background image

Robert Kulpa Kicz - Subwersja - Kamp. Szkic antropologiczny 

 

 
Niniejszy tekst ma prześledzić relacje między pojęciami kiczu, kampu i subwersji. 
Chciałbym zakreślić ich wspólny obszar, płaszczyznę zazębiania, ale też uchwycić 
rysy różnicujące je od siebie. Poszukiwał ich kontekstów będę w odniesieniu do 
gender  -  płci  kulturowej,  homoseksualizmu  oraz  teorii  queer,  ponieważ  właśnie 
tych  problemów  dotyczą  moje  zainteresowania.  Nie  zamierzam  definiować 
tytułowych pojęć, gdyż uważam to za niewykonalne, a jedynie przybliżyć się do 
nich,  dotknąć  materii,  z  której  są  zbudowane.  Za  przykład  zaś  niech  mi  posłuży 
odwołanie do filmu "Trylogia miłości" Paula Bogarta z 1988 r.   

 

KAMP   

Camp  -  (1)  obóz  (np.  harcerski,  wojskowy);  obozowisko  (miejsce  rozbijania 
namiotów); (2) styl (nieformalnie, dotyczy bezpośrednio osoby), zachowanie i/lub 
ubranie  celowo  podkreślające  sztuczność  i  nieprawdziwość  tegoż,  co  powinno 
zostać zauważone oraz wywołać rozbawienie (1).   

Nie  można  mówić  o  kampie,  jeśli  się  nie  uwzględni  sławnych  "Notatek  o 
Kampie".  To  przecież  tam,  bodajże  po  raz  pierwszy,  zostały  wyartykułowane 
najbardziej  podstawowe  stwierdzenia  dotyczące  kampu.  Czy  jednak  zamysł 
autorki, Susan Sontag, się powiódł? Jak sama pisze, próba zdefiniowania kampu, 
to tyle co zdrada wobec niego. Jednakże potrzeba wiedzy okazała się silniejsza i 
przezwyciężyła, skądinąd, słuszne obawy. Bo czy można i należy nazywać to, co 
niejako  z  założenia  powinno  pozostać  nienazwane,  kiedy  to  właśnie 
"niedookreśloność",  niezdefiniowanie  stanowią  jedną  z  cech  konstytutywnych 
omawianego zjawiska? Pojęcie kampu, o którym pisze Sontag, pozostaje podobnie 
problematyczne,  jak  pojęcie  "queer".  Równie  trudne  do  uchwycenia,  zawiera  w 
sobie "pułapkę niedefiniowalności". Mianowicie słowo "queer", które początkowo 
oznaczało  dziwaka,  dziwadło,  Innego  -  stopniowo  zawężało  swoje  pole 
semantyczne, aż zaczęto je stosować tylko do określenia jednej grupy społecznej: 
lesbijek i gejów. Wraz z tym, stało się bardziej wulgarne i obelżywe. Myślę, że w 
języku  polskim  poniekąd  odpowiednikami  mogłyby  być  słowa  "pedał",  "ciota", 
"pedryl",  z  zaznaczeniem  jednak,  że  w  angielskim  "queer"  używano  również  w 
stosunku do kobiet, co zupełnie nie istnieje w języku polskim. Ale najciekawsza 
jest sytuacja, która zaistniała niecałe dwadzieścia lat temu. Od końca lat 80-tych w 
USA  rozwijał  się  radykalny  ruch  lesbijsko-gejowski,  którego  znakomitą 

