background image

MAUREEN CHILD 

 
 
 

Jak uwieść eksmęŜa 

 
 
 
 

The Tempting Mrs. Reilly 

 
 
 
 
 

Tłumaczyła: Hanna Walicka 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY  

 

– Dziesięć tysięcy dolarów to kupa forsy – powiedział Brian Reilly, 

sięgając po piwo. 

–  Nie  rób  Ŝadnych  planów  –  rzucił  szybko  jego  brat,  Aidan,  biorąc 

kawałek  tortilli  z  naczynia  stojącego  na  środku  stołu.  –  Pamiętaj,  Ŝe  nie 
dostaniesz wszystkiego. 

– Tak – potwierdził Connor. – Musisz się z nami podzielić. 
– I ze mną, Ŝe posłuŜę ci radą – uśmiechnął się Liam. 
– Wiem – potwierdził Brian. 
Liam,  trzy  lata  starszy  od  braci,  wyglądał  na  zadomowionego  w 

mrocznym pomieszczeniu baru. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, 
iŜ był księdzem. Jednak w pierwszym rzędzie naleŜał do klanu Reillych. Zawsze 
trzymali się razem. 

Brian  popatrzył  na  braci.  Czuł  się  tak,  jakby  dwa  razy  spojrzał  w  lustro. 

Trojaczki Reilly – Aidan, Brian i Connor. Nazwani według alfabetu w porządku 
pojawiania się na świecie. Nie rozstawali się od urodzenia. 

Razem  wstąpili  do  piechoty  morskiej  i  przetrwali  trudny  okres 

adaptacyjny.  Zawsze  wspierali  się  wzajemnie  lub  dawali  kopniaka,  gdy  zaszła 
potrzeba. 

Teraz  świętowali  nieoczekiwany  przypływ  gotówki.  Zmarł  ich  cioteczny 

dziadek, Patryk, w swoim czasie teŜ jeden z trojaczków, a Ŝe nie miał Ŝadnych 
innych krewnych, zostawił trojaczkom Reilly dziesięć tysięcy dolarów. Właśnie 
zastanawiali się, jak je rozdysponować. 

– Podzielmy na cztery – zaproponował Connor, spoglądając na Liama. – 

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. 

–  Chciałbym  podziękować  i  odmówić  –  uśmiechnął  się  Liam.  –  Ale 

poniewaŜ  kościół  potrzebuje  nowego,  dachu,  powiem  tylko,  Ŝe  podoba  mi  się 
pomysł Connora. 

–  Za  dwa  i  pół  tysiąca  nie  kupisz  nowego  dachu  –  zauwaŜył  Aidan.  – 

ś

aden z nas zbyt wiele nie kupi. 

–  Pomyślałem  o  tym  –  przyznał  Liam.  –  A  moŜe  by  się  załoŜyć? 

Wygrywający bierze wszystko. 

Brian  czuł  pociąg  do  współzawodnictwa,  podobnie  jak  jego  bracia. 

Niczego  nie  lubili  bardziej  niŜ  rzucać  sobie  wyzwania.  Jednak  uśmiech  na 
twarzy  Liama  zdawał  się  ostrzegać,  Ŝe  dalsza  część  wywodu  mniej  przypadnie 
mu  do  gustu.  Co  prawda,  najstarszy  brat  był  księdzem,  lecz  jako  jeden  z 
Reillych odznaczał się właściwym im sprytem. 

– O jakim zakładzie myślisz? – zapytał. 
– Boicie się? 
–  Oczywiście,  Ŝe  nie!  –  rzucił  Aidan.  –  Dzień,  w  którym  Reilly  nie 

podejmie wyzwania, będzie... 

–  ...  oznaczał,  Ŝe  leŜy  kilka  stóp  pod  ziemią  –  dokończył  Connor.  –  Co 

background image

wymyśliłeś? – zwrócił się do Liama. 

– Zawsze mówicie o pełnym zaangaŜowaniu i poświęceniach, tak? 
–  Oczywiście.  NaleŜymy  do  sił  lotniczych  piechoty  morskiej,  a  ona  juŜ 

taka jest – Brian spojrzał na braci, nim przytaknął. 

– Pewnie – poparli go Aidan i Connor. 
–  Tak? –  Liam  ogarnął  wzrokiem  całą  trójkę.  –  Ale o  jednym  nie  macie 

pojęcia. 

– Co takiego? 
–  Och,  muszę  przyznać,  Ŝe  jesteście  bardzo  oddani  słuŜbie.  Bóg  wie,  ile 

czasu  spędziłem  na  modlitwach  za  was.  Jednak  istnieje  coś  jeszcze 
trudniejszego. 

– Trudniejszego niŜ wytrwanie w walce? – Connor wypił łyk piwa. – Co 

to takiego? 

– Damy radę wszystkiemu – zapewnił Aidan. 
– Bez wątpienia – dodał Brian. 
–  Miło  mi  to  słyszeć  –  Liam  zrobił  pauzę  dla  zwiększenia  efektu.  – 

Chodzi o rezygnację z seksu przez dziewięćdziesiąt dni. 

Przy stole zapadła kamienna cisza. 
– Daj spokój – spanikowany Connor popatrzył na braci. 
– Nie da rady! Dziewięćdziesiąt dni? – przeraził się Aidan. 
Brian czekał, co jeszcze powie starszy brat. 
–  Mówię  tylko  o  trzech  miesiącach  –  rzekł  Liam  z  podstępnym 

uśmiechem. – Za trudne dla was? Ja wytrzymuję całe Ŝycie. 

– Wariactwo – Connor pokręcił głową. 
– Boicie się spróbować? – prowokował Liam. 
– Kto chce próbować? – rzucił Aidan. 
– Trzy miesiące bez seksu? To niemoŜliwe – uznał Brian. 
– Pewnie masz rację – Liam napił się piwa. – Nigdy tego nie zaznaliście. 

Od  młodzieńczych  lat  stanowiliście  obiekt  zainteresowania  kobiet.  W  Ŝaden 
sposób nie wytrzymalibyście trzech miesięcy. 

– Nie powiedziałem, Ŝe nie dalibyśmy rady – mruknął Connor. 
–  Ale  nie  powiedziałeś  teŜ,  Ŝe  byśmy  wytrwali  –  przypomniał  dla 

porządku Aidan. 

– Z tego wynika, Ŝe ksiądz jest twardszy niŜ Ŝołnierz piechoty morskiej. 
Na  to  w  Ŝadnym  razie  nie  mogli  przystać.  W  ciągu  kilku  sekund  Liam 

osiągnął cel, a trojaczki stanęły przed największym wyzwaniem w Ŝyciu. 

Jeszcze dobrych parę dni później Brian nie potrafił sobie uzmysłowić, jak 

dali  się  w  to  wciągnąć.  Wiedział  tylko,  Ŝe  Liam  na  pewno  minął  się  z 
powołaniem. Powinien był zostać sprzedawcą samochodów, a nie księdzem. 

– Dziewięćdziesiąt dni bez seksu – powtórzył, patrząc na braci. 
Pozostali dwaj z trojaczków nie wyglądali na szczęśliwszych niŜ on. 
– Przegrany traci swój udział. 
–  Jeśli  wszyscy  przegracie  –  zauwaŜył  wesoło  Liam  –  mój  kościół 

background image

dostanie nowy dach. 

–  Nie  przegramy  –  zapewnił  Brian,  który  przystępował  do  kaŜdych 

zawodów tylko po to, by wygrać. 

Reilly nie zwykli przegrywać. 
– Miło mi to słyszeć. W takim razie ominie cię teŜ kara. 
– Jaka kara? – spytał Brian. 
– Zaplanowałeś to, prawda? – rzucił Connor. 
–  Powiedzmy,  Ŝe  trochę  nad  tym  pomyślałem.  Kościół  naprawdę 

potrzebuje nowego dachu. 

– Uhm – mruknął Brian. – Chodzi nie tylko o dach, prawda? Chcesz nas 

torturować. 

– Jestem najstarszy. 
– Zawsze byłeś – mruknął Connor. 
–  Właśnie.  A  jeśli  idzie  o  karę,  to  jestem  z  niej  szczególnie  dumny. 

Pamiętacie, jak kapitan Gallagher przegrał z Aidanem w golfa? 

Aidan uśmiechnął się na to wspomnienie, lecz Brian aŜ podskoczył. 
– W Ŝadnym razie – zaoponował. 
– Właśnie, Ŝe tak. Gallagher świetnie wyglądał w swoim kostiumie, więc 

myślę, Ŝe wy teŜ będziecie. Przegrani przejadą przez bazę w kabriolecie, mając 
na  sobie  tylko  spódniczki  z  liści  palmowych.  I  to  w  dniu  święta  armii  – 
dokończył Liam. 

Tego  dnia  zjeŜdŜali  do  bazy  wojskowi  dygnitarze  z  rodzinami,  więc 

upokorzenie byłoby wyjątkowo dotkliwe. 

Aidan i Connor zaczęli protestować, Brian tylko patrzył na Liama. 
– A jaka jest twoja stawka? – spytał w końcu. – Nie widzę, byś cokolwiek 

ryzykował. 

– Ryzykuję nowy dach kościoła – odrzekł ksiądz, popijając piwo. – Oraz 

swoje dwa i pół tysiąca. Jeśli któryś z waszej trójki wytrwa przez trzy miesiące, 
zgarnia  całą  pulę.  JeŜeli  wszyscy  przegracie,  a  podejrzewam,  Ŝe  tak  się  stanie, 
wszystko przypadnie kościołowi. 

– A kto będzie wiedział, czy wytrwaliśmy? 
–  Dacie  mi  słowo.  Jako  członkowie  rodziny  Reilly  przecieŜ  nigdy  nie 

kłamiecie, przynajmniej między sobą. 

Bracia potakująco skinęli głowami. 
– Umowa stoi. Kiedy zaczynamy? – spytał Brian. 
– Od dzisiejszego wieczora. 
– Mam dziś randkę z Deb Hannigan – poŜalił się Connor. 
– Na pewno doceni twoje dŜentelmeńskie zachowanie – zapewnił ksiądz. 
– CięŜko będzie – mruknął Aidan. 
Brian  w  milczeniu  przyznał  mu  rację.  Pomyślał,  Ŝe  on,  Brian,  powinien 

być tym, który wytrwa do końca. 

Tina  Coretti  Reilly  zaparkowała  wynajęte  auto  przed  domem  babci, 

otworzyła drzwi i gdy wysiadła, ogarnęło ją parne powietrze wczesnego lata w 

background image

Południowej Karolinie. 

Czuła  się  jakby  ktoś  ją  okrył  wilgotnym  kocem  elektrycznym.  Nawet  w 

czerwcu  powietrze  było  tu  cięŜkie,  a  w  sierpniu  kaŜdy  z  mieszkańców  miasta 
tylko się modlił o trochę chłodu. 

Małe  Baywater  leŜało  przy  trasie  prowadzącej  do  Beaufort.  WzdłuŜ 

uliczek  zabudowanych  starymi  willami  rosły  tu  dęby,  sosny,  magnolie,  a  przy 
głównej  alei  w  sklepikach  i  małych  lokalikach  koncentrowało  się  Ŝycie 
towarzyskie. W Baywater czas płynął wolniej niŜ gdzie indziej na Południu. 

Tina  bardzo  tęskniła  za  tym  miejscem.  Z  rozrzewnieniem  patrzyła  na 

ganek  domu,  w  którym  po  śmierci  rodziców  w  wypadku  samochodowym  była 
wychowywana przez babcię. Odkąd skończyła dziesięć lat, tu był jej dom. Przed 
pięciu laty wyjechała na drugi koniec kraju. 

Przypomniała  sobie  rozmowę  sprzed  kilku  dni  toczoną  w  Kalifornii  z 

koleŜanką. 

– Zwariowałaś? 
Tina roześmiała się widząc zdumienie Janet, swojej bliskiej przyjaciółki. 

Trudno było się jej dziwić. Właśnie przed nią wielokrotnie narzekała na byłego 
męŜa. 

– Chcesz z własnej woli jechać w środku lata do Południowej Karoliny? 

NiezaleŜnie od faktu, Ŝe jest tam twój były? 

– Właśnie dlatego jadę. 
–  No  tak  –  Janet  z  trudem  usadowiła  się  przy  biurku  koleŜanki,  była 

bowiem w szóstym miesiącu ciąŜy. 

– Nie sądzę, Ŝebyś to wszystko dobrze przemyślała. 
–  Przemyślałam  –  zapewniła  Tina,  choć  w  rzeczywistości  wolała  się 

głębiej nie zastanawiać nad własną decyzją, by nie zmienić zdania. 

W  wieku  dwudziestu  dziewięciu  lat  wyraźnie  słyszała  tykanie 

biologicznego zegara, więc nie mogła się dłuŜej ociągać. 

– Naprawdę, wiem, co robię – rzekła. 
–  Martwię się o  ciebie.  –  Janet  pokręciła głową,  gładząc swój  wystający 

brzuch, co tylko uświadomiło Tinie, jak bardzo ona sama pragnie dziecka. 

Zawsze  chciała.  Teraz  nadszedł  najwyŜszy  czas,  by  powaŜnie  się  tym 

zająć. 

– Wiem, lecz nie powinnaś się martwić. 
–  Poznałyśmy  się  sześć  miesięcy  po  twoim  rozwodzie,  a  ty  ciągle  to 

przeŜywałaś –  przypomniała  Janet.  –  Minęło pięć  lat,  jednak  nosisz  w  portfelu 
zdjęcie byłego męŜa. 

– Bo to ładne zdjęcie. 
–  Tak,  ale  dlaczego  sądzisz,  Ŝe  wprowadzisz  go  znowu  w  swoje  Ŝycie  i 

nie będziesz z tego powodu cierpieć? 

Tina zawahała się lekko, lecz szybko odepchnęła wątpliwości. 
–  Nie  pozwolę,  by  ponownie  w  nie  wkroczył.  To  ja  pojawię  się  w  jego 

Ŝ

yciu, a potem odejdę. 

background image

– Widzę, Ŝe cię od tego nie odwiodę. Przynajmniej dzwoń często. 
– Obiecuję. 
Faktycznie. Janet  miała powody  do niepokoju, pomyślała  Tina,  wracając 

do  rzeczywistości.  Gdyby  nie  była  tak  zdeterminowana,  pewnie  sama  by  się 
denerwowała  tą  sytuacją.  Spojrzała  w  stronę  mieszkania  nad  garaŜem  i  przez 
moment przyznała rację przyjaciółce. 

Wolała  jednak  nie  uwaŜać,  Ŝe  popełnia  błąd.  Zrobiła  karierę  zawodową, 

zdobyła wspaniałych przyjaciół i ładne mieszkanie, lecz nie miała nikogo, kogo 
obdarzyłaby miłością, a bardzo tego potrzebowała. ToteŜ postanowiła odmienić 
swoje Ŝycie. 

Masz tylko trzy tygodnie, rzekła do siebie w duchu. Nie zmarnuj ich. 
Wyjęła rzeczy z bagaŜnika i podeszła do frontowych drzwi. Otworzyła je 

i  zatrzymała  się  w  holu.  DuŜy  pokój  tonął  w  słońcu.  Wewnątrz  panował 
przyjemny  chłód,  bowiem  babcia  nie  wyłączała  nigdy  klimatyzacji.  Z  wazonu 
pełnego  Ŝółtych  róŜ  unosił  się  zapach,  który  pamiętała  z  dzieciństwa.  Przez 
chwilę  stała  oczarowana,  póki  głośne  szczekanie  nie  wytrąciło  jej  z  marzeń. 
Uświadomiła sobie, Ŝe nie jest tu zupełnie sama. 

Zostawiła bagaŜe, poszła do kuchni, by otworzyć tylne drzwi, za którymi 

słychać  było  psi  jazgot.  Gdy  tylko  je  uchyliła,  do  mieszkania  wpadły  dwie 
puchate kulki i rzuciły się jej do kolan, zostawiając na jasnozielonych spodniach 
ś

lady ubrudzonych łapek. 

– No, juŜ dobrze. – Uspokajała psy głaskaniem, lecz one próbowały się na 

nią wdrapać. 

Babeczka i Brzoskwinka, dwa słodkie pudelki babci, które przepadały za 

kobietami  i  nie  znosiły  męŜczyzn.  Kochała  je,  choć  sama  nie  miała  nic 
przeciwko  męŜczyznom.  Nie  darzyła  niechęcią  nawet  tego,  który  na  to 
zasługiwał i dla którego wróciła do Baywater. 

Babcia prosiła, by przyjechała zaopiekować się psami, podczas gdy sama 

wybrała  się  z  dwiema  przyjaciółkami  do  Włoch.  Wydawało  się,  Ŝe  dobry  los 
sprawił, iŜ Ŝyczenia Tiny zbiegły się z wyjazdem babci. 

Dziewczyna  miała  zamiar  nie  tylko  sprawić  przyjemność  starszej  pani. 

Był  równieŜ  inny  powód,  dla  którego  przyjechała  do  Południowej  Karoliny. 
Chciała  skłonić  byłego  męŜa,  który  mieszkał  nad  garaŜem  w  domu  babci,  do 
wypełnienia pewnego zadania. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
Psiaki  zaczęły  ujadać,  kiedy  tylko  Brian  zatrzymał  auto  przed  domem. 

Wyłączył  silnik  i  posłał  ponure  spojrzenie  na  podwórko.  Pudle  usiłowały 
wydostać  się  zza  furtki,  by  go  dopaść.  Potrząsnął  głową,  zastanawiając  się, 
czemu go tak nienawidzą, jakby w poprzednim wcieleniu był hyclem. 

– Uspokójcie się! – zaŜądał, nie spodziewając się Ŝadnego rezultatu. 
Psy nie tylko wcale się nie przejęły, lecz rozszczekały się jeszcze głośniej. 

Jedyną  wadę  mieszkania  nad  garaŜem  w  domu  Angeliny  Coretti  stanowiło 
uŜeranie się z jej złośliwymi pudlami. 

Zarówno jemu, jak starszej pani dogadzało, iŜ to właśnie on wynajmuje tu 

małe  mieszkanko.  Babcia  Tiny  lubiła,  gdy  był  w  pobliŜu,  zawsze  chętny  do 
pomocy.  Brian  wiedział  zaś,  iŜ  jego  lokum  jest  bezpieczne  podczas  długich 
tygodni nieobecności powodowanej pracą. Angelina przepadała za gotowaniem, 
więc czasem korzystał teŜ z jej domowych obiadów. 

Poza  tym  bardzo  lubił  Angelinę.  Wszystko  to  warte  było  więc 

okazywania wyrozumiałości utrapionym psiakom. 

Istniał jeszcze jeden powód, dla którego nie zmieniał mieszkania. Dzięki 

temu,  Ŝe  Angelina  była  krewną  Tiny,  podtrzymywał  jakiś  związek  ze  swoją 
eksŜoną. Zapewne moŜna by to uznać za niezdrowe, bowiem od pięciu lat byli 
rozwiedzeni, ona jednak ciągle tkwiła mu w myślach. 

Im bardziej zbliŜał się do schodów, tym głośniej rozlegało się szczekanie. 

Brian  krzyknął  w  stronę  białej  furtki,  gdy  nagle  otworzyły  się  kuchenne  drzwi 
domu, a on osłupiał. 

–  Sądząc  po  wyrazie  twarzy,  moja  obecność  niespecjalnie  cię 

uszczęśliwia – Tina starała się przekrzyczeć psi jazgot. 

Popołudniowe  słońce  oświetlało  ją  jak  aktorkę  na  scenie.  W  jej  duŜych 

brązowych  oczach  lśniła  uciecha  wywołanym  efektem  zaskoczenia.  Gęste 
ciemne włosy opadały na ramiona. Miała na sobie wydekoltowaną jasnozieloną 
bluzeczkę bez rękawów. Brian podziękował losowi, iŜ nie widzi jej całej, bo płot 
ograniczał  pole  widzenia.  Nie  był  pewien,  czy  wytrzymałby  widok  długich 
opalonych nóg. 

– Tina – wymówił z trudem, całkiem oszołomiony. – Co tu robisz? 
–  Przyjechałam  zaopiekować  się  tymi  panienkami  –  odrzekła, wskazując 

na Babeczkę i Brzoskwinkę. 

– Angelina nie uprzedziła mnie o twoim przyjeździe. 
– Powinna? 
– A są powody, dla których nie powinna? 
– Och! – Tina pozwoliła, by drzwi kuchenne same się zamknęły. – Nic się 

nie zmieniłeś, jak zawsze odpowiadasz pytaniem na pytanie. 

Psy nie przestawały hałasować, więc musiała mówić dosyć głośno. Brian 

nie mógł wyjść ze zdumienia. Wolał nie myśleć, co oznacza przyspieszone bicie 
serca. UwaŜał, Ŝe Angelina powinna była go ostrzec, by mógł gdzieś wyjechać. 

background image

W  duchu  przyznał,  Ŝe  starsza  pani  zbyt  dobrze  go  zna,  Ŝeby  tego  nie 

przewidzieć,  więc  pewnie  miała  jakiś  cel.  Nigdy  nie  robiła  sekretu  ze  swojego 
przekonania,  Ŝe  on  i  Tina  powinni  być  razem.  Wyglądało,  jakby  ponownie 
chciała ich wyswatać. 

On  jednak  uwaŜał,  Ŝe  jest  juŜ  za  późno.  Teraz  musi  wziąć  się  w  garść  i 

stawić czoło okolicznościom. 

Tina zeszła po schodkach ganku, otworzyła furtkę, a gdy tylko to zrobiła, 

pudelki  rzuciły  się  na  męŜczyznę  niczym  lwy  i  zaczęły  szarpać  mu  sportowe 
buty i brzeg dŜinsów. Spojrzał na nie, wdzięczny, Ŝe przepędziły niebezpieczne 
myśli. 

– Przestańcie! – zawołał. 
– Nie lubią cię, prawda? – zaśmiała się Tina. – Babcia wspominała, Ŝe nie 

darzą cię sympatią, lecz sądziłam, Ŝe przesadza. 

Brian  słuchał,  ale  nie  słyszał  co  mówiła,  bo  koncentrował  uwagę  na  jej 

wyglądzie  i  ciągle  Ŝałował,  Ŝe  nie  stała  za  furtką.  Wyglądała  tak,  jak 
przypuszczał.  Krótka  dŜinsowa  spódniczka  obciskała  zgrabne  biodra  i  wysoko 
odsłaniała nogi. 

Krew  zaczęła  szybciej  krąŜyć  mu  w  Ŝyłach.  Zawsze tak  reagował  na ten 

widok.  Od  chwili  pierwszej  randki  mocno  między  nimi  iskrzyło.  Nawet  teraz 
czuł to samo, więc wpadł w ponury nastrój. 

Minęły dwa tygodnie, odkąd zrobił z braćmi ten głupi zakład. Kilkanaście 

dni wystarczyło, by czuł się jak człowiek na krawędzi wytrzymałości. Przez trzy 
miesiące zapewne zwariuje, a obecność Tiny tylko pogorszy sytuację. 

– Angelina powinna była mnie uprzedzić, Ŝe przyjeŜdŜasz – powtórzył. 
Dziewczyna  lekko  zesztywniała  i  dumnie  uniosła  podbródek,  co 

przypomniało  mu,  Ŝe  w  takiej  pozie  zawsze  była  gotowa  do  starcia.  Ich 
sprzeczki bywały równie gorące jak seks. A seks wypadał wprost znakomicie. 

– Prosiłam, Ŝeby nie mówiła. 
– Czemu? – spytał i niecierpliwie poruszył nogą, by uwolnić się od psów, 

lecz to nie pomogło. 

–  PoniewaŜ  wiedziałam,  Ŝe  zaraz  byś  zniknął.  Brian  pomyślał,  Ŝe  miała 

rację. Na pewno postarałby się o dodatkowy przydział obowiązków, nową tajną 
misję,  która  kazałaby  mu  wyjechać  stąd  na  odległość  tysiąca  mil.  CzyŜby 
tchórzył przed byłą Ŝoną? Na razie nie odpowiedział sobie na to pytanie. 

– Dlaczego miałbym to zrobić? 
– Nie wiem – odparła. 
SkrzyŜowała  ręce  na  wysokości  piersi,  co  uniosło  je  wyŜej  i  uwydatniło 

biust pod cienką tkaniną bluzki. MęŜczyzna zmusił się, by spojrzeć jej w oczy. 

