Przebywała teraz w pokojach, ubierała się więc bardziej elegancko. Dziś 

miała  na  sobie  białą  bluzkę  i  niebieską  spódnicę,  ale  nie  mogła  wytrzymać  w 
pantoflach na wysokich obcasach, więc zrzuciła je z nóg i chodziła boso. Nagle 
pochyliła się. W głębi kredensu błyszczał kryształowy wazon. Wyglądał, jakby 
był zrobiony z pyłu gwiezdnego. Sara wzięła go do ręki i wstrzymała oddech. 

OstroŜnie obejrzała go, szukając potwierdzenia swoich przypuszczeń. To 

był Lalique. Miał około pół metra wysokości, u góry był przejrzysty, a poniŜej 
znajdowały  się,  jakby  wyrzeźbione  mrozem,  postacie  Artemidy  i  zwierząt.  Na 
spodzie  widniał  jakiś  numer  i  podpis  artysty.  Wazon  wyglądał  jak  nowy,  choć 
wykonano go ponad sto lat temu. Jeśli był autentyczny – w co nie wątpiła – wart 
był kilkaset tysięcy dolarów. 

Obracała  go  ostroŜnie  w  rękach.  Ustawiała  tak,  by  światło  padało  na 

kryształ,  i  z  zachwytem  patrzyła  na  tęczowe  plamy,  które  powstawały  na 
ś

cianie. To arcydzieło powinno być w muzeum, pomyślała. Ciekawe, jak długo 

naleŜało  do  Mercerów.  Za  jaką  sumę  zostało  kupione?  Nie  wiedziała,  czy 
znajdzie odpowiedzi na te pytania. 

Nagle usłyszała jakiś szmer. 
– O BoŜe! 
Głos  zabrzmiał  w  pustym  pokoju  jak  grzmot.  Przez  moment  Sara  czuła, 

Ŝ

e wazon wysuwa się jej z rąk, więc przycisnęła go mocno do piersi. Uklękła i 

rozejrzała się po pokoju. Wtedy go zauwaŜyła. 

Griffin  stał  w  drzwiach,  oparty  o  framugę.  Był  w  szarych,  dość 

pogniecionych  spodniach,  równie  mocno  zmiętej  białej  koszuli  i  kolorowym 
krawacie. Ciekawe, czy ma w domu Ŝelazko, pomyślała Sara. 

– Griffin! – jęknęła. – Nigdy więcej tego nie rób. Nie skradaj się. 
–  Dlaczego? –  Uśmiechnął  się  i zaczął iść  w  jej  stronę.  – Lubię  patrzeć, 

jak podskakujesz ze strachu. 

– Tak. Tylko Ŝe to mogłoby cię kosztować ponad pół miliona dolarów. 
Zatrzymał  się  i  patrzył  to  na  nią,  to  na  wazon,  który  ciągle  tuliła  w 

ramionach. 

– Słucham? 

background image

Skinęła głową i ostroŜnie wyciągnęła ręce w jego kierunku. 
–  Ten  drobiazg  jest  bardzo  cenny.  Zresztą  wszystko,  co  znajduje  się  w 

tym domu, czyni z ciebie milionera. 

Griffin  wpatrywał  się  w  nią  zdumiony.  Powoli docierało  do niego to,  co 

powiedziała.  Do  tej  pory  nie  zastanawiał  się  nad  wartością  spadku  po  nie 
znanym mu dotąd krewnym. Ale teraz, gdy usłyszał, jak Sara mówi o tym z taką 
powagą i ujrzał w dodatku cenny wazon, uświadomił sobie, co otrzymał. Czuł, 
Ŝ

e nogi uginają się pod nim. 

Usiadł na podłodze obok Sary i ostroŜnie dotknął wazonu. 
– Pół miliona? – spytał. 
– Co najmniej – potwierdziła. 
– To niewiarygodne. 
– Uwierz mi. 
Potrząsnął  z  niedowierzaniem  głową.  Nie  mógł  pozbierać  myśli. 

Przyszedł  tu,  bo  wreszcie  mieli  ze  Stonym  nakaz  aresztowania  Wallace’a 
Greenleafa i Jerry’ego Schmidta. Chciał powiedzieć o tym Sarze. Wiedział, iŜ to 
będzie  dla  niej  bardzo  bolesne,  Ŝe  będzie  na  niego  wściekła  i  moŜe  nie  chcieć 
widywać się z nim. Nawet nie dziwiłby się jej zbytnio. 

Musiał  ją  przygotować,  przedstawić  jej  wszystko,  zanim  wyciągnie 

błędne  wnioski.  I  chciał,  Ŝeby  dowiedziała  się  prawdy  o  swoim  bracie,  zanim 
Wally zacznie się przed nią tłumaczyć. 

Brakowało mu słów. Patrzył na Sarę, siedzącą w tym wspaniałym domu, 

który jest podobno jego własnością, i trzymającą cenny wazon, teŜ naleŜący do 
niego – absolutnie nie mógł się przyzwyczaić do tej myśli – i chciał, a właściwie 
marzył, by Sara równieŜ naleŜała do niego. Dom i reszta nie były waŜne. WaŜna 
była Sara. Miał nadzieję, Ŝe nie zostawi go, gdy dowie się, co zrobił. Wziął od 
niej wazon i wstawił z powrotem do kredensu. Potem wstał i wyciągnął ręce do 
Sary. Zanim podała mu swoje, popatrzyła na niego pytająco. 

Pomógł  jej  się  podnieść,  po  czym  natychmiast  porwał  ją  w  ramiona  i 

mocno  pocałował.  Potem  objął  jedną  ręką,  a  drugą  zaczął  odpinać  jej  bluzkę. 
Miała  ciepłą  i  delikatną  skórę  i  czuł,  jak  mocno  bije  jej  serce.  Zrozumiał,  Ŝe 
jedyne, czego pragnie, to być z nią. 

– Kocham cię, Saro – wyszeptał. 
Nie  był  pewien,  czy  chce  usłyszeć  jej  odpowiedź,  więc  zamknął  jej  usta 

pocałunkiem.  Wtedy  poczuł  jej  ręce  na  swoich  ramionach.  Było  to  wspaniałe 
uczucie. Chłonął ją całym sobą. Nie wiedział, dlaczego właśnie ona stała się tą 
jedyną.  Pragnął  tylko  jej.  Tutaj.  Teraz.  Na  tak  długo,  aŜ  wreszcie  zaspokoją 
wzajemne poŜądanie i osiągną szczęście. 

– Chodź na górę – udało mu się szepnąć. – Tam są sypialnie. 
Sara odchyliła głowę, by popatrzeć na niego. 
– Czy moŜemy... to znaczy, czy jesteś przygotowany? 

background image

Uśmiechnął się i skinął głową. 
– A masz równieŜ kajdanki? – zapytała. 
– Zostały w samochodzie – roześmiał się. 
– Trudno – westchnęła ze smutkiem. – Następnym razem. 
Griffin wziął ją na ręce i wbiegł na schody, przeskakując po dwa stopnie. 

Zatrzymał  się  przed  pierwszymi  drzwiami.  Pokój  pachniał  kurzem  i  starością, 
ale popołudniowe słońce wpadało przez okno, rzucając jasne plamy na kwiecistą 
kapę na łóŜku. Zastanawiał  się przez  chwilę, do kogo  mógł naleŜeć  ten pokój? 
MoŜe urodziła się tu jego matka? 

Popatrzył  na  Sarę.  Miała  rozwichrzone  włosy  i  usta  nabrzmiałe  od 

pocałunków. Postawił ją delikatnie i znowu zaczął całować. Była oszołomiona. 
Oparła  się  o  niego,  bo  ugięły  się  pod  nią  nogi.  Zatopiła  się  w  pieszczotach. 
Griffin trzymał ją mocno. Pamiętała, jak było cudownie, kiedy kochali się po raz 
pierwszy. Ogarnął ją Ŝar. Wsunęła palce w jego włosy i przyciągnęła go jeszcze 
bliŜej do siebie, oddając pocałunki. 

Próbowała zdjąć mu krawat, aŜ zerwał go z szyi jednym ruchem i pomógł 

jej rozpiąć koszulę. Przez moment podziwiała jego mięśnie. Zwinne palce Sary 
dotarły do paska od spodni, ale Griffin powstrzymał ją. 

–  Jeszcze  nie  –  powiedział  cicho.  –  Nie  wytrzymam  juŜ  długo,  a 

chciałbym cię jeszcze popieścić. 

Jej  serce  zabiło  mocniej.  Pragnęła  go  tak  bardzo.  Chciała  go  czuć 

wszędzie. 

Zdjął  z  niej  bluzkę  oraz  stanik  i  niedbale  rzucił  na  podłogę.  OstroŜnie, 

jakby  brał  do  ręki  kryształowy  wazon,  ujął  jej  piersi  w  swoje  dłonie  i  zaczął 
pieścić.  Sara  jęknęła  z  rozkoszy,  a  Griffin  uśmiechnął  się.  Pochylił  się  i 
pocałował jej ciepłą skórę. 

Myślała,  Ŝe  juŜ  dłuŜej  tego  nie  wytrzyma.  DrŜała.  Wtedy  pocałował  ją 

jeszcze raz i zaczął przesuwać usta coraz niŜej. 