background image

reprezentacją  jest  organizacja  Queer  Nation  -  Naród  Zboczeńców, 
bezkompromisowo  walcząca  o  równouprawnienie.  Moment  o  tyle  znaczący,  że 
właśnie  wtedy  słowo  "queer"  zaczyna  być  coraz  częściej  stosowane  w 
różnorodnych  publikacjach,  aż  w  końcu  wchodzi  do  terminologii  akademickiej. 
Dawna inwektywa "queer" funkcjonuje obecnie także w zbitce "queer theory" jako 
dyscyplina  uniwersytecka  (swoją  drogą,  czy  możemy  sobie  wyobrazić  podobną 
sytuację  w  Polsce?).  Ruch  społeczny  oraz  teoria  queer  próbują  w  jakiś  sposób 
przeciwstawić  się,  czy  raczej  uzupełnić,  dotychczasowe  sposoby  mówienia  o 
homoseksualizmie.  Zwraca  się  uwagę  na  to,  że  problemem  nie  jest  jedynie 
wykluczenie  osób  zorientowanych  homoseksualnie,  homofobia  i  dyskryminacja. 
Równie  ważną  kwestią  jest  biseksualizm,  transseksualizm,  transgenderyzm, 
tożsamość  etniczna  "seksualnych  odmieńców"  oraz  inne  zachowania  i  postawy 
społeczne, które mają status "nie-normalnych". Także, a może przede wszystkim, 
w obrębie już jakoś ukonstytuowanego środowiska les&gej. Przez to właśnie, że 
queer  ma  obejmować  wszystko  to,  co  dotąd  było  przemilczane,  Judith  Butler  - 
czołowa  teoretyczka  teorii  queer,  uważa,  że  queer  powinno  zostać 
niezdefiniowane.  Bo  gdy  pojawiają  się  jakiekolwiek  granice,  to  automatycznie 
muszą  pojawić  się  zjawiska,  które  będą  poza  nimi,  -  co  w  konsekwencji 
doprowadzić  musi  do  wykluczenia  zjawisk  "nienormatywnych".  Tak  został 
oddzielony  homoseksualizm  od  "zdrowego  jądra",  jak  siebie  chce  widzieć 
heteronormatywny dyskurs władzy; tak został wypchnięty poza obręb środowiska 
lesbijsko-gejowskiego biseksualizm, jako grożący zachwianiem słabej, ale powoli 
się  tworzącej  tożsamości  homoseksualnej.  Niedefiniowalność  pojęcia  queer  ma 
więc  ustrzec  je  przed  usztywnieniem  i  zatraceniem  jego  pierwotnej  funkcji 
reprezentowania Innego.    

Podobnie  rzecz  ma  się  z  kampem  -  niechęć  Sontag  do  jego  opisu  wynika  ze 
świadomości  faktu,  że  tak  naprawdę  każde  nazwanie  nie  tylko  stwarza,  ale  też 
pozbawia istnienia to, co wciąż tylko intuicyjnie dostępne jest człowiekowi i nie 
daje  się  wyrazić  "linearną  strukturą  arbitralnych  znaków  językowych".  Niemniej 
jednak,  usprawiedliwieniem  niech  będzie  zapewnienie,  że  Sontag  nie  podała 
definicji kampu, czego i ja, idąc jej śladem, nie zamierzam uczynić.    

"Trzeba  być  dziełem  sztuki  albo  ubierać  się  w  dzieło  sztuki"  (Oscar  Wilde, 
"Sentencje i filozofie na użytek młodych", za: Sontag).   

Początków kampu doszukuje się Sontag w XVIII w., a więc w okresie rozkwitu 
baroku  i  następującym  po  nim  klasycyzmie.  Wyśmienite  wg  niej  przykłady  to 
"chińszczyzna",  (tzw.  chinoiserie,  czyli  zdobienie  np.  miśnieńskich  waz 
fajansowych  tak,  aby  imitowały  wyroby  chińskie)  czy  sztuczne  ruiny, 
sentymentalne  świątynie.  Jednakże  mówić  o  nich,  że  są  kampowe,  możemy 

