background image

ANNETTE BROADRICK 

 
 
 

Spotkanie w tropikach 

 
 
 
 

Cykl: Przeżyj to inaczej 

Getaway 

 
 
 
 
 

Tłumaczyła: Julia Turlejska 

background image

PROLOG 

 
– 

Szanowni  państwo,  prosimy  o  uwagę.  Wszystkie  loty  z 

Międzynarodowego  Lotniska  O’Hare  zostają  odwołane  z  powodu  bardzo 

intensywnych i ciągle nasilających się opadów śniegu. Powiadomimy pasażerów, 

kiedy pasy startowe znowu będą czynne. 

W  hali odlotów  rozległy się  pomruki  niezadowolenia.  Na trzy dni  przed 

świętami Bożego Narodzenia chicagowskie lotnisko było po brzegi wypełnione 

podróżnymi. 

Większość zrezygnowanych pasażerów spacerowała niespiesznie po hali. 

Trzy siedzące niedaleko siebie kobiety, w tym jedna z dzieckiem, patrzyły przez 

wielkie okna na padający na zewnątrz śnieg. 

W końcu odezwała się jedna z nich. 
– 

No to ładnie nam się zaczynają święta, co? – rzekła. 

Pozostałe dwie zwróciły się w jej stronę. 
– 

Nazywam  się  Megan  –  ciągnęła.  –  Mieszkam w Springfield w stanie 

Illinois i wybieram się do Knoxville w Tennessee. Mam niewielki domek niedaleko 

Parku Narodowego Smoky Mountains i postanowiłam spędzić tam święta. – Po 

chwili spojrzała na siedzącą po prawej stronie brunetkę. – A pani? 

– 

Mam na imię Kayla i mieszkam w Salem w stanie Oregon. Lecę na tydzień 

do St Croix na Wyspach Dziewiczych, by spotkać się z kimś, kogo znam ze szkoły – 

odpowiedziała  i  nerwowo  spojrzała  na  zegarek.  –  Mam  na  dzisiejszą  noc 
zarezerwowany pokój w hotelu w Miami. Samolot na wyspy wylatuje dopiero 
jutro wczesnym rankiem. Mam nadz

ieję, że na lotnisku w Miami już nie będzie 

takich komplikacji. 

Po chwili odezwała się siedząca po lewej stronie Megan kobieta z małą 

dziewczynką. 

– 

A ja nazywam się Greta, a to moja córka, Lilly – rzekła, patrząc czule na 

dziewczynkę. – Mieszkamy w Kennebunk w stanie Maine, a lecimy do Houston 

odwiedzić dziadków Lilly. 

– Tak, lecimy do dziadków – 

potwierdziła dziewczynka. – Nie byłyśmy tam 

bardzo, bardzo długo. Od śmierci taty. 

Kobiety spojrzały na Gretę z sympatią. 
– 

To musi być dla pani bardzo trudny okres – zauważyła Kayla. – Kiedy 

odszedł pani mąż? 

– 

Trzy lata temu. To stało się tak nagle. Miał zaledwie trzydzieści osiem lat. 

Obie bardzo za nim tęsknimy. Trudno mi widywać się z teściami, choć nalegali, by 

ich odwiedzić kilka miesięcy po jego śmierci. Głupio mi, że tak długo zwlekałam z 
zabraniem do nich Lilly – 

wyjaśniła  Greta,  spoglądając  przez okno. –  Mam 

nadzieję, że teraz, kiedy wreszcie się wybrałyśmy, uda nam się do nich dotrzeć. 

background image

Kayla spojrzała na zegarek, by przerwać krępującą ciszę. 
– Nie wiem, 

jak wy, ale ja chętnie bym coś przegryzła. Chodząc po lotnisku, 

widziałam  parę  restauracji.  Jestem  pewna,  że  uda  nam  się  znaleźć  miejsce  w 

którejś z nich. Będzie nam wygodniej niż tu, w hali odlotów. Może macie ochotę 

mi towarzyszyć? 

Megan wstała. 
–  Bardzo 

chętnie  –  odparła.  –  Chodźmy  tam,  napijemy  się  czegoś.  Jak 

długo można tak siedzieć i patrzeć na burzę śnieżną? 

Kobiety  udały  się  do  najbliższej  restauracji  –  „Admiral”. Po kilku 

godzinach poznały się na tyle dobrze, że mogły porozmawiać ze sobą o swych 
prywatnych sprawach. 

– 

Czy  ktoś  z  rodziny  wyjdzie  po  ciebie  w  Knoxville?  –  spytała  Kayla, 

zwracając się do Megan. 

– 

Nie. Mój dziadek zbudował ten domek, a kiedy zmarł, odziedziczyłam go 

po  nim.  Będę  więc  tam  sama  –  westchnęła.  –  Czułam,  że  muszę  wyjechać  ze 

Springfield na jakiś czas. Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo ciężkie. Parę 
tygodni temu zwolniono mnie z pracy, a wierzcie mi, koniec roku to nic najlepszy 

okres na szukanie nowej roboty. A do tego niedawno rozstałam się z mężczyzną, z 
którym spotyka

łam  się  przez  ostatnie  dwa  lata.  Nie  jestem  z  tego  powodu 

zrozpaczona, ale muszę przyznać, że rozstanie uraziło moją dumę. 

Spojrzała na Kaylę. 
– 

A kim jest ten twój stary znajomy? Jakąś miłością sprzed lat? 

Kayla roześmiała się. 
– 

Ależ  skąd!  To  moja  przyjaciółka,  Karyn.  Znamy  się  od  trzeciej  klasy 

podstawówki.  Kiedy  zrobiłyśmy  maturę,  jej  rodzina  przeprowadziła  się  na 

Wschodnie  Wybrzeże,  ale  na  szczęście  utrzymywałyśmy  kontakt  telefoniczny  i 

mailowy.  Odwiedziłam  ją  też  parę  razy.  Karyn  znalazła  świetną  pracę  na 

Manhattanie. I chociaż jesteśmy w stałym kontakcie, nie widziałyśmy się od kilku 

lat. Chcemy to nadrobić. 

– 

To wspaniale, że masz przyjaciółkę od tak dawna – rzekła Greta. – Mnie 

tak  pochłonęło  małżeństwo  i  wychowywanie  córeczki,  że  straciłam  kontakt  ze 

wszystkimi znajomymi z liceum. A ty co robiłaś po maturze? 

– 

Poszłam na studia – odpowiedziała Kayla. – Zresztą wcale ich jeszcze nie 

skończyłam. Jestem na prawie i mam wrażenie, że nigdy nie uda mi się zrobić 
dyplomu. 

Nagle  podano  kolejną  informację  o  tym,  że  udało  się  uruchomić  część 

pasów  startowych.  Kobietom  było  trudno  się  rozstać,  ponieważ  przez  te  kilka 

godzin rozmowy poczuły do siebie wielką sympatię. Każda z nich cieszyła się, że 

mogła podzielić się swymi przeżyciami, porażkami i obawami z osobami, których 

zapewne już nigdy w życiu nie zobaczy. 

– 

Słuchajcie, skoro wszystkie wracamy tego samego dnia przez Chicago, 

background image

może  w  drodze  powrotnej  choć  na  chwilę  uda  się  nam  tu  spotkać  i  podzielić 

wrażeniami? – zaproponowała Kayla. – Byłoby fajnie! 

– 

Ja  już  teraz  mogę  wam  powiedzieć,  jak  będzie  wyglądał  mój  urlop  – 

zapewniła Megan. – W górach zapadnę w sen zimowy i prześpię cały pobyt. Może 

obudzę się dopiero na wiosnę? 

Kayla zwróciła się do Grety. 
– 

A może ty z Lilly chciałabyś się ze mną spotkać w drodze powrotnej? 

– 

Oczywiście – odpowiedziała z uśmiechem. – Chętnie wysłucham twojej 

relacji z St Croix. 

– 

Ja też – zawtórowała Megan. – Spodziewajcie się mnie na tym spotkaniu. 

Chętnie się dowiem, że przynajmniej wy miałyście udany urlop. 

Kobiety uściskały się na pożegnanie, a następnie ruszyły przez zapełnioną 

halę odlotów i udały się do odpowiednich bramek. 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Po przylocie do Miami Kayla Parker nie miała nawet czasu pojechać do 

hotelu. I tak cudem zdążyła na samolot do St Croix. Była wykończona, ponieważ 

od ponad doby nie udało jej się przespać. Choć starała się zdrzemnąć w samolocie 

na Wyspy Dziewicze, hałas silnika nie pozwolił jej nawet na chwilę zmrużyć oka. 

Zupełnie jednak nie przejmowała się swym zmęczeniem. Cieszyła się, że 

zdążyła na lot z Miami, mimo wielkiego opóźnienia, z jakim wyleciała z Chicago. 

Owszem,  była  niewyspana,  jednak  naprawdę  nie  miało  to  żadnego  znaczenia, 

skoro nadarzyła się okazja wyjazdu na egzotyczną wyspę i zobaczenia Karyn po 
tylu latach. 

Kayla  nigdy  wcześniej  nie  była  w  żadnym  tropikalnym  kraju.  Teraz,  w 

czasie mroźnej i śnieżnej oregońskiej zimy perspektywa wygrzania się na słońcu 

wydawała się jej szczególnie nęcąca. 

Była bardzo blada w porównaniu z innymi pasażerami, których widziała na 

lotnisku w Miami. Uznała, że opalenizna będzie świetną pamiątką po zimowym 
urlopie. 

Z Karyn Stevenson przyjaźniła się od dziecka. Dziewczynki pochodziły z 

Salem  i  mieszkały  kilka  przecznic  od  siebie.  Rodzice  Kayli  wykładali  na 

Uniwersytecie Willamette. To właśnie tam Kayla studiowała prawo. 

Kayla  parokrotnie  odwiedzała  przyjaciółkę  w  Nowym  Jorku.  Karyn  nie 

mogła sobie pozwolić na chwilę urlopu, gdyż była pochłonięta pracą w agencji 

reklamowej. Prowadziła tak intensywny tryb życia, że od chwili przeprowadzki 
po maturze ani razu nie 

przyjechała do Oregonu. 

W ostatniej rozmowie, jaką dziewczyny przeprowadziły ze sobą tydzień 

przed wyjazdem, Karyn powtarzała, że im obu należy się urlop, w czasie którego 

wypoczną, opalą się i nacieszą swym towarzystwem. 

Kiedy  samolot  unosił  się  nad  wodami  Oceanu  Atlantyckiego,  w  głowie 

Kayli kłębiły się wspomnienia. 

 
– 

Mamo, chcę, byś poznała moją nową przyjaciółkę. To Kayla Parker. Jej 

rodzice  uczą  na  uniwersytecie.  –  Ośmioletnia  Karyn  przedstawiła  koleżankę 
swojej mamie Janice Stevenson. 

Janice uśmiechnęła się szeroko do Kayli. 
– 

Bardzo  mi  miło  cię  poznać,  Kaylo.  Karyn  często  o  tobie  opowiada. 

Cieszę się, że rodzice pozwolili ci przyjść do nas w odwiedziny. 

To właśnie tego dnia Kayla odkryła, jak bardzo jej dom różnił się od domu 

Karyn.  Państwo  Stevensonowie  interesowali  się  wszystkim,  co  dotyczyło  ich 
córki i syna, Marka. Chodzili na wszystkie szkolne przedstawienia i mecze, w 

których brały udział ich dzieci. Poza tym z wielką przyjemnością słuchali, jak 

background image

Karyn i Mark opowiadają o swych przeżyciach. 

Rodzi

ce Kayli bardzo kochali swoją córkę, choć zupełnie nie spodziewali 

się jej narodzin – oboje mieli już dobrze po czterdziestce, kiedy przyszło na świat 

ich  pierwsze  dziecko.  Matka  ze  śmiechem  nazywała  Kaylę  swą  „małą 

niespodzianką”. 

Państwo  Parker  byli  tak  zaabsorbowani  pracą  na  uczelni  i  innymi 

zajęciami, że nie potrafili znaleźć ani czasu, ani cierpliwości dla swej ciekawej 

świata córeczki, która nieustannie zadawała im setki pytań. 

Kiedy Kayla poznała całą rodzinę Karyn, spytała przyjaciółkę: 
– Ile lat ma twój brat? 
– 

Dwanaście – odparła Karyn. 

– 

O  rany,  ja  też  bym  chciała  mieć  brata.  Wcale  nie  jest  fajnie  być 

jedynaczką. 

–  Mark jest super – 

rzekła  Karyn.  –  Jeśli  chcesz,  może  być  też  twoim 

bratem. 

– 

Naprawdę? – Ale wtedy musiałabyś się nim ze mną dzielić. 

Karyn  spojrzała  na  Kaylę  rozbawiona  i  po  chwili  obie  dziewczynki 

wybuchnęły śmiechem. 

Dom  Stevensonów  szybko  stał  się  drugim  domem  Kayli.  Kiedy  matka 

Karyn  dowiedziała  się,  że  Kayla  wraca  każdego  dnia  do  pustego  mieszkania, 

zaproponowała, by przychodziła do nich i czekała, aż jej rodzice wrócą z pracy. 

Taki układ bardzo odpowiadał rodzicom Kayli. W ten sposób dziewczynka 

stała się częścią rodziny Stevensonów, którą nazywała magicznym kręgiem. 

Dziewczynki czasami bawiły się z Markiem i panem Stevensonem w berka 

w  ogrodzie  albo  grały  z  nimi  w  koszykówkę.  Pani  Stevenson  zaś  uczyła  je 

pieczenia ciastek i innych łakoci. Oboje rodzice zawsze pomagali Karyn i Kayli w 
odrabianiu lekcji. 

Mark z dużym rozbawieniem przyjął wiadomość o tym, że Kayla pragnie 

mieć brata i że to właśnie on został wybrany do pełnienia tej funkcji. Obiecał 

sprostać temu niecodziennemu, ale i zaszczytnemu, jak podkreślał, zadaniu. 

Mark osiągał doskonałe wyniki we wszystkim, za co się brał, niezależnie 

od tego

, czy była to gra w piłkę nożną, koszykówkę, baseball czy nawet bieganie. 

Kochał  życie,  co  Kayla  bardzo  w  nim  lubiła  i  czego  niekiedy  bardzo  mu 

zazdrościła. 

Kayli  podobała  się  rodzina  Stevensonów  –  uważała  ich  za  ludzi 

urodziwych, zadowolonych z siebie i d

obrze  czujących  się  w  towarzystwie 

innych. Ona była zawsze nieco skrępowana, kiedy gdzieś razem wychodzili. Nie 

była  zadowolona  ze  swojego  wyglądu.  Dla  Stevensonów  jednak  nie  miało  to 

żadnego znaczenia. Różnili się pod tym względem od pani Parker, która zawsze 

krytykowała prezencję córki. 

Karyn była bardzo ładnym dzieckiem, które szybko przedzierzgnęło się w 

background image

wysportowaną  nastolatkę.  Nie  przechodziła  nigdy  przez  etap  nieatrakcyjnego 

podlotka.  W  liceum  Karyn  cieszyła  się  wielkim  powodzeniem,  czego 
ukoronowani

em był tytuł królowej balu, jaki nadano jej na studniówce. 

Kayla  stanowiła  zupełne  przeciwieństwo  swej  przyjaciółki.  Była  bardzo 

chudą dziewczynką z wiecznie potarganymi włosami, które nie dawały się ułożyć 

w  jakąś  przyzwoitą  fryzurkę.  Właśnie  te  niesforne  włosy  najbardziej 

denerwowały jej matkę. Pani Parker nieustannie namawiała córkę, by jadła więcej 

i wreszcie się uczesała. Kayla nie była jednak w stanie zapanować nad swymi 

grubymi,  mocnymi  i  prostymi  włosami.  Wszelkie  próby  ich  uładzenia 

natychmiast kończyły się niepowodzeniem. Nie trzymały się ich spinki, gumki i 

żadne inne ozdoby. Do tego Kayla nosiła grube szkła, zniekształcające oczy, w 

nieładnych oprawkach, źle dobranych do jej szczupłej twarzy. Kiedy weszła w 

okres  dojrzewania,  nadal  była  chuda  jak  patyk.  Na  domiar  złego  na  skutek 

nalegań rodziców założyła aparat ortodontyczny. Nosiła go przez ponad dwa lata. 

W tym czasie rówieśnicy zupełnie jej nie zauważali. 

Mark był jedyną osobą, której nie zniechęcał wygląd Kayli. Traktował ją 

jak własną siostrę – lubił sobie żartować z obu dziewczynek, ale w sympatyczny 

sposób i zachowywał się w stosunku do nich życzliwie i naturalnie. 

Nic więc dziwnego, że Kayla zaczęła go wielbić. Mając dwanaście lat, była 

w nim po uszy zakochana. Nie śmiała jednak powiedzieć o tym nikomu, nawet 
Karyn. 

Podobnie jak siostra, Mark cieszył się w liceum wielką popularnością. Był 

kapitanem  drużyny  piłkarskiej  i  przewodniczącym  samorządu  szkolnego. 

Spotykał się z najatrakcyjniejszymi dziewczynami z całej okolicy, ale słynął z 

tego,  że  z  żadną  nie  wiązał  się  na  dłużej.  Chwalił  sobie  taki  styl  życia. 

Dziewczyny, z którymi umawiał się na randki, były zjawiskowo piękne i bardzo 
inteligentne. 

Choć  Kayla  też  była  bystra,  wiedziała,  że  Mark  uważa  ją  tylko  za 

przyjaciółkę swej siostry. Spędzał z nią dużo czasu i z zainteresowaniem słuchał, 

co ma do powiedzenia. Traktował ją jak równą sobie. Wydawało się, że dyskusje 

z nią sprawiają mu dużą przyjemność. Potrafili godzinami rozmawiać na bardzo 

różne tematy, począwszy od historii, przez literaturę, a skończywszy na filozofii. 

Ceniła sobie każdą spędzoną z nim chwilę. Wiedziała bowiem, że Mark nie 

ignoruje jej jak reszta chłopców ze szkoły. Lubił z nią rozmawiać i celowo starał 

się obalać jej teorie, by sprowokować ją do dyskusji. 

Mark  sprawił,  że  zaczęła  bardziej  analitycznie  podchodzić  do  wiedzy 

zdobytej  w  szkole  i  wykorzystywać  ją  w  życiu  codziennym.  Jednym  z  jej 

ulubionych  przedmiotów  była  wiedza  o  społeczeństwie.  Fascynowały  ją 

wydarzenia na świecie i potrafiła godzinami rozmawiać o tym wszystkim, co się 

akurat dzieje w Stanach i innych państwach. 

Nic więc dziwnego, że i ona, i Mark zdecydowali się studiować prawo. 

background image

Kiedy wraz z Karyn poszły do liceum, Mark zrobił maturę i wyjechał na 

studia do Harvardu. Nie widywała go więc często poza nielicznymi okazjami, 

kiedy wracał do domu na święta. 

Kayla nadal bardzo przyjaźniła się z Karyn, choć obie dziewczynki miały 

zupełnie inne zainteresowania. 

Może to właśnie różnice między nimi sprawiły, że stały się sobie jeszcze 

bliższe. Karyn uwielbiała ludzi. Była otwarta i niezwykle towarzyska. Kayla zaś 

nigdy  nie  czuła  się  dobrze  w  dużej  grupie  ludzi  i  nie  umiała  się  odnaleźć  na 

imprezie. Nie potrafiła rozmawiać z osobami, których prawie w ogóle nie znała. 

Tom i Janice Stevensonowie słusznie byli bardzo dumni ze swych dzieci. 

Kaylę bardzo wzruszało to, że cieszyli się także z jej sukcesów. 

Kiedy Kayla była w klasie maturalnej, zdarzył się cud, który sprawił, że 

koleżanki i koledzy z klasy spojrzeli na nią innymi niż dotychczas oczami. Dzięki 
owemu wydarzeniu zys

kała trochę pewności siebie, której od lat tak bardzo jej 

brakowało. 

Otóż  pewnego  wieczoru  zadzwonił  do  niej  Mark,  wtedy  już  student 

Harvardu. 

– 

Cześć,  Kayla,  tu  Mark  –  przywitał  się,  gdy  odebrała  telefon.  –  Co u 

ciebie? Dawno się nie słyszeliśmy... 

– Mark?! – 

wykrzyknęła zaskoczona. – To naprawdę ty? O Boże, nie mogę 

uwierzyć, że do mnie dzwonisz! 

Pierwszy raz do niej zatelefonował, odkąd wyjechał na studia do Harvardu. 

Mark roześmiał się. 

– 

No tak, jakoś udało mi się wystukać twój numer telefonu – zażartował. – 

Co słychać? 

Serce biło jej jak młot. Przeszywały ją dreszcze emocji. Z trudem łapała 

oddech, nie mogła jednak pozwolić, by Mark się tego domyślił. 

– 

Wszystko w porządku – wykrztusiła w końcu z trudem. 

– 

Już pewnie odliczasz dni do matury, co? 

– Tak – 

odpowiedziała. – A co u ciebie? 

– 

W porządku. Czekam, aż wreszcie skończy się rok akademicki. 

Nagle  zapadła  cisza.  Kayla  nie  wiedziała,  co  ma  powiedzieć.  Nie  była 

przyzwyczajona  do  prowadzenia  długich  rozmów  przez  telefon  z  nikim  prócz 

Karyn. Cały czas powtarzała sobie w myślach, że przecież z Markiem zawsze tak 

dobrze jej się rozmawiało. 

Zastanawiała się, czy ma zacząć z nim dyskutować o polityce. 
– 

Słuchaj – odezwał się w końcu. – Z kim idziesz na studniówkę? 

Z wrażenia ugięły się pod nią nogi. 
– Na 

studniówkę? – spytała, starając się, by jej głos zabrzmiał naturalnie. – 

Nie  chadzam  na  takie  imprezy.  Chyba  poszłabym  tam  tylko  po  to,  by  deptać 
innym po nogach... 

background image

– No, to mamy problem... 
– Nie rozumiem – 

odparła zdezorientowana. 

– 

Dzwonię  do  ciebie,  łudząc  się,  że  nie  masz  jeszcze  partnera  na 

studniówkę i zgodzisz się, bym ci towarzyszył. A ty mnie nawet nie wysłuchałaś 

do końca i już mi opowiadasz takie rzeczy... 

Czuła,  że  się  czerwieni.  Chyba  czegoś  nie  zrozumiała.  Przecież  to 

niemożliwe, by Mark chciał z nią pójść na studniówkę... 

Zaśmiała się sztucznie, chcąc zatuszować nierówny oddech. 
– 

Kto  ci  kazał  do  mnie  zadzwonić...  mama  czy  Karyn?  –  zaczęła  się 

dopytywać. 

– 

Jestem urażony, że coś takiego w ogóle przyszło ci do głowy. 

Rozbawienie w głosie Marka udzieliło się i jej. 
– 

To w takim razie skąd wiedziałeś, że już niedługo mam studniówkę? 

– 

Bo studniówki odbywają się raz do roku. To wspaniała tradycja, o której 

nie  można  zapominać.  No  to  co,  zgodzisz  się,  bym  ci  towarzyszył  w  ten 
szczególny wieczór? 

trudem przełknęła ślinę. 

– 

Doceniam  twoją  propozycję,  Mark.  Jestem  szczerze  wzruszona,  ale 

zapewniam cię, że byłabym beznadziejną partnerką. 

Ociąganie Kayli tak naprawdę wynikało z tego, że nigdy wcześniej nie była 

na randce. Owszem, wspólna nauka z kilkom

a koleżankami i kolegami często 

kończyła się wyjściem do pizzerii, ale Kayla nigdy nie spotkała się z żadnym 

chłopakiem sam na sam. 

–  To nieprawda, Kayla, i dobrze o tym wiesz – 

rzekł.  –  Jak  mam  cię 

przekonać, że naprawdę chcę z tobą iść na studniówkę? 

Per

spektywa pójścia na pierwszą w życiu randkę z Markiem Stevensonem, 

atrakcyjnym  i  niezwykle  popularnym  studentem,  bardzo  ją  ekscytowała.  Ale 

trudno było jej uwierzyć, że ta propozycja naprawdę padła z jego ust. 

Po policzkach Kayli zaczęły płynąć łzy radości. 
– 

Jesteś najlepszym  starszym  bratem,  jakiego  można  sobie  wymarzyć  – 

wyszeptała. 

– Doskonale o tym wiem – 

zażartował. 

– 

Na  ten  weekend,  kiedy  odbędzie  się  twoja  studniówka,  przyjadę  do 

domu. Kiedy dokładnie to będzie? Za dwa tygodnie, prawda? 

– Tak – odpa

rła cicho. – Dziękuję ci, Mark. Nawet nie wiesz, jak dużo to 

dla mnie znaczy. 

Mark nagle spoważniał. 
– 

Ależ, Kayla, jesteś jedną z najinteligentniejszych i najbardziej uroczych 

dziewczyn, jakie znam. Towarzyszenie ci na studniówce będzie dla mnie wielkim 
zaszczytem. 

– No to do zobaczenia – 

rzekła po chwili milczenia. 

background image

– Do zobaczenia. 

Kayla  odłożyła  słuchawkę.  Kłębiły  się  w  niej  dwa  sprzeczne  uczucia  – 

radość  i  niepokój.  W  panice  zaczęła  się  zastanawiać,  co  na  siebie  włoży.  Nie 

miała przecież żadnej eleganckiej sukienki. Nie wiedziała, co robić. 

Szybko postanowiła, że zadzwoni do osoby, do której w każdej sprawie 

zwracała się o radę, czyli do Karyn. 

Zawsze  kiedy  robiła  zakupy  z  Karyn  i  jej  mamą,  doskonale  się  bawiła. 

Szukanie sukni na s

tudniówkę  okazało  się  równie  przyjemne,  jak  kupowanie 

ubrań na inne okazje. Rodzice Kayli nie kryli zdziwienia na wieść o tym, że ich 

córka  została  zaproszona  na  studniówkę.  Dali  jej  całkiem  pokaźną  sumę,  by 

kupiła sobie odpowiedni na tę okazję strój. 

Kary

n kupiła swoją sukienkę kilka miesięcy wcześniej, kiedy to zaprosił ją 

na studniówkę najbardziej rozrywany chłopak z klasy. Doskonale więc wiedziała, 

do  jakiego  sklepu  udać  się  po  strój  dla  Kayli.  We  trzy  wybrały  idealną  na  tę 

okazję sukienkę. 

Kayla cieszy

ła się, że przynajmniej nie nosi już aparatu ortodontycznego, 

lecz  nie  mogła  pozbyć  się  okularów.  Już  od  jakiegoś  czasu  rozważała  zakup 

soczewek, lecz dopiero teraz stało się to pilne. Niestety, do studniówki pozostało 

zbyt mało czasu, by mogła przyzwyczaić się do szkieł kontaktowych. 

W końcu uznała, że nie ma znaczenia, czy kupi soczewki. I tak uważała się 

za  nieatrakcyjną  z  powodu  swej  tyczkowatej  sylwetki.  A  poza  tym  Mark 

doskonale wiedział, jak wygląda. 