Ukląkł, rozpiął spódnicę, która opadła na podłogę. 
Przycisnął  usta  do  miękkiej  tkaniny  majteczek  Sary.  Potem  delikatnie 

zsunął je aŜ do jej stóp. 

Sara  schwyciła  go  za  ramiona,  by  się  nie  przewrócić.  W  pokoju  było 

ciepło, ale jej zrobiło się gorąco. Czuła, Ŝe cała płonie. Język Griffina delikatnie 
błądził po zakamarkach jej ciała. Odchyliła głowę do tyłu, płomienie poŜądania 
ogarniały ją całą. Krzyknęła głośno. Griffin cofnął się, a potem znowu zaczął ją 
całować. Wstał i pochylił się nad nią, a Sara pomyślała, jak mogła dotąd Ŝyć bez 
niego.  Chciała  coś  powiedzieć,  ale  przyłoŜył  palec  do  jej  warg.  Sięgnął  po  jej 
rękę  i  połoŜył  ją  na  wypukłości  w  spodniach.  Westchnął  i  odrzucił  do  tyłu 
głowę, a Sara przysunęła się do niego. 

Nie mogła dłuŜej znieść, Ŝe cokolwiek ich rozdziela. Razem uwolnili go z 

resztek  ubrania  i  przesunęli  się  w  stronę  łóŜka.  Griffin  przykląkł  przy  niej  i 

background image

pieścił  całe  jej  ciało.  Sara  wzdychała,  czując  przenikające  ją  dreszcze.  Jeszcze 
nigdy nie była tak poŜądana i kochana. 

Objęła Griffina za szyję i przyciągnęła do siebie. Oparł się na łokciach i 

patrzył  na  nią  z  miłością.  Oplotła  go  nogami,  objęła  dłońmi  jego  biodra  i 
milcząco błagała, by wszedł w nią. Nie mógł pozwolić jej czekać dłuŜej. Jednym 
gwałtownym ruchem zagłębił się w niej i oboje krzyknęli z rozkoszy. 

Poruszał się w niej, szepcząc czułe słowa do ucha. Rozkosz narastała, aŜ 

oboje osiągnęli szczyt. 

To,  co  rozpoczęło  się  nagle  i  gwałtownie,  zakończyło  się  długim, 

cudownym  zaspokojeniem.  LeŜeli  bez  ruchu,  nie  mówiąc  nic.  Nie  chcieli 
zniszczyć tej wspaniałej chwili intymności nieodpowiednimi słowami. 

Sara  tuliła  się  do  Griffina  i  zastanawiała,  jakie  to  szczęśliwe  zrządzenie 

losu  postawiło  go  na  jej  drodze.  Uśmiechnęła  się  na  wspomnienie  ich 
pierwszego spotkania. 

Chciała  go  o  coś  zapytać,  ale  nie  bardzo  wiedziała,  jak  zacząć. 

Postanowiła więc być szczera. 

– Griffin? – zapytała cicho. 
– Tak? 
– Czy mówiłeś powaŜnie? Poruszył się i przytulił ją mocniej. 
– O czym? – spytał. Wciągnęła głęboko powietrze. 
– Czy mówiłeś powaŜnie, Ŝe mnie kochasz? 
Poczuła,  Ŝe  wstrzymał  oddech,  i  przez  chwilę  Ŝałowała,  Ŝe  zadała  to 

pytanie. Chciała jakoś to wyjaśnić, ale Griffin odpowiedział: 

–  Tak,  mówiłem  to  najzupełniej  powaŜnie.  Popatrzyła  na  niego.  Był 

zmęczony i niespokojny. 

Ujęła go pod brodę. 
– Naprawdę? 
– Tak. 
– Powiedz to jeszcze raz. 
–  Kocham  cię,  Saro  –  odezwał  się  natychmiast.  Znowu  przytuliła  się  do 

niego i ogarnęło ją nowe, nieznane ciepło. 

– Ja teŜ cię kocham – rzekła cicho. – Ja teŜ. 
Griffin  przeraził  się  tych  słów.  Jak,  u  licha,  powiedzieć  jej  teraz  o 

Wallym?  MoŜe  tak:  Kocham  cię,  Saro,  ale  tak  przy  okazji,  dziś  wieczorem 
aresztuję  twojego  brata.  Nie  chciałem  ci  o  tym  mówić,  ale  od  dnia  kiedy  się 
poznaliśmy,  prowadziłem  przeciwko  Wally’emu  śledztwo.  Przeze  mnie  spędzi 
parę  lat  w  więzieniu  i  będziesz  mogła  go  widywać  tylko  w  dni  odwiedzin. 
Dzięki  mnie  jego  Ŝycie  zmieni  się  zupełnie.  Pomyślałem,  Ŝe  powinnaś  o  tym 
wiedzieć. 

Kiedy  Sara  się  o  tym  wszystkim  dowie,  na  pewno  zrobi  wszystko,  Ŝeby 

zostać z Griffinem na zawsze. 

background image

Westchnął, otworzył usta, by coś powiedzieć, ale zmienił zamiar. 
Jak mogłem wplątać się w to wszystko. Co za diabelny pech, pomyślał. 
– Która godzina? – spytała Sara sennym głosem. 
Odruchowo popatrzył na nadgarstek, ale zegarka tam nie było. Rozejrzał 

się wokoło. 

–  Chyba  połoŜyłam  go  na  stoliku  nocnym  –  odezwała  się  Sara,  czytając 

widocznie w jego myślach. 

Ale  tam  go  teŜ  nie  było.  Wychylił  się  za  krawędź  łóŜka  i  dostrzegł 

zegarek na podłodze. Roześmiał się. 

– Chyba zrzuciłaś go stopą, kiedy ja... 
– Dobrze, dobrze – przerwała mu i zaczerwieniła się. – Pamiętam. Chyba 

równieŜ  wtedy  stłukłam  ten  mały  wazonik.  Ale  nie  martw  się  –  dodała 
pospiesznie. – To było zwykłe tanie szkło. 

– Nawet gdyby kosztowało pół miliona – powiedział i znów się roześmiał 

– to ty i tak jesteś dla mnie cenniejsza. 

– Griffin – poprosiła – powiedz mi, która godzina. Popatrzył na zegarek i 

spowaŜniał. 

– Chyba się zmartwisz. 
– Czym? 
– JuŜ po szóstej. 
–  O  BoŜe!  –  wykrzyknęła  Sara  i  wyskoczyła  z  łóŜka.  Zaczęła  biegać  po 

pokoju,  w  pośpiechu  zbierając  rozrzucone  części  garderoby.  –  Pani  MacAfee 
zabije  mnie,  jeśli  się  spóźnię.  Nie  zdziwię  się,  jeśli  zrezygnuje  z  pracy.  Czy 
wiesz,  jak  trudno  jest  znaleźć  odpowiednią  opiekunkę?  Ja  szukałam  jej 
miesiącami. Wszystkie kobiety, które się zgłaszały, przypominały wyglądem lub 
zachowaniem Kubę Rozpruwacza. 

– Saro, zostań jeszcze – poprosił. – Musimy o czymś porozmawiać. 
– Nie mogę – powiedziała. – Muszę iść. 
– Ale... 
– Przyjdź na kolację. Wtedy porozmawiamy. 
– Nie mogę. Za pół godziny muszę spotkać się ze Stonym. 
– On teŜ moŜe przyjść. Zaprosimy Elaine i Jonaha. 
– Nic z tego. Stony i ja musimy dzisiaj kogoś aresztować – poinformował 

ją Griffin. 

–  Jakie  to  interesujące!  –  Uniosła  głowę  i  uśmiechnęła  się  do  niego.  – 

Wsadzić  jakiegoś  łobuza,  który  zagraŜa  niewinnym  ludziom,  takim  jak  ja,  na 
przykład. 

–  Tak!  –  krzyknął.  –  To  prawda.  Dlatego  teŜ  ścigamy  tego  faceta.  To 

oszust  i  nie  powinien  mieć  moŜliwości  dalszego  nabierania  uczciwych  ludzi. 
Pamiętaj o tym. 

Sara pochyliła się i pocałowała go w usta. 

background image

– I za to cię kocham. – Ruszyła w kierunku drzwi. 
– Saro! – zawołał. 
Zatrzymała  się.  Otworzył  usta.  Tyle  rzeczy  powinien  jej  powiedzieć,  ale 

nagle ogarnęło go uczucie bezradności. 

–  Ja  teŜ  cię  kocham  –  powiedział  miękko,  ale  wiedział,  Ŝe  to  nie 

wystarczy. 

Uśmiechnęła się do niego. To był piękny, szczęśliwy i beztroski uśmiech. 

Posłała  mu  całusa  i  wyszła.  Chciałby  się  teraz  czuć  jak  Sara  –  być  spokojny  i 
szczęśliwy.  Ale  myślał  o  tym,  co  go  czekało.  I  bał  się,  Ŝe  kiedy  znowu  ją 
zobaczy, ujrzy na jej twarzy ból i gniew. I Ŝe on będzie tego przyczyną. 