background image

dopiero  obecnie,  ponieważ  dla  pojęcia  kampu  ważna  jest  kategoria  dystansu 
czasowego,  w  którym  może  się  on  objawić.  Proces  starzenia  się  stwarza 
możliwość  spojrzenia  na  przedmiot  bardziej  łaskawym  okiem,  w  którym  więcej 
będzie dystansu, chęci uznania i zabawy raczej, niż dezaprobaty i wyśmiania. Stąd 
też  kategorie  ironii  i  cynizmu  są  mu  obce.  To  starość  umożliwia  kamp,  a  więc 
zabawę  tym,  co  zabawne  (nie  śmieszne),  mimo  iż  obiektywnie  nietrafione  w 
swym  zamierzeniu.  Jednak  kiedy  możemy  stwierdzić,  że  "coś  zostało  chybione 
celowi"?  Oczywiście,  gdy  jest  niewspółmierne  do  jak  najbardziej  poważnego 
założenia.  Tylko  rzeczy,  które  powstały  "na  serio",  mogą  posiadać  naturalny 
kamp,  bo  tylko  one  stają  się  w  sposób  "naturalny"  urocze  i  zabawne.  Kamp 
zamierzony  nie  ma  w  sobie  takiej  siły  oddziaływania.  Kamp  więc  musi  być 
"płynny"  w  swej  istocie.  Kamp  właściwość,  ale  też  i  sposób  patrzenia  na  świat. 
Sposób  na  bycie  w  nim.  Jakie  są  wyróżniki  tego  sposobu-na-bycie?  Jak  już 
wspomniałem,  kamp  chce  się  bawić,  porusza  się  wśród  kategorii  pozytywnych, 
aprobujących.  Zabawa  często  wiąże  się  z  pasją,  a  od  niej  już  tylko  krok  do 
szczególnego  oszołomienia,  blasku,  ekstrawagancji.  Ekstrawagancja  to  styl,  -  bo 
"styl jest wszystkim" (Sontag 319). Kamp widzi wszystko przez różowe okulary 
estetyki sztuczności (natura nie jest kampowa, takimi są jedynie produkty kultury, 
a  wiec  człowieka).  Styl  (a  więc  forma),  która  wyrasta  ponad  treść.  "To  powaga, 
która  zawodzi"  (319).  Ekstrawagancja  to  swego  rodzaju  nadmiar.  W  przypadku 
kampu,  znajdzie  on  ujście  w  szczególnym  zamiłowaniu  do  przerysowania 
osobistych  manieryzmów,  sposobów  zachowania  się.  Będzie  to  przesada  i 
wyolbrzymienie  cech  płci,  "kobiecych"  i  "męskich"  (zabawa  w/z/na  gender?). 
Cechuje  więc  kamp  upodobanie  do  przekraczania  granic,  swego  rodzaju 
hermafrodytyzm.  Na  koniec  kilka  słów,  które,  jak  sądzę,  odpowiadają 
charakterowi kampu, bądź też są w jakiś sposób z nimi synonimiczne. Są to słowa 
takie  jak:  urocze,  zabawne,  zabawowe,  dowcipne,  estetyczne,  stylowe, 
ekstrawaganckie, 

przesadne, 

teatralne, 

przejaskrawione, 

androgyniczne, 

hermafrodytyczne, pasjonujące.   

"Życie jest zbyt ważną sprawą, aby o nim mówić na poważnie" ( Oscar Wilde w: 
Sontag).   

 

SUBWERSJA I GENDER   

Zanim przejdę do terminu subwersja, należy się wcześniej odwołać do koncepcji 
Judith  Butler  dotyczącej  gender.  Teoria  queer  zaczęła  się  rozwijać  zupełnie 
niedawno, na początku lat dziewięćdziesiątych. Judith Butler opublikowała wtedy 
sztandarową już dziś pozycję "Gender Trouble", w której rozwija z pozoru prostą 