Nadszedł  uroczysty  dzień  studniówki.  Mark  przyjechał  po  Kaylę 

wieczorem  i  przywiózł  jej  orchideę.  Miał  na  sobie  elegancki  czarny  garnitur, 

który doskonale podkreślał jego ciemną karnację. Po przywitaniu się z rodzicami 

spojrzał na swą partnerkę i wykrzyknął z uznaniem: 

– 

Kayla, świetnie wyglądasz! 

Do rozm

owy wtrąciła się pani Parker. 

– 

Ja  akurat  uważam,  że  kolor  sukienki  nie  jest  dla  Kayli  odpowiedni  – 

rzekła  sucho.  –  Jest  przecież  z  natury  blada.  Ja  bym  wybrała  dla  niej  coś 

żywszego. 

Suknia, którą miała na sobie, była złota. Leżała na niej doskonale. Kayla 

była  tego  dnia  u  fryzjera,  gdzie  uczesano  ją,  spinając  włosy  z  tyłu  głowy  i 

pozostawiając kilka loczków na szyi. Tak silnie spryskano jej włosy lakierem, że 

były sztywne. Kayla pocieszała się jedynie tym, że jej fryzura w przyzwoitym 

stanie dotrwa do końca wieczoru. 

– No i ta fryzura – 

ciągnęła pani Parker. – Kto to słyszał, żeby kosmyki tak 

opadały na boki? Nigdy nie potrafiłam okiełznać jej włosów. 

Mark wziął Kaylę za rękę i rzekł pewnym głosem: 
– 

A według mnie wyglądasz świetnie. Pozwól, że przypnę ci tę orchideę do 

sukni. 

background image

Kayla wiedziała, że ten wieczór pozostanie jej w pamięci do końca życia. 

Mark  nieustannie  zasypywał  ją  komplementami,  szybko  więc  pozbyła  się 

poczucia niepewności. Przez cały wieczór nie odstępował jej ani na krok, chyba 

że po to, by przynieść jej ponczu. Przetańczyli razem niemal każdą piosenkę. W 
czasie krótkich przerw, które robili od czasu do czasu, obserwowali innych. 

Mark sprawiał, że czuła się jak księżniczka albo... Kopciuszek na balu. 

To on był tej nocy jej księciem. 

Rozśmieszał ją nieustannie i sprawiał, że zapominała, iż nie umie tańczyć. 

To  dzięki  niemu  tak  wspaniale  bawiła  się  tej  nocy.  Zazdrościły  jej  wszystkie 

dziewczyny. Zauważyła nawet, że paru kolegów z klasy obrzuca ją pożądliwym 
spojrzeniem. 

Mark nie zdawał sobie sprawy, że owego wieczoru ofiarował jej tak cenny 

dar. Kayla chodziła z głową w chmurach, dopóki zaledwie tydzień później Tom 

Stevenson nie oznajmił, że dostał pracę na Wschodnim Wybrzeżu Stanów i w 

związku z tym wyprowadza się z całą rodziną z Oregonu. 

Nowin

a ta spadła na Kaylę jak grom z jasnego nieba. Mały, bezpieczny 

świat,  który  udało  jej  się  stworzyć,  został  nagle  zniszczony  wydarzeniami,  na 

które zupełnie nie miała wpływu. Wiedziała, że Karyn nie będzie z nią studiować 
na Uniwersytecie Willamette. Zdawa

ła sobie także sprawę z tego, że przestanie 

się widywać z rodziną, do której była tak bardzo przywiązana. 

Minęło dużo czasu, zanim pogodziła się z tą stratą. 
 

Kayla  otworzyła  oczy  i  spojrzała  przez  okno  na  błękitną  otchłań  wody 

znajdującej się kilkaset metrów niżej. 

Błogosławiła pocztę elektroniczną. To dzięki e-mailom udało się jej przez 

tyle lat pozostać w kontakcie z Karyn. Choć często do siebie pisywały, Kayla 

nigdy nie śmiała zapytać, co słychać u Marka. Obawiała się bowiem, że Karyn 

domyśli się, iż Kayla darzy jej brata głębokim uczuciem. Kiedy Karyn co jakiś 

czas dzwoniła do niej i opowiadała o Marku, Kayla zamieniała się w słuch. Z tych 

jej  opowieści  dowiedziała  się,  że  po  skończeniu  aplikacji  adwokackiej  Mark 

pracuje  w  bardzo  prestiżowej  kancelarii  prawniczej w Waszyngtonie. Karyn 

odwiedzała  go,  kiedy  tylko  pozwalała  jej  na  to  praca  i  po  każdej  wizycie 

krytycznie wypowiadała się o kobietach, z którymi Mark się spotykał. 

– 

On  zwraca  uwagę  tylko  na  ich  wygląd,  a  nie  wnętrze  –  powiedziała 

przyjaciółce przy kolejnej okazji. – Jego dziewczyny to albo kobiety inteligentne, 
ale interesowne, albo po prostu straszne kretynki. Nie wiem, które z nich bardziej 

mnie denerwują. Zupełnie nie mogę pojąć, co on w nich widzi. 

Kayla roześmiała się. 
– Chyba trzeba by

ć facetem, by to zrozumieć – rzekła. 

– Pewnie tak – 

zgodziła się Karyn. – Wiem, że nie powinnam się wtrącać w 

jego życie, ale martwię się o niego. On prowadzi zbyt intensywne życie, zarówno 

background image

zawodowe, jak i osobiste. Uważam, że musi zwolnić tempo. 

– 

Może i tak... 

– 

Wiem, że trochę przesadzam, ale przecież to mój jedyny brat i po prostu 

nie mogę na to patrzeć. 

Kayla słuchała przyjaciółki ze zrozumieniem. Chociaż wiedziała, że Mark 

będzie zawsze zajmował w jej sercu szczególne miejsce, dawno pogodziła się z 
ty

m, że nigdy nie będą razem. 

Kiedy  miała  czas,  Kayla  spotykała  się  z  różnymi  mężczyznami,  jednak 

dotąd nie znalazła nikogo, dla kogo warto byłoby poświęcić cenne godziny, które 

najchętniej przeznaczała na naukę. Nigdy nie umiała flirtować, a poza tym już 
wc

ześniej stwierdziła, że mężczyźni, z którymi się umawia, są skupieni wyłącznie 

na sobie i starają się jej zaimponować osiągnięciami i planami na przyszłość. 

Poza tym  każdemu  z  nich  zależało na  tym,  by  jak  najszybciej  się  z  nią 

przespać.  Kiedy  okazywało  się,  że  Kayla  nie  jest  zainteresowana  ani 

kontynuowaniem  znajomości,  ani  niezobowiązującym  romansem,  po  prostu 

przestawali się odzywać. 

Kayla  wcale  nie  rozpaczała  z  tego  powodu.  Do  skończenia  studiów 

brakowało jej dwóch i pół roku – wolała skupić się na nauce, niż na prowadzeniu 

bujnego życia towarzyskiego. 

W ciągu ostatnich lat bardzo się zmieniła. Już nie była tak nieśmiała, jak 

kiedyś, stała się wręcz dość wygadana. 

Wyglądała też inaczej. Jak ujęła to jej matka, po prostu była osobą, która z 

wiekiem staje s

ię coraz bardziej interesująca. 

Kupiła sobie soczewki kontaktowe i wreszcie nauczyła się panować nad 

włosami. Poza tym od czasu ostatniego spotkania z Karyn, troszkę przytyła. Te 

kilka dodatkowych kilogramów sprawiło, że nabrała kobiecych kształtów. Już nie 

wyglądała jak anorektyczka. Teraz była po prostu wysoka i szczupła. Ubrania, 

które wzięła ze sobą na wyjazd, miały podkreślić jej nowe kształty. 

Kayla  była  bardzo  podekscytowana  tym  urlopem.  Podejrzewała,  że 

przegadają z Karyn całe siedem dni. Czuła, że wyjazd będzie przypominał czasy z 

dzieciństwa, kiedy jedna z dziewczynek spała u drugiej i potrafiły przegadać do 
rana. 

Po  raz  trzeci  w  ciągu  piętnastu  minut  spojrzała  na  zegarek.  Samolot 

podchodził do lądowania w St Croix. Nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie 

stanie na ziemi i rozprostuje kości. 

Była tak wykończona, że marzyła jedynie o łóżku, w którym mogłaby się 

wygodnie położyć i porządnie wyspać. Karyn dobrze wiedziała, co robi, kupując 

sobie bilet na poprzedni dzień. W ten sposób na pewno odespała już swoją podróż 

i zregenerowała siły. 

Na lotnisku Kayla odebrała bagaże i znalazła transport do hotelu. W czasie 

jazdy rozglądała się dokoła. W taksówce nie było klimatyzacji, ale w zupełności 

background image

wystarczał jej chłodny powiew znad wody. Widoki były jeszcze piękniejsze niż 

te, które widziała na zdjęciach w Internecie. 

Kierowca  skręcił  wreszcie  w  dróżkę  prowadzącą  do  hotelu.  Kayla  była 

mile zaskoczona, że na ich wspólny urlop Karyn wybrała tak luksusowy ośrodek. 

Pobyt  tu  był  prezentem  od  przyjaciółki.  Ze  skromnych  oszczędności,  które  w 

dużej mierze wydawała na studia, Kayla nie mogłaby sobie pozwolić nawet na 
bilet, a co dopiero na pobyt w tak eleganckim hotelu. 

Recepcja znajdowała się w głównym budynku. 

Tuż obok niej był barek, jadalnia, kawiarnia i bardzo elegancka restauracja. 

Każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie. Nagle Kayla poczuła przypływ zmęczenia. 

Recepcjonista  dał  Kayli  kluczyk  i  mapkę,  na  której  pokazał  jej,  gdzie 

znajduje się wynajęta dla niej kryta strzechą chatka. Jeden z pracowników hotelu, 
niezwykl

e przystojny mężczyzna o ciemnej cerze, którą podkreślały promienie 

słońca, wziął torbę Kayli i zaproponował, że zaprowadzi ją na miejsce. 

Czuła  powiew  delikatnego  ciepłego  wiaterku  i  promienie  słońca 

przechodzące  przez  jej  wełnianą  sukienkę.  Nie  mogła  się  doczekać,  kiedy 

wreszcie założy odpowiedniejsze na ten klimat ubranie. Przez najbliższy tydzień 

zamierzała nosić na sobie jak najmniej rzeczy. 

Wzniesiona na palach chatka znajdowała się praktycznie na samej plaży. 

Prowadzące  na  werandę  schodki  były  szerokie  i  pięknie  wykończone.  Na 

werandzie stały fotele, na których z pewnością można było siedzieć godzinami i 

obserwować rozbijające się o brzeg fale. 

Kayla  spodziewała  się,  że  zastanie  Karyn  w  domku,  jednak  drzwi  były 

zamknięte.  Otworzyła  je  kluczykiem  i  weszła  do  środka.  Pracownik  hotelu 

podążył za nią i położył jej bagaż przy drzwiach. Podziękowała mu i wręczyła 

napiwek. Kiedy została sama, zamknęła drzwi wejściowe i rozejrzała się dokoła. 

Pokój, w którym się znalazła, był duży i przestronny. Stojące w nim meble 

wykonano z białej wikliny, a wnętrze udekorowano tropikalnymi motywami – 

lustrami  w  ramach  z  muszelek,  zdjęciami  na  ścianach  i  kolorowymi, 
rozrzuconymi na meblach poduszkami. 

W  rogu  pokoju  znajdowała  się  niewielka  wnęka  kuchenna  ze  stolikiem 

śniadaniowym.  Z  pokoju  wychodziło  dwoje  drzwi,  otworzyła  jedne  z  nich  i 

zajrzała  do  środka.  Zobaczyła  łóżko,  na  którym  pościel  była  rozrzucona  w 

nieładzie. 

Kayla  zaniosła  więc  swe  rzeczy  do  drugiego  pokoju.  Kiedy  weszła  do 

niego,  odetchnęła  z  radością.  Dzięki  okiennicom  do  pokoju  nie  wpadały 

promienie  słońca,  a  jedynie  świeże  powietrze.  Z  sufitu  opadała  na  łóżko 

moskitiera, która akurat teraz była z dwóch stron podwiązana do ściany. 

Za kolejnymi drzwiami znajdowała się niezwykle przestronna łazienka. 

Karyn pewnie była na plaży i po prostu straciła poczucie czasu. Kayla nie 

miała pretensji do przyjaciółki. Gdyby nie to, że z trudem trzymała się na nogach, 

background image

poszłaby jej poszukać. Ale ponieważ i tak nie widziały się bardzo długo, Kayla 

uznała, że jeszcze jedna godzina ich nie zbawi. 

Łóżko było tak kuszące, że Kayla nie potrafiła się mu oprzeć. 

Nie otworzyła nawet bagaży. Wzięła prysznic i owinęła się w gruby, wielki 

ręcznik hotelowy. Wróciła do swej sypialni, weszła do łóżka i rozciągnęła się, 

wydając pomruk zadowolenia. Czuła się wspaniale. 

Była  pewna,  że  usłyszy,  kiedy  Karyn  wróci.  Ale  póki  co  postanowiła 

odpocząć. 

 
– 

Kim ty jesteś?! I co tu robisz? Donośny męski głos przerwał jej błogi sen 

o tropikalnej wyspie oświetlonej blaskiem księżyca. Z trudem otworzyła oczy. 

Spostrzegła, że w pokoju jest znacznie ciemniej, niż gdy się kładła. Widocznie 

zasnęła i musiała przespać wiele godzin. 

Gdzie była Karyn? I kim był ten nieznajomy, którego krzyk wyrwał ją z 

głębokiego snu? Bez szkieł kontaktowych widziała jedynie rosłą postać stojącą w 
drzwiach sypialni. 

Kayla nie mogła zrozumieć, dlaczego mężczyzna tak na nią krzyczy. Była 

pewna, że nie pomyliła chatek. Zastanawiała się, jak nieznajomy dostał się do 

środka. Czyżby zapomniała zamknąć drzwi na klucz? 

Odruchowo usi

adła na łóżku, po chwili jednak uświadomiła sobie, że jest 

zupełnie naga, więc szybkim ruchem przykryła się po szyję kołdrą. 

Za wszelką cenę nie chciała pokazać, jak bardzo jest zdenerwowana. 
– To nie twoja sprawa, kim jestem – 

rzekła lodowatym głosem. – Powiem 

ci  tylko,  że  razem  z  przyjaciółką  wynajęłyśmy  tę  chatkę  na  cały  tydzień.  Nie 

wiem, w jaki sposób udało ci się tu wejść, ale jeśli natychmiast nie wyjdziesz, 

wezwę ochronę. 

– 

Proszę bardzo! – krzyknął gniewnie nieznajomy mężczyzna. 

– 

Zrobię  to,  jak  tylko  wyjdziesz  z  mojego  pokoju.  Muszę  się  przecież 

ubrać! 

Mężczyzna jednak nie od razu wyszedł. Starała się nie myśleć o tym, że jest 

z nim w chatce sama i w razie potrzeby nie potrafi się obronić. Patrzyła na niego z 

lękiem, mając nadzieję, że intruz nie dostrzeże, jak bardzo jest zdenerwowana tą 

sytuacją. 

W końcu mężczyzna wzruszył ramionami i odwrócił się. 
– 

Lepiej się pośpiesz. Wynoś się stąd. Natychmiast! 

Wyszedł,  nie  zamknąwszy  za  sobą  drzwi.  Co  za  cham.  Kayla  zaczęła 

szukać w pościeli ręcznika. Kiedy go znalazła, owinęła się nim i wstała z łóżka. 

Założyła soczewki kontaktowe, po czym  podeszła do ciągle nie rozpakowanej 

torby i zaczęła przetrząsać jej zawartość w poszukiwaniu ubrania, które mogłaby 

na siebie założyć. Złapała pierwszą rzecz, która wpadła jej w ręce – sięgającą do 

kolan  letnią  sukienkę  na  ramiączkach,  po  czym  poszła  do  łazienki.  Kiedy 

background image

spojrzała  na  swe  odbicie  w  lustrze,  wydała  jęk  niezadowolenia.  Ponieważ 

położyła się spać z mokrą głową, jej włosy wyglądały teraz jak porażone prądem. 
Zacze

sała je do tyłu i delikatnie się umalowała, po czym wyszła z łazienki. 

Uznała,  że  teraz  może  stawić  czoło  temu  bezczelnemu  facetowi,  który 

chciał wyrzucić ją z chatki. Zamierzała natychmiast zawołać ochronę i donieść o 

zajściu. 

Zaczęła martwić się o Karyn. 

Wyszła  z  pokoju  i  zamknęła  drzwi  na  klucz.  Zobaczyła,  że  nieznajomy 

nerwowo  przechadza  się  po  salonie.  W  pokoju  paliło  się  jedynie  światło  nad 
zlewozmywakiem. 

– 

Jeśli natychmiast spakujesz swe rzeczy i stąd wyjdziesz, zapomnimy o 

całej  sprawie  –  wycedził  wściekle  mężczyzna.  –  Zapewniam  cię,  że  gdybym 

chciał spędzić czas na wyspie w damskim towarzystwie, nie przyjeżdżałbym tu 
sam. 

Kayla słuchała go w osłupieniu. 
– 

Czy sugerujesz, że ja... – zawiesiła głos w połowie zdania. Patrzyła na 

niego z niesmakiem, ni

e mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. – Mam tego 

dosyć! Wynoś się stąd. Natychmiast! 

Rozejrzała się po pokoju, szukając telefonu. 

Nieznajomy  oparł  się  o  blat  kuchennego  stołu  i  z  założonymi  rękami 

obserwował Kaylę. Padające mu na twarz promienie światła sprawiły, że po raz 

pierwszy dostrzegła jego rysy. 

Serce  zaczęło  jej  bić  jak  młot.  Była  przekonana,  że  to  niemożliwe,  by 

nagle, po tak wielu latach... 

– Mark...? Mark Stevenson...? – 

spytała z niedowierzaniem. 

Mężczyzna wyprostował się i popatrzył na nią z rosnącą wściekłością. 
– 

Skąd wiesz, jak się nazywam? A, no tak... Pewnie przeczytałaś listę gości 

hotelowych.  I  co,  twoje  usługi  stanowią  część  programu  rozrywkowego  dla 
przyjezdnych? Wybacz, ale nie skorzystam. 

Starała się nie zwracać uwagi na przykre rzeczy, które mówił. Wydawało 

jej  się  nieprawdopodobne,  że  oto  naprzeciwko  niej  stoi  Mark  Stevenson.  Z 

początku  nie  rozpoznała  go,  nie  tylko  dlatego,  że  zachował  się  wyjątkowo 

bezczelnie, ale przede wszystkim dlatego, że był ostatnią osobą, jaką spodziewała 

się tu spotkać. 

–  A gdzie jest Karyn? – 

spytała. Miała nadzieję, że nic się nie stało jej 

przyjaciółce. 

Mark ruszył wściekły w jej stronę. 
– 

Mam dosyć tej głupiej zabawy. Kim, do cholery, jesteś i skąd wiesz, jak 

nazywa się moja siostra? 

–  To ja, 

Kayla Parker. Zachowujesz się bardzo nieuprzejmie, Mark. Czy 

naprawdę już mnie nie pamiętasz... 

background image

Mark o mało się nie przewrócił, gdy usłyszał te słowa. 
–  Kayla Parker? – 

wykrzyknął,  patrząc  na  nią  z  niedowierzaniem.  – 

Niemożliwe! 

Kayli zrobiło się trochę przykro, że jej nie rozpoznał. 
– Tak, to ja – 

rzekła pewnym głosem. 

Mark kręcił głową z niedowierzaniem. 
– 

Nie wierzę... A co się stało z dziewczyną, którą kiedyś znałem? 

– 

Po prostu dorosła. Nie wiem, dlaczego tak trudno ci to zrozumieć. 

Kayla skrzyżowała ręce na piersiach, czując się trochę niepewnie, kiedy 

Mark dokładnie analizował zmiany, jakie zaszły w jej wyglądzie. 

– 

Przepraszam cię – rzekł w końcu. – Po prostu nie spodziewałem się, że 

zastanę obcą kobietę śpiącą w pokoju gościnnym. 

Kayla rozejrzała się dokoła. Chciała zapytać Marka, co się dzieje z Karyn, 

ale ten odezwał się ponownie. 

– 

Naprawdę wyglądasz inaczej niż ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy – 

rzekł, kładąc rękę na jej ramieniu. Po chwili cofnął się o krok i uśmiechnął. – 

Strasznie się cieszę, że znowu cię widzę. A tak w ogóle, to co tu robisz? 

Uśmiech  Marka  sprawił,  że  z  trudem  trzymała  się  na  nogach.  Drobne 

zmiany, jakie zaszły w jego wyglądzie w ciągu ostatnich paru lat, uczyniły go 
jeszcze bardziej atrakcyjnym. 

– 

Razem z Karyn spędzimy tu parę dni – rzekła, omiatając wzrokiem pokój. 

– 

A  propos,  gdzie  jest  Karyn?  Przyjechaliście  tu  we  dwoje?  To  bardzo  cię 

przepraszam,  bo  chciałam  sobie  przywłaszczyć  twój  pokój...  Ale  nie  ma 

najmniejszego problemu, mogę spać z Karyn w jednym łóżku... 

– Ale Karyn tu nie ma – 

przerwał nagle. 

Minęło parę chwil, zanim do Kayli dotarły jego słowa. 
– Aha – 

rzekła cicho. – No tak, widzę, że nie ma jej tu, w chatce, ale gdzie 

poszła? 

Mark zmrużył oczy. 
– 

W ogóle nie ma jej w St Croix. Kayla patrzyła na niego w osłupieniu. 

– 

Nie rozumiem... Przecież planowałyśmy ten wyjazd od miesięcy. A na 

dodatek Karyn zrobiła mi prezent i zapłaciła za przelot i pobyt, na co nie byłoby 

mnie stać. 

Mark spojrzał na nią zaintrygowany. 
– Tak? To bardzo ciekawe – 

rzekł, krzyżując ramiona. – Nie mam pojęcia, 

o co w tym wszystkim chodzi. 

Odwrócił się i podszedł do wielkiego okna, z którego rozciągał się widok 

na plażę. 

Kiedy przez dłuższą chwilę milczał, Kayla zabrała głos. 
– 

Czy chcesz powiedzieć, że w ogóle jej tu nie będzie? 

Mar

k nie od razu odpowiedział na jej pytanie. 

background image

– 

Karyn się tu nie wybiera – rzekł w końcu. Po chwili spojrzał na zegarek. – 

Przyszedłem do chatki, by wziąć prysznic i przebrać się na kolację. Nie wiem, jak 

ty, ale ja umieram z głodu. Może pójdziemy coś zjeść i na spokojnie wszystko 
omówimy, dobra? 

W  głowie  Kayli  kłębiły  się  różne  myśli.  Pamiętała  fragmenty  maili  i 

rozmów  telefonicznych,  jakie  wymieniła  z  Karyn  na  temat  tego  wyjazdu. 

Przecież tak dokładnie go planowały. W końcu pokiwała głową. 

– Dobrze – 

rzekła. – Bardzo chętnie się dowiem, o co w tym wszystkim 

chodzi. 

–  Nie ty jedna – 

odpowiedział  Mark  i  poszedł  się  przebrać  do  swego 

pokoju. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Mark siedział naprzeciwko Kayli w przytulnej restauracji. Ze wszystkich 

sił chciał przestać się w nią wpatrywać, bo widział, jak bardzo ją to peszy. Nie 

mógł się jednak nadziwić, że siedząca vis-à-vis niego piękna kobieta była tą samą 

dziewczyną, którą znał niegdyś jako chudego i niezdarnego podlotka. 

Nigdy wcześniej nie zauważył, że oczy Kayli są szaroniebieskie. Czy jej 

skóra zawsze była tak gładka, a uśmiech tak zalotny? Nie mógł oderwać wzroku 

od włosów, które delikatnie opadały na jej twarz. Chciał natychmiast wyciągnąć 

do niej rękę i pogładzić ją po jedwabnych kosmykach. 

Kayla odchrząknęła i nerwowo rozejrzała się po restauracji. 

Mark postanowił zapanować nad sobą. 
– 

Przepraszam,  że  się  tak  w  ciebie  wpatruję  –  rzekł.  –  Ale  nie  mogę 

przyzwyczaić się do twojego wyglądu. Nie rozpoznałbym cię. Zresztą, przecież 

cię nie rozpoznałem. Jak długo się nie widzieliśmy? 

Kayla wzruszyła ramionami. 
– 

Od roku, w którym robiłyśmy z Karyn maturę. Czyli w maju będzie pięć 

lat. 

– 

To szmat czasu. Aż trudno uwierzyć – powiedział cicho. 

Gruba  świeczka  paląca  się  na  środku  stołu  rzucała  na  jej  twarz  piękne 

światło.  Kayla  odwróciła  głowę  na  bok  i  spojrzała  przez  okno  na  zacienioną 

plażę. Na jej policzku ciągle malował się rumieniec, który przypominał Markowi, 

że powinien wreszcie przestać się tak w nią wpatrywać. 

Po długim milczeniu Kayla zwróciła wzrok w jego stronę. 
– 

Czy  mógłbyś  mi  wreszcie  wyjaśnić,  dlaczego  nie  ma  tu  Karyn?  – 

poprosiła. 

– 

Powiedziała  mi,  że  dokonała  tej  rezerwacji  na  wiele  tygodni  przed 

wyjazdem. W ostatniej chwili okazało się jednak, że musi skończyć jakąś wielką 

kampanię reklamową i nie może nawet na chwilę wyrwać się z pracy. Zadzwoniła 

do mnie i spytała, czy nie mógłbym pojechać zamiast niej, ponieważ za wszystko 

z  góry  zapłaciła  i  nie  odzyskałaby  ani  grosza.  Ale  nie  wspomniała,  że  ty  tu 

będziesz. Przyznaję, że zachowała się trochę dziwnie. 

Kayla położyła ręce na stole i spojrzała badawczo na Marka. 
– 

Kiedy dokładnie zaproponowała ci ten wyjazd? 

Mark przez chwilę się zastanawiał. 
– 

Parę  tygodni  temu.  A  coś–  Rozmawiałam  z  nią  w  tę  sobotę  i  nie 

wspomniała  ani  słowem  o  jakiejkolwiek  zmianie  planów.  Na  pożegnanie 

powiedziała mi „Do zobaczenia za tydzień”. 

– 

Nie  wiem,  co  o  tym  myśleć  –  rzekł  zdziwiony.  –  Chyba  powinnaś 

poprosić moją siostrę o jakieś wyjaśnienia. 

background image

Kayla potarła dłonią czoło. Mark widział, że jest rozdrażniona sytuacją, ale 

nie wiedział, jak może temu zaradzić. 

