background image

VICKI LEWIS THOMPSON 

 
 

Akcja kochaś 

 

(Operation gigolo) 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

– Po trzydziestu pięciu latach małżeństwa twój ojciec nie zgadza się, żebym 

leżała na wierzchu! 

Lynn  Morgan  przeglądała  rozrzucone  po  biurku  notatki,  przytrzymując 

ramieniem słuchawkę. 

–  Nie  rozumiem,  co  to  za  różnica,  kto  jest  na  górze,  mamo. 

Przecież tu chodzi wyłącznie o ciała. – Zerknęła na Tony’ego Russa, który stał 
w  drzwiach  gabinetu,  wsparty  ramieniem  o  framugę  i  patrzył  na  nią  z 
rozbawieniem.  –  Martwe  ciała.  –  Dopowiedzenie  przeznaczone  było  dla  uszu 
kolegi. 

Tony uniósł brwi. 
–  Nie  będę  o  tym  dyskutować  –  stwierdziła  matka  Lynn.  –  Mam  swoje 

zasady, 

Lynn  często  słyszała  tę  odpowiedź.  Znajomi  dziewczyny  twierdzili,  że 

ustawiczne godzenie zwaśnionych rodziców stanowiło doskonałe przygotowanie 
do  kariery  prawniczej.  Lynn  postanowiła  po  raz  kolejny  przemówić  matce  do 
rozsądku, 

– Zdaj się na los. Zobaczymy, kto pierwszy odejdzie. 
–  On  mi  to  ciągle  powtarza!  Wcale  bym  się  nie  zdziwiła,  gdyby  złośliwie 

mnie przeżył i ostatecznie znalazł się na wierzchu! Muszę być całkiem pewna, 
jak mnie położą, 

–  Może  pierwsza  zejdziesz  z  tego  świata,  –  Lynn  popatrzyła  na  kolegę  i 

wzniosła oczy ku niebu. – Chciałabyś, żeby ciebie wykopali i umieścili go pod 
spodem? 

Czemu nie? 
– Litości! Nie mówimy o przekładaniu resztek w lodówce z półki na półkę. 

Wybacz, mamo, ale... 

– Chyba nic rozumiesz, o co chodzi. Jak mogłabym spędzić całą wieczność, 

leżąc pod twoim ojcem? Chcę rozwodu. Możesz występować w moim imieniu. 

– Słucham? – Lynn odłożyła plik notatek. 
– Mówię o rozwodzie. Specjalizujesz się w tego rodzaju sprawach, prawda? 

Zbierz dowody przeciwko ojcu. Niech to będzie dla niego nauczką. Nie pozwolę 
mu dyktować, jak kto ma zostać pochowany! 

– Jesteś śmiertelnie poważna, mamo! 
– Nie kpij ze mnie, smarkulo. 
– Mnie to śmieszy, 
Lynn  umyślnie  bagatelizowała  sprawę,  a  jednocześnie  ze  zdumieniem 

stwierdziła, że serce wali jej  mocno, jakby była  małą dziewczynką przerażoną 

background image

rozpadem  rodziny,  a  nie  dwudziestodziewięcioletnią  adeptką  prawa,  wielce 
poważaną w palestrze stanu Illinois. 

– Posłuchaj! Wpadłam na dobry pomysł! Kupcie dwa miejsca obok siebie w 

innej części cmentarza. 

– Po moim trupie! Mam grób rodzinny i własny kawałek ziemi. Tam mnie 

pochowają i już. Ojciec niech sobie poszuka innego miejsca. 

– Zrozum, mamo... – Lynn przerwała, bo zadzwonił drugi telefon. – Muszę 

kończyć. Mam kolejną rozmowę. włączę ci muzyczkę. Nie odkładaj słuchawki. 

– Pamiętaj, że międzymiastowa sporo kosztuje, skarbie. 
–  Jasne.  Zaraz  się  odezwę.  –  Lynn  przełączyła  rozmowę  i  spojrzała  na 

Tony’ego. 

Mężczyzna wyprostował się i bez emocji obserwował  dziewczynę. Zawsze 

umiał  jej  przemówić  do  rozsądku  i  dlatego  tak  ogromnie  sobie  ceniła  tę 
przyjaźń. 

– Widzę, że jesteś bardzo zajęta. Może wpadnę później? 
– Zostań, proszę. Jak przez to przebrnę, będzie mi chyba potrzebny cierpliwy 

słuchacz. 

–  To  dla  mnie  ważna  wskazówka,  –  Tony  podszedł  do  biurka  i  usiadł  w 

fotelu dla interesantów. 

– Dzięki, Uporam się z rozmowami najszybciej, jak potrafię, – Uśmiechnęła 

się do kolegi. – Tu Lynn Morgan. Słucham. 

– Twoja matka sfiksowała, 
– Nie musisz mi tego mówić. Co to za hałasy, tato? Skąd dzwonisz? 
– Popatrzyła na Tony ‘ego, który współczująco pokiwał głową. 
–  Nie  zwracaj  na  to  uwagi,  żabciu.  Duży  ruch.  Chcę,  żebyś  mnie 

reprezentowała, 

– Ty również?  
– Również? A co? Matka była szybsza i już cię wynajęła? 
–  Nic  z  tych  rzeczy.  Żadnego  z  was  nie  będę  reprezentować.  Szczerze 

mówiąc, oboje spieracie się jak dzieciaki. Sprawa nie jest tego warta, 

–  To  wcale  nie  jest  takie  proste  –  oznajmił  starszy  pan.–  Matka  chodzi  na 

zajęcia,  gdzie  uczą  tupetu  i  agresywnej  pewności  siebie.  Jakby  tego  byto  za 
mało,  zaczęła  brać  testosteron.  Uwierz  mi,  koteczku,  tej  babie  całkiem  się  w 
głowie pomieszało. 

– Zawsze miała pomieszane, tatku. – Lynn uznała, że zanosi się w rodzinie 

na poważniejszy konflikt. – Muszę kończyć. Zadzwonię później, żeby się z tobą 
naradzić. Nie rób niczego pochopnie, 

– Jeśli chcesz mi powiedzieć, żebym się nie wyprowadzał z domu, to rada 

jest nieco spóźniona. Wynająłem już pokój w motelu „Rozkoszna Kryjówka”. 

– Chyba żartujesz! – Ojciec zawsze obiecywał, że na złość matce przeniesie 

się do tej spelunki. Najwyraźniej w końcu urzeczywistnił swoje groźby. 

background image

– Muszę przyznać, że to nie był dobry pomysł. 
– Naprawdę zamieszkałeś w „Rozkosznej Kryjówce”? – Miała przed oczyma 

nędzny  motel  w  podrzędnej  dzielnicy  Springfield,  gdzie  na  każdym  rogu 
wystawały grupki włóczęgów albo handlarzy narkotyków. 

–  Powinienem  był  się  przenieść  do  „Holiday  Inn”.  W  „Rozkosznej 

Kryjówce”  w  pokojach  nie  ma  telefonów.  Dzwonię  do  ciebie  z  wypożyczalni 
kaset  wideo,  która  jest  w  sąsiednim  budynku.  Koteńku,  muszę  kończyć.  Jakaś 
pani  chce  skorzystać  z  telefonu.  Chyba  się  spieszy.  Wygląda  groźnie.  Ma 
kolczyk  w  dolnej  wardze,  –  Ojciec  Lynn  zniżył  głos  do  szeptu.  –  Cała  jest 
wytatuowana. – Połączenie zostało przerwane. 

Wzburzona Lynn odetchnęła głęboko kilka razy, nim powróciła do rozmowy 

z matką. 

– Mamo, na mnie pora. Zadzwonię do ciebie po południu. Mam nadzieję, że 

do tej pory wszystko sobie z tatą wyjaśnicie, jak przystało na dwoje rozsądnych 
ludzi. 

– Twój ojciec to hiena cmentarna! Z nim się nie można dogadać! 
Lynn  nic  uznała  za  stosowne  wspomnieć  matce,  że  miała  przed  chwilą  na 

linii  tego  krwiożerczego  potwora,  który  przeprowadził  się  do  zakazanej 
dzielnicy i zamieszkał w podrzędnym motelu. 

– Cześć, mamo. – Odłożyła słuchawkę i zerknęła na kolegę. – Nie do wiary! 

Zawsze się sprzeczali, ale to nie było nic poważnego. Teraz poszli na całość. 

– Domyślam się, że po raz pierwszy padła wzmianka o rozwodzie. 
– Przedtem nigdy się nie posuwali do takich gróźb. Problem w tym, że mama 

chodzi  na  kurs  kształtowania  osobowości.  Postanowiła  żyć  wedle  zasad,  które 
jej  tam  wpoili.  Ma  na  tym  punkcie  bzika,  co  mnie  zresztą  wcale  nie  dziwi. 
Niepokojąca  jest  tylko  ta  gadanina  o  rozwodzie.  To  jakaś  paranoja!  Zawsze 
planowali  wspaniałą  jesień  Żyda  we  dwoje.  Córka  na  swoim,  dom  spłacony. 
Można  szaleć  na  całego!  Tata  w  zeszłym  roku  przeszedł  wreszcie  na 
emeryturę... – Lynn umilkła. Odkryła wreszcie przyczynę konfliktu. Zerknęła na 
Tony’ego. – Chyba okropnie się nudzą, nie sądzisz? 

– Zapewne. Poznaliśmy wiele par dotkniętych tą przypadłością. 
– Jak mogłam zakładać, że moich rodziców to w ogóle nie dotyczy! – Lynn z 

irytacją  wzruszyła  ramionami.  –  No  i  proszę.  Mamy  podręcznikowy  przykład 
małżeńskiego kryzysu. 

–  Ej,  chyba  przesadzasz.  Nie  przypominam  sobie  pary  w  średnim  wieku, 

zdecydowanej na rozwód z powodu miejsca na cmentarzu. 

–  Chwileczkę!  Pozwu  jeszcze  nie  złożyli  –  oznajmiła  zaczepnie  Lynn, 

splatając ramiona na piersi. 

– Ale wkrótce to zrobią – upierał się Tony.  
– Kierujesz się uprzedzeniami. Po tym, odkąd Michelle... – Umilkła nagle i 

spojrzała mu w oczy. Powinna była ugryźć się w język! 

background image

–  Nie  potrafię  być  obiektywny  po  tym,  jak  Michelle  mnie  rzuciła.  To 

zamierzałaś powiedzieć? 

–  Postąpiła  jak  idiotka.  –  Lynn  w  ogóle  nie  mieściło  się  w  głowie,  że 

Michelle  zdradzała  faceta  takiego  jak  Tony.  Włoski  typ  urody,  inteligenta, 
wysoka  pozycja!  Jej  matka powiedziałaby,  że  to doskonała partia.  Na dodatek 
Tony był przemiłym człowiekiem. 

–  Oboje  robiliśmy  głupstwa.  Szczerze  mówiąc,  wolę  analizować  problemy 

twoich rodziców, niż zajmować się własnymi. 

– Słuszna uwaga. Wybacz, że poruszyłam tę sprawę. – Lynn była świadoma, 

że kolega nie przebolał jeszcze poniesionej straty. Od rozwodu minęło zaledwie 
pół roku, a przecież cały jego świat kręcił się dawniej wokół Michelle. 

– Jak zamierzasz ich powstrzymać? – zapytał rzeczowo Tony. 
–  Właśnie  się  nad  tym  zastanawiam.  –  Lynn  położyła  łokcie  na  biurku  i 

wsparła nimi skołataną głowę. Pora na burzę mózgów. 

Niejedną trudną sprawę rozwiązali z Tonym w ten sposób. Chętnie słuchała 

rad kolegi. 

– Szukają dziury w całym, bo nie mają rzeczywistych problemów? – rzuciła 

niepewnie, 

– Chyba tak. 
– Może powinnam dostarczyć im powodów do zmartwienia... Tony rozparł 

się wygodnie w fotelu i oparł stopę na kolanie. 

– Co masz na myśli? 
–  Ilekroć  zaczynały  się  kłopoty  –  stwierdziła  zamyślona  dziewczyna, 

wspominając czasy dzieciństwa i młodości – zawsze stawali za mną murem. 

– Rozumiem. 
– Nie myśl sobie tylko, że miałam zadatki na rozrabiakę. Rzecz w tym, że 

rodzice sprzeczali się o wszystko i niechętnie szli na ustępstwa, ale gdy chodziło 
o moje sprawy, zawsze byli zgodni i świetnie dawali sobie radę. W tej sprawie 
tworzyli zwarty front. 

– Zamierzasz popaść w kłopoty? 
Lynn  długo  milczała,  bazgrząc  ołówkiem  po  kartce.  Chytry  plan  z  wolna 

nabierał wyrazistości. 

–  Owszem.  Najwyższa  pora,  by  ich  zrównoważona,  mądra  i  rozsądna 

córeczka  zaczęła  robić  głupstwa.  Stawiam  na  znane  od  pokoleń,  sprawdzone 
metody. – Podniosła wzrok. – Ciąża będzie najlepsza. 

– Nie przesadzaj! – Tony pochylił się nad biurkiem. – Nie sądzę, by sytuacja 

wymagała... 

–  Wszystko  będzie  na  niby  –  zapewniła  z  uśmiechem  dziewczyna– 

Wystarczy powiedzieć rodzicom, że spodziewam się dziecka. 

– Co za ulga! – Tony opadł bezwładnie na oparcie fotela. – A już się balem, 

że masz zamiar poszukać w pobliskim barze kochasia na jedną noc. 

background image

– Co ty mówisz? Znamy się przecież nie od dziś. Czy to w moim stylu? Poza 

tym,  stworzenie  realnej  sytuacji  wymaga  czasu,  a  ja  powinnam  natychmiast 
zmienić stan na błogosławiony. 

– Lynn, pomysł jest doskonały, ale czy potrafisz dobrze zagrać swoją rolę? 

Oboje  wiemy,  że  marna  z  ciebie  kłamczucha.  Nawet  mnie  łatwo  jest  cię 
przejrzeć, a rodzice od razu się zorientują, że udajesz. Dorastałaś na ich oczach, 
więc znają cię lepiej, 

–  Jak  zwykle  wytknąłeś  mi  najpoważniejszy  mankament  całego  planu  – 

oznajmiła, stukając ołówkiem w skoroszyt. 

–  Tak  czy  inaczej,  sam  plan  wygląda  zachęcająco.  Powinnaś  dopracować 

historyjkę w najdrobniejszych szczegółach. 

– Oczywiście. Zechcesz jej wysłuchać? 
–  Jasne.  Pomogę  ci  nawet  to  i  owo  obmyślić.  Przede  wszystkim  musisz 

opisać domniemanego tatusia swej nie istniejącej pociechy. 

– Widzę, że lepiej ode mnie potrafisz mącić ludziom w głowach i opowiadać 

głodne kawałki – powiedziała z kpiącym uśmiechem. 

– Cóż, jako młody chłopak nieźle rozrabiałem. W przeciwieństwie do ciebie 

często musiałem zmyślać, by wyjść cało z opresji. 

–  Rozumiem,  A  więc  do  rzeczy.  Kim  jest  ojciec  maleństwa?  Na  jego 

wspomnienie moi rodzice powinni dostawać palpitacji serca. Niech to będzie nie 
przebierający w słowach macho, wspaniały okaz samca z papierosem wiszącym 
w kąciku ust. Nosi obcisłe dżinsy i ma tatuaż. Jest bezrobotny, ale cieszy się, że 
mam  stałą  pensję,  bo  daję  mu  forsę  na  piwo.  Krótko  mówiąc,  współczesny 
żigolak, 

–  Chyba  przesadziłaś!  tyle  wad?  –  Tony  parskną  śmiechem.  –  Istna 

karykatura. Twoi starzy nie dadzą się nabrać! 

– Po pierwsze, nie zapominaj, że trzeźwo myślące kobiety często tracą głowę 

dla  przystojnych  buntowników  bez  powodu;  opętane  namiętnością  nie  są  w 
stanie  trzeźwo  myśleć.  Po  drugie,  rodzice  na  pewno  mi  uwierzą,  bo  zawsze 
byłam z nimi szczera. 

Zrobiło  jej  się  ciężko  na  sercu.  To  okropne,  że  będzie  musiała  okłamać 

bliskich. W tym wypadku jednak śmiało mogła się powołać na stwierdzenie, że 
cel uświęca środki. Zresztą, lepiej udawać przyszłą mamę, niż dla złagodzenia 
kryzysu w rodzinie naprawdę zajść w dążę. Wybór był oczywisty. 

– Przyjmijmy, że masz rację. Tak czy inaczej, sama opowieść nie wystarczy. 

Powinnaś  mieć  jakieś  dowody  na  to,  że  w  twoim  życiu  zaszły  gwałtowne 
zmiany. 

–  Słuszna  uwaga.  Nie  mam  pojęcia,  jak...  Chwileczkę.  –  Zmrużyła  oczy  i 

zmierzyła  kolegę  badawczym  spojrzeniem.  Niczym  stylistka,  próbowała  go 
sobie wyobrazić w całkiem innym wcieleniu, 

background image

– Czemu tak mi się przyglądasz? – zapytał Tony, wiercąc się niespokojnie w 

fotelu. 

– Zdejmij marynarkę. 
– Słucham? – mruknął niepewnie, 
– Nie daj się prosić. Rób, co mówię. 
– Dama prosi, abym zdjął marynarkę. Cóż mi pozostaje? Pani życzenie jest 

dla mnie rozkazem. Dziwnie zaczyna się ten dzień. 

– Teraz krawat – dodała w zadumie. Osłupiały mężczyzna otworzył szeroko 

oczy. – Szybciej, Tony! Widzisz, że szukam inspiracji. 

Młody prawnik westchnął i zdjął krawat. 
– Rozepnij koszulę. Wystarczy kilka guzików. Doskonale,.. I potargaj włosy, 
–  Proszę?  –  rzucił  z  niedowierzaniem  Tony,  spoglądając  na  koleżankę tak, 

jakby była niespełna rozumu. 

Dziewczyna wstała, podeszła do niego i energicznie wsunęła palce w ciemną 

czuprynę. 

–  Co  to  ma  znaczyć?  –  Tony  natychmiast  się  odsunął  i  dodał  z  komiczną 

powagą; – Podmienili mi współpracowniczkę! Gdzie jest prawdziwa Lynn? 

–  Bez  obaw.  Nie  o  to  mi  chodziło  –  mruknęła  domyślnie  dziewczyna, 

puszczając mimo uszu jego narzekania. 

Tony wcisnął się w fotel. 
– Trzymaj się ode mnie z daleka, kobieto! 
– Zachowaj spokój, mój drogi. Nie ruszaj się przez moment. jeszcze minutka 

i będzie dobrze. – Przytrzymała go za ramię i palcami zaczesała odgarnięte do 
tyłu  włosy  tak,  by  kosmykami  opadały  swobodnie  na  czoło.  Mimo  woli 
stwierdziła,  że  dotykanie  aksamitnie  gładkiej  czupryny  i  muskularnego  ciała 
Tony’ego  sprawia  jej  prawdziwą  przyjemność  i  dlatego  stylizacja  potrwała 
trochę  dłużej  niż  zapowiadaną  minutkę.  Lynn  poczuła,  że  jej  kolega  bardzo 
przyjemnie pachnie. Dawniej nie zwracała na to uwagi, ale dziś uznała znajomą 
woń za miły wabik. 

– Zajmijmy się teraz guzikami. 
– Lynn, chcesz mnie uwieść? – zapytał Tony pół żartem, pół serio. 
– Skądże!  
– Nie mam pewności. Zaczynam się o ciebie martwić. 
– Chciałam tylko coś sprawdzić. – Lynn cofnęła się o parę kroków, oparła 

dłonie na biodrach i przyglądała się uważnie własnemu dziełu. 

Stylizacja była udana, a zmiany wprost niezwykłe, Znikną gdzieś obiecujący 

młody  prawnik,  który  po  całych  dniach  wertuje  dokumenty  sądowe  i 
sprawozdania  z  procesów,  przyjeżdża  do  biura  przed  czasem,  zostaje  po 
godzinach urzędowania i wychodzi z plikiem papierów. Przeobrażony Tony stał 
się niebezpiecznym facetem. 

background image

Nowy  wizerunek  idealnie  pasował  do  chytrego  planu.  Podniosła  wzrok  i 

uśmiechnęła się do kolegi. 

– Tony, przyszło mi do głowy... 
–  Wykluczone  –  przerwał,  cofając  się  i  energicznie  kręcąc  głową.  – 

Przeczuwałem, do czego zmierzasz. Daremne wysiłki. Na uczelni próbowałem 
swoich  sił  w  studenckim  teatrze,  ale  mnie  wylali.  Aktorstwo  nie  jest  moją 
najmocniejszą stroną. 

– Chyba żartujesz! Każdy adwokat ma to we krwi! Przed sądem doskonale 

sobie radzisz. 

–  Owszem,  ale ty  proponujesz  mi  udział w  całkiem  innym  przedstawieniu. 

Zadanie  aktorskie  jest  o  wiele  trudniejsze.  Mogę  cl  najwyżej  udzielić  porady 
prawnej. 

– Każ się wypchać! Niepotrzebne mi prawnicze gadanie. Muszę przedstawić 

rodzicom zabójczo przystojnego faceta o mocno zaszarganej opinii i niepewnej 
przeszłości.  Zaczynam  tajną  akcję  pod  kryptonimem  kochaś.  Sama  byłam 
zaskoczona, gdy przyszło mi do głowy, że powinnam cię do niej wciągnąć. Kto 
by pomyślał, że się nadasz... 

Tony  zamierzał  właśnie  zawiązać  krawat,  ale  znieruchomiał  w  pół  gestu  i 

popatrzył na nią z wyrzutem. 

–  Tak cię  to  zdziwiło?  Miła  jesteś!  Widzę,  że  uważasz  mnie  za  strasznego 

nudziarza. 

–  Wybacz!  –  Lynn  spłonęła  rumieńcem.  –  Zawsze  wyglądasz  tak... 

porządnie.  –  Jak  cudzy  mąż,  nieczuły  na  wdzięki  innych  kobiet,  pomyślała  z 
żalem. 

–  Większość  dziewczyn  uwielbia  ten  wizerunek.  –  Naturalnie!  Masz 

całkowitą rację. 

–  Nie  jestem  w  twoim  typie,  co?  –  Włożył  marynarkę  i  strzepnął  z  klapy 

niewidoczny pyłek. 

–  Tego  nie  powiedziałam,  –  Rozmowa  zmierzała  w  niebezpiecznym 

kierunku. Statystyki dowodzą, że sześć miesięcy po rozwodzie mężczyzna szuka 
zwykle  potwierdzenia  własnej  atrakcyjności  i  zaczyna  romansować.  Bez 
zobowiązań! – Zresztą tu nie chodzi o nas, Tony. Muszę uchronić najbliższych 
przed straszliwą pomyłką. Prosiłam cię o pomoc. Spotkanie z moimi rodzicami 
nie zabierze ci wiele czasu. Na twój widok wpadną w panikę i zewrą rodzinne 
szeregi,  by  mnie  uratować  przed  życiową  katastrofą.  Zrobią  wszystko,  by  nas 
rozdzielić, i to ich na nowo połączy. – Umilkła na chwilę i zerknęła przyjaźnie 
na kolegę. – Tony, dawno nie miałeś urlopu, prawda? 

– Pewnie chcesz mi zaproponować pełen atrakcji wyjazd nad morze, gdzie 

mam  się  zachowywać  jak  ostatni  drań  i  zrazić  do  siebie  twoich  rodziców.  To 
wspaniała perspektywa, Lynn! Nie ma co, potrafisz zachęcić faceta. 

background image

–  Szczerze  mówiąc,  nie  myślałam  wcale  o  wyjeździe  nad  morze.  Byłeś  w 

Sedonie? To kurort w stanie Arizona, 

– Nie. Wdziałem tylko zdjęcia czerwonych skał. Robią wrażenie. 
– Rodzice spędzili w Sedonie miodowy miesiąc. 
–  A  jeśli  zażądają  osobnych  pokoi?  –  Tony  słuchał  urlopowych  planów  z 

rosnącym zainteresowaniem. Lynn splotła ramiona na piersi i uśmiechnęła się z 
tryumfem. 

–  Rozważ  to,  mój  drogi:  darmowy  urlop  w  pięknej  okolicy  w  zamian  za 

przewietrzenie  starych  dżinsów  i  kilka  efektownych  pompek  na  świeżym 
powietrzu. Piwo gratis. Przez kilka dni będziesz udawał twardziela. 

– Czy twój ojciec jest porywczy? – zapytał nieufnie Tony. 
– W żadnym wypadku. Zanudzi cię na śmierć swoją gadaniną, ale na pewno 

nie rzuci się na ciebie z pięściami. Ryzyko jest równe zeru. Wiem, co mówię. 
Jestem przecież jego córką, 

–  Chwileczkę!  Jeszcze  jedno,  Lynn.  Masz  kogoś?  Słyszałem,  że  spotykasz 

się z jakimś Edgarem, Może to on powinien z tobą jechać. 

Dziewczyna skrzywiła się z niechęcią, 
– Po pierwsze, rodzice go kiedyś poznali. Po drugie, od kilku miesięcy już 

się  z  nim  nie  widuję.  Po  trzecie,  Edgar  nie  nadaje  się  do  roli  czarującego 
rozrabiaki. 

– Czyżby? – rzucił drwiąco Tony. Wyraźnie ucieszyła go ta uwaga. 
– Wierz mi. Jestem tego pewna. – Lynn z uznaniem popatrzyła na Tony’ego, 

Chwytał wszystko w lot i trzeźwo oceniał sytuację. 

– Sam nie wiem... – Zerknął na nią niepewnie – Czy taki porządny facet jak 

ja potrafi udawać cwanego kochasia? 

Lynn poczuła miły dreszcz na myśl o nowym wcieleniu kolegi. 
Nadarzała  się  sposobność,  by  statecznego  prawnika  zmienić  w  Jamesa 

Deana lat dziewięćdziesiątych. Wspaniała perspektywa! 

–  Przestań  się  tym  przejmować.  Dasz  sobie  radę,  –  Zamilkła  na  moment  i 

dodała po chwili namysłu – Byłoby doskonale, gdybyś miał tatuaż. 

– Racja. Mam go sobie zrobić? 
–  Nie  oczekuję  od  ciebie  tak  wielkiego  poświęcenia.  Może  nakleisz  sobie 

tymczasowy.  Są  w  drogeriach  takie  podróbki  –  oznajmiła  pogodnie.  Była 
przekonana, że kolega bawi się równie dobrze jak ona. 

– Dobrze, Pewnie się na to zdecyduję – mrukną! Tony. Lyon popatrzyła na 

niego z uśmiechem. Ostatnia uwaga nie dotyczyła jedynie tatuażu. 

– Dzięki. Mówią, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. A więc 

postanowione.  Jedźmy  razem  do  Arizony.  Kiedy  dysponujesz  czasem?  Masz 
jakieś umówione spotkania? 

–  Nie.  Wystarczy  rzut  oka  na  mój  terminarz,  by  dojść  do  wniosku,  że  nie 

jestem zbyt towarzyski. 

background image

Ciekawe, pomyślała Lynn. Z nikim się nie umawiał. Żadnych przygodnych 

romansów. Trzeba zachować ostrożność. 

–  Musi  upłynąć  trochę  czasu,  by  rozwodnik  doszedł  do  siebie  –  odparła 

współczująco. 

–  Pewnie.  Ale  mam  dobrą  nowinę.  Śliczna  dziewczyna  zaprosiła  mnie  na 

kilkudniowy wypad do Sedony – rzucił chełpliwie Tony, 

Lynn wybuchneła śmiechem, choć żart bardziej ją zaniepokoił, niż rozbawił. 
–  Dzięki  za  komplement.  –  Zrobiło  jej  się  ciepło  na  sercu,  gdy  Tony 

powiedział,  że  jest  śliczna,  ale  nie  chciała,  by  robił  sobie  jakieś  nadzieje  i 
zakładał,  że  naprawdę  mogą  być  razem.  –  Obawiam  się,  że  przez  kilka  dni 
będziemy  się  jedynie  trzymać  za  rączki.  Nasza  znajomość  pozostanie,  rzecz 
jasna, czysto platoniczna. 

– Na początku to normalne. – Tony wzruszył ramionami i ruszył do wyjścia, 

W drzwiach przystanął na moment. – A co do tatuażu... 

–  Nie  zaprzątaj  sobie  tym  głowy.  Kupię  ci  w  drogerii  zmywalną  imitację. 

Zresztą, to bez znaczenia, 

–  Nie  musisz  nic  kupować.  –  Tony  uśmiechną  się  szeroko.  –  Mam 

prawdziwy tatuaż. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

W  przeddzień  wyjazdu  Tony  wyciągnął z  szafy  upchnięte  głęboko  na dnie 

stare  dżinsy,  noszone  jeszcze  w  szkole  średniej.  Powróciły  dawne 
wspomnienia...  Michelle  błagała,  żeby  się  pozbył  tych  starych  szmat. 
Twierdziła, że nie ma sensu ich trzymać. 

Myliła  się,  duchy  sprzed  lat  stanowiły  ostatnią  więź  z  czarującym 

rozrabiaką,  jakim  był  dawniej  Tony.  Uśmiechnął  się  na  myśl,  że  arogancki 
buntownik,  którym  Lynn  zamierzała  nastraszyć  rodziców,  idealnie  pasuje  do 
jego  dawnego  wcielenia.  Taki  był  Tony  Russo  przed  czternastu  laty.  Tatuaż 
zrobił sobie w ostatniej klasie szkoły średniej. 

Sięgnął głębiej i wydobył stosik czyściutkich białych podkoszulków. Rzadko 

je teraz wkładał. Kiedyś było inaczej. Z przyjemnością dotknął spranej bawełny. 
Wrzucił  koszulki  do  torby  podróżnej.  Nagle  rozległ  się  dzwonek  telefonu. 
Podniósł słuchawkę. Pewnie Lynn ma dla niego ostatnie wskazówki. 

– Tony? 
To nie był głos koleżanki. Dzwoniła Michelle. Chyba płakała. Co się stało, 

do cholery? 

– Tak, to ja. Co słychać, Michelle? 
– Jesteś zajęty? 
– Owszem – mruknął niechętnie. – Czemu pytasz? 
– Chciałabym... – Pociągnęła nosem. – Wpadnę na moment, jeśli nie masz 

nic przeciwko temu. 

Tony  zerknął  na  budzik.  Jedenasta  w  nocy.  Wizyta  zapłakanej  Michelle  u 

byłego  męża  na  pewno  zirytuje  Jerry’ego.  Ten  facet  był  dawniej  kumplem 
Tony’ego.  Razem  grywali  na  giełdzie  i  chodzili  do  siłowni.  Późnym 
popołudniem  często  odwiedzali  salę  gimnastyczną,  by  powrzucać  piłkę  do 
kosza. Wcześniejsze godziny Jerry przeznaczał na zabawy w sypialni Michelle. 

–  Wiem,  że  jest  późno  –  dodała  drżącym  głosem  Michelle,  –  Chciałam 

tylko.., z kimś porozmawiać. 

– Zgoda. – Tony westchnął ciężko. 
– Jesteś aniołem. Tony. 
– Drobiazg. Byli mężowie czasami się na coś przydają. 
Powinien  był  jej  powiedzieć,  żeby  poszukała  sobie  innego  pocieszyciela. 

Miał do tego prawo, zważywszy, jak go potraktowała. 

Z  drugiej  strony  jednak,  ze  swej  adwokackiej  praktyki,  podczas  której 

mnóstwo  rozgoryczonych  par  przewinęło  się  przez  jego  gabinet,  wiedział,  że 
zwykle  obie  strony  ponoszą  winę  za  rozpad  małżeństwa.  Gdy  Tony  był  z 
Michelle,  zbyt  wiele  czasu  poświęcał  karierze,  Jerry  bez  trudu  zajął  miejsce 
wiecznie nieobecnego męża. 

background image

Pierwsze lata jego związku z Michelle były prawdziwą sielanką. Tony puchł 

z  dumy,  bo  zdobył  pannę  z  dobrej  rodziny,  Gotowy  scenariusz  romantycznej 
komedii: dziewczyna śliczna jak z obrazka oddała serce prostemu chłopakowi. 
Gdy  z  czasem  Tony  postawił  na  pierwszym  miejscu  adwokacką  praktykę,  ich 
wspólne życie zaczęło powoli tracić urok i sens. 

Mniejsza z tym. Było, minęło. Tony przestał rozpamiętywać przeszłość i nie 

chciał do niej wracać. Trzeba dokończyć pakowanie. ,Akcja kochaś” nie budziła 
początkowo  jego  entuzjazmu,  jednak  po  namyśle  uznał,  że  odmawiając, 
wyszedłby  na  głupca.  Od  dawna  chciał  się  umówić  z  Lynn,  ale  zdawał  sobie 
sprawę,  że  do  propozycji  rozwodnika  dziewczyna  podejdzie  bardzo  nieufnie. 
Specjaliści  od  prawa  rodzinnego  wiedzieli,  że  związek  z  mężczyzną,  którego 
małżeństwo się rozpadło, stanowi duże ryzyko. 

Wspólna podróż to doskonała okazja, by przekonać upartą Lynn, że nie jest 

dla  niego  odtrutką  po  smutnych  doświadczeniach  z  Michelle.  Tony  uznał 
optymistycznie,  że  wszystko  będzie  dobrze,  i  zajął  się  konkretami.  Zajrzał  do 
torby  podróżnej,  by  sprawdzić,  czy  ma  wszystko,  czego  potrzebuje.  Jeszcze 
papierosy!  Niedopałek  w  kąciku  ust  to  znak  rozpoznawczy  buntownika  bez 
powodu.  Tak  się  szczęśliwie  złożyło,  że  kolega  Tony’ego  zostawił  ostatnio  u 
niego  pół  paczki.  Zguba  czekała  na  właściciela  w kuchennej  szufladzie.  Teraz 
się przyda. 

Od  wejścia  dobiegł  odgłos  dzwonka.  Tony  poszedł  otworzyć.  Zapalił 

papierosa, 

–  Tony!  –  Ledwie  uchylił  drzwi,  zalana  łzami  Michelle  rzuciła  się  w  jego 

ramiona. Niewiele brakowało, żeby ją oparzył. 

– Spokojnie, dziewczyno. – Odsunął dłoń z papierosem, a drugą ręką objął 

drgające  od  płaczu  ramiona.  Zaprowadził  gościa  do  salonu  i  posadził  na. 
kanapie. 

– Co się stało? 
Podniosła  na  niego  załzawione  oczy.  Natychmiast  spostrzegł,  że  sztuczne 

rzęsy  nad  prawym  okiem  odkleiły  się  i  trzepotały  jak  przetrącone  skrzydło 
motyla,  kiedy  Michelle  zamrugała  powiekami  Rozpuszczony  tusz  do  rzęs 
zostawił na policzkach ciemne smugi. 

– Makijaż ci spływa, a rzęsy się odklejają – rzucił ostrzegawczym tonem. 
– Dzięki. 
Michelle  pospiesznie  doprowadziła  się  do  porządku.  Efekt  był  groteskowy: 

jedno  oko  –  jak  na  bal,  drugie  gotowe  do  snu.  Policzki  z  lekka  poszarzałe. 
Znowu zaczęła szlochać. Grzebała w torebce, szukając chusteczki do nosa. 

– Cholera, przecież wkładałam... Gdzie ona się... 
– Proszę, – Tony wyjął z kieszeni czystą chustkę i podał zapłakanej kobiecie. 
–  Och,  kochany!  –  Michelle  otarła  łzy  i  westchnęła  głęboko.  –  Zrobiłam 

błąd, porzucając cię dla Jerry’ego. 

background image

Tony’emu  zdobiło  się  ciężko  na  sercu.  Od  wielu  miesięcy  czekał  na  takie 

wyznanie. Czemu dziś zamiast tryumfu odczuwał tylko lęk? 

– Co się stało? – spytał rzeczowo. 
– Jerry cmoka! 
– Czyżbyś wcześniej tego nie spostrzegła? 
– Zdawałam sobie sprawę, że ma różne śmieszne nawyki, ale nie zwracałam 

na nie uwagi. A ty? Słyszałeś, jak cmoka? 

– Owszem, ale to mi nie przeszkadzało, kiedy graliśmy w piłkę. 
– To jeszcze nie jest najgorsze. Problem w tym, że on się zaniedbuje. Nosi 

podarte  slipy.  Gumki  ledwie  się  trzymają,  a  bawełna  jest  całkiem  sprana. 
wiedziałeś o tym? 

–  Pewnie!  –  Tony  wzruszył  ramionami.  –  Rozbieramy  się  przecież  w  tej 

samej szatni. 

– Wyrzuciłam dziś te jego szmaty. Wyobraź sobie, zaczął na mnie krzyczeć. 

Wygarnęłam mu wtedy, co myślę o cmokaniu. A on na to, że pokaleczył sobie 
palce o moje spinki do włosów. Co ma piernik do wiatraka! Przyczepił się także 
do  sztucznych  rzęs.  Powiedział,  że  go  kują.  Podobno,  kiedy  je  wkładam, 
przypominam  zupełną  kretynkę.  Tony  czy  naprawdę  wyglądam  w  nich 
idiotycznie? 

– W żadnym wypadku. Rzecz jasna, pod warunkiem, że nosisz obie 
– Z tobą życie było śmiesznie łatwe – westchnęła Michelle, 
Jak dla kogo, stwierdził w duchu Tony. Gdy byli razem, Michelle z każdym 

rokiem  stawała  się  coraz  bardziej  wymagająca,  kapryśna  i  spragniona 
komplementów, znudzony mąż bez przerwy musiał ją zapewniać, że kocha nad 
życie i umiera z pożądania. Doszło do tego, że Tony machinalnie odpowiadał na 
jej  pytania.  Jerry  okazywał  pewnie  więcej  entuzjazmu.  Nie  ma  to  jak  ognisty 
romans dla poprawy marnego samopoczucia. 

– Sądziłem, że kochasz Jerry’ego – powiedział cicho Tony. 
Obawiał  się,  że  te słowa  odnowią dawny  ból,  ale dziwnym  trafem  niczego 

nie poczuł. 

I  mnie się tak wydawało, ale jak można kochać faceta, który cmoka i nosi 

starą bieliznę? 

Tony  doznał  olśnienia.  Dla  niego  miłość  oznaczała  gorące  przywiązanie, 

wzajemny  szacunek,  wzajemną  pomoc  w  zdrowiu  i  chorobie.  Michelle  nie 
traktowała  uczuć  tak  poważnie  –  ani  przedtem,  ani  teraz.  Tony  nareszcie 
wiedział, na czym stoi. 

Po chwili milczenia Michelle westchnęła głęboko i oznajmiła: 
–  Wiele  myślałam,  jadąc  do  ciebie  taksówką.  Moim  zdaniem,  powinniśmy 

spróbować jeszcze raz. 

background image

– Zastanawiałaś się nad tym przez całą drogę? To musiało być męczące,  –

Tony usłyszał drwinę w swoim głosie i natychmiast się zreflektował. Nie tędy 
droga! Po namyśle dodał: – Zresztą, trafiłaś pod niewłaściwy adres. 

– Zmieniłeś mieszkanie? – ucieszyła się Michelle, 
Tony  westchną  bezradnie.  Beznadziejna  idiotka!  Nie  chwyciła  dowcipu! 