background image

myśl, że gender to performatywność zachowań, nigdy nie kończący się spektakl. 
Według  Butler,  nasza  płeć  kulturowa  jest  ciągłym  stawaniem  się.  "Męskość"  i 
"kobiecość" dzieją się tu i teraz, cały czas, nieustannie. Tworzymy siebie w sferze 
zewnętrznej,  (bo  gender  funkcjonuje  w  kulturze),  poprzez  język,  gesty, 
zachowania,  ubiór,  role.  Może  to  zostać  odebrane  przez  niektórych  jednak 
opacznie,  jako  świadome  i  wolicjonalnie  podejmowane  działanie.  Nie.  Jesteśmy 
umieszczani  w  dyskursie,  który  nazywając  -  stwarza.  Praktyka  powoduje 
zaistnienie,  nie  można  mówić  o  czymś  immanentnym,  zastanym,  istniejącym 
obiektywnie.  Kobietą  się  stajemy,  gdy  np.  chodzimy  jak  kobieta;  mówiąc  jak 
mężczyzna  -  tworzymy  siebie  jako  mężczyznę.  Gdzie  jednak  jest  wzorzec,  na 
którym mogłaby się wnieść potęga imitatio? Paradoksalnie, to w wyniku ciągłego 
powtarzania  zachowań  symbolicznych,  tworzy  się  ów  ideał.  To  referent  jest 
pierwotny  w  stosunku  do  desygnatu,  którego  jest  "naśladownictwem".  Dopiero 
nieustanne  powtarzanie  zachowań  powoduje  uświadomienie,  że  składają  się  one 
na  pewną  całość,  która  zapewne  odwzorowuje  coś,  co  w  relacji  do  nich  jest 
prymarne.  Ideał  ów  jest  więc  fantasmagorią,  ułudą.  Nie  ma  żadnej  naturalnej 
pierwotności. To, co uważamy za naturalne, jest takim tylko ze względu na normy, 
jakie kształtuje dana kultura i Język. Płeć jest kształtowana przez/według gender. 
Wszystko  jest  wynikiem  dyskursu.  Teoria  Butler  rozbija  podmiot,  neguje 
tożsamości  jako  stały  porządek.  Dotąd  kluczem  był  ład  społeczny,  oparty  na 
antagonizmie  płci.  Tożsamość  konstytuowano  w  oparciu  o  trzy  elementy:  płeć, 
gender oraz pragnienie, oczywiście ukierunkowane na płeć przeciwną. Jednakże w 
świetle  wcześniejszego  wywodu,  tożsamość  okazuje  się  być  płynną,  sprawiającą 
jednak 

wrażenie 

niezmiennej, 

dzięki 

nieustannej 

powtarzalności, 

performatywności gender. Podmiot musi znaleźć sobie miejsce wśród płci, gender, 
pragnienia,  przymusu,  ale  też  możliwości.  I  tutaj  pojawia  się  subwersja,  jak 
podważanie  istniejących  formuł  i  konwenansów.  Subwersja  ma  ośmieszać, 
parodiować,  pokazywać  dotąd  niewidoczny  szkielet,  potrząsać  schematami. 
Wskazywać  "nieoczywistości  zachowań  oczywistych",  podważać  kanony, 
dekonstruować.  Dążenie  do  zmiany,  do  zaprzeczenia  dotychczasowym  normom. 
Oprócz  potencjału  krytycznego,  działania  subwersywne  pociągają  za  sobą 
konieczność  tworzenia.  Wyłom,  jaki  powstaje,  jest  ustanawianiem  nowych 
przestrzeni.  Subwersja  to  potencjał  odnowienia:  nie  chodzi  o  zniszczenie 
istniejących norm, ale uwolnienie się od nich. Przeformułowanie relacji, tworzenie 
zupełnie prekursorskich jakości - to są nadrzędne cele, które stoją za działaniami 
subwersywnymi. Subwersja w kontekście gender to zdemaskowanie i podważanie 
mechanizmów  kultury,  produkujących  binarność  i  niezbywalność  gender;  to 
działania  dążące  do  przełamania  heterodogmatu  i  otwarcia  hermetycznego 
dyskursu współczesnej kultury na potencjał, jaki niesie za sobą performatywność 
naszej płci kulturowej.   