Poczuł  ulgę,  gdy  przy  ich  stoliku  pojawił  się  kelner  z  zamówionymi 

daniami. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Karyn nie powiedziała Kayli, że nie uda 

się  jej  wziąć  urlopu.  Czyżby  obawiała  się,  że  Kayla  nie  będzie  chciała 

przyjechać? 

A poza tym 

dlaczego  siostra  nie  powiedziała  mu,  że  Kayla  tu  będzie? 

Ostatnio bardzo długo rozmawiali o najróżniejszych sprawach, jednak Karyn ani 

słowem nie napomknęła o tym, że szykuje dla Marka towarzystwo. 

– 

Cóż, nie ma co tego roztrząsać. Skoro tu jestem, to zostanę – rzekła Kayla 

zmęczonym głosem. – Po kolacji porozmawiam z kierownikiem ośrodka na temat 
przeniesienia do innej chatki. 

– 

Nie...!  Dlaczego  właściwie  miałabyś  się  gdziekolwiek  przenosić?  W 

moim  domku  jest  dużo  miejsca,  zresztą  Kayla  najwyraźniej  chciała,  byś  tam 

zamieszkała. Przecież są dwa pokoje. Kayla pokręciła głową. 

– 

Tak  jak  to  parokrotnie  powtórzyłeś,  przyjechałeś  tu,  by  pobyć  sam. 

Doskonale to rozumiem i szanuję. Ja zaś zamierzałam tu spotkać się z Karyn i 

pozwiedzać z nią okolice. No, ale już wiem, że mogę zapomnieć o moich planach. 

W każdym razie nie widzę powodu, dla którego miałabym dzielić z tobą chatkę. 

– 

Przepraszam cię za to, co mówiłem wcześniej. Trochę mnie poniosło. I 

nie  wiedziałem,  że  to  ty...  Naprawdę  chciałbym,  żebyś  została,  bo  dobrze  się 

czuję w twoim towarzystwie. 

Kayla westchnęła. Była zbyt zmęczona, by trzeźwo myśleć. 

Czyżby Karyn przez te wszystkie lata domyślała się, że Kayla podkochuje 

się w jej bracie? Przecież robiła wszystko, by jej tajemnica nie wyszła na jaw. Ale 
z dru

giej strony, Karyn znała Kaylę tak doskonale, że już dawno mogła odkryć jej 

tajemnicę. 

– 

A może boisz się, że wykorzystam tę sytuację? – spytał, kiedy zwlekała z 

odpowiedzią. 

Kayla znowu się zarumieniła. 
– 

Co za... za... pomysł! – rzekła, jąkając się. – Może rzeczywiście zostanę. 

Nie  musimy  przecież  spędzać  czasu  razem.  I  tak  będziesz  mógł  nacieszyć  się 

samotnością, a ja sobie odpocznę. 

– 

I będziemy mogli razem pozwiedzać okolicę – rzekł. 

Po chwili przy stoliku pojawił się kelner z rachunkiem. Mark wręczył mu 

kartę kredytową. 

– 

Jest  jeszcze  wcześnie  –  powiedział,  gdy  kelner  odszedł.  –  Może 

przejdziemy się po plaży? Mamy naprawdę piękną noc. 

– 

Dziękuję za propozycję, ale chyba wrócę do chatki i zaraz pójdę spać. 

Niedawno skończyłam sesję egzaminacyjną i jeszcze jej nie odespałam. 

Kiedy wychodzili z restauracji, Mark wziął ją za rękę. Miał ciepłą i silną 

background image

dłoń, która sprawiła, że Kayla od razu poczuła się pewniej. 

– 

Skoro mówisz o sesji, to jak ci się podoba na prawie? – spytał. 

– 

Na razie jest w porządku. Zresztą, sam doskonale wiesz, jak się studiuje 

ten  kierunek.  Niektórzy  wykładowcy  są  świetnymi  dydaktykami,  więc  można 

łatwo zrozumieć dany przedmiot. A inni potrafią swoimi wyjaśnieniami sprawić, 

że człowiek nic nie rozumie i czuje się jak kretyn. 

Cały czas odczuwała ciepło płynące z jego dłoni. 
– 

Pewnie twoi rodzice się cieszą, że nie zakończyłaś edukacji na maturze, 

tylko poszłaś na studia, co? 

–  Nie wiem. – 

Starała  się  za  wszelką  cenę  koncentrować  na rozmowie, 

nieustannie jednak myślała o nim. O jego dotyku, o delikatnej woni płynu po 

goleniu,  który  subtelnie  mieszał  się  z  męskim  zapachem  jego  ciała.  –  Chyba 

oczekują, że będę kiedyś wykładała na Uniwersytecie Willamette. 

– 

A ty po studiach pewnie chcesz iść na salę sądową, co? 

– 

Tak, ale wolałabym nie działać zupełnie na własną rękę, tylko założyć 

jakąś niedużą kancelarię. Ale jeszcze mam dużo czasu na snucie planów. 

Kiedy dotarli do chatki i weszli po schodkach, Mark otworzył Kayli drzwi. 
– 

To  do  zobaczenia  jutro.  Spij  dobrze.  Zanim  weszła do swej sypialni, 

przez długą chwilę patrzyła na znikającego w ciemnościach Marka. Na ten dzień 

wystarczyło  jej  przeżyć.  To,  co  pierwotnie  miało  być  relaksującym 

wypoczynkiem w towarzystwie najlepszej przyjaciółki, nagle przybrało całkiem 
niespodziewany 

obrót. Jakoś nie wyobrażała sobie, że z Markiem będzie całymi 

nocami wspominać dawne czasy. 

Nie mogła zrozumieć podstępu Karyn. Dlaczego powiedziała bratu, że nie 

może przyjechać, a przed nią to zataiła? Czyżby chciała zabawić się w swatkę? 

Kayla miała nadzieję, że nie. Dobrze wiedziała, że nie ma i nigdy nie miała u 

Marka najmniejszych szans. Ta sytuacja była dla niej bardzo upokarzająca. 

Ogarnęło ją tak wielkie zmęczenie, że nie miała siły myśleć. Postanowiła 

jak najszybciej położyć się spać, a następnego dnia spróbować lepiej poradzić 

sobie z całą sytuacją. 

Mark  szedł  po  plaży,  trzymając  ręce  w  kieszeniach.  Otaczająca  go 

ciemność pozwalała mu się skupić na własnych myślach. Nad jego głową wisiało 

rozgwieżdżone niebo z cienkim jak rogalik księżycem. 

O co c

hodziło  Karyn?  Doskonale  znał  swoją  siostrę  i  cała  ta  sprawa 

wyglądała mu na bardzo dokładnie zaplanowaną. Nie rozumiał tylko, co chciała 

w ten sposób osiągnąć. 

Przypomniał sobie rozmowę, jaką przeprowadzili na początku września, 

kiedy oboje przyjechali od

wiedzić  rodziców  w  Connecticut.  Siedzieli  przy 

basenie, osłonięci od słońca dużym parasolem. Tego dnia Mark spał bardzo długo 

i czuł się cudownie wypoczęty. Może właśnie przez to słowa Karyn tak bardzo go 

zaskoczyły. 

background image

– 

Wiesz co, Mark? Wyglądasz na strasznie zmęczonego. Co porabiałeś w 

ostatnich tygodniach? 

Mark przesunął ręką po włosach i wzruszył ramionami. 
– 

Dużo  pracuję,  często  siedzę  po  nocach.  Taki  jest  los  prawnika  w 

kancelarii. 

– 

A podoba ci się ta praca? 

– Raczej tak. 
– 

Nie  wyglądasz  na  specjalnie  zachwyconego.  A  to  mnie  trochę  dziwi. 

Pamiętam,  jak  skończyłeś  aplikację  i  zadzwoniłeś  do  mnie,  triumfalnie 

oznajmiając, że dostałeś pracę. Byłeś wtedy taki szczęśliwy. Miałam wrażenie, że 

spełniają się twoje marzenia. Czy coś się zmieniło? 

–  Wiesz, nie zas

tanawiałem  się  nad  tym  specjalnie.  Ale  masz  rację. 

Rzeczywiście straciłem zapał do pracy. 

– 

Czemu? Mark głęboko westchnął. 

– 

Nie  wiem...  Chcę  pracować  w  zawodzie  jako  adwokat  i  wcale  nie 

przeszkadza  mi  charakter  tej  pracy...  rozumiesz...  to,  że  trzeba  siedzieć  po 

godzinach.  Ale  nie  ukrywam,  że  trochę  irytuje  mnie  zachowanie  innych 

prawników w kancelarii. Uciekają się do najróżniejszych sposobów, byle tylko 

awansować. Myślę zresztą, że chyba jest to przyjęte w każdej dużej kancelarii. A 

ja nie lubię podlizywać się szefom. Bardzo mnie to denerwuje, kiedy widzę, jak to 

robią  inni.  Chciałbym,  żeby  to  moja  praca  świadczyła  o  mnie,  a  nie  to,  jak 

dogaduję  się  z  szefami.  Chyba  po  prostu  nie  nadaję  się  do  zespołu.  Chcę 

samodzielnie wykonywać swoje zadania, a wieczorem iść do domu i zająć się 

własnymi sprawami, a nie chodzić z kolegami z pracy na piwo tylko po to, by 

zyskać sympatię w ich oczach. 

– 

A myślałeś o rozkręceniu własnego interesu? 

– 

Owszem, przeszło mi to przez myśl, ale chyba na tym etapie jeszcze nie 

mogę  wprowadzać  tak  radykalnych  zmian  w  moim  życiu.  Zanim  wezmę  taką 

możliwość pod uwagę, muszę zdobyć doświadczenie na sali sądowej. 

– 

Czy prowadziłeś już sam jakieś sprawy? 

– 

Przygotowywałem akta do kilku, zbierałem materiały, byłem na wielu 

rozprawach, ale n

igdy sam nie prowadziłem żadnej sprawy. 

– Masz jeszcze na to czas... 
– 

Wiem i chcę go wykorzystać na zdobywanie doświadczenia. 

– 

A  jak  wygląda  twoje  życie  osobiste?  Mark  zmrużył  oczy  i  spojrzał 

badawczo na siostrę. 

– 

A co chcesz wiedzieć? 

– Czy nadal masz 

zasadę, by nie angażować się w żaden związek i spotykać 

się wyłącznie z kobietami, które nie myślą o ułożeniu sobie z tobą życia? Albo z 

takimi, które już mają rodzinę? 

Mark skrzywił się. 

background image

– 

Nawet jeśli tak jest, to co? Najwyraźniej to mi odpowiada. Kobiety, z 

którymi się widuję, są bardzo inteligentne i ambitne. I to mi się w nich podoba. 

– 

A mnie się wydaję, że byłbyś znacznie bardziej szczęśliwy, mając żonę i 

rodzinę. Byłoby to dla ciebie odskocznią od pracy. Mógłbyś ożenić się z Kaylą. 

Wiesz,  że  studiuje  prawo?  Mielibyście  masę  wspólnych  tematów.  Przecież 

zawsze ją lubiłeś. Czemu mielibyście nie spotkać się teraz, po tylu latach, kiedy 

oboje jesteście dorośli? 

Mark popatrzył na siostrę, jakby postradała zmysły. 
– 

Masz na myśli naszą Kaylę? Na miłość boską, Karyn! Przecież ona jest 

dla mnie jak rodzina. I nigdy nie myślałem o niej inaczej. A nawet gdybym chciał 

się  z  nią  zobaczyć,  to  byłoby  to  prawie  niewykonalne.  Przecież  mieszka  po 

drugiej stronie Stanów. Trochę trudno byłoby nam się spotykać, nie sądzisz? A 

skoro  tak  mnie  wypytujesz  o  moje  życie  osobiste,  to  może  i  ty  byś  mi 

powiedziała, jacy mężczyźni zaprzątają ci teraz głowę. Może będę mógł sobie ich 

trochę skrytykować... 

Karyn roześmiała się. 
– 

Naprawdę chcesz wiedzieć, co słychać w moim życiu osobistym? 

– 

Nie, zupełnie nie. W przeciwieństwie do ciebie nie lubię się wtrącać w 

cudze sprawy. 

Karyn pogładziła go po dłoni. 
– 

Ale przecież ja tylko chcę, żebyś był szczęśliwy – rzekła. – Widzę, jak 

bardzo  się  zmieniłeś  po  skończeniu  studiów.  Stałeś  się  cyniczny  i  ciągle 

doszukujesz  się  interesowności  w  zachowaniu  innych.  Uważam,  że  to  bardzo 
smutne. 

– 

Po  prostu  dorosłem.  Klienci,  których  interesy  reprezentuje  nasza 

kancelaria,  oraz  osoby,  które  pozwaliśmy  do  sądu,  a  także  ogólna  atmosfera 

panująca  w  Waszyngtonie,  to  wszystko  sprawiło,  że  przestałem  być  naiwny  i 

spojrzałem na świat inaczej niż wcześniej. Większość ludzi chce tylko brać, i to 

najczęściej za darmo. 

– 

Ale cieszę się, że przynajmniej znalazłeś chwilę, by wpaść do rodziców 

na weekend – 

rzekła Karyn. – Stęskniłam się za tobą. Przyjemnie jest spędzać 

czas z rodziną, nie uważasz? To daje mi poczucie bezpieczeństwa, które trudno 

opisać  słowami.  Może  dlatego  ostatnio  tak  wiele  myślałam  o  Kayli.  Stanowi 

część naszej rodziny i strasznie się za nią stęskniłam. 

– 

A jeszcze a propos tego, co powiedziałaś. Jestem pewien, że Kayla jest w 

jakimś poważnym związku i planuje ślub. Pamiętasz, jak zawsze powtarzała, że w 

przyszłości chce mieć dużą rodzinę? 

– 

Mylisz  się.  Kayla  wcale  nie  jest  w  żadnym  związku.  Co  więcej, 

mężczyźni, z którymi się widuje, niespecjalnie ją interesują. Zawsze znajduje w 

nich coś, co ją całkowicie zniechęca. A kiedy rozmawiamy, bardzo się pilnuje, by 

nie wspomnieć o tobie. Strasznie mnie to śmieszy, tym bardziej że jeszcze parę lat 

background image

temu  była  w  tobie  zakochana  na  zabój.  Ponieważ  na  pewno  nie  chciała,  bym 

wiedziała,  jak cię  wielbi, udawałam,  że  nic nie zauważam.  Wydaje  mi  się,  że 

dotąd nie zaangażowała się w żaden poważny związek, ponieważ ciągle czuje coś 
do ciebie. 

–  To kompletna bzdura! I dobrz

e  o  tym  wiesz.  Przyjaźniliśmy  się,  gdy 

byliśmy  nastolatkami,  i  myślę,  że  na  pewno  bym  zauważył  jakiekolwiek 

zainteresowanie moją osobą – powiedział Mark. – Pamiętam natomiast zażarte 

dyskusje,  jakie  godzinami  prowadziliśmy.  Nie  wykazywała  cienia 
zaintereso

wania  moją  osobą, kiedy  podważała  moje  argumenty  czy  wiedzę na 

dany temat. Jestem pewien, że Kayla Parker dawno o mnie zapomniała. 

Mark zatrzymał się w ciemnościach. Dotychczas nie przywiązywał żadnej 

wagi do tej rozmowy, teraz jednak zrozumiał, że to nie przypadek, iż imię Kayli 

pojawiło się w tej samej rozmowie, co sugestia, że powinien znaleźć sobie żonę i 

założyć rodzinę. 

A zatem Karyn bawiła się w swatkę! Mark nie mógł się doczekać, kiedy 

wróci  do  Stanów  i  powie  jej,  co  o  tym  myśli.  Podstępnie  zorganizowała  im 
spotkanie, co ani jemu, ani Kayli – 

jeśli  można  było  wyciągać  wnioski  z  jej 

zachowania – 

wcale się nie podobało. 

Musiał  jednak  przyznać  Karyn  rację  w  jednej  kwestii  –  rzeczywiście 

potrzebował  wytchnienia  od  stresującej  pracy.  Wspaniale  wypoczął  dziś, 

samotnie przechadzając się po wyspie, nie myśląc o dotrzymywaniu gardłowych 
terminów czy siedzeniu na zebraniu pracowników. 

A skoro miał dzielić z kimś ten urlop, chciał, by była to osoba, którą lubił i 

z którą zawsze chętnie spędzał czas. 

Kayla nie wy

kazała cienia zainteresowania niezobowiązującym romansem 

z nim, co zresztą bardzo mu odpowiadało. Żałował, że Karyn zasiała w nim ziarno 

wątpliwości co  do siostrzanych uczuć  Kayli  do  niego. Pragnął  jak najszybciej 

zapomnieć rozmowę, którą odbył z siostrą trzy miesiące temu, kiedy to Karen 

sugerowała mu, że mógłby ożenić się z Kaylą. A on miał zamiar jedynie miło 

spędzić czas z przybrana siostrą, i to bez żadnych romansowych podtekstów. 

Przez  chwilę  zastanawiał  się,  czy  Karyn  równie  chętnie  wysłałaby  swą 

prz

yjaciółkę na wakacje z nim, gdyby przypuszczała, że on dość szybko poczuje 

do Kayli silny pociąg? A może Karyn dobrze wiedziała, jak sprawy się potoczą? 

Mark jednak niechętnie myślał o poddaniu się swej żądzy i przekonaniu 

Kayli  do  pójścia  z  nim  do  łóżka.  Kayla  była  przecież  jego  przyjaciółką  z 

dzieciństwa, a to przekreślało szansę, by coś się między nimi wydarzyło, chociaż 

w głębi duszy bardzo tego pragnął. 

W  drodze  powrotnej  do  chatki  przyznał  sam  przed  sobą,  że  trudno  mu 

będzie oprzeć się tej wielkiej pokusie. 

Ale wiedział, że mu się uda. 
 

background image

Następnego  ranka  zapach  kawy  obudził  Kaylę  z  głębokiego  snu. 

Przeciągnęła  się  i  spojrzała  na  zegarek.  Była  ósma  rano,  czyli  czwarta  czasu 

oregońskiego.  Spała  zatem  bardzo  długo,  ale  to  pozwoliło  jej  przynajmniej 

częściowo przestawić się na nowy czas. 

Zza ściany nie dochodziły żadne odgłosy. Czy Mark był w chatce, czy też 

poszedł gdzieś na cały dzień? Miała mieszane uczucia co do tego, czy w ogóle 

chciała widzieć go z samego rana. Nie mogła przecież pokazać mu się zaraz po 

wyjściu z łóżka. 

Poprzedniej nocy krótko wahała się, czy nie zadzwonić do Karyn, ale w 

końcu postanowiła tego nie robić. Niezależnie od tego, jakie dokładnie Karyn 

miała w stosunku do nich zamiary, Kayla wiedziała, że nieprzypadkowo znaleźli 

się tu we dwoje z Markiem. Nie rozumiała jedynie, dlaczego tak się stało. Była 

rozżalona,  że  Karyn  zaaranżowała  wszystko  za  jej  plecami,  o  niczym  jej  nie 

uprzedzając. 

Kayla ubrała się i zaczęła wyjmować rzeczy z walizki i wieszać je w szafie. 

Nie była pewna, co chce tego dnia robić. Zastanawiała się, czy od razu udać się na 

plażę, czy może pozwiedzać wyspę. 

Była Wigilia. Rozważała pójście do sklepów, by kupić jakieś upominki dla 

rodziców i kilkorga przyjaciół. Chciała też kupić jakieś drobiazgi dla Lilly i jej 
mamy, Gr

ety, a także dla Megan, i wręczyć je, kiedy znowu spotkają się we trzy 

na lotnisku w Chicago. 

Kiedy  postanowiła,  co  chce  robić,  wyszła  z  pokoju.  Mark  siedział  przy 

stole i czytał książkę, popijając kawę. 

Uśmiech, z jakim na nią spojrzał, poruszył ją do głębi serca. 
– 

Cześć,  śpiochu  –  rzekł.  –  Jak  chcesz,  to  weź  sobie  kawy,  właśnie 

naparzyłem i jest cały dzbanek świeżej kawy. 

Mark miał na sobie koszulkę bez rękawów i szorty, które eksponowały jego 

umięśnione uda i łydki. Wczoraj była tak zaskoczona obrotem spraw, że nawet 

nie zdążyła mu się dokładnie przyjrzeć. 

Podeszła do ekspresu i nalała sobie filiżankę kawy. Czuła się nieswojo. 

Zastanawiała się, jak przeżyje kolejne dni. 

– 

Jak ci się spało? – spytał, kiedy usiadła przy stole naprzeciwko niego. 

– Dobrze, d

ziękuję – odpowiedziała, popijając kawę. – Nie spodziewałam 

się, że cię tu jeszcze zastanę. Byłam pewna, że poszedłeś już na plażę. 

– 

Owszem, pływałem dziś w morzu, ale postanowiłem poczekać na ciebie. 

Chciałem,  żebyśmy  razem  poszli  na  śniadanie.  Hotelowi  goście  mają  do 

dyspozycji świetnie zaopatrzony szwedzki bufet. 

– Aha – 

rzekła, popijając kawę. – Nie musiałeś na mnie czekać. Wiem, że 

masz jakieś plany na dziś. W ogóle się mną nie przejmuj. Poradzę sobie. 

– 

No, to kamień spadł mi z serca – zażartował. – Mówisz tak, jakbym tu był 

po to, by cię niańczyć. Wcale tak nie jest. Po prostu uznałem, że byłoby bardzo 

background image

miło, gdybyśmy razem zjedli śniadanie. 

Kayla zaczerwieniła się. 
– 

Nie chciałam, by moje słowa zabrzmiały tak nieuprzejmie... 

– 

Masz jakieś plany na dziś? 

– 

Tak, chciałam trochę pochodzić po sklepach i kupić kilka upominków. 

Poza  tym  może  udałoby  mi  się  dowiedzieć  czegoś  o  historii wyspy...  Chętnie 

poszłabym  do  jakiegoś  muzeum.  Przejrzałam  w  recepcji  ulotki  informujące  o 

różnych atrakcjach dla turystów. Wydawały mi się interesujące. 

– 

Świetny plan. Mogę ci potowarzyszyć? Kayla zamarła. 

– 

Jak  to?  Chcesz  pójść  ze  mną  na  zakupy?  –  Była  pewna,  że  się 

przesłyszała. Nie znała mężczyzny, który lubiłby chodzić po sklepach. 

– 

A dlaczego nie? Będzie fajnie, zachowamy się jak prawdziwi turyści. 

Moglibyśmy wypożyczyć samochód i zrobić wycieczkę po wyspie. Bardzo mi się 

podoba ten pomysł. 

Kayla z wrażenia o mało nie straciła resztek rozsądku, które jej jeszcze 

pozostały po tym niespodziewanym spotkaniu z Markiem. Nie mogła uwierzyć, 

że spędzi z nim cały dzień! Nie wiedziała, jak to przeżyje. Gdyby jednak udało jej 

się trochę zapanować nad emocjami i traktować Marka jak brata, może byłaby w 

stanie przetrwać te niespodziewane atrakcje na tych dziwnych wakacjach. 

– 

Jeśli rzeczywiście chcesz, to zapraszam cię na wspólne zakupy. 

– 

Świetnie – ucieszył się i wstał. – Czy wzięłaś ze sobą kapelusz? Powinnaś 

się osłonić przed słońcem. I przydałby ci się jakiś krem przeciwsłoneczny... Nie 

chciałbym, żebyś sobie spaliła tę piękną skórę... 

Uszy Marka nagle zrobiły się czerwone. Zdała sobie sprawę, że zawstydził 

się, wypowiadając ten komplement. 

– 

Nie mam kapelusza. To pierwsza rzecz, jaką muszę kupić – rzekła, po 

czym udała się do swego pokoju, by ochłonąć. Dlaczego w towarzystwie Marka 

tak  szybko  traciła  nad  sobą  kontrolę?  Skarciła  się  w  myślach.  W  końcu  była 

dorosłą  kobietą,  która  po  prostu  spędzała  wakacje  z  atrakcyjnym  mężczyzną. 

Była pewna, że musi sobie poradzić. 

Mark powiedział, że Kayla ma piękną skórę. Spojrzała na swe odbicie w 

lustrze. Ona sama uznałaby, że jej cera jest zbyt blada. 

Wzięła torebkę, krem przeciwsłoneczny i wyszła z pokoju. 
–  Jestem gotowa – 

rzekła,  starając  się  za  wszelką  cenę  zatuszować 

podniecenie. 

– 

To świetnie. Chodźmy. 

Podał jej dłoń, którą ona w najbardziej naturalny sposób ujęła i wyszli z 

chatki. 

 

Lokalne  sklepy  zrobiły  na  Kayli  duże  wrażenie.  Udało  jej  się  znaleźć 

wielki  słomkowy  kapelusz.  Mark  chciał  kupić  jej  naszyjnik  z  muszelek,  by 

background image

wprawić ją w wakacyjny nastrój. Odniosła wrażenie, że Mark doskonale bawi się 

w jej towarzystwie. Ona też czuła się coraz bardziej odprężona. 

Traktował  ją  jak  siostrę,  żartując  sobie  z  niej  i  bardzo  przy  tym 

rozśmieszając.  Próbowała  sobie  przypomnieć,  kiedy  ostatnio  tak  dobrze  się 

bawiła, ale bezskutecznie. 

Kiedy kupiła wszystko, co chciała, poszli do wypożyczalni samochodów. 

Dostali tam szczegółową mapkę wyspy z uwzględnieniem historycznych budowli 
i pomników przyrody. 

Przez te wszystkie lata Kayla zapomniała, jak wspaniale spędzało się czas 

w towarzystwie 

Marka. Jego pozytywne podejście do życia szybko udzieliło się i 

jej.  Z  mapką  w  ręku  zwiedzili  wytwórnię  rumu,  kilka  muzeów  poświęconych 

plantacjom, ogród botaniczny i tereny wykorzystywane niegdyś pod uprawy. 

Zwrócili samochód do wypożyczalni wieczorem, na parę minut przed jej 

zamknięciem. 

– 

Pewnie  większość  restauracji  będzie  dziś  nieczynna  –  powiedziała.  – 

Przecież jest Wigilia. 

– 

W tym klimacie łatwo zapomnieć, że mamy święta... Co chciałabyś robić 

wieczorem? 

Kayla nie odpowiedziała od razu. Razem z Karyn przygotowały sobie listę 

wspomnień, które chciały uczcić. Niestety, żadna z tych okazji nie nadawała się 

do świętowania z Markiem. 

– 

Może zjemy coś w hotelowej restauracji, a potem pójdziemy na spacer po 

plaży? – zaproponowała. 

– 

To świetny plan – rzekł. – Ale ciągle chcę cię zapytać, czy twoi rodzice 

nie mieli ci za złe, że nie będziesz spędzała świąt Bożego Narodzenia w domu 
razem z nimi? 

Kayla uśmiechnęła się z zażenowaniem. 
– 

Chyba zapomniałeś, że moi rodzice żyją we własnym świecie. Już kilka 

miesięcy temu zaplanowali na koniec grudnia jakąś wycieczkę. Nawet nie znam 

szczegółów.  Wiesz,  jacy  oni  są...  Jak  nie  walczą  o  ochronę  wielorybów  czy 

delfinów, to biorą udział w jakiejś proekologicznej manifestacji. 

