background image
background image

Shiloh Walker 

 

Decyzja łowcy 

 

„Cholera.” 

Zimny  wiatr  przenikał  przez  jej  ubrania,  jakby  nic  nie  miała  na 
sobie,  rzucał  jej  włosy  na  twarz,  wyciskał  łzy  z  oczu  –  słowem, 
czynił sprawę dwa razy cięŜszą do zrobienia niŜ normalnie.  

 
Jednak nie odwróciła wzroku od pary widocznej na końcu 

alejki  i,  rzucając  pod  nosem  ciche  przekleństwo,  zastygła  
w bezruchu. 

 
W jednej ręce trzymała kuszę, w drugiej parę wojskowych 

lornetek  z    noktowizorem  i  wbudowanym  aparatem  cyfrowym. 
Częściej  korzystała z kuszy niŜ z lornetki, choć jeszcze rok temu 
strzelała z kuszy wyłącznie na strzelnicy. 
 
Tak było w jej poprzednim Ŝyciu… 
 
Przed dniem 22 lutego 2007 roku. 
 
Tego dnia jej Ŝycie zmieniło się na zawsze.  
 

Tego  dnia  jej  bliźniaczy  brat  oraz  jego  ukochana  Ŝona  – 

najlepsza  przyjaciółka  Sary  –  zostali  znalezieni  zamordowani  
w hotelowym pokoju. To był ich miesiąc miodowy… 
 

Joseph  i  Darla  byli  jedyną  rodziną,  jaką  miała. 

Świadomość, Ŝe ich utraciła, była dla niej druzgocząca. 

 
Pytanie  „kto”  ich  zabił  pozostawało  bez  odpowiedzi. 

Jednak Sara wiedziała „co” ich zabiło. 

  
Stworzenie, które nigdy nie powinno istnieć. Potwór, który 

wyglądał, mówił, chodził i działał jak człowiek.  

 
Śledziła go juŜ tydzień.  
 
Teraz  coś  w  jego  sposobie  poruszania  się,  sposobie  

w jakim obserwował ludzi, uruchomiło alarm w jej głowie. 

background image

 
Przesunął  się  nieco,  nadal  trzymając  swoją  towarzyszkę  

w ramionach. 

  
Oświetlenie w alejce było cholernie słabe, ale Sara była do 

tego  przyzwyczajona.  Przez  noktowizor  lornetki  widziała,  jak 
kobieta  rozpina  męŜczyźnie  koszulę,  torując  drogę  swoim  ustom 
do jego nagiej klatki piersiowej. 

 
Patrzyła  jak    usta  męŜczyzny  powoli  rozszerzają  się  

w uśmiechu, odsłaniając to co dokładnie podejrzewała.  

 
Dwa ostre, niczym z kości słoniowej, kły. 
 
„Mam cię.” mruknęła…  
 
 

background image

część druga 

 
 
„Mam  cię.”  mruknęła  Sara,    wyostrzając  kontury  obrazu 

lornetki, po czym odłoŜyła ją na bok i sięgnęła po kuszę. 

 
Kobieta  będąca  blisko  męŜczyzna  zostanie  brutalnie 

zaskoczona, jednak z dwojga złego Sara wolała, by tamta widziała 
jej strzał niŜ skończyła jako przekąska krwiopijcy. 

 
Nagle  za  plecami  usłyszała  szelest,  przytłumione  dźwięki, 

a następnie jakiś głos. Znajomy głos.  

 
„To nie jest dobry pomysł Saro.” 
 
Odwróciła  się  trzymając  w  pogotowiu  kuszę  gotową  do 

strzału. Nie widziała tego męŜczyzny od roku. Wyatt Cooper. 

 
Krew  uderzyła  jej  do  twarzy  i  poczuła  narastającą  w 

środku  panikę.  Oszołomiona,  zamrugała  i  zerknęła  na  niego 
przeklinając  słabe  światło,  choć  nawet  w  mroku  nie  mogłaby  z 
nikim innym pomylić tej twarzy.  

 
Serce  dalej  mocno  łomotało  w  jej  piersi,  gdy  opuściła 

kuszę w dół. „Wyatt?” 

 
Nieznaczny  uśmieszek  zagościł  na  jego ustach.  „Znów  się 

spotykamy.”  Jego  spojrzenie  podąŜyło  w  dół  w  ślad  za  jej  kuszą. 
„Dziwne miejsce na ćwiczenie celności strzałów.” 

„Ach…” 
„Pamiętam, Ŝe kiedyś byłaś bardziej rozmowna niŜ teraz.” 
WciąŜ patrzył na nią z rozbawieniem, z tym swoim słabym 

uśmieszkiem na ustach.  

 
„Ok, przyłapałeś mnie. Co tu robisz?” 

Wyatt  wzruszył  ramionami.  Zimny  wiatr  zdawał  się  w  ogóle  mu 
nie  przeszkadzać.  Niesamowicie  pasował  do  tego  miejsca,  choć 
zawsze naleŜał do męŜczyzn, którzy wyróŜniają się z tłumu. 
Spod  rozpiętego  prochowca  wystawała  ciemna  koszula,  lekko 
błyszcząca w słabym świetle, oraz ciemne spodnie.  

background image

W  ciągu  jednego  tygodnia,  jaki  razem  spędzili,  zawsze  wyglądał 
jakby  zszedł  z  okładki  GQ

1

.  Oczywiście  kiedy  nie  był  nagi  i  nie 

leŜał na niej. Albo pod nią… 
 

„Co ty tu robisz?” 
 
Przesunął wzrokiem oceniając jej  wygląd, po czym zbliŜył 

się do wysokiego muru z cegły, pod którym spędziła ostatnie dwie 
godziny. „Szukałem cię.” 

 
„Szukał  mnie.  Cholera!”  dzwonki  alarmowe  rozdzwoniły 

się w głowie Sary. Pora na ucieczkę. Jej lornetki oraz torba leŜały 
niedaleko.  Mogła  je  dosięgnąć  i  jak  najszybciej  wynosić  się  stąd. 
„Dlaczego mnie szukasz?” 

„Odpowiem  na  to  pytanie,  jeśli  ty  najpierw  odpowiesz  na 

moje.” 

 
ZałoŜył  ręce  na  piersi  i  spojrzał  w  dół  uliczki.  Sara 

podąŜyła za jego wzrokiem, przeklinając go Ŝe rozproszył ją w tak 
waŜnym momencie.  

W  dole  alejki  ucztował  wampir.  Kobieta  była  bierna, 

spoczywała w ramionach wampira z zachwytem na twarzy. 

 
Cholera!  Cholera!  Niech  to  szlag!  Sara  szarpnęła  kuszę  w 

górę, celując szybko. Wiedziała, Ŝe zostało jej tylko kilka sekund. 

 
MoŜe  mniej.  Strzeliłaby,  gdyby  Wyatt  nie  rzucił  się  do 

przodu, wyrywając jej kuszę z rąk z niesamowitą siłą.  

 
„Oddaj  mi  ją!”  Sara  próbowała  odzyskać  swoją  broń,  lecz 

on wymknął się poza zasięg jej rąk. 

„On zamierza ją zabić!” 
Jeśli  myślała,  Ŝe  jej  słowa  wpłyną  w  jakiś  sposób  na 

niego, to się myliła. „Nie Saro. On nie skrzywdzi jej.” 

„Nie wiesz o czym do diabła mówisz!” 

 

                                                 

1

 Gentlemen's Quarterly (miesięcznik dla męŜczyzn) 

background image

część trzecia 

 
 

Świetnie.  Straciła  kuszę.  Szybko,  spoglądając  na  niego 

kątem  oka,  sięgnęła  pod  koszulę  do  kabury,  gdzie  trzymała 
swojego glocka.  

 
TakŜe teraz okazał się być szybszy niŜ ona, wytrącając jej 

pistolet z ręki. 

 
„Niestety wiem, Saro.” 

 

Przeszły  ją  ciarki,  gdy  Waytt  stanął  przed  nią.  Ponurym 

wzrokiem  studiował  jej  twarz.  Gdyby  jeszcze  jej  instynkt 
samozachowawczy  nie  dał  o  sobie  znać,  to  na  pewno  zrobiłby  to 
teraz, gdy prawie uginała się pod jego ponurym spojrzeniem. 
 
 

„Co tu robisz Wyatt?” spytała ponownie ochrypłym głosem. 