–  Zawsze  tak  robisz  –  ciągnęła.  –  Ilekroć  w  ciągu  ostatnich  lat 

przyjeŜdŜałam do babci, dostawałeś nagle rozkaz wyjazdu. 

Nie  było  w  tym  nic  z  przypadku.  Od  czasu  rozwodu  Brian  starał  się  jej 

unikać. 

– Chciałem ułatwić ci sytuację – rzekł. – Mogłaś odwiedzać rodzinę, nie 

background image

natykając się na... 

–  MęŜczyznę,  który  rozwiódł  się  ze  mną  bez  słowa  wyjaśnienia?  – 

dokończyła. 

Ciągle  była  na  niego  zła.  Widać  to  było  w  błysku  oczu.  Naprawdę  nie 

mógł jej za to winić. – Słuchaj... 

–  Zapomnijmy  o  tym  –  machnęła  ręką,  nie  chcąc  słuchać.  –  Nie 

zamierzam niczego zaczynać od nowa. Chciałam tylko się z tobą zobaczyć. To 
wszystko. 

Brian  Ŝałował,  iŜ  nie  potrafi  przeniknąć  jej  myśli.  śycie  z  Tiną  nie  było 

łatwe,  lecz  zawsze  miało  posmak  przygody.  Znał  ją  na  tyle  dobrze,  by 
podejrzewać, Ŝe za chęcią spotkania kryło się coś więcej. 

Ale czy nadal mógł twierdzić, Ŝe ją zna? MoŜe się zmieniła, stała się kimś 

innym. Ta myśl przejęła go dziwnym chłodem. 

– Dlaczego pragnęłaś się ze mną zobaczyć? – spytał podejrzliwie. 
– Czy była Ŝona nie moŜe po prostu chcieć się przywitać? 
– A czyjakolwiek była Ŝona przylatuje w tym celu aŜ z Kalifornii? 
– No i trzeba było zadbać o te dwa słodkie... 
–  ...  potwory  –  dokończył,  próbując  bez  rezultatu  uwolnić  się  od 

Brzoskwinki, wczepionej w spodnie. 

Tina  roześmiała  się,  co  tylko  zaostrzyło  mu  apetyt  na  jej  wdzięki. 

Jesteśmy po rozwodzie, upomniał sam siebie. Upłynęło pięć lat, a on ciągle czuł 
pod  palcami  miękkość  jej  skóry,  pamiętał  zapach  perfum.  Wspomnienie 
miłosnych uniesień tylko oŜywiało pragnienia. Teraz czuł je znowu. Naprawdę 
nie potrzebował obecności tej kobiety w okresie trwania zakładu. 

– Nie wiem, czemu  one tak cię nie lubią – rzekła Tina, biorąc Babeczkę 

na ręce, co psiakowi sprawiło widoczną przyjemność, bo aŜ polizał ją po szyi. 

Brian  miał  ochotę  zrobić  to  samo.  –  Pewnie  wiedzą,  Ŝe  to  wzajemne  – 

odparł szybko starając się stłumić pragnienie. 

 
Tina  podrapała  Babeczkę  za  uchem,  by  zająć  czymś  ręce,  a  pudelek  był 

wyraźnie  zachwycony.  Pomyślała przy  tym,  Ŝe  jeszcze  chwila,  a  wyciągnęłaby 
ręce do byłego męŜa. Od samego patrzenia na niego zasychało jej w gardle. 

Ciemne  włosy  ciągle  miał  po  wojskowemu  krótko  obcięte,  co  tylko 

podkreślało regularne rysy twarzy. Ciemnoniebieskie oczy nadal wyglądały jak 
ocean  pełen  tajemnic.  Czarny  podkoszulek  piechoty  morskiej  podkreślał 
muskularność piersi, a wąskie biodra znakomicie prezentowały się w dŜinsach. 
ZdąŜyła  zapomnieć,  jak  bardzo  na  nią  działał.  MoŜe  Janet  miała  rację  co  do 
tego,  Ŝe  ich  spotkanie  nie  było  najlepszym  pomysłem.  Ale  tak  bardzo  chciała, 
Ŝ

eby  Brian  został  ojcem  jej  dziecka.  Co  robić,  gdy  nawet  stojąc  obok  niego, 

czuła, Ŝe drŜą jej kolana. Jak się bronić przed ponownym zakochaniem? 

Szybko odepchnęła tę myśl. Da sobie radę. Minęło pięć lat. Więcej się nie 

zakocha.  Nie  jest  dzieckiem,  by  wierzyć,  Ŝe  tylko  jeden  męŜczyzna  moŜe 
spełnić  jej  marzenia.  Wiele  pracowała,  osiągnęła  pozycję  zawodową,  była 

background image

ogólnie szanowana  i na tyle  dojrzała,  Ŝeby  nie  ulec  urokom  Briana.  Jeśli  nadal 
jej się podobał, to dobrze. Łatwiej go uwiedzie. 

–  Słuchaj  –  zaczęła,  głaszcząc  Babeczkę,  gdy  tymczasem  Brzoskwinka 

nadal  szarpała nogawkę  męŜczyzny  –  nie  ma  powodu,  byśmy  zachowywali się 
wobec się w niecywilizowany sposób, prawda? 

– Chyba tak. 
– To juŜ jakiś początek. Mam zamiar przygotować steki na kolację. Dasz 

się zaprosić? 

Przez  sekundę  sądziła,  Ŝe  się  zgodzi.  Widać  to  było  w  jego oczach,  lecz 

potem zjawiło się w nich wahanie. 

–  Nie,  dziękuję.  Muszę  dziś  spotkać  się  z  Connorem.  Ma  jakieś... 

problemy... z... 

– Nigdy nie umiałeś kłamać – pokręciła głową z uśmiechem. 
– Kto kłamie? 
–  Ty  –  odrzekła  i  zawróciła  do  domu.  –  Nie  ma  sprawy.  Chodź, 

Brzoskwinko, będzie kolacja! 

Pies natychmiast uwolnił nogę Briana i pobiegł na ganek. 
– Tina! – zawołał męŜczyzna. 
Zatrzymała  się  i  obdarzyła  go  uśmiechem.  Wiedziała,  Ŝe  gdyby  nie 

obawiał się zostać z nią sam na sam, nie broniłby się przed zaproszeniem. I nie 
kłamałby na temat Connora. 

Teraz  wyglądał  na...  zmieszanego.  Lecz  nadal  był  pociągający.  W  ciągu 

dwóch tygodni powinna osiągnąć swój cel. 

–  W  porządku  –  rzuciła,  wzruszając  ramionami.  –  Zostaję  tu  trzy 

tygodnie. Jestem pewna, Ŝe będziemy się sporo widywać. 

– Tak. – Brian wcisnął ręce do kieszeni, starając się zachować równowagę 

ducha. 

–  śyczę  miłego  wieczoru  –  powiedziała,  zamykając  furtkę.  –  Pozdrów 

ode mnie Connora. 

–  Oczywiście.  Weszła  z  psami  do  domu,  a  gdy  zamknęła  drzwi,  lekko 

odchyliła  firankę,  by  popatrzeć,  jak  Brian  wchodzi  po  schodach  do  swojego 
mieszkania. Wyglądał jak człowiek przytłoczony jakimś cięŜarem. 

Kiedy  dotarł  na  górę,  przystanął  i  rzucił  okiem  na  dom.  Spotkali  się 

spojrzeniami. Tinie zrobiło się gorąco. Jeszcze długo po tym, jak zniknął z pola 
widzenia, stała, wyglądając przez szybę. 

 
Dwie  godziny  później  Brian  kończył  kolację  w  towarzystwie  Connora, 

który  wyśmiewał  się  z  jego  ostatnich  przejść.  Nie  spodziewał  się,  co  prawda, 
jakiegoś specjalnego współczucia, ale nie oczekiwał teŜ drwin. 

– Więc Tina wróciła do miasta! JuŜ widzę, jak te pieniądze lądują w mojej 

kieszeni – cieszył się Connor. 

–  Nie  rób  sobie  pospiesznych  nadziei.  –  Brian  powstrzymał  go,  choć 

nadal miał w oczach uśmiechniętą twarz byłej Ŝony. – Jej obecność nie pomoŜe 

background image

ci wygrać zakładu. Zapominasz, Ŝe jesteśmy rozwiedzeni. 

–  Tak.  –  Connor  zamówił  u  kelnera  drugie  piwo.  –  Choć  naprawdę  nie 

wiem, czemu się rozstaliście. 

Nikt w rodzinie tego nie rozumie, pomyślał Brian. Nawet on sam czasem 

miewał wątpliwości, czy było to jedynie słuszne wyjście. 

Decyzja  nie  naleŜała  do  łatwych,  lecz  wydawała  się  najwłaściwsza. 

Ciągle w to wierzył. Gdyby stracił tę wiarę, umarłby z Ŝalu. 

Tina Coretti całkiem nim zawładnęła. Ciągle widział w myślach jej obraz, 

gdy  gotowała,  śmiała  się,  śpiewała  podczas  jazdy  samochodem.  Przy  okazji 
kłótni  oboje  krzyczeli,  póki  jedno  się  nie  roześmiało,  by  za  chwilę  wspólnie 
wylądować w łóŜku. Seks zawsze ich łączył. Nie chodziło wyłącznie o fizyczną 
stronę  związku,  lecz  takŜe  o  pełne  porozumienie  duchowe,  do  którego 
dochodziło w najbardziej poetyckich chwilach, które wspólnie przeŜywali. 

Potem  odeszła  z  jego  Ŝycia.  Została  pustka.  Miał  złamane  serce,  choć 

wiedział,  Ŝe  decydując  się  na  rozwód,  zrobił  to  dla  niej.  Do  dziś  nic  się  nie 
zmieniło. 

Restauracja, w której jadł z bratem kolację, była pełna jak zawsze. Wokół 

stołów  siedziały  rodziny  z  dziećmi  lub  pary  zakochanych.  Brian  postanowił 
zmienić temat rozmowy. 

– Jak sobie radzisz z dotrzymaniem warunków zakładu? – spytał. 
– Jest gorzej, niŜ myślałem – przyznał Connor, popijając piwo. 
Brian tylko się roześmiał. 
– Naprawdę. Chowam się przed kobietami – przyznał Connor. 
– Wiem, co masz na myśli – rzekł Brian, choć sam czuł się jeszcze gorzej. 
W pracy nie było problemów z unikaniem pań, Jako pilot wspomagający 

działania piechoty morskiej, nie miał zbyt wielu koleŜanek w swoim fachu. A te, 
które  były,  nie  zadawały  się  z  pilotami  ze  swojej  druŜyny.  Wcale  się  temu  nie 
dziwił. Musiały pracować dwa razy cięŜej niŜ męŜczyźni, by utrzymać się w tej 
profesji, więc nie zamierzały naraŜać kariery flirtując. 

Skoro w pracy było bezpiecznie, Brian zamierzał unikać barów i klubów, 

by  nie  spotykać  kobiet,  a  teraz  we  własnym  domu  czyhało  nań  największe 
niebezpieczeństwo – Tina. 

–  Minęły  tylko  dwa  tygodnie  –  zauwaŜył  Connor.  –  Nabieram  coraz 

większego szacunku dla Liama. 

– Ja teŜ. 
–  Rozmawiałem  wczoraj  z  Aidanem,  który  zamierza  schronić  się  w 

klasztorze na najbliŜsze trzy miesiące. 

– Widać teŜ cierpi – roześmiał się Brian. 
– Ja przynajmniej mogę się wyładować na rekrutach – przyznał Connor. 
Brian  pomyślał,  Ŝe  współczuje  biednym  chłopakom  ganianym  w 

koszarach przez takiego sfrustrowanego przełoŜonego. 

–  ZauwaŜyłeś,  Ŝe  tylko  nasz  księŜulo  nie  cierpi?  –  ciągnął  Connor  – 

Pewnie naśmiewa się w duchu z całej trójki. Jak on nas na to namówił? 

background image

– Pozwolił, byśmy sami się wmanewrowali. PrzecieŜ nie umiemy oprzeć 

się Ŝadnemu wyzwaniu. 

– Tak łatwo nas przejrzeć? 
–  Dla  niego  to  nic  trudnego.  W  końcu  jest  księdzem.  Zawsze  był 

najsprytniejszy z nas wszystkich. 

– To prawda. – Connor wyjął pieniądze, by zapłacić. 
– Co zamierzasz zrobić z Tiną? 
– Trzymać się od niej jak najdalej. 
– Nie będzie ci łatwo. 
– A kto mówi, Ŝe będzie? 
–  Moglibyśmy  spróbować  starego  sposobu  –  rzekł  Connor,  wstając  od 

stołu. – Jeśli ci trudno wytrzymać, gdy ona jest w pobliŜu, mogę z nią pogadać i 
poprosić, by wyjechała. 

Brian  pomyślał,  Ŝe  nie  uŜywali  tego  podstępu  od  czasów  dzieciństwa. 

Wszyscy trzej byli tak do siebie podobni, Ŝe nawet matka miewała kłopoty z ich 
odróŜnieniem,  więc  często  wykorzystywali  to  dla  własnych  celów.  Udawali 
jeden  drugiego,  ratując  się  w  trudnych  sytuacjach.  Oszukiwali  nauczycieli  i 
rodzinę. 

Choć pomysł mu się spodobał, przypomniał sobie, iŜ Tina nigdy nie dała 

się  wywieść  w  pole.  Co  prawda  minęło  wiele  lat,  odkąd  widziała  całą  trójkę 
razem.  Wcześniej  nigdy  nie  miała  Ŝadnych  kłopotów,  by  odróŜnić  męŜa  od 
pozostałych braci. 

– Naprawdę mogę to zrobić, jeśli chcesz – powtórzył Connor. 
Czy  istniał  jakiś  wybór?  JeŜeli nawet  Tina  nie da  się  zwieść, moŜe  i  tak 

wyjedzie,  a  jeśli  się  oszuka...  No  cóŜ,  dawno  nie  widział  jej  rozgniewanej. 
Zawsze świetnie się prezentowała w furii. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Tina  usłyszała  dźwięk  silnika  samochodu  Briana,  kiedy  późnym 

wieczorem  wrócił  do  domu,  i  odetchnęła  z  ulgą.  Odsunęła  firankę  w  oknie 
pokoju na  piętrze, który  zajmowała  jeszcze  w dzieciństwie, i obserwowała,  jak 
wysiadał z auta. Uśmiechnęła się, słysząc, Ŝe pokrzykuje na psy. 

JuŜ się martwiła, Ŝe gdzieś zniknął. W końcu mógł zaszyć się w bazie na 

kilka tygodni, by jej nie widywać, jednak tego nie uczynił. Była prawie pewna, 
Ŝ

e wie, czemu tak się stało. 

Brian nigdy nie potwierdzi, Ŝe podjął wyzwanie, jakim było spotykanie jej 

kaŜdego dnia. Sam przed sobą nie przyzna, Ŝe jest się tu czego obawiać. 

Właśnie,  przeskakując  po  dwa  stopnie,  wbiegł  po  schodach  do  swojego 

mieszkania. Tinę, która obserwowała to zza firanki, podniecał kaŜdy jego ruch. 

MoŜe  to  raczej  ja  powinnam  się  obawiać  tej  całej  sytuacji,  pomyślała, 

czując, Ŝe zaschło jej w gardle. 

Gdy nagle zadzwonił telefon, szybko podniosła słuchawkę. 
– A więc jesteś – usłyszała. 
– O, to ty, Janet. Wróciłam do miejsca, od którego zaczęłam. 
– Widziałaś się z nim? 
– O, tak. – I...? 
–  Jest  taki,  jakim  go  zapamiętałam.  Jeszcze  przystojniejszy  i  bardziej 

pociągający, dodała w myślach. 

– Więc nie odstąpisz od swojego planu. 
–  Tyle  razy  juŜ  o  tym  rozmawiałyśmy.  Nie  chcę  chodzić  do  banku 

spermy.  WyobraŜasz  sobie  taką  rozmowę  z  dzieckiem?  Oczywiście,  kochanie, 
masz tatusia. To numer 3075. Bardzo miły numer. 

–  Tak  –  roześmiała  się  przyjaciółka.  –  Boję  się  tylko,  Ŝe  napytasz  sobie 

jakiejś biedy. Martwię się o ciebie. 

–  Doceniam  troskę  –  odparła  Tina,  wędrując  wzrokiem  po  sypialni,  w 

której babcia od czasu jej wyjazdu niczego nie zmieniła. 

Na ścianach nadal wisiały plakaty zachęcające do podróŜy na Tahiti i do 

Londynu, na półkach piętrzyły się ksiąŜki i rozmaite skarby nastolatki. Meble, te 
same od lat, wprowadzały nastrój domowego ciepła i wygody. 

 
Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak bardzo tego potrzebuje. 
–  Ale  chcesz,  bym  w  tej  sprawie  dała  ci  spokój.  –  W  głosie  Janet 

rozbrzmiewało lekkie rozbawienie. 

– Tak. 
–  Tony  był  pewien,  Ŝe  właśnie  tak  odpowiesz  –  przyznała  Janet  i  ze 

ś

miechem zawołała do męŜa: – Dobrze, dobrze, jestem ci winna pięć dolarów. 

Tina równieŜ się roześmiała. 
– Cieszę się, Ŝe zadzwoniłaś – rzekła. – Potrzebne mi przyjazne wsparcie. 
–  Zrobię,  co  się  da.  Dzwoń,  jeśli  będziesz  czegoś  potrzebowała  lub 

background image

chciała się komuś wypłakać. 

– Dobrze. Zobaczymy się za trzy tygodnie. 
Po  odłoŜeniu  słuchawki  Tina  usiadła  na  łóŜku  i  rozejrzała  się  dokoła. 

Ogarnęły ją wspomnienia. 

Przed paru laty pracowała wieczorami na nabrzeŜu w barze u Diega, a w 

dzień  kończyła  studia  magisterskie.  Brian  był  wtedy  młodym  porucznikiem 
wojskowego  lotnictwa  morskiego.  Skrzydła  odznaki  na  jego  mundurze  lśniły 
nowością.  Któregoś  wieczoru  przyszedł  do  baru  i  gdy  tylko  spojrzeli  sobie  w 
oczy,  poczuli,  Ŝe  są  dla  siebie  stworzeni.  Przez  następny  miesiąc,  ogarnięci 
namiętnym  uczuciem,  spędzali  razem  kaŜdą  wolną  chwilę.  Potem  zaskoczyli 
swoje  rodziny  błyskawicznym  małŜeństwem.  Byli  zbyt  siebie  spragnieni,  Ŝeby 
to odkładać i długo planować wystawne wesele, którego oczekiwali bliscy. 

Ś

lub wzięli tylko we dwoje. Tina trzymała w ręku jedną róŜę, którą Brian 

zerwał dla niej z klombu przed magistratem. W głębi duszy czuła, Ŝe wychodzi 
za tego jednego jedynego, który był jej przeznaczony. 

Byli  razem  przez  rok.  Potem  mąŜ  zaskoczył  ją  decyzją  o  rozwodzie  i 

wyjechał na pół roku w misji wojskowej. 

Tyle zostało z marzeń o wspólnym przeznaczeniu, pomyślała, rozglądając 

się  po  pustym  pokoju.  Miotana  wspomnieniami  wmawiała  sobie,  Ŝe  ból,  który 
czuje w sercu, dotyczy przeszłości. 

 
Następnego  dnia  zajęła  się  pracą  w  ogrodzie.  Babcia  uwielbiała  kwiaty, 

lecz  nie  znosiła  wyrywania  chwastów.  Wśród  róŜ  rozrosły  się  mlecze,  bratki 
zagłuszyła  trawa.  Dziewczyna  uklękła  na  ciepłej  od  słońca  ziemi  i  zajęła  się 
porządkami.  Z  otwartego  okna  płynęły  dźwięki  klasycznego  rocka.  W 
sąsiedztwie dzieci grały w koszykówkę, szczekały psy. Babeczka i Brzoskwinka 
obserwowały  wszystko  zza  siatki  chroniącej  przed  owadami,  rozciągniętej  na 
drzwiach  domu.  Od  czasu  do  czasu  powarkiwały  na  widok  przelatującego 
motyla. 

Po  godzinie  pracy  Tina  wyprostowała  się,  by  nieco  odpocząć.  W 

kalifornijskim  mieszkaniu  miała  na  tarasie  z  widokiem  na  plaŜę  rośliny  w 
donicach. W domu była zwykle zbyt zajęta sprawami zawodowymi, by myśleć o 
czymś innym. Nie wiedziała, kiedy się w tym wszystkim zatraciła i kiedy praca 
stała się najwaŜniejsza w jej Ŝyciu. 

Teraz  znała  juŜ  odpowiedź.  Po  rozwodzie  z  Brianem  rzuciła  się  w  wir 

zajęć zawodowych, by stłumić samotność. Jednak to nie podziałało. Pomyślała, 
Ŝ

e  dobrze  czuje  się  w  ogrodzie,  kiedy  nie  musi  się  nigdzie  spieszyć  i  niczym 

denerwować. 

W  tej  chwili  usłyszała  narastający  huk  silników,  a  po  niebie  przeleciał 

F18, pozostawiając za sobą białą smugę. Serce zabiło jej mocniej, jak zawsze na 
widok  wojskowego  myśliwca.  WyobraŜała  sobie  wtedy  Briana  za  sterami 
maszyny.  Czuła  dumę  z  jego  pracy.  Oczywiście,  bała  się  o  niego,  lecz  jeśli 
wychodzi  się  za  kogoś  związanego  z  morskim  lotnictwem  wojskowym,  trzeba 

background image

go brać z dobrodziejstwem inwentarza. 

Uniosła głowę, by śledzić lot. 
– Ładny widok – usłyszała za plecami znajomy głos. 
Odwróciła  się  i  spojrzała  na  męŜczyznę.  Nie  słyszała,  kiedy  przyjechał. 

Nie  spodziewała  się,  Ŝe  wróci  do  domu  w  środku  dnia.  Sądziła,  Ŝe  będzie  się 
starał większość czasu spędzać w bazie. 

Tymczasem się pojawił. WyŜszy niŜ inni piloci, Brian zwykle narzekał na 

ciasnotę  w  kabinie  F18.  Tinie  odpowiadało,  Ŝe  był  od  niej  duŜo  wyŜszy.  By 
spojrzeć mu w oczy, musiała zawsze unosić głowę. 

Wstała, otrzepując kolana z trawy i zdejmując z rąk ogrodnicze rękawice. 
Słońce świeciło jej w oczy, kryjąc w cieniu twarz Briana. Zdawała sobie 

sprawę, Ŝe na nią patrzy. 

– Co powiedziałeś? Ach, tak. Samolot na niebie to ładny widok. 
– Nie miałem na myśli samolotu, choć teŜ ładnie się prezentuje. 
Tinę przeniknęło ciepło na myśl, iŜ to komplement pod jej adresem. Brian 

zawsze  był  dŜentelmeński,  wiedział,  co  powiedzieć,  by  zrobić  na  niej 
odpowiednie wraŜenie. Spróbowała opanować drŜenie kolan. 

– Brian... 
– Tina... 
Zaczęli  jednocześnie,  więc  przerwali  i  roześmieli  się  z  niezręczności. 

Dziewczynę ogarnął Ŝal. W jaki sposób doszło do tego, Ŝe moŜe czuć się z nim 
niezręcznie, jak z kimś całkiem obcym. 

– Ty pierwsza – rzekł. 
– Nie, nie. Ty, powiedz. Wsunął ręce w kieszenie i zaczął: 
–  Nie  jest  mi  łatwo,  ale...  Kiedy  mówił,  przyglądała  mu  się  uwaŜnie. 

Zastanowił  ją  sposób,  w  jaki  trzymał  głowę,  jak  poruszał  ramionami,  jak  przy 
mówieniu  układał  mu  się  kącik  warg.  Wydało  się  jej,  iŜ  jakoś  inaczej  odbiera 
jego  obecność.  Nie  przenikał  jej  znany  dreszcz  emocji,  nie  czuła  Ŝadnego 
iskrzenia, które zwykle pojawiało się, gdy Brian był w pobliŜu. 

Kiedy złoŜyła w całość wszystkie spostrzeŜenia, ogarnął ją gniew. 
–  ...  wiem,  Ŝe  nie  mam  prawa  o  cokolwiek  cię  prosić  –  ciągnął 

męŜczyzna. 

Pomyślała,  Ŝe  zasłuŜył  na  ostrą  reakcję.  To  musiał  być  Connor.  Tysiąc 

myśli  przebiegło  jej  przez  głowę,  gdy  zastanawiała  się,  jak  go  potraktować. 
Kiedy wymyśliła rozwiązanie, uśmiechnęła się lekko. 