Wolnym  krokiem  zbliżali  się  do  ośrodka.  Nie  byli  pierwszymi  gośćmi 

restauracji. Cały czas nadchodziły kolejne osoby. 

– 

Może lepiej coś od razu zamówimy? – spytał Mark. 

Kayla  gorliwie  przytaknęła.  Mark  przez  cały  dzień  był  dla  niej  bardzo 

troskliwy. Pilnował, czy nie leży w zbyt dużym słońcu i czy pije odpowiednią 

ilość wody. Doskonale sprawdził się jako partner. 

Problem polegał jednak na tym, że Mark wcale nie był jej partnerem. 

Kiedy kelner zaprowadził ich do stolika i usiedli, Mark zaczął wspominać 

dawne czasy. 

– 

Pamiętam, jak byliśmy dziećmi. Przychodziłaś do nas w pierwszy dzień 

background image

świąt i całą rodziną jedliśmy obiad. Z czasem stało się to tradycją. 

Kayla uśmiechnęła się. 
– 

Byłam wam bardzo wdzięczna za tę gościnę. Dzięki wam co roku czułam 

naprawdę  świąteczną  atmosferę.  Twoja  mama  zawsze  prosiła  mnie  i  Karyn o 

udekorowanie choinki na parę dni przed Gwiazdką. Sporo też pomagałyśmy w 

kuchni, przygotowując tradycyjne świąteczne potrawy. Nawet teraz, kiedy czuję 

zapach  piernika,  natychmiast  wracam  myślami  do  tamtych  dni  –  mówiła 
wzruszona. – Wasza mama pozw

alała nam pakować niektóre prezenty, prosząc, 

byśmy się nie wygadały przed tobą albo przed twoim tatą. 

– 

Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem, ale chyba musiało ci być 

strasznie  ciężko  po  naszej  przeprowadzce.  Przecież  stanowiłaś  część  naszej 
rodz

iny, o czym zresztą Karyn często mi przypomina. 

Kayla nie wiedziała, co odpowiedzieć. 
– 

Jakoś  to  przeżyłam  –  rzekła  w  końcu  i  sięgnęła  po  kartę,  by  zmienić 

temat. – 

Co będziesz jadł? Z opisu wszystkie dania wydają się bardzo apetyczne... 

Kiedy już zamówili, Mark powrócił do tematu świąt Bożego Narodzenia. 
– 

Kiedy już wyjdziesz za mąż, to pewnie będziesz obchodzić Wigilię na 

własny sposób, co? 

Kayla odwróciła nieco głowę, ukazując mu swój profil. Kryła w sobie coś 

niezwykle intrygującego... Choć nie była klasyczną pięknością, działała na niego 

bardziej niż jakakolwiek inna kobieta. Sprawiała, że nie był w stanie na niczym 

innym się skupić. Pragnął zgłębić rodzące się między nimi uczucie. Żałował, że 

Kayla  była  tak  związana  z  jego  rodziną.  Gdyby  tylko  na  jej  miejscu  była 

jakakolwiek inna kobieta, nie wahałby się nawiązać z nią niezobowiązującego 
romansu. 

Zdążył już zapomnieć, o co pytał, kiedy Kayla wreszcie mu odpowiedziała. 
– 

Nie wiem, to zależy... – rzekła. Przypomniał sobie, że pytał o jej ślub i o 

to, jak zechce wtedy spędzać święta. 

– 

Od czego zależy? Wzruszyła ramionami. 

– 

Od  tego,  za  kogo  wyjdę,  i  jak  mój  mąż  będzie  chciał  spędzać  święta 

Bożego Narodzenia. A ty? 

Mark  głęboko  westchnął.  Sam  się  prosił  o  to  pytanie.  Problem  polegał 

jednak n

a tym, że nigdy nie zastanawiał się nad świętami Bożego Narodzenia. Dla 

niego  te  święta  sprowadzały  się  do  szeregu  spotkań  w  rodzinnym  gronie,  na 

których  po  prostu  trzeba  było  się  pojawić,  i  przemówień,  których  trzeba  było 

wysłuchać. 

– 

Myślę,  że  gdy  już  się ożenię,  co  pewnie  nie  nastąpi szybko,  pozwolę 

żonie podejmować decyzje w tej sprawie. 

Kayla  wysłuchała  Marka  z  rozbawioną  miną,  co  jeszcze  bardziej  go 

speszyło. 

– 

A  czy  ty  w  ogóle  myślisz  o  ślubie?  –  zapytał,  próbując  ukryć  swoje 

background image

speszenie. 

Kayla potrząsnęła głową. 
– 

Nie, najpierw chcę skończyć studia i zatrudnić się w jakiejś kancelarii. A 

to mi zajmie kilka ładnych lat. 

– 

Zamierzasz zostać w Oregonie? – spytał Mark, po czym skarcił się w 

duchu. Przecież sam mógł odpowiedzieć sobie na to pytanie. Kayla na pewno nie 

chciała opuszczać stanu, do którego była tak bardzo przywiązana. A zresztą, co 

go to obchodziło. 

– 

Zobaczę, jakie będę miała możliwości pracy. Nie chcę robić aplikacji w 

jednym  stanie,  a  potem  przenosić  się  do  innego  i  być  zmuszona  powtarzać 
eg

zamin. Ale na podjęcie tej decyzji mam jeszcze czas. 

Zjedli  kolację,  niewiele  ze  sobą  rozmawiając.  Mark  zaczął  analizować 

sposób,  w  jaki  reagował  na  Kaylę.  Ze  zdziwieniem  odkrył,  że  zaprzątają  mu 

głowę dziwne myśli. Nagle bowiem wyobraził sobie Kaylę w sukni ślubnej. Nie 

wiedział,  czy  w  ten  sposób  podziałał  na  niego  dzisiejszy  wieczór.  A  może 

przyczyniła się do tego rozmowa, jaką odbył ze swoją siostrą na temat Kayli... 

Zastanawiał się, czy czułby do Kayli tak silny pociąg fizyczny niezależnie 

od tych rozmó

w? Nie był w stanie znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Wiedział 

tylko, że czuje się nieswojo ze swoimi myślami, których nie mógł odpędzić. Cały 

czas powtarzał sobie, że Kayla Parker jest przecież jego dobrą znajomą, niemal 

siostrą, z którą nigdy nie łączyło go nic więcej niż przyjaźń. 

Po  zjedzeniu  kolacji  postanowili  przejść  się  po  plaży.  W  tę  chłodną  i 

bezwietrzną noc słychać było jedynie odgłos fal rozbijających się o brzeg. Kayla 

otuliła się swetrem, gdy zaczęli iść brzegiem morza. 

– Nie zimno ci? – zapyt

ał z troską. 

– 

Nie, po prostu zmarzłam w plecy, ale teraz jest mi ciepło – powiedziała, 

patrząc  na  rozgwieżdżone  niebo.  –  Miałeś  rację.  Rzeczywiście  jest  tu  bardzo 

pięknie nocą. Strasznie się cieszę, że tu przyjechałam. 

– 

Ja też się cieszę. – Spędził z Kaylą wspaniały dzień. Wszystko sprawiało 

jej tak wielką radość. Kiedy jak dziecko zachwycała się otoczeniem, dostrzegał w 

niej ślady dziewczynki, którą przed laty znał. Pragnął, by Kayla była szczęśliwa. 

Martwiło go jedynie to, że sam chciał być tym kimś, kto miał ją uszczęśliwić. 

Mark  nie  wiedział,  co  się  z  nim  dzieje.  Nigdy  wcześniej  nie  poświęcał 

żadnej kobiecie tak dużo uwagi. Może w tym przypadku było inaczej, ponieważ 

znał Kaylę tak dobrze. Wiedział, jakie miała dzieciństwo i jak bardzo czuła się 
samotn

a,  gdy  była  mała.  Powiedziała  mu  o  tym  wiele  lat  temu  w  jednej  z 

nielicznych chwil, gdy się przed nim nieco otworzyła. 

– 

Widujesz się z kimś? – zapytał, zaskakując i siebie, i Kaylę. 

– 

Chodzi ci o to, czy mam chłopaka? 

– 

No tak. Czy jest ktoś, z kim się stale spotykasz?– A dlaczego o to pytasz? 

Mark  uznał,  że  to  dobre  pytanie.  Nie  był  jednak  w  stanie  wyjaśnić, 

background image

dlaczego ta kwestia tak go nurtuje. 

– 

Nie wiem. Chyba po prostu chcę lepiej poznać dorosłą Kaylę. 

– 

Owszem, od czasu do czasu spotkam się z różnymi mężczyznami. Ale to 

nic  poważnego.  A  tyś–  Ja?  –  powtórzył,  śmiejąc  się.  –  Znasz  mnie  przecież. 

Nigdy nie widuję się tylko z jedną kobietą. Na ogół spotykam się z kobietami, z 

którymi jestem związany zawodowo. 

Kayla zatrzymała się i spojrzała na wodę. Patrzyła jak zaczarowana na fale 

rytmicznie  rozbijające  się  o  brzeg.  Mark  nie  chciał  przeszkadzać  jej  w  tej 
kontemplacji. 

Nagle zapragnął ją pocałować. Gdy uświadomił sobie swą żądzę, wpadł 

niemal w panikę. 

W końcu Kayla zwróciła się w jego stronę. 
– 

Chyba  możemy  już  wracać  –  powiedziała.  –  Dzisiejszy  dzień  był 

wyczerpujący i jestem bardzo zmęczona. 

– 

Proponuję, byśmy jutro poszli na plażę i przeleżeli na niej cały dzień. Co 

ty na to? 

Uśmiechnęła się. 
– 

Świetnie. Teraz też nie marzę o niczym innym, jak o położeniu się do 

łóżka. Czuję, że zasnę w ciągu sekundy. 

Im  bliżej  znajdowali  się  chatki,  tym  trudniej  było  Markowi  nad  sobą 

zapanować. Był coraz bardziej podniecony, a Kayla przecież nie zrobiła niczego, 

co uzasadniałoby ten stan. 

Kiedy tylko weszli do środka, Mark rzekł: 
– No to co? Do jutra. 

Stanowczym  krokiem  ruszył  do  swego  pokoju.  Chciał  jak  najszybciej 

znaleźć się sam, by Kayla nie zobaczyła, jak bardzo jest podniecony. 

– 

Marki Zatrzymał się jak porażony prądem. 

– Tak...? 
– 

Wesołych Świąt. 

Zapominając o swym postanowieniu sprzed chwili, Mark wrócił do Kayli i 

przytulił ją do siebie. 

– 

Wesołych Świąt, Kayla – odpowiedział. Kayla spojrzała na niego. Uznał, 

że  w  tej  sytuacji  pocałunek  byłby  całkiem  naturalny.  Chciał,  by  był  on 

przyjacielski, zupełnie niewinny, jednak kiedy ich usta się spotkały, całkowicie 

się  zapomniał.  Przecież  postanowił  sobie,  że  nie  będzie  jej  dotykać,  a  tym 

bardziej całować. Tulenie Kayli sprawiło mu niewysłowioną radość. 

Spostrzegł,  że  rozchyliła  usta,  wyraźnie  zachęcając  go  do  przedłużenia 

pocałunku. 

Mark omal nie jęknął. Czuł, że rozpiera go żądza, którą mogła zaspokoić 

jedynie ona. 

Oplotła rękami jego biodra. Nie miała wątpliwości, że Mark jej pragnie. 

background image

Przywarła do niego całym ciałem. 

Kiedy w końcu odsunęli się od siebie, oboje bardzo głośno oddychali. 

Mark ujął jej ręce w swe dłonie. 
– 

Kayla, bardzo cię przepraszam. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Chcę, 

byś się czuła ze mną bezpiecznie. A po moim zachowaniu mogłabyś sądzić, że 

myślę tylko o tym, jak wykorzystać tę sytuację. 

Kayla oblała się rumieńcem. 
– 

Nie masz mnie za co przepraszać. Wszystko rozumiem – rzekła i poszła 

do siebie, zamykając za sobą drzwi. 

Mark udał się do swego pokoju. Był na siebie wściekły. Minęło zaledwie 

półtorej doby od jej przyjazdu, a on już starał się ją uwieść. 

Ciągle czuł słodki smak jej ust. Poirytowany, poszedł do łazienki i wziął 

bardzo długi lodowaty prysznic. 

 

Kayla  położyła  się  na  łóżku.  Nie  potrafiła  pozbyć  się  głupkowatego 

uśmiechu. Trudno było jej uwierzyć, że Mark Stevenson właśnie ją pocałował i że 

był przy tym tak bardzo podniecony. Jego ekscytacja świadczyła o tym, iż pragnie 

czegoś więcej. Ona też wcale nie chciała poprzestawać na pocałunku. 

Przez  niemal  cały  dzień  wyobrażała  sobie,  jak  wyglądałby  miesiąc 

miodowy tu, na Wyspach Dziewiczych. Tutejs

za  sceneria  była  niezwykle 

romantyczna.  Oczami  wyobraźni  widziała  tu  obok  siebie  Marka,  ale  nie  jako 

przyjaciela z dzieciństwa, który dotrzymywał jej przez cały dzień towarzystwa, 

ale jako zakochanego w niej mężczyznę, który pragnie znaleźć się z nią w łóżku. 

Jej  marzenia  zaczęły  się  ziszczać  do  momentu,  kiedy  Mark  nagle  nie 

przestał jej całować i nie przeprosił za to, co między nimi zaszło. 

Dopiero  teraz  poczuła  się  zażenowana  swą  szczerą  odpowiedzią.  Nie 

wiedziała, jak spojrzy mu w twarz następnego dnia. 

Samo  przebywanie  w  pobliżu  Marka  przepełniało  ją  uczuciem,  jakiego 

nigdy wcześniej nie doznała. Bliskość jego ciała wyzwoliła w niej nieznane dotąd 
emocje. 

Kiedy wreszcie się położyła i zgasiła światło, zaczęła sobie wyobrażać, że 

obok niej leży Mark, który całuje ją i namiętnie się z nią kocha. 

Zamknęła oczy i zapadła w błogi sen. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Następnego dnia Kayla obudziła się bardzo wcześnie. Kiedy zobaczyła, że 

na zewnątrz zaczyna się robić jasno, postanowiła nie zwlekać ze wstaniem. Przez 

całą  noc  ciągle  się  budziła  i  przewracała  na  łóżku.  A  kiedy  się  wreszcie 

zdrzemnęła, śniło się jej, że Mark namiętnie się z nią kochał. Samo wspomnienie 

wywoływało w niej falę podniecenia. 

Założyła bikini i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Strój podkreślał jej 

ciało, a przede wszystkim piersi, które wreszcie nabrały kształtów. Stwierdziła, że 

prezentuje się nieźle. 

Była ciekawa, czy Mark podziela to zdanie. 

Wczorajszy pocałunek dał jej nadzieję, że tak. 

W czasie bezsennej nocy miała dużo czasu na rozmyślania. Analizowała 

wydarzenia z ostatnich kilkunastu godzin. Dużo czasu poświęciła też Markowi i 

uczuciom, jakimi wciąż go darzyła. 

Zastanawiała się, czy urlop z Markiem nie był prezentem gwiazdkowym od 

Karyn. Podejrzewała, że przyjaciółka dała jej w ten sposób możliwość przeżycia 
upojnego romansu. 

Karyn  mówiła Kayli, że Marka nie interesują związki na odległość. Jak 

wynikało  z  wczorajszej  rozmowy,  Mark  uznawał  jedynie  niezobowiązujące 

randki. Kayla gotowa była się z tym pogodzić. Im więcej myślała o wdaniu się w 

romans z Markiem, tym bardziej była podekscytowana. 

Obawiała  się  jednak,  że  trudno  będzie  jej  przekonać  do  tego  Marka. 

Pamiętała bowiem jego wczorajsze wątpliwości. 

Miała  nadzieję,  że  żarliwy  pocałunek  nieco  zmieni  jego  nastawienie. 

Uznała, że powinna stać się bardziej prowokacyjna i zacząć wysyłać mu sygnały. 

Dałaby mu w ten sposób do zrozumienia, że pragnie się z nim kochać. 

Westchnęła. Czy tak naprawdę miała odwagę, by przeprowadzić ten plan? 

Ale  z  drugiej  strony,  gdyby  wróciła  do  Oregonu,  nie  podjąwszy  żadnej 

inicjatywy, byłaby wściekła, że nie znalazła w sobie odwagi, by wprowadzić swój 

intrygujący plan w życie. 

Kayla  miała  nadzieję,  że  Mark  podnieci  się,  gdy  zobaczy  ją  w  bikini. 

Mogła też zastosować mniej subtelny plan – podłożyć mu nogę i upaść na niego. 

Uznała jednak, że to nie przyniesie pożądanego efektu. Mark byłby z pewnością 

tak zajęty przepraszaniem jej za swoją niezdarność, że nawet nie zwróciłby uwagi 
na to, jak bardzo go pragnie. 

Związała włosy w kucyk, założyła koszulkę pasującą kolorem do bikini i 

szortów, po czym udała się do salonu. 

Nie zastała w nim Marka. Nie było go też słychać zza ściany. Zastanawiała 

się, czy poprzedniej nocy nie spał tak samo jak ona. Jeśli tak, to tym bardziej nie 

background image

chciała  go  teraz  obudzić.  Szybko  zrobiła  sobie  kawę  i  zasiadła  na  jednym  z 

leżaków na werandzie. 

Z opartymi o barierkę nogami zaczęła obserwować, jak niebo jaśnieje, a 

chmury na horyzoncie stają się różowe. Widok ten zachwycił ją. Nigdy wcześniej 

nie  była  na  Wschodnim  Wybrzeżu  i  nie  widziała,  jak  słońce  wynurza  się  zza 

horyzontu. Owszem, oglądała przepiękne wschody słońca w Oregonie, ale ten, 

nad bezkresem wody, zrobił na niej piorunujące wrażenie. 

Po wypiciu kawy poszła do chatki po dolewkę. Z pokoju Marka nadal nie 

dochodziły żadne odgłosy. 

W milczeniu obs

erwowała niewielką grupę ludzi spacerujących po plaży. 

Kilka  odważnych  osób  nawet  pływało.  Zaczęła  przyglądać  się  jednej  z  nich. 

Śledziła ruchy pływaka z rosnącym zainteresowaniem. Kiedy dotarł do brzegu i 

wyszedł z wody, Kayla rozpoznała w nim Marka. Rozbawiło ją to, że chodziła na 

palcach, by go nie obudzić, a on tymczasem już dawno rozpoczął swój dzień. 

Mark na chwilę stanął i podniósł ręcznik z piasku, po czym wycierając się, 

ruszył w stronę chatki. 

Jego  szorty  lekko  zsunęły  się  na  biodra.  Kayla  westchnęła  rozmarzona. 

Mark był bardzo przystojnym mężczyzną. Nawet gdyby w ogóle go nie znała, 

natychmiast zwróciłaby na niego uwagę. Wszystko w nim ją podniecało – sposób, 

w  jaki  na  nią  patrzył,  piękne  oczy,  mocno  zarysowana  szczęka,  muskularne 

ramiona, potężna klatka piersiowa i opalone nogi. 

Mark dostrzegł Kaylę, dopiero gdy dotarł do prowadzących na werandę 

schodków. Miała nadzieję, że nie zauważył jej pożądliwego spojrzenia. Sprawiał 

wrażenie nieco spiętego, dopóki Kayla się do niego nie uśmiechnęła. Wówczas 

rozluźnił się i odwzajemnił jej uśmiech. 

Walczyła ze sobą, by nie paść mu w ramiona. Doszła jednak do wniosku, 

że nie byłoby to zbyt subtelne posunięcie. 

– 

Cześć – rzekł, wchodząc po schodkach. 

– 

Cześć – odpowiedziała. 

– 

Jak ci się spało? – spytał, siadając na krześle obok niej. Podobnie jak 

Kayla oparł nogi o barierkę. 

No dobra, do dzieła, powiedziała sobie w duchu i rzuciła w jego stronę 

uwodzicielskie spojrzenie. 

– 

W porządku, a tobie? Mark wzruszył ramionami. 

– Dobrze. 

Kayla jednak wiedziała, że oboje kłamią jak z nut. 
– 

Zrobiłam kawę – powiedziała, dopijając ostatni łyk. – Jak chcesz, to sobie 

weź. 

Mark poderwał się z krzesła. 
– 

Bardzo chętnie. Przynieść ci dolewkę? – Wyciągnął rękę po jej kubek. 

Na myśl o tym, że Mark ją obsługuje, Kayla uśmiechnęła się do siebie. 

background image

– Tak. Ale bez cukru i bez mleka. 
– 

Podobają mi się takie kobiety – rzekł i zniknął w chatce. 

Kayla  chciała  wiedzieć,  czy  i  ona  mu  się  podoba.  A  właściwie  było  jej 

wszystko  jedno.  Oto  bowiem  dostała  od  losu  wspaniałą  szansę,  by  spędzić  z 
Mark

iem co najmniej jedną noc. Byłby jej pierwszym kochankiem. Wcale jednak 

nie zamierzała mówić o tym Markowi. Chciała udać, że jest bardzo doświadczona 

w łóżku, i w ten sposób pokazać mu, że krótki romans nie będzie dla niej niczym 
szczególnym. 

– 

Proszę – powiedział, podając jej kubek gorącej kawy. 

– 

Dziękuję – wyszeptała, patrząc na niego z podziwem. – Mimo że cały 

dzień siedzisz za biurkiem, zachowałeś formę... 

Mark wzruszył ramionami. 
– 

Po prostu bardzo lubię się ruszać. Poza tym sport to dla mnie świetne 

antidotum na stres. 

Położyła dłoń na jego muskularnym ramieniu i delikatnie je ścisnęła. Mark 

o mało nie zadławił się kawą. 

– 

Czy coś się stało? – spytała niewinnie. 

– 

Nie, po prostu źle przełknąłem. 

Kayla przesunęła rękę na jego plecy i delikatnie zaczęła je muskać palcami. 

Spojrzał  na  nią  ze  zdziwieniem.  Kayla  uznała,  że  przesadziłaby,  gdyby 

zatrzepotała teraz rzęsami. Mark zerknął na rysujący się pod jej bluzką biust i 

omiótł wzrokiem jej nogi. Po chwili spojrzał w drugą stronę i głęboko westchnął. 

Przez 

kilka minut siedzieli w milczeniu. W końcu Mark odchrząknął. 

– 

Słuchaj,  chciałbym  cię  przeprosić  za  wczorajszy  wieczór  –  rzekł.  – 

Zachowałem  się  bardzo  niestosownie,  rzucając  się  na  ciebie  jak  jakiś 
jaskiniowiec. 

– 

Ależ skąd! – zaprzeczyła chrypliwym głosem. – Nie masz mnie za co 

przepraszać.  Ten  pocałunek  był  wspaniały  i  mam  nadzieję,  że  kiedyś  go 
powtórzymy. 

Mark głośno przełknął ślinę. 
– Ale... – 

zaczął oschle. – Po prostu nie chcę, byś wyrobiła sobie o mnie złe 

zdanie. 

– Czyli jakie? 
– 

Takie, że chciałbym cię w jakiś sposób wykorzystać. 

– 

Nie  martw  się.  Bardzo  dobrze  czuję  się  w  twoim  towarzystwie.  I 

niezależnie od tego, co zrobisz, obiecuję, że nie będę się czuła wykorzystywana. 

Spojrzała  na  bezkresny  ocean.  Słońce  już  wzeszło.  Zaczęło  się  robić 

cieplej. 

– 

Po  śniadaniu  wypożyczę  wielki  parasol  i  pójdę  na  plażę.  Chcę  dziś 

naprawdę wypocząć. Trochę poczytam, może się zdrzemnę – rzekła, prostując 
plecy. – A ty jakie masz plany? 

background image

– 

Nie mam żadnych. Czy będę mógł ci towarzyszyć? 

– 

Oczywiście – rzekła, kryjąc radość. Przebywanie w pobliżu Marka było 

pierwszym krokiem do osiągnięcia celu, jaki sobie postawiła. – Nie wiem, jak ty, 

ale ja strasznie zgłodniałam. 

Kayla wstała i starała się przejść nad wyciągniętymi nogami Marka, które 

tarasowały jej drogę. Mark natychmiast zdjął je z barierki. 

– 

Dzięki – rzekła cicho i weszła do chatki. 

 

Mark miał ochotę głośno zakląć. Po co pytał, czy może spędzić z Kaylą 

cały dzień, skoro ledwie panował nad sobą, gdy przebywała w pobliżu. Trudno 

było mu opisać, co czuje w jej obecności. Kiedy przed chwilą położyła mu rękę na 

ramieniu i plecach, natychmiast zesztywniał z podniecenia. 

Poprzednia  noc  była  dla  niego  koszmarem.  Przekonał  się  bowiem,  jak 

Kayla smakuje, i zobaczył, że – tak jak on – pragnie czegoś więcej... Bez wahania 
wyk

orzystałby  tę  sytuację,  gdyby  chciał  się  z  nią  przespać.  Jednak  cały  czas 

powtarzał sobie, że Kayli nie interesują przelotne romanse. On zaś nie uznawał 

stałych związków. 

Mark nigdy nie oszukiwał kobiet – zawsze jasno mówił im, że nie zamierza 

angażować się w związek. Takie miał zasady. Ale nie mógł przecież powiedzieć 

Kayli, że interesuje go wyłącznie spędzenie z nią kilku nocy. Na dodatek, jeśli 

było  prawdą  to,  co  powiedziała  mu  parę  miesięcy  wcześniej  Karyn,  i  Kayla 

rzeczywiście  podkochiwała  się  w  nim  od  wielu  lat,  nie  mógł  wykorzystać  jej 

uczuć. 

Postanowił zapanować nad sobą. Uznał, że nie będzie to trudne. W końcu 

miał  spędzić  z  Kaylą  jeszcze  tylko  kilka  dni,  a  nie  był  już  nastolatkiem 

przeżywającym burzę hormonów. 

Zaczął ustanawiać twarde reguły, do których zamierzał się stosować. 

Po pierwsze, postanowił już więcej się z nią nie całować, niezależnie od 

charakteru, jaki miałby ten pocałunek. Utrudnił sobie to zadanie poprzedniego 

wieczoru. Ale po prostu nie był w stanie się powstrzymać. Czuł się tak błogo, 

trzymając  Kaylę  w  ramionach.  Nie  potrafił  odmówić  sobie  przyjemności 

pocałowania jej. 

Po drugie, nie miał zamiaru brać Kayli za rękę, czuć bijącego od niej ciepła 

i wyobrażać sobie, ile przyjemności mogłyby mu dostarczyć jej delikatne dłonie. 
Nie zamier

zał jej w ogóle dotykać. 

Chciał zachowywać się jak sympatyczny kolega, który dobrze czuje się w 

jej towarzystwie, ale nic poza tym. 

