background image

 

Ks. Piotr Pawlukiewicz 

 
 
 
 
 
 

DZIECIOM O MSZY ŚWIĘTEJ 

-  w domu 

-  w kościele 

-  na katechezie 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Oficyna Wydawnicza „Liberton" 

Warszawa 1996 

background image

Jezus Chrystus wyzwala ludzi 

od zła, grzechu i śmierci 

 
 

Zdarza mi się spotykać dzieci, a nawet dorosłych, którzy 

mówią: „Proszę księdza, ja nie lubię chodzić do kościoła, bo 
tam  trzeba  stać  w  miejscu  przez  całą  godzinę.  Ksiądz  przy 
ołtarzu  mówi  w  każdą  niedzielę  to  samo,  i  w  ogóle  nic 
ciekawego  się  nie  dzieje.  Ja  wolę  pojechać  do  lasu  czy  na 
działkę. Tam jest cisza i spokój. Tam sobie odpocznę i nawet 
się  lepiej  pomodlę  niż  w  kościele.  Przecież  Pan  Bóg  jest 
wszędzie, więc co to za różnica, czy ja się modlę w lesie, czy 
w kościele". 

Żeby zrozumieć, dlaczego musimy chodzić co niedzielę 

do  kościoła,  musimy  uświadomić  sobie  to,  że  wszyscy 
jesteśmy chorzy na chorobę grzechu. Co to za choroba? 

Kiedyś  pewien  chłopiec,  który  miał  na  imię  Marek, 

zadał  mi  bardzo  mądre  pytanie:  „Dlaczego  tak  jest,  proszę 
księdza, że na świecie zło jest silniejsze od dobra? Złe rzeczy 
dzieją  się  szybko  i  z  jakąś  wielką  siłą,  a  dobre  dokonują 
powoli. Na przykład las rośnie dziesiątki, a nawet setki lat, a 
spłonąć może w kilka godzin. Pokrzywy rosną wszędzie, choć 
ich  nikt  nie  sadzi,  nie  podlewa,  nie  pielęgnuje.  A  żeby 
wyhodować  piękną  różę  czy  jabłko,  trzeba  tyle  wysiłku  i 
troski". 

background image

Bardzo mądre pytanie zadał mi ten chłopiec i ja sobie 

pomyślałem, że on miał dużo racji. Zło rzeczywiście jest takie 
szybkie i mocne. I to nie tylko w przyrodzie, ale i w nas. Czy 
potrzeba wysiłku do tego, żeby się na przykład zdenerwować? 
Czy potrzeba wysiłku do tego, żeby przekląć czy objadać się 
czekoladą?  Nie,  do  tego  nie  potrzeba  wysiłku.  On  jest 
potrzebny wtedy, gdy chcemy się od zła powstrzymać, kiedy 
chcemy zrobić coś dobrego. Każdy z nas wie, ile silnej woli 
trzeba  do  tego,  żeby  się  dobrze  uczyć,  pomagać  mamie, 
zrezygnować z telewizji i odmówić modlitwę wieczorną. 

Ktoś  powiedział,  że  przez  grzech  pierworodny  cały 

świat  stał  się  jak  dom,  w  którym  podłoga  mocno  się 
przechyliła. Na dole jest zło, a na górze dobro. Do zła idzie się 
szybko i bez wysiłku, ku dobru trzeba się mozolnie wspinać. 

Ktoś inny powiedział, że grzech to taka sytuacja, kiedy 

diabeł  wziął  wszystkich  ludzi  na  taką  niewidzialną  smycz  i 
ciągnie ich do zła. Człowiek wie, że zło jest złem, nawet nie 
chce  go  czynić,  a  jednak  jakaś  niewidzialna  siła  pokusy 
ciągnie go w ten dół zła. - . 

Największym  jednak  zniewoleniem  człowieka,  które 

powoduje  grzech,  jest  śmierć.  Każdy  człowiek,  choćby  nie 
wiem,  jak  starał  się  być  dobry,  zostanie  kiedyś  dosięgnięty 
przez  śmierć.  Dlatego  Pismo  Święte  mówi,  że  wszyscy 
znajdujemy się w niewoli grzechu i śmierci. 

Co zrobić w tej sytuacji? Jakie znaleźć z niej wyjście? 

W  jaki  sposób  wyzwolić  się  z  grzechu  i  śmierci?  Żaden 
człowiek nie znał odpowiedzi na te pytania, żaden nie 

background image

był w stanie tego dokonać. Aż dwa tysiące łat temu narodziła 
się  Ktoś,  kto  postanowił  wyrwać  ludzi  z  tej  niewoli,  kto 
postanowił zerwać tę niewidzialną smycz. To Jezus Chrystus. 
Szatan  od  razu  wiedział,  że  Syn  Boży  będzie  chciał  mu 
odebrać władzę nad ludźmi i dlatego już zaraz po narodzinach 
w Betlejem chciał Jezusa zgładzić. Wszyscy pamiętamy, jak 
wydano dekret nakazujący zabicie małych dzieci, aby zginął 
także  Zbawiciel,  ale  Dzieciątko  Jezus  w  ramionach  Maryi 
uciekło spod miecza oprawców. 

Wielokrotnie  szatan  chciał  odciągnąć  Jezusa  z  drogi, 

która miała zerwać więzy grzechu. Zły duch chciał odwieść 
Jezusa od tego kuszeniem na górze, miał zamiar zrzucić go ze 
skały  rękoma  niedobrych  ludzi.  Ale  Jezus  nie  odstąpił  od 
zamiaru  wyzwolenia  człowieka  i  szedł  dalej  przez  świat, 
dobrze  czyniąc.  Po  trzech  latach  misji  Pana  Jezusa  szatan 
przystąpił do ostatecznego starcia ze Zbawicielem. Pojmał go 
rękoma  sług  faryzeuszów, ubiczował,  ukoronował cierniem, 
opluł  i  wyszydził.  Pragnął,  by  Jezus  powiedział: „Dość,  nie 
chcę  już  cierpieć",  ale  Zbawiciel  dalej  trwał  w  postawie 
miłości i dobroci. Wtedy szatan przybił Jego dłonie do krzyża 
i, bijąc i popychając, kazał iść na sam szczyt Golgoty. Tam w 
okrutny sposób ukrzyżowano Jezusa. 

Syn Boży w każdej chwili mógł cofnąć się i w cudowny 

sposób  zejść  z  krzyża,  ale On  mimo  ogromnego  bólu  nadal 
trwał w miłości do Ojca i łudzi. Nie złorzeczył, nie przeklinał, 
nie narzekał. Jego miłość była większa od cierpienia, większa 
od lęku przed śmiercią. Kie- 

background image

 

dy  Jego  ziemskie  życie  dobiegało  końca,  wypowiedział 
słowo: „Pragnę", i umarł. Umarł z nieskończoną, niepojętą i 
niczym nieskażoną miłością w sercu. I jako pierwszy człowiek 
zerwał  więzy,  jakimi  szatan  zniewalał  wszystkich  łudzi.  A 
znakiem tego było to, że po trzech dniach powstał z grobu. 
Pokonał grzech i śmierć. Jako pierwszy z łudzi wszedł z duszą 
i ciałem do świata, gdzie nie ma już zła, cierpienia, pokus i 
śmierci. 

background image

Msza święta miejscem zjednoczenia ze 
Zbawicielem 

 
 

Na  poprzednim  spotkaniu  mówiliśmy  o  tym,  jak  Pan 

Jezus skruszył ścianę grzechu, cierpienia i śmierci i otworzył 
ludziom bramę do świata wolności. Dokonał tego tak ogromną 
miłością, jakiej żaden z ludzi nigdy nie miał w swoim sercu. 

Ktoś  może  jednak  powiedzieć:  „Cóż  z  tego,  że  Pan 

Jezus wyrwał się z tego wszystkiego, co zniewala człowieka, 
skoro ja nadał popełniam grzechy, nadal cierpię i, jak wszyscy 
ludzie, kiedyś umrę. Nadal żyję na tej «przechylonej podłodze 
świata»,  gdzie  zło  jest  na  dole,  a  dobro  na  górze,  i  to  tak 
bardzo,  bardzo  wysoko".  Ta  wątpliwość  jest  słuszna.  Jezus 
otworzył nam jedynie bramę do wolności, ale teraz w dużym 
stopniu od nas zależy, czy przez nią przejdziemy. 

Ktoś  powie:  „Gdzie  szukać  tych  drzwi  wiodących  do 

wolności, jak zerwać to uzależnienie od grzechu i zła?". Otóż 
takimi  wielkimi  wrotami  do  świata  pokoju  i  radości  jest 
MSZA ŚWIĘTA. 

Na  każdej  Eucharystii  ten  sam  Jezus  Chrystus,  pod 

postaciami chleba i wina, składa ofiarę Bogu Ojcu. To znaczy, 
że  z  niepojętą  siłą  synowskiej  miłości  oddaje  siebie  Bogu 
Ojcu. I teraz każdy, kto mocno zjednoczy się z 

background image

Panem Jezusem, zostanie przez Niego niejako zabrany w ten 
świat wolności. W świat Boga. 

Nie tak dawno pewna pani mówiła mi, że ona nie chodzi 

do kościoła i z tego powodu nie czuje się wcale winna, bo dla 
niej najważniejsze jest to, żeby być dobrym człowiekiem i żyć 
uczciwie. Jak myślicie, drogie dzieci, co jest ważniejsze: czy 
chodzić na mszę do kościoła, czy zachowywać przykazania i 
być dobrym człowiekiem? Otóż ważne jest jedno i drugie. Tak 
samo ważne, jak silnik i koła w samochodzie. Żeby samochód 
pojechał,  musi  być  w  samochodzie  i  jedno,  i  drugie.  Aby 
pojechać  do  nieba,  trzeba  chodzić  na  mszę  świętą  i 
przyjmować Komunię Świętą, ale koniecznie też trzeba być 
dobrym  człowiekiem.  Jeżeli  ktoś  zaniedba  jedną  z  tych 
rzeczy, to tak, jakby powiedział: „Mam w samochodzie tak 
dobry  silnik,  że  już  nie  muszę  mieć  kół".  Albo  odwrotnie: 
„Mam tak wspaniałe koła, że silnik jest mi już niepotrzebny". 
To jest, oczywiście, bardzo niemądre. 

Wspomniałem, że aby Pan Jezus zabrał kogoś ze sobą ze 

świata grzechu, trzeba się z Nim mocno zjednoczyć. Trzeba 
się niejako do Pana Jezusa mocno przywiązać, bo droga jest 
daleka i niebezpieczna. Trzeba się przywiązać do Pana Jezusa 
dwoma linami: Komunią Świętą i moralnością. Żadnej z nich 
nie może zabraknąć. 

Ale ktoś powie: „Znam kogoś, kto żyje bardzo uczciwie 

i chodzi do Komunii Świętej, a jednak nadal cierpi i starzeje 
się, i wcale nie widać, żeby był już w krainie wolności". 

