background image
background image

Catherine Mann

Kochanka z charakterem

Tłumaczenie: Krystyna Rabińska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: Hot Holiday Rancher

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2019

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2019 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o.,

Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin

Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji

części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek

podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych –

jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi

znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i

zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym

do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą

być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books

S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-7927-7

background image

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Esme  Perry  zażywała  kąpieli  słonecznych  na  południu

Francji,  surfowała  z  mistrzami  tego  sportu  w  Kalifornii,  na
Hawajach,  a  nawet  w  Australii,  ale  ani  groźba  udaru
słonecznego, ani ataku rekina nie przeraziły jej tak jak ulewa,
która  zamieniła  boczną  drogę  w  Teksasie  w  rwący  błotny
potok pędzący prosto na jej sportowe porsche.

Spokojnie,  tylko  spokojnie,  mówiła  sobie  w  duchu.

Wykonasz szybki trzypunktowy skręt…

Manewr na wąskiej drodze – z jednej strony rów, z drugiej

drzewa  –  byłby  trudny  nawet  w  dzień,  co  dopiero  w  nocy
podczas burzy, lecz Esme nie miała wyboru.

Wrzuciła  bieg  wsteczny.  Udało  się.  Teraz  do  przodu…

Teraz…  Kurczowo  zacisnęła  dłonie  na  kierownicy,  stopa
zsunęła  się  jej  z  pedału  sprzęgła,  rozległ  się  suchy  trzask
pękającego obcasa.

Nie  miała  jednak  czasu  rozpaczać  nad  stratą  ulubionego

pantofla.  Wpadnie  do  rowu  czy  na  któreś  z  drzew,  myślała.
I co to za światła?

Samochód?

Latarnia?

Porsche stanęło w poprzek drogi. Esme odetchnęła z ulgą.

Ona i jej cacko – prezent bożonarodzeniowy, jaki zafundowała
sobie  z  pewnym  wyprzedzeniem  –  chyba  byli  cali.  Przy

background image

odrobinie szczęścia dotrze na miejsce przed nocą, pomyślała.
Jeszcze się nie poddawała.

Przyjechałaby 

wcześniej, 

lecz 

na 

autostradzie

międzystanowej  z  Houston  do  Royal  zdarzył  się  wypadek
i wstrzymano ruch. Zgodnie ze wskazaniami GPS-a od rancza
Jessego  Stevensa  dzieli  ją  trochę  ponad  kilometr  drogi.
W ostateczności dojdzie piechotą.

Nacisnęła  pedał  sprzęgła,  wrzuciła  bieg  jałowy,  włączyła

zapłon. Silnik zakrztusił się i zgasł.

Spróbowała ponownie, lecz z tym samym rezultatem.

Jeśli  chodzi  o  samochody  sportowe,  zawsze  wybierała

model  z  ręczną  skrzynią  biegów.  Sztukę  zmieniania  biegów
opanowała,  kiedy  uczyła  się  jeździć  jedną  ze  starych
ciężarówek ojca na ich ranczu w pobliżu Houston.

Koniecznie chciała zyskać jego uznanie. Może to syndrom

średniego dziecka?

Pod  tym  względem  niewiele  się  zmieniło.  Do  Royal

wybrała  się  promować  kandydaturę  ojca  na  prezesa  nowo
tworzonego  oddziału  Klubu  Teksańskich  Hodowców
w Houston, a pierwszym etapem jej kampanii PR-owej miała
być niespodziewana wizyta u Jessego Stevensa, wpływowego
członka Klubu.

Wizyta,  która  właśnie  stanęła  pod  dużym  znakiem

zapytania.

Esme zaklęła pod nosem. Prawdopodobieństwo, że w taką

pogodę  ktoś  będzie  przejeżdżał  tą  boczną  drogą,  było
znikome.  Czy  powinna  zaczekać  i  jeszcze  raz  spróbować
uruchomić  samochód?  Może  lepiej  wysiąść  i  dalej  pójść

background image

piechotą?  W  butach  ze  złamanym  obcasem?  W  ulewę?
W błocie?

Trudno.  Z  westchnieniem  sięgnęła  po  parasol,  otworzyła

drzwi i wysiadła. Wiatr targał parasolem, trencz od Prady nie
chronił  przed  przejmującym  zimnem,  nogawki  czarnych
spodni błyskawicznie nasiąknęły wodą.

Nie  wyobrażała  sobie  jednak,  jak  mogłaby  powiedzieć

ojcu, że musiała zrezygnować z wizyty w Royal z powodu złej
pogody. Brnęła więc w grząskim błocie, byle naprzód.

Jeśli ojciec kiedykolwiek potrzebował pomocy specjalistki

od kreowania wizerunku, to właśnie teraz.

Seria skandali nadszarpnęła jego reputację. Ledwo zdołał

oczyścić  się  z  zarzutu  utworzenia  piramidy  finansowej,
zaczęły krążyć plotki, że zamordował jednego z pracowników
firmy.  W  wyniku  prowadzonego  śledztwa  do  więzienia  trafił
Willem  Inwood  z  Currin  Oil.  To  jego  oskarżano  teraz
o  oszustwa  finansowe.  Chodziły  też  słuchy,  że  to  on
rozpuszczał plotki o morderstwie.

Sterling  Perry  został  oczyszczony  z  zarzutów,  niemniej

jeśli  zależało  mu  na  prestiżowym  stanowisku,  potrzebował
dobrego PR-u.

Dlatego  Esme  postanowiła  wziąć  sprawy  w  swoje  ręce.

I zdobyć przychylność Jessego Stevensa.

Zasłaniając  się  targaną  wiatrem  parasolką,  z  trudem

stawiała  kroki.  Nagle  w  oddali  znowu  zamigotały  światła.
W  sercu  Esme  zakiełkowała  nadzieja  zmieszana  z  lękiem.
Sięgnęła  pod  płaszcz  do  torebki  przewieszonej  na  ukos
i wyciągnęła pojemnik z gazem łzawiącym.

background image

Tymczasem  światła  zbliżyły  się.  Teraz  wyraźnie

rozpoznała dwa reflektory, wysoko nad ziemią.

Ciężarówka  stanęła.  Drzwi  kabiny  otworzyły  się,  ze

stopnia zeskoczył jakiś mężczyzna.

Pochylony, ręką przytrzymywał kapelusz.

Esme mocniej zacisnęła palce wokół pojemnika z gazem.

W college’u chodziła na zajęcia z samoobrony, ale w jednym
pantoflu bez obcasa i drugim zapadającym się w błotnistą maź
z trudem utrzymywała równowagę.

-  Co  pani  tu  robi  o  tej  porze?  Czeka  pani  na  pomoc

drogową? – zapytał nieznajomy.

Niemożliwe…

A jednak słuch jej nie mylił. Spędziła niezliczone godziny,

oglądając  nagrania  wideo  z  wywiadów  Jessego  Stevensa,
ucząc się ich na pamięć, aby móc opracować najlepszą taktykę
postępowania. Nachyliła się i zajrzała pod rondo kapelusza.

Dech jej zaparło.

To on.

Żadne  zdjęcie  nie  oddaje  jego  surowej  męskiej  urody,

pomyślała.

Włożyła  pojemnik  z  gazem  z  powrotem  do  torebki.  Nie

będzie go potrzebowała.

Powinna  była  się  domyślić,  że  ciężarówka  należy  do

Jessego Stevensa. W końcu od jego rancza dzieli ją niewielka
odległość.

Z  drugiej  strony,  czy  nie  wydaje  się  znacznie  bardziej

prawdopodobne,  że  wysłałby  któregoś  z  pracowników,

background image

zamiast samemu wyprawiać się na rekonesans o tej godzinie
i w taką potworną ulewę?

