background image

JAYNE ANN KRENTZ 

PRÓBA CZASU 

background image

ROZDZIAŁ 1

 

Panna młoda podniosła do ust kieliszek szampana i po raz tysięczny tego dnia zadała 

sobie pytanie, czy aby nie popełnia największego błędu w Ŝyciu. 

Katy  Randall  Coltrane  starała  się  zachować  spokój,  ale  palce  jej  drŜały.  Jeśli  nie 

będzie  ostroŜna,  znowu  rozleje  drugi  kieliszek  szampana  na  piękną  ślubną  suknię.  Byłoby 

szkoda, zwaŜywszy, ile czasu poświęciła, by ją wybrać. 

To  tylko  normalne  w  takiej  sytuacji  zdenerwowanie  panny  młodej,  starała  się 

przekonać  samą  siebie.  Idiotyczne  obawy,  jakie  mogą  przytrafić  się  kaŜdemu.  Wszystkim 

pannom  młodym  nerwy  odmawiają  posłuszeństwa.  Gdyby  nie  był  to  powszechny  problem, 

nie warto byłoby w ogóle o tym wspominać. PrzecieŜ wszystko jest w porządku. Nic się nie 

zmieniło.  Nie  ma  powodu,  aby  analizować  raz  jeszcze  wszystkie  lęki  i  wątpliwości. 

Powtarzała sobie, Ŝe wie, co robi i Ŝe to jest słuszne. 

Wszystko  jakoś  się  ułoŜy,  A  zresztą  jest  po  uszy  zakochana  w  męŜczyźnie,  który 

właśnie złoŜył jej przysięgę małŜeńską. Na dodatek ma dwadzieścia osiem lat, wystarczająco 

duŜo, by podjąć samodzielną decyzję. 

Oczywiście  nie  podniosła  jej  na  duchu  rozmowa,  którą  przypadkowo  podsłuchała 

przed chwilą w hotelowym ogrodzie. Dobrze jej tak! Powinna była spytać w recepcji, gdzie są 

pokoje wypoczynkowe. Nie natknęłaby się wtedy na dwie przyjaciółki matki. WciąŜ jeszcze 

dźwięczały jej w uszach ich słowa. 

- CóŜ, Randallowie dali swej jedynaczce jak najstaranniejsze wychowanie - zauwaŜyła 

Leonora Bates. - Musiało ich to kosztować fortunę. 

-  Mogą  sobie  na  to  pozwolić  -  odparła  jej  towarzyszka.  -  Teraz  pewnie  dziękują 

losowi, Ŝe ich Katy znalazła sobie męŜa, wszystko jedno jakiego. Jest przecieŜ taką skromną, 

nieśmiałą  istotą.  Wydawało  mi  się,  Ŝe  interesuje  ją  wyłącznie  stadnina  koni  ojca. 

Zastanawiam się, co jej matka myśli o swoim zięciu? 

- Wilma akceptuje Coltrane'a, poniewaŜ jej mąŜ  go lubi. UwaŜa, Ŝe  Harry  zna się na 

ludziach.  Wiesz  przecieŜ  równie  dobrze  jak  ja,  Ŝe  Harry  Randa  ocenia  ludzi  według  ich 

osiągnięć,  a  nie  na  podstawie  przeszłości.  Właściwie  to  nie  Katy  znalazła  sobie  męŜa  - 

zauwaŜyła  Leonora  znacząco.  -  To  on  ją  znalazł.  Jeśli  chcesz  znać  moje  zdanie,  Garrettowi 

Coltrane  wystarczyło  rzucić  okiem  na  małą,  spokojną  Katy  Randa,  by  wiedzieć,  Ŝe  jest  ona 

osobą,  jakiej  potrzebuje.  śeniąc  się  z  nią,  Ŝeni  się  z  kilkoma  szacownymi  pokoleniami 

Randallów, cieszących się ogólnym powaŜaniem i dobrą pozycją towarzyską. Nie mówiąc juŜ 

background image

o pieniądzach. 

- Coltrane teŜ nieźle sobie radzi w interesach. Jest człowiekiem zamoŜnym. 

- To prawda - przyznała Leonora - ale w jego własnym mniemaniu nie rekompensuje 

to  chyba  jego  pochodzenia,  braku  starannego  wykształcenia  i  kiepskiej  reputacji.  Na  Boga, 

przecieŜ  on  kiedyś  występował  na  rodeo!  DuŜo  czasu  upłynie,  zanim  małŜeństwo  z  Katy 

Randa pozwoli ludziom zapomnieć o jego awanturniczej przeszłości. 

-  Wiesz,  kiedy  ten  chłopak  opuścił  miasto,  by  dołączyć  do  zespołu  rodeo,  myślałam, 

Ŝ

e  juŜ  go  nie  zobaczymy.  Kto  by  przypuszczał,  Ŝe  wróci  po  tylu  latach  i  poślubi  córkę 

człowieka, który zatrudniał go jako stajennego? 

- Zastanawiam się tylko, czy słodka mała Katy wie, co ją czeka? 

- Masz jakieś powody do niepokoju? 

-  Oczywiście  -  odparła  Leonora.  -  Odnoszę  wraŜenie,  Ŝe  Garrett  Coltrane  jest 

twardym, bezwzględnym, sprytnym kombinatorem. 

Katy wymknęła się z ogrodu, zanim Leonora skończyła swoją ocenę Garretta. 

Teraz,  ukryta  za  gazonami  z  bujną  roślinnością  w  eleganckim  holu  recepcyjnym, 

nerwowo  spoglądała  na  lśniącą  na  palcu  złotą  obrączkę.  Odwieczny  symbol  małŜeństwa 

błyszczał w świetle Ŝyrandoli. Pomyślała właśnie, jak prozaicznie w gruncie rzeczy wygląda 

obrączka, gdy nagle wyrwał ją z zadumy czyjś wesoły głos. 

- Ach, to tutaj ukrywa się nasza panna młoda. CóŜ ty robisz za tymi palmami, Katy? 

PrzecieŜ  dziś  twój  wielki  dzień.  Powinnaś  być  w  centrum  uwagi,  między  gośćmi,  w 

towarzystwie. 

Katy  podniosła  głowę.  Zerwała  się  na  nogi,  długa  spódnica  owinęła  jej  się  wokół 

kostek. 

- To ty, Julio? Wcale się nie chowam, ja po prostu... - Przerwała nagle, gdyŜ poczuła, 

Ŝ

e traci równowagę. Chwyciła brzeg gazonu, ale parę kropli szampana spłynęło na suknię. 

- Do diabła - wymamrotała. 

- Czy tak się powinna wyraŜać panna młoda? - Julia Talbot ujęła Katy za łokieć. - Nic 

ci nie jest? 

-  SkądŜe.  To  tylko  ta  kostka.  Zrobiłam  zbyt  gwałtowny  ruch,  a  ona  tego  nie  lubi. 

Wiesz przecieŜ. 

Julia  uśmiechnęła  się  ze  zrozumieniem,  jak  na  dobrą  przyjaciółkę  przystało. 

Jasnowłosa,  niebieskooka  rówieśnica  Katy  była  atrakcyjną  kobietą.  Przed  rokiem  wyszła  za 

mąŜ za potomka jednej ze starych i zamoŜnych rodzin z tutejszej społeczności. 

Ta  społeczność,  którą  Katy  przez  całe  swoje  Ŝycie  nazywała  domem,  była  niewielką 

background image

enklawą  bogatych,  zasiedziałych  Kalifornijczyków,  którzy  zamieszkiwali  prestiŜową  część 

Złotego WybrzeŜa południowej Kalifornii. W tym stanie były wprawdzie bogatsze miasta, ale 

niewiele  z  nich  mogło  się  poszczycić  tak  długimi  tradycjami  i  tak  dobrym  pochodzeniem 

swych  mieszkańców.  Ludzie  z  otoczenia  Randallów  uwaŜali  się  za  lepszych  od 

ekstrawaganckiego,  nowobogackiego  pospólstwa  w  Los  Angeles,  gdzie  większość  dorobiła 

się fortun w przemyśle filmowym i rozmaitych spółkach. 

Byli  pewni  swojej  niezachwianej  pozycji  wynikającej  z  faktu,  Ŝe  pieniądze  i  ziemię 

posiadali od pokoleń. Niektórzy wywodzili swój rodowód jeszcze z czasów hiszpańskich. A 

w Kalifornii to się liczy. 

Przyjaciele Randallów nie wdawali się w biznes filmowy ani w spółki z ograniczoną 

odpowiedzialnością.  Inwestowali  w  ziemię,  w  bajecznie  drogie  konie  i  w  sztukę  pre-

kolumbijską.  Wielu  z  nich  lubiło  grać  rolę  ziemian.  Byli  to  ludzie  interesu,  którzy  bardzo 

rozwaŜnie gospodarowali odziedziczonym kapitałem. 

Tacy  ludzie  na  ogól  wynajmowali  robotników  w  rodzaju  Garretta  Coltrane'a,  by 

uprawiali  im  ziemię,  doglądali  koni  i  dbali  o  ich  piękne  ogrody.  Nieczęsto  zdarzało  się,  by 

przedstawiciele  tutejszej  klasy  pracującej  wchodzili  w  związki  małŜeńskie  z  kimś  ze 

ś

rodowiska  Randallów,  Katy  doskonale  zdawała  sobie  sprawę,  Ŝe  Leonora  Bates  nie  jest 

jedyną  osobą  komentującą  ten  związek.  Powtarzała  sobie  jednak,  Ŝe  nie  ma  to  dla  niej 

Ŝ

adnego znaczenia. Ona i Garrett kochają się, a przy tym instynktownie czuła, Ŝe Garrett jest 

zbyt dumny, by Ŝenić się dla pieniędzy. 

-  Nie  byłabym  pewna,  czy  to  sprawa  kostki,  czy  szampana  -  powiedziała  Julia.  -  A 

jeśli  chodzi  o  kostkę,  to  cieszę  się,  Ŝe  zdecydowałaś  się  na  płaskie  obcasy.  Bałam  się,  Ŝe 

będziesz chciała jednak włoŜyć szpilki. 

-  Nie  jestem  aŜ  tak  głupia  -  skrzywiła  się  Katy.  -  Gdybym  włoŜyła  pantofle  na 

wysokich obcasach, prawdopodobnie padłabym u stóp Garretta. Przyznasz, Ŝe byłoby to dość 

Ŝ

enujące. 

-  Dla  ciebie,  ale  nie  dla  Garretta.  Myślę,  Ŝe  nawet  widok  upadłej  panny  młodej  w 

trakcie  uroczystości  ślubnej  nie  zdołałby  poruszyć  twego  męŜa.  -  Julia  posłała  zamyślone 

spojrzenie  w  głąb  pokoju,  gdzie  Garrett  Coltrane  prowadził  oŜywioną  rozmowę  z  grupką 

gości weselnych. 

Garrett rzadko się odzywał. Zazwyczaj przysłuchiwał się w skupieniu temu, co mówili 

inni.  Ale  gdy  wreszcie  zabrał  glos,  inni  natychmiast  milkli.  Wywierał  jakieś  szczególne 

wraŜenie  na  wszystkich,  niezaleŜnie  od  ich  statusu  społecznego  i  finansowego.  Miał 

wrodzony  talent,  który  w  ostatnich  latach  pomógł  mu  w  załoŜeniu  i  rozwoju  firmy 

background image

konsultingowej. Był człowiekiem, który mimo woli skupiał na sobie uwagę innych. 

Katy  podąŜyła  za  wzrokiem  przyjaciółki,  przygryzając  wargi,  na  których  pozostały 

nikłe  ślady  brzoskwiniowej  szminki.  Patrzyła  na  swego  dopiero  co  poślubionego  męŜa  z 

niepokojem.  Julia  miała  rację.  Garretta  niełatwo  byłoby  czymś  poruszyć.  Był  męŜczyzną, 

który wie, czego chce, dokąd zmierza i jak dopiąć celu. Chronił go mur, jaki wzniósł wokół 

siebie, wykorzystując cały swój zasób siły fizycznej i psychicznej. 

Nie  był  wysoki,  mógł  mieć  ze  175  centymetrów  wzrostu,  mniej  niŜ  ojciec  Katy.  Ale 

gdy stał w grupie męŜczyzn, właśnie on przyciągał ogólną uwagę. 

Szczupły, smukły, miał w sobie jakąś zwierzęcą zwinność ruchów, która uwidaczniała 

się  jeszcze  bardziej,  gdy  dosiadał  konia.  Ramiona  i  uda  znamionowały  siłę,  choć  nie  był 

szczególnie muskularny. 

Miał  włosy  czarne  jak  węgiel,  krótko  ostrzyŜone.  Gdy  wychodził  z  domu,  zawsze 

wkładał  drogi  kapelusz.  Wyraziste,  jak  rzeźbione,  rysy  i  silnie  zarysowana  linia  szczęki 

sprawiały,  Ŝe  nie  było  w  nim  nic  delikatnego,  ale  miał  w  oczach  coś  bardzo  intrygującego. 

Tak przynajmniej wydawało się Katy. Miała nadzieję, Ŝe te złociste oczy w kolorze bursztynu 

odzwierciedlą kiedyś uczucia, jakie na pewno do niej Ŝywi. 

Garrett Coltrane był męŜczyzną starej daty. MęŜczyzną, który robi w Ŝyciu to co chce 

i tak jak chce. Był silny i milczący, powtarzała sobie Katy po raz kolejny. Gdyby był ogierem, 

włączyłaby  go  do  swojego  stada  rozpłodowego,  mimo  Ŝe  nie  wyróŜniał  się  elegancją. 

Podobała  jej  się  jednak  jego  siła,  wytrzymałość  i  determinacja.  Takie  cechy  przydają  się 

zarówno koniom, jak i ludziom. 

Garrett  nie  miał  talentu  ani  skłonności  do  roztrząsania  swoich  uczuć,  ale  Katy  była 

pewna, Ŝe jest zdolny do wielkiej miłości. Fakt, Ŝe o tym nie mówi, nie znaczy jeszcze, Ŝe jest 

tych  uczuć  pozbawiony.  Katy  była  przekonana,  Ŝe  się  nie  myli,  wiedziała,  Ŝe  zamknięty  w 

sobie Garrett kocha ją na swój własny, męski, milczący sposób. 

W  kaŜdym  razie  była  tego  pewna,  gdy  przyjmowała  jego  spokojne,  beznamiętne 

oświadczyny. 

Ale  po  czterech  tygodniach,  w  czasie  których  zaczęła  się  zastanawiać  nad 

prawdziwymi uczuciami Garretta, w jej serce wkradł się pewien niepokój. Starała się jednak 

odsunąć  od  siebie  nękające  ją  wątpliwości,  zajmując  się  sprawami  związanymi  z  przyszłym 

ś

lubem i przeprowadzką do domu Garretta. 

Subtelna,  skryta,  romantyczna  natura  skłoniła  ją  do  zorganizowania  wspaniałej 

uroczystości. Chciała, Ŝeby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Pomagała jej w tym matka 

i  razem  przygotowały  imponujące  przyjęcie.  Zaproszono  sąsiadów  z  okolicy  i  wszyscy 

background image

przyjęli zaproszenie. 

Ale  dziś,  gdy  ostroŜnie  kroczyła  między  kościelnymi  ławkami,  by  połączyć  się  z 

Coltrane'em przed ołtarzem, lęki i wątpliwości odezwały się ze wzmoŜoną siłą. 

- Zwykłe zdenerwowanie panny młodej - usłyszała głos Julii. - Rozluźnij się. 

Uśmiechnęła  się  ponuro.  Powinna  była  wiedzieć,  Ŝe  Julia  zorientuje  się,  iŜ  nerwy 

odmawiają jej posłuszeństwa. 

- TeŜ ci się to zdarzyło? - spytała. 

-  Owszem.  Nie  przejmuj  się.  Zaraz  ci  przejdzie  -  pocieszyła  ją  przyjaciółka.  -  PokaŜ 

obrączkę. 

Katy wyciągnęła rękę, na której lśnił prosty złoty paseczek. 

- Garrett jest bardzo tradycyjny - wyjaśniła. - Nie lubi wyszukanej biŜuterii. 

- Hm. Wiem, co masz na myśli. Mnie się ta obrączka podoba. Jest w dobrym stylu. I 

pasuje do ciebie, Katy. 

- Skromna obrączka dla skromnej panny młodej, tak? 

-  Nie  pleć  głupstw.  Zawsze  byłaś  atrakcyjną  dziewczyną,  a  dzisiaj  wyglądasz  po 

prostu pięknie. Kiedy szłaś przez kościół, błyszczałaś. 

- Myślę, Ŝe byłam spocona. 

- O czym ty, na Boga, mówisz? 

-  No  dobrze  -  zaśmiała  się  Katy.  -  A  więc  delikatny  blask  wilgotnej  twarzy.  Czy  to 

brzmi lepiej? Pewnie dlatego tak błyszczałam, jak to nazwałaś. Byłam śmiertelnie przeraŜona. 

-  Wyglądasz  znakomicie  -  powtórzyła  Julia.  -  Podobasz  mi  się  z  rozpuszczonymi 

włosami, - Zmierzyła bacznym wzrokiem ciemne włosy Katy. ~ Do twarzy ci w tej fryzurze. 

Powinnaś częściej tak się czesać. 

- MoŜe masz rację - odparła Katy wymijająco. Garrett nic nie powiedział na temat jej 

uczesania.  Oczywiście  on  nigdy  nie  komentował  jej  wyglądu.  Nie  naleŜał  do  męŜczyzn, 

którzy zwracają uwagę na sposób ubrania czy uczesania kobiety. 

-  Wracając  do  obrączki  -  Julia  kontynuowała  temat  -myślę,  Ŝe  jest  jak  najbardziej 

odpowiednia. Czy wiesz, Ŝe obrączka jest pradawnym symbolem płodności? - dodała mruŜąc 

oczy. 

- MoŜesz być pewna, Ŝe postaram się to zapamiętać. 

-  Ludzie,  którzy  hodują  konie,  znają  się  na  tym.  Właśnie  ty  powinnaś  to  wiedzieć. 

Twoja  rodzina  hodowała  te  piękne  araby,  zanim  jeszcze  przyszłaś  na  świat,  a  ty  juŜ  od 

czterech  lat  zajmujesz  się  programem  hodowli.  Z  powodzeniem,  muszę  przyznać.  Ciekawe 

tylko,  czy  wykorzystałaś  swoją  wiedzę  w  zakresie  odpowiedniej  selekcji,  by  wybrać  sobie 

background image

męŜa. 

- Julio, na litość boską! Jak moŜesz mówić coś podobnego? 

Julia  roześmiała  się,  zwracając  wzrok  w  kierunku  kilku  osób  stojących  w  zasięgu  jej 

głosu za donicami paproci. Uśmiechali się do nich. 

- Naprawdę uwaŜam, Ŝe Garrett zorganizuje doskonałą stadninę - ciągnęła dalej Julia. 

- WyraŜając się w ściśle technicznych terminach, będziecie tworzyć znakomity duet. Ty masz 

w  sobie  błękitną  krew,  a  on  siłę  i  wytrwałość.  Z  niecierpliwością  czekam  na  wasze  dzieci. 

Twoi rodzice teŜ, jeśli o to chodzi. 

Katy zaczerwieniła się. Sama nieraz się nad tym zastanawiała. 

- Jestem pewna, Ŝe moi rodzice jeszcze nie myślą o wnukach. 

- To ty tak sądzisz. Oni wprost nie mogą się ich doczekać. ZałoŜę się, Ŝe będą liczyli 

dni od nocy poślubnej i odznaczali je przez dziewięć miesięcy w kalendarzu. 

-  Lepiej  niech  tego  nie  robią.  Nie  chcę,  by  ktokolwiek  ponaglał  mnie  w  sprawie  tak 

powaŜnej jak dziecko. - Katy zacisnęła usta, z jej twarzy zniknął wyraz rozbawienia. 

-  A  co  na  to  Garrett?  -  nie  dawała  za  wygraną  Julia.  -  On  chyba  teŜ  ma  tutaj  coś  do 

powiedzenia? 

- Nie rozmawialiśmy na ten temat - ucięła Katy. Prawdę mówiąc był to jeden z wielu 

wątków osobistych, których jeszcze nie rozwaŜali. 

-  Nie  chciałabym  cię  urazić,  ale  czy  nie  naleŜało  poruszyć  tak  zasadniczej  sprawy, 

zanim przystąpiliście do waszych planów małŜeńskich? 

Katy poczuta, Ŝe oblewa ją fala gorąca. Patrzyła w dal unikając wzroku przyjaciółki. 

-  Garrett  jest  człowiekiem  bardzo  skrytym.  Nie  warto  wspominać  przy  nim  o...  o 

pewnych rzeczach. 

- Przy tobie teŜ - w głosie Julii brzmiała nagana. - Doprawdy, zastanawiam się, o czym 

ze sobą rozmawiacie, kiedy jesteście razem. Ale posłuchaj, Katy, nie moŜesz unikać rozmów 

na takie tematy jak dzieci. PrzecieŜ tu chodzi o waszą przyszłość. 

- Nie martw się o mnie, Julio. Wiem, co robię. 

- Myślę, Ŝe wiedziałaś - Julia zmruŜyła oczy w zadumie - ale teraz z jakiegoś powodu 

nie jestem juŜ tego taka pewna. 

-  Dzięki.  Mam  dwadzieścia  osiem  lat,  uchodzę  za  inteligentną  i  odebrałam  staranne 

wykształcenie.  Wyszłam  za  mąŜ  za  męŜczyznę,  z  którym  łączą  mnie  interesy  i  ogólne 

zainteresowania  zawodowe.  Dla  mnie  ślub  z  Garrettem  Coltrane'em  jest  ze  wszechmiar 

poŜyteczny. To rozsądny krok. Miej do mnie trochę zaufania. 

- Sama nie wiem. - Na twarzy Julii pojawił się wyraz zwątpienia. - Jesteś zakochana. 

background image

A miłość przyćmiewa inteligencję, wykształcenie i rozsądek. 

Katy aŜ jęknęła. Nie spodziewała się po Julii takiej przenikliwości. Starała się przecieŜ 

ukryć swoje uczucia. 

- Ale z ciebie przyjaciółka. 

-  No  cóŜ,  pocieszam  się  myślą,  Ŝe  nawet  jeŜeli  ty  nie  wiesz,  co  robisz,  Garrett 

przypuszczalnie wie. 

-  Wygląda  na  takiego,  prawda?  -  zgodziła  się  Katy.  Targały  nią  mieszane  uczucia. 

Starała  się  ukryć  kiełkującą  niepewność  pod  beztroskim  uśmiechem,  gdy  nagle  zobaczyła 

matkę, zbliŜającą się do nich z rozpromienioną twarzą. 

Stojący  po  drugiej  stronie  pokoju  Garrett  zerknął  w  kierunku  gazonu  z  paprociami  i 

zobaczył stojącą wśród zieleni Katy. Rozmawiała z matką i z Julią Talbot. Uśmiechnął się z 

zadowoleniem. Nie chciał, by na własnym ślubie trzymała się z dala od ludzi. 

Nie,  Ŝeby  była  wstydliwa  czy  lękliwa.  Raczej  skromna  i  pełna  rezerwy.  Nie  miała 

zwyczaju  zwracać  na  siebie  uwagi.  Bardzo  spokojna,  cicha  dziewczyna.  Nie  jest  typem 

kobiety,  która  stara  się  za  wszelką  cenę  stać  duszą  towarzystwa,  wysunąć  na  czoło.  Ma  w 

sobie jakąś dystynkcję i elegancję. Po prostu klasę. Poznał się na tym. Była to jedna z wielu 

rzeczy, które mu się w Katy Randa spodobały. 

Nagle  uświadomił  sobie,  Ŝe  przecieŜ  ona  nie  jest  juŜ  Katy  Randa.  Od  godziny  jest 

Katy Coltrane. 

Było coś niezwykle satysfakcjonującego w myśli, Ŝe wreszcie wszystko w jego Ŝyciu 

ułoŜyło się jak naleŜy. 

Interesy  kwitły,  miał  nowy  dom  odpowiadający  jego  obecnemu  statusowi  i  wreszcie 

znalazł kobietę, która będzie jego partnerką w interesach i zarazem Ŝoną. 

ś

oną. Jego Ŝoną. 

Ma  teraz  kobietę  nie  tylko  do  łóŜka,  ma  równieŜ  doświadczonego  eksperta  w 

dziedzinie hodowli koni rasowych. Ma kogoś, z kim nie tylko siądzie razem do śniadania, ale 

równieŜ będzie mógł przedyskutować problemy zawodowe. 

AŜ  do  tej  chwili  nie  zastanawiał  się  specjalnie  nad  tym,  co  to  znaczy  mieć  Ŝonę  w 

sensie jak najbardziej fizycznym. 

Decyzję  poślubienia  Katy  podjął,  gdy  zobaczył  ją  po  latach  po  raz  pierwszy.  ZłoŜył 

wizytę  Randallom,  poniewaŜ  miał  zamiar  przyjrzeć  się  stadninie.  To  prawda,  Ŝe  chciał  się 

spotkać z jej właścicielem ze względów zawodowych. Ale musiał równieŜ przyznać, Ŝe chciał 

teŜ  pokazać  Harry'emu  Randallowi,  Ŝe  ów  nieokrzesany  wyrostek,  którego  kiedyś  zatrudnił, 

który  u  nikogo  innego  nie  mógł  znaleźć  pracy,  stał  się  innym  człowiekiem.  śe  wyszedł  na 

background image

ludzi. 

Z zaskoczeniem stwierdził, Ŝe ta mała dziewczynka o powaŜnej twarzyczce, która cały 

swój czas spędzała w stajniach ojca, zmieniła się w znakomitego zarządcę stadniny Randalla. 

Nie była przy tym bynajmniej przemądrzałą debiutantką. Cały jej dziewczęcy świat stanowiły 

konie  i  najwyraźniej  nic  się  nie  zmieniło  w  tym  względzie,  poza  tym,  Ŝe  nie  jeździła  juŜ 

konno. 

Garrett  natychmiast  instynktownie  wyczuł,  Ŝe  Katy  Randa  będzie  odpowiednią  Ŝoną 

dla  niego.  Dokonał  szybkiej  analizy  sytuacji  i  doszedł  do  wniosku,  Ŝe  wszystko  jest  bardzo 

proste.  Znalazł  inteligentną,  wraŜliwą  młodą  kobietę,  która  świetnie  nadaje  się  na 

towarzyszkę  jego  Ŝycia  osobistego  i  zawodowego.  Będzie  cennym  nabytkiem  w  jego  firmie 

konsultingowej i będzie się swobodnie czuła w towarzystwie ludzi, z którymi ma on teraz do 

czynienia. 

Garrett był przekonany, Ŝe Katy nie okaŜe się kobietą ze zbyt duŜym temperamentem 

ani teŜ nie da mu odczuć, Ŝe jest bardziej wykształcona. Nie będzie znudzona ani trudna we 

współŜyciu,  gdy  minie  pierwszy  okres  małŜeństwa.  Nie  jest  typem  kobiety,  która  szukałaby 

przygód  miłosnych  lub  jakichkolwiek  innych.  Dowiodła  tego,  gdy  po  ukończeniu  studiów  i 

próbach podjęcia pracy w Los Angeles wróciła do rodzinnego miasta i zaczęta pomagać ojcu 

przy hodowli koni. 

Garrett  akceptował  sposób,  w  jaki  Katy  starała  mu  się  podobać.  Odpowiadało  mu 

równieŜ i to, Ŝe mógł z  nią rozmawiać o swojej  pracy i o tym,  co  go interesowało.  Była teŜ 

atrakcyjna na swój cichy, skromny sposób. A poza tym w zasięgu  wzroku nie było Ŝadnego 

innego  męŜczyzny.  Wziąwszy  to  wszystko  pod  uwagę  Garrett  nie  widział  powodu,  dla 

którego nie miałoby im być ze sobą dobrze. Katy zapewne była tego samego zdania. 

Ale  dziś  odbył  ich  ślub  i  Garrett  myślał  równieŜ  o  sprawach  innych  niŜ  logiczne 

przesłanki, które doprowadziły do tego małŜeństwa. Miał prawo cieszyć  się tym wieczorem. 

Poza wszystkim przyjął dziś na siebie odpowiedzialność jako mąŜ. Dowodziła tego obrączka 

lśniąca na jego palcu. 

Garrett  spojrzał  na  złoty  krąŜek.  Oczywiście  nie  będzie  jej  nosił  bez  przerwy.  Dla 

męŜczyzny,  który  pracuje  głównie  na  świeŜym  powietrzu,  noszenie  pierścionków  nie  jest 

bezpieczne.  Mimo  Ŝe  nazywano  go  konsultantem,  spędzał  duŜo  czasu  w  stajniach,  szopach, 

na pastwiskach i na polu. Zbyt łatwo mógłby stracić palec, gdyby obrączka zaczepiła o jakiś 

przypadkowy  gwóźdź  albo  wystający  kawałek  metalu.  Ale  nie  miał  nic  przeciwko  noszeniu 

obrączki przy okazjach towarzyskich. Chciał jednak, by Katy nie zdejmowała jej z palca, W 

ten sposób inni męŜczyźni będą wiedzieli, Ŝe nie jest juŜ wolna. 

background image

Uśmiechnął  się,  świadomy  tego,  co  go  czeka.  Nie  ulega  wątpliwości,  Ŝe  zaczyna  się 

coraz więcej zastanawiać nad prawami i przywilejami, jakie od dziś daje mu jego nowy status 

małŜonka. 

Wznosząc  w  górę  kieliszek,  by  skosztować  wyśmienitego  szampana,  jaki  Harry  i 

Wilma  Randallowie  kupili  na  dzisiejszą  okazję,  Garrett  przysłuchiwał  się  rozmowie  we-

selnych gości, obserwując równocześnie ukradkiem swoją świeŜo poślubioną Ŝonę. 

Spokojna, skromna, uprzejma, inteligentna, zrównowaŜona. Wszystkie te przymiotniki 

bezwiednie mu się nasuwały, ilekroć pomyślał o Katy. Nie będzie doprowadzać  go do szalu 

Ŝą

dając egzotycznego urlopu na antypodach albo nocnych uciech. Mimo swego pochodzenia 

była  przyzwyczajona  do  spokojnego  trybu  Ŝycia.  Z  łatwością  dostosuje  się  do  stylu  Ŝycia 

Garretta. 

W  tym  momencie  jednak  zastanawiał  się  nad  czym  innym.  Czy  Katy  będzie  skłonna 

pozbyć  się  w  łóŜku  choć  odrobiny  owego  spokoju,  skromności  i  zrównowaŜenia.  W  ciągu 

minionych  tygodni  nieraz  usiłował  sobie  wyobrazić,  jak  to  będzie,  gdy  znajdzie  się  z  nią  w 

sypialni.  Była  tak  subtelna  i  nieśmiała,  Ŝe  wydawało  mu  się  niemal  pewne,  iŜ  tam  będzie 

równie delikatna, słodka i mało wymagająca. Wyczuwał, Ŝe ma bardzo małe doświadczenie w 

tej  dziedzinie,  co  powinno  mu  jedynie  ułatwić  sytuację.  Nie  będzie  czyniła  Ŝenujących 

porównań. 

Uświadomił  sobie  jednak,  Ŝe  chce  ją  zadowolić.  Chce,  by  była  szczęśliwa  i  cieszyła 

się ich wspólnym Ŝyciem. Dzisiejszej nocy zrobi wszystko, by była usatysfakcjonowana. 

Miał tylko nadzieję, Ŝe jej wrodzona powściągliwość nie sprawi, iŜ będzie całkowicie 

nieczuła na jego starania. Nie był  ani Don Juanem, ani Casanovą. Miał trzydzieści pięć lat i 

niewiele  znał  w  Ŝyciu  kobiet.  DuŜo  więcej  czasu  spędzał  z  końmi  i  z  bydłem  niŜ  z  płcią 

piękną. 

Obcowanie  ze  zwierzętami  zresztą  było  znacznie  łatwiejsze.  Nie  miały  za  sobą  kilku 

tysięcy lat cywilizacji, przysłaniających zwykły instynkt, z którymi trzeba było się zmagać. 

O  tym  wszystkim  myślał  przypatrując  się  Katy.  Próbował  wyobrazić  ją  sobie  z  tymi 

ciemnymi włosami rozrzuconymi na poduszce. Były takie miękkie. Odkrył to juŜ wtedy, gdy 

po raz pierwszy bezwiednie zanurzył w nie palce. 

Nie zrobił tego z premedytacją. Stal obok niej przy padoku, obserwując młode źrebię 

odkrywające uroki swobody, gdy nagle zerwał się wiatr. Włosy Katy rozwiały się. Chciała je 

doprowadzić  do  ładu,  ale  zanim  to  zrobiła,  Garrett  chwycił  pasmo  ciemnych  pukli.  WciąŜ 

jeszcze pamiętał ich jedwabisty dotyk. Zastanawiał się teraz, jak by się czul, gdyby spłynęły 

na nagą skórę jego piersi i ud. 

background image

Dzisiejszej  nocy,  gdy  połoŜą  się  juŜ  obok  siebie,  Katy  będzie  patrzeć  na  niego  tymi 

swoimi  szeroko  otwartymi,  powaŜnymi,  szarymi  oczami.  WyobraŜał  sobie  jej  kobiecą 

ciekawość i, być moŜe, pragnienie, jakie rozjaśni te oczy, i czul jak jego ciało napręŜa się na 

samą  myśl  o  tym.  Podobały  mu  się  jej  oczy.  Była  w  nich  uczciwość,  ciepło  i  inteligencja. 

Oczy  klaczy  mogą  o  niej  powiedzieć  bardzo  duŜo,  pomyślał  Garrett.  Nie  ma  powodu,  by 

wątpić, Ŝe tak samo jest z oczami kobiety. 

Złapał  się  na  tym,  Ŝe  rozbiera  w  myślach  swoją  świeŜo  poślubioną  Ŝonę  i  próbuje 

sobie  wyobrazić,  co  odkryje  pod  jedwabiem  i  koronkami.  Dostatecznie  dobrze  poznał  jej 

figurę w dŜinsach i obcisłym sweterku, by móc wiedzieć, czego się moŜe spodziewać. 

Była o jakieś pół głowy niŜsza od niego, zgrabna i proporcjonalnie zbudowana. Gdyby 

była  czystej  krwi  arabem,  określiłby  jej  sylwetkę  jako  doskonalą.  Niewysoka  i  delikatna  ale 

zdrowa, niczym dobrze zbudowana klacz. Zdrowa z wyjątkiem tej lewej kostki. 

Piersi miała wysokie i kształtne, wąską talię, biodra łagodnie zaokrąglone. To prawda, 

Ŝ

e lekkie utykanie zakłócało nieco harmonię jej ciała, ale Garrett prawie tego nie dostrzegał. 

Nawet  jeśli  czasem  zwrócił  na  to  uwagę,  uwaŜał  Ŝe  to  teŜ  ma  swój  wdzięk.  A  w  łóŜku  nie 

będzie miało najmniejszego znaczenia. 

Nie po raz pierwszy tego dnia zadał sobie pytanie, dlaczego nie zrobił nic, by kochać 

się  z  Katy  przed  ślubem.  Prawdę  mówiąc,  powody  były  prozaiczne.  Po  swej  pierwszej 

wizycie  w  stadninie  nie  miał  moŜliwości,  by  spędzać  z  nią  duŜo  czasu.  Interesy  wymagały 

jego  obecności  w  San  Luis  Obispo.  Zaloty  sprowadzały  się  do  serii  krótkich  pospiesznych 

wizyt  w  czasie  weekendów.  NiezaleŜnie  od  braku  czasu  dodatkową  komplikację  stanowił 

fakt, Ŝe Katy mieszkała o krok od rodziców. Miała niewielki domek w pobliŜu ich rezydencji 

i Garrett nie był pewien, jak by się czuła, gdyby wiedzieli, Ŝe spędził noc z ich jedyną córką, 

nawet jeŜeli ma ona juŜ dwadzieścia osiem lat. Nie chciał popełnić niewybaczalnego błędu na 

tym etapie znajomości. 

NiezaleŜnie  od  obiektywnych  trudności  Garrettowi  wydawało  się,  Ŝe  Katy  nie  jest 

kobietą, którą naleŜałoby do czegokolwiek ponaglać. 

Była  cała  masa  powodów,  dla  których  nie  powinien  przyśpieszać  pójścia  z  Katy  do 

łóŜka,  zdecydował.  Ale  był  na  tyle  uczciwy,  by  przyznać,  Ŝe  istniała  jedna  decydująca,  na 

wpół zrozumiała przyczyna jego wahania. 

W  głębi  duszy  niepokoił  się,  Ŝe  Katy  mogłaby  wycofać  się  z  planów  małŜeńskich, 

gdyby  nie  spełnił  jej  oczekiwań  seksualnych.  Sęk  w  tym,  Ŝe  Garrett  nie  miał  pojęcia,  jakie 

oczekiwania  mogłaby  mieć  dobrze  wychowana,  powściągliwa  młoda  kobieta  o  takim 

pochodzeniu  jak  Katy.  Lękał  się,  by  nie  stracić  szans  na  poślubienie  jej.  Takie  rozterki 

background image

wewnętrzne były sprzeczne z naturą Garretta. JuŜ dawno nauczył się zmierzać prosto do celu, 

nie dopuszczając do siebie wątpliwości ani wahań. 

Ale zabieganie o względy Katy to był cel szczególny. 

Nagle rozmyślania przerwał mu znajomy męski śmiech. 

- Zaczynasz się niecierpliwić, Garrett? Zastanawiałem się właśnie, jak długo ty i moja 

córka będziecie jeszcze tkwić na tym przyjęciu. Nie miałbym ci za złe, gdybyś chciał się juŜ 

stąd  ulotnić.  Dochodzi  dziewiąta,  a  przed  wami  jeszcze  godzina  jazdy,  jeśli  chcecie  dotrzeć 

do tego hotelu na wybrzeŜu przed nocą. Wilma powiedziała mi, Ŝe to Katy  wybrała miejsce 

na miodowy miesiąc. 

- To prawda. - Garrett skinął głową. - Sam ją prosiłem, Ŝeby się tym zajęła. 

- Masz rację - uśmiechnął się Harry Randall. - To kobieca sprawa. 

Garrett  lubił  swego  teścia.  Gdy  przed  laty  po  raz  pierwszy  przyszedł  do  niego  do 

pracy,  Randa  był  najbogatszym  człowiekiem,  jakiego  kiedykolwiek  w  Ŝyciu  spotkał,  Od 

tamtej pory poznał wielu ludzi, którzy byli o wiele zamoŜniejsi niŜ Randa, ale Ŝadnego z nich 

nie  szanował  ani  nie  lubił  tak  jak  jego.  I  to  nie  dlatego  Ŝe  Randa  zatrudnił  go  wtedy,  gdy 

błąkał  się  szukając  guza.  Garrett  szanował  Randalla  równieŜ  ze  względów  profesjonalnych. 

Wiele  się  nauczył  w  jego  stajniach.  Randa  bardzo  duŜo  wiedział  na  temat  technik 

hodowlanych,  licytacji  koni,  pokazów  jazdy.  Był  ekspertem  w  dziedzinie  hodowli  koni 

rasowych. 

Doświadczenie, jakie Garrett zdobył pracując u niego, okazało się później przydatne w 

innych dziedzinach rolnictwa i hodowli. 

Harry Randall był potęŜnym, kościstym męŜczyzną, którego ciemne włosy z biegiem 

lat posiwiały, ale atletyczna budowa wciąŜ jeszcze sprawiała imponujące wraŜenie, Stanowił 

znakomicie  dobraną  parę  ze  swą  równieŜ  wysoką,  postawną  Ŝoną,  Wilmą.  Ona  takŜe 

zachowała  dobrą  figurę  dzięki  codziennej  jeździe  konnej  i  wciąŜ  jeszcze  brała  udział  w 

pokazach  jazdy  dosiadając  iście  po  królewsku  pięknych  arabów  Randalla.  Wilma  była  teŜ 

znakomitą gospodynią, a to liczyło się w świecie, w którym spotykali się ludzie, wydający na 

konie tysiące dolarów. 

-  Będzie  mi  brakowało  córki,  to  najlepszy  hodowca,  jakiego  miałem,  Garrett.  Ma 

prawdziwy talent do prowadzenia interesów. Będziesz miał świetnego partnera. 

- Wiem o tym - odparł Garrett. 

- Ale chyba nie powinienem się skarŜyć, prawda? -Harry rozjaśnił twarz w uśmiechu. - 

MoŜe  tracę  menedŜera,  ale  za  to  zyskuję  zięcia.  Byłem  trochę  przestraszony,  gdy  pojawiłeś 

się parę miesięcy temu, ale nie byłem zaskoczony rym, co zrobiłeś ze swoim Ŝyciem. Zawsze 

background image

wiedziałem, Ŝe dasz sobie radę. 

- Podałeś mi rękę, gdy znalazłem się w opałach, Harry. Nigdy tego nie zapomnę. 

- Opłaciło mi się - odrzekł Harry z uśmiechem, - Pracowałeś cięŜej niŜ którykolwiek z 

moich  stajennych,  moŜe  z  wyjątkiem  własnej  córki.  Pamiętam,  jak  nie  odstępowała  cię  na 

krok, gdy do nas przyszedłeś. Była dzieckiem, ale myślę, Ŝe podkochiwała się w tobie, Kiedy 

zobaczyłem,  w  jaki  sposób  na  ciebie  patrzy,  gdy  wróciłeś  tutaj  przed  paroma  miesiącami, 

wiedziałem juŜ, co w trawie piszczy. A i ty nie starałeś się przed nią uciekać, prawda? 

- Nie, nie uciekałem. 

- Wszystko juŜ w domu gotowe na przyjęcie nowej pani? 

Garrett  skinął  głową,  jego  głos  brzmiał  powaŜnie.  ZaleŜało  mu,  by  Harry  Randa 

wiedział, Ŝe postara się zapewnić jego córce jak najlepszą przyszłość. 

-  Proszę  się  nie  martwić.  Katy  będzie  miała  odpowiedni  dom.  Jest  duŜy,  trochę 

przypomina wasz. Usytuowany na urwistym cyplu, z widokiem na ocean. Wokół duŜo ziemi. 

Byłoby więcej, ale przed kilku laty właściciel zaczął sprzedawać swoje parcele. Teraz jest tam 

stajnia  i  padok,  chociaŜ  pomieszczenia  stajenne  wymagają  remontu.  Gdy  tylko  się  z  tym 

uporam,  natychmiast  sprowadzę  swego  poczciwego  Herosa.  Teraz  przebywa  na 

wydzierŜawionym pastwisku. 

- Mówisz, Ŝe ktoś tam mieszka? 

- Tak. - Garrett skinął głową, - Dozorca z Ŝoną. Od lat tam są. Myślę, Ŝe byli wierni 

poprzedniemu  właścicielowi  i  nie  mieli  co  ze  sobą  zrobić,  gdy  sprzedał  mi  posiadłość.  W 

pewnym sensie ich odziedziczyłem, ale nie mam nic przeciwko temu. Potrzebuję zarządcy, a 

Katy kogoś do prowadzenia domu. Będziecie musieli niebawem nas odwiedzić. 

-  Dzięki,  Garrett,  na  pewno  przyjedziemy.  Ale  jeszcze  nie  teraz.  NowoŜeńcy  muszą 

mieć  trochę  czasu  dla  siebie.  A  propos,  Katy  mi  powiedziała,  Ŝe  bierzesz  parę  tygodni 

wolnego na miesiąc miodowy? 

Garrett przytaknął. 

-  Myślę,  Ŝe  potrzeba  nam  trochę  czasu  na  urządzenie  się  w  nowym  domu,  poza  tym 

muszę  przygotować  stajnię  dla  Herosa.  Czeka  nas  jeszcze  duŜo  pracy.  Dozorca  właściwie 

niewiele zrobił. Myślę, Ŝe nie miał motywacji. Nie był pewien, czy nowy właściciel w ogóle 

zechce go zatrzymać. 

Co do domu, nie spędziłem tam nawet jednej nocy. Dekorator wnętrz skończył pracę 

w ubiegłym tygodniu, a ja przewiozłem swoje rzeczy przed samym ślubem. 

-  Wiem,  Ŝe  Katy  jest  bardzo  ciekawa  swego  nowego  domu.  -  Harry  uśmiechnął  się 

spoglądając w kierunku córce otoczonej grupką weselnych gości. Oczy mu spowaŜniały. 

background image

-  Nie  martw  się  o  nią,  Harry  -  powiedział  Garrett  w  odpowiedzi  na  zaniepokojone 

spojrzenie teścia. - Będę o nią dbał. 

- Wiem, Garrett. Ale wciąŜ jeszcze jakoś dziwnie się czuję. Dla ojca to niecodzienna 

chwila, gdy jego mała córeczka staje się męŜatką. Mogę cię o coś prosić? 

- Oczywiście. 

- Spróbuj nakłonić ją, by znów wsiadła na konia. 

-  Wiem,  Ŝe  juŜ  od  pewnego  czasu  nie  jeździ.  Wilma  mówiła,  Ŝe  Katy  nigdy  juŜ  nie 

dosiądzie konia. 

-  Katy  wyglądała  pięknie  w  siodle  -  powiedział  Harry  Randa  z  zadumą.  -  JuŜ  jako 

mała  dziewczynka.  Pamiętasz?  Gdy  wyjeŜdŜała  na  tor,  przesłaniała  wszystkich.  Wszystkie 

oczy  były  wpatrzone  w  nią  i  w  jej  konia.  Potrafiła  sprawić,  Ŝe  kaŜdy  koń  wydawał  się 

najpiękniejszy : najwaŜniejszy na świecie. Co więcej, koń równieŜ tak się czuł. Pod wpływem 

jej  ręki  konie  zmieniały  się  w  czempionów.  Miała  zdumiewający  talent  i  wszystko  to 

przepadło z powodu tego piekielnego poŜaru stajni. 

- Była cięŜko ranna, prawda? - spytał Garrett, patrząc na Ŝonę. Pamiętał, jak uwielbiała 

jazdę  konną,  gdy  była  dzieckiem.  Trudno  zliczyć,  ile  razy  podsadzał  ją  na  malutkie, 

eleganckie  angielskie  siodło,  jakiego  zawsze  uŜywała.  Gdy  galopowała  po  torze,  nie  sposób 

było oderwać od niej wzroku. Harry Randa miał rację - Katy stawała się na koniu inną osobą. 

-  Tak,  była  cięŜko  ranna  -  przytaknął  Harry.  -  Ale  co  gorsza,  była  śmiertelnie 

przeraŜona. Tak przeraŜona, Ŝe raz na zawsze skończyła z konną jazdą. 

- Czy to po tym wypadku utyka? - spytał Garrett. Katy nigdy nie opowiadała, co stało 

się tamtej nocy. Garrett dowiedział się coś niecoś od innych. 

- O mało nie zginęła starając się wyprowadzić konie. 

- Głos Harry'ego nagle zabrzmiał twardo. - Właśnie wyprowadzała ostatniego, gdy tuŜ 

przed  nim  upadla  płonąca  belka.  Zwierzę  i  tak  było  w  panice.  Spadająca  belka  dopełniła 

reszty. Koniowi zsunęły się klapki z oczu i wpadł w szał. Był to duŜy, cięŜki ogier. Katy nie 

miała  Ŝadnej  szansy,  by  nad  nim  zapanować.  Kopnął  ją,  przewrócił,  i  omal  nie  stratował 

usiłując uciec przed ogniem. 

- Kto ją uratował? - spytał Garrett. Po raz pierwszy usłyszał całą tę historię. 

- Ja - odparł Harry. - Nie miałem pojęcia, Ŝe Katy jest w stajni. Ktoś mi powiedział, Ŝe 

pobiegła do koni. Znalazłem ją nieprzytomną, leŜącą w dymie. Wokół płomienie. Wyniosłem 

ją na zewnątrz, a kiedy  odzyskała przytomność  w szpitalu, powiedziała mi, Ŝe juŜ nigdy nie 

wsiądzie na konia. Sprawił to strach i ból. 

-  Zawiodły  ją  nerwy  -  powiedział  Garrett.  -  Powinieneś  był  skłonić  ją,  by  dosiadła 

background image

konia, gdy tylko wyszła ze szpitala. 

- Nie mógłbym tego zrobić. - Harry potrząsnął głową. 

-  Nie  była  dzieckiem.  Miała  dwadzieścia  lat  i  przeŜyła  powaŜny  uraz  psychiczny. 

Podjęła taką decyzję i nie odstąpiła od niej. Strach pojawiający się w jej oczach na samą myśl 

o jeździe konnej powstrzymywał mnie przed próbą zmuszenia jej do czegokolwiek. Ale moŜe 

tobie  uda  się  ją  przekonać,  by  zmieniła  zdanie.  MęŜowie  mogą  nieraz  dokonać  tego,  co  nie 

udaje się ojcom. 

- Skąd ta myśl, Ŝe mnie mogłoby się powieść, skoro ani ty, ani matka nie  zdołaliście 

tego zrobić? - zaciekawił się Garrett. 

- Nie wiem - wzruszył  ramionami Harry. - Chyba to sposób, w jaki na ciebie patrzy. 

Wydaje mi się, Ŝe moja córka jest bardzo zakochana. 

- Dobrze - odrzekł Garrett po chwili namysłu. - To mi ułatwi sprawę. 

background image

ROZDZIAŁ 2 

Największy błąd jej Ŝycia. 

Katy  wyglądała  przez  szybę  białego  mercedesa  Garretta  i  próbowała  sobie 

wytłumaczyć, Ŝe jej obawy są bezpodstawne. Teraz, gdy stres związany ze ślubem i weselem 

miała juŜ za sobą, lęki panny młodej znikną. Przez ostatnie tygodnie bardzo się napracowała, 

by wszystko przebiegło jak naleŜy. 

Ś

lub  był  wspaniały,  po  starannie  przygotowanej  oficjalnej  ceremonii  odbyło  się 

huczne  przyjęcie.  śadna  panna  młoda  nie  mogłaby  sobie  Ŝyczyć  więcej.  Ale  być  moŜe  ta 

panna młoda trochę się przeforsowała i teraz za to płaciła. Stresującą część miała juŜ za sobą. 

Wreszcie była sam na sam z męŜem. Mogła się odpręŜyć. 