Kiedyś w domu Łukasza było takie wydarzenie. 

background image

Wszyscy domownicy wyszli przed dom, żeby powitać ciocię, 
która przyjechała z daleka, i w tym momencie wiatr dmuchnął 
mocno i zatrzasnęły się drzwi. Co za dziwna sytuacja - ciocia 
przyjechała z walizkami i nie można jej zaprosić do domu, bo 
drzwi zamknięte, a klucze zostały w środku. Co robić? Mama 
mówi,  że  trzeba  drzwi  wyważyć,  ale  tata  nie  chce  na  to 
pozwolić,  bo  się  framuga  zniszczy,  i  radzi  wybić  w  oknie 
szybę.  Ale  Łukasz  zauważył,  że  otwarte  jest  okienko  do 
piwnicy  i  powiedział,  że  on  może  przez  nie  wejdzie  do 
mieszkania i otworzy drzwi od środka. Rodzicom spodobał się 
ten pomysł, tylko tata zaczął wątpić, czy Łukasz się zmieści, 
bo  okienko  było  bardzo  małe.  Chłopiec  uklęknął  przed 
okienkiem  i  powoli,  powoli  przecisnął  przez  nie  głowę. 
Wtedy  ciocia  powiedziała:  ,Jak  już  głowę  przecisnął,  to  na 
pewno cały przejdzie". I tak się też stało. Łukasz po  chwili 
wszedł  cały  do  piwnicy  i  zaraz  potem  otworzył  drzwi 
wejściowe od wewnątrz. 

Drogie dzieci, posłuchajcie jeszcze raz, co powiedziała 

ciocia: ,Jak już głowa przeszła, to i całe ciało przejdzie". 

To  prawda,  że  człowiek,  który  żyje  uczciwie  i  nie 

popełnia  ciężkich  grzechów,  chodzi  regularnie  do  Komunii 
Świętej, nadal podlega cierpieniu i śmierci. Nadal przydarzają 
mu się w życiu grzechy lekkie. Ale taki człowiek ma już w 
swoim sercu niebo. A jak komuś serce przeszło do nieba, to i 
cały na pewno przejdzie. Właśnie wielcy święci to byli ludzie, 
którzy choć żyli na ziemi, to serce mieli w niebie. I po śmierci 
od razu poszli do nieba. 

background image

 

Zabrał ich tam Pan Jezus, z którym byli zjednoczeni poprzez 
Komunię Świętą i dobre uczynki. 

Oby  każdy  z  nas  tą  drogą  przykazań  i  mszy  świętej 

kroczył przez całe życie. 

background image

10 

Rzeczywista obecność Chrystusa Pana w 

Eucharystii 

 
 

Rozmawiałem kiedyś z chłopcem, który powiedział mi: 

„Chciałbym przenieść się choć na chwilę w te czasy, kiedy żył 
Pan  Jezus.  Chciałbym  Go  zobaczyć,  może  bym  z  Nim 
porozmawiał.  Szczególnie jednak  chciałbym  zobaczyć jakiś 
cud,  który  Pan  Jezus  uczynił.  Wtedy,  gdybym  wszystko 
zobaczył, na pewno bym w Pana Jezusa uwierzył i mocniej 
bym Go pokochał. A w ogóle - mówił dalej ten chłopiec - to 
Pan  Jezus  był  chyba  niesprawiedliwy,  bo  tylko  tamtym 
ludziom  dał  się  zobaczyć,  dotknąć,  im  robił  cuda,  a  nam 
zostały  już  tylko  obrazki".  Zapytałem  go,  co  jego  zdaniem 
powinien zrobić Pan Jezus. Chłopiec odpowiedział mi, że Pan 
Jezus nie powinien umierać. Mówił: „Przecież mógł to zrobić, 
i  wtedy  byłby  ze  wszystkimi  ludźmi,  i  z  nami  też". 
Przytoczyłem  mu  jednak  słowa,  które  powiedział  sam  Pan 
Jezus:  „Korzystne  jest  dla  was  moje  odejście",  a  przecież 
wiemy, że Pan Jezus się nie myli. Ten chłopiec nie wiedział, 
dlaczego  Pan  Jezus  tak  powiedział.  A  ja  chciałbym  wam  to 
wytłumaczyć. 

Widzicie,  dzieci,  jaka  to  niełatwa  sprawa  z  odejściem 

Pana Jezusa. Pomysł chłopca, żeby Pan Jezus został na ziemi, 
nie był dobry, bo np. w dzisiejszych czasach jest 4,5 mld ludzi. 
Gdyby każdy chciał porozmawiać ze Zbawicielem, to nawet 
najszybszym samolotem nie obleciałby Pan Jezus wszystkich 
miast  i  wsi,  a  przecież  każdy  wierzący  ma  Mu  tyle  do 
powiedzenia. I to nie tylko raz 

background image

11 

w  życiu,  ale  codziennie.  Gdyby  każdy  Polak  chciał  po-
rozmawiać  z  Panem  Jezusem,  tym  wędrującym  po  ziemi, 
tylko przez jedną minutę, a On od rana do wieczora nie robiłby 
nic innego, tylko rozmawiał, to musiałby poświęcić na to 14 
lat.  A  przecież  byłaby  to  tylko  jedna  minuta  rozmowy  dla 
każdego Polaka. A gdzie reszta świata? 

Pan  Jezus  musiał  odejść.  Właściwie  jednak  On  wcale 

nie odszedł, ale zaczął inaczej być. Jak to można inaczej być? 
Podobne rzeczy zdarzają się i na świecie. Np. ktoś wystawi 
wodę w garnku na mróz, a rano przyjdzie i zobaczy lód. Nie 
będzie pytał, kto zabrał wodę, a przyniósł lód, bo każdy wie, 
że  lód  to  właśnie  woda,  tylko  w  innej  postaci.  Gdy  garnek 
wstawi się do pokoju, lód zamieni się w wodę. Otóż właśnie 
Pan Jezus został z nami, ale pod postacią chleba. Zapytacie: 
dlaczego?  Właśnie  po  to,  by  być  ze  wszystkimi  ludźmi  na 
całym  świecie.  I  teraz  jest  z  nami  tu,  w  kościele,  i  jest  w 
Rzymie, w Nowym Jorku i w Chinach, i w tysiącach innych 
państw, miast i wsi. I jest On tu i tam prawdziwie. Nie tak jak 
na zdjęciu, ale naprawdę słucha i można Go zobaczyć. Gdy 
się przyjmuje Komunię, można Go nawet dotknąć. 

Myślę, że my mamy teraz lepiej niż ludzie, którzy żyli 

w czasach Pana Jezusa. Wtedy, żeby się z Nim spotkać, trzeba 
było się przepychać przez tłum, a teraz, szczególnie w dzień 
powszedni,  można  usiąść  w  ławce  i  spokojnie  z  Nim 
porozmawiać. Pan Jezus zawsze czeka. Nigdy nie odejdzie. 

Może ktoś powie: „Tam, w Izraelu, Chrystus był jako 

człowiek, a nie jako chleb". A czy wy myślicie, że Pan Jezus 

background image

 

był  jakiś  nadzwyczajny?  Był  z  wyglądu  normalnym 
człowiekiem i mówił dokładnie to, co czyta ksiądz w czasie 
mszy  świętej  z  Pisma  Świętego.  A  to,  że  robił  cuda?  Czy 
myślicie,  że  dziś  nie  robi  cudów?  Jeśli  chcecie  się  o  tym 
przekonać,  jeśli  chcecie  je  zobaczyć,  pojedźcie  na  Rynek 
Nowego  Miasta  w  Warszawie.  Tam  mieszkają  siostry 
sakramentki. To są siostry klauzurowe, to znaczy takie, które 
nigdy nie wychodzą z domu na ulicę. Od momentu wstąpienia 
do zakonu całe życie spędzają tylko w jednym domu. I tam 
dzień i noc adorują Pana Jezusa w Eucharystii. Oczywiście, 
nie wszystkie naraz, ale na zmianę. Nie chodzą do kina, nie 
jeżdżą na wakacje, nie chodzą do sklepów - są tylko siostry 
dyżurne, które zajmują się robieniem zakupów. I nikt ich tam 
nie  zamknął.  One  same  chcą  tam  być,  i  wiecie,  co  jest 
najważniejsze? Siostry te są często szczęśliwsze od tych osób, 
które mają domy, samochody i jeżdżą po całym świecie. Czy 
to  nie  cud?  I  to  wszystko  sprawia  Pan  Jezus  obecny  w 
Eucharystii. On chce nam udzielać szczęścia i jest Mu pewnie 
bardzo przykro, gdy dzieci przychodzą do kościoła i nawet Go 
nie  widzą.  Rozglądają  się  po  suficie,  rozmawiają  z  kolegą, 
bawią się rękawiczkami, a na Pana Jezusa nawet nie spojrzą i 
nie powiedzą Mu ani słowa. Często też dzieci zostawiają Pana 
Jezusa samego w zimnym  kościele i przez cały tydzień nikt 
nie przyjdzie, by Go ogrzać ciepłym słowem. 

Nie  róbmy  przykrości  Panu  Jezusowi.  On  do  nas 

przyszedł z samego nieba i jest tutaj. Niech się czuje u nas 
bardzo dobrze. O to postarajmy się w czasie tej mszy świętej 
i we wszystkie następne dni. 

background image

13 

Potrójna funkcja 

Eucharystii: - ofiara - 

Komunia - trwała obecność 

 

Bardzo  dawno,  ponad  trzy  tysiące  lat  temu,  wśród 

narodu żydowskiego zapanował głód. Aby nie umrzeć z głodu 
Izraelici  przenieśli  się  do  Egiptu,  ponieważ  tam  było  dużo 
pożywienia,  a  na  dodatek  jeden  z  Izraelitów  -  Józef  -  był 
bliskim  współpracownikiem  egipskiego  króla,  faraona,  i 
pomógł  im  się  w  Egipcie  zadomowić.  Na  początku  było 
Izraelitom w Egipcie bardzo dobrze, ale potem Józef umarł, 
zmienił  się  także  faraon  i  zaczęto  ich  prześladować. 
Zagoniono Żydów do bardzo ciężkich robót, bito ich, a nawet 
zabijano  ich  dzieci,  żeby  nie  stali  się  wielkim  narodem.  I 
wtedy Pan Bóg ulitował się nad Izraelem. Wybrał Mojżesza i 
przez  niego  powiedział  Żydom:  „Niech  każda  rodzina 
izraelska  złoży  Bogu  w  ofierze,  a  następnie  spożyje  na 
specjalnej uczcie baranka. Krwią tego baranka niech pokropi 
drzwi  domu.  A  Ja  przejdę  w  nocy  nad  Egiptem  i  pokaram 
Egipcjan, a tym, którzy pokropią swe drzwi krwią baranka, nic 
złego się nie stanie". I tak też było. Wielu Egipcjan tej nocy 
umarło, a Żydzi uciekli i już nie byli niewolnikami w Egipcie. 