Usłyszał  stuknięcie  drzwi.  Odrzucił  kołdrę,  wstał  i  zaczął  powoli  się 

ubierać.  Nie  musiał  się  spieszyć.  Pragnął  jedynie,  by  ten  dzień  wreszcie  się 
skończył.  Będzie  mógł  wtedy  wrócić  do  swego  poprzedniego  Ŝycia.  Dopiero 
teraz dojrzał jego pustkę i smutek samotności. Uświadomił to sobie dzięki Sarze. 

Nie  pozwolę  jej  odejść,  pomyślał.  NiezaleŜnie  od  tego,  co  się  wydarzy, 

będę przy niej. ChociaŜ jest siostrą Wally’ego, kocham ją. Muszę doprowadzić 
do tego, Ŝeby związała się ze mną na zawsze. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
Późnym  wieczorem  tego  dnia  Sara  kończyła  zmywać  naczynia,  gdy 

zadzwonił  telefon.  Była  pewna,  Ŝe  to  Griffin,  więc  krzyknęła  do  chłopców,  by 
ś

ciszyli telewizor, i podniosła słuchawkę. 

– Saro, aresztowali mnie. Ścisnęła mocniej słuchawkę. 
– Wally? – zapytała. – O czym ty mówisz? 
– Aresztowali mnie – powtórzył brat. Jego głos brzmiał jakby z daleka i 

nie było w nim zwykłej pewności siebie. 

– Co? – krzyknęła. – Aresztowany? Ty? Za co? 
– Mój adwokat wyjechał na tydzień – mówił, nie wyjaśniając niczego. – 

Będziesz musiała tu przyjść i zapłacić za mnie kaucję. 

–  Kaucję?  –  powtórzyła,  w  dalszym  ciągu  nie  mogąc  uwierzyć  w  to,  co 

usłyszała. – Dlaczego? O co cię oskarŜają? 

–  O  oszustwo  –  odpowiedział  pospiesznie.  –  Posłuchaj,  to  jest 

nieporozumienie,  przysięgam.  Wszystko  się  wkrótce  wyjaśni.  I  wtedy  oskarŜę 
policję  o  bezpodstawne  aresztowanie,  a  potem  za  ich  pieniądze  spędzę  długie 
wakacje na Tahiti. Kiedy moŜesz przyjechać? 

–  Nie  wiem.  –  Sara  potrząsnęła  głową,  starając  się  zebrać  myśli.  –  Ile 

pieniędzy mam przywieźć? 

– Wysokość kaucji ustalono na pięćdziesiąt tysięcy dolarów. 
– Pięćdziesiąt tysięcy dolarów?! – powtórzyła Sara. 
– Ale musisz mieć tylko dziesięć procent całej sumy. 
–  Pięć  tysięcy?  –  wyszeptała  z  trudem,  dziwiąc  się,  Ŝe  udało  się  jej  to 

obliczyć. 

– Kiedy będziesz mogła je przynieść? 
Mogłaby wyskrobać pięćdziesiąt dolarów, ale pięć tysięcy? Za kogo on ją 

uwaŜa? Za Ŝonę Rockefellera? 

– Wally, ja nie mam pięciu tysięcy. 
– Jak to nie masz? – W głosie brata pojawił się znany jej rozkazujący ton, 

którego tak nie lubiła. 

– Nie mam pięciu tysięcy – mówiła powoli, jak do dziecka. – Nie sypiam 

na pieniądzach. 

– AleŜ to tylko pięć patyków. Chcesz powiedzieć, Ŝe nie dysponujesz taką 

sumą? 

– Oczywiście, Ŝe nie. Wally umilkł na chwilę. 
–  MoŜna  przecieŜ  wziąć  poŜyczkę  pod  zastaw  –  stwierdził  po  chwili.  – 

Masz dom, prawda? Dostałaś go po rozwodzie. NaleŜy do ciebie. 

– Czyś ty oszalał? Mam zastawić swój dom? Nawet mi nie wyjaśniłeś, za 

co cię aresztowali. 

background image

– Zwrócę ci te pieniądze, Saro. Obiecuję. 
Sara nie wiedziała, co robić. Chciała mu pomóc, ale nie była w stanie. 
–  Zadzwoń  do  mamy  –  zaproponowała.  –  Zawsze  popierała  twoje 

pomysły. Na pewno ma pieniądze. 

– Nie, zainwestowała je w tę kawiarnię – wyjaśnił Wally. 
– Wyciągnąłeś od niej ostatnie pieniądze na ten głupi projekt? 
–  PrzecieŜ  to  nie  były  jej  ostatnie  pieniądze  –  powiedział.  –  Poza  tym 

dochód z kawiarni będzie olbrzymi. Sama powinnaś w nią zainwestować. 

– JuŜ ci mówiłam, Ŝe nie mam pieniędzy. 
Coś  się  tu  nie  zgadzało.  Jej  brat  nie  był  ideałem,  ale  nigdy  nie 

przypuszczała, Ŝe moŜe zrobić coś, za co moŜna go aresztować. Bo chyba nie za 
to, Ŝe jest kompletnym durniem. 

Dlaczego nie chciał jej powiedzieć, o co dokładnie go oskarŜają? 
– Wyjaśnij mi, za co zostałeś zatrzymany – odezwała się. – MoŜe wtedy 

zastanowię się, czy ryzykować. 

– Saro... 
– Wally... – nalegała. 
– Za fałszywe ogłoszenia – powiedział w końcu. 
–  Nigdy  o  czymś  takim  nie  słyszałam.  –  Wzruszyła  ramionami.  –  Co  to 

jest? Nie brzmi to groźnie. To chyba zwykłe wykroczenie. 

– To prawda. 
–  I  za  to  wyznaczono  pięćdziesiąt  tysięcy  kaucji?  Westchnął  cięŜko  i 

pomyślał, Ŝe będzie musiał powiedzieć jej trochę więcej. 

– OskarŜono mnie równieŜ o oszustwo w interesach i dawanie łapówek. 
To powaŜniejszy zarzut – oświadczyła, czując skurcz w Ŝołądku. 
– To są równieŜ drobne wykroczenia. Większość zarzutów dotyczy takich 

spraw. 

– Większość? – powtórzyła. 
Miała juŜ naprawdę dość tych jego gierek. 
– Wally, powiedz mi wreszcie, o co chodzi. 
– Dobrze, juŜ dobrze. Zarzucają mi trzydzieści siedem wykroczeń. 
– Och! Wally! Jak mogłeś! 
– Ale łatwo mogę się z nich wytłumaczyć – dodał pospiesznie. 
– A za co cię wsadzili? – spytała ze strachem. 
–  Za  przekupienie  urzędnika  państwowego  –  rzekł  w  końcu.  –  A  to  juŜ 

jest przestępstwo. 

– Wally – powtórzyła bezradnie. 
–  Wrobili  mnie  w  to,  Saro  –  zaczął  ją  zapewniać.  –  Przysięgam.  Znasz 

mnie przecieŜ. Nie jestem oszustem. 

Sara  powoli  pokręciła  głową.  Nie  wiedziała,  w  co  wierzyć.  Jej  brat 

popełniał  wiele  głupstw  i,  prawdę  mówiąc,  niczemu  się  juŜ  nie  dziwiła.  Ale 

background image

łapówka? Dla urzędnika państwowego? PrzecieŜ to zabronione. Czy Wally mógł 
zrobić coś takiego? Czy był na tyle głupi? 

Sara  zaczęła  się  zastanawiać  nad  tym,  jak  ma  postąpić.  Nagle  przyszedł 

jej na myśl Griffin i uśmiechnęła się. PrzecieŜ jest policjantem. Będzie wiedział, 
co robić. Na pewno jej pomoŜe. 

– Posłuchaj – powiedziała – zatelefonuję do Griffina i zobaczę... 
– Do kogo? 
–  Do  Griffina  –  powtórzyła.  –  Griffina  Lawlessa.  To  jest  ten...  mój 

przyjaciel,  którego  poznałeś  u  mnie  parę  tygodni  temu.  Jest  policjantem  i 
moŜe... 

– O BoŜe! Wiedziałem, Ŝe go znam. 
– Słucham? 
–  Mam  dla  ciebie  ciekawą  wiadomość,  siostrzyczko.  To  on  między 

innymi mnie aresztował. 

– Co takiego? 
– Poinformował, jakie prawa mi przysługują, i zakuł w kajdanki... 
– On... cię... zakuł? – nie wytrzymała Sara, ale zaraz przypomniała sobie 

o  powadze  sprawy.  –  Skuł  cię  kajdankami?  –  Teraz  w  jej  głosie  nie  było  juŜ 
zdziwienia. – To okropne! 

–  Tak  –  potwierdził  Wally.  –  Przez  cały  czas  pytałem  go,  czy  juŜ  się 

kiedyś nie spotkaliśmy? Ale ignorował mnie. 

– Czy jesteś pewien, Ŝe to był Griffin? Griffin Lawless? 
– Zupełnie pewien. Nawet zaŜartowałem sobie z jego nazwiska. 
I  pewnie  go  to  zdenerwowało,  pomyślała  Sara.  Pamiętała  dobrze 

spojrzenie  Griffina,  kiedy  przy  ich  pierwszym  spotkaniu  zrobiła  uwagę  na  ten 
temat.  A  potem  pomyślała,  Ŝe  ten  sam  człowiek,  z  którym  parę  godzin  temu 
kochała się, który twierdził, Ŝe ją kocha, teraz aresztował jej brata. Wspomniał 
jej  o  tym,  ale  pominął  milczeniem  fakt,  Ŝe  chodzi  tu  o  Wally’ego.  PrzecieŜ 
poznał go u niej przed dwoma tygodniami. Wiedział, kim jest. 