Chociaż

nie miała cienia wątpliwości, kim jest jej wybawiciel, nie

zamierzała się przedstawiać.

Jeszcze nie.

-  Mój  samochód  nie  chce  zapalić  –  powiedziała  –  na

dodatek na tym pustkowiu zasięg jest tak słaby, że nie udaje
mi się nigdzie dodzwonić.

-  Jako  gospodarz  tego  pustkowia  zapewniam  panią,  że

nigdy  nie  mam  kłopotów  z  zasięgiem.  Może  powinna  pani
zgłosić to swojemu operatorowi?

Czy ta ostrzejsza nuta to ironia czy irytacja?

Jeśli  udało  się  mi  go  rozzłościć,  wszystko  skończone,

zanim jeszcze się zaczęło, przeraziła się Esme.

-  Nie  omieszkam  –  odparła.  –  Jak  tylko  się  przebiorę

w  suche  ubranie.  Gdyby  pan  mógł  wezwać  dla  mnie  pomoc
drogową, wrócę po walizkę. Skostniałam z zimna.

-  Pomoc  nie  przyjedzie,  a  po  walizkę  też  nie  możemy

pójść, bo ziemia zaraz się osunie i zaleje nas lawina błotna.

- Złamałam obcas – jęknęła Esme.

Nagle się pośliznęła, straciła równowagę i gdyby Jesse nie

chwycił jej w pasie i nie przytrzymał, upadłaby.

- Nic pani nie jest? – zaniepokoił się.

Esme  czuła,  że  jej  ciało  pokrywa  się  gęsią  skórką,  która

nie ma nic wspólnego z zimnem.

background image

- Nie. - Jej głos przybrał chropawe brzmienie. - Dziękuję.

-  Co  pani  właściwie  robi  tutaj  o  tej  porze  i  w  taką

pogodę? – ponownie zapytał Jesse.

W oddali odezwał się grzmot.

Esme położyła mu dłonie na ramionach, podniosła głowę

i spojrzała w jego zielone oczy.

- Szukam pana – odparła.

Szedł  właśnie  do  stajni  sprawdzić,  czy  konie  nie

przestraszyły  się  burzy,  kiedy  na  drodze  zobaczył  światła
samochodu.  Zdziwił  się,  gdyż  wizyt  spodziewał  się  dopiero
jutro.

Trzymając teraz w objęciach przemoczoną drobną kobietę,

zastanawiał  się,  czy  to  jedna  z  trzech  kandydatek  na  żonę
znaleziona  przez  swatkę,  którą  wynajął  jakiś  czas  temu:
samotna  matka,  pani  weterynarz  czy  zdobywczyni  drugiego
miejsca w konkursie o tytuł Miss Teksasu?

Doszedł do wniosku, że chyba ta ostatnia.

Chętnie dowiedziałby się czegoś więcej o syrenie o lekko

chropawym  głosie,  lecz  pohamował  ciekawość.  Cofnął  się
o krok, lecz wciąż trzymał nieznajomą za łokieć.

- Nic się pani nie stało? Dobrze się pani czuje? - zapytał.

Syrena  pokręciła  głową,  wyciągnęła  jedną  stopę  z  błota,

potem drugą.

- Nic mi nie jest – odrzekła. – Tylko nie spodziewałam się

tak raptownej zmiany pogody.

Spojrzał  na  jej  elegancki  płaszcz  i  na  porsche  bardziej

pasujące do wielkiego miasta niż pól czy pastwisk i pomyślał,

background image

że  przecież  swatka  chyba  uprzedziła  ją,  gdzie  on  mieszka
i  czym  się  zajmuje.  W  końcu  wypełnił  szczegółowy
kwestionariusz,  w  którym  określił,  czego  oczekuje  od
przyszłej żony.

-  Obawiam  się,  że  droga  robi  się  niebezpieczna.  Moja

ciężarówka da radę, ale pojedziemy inną trasą.

- W takim razie ruszajmy.

Esme  przycisnęła  torebkę  do  boku  i  spróbowała  zrobić

krok, lecz tylko zapadła się głębiej w błoto. Westchnęła ciężko
i zaklęła. Siarczyście.

Jesse  oniemiał.  Wygląd  mimozy,  ale  ma  babka

charakterek, pomyślał.

Tymczasem Esme rzuciła mu bezradne spojrzenie. Makijaż

miała rozmazany, włosy kleiły się jej do czoła.

- Nie dam rady iść w tych butach.

- Zaniosę panią – odparł bez zastanowienia.

-  Zaraz,  zaraz…  -  Gestem  usiłowała  go  powstrzymać.  –

Bez przesady…

-  Proszę  pani…  -  zaczął  z  uśmiechem  –  im  dłużej  tu

tkwimy, tym gorzej dla nas. Poza tym zmarzły mi nogi mimo
grubych butów.

Po twarzy Esme przemknął grymas niezdecydowania, lecz

opuściła rękę. Drżała z zimna, zęby jej dzwoniły.

Jesse wziął ją na ręce i ruszył w stronę ciężarówki. Objęła

go  za  szyję,  przywarła  do  niego,  a  wtedy  poczuł  delikatny
zapach egzotycznych kwiatów. Oblała go fala gorąca.

background image

Koniecznie  musi  dowiedzieć  się  czegoś  więcej  o  tej

kobiecie,  postanowił.  Jest  gotowy  się  ustatkować,  założyć
rodzinę, ale nie będzie zdawał się na przypadek.

To dlatego  wynajął  doświadczoną swatkę  i zapłacił  słone

honorarium.  Prowadzenie  rancza  zajmowało  mu  całe  dnie.
Życie  towarzyskie  ograniczało  się  do  rzadkich  imprez
w  Klubie  Hodowców,  a  tam  znał  wszystkich.  Pragnął  mieć
żonę, dzieci – spadkobierców. Nie wierzył w ogniste romanse
i miłość. Wierzył natomiast w dążenie do wspólnych celów.

Nie tylko pragnął żony. On potrzebował żony i był gotowy

uczynić ją swoją partnerką.

Obie strony zyskają na takim układzie.

Kiedy znajdzie właściwą kandydatkę.

Przy  ciężarówce  ostrożnie  postawił  Esme  na  ziemi.

Otworzył drzwi kabiny, pomógł jej wsiąść, potem wskoczył na
swoje  miejsce  za  kierownicą.  Na  szczęście  ogrzewanie  cały
czas działało, bo nie zgasił silnika.

Zdjął  kapelusz  i  rzucił  go  za  siebie  na  tylne  siedzenie,

gdzie miał koc i termos.

Esme  kopnięciem  zrzuciła  pantofle,  wsunęła  stopy  pod

strumień ciepłego powietrza i poruszyła palcami.

- Tak się cieszę, że pan przyjechał – powiedziała.

- A ja się cieszę, że zobaczyłem światła – odparł.

Chciał  zapytać,  kim  jest,  ale  bębnienie  deszczu  o  dach

stawało się coraz intensywniejsze.

Zapyta później.

background image

- Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby woda zmyła

pani samochód z drogi.

Wie, kim jestem, myślał, więc nie muszę jej zapewniać, że

bezpiecznie może jechać ze mną.

-  Słusznie  uważa  pan  za  nierozsądne,  że  wybrałam  się

w podróż w taką pogodę, ale wydawało mi się, że zdążę przed
burzą. Bardzo mi zależało na dotarciu tutaj.

Pokręciła  głową  i  zaśmiała  się  cicho.  Głos  miała

melodyjny, zmysłowy.

Jesse odchrząknął.

-  Pogoda  jeszcze  może  pokrzyżować  nam  plany,  jeśli  się

stąd nie zabierzemy.

Ostrożnie włączył biegi, nacisnął pedał gazu. Ciężarówką

rzuciło w przód, potem w tył, ale w końcu ruszyli w kierunku
światełek bożonarodzeniowych migocących w oddali.