Ale  w  rzeczywistości  jej  nastrój  wcale  się  nie  poprawił.  Nerwy  miała  napięte  jak 

postronki,  Ŝołądek  ściśnięty  i  targało  nią  jakieś  dziwne  uczucie  oscylujące  między  lękiem  a 

paniką. Powinna wziąć się w garść. Nie moŜe sobie pozwolić na atak strachu we własną noc 

poślubną. 

-  Wszystko  w  porządku,  Katy?  -  Garrett  rzucił  Ŝonie  szybkie,  badawcze  spojrzenie. 

WjeŜdŜali  właśnie  na  nadmorską  autostradę.  Było  juŜ  ciemno.  Niewidoczne  fale  morskie 

uderzały o przybrzeŜne skały. - Wyglądasz, jakbyś była czymś zdenerwowana. 

-  Wychodzenie  za  mąŜ  okazało  się  bardziej  stresujące,  niŜ  myślałam  -  wyznała, 

zmuszając się do beztroskiego uśmiechu. - Na tobie nie zrobiło to chyba większego wraŜenia. 

A ja zawsze sądziłam, Ŝe to męŜczyzn ślub wyprowadza z równowagi, nie kobiety. 

Garrett wzruszył ramionami. Miał na sobie drogą białą koszulę. Marynarkę rzucił juŜ 

wcześniej  na  tylne  siedzenie,  rozluźnił  krawat.  Widać  było,  Ŝe  z  trudem  tolerował  ten 

oficjalny strój, który był zmuszony włoŜyć. 

- Ślub to coś, przez co męŜczyzna musi przejść, aby zacząć nowy etap Ŝycia. Nie ma 

sensu robić wokół tego duŜo szumu. To po prostu zwykła formalność. 

-  Bardzo  pragmatyczne  podejście  -  stwierdziła  Katy,  zastanawiając  się,  czy  wyczuł 

sarkazm w jej głosie. Prawdopodobnie nie. Garrett nie spodziewałby się tego po niej. Prawie 

nigdy nie miała ostrego języka, a juŜ szczególnie w rozmowie z nim. Oparła się o zagłówek i 

raz  jeszcze  wróciła  myślą  do  tych  godzin,  gdy  wszystko  planowała,  przygotowywała  i 

obmyślała  przed  uroczystością,  którą  on  skwitował  krótkim  „formalność”.  Zapięcie 

wszystkiego na ostatni guzik kosztowało ją wiele wysiłku. 

- Jesteś zmęczona - powiedział Garrett, jak gdyby to miało wyjaśnić jej nie najlepszy 

background image

nastrój. 

-  Chyba  tak  -  odparła,  choć  nie  czuła  się  zmęczona,  Czuła  się  rozstrojona  i 

podenerwowana, spięta. 

- Dlaczego się trochę nie zdrzemniesz? - spytał. 

- Nie potrafię spać w samochodzie. 

- Spróbuj. 

- Powiedziałam - powtórzyła, wyraźnie akcentując kaŜde słowo - Ŝe nie potrafię spać 

w samochodzie. 

-  W  porządku,  to  dlaczego  nic  nie  mówisz?  Od  kiedy  opuściliśmy  przyjęcie, 

wypowiedziałaś zaledwie parę słów. 

Katy  westchnęła  głęboko  i  zamrugała  powiekami.  Były  wilgotne.  Zachowuję  się  jak 

idiotka, skarciła się w duchu. Nic złego przecieŜ się nie dzieje. Poślubiła męŜczyznę, którego 

kocha,  a  on  stara  się  prowadzić  miłą  pogawędkę  w  drodze  do  miejsca  ich  nocy  poślubnej. 

Powinna się rozluźnić i uspokoić. Wszystko będzie dobrze. 

-  Przyjęcie  było  wspaniale,  prawda?  -  starała  się,  by  jej  glos  brzmiał  swobodnie  i 

obojętnie. 

-  Tak,  tak  -  odparł  Garrett,  ale  widać  było,  Ŝe  myślami  jest  gdzie  indziej.  -  Wiesz, 

kochanie, nie mogę się juŜ doczekać chwili, gdy zobaczysz swój nowy dom. Na pewno będzie 

ci się podobał. Pasuje do ciebie. 

- Bardzo bym chciała juŜ tam być - zapewniła uprzejmie. 

- MoŜe powinienem był jednak pokazać ci go wcześniej - zastanowił się Garrett. 

-  PrzecieŜ  kupiłeś  go,  zanim  poprosiłeś  mnie  o  rękę  -  przypomniała  mu  Katy,  lekko 

rozbawiona  tym  nieoczekiwanym  przypływem  wątpliwości.  Wiedziała,  Ŝe  nie  potrwa  to 

długo. Garrett był człowiekiem bardzo pewnym siebie. 

- Wynająłeś robotników i dekoratora wnętrz, zanim w ogóle wspomniałeś, Ŝe kupiłeś 

ten dom. Nie miałam nawet moŜliwości w cokolwiek się włączyć. 

- Nie mogłem czekać. - Garrett zesztywniał. - Kiedy Atwood wreszcie zdecydował się 

na  sprzedaŜ,  musiałem  działać  błyskawicznie.  Nie  mogłem  ryzykować  utraty  domu.  Co  do 

urządzenia wnętrza, wiedziałem od samego początku, czego chcę. 

- Wiem. Powiedziałeś, Ŝe chciałbyś, aby przypominał dom moich rodziców. 

- Lubię ten styl - przyznał Garrett - odpowiada mi, tobie równieŜ. Będziesz szczęśliwa 

w swoim nowym domu. 

- Jestem pewna, Ŝe dekorator spisał się na medal. 

Wyraz  rozbawienia  znikł  z  twarzy  Katy.  Teraz  chciało  jej  się  płakać.  PrzecieŜ  to  jej 

background image

noc  poślubna.  Jeśli,  mają  zamiar  rozmawiać,  powinni  mówić  o  sobie,  a  nie  o  dekoracji 

wnętrz.  Na  ogól  entuzjazm  Garretta  dla  nowej  posiadłości  podobał  jej  się,  wyczuwała  i 

rozumiała  jego  pragnienie  stworzenia  prawdziwego  domu.  Ale  tego  wieczoru  nie  mogła 

zdobyć  się  na  to,  by  dzielić  jego  radość.  Chciała,  by  rozmawiał  z  nią  w  sposób  bardziej 

osobisty. 

-  Mówiłem  twemu  ojcu,  Ŝe  muszę  jeszcze  wykończyć  stajnię,  zanim  sprowadzę 

Herosa,  ale  myślę,  Ŝe  to  nie  potrwa  długo.  Bracken  mi  pomoŜe;  był  dozorcą  w  domu,  który 

kupiłem. 

- Bardzo jestem ciekawa tych Brackenów. - Katy za wszelką cenę starała się przybrać 

obojętny ton. Oparła brodę na dłoni, wyjrzała przez okno. Spowijały ich ciemności. 

- Jak ci mówiłem, jeśli się nie sprawdzi, zwolnię go. Ale czuję się do pewnego stopnia 

zobowiązany,  by  go  zatrzymać.  Atwood  mówił,  Ŝe  są  bardzo  przywiązani  do  jego  rodziny  i 

tego domu, i Ŝe nie chciałby, aby znaleźli się na ulicy. 

- To ładnie z jego strony, Ŝe się o nich martwi. 

-  To  jedyna  rzecz,  o  jaką  się  martwił.  Poza  tym  tylko  zaleŜało  mu,  Ŝeby  domu  nie 

kupił  jego  sąsiad,  Royce  Hutton.  Od  lat  chodził  za  Atwoodem,  by  kupić  od  niego  ostatni 

kawałek jego ziemi, ale stary Silas go nie cierpiał. 

-  Miał  ku  temu  jakieś  szczególne  powody?  -  spytała  Katy,  choć  wcale  nie  była  tym 

zainteresowana. 

- Synowie Huttona i Atwooda przyjaźnili się. Gdy chłopak Atwooda zginął przed paru 

laty,  syn  Huttona  był  wtedy  z  nim.  O  ile  wiem,  Atwood  nigdy  nie  wybaczył  Ŝadnemu  z 

chłopców, którzy byli wtedy z jego synem, mimo Ŝe to był wypadek. 

- Ach, tak. Nie mogę się juŜ doczekać przyjazdu na miejsce. - Katy usiłowała zdobyć 

się choć na odrobinę entuzjazmu. Co się z nią dzisiaj dzieje? Rozmawiali z Garrettem głównie 

o  jego  planach  zawodowych,  o  jej  roli  w  jego  przedsiębiorstwie,  o  ziemi  i  domu,  który 

niedawno kupił. Powtarzała sobie, Ŝe Garrett nie jest typem męŜczyzny, który potrafi mówić 

o sprawach bardziej intymnych. 

W czasie ostatnich kilku miesięcy Katy wydawało się, Ŝe zbliŜyli się z Garrettem. śe 

oprócz  wspólnych  interesów  będzie  ich  łączyć  coś  więcej.  Była  nieomal  przeraŜona 

pociągiem  fizycznym,  jaki  czuła  do  niego  niemal  od  pierwszej  chwili.  Uwielbienie  dla 

dorastającego  bohatera,  jakiego  doświadczyła  we  wczesnej  młodości,  było  niczym  w 

porównaniu z nagłym podnieceniem, jakie wystąpiło w dniu, gdy Garrett Coltrane ponownie 

zjawił się na farmie hodowlanej Randalla. 

To  nie  znaczy,  Ŝe  przez  wszystkie  te  lata  tęskniła  za  nim.  Była  zbyt  pochłonięta 

background image

arabami ojca. Później zaabsorbowały ją studia w college'u, wreszcie rzuciła się w wir pracy. 

O Garrecie myślała raczej rzadko. Ale dzień, w którym ponownie wkroczył w jej Ŝycie parę 

miesięcy  temu,  uświadomił  Katy,  iŜ  dawne  dziecięce  uczucia  trwały  przez  cały  ten  czas  w 

stanie  hibernacji.  OŜyły  na  nowo  i  tym  razem  nie  były  to  juŜ  tylko  fantazje  dorastającej 

dziewczynki. Była to namiętność dojrzałej kobiety. 

Mówiła  sobie,  Ŝe  Garrett  podobnie  jak  ona  zdawał  sobie  sprawę  z  ich  wzajemnego 

przyciągania.  Zapewniała  samą  siebie,  Ŝe  czuł  to  samo  co  ona.  Warunki  nie  pozwalały  im 

niestety  oddać  się  w  pełni  uczuciom,  aŜ  do  dzisiejszego  wieczoru.  Poza  tym  Garrett  nie 

naleŜał do męŜczyzn, którzy cokolwiek robią pospiesznie. Wszystko u niego następowało w 

określonym czasie i we właściwy jemu sposób. 

Niezwykle opanowany charakter. Nieraz juŜ miała okazję się o tym przekonać. 

W czasie ostatnich dwóch miesięcy była obiektem bardzo uprzejmych i kurtuazyjnych 

zalotów odbywających się pod okiem rodziców i sąsiadów, Ale były to równieŜ zaloty bardzo 

zdecydowane i jednoznaczne. Poddawała się im z radością, ale czasami zadawala sobie pyta-

nie,  co  by  było,  gdyby  nie  była  tak  chętna.  Podświadomie  czuła,  Ŝe  skutek  prawdopodobnie 

byłby taki sam. W ciągu minionych lat Garrett nauczył się zdobywać to, czego zapragnął. 

Okres ich narzeczeństwa nie był szczególnie romantyczny. Garrett nie miał zwyczaju 

przynosić  kwiatów  ani  deklamować  wierszy.  Nie  pozwalał  sobie  nawet  nigdy  na  Ŝadną 

intymność, choć Katy wcale nie byłaby temu przeciwna. Oczywiście, całował ją, ale poza tym 

był bardzo powściągliwy w manifestowaniu swoich uczuć. 

Katy  wmawiała  sobie,  Ŝe  ta  powściągliwość  jej  się  podoba.  Większość  męŜczyzn 

zachowuje się odwrotnie. Chcą jak najszybciej znaleźć się z kobietą w łóŜku i jak najprędzej 

wyskoczyć  z  niego  rano  bez  Ŝadnych  zobowiązań.  Podobał  jej  się  sposób  postępowania 

Garretta, gdyŜ sama miała podobne poglądy. Była osobą uczuciową i oddaną, ale nie chciała, 

by  skłaniano  ją  zbyt  szybko  do  stosunków  fizycznych.  NaleŜała  do  kobiet,  które  potrzebują 

czasu. 

No cóŜ, dał jej czas, aŜ za duŜo. Miała tyle czasu, Ŝe zaczęły w niej kiełkować pewne 

wątpliwości. A teraz czekała ją noc poślubna. 

Być  moŜe  Garrettowi  owa  powściągliwość  nie  sprawiała  trudności  z  tej  prostej 

przyczyny, Ŝe nie był zainteresowany uprawianiem z nią miłości. 

MoŜe w ogóle nie był w niej zakochany. 

Katy  wiedziała,  Ŝe  obiektywnie  rzecz  biorąc,  Leonora  Bates  miała  rację.  Dzięki 

małŜeństwu z Katy Randa Garrett zyskiwał coś, czego dotychczas nie miał w Ŝyciu za wiele: 

szacunek, uznanie i kontakty towarzyskie. Poza tym potwierdzał swoją wartość. Ślub z Katy 

background image

był dowodem, Ŝe dzięki własnym wysiłkom zdołał poprawić swoją pozycję społeczną, wspiąć 

się wyŜej w hierarchii. Z chłopca stajennego zmienił się w męŜczyznę, który mógł poprosić o 

rękę córki swego dawnego pracodawcy, i otrzymał ją. Garrett Coltrane przeszedł długą drogę. 

Ś

lub z Katy Randa był tego najlepszym potwierdzeniem. 

Katy przeszedł dreszcz na myśl, Ŝe Garrett mógł chcieć ją poślubić wyłącznie w celu 

pokazania sobie i światu, na co go stać. 

Na  pewno  się  myli.  Przyszłe  szczęście  nie  moŜe  zaleŜeć  od  jej  obaw,  całkowicie 

fałszywych. 

To tylko lęki panny młodej, uspokajała samą siebie. 

Wkrótce  dowie  się  prawdy.  Kiedy  będą  się  z  Garrettem  kochać,  przekona  się,  co  on 

naprawdę  czuje.  Z  całą  pewnością  męŜczyzna  nie  zdoła  ukryć  swych  prawdziwych  uczuć  w 

czasie najintymniejszego aktu miłości. 

Zanim  wzejdzie  słońce,  wszystkie  jej  pytania  i  wątpliwości  rozwiąŜą  się  w  ten  lub 

inny sposób. 

W  półtorej  godziny  później  Katy  leŜała  w  jedwabnej  pościeli  na  szerokim  łoŜu  w 

apartamencie nowoŜeńców, czekając, aŜ Garrett wyjdzie z łazienki. Gdy usłyszała, Ŝe zakręca 

prysznic, zgasiła boczną lampkę. Romantyczny pokój natychmiast pogrąŜył się w ciemności. 

Katy lepiej się czuła pozostając w mroku. 

Wybrała ten hotel i ten apartament z folderu. Gromadziła foldery od czasu, gdy Garrett 

poprosił ją, by wybrała miejsce na ich noc poślubną. Zdjęcie nie kłamało. Cały apartament był 

w  kolorze  róŜowo-biało-srebrnym  i  sprawiał  bardzo  romantyczne  wraŜenie.  Nad  okrągłym 

łoŜem  było  duŜe  lustro,  na  stoliku  przy  oknie  stal  w  srebrnym  wiaderku  szampan  i  owoce 

południowe.  Na  jednej  ze  ścian  znajdował  się  kominek.  RóŜowe  szlafroki  frotte  dla  „niej”  i 

dla „niego” wisiały w łazience. 

Katy musiała stłumić nerwowy  chichot, gdy weszli do tego pokoju. Garrett rozglądał 

się  wokół  zdumiony.  Kontrast  był  uderzający.  On  -  ciemny,  silny  i  bardzo  męski,  a  pokój  - 

słodki, róŜowy i bardzo kobiecy. 

- Jak, u diabła, znalazłaś to miejsce? - spytał ponuro, gdy chłopiec hotelowy wyszedł z 

pokoju. 

-  Nie  było  to  wcale  proste  -  zapewniła  go  Katy.  -Przejrzałam  całą  masę  folderów, 

zanim trafiłam wreszcie na jeden reklamujący ten właśnie apartament. 

-  Chcesz  przez  to  powiedzieć,  Ŝe  rezerwując  go  wiedziałaś,  jak  wygląda?  -  Garrett 

patrzył na nią ze smutnym zdziwieniem. 

- Wydawał mi się na zdjęciu taki romantyczny. - Katy nagle poczuła się niepewnie. 

background image

Garrett  wyglądał  tak,  jakby  chciał  coś  jeszcze  powiedzieć,  ale  glos  uwiązł  mu  w 

gardle.  Spojrzał  na  zegarek  i  zaproponował  uprzejmie,  by  Katy  jako  pierwsza  skorzystała  z 

łazienki. 

Gdy  wyszła  z  niej  niezdecydowanie,  w  drogim  nowym  peniuarze,  zastała  Garretta 

przemierzającego  pokój  wzdłuŜ  i  wszerz.  Zatrzymał  się  gwałtownie,  gdy  ukazała  się  w 

drzwiach,  i  przesunął  łakomie  wzrok  po  jej  spowitej  w  jedwabie  figurze.  Katy  uzmysłowiła 

sobie,  Ŝe  za  bardzo  przyzwyczaiła  się  do  jego  powściągliwości.  Później,  uśmiechnąwszy  się 

zaskakująco łagodnie, zniknął za drzwiami łazienki. 

Teraz czekała na niego i łatwiej było jej czekać w ciemności. 

Kocha  ją,  powtarzała  sobie  w  duchu.  Musi  ją  kochać.  Nie  mogłaby  się  całkowicie 

mylić  co  do  niego.  Problem  polega  po  prostu  na  tym,  Ŝe  nie  jest  męŜczyzną,  któremu  łatwo 

uzewnętrzniać  uczucia.  Ale  kiedy  wyjdzie  z  łazienki  i  zacznie  się  z  nią  kochać,  jej 

wątpliwości się rozwieją. Raz na zawsze. 

W  łazience  Garrett  szybko  się  wytarł,  zaniepokojony  wzbierającym  w  sobie 

poŜądaniem.  Nie  pamiętał  juŜ,  kiedy  ostatni  raz  odczuwał  coś  podobnego.  Ból  w  lędźwiach 

stawał  się  nie  do  zniesienia.  Wydawało  mu  się,  Ŝe  ostatecznie  pękła  jakaś  niewidzialna 

bariera, która tkwiła w nim przez ostatnie dwa miesiące. 

W  czasie  minionych  tygodni  myśli  jego  były  zaprzątnięte  całą  masą 

najprzeróŜniejszych  spraw  -  nowym  domem,  interesami,  wspólną  przyszłością  z  Katy, 

satysfakcją  z  aprobaty  ze  strony  Harry'ego  Randalla.  Garrett  rozmyślał  o  wszystkim  z 

wyjątkiem tego, co naprawdę oznacza małŜeństwo ze słodką, łagodną, uległą Katy Randa. 

Tego  wieczoru  nie  myślał  juŜ  o  niczym  innym,  tylko  o  tej  najbardziej  osobistej, 

najintymniejszej  stronie  małŜeństwa,  co  powodowało,  Ŝe  całe  jego  ciało  pulsowało  z 

podniecenia.  Czuł  się  tak,  jakby  za  chwilę  miał  stracić  panowanie  nad  sobą  i  zdolność 

samokontroli. 

Gdy otwierał drzwi łazienki, dłonie drŜały mu lekko. 

Przez  chwilę  stal  w  progu,  z  ręcznikiem  luźno  opasującym  biodra,  mrugając  oczami, 

by przyzwyczaić je do niespodziewanej ciemności. 

Po chwili uśmiechnął się, uświadamiając sobie, co oznacza ów brak światła. Powinien 

był wiedzieć, Ŝe pod tym względem Katy była bardzo wstydliwa. 

- Ej - powiedział cicho, robiąc parę kroków w głąb pokoju. -Gdzie jesteś, kochanie? 

-  Tutaj  -  dobiegł  go  od  łóŜka  jej  szept,  Słyszał  w  jej  glosie  nerwowe  napięcie  i 

natychmiast postanowił ją uspokoić. 

- Myślałem, Ŝe moŜe jakieś tajemnicze siły zmieniły cię w róŜową kokardkę. 

background image

-  Niezupełnie.  Być  moŜe  do  rana  dokona  się  do  końca  owa  przemiana.  -  Tym  razem 

głos Katy zabrzmiał nieco swobodniej, jak gdyby drobny Ŝart Garretta przywrócił jej spokój. 

Garrett  uśmiechnął  się.  Nie  jest  tak  źle.  Przynajmniej  zachowała  poczucie  humoru. 

Zatrzymał się obok łóŜka i spojrzał na nią. Nie był pewien,  czy wiedziałby, co  robić,  gdyby 

jej wrodzona nieśmiałość wywołała u niej nagłą panikę i oziębłość. 

Jest  po  prostu  troszeczkę  zdenerwowana,  uspokajał  sam  siebie.  To  naturalne.  Do 

diabła, on teŜ czuje się trochę nieswojo. Nagle uzmysłowił sobie, Ŝe czekanie się skończyło. 

Po wszystkich tych latach wreszcie sprawy ułoŜyły się tak jak naleŜy. Wreszcie ma to, czego 

zawsze pragnął. Przedsiębiorstwo, dom i Ŝonę. Czeka go spokojna przyszłość. 

Usiadł  na  brzegu  łóŜka  i  popatrzył  na  nowo  poślubioną  Ŝonę,  która  leŜała  w  mroku 

czekając na niego. 

Teraz,  gdy  jego  wzrok  przyzwyczaił  się  do  ciemności,  widział  ją  nieco  wyraźniej  w 

bladym  świetle  sączącym  się  przez  zasłony.  Właśnie  tak  ją  sobie  wyobraŜał.  Ciemne,  gęste 

włosy  oplatały  twarz  spoczywającą  na  poduszce.  Nie  widział  dokładnie  koloru  jej  oczu,  ale 

dostrzegał  nieme  pytanie  kryjące  się  w  skierowanym  ku  niemu  wzroku.  Na  wargach  błądził 

lekki, niepewny uśmieszek. Chciał ją uspokoić, utulić, spowodować, by się rozluźniła i mogła 

cieszyć  atmosferą  intymności,  jaka  powoli  się  między  nimi  wytwarzała.  Chciał  coś 

powiedzieć,  ale  nie  bardzo  wiedział,  jakie  słowa  byłyby  w  tym  momencie  najodpowied-

niejsze. 

- Ładnie dzisiaj wyglądałaś — zaczął. 

- Dziękuję. Ty teŜ. To by było tyle, jeśli chodzi o komplementy. Nie były jego mocną 

stroną. Zastanawiał się, co jeszcze chciałaby usłyszeć panna młoda. Starał się wymyślić coś, 

co dodałoby jej otuchy i zarazem uspokoiło. 

- Zapomniałem cię spytać, czy nie jesteś głodna. Nie jadłaś wiele w czasie przyjęcia. 

Na stole są owoce, chciałabyś? 

- Nie jestem głodna - odparła uprzejmie. To by było tyle, jeśli chodzi o jedzenie. Być 

moŜe nie powinien podtrzymywać rozmowy. W końcu nie są dziećmi. Zarówno on, jak i Katy 

doskonale  wiedzieli,  co  ma  nastąpić.  Garrett  jednak  wciąŜ  czuł  jakąś  niewytłumaczalną 

potrzebę rozładowania napięcia, jakie wyczuwał w Ŝonie. Coś w wyrazie jej oczu sprawiało, 

Ŝ

e czuł się zakłopotany. 

-  Moglibyśmy  otworzyć  szampana  -  zaproponował,  spoglądając  w  kierunku 

srebrzystego wiaderka. Lód zaczynał się juŜ topić. 

- Jeśli masz ochotę - odparła Katy uprzejmie, Nie, nie mam. W kaŜdym razie nie teraz. 

Dość  tych  bzdur,  pomyślał.  MoŜe  naleŜy  się  zachować  bardziej  bezpośrednio.  Wstał 

background image

gwałtownie i zrzucił ręcznik z bioder. Bez słowa podniósł kołdrę i wśliznął się do łóŜka obok 

Katy.  Natychmiast  poczuł  ciepło  jej  smukłego  ciała.  Chłonął  je  całym  sobą.  Bez  namysłu 

wyciągnął ramiona, by objąć Ŝonę. 

- Katy, dobrze mi z tobą. 

-  Mnie  teŜ.  Nie  widział  potrzeby  dalszej  konwersacji.  Zresztą  i  tak  nie  potrafił 

rozmawiać. Jego ciało było napięte z poŜądania  i był pewien, Ŝe Katy  teŜ go pragnie. MoŜe 

jest  nieśmiała,  ale  na  pewno  nie  będzie  mu  się  opierać.  Faktycznie,  przytuliła  się  do  niego, 

odpowiadając w ten sposób na dotyk jego ręki. 

Garrett przez chwilę starał się jakoś uporać z jej nocną koszulą, w końcu jednak stracił 

cierpliwość. 

-  To  gorsze  niŜ  włoŜenie  siodła  dzikiemu  koniowi.  Dlaczego  kobiety  ubierają  się  do 

łóŜka w takie skomplikowane stroje? - spytał, wyplątując dłoń z falbanek i koronek. 

- Myślałam, Ŝe to romantyczne - bąknęła Katy. 

- Skąd, to okropnie kłopotliwe. 

-  A  co  miałam  na  siebie  włoŜyć?  Końską  derkę?  Garrett  zesztywniał,  zastanawiając 

się, czy przypadkiem jej nie uraził. Poczuł wyrzuty sumienia. 

- Nie, myślę, Ŝe ta koszulka jest wystarczająco ładna. 

- Tak jak ja? 

- A to co ma znaczyć? - zdziwił się. 

- Czy jestem wystarczająco ładna dla ciebie? 

- No wiesz! Oczywiście, Ŝe jesteś wystarczająco ładna. Co zapytanie! 

Nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi. Od ślubu Katy zachowywała się dziwnie. 

Pochylił się i pocałował ją, chcąc w ten sposób powstrzymać dalsze słowa. 

- Katy, kochanie, jesteś wszystkim, czego pragnę tej nocy. Jesteś piękna. 

Gdy tylko dotknął ustami jej warg, napięcie opadło. Odwzajemniła pocałunek. Wargi 

miała miękkie i gorące. Garrett jęknął, gdy ich pocałunek stał się bardziej namiętny, głęboki. 

Gorączkowo dotykał jej nagiego ciała, rozkoszując się łagodnie zaokrąglonymi kształtami. 

Katy  objęła  go  za  szyję.  Słyszał,  Ŝe  szepce  mu  coś  do  ucha,  ale  nie  był  w  stanie 

rozróŜnić  słów.  Rozchylił  jej  wargi  jeszcze  bardziej,  spragniony  smaku  ust.  Był  podniecony 

do  granic  wytrzymałości,  pragnął  jak  najszybciej  nasycić  głód  swego  ciała.  Wiedział,  Ŝe  nie 

zdoła czekać zbyt długo. Nie pamiętał, kiedy tak bardzo pragnął kobiety jak tej nocy Katy. 

Pieścił i głaskał  gorące ciało, czując radość za kaŜdym  razem,  gdy jęczała cichutko i 

tuliła się do niego. 

Krzyknęła.  Ciało  Garretta  przeszedł  dreszcz.  Tak  cudownie  reagowała  na  jego 

background image

dotknięcia.  Zdumiało  go  to,  ale  i  ogromnie  ucieszyło.  Musnął  palcami  jej  piersi,  poczuł,  jak 

twardnieją jej sutki. Westchnął. 

Pokusa  była  nieodparta.  Oderwał  usta  od  warg  Katy.  Powędrowały  w  kierunku  jej 

piersi.  DrŜała,  gdy  koniuszkiem  języka  delikatnie  dotykał  jej  sutek,  Był  zachwycony  jej 

reakcją. I odurzony zarazem. 

-  Jak  dobrze  -  szepnął.  Jego  ręka  wędrowała  coraz  niŜej  i  niŜej,  aŜ  dosięgła  tego 

cudownego  miejsca,  które  kryło  najbardziej  intymne  i  niezgłębione  tajemnice.  Katy 

oddychała  cięŜko.  Zesztywniała  nagle,  jak  gdyby  obawiała  się,  Ŝe  Garrett  potraktuje  ją  zbyt 

brutalnie.  Jak  mało  go  znała,  pomyślał.  Za  nic  w  świecie  nie  chciałby  jej  zranić.  A  tym 

bardziej sprawić jej bólu. 

- Spokojnie, kochanie. Nie denerwuj się - powiedział łagodnie. - Pozwól tylko, Ŝe będę 

cię dotykał. BoŜe, ale jesteś gorąca. I taka miękka. - Dotknął palcami jej najczulszego miejsca 

i zaczął je lekko uciskać. 

Katy  wypręŜyła  się,  jej  ciało  zaczęło  drŜeć,  skręcała  się  i  wiła  jęcząc  z  rozkoszy. 

Nagle  ta  zawsze  opanowana,  powściągliwa  dziewczyna  ukazała  drugą  stronę  swej  natury  - 

pełną  temperamentu  i  ognia,  Garrett  nie  spodziewał  się  tego,  ale  ta  nieoczekiwana  reakcja 

Ŝ

ony tylko jeszcze bardziej pobudziła jego zmysły. 

Pragnął  jej.  Pragnął  jej  w  sposób  niepohamowany,  pragnął  jej  tak  bardzo  jak  jeszcze 

nigdy  nikogo.  Nie  przypominał  sobie,  by  kiedykolwiek  przytrafiło  mu  się  coś  podobnego. 

ś

adna kobieta nie oddawała mu się z takim zapamiętaniem, Ŝadna nie pragnęła go tak gorąco. 

Nie  chciał  juŜ  niczego  więcej,  jak  wejść  w  to  rozpalone  kobiece  ciało.  Jęki  i  westchnienia 

Katy upewniały go, Ŝe i ona tego pragnie. 

Nie był w stanie dłuŜej czekać! Przycisnął się do niej całym ciałem, pamiętając o tym, 

by  zbyt  nagłym  ruchem  nie  sprawić  jej  bólu.  Czuł,  jak  zaciska  kurczowo  palce  na  jego 

ramionach. Czuł jej brzuch tuŜ przy swoim i tracił resztki samokontroli. Pragnął z całej mocy 

dać Katy tę samą rozkosz, jaką on za chwilę będzie odczuwał. Na samą myśl o tym ogarniała 

go dzika, niemal prymitywna Ŝądza. 

- Rozchyl uda, kochanie - powiedział przez zęby, gdy poczuł pod sobą drŜące, garnące 

się do niego ciało. - Rozchyl je dla mnie. Pozwól mi wejść do środka. Tak bardzo cię pragnę. 

Katy  objęła  go  jeszcze  mocniej,  poczuł  jej  paznokcie  wpijające  się  w  jego  skórę  i 

wywołało to w nim kolejny przypływ podniecenia. Nieśmiało rozchyliła uda i Garrett jęknął 

głucho, gdy poczuł, jak zagłębia się w gorący, najintymniejszy zakamarek jej ciała. 

Przylgnęła  do  niego  całą  sobą,  ale  mięśnie  jej  napręŜyły  się,  jakby  protestując 

przeciwko wtargnięciu w jej wnętrze. Garrett był ostroŜny, poruszał się bardzo delikatnie, dzi-

background image

wiąc się, jak wąska i ciasna jest w środku. Nie moŜe sprawić jej bólu. Musi jej dać rozkosz. 

MoŜe wszystko zniszczyć, jeśli będzie działał zbyt pospiesznie. 

- Garrett, och, Garrett, najdroŜszy, tak bardzo cię kocham - szeptała, przyciskając się 

do niego tak kurczowo, jakby zaleŜało od tego jej Ŝycie. 

Garrett  zamknął  oczy  pod  wpływem  wszechogarniającego  go  szczęścia.  Wszystko 

będzie  dobrze.  Ona  go  pragnie.  Poruszał  się  pomału,  ostroŜnie,  ale  czul,  Ŝe  traci  resztki 

kontroli nad sobą. 

Chwycił Katy za pośladki, unosząc ją nieco w górę, by móc wejść w nią najgłębiej jak 

to było moŜliwe. 

- Pragnę cię całej - wycharczał. - Pragnę kaŜdego centymetra twego ciała. 

Nic  nie  powiedziała,  ale  krzyknęła  głośno,  gdy  jego  ruchy  stały  się  bardziej 

gwałtowne.  Wsunął  dłoń  między  ich  ciała,  szukając  tego  intymnego  miejsca,  którego  do-

tknięcie  dawało  jej  największą  rozkosz.  Gdy  go  znalazł,  ciało  Katy  zadrŜało  jak  w 

konwulsjach. 

Wydawało się, Ŝe eksploduje pod nim. Garrett nieomal stracił świadomość. Czuł, jak 

ciało  Katy  miarowo  unosi  się  i  opada,  chcąc  mieć  go  w  sobie  jak  najgłębiej,  Ŝe  i  ona  traci 

poczucie rzeczywistości. Krzyknął z zadowolenia i rozkoszy. 

Katy  nie  spodziewała  się  wybuchu  aŜ  tak  gwałtownej  rozkoszy,  aŜ  takiego  ognia 

płonącego gdzieś w samym jej środku. To tego właśnie jej ciało pragnęło i na to czekała przez 

ostatnie  parę  minut.  Nigdy  przedtem  nie  doznała  czegoś  podobnego,  była  jak  ogłuszona. 

Niezdolna  do  czegokolwiek  innego,  oplotła  ciaśniej  ramionami  i  udami  ciało  Garretta  i 

poruszała się wraz z nim zgodnym rytmem. 

DuŜo  czasu  minęło,  zanim  wróciła  do  rzeczywistości.  Uświadomiła  sobie,  Ŝe  wciąŜ 

jeszcze czuje w sobie Garretta. LeŜał na niej, ocięŜały, nasycony. Czuła jego wilgotną skórę. 

Garrett zaspokojony, szczęśliwy, czul samczą fizyczną satysfakcję. 

Trudno mieć o to pretensje, pomyślała. W końcu i ona musiała przyznać, Ŝe czuła się 

fizycznie  zaspokojona.  RóŜnica  polegała  na  tym,  Ŝe  Garrettowi  ten  rodzaj  zadowolenia 

najzupełniej wystarczał. 

Ale nie wystarczał Katy. 

Przypomniała  sobie  swoje  słowa  wypowiedziane  w  momencie  największej  rozkoszy. 

Kocham cię. 

Garrett nie odpowiedział na nie. Nawet w chwili największej ekstazy nie był w stanie 

mówić o swojej miłości. 

Nie  mogła  dłuŜej  wmawiać  sobie,  Ŝe  jest  on  po  prostu  twardym  facetem,  który  nie 

background image

uznaje  czegoś  takiego  jak  manifestowanie  uczuć.  W  końcu  potrafił  przecieŜ  mówić  o 

poŜądaniu  i  o  tym,  czego  pragnął.  Mówił  tak  podniecające  rzeczy,  Ŝe  sprowokował  ją  do 

odpowiedzi. Powiedział, Ŝe jej pragnie. 

Nie usłyszała jednak Ŝadnych wyznań, Ŝadnych słów miłości. 

Pomału  otworzyła  oczy  i  spojrzała  w  wiszące  nad  głową  ciemne  lustro.  Musi 

zaakceptować prawdę. To, co czuje do niej Garrett, nie jest miłością. 

Popełniła straszliwą pomyłkę. 

Wreszcie  Garrett  przesunął  się  na  bok.  Westchnął  głęboko  z  zadowolenia,  uniósł 

głowę i spojrzał na Katy. Dostrzegła w zarysie jego ust cos' władczego. Odgarnął jej włosy z 

policzka niedbałym gestem. 

Podobnym gestem mógłby pogłaskać klacz, która dała popis sprawności, pomyślała. 

- Nie masz w tych sprawach zbyt duŜego doświadczenia, prawda? - spytał. 

Katy  w  swym  przewraŜliwieniu  zastanowiła  się,  czy  nie  jest  to  aby  łagodna 

wymówka.  Być  moŜe  nie  spisała  się  najlepiej.  Zesztywniała,  ale  Garrett  zdawał  się  tego  nie 

zauwaŜać. 

- Zbyt duŜego nie - odparła ostroŜnie. 

- Tak teŜ myślałem - stwierdził, najwyraźniej nie zaskoczony tą informacją. 

- Byłam aŜ tak kiepska? 

Garretta zaszokowało to pytanie i zaczepny ton głosu Katy. Ujął w dłonie jej twarz. 

-  O  czym  ty,  u  licha,  mówisz?  Było  wspaniale.  Cudownie.  Nigdy  nie  czułem...  - 

przerwał nagle. - Mniejsza o to. Jestem usatysfakcjonowany w pełni i miałem wraŜenie, Ŝe ty 

równieŜ. Nie próbuj zaprzeczać, kochanie. 

- Nie zaprzeczam. 

- To dobrze. - Wydawało się, Ŝe poczuł ulgę. Przewrócił się na plecy, pociągnął ją ku 

sobie. - Przypuszczałem, Ŝe taka kobieta jak ty musi być bardzo spięta w noc poślubną. 

- Czy to dobrze? 

-  Pewnie,  potrafię  to  zrozumieć.  -  Uczynił  ręką  wielkoduszny  gest.  -  Jesteś  z  natury 

spokojna. Zawsze taka byłaś. Nie prowadziłaś burzliwego Ŝycia od czasu, gdy widziałem cię 

ostatni raz, prawda kochanie? 

- Nie - przytaknęła chłodno. - Nie prowadziłam. WyobraŜam sobie, Ŝe w porównaniu z 

twoim moje Ŝycie musi się wydawać niezbyt ciekawe. 

- Nie, wcale, raczej bezpieczne i wygodne. Cieszę się, Ŝe przez te wszystkie lata Ŝyłaś 

spokojnie i bezpiecznie. Nie naleŜysz do tych kobiet, które wdają się w pospieszne miłostki. 

Te słowa dolały jedynie oliwy do ognia, jaki zaczynał juŜ buzować w Katy. 

background image

- Nie myśl, Ŝe Ŝyłam pod kloszem. Miałam masę przyjaciół i prowadziłam oŜywione 

Ŝ

ycie towarzyskie. 

- EjŜe, nie denerwuj się, nie twierdzę przecieŜ, Ŝe Ŝyłaś na pustyni. 

Starał  się  uspokoić  ją,  delikatnie  głaszcząc  po  głowie,  co  tylko  nasunęło  jej 

skojarzenia  z  końmi.  Pamiętała,  jak  bardzo  Garrett  lubił  konie  i  jak  dobrze  się  z  nimi 

obchodził. W stajniach jej ojca był wprost niezastąpiony. Odsunęła się lekko. 

- Proszę cię - szepnęła. - Muszę się umyć. Przytrzymał ją mocniej. 

-  Wszystko  dobrze.  Nie  musisz  być  zaŜenowana  To  naturalne.  Spróbuj  zasnąć,  Katy. 

Masz  za  sobą  długi  wyczerpujący  dzień  i  wciąŜ  jeszcze  jesteś  trochę  zdenerwowana.  Po 

prostu śpij. 

Wiedziała,  Ŝe  nie  uwolni  się  tak  łatwo  z  jego  ramion  więc  leŜała  w  milczeniu  obok 

nowo poślubionego męŜa i czekała, by najpierw on posłuchał swojej rady. 

Nie trwało to długo. W ciągu paru minut Garrett zasnął Katy ostroŜnie wyśliznęła się z 

jego objęć i poszła do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi i usiadła na brzegu wanny. 

Rozpłakała  się.  Szybko  jednak  otarła  łzy.  Roztkliwianie  się  nad  sobą  nie  było  w  jej 

stylu. Uspokoiła się. Decyzję juŜ podjęła. 

background image

ROZDZIAŁ 3 

Gdzieś  około  pierwszej  w  nocy  Katy  udało  się  wśliznąć  z  powrotem  do  łóŜka  nie 

budząc Garretta i nareszcie zasnąć. Garrett miał rację  co do jednego - to  był długi, męczący 

dzień i potrzebowała odpoczynku. 

Obudziła się na krótko przed świtem. W pierwszej chwili nie bardzo wiedziała, gdzie 

się  znajduje,  ale  wkrótce  oprzytomniała  i  przypomniała  sobie,  Ŝe  nie  jest  sama  w  szerokim 

łóŜku. 

Oczywiście, Ŝe nie była sama. Obok niej leŜał Garrett. Poślubiła męŜczyznę, który jej 

nie kochał, ale który miał teraz prawo z nią spać. 

Pomału odsunęła na bok kołdrę.  OstroŜnie usiadła, starając się nie obudzić męŜa. Jej 

piękna  nocna  koszula  leŜała  zmięta  na  róŜowym  dywanie  obok  łóŜka.  Katy  sięgnęła  po 

peniuar i narzuciła go na siebie. 

W  bladym  świetle  wschodzącego  poranka  apartament  nowoŜeńców  wydawał  jej  się 

teraz tak pretensjonalny, Ŝe aŜ śmieszny. Rozejrzała się dokoła i skrzywiła z niesmakiem. Od 

samego  patrzenia  robiło  się  niedobrze.  Był  tak  samo  sztuczny  i  iluzoryczny  jak  jej 

małŜeństwo.  W  drodze  do  łazienki  spostrzegła,  Ŝe  w  wiaderku  z  lodem  była  juŜ  woda. 

Szampan na pewno zrobił się ciepły. Ale cóŜ to miało za znaczenie. Kobiety takie jak ona nie 

piją  szampana  na  śniadanie.  Robią  to  tylko  osoby  prowadzące  burzliwy  tryb  Ŝycia.  Katy  z 

trudem opanowała się, by nie podnieść wiaderka i nie wylać jego zawartości na głowę nic nie 

przeczuwającego Garretta. 

Gdy  wyszła  z  łazienki  ubrana  w  dŜinsy  i  zielony  podkoszulek,  słońce  juŜ  wzeszło. 

Rzuciła okiem na łóŜko. Garrett jeszcze spał. Popatrzyła przez chwilę na nieruchomą postać 

spowitą  w  róŜowo-białe  prześcieradła.  Ten  męŜczyzna  nawet  się  nie  zorientował,  Ŝe  jego 

Ŝ

ona nie leŜy juŜ obok niego, pomyślała dotknięta do Ŝywego. Podeszła do okna. 

Przez  chwilę  usiłowała  zdefiniować  jakoś  uczucia,  których  doświadczała.  Nieczęsto 

dotychczas zdarzało jej się Ŝywić do kogoś urazę, złość i gniew. 

Widziała przed sobą Pacyfik. W blasku porannego słońca ocean mienił się wszystkimi 

odcieniami  błękitu.  Katy  wpatrywała  się  w  daleki  horyzont,  dziwiąc  się  wzbierającej  w  niej 

złości.  Nigdy  przedtem  czegoś  podobnego  nie  przeŜywała.  Była  teŜ  przeraŜona 

gwałtownością własnej natury, jaka ujawniła się tej nocy. 

To  Garrett  Coltrane,  pomyślała  ze  złością,  był  przyczyną  tych  nowych  dla  niej 

doświadczeń. Uświadomienie sobie tego faktu zirytowało ją jeszcze bardziej. 

background image

-  Dzień  dobry,  kochanie  -  usłyszała  nagle  jego  głos,  rozespany,  a  równocześnie 

wyraŜający zadowolenie i satysfakcję. - Ranny ptaszek z ciebie. Wyspałaś się? 

- Znakomicie, - Katy nadal wpatrywała się w widok za oknem. 

-  ZdąŜyłaś  się  juŜ  ubrać.  Po  co  ten  pośpiech?  Mamy  mnóstwo  czasu.  Dlaczego  nie 

ś

ciągniesz dŜinsów i nie wskoczysz z powrotem do łóŜka? 

W Katy aŜ się zagotowało. 

- A dlaczegóŜ, na miły Bóg, miałabym to robić? - spytała najłagodniej jak potrafiła. - 

Podaj mi choć jeden powód. 

Zaległa cisza, jak gdyby Garrett zaczął w końcu pojmować, Ŝe nie wszystko jest tego 

ranka tak, jak to sobie wyobraŜał. 

- Mam podać powód? - spytał uprzejmie. - No to moŜe dlatego, Ŝe wczoraj wzięliśmy 

ś

lub, a nowoŜeńcy na ogół chcą spędzić w łóŜku nieco więcej czasu niŜ inni. Tak zwykli robić 

panowie  młodzi  -  Sugerował  ostroŜnie.  Prześcieradło  zaszeleściło  lekko,  gdy  odsunął  je  na 

bok. 

-  A  co  ty  wiesz  na  temat  zachowania  panny  i  pana  młodego?  CzyŜbyś  juŜ  był  kilka 

razy Ŝonaty? 

- Nie, nigdy przedtem nie miałem Ŝony i ty dobrze o tym wiesz. Katy, o co chodzi? - 

Wstał z łóŜka i ruszył w jej kierunku. 

Słyszała  za  sobą  jego  kroki.  Bała  się  odwrócić,  bała  się  widoku  jego  nagiego  ciała. 

Pozwoliła  się  ponieść  zmysłom  nocą,  w  ciemności.  Za  nic  na  świecie  nie  chciałaby,  aby 

powtórzyło się to za dnia. Na to nie była przygotowana. W kaŜdym razie jeszcze nie teraz. 

- Katy? - Usłyszała zniecierpliwiony głos Garretta. 

- Nie kochasz mnie - powiedziała, nie ruszając się z miejsca. Wiedziała, Ŝe te słowa go 

powstrzymają. 

-  Do  licha,  Katy  jeszcze  wesele  dobrze  się  nie  skończyło,  a  ty  juŜ  wygadujesz  takie 

głupoty. O co chodzi? 

- O to, Ŝe mnie nie kochasz - powtórzyła wolno. Garrett głęboko zaczerpnął powietrza, 

najwyraźniej tracił cierpliwość i nic z tego wszystkiego nie rozumiał. 

- Katy, nie wiem, o co ci chodzi. Mówisz bez sensu. PrzecieŜ nic się między nami nie 

zmieniło  od  wczoraj,  od  ostatniego  tygodnia  czy  od  ostatniego  miesiąca.  Czuję  do  ciebie  to 

samo co wtedy, gdy prosiłem, byś za mnie wyszła. 

- Wiem - odparła z goryczą. 

- To dlaczego, na Boga, jesteś taka rozdraŜniona? -W glosie Garretta dało się wyczuć 

zakłopotanie. 

background image

- To nie twoja wina. 

-  Co  za  ulga  -zakpił.  -  To  moŜe  będziesz  tak  uprzejma  :  powiesz  mi,  do  kogo  masz 

pretensje i o co? 

Katy kurczowo ścisnęła róg firanki. 

- To moja wina - powiedziała z determinacją. - Do siebie mam pretensje. Źle oceniłam 

ciebie,  twoje  uczucia  i  całą  sytuację.  Sądziłam,  Ŝe  mnie  kochasz.  Słuchasz,  co  do  ciebie 

mówię?  Byłam  na  tyle  głupia,  by  myśleć,  Ŝe  mnie  kochasz.  Wydawało  mi  się  tylko,  Ŝe  nie 

potrafisz wyrazić tego słowami. Wydawało mi się, Ŝe jedyny problem polega na tym - dodała 

złośliwie - Ŝe jesteś twardym, małomównym facetem. CzyŜ to nie śmieszne? - Odwróciła się 

gwałtownie,  by  spojrzeć  na  niego  i  jej  nadweręŜona  lewa  kostka  odmówiła  posłuszeństwa. 

Straciła równowagę. 

Garrett natychmiast znalazł się przy niej, chwytając ją w ramiona, by nie upadła. 

- Spokojnie - wymamrotał. - Uspokój się, kochanie, MoŜesz sobie zrobić krzywdę. Nie 

denerwuj się. - Jego głos brzmiał ciepło, po ojcowsku, jak wtedy, gdy uspokajał konia. 

Katy zacisnęła powieki. Ogarnęła ją furia. Czuła się upokorzona. Zaklęła siarczyście, 

uŜywając  słowa,  jakiego  Garrett  nigdy  dotąd  nie  słyszał  z  jej  ust.  Gdy  juŜ  odzyskała 

równowagę,  wyrwała  się  gwałtownie  z  jego  ramion.  Utykała  lekko,  ale  udało  jej  się  stanąć 

prosto i oprzeć o krawędź stołu, Spojrzała Garrettowi prosto w twarz. Oczy jej błyszczały. 

- Wczoraj wreszcie zaświtało mi, Ŝe być moŜe popełniłam największy błąd w Ŝyciu. W 

zeszłym tygodniu z dnia na dzień ogarniała mnie coraz większa niepewność, ale wmawiałam 

sobie,  Ŝe  to  tylko  normalne  w  takiej  sytuacji  zdenerwowanie  panny  młodej.  Wczoraj 

stwierdziłam, iŜ po prostu bardzo mocno uległam emocjom. Ale prawda wygląda tak, Ŝe nie 

chciałam  przyznać  sama  przed  sobą,  Ŝe  pomyliłam  się  co  do  ciebie.  Tej  nocy  jednak 

musiałam spojrzeć prawdzie w oczy. 

Garrett przyglądał jej się, jak gdyby postradała zmysły. Nie zwracał uwagi na własną 

nagość. W świetle poranka jego ciało wydawało się szczupłe i silne zarazem. Z oczu wyzierał 

niepokój. 

- Tej nocy - powiedział - jedyną prawdą, jakiej musiałaś spojrzeć w oczy, była ta, Ŝe 

jesteś bardzo zmysłową kobietą. Nie rozumiem, co w tym złego. NiezaleŜnie od wszystkiego 

wydawałaś się szczęśliwa w moich ramionach. 

Te słowa jeszcze bardziej ją rozwścieczyły. 

-  Nie  mówię  o  seksie,  mówię  o  miłości.  Tej  nocy,  Garrett,  nie  znalazłam  w  twoich 

ramionach miłości. A seks bez miłości niewiele jest wart. 

Tym razem w oczach Garretta rozbłysły pierwsze iskierki złości. 

background image

-  To,  co  zdarzyło  się  miedzy  nami  tej  nocy,  było  wspaniałe.  I  nie  próbuj  temu 

zaprzeczać. 

- Po co ja w ogóle z tobą dyskutuję? - Katy załamała ręce w geście rozpaczy. - Ty nic 

nie rozumiesz. OŜeniłeś się ze mną, bo jestem Katy Randall, Bo lubisz i szanujesz mego ojca. 