Pytała – choć część jej znała juŜ odpowiedź.  
„Skąd wiedziałeś, Ŝe tu jestem? 
 

W  ubiegłym  roku,  zaledwie  kilka  dni  po  tym  jak  jej  brat 

Joey  został  pochowany,  Sara  spotkała  seksownego  nieznajomego 
o  oczach  koloru  bursztynu,  jedwabistych  czarnych  włosach  oraz 
szelmowskim uśmiechu. To nie było w jej stylu - dać się poderwać 
męŜczyźnie  w  barze,  wrócić  z  nim  do  hotelu  i  spędzić  wiele 
upojnych  godzin.  Ale  zrobiła  to,  a  co  gorsze  –  zrobiła  to  
z Wyattem. 
 

Pamiętała  w  najdrobniejszych  szczegółach  kaŜdą  chwilę 

ich  znajomości.    Spędziła  z  nim  jeden  tydzień  –    jeden  tydzień,  
w  którym  rzadko  opuszczała  hotelowy  pokój.  W  siódmym  dniu 
wymknęła się z pokoju, kiedy on był pod prysznicem, i od tej pory 
nie widziała się juŜ z nim więcej. 

 
Myślała  o  nim  zbyt  często,  burzył  spokój  jej  umysłu,  co 

kilka  dni  miała  koszmary  z  nim  w  roli  głównej.  Musiała  jednak 
zostawić przeszłość za sobą i skoncentrować się na swojej misji. 

 
„Jestem tu z twojego powodu Saro.” rzekł Wyatt. 

„Dlaczego?”  cofnęła  się  do  tyłu,  rezygnując  z  odzyskania  swojej 
torby. Kuszy. Pistoletu. Mogła przecieŜ zdobyć nową broń. 

background image

 

Jego powieki opadły, a gdy spojrzał na nią ponownie, jego 

bursztynowe oczy płonęły. Gdy otworzył usta by jej odpowiedzieć, 
Sara ledwo go usłyszała. „Myślę, Ŝe wiesz dlaczego.”  
Odpowiedź jednak dotarła do niej dopiero po jakimś czasie.  
 

Była zbyt zajęta wpatrywaniem się w jego kły… 

 
 

Jej  jasnozielone  oczy  otworzyły  się  szeroko  z  powodu 

szoku,  przez  twarz  przemknął  blady  cień  strachu.  Wyatt  mógł 
wyraźnie usłyszeć szybkie bicie jej serca z odległości pięciu stóp.  

 
Pięciu stóp, a takŜe i większej odległości. Jej ręka zniŜyła 

się  do  okolic  talii,  jakby  na  pamięć  próbując  wydobyć  broń. 
Wiedział,  Ŝe  Sara  nie  nosi  broni  w  celach  rekreacyjnych.  Była 
zawodową zabójczynią. 

 
Raniło go patrzenie na nią, pełną złości i Ŝalu za to, co jej 

uczynił.  Jego  wspomnienia  dotyczące  tego  jednego  tygodnia 
sprzed  roku  były  krystalicznie  czyste.  Nie  zapomniał  nawet 
najdrobniejszych  szczegółów.  Wiedział,  Ŝe  nie  powinien  pozwolić 
jej odejść. I nie tylko dlatego, by spędzić szczęśliwie kolejne 50 lat 
w  łóŜku  z  tą  kobietą.  Gdy  wymknęła  się  od  niego,  niemal  nie 
poszedł  za  nią.  Niemal.  Potrzebował  jej,  choć  wolał  myśleć,  Ŝe  to 
ona  potrzebowała  jego.  A  teraz  znaleźli  się  razem  w  samym 
środku bałaganu, który on będzie musiał naprawić.  

 
„Jesteś jednym z nich.” szepnęła. 
„Saro, nie zamierzam cię skrzywdzić.” 

 

Zaśmiała  się  nieprzyjemnie. Gdy  przebrzmiał  jej  nerwowy 

śmiech,  spojrzała  na  niego  z  mieszaniną  niedowierzania,  gniewu, 
bólu oraz strachu. 
 

„Podaj    mi  jeden powód,  dla  którego  miałabym  ci wierzyć 

Wyatt. Wiem do czego jesteś zdolny.” 
 

„Gdybym  chciał  cię  zranić,  zrobiłbym  to  juŜ  w  tamtym 

roku.” 

Sara  odebrała  te słowa  niczym  policzek  wymierzony  w  jej 

twarz. 

background image

„Jeśli  nie  chcesz  mnie  skrzywdzić,  to  czego  do  diabła  ode  mnie 
chcesz?” 

Jej  był  przepełniony  sarkazmem.  Wiedział,  Ŝe  mu  nie 

wierzy.  

 

background image

 
Jej głos był przepełniony sarkazmem.  
 
Wiedział, Ŝe mu nie wierzy.  
 
Skoncentruj  się  na  problemie  Waytt,  a  nie  na  skutkach

powiedział do siebie.  

 
„Chcę tylko ustrzec cię  przed popełnieniem błędu.” 
 
Kiwnął głową w kierunku alejki bez patrzenia na jej twarz. 

„On nie skrzywdzi tej kobiety, nie zdobędzie się na to.” 
  

Jej  usta  lekko  drgnęły.  „Tak,  załoŜę  się,  Ŝe  ten  wampir 

będzie  wobec  niej  łaskawy.  Buffy  i  Angel

1

  niczym  przeniesieni  z 

serialu.” 
 

Mimo woli Wyatt uśmiechnął się szeroko. „Buffy i Angel są 

postaciami  rodem  z  Hollywood,  moja  droga.  To  jest  prawdziwe 
Ŝycie.” Przesunął ręką po włosach i westchnął. 

 
„Saro,  wampiry  nie  są  złymi  demonami  –  nie  bardziej  niŜ 

ludzie.  Tak,  niektóre  są  potworami…”  Spojrzał  w  jej  kierunku  
i szybko dodał: „Ale częściej miałem do czynienia ze złymi ludźmi.” 
 

„Ludzie nie zabili Joey’a i Darli.” 

„Nie.  Masz  rację  w  tej  sprawie.  Twoi  bliscy  zostali  zaatakowani 
przez wampiry. Ale nie wszystkie wampiry zabijają, Saro.” 
 

Sara  uśmiechnęła  się  ponuro.  Gdy  ich  spojrzenia  na 

chwilę się zetknęły, zobaczył stalowy błysk w jej oczach.  
„Sorry, ale nie kupuję tego.” 
„Jeśli wszystkie wampiry zabijają, jakim cudem nadal pozostajesz 
przy Ŝyciu?” 
 

Posłała  mu  spojrzenie  pełne  wątpliwości.  Wyatt  wiedział, 

Ŝe wygrał tą rundę.  
„Czy  zraniłem  cię  kiedykolwiek  Saro?  Czy  będąc  ze  mną  robiłaś 
coś wbrew sobie?” 
„To,  Ŝe  mnie  nie  skrzywdziłeś,  nie  oznacza,  Ŝe  nie  jesteś  do  tego 
zdolny, kochasiu.” 

                                                 

1

 Angel/Angelus –wampir, jeden z głównych bohaterów serialu Buffy: Postrach wampirów 

background image

Wyatt  zmruŜył  oczy.  „Kochanie,  to  trochę  obraźliwe 

sugerować,  Ŝe  jestem  zimnokrwistym  mordercą,  a  zaraz  potem 
nazywać mnie kochasiem.” 
 

Sara  zadrwiła.  „Nie  mów,  Ŝe  nie  posiadasz  słodkich 

wspomnień, Wyatt.” 
„Słodkich?”  przymknął  oczy  na  chwilę  oczy.  Nie  mogąc  trzymać 
się od niej z dala, podszedł d bliŜej, poruszając się tak szybko, Ŝe 
jej śmiertelne oczy prawie nie dostrzegły jego ruchów.  
 

Jej  oczy  rozszerzyły,  a  serce  mocno  kołatało  w  piersi. 

DrapieŜnik  w  nim  oŜył,  domagając  się  zaspokojenia  głodu.  Ale 
jako męŜczyzna odczuwał takŜe poŜądanie. Wyciągnął ku niej ręce 
przyciągając do siebie tak, Ŝe ich ciała ściśle do siebie przylegały. 
 