- Przepraszam, że sprawiam kłopot – odezwała się Esme. –

Naprawdę miałam zamiar przyjechać wcześniej.

-  Na  takie  drogi  sportowy  wóz  się  nie  nadaje.  Lepsza

byłaby terenówka.

- Na to wygląda.

Wycisnęła  wodę  z  włosów  związanych  w  koński  ogon.

Teraz  mógł  zobaczyć,  że  jest  blondynką,  jednak  nadal  nie
pasowała do żadnego z opisów podanych przez swatkę.

-  Już  pani  wie,  że  nazywam  się  Jesse  Stevens  –

powiedział. – Z kim mam przyjemność?

- Esme Perry. Miło mi cię poznać, Jesse.

background image

Z zaskoczeniem spojrzał na swoją pasażerkę. Czyli nie jest

żadną  z  tych  trzech  kandydatek.  A  może  nie  przeczytał
wszystkich mejli?

Zaraz,  zaraz…  W  głowie  rozdzwoniły  mu  się  syreny

alarmowe. W Teksasie Perry to popularne nazwisko, ale tylko
jeden Perry interesuje się Klubem Teksańskich Hodowców.

- Perry jak…

- Zgadza się. Moim ojcem jest Sterling Perry. Bardzo się

cieszymy, że w Houston powstaje oddział Klubu Hodowców.
Ojciec  przysłał  mnie  na  mały  rekonesans  –  dokończyła
z przekornym uśmieszkiem.

Jesse poczuł się rozczarowany. Czyli to nie swatka go jej

zarekomendowała. Skupił uwagę na drodze przed sobą.

- Szpieg w naszych szeregach – mruknął z sarkazmem.

Co prawda seksowny niczym Mata Hari, pomyślał.

- Nie posądzaj mnie o złe zamiary – obruszyła się Esme. –

Chcę tylko zobaczyć, jak zarządzacie tutejszym oddziałem.

- Albo pozyskać głosy za kandydaturą ojca.

Nie  miał  wysokiego  mniemania  o  Sterlingu  Perry.

Wydmuszka w ładnym opakowaniu.

Czy  ta  kobieta  jest  taka  jak  ojciec?  Samochód,  ubranie,

rodzinna lojalność wskazywałyby, że chyba tak.

Esme  wzdrygnęła  się,  słysząc  krytyczną  nutę  w  głosie

Jessego.  Zdawała  sobie  jednak  sprawę  z  tego,  jak  jej  ojciec
jest  postrzegany.  Nie  było  tajemnicą,  że  Sterling  Perry  ma
kilka grzechów na sumieniu.

background image

Gdy  dojechali  na  miejsce,  Jesse  okrążył  dom  ozdobiony

światełkami,  z  wieńcem  świątecznym  zawieszonym  na
drzwiach, pilotem otworzył drzwi garażu i wjechał do środka.

-  Możesz  zatrzymać  się  u  mnie  do  rana  albo…  Albo  aż

pogoda się poprawi - dodał.

-  Dziękuję  za  propozycję.  Nie  bardzo  mogę  odmówić  –

odparła.

Wskazała gołe stopy i mokry płaszcz.

-  Solidarność  klubowa.  Zachowałbym  się  bardzo

nieodpowiedzialnie,  gdybym  odesłał  cię  z  powrotem  w  taką
burzę.  –  Oparł  się  ramieniem  o  kierownicę  i  spojrzał  na
Esme.  –  Ale  w  domu  nie  rozmawiam  o  interesach,  więc
tematu  kandydatury  twojego  ojca  nie  będziemy  poruszać  –
oświadczył.

- Zgoda. Mam tylko jedno pytanie. Nie, nie o klub.

Esme  zamilkła,  przechyliła  głowę  i  spojrzała  na  niego

z ukosa. Poły jej płaszcza rozchyliły się, ukazując krągłe piersi
oblepione mokrą jedwabną bluzką.

- Za kogo mnie wziąłeś?

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Czekała na odpowiedź. Nie chciała się do tego przyznać,

ale paliła ją ciekawość. Jakiej to tajemniczej kobiety Jesse się
spodziewał?  Kowboje  nie  byli  w  jej  typie,  lecz
w  przenikliwych  zielonych  oczach  swojego  wybawiciela
mogłaby się zadurzyć.

Jesse sięgnął za siebie po kapelusz.

-  Na  pewno  nie  za  przedstawicielkę  niesławnej  rodziny

Perry.

Esme aż się żachnęła.

- Niesławnej? – powtórzyła.

Czar  zielonych  oczu  kuszących  do  flirtu  prysł.  Esme

odpięła pas i szarpnęła za klamkę drzwi.

- Nie za mocno powiedziane?

- Nie chciałem cię obrazić – odrzekł.

Zeskoczył  ze  stopnia  kabiny.  Stuk  obcasów  jego

kowbojskich  butów o beton odbił się echem od ścian garażu
na sześć stanowisk.

- Całkiem niedawno twój ociec był podejrzany o oszustwa

finansowe  i  zamordowanie  jednego  z  pracowników  Perry
Holdings. W obu sprawach prowadzono dochodzenie.

Vincent  Hamm  zniknął.  Wszyscy  zakładali,  opierając  się

na  esemesie,  który  przysłał  bezpośredniemu  szefowi,  że

background image

wyjechał na Wyspy Dziewicze surfować. Niestety po pewnym
czasie znaleziono jego ciało z kulą w piersi i ze zmasakrowaną
twarzą. Dopiero test DNA pomógł ustalić jego tożsamość.

Esme zatrzasnęła drzwi kabiny i rozejrzała się po garażu.

Wyścigowa łódź motorowa, SUV, motocykl, dwa quady… No,
no, facet lubi męskie zabawki, pomyślała.

A może to nie on, tylko ktoś z rodziny?

Zerknęła  na  dłoń  swojego  gospodarza,  gdy  wystukiwał

kod  na  panelu  przy  drzwiach  do  domu.  Nie  miał  obrączki.
Kim więc jest ta tajemnicza kobieta, na którą czekał?

Zdusiła  w  sobie  ciekawość  i  skupiła  się  na  celu  swojej

wizyty.  Ma  oczyścić  imię  ojca,  zbudować  jego  nowy
wizerunek wśród członków Klubu Hodowców tu w Royal.

- Ojca oczyszczono z obu zarzutów – oświadczyła.

Pamiętała, jakie piekło się rozpętało, kiedy ciało Vincenta

Hamma odkryto na terenie nowo powstającej siedziby Klubu
w  Houston.  Prace  budowlane  w  zabytkowym  budynku,
w  którym  przedtem  mieścił  się  hotel  butikowy,  prowadziła
firma ojca. Zabójcy wciąż nie znaleziono.

-  O  ile  mnie  pamięć  nie  myli,  ty  też  byłeś  podejrzany.

Zostawiłeś Hammowi wiadomość na sekretarce. Mówiłeś coś
ze złością.

-  To  prawda.  –  Gestem  zaprosił  Esme,  aby  weszła  przed

nim. – Na szczęście mam niepodważalne alibi.

Podczas  gdy  zapalał  światła  w  długim  korytarzu

ozdobionym pejzażami Teksasu, Esme odrzuciła mokre włosy
do tyłu i rozpięła trencz.

background image

- Nic więcej nie masz do powiedzenia na ten temat?

Przyglądał się jej w milczeniu, potem kiwnął głową.

-  Twój  ojciec  jest  znany  w  świecie  biznesu  z  tego,  że

twardo walczy o swoje. Może nie jest winny stawianych mu
zarzutów,  ale  reputacja,  jaką  zyskał,  nie  przysparza  mu
zwolenników.

To prawda, pomyślała, niemniej Jesse mówi o jej ojcu.