Bo  znam  się  na  koniach.  Bo  osiągnąłeś  ten  moment  w  Ŝyciu,  gdy  do  listy  swego  dobytku 

zapragnąłeś dodać jeszcze Ŝonę. 

Garrett przesunął palcami po włosach. WciąŜ jeszcze starał się zachować cierpliwość. 

-  Masz  rację  co  do  jednego.  Nie  rozumiem  cię.  W  ciągu  ostatnich  miesięcy  byłaś 

rozsądną, rozwaŜną kobietą. Mamy ze sobą wiele wspólnego. Znamy się od lat. Twój ojciec 

mnie  akceptuje.  Podobamy  się  sobie.  Czego  jeszcze  chcesz?  Nikt  cię  nie  zmuszał  do 

małŜeństwa ze mną. Wydawało mi się, Ŝe chcesz tego tak samo jak ja. Naprawdę nie pojmuję, 

o co ci raptem chodzi. 

-  Tej  nocy  powiedziałam,  Ŝe  cię  kocham  -  powtórzyła  Katy,  wściekła,  Ŝe  musi  to 

powtórzyć. 

- Wiem - odparł miękko. - Byłaś słodka. 

- Nawet nie odpowiedziałeś. 

- Nie odpowiedziałem! Kobieto, przecieŜ ja się z tobą kochałem. 

- To się nie liczy. Tym razem Garrett zaklął. 

-  A  czego  ty  chcesz  ode  mnie?  Kwiecistych,  idiotycznych  poematów  miłosnych  w 

ś

rodku nocy? Jeśli tego oczekiwałaś, to jesteś bardziej naiwna, niŜ sądziłem. 

-  Chciałam  tylko,  Ŝebyś  teŜ  powiedział,  Ŝe  mnie  kochasz.  To  wszystko.  Chciałam 

jakiegoś potwierdzenia, Ŝe podjęłam słuszną decyzję. 

- Podjęłaś słuszną decyzję. Będziemy dobrym małŜeństwem. Ale musisz się uspokoić i 

przestać zachowywać jak źrebica, której po raz pierwszy włoŜono siodło na grzbiet. 

Katy  z  trudem  powstrzymała  się,  by  nie  cisnąć  w  niego  jakimś  przedmiotem. 

Podniosła głowę i przeszyła go wzrokiem. 

-  Czy  chcesz  powiedzieć,  Ŝe  się  mylę?  śe  nie  mam  powodów  do  zdenerwowania? 

Mówisz, Ŝe mnie kochasz? 

- Chcę powiedzieć, Ŝe wszystko nam sprzyja. Nie wiem, u licha, co się z tobą dzisiaj 

dzieje, ale uwaŜam, Ŝe będziemy bardzo dobrym małŜeństwem. 

- Kochasz mnie? 

- Pragnę cię, szanuję,  chcę się tobą opiekować -  powiedział Garrett z determinacją. - 

Nigdy nie zrobiłem niczego,  co kazałoby ci  w to wątpić. Chryste, nawet  nie wziąłem cię do 

łóŜka,  zanim  nie  włoŜyłem  ci  na  palec  obrączki.  Myślałem,  Ŝe  taka  dŜentelmeńska 

background image

powściągliwość będzie ci się podobać. 

- Ale mnie nie kochasz. Twarz Garretta zesztywniała. Najwidoczniej wszelkimi siłami 

powstrzymywał się, by nie wybuchnąć. 

- Nie rób tego, Katy. Sama siebie ranisz, całkiem bez powodu. 

- Odpowiedz tylko na moje pytanie, do cholery! 

-  Dobrze  -  Garrett  stracił  cierpliwość.  -  Jeśli  chcesz  to  usłyszeć,  proszę  bardzo. 

Odpowiedź brzmi: nie. Nie kocham cię. 

Katy  poczuła,  Ŝe  gaśnie  jej  ostatnia  naiwna  nadzieja.  Zamrugała  gwałtownie 

powiekami, by ukryć napływające do oczu łzy. Ręce oparte o stół drŜały. 

- Dobrze, Ŝe wiem. Lepiej późno niŜ wcale - wyjąkała. 

Garrett  obserwował  ją  spod  na  wpół  przymkniętych  powiek.  Potem  postąpił  krok  do 

przodu i chwycił za ramiona. Odwrócił ku sobie. Stali teraz twarzą w twarz. 

-  Powiedziałaś,  co  miałaś  do  powiedzenia,  Katy,  a  teraz  wysłuchaj  mnie.  Nie  ma 

potrzeby, byś zachowywała się jak źrebię, które  dopiero co stanęło na własnych nogach.  To 

nie  moja  wina,  Ŝe  masz  trochę  wyidealizowane  wyobraŜenie  o  miłości  i  małŜeństwie. 

Myślałem, Ŝe jesteś zbyt rozsądna i trzeźwa, by ulegać takim głupotom. Myślałem, Ŝe wiesz, 

co  jest  waŜne,  a  co  nie.  Miłość  to  coś  takiego  jak  ten  ckliwy  róŜowy  pokój  hotelowy  -  nic 

więcej niŜ białoróŜowa pianka, która wyparuje na słońcu lub rozpłynie się w deszczu. 

- Nie wiesz, o czym mówisz. 

-  Wiem,  o  czym  mówię  -  wycedził  przez  zęby.  -  Słowa  nic  nie  znaczą.  Myślisz,  Ŝe 

wcześniej  ich  nie  słyszałem?  Myślisz,  Ŝe  nie  wiem,  jak  niewiele  są  warte?  Słowa  takie  „Jak 

kocham cię” nie liczą się, Katy. Liczy się zaangaŜowanie. Uczciwość. Zgodność, Seks. 

Katy drgnęła, szeroko otworzyła oczy. 

- Co ty opowiadasz! Ktoś ci juŜ mówił, Ŝe cię kocha? 

-  Katy,  mam  trzydzieści  pięć  lat  -  przypomniał  jej  Garrett.  -I  trochę  więcej 

doświadczenia niŜ ty. 

-  Ach  tak,  rozumiem.  Nie  jestem  pierwszą  kobietą,  która  wyznała  ci  w  łóŜku,  Ŝe  cię 

kocha? - warknęła. 

Garrett wyglądał na poirytowanego. 

- Nie, nie jesteś. 

-  Czy  tym  innym  kobietom  udzieliłeś  takiej  samej  lekcji  jak  mnie?  Czy  teŜ 

powiedziałeś  im,  wyraźnie  sylabizując,  Ŝe  ich  nie  kochasz?  Czy  nazwałeś  je  idiotkami,  bo 

oddają się róŜowobiałym romantycznym złudzeniom? 

-  Mówisz  tak,  jak  gdybym  miał  setki  kobiet  -  obruszył  się  Garrett.  -  Katy,  ja  cięŜko 

background image

pracuję.  Zawsze  tak  było.  To  właśnie  ty  powinnaś  najlepiej  wiedzieć,  jakie  Ŝycie  prowa-

dziłem. Nie daje ono zbyt duŜo czasu ani okazji na przygody miłosne. 

- W porządku, nie mówmy o liczbach. Powiedz mi tylko, ile z tych kobiet kochałeś. 

Garrett zmienił się na twarzy. W jego oczach pojawiły się niebezpieczne błyski. 

- Tylko raz w Ŝyciu popełniłem błąd, dawno temu. Było to wtedy, gdy rzuciłem pracę 

w stajniach twego ojca i zacząłem występować na rodeo. Była najpiękniejszą kobietą, jaką w 

Ŝ

yciu  widziałem,  i  chciała  mnie.  Mnie,  faceta,  którego  największym  osiągnięciem  w  owym 

czasie było to, Ŝe udało mu się nie wylądować w więzieniu. Faceta bez dobrego pochodzenia i 

bez obiecującej przyszłości. Nie mogłem ofiarować jej nic więcej ponad marzenia, nadzieje i 

plany.  Ale  okazało  się,  Ŝe  jej  wcale  na  tym  nie  zaleŜy.  Była  zepsutą  bogatą  dziewczynką, 

której  sprawiało  frajdę  sypia-  nie  z  chłopakami  z  rodeo.  Jedne  kobiety  uwielbiają  gwiazdy 

rocka,  inne  kierowców  wyścigowych,  a  jeszcze  inne  kowbojów.  Ona  naleŜała  do  tych 

ostatnich.  A  kiedy  któryś'  z  chłopaków  jej  się  znudził,  rzucała  go  i  rozglądała  się  za 

następnym.  Śmiech  ją  ogarniał  na  samą  myśl  o  tym,  Ŝe  mogłaby  wyjść  za  jednego  z  tych 

facetów w dŜinsach i kowbojskich butach. 

- Garrett... 

- Mówiła, Ŝe mnie kocha, ale gdy poprosiłem, by została moją Ŝoną, roześmiała mi się 

prosto w twarz. Nie mogłem mieć o to pretensji, ale dostałem niezłą lekcję. 

- Jaką? 

-  Postanowiłem,  Ŝe  kiedy  następnym  razem  zechcę  się  oŜenić,  będę  musiał  mieć 

pewność, Ŝe mój związek z kobietą będzie się opierał na trwalszej podstawie niŜ ulotne słowa 

o miłości! 

- I uznałeś, Ŝe właśnie nasz związek będzie oparty na czymś solidniejszym niŜ miłość, 

tak? 

-  Tak.  -  Zacisnął  palce  na  jej  ramieniu.  -  Doszedłem  do  wniosku,  Ŝe  tym  razem 

znalazłem właściwą kobietę, taką, jakiej potrzebuję. 

-  A  teraz  stwierdzasz,  Ŝe  ma  ona  w  głowie  takie  same  głupoty  jak  kaŜda  inna.  Tak 

bardzo  byliśmy  przez  ostatnie  tygodnie  zajęci  planowaniem  twojej  przyszłości,  Ŝe  zapo-

mnieliśmy  o  mojej.  Fatalne  przeoczenie,  Garrett.  To  tak  jakby  kupować  klacz  nie 

sprawdziwszy najpierw jej zębów. 

- Przestań, Katy. Nie  wiesz, co mówisz. Usiądź i posłuchaj. Całe Ŝycie spędziłem na 

uczeniu  się,  Ŝe  nie  moŜna  wierzyć  pięknym  słowom.  Mój  ojciec  zaufał  słowom  bankiera, 

przez co wpadł w długi, z których nigdy nie wyszedł. Bank zarekwirował mu ranczo. Matka 

uwierzyła słowom ojca, gdy mówił, Ŝe wzbogaci się na hodowli bydła. Ojciec wierzył matce, 

background image

Ŝ

e  będzie  przy  nim  na  dobre  i  złe.  Oboje  się  rozczarowali.  Katy,  gładkie  słówka  nic  nie 

znaczą. Liczą się czyny. 

- Mylisz się, Garrett. Czasami słowa teŜ są waŜne. 

- Te waŜne usłyszysz. Ale nie chcę ani do ciebie, ani do Ŝadnej innej kobiety mówić 

słów bez znaczenia. 

-  To  tylko  wymówki.  Być  moŜe  jesteś.  takim  twardzielem,  Ŝe  boisz  się  poddać 

miłości.  MoŜe  jesteś  tego  rodzaju  męŜczyzną,  który  uwaŜa,  Ŝe  się  za  bardzo  obnaŜy,  jeśli 

wyzna  kobiecie  miłość.  To  nie  to  samo,  co  zmierzyć  się  z  bykiem  albo  dzikim  koniem, 

prawda? Obdarzenie kogoś uczuciem to podjęcie prawdziwego ryzyka, takiego ryzyka, jakie 

ja podjęłam wczoraj wychodząc za ciebie. 

-  Kochanie,  to  absurd.  Jesteś  moją  Ŝoną.  NaleŜysz  do  mnie.  Mamy  przed  sobą 

przyszłość.  Przyszłość,  jakiej  oboje  chcemy.  Usiłujesz  to  wszystko  popsuć  tylko  dlatego,  Ŝe 

nie jestem wystarczająco romantyczny, by zaspokoić twe wyobraŜenia o męŜu? 

Objął ją i Katy nagle poczuła, jak bardzo jest podniecony. Odruchowo spojrzała w dół. 

Ogarnęła ją furia. Tego juŜ za wiele. Odwróciła gwałtownie głowę i wbiła wzrok w obrazek 

wiszący na ścianie. 

- Czy mógłbyś się wreszcie ubrać? - spytała, siląc się na spokój. 

-  O  co  chodzi,  Katy?  Powinnaś  się  cieszyć,  Ŝe  tak  na  mnie  działasz.  -  W  głosie 

Garretta brzmiało lekkie rozbawienie. 

- Nie widzę powodu. Przyciągnął ją do siebie. 

- Nie wierzę. Przez ostatnie dni byłaś bardzo zajęta przygotowaniami do ślubu. To cię 

wyczerpało.  Dajesz  się  ponieść  emocjom  i  nie  zachowujesz  jasności  myśli.  Wracajmy  do 

łóŜka i zacznijmy ten dzień tak, jak powinniśmy go byli zacząć. 

Katy  zesztywniała  w  jego  objęciach,  zdając  sobie  sprawę,  Ŝe  kaŜdy  jej  ruch  tylko 

wzmaga jego podniecenie. 

- Garrett, proszę cię. Powiedziałeś, Ŝe miłość cię nie interesuje. W porządku, ale mnie 

nie  interesuje  seks  bez  miłości.  Wyszłam  za  ciebie  powodowana  błędnym  mniemaniem. 

Popełniłam  straszliwą  pomyłkę.  Okrutny  błąd.  Nie  winię  cię  za  to.  Nigdy  mnie  nie 

okłamywałeś. To ja oszukiwałam samą siebie. Ale teraz z tym koniec. Teraz juŜ wiem, gdzie 

jestem. 

- Przestań udawać męczennicę. Jesteś przy mnie, do diabła. Wczoraj ślubowałaś, a w 

nocy mi się oddałaś. 

- No to teraz siebie odbieram - odparowała, usiłując bezskutecznie wyswobodzić się z 

jego uścisku. 

background image

- Co właściwie zamierzasz zrobić? 

-  Myślałam  nad  tym  w  nocy,  gdy  zasnąłeś.  Jeśli  juŜ  za  późno  na  uniewaŜnienie 

małŜeństwa,  wystąpię  o  rozwód.  Nie  powinno  to  być  zbyt  skomplikowane.  Nie  zamierzam 

tobie przypisywać winy. 

- Rozwód! Katy, postradałaś rozum? Cała przyszłość przed nami. 

- Nie, cała przyszłość przed tobą. Moja będzie całkiem inna. 

- Do diabla! PrzecieŜ chcesz tego samego co ja. To jeden z powodów, dla których się z 

tobą oŜeniłem. 

-  A  ja  wyszłam  za  ciebie,  bo  cię  kochałam,  a  nie  dlatego  Ŝe  chciałam  w  przyszłości 

tego co ty! - zaprotestowała. 

- Nie wierzę. Nie powiesz mi, Ŝe nie odpowiada ci to, co planuję na przyszłość. 

-  Czekała  mnie  świetna  przyszłość  w  stadninie  mego  ojca.  Daj  mi  spokój. 

Najwyraźniej tracę czas próbując ci cokolwiek wytłumaczyć. - Podniosła ku niemu wzrok. -

Powiedziałam, daj mi spokój. 

Garrett potrząsnął głową. 

-  Co  się  z  tobą  dzisiaj  dzieje?  Nigdy  cię  takiej  nie  widziałem.  Od  kiedy  cię  znam, 

zawsze byłaś taka rozsądna, miła, naturalna i... 

-  I  potulna,  i  zrównowaŜona,  i  dobrze  ułoŜona,  i  posłuszna,  tak?  Reagowałam 

natychmiast  na  kaŜde  ściągniecie  cugli  i  na  łagodnie  aplikowaną  tresurę  -  dokończyła.  -

Właśnie tak jak dobrze ułoŜona klacz. A teraz, Garretcie Coltrane, mam dla ciebie informację. 

Nie  jestem  koniem.  Przepraszam  za  cały  ten  zamęt  wywołany  nieporozumieniem.  Przede 

wszystkim  włóŜ  coś  na  siebie.  Nie  mam  zamiaru  ciągnąć  tej  rozmowy,  gdy  ty  stoisz  tutaj 

przypominając ogiera, którego przyprowadzono do klaczy, by ją zapłodnił. 

Garrett zaniemówił. Spojrzał na nią lodowato. Przez chwilę wydawało się, Ŝe zrobi coś 

strasznego, ale się opasowa!. Popatrzył w błyszczące oczy Katy, po czym szybko wypuścił ją 

z  objęć.  Obrócił  się  gwałtownie,  zaklął  głośno  i  poszedł  w  kierunku  łazienki,  sięgając  po 

drodze po leŜące na krześle dŜinsy. 

- Dobrze, wezmę prysznic i ubiorę się. Myślę, Ŝe oboje potrzebujemy trochę czasu, by 

ochłonąć.  Nie  panujemy  juŜ  nad  swoimi  słowami.  -  Zatrzymał  się  w  drzwiach  i  posłał  Katy 

ostrzegawcze  spojrzenie.  -  Ale  niech  ci  nie  przyjdzie  do  głowy  wyjść  stąd,  gdy  będę  w 

łazience.  UŜyj  tych  szarych  komórek,  które,  jak  mi  się  wydawało,  posiadasz,  i  zastanów  się 

nad tym, co robisz. Obiecuję ci, Ŝe gdy wyjdę z łazienki, jakoś to wszystko załatwimy. 

Usta Katy drŜały, ale wzrok pozostał niewzruszony. 

- Nie zamierzam stąd uciekać. Wiem, Ŝe musimy coś postanowić. Powinniśmy przede 

background image

wszystkim porozmawiać na temat formalności prawnych i zasięgnąć porady adwokata. 

- Nie zamierzam iść do Ŝadnego adwokata. Chcę tylko mieć pewność, Ŝe będziesz tu 

jeszcze, gdy wyjdę z łazienki. Wtedy ci powiem, co powinniśmy robić. 

Zamknął  delikatnie  drzwi,  pozostawiając  Katy  wpatrzoną  smętnie  w  wybitą  srebrno-

róŜową tapetą ścianę. 

W  łazience  Garrett  napotkał  w  lustrze  wzrok  męŜczyzny,  Facet  z  lustra  wyglądał  na 

gotowego do walki. 

-  Adwokaci  -  wymamrotał.  -  Adwokaci.  Najgłupsze  co  moŜna  wymyślić.  Mówi  o 

wynajęciu adwokata, a przecieŜ jesteśmy małŜeństwem niecałe dwadzieścia cztery godziny. 

W  swych  najśmielszych  wyobraŜeniach  nie  mógłby  przewidzieć  takiego  poranka  jak 

dzisiejszy.  Katy  była  przecieŜ  zawsze  tak  łagodna,  delikatna,  miła.  Pomyśleć,  Ŝe  zawsze, 

nawet  kiedy  była  dzieckiem,  czuł  się  jej  obrońcą.  Do  diabła,  dziś  jego  naleŜałoby  bronić. 

Poszedł do łóŜka z motylem, a obudził się obok dzikiej kocicy. 

Oparł ręce o umywalkę i spojrzał w lustro. Czekał, aŜ ogrzeje się woda. Widział dwoje 

złocistobrązowych  oczu  rzucających  niebezpieczne  błyski.  Musiał  przyznać,  Ŝe  z  a  -wzięte 

spojrzenie  w  połączeniu  z  ciemnym,  ostrym  zarostem  i  nieregularnością  rysów  twarzy  nie 

sprawiały szczególnie miłego wraŜenia. Nie był piękny. Trudno powiedzieć, by była to twarz, 

jaką nowo poślubiona małŜonka chciałaby zobaczyć następnego ranka po weselu. 

Odwrócił  się  i  wszedł  pod  prysznic.  Nie  mógł  zmienić  rysów  twarzy  ani  rodzaju 

zarostu. Są od niego niezaleŜne i Katy będzie musiała się do tego przyzwyczaić. Ale, do licha, 

wyraz oczu nie był wrodzony. To dziwaczne zachowanie Katy było tego przyczyną. 

Pomyśleć, Ŝe przez ostatnie dwa miesiące wierzył, Ŝe ta nieśmiała dziewczynka, którą 

kiedyś znał, stała się milą, zrównowaŜoną, rozsądną młodą kobietą. Idealną Ŝoną dla niego. 

Garrett westchnął na samą myśl o tym, co czuł, gdy obudził się tego ranka. Jego ciało 

wciąŜ  jeszcze  pulsowało  porannym  podnieceniem.  Wymiana  zdań  z  Ŝoną  wcale  tego  nie 

osłabiła, raczej pogorszyła sprawę. To Katy była powodem całego problemu. Niestety, tylko 

ona mogła stać się środkiem leczniczym. 

Stał pod strumieniem gorącej wody, usiłując przeanalizować nieoczekiwaną sytuację, 

w jakiej się znalazł. Był zawiedziony i zły, czuł się okpiony. Trudno mu było ująć w słowa to, 

co przeŜywał. Przez cały czas ich znajomości Katy nigdy nie patrzyła na niego w taki sposób 

jak  tego  ranka.  Uświadomił  sobie,  Ŝe  przyzwyczaił  się  do  tego,  zdawałoby  się  pełnego 

szacunku  i  podziwu  spojrzenia  Katy,  do  kobiecej  wstydliwości,  którą  widział  w  jej  szarych 

oczach przez ostatnie miesiące. Był zupełnie zbity z tropu naglą zmianą, jaka w niej zaszła. 

Otworzył oczy i popatrzył na fantazyjną armaturę w łazience, na ozdóbki i ornamenty 

background image

w  ckliwym,  sentymentalnym  stylu.  Co  za  dziwactwa,  pomyślał.  Cały  ten  hotel  przypominał 

mu buduary z kiczowatych filmów francuskich. 

Uroczystość ślubna przygotowana w najdrobniejszych szczegółach zaskoczyła go. Nie 

podejrzewał Katy, Ŝe zechce się bawić w takie ceregiele. Ale w najwyŜsze zdumienie wprawił 

go  wybór  miejsca  na  noc  poślubną.  Zupełnie  nie  pasował  do  Katy.  A  na  dodatek  cała  ta 

gadanina o miłości. Widocznie gdzieś w głębi duszy Katy była romantyczką. A na to Garrett 

był  absolutnie  nie  przygotowany.  Gdy  snuł  plany  wspólnego  Ŝycia,  w  ogóle  nie  brał  tego  w 

rachubę. 

Nagłe zaświtała mu w głowie całkiem nowa myśl. A moŜe wszystko to, co się dzieje, 

jest  rezultatem  ukrytego  romantyzmu  Katy.  MoŜe  ten  romantyzm  kazał  jej  spodziewać  się 

znacznie więcej, niŜ otrzymała tej nocy. 

Przypuszczenie to ugodziło go boleśnie. Wyszedł spod prysznica i sięgnął po ręcznik. 

Zaczął  zastanawiać  się  nad  tym,  jakie  mógł  popełnić  błędy  w  czasie  nocy  poślubnej.  Być 

moŜe  działał  zbyt  pospiesznie.  Tak  bardzo  jej  przecieŜ  pragnął.  Ona  była  nieśmiała,  choć 

oczywiście  chętna,  i  wspaniale  mu  się  poddawała.  Zorientował  się  po  sposobie  jej 

reagowania, Ŝe nigdy jeszcze nie doświadczyła tego rodzaju satysfakcji seksualnej. 

Oddawała mu się całą sobą. 

Być moŜe jednak czuła się zawiedziona. Być moŜe nie tego oczekiwała. 

Kto  wie,  czy  romantyzm  Katy,  w  połączeniu  z  niewielkim  doświadczeniem,  nie 

sprawił,  Ŝe  spodziewała  się  czegoś  niezwykłego.  Zorzy  polarnej  na  suficie,  orkiestry  w  tle  i 

oślepiającego deszczu gwiazd. 

Garrett jęknął. Wiedział, Ŝe nie jest ani Don Juanem, ani Casanovą, Miał nadzieję, Ŝe 

subtelna,  inteligentna,  zrównowaŜona  Katy  będzie  zadowolona  z  tego,  kto  stał  się  jej 

partnerem w łóŜku, ale być moŜe nie była. 

Nie  powinien  był  zasnąć  tak  od  razu.  To  fatalny  błąd.  Katy  najwyraźniej  spędziła 

pozostałą  część  nocy  bez  zmruŜenia  oka,  wmawiając  sobie,  Ŝe  została  oszukana.  Rano  była 

juŜ na granicy histerii. 

Garrett  wiedział  jednak,  Ŝe  pod  tą  demonstracją  kobiecych  stanów  emocjonalnych 

kryje  się  gdzieś  jeszcze  prawdziwa  Katy,  którą  znał.  Nie  mogła  zniknąć  bezpowrotnie.  Do 

niego  naleŜy  odnalezienie  tej  spokojnej,  racjonalnie  myślącej,  cięŜko  pracującej  kobiety. 

Rozpaczliwie szukał w myślach najlepszego sposobu dotarcia do jej ukrytego wnętrza. Musi 

znaleźć sposób, by ją uspokoić i przywrócić jej jasność myśli. 

Po chwili wpadł na pewien pomysł. To przecieŜ oczywiste. NaleŜy przypomnieć Katy 

o  jej  zobowiązaniach.  Była  osobą  absolutnie  uczciwą,  prawą.  Błędem  byłoby  stosowanie 

background image

brutalnej  siły  wobec  kogoś  wraŜliwego  jak  ona,  ale  wywołanie  w  niej  poczucia  winy  moŜe 

sprawić cud. Potrzebował teraz tylko czasu. Prędzej czy później Katy wróci do równowagi. 

Powiesił  ręcznik  na  wieszaku,  nie  zauwaŜając  nawet  dwóch  wyhaftowanych  na  nim 

serc.  Umysł  miał  zaprzątnięty  całkiem  czym  innym.  Musi  zyskać  na  czasie.  Przynajmniej 

sześć miesięcy. Tyle potrzebuje. 

W pokoju Katy popijała właśnie herbatę, którą zamówiła w recepcji. Zastanawiała się, 

w  jaki  sposób  będzie  mogła  wymknąć  się  z  hotelu.  Przede  wszystkim  trzeba  wynająć 

samochód, zadecydowała. Nie pojedzie prosto do domu. Musi być przez jakiś czas sama, aby 

dojść do siebie i odzyskać równowagę ducha. 

Po  dwudziestu  minutach  Garrett  wyszedł  z  łazienki,  dopinając  dŜinsy  szybkim, 

niecierpliwym  gestem.  Spostrzegł  Katy  siedzącą  koło  okna  z  filiŜanką  w  ręku.  Była  bardzo 

zdenerwowana, ale starała się tego nie okazywać. Garrett był nagi do pasa, szerokie ramiona 

lśniły w blasku rannego słońca. 

Mimo zaistniałej sytuacji Katy nie zapomniała o  zasadach dobrego  wychowania. Nie 

tak łatwo wykorzenić to, co wpajano człowiekowi przez cale lata. 

- Napijesz się herbaty? - spytała uprzejmie. - Zamówiłam równieŜ dla ciebie. 

Garrett rzucił okiem na srebrzysty czajniczek. 

- Nalej mi filiŜankę. Chcę z tobą pomówić. 

- Nie ma o czym. - Katy ostroŜnie przechyliła czajniczek. Ręce wciąŜ jej drŜały, bała 

się,  Ŝe  rozleje  gorącą  herbatę  na  piękny  ozdobny  stolik.  Garrett  przysunął  sobie  jedno  z 

róŜowych krzeseł. Usiadł okrakiem i wziął do ręki filiŜankę. 

- Owszem, jest. I to im prędzej, tym lepiej. 

- Słucham? - Katy przybrała zaczepno — agresywny ton. 

-  Sprawiasz  wraŜenie,  jakbyś  została  oszukana  przez  to  małŜeństwo.  Z  jakichś  nie 

znanych  mi  powodów  stwierdziłaś,  Ŝe  nie  da  ci  ono  tego,  czego  pragniesz.  Myślę,  Ŝe  się 

mylisz. Kiedy się uspokoisz, przekonasz się, Ŝe chcesz tego samego co ja, Ale na razie mamy 

problem. 

- Łagodnie mówiąc. Garrett udał, Ŝe nie słyszy. 

- Jak wiesz, moje oczekiwania nie były wygórowane - kontynuował. - Chciałem mieć 

Ŝ

onę, która pomoŜe mi w prowadzeniu interesów. Liczyłem na to, Ŝe znajdę w tobie partnera, 

kogoś, kto będzie pracować tak cięŜko jak ja. 

Katy zacisnęła usta. Nagle odezwało się w niej poczucie winy. Garrett miał rację. On 

teŜ  został  oszukany.  Wszedł  w  to  małŜeństwo  z  własnymi  oczekiwaniami,  a  ona  go  nie 

ostrzegła. 

background image

- Wiem, Garrett. 

- Jeśli teraz odejdziesz - ciągnął dalej - postawisz mnie w trudnej sytuacji. Liczyłem na 

ciebie. Chciałem uruchomić hodowlę koni, a to moŜe potrwać około sześciu miesięcy. 

- Wiem, Garrett - odparła niepewnie - ale czy nie widzisz... 

- Widzę tylko, Ŝe będę miał masę kłopotów. Katy milczała. UwaŜała go co prawda za 

człowieka,  który  poradzi  sobie  z  niemal  kaŜdym  problemem,  ale  nie  mogła  zaprzeczyć,  Ŝe 

krzyŜuje  mu  plany.  Nie  mogła  równieŜ  zaprzeczyć,  Ŝe  nie  sposób  go  było  oskarŜyć  o  chęć 

okpienia  jej  czy  manipulowania  nią,  Nigdy  nie  udawał  kogoś  innego  i  nigdy  nie  oferował 

niczego  więcej,  niŜ  mógł  zagwarantować.  To  ona  budowała  zamki  na  piasku  i  padła  ofiarą 

swej wybujałej wyobraźni. 

- Liczyłem na ciebie, Katy - powtórzył Garrett. - Miałem tyle planów. 

- Tak, ale... 

- MoŜe byś została ze mną chociaŜ przez pewien czas - powiedział łagodnie. 

Kąty spojrzała na niego pytająco. 

- Ile? 

-  Przez  sześć  miesięcy.  Katy.  To  wszystko,  o  co  proszę.  Najgorsze  juŜ  za  nami. 

Wyszłaś za mnie i spędziliśmy razem noc. Nic gorszego juŜ się nie zdarzy. No to jak? Podaj 

mi rękę i zgódź się na te sześć miesięcy. Traktuj to po prostu jak nową pracę. Będziesz robiła 

to, co dotychczas u ojca. I wszystko odbędzie się formalnie. Będę ci wypłacał pensję. 

Katy szeroko otworzyła oczy ze zdumienia i przeraŜenia zarazem. 

- Sześć miesięcy! AleŜ Garrett... 

- W porządku - powiedział pojednawczo, jakby właśnie dobili targu - wygrałaś. Niech 

będzie trzy. 

background image

ROZDZIAŁ 4 

Trzy miesiące! 

Katy  siedziała  skulona  w  kącie  mercedesa,  wpatrując  się  w  krętą  szosę  za  oknem. 

WciąŜ jeszcze nie mogła uwierzyć, Ŝe dała się namówić na taki układ. Trzy miesiące Ŝycia z 

Garrettem.  Trzy  miesiące  udawania,  Ŝe  jest  jego  Ŝoną.  Wydawało  jej  się,  Ŝe  to  będzie 

wieczność. Nie wiedziała, jak wytrzyma taką męczarnię. 

Dlaczego  jednak  poczuła  jakąś  niewytłumaczalną  ulgę,  pytała  sama  siebie.  Znała 

odpowiedź  na  to  pytanie.  Kochała  Garretta.  Mówiąc,  Ŝe  chce  zerwać  to  nieszczęsne  mał-

Ŝ

eństwo,  w  głębi  serca  bardzo  cięŜko  to  przeŜywała.  Teraz  ma  jeszcze  przed  sobą  trzy 

miesiące. Coś jakby odroczenie wyroku. Wprawdzie to Garrett namawiał ją, by się zgodziła, 

ale w rzeczywistości nie miała nic przeciwko tej propozycji. 

Poczucie  winy  stanowiło  silną  motywację,  ale  nie  na  tyle  silną,  by  zmusić  ją  do 

zrobienia  czegoś  wbrew  własnej  woli.  Katy  w  pełni  zdawała  sobie  z  tego  sprawę.  Marzenia 

były  jeszcze  powaŜniejszym  powodem  niŜ  poczucie  winy  i  jakaś  część  jej  osoby  za  nic  nie 

chciała się ich wyrzec. 

Głupotą  było  pozwolić  sobie  na  marzenia.  W  ciągu  trzech  miesięcy  nic  przecieŜ  się 

nie  zmieni.  Pod  koniec  tego  okresu  Garrett  będzie  takim  samym  męŜczyzną  jak  obecnie: 

twardym, zdecydowanym, skoncentrowanym wyłącznie na swojej wizji przyszłości, która ma 

wyglądać tak, jak on to sobie postanowił. Będzie do tego dąŜył konsekwentnie, nie ryzykując 

zaangaŜowania  emocjonalnego,  Był  męŜczyzną,  w  którego  Ŝyciu  nie  ma  miejsca  na  coś  tak 

delikatnego jak uczucia. Sam się do tego przyznał. 

Katy  wiedziała  jednak,  Ŝe  mimo  wszelkich  wysiłków  nie  zdoła  stłumić  w  sobie 

kiełkującej  nadziei,  która  łatwo  moŜe  jej  przesłonić  rzeczywistość.  Trzy  miesiące  to  kawał 

czasu. Wiele jeszcze moŜe się zdarzyć. 

JeŜeli będzie jej sprzyjać szczęście. 

Spojrzała  z  ukosa  na  Garrena,  który  siedział  za  kierownicą.  Od  kiedy  opuścili  hotel, 

powiedział zaledwie parę słów. Zamknął się w swoim własnym świecie, pomyślała ironicznie 

Katy.  Ale  i  ona  niewiele  miała  do  powiedzenia.  WciąŜ  jeszcze  czuła  się  jak  ogłuszona  po 

wydarzeniach ostatniej nocy. 

-  Głodna?  -  przerwał  nagle  milczenie  Garrett.  Katy  z  trudem  zbierała  myśli.  Nagle 

uświadomiła sobie, Ŝe faktycznie jest głodna. 

Trochę. 

background image

-  Nic  dziwnego.  Prawie  nic  nie  zjadłaś.  Mówiłem  ci,  Ŝe  jedna  grzanka  to  trochę  za 

mało. 

-  Tak,  mówiłeś.  Ale  wtedy  nie  byłam  głodna.  -  Patrzyła  przez  okno  niewidzącym 

wzrokiem. 

-  Po  prostu  nie  chciałaś  zrobić  niczego,  co  proponowałem  -  skorygował  Garrett  z 

przenikliwością, o jaką by go nie podejrzewała. 

- Prawdopodobnie tak właśnie było - odpowiedziała, siląc się na obojętność. 

-  No,  wreszcie  się  przyznałaś.  Czy  zamierzasz  przez  następne  trzy  miesiące 

zachowywać  się  tak,  jak  gdyby  świat  wywrócił  się  do  góry  nogami?  -  Po  raz  pierwszy  od 

chwili opuszczenia hotelu w jego głosie zabrzmiała irytacja. 

- A czyŜ właśnie to się nie stało? 

-  Nie  rozumiem,  co  za  róŜnica,  czy  pracujesz  u  mnie.  czy  u  ojca.  PrzecieŜ  będziesz 

robiła  to  samo.  -  Zamilkł  na  chwilę,  jakby  się  nad  czymś  zastanawiał.  -  Prawie  to  samo  -

dodał. 

Katy przypuszczała, Ŝe Garrett zrobił to zastrzeŜenie, poniewaŜ była jego Ŝoną i jego 

status  męŜa  wciąŜ  jeszcze  dawał  mu  pewne  prawa.  Przypomniała  sobie  ich  noc  poślubną  i 

nagle zrobiło jej się gorąco. Garrett miał jasno wytyczone metody działania, jeśli chodziło o 

plany na przyszłość, ale ostatniej nocy dowiódł, Ŝe był zdolny skupić swoją uwagę równieŜ na 

czym  innym.  Gdy  nie  myślał  o  niczym,  tylko  o  swojej  nowo  poślubionej  Ŝonie,  stawał  się 

namiętnym i czułym kochankiem. 

W  ciągu  tego  krótkiego  czasu,  jaki  spędziła  w  jego  ramionach,  Katy  była  nim  wręcz 

oczarowana. Był nią całkowicie pochłonięty, a ona była dumna i szczęśliwa aŜ do momentu, 

gdy stanęła twarzą w twarz z rzeczywistością. Garrett jednak nie widział Ŝadnego problemu w 

sytuacji,  jaką  sprowokował.  Nie  przeszkadzało  mu  wcale  Ŝe  jego  zachowanie  w  łóŜku 

pozostawało w sprzeczności ze stwierdzeniem, iŜ miłość go nie interesuje. Katy z kolei była 

zła i uraŜona, Ŝe mógł być tak cudownym kochankiem nie kochając jej. 

Teraz z typowo męską arogancją załoŜył, Ŝe zaakceptuje ona zarówno swe obowiązki 

w firmie Coltrane i Spółka, jak i w sypialni. Jeśli o niego chodzi, miał Ŝonę i konsultanta do 

spraw  hodowli  koni  na  najbliŜsze  trzy  miesiące.  Nie  było  jeszcze  okazji,  by  wyjaśnić 

sytuację. Katy sama nie wiedziała, jak się zachować. Targały nią sprzeczne uczucia. 

Zerknęła  ukradkiem  na  obrączkę,  zastanawiając  się,  kiedy  będzie  miała  odwagę  ją 

zdjąć. Czuła, Ŝe Garrett byłby wściekły. On swojej nie zdjął. 

-  UwaŜasz,  Ŝe  zachowuję  się  jak  idiotka,  co?  -  spytała.  Popatrzył  na  nią  badawczo, 

jakby zastanawiając się, czy moŜe powiedzieć jej prawdę. 

background image

-  Nie  uwaŜam  cię  za  idiotkę.  Zbyt  dobrze  cię  znam.  Jesteś  mądra,  zdolna  i 

zorganizowana. 

-  AŜ  tyle  komplementów?  Dzięki!  Nie  zwrócił  uwagi  na  sarkazm  w  jej  głosie.  Być 

moŜe  zaczynał  się  juŜ  do  tego  przyzwyczajać.  A  moŜe  myślał,  Ŝe  Katy  uspokoi  się,  gdy  ją 

zignoruje. 

-  Tyle  Ŝe  wpadasz  z  jednej  skrajności  w  drugą  ~  dodał.  -  Zwykłe  zdenerwowanie  z 

powodu ślubu u ciebie zmienia się w histerię. Oboje wiedzieliśmy, co robimy, pobierając się. 

Wyraźnie  ci  powiedziałem,  czego  chcę  i  czego  od  ciebie  oczekuję.  Przyznałaś  przecieŜ,  Ŝe 

nigdy cię nie okłamałem ani nie wprowadzałem celowo w błąd. 

- A co z moimi Ŝyczeniami i potrzebami? One się nie liczą? Ja teŜ spodziewałam się 

czegoś po tym małŜeństwie. 

- Sądziłem, - powiedział gwałtownie - Ŝe wiem, czego wymagasz od męŜa. Nigdy nie 

dałaś  mi  najmniejszych  powodów  do  przypuszczeń,  Ŝe  moŜe  nie  jestem  dla  ciebie 

odpowiedni. 

- Widzę teraz, Ŝe powinniśmy byli więcej ze sobą rozmawiać - stwierdziła z zadumą. 

- PrzecieŜ przez ostatnie miesiące nic innego nie robiliśmy. 

-  Owszem,  rozmawialiśmy  o  koniach  i  hodowli,  o  twoim  ukochanym  Herosie  i  o 

twoich  planach  na  przyszłość.  Rozmawialiśmy  o  mojej  przyszłej  pracy  w  twojej  firmie. 

Rozmawialiśmy  o  twoim  nowym  domu.  Ale  nigdy  nie  mówiliśmy  o  nas  -  o  tobie  i  o  mnie. 

Teraz dopiero to sobie uświadomiłam. 

- Kiedy rozmawialiśmy o planach na przyszłość, mówiliśmy właśnie o tobie i o mnie. 

- Jeśli tak, to nadawaliśmy na róŜnej długości fal - odcięta się. 

-  Nie  ma  takich  spraw,  których  nie  moŜna  by  sobie  wyjaśnić.  Trzeba  tylko  trochę 

czasu. 

- Nie sądzę, by trzy miesiące wystarczyły na rozwiązanie naszego problemu, Garrett. 

- A więc zaczniemy to robić w ciągu najbliŜszych dwóch tygodni. 

- Nie ma potrzeby udawać, Ŝe to nasz miesiąc poślubny. Jeśli o mnie chodzi, łączą nas 

interesy,  a  nie  małŜeństwo.  -  Katy  była  zaskoczona  własną  pewnością  siebie.  Sprawiała 

wraŜenie,  jakby  go  chciała  sprowokować,  a  to  zupełnie  nie  leŜało  w  jej  naturze.  Nigdy  nie 

starała  się  wywoływać  scysji,  a  pewna  siebie  była  tylko  wtedy,  gdy  mówiła  o  koniach.  Czy 

małŜeństwo  moŜe  zmienić  charakter?  Zawsze  uwaŜała,  Ŝe  pewne  cechy  człowieka  są  nie-

zmienne. 

-  Czy  nie  przyszło  ci  do  głowy,  Katy,  Ŝe  moŜe  dla  mnie  liczą  się  nie  tylko  interesy? 

MoŜe ryzykuję coś więcej? 

background image

- Na przykład? - zaciekawiła się. 

- Na przykład swoją dumę-odparł. 

- Ach tak. - Natychmiast straciła zainteresowanie tematem. 

- Dla ciebie moŜe to być funta kłaków nie warte, moja pani, ale dla mnie to coś bardzo 

waŜnego.  Nie  mam  zamiaru,  by  moi  przyjaciele  i  pracownicy  dowiedzieli  się,  Ŝe  w  czasie 

nocy poślubnej moja Ŝona zmieniła zdanie co do swego małŜeństwa. Następne dwa tygodnie 

mamy  wolne,  tak  jak  zaplanowaliśmy,  i  postaramy  się  zachowywać  jak  nowoŜeńcy,  w 

kaŜdym  razie  przy  ludziach.  Zresztą  mam  trochę  pracy  w  domu  i  w  stajniach.  Potrzebuję 

czasu. 

W ciągu ostatnich pięciu lat rzadko kiedy miałem wolny weekend. 

- Jeśli chcesz zmarnować dwa tygodnie, twoja sprawa. - Katy pochyliła się do przodu, 

zdecydowana skończyć tę rozmowę. - Patrz, tam jest jakiś bar. Zatrzymajmy się. 

Dotarli do nowego domu Garretta, gdy juŜ było ciemno. Ciemne chmury przysłaniały 

księŜyc,  tak  Ŝe  nie  sposób  było  cokolwiek  zobaczyć.  Ale  Katy  wyczuwała  wewnętrzną 

satysfakcję Garretta, gdy skręcił z głównej szosy w drogę wysadzaną drzewami, prowadzącą 

w kierunku morza, Zaczął jej opisywać okolicę. 

-  Dom  znajduje  się  tam,  na  lewo,  za  drzewami.  Zaraz  go  zobaczysz.  Stoi  prawie  na 

samym  szczycie  skarpy.  Będzie  ci  się  podobać,  Katy.  Czerwony  dach,  białe  sztukaterie, 

łukowate drzwi i okna. Wokół ogrody, A tam, na prawo, są stajnie i padoki. Na wzgórzu za 

stajniami  znajduje  się  gospodarstwo  Brackenów.  Poczekaj  do  rana.  Zobaczysz,  jak  tutaj 

pięknie. 

Katy słyszała entuzjazm w jego głosie i starała się go zignorować. Nie było to łatwe, 

bo ciekawość brała górę. AŜ do ostatniej nocy bardzo pragnęła się tutaj znaleźć. Cieszyła się, 

Ŝ

e  to  miejsce  będzie  jej  domem.  CóŜ,  wciąŜ  jeszcze  ma  być  jej  domem,  tyle  Ŝe  na  trzy 

miesiące. 

- Wygląda na to, Ŝe Bracken pogasił wszystkie światła. Do diabła, mówiłem mu, Ŝeby 

zostawił zapalone u wejścia, na wypadek gdybyśmy przyjechali o zmroku. - Garrett zwolnił i 

zaparkował samochód na podjeździe. Zmarszczył brwi. Nie był zadowolony, Ŝe piękny dom 

jest pogrąŜony w ciemności. Oświecił reflektorami wejście i kawałek ogrodu. 

-  MoŜe  zapomniał  zostawić  światło  –  zasugerowała  Katy  wysiadając  z  samochodu. 

Garrett trzasnął drzwiczkami. 

- Tak, moŜe zapomniał - burknął, szukając klucza. -A moŜe za wcześnie zabrał się do 

picia. 

- O, to on pije? 

background image

- Atwood napomknął coś na ten temat, ale nie wdawaliśmy się w szczegóły. Jutro rano 

porozmawiam z Brackenem. Jeśli chce tu zostać, musi się nauczyć wypełniać moje polecenia. 

Katy nic nie odpowiedziała, ale osobiście miała nadzieję, Ŝe ten nie znany jej Emmett 

Bracken  szybko  się  nauczy,  iŜ  jego  nowy  pracodawca  nie  toleruje  niedbalstwa.  Gdy  jako 

kilkunastoletni chłopak pracował w stajniach jej ojca, w pełni zasługiwał na swoją płacę. W 

ciągu ostatnich miesięcy Katy przekonała się, Ŝe pod tym względem nic a nic się nie zmienił. 

Sam cięŜko pracował i wymagał, by inni robili to samo. 

Garrett  przekręcił  klucz  w  zamku  i  uchylił  drzwi.  Wszedł  do  środka.  Za  chwilę 

przestronny  hol  rozbłysnął  jasnym  światłem.  Katy  weszła  do  środka  i  mimo  woli  się 

uśmiechnęła. 

-  Och,  aleŜ  tu  pięknie,  Garrett  -  wyszeptała  rozglądając  się  wokół.  Zobaczyła  przed 

sobą  ozdobne  lustro  w  pięknej  ramie  z  kutego  Ŝelaza,  wiszące  nad  długim  lśniącym  stołem. 

Przestraszyła  się  na  widok  swego  odbicia.  Szare  oczy  wydawały  się  jeszcze  większe  niŜ 

zazwyczaj.  Malowała  się  w  nich  czujność  pomieszana  ze  zmęczeniem.  Włosy  rozsypały  się 

na  ramiona.  Zielona  bluzka  była  zupełnie  pognieciona  po  długiej  podróŜy  samochodem. 

Krótko  mówiąc,  nie  wyglądała  na  energiczną,  rozwaŜną  kobietę  interesu.  Nie  była  z  tego 

zadowolona. 

- Cieszę się, Ŝe ci się podoba - usłyszała głos Garretta. - Cały czas myślałem o tobie, 

gdy dawałem wskazówki dekoratorowi wnętrz. - Nie spuszczał z niej wzroku. Katy przeszła 

wolno przez hol do salonu. 

Gdy zapaliła światło i spojrzała na piękną drewnianą posadzkę, zdała sobie sprawę z 

dobrego gustu Garretta. Wokół duŜego kominka umieszczonego na jednej ze ścian ustawiono 

komplet  zadziwiająco  pięknych  skórzanych  mebli.  DuŜy  oblamowany  frędzlami  dywan  był 

wierną kopią kilimów indiańskich. Z okien sięgających od podłogi do sufitu rozpościerał się 

widok na spowite ciemnościami morze. 

- Dekorator dobrze się spisał - przyznała Katy rozglądając się po salonie. 

W oczach Garretta ujrzała błysk satysfakcji. 

- Powiedziałem mu, Ŝe to dla mojej Ŝony i Ŝe wszystko musi być zrobione na medal. 

Na myśl o tym, jak bardzo Garrettowi zaleŜało, by podobało jej się to miejsce, w Katy 

znów  odezwało  się  poczucie  winy.  Nagle  przypomniała  sobie  jednak,  Ŝe  miał  ku  temu  swe 

własne,  czysto  pragmatyczne  powody,  i  to  ją  otrzeźwiło.  Spontaniczny  uśmiech  zachwytu 

zniknął z jej twarzy. 

- Tam jest kuchnia - powiedział Garrett szybko, gdy się odwróciła. - W starodawnym 

stylu. Ogromna. Jest wyposaŜona we wszystko, co konieczne. 

background image

Katy  przeszła  przez  jadalnię,  w  której  stał  długi  stół  sosnowy,  i  weszła  do  kuchni, 

najwyraźniej urządzonej z myślą o kimś, kto lubi gotować. Ściany były wyłoŜone kafelkami, 

na  środku  stał  okrągły  stół  ze  szklanym  blatem,  na  hakach  zawieszono  garnki  i  sprzęty 

kuchenne. 

- W ciągu ostatnich miesięcy zauwaŜyłem, Ŝe chętnie gotujesz - bąknął Garrett. 

Przeszyła go wzrokiem. To jasne, Ŝe zwracał uwagę na takie rzeczy. Nie odezwała się 

jednak i otworzyła drzwi duŜej lodówki. Była zupełnie pusta. 

- Dobrze, Ŝe wzięliśmy coś do jedzenia - powiedział Garrett na widok pustych półek. - 

Umieram z głodu. 

Katy zastanawiała się, czy była to aluzja do jej obowiązków jako Ŝony. Wsunęła ręce 

w  kieszenie  dŜinsów  i  utkwiła  w  męŜu  badawczy  wzrok.  Wyglądał  najniewinniej  pod 

słońcem, o ile w ogóle było to moŜliwe w przypadku kogoś takiego jak Garrett. 

Uznała, Ŝe nie warto kruszyć kopii. TeŜ była głodna. Szkoda czasu na kłótnie. 

- No to przynieś rzeczy z samochodu. Zaraz coś przygotuję. 

- Świetna myśl. 

W niecałą godzinę później Katy przyrządziła sałatkę z pomidorów, ogórków i sera, ryŜ 

i  curry  z  krewetkami.  Garrett  w  tym  czasie  rozładowywał  samochód.  Wszedł  do  kuchni  w 

momencie, gdy stawiała jedzenie na stole. 