„Słodkie  wspomnienia?  Nie  opisałbym  tego  tak.  Pamiętam  jak 
jęczałaś  w  moich  ramionach,  pamiętam  twój  uśmiech  gdy 
przynosiłem  ci  rano  do  łóŜka  kubek  kawy.  Pamiętam  teŜ  jak 
smakujesz.” 
 

Pochylił głowę w stronę jej szyi. Sara, cała spięta, starała 

się wyszarpnąć. Bezskutecznie. Wyatt wdychał jej zapach, owionął 
ciepłym oddechem jej szyję, po czym sam się wycofał.  
„Pamiętam  jak  zasypiłaś  w  moich  ramionach,  a  ja  wodziłem  po 
twoim ciele rękami…” 
Po chwili odsunął wzrok od niej.  
 

To  było  trudne,  trudniejsze  niŜ  myślał.  Jak  kilka  nocy  z 

nią  mogło  pozostawić  taki  ślad  w  jego  Ŝyciu?  Dodatkowo  jego 
frustrację  pogłębiało  morderstwo,  o  którym  ona  nigdy  nie 
zapomni. 

Ale  nie  chciał  innej  kobiety.  Nie  mógł  zapomnieć  o  tej 

pięknej  brunetce;  kobiecie,  w  której  jedwabiste  włosy  wplatał 
swoje  dłonie,  całując  ją.  Nie  mógł  zapomnieć  uczucia,  jakie 
towarzyszyło mu gdy razem spali.  
 

„Moje  słodkie  wspomnienia  dotyczą    wyjazdów  na  ryby  z 

tatą. Mojego pierwszego psa. Mojej pierwszej kobiety.” Jego wzrok 
prześliznął  się  po  niej,  gdy  dodał  szorstko  :  „Ale  słowo  słodkie 
nawet w połowie nie oddaje prawdy jeśli chodzi o Ciebie.” 
 

background image

„Słodkie”  wspomnienia  były  wspomnieniami  z  młodości,  z  Ŝycia 
które  starannie  sobie  zaplanował,  a  które  drastycznie  zmieniło 
się, gdy los interweniował.  
 

Tym czymś „słodkim” mógł się cieszyć, gdy w jego Ŝyciu jej 

zabrakło. Tęsknił za Sarą kaŜdego dnia. Budził się z myślą o niej. 
Marzył o niej. Myślał o niej. PoŜądał jej.  

Sara była jedną z tych spraw w jego Ŝyciu, które nigdy nie 

powinny mieć miejsca. Zmuszony był zostawić swoją narzeczoną. 
Dom, pracę, rodziców. Rzeczy, do których był przywiązany; ludzi, 
których  kochał.  Ale  nie  był  w  stanie  pozwolić,  by  przeszłość 
całkowicie  odeszła  w  zapomnienie.  Nie  potrafił  tego  zrobić.  Nie 
mógł powiedzieć tego samego o Sarze i, kiedy uwaŜnie przyglądał 
się jej twarzy, wiedział powinien pozwolić jej odejść. Sara była dla 
niego kimś, kim nie powinna być.  

 
Czuł,  Ŝe  dziewczyna  unika  jego  wzroku,  Ŝe  to  co  mówił 

wprawiło ją w zakłopotanie.  

Kiedy  uczynił  krok  w  jej  kierunku,  cofnęła  się.  Czuł  jej 

strach. Nie zatrzymał się jednak i nie wycofał się.  
„Boisz się mnie” stwierdził. 
Zadziornie  podniosła  podbródek  do  góry.  „Byłabym  głupia, 
gdybym się nie bała.” 
 

Wyatt  zmarszczył  brwi.  „Czy  kiedykolwiek  cię  zraniłem? 

Dlaczego myślisz, Ŝe teraz mógłbym cię skrzywdzić?” 
 

Ręką wskazała na jego kły : „One nie są dla ozdoby.” 

Wyatt powiedział: „Nie, nie są. SłuŜą określonemu celowi. Ale to ja 
decyduję czemu mają słuŜyć, Saro. Nie straciłem człowieczeństwa  
podczas przemiany i nie wybierałem tego, co się ze mną stało.” 
 

Zamrugała. Wyatt chciałby myśleć, Ŝe wreszcie coś z tego 

co mówił do niej dotarło, ale nie był aŜ takim optymistą. 
„Zostaw mnie, Wyatt.” 
 

Spojrzała w kierunku swoich rzeczy, torby, ale nie starała 

się  ich  odzyskać.  Zamiast  tego  zaczęła  się  wycofywać  w  stronę 
wylotu alejki.  

Uciekła. 

 
 

background image

*** 

 
 
„Nie poszło mi za dobrze.” mruknął Wyatt. 
 

Schował  jej  broń,  po  czym  spojrzał  na  leŜącą  koło  niego 

torbę  Sary.  Westchnął  i  zaczął  pakować  jej  rzeczy,  cały  czas 
spoglądając  w  stronę  końca  alejki,  gdzie  przed  chwilą  zniknęła 
Sara. 
 

Była północ. Ciemne zaułki miasta były niebezpieczne dla 

samotnej kobiety, szczególnie w nocy.  

 
Musiał podąŜyć za nią, by zapewnić jej bezpieczeństwo. 

 

Wyatt  nie  stracił  człowieczeństwa  stając  się  wampirem. 

Ale niektórzy stracili.  

Było wielu potworów polujących na ludzi i, właśnie teraz, 

jeden z nich był na łowach. Wyczuwał towarzyszący mu głód… 

 

 

*** 

 
 

Sarze  wydawało  się,  Ŝe  słyszy  za  sobą  jakieś  kroki,  ale 

kiedy odwróciła się do tyłu, nikogo nie zobaczyła. 
Miała uczucie, Ŝe ktoś ją śledzi. Do diabła! Sięgnęła odruchowo do 
pasa,  ale  przypomniała  sobie,  Ŝe  przecieŜ  straciła  swoją  broń. 
Zwalczała  desperacką  chęć,  by  rzucić  się  biegiem  do  ucieczki. 
Część niej wiedziała, Ŝe taki bieg to kiepski pomysł.  

 
Ci,  którzy  uciekają  zwykle  zostają  złapani.  Nie  dziękuję, 

pomyślała.  Wewnętrzny  głos  podpowiadał  jej,  by  wrócić  do 
Wyatta. Ten wewnętrzny głos, z niewiadomego powodu, stawał się 
coraz  trudniejszy  do  zignorowania.  Nie miała powodów  sądzić,  Ŝe 
Wyatt  zapewni  jej  bezpieczeństwo  –  nawet  jeśli  teraz  pozwolił  jej 
odejść. Nawet jeśli deklarował, Ŝe nie chce jej skrzywdzić. 
  

„Dokąd  idziesz,  maleńka?”  do  jej  uszu  dotarł  niski, 

rozbawiony głos z wyraźnym południowym akcentem.  

Wydawał się nie być groźny. Ale Sara czuła się zagroŜona. 

Spojrzała  przez  ramię,  ale  nikogo  nie  dostrzegła.  Rzuciła  się  do 

background image

biegu  koncentrując  się  na  chodniku  przed  sobą.  Skręciła  w  bok  
i  znalazła  się  w  ślepym  zaułku.  Podbiegła  do  muru  i  skoczyła, 
wyciągając ręce by podciągnąć się do góry. Nie zdąŜyła go jednak 
przeskoczyć. 

 
Coś  uderzyło  ją  z  tyłu  i  pochwyciło  za  ramiona.  Kościste, 

twarde palce wbiły się w jej ciało. Strach zamroził Sarę od środka.  
„Skąd  ten  pośpiech?”  zapytał  z  uśmiechem  ten  sam  głos,  który 
słyszała chwilę wcześniej.   
Sara nic nie odpowiedziała.  
 

Nieznajomy  odwrócił  jej  głowę,  by  przypatrzyć  się  jej 

twarzy.  
„Nie krzyczysz. Czemu nie wołasz o pomoc?” 
Jego  palce  zacisnęły  się  mocniej  na  jej  ramionach,  gdy 
przyciągnął  ją  bliŜej  do  siebie  –  tak,  Ŝe  jego  usta  dotknęły  jej 
policzka. Uśmiechnął się.  
„W  sumie  to  bardziej  mi  się  to  podoba.  Jest  zabawniej  gdy  tak 
walczysz w ciszy. Zapowiada się świetna zabawa.” 
 

