background image

OLA MA KOTA 

Odcinek 3.

To był jeden z tych dni, kiedy zbyt uważnie i zbyt długo przyglądałam 
się sobie w lustrze. Zaczęło się niewinnie: pomyślałam, że powinnam 
była jednak rano umyć włosy, bo kiedy mam klapnięte, nie wyglądam 
zbyt dobrze. Teraz trudno, zwiążę je w mały kucyk i włożę dres, 
może wyciągnę Adama wieczorem na sportowy spacer. 
– Filemon – powiedziała Zuzia – albo Pankracy.
Dzieci siedziały tuż pod łazienką i dobry kwadrans kłóciły się 
na temat imienia dla kotka. 
– Zapomnij ! – warknął Szymon.

Już miałam wyjść, kiedy przyjrzałam się sobie niestety jeszcze raz i zobaczyłam, że coś tu nie gra 
i nie chodzi wcale o nieumyte włosy. Oczy podkrążone, brwi niewyregulowane (zaczęłam intensywnie 
przetrząsać szufl ady  w  łazience w poszukiwaniu pęsety), usta jakieś dziwnie blade (może mam 
anemię?), potem rzut oka na cerę – warstwa martwych komórek na powierzchni skóry nadała jej 
odcień szarości. Tego szarego blasku żaden puder nie przykryje! No tak, nie dbam o siebie... niedługo 
będę wyglądać jak kobieta naturalna, co w moim wieku nie byłoby szczęśliwym rozwiązaniem. Niech 
inne kobiety starzeją się z godnością, ja potrzebuję pomocy fachowców! 

Zastanawiałam się przez dłuższy moment, czy Adam nie przyglądał mi się ostatnio zbyt uważnie, 
czy on to wszystko zauważył. Najgorsze, że te wszystkie zmiany skradają się tak niepostrzeżenie. 
Jednego dnia jest fajnie, świeci słońce i biegasz po lesie jak mała dziewczynka, a następnego 
zastanawiasz się, czy wgłębienie na czole to jest niewinna zmiana mimiczna, czy zmarszczka, do 
której musisz od dzisiaj przywyknąć. 
– Ale dlaczego? Pankracy to bardzo ładne imię dla chłopca – nie ustępowała Zuzia.
– Bo to jest właśnie babski sposób na zmarnowanie komuś życia... nazwać go Pankracy – zdenerwował 
się Szymon.

OLA MA KOTA

ODCINEK 3.

background image

OLA MA KOTA 

Odcinek 3.

– No to jak ty go chcesz nazwać?
Kotek bawił się kulką wełny, z której miałam zamiar zrobić Zuzi szalik, a jak starczy wełny, 
to i czapkę. 
– Marley albo Bob, ewentualnie Gustaw, co mi zresztą sugerowano w jego domu macierzystym, 
czyli u babci Mateusza.
– Gucio?
– Nie Gucio, tylko Gustaw.
– Mamo, a jak ty byś nazwała naszego kotka?
–  Dlaczego mu pozwalacie bawić się moją włóczką, przecież zaraz ją poplącze, będę miała dodatkową 

pracę. 

– Sam się dostał do twojego koszyka, lubi pomarańczowy kolor.
– Ale jak byś go nazwała?
– Może Lew? – rzuciłam bez namysłu.

– Lew?
Zadzwonił domofon.
– Słucham? – odebrałam.
– Cześć, kochanie – to Adam – jestem na dole z moją szefową, wiem, 
powinienem zadzwonić wcześniej, ale pani Krystyna chciałaby zobaczyć 
naszego kota, możemy wejść?

Sto tysięcy pytań miałam do mojego ślubnego męża, dlaczego nie zadzwonił 
do mnie wcześniej z cenną informacją o niespodziewanej wizycie, dlaczego 
nic nie wiem, że ma szefową, a nie szefa, dlaczego ona chce obejrzeć 
naszego kota? O co tu chodzi?
– Oczywiście wejdźcie, co za pytanie? – siliłam się na luz i miałam gorącą 

nadzieję, że nikt nie zauważy, że to udawany luz i że chcę i jego, i ją zabić. 
Wpadłam do dzieci jak huragan.
– Pozbierajcie te zabawki z podłogi, zaraz tu będzie tata ze swoją szefową – dzieci popatrzyły na 
mnie jak na wariatkę.
– Mamo... – zaczął Szymon.
–  Bez dyskusji, musimy zrobić dobre 

wrażenie.

W ciągu trzech minut nie zdążyłam 
się ani wymalować, ani umyć  głowy, 
przebrałam się jedynie z dresów w dżinsy 
i wprawnymi ruchami nóg zrobiłam 
porządek z butami w przedpokoju. 

–  Ale  ładnie mieszkacie – w drzwiach 

stała pani Krystyna, jak się  właśnie 
dowiedziałam, szefowa mojego wciąż 
pierwszego męża. Pani Krystyna była 
piękna i zadbana, stała w wysokich 
szpilkach i patrzyła na mnie z góry. 

background image

OLA MA KOTA 

Odcinek 3.

Pomyślałam, że męża zabij ę później, a tymczasem uśmiechnęłam się niewinnie i zatrzepotałam 
rzęsami jak Zuzia. 

– Bardzo miło panią poznać, Adam sporo mi o pani opowiadał.
Pani Krystyna popatrzyła na mnie zdziwiona.
– Tak? 
Nie wiedziałam, o co chodzi.
– Olu, pani Krystyna dopiero od wczoraj u nas pracuje.
– Ach tak – odpowiedziałam, bo tylko to przyszło mi do głowy.
Pani Krystyna rozejrzała się po domu. 
– Tu jest tak domowo, przepraszam, że się tak rozglądam, ale nie mogę się napatrzeć, to taki 
prawdziwy dom. Przetwory na zimę, włóczkowa narzuta na kanapę, kwiaty w każdym oknie, rysunki 
dzieci przyczepione do lodówki. 

