background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 1 

 

Rozdział 9 

  Od chwili pod prysznicem, rzeczy mi

ę

dzy nami uległy zmianie. 

  Nie, 

ż

eby doznała ol

ś

nienia, cudownie zmieniła swoj

ą

 osobowo

ść

 i była dla mnie miła. W 

rzeczywisto

ś

ci, wci

ąż

 jest dla mnie cholernie wredna przez wi

ę

kszo

ść

 czasu. Nadal te

ż

 

my

ś

li, 

ż

e Sydney jest głucha, co jest prawie nie do uwierzenia, 

ż

e ten kawał ci

ą

gnie si

ę

 tak 

długo. Wi

ę

c nie mog

ę

 nawet powiedzie

ć

ż

e moje podekscytowanie co do wkr

ę

cania jej si

ę

 

zmieniło.  

  Ale zmieniły si

ę

 nasze wspólne noce. 

  Seks. 

  Teraz jest inaczej. Wolniej. Du

ż

o wi

ę

cej kontaktu wzrokowego. Du

ż

o wi

ę

cej pocałunków. 

Du

ż

o wi

ę

ksze nat

ęż

enie. Du

ż

o wi

ę

cej pocałunków. Tak wiele pocałunków, i to nie tylko w 

usta. Całuje mnie wsz

ę

dzie, a nie 

ś

pieszy si

ę

, kiedy to robi. I czerpie z tego przyjemno

ść

  Wci

ąż

 nie jest typem osoby, która po wszystkim chce si

ę

 przytula

ć

, i wci

ąż

 wykopuje mnie 

ze swojego łó

ż

ka, zanim wstanie sło

ń

ce. 

  Ale nadal, jest inaczej. Ta noc pod prysznicem zburzyła 

ś

cian

ę

 mi

ę

dzy nami. Bo wiem, 

ż

ka

ż

dej nocy, kiedy mam j

ą

 w łó

ż

ku, oddaje mi cz

ęść

 siebie, której nikt nigdy nie widział. I to 

mi wystarczy, 

ż

eby czu

ć

 si

ę

 szcz

ęś

liwym przez cholernie długi czas. 

  Mam nadziej

ę

ż

e dzisiejszy dzie

ń

 tego nie zniszczy. 

  Oby dwoje mamy dzi

ś

 dzie

ń

 wolny, a to nie cz

ę

sto si

ę

 zdarza mi

ę

dzy nasz

ą

 prac

ą

, a 

szkoł

ą

. Mam kilka spraw do załatwienia i poprosiłem j

ą

ż

eby poszła ze mn

ą

, co mo

ż

e by

ć

 

nieco dziwne. Sypiamy ze sob

ą

 ju

ż

 od kilku miesi

ę

cy, ale to pierwszy raz, kiedy b

ę

dziemy 

robi

ć

 co

ś

, co w ogóle nie dotyczy seksu. 

  Co te

ż

 sprawia, 

ż

e si

ę

 zastanawiam, czy w ko

ń

cu zaprosi

ć

 j

ą

 na randk

ę

. Wiem, 

ż

e nie jest 

typow

ą

 dziewczyn

ą

, ale na pewno lubi niektóre rzeczy, jakie lubi

ą

 inne dziewczyny, na 

przykład bycie zabieran

ą

 na randki. Ale nigdy nie napomkn

ę

ła, 

ż

e tego chce i szczerze 

mówi

ą

c, boj

ę

 si

ę

 zapyta

ć

. Czuj

ę

ż

e nasz układ jest dla nas idealny, a je

ś

li zaczniemy 

dorzuca

ć

 do tego randki, to wszystko mo

ż

e si

ę

 spieprzy

ć

  Wł

ą

cznie z randkami w dzie

ń

. Jak dzisiaj. 

  Jak to, co zamierzamy zrobi

ć

  Kurwa.  

  - Wi

ę

c. – mówi Sydney. Siedzi obok mnie na kanapie. Oczywi

ś

cie wci

ąż

 ogl

ą

dam porno, bo 

Bridgette nadal odmawia mi podania tytułu filmu, w którym zagrała. Chocia

ż

 Sydney to nie 

przeszkadza. Skupia si

ę

 na swojej pracy domowej, nie zwa

ż

aj

ą

c na fakt, 

ż

e mog

ę

 troch

ę

 

wewn

ę

trznie panikowa

ć

, czy mogłem lub nie mogłem wła

ś

nie zaprosi

ć

 Bridgette na randk

ę

 w 

ci

ą

gu dnia, 

ż

eby pozałatwia

ć

 sprawy.  

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 2 

 

  - Co jest z Bridgette? 

  Zerkam na Sydney, ale ta wci

ąż

 jest skupiona na swoim zeszycie, robi

ą

c notatki. 

  - Co masz na my

ś

li? 

  Wzrusza ramionami. 

  - Jest po prostu taka… wredna.  

  Wybucham 

ś

miechem, bo to prawda. Bridgette potrafi by

ć

 okropna. 

  - Nie mo

ż

e nic na to poradzi

ć

. – odpowiadam. – Miała ci

ęż

kie 

ż

ycie. 

  - Tak jak Ridge, ale on si

ę

 nie odgryza ludziom, kiedy próbuj

ą

 z nim porozmawia

ć

.  

  - Bo Ridge jest głuchy. I nie mo

ż

e nawrzeszcze

ć

 na innych, to dla niego fizycznie 

niemo

ż

liwe. 

  Sydney podnosi na mnie wzrok i przewraca oczami, 

ś

miej

ą

c si

ę

. Daje mi kuksa

ń

ca w 

ż

ebra, w tym samym momencie, kiedy Bridgette wychodzi ze swojej sypialni. Zerka na 

Sydney i nienawidz

ę

 tego, 

ż

e ona wci

ąż

 zakłada, 

ż

e mi

ę

dzy mn

ą

 a Sydney mogłoby do 

czegokolwiek kiedy

ś

 doj

ść

. Lubi

ę

 j

ą

 i uwa

ż

am, 

ż

e jest w porz

ą

dku, ale mam przeczucie, 

ż

Ridge poło

ż

yłby temu kres w mgnieniu oka.  

  Co nie jest dobre, zwa

ż

aj

ą

c na to, 

ż

e Ridge ma Maggie. Ale to s

ą

 problemy, a w tej chwili 

nie chc

ę

 si

ę

 w to mieszka

ć

, bo mój własny problem w tej chwili gapi si

ę

 prosto na mnie. 

  - Prosz

ę

, powiedz, 

ż

e nie zaprosiłe

ś

 swojej kole

ż

aneczki. – mówi Bridgette, rzucaj

ą

piorunuj

ą

ce spojrzenie w stron

ę

 Sydney. 

  Sydney jest w tym naprawd

ę

 dobra. Nawet nie mrugnie okiem, kiedy słyszy, 

ż

e Bridgette o 

niej mówi. Po prostu udaje, 

ż

e nie słyszy jej słów. Jestem pewny, 

ż

e to kontynuuje, bo to o 

wiele prostsze, ni

ż

by miała faktycznie z ni

ą

 rozmawia

ć

.  

  - Nie przyjdzie. – mówi

ę

, wstaj

ą

c. – Ma jakie

ś

 plany. 

  Bridgette odwraca si

ę

, przykuwaj

ą

c uwag

ę

 do torebki, któr

ą

 wła

ś

nie zarzuciła sobie na 

rami

ę

. Podchodz

ę

 do niej i obejmuj

ę

 j

ą

 od tyłu. 

  - 

Ż

artowałem. – szepc

ę

 jej do ucha. – Nie zaprosiłem nikogo innego, 

ż

eby ze mn

ą

 wszystko 

załatwiał, oprócz ciebie. 

  Przykłada mi r

ę

k

ę

 do czoła i odsuwa mnie od niej. 

  - Zostaj

ę

, je

ś

li oczekujesz, 

ż

e cały dzie

ń

 b

ę

dzie tak wygl

ą

dał. 

  Daj

ę

 krok do tyłu. 

  - Jak wygl

ą

dał? 

  - Ty. Dotykaj

ą

cy mnie. Całuj

ą

cy mnie. PDA.

1

 Ohyda.  

                                                

1

 PDA – Public Display of Affection – tzn. publiczne okazywanie uczu

ć

 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 3 

 

  Idzie do frontowych drzwi, a ja łapi

ę

 si

ę

 za pier

ś

, krzywi

ą

c si

ę

 w kierunku Sydney.  

  - Powodzenia. – pokazuje mi ustami, kiedy dochodz

ę

 do drzwi.  

  Kiedy jeste

ś

my w samochodzie i ruszamy spod mieszkania, Bridgette w ko

ń

cu si

ę

 odzywa. 

  - Wi

ę

c gdzie najpierw jedziemy? Musz

ę

 i

ść

 do Walgreens

2

, zanim wrócimy.  

  - Najpierw pojedziemy do mojej siostry, potem do banku, potem do Walgreens, potem 
zjemy lunch, a potem wracamy.  

  Jej r

ę

ka wystrzela w powietrze, kiedy unosi palec.  

  - Co ty powiedziałe

ś

?  

  Powtarzam si

ę

  - Najpierw pojedziemy do mojej siostry, potem do… 

  - Dlaczego, do diabła, zabierasz mnie do swojej siostry? Nie chc

ę

 jej pozna

ć

, Warren. Nie 

jeste

ś

my tak

ą

 par

ą

  Przewracam oczami i łapi

ę

 jej dło

ń

, któr

ą

 uniosła w prote

ś

cie.  

  - Nie zabieram ci

ę

 tam jako moj

ą

 dziewczyn

ę

. Jak dla mnie mo

ż

esz poczeka

ć

 w cholernym 

samochodzie. Musz

ę

 po prostu podrzuci

ć

 paczk

ę

 do jej domu. 

  To zmniejsza jej niepokój. Relaksuje si

ę

 na siedzeniu i obraca r

ę

k

ę

 tak, 

ż

e mog

ę

 wzi

ąć

 j

ą

 

za dło

ń

 i sple

ść

 nasze palce. Spogl

ą

dam w dół na nasze dłonie, a widz

ą

c je splecione 

mi

ę

dzy nami, czuj

ę

, jakbym doszedł z ni

ą

 o wiele dalej, ni

ż

 pierwszej nocy, kiedy 

uprawiali

ś

my seks.  

  Wtedy nie pozwoliłaby mi trzyma

ć

 si

ę

 za r

ę

k

ę

. Do diabła, w zeszłym tygodniu by mi na to 

nie pozwoliła. A teraz to robimy. 