- JuŜ zapomniałem, Ŝe w ogóle jedliśmy cokolwiek -zawołał. Pochylił się nad stołem i 

przyjrzał sałatce i curry. - Cudownie pachnie. Otworzyłaś wino? 

-  Nie.  -  Katy  obserwowała  go  kątem  oka.  -  Nie  wiedziałam,  czy  zechcesz  wino  do 

kolacji. 

-  PrzecieŜ  to  nasz  pierwszy  posiłek  w  nowym  domu.  CzyŜ  nie  naleŜy  tego  uczcić 

kieliszkiem wina? 

-  Myślisz?  -  zdziwiła  się  Katy.  Nigdy  nie  przyszłoby  jej  do  głowy,  Ŝe  Garrett 

przykłada wagę do takich spraw. 

-  Wiesz,  zwaŜywszy  na  okoliczności  -  dodała  -  nie  sądzę,  byśmy  musieli  jakoś 

szczególnie świętować dzisiejszy wieczór. - Usiadła i sięgnęła po miskę z sałatką. 

- AleŜ to wieczór wyjątkowy - Ŝachnął się Garrett -i będziemy go traktować tak, jak na 

to zasługuje. 

Sięgnął do lodówki i wyjął z niej butelkę szampana. 

którą  Kąty  widziała  ostatnio  w  wiaderku  z  rozpuszczonym  lodem  w  ich  hotelowym 

apartamencie. 

- Myślałam, Ŝe został w hotelu. - Obserwowała Garretta, gdy stawiał butelkę na blacie 

background image

i zabierał się do wyjęcia korka. 

-  Gdyby  to  od  ciebie  zaleŜało,  na  pewno  nie  zabralibyśmy  go.  Ale  skoro  słono 

zapłaciliśmy za ten cholerny apartament, nie widziałem powodu, aby zostawiać to, co się nam 

naleŜy. Jedyną rzeczą zasługującą tego ranka na ocalenie był szampan, więc go wziąłem. 

Katy czuła gorąco napływające jej do twarzy. Garrett nie musiał akcentować faktu, Ŝe 

wszystko,  co  łączyło  się  z  tym  nieszczęsnym  pokojem  w  hotelu,  uwaŜał  za  totalną  klęskę. 

Ona teŜ to wiedziała. Ale zaskoczyło ją, Ŝe wziął szampana. Ona nawet o nim nie pamiętała. 

Chciała po prostu jak najszybciej stamtąd wyjść i zapomnieć o wszystkim, co się wydarzyło. 

Korek  wystrzelił,  ale  ani  kropla  nie  wydostała  się  z  butelki.  Garrett  zawsze  nad 

wszystkim panuje, nawet nad szampanem, pomyślała ze złością. 

-  Czy  za  kaŜdym  razem,  pijąc  szampana,  będziesz  wspominała  naszą  noc  poślubną, 

kochanie? - spytał na widok wyrazu twarzy Katy. 

Nie lubiła tego lekko drwiącego tonu jego głosu. 

-  Kto  wie?  Parę  kieliszków  tego  napoju  i  moŜe nawet  będę  zdolna  zapomnieć  raz  na 

zawsze o naszej nocy poślubnej. 

-  Akurat  -  mruknął  pod  nosem  Garrett  podając  jej  kieliszek.  Ich  oczy  spotkały  się.  - 

MoŜe nie wszystko odbyło się tak, jak tego chciałaś lub oczekiwałaś, ale była to jednak nasza 

noc poślubna i nie mam najmniejszego zamiaru dopuścić, byś ją zapomniała. 

Katy  zamarła  z  ręką  wyciągniętą  po  kieliszek.  Czuła  przewagę  Garretta  i  za  wszelką 

cenę próbowała się jej oprzeć. 

- Niektóre rzeczy lepiej zapomnieć, Garrett. 

- Niektóre rzeczy lepiej trochę popraktykować - skorygował. 

Katy  zaczerpnęła  tchu.  Wiedziała  aŜ  nadto  dobrze,  co  Garrett  chce  przez  to 

powiedzieć: Ŝe spodziewa się spędzić z nią noc. 

-  Łączą  nas  interesy.  -  Starała  się  przybrać  naturalny  ton.  Wzięła  kieliszek  i  wypiła 

maleńki  łyk.  Po  raz  pierwszy  dotarło  do  niej,  co  to  znaczy  być  sam  na  sam  z  Garrettem.  W 

ciągu  ostatnich  miesięcy  rzadko  kiedy  byli  sami.  A  wtedy  na  ogół  omawiali  swoje  plany  na 

przyszłość. Nigdy nie był tak skoncentrowany na niej jak tego wieczoru. Denerwowało ją, Ŝe 

znajduje  się  w  centrum  jego  uwagi.  -  O  ile  sobie  przypominasz,  to  ty  zaproponowałeś  taki 

układ. 

- Nie miałem duŜego wyboru - odparł, spoglądając na nią przeciągle. 

- Myślę, Ŝe to się nie uda, Garrett. - Katy popatrzyła na niego błagalnie. - Powinniśmy 

juŜ  dziś  zapobiec  dalszym  stratom,  nie  zamieniając  w  układ  słuŜbowy  czegoś,  co  miało  być 

małŜeństwem. 

background image

-  To  twoja  propozycja,  Katy  -  odrzekł,  sięgając  po  widelec.  -  Masz  duŜo  mniej  do 

stracenia ode mnie. Ale moŜe zmienisz zdanie. Trzy miesiące to kawał czasu. 

Te trzy miesiące to wieczność, pomyślała. 

W dwie godziny później Katy połoŜyła się do łóŜka. Zanim zgasiła lampę, rozejrzała 

się  po  pokoju.  Był  to,  jak  się  domyślała,  pokój  gościnny.  Znacznie  mniejszy  niŜ  sypialnia 

gospodarzy, którą dyskretnie opuściła, pozostawiając ją nowemu właścicielowi domu. 

Gdy  wsunęła  się  pod  kołdrę,  ogarnęła  ją  złość  połączona  z  głębokim  smutkiem.  Nie 

chciała poddać się smutkowi, więc całą uwagę skupiła na złości. MoŜe to nie doprowadzi jej 

do łez. 

Tymczasem  nowy  pan  tego  domu  wyszedł  pospiesznie  z  łazienki  w  samych  tylko 

dŜinsach i ujrzał to, czego w jakimś stopniu się spodziewał. W pięknej sypialni był sam. 

Wiedział,  Ŝe  nie  ma  co  liczyć  na  to,  iŜ  Katy  zgodzi  się  dzielić  z  nim  łoŜe  przez 

najbliŜsze trzy miesiące. Ale jednak tliła się w nim jakaś iskierka nadziei. Ułatwiłoby to wiele 

spraw.  Jeśli  tylko  zdołałby  namówić  ją,  by  sypiała  z  nim  w  jednym  pokoju,  mógłby 

stopniowo  przezwycięŜyć  jakoś  jej  irracjonalną  reakcję.  W  normalnych  warunkach  była 

przecieŜ  taką  słodką,  delikatną,  uległą  istotą.  A  poza  tym,  czy  chciała  to  przyznać,  czy  nie, 

była teŜ bardzo zmysłową kobietą. Z całą pewnością, gdyby przez dłuŜszy czas odwoływał się 

do jej delikatności i zmysłowości, mógłby ją przekonać, Ŝe powinni być razem. 

Zaskoczyła go swoją nieoczekiwaną ucieczką w romantyczny świat fantazji. Wiedział 

jednak,  Ŝe  w  głębi  duszy  wciąŜ  była  tą  trzeźwo  myślącą,  uprzejmą,  niewymagąjącą 

dziewczyną,  z  jaką  miał  do  czynienia  przez  ostatnie  miesiące.  Kiedyś  patrzyła  na  niego 

pełnymi podziwu oczami dziecka. Ostatniej nocy wyraz nieśmiałego uwielbienia dziewczynki 

zastąpiło  namiętne  spojrzenie  kobiety.  Z  czasem,  był  tego  pewien,  uda  mu  się  sprawić,  Ŝe 

przekona się do niego. 

No  dobrze,  wywalczył  sobie  trochę  czasu,  ale  wszystko  wskazywało  na  to,  Ŝe  Katy 

odmówi mu prawa do tej części bliskości, która liczy się najbardziej - do wspólnej sypialni. 

Garrett  stał  przez  chwilę  na  środku  pokoju.  Zmarszczył  brwi.  Katy  była  na  pewno  w 

jednej z trzech innych sypialni na dole. Nie ulegało wątpliwości, Ŝe do niego nie przyjdzie. 

Jeśli w ogóle coś moŜna było uczynić w tej nieznośnej sytuacji, to musi to zrobić on. 

Przeszedł przez długi hol, otwierając kolejne drzwi. 

Znalazł ją w ostatnim pokoju. Postanowił przyjąć za dobrą monetę fakt, Ŝe drzwi nie 

były  zamknięte  na  klucz.  Wszedł  do  środka.  W  mroku  widział  jej  bladą  twarz  i  cudownie 

rozrzucone na poduszce ciemne włosy. W podwójnym łoŜu wydała mu się bardzo samotna i 

bardzo zagubiona. 

background image

- Garrett! 

-  A  kogo  się  spodziewałaś?  Księcia  z  bajki,  którego  chciałaś  poślubić?  Przykro  mi, 

kochanie,  ale  muszę  cię  rozczarować.  -  ZałoŜył  ręce  i  oparł  się  o  framugę.  Wiedział,  Ŝe  w 

bladym świetle padającym z korytarza Katy widzi jedynie zarys sylwetki. Nie byłaby w stanie 

odczytać wyrazu jego twarzy. To dobrze. 

Uniosła się lekko na łokciach, starając się zobaczyć go lepiej. 

- Nie wiem, czy dobrze zrobiłeś, wypijając sam tego szampana- zauwaŜyła. 

- A co mogłem zrobić? Nie wyglądało na to, byś chciała mi towarzyszyć. 

- Nie miałam nastroju. 

- A czemuŜ to? PrzecieŜ to takie cholernie romantyczne. - Wziął tę idiotyczną butelkę 

z  myślą  o  niej,  a  ona  wypiła  zaledwie  pół  kieliszka.  Nie  dawało  mu  to  spokoju  przez  cały 

wieczór. Zabrał przecieŜ szampana, który pozostał po ich nocy poślubnej. Wydawało mu się 

to w stylu tej nowej, nie znanej mu dotychczas Katy. 

-  Garrett,  proszę  cię.  Uda  nam  się  jakoś  przebrnąć  przez  te  trzy  miesiące,  pod 

warunkiem Ŝe będziesz przestrzegał pewnych zasad. 

- MęŜczyzna nie moŜe przez cały czas pamiętać o zasadach. 

- Owszem, kiedyś pamiętałeś. Przestrzegałeś ich do czasu... 

-  Mniejsza  o  to.  Nie  obchodzi  mnie,  w  którym  momencie  zorientowałaś  się,  Ŝe  nie 

jestem twoim rycerzem w błyszczącej zbroi. Wiem juŜ, Ŝe byłaś ogromnie wstrząśnięta, gdy 

się  okazało,  Ŝe  mogę  się  z  tobą  kochać,  nie  wygłaszając  ckliwych,  nic  nie  znaczących 

deklaracji miłości. 

-  Dosyć!  -  Głos  jej  był  jeszcze  spokojny,  ale  pozostała  nieugięta.  -  Dosyć!  Nie 

zamierzam tego wysłuchiwać. 

- Nie zamierzasz! PrzecieŜ jesteś moją Ŝoną. 

-  Jestem  twoim  pracownikiem  -  odcięła  się.  -  A  teraz  wyjdź  stąd  i  idź  do  swego 

pokoju,  zanim  cię  oskarŜę  o  napastowanie  seksualne.  -  PołoŜyła  się,  odwróciła  do  ściany  i 

przykryła kołdrą aŜ po brodę. 

- Powiedz mi tylko jedno, Katy. 

- Co chciałbyś wiedzieć? 

-  Powiedz  mi,  czy  naprawdę  ostatniej  nocy  byłem  tak  fatalnym  kochankiem,  Ŝe  nie 

moŜesz znieść myśli, iŜ mógłbym cię dotknąć. 

Katy milczała. 

- Znasz odpowiedź - odparła po chwili. 

- Nie, wcale nie znam. Gdybym znał, nie pytałbym cię o to. 

background image

- Na litość boską, Garrett. 

- Tylko mów prawdę. 

-  Dobrze  -  odrzekła  ze  złością,  zakrywając  kołdrą  głowę.  -  Powiem  ci  prawdę.  Pod 

względem  fizycznym  wszystko  było...  było  doskonale.  Zadowolony?  Nie  zgłaszam  Ŝadnych 

pretensji w tym względzie. A teraz wyjdź! 

Garrett  odwrócił  się  i  powoli  poszedł  w  kierunku  drzwi.  Zatrzymał  się  jeszcze  na 

moment, gdy zauwaŜył, Ŝe odsunęła kołdrę i patrzy na niego. 

- Garrett? 

- O co chodzi, kochanie? - spytał z nadzieją w glosie. 

- Czy ona była piękna? 

- Kto? - Spojrzał na nią ze zdumieniem. 

- Ta kobieta, którą kochałeś przed laty. Nadzieja zmieniła się w irytację. 

- Co za idiotyczne pytanie, Katy. Nie pamiętam  nawet, jak  wyglądała. Powiedziałem 

ci, Ŝe dala mi niezłą lekcję, ale nie mówiłem, Ŝe noszę w portfelu jej zdjęcie. 

- Chciałam tylko wiedzieć. 

- Chciałaś wiedzieć, czy nadal ją kocham - warknął. - Odpowiedź brzmi: nie. 

- Skąd moŜesz wiedzieć? - nalegała. 

-  Bo  pięć  lat  temu  pojechałem  do  niej  -  odparł  ze  zniecierpliwieniem.  -  Mogłem  ją 

wtedy  mieć.  Tymczasem  spojrzałem  na  nią  i  podziękowałem  losowi,  Ŝe  uciekłem  we 

właściwym czasie. Była zimną, wyrachowaną, małą dziwką. Wystarczy? 

- Chyba tak. 

- Mam nadzieję. Zamykam ten temat. - Wyszedł z sypialni i udał się do swego pokoju. 

Ciało miał napięte z poŜądania aŜ do bólu. Rzucił okiem na puste łóŜko i wyszedł do łazienki, 

by poznać na własnej skórze terapeutyczne skutki zimnego prysznica. 

background image

ROZDZIAŁ 5 

Katy przygotowywała właśnie placki kukurydziane, gdy ktoś zapukał do drzwi kuchni. 

W czasie długiej, bezsennej nocy odgraŜała się wprawdzie, Ŝe poda Garrettowi na śniadanie 

tylko zimne płatki, ale jakoś nie mogła się na to zdobyć. 

Widocznie poczucie winy i obowiązku tkwi w niej zbyt głęboko, pomyślała z irytacją. 

Musi  je  za  wszelką  cenę  przezwycięŜyć.  MoŜe  powinna  przeanalizować  własny  charakter. 

Dotychczas nie wiedziała, Ŝe jest w niej aŜ tyle złości. 

PołoŜyła  ostatni  placuszek  na  gorącą  patelnię  i  pobiegła  do  drzwi.  Zastanawiała  się, 

czy  nie  zawołać  Garretta.  Na  pewno  jednak  był  jeszcze  pod  prysznicem.  W  ciągu  ostatnich 

dwudziestu czterech godzin brał go wyjątkowo często. 

Otworzyła drzwi. W progu stał chudy, Ŝylasty męŜczyzna o ogorzałej twarzy. Trudno 

było  określić  jego  wiek.  Mógł  mieć  równie  dobrze  pięćdziesiąt  jak  siedemdziesiąt  lat. Praca 

na powietrzu naznaczyła jego szczupłą twarz zmarszczkami. Miał na sobie znoszone dŜinsy, 

stare buty z cholewami, wyblakłą koszulę i zniszczoną czapkę. Uniósł ją na moment, po czym 

wpatrzył  się  w  Katy  swymi  załzawionymi  niebieskimi  oczami,  tak  wyblakłymi  jak  jego 

koszula.  Widać  było,  Ŝe  lata  naduŜywania  alkoholu  zrobiły  swoje,  ale  tego  ranka  nie  był 

pijany. 

-  Dzień  dobry  pani.  Jestem  Emmett  Bracken.  A  pani  jest  zapewne  Ŝoną  Coltrane'a. 

Mówił mi, Ŝe przywiezie tutaj Ŝonę. 

-  Witam  pana.  -  Katy  wolała  nie  wyjaśniać  swojej  sytuacji.  Trudno  by  ją  było 

wytłumaczyć,  zwłaszcza  Ŝe  miała  na  palcu  obrączkę.  Postanowiła, Ŝe  musi  ją  jak  najprędzej 

zdjąć. - Milo mi pana poznać, Emmett. Wiem, Ŝe zajmował się pan tym domem, kiedy opuścił 

go parę lat temu poprzedni właściciel. 

- Nigdy w Ŝyciu bym nie przypuszczał, Ŝe będzie tu mieszkał kto inny. Myślałem, Ŝe 

trupem  padnę,  gdy  usłyszałem,  Ŝe  Atwood  sprzedaje  dom.  Nie  mogłem  patrzeć.  jak  po 

kawałku pozbywał się ziemi. Myśleliśmy z Ŝoną, Ŝe zostanie tu do śmierci. Kto by pomyślał, 

Ŝ

e przeniesie się do Palm Springs? 

-  No  cóŜ,  myślę,  Ŝe  to  było  zaskoczeniem  nie  tylko  dla  pana  -  powiedziała  Katy 

dyplomatycznie. 

-  śeby  pani  wiedziała.  -  Bracken  powoli  cedził  słowa.  -  Royce  Hutton  wpadł  w 

prawdziwy szał, kiedy się dowiedział, Ŝe ten dom i ostatni skrawek ziemi przechodzą w ręce 

nowego właściciela. 

background image

- Royce Hutton? 

- Taak, mieszka tam, w dole drogi. Ma trochę ziemi i hoduje bydło. Sprzedaje swoje 

sztuki okolicznym chłopom. Od lat miał chętkę na tę ziemię. Przez ostatnie parę lat próbował 

nakłonić Atwooda, Ŝeby mu ją sprzedał, ale Atwood był nieugięty. Hutton był z chłopakiem 

Atwooda tej nocy, gdy młody Brent zginął. Potem Atwood nie chciał mieć juŜ z nim nigdy do 

czynienia.  Nie  chciał  mieć  do  czynienia  z  Ŝadnym  z  tych  chłopaków,  którzy  byli  tam  owej 

nocy. 

-  Ach,  tak.  -  Katy  jak  przez  mgłę  przypomniała  sobie  Historię,  którą  opowiedział  jej 

Garrett.  Chciała,  Ŝeby  juŜ  przyszedł.  Nie  bardzo  wiedziała,  co  powiedzieć  Brackenowi.  - 

MoŜe napije się pan kawy? - zaproponowała wreszcie. 

-  Nie,  dziękuję.  Dopiero  co  piłem.  Wpadłem,  bo  Coltrane  mówił,  Ŝe  chce  od  rana 

zacząć robotę przy stajniach. Mówił, Ŝe za parę dni przywiezie tu swego konia. 

- Jestem pewna, Ŝe chce wcześnie zacząć, ale na razie nie jadł jeszcze śniadania. Gdy 

tylko będzie gotów, przyjdzie do pana. 

- W porządku - skinął głową Bracken. - Niech mu pani powie, Ŝe będę w stajni. 

- Dobrze. Bracken zawahał się chwilę, spojrzał w kierunku kuchni. 

-  Ale  tu  się  zmieniło.  Wygląda  jak  całkiem  inny  dom.  Jakoś  dziwnie,  gdy  nie  ma  tu 

nikogo z Atwoodów. - Potrząsnął głową, - Po tylu latach. Ja i Ŝona byliśmy pewni, Ŝe kiedyś 

jego chłopak przejmie gospodarstwo. 

- Rozumiem. 

-  Wie  pani,  on  chodził  z  moją  córką,  Felice.  -  W  glosie  męŜczyzny  pobrzmiewała 

duma. 

- Nie, nie wiedziałam. 

- Moja Felice to prawdziwa piękność. Mieli się kiedyś pobrać. Spotykali się z Brentem 

regularnie. A potem zdarzył się ten wypadek. I wszystko się rozleciało. śona Silasa zmarła, a 

on pomału zaczął tracić zainteresowanie tym Miejscem. Moja Ŝona cięŜko to przeŜyła. Nigdy 

tak naprawię nie doszła juŜ do siebie. ZaleŜało jej na tym, Ŝeby Felice wyszła za Brema. 

- W Ŝyciu nie zawsze wszystko układa się tak, jak to sobie zaplanujemy - powiedziała 

Katy, mądrzejsza o swe ostatnie doświadczenia. 

- Z pewnością. 

- A co się stało z pana córką? - Nie mogła powstrzymać się od tego pytania. 

-  Pojechała  do  college'u  i  teraz  pracuje  w  duŜej  firmie,  która  robi  takie  rzeczy  jak 

stereo  i  te  wszystkie  urządzenia  do  nagrywania  programów  telewizyjnych.  Chyba  jest 

szczęśliwa.  Tylko  jej  matka  nigdy  nie  zapomniała,  co  mogłoby  się  zdarzyć,  gdyby  młody 

background image

Brent nie złamał karku tamtej nocy. - Bracken uchylił czapki. - No cóŜ, do zobaczenia, pani 

Coltrane. Moja Ŝona przyjdzie się z panią przywitać. Proszę powiedzieć męŜowi, Ŝe jestem w 

stajni. 

- MoŜe pan być spokojny - obiecała Katy. Pomału zamknęła drzwi. Do kuchni wszedł 

Garrett. 

- Bracken tu był? - spytał szorstko. Zakasał rękawy roboczej bluzy. 

-  Tak  -  odparła  Katy,  trzymając  wciąŜ  jeszcze  rękę  na  klamce.  Patrzyła  na  niego  z 

zadumą.  Tak  jak  powiedziała  Brackenowi,  w  Ŝyciu  nie  wszystko  układa  się  zgodnie  z  na-

szymi planami. Był to pierwszy ranek w jej nowym domu. Mógł wyglądać zupełnie inaczej. 

- Powiedział, Ŝe będzie w stajni. 

- Dobrze - skinął głową Garrett. - A co jest na śniadanie? - Skierował wzrok w stronę 

piecyka. 

-  Placki  kukurydziane  na  słodko.  Kawa  juŜ  gotowa.  -  Katy  nagle  się  oŜywiła.  Do 

diabła,  powinna  być  równie  czynna  jak  on.  Postanowiła,  Ŝe  przez  cały  czas  będzie  czymś 

zajęta. Podeszła do piecyka. - Usiądź, zaraz ci podam kawę. Emmett opowiadał mi właśnie o 

Huttonie. Podobno chciał kupić ten dom i ziemię. 

-  Hutton  musi  zrozumieć,  Ŝe  nie  zawsze  moŜe  mieć  to,  co  się  chce  -  uciął  krótko 

Garrett. - Wszyscy prędzej czy później musimy się tego nauczyć, prawda? 

Katy zastanawiała się, czy miało się to odnosić do niej. Postawiła na stole półmisek z 

placuszkami. 

- Masz rację. Jak myślisz, kiedy będziesz mógł sprowadzić Herosa? 

- Niebawem. Za parę dni jeden boks będzie juŜ gotowy. Załatwiłem juŜ dostawę siana 

i ziarna. 

Katy  skinęła  głową,  starając  się  za  wszelką  cenę  podtrzymać  nastrój  słuŜbowej 

rozmowy. 

- Pani Bracken pokaŜe mi dom i gospodarstwo - po-wiedziała. 

-  Dobrze  -  wymamrotał  Garrett,  przełykając  kolejny  kawałek  placka.  -  Cieszę  się,  Ŝe 

umiesz  gotować  -  powiedział  z  uznaniem.  -  Brackenowa  moŜe  się  zajmować  domem,  ale 

wolałbym, Ŝebyś ty gotowała. Nie lubię, jak w czasie śniadania albo obiadu kręcą się wokół 

obcy ludzie. 

-  Czy  to  znaczy,  Ŝe  do  moich  obowiązków  słuŜbowych  zaleŜy  równieŜ  gotowanie?  - 

Katy starała się zachować obojętny ton, ale wiedziała, Ŝe zabrzmiało to dość cierpko. 

- Chyba znasz wszystkie powody, dla których się z tobą oŜeniłem, prawda? - Garrett 

rzucił jej lodowate spojrzenie. 

background image

- Owszem, chociaŜ poznałam je dość późno. Ale masz rację, w końcu je znam. 

-  AleŜ  ty  jesteś  uparta.  -  Garrett  ugryzł  następny  kawałek  placka.  -  Sam  nie  wiem, 

dlaczego tego wcześniej nie zauwaŜyłem. 

- MoŜe dlatego, Ŝe tak naprawdę wcale na mnie nie patrzyłeś - odparła ze spokojem. - 

Widziałeś  tylko  to,  co  rzucało  się  w  oczy.  Dobre  pochodzenie,  stosunki  towarzyskie, 

wykształcenie.  Wszystko  to,  czego  tobie  brakowało.  A  na  dodatek  wydawałam  ci  się 

niewymagająca, cicha i uległa. CzegóŜ więcej moŜe chcieć męŜczyzna od przyszłej Ŝony? 

Garrett zmierzył ją wzrokiem, w którym złość mieszała się ze smutkiem. 

- Naprawdę chcesz, abym ci powiedział? - spytał. 

- Nie - wykrztusiła Katy. 

-  Dajmy  spokój.  JuŜ  i  tak  atmosfera  jest  wystarczająco  napięta.  Na  litość  boską, 

przestań mnie juŜ dręczyć. Wyjdzie to nam obojgu na dobre. 

Katy nie bardzo wiedziała, jak to rozumieć, więc zachowała milczenie. 

Ku  jej  zaskoczeniu,  w  ciągu  dwóch  następnych  dni  sytuacja  jakoś  się  unormowała. 

Kiedy  była  z  Garrettem,  zachowywała  się  uprzejmie,  ale  oficjalnie,  a  on  starał  się  jej 

odwzajemniać  tym  samym.  Z  trudem  jednak  skrywał  niezadowolenie.  Katy  wyczuwała,  Ŝe 

liczył, iŜ z czasem wszystko się zmieni. Myślała, czy by go nie wyprowadzić z błędu, ale dała 

spokój. Miał rację, dręczenie go mogło być niebezpieczną rozrywką. 

Nadine  Bracken,  kobieta  o  surowej  twarzy,  mniej  więcej  w  tym  samym  wieku  co  jej 

mąŜ, okazała się bardzo przydatna, choć niespecjalnie rozmowna. Gdy Katy pochwaliła ją za 

tak dobrą opiekę nad domem, wzruszyła tylko ramionami. 

-  Dbałam  o  ten  dom  od  zawsze.  Przez  cale  Ŝycie  miałam  do  niego  serce.  Byłam 

jeszcze  w  średniej  szkole,  kiedy  zaczęłam  pracować  u  Atwoodów.  Emmett  teŜ.  Zawsze  tra-

ktowali nas jak rodzinę, jeśli wie pani, co mam na myśli. Myślałam nawet, Ŝe pewnego dnia 

moŜemy naprawdę stać się rodziną. - Popatrzyła na Katy z zadumą. - Emmett i ja myśleliśmy, 

Ŝ

e nasza mała, Felice, będzie kiedyś mieszkać w tym domu. 

Katy nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć. 

-  Wydaje  mi  się,  Ŝe  dekorator  wynajęty  przez  Garretta  duŜo  tutaj  zmienił.  -  Przeszła 

zręcznie na inny temat. 

-  O,  tak.  -  Nadine  wpatrywała  się  bez  entuzjazmu  w  nowe  meble  w  salonie.  - 

Zachowywał się tak, jak gdyby nie musiał się z nikim liczyć. Nie miał Ŝadnego szacunku. Po 

prostu zjawił się i przewrócił wszystko do góry nogami. 

- Ale przecieŜ dom jest  urządzony bardzo ładnie - zaoponowała Katy, czując dziwną 

potrzebę  obrony  gustu  Garretta.  Wiedziała,  Ŝe  dlatego  zlecił  przemeblowanie  domu,  by 

background image

dogodzić jej, Ŝonie. Na myśl o tym poczuła znajome ukłucie w sercu. Będzie musiała cięŜko 

pracować nad tym, by pozbyć się poczucia winy. 

Trzeciego  dnia  pobytu  Katy  w  nowym  miejscu  odwiedził  ją  Royce  Hutton.  Garretta 

nie było. Doglądał ostatnich prac wykończeniowych w stajni. Katy otworzyła drzwi i ujrzała 

na  progu  wysokiego,  smukłego,  przystojnego  męŜczyznę,  dobiegającego  czterdziestki. 

Uśmiechał się czarująco. 

-  Zapewne mam przyjemność z panią Coltrane. Jestem rani sąsiadem. Royce Hutton. 

Przyszedłem,  Ŝeby  się  przedstawić.  Nie  mogę  odŜałować  tego  domu.  Mam  nadzieję,  Ŝe  się 

pani podoba. 

Katy  nie  mogła  się  oprzeć  błyskowi  piwnych  oczu  Royce'a  Huttona.  Po  pełnych 

napięcia  chwilach  z  Garrettem  z  ulgą  powitała  moŜliwość  porozmawiania  z  kimś,  kto  tak 

bardzo starał się być miły. 

-  Proszę  do  środka,  Royce.  Słyszałam,  Ŝe  chciał  pan  opić  tę  posiadłość.  Jest  pięknie 

połoŜona, prawda? 

-  Nie  musi  mi  pani  tego  mówić.  -  Royce  z  zainteresowaniem  rozglądał  się  wokoło.  - 

No,  no,  Coltrane  urządził  to  na  medal.  Słyszałem,  Ŝe  wydal  fortunę.  Dom  wygląda  jak  z 

katalogu. 

-  Prawda?  Garrett  chciał,  Ŝeby  wszystko  było  w  najlepszym  gatunku.  Napije  się  pan 

kawy? 

- Z przyjemnością. 

Nagle jak spod ziemi wyrosła obok nich Nadine Bracken. 

- Zaraz podam, pani Coltrane. 

- Dziękuję, Nadine - uśmiechnęła się Katy. Royce uniósł brwi. 

- Brackenowie byli tutaj od zawsze - powiedział, -CięŜko to przeŜyli, gdy stary Silas 

pozbył się domu. Garrett chce ich zatrzymać? 

-  O  ile  wiem,  tak  -  odparta  Katy  ostroŜnie.  -  Garrett  nie  wypowiedział  się 

jednoznacznie, ale chyba tak. Proszę, niech pan siada. 

- Dzięki. - Royce rozsiadł się niedbale na białym skórzanym fotelu. Katy zauwaŜyła, 

Ŝ

e  miał  na  nogach  piękne  ręcznie  robione  buty.  -  Słyszałem,  Ŝe  jest  pani  z  domu 

Randallówna, a pani rodzice hodują araby. CzyŜby chodziło o słynną stadninę Randallów? 

- Wieści szybko się rozchodzą, co? 

- Coltrane nie robił z tego tajemnicy - roześmiał się Royce, - Odniosłem wraŜenie, Ŝe 

był bardzo dumny z tego, Ŝe to właśnie panią przywiezie tutaj jako Ŝonę. 

Dumny  z  tego,  Ŝe  przywiezie  Randallównę  jako  Ŝonę,  pomyślała  Katy.  To  w  stylu 

background image

Garretta.  Na  szczęście  pojawienie  się  Nadine  Bracken  uwolniło  ją  od  konieczności  odpo-

wiedzi. 

- O, jest juŜ kawa. Dziękuję, Nadine. Nadine skinęła głową, połoŜyła tacę na stoliku i 

wyszła. 

- Jakiś czas temu robiłem interesy z pani ojcem. - Royce wziął filiŜankę z rąk Katy. - 

Posłałem  do  jego  stadniny  moją  najlepszą  klacz,  by  pokrył  ją  wasz  ogier,  Srebrny  KsięŜyc. 

Piękne źrebię z tego wyszło. 

- Jak się nazywała ta klacz? 

- Jutrzenka. 

-  Pamiętam  ją  -  uśmiechnęła  się  Katy.  -  AŜ  do  chwili  ślubu  zajmowałam  się  końmi. 

Srebrny KsięŜyc to jeden z naszych najlepszych ogierów. Potomstwo zawsze dziedziczy jego 

inteligencję  i  sylwetkę.  Zobaczy  pan,  Ŝe  dzięki  temu  źrebakowi  wygra  pan  jeszcze 

mistrzostwa. 

-  Szkoda,  Ŝe  sam  nie  pojechałem  wtedy  z  klaczą  -uśmiechnął  się  Royce.  -  MoŜe 

spotkałbym panią przed Coltrane'em. 

Na  wypolerowanej  posadzce  rozległy  się  głośne  kroki  i  w  rozmowę  wmieszał  się 

nagle ostry głos Garretta. 

- Nic by ci to nie dało, Hutton. Byłeś wtedy Ŝonaty. 

- Garrett energicznie wkroczył do salonu, rzucając okiem na Ŝonę, i zatrzymał wzrok 

na Huttonie. 

-  Jeszcze  jeden  przykład,  Ŝe  nie  udaje  mi  się  zrobić  niczego  we  właściwym  czasie  - 

odparł sucho Royce. 

- Jeden wygrywa, inny przegrywa. Takie jest Ŝycie. 

-  Garrett  usiadł  na  kanapie  obok  Katy.  Wydawało  się,  Ŝe  de  zwraca  najmniejszej 

uwagi na to, Ŝe zakurzone dŜinsy mogą zabrudzić nieskazitelnie białą skórę. Myślał zupełnie 

o czym innym. 

- Jest jeszcze kawa? 

-  Poproszę  Nadine,  Ŝeby  przyniosła.  -  Katy  wstała.  Nagle  poczuła  się  niepewnie. 

Obecność  Garretta  wywoływała  jakieś  dziwne  napięcie.  Przez  chwilę  zastanawiała  się,  czy 

aby nie jest zazdrosny, ale uznała, Ŝe przemawia przez niego raczej poczucie własności. Gdy 

ukradkiem obserwowała twarz męŜa, uzmysłowiła sobie, Ŝe jest on typem męŜczyzny, który 

nauczył się, jak pilnować tego, co jego zlaniem do niego naleŜy, nawet jeśli owa „własność” 

wcale nie chce być pilnowana. 

Bezpośredni sposób bycia Royce'a Huttona rozładował sytuacje. Wydawało się, Ŝe jest 

background image

on skłonny respektować oczywiste prawo Garretta i do domu, i do Ŝony. Katy nie była pewna, 

czy  chce  być  uznana  za  własność  męŜa,  ale  była  mu  wdzięczna,  Ŝe  nie  doszło  do  Ŝadnej 

sceny. 

-  Nie  przyszedłem  tu  tylko  po  to,  Ŝeby  się  przedstawić.  -  Royce  uśmiechnął  się  do 

Katy, dopijając kawę. - Chciałem zaprosić was oboje na drinka dziś wieczór. Urządzam małe 

sąsiedzkie spotkanie. Wiem, Ŝe powinienem był was uprzedzić wcześniej, ale chyba teraz, w 

okresie miodowego miesiąca, nie macie zbyt duŜo zobowiązań towarzyskich. 

- Bardzo chętnie poznam sąsiadów - ucieszyła się Kąty. Garrett zmarszczył brwi. Nie 

była pewna, czy dlatego przyjęła zaproszenie, Ŝe nie chciała spędzić kolejnego wieczoru sam 

na  sam  z  męŜem,  czy  teŜ  subtelnie  i  trochę  podświadomie  starała  się  go  sprowokować. 

Ostatnio coraz częściej zdarzało się, Ŝe nie rozumiała samej siebie. 

Garrett  popatrzył  na  nią  przeciągle,  ale  w  końcu  skinął  głową  bez  specjalnego 

entuzjazmu. 

- Przyjdziemy - powiedział do Huttona. 

- Misja zakończona  - oznajmił Royce, wstając od stołu. - Pójdę juŜ. Spodziewam się 

po południu paru Australijczyków. Zechcą obejrzeć moje konie. 

- Dziękujemy, Ŝe pan wpadł - Katy uśmiechnęła się ciepło. - Bardzo się cieszymy na 

ten wieczór. 

-  No  to  do  zobaczenia.  -  Royce  wsiadł  do  zaparkowanego  przed  domem  BMW, 

zapuścił silnik i wycofał się z podjazdu. 

- Nie musisz stać w drzwiach i patrzeć za nim - warknął Garrett. 

- Wcale tego nie robiłam. - Katy była zaskoczona opryskliwym tonem męŜa. 

- Mam nadzieję. Wolałbym, Ŝebyś sobie nie zawracała głowy Huttonem. Ani on tobą. 

- Nie sądzę, by miał taki zamiar - Ŝachnęła się Katy. 

- Tak myślisz? Parę miesięcy temu się rozwiódł. Na pewno zechce pokazać, co potrafi. 

Ostatnio uganiał się za kaŜdą spódnicą. 

- Garrett, jesteś śmieszny. 

- Tylko ostroŜny. 

- Zupełnie nie rozumiem, o co ci chodzi - wycedziła Katy przez zęby. Nagle ogarnęła 

ją  furia.  -  Royce  wie  wszystko  o  stadninie  mego  ojca.  Wie,  Ŝe  jestem  córką  Harry'ego 

Randalla i jestem pewna, Ŝe poinformuje o tym wszystkich swoich gości. PrzecieŜ to jeden z 

powodów,  dla  których  się  ze  mną  oŜeniłeś,  czyŜ  nie?  Chciałeś  dowieść  sobie  i  innym,  Ŝe 

jesteś dostatecznie bogaty i ustabilizowany, by móc poślubić córkę człowieka, którego stajnie 

kiedyś  sprzątałeś.  Dzięki  zaproszeniu  Royce'a  będziesz  mógł  dzisiejszego  wieczoru 

background image

zademonstrować swój nowy nabytek. 

-  Do  licha,  sama  nie  wiesz,  co  mówisz.  -  W  oczach  Garretta  pojawiły  się  groźne 

błyski. 

- Mówię tylko to, co mówiło wielu gości na weselu. 

- I ty im wierzyłaś? - Garrett nie posiadał się ze zdumienia. 

-  Wtedy  nie.  Uwierzyłam  dopiero  później,  gdy  uświadomiłam  sobie,  Ŝe  mnie  nie 

kochasz. Wtedy widziałam jeszcze inne przyczyny naszego małŜeństwa. Fakt, Ŝe jestem córką 

Harry'ego Randalla, wystarczająco tłumaczy twoje zainteresowanie moją osobą. Byłam tylko 

zbyt głupiaby szukać prawdziwych motywów naszego małŜeństwa, zanim jeszcze znalazłam 

się przed ołtarzem. 

- Do diabła, Katy, jedyna rzecz, jakiej ostatnio szukasz, to kłopoty i jeśli nie będziesz 

bardziej  ostroŜna,  znajdziesz  je.  Nie  oŜeniłem  się  z  tobą  po  to,  by  pokazać  światu,  Ŝe  mogę 

sobie  pozwolić  na  poślubienie  córki  mego  dawnego  pracodawcy.  Na  litość  boską,  zastanów 

się choć przez chwilę. Czy naprawdę myślisz, Ŝe byłbym w stanie związać się z kobietą tylko 

po to, by komukolwiek cokolwiek udowodnić? Nie jestem masochistą. 

Nagle rozległ się na dworze jakiś hałas. Szczęśliwi, Ŝe mogą zakończyć tę rozmowę, 

odwrócili się jak na komendę. Ujrzeli cięŜarówkę z przyczepą. 

- O, przywieźli Herosa - powiedziała Katy obojętnym tonem. 

- Punktualnie. - Garrett wyszedł na dwór. Podbiegł do przyczepy. 

Katy  stała  w  drzwiach.  śałowała  swoich  wcześniejszych  słów.  Nie  ruszyła  się  z 

miejsca,  dopóki  nie  wyczula.  Ŝe  nie  jest  sama.  Odwróciła  się  trochę  zbyt  nerwowo  i  ujrzała 

Nadine Bracken. Kobieta spoglądała na nią w milczeniu. Katy zastanawiała się, czy słyszała 

ich rozmowę. 

- Przestraszyłaś mnie. - Kąty usiłowała się uśmiechnąć. 

- Nie wiem, czy mam zmienić pościel - powiedziała Brackenowa. 

Katy  skrzywiła  się  na  samą  myśl  o  tym,  Ŝe  Nadine  prawdopodobnie  wie,  iŜ  jej  nowi 

gospodarze nie spali razem tej nocy. 

- Nie, moŜemy z tym zaczekać do jutra. Jesteś juŜ wolna. Sama się wszystkim zajmę. 

Wieczorem wychodzimy. 

- W porządku. - Nadine bezszelestnie wycofała się z pokoju. 

Katy  obserwowała  scenę  rozgrywającą  się  przed  domem,  Garrett  był  pochłonięty 

rozmową z kierowcą cięŜarówki. Wyszła więc i  powoli podeszła do przyczepy.  Była bardzo 

ciekawa,  jak  wygląda  Heros,  Przypomniał  jej  się  ten  dzień  z  dzieciństwa,  gdy  ukradkiem 

wymknęła  się  na  rodeo.  Miała  wtedy  piętnaście  lat  i  była  zapatrzona  w  Garreta.  Jak  przez 

background image

mgłę pamiętała dość ospałego kasztana, na którym jeździł, budową przypominającego raczej 

buldoga  niŜ  ogiera.  Pamiętała  równieŜ,  jak  w  tego  z  pozoru  sennego  konia  wstąpiła  jakaś 

dzika energia, gdy znalazł się na arenie. Garrett zwycięŜył wówczas w wielkim stylu. 

Heros chyba nie jest juŜ młody, pomyślała. Ma pewno siedemnaście albo osiemnaście 

lat. To duŜo jak na konia. Garrett opiekował się nim przez te wszystkie lata po wycofaniu się 

z rodeo. To o czymś świadczy. Katy na myśl o tym złagodniała nieco i nawet poczuła lekkie 

wzruszenie. 

Właśnie  sprowadzano  Herosa  z  przyczepy,  gdy  Katy  do  mej  podeszła.  Uśmiechnęła 

się.  Widać  było,  Ŝe  koń  nie  ma  Ŝadnych  kłopotów  z  zejściem.  Był  przyzwyczajony  do 

podróŜy. Otarł łeb o ramię Garretta i machnął ogonem. Wyglądał na znudzonego. 

-  Nie  wydaje  się  bardziej  oŜywiony  niŜ  wtedy,  gdy  widziałam  go  ostatnio  -  zaczęła 

Katy,  chcąc  przerwać  jakoś  niemiłą  atmosferę,  jaką  wywołała  przy  śniadaniu.  Było  jej 

przykro, Ŝe nie powściągnęła trochę języka. 

Garrett  zmierzył  ją  od  stóp  do  głów,  jakby  starając  się  dociec,  skąd  nagle  ten 

przyjazny ton w głosie. Heros postawił uszy na dźwięk głosu Katy i popatrzył na nią senno-

leniwym wzrokiem. 

- Poczciwy Heros wygląda tak od urodzenia. Nie przypomina smukłych, delikatnych, 

nerwowych arabów ze stadniny twego ojca. 

- Nie, nie przypomina  -  przyznała, zastanawiając się, czy te słowa nie odnoszą się w 

jakiejś mierze i do niej. - Trudno powiedzieć, aby był delikatny. - Ty teŜ nie, dodała w duchu. 

- Kiedy poprzednio go widziałaś? - spytał, gładząc pieszczotliwie szyję zwierzęcia. 

- Gdy miałam piętnaście lat, na rodeo. Urwałam się ze szkoły, bo słyszałam, Ŝe ty... - 

zamilkła  raptownie,  starając  się  ukryć  zmieszanie,  -  Postanowiliśmy  z  paroma  przyjaciółmi 

zwiać ze szkoły i pojechać na rodeo. Strasznie byliśmy ciekawi. Nigdy przedtem nie uciekłam 

ze  szkoły,  Było  to  dla  mnie  niezwykłe  wydarzenie.  O  ile  sobie  przypominam,  jeździłeś  na 

Herosie. 

- Naprawdę? - Oczy Garretta rozbłysły. - To była dla ciebie atrakcja? A ja myślałem, 

Ŝ

e  bywałaś  wtedy  tylko  na  eleganckich  wyścigach  i  pokazach  jazdy  konnej.  Angielskie 

siodło,  wytworny  strój  amazonki,  lśniące  oficerki.  -Spojrzał  na  nią  z  uśmiechem.  W  oczach 

zatliły  mu  się  iskierki  humoru.  -  Dlaczego  miałabyś  oglądać  facetów  w  starych  dŜinsach, 

tarzających się w kurzu i błocie? 

- Dla odmiany - odparła, podnosząc zaczepnie głowę. Niech sobie nie myśli, Ŝe powie 

mu prawdę. 

- O tak, to była niezła odmiana. No i co, podobałem ci się? 

background image

-  Przyszło  mi  wtedy  do  głowy,  Ŝe  moŜesz  sobie  połamać  wszystkie  kości,  o  ile  nie 

skończysz z tymi wyczynami. 

-  Miałaś  rację.  To  dobre  dla  młodych.  Ale  nie  rokuje  Ŝadnej  przyszłości.  Dlatego 

dałem  spokój.  -  Przerwał  na  chwilę,  wciąŜ  głaszcząc  Herosa.  -  Jak  myślisz,  złamałem  sobie 

wtedy parę kości? 

-  Tak-  odpowiedziała  stanowczo.  Przypomniała  sobie,  jak  się  bała,  gdy  wyjechał  na 

arenę  na  ogromnym  byku.  Przez  chwilę  wisiał  uczepiony  jego  brzucha,  ale  gdy  wreszcie 

znalazł  się  na  ziemi,  byk  przewrócił  się  na  niego.  Garrettowi  udało  się  jakoś  spod  niego 

wyśliznąć, unikając rogów, a byka odciągnięto. Jednak Katy trzęsła się ze strachu. 

W  niedługi  czas  potem  Garrett  wygrał  konkurencję  rzucania  lassem,  jak  gdyby  pół 

godziny wcześniej nie stal twarzą w twarz ze Śmiercią. 

-  Koniec  końców  to  ty  zostałaś  tak  cięŜko  ranna,  Ŝe  juŜ  nigdy  potem  nie  chciałaś 

wsiąść na konia - podsumował spokojnie Garrett. 

- CóŜ, ironia losu - uśmiechnęła się cierpko. 

- Katy. 

- Tak? - Odwróciła ku niemu głowę. 

- Tamtego dnia, kiedy uciekłaś ze szkoły, Ŝeby zobaczyć rodeo... 

- To co? 

- Zrobiłaś to po to, Ŝeby zobaczyć mnie? - spytał miękko. 

On wie, przemknęło jej przez głowę. Domyślił się. 

- To było tak dawno, Garrett - uśmiechnęła się. - Właściwie juŜ nawet nie pamiętam, 

dlaczego  uwaŜałam,  Ŝe  warto  dla  rodeo  zaryzykować  opuszczenie  lekcji.  -  Odwróciła  się  i 

poszła w kierunku domu. 

Obserwował  jej  zgrabną  sylwetkę.  Pamiętał  dokładnie  kształty  jej  ciała,  oczami 

wyobraźni  widział,  co  kryje  się  pod  obcisłymi  dŜinsami.  Nie  tylko  on  patrzył  na  Katy  z 

uznaniem.  Młody  kierowca  teŜ  się  w  nią  wpatrywał.  Garrettowi  wydawało  się,  Ŝe  tego  dnia 

kaŜdy  męŜczyzna  będący  w  pobliŜu  po  prostu  poŜera  jego  Ŝonę  wzrokiem.  Najpierw  Royce 

Hutton, a teraz ten. 

-  Zaprowadzę  Herosa  do  stajni.  Wrócę  za  parę  minut.  -  Było  w  jego  głosie  coś,  co 

zabrzmiało jak ostrzeŜenie. 

-  Poczekam  -  odrzekł  młody  człowiek.  Garrett  ujął  wodze  i  ostroŜnie  poprowadził 

konia ku stajni. 

-  Wiesz  co,  stary?  Ona  kłamała.  Widziałem  to  w  jej  oczach.  Nie  umie  kłamać. 

Naprawdę  zwiała  ze  szkoły  po  to,  Ŝeby  oglądać  nas,  ciebie  i  mnie.  Była  nami  zachwycona. 

background image

WyobraŜam sobie jej rodziców, gdyby się dowiedzieli, Ŝe ich córka ugania się za kowbojem z 

rodeo, który nie ma przed sobą Ŝadnej przyszłości. 

Heros  zarŜał  cicho,  ale  trudno  byłoby  powiedzieć,  czy  oznaczało  to  odpowiedź  na 

zwierzenia Garretta. 

- Wiesz, stary, w dniach naszej chwały prezentowaliśmy się naprawdę nieźle. - Garrett 

otworzył  drzwi  stajni  i  wprowadził  konia  do  boksu.  -  Szkoda,  Ŝe  nie  mogę  znów  wyjść  na 

arenę i udawać rycerza w lśniącej zbroi. 

Heros  nie  słuchał.  Zajął  się  sianem.  Garrett  zamykał  właśnie  drzwi  od  boksu,  gdy  w 

stajni pojawił się Bracken. 

- To na tego stwora czekaliśmy, tak? - spytał i poklepał Herosa po potęŜnym zadzie. 

- Tak, to on. - Garrett oparł się o barierkę. - Wiesz, Emmett, czas rozejrzeć się za jakąś 

dobrą klaczką dla mojej Ŝony. 

- Jeździ konno? - spytał Bracken. 

- Była ranna parę lat temu i od tamtego czasu nie jeździ. Przestraszyła się konia. Myślę 

jednak, Ŝe juŜ najwyŜszy czas, by znów spróbowała. 

-  A  co  ona  o  tym  myśli?  Ludzie,  których  koń  przestraszył,  mają  na  ogół  uraz  na 

zawsze.  -  Wzrok  Emmetta  wyraŜał  zwątpienie.  -  Im  więcej  czasu  mija,  tym  mniejszą  mają 

ochotę zasiąść w siodle. 

- Wiesz, Emmett, lepiej nie pytać kobiety o zdanie. Zwłaszcza jeśli jest to sprawa, co 

do której juŜ powzięła decyzję. 

- To znaczy, Ŝe nie będzie miała nic przeciwko temu? 