Po  przemyśleniu  swych  postanowień  uznał,  że  przestrzeganie  ich  nie 

powinno sprawić mu żadnego kłopotu. 

 
– 

Mark, czy mógłbyś mi posmarować plecy? 

background image

Nie był zachwycony tą prośbą. A przecież wymagała od niego tak niewiele, 

i była zupełnie naturalna, zważywszy na to, że przed chwilą dotarli na plażę. 

Postanowił  zrobić  wyjątek  od  swych  zasad.  Zamierzał  rozsmarować  jej 

olejek na plecac

h szybkimi, stanowczymi ruchami, nie rozkoszując się kontaktem 

z jej ciałem. 

Kayla podała Markowi butelkę, szybko zdjęła bluzkę i szorty, pod którymi 

miała dwuczęściowy kostium, i odwróciła się do niego plecami. 

Kiedy zobaczył ją w bikini, z trudem złapał oddech. Obmyślając swój plan, 

nie  wziął  pod  uwagę,  że  w  taki  sposób  zareaguje  na  jej  niemal  całkowicie 

odsłonięte ciało. 

Mark zaklął w duchu. Po chwili spojrzał na butelkę i z powrotem na plecy 

Kayli. Jej skóra sprawiała wrażenie aksamitnej. Przypuszczał, że jest niezwykle 

gładka. 

Zanim zdążył wylać sobie olejek na rękę, Kayla położyła się na brzuchu i 

wsparła głowę na dłoniach. Obserwowała rozbijające się o brzeg fale. 

Wtedy  dopiero  zdał sobie  sprawę,  że  Kayla  jest  prawie  naga.  Jej  bikini 

składało się z kilku kawałków materiału połączonych tasiemkami. Co za pomysł, 

by w takim stroju udać się na plażę? Przecież każdy przechodzący obok mógł ją 

zobaczyć. 

Rozejrzał  się  po  leżących  obok  innych  plażowiczach.  Ze  zdumieniem 

zauważył, że inne kobiety są ubrane w stroje równie skąpe jak Kayla. 

Widocznie  taka  obowiązywała  teraz  moda.  Mimo  to  pragnął  jak 

najszybciej zawinąć Kaylę w koc, na którym leżała, by żaden mężczyzna na plaży 

nie mógł jej oglądać. 

Nalał odrobinę olejku na rękę i zaczął się przyglądać swej dłoni. Nie mógł 

w  żaden  sposób  wymigać  się  od  tego  zadania.  Musiał  to  zrobić  i  koniec. 

Rozprowadził olejek na swych dłoniach, a następnie położył je na jej plecach. 

Skóra Kayli rzeczywiście okazała się wyjątkowo gładka. Zamknął oczy. 

Powtarzał sobie, że da radę spełnić jej prośbę. W końcu potrafił się opanować. 

Delikatnie  rozsmarowywał  olejek  po  plecach  Kayli,  czując  ciepło  jej  ciała. 

Czynność  ta  bardzo  go  ekscytowała.  Postanowił  więc  następną  porcję  olejku 

nalać na jej skórę prosto z butelki. Rozsmarował go po jej plecach i karku. 

Czuł się wspaniale, dotykając jej aksamitnej skóry. 
– Och, jak przyjemnie – 

wymruczała. 

Mark całkowicie się z nią zgadzał. Zastanawiał się, czy teraz choć przez 

chwilę będzie mógł przestać o niej myśleć. 

– 

Czy mógłbyś mi też posmarować uda? – poprosiła. 

Uznał,  że  zrobi  to  bez  najmniejszego  problemu.  Dyskretnie  poprawił 

szorty,  które  nagle  zaczęły  go  cisnąć  w  kroku,  po  czym  wylał  kolejną  porcję 

olejku na rękę. Zaczął od łydek i bardzo powoli przesuwał się do góry. Poczuł 

przypływ namiętności. 

background image

Ręce zaczęły mu drżeć. 
– 

Marki Odskoczył od niej jak oparzony. 

– 

Słucham? – spytał stłumionym głosem. 

– 

Nie mogę się nadziwić, że Karyn dobrowolnie zrezygnowała z przyjazdu 

tutaj.  Czy  możesz  to  pojąć?  W  Nowym  Jorku  jest  teraz  pewnie  zimno,  a  na 
uli

cach  zalega  śnieg.  Doskonale  by  tu  wypoczęła.  Zupełnie  nie  rozumiem  tej 

decyzji. 

Kayla  odwróciła  się  na  plecy.  Miała  zamknięte  oczy,  więc  mógł  jej  się 

spokojnie przyjrzeć. Jego wzrok przykuły ledwie przykryte piersi. Nie pamiętał, 

że miała tak duży biust. 

Z trudem powstrzymał się od wydania głośnego jęku. Jej ciało było tak 

piękne – szczupłe, a w odpowiednich miejscach zaokrąglone. Miał ochotę schylić 

się, zerwać z niej kostium i zacząć namiętnie ją całować. 

W końcu jednak się powstrzymał. Odsunął się od niej, usiadł po turecku i 

jak gdyby nigdy nic, położył ręce na kolanach. 

Kayla powoli otworzyła oczy i zwróciła się do niego. Poczuł kolejną falę 

emocji. 

– 

Czy nie powinnam się jeszcze trochę posmarować z przodu? 

–  Raczej nie – 

wydusił  z  trudem.  Odchrząknął  i  robił  wszystko,  by  nie 

patrzeć na jej twarz. Piersi Kayli znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od 

jego kolana. Gdyby powoli wyprostował nogę... 

Przestań! – skarcił się w myślach. 
– 

Ależ tu przyjemnie – rzekła rozmarzonym głosem, ponownie zamykając 

oczy. – 

Dlaczego się nie kładziesz? 

Bo muszę przestać myśleć o tym, że najchętniej przerzuciłbym cię przez 

ramię, pobiegł do chatki i położył cię na łóżku, gdzie kochalibyśmy się do końca 
naszego pobytu – 

miał ochotę odpowiedzieć. 

– 

Dziękuję,  ale  może  później  –  wymamrotał.  –  Na  razie  chyba  pójdę 

popływać... 

Wstał i odwrócił się do niej tyłem. Uznał, że najlepiej będzie przez jakiś 

czas trzymać się z daleka od Kayli. 

– 

Świetny pomysł! – ucieszyła się Kayla. – Pójdę z tobą. 

Zerknął  przez  ramię  i  niemal  z  przerażeniem  patrzył,  jak  Kayla  wstaje, 

poprawia stanik od bikini i idzie w jego stronę. 

Mark  żałował,  że  nie  są  na  Alasce!  Tam  na  pewno  nie  chodziłaby  tak 

roznegliżowana. 

Przyspieszył kroku. Niemal wbiegł do oceanu, głośno przy tym pluskając. 

Zwolnił dopiero, gdy znalazł się na głębokiej wodzie. 

Musiał w końcu przyznać sam przed sobą, że znajduje się w wyjątkowo 

trudnej sytuacji. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Kayla stała na brzegu i obserwowała pływającego zapamiętale Marka. 

Nie mogła pojąć, co się stało. Widziała przecież, że był bardzo podniecony, 

dlaczego więc tak nagle od niej uciekł? 

Spojrzała na siebie. Nie chciała wejść do wody w bikini przeznaczonym 

wyłącznie  do  kąpieli  słonecznych.  Gdyby  skurczyło  się  choć  o  centymetr, 

mogłaby zostać aresztowana za obnażanie się w miejscu publicznym. 

Zastanawiała się, co począć. Czy wejść do wody i popływać z Markiem, 

czy położyć się na kocu i czekać, aż przyjdzie z powrotem? Spojrzała na zegarek. 

Obliczyła,  że  może  jeszcze  przebywać  na  słońcu  przez  około  pół  godziny, a 

potem będzie musiała się zakryć. Chciała przecież tylko lekko się opalić, a nie 
ulec poparzeniu. 

Skoro  przebywanie  blisko  Marka  było  kluczem  do  wzbudzenia  jego 

zainteresowania,  musiała  robić  wszystko,  by  znaleźć  się  niedaleko  niego. 

Postanowiła więc wejść do wody. Choć dobrze pływała, nie wiedziała, czy uda jej 

się dogonić Marka, który wszedł do oceanu przed nią. Gdyby nie udało jej się 

znaleźć obok niego, zamierzała popływać w samotności. 

Mark musiał kątem oka ją dostrzec, ponieważ zwolnił i poczekał. 
– Ale tu przyjemnie – 

wysapała, gdy dopłynęła do niego. – Wcale się nie 

dziwię, że przyszedłeś tu o świcie. 

– 

Jak ci się płynęło? 

– 

Świetnie.  W  Oregonie  często  chodzę  na  basen.  Pozwala  mi  się  to 

odprężyć po wielu godzinach intensywnej nauki. 

– 

Niezła jesteś... 

Kayla podpłynęła jeszcze bliżej Marka. 
– 

Ty  też  –  rzekła  z  uśmiechem.  –  Mam  nadzieję,  że  bawisz  się  równie 

dobrze jak ja... 

Jego twarz wyrażała wiele emocji. 
– 

Tak... Bawię się świetnie. 

Zarzuciła mu ręce na szyję i nieznacznie pochyliła się ku niemu. 
– 

To bardzo się cieszę... – rzekła i namiętnie pocałowała go w usta. 

Ponieważ Mark zesztywniał pod wpływem jej dotyku, spodziewała się, że 

za chwilę ją odepchnie. Tymczasem zdecydowanym ruchem przyciągnął ją do 

siebie.  Przekonała  się  wówczas,  że  mimo  zimnej wody jest nadal bardzo 

podniecony. Przez ułamek sekundy miała obawy, czy nie utoną, jednak szybko 

zapomniała się w pocałunku. 

Kiedy w końcu oderwali się od siebie, z trudem łapali oddech. 
– 

Jak się nie opanujemy, to się potopimy – wysapał. – Lepiej wracajmy na 

brzeg. 

background image

Kayla roześmiała się. 
– 

Dokładnie o tym samym pomyślałam. Tak, wracajmy. Muszę zejść ze 

słońca, bo i tak za długo się dziś opalałam. 

Płynęli do brzegu w milczeniu. Kayla cały czas przeżywała ten wspaniały 

pocałunek. Dzięki żarliwości, z jaką ją całował, wiedziała, że pożąda jej tak, jak 
ona jego. 

Kayla bardzo się z tego cieszyła. Wiedziała, że wieczorem będą się kochać. 

Już nie mogła się doczekać tej chwili. 

Kiedy  dotarli  na  brzeg,  nadal  się  do  siebie  nie  odzywali.  W  milczeniu 

zabra

li swoje rzeczy z plaży i ruszyli do chatki. 

– Nie wiem, jak ty – 

rzekła w końcu Kayla – ale ja się chyba zdrzemnę. 

Jestem  trochę  zmęczona.  Kiedy  starałam  się  ciebie  dogonić,  myślałam,  że 

zamierzasz wpław dopłynąć do Portoryko. 

– Przepraszam – 

odpowiedział. – Jak zaczynam płynąć, to wpadam w rytm 

i nawet sobie nie zdaję sprawy ze swej szybkości. 

Kiedy dotarli do chatki, Kayla poszła do swego pokoju, po czym wzięła 

prysznic. Po wyjściu spod prysznica wtarła w ciało wybielający skórę balsam. 

Wiedziała, że z purpurową skórą trudno jej będzie uwieść Marka. 

Zasnęła  bez  trudu.  Parę  godzin  później  obudziła  się,  ubrała  i  poszła  do 

salonu. Drzwi do pokoju Marka były szeroko otwarte, ale po samym Marku nie 

było śladu. 

Kayla  nie  przejęła  się  jego  nieobecnością.  Wiedziała,  że  prędzej  czy 

później wróci. Zamierzała zgotować mu serdeczne powitanie. 

 

Przez resztę dnia Mark trzymał się z dala od chatki. Cały czas walczył ze 

sobą. 

A  jednak  nie  udało mu  się  dotrzymać  postanowień.  Właściwie  nie  miał 

wiele do gadania, bo to Kayla 

zaczęła go całować, ale przecież mógł przerwać jej 

znacznie wcześniej, niż to zrobił. Tak trudno było mu zapanować nad sobą, gdy 

znajdowała się w pobliżu. A nie mógł przecież złapać jej i zaciągnąć do łóżka. 

Gdyby  parę  tygodni  temu  jakiś  kolega  powiedział  Markowi,  że  na  tym 

wyjeździe będzie cały czas podniecony, wyśmiałby go. Nie ukrywał, że jak każdy 

normalny facet lubił seks, ale nigdy wcześniej żadna kobieta nie ekscytowała go 
do tego stopnia co Kayla. 

Zastanawiał się, dlaczego właśnie ta kobieta tak bardzo go pociągała. 

Od czasu, gdy widział ją ostatnio, stała się niezwykle atrakcyjna. Gdyby to 

była  jakaś  inna  kobieta,  przespałby  się  z  nią  bez  wahania.  Ale  z  Kaylą  nie 

zamierzał iść do łóżka. Musiał pogodzić się z tym, że jego podniecenie nie minie 
do ko

ńca wyjazdu. 

Tego  wieczoru  poszli  razem  na  kolację,  ale  nie  mieli  sobie  wiele  do 

powiedzenia. Po posiłku wrócili do chatki. Mark postanowił nie tylko nie tknąć 

background image

Kayli, ale nawet nie zbliżać się do niej na odległość metra. 

Zdawała się nie zwracać uwagi na jego chłód. Mark odniósł wrażenie, że 

Kayla nie obiecuje sobie niczego po pocałunku sprzed paru godzin. 

Przed  pójściem  spać  stali  przez  chwilę  w  salonie.  Kayla  wymownie 

spojrzała na Marka. Uśmiechnął się do niej po przyjacielsku, ale w żaden sposób 

nie zachęcił jej do podjęcia inicjatywy. Kayla bez cienia uśmiechu powiedziała 

mu dobranoc i poszła do swego pokoju. 

Mark nieco się uspokoił, kiedy zniknęła mu z oczu. Choć dziś jakoś sobie 

poradził, nie wiedział, jak przez kolejne dni przeżyje bez zbliżania się do niej. 

Cały czas powtarzał sobie, że szkoda byłoby zaprzepaścić lata przyjaźni 

jedynie po to, by przeżyć krótką chwilę uniesienia. Poza tym uważał, że Kayla 

była kobietą, którą nie można było się bawić. Potrzebowała stałego partnera – 

mężczyzny, który pokochałby ją na całe życie, a nie takiego faceta jak on. 

Był  przekonany,  że  kiedyś  Kayla  znajdzie  godnego  siebie  mężczyznę  i 

będzie dla niego wspaniałą żoną. 

Mark jednak nie potrafił wytłumaczyć sobie, dlaczego ta myśl wcale go nie 

cieszy. 

Poszedł do swego pokoju i położył się. Zasnął dość szybko. Przez całą noc 

miał erotyczne sny, w których jego kochanką była Kayla. 

 

Następnego  wieczoru  Kayla  zrozumiała,  że  będzie  musiała  zastosować 

bardziej  radykalne  środki,  by  zwabić  Marka  do  łóżka.  Przez  cały  dzień 
obserwo

wał ją bardzo czujnie. Gdy tylko podchodziła, natychmiast się odsuwał. 

Kayla zastanawiała się, co począć. 

Kiedy skończyli kolację, zaproponowała: 
– 

Słyszę, że z klubu dobiega muzyka. Może pójdę tam na trochę. Chcesz 

iść ze mną? 

Długo przyglądał się jej w milczeniu, zanim odpowiedział. 
– No dobrze – 

rzekł w końcu. 

Po wejściu do ciemnego, zatłoczonego pomieszczenia dość szybko znaleźli 

wolny stolik. Kelnerka przyjęła od nich zamówienie i odeszła. 

–  Fajnie tu – 

powiedziała  Kayla,  przysuwając  się  do Marka, by lepiej 

słyszał, co mówi. Musnęła wargami jego ucho. – W Oregonie jestem tak zajęta, że 

nie mam czasu chodzić do klubów. 

Parkiet  był  zapełniony  tańczącymi  parami.  Kayla  nie  mogła  się 

powstrzymać i poruszała stopą w rytm melodii. 

Po drugim drin

ku Mark poprosił ją do tańca. Zgodziła się bez wahania. Z 

radością stwierdziła, że dotychczas wszystko przebiega zgodnie z jej planem. 

Kiedy weszli na parkiet, właśnie kończył się szybki utwór. W głośnikach 

zabrzmiała wolna melodia. Mark zamarł. Zanim jednak zdążył zmienić zdanie, 

Kayla przytuliła się do niego. Z ociąganiem położył ręce na jej biodrach. 

background image

– 

Ciągle świetnie tańczysz – szepnęła mu do ucha. 

– 

Ty  za  to  radzisz sobie  znacznie  lepiej  niż na  studniówce  –  zauważył, 

wywołując jej śmiech. 

–  Czy wiesz, 

że zaproszenie mnie na tę studniówkę było najwspanialszą 

rzeczą, jaką ktokolwiek kiedykolwiek dla mnie zrobił? Dobrze wiedziałeś, że jeśli 

mnie nie zaprosisz, wcale nie pójdę, zostanę w domu. 

– 

Wcale nie wiedziałem. Po prostu bardzo lubię studniówki, a Karyn nie 

pozwoliła mi pójść ze sobą. 

– 

Ale kłamiesz! – wykrzyknęła, zaśmiewając się głośno. 

– 

Mogę cię zapewnić, że teraz nie skłamię. Uważam, że świetnie tańczysz i 

jesteś  jedną  z  najpiękniejszych  kobiet  na  tej  sali.  Czy  już  mówiłem  ci,  że 
wspaniale prezent

ujesz się w tej sukience? Nie wiem, czy zauważyłaś, że każdy 

mężczyzna, który wchodzi do klubu, obrzuca cię pożądliwym spojrzeniem. 

– 

Uważaj,  bo  zaraz  do  głowy  uderzy  mi  woda  sodowa.  I  to  znacznie 

szybciej niż alkohol, który wypiliśmy. 

– 

Szkoda, że sprawy się tak mają... – rzekł. 

– Jakie sprawy? 
– Po prostu... sprawy. 

Nie  drążyła  tematu,  ponieważ  doskonale  wiedziała,  co  chce  przez  to 

powiedzieć. Narastające między nimi przez cały dzień napięcie sięgnęło zenitu. 

W  drodze  powrotnej  do  chatki  Kayla  była  tak  podniecona  atmosferą, 

nastrojem i muzyką, że myślała jedynie o tym, by jak najszybciej znaleźć się w 

łóżku  z  Markiem.  Miała  nadzieję,  że  on  marzy  o  tym  samym,  bo  powoli 

zaczynało brakować jej pomysłów na to, jak go uwieść. 

Był kwadrans po północy, kiedy dotarli do chatki. 
– 

Ale  jestem  zmęczony!  –  powiedział  Mark,  ostentacyjnie  ziewając.  – 

Muszę czym prędzej iść spać. A ty? 

Kayla  spojrzała  na  niego  wymownie.  Nie  dostrzegła,  by  wykazywał 

najmniejsze zainteresowanie jej osobą. 

– 

Ja chyba też się położę – rzekła po długim milczeniu. 

–  No dobra – 

powiedział. Zatrzymał się na chwilę w drzwiach pokoju i 

spojrzał na nią. Najwyraźniej nie zamierzał jej nawet pocałować na dobranoc. – 
To do zobaczenia... rano. 

– Dobranoc, Mark – 

pożegnała się i skierowała do swego pokoju. 

Kayla uznała, że nadeszła pora, by zastosować plan awaryjny. Skoro nie 

działały na niego subtelne sygnały, które nieustannie mu wysyłała, trzeba było 

zadziałać inaczej. Po jej plecach przeszedł dreszcz. Zastanawiała się, co zrobi, 

jeśli Mark ją odrzuci. Czy będzie w stanie to przeżyć? Postanowiła nie myśleć o 

tym  dłużej,  tylko  jak  najszybciej  zacząć  działać.  Skoro  Mark  nie  zrobił 

pierwszego  kroku,  musiała  go  wyręczyć.  Po  przejrzeniu  szafy  wybrała bardzo 

elegancką  koszulę  nocną.  Założyła  ją  na  siebie  i  spojrzała  na  swe  odbicie  w 

background image

lustrze.  Nie  chciała  tracić  ani  chwili  dłużej.  Zamierzała  postawić  wszystko na 

jedną kartę. Wiedziała, że albo całkowicie się skompromituje, albo... spędzi noc z 
Markiem. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
– 

Wejdź – usłyszała zniecierpliwiony głos Marka, kiedy zapukała do jego 

drzwi. Odezwał się tak, jakby nie wiedział, kto stoi za drzwiami. 

Kayla  nabrała  powietrza  i  nacisnęła  klamkę.  Mark  wcale  nie  spał. 

Trzymając ręce w kieszeniach dżinsów stał przy oknie i patrzył w siną dal. 

– Co chcesz? – sp

ytał, nie odwracając się w jej stronę. 

– Ciebie. 

Wyjął ręce z kieszeni i powoli się odwrócił, aż wreszcie na nią spojrzał. 

Zobaczył, że jest ubrana w nocną koszulę. 

– Kayla, ja nie... – 

rzekł zdenerwowany. 

– 

Proszę cię, nie każ mi odejść – powiedziała, nerwowo zaciskając drżące z 

emocji dłonie. – Czy nie możemy udać, że poznaliśmy się parę dni temu? Po 

prostu dobrze się zabawmy. Bez żadnych zobowiązań. 

Skrzywił się, gdy usłyszał, że używa jego sformułowania. 
– 

Zawsze są jakieś zobowiązania, Kayla – rzekł. – Zawsze. 

– 

Czy to znaczy, że z każdą kobietą, z którą się przespałeś...? 

– 

Nie mogę cię w ten sposób wykorzystać! Byłoby to nieuczciwe. 

– Aha! – 

wykrzyknęła, zbliżając się do niego. 

– 

Skoro  jest  to  jedyna  rzecz,  która  cię  powstrzymuje,  to  nie  widzę 

problem

u, bo... to ja chcę wykorzystać ciebie. 

Zatrzymała  się  przed  nim  i  rozpięła  jeden  z  guzików  koszuli  Marka. 

Zachęcona brakiem oporu z jego strony, zaczęła rozpinać następne. 

Zamknął oczy. 
– 

Nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni – wyjaśnił. – A ta jedna noc mogłaby 

to zrobić... 

Wsunęła ręce pod jego koszulę i zrzuciła ją na ziemię. 
– 

Myślę, że to tylko wzmocni naszą przyjaźń  – powiedziała, całując go 

delikatnie w usta. 

– 

Ufam ci i wiem, że mnie nie wykorzystasz. A pragnę cię tak bardzo, że 

nie mogę już dłużej wytrzymać. 

Zdawało  się,  że  słowa  Kayli  przekonały  go.  Mark  delikatnie  ją  objął  i 

przytulił do siebie. Czuła bicie jego serca i dreszcze przeszywające jego ciało. 

Ona także drżała. 

Położyła  głowę  na  jego  klatce  piersiowej  i  delikatnie  polizała  jego 

brodawkę, sprawiając, że z wrażenia podskoczył. 

Miała  nadzieję,  że  teraz  on  przejmie  inicjatywę,  ponieważ  nie  miała 

pojęcia,  co  zrobić  dalej.  Rozebrać  się?  Wskoczyć  do łóżka?  Ściągnąć  z  niego 

ubranie i obsypać jego ciało pocałunkami? 

Poczuła  ulgę,  gdy  Mark  położył  dłonie  na  jej  biodrach  i  zaczął  je 

background image

przesuwać w dół, podciągając jednocześnie jej koszulę. Pogładził jej nagie uda, a 

następnie zdjął z niej koszulę. 

Kayla uznała, że to niesprawiedliwe. Ciągle miał na sobie spodnie, podczas 

gdy ona była całkiem naga. Instynktownie podniosła ręce i starała się zakryć swe 

ciało. 

– 

Proszę  cię,  pozwól  mi  na  siebie  popatrzeć  –  rzekł.  –  Tak  bardzo  cię 

pragnę. Chciałbym jak najdłużej napawać się twoją bliskością. 

Słowa  te  podziałały  na  Kaylę  jak  balsam.  Sprawiły,  że  przestała  się 

wstydzić i poczuła się pewniej. 

Mark zaprowadził ją do łóżka, szybko się rozebrał i położył ją na materacu. 

Z tylnej kieszeni spodni wyciągnął portfel i wyjął z niego prezerwatywę. Dopiero 

wtedy Kayla zdała sobie sprawę, że zupełnie nie pomyślała o zabezpieczeniu. 

Poczuła się, jak bezmyślna dziewica. 

Mark  położył  się  obok  i  zwrócił  się  twarzą  w  jej  stronę.  Kayla  zaczęła 

gładzić go po brzuchu. Powoli przesuwała rękę ku jego nabrzmiałemu członkowi. 

– Poczekaj – 

wysapał. – Jak mnie tam teraz dotkniesz, to eksploduję. 

Ujął jej dłoń i zaczął całować jej palce. Kayla nigdy wcześniej nie widziała 

członka  w  stanie  wzwodu.  Była  bardzo  zdziwiona  jego  rozmiarem.  Cały  czas 

powtarzała sobie jednak, że musi zachowywać się jak kobieta doświadczona w 

łóżku. 

Światło  rzucane  przez  lampkę  nocną  sprawiało,  że  jej  ręce  wyglądały, 

jakby były pokryte cienką warstwą złota. Mark pocałował ją w czubek nosa. 

– 

Od chwili, kiedy przyjechałaś, z trudem nad sobą panuję. 

– W jakim sensie? 
– 

W  każdym.  Jestem  strasznie  podniecony  od  momentu,  gdy  cię 

zobaczyłem te parę dni temu. Przez cały czas nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. 

Chciała, by przestał wreszcie mówić i zaczął działać. 

Pochylił się nad nią i zaczął całować jej piersi. Przez tę pieszczotę zaczęły 

przeszywać  ją  fale  emocji.  Kiedy  lizał  jej  twardą  brodawkę,  z  trudem  łapała 
powietrze. 

Kayla  była  tak podniecona,  że  aż  trzęsła się  z pożądania.  W miejscach, 

gdzie ją dotykał, rozpalał ją do czerwoności. Uznała, że nadeszła pora, by i ona 

sprawiła  mu  przyjemność.  Nie  była  jednak  w  stanie  myśleć,  a  jedynie 

instynktownie poddawała się jego pieszczotom. 

Kiedy  znalazł  się  nad  nią,  zupełnie  straciła  nad  sobą  panowanie. 

Instynktownie oplotła nogi wokół jego bioder. 

Gdy  zdecydowanym  ruchem  w  nią  wszedł,  natychmiast  stężała.  Jej 

uniesiony, rozmarzony wyraz twarzy nagle zniknął. Nie spodziewała się, że jego 

penis będzie taki olbrzymi i że w tym momencie ona odczuje taki silny ból... 

Mark przerwał. 
– Czy sprawiam ci ból? – 

spytał. Kayla pokiwała głową. 

background image

– 

Trochę – odpowiedziała. 