  Mo

ż

e powinienem j

ą

 jednak zaprosi

ć

 na randk

ę

  Wypl

ą

tuje swoj

ą

 dło

ń

 z mojej, a ja natychmiast na ni

ą

 zerkam. Gapi si

ę

 prosto na mnie. 

  - Za du

ż

o si

ę

 u

ś

miechałe

ś

. – mówi. 

  Co?  

  Si

ę

gam po jej dło

ń

 i ponownie splatam nasze palce. 

  - U

ś

miechałem si

ę

, bo lubi

ę

 trzyma

ć

 ci

ę

 za r

ę

k

ę

.  

  Znowu wyrywa swoj

ą

 dło

ń

  - Wiem. Dlatego nie chc

ę

, by

ś

 j

ą

 trzymał. 

  Cholera jasna. Tego nie pozwol

ę

 jej wygra

ć

                                                

2

 Walgreens – sie

ć

 aptek  

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 4 

 

  Ponownie si

ę

gam przez siedzenie, przez co zbaczam troch

ę

 z drogi samochodem. Próbuje 

schowa

ć

 dło

ń

 mi

ę

dzy uda, 

ż

ebym nie mógł jej złapa

ć

, wi

ę

c zamiast tego ci

ą

gn

ę

 j

ą

 za 

nadgarstek. Puszczam kierownic

ę

 i si

ę

gam teraz obiega r

ę

kami, kieruj

ą

c kolanami.  

  - Daj mi twoj

ą

 r

ę

k

ę

. – mówi

ę

 przez zaci

ś

ni

ę

te z

ę

by. – Chc

ę

 potrzyma

ć

 twoj

ą

 cholern

ą

 r

ę

k

ę

.  

  Musz

ę

 chwyci

ć

 kierownic

ę

ż

eby skierowa

ć

 nas z powrotem na nasz pas ruchu. Kiedy nie 

jeste

ś

my ju

ż

 zagro

ż

eni tym, 

ż

e zaraz dojdzie do wypadku, naciskam hamulce i zje

ż

d

ż

am na 

bok drogi. Gasz

ę

 silnik i zamykam drzwi, 

ż

eby nie mogła uciec. Wiem, jak ona si

ę

 

zachowuje. 

  Przechylam si

ę

 na siedzeniu i podwa

ż

am r

ę

k

ę

, któr

ą

 przyciska do piersi. Łapi

ę

 jej 

nadgarstek obiema dło

ń

mi i poci

ą

gam j

ą

 w moim kierunku. Wci

ąż

 stara si

ę

 walczy

ć

, by 

wyrwa

ć

 mi dło

ń

, wi

ę

c j

ą

 puszczam i patrz

ę

 prosto w oczy. 

  - Daj. Mi. Twoj

ą

. R

ę

k

ę

.  

  Nie jestem pewny, czy jej troch

ę

 nie przestraszyłem, ale rozlu

ź

nia si

ę

 i pozwala mi złapa

ć

 

jej nadgarstek. Łapi

ę

 go lew

ą

 r

ę

k

ą

 i przykładam swoj

ą

 praw

ą

 dło

ń

 do jej dłoni.  

  - Rozszerz palce.  

  Zamiast tego zwija dło

ń

 w pi

ęść

  Zmuszam j

ą

, by otworzyła dło

ń

, a nast

ę

pnie do tego, by nasze palce si

ę

 splotły. Nie cierpi

ę

 

tego, 

ż

e jest tak nieust

ę

pliwa. Cholernie mnie wkurza. Chc

ę

 tylko potrzyma

ć

 j

ą

 za cholern

ą

 

r

ę

k

ę

, a ona robi z tego tak

ą

 wielk

ą

 spraw

ę

. Wszystko robimy odwrotnie w naszej relacji. Pary 

powinny zaczyna

ć

 od trzymania si

ę

 za r

ę

k

ę

 i chodzenia na randki. Ale nie my. Zacz

ę

li

ś

my na 

kłótni, a sko

ń

czyli

ś

my na seksie, a najwyra

ź

niej jeszcze nie doszli

ś

my do momentu, kiedy 

trzymamy si

ę

 za r

ę

ce. Jak tak dalej pójdzie, to prawdopodobnie zamieszkamy razem, zanim 

pójdziemy na pierwsz

ą

 randk

ę

.  

  

Ś

ciskam jej r

ę

k

ę

, dopóki wiem, 

ż

e jej mi nie wyrwie. Wracam na moje siedzenie i lew

ą

 r

ę

k

ą

 

odpalam silnik, po czym wracamy na drog

ę

  Przez nast

ę

pne siedem mil jedziemy w ciszy, ona od czasu do czasu próbuje rozlu

ź

ni

ć

 

u

ś

cisk naszych dłoni, ale za ka

ż

dym razem, kiedy to robi, 

ś

ciskam jej r

ę

k

ę

 troch

ę

 mocniej i 

nawet jeszcze bardziej na ni

ą

 zły. B

ę

dzie trzymała moj

ą

 cholern

ą

 r

ę

k

ę

, czy jej si

ę

 to podoba, 

czy nie. 

  Stajemy na czerwonym 

ś

wietle, i brak ruchu poza samochodem, jak i cisza w nim 

powoduje, 

ż

e nastrój ogromnie si

ę

 zmienia, atmosfera zag

ę

szcza si

ę

 i czu

ć

 napi

ę

cie…  

ś

miech?  

  

Ś

mieje si

ę

 ze mnie. 

  Mogłem si

ę

 domy

ś

li

ć

  Powoli przechylam głow

ę

  w jej kierunku, patrz

ą

c na ni

ą

 z ukosa. Zakrywa usta drug

ą

 

dłoni

ą

, próbuj

ą

c si

ę

 nie 

ś

mia

ć

, ale i tak to robi. 

Ś

mieje si

ę

 tak mocno, 

ż

e jej całe ciało si

ę

 

trz

ę

sie. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 5 

 

  Nie mam poj

ę

cia, co uwa

ż

a za takie zabawne, ale nie 

ś

mieje si

ę

 razem z ni

ą

. I chocia

ż

 

mam cholern

ą

 ochot

ę

 odwróci

ć

 si

ę

 i waln

ąć

 pi

ęś

ci

ą

 w kierownic

ę

, nie mog

ę

 oderwa

ć

 od niej 

wzroku. Patrz

ę

, jak w k

ą

cikach jej oczu pojawiaj

ą

 si

ę

 łzy i jak jej klatka si

ę

 unosi, kiedy 

próbuje złapa

ć

 oddech. Patrz

ę

, jak oblizuje swoje usta, próbuj

ą

c powstrzyma

ć

 si

ę

ż

eby tak 

si

ę

 nie u

ś

miecha

ć

. Patrz

ę

, jak przeczesuje woln

ą

 dłoni

ą

 włosy, kiedy wzdycha, uspokajaj

ą

si

ę

 po wybuchu 

ś

miechu. 

  W ko

ń

cu na mnie spogl

ą

da. Ju

ż

 si

ę

 nie 

ś

mieje, ale pozostało

ś

ci po tym wci

ąż

 s

ą

 widoczne. 

U

ś

miech wci

ąż

 widnieje na jej ustach, policzki s

ą

 lekko bardziej ró

ż

owe ni

ż

 zazwyczaj, a tusz 

rozmazał si

ę

 przy k

ą

cikach jej oczu. Kr

ę

ci głow

ą

, skupiaj

ą

c na mnie wzrok. 

  - Jeste

ś

 szalony, Warren. – ponownie si

ę

 

ś

mieje, ale tylko przez sekund

ę

. To, 

ż

e ja si

ę

 nie 

u

ś

miecham, sprawia, 

ż

e czuje si

ę

 niekomfortowo. 

  - Dlaczego? 

  - Bo tak. – mówi. – Kto robi tak

ą

 wielk

ą

 spraw

ę

 z trzymania kogo

ś

 za r

ę

k

ę

?  

  Nie poruszam si

ę

  - Ty to robisz, Bridgette.  

  U

ś

miech powoli znika z jej ust, kiedy zdaje sobie spraw

ę

ż

e mam racj

ę

. Wie, 

ż

e to ona 

robiła z tego tak

ą

 wielk

ą

 spraw

ę

. Ja chciałem jej pokaza

ć

, jakie to jest proste.  

  Oboje patrzymy na nasze dłonie, kiedy ja powoli rozlu

ź

niam u

ś

cisk i rozdzielam nasze 

palce. 

Ś

wiatło zmienia si

ę

 na zielone i chwytam kierownic

ę

 obiema dło

ń

mi, wciskaj

ą

c stop

ą

 

gaz.  

  - Wiesz, jak sprawi

ć

ż

eby facet poczuł si

ę

 jak gówno, Bridgette. 

  Skupiam cał

ą

 uwag

ę

 na drodze przed nami i opieram łokie

ć

 o okno. Przykrywam usta 

dłoni

ą

, poruszaj

ą

c szcz

ę

k

ą

, by pozby

ć

 si

ę

 stresu. 

  Mijamy trzy przecznice. 

  Dokładnie tyle zaj

ę

ło jej, 

ż

eby zrobi

ć

 najbardziej uprzejm

ą

 rzecz, od momentu, gdy j

ą

 

poznałem. 

  Si

ę

ga do kierownicy i bierze moj

ą

 dło

ń

. Kładzie j

ą

 na swoim kolanie i splata nasze palce. 

Chocia

ż

 nie poprzestaje na tym. Jej prawa r

ę

ka 

ś

lizga si

ę

 po wierzchu mojej dłoni, kiedy ona 

j

ą

 głaszcze. Głaszcze moje palce, wierzch dłoni, nadgarstek i wraca do palców. Przez cały 

czas gapi si

ę

 za okno, ale j

ą

 czuj

ę

. Czuj

ę

, jak do mnie mówi, trzyma mnie i kocha, a to 

wszystko w ruchach jej dłoni.  

  A ja u

ś

miecham si

ę

 przez cał

ą

 drog

ę

 do domu mojej siostry.  

 

 

 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 6 

 

*** 

  - Jest od ciebie starsza, czy młodsza? – pyta Bridgette, kiedy wył

ą

czam silnik. 

  - Dziesi

ęć

 lat starsza. 

  Oboje wychodzimy z samochodu i zaczynamy i

ść

 w kierunku domu. Nie prosiłem, by ze 

mn

ą

 szła, ale fakt, 

ż

e nie została w samochodzie dowodzi tego, 

ż

e kolejna 

ś

ciana mi

ę

dzy 

nami została zburzona.  

  Wchodz

ę

 po schodach, ale zanim pukam do drzwi, odwracam si

ę

 do niej. 