Pojął wreszcie, że podobnie jak wielu klientów, którzy przewinęli się przez jego 
biuro,  obdarzył  uczuciem  niewłaściwą  osobę.  Fatalne  zauroczenie  minęło 
bezpowrotnie.  Pozostała  odrobina  życzliwości  dla  głupiutkiej,  roztrzepanej 
kobietki, 

– Nie sądzę, żeby to było właściwe rozwiązanie – odparł łagodnie. 
– Za to ja wiem swoje. Będzie wspaniale. 
–  Jestem  innego  zdania  i  spróbuję  ci  wytłumaczyć,  dlaczego.  Po  pierwsze, 

rzadko bywałem w domu i tylko dlatego nie zwróciłaś uwagi na moje nawyki i 
przywary.  Z  pewnością  szybko  zaczęłyby  cię  irytować.  Pamiętasz  chyba,  że 
mam zwyczaj gwizdać i okropnie przy tym fałszuję, A kiedy oglądam telewizję, 
co chwila zmieniam kanał. 

–  Mnie  się  podobało  twoje  gwizdanie.  Poza  tym,  to  są  drobiazgi  bez 

znaczenia. Liczy się tylko... 

– Co się liczy, Michelle? Co jest naprawdę ważne? 
– Że się kochamy. – Spojrzała na niego rozmarzonym wzrokiem. Tony ‘ego 

ogarnęła  nagle  tęsknota  za  chwilami,  gdy  po  całych  dniach  wpatrywał  się  z 
czułością w błękitne oczy Michelle. 

– Niespełna rok temu oznajmiłaś, że kochasz Jerry’ego. 
– To była pomyłka.   
– W takim razie spróbuj go teraz pokochać – odparł stanowczo 
Była żona obrzuciła go badawczym spojrzeniem. Wyraz zachwytu zniknął z 

jej twarzy.  

– Proszę?  
– Jestem pewien, że ten facet ma sporo zalet. 
– Wymień chociaż jedną. 
–  Za  dużo  ode  mnie  wymagasz!  –  Tony  zachichotał.  –  Staram  się  być 

wielkoduszny,  lecz  nie  zmuszaj  mnie,  żebym  mówił  o  twoim  kochanku  w 
samych superlatywach. –  

– A widzisz! Nie czujesz do niego sympatii! 
–  Ja  nie  muszę,  ale  tobie  radzę  polubić  faceta,  z  którym  żyjesz.  Dla  niego 

opuściłaś  męża.  Z  pewnością  dostrzegłaś  w  nim  mnóstwo  zalet,  przy  których 
cmokanie i dziurawa bielizna to niewarte uwagi drobiazgi. 

–  Sądziłam,  że  mnie  zrozumiesz  –  krzyknęła  Michelle,  zrywając  się  na 

równe nogi – a ty się ze mnie nabijasz! 

– Przeciwnie – odparł, wsuwając ręce w kieszenie. – Nigdy dotąd nie byłem 

poważniejszy. 

background image

– Nie wierzę. To dlatego, że... – Zmrużyła oczy. – Przyznaj się, masz kogoś, 

co? 

–  Nie.  –  Oczyma  wyobraźni  ujrzał  nagle  Lynn.  Po  chwili  milczenia  dodał 

stanowczo: – Nie mam nikogo, – Szukał sposobu, by powiedzieć Michelle całą 
prawdę, nie raniąc jej uczuć. – W pewnym sensie nadal jesteś mi bliska. Zawsze 
będą nas łączyć wspomnienia. Ale głębokie uczucie i przekonanie, że bez ciebie 
życie nie ma sensu, przeminęło. Dopiero dzisiaj zdałem sobie z tego sprawę, ale 
mam pewność, że się nie mylę. 

Możemy znowu być razem! 
Tony stanowczo pokręcił głową. 
– Nie sądzę. Musisz pogodzić się z Jerrym, Postaraj się, bo warto – radził z 

uśmiechem. – Kup najdroższemu atrakcyjną bieliznę. 

–  Znowu  się  ze  mnie  nabijasz.  –  Michelle  wpatrywała  się  w  niego 

podejrzliwie, 

– Zapewniam, że to nieprawda. 
– Jesteś pewny, że nie warto próbować po raz drugi? 
Tony pokręcił głową. 
– W takim razie pozostaje mi tylko wrócić do domu. Jerry na mnie czeka. 
– Od początku tak mówiłem – stwierdził Tony, odprowadzając ją do drzwi. – 

Ja się nie liczę. Ten facet był ci przeznaczony, 

Michelle ruszyła ku drzwiom, lecz nagle przystanęła i zapytała niepewnie: 
– Czy wyglądam na idiotkę, kiedy przyklejam sztuczne rzęsy? 
– Nieprawda, One ci dodają uroku. To jest twój znak rozpoznawczy. 
–  Dzięki.  –  Młoda  kobieta  uśmiechnęła  się  z  wdzięcznością.  Potem 

zmarszczyła brwi, jakby dopiero teraz coś sobie uświadomiła,  – Paliłeś, gdy tu 
przyszłam?  –  Tony  odniósł  wrażenie,  że  zajęta  własnymi  sprawami  Michelle 
prawie  nie  zwraca  na  niego  uwagi  i  dlatego  umykają  jej  fakty  z  pozoru 
oczywiste. Przez moment chciał się przed nią wytłumaczyć, ale zmienił zdanie, 

– Owszem, paliłem, 
– Okropność. – Skrzywiła się wymownie, – Nie znoszę dymu. 
– Widzisz? To jedynie potwierdza moją tezę, że nie jesteśmy dobraną parą. – 

Cmoknął głośno, żeby ją rozśmieszyć. Udało się. Michelle zachichotała. 

– Mieliśmy dobre chwile, prawda. Tony? 
– Jasne! Uważaj na siebie. – Ty również.  
Patrzył za nią, gdy szła ku drzwiom, Nie odczuwał żalu. 
Lynn i Tony mieszkali w odległych dzielnicach Chicago, nie opłacało im się 

wspólnie  zamawiać  taksówki,  by  przyjechać  na  lotnisko.  Umówili  się  w 
poczekalni przy wejściu do sali odlotów. 

Lyon z daleka dostrzegła Tony’ego, który szedł w jej stronę z uśmiechem na 

ustach.  Biała  koszulka  podkreślała  wspaniałą  muskulaturę,  a  dżinsy  sprawiały 
wrażenie  tak  obcisłych,  że  trudno  się  było  uwolnić  od  nazbyt  śmiałych 

background image

skojarzeń. Ciemna czupryna z niesfornymi kosmykami opadała na czoło. Nawet 
chód miał inny – bardziej zamaszysty. Lynn westchnęła. Boże drogi, w co ja się 
pakuję, pomyślała z obawą. 

Po chwili Tony stanął obok niej. Odstawił torbę podróżną i mocno przytulił 

zaskoczoną dziewczynę. 

– Cześć, skarbie – rzucił dźwięcznym barytonem i pocałował namiętnie swą 

wspólniczkę. 

Jakiś przechodzień aż gwizdnął z zachwytu. 
W pierwszej chwili Lynn była tak zaskoczona, że w ogóle nie zareagowała. 

Ogarnęło  ją  przyjemne  oszołomienie.  Ani  myślała  się  bronić.  W  końcu  jednak 
odzyskała  panowanie  nad  sobą.  Próbowała  wysunąć  się  z  objęć  Tony’ego,  co 
nie było łatwe. 

–  Dokąd  to,  maleńka?  –  zapytał,  tuląc  ją  mocniej.  Zmysłowy  uśmiech 

pojawił się na jego twarzy. – Nie cieszysz się, że twój kochaś znów trzyma cię 
w ramionach? 

Serce  dziewczyny  biło  jak  oszalałe.  Na  moment  w  objęciach  Tony’ego 

zapomniała o całym świecie. Wkrótce przyszło jednak opamiętanie. 

Tony,  puść  mnie  natychmiast.  Chyba  trochę  przesadziłeś.  Nie  sądzisz,  że 

jeszcze za wcześnie na rozpoczęcie naszego przedstawienia? 

Tony pogłaskał ją po plecach i wolno przesunął dłoń trochę niżej. 
–  Chcesz,  żebym  cię  trochę  ośmielił,  laleczko?  –  Zdawał  sobie  sprawę,  że 

zachęcając  ją  do  pieszczot,  działa  na  własną  niekorzyść,  I  tak  chwilowo  nic  z 
tego  nie  będzie.  Najwyraźniej  stał  się  masochistą.  Lynn  zacisnęła  wargi. 
Sytuacja  wymykała  się  spod  kontroli.  Czuła  para  zaczynała  powoli  zwracać 
uwagę przechodniów. 

– Nie na lotnisku, jeśli łaska. 
– Jak sobie życzysz, maleńka. – Tony mrugnął do niej porozumiewawczo i 

pogłaskał delikatnie jędrny pośladek. 

– Mówię poważnie. Tony – ostrzegła zarumieniona. 
–  Pomyślałem,  że  przed  odlotem  dam  ci  małą  próbkę  tego,  co  nas  czeka, 

żebyś się upewniła, czy nadal chcesz się pakować w całą tę awanturę. Jeszcze 
możesz się wycofać. 

– Szczerze mówiąc... Podjęłam decyzję i zamierzam doprowadzić do końca 

swój  plan.  Nie  oczekiwałam...  –  Lynn  poprawiła  ubranie.  Była  na  siebie 
wściekła, że jąka się jak zadurzona nastolatka. Na domiar złego wpatrywała się 
w  Tony’ego  jak  urzeczona.  Trudno  jej  było  zebrać  myśli.  –  Skąd  masz...  te 
ciuchy? Nie wyglądają na nowe. 

– Leżały na dnie szafy. 
– Tak się dawniej ubierałeś? 
–  Jasne.  Przez  cały  czas.  –  Ostentacyjnie  wsunął  do  kieszeni  paczkę 

papierosów  i  wyżej  podwinął  rękawy  t-shirta,  Lynn  dostrzegła  na  bicepsie 

background image

wytatuowanego  smoka.  Tony  mrugnął  do  niej  i  poruszył  mięśniami.  Stwór 
drgnął. Dziewczyna z trudem odwróciła wzrok. 

Kolega rzeczywiście wspominał o tatuażu. Chrząknął znacząco. 
– Czy próbujesz mi dać do zrozumienia, że byłeś dawniej... 
–  Postrachem  szacownych  rodziców.  Fakt.  Jeżdżąc  samochodem, 

notorycznie  przekraczałem  wszelkie  limity  prędkości,  nie  wylewałem  za 
kołnierz,  uwodziłem  niewinne...

 

–  Historia  twoich  miłosnych  podbojów  mnie 

nie interesuje. 

–  Kto  mówi  o  podbojach?  –  odparł  cicho.  –  Brałem,  co  się  nawinęło,  Nie 

trzeba się było wysilać. 

 
–  Pora  ruszać  –  oznajmiła  stanowczo,  by  zmienić  temat.  Tony  uprzejmym 

gestem wskazał rękaw prowadzący do samolotu 

– Idź przodem. Lubię ładne widoki. A jest na co popatrzeć, 
– Tony Russo! – skarciła go z oburzeniem. 
– Musisz się przyzwyczaić do takich odzywek, moja droga. 
Pamiętaj, że uwielbiasz moje dwuznaczne komplementy. – Zgiął się 
w ukłonie i dodał żartobliwie: – Panie przodem. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Gdy znaleźli swoje miejsca, Lynn odruchowo wyciągnęła rękę, by otworzyć 

skrytkę i schować bagaż. Nie miała zwyczaju czekać, aż ktoś ją wyręczy. 

– To moja rzecz. Odsuń się, skarbie. – Tony chwycił jej walizkę. 
– Sama dam sobie radę, 
–  Przestań  mi  się  sprzeciwiać,  dziewczyno,  –  Tony,  trzymając  bagaż, 

pochylił się nad koleżanką, Z tyłu napierali zniecierpliwieni pasażerowie. Tony 
przycisnął się do niej, by ich przepuścić. 

–  Niech  pani  ustąpi.  Ten  facet  nie  słyszał  o  równouprawnieniu  –  poradził 

jeden z nich. 

Tony pokiwał głową i szepnął dziewczynie do ucha: 
–  Pamiętaj,  że  przez  cztery  dni  mam  być  męską  szowinistyczną  świnią! 

Zostaw mi walizki i zajmij miejsce – szepnął jej do ucha. 

– Gdzie mam usiąść? – zapytała z udawaną pokorą. 
– To rozumiem – odpowiedział Tony z figlarnym uśmiechem. 
– Zmień jeszcze ten kpiący ton i będzie idealnie. Siądź przy oknie. 
– A ty w środkowym fotelu? Będzie ci niewygodnie, najdroższy – odparła, 

trzepocąc rzęsami, 

–  Zobaczymy.  Jeśli  mi  szczęście  dopisze,  może  i  po  drugiej  stronie  będę 

miał ładną sąsiadkę. Przyjemnie byłoby się wcisnąć między dwa niezłe kociaki, 

Lynn jęknęła i z miną męczennicy zajęła najdalszy fotel. Tony popisywał się 

krzepą, wrzucając bagaże do schowka z taką łatwością, jakby to były dziecinne 
zabawki.  Dziewczyna  spostrzegła,  że  wszystkie  pasażerki  zerkają  na  niego 
ukradkiem, obserwując grę jego mięśni. 

Gdy usiadł obok niej, pochyliła się i oznajmiła szeptem: 
–  Dzięki,  ale  przestań  się  wygłupiać.  Chyba  trochę  przesadziłeś,  kiedy 

zacząłeś mnie strofować. 

–  Sama  mówiłaś,  że  trzeba  solidnie  nastraszyć  twoich  rodziców,  powinni 

drżeć o przyszłość swej córki. 

– Owszem, ale... 
–  Twoja  reakcja  na  moje  umizgi  powinna  być  przekonująca,  więc  musimy 

solidnie poćwiczyć, by uwierzyli, że naprawdę udało mi się ciebie poderwać, 

Dziewczyna  zmierzyła  go  badawczym  spojrzeniem  i  z  niedowierzaniem 

pokręciła głową. 

–  Czy  mam  przyjemność  z  Anthonym  J.  Russem,  wybitnym  młodym 

prawnikiem? 

– Pudło! Obok ciebie siedzi Tony Russo, prawdziwy Casanova. – Mrugnął 

do niej porozumiewawczo. 

background image

–  Ale  wpadłam!  –  Wyraźnie  zakłopotana,  próbowała  obrócić  wszystko  w 

żart. – Zdajesz sobie sprawę, że mogę cię teraz szantażować? A jeśli przyjdzie 
mi do głowy opowiedzieć w naszej kancelarii o twoim drugim wcieleniu? 

– Myślałem o tym. Na pewno tego nie zrobisz. Sumienie ci nie pozwoli. 
–  Słuszna  uwaga.  A  mówiąc  poważnie,  Tony,  własnym  oczom  nie  wierzę. 

Cóż za niezwykła przemiana! 

– To jeszcze nic, ślicznotko – odparł z uśmiechem. – Najlepsze jeszcze przed 

tobą. 

– Boże miłosierny! Stworzyłam potwora!  
– Pewnie! Współczuję twoim starym, mała.     
–  Miejmy  nadzieję,  że  szybko  się  z  tym  uporamy  –  stwierdziła  z  nadzieją 

Lynn, tocząc wokół umęczonym wzrokiem. – Kto wie, czy w ogóle dotrzemy do 
Sedony?  Może  wystarczy  rzut  oka  na  mego  kochasia,  gdy  spotkamy  się  z 
rodzicami  na  lotnisku  w  Phoenix.  –  Zniżyła  głos,  bo  na  wolnym  fotelu  obok 
Tony’ego  sadowił  się  właśnie  mężczyzna  z  włosami  związanymi  w  kucyk.  – 
Marne  perspektywy,  skarbie.  Nie  będzie  drugiego  kociaka  –  dodała 
konspiracyjnym szeptem. 

– Niech to cholera – burknął, pochylił się nad Lynn i pocałował ją w usta. – 

Zresztą ty mi wystarczysz. 

– Tony! – Policzki Lynn płonęły. Zarumieniła się jak pensjonarka. Odsunęła 

się  najdalej,  jak  mogła,  ale  lotnicze  fotele  były  tak  stłoczone,  że  niewiele 
zyskała.  W  głębi  ducha  musiała  przyznać,  że  choć  udaje  obrażoną,  gdy  Tony 
bierze  ją  w  objęcia,  w  gruncie  rzeczy  nie  może  się  doczekać  kolejnego 
pocałunku. Gdyby tylko potrwał nieco dłużej.., 

– Jeśli będziesz taka wstydliwa, twoi rodzice nie uwierzą, że mamy romans, 

–  Tony  obrzucił  ją  karcącym  spojrzeniem.  –  Powinniśmy  chyba  ułożyć 
szczegółowy plan i omówić zasady postępowania. 

–  Racja.  Plan.  Dobry  pomysł.  –  Brakło  jej  tchu.  Ledwie  mogła  wydobyć 

głos,  więc  naradę  trzeba  będzie  odłożyć.  Sięgnęła  po  kolorowe  czasopismo  i 
zaczęła je kartkować. – Może w czasie posiłku, 

–  A  to  niespodzianka!  Lynn  Morgan,  wygadana  pani  mecenas,  straciła 

głowę! 

– Przesada! 
– Nie sądzę – odparł z pobłażliwym uśmiechem. – Od chwili gdy zobaczyłaś 

mnie  na  lotnisku,  jesteś  zakłopotana.  Nie  przypuszczałem,  że  coś  może  cię 
wytrącić z równowagi, droga koleżanko. 

–  Sytuacja  jest  wyjątkowa.  –  Lynn  udawała  pogrążoną  w  lekturze.  Miała 

dość tej rozmowy. 

Tony  był  zachwycony,  że  nagła  zmiana  w  jego  zachowaniu  tak  bardzo 

zachwiała pewnością siebie uroczej panny Morgan, która do tej pory łudziła się 
nadzieją,  że  podchodząc  do  sprawy  konkretnie  i  rzeczowo  bez  trudu przekona 

background image

rodziców,  że  wpadła  w  sidła  cynicznego  uwodziciela.  Tony  uległ  nagłemu 
impulsowi,  gdy  na  lotnika  wziął  ją  w  ramiona  i  namiętnie  pocałował.  Nie 
żałował  tamtego  postępku.  Warto było!  Co  więcej,  ich  chytry  plan zadziałał – 
ba,  po  prostu  wymagał  –  żeby  takich  pocałunków  było  więcej.  Dzisiejszy 
poranek wiele obiecywał, Lynn nie była sobą! Podróż zapowiadała się ciekawie. 

Postanowił  dać  dziewczynie  chwilę  wytchnienia.  Zaczął  rozmowę  z 

sąsiadem,  który  pracował  jako  psycholog  i  miał  na  imię  Jeff.  Pierwsze  lody 
zostały przełamane, gdy mężczyzna się zorientował, że Tony jest prawnikiem i 
odebrał  staranniejsze  wykształcenie  niż  świadczyłby  o  tym  jego  wygląd. 
Panowie wymienili wizytówki na wypadek, gdyby jeden potrzebował terapeuty, 
a drugi prawnika. 

–  Przezorny  zawsze  ubezpieczony  –  stwierdził  Jeff.  Stewardesy  zaczęły 

roznosić posiłek. 

–  Święte słowa –  odparł  Tony.  –  Przyjemnie  się gadało, ale pora  kończyć. 

Muszę się zająć moją... towarzyszką podróży. Pora ułożyć plan działania. 

–  Rozumiem,  –  Jeff  popatrzył  na  niego  z  ciekawością,  ale  o  nic  nie  pytał. 

Tony zabrał się do jedzenia. Obrzucił Lynn badawczym spojrzeniem. 

– Trzeba omówić parę spraw. Wkrótce lądujemy w Phoenix, 
Lynn w skupieniu doprawiała sałatę. 
– Nie patrz tak na mnie – mruknęła w końcu. – Dobra. Przyznaję, że jestem 

okropnie zdenerwowana. 

– Mamy wybór. Kiedy wylądujemy, można powiedzieć twoim rodzicom, że 

okropnie się pokłóciliśmy i nie mamy ochoty na wspólne wakacje. Pierwszym 
samolotem wrócimy do domu. 

–  Tego  nie  możemy  zrobić.  Mam  pewność,  że  plan  jest  dobry.  Jest  spora 

szansa, by dopiąć swego, ale,.. – Umilkła i odwróciła wzrok, – Trafiłeś w sedno. 
Nie  umiem  kłamać  Mam  okropne  zahamowania.  Nie  wiem,  czy  zdołam  się  z 
tym uporać. 

Tony’emu  zrobiło  się  ciepło  na  sercu.  Podziwiał  determinację  Lynn,  która 

postanowiła  za  wszelką  cenę  uratować  małżeństwo  swoich  rodziców,  choć 
metoda działania nie pasowała do jej prawdomówności i umiarkowania. Miała 
poważne skrupuły i  bardzo ją za to szanował, ale dla dobra sprawy musiała je 
przełamać, trzeba znaleźć sposób, żeby jej to ułatwić i poprawić humor. 

– Powinnaś chyba bardziej kontrolować sytuację. Obiecuję, że przestanę cię 

zaskakiwać.  Opracujmy  system  znaków  jak  piłkarze  na  boisku.  Na  ślicznej 
twarzy Lynn znowu pojawił się uśmiech, 

– Jakie sygnały? 
–  Chrząknięcie  może  oznaczać,  że  mam  cię  pocałować  w  ucho,  pocieranie 

nosa to zachęta do namiętnego całusa. Gdy wzruszysz ramionami, powinienem 
złapać cię za... 

– Wykluczone – rzuciła pospiesznie i znów się zarumieniła. 

background image

– Masz na myśli system znaków czy... łapanie? 
– Jedno i drugie. 
– Sygnały mogą być inne. Na to zgoda. Ale nie da się całkiem zrezygnować 

z obmacywania, skoro nasz spektakl ma być przekonujący, ty również powinnaś 
mnie od czasu do czasu dotknąć tu i ówdzie. 

– Gdzie mnie będziesz... obmacywać? 
– Jak leci. Normalka. Masz przecież wszystko, co trzeba, na swoim miejscu. 
– Mam rozumieć, że wyglądam przeciętnie? 
Zbity  z  tropu  Tony  zachichotał  i  upił  łyk  wody.  Ukradkiem  zmierzył 

dziewczynę taksującym spojrzeniem, 

– W żadnym wypadku. Wszystko jest u ciebie nieprzeciętne. 
Lynn  westchnęła  i  zmarszczyła  brwi.  Najwyraźniej  targały  nią  sprzeczne 

uczucia 

– To był żart – dodał Tony. 
– Wiem – rzuciła ponuro. Opadła bezwładnie na oparcie fotela. To na nic! 

Nie nadaję się do takich intryg, pomyślała, 

–  Co  ja  słyszę!  Gdzie  się  podziała  nieustępliwa  Lynn  Morgan?  –  Patrzył 

ukradkiem  na  profil  okropnie  przygnębionej  koleżanki.  Dziewczyna  z 
charakterem,  przemknęło  mu  przez  myśl.  Nie  przypominała  wprawdzie 
Michelle, złotowłosej seksbomby, ale coraz bardziej mu się podobała. 

–  Zadanie  jest  trudniejsze,  niż  sądziłam,  Tony  –  stwierdziła  odwracając 

głowę, – Obawiam się, że to ponad moje siły. Nie dam rady, 

–  Odpręż  się;  przestań  rozpaczać  i  traktować  nasz  plan  ze  śmiertelną 

powagą. –  Tony  uśmiechnął się  pogodnie.  –  Postanowiony,  że  przez  kilka dni 
dla  dobra  sprawy  będziemy  się  wygłupiać.  Moim  zdaniem  sami  możemy  się 
przy  okazji  dobrze  bawić.  Odpuść  sobie.  dziewczyno!  Śmiej  się  z  własnego 
planu, bo to wygłup, jakich mało, 

Popatrzyła mu prosto w oczy i długo nie odwracała wzroku. Napięcie powoli 

ustępowało z urodziwej twarzy. Rysy złagodniały. W piwnych oczach pojawiły 
się kpiące iskierki, 

– Dobra! Co ci chodzi po głowie, Casanovo? 
Udało się! Tony nie oczekiwał, że Lynn tak szybko weźmie sobie do serca 

jego  rady.  Nie  mógł  pozwolić,  żeby  wymknęła  mu  się  taka  wspaniała 
dziewczyna. 

– Jeśli nadal będziesz na mnie patrzyła tak wyzywająco jak w tej chwili, lada 

chwila wszyscy się o tym dowiedzą, 

– Sądziłam, że omawiamy tylko plan działania – odparła z niewinną miną. 
Tony odetchną! głęboko. Każde z nich mówiło o czymś innym.  Nie chciał 

się  teraz  nad  tym  zastanawiać,  Z  trudem  nad  sobą  panował,  a  to  mężczyznę 
bardzo wyczerpuje. 

background image

–  Najlepsza  jest  improwizacja,  W  sprzyjających  okolicznościach  instynkt 

nam podpowie, co należy robić. 

– Jesteś tego pewny?  
Tony nie miał wątpliwości. 
–  Pewnie!  Wystarczy,  jeśli  będziesz  sobie  nieustannie  powtarzała,  że 

szalejemy za sobą i trudno nam zachowywać się przyzwoicie. No wiesz... Jakaś 
potężna siła pcha nas ku sobie. – Tony upił łyk wody. Drżenie rąk? Wolne żarty! 
Tony, prawdziwy Casanova, nie tracił nigdy zimnej krwi. 

–  Wybaczcie,  kochani  –  wtrącił  Jeff,  kładąc  dłoń  na  ramieniu  młodego 

prawnika.  –  Mimo  woli  przysłuchiwałem  się  waszej  rozmowie.  Jestem 
specjalistą w dziedzinie, która was interesuje. Zapewniam, że popełniacie wielki 
błąd. 

–  Jeff,  doceniam  twoje  dobre  chęci  –  wymamrotał  Tony,  ze  zdumieniem 

spoglądając  na  przejętego  sąsiada  –  ale  nie  sądzę,  żebyśmy  potrzebowali 
twojej... 

–  Powinieneś  sprawdzić,  jaki  kobr  przybrała  twoja  aura.  Tę  samą  radę 

dałbym  twojej  znajomej.  Oboje  jesteście  zbici  z  tropu.  –  Jeff  uśmiechną  się 
radośnie. – Chciałbym wam pomóc. Gratis! 

–  Czegoś  tu  nie  rozumiem,  –  Lynn  pochyliła  się  w  stronę  terapeuty  i 

popatrzyła na niego ze zdumieniem. Jeff spojrzał jej prosto w oczy, 

– Powinnaś być z siebie dumna, moja droga. Jesteś wspaniała i nie musisz 

się  zmieniać.  Jeżeli  zachowawcze  społeczeństwo  cię  odrzuca,  otocz  się  białą 
poświatą  i  recytuj  pozytywne  afirmacje.  Powtarzaj  sobie,  że  odmienność  nie 
czyni cię ani gorszą, ani upadłą. 

Tony doszedł do wniosku, że Jeff to szaleniec. 
–  Słuchaj,  kolego,  coś  ci  chyba  zaszkodziło.  Może  zawołamy  stewardesę, 

żeby ci dała na przeczyszczenie albo... 

– Masz rację, Tony. Nie jestem okazem zdrowia. Mam kłopoty ze splotem 

słonecznym.  Zaburzenie  przepływu  energii,  Jedyny  sposób  to  medytacja  i 
leczenie kolorami. Aha, powinienem włożyć filtry relaksujące. Dzięki, że mi o 
tym  przypomniałeś.  –  Jeff  wyjął  z  kieszeni  kanarkowe  okulary  i  włożył  je 
pospiesznie. Tony gapił się na niego jak urzeczony. – Cóż za ulga! – westchnął 
terapeuta,  przyjacielskim  gestem  poklepał  sąsiada  po  udzie  i  dodał  radośnie:  – 
wśród  moich  pacjentów  mnóstwo  jest  kobiet  i  mężczyzn  o  waszej  orientacji. 
Radzę wyznać rodzicom całą prawdę. Będziecie mieli czyste sumienie. Wszyscy 
się teraz ujawniają. 

–  Proszę?  –  Tony  odruchowo  uniósł  się  w  fotelu,  uderzył  kolanami  o 

stoliczek  i  wylał  pół  kubka  wody  na  drugie  śniadanie.  Dobiegł  go  stłumiony 
chichot Lynn. – Posłuchaj, Jeff, nie jestem... 

background image

–  Ależ  jesteś,  mój  drogi.  W  przeciwnym  razie  czemu  wzięty  prawnik 

przebierałby  się  za  młodego  chuligana?  Niepotrzebnie  udajesz  przed  ludźmi 
prymitywnego samca. 

–  Nie  jestem  pedałem!  –  stwierdził  Tony  podniesionym  głosem. 

Zaciekawieni  pasażerowie  odwrócili  głowy  w  jego  stronę  i  z  ciekawością 
nadstawili  uszu.  Lynn  odchrząknęła,  pochyliła  się  w  stronę  terapeuty  i  rzuciła 
konspiracyjnym szeptem: 

–  Tony  naprawdę  nie  ma  żadnych  odchyleń.  –  Przygryzła  wargi,  żeby  nie 

wybuchnąć śmiechem. – Przebieranka była moim pomysłem. 

–  Domyślałem  się  tego.  –  Jeff  spojrzał  na  nią  z  tryumfem.  –  Nie  masz 

odwagi  ujawnić  swoich  pragnień,  więc  chcesz,  żeby  Tony  zrobił  to  za  ciebie. 
Przestań  się  bać!  załóż  obcisłe  dżinsy  i  męski  podkoszulek!  Zacznij  jeździć 
motocyklem i zrób sobie tatuaż. Od razu poczujesz się lepiej! 

Lynn osłupiała.  Niezdolna  wykrztusić słowa  gapiła się  na psychoterapeutę, 

który usiadł wygodnie w fotelu i perorował z uśmiechem: 

–  Jesteście  tacy  sami  jak  większość  moich  klientów.  Szukacie  wykrętów. 

Gdy będziecie gotowi spojrzeć prawdzie w oczy, wystarczy do mnie zadzwonić. 
–  włożył  słuchawki,  przymknął  oczy,  nacisnął  guzik  walkmana  i  zapomniał  o 
całym świecie. Nadeszła pora relaksu. 

Tony był wściekły. Zrobił z siebie widowisko i wyszedł na idiotę, zerknął na 

Lynn i odetchną z ulgą. Jednego był pewny: wolał kobiety. Mimo to miał ochotę 
skręcić  dziewczynie  kark  za  to,  że  chichotała  złośliwie,  gdy  dzielnie  odpierał 
pomówienia  szalonego  terapeuty.  Po  chwili  uznał,  że  zamiast  dokonywać 
rękoczynów, wolałby raczej chować śliczną, smukłą szyję. 

Czując  na  sobie  mściwe  spojrzenie,  dziewczyna  skuliła  się  w  fotelu  i 

zagryzła wargi, ale piwne oczy wciąż śmiały się do niego. 

– Masz niezły ubaw, co? – zapytał cicho. Bez słowa skinęła głową. 
– Nie myśl tylko, że dałem się nabrać. Przez cały czas pękałaś ze śmiechu. 

Też mi adwokat! Ładnie wyszedłem na twojej obronie. 

– Dasz mi jeszcze jedną szansę? 
– Nie! To by dopiero było! Wiesz, jak rozumuje większość ludzi: kto się za 

bardzo ciska, ten na pewno ma coś na sumieniu. – Tony nagle się rozchmurzył. 
Gdy  trochę  ochłonął,  odezwało  się  wrodzone  poczucie  humoru.  –  Wiele 
etykietek mi w życiu przyczepiano, ale po raz pierwszy zrobili ze mnie pedała – 
stwierdził, tłumiąc chichot. 

–  Zgodziłeś  się  mi  pomóc,  biedaku,  i  proszę,  na  co  d  przyszło  –  rzuciła 

współczująco Lynn i dodała szeptem; – Wybacz, że śmiałam się, gdy usiłowałeś 
przekonać  tego  durnia,  ale  sam  przyznasz,  że  sytuacja  była  przezabawna.  Do 
głowy mi nie przyszło, że nasza rozmowa mogła zostać tak zinterpretowana. 

– Pamiętasz, jak zacząłem podskakiwać i krzyczeć na cały samolot, kim to 

nie jestem. Ale mnie podszedł! 

background image

– Mniejsza o naszych współpasażerów. Wystarczy rzut oka, by się upewnić. 

Że  jesteś  rasowym  samcem.  –  Rzuciła  mu  kpiące  spojrzenie.  –  A  może  to 
jedynie pozory? 

–  Zapłacisz  mi  za  te  pomówienia,  Lynn  Morgan  –  ostrzegł  żartobliwie. 

Przymknął  oczy  i  do  końca  podróży  zastanawiał  się,  jak  ukarze  złośliwą 
koleżankę, o ile nadarzy się po temu sposobność. 

Kiedy Lynn rezerwowała bilety lotnicze dla całej czwórki, wybrała samoloty 

lądujące  niemal  jednocześnie.  Gdy  weszli  do  sali  przylotów,  rzuciła  okiem  na 
tablicę informacyjną. Rodzice powinni się zjawić lada chwila. Ich maszyna była 
już  na  ziemi.  Pora  zacząć  spektakl.  Prolog  musi  zrobić  na  nich  piorunujące 
wrażenie. 

Daremne  nadzieje  Za  plecami  Tony’ego  pojawił  się  nagle  Jeff.  położył  mu 

dłoń na ramieniu. Tony aż się wzdrygną. Lynn uśmiechnęła się mimo woli. 

– Będziemy w kontakcie – zapewnił terapeuta. – Zawsze służę przyjacielską 

radą. 

–  Jasne  –  burknął,  nie  odwracając  się,  Tony.  Jeff  skinął  mu  głową  i 

pomachał radośnie do Lynn, 

– Jeszcze się spotkamy – zapewnił na odchodnym. 
– Kusząca perspektywa – rzucił drwiąco Tony, 
–  Bez  obaw  –  rzuciła  współczująco  Lynn.  –  Prawdopodobieństwo 

ponownego spotkania współpasażerów z samolotu jest naprawdę znikome. 

– Sprawdź, czy twoi rodzice już tu są, i zaczynajmy przedstawienie, jak na 

parę  kochanków  przystało.  Obejmę  cię  mocno,  a  ty  patrz  na  mnie  z 
uwielbieniem. 

Lynn  dostrzegła  rodziców  i  osłupiała.  W  głębi  sali  pierwsza  pojawiła  się 

Gladys  Morgan,  która  najwyraźniej  uznała,  że  krótkie  wakacje  to  doskonała 
sposobność do zmiany stylu. Zamiast twarzowej fryzurki miała na głowie ptasie 
gniazdo. Na domiar złego w kolorze płomiennorudym. Kroczyła sztywno, jakby 
kij  połknęła.  Na  wszystkich  patrzyła  z  góry.  Miała  na  sobie  obcisłą  bluzkę  i 
szorty z połyskliwej, jadowicie zielonej tkaniny oraz buty na grubej platformie. 

Lynn ruchem głowy wskazała koledze oryginalnie przystrojoną matkę. Tony 

zerknął  na  starszą  panią  bez  większego  zainteresowania  delikatnie  ugryzł  w 
ucho swoją wspólniczkę i mocno ją przytulił 

– Pocałuj mnie, ślicznotko – mruknął. 
– Tony, moja matka... 
– Powinna sobie od razu uświadomić, jak bardzo cię pragnę. 
–  Przecież  ona...  Rany  boskie!  –  jęknęła  dziewczyna  na  widok  ojca,  który 

stał  w  drzwiach  z  założonymi  na  piersiach  ramionami  i  szukał  wzrokiem 
ukochanej córki. Bud Morgan również się zmienił. Był łysy jak kolano. Ogolona 
głowa  połyskiwała  w  chłodnym  blasku  świetlówek  lotniczego  terminalu. 
Mężczyzna noszący zwykle białe koszule i nie rzucające się w oczy pulowerki 

background image

miał  na  sobie  pomarańczowe  szorty  i  obszerną  hawajską  koszulę  rozpiętą  do 
połowy. 

–  Skarbie,  zaczynamy  przedstawienie  –  mruknął  Tony.  Objął  ją  w  talii,  a 

potem  ostentacyjnie  pogładził  kształtne  pośladki.  Oburzona  i  zdumiona 
dziewczyna  zamierzała  odepchnąć  natręta  i  obrzucić  go  wyzwiskami,  ale 
przypomniała sobie w porę o chytrym planie. 

Zresztą Tony nie marnował czasu. Przechylił ją w tył i pocałował namiętnie. 

Czuła na ustach dotknięcie ciepłego języka, który po chwili wdarł się między jej 
wargi.  Daremnie  próbowała  się  bronić,  Z  wolna  traciła  głowę  i  ulegała 
zaborczemu  mężczyźnie.  Uchwyt  torby  podróżnej  wysunął  się  z  bezwładnej 
dłoni, Lynn uniosła ramiona i wsunęła palce w ciemną czuprynę kolegi. 

Gdy  Tony  uniósł  głowę,  kątem  oka  dostrzegł  osłupiałych  rodziców 

dziewczyny. Na ich twarzach malowało się oburzenie, 

– Było... cudownie – szepnął. Oddychał z trudem. 
– Skończyliście? Nie pora na te czułości! Musimy ruszać do Sedony. Przed 

nami kawał drogi. – Lynn jak przez mgłę słyszała zrzędliwy głos ojca. Czuła, że 
policzki  jej  czerwienieją.  Natychmiast  wysunęła  się  z  objęć  domniemanego 
kochanka, 

–  Lynn  –  syknęła  zirytowana  pani  Morgan.  Jej  córka  po  raz  kolejny 

uświadomiła  sobie,  że  jej  mateczka  potrafi  jednym  słowem  wzbudzić  okropne 
poczucie winy. – Na miłość boską! Dziewczyno, zachowuj się przyzwoicie! 

– Mamo, tato... – Lynn odetchnęła głęboko, żeby nabrać pewności siebie. – 

To jest Tony Russo, ojciec waszego wnuka. Dzięki niemu maleństwo przyjdzie 
na świat. 

–  Wyznajcie  szczerze,  co  wam  leży  na  sercu  –  usłyszeli  znajomy  głos. 

Jednocześnie  odwrócili  głowy.  Za  nimi  stał  Jeff.  Lynn  miała  na  końcu  języka 
ordynarne przekleństwo. Niewiele brakowało by powiedziała je głośno. 

– Przyznajcie się do swojej odmienności. To nie grzech, kiedy  dziewczyna 

kocha  przyjaciółkę,  a  chłopak  szaleje  za  kolegą  –  dodał  komicznym  szeptem 
terapeuta. Uśmiechnął się promiennie, pomachał nowym znajomym i ruszył w 
głąb sali. 

Tony  klął  cicho.  Jego  wspólniczka  zerknęła  na  matkę.  Gladys  miała 

doskonały słuch. 

– Co z tą odmiennością?  – zapytała podejrzliwie pani Morgan,  zerkając na 

dwoje młodych ludzi. – Przecież zrobiliście razem dziecko! 