 

background image

Strach  szumiał  jej  w  uszach.  Szarpnął  ją  za  włosy 

przyciskając  ją  do  muru.  Nagle  coś  odwróciło  uwagę  napastnika. 
Usłyszała jak rzuca w mrok słowa: 
„Podejdziesz bliŜej a ona umrze.” 
Skoncentrowała  się  na  twarzy  Waytta  poruszającego  się  w  alejce 
za napastnikiem. Jego bursztynowe oczy płonęły. 
 
„Wiesz jak to się skończy. Puść ją chłopcze, a moŜe dostaniesz ode 
mnie fory. To twoja jedyna szansa wyjścia z tego cało.” 
 

MęŜczyzna  odchylił  jej  głowę  tak  mocno,  Ŝe  zabolała  ją 

szyja.  Cholera,  juŜ  czuła  się  jak  jego przystawka,  choć  jeszcze  jej 
nie ugryzł.  
„Wiem co się stanie, jeśli puszczę ją wolno.” 

Wyatt  uśmiechnął  się.  Był  to  raczej  złowieszczy  grymas 

niŜ uśmiech.  
„To  i  tak  się  stanie.  Przynajmniej  teraz  masz  wybór  –  umrzesz 
powoli w mękach albo miłosiernie szybko.” 
 

Wampir stojący za nią był coraz bardziej spięty. Jego ręka 

pogładziła delikatnie jej szyję. „Znam lepszy wybór.” powiedział. 
„Jak  diabli!”  warknęła  Sara,  gdy  jej  głowa  wystrzeliła  do  tyłu 
uderzając  wampira.  Albo  nie  był  on  tak  szybki  jak  Wyatt,  albo 
zaskoczyły  go  te  słowa  przerywające  jej  ciągłe  milczenie  –  w 
kaŜdym razie nie uchylił się na czas. Uderzyła go z całej siły tak. 
Ŝe  usłyszała  chrupnięcie  kości.  W  tym  samym  czasie  podniosła 
nogę i  nadepnęła mocno stopą na but wampira. 

 
To, co stało się potem, działo się zbyt szybko, by mogła to 

dokładnie  wszystko  zobaczyć.  Minutę  później  leciała  przecinając 
swoim  ciałem  powietrze,  by  w  końcu  uderzyć  ze  zgrzytem  
o  ścianę.  Gdy  uderzyła  głową  w  cegły,  światło  eksplodowało  jej 
przed oczami.  
 

W  oddali  usłyszała  swoje  imię.  Wyatt  krzyczał.  Ból  głowy 

całkowicie  ją  paraliŜował.  Poczuła,  Ŝe  czyjeś  ręce  dotykają  jej 
twarzy. Delikatnie. Kojąco.  

„Saro, spójrz na mnie.” 

 

To  zbyt  trudne.  Otworzenie  oczu  wymagało  od  niej 

wielkiego  wysiłku.  Gdy  jego  palce  zaczęły  przesuwać  się  po  jej 
policzku,  ogarnęła  ją  przemoŜna  chęć  zobaczenia  go.  Podniosła 

background image

powieki  i  spojrzała  w  jego  twarz.  Obraz  rozmazywał  się. 
Dostrzegła,  Ŝe  jego  bursztynowe  oczy  pociemniały.  Nie  wiedziała 
czy  ze  zmartwienia  czy  z  gniewu.  Pomimo  promieniującego  z  jej 
głowy bólu, uśmiechnęła się.  
Wyatt naprawdę wyglądał, jakby się o nią troszczył.  
A przecieŜ wampiry nie troszczą się o ludzi… 
 

*** 

 

Wyatt  siedział  na  krześle  naprzeciwko  okna,  patrząc  jak 

słońce chowa się za horyzontem. W miarę upływu czasu niektóre 
silniejsze 

wampiry 

lepiej 

znosiły 

większe 

dawki 

światła 

słonecznego.  Na  początku  było  to  zaledwie  kilka  sekund,  ale 
poprawa  ich  tolerancji  na  światło  rosła  powoli  z  czasem.  Zmiana 
Wyatta  dokonała się prawie 80  lat temu,  a  on  mógł juŜ  trwać  na 
słońcu  na  tyle  długo,  by  móc  oglądać  zachód.  Pod  koniec  jego 
skóra  stawała  się  poparzona,  tak  jak  po  przedawkowaniu 
opalania  na  słońcu  –  czuł  tworzące  się  mu  na  twarzy  pęcherze. 
Jednak  chwilę  potem  kiedy  promienie  słońca  przestały  na  niego 
padać, jego skóra zaczęła się szybko regenerować.  

 
Wiedział, kiedy Sara się obudziła. Słyszał subtelne zmiany 

w jej oddechu, w biciu jej serca.  

 
Mimo  to  drgnął,  zaskoczony  jej  gardłowym  głosem.  „Nie 

wiedziałam, 

Ŝe 

wampiry 

wytrzymują 

działanie 

promieni 

słonecznych.” 

Spojrzał na nią. Była blada, ale Ŝyła. Ostatnich trzynaście 

godzin  było  okropnych.  Walczył  przez  nie  ze  swoją  naturalną 
potrzebą  snu  w  czasie  dnia,  aby  przez  cały  czas  być  przy  niej, 
gdyby go potrzebowała. Móc obserwować, martwić się, opiekować 
się nią. 

 
Sara  nadal  stała  z  szeroko  otwartymi  oczami.  Wyatt 

westchnął i spojrzał przez ramię na nadciągający za oknem mrok.  
„Większość  krąŜących  o  wampirach  wierzeń  jest  czystym 
nonsensem lub co najmniej jest wysoce przesadzona.” 
„Podobnie jak to, Ŝe zapach krwi zmienia cię w maniaka?” 
Wyatt  wzruszył  ramionami.  „Starsze  wampiry  mają  większą 
kontrolę  nad  pragnieniem  krwi.  A  młode?  Rzeczywiście  potrzeba 
zaspokojenia  głodu  jest  u  nich  dominująca.  Dlatego  młode 

background image

wampiry  są  nadzorowane  przez  te  starsze,  dopóki nie  wyuczą  się 
odpowiedniej samokontroli.  
„Brzmi to niczym jakieś przepisy prawne.” 
„Bo takowe istnieją.”   
Wayttowi    nie  przeszkadzało,  Ŝe  jej  to  zdradza.  Sara  nie  dbała  o 
prawa wampirów, o ich cele, o nic. 

 

„Wydaje  mi  się,  Ŝe  wasze  prawa  słuŜą  wyłącznie  waszym 

interesom. Nie chronią ludzi.” stwierdziła gorzko. 
„Ludzie  teŜ  mają  prawa.  Mimo  to  dalej  zabijają,  gwałcą,  kradną. 
Prawo  daje  nam  moŜliwość  karać  winnych,  ale  tak  długo  jak 
istnieje  wolna  wola,  zawsze  będą  tacy,  którzy  będą  łamać  to 
prawo. Zarówno śmiertelnicy jak i wampiry.” 

 

Sara  odwróciła  od  niego  wzrok,  ale  zdąŜył  dostrzec  w  jej 

spojrzeniu mieszaninę bólu i gniewu.  
„Prawo nie ochroniło twojego brata i jego Ŝony, Saro. Przykro mi z 
tego  powodu.  Ale  nie  moŜesz  kontynuować  sama  polowań  na 
wampiry. MoŜesz przez to zginąć.” 
 

Dziewczyna  zaśmiała  się  gorzko.  „Myślisz,  Ŝe  tego  nie 

wiem?”  Przerwała  i  spojrzała  na  niego.  Te  ustawy  –  ktoś  musi  je 
podtrzymywać,  prawda?  Czy  te  same  osoby  mogłyby  wymierzyć 
sprawiedliwość za śmierć  mojego brata  i jego Ŝony?” 
„Saro.” poczekał aŜ na niego spojrzy, po czym zsunął się z krzesła. 
Nic,  co  mógłby  powiedzieć  nie  ukoi  jej  bólu;  nic  nie  zmieni 
przeszłości.  
 

Stanął przed nią. „Saro, to juŜ zostało zrobione.” 