MęŜczyzna odwzajemnił uśmiech. 
–  Wiedziałem,  Ŝe  będziesz  rozsądna.  Nie  ma  sensu,  byś  tu  zostawała, 

skoro oboje czujemy się niezręcznie. 

– Niezręcznie? – Powtórzyła niskim głosem. – AleŜ, kochanie, znamy się 

zbyt dobrze, by odczuwać jakąkolwiek niezręczność. 

– Hmm? – Connor wyglądał na zbitego z tropu. Tinę ogarnął wewnętrzny 

ś

miech. ZbliŜyła się i dotknęła jego policzka. 

–  Tęskniłam  za  tobą,  Brianie.  Czuję  się...  samotna.  Z  satysfakcją 

background image

spostrzegła panikę w jego oczach, gdy cofnął się o krok. 

– Nie myślisz chyba naprawdę... – zaczął. 
–  Brian,  kochanie  –  Tina  znowu  podeszła  bliŜej.  Prawda,  Ŝe  ty  teŜ 

tęskniłeś? 

– Tak, ale... – MęŜczyzna rozglądał się rozpaczliwie za pomocą, która nie 

nadchodziła. 

Dziewczyna zarzuciła mu ręce na szyję i przytuliła się, on zaś wyciągnął 

ręce  z  kieszeni  i  starał się  ją odsunąć.  Czuła,  jak z przeraŜenia  szybko bije  mu 
serce. 

– Więc, pocałuj mnie, Connor – szepnęła. 
– Pocałuj? Connor? 
– Ty, idioto! – Uwolniła go z uścisku i z przyjemnością patrzyła, z jakim 

trudem próbuje odnaleźć się w tej sytuacji. 

– Słuchaj, Tina... 
– Myślałeś, Ŝe mnie oszukasz? 
– Nie wiem, o czym mówisz... 
–  Doskonale  wiesz!  –  wybuchnęła.  –  Zdaje  się,  Ŝe  obaj  z  Brianem 

zapomnieliście o paru rzeczach. Zawsze was odróŜnię, rozumiesz? 

–  No  rzeczywiście,  to  nie  był  dobry  pomysł  –  przyznał  Connor  i  z 

zakłopotaniem przeciągnął dłonią po twarzy. 

– Dobry pomysł? Nie  mogę uwierzyć, Ŝe zachowaliście się jak uczniaki. 

Co ty sobie myślisz? Chcesz mnie namówić do wyjazdu, Ŝeby Brian nie musiał 
mnie oglądać? 

MęŜczyzna roześmiał się nerwowo. 
– Daj spokój. To był po prostu... 
– Co? – spytała, idąc za nim do samochodu Briana, którym przyjechał. – 

ś

art? 

–  Nie!  –  Connor  spieszył  do  bezpiecznego  wnętrza  auta.  –  Brian 

pomyślał, to znaczy ja pomyślałem... 

Brzoskwinka  i  Babeczka  zaczęły  ujadać  za  drzwiami  ganku,  więc  rzucił 

niespokojne spojrzenie w ich kierunku. 

–  To  był  jego  pomysł,  prawda?  –  Dociekała,  czując  w  tej  chwili 

obrzydzenie do obydwu braci. 

– Nie... tak... to znaczy... – plątał się. – Po prostu pomysł. 
– Głupi pomysł. 
– Teraz to widzę. Naprawdę. Ale ty teŜ kazałaś mi przeŜyć kilka trudnych 

chwil. 

– Gdzie jest Brian? 
– Teraz, Tina... 
Dziewczyna  widziała,  Ŝe  umysł  Connora  pracuje  intensywnie  nad 

odpowiedzią.  Zrozumiała,  Ŝe  ma  przeciwko  sobie  wszystkich  trzech,  bowiem 
bracia zawsze stawali solidarnie w swojej obronie. Uznała, Ŝe teraz nie musieli. 

– Wszystko jedno – rzuciła. – Kiedyś musi tu wrócić, prawda? 

background image

–  Zapewne.  –  Connor  w  końcu  wsiadł  do  samochodu,  lecz  nie  zdąŜył 

zamknąć drzwi, bo Tina je przytrzymała. – Posłuchaj... 

– AleŜ słucham. 
– PrzekaŜ swojemu bratu, Ŝe chcę z nim koniecznie porozmawiać. 
– Dobrze – obiecał. – I nawet nie myśl o powtórzeniu tego numeru. 
– W Ŝadnym razie, jesteś zbyt groźna. Kiedy pierwszy gniew minął, Tina 

dostrzegła  równieŜ  humorystyczne  cechy  sytuacji,  lecz  nie  uśmiechnęła  się  do 
byłego szwagra. 

–  Wiesz,  co?  –  powiedział.  –  Mimo  Ŝe  minęło  pięć  lat  od  waszego 

rozwodu, miło, Ŝe znów jesteś w domu. 

Teraz  odpowiedziała  uśmiechem,  bo  Ŝadna  kobieta  nie  jest  w  stanie 

opierać się długo urokowi Ŝadnego z Reillych. 

– Jedź juŜ, Connor. – Tak jest, proszę pani. 
Zatrzasnął drzwi i ruszył, ona zaś patrzyła długo w ślad za autem. Idąc do 

domu, pomyślała, Ŝe jeśli ma dojść do spotkania z Brianem, musi doprowadzić 
się do porządku po pracy w ogrodzie. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Kiedy Brian podjeŜdŜał do domu, śmiech Connora ciągle dźwięczał mu w 

uszach. To, co tak bawiło brata, na Tinę zapewne podziałało inaczej. 

Powinien  był  wiedzieć,  Ŝe  podstęp  się  nie  uda.  JuŜ  sam  fakt,  Ŝe  wyraził 

nań  zgodę,  dowodził,  w  jakiej  był  desperacji.  Z  drugiej  strony,  czuł  dziwne 
zadowolenie,  Ŝe  była  Ŝona  nadal  bezbłędnie  odróŜnia  go  od  braci,  choć  ludzie 
twierdzili, iŜ są nie do rozpoznania. Ale Tina była inna niŜ wszyscy, róŜniła się 
od znanych mu kobiet, więc jeśli nie zechce opuścić miasta, to przepadło. 

Nawet bez zakładu spotkanie z nią byłoby wystarczająco trudne, teraz zaś 

moŜe spowodować przegraną. Brian nigdy nie pragnął innej kobiety tak bardzo 
jak jej. Do dzisiaj nic się nie zmieniło. Nie widzieli się co prawda pięć lat, lecz 
gdy  tylko  znalazła  się  w  pobliŜu,  natychmiast  odczuł  podniecenie.  Nie  mógł 
spać, wiedząc, Ŝe Tina przebywa pod tym samym dachem. 

Gdy  wysiadał  z  auta,  z  niepokojem  myślał  o  czekającym  go  spotkaniu. 

Zapadł juŜ zmierzch. Na niebie pokazały się gwiazdy, wokół unosił się zapach 
jaśminu. 

Frontowe  drzwi  domu  zastał  otwarte,  wewnątrz  paliło  się  światło. 

Postanowił nie przejmować się tym, co Tina pomyślała o jego zachowaniu, ani 
tym, czy jest na niego zła. Nic juŜ nie jest jej winien, przecieŜ się rozstali. Więc 
dlaczego  czuł  się  tak  bardzo  wobec  niej  nie  w  porządku?  I  czemu  tak  bardzo 
wahał  się  przed  spotkaniem?  PrzecieŜ  słuŜył  w  lotnictwie  morskim,  był 
zaprawiony w walce. To mogło się przydać podczas rozmowy z byłą Ŝoną. 

ZbliŜył się do wejścia. Z pokoju dobiegały dźwięki jazzu. W pobliŜu nie 

było  widać  napastliwych  pudli,  co  uznał  za  niezły  znak.  Zapukał,  lecz  nie 
usłyszał odpowiedzi, więc powtórzył pukanie. 

– Brian, to ty? Wejdź. 
Pomyślał, iŜ to dobrze, Ŝe głos kobiety brzmi spokojnie. Zdjął wojskową 

czapkę,  odłoŜył  ją  na  stolik  i  wszedł  do  kuchni.  Tina  siedziała  ze  szklanką 
białego wina. Po jej wzroku zorientował się, Ŝe jednak jest wściekła. Wyglądała 
pociągająco z tym błyskiem w oczach, co mogło sprowadzić kłopoty. 

– Usiądź. 
– Nie, dziękuję – odparł, przesuwając spojrzeniem po jej skąpej bluzeczce 

i długich opalonych nogach w jasnopopielatych szortach. 

Uznał,  iŜ  w  Ŝadnym,  ale  to  Ŝadnym  wypadku  nie  powinien  siadać,  bo 

długo  tego  widoku  nie  wytrzyma.  Postanowił  szybko  powiedzieć,  co  miał  do 
powiedzenia, i wyjść. 

– Słuchaj – zaczął. – Przepraszam za... 
–  ...  przysłanie  Connora,  by  się  mnie pozbył? –  dokończyła  i wypiła łyk 

wina. 

– No, tak. 
–  To  wszystko?  –  spytała,  załoŜyła  nogę  na  nogę  i  pokiwała  nią 

uwodzicielsko. 

background image

ZauwaŜył,  Ŝe  miała  na  róŜowo  pomalowane  paznokcie,  a  na  jednym  z 

palców wąskiej stopy srebrną obrączkę. Jęknął w duchu. 

– To wszystko, co masz do powiedzenia? – powtórzyła. 
– Czego ty ode mnie chcesz? – MęŜczyzna przeciągnął dłonią po twarzy, 

powtarzając sobie, Ŝe musi stąd zaraz wyjść. 

Tina wstała, postawiła kieliszek na stole. Miała bluzeczkę na cieniutkich 

ramiączkach.  Zorientował  się,  Ŝe  nie  nosi  stanika.  Pod  cienkim  białym 
materiałem pręŜyły się napięte sutki. 

– Dlaczego tak bardzo ci zaleŜy, bym wyjechała z miasta? 
– Nie bardzo – rzekł, a w duchu dodał: rozpaczliwie mi zaleŜy. 
Nie  chciał,  Ŝeby  się  o  tym  dowiedziała,  bowiem  jednym  spojrzeniem 

mogła z nim zrobić wszystko. 

– Connor mnie nie oszukał – powiedziała. 
–  Wiem  –  odrzekł,  starając  się  na  nią  nie  patrzeć.  W  ogniu  jej  wielkich, 

brązowych  oczu  nie  czuł  się  bezpieczny,  a  juŜ  zupełnie  nie  był  w  stanie 
przesuwać  wzrokiem  po  odkrytych  ramionach  i  pasku  nagiej  skóry  na 
wysokości płaskiego brzucha. 

– Dlaczego to zrobiłeś? – spytała, nie spuszczając zeń wzroku. 
– PoniewaŜ nie chcę cię mieć w pobliŜu – mruknął. 
Drgnęła, jakby uderzył ją w twarz, a on przeląkł się w duchu. Podeszła tak 

blisko,  Ŝe  czuł  zapach  perfum  UŜywała  tych  samych  co  pięć  lat  temu,  więc 
przestał oddychać, by go nie oszołomiły. 

–  Przynajmniej  jesteś  szczery.  Ale  dlaczego?  Brian  oderwał  od  niej 

wzrok, chwycił ze stołu kieliszek wina i wypił duŜy łyk. 

–  Co  za  róŜnica?  Tinę  ogarnął  smutek.  Przez  całe  popołudnie  była  zła, 

czekała  na  niego,  tymczasem  teraz  czuła  się  dziwnie,  choć  zdawała  sobie 
sprawę,  Ŝe  nadal  wzajemnie  się  pociągają.  Gdy  tylko  wszedł,  poczuła 
przyspieszone  bicie  serca,  lecz  trudno  jej  było  pokonać  dystans,  z  jakim  się 
zachowywał. Nie mogła pozwolić, by ją to zraniło. Najpierw musi zrealizować 
plan, więc przełamie jego rezerwę. 

– Daj spokój. Nie moŜemy być znowu przyjaciółmi? – spytała ciepło. 
– Nigdy nimi nie byliśmy. – Roześmiał się, ostroŜnie odstawiając na stół 

jej kieliszek z winem. 

Musiała  przyznać,  Ŝe  mówił  prawdę.  Od  razu  zostali  kochankami.  Ich 

znajomość  wcale  nie  zaczęła  się  od  przyjaźni.  Natychmiast  buchnęła  ogniem 
namiętności. MoŜe gdyby łączyła ich równieŜ przyjaźń, związek miałby szanse 
na przetrwanie i Brian tak łatwo by nie odszedł. 

– Teraz to moŜliwe – zauwaŜyła. 
– Dlaczego? 
–  PoniewaŜ  kiedyś  byłeś  dla  mnie  waŜny  –  odrzekła,  mając  nadzieję,  iŜ 

męŜczyzna  nie  zauwaŜy,  jak  bardzo  nadal  jej  na  nim  zaleŜy.  –  A  to,  co  nas 
łączyło, miało wartość. 

–  To  juŜ  skończone  –  powiedział  z  przekonaniem,  które  sprawiło  jej 

background image

przykrość. 

Wolała,  Ŝeby  nie  spostrzegł,  jak  boli  ją  świadomość,  Ŝe  były  mąŜ 

oczekuje  od  niej  tylko  tego,  by  wyjechała.  Zapragnęła  usłyszeć  jakieś 
wyjaśnienie.  Powinien  w  końcu  wytłumaczyć,  czemu  tak  nagle  zaŜądał 
rozwodu. 

– Skończone, poniewaŜ ty tak zdecydowałeś. 
– Tina... – Westchnął. 
–  Powiedz,  dlaczego?  –  poprosiła,  zbliŜając  się  o  krok.  –  Czemu 

doprowadziłeś  do  naszego  rozstania.  Jeśli  powiesz,  to  moŜe  wyjadę  – 
zasugerowała, choć wcale nie miała zamiaru opuszczać miasta. 

Brianowi pociemniały niebieskie oczy. 
– Minęło juŜ pięć lat. Dajmy temu spokój. 
–  Ciągle  nie  chcesz  niczego  wyjaśnić.  Nawet  za  cenę  pozbycia  się  mnie 

stąd? 

MęŜczyzna  lekko  skrzywił  usta,  co  przypomniało  jej,  iŜ  potrafił  tymi 

wargami wprawiać ją w stan euforii. Poczuła podniecenie. 

– Nie musisz wyjeŜdŜać – rzekł. 
– To prawda. 
– Zawsze byłaś uparta, lecz lubiłem nasze sprzeczki a przede wszystkim 

sposób, w jaki się godziliśmy. 

Tinie zrobiło się gorąco. 
– Jeśli lubiłeś, to dlaczego, u licha... 
– Po co przyjechałaś? – przerwał, by nie dopuścić do ponownego nawrotu 

przeszłości. – Czemu teraz? 

Wyglądał  groźnie,  co  zawsze  robiło  na  niej  wraŜenie.  Ciemnowłosy, 

błękitnooki,  o  szerokich  barkach  i  wąskich  biodrach  nosił  dŜinsy  jak  nikt  na 
ś

wiecie.  Z  pewnością  działał  na  wszystkie  kobiety  między  szesnastym  a 

sześćdziesiątym rokiem Ŝycia. 

–  Babcia  wyjechała  do  Włoch  –  rzekła  z  trudem.  –  Ktoś  musiał 

zaopiekować się Brzoskwinką i Babeczką. 

–  To  wszystko?  –  Spojrzał  podejrzliwie.  –  Jedyny  powód?  Nie 

rozmawiałaś o niczym z moimi braćmi? 

– O co ci chodzi? PrzecieŜ wiesz, Ŝe rozmawiałam tylko z Connorem. 
Brian nie wyglądał na przekonanego. 
–  No,  tak.  Przepraszam  za  Connora.  Wiedziałem,  Ŝe  to  się  nie  uda,  a 

jednak mu pozwoliłem. Jedyne pocieszenie, Ŝe nieźle go wystraszyłaś. 

–  Tak,  to  rzeczywiście  pewne  pocieszenie.  Lecz  nadal  nie  znam 

odpowiedzi  na  swoje  pytanie.  Czemu  w  ogóle  to  zrobiłeś?  Dlaczego  to  takie 
waŜne, by pozbyć się mnie z miasta? 

Brian wyraźnie zamknął się w sobie i choć stał tak blisko, wydawało się, 

Ŝ

e dzieli go od Tiny przepaść. 

– To juŜ nie ma znaczenia – odrzekł. 
– Dla mnie ma. 

background image

– Zapomnij o tym, dobrze? – Rzucił i zrobił krok ku drzwiom. 
– Tam są psy – zauwaŜyła. 
– Do licha! 
Zrezygnował  z  wyjścia  tylnymi  drzwiami,  przeszedł  przez  kuchnię  do 

salonu. Tina trzymała się tuŜ za nim. Wziął czapkę ze stolika w holu i podszedł 
do frontowego wyjścia. Gdy zatrzymał się na chwilę, chwyciła go za ramię, co 
zupełnie zbiło go z tropu. Spojrzał na jej dłoń, potem uniósł wzrok ku jej oczom. 

Wiedziała, czego pragnie, nie mogła pozwolić mu, wyjść. Nie chodziło o 

zwykły upór, naprawdę go poŜądała. Od dawna niczego podobnego nie czuła. 

–  Nie  wyjadę  –  powiedziała,  patrząc  mu  w  oczy.  –  Zamierzam  zostać 

przez trzy tygodnie, więc lepiej znajdź sposób, by się z tym pogodzić. 

Brian zacisnął zęby. Wyraźnie nie miał ochoty jej oglądać ani dotykać. 
Czy tego chciał, czy nie, czuł jednak to samo podniecenie co Tina. Mogła 

go z łatwością uwieść. PrzecieŜ przyjechała tu po to, by wciągnąć go do łóŜka i 
zajść w ciąŜę, a potem go opuścić. 

– Świetnie – rzucił, kierując się na ganek. – Wytrzymam trzy tygodnie. 
Zszedł po schodkach i zniknął w mroku, udając się do swego mieszkania. 

Pudle  zaczęły  ujadać,  bo  wyczuły  męską  obecność,  więc  krzyknął,  Ŝeby  się 
uspokoiły.  Po  drodze  zastanawiał  się,  czy  rzeczywiście  wytrzyma.  Tina  miała 
wielką moc przyciągania. 

Ona  zaś  nabrała  pewności,  Ŝe  do  końca  tygodnia  zrealizuje  swój  plan. 

Tylko czy będzie w stanie opuścić Briana po tym wszystkim? 

Następnego  dnia  rano  ubrała  się  w  oliwkowe  lniane  spodnie  i 

rudobrunatną bluzeczkę. Wzięła pudle na smycz i wyszła z nimi na ulicę. Czuła 
się  nieco  dziwnie,  wybierając  się  z  nimi  na  spacer.  Pomyślała,  Ŝe  zbyt  długo 
mieszka  w  Kalifornii,  gdzie  ludzie  nawet  do  sąsiedniego  sklepu  jadą 
samochodem,  zamiast  pójść  pieszo.  Tutaj  zaś,  w  cichym  Baywater  ulice  były 
wprost stworzone do spacerów. Otoczone dziko rosnącymi drzewami wprawiały 
w  nastrój  sprzyjający  rozmyślaniom.  Dzieci  bawiły  się  przed domami,  sąsiedzi 
pracowali w ogródkach. 

–  Dzień  dobry,  pani  Donovan!  –  zawołała  do  starszej  pani  przycinającej 

róŜe, ta zaś odpowiedziała uśmiechem. 

Tu  jest  zupełnie  inaczej,  pomyślała  dziewczyna.  Po  raz  pierwszy 

zauwaŜyła  róŜnicę  między  stylem  Ŝycia  Południowej  Karoliny  i  Kalifornii. 
Zrozumiała, Ŝe zawsze będzie tęskniła za domem. Wcześniej odwiedzała babcię 
na krótko, spędzała czas bardzo intensywnie, więc nie było okazji, by powaŜnie 
zastanowić się nad tym, co łączyło ją z tym miejscem. 

Przykucnęła, Ŝeby rozplątać smycze pudelków, a Babeczka polizała ją w 

policzek. Tego dnia Tina spędziła wiele czasu na spacerze. Nocą nie mogła spać, 
zastanawiając  się  nad  słowami  Briana  i  nad  tym,  czego  nie  powiedział.  Przed 
ś

witem  wiedziała  juŜ,  co  musi  zrobić.  Zdecydowała  się  na  rozmowę  z 

najstarszym  bratem  byłego  męŜa,  który  z  pewnością  powie  jej  prawdę.  Jest 
przecieŜ księdzem. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Plebania kościoła św. Sebastiana była zabytkowa i elegancka. Zbudowano 

ją  w  tym  samym  stylu  co  kościółek  i  wyglądała  jak  mały  zamek.  Wokół  rosły 
stare  drzewa  magnoliowe,  dając  przyjemny  cień.  Na  tarasie  stały  donice  z 
kwitnącymi petuniami. Babeczka i Brzoskwinka bardzo się niecierpliwiły, kiedy 
Tina zadzwoniła do drzwi ojca Liama. Otworzyła im starsza kobieta, gospodyni 
księdza. 

– Czym mogę słuŜyć? 
– Chciałabym zobaczyć się z ojcem Liamem, jeśli jest u siebie. 
Gospodyni  obrzuciła  dziewczynę  uwaŜnym  wzrokiem  i  skinęła  głową, 

zapraszając  do  wejścia.  Tina  ściągnęła  smycze,  by  trzymając  psy  przy  sobie, 
wejść  do  środka.  Wnętrze  domu  było  wyłoŜone  starym  drewnem,  na  podłodze 
leŜały jasne dywaniki, a przez okna wpadały promienie słońca, czyniąc plebanię 
jeszcze przytulniejszą. 

–  Jest  tam  –  wskazała  gospodyni,  sięgając  po  smycze.  –  Zabiorę  psy  na 

podwórko, gdy będzie pani rozmawiała z ojcem. 

Zanim Tina zdąŜyła zareagować, znikła z pudelkami. Nie pozostawało nic 

innego, jak zapukać do wskazanych drzwi. 

Liam czytał ksiąŜkę, którą odłoŜył na widok gościa. 
– Tina! – Szybko podszedł, by ją uściskać. Przyjazne powitanie sprawiło, 

Ŝ

e poczuła się lepiej niŜ po chłodnym spotkaniu z byłym męŜem. 

– Świetnie wyglądasz. Cieszę się, Ŝe cię widzę. Siadaj – zawołał. 
– Nie przeszkadzam? – upewniła się. 
–  SkądŜe?  Czytałem  jakiś  kryminał.  Kiedy  przyjechałaś  i  jak  długo 

zostaniesz? 

– Parę dni temu na trzy tygodnie – odparła z uśmiechem. 
NiezaleŜnie  od  tego,  Ŝe  Liam  był  księdzem,  naleŜał  do  przystojnych 

męŜczyzn,  na  których  kobiety  zawsze  zwracają  uwagę.  Miał  ciemne,  krótko 
przycięte  włosy  i  niebieskie  oczy  okolone  długimi  rzęsami.  Wysoki,  szczupły, 
poruszał się z duŜym wdziękiem. Na ustach zawsze błądził mu uśmiech, którym 
z  pewnością  czarował  kobiecą część parafian.  Cała  Ŝeńska  populacja  Baywater 
była bardzo rozczarowana, kiedy został księdzem. 

Popatrzył uwaŜnie na Tinę i spytał: 
– Co się stało? 
–  Jesteś  pewnie  równie  dobrym  psychologiem  jak  księdzem  –  rzekła  ze 

ś

miechem. 

–  Nie,  tylko  wyjątkowo  czarującym  i  przystojnym.  Lecz  znam  się  na 

ludziach, a instynkt podpowiada mi, Ŝe coś cię dręczy. 

– Jeden zero dla księdza – przyznała. 
– Powiedz, o co chodzi. 
Od  czego  tu  zacząć?  Ksiądz  nie  ksiądz,  Liam  był  jednak  bratem  Briana. 

Czy stanie po stronie Tiny przeciwko własnej rodzinie? MoŜe wcale nie zechce 

background image

dzielić się sekretami Briana. 

– Widzę, Ŝe się wahasz. 
– MoŜe nie powinnam była przychodzić. 
–  AleŜ  powinnaś  się  ze  mną  zobaczyć.  Szczególnie,  jeśli  coś  leŜy  ci  na 

sercu. – Liam ujął jej dłoń w swoje. 