Griffin oszukał ją. 
Czuła się tak, jakby ktoś ją uderzył. Zanim się kogoś aresztuje, prowadzi 

się przeciwko niemu śledztwo. I Griffin tym się właśnie zajmował. Ciekawe, jak 
długo  to  trwało?  Czy  Griffin  zainteresował  się  nią  w  chwili  rozpoczęcia 
ś

ledztwa?  A  moŜe  właśnie  dlatego  się  z  nią  spotykał?  CzyŜby  w  ten  sposób 

chciał dowiedzieć się czegoś więcej o Wallym? 

Nie,  to  niemoŜliwe.  Nigdy  nie  wymienił  nawet  jego  nazwiska,  nie 

zadawał  pytań  na  jego  temat  i  wspominali  o  nim  tylko  wtedy,  gdy  mówili  o 
swoich rodzinach. Nigdy teŜ nie rozmawiali o pracy Wally’ego. 

Niepokoiło  ją  równieŜ  i  to,  czy  ona  teŜ  jest  podejrzana?  MoŜe  dlatego 

Griffin pojawił się w jej Ŝyciu? Ukarał ją przecieŜ mandatem. Sądził pewnie, Ŝe 
często łamie prawo. Ale czy prowadzący śledztwo musi posuwać się tak daleko, 

background image

Ŝ

eby aŜ iść z podejrzaną do łóŜka? 

– Saro, jesteś tam? 
– Tak. 
– Teraz, kiedy juŜ wiesz, Ŝe to twój facet mnie zapudłował, co zamierzasz 

z tym zrobić? 

Znowu ten ton. Rozkazujący, oskarŜający ją o to, co się stało. Nie. Ma juŜ 

tego  dość.  Zarówno  brata,  jak  i  policjantów,  a  takŜe  męŜczyzn.  Pójdzie  na 
komisariat i dowie się, co moŜe zrobić, by uzyskać zwolnienie Wally’ego. A jak 
tam  juŜ  będzie,  rozejrzy  się  za  Griffinem,  bo  musi  mu  zadać  kilka  pytań.  Jeśli 
Wally nadal będzie się tak zachowywał, a Griffin niczego nie wyjaśni, da sobie 
z nimi spokój. 

 
Bolała go głowa. Od chwili gdy zapukał do drzwi Wallace’a Greenleafa, 

poczuł  paraliŜujący  ból,  który  nie  przemijał.  Griffin  połknął  czwartą  tabletkę 
aspiryny, ale podejrzewał, Ŝe podraŜni mu ona jedynie Ŝołądek, nie przynosząc 
Ŝ

adnej ulgi. Siedział przy biurku, podpierając głowę rękami. 

– Chciałabym z tobą porozmawiać. 
Spodziewał się, Ŝe Sara przyjdzie, ale jednocześnie bał się tego. Popatrzył 

na nią i spróbował się uśmiechnąć. 

– Cześć – powiedział. – Jakieś kłopoty? 
Miała  na  sobie  obcisłe  szorty,  które  tak  mu  się  podobały  na  meczu,  i 

koszulkę bawełnianą z zabawnym napisem. Była rozczochrana, nie umalowana i 
wyraźnie zdenerwowana. Bardzo zdenerwowana. Griffin zapragnął nagle wziąć 
ją w ramiona, przytulić i pocałować. Ale zobaczył, Ŝe tuŜ obok niej stoją Sam i 
Jack i z nienaturalnym dla nich spokojem przyglądają mu się z uwagą. 

– Oszukałeś mnie – zaatakowała go bez Ŝadnego wstępu. 
– Nie. 
Poprawiła pasek od torebki na ramieniu, a potem mocno zacisnęła na nim 

palce. Jakby chciała przytrzymać się czegoś bezpiecznego. 

– Oszukałeś mnie – powtórzyła. 
– Saro – zaczął. – Nigdy ci nie skłamałem. 
– Jak długo prowadziłeś śledztwo przeciwko Wally’emu? 
– Około sześciu tygodni, ale.... 
–  Akurat  wtedy  zacząłeś  węszyć  wokół  mnie  –  przerwała  mu.  –  Miałeś 

dostatecznie  duŜo  czasu,  Ŝeby  mi  powiedzieć  o  śledztwie  przeciwko  mojemu 
bratu. 

–  Nie  wolno  mi  zdradzać  Ŝadnych  szczegółów  prowadzonych  spraw 

osobom  postronnym  –  powiedział  Griffin  i  zaraz  poŜałował  tych  słów.  Nie 
powinien tak mówić o Sarze. Widocznie rozzłościło ją określenie, którego uŜył, 
bo poczerwieniała z gniewu. 

– Oczywiście jestem dla ciebie osobą postronną? 

background image

Griffin  wstał  tak  gwałtownie  z  krzesła,  Ŝe  odepchnięte  przewróciło  się. 

Sara drgnęła, ale nie cofnęła się. Przybrała nawet bardziej bojową postawę. 

–  To  nieprawda  i  wiesz  o  tym  dobrze  –  oburzył  się.  Starał  się  mówić 

spokojnie.  ZauwaŜył,  Ŝe  zaczynają  zwracać  na  siebie  uwagę  nie  tylko  dzieci 
Sary. – Śledztwo zaczęło się o wiele później. 

– Ale wiedziałeś, Ŝe Wally jest moim bratem. Wiedziałeś, Ŝe... – urwała i 

spuściła  wzrok,  nagle  nie  mogąc  patrzeć  mu  w  oczy.  Jej  głos  był  równie 
spokojny.  –  Wiedziałeś,  Ŝe  angaŜujesz  się  w  związek  z  siostrą  podejrzanego,  i 
nic nie zrobiłeś, by go przerwać. To jest nieetyczne. ChociaŜ mogłabym tu uŜyć 
innych określeń. 

Griffin wiedział, Ŝe nie powinien pytać, ale nie mógł się powstrzymać. 
– Jakich? 
–  Podłe,  zimne,  wyrachowane,  egoistyczne...  –  Uniosła  dumnie  głowę, 

patrząc mu prosto w oczy. 

– JuŜ dobrze. Rozumiem. – Potarł ręką kark i westchnął. – Posłuchaj. Nie 

jestem zadowolony, Ŝe to wszystko tak się potoczyło. Twój brat jest przestępcą i 
znalazł  się  w  tarapatach.  A  ja  zostałem  wyznaczony  do  prowadzenia  jego 
sprawy. 

Patrzyła na niego w milczeniu. Widział, Ŝe myśli o czymś intensywnie. 
– Tu nie chodzi o Wally’ego – odezwała się w końcu. 
– Nie? – Uniósł pytająco brwi. 
–  Nie  –  potrząsnęła  głową.  –  Chodzi  o  to,  Ŝe  oszukiwałeś  mnie. 

Prowadziłeś  jego  sprawę,  a  jednocześnie  ze  mną  spałeś.  –  Powstrzymała  go 
gestem  ręki.  –  Nie  wierzę,  Ŝe  mnie  kochasz.  Gdyby  tak  było,  postępowałbyś 
wobec  mnie  uczciwie.  Mogłeś  nie  mówić  mi  wszystkiego,  ale  przynajmniej 
poinformować o tym, co się stanie. 

– I ryzykować, Ŝe ostrzeŜesz brata przed aresztowaniem? 
Nie zrobiłabym tego! 
CzyŜby?  Sara  juŜ  chciała  zaprzeczyć,  ale  powstrzymała  się.  Przyszła  tu 

wściekła, z zamiarem zmuszenia Griffina do wyjaśnień. Była zła, Ŝe aresztował 
jej brata i nic jej o tym nie powiedział, a takŜe dlatego, Ŝe związał się z nią. Nie 
wiedziała, co wywoływało największy gniew. 

– Dlaczego nie zaczekałeś? – zapytała cicho. – Mogłeś zakończyć to, co 

musiałeś zrobić, a potem umówić się ze mną. 

–  O,  tak  –  odparł  ironicznie  Griffin.  –  Na  pewno  spotykałabyś  się  z 

męŜczyzną, który wsadził twojego brata do pudła. 

Uniosła dłoń  do czoła  i  zaczęła je trzeć, by pozbyć  się  bólu, który nagle 

się  pojawił.  Czuła  się  zraniona,  zakłopotana  i  zła.  Nie  wiedziała,  co  o  tym 
wszystkim myśleć. 

–  Czy  to  takie  waŜne  dla  ciebie?  –  zapytała.  –  śebym  chciała  się  z  tobą 

spotykać? 

background image

–  Tak  –  odpowiedział  natychmiast.  –  To  bardzo  waŜne.  Jesteś 

najwaŜniejsza w moim Ŝyciu. 

Westchnęła. Czuła ogromne wyczerpanie. 
– PrzecieŜ wszystko zniszczyłeś. 
Wstał  zza  biurka,  oparł  dłonie  na  jej  ramionach  i  trzymał  je,  dopóki  na 

niego nie spojrzała. 