background image

KITSCH   

Czy  podpisanie  tego  podrozdziału  słowem  kicz  pisanym  po  niemiecku  jest 
kiczowate?  Chyba  tak,  choć  czy  koniecznie  należy  to  przesądzać?  Czy 
rzeczywiście  jest  to  jakikolwiek  problem?  Bo  co  mi  da  stwierdzenie,  że  coś  jest 
lub nie jest kiczem? Jeśli "kitsch" jest kiczem, to jak to się ma do merytorycznej 
oceny  całego  mojego  wystąpienia.  Czy  też  jest  kiczem?  A  może  tylko  tak 
zatytułowany  rozdział  jest  kiczem?  Czy  praca  o  kiczu  może  być  kiczowata?  A 
jeśli  tak,  to  czy  dlatego,  ze  jest  o  kiczu,  czy  może  z  innych  powodów?  Jakie  są 
przesłanki  kiczowatości?  Tandeta  jest  tandetą,  wszyscy  wiedzą,  o  co  chodzi.  A 
najlepiej to się trzymać od tego z daleka, żeby nam jeszcze jakiegoś badziewia nie 
wciśnięto. Ja, proszę państwa, badziewia i tandety wciskał nie będę, ja mam same 
rzeczy  pierwsza  klasa.  Ot,  proszę  krawat.  Ciuchlandia  -  dwa  zeta  [czytelnikom 
należy  się  wyjaśnienie:  autor  w  czasie  wystąpienia  miał  na  sobie  różowo-złoty 
krawat,  który  nie  mógł  nie  przykuć  uwagi  przy  bordowej  koszuli  i  czarnej 
marynarce]. Czy ten krawat jest kampowy czy kiczowaty? Odpowiem: krawat jest 
kampowy,  ale  kiedy  go  noszę,  to  nie  jestem  przekonany,  czy  to  jeszcze  jest 
kampowość, czy raczej świadoma kiczowatość. Ale też zastanawiam się - bo mi 
tak  nieswojo,  gdy  myślę  sobie,  że  jestem  kiczowaty,  nawet  jeśli  naumyślnie  i 
celowo - czy kicz programowo wywołany oraz obnoszenie się z nim, jest jeszcze 
kiczem?  Ponieważ  jednak  kiczowatym  być  nie  chcę,  nawet  "świadomie 
kiczowatym",  to  postawię  hipotezę,  że  kiczowatość  umyślnie  obnoszona  to 
subwersywność  w  czystym  wydaniu.  Oglądać,  mówić  i  zastanawiać  się  nad 
kiczem  -  tak,  ale  być  kiczowatym  -  nikt  z  nas  nie  chce.  Inaczej  pragniemy  coś 
osiągnąć:  ośmieszyć  kanony  piękna,  pokazać  ich  arbitralność  i  fakt,  że  w  żaden 
sposób  się  one  nie  mają  do  cielesności  lub  naszego  status  quo.  Spróbuję  teraz 
jednak  nakreślić,  co  rozumiem  pod  pojęciem  kiczu,  ale  tylko  w  odniesieniu  do 
kampu  i  zaznaczając  jednocześnie,  że  te  ramy  wcale  mnie  nie  satysfakcjonują, 
gdyż  mam  podejrzenie,  że  kicz,  podobnie  jak  kamp,  powinien  pozostać 
niedookreślony i być nacechowany indywidualnością, którą każdy z nas w sobie 
nosi. 

 

DZIESIĘĆ UWAG O KICZU   

1. Kicz rządzi się manieryzmami jednostek i ich gustów i w żaden sposób nie jest 
kategorią obiektywną lub obiektywizującą.   

2. Kicz dyskredytuje i poniża, jest oskarżeniem; kamp uszlachetnia i wysubtelnia. 
Radosny  dystans,  zabawa  i  uśmiech,  tak  charakterystyczne  dla  drugiego  z  nich, 

background image

zupełnie  nie  mają  zastosowania,  gdy  mowa  o  kiczu.  Szyderstwo,  ironia  i 
politowanie są trybunałem wyrokującym o kiczu.  

3. Kicz to kwestia wyboru raczej niż smaku i gustu. Gust i smak nie są kiczowate: 
są one dobre lub złe. Nigdy inaczej.   

4. Kicz jest żenujący.   

5. Kicz jest śmiertelnie poważny, nudny i niereformowalny. Otacza nas zewsząd i 
nigdy się od niego nie uwolnimy. Chyba, że wyjedziemy na bezludną wyspę.  