– Fakt. Nie przejmuj się głupstwami. Wszystko ci wyjaśnię. Chodźmy stąd – 

mamrotała Lynn, 

Bud nie zwracał uwagi na wykrętne tłumaczenia córki. Stanął obok Gladys, 

współczującym gestem położył jej rękę na ramieniu i stwierdził z powagą: 

background image

–  Przykro  mi,  Gladys,  ale  muszę  ci  wyznać,  że  pobyt  w  tamtej  spelunce 

wiele mnie nauczył. Podrzędne dzielnice to prawdziwa szkoła życia. Wiele się 
tam dowiedziałem o ludziach oraz ich.., erotycznych preferencjach. 

– Łapy przy sobie! – syknęła pani Morgan. – Nie dam się obściskiwać jak te 

twoje ladacznice. Nie zamierzam wysłuchiwać twoich obrzydliwych historyjek. 

– Wcale nie są obrzydliwe – przekonywał Bud. – Spójrz na to z innej strony. 

Właśnie się okazało, że nasza córeczka i ten jej... Tony są w pewnej dziedzinie 
bardzo wszechstronni. 

–  Co  ty  gadasz?  Jak  to  wszechstronni?  –  Gladys  była  mocno 

zdezorientowana. 

– Jak... piosenkarze rockowi. 
– Wiem, że część z nich źle się prowadzi. Czemu o tym wspomniałeś? 
– Próbuję ci dać do zrozumienia, że tych dwoje... No wiesz, raz z facetem, 

raz z kobitką... 

– Niech nas ręka boska broni! – krzyknęła pani Morgan. 
Pobladła jak ściana, osunęła się na podłogę i zemdlała. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Tony odruchowo rzucił torbę, by podtrzymać  mdlejącą Gladys. Przykląkł i 

oparł na swoim udzie jej głowę oraz ramiona. 

– Lynn, przynieś szklankę wody – polecił, wyraźnie zaniepokojony. Dotknął 

szyi leżącej bezwładnie kobiety, by sprawdzić tętno. Na szczęście było silne. Z 
ulgą wyczuł pod palcami rytmiczne pulsowanie. 

– Nie obmacuj mojej żony, ty zboczeńcu – pieklił się Bud. Chwycił Gladys 

w ramiona i próbował odciągnąć ją na bok. – Niech cię diabli, kochanie! Znów 
włożyłaś ten cholerny gorset. Powtarzałem tysiąc razy... 

– Jaki gorset? – przerwał Tony. 
–  Bieliźniany.  –  Pan  Morgan  wsunął  dłoń  pod  bluzkę  żony.  –  A  nie 

mówiłem? Ściśnięta niczym baleron. Trzeba jej to zdjąć, żeby mogła swobodnie 
oddychać. 

– Tutaj? – mrukną! z niedowierzaniem Tony. 
– Wykluczone, Chyba by mnie zabiła. 
– A gdzie? – Tony bezradnie rozglądał się po sali. Wokół nich zgromadził 

się tłum gapiów. 

– Przyniosłam wodę. – Lynn podała mu butelkę, 
– Zanieśmy ją do damskiej toalety – stwierdził młody mężczyzna tonem nie 

znoszącym sprzeciwu. Wziął zemdloną Gladys na ręce i podniósł lekko niczym 
piórko, 

–  Tato,  zabierz  torby  –  rzuciła  Lynn  i  pobiega  za  kolegą.  Bud  walczył  z 

czterema  bagażami.  Córka  i  jej  ukochany  znacznie  go  wyprzedzili,  W  końcu 
zgięty pod nadmiernym ciężarem powlókł się za nimi. Dziewczyna sprawdziła, 
czy łazienka jest pusta. 

– Można wejść – oznajmiła Tony’emu. – Tato, zostań przed drzwiami. Pilnuj 

toreb i uważaj, by nikt tu nie wchodził. My się zajmiemy mamą. 

– Patrz na ręce swojemu kochasiowi. Nie chcę, żeby ją obmacywał, 
– Jasne, tatku. 
–  Spokojna  głowa,  staruszku.  Twoja  kobieta  jest  przy  mnie  bezpieczna  – 

zapewnił Tony, mrugając porozumiewawczo. 

Weszli do łazienki i ułożyli Gladys na blacie, między dwiema umywalkami. 

W jednej z nich spoczął jej zadek, w drugiej stopy. 

– Odwróć głowę i nie podglądaj – rozkazała Lynn. Gdy usłuchał, podwinęła 

zieloną bluzkę matki i rozpięła gorset. 

– Jakżebym śmiał – mruknął Tony, 
W  głębi  ducha  miał  nadzieję,  że  pewnego  dnia  urodziwa  córka  zemdlonej 

matrony poprosi go, by pomógł jej zdjąć bieliznę. przyjemnie było pomarzyć. 

Palce Gladys zacisnęły się na jego uchu. 

background image

– Co ci się roi w głowie, przystojniaku?  
Czyżby pani Morgan była telepatką? 
–  Au!  –  krzyknął,  daremnie  próbując  się  odsunąć.  Gladys  miała  pewny 

chwyt. Jego własna mama nie zrobiłaby tego lepiej. 

–  Nie  rób  sobie  złudzeń,  chłopaczku  –  szeptała  rudowłosa  jędza, 

przyciągając bliżej zbolałe ucho urodziwego bruneta, – Nie pozwolę, żeby nasza 
córunia za ciebie wyszła. Po moim trupie! 

–  Puść  go,  mamusiu  –  mruknęła  pojednawczo  Lynn,  obciągając  jadowicie 

zieloną bluzkę. – Gotowe. Wyrzucam to paskudztwo do kosza. 

–  Nie!  –  Pani  Morgan  rzuciła  się  na  ratunek  bezcennemu  gorsetowi.  – 

Zapłaciłam  za  niego  mnóstwo  pieniędzy.  W  obcisłej  bieliźnie  wyglądam  jak 
Dolly Parton. Muszę nosić gorset! 

– Wykluczone! Ten jest za mały. Kupuj większe rozmiary. 
Lynn  okazała  się  bezlitosna.  Beżowa  szmatka  wylądowała  w  koszu  na 

śmieci. 

Do łazienki wszedł zaniepokojony Bud.    
–  Co  tak  długo?  Przed  wejściem  stoi  kolejka  zniecierpliwionych  kobiet, 

Przed  chwilą  wysiadły  z  samolotu  po  trzygodzinnym  locie.  Jeśli  stąd  nie 
wyjdziecie,  zawołają  policjantów,  –  Gladys  z  pomocą  Buda  wyjęła  stopy  z 
umywalki i zeskoczyła na podłogę, 

–  Tyłeczek  masz  wilgotny  –  zmartwił  się  pan  Morgan  i  poklepał  żonę  po 

pośladku. 

– Wszystko przez ciebie – marudziła Gladys. 
– Przeze mnie? – oburzył się Bud. – Czy to ja ci kazałem włożyć gorset? 
– A kto zaczął gadać, że oni raz z facetem, raz z kobitką? 
– Zrobiło się okropne zamieszanie – szepnęła Lynn do Tony’ego. – Chcesz 

się wycofać? Wracasz do Chicago? 

–  W  żadnym  wypadku!  Mam  propozycję.  Wyjdźmy  stąd,  bo  nas  te  baby 

rozszarpią. 

Lynn  zachichotała.  Tony  objął  ją  ramieniem.  Mocno  przytuleni  opuścili 

toaletę, a Bud i Gladys pospieszyli za nimi, uśmiechając się przepraszająco do 
rozwścieczonych pań. 

Lynn pobłażliwie traktowała wybryki swoich rodziców, teraz jednak patrzyła 

na nich oczyma całkiem obcego człowieka. Nie mogła zrozumieć, czemu Tony, 
zamiast  skorzystać  z  okazji,  wsiąść  w  najbliższy  samolot  i  wrócić  do  domu, 
uparł się, że doprowadzi sprawę do końca. Zastanawiała się nad tym, gdy stali 
obok karuzeli z bagażami, czekając na walizy rodziców. Tony delikatnie pieścił 
ustami jej ucho. Gladys i Bud stali po przeciwnych stronach urządzenia, jakby 
się nie znali. Oboje mieli wojownicze miny. Od czasu do czasu rzucali wrogie 
spojrzenia na kochasia córeczki. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Tony  nie  pamiętał,  kiedy  ostatnio  bawił  się  tak  dobrze.  Przekonał  resztę 

pasażerów,  że  jazda  z  opuszczonym  dachem  będzie  przyjemniejsza.  Gladys 
marudziła  trochę,  że  pęd  powietrza  zniszczy  jej  fryzurę,  ale  Bud  oznajmił 
drwiąco,  że  jego  połowica  i  tak  wygląda  jak  czupiradło,  więc  gorzej  być  nie 
może. Gdy kłócili się zawzięcie o fryzury. Tony najspokojniej w świecie opuścił 
dach i zapalił papierosa. 

Bliskość  Lynn  dodawała  uroku  każdej  chwili.  Przyjemnie  było  głaskać  jej 

udo  okryte  cienką  pończochą.  Zresztą  dotykając  jej,  spełniał  zarazem  dobry 
uczynek.  Gladys  i  Bud  siedzieli  z  tyłu  ramię  przy  ramieniu,  nie  spuszczając  z 
oka córki i jej kochasia. Widział ich w lusterku wstecznym. Rozwiane wiatrem 
rude kosmyki i lśniąca łysina. Meduza i Kojak, 

Tony  nie  miał  pojęcia,  jak  się  zakończy  ta  wyprawa  i  czy  śliczna  panna 

Morgan stanie się dla niego kimś więcej niż tylko dobrym kumplem i życzliwą 
koleżanką  z  pracy.  Jednego  byt  pewny:  gdy  wrócą  do  Chicago,  zamieni 
wygodnego  mercedesa  na  czerwony  kabriolet. Tony  Casanova  znowu  ruszy  na 
podryw. 

Lynn czuła, że jej zmysły są przeciążone. Wiatr we włosach, pulsujący rytm 

muzyki rockowej, urok górskich krajobrazów i ciepła męska dłoń na kolanie. 

Warto  było  zaryzykować  tę  swoistą  niewydolność,  ponieważ  chytry  plan 

okazał  się  skuteczny.  Na  początku  tej  podróży  rodzice

 

trzymali  się  od  siebie 

najdalej,  jak  mogli.  Teraz  przez  cały  czas  obserwowała  ich  w  lusterku 
wstecznym i widziała, jak z wolna się do siebie zbliżają. Początek był skromny. 
Gladys  szturchnęła  Buda  i  ruchem  głowy  wskazała  parkę  czulącą  się  na 
przednim  siedzeniu.  Państwo  Morgan  byli  oburzeni,  że  jakiś  żigolak 
bezceremonialnie obmacuje ich córkę, a ona nie ma nic przeciwko temu. 

Po jakimś czasie usiedli obok siebie z pochylonymi głowami,  wymieniając 

pełne  niepokoju  uwagi,  zagłuszane  świstem  wiatru  i  rockową  muzyką.  Lynn 
była przekonana, że coś knują. Należało ich teraz przekonać, że z pospiesznych 
knowań nic nie będzie. Niech planują dalej. Każdy wspólny pomysł zbliżał ich 
do  siebie.  Z  czasem  pogodzą  się  całkiem  i  zapomną  o  sporach.  Wówczas  ona 
zgodzi  się  zerwać  z  Tonym  i  uda,  że  straciła  dziecko,  a  rodzice  będą  się  nią 
opiekować. Wszystko wróci do normy. 

Niezupełnie, Wizerunek Tony’ego zmienił się bezpowrotnie. Jakby za mało 

im  było  wrażeń,  zobaczyli  nagle  czerwone  skały,  z  których  słynęła  Sedona. 
Tony przestał bębnić palcami po kierownicy i jęknął z zachwytu. 

– Rany! Ale widok! 
–  A  nie  mówiłam!  –  rzuciła  chełpliwie  dziewczyna,  Cieszyła  się,  że 

namówiła  kolegę  na  tę  wyprawę,  bo  dzięki  niej  czekały  go  niezapomniane 

background image

przeżycia. Była małą dziewczynką, gdy rodzice przywieźli ją tu na wakacje, ale 
cudowne  krajobrazy  na  zawsze  zapadły  jej  w  pamięć.  Niezliczone  tysiąclecia 
minęły,  odkąd  woda  i  wiatr  zaczął  formować  owe  skały,  tak  osobliwe,  że 
niektórzy mieli je za świętość. Tony wyłączył radio. 

– Niesamowite – mruknął, spoglądając na Lynn. 
– Tak. – Odruchowo położyła rękę na męskiej dłoni obejmującej jej kolano. 
–  Sądzę,  że  my  również  powinniśmy  tu  spędzić  miodowy  miesiąc  – 

stwierdził  Tony,

 

Odniosła  wrażenie,  że  powiedział  te  słowa  głośniej  niż 

przedtem  by  usłyszała  je  para  siedząca  na  tylnym  siedzeniu.  To  ją  otrzeźwiło. 
Czas odsunąć na bok sentymenty, 

–  Doskonały  pomysł  –  zgodziła  się  uprzejmie.  Z  drugiej  strony  jednak 

kusząca  perspektywa  podróży  poślubnej  z  przystojnym  kolegą  nie  dawała  jej 
spokoju. Czy kiedyś na serio wezmą pod uwagę taka możliwość? 

Nagle uświadomiła sobie, że istotnie tworzą z Tonym dobraną parę Ogarnęło 

ją przerażenie. A jeśli ta mistyfikacja sprawi, że stracą realną szansę na udany 
związek? Okoliczności sprzyjały przelotnemu romansowi. Gdyby Lynn straciła 
głowę i pod wpływem nagłego impulsu przespała się z czarującym mężczyzną, 
być  może  oboje  straciliby  złudzenia  i  wiarę  w  szczerość  uczuć.  Udawanie  nie 
służy prawdziwej miłości. Tu potrzebna jest otwartość. Gdyby, realizując śmiałe 
zamierzenia,  przegapili  miłość,  byłaby  to  dla  nich  –  obojga  niepowetowana 
strata, 

– Ileż tu ludzi! – narzekał Bud. – Gromady turystów łażą po skałach. Miasto 

się  rozbudowało.  Popatrzcie  na  te  wszystkie  budynki  Wszędzie  centra 
handlowe, osiedla, zakłady usługowe, 

– My się także zmieniliśmy – rzuciła pojednawczo Gladys. 
– Mów za siebie. Co tydzień masz inną fryzurę. 
–  Mnie  przynajmniej  zostało  trochę  włosów  na  głowie.  Niektórzy 

postanowili się chyba wzbogacić na akcjach producentów maszynek do golenia i 
dlatego lansują gustowne łysiny, więc... 

– Domki nad strumieniem w ogóle się nie zmieniły – wtrąciła Lynn. – Biuro 

podróży  wysłało  mi  folder.  Miałam  wrażenie,  że  oglądam  nasze  zdjęcia  z 
wakacji. 

–  Skoro  mowa  o  domkach...  Mam  znakomity  pomysł,  córeczko. 

Zamieszkajmy razem. Nasi chłopcy z pewnością nie będą mieli nic przeciwko 
temu.  Będzie  jak  w  żeńskim  internacie.  Zrobimy  sobie  manicure,  spokojnie 
nałożymy maseczkę na twarz. 

Tony spojrzał na sąsiadkę, niedwuznacznie dając jej do zrozumienia, że pora 

na  kolejną  demonstrację  gorących  uczuć.  Trzeba  przypomnieć  rodzicom 
dziewczyny, że mają problem, który muszą wspólnie rozwiązać. 

Lynn  wyciągnęła  dłoń,  wsunęła  palce  w  jego  ciemne  włosy  opadające  na 

kark  i  delikatnie  obrysowała  palcem  kształt ucha.  Tony  zadrżał  pod  wpływem 

background image

tej pieszczoty. Młoda kobieta z zadowoleniem stwierdziła, że nie jest obojętny 
na jej dotknięcie, 

–  Za  nic  w  świecie  nie  zostawię  mojego  mężczyzny.  To  prawdziwy 

Casanova. Taką miał ksywę w liceum. Świetny pomysł, co? 

– Mdli mnie – jęknął Bud. 
Lynn mrugnęła porozumiewawczo do Tony’ ego, uniosła w górę ramiona i 

zawołała na cały głos: 

– Niech żyje Sedona! Wkrótce każdy tu o nas usłyszy! 
– Tak trzymać, dziewczyno! – Tony popatrzył na nią z radosnym błyskiem w 

oku. – Ciesz się życiem! 

Szczęśliwym  trafem  w  jednym  z  wynajętych  domków  rodzice  Lynn 

rzeczywiście  spędzili  miodowy  miesiąc.  Tak  przynajmniej  twierdziła  Gladys. 
Urocze  budynki  skryte  wśród  zieleni,  obrośnięte  dzikim  winem  zwisającym  z 
dachu  werandy.  W  oknach  białe  koronkowe  firanki,,.  Lynn  łudziła  się,  że 
wspomnienia skłonią najbliższych do zgody; była pewna, że lada chwila starsi 
państwo zaczną gruchać jak gołąbki, 

–  Bzdura!  –  pieklił  się  Bud,  gdy  weszli  na  werandę  domku  stojącego  nad 

brzegiem  strumienia,  który  z  szumem  toczył  wody  po  kamienistym  dnie.  –  W 
czasie pierwszego pobytu mieszkaliśmy bliżej recepcji. 

– Głupie gadanie – zirytowała się Gladys. – Mów, co chcesz. Rozpoznałam 

nasz domek i już. Och, gdybym mogła cofnąć czas, moje życie potoczyłoby się 
inaczej. To miejsce jest moim Waterloo! 

Nadzieje  Lynn  spełzły  na  niczym.  Wspomnienia  to  za  mało,  by  pogodzić 

dwoje  dziwaków.

 

Tony  wyczuł,  że  dziewczyna  jest  u  kresu  wytrzymałości. 

Przytulił ją i mruknął znacząco:  

– Ja i Lynn potrzebujemy paru chwil dla siebie. Trzeba się rozpakować i... i 

tak  dalej,  –  Zrobił  oko  do  Buda,  który  zerknął  na  torbę  młodego  mężczyzny  i 
walizeczkę córki. Najwyraźniej nie chwycił aluzji. 

–  To  wam  zajmie  kilka  minut.  U  nas  będzie  gorzej.  Gladys  zabrała  tyle 

ciuchów, że i tydzień nie wystarczy, by posortować te szmaty, 

– Mniejsza o bagaże. I tak nieprędko opuścimy domek – upierał się Tony z 

chełpliwym uśmieszkiem. – Przyjdziemy dopiero na kolację. 

Gladys z ponurą miną skrzyżowała ramiona na piersi, 
– Wiadomo, jak spędzasz czas, gdy jesteś z Lynn, ale czym się zajmujesz, 

gdy nasza córka pracuje? 

– Dobre pytanie – wtrącił Bud, przyjmując identyczną pozę. 
–  Gram  z  chłopakami  w  kosza,  reperujemy  nasze  auta.  Żeby  odsapnąć, 

idziemy na piwo i dzień jakoś zleci. 

Lynn  przygryzła  wargę,  by  nie  wybuchnąć  śmiechem.  Tony  był  tak 

przekonujący, że musiała zadać sobie sporo trudu, by oczyma wyobraźni ujrzeć 

background image

znajomego  adwokata,  świątek, piątek  czy  niedziela pracującego po  czternaście 
godzin na dobę. 

Rodzice dziewczyny  wymienili porozumiewawcze spojrzenia,  co jej dodało 

otuchy.  Mimo  wrogości  knuli,  jak  się  pozbyć  aroganckiego  kochasia,  co 
oznaczało współpracę. Niech robią, co w ich mocy, by udaremnić romans córki, 
byle zdołała uratować ich małżeństwo. 

Przytuliła się do przystojnego bruneta. 
– Czasami oglądamy razem mecze bokserskie albo turnieje zapaśnicze. To o 

wiele zabawniejsze niż czytanie idiotycznych dokumentów prawniczych. 

Gladys i Bud popatrzyli na córkę, jakby zobaczyli ducha. 
–  Idziemy  się  rozpakować  –  oznajmili  jednocześnie  i  mszyli  w  stronę 

domku, 

– Dobry pomysł! – krzyknął za nimi Tony. 
Gdy rodzice zniknęli za drzwiami swego lokum, Lynn wysunęła się z ramion 

Tony’ego.  Czuła,  że  przestanie  nad  sobą  panować,  jeśli  natychmiast  nie 
zwiększy  dystansu.  Kolega  bez  słowa  rzucił  jej  badawcze  spojrzenie.  Zapadła 
kłopotliwa cisza. 

–  Jesteś  niesamowity  –  powiedziała,  gdy  zeszli  po  schodach  i  ruszyli  ku 

drugiemu  domkowi.  –  Nie  mieści  mi  się  w  głowie,  że  cię  wyrzucili  ze 
studenckiego teatru. Jesteś urodzonym aktorem. 

– Przecież nie gram. Jestem sobą. Mam wrażenie, jakby powróciły minione 

lata.  Taki  kiedyś  byłem,  Z  myślą  o  twoich  rodzicach  odtwarzam  swój  dawny 
wizerunek, 

–  Rozumiem.  Jak  sam  widzisz,  nasz  plan  działa.  Podczas  jazdy  tatuś  i 

mateczka knuli, aż miło. 

– Znakomicie. Lubię ich. Mam nadzieję, że nadal będą razem, 
– Polubiłeś moich staruszków? – zapytała z niedowierzaniem. 
– Jasne. Czemu cię to dziwi? 
–  To  para  dziwaków.  Bez  przerwy  się  kłócą  o  rozmaite  bzdury,  zupełnie 

brak im ogłady, mają wyjątkowy talent do robienia głupstw. 

– Szczerze mówiąc, doskonale się bawię w ich towarzystwie. Od matury nie 

miałem takiej radochy. Poza tym ich dziwactwa to jedynie parawan, za którym 
chowają  kochające  serca.  Twoi  starzy  to  widomy  dowód,  że  przysłowie;  „Kto 
się czubi, ten się lubi” ma głęboki sens. Gdyby im na sobie nie zależało, toby się 
nie  sprzeczali.  Poza  tym,  dla  ukochanej  jedynaczki  gotowi  są  na  wszystko. 
Moim zdaniem przez wzgląd na ciebie w końcu się pogodzą. 

–  Oby  tak  było  –  odparła  z nadzieją  Lynn,  spoglądając na spienione  wody 

strumienia. – Znajomy pejzaż z pewnością ożywi wspomnienia.,, 

– Pani mecenas próbuje zyskać na czasie, prawda?   
Zerknęła na niego ukradkiem, 

background image

–  Musimy  wejść  do  środka,  zanim  któreś  z  nich  wyjrzy  przez  okno  i 

stwierdzi, że podziwiamy krajobraz, zamiast,.. 

– Masz rację – przerwała w pół słowa i sięgnęła do kieszeni po klucz. 
Wnętrze  domku  zapowiadało  kłopoty.  Żadnego  podobieństwa  do 

funkcjonalnego  gabinetu  zaniepokojonej  pani  mecenas. Wszędzie  koronki –  na 
ogromnym  łożu  pod  baldachimem,  wygodnych  fotelach,  toaletce  –  świeże 
kwiaty  w  wazonach,  przyjemna  woń  orchidei,  przytulna  kanapka  dla 
zakochanych.  Ze  względu  na  rodziców  Lynn  taki  wystrój  był  wymarzony;  dla 
młodszej pary stanowił niebezpieczną pokusę. Go gorsza, brakowało kanapy. 

– Wniesiesz bagaże, czy mam się sama pofatygować? – burknęła zirytowana 

dziewczyna. Westchnęła głęboko i weszła do pokoju. Stanęła przy zasłoniętym 
oknie.  Serce  bilo  jej  jak  oszalałe.  Nie  słyszała  kroków  Tony’ego  ani  odgłosu 
zamykanych  drzwi.  Kim  będzie  jej  cichy  wspólnik,  kiedy  zostaną  sami: 
niezawodnym przyjacielem czy aroganckim buntownikiem? 

Silne dłonie spoczęły na jej ramionach. 
–  Drżysz  jak  liść  –  powiedział  cicho  mężczyzna  i  obrócił  ją  powoli.  – 

Odezwij się do mnie. 

–  Tony  –  szepnęła  i  odruchowo  położyła  dłonie  na  muskularnym  torsie 

okrytym  miękką,  bawełnianą  koszulką.  Bardzo  przyjemne  uczucie,..  –  Bądź 
ostrożny, mój drogi. Czyhają teraz na ciebie rozmaite pokusy, a wyobraźnia nie 
próżnuje.  Czujesz  się  wobec  nich  zupełnie  bezbronny.  Wmawiasz  sobie,  że 
jestem w twoim typie. Popełniłam błąd. Byłam tak zajęta swoimi kłopotami, że 
nie zastanawiałam się, jak wpłynie na ciebie ta szalona eskapada. Jeśli chcesz, 
odwiozę cię do Phoenix. Rodzice dość się już napatrzyli.,. 

Pocałunek  był  dla  niej  kompletnym  zaskoczeniem.  Zapomniała  nagle  o 

wyrzeczeniach  i  powściągliwości,  oszołomiona  łagodną  pieszczotą  Tony’ego, 
Gdy  czułość  ustąpiła  namiętnemu  pożądaniu  jęknęła  z  rozkoszy,  oplotła 
ramionami szyję kolegi i przylgną do niego całym ciałem. Mężczyzna całował ją 
coraz zachłanniej. Oboje pogrążali się w słodkim odurzeniu. 

Nagle zadzwonił telefon. Natrętny dźwięk nie dawał im spokoju. 
– Po pierwsze, nie zamierzam wracać do domu  – oznajmił z trudem Tony, 

gdy wypuścił ją z objęć. 

– Tak... Rozumiem.– Lynn drżącymi palcami odgarnęła włosy i sięgnęła po 

słuchawkę. Domyślała się, że dzwoni któreś z rodziców. Przyspieszony oddech 
córki da im pewnie do myślenia, 

– Daj mi twojego Romea – burknął ojciec. 
Bez słowa wręczyła słuchawkę Tony’emu 
Kiedy  na  nią  popatrzył,  ciemne  oczy  lśniły  pożądaniem.  Gdy  zaczął 

rozmawiać, zmienił się natychmiast w bezczelnego rozrabiakę. 

– No? 

background image

Tony  uśmiechnął  się  do  niej,  nonszalanckim  gestem  umieścił  papierosa  w 

kąciku ust i zapalił, manipulując zręcznie jedną ręką. Wyglądał teraz jak zimny 
drań, błyskawiczna przemiana dokonała się na oczach rozbawionej Lynn. 

– Nie w tej chwili – mruknął Tony. Zaciągnął się z obojętną miną – Mam tu 

sprawę, ojciec. 

Ojciec!  Lynn  zakryła  usta  ręką,  żeby  nie  parschnąć  śmiechem.  Byłoby 

fatalnie, gdyby Bud usłyszał taki wybuch radości. 

–  Jak  przyjdę,  to  będę  –  burknął  Tony,  bez  skrępowania  obrzucając 

dziewczynę  taksującym  spojrzeniem.  –  Moja  pani  nie  lubi  pośpiechu. 
Rozumiemy się? 

Lynn wyobraziła sobie, że kocha się z Tonym bez pośpiechu, nie bacząc na 

mijający czas. Nie da się ukryć; umiał pobudzić jej wyobraźnię. 

– Pewnie. No, to wpadnę. Cześć. – Odłożył słuchawkę i spojrzał Lynn prosto 

w oczy. – Bud chce się spotkać. Zaprosił mnie do baru. Obiecał coś postawić, 

–  Dałeś  mu  do  zrozumienia,  że  my...

 

–  Bo  tak  było,  maleńka.  –  Zgasił 

papierosa i przysunął się do niej. Był taki męski i nieposkromiony.  – Kazałem 
mu czekać. 

– O, nie! Żadnych sztuczek, panie Russo. Nie bądź taki Casanova! Na mnie 

to nie działa. 

– Jestem innego zdania. 
–  Zaskoczyłeś  mnie.  Podtrzymuję  wszystko,  co  powiedziałam  wcześniej. 

Oboje popełnimy wielki błąd, jeśli teraz zaczniemy romansować. 

–  Pamiętaj,  że  istnieje  mowa  ciała.  Twoja  postawa  wyraźnie  przeczy 

słowom, kochanie – stwierdził Tony z przemądrzałym uśmiechem. 

– Nie zwracaj uwagi ha ten komunikat – poradziła, wpatrując siew niego z 

zachwytem.  Jaki  to  przystojny  mężczyzna!  Czuła,  że  mimo  woli  ulega 
pożądaniu. 

–  Przestań go nadawać  – odparł bez namysłu,  uśmiechając  się  znacząco.  – 

Na mnie pora. Muszę lecieć. Trzymaj się ciepło, mała. Niedługo wrócę. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Bar  mieścił  się  w  budynku  recepcji.  Ściany  wyłożone  były  ciemnym 

drewnem. Bud zajął boczny stolik, z dala od innych gości. Przed nim stał kufel 
piwa. Ruchem głowy wskazał krzesło po drugiej stronie okrągłego blatu. 

– Siadaj. 
Tony  odwiódł  krzesło  i  usiadł  na  nim  okrakiem,  co  było  niewygodne,  ale 

pasowało do jego stylu bycia. 

– Napijesz się piwa? – zapytał po chwili starszy pan. 
– Jasne, 
Bud  skinął  na  kelnerkę i  złożył  zamówienie.  Sam  także  zdecydował  się  na 

drugi kufelek. Milczał ponuro, więc Tony zapalił papierosa. 

– Mam nadzieję, że przy dziecku nie będziesz dymić  – rzucił uszczypliwie 

Bud Morgan. 

– Jak to? – Tony rozejrzał się po knajpie. Nie było tam żadnych maluchów. – 

Przyprowadziłeś  ze  sobą  jakiegoś  smarkacza?  Gdzie  go  schowałeś?  Pod 
krzesłem? 

– Mówiłem o twoim dziecku, dowcipnisiu! – stwierdził ż oburzeniem Bud. 
–  Racja.  –  Tony  ciągle  zapominał,  że  chytry  plan  zakładał  istnienie 

maleństwa. Po raz drugi dał się złapać. Na przyszłość trzeba uważać.  – Nasze 
kochane  bambino.  Jeszcze  nie  przywykłem...  –  dodał  z  rozbrajającym 
uśmiechem. 

– Właśnie, Nowe życie. Dziecko jest planowane, czy to zwykła 
pomyłka? 
Tony nie chciał zbyt wiele zmyślać, ale na to pytanie miał 
gotową odpowiedź. 
– Ja nie popełniam błędów, tatuśku. 
– Przestań mnie tak nazywać! 
– Jakoś muszę. Może stary? 
– Pamiętasz moje nazwisko? – Bud zacisnął wargi. – „Panie Morgan” brzmi 

nieźle. 

Kelnerka przyniosła napoje Tony sięgnął po kufel i wznios toast: 
– Za pańską córkę i jej śliczną... 
–  Pij  i  nie  gadaj  –  mruknął  Bud.  Poczerwieniał  na  twarzy.  Tony  upił  łyk, 

przełknął hałaśliwe i bez skrępowania beknął. 

– Rany boskie – jęknął Bud i ukrył twarz w dłoniach. – To się nie mieści w 

głowie, że moja córka wybrała ciebie, prostaku, 

– Miała szczęście. Dobre piwo, 
–  Przejdźmy  do  rzeczy,  –  Starszy  pan  wyciągnął  z  kieszeni  książeczkę 

czekową. – Masz zniknąć z jej życia. Ile za to chcesz? 

background image

–  Próbuje  mnie  pan  kupić?  –  Tony  z  niedowierzaniem  patrzył  na  czysty 

blankiet. 

– Trafiłeś w dziesiątkę, mądralo. 
– A bambino? 
– Nie zginie. Gladys, ja i Lynn zajmiemy się małą. 
–  Mam  rozumieć,  że  pan i  Gladys  w  końcu  się dogadaliście?  –  Gdyby  tak 

było,  misja  Tony’ego  zostałaby  zakończona.  Nie  był  do końca  pewny,  czy  się 
cieszyć, czy martwić. 

–  Optymista!  Jedno  ci  powiem,  ale  niech  to  zostanie  między  nami.  Ta 

awantura o miejsce wiecznego odpoczynku obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny 
śnieg. Obstawałem przy swoim dla zasady. Nie będę jej wciąż ustępować. 

Tony  odetchną  z  ulgą.  Nie  jest  tak  źle.  Będzie  mógł  spędzić  z  Lynn  tych 

kilka dni. 

– Powiedziałeś, Że wasza dwójka wraz Lynn zajmie się... 
– To całkiem inna sprawa. W ciągu dnia będziemy na zmianę opiekować się 

małą.  Wyprowadzę  się  oczywiście  z  „Rozkosznej  Kryjówki”  i  znajdę  inne 
lokum,  W  tamtej  dzielnicy  nie  da  się  przyzwoicie  wychować  dziecka.  Lynn 
zyska trochę swobody, a wieczorami będzie się opiekować swoim dzieckiem. 

Tony  nie  mógł  sobie  przypomnieć,  czy  wcześniej  była  już  mowa  o  płci 

wymyślonego maleństwa. 

– Lynn jest zupełnie pewna, że to będzie córka? 
– Nie, ale Gladys i ja mamy taką nadzieję. Strasznie lubimy dziewczynki. 
–  Ja  również  –  odparł  Tony  z  porozumiewawczym  uśmiechem.  Znał  na 

pamięć swoją rolę i wiedział, czego się od niego oczekuje. 

–  Nigdy  bym  się  nie  domyślił,  gdybyś  mi  nie powiedział.  Mniejsza  z tym. 

Mów, ile chcesz. Bierz forsę i ruszaj na podryw. Szkoda czasu. 

– Chcesz mnie usunąć na dobre z życia mojego dziecka? 
– Taki miałem zamiar. 
– Zachowujesz się, jakbyśmy mieli do czynienia z niepokalanym poczęciem. 
Bud energicznie skinął głową. 
–  Zgadza  się.  Wszyscy  ojcowie  skłonni  są  tak  myśleć,  Tony,  nawet  jeśli 

lubią gacha swojej córki. 

– Moim zdaniem taki maluch powinien mieć oboje rodziców. Nie chcę, żeby 

dzieciak znał mnie tylko z fotografii, 

– Ja z kolei uważam, że to idealne rozwiązanie. Ile chcesz? 
– Nie mogę uwierzyć, że gotów jesteś dać mi forsę, bylebym tylko trzymał 

się z daleka od naszego maleństwa, 

–  Przestań  się  wygłupiać,  Z  pewnością  nie  jestem  pierwszym  ojcem,  od 

którego  słyszysz  taką  propozycję,  draniu.  Pewnie  masz  i  ciekawą  przeszłość. 
Cwanego  łobuza  to  ja  rozpoznaję  na  pierwszy  rzut  oka.  –  Bud  wzruszył 
ramionami. – Wal śmiało. Na biednego nie trafiło. 

background image

–  Nie  wezmę  od  ciebie  ani  grosza,  –  Tony  wstał  i  sięgnął  do  kieszeni  po 

portfel. Rzucił na blat kilka monet – Płacę za piwo. Nie jestem wykolejeńcem, 
który po pijanemu wyrzeka się swego dziecka 

Tony  Russo  wściekły  jak  osa  wybiegł  z  baru.  Usiadł  nad  brzegiem 

strumienia i wsłuchiwał się w szum wody. To zabawne. Michelle nigdy mu się 
nie kojarzyła z macierzyństwem. Lynn przeciwnie. Byłaby idealną mamą... 

– Posłuchaj, Tony... 
Młody mężczyzna uniósł głowę. Obok niego stał zakłopotany Bud. 
–  Przykro  mi  z  powodu  tamtego  incydentu  –  mruknął  starszy  pan.  – 

Sądziłem,.. Wydawało mi się, że w ogóle ci nie zależy na dziecku. 

Prawnikiem  w  przebraniu  targały  sprzeczne  uczucia.  Postąpił  zgodnie  ze 

swymi przekonaniami, a zarazem sromotnie zawiódł wspólniczkę. Gdy odrzucił 
propozycję  Buda,  natychmiast  zyskał  w  jego  oczach.  Tego  nie  było  w 
scenariuszu. 

– Mogę ci dotrzymać towarzystwa? – zapytał nieśmiało Bud. 
– Siadaj – wymamrotał Tony, – Nie ma zakazu. Każdy może tu przyjść. 
–  Pamiętam,  jak  Gladys  mi  powiedziała,  że  jest  w  ciąży.  Byłem  okropnie 

przejęty.  Wybiegłem  z  domu,  popędziłem  do  sklepu  i  kupiłem  dwie  piłki  do 
baseballu. 

– Co? – Tony od razu się rozchmurzył. Równy gość z tego Buda. 
–  Jedną  różową,  drugą  niebieską.  Przecież  nie  wiedziałem,  co  się  urodzi. 

Chciałem  być  przygotowany  na  obie  możliwości.  Sprzedawca  radził  żółtą. 
Mówił, że wszystkie dzieciaki lubią ten kolor, ale ja wolę tradycyjne barwy. – 
Starszy pan uśmiechną się przepraszająco. – Co ja plotę! 

– Zrobiłeś dobry wybór. Lynn podobno nieźle gra w baseball 
– Opowiadała ci? Jej drużyna dwukrotnie zdobyła mistrzostwo juniorów w 

zawodach okręgowych. 

– Bardzo fajna historia – mruknął przyjaźnie Tony. 
Pan Morgan popatrzył na niego z uznaniem. 
–  Miałem  dobre  i  ciekawe  życie,  ale  Lynn  zawsze  była  dla  mnie 

najważniejsza. Córka jest moim największym osiągnięciem. 

– To się rzuca w oczy. 
– Bez obrazy, ale jesteś ostatnim mężczyzną, którego wybrałbym na zięcia. 
Tony  bez  słowa  pokiwał  głową.  Lynn  taką  mu  przecież  wyznaczyła  rolę. 

Zakłopotany szczerym wyznaniem Bud chrząknął i dodał po namyśle: 

– Z drugiej strony jednak cieszę się, że nie należysz do ludzi gotowych za 

pieniądze wyrzec się praw do dziecka. – Bud wstał i otrzepał szorty, – Gladys i 
ja  musimy  poszukać  innego  wyjścia  z  sytuacji.  Pamiętaj,  że  spotykamy  się  o 
szóstej, żeby pojechać na kolację. No to do zobaczenia, 

Lynn  wyjrzała  przez  okno  i  spostrzegła  ojca  siedzącego  z  Tonym  na 

kamienistym  brzegu  strumienia.  Nie  miała  pojęcia,  jak  to  się  stało,  że  obaj 

background image

panowie  wyszli  z  baru  i  postanowili  rozmówić  się  na  świeżym  powietrzu. 
Mniejsza z tym. Poczuła dziwne wzruszenie na widok ojca i kolegi. Dzieliła ich 
różnica pokolenia  i odmienny pogląd na życie, co im wcale nie przeszkadzało 
gawędzić  przyjaźnie  nad  szumiącą  wodą.  Lynn  była  zaskoczona.  Żadnemu  z 
narzeczonych, których od czasu do czasu przedstawiała rodzicom, nie udało się 
zyskać sympatii ojca i pogadać z nim tak zwyczajnie, jak facet z facetem. 

Zrobiło  jej  się  ciepło  na  sercu,  ale  w  chwilę  później  ogarnął  ją  dziwny 

niepokój. O czym Tony gawędzi z ojcem? Pewnie w barze strzelili sobie piwko. 
Może  dwa.  A  jeśli  podchmielony  Russo  puścił  farbę  i  zwierzył  się  ojcu?  To 
groziło wielką katastrofą. Trzeba działać! Zróbmy z niego mitomana! 