  - Jak mam ci

ę

 przedstawi

ć

? – pytam. – Współlokatorka? Przyjaciółka? Dziewczyna?  

  Odwraca wzrok i wzrusza ramionami. 

  - Nie obchodzi mnie to, serio. Po prostu nie spraw, by było dziwnie. 

  U

ś

miecham si

ę

 i pukam do drzwi. I natychmiast słysz

ę

 tupot małych stóp, piszczenie, 

spadanie rzeczy i cholera, zapomniałem, jak szalenie mo

ż

e tu by

ć

. Prawdopodobnie 

powinienem był j

ą

 ostrzec. 

  Drzwi otwieraj

ą

 si

ę

 szeroko i mój siostrzeniec, Brody, podskakuje dookoła.  

  - Wujek Warren! – krzyczy, klaszcz

ą

c w dłonie. Odstawiam na podłog

ę

 paczk

ę

, któr

ą

 mama 

wysłała mi dla siostry i natychmiast bior

ę

 go na r

ę

ce.  

  - Gdzie twoja mama? 

  Wskazuje przez salon.  

  - W kuchni. – mówi. Dotyka dło

ń

mi moich policzków i obraca moj

ą

 głow

ę

 do siebie.  

  - Chcesz si

ę

 pobawi

ć

 w umarlaka?  

  Kiwam głow

ą

 i odstawiam go na dywan. Pokazuj

ę

 Bridgette, by weszła za mn

ą

, a potem 

udaj

ę

ż

e wbijam nó

ż

 w klatk

ę

 Brody’ego. Upada na podłog

ę

 dramatycznie.  

  Bridgette i ja stoimy nad nim, kiedy wije si

ę

 z bólu. Jego ciało wstrz

ą

sa si

ę

 kilka razy, po 

czym głowa opada bezwładnie na podłog

ę

  - Umiera lepiej od wszystkich czterolatków, jakich widziałem. – mówi

ę

 do niej. 

  Kiwa głow

ą

, wci

ąż

 si

ę

 na niego gapi

ą

c. 

  - Jestem pod wra

ż

eniem.  

  - Brody! – krzyk mojej siostry dobiega mnie z kuchni. – Czy to Warren?  

  Zaczynam i

ść

 w kierunku jej głosu, a Bridgette idzie za mn

ą

. Kiedy skr

ę

cam za róg, widz

ę

 

Whitney, trzymaj

ą

c

ą

 Connera na biodrze, a drug

ą

 r

ę

k

ą

 mieszaj

ą

c

ą

 co

ś

 na kuchence. 

  - Brody nie 

ż

yje, ale tak, to ja. – mówi

ę

 do niej. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 7 

 

  Jak tylko Whitney na mnie spogl

ą

da, z elektrycznej niani stoj

ą

cej obok kuchenki dobiega 

nas płacz dziecka. Wzdycha, zirytowana i pokazuje, bym podszedł do kuchenki. Robi

ę

 to i 

wyci

ą

gam ły

ż

eczk

ę

 z jej r

ą

k.  

  - Musisz miesza

ć

 jeszcze przynajmniej przez minut

ę

, a potem zdejmij palnik z patelni.  

  - Masz na my

ś

li zdj

ę

cie patelni z palnika? 

  - Niewa

ż

ne. – mówi. 

Ś

ci

ą

ga Connera ze swojego biodra i idzie z nim w kierunku Bridgette. 

– Masz, potrzymaj go. Zaraz wróc

ę

  Bridgette instynktownie wyci

ą

ga przed siebie r

ę

ce, kiedy moja siostra podaje jej dziecko. 

Trzyma r

ę

ce wyprostowane, jak najdalej od siebie. Trzyma Connera pod pachami, patrz

ą

na mnie szeroko otwartymi oczami. 

  - Co mam z tym zrobi

ć

? – pyta. Posyła mi przera

ż

one spojrzenie. 

  - Nie trzymała

ś

 nigdy dziecka? – pytam, niedowierzaj

ą

c. Natychmiast potrz

ą

sa przecz

ą

co 

głow

ą

  - Nie znam 

ż

adnych dzieci. 

  - Ja dziecko.  

  Bridgette sapie i zerka na Connera, który patrzy na ni

ą

 z t

ą

 sam

ą

 mieszanin

ą

 strachu i 

fascynacji.  

  - To mówi! – krzyczy. – O mój Bo

ż

e, ty mówisz! 

  Conner wyszczerza si

ę

 w u

ś

miechu. 

  - Powiedz kot. – mówi Bridgette. 

  - Kot. – powtarza malec.   

  

Ś

mieje si

ę

 nerwowo, ale wci

ąż

 trzyma go, jakby był brudnym r

ę

cznikiem. 

Ś

ci

ą

gam patelni

ę

 

z palnika i wył

ą

czam go, po czym podchodz

ę

 do niej. 

  - Conner jest tym łatwym. – mówi

ę

. – Masz, trzymaj go tak. – przysuwam go do jej biodra i 

przykładam jej r

ę

k

ę

 do jego talii. Zerka nerwowo to na mnie, to na niego. 

  - Nie zesra si

ę

 na mnie? 

  Wybucham 

ś

miechem, a Conner chichocze. Dwukrotnie klepie j

ą

 w klatk

ę

 piersiow

ą

 i rusza 

ż

k

ą

  - Zesra si

ę

 na mnie. – powtarza, wci

ąż

 si

ę

 

ś

miej

ą

c.  

  Bridgette zakrywa dłoni

ą

 usta. 

  - Och, mój Bo

ż

e, on jest jak papuga. – mówi. 

  - Warren! – krzyczy Whitney ze szczytu schodów. 

  - Zaraz wracam. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 8 

 

  Bridgette potrz

ą

sa głow

ą

 i wskazuje na Connera. 

  - Ale.. ale.. to.. – zacina si

ę

.  

  Klepi

ę

 j

ą

 po głowie. 

  - Dasz sobie rad

ę

. Po prostu utrzymaj go przy 

ż

yciu przez dwie minuty.  

  Wchodz

ę

 po schodach, a Whitney stoi w drzwiach prowadz

ą

cych do pokoju dziecinnego. 

Ociera szyj

ę

 r

ę

cznikiem. 

  - Nasikał mi na twarz. – mówi. Wygl

ą

da na wyczerpan

ą

. Chc

ę

 j

ą

 przytuli

ć

 i zrobiłbym to, 

gdyby nie była pokrywa sikami niemowl

ę

cia. Wr

ę

cza mi dziecko. 

  - We

ź

 go na dół, a ja wskocz

ę

 pod prysznic. Prosz

ę

  Bior

ę

 go z jej r

ą

k. 

  - Nie ma problemu. 

  Zaczyna i

ść

 w kierunku swojego pokoju, ale zatrzymuje si

ę

, zanim ja docieram do schodów. 

  - Hej. – mówi. Odwracam si

ę

 do niej twarz

ą

. – Co to za dziewczyna? – pyta, pokazuj

ą

c to 

na migi. 

  Podoba mi si

ę

ż

e to pokazała, wi

ę

c Bridgette nie miała szansy usłysze

ć

 tego pytania. 

Posiadanie rodziny, która cała jest biegła w j

ę

zyku migowym, na pewno si

ę

 przydaje. 

  - To tylko współlokatorka. – pokazuj

ę

 jej, wzruszaj

ą

c ramionami. U

ś

miecha si

ę

 i wchodzi do 

jej pokoju. Schodz

ę

 po schodach, trzymaj

ą

c dziecko przy piersi. Przest

ę

puj

ę

 nad Brodym, 

który wci

ąż

 udaje martwego na podłodze. Kiedy docieram do progu kuchni, zatrzymuje si

ę

Bridgette posadziła Connera na szafce. Stoi przed nim tak, 

ż

e nie mógłby spa

ść

 i trzyma w 

powietrzu palce, licz

ą

c razem z nim. 

  - Trzy. Umiesz policzy

ć

 do trzech? 

  Conner dotyka czubków jej palców swoimi palcami. 

  - Raz. Dwa. Trzy. – mówi. Oboje zaczynaj

ą

 klaska

ć

  - Teraz ja. 

  Tym razem Bridgette liczy na jego palcach. Opieram głow

ę

 o framug

ę

 i obserwuj

ę

, jak si

ę

 z 

nim bawi. 

  Nie wiem, dlaczego nigdy wcze

ś

niej nie sp

ę

dzali

ś

my ze sob

ą

 czasu poza sypialni

ą

Mógłbym odda

ć

 wszystkie rzeczy, które robi mi w nocy i jestem pewny, 

ż

e nie oddałbym 

dzisiejszego dnia za cał

ą

 t

ą

 kombinacj

ę

.  

  To jest Bridgette, któr

ą

 ja widz

ę

. Cz

ęść

 jej, któr

ą

 mi daje. A teraz obserwuj

ę

 j

ą

 i widz

ę

ż

jest zdolna, by odda

ć

 j

ą

 tym, którzy na to zasługuj

ą

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 9 

 

  - Na wszystkich współlokatorów tak patrzysz? – Whitney szepce mi do ucha. Okr

ę

cam si

ę

a ona stoi za mn

ą

, patrz

ą

c, jak obserwuj

ę

 Bridgette. Potrz

ą

sam głow

ą

 i wracam do niej 

spojrzeniem.  

  - Nie. Nie na wszystkich. 

  Jak tylko to mówi

ę

, od razu tego 

ż

ałuj

ę

. W przeci

ą

gu godziny zasypie mnie smsami, chc

ą

zna

ć

 wszystkie szczegóły. Jak długo j

ą

 znam, sk

ą

d jest, czy j

ą

 kocham.  

  Czas si

ę

 zbiera

ć

  - Bridgette, gotowa? – pytam, oddaj

ą

c dziecko siostrze. 

  Bridgette zerka na mnie, a potem ponownie na Connera. Wła

ś

ciwie wygl

ą

da na troch

ę

 

smutn

ą

ż

e musi si

ę

 z nim po

ż

egna

ć

.  

  - Pa, Bwidjet. – odwraca si

ę

 do Connera, a on wci

ąż

 jej macha. – Zesra si

ę

 na mnie. – 

mówi mały.  

  Bridgette natychmiast go podnosi i ustawia na podłodze.  

  - Gotowa. – mówi szybko, odchodz

ą

c od niego w kierunku drzwi. 

  Whitney wskazuje na Connera i na mnie patrzy. 