– Naprawdę zniszczyłem? 
– Odbędzie się rozprawa – mówiła Sara. 
– Tak. 
– I staniecie z Wallym po przeciwnych stronach barykady. 
– Tak. 
–  Ty  będziesz  robił  wszystko,  by  wsadzić  go  za  kratki,  a  on  będzie 

walczył o swoją przyszłość. Bo niezaleŜnie od tego, jak potoczy się sprawa, jego 
Ŝ

ycie nie będzie juŜ takie samo. 

– Nie rozumiem, Saro. 
–  Nie  rozumiesz?  MoŜe  nie  zawsze  zgadzałam  się  z  Wallym;  prawdę 

mówiąc,  nigdy  się  z  nim  nie  zgadzałam.  Ale  nawet  jeśli  jest  winny,  jak 
mówisz... – uniosła w górę ręce błagalnym gestem, potem opuściła je bezradnie 
–  jest  moim  bratem  –  dokończyła  cicho.  –  Zawsze był  częścią  mojego  Ŝycia. I 
będzie nią nadal. 

– A ja nie – Griffin dopowiedział głośno to, czego nie powiedziała. 
– Nie wiem, czy będziesz, czy nie – zauwaŜyła szczerze Sara. 
– Czyli chodzi jednak o Wally’ego. 
– Nie, Griffin, o nas. 
Pokręcił głową, w dalszym ciągu jej nie rozumiał. 
–  Nie  będę  się  mogła  widywać  z  tobą  przez  jakiś  czas  –  powiedziała  i 

cofnęła  się  tak,  Ŝe  musiał  ją  puścić.  –  Przynajmniej  nie  podczas  procesu.  To 
będzie  trudny  okres  i  nie  chciałabym  dodawać  do  tego  jeszcze  kłopotów  z... 
porządkowaniem swoich spraw uczuciowych. 

– Saro, zastanów się – poprosił. – Nie odrzucaj tego, co nas łączy. 
–  Dotychczas  łączyło  nas  kilka  bardzo  miłych  chwil  w  łóŜku,  które 

zawdzięczać moŜesz swemu oszustwu. 

– Nie, to, co nas łączy, to miłość, którą niewiele osób ma szanse przeŜyć. 
– Nie ma  miłości bez zaufania – wtrąciła. – A tam, gdzie jest kłamstwo, 

nie moŜna mówić o zaufaniu. 

– Przysięgam, Saro, nigdy nie zamierzałem... 
– Ale to zrobiłeś – przerwała mu. – Prawda? Griffin popatrzył na nią i na 

chłopców  siedzących  nieruchomo.  Miał  nadzieję,  Ŝe  ta  trójka  będzie  czymś, 
czego dotychczas  nie  miał  –  będzie  jego  rodziną.  Nie  wiedział,  co  powiedzieć, 
Ŝ

eby  Sara  zmieniła  zdanie.  Dopiero  w  tej  chwili  zrozumiał,  ile  ta  kobieta  dla 

niego znaczy. 

background image

–  Co  mogę  zrobić?  –  zapytał  bezradnie.  –  Co  mogę  powiedzieć,  by 

wszystko było jak dawniej? 

Sara potrząsnęła w milczeniu głową. 
– Nigdy juŜ nie będzie tak jak dawniej. Nigdy. – Znowu cofnęła się. – Nie 

dzwoń do mnie. Potrzebuję trochę czasu. DuŜo czasu. 

–  Kiedy  cię  znowu  zobaczę?  –  Zrobił  krok  w  jej  stronę  i  zatrzymał  się, 

kiedy spojrzała na niego. 

– Nie wiem – odpowiedziała cicho. – Po prostu nie wiem. 
– To, co nas łączyło, Saro – zaczął jeszcze raz, zniŜając głos do szeptu – 

to nie było tylko łóŜko. 

Zdał sobie sprawę, Ŝe mówiąc o nich, uŜył czasu przeszłego. Sara równieŜ 

to zauwaŜyła. 

–  Być  moŜe  to  prawda.  Teraz  nie  łączy  nas  nic.  A  co  nam  przyniesie 

przyszłość... – Wzruszyła ramionami. 

Odwróciła się, objęła chłopców i wyszli razem z biura. Griffin patrzył na 

wahadłowe  drzwi,  które  kołysały  się  jeszcze  przez  chwilę.  Wokół  niego 
dzwoniły  telefony,  stukały  maszyny  do  pisania,  rozmawiali  ludzie.  Panował 
gwar. A on czuł się straszliwie samotny. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 
Proces,  który  odbył  się  dwa  miesiące  później,  nie  był  tak  burzliwy  i 

dramatyczny, jak to sobie wyobraŜała Sara. Nie przypominał procesów z seriali 
telewizyjnych.  Prawnicy  byli  spokojni  i  gadatliwi.  Godzinami  spierali  się  o 
drobiazgi.  UŜywali  języka,  którego  nie  rozumiała,  a  w  dodatku  mówili  o 
zawiłościach finansowych. 

Wally nie powiedział jej, o co dokładnie jest oskarŜony. Mówił natomiast 

o  tym,  ilu  uczciwych,  pracowitych  ludzi  siedzi  w  więzieniu,  podczas  gdy 
złodzieje  są  na  wolności.  Sara  zgadzała  się  z  nim,  Ŝe  system  wymiaru 
sprawiedliwości  nie  jest  zbyt  sprawny.  Stan  jej  konta  bankowego  nie  pozwolił 
na wpłacenie kaucji, co umoŜliwiłoby Wally’emu odpowiadanie z wolnej stopy. 

Teraz,  siedząc  na  sali  sądowej  i  wpatrując  się  w  kark  Wally’ego,  w 

dalszym ciągu nie rozumiała, o co tu chodzi. ZauwaŜyła, Ŝe przed kwadransem 
pojawił  się  Griffin,  i  cały  wysiłek  skupiła  na  tym,  by  na  niego  nie  patrzeć. 
Przychodziło  jej  to  z  duŜym  trudem.  I  kiedy  machinalnie  spojrzała  w  jego 
stronę,  zauwaŜyła,  Ŝe  Griffin  się  w  nią  wpatruje.  Miał  na  sobie  szaroniebieski 
garnitur, a jego oczy wydawały się jeszcze bardziej błękitne. 

Przez chwilę, która wydawała się wiecznością, wpatrywali się w siebie, aŜ 

wreszcie  Sara  odwróciła  wzrok.  Zaczęła  bawić  się  guzikami  od  kostiumu, 
starając się zapomnieć o Griffinie. Ale słyszała, jak wchodził, i była pewna, Ŝe 
wyczuwa  znany  zapach,  chociaŜ  po  dwóch  miesiącach  mogła  go  juŜ  nie 
pamiętać. 

A  przecieŜ  pamiętała  kaŜdy  centymetr  jego  ciała,  kaŜde  jego  słowo.  W 

domu wszystko go przypominało. Nawet kiedy prowadziła samochód, nie mogła 
od  niego  uciec.  Często  spoglądała  we  wsteczne  lusterko,  mając  nadzieję,  Ŝe 
pojawi się za nią na motocyklu. 

Dlaczego nie próbował się z nią skontaktować? 
W  sali  było  bardzo  duszno,  więc  Sara  cichutko  wyszła  na  korytarz. 

Przesuwały się po nim tłumy ludzi i było tu znaczniej chłodniej. 

OdpręŜyła  się,  ale  nagle  poczuła  obok  czyjąś  obecność.  Nie  popatrzyła 

nawet w tamtą stronę, bo i tak wiedziała, Ŝe to Griffin. 

– Nie odejdę, mimo Ŝe mnie ignorujesz – poinformował ją. 
Chciała  powiedzieć  coś  dowcipnego,  ale  nic  nie  przychodziło  jej  do 

głowy. 

– I nie odejdę nawet wówczas, jeśli mi kaŜesz – dodał pospiesznie, jakby 

się bał, Ŝe takie będą jej pierwsze słowa. 

– Witaj – odezwała się w końcu. – Jak się czujesz? AŜ drgnął, słysząc to 

pytanie. 

– A jak, według ciebie, mam się czuć? Czy to cię rzeczywiście obchodzi? 

background image

Tak! Obchodzi! Chciała krzyknąć. 
Nie  było  nocy,  Ŝeby  nie  leŜała  patrząc  na  pustą  poduszkę  obok  i 

zastanawiała  się,  co  on  teraz  robi  i  z  kim  jest.  Chciała  mu  powiedzieć,  Ŝe 
chłopcy często pytają o niego i bardzo Ŝałują, Ŝe juŜ ich nie odwiedza. 

Mogła mu wyznać, Ŝe bardzo za nim tęskniła i wciąŜ go kocha. 
–  Mam  nadzieję,  Ŝe  u  ciebie  wszystko  w  porządku  –  stwierdziła 

lakonicznie. 

– Tak. Pewnie u ciebie teŜ. – Uśmiechnął się z ironią. 
Sara  nie  miała  zamiaru  prowadzić  dalej  takiej  rozmowy.  Jeśli  to  ma  być 

ich ostatnie spotkanie – a obawiała się, Ŝe tak właśnie będzie – nie chciała tracić 
czasu na sprzeczki. 