Rozległo się pukanie i do pokoju zajrzała gospodyni. 
–  MoŜe  gość  ojca  napije  się  herbaty?  –  spytała.  Liam  potrząsnął  głową, 

lecz Tina nie zwróciła na to uwagi. 

– Z przyjemnością – odparła. 
–  Pani  Hannigan  parzy  najgorszą  w  świecie  herbatę  –  zauwaŜył,  kiedy 

kobieta wyszła. 

– Przepraszam. 
– Nie szkodzi. Ja juŜ przywykłem, lecz ciebie ten napój moŜe zabić. 
– Jestem twarda – zapewniła dziewczyna. 
– Nie na tyle, by ukryć, Ŝe coś ci doskwiera. Wyrzuć to z siebie. 
Tina  zaczęła  od  początku.  Powiedziała  o  najwaŜniejszym.  Oto  zamierza 

zostać matką i chce, Ŝeby ojcem dziecka był Brian, lecz on woli trzymać się od 
niej z dala, a nawet skłonił Connora, by pomógł mu pozbyć się jej z miasta. Nie 
chciał teŜ wyjaśnić, czemu tak mu na tym zaleŜy, ona zaś podejrzewa, Ŝe coś się 
za tym kryje i chciałaby wiedzieć co. 

Liam tylko się roześmiał. 
Dziewczynie wydawało się, Ŝe ksiądz ją rozumie, więc nie pojmowała, co 

go tak rozbawiło. 

– Przyszłam po pocieszenie i wyjaśnienie – zauwaŜyła. 
–  Wiem,  wiem  –  odparł,  dziękując  jednocześnie  pani  Hannigan  za 

przyniesioną herbatę. 

Napełnił szklanki wypełnione lodem i jedną podał Tinie. 
– Pij, jeśli jesteś wystarczająco odwaŜna, a wszystko wyjaśnię. 
Pierwszy łyk okazał się tak mocny, Ŝe dziewczyna pomyślała, Ŝe esencja 

musiała  nabierać  mocy  przez  kilka  dni  Jej  organizm  zareagował  wstrząsem  na 
zabójczy smak herbaty. 

– Ostrzegałem – rzucił ksiądz. 
– Wiem – dziewczyna odstawiła szklankę na tacę. – Mów – poprosiła. 
Kiedy skończył, patrzyła nań przez dłuŜszą chwilę. 
–  ZałoŜyłeś  się  z  braćmi,  Ŝe  nie  wytrzymają  bez  seksu  przez  trzy 

miesiące? 

– Tak. 
– Jesteś księdzem. 
– Ale wywodzę się z Reillych. Wiem, Ŝe nie dadzą rady. 
– I to cię bawi? 
– O, tak. A twój przyjazd jeszcze bardziej działa na moją korzyść. 
– W jakim sensie? 
– Ty i Brian jesteście stworzeni, by być razem. 

background image

–  PrzecieŜ  się  rozwiedliśmy.  –  Tina  ciągle  nie  akceptowała  tego  stanu 

rzeczy. 

Przez  ostatnie  pięć  lat  spotykała  się  z  męŜczyznami,  lecz  Brian  ciągle 

tkwił w jej sercu i myślach. Nie mogła go zapomnieć. Był miłością jej Ŝycia. 

Ksiądz machnął ręką. 
– Błogosławiłem wasze małŜeństwo, więc jest nierozwiązywalne. 
– To teoria. 
–  Oboje  jesteście  katolikami.  Wiesz  równie  dobrze  jak  ja,  Ŝe  katolickie 

związki zawiera się na zawsze. 

– Dopóki stan Południowa Karolina nie orzeknie, iŜ zostają rozwiązane – 

przypomniała. 

– Mój Szef ma trochę więcej do powiedzenia niŜ instytucje rządowe. 
– Zapewne – przyznała. 
– Słuchaj, Brian i tak był juŜ na skraju wytrzymałości. Niewiele trzeba, by 

się złamał – Liam wspierająco uścisnął jej rękę. 

– Radzisz, Ŝebym uwiodła męŜczyznę, który nie jest moim męŜem? 
– Według prawa kościelnego nadal jesteście sobie poślubieni. Poza tym to 

biedna parafia, a kościół potrzebuje nowego dachu. 

– MęŜczyźni z rodziny Reilly są naprawdę niesamowici. 
– Dziękuję. 
– Nie sądzę, Ŝeby Brian się zgodził. 
–  Nie  masz  racji.  Popełnił  błąd,  pozwalając  ci  odejść.  MoŜe  nadszedł 

czas, byś pokazała mu, jak bardzo się pomylił. 

Tina  uściskała  byłego  szwagra  za  to,  co  powiedział.  A  więc  jego  brat 

próbował  pozbyć  się  jej  z  miasta,  bo  sobie  nie  ufał.  To  znacznie  ułatwiało 
realizację  jej  zamiarów.  Teraz  była  pewna,  Ŝe  postępuje  właściwie.  Uwiedzie 
go. 

Kiedy  Brian  wrócił  z  bazy  do  domu,  był  zupełnie  wykończony.  Robił 

wszystko,  by  zmęczyć  się  tak,  Ŝeby  spać  jak  zabity  i  nie  dręczyć  się  snami 
pełnymi pokus, których doświadczał przez ostatnie noce. Odkąd Tina wróciła do 
miasta,  bał  się  zamknąć  oczy.  Jak  tylko  to  robił,  pod  powiekami  zjawiała  się 
ona. Czuł jej zapach, słyszał głos, torturowała go we śnie. 

Trzy razy wstawał w środku nocy, by brać zimny prysznic. Naprawdę nie 

chciał  w  ten  sposób  spędzić  jeszcze  ponad  dwóch  tygodni.  Postanowił  więc 
pracować  do  utraty  tchu,  by  nie  mieć  czasu  ani  sił  na  myślenie  o  byłej  Ŝonie. 
Dziś  miał  kilka  lotów  szkoleniowych,  ćwiczył  na  siłowni  i  odbył  z  kolegami 
parokilometrowy bieg. Wilgotny upał nieźle dał im się we znaki. 

A  jednak,  kiedy  wieczorem  podjechał  pod  dom,  całodzienne  zmęczenie 

ustąpiło podnieceniu bliskością Tiny. Cały budynek był jasno oświetlony. Przez 
uchylone  okna  sączyła  się  muzyka.  Wszystko  wyglądało  ciepło  i  przyjaźnie, 
lecz wewnątrz czaiło się niebezpieczeństwo. 

Brian  zatrzymał  się  w  zaciemnionym  miejscu  i  zajrzał  przez  kuchenne 

okno  do  wnętrza.  Zobaczył  Tinę  poruszającą  się  tanecznym  krokiem  w  rytm 

background image

muzyki. Wyglądała niezwykle pociągająco w szortach i skąpej bluzeczce. Miała 
przymknięte powieki i unosiła ręce jak cygańska tancerka. MęŜczyzna z trudem 
powstrzymał się od wtargnięcia do mieszkania i wzięcia jej w ramiona. 

Zakrył  twarz  dłońmi,  próbując  się  opanować,  lecz  okazało  się  to 

niemoŜliwe. Lepiej radził sobie z samokontrolą w kabinie F18 niŜ w pobliŜu tej 
kobiety. Nie miał pojęcia, czemu tak cięŜko to znosi. 

Pozwolił  jej  odejść  pięć  lat  temu,  bo  w  głębi  serca  wierzył,  Ŝe  czyni  tak 

dla jej dobra. Dla dobra ich obojga. Dopóki Tina pozostawała na drugim końcu 
kraju, nic nie zmieniało tego przekonania. Lecz odkąd pojawiła się w domu, nie 
był  juŜ  pewien  swoich  racji.  Skierował  się  ku  schodom,  próbując  zignorować 
dręczące myśli. Postanowił wziąć jeszcze jeden zimny prysznic. 

Oczywiście, zapomniał o piekielnych psach, które powitały go zza furtki 

okropnym ujadaniem. Na ten hałas otworzyły się kuchenne drzwi i pojawiła się 
w nich sylwetka Tiny. 

– Cicho, panienki! – zawołała. Zapanowała niezręczna cisza. 
–  Dziękuję  –  odezwał  się  w  końcu  męŜczyzna,  rzucając  okiem  na  pudle 

ukryte za furtką. – Nie mam pojęcia, czemu tak mnie nienawidzą. 

– MoŜe cię kochają, tylko są zbyt nieśmiałe, by to okazać. 
– Na pewno – mruknął, ruszając do swoich drzwi. 
– Brian? – Tak? 
– Mógłbyś spojrzeć na telewizor babci? Nie ma obrazu. 
Pomyślał, Ŝe to nie najlepszy pomysł, by znaleźć się z Tiną sam na sam w 

mieszkaniu. 

– Chyba się mnie nie boisz? – dodała, widząc jego wahanie. 
Doskonale  zdawał  sobie  sprawę,  Ŝe  rzuciła  mu  wyzwanie,  bo  wiedziała, 

Ŝ

e je podejmie. 

– Nie bądź śmieszna. 
– Dobrze. Wejdź frontowymi drzwiami, by nie naraŜać się na psią agresję. 
Wszedł  do  środka  i  od  razu  otoczyły  go  dźwięki  muzyki  oraz  zapach 

znajomych  perfum.  By  nie  poddawać  się  torturze  wspomnień,  spróbował 
wstrzymać  oddech.  Kiedy  Tina  była  w  pobliŜu,  naprawdę  nie  czuł  się 
bezpieczny. 

– Co z tym telewizorem? – spytał, mając nadzieję, Ŝe szybko upora się z 

naprawą i wyjdzie. 

Stanęła tuŜ za nim, gdy pochylił się nad aparatem. 
– Zasłaniasz mi – mruknął. 
–  Przepraszam  –  powiedziała,  lecz  się  nie  odsunęła.  Nacisnął  guzik  i... 

uzyskał efekt śnieŜącego ekranu. 

Nie było dźwięku ani obrazu. Świetnie, pomyślał. 
– Co o tym sądzisz? 
– Nie wiem – odrzekł, odwracając głowę, by się przekonać, Ŝe ma jej usta 

tuŜ obok swoich. 

Czemu tak się zbliŜała? Jak miał naprawiać ten cholerny telewizor, kiedy 

background image

niemal siedziała mu na kolanach? 

Serce  biło  mu  szybko,  oddychał  z  coraz  większym  trudem,  czując,  Ŝe 

ogarnia go niemoŜliwe do opanowania podniecenie. 

–  Musisz  się  odsunąć,  bym  mógł  zajrzeć  do  aparatu  –  rzekł  przez 

zaciśnięte zęby. 

–  Dobrze  –  usłyszał  i  zauwaŜył,  Ŝe  jedno  z  ramiączek  jasnoniebieskiej 

skąpej bluzki zsunęło się jej z ramienia. 

Przełknął ślinę. 
– Co się stało? – spytała niewinnie. 
–  Nic.  –  Przesunął  się,  by  zajrzeć  na  tył  telewizora.  Zdjął  obudowę  i 

patrzył  ślepo  na  plątaninę  połączeń.  Gdyby  mózg  pracował  mu  normalnie, 
pewnie  by  sobie  poradził,  lecz  w  tej  chwili  mógł  koncentrować  się  tylko  na 
własnych lędźwiach. 

–  Och,  nawet  nie  wiedziałabym,  od  czego  zacząć  –  przyznała  bezradnie 

dziewczyna, zaglądając mu przez ramię. 

Musnęła  włosami  jego  twarz i  znowu  owionęła  zapachem  perfum.  Brian 

zacisnął  powieki,  wziął  ją  za  ramię  i  szybko  odsunął.  Poczuł  przy  tym,  Ŝe 
ogarnia go gorąco. Dotknięcie Tiny działało jak elektryczność. 

– Jeśli nie będziesz mi stała nad głową – warknął – spróbuję to naprawić. 
–  Przepraszam  –  powtórzyła  z  uśmiechem,  ale  i  tym  razem  się  nie 

odsunęła. 

Usiadła,  podciągnęła  kolana  pod  brodę  i  podparłszy  dłońmi  podbródek, 

zaczęła przyglądać się jego działaniom. 

– Zawsze umiałeś wszystko naprawić – przypomniała. 
Brian nie miał zamiaru oddawać się wspomnieniom. 
– Tak, mam zdolności manualne. 
– Pamiętam – przyznała z westchnieniem. Pomyślał, Ŝe robi się naprawdę 

niebezpiecznie. 

–  Słuchaj  –  rzekł.  –  MoŜe  lepiej  wezwij  jutro  specjalistę  od  naprawy 

telewizorów i... 

– Co? 
Rzucił okiem na dziewczynę i podejrzliwie zmruŜył oczy, a potem schylił 

się po czarny gruby przewód zakończony srebrną wtyczką. 

– Chyba znalazłem rozwiązanie problemu. 
–  Naprawdę? –  w  oczach  Tiny  błysnęło  rozbawienie.  MęŜczyzna  włoŜył 

wtyczkę do gniazdka, a na ekranie pojawił się obraz wraz z dźwiękiem. 

Dziewczyna wyłączyła antenę. 
– Czemu wyjęłaś wtyczkę? 
Wzruszyła  ramionami,  powodując  zsunięcie  się  drugiego  ramiączka 

bluzki, która teraz trzymała się jedynie na piersiach. 

– Dlaczego starasz się mnie unikać? 
– Naśladujesz mnie, reagując pytaniem na pytanie? 
–  Och,  znam  odpowiedź,  lecz  nie  sądzę,  by  ci  się  spodobała  –  odparła, 

background image

zmieniając pozycję tak, Ŝe teraz klęczała w niewielkiej odległości od niego. 

– Spróbuj. 
– Dobrze, ale pamiętaj, Ŝe sam tego chciałeś – powiedziała z uśmiechem. 
Pochyliła się, ujęła jego twarz w dłonie i pocałowała. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Tina  natychmiast  zrozumiała  swój  błąd.  Myślała,  Ŝe  to  nic 

nadzwyczajnego  –  skłonić  Briana  do  pocałunku.  W  końcu  przed  laty  robiła  to 
wiele  razy.  Nie  wzięła  jednak  pod  uwagę  własnej  reakcji  na  ten  pocałunek. 
Sądziła,  Ŝe  będzie  to  chłodne,  wykalkulowane  działanie.  Ale  jakŜe  się 
przeliczyła! 

MęŜczyzna  przyciągnął  ją  do  siebie  i  mocno  przycisnął,  a  jej  od  emocji 

zakręciło się w głowie. Znowu czuła jego wargi, smak języka, siłę dłoni, ciepło 
oddechu  na  policzku.  Brian  jęknął  cicho,  a  jej  ciało  przeniknął  dreszcz 
oczekiwania.  Dawno  nie  zaznała  czegoś  podobnego.  Odwzajemniła  pocałunek, 
wkładając weń wiele namiętności. 

On  zaś przesunął dłońmi  po  jej  ciele, powędrował  wargami  po szyi,  gdy 

ona  modliła  się  o  więcej.  Szeptem  wypowiedziała  jego  imię.  Zsunął  bluzkę  z 
piersi. 

– Tina... – wymamrotał, dotykając wargami sutków. 
Wstrzymała  oddech,  czując  rozkoszne  mrowienie  w  ciele.  Całował  i 

pieścił piersi, pozbawiając ją zdolności myślenia. Robił wraŜenie kogoś, kto nie 
moŜe się nią nasycić. Wędrował palcami po plecach, piersiach, biodrach i udach, 
by dotrzeć do intymnych zakątków ciała. 

–  Brian...  –  powtarzała,  całując  mu  szyję,  policzki,  wargi.  –  Tak  bardzo 

cię pragnę. 

MęŜczyzna  z  trudem  chwytał  oddech.  Wszystkie  zmysły  podpowiadały 

mu, by wziąć ją od razu, tu, na podłodze. Tina nęcąco poruszała biodrami, gdy 
dotykał pulsującego centrum jej ciała. Nawet przez materiał bielizny wyczuwał, 
jak była rozpalona. 

– Brian, proszę... 
Spojrzał jej w oczy i natychmiast zatracił się w tym wzroku. Widział, jak 

bardzo pragnęli się nawzajem. Czemu to komplikować? 

A  jednak  sprawa  nie  naleŜała  do  prostych.  Odrzuci  zakład  i  pieniądze, 

które wiązały się z wygraną, byle tylko być z tą kobietą. Jednak rozstali się pięć 
lat  temu.  Nie  było  to  łatwe,  lecz  chyba  słuszne.  Czy  moŜe  ryzykować 
przekreślenie tamtej decyzji? To utrudni sytuację kaŜdemu z nich. Czy to nie za 
wysoka cena za chwilę zapomnienia z Tiną? 

Biodra  dziewczyny  kołysały  się,  coraz  intensywniej  przyciskając  się  do 

jego  ciała.  Przytulał  ją,  rozkoszując  się  dotykiem  miękkich  włosów  na  szyi. 
Rozpoznawał  jej  westchnienia,  jęki,  kaŜdy  dźwięk  miłosnej  gry.  Bardzo  jej 
pragnął. – Brian... 

– Tina... – rzucił, próbując się od niej oderwać. 
– Nie! – ostrzegła, potrząsając głową. – Nie odchodź. Nie przekreślaj nas. 
Znowu  jej  dotknął,  bo  nie  potrafił  oprzeć  się  pragnieniom.  Kciukiem 

pieścił  intymne  miejsce  jej  ciała,  ona  zaś  reagowała  coraz  gwałtowniej. 
Przytuliła się i rozsunęła nogi, by ułatwić mu dostęp. 

background image

– Dotykaj mnie – szepnęła. 
LeŜała  na  plecach  na  jego  kolanach,  on  zaś  wsunął  rękę  głęboko  pod 

szorty.  KaŜdy  ruch  kołyszących  się  bioder  kobiety  stanowił  dla  niego  torturę. 
Jego  podniecenie  sięgało  zenitu.  Nie  mógł  się  powstrzymać  od  doprowadzenia 
jej  do  orgazmu.  Coraz  intensywniej  pieścił  palcem  pulsujące  ciało.  Po 
pierwszym  dotknięciu  Tina  wygięła  się,  powtarzając  jego  imię.  Dotykał 
najpierw  lekko  i  delikatnie,  potem  coraz  szybciej,  mocniej,  obserwując,  jak 
przeŜywa szczyt rozkoszy. 

Szeroko otworzyła oczy, przygryzła wargę i wysoko uniosła biodra, Ŝeby 

zintensyfikować kontakt. Kiedy krzyknęła jego imię, przytrzymał ją mocno, by 
bezpiecznie przeŜyła ekstazę. 

– Brian – szepnęła po chwili, otaczając mu szyję ramionami. 
Nie  pamiętał  jej  tak  pięknej.  W  brązowych  oczach  malowały  się  nowe 

pragnienia.  Wiedział,  Ŝe nie  moŜe ich spełnić.  Ujął  ją  za przeguby  i  potrząsnął 
głową. 

– Co się stało? – spytała z niepokojem. 
–  Muszę  iść  –  rzekł,  delikatnie  zsuwając  ją  z  kolan.  Wstał,  czując 

frustrację,  jakiej nie pamiętał od czasów dzieciństwa.  Nie  był  pewien,  czy  tym 
razem zimny prysznic w czymś pomoŜe. 

–  śartujesz?  –  Wstała,  poprawiając  ramiączka  bluzki  i  porządkując 

ubranie. – Teraz chcesz odejść? 

– Właśnie teraz. 
Znów miał ochotę ją objąć, więc specjalnie się odwrócił i ruszył do drzwi. 
– Czy chodzi tylko o mnie? – zapytała, więc się zatrzymał i spojrzał jej w 

oczy. 

Pomyślał,  Ŝe  to  wszystko  jego  wina.  Nie  powinien  był  ryzykować  tego 

sam na sam. 

– Tylko ja to odczuwam? – powtórzyła. 
Chciał  potwierdzić,  bo  tak  byłoby  najłatwiej,  lecz  w  tej  sprawie  nie 

potrafił skłamać. 

– Nie tylko ty – przyznał. 
– Więc jak moŜesz odejść? 
–  Nie  rozumiesz?  –  Otworzył  drzwi  i  jedną  nogę  postawił  na  ganku.  – 

Odchodzę właśnie ze względu na to, co czuję. 

– To nie ma sensu. 
– Wiem – przyznał i wyszedł. 
 
Przez  następne  trzy  dni  trzymał  się  z  daleka  od  Tiny.  RozwaŜał  nawet 

moŜliwość przeniesienia się do bazy na czas jej wizyty w Baywater. Lecz jakoś 
nie  był  w  stanie  się  na  to  zdobyć.  Nie  ufał  sobie,  gdy  była  w  pobliŜu  i 
jednocześnie  nie  chciał  pozbawiać  się  jej  widoku.  To  było  równie  głupie,  jak 
utrata kontroli nad sytuacją, do której dopuścił, sam nie wiedząc, w jaki sposób 
do  niej  doszło.  Pamiętał  jedynie  cudowne  uczucie  trzymania  dziewczyny  w 

background image

ramionach, jej oddechu na szyi. Zastanawiał się, kiedy przyzna się do tego sam 
przed  sobą.  Otrząsnął  się  z  męczących  myśli  i  spojrzał  na  Aidana,  siedzącego 
wraz z pozostałymi braćmi przy stole. 

– Co? 
– Słyszałeś? Nie chce nawet przyznać, Ŝe Tina na niego działa. 
– Bo nie – skłamał Brian, nie czując się winny, uwaŜał bowiem, Ŝe jego 

sprawy z byłą Ŝoną nie powinny nikogo interesować. 

–  Akurat  –  Connor  sięgnął  po  kawałek  tortilii.  –  Unikasz  domu,  bo  nie 

lubisz psów, prawda? 

– Właśnie. 
– Uhm. Wcześniej jakoś nie wystraszały cię z domu – zauwaŜył Liam. 
–  Dobrze.  –  Brian  uniósł  ręce  w  geście  poddania,  a  potem  sięgnął  po 

piwo. – Wygraliście. Tina ciągle na mnie działa. Jesteście zadowoleni? 

Kiedy  bracia  porozumiewawczo  kiwali  głowami,  Brian  rozejrzał  się  po 

restauracji.  Przy  wszystkich  stolikach  siedziały  rodziny  z  dziećmi,  dziadkami, 
kuzynami. Nigdy wcześniej nie zwracał na to uwagi, lecz teraz, gdy jego własne 
małŜeństwo się rozpadło, ten widok sprawiał mu przykrość. 

W  ostatnich  dniach  wszędzie  rzucały  mu  się  w  oczy  właśnie  rodziny. 

Dzieci  kolegów,  Ŝony  oficerów  z  bazy.  Uświadomił  sobie,  Ŝe  mógłby  mieć 
swoje  dzieci,  gdyby  nie  nalegał  na  rozwód.  Potem  jednak  pomyślał,  iŜ  nie 
zdołałby  ochronić  rodziny  przed  rozmaitymi  przykrymi  konsekwencjami  faktu, 
Ŝ

e jest zawodowym Ŝołnierzem. 

A gdyby mieli dzieci, potem zaś się rozwiedli? Byłoby jeszcze trudniej. I 

dzieci by cierpiały, rozdarte między miłością do dwojga rodziców. 

Spojrzał  na  małą  dziewczynkę.  Miała  ciemne  włoski  i  brązowe  oczy. 

Wyglądała  jak  córka  jego  i  Tiny.  Jest  piękna,  pomyślał  z  odrobiną  Ŝalu  i 
zazdrości. 

– Nie wiem, jak pozostali radzą sobie z warunkami zakładu – rzekł Aidan. 

– Jednak cieszę się, Ŝe to słyszę. 

– Ja teŜ – przyznał Connor. – Dobrze wiedzieć, Ŝe nie tylko ja cierpię. 
– Słabi jesteście – uśmiechnął się Liam. 
– Miałeś parę lat, by zwalczyć pociąg do kobiet – zauwaŜył Connor. – Dla 

nas to nowe doświadczenie. 

– I dla niektórych pewnie niedługo potrwa – Aidan trącił kufel Briana, ten 

zaś pomyślał, Ŝe niewiele brakuje, by przegrał zakład. 

Postanowił się trzymać. 
– Nie martwcie się o mnie – powiedział. – Dam sobie radę. 
– Właśnie dlatego siedzisz z nami, zamiast jechać do domu. 
Brian zignorował uwagę Connora i spojrzał na Liama. 
– Bawi cię to? 
– Tak. MoŜe Tina ma powód, by być w mieście właśnie teraz. 
– Zrządzenie losu? 
– Tak cię to dziwi? 

background image

– Nie wierzę w przypadki. Sami podejmujemy decyzje. 
–  A  jeśli  to  niewłaściwe  decyzje?  –  kontynuował  Liam,  zaś  Connor  i 

Aidan słuchali w milczeniu. 