Czy myślicie, że po ucieczce Żydzi byli już tak zupełnie 

wolni  i  szczęśliwi?  Nie.  Byli  oni  nadal  w  niewoli  grzechu 
pierworodnego  popełnionego  w  raju  przez  Adama  i  Ewę. 
Dlatego, jak wszyscy ludzie, musieli ciężko 

background image

14 

pracować,  chorowali,  no  i,  oczywiście,  umierali.  Skutkiem 
tego grzechu była też wzajemna niezgoda. Ludzie się kłócili, 
a  nawet  zabijali.  Była  to  kara,  jaką  Bóg  zesłał  za 
nieposłuszeństwo pierwszych rodziców. 

Wiecie o tym, że człowiek może Pana Boga obrazić, ale 

sam nie może Go przeprosić. Może ktoś zapytać: dlaczego? 
To  jest  tak  samo  jak  z  napisami,  które  są  na  klatkach 
schodowych w blokach: „Za szkody wyrządzone przez dzieci 
odpowiadają  rodzice".  No  bo  sami  pomyślcie:  jeżeli  jakiś 
chłopiec  wybije  szybę  na  klatce  i  chciałby  potem  pana 
dozorcę  przeprosić  -  czy  sprawa  będzie  załatwiona? 
Oczywiście - nie. To rodzice muszą przyjść do pana dozorcy 
i zapłacić za szkody, albo tata sam musi wstawić szybę. I tak 
właśnie  było  po  grzechu  pierworodnym.  Ludzie  popełniali 
poważne wykroczenia, ale sami nie mogli naprawić szkód, nie 
miał też kto się za nimi wstawić. Dopiero kiedy przyszedł Pan 
Jezus  -  odkupił  nas,  czyli  pogodził  nas  z  Panem  Bogiem, 
wyzwolił nas od śmierci, cierpienia i chorób. To właśnie Pan 
Jezus zgodził się za nas złożyć ofiarę, i to nie w pieniądzach, 
w  złocie  czy  w  postaci  baranka,  ale  ze  swojego  życia.  Tak 
wielkie było wykroczenie Adama i Ewy i tak wielka musiała 
być ofiara - życie Syna Bożego. I wiecie o tym, że Pan Jezus 
w  ogromnym  bólu  i  cierpieniach  złożył  za  nas  ofiarę  na 
krzyżu,  abyśmy  byli już  wolni od  grzechu  pierworodnego  i 
jego skutków - chorób, ciężkiej pracy, a przede wszystkim od 
śmierci. Pan Jezus umarł też za to, aby ludzie już nie kłócili 
się między sobą, nie robili sobie krzywdy, aby wszyscy byli 
jedno. 

background image

 

I tak jak Pan Bóg ocalił tych Żydów, którzy w Egipcie 

złożyli  ofiarę  z  baranka,  tak  i  teraz  Bóg  ocali i  wyzwoli  ze 
śmierci  tych,  którzy  składają  ofiarę  Chrystusa.  Ale  jak  ją 
złożyć?  Właśnie  dlatego,  by  każdy  człowiek  mógł  złożyć 
Chrystusową  ofiarę  z  siebie.  Pan  Jezus  ustanowił  Mszę 
Świętą, czyli Eucharystię. Właśnie w czasie jej sprawowania 
Chrystus  ofiaruje  siebie  za  nas.  Kto  przychodzi  na  mszę 
świętą, składa swoją ofiarę, przyjmuje Ciało Pana Jezusa pod 
postacią  chleba,  będzie  przed  Bogiem  usprawiedliwiony  i 
będzie w przyszłości wolny od chorób, cierpień i będzie żył 
wiecznie.  A  tym,  którzy  tego  dokonają,  łatwiej  będzie  się 
zjednoczyć, bo w ich sercach będzie jeden i ten sam Bóg, i 
właśnie dzięki Komunii Świętej staną się oni jednością. 

Tak  więc  niech  wszyscy  zapamiętają  z  tej  nauki,  że 

Eucharystia, Komunia Święta jest dla nas tak bardzo ważna, 
bo jest to ofiara za nasze życie, za nasze szczęście. Ona nas 
wszystkich  jednoczy  i  sprawia,  że  możemy  być  dla  siebie 
lepsi, dla rodziców, rodzeństwa, kolegów, koleżanek, bo jeśli 
wszyscy przyjmujemy Komunię Świętą, to w każdym sercu 
jest ten sam Pan Jezus. Eucharystia sprawia, że nie jesteśmy 
samotni, że zawsze możemy przyjść do Jezusa i powiedzieć 
Mu o swoich kłopotach i troskach. Pan Jezus nas pocieszy i 
nam pomoże. Eucharystia jest wielkim darem samego Boga, 
jest ona Bogiem, który do końca nas umiłował. 

background image

16 

Liturgia mszy świętej - obrzędy wstępne 

 

Przez  następne  trzy  niedziele  będziemy  w  czasie 

kazań mówić o mszy świętej. Co oznaczają poszczególne jej 
części, co oznaczają wypowiedziane w niej słowa. Będziemy 
o tym mówić po to, aby nauczyć się lepiej przeżywać mszę 
świętą  i  lepiej  w  niej  uczestniczyć.  Jeśli  będziemy  słyszeli 
dokładnie  słowa  księdza  i  widzieli  to,  co  się  dokonuje  na 
ołtarzu,  to  was  -  drogie  dzieci  -  msza  święta  bardziej 
zainteresuje  i  łatwiej  będzie  wam  dostrzec  w  niej  Jezusa 
składającego za nas ofiarę pod postaciami chleba i wina. 

Dzisiaj  omówimy  sobie  pierwszą  część  mszy  świętej, 

która  nosi  nazwę  obrzędów  wstępnych,  czyli  obejmuje  to 
wszystko, co się dzieje od początku do chwili, gdy rozpoczyna 
się czytanie Pisma Świętego. 

Może zabrzmi to dziwnie, ale msza święta zaczyna się 

jeszcze... przed mszą świętą. Co to znaczy? Otóż Pan Jezus, 
gdy  chodził  po  ziemi,  bardzo  prosił  ludzi,  aby  modlili  się 
wspólnie do Boga razem, w grupach. Mówił przy tym: „Gdzie 
dwóch  łub  trzech  zbierze  się  w  imię  moje,  tam  i  Ja  jestem 
pośród nich". Tak więc kiedy ludzie zbierają się w kościele 
przed mszą świętą, to już Pan Jezus jest wśród nich, już się 
razem z nimi modli, już wycisza ich serca. Trzeba pamiętać, 
aby zawsze przyjść na mszę świętą parę minut wcześniej, aby 
w ciszy świątyni skupić się na tych wielkich rzeczach, które 
tu  się  będą  dokonywać.  Pamiętacie,  że  spotkania  z  osobą 
ukochaną, bliską nigdy nie 

background image

17 

można  się  doczekać  i  przychodzi  się  na  nie  wcześniej.  Tak 
więc spóźnianie  się  na  mszę  świętą  świadczy  o  tym,  że  nie 
szanujemy  Pana  Jezusa.  Spóźnianie  się  uniemożliwia  nam 
spokojne przeżycie całej mszy świętej. 

Kiedy  są  wszyscy,  na  znak  dzwonka  wstajemy  i  roz-

poczynamy  śpiewanie  pieśni  na  wejście.  Śpiewa  się  ją  nie 
tylko po to, aby było ładnie i miło. Pieśń ta wszystkich nas 
jednoczy  i  wznosi  nasze  serca  ku  Bogu.  Dawniej,  kiedy 
rycerze szli do boju, też śpiewali pieśń, aby zjednoczyć się, bo 
zjednoczeni stawali się większą siłą i zapominali o strachu. I 
właśnie pieśń sprawia, że chociaż przyszliśmy tu z różnych 
domów i zapewne się nie znamy, to na mszy świętej stajemy 
się zjednoczoną rodziną i zapominamy o tym wszystkim, co 
zajmowało naszą uwagę przed mszą. 

W  pewnym  momencie  ksiądz  dochodzi  do  ołtarza  i 

całuje go. Jest to wyraz wielkiej czci i szacunku dla Chrystusa, 
którego symbolizuje ołtarz. Tutaj bowiem składane są ofiary, 
a ofiarą Mszy jest przecież sam Pan Jezus. W zasadzie Jezus 
Chrystus  oddaje  tu,  na  ołtarzu  życie  za  każdego  i  każdy 
powinien  ucałować  ołtarz.  Wyobraźcie  sobie  jednak,  jak 
długo  trwałaby  wtedy  msza.  Niech  więc  każdy  z  was  ma 
ładnie złożone ręce, niech ładnie i głośno śpiewa pieśń i niech 
w  swoim  sercu  ucałuje  ołtarz  -  to  będzie  wyraz  naszego 
szacunku i czci dla Pana Jezusa. 

Potem  ksiądz  i  wszyscy  wierni  czynią  znak  krzyża 

świętego. Każdy wierzący człowiek żegna się w swoim życiu 
chyba kilkadziesiąt tysięcy razy. Gdy coś się tak bardzo często 
powtarza, to można zacząć to czynić bardzo 

background image

18 

niedbale. Tym  bardziej,  że  znak  krzyża  robi  się  3  lub  4  se-
kundy.  To  tak  bardzo  mało,  a  ten  znak  wyraża  tak  bardzo 
dużo. Przypomina nam on, że jesteśmy już odkupieni przez 
śmierć  Jezusa  na  krzyżu  i  że  dzięki  temu  jesteśmy  dziećmi 
Boga i braćmi Jezusa w Duchu Świętym. Każdy przypomina 
sobie  swój  chrzest,  od  którego  zaczęła  się  jego  przyjaźń  z 
Bogiem.  Uświadamiamy  sobie,  że  przyszliśmy  tu  składać 
ofiarę Bogu, a ofiarą będzie Syn Boży. Uzdalnia nas do tego i 
poucza  nas  o  tym  Duch  Święty.  Widzicie,  ile  tu  głębokich 
myśli.  W  ciągu  3  czy  4  sekund  nie  zawsze  można  sobie  to 
uświadomić.  Dlatego  potrzebny  jest  ten  czas  przed  mszą 
świętą. Wtedy dokonujemy refleksji, a znak krzyża jest tylko 
wyrażeniem  naszych  myśli  na  zewnątrz,  pokazaniem,  że 
wszyscy przyszliśmy tu w tym samym celu. 