Podbiegła do telefonu i wystukała numer sąsiedniego domku, 
–  Mama?  Nudzę  się.  Zadzwoniłam,  żeby  pogadać,  tyle  jest do  omówienia. 

Właściwie to powinnam była od razu cię uprzedzić... Nic poważnego. Drobiazg. 
Chodzi  o  Tony’ego.  Wiesz,  czasami  bywa...  nieco  rozchwiany  emocjonalnie. 
Miewa stany depresyjne. 

– Ach, tak – wtrąciła pani Morgan. – To się rzuca w oczy. 
–  Przesadzasz,  Jest  wspaniały  i  niesłychanie  uzdolniony,  ale  trochę  mi 

zazdrości  studiów  i  prawniczej  kariery.  Wtedy  opowiada  znajomym,  że  jest 
adwokatem. 

–  Chcesz  mi  wmówić,  że  ludzie  mu  wierzą?  Z  resztą  jak  mogę  wątpić? 

Racja! Ma przecież tyle ogłady i tak dalej... 

– Nie doceniasz go. Jest bardzo pojętny. Dużo rozmawiamy o mojej pracy i 

dzięki temu błyskawicznie przyswoił sobie prawniczą terminologię. Używa jej 
poprawnie. Gdyby zaczął z tobą dyskutować, sama byś się nabrała gdybym cię 
nie uprzedziła. Znam kilka takich przypadków, 

– Nie dość, że chuligan, to jeszcze nałogowy łgarz.   
–  Nie  przesadzaj,  mamo.  –  Lynn  uśmiechnęła  się  chytrze.  Matka  dala  się 

nabrać,  a  portret  psychologiczny  Tony’ego  Russa  stawał  się  coraz  bardziej 
niepokojący. – To nie grzech, że czasami fantazjuje, 

– Ja bym to określiła inaczej. Kłamie jak z nut. Co mi jeszcze powiesz o tym 

swoim kochasiu? Lubi nosić twoją bieliznę? 

– Nie na co dzień! Tylko w weekendy. 
Pani Morgan jęknęła, 
– Chyba żartujesz! W głowie by mi nie postało, że on,., Lynn, jak mogłaś się 

związać z takim człowiekiem? 

–  Nie  jestem  w  stanie  mu  się  oprzeć,  mamo!  To  uczucie  okazało  się 

silniejsze ode mnie. – Dziewczyna wolała nie myśleć, jak zareaguje Tony, kiedy 
się dowie, czego o nim naopowiadała. Trzeba mieć nadzieję, że nigdy się o tym 
nie  dowie.  –  Zawsze  byłam  porządna  i  zrównoważona,  mamo.  On  we  mnie 
wyzwala zdrożne skłonności. To cudowne uczucie. Uświadomił mi, że w życiu 

background image

liczy się nie tylko kariera i dobra opinia. Dzięki niemu czuję się wolna, widzę 
dla siebie nowe możliwości, otwieram się na... 

– Lynn, czy on ci daje narkotyki? 
– O, nie! – odparła dziewczyna rozmarzonym głosem. –. Jestem szczęśliwie 

zakochana. To mnie wprawia w stan euforii, 

– Lynn, weź się w garść! W szkole i na studiach byłaś prymuską. Pracujesz 

dla  najlepszych  kancelarii  adwokackich  w  Chicago.  Jesteś  zbyt  mądra,  by 
popełnić takie głupstwo! 

– Dyplom ani kontrakt z dobrą firmą nie ogrzeją mnie w nocy, kiedy sama 

śpię, droga mamo. 

– Kupię d poduszkę elektryczną! Albo psa! To najlepszy przyjaciel. 
– Nie stłumisz miłości która mnie rozpala. Spotkałam nareszcie mężczyznę, 

który mi był przeznaczony. 

–  Jestem  pewna,  że  ten  facet  szprycuje  cię  narkotykami.  To  dlatego 

wygadujesz takie bzdury. 

– Nie znałam dotąd mężczyzny takiego jak on. Otacza go aura znamionująca 

potęgę uczuć. 

– Dobra, dobra. Już wiem, o co tu chodzi. Po prostu zwątpiłaś w siebie. Nie 

wiem  czemu,  bo  twoje  życie  jest  pasmem  sukcesów,  ale  to  nie  ma  teraz 
znaczenia. Liczą się fakty. Calvin twierdzi,,. 

– Kto? 
– Calvin Forbes, kochanie. Porównuje naszą duchowość do ogrodu. Są tam 

rozmaite  nasiona,  Czasami  wyrastają  z  nich  chwasty.  Wystarczy  chwila 
nieuwagi i plenią się bez niczyjej pomocy. Trzeba się utytłać w ziemi i harować 
w  pocie  czoła,  żeby  je  całkiem  wyplenić  –  opowiadała  z  patosem  Gladys 
Morgan. 

– Mamo, daruj sobie – wtrąciła zniecierpliwiona córka. – Calvin zawsze był 

dziwakiem. 

Tak o nim mówią, bo obserwuje zjawiska niewidoczne dla innych. 
– Pamiętam, że w szkolnych czasach najchętniej obserwował co się dzieje w 

żeńskiej szatni. To zwykły podglądacz.   

–  Na  miłość  boską!  Chłopcy  bywają  nieznośni!  Od  tamtego  czasu 

wydoroślał. Inaczej patrzy na wiele spraw. 

– Pewnie dobrali mu wreszcie odpowiednie szkła kontaktowe. 
– Lynn, bądź poważna, 
– Mówiłyśmy o nasionkach, 
– Właśnie. Masz w sobie dobre ziarna. Powinnaś je rzucić w glebę twojego 

ogrodu.  Niech  rosną  i  plonują.  Tony  zasiał  w  tobie  negatywny  obraz  samej 
siebie. Stłumił twoją wiarę we własne siły, 

background image

O, tak! Długo by o tym mówić. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie 

wyszło.  Tony  jest  gówniarzem...  Chwileczkę!  Muszę  kończyć.  Ojciec  wraca. 
Mam nadzieję, że przyniósł dobre nowiny, 

– Już tam jest? Pamiętaj, co ci mówiłam o ambicjach Tony’ego. 
Nie wolno go urazić. Jest taki wrażliwy. 
– Nie zapomnę ani słowa z tego, co mi powiedziałaś, kochanie, 
Przemyśl sobie moje uwagi o ziarnach tkwiących w ludzkiej duszy, córeńko. 

Do zobaczenia o szóstej. Pojedziemy razem na kolację, 

– Oczywiście. Pa, mamo. – Odłożyła słuchawkę. – Ziarna! – mamrotała ze 

złością. Niech diabli porwą tę duchową botanikę Calvina.   

Zerknęła  na  zegarek.  Miała  zaledwie  pół  godziny,  żeby  się  odświeżyć  i 

przebrać,  Czasu  było  niewiele,  lecz  mimo  to  postanowiła  wykąpać  się  w 
ogromnej wannie. Od chwili gdy weszła do domku, miała na to wielką ochotę. 
Trzeba  wykorzystać  fakt,  że  jest  sama,  bo  Tony  kontempluje  nadal  uroki 
górskiego pejzażu. 

Chwyciła kosmetyczkę i zamknęła za sobą drzwi do łazienki. 
Tony  popatrzył  na  zegarek.  Wkrótce  mieli  jechać  na  obiad.  Potarł 

energicznie  podbródek  i  stwierdził,  że  ma  spory  zarost.  Warto  by  się  ogolić. 
Wprawdzie  odrobina  zaniedbania  pogorszyłoby  od  razu  jego  wizerunek  w 
oczach  rodziców  Lynn,  ale  nie  mógł  się  na  to  zdobyć,  bo  nie  lubił  brody,  od 
której skóra okropnie go swędziała. 

Gdy wszedł na werandę, ogarnęło go przyjemne uczucie. W uroczej sypialni 

czekała  Lynn.  Pożegnał  ją  gorącym  pocałunkiem.  Gdy  otworzył  drzwi,  z 
wnętrza  buchnął  obłok  pary.  Widział  niewyraźnie  Lynn  stojącą  w  drzwiach 
łazienki i owiniętą ręcznikiem. 

Na  jego  widok  cofnęła  się  i  zatrzasnęła  drzwi.  Za  późno.  Tony  zapamiętał 

każdy szczegół widzianego przez ułamek sekundy  obrazu. Po chwili drzwi się 
uchyliły. Dziewczyna wystawiła głowę. 

– Chcesz tu wejść? – zapytała niepewnie. 
Wolałby raczej, żeby ona do niego wyszła, ale musiał zachować rozsądek. 
– Chyba powinienem się ogolić, 
–  Wzięłam  gorącą  kąpiel.  Łazienka  jest  strasznie  zaparowana.  Lustro  też. 

Dlatego  otworzyłam  szeroko  drzwi.  Chciałam  przewietrzyć.  Nie  zdążyłam  się 
ubrać, nim...    

– Zauważyłem. 
Nastąpiło kłopotliwe milczenie. Zawstydzona Lynn domyśliła się od razu, co 

miał na myśli, i spłonęła rumieńcem. Tony nie przerywał ciszy; mógłby tak stać 
i patrzeć przez całą wieczność. 

– Daj mi pięć minut. Ubiorę się błyskawicznie, a para trochę opadnie. Mogę 

użyć suszarki do włosów, żeby doprowadzić lustro do porządku.... 

background image

– Chwileczkę – przerwał Tony, odzyskując zdolność trzeźwego myślenia. – 

Nie przebieraj się w łazience. Twoje rzeczy od razu przesiąkną wilgocią i będą 
się  lepiły  do  ciała.  –  Przyjemnie  byłoby  zobaczyć  Lynn  w  mokrym 
podkoszulku, pomyślał mimo woli. Niewiele brakowało, żeby przestał nad sobą 
panować.  –  Ja  się  tam  ogolę,  a  ty  włóż  ciuchy  w  sypialni.  Zostawimy  drzwi 
otwarte,  żeby  się  wietrzyło.  Będę  odwrócony  do  ciebie  plecami,  więc  o 
podglądaniu  nie  ma  mowy.

 

To  było  idealne  rozwiązanie.  Nie  tracili  cennego 

czasu. 

– Czego chciał od ciebie tata? – Lynn przerwała milczenie. 
– Usiłował mnie przekupić – odparł Tony, 
– Naprawdę? Ile dawał?  
– Sam miałem określić stawkę. 
– I co mu powiedziałeś? Milion dolarów? 
Tony  przetarł  ręcznikiem  zaparowane  lustro.  Sięgnął  po  maszynkę  do 

golenia,  dotknął  nią  policzka,  spojrzał  w  lustro  i  zamarł.  Lynn  stała  tyłem  do 
niego. Ręcznik zsunął się z jej bioder. Była zupełnie naga. Sięgnęła do stojącej 
na  łóżku  torby,  wyjęła  z  niej  czarną,  koronkową  bieliznę  i  zaczęła  ją  wkładać 
bez pośpiechu. Srebrna tafla pokrywała się znowu kropelkami rosy. Obraz był 
coraz bardziej zamglony. Tony nigdy w życiu nie widział sceny równie pięknej i 
nasyconej erotyzmem.  

– Tony, wykrztuś nareszcie, ile zażądałeś! | 
Roztargniony  mężczyzna  nie usłyszał  pytania. Zachwycał się smukłą talią i 

kształtnymi  pośladkami  Lynn.  Marzył,  by  dotknąć  gładkiej  skóry,  pieścić  ją 
opuszkami palców... Machinalnie dotknął policzka ostrzem maszynki. 

– Powiedziałem mu... 
Dziewczyna niespodziewanie się odwróciła. Przez moment widział jęj... 
– Cholera! Krew na ostrzu i skaleczonym policzku. 
Zaniepokojona Lynn owinęła się ręcznikiem i pobiega do łazienki. Staneła w 

drzwiach,  popatrzyła  w  lustro  i  napotkała  wzrok  Tony’ego.  Od  razu  się 
domyśliła, na co patrzył, gdy się zaciął przy goleniu. 

– Krwawisz – wykrztusiła z trudem.  
Bolało jak diabli, ale nie chciał się do tego przyznać. 
– Drobiazg – mruknął, 
Lynn cofnęła się w głąb pokoju. 
– Proszę... – rzuciła szeptem. 
Natychmiast  odłożył  maszynkę.  Serce  waliło  mu  jak  młotem.  Niech  się 

dzieje, co chce. Najwyżej spóźnią się na obiad. Dziewczyna pokręciła głową i 
cofnęła się jeszcze bardziej. 

– Proszę, zamknij.,, – wyszeptała z trudem. 
Rozczarowany  mężczyzna  obserwował  ją  w  lustrze.  Nie  odwracając  się, 

kopnął drzwi i zatrzasnął je z hukiem 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Lynn marzyła o kieliszku wina. Nigdy dotąd nie miała na nie takiej ochoty. 

Chętnie  wysączyłaby  całą  butelkę.  Siedziała  z  rodzicami  i  Tonym  na  tarasie 
włoskiej restauracji z widokiem na górski potok. W oddali rysowały się na tle 
nieba  rdzawe  skały.  Turyści  ze  wszystkich  stron  świata  zjeżdżali  tu,  by  je 
podziwiać. 

Najwyraźniej  Jeff,  ich  znajomy  z  samolotu,  także  nie  pozostał  obojętny  na 

uroki  niezwykłego  krajobrazu.  Tak  się  złożyło,  że  był  również  miłośnikiem 
włoskiej kuchni. Tony i Lynn spostrzegli, że zmienił okulary na szkarłatne. 

– Zauważyłeś? – szepnęła do kolegi. 
Na szczęście rodzice zajęci sporem o wysokość i nazwy poszczególnych skał 

nie wracali uwagi na spłoszone miny i przyciszone głosy młodych ludzi. 

–  Zapewniałaś  mnie,  że  statystyczne  prawdopodobieństwo  spotkania 

współpasażerów  z  samolotu  jest  znikome.  Co  teraz  powiesz?  –  odparł  cicho 
Tony. 

–  Może  ten  facet  nas  śledzi  –  mruknęła,  zasłaniając  sie  kartą  dań.  Tony 

poszedł  w  jej  ślady  i  korzystając  z  wątpliwej  zasłony,  popatrzył  z  obawą  na 
wspólniczkę. 

– Czemu miałby to robić? 
– Chce postawić na swoim i udowodnić, że coś jest z nami nie tak – odparła 

Lynn i wyjrzała ostrożnie zza karty dań. 

– Chyba nas zobaczył! – jęknęła rozpaczliwie. 
– Skąd wiesz?

 

– Macha na powitanie. 

Tony westchnął ciężko. 
Kelnerka  podeszła  do  stolika,  by  przyjąć  zamówienie.  Spoglądała 

podejrzliwe na gości, najwyraźniej zaniepokojona ich zachowaniem. 

– Czego się państwo napiją przed kolacją? 
– Dla mnie wino. Duży kieliszek czerwonego wina – oznajmiła pospiesznie 

Lynn. 

– Tere-fere – wtrąciła z irytacją Gladys, – Ta mała się zapomina. Niech jej 

pani da piwo bezalkoholowe, 

Lynn  wyprostowała  się  godnością,  zdecydowana  postawić  na  swoim.  Po 

emocjach dzisiejszego dnia miała prawo do kieliszka wina, żeby się odprężyć. 

– Nie chcę piwa bezalkoholowego, mamusiu. Od dawna jestem pełnoletnia i 

nie muszę cię prosić o pozwolenie. Chcę kieliszek wina i... 

–  Jesteś  w  trzecim  miesiącu  –  przerwała  Gladys,  –  W  ogóle  nie  dbasz  o 

swoje  maleństwo.  Gdyby  nie  ja,  upijałabyś  się  co  wieczór.  Na  szczęście  będę 
przy tobie przynajmniej do chwili rozwiązania.  

– Co ty opowiadasz? – spytał zaniepokojony Bud. 
– Przeprowadzam się do Lynn. 

background image

– Zostawisz mi dom? – ucieszył się pan Morgan. 
– Tego nie powiedziałam – odparła Gladys, nie kryjąc złośliwej satysfakcji. 
– Zamieszkasz u córki, więc to chyba oczywiste, że... 
–  Mama  nie  będzie  u  mnie  mieszkała!  –  oznajmiła  stanowczo  Lynn.  – 

Postanowiłam... 

–  A  zatem  piwo  bezalkoholowe.  Co  jeszcze?  –  wypytywała  cierpliwie 

kelnerka. 

– Dla mnie piwo z beczki – rzucił Tony, kładąc dłoń na kolanie dziewczyny. 
– Proszę o białe wino... z jakimś farfoclem; co tam pani uważa – burknęła 

wściekła na cały świat pani Morgan, 

–  W  naszych  napojach  nie  ma  żadnych  farfocli  –  odparła  chłodno  urażona 

kelnerka. 

Gladys zmrużyła oczy, 
–  Oglądałam  w  telewizji  program  o  wytwornych  przyjęciach.  W  białym 

winie pływały rozmaite farfocle, 

– Pewnie mucha utopiła się w kieliszku, a ty zaraz podnosisz szum na całą 

restaurację, że wino ma być z farfoclami. Jedna miła tancereczka w „Rozkosznej 
Kryjówce” kazała sobie wrzucać cytrynkę do piwa. Nazywała się Fifi. Ależ ona 
miała nogi! 

– Bud, nie masz wstydu! Zachowuj się przyswoicie, ty prostaku! 
Kelnerka pochyliła głowę i zagryzła wargi. 
– Piwo bezalkoholowe, kufel piwa z beczki, białe wino... z farfocelkiem. A 

dla pana? – zwróciła się do Buda Morgana. 

–  Piwo,  z  beczki.  Bez  farfocli.  –  U  nas  piwo  tylko  z  pianką,  proszę  pana. 

Albo  z  cytrynką.  Na  życzenie  –  odparła  kelnerka  z  kamienną  twarzą.  –  zaraz 
przyniosę napoje. 

Gladys  nadal  patrzyła  wrogo  na  męża.  Lynn  szturchnęła  Tony’ego  i 

pochyliła się ku niemu. Jeff wstał od stołu i ruszył w ich stronę. 

–  Ta  Fifi,  tancereczka...  Co  miała  na  sobie?  –  wypytywała  Gladys, 

pochyliwszy się ku mężowi, 

–  Niewiele,  Kilka  sznureczków.  Wykonuje  przecież  taniec  erotyczny.  To 

strasznie kłopotliwy strój. Coś się wiecznie zsuwa i odpruwa. Wiesz, jaki jestem 
zręczny, Moja znajoma raz po raz prosiła, żebym jej to i owo... 

– Oszczędź mi szczegółów – syknęła Gladys, 
–  Tony  mnie  zrozumie.  Na  pewno  bywał  na  takich  pokazach  i  wie,  co  się 

dzieje z kostiumami tych biednych dziewczyn.

 

– Pewnie– odparł Tony.– Au! – 

jęknął, gdy Lynn kopnęła go w kostkę. 

– Czegoś tu nie rozumiem, Gladys – zirytował się Bud. – W muzeach było 

wiele aktów, a mimo to wciąż mnie tam ciągnęłaś i nie było żadnych kłótni o 
gołe baby. Czemu się pieklisz, kiedy mówię o nagich dziewczynach z nocnego 
klubu? Gdzie tu logika? 

background image

– Może się razem wybierzemy do fajnego lokalu? – zapytał Jeff, kładąc ręce 

na oparciach krzeseł Buda i Gladys.  

 
– A ja znów powiem swoje: ktoś powinien był mnie ostrzec, że ten facet stoi 

za  krzesłem.  –  Gladys  odwinęła  papier  i  zmierzyła  wzrokiem  bułkę  z 
hamburgerem.  Wylądowali  u  McDonalda.  Pół  godziny  temu  opuścili  jak 
niepyszni  włoską  restaurację.  –  Podniosłam  głowę  i  co  zobaczyłam?  Dwoje 
czerwonych  ślepi!  Ten  wasz  znajomy  wyglądał  jak  wielki  żuk  z  oczami  na 
słupkach. Każdy by zemdlał. 

–  Zwłaszcza  jeśli  ledwie  dyszy,  bo  nosi  gorset  –  dodał  Bud  z  jadowitym 

uśmiechem. 

Lynn  nadal  z  niedowierzaniem  kiwała  głową;  kto  by  pomyślał,  że  czworo 

ludzi może zrobić wokół siebie tyle zamieszania. Wyjęła frytkę z kartonowego 
pudełka.  

– Ile zabrałaś gorsetów? 
Dama nie rozmawia przy stole o bieliźnie – obruszyła się Gladys. 
– Po co te skrupuły? – wtrącił Bud. – W Phoenix pół miasta śmieje się dziś z 

twoich gorsetów. – Zachichotał i zwrócił się do córki. – Bez obaw, skarbie. Gdy 
wrócimy  do  domku,  przeszukam  walizy.  Znajdę  i  wyrzucę  te  szmaty.  Co  do 
jednej! 

– Nie odważysz się tego zrobić! – pisnęła Gladys. 
– Idę o zakład, że Tony  mi pomoże  – odparł spokojnie Bud. – Po każdym 

omdleniu musi cię nosić na rękach. Obawiam się, że jest tym nieco znudzony. 

– Nie ma sprawy. Mogę ją nosić. Nie jest ciężka, Ale przy gorsetach chętnie 

pomogę. 

– Coście tacy zgodni? – mruknęła zirytowana Lynn. Podejrzewała, że Tony i 

Bud zostaną wkrótce najlepszymi przyjaciółmi. 

– Szkoda, że nie zostaliśmy w tamtej restauracji – marudziła Gladys, skubiąc 

hamburgera.  –  Właściciel  był  naprawdę  bardzo  sympatyczny  i  w  ogóle  się  nie 
gniewał,  chociaż  paru  gości  niespodziewanie  opuściło  lokat.  Daremnie 
próbowałam  im  wytłumaczyć,  że  moja  chwilowa  niedyspozycja  nie  ma  nic 
wspólnego z jakością potraw. 

– Nikomu do głowy nie przyszło, że coś może być nie tak, póki nie zaczęłaś 

perorować  głośno  na  ten  temat.  Dopiero  wówczas  inni  goście  zaczęli  się 
wymykać z sali jak szczury z tonącego okrętu. 

– A ten wasz.., znajomy? 
– Kiedy z wrzaskiem osunęłaś się na oparcie krzesła, uznał chyba, że Sedona 

jest  za  mała,  by  pomieścić  jego  oraz  naszą  czwórkę,  i  wyjechał.  Obyśmy  go 
więcej nie spotkali, 

– Znacie go jak zły szeląg, co?  – zapytała podejrzliwie Gladys, pochylając 

się w stronę Tony’ego. 

background image

– Problem w tym, pani starsza, że ledwie go znamy  – odparł nonszalancko 

Tony, rzucając jej badawcze spojrzenie. – Przyplątał się i już. 

–  Przestań  mnie  świdrować  tymi  czarnymi  ślepiami,  bo  ci  je  podbiję  – 

burknęła pani Morgan. 

– Ależ mamo! – zirytowała się Lynn. – Przestań się go czepiać. 
– Domyślasz się, o co mi chodzi, moje dziecko, więc nie zabieraj głosu. – 

Gladys  spojrzała  lekceważąco  na  ciemnowłosego  młodzieńca  i  z  uwagą 
przyjrzała się córce. – Będę jednak musiał.., zresztą mniejsza z tym. 

– Co zamierzasz? – zapytała podejrzliwie dziewczyna, 
– Tajemnica, Wkrótce się przekonasz 
Po  kolacji  cala  gromadka  ruszyła  główną  ulicą  Sedony  na  zakupy.  Ku 

zaskoczeniu Tony’ego przez dobrą godzinę wędrowali od sklepu do sklepu, nie 
powodując żadnej katastrofy. 

W  salonie  z  biżuterią  Lynn  wypatrzyła  śliczne,  długie  kolczyki  wysadzane 

turkusami,  Z  westchnieniem  stwierdziła,  że  są  dla  niej  zbyt  efektowne  i 
nadmiernie rzucają się w oczy. 

– Mam dość nowych wrażeń jak na jeden dzień.  
Domyślił się, co chce mu dać do zrozumienia. Powinien się od niej odczepić. 

Jeśli po powrocie do domku nadal będzie mu niechętna, trudno; ani myślał się 
narzucać. Gdyby jednak zdołał ją skłonić do zmiany zdania, trochę rozweselić, 
podniecić tak, że skrupuły pójdą w zapomnienie.,, 

–  Wracajmy  –  zaproponowała  Lynn,  –  Jutro  będzie  dość  czasu,  by 

dokończyć zakupy. 

Noc  była  ciepła.  Gdy  jechali  otwartym  kabrioletem,  Tony  cieszył  się  w 

duchu,  że  wkrótce  zostanie  z  Lynn  sam  na  sam.  Zostawili  auto  na  parkingu, 
odprowadzili rodziców dziewczyny do ich domku i weszli na werandę. 

–  Myślę,  że  nie  będą  nas  obserwować  –  stwierdziła  Lynn,  odsuwając  się 

nieco.  

– Oni są nieprzewidywalni. Lepiej uważać. 
–  To  się  może  skończyć  wielką  katastrofą.  Dziś  wmawiasz  sobie,  że  mnie 

pragniesz. Z czasem dojdziesz do wniosku, że straciłeś głowę, bo sytuacja była 
sprzyjająca.  Będziesz  miał  wyrzuty  sumienia.  Przelotne  romanse  to  nie  jest 
twoja specjalność, 

– Mówisz o mnie, ale w głębi ducha boisz się o siebie, prawda? – mruknął 

Tony, całując ją w ucho, 

– Może trochę. 
– Nie będziesz przeze mnie cierpiała, Lynn, 
– Tak ci się teraz wydaje, ale z czasem dojdziesz pewnie do wniosku, że to 

była jedynie chwilowa fascynacja, i zaczniesz mnie unikać. 

Gdy  znaleźli  się  przed  drzwiami,  Tony  obrócił  dziewczynę  tak,  że  stanęli 

twarzą  w  twarz.  W  świetle  księżyca  Lynn  wyglądała  jak  krucha  figurka  z 

background image

porcelany. Pobladła, a z jej piwnych oczu wyzierał strach. Tony uśmiechnął się 
łagodnie. Czułość, która przepełniała mu serce, na pewno nie była przypadkowa. 

– Michelle odwiedziła mnie wczoraj wieczorem – oznajmił po chwili. 
– Ach, tak? 
– Chciała, żebyśmy się pogodzili i znowu byli razem. 
– Aha. – Lynn spojrzała mu prosto w oczy. – Zgodziłeś się? 
Chętnie by jej wyznał, że pomysł Michelle wydał mu się idiotyczny, ale nie 

była przygotowana na takie wyznanie. Lepiej działać wolniej, ale skutecznie. 

– Nie. Było, minęło. Nie chcę wracać do przeszłości 
– Gorycz przez ciebie przemawia. Kiedy minie, inaczej spojrzysz... 
Tony zachichotał. 
– Och, Lynn, przecież to moja ulubiona kwestia. Tak zaczynam wystąpienia 

na  rozprawie  pojednawczej.  Pudło,  droga  pani  mecenas!  Jak  mam  dowieść,  że 
Michelle nic już dla nie znaczy? 

– Sama nie wiem.  – Przyglądała mu się uważnie.  – Nie zapominaj, jak się 

zachowywałeś,  gdy  byliście  małżeństwem.  Pamiętam  cię  z  tamtych  czasów. 
Często kupowałeś jej kwiaty; dzwoniłeś, gdy coś cię zatrzymało, i... 

– Coraz mniej czasu spędzałem w domu, 
– To oczywiste, skoro zależało ci na karierze. Wszyscy prawnicy stają przed 

takim dylematem. Nie jesteś wyjątkiem. 

– Gdybym wybrał inną kobietę, wszystko byłoby inaczej. Ta uwaga dotyczy 

ciebie, 

– Nie mów pochopnie takich rzeczy. Romantyzm tego miejsca zachęca cię 

do  takich  zwierzeń.  Nie  zapominaj  o  naszym  scenariuszu,  który  nie  jest  bez 
wpływu na twoje odczucia.

 

– Zapewne masz trochę racji, ale udział w tej grze 

sprawia  mi  ogromną  przyjemność.  To  również  O  czymś  świadczy.  Już  ci 
mówiłem, że powinnaś się odprężyć i myśleć pozytywnie. 

– Oddałabym wiele za kieliszek dobrego wina. 
Tony zmierzy! ją badawczym spojrzeniem. Dobry pomysł. Wino ją uspokoi i 

doda pewności siebie. 

– Pójdę do baru i przyniosę. Na pewno nie będą robić trudności. Przemknę 

się ukradkiem. Twoi rodzice chyba mnie nie nakryją. 

– Szczerze mówiąc, nie mam ochoty na wino. Wiesz, co bym wolała? 
Podniosła wzrok i spojrzała mu w oczu. Gdyby go teraz poprosiła, dałby jej 

w prezencie księżyc, słońce i gwiazdy. 

– Powiedz mi. – Kieliszek dobrego koniaku. Lubię go sączyć wieczorami, 
– Ja również! 
Istotnie  tak  było.  Zresztą  gdyby  dla  kaprysu  zaproponowała,  żeby  przed 

zaśnięciem  wychylili  po  szklaneczce  octu,  bez  mrugnięcia  okiem  spełniłby 
toast, byle wkraść się w jej łaski. 

background image

Pogwizdując cicho, zbiegł po schodach werandy. Był dobrej myśli. Lampka 

koniaku,  nastrojowa  muzyka  dobiegająca  z  radia  ustawionego  obok  łóżka... 
Może  Lynn  zmieni  zdanie?  Zdawał  sobie  sprawę,  że  dziewczyna  gotowa  jest 
oddać mu ciało i serce, ale uparcie wierzy, że on nadal kocha Michelle. Trzeba 
jej  to  wybić  z  głowy.  Miłosna  noc  to  jedyny  sposób,  by  przełamać  śmieszne 
uprzedzenia. Tony postanowił wykorzystać swoją wielką szansę. 

W  opustoszałym  lokalu  zastał  tylko  barmana,  który  ucieszył  się  na  jego 

widok, bo miał wreszcie jakieś zajęcie. Po chwili Tony trzymał w rękach dwa 
pękate  kieliszki  napełnione  bursztynowym  trunkiem.  W  drzwiach  omal  nie 
zderzył się z jakimś mężczyzną. Zrobił krok do tyłu. Po chwili stanął oko w oko 
z Budem. 

–  Co  jest  w  kieliszkach,  Romeo?  –  zapytał  podejrzliwie  starszy  pan.  – 

Alkohol? 

– Tak... Parę kropel...   
–  Koniak,  co?  Jeden  dla  ciebie,  drugi  dla  Lynn,  zgadłem?  Nieładnie, 

nieładnie. 

–  Nieprawda!  Oba  są  dla  mnie.  Lubię  mieć  w  głowie  lekki  szmerek,  nim 

pójdę  do  łóżka.  Dwa  koniaki  załatwiają  sprawę.  Ten  napitek  wolno  idzie  do 
głowy. 

– Nie nabierzesz mnie, chłopcze. Podejrzewam nawet, że Lynn bez trudu cię 

namówi, żebyś jej oddał swoją kolejkę. 

– Przysięgam, że to wszystko dla mnie. Przecież rozumiem, że jej nie wolno 

pić. 

–  Postąpiłbyś  jak  ostatni  łobuz,  gdybyś  siedział  naprzeciwko  ukochanej, 

pijąc  koniak,  na  który  ona  ma  ochotę,  a  nie  może  go  tknąć.  –  Bud  objął 
Tony’ego ramieniem i poprowadził do stolika. 

– Siadaj i dotrzymaj mi towarzystwa, 
– To wieczorne pijaństwo nie wyjdzie ci na zdrowie, ojczulku. 
–  Tony  starał  się  zniechęcić  Buda.  –  W  twoim  wieku  trzeba  się  dobrze 

wyspać, 

– Święte słowa, mój chłopcze. – Pan Morgan skinął na barmana. – Niestety, 

Gladys wykopała mnie z domu. 

–  Dosłownie?  –  Tony  wcale  by  się  nie  zdziwił,  gdyby  odpowiedź  była 

twierdząca.  Znał  kilka  dziarskich  i  gotowych  na  wszystko  dam  w  średnim 
wieku. Gladys na różne sposoby potrafiła dać się człowiekowi we znaki. 

– Bez przesady – zreflektował się Bud. – Pokazała mi drzwi, to wyszedłem. 

– Poklepał się po kieszeni. – Ale zabrałem klucz, 

– Bardzo sprytnie. – Tony odetchnij z ulgą. Gdyby stary Morgan został tego 

wieczoru bez dachu nad głową, musieliby go przenocować, a to nie była wcale 
przyjemna  perspektywa.  Trzeba  jak    .  najszybciej  uwolnić  się  od  jego 
towarzystwa. 

background image

Bud zamówił piwo i zerknął na Tony’ego. 
–  Siadaj,  draniu.  Nie  pozwolę,  żebyś  poszedł  do  mojej  córeczki  z  dwoma 

kieliszkami  koniaku.  Doskonale  o  tym  wiesz.  To  spryciara.  Owinie  cię  wokół 
palca i wmówi, że kropelka alkoholu nie zaszkodzi ani matce, ani dziecku. 

Tony westchnął ciężko. Oczyma wyobraźni już widział, jak we dwoje sączą 

koniak, całują się, a potem... 

– Nie męcz się z tym koniakiem. zamów sobie piwo. 
–  Po  co?  Lubię  takie  alkohole.  Miałem  ochotę  na  kilka  łyków,  więc 

przyszedłem tutaj. Lynn nie jest taka głupia, by narażać dziecko. 

Barman podał Budowi pełny kufel. 
– No, to za bambino – wniósł toast starszy pan. 
– Zdrowie Lullabelle – dodał Tony, stukając się z nim kieliszkiem. 
–  Gladys  wspominała,  jakie  imiona  wybraliście.  Naprawdę  chcesz  tak 

nazwać dzieciaka? 

–  Pożyjemy,  zobaczymy.  –  Tony  postukał  w  tekturowe  pudełko  i  wyjął 

papierosa. 

– Mogę? – zapytał Bud. – Fajkę? 
– No? 
– Bierz pan. Sądziłem, że jesteś niepalący, ojczulku. 
– Rzuciłem przed laty, ale nie byłem nałogowcem. Jeden mi nie zaszkodzi. – 

Morgan  zaciągnął  się  ostrożnie.  –  Powinienem  częściej  spotykać  się  z 
kumplami.  Gdybym  od  czasu  do  czasu  wrócił  zawiany  i  cuchnący  tytoniem, 
dałbym Gladys do myślenia. 

– Dlatego zapaliłeś? Żeby jej zrobić psikusa? 
–  Zgadza  się.  Wiesz,  dawno  uświadomiłem  sobie,  że  nudzi  mnie 

towarzystwo  kolesi.  Gladys  bywa  uparta,  ale  jest  przy  tym  strasznie  zabawna, 
zwłaszcza gdy nabije sobie czymś głowę. – Bud pochylił się do przodu i przez 
chmurę dymu rzucił Tony’emu badawcze spojrzenie, – Niechętnie to mówię, bo 
jesteś drań, ale muszę przyznać, że i ty robisz dobre wrażenie. Trudno się z tobą 
nudzić. 

– E tam – mruknął Tony, kończąc pierwszy koniak i sięgając po drugi, – W 

gruncie rzeczy straszny ze mnie nudziarz. 

– Wiesz, do tej pory Lynn przedstawiała nam samych popaprańców. 
– Naprawdę? – Tony nadstawił uszu. 
–  Słowo.  Ci  durnie  spadli  chyba  z  księżyca.  Ostatnio  przywiozła  do  nas 

jakiegoś  Edgara.  Nazwisko  wyleciało  mi  z  głowy.  Ten  gość  nie  miał  bladego 
pojęcia o zasadach gry w baseball Pokazałem mu piłkę. Myślał, że to do tenisa. 

– W głowie się nie mieści, ojczulku. – Tony był nieco podchmielony. Gdy 

kończył  drugi  kieliszek  koniaku,  przemknęło  mu  przez  myśl,  że  miał  sporo 
szczęścia, W jego rodzinnym domu grało się w baseball i oglądało mecze; piwa 

background image

też  nie  brakowało.  Michelle  błagała  go,  żeby  przestał  się  popisywać  szeroką 
wiedzą dotyczącą tych stron życia. Posłuchał i bardzo tego żałował, 

– Grałeś w baseball. Tony? 
– Jasne. – Od czternastu lat jego noga nie postała na boisku. Skończył drugi 

koniak. 

Bud skinął na barmana. 
– O nie, muszę lecieć. Lynn czeka... 
– Na pewno już śpi. 
Tony z ponurą miną skinął głową, 
–  Jeszcze  jedna  kolejka.  Potem  wracamy.  Może  uda  mi  się  wślizgnąć  do 

domku,  nie  budząc  Gladys.  Moja  stara  to  prawdziwa  mistrzyni  w  rzucaniu 
kapciem do celu. Masz jakieś osiągnięcia jako baseballista? 

Tony wyprostował się dumnie. 
–  Moja  drużyna  zdobyła  mistrzostwo  stanu.  –  Doskonale  pamiętał  tamten 

dzień, jakby to było wczoraj! 

Bud aż gwizdnął z podziwu. 
–  Musiałeś  być  niezły.  Przydałbyś  się  w  naszej  drużynie.  Gramy  w  każdy 

piątek.  –  Odrobinę  wstawiony  pan  Morgan  przypomniał  sobie  nagle,  z  kim 
rozmawia, – Tylko nie myśl, że cię polubiłem. 

Jesteś drań i tyle. Gladys i ja musimy znaleźć sposób, żebyś się

 

odczepił od 

naszej córki. – Powiedział to przepraszającym tonem, jakby mu było przykro, że 
sprawy się tak ułożyły. Tony nie mógł się na niego obrazić. 

– Pewnie. Nie macie innego wyjścia. 
–  Jedno  muszę  ci  powiedzieć,  Tony.  Gdybyś  nie  był  takim  łobuzem, 

chciałbym,  żebyś  został  moim  zięciem.  –  Wskazał  kieliszek  napełniony 
koniakiem i dodał – Pij, chłopie. Ta noc dopiero się zaczyna. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Lynn nie była w stanie się odprężyć, choć Tony bardzo ją do tego namawiał, 

Chodziła z kąta w kąt jak lwica zamknięta w ciasnej klatce. Ciekawe, jak zdoła 
przetrwać  trzy  najbliższe  noce,  nie  ulegając  pragnieniu,  by  oddać  się 
przystojnemu koledze. Oboje chcieli się kochać; pokusa była wyjątkowo silna. 
Rzecz  w  tym,  że  nie  powinni  tego  robić.  Niestety,  zakazany  owoc  zawsze 
smakuje najlepiej. 

Tony długo nie wracał. Zmęczona usiadła na łóżku. Gdy minęło dość czasu, 

by kilka razy objechać Sedonę, zadzwoniła do knajpy. 

– Czy był li pana młody, ciemnowłosy mężczyzna? – wypytywała barmana. 

– Miał zamówić i zabrać do domku dwa koniaki – dodała, 

– Tak, proszę pani. Czy mam go poprosić do telefonu? 
– Nie! Nadal tam jest? 
– Owszem. Spotkał znajomego i postanowił zostać. 
– Ciekawe. Czy mógłby pan opisać mi tego drugiego mężczyznę? 
–  Mocno  po  pięćdziesiątce,  lekka  nadwaga,  łysina.  Szczerze  mówiąc,  jest 

łysy jak kolano. 