– Chcesz czegoś ode mnie, Griffinie? Roześmiał się ze smutkiem. 
–  Chcę?  –  powtórzył.  –  Tak.  Jest  parę  rzeczy,  których  chcę.  Ale  nie 

powinno się o nich mówić w dobrym towarzystwie. 

Zagryzła wargi. Jak mógł zredukować to, co było między nimi, do seksu, 

zapytała samą siebie. MoŜe dlatego, Ŝe ich znajomość na tym właśnie polegała. 

Posmutniała i zapragnęła nagle zakończyć tę niemiłą rozmowę. 
–  Jeśli  nie  masz  nic  więcej  do  powiedzenia...  –  powiedziała  i  chciała 

odejść. Szukała wzrokiem damskiej toalety, Ŝeby się tam schronić. Bała się, Ŝe 
zrobi  jakieś  głupstwo.  Zacznie  płakać.  Albo  rzuci  się  mu  w  ramiona  i  będzie 
błagać, Ŝeby obiecał, iŜ jej nigdy nie opuści. 

–  Nie  przychodziłaś  do  domu  Mercera  –  odezwał  się  Griffin,  a  w  jego 

głosie było tyle tęsknoty i pragnienia, Ŝe poczuła ból w sercu. – Zamiast ciebie 
ciągle spotykam tam Elaine. 

Popatrzyła na niego uwaŜnie. 
–  W  tych  okolicznościach  pomyślałam,  Ŝe  będzie  lepiej,  jeśli  Elaine 

przejmie  katalogowanie  na  jakiś  czas.  Wyceni  meble  i  biŜuterię,  a  ja  wrócę 
potem  i  dokończę  swoją  pracę.  Nie  martw  się  –  dodała.  –  Zniknę  z  twojej 
posiadłości przed końcem roku. 

–  Nie  chcę,  Ŝebyś  zniknęła  –  powiedział  Griffin.  –  Pragnę,  abyś 

porozmawiała  ze  mną  i  pozwoliła  mi  wszystko  wyjaśnić.  śebyś  mnie 
wysłuchała. 

– Nie mamy o czym rozmawiać – upierała się. 
– O nie, mamy wiele spraw do omówienia – zaprzeczył. 
– Griffin, mówiłam ci, Ŝe musimy poczekać do zakończenia procesu. 
–  Wtedy  myślałem,  Ŝe  wytrzymam  tak  długo,  ale  nie  potrafię,  pragnę 

porozmawiać z tobą teraz. 

Wciągnęła  głęboko  powietrze,  wskazała  na  pustą  ławkę  i  ruszyła  w  jej 

kierunku pewna, Ŝe Griffin pójdzie za nią. 

Wykorzystał  tę  chwilę,  Ŝeby  popatrzeć  na  nią,  jak  idzie,  lekko  kołysząc 

biodrami  rysującymi  się  wyraźnie  pod  obcisłą  złocistą  spódnicą  kostiumu. 

background image

Uśmiechnął się i ruszył za nią. 

Sara  chodziła  w  specyficzny  sposób  –  pewnym,  mocnym  krokiem. 

Szkoda, Ŝe nie ma w niej choć odrobiny niepewności i nie czuje się tak kiepsko 
jak ja, pomyślał. 

Usiadł obok niej, specjalnie zostawiając kilkucentymetrowy odstęp, Ŝeby 

nie czuła się zagroŜona. Ale nie mógł powstrzymać się, Ŝeby nie połoŜyć ręki na 
oparciu ławki. Nie wolno mu jednak było dotknąć włosów Sary lub przyciągnąć 
jej  do  siebie  i  pocałować.  Miał  wraŜenie,  Ŝe  takiego  zachowania  się  po  nim 
spodziewała.  Nie  powinno  to  być  zbyt  trudne,  szczególnie  dla  takiego 
męŜczyzny jak on, który potrafi się opanować. 

– Nie mogę przestać myśleć o tobie – powiedział, zanim zdąŜył pomyśleć. 

W  jego  głosie  brzmiała  rozpacz.  Nie  tak  planował  początek  tej  rozmowy,  ale 
mówił dalej: – Brak mi ciebie, Saro. Chcę, Ŝebyś do mnie wróciła. 

Westchnęła głęboko, przymknęła oczy i oparła głowę o ścianę. 
–  Wiesz,  nie  zawsze  moŜemy  mieć  to,  czego  chcemy.  Gdyby  tak  było, 

miałabym  włosy  jak  Cindy  Crawford,  siedziałabym  teraz  w  St.  Tropez,  a  jakiś 
dorodny  młodzieniec,  nie  mówiący  po  angielsku,  wachlowałby  mnie  liściem 
palmy. 

Griffin nie mógł powstrzymać uśmiechu. 
–  Mogę  zabrać  cię  na  basen  i  przypomnę  sobie  wszystko,  czego 

nauczyłem się na lekcjach hiszpańskiego, o ile to ci tylko sprawi przyjemność. 
Oczywiście, jeśli zadowolisz się tym, Ŝe będę ci szeptał do ucha po hiszpańsku 
zdania  typu:  „Juan  jest  w  bibliotece”.  Wachlować  mogę  cię  dowolnym 
tygodnikiem. A twoje włosy są wspaniałe. 

Widział,  Ŝe  Sara,  choć  nie  patrzy  na  niego,  próbuje  ukryć  uśmiech,  a  to 

był dobry znak. 

–  Czy  musisz  być  taki  sympatyczny,  kiedy  chcę  cię  znienawidzić?  – 

spytała. 

Griffin pokręcił głową i nawinął na palec pasemko jej włosów. 
– JuŜ taki jestem – powiedział z rozbrajającą szczerością. 
Popatrzyła na niego, ale nie odsunęła się. 
– Jest pewna rzecz, która mnie męczy – stwierdziła. 
–  Tylko  jedna?  –  zapytał,  bo  jego  męczyło  bardzo  wiele  rzeczy.  –  Co 

takiego? 

– Jeśli tak bardzo chciałeś się ze mną spotykać, to czemu nie poprosiłeś, 

Ŝ

eby  ci  dali  inną  sprawę?  Nie  musiałbyś  wcześniej  o  tym  mówić,  ale 

przynajmniej dziś wiedziałabym, Ŝe próbowałeś coś zrobić dla naszego związku. 

– Prosiłem o to – powiedział cicho. 
– Naprawdę? – Uniosła ze zdumienia brwi i wyprostowała się. 
– Ale nie było nikogo, kto mógłby ją przejąć. Mamy mało ludzi i wszyscy 

są bardzo zajęci. Poza tym to była moja pierwsza sprawa, a ja jestem nikim. Nie 

background image

mogłem za bardzo nalegać. 

– Stony wiedział, Ŝe Wally jest moim bratem? 
– Nie. Nie gniewaj się, ale Stony nie pamięta, jak się nazywasz. Wie, Ŝe 

jesteś  przyjaciółką  Elaine  i  moją...  moją  dziewczyną.  Nie  wspomniałem  mu  o 
waszych powiązaniach. 

– Dlaczego? 
–  Nie  chciałem,  Ŝeby  uwaŜał  mnie  za  drania,  który  prowadzi  śledztwo 

przeciwko bratu swojej dziewczyny. 

– A dlaczego się mną zainteresowałeś? Popatrzył jej w oczy. 
–  Nie  mogłem  się  powstrzymać,  Saro.  Od  chwili  gdy  cię  ujrzałem,  nie 

przestawałem  o  tobie  myśleć.  Ciągle  widziałem  twoją  twarz.  A  kiedy  zaczęłaś 
ze mną rozmawiać, chciałem wyciągnąć cię z samochodu i całować bez końca. 

Sara uwaŜnie wpatrywała się w niego. JakŜe chciałaby wiedzieć, o czym 

teraz myśli, co czuje. 

– Kocham cię – powiedział – i nie wiem, co zrobię bez ciebie. 
Jej oczy zdradziły ją. Wypełniły się łzami. Griffin przesunął palcem po jej 

policzku. Czuł ciepłą miękkość delikatnej skóry. Wiedział juŜ teraz, Ŝe Sara teŜ 
go kocha. Czemu tego nie wyzna? 

–  Ciągle  myślisz  o  bracie  –  powiedział,  cofając  rękę.  –  UwaŜasz,  Ŝe 

musisz być wobec niego lojalna. 

Sara popatrzyła na swoje ręce zaciśnięte na kolanach. 
–  Nie  wiem,  co  mam  robić.  Nawet  jeśli  jest  winien,  nie  przestaje  być 

moim  bratem.  Członkiem  mojej  rodziny.  Nie  myślałam  o  tym,  dopóki  nie 
poznałam ciebie, ale chyba więzy krwi są silniejsze, niŜ przypuszczałam. 

– Silniejsze od więzów miłości? 
Nie  odpowiedziała.  Griffin  zamknął  oczy  i  przycisnął  palce  do  skroni. 

Znowu bolała go głowa. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej. 

– Griffin? 
Otworzył oczy i zobaczył, Ŝe Sara przypatruje mu się z uwagą. 
– Słucham? – odezwał się. 
– Powiedz mi dokładnie, co Wally zrobił? 
– Nie mówił ci? – zainteresował się. 
–  Nie,  wymienił  kilka  zarzutów,  ale  nie  wiem,  za  co  dokładnie  został 

aresztowany. 