Po  znaku  krzyża  ksiądz  pozdrawia  wiernych  słowami 

„Pan  z  wami"  lub  „Miłość  Boga  Ojca,  łaska  Pana  naszego 
Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym niech będą 
z wami wszystkimi". Te słowa mają nam przypomnieć, że jest 
z nami Jezus Chrystus - Bóg, i dlatego wszystkie inne sprawy 
stają  się  mało  ważne.  W  tym  momencie  trzeba  kończyć 
rozmowy,  rozglądanie  się  po  kościele.  Sam  Stwórca 
wszechświata przychodzi do naszego kościoła. Abyśmy byli 
jeszcze bardziej zjednoczeni, kapłan mówi, o co będziemy się 
w  czasie  mszy  świętej  modlili,  zachęca  do  głębokiego  jej 
przeżycia,  a  jeśli  wypada  tego  dnia  jakieś  święto,  wyjaśnia 
nam  jego  sens.  I  zaraz  potem  ksiądz  w  kilku  słowach 
wprowadza wszystkich w bardzo ważną część mszy świętej, 
w akt pokuty. 

background image

19 

Kiedy mamy iść z rodzicami w gościnę do cioci, albo 

kiedy mamy w szkole zabawę, zawsze do takiego spotkania 
przygotowujemy  się:  myjemy  się,  czysto  ubieramy,  bo 
spotkamy przecież rodzinę lub koleżanki i kolegów, i trzeba 
ładnie wyglądać. Tu, w czasie mszy świętej, spotykamy się z 
Kimś  o  wiele  ważniejszym,  i  też  trzeba  ładnie,  czysto 
wyglądać.  Czy  jednak  chodzi  tylko  o  to,  aby  mieć  czyste 
ubranie? Na pewno nie. Oczywiście, jeśli ktoś przychodzi do 
kościoła tak samo ubrany jak do gry w piłkę, to znaczy, że Pan 
Bóg  jest  dla  niego  tak  samo  ważny  jak  piłka,  a  to  jest 
lekceważenie Osoby Boskiej. Trzeba więc się umyć i założyć 
czyste ubranie, ale przede wszystkim należy oczyścić swoje 
serce,  bo  ono  zawsze  w  tygodniu  nam  się  trochę  pobrudzi. 
Czasem nie posłuchamy mamusi, czasem powiemy brzydkie 
słowo, czasem przezwiemy koleżankę. I właśnie to wyznanie 
„Spowiadam się Bogu wszechmogącemu" jest obmyciem się 
z  grzechów  lekkich.  Kto  się  pobrudził  bardziej  i  ma  grzech 
ciężki,  np.  nie  był  w  zeszłą  niedzielę  w  kościele  na  mszy 
świętej, musi iść do spowiedzi. 

Podczas  niektórych  mszy  świętych  po  akcie  pokuty 

odmawia się lub śpiewa hymn „Chwała na wysokości Bogu". 
To jest hymn wielkiej radości i wdzięczności za to, co się za 
chwilę dokona. Tak jak dzieci, które idąc do teatru, już przed 
spektaklem bardzo się cieszą, śmieją - choć jeszcze kurtyna 
jest opuszczona - tak i my już przed obrzędami liturgii słowa 
i Eucharystii chwalimy Boga za to, co się za chwilę dokona 
na ołtarzu, za to, że jest dobry i święty. 

background image

 

Każdy człowiek, przychodząc do kościoła, ma do Boga 

pewne  swoje  prośby  i  podziękowania.  Każdy  chciałby  to 
Bogu powiedzieć, ale gdyby tak każdy powiedział tylko jedno 
słowo,  zrobiłby  się  ogromny  hałas  i  zamieszanie,  i  msza 
święta  bardzo  by  się  przedłużyła.  Dlatego  w  imieniu 
wszystkich obecnych w kościele słowa te mówi kapłan. A po 
tej  krótkiej  modlitwie  -  oracji  -  każdy  wypowiada  słowo 
,Amen", to znaczy „Niech się stanie". Lub inaczej - ,Amen" 
znaczy: ,Ja też mówię do Ciebie te słowa, które powiedział 
ksiądz". I ta krótka oracja kończy obrzędy wstępne. Choć nie 
najważniejsze  w czasie  mszy  świętej, są  one jednak  bardzo 
istotne.  Jeśli  piłkarz  nie  rozgrzeje  się  przed  meczem,  nie 
będzie dobrze grał, jeśli muzyk nie skupi się przed koncertem, 
jego występ nie będzie udany, jeśli i my nie przygotujemy się 
w obrzędach wstępnych do składania Bogu ofiary, to - choć 
obecni ciałem - duchem możemy być gdzie indziej i z Bogiem 
możemy się nie spotkać. 

background image

21 

Obrzędy mszy świętej - liturgia słowa 

 

Odprawiałem kiedyś mszę świętą dla dzieci i w czasie 

tej  mszy  zrobiło  mi  się  bardzo  smutno.  Bo  oto  dwóch 
chłopców  rozmawiało  ze  sobą  przez  przynajmniej  pół  na-
bożeństwa.  Nic  ich  nie  interesowało:  ani  kazanie,  ani  Ko-
munia  Święta,  ani  pieśni.  Nie  chciałem  zwracać  im  uwagi 
podczas mszy,  ale w tygodniu tak się złożyło, że spotkałem 
ich  przed  kościołem.  Gdy  mnie  zobaczyli,  zrobiło  im  się 
głupio, od razu wiedzieli, o co chodzi. Może się mnie nawet 
trochę bali, ale ja nie miałem zamiaru na nich krzyczeć, tylko 
zapytałem:  „Powiedzcie  mi  prawdę, dlaczego  tak  mało  was 
interesuje msza święta, bo cały czas rozmawialiście ze sobą?". 
Oni  przez  chwilę się  zastanawiali i  patrzyli  po  sobie,  może 
chcieli skłamać? Ale jeden z nich powiedział: „Wie ksiądz, 
podczas  mszy  to  jest  trochę  nudno  -  przez  cały  czas  trzeba 
słuchać, a my lubimy sobie porozmawiać. W kościele trzeba 
siedzieć  cicho  i  słuchać,  jak  ksiądz  mówi  prawie  przez 
godzinę,  i  czasem  rzeczy,  o  których  on  mówi,  są  dla  nas 
zupełnie niezrozumiałe". Wtedy powiedziałem im: A czy wy 
wiecie, że msza jest w zasadzie rozmową, tyle że rozmową z 
Bogiem". Oni otworzyli szeroko usta: ,Jak to? Przecież siostra 
nam ciągle mówi, żeby podczas mszy świętej nie rozmawiać". 
Odpowiedziałem im: „Tak, oczywiście, nie wolno rozmawiać 
ze  sobą,  ale  z  Bogiem  można,  a  nawet  trzeba  rozmawiać". 
Zacząłem tym chłopcom tłumaczyć to. 

background image

22 

co będzie tematem naszego dzisiejszego rozważania. 

Powiem wam dzisiaj o drugiej części mszy świętej - o 

liturgii  słowa,  bo  ta  część  jest  najlepszym  miejscem  na 
rozmowę z Bogiem. Po tej krótkiej  modlitwie, na której za-
kończyliśmy  nasze  zeszłotygodniowe  rozważania,  ksiądz  i 
wierni  siadają,  aby  móc  lepiej  wsłuchać  się  w  Słowo  Boże 
czytane  przez  ministranta  lub  lektora.  Słowo  czyta  się  od 
specjalnego pulpitu. Nikomu z was nie trzeba tłumaczyć, że 
to, co jest wtedy czytane, to słowa samego Pana Boga, bardzo 
mądre  i  ważne.  Dlatego,  kiedy  Pan  Bóg  mówi  -  my 
powinniśmy  milczeć.  Bo  jeśli  w  tym  czasie  roz-
mawialibyśmy, to tak jakby nas Pan Bóg i Jego Słowo wcale 
nie interesowało. 

Po  skończonym  pierwszym  czytaniu,  które  pochodzi 

zwykle  ze  Starego  Testamentu,  kiedy  lektor  powie:  „0-to 
Słowo  Boże",  nadchodzi  czas  na  naszą  odpowiedź.  Brzmi 
ona:  „Bogu  niech  będą  dzięki".  To  tak,  jakbyśmy  mówili: 
„Dziękujemy  Ci,  Panie,  za  te  słowa,  są  nam  one  bardzo 
potrzebne, bez nich trudno byłoby nam żyć". Widzicie więc, 
już  nie  tylko  słuchamy  Słowa  Bożego,  ale  na  nie 
odpowiadamy. 

Potem śpiewamy psalm. Teraz nasza rozmowa z Panem 

Bogiem staje się jeszcze bardziej wyraźna. Przecież zwrotki 
psalmu to słowa Boga zapisane w Piśmie Świętym, a refren to 
nasza wspólna odpowiedź. Bóg do nas mówi, a my zaraz na 
Jego słowa wspólnie odpowiadamy. Jeśli ktoś nie śpiewa, to 
nic dziwnego, że wydaje mu się, iż każą mu tylko słuchać. 

Potem lektor czyta drugie czytanie już z Nowego 

background image

 

Go o to poprosić. Musi bowiem zobaczyć, że tego naprawdę 
pragniemy. I dlatego jest podczas mszy świętej taka modlitwa, 
w której prosimy Boga o pomoc w trudnych sprawach. Ksiądz 
albo ktoś inny do tego wyznaczony czyta prośby, a wszyscy 
powtarzają  „Wysłuchaj  nas.  Panie".  Wiecie,  dlaczego  ta 
modlitwa jest taka ważna? Bo modli się w niej równocześnie 
wiele osób, a Pan Jezus powiedział ,Jeśli dwaj z was na ziemi 
zgodnie  o  coś  prosić  będą,  to  wszystkiego  użyczy  im  mój 
Ojciec, który jest w niebie". Popatrzcie, nas tu, w kościele, jest 
tak  dużo,  na  pewno  więcej  niż  dwie  osoby,  i  za  chwilę 
wszyscy zgodnie będziemy prosić Boga w różnych intencjach. 
Czy  to  możliwe,  żeby  Bóg  nas  nie  wysłuchał?  Czy  to 
możliwe, żeby Pan Jezus nie dotrzymał słowa? Na pewno nie. 
Tylko  prośmy  głośno,  wyraźnie,  i to  nie  tylko  ustami,  ale  i 
sercem. Właśnie tą modlitwą kończy się liturgia słowa. O tym, 
jakie  są  dalsze  części  mszy  świętej  i  co  one  oznaczają, 
powiemy sobie za tydzień. 

 

background image

24 

Msza Święta ofiarą Chrystusa, 

Kościoła i każdego z nas 

 

Kiedyś  w  czasie  lekcji  religii  siostra  poprosiła  dzieci, 

aby spróbowały odpowiedzieć na pytanie, do jakiego zawodu 
można porównać pracę księdza. Niektórzy mówili, że ksiądz 
jest nauczycielem, bo uczy innych, inni, że lekarzem, bo leczy 
grzeszników,  jeszcze  ktoś  inny  powiedział,  że  ksiądz  jest 
tłumaczem, gdyż przekłada Słowo Boże na współczesny nam 
język. Wreszcie wstał pewien chłopiec i powiedział, że ksiądz 
jest  podobny  do  czarownika.  „Dlaczego?"  -  zapytała 
zdziwiona siostra. „Bo w czasie mszy coś wlewa do kielicha, 
szepcze  jakieś  tajemnicze  słowa  i  jeszcze  się  przed  tym 
kielichem kłania; to na pewno jakieś czary". 