-  Zdecydowanie  wiesz,  jak  zaskarbić  sobie  przyjaciół

i wywierać wpływ na ludzi – prychnęła.

Jesse westchnął i zdjął kapelusz.

-  Jesteś  zmęczona.  Zrobię  ci  coś  do  picia.  Kawa

bezkofeinowa? Herbata? Czekolada?

Rzeczywiście czuła się wykończona. Ale licznik czasu bił.

Jeśli będzie ciągnąć rozmowę w podobnym tonie, straci szansę
na  zdobycie  poparcia  dla  ojca.  A  w  Houston  Sterling  Perry
również  boryka  się  z  trudnościami,  bo  lokalna  polityka  jest
skomplikowana.

Jego  konkurent,  Ryder  Currin,  zdaniem  Sterlinga

nieprawnie  wszedł  w  posiadanie  terenu  obfitującego  w  złoża
naftowe, który powinien zostać w posiadaniu rodziny Perrych.
Sterling  zdawał  się  nie  brać  pod  uwagę  ani  tego,  że  już  ma
niewyobrażalny majątek, ani tego, że Ryder zarobił większość
pieniędzy dzięki mądrym inwestycjom.

Ostatnio  musieli  zakopać  topór  wojenny,  gdyż  Ryder

związał  się  ze  starszą  siostrą  Esme,  Angelą,  lecz  wciąż
rywalizowali o stanowisko prezesa Klubu.

- Poproszę czekoladę, jeśli nie jest to zbyt duży kłopot.

background image

Obliczyła,  że  przyrządzenie  gorącej  czekolady  zabierze

najwięcej  czasu.  Zdoła  się  doprowadzić  do  porządku  i  wejść
w rolę lobbystki.

- I nie przejmuj się. Mam grubą skórę. Jak ojciec.

Nieprawda.  Jest  najwrażliwsza  z  całego  rodzeństwa,  ale

dla dobra sprawy będzie udawała twardą.

Tymczasem  Jesse  poszedł  najpierw  do  pralni.  Przez

otwarte  drzwi  widziała,  jak  z  kosza  na  suszarce  wyjmuje
ubrania. Potem zaprowadził ją do ogromnej kuchni. Starannie
złożone ubrania położył na wyspie.

Rozejrzała  się  dokoła.  Białe  granitowe  blaty  efektownie

kontrastowały  z  ciemnym  drewnem  na  frontach  szafek.  Na
otwartych  półkach  stały  proste  białe  talerze  i  kubki.  Przez
duże  wykuszowe  okna  widać  było  budynki  gospodarskie
i ogrodzenie już udekorowane kolorowymi światełkami.

Na jednym z blatów stał talerz z niedokończoną kanapką.

Jesse musiał właśnie jeść kolację, kiedy zauważył światła jej
samochodu.

-  Dobrze  wiedzieć,  że  masz  grubą  skórę  –  odezwał  się

znienacka. – Jeśli zostaniemy tu uwięzieni, bo drogi staną się
nieprzejezdne, łatwiej nam będzie siebie znieść.

Uwięzieni? Brzmi obiecująco.

- No właśnie.

Esme zdjęła trencz.

Jesse  zafascynowany  wpatrywał  się  w  jej  mokrą  bluzkę

i  spodnie  przylegające  do  ciała.  Po  chwili  umknął  wzrokiem
w bok. Podniósł pilota do wieży, nacisnął przycisk.

background image

Pokój  wypełnił  się  dźwiękami  piosenki  świątecznej

w jazzowej aranżacji.

Zaskoczył ją. Sądziła, że słucha tylko melodii country.

Potarł  kark,  podszedł  do  spiżarni  i  otworzył  podwójne

drewniane  drzwi  pokryte  płaskorzeźbą  przedstawiającą
jeźdźca  na  tle  teksańskiego  krajobrazu.  Oryginalne  drzwi
stanowiły jedyny akcent indywidualny w tym dość typowym
wnętrzu.

Esme patrzyła, jak wyjmuje torebkę pianek i kamionkowy

pojemnik z czekoladą do przyrządzania na gorąco i stawia to
na blacie.

- Umówmy się – rzekł, wyjmując mleko z lodówki – że nie

będziemy rozmawiali o twoim ojcu, zgoda?

Nierozmawianie  o  ojcu  stało  w  sprzeczności  z  celem  jej

wizyty, lecz postanowiła się nie spierać. Podejmie temat, kiedy
okoliczności będą bardziej sprzyjające.

-  Dobrze.  –  Czekając  na  czekoladę,  nie  mogła  się

powstrzymać,  aby  nie  zapytać:  -  Powiesz  mi,  kogo  się
spodziewałeś?

- Właściwie spodziewałem się aż trzech osób – odparł.

Odwrócił  się  i  z  półki  zdjął  bardzo  duży  kubek.  Esme

przyglądała  się  jego  dłoniom,  zręcznym  choć  stwardniałym,
świadczącym  o  tym,  że  nie  tylko  zarządza  ogromnym
ranczem, ale że sam ciężko pracuje fizycznie.

- Aż trzech nieznajomych osób?

Trzech  kobiet,  których  nigdy  nie  widział  i  nie  mógł

rozpoznać? Co jest grane?

background image

Teraz Jesse podszedł do dobrze zaopatrzonego baru obok

lodówki  ze  stali  nierdzewnej.  Esme  zauważyła  pojedynczą
fotografię  nad  barem  –  dziewczyna,  dwudziestokilkuletnia,
o intensywnie zielonych oczach. Siostra?

Był  to  pierwszy  i  jedyny  zauważony  przez  nią  ślad,  że

Jesse ma jakieś życie osobiste.

Czyli jest zamknięty w sobie, wywnioskowała.

Pytającym  gestem  podniósł  w  górę  butelkę  sznapsa

miętowego. Esme kiwnęła głową. Wtedy postawił butelkę na
blacie obok innych składników.

-  Na  swoją  obronę  mogę  powiedzieć,  że  kiedy  cię

znalazłem,  panowały  ciemności,  a  ty  byłaś  przemoczona  do
suchej  nitki.  A  propos  przemoczona,  lepiej  się  przebierz,
zanim się przeziębisz. Twoja czekolada zaraz będzie gotowa.

Stał  tak  blisko,  że  wdychała  korzenny  zapach  jego  wody

kolońskiej  zmieszany  z  zapachem  wilgoci.  Wręczył  jej  dres,
bawełniany  podkoszulek,  skarpetki.  Jego  szorstkie  dłonie
otarły się o jej ręce.

-  Jak  wrócisz,  opowiem  ci  wszystko  o  tych  trzech

kobietach – obiecał.

Na skórze czuła mrowienie po przypadkowym dotyku jego

palców.  Miała  nadzieję,  że  ojciec  doceni  jej  wysiłki.
Podejrzewała bowiem, że zadanie, jakiego się podjęła, będzie
trudne.

Jeszcze  nawet  nie  minął  jeden  dzień  jej  wyprawy,  a  już

udało się zabałaganić sprawę, myślała, stojąc pod prysznicem
w  imponującej  łazience  dla  gości,  do  której  zaprowadził  ją
Jesse.

background image

Otworzyła butelkę balsamu do ciała delikatnie pachnącego

miętą, który przypomniał jej o gorącej czekoladzie z likierem
miętowym, jaka będzie na nią czekała po prysznicu.

Razem z gospodarzem, który ją dla niej przygotował.

Znowu poczuła mrowienie na skórze.

Nigdy  nie  wątpiła  w  swój  rozsądek,  opanowanie,

profesjonalizm.  Bieżącą  misję  traktowała  jednak  bardzo
osobiście.  Nie  chodziło  o  interesy,  ale  o  to,  by  ojciec  został
prezesem.  Znaleźliby  się  tacy,  którzy  powiedzieliby,  że  nie
wykonuje zlecenia, ale wyświadcza ojcu przysługę.