– 

Jesteś  strasznie  ciasna.  Przepraszam,  powinienem  był  poczekać,  aż 

będziesz gotowa. 

– 

Ależ ja naprawdę jestem gotowa. Nie przejmuj się mną, tylko rób, co 

chcesz. 

Zszedł z Kayli i spojrzał na nią ze zdziwieniem. 
– Rób, co chcesz? – 

powtórzył. Kayla energicznie pokiwała głową. 

– 

Tak, proszę cię! – wykrzyknęła histerycznie. 

– Kayla? 
– Co? – 

spytała zniecierpliwiona. 

– 

Nie kochałaś się jeszcze z żadnym mężczyzną, prawda? 

Kayla szeroko otworzyła oczy. Patrzyła na Marka ze smutkiem. 
–  Ja... To znaczy... To nie jest tak... – 

wymamrotała,  po  czym  znów 

zamknęła oczy. – Czy to aż tak widać? 

Kayla zastanawiała się, jak Mark się domyślił. Poczuła, że Mark wstaje i 

kiedy otworzyła oczy, ujrzała, jak nerwowo ubiera się przy łóżku. Z przerażeniem 

zorientowała się, że Mark wcale nie zamierza się z nią kochać. Na dodatek był 

wściekły. Kayla nie mogła zrozumieć, co wywołało w nim tak nagłą zmianę. 

Usiadła, zasłaniając swe nagie piersi kołdrą. 
– 

Co się stało? – spytała. Mark spojrzał na nią ze złością. 

– Jak to „

co się stało?”?! To jeszcze ci muszę tłumaczyć? – Chciałaś się 

kochać, nie mówiąc mi, że to twój pierwszy raz! 

Kayla spojrzała na niego zdziwiona. 
– 

A co, powinnam się była u ciebie zapisać na kurs przygotowawczy? 

Mark zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju. Przeciągnął dłonią po 

włosach. W końcu stanął i raptownie odwrócił się ku niej. 

– 

Może  mi  wreszcie  powiesz,  o  co  w  tym  wszystkim  chodzi,  co?  Czy 

wyście to wszystko sobie dokładnie zaplanowały z Karyn? Jeśli tak, to wiedz, że 
ta sytuacja bynajmniej mnie nie bawi. 

Kayla  czuła  się  coraz  bardziej  upokorzona.  Chcąc  zachować  resztkę 

godności, owinęła się kołdrą, wyśliznęła się z łóżka i wyszła, nie odezwawszy się 

ani słowem. 

Weszła do swego pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Oparła się plecami o 

ścianę.  Była  przerażona  przebiegiem  wydarzeń.  Nie  wiedziała,  co  zrobić.  Tak 

bardzo pragnęła Marka i wiedziała, że on też jej pragnie. Widziała przecież, że 

jest taki chętny i na pewno nie udawał. 

Jak  więc  mógł  przerwać  w  momencie,  gdy  oboje  byli  tak  bardzo 

podnieceni? 

Postanowiła nie wychodzić z pokoju do dnia wyjazdu. Wiedziała, że przez 

tych parę dni nie umrze z głodu. Wszystko wydawało jej się lepsze, niż stawienie 

czoła Markowi. Jak mógł choć przez chwilę pomyśleć, że to, co  między nimi 

background image

zaszło, było częścią ukartowanego przez nią i Karyn planu? 

Może była w łóżku tak nieudolna, że jego podniecenie minęło? Na myśl, że 

to  mogło  być  powodem  nagłej  zmiany  jego  zachowania,  poczuła  się  jeszcze 

gorzej. Jedno było pewne – wieczór, na który tak czekała, przeistoczył się w jakiś 
koszmar. 

W  końcu  poszła  do  łazienki  wziąć  prysznic.  Obiecywała  sobie,  że  nie 

będzie płakać, ale po chwili poczuła, jak strumienie gorących łez spływają jej po 
policzkach. 

Nie miała pojęcia, ile czasu spędziła pod prysznicem. W końcu zakręciła 

wodę i wytarła się. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Wyglądała strasznie z 

opuchniętymi oczami i zasmarkanym nosem. 

Na szczęście i tak nie zamierzała pokazywać się Markowi. Chyba ciągle 

widział  w  niej  wyrośniętą,  nieproporcjonalnie  zbudowaną  nastolatkę,  a  nie 
do

rosłą kobietę. Jej krągłości nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Skąd w ogóle 

przyszło jej do głowy, że Mark pragnie się z nią przespać, ale nie śmie jej tego 

zaproponować, bo jest zbyt dobrze wychowany? To, że na plaży był podniecony, 

o niczym nie świadczyło. Kayla dobrze wiedziała, że skąpo odziana kobieta jest w 

stanie podniecić każdego mężczyznę. 

Najpierw tak pragnął się z nią kochać, a chwilę później mu się odechciało... 

Nie mogła zrozumieć tych zmian w jego zachowaniu. Nigdy w życiu nie słyszała 
tak  beznadziejnej wymówki – 

powiedział,  że  nie  może  się  z  nią  przespać,  bo 

byłby jej pierwszym partnerem. A niby dlaczego miałoby to go obchodzić? 

Kayla  doszła  do  wniosku,  że  jeśli  doświadczenia  z  tego  wieczoru  nie 

sprawią, że przestanie kochać Marka, nie będzie już dla niej żadnej nadziei. 

Wytarła włosy ręcznikiem i założyła inną | koszulę nocną. Ledwie zdążyła 

usiąść na łóżku, gdy do jej drzwi zapukał Mark. 

– Kayla...? 

Spojrzała  na  drzwi,  gratulując  sobie,  że  zamknęła  je  na  klucz.  Nie 

odpowiedziała. 

Po dość długiej przerwie Mark ponownie się odezwał. 
– 

Kayla, posłuchaj, musimy porozmawiać... Przewróciła oczami i położyła 

się na łóżku. Nie miała zamiaru nigdy więcej odezwać się do niego ani słowem. 

– Kayla, daj spokój... 

Zgasiła światło, za wszelką cenę starając się zasnąć. 
– 

Proszę cię, nie zachowuj się tak... 

Tak, czyli jak? – 

odpowiedziała mu w myślach. Źle? Dobrze? 

– 

Posłuchaj, chyba nie rozegrałem tego najlepiej... Po prostu... Do cholery 

jasnej, Kayla, otwórz wreszcie te drzwi! Nie możemy w ten sposób rozmawiać! 

Niewiele  myśląc,  Kayla  wyskoczyła  z  łóżka,  złapała  kołdrę,  którą  parę 

chwil wcześniej położyła na krześle, i gwałtownie otworzyła drzwi. Zaskoczony 

Mark  zupełnie  się  tego  nie  spodziewał.  Rzuciła  w  niego  kołdrą,  po  czym 

background image

zatrzasnęła mu drzwi przed nosem i natychmiast znowu zamknęła je na klucz. 

Weszła z powrotem do łóżka, zastanawiając się, ile musi minąć czasu, by 

Mark  wreszcie  zrozumiał,  że  już  nigdy  nie  chce  mieć  z  nim  nic  wspólnego. 

Pocieszała się tym, że mieszkają na dwóch krańcach kontynentu. 

 

Mark oparł głowę o zamknięte drzwi pokoju Kayli i głęboko westchnął. 

Musiał przyznać, że nie rozegrał tej sprawy dobrze. Wiedział, że skoro Kayla nie 

chce go widzieć, już dziś niczego jej nie wyjaśni. Miał jednak nadzieję, że rano 

wyjdzie z pokoju i będzie chciała go wysłuchać. Chciał ją przeprosić za swoje 
zachowanie. 

Wrócił do siebie i rzucił kołdrę na łóżko. 

Co  za  noc...  Dotychczas  nie  wahał  się  nawet  przez  chwilę,  gdy  jakaś 

kobieta chciała z nim pójść do łóżka. 

To jednak nie była pierwsza lepsza kobieta, ale Kayla. 

Położył  się  wygodnie  na  łóżku.  Na  poduszce  ciągle  czuł  jej  delikatny 

zapach.  Wiedział,  że  tej  nocy  nie  będzie  mógł  zasnąć.  Czuł  wielką  żądzę. 

Próbował sobie przypomnieć, kiedy ostatnio nie mógł nad sobą zapanować tak 

jak teraz. Chyba było to wtedy, gdy jako nastolatek przeżywał burzę hormonów. 

Nie był w stanie zrozumieć, czemu Kayla za wszelką cenę chciała stracić 

dziewictwo.  Skoro  przeżyła  dwadzieścia  pięć  lat  bez  seksu,  dlaczego  nagle 

postanowiła się z nim przespać? 

Zastanawiał się też, dlaczego go ta sprawa tak bardzo obchodzi. 

Nie  widział  jej  od  dnia  wyjazdu  z  Oregonu  i  nie  utrzymywali  ze  sobą 

kontaktu. Nie znaczyło to jednak, że nie traktuje jej jak członka rodziny. Kochał 

ją jak... 

Stop! 

Czy rzeczywiście ją kochał? 

Tak,  oczywiście.  Przecież  od  dzieciństwa  Kayla  stanowiła  część  jego 

rodziny.  Dlatego  też  czuł  się  niezręcznie,  pożądając  ją  od  chwili,  kiedy 

przyjechała. 

A  na  dodatek  teraz  ją  skrzywdził,  choć  wcale  tego  nie  chciał.  Sam  nie 

rozumiał swego niekonsekwentnego zachowania. Czy to dziwne, że Kayla się na 

niego obraziła, kiedy sam nie był w stanie wytłumaczyć swego postępowania? 

Postanowił, że nie tylko przeprosi ją za tę noc, ale spokojnie wyjaśni jej, 

dlaczego nie powinni się kochać. Zamierzał jasno powiedzieć, że nie dlatego nie 
chce 

z nią iść do łóżka, że jej nie pragnie. Przecież nie marzył o niczym innym. 

Ale jednocześnie wiedział, że jeśli ją skrzywdzi, do końca życia nie będzie w 

stanie spojrzeć sobie w oczy. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Po  nieprzespanej  nocy  Kayla  wstała  z  nowym  postanowieniem. Nie 

zamierzała dopuścić do tego, by Mark Stevenson zepsuł jej resztę wakacji. Po 

prostu nie był tego wart. Rzeczywiście durzyła się w nim od wielu lat. To jednak 

nie był powód, by odrzucenie przez niego zniszczyło jej resztę urlopu. 

Jeszcze wczoraj ta

k  bardzo  chciała  się  z  nim  przespać.  Teraz  jednak 

zamierzała go zignorować i raz na zawsze o nim zapomnieć. 

Ubrała  się  tak,  jak  przez  wszystkie  poprzednie  dni.  Na  dwuczęściowy 

kostium,  który  miała  na  sobie,  założyła  szorty  i  bluzkę.  Do  torby  plażowej 
spako

wała ręcznik, krem do opalania i książkę, którą ze sobą przywiozła. 

Dokładnie obejrzała się w lustrze. Z ulgą stwierdziła, że opuchlizna zeszła 

z powiek, teraz były jedynie trochę zaczerwienione, ale zamierzała to ukryć pod 

okularami słonecznymi. Poza tym zauważyła, że jej nos już nie jest czerwony i 

wcale  się  nie  świeci.  Kayla  poczuła,  że  tak  wyglądając,  jest  gotowa  wyjść  ze 

swego pokoju i stawić czoło całemu światu, a nie tylko Markowi Stevensonowi... 

Zamiast zrobić sobie kawę w chatce, udała się do hotelowego bufetu na 

szwedzkie śniadanie. Ponieważ przygotowanie się do wyjścia zajęło jej znacznie 

więcej  czasu  niż  poprzednio,  dotarła  na  miejsce  później  niż  zwykle.  Jak  się 

okazało,  o  tej  porze  był  tu  straszny  tłum.  Korzystając  z  typowo  szwedzkiego 
bufetu, n

ałożyła sobie na talerz różne sałatki i wędliny i zaczęła rozglądać się za 

wolnym  miejscem.  Zauważyła,  że  około  trzydziestoletni  mężczyzna  wstaje od 

stolika. Myślała, że wychodzi. Po chwili jednak zorientowała się, że nieznajomy 

zmierza w jej stronę. 

– Prz

epraszam bardzo, widzę, że nie ma pani gdzie usiąść. Może chciałaby 

się pani dosiąść do mojego stolika? 

Ponieważ wokół nie było innych miejsc, a mężczyzna sprawiał wrażenie 

bardzo sympatycznego, Kayla przyjęła jego zaproszenie. 

– 

Z przyjemnością – rzekła. – Bardzo panu dziękuję za tę propozycję. 

Kiedy już siedzieli, mężczyzna podał Kayli rękę przez stół. 
– 

Pani pozwoli, że się przedstawię. Nazywam się Dave Talbot. Pochodzę z 

Ohio. 

Kayla uścisnęła jego dłoń. 
– Kayla Parker – 

przedstawiła się. – Jestem z Oregonu. 

Choć Dave był przystojnym blondynem o zielonych oczach, nie wzbudzał 

w Kayli emocji, choć poznanie go było miłą odmianą po przeżyciach ostatnich 
dni. 

– 

Jesteś tu sama? – spytał, jedząc. 

–  I tak, i nie – 

odpowiedziała. – Miałam się tu spotkać z przyjaciółką z 

Nowego Jorku, ale w ostatniej chwili okazało się, że nie dostanie urlopu. Zamiast 

background image

niej przyjechał tu jej brat. 

– A ile on ma lat? 

Kayla uśmiechnęła się pod nosem. 
– 

Wystarczająco dużo, by mnie irytować. 

– 

Znam trochę takich ludzi – odpowiedział rozbawiony. – Jakie masz plany 

na dziś? 

– 

Takie,  jak  co  dzień.  Chcę  iść  na  plażę,  położyć  się  pod  parasolem  i 

napawać błogą atmosferą wyspy. A czemu pytasz? 

– 

Bo  my  po  śniadaniu  jedziemy  nurkować.  My,  czyli  ja  i  dwa 

zaprzyjaźnione ze mną małżeństwa – Gene i Carol Henleyowie oraz Pat i Leah 

Greene. Jeśli chcesz do nas dołączyć, zapraszam. 

– 

Dziękuję, chętnie – odpowiedziała szczerze. Po tym, co wydarzyło się 

między nią a Markiem, miała wielką ochotę spędzić czas w nowym towarzystwie. 
– Z przyjemno

ścią do was dołączę, ale nigdy w życiu nie nurkowałam. 

– 

To  bardzo  proste,  nauczysz  się  w  parę  minut.  Wszyscy  jesteśmy 

amatorami, ale świetnie bawimy się pod wodą, a chyba o to chodzi, nie? 

Kayla była mu bardzo wdzięczna za zaproszenie. Miała zamiar powiedzieć 

Karyn, że mimo jej nieobecności doskonale się tu bawiła. 

W  czasie  śniadania  porozmawiali  trochę  o  sobie.  Okazało  się,  że  Dave 

wykłada psychologię na Uniwersytecie w Ohio, a jego znajomi też pracują na 

różnych wydziałach tego samego uniwersytetu. Kayla po raz kolejny stwierdziła, 

że świetnie czuje się z ludźmi związanymi z wyższą uczelnią. 

Kiedy tylko Dave i Kayla weszli do holu hotelu, ujrzeli Henleyów i 

Greene’ów.  Po  przedstawieniu  się  cała  szóstka  zamówiła  transport  i  wyszła  z 
hotelu. 

Carol i Leah ci

ągle  żartowały  sobie,  że  Dave  pewnie  miał  już  dość 

spędzania  czasu  jedynie  z  dwoma  kochającymi  się  małżeńskimi  parami,  więc 

poderwał na śniadaniu Kaylę i zaprosił ją na wspólne nurkowanie. 

– 

Przed wyjazdem powtarzałam mu, by zaprosił kogoś na ten urlop, ale on 

nawet nie chciał o tym słyszeć – rzekła Carol. 

Dave  spojrzał  na  Kaylę  i  dyskretnie  się  uśmiechnął,  a  ona  się 

zaczerwieniła. Miała nadzieję, że w ich towarzystwie będzie czuła się lepiej niż z 

Markiem, o którym zresztą teraz już w ogóle nie chciała myśleć. 

 

Mark zachodził w głowę, co stało się z Kaylą. 

Kiedy wrócił z porannego pływania i zauważył, że na stole w salonie nie 

ma przygotowanej kawy, był przekonany, iż Kayla ciągle siedzi w swym pokoju. 

Zrobił więc cały dzbanek i postanowił zanieść jej kubek na znak zgody. 

Kiedy nie odpowiedziała na jego pukanie, nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły. 

Wszedł do pokoju i ze zdziwieniem odkrył, że jest pusty, że Kayli wcale tam nie 
ma. 

background image

Czyżby poszła na śniadanie bez niego? 

Spojrzał na zegarek. Ponieważ zasnął dopiero nad ranem, wstał znacznie 

później  niż  zwykle.  Pewnie  Kayla  zjadła  już  śniadanie,  a  teraz  opalała  się  na 

plaży. 

Mark  odniósł  kubek  do  kuchni,  a  następnie  wziął  prysznic,  ogolił  się  i 

ubrał, po czym poszedł na śniadanie. 

W  jadalni  było  kilkoro  spóźnialskich  jak  on.  Nie  zobaczył  wśród  nich 

Kayli. Po zjedzeniu obfitego śniadania postanowił rozejrzeć się za nią na plaży. 

Nigdy  dotąd  nie  zauważył,  jak  wiele  osób  jest  na  plaży.  Dopiero  teraz, 

kiedy szukał konkretnej osoby, uderzyła go liczba plażowiczów. Zaglądał pod 

każdy parasol i podchodził do każdej kobiety o kolorze włosów Kayli. 

Kilka  kobiet  uśmiechało  się  do  niego,  zachęcając,  by  się  przysiadł. 

Pomyślał z satysfakcją, że są jednak osoby, którym jego towarzystwo sprawiłoby 

przyjemność. 

Został na plaży do obiadu, po czym ponownie poszedł do restauracji, aby 

rozejrzeć się za Kaylą. 

Jednak jej tam nie było. 

Po obiedzie postanowił wrócić do chatki. Miał nadzieję, że zastanie ją w jej 

pokoju, jednak gdy wszedł do środka, natychmiast zorientował się, że ciągle jej 
nie ma. 

W  końcu  jego  cierpliwość  się  wyczerpała.  Skoro  Kayla  nie  zamierzała 

zachować się jak dorosła osoba, nie rozumiał, dlaczego miałby ją przepraszać. 

Wydarzenia poprzedniego dnia nie dawały mu spokoju. Zastanawiał się, 

dlaczego właściwie przerwał tak gwałtowanie. Przecież tak bardzo jej pragnął i 

nie miał co do tego wątpliwości. Poza tym Kayla była osobą dorosłą i jasno dała 

mu do zrozumienia, że go pożąda. Dlaczego więc zachował się w ten sposób? 

Być może stało się tak dlatego, że żywił do niej uczucia znacznie głębsze 

niż  mu  się  wydawało.  Bardzo  go  to  zdziwiło  i  przestraszyło.  Pragnął  jej  tak 

bardzo  nie  dlatego,  że  szukał  przelotnej  przygody,  ale  dlatego,  że  młoda 

dziewczyna, której parę lat wcześniej towarzyszył na studniówce, tak niewinna i 
ufna, pat

rzyła  na  niego  wyczekująco  swymi  wielkimi  oczami.  Dała  mu  do 

zrozumienia, że bardzo go pragnie. 

Oczywiście  on  też  jej  pragnął.  Uważał  jednak,  że  powinien  ją  chronić. 

Wczoraj wycofał się tak gwałtownie, gdyż chciał ochronić Kaylę przed samym 

sobą.  Mark  pragnął  czegoś  więcej  niż  przelotnego  romansu.  Chciał  do  końca 

życia trzymać ją w ramionach i kochać ją... Pragnął się nią opiekować. 

Gwałtownie przerwał swe rozważania. Zdał sobie bowiem sprawę, że jego 

pragnienia przypominają przysięgę małżeńską. 

Uznał, że dzieje się z nim coś niedobrego. Nigdy w życiu nie wyobrażał 

sobie, że się ożeni. Teraz jednak zrozumiał, że pragnie dzielić życie z Kaylą i co 

noc z nią spać. Oczami wyobraźni widział, jak Kayla nosi jego dziecko, a później 

background image

je  wychowuje.  Widział  ich  małą  córeczkę  z  chmurą  włosów  i  uśmiechem  jej 

matki. Widział... 

Nagle zrozumiał, że nie może dłużej czekać. 

Szybko wybiegł z chatki prosto na plażę i niewiele myśląc, wskoczył do 

wody.  Biegł  przed  siebie,  dopóki  nie  stracił  gruntu  pod  nogami.  Był  gotów 

popłynąć bardzo daleko, byle tylko nie myśleć o tym, co naprawdę czuje do Kayli 
Parker. 

 

Kayla wróciła do ośrodka po południu. Dawno nie bawiła się tak dobrze, 

jak  tego  dnia.  Zarówno oba  małżeństwa, jak  i  Dave  byli  bardzo  sympatyczni. 
Henleyowie i Greene’owie opowiadali anegdotki o swych dzieciach i pracy na 

uczelni,  Kayla  zaś  zabawiała  ich  historiami  o  swoich  rodzicach  i  szczytnych 

celach, o jakie walczą. 

Po powrocie do ośrodka Kayla pożegnała się z oboma małżeństwami. Dave 

zaś postanowił odprowadzić ją do chatki. 

– 

Dziękuję ci za zaproszenie, Dave – powiedziała. – Nie przypuszczałam, 

że nurkowanie może dostarczyć tak niezapomnianych wrażeń. A sama nigdy bym 

się nie odważyła poznawać podwodnego świata. 

– 

Cieszę  się,  że  tak  świetnie  się  bawiłaś.  I  dziękuję  ci  za  wspaniałe 

towarzystwo  – 

rzekł. – Bardzo dobrze się z tobą czuję. Może moglibyśmy się 

spotkać jutro? Bo pojutrze wylatujesz, prawda? 

– 

Tak. Aż nie wierzę, że tak szybko  minął ten czas. Mam wrażenie, że 

przyleciałam tu wczoraj – szepnęła, gdy zbliżali się do chatki. – Dam ci znać co 

do jutra. Przed powrotem do Oregonu mam parę spraw do załatwienia. 

– 

W porządku. – Dave spojrzał w stronę chatki Kayli. – A to pewnie brat 

twojej przyjaciółki... 

Podniosła wzrok i spostrzegła siedzącego na werandzie Marka. Z opartymi 

o barierkę nogami popijał drinka i obserwował ich, zbliżających się do chatki. 

Kayla  poczuła  się  nieswojo.  Być  może  zareagowała  tak,  bo  zobaczyła 

Marka po raz pierwszy od chwili, gdy poprzedniego wieczoru rzuciła w niego 

kołdrą. Starała się jednak o tym nie myśleć. Nie mogła zrozumieć, dlaczego w 

towarzystwie jednego mężczyzny czuje się zrelaksowana, przy innym zaś – tak 

napięta. 

Spojrzenie,  jakim  od  stóp  do  głów  obrzucił  ją  Mark,  sprawiło,  że  po 

plecach przeszły jej ciarki. 

Kiedy dotarli do schodków, Dave 

przywitał się z Markiem. 

– 

Cześć.  Nazywam  się  David.  A  ty  pewnie  jesteś  bratem  przyjaciółki 

Kayli? 

Mark kompletnie zignorował Dave’a. 
– 

Dobrze się bawiłaś? – wycedził. 

–  Tak  – 

odpowiedziała  z  wymuszonym  uśmiechem.  Rzuciła  okiem  na 

background image

Dave’a. – 

To jest właśnie Mark Stevenson, o którym ci wspomniałam. – Po chwili 

milczenia spojrzała na Marka i rzekła: – Dave nauczył mnie dziś nurkować. 

Mark łyknął drinka, zanim odpowiedział. 
– Gratulacje – 

rzucił. Dave zwrócił się do Kayli. 

– 

Jeszcze raz dziękuję ci za wspólnie spędzony czas. Świetnie się bawiłem. 

Daj mi znać, co z twoimi planami na jutro. 

Kayla pokiwała głową. 
– 

Dobrze, odezwę się. 

Kiedy Dave się oddalił, Kayla spojrzała na Marka. 
– 

Czy musiałeś być taki nieuprzejmy? 

– Tak – 

odpowiedział krótko. – Napijesz się ze mną? 

Kayla zerknęła na ciemny, bursztynowy napój w szklance Marka. 
– A co pijesz? 
– 

Burbona z wodą. 

– 

Nie wiedziałam, że lubisz burbona. Mark uniósł szklankę jak do toastu i 

wypił resztkę alkoholu. 

– 

To teraz już wiesz – rzekł oschle i wstał. Otworzył Kayli drzwi i wszedł 

za nią do chatki. Udał się do kuchni, w której na stole stała do połowy opróżniona 
butelka. 

Kayla  zastanawiała  się,  ile  Mark  wypił  przed  jej  przyjściem,  ale  nie 

zamierzała  go  o  to  pytać.  Stanowczym  krokiem  poszła  do  swego  pokoju  i 
zam

knęła za sobą drzwi. 

Mark był w stanie ją rozdrażnić bardziej niż ktokolwiek inny. Potrafił być 

tak  irytujący,  że...  Dopiero  teraz  przypomniała  sobie,  jak  w  dzieciństwie 

doprowadzał Karyn do szału. 

Kayla rozebrała się i ciągle rozdrażniona nieuprzejmością Marka poszła 

pod prysznic. Nie było niczego, co usprawiedliwiałoby jego niemiłe zachowanie 

w stosunku do Dave’a. Przecież poprzedniego wieczoru Mark jasno dał Kayli do 

zrozumienia, że jej nie pragnie. Nie mogła więc zrozumieć, dlaczego obchodzi go 
to, z ki

m się spotyka i co z tym mężczyzną robi. 

Kiedy się trochę uspokoiła, spłukała z siebie mydło, wyszła spod prysznica 

i sięgnęła po ręcznik. Wydała okrzyk zdziwienia, gdy zobaczyła, że Mark stoi w 

drzwiach z kolejnym drinkiem i się jej przygląda. 

– 

Wynoś  się  stąd!  –  krzyknęła,  gwałtownie  zakrywając  nagie  ciało 

ręcznikiem. – Co ty sobie wyobrażasz? 

– 

Przecież już cię widziałem nago – zauważył. 

– 

Nie rozumiem więc, dlaczego teraz jesteś taka oburzona. 

Popił drinka. 
– 

Dużo dziś myślałem – odezwał się po chwili. 

Kayla odwróciła się plecami do Marka i pobieżnie wytarła. Opatuliła się w 

ręcznik, przecisnęła obok niego i weszła do swego pokoju. Założyła na siebie 

background image

stanik, figi, koszulkę bez rękawów i krótkie szorty. 