  - Czy on wła

ś

nie powiedział…  

  Kiwam głow

ą

  - Chyba tak, Whit. Musisz uwa

ż

a

ć

 na swój j

ę

zyk przy dzieciach. – szybko całuj

ę

 j

ą

 w 

policzek i zmierzam do frontowych drzwi.  

  Bridgette stoi nad Brodym, spogl

ą

daj

ą

c na niego. 

  - Naprawd

ę

 imponuj

ą

ce. 

  Le

ż

y w tej samej pozycji, w jakiej go zostawili

ś

my. 

  - Mówiłem, 

ż

e umiera lepiej, ni

ż

 ktokolwiek, kogo znam.  

  Przechodz

ę

 przez niego i otwieram dla niej drzwi. Wychodzimy na zewn

ą

trz, a ona nawet 

nie drga ani si

ę

 nie odsuwa, kiedy w

ś

lizguj

ę

 si

ę

 dłoni

ą

 w jej dło

ń

. Odprowadzam j

ą

 do drzwi 

po stronie pasa

ż

era, ale zanim je dla niej otwieram, przyciskam j

ą

 ciałem do samochodu. 

Dłoni

ą

 odgarniam jej kosmyk włosów z czoła.  

  - Nigdy nie my

ś

lałam, 

ż

e b

ę

d

ę

 chciała mie

ć

 dzieci. – mówi, zerkaj

ą

c w kierunku domu. 

  - Ale teraz chcesz?  

  Potrz

ą

sa głow

ą

  - Niee, nie bardzo. Ale je

ś

li miałabym Connera.. W takim wieku, na rok, mo

ż

e na dwa lata. 

Potem pewnie byłabym nim zm

ę

czona i ju

ż

 bym go nie chciała, ale rok czy dwa z mojego 

ż

ycia mogłyby by

ć

 zabawne. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 10 

 

  Wybucham 

ś

miechem. 

  - Wi

ę

c dlaczego go nie porwiesz i nie oddasz, kiedy b

ę

dzie miał pi

ęć

 lat?  

  Ponownie na mnie spogl

ą

da. 

  - Ale wiedziałby

ś

ż

e to ja go zabrałam. 

  U

ś

miecham si

ę

 do niej. 

  - Nigdy bym nie powiedział. Ciebie lubi

ę

 bardziej, ni

ż

 jego. 

  Potrz

ą

sa głow

ą

  - Za bardzo kochasz swoj

ą

 siostr

ę

ż

eby zrobi

ć

 jej co

ś

 takiego. To by nie wyszło. Musimy 

porwa

ć

 dziecko kogo

ś

 innego. 

  Wzdycham.  

  - Taa, pewnie masz racj

ę

. Poza tym, powinni

ś

my porwa

ć

 dziecko jakie

ś

 sławy. W ten 

sposób uzyskaliby

ś

my okup i nie musieli ju

ż

 nigdy pracowa

ć

. Mogliby

ś

my odda

ć

 dziecko, 

zabra

ć

 pieni

ą

dze i sp

ę

dzi

ć

 reszt

ę

 naszego 

ż

ycia, uprawiaj

ą

c seks przez cały dzie

ń

  Bridgette u

ś

miecha si

ę

  - Jeste

ś

 taki romantyczny, Warren. 

Ż

aden facet nigdy wcze

ś

niej nie obiecał mi porwania z 

okupem. 

  Unosz

ę

 jej brod

ę

 tak, 

ż

e jej usta s

ą

 umiejscowione blisko moich. 

  - Tak jak mówiłem, nie poznała

ś

 jeszcze wła

ś

ciwego dupka.  

  Przyciskam si

ę

 do jej warg i krótko j

ą

 całuj

ę

. Nie robi

ę

 tego otwarcie, na wypadek, gdyby 

Brody o

ż

ył i nas obserwował. 

  Si

ę

gam za ni

ą

 i otwieram jej drzwi. Obchodzi mnie dookoła, 

ż

eby wej

ść

 do 

ś

rodka, ale 

zanim to robi, staje na palcach i całuje mnie w policzek.  

  Dla Brody’ego, lub kogokolwiek innego, kto to widział, to był zwykły buziak w policzek. Ale 
znaj

ą

c Bridgette tak jak ja, wie si

ę

ż

e to było co

ś

 o wiele wi

ę

cej. W ten sposób powiedziała 

mi, 

ż

e nie potrzebuje nikogo innego. 

  Ten całus w policzek oznacza, 

ż

e to jest oficjalne. 

  Ten całus w policzek znaczy, 

ż

e mam dziewczyn

ę

.  

 

 

 

 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 11 

 

Rozdział 10 

  - Wi

ę

c my

ś

lisz, 

ż

e to oficjalne, bo pocałowała ci

ę

 w policzek? – pyta Sydney, 

zdezorientowana. Nie rozumie tego. Tak jak wszyscy, ocenia Bridgette tak

ą

, na jak

ą

 si

ę

 

pokazuje, co jest w porz

ą

dku. Bridgette kreuje si

ę

 na do

ść

 brutaln

ą

 w oczach innych ludzi, i 

to jest jej prawo. 

  Przestaj

ę

 próbowa

ć

 tłumaczy

ć

 Sydney moj

ą

 relacj

ę

 z Bridgette. Poza tym, my

ś

l

ę

ż

e chyba 

nikt tego nie zrozumie. I nawet je

ś

li mieli

ś

my naprawd

ę

 szalone, pozbawione seksu 

do

ś

wiadczenie z tym trzymaniem si

ę

 za r

ę

k

ę

 i całowaniem w policzek, to nie oddziałuje to na 

nas w sypialni. W rzeczywisto

ś

ci, zeszłej nocy pomin

ę

li

ś

my powolne i jednomiarowe 

do

ś

wiadczenie i odegrali

ś

my moj

ą

 fantazj

ę

, gdzie w gr

ę

 wchodził jej uniform z Hooters.  

  - Powinna

ś

 postara

ć

 si

ę

 o prac

ę

 w Hooters. – mówi

ę

 jej. Wiem, 

ż

e szuka pracy, i chocia

ż

 to 

nie jest jej 

ś

cie

ż

ka zawodowa, to napiwki s

ą

 naprawd

ę

 niezłe. 

  - Nie, dzi

ę

ki. – odpowiada. – Nie chciałabym umrze

ć

 w tych spodenkach. 

  - To naprawd

ę

 bardzo ładne szorty. Mi

ę

kkie. Rozci

ą

gliwe. B

ę

dziesz zaskoczona. A 

ostatniej nocy, kiedy Bridgette udawała, 

ż

e serwuje mi talerz skrzydełek, si

ę

gn

ą

łem na dół 

i… 

  - Warren. – przerywa mi Sydney. – Przesta

ń

. Nie obchodzi mnie to. Ile razy mówiłam ci, 

ż

nie interesuje mnie twoje 

ż

ycie seksualne? 

  Marszcz

ę

 brwi. Ridge te

ż

 nie za bardzo lubi o tym słucha

ć

, a Bridgette nie mog

ę

 o tym 

mówi

ć

, skoro ona jest cz

ęś

ci

ą

 historii, to by było niepotrzebne. T

ę

skni

ę

 za Brennanem. On 

zawsze słuchał. 

  Drzwi od pokoju Bridgette si

ę

 otwieraj

ą

 i widz

ę

, jak wzrokiem przeszukuje salon, by mnie 

znale

źć

. Widz

ę

 cie

ń

 u

ś

miechu na jej ustach, ale jest dobra w upewnianiu si

ę

, bym tylko ja to 

widział. 

  - Dzie

ń

 dobry, Bridgette. – mówi

ę

 do niej. – Dobrze spała

ś

?  

  Jej wzrok spada na Sydney, która znowu siedzi obok mnie na kanapie. Przenosi spojrzenie, 
ale nie wystarczaj

ą

co szybko, bym zd

ąż

ył dostrzec przebłysk bólu na jej twarzy. 

  - Pieprz si

ę

, Warren. – mówi, zwracaj

ą

c swoj

ą

 uwag

ę

 na lodówk

ę

  Nadal, po trzymaniu mnie za r

ę

k

ę

 i całowaniu w policzek, my

ś

li, ze mógłbym namiesza

ć

 

mi

ę

dzy nami z inn

ą

 dziewczyn

ą

 Obserwuj

ę

 j

ą

, jak z gniewem rozstawia rzeczy na szafce.  

  - Nie podoba mi si

ę

ż

e ona ci

ą

gle kr

ę

ci si

ę

 obok twojego tyłka. 

  Natychmiast odwracam si

ę

 do Sydney i wybucham 

ś

miechem, bo po pierwsze: ona nadal 

my

ś

li, 

ż

e Sydney jest głucha, a po drugie: nie mog

ę

 uwierzy

ć

ż

e wła

ś

nie mi to powiedziała. 

Je

ś

li to nie było zarzucaniem na mnie sieci, to nie wiem, co to było. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 12 

 

  Kocham to. 

  - My

ś

lisz, 

ż

e to zabawne? – pyta po tym, jak si

ę

 odwraca. Szybko potrz

ą

sam głow

ą

 i 

przestaj

ę

 si

ę

 u

ś

miecha

ć

, ale wyrzuca dło

ń

 w kierunku Sydney. – Ta dziewczyna 

zdecydowanie ma wobec ciebie jakie

ś

 złe zamiary. Nie mo

ż

esz nawet mie

ć

 do mnie tyle 

szacunku, 

ż

eby trzyma

ć

 si

ę

 od niej z daleka, dopóki nie wyjd

ę

 z domu? – ponownie odwraca 

si

ę

 do nas plecami. – Najpierw opowiada Ridge’owi wzruszaj

ą

c

ą

 historyjk

ę

ż

eby pozwolił jej 

tu zamieszka

ć

, a teraz wykorzystuje to, 

ż

e znasz j

ę

zyk migowy i z tob

ą

 flirtuje. 

  Nie wiem, kogo bardziej mi 

ż

al, Bridgette czy Sydney. Czy siebie

  - Bridgette, przesta

ń

  - To ty przesta

ń

. – mówi, zwracaj

ą

c si

ę

 do mnie twarz

ą

. – Albo przesta

ń

 si

ę

 wczołgiwa

ć

 do 

mojego łó

ż

ka w nocy, albo przesta

ń

 z ni

ą

 przesiadywa

ć

 dniami na kanapie. 

  Wiedziałem, 

ż

e do tego dojdzie, ale miałem nadziej

ę

ż

e mnie wtedy tu nie b

ę

dzie.  

  Sydney dociera do swojego punktu krytycznego i zatrzaskuje ksi

ąż

k

ę

 na swoich nogach.  