Powiedzcie,  kochani,  czy  rzeczywiście  ksiądz  robi 

jakieś czary? Ponieważ niektórzy tak niekiedy myślą, dobrze 
będzie  sobie  wytłumaczyć,  co  rzeczywiście  dzieje  się  przy 
ołtarzu  po  modlitwie  powszechnej.  Krótko  mówiąc  - 
rozpoczyna  się  liturgia  eucharystyczna,  czyli  zaczynają  się 
dziać takie same rzeczy jak te, które dokonały się w czasie 
ostatniej wieczerzy, kiedy to Jezus złożył z siebie ofiarę miłą 
Bogu. Pan Jezus wziął chleb i kielich z winem - teraz ksiądz 
bierze  chleb  i  kielich  z  winem;  Pan  Jezus  odmówił 
dziękczynienie  -  teraz  ksiądz  odmawia  modlitwę 
dziękczynienia; Pan Jezus przemienił chleb i wino w Ciało i 
Krew  -  teraz  ksiądz  wypowiada  te  słowa  Zbawiciela  i  nie 
swoją, ale Jego - Pana Jezusa - mocą do 

background image

25 

konuje tej samej cudownej przemiany. Tak więc na początku 
składamy Panu Bogu wino i chleb. 

W czasach Pana Jezusa był to podstawowy pokarm. U 

nas, w Polsce chleb jedzą wszyscy, ale wino mogą pić tylko 
dorośli. Zwróćcie uwagę, że chleb i wino, zanim znajdą się na 
stole,  muszą  przejść  długą  drogę.  Aby  powstał  chleb,  musi 
pracować  rolnik,  młynarz,  piekarz.  Aby  powstało  wino, 
pracuje  ogrodnik  i  robotnik  w  winnicy.  Trudno  jest  upiec 
dobry chleb i trudno jest zrobić dobre wino. Składamy więc 
Bogu  na  ołtarzu  owoce  niełatwej  ludzkiej  pracy.  Pan  Bóg, 
mimo  że  to  tak  szlachetne  i  pracochłonne  pokarmy,  nie 
potrzebuje  chleba  ani  wina.  Dlatego  prosimy,  aby  Duch 
Święty przemienił te nasze dary na ofiarę miłą Bogu. Tak jak 
to było w Wieczerniku. I prosimy, aby tę naszą przemienioną 
w Ciało i Krew Chrystusa ofiarę Bóg zabrał do nieba. A czy 
wiecie, dlaczego ksiądz, zanim złoży te dary ofiarne, wlewa 
do  wina  kroplę  wody?  Ta  kropla  wody  symbolizuje  nas,  a 
wino ~ Pana Jezusa. Wpuszczona do wina rozpływa się w nim 
i staje się winem. Wino nic nie traci ze swego smaku od jednej 
kropli wody, a ta kropla zyskuje wszystko od wina. Bo tak jak 
Bóg stał się człowiekiem i zstąpił na ziemię, tak i my, chcąc 
wejść do nieba, musimy stać się jak Pan Bóg - dobrzy i święci. 

Jeśli ktoś pilnie słuchał, mógł się już zorientować, że tę 

ofiarę składamy razem z Panem Jezusem. My przynosimy to, 
co  mamy  najlepsze  -  wino  i  chleb,  a  Pan  Jezus  przemienia 
nasze  dary  w  Ciało  i  Krew  i  oddaje  je  Bogu,  tak  samo  jak 
ofiarował się na krzyżu, na Golgocie. Pamię 

background image

26 

tajcie  jednak,  że  to,  co  robi  Jezus  za  pomocą  kapłana,  to 
nieporównywalnie więcej niż nasz ludzki wkład w tę ofiarę. 
Poza  tym  pamiętajmy  także  o  tym,  że  bez  Pana  Boga  nie 
moglibyśmy nawet przygotować naszych darów. To On daje 
ziarna  na  chleb  i  winogrona  na  wino.  Ksiądz  więc  nie  jest 
czarownikiem. On tylko przygotowuje na ołtarzu to, co zrobili 
ludzie:  wino  i  chleb,  a  my  prosimy,  aby  Duch  Święty 
przemienił  te  produkty  i  dał  je  Bogu  Ojcu  w  ofierze.  Gdy 
Duch Święty przemienia to, co ludzie zrobili, to przemienia 
ich  pracę.  A  gdy  przemienia  ich  pracę  -  przemienia  ich 
samych. Jakie to niezwykłe. 

Kiedyś w czasie żniw rolnik wziął do ręki kłos, usiadł 

na polu i wpatrywał się w to złote ziarno. Inni pytali go: „Co 
ty tam widzisz?". A on powiedział, że dziwi się, że te ziarna, 
które sam wypielęgnował, mogą pójść tak daleko - może do 
miasta, może do młyna, może jeszcze dalej, do nieba. Stanie 
się przecież tak wtedy, gdy z ziarna upieczone zostaną opłatki, 
takie na mszę świętą. Miał rację ten rolnik, bo malutki chleb 
„idzie"  aż  do  nieba.  A  więc  ten  rolnik,  zwykły,  szary 
człowiek, współpracuje z samym Panem Bogiem. Ktoś może 
się zmartwić. A jak ja nie jestem rolnikiem, młynarzem czy 
ogrodnikiem,  to  co  mogę  dać  na ofiarę,  którą  Duch Święty 
mógłby przemienić? Jeśli wy, dzieci, nie macie swoich ziaren 
i swojego wina, to pamiętajcie - możecie położyć na tacy mały 
pieniążek,  ale  taki  naprawdę  wasz,  własny,  a  nie  ten 
otrzymany przed mszą od mamy. Może ten, który udało wam 
się zaoszczędzić na cukierkach albo na grze w automaty. I za 
ten pieniążek ksiądz proboszcz kupi w waszym imieniu 

background image

 

chleb i wino. 

Tak jak mówiłem, w liturgii eucharystycznej dokonuje 

się  ofiara  Pana  Jezusa,  tak  samo  jak  przed  tysiącami  lat.  Z 
jedną tylko różnicą  - Pan Jezus już nie cierpi. A więc żeby 
ofiara  była  pełna,  my  musimy  uzupełnić  ją  swoim 
cierpieniem, trudami, kłopotami. Kogoś boli ząb, a ktoś inny 
ma  dużo  lekcji  i  nie  może  sobie  z  nimi  dać  rady,  a  komuś 
jeszcze innemu zginął długopis, jest mu przykro i wtedy może 
swój smutek, swój ból złączyć z ofiarą Pana Jezusa. 

Popatrzcie, jakie to piękne: nasz zwykły chleb i wino, 

to,  co  człowiek  umie  wytworzyć,  nasze  zwykłe  trudy  i 
cierpienia razem z ofiarą Jezusa, dzięki Jego ofierze, u-noszą 
się do nieba. I Bóg je przyjmuje i cieszy się nimi. 1 już się na 
nas nie gniewa, bo dał się przebłagać. Możemy więc radośnie 
i szczęśliwie żyć. 

background image

28 

Msza święta jako uczta 

 

Czy pamiętacie, kochani, tę historię o Żydach, których 

Pan  Bóg  uratował  przed  wyginięciem  w  Egipcie?  Pan  Bóg 
powiedział wtedy, że ten, kto chce być uratowany, musi wraz 
z  całą  rodziną  spożyć  wieczerzę  z  gorzkich  ziół,  wina  i 
baranka złożonego w ofierze, i skropić drzwi krwią baranka. 
Ta ofiarna uczta i ta krew były znakami umownymi dla tych, 
którzy  chcieli  być  wyzwoleni.  Pan  Bóg  mógł  wybrać  inny 
znak.  Mógł  kazać  rozpalić  ognisko  albo  nałożyć  specjalny 
strój lub maskę, ale Bóg wybrał inny znak - nakazał spożyć tę 
niezwykłą ucztę, paschę. Rzeczywiście, ten, kto uczynił znak, 
był wyzwolony. 

Kiedy  Pan  Jezus  przyszedł  na  świat.  Żydzi  spożywali 

jeszcze  co  roku  paschę  na  pamiątkę  wyjścia  z  Egiptu,  bo 
wierzyli, że Bóg nadal opiekuje się nimi. Chrystus powiedział 
jednak, że On wyzwoli ludzi nie tyle z niewoli innego narodu, 
co  z  niewoli  chorób,  cierpienia,  ciężkiej  pracy,  a  przede 
wszystkim  z  niewoli  grzechu  i  śmierci.  Uczniowie  Pana 
Jezusa niecierpliwie czekali na znak, znak tego wyzwolenia, i 
stało  się  to  w  czasie  obchodzonej  już  1200  lat  paschy. 
Uczniowie  zebrali  się  z  Jezusem,  aby  wspominać  dawną 
ucieczkę  Izraela  z  Egiptu,  ale  zauważyli,  że  Pan  Jezus  nie 
przygotował baranka. Wkrótce dowiedzieli się, dlaczego. Oto 
On  sam  stał  się  Barankiem,  którego  składać  się  będzie  w 
ofierze.  On  staje  się  tym  Barankiem,  którego  będzie  się 
spożywać. Pan Jezus ustanowił nową paschę. Kto chce być 
wyzwolony z cierpienia, ze 

background image

29 

śmierci,  musi  włączyć  się  w  ofiarę  Jezusa  przez  udział  we 
Mszy  Świętej  i  spoŻ5rwanie  Jego  Ciała.  To  jest  ten  nowy 
znak.  Kto  go  czyni,  jest  usprawiedliwiony  przed  Bogiem. 
Apostołowie pierwsi wzięli udział w tej uczcie. Może w niej 
wziąć udział każdy, kto chce, bowiem Pan Jezus zlecił swoim 
uczniom,  a  przez  nich  także  biskupom  i  kapłanom,  aby  tę 
nową  paschę  kontynuowali.  Aby  karmili  ludzi  wszystkich 
czasów na całej ziemi tym Chlebem, który daje życie wieczne. 

Każda msza jest takim cudownym posiłkiem, jest ucztą. 

Do posiłku w naszych domach wszyscy siadają przy stole. Tak 
też  było  podczas  pierwszych  mszy  świętych.  Ale  potem 
przychodziło na nie coraz więcej ludzi i trzeba by budować 
ogromne  stoły.  Tak  więc  przy  ołtarzu  stoi  tylko  kapłan,  a 
reszta  otacza  eucharystyczny  stół.  Tak  jest  we  wszystkich 
kościołach. 