Sara zamrugała. Z trudem przełknęła ślinę. 
Oblizała  usta,  a  ten  niewinny  gest  sprawił,  Ŝe  krew  Wyatta 
zawrzała. Musiał skupić się, by zrozumieć co do niego mówi. 
„JuŜ zrobione?” 
Powoli, delikatnie dotknął jej policzka. Sara nawet nie drgnęła.  
„Tak. Te wampiry, odpowiedzialne za ich śmierć, były juŜ martwe 
następnego dnia jeszcze przed zachodem słońca.” 
 

Sara  spuściła  głowę.  „Martwe.”  Przez  chwilę  trwała  w 

bezruchu,  po  czym  nerwowo  zaczęła  krąŜyć  po  pokoju.  „Martwe. 
Mówisz  mi,  Ŝe  nie  Ŝyją  dopiero  po  roku.  I  oczekujesz,  Ŝe    ci 
uwierzę. Tak po prostu?” 

background image

Wyatt schował ręce w kieszeniach i obserwował chodzącą 

po pokoju Sarę.  
„Nie  spodziewam  się  Saro,  Ŝe  mi  uwierzysz.  Nie  po  tym 
wszystkim.” 

 
Dziewczyna  nagle  zatrzymała  się  i  odwróciła  w  jego 

stronę. „Zatem dlaczego mi to mówisz? Dlaczego oczekujesz, Ŝe ci 
zaufam?  Kiedy  patrzę  mam  ochotę  rzucić  się  do  ucieczki,  co 
gorsze wiem, Ŝe juŜ dawno powinnam to zrobić.” 
 

W  jej  oczach  odbijały  się  emocje  –  niepewność, 

konsternacja,  wątpliwości.  I  pragnienie.  To  samo,  które  on 
odczuwał. Jego głos był ochrypły gdy mówił: „Twój rozum kaŜe ci 
uciekać  Saro,  ale  serce  podpowiada  ci,  Ŝe  nie  jestem  dla  ciebie 
zagroŜeniem.” 

 
„Jak  moŜesz  nie  być  zagroŜeniem?”  Niewidzialna  obręcz 

zacisnęła  się  wokół  jego  serca.  Powoli  ruszył  w  jej  kierunku. 
Stanął na tyle blisko, Ŝe wystarczyło by wyciągnął rękę, a mógłby 
ją  dotknąć.  Nie  pozwolił  sobie  jednak  na  Ŝaden  gest  w  jej 
kierunku. 
„Jak mógłbym być? Jak mógłbym cię zranić?” 
 

Zamiast  dotknąć  jej  sięgnął  do  pasa  i  wyciągnął 

schowanego  tam  glocka.  Potem  ujął  jej  nadgarstek  i    delikatnie 
rozsunął ściśnięte palce, by wcisnąć pistolet w jej dłoń.  
„A  ty?  Czy  moŜesz  mnie  skrzywdzić  Saro?  Broń  jest  wciąŜ 
naładowana.  Jeśli  naprawdę  uwaŜasz  mnie  za  bezdusznego 
potwora  to  pociągnij  za  spust.  Miałem  do  czynienia  z  takimi 
potworami i uwierz mi – nie powinnaś się wahać.” 

„Jesteś szalony” szepnęła. „Myślisz, Ŝe tego nie zrobię? śe 

nie dam rady?” 

Wyatt uśmiechnął się smutno. „Och, nie. Wiem, Ŝe moŜesz 

pociągnąć za spust. Jeśli naprawdę wierzysz, Ŝe nie jestem nikim 
więcej jak tylko potworem, zrób to.  
Sara  podniosła  broń.  Celowała  w  jego  serce.  Gdy  naciśnie  za 
spust będzie martwy, zanim uderzy o ziemię.  
 

Sara wstrzymała oddech. 

„Nie!”  wyszeptała.  Zabezpieczyła  broń,  po  czym  odłoŜyła  ją  na 
nocny stolik. Wytarła ręce w spodnie powtarzając głośniej „Nie.” 
 

background image

„Dlaczego nie?”  

„Bo  nie  mogę.”  Potrząsnęła  głową  odwracając  się  w  jego  stronę. 
„Nie mogę.” 

 

background image

Wyatt  bał  się  na  nią  spojrzeć,  bał  się,  Ŝe  to  co  mogłaby 

wyczytać  w  jego  wzroku  zdradziłoby  jego  uczucia  wobec  niej. 
Chciał  z  nią  spędzić  resztę  Ŝycia.  Wystarczył  jeden  tydzień,  by 
Sara zawładnęła całym jego Ŝyciem i marzeniami.  
 

Ona  była  śmiertelniczką.  Umrze  w  ciągu  najbliŜszych 

dekad.  On  był  wampirem  –  długowiecznym,  jednak  mógł  umrzeć  
i pewnie, wcześniej lub później, umrze.   
 

Spojrzał  na  twarz  Sary,  która  teraz  przypominała  maskę. 

Podeszła  do  drzwi.  Zdobyła  się  na  to,  by  otworzyć  drzwi  bez 
patrzenia na niego.  
 

Powinien  po  prostu  pozwolić  jej  odejść.  Wiedział,  Ŝe 

okazuje słabość, ale nie mógł jej na to ponownie pozwolić.  
I  nie  ma  to  nic  wspólnego  z  rozkazami  tej  przeklętej  Rady  – 
rozkazami dotyczącymi Sary… 
 

Sara  była  juŜ  w  progu,  gdy  Wyatt  przemieścił  się 

błyskawicznie  zastępując  jej  drogę.  Zaskoczona,  nie  mogła 
opanować się, by nie otworzyć szeroko oczu. Waytt oparł rękę na 
drzwiach blokując jej przejście.  

„Saro, nie moŜesz mnie jeszcze zostawić.” 

 

Dziewczyna  zadarła  podbródek.  „Dlaczego  nie,  do 

cholery?!” 
„PoniewaŜ musisz zaprzestać tego co robisz.” Czuł, Ŝe się go boi. 
„My  teŜ  mamy  prawa  Saro.  Prawa  chroniące  niewinnych  ludzi  
i – niewinne wampiry.” 
 

W  jej  oczach  błysnęła  złość.  „Tak,  racja.  PoniewaŜ 

krwiopijcy tak naprawdę nie ranią ludzi, prawda?” 
 

Wyatt  wyciągnął  rękę  i  delikatnie  pogładził  jej  szyję. 

„Właściwie  to  po  części    masz  rację.  Ale  to  nie  musi  szkodzić 
Ŝadnej ze stron, nie ma zatem powodu by zabijać.” 
Sara odtrąciła jego rękę. „Nie dotykaj mnie.” 

 
Chłód  w  jej  głosie  mocno  go  ubódł.  Nie  tylko  ze  względu 

na zranioną ambicję. 

background image

Sara zaczęła się wycofywać tyłem nie odwracając od niego 

wzroku.  PodąŜył  za  nią,  po  czym  przystanął  blisko,  patrząc  jak  
Sara zderza się tyłem z wąskim stołem.  

 
„Pamiętam  jak  kiedyś błagałaś  mnie,  Ŝebym  cię  dotknął.” 

szepnął. Przycisnął palec do ust wspominając jak smakowała.  
„Nie przypominaj mi.” 
„Potrzebne ci jest przypomnienie?” zapytał. „Bo mi nie. Pamiętam 
wszystko. KaŜdy… najmniejszy… szczegół.  

 
Widział  jak  jej  zielone  oczy  ciemnieją,  słyszał  jak 

wstrzymuje  oddech  oraz  przyspieszenie  jej  pulsu.  Wyczuwał 
unoszący się w powietrzu specyficzny zapach… Woń poŜądania.  
„Ty takŜe to wszystko pamiętasz, nieprawdaŜ?” 

 
Sara przymknęła oczy, grube firanki jej rzęs rzucały cienie 

na  blade  policzki.  Wyatt  nie  potrzebował  jednak  widzieć  jej  oczu, 
by znać odpowiedź.  

 
„Jestem  tym  samym  męŜczyzną,  z  którym  byłaś  wtedy.” 

powiedział 

chrapliwie. 

„Tym 

samym 

męŜczyzną, 

którego 

poderwałaś barze; tym samym, z którym udałaś się do hotelu i z 
którym się kochałaś. Tym samym, który trzymał cię w ramionach, 
gdy  płakałaś.  Jeśli  wtedy  cię  nie  skrzywdziłem,  czemu  miałbym 
robić to teraz?” 