  - Bridgette, błagam! – krzyczy. – Zamknij si

ę

! Zamknij, zamknij, zamknij! Chryste! Nie mam 

poj

ę

cia, dlaczego my

ś

lisz, 

ż

e jestem głucha i zdecydowanie nie jestem dziwk

ą

, nie u

ż

ywam 

te

ż

 j

ę

zyka migowego, by flirtowa

ć

 z Warrenem. Nawet nie znam tego j

ę

zyka. A od teraz 

przesta

ń

 krzycze

ć

, kiedy si

ę

 do mnie odzywasz!  

  Boj

ę

 si

ę

 spojrze

ć

 na Bridgette. Czuj

ę

 si

ę

 rozdarty, bo chc

ę

 przybi

ć

 pi

ą

tk

ę

 Sydney, 

ż

e w 

ko

ń

cu stan

ę

ła w swojej obronie, ale chc

ę

 te

ż

 obj

ąć

 Bridgette, bo wiem, jakie to musi by

ć

 dla 

niej ci

ęż

kie. Nagle czuj

ę

ż

e to najgorszy kawał w historii kawałów. 

 Zerkam akurat, 

ż

eby dostrzec fal

ę

 bólu na twarzy Bridgette. Maszeruje do swojego pokoju i 

zatrzaskuje drzwi. 

  To b

ę

dzie niemo

ż

liwe do naprawienia. Sydney wła

ś

nie samodzielnie zniszczyła cały mój 

zwi

ą

zek tym jednym wybuchem.  

  No dobra, to nie była tylko jej wina. Te

ż

 brałem w tym du

ż

y udział. 

  Serce mnie boli. Nie podoba mi si

ę

 to. Nie podoba mi si

ę

 cisza, i nie podoba mi si

ę

 fakt, 

ż

mam zamiar tam i

ść

 i jako

ś

 to sprostowa

ć

. Opieram dłonie o kolana i zaczynam wstawa

ć

  - Có

ż

, wła

ś

nie przeszła mi obok nosa szansa na to, by odgrywa

ć

 jakiekolwiek role. Wielkie 

dzi

ę

ki, Sydney.  

  Spycha ksi

ąż

k

ę

 z kolan i wstaje. 

  - Pieprz si

ę

, Warren. 

  Au

ć

. Podwójny cios. 

  Sydney podchodzi do drzwi od pokoju Bridgette i puka w nie. Po kilku sekundach ostro

ż

nie 

w

ś

lizguje si

ę

 do 

ś

rodka i zamyka za sob

ą

 drzwi.  

  Je

ś

li ona jako

ś

 to naprawi, to b

ę

d

ę

 jej dłu

ż

ny do ko

ń

ca 

ż

ycia. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 13 

 

  Wzdycham i przeczesuj

ę

 dłoni

ą

 włosy, wiedz

ą

c, 

ż

e to moja wina. Spogl

ą

dam na Ridge’a, 

który si

ę

 na mnie gapi.  

  - Co mnie omin

ę

ło? – pokazuje. 

  Powoli kr

ę

c

ę

 głow

ą

 ze wstydu.  

  - Bridgette dowiedziała si

ę

ż

e Sydney nie jest głucha i teraz mnie nienawidzi. A teraz 

Sydney poszła do jej pokoju, 

ż

eby to naprawi

ć

, bo czuje si

ę

 winna.  

  Na jego twarzy wida

ć

 zmieszanie. 

  - Sydney? – pokazuje. – A za co ona miałaby czu

ć

 si

ę

 winna?  

  Wzruszam ramionami. 

  - Chyba za to, 

ż

e kontynuowała ten 

ż

art. 

Ź

le si

ę

 czuje z tym, 

ż

e upokorzyła tym Bridgette.  

  Ridge potrz

ą

sa głow

ą

  - Bridgette na to zasługuje. Je

ś

li ktokolwiek powinien przeprasza

ć

, to wła

ś

nie ona. Nie 

Sydney. 

  Dlaczego broni Sydney tak, jakby był jej nadopieku

ń

czym chłopakiem? Zerkam w stron

ę

 

pokoju Bridgette, zszokowany, 

ż

e słysz

ę

 normaln

ą

 rozmow

ę

, a nie odgłosy bójki mi

ę

dzy 

nimi. Ridge macha r

ę

k

ą

 w powietrzu, by przyku

ć

 moj

ą

 uwag

ę

  - Bridgette chyba na ni

ą

 nie krzyczy, co? – pokazuje. Wygl

ą

da na zmartwionego i szczerze, 

to mnie martwi. 

  - Wygl

ą

da na to, 

ż

e bardzo troszczysz si

ę

 o samopoczucie Sydney.  

  Zaciska szcz

ę

k

ę

, a ja wiem, 

ż

e prawdopodobnie nie powinienem był nic mówi

ć

. Chocia

ż

 nie 

mog

ę

 nic na to poradzi

ć

. Przeszedłem wiele razem z Ridgem i Maggie i nie chc

ę

, by to 

spieprzył tylko dlatego, 

ż

e jaka

ś

 inna dziewczyna jest dla niego atrakcyjna. 

  Widz

ę

ż

e nie chce, by rozmowa pod

ąż

yła w tym kierunku, wi

ę

c kieruj

ę

 j

ą

 z powrotem na 

siebie. 

  - Nie, 

ż

adna z nich nie krzyczy. – pokazuj

ę

. – Ale Bridgette b

ę

dzie, jak tylko wyjdzie z 

pokoju. Bardzo prawdopodobne, 

ż

e si

ę

 teraz wyprowadzi, a ja ju

ż

 nigdy nie b

ę

d

ę

 w stanie 

wsta

ć

 z łó

ż

ka, bo… - klepi

ę

 si

ę

 dłoni

ą

 po klatce – zabierze moje serce ze sob

ą

  Wie, 

ż

e dramatyzuj

ę

, wi

ę

c przewraca oczami i si

ę

 

ś

mieje, ponownie zwracaj

ą

c twarz do 

laptopa. Drzwi od pokoju Bridgette szeroko si

ę

 otwieraj

ą

, a ona wymaszerowuje stamt

ą

d.  

  Nie przygotowałem si

ę

 na to. Wiem, 

ż

e jest w

ś

ciekła, ale nie jestem pewny, czy b

ę

d

ę

 w 

stanie si

ę

 broni

ć

 fizycznie, je

ś

li mnie zaatakuje. 

  Siadam prosto i patrz

ę

 w strachu, jak szybko idzie w moim kierunku. Podchodzi do kanapy i 

siada na mnie okrakiem. 

  Jestem cholernie zdezorientowany

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 14 

 

  Kładzie mi dłonie na policzkach i wzdycha. 

  - Nie mog

ę

 uwierzy

ć

ż

e zakochuj

ę

 si

ę

 w takim głupim, głupim dupku.  

  Moje serce chce si

ę

 cieszy

ć

, ale umysł je wstrzymuje. 

  Zakocha

ć

 si

ę

  W dupku. 

  W głupim, głupim dupku. 

  O cholera! To ja! 

  Obejmuj

ę

 j

ą

 i całuj

ę

, w tej samej chwili wstaj

ą

c i id

ą

c w kierunku mojego pokoju. Zamykam 

za nami drzwi, podchodz

ę

 do łó

ż

ka i rzucam j

ą

 na nie. Zdejmuj

ę

 koszulk

ę

 i rzucam j

ą

 na 

podłog

ę

.  

  - Powiedz to jeszcze raz. – mówi

ę

, w

ś

lizguj

ą

c si

ę

 na ni

ą

. U

ś

miecha si

ę

, dotykaj

ą

c mojej 

twarzy dło

ń

mi.  

  - Powiedziałam, 

ż

e si

ę

 w tobie zakochuj

ę

, Warren. Tak my

ś

l

ę

. Jestem do

ść

 pewna, 

ż

e to 

wła

ś

nie to.  

  Całuj

ę

 j

ą

 jeszcze raz, gor

ą

czkowo. To najpi

ę

kniejsze słowa, jakie kiedykolwiek od kogo

ś

 

usłyszałem. Odsuwam si

ę

 i znowu na ni

ą

 patrz

ę

  - Ale jakie

ś

 pi

ęć

 minut temu chciała

ś

 mnie zabi

ć

. Co si

ę

 zmieniło? – unosz

ę

 si

ę

 na dłoniach 

i patrz

ę

 na ni

ą

 z góry. – Sydney ci zapłaciła, 

ż

eby

ś

 to powiedziała? To jaki

ś

 kawał?  

  Moje serce zamiera. Bridgette potrz

ą

sa głow

ą

  Umarłbym. Dosłownie bym umarł, gdyby ona cofn

ę

ła te słowa. Umarłbym o wiele lepiej, ni

ż

 

Brody, bo moja 

ś

mier

ć

 byłaby prawdziwa.  

  - Ja tylko… - milknie na chwil

ę

, szukaj

ą

c odpowiednich słów. – Przez ten cały czas 

my

ś

lałam, 

ż

e mo

ż

e co

ś

 jest na rzeczy mi

ę

dzy tob

ą

, a Sydney. Ale wiem, 

ż

e to nieprawda, po 

tym, jak z ni

ą

 porozmawiałam. I wspomniała te

ż

ż

e kiedy

ś

, gdy byłe

ś

 pijany, powiedziałe

ś

 

jej, 

ż

e mo

ż

esz mnie kocha

ć

. I to po prostu… nie wiem, Warren. 

  Bo

ż

e, uwielbiam to. Kocham jej nerwowo

ść

. Jej wahanie. To, 

ż

e mówi do mnie tak 

otwarcie.  

  - Powiedz mi, Bridgette. – mówi

ę

 cicho, pragn

ą

c, by sko

ń

czyła mówi

ć

 to, co zacz

ę

ła. 

Przewracam si

ę

 na bok i unosz

ę

 na łokciu. Odgarniam włosy z jej czoła i pochylam si

ę

, by je 

pocałowa

ć

  - Kiedy to powiedziała, poczułam si

ę

… szcz

ęś

liwa. I zdałam sobie spraw

ę

ż

e nigdy taka 

nie jestem. Byłam nieszcz

ęś

liwym dzieckiem i teraz jestem nieszcz

ęś

liwym dorosłym, a nic w 

moim 

ż

yciu nie sprawia, 

ż

e czuj

ę

 si

ę

 tak, jak wtedy, gdy jestem z tob

ą

. Wi

ę

c po prostu… 

chyba wiem, co to za uczucie. My

ś

l

ę

ż

e si

ę

 w tobie zakochuj

ę

.  