6.  Natura  nie  jest  kiczowata,  podobnie  jak  nie  jest  kampowa.  To  ludzkie  jej 
odczuwanie,  zbudowane  na  kulturowych  siatkach  i  wzorcach,  postrzega  ją  w 
takich kategoriach. Jesteśmy skazani na kicz, bo tak nas wychowano.  

7. Niektóre przykłady kiczu to: białe skarpetki do ciemnego garnituru; mój krawat, 
gdyby  nie  istniał  kamp;  jaskrawo  czerwony  sweterek  z  moheru  założony  do 
zielonej  plisowanej  spódnicy  z  tweedu  i  wrzosowych  rajstop;  skórzana  spódnica 
do  półłydki  noszona  przez  pięć  lat  przez  moją  wychowawczynię  w  technikum; 
disco  polo;  10  anten  satelitarnych  w  dziesięciorodzinnym  bloku,  w 
postpegeerowskiej  wsi  z  bezrobociem  sięgającym  95%,  filmy  z  lat  80-tych,  jak 
"Pragnienie śmierci 2" i w górę, melodyjki w telefonach komórkowych.  

8. O ile kamp może jeszcze być świadomy, choć jest wtedy mniej interesujący, niż 
ten  "naturalny"  i  niezamierzony,  to  kicz  jest  zawsze  nieświadomy.  Kicz 
zamierzony jest subwersją.   

9. Kicz nie jest w żaden sposób związany ze środowiskiem lesbijsko-gejowskim, 
jak to ma miejsce w przypadku kampu.  

10. Kicz jest kategorią temporalną w tym sensie, że zawsze odnosi się do istnienia 
w teraźniejszości. Nic, co historyczne (przeszłe), nie jest kiczowate samo w sobie. 
Kicz jest syndromem dnia dzisiejszego, z którego patrzymy na przeszłość.    

 

MELANŻ STRATEGICZNY: "TRYLOGIA MIŁOŚCI"   

"Trylogia  miłości"  to  prosta  historia  o  miłości,  okraszana  niespełnieniem  i 
nieustannym  dążeniem  do  realizacji  własnego  "ja",  w  nieprzychylnym  sobie 
społeczeństwie.  Brzmi  prawie  jak  historia  z  telenoweli  wenezuelskiej.  Historia 
miłosna,  w  której  wyśmienicie  mieszają  się  elementy  kampu,  kiczu  i  pomimo 

background image

tego, że jest to film bardzo zachowawczy w wielu aspektach, to także kryje się w 
nim  ogromny  potencjał  subwersywności.  Prześledźmy  teraz  kilka  przykładów. 
Kiczowate  są  dla  nas  przede  wszystkim  stroje  z  lat  osiemdziesiątych:  skórzane 
kurtki  z  frędzlami,  czerwone  jeansy,  kowbojki.  Albo  pasiaste  getry,  leginsy  i 
podkoszulka,  a  na  nią  jeszcze  jedna,  luźniejsza,  z  podciętymi  rękawami  i  do 
pępka.  Najpewniej  czerwona.  A  jeśli  już  idzie  o  kolory  to  najprzeróżniejsze, 
prawdziwa  feeria  kolorów,  absolutnie  nieuporządkowana  i  zdecydowanie  w 
nadmiarze. "Aż zęby bolą" - tak chyba należałoby to określić. Jesteśmy bezlitośni 
dla ówczesnych wyborów stylistycznych.    