– To za nie płacisz. 
– Tak jak ty teraz? 
–  Kto  mówi,  Ŝe  za  coś  płacę?  Tina  nie  ma  nic  wspólnego  z  naszym 

zakładem  –  rzekł  tak  głośno,  Ŝe  przyciągnął  spojrzenie  kobiety  siedzącej  przy 
sąsiednirn stoliku. 

–  Nie  mówię  o  głupim  zakładzie  –  powiedział  cicho  ksiądz,  jakby  tylko 

we dwóch siedzieli przy stole. – Mówię o tym, Ŝe zgodziłeś się, by Tina odeszła 
z twojego Ŝycia. 

– To zamknięta sprawa – odparł Brian, nie patrząc na Ŝadnego z braci. 
–  Naprawdę?  Gdyby  tak  było,  nie  miałbyś  oporów  przed  powrotem  do 

domu. 

Brian  poczuł  się  dotknięty.  Sięgnął  do  portfela  po  pieniądze  za  swoje 

piwo. 

– Jeśli chcecie wiedzieć, trzymam się z dala od Tiny dla jej dobra – rzucił. 
– Wierzę ci, jeśli sam w to wierzysz – odparł Liam. 
– Nie rozumiem, o co ci chodzi. 
– Myślę, Ŝe rozumiesz, tylko nie chcesz się przyznać. 
– Nie przypominam sobie, bym prosił cię o radę. 
–  Nie  prosiłeś  –  uśmiechnął  się  Liam.  –  Udzielam  jej  bezinteresownie. 

Wcale nie unikasz Tiny dla jej dobra, ale dla siebie. Ukrywasz się przed nią, bo 
nie chcesz przyznać, Ŝe nie powinieneś był pozwolić jej odejść. 

– Nieprawda... 
– Nie kłóć się. 
 
Brian sięgnął do kieszeni po kluczyki od samochodu. 
–  Wkurzacie  mnie  jeszcze  bardziej  niŜ  Tina!  –  zawołał  i  wyszedł,  zaś 

Aidan zamówił drugą kolejkę piwa. 

– Przepadł – skomentował sytuację brata. 
– Uhm – zgodził się Connor. 
–  Wypiję  za  to  –  Liam  podniósł  kufel.  –  Za  Briana.  Niech  Tina  da  mu 

popalić, nim przyjmie go z powrotem. 

– Amen. 
 
Tina  siedziała  na  brzegu  wanny  owinięta  ręcznikiem  i  jak  co  dzień 

uświadamiała sobie, po co wróciła do miasta. Codziennie sprawdzała wynik na 
wykresie  temperatury  określającym  dni  płodne.  Wreszcie  nadszedł  właściwy 
dzień. Właśnie dzisiaj. Teraz trzeba było zrealizować plan. 

Brian  niepostrzeŜenie  wślizgiwał  się  do  swojego  mieszkania  i  znikał  o 

poranku,  starając  się  za  wszelką  cenę  jej  unikać,  więc  nie  miała  wyboru.  Była 
bardzo zdenerwowana, a przecieŜ chodziło o człowieka, który w świetle prawa 

background image

kościelnego  był  jej  męŜem.  Zaczęła  wspominać  chwile  tuŜ  po  ślubie,  kiedy 
namiętnie  się  kochali  i  starali  się  nie  rozstawać  ani  na  minutę.  Potem  przyszły 
lata pustki i niespełnionych pragnień. 

Nikt  tak  jak  Brian  nie  potrafił  doprowadzać  jej  do  stanu  rozkoszy, 

sprawiać, Ŝe pragnęła go jeszcze bardziej. Teraz zaś chciała jego dziecka. 

Do  jej  uszu  dobiegł  dźwięk  otwieranych  drzwi.  Wstała  i  przeciągnęła 

dłońmi  po  ręczniku  związanym  w  węzeł  na  wysokości  piersi.  Wzięła  głęboki 
oddech i wyszła z łazienki. 

Spojrzała  prosto  w  oczy  Briana,  który  na  jej  widok  zatrzymał  się  z 

otwartymi ustami. 

– Niespodzianka – uśmiechnęła się. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
Brian  tylko  patrzył.  Nie  mógł  wydobyć  ani  słowa.  Przez  całą  drogę  z 

restauracji  do  domu  właśnie  o  niej  myślał.  Zastanawiał  się,  czy  Liam  nie  miał 
racji.  Jeśli  tak  było,  oznaczało  to,  Ŝe  zmarnował  sobie  i  Tinie  pięć  lat  Ŝycia. 
Więc  starszy  brat  musiał  się  mylić,  uznał  w  duchu.  Nie  rozumiał,  Ŝe  Brian 
przeprowadził  rozwód,  by  chronić  ukochaną  kobietę,  zaoszczędzić  jej  smutku. 
Pewnie,  iŜ  Ŝałował,  Ŝe  odeszła.  W  tej  chwili  bardziej  niŜ  kiedykolwiek.  Stary 
zegar  ścienny  tykał  znacznie  spokojniej  niŜ  jego  serce.  Przez  okno  wpadało 
ś

wiatło  księŜyca,  a  przez  uchylone  drzwi  łazienki  docierał  blask  lampy,  co 

sprawiało, Ŝe Tina wyglądała jak nierzeczywista. 

Jednak  istniała  całkiem  realnie.  Natychmiast  ogarnęło  go  podniecenie. 

Czuł  się  jak  w  pułapce.  Chwilę  później  odezwała  się,  on  zaś  z  trudem 
skoncentrował myśli, by jej słuchać. 

– Wzięłam prysznic, a potem zatrzasnęły mi się drzwi w domu babci... 
–  Wyszłaś  na  zewnątrz  w  takim  stroju?  –  Uniósł  rękę  w  geście 

zdziwienia. 

–  Wyglądam  całkiem  przyzwoicie.  Nie  wybiegłam  na  główną  ulicę,  a 

poza tym to duŜy ręcznik – uśmiechnęła się. 

Nie  za  duŜy,  pomyślał.  Dziewczyna  prezentowała  się  w  nim...  pięknie. 

Nie potrafił wyrazić, jak bardzo. Ciemne falujące włosy opadały jej na ramiona, 
w  oczach  błyszczały  pragnienia,  które  znał  aŜ  nadto  dobrze.  Miał  ochotę 
dotknąć  jej  opalonych  nóg.  Zatrzymał  wzrok  na  węźle  ręcznika,  między 
piersiami i wyobraził sobie, Ŝe go rozwiązuje. 

– W kaŜdym razie... – ciągnęła, siadając na brzegu dwuosobowego łóŜka, 

co  sprawiło,  Ŝe  ręcznik  odsłonił  uda.  –  Wiem,  Ŝe  masz  zapasowy  klucz  do 
mieszkania  babci,  więc  pomyślałam,  Ŝe  nie  będziesz  miał  nic  przeciwko  temu, 
jeśli tu na ciebie zaczekam. 

Zastanawiał się, czy usiadła specjalnie w ten sposób, by światło księŜyca 

czyniło ją jeszcze bardziej ponętną. 

– Nie mam nic przeciwko – potwierdził, z trudem wymawiając słowa. 
Jej  widok  sprawiał,  Ŝe  nie  potrafił  jasno  myśleć  ani  zapanować  nad 

reakcjami  własnego  ciała.  Tymczasem  dziewczyna  wyciągnęła  się  na  łóŜku  i 
skrzyŜowała  nogi  w  kostkach.  Potem  uniosła  ramiona,  jakby  w  ogóle  nie 
obchodziło  jej,  gdzie  jest  i  co  robi.  Jakby  nie  zdawała  sobie  sprawy,  Ŝe 
doprowadza go do szaleństwa. 

– Miłe mieszkanko – zauwaŜyła, ogarniając wzrokiem pokój. 
Teraz  prowadzi  nieznaczącą  rozmówkę,  pomyślał  z  wściekłością.  Ja  nie 

mogę  wytrzymać  z  poŜądania,  a  ona  zacznie  zaraz  podziwiać  umeblowanie. 
Celowo bawi się mną, dręczy. Dobrze wie, co robi, igrając emocjami. W małym 
pokoiku  nie  było  czego  podziwiać,  lecz  Brianowi  odpowiadał.  AŜ  do  tej  pory, 
kiedy niewielka przestrzeń sprawiła, Ŝe wyraźnie czuł zapach jej perfum. 

Jedyne  wyjście  z  sytuacji  to  szybko  znaleźć  klucz  do  mieszkania  babci. 

background image

Wtedy wyjdzie. 

–  Proszę  –  rzekł,  wyciągając  klucze  z  kieszeni  i  umykając  wzrokiem.  – 

Odprowadzę cię na dół i pomogę otworzyć. 

–  Po  co  ten  pośpiech?  –  Tina  przeciągnęła  się,  połoŜyła  na  boku  i 

podparła  głowę  ręką,  a  on  tylko  jęknął,  gdy  podciągnęła  ręcznik,  bardziej 
odsłaniając biodro. 

Po  prostu  nie  mógł  oddychać.  Ręcznik  rozchylił  się  i  ukazał  fragment 

nagiego ciała dziewczyny. 

– Zabijasz mnie – jęknął. 
–  Wcale  nie  mam  zamiaru  –  odparła,  nie  poprawiając  ręcznika,  by  się 

przykryć. 

– Ręcznik spada – rzekł zdesperowany. 
– Wiem. 
– Wiem, Ŝe wiesz. 
O co jej chodzi? Co to za gra? Chce mu odpłacić za rozwód? Dlaczego z 

tym  czekała  aŜ  pięć  lat?  Im  więcej  zadawał  pytań,  tym  mniej  miał  na  nie 
odpowiedzi. Jeszcze chwila a zwariuje. 

– Chcesz mnie uwieść. 
– MoŜliwe. 
– Będziesz tego Ŝałowała. 
– Nie, jeśli jesteś równie dobry jak dawniej. – Uśmiechnęła się. 
Brian był tylko człowiekiem. Nikt na jego miejscu nie oparłby się urokom 

Tiny. 

–  Nie  mam  tu...  Ŝadnych  zabezpieczeń.  –  Spróbował  ostatniej  deski 

ratunku, bo rzeczywiście pozbył się z domu prezerwatyw, by nie stwarzać pokus 
w sytuacji obowiązywania warunków zakładu. 

– Nie szkodzi – usłyszał. 
– Przeciwnie. 
– Słuchaj, jeśli nie jesteś na nic chory, nie musisz się tym przejmować – 

zauwaŜyła lekko schrypniętym głosem. 

Pewnie  zaŜywa  pigułki,  pomyślał.  W  ten  sposób  znikały  wszystkie 

bariery. Teraz nie miało juŜ znaczenia, dlaczego się tu znalazła. MoŜe od chwili, 
gdy pojawiła się w Baywater, zmierzali do tego celu? MoŜe oboje tego właśnie 
potrzebowali? 

Tina  przesunęła  palcem  po  biodrze,  odsuwając  drugą  połę  ręcznika. 

Brianowi zaschło w gardle. 

– No więc? Jesteś równie dobry jak kiedyś? – szepnęła. 
Nawet piechota morska wie, kiedy trzeba się poddać. 
– Kochanie, jestem jeszcze lepszy – zapewnił, pozbywając się koszuli. 
–  Udowodnij!  –  zaproponowała,  wyciągając  rękę.  W  ciągu  sekundy 

zrzucił ubranie i znalazł się obok niej w łóŜku. Rozwiązał ręcznik, ujął piersi w 
dłonie. 

– Tak bardzo cię pragnę – szepnęła. 

background image

– Ja teŜ, dziecino – wymruczał, biorąc w usta jeden z sutków. 
Pieścił go, powtarzając, jak bardzo za nią tęsknił. 
Ujęła jego twarz w dłonie i uniosła tak, by spojrzeć w oczy. W jej wzroku 

malowało się poŜądanie i coś jeszcze, czego nie chciał przyjąć do wiadomości. 

Przytuliła się, całując w usta. 
– Weź mnie i pozwól mi zrobić to samo – poprosiła, on zaś poczuł, Ŝe jest 

zgubiony. 

Jęknął,  pocałował  dziewczynę  namiętnie,  głęboko  wsuwając  język. 

Przycisnął  ją  mocno,  czując,  Ŝe  oboje  ogarnia  fala  gorąca.  Pomyślał,  Ŝe  była 
jego  światłem  i  ciepłem,  którego  nie  zaznał  od  pięciu  lat.  Dobrze,  Ŝe  mógł  ją 
mieć  choć  przez  tę  noc.  Przeniknęło  ich  poczucie  bliskości.  Świat  zewnętrzny 
stracił znaczenie. Liczyli się tylko oni dwoje. 

Tina  przesuwała  dłońmi  po  jego  ciele.  Czuł  na  skórze  pieszczotę 

paznokci.  Zapragnął,  by  zostawiła  na  niej  ślady,  które  przypominałyby  te 
chwile.  Wsunął  rękę  pod  jej  plecy,  sycąc  dotyk  ponętnymi  kształtami. 
Zapamiętał się w pieszczotach warg, języka, dłoni. Dziewczyna poruszała się w 
jego  objęciach,  wzdychając  z  rozkoszy.  Pocałunkami  zsuwał  się  po  jej  ciele 
coraz  niŜej.  Uniosła  biodra,  wygięła  się,  wciskając  głowę  w  poduszkę  i 
przesuwała mu palcami po ramionach, gdy on dotykiem pieścił intymne miejsca 
jej ciała. 

– Wejdź we mnie – szepnęła. 
– Jeszcze nie, kochanie, jeszcze nie – odrzekł, wzmacniając pieszczotę. 
Tina  nie  mogła  wytrzymać  natęŜenia  rozkoszy.  Nie  przechowała  w 

pamięci  zapisu  takich  odczuć.  To  było  coś  niewypowiedzianego.  Nie  była  w 
stanie  myśleć  ani  oddychać.  Otworzyła  oczy,  by  spojrzeć  na  męŜczyznę 
oświetlonego blaskiem księŜyca. 

Sięgnęła  ku  niemu,  lecz  wyśliznął  się,  jakby  nie  zamierzał  przerywać 

smakowania  jej  ciała.  Poczuła  język  na  sutkach.  Dłońmi  nie  przestawał 
wędrować wzdłuŜ bioder. Po chwili ukląkł między jej udami. 

– Brian... – wyciągnęła rękę. 
– Nic nie mów – uśmiechnął się i uniósł ją nieco. Tina zacisnęła kołdrę w 

rękach,  gdy  połoŜył  sobie  jej  nogi  na  barkach  i  pochylił  głowę.  Językiem  i 
wargami  doprowadził  ją  na  skraj  otchłani  rozkoszy.  Jęczała,  poruszając 
biodrami  w  rytm  pieszczoty.  KaŜde  dotknięcie  intymnych  miejsc  powodowało 
przyspieszenie  oddechu.  Zanurzyła  pałce  we  włosach  Briana  i  krzycząc  jego 
imię,  przeŜyła  orgazm.  Przejęta  drŜeniem  otworzyła  oczy,  by  napotkać  jego 
namiętny wzrok. OstroŜnie połoŜył ją na łóŜku i przykrył własnym ciałem. 

– Tęskniłem za tobą – powtórzył, całując kącik ust. 
– Tak długo na to czekałam – powiedziała, pieszcząc jego plecy. 
– Nie myśl o tym. W ogóle nie myśl – mówił wśród pocałunków. 
– Nie daj mi na to czasu – poprosiła, zarzucając mu ręce na szyję. 
Wniknął w jej ciało, a Tina po raz pierwszy od bardzo dawna poczuła się 

spełniona.  Poruszali  się  w  jednym  rytmie.  Otoczyła  nogami  biodra  Briana,  by 

background image

stanowić z nim jedność. Nie mogła uwierzyć, Ŝe znowu jest w jego ramionach. 
Starała się zapamiętać kaŜdą sekundę zbliŜenia, Ŝeby mieć co rozpamiętywać po 
powrocie  do  domu.  Przylgnęła  do  niego  tak  mocno,  Ŝe  cały  świat  zewnętrzny 
przestał dla niej istnieć. 

I  wtedy  przeŜyła  oszałamiający  orgazm.  Słyszała  tylko  szept  Briana 

powtarzającego jej imię. 

 
– Do licha! 
Uniosła  głowę  z  jego  piersi  i  spojrzała  z  uśmiechem,  przeciągając  mu 

palcami po skórze. 

– Nie takiej reakcji oczekuje kobieta po niesamowitym seksie. 
– Nie o to chodzi. 
– Jeśli nie o to, to nie chcę o tym teraz rozmawiać – oznajmiła i otarła się 

o jego ciało nabrzmiałymi sutkami. 

–  Musimy  porozmawiać...  –  przerwał,  czując,  jak  Tina  zsuwa  się 

pocałunkami coraz niŜej i niŜej. – Przestań – rzekł, gdy uŜyła języka. 

–  Wcale  nie  chcesz,  bym  przestała,  prawda?  –  zauwaŜyła,  pochylając 

głowę nad jego podnieconym ciałem. 

– Tak..., nie... 
–  No  właśnie  –  Tina  nie  mogła  pozwolić  mu  mówić.  Nie  chciała,  by 

zaczął  Ŝałować  ich  zbliŜenia,  bowiem  zamierzała  je  powtórzyć.  I  to  nie  raz. 
Musiała  przyznać,  Ŝe  nie  chodziło  jedynie  o  poczęcie  dziecka.  Pragnęła 
wzbudzić w Brianie namiętność równą własnej. Niech ją kocha tak bardzo, jak 
ona  jego.  Tak  naprawdę  nigdy  nie  przestała  darzyć  go  namiętnym  uczuciem. 
Nawet nie próbowała o nim zapomnieć. Właśnie dlatego pragnęła jego dziecka. 
Jeśli  nie  mogła  mieć  jego  samego,  chciała  zyskać  choć  jego  cząstkę,  którą 
mogłaby kochać. 

– Nie pozwalasz mi myśleć – powiedział. 
– To dobrze. – Podniosła głowę i uśmiechnęła się, potem zaś wróciła do 

pieszczot. 

Brian nabrał powietrza w płuca. 
– Chodź tutaj – mruknął. 
Usiadł, połoŜył dziewczynę na plecach i gorąco pocałował. 
– śadnych rozmów. 
– A kto chce rozmawiać? – spytała, przytulając się mocno. 
Teraz  dopiero  rozumiała,  Ŝe  wprost  bezgranicznie  tęskniła  za  jego 

bliskością.  Rozsunęła  nogi,  a  on  szybko  wszedł  w  jej  ciało.  Od  razu  poczuła 
obezwładniającą  rozkosz.  MęŜczyzna  poruszał  się  coraz  szybciej,  powodując 
kolejne fale cudownych dreszczy. Nie przerywał namiętnych pocałunków, aŜ do 
chwili, gdy razem przeŜyli orgazm, który na wiele sekund owładnął ich ciałami. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Resztę nocy spędzili wśród namiętnych uniesień. O świcie Tina ziewnęła 

i spojrzała w okno. KaŜdym centymetrem ciała czuła miłosne zmęczenie. Brian 
okazał  się  jeszcze  wspanialszy  niŜ  przed  pięciu  laty.  Z  bólem  pomyślała,  iŜ 
zapewne  nie  unikał  kobiet  od  czasu,  kiedy  się  rozstali,  lecz  nie  dała  po  sobie 
poznać, Ŝe ta myśl sprawia jej ból. Sama równieŜ nie Ŝyła jak zakonnica. Tylko 
Ŝ

e  z  innymi  męŜczyznami  to  był  zwykły  seks,  który  w  niczym  nie  mógł  się 

równać  z  przeŜyciami,  których  dostarczał  Brian.  Spojrzała  na  niego  i 
uśmiechnęła  się.  Nawet  we  śnie  nie  wyglądał  niewinnie.  Zawsze  jej  się  to 
podobało.  Jego  nagie  ciało  mogło  rywalizować  z  kaŜdym  dziełem  sztuki 
rzeźbiarskiej.  Jedna  noc  z  nim  była  więcej  warta  niŜ  setki  nocy  z  innymi.  Ze 
smutkiem  pomyślała,  Ŝe  wkrótce  musi  wyjechać.  Jedyną  pociechę  stanowiła 
nadzieja,  Ŝe  wówczas  moŜe  będzie  juŜ  w  ciąŜy.  Uśmiechnęła  się  do  siebie  i 
pieszczotliwym ruchem połoŜyła dłoń na brzuchu. 

–  Kiedy  kobieta  uśmiecha  się  w  ten  sposób  –  odezwał  się  Brian  – 

męŜczyzna pragnie wiedzieć, o czym myśli. 

Tina szybko sięgnęła po prześcieradło, by się osłonić. 
– Dzień dobry – usłyszała. 
Brian ściągnął prześcieradło i pieszczotliwym ruchem dotknął jej piersi. 
– Chyba nie czujesz się zawstydzona? 
– Nie, tylko trochę zmęczona. 
– Nie dziwię się. Nawet ja potrzebuję więcej niŜ godzinę snu. 
Oboje  długo  nie  chcieli  przerywać  miłosnych  zbliŜeń,  więc  na  sen  nie 

zostało  wiele  czasu.  Przyszedł  tuŜ  przed  świtem,  gdy  poczuli  się  całkowicie 
wyczerpani. 

Kiedy dziewczyna nie odpowiedziała, przerwał pieszczotę i spytał: 
– Dobrze się czujesz? 
– Tak – odparła, starając się nie myśleć o poczuciu winy, które zaczęło ją 

nawiedzać. 

– Nie jestem przekonany – rzekł, bo jako pilot instynktownie wyczuwał, 

gdy coś było nie w porządku. 

– To nic waŜnego, naprawdę – zapewniła. 
– Ale jednak coś – powiedział, podejrzewając, Ŝe to coś nie będzie mu się 

podobało. 

Przez całą noc byli ze sobą jak za dawnych czasów. 
Mimo  niewyspania  od  dawna  nie  czuł  się  tak  dobrze  jak  w  tej  chwili. 

Przeczuwał  jednak,  Ŝe  kiedy  tylko  Tina  zacznie  mówić,  dobry  nastrój  zniknie. 
Ale musiał się dowiedzieć, w czym rzecz. 

– Dlaczego po prostu nie powiesz? 
– Nie sądzę, by to był dobry pomysł. 
–  Teraz  juŜ  jestem  pewien,  Ŝe  powinniśmy  porozmawiać  –  powtórzył 

zaniepokojony. 

background image

–  Nie  róbmy  tego,  dobrze?  –  Dziewczyna  usiadła  na  brzegu  łóŜka, 

rozglądając się za swoim ręcznikiem. 

–  Skoro  nie  chcesz,  to  mamy  problem,  bo  ja  pragnąłbym  wiedzieć,  o  co 

chodzi – mruknął. 

Spojrzała nań przez ramię. 
– Naprawdę, nie ma problemu. Teraz powinnam wziąć prysznic i znaleźć 

ubranie. 

Nie  miała  ochoty  na  rozmowę,  która  musiała  doprowadzić  do  potęŜnej 

awantury. Nie była na to gotowa. Ciągle nie mogła oswoić się ze świadomością, 
Ŝ

e  mimo  upływu  pięciu  lat  gorąco  kocha  tego  męŜczyznę,  mimo  Ŝe  on  jej  nie 

chce. 

Gdzie ten głupi ręcznik, pomyślała. 
– Dlaczego jakoś ci nie wierzę? 
Spojrzała  na  niego  jeszcze  raz,  owinęła  się  prześcieradłem,  a  potem 

wstała z łóŜka. 

– MoŜe masz podejrzliwą naturę. 
– Porozmawiaj ze mną – nalegał niecierpliwie. 
Tylko  tyle  przyniosła  miłosna  noc,  pomyślała,  rozglądając  się  za 

ręcznikiem. 

–  Wiesz  co,  nie  mogę  znaleźć  swojego  ręcznika,  więc  poŜyczę 

prześcieradło, by dotrzeć do mieszkania babci. Oddam ci je wieczorem. 

Popełniła  błąd,  oglądając  się  na  niego.  LeŜał  nagi  i  uwaŜnie  się  jej 

przyglądał. 