-  Zobaczymy.  Garrett  wyszedł  ze  stajni.  Im  częściej  myślał  o  tym,  by  Katy  znów 

zaczęła jeździć konno, tym bardziej ten pomysł mu się podobał. Kto wie, czy nie pomoŜe to 

ich związkowi. 

Będzie to jedna rzeczy, którą będą mogli robić razem. Jedna z tych, które ich łączą. 

A  poza  tym,  moŜe  Katy  będzie  mu  wdzięczna,  Ŝe  pomógł  jej  przezwycięŜyć  dawny 

uraz. Wdzięczność kobiety to duŜo. A nuŜ uda mu się zmienić ją w miłość. 

background image

ROZDZIAŁ 6 

W kilka godzin później Garrett stal w drzwiach domu Royce'a Huttona prowadzących 

na niewielkie patio. Wieczór byt ciepły, ale nad morzem zawisły juŜ ciemne chmury. Spojrzał 

na zegarek i pomyślał, Ŝe przypuszczalnie będą wracać do domu w deszczu. 

Hutton zaprosił na przyjęcie większość sąsiadów. Goście zgromadzeni w salonie byli 

co prawda ubrani w sposób nieoficjalny, ale nie ulegało wątpliwości, Ŝe są to ludzie zamoŜni, 

o pewnej pozycji społecznej. Garrett znal niektórych z nich. Oprócz dwóch wykładowców z 

pobliskiego college'u, byli tutaj przedstawiciele najrozmaitszych zawodów - od producentów 

sprzętu komputerowego po wy -twórców win. Niektórzy uwaŜali się za ziemian. Interesowała 

ich hodowla koni rasowych i drogie ogiery. 

Garrett  wiedział,  Ŝe  jeszcze  dziesięć  lat  temu  ludzie  ci  nie  zaszczyciliby  go  nawet 

jednym spojrzeniem, ale dziś traktowali jak równego sobie. Zaakceptowali równieŜ jego Ŝonę. 

Dzięki swemu pochodzeniu od razu stała się jedną z nich. 

Na  myśl  o  tym  przypomniała  mu  się  dzisiejsza  rozmowa  z  Katy  i  jej  zarzuty.  Do 

diabła,  przecieŜ  nie  oŜenił  się  z  nią  po  to,  by  wejść  w  ten  świat.  Na  wspomnienie  jej 

oskarŜycielskiego  wzroku  zacisnął  zęby.  Wiedział,  Ŝe  była  delikatną,  miłą  istotą,  ale  jej 

przewraŜliwienie  go  zaskoczyło.  Tylko  dlatego  Ŝe  nie  uczynił  paru  melodramatycznych  wy-

znań miłosnych, wyciągnęła tak daleko posunięte i fałszywe wnioski. 

Na  dźwięk  jej  głosu  obejrzał  się.  Zobaczył  swoją  Ŝonę  pogrąŜoną  w  rozmowie  z 

jakimś gadatliwym starszym męŜczyzną rozprawiającym o drzewach genealogicznych. Widać 

było,  Ŝe  Katy  czuje  się  swobodnie  i  imponuje  rozmówcy  swoją  wiedzą  na  ten  temat.  Oczy 

błyszczały jej z podniecenia, a uśmiech sprawiał, Ŝe Garrett poczuł nieodpartą chęć, by wziąć 

ją na ręce i zanieść do najbliŜszego łóŜka. Teraz, gdy wiedział, jak bardzo jest zmysłowa, nie 

dawała mu spokoju myśl o przymusowym celibacie. Miał przed sobą trzy miesiące pokusy i 

nie zaspokojonego poŜądania. Nie mógł odŜałować straconego czasu. 

Z  drugiej  strony,  zreflektował  się,  gdyby  wziął  Katy  do  łóŜka,  zanim  się  pobrali, 

mogłaby  dokonać  swego  katastrofalnego  „odkrycia”  znacznie  wcześniej  i  zrezygnować  z 

małŜeńskich planów. W ten sposób przynajmniej czekają go trzy miesiące. 

Problem w tym, Ŝe będzie miał Ŝonę, ale nie będzie miał tego, na czym mu najbardziej 

zaleŜało. 

Pamiętał wyraz jej oczu, gdy opowiedziała mu o tym dniu przed laty, kiedy urwała się 

z  lekcji.  Paliła  się  wtedy  do  niego,  to  pewne.  A  gdy  ponownie  pojawił  się  w  jej  Ŝyciu,  była 

background image

przekonana, Ŝe go kocha. W ich noc poślubną oddawała mu się całą sobą. 

Na  pewno  jej  uczucia  nie  mogły  zgasnąć  w  ciągu  paru  godzin,  nawet  jeśli  nie 

zachował się tak, jak tego oczekiwała. Garrett wpatrywał się w kieliszek, usiłując uporać się z 

tym  problemem.  Musi  znaleźć  jakiś  sposób  przełamania  barier,  które  wyrosły  między  nimi. 

ś

ałował, Ŝe nie zna się na uwodzeniu kobiet tak dobrze jak na prowadzeniu konia. 

- No i jak znajdujesz małŜeństwo, Coltrane? - usłyszał nagle czyjś głos. 

Odwrócił  gwałtownie  głowę  i  zobaczył  Dana  Bartona,  zadbanego,  eleganckiego 

męŜczyznę mniej więcej w swoim wieku. 

- Interesujące - odparł, nadal wpatrując się w Katy. 

-  Widzę, Ŝe  wciąŜ  jeszcze  jesteś  na  etapie  wstępnym  -  powiedział  Dan,  podąŜając  za 

jego wzrokiem. 

- A co to za etap? 

-  Etap,  na  którym  odkrywasz,  Ŝe  nie  zawsze  wiesz,  o  czym  ona  myśli.  Kobiety  to 

dziwne istoty, stary. Fascynujące, ale dziwne. 

- Wierzę ci. - Garrett pociągnął łyk piwa. Lubił Dana. Poznali się, gdy zaproszono ich 

obu,  by  wygłosili  parę  wykładów  na  kursach  dokształcających.  Dan  był  księgowym.  Jego 

wykłady  z  dziedziny  finansów  zazębiały  się  z  wiedzą  Garretta  na  temat  zarządzania  farmą. 

Od tamtego czasu często spotykali się przy podobnych okazjach. 

-  Cieszę  się,  Ŝe  znalazłeś  Ŝonę,  która  ma  rozeznanie  w  twoich  interesach. 

Rozmawiałem z nią. Jest ekspertem w swojej dziedzinie, prawda? 

- W jej rodzinie hodowano araby, zanim jeszcze przyszła na świat - wyjaśnił Garrett. - 

Wygrała  niejeden  turniej,  gdy  była  młodsza.  Przez  ostatnie  dwa  lata  to  ona  zarządzała 

stadniną ojca. 

- Będzie cennym nabytkiem w twojej firmie. 

- TeŜ tak myślę - zgodził się Garrett. 

- Wydaje mi się, Ŝe będziecie świetnym małŜeństwem. 

-  Na  pewno  -  odparł  Garrett.  W  tym  momencie  zauwaŜył,  Ŝe  do  Katy  podchodzi 

Royce Hutton. 

- Przepraszam cię, Dan. Wrócę juŜ do Ŝony. 

-  AleŜ  rozumiem.  -  Dan  mrugnął  porozumiewawczo  -  a  Hutton  ostatnio  wciąŜ  szuka 

jakiejś nowej zdobyczy. To przez ten rozwód. Zachowuje się jak nienormalny. 

Katy  spostrzegła  idącego  ku  niej  Garretta  w  tym  samym  momencie,  w  którym 

zobaczyła Royce'a Huttona. Zastanawiała się, czy to zbieg okoliczności, czy teŜ w Garretcie 

odezwało się poczucie własności. Postanowiła nie roztrząsać tej sprawy. Uśmiechnęła się do 

background image

męŜa.  Gdy  objął  ją  lekko  w  pasie,  nie  broniła  się.  W  tej  samej  chwili  u  jej  boku  zjawił  się 

Hutton. Uśmiechał się szeroko. 

- Wygląda na to, Ŝe Coltrane wciąŜ jeszcze pamięta swoje sztuczki z rodeo. Krótko cię 

trzyma, Katy. 

Parę osób roześmiało się. Katy poczerwieniała, Garrett ścisnął ją mocniej. Uśmiechał 

się niewyraźnie. Oczy mu błyszczały. 

- śyjemy w niebezpiecznych czasach - stwierdził ironicznie. - MęŜczyzna musi dbać o 

to,  co  dla  niego  najcenniejsze.  -  Rzucił  okiem  na  zegarek.  -  Myślę,  Ŝe  juŜ  na  nas  czas  - 

zwrócił się do Katy. 

- Od razu poznać młodego małŜonka - zauwaŜył ktoś z rozbawieniem. - Nie moŜe się 

doczekać, kiedy będzie z Ŝoną sam na sam. 

- Pamiętam, jak to było - wtrącił inny męŜczyzna wzdychając. śona szturchnęła go w 

bok.  Zebrani  spoglądali  na  nowoŜeńców  z  sympatią  i  Ŝyczliwością,  Ŝycząc  im  wszystkiego 

najlepszego. 

Katy  czuła,  Ŝe  robi  jej  się  gorąco.  Myślała  o  czekających  na  nich  w  domu  dwóch 

oddzielnych  łóŜkach.  Tego  rodzaju  dogadywanie  byłoby  nieznośne  nawet  dla  najczulszych 

kochanków, a co dopiero dla nich. Chciała jak najprędzej stąd wyjść. Gdy poczuła, Ŝe Garrett 

kieruje ją łagodnie ku drzwiom, poddała mu się z ochotą. 

-  Dobranoc,  Royce.  Dziękujemy  za  zaproszenie.  Miło  nam  było  poznać  sąsiadów  - 

wyrzuciła z siebie jednym tchem, zanim wyszli. 

-  Cala  przyjemność  po  mojej  stronie,  Katy  -  uśmiechnął  się  Royce,  -  Do  zobaczenia 

wkrótce. 

Na dworze lało jak z cebra. 

- Poczekaj tutaj - rzucił Garrett, pozostawiając ją na ganku. - Przyprowadzę samochód. 

- PrzecieŜ to niedaleko - zaprotestowała. - Raz, dwa przebiegniemy. 

-  Do  licha,  Katy,  powiedziałem,  Ŝebyś  tutaj  zaczekała.  Nie  musimy  oboje  moknąć. 

Zaraz wrócę. 

Westchnęła. Nie chciała sprawiać mu kłopotu. Garrett poślubił partnerkę w interesach 

i była zdecydowana grać tę rolę do końca. Została jednak tam, gdzie jej polecił. Najwyraźniej 

postanowił traktować ją jak Ŝonę. 

Przez głowę Katy przemykały róŜne myśli, ogarniały ją na przemian uczucia tęsknoty 

i  nadziei.  Od  trzech  dni  popadała  w  zmienne  nastroje,  a  nie  wiedziała,  ile  czasu  jeszcze 

upłynie, zanim zdoła nad sobą zapanować. 

Prawda wygląda tak, Ŝe jest bardzo zakochana w swoim męŜu i wie, Ŝe on jej pragnie. 

background image

Na  dodatek  mieszkają  pod  tym  samym  dachem.  Takie  połączenie  uczuć  i  okoliczności 

wystarczy,  aby  zachwiać  nawet  najbardziej  nieugiętą  decyzją.  Odkrycie  własnego  gorącego 

temperamentu na pewno nie pomoŜe jej wytrwać w postanowieniu. Była dostatecznie bystra, 

by wiedzieć, Ŝe absolutnie nie moŜe na sobie polegać.  śycie w permanentnym gniewie było 

całkowicie sprzeczne z jej naturą. 

Patrzyła  bezmyślnie  na  strugi  deszczu  i  oczami  wyobraźni  coraz  wyraźniej  widziała 

swoją  przyszłość.  Nigdy  nie  zdoła  grać  przez  trzy  miesiące  roli  partnerki  Garretta  w 

interesach i współlokatorki, kiedy jedyną rolą, jaka ją interesowała, była rola Ŝony. 

Rozmyślała  jeszcze  nad  swoją  nieszczęsną  przyszłością,  gdy  na  podjeździe  błysnęły 

reflektory mercedesa. Zahamował tuŜ przed nią, drzwiczki otworzyły się. 

- Szybciej, Katy, bo zmokniesz - zawołał Garrett. 

Zbiegła ze schodów, uwaŜając, by się nie potknąć. Udało jej się dobiec do samochodu 

prawie nie zmoczywszy płaszcza. 

-  Ulewa  rzeczywiście  szybko  tutaj  dotarła  -  powiedziała  obojętnym  tonem,  zapinając 

pas. 

- Tak. I na tym skończyła się rozmowa na tematy neutralne. 

W  samochodzie  zaległa  cisza.  Podobna  cisza  panowała,  gdy  parę  godzin  wcześniej 

jechali do Huttona. 

Zgoda,  Garrett  musiał  się  skoncentrować,  aby  wyprowadzić  wóz  z  podjazdu.  Deszcz 

lał, wokół panowały ciemności. 

- Dobrze się bawiłaś? - zagadnął po pewnym czasie. 

- O tak, było bardzo miło. 

-  Spotkałem  juŜ  niektórych  z  tych  ludzi  wcześniej,  gdy  przyjeŜdŜałem  tutaj 

organizować firmę - oznajmił chłodno Garrett. 

- Domyśliłam się. - Katy zastanawiała się, co teŜ chciał przez to wyrazić. Był w jego 

słowach jakiś ukryty sens, - Wydali mi się sympatyczni - dodała po chwili. 

-  Owszem  -  wzruszył  ramionami.  -  Hutton  po  rozwodzie  zachowuje  się  co  prawda 

trochę  zbyt  swobodnie,  a  niektórym  wydaje  się,  Ŝe  oficjalna  granica  ubóstwa  leŜy  nieco 

poniŜej dochodu stu tysięcy dolarów rocznie, ale tak w ogóle to przyzwoici ludzie. 

-  Na  pewno  masz  rację.  -  Katy  czuła,  Ŝe  coś  tu  zostało  nie  dopowiedziane.  Garrett 

widocznie teŜ, bo gdy znów się odezwał, z trudem się opanował, by nie wybuchnąć. 

- Katy, oni zaakceptowali mnie przed pięciu laty. Naprawdę nie musiałem wŜeniać się 

w  twoją  rodzinę,  aby  otrzymać  od  nich  zaproszenie,  Potrzebowałem  tytko  odpowiedniego 

poziomu dochodów i umiejętności porozumiewania się ich językiem. 

background image

Katy nerwowo przełknęła ślinę. Była w domu. Próbował ją przekonać, Ŝe oŜenił się z 

nią nie tylko dlatego, Ŝe była Randallówną z domu. 

-  Przepraszam  za  to,  co  powiedziałam  dziś  po  południu,  Garrett  -  wykrztusiła.  -  Nie 

miałam prawa oskarŜać cię, Ŝe oŜeniłeś się ze mną ze względu na moje pochodzenie. 

-  MoŜe  nie  podobają  ci  się  wszystkie  powody,  dla  których  cię  poślubiłem,  ale  chcę, 

Ŝ

eby  choć  jedno  było  jasne.  Nigdy  nie  miałem  zamiaru  traktować  cię  jako  przynęty  na 

waŜnych klientów ani teŜ wchodzić za twoim pośrednictwem do wyŜszej klasy społecznej. 

Katy zrozumiała, jak bardzo go uraziła. Nerwowo zaciskała dłonie. 

- Wiem, Garrett. Jesteś na to zbyt dumny. Byłam po prostu zła i przygnębiona, dlatego 

tak się zachowałam. Ostatnio oboje mieliśmy duŜo stresów. 

- Zupełnie niepotrzebnych. 

- Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji - ciągnęła ostroŜnie. 

-  W  cholernie  nienaturalnej  sytuacji.  W  głupiej  sytuacji.  Idiotycznej.  Człowieka  o 

zdrowych zmysłach moŜe ona doprowadzić do obłędu. 

Katy  obserwowała  go  kątem  oka.  Zmarszczył  brwi.  Zacisnął  dłonie  na  kierownicy  z 

taką siłą, jakby chciał ją zmiaŜdŜyć. 

- To się nie uda, prawda, Garrett? - spytała wreszcie, siląc się na spokój. 

-  Co  się  nie  uda?  Trzy  miesiące  Ŝycia  jak  rodzeństwo,  które  dzieli  wspólne 

mieszkanie? Nie, to się rzeczywiście nie uda. 

Katy zaczerpnęła tchu. Musi podjąć decyzję. Podobnie jak Garrett nie wytrzyma długo 

w takiej sytuacji. 

-  MoŜe  -  zaczęła  ostroŜnie  -  moŜe  powinniśmy  spróbować  jeszcze  raz.  Oczywiście 

jeśli chcesz. 

- Katy ! - Garrett był jak ogłuszony. 

- MoŜe masz rację - kontynuowała, starając się zapomnieć o wszystkich dręczących ją 

wątpliwościach.  -  MoŜe  ja  rzeczywiście  niewłaściwie  sobie  to  wyobraŜałam.  MoŜe  za  wiele 

oczekiwałam  od  małŜeństwa.  Dałam  się  ponieść  dawnym,  dziewczęcym  emocjom,  które 

powinnam była porzucić dawno temu. 

- Katy... 

Nie  odpowiedziała,  wpatrywała  się  intensywnie  w  ciemność  za  oknem.  Stopniowo 

cały ten zamęt umysłu, jaki przeŜywała od nocy poślubnej, zaczął powoli ustępować, czyniąc 

miejsce racjonalnemu spojrzeniu na sytuację. 

-  Pod  wieloma  względami  masz  słuszność  Garrett.  Moglibyśmy  tworzyć  dobry 

związek.  Mamy  wspólne  interesy,  szanujemy  się  nawzajem  i  aŜ  do  naszej  nocy  poślubnej 

background image

łączyła nas przyjaźń. 

-  Katy,  kochanie,  oczywiście,  Ŝe  tak.  Właśnie  to  starałem  ci  się  od  paru  dni 

wytłumaczyć.  -  W  głosie  Garretta  brzmiało  podniecenie.  Jeszcze  mocniej  zacisnął  dłonie  na 

kierownicy.  -  Przykro  mi,  Ŝe  twoja  noc  poślubna  nie  wypadła  tak,  jak  tego  oczekiwałaś.  To 

moja  wina.  Byłem  zmęczony  i  za  bardzo  cię  pragnąłem.  Tak  dawno  nie  byłem  z  Ŝadną 

kobietą.  -  Przerwał  na  chwilę.  -  W  kaŜdym  razie  byłem  zbyt  szybki.  Teraz  to  wiem. 

Powinienem  był  bardziej  liczyć  się  z  tobą.  A  później  od  razu  zasnąłem.  Nie  wiem,  jak 

mogłem to zrobić. Po prostu wydawało mi się, Ŝe ty juŜ więcej nie chcesz, to znaczy, Ŝe juŜ 

nie  masz  ochoty  się  kochać  i...  Mniejsza  o  to.  Chcę  po  prostu  powiedzieć,  Ŝe  wiem,  iŜ  nie 

zachowałem  się  jak  naleŜy  i  przykro  mi  z  tego  powodu.  Jeśli  dasz  mi  jeszcze  jedną  szansę, 

postaram  się,  zrobię  wszystko,  Ŝeby  ci  było  dobrze.  Przysięgam.  Katy  obserwowała  jego 

profil. Własne zakłopotanie było niczym w porównaniu z jego problemami. 

-  Garrett,  na  litość  boską,  o  czym  ty  mówisz?  Było  mi  dobrze.  Powiedziałam  ci 

przecieŜ.  Naprawdę.  To  było  wręcz  niewiarygodne.  Nie  miałam  pojęcia,  Ŝe  mogę  cos' 

podobnego przeŜyć. Jesteś... jesteś fantastycznym kochankiem. 

-  Jeśli  naprawdę  byłbym  taki  fantastyczny  -  Garrett  odwrócił  na  moment  wzrok  od 

szosy  -  nigdy  by  nie  doszło  do  takiej  sytuacji  między  nami.  Nie  miałabyś  tylu  wątpliwości. 

Nie zaczęłabyś mnie nienawidzić. 

-  AleŜ  Garrett,  ja  cię  wcale  nie  nienawidzę.  -  Wpatrywała  się  w  niego  zdumiona,  Ŝe 

mógł dojść do takiego wniosku. 

- Czy ty w ogóle masz pojęcie, co ja przeszedłem od czasu naszej nocy poślubnej? 

- Wiem, Garrett. 

- Na litość boską, kochanie, ja... Nie zdąŜył dokończyć myśli. Błyskawicznie nacisnął 

hamulec.  Katy  ujrzała  ogromny  ciemny  kształt  wyłaniający  się  z  rowu  prosto  na  szosę 

dokładnie  w  tym  samym  momencie,  gdy  Garrett  zahamował.  Przez  parę  sekund  reflektory 

oświetlały Herosa. 

Koń stał na środku drogi, wypręŜony, drŜący. Po chwili ruszył w kierunku pobocza, po 

czym przyspieszył i zniknął w strumieniach deszczu. 

-  Mój  BoŜe,  to  Heros  -  wyszeptała  Katy,  przeraŜona.  -  O  mało  na  niego  nie 

najechaliśmy. 

- Dobrze, Ŝe nie jechaliśmy szybciej. 

- Mogliśmy wszyscy wylądować w szpitalu. 

- Albo w kostnicy. Ponad sześćset kilo końskiego mięsa w zetknięciu z mercedesem to 

nie Ŝarty. - Garrett skręcił aa pobocze i zatrzymał się. - W jaki sposób on się wydostał? Sam 

background image

osobiście zamknąłem drzwi do stajni - zastanawiał się. 

-  Musimy  go  poszukać.  Zgubił  się  i  jest  przeraŜony.  MoŜe  znów  skoczyć  pod  jakiś 

samochód. 

- Pójdę za nim. - Garrett otworzył bagaŜnik i wyjął lasso. - A ty jedź do domu. 

-  Najpierw  pomogę  ci  go  znaleźć.  -  Katy  pchnęła  drzwiczki.  -  Kto  wie,  czy  w  tych 

warunkach dałbyś radę sam go złapać. 

- Nie, Katy. Zniszczysz sukienkę. Dam sobie radę. 

- Za późno. - Katy wysiadła juŜ z samochodu i momentalnie przemokła. - I tak juŜ się 

zniszczyła. Na szczęście noszę płaskie obcasy. Wyobraź sobie, Ŝe musiałabym brnąć przez to 

błoto w szpilkach. 

- Katy, a więc pomóŜ mi... 

Ale ona odeszła juŜ w tym kierunku,  gdzie zniknął Heros. Garrett zaklął pod nosem, 

wziął latarkę i poszedł za nią. Gwizdnął przeraźliwie. 

- Czy ten twój psotny konik przyjdzie na zawołanie? 

- Jeśli będzie miał ochotę. 

-  Być  moŜe  znów  ogarnie  go  senność,  zanim  zdąŜy  się  za  bardzo  oddalić.  Muszę 

przyznać, Ŝe tym razem nie wyglądał na ospałego. 

-  0  nie  -  przyznał  Garrett  w  zamyśleniu.  -  Wyglądał  na  porządnie  wystraszonego.  A 

starego Herosa byle co nie przestraszy. 

- MoŜe to ta burza? 

- Taak. Pytanie tylko, co on tu robił? 

-  MoŜe  to  jacyś  wandale?  Albo  kiepscy  dowcipnisie?  -  zastanawiała  się  Katy.  -  A 

moŜe zamek w drzwiach był wyłamany? 

-  Do  diabła,  sam  chciałbym  to  wiedzieć.  Ale  się  dowiem.  -  Garrett  znów  przeciągle 

gwizdnął. 

-  Nie  słyszę  jakoś  grzmiących  kopyt  konia  wracającego  na  wezwanie  swego  pana  - 

zauwaŜyła Katy. 

- PrzecieŜ to nie jest koń wyścigowy. Nagle przed oczami Katy przemknął jakiś cień. 

- Garrett, tam! - zawołała. 

-  Widziałem.  Pójdź  na  lewo  i  powoli  okrąŜaj  go  z  tamtej  strony.  Nie  rób  Ŝadnych 

gwałtownych ruchów. Tylko go uspokajaj. 

- Wiem, jak się obchodzić z przeraŜonym koniem. 

- Przepraszam. Zapomniałem, z kim się oŜeniłem. Naprzód, cowgirll - roześmiał się. 

Katy zmarszczyła brwi, ale nic nie powiedziała. Oddaliła się we wskazanym kierunku. 

background image

Cała  operacja  nie  trwała  długo.  Heros  wyraźnie  się  ucieszył,  gdy  poznał,  kto  za  nim 

idzie. Podbiegł do Garretta i pozwolił uwiązać się na lasso. 

Gdy szli juŜ razem prowadząc konia, widać było, Ŝe Heros chce jak najprędzej znaleźć 

się w domu. 

-  Wiem,  co  on  czuje  -  powiedział  Garrett,  gdy  koń  dotknął  głową  jego  ramienia.  - 

Czas, byśmy juŜ poszli do domu. 

Zagłębił dłoń we włosach Katy. Przyciągnął ją do siebie i pocałował w usta. 

-  Wrócę  na  koniu  -  powiedział.  -  A  ty  weź  samochód  Gdy  tylko  znajdziesz  się  w 

domu, wskakuj pod gorący prysznic. 

-  Dobrze,  Obserwował  ją,  gdy  siadała  za  kierownicą.  JuŜ  miała  ruszyć,  gdy  pochylił 

się do okna. 

-  Jedź  ostroŜnie,  Katy  -  przestrzegł.  -  Jesteśmy  juŜ  blisko  domu,  ale  w  taką  noc  jak 

dziś ta droga staje się niebezpieczna. 

- Dobrze, Garrett. - Pomyślała, jak to miło, Ŝe się o nią troszczy. 

- Za parę minut będę - zawołał jeszcze. 

Katy  skinęła  głową  i  zatrzasnęła  drzwiczki.  Przez  chwilę  siedziała  nieruchomo, 

wspominając smak pocałunku Garretta. Obserwowała, jak ostroŜnie prowadził konia skrajem 

drogi. Widać było, Ŝe Heros doskonale wyczuwa kaŜdy ruch ciała swego pana. MoŜe sprawiał 

wraŜenie  ospałego,  ale  trzeba  przyznać,  Ŝe  był  wspaniale  wytresowany.  Garrett  nie 

potrzebował nawet cugli. 

Zniknęli w deszczu, jadąc drogą na skróty, a Katy pomału skierowała się ku domowi. 

Myśli jej zaprzątała decyzja, jaką podjęła. 

W  istocie  było  tak,  jak  gdyby  postanowiła  ponownie  wyjść  za  mąŜ.  ChociaŜ 

niezupełnie.  Tym  razem  trudniej  jej  było  podjąć  decyzję.  Powodowała  się  miłością  do 

Garretta, ale rozsądek ostrzegał ją, Ŝe moŜe to być zdradliwe. 

Z całą świadomością wkracza z powrotem w intymny związek z męŜczyzną, który jej 

nie kocha. Tym razem znała fakty, a jednak podjęła taką samą decyzję. 

Zaryzykowała, gdyŜ jakaś jej część nie chciała wyrzec się Garretta Colltrane'a. 

MoŜe  wreszcie  nauczy  się  ją  kochać.  A  któŜ  moŜe  być  lepszą  nauczycielką  jak  nie 

Ŝ

ona,  pytała  samą  siebie.  Zaparkowała  samochód  przed  domem.  Gdy  wchodziła  do  środka, 

poczuła nagle przypływ jakiegoś irracjonalnego optymizmu. 

ZauwaŜyła, Ŝe w stajni pali się światło. A więc Garrett i Heros juŜ są. Jeszcze chwilę 

potrwa, zanim Garrett wróci do domu. Musi najpierw osuszyć konia i oporządzić go na noc. 

Katy postanowiła zrobić to, o co ją prosił przed rozstaniem. 

background image

Dziwnie  się  czuła  wchodząc  do  małŜeńskiej  sypialni  i  zdejmując  z  siebie  mokrą 

suknię. Przez ostatnie dni zwykła myśleć o tym pokoju jako o pokoju Garretta. Rozejrzała się 

dokoła. Widać tu było ślady Garretta, wskazujące na dwie strony jego natury. 

W szafie wisiały zarówno spłowiałe dŜinsy, jak i drogie garnitury. Buty z cholewami 

stały tuŜ obok wytwornych bucików wizytowych. Na specjalnych uchwytach były zaczepione 

paski  z  cienkiej  skóry  odpowiednie  do  garnituru,  a  obok  gruby  skórzany  pas  zakończony 

srebrną  klamrą  z  wygrawerowanymi  słowami  upamiętniającymi  zwycięstwa  Garretta  w 

rodeo. 

Garrett Coltrane przebył długą drogę od czasu, gdy opuścił stajnie jej ojca. Wiele się 

nauczył,  ale  nigdy  nie  nauczył  się,  jak  kochać  kobietę,  pomyślała.  Tyle  sprzysięgło  się 

przeciw niemu. Po pierwsze, miał nie najlepszych nauczycieli w osobach rodziców, po drugie 

-  złe  doświadczenia  z  kobietą,  która  przez  miłość  rozumiała  jedynie  zaspokojenie  własnego 

poŜądania.  Na  dodatek  wiele  czasu  i  energii  kosztowało  go  wspinanie  się  po  szczeblach 

drabiny społecznej. Niewiele juŜ zostawało na przyjemniejsze strony Ŝycia. MoŜe jednak nie 

było jeszcze za późno na nauczenie Garretta miłości. 

Katy weszła do łazienki i puściła gorący prysznic. Zaczynała właśnie rozkoszować się 

ciepłem  spływającej  na  nią  wody,  gdy  usłyszała,  Ŝe  ktoś  wchodzi  do  łazienki.  Nerwowo 

ś

cisnęła mydło. 

- Garrett? - spytała. 

Drzwi  kabiny  z  prysznicem  otworzyły  się  gwałtownie.  Stał  przed  nią  Garrett 

wpatrzony w jej nagie ciało. Był rozebrany i wydawało się, Ŝe wypełnia sobą całą przestrzeń 

między kabiną prysznica a łazienką. Widać było, Ŝe jest podniecony. Gdy wszedł do środka i 

zamknął za sobą drzwi, mięśnie napięły mu się pod gładką, opaloną skórą. 

- Chyba to będzie romantyczne - powiedział, wciąŜ nie spuszczając z niej wzroku. 

-  Co?  -  Instynktownie  podniosła  do  piersi  rękawicę  do  mycia,  by  natychmiast 

uświadomić sobie, jak niewiele ona przykrywa. Uśmiechnęła się niepewnie. 

-  Wspólny  prysznic.  -  Garrett  ujął  jej  podbródek.  -Myślę,  Ŝe  mógłbym  się 

przyzwyczaić do odrobiny romantyzmu. 

-  Wierzę  w  twoje  zdolności  adaptacyjne  -  zaŜartowała.  Przesunęła  palcami  po  jego 

klatce piersiowej. Widziała i czuła, Ŝe  reaguje na bliskość jej ciała, i ucieszyła się.  Zniknęła 

gdzieś cala nieśmiałość, tak samo jak wtedy, gdy Garrett po raz pierwszy wziął ją w ramiona. 

-  Katy,  kochanie,  nie  będziesz  Ŝałowała  swojej  decyzji.  Przysięgam.  NaleŜymy  do 

siebie.  Odpowiadamy  sobie.  Zobaczysz,  Ŝe  wszystko  będzie  dobrze,  Ŝe  będziemy  bardzo 

szczęśliwi. 

background image

- Wydajesz się bardzo pewny siebie. 

-  Nie  oŜeniłbym  się  z  tobą,  gdybym  nie  był  pewny.  Wiem,  czego  chcę,  i  jestem 

zdecydowany cięŜko pracować, by to osiągnąć. Ty teŜ lubisz pracować. Wiem o tym. Proszę 

cię więc, abyś włoŜyła trochę wysiłku w to, Ŝeby nasze małŜeństwo było udane. 

- Myślisz, Ŝe to wystarczy? - Ujęła jego twarz w dłonie i przyciągnęła gwałtownie ku 

sobie jego głowę. Rozchyliła usta. 

- Katy, moja słodka Katy. - W glosie Garretta wezbrało poŜądanie. Przywarł wargami 

do jej ust. 

DrŜała w jego ramionach. Przycisnęła się do niego całym ciałem. 

- Tym razem to ja chcę cię dotykać - wyszeptała. 

- Tak, Katy, kochana, rób wszystko, co chcesz. Wszystko. Chcę, Ŝebyś dotykała mnie 

wszędzie. - Oparł dłonie na jej biodrach. Przesunął niŜej, na pośladki. Ścisnął je delikatnie. 

-  Chcę,  Ŝebyś  mnie  poznała.  Całego.  Chcę,  Ŝeby  ci  było  dobrze,  tak  dobrze,  Ŝebyś 

nigdy nie chciała nikogo innego. - Glos uwiązł mu w gardle. 

Teraz,  gdy  znajdowała  się  znów  w  jego  ramionach,  nie  wyobraŜała  sobie,  by  mogła 

kiedykolwiek być z innym męŜczyzną. 

-  Tylko  ciebie  chcę  dotykać  -  szeptała.  -  Nikogo  innego  nie  mogłabym.  Naprawdę. 

Nikogo... - Błądziła palcami po jego mokrych ramionach. 

-  Ach,  Katy,  jak  mi  dobrze.  -  ZadrŜał  i  przytulił  ją  jeszcze  mocniej.  Chwycił  ją  za 

pośladki i uniósł do góry. -Patrz, co ty ze mną robisz. 

- Czuję, co z tobą robię. - Przylgnęła do niego, objęła go za szyję, dumna z jego siły. 

Poczuła, Ŝe jest twardy, napięty. 

Krzyknęła  z  rozkoszy.  Przywarła  twarzą  do  jego  ramienia,  pieściła  jego  skórę 

koniuszkiem języka. 

-  Pomału,  kochanie.  Chcę,  Ŝeby  ci  było  dobrze.  -  Garrett  westchnął,  jego  ciało 

przeszedł dreszcz. 

- Nie martw się. Jest mi dobrze - roześmiała się. 

- Co w tym śmiesznego? - spytał. 

- Nic - odparta i znów się uśmiechnęła. Pochyliła głowę, by lekko ugryźć' go w ramię. 

- Katy. 

-  Właśnie  pomyślałam,  jakie  to  dziwne,  Ŝe  to  ja  ciebie  uspokajam.  Zawsze  wydajesz 

się taki pewny tego, co robisz. 

- Nie przy tobie. Myślę, Ŝe popełniłem parę błędów, kochanie. 

- Nie w tej dziedzinie - roześmiała się, patrząc mu prosto w oczy. 

background image

Uśmiechała  się  przez  cały  czas,  gdy  pomału  opuszczał  ją  w  dół,  aŜ  stanęła  na 

podłodze. Zakręcił prysznic. 

-  Jeśli  to  jest  jedyna  rzecz,  jaką  dobrze  robię  -  wymamrotał  -  to  skoncentruję  się  na 

niej. 

Katy zamknęła oczy, czując miłe podniecenie i prawdziwą rozkosz, gdy Garrett pieścił 

ją  delikatnie,  wycierając  całe  ciało  ręcznikiem.  Dotknął  jej  sutek,  a  gdy  poczuł,  Ŝe 

stwardniały, pochylił się, by całować kaŜdą z nich z ogromną czułością i delikatnością. 

- Lubisz to, Katy? 

- O tak - westchnęła. - Bardzo. 

- Powiedz mi, co jeszcze lubisz. Co mam robić. 

- Wszystko, co robisz, jest cudowne. - Przesunęła dłoń do jego brzucha, a później niŜej 

i zaczęła go pieścić najczulej, jak potrafiła. 

- O BoŜe, Katy -jęknął. 

- Dobrze to robię? 

- Wspaniale. Nie mogę dłuŜej czekać. 

- Ja teŜ nie. 

Garrett wytarł ją do sucha. Gdy kończył, z trudem trzymała się na nogach. 

- PomóŜ mi - poprosiła. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Posadził na łóŜku. 

- Będę cię trzymał tak mocno, Ŝe nigdy nie zechcesz ode mnie odejść. 

PołoŜył się obok niej, rozchylił jej uda i dotknął palcami ciepłego i wilgotnego ciała. 

ZadrŜała, przyciągnęła go do siebie. 

Pieścił ją dłońmi i ustami, aby wywołać reakcję, której tak bardzo pragnął. Tak bardzo 

chce, Ŝeby mi było dobrze, ucieszyła się. Wydawało się, Ŝe jest to jedyna rzecz na świecie, na 

której  mu  naprawdę  zaleŜy.  Był  zajęty  wyłącznie  nią,  skoncentrowany  tylko  na  niej,  myślał 

jedynie  o  tym,  Ŝeby  sprawić  jej  przyjemność.  Krzyknęła,  była  jak  ogłuszona,  wydawało  jej 

się, Ŝe zapada się w jakąś przepastną otchłań. 

A  gdy  powrócili  do  rzeczywistości,  leŜeli  przy  sobie  obejmując  się  wzajemnie, 

rozgrzani  namiętnością,  która  doprowadziła  ich  do  najwyŜszej  ekstazy.  Katy  raz  jeszcze 

poddała się prymitywnej sile instynktu, który sprawia, Ŝe męŜczyzna i kobieta przez ułamek 

sekundy czują się zespoleni w jedno. 

background image

ROZDZIAŁ 7 

Następnego ranka Heros nie wyglądał wcale gorzej niŜ zazwyczaj. Garrett przechadzał 

się u wejścia do stajni i obserwował konia zajadającego siano. 

-  Mieliśmy  obaj  ekscytującą  noc,  prawda,  stary?  -  zagadał.  Koń  zastrzygł  uszami  na 

dźwięk znajomego głosu. 

- ZałoŜę się jednak, Ŝe ja lepiej spędziłem czas niŜ ty. 

- Garrett uśmiechnął się na samo wspomnienie. Heros odwrócił na chwilę łeb, ale po 

chwili znów zajął się sianem. 

Garrett był w znakomitym nastroju. Od dawna juŜ nie czul się tak wspaniale. 

-  Mam  cudowną,  słodką,  seksowną  Ŝonę,  stary.  Nigdy  byś  tego  nie  zgadł  patrząc  na 

nią.  Sprawia  wraŜenie  spokojnej  i  opanowanej,  powaŜnej  i  trochę  nieśmiałej.  Ale  w  łóŜku 

zamienia  się  w  wulkan.  Delikatna  jak  kotka,  potrafi  być  dzika  jak  źrebica,  która  jeszcze  nie 

nosiła siodła. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem. 

Heros  nadal  był  zajęty  sianem.  Najwidoczniej  ludzkie  namiętności  nie  robiły  na  nim 

Ŝ

adnego wraŜenia. 

- Są takie chwile, Heros, kiedy mi cię Ŝal. Bycie wałachem ma swoje ujemne strony. 

Garrett przyjrzał się zamkowi u drzwi. Był nie naruszony. Drzwi nie mogły otworzyć 

się  przypadkowo.  Słońce  świeciło  jasno.  Po  nocnej  burzy  nie  zostało  ani  śladu.  Dzień 

zapowiadał się obiecująco. 

Tak jak jego małŜeństwo. 

Na  samą  myśl  o  tym  poczuł  głębokie  zadowolenie.  Krótka,  niespodziewana  burza, 

jaka rozpętała się następnego ranka po nocy poślubnej, minęła tak samo nagle, jak się zaczęła. 

Katy  znów  była  tą  dawną  Katy,  którą  znal  wcześniej.  Wszystko  teraz  będzie  dobrze. 

Wszystko ułoŜy się tak, jak sobie zaplanował. A nawet lepiej. Kiedy zdecydował się oŜenić z 

Katy, nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo jest zmysłowa. Nie miał pojęcia, Ŝe będzie aŜ tak 

szczęśliwy. 

- Masz szczęście, Heros, Ŝe nie musisz się zastanawiać nad kobiecą psychiką. Mówię 

ci, to straszne. Istny labirynt, w którym nie sposób się rozeznać. Nawet jeśli jest inteligentna i 

wygląda na rozsądną, moŜe cię zaskoczyć. Kto by pomyślał, Ŝe słodka mała Katy będzie taka 

uparta?  Powiadają,  Ŝe  to  zwykłe  zdenerwowanie  panny  młodej,  ale  ja  ci  mówię,  Ŝe  przez 

ostatnie  parę  dni  czułem  się  tak,  jakbym  stąpał  po  polu  minowym.  Na  szczęście  juŜ  po 

wszystkim. Sytuacja się unormowała. 

background image

Heros zarŜał cicho i chwycił następną kupkę siana. 

- Muszę jej pilnować. ZauwaŜyłem, jak Hutton i paru innych patrzyło na nią wczoraj. 

Gdy  tylko  zaczynała  mówić  o  swoim  programie  hodowlanym,  zamieniali  się  w  słuch.  Nie 

wiem, czy ona wie, jak seksownie wygląda rozprawiając o rozpłodzie koni. Jest tak powaŜna i 

tak przekonywająca, Ŝe słuchający jej męŜczyźni czują się jakby naleŜeli do jej stadniny. Gdy 

włączyła  się  w  dyskusję  o  przewadze  naturalnych  metod  rozrodu  nad  sztucznym 

zapłodnieniem,  mało  brakowało,  a  byłbym  ją  chwycił  za  ręce  i  nogi  i  wyniósł  z  pokoju. 

MęŜczyznom  aŜ  ślinka  leciała,  gdy  na  nią  patrzyli.  Najzabawniejsze  jest  to,  Ŝe  ona 

prawdopodobnie wcale nie zdawała sobie z tego sprawy. 

Herosowi  teŜ  leciała  ślinka,  ale  na  widok  siana.  Garrett  przerwał  na  chwilę  swój 

monolog  i  jeszcze  raz  przyjrzał  się  uwaŜnie  zamkowi  u  drzwi.  Nagle  usłyszał  nieco  zachry-

pnięty głos Emmetta Brackena. Najwyraźniej chlapnął sobie jednego wieczorem. 

- Dzień dobry, panie Coltrane. - Bracken wszedł do stajni. - Co słychać? 

- Coś tu się działo w nocy z tymi drzwiami. 

- A co takiego? - Bracken zmarszczył brwi. 

- Heros uciekł. Omal na niego nie wpadłem wracając od Huttona. 

- Był na szosie? 

-  Tak.  Spłoszony  przez  burzę.  Tak  myślę.  ZauwaŜyłem  go  dosłownie  w  ostatniej 

chwili. 

- Zamek w porządku? - Emmett zacisnął wargi i spojrzał w zamyśleniu na konia. 

- Tak. 

- To zmyślny koń. Czy nie sądzi pan, Ŝe mógł sam jakoś odemknąć zasuwę? - Emmett 

powoli cedził słowa. 

- Wykluczone. Jest zmyślny, ale nie ma rąk. Bez pomocy rąk nie moŜna otworzyć tych 

drzwi. 

- A moŜe jakaś para rąk zapomniała zamknąć stajnię? - mruknął Bracken. 

- Własnoręcznie ją zamknąłem około szóstej po południu. 

Zapadła  długa  cisza.  Emmett  stał  nieporuszony  z  widłami  w  ręku,  wpatrując  się  w 

zatrzask u drzwi. 

- Sądzi pan, Ŝe ktoś naumyślnie je otworzył? 

- Przemknęła mi taka myśl. - Garrett uwaŜnie obserwował Brackena. 

- Myślę, Ŝe to mogło się stać w ten sposób - potrząsnął głową Emmett. Zsunął czapkę 

niŜej na czoło, tak Ŝe niemal przysłaniała mu oczy. 

- To znaczy, w jaki? - nalegał Garrett. 

background image

- To znaczy, Ŝe ktoś to zrobił naumyślnie. 

- Wiesz coś, czego ja nie wiem, Bracken? - spytał Garrett najłagodniej, jak potrafił. 

-  Wiem,  ile  ten  koń  dla  pana  znaczy.  KaŜdy,  kto  pana  zna,  teŜ  to  wie  -  powiedział 

Emmett tajemniczo. 

- Co ty próbujesz mi powiedzieć, Bracken? - Garrett rozłoŜył ręce i oparł się o drzwi 

stajni. 

- Tylko to, Ŝe mógł to zrobić ktoś, kto ma z panem na pieńku. - Bracken odwrócił się 

do wyjścia. 

- Bracken. - Głos Garretta zabrzmiał ostrzegawczo. 

- Nie wiem nic, czego by pan nie wiedział. 

- To znaczy? 

- To znaczy, Ŝe pan lepiej niŜ ja zna ludzi, którzy mają z panem na pieńku. 

-  Być  moŜe  -  odparł  sucho  Garrett.  -  Ale  chciałbym,  Ŝebyś  wymienił  kilku.  MoŜe  to 

będą ci sami. 

-  Na  pana  miejscu  -  zaczął  Emmett  -  zacząłbym  od  kobiet.  Kobieta,  która  czuje,  Ŝe 

została  skrzywdzona,  jest  zdolna  do  najprzedziwniejszych  rzeczy.  A  moŜe  zbyt  krótko  pan 

Ŝ

yje, aby o tym wiedzieć? - Bracken wyszedł ze stajni. 

Katy  usłyszała  głos  Emmetta  w  momencie,  gdy  przekraczała  próg  stajni.  Bracken  o 

mało na nią nie wpadł. Usunęła się na bok. 

- Przepraszam - bąknął. - Nie zauwaŜyłem pani. 

Katy  uśmiechnęła  się  przelotnie.  Podeszła  do  Garretta,  patrzącego  na  nią  z  dziwnym 

wyrazem twarzy. 

- Przyszłam zobaczyć, jak się miewa Heros - zaczęła. 

- W porządku. - Garrett nadal uwaŜnie ją obserwował. 

Katy  nerwowo  przełknęła  ślinę.  Nagle  poczuła  się  nieswojo.  Serce  skoczyło  jej  do 

gardła. Większą część nocy spędziła przekonując samą siebie, Ŝe postąpiła słusznie zgadzając 

się,  by  ich  małŜeństwo  było  małŜeństwem  z  prawdziwego  zdarzenia.  Teraz  niezrozumiały 

wyraz  oczu  męŜa  sprawił,  Ŝe  znów  zadała  sobie  pytanie,  czy  aby  nie  popełniła  kolejnego 

błędu. Garrett tego ranka wydawał się jakiś obcy i ponury. Całkiem inny niŜ w nocy. 

- Coś się stało, Garrett? - spytała zaniepokojona. 

- Rozmawiałem właśnie z Emmettem o tym, co się wydarzyło w nocy. Doszliśmy do 

wniosku, Ŝe Heros nie mógł się stąd wydostać sam. Ktoś musiał mu w tym pomóc. 

- Co? - Katy popatrzyła na niego z przeraŜeniem. -Ktoś go wypuścił? 

- Na to wygląda. 

background image

- Ale kto? 

- To właśnie najbardziej interesująca część pytania. 

-  MoŜe  jakieś  dzieciaki  chciały  zrobić  głupi  kawał?  A  moŜe  jakiś  włóczęga  chciał 

spędzić noc w ciepłej stajni? 

-  Emmett  sugerował,  Ŝe  mogła  to  zrobić  kobieta.  MoŜe  w  ten  sposób  chciała  się 

zemścić na męŜczyźnie, który, jej zdaniem, ją skrzywdził. 

Katy zabrakło tchu. Musiała oprzeć się o ścianę, by nie upaść. Słowa Garretta raziły w 

nią jak piorunem. Zrozumiała, co miał na myśli. Instynktownie się cofnęła. 

-  UwaŜasz,  Ŝe  miałam  z  tym  coś  wspólnego?  -  wyszeptała.  -  Myślisz,  Ŝe  byłabym 

zdolna do czegoś takiego? Po tym... po tym, co zdarzyło się między nami tej nocy? 

-  Heros  został  wypuszczony,  zanim  poszliśmy  do  łóŜka.  -  Garrett  zmierzył  ją 

wzrokiem. - Nie wiadomo dokładnie, kiedy wyszedł ze stajni. 

- Garrett! 

-  Mógł  zginąć.  Mógł  zabłądzić  gdzieś  między  skałami.  Mogła  go  zabić  cięŜarówka. 

Do diabła, sam go o mały włos nie zabiłem. Byłaby to wyjątkowo perfidna forma zemsty, nie 

uwaŜasz? 

- Garrett, na litość boską, co ty mówisz? - Katy nie wierzyła własnym uszom. - Czy ty 

naprawdę  myślisz,  Ŝe  ja  mogłabym  zrobić  coś  podobnego  tylko  dlatego,  Ŝe  inaczej 

wyobraŜałam  sobie  małŜeństwo?  Wierzysz,  Ŝe  mogłabym  mścić  się  w  ten  sposób? 

Wykorzystując Bogu ducha winnego konia? 

Garrett zbliŜył się do niej. Chwycił ją za ramiona i świdrował wzrokiem z taką siłą, Ŝe 

zadrŜała. 

-  Nie  -  powiedział  zdecydowanie,  -  Nie  wierzę,  byś  mogła  wykorzystać  poczciwego 

Herosa, by się na mnie zemścić. Bracken się myli. Kobieta, która Ŝywi do kogoś urazę, moŜe 

zrobić  róŜne  dziwne  rzeczy,  ale  jednego  jestem  pewien.  śe  kochasz  konie.  Nigdy  nie 

naraziłabyś  na  niebezpieczeństwo  Herosa.  Nie  posłuŜyłabyś  się  koniem  przeciwko  mnie. 

Jesteś uczciwa, Katy. Masz swoje własne sposoby toczenia walki. 

-  No  cóŜ,  dziękuję  ci  chociaŜ  za  to.  Garrett  przyciągnął  ją  do  siebie.  Objął  mocno  i 

wtulił twarz w jej włosy. 

-  Przepraszam,  Katy.  Przez  chwilę  po  tym,  co  powiedział  Emmett,  pomyślałem  o 

twoim  zachowaniu  po  nocy  poślubnej.  Przez  parę  dni  nie  miałem  pojęcia,  co  czujesz,  co 

myślisz.  Byłaś  tak  inna  niŜ  ta  Katy,  którą  znałem.  Ta  cala  gadanina  o  wspólnym  Ŝyciu  jak 

rodzeństwo  czy  partnerzy  w  interesach,  po  prostu  całkowicie  wytrąciła  mnie  z  równowagi. 

Nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje. 

background image

- Nie trzeba wiele, by zamącić męski umysł - zauwaŜyła z przekąsem. 