 
Drgnęła  i  Wyatt  oderwał  się  od  niej  z  przekleństwem  na 

ustach.  Odsunął  się  od  niej  odwracając  tyłem.  Wsłuchiwał  się  w 
odgłos jej kroków po podłodze. Był pewien, Ŝe Sara zaraz rzuci się 
w stronę wyjścia. Kroki jednak przycichły.  

„Saro”  odwrócił  się  niepewnie,  nie  wiedząc  czego 

oczekiwać. 
 

Ale Sara nie kierowała się do wyjścia. Robiła kolejny krok 

w jego kierunku.  
„Nie  moŜesz  oczekiwać,  Ŝe  uda  mi  się  zapomnieć  te  chwile,  które 
spędziłam  z  tobą.  Wierzyłam  ci,  zanim  mój  brat  zmarł,  Wyatt.” 
powiedziała. 
„Nie…” 
 

Sara zdawała się go nie słuchać.  

background image

„Nie  byłam  impulsywną  osobą.  A  przynajmniej  nie  byłam  taka 
kiedyś.  Nie  podrywałam  męŜczyzn  w  barach  i  nie  chodziłam  do 
hotelu  z  obcymi.  Nigdy  bym  nie  uwierzyła,  Ŝe  mogę  rozwinąć  w 
sobie  dziwaczną  obsesję  w  stylu  Buffy  i  zacząć  polować  na 
potwory, które nie powinny istnieć.” 
 

*** 

 

Rzeczywiście  taka  jestem?  Rzeczywiście  tak  postępuję? 

Bez wątpienia, odpowiedź na te pytania brzmiała: „tak”. Polowanie 
było tym czymś, co Sara chciała nadal robić.  

 
Do  momentu,  gdy  otworzyła  oczy  i  zobaczyła  go 

siedzącego  na  krześle,  ze  wzrokiem  wpatrzonego  w  zachodzące 
słońce. Patrzyła, jak jego twarz czerwienieje, zaczyna pokrywać się 
pęcherzami,  by  chwilę  potem  zblaknąć  i  wrócić  do  swojego 
zwykłego stanu w momencie, gdy słońce zniknęło za horyzontem.  

Jeśli do tej pory nie budziłby w niej wątpliwości co do tego 

kim jest, to na  pewno miałaby takowe wątpliwości w tej chwili. 
 

Ale  nawet  wiedza  o  tym,  kim  on  jest,  nie  mogła  jej 

powstrzymać.  Nie  miała  juŜ  powodu,  by  być  łowcą  tak  jak  do  tej 
pory.  Nie  miała  powodu  by  mścić  się,  jednak  wciąŜ  nie  mogła 
przestać myśleć o sobie jako łowcy. 

 
Podeszła do niego tak blisko, Ŝe ich ciała się zetknęły. 

„Nie  pomyślałabym  kilka  godzin  temu,  Ŝe  coś  moŜe  zmienić  moje 
zdanie na temat tego, czym są potwory. A czym nie są.” 
 

Podniosła  głowę  i  spojrzała  w  jego  oczy.  „Nie  jestem 

chętna,  by  tak  nagle  zmienić  zdanie  na  ten  temat.  Jeszcze  nie 
teraz.  A  moŜe  i  nigdy.  Nie  wiem,  czy  jestem  gotowa  tak  łatwo  się 
poddać.” 
 

Dotknęła  palcem  jego  ust  i  szepnęła:  „Ale  mogę  zmienić 

zdanie  na  twój  temat.  Nacisnęła  powoli  palcem  jego  dolną  wargę 
powodując rozchylenie jego ust. Jego kły nie były teraz widoczne, 
ale  pamiętała  jak  wyglądały.  Zaczęła  się  zastanawiać,  czemu  nie 
są widoczne teraz.   

 
Sara  pomyślała,  Ŝe  mógł  ją  skrzywdzić  w  kaŜdej  chwili  w 

ciągu  dnia,  podczas  gdy  spała.  Lub  dowolną  liczbę razy,  gdy  byli 

background image

razem rok temu, ale on tego nie zrobił. W głębi duszy wiedziała, Ŝe 
nie chciał jej skrzywdzić… Ŝe nie  mógł jej skrzywdzić.  

 
„Marzyłem o  tobie  i  wiem,  Ŝe  takŜe  nie  jestem  gotowy,  by 

tak łatwo się poddać.” powiedział. 

Stając  na  palcach,  Sara  dotknęła  swoimi  ustami  jego 

warg.  Przez  następne  30  sekund,  Wyatt  stał  nieruchomo  niczym 
słup soli. Gdy szok minął, wyciągnął ręce i chwycił ją w pasie.  
„Co robisz Saro?” szepnął tuŜ przy jej ustach. 
„MoŜe ty mi powiesz?” odchyliła głowę do tyłu, uśmiechnęła się do 
niego i wsunęła ręce pod koszulę.  
„Robiliśmy to wiele razy w zeszłym roku. Myślałam, Ŝe mówiłeś Ŝe 
zapamiętałeś wszystko.” 

 
Ręka  na  jej  talii  zadrŜała.  Kurczowo  zacisnęła  się  na  jej 

ciele, gdy przyciągnął ją do siebie tak blisko, jak tylko się dało. 
„Jesteś pewna co do tego?” 
„Nie” odpowiedziała  szczerze. „Jestem  jednak pewna  ciebie. Tego, 
Ŝe  mnie  nie  skrzywdzisz.  Spędziłam  ostatni  rok  marząc  o  tobie  
i jestem juŜ zmęczona tymi marzeniami.” Znów przycisnęła swoje 
usta do jego ust. Tym razem Wyatt oddał jej pocałunek.

 

background image

 
 
Długo 

trwało 

nim 

wreszcie 

męŜczyzna 

przerwał 

pocałunek.  Sarze  zakręciło  się  w  głowie,  gdy  Wyatt  wziął  ją  na 
ręce i zaczął nieść w stronę łóŜka.  
Czas, spędzony z dala od siebie, przestał istnieć. Szybko zdzierali 
z siebie ubrania.  
 

Ciało Wyatta było umięśnione, twarde. Chłód bijący z jego 

ciała znikał pod wpływem dotyku jej skóry, gorącej tak, Ŝe prawie 
parzyła.  
Trzymał  jej  złoŜone  ręce  nad  głową  i  dotykał  ją  z  zachłannością, 
którą zdąŜyła juŜ poznać.  
 

Wyatt był tak samo zachłanny jak ona. Lekko skubnął jej 

dolną  wargę,  zmierzając  ustami  w  stronę  jej  szyi,  by  wreszcie 
dotrzeć do jej piersi.  
Dotknął językiem jej sutka, po czym zaczął go ssać, jednocześnie 
wciskając się pomiędzy uda  i napierając na nią swoimi biodrami. 
Jęknęła jego imię, po czym włoŜyła ręce we włosy przyciągając go 
z powrotem do swoich ust.  

 
Smak  Wyatta  nie  był  podobny do niczego, co  znała. I  był 

okropnie  wciągający.  Podobnie  jak  jego  dotyk.  Podobnie  jak  jego 
ciało.  

Sposób w jaki patrzył na nią, bawił się jej włosami, w jaki 

szeptał  jej  imię…  Świat  przestał  dla  niej  istnieć.  On  był  jej 
światem. 

Jednym  mocnym  pchnięciem  znalazł  się  w  niej,  a  ona 

oderwała  od  niego  z  jękiem  usta,  rozpaczliwie  próbując 
zaczerpnąć tchu. 
 

Jego  wargi  otarły  się o  jej  policzek,  szyję.  Jego  pocałunki 

były  tak  gorące,  iŜ  myślała  Ŝe  jej  skóra  spłonie  w  miejscu,  gdzie 
dotykał ją ustami. Podniósł się na rękach, by podczas poruszania 
się w niej mógł widzieć twarz Sary. 
 

„Nie  uwierzyłabyś  jak  często  chciałem  to  z  tobą  robić.” 

powiedział z trudem. Jego kły były teraz wyraźnie widoczne. Cały 
spięty,  starał  się  odwrócić  od  niej  twarz,  jednak  Sara  nie 
pozwoliła na to. Wplotła dłonie w jego włosy i obróciła jego głowę 
w swoją stronę. 

background image

„Tak często jak ja?” zapytała przyciągając go bliŜej siebie. 

„Pocałuj mnie.” 