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 15 

 

  Pojedyncza łza spływa z jej k

ą

cika oczu i chocia

ż

 bardzo chciałbym j

ą

 schowa

ć

 w 

buteleczce na wieczno

ść

, to udaj

ę

ż

e tego nie zauwa

ż

yłem, bo wiem, 

ż

e tego by chciała. 

Całuj

ę

 j

ą

, zanim si

ę

 odsuwam i patrz

ę

 jej prosto w oczy. 

  - Te

ż

 si

ę

 w tobie zakochuj

ę

  U

ś

miecha si

ę

 i łapie mnie za szyj

ę

, powoli przyci

ą

gaj

ą

c mnie do swoich ust. Całuje mnie 

delikatnie, a potem lekko przewraca mnie na plecy. Kładzie si

ę

 na mnie i przyciska dłonie do 

mojej klatki.  

  - Chyba powinnam sprecyzowa

ć

 to, 

ż

e nigdy nie powiedziałam, 

ż

e jestem w tobie 

zakochana. Powiedziałam tylko, 

ż

e si

ę

 zakochuj

ę

. A to ró

ż

nica. 

  Łapi

ę

 j

ą

 za biodra i przyci

ą

gam bli

ż

ej do siebie. 

  - Jedyna ró

ż

nica mi

ę

dzy zakochiwaniem si

ę

, a kochaniem jest taka, 

ż

e twoje serce ju

ż

 wie, 

co czujesz, ale twój umysł jest zbyt uparty, by to przyzna

ć

. – a potem szepc

ę

 jej do ucha. – 

Ale nie 

ś

piesz si

ę

. B

ę

d

ę

 cierpliwy. 

  - To dobrze, bo nie zamierzam ci jeszcze mówi

ć

ż

e ci

ę

 kocham. Bo nie kocham. Mog

ę

 by

ć

 

na dobrej drodze do tego, ale zawsze mog

ę

 z niej zej

ść

  Nie mog

ę

 nic poradzi

ć

 na to, 

ż

e si

ę

 u

ś

miecham i całuj

ę

 j

ą

 po tym małym zastrze

ż

eniu. 

  Po kilku minutach, które sp

ę

dzamy na całkowaniu si

ę

, obraca głow

ę

 na bok i podnosi palec, 

prosz

ą

c, bym przestał. Odsuwa si

ę

 i siada na kraw

ę

dzi łó

ż

ka, obejmuj

ą

c kolana. Opiera 

głow

ę

 o ramiona i zaciska powieki. Siedzi w ciszy przez kilka minut, a taka reakcja jest dla 

niej nietypowa. Wygl

ą

da na winn

ą

. Ona nigdy tak nie wygl

ą

da, bo zawsze jest zbyt w

ś

ciekła, 

by okazywa

ć

 poczucie winy. 

  - Co si

ę

 stało? – pytam. 

  Szybko potrz

ą

sa głow

ą

  - Jestem najgorsz

ą

 osob

ą

 na 

ś

wiecie. – szepce. Powoli odwraca do mnie głow

ę

. Nie 

podoba mi si

ę

 wyraz jej twarzy.  

  Zaczyna zsuwa

ć

 si

ę

 z łó

ż

ka i czuj

ę

 si

ę

 tak, jakby ci

ą

gn

ę

ła moje serce za sob

ą

.  

  - To był kawał, Warren. – mówi cicho, wstaj

ą

c. 

  Unosz

ę

 si

ę

 na łokciach. 

  - Co masz na my

ś

li? 

  Odwraca si

ę

 do mnie twarz

ą

, a jej oczy s

ą

 tak pełne wstydu, 

ż

e nie mo

ż

e nawet na mnie 

spojrze

ć

 bez krzywienia si

ę

  - Chciałam odegra

ć

 si

ę

 za to, 

ż

e nie powiedziałe

ś

 mi o tym, 

ż

e Sydney nie jest głucha. – 

otwiera drzwi do łazienki i wbija spojrzenie w swoje stopy. – Powiedziałam to wszystko, bo 
byłam na ciebie w

ś

ciekła, a nie dlatego, 

ż

e naprawd

ę

 to czuj

ę

. Nie zakochuj

ę

 si

ę

 w tobie, 

Warren. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 16 

 

  Chyba wła

ś

nie podeptała

ś

 moje serce, Bridgette

  Zerka nad swoim ramieniem na łazienk

ę

, potem na mnie. 

  - Nie chciałam, 

ż

eby to zaszło tak daleko. To naprawd

ę

 niezr

ę

czne. Id

ę

 teraz do swojego 

pokoju.  – zamyka za sob

ą

 drzwi. 

  Jestem zbyt ot

ę

piały, by co

ś

 czu

ć

. Zbyt ot

ę

piały, by si

ę

 poruszy

ć

. Zbyt ot

ę

piały, by 

przetworzy

ć

 słowa, które wła

ś

nie wyszły z jej ust. Boli mnie gardło, brzuch, klatka, nawet 

pieprzone płuca i o, mój Bo

ż

to tak bardzo boli. 

  Opadam na łó

ż

ko i unosz

ę

 dwie pi

ęś

ci do czoła. 

  - Hej, Warren. – mówi z progu. 

  Patrz

ę

 na ni

ą

, a ona nadal wygl

ą

da na winn

ą

. Macha dłoni

ą

 ode mnie, do siebie.  

  - To, co si

ę

 wła

ś

nie wydarzyło? To był… - jej zmartwienie znika, a na twarzy pojawia si

ę

 

pełen samozadowolenia u

ś

miech. – To był kawał! 

  Podbiega i wskakuje na łó

ż

ko, ta

ń

cz

ą

c dookoła mnie.  

  - Szkoda, 

ż

e nie widziałe

ś

 swojej miny! – 

ś

mieje si

ę

 i podskakuje, a ka

ż

da cz

ęść

 mojego 

ciała podskakuje razem z ni

ą

 na łó

ż

ku.  

  Zabij

ę

 j

ą

  Opada na kolana i pochyla si

ę

 do mnie, przyciskaj

ą

c usta do moich warg. Kiedy si

ę

 

odsuwa, ju

ż

 nie mam ochoty jej zabi

ć

. Moje ciało zostało cudownie uleczone przez jej 

u

ś

miech. Czuj

ę

 si

ę

 lepiej ni

ż

 kiedykolwiek. Czuj

ę

 si

ę

 silniejszy, 

ż

ywszy, szcz

ęś

liwszy i jakim

ś

 

cudem jestem w niej zakochany bardziej, ni

ż

 byłem pi

ęć

 minut temu. Przyci

ą

gam j

ą

 do 

siebie. 

  - To był naprawd

ę

 dobry kawał, Bridgette. 

  Wybucha 

ś

miechem. 

  - Wiem. Najlepszy. 

  Kiwam głow

ą

  - Tak, naprawd

ę

 taki był. 

  Trzymam j

ą

 przez kilka cichych chwil, odtwarzaj

ą

c t

ę

 scen

ę

 w swojej głowie. 

  - Bo

ż

e, ale z ciebie suka. 

  Bridgette ponownie si

ę

 

ś

mieje. 

  - Wiem. Suka, która w ko

ń

cu znalazła wła

ś

ciwego dupka.  

 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 17 

 

Rozdział 11 

  Zgadnijcie, kto obudził si

ę

 dzisiaj rano w łó

ż

ku Bridgette?  

  Ja

  A zgadnijcie, kto za

ś

nie dzi

ś

 w jej łó

ż

ku? 

  Zgadza si

ę

Ja

  Obie te rzeczy s

ą

 

ś

wietne, ale nie tak 

ś

wietne, jak ten moment. W tej chwili. 

  Oboje siedzimy na kanapie, a ona le

ż

y mi

ę

dzy moimi nogami, z głow

ą

 na mojej klatce. 

Ogl

ą

damy film, w którym aktorzy przez cały czas maj

ą

 na sobie ubrania. Ale niewa

ż

ne, co to 

za film, bo Bridgette si

ę

 ze mn

ą

 przytula. 

  Robimy to po raz pierwszy i jest niesamowicie. Uwielbiam to, jak ona sprawia, 

ż

e doceniam 

zwykłe, przyziemne rzeczy. 

  Oby dwoje zerkamy na drzwi, kiedy słyszymy, 

ż

e kto

ś

 obraca w zamku klucz. Drzwi si

ę

 

otwieraj

ą

 i wchodzi Brennan. Natychmiast siadam prosto na kanapie, bo powinien by

ć

 dzisiaj 

w Dallas. Jutro ma wyst

ę

p i jestem pewny, 

ż

e zarezerwowałem hotel na wła

ś

ciwy termin. 

  Bridgette równie

ż

 siada na kanapie i na niego spogl

ą

da. U

ś

miecha si

ę

 do niej, ale ten gest 

jest wymuszony. Wyci

ą

ga z tylnej kieszeni kartk

ę

 papieru. Unosi j

ą

  - Przyszły dzisiaj. – mówi. 

  Bridgette 

ś

ciska moj

ą

 r

ę

k

ę

, a ja zdaj

ę

 sobie spraw

ę

ż

e to wyniki testu na ojcostwo. Znam 

Brennana na tyle długo, by wiedzie

ć

ż

e nie jest z nich zadowolony. Nie wiem tylko, czy to 

dobrze, czy 

ź

le dla Bridgette. 

  - Po prostu mi powiedz. – prosi szeptem. 

  Brennan spogl

ą

da na swoje stopy, a potem na mnie. To spojrzenie jest wystarczaj

ą

ce, by 

Bridgette wiedziała, 

ż

e nie jest bli

ż

ej dowiedzenia si

ę

 tego, kto jest jej ojcem, ni

ż

 była par

ę

 

miesi

ę

cy temu.  

  Bierze gł

ę

boki oddech, po czym wstaje. Mamrocze „dzi

ę

kuj

ę

” w kierunku Brennana i 

zaczyna i

ść

 w stron

ę

 swojego pokoju, ale on łapie j

ą

 za r

ę

k

ę

 i j

ą

 do siebie przyci

ą

ga. 

Przytula j

ą

, ale jak to Bridgette, nie pozwala na u

ś

cisk dłu

ż

szy ni

ż

 dwie sekundy. Zaczyna 

płaka

ć

, a wiem, 

ż

e ona nie chce, by ktokolwiek j

ą

 wtedy ogl

ą

dał. Zwiesza głow

ę

 i biegnie do 

swojego pokoju.  

  Brennan rzuca kartk

ę

 na szafk

ę

 i przeczesuje dło

ń

mi włosy. 