-  No  cóŜ,  jesteśmy  nieskomplikowanymi,  prostolinijnymi  osobnikami.  Spytaj 

któregokolwiek z męŜczyzn -uśmiechnął się Garrett. 

- JuŜ dobrze. - Katy oparła głowę o jego pierś. Napięcie powoli ją opuszczało. - Jeśli 

jesteśmy zgodni, Ŝe nie zrobiłam tego ja, to kto w takim razie? 

-  śebym  to  ja  wiedział.  Być  moŜe  rzeczywiście  jakiś  włóczęga.  Albo  dziecko,  które 

chciało  pobawić  się  z  koniem.  W  kaŜdym  razie  postaram  się,  Ŝeby  to  się  więcej  nie 

powtórzyło. 

- Co zrobisz? 

- Jeszcze dziś zainstaluję system alarmowy. Nic  bardzo skomplikowanego. Po prostu 

urządzenie, które uruchomi dzwonek znajdujący się w domu, gdyby ktoś próbował otworzyć 

drzwi. To powinno wystarczyć. 

- Przykro mi, Ŝe choć przez chwilę myślałeś, Ŝe to ja. 

- Katy spojrzała na niego ze smutkiem. Uścisnął ją mocno, po czym odstąpił o krok do 

tyłu. 

-  W  ciągu  ostatnich  dni  zupełnie  zbiłaś  mnie  z  tropu,  moja  pani.  Nie  wiedziałem,  na 

jakim  świecie  Ŝyję,  ale  teraz  znów  wszystko  się  unormowało.  Prawda?  -  popatrzył  na  nią  z 

rozmarzeniem. Myślami błądził wokół przeŜyć minionej nocy. 

- Nie bardzo wiem, co uwaŜasz za normalne, Garrett. 

-  Dopóki  będzie  tak  jak  tej  nocy,  wszystko  będzie  dobrze.  -  W  głosie  Garretta 

pobrzmiewało zadowolenie i radość. - Wiesz, duŜo o tym myślałem. 

- O, to ogromny wysiłek dla męŜczyzny. 

-  Nie  bądź  złośliwa.  Mówię  powaŜnie.  Ty  i  ja  mamy  ze  sobą  wiele  wspólnego  i 

powinniśmy to wykorzystać, W małŜeństwie wspólne zainteresowania są bardzo waŜne. 

- Od kiedy to jesteś takim ekspertem od małŜeństwa? 

-  uśmiechnęła  się,  spoglądając  mu  prosto  w  oczy.  Ku  jej  zaskoczeniu  potraktował  to 

pytanie powaŜnie. 

- Przyznaję, Ŝe dopiero się uczę. Ale myślę, Ŝe to dobrze, jeśli ludzi coś łączy. Jeden z 

powodów, dla których pobraliśmy się, to przecieŜ wspólne zainteresowania. 

- Chyba masz rację. - Katy utkwiła wzrok w Herosie, zastanawiając się, czego jeszcze 

moŜe  się  spodziewać.  Udało  jej  się  ostatnio  kilka  razy  zbić  Garretta  z  tropu,  ale  to  było 

niczym w porównaniu z tym, do czego on był zdolny wobec niej. 

- Powinniśmy wykorzystać fakt, Ŝe mamy ze sobą tyle wspólnego. 

- Zgoda - przytaknęła. 

background image

- Myślę, Ŝe juŜ czas, by ktoś z powrotem wrzucił cię na konia, Katy. 

-  Niech  ci  to  nawet  przez  myśl  nie  przejdzie  -  ostrzegła.  Przywarła  do  drzwi  stajni, 

wpatrując się niewidzącym wzrokiem w konia. 

- AleŜ, Katy, kochanie, pomyśl rozsądnie. - Garrett starał się mówić jak najłagodniej. 

Pogłaskał  ją  delikatnie  po  włosach.  -  Wiem  o  wszystkim,  co  się  wydarzyło  tamtej  nocy. 

Wiem, jak bardzo to przeŜyłaś. Ale teraz to juŜ przeszłość. Było, minęło. Tak bardzo lubiłaś 

jeździć konno. Nie ma sensu rezygnować z powodu jednego przykrego doświadczenia. 

-  Przykre  doświadczenie!  Garrett,  aleŜ  ja  o  mało  nie  zginęłam!  Nie  moŜesz  sobie 

nawet  wyobrazić  tego,  co  działo  się  tamtej  nocy.  Płomienie,  dym  i  oszalałe  konie.  I  ból. 

Garrett, czy ty masz pojęcie, jak ja cierpiałam?! 

- Kochanie, rozumiem, ale gdybyś miała wypadek samochodowy, prędzej czy później 

znów wsiadłabyś do auta. Tak samo jest z jazdą konną. 

-  Nieprawda,  to  ogromna  róŜnica.  Mam  swobodę  wyboru  i  zdecydowałam,  Ŝe  nigdy 

juŜ  nie  będę  jeździć.  Nie  przekonuj  mnie,  Garrett.  Decyzję  podjęłam  juŜ  dawno.  Jestem 

dorosła i mam prawo robić to, co uwaŜam za stosowne. 

-  Wytworzyłaś  w  sobie  jakąś  fobię.  I  po  co?  PrzecieŜ  jazda  konna  stanowiła  część 

twego Ŝycia - perswadował Garrett. - Pamiętam, jak pięknie wyglądałaś w siodle. Stawałaś się 

inną  kobietą,  oŜywiałaś  się,  rozkwitałaś,  zupełnie  tak  samo  jak  wtedy,  gdy  trzymam  cię  w 

ramionach. 

-  Na  litość  boską,  Garrett.  A  cóŜ  to  za  bezsensowne  porównanie.  Skąd  ty  moŜesz 

wiedzieć, jak wyglądałam. Gdy znałeś mnie przed laty, byłam jeszcze dzieckiem. 

- Pamiętam, Katy, dobrze pamiętam. Pamiętam, jak uwielbiałaś pokazy i zawody. Jaka 

byłaś  podniecona  i  dumna  ze  zwycięstwa.  Pamiętam,  ile  godzin  przygotowywałaś  konie  do 

wyjścia na tor. Jaka byłaś ambitna. Jazda konna była dla ciebie najwaŜniejszą rzeczą w Ŝyciu. 

A ty byłaś dobra, bardzo dobra. 

- Ludzie się zmieniają, Garrett. Powinieneś to wiedzieć. 

- Owszem, ludzie się zmieniają. Ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Kochasz konie i 

byłaś cudowną amazonką. Jazda konna to coś, co moŜemy robić razem. Co nas łączy. Czas, 

byś  znów  wsiadła  na  konia.  Zbyt  duŜo  juŜ  czasu  spędziłaś  na  podsycaniu  w  sobie  strachu.  - 

Garrett uśmiechnął się ciepło. - Pomogę ci przezwycięŜyć ten strach. 

- Nie nalegaj, Garrett. 

- Kiedyś będziesz mi jeszcze za to wdzięczna, kochanie. 

-  Nie  uszczęśliwiaj  mnie  na  siłę.  -  Katy  była  juŜ  wyraźnie  wściekła.  -  Jeśli  nie 

przestaniesz... 

background image

-  Cicho...  -  Zamknął  jej  usta  pocałunkiem.  -  Uspokój  się,  kochana.  Do  niczego  nie 

chcę  cię  zmuszać.  Niech  czas  to  rozstrzygnie.  Tak  jak  to  było  z  nami.  -  Pocałował  ją  raz 

jeszcze. - Lubię to - wymamrotał między jednym a drugim pocałunkiem. 

- Garrett, rozpraszasz mnie - powiedziała Katy oskarŜycielskim tonem, ale jej irytacja 

słabła  pod  wpływem  ciepła  jego  ust.  Ostatniej  nocy  zdecydowała,  Ŝe  jeśli  tylko  w  tej 

dziedzinie  mogą  się  naprawdę  porozumieć,  powinna  starać  się  ułatwić  to  porozumienie. 

Problem polegał jedynie na tym, Ŝe w takich chwilach jak ta całkowicie ulegała męŜczyźnie, 

który  nawet  nie  nauczył  się  jeszcze  jej  kochać.  Ryzyko,  na  które  się  wystawiała,  było 

ogromne i Katy świetnie o tym wiedziała. 

-  Lubię  cię  rozpraszać.  -  Oparł  ją  plecami  o  ścianę  i  przysunął  się  do  niej.  Kolanem 

rozchylał jej nogi, a kiedy ustąpiła pod jego naporem, natychmiast wsunął udo między jej uda. 

- Tak, właśnie tak, kochanie. Zaciśnij nogi tak, jakbyś to zrobiła jadąc na ogierze. No, 

dalej. 

- AleŜ, Garrett! Ktoś moŜe nas zobaczyć. - PoŜądanie mieszało się w niej ze strachem. 

- Emmett kręci się w pobliŜu. MoŜe w kaŜdej chwili wejść. 

- Nie sądzę, aby się odwaŜył, ale jeśli się boisz, to zaraz temu zaradzimy. 

- Co chcesz zrobić? 

- Zgadnij. - Podniósł ją i zarzucił sobie na ramię. 

- Nie! Nie tutaj. Puść mnie, Garrett. Słyszysz? 

- Słyszę. 

Zaniósł ją do pustego boksu, gdzie złoŜono siano i słomę. Starannie zamknął drzwi do 

stajni. Natychmiast zrobiło się ciemno. Promienie słońca sączyły się jedynie przez szpary  w 

ś

cianach. Garrett ostroŜnie ułoŜył Katy na sianie. 

- WciąŜ jeszcze nie przyzwyczaiłaś się do roli Ŝony. 

- To źle czy dobrze? - Przeraziła się na samą myśl o tym, jak na niego działa. - Myślę, 

Ŝ

e to ty powinieneś mi pomóc przyzwyczaić się do tej roli. 

- Oczywiście, to mój słodki obowiązek - zapewnił, kładąc się obok. Oczy błyszczały 

mu tak samo jak ostatniej nocy. 

Katy westchnęła i objęła go za szyję. Pod wpływem jego wzroku zaczynała poddawać 

się całkowicie zmysłom i wszechogarniającemu ją poŜądaniu. 

Garrett pospiesznie ściągnął ubranie z siebie i z niej. Później przewrócił się na plecy i 

chwycił ją w pasie. Pragnął jej i ona go pragnęła. Dotknął najintymniejszego miejsca, a kiedy 

jęknęła, zamruczał z rozkoszy. 

Pomału  połoŜył  ją  na  sobie,  przykrywając  się  jej  ciałem.  DrŜała  pod  dotykiem  jego 

background image

dłoni. 

- PokaŜ mi, jaki dobry z ciebie jeździec - powiedział chrapliwym głosem. 

A później roześmiał się z radości i satysfakcji, czując, jak jej palce wbijają się w skórę 

jego ramienia. W chwilę później juŜ się nie śmiał. 

Oboje zatracili się w namiętności. 

W jakiś czas później Garrett poruszył się. Katy zsunęła się z niego. 

^ - Przypomnij mi, Ŝebym następnym razem odliczył do dziesięciu, zanim to zrobię. - 

Otrzepał  źdźbła  słomy  i  podał  Katy  ubranie.  -  Człowiek  moŜe  się  nieźle poranić  uprawiając 

miłość na słomie. 

- A ja myślałam, Ŝe to romantyczne. 

- To dlatego, Ŝe byłaś na górze, - Wstał i włoŜył dŜinsy. 

- Do mnie masz pretensje? PrzecieŜ to był twój pomysł. - Katy włoŜyła bluzkę. 

- Hej, chciałem cię tylko trochę podraŜnić. Naprawdę sądzisz, Ŝe to było romantyczne? 

- SpowaŜniał nagle. 

Zawahała  się,  po  czym  szybko  skinęła  głową.  Garrett  wyglądał  na  zadowolonego  z 

siebie. 

-  CóŜ.  nigdy  bym  nie  myślał...  Mniejsza  o  to.  A  więc  to  było  romantyczne?  - 

powtórzył. 

- Uhm. 

- W takim razie moŜe kiedyś to powtórzymy. MęŜczyzna musi być gotów do pewnych 

poświęceń dla swojej kobiety. 

- Naprawdę? - uśmiechnęła się. 

-  Naprawdę.  -  Zapiął  koszulę  i  popatrzył  z  zainteresowaniem  właściciela,  jak  Katy 

pomału się ubiera. Nagle uśmiech zniknął mu z twarzy, spowaŜniał. 

- Coś się stało? - spytała zaniepokojona. 

-  Myślałem  właśnie  o  tym,  co  powiedział  Bracken.  śe  to  kobieta  mogła  w  nocy 

wypuścić Herosa. 

- Znowu zaczynasz? - Katy ogarnął lęk. - Znów wracasz do tego samego? Teraz, gdy 

juŜ zrobiłeś sobie przyjemność na słomie, znów się zastanawiasz, czy to jednak nie ja? 

-  Uspokój  się.  -  W  głosie  Garretta  brzmiało  ostrzeŜenie.  -  Strasznie  jesteś  dziś 

nerwowa. Daj mi skończyć. Wcale nie myślę, Ŝe  to ty.  Doskonale wiem,  Ŝe nie. Coś innego 

nie daje mi spokoju. 

- Co mianowicie? 

-  Zastanawiałem  się,  skąd  Brackenowi  przyszło  do  głowy,  Ŝe  to  mogłaś  zrobić  ty. 

background image

Powiedział coś o kobiecie, która czuje się skrzywdzona. 

- Wiem, skąd wpadł na ten pomysł. - Katy umknęła wzrokiem w bok. 

- Taak? Mam nadzieję, Ŝe nie będziesz tego przede mną ukrywać - powiedział Garrett 

z lekką pretensją w głosie. 

-  Nadine  zauwaŜyła,  Ŝe...  Ŝe  nie  spaliśmy  razem.  -  Katy  westchnęła.  -  Sprzątała 

mieszkanie  i  zobaczyła,  Ŝe  spaliśmy  w  osobnych  pokojach.  Trochę  to  dziwne  jak  na  parę 

nowoŜeńców  w  czasie  miodowego  miesiąca.  Usłyszała  takŜe  to,  co  mówiłeś  wczoraj  po 

wyjściu  Huttona.  Podejrzewam,  Ŝe  wyciągnęła  z  tego  swoje  własne  wnioski  i  podzieliła  się 

nimi z męŜem. 

- Ach, tak. - Garrett oparł się o drzwi. - Teraz rozumiem. Ostatnio zachowywałaś się 

jak kobieta skrzywdzona, czy tak? 

- Nie zauwaŜyłam. 

- To dlatego  Bracken tak powiedział - roześmiał się Garrett. - Ale juŜ po wszystkim, 

prawda? Sytuacja między sami znów się unormowała. Nie będzie juŜ więcej burz i napadów 

gniewu. śadnych ataków zdenerwowania panny młodej. 

- Jak rozkaŜesz, Garrett - powiedziała ze sztuczną słodyczą w głosie. 

Roześmiał się, przytulił ją i pocałował w czubek głowy. 

- No, chodźmy, moja pani. Trzeba coś zjeść i napić się kawy. Zostały moŜe bułeczki 

ze śniadania? 

- PrzecieŜ zjadłeś je godzinę temu. 

-  Widocznie  wzmaga  mi  się  apetyt.  Akurat  wchodzili  do  kuchni,  gdy  zadzwonił 

telefon. 

Garrett podniósł słuchawkę. Z jego słów Katy domyśliła się, Ŝe musiało wydarzyć się 

coś powaŜnego w firmie, coś, co moŜna było załatwić tylko z nim. 

- W porządku, Carson, uspokój się. Czy Layton tam jest? Co u diabła ma znaczyć, Ŝe 

ma urlop? Ściągnij go, niech wraca do biura. - Zaklął pod nosem. - Dobrze, juŜ dobrze, słyszę 

cię. Nie sposób  go ściągnąć. A niech to! Następnym razem,  gdy będzie  brał wolne, upewnij 

się,  czy  jedzie  gdzieś,  gdzie  są  telefony.  Wygląda  na  to,  Ŝe  muszę  wyjechać.  -  Spojrzał  na 

zegarek,  -  Mogę  być  późnym  popołudniem.  Powiedz  Bisby'emu,  Ŝeby  nie  popuszczał.  Bank 

nie moŜe działać tak szybko jak my. Nie straci swojej ziemi w ciągu następnych czterdziestu 

ośmiu godzin. Dostanie poŜyczkę.  Zobaczymy się o trzeciej. A teraz trzymaj rękę na pulsie. 

Dopóki nie przyjadę. 

Katy  słuchała,  jak  Garrett  wydawał  polecenia  świadczące  o  jego  dobrej  znajomości 

pracy banków i księgowości Odwiesił wreszcie z irytacją słuchawkę. Sięgnął po kawę. 

background image

- Słyszałaś? - spytał. 

- Pojedziesz do biura po południu? - Katy usiadła obok niego. 

-  Obawiam  się,  Ŝe  będę  musiał.  W  tym  miesiącu  personel  pracuje  w  uszczuplonym 

składzie, a szef biura, Layton, wyjechał gdzieś do Meksyku i nie sposób go znaleźć. Jeden z 

naszych klientów ma problemy z bankiem. W normalnej sytuacji nie zajmowałbym się tym, 

ale w tym wypadku wszystko wskazuje na to, Ŝe muszę wziąć sprawę w swoje ręce. 

-  Będzie  to  dobra  okazja,  bym  mogła  zapoznać  się  z  pracą  jednego  z  twoich  biur  - 

powiedziała Katy. - Zostaniemy tam na noc? 

-  Ja  zostanę.  -  Garrett  potrząsnął  głową.  -  Ty  zostaniesz  tutaj.  Nie  ma  sensu,  byś  ze 

mną jechała. Wrócę jutro. PrzecieŜ to wciąŜ jeszcze nasz miodowy miesiąc, zapomniałaś? 

- Wiem - uśmiechnęła się Katy. - Ale coś mi się wydaje, Ŝe to małŜeństwo partnerów 

w  interesach.  Od  początku  to  podkreślałeś,  czyŜ  nie?  A  więc  nadarza  się  doskonała  okazja, 

bym się zapoznała ze swoją nową pracą. 

-  Będzie  jeszcze  niejedna  okazja,  gdy  skończy  się  miesiąc  miodowy  -  obstawał  przy 

swoim Garrett. 

-  Po  co  zwlekać?  Pojadę  z  tobą  juŜ  dzisiaj.  Poznam  twoich  pracowników  i  zobaczę, 

jak działa biuro w trudnej sytuacji. 

- Trudna sytuacja nie jest najlepszym momentem, by uczyć się nowych obowiązków - 

uciął Garrett. - Będziesz tylko przeszkadzać. 

- Postaram się nie wchodzić wam w drogę. - Katy zaczynała juŜ być zła. 

-  Zostaniesz  w  domu  -  oświadczył  Garrett  tonem  nie  znoszącym  sprzeciwu.  -  Do 

diabła,  dopiero  co  wyszłaś  za  maŜ.  Jeszcze  nie  czas,  byś  zawracała  sobie  głowę  takimi 

prawami. 

-  Dlaczego  nie?  -  spytała  z  oburzeniem.  -  PrzecieŜ  w  tym  celu  mnie  nająłeś.  Abym 

pracowała dla Coltrane'a i spółki. 

- Nająłem. - Garrett z trzaskiem odstawił filiŜankę. -O czym ty, do cholery, mówisz? 

Ja cię nie nająłem, ja cię poślubiłem, kobieto! 

- Przepraszam, przejęzyczyłam się. 

-  Przejęzyczyłaś?  -  Garrett  nie  dowierzał  własnym  uszom.  -  UŜyłaś  słowa  „nająć” 

zamiast „poślubić” i mówisz, Ŝe to przejęzyczenie? 

- Uspokój się, Garrett. Powiedziałam przecieŜ, Ŝe to byla pomyłka. - Katy natychmiast 

poŜałowała swoich słów. 

-  Cholerna  pomyłka.  -  Garrett  wstał,  oczy  pałały  mu  gniewem.  -  Pozwól,  Ŝe  ci  coś 

wyjaśnię,  Katy  Coltrane.  Dwa  tygodnie  temu  nie  podpisywałaś  umowy  o  pracę,  tylko 

background image

ś

wiadectwo ślubu. Chcę, Ŝebyś o tym pamiętała. To nie okres próbny, lecz miodowy miesiąc. 

Jesteś moją Ŝoną, a nie moją pracownicą. Spróbuj zastanowić się przez następne dwadzieścia 

cztery godziny, na czym to polega. 

- Garrett... 

- Wezwę człowieka, który zakłada w domach alarm. MoŜe zainstaluje jakiś w stajni. 

Wyszedł z kuchni, zostawiając Katy całkowicie zdezorientowaną. Ręce jej drŜały, gdy 

podnosiła do ust kubek z kawą. 

Pociągnęła długi łyk i odstawiła kubek. Uśmiechnęła się do siebie. Gdyby miała przed 

sobą lustro, zobaczyłaby swoje błyszczące radością oczy. 

Uczenie  Garretta  Coltrane'a  miłości  było  sprawą  ryzykowną,  ale  była  na  to 

przygotowana. 

Nie  była  natomiast  przygotowana  na  odkrywanie  tajemnic  własnej  natury.  Było  coś 

podniecającego  w  prowokowaniu  Garretta,  nawet  jeśli  koniec  końców  to  on  brał  górę.  Tak 

samo jak podniecające było uprawianie z nim miłości. 

Tak czy inaczej wreszcie zaczął ją dostrzegać. 

Nigdy  jeszcze,  od  czasu  gdy  po  raz  ostatni  zdobyła  nagrodę  dosiadając  jednego  z 

arabów ojca, nie czuła się tak dobrze jak w tej chwili. 

background image

ROZDZIAŁ 8 

Tej nocy duŜy dom wydawał się wyjątkowo pusty. Katy nalała sobie kieliszek wina i 

przygotowała  kolację.  Zjadła  w  kuchni.  Otworzyła  telewizor,  aby  obejrzeć  wiadomości,  ale 

szybko go wyłączyła. Chwilę poczytała, po czym sięgnęła po brandy. Miała przed sobą długą, 

samotną noc. 

Gdy  wreszcie  około  dziesiątej  wieczór  zdecydowała  się  pójść  spać,  małŜeńska 

sypialnia  wydala  jej  się  większa  niŜ  zazwyczaj  i  odpychająca.  Brakuje  w  niej  męŜczyzny, 

stwierdziła  rozbierając  się  powoli.  Gdy  był  tutaj  Garrett,  pokój  od  razu  stawał  się 

przytulniejszy. 

Ogromne łóŜko teŜ wydawało się obce bez niego. Czuła się w nim jakaś bezbronna i 

samotna. To dziwne, pomyślała. Tylko jedną noc spędziła tutaj z męŜem, a juŜ przywykła do 

jego obecności. Zastanawiała się, czy Garrett ucieszyłby się widząc, Ŝe za nim tęskni. Miała 

nadzieję, Ŝe i on czuje się samotny tej nocy. 

Nie  trzeba  było  mieć  wybujałej  wyobraźni,  aby  domyślić  się,  dlaczego  nie  chciał 

zabrać jej ze sobą. Katy  czuła, Ŝe na swój męski, szowinistyczny sposób  próbował najpierw 

przyzwyczaić  ją  do  roli  Ŝony,  a  dopiero  później  partnerki  w  interesach.  Było  w  tym  coś 

wzruszającego. Nie chciał, by zaangaŜowała się w swoją nową pracę, zanim ich stosunki nie 

ułoŜą się tak, jak na dobre małŜeństwo przystało. 

Nie wiedziała, czy Garrett zdaje sobie sprawę z logiki swego postępowania, ale sama 

myli o tym napełniła ją otuchą. Uśmiechnęła się. Mimo wszystko Garrett doszedł do wniosku, 

Ŝ

e ich osobiste stosunki są waŜniejsze niŜ współpraca zawodowa. 

Być moŜe pewnego dnia dojdzie nawet do wniosku, Ŝe jest zakochany. 

Jakby  w  odpowiedzi  na  to  przypuszczenie  rozległ  się  dzwonek  telefonu.  Podniosła 

słuchawkę. 

- Halo? 

-  Dobry  wieczór,  Katy,  to  ja.  -  W  słuchawce  rozległ  się  oŜywiony  glos  Garretta. 

Najwyraźniej nie zamierzał kłaść się spać. - Pomyślałem sobie, Ŝe zadzwonię dowiedzieć się, 

co słychać. 

-  Wszystko  dobrze.  -  Usiadła  i  zapaliła  lampkę.  -Właśnie  się  połoŜyłam.  A  co  u 

ciebie? 

- Jakoś to będzie. Widziałem się z właścicielem banku i uzgodniłem odroczenie spłaty. 

Jutro mam tutaj jeszcze parę spraw do załatwienia. Wrócę dopiero po południu. 

background image

- Dobrze. 

- Tęsknisz za mną? - spytał od niechcenia. 

- Tak, mówiąc szczerze, tak - odparła. Zaległa cisza. 

- Ja teŜ za tobą tęsknię - usłyszała po chwili głos Garretta. - Wolałbym teraz być z tobą 

w łóŜku, niŜ siedzieć tutaj przy biurku. 

Katy usłyszała w tle jakiś męski głos. 

- Nie jesteś sam? 

-  Nie,  zostało  ze  mną  paru  pracowników.  Sprawdziliście  z  Emmettem  system 

alarmowy? Ja juŜ nie zdąŜyłem. 

- Oczywiście. Działa bez zarzutu. Sprawdziliśmy i w domu, i u Emmetta. Wiedziałeś, 

Ŝ

e Emmett ma pistolet? Trzyma go na kominku, w pudełku po cygarach. Pokazał mi go, gdy 

sprawdzaliśmy alarm. 

-  Nie  wiedziałem,  ale  wcale  mnie  to  nie  zaskakuje.  -  Zamilkł  na  moment,  -  Biorąc 

jednak pod uwagę, ile pije, nie uwaŜam, by to było zbyt bezpieczne. 

- TeŜ tak myślę - zgodziła się Katy. - ChociaŜ mam wraŜenie, Ŝe jest takim rodzajem 

pijaka, który raczej zasypia, a nie rozrabia. 

-  Sam  nie  wiem,  Katy.  Nie  chciałbym  ich  zwalniać,  ale  nie  jestem  pewien,  czy  mam 

ochotę ich zatrzymać. W końcu to Atwood powinien się o to martwić. 

Masz rację. 

-  No  cóŜ,  porozmawiamy,  kiedy  wrócę.  Dzisiaj  i  tak  mam  sporo  na  głowie.  Śpij 

dobrze, kochanie. Do zobaczenia jutro. 

Katy  z  westchnieniem  odłoŜyła  słuchawkę.  Nie  poŜegnali  się  w  zasadzie  jak 

kochankowie, ale słyszała w jego glosie cień czułości. Garrett troszczył się o nią. Była o tym 

przekonana. Musi być pewna, bo na tej pewności opiera swoje przyszłe szczęście. 

Gdy sięgnęła, by wyłączyć lampkę, zauwaŜyła, Ŝe na małym porcelanowym talerzyku 

na toaletce coś lśni. CzyŜby zostawiła pierścionek? Po chwili wiedziała juŜ, co to jest. 

Garrett przed wyjazdem do biura zostawił obrączkę. 

Cały  optymizm  Katy  nagle  prysł.  Wstała  i  podeszła  do  toaletki.  Wzięła  do  ręki 

obrączkę  i  wpatrywała  się  w  nią  z  głębokim  smutkiem.  Symbol  małŜeństwa  tak  niewiele 

znaczył dla Garretta, Ŝe po prostu mógł go zdjąć i zapomnieć z powrotem włoŜyć na palec. 

Zaczynała  wzbierać  w  niej  złość.  Za  kaŜdym  razem,  gdy  wydawało  jej  się,  Ŝe  zdoła 

nauczyć Garretta miłości, przytrafiało się coś, co niweczyło te nadzieje. 

Wyobraziła  sobie  Garretta  w  biurze  wśród  współpracowników.  Siedzi  przy  biurku, 

ś

wieŜo upieczony małŜonek, i nawet nie przejmuje się tym, Ŝe zapomniał obrączki. 

background image

Zdjęła swoją i połoŜyła ją obok. Od razu poczuła się trochę lepiej. 

W trzy godziny później obudziła się przeraŜona. Była zlana potem. Przez parę sekund 

usiłowała zidentyfikować przeraźliwy dźwięk, który wyrwał ją ze snu. 

Był to system alarmowy zainstalowany w stajni Herosa. 

Odrzuciła kołdrę i wyskoczyła z łóŜka. W pośpiechu naciągnęła szlafrok i zbiegła na 

dół, do holu, zapalając po drodze wszystkie światła. NiezaleŜnie od tego, kto był przy stajni, 

zauwaŜy, Ŝe gospodarze się obudzili. 

Gdy była juŜ u drzwi, nagle poczuła przeszywający ból w kostce. Z trudem utrzymała 

się  na  nogach.  Pokuśtykała  w  kierunku  stajni.  Zobaczyła  jakiś  cień.  To  tylko  dziecko, 

uspokajała  samą  siebie.  Tylko  dziecko.  Dopiero  teraz  uprzytomniła  sobie,  Ŝe  przecieŜ  jest 

całkowicie bezbronna. 

-  Hej,  ty  tam!  -  krzyknęła  najgroźniej  jak  potrafiła.  -  Wynoś  się,  wynoś  się  stąd,  bo 

wezwę policję! To teren prywatny! 

- Spokojnie, pani Coltrane, to ja, Emmett Bracken. Odetchnęła na dźwięk znajomego 

głosu. 

-  Emmett!  Na  litość  boską,  ale  mnie  przestraszyłeś.  Alarm  słychać  było  w  całym 

domu. Myślałam, Ŝe znów ktoś się włamuje do stajni. 

Katy z trudem łapała oddech. Wykręcona kostka bolała ją coraz bardziej. 

- Obudziłem się i nie mogłem zasnąć - tłumaczył się Bracken. - Pomyślałem, Ŝe wyjdę 

odetchnąć  trochę  świeŜym  powietrzem.  Chciałem  sprawdzić,  co  u  Herosa,  i  chyba  przez 

pomyłkę włączyłem alarm. Obiecałem pani męŜowi, Ŝe będę miał na wszystko oko, kiedy go 

nie  będzie.  Przepraszam,  Ŝe  panią  przestraszyłem.  Powinienem  był  lepiej  słuchać,  gdy  facet 

wyjaśniał  mi,  jak  to  działa.  Wszystko  w  porządku,  pani  Coltrane?  -  Bracken  podszedł  do 

Katy. 

- Tak - powiedziała przez zęby. - Chyba skręciłam nogę w kostce,  ale to  głupstwo. - 

Rozejrzała się wokół. Wszędzie panował spokój. Weszła do stajni i zapaliła światło. 

Heros wyglądał na zaspanego. Chyba zdziwiła go ta nocna wizyta. 

Katy uśmiechnęła się i pogładziła konia po karku. 

-  Przepraszam,  Ŝe  cię  obudziłam,  Herosie.  Śpij  dalej.  Koń  cofnął  się  do  boksu.  W 

chwilę później jego równomierny oddech potwierdził, Ŝe posłuchał rady Katy. 

- Wszystko w porządku - powiedział Emmett zaglądając do stajni. - To tylko fałszywy 

alarm. Naprawdę bardzo mi przykro. 

-  JuŜ  dobrze,  Emmett.  Myślę,  Ŝe  trzeba  czasu,  abyśmy  się  przyzwyczaili  do  tego 

systemu. Do zobaczenia jutro. - Katy zgasiła światło i wyszła ze stajni. 

background image

- Mam pani pomóc? Ta pani kostka jest chyba bardzo słaba. 

- Dam sobie radę. To nie pierwszy raz. Nie martw się, wiem. co zrobić. Cholerny ból - 

zaklęła pod nosem i powlokła się do domu. 

No tak. to tyle bohaterstwa. Coś jej mówiło, Ŝe Garrett będzie wściekły, gdy dowie się, 

co wydarzyło się tej nocy. 

Garrett wracał do domu z jak najlepszymi przeczuciami. Przez chwilę zastanawiał się, 

skąd  ten  nastrój.  To  jasne.  Dotychczas  wracał  do  pustego  domu.  Teraz  czekała  na  niego 

kobieta i juŜ sama ta myśl wydawała mu się nierealna. 

Nie była to byle jaka kobieta. To Ŝona. Jego Ŝona, Kąty. 

Delektował  się  myślą  o  tym,  Ŝe  czeka  na  niego  przy  wejściu  z  kieliszkiem  wina  na 

powitanie.  Wróci  na  kolację,  a  więc  na  pewno  przygotuje  coś  dobrego.  Koniec  końców 

posiadanie Ŝony wcale nie jest takie źle. 

Po latach zmian, niepewności, braku stabilizacji z przyjemnością myślał,  Ŝe wreszcie 

jest w jego Ŝyciu coś stałego. 

Stałego? Nagle ogarnęły go wątpliwości. PrzecieŜ tak na dobrą sprawę niczego sobie z 

Katy  nie  wyjaśnili  do  końca,  śadne  z  nich  nie  poruszyło  nieprzyjemnego  tematu  uzgo-

dnionych trzech miesięcy. 

Garrett  zacisnął  wargi.  Cały  ten  idiotyzm  mają  juŜ  za  sobą.  Katy  skapitulowała 

przecieŜ  dwie  noce  temu,  po  przyjęciu  u  Huttona.  Oddała  mu  się  z  takim  samym  słodkim, 

zmysłowym  zapałem  jak  w  noc  poślubną.  Nie  jest  kobietą,  która  zachowałaby  się  w  ten 

sposób, gdyby nie była zaangaŜowana, przekonywał sam siebie. 

Musiał jednak pogodzić się z faktem, Ŝe dowiadywał się o Katy wciąŜ czegoś nowego. 

Była  osobą  o  wiele  bardziej  skomplikowaną,  niŜ  początkowo  myślał.  Nie  podejrzewał  jej  o 

taką zapalczywość i upór, Nie miał pojęcia, co naprawdę myśli. 

Przypomniał  sobie  jej  słowa,  gdy  wracali  z  przyjęcia  u  Huttona.  Nie  wspomniała  o 

terminie trzech miesięcy. Powiedziała tylko, Ŝe będą znów ze sobą spali, gdyŜ w przeciwnym 

razie byłoby im zbyt trudno mieszkać razem. 

Chyba nie jest moŜliwe, by zdecydowała się tylko na przygodę trwającą trzy miesiące. 

Przeszedł  go  zimny  dreszcz.  Wiele  waŜnych  spraw  naleŜało  jeszcze  wyjaśnić.  Nie 

chciał,  by  pozostały  jakiekolwiek  niedomówienia.  Pragnął  nade  wszystko  mieć  pewność,  Ŝe 

Katy czuje się związana małŜeńską przysięgą. 

Pamiętał, jaka była zła wczoraj, gdy powiedział jej, Ŝe pojedzie do Fresno sam. MoŜe 

powinien był wziąć ją ze sobą. Ale prawdę mówiąc nie chciał,  aby zajmowała się sprawami 

zawodowymi na samym początku miodowego miesiąca. Wolał, Ŝeby najpierw przyzwyczaiła 

background image

się do roli Ŝony. 

Nie  potrafił  jej  jednak  tego  wytłumaczyć,  nie  był  zresztą  wcale  pewien,  czy 

zaakceptowałaby jego wyjaśnienia, nawet gdyby znalazł właściwe słowa. Tak więc skończyło 

się na tym, Ŝe polecił jej zostać w domu. 

Zaklął  pod  nosem.  Chyba  źle  to  rozegrał.  Musi  się  jeszcze  wiele  nauczyć,  jeśli  chce 

właściwie postępować z taką kobietą jak Katy. 

W  godzinę  później  skręcił  w  długą,  wysadzaną  drzewami  aleję  z  uczuciem  ulgi. 

Wreszcie jest w domu i Katy na niego czeka. Dziś wieczór wyjaśnią sobie wreszcie wszystkie 

istniejące jeszcze wątpliwości. 

Ale gdy podjechał pod dom i wysiadł z samochodu, nie zobaczył Katy na progu. Nie 

pojawiła  się  równieŜ,  gdy  otworzył  frontowe  drzwi  i  wszedł  do  holu.  W  domu  panowała 

cisza.  Garrett  zebrał  się  w  sobie,  jak  gdyby  czekała  go  jakaś  fizyczna  próba  sił.  Wszedł  na 

schody prowadzące do sypialni. Przeczuwał, Ŝe coś jest nie w porządku. 

Pierwszą  rzeczą,  jaka  rzuciła  mu  się  w  oczy,  gdy  otworzył  drzwi  sypialni,  był 

błyszczący przedmiot na toaletce. Odruchowo dotknął serdecznego palca. Oczywiście, zapo-

mniał  włoŜyć  obrączkę,  gdy  wczoraj  rano  wrócił  ze  stajni.  WciąŜ  jeszcze  się  do  niej  nie 

przyzwyczaił. 

Po chwili obok swojej obrączki spostrzegł drugą. W tym momencie poczuł się tak, jak 

gdyby ktoś z całej siły uderzył go w Ŝołądek. 

Kąty  usiadła  na  kamieniu  i  wpatrywała  się  w  ocean.  Bryza  wiejąca  od  morza  nie 

zwiastowała niczego dobrego. Zanosiło się na burzę. 

Delikatnie dotknęła nadweręŜonej kostki. Z trudem nią poruszała, ale ból nieco zelŜał. 

Najwidoczniej  nie  skręciła  jej  tak  silnie,  jak  się  obawiała.  Nie  powinna  była  jednak  iść  nad 

morze po obiedzie. Zajęło jej to więcej czasu, niŜ przewidywała. 

Nie  była  jednak  w  stanie  siedzieć  bezczynnie  w  oczekiwaniu  na  powrót  Garretta. 

Nagle  poczuła  gwałtowną  potrzebę  popatrzenia  na  ocean  i  teraz  tego  Ŝałowała.  Uspra-

wiedliwiała  się  wmawiając  sobie,  Ŝe  musiała  rozruszać  zesztywniałą  kostkę,  ale  teraz 

wiedziała juŜ, Ŝe powinna była raczej dać jej odpocząć. 

Jeszcze  miesiąc  temu  nie  zrobiłaby  niczego  pod  wpływem  chwilowego  impulsu. 

MałŜeństwo z Garrettem Coltrane'em wytrąciło ją z normalnego, spokojnego rytmu. Sama nie 

wiedziała,  czy  to  dobrze,  czy  ile.  Wiedziała  tylko,  Ŝe  się  zmieniła  i  to  nieodwracalnie.  Nie 

wyobraŜała sobie, by mogła stać się na powrót tą spokojną, zrównowaŜoną osobą co kiedyś, 

prowadzącą  spokojne,  unormowane  Ŝycie.  Tak  czy  inaczej  małŜeństwo  ją  odmieniło.  Mogła 

tylko mieć nadzieję, Ŝe i Garrett się zmieni. 

background image

Wiatr  był  coraz  silniejszy.  Nad  horyzontem  zawisły  czarne  chmury.  Katy  zapięła 

kurtkę pod szyję i wstała. Przy takim tempie, w jakim się dzisiaj porusza, nieprędko dotrze do 

domu. 

Była właśnie mniej więcej w połowie drogi, gdy nagle ujrzała przed sobą jakąś ciemną 

postać  wpatrującą  się  w  ocean.  W  pierwszej  chwili  jej  nie  poznała,  ale  gdy  zauwaŜyła 

rozwiane na wietrze siwe włosy, wiedziała juŜ, kogo ma przed sobą. 

-  Nadine!  -  zawołała,  podchodząc  wolno  do  stojącej  kobiety.  Odpowiedziało  jej 

milczenie. Przypuszczalnie szum wiatru zagłuszył wołanie. Wzruszyła ramionami. Chciała się 

juŜ  oddalić,  gdy  coś  ją  powstrzymało.  W  ciemnej  postaci  stojącej  na  skale  było  coś  tak 

rozpaczliwego, Ŝe zawróciła. Podeszła bliŜej do Nadine. 

-  Obserwujesz  morze  -  zagadnęła.  -  Pewnie  będzie  burza,  prawda?  Robi  się  zimno  i 

zaraz zacznie padać. MoŜe wrócimy razem? 

W  pierwszej  chwili  myślała,  Ŝe  nie  doczeka  się  odpowiedzi,  ale  Nadine  powoli 

odwróciła  głowę. Na widok wyrazu jej oczu Katy  przeraziła się. Kobieta patrzyła na nią jak 

na kogoś całkiem obcego. 

- Nic ci nie jest, Nadine? - spytała z niepokojem. 

- AleŜ skąd, wszystko w porządku. - Nadine wciąŜ spoglądała na kłębiące się w dole 

fale. - A co pani tutaj robi? 

-  Po  prostu  wyszłam  się  przejść.  -  Katy  starała  się,  by  jej  głos  zabrzmiał  jak 

najpogodniej  i  beztrosko.  Nie  miała  pojęcia,  w  jakim  nastroju  jest  Nadine.  Być  moŜe  wcale 

nie  jest  zadowolona  z  tego  spotkania.  -  W  nocy  nadweręŜyłam  sobie  nogę  w  kostce  i 

pomyślałam, Ŝe dobrze byłoby ją rozruszać. 

- Co jest z pani kostką? - spytała obojętnie Nadine. 

- To stara historia. Przed laty miałam wypadek. Czasem, gdy zrobię nieopatrzny ruch, 

dokucza mi ból. W nocy biegłam do stajni, potknęłam się i znów się zaczęło. 

-  Emmett  mówił,  Ŝe  alarm  włączył  się  przez  przypadek.  Nadine  popatrzyła  na  nią 

nieodgadnionym wzrokiem. 

-  Tak.  Coś  tam  chyba  jest  nie  w  porządku  z  systemem  bezpieczeństwa.  Trzeba  się 

przyzwyczaić do fałszywych alarmów. 

Zaległa cisza. Katy juŜ chciała odejść, ale się zawahała. 

-  Jakoś  tu  nieprzyjemnie,  Nadine  -  odezwała  się.  -Wracaj  ze  mną.  Napijemy  się 

gorącej herbaty. 

- To się tutaj stało, wie pani? - Nadine potrząsnęła głową. 

- Co takiego? - spytała Katy ze zdumieniem. 

background image

- To tutaj ten chłopak został zabity. 

- Syn Silasa Atwooda? Tutaj zginął? - Katy popatrzyła w dół. 

-  Właśnie.  Był  na  dole  na  plaŜy,  pił  z  kolegami.  Urządzali  sobie  zabawę.  Ot,  taka 

grupka chłopaków. Olbrzymie ognisko i za duŜo alkoholu. Wie pani, jakie te wyrostki są. Za 

grosz  rozumu.  Zaczęli  jeden  drugiego  podpuszczać,  Ŝeby  się  wspiąć  na  tę  skalę,  zamiast 

wracać ścieŜką. 

-  Po  ciemku?  -  Katy  zadrŜała  spoglądając  w  dół.  Skała  była  niemal  pionowa.  Nie 

bardzo było o co oprzeć stopę ani czego się uchwycić. 

- Dwóm się udało. Ale kiedy Brent Atwood zaczął się wspinać, ześliznął się. Spadł i 

złamał kark. 

- To straszne. 

- Potem wszystko się zmieniło - wyszeptała Nadine. - Wszystko. Nic juŜ nie było tak 

jak dawniej. 

Po  chwili  kobieta  bez  słowa  odwróciła  się  i  zaczęła  powoli  iść  ku  domowi.  Katy 

chciała jeszcze coś powiedzieć, ale się rozmyśliła. Nadine najwyraźniej nie miała ochoty ani 

na towarzystwo, ani na rozmowę. Katy poczuła nagłe sympatię do tej starszej kobiety, ale nie 

bardzo  wiedziała,  co  mogłaby  zrobić.  Najwyraźniej  Nadine  była  bardzo  przywiązana  do 

Atwoodów. 

Katy  ruszyła  w  stronę  domu.  Właśnie  otwierała  drzwi  do  kuchni,  gdy  lunął  deszcz. 

Weszła  do  środka  i  nastawiła  wodę  na  herbatę,  W  tym  momencie  zauwaŜyła  na  podjeździe 

samochód Garretta. A więc juŜ wrócił. 

- Garrett? - zawołała. 

Nagle  ogarnęło  ją  podniecenie.  Odstawiła  czajnik  i  weszła  do  salonu.  Tu  teŜ  go  nie 

było. 

- Garrett? Gdzie jesteś? - Postanowiła sprawdzić w sypialni. 

Zobaczyła  go  obok  toaletki.  Popatrzył  na  nią  bacznie.  Prawą  dłoń  ścisnął  w  pięść. 

Katy poczuła nagłą ochotę rzucić się w jego ramiona. Ale tylko się uśmiechnęła. 

-  Witaj,  Garrett.  Nawet  nie  pomyślałam,  Ŝe  moŜesz  juŜ  być  w  domu.  Byłam  na 

spacerze, na skałach. Jak ci się jechało? 

-  Dobrze.  -  Oczy  płonęły  mu  dziwnym  blaskiem.  -  Nie  było  Ŝadnych  problemów, 

dopóki nie wszedłem tutaj i nie znalazłem tego. - Otworzył dłoń pokazując dwie obrączki. 

Katy spojrzała ostroŜnie na lśniące kółeczka i nagle uświadomiła sobie, Ŝe porusza się 

po  niebezpiecznym  gruncie.  PrzecieŜ  to  on  zaczął,  przekonywała  samą  siebie.  Uśmiechnęła 

się niepewnie. 

background image

- Coś się stało, Garrett? 

- Gdy parę minut temu znalazłem twoją obrączkę, przeszło mi przez myśl, Ŝe ode mnie 

odeszłaś - powiedział gwałtownie. 

-  Jak  widzisz,  jestem  -  uśmiechnęła  się  z  trudem.  Podeszła  do  niego  i  wspięła  się  na 

palce muskając go wargami, po czym szybko cofnęła się o krok. 

- Jesteś głodny? Zaraz będzie kolacja. A moŜe najpierw wypijemy drinka? 

- Do diabła, Katy, ja chcę z tobą porozmawiać. 

- O czym? - Popatrzyła na niego z miną niewiniątka. 

- O tym, Ŝe znalazłem tutaj twoją obrączkę. MoŜesz mi to wyjaśnić? 

- A co tu jest do wyjaśniania? Twoja teŜ tu leŜała. Coś ty taki zły? 

- Powiedziałem ci przecieŜ. Myślałem, Ŝe odeszłaś. 

- Ale nie odeszłam. 

- Widzę. A teraz chcę wiedzieć, dlaczego zdjęłaś obrączkę i połoŜyłaś ją tutaj? 

- AleŜ to proste, Garrett, Bo twoja tutaj leŜała. Wybacz, ale muszę wypłukać sałatę. 

Chwycił ją, zanim doszła do drzwi. Spojrzał jej prosto w twarz. 

- Katy, w co ty ze mną grasz? 

- Nie wiem, o czym mówisz. - Potrząsnęła głową. 

- Nie wiesz? Czy chcesz mi wmówić, Ŝe dlatego zdjęłaś obrączkę, Ŝe ja zostawiłem tu 

swoją? 

-  Zdaje  się,  Ŝe  oboje  chcieliśmy,  Ŝeby  to  małŜeństwo  było  całkowicie  równoprawne, 

czyŜ nie? - odpowiedziała z uśmiechem. 

- A teraz posłuchaj mnie, moja pani, i to słuchaj dobrze - powiedział, akcentując kaŜde 

słowo.  -  Zdjąłem  obrączkę  wczoraj,  gdy  szedłem  do  stajni.  Przy  pracy  z  narzędziami 

przeszkadza,  a  nawet  moŜe  być  niebezpieczna.  Gdy  jechałem  do  biura,  spieszyłem  się,  nie 

pamiętasz?  Wrzuciłem  rzeczy  do  torby  i  wyszedłem.  Po  prostu  zapomniałem  włoŜyć 

obrączkę, to wszystko. 

- MoŜe następnym razem będziesz pamiętał - bąknęła, cofając się jeszcze o krok. 

-  Ty  mała  czarownico.  -  Tym  razem  udało  mu  się  chwycić  ją  za  ramiona  i 

przytrzymać.  -  Co  to,  u  diabła,  ma  znaczyć?  -  Popatrzył  na  nią  bacznie.  -  Próbujesz  dać  mi 

nauczkę, tak? 

-  Właściwie  -  zaczęła  Katy  -  gdy  zauwaŜyłam  obrączkę  na  toaletce,  akurat 

rozmawiałam  z  tobą  przez  telefon.  Pomyślałam  sobie,  Ŝe  jesteś  tam,  w  pięknym  mieście, 

będziesz pracował do późna, a potem pewno pójdziesz z kimś na drinka. Wszyscy oczywiście 

wiedzą,  Ŝe  dopiero  co  się  oŜeniłeś  i  przypuszczalnie  zechcą  zobaczyć  nową  obrączkę. 

background image

Zastanawiałam się, co sobie pomyślą, gdy zauwaŜą, Ŝe jej nie masz. 

- Tylko kobieta moŜe wymyślić podobny scenariusz! - wykrzyknął Garrett. 

- Na wypadek, gdybyś tego nie zauwaŜył, jestem kobietą. 

- Nie bądź taka przemądrzała, Katy. 

- Nie jestem przemądrzała. Jestem tylko logiczna. -Usiłowała odsunąć się od niego, ale 

trzymał ją mocno. 

-  Wydaje  mi  się,  Ŝe  zaczynam  pomału  rozumieć.  Było  ci  przykro,  prawda? 

Pomyślałaś, Ŝe naumyślnie zostawiłem obrączkę, i postanowiłaś zrobić to samo. 

-  Powiedzmy,  Ŝe  było  mi  przykro,  iŜ  tak  łatwo  zapominasz  o  tym,  Ŝe  ją  nosisz. 

Zaczęłam  się  zastanawiać,  jak  ty  właściwie  traktujesz  nasze  małŜeństwo.  Czy  aby  nie  zbyt 

lekko? 

Garrett potrząsnął nią. W jego oczach czaił się podejrzany uśmieszek. 

- Dobrze wiesz, jak traktuję małŜeństwo. 

- No cóŜ, moŜe odniosłam niewłaściwe wraŜenie. 

-  A  Ŝebyś  wiedziała,  Jestem  męŜczyzną  Ŝonatym  i  pamiętam  o  tym,  niezaleŜnie  od 

tego, czy noszę obrączkę, czy nie. Nie traktuję lekko swych obowiązków małŜeńskich. 

Katy wydawało się, Ŝe wypowiedział te słowa z jakąś osobliwą dumą. Uspokoiła się. 