Myliliby  się.  Nie  wyświadcza  ojcu  przysługi,  tylko  stara

się  zwrócić  na  siebie  jego  uwagę,  zdobyć  jego  uznanie.
Dorosłej  kobiecie  nie  powinno  na  tym  zależeć,  jednak  jej
zależało.

Przejrzała  się  w  lustrze.  Z  mokrymi  splątanymi  włosami

wyglądała  koszmarnie.  A  dzień  rozpoczęła  od  wizyty
w  salonie  piękności.  Ucierpiała  nie  tylko  fryzura  i  manikiur.
Spodnie, jedwabna bluzka, pantofle – wszystko nadawało się
do wyrzucenia.

Została  jej  tylko  bielizna  koloru  szampana  i  małe

brylanciki w uszach.

Na  szczęście  Jesse  dał  jej  spodnie  dresowe,  bluzę  z  logo

Texas A&M, uczelni rolniczej, którą ukończył, oraz sportowe
skarpetki, ciepłe i miękkie. W tym stroju wróciła do sypialni,
wyciągnęła z torebki telefon, wybrała numer Angeli i włączyła
tryb wideo.

Z  rodzeństwa  to  właśnie  Angela  niepokoiła  się  o  nią

najbardziej,  sądząc  po  czterech  esemesach,  jakie  przysłała,

background image

kiedy brała prysznic.

Usiadła  przy  biurku,  telefon  oparła  o  książkę  oprawioną

w  skórę  i  przystąpiła  do  rozczesywania  włosów.  Po  kilku
dzwonkach na ekranie pokazała się twarz Angeli.

- Cześć – Angela odezwała się pierwsza.

W  jej  niebieskich  oczach  Esme  widziała  zdziwienie

zmieszane z przerażeniem.

- Nie obraź się, ale wyglądasz… - Angela zająknęła się –

wyglądasz jak nie ty.

- Nie obraziłam się – odparła Esme i zachichotała. Angela

w  odróżnieniu  od  siostry  bliźniaczki,  Melindy,  i  jej  samej
nigdy nie przywiązywała wielkiej uwagi do strojów. – Co za
dzień! – westchnęła.

Angela,  zajęta  pakowaniem  prezentów  gwiazdkowych,

wrzuciła  skrawki  papieru  do  kominka,  potem  sięgnęła  po
nową rolkę. Dopiero wtedy wróciła do rozmowy.

-  Cieszę  się,  że  dzwonisz,  bo  się  o  ciebie  niepokoiłam.

Podobno koszmarne rzeczy dzieją się tam z pogodą.

- To prawda.

- Tobie nic się nie stało?

W głosie Angeli brzmiała autentyczna troska.

-  Drogę  zalało  tak,  że  nie  dało  się  przejechać,  ale  na

szczęście byłam już blisko rancza Jessego Stevensa. Zobaczył
światła i ruszył mi na ratunek.

- Porsche to nie jest auto na takie drogi.

background image

-  Daruj  sobie  ten  dydaktyczny  ton.  -  Esme  udało  się

nareszcie  rozplątać  włosy  i  mogła  przeciągnąć  po  nich
szczotką  aż  po  same  końce.  –  Wiem,  że  nie  pochwalałaś
mojego zakupu.

-  To  twoje  pieniądze  i  możesz  robić  z  nimi,  co  chcesz  –

odparła Angela. – Martwiłam się o ciebie.

-  Wiem.  –  Esme  zazdrościła  bliźniaczkom  łączącej  je

więzi.  Czasami  czuła  się  przy  nich  jak  piąte  koło  u  wozu.  –
Dziękuję, że się o mnie troszczysz.

Angela  dokończyła  pakowanie  kolejnego  prezentu,

dopiero potem zapytała:

-  Udało  ci  się  coś  zdziałać?  Mam  na  myśli  Jessego

Stevensa?

- Zdążyłam tylko wziąć prysznic.

- Prysznic? – Angela uniosła brwi. – U Jessego Stevensa

w domu? Jesteś tam teraz?

-  Tak.  Nie  bądź  taka  zszokowana.  Przemokłam  do  nitki.

Musiałam  się  przebrać.  –  Esme  spojrzała  na  swoje  kolana.
Kiedy  ostatni  raz  miała  na  sobie  dres?  W  liceum?  Chyba
w podstawówce.  – Ale dość gadania o mnie. Jak wczorajsza
randka z Ryderem?

Angela  związała  się  z  człowiekiem,  którego  ojciec  całe

życie  serdecznie  nie  znosił,  jego  rywalem  w  staraniach
o prezesurę Klubu Hodowców, Ryanem Currinem. Planowali
małżeństwo,  lecz  Sterling  Perry  doprowadził  do  zerwania
zaręczyn.  Niedawno  Angela  i  Ryder  wrócili  do  siebie  i  co
najdziwniejsze, dostali błogosławieństwo Sterlinga.

background image

Esme  gotowa  była  się  założyć  o  znaczną  sumę,  że

niedługo zaręczą się ponownie.

Miała  tylko  nadzieję,  że  Ryder  naprawdę  jest  dobrym

partnerem  dla  jej  siostry.  Był  już  dwukrotnie  żonaty.
Z  pierwszą  żoną  się  rozwiódł,  druga  zmarła.  Z  każdą  miał
dziecko,  a  najmłodszą  córkę  adoptował.  Wszyscy  byli  już
dorośli.

- Nigdy nie sądziłam, że dostaniemy drugą szansę – rzekła

Angela. – Ale jest dobrze. Naprawdę dobrze.

W  niebieskich  oczach  Angeli  pojawiły  się  smutek

i  tęsknota,  a  Esme  poczuła  wyrzuty  sumienia  z  powodu
swoich wątpliwości.

- Żałuję, że nie możemy spotkać się na lunch i pogadać.

Angela  kiwnęła  głową  z  uśmiechem.  Ze  stosu  prezentów

wyciągnęła kolejny do zapakowania.

- Miło by było, ale rozumiem.

- Powinnam poczekać z wyjazdem…

- Tata docenia, ile dla niego robisz. To ważne.

Ważniejsze od wspierania siostry?

Esme  usiłowała  przekonać  ojca,  że  wyjazd  można

przesunąć  o  dwa  dni,  ale  Sterling  nalegał.  A  ona  ustąpiła.
Miała  dodatkowy  argument  w  postaci  pogarszającej  się
pogody, lecz go nie użyła.

-  Zanim  się  obejrzysz,  wrócę  do  Houston.  Umówimy  się

na  brunch,  pogadamy  przy  kieliszku  szampana  z  sokiem
pomarańczowym.

background image

-  Znakomicie.  Daj  znać,  kiedy  wracasz,  to  ściągnę

Melindę. To musi jednak być brunch, nie zwykłe śniadanie, bo
biedaczka wciąż ma poranne mdłości. – Angela podniosła rękę
do ust i przez chwilę gryzła paznokieć. – Może zaprosimy też
Tatianę? Jeśli nie masz nic przeciwko temu.

Esme  siłą  się  powstrzymywała,  by  nie  wybuchnąć

i powiedzieć, że chce się spotkać tylko z Angelą, bez Melindy,
a  już  na  pewno  bez  Tatiany  Havery,  najlepszej  przyjaciółki
Angeli.

Odkąd  wyszło  na  jaw,  że  Willem  Inwood  to  jej  brat

przyrodni,  który  na  wiele  lat  zerwał  kontakty  z  rodziną,
Tatiana Havery, wiceprezeska Perry Holdings i specjalistka od
handlu nieruchomościami, przechodziła trudny okres.

W  zeszłym  tygodniu  Inwood  trafił  do  aresztu.  Nie  mogą

odciąć się od niej. To by było nie fair. Przyjaciół nie zostawia
się w biedzie.