– Ach, taki 
Wszystko jasne. Tony nie zdołał przeszmuglować koniaku do ich domku, bo 

nieszczęśliwym trafem spotkał w barze Buda Morgana. To się nazywa pech. 

– Czy znajomy obiecał przynieść pani lampkę koniaku? 
– Tak, miałam ochotę na coś mocniejszego. 
–  Jeśli  nie  zmieniła  pani  zdania,  trzeba  się  będzie  do  nas  pofatygować. 

Znajomy  sporo  wypił,  a  to  jeszcze  nie  koniec.  Kumpel  postawił  mu  właśnie 
trzeci koniak. 

– Rozumiem. – Biedny Tony. Z pewnością udawał, że oba koniaki zamówił 

dla  siebie,  i  dlatego  wypił  je  bez  zmrużenia  oka,  –  Szczerze  mówiąc,  jestem 
zmęczona i nie chce mi się wychodzić. Dzięki za informację. 

Odwiesiła słuchawkę. Pobiegła do łazienki, umyła się  pospiesznie, włożyła 

cieplutką, bawełnianą piżamę i poszła spać. 

Obudziły ją dziwne odgłosy. Usiadła na łóżku. Przez chwilę nie wiedziała, 

gdzie  jest.  Wydawało  jej  się,  że  to  Boże  Narodzenie.  Nieprawda,  była  w 
Sedonie. Z Tonym, i rodzicami. Zerknęła na fosforyzującą tarczę budzika. Dwie 
godziny  snu.  Wkrótce  oprzytomniała  na  tyle,  że  pojęła,  czemu  początkowo 
myślała o Gwiazdce, Przed domem ktoś śpiewał. Uznała, że to kolędnicy, 

– Szubi-dubi-du – rozległ się dźwięczny baryton, a potem głośny śmiech. To 

chyba Tony, 

– Sinatra? – usłyszała głos ojca, a potem stłumiony chichot, – „Sami w taką 

noc”? 

background image

– Czemu nie? Przecież to o nas. Dwójka samotników bez dachu nad głową, 

porzuconych nocą pod gołym niebem. – Tony się rozczulił. 

– Nie jesteś sam – wymamrotał pan Morgan, dręczony napadem czkawki. – 

Masz kumpla, Tony Casanova. 

– Dobra. Ty również. Bud. 
–  No,  to  śpiewamy.  –  Morgan  znowu  parsknął  śmiechem.  –  Dawaj,  Tony. 

Raz, dwa, trzy: Szubi-dubi-du,.. 

Lynn podbiegła do drzwi i otworzyła je szeroko, 
– Ale duet! Wspaniale, moi panowie! – rzuciła półgłosem, opierając dłonie 

na biodrach. 

– Cześć, Linny! – zawołał Tony z promiennym uśmiechem. 
– Nikt mnie tak nie nazywa,  
– A ja to co? Podoba mi się takie zdrobnienie. 
–  Tony  ma  rację.  Bardzo  ładne  –  wtrącił  Bud.  –  Śpiewamy  ci  serenadę, 

kochanie. 

–  Czyżby?  –  rzuciła  z  powątpiewaniem,  spoglądając  na  dwóch  facetów, 

którzy podpierali się nawzajem, jakby o własnych siłach nie mogli ustać pewnie 
na nogach. 

– Nasza ślicznotka wyszła na werandę, więc pora zacząć pieśń, 
–  Dooobra  –  zająknął  się  Bud  i  energicznie  skinął  głową.  –  Ty  nas 

zapowiesz, bo mnie język się plącze, 

– Nie przyszło wam do zakutych łbów, słowiczki, że jest noc i wczasowicze 

chcą spać? – wtrąciła Lynn. 

– Przyszło ci? – Bud spojrzał niepewnie na Tony’ego. 
– Nie. – Teraz Russo dostał czkawki, – A tobie?  
– Gdzie tam! – oburzył się ojciec Lynn, 
–  Przestańcie  się  wygłupiać  i  wchodźcie  do  środka,  –  Lynn  zbiegła  po 

schodach, 

–  Zaprasza  nas  do  domu,  bo  podobało  jej  się  nasze  śpiewanie  –  stwierdził 

dumnie Bud, 

– To chyba oczywiste – rzucił chełpliwie Tony, 
– Uważajcie na stopnie. Podnoście wysoko nogi. – Dziewczyna wsunęła się 

zręcznie  między  dwu  podpitych  mężczyzn,  objęła  ich  w  pasie  i  łagodnie,  ale 
stanowczo pociągnęła ku werandzie, 

– Powiedziałem twojemu kochasiowi, żeby mi mówił po imieniu – oznajmił 

radośnie  pan  Morgan.  –  Żadnych  ojczulków,  starych  i  tak  dalej.  Jestem  dla 
niego Bud, jak na kumpla przystało. 

– Cudownie! – mruknęła, gdy obaj zaczęli chichotać. 
Dotarli do drzwi. Obaj panowie holowani przez zniecierpliwioną 

background image

dziewczynę  z  trudem  się  w  nie  wcisnęli,  ale  tuż  za  progiem  stracili 

równowagę.  Lynn  nie  zdołała  ich  podtrzymać.  Chwiejnym  krokiem  ruszyli  w 
głąb ciemnego pomieszczenia. Słyszała, jak obijają się o meble. 

Oczekiwała,  że  lada  chwila  usłyszy  donośny  łoskot,  a  dwaj  pijani  idioci 

wylądują na podłodze z połamanymi kończynami. Tymczasem dobiegły ją tylko 
dwa ciche stuknięcia. 

Roześmiała  się  cicho,  weszła  do  pokoju,  zapaliła  małą  lampkę  i  rozejrzała 

się w półmroku. Dwaj mężczyźni leżeli w poprzek na miękkim posłaniu. 

– Dobranoc, Bud – mruknął Tony. 
– Dobranoc, Tony – odparł pan Morgan. 
Lynn zasłoniła usta ręką, by stłumić chichot. Po chwili nocną ciszę mąciło 

tylko donośne chrapanie na dwa głosy. 

– Gorzej być nie może – stwierdziła posępnie. 
Sięgnęła po szlafrok i klucz. Wyszła, starannie zamykając za sobą drzwi. 
Dużo czasu minęło, nim zdołała obudzić matkę. Po pewnym czasie w domku 

zapaliło  się  światło.  Gladys  wyjrzała  przez  okno  wychodzące  na  werandę. 
Ujrzała córkę i żwawo podreptała do drzwi. 

– Co ty tutaj robisz o tej porze? – zapytała niespokojnie. 
– Muszę u ciebie przenocować, Widzisz... 
– Zrobił ci awanturę – stwierdziła domyślnie pani Morgan. – Wiedziałam, że 

tak się to skończy. 

– Nie o to chodzi, mamo. Chciałam tylko... 
– Chwileczkę. Muszę sprawdzić, czy ojciec jest w łóżku. Włożyłam zatyczki 

do uszu, więc spałam jak zabita. Nie wiem, czy wrócił do domu, czy gdzieś łazi, 
biedaczyna. Wieczorem kazałam mu się stąd wynosić, a on posłuchał, 

– Na pewno go tu nie ma – oznajmiła Lynn, wchodząc za matką do sypialni. 
–  Zgadza się,  nie  wrócił.  –  Gladys  uniosła  kołdrę i  zajrzała pod nią,  jakby 

pan  Morgan  niczym  kot  mógł  się  niepostrzeżenie  zwinąć  w  nogach  łóżka.  – 
Ciekawe, dokąd... 

– Śpi z Tonym w moim domku.  
Róg kołdry wypadł z bezwładnych rąk Gladys, która odwróciła się ku córce. 

Pobladła  jak  ściana.  –  Co  takiego?  –  spytała  zduszonym  głosem.  Lynn  mimo 
woli  wybuchneła  śmiechem.  –  Nic  z  tych  rzeczy,  mamusiu.  Upili  się  razem, 
przyszli  mi  zaśpiewać  serenadę,  weszli  do  środka  i  padli.  Zostawiłam  ich  tak, 
jak leżeli. Niech się wyśpią i wytrzeźwieją. 

Matka dziewczyny westchnęła ciężko i dramatycznym gestem położyła dłoń 

na falującej piersi. 

– Tony się uchlał? Myślałam, że jesteście razem. – Wpadł na chwilę do baru, 

żeby  łyknąć  sobie  koniaku  przed  snem,  i  natknął  się  w  knajpie  na  tatusia. 
Zasnęłam, czekając na mojego chłopaka. Obudziło umie pijackie śpiewanie. 

background image

– Ci dwaj są siebie warci. Co za maniery! Wyszli na prostaków – obruszyła 

się Gladys i zerknęła niespokojnie na córkę, – Ależ mnie wystraszyłaś. Cała ta 
gadka o sypianiu raz z facetami, raz z kobietkami dała mi do myślenia. Wyobraź 
sobie,  co  ja  czułam,  gdy  powiedziałaś,  że  razem  poszli  do  łóżka.  Biedny  ten 
twój  ojciec.  Upił  się  z  rozpaczy,  bo  pokazałam  mu  drzwi.  Coś  z  tym  trzeba 
zrobić, 

– Mam pomysł. Jak wróci, pocałujcie się na zgodę i wszystko będzie dobrze. 

Przecież nadal go kochasz, mamo. Nie da się ukryć, że był ci przeznaczony. 

–  Przestań  mówić  takie  rzeczy!  Bud  wstrzymuje  mój  rozwój  duchowy  i 

przeszkadza w samorealizacji. 

– Calvin ci to powiedział? Pani Morgan unikała spojrzenia córki. 
– Mniejsza z tym. Dość gadania, córeczko. Chodźmy spać. Jutro czeka nas 

wspaniały dzień, 

–  Nie  sądzę.  Ojciec  i  Tony  będą  do  niczego.  Pójdziemy  buszować  po 

sklepach,  a  oni  niech  odsypiają  nocne  hulanki.  Jedno  ci  powiem.  Sprytnie 
zmieniłaś temat, kiedy zaczęłam podejrzewać, że Calvin nastawił cię przeciwko 
ojcu,  –  Lynn  rozwiązała  szlafrok,  –  Chciałabym  usłyszeć  coś  więcej  o  kursie 
Calvina. 

– Obiecuję ci, kochanie, że dowiesz się wszystkiego. – Gladys wślizgnęła się 

pod  kołdrę  i  zmierzyła  krytycznym  spojrzeniem  córkę,  która  właśnie 
zdejmowała szlafrok. 

– To ma być nocny strój na romantyczną wyprawę z ukochanym? 
–  Tak.  Co  masz  przeciwko  mojej  piżamie?  –  Lynn  pogłaskała  ciepłą, 

bawełnianą tkaninę, 

– Nic. Jest bardzo... praktyczna. Moim zdaniem kobieta romansująca z takim 

dzikusem jak Tony powinna nosić bardziej kuszący strój, jeżeli chce zatrzymać 
na dłużej swego kochasia. 

– Mój chłopak po prostu nie zwraca uwagi na takie drobiazgi. 
– Nie daj się nabrać. Oni zawsze tak mówią, a potem mają pretensje, że nie 

wkładasz kusej szmatki  z  jedwabnych koronek. Jak się  będziesz  zaniedbywać, 
ten twój macho odejdzie z jakąś wystrojoną lafiryndą.    

–  Przestań  go  oczerniać,  mamo.  To  kochany  chłopak.  –  Lynn  mówiła 

szczerze. Podczas tej szalonej wyprawy na nowo polubiła Tony’ego. Wzruszył 
ją,  gdy  spił  się  do  nieprzytomności,  by  za  wszelką  cenę  przekonać  jej 
nadopiekuńczego  ojca,  że  brzemienna  rzekomo  córeczka  nie  zagląda 
wieczorami do kieliszka. 

Dziewczyna zgasiła światła i położyła się do łóżka.  
– Zapewne masz rację – odparła Gladys – ale jest rzecz, która mnie bardzo 

niepokoi.  Cały  dzień  próbowałam  zrozumieć,  o  co  chodzi.  Dopiero  teraz 
odkryłam, w czym rzecz, 

– Słucham – mruknęła sennie Lynn, 

background image

– Masz idealną cerę. Żadnych zaczerwienień. 
Lynn znieruchomiała i zacisnęła powieki. Jak mogła o tym zapomnieć! Obie 

miały ten sam problem. Śmiałe pieszczoty zakochanych mężczyzn zostawiały na 
ich  twarzach  i  szyjach  widoczne  ślady.  Lynn  zawsze  wiedziała,  czy  w 
małżeństwie  rodziców  dobrze  się

 

układa.  Sama  także  nie  mogła  przed  nimi 

ukryć, w jakim stadium są jej nieliczne romanse. 

Atak  jest  najlepszą  obroną,  pomyślała.  Trzeba  się  odważnie  przeciwstawić 

sprytnej mateczce. 

– To przez was jesteśmy tacy wstrzemięźliwi – oznajmiła wojowniczo. – Nie 

mamy  ani  chwili  dla  siebie.  Pilnujecie  nas,  jakbyśmy  mieli  po  czternaście  lat. 
Wszędzie  razem:  wspólna  kolacja,  zakupy  we  czwórkę,  Kiedy  Tony  mnie 
przytula, czuję na sobie wasz nieprzychylny wzrok. W takiej sytuacji każdy by 
się zniechęcił do pieszczot,,. i tak dalej. 

– Nie denerwuj się, kochanie – rzuciła pojednawczo Gladys. – Wiedziałam, 

że potrafisz mi to logicznie wytłumaczyć. Dobranoc, skarbie. 

– Dobranoc, mamo, 
Lynn  długo  leżała  bez  ruchu,  wsłuchana  w  regularny  oddech  matki. 

Doskonale  wiedziała,  co  powinna  zrobić,  by  na  jej  twarzy  pojawiły  się 
charakterystyczne  zaczerwienienia.  Namiętne  pocałunki...  i  tak  dalej.  Na  samą 
myśl,  do  czego  to  prowadzi,  robiło  jej  się  gorąco.  Długo  nie  mogła  zasnąć. 
Leżała rozmarzona, spoglądając w ciemność. 

Tony stał na werandzie. Z trudem wracał do rzeczywistości. Okropnie bolała 

go  głowa.  Bud  Morgan...  Biedaczek,  spał  jeszcze  na  zasłanym  łóżku.  Gdzie 
Lynn? Nie było jej w domku. Tony jak przez mgłę widział obcego mężczyznę w 
szkarłatnym  krawacie.  Nieznajomy  ujął  jego  dłoń, energicznie  nią potrząsnął i 
przedstawił się, wołając głośno: 

– Calvin Forbes. Prowadzę kursy samorealizacji. Zapraszam do współpracy. 
– Fajnie. – Zaspany Tony popatrzył z obrzydzeniem na rozmówcę. Chwycił 

czerwony krawat. Roześmiana morda natręta znalazła się tuż obok jego twarzy, 
– Odczep się, Forbes, bo zawołam policję i oskarżę cię o napaść. 

– Szukam Lynn – odparł potulnie Calvin,   
– Co? – Tony puścił szkarłatny kawałek jedwabiu tak szybko, że właściciel 

tej ozdoby stracił równowagę i omal się nie przewrócił, 

– Szukam Lynn – powtórzył Calvin, wygładzając starannie krawat.– Możesz 

ją poprosić? – Nie. Tu jej nie ma. 

– Jak to? Kiedy rozmawialiśmy przez telefon, Gladys twierdziła... 
–  Tony,  co  to  za  wrzaski?  –  W  drzwiach  stanął  zmaltretowany  Bud.  Na 

widok znajomej twarzy otworzył szeroko zdziwione oczy. – Calvin? Co ty tutaj 
robisz? 

– Bud? Skąd się tu wziąłeś? – zapytał w tej samej chwili zbity z tropu gość. 
Morgan tylko machnął ręką.  

background image

– Gdzie jest moja córka? – zapytał chrapliwym głosem i po chwili namysłu 

sam sobie odpowiedział: – Na pewno poszła do matki, żeby u niej przenocować. 
Tony  energicznie  skinął  głową  i  jęknął  z  bólu–  Pewnie  tak  –  odparł  słabym 
głosem,  Calvin  splótł  ramiona  na  piersi  i  stwierdził  oskarżycielskim  tonem:– 
Chlaliście, co? 

– Parę kieliszków. Żadnych ekscesów. – Bud w zamyśleniu potarł łysinę. – 

Gladys do ciebie dzwoniła? – Gdy Forbes skinął gło wą, dodał: – Kiedy? 

– Wczoraj. Postanowiłem się przewietrzyć i trochę odpocząć.  
Dobry pomysł – jęknął Tony. – Najpierw aspiryna, potem spacer i wreszcie 

drzemka. Moja noga nie postanie już w tej knajpie. 

– Święte słowa – stęknął Bud. 
Tony odkręcił trzymany w ręku słoik z aspiryną, wyjął dwie pastylki i łyknął 

je  bez  popijania.  Morgan  popatrzył  na  niego  błagalnie  i  po  chwili  otrzymał 
należną porcję zbawczego leku. Wrzucił pastylki do ust i przełknął z trudem. 

– Dzięki – mruknął. Świadomość, że zażył aspirynę, natychmiast dodała mu 

wigoru,  –  Postawmy  sprawę  jasno  –  stwierdził,  zwracając  się  do  Calvina,  – 
Gladys kazała ci tu przejechać, co? 

– Owszem. – Mężczyzna w czerwonym krawacie popatrzył z  wyrzutem na 

Tony’ego.  –  uznała,  że  Lynn  przechodzi  ostry  kryzys  samoświadomości.  Od 
razu jej powiedziałem, że zwróciła sie do właściwego człowieka. 

– Czyżby? – mruknął obojętnie Bud.  
– Lynn zawsze dużo dla mnie znaczyła. 
– Naprawdę? – zainteresował się Tony, – Co przez to rozumiesz? 
– Jesteśmy przyjaciółmi.., 
–  Pozwól,  że  ja  to  wyjaśnię  –  przerwał  Bud.  –  Chodzili  ze  sobą  w  szkole 

średniej. Od pięciu z górą lat w ogóle się nie widują. 

– Jak poważne było to,,, chodzenie? – Tony ze zdumieniem odkrył, że jest o 

Lynn  chorobliwie  zazdrosny.  Wolał  o  tym  nie  myśleć.  Przez  tego  kaca  mąciło 
mu się w głowie. Miał wielką ochotę sprać Calvina Forbesa na kwaśne jabłko, 

– Bardzo poważne – odparł specjalista od samorealizacji. 
Tony zmrużył oczy. 
– Przelotna znajomość, – Bud rzucił mu porozumiewawcze spojrzenie. 
Tony trochę się rozchmurzył, 
– Krótka, ale bardzo ważna dla nas obojga – upierał się Calvin. 
Tony zacisnął pięści i uznał, że trzeba obić mordę temu kłamcy. 
–  Drażnisz  mnie,  Forbes.  Może  to  przez  kaca?  Po  namyśle  skłaniam  się 

jednak do wniosku, że twoja gęba po prostu mi się nie podoba. Co mam zrobić, 
żebyś stąd zniknął? 

– Powiedz tylko, gdzie jest Lynn. – Calvin udawał twardziela 
Tony’emu  nie  podobał  się  ten  pomysł.  Wciąż  zadawał  sobie  pytanie,  jak 

ważna była dla dziewczyny znajomość z Forbesem. 

background image

– Masz inne propozycje? 
– Niech idzie – wtrącił Bud. – Powinien się zameldować u Gladys, skoro do 

niego dzwoniła. Będzie się niepokoić, co z nim. Jest taka wrażliwa. Zresztą i tak 
potrzebujemy trochę czasu, żeby wypić kawę, umyć się i ogolić, nim pójdziemy 
do pań. 

Tony  uświadomił  sobie,  jak  wygląda  po  wieczornej  hulance  i  marnie 

przespanej  nocy.  Z  pewnością  nie  wytrzymywał  porównania  z  wyświeżonym  i 
eleganckim Forbesem. 

– Słuszna uwaga – mruknął. 
Bud  pokazał  gościowi,  jak  dojść  do  ich  domku,  a  Tony  zamknął  się  w 

łazience i spojrzał w lustro. Jego aparycja wymagała sporego retuszu. Dopiero 
wówczas będzie mógł się pokazać Lynn. 

Drzwi domku zamknęły się z hukiem. Bud wszedł do środka, wsunął głowę 

do łazienki i popatrzył na widoczne w lustrze odbicie Tony’ego.  

– Calvin Forbes! Co to za facet? – mruknął wrogo Tony. 
–  Musisz  się  pokazać  od  najlepszej  strony  –  ostrzegł  Morgan.  –  Gladys 

ogłosiła zawody. Niech wygra lepszy. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
Lynn zamierzała wymknąć się z domku rodziców wczesnym rankiem, żeby 

spokojnie zmienić ubranie, ale była tak wyczerpana, że zaspała. Gdy otworzyła 
oczy, od paru godzin był jasny dzień. Zerwała się, usiadła na łóżku i spojrzała w 
okno, Z jękiem opadła aa poduszkę, 

– Poranne mdłości?! – wrzasnęła Gladys, opierając się na łokciu i zerkając 

ciekawie  na  Lynn,  –  W  samolocie  podawali  krakersy.  Nie  jadłam  wszystkich. 
Mam je w torebce. Zaraz ci... 

– Dziękuję, mamo. Nic mi nie jest. Przestań wrzeszczeć. 
– Co mówiłaś? Czemu tak mamroczesz? 
– Czuję się świetnie! – odparła dziewczyna podniesionym głosem. – Wyjmij 

z uszu zatyczki! 

– Aha! Momencik! – Gladys położyła je na szafce obok łóżka i przysunęła 

się do córki. 

– Skoro nie dokuczają ci mdłości, to czemu jęczysz? 
–  Z  rozpaczy.  Chciałam  stąd  wyjść  o  świcie.  Nie  mogę  paradować  po 

kurorcie w piżamie i szlafroku. 

– Coś wymyślimy.  – Gladys machnęła ręką, bagatelizując  rozterki Lynn, – 

Było ci niedobrze? 

– Sądzisz, że złapałam jakiegoś wirusa? 
– Dziewczyno, mówimy o porannych mdłościach! Cierpią na nie kobiety w 

odmiennym  stanie.  Chwilami  wydaje  mi  się,  że  pamiętasz  o  ciąży  tylko  przez 
chwilę, a potem zapominasz, że wkrótce urodzisz dziecko. 

–  Ach,  takie  mdłości  masz  na  myśli.  Rzadko  je  miewam,  ale  czasem 

dokuczają – wyjaśniła z rozbrajającym uśmiechem Lynn. Niewiele wiedziała o 
błogosławionym  stanie.  Ta  ignorancja  wychodziła  na  jaw  w  najmniej 
odpowiednich momentach. 

– Jakie masz objawy? – wypytywała nieufnie Gladys. 
– Normalne. 
– A mianowicie? – Pani Morgan obrzuciła córkę taksującym spojrzeniem. – 

Nie wyglądasz mi wcale na kobietę przy nadziei. 

– Mamo, przestań mędrkować. Będę miała dziecko i koniec. Sama mówiłaś, 

że każda kobieta to osobny przypadek, więc przestań gderać, bo się zdenerwuję, 
a irytacja naprawdę mi szkodzi. 

– Nie złość się, kochanie. Trudno zaakceptować fakt, że moja dziewczynka 

sama zostanie mamą i urodzi maleńką dziewuszkę. 

– Skąd pewność, że to będzie córka? Tony o tym wspominał? 
– Nie. Tata i ja uznaliśmy, że chcemy mieć wnuczkę. 

background image

– Czyżby? – Lynn usiadła na łóżku, – Od kiedy dziadkowie decydują o płci 

dziecka? 

– To musi być dziewczynka. – Gladys poklepała delikatnie kolano córki. – 

Zachowałam wszystkie twoje ciuszki. Koronkowe sukieneczki nie nadają się dla 
chłopaka.   

–  Teraz  wszystko  jasne.  Musi  być  dziewczynka.  –  Lynn  uśmiechnęła  się 

czule  do  matki.  Przez  krótką  chwilę  pragnęła,  by  w  jej  łonie  istotnie 
zagnieździła  się  maleńka  istotka  płci  żeńskiej,  Gladys  byłaby  zachwycona. 
Miałyby pretekst, żeby buszować po strychu rodzinnego domu w poszukiwaniu 
dziecięcych ubrań i zabawek. 

– Chyba wiesz, ó co mi chodzi, skarbie? – Oczywiście. – Lynn uśmiechnęła 

się promiennie. Doskonale znała sposób myślenia swojej matki. Można śmiało 
powiedzieć, że obie były szalone. 

– Bardzo lubię dziewczynki. Cieszę się, że mam córkę, i marzę o wnuczce. 

A teraz powiedz mi prawdę. – Gladys zmrużyła oczy. – Dobrze ci w łóżku z tym 
twoim  kochasiem,  ale  przeraża  cię  perspektywa  życia  rodzinnego  z 
prymitywnym  samcem,  który  na  dodatek  jest  kompletnie  nieodpowiedzialny. 
Krótko mówiąc, w głębi ducha jesteś pewna, że Tony nie nadaje się na męża i 
ojca. 

– Ależ nie, mamo. – Lynn wyskoczyła z łóżka i zaczęła chodzić po pokoju, 

zastanawiając się, jak wrócić do domku, nie robiąc z siebie widowiska. Gladys 
również wstała i snuła się po sypialni córką. 

–  Zastanów  się,  czy  Tony  będzie  pasował  do  prawniczego  towarzystwa,  w 

którym się obracasz, 

– Da sobie radę. 
– Ależ ty jesteś uparta! Jeszcze do tego wrócimy. Idź do łazienki. Znajdę ci 

ubranie, 

–  Bardzo  proszę,  niech  to  będzie  skromny,  nie  rzucający  się  w  oczy  strój. 

Żadnych ekstrawagancji. 

Gdy  Lynn  owinięta  ręcznikiem  weszła  do  sypialni,  na  łóżku  leżała  kusa, 

amarantowa szmatka naszywana lśniącymi gwiazdkami, 

– Róż znakomicie podkreśli piękno twoich ciemnych włosów. 
– Ta sukienka jest,,. strasznie krótka! 
– Masz świetne nogi. Trzeba je pokazać. 
– Mamo, nie powinnam... 
– Przestań marudzić i ubieraj się, bo nic innego nie dostaniesz  – oznajmiła 

pani Morgan tonem nie znoszącym sprzeciwu. Lynn usłuchała potulnie. Wolała 
się  nie  przeglądać.  Byle  tylko  dotrzeć  do  upragnionego  domku.  Różowe  mini 
było o niebo lepsze niż bawełniana piżamka i flanelowy szlafrok. 

–  Powiedz  ojcu,  żeby  tu  wrócił,  dobrze?  Dam  mu  dodatkową  pigułkę 

witaminy B-complex. Zamówię również dzbanek kawy. To go postawi na nogi, 

background image

–  Chcesz  od  razu  zaplanować  dzisiejszy  dzień?  –  zapytała  na  odchodnym 

Lynn, 

– Poczekajmy, co się wydarzy, Pani Morgan unikała wzroku córki 
– Masz jakiś pomysł, Zgadłam, mateczko? 
–  Zawsze  rodzą  się  jakieś  pomysły  –  odparła  wymijająco  Gladys,  –  Życie 

jest  pełne  niespodzianek.  Trzeba  czerpać  z  niego  garściami  i  dążyć  do 
urzeczywistnienia... 

– Cześć, mamo. To brzmi jak wyuczona lekcja. Dziewczyna pomachała na 

pożegnanie i otworzyła szeroko drzwi 

– Lynn Morgan! Nareszcie cię odnalazłem! 
Calvin Forbes. 
Daremnie  szukała  drogi  ewakuacyjnej.  Znajomy  sprzed  lat  stal  na  ścieżce 

wiodącej do jej domku. Żeby tam wrócić, musiała przejść obok Forbesa. 

– Cześć, Calvin. Mama do ciebie dzwoniła, prawda? 
– Owszem. – Uśmiechnął się promiennie. Dziewczyna pomyślała, że spec od 

samorealizacji  wygląda  jak  facet  ze  staromodnych  reklam  pasty  do  zębów. 
Teraz  sprzedaje  się  towar  bez  dawnej  ostentacji.  –  Zresztą  to  bez  znaczenia. 
Przeznaczenie zetknęło nas ponownie na krętej drodze życia. 

– Moim zdaniem to nie jest droga żyda, tylko ścieżka prowadząca do mego 

domku. 

– Nie kpij z przenośni, Lynn. Życie pełne jest symboli, które nadają mu sens. 

Weźmy  na  przykład  tę  sukienkę  w  różowe  gwiazdki.  Gdy  wyjmowałaś  ją  z 
szafy, podświadomie chciałaś dać wszystkim do zrozumienia, że sama czujesz 
się  gwiazdą.  Coś  ci  przeszkadza  w  osiągnięciu  wymarzonego  statusu,  prawda, 
Lynn? 

– Posłuchaj, nie będziemy chyba omawiać tak ważnych kwestii, stojąc na tej 

drodze... czymkolwiek ona jest. W pobliżu jest przyjemna kafeteria. Spotkajmy 
się  tam  za  chwilę  na  śniadaniu  –  zaproponowała  Lynn  w  przypływie 
natchnienia. – Przyjdę za pięć minut Zgoda? 

– Bosko! 
Jak  dla  kogo.  Dziewczyna  odetchnęła  z  ulgą,  gdy  odszedł.  Trzeba  jak 

najszybciej skłonić natręta do wyjazdu. 

 
Gdy była już na werandzie, w drzwiach stanął ojciec. Skrzywił się i osłonił 

ręką oczy, by lepiej przyjrzeć się córce. 

– Co ty masz na sobie? 
– Mama pożyczyła mi sukienkę. 
– Co za kolor! Trochę jaskrawy, prawda?  
– Calvin twierdzi, że do mnie pasuje.  
– Spotkałaś go? 
– Niestety, tak. 

background image

– Matka wspomniała, że chce do niego zadzwonić, ale nie sądziłem, że go tu 

ściągnie. 

– Dopięła swego. – Lynn spojrzała na ojca ze współczuciem. Był wymięty i 

zmaltretowany. Istny obraz nędzy i rozpaczy. – Dobrze się wczoraj bawiłeś? 

–  Chyba  tak.  –  Zakłopotany  Bud  pogłaskał  łysinę.  –  Taki  kac  oznacza,  że 

zabawa  musiała  być  przednia.  –  Popatrzył  na  córkę  przekrwionymi  oczyma  i 
dodał: – Nie powinnaś wychodzić za tego wariata, córeńko. Nie mam zaufania 
do mężczyzny, który pije na umór do późnej nocy, a potem rozrabia prawie do 
świtu. 

– Czemu nie? Mama zaryzykowała. 
– I teraz żałuje. 
– Nie byłabym tego taka pewna. Kazała mi powiedzieć, że możesz wrócić. 

Dostaniesz pastylkę witaminy B. Zamówiła dla ciebie dzbanek kawy. 

– Naprawdę? Co ty powiesz! – Bud natychmiast się rozpromienił. pomachał 

córce na pożegnanie i przyspieszył kroku. 

Lynn  wsunęła  klucz  do  zamka  i  otworzyła  drzwi.  Dobiegł  ją  głośny  szum 

wody.  Tony  brał  prysznic.  Z  pewnością  był  nagi.  Ogarnęło  ją  dziwne 
rozmarzenie.  Drzwi  łazienki  były  uchylone.  Powinna  była  uprzedzić  cichego 
wspólnika, co zamierza i dokąd się wybiera 

Odetchnęła głęboko, by się uspokoić i podeszła bliżej. – Tony? 
–  Lynn?  –  Szum  wody  ucichł  natychmiast.  –  Przepraszam  za  wczorajszy 

wieczór, – Zasłona poruszyła się, jakby Tony zamierzał wyjść. 

–  Nie  przerywaj  sobie  –  rzuciła  pospiesznie  dziewczyna  i  cofnęła  się 

natychmiast.– Muszę już iść. Chciałam tytko... 

– Poczekaj – wpadł jej w słowo Tony. 
Wybiegł z łazienki. Biodra miał owinięte ręcznikiem. 
Serce Lynn kołatało niespokojnie. Była oczarowana i całkiem oszołomiona. 

Wpatrywała się jak urzeczona w ociekającego wodą mężczyznę. Lśniące krople 
spływały  po  wysokim  czole,  po  ciemnych  włosach  porastających  tors  i  łydki. 
Oddech  miał  przyspieszony;  pragnął  się  z  nią  zobaczyć  i  dlatego  wyskoczył 
nagle spod prysznica. 

Zaskoczony  niespodziewaną  zmianą  w  wyglądzie  dziewczyny,  zmierzył  ją 

taksującym spojrzeniem. 

– Co ty... 
– Mama pożyczyła mi sukienkę. Nie mogłam paradować w piżamie. 
– Jesteś... jakaś inna. – Gapił się na nią całkiem otwarcie. – Podoba mi się ta 

zmiana. Strój nie jest wytworny, ale pasuje do dziewczyny, która umie się bawić 
i korzystać z życia. 

– Czy to oznacza, że na co dzień wyglądam jak nudziara, od której należy się 

trzymać  z  daleka?  –  Lynn  miała  w  pamięci  uwagę  matki  dotyczącą  swojej 
garderoby, 

background image

– Co ty mówisz! Zawsze wyglądasz ślicznie! Jesteś urocza. 
Lynn od razu poczuła się lepiej. 
– Problem w tym, że jesteś taka... niedostępna – dodał z wahaniem. 
Dziewczyna rozchmurzyła się na dobre. 
– Widzę, że ta sukienka zmieni moje życie. Zacznę przychodzić do pracy w 

skąpym mini. Ciekawe, co na to nasi klienci. 

–  Będą  zachwyceni.  Nawet  w  starym  worku  wyglądałabyś  jak  królowa  – 

odparł rozmarzony mężczyzna. 

Lynn zrobiło się ciepło na sercu. Z czułością popatrzyła mu w oczy.  
– Jesteś bardzo miły. Dziękuję. 
–  Muszę  ci  się  do  czegoś  przyznać.  Nawaliłem  wczoraj,  ale  nie  miałem 

pojęcia, co robić, gdy Bud przyłapał mnie w barze z dwoma kieliszkami koniaku 
w  rękach.  Od  słowa  do  słowa  zaczęliśmy  gadać  jak  starzy  znajomi.  Obawiam 
się, że.,. mnie polubił. Wybacz, Lynn. przeze mnie „akcja kochaś” skończyła się 
klęską. 

–  Niezupełnie.  Rozmawiałam  z  ojcem  przed  chwilą.  Trochę  się  do  ciebie 

przekonał, ale nadal ma jeszcze wiele zastrzeżeń. Powiedział mi wprost, żebym 
nie wychodziła za takiego hulakę. 

– Też coś! – oburzył się Tony. – Nazwał mnie hulaką? Ten facet ma dziwne 

podejście do sprawy, A ja mu postawiłem kolejkę! Śmieliśmy się na cale gardło, 
śpiewaliśmy piosenki, nie obyło się bez paru męskich tajemnic, a teraz mówi, że 
nie jestem godny jego córeczki. Co mam zrobić, żeby go przekonać? Może stanę 
na rzęsach i pokażę... 

– Weź się w garść. Tony! Przecież nie chodzi nam o to, żeby  cię pokochał 

jak syna! 

–  Racja.  –  Tony  uśmiechnął  się  przepraszająco.  –  Oczywiście.  Wybacz, 

trochę mnie poniosło. 

Ten  uśmiech  oraz  piękno  smukłego  ciała  okrytego  tylko  niewielkim 

ręcznikiem  sprawiły,  że  Lynn  całkiem  się  zapomniała.  Nie  mogła  oderwać 
wzroku od smoka wytatuowanego na muskularnym ramieniu. Niewielki obrazek 
czynił  właściciela  mężczyzną  nieco  tajemniczym  i  nieprzewidywalnym.  Lynn 
była zafascynowana tatuażem, co odbierało jej zdolność trzeźwej oceny faktów, 
a Tony’ego stawiało w trudnym położeniu, 

– Muszę już iść – rzuciła pospiesznie. – Obiecałam Calvinowi, że zjem z nim 

śniadanie na tarasie restauracji. 

– Ach, tak! – Tony nagle spoważniał. 
– Zamierzam go przekonać, by natychmiast wyjechał, 
–  Dobra  myśl.  –  Mężczyzna  od  razu  się  rozchmurzył.  –  Będzie  ci  łatwiej, 

jeśli pójdziemy razem, 

– Dzięki, ale sama potrafię się z ty uporać. Wiem, jak należy rozmawiać z 

Calvinem. 

background image

– Nie wątpię – odparł Tony, choć wcale nie wydawał się o tym przekonany. 

– Muszę przyznać, że z trudem znoszę jego obecność. Podobno Gladys uważa 
go za doskonałą partię. Idealny kandydat na męża, co? 

–  Chyba  tak,  –  Lynn  odgarnęła  włosy.  –  Mama  uczestniczy  w  jego  kursie 

samorealizacji. Naprawdę bierze sobie do serca wszelkie zalecenia wykładowcy. 
Dlatego tak dziwacznie się ubiera. To ma być rzekomo przejaw siły charakteru. 
Ja bym to raczej nazwała brakiem dobrego smaku, 

– Korci mnie, by także ujawnić swoje ukryte moce. Mógłbym potrenować na 

gardle tego kolesia. Chętnie go uduszę, 

– To obrzydliwy natręt. Wystarczył jeden telefon mojej matki i już tu jest. 
Tony zmierzył ją badawczym spojrzeniem. 
–  Gdyby  zaniepokojona  matka  zadzwoniła  do  mnie  i błagała o  ratunek dla 

takiej  laski  jak  ty,  też  bym  się  nie  zastanawiał.  Facet  wie,  co  robi.  Ma  swój 
rozum, 

Lynn czuła, że się rumieni. 
– Nie sądzisz chyba, że przyjechał tu... 
–  Przez  wzgląd  na  ciebie?  Oczywiście,  że  tak.  A  przy  okazji,..  Co  was 

łączyło w szkole średniej? 

Uśmiechnęła  się,  słysząc  jego  ton.  Można  by  pomyśleć,  że  to  zazdrosny 

narzeczony domaga się wyjaśnień od swojej dziewczyny. 

– Niewiele. Przelotny flirt. Naprawdę powinnam już iść. 
–  Nigdy  cię  nie  pocałował,  prawda?  –  Tony  domagał  się  dodatkowych 

informacji. 

– Tego nie powiedziałam, 
– W takim razie,.. 
– Dziwna rozmowa. Nie zamierzam jej dłużej ciągnąć. – Lynn roześmiała się 

i podeszła do drzwi. Na odchodnym dodała:  – Rodzice zamówili śniadanie do 
domku. Radzę ci zrobić to samo. 

– Pójdziesz do restauracji w tej sukience? 
– Tak – stwierdziła, otwierając drzwi. – Pa, Tony. 
– Pa, Tony! – powtórzył zirytowany mężczyzna, kiedy drzwi zamknęły się 

za  nią.  –  Dobra,  rób  z  siebie  widowisko,  paradując  od  rana  w  różowej  kiecce 
ledwie zakrywającej twoje zgrabne pośladki. Co mnie to obchodzi? Biegnij na 
spotkanie  z  fachmanem  od  samorealizacji.  Zostaw  rzekomego  ojca  swego 
dziecka na łasce personelu. Niech facet zajada u siebie byle co. Nawet mnie nie 
zapytała, czy– chciałbym z nią pójść. Zresztą, co mnie to obchodzi! 