- Wierzę ci - powiedziała, - Jeśli polepszy ci to samopoczucie, to wiedz, Ŝe i ja traktuję 

powaŜnie nasze małŜeństwo, nawet jeśli zdarzyło mi się zdjąć obrączkę. 

Przez dłuŜszą chwilę patrzyli na siebie. Wreszcie Garrett gwałtownie przyciągnął ją do 

siebie. Objął mocno i przytulił. 

-  Cieszę  się.  Naprawdę  się  cieszę  -  powiedział.  Katy  ogarnęła  fala  gorących  uczuć, 

Objęła Garretta w pasie. 

- Witaj w domu - szepnęła. 

-  Dzięki.  Ale  następnym  razem,  gdy  wrócę  z  podróŜy  słuŜbowej,  bądź  uprzejma  nie 

robić mi takich niespodzianek. Nie jestem pewien, czy zniósłbym po raz drugi podobny szok. 

- Naprawdę był to dla ciebie szok? 

- Tym razem jesteś górą. Myślę, Ŝe juŜ mi się nie zdarzy zapomnieć o obrączce. 

- To dobrze. 

Roześmiał  się  słysząc  w  jej  głosie  nie  skrywane  zadowolenie.  Popchnął  ją  lekko  na 

łóŜko i sam połoŜył się obok Ujął jej dłoń i ostroŜnie wsunął na palec obrączkę. 

- WciąŜ mnie czymś zaskakujesz, Katy Coltrane. Kto by pomyślał, Ŝe jest w tobie tyle 

kobiecej dumy. Zawsze wydawałaś mi się taka... taka... 

-  Rozsądna?  Opanowana?  RozwaŜna?  Garrett  uśmiechnął  się.  WłoŜył  obrączkę.  Po 

background image

czym jego dłoń powędrowała w kierunku guzików jej bluzki. 

- To lubię - rzucił. 

- A co z kolacją? 

- MoŜe poczekać. Teraz mam w głowie co innego. 

- ZauwaŜyłam. - Katy westchnęła i zabrała się do guzików jego koszuli. 

background image

ROZDZIAŁ 9 

-  Jeśli  chodzi  o  szok  -  zaczęła  Kąty  w  półtorej  godziny  później,  gdy  Garrett  siadł 

wreszcie do kolacji - to sama przeŜyłam niewielki ostatniej nocy. 

- Co się stało? - Garrett podniósł wzrok znad łososia. Jego oczy, jeszcze przymglone 

rozkoszą, nagle stały się czujne. 

- Emmett przypadkowo włączył w stajni alarm. Zeszłam na dół, Ŝeby sprawdzić, co się 

stało - wyjaśniła Katy. - Ten system jest chyba bardzo czuły - dodała. 

-  Taki  powinien  być  -  stwierdził  Garrett  z  irytacją  -Ale  po  co,  u  diabła, w  ogóle  tam 

chodziłaś?  PrzecieŜ  to  był  środek  nocy.  Mógł  tam  być  jakiś  punk,  niebezpieczny  włóczęga 

albo bandzior. 

-  Nie  denerwuj  się  -  powiedziała  spokojnie  Katy,  podnosząc  do  ust  kieliszek.  - 

PrzecieŜ nic się nie stało. Powiedziałam ci, Ŝe to był przypadek. 

- Postąpiłaś głupio, Katy. - Garrett obstawał przy swoim. - Powinnaś była zadzwonić 

do  Brackenów  albo  wezwać  policję,  a  nie  iść  sama  do  stajni.  Na  Boga,  Katy,  czy  ty  nic  nie 

rozumiesz? 

- Garrett... 

-  Jeszcze  nie  skończyłem.  -  Oparł  łokcie  na  stole  i  przez  następne  pięć  minut 

wyłuszczał,  co  myśli  na  temat  nierozsądnego,  impulsywnego  działania.  Łosoś  kompletnie 

wystygł. 

Mój  mąŜ  ma  prawdziwy  talent  do  ujawniania  swoich  uczuć  w  takich  momentach, 

pomyślała Katy. Nie potrafi powiedzieć, Ŝe mnie kocha, ale nie ma najmniejszych trudności z 

okazaniem tego, Ŝe się o mnie martwi. Odczekała, aŜ skończył, i uśmiechnęła się. 

- Skończyłeś? 

- Nie bierzesz powaŜnie tego, co mówię? 

-  AleŜ  skąd  -  zaprzeczyła  szybko.  -  To  się  juŜ  nie  powtórzy.  Obiecuję.  Wiem,  Ŝe 

działałam bez zastanowienia, ale wszystko skończyło się dobrze i naprawdę nie potrzebuję juŜ 

dziś Ŝadnych kazań. Opowiedz mi lepiej, jak tam było we Fresno. 

Garrett rzucił raz jeszcze, by nigdy więcej nie waŜyła się zrobić czegoś podobnego, po 

czym nalał, sobie kieliszek wina. 

-  Wszystko  poszło  jak  najlepiej.  Udało  nam  się  wyratować  Bisby'ego  z  opresji. 

Klasyczny  przypadek  cięŜkiej  pracy  i  kiepskiego  zarządzania.  Nawet  najlepszy  farmer 

niczego  nie  dokona,  jeśli  nie  będzie  miał  pojęcia  o  zarządzaniu  i  rachunkowości.  To  bardzo 

background image

waŜne. W dzisiejszych czasach tylko taki hodowca ma szanse, który traktuje swoją pracę jak 

biznes  z  prawdziwego  zdarzenia.  Taki  Bisby  i  jemu  podobni  przypominają  mi  mego  ojca. 

Wszystko, co mają, inwestują w ziemię, ale nie pomyślą nawet o nauczeniu się zarządzania. 

-  Twój  ojciec  nie  miał  firmy  Coltrane  i  Spółka,  w  której  mógłby  zasięgnąć  fachowej 

rady i pomocy - zwróciła mu łagodnie uwagę. 

-  O  ile  wiem,  i  tak  nie  posłuchałby  niczyjej  rady.  Był  farmerem  starej  daty,  któremu 

wydawało  się,  Ŝe  wie  wszystko  na  temat  bydła.  Nawet  by  mu  do  głowy  nie  przyszło,  Ŝe 

moŜna  zasięgać  jakichkolwiek  porad.  I  w  ten  sposób  stracił  to,  co  liczyło  się  dla  niego  w 

Ŝ

yciu najbardziej - ziemię i Ŝonę. Później juŜ nie miał po co Ŝyć. 

Katy  jadła  powoli,  zastanawiając  się,  do  czego  moŜe  prowadzić  taka  strata.  Ojciec 

Garretta  rozbił  się  samochodem  na  wiejskiej  drodze,  gdy  jego  syn  był  kilkunastoletnim 

chłopcem. Niektórzy podejrzewali samobójstwo. Inni, Ŝe był pijany. Było to wkrótce potem, 

gdy  Harry  Randa,  który  znal  Coltrane'ów  od  lat,  zatrudnił  Garretta  w  swoim  majątku  jako 

stajennego. 

Jedyną pewną rzeczą w Ŝyciu Garretta była ta właśnie praca. Zrezygnował z niej, gdy 

stwierdził, Ŝe moŜe zarobić znacznie więcej na  rodeo. Harry Randa rozumiał to i Ŝyczył mu 

powodzenia. 

- Chciałbym zaprosić na piątek wieczór przyjaciół -powiedział nagłe Garrett, kończąc 

kolację. 

Katy popatrzyła na niego zaskoczona. 

-  Boba  i  Dianę  Greeleyów  -  dodał.  -  Bob  to  mój  kumpel  jeszcze  z  czasów  rodeo. 

Zawsze razem występowaliśmy. Na pewno ich polubisz, zwłaszcza Dianę. 

Katy skinęła głową. 

- Bob wciąŜ jeszcze jeździ?- spytała. 

-  SkądŜe.  Zerwał  z  tym,  zanim  zdąŜył  połamać  sobie  wszystkie  kości.  Wrócił  do 

college'u i skończył informatykę. 

-  Trudno  sobie  wyobrazić  dawnego  kowboja  w  roli  eksperta  od  komputerów  - 

uśmiechnęła się Katy. 

- Wiem, co taka dama jak ty myśli o kowbojach. Prawdopodobnie w ogóle nie mieści 

jej się w głowie, Ŝe są w stanie zajmować się czymś innym niŜ byki, piwo i świń-swa. 

-  Jeśli  nawet  kiedyś  tak  myślałam  -  Katy  uniosła  brwi  -  to  chyba  miałam  czas  się 

przekonać, Ŝe tak nie jest, prawda? Przeszedłeś długą drogę od czasu, gdy występowałeś. 

- Przepraszam. - Garrett uśmiechnął się. - Nie chciałem cię dotknąć. Czasem odzywają 

się dawne kompleksy i uczucia. 

background image

A czasem zdarza się, Ŝe dawne uczucia nie wygasają. pomyślała Katy. 

- Powiedz Nadine, Ŝeby pomogła ci coś przygotować na piątek. Nie ma powodu, abyś 

wszystko robiła sama. Chcę, Ŝebyś teŜ spędziła miły wieczór. Myślę, Ŝe przypadniecie sobie z 

Diane do gustu. 

Katy skinęła głową. Wyczuła, Ŝe Garrettowi bardzo z a -leŜy na tym, by zaprzyjaźniła 

się z tą Diane. Najwidoczniej chciał pochwalić się przed przyjaciółmi swoją nowo poślubioną 

Ŝ

oną. Ta myśl bardzo ją rozczuliła. 

Skłonienie Nadine Bracken, by pomogła w przygotowaniu piątkowej kolacji, okazało 

się nad wyraz trudne. Katy siedziała z nią w czwartek do późna, by ustalić jadłospis. Chciała 

podać paelle, sałatę i ciemne pieczywo. 

- Na przystawkę proponuję zapiekany ser, paszteciki z wędzonymi ostrygami i świeŜe 

warzywa  z  sosem  winegret  -  powiedziała  Katy.  -  To  nic  skomplikowanego.  MoŜna  to 

wszystko przygotować wcześniej. 

Nadine przez dłuŜszą chwilę studiowała zaproponowany przez Katy jadłospis. 

-  Pani  Atwood  nigdy  nie  podawała  gościom  paelli  -oświadczyła  wreszcie.  -  Zawsze 

przygotowywałyśmy  befsztyki.  Pan  Atwood  własnoręcznie  piekl  je  na  ruszcie  w  ogrodzie. 

Bardzo to lubił. 

-  No  tak,  ale  ja  wolę  ryby  i  owoce  morza  niŜ  befsztyki.  a  więc  zrobimy  paelle.  Na 

deser upiekę sernik - zdecydowała Katy. 

- To juŜ nie będzie to samo. - Nadine była wyraźnie niezadowolona. 

- Nie - zgodziła się Katy. - To juŜ nie będzie to samo. 

-  Nie  rozumiem,  dlaczego  wszystko  musi  się  zmieniać  -  wymamrotała  Nadine.  -  Po 

prostu nie rozumiem. 

Katy westchnęła. Zastanawiała się, czy nie byłoby lepiej, gdyby wszystkim zajęła się 

sama. Lubiła gotować i tylko dlatego poprosiła Nadine o pomoc, Ŝe chciał tego Garrett. 

Następne trzy dni upłynęły spokojnie. Garrett kręcił się wokół stajni i domu. Do biura 

tylko  telefonował.  Zabrał  Katy  na  zakupy  do  San  Luis  Obispo,  gdzie  odwiedzili  przy  okazji 

jednego z jego przyjaciół z uniwersytetu. 

Przez cały ten czas bacznie ją obserwował. KaŜde jej słowo i gest oceniał pod kątem 

przystosowania do roli Ŝony. Niekiedy było to denerwujące. Usiłowała sobie wmówić, Ŝe to 

dobry znak. 

W nocy kochał się z nią tak namiętnie, Ŝe nie ulegało wątpliwości, iŜ próbował w ten 

właśnie  sposób  przywiązać  ją  do  siebie.  Powstrzymywał  się  tak  długo,  dopóki  nie 

wykrzyknęła  z  rozkoszy  i  nie  zadrŜała  konwulsyjnie  w  jego  ramionach.  Dopiero  wtedy  i  on 

background image

osiągał pełnię miłosnej ekstazy i ostatecznego spełnienia. 

W czwartek rano Katy zaskoczyła go w gabinecie, gdy kończył rozmowę telefoniczną. 

Zdumiało ją jego zachowanie. Był szorstki, niemal obcesowy. 

-  Wiesz  dobrze,  czego  chcę.  Tutaj  wszystko  zapięte  na  ostatni  guzik.  Chcę  tylko 

wiedzieć,  Ŝe  u  ciebie  teŜ  gra.  Porozmawiamy  później.  -  OdłoŜył  z  trzaskiem  słuchawkę, 

odwrócił się do Katy. 

- O co chodzi? - Popatrzył na nią z irytacją. 

-  O  nic.  Chciałam  się  przejść  nad  morze  i  myślałam,  Ŝe  moŜe  pójdziesz ze  mną.  Ale 

jeśli jesteś zajęty, odłoŜymy te na później. 

-  Nie.  -  Wstał  i  sięgnął  po  kapelusz,  -  Dobrze  mi  zrobi  trochę  ruchu.  Chodźmy.  - 

Chwycił ją za rękę i pociągnął gwałtownie za sobą, jak gdyby chciał jak najprędzej opuścić to 

miejsce. 

Katy  zamierzała  go  poprosić,  by  wyjaśnił  swoje  zachowanie,  ale  coś  ją  przed  tym 

powstrzymało.  Instynktownie  wyczuwała,  Ŝe  Garrett  nie  chce,  by  wypytywała  go  o  ten 

tajemniczy  telefon.  Dała  więc  spokój.  Było  jeszcze  tyle  spraw  związanych  z  jej  męŜem,  do 

których powinna pod -chodzić bardzo ostroŜnie. 

Pocieszała  się,  Ŝe  i  on  powinien  obchodzić  się  z  nią  delikatnie.  Była  to  interesująca, 

choć niekiedy uciąŜliwi sytuacja. Często zastanawiała się, czy koniec końców doprowadzi do 

miłości. 

Nadszedł piątkowy wieczór. Wszystko odbyło się bez większych problemów, mimo Ŝe 

Nadine Bracken z ogromną niechęcią zaakceptowała paelle w szacownym domu Atwoodów. 

Garretta  cały  ten  konflikt  między  Ŝoną  a  Nadine  tylko  ubawił.  Jeśli  Nadine 

spodziewała  się,  Ŝe  będzie  tutaj  rządzić,  przekonała  się  teraz,  Ŝe  jest  w  błędzie.  Katy  moŜe 

wydawać  się  łagodna  i  uległa,  ale  pod  tą  pozorną  delikatnością  kryje  się  natura  uparta  i 

zdecydowana,  Garrett  ostatnio  nieraz  miał  okazję  się  o  tym  przekonać  i  z  cichą  satysfakcją 

stwierdził, Ŝe nie tylko on pomylił się w ocenie swoje: Ŝony. 

Podobał  mu  się  sposób  zachowania  Katy.  Być  moŜe  wreszcie  uzna  ona  ten  dom  za 

swój. 

Przez  ostatnie  dni  pilnie  ją  obserwował.  Nie  wyobraŜał  sobie,  by  mogło  mu  być  z 

kimkolwiek  lepiej  w  łóŜku.  Dawała  mu  z  siebie  wszystko,  W  ciągu  dnia  wydawała  się 

szczęśliwą Ŝoną. 

Tylko jedna sprawa go niepokoiła. Świadomość, Ŝe nie poruszyli tematu owych trzech 

miesięcy wyznaczonych przez Katy. Nie wiedział, czy po upływie tego okresu nie zechce go 

opuścić. Niejeden juŜ raz kusiło go, by przyznałaŜe nie uwaŜa juŜ małŜeństwa za przygodę 

background image

mającą trwać tylko trzy miesiące. Ale wciąŜ nie mógł się na to zdobyć. 

Pozostawianie spraw bez wyjaśnienia nie było w jego stylu. Był męŜczyzną, który grał 

w  otwarte  karty  i  kierował  swoim  Ŝyciem  tak,  jak  tego  chciał.  Ale  nie  wiedział,  jak  skłonić 

Katy, by zgodziła się na rolę oddanej Ŝony. 

O piątej po południu Katy weszła do sypialni, by się przebrać. Garrett właśnie kończył 

prysznic. 

- Wszystko gotowe? - spytał, wychodząc z łazienki. 

-  Myślę,  Ŝe  tak.  Kolacja  będzie  o  wpół  do  ósmej.  Katy  poszła  w  kierunku  łazienki, 

zapinając  po  drodze  guziki  bluzki.  WciąŜ  jeszcze  trochę  się  go  wstydziła.  Wiedział,  Ŝe 

rozbierze się dopiero w łazience. To zabawne. Ta sama kobieta w nocy, gdy będą się kochać, 

zmieni  się  w  jego  ramionach  w  wulkan.  Będzie  zachłanna,  podniecona,  pełna  namiętności. 

Dosiądzie go tak, jak on dosiadał niegdyś wspaniałych arabów jej ojca. 

I  jeśli  myśli,  Ŝe  będzie  to  robić  tylko  przez  trzy  miesiące,  i  potem  go  zostawi,  lepiej 

niech  o  tym  zapomni.  Garrett  zebrał  się  w  sobie  i  postanowił  odbyć  wreszcie  decydującą 

rozmowę. 

- Katy-zaczął. 

- O co chodzi? - Spojrzała na niego przez ramię. 

-  Chcę  z  tobą  pomówić  -  powiedział,  starając  się  nadać  swojemu  głosowi  obojętne 

brzmienie. 

- O czym? 

- O twoich planach na przyszłość. 

- O moich planach? Nie rozumiem. - Spojrzała na niego z ciekawością. 

-  Mam  prawo  wiedzieć,  co  zamierzasz  robić  po  upływie  trzech  miesięcy.  Chcę 

wiedzieć, czy wciąŜ myślisz o zerwaniu naszego małŜeństwa. 

Popatrzyła  na  niego  nieodgadnionym  wzrokiem.  Rzadko  kiedy  udawało  jej  się 

skutecznie ukryć przed nim swoje myśli. Na ogół czytał je z jej oczu. Ale nie tym razem. 

-  Garrett,  to  nie  jest  najlepszy  moment  na  taką  rozmowę.  Za  niecałą  godzinę 

przychodzą goście, a ja nie jestem jeszcze ubrana. 

~ WciąŜ chcesz ode mnie uciec po trzech miesiącach? - nalegał. 

- Mówisz tak, jakbym była przeraŜoną panną młodą, która chce uciec do mamy. Nasza 

sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Jeśli wszystko skończy się po trzech miesiącach, 

jestem  pewna,  Ŝe  potraktujemy  rozpad  naszego  małŜeństwa  w  sposób  dojrzały  i 

odpowiedzialny. Nie jesteśmy przecieŜ dziećmi. 

Garrett poczuł nagły ucisk w Ŝołądku. A więc myśli o opuszczeniu go. 

background image

Nie mógł w to uwierzyć. Wydawało się, Ŝe juŜ się zadomowiła. Cieszyła się na pracę 

w jego biurze. Wiedział, Ŝe jest jej z nim dobrze w łóŜku. Czego jeszcze moŜe chcieć kobieta, 

głowił się. 

Stał w miejscu, świdrując ją wzrokiem. 

- Skąd ten pomysł, Ŝe pozwolę ci postępować tak, jakby to miała być tylko przygoda 

trwająca trzy miesiące, Katy ? 

- Uspokój się, Garrett. Zachowujesz się nierozsądnie. 

- Ja? A co w takim razie powiedzieć o tobie? To ty jesteś małą wariatką, która myśli, 

Ŝ

e  nałoŜono  jej  kajdany,  tylko  dlatego  Ŝe  małŜeństwo  nie  okazało  się  ckliwym  związkiem 

dwóch serduszek, tak jak to sobie wyobraŜała. 

- Uspokój się, Garrett. Zaraz przyjdą goście, a mam jeszcze sporo do zrobienia. - Katy 

chwyciła za klamkę. 

Garrett  zreflektował  się.  Musi  działać  pomału  i  rozwaŜnie.  To  tak  jakby  miał  do 

czynienia z krnąbrną klaczą. Zbyt szybki ruch moŜe ją spłoszyć. Jeśli jednak nie zrobi Ŝadne-

go ruchu, pomyśli, Ŝe wygrała pojedynek, i jeszcze trudniej będzie ją poskromić. 

- Nie wiem, skąd zaczerpnęłaś swoje wyobraŜenia o małŜeństwie, Katy, ale myślę, Ŝe 

juŜ czas, by ktoś ci je wyperswadował. A kto moŜe zrobić to lepiej niŜ rodzony mąŜ? Powiem 

ci,  czym  jest  małŜeństwo.  MałŜeństwo  to  pozostawanie  ze  sobą  równieŜ  wtedy,  gdy  jest 

cięŜko  i  brakuje  pieniędzy.  MałŜeństwo  to  honorowanie  ślubowania  złoŜonego  w  obecności 

ś

wiadków.  To  tworzenie  czegoś  trwałego.  To  wzajemne  zobowiązania.  To  zaangaŜowanie. 

Jeśli  myślisz,  Ŝe  pozwolę  ci  uciec  od  zobowiązań,  to  lepiej  zapomnij  o  tym.  Ostrzegam  cię, 

moja pani. Nie ma takiego miejsca na ziemi, w którym bym cię nie znalazł. Jeśli dojdzie do 

ostateczności,  okaŜe  się,  Ŝe  jestem  silniejszy,  twardszy  i  bardziej  zdeterminowany  niŜ  ty 

będziesz kiedykolwiek. Zapamiętaj to. Jestem zdolny do wszystkiego. 

- Nie potrzebuję od ciebie pouczeń na temat małŜeństwa, do cholery! 

Katy odskoczyła do tyłu i zatrzasnęła drzwi łazienki przed samym nosem Garretta. W 

sekundę  później  usłyszał  trzask  zamka.  Zaklął  cicho,  uderzył  otwartą  dłonią  w  drzwi, 

odwrócił się i poszedł do garderoby. Zdejmując z wieszaka spodnie, syknął z bólu. ZauwaŜył, 

Ŝ

e dłoń mu lekko krwawi. 

Co  do  jednego  Garrett  miał  rację,  stwierdziła  Katy  tego  wieczoru,  po  wyjściu  gości. 

Naprawdę  polubiła  Diane  Greeley,  nieduŜą,  drobną  blondyneczkę.  Nie  była  pięknością,  ale 

miała uroczy uśmiech i ciepłe niebieskie oczy. Była w zaawansowanej ciąŜy. 

-  Siódmy  miesiąc  -  zwierzyła  się,  gdy  Katy  oprowadzała  ją  po  domu.  -  Nie  moŜemy 

się  juŜ  z  Bobem  doczekać.  Odkładaliśmy  to  długo,  gdyŜ  Bob  poszedł  na  studia,  i  juŜ 

background image

zaczynaliśmy się niepokoić, Ŝeby nie było za późno. - Diane rozejrzała się po duŜym domu. - 

Wygląda na to, Ŝe jeśli chcecie zapełnić ten dom dziećmi, powinniście teŜ wziąć się do dzieła. 

Katy  uśmiechnęła  się,  widząc  juŜ  oczami  wyobraźni  ich  dom  w  przyszłości. 

Postanowiła nie przyznawać się, Ŝe Garrett nigdy nie wspomniał o dzieciach. 

- Masz rację, rzeczywiście jest duŜy - zgodziła się. 

-  Wiedziałam,  Ŝe  gdy  Garrett  wreszcie  kupi  sobie  dom,  zrobi  to  w  wielkim  stylu  - 

zachichotała Diane. - Zawsze planuje wszystko bardzo skrupulatnie, jak dobry generał przed 

bitwą.  I nigdy nie zrobi  nic, dopóki nie wie dokładnie, co i jak chce zrobić. Zawsze ma nad 

wszystkim kontrolę, prawda? 

Nad  wszystkim  z  wyjątkiem  mnie,  pomyślała  Katy,  wspominając  krótką  gwałtowną 

wymianę  zdań  w  sypialni  przed  wizytą  Diane  i  Boba.  Poczuła  się  trochę  niepewnie,  gdy 

uzmysłowiła sobie, Ŝe za parę godzin znów zostanie z Garrettem sam na sam. Nie trzeba było 

specjalnej przenikliwości, by wiedzieć, Ŝe nie uwaŜa on ich rozmowy za zakończoną. 

- Znasz Garretta od dawna? - spytała Diane, gdy szły wolno w kierunku schodów. 

-  Znałam  go  jeszcze  jako  mała  dziewczynka.  Ale  kiedy  miałam  dwanaście  lat, 

wyjechał z miasta. Zobaczyłam go znowu przed paru miesiącami - odparła. 

- Bob opowiadał mi trochę o przeszłości Garretta. Nie była łatwa. 

- Nie. 

- Słyszałam, Ŝe jego  rodzice stracili ziemię, a matka odeszła od ojca. - Diane posłała 

Katy zaciekawione spojrzenie. - Garrett był później właściwie zdany sam na siebie, prawda? 

- Mniej więcej. Gdy skończył średnią szkołę, zaczął występować na rodeo. 

Diane z uśmiechem potrząsnęła głową. 

-  Zamienił  jeden  niepewny  tryb  Ŝycia  na  inny  równie  niepewny.  Rodeo  niejednego 

moŜe wpędzić w pijaństwo. Człowiek bez przerwy przemieszcza się z miasta do miasta. Nie 

sposób prowadzić normalnego Ŝycia rodzinnego. Nie ma przy tym Ŝadnej gwarancji, czy przy 

kolejnym  występie  nie  złamie  sobie  karku  albo  nie  pogruchocze  kości.  Nie  wie,  co  to 

poczucie  bezpieczeństwa.  -  Diane  przeszedł  dreszcz.  -  Nie  masz  pojęcia,  jaka  byłam 

szczęśliwa,  gdy  Bob  się  wreszcie  z  tego  wycofał.  Myślę,  Ŝe  i  ty  się  cieszysz,  Ŝe  Garrett 

zdecydował się na to samo. Wielu chłopaków nie moŜe się na to zdobyć. Oczywiście zarówno 

Bob, jak i Garrett wiedzieli, Ŝe chcą w Ŝyciu czegoś więcej. 

„Nie wie, co to poczucie bezpieczeństwa” - powtórzyła w myślach Katy. 

Zastanawiała się nad słowami Diane. Przez większość swego Ŝycia Garrett nie zaznał 

ani  stabilizacji,  ani  bezpieczeństwa,  z  wyjątkiem  tych  chwil,  które  sam  dla  siebie 

wygospodarował. Bardzo wcześnie nauczył się polegać wyłącznie na sobie. Katy wiedziała o 

background image

tym  od  dawna,  ale  teraz  uderzyło  ją  to  szczególnie.  Zatrzymała  się  na  szczycie  schodów  i 

odwróciła do Diane. 

- Coś się stało? - spytała Dianę z niepokojem. 

- Nie - potrząsnęła głową Katy. - Nic złego. Po prostu uświadomiłam sobie coś, czego 

dotychczas jakoś nie zauwaŜałam. 

- W związku z tym, co powiedziałam? - spytała Diane ostroŜnie. 

-  Tak  -  uśmiechnęła  się  Katy.  -  W  zasadzie  tak.  Powinnam  była  sama  do  tego  dojść, 

ale  zbyt  wielką  wagę  przykładałam  do  swoich  własnych  odczuć.  Zresztą  nie  ma  o  czym 

mówić - machnęła ręką. - Chodźmy na dół, do naszych panów. Pewnie umierają z głodu. 

Gdy schodziły z góry, Garrett spojrzał na nią sponad ramienia Boba. Ich oczy spotkały 

się i Katy zadrŜała. W i -dać było, Ŝe jej pragnie. Zrobi wszystko, co będzie mógł. by ją przy 

sobie zatrzymać. Według niego, to właśnie jest miłość. 

Przekonywała samą siebie, Ŝe powinna to zrozumieć. Powinna zrozumieć, Ŝe popełnia 

ogromny  błąd  groŜąc  mu  Ŝe  pozbawi  go  wszelkiego  oparcia.  To  nie  było  dla  niego  nic 

nowego.  GroŜąc  mu  terminem  trzech  miesięcy  postępowała  tak  samo,  jak  w  przeszłości 

postępowali wobec niego inni. Mówiła mu, Ŝe nie moŜe liczyć na nią i na jej miłość. 

Nagle  stało  się  dla  niej  bardzo  waŜne,  by  Garrett  wiedział,  Ŝe  moŜe  polegać  na  jej 

miłości. 

W tym momencie Bob podał swej Ŝonie szklankę soku pomarańczowego i czar chwili 

prysł. Bob był wysokim, szczupłym męŜczyzną ze śmiejącymi się piwnymi oczami i zawsze 

pogodną twarzą. 

-  To  jest  prawdziwy  dom,  prawda,  kochanie?  -  zwrócił  się  do  Diane.  -  Mówiłem 

właśnie Garrettowi, Ŝe przeszedł długą drogę od tych zapchlonych moteli, w których nocował 

w czasie rodeo. 

- Ty teŜ - stwierdziła Diane, patrząc na niego czule. Uśmiechnęła się do Katy. - A ja 

mówiłam  właśnie  Katy,  Ŝe  muszą  się  pospieszyć,  jeśli  chcą  zapełnić  to  miejsce  nowymi 

mieszkańcami. Taki duŜy dom potrzebuje rodziny z prawdziwego zdarzenia. 

Katy zarumieniła się. Garrett spojrzał na nią bacznie. 

-  Przepraszam  na  chwilę  -  powiedziała,  zadowolona,  Ŝe  ma  pretekst  do  wyjścia  z 

pokoju.  Miała  wiele  rzeczy  do  przemyślenia.  -  Muszę  pójść  do  kuchni.  Paella  zaraz  będzie 

gotowa. 

W trzy godziny później znów była z męŜem sam na sam. Od czasu rozmowy z Diane 

ciągle  myślała,  jak  rozegrać  tę  sprawę.  Mącił  jej  się  umysł.  Nie  wiedziała,  czy  wyjaśnić 

wprost swój zamiar pozostania z Garrettem, czy teŜ działać w sposób bardziej wyrafinowany, 

background image

zawoalowany.  Ani  jedna,  ani  druga  metoda  nie  wydawała  jej  się  odpowiednia.  Postanowiła 

wybrać drogę pośrednią. 

-  Było  bardzo  przyjemnie,  prawda?  -  zauwaŜyła,  gdy  szli  na  górę.  -  Cieszę  się,  Ŝe 

poznałam Diane i Boba. 

Garrett  milczał.  Rozpiął  mankiety  koszuli.  Wydawało  się,  Ŝe  całą  uwagę  skupia  na 

wchodzeniu po schodach. 

-  Bałam  się,  Ŝe  Nadine  nie  zechce  zrobić  paelli,  ale  udało  mi  się  ją  namówić  - 

kontynuowała Katy. - Myślę, Ŝe wszystko było smaczne, sernik teŜ. 

Garrett  nadal  milczał.  Szli  w  kierunku  sypialni.  Katy  była  coraz  bardziej 

zdenerwowana. Głęboko zaczerpnęła oddechu. 

- Garrett... - zaczęła, gdy stanęli w progu. Zamknął delikatnie drzwi i odwrócił się ku 

niej. Był powaŜny. 

- Czy brałaś kiedykolwiek pod uwagę fakt, Ŝe moŜesz być w ciąŜy? - spytał. 

Katy poczuła ucisk w gardle. Pomyślała o pigułkach, które stosowała od kilku tygodni. 

- Hm, nie, właściwie nie. To niemoŜliwe. Byłam u lekarza jeszcze przed ślubem. Biorę 

pigułki. 

- Ach, tak. - Spojrzał na nią przeciągle. 

Katy była coraz bardziej zdenerwowana. Wszystko przebiegało całkiem inaczej, niŜ to 

sobie zaplanowała. 

- Garrett,  chciałabym porozmawiać z tobą o tym... o tym, o  czym zaczęliśmy mówić 

dzisiaj, zanim przyszli Greeleyowie. 

Udał, Ŝe nie słyszy. 

-  Byłbym  dobrym  ojcem,  Katy.  Wiem,  Ŝe  pewnie  myślisz  inaczej  mając  w  pamięci 

mego  ojca,  ale  właśnie  dlatego  chciałbym  być  inny.  Rozumiesz.  Będę  dbał  o  rodzinę.  Nie 

musisz się bać, Ŝe zostawię ciebie i dziecko. MoŜesz mi ufać, Katy. 

- AleŜ ja ci ufam - wyszeptała. - Wiem, Ŝe nie odejdziesz. 

-  Powiedziałem,  Ŝe  nigdy  nie  odejdę,  i  tak  będzie.  Powiedziałem  to  w  dniu  naszego 

ś

lubu, gdy składałem przysięgę, pamiętasz? 

- Pamiętam. 

- To ty wciąŜ mówisz o odejściu, moja pani, nie ja. 

-  Wiem.  Przepraszam.  -  Wolno  podeszła  do  niego.  Uśmiechnęła  się  niepewnie.  - 

Myliłam się, Garrett. 

- Myliłaś się? - Spojrzał na nią ponuro. 

- Mniejsza o to. NajwyŜszy czas, Ŝebyś się dowiedział, Ŝe ja teŜ nie odejdę. Nie mam 

background image

zamiaru  cię  opuszczać  po  trzech  miesiącach.  Chyba  Ŝe  poprosisz  mnie,  Ŝebym  odeszła.  - 

Objęła go za szyję. 

W jego oczach odmalowała się niewypowiedziana ulga. 

-  Katy.  Czekałem  na  te  słowa,  tak  bardzo  czekałem,  Wziął  ją  na  ręce  i  zaniósł  do 

łóŜka.  Zaczął  ją  rozbierać  tak  czule,  tak  delikatnie,  Ŝe  omal  nie  płakała  ze  szczęścia. 

Wyciągnęła ręce i przyciągnęła go do siebie. Zaczęła nerwowo rozpinać guziki jego koszuli. 

- Katy, słodka, mała Katy - szeptał. - Teraz wszystko będzie dobrze. 

- Tak, Garrett. Wszystko będzie dobrze. Gdy leŜała juŜ naga obok niego, uniósł się na 

łokciu  i  popatrzył  na  nią  z  zachwytem  i  poŜądaniem.  Zaczął  ją  pieścić.  Dotykał  jej  piersi, 

delikatnie gładził sutki, aŜ nabrzmiały i stary się twarde. 

Pochylił  głowę  i  zaczął  kaŜdą  z  nich  całować,  dotykając  ich  lekko  koniuszkiem 

języka.  Katy  teŜ  zaczęła  go  pieścić,  rozkoszując się  swoją  mocą,  swoim oddziaływaniem  na 

niego. 

Garrett  całował  teraz  kaŜdy  kawałeczek  jej  ciała.  Jego  usta  wędrowały  coraz  niŜej  i 

niŜej,  a  gdy  dotarły  do  najintymniejszego  miejsca,  krzyknęła  z  rozkoszy.  Zabrakło  jej  tchu, 

drŜała na całym ciele. 

Garrett  pochylił  się  nad  nią,  a  kiedy  w  nią  wszedł,  ogarnęła  ją  fala  rozkoszy  i 

szczęścia. 

-  Pragnę  cię,  Katy  -  szeptał.  -  Tak  bardzo  cię  pragnę.  Chcę  być  w  tobie  zawsze. 

Trzymaj mnie, mocno, mocno. 

Trzymała go tak, jakby od tego zaleŜała cała jej przyszłość. 

background image

ROZDZIAŁ 10 

W  czasie  weekendu  Garrett  rozkoszował  się  Ŝyciem  szczęśliwego  małŜonka.  Miało 

wiele dobrych stron, a jedną z nich było niewątpliwie poczucie bezpieczeństwa. 

- Nie wiesz, co tracisz, Herosie - przemawiał do ukochanego konia w poniedziałkowy 

ranek. 

Heros,  jeszcze  nie  rozbudzony,  spojrzał  zaspanym  wzrokiem  na  swego  pana.  Garrett 

uśmiechnął się i pogładził czule koński kark. 

-  Wreszcie  się  zdecydowała  -  kontynuował.  -  JuŜ  nie  będzie  rozmów  o 

trzymiesięcznym terminie i gadek o „partnerach w interesach”. To będzie wreszcie prawdzi-

wy miesiąc miodowy. Wszystko, co złe, mamy juŜ za sobą. Kto by pomyślał, Ŝe jedna mała 

kobietka wykaŜe tyle złośliwego uporu? 

Heros w odpowiedzi zwiesił łeb. 

- Wiesz, ona mnie kocha - wyjaśnił Garrett. - Kiedy była dziewczynką, latała za mną, 

a teraz jest dojrzałą kobietą i jest we mnie zakochana. Powiedziała mi to w noc poślubną. 

Ale  od  tamtej  chwili  juŜ  tego  nie  powtórzyła,  dodał  w  duchu.  Nie  dawało  mu  to 

spokoju.  Zrezygnowała  ze  wszystkich  metod  obrony,  z  wyjątkiem  tej.  Nie  robiła  mu  juŜ 

miłosnych wyznań. 

Garrett  dopiero  tego  ranka  uświadomił  sobie,  Ŝe  ma  jeszcze  jedną  barierę  do 

pokonania. Dotychczas nie zauwaŜył jakoś, Ŝe Katy nie wyznała po raz drugi, Ŝe go kocha. 

Nie powinno go to właściwie dręczyć. Ma poza tym wszystko, czego chce i czego od 

niej potrzebuje. Wreszcie oznajmiła, Ŝe nie zamierza od niego odejść'. Dodała nawet, Ŝe mu 

ufa i wierzy, iŜ będzie dobrym ojcem. 

To  stwierdzenie  wstrząsnęło  nim.  Dotychczas  nawet  nie  zdawał  sobie  sprawy,  jak 

waŜna  jest  dla  niego  rozmowa  o  dzieciach.  Kiedy  zobaczył  cięŜarną  Diane  Greeley,  myślał 

juŜ  tylko  o  tym,  jak  będzie  wyglądała  Katy  nosząca  jego  dziecko.  Przez  większą  część 

wieczoru wyobraŜał ją sobie z niemowlęciem w ramionach. 

Później  uprzytomnił  sobie,  Ŝe  Katy  moŜe  mieć  opory  przed  posiadaniem  dziecka  z 

męŜczyzną,  który  wychowywał  się  w  rozbitej  rodzinie.  Na  myśl  o  tym,  Ŝe  moŜe  nie  chcieć 

jego  dziecka,  przeszedł  go  zimny  dreszcz.  Przed  ślubem  nigdy  się  nad  tym  nie  zastanawiał. 

UwaŜał  za  oczywiste,  Ŝe  prawdopodobnie  będą  mieli  dzieci.  Dzieci  to  przecieŜ  część 

przyszłości. Ale w piątkowy wieczór ta sprawa nabrała nagle bardzo konkretnych kształtów. 

Zdominowała  cały  jego  świat.  WciąŜ  jeszcze  czuł  niewyobraŜalną  ulgę,  jakiej  doznał,  gdy 

background image

Katy zapewniła go, Ŝe ufa mu jako przyszłemu ojcu ich dzieci. 

Ta  ulga  w  połączeniu  z  jej  wyznaniem,  Ŝe  nie  zamierza  go  opuścić,  uszczęśliwiła  go 

na resztę weekendu. Zachowywali się z Katy jak prawdziwi kochankowie. 

Tego  ranka  stwierdził,  Ŝe  do  pełnego  szczęścia  brakuje  mu  juŜ  tylko  jednej  drobnej 

rzeczy. Chciał znów usłyszeć od Katy, Ŝe go kocha. Chciał usłyszeć te słodkie, czułe słowa, 

które wypowiedziała w ich noc poślubną. 

- Nie ulega wątpliwości, stary, Ŝe jestem bardzo zachłanny. - Poklepał konia po szyi. - 

No  cóŜ,  lepiej  sprawdzę  pomieszczenie  dla  twojej  współlokatorki.  Nie  wypada,  by  była 

niezadowolona.  Wiesz  sam,  jakie  są  te  rasowe,  rozpieszczone  klacze.  Trzeba  się  z  nimi 

obchodzić delikatnie, w rękawiczkach. 

Tak  samo  jak  z  Katy,  pomyślał,  wychodząc  ze  stajni.  Katy  ma  wiele  wspólnego  z 

delikatnymi  klaczami.  A  taką  właśnie  mają  przywieźć  po  południu.  Ognista,  ale  delikatna. 

Wymagająca lekkiej ręki. Ostatnia rzecz, jakiej chciałby Garrett, to zranić którąś z nich. Nie 

zamierzał równieŜ Ŝadnej z nich stracić. 

Klacz  miała  być  niespodzianką  dla  Katy,  być  moŜe  z  początku  niezbyt  miłą.  Ale 

Garrett był optymistą. Niektórzy ludzie nie wiedzą, co jest dla nich dobre. Był przekonany, Ŝe 

Katy  podziękuje  mu  jeszcze  za  to,  co  zamierzał  uczynić.  Chciał  ją  z  powrotem  posadzić  na 

konia,  by  odkryła  radość,  jaką  odczuwała  kiedyś,  siedząc  w  siodle.  Miał  nadzieję,  Ŝe  wtedy 

ujrzy w jej oczach wdzięczność. 

Wdzięczność i miłość. 

Zamówił  u  Harry  Randalla  trzyletnią  klacz  czystej  krwi  arabskiej  i  ustalał  właśnie 

ostatnie  szczegóły  transakcji  przez  telefon,  gdy  Katy  niespodziewanie  weszła  do  gabinetu. 

Koń miał być dostarczony dzisiaj. 

Katy  zaczynała  wreszcie  cieszyć  się  swoim  miodowym  miesiącem.  Miała  za  sobą 

dziwny  okres,  wypełniony  wzlotami  i  upadkami  oraz  nieoczekiwanymi  zakrętami,  ale  czuła 

się  teraz  spokojniejsza  niŜ  wkrótce  po  ślubie.  MoŜe  nie  był  to  miesiąc  idylliczny,  ale 

niewątpliwie wiele się dowiedziała o swoim nowo poślubionym męŜu. 

Dowiedziała się takŜe czegoś o sobie. 

Idąc do stajni rozmyślała o odkryciach, jakie poczyniła. Nigdy na przykład do głowy 

by  jej  nie  przyszło,  Ŝe  moŜe  być  kobietą  z  takim  temperamentem.  Odnosiła  wraŜenie,  Ŝe 

Garretta teŜ to zaskoczyło, ale był zbyt taktowny, aby to komentować. 

Nigdy teŜ nie przeszłoby jej przez myśl, Ŝe moŜe być tak uparta i stanowcza. W ciągu 

paru ostatnich dni jednak przekonała się, Ŝe jest do tego zdolna. 

Uśmiechnęła się tajemniczo, wchodząc do stajni. 

background image

- Garrett? Gdzie jesteś? 

- Tutaj. Poszła za głosem i zobaczyła, jak układa coś w pustym boksie obok Herosa. 

- Co robisz? - spytała. 

- Trochę tutaj porządkuję - odpowiedział wymijająco. 

- Ach, tak. Ostatnio duŜo czasu spędzasz w stajni. System alarmowy w porządku? 

-  MoŜesz  być  spokojna  -  zapewnił.  Podniósł  głowę  i  uśmiechnął  się.  -  Napiłbym  się 

kawy, a ty? - Chwycił ją za rękę i przytrzymał. 

- Świetnie. A poza tym powinniśmy dziś zrobić zakupy. Nie miałabym nic przeciwko 

temu,  Ŝeby  zajrzeć  do  tych  butików,  które  mi  pokazałeś.  Diane  powiedziała  mi,  które  są 

najlepsze. No i juŜ najwyŜszy czas, Ŝebyś mi pokazał swoje biuro. 

-  Będziemy  mieć  na  to  jeszcze  mnóstwo  czasu  -  odrzekł.  -  Nie  ponaglaj.  Chcę  teraz 

cieszyć się naszym miodowym miesiącem. 

- Czy aby na pewno? A co z tym odczytem dla hodowców bydła, który masz wygłosić 

dzisiaj wieczór? Czy to teŜ jeden ze sposobów na spędzanie miodowego miesiąca? 

- Nie Ŝartuj sobie - westchnął. - Obiecałem to juŜ dawno i nie mogę się wykręcić. To 

nie potrwa długo. Będę w domu najpóźniej koło dziewiątej. 

- Mogłabym pojechać z tobą - zaproponowała. 

- Mówiłem ci, kochanie, Ŝe tam będą sami męŜczyźni. Źle byś się czuła. Zresztą cały 

wieczór spędzę z gruboskórnymi hodowcami bydła. 

- Gromadka męskich szowinistów, co? 

- Tobie się wydaje, Ŝe farmerzy to staroświeccy, konserwatywni faceci - obruszył się. 

-  A  ty?  -  roześmiała  się  Katy.  -  Ty  nie  jesteś  staroświeckim,  konserwatywnym 

facetem? 

-  Oczywiście,  Ŝe  nie  -  odpowiedział  zaczepnym  tonem.  -  Ja  juŜ  jestem  z  innej  gliny. 

Nie zauwaŜyłaś? Do diabła, przecieŜ chcę nawet uczynić swoją Ŝonę partnerem w interesach. 

Czy moŜe być lepszy dowód, Ŝe mam postępowe poglądy? 

- Nie wiem, czy ten fakt dowodzi otwartości twego umysłu. Nie wiem, czy nie chcesz 

jedynie darmowego pracownika. 

- No nie, tego juŜ za wiele. - Garrett udawał dotkniętego do Ŝywego. 

- Hm, hm - pokiwała sceptycznie  głową. - Wiesz, co myślę? śe w  głębi  duszy jesteś 

straszliwym tradycjonalistą i... - przerwała, słysząc jakiś hałas za oknem. - Spodziewamy się 

kogoś? - spytała. 

Garrett podszedł do niej i objął ją ramieniem. Obserwował nadjeŜdŜającą cięŜarówkę z 

platformą. 

background image

-  Spodziewamy  się  -  zaczął  ostroŜnie  -  współlokatorki  dla  Herosa.  Na  pewno  ci  się 

spodoba. 

- O czym ty, na  Boga,  mówisz? - Katy wpatrywała się w konną platformę. - Kupiłeś 

sobie następnego konia? 

-  Nie  sobie,  choć  przyznaję,  Ŝe  mam  ochotę  na  pięknego,  młodego  ogiera,  którego 

proponuje mi twój ojciec. Ale ta klaczka jest dla ciebie, - Garrett pociągnął Katy do wyjścia. - 

Nazywa się Atena. Pamiętasz ją? 

- Atena! To jedna z klaczy mego ojca! - Katy zaczynała się juŜ domyślać, o co w rym 

wszystkim chodzi. - Co to ma znaczyć, Ŝe ona jest dla mnie? Garrett, co ty zrobiłeś? 

- Kupiłem ją dla ciebie - odpowiedział jak gdyby nigdy nic. Przycisnął ją mocniej do 

siebie  jakby  w  obawie,  Ŝe  zechce  wyśliznąć  się  z  jego  ramion,  -  Spokojnie,  kochanie. 

Zaczniemy stopniowo, bez pośpiechu. 

-  Zaczniemy?  -  Katy  ogarnęła  furia,  gdy  zrozumiała,  co  Garrett  ma  na  myśli.  -  Jeśli 

sądzisz, Ŝe mnie zmusisz do jazdy konnej, to się grubo mylisz. Jak śmiałeś coś takiego uknuć? 

Jak śmiałeś? Co ty sobie wyobraŜasz, Ŝe kim ty jesteś, Garretcie Coltrane? 

- Spokojnie, tylko spokojnie, kochanie. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. 

-  Przestań  do  mnie  przemawiać  jak  do  konia!  -  Katy  była  bliska  histerii.  Za  wszelką 

cenę starała się zapanować nad sobą. - Garrett, nie masz prawa, nie masz prawa tego ode mnie 

wymagać. Natychmiast odeślesz Atenę z powrotem do ojca, słyszysz? 

-  Słyszę.  Słyszy  cię  takŜe  kierowca  i  wszyscy,  którzy  pozostają  w  zasięgu  głosu.  - 

Garrett  powoli  tracił  cierpliwość,  -  Posłuchaj,  całkiem  niepotrzebnie  robisz  scenę.  PrzecieŜ 

sama  nie  lubisz  scen.  Więc  uspokój  się  i  pozwól,  bym  zajął  się  wyładowaniem  klaczy  i 

zainstalowaniem jej w stajni. 

W  oczach  Katy  pojawiły  się  łzy  wściekłości.  Zacisnęła  dłonie.  Oddychała 

przyśpieszonym rytmem. Miała ochotę krzyczeć, ale nie była zdolna wydobyć z siebie głosu. 

-  Nic  nie  rozumiesz  -  wyszeptała.  -  Ty  po  prostu  nie  rozumiesz.  Nikt  nie  rozumie. 

Nawet moi rodzice ani przyjaciele tego nie rozumieją. Dlaczego nikt z was nie chce uznać, Ŝe 

mam  prawo  do  własnych  decyzji?  Nie  mam  zamiaru  nigdy  więcej  dosiąść  konia  Nigdy! 

Rozumiesz? Nie wiem, jak ci to powiedzieć, Ŝebyś wreszcie zrozumiał. 

- Kochanie, czas, byś przezwycięŜyła strach. - Ujął w dłonie jej twarz. - Jazda konna 

była  kiedyś  najwaŜniejszą  rzeczą  w  twoim  Ŝyciu.  Uwielbiałaś  to.  Znowu  to  polubisz. 

Będziemy jeździć razem. To będzie cudowne. JuŜ się na to cieszę. 

Katy z rozpaczą potrząsnęła głową. Wiedziała, Ŝe nie znajdzie słów, by wytłumaczyć 

mu, dlaczego tak bardzo się boi. 

background image

- Po prostu tego nie rozumiesz - ucięła. 

- Wiem, co to znaczy strach, kochanie. Wiem równieŜ, Ŝe jedynym sposobem na jego 

pokonanie jest stanąć z nim twarzą w twarz. Powinnaś była juŜ dawno wsiąść na konia. 

- Postanowiłam, Ŝe nigdy więcej tego nie zrobię! 

- No cóŜ, ktoś powinien wybić ci z głowy tę decyzję. 

- I tobie się wydaje, Ŝe to zrobisz? 

- Jestem pewien, Ŝe mi się uda. 

- Nie ma szans, Garrett. Słyszysz, co mówię? Nie ma mowy! - Katy odwróciła się do 

okna. Nigdy jeszcze nie czuła takiego gniewu jak w tej chwili. 