Kiedy  się  odwróciła,  spostrzegła,  że  Mark  nadal  stoi  w drzwiach do 

łazienki,  z  tą  tylko  różnicą,  że  odwrócił  się  o  sto  osiemdziesiąt  stopni.  Pilnie 

śledził każdy jej ruch. 

Dopił drinka w milczeniu. 

Kayla spojrzała na niego zmrużonymi oczami. 
– 

Jak długo pijesz? 

– 

Teoretycznie  od  dnia,  gdy  skończyłem  dwadzieścia  jeden  lat.  Ale 

wcześniej udało mi się parę razy zamoczyć usta w alkoholu. 

– 

Bardzo jesteś dowcipny – rzekła ironicznie. 

– 

Chodziło mi o dzisiejszy dzień. 

– 

Nie wiem, nie pamiętam. 

Wyszła ze swego pokoju i wkroczyła do salonu. Mark podobno chciał z nią 

porozmawiać. Ona też miała mu parę rzeczy do powiedzenia. 

Mark podążył za nią. Usiadła i wskazała mu stojący naprzeciwko siebie 

fotel. 

– 

Jeśli masz mi coś do powiedzenia, to słucham – rzekła sucho. 

– 

Czyli chcesz wiedzieć, o czym dziś rozmyślałem... 

–  Jes

tem  pewna,  że  i  tak  mi  to  powiesz,  niezależnie  od  tego,  czy  będę 

chciała cię wysłuchać, czy nie. Mów. 

Mark przytaknął. 
– 

Od dziecka byłaś bardzo inteligentna. A do tego spostrzegawcza. Zawsze 

to w tobie ceniłem. Jak widać, pod pewnymi względami ludzie się nie zmieniają. 

– 

I to o tym tak intensywnie rozmyślałeś od rana? 

– 

Dlaczego zniknęłaś na cały dzień, nie mówiąc mi, dokąd idziesz? 

Kayla skrzywiła się. 
– 

Uznałam, że nie muszę cię o wszystkim informować. 

– 

Mam wrażenie, że to nie jest prawdziwy powód. Nie wierzę, byś o tym 

nie  pomyślała.  Co  więcej,  jestem  przekonany,  że  bardzo  dokładnie  to 

przemyślałaś, więc, proszę, odpowiedz mi szczerze. 

Kayla przyjrzała mu się uważnie. 
– 

Dobrze. Rzeczywiście zrobiłam to celowo, bo nie chciałam już cię więcej 

widzieć. Czy to wystarczająco szczera odpowiedź? 

– 

A to z powodu tego, co wydarzyło się wieczorem, tak? – upewnił się. 

– 

Jeśli już musisz wszystko wiedzieć, to z powodu tego, jak zachowałeś się 

w  stosunku  do  mnie  wczoraj.  Słyszałam  dużo  o  kobietach,  które  prowokują 
fa

cetów, choć wcale nie zamierzają się z nimi przespać, ale przyznam, że wczoraj 

ze zdziwieniem odkryłam, iż istnieją też tacy mężczyźni. 

– Czy taka jest twoja interpretacja wczorajszego wieczoru? 
– 

A  jaka  ma  być?  Przecież  tak  właśnie  było.  W  jednej  chwili  byłeś 

rozpalony i chciałeś się ze mną kochać, a w następnej wstałeś i się ubrałeś. Nie 

background image

wiem, jak inaczej można byłoby to zinterpretować. 

– 

Ja zupełnie inaczej pamiętam wczorajszą noc. Odkryłem, że leżę w łóżku 

z dziewicą. 

Spojrzała na niego zirytowana. 
– Ni

e martw się, dziewictwo to nie choroba weneryczna. 

Mark przez dłuższą chwilę nic nie mówił, tylko patrzył na nią z zatroskaną 

miną. 

– 

Mogłaś mi powiedzieć... – rzekł w końcu. 

– 

A co by to zmieniło? – spytała. Mark zignorował jej pytanie. 

– 

Dowiedziałem się, że w wieku dwudziestu pięciu lat nigdy nie byłaś z 

mężczyzną... 

– Doskonale rozumujesz – 

rzekła ironicznie. 

– 

A poza tym uświadomiłem sobie, że cieszę się, iż czekałaś na mężczyznę, 

który na ciebie zasługuje. I tak właśnie powinno być. Sęk w tym, że nie ja jestem 

tym mężczyzną. 

Patrzyła na niego z niedowierzaniem. 
– 

Czy chcesz mi powiedzieć, że przerwałeś, bo uznałeś, że kierujesz się 

zbyt mało szlachetnymi pobudkami? 

– 

Posłuchaj, Kayla – rzekł zniecierpliwiony. 

– 

Znamy się od tylu lat. Bardzo cenię naszą przyjaźń. Nie chciałbym robić 

niczego,  co  mogłoby  jej  zaszkodzić,  bo  jest  ona  dla  mnie  czymś  niezwykle 

ważnym. Ty jesteś dla mnie niezwykle ważna. 

– 

Aha, rozumiem. Czyli jestem dla ciebie zbyt ważna, byś mógł się ze mną 

przespać? 

– 

Właśnie.  Posłuchaj,  Kayla.  Robię  ci  wielką  przysługę.  Jak  wiesz,  w 

kwestii  postępowania  z  kobietami  trudno  uznać  mnie  za  wzór  godny 

naśladowania. Po prostu nie chcę cię skrzywdzić. 

– 

A zatem postanowiłeś mnie ochronić przede mną samą? 

– 

Można to tak ująć – rzekł zniecierpliwiony. 

– 

Uważam, że ktoś musi cię chronić. 

– 

I ty mianowałeś się na obrońcę moich interesów, tak? 

– 

Ktoś powinien nim być. To, co dziś zrobiłaś, było lekkomyślne. 

Kayla podniosła brwi. 
– W jakim sensie? 
– 

Pojechałaś nie wiadomo dokąd z jakimś obcym facetem. Nie widziałaś o 

nim nic. Przecież mógł cię zgwałcić! 

– 

Pod wodą? To by dopiero było osiągnięcie! 

– 

wycedziła. Czuła, jak ogarnia ją wściekłość. – Za dużo wypiłeś. 

Nagle wstała i wyszła przed domek. Nie była w stanie dłużej wysłuchiwać 

tych bzdur. Ale przynajm

niej  zgadzała  się  z  Markiem  w  jednej  kwestii  – 

rzeczywiście nie był mężczyzną, który by na nią zasługiwał. 

background image

Kayla zaczęła iść po plaży. Fale delikatnie obmywały jej stopy. 

O co mu tak naprawdę chodziło? Przecież Karyn mówiła, że jej brat nie 

uznaje stałych związków. Ten tydzień powinien zatem być dla niego wymarzony. 

Przez parę dni nacieszyliby się sobą, a później każde wróciłoby do swego życia. 

Wierzyła  mu,  gdy  mówił,  że  traktuje  ją  jak  przyjaciółkę.  Nie  widziała 

jednak niczego złego w tym, by się ze sobą parę razy przespali. 

O zachodzie słońca wróciła do chatki. Znowu zastała Marka na werandzie. 
– 

Informuję cię, że idę na kolację. Żebyś potem znowu nie miał do mnie 

pretensji – 

rzuciła, przechodząc obok niego. 

Przebrała się i wyszła z pokoju. W salonie zastała Marka, który też zdążył 

się przebrać. 

– 

Mogę ci towarzyszyć? – spytał cicho. 

– 

Proszę bardzo, ale pod warunkiem, że nie będziemy znowu wałkować 

mojego nieudanego życia osobistego. 

Zjedli kolację w ciszy. Mark nie wiedział, co powiedzieć, by znowu jej nie 

zranić ani nie zdenerwować. Cały czas chciał, by spojrzała na niego inaczej niż 

dotychczas. Nie wiedział tylko, jak ją do tego skłonić. 

Rozumiał, że jest jej przykro. On także nie był zadowolony z przebiegu 

wczorajszego wieczoru. Poza tym po raz pierwszy 

w życiu przerwał stosunek w 

jego trakcie. Nie zamierzał nigdy więcej powtórzyć tego doświadczenia. 

Nie wyobrażał sobie, by  mógł tak się poświęcić dla jakiejkolwiek innej 

kobiety.  Ale  naprawdę  nie  chciał  skrzywdzić  Kayli.  Pragnął,  by  wróciła  do 
Oregonu dok

ładnie w takim stanie, w jakim tu przyjechała. 

Miał  nadzieję,  że  Karyn  udzieli  mu  szczegółowych  wyjaśnień  na  temat 

kulis tego wyjazdu. Chciał jednak odbyć z nią tę rozmowę osobiście, a nie przez 
telefon. 

Wrócili do chatki w milczeniu. Kiedy stało się jasne, że Kayla nie zamierza 

się do niego odezwać, Mark przemówił. 

– 

Zamierzasz spotkać się z tym facetem jutro? – zapytał, gdy przekraczała 

próg swego pokoju. 

Odwróciła się i spojrzała na niego. 
– 

Może. A coś– Nic, tylko, proszę cię, uważaj na siebie. 

– Zawsze 

na siebie uważam, Mark. Jesteś jedynym mężczyzną, z którym 

posunęłam się tak daleko. Jak widać, niewiele mi z tego przyszło. 

Gdy usłyszał jej spokojną odpowiedź, coś w nim pękło. Dlaczego miałby ją 

chronić, skoro tyle razy dała mu do zrozumienia, że tak bardzo pragnie się z nim 

kochać? 

Niewiele myśląc, podszedł do niej i ujął jej dłonie w swoje ręce. 
– 

W porządku, Kayla. Rozumiem, co chcesz mi powiedzieć. Dojrzałaś do 

tego, by doświadczyć wszystkiego, co życie ma do zaoferowania. Już nie będę się 

więcej sprzeciwiał – powiedział, gwałtownie przyciągając ją do siebie. – Będę 

background image

mężczyzną, który pokaże ci to, czego tak bardzo pragniesz doświadczyć! 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Kayla  patrzyła  na  Marka,  jakby  przemówił  do  niej  w  jakimś  obcym, 

zupełnie niezrozumiałym języku. 

P

ragnął jej tak bardzo, że nie mógł już dłużej wytrzymać. Sposób, w jaki go 

od wczoraj traktowała, sprawił, że postanowił już dłużej nie trzymać się od niej z 

daleka.  Dlaczego  miał  przejmować  się  tym,  że  wykorzysta  Kaylę,  skoro  ona 

najwyraźniej nie widziała w tym problemu? 

– Mark? – 

odezwała się cicho. – Mówisz poważnie? 

– 

W tych kwestiach nigdy nie żartuję. Pragnę cię. Skoro ty pragniesz mnie, 

to nie wiem, dlaczego mielibyśmy postąpić wbrew sobie. 

Nie  wierzyła  własnym  uszom.  Rozpalony  wzrok  Marka  sprawił,  że 

przeszył ją dreszcz. Rzeczywiście bardzo jej pragnął. 

Zarzuciła mu ramiona na szyję i zaczęła go namiętnie całować. Działała 

chyba zbyt szybko, ponieważ w pewnym  momencie Mark odsunął się od niej 

trochę i położył dłoń na jej ustach. 

– 

Nie spieszmy się tak, dobrze? Skoro teraz wiem, że te doznania będą dla 

ciebie czymś zupełnie nowym, chcę postępować powoli. 

– 

Po  minionej  nocy  to  już  nie  jest  dla  mnie  taka  nowość.  Od  wczoraj 

chodzę po ścianach, starając się nad sobą zapanować. 

Uśmiechnął się szeroko. 
– To 

dobrze. Bo w takim razie wiesz, jak ja się czuję. 

Wziął  Kaylę  na  ręce  i  zaniósł  do  łóżka.  Postępowali  podobnie  jak 

poprzedniego  dnia,  aż  Kayla  ponownie  znalazła  się  pod  nim.  Mark  zaczął 

intensywnie lizać jej brodawkę. Był bardzo podniecony i całkowicie skupiony na 

tym, co robi. Kayla nigdy wcześniej nie czuła do niego takiej miłości, jak właśnie 
w tej chwili. 

Na chwilę podniósł głowę i spojrzał na nią. 
–  No to co? – 

spytał  roznamiętnionym  głosem.  –  Na czym wczoraj 

skończyliśmy? 

Kayla zachichotała. 
– 

Chyba byliśmy... O, tu... – powiedziała wzdychając, gdy powoli w nią 

wszedł. – O, tak, tak... Tam... 

Wrażenia,  jakich  doznawała,  były  tak  silne,  że  nie  potrafiła  trzeźwo 

myśleć. 

Choć Kayla starała się go pospieszyć, Mark wchodził w nią bardzo powoli. 

D

opiero po dłuższej chwili znalazł się w niej całkowicie i zaczął się poruszać. 

– 

Mam nadzieję, że nie sprawiłem ci bólu – szepnął. 

Rozmarzona, potrząsnęła głową, uśmiechając się do niego promiennie. 
– 

Zupełnie nie – wyszeptała. 

background image

Mark  zaczął  ją  namiętnie  całować,  a  jednocześnie  przyspieszył  rytm,  w 

jakim się w niej poruszał. 

Kayla oplotła go nogami, czując, że za chwilę eksploduje. Chciała nad sobą 

zapanować, ale było za późno – odpowiedziała na obezwładniającą ją rozkosz 

głośnym krzykiem. 

Jej reakcja spowodo

wała, że i on zaczął szczytować. Przyspieszył tempo, w 

jakim się w niej poruszał, aż w końcu wyczerpany opadł obok niej. 

Kayla  przez  długą  chwilę  leżała  nieruchomo.  Uśmiechała  się  sama  do 

siebie. Była szczęśliwa, że po tych wszystkich podchodach Mark w końcu zgodził 

się z nią kochać. Ten akt przerósł jej najśmielsze oczekiwania. 

W końcu odwrócił głowę w jej stronę. 

Spojrzała na niego czule. 

Mark zaczął się uśmiechać. 
– 

No i jak się czujesz? – zapytał. 

– Wspaniale – 

odpowiedziała. – Dziękuję ci, Mark. 

– 

Cała przyjemność po mojej stronie. Zwróciła się ku niemu i położyła rękę 

na jego klatce piersiowej. 

– 

Serce bije ci jak młot – zauważyła. 

– 

To chyba całkiem uzasadnione... – wyszeptał z uśmiechem. 

– 

Czy żałujesz, że się ze mną przespałeś? 

– 

Skłamałbym mówiąc, że tak. W końcu jesteś dorosła i masz prawo sama 

o  sobie  decydować.  Ale  ciągle  uważam,  że  zasługujesz  na  coś  więcej  niż 
przygodny romans. 

– Bo ja wiem... – 

rzekła, wodząc palcem po jego nosie. – Chyba dałeś mi 

dokładnie to, na co zasłużyłam. 

Mark wziął jej dłoń w rękę i czule ją pocałował. 
– 

Dostałem od ciebie wielki dar – rzekł. – Nigdy tego nie zapomnę. 

Kayla wstała z łóżka i poszła do łazienki. 
–  No i widzisz – 

wyszeptała do swego odbicia. – A jednak marzenia się 

spełniają... 

Weszła  do  kabiny  prysznicowej  i  odkręciła  wodę.  Była  niezwykle 

zrelaksowana. Oparła się rękami o ścianę i zamknęła oczy. 

Podskoczyła, gdy na plecach poczuła dłoń Marka. 
– 

Nie chciałem cię przestraszyć. Byłem pewien, że słyszałaś, jak wchodzę 

– 

rzekł Mark, biorąc do ręki mydło. Zaczął delikatnie masować jej plecy. 

– 

Czy jesteś obolała? – spytał troskliwie. 

– 

Trochę... 

– 

To będę bardzo delikatny. 

Odwróciła się przodem do niego i natychmiast spostrzegła, że znowu jest 

podniecony. 

– 

Nie sądziłam, że mężczyzna może... tak szybko się zregenerować. 

background image

Mark delikatnie ją pocałował. 
– Sam jestem tym zdziwiony – 

wyszeptał. 

– 

Wystarczy, że o tobie pomyślę, i widzisz, co się dzieje... 

Nachylił się do jej piersi. Zaczął muskać ją palcami i delikatnie ssać. 

Kayla  całkowicie  mu  się  poddała.  Po  chwili  nieco  ją  uniósł  i  oparł  się 

plecami o ścianę kabiny prysznicowej. Kayla oplotła go nogami. 

– Wygodnie ci? – 

spytał roznamiętniony. 

– A teraz... czy ci dobrze? 

Czuła, jak ją dotyka dłonią w najintymniejsze miejsce. Uśmiechnęła się w 

uni

esieniu i zarzuciła mu ramiona na szyję. 

– Czy mi dobrze? Och... bardzo... och... jak bardzo! – 

jęknęła. 

– 

A teraz chcę, żeby ci było jeszcze lepiej  – szepnął i zaczął delikatnie 

opuszczać ją tak, że jego twardy członek ponownie się w niej znalazł, po czym 

gwałtownie przyciągnął ją do siebie i zaczął rytmicznie się w niej poruszać. 

Pragnęła,  by  wszedł  w  nią  głębiej  niż  poprzednio,  a  on  po  chwili 

rzeczywiście to zrobił, bo nagle poczuła, że coś w niej pękło i właśnie eksploduje 

na drobne kawałki. To już nie był ból. To była czysta rozkosz. Czuła, jak gorąco 

pulsuje jej całe wnętrze. Mark wydał z siebie głośny jęk rozkoszy, gwałtownie 

przyciągnął ją jeszcze bliżej i wszedł w nią tak głęboko, że miała wrażenie, że już 

nigdy nie oderwą się od siebie. 

Kayla  uznała,  że  w  ten  cudowny,  rozkoszny  sposób  wreszcie  straciła 

dziewictwo dzięki Markowi. Poczuła się bardzo szczęśliwa. 

Po jakimś czasie wrócili do łóżka. Kayla zasnęła, opierając głowę na jego 

ramieniu. 

Mark obudził się w nocy, gdy tylko poczuł, że Kayli nie ma przy nim. Jak 

się okazało, odwróciła się na drugi bok. Świadomość, że nawet we śnie musiał 

czuć ją blisko przy sobie, sprawiła, że nagle całkowicie się rozbudził. 

Po cichu wyszedł z jej łóżka i poszedł do swego pokoju. Przez resztę nocy 

nawet na chwilę nie zmrużył oka. 

Działo się z nim coś, co wcale mu się nie podobało. Coś, co zagrażało jego 

dotychczasowemu trybowi życia. 

Wcale nie chciał się rozstawać z Kaylą za dwa dni. Uświadomił sobie, że w 

ogóle nie chce się z nią rozstawać. 

Kiedy podjął decyzję o pójściu z nią do łóżka, wiedział, że to może wiele 

zmienić.  Obawiał  się,  że  po  tej  nocy  będą  skrępowani  swoim  towarzystwem. 

Wcale  jednak  tak  się  nie  stało.  Rozumieli  się  do  tego  stopnia,  że  Mark  z 

wyprzedzeniem wiedział, jak dogodzić Kayli i czego pragnie. 

N

agle wróciły do niego wspomnienia z dzieciństwa, z czasów, gdy byli 

nastolatkami,  i  sprzed  paru  godzin,  kiedy  spędzili  ze  sobą  tak  niezapomniane 

chwile. Musiał się sam przed sobą przyznać do najgorszych obaw. 

Był zakochany w Kayli, choć tak bardzo się przed tym bronił. 

background image

Przez  lata  nauczył  się  tłumić  w  zarodku  wszelkie  głębsze  uczucia  do 

kobiet. Nade wszystko cenił swą niezależność. Tymczasem miłość sprawiała, że 

nagle stawał się kruchy. Ale było już za późno. Wiedział, że kocha Kaylę Parker. 

Kochał ją od lat, ale dopiero teraz, po wspólnie spędzonej nocy, uświadomił sobie 

to, do czego od tak dawna nie chciał się przyznać. 

Nie wiedział, co począć. W przekonywający sposób wytłumaczył jej, że 

nie zamierza się wiązać. Szkoda tylko, że sobie nie potrafił tego wytłumaczyć. 

Mieszkał przecież w Waszyngtonie, ona zaś po drugiej stronie kontynentu 

– 

w Oregonie. Studiowała i godzinami się uczyła. Jak udałoby im się w takich 

okolicznościach utrzymać związek na odległość? 

Nie miał pojęcia. 

Wiedział natomiast, że do końca życia będzie bardzo cierpiał, jeśli nie uda 

mu się być z Kaylą. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Gdy Kayla obudziła się następnego ranka, była sama. 

Nie wiedziała, dlaczego tak bardzo ją to dziwi. Przecież nie łączyła jej z 

Markiem wielka miłość. Trudno nawet było nazwać to, co między nimi zaszło, 

romansem, skoro za dwa dni mieli się rozstać i wrócić do swych domów. 

A  zatem  wreszcie  przekonała  się,  na  czym  polega  uprawianie  seksu  z 

Markiem. Zaczęła analizować minioną noc. Mark postępował bardzo delikatnie, 

starając się nie sprawić jej bólu. 

Wiedziała,  że  długo  będzie  wspominać  tę  noc.  Nie  była  pewna,  czy 

kiedykolwiek zechce pójść do łóżka z innym mężczyzną. 

Może Mark miał jednak rację, radząc, by poczekała na mężczyznę, który 

naprawdę na nią zasłużył? Kayla zaczęła się zastanawiać, czy mimo wszystko nie 

jest nim właśnie Mark... 

Tak czy inaczej nie zamierzała spędzić ostatniego dnia w St Croix w swoim 

pokoju.  Relaksujący  prysznic  pozwolił  jej  nabrać  dystansu  do  całej  sytuacji. 

Postanowiła być dla Marka miła, ale zachowywać się tak, jak gdyby nic się nie 

stało. 

W końcu była dorosła i potrafiła stawić czoło tej sytuacji. 

Kayla ubrała się i weszła do salonu, gdzie spodziewała się zastać Marka i 

powitać go miłym uśmiechem. 

Pokój był jednak pusty. 

Nie  zdziwiło  to  jej,  ponieważ  Mark  każdego  ranka  chodził  pływać. 

Ucieszyła się, że będzie mogła go powitać nie tylko uśmiechem, ale i kubkiem 

gorącej kawy. 

Po zrobieniu kawy wyszła na werandę i usiadła na fotelu. Wiedziała, że 

będzie tęsknić za tym pięknym widokiem. Wcale nie chciała wracać do zimnego 
Oregonu. 

Przyjrzała  się  swym  nogom,  które  jak  zwykle  oparła  o  barierki.  Były 

opalone,  podobnie  jak  jej  ramiona.  Westchnęła  z  zadowoleniem.  Zamierzała 

wrócić do domu i kontynuować dotychczasowe życie. Niezależnie od tego, co 

miało się wydarzyć, nie żałowała spędzonej z Markiem nocy. 

Wypiła  kawę  i  wstała  po  dolewkę,  kiedy  jej  uwagę  zwrócił  ubrany  w 

koszulkę  i  podciągnięte  do  łydek  spodnie  mężczyzna  spacerujący  brzegiem 

oceanu.  Szedł  wolnym  krokiem  i  patrzył  w  ziemię.  Kayla  przypuszczała,  że 

właśnie przyjechał na wyspę i wybrał się na pierwszy spacer w poszukiwaniu 
muszelek. 

Jednak było w nim coś znajomego. Po chwili ze zdziwieniem rozpoznała w 

mężczyźnie  Marka.  A  zatem  wcale  nie  poszedł  pływać.  Postanowiła  na  niego 

poczekać, mając nadzieję, że będzie potrafiła powitać go z uśmiechem na twarzy. 

background image

Mina jej zrzedła, gdy Mark znalazł się na tyle blisko, że mogła mu się lepiej 

przyjrzeć. Okazało się bowiem, że ma na sobie ubranie z poprzedniego dnia, a nie 

strój plażowy. 

Spostrzegł ją dopiero, gdy wszedł na schodki. Kiedy ją dojrzał, na jego 

twarzy pojawił się radosny uśmiech. Kayla czuła, jak przechodzi przez nią fala 

pożądania. 

– 

Cześć – przywitał się. – Jak ci się spało? 

– Dobrze – 

odpowiedziała, patrząc na jego zmęczoną z niewyspania twarz. 

– 

Ty za to chyba w ogóle nie zmrużyłeś oka. Czy coś się stało? 

Mark objął ją po przyjacielsku. 
– 

Nie  będę  prowadził  z  tobą  żadnych  poważnych  rozmów,  dopóki  nie 

napiję  się  kawy  –  rzekł,  przeciągając  dłonią  po  swej  pokrytej  jednodniowym 

zarostem szczęce. – Przydałoby się też ogolić... 

Kiedy znaleźli się w chatce, Kayla podeszła do ekspresu do kawy. 
– 

Jak chcesz wziąć prysznic, to idź. Przyniosę ci kawę do łazienki. 

Pokiwał głową i poszedł do swego pokoju, rozpinając koszulę. 

Kayla czuła, że coś jest nie w porządku. Miała nadzieję, że Mark nie żałuje 

tego, co się między nimi wydarzyło. Bardzo nie chciała, by tak było. 

Gdy wniosła kawę do pokoju Marka, usłyszała dobiegający z łazienki szum 

wody. Odstawiła kubek na szafkę i szybko się rozebrała, po czym ruszyła pod 
prysznic. 

– 

Uznałam,  że  skoro  jesteś  taki  zmęczony,  potrzebujesz  pomocy  pod 

prysznicem. Zgłaszam się na ochotnika. 

Patrzyli sobie głęboko w oczy, gdy Kayla mydliła jego klatkę piersiową, 

ramiona i dłonie. Wzrok Marka odurzał ją. 

Powoli posuwała się w dół jego ciała, mydląc jego nogi i stopy, po czym 

zaczęła przesuwać się wyżej, aż dotarła do jego znowu nabrzmiałego członka. 

Delikatnie ujęła go w dłoń. Nie mogła się nadziwić, że jakakolwiek część ciała 

mogła jednocześnie być tak twarda, i tak delikatna w dotyku. 

Mark jęknął z rozkoszy. Ponownie spojrzała mu głęboko w oczy, dając do 

zrozumienia, że jest tak samo podniecona jak on. 

Delikatnie  podniósł  ją,  ona  zaś  oplotła  jego  biodra  nogami.  Leciutko 

ugryzła go w ucho, co sprawiało, że zaczął trząść się z podniecenia i wprawnym 

ruchem wśliznął się w nią. 

Kayla zaczęła szybko unosić się i obsuwać, sprawiając, że oboje zaczęli 

szczytować.  Kayla  nigdy  wcześniej  nie  myślała,  że  pod  prysznicem  można 

spędzić tak podniecające chwile. 

Kiedy emocje już opadły, Mark postawił ją z powrotem na posadzce. 

Kayla  sięgnęła  po  dwa  ręczniki  –  jeden dla siebie, a drugi dla Marka. 

Patrzył z zachwytem, jak się wyciera. Już dawno nie widział tak pięknego ciała. 