Chciałbym  zwrócić  waszą  uwagę  na  jeszcze  jedną 

bardzo ważną sprawę. Wyobraźcie sobie, że ktoś przygotował 
poczęstunek dla przyjaciół. Przyszedł nań pewien gość, który 
wymawia  się  od  jedzenia,  tłumacząc  się  chorobą. 
Gospodarzowi  jest  przykro  -  tyle  się  przecież  napracował. 
Skoro  jednak  gość  nie  chce  jeść,  niech  chociaż  posiedzi, 
porozmawia.  Po  pewnym  czasie  znów  ten  człowiek  wydaje 
przyjęcie  i  znowu  ten  sam  gość  odmawia  jedzenia.  Sprawa 
wydaje się podejrzana. A jeśli ta sama sytuacja powtarza się 
jeszcze raz lub dwa, gospodarz wie, że ten gość gardzi jego 
posiłkami i że specjalnie nie zależy mu na przyjaźni z nim. 

Mówię o tym dlatego, że często na mszę świętą, czyli 

background image

30 

na ucztę dającą życie wieczne, przychodzą ludzie, którzy nie 
chcą  przyjść  do  stołu  i  przyjąć  pokarmu,  który  Pan  Jezus 
wysłużył nam na krzyżu. I jest tak w jedną niedzielę, w drugą, 
w piątą. Pan Jezus ciągle zastawia stół, a Jego goście stoją pod 
filarem, pod organami. I chyba musi być Zbawicielowi bardzo 
przykro,  że  wiele  osób  nie  podchodzi  do  stołu.  I  może  Pan 
Jezus  myśli,  że  niepotrzebnie  umierał  na  krzyżu.  Ludzie  ci 
często się tłumaczą, że nie mogą iść do Komunii, bo mają na 
sumieniu  grzechy.  To  zupełnie  tak,  jakby  ktoś  w  czasie 
przyjęcia  imieninowego  powiedział,  że  nie  może  spożywać 
posiłku,  bo  ma  brudne  ręce.  Zapewne  wtedy  gospodarz 
zaproponowałby  łazienkę,  ale  gdyby  i  tak  gość  w  dalszym 
ciągu  odmawiał  jedzenia,  byłoby  tu  coś  nie  tak,  jak  być 
powinno,  prawda?  Tym,  którzy  mówią,  że  nie  mogą 
przystąpić do Komunii, bo mają grzechy. Pan Jezus proponuje 
konfesjonał  i  księdza,  który  spowiada.  Tu  można  obmyć 
serce. A mimo wszystko oni nadał nie chcą z tej możliwości 
skorzystać. Przykro w takiej sytuacji musi być Panu Jezusowi. 

Ci  ludzie,  którzy  nie  przystępują  prawie  wcale  do 

Komunii, mówią często: „Przecież chodzimy na mszę, czy to 
jeszcze mało?". Posłuchajmy słów samego Pana Jezusa: „Kto 
spożywa moje Ciało i pije Krew moją, ma życie wieczne". Pan 
Jezus nie mówi: „Kto patrzy na moje Ciało, kto patrzy, jak 
inni  spożywają  moje  Ciało,  ma  życie  wieczne",  ale  „Kto 
SPOŻYWA moje Ciało, ma życie wieczne". Wiemy przecież, 
że  na  ucztę  nie  chodzi  się  po  to,  aby  patrzeć  na  jedzenie. 
Oczywiście, nie ma obowiązku przystępowania do Komunii 
Świętej w każdą niedzielę, bo prze- 

background image

 

cież  ktoś  może  być  nieprzygotowany,  i  wtedy  lepiej  nie 
przystępować  do  Komunii,  zaczekać  kilka  dni,  tydzień,  niż 
przyjąć Pana Jezusa w grzechu lub w roztargnieniu. 

Starajmy  się  jednak  tak  dobrze  żyć,  regularnie  spo-

wiadać się, abyśmy mogli jak najczęściej brać czynny u-dział 
w tej uczcie, która jest nową paschą dającą szczęście i życie 
wieczne. 

 

background image

32 

Msza święta w moim życiu 

 

Dziś na początku będzie trochę matematyki. Chciałbym 

was  zapytać,  ile  jest  w  ciągu  tygodnia  godzin?  Bez  kartki 
trudno  wam  pewnie  policzyć.  Więc ja  wam  trochę  pomogę. 
Każda doba ma 24 godziny. Tę liczbę trzeba pomnożyć przez 
7.  W  ciągu  tygodnia  jest  więc  168  godzin.  To  dość  dużo, 
prawda? Z tych 168 godzin najwięcej człowiek przeznacza na 
sen,  aż  60  -  70,  na  naukę  około  30  godzin,  na  telewizję  - 
kilkanaście,  na  książkę  około  8,  a  na  zabawę  i  rozrywkę 
kilkadziesiąt godzin. I w tych 168 godzinach jest 1, tylko 1 
godzina  mszy  świętej.  Choć  msza  święta  zajmuje  zaledwie 
jedną sto sześćdziesiątą ósmą tygodnia, jest ona najważniejszą 
czynnością ze wszystkich. 

Pewnie  mi  niektórzy  powiedzą:  „Tylko  tak  ksiądz 

mówi. Pani od polskiego też nam powiedziała, że język polski 
jest  najważniejszy,  pan  od  matematyki  powiedział,  że  to 
matematyka jest królową nauk, a pan od wuefu powiedział, że 
wszystko  zależy  od  zdrowia,  a  zdrowie  od  sportu.  A  teraz 
ksiądz  nam  mówi,  że  najważniejsza  jest  msza.  I  komu  tu 
wierzyć?".  Rzeczywiście,  ja  mówię  wam,  że  najważniejsza 
jest  msza  święta,  ale  nie  tylko  tak  mówię,  zaraz  wam  to 
udowodnię. 

Wiecie  dobrze,  że  człowiek  powinien tak  żyć,  aby  się 

dostać  do  nieba.  Cóż  z  tego,  że  człowiek  żyłby  sobie 
szczęśliwie  na  ziemi,  gdyby  poszedł  po  śmierci  na  całą 
wieczność  do  piekła?  Do  nieba  droga  jest  bardzo  trudna. 
Kiedyś Adam i Ewa obrazili Pana Boga. Stwórca zamknął 

background image

33 

ludziom  drzwi  do  nieba  i  przed  wszystkimi  stanęło  nie-
bezpieczeństwo  potępienia.  Ludzie  chcieli  Pana  Boga  prze-
prosić i przynosili na ofiarę różne dary. Ale czy Panu Bogu, 
który stworzył wszystkie rzeczy, mogą być potrzebne: baran, 
owca,  złoto  lub  pieniądze?  I  wtedy  Pan  Jezus,  Syn  Boga, 
złożył ofiarę z samego siebie i powiedział, że kto chce złożyć 
Panu Bogu ofiarę, niech złączy ją z Jego ofiarą, a wtedy Bóg, 
przyjmując dar Chrystusowy, przyjmie i dar ludzki - Bóg da 
się  przeprosić.  Możecie  spotkać  osoby,  które  mówią:,  Ja 
ciężko pracuję, jestem dobry i tylko dlatego, że nie chodzę na 
mszę, na tę jedną godzinę do kościoła, nie będę w niebie?". 
Właśnie  tak.  Bo  te  wszystkie  ich  prace  i  ofiary  zostają  na 
ziemi  i  nie  będą  policzone  w  niebie.  Trzeba  je  bowiem 
przynieść w niedzielę do świątyni, by Jezus ze swoją ofiarą 
zabrał je do nieba. 

Rozważmy  inną  sytuację.  Powiedzmy,  że  ktoś  cho-

dziłby do kościoła co niedzielę, a w tygodniu nie uczył się, był 
niegrzeczny. On, będąc na mszy świętej co niedzielę, nie ma 
Panu Jezusowi co dać i Pan Bóg też nie przyjmuje jego ofiary, 
bo po prostu jej nie ma. Poza tym wiecie, że każdy ma tyle 
obowiązków i pokus, że trudno jest żyć naprawdę dobrze. I 
aby  to  osiągnąć,  potrzebna  jest  właśnie  msza  święta,  ona 
bowiem człowieka wzmacnia. Dzięki niej może wypełnić się 
wszystko, co do niego należy. Bez mszy, bez Komunii Świętej 
człowiek słabnie duchowo i zaczyna grzeszyć. Gdy ktoś nie je 
śniadań  i  obiadów,  słabnie,  traci  siły  i  nie  jest  w  stanie 
podnieść  czegoś  ciężkiego,  a  po  pewnym  czasie  może  nie 
mieć  siły  chodzić  i  poważnie  zachoruje.  Tak  samo  jest  z 
Eucharystią. Człowiek, 

background image

34 

który  nie  posila  swego  ducha,  też  nie  ma  siły,  by  żyć. 
Posłuchajcie, jak dorośli często mówią: ,Jakie to życie ciężkie, 
aż  się  wszystkiego  odechciewa".  Tak  mówią  ci,  którzy  nie 
posilają się Ciałem Jezusa. Nic dziwnego, że nie są szczęśliwi 
i że nie mogą podołać trudom. 

W czasie mszy świętej spotykamy się z samym Bogiem. 

Pierwsze  przykazanie  brzmi:  „Będziesz  miłował  Pana  Boga 
swego".  A  jeśli  miłował,  to  także  spotykał  się  z  Nim.  Czy 
słyszeliście, żeby ktoś powiedział: „Kocham tego człowieka, 
ale nie chcę się z nim spotykać"? To niemożliwe. Kto kocha, 
ten chce się z kochaną osobą widzieć. Więc jeśli ktoś nie chce 
chodzić na mszę świętą, aby się spotkać z Bogiem, nie może 
Go  kochać.  Kto  zaś  Boga  nie  kocha,  nie  będzie  zbawiony. 
Dlatego  chodzenie  do  kościoła  jest  takie  ważne.  A  kto  w 
niedzielę nie pójdzie do kościoła z własnej winy, ma grzech 
ciężki.  Bo  gdy  ktoś  opuszcza  w  niedzielę  mszę  świętą, 
zachowuje się tak, jakby Panu Jezusowi chciał powiedzieć, że 
nie ma dla Niego czasu. To znaczy, że wszystkie inne sprawy 
są ważniejsze od Pana Jezusa. Tego nie można czynić, bo to 
Pana Jezusa bardzo boli i On gniewa się za to. 

Podczas  mszy  świętej  spotykają  się  ludzie  wierzący  i 

raźniej jest nam wszystkim, kiedy widzimy, że nie jesteśmy 
sami,  że  inni  też  się  modlą.  Łatwiej  jest  nam  uwierzyć,  że 
razem,  gdy  zjednoczymy  z  Chrystusem  swe  siły,  będzie  na 
świecie  lepiej.  Bez  mszy  świętej,  w  domu,  w  samotności 
prędzej  można  się  załamać,  stracić  wiarę  łub  zacząć  żyć 
niemoralnie. 

Widzicie więc, jak ważna jest msza. Jeszcze raz 

background image

 

powtórzę  -  jest  ona  najważniejsza.  Bez  matematyki,  bez 
polskiego, bez chemii i fizyki można iść do nieba, a bez mszy 
świętej jest to niemożliwe. Usprawiedliwiony jest tylko ten, 
kto nie może chodzić do kościoła. Jeśli jednak ktoś zaniedbuje 
mszę z własnej winy, nie będzie zbawiony. 