– Nie ma mowy – rzucił. 
– Nie wierzysz, Ŝe zwrócę? 
– Nie obchodzi mnie głupie prześcieradło – mruknął, wstał i podszedł do 

niej. – Chcę wiedzieć, co się dzieje w twojej głowie. Nie wyjdziesz stąd, póki mi 
nie powiesz. 

Tina cofnęła się o krok i zesztywniała. W głębi ducha wcale nie wstydziła 

się tego, co zrobiła. PrzecieŜ nie wciągnęła go siłą do łóŜka. Wyraźnie sprawiło 
mu  to  przyjemność.  Lecz  wewnętrzny  głos  podpowiadał  równieŜ,  Ŝe  gdyby 
wiedział,  w  jakim  celu  spędzili  tę  noc,  pewnie  nigdy  by  się  na  to  nie  zgodził. 
Czuła się więc trochę winna i dlatego nie chciała o tym mówić. 

Zmusiła  się  do  spojrzenia  mu  w  oczy.  Zdawała  sobie  sprawę,  Ŝe  jeśli 

Brian  raz  się  dowie  o  co  chodzi,  nigdy  więcej  nie  pójdzie  z  nią  do  łóŜka. 
Spuściła wzrok, co odczytał jako zły znak. 

–  Ostatniej  nocy,  kiedy  powiedziałaś,  Ŝe  nie  muszę  się  obawiać  o  brak 

zabezpieczeń... Chciałaś dać do zrozumienia, Ŝe zaŜywasz pigułki, tak? 

– Niezupełnie. 
MęŜczyzna szóstym zmysłem wyczuł jakieś niebezpieczeństwo. 
– Niezupełnie? – powtórzył, przypominając sobie, ile razy kochał się z nią 

tej nocy. – Co to właściwie znaczy? 

– śe nie biorę pigułek, lecz nie musisz się tym przejmować. 

background image

Wiadomość  o  niezaŜywaniu  środków  antykoncepcyjnych  przeraziła  go 

jak  kaŜdego  przedstawiciela  męskiej  części  populacji.  Z  wraŜenia  nie  mógł 
wydobyć  słowa.  Jak  miał  się  nie  denerwować?  Naprawdę  sądziła,  Ŝe  zrobi  jej 
dziecko i pójdzie sobie w siną dal? Tak mało go znała? 

Na myśl o dziecku krew zaczęła mu szybciej krąŜyć w Ŝyłach. 
– Nie powinienem się martwić, poniewaŜ... 
A  więc  nadszedł  ten  moment.  Dziewczyna  wiedziała,  Ŝe  trzeba  mu 

powiedzieć,  choć  wolałaby  tego  nie  robić.  Kiedy  w  Kalifornii  omawiała  cały 
plan  z  Janet,  nie  widziała  w  nim  niczego  zdroŜnego.  Pragnęła  dziecka  tak,  jak 
zawsze pragnęła Briana, więc teraz chciała mieć choć jego cząstkę. W tej chwili 
jednak  ogarnęło  ją  silne  poczucie  winy.  śałowała,  Ŝe  go  okłamała,  choć  nie 
Ŝ

ałowała  samego  przedsięwzięcia.  Za  nic  nie  oddałaby  ostatniej  nocy.  Jeśli 

poczęli dziecko, będzie kochała je całym sercem. 

Problem  polegał  na  tym,  Ŝe  kochała  takŜe  tego  męŜczyznę  i  fatalnie  się 

czuła  ze  świadomością,  iŜ  uŜyła  wobec  niego  podstępu.  Jeśli  jednak  ceną  tej 
winy miałoby być dziecko, gotowa była dźwigać ją do końca Ŝycia. 

Patrzyła na Briana, jakby chciała wbić sobie w pamięć rysy jego twarzy. 

Za  oknem  wzeszło  juŜ  słońce  i  zaczęły  śpiewać  ptaki.  MęŜczyzna  dotknął  jej 
ramienia, przesunął dłonią w dół. 

– Powiedz, co robisz. Mam prawo wiedzieć. 
–  I  tak  zamierzałam  ci  to  wyjaśnić.  Chcę,  Ŝebyś  wiedział  –  rzekła, 

nabierając oddechu w płuca. – Co? 

– Pragnę zajść w ciąŜę. 
Brian  otworzył  usta  z  wraŜenia,  lecz  szybko  je  zamknął,  czekając  na  to, 

co dalej usłyszy. 

– Mam nadzieję, Ŝe tej nocy poczęliśmy dziecko. Puścił jej rękę i patrzył, 

jak na kogoś widzianego po raz pierwszy w Ŝyciu. 

– Dziecko? 
–  Tak.  Chciałam  dziecka  i  tego,  byś  został  jego  ojcem.  MęŜczyzna 

chwycił się za głowę. 

–  Chciałaś  –  powtórzył  po długiej  chwili milczenia.  –  A nie  pomyślałaś, 

Ŝ

e ja równieŜ mam coś do powiedzenia w tej sprawie? 

– Byłeś „za”. I to wiele razy, o ile pamiętam. 
– Byłem za uprawianiem seksu. Nie przypominam sobie, bym opowiadał 

się za ojcostwem. 

–  Wiem.  Kiedy  powiedziałam,  Ŝe  nie  musisz  się  niepokoić,  właśnie  to 

miałam na myśli. 

– Tak? Zrobić dziecko i iść swoją drogą? 
– Pragnę tego dziecka. 
– Nie mów tak. Nie wiemy, czy ono zaistniało. Dziewczyna połoŜyła dłoń 

na brzuchu, jakby chciała osłonić nowe istnienie. 

– Mam nadzieję, Ŝe tak. 
– O czym ty myślisz? 

background image

– Powiedziałam juŜ. 
MęŜczyzna wciągnął dŜinsy, mrucząc coś pod nosem. 
– Twój zegar biologiczny zadzwonił na alarm i wskazał mnie? 
–  Na  litość  boską,  nie  zachowuj  się  tak,  jakbyś  działał  pod  presją.  Nie 

zmuszałam cię groźbami do uprawiania seksu – zauwaŜyła, szczelniej owijając 
się prześcieradłem. 

– Zwiodłaś mnie. 
– Skusiłam – poprawiła. 
– Dobrze wiedziałaś, do czego zmierzasz, lecz nic nie powiedziałaś. 
–  Daj  spokój.  –  Odgarnęła  włosy  z  czoła,  czując  się  niezręcznie  w 

prześcieradle,  gdy  Brian  był  ubrany.  –  Nie  udawaj  niewiniątka,  które  zostało 
wykorzystane.  Dzięki  temu  idiotycznemu  zakładowi  z  braćmi  byłeś  więcej  niŜ 
chętny. 

– Wiedziałaś o zakładzie? – Tak. 
– Od Liama? – Tak. 
–  A  więc  zrobiłaś  to  celowo.  Uderzyłaś  w  słaby  punkt.  –  MęŜczyzna 

wyciągnął palec oskarŜycielskim gestem. 

– I co? 
– Powinnaś była mi powiedzieć. 
– MoŜliwe – przyznała. 
– Nie ma Ŝadnego moŜliwe. 
– Gdybym powiedziała, do niczego by pewnie nie doszło. 
– Właśnie. 
Tinę  ogarnął  smutek  na  myśl  o  tym,  Ŝe  Ŝar  namiętności  tak  szybko  się 

wypalił. 

– Niczego od ciebie nie oczekuję – rzekła. 
– Pewnie. Bo juŜ dostałaś to, czego chciałaś. 
Za  oknem  rozległ  się  hałas  przelatującego  samolotu.  Dziewczyna 

pomyślała,  Ŝe  niedługo  wróci  do  Kalifornii  i  będzie  modliła  się  za  dziecko, 
którego  Brian  tak  bardzo  nie  chce.  On  zaś  zostanie  tutaj,  by  latać  swoimi 
samolotami i codziennie naraŜać Ŝycie na niebezpieczeństwo. 

Sądziła, Ŝe to będzie proste. Przyjedzie do rodzinnego miasta, prześpi się 

z nim, zajdzie w ciąŜę i wróci do swojego świata. Teraz wiedziała, Ŝe nie uwolni 
się  od  tego  męŜczyzny.  śaden  z  partnerów,  z  którymi  spotykała  się  w  ciągu 
pięciu  lat nie  zdobył  jej  serca,  bo  zawsze  naleŜało do byłego męŜa.  Nie  mogła 
zakochać się w nikim innym. 

– Nie rozumiesz, Ŝe nie chcę być ojcem na pół eta tu? – spytał. 
–  Nie  musisz  –  odrzekła  i,  choć  wiele  ją  to  kosztowało,  dodała:  –  Nie 

proszę,  byś  aktywnie  podjął  obowiązki  ojca.  AngaŜuj  się  lub  nie  w  stopniu, 
który ci odpowiada. 

– Teraz mam prawo głosu w tej sprawie? 
–  Tak.  Kiedy  mówiłam,  Ŝe  nie  powinieneś  się  niepokoić,  chodziło  mi 

właśnie o to. Jeśli wolisz, moŜesz się więcej ze mną nie kontaktować. 

background image

–  Tak  po  prostu.  Chciała  dodać,  Ŝe  być  moŜe,  popełniła  błąd,  lecz  nie. 

miała zamiaru niczego udawać. 

–  Właśnie.  Minęło  pięć  lat.  W  tym  czasie  rozmawialiśmy  moŜe  ze  trzy 

razy. 

– To zupełnie co innego – rzucił. – Sprawy między nami to jedno, a moja 

relacja  z  dzieckiem,  które  począłem,  to  drugie.  Myślisz,  Ŝe  pozwoliłbym 
odseparować je od swego Ŝycia? 

– To zaleŜy od ciebie. 
– Dziękuję. 
Mimo ciepłego dnia, Tina poczuła chłód. Powinna była najpierw upewnić 

się,  czy  naprawdę  będzie  miała  to  dziecko,  potem  dopiero  przeprowadzać  taką 
rozmowę. 

–  Nie  ma  sensu  więcej  o  tym  mówić  – powiedziała nagle.  –  Wracam  do 

domu. 

– A co z zatrzaśniętymi drzwiami? – spytał z sarkazmem w głosie. 
– Skłamałam – odrzekła, trzymając rękę na klamce. 
– Wielka niespodzianka. 
Tina odczuła te słowa jak uderzenie. 
– Przepraszam, Ŝe cię zdenerwowałam – rzekła, nie patrząc mu w oczy. – 

Ale nie Ŝałuję tej nocy i tego, Ŝe moŜemy mieć dziecko. Przykro mi, Ŝe ty tego 
Ŝ

ałujesz. 

Wyszła i zamknęła za sobą drzwi. MęŜczyzna stał w smudze słonecznego 

ś

wiatła, które wpadało przez okno, i było mu zimno jak nigdy w Ŝyciu. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
Tego  ranka  Brian  zachowywał  się  zgodnie  ze  znaczeniem  swojego 

lotniczego  przydomka,  tzn.  jak  kowboj.  KaŜdy  pilot  miał  jakiś  przydomek  – 
BoŜo, Goliat, czy właśnie Kowboj. Jego wziął się od agresywnego stosunku do 
latania.  Jako  pilot  uwielbiał  podniebne  akrobacje.  Lecąc  odrzutowcem  z 
prędkością  przekraczającą  prędkość  dźwięku,  nie  myślał  o  niczym  innym  jak 
tylko o wykonaniu zadania. 

Jednak  dzisiaj  nie  opuszczała  go  pamięć  o  Tinie.  Wydawało  mu  się,  Ŝe 

dziewczyna siedzi obok w kabinie samolotu. 

– Zwiodła mnie – mruknął, nie mogąc pogodzić się z faktem, Ŝe była Ŝona 

ś

wiadomie uŜyła go do roli reproduktora. 

– Co mówisz? – spytał towarzyszący mu kolega, Sam Hollywood Holden. 
– Nic. 
–  Jeśli  juŜ  skończyliśmy  wszystkie  przyprawiające  o  mdłości  ewolucje, 

moŜe wrócilibyśmy do domu? 

– Spieszy ci się? 
– Nie wszyscy porobili głupie zakłady. 
Brian  jęknął  tylko.  Wiedział  juŜ,  Ŝe  w  bazie  nie  da  się  utrzymać  w 

sekrecie  Ŝadnych  prywatnych  spraw.  Nie  powinien  był  przystawać  na  ten 
zakład. Gdyby nie dał się przekonać Liamowi, nie znalazłby się wobec Tiny w 
takiej  sytuacji.  Nie  doszłoby  do  tej  nocy.  Jednak  trudno  było  tego  Ŝałować, 
nawet biorąc pod uwagę okoliczności, które towarzyszyły zbliŜeniu. 

Nie  moŜna  jednak  dopuścić,  by  stało  się  to  przedmiotem  koleŜeńskich 

Ŝ

artów. 

– Dlatego właśnie jeszcze polatamy – oznajmił ze złośliwą satysfakcją. 
– Ojej... – jęknął Holden. 
 
– Wpakowałam się w kłopoty, prawda? – Tina popatrzyła na Babeczkę i 

Brzoskwinkę rozgoszczone na jej łóŜku. – Ale nie Ŝałuję tego, co się stało. Po to 
tu przyjechałam. 

Brzoskwinka  ziewnęła  i  przeciągnęła  się  rozkosznie.  Dziewczyna 

rozejrzała się po swoim panieńskim pokoiku, w którym siedziała jak kiedyś, gdy 
jako nastolatka rozmyślała tu nad swoimi problemami. Czasy się zmieniły, więc 
i problemy miały teraz inny wymiar. 

–  PrzecieŜ  nie  zmuszałam  go  siłą  –  powiedziała  na  głos,  patrząc  na 

Babeczkę. – Był więcej niŜ chętny. To dlaczego tak okropnie się czuję? 

Znała  odpowiedź,  lecz  wolała  jej  nie  wypowiadać.  Instrumentalne 

podejście do Briana było niewłaściwe. 

–  No  dobrze,  naleŜy  postawić  mnie  pod  ścianą  i  rozstrzelać  –  rzekła 

głośno. – Po prostu chciałam... 

Nie  tylko  jego  dziecka,  pomyślała.  Chciała,  Ŝeby  Brian  wrócił,  tylko 

wolała  sobie  tego  wcześniej  nie  uświadamiać.  Teraz  nie  mogła  juŜ  temu 

background image

zaprzeczyć. 

Tylko Ŝe spełnienie takiego pragnienia nie leŜało w jej mocy. Sięgnęła po 

telefon i wykręciła znajomy numer. 

– Janet. Dzięki Bogu, Ŝe jesteś. 
– Co słychać? 
– Nie najlepiej. 
– Więc nie udało ci się... 
– Nie. Misja została wykonana. 
– Naprawdę poszłaś do łóŜka ze swoim byłym? 
– Nie. Poprosiłam go o wsparcie i udałam się do kliniki w celu sztucznego 

zapłodnienia – zadrwiła Tina. 

–  Jak  na  kogoś,  kto  niedawno  przeŜył  udane  zbliŜenie,  dziwnie  się 

zachowujesz. 

– Wybacz. Po prostu jestem zła na siebie i się na tobie wyŜywam. 
– Mogę w czymś pomóc? 
– Nie poszło tak, jak myślałam. 
– Nie było równie dobrze jak kiedyś? 
– Lepiej. 
– To w czym problem? 
– Powiedziałam mu – Tina przypomniała sobie wyraz twarzy Briana. 
Nie  mogła  go  winić  za  tę  reakcję.  W  końcu  byli  rozwiedzeni.  Jeśli  nie 

akceptował  jej  jako  Ŝony,  czemu  miałby  godzić się  na  nią  jako  matkę  swojego 
dziecka. I to dziecka, o którego ewentualnym poczęciu nawet nie wiedział. 

– Ach – westchnęła przyjaciółka. – Chyba zdawałaś sobie sprawę, Ŝe nie 

będzie zadowolony. 

– Tak, ale teŜ nie wiedziałam, Ŝe... 
– ... nadal go kochasz – dokończyła Janet. 
–  Właśnie. –  Tina pomyślała,  Ŝe kochali się tej nocy  goręcej niŜ  pięć  lat 

wcześniej. 

Czy  dlatego,  Ŝe  od  dawna  nie  byli  razem?  Czy  teŜ  dlatego,  Ŝe  jednak 

oboje siebie pragnęli. 

– Co zamierzasz zrobić? – zapytała Janet. 
– A co mogę zrobić? 
– Kochasz go i znowu chcesz od niego odejść? 
– Ostatnim razem to nie ja odeszłam, lecz Brian. 
– Ale pozwoliłaś mu zadecydować za was oboje. 
– Tak, jednak... 
–  Co  będzie  tym  razem?  Rozmawialiście  o  tym,  co  zaszło?  –  Janet  nie 

pozwoliła jej skończyć. 

Tina  wspomniała  wyraz  twarzy  byłego  męŜa,  w  chwili  gdy  opuszczała 

jego pokój, i pomyślała, Ŝe nie rokowało to zbyt wiele dobrego. 

– Co miałabym powiedzieć? 
– Na przykład, Ŝe go kochasz. 

background image

– Powiedziałam to pięć lat temu i nie pomogło – wyszeptała Tina. 
– Ale i nie zaszkodziło. 
– MoŜliwe. 
Dziewczyna pomyślała, Ŝe między nią a byłym męŜem właściwie nic się 

nie  zmieniło.  Kochała  go  i  pewnie  zawsze  będzie  kochać,  lecz  nie  zamierzała 
mu o tym mówić. Po co? śeby przeŜyć kolejne upokorzenie, gdyby ją odtrącił? 
Namiętność to jedno, a miłość to coś innego. Tej nocy nie wspomniał przecieŜ o 
miłości. 

Kiedy Janet mówiła o swojej ciąŜy i oczekiwanym dziecku, Tina trzymała 

rękę na własnym brzuchu i modliła się, by Ŝyło w nim jej maleństwo. Tej cząstki 
Briana nikt juŜ by jej nie odebrał. 

 
– Wypadam z gry. 
Connor, Aidan i Liam wpatrywali się w Briana przez dłuŜszą chwilę. On 

zaś bawił się przez parę sekund piłką, nim rzucił ją w stronę kosza. Rzut się nie 
udał i piłka potoczyła się na ukwieconą alejkę przed plebanią. 

–  Świetnie –  mruknął. –  Nawet do kosza nie trafiam.  –  Spojrzał z ukosa 

na uśmiechnięte twarze braci. 

– Nie wytrwałeś nawet miesiąc – zauwaŜył Connor. 
– Szkoda – Aidan bezbłędnie wykonał rzut. 
– Co się stało? – spytał Liam. 
Brian  otarł  pot  z  czoła  i  ogarnął  wzrokiem  boisko  do  koszykówki,  na 

którym wieczorami rozgrywali z braćmi mecze dwóch na dwóch. 

–  Wystarczy,  Ŝe  wypadłem  z  gry.  MoŜesz  mi  szyć  spódniczkę  z 

palmowych liści. 

– Miła perspektywa. JuŜ czuję, jak pieniądze spływają do mojego portfela 

– rzekł Aidan. 

– Tak? Tylko nie zacznij ich wydawać – zauwaŜył Connor. 
Kiedy  ci  dwaj  zaczęli  się  sprzeczać,  Liam  podszedł  do  Briana.  Był  juŜ 

późny wieczór. Boisko tonęło w blasku księŜyca, wokół pachniały jaśminy. 

– Nie wyglądasz dobrze – zauwaŜył ksiądz. 
– Przegrałem zakład. 
– Nie chodzi o zakład. 
– Tak? A o co? 
– O Tinę i o ciebie. 
Wszystkie  wątpliwości  i  przemyślenia,  które  towarzyszyły  Brianowi 

przez cały dzień, wróciły z nową siłą. Nie mógł zapomnieć ostatniej nocy. Ani 
tego,  Ŝe  został  oszukany,  ani  tego,  iŜ,  być  moŜe,  będzie  ojcem.  Nie  chciał 
przyznać się sam przed sobą, co czuje, myśląc o tym wszystkim. 

– Nie ma mnie i Tiny – zauwaŜył. 
–  A  moŜe powinniście być  –  Liam  poprowadził go  alejką nieco dalej  od 

Aidana i Connora. – MoŜe dostałeś drugą szansę? 

– śebym sam sobie zrobił palmową spódniczkę? 

background image

–  Nie  chodzi  o  zakład.  NieuwaŜnie  mnie  słuchać  –  rzekł  ksiądz,  gdy 

podeszli  do  ulicy,  na  której  słychać  było  samochody,  śmiech  bawiących  się  w 
ogrodach dzieci, muzykę dobiegającą z mieszkań. 

– Co widzisz? – spytał Liam. – Ulicę. – I... 
– Budynki, drzewa, psy. 
– Rodziny, domy – poprawił ksiądz. 
– O co ci chodzi? 
– Jak myślisz, ile z tych rodzin to rodziny wojskowe? 
– Co za róŜnica? 
– Głupiec z ciebie. 
– Chcesz dostać? 
– Nie zamierzam się z tobą bić. Próbuję ci powiedzieć, Ŝe zamiast tkwić 

tu z nami, powinieneś wrócić do domu i porozmawiać z Tiną. 

– JuŜ rozmawialiśmy. 
– Tak jak pięć lat temu? Ma być tak, jak ty chcesz, albo wcale? 
– Nie wiesz, o czym mówisz. 
–  Znam  cię.  Wiem,  Ŝe  Tina  to  najlepsze,  co  przytrafiło  ci  się  w  Ŝyciu. 

Wiem, iŜ kochałeś ją i byłeś szczęśliwy, póki wszystkiego nie zepsułeś. 

– To moja sprawa. 
– Bez wątpienia. Chcę tylko powiedzieć, Ŝe, być moŜe, los ofiarowuje ci 

drugą szansę i byłbyś głupcem, gdybyś się od tego odwrócił. 

– Nie prosiłem o drugą szansę. 
– To powinieneś być szczęśliwy, Ŝe ją dostajesz, ośle. 
– Ładne maniery jak na księdza – zauwaŜył Brian. 
– Chcesz zobaczyć księdza? Wpadnij na mszę. Tu stoi twój brat. 
Brian  patrzył  na  niego  przez  długą  chwilę.  Z  oddali  dobiegał  śmiech 

Aidana i Connora grających w piłkę. Przeniósł spojrzenie na ulicę i zastanowił 
się nad słowami Liama. 

Zapewne  połowa  tych  przytulnych  domów  naleŜała  do  wojskowych 

rodzin. Mieszkali w nich męŜowie z Ŝonami, które nigdy nie wiedziały, czy ich 
najbliŜsi wrócą cali i zdrowi po wykonaniu swoich zadań. 

Słuchał szczekania psów i śmiechu dzieci. Te rodziny najwyraźniej jakoś 

dawały sobie radę. 

Pięć lat temu uznał, Ŝe nie moŜe naraŜać Tiny na Ŝycie w ciągłym stresie 

powodowanym  jego  niebezpieczną  pracą.  Był  przekonany,  Ŝe  nie  powinien 
wymagać od niej, by na rozkaz pakowała się i przenosiła z jednego końca kraju 
na  drugi,  bo  on  dostał  właśnie  przydział  do  innej  bazy.  Pomyślał,  Ŝe  nie 
zasłuŜyła  na  to,  Ŝeby  miesiącami  Ŝyć  samotnie,  gdy  on  wypełnia  kolejną  tajną 
misję, w której ryzykuje Ŝycie i moŜe wcale nie wrócić do domu. Nie chciał, by 
się  w  ten  sposób  marnowała,  więc  pozwolił  jej  odejść.  Wszystko  to  dla  jej 
dobra. 

Wiele  go  kosztowało,  Ŝeby  wykreślić  Tinę  z  własnego  Ŝycia.  Nic  nie 

zapełniło  pustki,  która  po  niej  pozostała.  Teraz,  kiedy  dziewczyna  wróciła, 

background image

odczuwał to jeszcze dotkliwiej. A ona pragnęła jego dziecka. 

W  końcu  zadał  sobie  pytanie,  czy  pięć  lat  temu  nie  popełnił  strasznego 

błędu. CzyŜby naprawdę był osłem, jak uwaŜał Liam? 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
Dwa  dni  później  Brian  ciągle  zastanawiał  się  nad  tymi  problemami  i 

wcale nie poprawiało mu to nastroju. Mógł nadal unikać Tiny, lecz przecieŜ nie 
będzie to trwać w nieskończoność. Nie dało się jej zignorować. Uśmiechnął się 
na  myśl  o  jej  krokach  dudniących  na  schodach,  kiedy  to  ostatniego  wieczora 
podeszła  pod  drzwi,  domagając  się  rozmowy.  Oczywiście  nie  spełnił  jej 
oczekiwań. Krzyknął tylko, by odeszła, co teŜ uczyniła. 