Kiedy zaczęła owijać się ręcznikiem, Mark odezwał się. 

background image

– 

Proszę cię, jeszcze się nie ubieraj. Nie mogę się na ciebie napatrzeć. Im 

częściej  się  z  tobą  kocham,  tym  bardziej  cię  pożądam.  Działasz  na  mnie  jak 
narkotyk. 

– 

Ty na mnie też – rzekła Kayla, delikatnie całując go w usta. 

Niewiele myśląc, Mark podniósł ją i zaniósł do swego łóżka. 

Jeszcze długo nie mogli z niego wyjść, przez co w końcu spóźnili się na 

śniadanie. 

 

Kiedy weszli do jadalni, Kayla ujrzała Dave’a pijącego kawę przy stoliku, 

przy którym jadła z nim śniadanie poprzedniego dnia. Czyżby minęła zaledwie 
doba od chwil

i, kiedy za wszelką cenę chciała znaleźć się jak najdalej od Marka? 

– 

Zobaczymy się przy bufecie – rzekła do Marka i ruszyła w stronę Dave’a. 

Gdy ją zobaczył, zerwał się na równe nogi. 

– Nie wstawaj – 

poprosiła. – Chciałam ci tylko powiedzieć, że nie będę się 

mogła z tobą dziś zobaczyć. Mam nadzieję, że nie czekałeś na mnie. Dave usiadł. 

– 

To nieważne. Ale żałuję. Miałem nadzieję spędzić z tobą więcej czasu. 

– No tak, tylko... – 

zawiesiła głos, dobierając słowa. 

– 

Pogodziłaś się z bratem przyjaciółki. Wiem. 

– Jak to? – 

spytała zdziwiona. 

– 

Malinki na twojej szyi mówią same za siebie. To o co chodziło wczoraj? 

Wykorzystałaś mnie, by wywołać w nim zazdrość? 

– 

Nie. Po prostu nie chciałam przebywać w pobliżu Marka. 

– 

To w takim razie miło mi, że postanowiłaś spędzić ten czas właśnie ze 

mną – rzekł i spojrzał za Kaylę. – Gdyby jego wzrok mógł zabijać, to chyba już 

bym nie żył... 

Nie musiała się odwracać, by wiedzieć, że Mark nie jest zachwycony ich 

rozmową. 

– 

Miło było cię poznać – powiedziała, podając Dave’owi rękę. 

– 

Mnie też było miło – odpowiedział. Kayla wolno podeszła do stojącego 

przy bufecie Marka. 

– 

Czego chciał? – spytał wrogo. 

Kayla wzięła talerz i zaczęła nakładać sobie jedzenie. 
– 

A co? Czyżbyś był zazdrosny? – odpowiedziała pytaniem, nie patrząc na 

niego. 

– 

Oczywiście, że jestem zazdrosny. Nie wolno mi? 

Spojrzała na niego i zatrzepotała rzęsami. 
– 

Mój ty bohaterze... Widzę, że jesteś gotów się o mnie bić. 

– 

Bawi cię to znacznie bardziej, niż powinno – wymamrotał. 

Kayla dostrzegła stolik pod oknem. 
– Ni

e masz się o co martwić. Wiesz przecież, że jestem cała twoja. Nawet 

pozostawiłeś po sobie ślady... 

background image

– Jak to? – 

spytał zaniepokojony. – Posiniaczyłem cię? 

– Nie – 

odpowiedziała, wskazując swą szyję. 

– 

Mam podobno malinki. Dave zauważył. 

Mark zaczerwienił się. 
– 

Przepraszam. Zamierzałem się ogolić, ale potem skupiłem się na innych 

rzeczach... – 

Spojrzał na stolik, przy którym jeszcze przed chwilą siedział Dave. – 

Sam zauważył? 

– 

Wyglądasz  na  bardzo  zadowolonego  z  siebie  –  zaśmiała  się.  –  Teraz 

jeszcze powini

eneś zacząć się uderzać w klatkę piersiową i wydawać okrzyki jak 

Tarzan. 

Uśmiechnął się pod nosem. 
– 

To wszystko jest dla mnie bardzo nowe. Kayla nagle spoważniała. 

– 

Nie  masz  co  udawać,  Mark.  Przecież  wiem,  że  sypiałeś  z  innymi 

kobietami. 

Prowadząc tę rozmowę, cały czas jedli. Teraz jednak Mark odłożył widelec 

na bok i odsunął talerz. 

– 

Niczego nie udaję. Nigdy wcześniej nie czułem się tak, jak teraz. Nigdy 

też  nie  brałem  udziału  w  takim  maratonie  seksu.  Wykończę  się,  jeśli  nie 
zwolnimy tempa. 

– 

Oj,  biedaku.  Ale  nie  przejmuj  się,  będziesz  miał  masę  czasu,  by 

zregenerować siły, jak wrócisz do domu. 

Mark spojrzał na nią poważnie. 
– 

No właśnie, o tym chciałem z tobą porozmawiać, tylko uznałem, że z 

pełnym żołądkiem będzie nam łatwiej. 

Kayla odchyliła się na oparcie krzesła. 
– 

Nie  bardzo  rozumiem,  o  czym  mówisz.  O  odbudowywaniu  sił,  czy  o 

czymś innym? 

– 

Mówię o powrocie do domu. 

Spojrzała najpierw w talerz, zanim odezwała się ponownie. 
– 

Nie martw się, Mark. Nie chciałam niczego więcej niż to, co mamy teraz. 

Byłam z tobą szczera,  mówiąc, że tym się zadowolę. Tak jak chciałeś,  mamy 

romans bez zobowiązań. 

– 

Mylisz  się.  Pragnę  mieć  w  stosunku  do  ciebie  najróżniejsze 

zobowiązania.  Wiem,  że  na  ciebie  nie  zasługuję,  ale  choć  sobie  to  cały  czas 
powtarzam, pra

gnę cię tak bardzo, że nie wiem, co robić. I nie mówię tylko o 

fizycznej stronie tego, co nas łączy. Chociaż nigdy nie myślałem o ślubie, nagle 

teraz  zapragnąłem  się  ożenić,  ale  tylko  z  tobą.  Chcę  z  tobą  żyć,  kochać  cię  i 

założyć z tobą rodzinę, o której tak marzysz. 

– 

Nie wiem, co powiedzieć – odrzekła. Serce biło jej tak mocno, że miała 

trudności z oddychaniem. – W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że 

mogłoby nas łączyć coś więcej niż przyjaźń. 

background image

– 

Mnie  samego  to  zaskoczyło.  Walczyłem  ze  sobą  od  chwili twojego 

przyjazdu.  I  wyciągnąłem  z  tego  jeden  wniosek...  Jestem  w  tobie  po  uszy 
zakochany. – 

Mark rozejrzał się po jadalni, w której od dłuższej chwili nie było 

nikogo oprócz nich. – 

Chodź, wyjdźmy stąd. 

Przez jakiś czas szli po plaży w milczeniu. 
– 

A czy ty w ogóle jesteś zainteresowana związkiem ze mną? – spytał w 

końcu. 

– 

Ależ, Mark. Od śniadania szczypię się, by mieć pewność, że to wszystko 

dzieje się naprawdę. Oczywiście, że chcę być z tobą. Kocham się w tobie od lat. 

Mark gwałtownie się zatrzymał. 
– 

Naprawdę? – spojrzał na nią z niedowierzaniem. 

Kayla  zamknęła  oczy.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  mężczyźni  są  tak 

niedomyślni. 

– 

Czy naprawdę myślisz, że stawałabym na głowie, by zaciągnąć cię do 

łóżka, gdybym nie była w tobie po uszy zakochana? 

– 

Myślałem,  że  po  prostu  szukasz  przygód.  A  ja  akurat  ci  się 

napatoczyłem... 

Kayla skrzywiła się. 
– 

Żartuję – uspokoił ją Mark. – Ale tylko trochę... Naprawdę udało ci się 

mnie przekonać, że nie oczekujesz ode mnie żadnych zobowiązań. 

– 

Bo  tak  rzeczywiście  było.  Byłam  gotowa  się  z  tobą  przespać,  nawet 

gdybyśmy się już mieli więcej nie zobaczyć. 

– 

Ale ja chcę cię jeszcze zobaczyć – rzekł z uśmiechem. 

– 

No... chyba na to wygląda... 

– 

Czy to znaczy, że wyjdziesz za mnie? 

– 

Teraz  nie  mogę,  Mark.  A  przynajmniej  nie  od  razu.  Muszę  najpierw 

skończyć  studia  i...  w  ogóle  coś  sobą  prezentować...  coś  wreszcie  zacząć 

znaczyć... 

– 

Nie wiem, czy wiesz, że Uniwersytet Georgetown słynie z tego, że ma 

doskonały wydział prawa. A na dodatek mieści się tuż obok mojego domu... 

– 

Myślisz, że mogłabym się przenieść? 

– 

A  czemu  nie?  Musiałabyś  oczywiście  złożyć  podanie  i  czekać,  aż  je 

pozytywnie rozpatrzą, ale znając ciebie, jestem pewien, że masz dobre stopnie, 

więc przyjmą cię tam bez najmniejszego problemu. 

– 

Może na jesieni by mi się udało... Mark objął ją i przyciągnął do siebie. 

– 

A co byś powiedziała na przeniesienie się za dwa tygodnie? 

Kayla spojrzała na niego podejrzliwie. 
– Mówisz serio? 
– 

Jak najbardziej. Nie mógłbym normalnie funkcjonować, gdybym musiał 

czekać na twoją przeprowadzkę do następnego roku akademickiego. 

– 

Nie  wierzę.  A  co  się  stało  z  ostrożnym,  stąpającym  twardo  po  ziemi 

background image

Markiem,  który  wszystko  planuje  z  wyprzedzeniem  i  nie  angażuje  się  w  nic 
pochopnie? 

– 

Przestraszył  się.  Jesteś  najważniejszą  osobą,  jaką  kiedykolwiek 

p

oznałem. Chyba już to wiedziałem, mając trzynaście lat, ale dopiero teraz, będąc 

tutaj,  uzmysłowiłem  to  sobie  tak  wyraźnie.  Przebywanie  z  tobą  sprawiło,  że 

przypomniałem sobie o marzeniach i nadziejach z dzieciństwa, o których zupełnie 

zapomniałem, pracując w wielkiej kancelarii prawniczej, mając na co dzień do 

czynienia z różnymi cholernie prestiżowymi klientami... 

Doszli do chatki i usiedli na werandzie. 
– 

A czy nie to właśnie było twoim życiowym celem? Marzyłeś o prawie od 

dzieciństwa. 

–  Tak, ale od chwi

li, gdy zacząłem tam pracować, trochę się zmieniłem. 

Karyn zwróciła mi na to uwagę i miała rację... – zawiesił głos. – Zresztą okazuje 

się, że moja siostra miała w wielu kwestiach rację. Między innymi powiedziała 

mi,  że  stałem  się  lodowaty  i  cyniczny.  Jeśli  rzeczywiście  tak  było,  to  tylko 

dlatego, żeby jakoś przetrwać. 

– 

A nie myślałeś o tym, by kiedyś zmienić pracę? 

– 

Owszem. Kto wie, może jak skończysz studia będziemy mogli założyć 

razem  kancelarię?  Wcale  niekoniecznie  w  Waszyngtonie,  ale  raczej  w  jakimś 

małym  miasteczku,  gdzie  będziemy  stanowić  część  lokalnej  społeczności  i 

pomagać znajomym i sąsiadom rozwiązywać problemy prawne. Nie bralibyśmy 

żadnych  wielkich  spraw,  przy  których  dniami  i  nocami  pracują  całe  sztaby 

prawników.  Tylko  my  dwoje  i  może  jakaś  asystentka.  Oczywiście,  kiedy 

założymy rodzinę, będziemy musieli trochę inaczej wszystko zorganizować, ale 
mamy na to jeszcze czas. 

– 

Widzę, że bardzo szczegółowo sobie wszystko zaplanowałeś. 

– 

Żebyś wiedziała. Przeanalizowałem różne możliwości, ale doszedłem do 

wniosku, że tylko jedna jest dobra... Ta, że zamieszkamy razem i pozwolisz się 

przekonać, by za mnie wyjść. 

– 

Już mnie przekonałeś, Mark, i to w chwili, gdy powiedziałeś, że jesteś we 

mnie zakochany. Teraz należy tylko dopracować szczegóły. 

Później  tego  wieczoru,  kiedy  już  wtuleni  w  siebie  zasnęli,  zadzwonił 

telefon. Mark podniósł słuchawkę. 

– Halo? – 

rzekł zaspanym głosem. 

– 

No, co tam słychać? – spytała radośnie Karyn. 

Mark zapalił nocną lampkę. 
– 

Jak to, co słychać? – spytał, muskając Kaylę po ręce, którą zarzuciła na 

jego biodro. 

– 

Chciałam się dowiedzieć, czy dobrze się bawisz... 

– 

Wspaniale! Bardzo tu pięknie. Nawet nie wiesz, co straciłaś. Strasznie 

potrzebowałem takiego wyjazdu. Wypocząłem, opaliłem się, spojrzałem na wiele 

background image

spraw z nowej persp

ektywy. Jestem ci strasznie wdzięczny, bo pewnie sam bym 

się nie zmobilizował do wyjazdu. 

Karyn przez długą chwilę się nie odzywała. 
– 

I to wszystko robiłeś sam? – spytała w końcu. Kayla uniosła głowę, by 

móc zobaczyć twarz Marka. Na migi pokazał jej, by się nie odzywała. 

– 

Ależ skąd. W ośrodku jest masa ludzi. Chyba wszyscy przyjechali tu na 

święta. 

Karyn znów zamilkła. 
– 

No dobrze, dość tego – rzekła Karyn. – Powiedz mi tylko, proszę, czy 

Kayla dotarła na miejsce? 

– Kto? – 

spytał niewinnym głosem. Wtedy Kayla nie była dłużej w stanie 

stłumić rozbawienia i głośno się roześmiała. Mark zawtórował jej. 

– 

Ty kłamczuchu! – wykrzyknęła Karyn. – Mam szczerą nadzieję, że to 

Kayla. 

– 

Właściwie nie wiem, co to za dziewczyna. Zastałem ją w chatce któregoś 

dnia i namówiłem ją, by została na parę dni. Poczekaj, dam jej słuchawkę. 

– 

Cześć, Karyn – rzekła Kayla. – Byłam strasznie rozczarowana, że cię tu 

nie zastałam. Bardzo chciałam się z tobą zobaczyć.  A właściwie dlaczego nie 

powiedziałaś mi, że nie przyjedziesz? 

Karyn westchnęła. 
– 

Bo miałam nadzieję, że jeśli spędzicie trochę czasu razem, to może... A 

zresztą, nie ma to żadnego znaczenia. Myślałam, że jak Mark cię zobaczy, to... 

– 

Zapomni o życiu, które sobie ułożył w Waszyngtonie? – podpowiedziała 

Kayla. 

– 

Mniej więcej – odparła Karyn. Wydawała się nieco rozczarowana. – No, 

ale przynajmniej mieliście okazję sobie porozmawiać po tylu latach. 

– Oj, tak – 

rzekła Kayla z uśmiechem. – Świetnie było go zobaczyć, ale 

strasznie tęsknię za tobą. 

– 

Ja też! – wykrzyknęła Karyn. – I pomyśleć, że odmówiłam sobie tego 

wyjazdu tylko po to, byście może... zdali sobie sprawę, że... ach, zresztą teraz to 

zupełnie nieistotne... 

– 

Że jesteśmy w sobie zakochani? – podsunął Mark. 

– 

No właśnie... – rzekła jego siostra. – Cholera jasna, tak sobie to wszystko 

wyobraziłam... 

– 

No to możesz być z siebie dumna, bo ci się udało... 

Zapadła cisza. 

Po bardzo długiej chwili Karyn odezwała się ponownie. 
– 

Czy mówisz to, co myślę? – spytała podejrzliwie. 

– 

Tak, twoje swaty się udały – wyjaśnił Mark. – Teraz staramy się jakoś 

zaradzić temu, że mieszkamy na dwóch krańcach kontynentu i że Kayla studiuje. 

–  O rany! Nie nabierasz mnie? – 

wykrzyknęła,  nie  tłumiąc  radości.  – 

background image

Naprawdę chcecie być razem? 

– 

Jeśli pytasz o ślub, to owszem, planujemy go w najbliższej przyszłości, 

ale  jeszcze  musimy  dokładnie  ustalić,  gdzie  się  odbędzie.  Tak  czy  inaczej, 

wyjeżdżamy jutro. Kayla musi wracać do Oregonu na zajęcia, a ja muszę być w 

pracy. Mamy zobowiązania, ale staramy się coś zmienić tak, by móc być razem. 

Słysząc tę wiadomość, Karyn rozpłakała się ze szczęścia. 
– 

O Boże! Nawet nie wiecie, jak się cieszę! Kayla od tylu lat była jakby 

częścią naszej  rodziny,  a  teraz  będzie to naprawdę.  Moglibyście  się pobrać  w 

Connecticut i wesele zrobić u rodziców. Mama oszalałaby z radości. 

– 

Domyślam  się  –  rzekł.  –  Słuchaj,  Karyn,  czy  korzystając  z  tego,  że 

pewnie jeszcze długo będziesz płakać, możemy iść z powrotem spać? 

– 

Oj, spaliście? – Ale jak to? Oboje? Razem? To znaczy, że ty i Kayla...? 

– 

Tak,  Karyn.  Mam  nadzieję,  że  zebrałaś  już  wszystkie  niezbędne 

informacje... A teraz, proszę, daj nam pospać. Dobranoc – pożegnał się z siostrą i 

spojrzał na Kaylę. 

– 

Sprawia wrażenie bardzo szczęśliwej – rzekła Kayla, nieco zdziwiona tak 

emocjonalną reakcją Karyn. 

Mark zgasił światło, poprawił poduszki i wygodnie się rozłożył. 
– 

Oczywiście, że jest szczęśliwa. Jej plan wypalił. Będzie opowiadać tę 

historię miesiącami, a może nawet latami – rzekł, delikatnie przyciągając Kaylę 

do siebie, aż znalazła się na nim. 

– Co robisz? – wyszepta

ła. 

– 

Nic takiego. Ale skoro i tak nas obudziła, musimy się jakoś uśpić. 

Podniósł ją na tyle, by móc językiem dotknąć jej piersi. 

Kayla gwałtownie nabrała powietrza. 
– 

W ten sposób na pewno szybko nie zasnę! – wyszeptała. 

– 

Może nie od razu – przyznał. Przesunął nieco biodra tak, że poczuła jego 

twardy członek między nogami. 

W ciągu zaledwie paru razy nauczył ją, co lubi w łóżku. Kayla była bardzo 

pilną uczennicą. Uklękła i usadowiła się na nim, delektując się jękami rozkoszy, 

jakie wydawał, gdy unosiła się, a następnie wolno obniżała biodra. W końcu nie 

wytrzymał tych igraszek, chwycił ją za biodra i zaczął się w niej poruszać we 

własnym tempie. 

Kayla  nie  potrafiła  dotrzymać  mu  tempa,  nie  szczytując.  Starała  się  jak 

najdłużej  odwlec  tę  chwilę,  ale  gdy  jej  ciało  rzucane  było  spazmatycznymi 

skurczami, on także stracił nad sobą panowanie. 

Kiedy  wreszcie  doszła  do  siebie,  była  gotowa  pójść  spać.  Seks  był 

wspaniały i doskonały na bezsenność. Zasypiała już, gdy usłyszała głos Marka. 

– Kayla? 
– 

Słucham? 

– 

Myślałem o jednej rzeczy. 

background image

– 

Za dużo myślisz. 

– 

Tak już mam, nic na to nie poradzę. Słuchaj, czy stosujesz jakąś formę 

antykoncepcji? 

To pytanie natychmiast ją obudziło. 
– 

Nie, nigdy... po prostu nie musiałam. 

– 

Tak też myślałem. 

– A co? 
– 

Jak pewnie zauważyłaś, nie zawsze pamiętałem o prezerwatywie, a to 

znaczy, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że jesteś w ciąży. 

Oczywiście,  że  nie  przyszło  jej  to  do  głowy.  Pomyślała  o  tym  dopiero 

wtedy, gdy po raz pierwszy kochali się pod prysznicem. 

– No to co? – 

zapytała. 

– 

Nie martwisz się? 

– 

A skąd. Dlaczego miałabym się martwić? 

– 

A co myślisz? 

– 

Że powinniśmy poczekać i zobaczyć. Jeśli rzeczywiście będę w ciąży, 

przeprowadzę się do Waszyngtonu szybciej, niż myślisz. 

Przytulił ją do siebie. 
– 

No to mam nadzieję, że jesteś w ciąży – rzekł, zatapiając twarz w jej 

włosach. 

background image

EPILOG 

 

Lustrując wzrokiem zatłoczony hol Międzynarodowego Lotniska O’Hare, 

Megan  namierzyła  Kaylę,  Gretę  i  jej  małą  córeczkę  Lilly,  siedzące  we  wnęce 

nieopodal wejścia. 

– 

Czyżby panie czekały na mnie? – zagadnęła je wesoło. 

– 

O,  jesteś!  –  powitała  ją  radośnie  Kayla.  –  Właśnie  zaczęłyśmy  się 

zamartwiać, czy przypadkiem nie przegapiłaś swojego lotu. 

– 

A  potem  przyszło  nam  do  głowy,  że  może  skróciłaś  swoją  świąteczną 

eskapadę, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu – dodała Greta. 

Megan usiadła przy stoliku naprzeciwko obu koleżanek. 
– 

Mój lot z Knoxville rzeczywiście opóźnił się trochę z powodu burzy – 

wyjaśniła im. 

Dziewczyny roześmiały się. Wszystkie były w znacznie lepszych nastrojach 

niż przed ponad tygodniem. 

– 

No  to  opowiadajcie  o  swoich  świętach.  Kayla,  jak  się  miewa  twoja 

przyjaciółka w St Croix? Jak potoczyły się sprawy w Houston, Greta? 

– 

Zanosi się na to, że wuj Brodie będzie moim nowym tatusiem – ogłosiła 

Lilly  i  ziewając,  wdrapała  się  na  kolana  Grety.  –  Będziemy  mieszkać  w 
prawdziwym forcie. 

– 

Naprawdę? – zapytały jednocześnie Megan i Kayla, po czym oderwały 

wzrok od małej i skierowały go na jej matkę. 

– Mów, Greta! – 

zażądała Kayla. Greta nie dała się prosić. 

– 

Brat mojego zmarłego męża, Brodie, nauczył mnie, że miłość jest darem 

zbyt cennym, żeby go odrzucić. Mamy więc zamiar pobrać się. Gdy tylko Lilly i ja 
spakujemy wszystko, natychmiast przyjedziemy do niego do Luizjany. On jest 

wojskowym w stopniu kapitana i został oddelegowany do szkolenia żołnierzy w 
Fort Polk. 

– Moje gratulacje – 

powiedziała Kayla i uśmiechnęła się promiennie. 

Megan z całego serca przyłączyła się do gratulacji Kayli. 
– 

Naprawdę podzielam waszą radość. – Gdy zauważyła ten sam promienny 

wyraz szczęścia na twarzy Kayli, zapytała: – Czy ty też masz w zanadrzu jakąś 

niespodziankę, Kayla? 

– Faktycznie – 

śmiejąc się, przyznała Kayla. – Moja przyjaciółka nawet się 

nie pokazała na tej egzotycznej wyspie. Zamiast siebie przysłała swojego brata. 

Spryciara.  Domyśliła  się,  że  od  dawna  jestem  zakochana  w  Marku,  więc 

postanowiła wystąpić w roli swatki. No i udało się jej. Pobieramy się w czerwcu, 

tuż po mojej sesji. On pracuje w Dystrykcie Kolumbii, dlatego przenoszę się do 
Georgetown na semestr jesienny. 

–  W ten sposób twoja najlepsza przy

jaciółka będzie teraz również twoją 

background image

szwagierką – zauważyła Megan. – To wspaniale! 

– Wszystkiego najlepszego, Kayla – 

dorzuciła Greta. – No, ale co z tobą, 

Megan? Czy spędziłaś święta tak, jak chciałaś? W ciszy i samotności? 

– 

Szczerze mówiąc, nie. 

– 

Nie  wystawiaj  na  próbę  naszej  cierpliwości  –  poprosiła  Greta.  – 

Powiedz, co się wydarzyło? 

– 

Pewnie i ty też kogoś spotkałaś – odgadła Kayla. 

Megan uśmiechnęła się tajemniczo. 
– 

Spotkałam absolutnie fantastycznego mężczyznę. Ma na imię Lucas. Nie 

pozwolił  mi  rozczulać  się  nad  sobą.  Nalegał,  żebym  spędziła  normalne, 

tradycyjne święta, no i... 

– 

Przeprowadzasz  się  do  Tennessee,  czy  on  przyjedzie  do  Illinois?  – 

zainteresowała się Greta. 

– 

Ja  zamieszkam  w  Tennessee,  gdy  tylko  zlikwiduję  swoje  mieszkanie  – 

ozna

jmiła uszczęśliwiona Megan. – Lucas i ja planujemy się pobrać, gdy tylko 

wrócą moi rodzice z tej swojej egzotycznej wyprawy. 

– 

Cudownie  słyszeć,  że  i  twoje  sprawy  ułożyły  się  tak  dobrze,  Megan  – 

powiedziała Kayla. 

– 

A ja się cieszę, że wszystkim nam się udało – dorzuciła Greta i zerknęła 

na zegarek. – 

Szkoda,  że  nie  możemy  zostać  z  wami  dłużej,  ale  zaraz  mamy 

samolot. 

– 

Ja też. – Megan sięgnęła po swoją torbę podróżną. 

– Dajcie mi wasze adresy – 

zaproponowała Greta. – Ja podam wam mój. 

Bardzo  chciałabym,  żebyśmy  pisywały  do  siebie  i  może  jeszcze  nieraz  się 

spotkały? Co wy na to? 

– 

To wspaniały pomysł. – Megan wyciągnęła ze swojej torebki notesik i 

długopis. – Zapiszę wam mój nowy adres w Tennessee – powiedziała z dumą. 

Po wymianie wszystkich adresów i solenn

ym obiecaniu sobie nawzajem, że 

na pewno będą utrzymywały kontakt, uściskały się i pobiegły. Każda do swojego 

wyjścia. 

Ich  świąteczne  wakacje  okazały  się  stokroć  lepsze,  niż  mogły  to  sobie 

wyobrazić. Czy był to uśmiech losu? Cenny prezent pod choinkę! Przecież każda z 

nich znalazła swoją miłość, szczęście, no i... dwie nowe przyjaciółki. A wszystko 

dzięki  temu,  że  zbuntowały  się  i  postanowiły  nie  obchodzić  w  tym  roku  świąt 

Bożego  Narodzenia  w  sposób  tradycyjny.  Chciały  uciec  od  rutyny,  uciec  w 
nieznane... 

A

le tak naprawdę, to od czego uciekały? Czy tylko od świątecznej rutyny? 

Czy może od nieciekawej, pozbawionej miłości, codzienności? 


Document Outline