Są ludzie, którzy znają matematykę, a nie są szczęśliwi. 

Są nieszczęśliwi poloniści, nieszczęśliwi bogacze. Ci, którzy 
żyją po bożemu i wszystko ofiarowują Bogu w czasie mszy 
świętej, i posilają się Eucharystią, będą na pewno szczęśliwi. 
Bo ta jedna godzina w stosunku do pozostałych 167 jest jak 
ster  dla  okrętu.  Jeśli  ktoś  wspaniałe  żyje,  a  nie  chodzi  do 
kościoła,  to  tak  jakby  wspaniały  statek,  szybki,  ogromny, 
piękny  pływał  bez  steru.  Na  pewno  prędzej  czy  później 
wpłynie na mieliznę, prędzej czy później się rozbije. Kogoś, 
kto żyje nawet skromnie i bez wielkich sukcesów, ale chodzi 
na mszę świętą, można porównać do małego jachtu albo małej 
łódki  ze  sterem,  wprawdzie  niewielkiej,  ale  takiej,  która 
dopłynie do celu. Starajmy się zawsze, przez dobrze przeŻ5dą 
mszę świętą, kierować nasze życie jak łódkę ku niebu. 

background image

36 

Eucharystia jako źródło chrześcijańskiej 

świętości 

 

Zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie Bóg 

kieruje do człowieka wezwanie do świętości. Mówi ludziom: 
,Jeśli chcecie wejść do nieba, musicie stać się świętymi". A 
wy przecież wiecie, że święty to człowiek, który nie popełnia 
grzechów i żyje z Bogiem w wielkiej przyjaźni. Kiedy ludzie 
słyszą te słowa, ciężko wzdychają, niekiedy zaś zatykają sobie 
przed nimi uszy. Nie chcą słyszeć, że mają być świętymi, bo 
wydaje  im  się,  że  nigdy  nie  będą  mogli  być  naprawdę 
doskonali,  albo  nie  chce  im  się  nad  tą  doskonałością 
pracować.  I  wy  też,  drogie  dzieci,  kiedy  słyszycie,  jak  Pan 
Bóg  mówi  wam,  abyście  były  doskonałe,  wy  też  może  nie 
wierzycie, że to jest możliwe. 

Jak  można  żyć  bez  żadnego  grzechu?  Bez  ani  jednej 

kłótni,  bez  ani  jednego  złego  słowa,  dzień  w  dzień,  rano  i 
wieczorem  mówić  pacierz  i  zawsze  być  posłusznym  rodzi-
com? Czy tak można żyć? Rozumiem to wasze zwątpienie, ale 
popatrzcie sami: zdarza się często, że mały chłopiec mówi o 
tym,  że  w  przyszłości  zostanie  pilotem  i  będzie  latał  na 
odrzutowcach. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież on nie da 
rady, trzeba znać fizykę i nawigację, wiedzieć, do czego służy 
radiostacja i umieć ją obsługiwać, a ten mały chłopiec nie zna 
nawet  tabliczki  mnożenia.  Czy  on  będzie  mógł  zostać 
pilotem? Tak, jeśli będzie się uczył. Skończy najpierw szkołę 
podstawową,  potem  średnią,  następnie  specjalną  szkołę 
lotniczą. Ktoś jednak 

background image

37 

jeszcze może mieć wątpliwości: „Przecież on jest taki mały, 
słaby  i  ledwo  może  zrobić  fikołka,  a  żeby  zostać  pilotem, 
trzeba  mieć  kondycję,  siłę,  być  opanowanym,  odpornym  na 
przeciążenie  i  różne  akrobacje".  Ten  chłopiec  może 
odpowiedzieć,  że  będzie  dużo  jadł  i  ćwiczył,  a  dzięki  temu 
stanie się silny i sprawny. 

Widzicie więc, że dzieci nie przerażają takie niezwykłe 

plany - chcą być lotnikami, lekarzami, alpinistami. Nie wierzą 
jednak w to, że mogą być świętymi. 

W  stawaniu  się  świętym  może  nam  pomóc  specjalny 

pokarm,  który  wzmacnia  nasze  dusze,  nasze  serca,  abyśmy 
mogli skuteczniej oprzeć się pokusom. Jest nim, oczywiście. 
Eucharystia. Tak to już jest, że gdy ktoś dotknie ręką ciepłego 
pieca, ręka zrobi się ciepła. Gdy zaś włoży rękę w śnieg, ręka 
robi się zimna; gdy zaś poleje ją perfumami, będzie pachniała. 
Gdy więc człowiek będzie dotykał samego Pana Boga, będzie 
się stawał tak święty jak sam Bóg. 

Posłuchajcie, co pisze na ten temat św. Łukasz: ,Jezus 

zatrzymał się na równinie, był tam duży poczet Jego uczniów 
i wielkie mnóstwo ludu. Przyszli oni, aby Go słuchać, znaleźć 
uzdrowienie  ze  swych  chorób.  Także  i  ci,  których  dręczyły 
duchy  nieczyste,  byli  uzdrawiani.  A  cały  tłum  starał  się  Go 
dotknąć,  ponieważ  moc  wychodziła  od  Niego  i  uzdrawiała 
wszystkich".  Tak  więc  wystarczyło  dotknąć  Pana  Jezusa  i 
choroba zaraz ustępowała, i to nie tylko paraliż czy trąd, ale i 
choroby ducha, takie jak: nienawiść, zazdrość, lenistwo. Czy 
to znaczy,  że już w ogóle nie musimy nad sobą czuwać, że 
wystarczy dotknąć Pana Jezusa 

background image

38 

i będziemy zdrowi? Pewien chłopiec - Rafał z II klasy - myślał 
tak: Jeśli zjem dużo lodów, a potem pójdę do Komunii Świętej 
i dotknę Pana Jezusa, to na pewno nie zachoruję, bo Pan Jezus 
wszystkich uzdrawia". Zrobił tak, jak pomyślał. Czy sądzicie, 
że mu w czymś Komunia Święta pomogła? Nie, wcale. Bolał 
go brzuch, bolało go gardło. Gdy ktoś mówi, że nie będzie się 
uczył, będzie się bił z kolegami albo jeszcze i coś ukradnie, a 
przyjmie  Komunię  Świętą  i  wtedy  Pan  Jezus  uczyni  go 
świętym,  popełnia  wielki  grzech.  Bo  przecież  robi  sobie  z 
Pana Jezusa żarty. 

Pamiętacie,  że  Pan  Jezus  w  Komunii  pomaga  tym  i 

uświęca tych, którzy sami starają się być dobrymi. Jeżeli ktoś 
pracuje nad sobą i chodzi do Komunii Świętej, to Pan Jezus 
na pewno uleczy go ze wszystkich słabości. 

Temu, kto przyjmuje Pana Jezusa w Komunii Świętej, 

łatwiej  będzie  stać  się  świętym  jeszcze  z  innej  przyczyny. 
Pewien pan opowiadał mi taką historię. Gdy był mały, mama 
nigdy  nie  mogła  go  nauczyć  wycierania  butów.  Zawsze 
mówiła: ,Janku, ty znowu nie wytarłeś butów". Były ślady na 
podłodze,  a  Janek  w  ogóle  się  tym  nie  przejmował.  Kiedy 
zaczął chodzić do szkoły, mama zapisała go na lekcje muzyki 
na pianinie do pewnej starszej pani. Gdy Janek pierwszy raz 
przyszedł  na  lekcję,  swoim  zwyczajem  nie  wytarł  butów  i 
kiedy obejrzał się za siebie, spojrzał na podłogę  - serce mu 
zamarło.  Zobaczył  swoje  ślady,  ale  pierwszy  raz  zobaczył 
swoje  ślady  na  tak  pięknej  podłodze.  Była  ona  ułożona  z 
takich  malutkich,  jasnych,  drewnianych  kwadracików 
poukładanych w śliczne wzory. Cała 

background image

39 

niezwykle  świeciła  się,  była  czysta  i  pachniało  w  całym 
mieszkaniu pastą. I na takiej podłodze Janek pozostawił swoje 
ślady. Pani nauczycielka nic nie powiedziała. Janek widział 
przez  uchylone  drzwi,  jak  wycierała  błoto.  Przed  następną 
lekcją Janek znów zapomniał wytrzeć buty i znowu pobrudził 
tę  śliczną  podłogę,  i  znowu  było  mu  bardzo  głupio. 
Następnego dnia Janek chodził i od rana śpiewał sobie tylko 
znaną melodię, dziwną piosenkę, która miała tylko dwa słowa: 
buty,  buty,  buty,  podłoga,  podłoga,  podłoga,  podłoga.  W 
klasie  wszyscy  się  dziwili  i  pukali  w  głowę,  ale  Janek 
wiedział, co robi. Chciał w ten sposób koniecznie zapamiętać, 
że  ma  wytrzeć  buty.  I  udało  się!  Wytarł  je  bardzo,  bardzo 
dokładnie i kiedy wszedł, podłoga nie straciła nic ze swego 
piękna. Następnego dnia też śpiewał sobie tę dziwną piosenkę 
i też nie zapomniał o wytarciu butów. Potem nie musiał już 
śpiewać  piosenki,  wystarczyło,  że  spojrzał  na  dużą,  jasną 
wycieraczkę pod drzwiami nauczycielki. Pamiętał, do czego 
ona  służy.  Pewnego  dnia  Janek  wchodził  do  swojego 
mieszkania  i  bez  zastanowienia  zaczął  wycierać  buty.  W 
pierwszej  chwili  powiedział  sobie:  „O,  po  co  ja  wycieram 
buty? Przecież to nie lekcja pianina, tylko mój dom". Ale po 
chwili się zastanowił: „Czy to, że nie ma u mnie takiej ładnej 
podłogi, znaczy, że mogę  wnosić błoto? Przecież mama też 
sprząta  i  pastuje  naszą  podłogę".  I  wytarł  buty  bardzo 
dokładnie. Odtąd zawsze wycierał buty. A wszystko to stało 
się dzięki tej czystej, pięknej podłodze. 