Rzucił ręcznik na podłogę i zaczął się pospiesznie ubierać. 
–  Przestań  się  oszukiwać  –  mruknął.  Zerknął  na  swoje  odbicie  w  dużym 

lustrze  i  nagle  się  rozchmurzył.  Jeszcze  nie  wszystko  stracone,  –  Nieźle  się 
prezentujesz,  stary.  zjesz  śniadanie?  Może  na  tarasie  restauracji?  Masz  teraz 
czas? Świetnie, A więc jesteśmy umówieni. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
Lynn  zdawała  sobie  sprawę,  że  amarantowa  sukienka  przyciąga  wszystkie 

spojrzenia,  ale  nic  na  to  nie  mogła  poradzić.  Calvin  czeka  na  nią  w  letniej 
kawiarence pod białą markizą. Na maleńkim stoliku w sam raz dla dwojga gości 
czekały  szklanki  pełne  wody  mineralnej z  lodem  i  cytryną.  Elegancki  garnitur 
młodego  mężczyzny  wtapiał  się  w  gustowne  wnętrze.  Tylko  czerwony  krawat 
nie pasował do różowego obrusa. 

– Nareszcie jesteś! – zawołał Calvin z promiennym uśmiechem. Zerwał się 

na równe nogi. 

Dziewczyna postanowiła zabawić się jego kosztem. 
– No właśnie! – zawołała tym samym tonem. 
– Bosko! 
– No pewnie! 
– Pora coś zjeść! Wybuchneła śmiechem i usiadła na krześle odsuniętym dla 

niej przez Calvina. 

– Co cię tak ubawiło? 
–  Masz  w  sobie  więcej  animuszu,  niż  ktokolwiek  z  moich  znajomych,  i  to 

jeszcze przed poranną kawą. 

– Kofeina szkodzi – oznajmił, wrzucając do ust pastylkę gumy do żucia, – 

Masz ochotę? – zapytał, podając jej opakowanie. 

– Nie, dziękuję. Wybacz, że się spóźniłam. 
–  Nic  nie  szkodzi  –  odparł.  Zdjął  marynarkę  i  podwinął  mankiety  koszuli. 

błysnęły złote spinki. – Kilka osób mnie rozpoznało 

Ach,  ta  popularność.  Rozdałem  parę  wizytówek.  Chwileczkę!  Jak  mogłem 

zapomnieć!  –  Sięgnął  do  wewnętrznej  kieszeni  sportowej  marynarki,  wyjął  z 
niej plik barwnych kartoników i podał je Lynn. – Rozdaj znajomym. 

Lynn  zerknęła  na  wizytówkę.  Ujrzała  twarz  Calvina  ozdobioną  szerokim 

uśmiechem,  złote  litery  zachęcały  do  udziału  w  kursie  samorealizacji;  poniżej 
adres, numer telefonu i faksu oraz adres internetowy. 

Lynn wzięta jedną kartę, by nie urazić znajomego. – Tyle wystarczy. Gdyby 

ktoś był zainteresowany... 

–  Bierz  więcej!  –  nalegał  Calvin.  Wetknął  jej  do  ręki  jeszcze  kilka 

kartoników. Energicznie poruszał szczęką, żując gumę, 

–  Masz  zapał  godny  ewangelistów  –  stwierdziła  dziewczyna,  posłusznie 

układając plik kartoników obok szklanki z wodą, 

– Przyswoiłem sobie ich metody – odparł całkiem serio, zamykając portfelik 

na wizytówki i chowając go do kieszeni, 

– Czyżby? 

background image

–  Oczywiście.  Wyobraź...  –  Do  stolika  podszedł  kelner.  Calvin  przerwał  i 

natychmiast zwrócił się do niego. – Nie zdążyliśmy obejrzeć karty dań. Proszę 
nam dać jeszcze trochę czasu. 

– Dla mnie tylko kawa i grzanka, 
–  Nie  mów  głupstw!  Tak  by  się zachowała  dawna,  zakompleksiona.  Lynn, 

wielka gwiazda, którą w sobie kryjesz, marzy o jajkach na bekonie. 

– Najwyraźniej zapomniałam, że nie jadam śniadania. Grzankę  zamówiłam 

przez grzeczność. A skoro rozmawiamy tak szczerze... 

Jestem w tej chwili twoją jedyną słuchaczką. Czy zechciałbyś mówić trochę 

ciszej? Będę ci za to bardzo wdzięczna, Calvin z westchnieniem pokiwał głową. 

– Widzę, że nie potrafisz od razu przełamać wieloletnich uprzedzeń. Przed 

nami trudne zadanie, – Zwrócił się do kelnera, który cierpliwie czekał przy ich 
stoliku. – Dla mnie jajka na bekonie, naleśniki z malinami, sok pomarańczowy, 
kompot  ze  świeżych  owoców  i  kawa  bez  kofeiny.  Dla  tej  pani  zwykła  kawa  i 
grzanka. 

Gdy  kelner  odszedł,  Calvin  pochylił  się  ku  Lynn.  Żuł  gumę,  poruszając 

szczękami nieco wolniej. 

– Staram się nad sobą panować, ale to niesłychanie  podniecające, że mogę 

nieść pomoc nieszczęśnikom takim jak... 

–  Jak  ja?  –  wpadła  mu  w  słowo  Lynn.  –  Wcale  nie  potrzebuję  kursu 

samorealizacji. Jestem wziętym adwokatem. – Upiła łyk wody. 

–  To  nie  ma  znaczenia!  –  Calvin  również  sięgnął  po  szklankę,  jakby 

naśladował rozmówczynię. 

– Do tej pory byłam święcie przekonana, że jest inaczej. Najwyraźniej zaszła 

pomyłka. 

Z rezygnacją oparła policzek na dłoni. Calvin przybrał identyczną pozę. 
–  Cieszysz  się  uznaniem  wśród  prawników,  masz  piękne  mieszkanie  i 

najnowszy  model  bmw  –  tłumaczył  Calvin  –  ale  mimo  tych  osiągnięć  czujesz 
się bezwartościowa, Lynn. 

Dziewczyna  przypomniała  sobie,  że  jedną  z  metod  używanych  przez 

terapeutów  jest  naśladowanie  ruchów  i  póz  rozmówcy,  by  go  zbić  z  tropu  i 
skłonić do zmiany stanowiska. 

– Czemu tak się dzieje? – zapytała, drapiąc się po nosie. Calvin natychmiast 

powtórzy!  ten  gest.  Dziewczyna  omal  nie  parsknęła  śmiechem,  –  Dlaczego 
sądzisz, że czuję się nic niewarta? 

– Ujmę to jednym słowem; Tony Russo. 
–  To  dwa  słowa.  –  Przechyliła  się  na  prawo  dla  czystej  przyjemności 

obserwowania, jak Calvin robi to samo. Bawiła się doskonale. 

–  Twoja  matka  błagała,  żebym  cię  ocalił,  –  Calvin  zbagatelizował  uwagę 

Lynn.  Ujął  jej  dłoń.  –  Chcę  ci  uświadomić,  że  powinnaś  sama  kierować 
własnym życiem. 

background image

– Przecież... – zaczęła Lynn, ale Calvin nie pozwolił jej dokończyć, 
–  Chcę,  żebyś  powtórzyła  za  mną  sto  razy,  a  jeśli  będzie  trzeba,  nawet 

tysiąc; Każdy jest kowalem swego losu! 

– Z ust mi to wyjąłeś, cwaniaczku,  – Tony Russo wziął krzesło,  wsunął je 

między  pogrążoną  w  rozmowie  parę  i  usiadł  na  nim  okrakiem.  Papieros  w 
kąciku  ust  oraz  inne  rekwizyty  macho  nadawały  mu  groźny  wygląd,  – 
Zamierzam kuć żelazo, póki gorące. Cal. Zabierz swoje brudne łapska i przestań 
obmacywać moją narzeczoną. – Chwycił rękę speca od samorealizacji i odsunął 
na  bok.  Wyjął  papierosa  z  ust  i  dmuchnął  Calvinowi  dymem  prosto  w  twarz. 
Mężczyzna zaczął kaszleć i machać rękoma, – Tu nie wolno palić! – zawołał. 

– Czyżby? – Tony rzucił mu wrogie spojrzenie. – Chyba masz rację, bo nie 

widzę popielniczek. – Wziął do ręki plik wizytówek leżący przed Lynn. – Mam 
pomysł  –  stwierdził.  Zaciągnął  się  po  raz  ostatni  i  zgasił  papierosa  na  złotych 
literach zachęcających do udziału w kursie samorealizacji, – Przestań! Podpalisz 
lokal! – wrzasnął Calvin. 

–  Nie  można  do  tego  dopuścić.  –  Tony  sięgnął  po  stojącą  przed  Calvinem 

szklankę z wodą i obficie polał dymiące kartoniki. Forbs spojrzał ponuro na to 
małe pobojowisko i zwrócił się do dziewczyny; 

– Nie szkodzi. Dam ci inne, 
– Ani mi się waż, draniu – warknął Tony. 
Calvin poprawił krawat i odchrząknął. 
–  Zapewne  sądzisz,  że  ta  prymitywna  zagrywka  dowodzi  pewności  siebie, 

lecz w rzeczywistości jesteś wystraszonym i żałosnym draniem. 

–  Licz  się  ze  słowami.  Cal.  –  Oczy  Tony’ego  zabłysły  gniewnie,  objął 

ramieniem Lynn, przyciągnął ją do siebie. – Zapamiętaj sobie, mówisz do ojca 
jej dziecka. 

Calvin otworzył szeroko oczy ze zdumienia i spojrzał na Lynn. 
– Jesteś w ciąży? 
– Mama ci o tym nie wspominała? 
– Nie. – Elegancik spochmurniał, – Twój przypadek jest poważniejszy, niż 

sądziłem. Żeby tak krzywdzić samą siebie! 

– Uważaj, mądralo! właśnie obraziłeś kobietę, którą kocham! Nie wspomnę 

już  o  takim  drobiazgu,  że  przy  okazji  mimochodem  źle  się  wyraziłeś  o  jej 
ukochanym. Musimy to jakoś załatwić, 

– Nie rozumiem, – Calvin energicznie żuł gumę, 
– Doskonale wiesz, o co chodzi. Spadaj, koleś. 
–  Lynn  jest  pod  moją  opieką,  –  Calvin  wstał.  Dorównywał  wzrostem 

Tony’emu, ale nie był tak dobrze zbudowany. 

– To ci się tylko tak wydaje, dupku. 
–  Moi  drodzy,  nie  powinniście  –  zaczęła  niepewnie  zaniepokojona 

dziewczyna. 

background image

– Chyba nic dziś nie wyjdzie ze wspólnego śniadania, Lynn  –  przerwał jej 

Calvin, spoglądając wrogo na Tony’ego, Przygładził dłonią czuprynę i zwrócił 
się ku dawnej sympatii: – Nie tracę nadziei, że znajdziesz w sobie dość sił, by 
pewnego  dnia  wejść  na  drogę  prowadzącą  do  prawdziwej  samorealizacji,  a 
wówczas,,, 

– Nie poruszaj więcej tego tematu – rzucił Tony, gestem nakazując mu, by 

zamilkł. – Jeśli coś jeszcze o tym usłyszę, osobiście wrzucę cię do strumienia, 

– Lynn, nie mam pojęcia, co ty widzisz w tym prostaku! 
– Znów mnie obraziłeś! To był wielki błąd. – Tony przysunął się do Calvina, 

który zrobił parę kroków w tył. 

– Przestańcie!  – Lynn spojrzała na Calvina.  – Wracaj do Gladys. Dość już 

narobiłeś zamieszania, 

– Nie jestem niczemu winien. Najgorsze już się stało, i to bez mego udziału. 

Lynn,  zaufaj  mi.  Wyprowadzę  cię  z  mrocznej  pułapki,  w  której  się  znalazłaś. 
Ujrzysz  znowu  światło  dzienne.  –  Calvin  misjonarskim  gestem  uniósł  w  górę 
palec.

  

–  A  ja  wyprowadzę  cię  z  tarasu  prosto  w  chłodne  wody  strumienia.  –  Na 

oczach  wystraszonej  Lynn  Tony  chwycił  rywala  za  ramię,  pociągną  w  dół  po 
schodach i niczym worek brudnej bielizny pchnął do zimnego potoku, Z odrazą 
strzepuj ręce i ruszył z powrotem. 

–  Przez  ciebie  połknąłem  gumę  do  żucia!  –  oznajmił  żałośnie  Forbes  i 

podniósł się z trudem. 

–  Prawdziwe  nieszczęście  –  odparł  Tony  i  spojrzał  przez  ramię,  Calvin 

ruszył  ku  brzegowi,  pokonując  opór  bystrego  nurtu.  Tony  podszedł  do  Lynn  i 
objął ją ramieniem – Chodźmy, skarbie. Niech ten łobuz sam sobie radzi. 

Dziewczyna  nie  miała  nic  przeciwko  temu.  Calvin  klął  i  chlapał  wodą  na 

wszystkie strony. Buty Tony’ego stukały o kamienie tarasu. Goście w milczeniu 
odprowadzili spojrzeniem wychodzącą parę, 

– Mała przejażdżka dobrze nam zrobi – stwierdził Tony, prowadząc Lynn w 

stronę  parkingu.  Bardzo  jej  się  spodobała  ta  myśl.  Nie  martwiła  się  wcale  o 
Calvina. Prąd nie był tak silny, by zniósł go w dół strumienia. Wystarczy zdjąć 
buty i skarpetki, żeby stanąć pewnie na gładkich kamieniach; wyjście na brzeg 
nie będzie wówczas najmniejszym problemem. Mniejsza o natrętnego Forbesa. 
Krótka  wycieczka  w  górzyste  okolice  to  doskonały  sposób,  by  zapomnieć  o 
nieprzyjemnym poranku. 

–  Nie  wierzyłam  własnym  oczom!  Szanowany  współpracownik  znanej 

kancelarii  adwokackiej  wrzuca  do  strumienia  swego  rozmówcę  –  oznajmiła 
Lynn... Tony wybuchnął śmiechem. 

– Ja również byłem zaskoczony swoją reakcją, ale musisz przyznać, że tak 

właśnie postąpiłby rozrabiaka, z którym się rzekomo związałaś. Jestem z siebie 

background image

bardzo zadowolony. Dawny Tony Russo także nie darowałby Calvinowi takiej 
obrazy. 

– Jednego się boję – stwierdziła dziewczyna z powagą, chociaż

 

oczy jej się 

śmiały.  –  Ten  sposób  postępowania  może  ci  wejść  w  nawyk.  A  jeśli  po 
powrocie  do  Chicago  zaczniesz  wrzucać  swoich  przeciwników  do  Jeziora 
Michigan? 

–  Kto  wie?  Istnieje  takie  niebezpieczeństwo,  Zresztą  mniejsza  z  tym.  Na 

razie mamy niezły ubaw, prawda? 

Lynn zerknęła na niego podejrzliwie. 
– I to mnie właśnie martwi, Tony. Za dobrze się bawisz. 
– Nie ma się czego bać, moja droga, – Tony zsunął ciemne okulary i znad 

oprawki spojrzał na nią chełpliwie, – Wiem, co robię. 

Po  pierwsze,  należało  wywieźć  Lynn  jak  najdalej  od  kurortu,  gdzie  tyle 

spraw  odwracało  jej  uwagę.  Od  wczoraj  dzielili  domek,  a  mimo  to  spędzali 
razem niewiele czasu. 

–  Z  tego,  co  słyszałem,  wynika,  że  nie  jadłaś  śniadania  –  stwierdził,  gdy 

jechali przez miasto. 

– Bez jedzenia mogę się obyć, ale bez kawy nie. 
– Coś na to poradzimy. Sam chętnie wypiję ze dwie filiżanki. 
Mijali  właśnie  dzielnicę  biur  i  urzędów,  gdzie  wiele  było  przytulnych 

lokalików, Tony obawiał się jednak, że przy ich wątpliwym szczęściu mogą tam 
spotkać  Jeffa.  Nagle  spostrzegł  drogowskaz  zapowiadający  zjazd  w  stronę 
lotniska, 

–  Dlaczego  tam?  –  wypytywała  żartobliwie  Lynn.  –  Zamierzasz  mnie 

porwać i opuścić miasto? 

– Nic z tych rzeczy! Znajdziemy tam kilka barów, w których podają kawę, 

ale  nie  to  jest  najważniejsze.  Idę  o  zakład,  że  nie  zobaczymy  tam  znajomej 
twarzy.  Pomyśl  tylko:  żadnych  szaleńców!  Najpierw  wziął  nas  w  obroty  Jeff, 
wyznawca  barwnej  aury;  potem  zjawił  się  nawiedzony  misjonarz  Calvin. 
Stanowczo za wiele dla pary spragnionych wypoczynku turystów. 

–  Mam  inne  wytłumaczenie  –  odparła  Lynn.  –  Wywiozłeś  mnie  daleko  za 

miasto, bo wstydzisz się pokazać w centrum z kobietą w różowym mini.

 

Możesz 

nosić, co ci się podoba. Nie ma takiej możliwości, żebym się ciebie wstydził – 
stwierdził z powagą, obrzucając ją zachwyconym spojrzeniem. 

Dziewczyna spłonęła rumieńcem. 
– Dzięki – odparła cicho. 
Tony milczał, by miała czas na przemyślenie jego słów. Komplement nie był 

przypadkowy.  O  jego  sile  decydowała  prostota.  Tony’emu  od  pewnego  czasu 
bardzo zależało na takim sam na sam ze śliczną Lynn. Chciał dać dziewczynie 
do zrozumienia, jakie żywi do niej uczucia. 

background image

Długo  jechali  w  milczeniu.  Miasto  zostawili  za  sobą.  Lynn  podziwiała 

zapierające dech w piersiach widoki. 

–  To  niezwykłe  miejsce  –  odezwała  się  w  końcu.  –  Szczerze  mówiąc, 

miałam nadzieję, że rodzice natychmiast się tutaj pogodzą. 

– Ja też wierzę, że wkrótce uporają się ze swymi problemami. Daj im tylko 

trochę  czasu  –  powiedział  Tony,  choć  w  głębi  ducha  obawiał  się,  że  Calvin 
będzie próbował postawić na swoim i ostatecznie skłócić Morganów. 

–  Jeśli  naprawdę  się  dogadają,  od  razu będę  o  tym  wiedziała  –  stwierdziła 

Lynn, 

– Telepatia? 
– Nie! Wystarczy, że spojrzę na mamę. Przy pojednaniu nie obejdzie się bez 

czułych pieszczot. Takie wybuchy namiętności zostawiają na jej twarzy wyraźne 
zaczerwienienia. 

– Rozumiem. – Tony zaczął chichotać. 
–  Szczerze  mówiąc,  mama  już  mnie  wypytywała,  czemu  ich  u  mnie  nie 

widać. Obie mamy bardzo wrażliwą skórę. Jeśli wiążę się z kimś na dłużej, od 
razu mam na twarzy czerwonawe podrażnienia. Mama się dziwiła, że pieszczoty 
namiętnego kochasia nie zostawiły na moich policzkach żadnego śladu. 

– To się da naprawić – odparł Tony, Krew coraz szybciej pulsowała mu w 

żyłach.

 

Pomyślałam sobie, że nim ponownie zobaczymy rodziców, można by.., 

Chyba wiesz, co mam na myśli, 

– Oczywiście, – Tony odruchowo napiął mięśnie. – Z przyjemnością się tym 

zajmę. 

– Popatrz tylko! Co za widok!  – zawołała nagle Lynn drżącym z przejęcia 

głosem. 

Wjechali  na  płaskowyż,  z  którego  widzieli  jak  na  dłoni  miasto  i  góry  na 

horyzoncie. Rozmawiali przez chwilę o urokliwym pejzażu. Tony zdawał sobie 
sprawę, że Lynn próbuje w ten sposób ukryć zmieszanie. Była zdenerwowana. 
Tony  w  ogóle  się  tym  nie  przejmował  Miła  godzina  w  przytulnej  kafejce 
pomoże jej wrócić do równowagi. Potem będą oboje zbyt zajęci, by odczuwać 
niepokój i zakłopotanie. 

Znaki  drogowe  doprowadziły  ich  do  niewielkiej  kafeterii  na  skraju 

ruchliwego tomiska. 

–  Kochany,  wywiozłeś  mnie  tam,  gdzie  diabeł  mówi  dobranoc,  więc  teraz 

musisz spełniać kaprysy uprowadzonej dziewczyny. 

– Jasne. 
–  Umieram  z  głodu. I  z  pragnienia  – szepnęła  tajemniczo.  –  Dopiero  teraz 

zdałam sobie z tego sprawę. 

– Ja również mam ukryte pragnienia – odparł szczerze Tony. Jego potrzeby 

były inne, lecz równie silne jak apetyt Lynn, 

background image

Cieszył  się  każdą  chwilą  spędzoną  we  dwoje.  Przyjemnie  było  dzielić  z 

Lynn  posiłek,  obserwować,  jak  je  śniadanie  i  pije  kawę,  słuchać  rodzinnych 
anegdot,  Z  okien  lokalu  widzieli  pas  startowy  oraz  unoszące  się  w  powietrze  i 
lądujące samoloty. Tony zrewanżował się dziewczynie kilkoma historyjkami ze 
swego  dzieciństwa.  Wspominał  również  o  tym,  że  woń  gumy  do  żucia 
przyprawia go o mdłości. 

– Biedny Calvin! On żuje bez przerwy. Ale ci podpadł! 
– Biedny? To zakała ludzkości! Nie zapominaj, że twoja mama chodzi na ten 

jego  idiotyczny  kurs  samorealizacji.  Od  tamtej  pory  miewa  głupie  pomysły. 
Postanowiła na przykład opuścić Buda i przeprowadzić rozwód. 

–  Słuszna  uwaga.  Tata  jest  przekonany,  że  Calvin  zamącił  jej  w  głowie. 

Rzecz  w  tym,  że  zaczęła  się  nudzić  i  szukała  okazji,  by  zrobić  trochę 
zamieszania.  Gdyby  Calvin  nie  pojawił  się  na  horyzoncie,  znalazłaby  inny 
sposób, 

– Mimo wszystko nie jestem w nastroju, żeby tolerować tego durnia. 
– To się dało zauważyć. 
–  Dolać  ci  kawy?  –  Tony  wolał  nie  zdradzać,  co  miał  ochotę  zrobić 

Calvinowi. 

– Nie, dziękuję. 
–  W  takim  razie  jedźmy.  –  Rzucił  na  stolik  kilka  monet.  Dziewczyna 

zmarszczyła brwi. 

–  Powinnam  zapłacić  za  siebie,  ale  zapomniałam  torebki.  Nie  mam  ani 

grosza. Zwrócę ci... 

– Nie trzeba – odparł stanowczo. Ujął jej ramię. Poszli ku drzwiom kafeterii. 

Po chwili dodał z uśmiechem: – Jestem ci coś winien za to, że mnie zabrałaś na 
tę szaloną wyprawę. Ty płacisz, a ja bawię się znakomicie. 

–  Nie  ma  o  czym  mówić.  Obiecałam,  że  wszystko  zwrócę,  i  słowa 

dotrzymam.  Zresztą  jeśli  rodzice  się  pogodzą,  to  będzie  wyjątkowo  korzystna 
inwestycja. 

Tony  otworzył  drzwi  auta  i  pomógł  dziewczynie  wsiąść.  Potem  sam  zajął 

miejsce za kierownicą, 

–  Problem  w  tym,  że  czuję  się  jak  twój  utrzymanek  –  oznajmił  z  ponurą 

miną. 

– Cudownie! Łatwiej ci będzie grać rolę żigolaka. 
Tony zręcznie manewrował czerwonym autem, by wyjechać z zatłoczonego 

parkingu. 

– Kim jest żigolak? 
– Swego rodzaju utrzymankiem 
– Po co się go trzyma? 
– Chyba nie muszę ci tego tłumaczyć. 
– Ciekawe, czy odważysz się powiedzieć to na głos! 

background image

– To kochaś, z którym idzie się do łóżka – odparła, rzucając mu wyzywające 

spojrzenie. – Zadowolony? 

–  Chwilowo  tak,  skarbie.  Ale  nie  na  długo  –  mruknął.  Uśmiechnął  się, 

widząc rumieńce na delikatnych policzkach. Szkoda, że przyjdzie mu zostawić 
na  nich  czerwonawe  przebarwienia.  Trudno.  Żigolak  musi  zarobić  na  swoje 
utrzymanie. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Tony  zjechał  z  głównej  drogi  i  zaparkował  na  uboczu.  Lynn  od  razu  się 

domyśliła,  że  nie  chodzi  mu  o  podziwianie  krajobrazu,  zwłaszcza  że  nacisnął 
guziki  umożliwiające  szybkie  podniesienie  dachu  i  przyciemnienie  szyb.  Z 
uwagą przyglądała się zapobiegliwemu kierowcy, 

–  Może  przeniesiemy  się  na  tylne  siedzenie?  –  zaproponował  uprzejmie 

Tony. 

– Czy oboje myślimy o tym samym? 
– Oczywiście. 
– Niewiele trzeba, by moja skóra się zaczerwieniła. 
Tony wysiadł z samochodu, by otworzyć jej drzwi. Gdy wysiadła, przesunął 

fotel, by łatwiej mogli się wślizgnąć na tylną kanapę auta. 

Serce  Lynn  uderzało  mocno  i  niespokojnie.  Miała  zamęt  w  głowie. 

Usiłowała przygotować się na to, co miało za chwilę nastąpić. 

– Od dziesięciu lat nie zabawiałam się w ten sposób – stwierdziła rezolutnie. 

– Nie przyszło mi do głowy, że będziemy to robić za dnia! 

– Wystarczy odrobina wyobraźni, by wmówić sobie, że jest noc. 
Tony usiadł obok niej i zamknął drzwi. 
– Cholera, dawniej tylne kanapy były większe. Oszczędnościowa produkcja 

– mamrotał z irytacją, 

Lynn  zerkała  na  niego  z  ciekawością.  Była  gotowa  do  działania.  Kilka 

pocałunków  i  będzie  po  wszystkim.  Policzki  się  zaczerwienią,

 

a  zadowoleni 

wycieczkowicze  powrócą  do  swego  domku.  W  głębi  ducha  jednak  nie  miała 
pewności, że to będzie takie proste. 

– Po namyśle doszłam do wniosku. Że chyba nie powinniśmy... 
– Dziewczyno, przestań tyle mówić i przysuń się do mnie – mruknął Tony, 

zdejmując przeciwsłoneczne okulary. Rzucił je na przednie siedzenie. Popatrzył 
z czułością na Lynn. Oczy mu pociemniały, 

– Lynn, twoja matka powinna dziś ujrzeć charakterystyczne oznaki wielkiej 

namiętności. 

Dziewczyna  czuła,  że  pożądanie  ogarnia  ją  niczym  fala  przypływu. 

Zahipnotyzowana spojrzeniem ciemnych oczu przysunęła się.., i zaczepiła stopą 
o pas bezpieczeństwa. Daremnie próbowała utrzymać równowagę. Pchnięta siłą 
bezwładności  opadła  na  siedzenie;  ciemna  głowa  wylądowała  na  męskich 
kolanach. 

– Niesamowite! Szukasz mocnych wrażeń, co? – mruknął żartobliwie Tony. 
Lynn wyprostowała się natychmiast. 
– Pas bezpieczeństwa próbował mnie powstrzymać od robienia głupstw, ale 

mu się wyrwałam – odparła pogodnie, choć oddech miała przyspieszony. 

background image

– Szkoda, Miałem nadzieję, że zrobiłaś to umyślnie, – Tony zachichotał. 
– Nie oceniaj innych według siebie. W młodości byłeś rozpustnikiem, ale ja 

nie  miałam  takich  doświadczeń,  –  Próbowała  się  wyślizgnąć  z  natarczywego 
uścisku  pasów,  ale  zachwiała  się  po  raz  drugi  i  omal  nie  straciła  równowagi. 
Zaplątała się jeszcze bardziej. Tony obserwował ją spod przymkniętych rzęs z 
domyślnym uśmieszkiem na twarzy. 

– Okropnie jesteś napalona, Lynn. To wiele obiecuje. Chyba powinienem ci 

pomóc, bo sama się nie wypłaczesz, prawda? 

– To cyrkowa ekwilibrystyka. Brak mi doświadczenia. Potrzebuję pomocy. 
Tony pochylił się i uwolnił unieruchomione nogi Lynn. – Zrobione! – rzucił 

chełpliwie. 

– Co za ulga! – westchną dziewczyna. Usiadła wygodnie i przysunęła się do 

ciemnowłosego kochasia. 

– Mimo wszystko mam nadzieję, że tamten upadek nie był przypadkowy  – 

odparł Tony. Spojrzał jej w piwne oczy.  – Strasznie jesteś spięta. Powinienem 
cię  objąć...  Chwileczkę!  Na  czym  ja  siedzę?  Chyba  na  zapięciu  tego 
nieszczęsnego  pasa.  Trzeba  z  tym  zrobić  porządek.  Dobra,  załatwione.  Teraz 
przysunę się bliżej, a ty mi usiądziesz na kolanach, 

Lynn  nie  umiała  powiedzieć,  jak  to  się  stało,  że  nagle  znalazła  się  w 

objęciach półleżącego mężczyzny. Odruchowo położyła dłonie na muskularnym 
torsie  i  rozsunęła  uda,  obejmując  nimi  jego  biodra.  W  czasie  tych  ewolucji 
wąska sukienka uniosła się wysoko, odsłaniając bieliznę. 

– Wygodnie ci? – zapytał troskliwy kochaś z czułym uśmiechem. Odgarnął 

ciemne włosy spadające Lynn na twarz, 

– To nie jest właściwe określenie – odparła dziewczyna. 
– Dawno temu moi kumple i ja nazywaliśmy takie zabawy przekładańcem – 

mruknął Tony, dotykając kciukiem jej warg. 

Dziewczyna na moment wstrzymała oddech. 
– Przecież nie mamy zamiaru,,. 
– Będzie tak, jak zechcesz – odparł, nie przestając dotykać jej ust, 
–  Tutaj?  –  rzuciła  z  powątpiewaniem.  Tony  wsunął  palce  w  jej  włosy  i 

delikatnie  pogłaskał  zarumienione  policzki.  Po  chwili  zapytał  wprost:  – 
Kochałaś się kiedykolwiek na tylnym siedzeniu auta? 

–  Nigdy.  –  Serce  Lynn  kołatało  niespokojnie.  Była  przekonana,  że  nie 

powinni... Ale z drugiej strony... 

– I bardzo dobrze. – Z czułością popatrzył jej w oczy,  – Porządna z ciebie 

dziewczyna. 

– A ty uchodziłeś za chuligana.  
–  Zgadza  się.  Oddałbym  wtedy  calutką  kolekcję  podstawek  do  piwa,  żeby 

mieć na tylnym siedzeniu takiego kociaka jak ty. Marzyła mi się dziewczyna z 
klasą. 

background image

–  To  zabawne.  –  Lynn  obrysowała  palcem  usta  Tony’ego.  –  Chętnie 

poświęciłabym  opatrzone  dedykacją  zdjęcie  Bruce’a  Springsteena,  żeby  taki 
rozrabiaka jak ty wziął mnie w ramiona na tylnym siedzeniu auta, 

– Spełniają się dawne marzenia – mruknął, tuląc ją w objęciach. 
– Waśnie. – Patrzyła mu w oczy, gdy pochylił głowę. Uwielbiała patrzeć na 

zmysłowe usta, zawsze gotowe ją całować. Tym razem nie mogła się doczekać 
pocałunku.  Zamknęła  oczy  dopiero,  gdy  poczuła  dotyk  warg  Tony’ego. 
Powtarzała  sobie,  że  to  jedynie  gra.  Musiała  pokazać  matce  twarz  z 
charakterystycznymi  plamkami.  Wolała  o  tym  nie  myśleć.  Gdy  Tony  zaczają 
całować,  uświadomiła  sobie,  że  konieczność  zwodzenia  mamy  jest  zwykłą 
wymówką.  

Mężczyzna jęknął, gdy ich wargi się zetknęły. Ten cichy dźwięk sprawił, że 

zapomniała o skrupułach i mocniej do niego przylgnęła. Całowali się namiętnie. 
Lynn  nie  mogła  sobie  przypomnieć,  czemu  do  niedawna  była  święcie 
przekonana,  że  nie  powinni  się  kochać.  Teraz  uznała  ten  pomysł  za  bardzo 
sensowny. 

Słyszała głośne i mocne bicie jego serca tuż przy swoim. Gdy zamknął ją w 

objęciach,  rozkoszowała  się  silą  muskularnego  ciała.  Uniosła  się  nieco,  by 
przesunąć dłońmi po koszulce, okrywającej barczyste ramiona, i czuła, jak pod 
jej dotknięciem napinają się mięśnie. Wdychała zapach samochodowej tapicerki 
i  nikłą  woń  tytoniu;  dotykała  miękkiej,  bawełnianej  koszulki.  Jej  marzenie  o 
spotkaniu  z  buntownikiem  i  chuliganem  o  złotym  sercu  w  końcu  się 
urzeczywistniło. 

Jego usta były czułe i kuszące. Całowała je zachłannie. Oddawał pocałunki, 

które  sprawiały,  że  narastało  w  niej  pożądanie.

 

Najwyraźniej  Tony  miał 

zdolności telepatyczne, bo po chwili zaczął pieścić ją śmielej. 

Słowa  przestały  im  być  potrzebne.  Jęk,  westchnienie,  szept  wystarczyły, 

żeby  się  porozumieć.  W  zamkniętym  aucie  zrobiło  się  tak  gorąco,  że  skóra 
obojga pasażerów zwilgotniała od potu, co ich podnieciło jeszcze bardziej. Gdy 
mocne dłonie Tony’ego objęły Lynn, a biodra kochanków przylgnęły do siebie, 
dziewczyna zapragnęła pełnego zbliżenia, całkowitej jedności, zatracenia się w 
wielkiej rozkoszy. 

Mimo to omal nie doszło do przykrego wypadku. 
Tony niemal w ostatniej chwili odsunął jej kolano, wymierzone niechcący w 

jego  lędźwie,  Całowała  go  z  takim  zapamiętaniem,  że  prawie  nie  czuła,  jak 
uniósł ją i posadził okrakiem na swych udach. 

– Opuść biodra – szepnął, muskając jej usta. 
Posłuchała  tej  rady.  Gdyby  ktoś  spojrzał  na  nich  z  boku,  ujrzałby  parę 

wyczyniającą  dziwne  łamańce  na  tylnym  siedzeniu  auta;  takie  zachowanie  nie 
licowało  z  godnością  wziętych  prawników  z  chicagowskiej  palestry.  Lynn  w 
ogóle na to nie zważała. Jedynym celem stało się zaspokojenie pożądania. Oboje 

background image

byli  ogromnie  podnieceni,  ale  wystarczała  im  na  razie  śmiała  pieszczota 
rozgrzanych  namiętnością  ciał.  Czuli  rozkosz,  kołysząc  się  w  tym  samym 
rytmie. 

Tony  mruczał  Lynn  do  ucha  słowa,  których  nie  była  w  stanie  zrozumieć. 

Amarantowa  sukienka  zwinęła  się  w  okolicach  talii. Mężczyzna  wsunął  dłonie 
pod jedwabne majteczki i głaskał jędrne pośladki. 

Jego pocałunki uderzały Lynn do głowy niczym wino. Czuła w ustach ciepły 

język Tony’ego. W tej samej chwili zuchwałe palce wtargnęły w głąb jej ciała. 
Nieświadomie  zaczęła  ocierać  się  o  niego,  by  choć  w  ten  sposób  zmniejszyć 
udrękę pożądania. Natychmiast poczuła ulgę; poruszała się nadal, by ulżyć sobie 
w  miłosnym  cierpieniu.  Tony  objął  mocniej  jej  biodra,,  by  sprostać  nowemu 
rytmowi,

  

Litości! Nie zamierzała przecież... Wcale nie chciała... Dosyć! 
Gdy  próbowała  zaprotestować,  zamknął  jej  usta  pocałunkiem.  Oboje  na 

moment  zapomnieli  o  całym  świecie,  chociaż  ich  zjednoczenie  nie  było  pełne. 
Gdy nieco ochłonęli, dziewczyna drżała jak po wyczerpującym biegu. Przytuliła 
wilgotne czoło do twarzy kochanka. Oddychała z trudem. 

– Nic miałam zamiaru... – Zabrakło jej sił, by dokończyć zdanie. 
–  Wiem  –  odparł  stłumionym  głosem  Tony,  –  Jestem  zachwycony,  że  się 

ośmieliłaś. 

Nadal  czuła,  że  jest  podniecony.  Spojrzała  na  jego  twarz.  Oczy  miał 

przymknięte.  Zacisnął  zęby,  jakby  ze  wszystkich  sił  próbował  odzyskać 
panowanie nad sobą, 

– To niesprawiedliwe, Tony. Nie mogłeś,,. 
– Wszystko w porządku, – Ton głosu przeczył słowom. 
Dziewczyna  mimo  oporów  zdobyła  się  na  to,  by  przykryć  dłonią 

wybrzuszenie na przodzie jego dżinsów. 

– Bolesne doznanie – szepnęła. 
–  To  ból  graniczący  z  rozkoszą  –  odparł  cicho.  Nieśmiało  sięgnęła  do 

suwaka. 

– Mogłabym... 
– Nie, 
–  Ale...  –  Z  zewnątrz  dobieg  jakiś  hałas.  –  Słyszę  cos  –  ostrzegła 

dziewczyna. – Ktoś usiłował otworzyć drzwi auta. 

Tony jęknął rozpaczliwie. 
Lynn poprawiła zmiętą bieliznę i próbowała obciągnąć sukienkę. Nie miała 

pojęcia, jak w ciasnym wnętrzu wysunąć się z ramion Tony’ego, 

– Uwaga – mruknął, oddychając z trudem. – Żadnych gwałtownych ruchów 
–  Postaram  się  –  obiecała.  –  Och,  wybacz!  Spróbuję  się  odsunąć,  nie 

dotykając  cię.,,  tu  i  ówdzie,  ale  to  nie  będzie  łatwe

 

–  Wiem  –  wycedził  przez 

zaciśnięte zęby. 

background image

– Może tamci zaraz sobie pójdą. Moglibyśmy wtedy... 
–  Nie  będziemy  się  więcej  zabawiać  na  tylnym  siedzeniu  auta–  odparł 

zbolały mężczyzna. Zacisnął powieki i przygryzł wargi. 

– Łapie mnie kurcz, lewa łydka. Muszę natychmiast rozprostować nogi. 
– Tony, czemu nie powiedziałeś od razu? –  
– Krzycz głośniej! Niech wszyscy się dowiedzą, że tu. jestem. Tamci gapie z 

pewnością są ciekawi, kto siedzi w środku, 

– Pewnie już sobie poszli. – Wyciągnęła rękę i pogłaskała go  po policzku. 

Uznała,  że  ten  czuły  gest  z  pewnością  nie  będzie  zrozumiany  jako  zachęta  do 
erotycznych  wyczynów.  –  Okropnie  mi  przykro.  Czemu  nie  powiedziałeś  od 
razu, że boli cię noga? 