  - Do dupy, stary. – mówi. – Czułem, 

ż

e ona naprawd

ę

 potrzebuje tego, by to okazało si

ę

 

prawd

ą

, ale to tylko kolejna rzecz, z któr

ą

 musi sobie poradzi

ć

.  

  Wzdycham i przykładam czoło do szafki. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 18 

 

  - Jeste

ś

 pewny co do wyników? Nie pomylili si

ę

  Brennan potrz

ą

sa głow

ą

  - Nie jest jego córk

ą

. I tak wła

ś

ciwie, to si

ę

 za ni

ą

 ciesz

ę

, bo kto by chciał mie

ć

 takiego 

ojca? Ale wiem, 

ż

e podobał jej si

ę

 pomysł, by w ko

ń

cu zamkn

ąć

 pewne sprawy. 

  Wstaj

ę

 i 

ś

ciskam tył swojej szyi. 

  - Nie s

ą

dz

ę

ż

eby tylko na to miała nadziej

ę

. – pokazuj

ę

 na jej pokój. – Pójd

ę

 sprawdzi

ć

, co 

z ni

ą

. – mówi

ę

 mu. – Dzi

ę

ki, 

ż

e przebyłe

ś

 taki kawał drogi, 

ż

eby to powiedzie

ć

  Brennan kiwa głow

ą

, a ja wchodz

ę

 do jej pokoju. Le

ż

y zwini

ę

ta w kł

ę

bek, twarz ma 

skierowan

ą

 w stron

ę

 

ś

ciany. 

  Nie jestem dobry w pocieszaniu, wi

ę

c nie jestem pewny, co mógłbym powiedzie

ć

ż

eby 

poczuła si

ę

 troch

ę

 lepiej. Zamiast tego, wczołguj

ę

 si

ę

 na łó

ż

ko i w

ś

lizguj

ę

 za ni

ą

. Obejmuj

ę

 j

ą

 

ś

ciskam jej dło

ń

  Le

ż

ymy tak przez kilka minut, a ja pozwalam si

ę

 jej wypłaka

ć

. Kiedy wygl

ą

da na to, 

ż

e ju

ż

 

nie płacze, całuj

ę

 jej włosy. 

  - Byłby okropnym ojcem, Bridgette.  

  Kiwa głow

ą

  - Wiem. Ja po prostu… - bierze gł

ę

boki oddech. – Podoba mi si

ę

 tutaj. Czuj

ę

ż

akceptujesz mnie tak

ą

, jaka jestem, co mi si

ę

 nigdy nie zdarzyło. A teraz, kiedy Brennan ju

ż

 

wie, 

ż

e nie jestem jego siostr

ą

, co b

ę

dzie? Mam po prostu odej

ść

  

Ś

ciskam j

ą

 mocniej, nienawidz

ą

c tego, 

ż

e w ogóle o tym pomy

ś

lała. 

  - Po moim i Brody’ego trupie. Nie ma mowy, 

ż

ebym ci

ę

 st

ą

d wypu

ś

cił. 

  

Ś

mieje si

ę

 i ociera łzy. 

  - Nie musicie by

ć

 dla mnie mili, bo jest wam mnie szkoda. 

  Przewracam j

ą

 na plecy i potrz

ą

sam głow

ą

  - Szkoda? To nie jest szkoda, Bridgette. To znaczy, tak, współczuj

ę

 ci. Tak, mogłoby by

ć

 

fajnie, gdyby

ś

 była ich siostr

ą

. Ale to nic nie zmienia. Te wyniki mogły tylko zmieni

ć

 to, 

ż

e od 

nie wiedzenia, kto jest twoim ojcem przeszłaby

ś

 do tego, by mie

ć

 jednego z najgorszych 

ojców na 

ś

wiecie. – całuj

ę

 j

ą

 w czoło. – Nie obchodzi mnie, czyj

ą

 siostr

ą

 jeste

ś

, i tak ci

ę

 

kocham. 

  Otwiera szeroko oczy, a ja czuj

ę

, jak jej ciało sztywnieje w moich ramionach. Tym razem 

nie powiedziałem, 

ż

e si

ę

 zakochuj

ę

  Wła

ś

nie jej powiedziałem, 

ż

e j

ą

 kocham. I tak, te dwa słowa zapewne mogłyby j

ą

 

rozw

ś

cieczy

ć

 bardziej ni

ż

 jakiekolwiek inne, ale nie mog

ę

 ich cofn

ąć

Nie chc

ę

 ich cofn

ąć

Kocham j

ą

, kocham od miesi

ę

cy i jestem ju

ż

 zm

ę

czony, 

ż

eby si

ę

 ba

ć

 tego, jak zareaguje.  

  Zaczyna potrz

ą

sa

ć

 głow

ą

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 19 

 

  - Warren… 

  - Wiem. – przerywam jej. – Powiedziałem to. Pogód

ź

 si

ę

 z tym. Kocham ci

ę

, Bridgette. 

  W tej chwili na jej twarzy nie wida

ć

 

ż

adnych emocji. Przetwarza to. Czeka, a

ż

 b

ę

dzie 

wiedzie

ć

, jak si

ę

 czuje z tymi słowami, bo nie jestem pewny, czy kiedykolwiek to od kogo

ś

 

usłyszała. 

  Zaciska szcz

ę

k

ę

 i przyciska dłonie do mojej klatki. 

  - Kłamiesz. – próbuje si

ę

 spode mnie wyczołga

ć

  I znowu to samo

  Przyci

ą

gam j

ą

 na materac, kiedy próbuje si

ę

 wy

ś

lizgn

ąć

  - Jeste

ś

 m

ę

cz

ą

ca, wiesz?  

  Przewracam j

ą

 na plecy, a ona zaczyna gor

ą

czkowo potrz

ą

sa

ć

 głow

ą

  - Zgadza si

ę

, Warren. Jestem m

ę

cz

ą

ca. Jestem wredna. Zawsze widz

ę

 szklank

ę

 do połowy 

pust

ą

 i je

ś

li my

ś

lisz, 

ż

e mówienie, 

ż

e mnie kochasz sprawi, 

ż

e b

ę

d

ę

 milsza i mniej m

ę

cz

ą

ca, 

to si

ę

 mylisz. Nie mo

ż

esz mnie zmieni

ć

. Wszyscy chc

ą

 mnie zmienia

ć

, ale jestem jaka 

jestem i je

ś

li my

ś

lisz, 

ż

e powiedzenie, 

ż

e te

ż

 ci

ę

 kocham sprawi, 

ż

e b

ę

d

ę

 sra

ć

 jednoro

ż

cami i 

t

ę

cz

ą

, to te

ż

 si

ę

 mylisz. Nienawidz

ę

 jednoro

ż

ców i t

ę

czy. 

  Zanurzam twarz w jej szyi i zaczynam si

ę

 

ś

mia

ć

  - O mój Bo

ż

e, nie mog

ę

 uwierzy

ć

ż

e jeste

ś

 moja.  

  Całuj

ę

 j

ą

 w policzek, potem w czoło, nos, brod

ę

 i drugi policzek. Wracam spojrzeniem do jej 

oczu, które przygl

ą

daj

ą

 mi si

ę

, zdezorientowane. 

  - Nie chc

ę

ż

eby

ś

 si

ę

 zmieniała, Bridgette. Nie kocham tego, kim mogłaby

ś

 by

ć

, jaka była

ś

 

lub jaka powinna

ś

 by

ć

 według innych. Kocham ci

ę

. Teraz. Tak

ą

, jaka jeste

ś

  Wci

ąż

 jest ostro

ż

na i si

ę

 broni, wi

ę

c przyci

ą

gam j

ą

 bli

ż

ej siebie i owijam wokół niej swoje 

ramiona, przytulaj

ą

c j

ą

 mocno.  

  - Przesta

ń

. – szepc

ę

 jej do ucha. – Przesta

ń

 mówi

ć

 sobie, 

ż

e nie jeste

ś

 kochana, bo mnie 

to wkurza. Nie obchodzi mnie, czy jeste

ś

 ju

ż

 gotowa na to, by przyzna

ć

, co naprawd

ę

 do 

mnie czujesz, ale nie wa

ż

 si

ę

 odrzuca

ć

 tego, co czuj

ę

 ja. Bo ci

ę

 kocham. – całuj

ę

 j

ą

 w głow

ę

i mówi

ę

 to jeszcze raz. Dobrze w ko

ń

cu móc to powiedzie

ć

. – Kocham ci

ę

, Bridgette. 

  Odsuwa si

ę

 ode mnie wystarczaj

ą

co daleko, bym zobaczył jej twarz. Oczy ma wypełnione 

łzami. 

  - Bridgette, kocham ci

ę

. – mówi

ę

 ponownie, tym razem patrz

ą

c jej prosto w oczy. Widz

ę

ż

ze sob

ą

 walczy. Cz

ęść

 jej chciałaby cieszy

ć

 si

ę

 t

ą

 chwil

ą

, a cz

ęść

 stara si

ę

 podtrzyma

ć

 

ostatni mur, który stoi mi

ę

dzy nami. 

 - Kocham ci

ę

. – szepc

ę

 jeszcze raz. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 20 

 

  Jedna z łez spływa z jej oczu i boj

ę

 si

ę

ż

e si

ę

 nie przełamie i mnie odepchnie, tak, jak 

zawsze to robi. Całuj

ę

 j

ą

 i bior

ę

 gł

ę

boki oddech.  

  - Jeste

ś

 najbardziej prawdziw

ą

 osob

ą

, jak

ą

 znam, Bridgette. Wi

ę

c czy uwa

ż

asz, 

ż

zasługujesz na kochanie, czy wr

ę

cz przeciwnie, to nie jest wa

ż

ne, bo i tak nic na to nie 

poradz

ę

. Zakochałem si

ę

 w tobie i nie b

ę

d

ę

 za to przepraszał. 

  Kolejna łza spływa z jej oczu. 

  U

ś

miech wkracza na jej usta. 

  Zaczyna si

ę

 

ś

mia

ć

, a jej klatka zaczyna si

ę

 trz

ąść

, bo jednocze

ś

nie płacze, 

ś

mieje si

ę

 i 

mnie całuje. I ja te

ż

 j

ą

 całuj

ę

, rozbijaj

ą

c ostatni

ą

 

ś

cian

ę

 mi

ę

dzy nami. 

  Wpl

ą

tuje dłonie w moje włosy, przewracaj

ą

c mnie na plecy, wci

ąż

 z ustami przyci

ś

ni

ę

tymi 

do moich. Otwieram oczy, a ona odrywa si

ę

 od moich warg, wci

ąż

 si

ę

 u

ś

miechaj

ą

c. Zaczyna 

powoli kr

ę

ci

ć

 głow

ą

 w niedowierzaniu. 