Dlaczego opowiadam wam tę historię? Bo w Komunii 

Świętej przyjmujemy do serca Niezwykłego Gościa 

background image

 

-  Pana  Jezusa.  I  musimy  przygotować  nasze  serca  na  tę 
wizytę.  Trzeba  być  dobrym,  grzecznym,  spowiadać  się,  a 
wtedy  dobrze  będzie  w  naszym  sercu  Jezusowi.  Gdy  ktoś 
często będzie przystępował do Komunii, to często będzie robił 
w  swoim  sercu  takie  porządki.  I  wtedy  będzie  miał  lepsze 
serce. Przyjście samego Pana Jezusa będzie go mobilizowało 
do tego, aby być lepszym,  godnym przyjęcia Boga. Tak jak 
Janka  śliczna  podłoga  zmobilizowała  do  wycierania  butów, 
tak i człowieka do bycia świętym mobilizuje to, że spotyka się 
ze świętym, dobrym Bogiem. Oczywiście, nie tylko w sobotę 
i  w  niedzielę  rano  trzeba  być  grzecznym,  ale  przez  cały 
tydzień należy sprzątać serce i przygotowywać je na przyjście 
Pana Jezusa. Tak więc i my dzięki dobremu uczestnictwu w 
mszy świętej przygotowujmy się starannie do przyjścia Pana 
Jezusa.  A  kiedy  do  nas  przyjdzie,  pomoże  nam  stać  się 
świętymi, bo dla Niego nie ma nic niemożliwego. 

background image

41 

Eucharystia prowadzi do jedności 

 

Uczyliście  się  o  tym,  że  kiedy  Adam  i  Ewa  popełnili 

grzech  pierworodny.  Pan  Bóg  się  bardzo  rozgniewał  i 
zapanowała niezgoda między człowiekiem a Bogiem. Adam i 
Ewa musieli uciekać z raju. O tym pamiętają chyba wszyscy 
ludzie  wierzący.  Zapominamy  jednak  o  tym,  że  grzech 
pierworodny  miał  jeszcze  i  inny  skutek.  Mianowicie  ludzie 
zaczęli kłócić się między sobą, zapanowała niezgoda, zaczęli 
nawet siebie zabijać, wybuchały wojny. I tak jest, niestety, do 
dziś. Wy przecież często słyszycie, że jeden naród napadł na 
drugi,  że  gdzieś  wybuchła  bomba  i  wielu  ludzi  zginęło; 
słyszycie także i o tym, że jeden człowiek dla pieniędzy zabił 
drugiego. Nie tylko słyszycie o tych wydarzeniach, ale nieraz 
sami  widzicie,  jak  ludzie  się  kłócą,  jacy  są  dla  siebie 
niedobrzy,  nieżyczliwi.  Na  pewno  niejednokrotnie 
słyszeliście, gdy ktoś mówił: „Tamtego człowieka nie lubię", 
„Ten mnie denerwuje". Wciąż dają nam się we znaki skutki 
grzechu  pierworodnego.  Sprawiamy  przykrość  innym,  ale  i 
sami  sobie  odbieramy  szczęście,  bo  człowiek  kłótliwy,  taki, 
który  nawet  innych  zakrzyczy  albo  i  zwycięży,  nigdy  nie 
będzie  szczęśliwy,  bo  w  jego  sercu  zawsze  będzie  płonął 
ogień nienawiści. A Pan Jezus tak bardzo prosił, abyśmy byli 
jedno. 

Pan Jezus nie tylko o to prosił, nie tylko się o to modlił, 

ale zostawił nam ogromną pomoc dla zjednoczenia lu 

background image

42 

dzi - jest nią Komunia Święta. 

Tydzień temu mówiliśmy o tym, że każdy, kto dotyka 

Pana  Jezusa,  staje  się  lepszy.  Tak  więc  ten,  kto  przyjmuje 
Komunię Świętą, staje się mniej kłótliwy, bardziej spokojny i 
dobry.  Na  pewno  nieraz  słyszeliście,  że  wybuchają  w 
rodzinach kłótnie, może mają one miejsce także w waszych 
domach. Popatrzcie - ile rodzin wspólnie, razem w niedzielę 
przystępuje do Komunii Świętej? Bardzo mało. Nie wszyscy 
przyjmują Pana Jezusa i potem trudno się dziwić, że wciąż są 
jakieś spory, kłótnie. Przyjmowanie Komunii pomaga też i w 
inny sposób w zachowaniu jedności. 

Posłuchajcie  pewnej  historii.  W  jednej  ze  szkół  był 

bardzo niegrzeczny chłopiec - Wojtek. Wojtek źle się uczył, 
nawet wagarował, bił innych kolegów. Chodził wprawdzie na 
religię,  ale  wcale  się  nie  przejmował  tym,  co  ksiądz  mówi. 
Wojtek szczególnie nie lubił pewnego niewielkiego chłopca - 
Piotrka.  Zawsze  dokuczał  mu,  szturchał  go,  czasem  nawet 
zabierał  mu  długopis  czy  drugie  śniadanie.  Pewnego  dnia 
Wojtek,  chcąc  popisać  się  przed  kolegami,  powiedział,  że 
jutro  rozprawi  się  z  Piotrkiem,  pobije  go  jak  nigdy.  A  na 
pytanie kolegów, dlaczego chce to zrobić, odparł, że ot tak, po 
prostu,  dla  zabawy.  Koledzy  Piotrka  pobiegli  do  niego  i 
uprzedzili  go  o  zamiarach  Wojtka,  prosili  też,  żeby  nie 
przychodził do szkoły. Ale Piotrek wcale się nie przestraszył. 
Był  ministrantem  i  pomyślał,  że  najlepiej  zrobi,  idąc  do 
księdza poprosić go o radę. Ksiądz poradził mu, żeby poszedł 
do kościoła, pomodlił się nie za siebie, lecz za Wojtka. Dał 
mu też malutki 

background image

43 

krzyżyk na agrafce i prosił, by Piotrek przypiął go sobie do 
fartucha. Piotr postąpił zgodnie ze słowami księdza. Modlił 
się długo za Wojtka, a następnego dnia, kiedy przyszedł do 
szkoły,  przypiął  sobie  Pana  Jezusa  do  fartucha.  Na  długiej 
przerwie Wojtek podszedł do Piotrka i zaczął go zaczepiać. W 
pewnym momencie chciał go jedną ręką złapać za fartuch, a 
drugą  uderzyć,  ale  nagle  krzyknął,  coś  go  bardzo  mocno 
ukuło. Spojrzał z bliska, zobaczył szpilkę od krzyżyka. Ręka, 
którą  miał  podniesioną  do  uderzenia,  zamarła  w  bezruchu. 
Owszem, Wojtek był rozrabiaką, ale nigdy nie uderzyłby Pana 
Jezusa  wiszącego  na  krzyżu.  Opuścił  ręce  i  powiedział  do 
Piotrka:  „Co  się  tak  boisz,  ja  tylko  tak  sobie...".  Wszyscy 
zdziwili się. Przecież na pewno Wojtek wygrałby z Piotrkiem. 
Dlaczego nie bił się z nim? Czyżby się go przestraszył? A on 
na to odpowiedział jakby sam do siebie: „Piotrka się nie boję. 
Kogoś innego". Wszyscy myśleli, że boi się pani nauczycielki 
lub dyrektora, bo nikt nie zauważył tego małego krzyżyka. 

Zapytacie,  jaki  to  ma  związek  z  Komunią  Świętą?  Po 

tym wydarzeniu Wojtek zaczął się zastanawiać nad tym, czy 
wcześniej nie wyrządził komuś krzywdy, nie uderzył kogoś, 
kto  nosił  pod  bluzką  krzyżyk  albo  medalik  z  Matką  Boską. 
Przecież  w  takim  razie  obraziłby  samego  Pana  Jezusa  albo 
Jego  Matkę?  Ale  największego  olśnienia  doznał  Wojtek  w 
kościele.  Stał  zamyślony  i  patrzył,  jak  jego  koledzy  i 
koleżanki przystępują do Komunii Świętej, i wtedy zrozumiał 
wszystko. Przecież w każdym z nas jest naprawdę Pan Jezus, 
nie taki z metalu czy plastiku, ale 

background image

44 

przychodzi  prawdziwy  w  Komunii  Świętej.  Wojtek 
zrozumiał, że gdy przedrzeźniał Hanię, przedrzeźniał samego 
Pana  Jezusa,  gdy  niegrzecznie  odpowiadał  mamie, 
niegrzecznie odpowiadał samemu Panu Jezusowi, gdy mówił 
źle o nauczycielce, mówił złe o Panu Jezusie. Potem Wojtek 
ukląkł przy konfesjonale i długo, długo się spowiadał i był już 
jakiś inny. 

Musimy  więc,  drogie  dzieci,  bardzo  uważać.  Nawet 

wobec obcych na  ulicy, w  autobusie. Nie wolno nikogo po-
pchnąć,  wyśmiać,  bo  może  ten  człowiek  przyjął  Komunię 
Świętą i jest w nim Pan Jezus, i co wtedy? 

Poza tym pamiętajcie, że wtedy, gdy przyjmujemy Ciało 

Jezusa, wszyscy mamy to samo Ciało w sobie, czyli stajemy 
się  jednym  ciałem.  Choć  każdy  z  nas  jest  inny,  razem 
tworzymy  jedno  ciało.  Popatrzcie  -  lewa  ręka  jest  inna  od 
prawej, ale to jest jedno moje ciało. Lewa noga jest inna od 
prawej, ale to też jest jedno moje ciało. Co powiedzielibyście, 
gdybyście zobaczyli człowieka, którego jedna ręka bije się z 
drugą,  albo  nogi  kopią  ręce,  a  ręce  biją  nogi?  Jakby  to 
śmiesznie  wyglądało!  Powiedzielibyście,  że  człowiek, 
którego  ciało  się  tak  dziwnie  zachowuje,  jest  chyba 
nienormalny. Otóż jeżeli chrześcijanie kłócą się i biją ze sobą, 
to tak, jakby jedno ciało biło się ze sobą. Albo gdyby jedno 
oko  człowieka  parzyło  krzywo  na  drugie  o-ko.  Można  by 
dostać zeza. Oczy człowieka zawsze patrzą zgodnie w jednym 
kierunku i to jest normalne. I chrześcijanie powinni patrzeć w 
jednym kierunku i iść w jednym kierunku zgodnie do Boga. 
Właśnie Komunia Święta, którą dziś będziemy przyjmować, 
bardzo nam w tym 

background image

 

pomaga. Niech nikt z nas nie będzie zły ani w słowach, ani w 
czynach  dla  Pana Jezusa  w  drugim  człowieku.  Oby  nikt  nie 
niszczył tego, czym jest. Oby zawsze każdy pamiętał, że jest 
cząstką Ciała Jezusa. 

Spis treści 

Jezus Chrystus wyzwala ludzi od zła, grzechu i śmierci ............................................ 2 

Msza święta miejscem zjednoczenia ze Zbawicielem ................................................ 6 

Rzeczywista obecność Chrystusa Pana w Eucharystii ............................................. 10 

Potrójna funkcja Eucharystii: - ofiara - Komunia - trwała obecność ........................ 13 

Liturgia mszy świętej - obrzędy wstępne ................................................................. 16 

Obrzędy mszy świętej - liturgia słowa ..................................................................... 21 

Msza Święta ofiarą Chrystusa, Kościoła i każdego z nas ......................................... 24 

Msza święta jako uczta ............................................................................................ 28 

Msza święta w moim życiu...................................................................................... 32 

Eucharystia jako źródło chrześcijańskiej świętości .................................................. 36 

Eucharystia prowadzi do jedności ........................................................................... 41