Myślałam, że się ze mnie nabij a, ale zauważyła dzieci bawiące się z kotem i wtedy jeszcze bardziej 
się podnieciła. 
– Jakie to wspaniałe,  że zajmuje się pani domem. Dzieci muszą się czuć tak bezpiecznie, kiedy 
przychodzą ze szkoły i pachnie obiadem. 
– Prawdę mówiąc, bardzo to lubię.
– To widać.
– A to krowa – pomyślałam. – O co jej chodzi?
Adam zerkał na mnie niespokojnie. Nie był pewien, jak zareaguję. 
– Mam na myśli to, że widać, że wkłada pani w to dużo serca – poprawiła się w porę.
– To prawda, stanowimy klasyczny model rodziny – on poluje, ja bawię potomstwo. 
– Moi rodzice byli inżynierami tak jak ja. Niestety, sporo podróżowali – ciągnęła dalej pani Krystyna. 
– Jeździłam razem z nimi, ale zawsze marzyłam, żeby mieć taki dom jak ten. 
Zuzia podeszła do pani Krystyny i podała jej kotka.
– Chce się pani pobawić?

 

Dwie godziny później pani Krystyna 
wciąż siedziała w naszej kuchni, 
wspólnie zjedliśmy  łazanki (nigdy 
w  życiu nie jadła lepszych), potem na 
jej prośbę otworzyliśmy słoik ogórków 
kiszonych (niesamowite!), potem 
jeszcze skosztowała moich konfi tur 
malinowych, wczorajszej szarlotki 
i nalewki  jeżynowej. Cały czas się 
zachwycała, nie wiedziałam,  że jest 
tyle przymiotników w języku polskim 
oznaczających to samo: pyszne, 
przepyszne, wspaniałe, wyborne, 
smakowite, wyśmienite. W jej ustach 
„dobre” brzmiałoby jak zniewaga.

background image

OLA MA KOTA 

Odcinek 3.

Na ratunek nam wszystkim przyszedł kot.
–  Jak się wabi? – spytała pani Krystyna znowu, biorąc go 

na ręce.

–  Szymon chce, żeby Marley albo Gustaw, ja jestem 

za Pankracym, a mama za Lwem – wyrecytowała Zuzia.

–  A tata nie wybrał imienia?
Spojrzałam na Adama, nie brał udziału w rozmowie, 
był natomiast wyraźnie zachwycony panią Krystyną. Faceci 
to durnie – pomyślałam nie całkiem bezpodstawnie, po co 
przyprowadził  ją do domu, skoro miał w planie wybałuszać 
oczy i uśmiechać się do niej jak głupi do sera. 
– Adam? – wyrwałam go z zamyślania.
– Tak?

– Masz jakieś imię dla kotka?
– Może Tygrys? – wypalił zadowolony, że w ogóle coś wymyślił. 
Pani Krystyna tuliła kocię w swoich wypielęgnowanych dłoniach. 
– Chyba muszę sobie kupić takiego kotka. Jest ciepły i mruczy – to takie miłe. 
– Babcia Mateusza ma jeszcze dwa kotki.
– To wspaniale! 
– Jeden będzie do pani pasował, też jest rudy – powiedziała Zuzia.
Kocham moje dziecko.
– Ależ Zuziu – strofowałam ją delikatnie, ale dopiero teraz zauważyłam, że spod pudru szefowej mojego 
męża prześwitują w ogromnych ilościach piegi. 

Kotek wyrwał się z objęć pani Krystyny i zsunął się po jej nodze na podłogę. Zahaczył pazurkami 
o rajstopy.
– Nic się nie stało – powiedziała pani Krystyna, kiedy zobaczyła dziurę w rajstopach.
–  Niestety, są pewne minusy posiadania i małych dzieci, i zwierząt w domu – odezwał się ni stąd, ni zowąd 

Adam. 

– Mieszkam sama w dużym mieszkaniu, wydaje mi się, że zajmowanie się takim małym urwisem to czysta 
przyjemność. 
– To prawda – znowu włączył się do rozmowy Adam, ale spiorunowałam go wzrokiem.
– Musicie go nazwać Lew, to imię chyba najbardziej do niego pasuje – zadecydowała pani Krystyna. 
– Po moim trupie – pomyślałam i znowu zatrzepotałam rzęsami jak Zuzia. 

Na pożegnanie pani Krystyna dostała od nas numer telefonu do babci Mateusza w sprawie rudego kota 
i słoik malinowych konfi tur, bo są po prostu „nieprzyzwoicie wyśmienite”. Machaliśmy jej wszyscy z okna, 
kiedy wsiadała do taksówki. Z satysfakcją zauważyłam, że dziura w ciemnych rajstopach była naprawdę 
duża. 
– To co, postanowione? Zostałeś Lwem!
Adam zaczął bawić się z kotkiem. 
– To jest Gustaw... nie żaden Lew! – powiedziałam stanowczo.
–  Nie wiedziałem, Olu, że tak bardzo lubisz prace domowe... szydełkowanie, gotowanie, konfi tury. 

Mówiłaś dzisiaj o tym z taką pasją – westchnął Adam.

– Lubię – przyznałam. – A właściwie lubiłam do dzisiaj, od jutra zaczynam szukać pracy.