Griffin westchnął głęboko. Od czego zacząć? Jak łagodnie powiedzieć, Ŝe 

jej brat to kłamca, oszust i złodziej? 

– Posłuchaj – zaczął. – Wally i Jerry zachęcali ludzi do inwestowania w 

interesy, których wcale nie zamierzali prowadzić. Wyłudzili tysiące dolarów od 
klientów,  najczęściej  starszych  ludzi,  którzy  wręczali  im  ostatnie  pieniądze. 
Obiecywali  tym  ludziom,  Ŝe  firma  Jerwal  przyniesie  im  szybki  zwrot 
zainwestowanych  pieniędzy  i  duŜe  zyski.  Inwestorom  mówili,  Ŝe  za  ich 

background image

pieniądze  kupują  teren  i  urządzenia,  podczas  gdy  w  rzeczywistości  gotówka 
składana  była  w  banku  na  Bahamach.  Potem  twój  brat  i  jego  partner  dali 
łapówkę  urzędnikowi,  który  podpisywał  fałszywe  dokumenty,  zakazujące 
budowania  czegokolwiek  na  rzekomo  zakupionych  przez  nich  terenach.  W  ten 
sposób mogli przedstawić inwestorom dowody, Ŝe interes upadł nie z ich winy. 
To typowe oszustwo, Saro. Od początku wszystko było dokładnie zaplanowane. 

Sara  słuchała  uwaŜnie  opowieści  Griffina.  JakŜeby  chciała  móc  obronić 

Wally’ego.  Niestety,  nie  była  przekonana  o  jego  niewinności.  Jej  brat  jest 
niezwykle  ambitny  i  dąŜy  do  bogactwa  za  wszelką  cenę.  To,  o  czym  mówił 
Griffin, było bardzo prawdopodobne. 

– Jakie mieli projekty? 
– Słucham? 
– Jakie interesy planowali? – starała się mówić głośniej. 
–  Kiedy  zaczęliśmy  ich  rozpracowywać,  mieli  rozkręcone  dwie  sprawy. 

Jedna to tor wrotkowy, a druga, nie uwierzysz, kawiarnia topless. 

Sara gwałtownie podniosła głowę, ale Griffin akurat na nią nie patrzył. 
– Czy moŜesz sobie wyobrazić, Ŝe są ludzie, którzy inwestują pieniądze w 

coś  takiego?  –  mówił  dalej.  –  Czasami  myślę,  Ŝe  zasługują  na  to,  by  ich 
oszukiwać. 

– Kawiarnia topless? – powiedziała Sara. – Jesteś pewien, Ŝe to był tego 

rodzaju projekt? 

Griffin popatrzył na nią z ciekawością. 
–  Oczywiście.  Zebrali  juŜ  setki  tysięcy  dolarów  i  załoŜyli  nawet  księgi, 

Ŝ

eby  wyglądało,  iŜ  budowa  się  rozpoczęła.  Ale  nic  się  nie  działo.  Nie  było 

kupionej  ziemi,  koparek,  materiałów  budowlanych,  niczego.  Mamy  na  to 
dowody. A dlaczego pytasz? 

Sara roześmiała się ze smutkiem. 
–  PoniewaŜ  mój  brat  przekonał  mamę,  Ŝeby  zainwestowała  dziesięć 

tysięcy  dolarów  w  tę  kawiarnię  –  powiedziała.  –  Ode  mnie  teŜ  próbował 
wyłudzić pieniądze. 

– Chciał, Ŝebyście inwestowały w jego lewe interesy? 
Skinęła głową. 
– Zabiję go. 
– Nie musisz – powiedział Griffin. – Za to, co zrobił, nie grozi wprawdzie 

kara  śmierci,  ale  pójdzie  do  więzienia,  to  pewne.  I  mimo  Ŝe  warunki  są  tam 
niezłe, to posiedzi ładnych parę lat. 

– Nie mogę uwierzyć, Ŝe oszukał własną matkę – mówiła Sara. Wiedziała, 

Ŝ

e Wally był łobuzem, ale Ŝeby aŜ do tego stopnia... Rodzina... Pokręciła głową 

z  niechęcią.  I  pomyśleć,  Ŝe  dla  brata  chciała  zniszczyć  swój  związek  z 
Griffinem.  PrzecieŜ  rodzina  to  nie  tylko  związki  krwi.  To  coś  więcej.  To 
lojalność i wierność, zaufanie i wiarygodność, przywiązanie i przebaczenie. 

background image

A przede wszystkim miłość. 
–  Griffin?  –  powiedziała  cicho  i  przysunęła  się  do  niego.  Zaskoczyło  go 

to, więc uśmiechnął się do niej zachęcająco. 

–  Przypomniałam  sobie,  Ŝe  zostawiłam  coś  w  domu  Mercera  i  muszę  to 

zabrać. Czy mógłbyś... mógłbyś mnie tam podwieźć? 

Uniósł brwi zaskoczony. 
– Teraz? Skinęła głową. 
–  Chyba  Ŝe  musisz  zostać  w  sądzie.  Ja  chyba  teŜ  zgodzę  się  zostać 

ś

wiadkiem. 

– Nie będziemy zmuszać cię, Ŝebyś zeznawała przeciw własnemu bratu – 

powiedział. 

Popatrzyła na drzwi sali, w której trwał proces. 
– Nie będę miała wyrzutów sumienia. Naprawdę. Griffin roześmiał się. 
–  Nie  potrzebujemy  ciebie.  Mamy  dość  innych  świadków.  A  ja  będę 

zeznawał dopiero jutro. 

–  To  zawieziesz  mnie  do  domu?  –  zapytała.  –  To  znaczy  do  twojego 

domu? 

– A co tam zostawiłaś, Ŝe chcesz to tak szybko odzyskać? 
Uśmiechnęła się, objęła go za szyję i przyciągnęła jego twarz do swojej. 
–  Serce  –  wyszeptała  i  pocałowała  go  w  usta.  –  Gdzieś  tam  zostawiłam 

swoje serce, a ty musisz mi pomóc je znaleźć. 

–  Jest  tu  –  powiedział  Griffin,  dotykając  wargami  ciepłego  miejsca 

pomiędzy  piersiami  Sary.  Popatrzył  na  nią  i  uśmiechnął  się  radośnie.  – 
Znalazłem twoje serce. Co mam z nim zrobić? 

Trzymaj je. Pilnuj. 
 
Wyciągnął  się  na  łóŜku  obok  niej.  Popołudniowe  słońce  wpadało  przez 

zasłony i oblewało ich złotym blaskiem. Sara przysunęła się do Griffina i wtuliła 
twarz  w  zagłębienie  jego  szyi.  PołoŜyła  dłoń  na  jego  piersi.  Słyszała  spokojny 
stukot serca. Westchnęła z ulgą. Wszystkie smutki i obawy zniknęły, kiedy tylko 
znów odnaleźli siebie. Teraz była pewna, Ŝe nic ich nie rozłączy. 

– Griffin? – zapytała. 
Tak? – Uniósł głowę, by na nią popatrzeć. 
– Co teraz się stanie? 
– Co masz na myśli? 
– Myślę o mnie, o nas, o tobie, tym domu, dzieciach i o wszystkim. 
Opadł na poduszkę i popatrzył w sufit. 
– Będziesz dalej pracować w tym domu? Skinęła głową. 
– Jestem w dalszym ciągu twoim klientem? 
– Między innymi. – Uśmiechnęła się nieśmiało. 
– To dobrze. 

background image

–  A  my?  –  zapytała,  chcąc  wreszcie  pozbyć  się  niepewności.  Miała 

nadzieję,  Ŝe  będą  razem  do  końca  Ŝycia,  ale  teraz  nie  była  tego  taka  pewna. 
MoŜe myliła się co do Griffina, tak jak myliła się co do swego brata. 

– No cóŜ – zaczął mówić powoli. – Zastanawiałem się, co by powiedzieli 

twoi synowie, gdybyśmy zamieszkali razem? 

Sara poczuła  się  zaskoczona.  Zamieszkać  razem,  powtórzyła w  myślach. 

Nie o to jej chodziło. 

– Chyba byliby zachwyceni – powiedziała. – Mieliby nasz dom tylko dla 

siebie. 

– AleŜ chciałbym, Ŝeby zamieszkali z nami. 
– Aha. 
– Co o tym myślisz? 
–  Ja...  –  zaczęła  Sara,  a  potem  zdecydowała  się.  Nigdy  nie  umiała 

ukrywać  swoich  uczuć.  Czemu  nie  ma  mu  powiedzieć  otwarcie,  co  myśli? 
Wzięła głęboki oddech. 

– Szczerze mówiąc, Griffinie, miałam nadzieję, Ŝe mi się oświadczysz. 
– Chyba to właśnie zrobiłem. Popatrzyła na niego, marszcząc brwi. 
–  Nie,  nie  zrobiłeś.  Zaproponowałeś  mi  jedynie,  Ŝebyśmy  zamieszkali 

razem. 

– PrzecieŜ to jest to samo – odpowiedział zniecierpliwiony. 
– CóŜ za staroświeckie poglądy! – roześmiała się radośnie. 
– Posłuchaj! Wyjdziesz za mnie czy nie? 
–  Dobrze,  juŜ  dobrze.  Wyjdę  za  ciebie.  Myślę,  Ŝe  wiesz,  co  robisz. 