-  Zgoda.  Brunch  we  cztery,  ty,  Melinda,  Tatiana  i  ja.

A  może  zaprosimy  też  córki  Ryana?  Poznałabym  moje
przyszłe siostrzenice.

Esme  się  zaśmiała.  Córki  Ryana  są  dorosłymi  kobietami.

Między Ryanem a Angelą jest duża różnica wieku, ale skoro
Angeli  to  nie  przeszkadza,  to  co  ja  mam  do  powiedzenia,
upomniała się w duchu.

- W porządku. Zaproszę je. – Angela potrzasnęła grzywą

blond  włosów  i  spojrzała  na  bałagan  wokół  siebie.  Prezenty,
skrawki kolorowych papierów, kawałki wstążek. – No dobrze,
siostrzyczko.  Muszę  tu  posprzątać.  Dzięki,  że  się
odmeldowałaś. Bądź w kontakcie.

background image

- Odezwę się, jak będę miała coś nowego.

Esme pomachała Angeli ręką i się rozłączyła. Potem spięła

włosy w luźny węzeł na czubku głowy i westchnęła.

Pora stawić czoło seksownemu gospodarzowi i sprawdzić,

czy jego pocałunek będzie smakował sznapsem miętowym.

Jesse  wyglądał  przez  w  okno  w  kuchni.  Burza  wciąż

szalała, na podjeździe utworzyły się ogromne kałuże.

Cieszył się, że zdążył dotrzeć do Esme prawie w ostatniej

chwili.

Musiał  przyznać,  że  kobieta,  która  z  takim  impetem

wtargnęła w jego życie, zrobiła na nim duże wrażenie.

Nie  była  w  jego  typie.  Jej  styl  jest  zbyt  miejski,  zbyt

wytworny jak na warunki życia na ranczu. Ale to przecież bez
znaczenia.

Ma aż trzy kandydatki na żonę, które wkrótce pozna.

Jego  myśli  wciąż  jednak  wracały  do  Esme  w  mokrych

spodniach  i  bluzce  przyklejonych  do  ciała,  podkreślających
kształtną figurę, i do mokrych włosów falami spływających na
ramiona. Nic nie poradzi na to, że nieznajoma, która właśnie
w  tej  chwili  bierze  prysznic  i  doprowadza  swój  wygląd  do
porządku w łazience dla gości, go zaintrygowała.

Zamieszał  czekoladę  w  ogromnym  kubku,  prezencie  od

młodszej  siostry.  Sama  go  zrobiła  na  zajęciach  z  ceramiki.
Wiedziała,  że  prezent  wykonany  samodzielnie  będzie  dla
niego  cenniejszy  od  kupionego  w  sklepie.  Jessego  Stevensa
stać było na wszystko, czego zapragnął.

background image

Nie  był  zbyt  sentymentalny,  lecz  kubek  uosabiał  więź

z ostatnim żyjącym członkiem rodziny. Był czymś w rodzaju
kotwicy.

Otworzył  butelkę  sznapsa  miętowego  i  postawił  obok

kubka. Niech Esme doleje wódki do czekolady wedle swojego
uznania.

Sobie  zrobił  kawę  z  whisky,  potem  usiadł  na  stołku

barowym  i  dokończył  kolację  –  stek  w  grzankach  z  masłem
czosnkowym.

Jedząc, zaczął szczegółowo analizować wypadki ostatniej

godziny.  Żałował,  że  nazwał  rodzinę  Esme  niesławną.  To
słowo  o  zbyt  negatywnym  zabarwieniu,  szczególnie  że
Sterlinga  Perry  oczyszczono  z  zarzutu  morderstwa.  Jesse
z doświadczenia wiedział, co to znaczy być niesprawiedliwie
oskarżonym.

Wrócił  wspomnieniami  do  przesłuchania  przez  przybyłą

z  Houston  detektyw  Zoe  Warren.  Wszystko  przez  sprzeczkę
z  Vincentem  Hammem.  Sądził,  że  może  na  niego  liczyć.
Zwrócił się do niego z prośbą o protekcję, kiedy jego siostra
skończyła studia i otrzymała dyplom MBA. Hamm odmówił.
Nawet nie chciał załatwić dla niej rozmowy wstępnej w Perry
Holdings.

Jesse  wypił  jeszcze  jeden  łyk  kawy.  Nadal  nie  rozumiał,

dlaczego  Vincent  nie  chciał  pomóc,  mimo  że  miał  wobec
niego dług wdzięczności.

Przeniósł  się  do  miasta,  zatrudnił  w  Perry  Holdings,

zarabiał  grube  pieniądze.  Woda  sodowa  uderzyła  mu  do
głowy.

background image

Jessemu  puściły  nerwy.  Zadzwonił  i  nagrał  się  na

sekretarkę.

Kilka tygodni później Vincent Hamm nie żył.

Został zamordowany.

Policja  odkryła  nagranie.  Kilka  słów  wypowiedzianych

w złości. Ale Jesse miał mocne alibi. W czasie, kiedy zabito
Hamma,  przebywał  trzy  godziny  jazdy  samochodem  na
południe  od  Houston,  na  aukcji  bydła.  Przedstawił  kwity
z aukcji, rachunek z hotelu. Jako praworządny obywatel sam
zaproponował,  że  podda  się  badaniu  wykrywaczem  kłamstw.
Został oczyszczony z zarzutów.

Też  chciał,  aby  znaleziono  mordercę  Hamma.  Raczej

prędzej niż później.

Dźwięk  otwieranych  i  zamykanych  drzwi  pokoju

gościnnego przywrócił go do teraźniejszości.

Na  widok  Esme  powoli  podniósł  się  z  miejsca.  W  jego

dresie  z  napisem  Texas  A&M  i  sportowych  skarpetkach,
z  brylancikami  w  uszach,  wyglądała  diabelnie  szykownie
i seksownie.

- Co za odmiana – skomplementował.

Przesunął  w  jej  stronę  kubek  z  czekoladą  i  butelkę

sznapsa.

- Miło włożyć suche ubranie – odrzekła.

Wlała  odrobinę  wódki  do  gorącej  czekolady,  zamieszała,

podniosła kubek do ust. Jesse odnosił wrażenie, że wszystko to
robi jakby z roztargnieniem.

background image

-  Cieszę  się,  że  mogłem  pomóc.  –  Poczekał,  aż  Esme

usiądzie, dopiero wtedy sam usiadł i zapytał: - Skontaktowałaś
się z rodziną?

- Tak. Przed chwilą. Zadzwoniłam do mojej siostry Angeli.

Umówiłyśmy  się  na  brunch.  Odkąd  znowu  spotyka  się
z Ryderem Currinem, ma mało czasu na babskie pogaduchy.

Wieść  o  zaręczynach  pary  zelektryzowała  całe  Royal.

Perry  i  Currin?  Niewyobrażalne.  Potem  nastąpiło  zerwanie,
a teraz narzeczeni zeszli się na nowo.

Jesse  pokręcił  głową.  Dla  siebie  pragnął  bardziej

stabilnego związku.

- Jesteście blisko z sobą?

Esme zastanawiała się nad odpowiedzią.

-  Angela  i  Melinda  to  bliźniaczki.  Mam  też  brata,

Roarke’a. Kochamy się bardzo.

Jesse  słyszał  plotki,  że  Roarke  jest  biologicznym  synem

Rydera Currina. Aby je przeciąć, przeprowadzono test DNA,
który  wykazał,  że  ojcem  chłopaka  jest  Sterling  Perry.  Jesse
potrafił sobie wyobrazić, jakim stresem dla rodziny była cała
ta historia.

- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

-  Bliźniaczki  są  bardzo  z  sobą  związane,  a  brat  zawsze

chadzał własnymi drogami. Jest szczęśliwy, pracuje dla Perry
Holdings, kieruje nowo utworzonym działem zajmującym się
etyką w biznesie. Pracuje też na pół etatu jako adwokat.

-  Słyszałem.  Pomaga  wykluczonym.  Musisz  być  z  niego

dumna.

background image

-  I  jestem.  Nie  było  mu  łatwo  przeforsować  własne

pomysły. Długo toczył z ojcem walkę. Ojciec chciał, aby zajął
ważne  stanowisko  w  firmie.  No,  dosyć  o  mojej  rodzinie.  –
Esme  potrząsnęła  głową,  blond  włosy  zafalowały.  –  Masz
rodzeństwo?

Przeniosła wzrok na fotografię na blacie kuchennym.

Musiał przyznać, że jest spostrzegawcza.

-  Siostrę.  Jest  jedynym  członkiem  rodziny,  jaki  mi

pozostał.  Niedawno  myślałem,  że  i  ją  stracę.  Perforacja
wyrostka. Potrzebna była operacja ratująca życie.

Na  wspomnienie  tamtych  chwil  Jessemu  żołądek

podjechał do gardła.

- Strasznie mi przykro. Teraz dobrze się czuje?

- Tak. Już doszła do siebie.

Jesse spojrzał na kubek w dłoniach Esme.

-  Dzięki  Bogu.  To  musiało  być  dla  ciebie  przerażające

doświadczenie.

- I było.

Esme  spuściła  wzrok.  W  milczeniu  obracała  w  dłoniach

kubek z czekoladą.

- Nie myliłeś się. Moje siostry bliźniaczki łączy specjalna

więź.  Co  do  brata…  Jego  przeprowadzka  do  Dallas  nie  była
zaskoczeniem.  Teraz,  kiedy  wrócił,  stosunki  między  nami
zaczęły się zmieniać. Ale ja wciąż jestem pośrodku. Nie, nie
narzekam. Tak jest i tyle.

-  Zabrzmiało  to  tak,  jak  gdybyś  jednak  miała  z  tym

problem.

background image

Uniosła brwi zaskoczona jego przenikliwością. Wypiła łyk

czekolady,  położyła  dłoń  na  marmurowym  blacie,  rozsunęła
palce.

- Co do tych trzech gracji… Umieram z ciekawości, kim

one są.

- Randka w ciemno.

Esme zrobiła wielkie oczy.

- Z trzema naraz?

-  Nie,  nie…  -  Aż  się  żachnął.  Potem  obronnym  gestem

uniósł dłonie i zaśmiał się. – To nie tak, jak myślisz. Wysłałem
zgłoszenie do biura matrymonialnego. Swatka zaproponowała
trzy kandydatki.  Mają tu przyjechać  każda  osobno,  zapoznać
się z życiem na ranczu i zdecydować, czy im to odpowiada. To
nie dla każdego.

Na wzmiankę o życiu na ranczu Esme umknęła wzrokiem

w bok.

- Swatka? Serio?

-  Mnóstwo  ludzi  korzysta  z  internetowego  biura

matrymonialnego. Ja się zdecydowałem z braku czasu.

Była to w stu procentach prawda. Jesse doceniał również

praktyczną  stronę  takiego  rozwiązania.  Ktoś,  kto  zna  się  na
tych  sprawach,  znajdzie  mu  kandydatkę  o  podobnych
zainteresowaniach.

A on oszczędzi czas i uniknie ryzyka.

Esme zmarszczyła czoło, odchyliła się do tyłu i zapytała:

- Dlaczego chcesz mieć dziewczynę, skoro nawet nie masz

czasu jej sobie znaleźć?

background image

Odpowiedź na to pytanie była bardzo łatwa.

- Nie chcę dziewczyny, chcę żony.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

-  Żony?  –  powtórzyła  Esme,  przekonana,  że  się

przesłyszała. Spojrzała na Jessego przez zmrużone powieki. –
Wkręcasz mnie, prawda?

- Skądże. – Odstawił kubek na bok. - Szukam żony.

Esme  ogarnęło  rozczarowanie.  Ale  ranczer?  Nie,  nie.

Wykluczone.

- Aha. Żony. Nie dziewczyny, z którą mógłbyś umówić się

na  randkę?  To  trochę…  -  zamilkła,  a  po  chwili  ciągnęła:  -
Dziwi  mnie,  że  snujesz  tak  dalekosiężne  plany  w  związku
z kimś, kogo jeszcze nie poznałeś.

Jesse skrzyżował ręce na piersi.

- Twoje zdziwienie jest trochę obraźliwe.

- Przecież jesteś mężczyzną.

Mimowolnie  spojrzała  na  jego  bicepsy,  muskularne

ramiona, które podniosły ją jak piórko.

- A ta uwaga to czysty seksizm.

W  oczach  Jessego  na  jedno  mgnienie  pojawił  się

zmysłowy błysk, lecz zaraz zgasł.

Esme  szybko  chwyciła  kubek.  Powinna  przestać  droczyć

się ze swoim gospodarzem, zanim zrobi sobie z niego wroga.

background image

- Przepraszam. Miałam na myśli tylko to, że od pierwszego

spotkania do ołtarza jest daleka droga.

- Przeprosiny przyjęte. – Otworzył drzwi lodówki. – Bita

śmietana?

- Słucham? – zapytała, zbita z tropu.

- Do czekolady.

Wyjął pojemnik i uniósł w górę.

-  Eee…  -  Wyobraźnia  natychmiast  podsunęła  Esme

pomysł, co mogliby razem zrobić z tym słodkim dodatkiem. -
Poproszę.  –  Wzięła  od  Jessego  pojemnik  i  wycisnęła  duży
kleks śmietany do kubka. – Jasne, nie ma powodu, dla którego
nie mógłbyś znaleźć miłości.

-  Nie  powiedziałem  nic  o  miłości  –  rzeczowym  tonem

sprostował Jesse. – Tylko o małżeństwie.

Znowu  ją  zaskoczył.  Ten  mężczyzna  nie  był  taki,  jakim

przedstawiały go media.

- Małżeństwo, ale nie miłość?

Esme  pomyślała  o  małżeństwie  rodziców,  w  którym  nie

było miłości, o matce płaczącej po nocach, o ojcu, który wolał
przesiadywać  w  biurze  do  późna,  niż  wracać  do  domu.  Dla
siebie pragnęła czegoś więcej i żal jej było każdego, kto miał
skromniejsze oczekiwania.

-  Dlaczego  nie?  Mam  poukładane  życie,  ten  dom,

ranczo. – Wyliczał na palcach. – Czas na kolejny etap. Żona.
Dzieci.

Mówił, jakby układał listę zakupów.

background image

-  Czy  te  trzy  kobiety  wiedzą,  że  mają  zaraz  po  ślubie

zabrać się do rodzenia dzieci?

Usiłowała  wyobrazić  sobie  idealną  wybrankę  Jessego.

Czego  ona  pragnie?  Za  jaką  cenę  poświęci  marzenie
o miłości?

Jej wizja przyszłości była inna. Dla niej najważniejsza była

miłość. Brała pod uwagę małżeństwo. We właściwym czasie,
z właściwym mężczyzną. Tym jednym jedynym.

Wypiła łyk czekolady.

- Kwestionariusz do wypełnienia jest bardzo szczegółowy.

Nasze oczekiwania co do przyszłości są zgodne.

Mało subtelne, pomyślała Esme.

- A ja stanęłam ci na drodze.

Zupełnie  niespodziewanie  poczuła  ukłucie  zazdrości.

Dopiero  co  go  poznała!  I  jak  zdołała  się  zorientować,
stanowili swoje przeciwieństwo.

Jesse podszedł do okna. Na zewnątrz wciąż szalała burza.

-  Wątpię,  aby  któraś  z  nich  wybrała  się  w  drogę  w  taką

ulewę – stwierdził.