Doskonale zdawał sobie sprawę, Ŝe nie moŜe tak tchórzyć bez końca. 
Podjechał  pod  dom  i  rozejrzał  się,  by  sprawdzić,  czy  nic  nań  nie  czyha. 

Pomyślał, Ŝe jak na wojskowego, to zachowuje się nieco dziwnie. 

Zapadał  zmierzch,  powietrze  trochę  się  ochłodziło.  Na  ulicy  unosił  się 

zapach grillowanego mięsa,  z  sąsiedztwa dobiegały  krzyki  chłopców grających 
w  koszykówkę.  Było  jak  zawsze.  Więc  dlaczego  czuł  wewnętrzne napięcie  jak 
przed misją specjalną? 

Odpowiedź  na  to  pytanie  ukazała  się  na  ganku  w  postaci  Tiny,  za  którą 

podąŜały  dwa  psiaki,  jazgocząc  ile  sił  w  płucach  i  biegnąc,  by  go  zaatakować. 
Na  widok  byłego  męŜa  na  twarzy  dziewczyny  odmalował  się  gniew.  Brian 
rozwaŜał,  czy  nie  odjechać,  lecz  uznał,  Ŝe  byłby  to  niegodny  odwrót,  więc 
wysiadł z auta. 

Babeczka  i  Brzoskwinka  natychmiast  potraktowały  go  jak  wielką 

zabawkę do ogryzania. Tymczasem któreś z dzieci sąsiadów nie trafiło do kosza 
i piłka potoczyła się po ukwieconym trawniku. Brzoskwinka zmieniła kierunek 
biegu  i  ruszyła  w  ślad  za  piłką.  Gdy  była  juŜ  blisko,  jeden  z  chłopców  rzucił 
kamieniem i trafił ją w łapę. Psiak przewrócił się ze skomleniem. 

– Hej! – Rozgniewana Tina podbiegła do biednego pudelka. 
Przestraszone  dzieciaki  przyglądały  się  wszystkiemu  z  bezpiecznej 

odległości.  Brian,  słysząc  skowyt  zwierzaka,  choć  nie  darzył  go  szczególną 
sympatią, postanowił stanąć w jego obronie. W kilku susach dopadł chłopaka i 
chwycił  go  za  ramiona.  Malec  wyglądał  na  przestraszonego  i  gotowego  się 
rozpłakać. 

– Co zrobiłeś? – krzyknął męŜczyzna. 
–  To  moja  piłka  –  wymamrotał  chłopak,  rzucając  okiem  na  psa,  obok 

którego klęczała Tina. 

– Myślałeś, Ŝe to stworzenie ją zje? – Nie. 
– Rzuciłeś kamieniem w takie maleństwo? 
– Nie chciałem go skrzywdzić. 
Koledzy chłopca uciekli, zostawiając go w opałach. 
–  Jak  myślisz,  co  powie  twoja  mama,  kiedy  się  dowie,  Ŝe  rzucasz  w 

zwierzęta kamieniami? – spytał Brian trzęsącego się ze strachu dzieciaka. 

– Och, proszę pana! Niech pan nie mówi mamie! Naprawdę nie chciałem. 

Przepraszam! Niech pan nic nie mówi! 

Brian  słyszał  desperację  w  jego  głosie,  więc  poczuł  się  wystarczająco 

background image

usatysfakcjonowany.  Przypomniał  sobie,  Ŝe  zarówno  on,  jak  i  jego  bracia  w 
wieku  dziesięciu  lat  najbardziej  bali  się,  Ŝe  rodzice  dowiedzą  się  o  ich 
wybrykach. 

– Dobrze, lecz musisz sprawdzić, czy psu nic się nie stało. Jeśli wszystko 

będzie  w  porządku,  powinieneś  przeprosić  jego  panią.  Wtedy  dostaniesz  z 
powrotem piłkę. 

Chłopiec  odetchnął  z  ulgą,  pociągnął  nosem  i  ze  spuszczoną  głową 

podszedł do Tiny. 

– Nie chciałem zranić pani psa – powiedział drŜącym głosem. 
– To nie powinieneś był niczym rzucać – odrzekła surowo. 
–  Przepraszam.  –  Ukląkł  obok  psiaka  i  pogłaskał  go  ostroŜnie.  –  Więcej 

tego nie zrobię – obiecał. 

– No, dobrze – udobruchała się dziewczyna, widząc, Ŝe Brzoskwinka liŜe 

rękę chłopca. – Jeśli ona ci wybacza, to ja teŜ. 

– Dziękuję pani – rzucił malec i z większą odwagą spojrzał na Briana. – 

Przepraszam  –  powtórzył,  a  potem  uciekł,  ile  sił  w  nogach  Odprowadzając  go 
wzrokiem, męŜczyzna wyobraził sobie, jakby to było mieć własne dziecko. Jego 
myśli  wróciły  do  spraw,  które  od  pewnego  czasu  nie  dawały  mu  spokoju.  Do 
nocy  spędzonej  z  Tiną  i  perspektywy  zostania  ojcem.  Po  raz  pierwszy  wydało 
mu się to realne. Niemal zobaczył buzię dziecka, w której jego rysy łączyły się z 
rysami dziewczyny. Poczuł dziwne wewnętrzne ciepło. 

Myśl, iŜ Brian Reilly moŜe zostać ojcem, nie wydała mu się juŜ nierealna 

ani przeraŜająca jak jeszcze kilka dni temu. 

– Och, miałam ochotę mocno nim potrząsnąć – przyznała Tina. 
– I tak był nieźle wystraszony – rzekł, przyklękając na trawie. – Jak pies? 
– W porządku. Na szczęście to nie był duŜy kamień. 
Babeczka siadła obok Briana i przytuliła się do niego, a on bezwiednie ją 

pogłaskał.  Brzoskwinka  wymknęła  się  Tinie  i  równieŜ  domagała  się  jego 
pieszczot. 

Garnęła mu się do kolan, wpatrując z uwielbieniem w oczy. 
Brian  nie  mógł  uwierzyć  w  tę  cudowną  przemianę  psich  uczuć  wobec 

jego osoby. 

– Wygląda, jakby cię pokochały – zauwaŜyła Tina. 
– Co takiego? 
– Stałeś się ich bohaterem. 
– Dziwne. 
– Wolisz, by na ciebie szczekały? 
– Przynajmniej wiedziałem, czego się po nich spodziewać. 
– A to waŜne? 
– Nie lubię niespodzianek. – Brian... 
– Nie chcę znów o tym rozmawiać – uciął. 
– Znów? Jeszcze o tym nie mówiliśmy. 
Psiaki  łasiły  się  do  niego,  nie  zwaŜając  na  wymianę  zdań  z  Tiną. 

background image

MęŜczyzna starał się je zignorować i skupić rozproszoną uwagę. 

– Dobrze, a moŜemy przynajmniej zająć się tym w domu? 
–  Jak  chcesz.  Chodźcie  dziewczynki!  –  Tina  podniosła  się,  wołając  na 

psy. 

Jednak pudelki nie ruszyły się z miejsca. 
– Babeczka! Brzoskwinka! 
Brian  westchnął,  psiaki  odpowiedziały  psim  westchnieniem.  Wstał  z 

trawnika  i  ruszył  na  ganek,  one  zaś  podąŜyły  za  nim,  ignorując  zdumione 
spojrzenie dziewczyny. 

 
– Przepraszam, Ŝe cię zwiodłam – rzuciła, gdy znaleźli się w domu. 
–  JuŜ  to  słyszałem  –  odpowiedział,  siadając  na  tapczanie,  a  psy 

natychmiast wskoczyły mu na kolana. 

Popatrzyła  na  małe  zdrajczynie  i  poczuła  się  wyobcowana  w  tym 

towarzystwie. Opanowała irytację, usiadła naprzeciw całej trójki. 

–  Słyszałeś  czy  nie,  chciałam,  Ŝebyś  wiedział,  Ŝe  myślałam  o  tym  i 

doszłam do wniosku, Ŝe źle postąpiłam. 

–  Dziękuję  –  powiedział,  zsuwając  psiaki  z  kolan.  Lecz  to  nie  zmienia 

faktu, Ŝe moŜemy mieć do czynienia z konsekwencjami. 

– Pragmatyczne podejście – mruknęła. – Godne podziwu. 
– Wolałabyś, Ŝebym miotał się po pokoju i wrzeszczał? 
– Prawdę mówiąc, tak. 
– Powiedzmy, Ŝe mamy to juŜ za sobą. Czy to coś zmienia? 
–  Słuchaj  –  zaczęła  tonem,  w  którym  rozbrzmiewał  jej  temperament.  – 

Podtrzymuję to, co powiedziałam po tamtej nocy. Jeśli jestem w ciąŜy... 

MęŜczyzna skrzywił się, lecz nie zwróciła na to uwagi. – ... poradzę sobie. 

Nie musisz... 

– Przestań – rzucił. – Jeśli jesteś w ciąŜy, to będzie nasze dziecko i oboje 

się nim zajmiemy. 

– Co masz na myśli? 
– Opiekę, oczywiście. A co ci przychodzi do głowy? 
– Mogę wychować dziecko. 
– Nie sama, skoro będzie moje. 
Przez moment radowała się myślą, iŜ, być moŜe, tęsknił za nią tak bardzo 

jak ona za nim i sugeruje, Ŝe mogliby spróbować jeszcze raz od początku. 

Jednak po chwili wróciła do rzeczywistości. 
–  Myślałem  o  tym  dwa  dni  –  ciągnął.  –  Jeśli  jesteś  w  ciąŜy,  zajmę  się 

wszystkim. 

– Czym? 
–  No  cóŜ  –  powiedział  obojętnym  tonem,  jakby  rozwaŜał  niezbyt 

przyjemną  perspektywę.  –  Mogę  odejść  z  wojska.  Znaleźć  pracę  w  cywilu. 
Latać na liniach pasaŜerskich. 

– Co takiego? Nie moŜesz opuścić wojskowego lotnictwa morskiego. 

background image

– Zaznaczyłem, Ŝe nie jest mi to na rękę, ale... 
– Nie bądź głupi. To nie jest twoja praca, lecz całe Ŝycie! 
– Tina... – MęŜczyzna wstał. 
– Nie – przecięła. – Nigdy cię nie prosiłam, byś zmieniał pracę. Wiem, co 

ona dla ciebie znaczy. 

–  śycie  rodzinne  jest  trudne  nawet  w  najdogodniejszych  warunkach  – 

mruknął. – A rodziny wojskowe mają jeszcze trudniej. 

Dziewczyna patrzyła na niego zaskoczona. 
–  Znam  przypadki  rozdzielonych  rodzin.  Moi  koledzy  na  całe  miesiące 

zostawiają  Ŝony,  gdy  wypełniają  swoje  misje.  Kobiety  samotnie  wychowują 
dzieci,  płacą  rachunki,  o  wszystko  się  martwią.  Nie  mają  nikogo,  kto  by  im 
pomógł – wyrzucał z siebie słowa, jakby długo na to czekał. – Nikt im tego nie 
wynagradza. śyją za niewielkie pieniądze, w kiepskich domach, przenoszą się z 
miejsca na miejsce, gdy męŜowie dostają inny przydział, martwią się o nich, gdy 
ci  wypełniają  obowiązki  w  najniebezpieczniejszych  zakątkach  świata.  Czasem 
nawet nie wiedzą, gdzie podziewają się ich męŜowie. 

– Brian... 
Podniósł rękę, by nie przerywała i mówił dalej. 
–  Długo  Ŝyją  samotne.  To  trudne  Ŝycie,  więc  chciałem  dla  ciebie 

lepszego.  Pragnąłem,  byś  była szczęśliwa,  nie  martwiła się  o mnie  bezustannie 
i... 

Tina zaczęła drŜeć. Słuchając go, czuła Ŝal i furię. Wreszcie dowiadywała 

się, dlaczego męŜczyzna, którego kochała, zerwał pięć lat temu ich małŜeństwo. 
Mogło  mu  się  wydawać,  Ŝe  mówi  o  obecnej  chwili,  lecz  ona  doskonale 
rozumiała, Ŝe to jest wyjaśnienie, na które czekała od chwili rozwodu. 

–  Chcesz  powiedzieć,  Ŝe  rozwiodłeś  się  ze  mną,  bo  chciałeś  mojego 

szczęścia? 

– Tak, zrobiłem to dla ciebie. 
– Osioł. 
– Wiesz, juŜ drugi raz w tym tygodniu ktoś mnie tak nazywa. To za duŜo. 
– Nic mnie nie obchodzi – Tina podeszła i dotknęła palcem jego piersi. – 

Uznałeś, Ŝe nie będę dobrą Ŝoną dla pilota wojskowych sił morskich? 

– Nie to chciałem powiedzieć... 
–  Ale  powiedziałeś  –  zapewniła  gniewnie.  –  UwaŜałeś,  Ŝe  tego  nie 

wytrzymam,  Ŝe  jestem  zbyt  słaba  albo  za  głupia,  by  o  siebie  zadbać,  gdy  mój 
wspaniały mąŜ broni interesów ojczyzny. 

– Nie... 
–  Sądziłeś,  Ŝe  nie  moŜna  mi  zaufać  i  powierzyć  wychowania  dzieci, 

płacenia rachunków czy organizowania przeprowadzek? 

– Janie... 
– Myślałeś, Ŝe bez męŜa rzucę się na łóŜko i będę płakać? 
– Tina... 
– Naprawdę tak o mnie myślałeś? 

background image

– Kochałem cię. 
– Ale nie darzyłeś szacunkiem. 
– JakŜe? 
–  Gdyby  tak  było,  nie  zostawiłbyś  mnie  i  nie  potraktował  jak  dziecka, 

które odsyła się do jego pokoju. Oszukałeś nas oboje. 

– Co? 
–  Zdecydowałeś  za  nas  dwoje,  Ŝe  w  ten  sposób  mnie  chronisz,  bo  sama 

nie dam sobie rady. 

– Nie. Ja... 
– Uznałeś, Ŝe nie jestem warta być Ŝoną Ŝołnierza. 
– Przekręcasz wszystko. 
–  Wcale  nie!  –  Tina  nie  mogła  się  pogodzić  z  utratą  pięciu  lat  Ŝycia, 

podczas  których  mogli  być  szczęśliwi.  Przepadły,  bo  tak  postanowił  Brian 
Reilly. 

–  Nareszcie  wszystkiego  się  dowiedziałam  i  powiem  wprost.  Bardzo  się 

myliłeś.  Byłam  z  ciebie  dumna.  Czułam  dumę,  Ŝe  jestem  Ŝoną  Ŝołnierza. 
Myślisz, Ŝe nie wiedziałam, jak waŜna jest twoja praca? Wiedziałam. Pewnie, Ŝe 
cięŜko  Ŝyć  miesiącami  w  samotności,  lecz  jestem  silna  i  jak  długo  się 
kochaliśmy, dałabym sobie radę. 

–  Wiem.  Nie  chciałem,  byś  musiała  to  przeŜywać.  Tinę  przejął  ból. 

Chciało jej się płakać nad wszystkim, co stracili. 

– Więc, Ŝeby uchronić nas od rozdzielenia na kilka miesięcy, rozdzieliłeś 

nas na zawsze? Gdzie tu logika? 

– Zrobiłem, co uwaŜałem za najlepsze. 
– Popełniłeś błąd. 
Brian wyciągnął ku niej rękę, ale się cofnęła. Nie chciała, Ŝeby jej dotykał 

ani  pocieszał.  Pragnęła  tego,  czego  nie  zamierzał  ofiarować.  Jego  szacunku  i 
miłości. 

– Odejdź – powiedziała cicho i poszła w stronę kuchni. 
– Nie porozmawialiśmy o dziecku. 
–  Porozmawiamy,  jeśli  będzie  jakieś  dziecko.  Na  razie  mam  dosyć 

rozmów. 

 
Przez  cały  tydzień  słowa  Tiny  dźwięczały  mu  w  uszach.  CzyŜby 

naprawdę się pomylił? Czy to źle, Ŝe chciał chronić ukochaną osobę? 

Nie mógł o tym z nikim pogadać, nawet z Liamem, bo ten pewnie znowu 

nazwałby  go  osłem.  Miał  przeczucie,  Ŝe  tym  razem  nie  uzyska  wsparcia  ze 
strony  rodziny.  MoŜe  nie  zasługiwał  na  współczucie.  Przez  ostatnie  dni  więcej 
myślał o kolegach i bliskich. Zrozumiał, Ŝe pięć lat temu nie wiedział, co znaczy 
w Ŝyciu prawdziwe partnerstwo. 

Jego  koledzy  Ŝyli  w  trwałych,  dobrych  związkach.  Kiedy  nadchodziły 

trudne dni, przeŜywali je wspólnie z Ŝonami, wspierając się wzajemnie. Czemu 
nie widział zalet takich małŜeństw, tylko wady? Czekał, aŜ Tina zajdzie w ciąŜę, 

background image

by to pojąć? Musiał teraz ponownie przemyśleć swoje Ŝycie, zastanowić się, co 
będzie, gdy przyjdzie na świat dziecko. Pragnął stać się częścią jego Ŝycia. Nie 
wyobraŜał sobie, by Ŝyło gdzieś daleko, wcale go nie znając. Ale czy mógł być 
częścią Ŝycia własnego dziecka, nie Ŝyjąc z Tiną? 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 
Kilka  dni  później  Tina  musiała  załatwić  telefonicznie  kilka  spraw,  które 

dotyczyły jej Ŝycia w Kalifornii. 

Siedząc  w  babcinej  kuchni,  przytrzymywała  ramieniem  słuchawkę  i 

notowała, co mówi jej asystentka. 

–  Finalizujemy  kupno  domu  Mannerlych  –  informowała  Donna  głosem, 

który  wydawał  się  nadto  wesoły.  –  Zamierzasz  przyjechać,  by  być  przy  tym 
obecna? 

– Tak – odpowiedziała Tina, uświadamiając sobie, Ŝe za tydzień wróci do 

domu  i  swojego uporządkowanego świata,  w  którym  od  czasu do  czasu będzie 
spotykać się z męŜczyznami na kolacjach albo w kinie i ewentualnie oczekiwać 
narodzin dziecka. 

–  Świetnie.  Suzanna  Mannerly  dzwoniła  dziś  rano,  Ŝeby  ci  podziękować 

za znalezienie dla nich wymarzonego domu. Okazało się, Ŝe jest w ciąŜy. Czy to 
nie wspaniałe? Jest taka podekscytowana! 

– WyobraŜam sobie – mruknęła Tina. 
– Powiedziała, Ŝe chce urządzić pokój dziecinny tam, gdzie jej to radziłaś, 

kiedy po raz pierwszy pokazywałaś ten dom i... 

Tina  słuchała  jednym  uchem,  przypominając  sobie,  jak  oprowadzała 

Suzanne  Mannerly  po  starym  wiktoriańskim  domu,  który  klientce  spodobał się 
od pierwszego wejrzenia. Od trzech łat najlepiej w całej agencji radziła sobie ze 
sprzedaŜą nieruchomości i wiedziała, Ŝe transakcja dojdzie do skutku. 

Właśnie  gdy  pokazywała  sypialnię  dla  dzieci,  w  której  wychowało  się 

zapewne  kilka  generacji,  doznała  olśnienia,  które  kazało  jej  wrócić  do 
Południowej  Karoliny  i  uŜyć  podstępu  wobec  byłego  męŜa,  by  zostać  matką. 
Uświadomiła  sobie,  Ŝe  od  dawna  pomaga  rodzinom  znajdować  przytulne 
siedziby,  a  całkiem  zapomniała  o  sobie.  Słuchając  zachwytów  Susanny  nad 
widokiem roztaczającym się z okna dziecinnego pokoju, pojęła, Ŝe nie chodzi jej 
w  Ŝyciu  o  zasobność  konta  bankowego,  którą  mogłaby  pomnaŜać,  korzystnie 
sprzedając ludziom domy, lecz o własną rodzinę z męŜem i dziećmi. 

Teraz miała szansę na spełnienie przynajmniej jednego z tych marzeń. 
– Dziękuję ci – przerwała asystentce, całkowicie przekonana, Ŝe powinna 

przestać zajmować się domami obcych ludzi, a pomyśleć o własnym. – Powiedz 
Suzannie,  Ŝe  przyjadę,  by  osobiście  wręczyć  je  klucze  do  wymarzonego 
wnętrza. 

Kiedy odłoŜyła słuchawkę, rozległ się dzwonek u drzwi. Poszła otworzyć, 

choć nie była w nastroju do spotkań towarzyskich. Szczególnie, gdyby gościem 
miał  być  Brian,  który  ostatnio  przy  kaŜdej  okazji  pytał  ją,  czy  dostała  okres,  a 
jeśli  nie,  to  moŜe  powinni  konkretniej  porozmawiać  o  dziecku.  Rzeczywiście 
ciągle nie miała okresu, więc nie traciła nadziei, Ŝe jest w ciąŜy, ale teŜ bardzo 
się denerwowała stanem niepewności. Zaczęła się równieŜ zastanawiać, czy nie 
będzie jej jeszcze trudniej, gdy, posiadając dziecko Briana, nie będzie miała jego 

background image

samego.  Była  idiotką,  sądząc,  Ŝe  po  zajściu  w  ciąŜę  wyjedzie  z  Baywater  bez 
poczucia  winy.  Janet  miała  rację,  odwodząc  ją  od  realizacji  szalonego  planu. 
Szkoda, Ŝe jej nie posłuchała. Skoro nadal kocha Briana, nie będzie w stanie bez 
niego Ŝyć. 

Nacisnęła  klamkę  i  niemal  zderzyła  się  w  progu  z  byłą  teściową,  która 

uśmiechając się, stała na ganku. 

– Maggie! 
– Witaj, Tino. Cieszę się, Ŝe cię widzę. 
Maggie  Reilly  była  niewysoka,  miała  błękitne  oczy  i  ciemne  włosy, 

podobnie  jak  jej  synowie.  Z  natury  ciepła  i  przyjazna  ludziom,  stała  się  dla 
dziewczyny wymarzoną teściową. 

Brzoskwinka  i  Babeczka  zaczęły  łasić  się  do  nóg  starszej  pani,  która 

pogłaskała je na powitanie. 

–  Właśnie  wróciłam  z  podróŜy  po  Nowej  Anglii.  Gdyby  nie  to, 

odwiedziłabym  cię  wcześniej.  Przemówiłaś  w  końcu  Brianowi  do  rozumu?  – 
spytała. 

Tina  roześmiała  się,  choć  wcale  nie  było  jej  wesoło.  Właściwie  miała 

ochotę się rozpłakać. Maggie wyczuła to, bo objęła ją i mocno przytuliła. Kiedy 
łzy spłynęły z oczu dziewczyny, zaczęła ją pocieszać. 

–  JuŜ  dobrze,  kochanie,  juŜ  dobrze  –  szepnęła  współczująco,  głaszcząc 

byłą synową po plecach. 

Zaprowadziła  Tinę  do  kuchni,  posadziła  przy  stole  i  nastawiła  wodę  na 

herbatę. 

– Napijemy się czegoś i opowiesz, co wyrabia mój zwariowany syn. 
– Stęskniłam się za tobą, Maggie. 
–  A  ja  za  tobą.  –  Teściowa  poruszała  się  po  kuchni  jak  po  własnej, 

wyjmując z kredensu filiŜanki i ciasteczka. 

– Twoja babcia niewiele mi mówiła. Co robisz w Hollywood? 
– W Los Angeles – poprawiła Tina. 
–  Wszystko  jedno.  I  tu,  i  tam  Ŝyją  podobni  ludzie.  Ciągle  pośpiech, 

przyjęcia. Czytam gazety. 

Dziewczyna roześmiała się i od razu poczuła się lepiej. 
–  Czy  Brian  zachowuje  się  wobec  ciebie  jak  zwykle?  Głupi  chłopak  To 

Liam ma ze wszystkich moich synów najwięcej rozsądku. 

– Powinnam była za niego wyjść. 
–  Pewnie  Kościół  nie  okazałby  z  tego  zadowolenia  –  uśmiechnęła  się 

Maggie. 

– Och, wcale nie naleŜało tu wracać – rozkleiła się Tina. 
– Mylisz się, kochana. Nie powinnaś była stąd wyjeŜdŜać. 
– On mnie nie chce. 
– Nonsens. 
– Rozwiódł się ze mną. 
– Kocha cię. 

background image

– W dziwny sposób to okazuje. 
– Jak kaŜdy męŜczyzna. – Maggie pokręciła głową i napełniła filiŜanki. – 

Kocham  moich  synów.  Są  dumni  i  uparci.  Dostrzegam  jednak  równieŜ  ich 
wady. Wiem, jacy są naprawdę. 