Jednakże, gdy w kadrze pojawia się czarnoskóry mężczyzna - przyjaciel Arnolda, 
głównego bohatera - który idąc ulicami, bezwstydnie rozgląda się za czarownymi 
mężczyznami  i  płynnym  krokiem,  lekko  kołysząc  biodrami,  tak  by  naśladować 
"uwodzącą kobiecość", wtedy mamy do czynienia z kampem. Piękny i pożądany, 
niczym królowa, z nonszalancją i pewnością obnosi się stylem. Ekstrawagancki i 
wspaniały, jest bardzo kampowy. Jest zupełnie niepoważny, choć traktuje rzeczy 
zupełnie  na  serio.  Właśnie  w  tym  tkwi  zalążek  subwersywny  -  podważanie,  nic-
sobie-nie-robienie  z  przyjętych  w  naszej  kulturze  stereotypów  określających 
zachowania  kobiet  i  mężczyzn  w  ich  "kobiecości"  i  "męskości".  Jeszcze  lepiej 
widać  ideę  działań  subwersywnych  w  tym  filmie,  w  momencie  ukazywania 
Arnolda  w  pracy.  Jako  drag  queen  wciela  się  w  kobietę,  a  dokładniej:  przybiera 
gender  przypisane  w  naszej  kulturze  kobietom.  Mężczyzna  odgrywający 
"kobiecość".  Występy  drag  queens  często  odbywają  się  w  klubach  gejowskich, 
choć  -  jak  to  w  filmie  zostało  pokazane  -  nie  koniecznie.  Czy  to  znaczy,  ze 
społeczny  stereotyp  "geja-przebierańca",  o  którym  tak  usilnie  nas  przekonują 
media, zawsze pokazując "królowe" przy okazji parad, ma jednak uzasadnienie w 
rzeczywistości?  Niekoniecznie.  Środowisko  gejowskie,  ponieważ  jest  bardzo 
silnie  upośledzone  społecznie,  (tutaj  wystarczy  tylko  przywołać  scenę  pobicia 
Allana, partnera Arnolda, czy wszelkie relacje z matką, którą możemy traktować 
jak uosobienie norm społecznych, a która nawet odbiera swojemu synowi prawo 
do  modlitwy  na  grobie  swojego  partnera),  dąży  do  takich  transformacji 
społecznych,  w  których  nie  musiałoby  się  czuć  opresjonowane  ze  względu  na 
seksualność.  Stąd  też  tak  ogromna  emfaza  na  dekonstrukcję  dyskursu,  który 
utrzymuje swoją hegemonię na binarnej opozycji płci. Kabaret, w którym pracuje 
bohater  jest  kampowy:  artyści  bawią  się  szalenie  poważnymi  rzeczami  jak  płeć, 
przybyła publiczność doświadcza zabronionego powabu ambiwalencji seksualnej, 
wszyscy przełamują jakieś paradygmaty.    

W szkicu tym starałem się przedstawić trzy wzajemnie warunkujące się kategorie, 
przynajmniej  wtedy,  gdy  mowa  o  płciowości  i  seksualności.  Kicz  i  kamp  -  a 

background image

między nimi przeplata się niewidoczna nić subwersji i (nie)powagi.     

 

PRZYPISY:   

1.  Za:  Cambridge  International  Dictionary  of  English,  Cambridge  1995. 
Tłumaczenie własne.   

 

BIBLIOGRAFIA:   

1. Butler, Judith. "Podmioty płci/płciowości/pragnienia". Spotkania feministyczne. 
Warszawa, 1994/95.  

2. Completly Queer. The Gay and Lesbian Encyclopedia. New York, 1999.  

3. Firbank, Ronald. Zdeptany kwiatuszek. Warszawa, 1998.  

4. Hołówka, Teresa. Nikt nie rodzi się kobietą. Warszawa, 1982.  

5. Kornatowska, Maria. Eros i film. Łódź, 1986.  

6. Kowalczyk, Iza. "Pornografia jako subwersja". Opcje nr 4/5, 2002.  

7. Literatura na Świecie, nr 12/1994.  

8. Malinowski, Jarosław. "Z notatnika operowego fetyszysty". Opcje nr4/5, 2002.  

9. Oleksy, Elżbieta i Elżbieta Ostrowska. Gender, film, media. Kraków, 2001.  

10. Sontag, Susan. "Notatki o kampie". Literatura na Świecie, nr 9/1979.