Tony parsknął śmiechem. 
– Jak miałem to zrobić? Wyobraź sobie, że sięgnęłaś gwiazd, i. ja pukam cię 

w ramię i dyskretnym szeptem mówię: Skarbie, dosyć tego; noga mi ścierpła, 

– Mam ci ją rozmasować? 
– Dzięki! Lepiej nie dotykaj mnie teraz, bo nie ręczę za siebie, 
–  W  takim  razie  powinieneś  wysiąść  z  auta  i  pochodzić  trochę.  Spacer  na 

pewno ci ulży. 

– Ciekawe, jak się stąd wydostaniemy. Trudno będzie się podmieść, 
– Pomogę ci, – Dziewczyna wyciągnęła rękę i otworzyła drzwi. 
– Chwileczkę, poszukam moich klapek. – Pochyliła się i natychmiast straciła 

równowagę. – Ratunku! 

Tony  chwycił  ją  w objęcia  i  przyciągnął do  siebie.  Przez  moment tworzyli 

bezładne  kłębowisko  ciał.  Kolano  Lynn  dotknęło  przypadkiem  najbardziej 
newralgicznych okolic. Tony jęknął boleśnie. 

Dziewczyna znieruchomiała. 
– Boję się poruszyć – wyznała z obawą, a potem dodała żartobliwie: – Znów 

musiałeś mnie łapać, żebym nie upadla. Wyraźnie na ciebie lecę. 

–  Kto  przeczuwał,  że  tak  się  to  skończy?  –  zapyta  z  chełpliwym 

uśmieszkiem. 

– Ty! 
–  Dosyć  tej  prowizorki!  O  ile  mnie  pamięć  nie  myli,  w  domku  mamy 

wygodne łóżko. 

Lynn  na  moment  wstrzymała  oddech.  Nie  była  w  stanie  wykrztusić  słowa. 

Pieszczoty  w  aucie  –  bo  wymagało  tego  dobro  sprawy  –  to  jedno;  rozmowa  o 
zaletach  pewnego  mebla  stojącego  w  sypialni  przenosiła  ich  na  całkiem  inny 
poziom. 

–  Przecież...  chodziło  jedynie  o  zaczerwienienia  na  mojej  twarzy.  Żeby  je 

wywołać, nie potrzeba nam wcale.,, łóżka. 

–  Jest  nam  niezbędne  do  innych  celów  –  oznajmił  Tony,  rzucając  jej 

pożądliwe spojrzenie. 

background image

– Czyżby? – spytała bez tchu. 
–  Pani  mecenas  wyraźnie  tchórzy.  Gdybym  nie  był  dżentelmenem, 

przedstawiłbym niepodważalne dowody na poparcie swojej tezy. 

W duchu przyznała mu rację. Mimo to nie zamierzała dawać za wygraną. 
–  Moim  zdaniem  nie  powinniśmy  się  kochać,  bo  takie  postępowanie  nie 

przyniesie nam... 

Dość  mam  tego  dzielenia  włosa  na  czworo.  Poza  tym  niewiele  brakowało, 

żebyśmy to już mieli za sobą– zirytował się Tony, Nagle złagodniał, pogłaskał 
jej ramiona i dodał czule; – Czy pozwolisz, żebym przez wieczność cierpiał jak 
potępieniec, moja śliczna? 

Spojrzała w piękne, ciemne oczy. Nie patrzyła w nie, gdy pracowali razem w 

kancelarii  lub  gdy  uczestniczyli  w  rozprawie.  Dopiero  teraz  odkryła,  jak  wiele 
potrafią wyrazić. Tony był świadomy swych atutów i potrafił je wykorzystać. 

– Mniejsza z tym – burknęła, nie przyznając się do klęski. –  
Najpierw  trzeba  się  stąd  wydostać.  Potem  możemy  przedyskutować  tę 

kwestię. 

– To jest unik, ale masz rację. Pora opuścić tylne siedzenie. 
– Spróbuję ci pomóc. 
– O, nie! – Tony wybuchną śmiechem. – Żadnej pomocy! Zajmij się sobą. Ja 

zadbam o siebie i swoje klejnoty. – Skwapliwie osłonił rękoma zagrożoną część 
ciała, 

Dziewczyna  zrezygnowała  z  szukania  klapek  Ostatnia  próba  znalezienia 

obuwia skończyła się dość dramatycznie. Postanowiła wysiąść boso. Wysunęła 
ostrożnie  stopę.  Grunt  był  wilgotny  i  miękki.  Śmiało  postawiła  drugą  nogę  i 
wysiadła z auta. Obciągała właśnie sukienkę, gdy usłyszała znajomy głos. 

– Świat jest mały, prawda? 
Z wnętrza samochodu dobiegły stłumione przekleństwa. Lynn odwróciła się 

natychmiast  i  stanęła  oko  w  oko  z  Jeffem,  który  obserwował  ich  z  pobliskiej 
skałki. 

Niespodziewane  spotkanie  z  Jeffem  sprawiło,  że  Tony  wyskoczył  z 

samochodu jak korek z butelki. 

– Zdejmij buty, przyjacielu! – zawołał rozpromieniony i bosy terapeuta. Nie 

miał  na  sobie  koszuli.  –  Bierz  ze  mnie  przykład.  To  najlepszy  sposób,  by 
czerpać ze źródła energii, którą jest ta skałka. 

Tony spacerował wokół auta, by rozruszać bolącą nogę. 
– Źródło energii? – spytał z niedowierzaniem. 
– Nie słyszałeś o tym zjawisku? 
Tony wytrwale dreptał tam i z powrotem, defilując przed Jeffem. 
Noga bolała coraz mniej. 
– Nie – odparł. – Źródła energii to nic moja specjalność. Przyjechaliśmy tu z 

Lynn na wycieczkę. Zatrzymaliśmy się na filiżankę kawy i wracamy do domu. 

background image

–  Czemu  się  tłumaczysz?  Jesteś  chyba  speszony.  Zdejmij  buty,  kolego,  i 

wejdź  na  skałkę.  Zaraz  wrócisz  do  równowagi.  Próbowałem  wcześniej  tego 
rodzaju terapii. Zapewniam, że to mistyczne doświadczenie, 

– Gdzie jest źródło energii? – wypytywała Lynn. 
–  Tutaj.  –  Jeff  wskazał  niewielkie  usypisko  z  czerwonych  kamieni  na 

spłaszczonym wierzchołku skały. – To męski strumień. 

–  Proszę?  –  Lynn  z  niedowierzaniem  spojrzała  na  pagórek.  –  Chcesz  mi 

wmówić, że energia ziemi jest dwupłciowa? 

– Oczywiście. Pierwiastek męski i żeński.,, 
– To przemiłe spotkanie, Jeff, ale na nas już pora. Chodź, Lynn. – Tony ujął 

ramię dziewczyny i pociągnął ją do samochodu. 

–  Czy  istnieją  w  okolicy  żeńskie  źródła  energii?  –  rzuciła  na  odchodnym 

dziewczyna, wyraźnie zafrapowana tematem rozmowy. 

– Oczywiście. W pobliżu jest pewna skałka. Chętnie ci ją pokażę, jeśli... 
– Może innym razem  – zawołał Tony i dodał, spoglądając na pasażerkę:  – 

Wracamy? – Z różnych względów nie był teraz w stanie wędrować po górach. 

– Chyba tak – odparła, zerkając na niego pobłażliwie. Wiedziała, czemu tak 

mu spieszno. 

Tony pomógł jej wsiąść do auta, kuśtykając przeszedł na drugą stronę i zajął 

miejsce za kierownicą. 

– Nie wejdziecie na górę? – spytał zdumiony Jeff. 
– Może innym razem – odparł Tony, uruchamiając silnik. Terapeuta podbieg 

do samochodu i zapukał w okno po stronie 

Lynn. 
– Dowiedz się, o co mu chodzi – mruknął Tony. 
Dziewczyna opuściła szybę. 
–  Pojemniki  z  energią  dostaniecie  w  specjalistycznym  sklepie  w  mieście– 

oznajmił z powagą Jeff. – Wystarczy pojechać... 

–  Dzięki  za  informację,  ale  nie  interesuje  nas  puszkowana  siła  życia  – 

przerwał  Tony.  –  Do  zobaczenia,  Jeff.  Na  pewno  znów  się  spotkamy.  Nasze 
drogi ciągle się krzyżują. 

– Niewątpliwie decyduje o tym przeznaczenie, ale trudno powiedzieć, jakie 

plany ma wobec nas matka natura. Być może zetkniemy się ponownie dopiero w 
następnym wcieleniu. 

– Oby tak było! –westchnął Tony. 
–  Na  wszelki  wypadek  zadam  wam  jedno  pytanie.  Muszę  przyznać,  Że 

jestem  zdziwiony.  Wasz  romans  jest,  rzecz  jasna,  próbą  zamydlenia  oczu  jej 
rodzicom. W taki razie co robiliście na tylnym siedzeniu auta zaparkowanego na 
odludziu? 

Tony  oparł  ramiona  na  kierownicy,  zerknął  chytrze  na  terapeutę  :  odparł 

niewinne: 

background image

– Gawędziliśmy. 
Wrzucił pierwszy bieg i odjechał z piskiem opon. Gdy wyjechali  na drogę, 

katem oka spojrzał na Lynn. 

– Masz już te swoje zaczerwienienia, 
– Owszem. 
– Boli? 
– Trochę swędzi – odparła, dotykając policzka. 
– Przykro mi, że namiętne pocałunki i pieszczoty tak się dla ciebie kończą. 

Będę się bardzo starannie golił, ilekroć... 

–  Tony  –  przerwała  dziewczyna,  kładąc  mu  rękę  na  ramieniu.  –  Moim 

zdaniem,  stanowczo  nie  powinniśmy  się  kochać.  To  wielki  błąd.  Prędzej  czy 
później doszedłbyś do wniosku, że pod wpływem chwilowego nastroju dałeś się 
ponieść namiętności. 

– Jest i druga możliwość: być może uznam, że postąpiłem słusznie. 
–  Jesteś  adwokatem  specjalizującym  się  w  sprawach  rozwodowych! 

Doskonale  wiesz,  jakie  są  minusy  związków  rozpoczętych  zaledwie  kilka 
miesięcy po rozprawie! 

–  Oboje  jesteśmy  tylko  ludźmi.  Planując  kampanię  na  rzecz  ratowania 

małżeństwa  twoich  rodziców,  nie  brałaś  pod  uwagę  takiego  obrotu  sprawy? 
Musiałaś być świadoma, że to nas do siebie zbliży. Mimo to zaryzykowałaś, 

– Oczywiście. Zdawałam sobie sprawę, że w życiu rozmaicie bywa. Istotnie 

mamy do czynienia z ludźmi, a ci są nieprzewidywalni... – Lynn umilkła nagle i 
rzuciła koledze badawcze spojrzenie. – Sprytny jesteś. Wpadłam w pułapkę, co? 

Tony ujął jej dłoń i podniósł ją do ust. 
– Mam tylko jedną prośbę: Daj mi szansę, Lynn. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

Lynn  nie  była  zadowolona  ze  swego  wyglądu.  Po  namiętnych  uściskach  z 

Tonym  na  tylnym  siedzeniu  auta  czuła  się  wymięta  i  potargana.  Amarantowa 
sukienka naszywana gwiazdkami zwracała powszechną uwagę. Elegancka pani 
mecenas  zmieniła  się  nagle  w  zaniedbaną  kokotę.  Lynn  postawiła  losowi 
ultimatum;  zwykła  przyzwoitość  wymagała,  by  pozwolił  jej  zniknąć  za 
drzwiami  letniskowego  domku  bez  zwracania  uwagi.  Żadnych  znajomych  na 
ścieżce albo przed domkiem! 

–  Nareszcie  jesteś!  –  zawołał  Calvin,  wybiegając  na  werandę  rodziców 

Lynn, gdy niesforna para usiłowała zniknąć niepostrzeżenie, – W samą porę! 

Dziewczyna  po  prostu  oniemiała.  Gapiła  się  na  Forbesa  jak  na  postać  z 

kreskówki;  zniknął  z  horyzontu  w  poprzednim  odcinku,  a  w  następnym 
przybywa nie wiadomo skąd i na dodatek wygląda tak, jakby nic złego mu się 
nie przydarzyło. 

Calvin zbiegł po schodach i wyciągnął rękę do Tony’ego. 
–  Wszystko,  co  złe,  puśćmy  w  niepamięć,  zgoda?  –  rzucił  pojednawczym 

tonem. 

Tony  był  równie  zaskoczony  jak  Lynn.  Przygotował  linię  obrony  na 

wypadek,  gdyby  Calvin  złożył  na  niego  doniesienia,  a  tu  niespodzianka: 
zawzięty rywal zapomina o urazie i ofiarowuje mu przyjaźń. 

– Jasne – mruknął niepewnie. – Co było, a nie jest... 
Uścisnęli sobie dłonie. 
– Zdążyliście! – ucieszyła się Gladys, wychodząc z domku. Miała na sobie 

szkarłatny kombinezon z krótkimi spodenkami. – To cudownie! 

– Co tu się szykuje, mamo?  
– Objazd samochodem terenowym po okolicy. – Gladys zbiegła po schodach 

i  przyjaznym  gestem  położyła  dłoń  na  ramieniu  Forbesa.  –  Nasz  drogi  Calvin 
zarezerwował  miejsca  dla  pięciu  osób  na  wypadek,  gdybyście  wcześniej 
przyjechali z porannej wycieczki. 

Lynn zerknęła na Tony’ego, który spojrzał na nią z rozpaczą. Perspektywa 

zwiedzania okolicy w towarzystwie Calvina również nie przypadła mu do gustu. 

– Nie jestem pewna,,, – zaczęła z ociąganiem dziewczyna. 
–  Cześć,  skarbie  –  zawołał  pan  Morgan,  zbiegając  po  schodach.  Miał  na 

głowie  ulubioną  czapeczkę  drużyny  „Chicago  Bulls”,  którą  nosił,  ilekroć  był 
naprawdę zadowolony. – Cieszę się, że zdążyliście. Przypominasz sobie, jak w 
czasie ostatniego pobytu w tych stronach objeżdżaliśmy okolicę dżipem? 

– Tak, ale... 
– Pamiętaliśmy, że byłaś zachwycona tą wyprawą i dlatego postanowiliśmy 

ją powtórzyć. Okropnie się bałem, że nie wrócicie na czas, ale już po strachu. 

background image

–  Jasne.  –  Lynn  uścisnęła  dłoń  Tony’ego  i  spojrzała  na  niego 

porozumiewawczo.  –  Najdroższy,  wiem,  że  jesteś  bardzo  zmęczony.  Jeśli 
chcesz, zostań w domku i odpocznij. 

– Dobrze mówisz, Lynn – wtrącił Calvin. Zmarszczył brwi i udając szczerą 

troskę,  obrzucił  przystojnego  bruneta  krytycznym  spojrzeniem.  –  Ten  facet 
ledwie trzyma się na nogach. Kiedy szliście w stronę domku, odniosłem nawet 
wrażenie,  że  trochę  kuleje.  Jest  wykończony.  Kompletny  brak  sil  życiowych, 
Całkiem... 

–  Opanuj  się,  Forbes.  Tak  się  składa,  że  energia  mnie  rozsadza.  –  Tony 

napiął mięśnie i spojrzał groźnie na rywala 

–  Trudno  im  w  to  uwierzyć  –  oznajmił  sceptycznie  Calvin  –  ale  niech  ci 

będzie. 

– Pewnie. Jak zwykle postawię na swoim. 
Cudownie,  pomyślała  drwiąco  Lynn,  Miała  spędzić  popołudnie  z  dwoma 

samcami,  którzy  będą  się  przed  nią  puszyć,  walcząc  o  dominację.  Gdyby  nie 
wyraz  nadziei  w  oczach  Buda  Morgana,  najchętniej  zostałaby  w  domu. 
Spojrzała na matkę. 

– Chciałabym się najpierw odświeżyć, 
– Nie ma na to czasu – odparta stanowczo pani Morgan. – Za dziesięć minut 

jest zbiórka. Wyglądasz świetnie. Ta sukienka w ogóle się nie gniecie. Można w 
niej spać, a mimo to jest jak nowa. 

– Zerknęła na Lynn i mruknęła z roztargnieniem; – Chyba nie jestem daleka 

od prawdy, 

–  Wracając  z  wycieczki,  zrobiliśmy  sobie  piknik  i  strasznie  rozrabialiśmy. 

Wie  pani,  jak  to  jest:  turlanie  się  po  trawie,  wyścigi,  dziwaczne  pozy,  W 
rezultacie  jesteśmy  oboje  strasznie  wymięci.  Dach  był  opuszczony;  dlatego 
Lynn  jest  okropnie  potargana,  –  Tony  spojrzał  na  dziewczynę  z  czułością,  a 
potem opiekuńczym gestem przygarnął ją do siebie. 

Zaskoczona Gladys uważnie słuchała jego wyjaśnień. 
– Ładnie się zachowałeś. Oczywiście nie wierzę w ani jedno twoje słowo. Z 

drugiej strony jednak po tym, co wyprawiałeś nad strumieniem, nie sądziłam, że 
stać cię na taki gest. 

– Ależ Gladys! – powiedział Calvin z promiennym uśmiechem, 
– Postanowiliśmy nie wracać do tamtego incydentu. Chyba pamiętasz naszą 

umowę, 

– Wcale do niego nie wracam. Zrobiłam tylko aluzję do tamtej sprawy. To 

cyklem inna kategoria znaczeniowa. 

– Proponuję, żebyśmy wszyscy od tej chwili starali się myśleć pozytywnie. 

Zgadzasz się, Tony? – Calvin poklepał go po plecach. 

– Jasne, stary! – Ciemnowłosy kochaś z całej siły uderzył w kark Forbesa, 

który otworzył szeroko usta, wyleciała z nich guma do żucia 

background image

Pięć par oczu śledziło jej lot do chwili, aż wpadła Gladys za dekolt. 
Pani  Morgan  odruchowo  zasłoniła  gors  rękoma.  Skrzywiła  twarz  i  jęknęła 

rozpaczliwie: 

– Ohyda! 
Calvin natychmiast ruszył w jej stronę, by ratować sytuację, 
– Zaraz ją wyciągnę,.. 
– Precz z łapami! Nie bądź taki w gorącej wodzie kąpany – wściekł się Bud, 
Tony rechotał złośliwie. 
Zamknij się, Russo. Staram się być uprzejmy. Mógłbyś zrobić przynajmniej 

tyle, 

–  Czy  twoim  zdaniem  uprzejmość  polega  na  pluciu  Gladys  za  dekolt?  – 

zapytał Tony, uśmiechając się przyjaźnie, 

– Spokojnie, chłopaki. Wrócę z żoną do domku. We dwoje szybko się z tym 

uporamy – oznajmił Bud, Spojrzał groźnie na dwu młodych mężczyzn. – Tylko 
bez awantur, jak mnie tu nie będzie. Dajcie nam dwie minuty, 

–  Możesz  zostać,  Bud  –  stwierdziła  Gladys,  ruszając  schodami  w  górę,  – 

Sama dam sobie radę, 

– Będzie szybciej, jeśli ci pomogę, 
– Dobrze. Skoro tak twierdzisz.,. 
Gdy państwo Morgan zamknęli za sobą drzwi, Calvin odezwał się pierwszy, 
–  To  wszystko  twoja  wina  –  rzucił,  spoglądając  oskarżycielsko  na  rywala, 

który zapalił papierosa i mruknął 

– Ty mnie pierwszy poklepałeś po ramieniu, kolego. 
– Zrobiłem to po przyjacielsku, 
– Ciekawe, od kiedyż to jesteśmy zaprzyjaźnieni! 
–  Nie  chodzi  o  nas.  Taka  jest  ogólna  symbolika  tego  gestu,  stanowiącego 

oznakę dobrej woli. Ty omal mnie nie znokautowałeś! 

– Okropne. – Tony zaciągnął się papierosem. – Pewnie nie jestem świadom 

własnej siły. – Dmuchnął Calvinowi dymem prosto w twarz. 

Mężczyzna pomachał ręką i zaczął kaszleć. 
– Ohydny nałóg. 
– Lepszy niż bezproduktywne poruszanie szczęką i plucie gumą na dekolty 

Bogu ducha winnych kobiet, 

– Nie byłoby tego incydentu, gdyby.,, 
–  Panowie  –  rzuciła pojednawczo  Lynn,  obejmując  ich  po  przyjacielsku,  – 

Spójrzcie na to z innej strony. Cieszę się z tego incydentu. Szczerze mówiąc, nie 
mogło być lepiej, 

–  Jesteś  zadowolona,  że  twojej  mamie  guma  do  żucia  wpadła  za  stanik?  – 

wypytywał z niedowierzaniem Tony. 

Obaj mężczyźni spoglądali na nią tak, jakby straciła rozum. 

background image

–  Po  pierwsze,  czyżby  umknęło  wam,  że  nie  zaprotestowała  kiedy  ojciec 

zaproponował jej pomoc? Właściwie nie miała nic przeciwko temu. Po drugie, 
zapowiedzieli, że uwiną się w dwie minuty. Minęło dziesięć, a ich nie ma. 

– Pewnie się pokłócili – mruknął Forbes. Lynn i Tony spojrzeli na niego z 

politowaniem.  Spec  od  samorealizacji  popatrzył  na  zegarek,  –  Jeśli  to  nie 
kłótnia, to co ich zatrzymało? 

– Sądzisz, że pierwsze lody zostały przełamane? – zapytał Tony, zerkając na 

rozpromienioną dziewczynę. 

– Kto wie? 
– Jakie lody? – zapytał Calvin. – O czym wy mówicie? 
– Nieważne, głupku – mruknął pobłażliwie Tony. – Mam nadzieję, że trafnie 

oceniasz sytuację, maleńka, 

–  Oto  dobry  przykład!  –  ożywił  się  Calvin.  –  Nie  mów  do  Lynn  jak  do 

dziecka, bo umniejszasz jej poczucie własnej wartości, 

– Ruszamy? – rozlej się wesoły głos pani Morgan ubranej w żółtą bluzeczkę 

i czerwone szorty. Na zarumienionej twarzy pojawiły się ciemniejsze smugi, 

Lynn ścisnęła dłoń Tony’ego, Miała ochotę śpiewać z radości. 
 
Chytry  plan  okazał  się  skuteczny,  Gotowa  była  od  razu  podziękować 

nieświadomemu  swej  roli  Calvinowi,  a  przede  wszystkim  Tony’emu,  ale  na  to 
było  jeszcze  za  wcześnie.  Obiecała  sobie,  że  znajdzie  sposób,  by  im  okazać 
wdzięczność. 

–  Dzwoniliśmy  do  przewodnika.  Za  kilka  minut  rusza  następna  grupa  – 

oznajmiła Gladys. – Kilka osób zrezygnowało, więc są dla nas miejsca. Idziemy. 

– Fajnie – powiedział Tony, obejmując Lynn i ruszając w stronę parkingu. 

Szeptem  dodał:  –  Jeśli  mam  być  szczery,  znam  przyjemniejsze  sposoby 
spędzania czasu. 

Zgoda Morganów nie trwała długo. Z chwilą rozpoczęcia wycieczki zaczęli 

spór o nazwy skał i górskich szczytów. Calvin i Tony dolewali oliwy do ognia, 
starając  się  usiąść  jak  najbliżej  Lynn,  co  stanowiło  zarzewie  następnego 
konfliktu. Po wycieczce zjedli razem obiad, a wieczorem Calvin zawiózł ich do 
miasta. Podczas jazdy musieli wysłuchać taśm z jego ostatniego kursu. 

Dzień  pełen  wrażeń  dobiegł  wreszcie  końca.  Calvin  wjechał  na  parking  i 

wyłączył silnik. 

– Kto ma ochotę napić się czegoś w naszej knajpce? – zapytał radośnie. Bud 

odchrząknął znacząco. 

– Byłem, Piłem. Mam dosyć, – Otworzył drzwi, by wysiąść. 
– Jestem wykończona  – usprawiedliwiała się Gladys, idąc w ślady męża.  – 

Muszę Odpocząć, Ale wy, młodzi, bawcie się do woli. 

Chętnie, ale innym razem. Dziś to się nie da zrobić – mruknął Tony. 

background image

– Lynn? – Calvin z nadzieją zerknął na siedzącą z tyłu dziewczynę. – Wiem, 

że nie możesz pić alkoholu, ale proponuję kubek gorącej czekolady. 

Tony delikatnie pogłaskał narzeczoną po ramieniu. 
Było jej żal Calvina i z tego powodu chętnie dotrzymałaby mu towarzystwa. 

Poza  tym  mogłaby  odwlec  rozmowę  z  Tonym.  Przez  cały  dzień  dręczyła  ją 
obawa, że jeśli naprawdę zaczną się kochać, rezultatem pochopnej decyzji będą 
dwa złamane serca. 

Uświadomiła  sobie,  że  matka  stoi  przy  aucie  i  czeka  na  jej  odpowiedź. 

Trzeba podtrzymać niechęć rodziców do Tony’ego, bo ten unik może na nowo 
scementować  ich  związek.  Teraz  najważniejsze  są  pozory.  W  domku,  sam  na 
sam  z  Tonym,  na  pewno  znajdzie  ostateczne  argumenty  przeciwko  ich 
związkowi, który teraz byłby stanowczo przedwczesny. 

Spektakl musi trwać. Przytuliła się do urodziwego kochasia i położyła dłoń 

na jego udzie. Mimo woli przypomniała sobie, co przeżyli dziś rano na tylnym 
siedzeniu auta. Zrobiło jej się gorąco, ale nie zważała na te odczucia. Później się 
nad nimi zastanowi. 

–  Przykro  mi,  Calvin,  ale  mało  czasu  spędzam  sam  na  sam  z  moim 

narzeczonym.  Chciałabym  to  dziś  nadrobić.  Czuła  na  sobie  pożądliwe 
spojrzenie ciemnych oczu. 

–  Masz  rację,  maleńka.  –  Tony  popatrzył  na  rywala  i  uśmiechnął  się  z 

tryumfem. – Miałeś pecha, stary. Może innym razem szczęście ci dopisze. 

Calvin  spojrzał  na  niego  spod  przymkniętych  powiek.  Gdyby  wzrok  mógł 

zabijać. Tony byłby już trupem. Na twarzy speca od samorealizacji pojawił się 
wkrótce profesjonalny uśmiech. 

– Nie bądź taki pewny siebie, kolego. Pyszałek rzadko jest szczęśliwy. Lynn, 

gdybyś  potrzebowała  rady  i  pomocy,  będę  do  twojej  dyspozycji.  Pamiętaj,  że 
najważniejsze jest w życiu dokonywanie właściwych wyborów, ponieważ... 

–  Bip!  –  pisnął  Tony,  kładąc  dłoń  na  ustach  samozwańczego  prelegenta.  – 

Przerywamy  odtwarzanie  programu.  Próba  nadajnika  zakończona.  O  terminie 
emisji  zostaną  państwo  poinformowani.  –  Chwycił  Lynn  za  rękę,  wyciągnął  z 
auta i razem szybko oddalili się w stronę domku. 

– Dobranoc, Lynn! – zawołała Gladys. 
– Dziewczyna prawie biegła by dotrzymać kroku Tony’emu. 
– Dobranoc, mamo! – krzyknęła, odwracając głowę, – Dobranoc, tato! 
– Pa, skarbie! Cześć, Tony – zawołał pan Morgan. 
– Hej, Bud! Pamiętaj, że jesteśmy kumplami – odparł Russo, nie zwalniając 

ani na chwilę. 

– Czemu tak pędzisz? – marudziła dziewczyna. – Zgubie klapki. 
– Wybacz, Kopciuszku, – Tony zatrzymał się tak nagle, że wpadła prosto w 

jego ramiona. Nin zdążyła coś powiedzieć, wziął ją na ręce. 

background image

– Nie musisz tego robić  – powiedziała ze złością.  – Chciałam tylko, żebyś 

zwolnił, 

– Muszę jak najszybciej znaleźć się w naszej kryjówce. Nie możesz zgubić 

pantofelków, bo z gorącej kobiety zamienisz mi się w dynię. 

W  pierwszej  chwili  nie  zrozumiała,  o  co  mu  chodzi.  Potem  nastąpiło 

olśnienie. 

–  Nie  szalej  –  ostrzegła,  zniżając  głos,  –  W  samochodzie  odgrywałam 

namiętną kochankę. To była część naszego przedstawienia. 

– Tak się składa, że przy okazji rozgrzałaś mnie do białości. To się nazywa 

szczęście. 

–  Zapewne,  ale  trzeba  zachować  rozsądek.  Musimy  omówić  wszystkie 

aspekty tej sprawy. Moim zdaniem postąpimy niemądrze...  

– A nie mówiłem? Powoli zamieniasz się w dynię. – Zmieniasz treść bajki. 

To kareta zamieniła się w dynię; z Kopciuszkiem było inaczej. 

– W co się zamieniła? 
– W nic. Nawet w ubogiej sukience i z potarganymi włosami pozostała sobą. 
–  A  więc  miałem  trochę  racji.  Zmieniła  strój i  fryzurę.  –  Tony

 

uśmiechnął 

się, wnosząc dziewczynę po schodach, – Muszę cię zanieść do sypialni, nim się 
wyzwolisz spod uroku. 

– Czyjego? 
Postawił ją na werandzie i sięgnął po klucz, 
–  Mojego,  śliczna  pani,  –  Otworzył  drzwi.  –  Jestem  buntownikiem  o 

zniewalającym  uroku.  Zaciągnę  cię  do  łóżka  i  sprawię,  że  zapomnisz  o 
rozsądku. 

Lynn czuła, Że nogi się pod nią uginają. 
– Posłuchaj. Nie zamierzam... 
Zamknął jej usta pocałunkiem. 
Mimo  panujących  w  domku  ciemności  poruszał  się  szybko  i  pewnie.  W 

mgnieniu  oka  uporał  się  z  zamkami  i  guzikami.  Po  chwili  oboje  byli  nadzy. 
Namiętne  pocałunki  odebrały  Lynn  zdolność  trzeźwego  rozumowania. 
Cudownie  było  głaskać  ciepłą  skórę  nagiego  mężczyzny.  Nim  minęło  kilka 
chwil,  leżeli obok  siebie  w  ogromnym  łożu  wspartym  na  czterech kolumnach. 
Nie  potrzebowali  słów.  Jak  przedtem,  w  kabriolecie,  wystarczyły  im  miłosne 
jęki i westchnienia. Tym razem Tony miał jednak większe pole do popisu. 

Umiał wykorzystać sprzyjające okoliczności. 
Lynn  przekonała  się  wkrótce,  że  poranne  doznania  stanowiły  zaledwie 

próbkę  jego  możliwości.  Uwielbiała,  gdy  całował  jej  usta,  ale  gdy  zachłanne 
wargi dotknęły piersi, niemal oszalała z zachwytu. W mgnieniu oka uzależniła 
się od śmiałej pieszczoty zuchwałego języka i zębów, rysujących na jej skórze 
zawiłe  ornamenty.  Przemknęło  jej  przez  myśl,  że  takie  odczucia  powinny  być 
prawnie  zabronione.  Gdy  nabrała  przekonania,  że  największą  przyjemność 

background image

odczuwa,  gdy  kochanek  gładzi  jej  biust,  poczuła  jego  dłoń  między  udami  i 
musiała zmienić zdanie, 

–  Chcesz  o  tym  porozmawiać?  –  szepną!  jej  do  ucha,  gdy  na  moment 

oderwał wargi od jej ust. 

– Straszny z ciebie drań, Tony. 
– Tak, piękna pani. 
– Jesteś okropny. 
– Słusznie, maleńka. 
– Nie potrafię... się bronić. 
– Doskonale. – W Jego głosie brzmiała radość i zachwyt. 
– Próbowałam, ale to silniejsze ode mnie – westchnęła bezradnie. 
Ani na chwilę nie przerywając namiętnego pocałunku, wszedł w nią powoli i 

ostrożnie. Miała wrażenie, że nie będzie w stanie znieść bezmiaru rozkoszy, że 
eksploduje i zgaśnie na wieki niczym zbłąkana gwiazda. 

– Lynn – szepnął Tony głosem pełnym oddania i namiętności. 
–  Lynn  –  powtórzył.  Wszedł  w  nią  jeszcze  głębiej.  I  wtedy  rozbłysła  jak 

supernowa.

  

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

 

Tony ukołysał Lynn do snu, a potem wyślizgnął się cichutko spod kołdry i 

poszedł do łazienki. Zamknął za sobą drzwi, zapalił światło i sięgnął po krem do 
golenia.  Całodniowy  zarost  z  pewnością  mocno  podrażnił  delikatną  skórę 
dziewczyny.  Z  drugiej  strony  jednak,  gdyby  po  powrocie  z  wycieczki  Tony 
najpierw  poszedł  się  ogolić,  Lynn  miałaby  czas  na  zastanowienie.  Był  niemal 
pewny, że znalazłaby jakiś wykręt i znów skończyłoby się na obietnicach. Miał 
nadzieję,  że  ta  noc  przyniesie  im  wiele  niespodzianek,  i  dlatego  postanowił 
doprowadzić się do porządku. Nie chciał, by Lynn przez niego cierpiała – nawet 
jeśli miało to być zwyczajne swędzenie. 

Prawie  kończył,  gdy  drzwi  się  otworzyły  i  stanęła  w  nich  zaspana 

dziewczyna. Oślepiło ją intensywne światło. Zamrugała powiekami. Wyglądała 
prześlicznie.  Gdy  ujrzała  w  lustrze  jego  odbicie,  uśmiechnęła się  radośnie.  Na 
jasnej  skórze  widoczne  były  czerwone  przebarwienia.  Tony  szczerze  się 
zmartwił. 

– Bardzo mi przykro. 
Uśmiech zniknął z urodziwej twarzy, 
– Tak szybko? – Głos jej drżał. Odwróciła wzrok. – Wybacz, Nie powinnam 

tego  mówić.  Zdaję  sobie  sprawę,  co  zaszło.  To  również  moja  wina.  Możesz 
zabrać kabriolet, Calvin z pewnością... 

–  Chwileczkę!  –  Tony  chwycił  dziewczynę  za  ramiona.  –  Wysoki  Sądzie, 

muszę zadać świadkowi kilka pytań. 

–  Sąd  zezwala  na  przesłuchanie  świadka  –  odparła  machinalnie  z  ponurą 

miną. 

– O czym my właściwie rozmawiamy? 
– O twoim powrocie do Michelle. Wyjeżdżasz. Gdyby było inaczej, czemu 

goliłbyś się w środku nocy? 

– Na litość boską! Ale to sobie wymyśliłaś! – Pocałował ją czule, a potem 

starannie  wytarł  zaróżowiony  policzek,  na  którym  zostało  trochę  pianki  do 
golenia. – Pomyliłaś się. Chciałem ogolić twarz nie dlatego, że wybieram się do 
Chicago.  Pragnę  kochać  się  z  tobą  jeszcze  nie  raz  tej  nocy,  ale  przykro  mi  z 
powodu podrażnień na twojej skórze. I tak niepotrzebnie cierpisz przeze mnie, 
ale nie było innego wyjścia. 

Lynn natychmiast się rozchmurzyła. 
–  Jest  na  to  rada  –  odparła.  –  Kąpiel  z  dodatkiem  aromatycznego  olejku  i 

tonik do wrażliwej skóry. 

–  Naleję  wody  do  wanny,  a  ty  podaj  mi  olejek.  –  Przytulił  dziewczynę  i 

pogładził  ją  czule  po  plecach  i  pośladkach.  Czuł,  jak  powoli  wzbiera  w  nim 

background image

pożądanie. – Sam cię umyję, a potem wmasuję tonik. Zapewniam, że to będzie 
prawdziwa przyjemność. 

Uradowana  Lynn  rozchyliła  wargi.  Oczy  jej  pociemniały,  gdy  usłyszała 

zmysłowe obietnice. 

Wspólna  kąpiel  była  okazją  do  niezliczonych  czułości  i  pieszczot.  Gdy 

wyszli  z  wody,  Lynn  na  przemian  chichotała  radośnie  i  wzdychała  z  rokoszy. 
Tony wytarł starannie wilgotną skórę, zaniósł dziewczynę do łóżka i położył na 
zmiętej  pościeli.  włączył  nocną  lampkę.  Tym  razem  będą  kochać  się  przy 
zapalonym świetle. 

Lynn usiłowała przyciągnąć go do siebie. 
–  Najpierw  natrę  cię  tonikiem  –  mruknął,  odsuwając  ramiona,  którymi 

oplotła jego szyję. Pragnął jej aż do bólu, ale musiał się też nią opiekować. Póki 
Lynn była w jego pieczy, nie będzie na jej skórze żadnych przebarwień. 

– Pragnę cię – wyznała bezwstydnie. 
– Najpierw tonik, – Mężczyzna był nieugięty. – Gdzie go trzymasz? 
–  W  łazience.  –  Lynn  śmiało  dotknęła  jego  męskości.  Jęknął  boleśnie,  – 

Naprawdę  sądzisz,  że  warto  tracić  czas  na  zabiegi  kosmetyczne?  –  zapytała  z 
niewinną minką i uśmiechnęła się promiennie. 

–  Tak  –  mruknął  i  poszedł  po  flakonik.  Jakie  to  szczęście,  że  już  raz  się 

kochali.  W  przeciwnym  razie  nie  zdobyłby  się  na  taką  powściągliwość.  Gdy 
wrócił,  Lynn  przybrała  pozę  tak  kuszącą,  że  niewiele  brakowało,  by  rzucił 
wszystko i posiadł ją natychmiast. 

– Pragnę cię – usłyszał namiętny szept. 
Odetchnął głęboko, by nad sobą zapanować. 
–  Najpierw  obowiązek,  potem  przyjemność  –  stwierdził  bez  litości,  choć 

wiele  go  to  kosztowało.  Podszedł  do  łóżka  i  nakazał  tonem  nie  znoszącym 
sprzeciwu; – Połóż się na plecach. 

Wyciągnęła się na posłaniu i uniosła ramiona, 
– Tak dobrze? – zapytała niewinnym głosikiem. 
–  Znakomicie.–  Nalał  trochę  płynu  w  zazębienie  drżącej  dłoni  i  zaczął 

masować zaróżowione policzki i podbródek. 

Dziewczyna niespodziewanie chwyciła lekko zębami jego palec. 
– Lynn... – Zamierzał ją skarcić, ale głos uwiązł mu w gardle. 
– Słucham?– odparła potulnie i musnęła wargami jego dłoń. 
–  Moja  ty  śliczna  –  westchną,  upewniając  się,  czy  prezerwatywa  leży  na 

nocnym stoliku. Kto wie, jak szybko będzie jej potrzebował? 

Cofnął rękę i metodycznie aplikował kojący płyn. 
– Nie wierć się. Muszę zrobić, co do mnie należy. – Rzecz jasna, 
nie  posłuchała.  Sporo  się  natrudził,  nim  zdołał  natrzeć  tonikiem  wszystkie 

miejsca,  w  których  jego  zmysłowe  pieszczoty  spowodowały  zaczerwienienie: 

background image

wyprężone  dumnie  piersi,  płaski  brzuch,  smukłe  uda.  Gdy  skończył,  ogarnięta 
żądzą Lynn drżała jak liść. 