Ten gniew był silniejszy nawet niŜ strach. 

W  parę  minut  później  patrzyła  przez  okno  kuchni,  jak  Garrett  prowadzi  Atenę  do 

stajni. Dobrze pamiętała tę delikatną, drobną klacz. Była urocza i pełna gracji. Szarej maści, 

wspaniale  zbudowana,  o  szlachetnym  łbie  i  cudownych  oczach.  Jeden  z  najwspanialszych 

okazów  z  hodowli  Randalla.  Z  rodowodem  sięgającym  całe  pokolenia  wstecz.  Była  teŜ 

ś

wietnie  wytresowana,  w  znakomitej  kondycji.  Wszystkie  konie  ojca  traktowano  zawsze 

niezwykle łagodnie i z ogromną cierpliwością. 

Jednak  nawet  najlepiej  ułoŜone,  najspokojniejsze  na  świecie  konie  stają  się  groźne, 

gdy wpadają w panikę. Ich kopyta mogą stratować kaŜdego, kto pojawi się na ich drodze, a co 

dopiero  delikatną  kobietę,  waŜącą  niecałe  pięćdziesiąt  kilogramów.  Katy  na  samo 

wspomnienie tego, co przeŜyła, poczuła, jak oblewa ją zimny pot. 

Właśnie  te  wciąŜ  Ŝywe  wspomnienia  przez  całe  lata  skutecznie  powstrzymywały  ją 

przed  jazdą  konną.  Rodzice  i  przyjaciele  namawiali  ją,  by  spróbowała,  ale  w  końcu  dali 

spokój. Nie mieli zamiaru wywierać presji. Nie chcieli teŜ ponosić odpowiedzialności, gdyby 

coś się nie udało. 

Ale Garrett Coltrane nie zrezygnował. 

Katy  zacisnęła  ze  złością  usta  i  odeszła  od  okna.  Ustępowała  temu  męŜczyźnie  w 

róŜnych sytuacjach. Tym razem postawi na swoim. 

Wiedziała jednak, Ŝe nawet jeśli wypowie mu walkę, będzie to walka długa i nigdy nie 

kończąca się. Garrett jest człowiekiem zdecydowanym, nieugiętym i konsekwentnym. 

Rozejrzała się wokół. Czuła się jak w pułapce w tym duŜym, przepięknie urządzonym 

domu.  Garrett  zaraz  po  nią  przyjdzie,  zechce,  by  poszła  do  stajni  i  obejrzała  Atenę.  Katy 

zdecydowała,  Ŝe  musi  być  przez  chwilę  sama.  Chwyciła  kluczyki  od  mercedesa,  torebkę  i 

wyszła na podjazd, gdzie stał zaparkowany samochód. 

Na dźwięk zapuszczanego silnika w drzwiach stajni pojawił się Garrett. 

background image

- Kaaty! - zawołał. Ze złością opuściła szybę i czekała, aŜ do niej podejdzie. 

Zsunął z czoła kapelusz, oparł ręce o dach i pochylił się do okna. 

- A dokąd to się wybierasz, jeśli wolno spytać? - zagadnął z przesadną uprzejmością. 

~ Do sklepu. 

- Pojedziemy razem trochę później. Zakupy nam nie uciekną. 

- Podejrzewam, Ŝe będziesz zbyt zajęty swoją nową klaczą - powiedziała zgryźliwie. - 

Pojadę sama. - PołoŜyła nogę na pedale gazu. 

-  Katy,  posłuchaj,  proszę.  Zachowujesz  się  jak  dziecko.  Mercedes  ruszył.  Garrett 

gwałtownie odskoczył. 

Katy tylko raz spojrzała w lusterko wsteczne. Stał na rozstawionych nogach z dłońmi 

opartymi na biodrach, z zawziętym wyrazem twarzy. 

Obserwował  odjeŜdŜający  samochód,  aŜ  zniknął  za  zakrętem,  po  czym  udał  się  z 

powrotem  do  stajni.  Wiele  przeszedł  od  dnia  ich  ślubu.  DuŜo  się  dowiedział  o  swej  Ŝonie. 

Nigdy jednak nie widział jej w takim nastroju jak w tej chwili. 

-  Przejdzie  jej  -  zwrócił  się  do  Ateny  w  parę  minut  później.  -  Trzeba  jej  tylko  dać 

trochę czasu. Jest przewraŜliwiona i podenerwowana, ale dojdzie do siebie. 

Atena zarŜała cicho, po czym zaczęła rozglądać się po swoim nowym pomieszczeniu. 

Około piątej po południu Garrett poczuł głód. Katy wciąŜ jeszcze się nie zjawiła, a on 

za godzinę miał wyruszyć na odczyt. Liczył, Ŝe Katy zrobi obiad, a tymczasem minęło wpół 

do szóstej, a jej wciąŜ nie było. Otworzył lodówkę i posępnie studiował jej zawartość. 

Po  następnych  piętnastu  minutach  zaczął  się  powaŜnie  niepokoić.  NiezaleŜnie  od 

swoich  nastrojów,  Katy  powinna  była  juŜ  wrócić  do  domu.  Po  raz  pierwszy  powaŜnie  się 

przestraszył, Ŝe moŜe go opuścić. 

Nie, nie zrobi mu tego. To niemoŜliwe. PrzecieŜ go kocha. 

Ale  nie  powiedziała  tego  od  czasu  ich  nocy  poślubnej.  Garrett  uzmysłowił  sobie,  Ŝe 

chodzi tam i z powrotem po kuchni, zaciskając pięści, zupełnie tak samo jak przed wjazdem 

na arenę rodeo. 

Dawno juŜ nie czuł takiego napięcia. Nigdy nie było to przyjemne, ale tym razem było 

gorzej niŜ kiedyś, bo po prostu ogarnął go strach. 

Nagle  usłyszał  podjeŜdŜający  samochód  i  strach  natychmiast  ustąpił  miejsca  dzikiej 

furii.  Po  raz  pierwszy  całkowicie  stracił  nad  sobą  panowanie.  Wypadł  z  domu  jak  burza  i 

omal nie zderzył się z Katy, która powoli wchodziła na schody. Niosła duŜą torbę z zakupami. 

Zatrzymała się na jego widok. 

-  A  gdzieś  ty  się,  u  diabła,  podziewała?  -  W  jego  głosie  groźba  mieszała  się  z 

background image

niepokojem. Wiedział o tym, ale nie był w stanie się opanować. Czuł się zagroŜony. Nigdy w 

Ŝ

yciu nie czuł się tak jak teraz. 

-  Mówiłam  ci,  Ŝe  jadę  na  zakupy.  -  Katy  ostroŜnie  weszła  na  następny  stopień  i 

zatrzymała się. - Nie widzisz? - Wskazała na torbę. Trzymała ją przed sobą niczym tarczę. 

- Zakupy! Nie było cię parę godzin. 

- Przepraszam. Ale nie ma tu chyba godziny policyjnej? 

- Katy, Ŝebyś nie przeholowała. Tracę juŜ resztki cierpliwości. To, co dzisiaj zrobiłaś, 

było głupie i infantylne. Nie przyszło ci do głowy, Ŝe mogę się martwić? 

-  Nie.  -  Weszła  na  następny  schodek  i  znów  się  zatrzymała.  -  Wydawało  mi  się,  Ŝe 

będziesz zbyt zaabsorbowany swoim nowym koniem. 

-  Ta  klacz  naleŜy  do  ciebie,  Katy  -  wycedził  przez  zęby.  -  Jest  twoja,  niezaleŜnie  od 

tego, czy kiedykolwiek nałoŜysz na nią siodło, czy nie. 

- Nie chcę jej. 

- To niedobrze, bo juŜ ci ją podarowałem. - Garrett cofnął się o krok, by ją przepuścić. 

Weszła  do  domu,  ostroŜnie,  z  wahaniem,  jakby  obawiała  się  następnego  wybuchu  jego 

gniewu. Złagodniał. 

- Katy, nigdy więcej tego nie rób. 

-  Nie  wydawaj  mi  rozkazów,  Garrett.  -  We  wzroku  Katy  widać  było  zmęczenie.  - 

Mam  tego  dość.  Od  dnia  naszego  ślubu  wygrywasz  kaŜdą  bitwę  i  jestem  juŜ  zmęczona  tym 

ciągłym przegrywaniem, słyszysz? 

Patrzył na nią w milczeniu. Zdziwił go taki punkt widzenia. 

- A więc nasz miesiąc miodowy jest dla ciebie serią potyczek? - spytał. 

- Niekiedy tak. Mam tego powyŜej uszu, Garrett. - Umknęła wzrokiem w bok. - Twoje 

dzisiejsze zachowanie było juŜ tą ostatnią kroplą. 

Przeraził się. 

-  Ostatnią  kroplą?  -  Wszedł  za  nią  do  kuchni.  -  Co  ty  mówisz?  Kupuję  ci 

najpiękniejszą klacz na świecie, a ty to nazywasz ostatnią kroplą? 

Katy połoŜyła torbę z zakupami na stole i obejrzała się. 

- Dlaczego nalegasz? Ustępuję ci we wszystkim. Czego ty jeszcze, u licha, ode mnie 

chcesz? 

- Wszystkiego - wybuchnął. - Chcę wszystkiego. 

- A co ci daje do tego prawo? 

-  Jesteś  moją  Ŝoną,  to  mi  daje  prawo.  Kochasz  mnie,  czy  się  do  tego  przyznasz,  czy 

nie. Pewnego dnia znów to powiesz, tak jak powiedziałaś w naszą noc poślubną. 

background image

- A ty odrzucisz mi te słowa w twarz, tak jak to wtedy zrobiłeś? - ZjeŜyła się. 

- Nigdy tego nie zrobiłem.  I nie mam zamiaru  robić. Jeśli uwaŜasz, Ŝe odrzuciłem te 

słowa, moŜesz winić tylko siebie. To wszystko przez tę twoją babską naturę. NawyobraŜałaś 

sobie Bóg wie co i byłaś wściekła, Ŝe noc poślubna nie odpowiada twoim urojeniom. 

-  CzyŜby?  -  Ŝachnęła  się.  -  No  dobrze,  dzięki  tobie  dowiedziałam  się  paru  rzeczy  na 

temat  miodowego  miesiąca.  Ale  spójrz,  kto  teraz  zaczyna  snuć  jakieś  mrzonki.  Dlaczego 

chcesz, Ŝebym ci powiedziała, Ŝe cię kocham? Ty przecieŜ nawet nie wierzysz w miłość. 

Odstąpił o krok do tyłu i zatrzymał się, nie mając odwagi jej dotknąć. 

-  Czy  nigdy  do  ciebie  nie  dotarło,  Ŝe  nie  tylko  ty  mogłaś  się  nauczyć  paru  rzeczy  w 

czasie tego zwariowanego miodowego miesiąca? - krzyknął. 

- Nie. - Katy szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. 

- Nie? - Teraz z kolei on nic nie rozumiał. - Nie? Sądzisz, Ŝe ja juŜ nie potrafię niczego 

się nauczyć? Myślisz, Ŝe masz wyłączność na naukę? 

- Garrett, uspokój się. - Katy zagryzła dolną wargę. - Opanuj się. 

- Nie mów do mnie jak do konia. Jestem twoim męŜem. 

-  Wiem  -  odrzekła  słodko.  -  Jesteś  uparty,  arogancki,  rogaty  jak  diabeł  i  wpadasz  w 

szał przy byle okazji, ale tak czy inaczej jesteś moim męŜem. 

Nie był w stanie przejrzeć jej myśli, ale wyczuwał zmianę w nastroju. 

- Katy, posłuchaj... - zaczął. 

- Nie, to ty posłuchaj. Jestem zmęczona tą ciągłą walką i tymi ciągłymi przegranymi. 

- PrzecieŜ nie toczymy wojny - zaprotestował, nagle zaniepokojony. Była zbyt blisko 

prawdy. 

- To sprawa punktu widzenia. - Uchwyciła się brzegu stołu. Widział, Ŝe  zbiera się w 

sobie. - Powiedziałeś, Ŝe nigdy nie odrzuciłeś mego wyznania miłości. 

- Bo tak jest, Katy. 

- Mówisz, Ŝe czegoś się nauczyłeś w ciągu ostatnich dni. 

- Musiałbym być ślepy, głuchy i niemy, Ŝeby się nie nauczyć - bąknął. 

Katy zaczerpnęła oddechu. 

- Dobrze, a wiec sprawdzimy, ile się nauczyłeś. Co się stanie, gdy ci teraz powiem, Ŝe 

cię kocham? 

- To proste - odparł, - Ja teŜ to powiem. Osłupiała. Zapanowało milczenie. 

- Kocham cię, Garrett - szepnęła wreszcie. 

- Wiem, Ja teŜ cię kocham, Katy. 

Otworzył ramiona, a ona podbiegła ku niemu. Potknęła się, ale pochwycił ją i przytulił 

background image

mocno do siebie. 

-  Kocham  cię,  Katy.  Kocham  cię,  kocham,  kocham.  -  Teraz,  gdy  nauczył  się  juŜ 

wymawiać te słowa, chciał je powtarzać bez końca. 

Przylgnęła  do  niego,  odpowiadając  mu  słowami  miłości,  Przez  chwilę  pozostali  bez 

ruchu,  spleceni  ze  sobą,  upojeni  tym,  co  się  stało.  Garrett  czuł,  jak  wypełnia  go  ogromne 

szczęście, radość i spokój. Było tak, jakby nagle wyzwoliła się jego potrzeba uzewnętrznienia 

swej miłości do Katy. Czuł się jak pijany. 

-  A  co  z  twoim  dzisiejszym  odczytem?  -  spytała  po  chwili,  spoglądając  na  zegar.  - 

Spóźnisz się. 

- No to co? - Przytulił ją do siebie. 

-  Nie  bądź  niemądry  -  roześmiała  się.  -  Musisz  pójść.  Mamy  przed  sobą  całą  noc  na 

rozmowy. 

- Rozmów akurat tej nocy nie planuję. - Musnął wargami koniuszek jej ucha. 

- To niedobrze. Zaczynasz juŜ nabierać wprawy. 

- Nie draŜnij lwa. Ma za sobą fatalny dzień. 

- Biedny lew - szepnęła, przesuwając palcami po jego włosach. 

- O BoŜe, Katy, jak ja cię kocham. Powinienem był juŜ wcześniej zrozumieć, co czuję. 

Powinienem był wiedzieć... 

- To bardzo pouczający miesiąc miodowy - przerwała jego wyznania. 

- Jeszcze się nie skończył - przypomniał. 

-  To  prawda.  Ale  musimy  zrobić  sobie  krótką  przerwę  na  twoje  spotkanie  z 

hodowcami bydła. 

-  Katy,  nie  chcę  się  teraz  z  tobą  rozstawać.  Dziesięć  minut  przekonywała  go,  Ŝeby 

wyszedł z domu. 

Stojąc  na  progu  omal  nie  krzyczała  ze  szczęścia.  Nie  potrzebowała  zapewnień,  Ŝe 

wróci natychmiast po zebraniu. Będą mieli całą noc na okazywanie sobie miłości. 

Wreszcie  zamknęła  drzwi  i  weszła  do  domu.  Była  niemal  pijana  ze  szczęścia.  Nie 

wiedziała,  co  się  z  nią  dzieje.  Garrett  ją  kocha.  Powiedział  to.  Wspólnie  dotarli  do  punktu, 

który ona w swej naiwności chciała osiągnąć juŜ w noc poślubną. 

Czasem  na  to,  co  w  Ŝyciu  dobre,  trzeba  trochę  poczekać,  stwierdziła  rozpakowując 

torbę. Aby to osiągnąć, trzeba sobie zadać trochę trudu. 

Wiedziała,  jak  naleŜy  pracować  nad  tym,  co  w  Ŝyciu  waŜne.  Nauczyła  się  tego,  gdy 

zajmowała się końmi i występowała na turniejach. 

W tym momencie przypomniała sobie o  Atenie.  Po raz pierwszy zastanowiła się nad 

background image

intencjami Garretta. Wiedziała, Ŝe chciał jak najlepiej. Chciał przywrócić jej coś, co było dla 

niej kiedyś bardzo waŜne, coś, co mógłby z nią dzielić. 

Nie  sposób  mieć  mu  to  za  złe  ani  interpretować  na  jego  niekorzyść.  Rozmyślała  nad 

tym,  zjadając  resztki  wczorajszej  kolacji.  Garrett  był  niekiedy  trudny  we  współŜyciu, 

despotyczny, nawet bezwzględny, ale teraz, gdy emocje opadły, jego determinacja w dąŜeniu 

do celu głęboko ją poruszyła. 

W pół godziny później włoŜyła naczynia do zlewu, wyszła z kuchni i naciągnęła długi 

ciepły pulower. 

Nie ma Ŝadnego powodu, by nie miała pójść do stajni i popatrzeć na Atenę. MoŜe nie 

chcieć na niej jeździć, ale wciąŜ kocha konie, a Garrett powiedział przecieŜ, Ŝe Atena naleŜy 

do niej. 

W  parę  minut  później  zastała  klacz  bezpiecznie  ukrytą  w  swoim  nowym  boksie, 

pochyloną nad sianem. 

Miejsce Herosa natomiast było puste. 

background image

ROZDZIAŁ 11 

Katy miała jeszcze rozpaczliwą nadzieję, Ŝe Heros po prostu wydostał się z boksu na 

padok, ale gdy biegła w tamtym kierunku, coś jej mówiło, Ŝe tylko traci czas. Konia nie było. 

Po prostu zniknął. 

Wróciła do stajni, by zamknąć drzwi. Za wszelką cenę starała się uspokoić. Heros był 

koniem  powolnym  i  opanowanym.  Nie  mógł  odejść  zbyt  daleko.  Nie  było  teŜ  burzy,  która 

mogłaby go spłoszyć. 

- Co się stało, Ateno? - przemówiła do klaczy, gładząc ją pieszczotliwie po szyi. - Co 

zrobiłaś  ze  swoim  towarzyszem?  Wiem,  Ŝe  nie  jest  on  najprzystojniejszym  ogierem  na 

ś

wiecie, Ŝe nie jest dobrze urodzony ani elegancki. Po prostu wywodzi się z klasy robotniczej 

i  jest  z  tego  dumny.  Ale  ma  dobre  serce,  wiesz?  Pod  niejednym  względem  jest  podobny  do 

swego pana. 

Kąty zamyśliła się na chwilę. 

- Jest tylko jedna róŜnica. Garrett nie jest wałachem - dorzuciła. 

Atena zarŜała cichutko. 

Katy popatrzyła z uwagą na drzwi stajni. Nie mogła się zorientować, czy otworzył je 

człowiek, czy teŜ koń pyskiem. Nagłe przypomniała sobie o systemie alarmowym. 

-  Powinien  był  zadziałać,  niezaleŜnie  od  tego,  kto  i  w  jaki  sposób  otworzył  drzwi  - 

powiedziała do siebie. 

Zaniepokojona przeszła do pomieszczenia, w którym był zainstalowany. 

Gdy  otworzyła  drzwi  i  zapaliła  światło,  zauwaŜyła,  Ŝe  skrzynka  z  tablicą  rozdzielczą 

była otwarta. Ktoś wyłączył system. 

Poczuła  niepokój.  A  wiec  Heros  nie  wyszedł  sam.  Ktoś  go  naumyślnie  wyprowadził 

ze stajni. I to juŜ po raz drugi. 

Nie miała pojęcia, kto mógłby to zrobić, ale nie zastanawiała się nad tym. Wyszła ze 

stajni  i  udała  się  do  zagrody  Brackenów.  Było  juŜ  ciemno.  Jedynie  światło  księŜyca 

oświetlało  ŚcieŜkę  prowadzącą  w  kierunku  małego  obejścia.  Zobaczyła  światło  w  pokoju. 

Nadine nie zamknęła jeszcze okiennic. 

Zadyszana  zapukała  do  drzwi.  Odpowiedziała  jej  cisza.  Zaczęła  walić  w  drzwi 

pięściami. 

- Emmett? Nadine? To ja, Katy. Coś się stało z Herosem. Musicie mi pomóc. 

Cisza  trwała  nadal.  Katy  cofnęła  się  o  krok,  zajrzała  na  podwórze.  Zobaczyła  starą 

background image

furgonetkę  Brackena.  A  więc  są  w  domu.  Podeszła  do  okna  salonu.  Było  uchylone.  Zagląd-

nęła do środka. 

Emmett Bracken leŜał rozwalony na kanapie przed kominkiem. Najwyraźniej spał. Na 

podłodze  stała  opróŜniona  do  polowy  butelka  whisky.  Wcześnie  zaczął,  pomyślała  Katy. 

Obrzuciła  wzrokiem  pokój.  Wszystko  było  tutaj  tak  samo  jak  tego  popołudnia,  gdy 

sprawdzali system alarmowy. Na kominku stał stary srebrny świecznik, z którego Nadine była 

taka dumna. To prezent od Atwoodów. Obok leŜało stare pudełko po cygarach. 

Było otwarte. 

Nagle Katy przypomniała sobie, Ŝe Emmett trzymał w nim pistolet. Teraz było puste. 

MoŜe Nadine ukryła broń przed pijanym Emmettem? 

Zawróciła. Stąd nie moŜe oczekiwać pomocy. Ale co się stało z Nadine? MoŜe miała 

dość pijanego Emmetta i po prostu wyszła na chwilę z domu? 

Pytanie jednak, czy to wszystko miało coś wspólnego z zaginięciem konia. Ogarnął ją 

lęk. Fakt zniknięcia Nadine Bracken i Herosa nie wyglądał na zwykły zbieg okoliczności. 

Katy stała przed domem i obserwowała stajnię. Wokół panowała cisza. Nie zauwaŜyła 

niczego podejrzanego. Pomału obeszła wokół dom, Ŝałując, Ŝe nie wzięła ze sobą latarki. 

Gdy  dotarła  na  tyły  obejścia,  ujrzała  jakąś  sylwetkę.  Ktoś  prowadził  konia  na  szczyt 

urwiska.  Poznała  Herosa.  Po  sekundzie  koń  i  tajemnicza  postać  zniknęli  za  występem 

skalnym. 

- O BoŜe! - krzyknęła. Zaczęła biec. KaŜdy krok wzmagał dotkliwy ból w kostce. 

To musiała być Nadine Bracken. To ona prowadziła konia w kierunku urwiska. Ale po 

co?  Katy  nie  miała  pojęcia,  co  Nadine  chciała  z  nim  zrobić.  Niejasność  sytuacji  potęgowała 

tylko jej obawy. NiezaleŜnie od tego, co zamierzała zrobić Nadine, Katy  czuła, Ŝe dzieje się 

coś  niedobrego.  Na  myśl  o  szorstkim,  obcesowym  zachowaniu  Nadine  zadrŜała. 

Przyśpieszyła kroku. W tej starej kobiecie tkwiła zadawniona złość i rozgoryczenie. UwaŜała, 

Ŝ

e została skrzywdzona przez los, Ŝe śmierć syna Atwooda zrujnowała jej Ŝycie. 

Po raz pierwszy Katy zadała sobie pytanie, jaki był naprawdę stan psychiczny Nadine 

Bracken. 

Daleki  szum  oceanu  zagłuszał  stukot  kopyt  Herosa.  Zaniepokojona  Katy  śledziła 

wzrokiem ciemne sylwetki, starając się nadąŜyć za nimi. 

Na szczęście Heros nigdy nigdzie się nie spieszył. Wydawało się, Ŝe i tym razem nie 

zamierzał przyspieszyć kroku. Katy modliła się w duchu, by nadal szedł w ten sposób. Kostka 

dokuczała jej coraz bardziej. 

ZbliŜała się do urwiska i juŜ chciała zawołać Nadine, gdy  nagle intuicja  ją ostrzegła. 

background image

Zrozumiała, dokąd Nadine prowadzi Herosa. Szła z nim w kierunku tych samych skał, gdzie 

przed laty zginął syn Atwooda. 

Głęboko  zaczerpnęła  tchu,  skupiając  całą  swoją  energię  na  tym,  by  dogonić  Nadine. 

Kostka bolała ją coraz bardziej. Nogi zapadały się w miękkim gruncie. Nadine wciąŜ jeszcze 

jej  nie  słyszała.  Była  całkowicie  pochłonięta  tym,  co  zamierzała  uczynić.  Katy,  przeraŜona, 

starała się dostrzec cokolwiek w bladym świetle księŜyca. 

Nadine  dotarła  wreszcie  na  szczyt  urwiska.  Podprowadziła  konia  tak,  by  znalazł  się 

między nią a stromą ścianą spadającą ku plaŜy. Później wyjęła coś z kieszeni i połoŜyła obok 

na  kamieniu.  Przez  cały  czas  trzymała  wodze.  Dopiero  teraz  Katy  rozpoznała,  co  miała  w 

lewej ręce. Widły. 

-  No,  dalej,  naprzód  -  syknęła  Nadine  do  konia.  -  Naprzód,  mówię.  -  Szturchnęła  go 

widłami. 

Heros  prychnął.  Po  raz  pierwszy  okazał  trochę  zainteresowania  sytuacją.  Cofnął  się 

przed widłami, uniósł łeb, potrząsnął grzywą. Nadine podniosła w górę widły. 

- Nadine! Zaczekaj! Zaczekaj! - Katy rzuciła się do przodu, poczuła przeszywający ból 

w kostce i wylądowała na piasku. 

- Co pani tutaj robi? - spytała Nadine, odwracając się ku niej. - Nie powinna pani tutaj 

być. 

Katy  z  trudem  stanęła  na  nogi.  Od  Nadine  dzieliło  ją  jeszcze  dobrych  parę  metrów. 

Musiała poruszać się bardzo ostroŜnie. Nadine moŜe uŜyć po  raz drugi wideł, zanim do niej 

dotrze. 

- Co się tutaj dzieje? - spytała. - Co zamierzasz zrobić, Nadine? 

- Chcę go ukarać - odparła. Koń zaczynał się juŜ denerwować. 

-  Ukarać  konia?  AleŜ  to  idiotyczne.  Dlaczego  chcesz  mu  zrobić  krzywdę?  -  Katy 

starała się, by jej głos brzmiał spokojnie i rzeczowo. 

-  Proszę  się  zatrzymać  -  ostrzegła  Nadine,  potrząsając  widłami.  -  Słyszysz?  Nie 

podchodź do mnie. 

Katy stanęła. 

- Powiedz, co ci zawinił ten nieszczęsny koń - poprosiła. 

- To nie koń - krzyknęła Nadine. - To on. 

- Kto? 

- Twój mąŜ. Nowy właściciel, - Oddychała cięŜko. Skierowała widły w stronę Katy. - 

To  twego  męŜa  chcę  ukarać.  On  nie  miał  prawa,  rozumiesz?  Nie  miał  prawa  kupować  tego 

domu.  To  ziemia  Atwooda.  Zawsze  naleŜała  do  Atwoodów.  I  tak  musi  pozostać.  Nie 

background image

rozumiesz? Moja córka miała wyjść za Atwooda. Ta ziemia powinna naleŜeć do nas. Garrett 

Coltrane nie ma do niej Ŝadnych praw. śadnych! Jestem starą kobietą, a on silnym męŜczyzną 

w kwiecie wieku. Nie mogę nic zrobić Coltrane'owi, ale mogę zniszczyć coś, co kocha. Mogę 

zabić jego konia. Coltrane musi zostać ukarany! 

-  Nadine,  przecieŜ  to  sam  Atwood  zdecydował,  Ŝe  sprzeda  swoją  posiadłość.  Garrett 

po  prostu  się  o  tym  dowiedział.  Nie  miał  nic  wspólnego  z  decyzją  Atwooda.  Nie  miał  nic 

wspólnego z tym, co stało się przed laty, gdy syn Atwooda spadł ze skał i się zabił. 

-  Coltrane  nie  powinien  tutaj  być  -  wrzasnęła  Nadine  histerycznie.  -  Nie  ma  do  tego 

Ŝ

adnego prawa. 

- Nadine, posłuchaj mnie, proszę... 

- Najpierw myślałam, Ŝe to ciebie powinnam zabić -mówiła Nadine. - Dlatego się nad 

tym  zastanawiałam.  Zakochany  męŜczyzna  byłby  zdruzgotany  tracąc  swą  młodą  Ŝonę.  Ale 

później zobaczyłam, jak to między wami jest naprawdę. Nawet nie spaliście ze sobą. Dziwny 

miesiąc miodowy, pomyślałam. Coś tu nie jest w porządku. Coltrane widocznie jej nie kocha. 

Słyszałam  waszą  rozmowę  w  dniu,  kiedy  przyszedł  Royce  Hutton.  Dowiedziałam  się,  Ŝe 

Coltrane oŜenił się z tobą z wyrachowania, Ŝeby dostać się do wyŜszych sfer. A więc nie ma 

między wami miłości, prawda? 

Katy  wpadła  w  panikę.  Próbowała  podejść  parę  kroków  bliŜej.  Nadine  zdawała  się 

tego nie zauwaŜać. Przeniosła się całkowicie w świat własnej wyobraźni. 

- Nadine, odłóŜ te widły i zechciej mnie wysłuchać - zwróciła się do niej. - Pozwól, Ŝe 

coś ci wyjaśnię. 

Odpowiedzią był następny ostrzegawczy  ruch widłami. Musiała pociągnąć za wodze, 

bo Heros gwałtownie podrzucił łbem i uderzył kopytami o ziemię. Podniósł uszy. ZbliŜył się 

niebezpiecznie do krawędzi urwiska. 

- Nie musisz mi nic wyjaśniać - odezwała się Nadine. 

-  Zobaczyłam,  jak  to  między  wami  jest  i  postanowiłam  ukarać  Coltrane'a 

uświadamiając mu, Ŝe poślubił kobietę, której nie tylko nie moŜe kochać, ale i ufać. Mogę go 

przekonać,  Ŝeby  się  rozwiódł.  Nowa  rodzina,  jaką  chciał  załoŜyć  tutaj,  na  ziemi  Atwooda, 

zostanie  zniszczona,  zanim  jeszcze  zacznie  na  dobre  wspólne  Ŝycie.  Byłam  pewna,  Ŝe 

pomyśli,  Ŝe  to  ty  wyprowadziłaś  Herosa  ze  stajni  tamtej  nocy.  Jeśli  koń zostanie  ranny  albo 

zginie, będzie na ciebie wściekły. Znienawidzi cię. Widzisz teraz, jaki był mój plan. Chciałam 

zrobić wszystko, Ŝeby zaczął się zastanawiać nad tobą, Ŝeby przestał ci ufać, Ŝeby się martwił 

i dręczył, aŜ wreszcie doszedłby do wniosku, Ŝe musi się rozwieść. 

-  Ale  z  tego  planu  nic  by  nie  wyszło,  bo  Garrett  nigdy  nie  uwierzyłby,  Ŝe  to  ja 

background image

wypuściłam Herosa ze stajni. 

-  Później  między  wami  zaczęło  się  poprawiać.  Nawet  sypialiście  juŜ  razem.  Jesteś 

sprytna. Stało się jasne,  Ŝe postanowiłaś go uwieść, a on jak typowy męŜczyzna, postanowił 

skorzystać z sytuacji. Ale ja wciąŜ jeszcze mogę go ukarać. WciąŜ jeszcze mogę go nastawić 

przeciwko tobie. To, Ŝe z tobą śpi, nie znaczy jeszcze, Ŝe nie spojrzy na sprawy tak, jak tego 

chcę, Coltrane'owi bardzo zaleŜy na tym koniu. Jest do niego naprawdę przywiązany. A kiedy 

znajdzie go martwego u stóp urwiska, zacznie się zastanawiać, czy nie ty to zrobiłaś. 

- Dlaczego miałby tak myśleć? On mnie kocha, Nadine. 

- Kocha cię? - Twarz Nadine wykrzywiła się drwiąco. 

- Śmiechu warte. Właśnie dziś stoczyliście kolejną walkę, moŜe nie? Byłaś wściekła, 

kiedy się dowiedziałaś, Ŝe kupił ci tę klacz. Gdy znajdzie martwego Herosa, pomyśli, Ŝe to ty 

go zabiłaś, Ŝeby się zemścić za to, Ŝe chciał cię zmusić do jeŜdŜenia. 

-  Garrett  nie  jest  taki  głupi.  -  Katy  przeszedł  zimny  dreszcz.  -  Wie,  Ŝe  nigdy  bym 

czegoś takiego nie zrobiła. 

- To się jeszcze okaŜe - wykrzyknęła z furią Nadine. 

-  Zobaczymy,  co  będzie.  Wszystko  obmyśliłam.  Nawet  dałam  Emmettowi  wcześniej 

wódkę,  Ŝeby  mi  nie  przeszkadzał.  Ostatnim  razem  mi  przeszkodził.  Stary  dureń.  Ta  wódka 

rozmiękcza mu mózg. Nie rozumie, Ŝe to jedyny sposób. 

- Ten alarm w stajni niedawno... - domyśliła się Katy. 

- To teŜ ty? 

-  Coltrane  był  w  mieście.  Chciałam  wtedy  przyprowadzić  konia  na  skały.  Przedtem 

poprosiłam Emmetta, Ŝeby mi pokazał, jak działa system  alarmowy, Ale Emmett poszedł za 

mną  i  nic  z  tego  wszystkiego  nie  wyszło.  Przypadkowo  sam  włączył  alarm.  Był  pijany,  jak 

zwykle.  Zmusił  mnie,  Ŝebym  wróciła  do  domu,  zanim  ty  się  zjawiłaś.  Czekałam  więc  na 

następną okazję i dzisiaj się nadarzyła. Coltrane znów wyjechał, a kiedy wróci, jego ukochany 

koń juŜ nie będzie Ŝył. OskarŜy ciebie. Zobaczysz. 

- Powiem mu, Ŝe to ty zrobiłaś - krzyknęła Kąty. 

-  Twoje  słowa  przeciwko  moim?  PrzecieŜ  wie,  Ŝe  byłaś  na  niego  wściekła.  Tylko  ty 

masz powód, by go zranić. Wie, Ŝe jesteś kobietą impulsywną i zdolną do wszystkiego. 

- To nieprawda! - wrzasnęła Kąty. 

- Mówił Emmettowi, Ŝe jesteś - odparowała Nadine triumfująco. 

- Nadine, daj spokój tym głupotom. - Katy podeszła jeszcze bliŜej. - OdłóŜ te widły i 

daj mi wodze. Zaprowadzę Herosa z powrotem do stajni. 

-  Nigdy!  -  krzyknęła  z  wściekłością  Nadine  i  pchnęła  konia  widłami.  Tym  razem  na 

background image

jego szyi pozostał krwawy Ślad. 

Heros  cofnął  się.  ZarŜał  głośno  z  przeraŜenia  i  bólu.  Katy  uzmysłowiła  sobie,  Ŝe  od 

krawędzi urwiska dzieli go juŜ tylko niecały metr. 

- Heros - zawołała i spróbowała gwizdnąć, tak jak to robił Garrett, gdy szukali konia 

nocą w czasie burzy. Koń zastrzygł uszami w odpowiedzi, ale pozostał na miejscu. 

- Naprzód, głupi koniu, - Nadine wypuściła wodze i uniosła widły obiema rękami. 

Nie  mogła  jednak  dźgnąć  konia,  broniąc  się  równocześnie  przed  Katy.  Katy 

wykorzystała ten moment i pchnęła ją mocno. 

Stara kobieta zrozumiała wreszcie, Ŝe została zaatakowana. Obróciła się gwałtownie i 

rzuciła  widły  w  kierunku  Katy.  Ta  pochyliła  się,  by  uniknąć  ciosu.  Skoczyła  do  przodu  i 

chwyciła Nadine za kostkę. 

Nadine krzyknęła przeraźliwie, padając na ziemię. Katy równieŜ upadla. Zapomniała o 

swojej nodze. Wstąpiła w nią jakaś nadludzka energia. Udało jej się wstać. Pochyliła się, by 

podnieść widły. Cisnęła je w dół. 

Heros rŜał nerwowo. Stanął dęba, gdy zbliŜyła się do niego. 

-  Spokojnie,  spokojnie,  Heros  -  powtarzała,  sięgając  po  wodze.  -  Wiem,  Ŝe  jesteś 

przeraŜony,  ale  juŜ  po  wszystkim.  Zaraz  zaprowadzę  cię  z  powrotem  do  stajni.  Rano  o 

wszystkim zapomnisz. 

Ujęła  wodze  i  zaczęła  ostroŜnie  odprowadzać  konia  jak  najdalej  od  urwiska.  Heros 

rŜał cicho, potrząsał grzywą, ale szedł za nią posłusznie. 

W pewnym momencie usłyszała, Ŝe Nadine wstaje, ale nie odwróciła się. Była zajęta 

Herosem, a poza tym Nadine nie miała juŜ swojej broni. 

-  Nie  powstrzymasz  mnie  -  usłyszała  nagle  głos  starej  kobiety.  -  Słyszysz?  Nie 

powstrzymasz mnie. 

Histeryczny  ton  wzbudził  czujność  Katy.  Obejrzała  się  przez  ramię  w  chwili,  gdy 

Nadine  sięgała  po  mały  ciemny  przedmiot,  który  wyjęła  wcześniej  z  kieszeni  i  połoŜyła  na 

kamieniu. 

Katy przypomniała sobie puste pudełko po cygarach. Pistolet Emmetta zniknął. Nagle 

zrozumiała, kto go zabrał. 

- Nie  chciałam tego uŜyć - szlochała  Nadine,  chwytając pistolet. -  Nie chciałam tego 

zrobić w ten sposób, ale mnie zmusiłaś... 

Katy nie mogła dłuŜej czekać. Dla niej i dla Herosa pozostało tylko jedno wyjście. 

- W porządku. Heros - powiedziała przez zęby, stając zdrową nogą na leŜącym obok 

głazie.  -  PokaŜesz  teraz,  co  potrafisz.  -  Chwyciła  mocno  grzywę,  odbiła  się  od  kamienia  i 

background image

wskoczyła na grzbiet konia. 

MoŜe  nie  zrobiła  tego  ze  szczególnym  wdziękiem,  ale  Heros  był  najwyraźniej  zbyt 

zdziwiony, by narzekać. 

- A teraz zmykajmy jak najdalej stąd. - Katy pochyliła się i uderzyła obcasami w boki 

konia. Nie wiedziała, co to da, bo od lat nie widziała Herosa w akcji. Ale gdy konie z rodeo 

juŜ raz ruszą, są niczym wozy wyścigowe. Bardzo szybkie i bardzo wytrzymałe. 

Heros  i  tym  razem  udowodnił,  Ŝe  w  pełni  zasłuŜył  na  miano  jednego  z  najlepszych 

koni  na  rodeo.  Pokazał,  na  co  go  stać,  galopując  ile  sił  w  nogach.  Katy  przywarła  całym 

ciałem do jego grzbietu. Palce kurczowo wczepiła w grzywę. 

Nagle  usłyszała  za  sobą  trzask.  Wiedziała,  Ŝe  Nadine  uŜyła  broni.  Ale  Heros  nie 

zwolnił.  A  więc  wszystko  w  porządku.  Jeszcze  parę  sekund,  a  znajdą  się  poza  zasięgiem 

strzału. 

Gdy  zbliŜali  się  do  ogrodzenia  domu,  ujrzała  światła  mercedesa.  Garrett  wracał  z 

miasta. Katy szarpnęła wodze. 

- Wspaniale, Heros, teraz jesteśmy bezpieczni. Uspokój się. 

Koń jakby tylko na to czekał. Zatrzymał się w miejscu jak wryty. Omal nie przeleciała 

przez  jego  łeb.  Stanęli  na  wprost  samochodu  w  chwili,  gdy  Garrett  otwierał  drzwiczki,  Ze 

zdumieniem popatrzył na konia i jeźdźca, po czym podszedł do nich, by ująć Herosa za cugle. 

Koń natychmiast zapadł w swój zwykły stan otępienia. 

- Co tu się, u diabła, dzieje? - spytał. 

- To Nadine. Próbowała zabić Herosa. Chciała go strącić z urwiska. 

- Chciała co? 

- Garrett, ona ma pistolet. Ta kobieta jest niepoczytalna. 

- Gdzie ona jest? 

- Zostawiłam ją nad urwiskiem z pistoletem w dłoni. Heros zdąŜył nas uratować. 

- Nic ci się nie stało? 

- Nie, wszystko w porządku - skinęła głową Katy. -Martwię się o Herosa. Odzwyczaił 

się juŜ od takich wyczynów. 

- Nic mu nie będzie. - Garrett poklepał konia po szyi. - Jest w dobrej formie. Zostaw 

go i idź do domu. Zamknij się na klucz i wezwij policję. 

- A ty dokąd idziesz? - spytała z niepokojem. 

- Muszę odnaleźć Nadine i skończyć raz na zawsze z tymi idiotyzmami. 

- Garrett, nie powinieneś tam iść. Ona jest szalona i ma pistolet. 

- Idź do domu i zadzwoń na policję. - Garrett ostroŜnie zdjął ją z konia. Gdy stanęła na 

background image

nogi, potknęła się. 

- Coś ci się stało? - spytał z niepokojem. 

- Nic, nic, wszystko w porządku. 

Nie była to prawda, ale Kąty nie chciała się dłuŜej nad tym rozwodzić. Noga w kostce 

bolała ją coraz bardziej, ale wiedziała przecieŜ, Ŝe od tego się nie umiera. Jeden rzut oka na 

męŜa upewnił ją, iŜ nie zdoła go powstrzymać przed pójściem po Nadine. 

- Obiecaj mi tylko, Ŝe będziesz ostroŜny - poprosiła. 

- Będę. - Otworzył frontowe drzwi i pomógł jej wejść do holu. 

Pokuśtykała  do  telefonu.  Garrett  uwiązał  Herosa  u  drzewa  i  poszedł  rozejrzeć  się  za 

Nadine  Bracken.  Nie  musiał  jej  długo  szukać.  Gdy  zbliŜał  się  do  urwiska,  usłyszał  szloch. 

Zobaczył starą kobietę siedzącą na kamieniu z twarzą ukrytą w dłoniach. Bez słowa wyjął z 

jej ręki pistolet. 

- Szkoda, Ŝe wszystko potoczyło się w ten sposób - powiedziała ze smutkiem. 

W jakiś czas potem Katy leŜała w łóŜku i czekała niecierpliwie, aŜ Garrett wyjdzie z 

łazienki.  Nogę  owinęła  w  kostce  elastycznym  bandaŜem.  Nie  przejmowała  się  zbytnio. 

Wiedziała z doświadczenia, Ŝe za dzień lub dwa dojdzie do siebie. 

Nie  mieli  nawet  czasu  porozmawiać.  Trzeba  było  odpowiedzieć  na  pytania  policji, 

uspokoić Herosa, zająć się pijanym Brackenem. Poza tym Garrett bez przerwy niepokoił się o 

nogę  Katy,  aŜ  wreszcie  zdołała  go  przekonać,  Ŝe  poradzi  sobie  nie  gorzej  od  lekarza. 

Uśmiechnęła  się  na  wspomnienie  jego  ponurego  spojrzenia,  gdy  obserwował,  jak 

bandaŜowała kostkę. 

Po  chwili  Garrett  stanął  w  drzwiach  sypialni.  Był  nagi,  tylko  wokół  bioder  miał 

owinięty ręcznik. 

-  CóŜ,  cieszę  się,  Ŝe  ktoś  uwaŜa  ten  wieczór  za  zabawny  -  wymamrotał  na  widok 

uśmiechniętej twarzy Katy. - Ja i Heros jesteśmy juŜ za starzy na takie figle. 

- Och, wcale bym tego nie powiedziała - odparła Katy. 

- Wydawało mi się, Ŝe świetnie sobie radzicie w niecodziennych sytuacjach. 

Garrett odchylił kołdrę, zrzucił ręcznik i wsunął się do łóŜka. Wziął Katy w ramiona, 

zanurzył dłoń w jej włosach. W mroku widział tylko jej błyszczące oczy. 

- Od dnia naszego ślubu wciąŜ zaskakujesz mnie czymś nowym - zauwaŜył. 

- RóŜnorodność wzbogaca treść Ŝycia - uśmiechnęła się. 

-  Tak?  Na  razie  mam  tej  róŜnorodności  powyŜej  uszu.  NajwyŜszy  czas,  Ŝeby  nasze 

małŜeństwo się unormowało i ułoŜyło tak jak powinno. 

- To znaczy jak? 

background image

-  Zwyczajnie.  Kiedy  się  z  tobą  Ŝeniłem,  myślałem,  Ŝe  wiem,  jak  powinno  wyglądać 

małŜeństwo. Powinno być przyjemne, solidne, unormowane. Ty powinnaś być uległa i łatwa 

we  współŜyciu.  Wydawałaś  mi  się  kobietą  zrównowaŜoną  i  nie  ulegającą  emocjom.  Mamy 

wspólne  zainteresowania  zawodowe  i  wydajemy  się  sobie  na  tyle  atrakcyjni,  by  dzielić 

wspólne łoŜe. Tak właśnie myślałem. 

- Delikatnie mówiąc. Dobrze o tym wiesz, Ŝe nie chodziło mi tylko o to, Ŝeby pójść z 

tobą  do  łóŜka.  Byłam  w  tobie  po  uszy  zakochana.  Byłeś  poza  tym  najseksowniejszym 

męŜczyzną,  jakiego  znałam.  Nie  mogłam  się  doczekać,  kiedy  się  będziemy  kochać.  Prawdę 

mówiąc, mogliśmy to zrobić znacznie wcześniej, gdybyś się bardziej postarał. 

- Byłem idiotą - przyznał Garrett. 

- To prawda. 

- Nie musisz zgadzać się ze wszystkim, co mówię. 

- Staram się być uległa i łatwa we współŜyciu. A to wymaga równieŜ zgadzania się ze 

wszystkim, co mówi mąŜ - wyjaśniła Katy z całą powagą. 

- Ulegle, zgodne Ŝony nie spędzają całego czasu na dręczeniu swoich męŜów. 

- Naprawdę? A czym się zajmują? 

-  Z  przyjemnością  ci  to  zademonstruję  -  powiedział  Garrett,  przewracając  Katy  na 

plecy. 

-  Zaczekaj!  Chcę  cię  o  coś  zapytać  -  zawołała,  opierając  dłonie  na  jego  ramionach  i 

odpychając go od siebie. 

- Co będzie z Emmettem i Nadine? 

- Co będzie? - Garrett chwycił ją za koniuszek nosa. 

- Sądzę, Ŝe powinniśmy się rozejrzeć za nowym zarządcą. 

- Chcesz zwolnić Emmetta? 

-  Na  emeryturę.  Jest  ubezpieczony.  Nie  umrze  z  głodu.  Jeśli  zechce  pracować, 

znajdzie sobie zajęcie gdzie indziej. 

- A Nadine? 

- Coś mi się wydaje, Ŝe najbliŜsze parę lat spędzi w zakładzie. 

- Garrett, moŜe jednak powinniśmy się nimi zająć - zaniepokoiła się Katy. - W końcu 

mieszkali tutaj od lat i... 

-  Kochanie,  zostawiliśmy  Brackenom  pełną  swobodę  -  Garrett  połoŜył  jej  palec  na 

ustach  -  i  w  końcu  to  ty  o  mało  nie  padłaś  tego  ofiarą.  Ty  i  Heros,  Nie  mam  zamiaru 

prowokować  losu,  dając  im  kolejną  szansę.  Chcę  się  ich  stąd  pozbyć  raz  na  zawsze.  Nie 

mamy juŜ o czym mówić. UwaŜam ten temat za zamknięty. Masz trochę za miękkie serce. 

background image

Katy westchnęła. Wiedziała, Ŝe przegrała tę potyczkę i Ŝe Garrett przypuszczalnie ma 

rację. Nigdy nie czułaby się bezpiecznie w towarzystwie Emmetta i jego  szalonej Ŝony. Do-

tknęła lekko językiem dłoni Garretta. Uśmiechnął się. 

- No i co? Koniec dyskusji? - spytał. 

- Tak. Trudno mi się z tym pogodzić, ale chyba masz rację. 

- Takie słowa to miód na męŜowską duszę. A kiedy juŜ wyjaśniliśmy sobie tę sprawę, 

moŜemy przejść do następnej. 

- Jakiej? - Katy popatrzyła na niego z zainteresowaniem. 

- Do twego zwyczaju nocnych przejaŜdŜek konnych. 

- Ach, to. 

-  Tak,  to.  -  Garrett  objął  ją  mocniej.  -  Myślę,  Ŝe  nie  zdajesz  sobie  sprawy,  jakim 

szokiem  był  dla  mnie  twój  widok  tej  nocy?  Pełny  galop  w  blasku  księŜyca!  Bez  siodła, 

wczepiona w końską grzywę. 

- Było to dość ryzykowne, prawda? 

-  Będzie  mnie  to  kosztować  parę  lat  Ŝycia  -  oświadczył  Garrett.  -  Ale  teraz 

przynajmniej nie będę juŜ wysłuchiwał twoich wymówek, Ŝe nie moŜesz jeździć konno. 

- AleŜ Garrett... - Ŝachnęła się. 

- Zapomnij o tym. Wsiadłaś tej nocy na konia i nic ci się nie stało, a więc nie próbuj 

mi wmawiać, Ŝe nie jesteś w stanie jeździć konno. 

-  To  stało  się  tak  nagle  -  powiedziała  Katy.  -  Nie  było  czasu,  by  się  zastanawiać. 

Zresztą nie miałam wielkiego wyboru. Mogłam tylko albo dosiąść konia  albo stać się celem 

dla Nadine. 

- Niekiedy Ŝycie ułatwia nam pewne sprawy - powiedział Garrett z satysfakcją. 

- Jak to? 

- Kocham cię - rzekł, przyciskając ją do siebie. - Czy moŜe być coś prostszego? 

- Niekiedy - szepnęła Katy - kochanie kogoś moŜe być sprawą bardzo skomplikowaną. 

- Tylko dla kobiety, która za bardzo ulega własnej wyobraźni. A teraz nic juŜ nie mów 

i pozwól, bym ci pokazał, jak proste moŜe być Ŝycie. 

- Kocham cię, Garrett - wyszeptała. 

- I ja cię kocham. - Pochylił nad nią głowę, muskając wargami jej usta. 

Katy zagłębiła palce w jego ciemnych włosach, a ciało jej napręŜyło się z poŜądania. 

- Wiem - odrzekła. - Ale tak miło się tego słucha.