Zrobił to, ale był ostroŜny. OstroŜność. Sara nienawidziła 

ostroŜności.  Pozwoliła,  by  zmysły  nią  zawładnęły  i  pogłębiła 
pocałunek mocno napierając na niego.  

W  odpowiedzi  Wyatt  zaczął  się  w  niej  szybciej  poruszać. 

Czuła odpowiedź z wnętrza swego ciała, gdy wypychała biodra do 
przodu poddając się gwałtownemu rytmowi jego ruchów.  

Gdy  bardziej  pochylił  się  nad  nią,  Sara  chwyciła  zębami 

jego  dolną  wargę  i  zaczęła  gryźć.  Wyatt  zastygł  w  bezruchu. 
Uśmiechnęła  się  zadowolona  z  siebie,  gdy  ich  spojrzenia  się 
spotkały.  MęŜczyzna  głośno  jęknął,  wyciskając  na  jej  ustach 
miaŜdŜący  pocałunek.  W  czasie  gdy  ją  całował,  przeniósł  ręce  w 
dół  jej  ciała,  naciskając  palcami  na  jej  wilgotne  wnętrze.  Jego 
zręczne  dłonie  uniosły  ją  na  sam  szczyt  rozkoszy.  Jeden  raz, 
potem kolejny.  

Odsunął  od  niej  usta,  gdy  wykrzykiwała  jego  imię,  a  on 

ukrył  swoją  twarz  w  jej  szyi  jęcząc.  Wtedy  i  on  osiągnął 
satysfakcję. 

 
Serce  głośno  tłukło  jej  się  w  piersi,  gdy  usiłując  złapać 

oddech, przymknęła oczy. Wyatt zsunął się z niej.  

„Wszystko w porządku?” zapytał.  
„Hmmm.”  Sara  nie  mogła  znaleźć  w  sobie  tyle  siły,  by 

otworzyć oczy, ale czuła się w porządku.  

„To  nie  jest  odpowiedź.  Cholera,  przecieŜ  niedawno 

przeŜyłaś  wstrząs  mózgu.  Co  ja,  do  diabła,  sobie  myślałem?”  
w głosie Wyatta Sara usłyszała nutkę paniki. 

Westchnąwszy,  dziewczyna  zmusiła  się  do  otwarcia  oczu  

i połoŜyła palec na jego ustach. 
„Stop. Czuję się dobrze. Zmęczona, ale nic ponadto.” 
 

Naprawdę to bardzo, bardzo zmęczona. Powieki ciąŜyły jej 

tak  bardzo,  Ŝe  nie  zadawała  sobie  dłuŜej  trudu  trzymania 
otwartych  oczu.  Wtuliła  się  w  jego  mocne,  krzepkie  ciało  leŜące 
tuŜ  obok  niej,  czując  się  niezwykle  spokojną.  Nie  doświadczyła 
tego  uczucia  przez  ostatnie  miesiące.  Od  ostatniej  nocy  z  nim. 
Zasnęła szybko. 
 
 

*** 

background image

Mogła spać zarówno dwie minuty jak i  dwie godziny. Nie 

wiedziała. Wiedziała tylko, Ŝe bezpieczne ramiona Wyatta owinięte 
wokół jej ciała zniknęły, a ona została bezceremonialnie zrzucona 
z łóŜka, tak Ŝe spadła na podłogę. 

„Wstawaj.” warknął Wyatt. 

Mrugając  oczami,  by  zmusić  się  do  całkowitego  przebudzenia, 
wyjrzała  znad  brzegu  łóŜka.  Właśnie  w  tym  momencie  drzwi 
hotelowego  pokoju  otwarły  się,  ukazując  wampira  stojącego  w 
progu.  
 

Tego samego, który zaatakował ją w nocy. 
 
ZauwaŜywszy  ją  szeroko  się  uśmiechnął,  a  następnie 

spojrzał  na  Wyatta.  Sara  wiedziała,  Ŝe  musi  coś  wymyśleć  i  to 
szybko. Dostrzegła leŜącą w pokoju swoją kuszę. 

Krzyknęła.  
W  pokoju  pojawił  się  równieŜ  inny  wampir,  zapewne 

kumpel  jej  napastnika.  Zaatakował  on  Wyatta,  na  szczęście  ten 
uchylił się z łatwością.  
 

Sara  przeskoczyła  przez  łóŜko,  by    sięganąć  po  pistolet. 

Czyjaś zimna rękę chwyciła ją za kostkę. 
Usłyszała, Ŝe Wyatt warknął. „Puśćcie ją.” 

Sara  kopnęła  napastnika  mocno  w  brzuch,  czuła  jednak 

Ŝe ani na moment jego uścisk nie zelŜał.  

Wampir  zaczął  ją  ciągnąć    w  swoją  stronę,  udało  się  jej 

jednak  tak  machnąć  ręką,  by  uchwycić  leŜący  na  stoliku  za 
łóŜkiem  pistolet.  W  tym  samym  czasie  napastnik  puścił  ją,  a 
raczej zmuszony był ją puścić.  

Krzyknął przeraźliwie, gdy Wyatt rzucił nim o ścianę. 
 
Sara  obróciła  się  w  samą  porę,  by  zobaczyć  Wyatta 

atakującego drugiego wampira – wampira, który w tym momencie 
podniósł jej kuszę. 

Czas  stanął  dla  niej  w    miejscu.  Wrzasnęła,  gdy  tamten 

wycelował w Wyatta, gdy srebrne ostrze bełtu utkwiło w piersi jej 
kochanka. 

PoniewaŜ  jej  napastnik  na  chwilę odwrócił od  niej wzrok, 

Sara  wykorzystała  tę  sytuację  i  bez  zastanowienia  wystrzeliła  do 
przodu, złapała za pistolet i odbezpieczyła go.  

background image

Nie  trwało  sekundy  nim  pociągnęła  za  spust  mierząc  w 

napastnika.  Krew,  kości  i  wnętrzności  eksplodowały  i  wampir-
napastnik padł na podłogę.  

 
Martwy. Zupełnie martwy, z odstrzeloną połową głowy. 

 

Ale Sary to nie obchodziło. Jej myśli całkowicie zajmował 

Wyatt. Ruszyła w jego kierunku i złapała jego chwiejące się ciało 
męŜczyzny nim upadło na podłogę.  

Z trudem doprowadziła go do łóŜka, na które upadli oboje 

– on z braku sił, a ona pod jego cięŜarem.  
„Wyatt...” 
Jego  bursztynowe  oczy  patrzyły  gdzieś  w  dal,  poza  nią.  Krew 
płynęła z kącika jego ust.  

 
„Wyjdź  stąd  Saro.  Ktoś  prawdopodobnie  dzwoni  juŜ  na 

policję.” 

Zaczął  kaszleć  i  krew  jeszcze  bardziej  popłynęła  z  jego 

warg.  

„Wyjdź.” 
„Nie bez ciebie.” 
„Ja nie mogę wyjść. Strzała wbiła się zbyt blisko serca. 
„Nie jestem w stanie wyjść gdziekolwiek.”  

Jego ciało drŜało z wysiłku gdy to mówił.  

„Nie jestem teraz wystarczająco silny.” 
„Nie umierasz. Nie zostawię cię tu samego.” Zacisnęła jego 

ręce na bełcie i pociągnęła. Ostrze jednak utkwiło głęboko w ciele, 
bełt nie ruszyła się ani o milimetr. 

„PomóŜ mi Wyatt.” 
„Wyjdź  Saro,  zostaw  mnie!”  zgrzytnął  zębami,  a  jego  głos 

zdawał się być coraz słabszy. 
„Jeśli chcesz Ŝebym wyszła, będziesz musiał mi najpierw pomóc.” 
 

Wyatt  rzucił  przekleństwo,  po  czym  sięgnął  po  bełt  

i  szybkim  ruchem  wyrwał  go  ze  swojej  klatki  piersiowej. 
Ciemnoczerwona  krew  obficie  zaczęła  wypływać  z,  powstałej 
poprzez wyszarpnięcie ostrza, rany. 
„Wyjdź Saro, proszę.” zdołał powiedzieć. 
 