– Co chcesz powiedzieć? 
– Brian czuje się nieszczęśliwy, odkąd odeszłaś. 
– Naprawdę? 
– Oczywiście. – Maggie poklepała rękę dziewczyny. 
–  Jest  tak  samo  uparty  jak  jego świętej  pamięci  ojciec. Jednak,  od kiedy 

się  rozstaliście,  stracił  chęć  do  Ŝycia.  Nigdy  mi  nie  powiedział,  dlaczego  się 
rozwiedliście. 

Liam  teŜ  nie  mógł  niczego  od  niego  wydobyć.  Wiem  jednak,  Ŝe  nie 

pogodził się z waszym rozstaniem. 

Mała pociecha, pomyślała dziewczyna. Taka wiedza wcale nie przynosiła 

ulgi. Tina nadal nie była w stanie zrozumieć Briana. Gdyby pokochał inną, albo 
gdyby ona sama mu nie odpowiadała, to co innego, ale jeśli ciągle ją kochał, jak 
mógł doprowadzić do rozwodu? 

– Nie wiem, co mam o tym myśleć – przyznała. 
– Kochasz go? 
– To nie ma nic do rzeczy. 
–  Nie  chcesz,  to  nie  mów.  Oboje  jesteście  siebie  warci.  –  Starsza  pani 

pokręciła głową, a Tina uśmiechnęła się smutno. – No powiedz, czy go jeszcze 
kochasz? – nie ustępowała teściowa. 

– Tak. 
– To załatwione. 
– Maggie, miłość Brianowi nie wystarcza. 
– Głupstwa gadasz. Miłość jest najwaŜniejsza. Ona jedna się liczy. 
Dziewczyna  pomyślała,  Ŝe  gdyby  w  to  wierzyła,  moŜe  by  tu  została  i 

podjęła walkę. Ale jeśli uczucie miałoby dla Briana znaczenie, nie odszedłby od 
niej pięć lat temu. 

–  NajwaŜniejsze,  byś  odpowiedziała  sobie  na  pytanie,  co  chcesz  teraz 

zrobić – rzekła Maggie, jakby czytała w jej myślach. 

– Z czym? 
– Z Brianem. 
– A co ja mogę? 
–  Irlandczycy  bywają  tępi.  Czasem  trzeba  mocno  przemówić  im  do 

rozumu. 

– Mam go zbić? – roześmiała się Tina. 
–  Nie.  Sama  mogłabym  to  zrobić,  jeśli  mnie  poprosisz.  Musisz 

zdecydować, czy pragniesz go wystarczająco mocno, by walczyć. 

– A jeśli nie? 
– Wówczas oboje będziecie Ŝyli w smutku i samotności. 
 

background image

Brian, jak co wieczór, wysiadł z auta przed domem. Zza ogrodowej furtki 

dobiegały  psie  piski  i  drapanie  pazurami  w  ogrodzenie.  Jego  małe  wielbicielki 
koniecznie chciały wybiec na spotkanie. Sam nie wiedział, co było gorsze – czy 
gdy go nie znosiły, czy kiedy były mu takie oddane. Pokręcił głową i otworzył 
furtkę. 

– No, dobrze, juŜ jestem – powiedział do podskakujących piesków. 
Kiedy je głaskał, w drzwiach ukazała się Tina. Od kilku dni ich stosunki 

naleŜały do chłodnych, choć on sam tęsknił za jej głosem i widokiem. 

KaŜdej nocy o niej myślał, przypominał sobie wspólnie spędzone miłosne 

godziny. Nie był pewien, czy kiedykolwiek uda mu się o tym zapomnieć. 

– Czekałam na ciebie – powiedziała smutno dziewczyna. 
Zeszła  z  ganku,  a  on  objął  ją spojrzeniem.  Miała  na sobie szorty  i  skąpą 

bluzeczkę  na  cienkich  ramiączkach.  Jak  zawsze  na  jej  widok  poczuł 
podniecenie.  Była  tak  blisko,  a  jednak  czuł,  Ŝe  dzieli  ich  dystans.  Zaczął  się 
zastanawiać,  jakby  to  było,  gdyby  pięć  lat  temu  się  nie  rozeszli.  Pewnie  w 
jasnym, ciepłym od rodzinnych uczuć domu rozlegałyby się teraz głosy dzieci. 

Tymczasem  wracał  sam  do  pustego,  ciemnego  mieszkania.  W  tej  chwili 

wyobraził  sobie  własną  ponurą  przyszłość  i  zrozumiał,  Ŝe  był  głupcem.  Dając 
wolność Ŝonie, skazał siebie na pustkę. Podjął kiedyś taką decyzję i teraz musi z 
nią Ŝyć. 

– Dobrze się czujesz? – spytał. – Tak. 
Skinął  głową  i  skierował  się  za  furtkę,  sądząc,  Ŝe  Tina  nie  Ŝyczy  sobie 

jego obecności. 

– Czuję się dobrze, lecz nie będziemy mieli dziecka. Brian zatrzymał się 

w pół kroku. Poczuł ból w sercu. 

– Jesteś pewna? 
–  Mam  okres.  Nie  musisz  się  juŜ  niczym  denerwować.  Nie  będzie 

dziecka,  pomyślał.  Nigdy.  CzyŜby  Ŝywił  jakieś  nadzieje?  Czy  nie  jest  to 
najlepsze wyjście z sytuacji? Więc czemu nie ogarnia go szczęście, czemu czuje 
się tak dziwnie smutny. 

– Nie wiem, co powiedzieć – przyznał. 
– Nie ma o czym mówić. JuŜ nie. 
Dała  znak  psom,  by  wróciły  do  domu.  Przez  chwilę  patrzyła  na 

męŜczyznę,  jakby  chciała  coś  powiedzieć,  lecz  rozmyśliła  się  i  weszła  do 
mieszkania, zamykając za sobą drzwi. 

Brian został sam w ciemnościach. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 
Następnego  dnia  około  południa  wróciła  do  domu  Angelina  Coretti,  a 

Tina zaczęła się pakować. 

–  Powinnaś  zostać  –  rzekła  babcia,  witając  się  czule  z  Babeczką  i 

Brzoskwinką. 

–  Nie  mogę  –  odparła  Tina  i  dalej  wrzucała  bluzki  i  szorty  do  torby 

podróŜnej. – Po prostu nie mogę. 

Angelina odsunęła łaszące się pudelki, podeszła do wnuczki i połoŜyła jej 

dłoń na ramieniu. 

– To przez Briana? 
Zawsze  Brian,  pomyślała  dziewczyna,  próbując  opanować  Ŝal 

wypełniający  jej  serce.  Całą  noc  zastanawiała  się  nad  swoim  wyjazdem  z 
Baywater. 

Rozmowa  z  Maggie  niewiele  pomogła.  Właściwie  czuła  się  po  niej 

jeszcze  gorzej.  Świadomość,  Ŝe  były  mąŜ  nie  mógł  znaleźć  sobie  miejsca  po 
rozwodzie, nie przyniosła wielkiej ulgi. Ciągle nie zdołała pojąć, dlaczego się z 
nią rozstał, jeśli nadal ponoć darzył uczuciem. Jak miała przekonywać do siebie 
człowieka, który uciekał przed miłością i przed wszystkim, co mogło ich łączyć. 

Angelina  z  westchnieniem  usiadła  na  brzegu  łóŜka.  Wyciągnęła  z  torby 

jedną z bluzek Tiny i zaczęła ją mechanicznie składać. 

–  Miałam  nadzieję,  Ŝe  podczas  mojej  nieobecności  dojdziecie  z  sobą  do 

ładu. 

– Babciu... 
Starsza  pani  ogarnęła  ją  ciepłym  spojrzeniem  i  tylko  wzruszyła 

ramionami. 

–  Myślisz,  Ŝe się  nie  domyśliłam,  czemu  odwiedzałaś  mnie tylko  wtedy, 

gdy  byłaś  pewna,  Ŝe  Brian  będzie  nieobecny?  PrzecieŜ  wiem,  Ŝe  nadal  go 
kochasz. 

– Nigdy nie umiałam cię oszukać, prawda? 
– Dziwię się, Ŝe ciągle próbujesz. Brian jest stworzony dla ciebie, a ty dla 

niego. Tak było od samego początku. 

– NiewaŜne – rzekła Tina, ciągle czując ból w sercu. 
Nie było sensu martwić babci. Będzie czas, by wypłakać się w domu. 
–  AleŜ  waŜne  –  zaoponowała  Angelina.  –  To  jedyna  naprawdę  waŜna 

sprawa. Sądziłam, Ŝe o tym wiesz. 

– Nawet jeśli tak jest, Brian nie podziela mojej opinii – Tina uśmiechnęła 

się smutno. – Nie mogę stworzyć małŜeństwa sama jedna. 

– Oboje jesteście uparci. 
– Wczoraj Maggie powiedziała to samo. 
– Mądra z niej kobieta. 
– Stęskniłam się za tobą – przyznała dziewczyna, biorąc babcię za rękę. 
– Ja teŜ. Dlaczego nie zostaniesz? Nie poddawaj się tak szybko. NaleŜysz 

background image

do tego miejsca. Tu jest twój dom. 

Starsza  pani  miała  rację.  Tu  mieszkali  wszyscy,  których  Tina  kochała. 

Babcia,  Maggie,  Liam.  Tutaj  Ŝycie  toczyło  się  wolnym  rytmem,  za  którym  tak 
przepadała.  Rosły  magnolie  i  pachniały  jaśminy.  Wokół  uśmiechali  się 
zaprzyjaźnieni sąsiedzi. Wszyscy się tu znali i lubili. 

Wreszcie był Brian. I właśnie dlatego nie mogła zostać. Wszystko, po co 

wróciła do domu, przepadło. Nie spełniły się marzenia. Musiała stąd uciekać. Z 
dystansu przemyśli, co zaszło w ostatnich tygodniach. 

– Nie mogę – odpowiedziała z Ŝalem w głosie, – Mam nadzieję, Ŝe mnie 

rozumiesz. A nawet jeśli nie, i tak muszę wyjechać. 

Babcia westchnęła i tylko pogłaskała ją po ręce. 
– Rozumiem, Ŝałuję, ale rozumiem. 
– Dziękuję. 
– Zamierzasz poŜegnać się z Brianem? – Nie. 
– To takie straszne? 
– Zbyt męczące. 
 
Brian  wcześnie  opuścił  bazę,  lecz  nie  wrócił  do  domu.  Nie  był  gotów 

stanąć twarzą w twarz z Tiną. Pojechał na spotkanie z braćmi, choć nie bardzo 
umiał sobie wytłumaczyć, dlaczego tak postępuje. 

– Znowu pozwalasz jej odejść? – rzucił Connor, popijając piwo. 
– Nie ma nic do pozwalania. Tina jedzie, dokąd chce, i robi, co chce. 
– Aha – mruknął Aidan. – I wyjeŜdŜa, poniewaŜ... 
–  Skąd  mam  wiedzieć  dlaczego  –  bronił  się  Brian,  choć  przecieŜ  znał 

wyjaśnienie. 

Dziewczyna opuszczała Baywater, bo okazało się, Ŝe nie jest w ciąŜy. Nie 

wiązała  swojej  przyszłości  z  jego  osobą.  I  dobrze.  Lepiej  jej  będzie  bez  niego. 
Ś

wietnie, Ŝe nie doszło do poczęcia dziecka, które wychowywałoby się tysiące 

mil stąd. 

Potarł  pierś,  jakby  chciał  się  pozbyć  dręczącego  bólu  w  sercu.  Czuł  go 

teraz zawsze, ilekroć uświadamiał sobie, Ŝe nie ma dziecka i Ŝe Tina wyjeŜdŜa z 
miasta. Nie zobaczy jej więcej. 

Pomyślał, Ŝe skoro dawał sobie bez niej radę przez Pięć lat, teraz teŜ jakoś 

będzie. Skinął na kelnerkę, by zamówić kolejne piwo. 

–  Przemyślałeś  wszystko?  –  Liam  trącił  go  łokciem  –  Nie  licz  na 

spowiedź i nie wtykaj nosa w cudze sprawy. 

– Ostro – skomentował Connor. 
– śałosne – uznał Aidan. – Facet nawet przed sobą nie umie się przyznać. 
– Do czego? – spytał Brian. 
– śe ją kochasz, ośle – powiedział cicho Liam. 
Brian  poczuł  się  tak,  jakby  ktoś  lodowatą  ręką  ścisnął  mu  serce.  Co 

takiego  było  w  słowie  miłość,  Ŝe  ścinało  człowieka  z  nóg?  Rozejrzał  się  po 
restauracji,  widząc  wokół  te  same  twarze,  które  zwykle  pojawiały  się  tu  o  tej 

background image

porze.  Znajome  rodziny  z  dziećmi.  Wtedy  dotarło  do  niego,  Ŝe  człowiek  albo 
kocha, albo nie. Pragnie miłości lub od niej ucieka. Docenia albo odrzuca. 

– Wiesz co? – zwrócił się do brata. – Mam dosyć przezwisk. 
– To nie bądź głupi. 
– W seminarium nauczyli cię udzielania takich rad? 
–  Zamknij  się  –  rzucił  Connor.  –  Mylisz  się,  sądząc,  Ŝe  ktoś  się  tobą 

przejmuję. 

– Po co ja tu siedzę? – zdenerwował się Brian. 
– Bo jesteś zbyt głupi, Ŝeby przyznać, Ŝe wolałabyś być z Tiną – wyjaśnił 

mu Connor. 

– Zakład juŜ przegrałeś – rzekł Aidan. – Co cię tu trzyma? 
– Nie chodzi o zakład. 
– To o co? – dociekał Liam. 
– śeby zachowywać się uczciwie. 
– Wobec kogo? – zapytał Connor. 
–  Wobec  Tiny.  Bycie  Ŝoną  Ŝołnierza  morskich  sił  lotniczych  jest  bardzo 

trudne. CięŜsze od niejednej pracy. Dobrze o tym wiecie. 

– O co ci chodzi? – nie rozumiał Aidan. 
–  Chcę,  by  Tinie  było  lŜej  –  powiedział  Brian.  –  Zasługuje  na  coś 

lepszego. 

– Lepszego niŜ kochać i być kochaną? – zdziwił się Liam. 
– Zasługuje na lepsze Ŝycie – powtórzył Brian, biorąc kufel piwa w obie 

dłonie. 

Aidan otworzył usta, by coś rzec, lecz Liam uciszył go gestem. 
– Zasługuje na to, by dać jej szansę decydowania o sobie. Zasługuje, Ŝeby 

mieć męŜczyznę, który ją szanuje i pozostawia wybór. 

– Nie rozumiesz... 
Liam nie dał mu dojść do słowa. 
–  Wychodząc  za  ciebie,  wiedziała,  czym  się  zajmujesz.  Dorastała  w 

miasteczku,  w  którym  była  baza  wojskowa.  Zdawała sobie sprawę,  co oznacza 
bycie Ŝoną Ŝołnierza. Wybrała miłość i poślubiła cię. 

Brian  słuchał  tych  słów,  a  w  sercu  zaczynała  mu  świtać  nadzieja.  W 

wyobraźni  ujrzał  twarz  Tiny  z  błyszczącymi  oczami  i  ponętnymi  wargami. 
Przypomniał sobie, jak go obejmowała, jak przytulała się we śnie. 

Teraz juŜ wiedział. CięŜkie czy nie, Ŝycie bez niej nie miało wartości. 
–  Muszę  iść  –  mruknął,  rzucając  na  stół  pieniądze  za  piwo.  –  Muszę 

pomówić z Tiną – dodał. 

– Lepiej się pospiesz – usłyszał od Connora. 
–  Tak,  zanim  dziewczyna  sobie  nie  przypomni,  jaki  z  ciebie  drań  – 

dorzucił Aidan. 

Kiedy przeciskał się do wyjścia, bracia z uśmiechem trącili się kuflami. 
 
Trzy dni po powrocie do Kalifornii Tina ostatecznie zdecydowała, co ma 

background image

zrobić.  Prawdę  mówiąc,  wiedziała  to  juŜ  wcześniej,  nim  przyjechała  do  Los 
Angeles. 

Jednak  nie  była  całkiem  pewna,  teraz  zaś  przestała  Ŝywić  jakiekolwiek 

wątpliwości.  Z  uśmiechem  porządkowała  papiery  na  biurku,  niektóre  z  nich 
opatrując  notką  pilne.  Miała  się  nimi  teraz  zająć  Janet,  która  doskonale 
orientowała się w sprawach prowadzonych przez przyjaciółkę. 

Wszystko będzie dobrze, powtórzyła w myślach. 
– Jesteś tego pewna? – usłyszała głos koleŜanki. – MoŜe powinnaś jeszcze 

raz przemyśleć powrót i... 

Tina  z  uśmiechem  potrząsnęła  głową.  Będzie  tęskniła  za  Janet,  lecz 

pozostaną  w  kontakcie.  W  końcu  istnieje  poczta  elektroniczna,  telefony, 
odwiedziny. 

– Miałam na to całe pięć lat. Teraz juŜ wiem, co powinnam zrobić. 
–  Bez  ciebie  nie  będzie  tu  tak  samo  –  Janet  z  westchnieniem  pokręciła 

głową. 

–  Dziękuję  –  Tina  uściskała  przyjaciółkę.  –  Mnie  teŜ  będzie  cię 

brakowało. 

 
Brian  nie  znosił  Los  Angeles.  Przez  kilka  lat  stacjonował  w  Pendleton  i 

od  tamtego  czasu  źle  się  czuł  w  miejskim  tłumie.  Wszyscy  dokądś  tu  pędzili, 
jemu zaś udzielało się ich napięcie. 

Wyszedł  z  restauracji  zdecydowany  porozmawiać  z  Tiną.  Przeprosić  ją

,

 

skłonić, by go wysłuchała, dowieść, Ŝe ją kocha i zawsze kochał. W końcu sobie 
uświadomił,  Ŝe  miłość  to  nie  jakaś  delikatna  konstrukcja,  którą  naleŜy  tylko 
chronić, lecz coś trwałego, na czym moŜna się oprzeć w trudnych chwilach. Nie 
znał nikogo silniejszego od swojej byłej Ŝony. 

Miał  zamiar  teraz  się  nią  zająć,  bo  pojął,  Ŝe  małŜeństwo  to  wzajemna 

czuła  opieka.  Lecz  kiedy  dotarł  do  domu,  zastał  tylko  Angelinę,  która  mu 
powiedziała, Ŝe Tina wróciła do Los Angeles. Po prostu wyjechała. Bez słowa, 
bez ostrzeŜenia. 

Pomyślał, Ŝe sobie na to zasłuŜył. Wpadł w panikę. Próbował dogonić ją 

na lotnisku, lecz spóźnił się na lot. Chciał zadzwonić, ale uznał, Ŝe to, co ma do 
powiedzenia,  nie  powinno  zostać  wygłoszone  do  słuchawki.  Musi  spojrzeć 
dziewczynie w oczy, choćby to było trudne. 

Następne  trzy  dni  spędził,  załatwiając  lot  samo  lotem  transportowym  do 

bazy w Pendleton. Teraz w wynajętym aucie tkwił w korku i wierzył, Ŝe nie jest 
za późno, by wszystko naprawić. 

 
Dziewczyna  rozejrzała  się  po  biurze,  odetchnęła  głęboko  i  uśmiechnęła 

się do siebie. Skończone. Była gotowa do drogi. Spieszyła się. 

– Tina! 
– Brian! – Zdumiała się, rozpoznając głos męŜczyzny. 
– Przyjechałem zobaczyć się z Tiną Coretti i nie odejdę. 

background image

Z  bijącym  sercem  pobiegła  do  holu,  by  zobaczyć,  jak  sprzeczał  się  z 

recepcjonistą. 

Na jej widok zareagował desperacją. 
– Powiedz mu, kim jestem! 
– W porządku. To mój były  mąŜ – wyjaśniła, a on przepchnął się wśród 

klientów agencji, odprowadzany pełnym podziwu wzrokiem Janet. 

W  mundurze  prezentował  się  znakomicie.  Na  szerokiej  piersi  lśniły  mu 

baretki odznaczeń. Niebieskie oczy były wpatrzone w Tinę. 

– Wyjechałaś bez słowa – rzucił. 
– Co takiego? – dziewczyna nie była w stanie jasno myśleć. 
– Wróciłem do domu, by z tobą porozmawiać, lecz juŜ cię nie zastałem. 
– Wiedziałeś, Ŝe wyjadę. 
– Tak, ale chciałem, Ŝebyś została. – Brian... 
– Przyjechałem zabrać cię do domu – powiedział, nie pozwalając jej dojść 

do słowa. 

Tinie ze szczęścia ziemia zakołysała się pod nogami. 
–  Nie  mogę  bez  ciebie  dłuŜej  Ŝyć.  Ani  jednego  dnia.  –  Wziął  ją  za 

ramiona i mocno ścisnął. 

–  Nie  moŜesz?  –  Chciała  się  upewnić  i  jeszcze  raz  usłyszeć  to,  na  co 

czekała przez pięć lat. 

– Wcześniej myślałem, Ŝe postępuję właściwie – zaczął, gdy znaleźli się 

w jej pokoju. – Pozwoliłem ci odejść, bo uwaŜałem, Ŝe Ŝycie Ŝony Ŝołnierza jest 
cięŜkie i nie kaŜdy mu podoła. 

– Ja mogłam – powiedziała, pragnąc, by zrozumiał swój błąd. 
– Teraz to wiem – zgodził się. – Jesteś wystarczająco silna – Pogłaskał jej 

policzek. – Silniejsza ode mnie, bo zdołałaś wyjechać, gdy ja nie zdobyłbym się 
na to. W oczach dziewczyny pojawiły się łzy. 

– Wcale nie jestem taka silna. Wyjazd omal mnie nie zabił. 
–  Więc  wróćmy  do  domu.  Jedź  ze  mną,  kochaj  mnie.  Pozwól  mi  siebie 

kochać. Zawsze cię kochałem i będę kochał. 

– Brian... 
Objął ją i przytulił tak mocno, Ŝe czuła bicie jego serca. 
–  Miej  ze  mną  dzieci  –  szepnął.  –  DuŜo  dzieci.  Tinę  ogarnęła  wielka 

radość. Z całej siły odwzajemniła uścisk. 

– Kocham cię – wyznała. – Zawsze cię kochałam i będę kochać. Czułam 

dumę, będąc Ŝoną lotnika sił morskich i jeszcze bardziej dumna z tego, Ŝe to ty 
jesteś moim męŜem. 

Brian odetchnął z ulgą. Nigdy w Ŝyciu nie było mu lepiej. 
– To jak szybko moŜesz się przenieść do Połudiowej Karoliny? – spytał. 
– Jutro ci odpowiada? 
Ze zdumienia zaparło mu dech w piersiach. Tina zamknęła drzwi gabinetu 

i zarzuciła męŜowi ręce na szyję. 

–  Sprzedałam  wspólniczce  swoją  część  udziałów  w  agencji.  Jutro 

background image

przyjedzie ekipa, by spakować moje rzeczy. 

– Ty... ale... jak... – Brian nie wiedział, co powiedzieć. śona pocałowała 

go i rzekła: 

–  Dwa  dni  temu  podjęłam  decyzję.  Nie  mogę  tu  zostać,  bo  nie  potrafię 

Ŝ

yć  bez  ciebie.  Jechałam  do  ciebie,  głuptasie  –  dodała,  gdy  ją  przytulał.  – 

Chciałam  cię  przekonać,  Ŝebyś  mnie  kochał,  byś  zrozumiał,  Ŝe  do  siebie 
naleŜymy. 

– Kochanie, jestem przekonany – powiedział, okrywając ją pocałunkami. 
Kiedy wreszcie chwycili powietrze w płuca, dorzucił: 
– Czy wiesz, Ŝe poślubiłaś męŜczyznę, który niedługo moŜe się publicznie 

ukazać w spódniczce z palmowych liści? 

– Wezmę kamerę, by to uwiecznić – zapewniła ze śmiechem. 
–  A  ja  będę  ci  z  chęcią  pozował,  poniewaŜ  jeszcze  nigdy  w  Ŝyciu  nie 

byłem tak szczęśliwy, przegrywając zakład.