– Wezwij pogotowie – szepnęła z trudem. j 
– Po co? – Tony był poważnie zaniepokojony. Odstawił buteleczkę z płynem 

i usiadł na posłaniu. 

–  Bo  dostanę ataku  serca,  jeśli będziesz  zwlekał.  Chcę się  z tobą  kochać,.. 

teraz. 

– Niesamowite! Kto by przypuszczał, że jesteś taka gorąca. 
–  Okrutnik!  Ja  płonę,  a  ty  udajesz  masażystę.  Zrobisz  wreszcie,  o  co  cię 

proszę? 

– Jasne – odparł z uśmiechem i sięgnął po leżące na stoliku zabezpieczenie. 
–  Nareszcie!  Mogę  ci  pomóc?  –  Tony  chętnie  się  zgodził.  I  gorzko  tego 

żałował.  Dziewczyna  wzięła  odwet  za  stracone  minuty.  Znęcała  się  nad 
kochankiem  tak  długo,  aż  ten  zaczął  ją  błagać,  by  natychmiast  skończyła  i 
pozwoliła mu działać. 

Gdy się wreszcie porozumieli, Tony przykrył Lynn własnym ciałem, spojrzał 

w piwne oczy i szepnął 

–  Chciałbym  jedno  powiedzieć...  –  Serce  kołatało  mu  niespokojnie.  –  Nie 

chodzi nam tylko o zaspokojenie pożądania. Mam rację? 

Znieruchomiała na moment. Uniosła ramiona i objęła dłońmi jego twarz. 
– Nie. Pożądanie wcale nie jest dla nas najważniejsze. 
– Chciałem to od ciebie usłyszeć, 
– I usłyszałeś, A teraz kochaj się ze mną, Tony. 
Początkowo  Lynn  sądziła,  że  dzwoni  budzik,  ale  próba  wyłączenia 

natarczywego  zegara  nie  przyniosła  żadnego  efektu.  Coś  nadal  dzwoniło. 
Machając  niecierpliwie  rękoma,  strąciła  telefoniczną  słuchawkę.  Dzwonienie 
ustało. Rozanielona zapadła w sen. 

Piskliwy głosik raz po raz powtarzał jej imię. Czyżby to Calvin? 
– Precz z mego snu, idioto – mruknęła. 
– Jak ty się do mnie odzywasz, ślicznotko! – obruszył się na pól rozbudzony 

kochaś. 

– Mówiłam do Calvina. 
– Skąd on tutaj? – Tony nagle oprzytomniał i usiadł na łóżku 
Pojawił się w moim śnie. – Nagle zdała sobie sprawę, że wciąż dyszy głos 

Forbesa. – A może wcale nie śniłam? – Dostrzegła zrzuconą słuchawkę i chciała 
ją podnieść, ale Tony był pierwszy. 

– Pozwolisz? – zapytał uprzejmie i wyręczył dziewczynę.  
–  Dodzwoniłeś  się  do  miłosnego  gniazdka  Lynn  i  Tony’ego,  Nie  możemy 

teraz  odebrać  telefonu.  Gdy  usłyszysz  piknięcie,  spadaj.  –  Russo  odłożył 
słuchawkę. W chwilę później telefon zadzwonił po raz drugi, Mężczyzna zaklął 
i odebrał. 

background image

– Jeśli ten stuknięty mistrz samorealizacji uważa... 
–  Poczekaj.  Dzwoni  po  raz  drugi.  –  Dziewczyna  objęła  dłonią  jego 

nadgarstek, by udaremnić przerwanie połączenia, 

– Dobra. Zapytam, czego chce. 
–  Pozwól,  że  sama  to  zrobię  –  odparła  Lynn,  nic  puszczając  nadgarstka. 

Tony zmierzył ją wzrokiem. 

–  Proszę  –  rzucił  w  końcu.  Położył  się  na  plecach,  układając  ramiona  nad 

głową. – Mam nadzieję, że ten gość ma naprawdę ważny powód, by tu dzwonić. 
W przeciwnym razie obiję mu mordę. 

– Słucham – rzuciła niecierpliwie Lynn. 
– Nareszcie! Powiedziałem sobie, że dzwonię cztery razy, a potem zjawię się 

osobiście. Chodzi o twoją matkę. 

–  Co  się  z  nią  stało?  –  Lynn  usiadła  na  łóżku.  Serce  zaczęło  jej  mocno 

kołatać. Tony zerwał się także i objął dziewczynę ramieniem. 

–  Życiu  Gladys  nic  nie  grozi  –  tłumaczył  Calvin,  –  Zatrucie  pokarmowe. 

Zaszkodziło jej restauracyjne jedzenie. 

– To okropne! – Zerknęła na Tony’ego, który nie odrywał od niej spojrzenia. 

– Gdzie ją przewieźli? 

– Twój ojciec zabrał ją do Flagstaff. Prosił, żebym cię przywiózł. 
– Tony i ja wkrótce będziemy w szpitalu. Podaj mi adres. 
Całkiem rozbudzony mężczyzna wyskoczył z łóżka, włączył 
lampkę i zaczął się pospiesznie ubierać. 
– Lynn, obawiam się, że twoja mama nie życzy sobie, żeby ten facet się tam 

kręcił. 

– Nie musi jej odwiedzać, ale nie się nie stanie, jeśli poprowadzi... 
– Gladys przewidziała twoją argumentację. Powiedziała, że nie życzy sobie, 

by twój chłopak się do tego mieszał. Ja mam cię przywieźć, 

Lynn zerknęła na Tony’ego. Gladys Morgan widziała w nim niespokojnego 

ducha bez krzty odpowiedzialności, który spłodził dziecko z jej córką i w ogóle 
się  tym  nie  przejął.  Skąd  miała  wiedzieć,  że  jest  cudowny,  kochający, 
opiekuńczy, a na dodatek osiągnął wysoką pozycję wśród prawników? Rodzona 
córka  ukryła  przed  nią  te  rewelacje.  Teraz  Gladys  była  chora  i  wolała  nie 
pamiętać, że Lynn związała się z nieodpowiednim mężczyzną. 

– Zgoda – odparła po namyśle. – Za pięć minut spotkamy się na parkingu. – 

Odłożyła  słuchawkę.  –  Mama  jest  w  szpitalu.  Zatrucie  pokarmowe.  Calvin 
zawiezie mnie do Flagstaff. 

– Jak się czuje Gladys? 
– Nie najgorzej. Chce, żebym do niej przyjechała. Ja również jestem zdania, 

że powinnam być teraz przy matce. 

– Oczywiście, ale to ja cię zawiozę. Nie będę do niej wchodzić. Zostanę w 

aucie, ale nie pozwolę, żeby Forbes,,. 

background image

– Tony, błagam, nie rób z tego problemu. – Lynn ubierała się pospiesznie. – 

Pamiętaj,  jaką  rolę  przyszło  ci  grać.  Na  razie  nie  możemy  tego  zmienić,  ale 
wkrótce sprawa się wyjaśni. 

Tony nerwowym ruchem odgarnął potargane włosy, 
–  Lynn,  chciałem  tylko...  –  Stała  przy  drzwiach  i  patrzyła  na  niego  z 

roztargnieniem. Machnął ręką. – Pozdrów mamę. 

– Oczywiście. – Była wzruszona. Zawahała się na moment, a potem wybiega 

z domku.  

Tony  siedział  bez  ruchu  na  łóżku,  wpatrując  się  tępo  w  podłogę.  Miał 

nadzieję, że Gladys szybko odzyska zdrowie. Dla osoby tak energicznej jak ona 
zatrucie pokarmowe to szczególnie nieprzyjemna dolegliwość. 

Miał żal do losu, że tak się to ułożyło, Lynn wybiegła z domu, nim zdążył jej 

powiedzieć,  co  czuje.  Poranek  szczęśliwych  kochanków  powinien  wyglądać 
zupełnie inaczej. Cóż, jest jak jest. Nie warto się zadręczać. Postanowił wyjść z 
domu i wypić w barze filiżankę kawy. 

Gdy zbliżał się do domku Morganów, spostrzegł, że okna są uchylone. Nic 

dziwnego. Bud zapomniał o nich w pośpiechu, gdy odwoził żonę do szpitala. Na 
szczęście Tony miał oko na ich lokum. 

W  ciszy  poranka  zabrzmiał  nagle  dźwięczny  kobiecy  śmiech.  Z 

rozrzewnieniem  wsłuchiwał  się  w  ten  dźwięk.  Gladys  śmiała  się  bardzo 
podobnie. Chwileczkę... To przecież jej śmiech! Dobiegał zza otwartych okien 
sąsiedniego domku. Tony wpadł na cienistą werandę. 

– Hej! – Nie bacząc na wczesną porę, załomotał do drzwi, –  
Gladys! Bud! – darł się wniebogłosy. 
Lokatorzy poszemrali trochę. W końcu drzwi się uchyliły i na progu stanęła 

potargana Gladys we własnej osobie, 

– Co się stało? – rzuciła podejrzliwie. 
– Dobrze się czujesz? 
–  Wspaniale,  ale  z  tobą  chyba  nie  jest  najlepiej.  Jak  można  o  tej  porze 

dobijać się do drzwi!  

– Calvin zabrał gdzieś waszą Lynn. A może już o tym wiesz? 
– Nic mi nie wiadomo, żeby coś razem planowali. – Gladys ciaśniej owinęła 

się szlafrokiem,  szerzej  uchyliła  drzwi  i  rzuciła  w  głąb pokoju:  –  Bud,  narzuć 
coś i chodź tutaj. Coś dziwnego się wydarzyło. 

Gladys  była  kompletnie  zbita  z  tropu.  Tony  uznał,  że  raczej  nie  maczała 

palców w tej sprawie. Opowiedział jej, co się zdarzyło nad ranem. Oboje doszli 
do wniosku, że Calvin uknuł tę intrygę, by choć na krótko mieć Lynn tylko dla 
siebie. Tony sięgnął do kieszeni po  

kluczyki do kabrioletu. Zamierzał wyruszyć w pościg. Pani Morgan starała 

się zbagatelizować całą sprawę. 

background image

– Porozmawiajmy spokojnie – stwierdziła, wciągając Tony’ego do pokoju, – 

Calvin nie jest seryjnym mordercą. 

– Skąd pani wie? Są na to dowody? – wpadł jej w słowo Tony, 
Mimo  woli  spostrzegł  na  policzkach  Gladys  charakterystyczne 

zaczerwienienia.  ,Akcja  kochaś”  zakończyła  się  powodzeniem.  Przynajmniej 
jedna dobra nowina, 

–  Proszę  pamiętać,  że  Forbes  musi być  szalony,  skoro  dla  własnych  celów 

okropnie  przejął  Lynn,  dzwoniąc  o  świcie  z  informacją,  że  trafiła  pani  do 
szpitala z .objawami zatrucia pokarmowego. Nie obchodzą mnie wcale motywy 
tego  drania,  tylko  jego  metody  działania.  Na  dobrą  sprawę  mamy  tu  do 
czynienia z porwaniem. – Tony zawahał się na moment i podjął decyzję. Przed 
chwilą  zapomniał  się  na  moment  i  zaczął  mówić  jak  prawnik.  Miał  dość 
mistyfikacji,  –  Muszę  państwu  wyznać,  że  doskonale  się  na  tym  znam.  Nie 
jestem  chuliganem  i  włóczęgą.  Udawałem  tylko  życiowego  nieudacznika. 
Pracuję jako adwokat, ceniony wysoko przez największe kancelarie w Chicago, 

– Biedny chłopak – mruknęła współczująco Gladys. – Byłeś oburzony, gdy 

odkryłeś machinacje Calvina, prawda? 

– Oczywiście! Nie mam pojęcia, dokąd ją zabrał i co zamierza. Szkoda, że 

pani  nie  widziała  twarzy  Lynn,  gdy  usłyszała  o  rzekomej  chorobie  matki.  Dla 
mnie  to  dostateczny  powód,  by  skręcić  temu  draniowi  kark.  Pewnie  tego  nie 
zrobię,  bo  nie  warto  iść  do  pudła  z  powodu  takiej  kanalii.  Zresztą  będę  się 
trzymać  metod  uznawanych  przez  prawo.  Są  powolniejsze,  ale  równie 
skuteczne, 

Gladys pogrążyła się w zadumie i szepnęła do męża: 
– Rozszczepienie osobowości... Jak to się inaczej nazywa? 
– Schizofrenia – podpowiedział Bud. 

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY 

 

Calvin włączył taśmę ze swego kursu, gdy tylko ruszyli do Flagstaff drogą 

biegnącą  wzdłuż  górskiego  strumienia.  Lynn  odruchowo  wyciągnęła  rękę  i 
wyłączyła magnetofon. 

– Wybacz – mruknęła, gdy spojrzał na nią ze zdziwieniem. – O tej porze nie 

mam  ochoty  słuchać  tego  rodzaju  pouczeń.  Mam  nadzieję,  że  nie  czujesz  się 
urażony. 

–  Ależ  nie,  droga  Lynn.  Uruchomiłem  odtwarzacz  z  przyzwyczajenia.  U 

mnie to odruch. Lubię czegoś słuchać, kiedy prowadzę. 

– Mówisz o taśmach? 
– A konkretnie o moich taśmach. Można by sądzić, że to dowód egotyzmu, 

prawda?  Skinęła  głową.  Oddychała  płytko,  by  nie  czuć  zapachu  wody 
kolońskiej.  Forbes  skropił  się  nią  aż  nazbyt  obficie.  Ciekawe,  kiedy  zdążył 
wziąć  prysznic  i  ogolić  się,  skoro  wiadomość  o  chorobie  Gladys  otrzymał 
dopiero nad ranem. 

–  Powód  jest  inny.  Kiedy  słucham  własnego  głosu,  ładuję  się  energią.  To 

mnie...  nakręca.  Zakładam,  że  słowo,  które  działa  na  mnie,  powinno  także 
pomagać innym. 

–  Rozumiem.  –  Lynn  zadawała  sobie  pytanie,  czym  Calvin  ją  kiedyś  ujął. 

Musiał  być  jakiś  powód,  skoro  chodziła  z  tym  idiotą  przez  jakiś  czas.  Zresztą 
miała wówczas tylko siedemnaście lat. To wiele tłumaczy, 

– Ja w tym celu piję kawę, 
– Chcesz się gdzieś zatrzymać na filiżankę tego paskudztwa? 
–  W  żadnym  wypadku.  Nie  wybraliśmy  się  w  tę  podróż dla przyjemności. 

Napiję się kawy dopiero, gdy będę wiedziała, co z mamą. 

Calvin był wyraźnie znudzony. Obawy i cierpienia bliźnich w ogóle go nie 

interesowały. Po chwili zaczął opowiadać pasażerce o swoich kursach. Sytuacja 
była trudniejsza niż na początku podróży. Kierowcy nie da się wyłączyć, 

Lynn  próbowała  go  nie  słuchać.  Odczuwała  dziwny  niepokój.  Jej  umysł 

przywykł  do  rozważania  konkretnych  informacji  wedle  określonych  zasad 
logicznych. Dzisiejszego ranka z trudem łączyła fakty w zwartą całość. 

Była  tak  zamyślona,  że  przegapiła  moment,  w  którym  Calvin  zjechał  na 

wyboiste  pobocze  i  zatrzymał  samochód.  Dopiero  po  dłuższej  chwili 
zorientowała się, że stoją, a Calvin robi jej regularny wykład. 

– Czemu się zatrzymałeś? – przerwała bezceremonialnie, 
–  To  bardzo  istotna  kwestia.  Staram  się  gestem  podkreślać  wagę 

argumentów.  Nie  jestem  taki  głupi,  żeby  w  trakcie  jazdy  wypuszczać  z  rąk 
kierownicę, i dlatego zrobiłem przerwę. Słuchaj dalej. Mam wrażenie, że cię to 
wciąga. Byłaś taka skupiona. 

background image

Lynn straciła cierpliwość. 
– Ty bezduszny egoisto! – wybuchneła z wściekłością. – Moja matka leży w 

szpitalu, a ty  mi tu dajesz pokaz… – Nagle uświadomiła sobie, co jest nie tak. 
Calvin  był  zbyt  wymuskany  jak  na  człowieka  obudzonego  nad  ranem  przez 
znajomych  dzwoniących  ze  szpitala.  Poza  tym  nie  ulegało  wątpliwości,  że 
rodzice,  zwłaszcza  ojciec,  najpierw  skontaktowaliby  się  z  nią.  Czemu  Bud 
miałby wydzwaniać do jakiegoś szaleńca? W trudnej sytuacji najpierw wzywa 
się na pomoc rodzinę. 

–  Moja  matka  wcale  nie  jest  chora,  prawda?  –  Lynn  nie  miała  zwyczaju 

owijać niczego w bawełnę. 

Działałem  w  stanie  wyższej  konieczności  –  stwierdził  Calvin,  odpinając 

pasy. 

–  Nie  zbliżaj  się  do  mnie,  idioto  –  rzuciła  ostrzegawczym  tonem.  –  Czy 

rodzice wiedzą, co zaplanowałeś? 

– Nie, ale rozmawiali ze mną o twojej sytuacji. Sprawiają wrażenie głęboko 

zaniepokojonych. Postanowiłem działać i stanąłem na wysokości zadania. 

– Masz na myśli to porwanie? Wolne żarty! 
– Potrafię zmienić ludzkie życie. Z twoimi problemami także się uporam. – 

Calvin przysunął się do pasażerki. 

– Daj mi spokój! – krzyknęła dziewczyna, odpychając go zdecydowanie.  – 

Czego ty używasz po goleniu? Straszliwie cuchnie! Od tego zapachu robi mi się 
niedobrze. Trzymaj się ode mnie z daleka. 

Calvin  niespodziewanie  doznał  olśnienia.  Ponownie  otworzył  przed  nią 

ramiona. 

– Już wiem. To z powodu ciąży nie czujesz się godna, by ze mną pozostać. 
– Tak, tak. Oczywiście. – Ponownie go odepchnęła. 
– Dla mnie dziecko to istny dar losu. – Calvin próbował ją objąć, – Podnieca 

mnie  myśl,  że  nosisz  w  sobie  nowe  życie,  Usiłował  ją  pocałować,  ale 
odepchnęła głowę natręta.  

– Natychmiast przestań mnie obrażać! Jeśli nadal będziesz wygadywać takie 

bzdury, złożę doniesienie w pierwszym napotkanym komisariacie. Oskarżę cię o 
napaść i znieważenie oraz próbę gwałtu Calvin, nie zważając na zaciekły opór 
Lynn, usiłował wziąć ją w objęcia. Przemknęło jej nagle przez myśl, że ten facet 
pochodzi chyba od ośmiornicy. Zwinne ręce próbowały teraz dotknąć jej piersi. 
Szykowała się do zadania ostatecznego ciosu. Kopniak  w krocze. To rozwiąże 
wszystkie problemy,  

–  Och,  Lynn  –  jęknął  Calvin,  przysuwając  się  coraz  bliżej.

 

Rozpalmy 

płomień  namiętności.  Drzemie  w  nas  ogień,  więc  pozwól...  –  Rozległ  się 
nieartykułowany okrzyk. Jakaś siła wywlokła natręta z samochodu, 

background image

Lynn odetchnęła z ulgą, gdy ujrzała swego wybawcę. Tony uniósł pięść i z 

całej  siły  uderzył  Calvina,  który  osunął  się  bezwładnie  na  błotniste  pobocze. 
Tony na moment pochylił się nad nim, a potem wsiadł do auta, 

– Jesteś cała i zdrowa, skarbie? 
Lynn uśmiechnął się do niego i wdzięcznością. Zapewne sama dałaby sobie 

radę, ale miło jest wiedzieć, że w trudnej chwili ktoś przybiegnie na ratunek, nie 
zważając na trudności. 

– Jego ogień już zgasł – stwierdził żartobliwie Tony, dotykając jej policzka, 

– Na pewno nic ci nie zrobił? 

– Wszystko w porządku. – Ujęła jego dłoń i pocałowała otarte nadgarstki. – 

Cóż to był za cios. 

– Ten głupek będzie miał sporego siniaka – oznajmił z satysfakcją Tony. 
–  Świetnie  się  spisałeś,  kolego  –  pochwalił  Bud,  zaglądając  do  auta  i 

wyciągając rękę. 

–  Dzięki,  przyjacielu.  –  Tony  odwrócił  się  i  uścisnął  podaną  dłoń.  – 

Pomożesz mi? Trzeba wrzucić tego gościa na tylne siedzenie waszego auta. 

– Mam lepszy plan– mruknął ponuro ojciec Lynn. – To zwykły śmieć, więc 

oddajmy go śmieciarzom. 

– Ten pomysł bardzo mi się podoba – stwierdziła dziewczyna, wysiadając z 

auta – ale nie będziemy się mścić w ten sposób. 

– Już jestem! – zawołała Gladys, idąc błotnistym poboczem w stronę córki i 

męża.  –  Znam  się  na  udzielaniu  pierwszej  pomocy.  Czy  ktoś  krwawi?  Mogę 
zrobić opaskę uciskową z gumki stanika. 

– Zrób z niej lepszy użytek – rzucił Bud. – Trzeba związać gościa, żeby się 

nie rzucał.

 

– Szybko rozwiązałeś zagadkę. – Lynn spojrzała bystro na Tony’ego, 

który stal po drugiej stronie auta. 

–  To  nie  było  trudne  –  odparł  z  uśmiechem.  –  Poszedłem  na  kawę. 

Przechodząc  obok  domku  twoich  rodziców,  usłyszałem,  że  gruchają  jak 
zakochane gołąbki. Moglibyśmy się od nich wiele nauczyć. 

Lynn  zerknęła  na  ojca,  który  spłonął  rumieńcem.  Na  twarzy  mamy  ujrzała 

czerwone przebarwienia. 

– Cudownie! – Wybuchneła śmiechem i rzuciła się Tony’emu na szyję. 
Odsunął ją po chwili. Gdy minęła pierwsza radość, dodał z ponurą miną: 
– Ciekawe rzeczy opowiadałaś rodzicom za moimi plecami. 
Podobno  udaję  prawnika,  co  uważają  za  objaw  schizofrenii,  a  poza  tym  w 

weekendy  chętnie  paraduję  w  damskiej  bieliźnie.  Grałaś  na  dwa  fronty.  Co  to 
miało być? Plan B? 

– Przecież to jedynie żart – odparła bez przekonania, 
– W takim razie zrobiłaś ze mnie błazna. 
– Tony, chciałabym… – zaczęła, spoglądając mu w oczy. 
Calvin jęknął i próbował się podnieść.  

background image

Lynn była zdruzgotana. Tony patrzył na nią z wyrzutem, jakby 
chciał dać jasno do zrozumienia, że go zawiodła. 
Po  chwili  spec  od  samorealizacji  został  wspólnymi  siłami  umieszczony  na 

tylnym siedzeniu auta Morganów. 

–  Nie  jesteśmy  na  zupełnym  odludziu.  Za  lasem  jest  osiedle.  Trzeba 

zawiadomić policję. Ten drań musi ponieść karę.  

–  Pójdę  z  tobą  –  zaproponował  Bud.  –  Zostań,  tato.  –  Lynn  uznała,  że 

nadarza się sposobność wyjaśnienia wszelkich nieporozumień. – Popilnujecie z 
mamą tego durnia. 

– Wolałbym, żeby to Bud poszedł ze mną – odparł uprzejmie Tony. 
Lynn czulą się tak, jakby ją uderzył. Najwyraźniej miał do niej żal. Istniały 

dwa  wyjaśnienia:  albo  obraził  się  na  nią,  bo  opowiadała  o  nim  niestworzone 
rzeczy  i  nadal  ukrywała  prawdę  przed  rodzicami,  albo  doszedł  do  wniosku,  że 
woli być z Michelle. Tłumaczyła sobie w duchu, że obie możliwości są równie 
prawdopodobne,  ale  niewiele  to  dato.  Przywykła  już,  że  Tony  należy  do  niej. 
Serce jej krwawiło na samą myśl, że mógłby nadal kochać tamtą idiotkę. 

– Jak sobie życzysz. Zostaniemy z mamą na posterunku i będziemy pilnować 

Calvina. 

–  Święte  słowa.  –  Gladys  zacisnęła  piąstki.  –  Oberwie,  jeśli  zacznie 

rozrabiać. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby mu przyłożyć. 

Bud  podszedł  do  żony  i  nie  bacząc  na  obecność  świadków,  pocałował  ją 

namiętnie, 

– Mam nadzieję, że nie będziesz próbowała znokautować tego faceta, moja 

piękna. 

– Uważaj na siebie, przystojniaku – odparła Gladys, szczypiąc go delikatnie 

w policzek. 

Łzy  cisnęły  się  Lynn  do  oczu,  gdy  patrzyła  na  odchodzących  mężczyzn. 

Cieszyła  się,  że  uczucia  rodziców  rozkwitły  na  nowo,  ale  jej  radość  nie  była 
pełna. 

– Ten chłopak oszalał na twoim punkcie – powiedzie Gladys, kiedy czekały, 

oparte plecami o maskę auta, w którym leżał więzień, 

– Wcale nie jestem tego pewna. 
–  Tony  Russo  to  w  gruncie  niezły  materiał  na  męża.  Jeszcze  niedawno  do 

głowy by mi nie przyszło, że tak powiem, 

– Oczywiście – rzuciła wymijająco Lynn. 
–  Lekarze  dokonują  teraz  cudów.  Jest  mnóstwo  znakomitych  specyfików. 

Zobaczysz, wyleczą go z tych wszystkich fanaberii. Musimy tylko wierzyć, a na 
pewno  się  uda.  –  Gladys  przytuliła  córkę,  –  Wspaniała  będzie  z  nas  rodzina. 
Wkrótce się przekonasz

 

Lynn nie była w stanie dłużej wstrzymywać łez. Ciężkie 

krople toczyły się po zaróżowionych policzkach. 

background image

– Ulżyj sobie, kochanie. – Gladys sięgnęła po chusteczkę, by otrzeć mokrą 

twarz córki. – Po tym, co przeszłaś, to żaden wstyd. 

Wtulona w objęcia matki Lynn rozszlochała się na dobre. 
Bud  wrócił  sam.  Przyjechał  policyjnym  radiowozem.  Zjawiła  się  ponadto 

ciężarówka, która  miała wyciągnąć auto z błotnistego pobocza na asfalt. Tony 
pojechał od razu do Sedony, by – jak się wyraził – dopilnować wszystkiego na 
miejscu. Bud sądził, że czeka na nich ze śniadaniem i butelką szampana, 

Lynn  nie  miała  złudzeń.  Gdy  weszła  do  pustego  domku,  wcale  się  nie 

zdziwiła, widząc list na nocnym stoliku. Tony napisał krótko, bez emocji. 

 
Droga Lynn 

„Akcja  kochaś”  zakończyła  się  sukcesem.  Teraz  możemy  wrócić  do 

normalnego życia.

 

Pozdrowienia

 

Tony 

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY 

 

Kiedy  spotkali  się  w  kancelarii,  Tony  był  uprzejmy,  a  zarazem  niedostępny. 

Mijały  dni  i  nic  się  nie  zmieniało.  Gdy  widywali  się  czasem  w  korytarzu,  Lynn 
dostrzegała  w  zrównoważonym  prawniku  cień  zbuntowanego,  namiętnego 
chłopaka,  z  którym  kochała  się  tamtej  pamiętnej  nocy  w  Sedonie,  Kiedy  Tony 
podchodził bliżej, stawał się kolegą z pracy. Złudzenie było nietrwałe jak bańka 
mydlana. 

Dziewczyna bez trudu wmówiła rodzicom, że rozstała się z Tonym i straciła 

dziecko. Najbliżsi okazali jej ogromną serdeczność, której bardzo potrzebowała. 

Gdy  kilka  miesięcy  później  Morganowie  postanowili  odnowić  przysięgę 

małżeńską  i  uznali,  że  ceremonia  powinna  się  odbyć  w  Sedonie,  Lynn  zdawała 
sobie  sprawę,  że  będzie  to  wspaniałe,  a  zarazem  wyjątkowo  bolesne  przeżycie. 
Cudowne  święto  zwycięskiej  miłości  miało  się  odbyć  w  okolicy,  gdzie 
nieszczęśliwa dziewczyna zaznała rozkoszy w ramionach ukochanego mężczyzny. 
Matka poprosiła, by córka była jej druhną. Lynn ukryła cierpienie na dnie serca i 
natychmiast się zgodziła. 

Podczas  uroczystości  wystąpiła  w  prostym  zielonym  kostiumie.  Ceremonia 

odbywała  się  w  sali  bogato  udekorowanej  kwiatami.  Lynn  stała  przy  oknie 
wychodzącym na górski strumień. W dłoniach trzymała mały bukiecik stokrotek. 
Na lewo od niej czekał duchowny, a obok Bud Morgan – łysy jak kolano, bardzo 
przejęty i uśmiechnięty od ucha do ucha

.

 

Goście zaczęli szemrać. Przy dźwiękach 

muzyki pojawiła się w drzwiach główna bohaterka uroczystości. 

Gladys Morgan wspierała się na barczystym ramieniu Tony’ego Russa. 
Stokrotki  wypadły  z  bezwładnych  rąk,  Lynn  zachwiała  się  na  nogach. 

Chwyciła brzeg parapetu, żeby nie upaść. 

– Wyłączyć muzykę! – zawołał ojciec dziewczyny. 
Umilkły tony weselnego marsza. 
Bud Morgan podbiegł do córki. Po chwili matka i Tony także znaleźli się obok 

niej. 

– Słabo ci, kochanie? – wypytywał ojciec, sadowiąc ją na okiennym parapecie, 
– Ja tylko... – Dziewczyna popatrzyła na Tony’ego. – Co on tutaj robi? 
–  Ten  młody  człowiek  mimo  woli  bardzo  się  przyczynił  do  naszego 

pojednania,  kochanie  –  tłumaczyła  Gladys,  głaszcząc  córkę  po  policzku.  – 
Poprosiłam, żeby tu dziś przyjechał, a on był tak miły, że się zgodził, 

– Tego idioty od samorealizacji na pewno nie będzie – wtrącił pan Morgan. 
–  Rozumiem,  –  Lynn  westchnęła  głęboko.  Postanowiła  znieść  wszystko  z 

podniesionym  czołem.  Nie  mogła  popsuć  rodzicom  tak  ważnej  uroczystości.  – 
Byłam  po  prostu...  zaskoczona.  Wybaczcie,  że  narobiłam  tyle  zamieszania.  Czy 
możemy zacząć wszystko od nowa? 

background image

– Naturalnie – odparł duchowny. – Bardzo proszę, wróćmy na miejsca. 
– Upuściłaś je – powiedział cicho Tony, podając dziewczynie stokrotki.  
Ich  dłonie  musnęły  się  lekko,  „Mężczyzna  spojrzał  jej  w  oczy.  Niesforny 

kosmyk  znów  opadał  mu  na  czoło.  To  był  znak,  że  arogancki  kochaś  powrócił, 
Lynn  dopiero  teraz  uświadomiła  sobie

,  ‘

 

że  Tony  nosi  wprawdzie  elegancką 

marynarkę, ale pod nią ma bawełnianą koszulkę i dżinsy. 

– Bez obaw – mruknij. – Nadal nie wiedzą, kim jestem. 
Podał ramię pani Morgan i odprowadził ją w głąb sali. 
Lynn stała bez ruchu, porażona wielkodusznością Tony’ego, Chociaż za jego 

plecami wmówiła rodzicom, że kolega jest rozrabiaką i włóczęgą o zwichrowanej 
psychice,  nie  zdradził  jej  tajemnic;  co  więcej,  przyjechał  ta  dzisiaj,  by  zrobić 
przyjemność  Morganom...  i  w  pewnym  sensie  jej!  Niespodziewanie  doznała 
olśnienia. Wiedziała, co należy uczynić. 

– Chwileczkę! – zawołała. – Przed chwilą mino woli przerwałam ceremonię, 

więc  śmiało  mogę  to  zrobić  po  raz  wtóry,  ale  świadomie.  Zamierzam  złożyć 
oświadczenie. 

Tony i pani Morgan odwrócili się w jej stronę, a goście usiedli wygodniej na 

krzesłach. 

– Domyślam się, że mówiąc o Tonym Russie, który towarzyszy dzisiaj mojej 

mamie  w  drodze  do  ołtarza,  rodzice  twierdzili,  że  to  chłopak  o  złotym  sercu  i 
marnych perspektywach życiowych. – Popatrzyła urodziwemu brunetowi prosto w 
oczy.  –  Co  do  serca,  wszystko  się  zgadza,  ale  perspektywy  wyglądają  zupełnie 
inaczej.  Tony  Russo  jest  wybitnym  prawnikiem.  Z  jego  usług  korzystają 
największe  kancelarie  adwokackie  w  Chicago.  Znamy  się  i  współpracujemy  od 
trzech lat. Był w moim życiu taki moment, w którym przyszło mi zaintrygować 
rodziców i postawić ich w niezwykłej sytuacji. Tony zgodził się wówczas zagrać 
rolę mego chłopaka i po trosze utrzymanka. Byt tak przekonujący, że nawet gdy 
wyznał moim rodzicom całą prawdę, ci uznali go za nieszkodliwego fantastę i nie 
dali  wiary  ani  jednemu  słowu.  Byłam  zbyt  wielkim  tchórzem,  by  przyznać  się 
wtedy do kłamstwa. 

Lynn kilkakrotnie odetchnęła głęboko, by odzyskać spokój. 
– Korzystam z okazji  – ciągnęła mocnym, dźwięcznym głosem  – by z głębi 

serca  podziękować  ci  Tony,  za  dobre  serce,  za  bezinteresowną  pomoc. 
Zachowałam się podle i chyba nie zasługuję na twoją przyjaźń, ale... jeśli dasz mi 
drugą szansę, na pewno stanę na wysokości zadania. 

Gdy zaczynała swoją  mowę, na twarzy Tony’ego malowało się zaskoczenie, 

które z wolna ustępowało szczerej radości i zadowoleniu. Lynn powtarzała sobie 
w duchu, Że nie powinna łudzić się nadzieją, ale głupie serce biło coraz bardziej 
niespokojnie. 

Bud przez chwilę wodził spojrzeniem od Tony’ego do Lynn. 

background image

– Oszukałaś nas, skarbie? – dopytywał się, nie kryjąc zdziwienia. – Przecież z 

zasady nie kłamiesz. 

– Tym razem skłamałam – odparła szczerze dziewczyna. – Tylko jedno mam 

na swoje usprawiedliwienie: postąpiłam tak, bo was kocham i chcę, żebyście byli 
razem. Wiedziałam, że jeśli zacznę robić głupstwa, wspólnie będziecie próbowali 
mi pomóc. 

–  Kochanie  moje!  –  Gladys  otworzyła  ramiona  i  podbiegła  do  córki.  – 

Poświęciłaś niezłomne zasady, żeby nas ratować. 

– Zgadza się – przytaknął Bud z ponurą miną. – A z najbliższego przyjaciela 

zrobiła żigolaka. Nie ma co! Imponujące! 

–  Przestań  się  ciskać,  jak  by  powiedział  Tony.  –  Gladys  mrugnęła 

porozumiewawczo do Lynn. – Jedyne dziecko udowadnia, że kocha cię nad życie, 
a ty się obrażasz. 

– Doceniam, rzec jasna, dobre intencje, Gladys, ale trzeba małą ukarać. Lynn 

mimo woli zaczęła chichotać. 

– Tato, jestem dorosłą kobietą. Skończyłam dwadzieścia dziewięć lat. Mogę... 
–  Ojciec  ma  rację–  przerwała  Gladys.  –  Po  ceremonii  pójdziesz  do  siebie  i 

wyjdziesz dopiero wówczas, kiedy ci pozwolimy. 

– To zdumiewające! A jeśli odmówię? 
Gladys rzuciła jej karcące spojrzenie. 
–  Chyba  nie  będziesz  się  kłóciła  z  rodzicami  podczas  takiej  uroczystości. 

Chcesz nam zepsuć to święto? Lynn, mój skarbie, bądź grzeczną dziewczynką i 
słuchaj rodziców. Musimy cię ukarać dla twego dobra, 

– Nie zamierzam,.. 
–  Skarbeczku  –  przerwał  ojciec  –  Wiemy,  co  jest  dla  ciebie  najlepsze.  Pora 

zacząć ceremonię. 

Lynn  była  przekonana,  że  rodzice  oszaleli,  ale  wolała  skończyć  tę  dziwną 

rozmowę, bo ciekawscy goście pilnie nadstawiali uszu. 

– Dobrze. Zgadzam się na wszystko. 
– Grzeczna dziewczynka, – Gladys poklepała córkę po ramieniu. 
Wzruszająca ceremonia przebiegła bez zakłóceń. Wszyscy mieli łzy w oczach, 

gdy Morganowie ślubowali sobie miłość aż po kres życia. 

Gdy  uroczystość  dobiega  końca,  Tony  podał  ramię  Lynn.  Razem  poszli  do 

wyjścia. Za drzwiami daremnie próbowała uwolnić rękę. 

– Tony, najlepiej będzie... 
–  Twoi  rodzice  poprosili,  żebym  cię  odprowadził  do  pokoju.  Pamiętaj, 

kochanie, że zostałaś ukarana. 

Pociągnął  ją  przez  trawnik  w  stronę  domków  stojących  nad  górskim 

strumieniem.  Popatrzyła  bezradnie  na  barwny  tłum  zebrany  przed  budynkiem. 
Dostrzegła rodziców, którzy z uśmiechem kiwali głowami. 

background image

–  Na  miłość  boską!  Tony,  moi  rodzice  to  szaleńcy  –  zirytowała  się 

dziewczyna. – Doskonale o tym wiesz. Puść nonie! 

– Moim zdaniem to najrozsądniejsi ludzie, jakich w życiu spotkałem – odparł 

Tony, prowadząc ją ku domkom. 

Dziewczyna uznała tę dziwną wymianę zdań za bezcelową. Bez oporu data się 

prowadzić. 

Gdy zamknęły się za nimi drzwi letniskowego domku. Tony ujął w dłonie jej 

twarz i oznajmił z powagą: 

–  Teraz  wyjaśnimy  sobie  wszystko.  Nie  kocham  Michelle.  Jestem  do 

szaleństwa zakochany w tobie. Rozstanie złamało mi serce. Twoja kolej. 

–  Tak  bardzo  cię  kocham  –  wyznała  ze  łzami  w  oczach  Lynn,  –  Chyba  mi 

wierzysz. – Tak. Nie płacz, najdroższa – błagał, Całując mokre usta i policzki. 

– Na ślubach zwyczaj każe wylewać łzy. 
– A co z zaręczynami? – Tony sięgną! do tylnej kieszeni, wyjął chusteczkę do 

nosa i podał ukochanej, – Wyjdź za mnie, Lynn. Przysięgam, że będę cię kochał, 
w zdrowiu i w chorobie, póki śmierć nas nie rozłączy, 

Lynn rozpłakała się jak mała dziewczynka, lecz mimo to zdołała powiedzieć: 

tak.  Była  niewyobrażalnie  szczęśliwa.  Tony  patrzył  na  nią  z  chytrym 
uśmieszkiem. 

– Pamiętasz, że rodzice musieli cię ukarać, 
– Tak. 
– A ja mam cię pilnować. Wyjdziesz z tego pokoju dopiero wtedy, gdy mama 

ci pozwoli. 

– Trudno, Przecież to dla mojego dobra.