Sara ledwie go słyszała. Wpatrzona była w srebrne ostrze 

bełtu  leŜące  koło  niego  na  łóŜku.  To  był  jej  pocisk.  Jej  broń. 
Umierał przez nią... 

background image

Nie. 
Jego głos odezwał się w jej głowie, gdy z zamyśleniem wpatrywała 
się  w  strzałę.  Przypomniała  sobie  słowa  Wyatta  –  większość 
wierzeń dotyczących wampirów jest albo czystym nonsensem albo 
jest wysoce przesadzona.  

Większość. Zatem nie wszystkie.  
 
Bez namysłu sięgnęła po ostrze raniąc nim swój 

nadgarstek. Pociągnęła jego głowę za włosy kierując usta 
wampira w stronę skaleczonego nadgarstka. 
Wyatt chciał cofnąć twarz. „Nie.” 

Chwycił jej nadgarstek i odepchnął od siebie. „Nie. Wyjdź 

Saro. Wyjdź natychmiast!” 
„Jeśli  chcesz  bym  wyszła  musisz  to  zrobić.  Nie  mogę  patrzeć  na 
to, jak umierasz.” 

Wyatt  potrząsnął  głową  choć  kosztowało  go  to  wiele 

wysiłku.  

Sara klęknęła tak, by Wyatt mógł lepiej widzieć jej twarz. 

„Nie  rób  tego  Wyatt.  Nie  umieraj.  Proszę  nie  umieraj...  Nie 
spędziłam  ostatniego  roku  śniąc  o  Tobie  tylko  dlatego,  Ŝe  seks 
między nami był udany. Potrzebuję cię pod kaŜdym względem.” 
 

Prawie oślepiona przez łzy Sara pchnęła ponownie w jego 

stronę  zakrwawiony  nadgarstek.  Jego  powieki  podniosły  się,  ich 
spojrzenie się spotkało. 
„Proszę” wyszeptała dziewczyna. 

Wtedy poddał się.  

To nie boli. Taka była jedyna myśl Sary, gdy Wyatt przyssał się do 
jej nadgarstka. To nie bolało i nie trwało dłuŜej niŜ kilka krótkich 
minut.  

Po  tym  krótkim  czasie,  powoli  i  nieco  sztywno,  Wyatt 

wstał z łóŜka. Po chwili Sara usłyszała zawodzenie syren w oddali. 
 
„Wynośmy  się  stąd.”  mruknął  odwracając  głowę,  by  spojrzeć  na 
nią.  Z  dziury  w  klatce  piersiowej  nie  płynęła  juŜ  krew,  ale  wciąŜ 
męŜczyzna był zbyt blady i zbyt osłabiony, by dobrze wyglądać.  
 

Sara  złapała  leŜący  na  podłodze  bluzkę  oraz  dŜinsy  i 

szybko  wciągnęła  ubranie  na  siebie.  „Jasne,  juŜ  idę.”  Z 
podkoszulka  zrobiła  sobie  prowizoryczny  bandaŜ,  by  owinąć  nim 
nadgarstek. 

background image

Wyatt  skierował  się  w  stronę  drzwi.  Po  drodze  ubrał  na 

siebie koszulę i wziął kluczyki do samochodu ze stołu. 

Ruszyli biegiem. Zatrzymali się dopiero przy samochodzie.  
Następne  30  minut  jazdy  milczeli.  Było  cicho.  Za  cicho. 

Słychać  było  tylko  jej  oddech.  No  właśnie,  czy  Wyatt  w  ogóle 
oddycha? 

Zanim spanikowała, jego mocny głos przeciął ciszę. 

„Zatrzymaj się.” 
„Dlaczego?” 
„Bo  siedzę  w  tym  samochodzie  prawie  pół  nagi.  Prędzej  czy 
później ktoś to moŜe zauwaŜyć i policja ruszy naszym śladem.” 
„Za milę jest zajazd, zrobimy sobie tam odpoczynek.” 

Wyatt  nie  odezwał  się  juŜ  ani  jednym  słowem  do  czasu, 

gdy zatrzymali się na postój. Zręcznie wydostał torbę z ubraniami 
leŜącą z tyłu samochodu na siedzeniu dla pasaŜerów, co w takim 
małym  samochodzie  naleŜało  do  nie  lada  wyczynu.  To  nie  był 
duŜy luksusowy samochód… 

 
„Jesteśmy gotowi?” zapytała. 

„Nie do końca” powiedział i przyciągnął ją do siebie tak, Ŝe usiadła 
na jego kolanach.  

Jego  ręce  zamknęły  się  wokół  jej  nadgarstka,  owiniętego 

teraz  podkoszulkiem  jako  prowizorycznym  bandaŜem.  Odrzucił 
zakrwawioną od rany  koszulkę  i  podniósł  jej  rękę  do  swoich ust.  
„Nie powinnaś tego robić.” szepnął. Syknęła odruchowo próbując 
cofnąć rękę.  
„Spokojnie.” 
„LiŜesz bardzo cięŜką otwartą ranę.” powiedziała oschle. 
„Hmm.  PomoŜe  to  wyleczyć  ranę,  uchowa  cię  przed  infekcją.” 
Spojrzał na nią spod długich rzęs. „Dlaczego to zrobiłaś?” 
„Ja…  nie  wiem.  Musiałam.  Nie  mogłam  znieść  myśli,  Ŝe 
umierasz.” 

Przesunął 

delikatnie 

palcami 

po 

jej 

policzku. 

„Powiedziałaś  wtedy,  Ŝe  mnie  potrzebujesz.  Jak  moŜesz  mnie 
potrzebować?  Jestem  wampirem.  Spędziliśmy  dokładnie  osiem 
dni  razem.  Jeden  tydzień  w  ubiegłym  roku.  No  i  byliśmy  razem 
teraz. Jak moŜesz mnie potrzebować?” 

 
Sara  oblizała  usta,  pochyliła  się  i  pocałowała  go  w 

policzek.  

„Nie  wiem,  ale  prawdopodobnie  z  tego  samego  powodu, 

dla  którego  nie  mogłam  cię  skrzywdzić.  Prawdopodobnie  z  tego 

background image

samego  powodu,  dla  którego  mówiłeś  bym  Cię  zostawiła  gdy 
umierałeś… Przytuliła się do niego.  

„Jesteś dobry, prawda? Nie jesteś…”  
Szloch przerwał jej słowa, ukryła twarz w jego ramieniu. 
„Szaa.”  Uspokajającym  gestem  pogłaskał  ją  po  plecach. 

„Wyjdę z tego. Dzięki tobie.” 

Sara  nie  zamierzała  płakać.  Nie  zamierzała.  Po  dwóch 

minutach  zalewania  się  łzami  prawie  w  to  uwierzyła.  Podnosząc 
wilgotną od łez twarz, napotkała jego czułe spojrzenie. 

 
„I co dalej?” zapytał. 

„Nie  jestem  bezpieczna,  gdy  sama  kręcę  się  wokół  jakichś 
wampirzych typków…” 
Wyatt 

lekko 

uśmiechnął 

się 

potrząsnął 

głową.  

„Nie chcesz chyba dalej polować, Saro.” 
„Dlaczego nie?” 
„Pójdziesz  ze  mną.  Nie  dopuszczę  do  tego  byś  znowu  mnie 
opuściła.” 

 
Westchnął  gładząc  ją  lekko  po  policzku.  Jego  dłoń  wciąŜ 

była chłodna. Przykryła swoją dłonią jego dłoń i wyszeptała:  

„Nie opuszczę cię. Obiecuję.” 
Jego  oczy  płonęły,  przez  sekundę  widziała  w  nich  złote 

błyski. 

„Saro, sama prosisz się o problemy.” 
„To  ty  jesteś  moim  problemem.  Taki  seksowny. 

Roztargniony.  Nie  do  końca  taki,  jak  wydawało  mi  się  wtedy, 
kiedy  pierwszy  raz  się  spotkaliśmy.  Jesteś  wampirem.  I  prosząc 
cię o to, byśmy byli razem, tak – proszę się o kłopoty.” 
 

Sara  wycisnęła  na  jego  ustach  pocałunek,  całkowicie 

zapominając  o  tym,  Ŝe  całuje  usta,  które  całuje  jeszcze  przed 
chwilą dotykały je rany. Nie obchodziło ją to wcale. 

„Oboje nie wiemy co robimy.” mruknął Wyatt. 
„No i co z tego? Mamy czas, prawda?” 

 

Wyatt roześmiał się cicho. „Tak, mamy czas.” 

 
 
 
 
 

KONIEC