  - Nie mog

ę

 uwierzy

ć

ż

e jestem zakochana w takim głupim, głupim dupku.  

  Nie jestem pewny, czy to zdanie znaczyłoby wi

ę

cej dla jakiekolwiek innego m

ęż

czyzny na 

ś

wiecie. 

  - Kocham ci

ę

, Warren. 

  Nawet nie mog

ę

 powiedzie

ć

 jej tego samego, bo słyszenie, jak te słowa wychodz

ą

 jej ust 

sprawia, 

ż

e jestem kompletnie oniemiały. Ale nie s

ą

dz

ę

ż

eby ona si

ę

 tym przejmowała, bo 

całuje mnie tak szybko i mocno, 

ż

e i tak nie byłbym w stanie nic powiedzie

ć

  Kocham Bridgette. 

  Ona kocha mnie. 

  Na 

ś

wiecie nareszcie zapanował spokój

  Wci

ąż

 si

ę

 całujemy i jednocze

ś

nie 

ś

ci

ą

gamy z siebie ubrania. Tym razem nikt z nas nie 

przejmuje kontroli. Ona kocha si

ę

 ze mn

ą

 tak, jak ja kocham si

ę

 z ni

ą

 i nikt nie dowodzi. Nikt 

nie wydaje polece

ń

. Teraz jest całkowicie równo. Czuje do mnie to, co ja czuj

ę

 do niej i kiedy 

ko

ń

czymy, szepce: 

  - Kocham ci

ę

, Warren. 

  A ja mówi

ę

  - Kocham ci

ę

, Bridgette. 

  I nikt si

ę

 nie sprzecza. 

  Le

ż

y spokojnie w moich ramionach i nie stara si

ę

 wykopa

ć

 mnie z łó

ż

ka. Sama my

ś

l o tym, 

ż

e b

ę

d

ę

 musiał wróci

ć

 do pokoju i spa

ć

 samemu wydaje si

ę

 by

ć

 niedorzeczna i nie jestem 

pewny, czy kiedykolwiek jeszcze chc

ę

 spa

ć

 sam. 

  Głaszcz

ę

 jej rami

ę

 palcami. 

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 21 

 

  - Mam pomysł. – szepc

ę

 przy jej włosach. 

  Potrz

ą

sa głow

ą

 przecz

ą

co. 

  - Nie ma mowy na anal. 

  Wybucham 

ś

miechem i odsuwam si

ę

 troch

ę

  - Co? Nie. Nie o to chodzi. A w ka

ż

dym razie, jeszcze nie.  

  Odpycham j

ą

 od siebie i siadam, po czym przyci

ą

gam do siebie w pozycji siedz

ą

cej. Bior

ę

 

jej obie dłonie w swoje i z bardzo powa

ż

n

ą

 min

ą

 patrz

ę

 jej w oczy.  

  - My

ś

l

ę

ż

e powinni

ś

my razem zamieszka

ć

  Otwiera szeroko oczy, zszokowana i patrzy na mnie tak, jakbym postradał zmysły. I mo

ż

tak si

ę

 stało.  

  - Ju

ż

 razem mieszkamy, kretynie. I ledwie płacimy za czynsz. Nie sta

ć

 nas na własne 

miejsce.  

  Potrz

ą

sam głow

ą

  - Nie mam na my

ś

li własnego mieszkania. Wprowad

ź

 si

ę

 do mojej sypialni. I tak ka

ż

dej 

nocy jeste

ś

my razem.  

  Wci

ąż

 kr

ę

ci głow

ą

  - Dlaczego miałabym to robi

ć

  - Bo tak. – mówi

ę

, zgarniaj

ą

c jej włosy za ucho. – To romantyczne. 

  - Nie, Warren. To głupie. 

  Opadam na łó

ż

ko, sfrustrowany. Opuszcza si

ę

 obok mnie i zerka na mnie.  

  - Dlaczego miałabym chcie

ć

 przenosi

ć

 wszystkie swoje ubrania do twojej male

ń

kiej szafy? 

To głupie. Mam za du

ż

o rzeczy. 

  - Dobra. – mówi

ę

 jej. – Ciuchy mo

ż

esz trzyma

ć

 w swojej szafie, ale reszt

ę

 rzeczy 

przenosisz do mnie. 

  Opiera czoło o moj

ą

 klatk

ę

.  

  - Nie mam innych rzeczy. Mam łó

ż

ko i to wszystko.  

  Łapi

ę

 za jej podbródek i unosz

ę

 jej głow

ę

, by spojrze

ć

 jej w oczy. 

  - Dokładnie. Przenie

ś

 swoje łó

ż

ko do mojego pokoju. B

ę

dziemy mieli pełnowymiarowe 

łó

ż

ka, a postawienie ich obok siebie b

ę

dzie tak, jakby

ś

my mieli królewskie ło

ż

e. Mamy wi

ę

cej 

miejsca do uprawiania seksu, a kiedy sko

ń

czymy, mo

ż

esz przewróci

ć

 si

ę

 na swoj

ą

 stron

ę

 

łó

ż

ka, a ja b

ę

d

ę

 patrzył, jak 

ś

pisz.  

  Rozwa

ż

a moj

ą

 propozycj

ę

 przez kilka chwil, po czym si

ę

 u

ś

miecha.  

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 22 

 

  - To takie głupie.  

  Siadam i 

ś

ci

ą

gam j

ą

 z łó

ż

ka.  

  - I romantyczne. Chod

ź

, ubierzmy si

ę

. Pomog

ę

 ci. 

  Zakładamy swoje ubrania i zaczynamy zrzuca

ć

 poduszki i koce z jej łó

ż

ka. I 

ś

ci

ą

gamy 

materac i zaczynamy ci

ą

gn

ąć

 go po podłodze do drzwi, do salonu i w kierunku mojej 

sypialni. Ridge i Brennan siedz

ą

 na kanapie i si

ę

 na nas gapi

ą

  - Co wy do cholery robicie? – pyta Brennan. 

  Przytrzymuj

ę

 materac biodrem, 

ż

ebym mógł im pokaza

ć

 odpowied

ź

 - Bridgette i ja zamieszkamy razem. 

  Ridge i Brennan zerkaj

ą

 na siebie, a potem z powrotem na mnie. 

  - Ale.. wy ju

ż

 razem mieszkacie. – mówi Brennan.  

  Zbywam ich machni

ę

ciem dłoni, i ko

ń

czymy przenosi

ć

 jej materac do mojego pokoju. Kiedy 

jej łó

ż

ko stoi ju

ż

 gotowe, opada na jej, a ja na swoje. Przewracamy si

ę

, dopóki nie le

ż

ymy 

twarz

ą

 w twarz. Opiera głow

ę

 o swoje rami

ę

 i wzdycha. 

  - Mieszkamy razem od jaki

ś

 dwóch minut, a ju

ż

 mam do

ść

 twojej g

ę

by. 

  Wybucham 

ś

miechem. 

  - Chyba powinna

ś

 si

ę

 wyprowadzi

ć

. Przedtem było nam lepiej.  

 Pokazuje mi 

ś

rodkowy palec, wi

ę

c łapi

ę

 jej dło

ń

 i przeplatam jej palce ze swoimi.  

  - Musz

ę

 ci

ę

 zapyta

ć

 o co

ś

 jeszcze. 

  Opada na plecy. 

  - Niech Bóg ma ci

ę

 w swojej opiece, Warren, je

ś

li chcesz mnie poprosi

ć

 o r

ę

k

ę

, odetn

ę

 ci 

jaja.  

  - Nie chc

ę

 ci

ę

 po

ś

lubi

ć

. – mówi

ę

. – Jeszcze nie. Ale…  

  Przeczołguj

ę

 si

ę

 na jej cz

ęść

 łó

ż

ka i kład

ę

 si

ę

 obok niej.  

  - Pójdziesz ze mn

ą

 na randk

ę

?  

  Odwraca wzrok i wbija spojrzenie w sufit. 

  - O, mój Bo

ż

e. – szepce. – Nigdy wcze

ś

niej nie byli

ś

my na randce? 

  - Nie na prawdziwej. 

  Klepie si

ę

 dłoni

ą

 w czoło. 

  - Ale ze mnie dziwka. Ju

ż

 z tob

ą

 zamieszkałam, a nawet nie byli

ś

my na randce?  

background image

Tłumaczenie: 

marika1311

 

Strona 23 

 

  - Nie jeste

ś

 dziwk

ą

. – zapewniam j

ą

 nieszczerze. – Przecie

ż

 nawet nie uprawiali

ś

my 

seksu… och, chwila. – krzywi

ę

 si

ę

. – Jeste

ś

 dziwk

ą

. Wielk

ą

, puszczalsk

ą

 dziwk

ą

, która chce, 

by

ś

my dzi

ś

 wieczorem spróbowali analu.  

  

Ś

mieje si

ę

 i popycha moj

ą

 klatk

ę

  Oddaj

ę

 jej. 

  Popycha mnie mocniej. 

  Ja pcham j

ą

 tak, 

ż

e znajduje si

ę

 na kraw

ę

dzi łó

ż

ka. 

  Unosi nogi, 

ż

eby mnie kopn

ąć

  Ja te

ż

 j

ą

 kopi

ę

, zsuwaj

ą

c z łó

ż

ka, dopóki nie le

ż

y na podłodze. Po kilku cichych chwilach, 

przesuwam si

ę

 na kraw

ę

d

ź

 materacu i zerkam na ni

ą

 z góry. Wci

ąż

 le

ż

y na plecach w tej 

samej pozycji. 

  - Mogłaby

ś

 by

ć

 konkurencj

ą

 dla Brody’ego. – mówi

ę

 jej. Unosi dło

ń

ż

eby mnie uderzy

ć

, ale 

łapi

ę

 j

ą

 i przyci

ą

gam do swoich ust. Całuj

ę

 jej wierzch i trzymam za r

ę

k

ę

, patrz

ą

c jej w oczy. 

  Jest teraz w niezwykle ugodowym nastroju, co sprawia, 

ż

e zaczynam wierzy

ć

ż

e mo

ż

e… 

mo

ż

e…  

  - Mam jeszcze jedno pytanie, Bridgette.  

  Unosi brwi i powoli kr

ę

ci głow

ą

.  

  - Nie podam ci tytuł tego porno. 

  Puszczam jej dło

ń

 i przewracam si

ę

 na plecy. 

  - Kurwa. – wzdycham. 

  A mo

ż

e nie