Będziesz miał nie tylko Ŝonę, ale i dzieci. 

Uśmiechnął się i pocałował ją w usta. 
– Robię dobry interes. Trzy osoby za cenę jednej. 
– To moŜe cię drogo kosztować. – Oddała mu pocałunek. 
– Musimy się oboje starać, by to było warte swej ceny. 
Nie mogła zrozumieć, o czym mówi. 
– Co masz na myśli? 
– MoŜe dodamy coś do tego zestawu? 
Chcesz mieć więcej dzieci? – Otworzyła szeroko oczy. 
– Oczywiście. Jeśli ty teŜ tego chcesz. 
– Chcę. 
– Nie mogę się doczekać naszego ślubu. 
– Ja teŜ. 
Objęła  go  za  szyję  i  przyciągnęła  do  siebie.  Przytulił  ją  mocno. 

Przypomniał  sobie,  co  Sara  powiedziała  kiedyś  o  domu  Mercera.  Wiedział,  Ŝe 
lubi  to  miejsce  i  nie  chciałaby  się  z  nim  rozstawać.  Ale  on  nie  chciałby  tu 
mieszkać  do  końca  Ŝycia.  Dom  był  zbyt  duŜy,  zbyt  elegancki  i  łączy  się  ze 
wspomnieniami o rodzinie, której nie znał. 

background image

– Jeśli chodzi o dom, Saro – zaczął – to nie chcę tu mieszkać. 
Zobaczył wyraz ulgi na jej twarzy. 
– Całe szczęście – szepnęła. 
– Więc tobie to teŜ nie odpowiada? 
– No pewnie. Czy moŜesz sobie wyobrazić, co Jack i Sam zrobiliby z tym 

miejscem?  –  ZadrŜała.  –  Sąsiedzi  nigdy  by  tego  nam  nie  wybaczyli.  Griffin 
roześmiał się z ulgą. 

–  Myślałem,  Ŝeby  urządzić  tu  muzeum  –  powiedział.  –  Przekazać  dom  i 

większość  eksponatów  miastu.  Niech  inni  się  juŜ  o  to  martwią.  Część  rzeczy 
zatrzymam, głównie te, które naleŜały do Meredith. Szczerze mówiąc, nie czuję 
się tu dobrze. 

– Czy do umowy z władzami miasta moŜesz dodać jeden punkt? 
– Jaki? 
–  Chciałabym  sprawować  nadzór  nad  kolekcją,  jeśli  nie  masz  nic 

przeciwko temu – dodała pospiesznie. – PrzecieŜ to ona nas połączyła. 

– Zgoda, Saro. – Griffin uśmiechnął się. – Ale nie zgadzam się z tobą. To 

nie dom nas połączył. 

– Nie? 
– Złamałaś przepisy i to nas połączyło. 
– Co takiego? – zapytała zaskoczona. 
– Jesteś kobietą, która nie przestrzega prawa – roześmiał się. – A wiesz, 

co się robi z osobami, które łamią przepisy? 

Uśmiechnęła się szeroko. 
– Zakuwa się je? – zapytała z nadzieją. 
– Oczywiście. W kajdanki. 
– Nareszcie! – wykrzyknęła radośnie. 

background image

EPILOG 

 
Wiosna.  Młodzi  ludzie  zaczynają  marzyć  o  miłości.  Griffin  przeciągnął 

się. Przez ostatnie kilka miesięcy czuł się szczęśliwy jak dziecko. 

Uniósł  ramiona  w  górę  i  przeciągnął  się.  Potem  wybrał  jeden  z  kijów 

baseballowych  i  wykonał  kilka  próbnych  ruchów.  Ktoś  musiał  jakoś 
uporządkować  grę.  Stony  zupełnie  zapomniał,  jak  to  się  robi.  No  cóŜ, 
nowoŜeniec. 

Popatrzył na trybuny, gdzie stali Elaine i chłopcy. Potem odwrócił się w 

drugą stronę i spojrzał na nowego trenera. Była to drobna blondynka z włosami 
związanymi w koński ogon i w czapce odwróconej daszkiem do tyłu. A jej nieco 
wypukły brzuch wskazywał, Ŝe nosi w sobie nowe Ŝycie, które rozwijało się w 
niej od paru miesięcy. 

– Źle! – krzyczała do sędziego. – Co pan mówi? Widziałam, Ŝe piłka była 

tutaj! 

Przemaszerowała obok Griffina, stanęła tuŜ przed sędzią i wspięła się na 

palce, by spojrzeć mu prosto w oczy. 

–  Miałam  juŜ  do  czynienia  z  lepszymi  sędziami  –  mówiła,  stukając  go 

palcem  w  brzuch.  –  I  starłam  ich  na  proszek.  Zacznij  zachowywać  się 
normalnie, bo wylecisz szybciej niŜ rakieta. 

Griffin  westchnął  i  oparł  się  na  kiju.  To  trochę  potrwa,  pomyślał. 

Wciągnął  głęboko  powietrze  pachnące  świeŜo  ściętą  trawą  i  kurzem.  Słońce 
ogrzewało  mu  twarz  i  łagodziło  ból  mięśni.  Uśmiechnął  się.  śycie  jest  piękne. 
Coraz piękniejsze. Miał Ŝonę, dwóch wspaniałych synów, oczekiwali kolejnego 
dziecka, był szczęśliwy. 

ś

adnych kłopotów, zmartwień. Po meczu pójdą na pizzę. Potem do domu 

– piętrowej budowli w kolonialnym stylu – który kupili jesienią, i spędzą resztę 
niedzielnego popołudnia razem. To wszystko było dla Griffina jak objawienie i 
za Ŝadne skarby nie chciał zmian w swoim nowym Ŝyciu. 

Sara przeszła obok niego, mrucząc coś pod nosem o tym, Ŝe przysyła się 

na mecze wariatów. Griffin schwycił ją w ramiona i przytulił mocno. Z początku 
broniła się, a potem przylgnęła do niego. 

– Griffin – zaczęła – wszyscy pomyślą, Ŝe popieram twoją druŜynę. 
– A nie robisz tego? – Pocałował ją w skroń. 
– Oczywiście, ale wszyscy nie muszą o tym wiedzieć. 
– Dlaczego? 
Nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc przytuliła się mocniej do męŜa. 
– Kocham cię – powiedziała cicho. 
– Ja teŜ cię kocham. 
– Gdybyś naprawdę mnie kochał, to byś im dołoŜył. – Uśmiechnęła się. 

background image

– Postaram się – obiecał. 
– Trzecie uderzenie! – zawołał sędzia i Griffin wrócił do gry. 
Sara jeszcze przez chwilę stała zamyślona, a potem skoncentrowała się na 

grze. 

Akcja  Griffina  przesądziła  o  wyniku  meczu.  Sara  pobiegła,  by  uściskać 

męŜa. 

– Widzę, Ŝe mnie naprawdę kochasz – powiedziała, śmiejąc się radośnie. 
– Bardziej niŜ myślisz – odpowiedział. 
– Wiem o tym. 
Reszta druŜyny podbiegła do Griffina. 
– Wspaniale, panie Lawless – pogratulowała mu Sara przy wszystkich. 
– Dzięki, trenerze. 
Usiedli  razem  na  ławce,  trzymając  się  za  ręce.  Sara  sięgnęła  po  torbę 

Griffina,  by  wyjąć  batonik  czekoladowy,  i  usłyszała  jakiś  metaliczny  dźwięk. 
Uśmiechnęła się. 

–  Przyniosłeś  kajdanki  z  pracy?  –  zapytała.  Uśmiechnął  się 

porozumiewawczo. 

– Chłopcy śpią dzisiaj u Jonaha, prawda? Skinęła głową. 
– No więc? 
– No więc? – powtórzyła za nim. PołoŜyła dłoń na brzuchu. – Pamiętasz, 

co stało się ostatnim razem, kiedy je miałeś? 

– Tak – odpowiedział i nakrył jej dłoń swoją. – Mój plan się powiódł. 
– Zaplanowałeś to? – zapytała zdziwiona. 
– Oczywiście. 
Chciała  mu  odpowiedzieć,  ale  poczuła,  Ŝe  coś  się  w  niej  poruszyło. 

Roześmiała się, szczęśliwa, i przesunęła jego dłoń. 

– Czujesz? – szepnęła. – To nasza córka. Patrzyła, jak na twarzy Griffina 

pojawia  się  najpierw  wyraz  zaskoczenia,  a  potem  radości.  Kiedy  popatrzyła  w 
jego oczy, błyszczały ze szczęścia. 

– To Meredith? – zapytał. 
– Tak, to ona. 
Objęła go, ciesząc się tą cudowną chwilą. 
– Ta Meredith, w przeciwieństwie do swej prababki, będzie szczęśliwa – 

powiedział cicho Griffin. 

– Wiem – skinęła głową Sara. – Tak szczęśliwa jak jej mama. 
– I tata. 
Nie  zwracali  juŜ  uwagi  na  to,  co  dzieje  się  wokół  nich  na  boisku. 

PrzecieŜ,  jak  stwierdziła  Sara,  na  tym  świecie  jest  jednak  kilka  rzeczy 
waŜniejszych niŜ baseball.