Odwrócił się, jego wzrok zatrzymał się na wargach Esme.

Dopiero wtedy poczuła, że jest umazana bitą śmietaną.

Podał  jej  serwetkę.  Esme  mimowolnie  pomyślała,  że

zamiast tego mógłby pocałunkiem zlizać słodkie „wąsy”.

Zapragnęła poznać smak jego ust.

Przełknęła ślinę, aby odpędzić od siebie te myśli.

background image

-  Jak  one  się  czują,  biorąc  udział  w  edycji  programu

„Ranczer szuka żony”?

Rzucił jej rozbawione spojrzenie i cofnął się o krok.

- To nie jest telewizyjny reality show.

- Jasne. – Esme przewróciła oczami. – Nie ma kamer.

- Poza tym przyjadą o różnych porach, więc nie wpadną na

siebie.

- Subtelność godna podziwu – prychnęła z sarkazmem. –

Co  twoje  przyszłe  narzeczone  sądzą  o  takiej  pozbawionej
uczuć transakcji?

- Znają reguły gry. Nikt nie zostanie oszukany.

Reguły  gry.  Jakie  to  proste.  Jakie  wyrachowane.  Żadnej

tajemniczości, żadnego przypadku…

- Dobrze wiedzieć.

Odsłonił zęby w uśmiechu.

- Zainteresowana wzięciem udziału w castingu?

Gestem protestu uniosła ręce.

-  Och,  nie.  Nie  spieszy  mi  się  do  zaludniania  pokoju

dziecięcego i mam dość mieszkania na ranczu.

Jesse spojrzał na nią z ukosa.

- Prawda. Wychowałaś się na ranczu.

Esme  dzieciństwo  spędziła  w  ogromnym  domu,  prawie

pałacu,  na  obrzeżach  Houston.  Rodzice  odziedziczyli  po
dziadkach ze strony jej matki wartą miliony dolarów hodowlę
bydła i koni. A jednak przy pierwszej nadarzającej się okazji
uciekła do miasta.

background image

-  Owszem.  Nie  mam  ochoty  na  powtórkę.  –  Wzmianka

o  ranczu  wystarczyła,  aby  przypomniała  sobie  o  celu  swojej
wizyty  i  powodach,  dla  których  powinna  zachować  rezerwę
w  stosunku  do  Jessego.  –  Dziękuję  za  czekoladę,  ubranie
i  przede  wszystkim  za  przybycie  mi  z  odsieczą.  Chyba
powinnam się położyć.

Umyła kubek, walcząc z pokusą, by zostać jeszcze dłużej

w  kuchni,  słuchać  ciepłego  głosu  przystojnego  kowboja,
wyobrażać sobie pocałunek o smaku whisky, i szybko wróciła
do sypialni.

Nie  mógł  spać.  Wyobraźnia  wciąż  podsuwała  mu  obrazy

nieoczekiwanego  gościa.  Esme  przemoczona  do  suchej  nitki.
Esme równie ponętna w jego dresie. A gdyby tak zdjąć z niej
to ubranie?

Przed  świtem  dał  za  wygraną,  wstał  i  udał  się  do  stajni.

Obcasy jego butów kowbojskich stukały o beton, gdy zbliżał
się do boksu Juniper, niedawno kupionej jabłkowitej klaczy.

Juniper potrząsnęła grzywą, powąchała mu rękę, łaskocząc

wnętrze  dłoni.  Jej  ciepły  oddech  rozgrzewał  mu  zziębnięte
palce. Ranek był chłodny i wilgotny.

Jesse  założył  klaczy  uzdę  i  podprowadził  do  krzyżaka,

gdzie miał już naszykowane zgrzebła. Czyszczenie koni nigdy
go  nie  nudziło.  Mechaniczne  ruchy  w  rytm  kropli  deszczu
bębniących o blaszany dach go uspokajały.

Gdy  skończył,  odprowadził  klacz  do  boksu  i  dał  jej

marchewkę.  Juniper  schrupała  przysmak  i  poruszyła  uszami,
jak gdyby w podziękowaniu.

background image

Wróciwszy do domu, w kuchni zastał Esme siedzącą przed

kominkiem  w  pozycji  lotosu.  Obok  na  mahoniowym  stoliku
stały kubek z kawą i talerzyk z rogalikiem.

Jessemu serce zbiło mocniej.

Psiakrew!

Z  włosami  związanymi  w  koński  ogon,  w  różowym

swetrze  i  legginsach  w  kwiatowy  wzór  należących  do  jego
siostry Esme wyglądała pięknie. W blasku kominka jej skóra
sprawiała wrażenie pokrytej kropelkami rosy.

Jesse  zauważył,  że  włożyła  jego  skarpetki,  te  same  co

wczoraj, i pomyślał, że musi znaleźć dla niej jakieś buty.

- Rozmawiałem  z mechanikiem – powiedział.  Sięgnął  po

kubek i nalał sobie kawy. – Twój samochód nie chciał zapalić.
Zabrali go do warsztatu.

- Tego się obawiałam.

Zajął fotel po drugiej stronie kominka.

- Jeśli Carl zdoła dostać się tu terenówką, przywiezie twoją

walizkę.  Jeśli  nie,  będziesz  musiała  zadowolić  się  rzeczami
mojej siostry. Poszukam dla ciebie kaloszy.

Esme wyjęła telefon schowany pod udem.

-  Spróbuję  wynająć  samochód.  Chyba  będą  mieli  jakieś

wolne.

Jesse wyciągnął nogi przed siebie.

- Szkoda czasu - stwierdził.

- Dlaczego? – zdziwiła się. – To jakiś problem?

background image

- O tej porze roku, tuż przed świętami, wszystkie firmy już

od  kilku  tygodni  mają  wszystkie  auta  zarezerwowane.  Ale  –
urwał  i  uśmiechnął  się  szelmowsko  –  ja  mogę  pożyczyć  ci
środek lokomocji.

-  Och,  to  by  mi  bardzo  pomogło.  –  Odłożyła  telefon.  -

Dzięki.

Jesse zmrużył oczy.

-  Mam  zapasową  ciężarówkę.  Liczy  sobie  dwadzieścia

dwa lata, ale jest na chodzie. Carl to świetny fachowiec.

Esme, wyraźnie zbita z tropu, pogładziła końce włosów.

- Aha… Dziękuję, że mnie uprzedziłeś.

- Nigdy nie prowadziłaś ciężarówki, tak?

-  Przeciwnie.  Nauczyłam  się  prowadzić  właśnie  na

ciężarówce  na  ranczu  taty.  To  był  ford  tak  pogruchotany,  że
nikt by nie zauważył dodatkowego wgniecenia albo dwóch.

Jesse gestem toastu podniósł kubek z kawą.

- Rozumiem.

- Droczysz się ze mną.

- Może odrobinę.

-  Tylko  pamiętaj,  żebyś  nie  zdradził  się  z  tym  przed

swoimi trzema potencjalnymi narzeczonymi.

Jesse parsknął śmiechem i zanim się zreflektował, wypalił:

- Może jeśli przestanie padać, wyprawimy się do lasu po

choinkę? O ile będziesz miała ochotę, oczywiście.

- Będę, jeśli obiecasz, że nie każesz mi ładować jej na pakę

ciężarówki. – Puściła do niego oko.

background image

- Nie bój się. Możesz tylko stać z boku i ładnie wyglądać –

powiedział.

Mówił prawdę. Samo jej towarzystwo mu wystarczy.

Co  z  twoim  postanowieniem,  aby  trzymać  się  od  niej  na

dystans, odezwał się wewnętrzny głos.

Dwie  godziny  później  w  uszach  Esme  wciąż  brzmiały

słowa  Jessego  jakby  zapraszające  do  flirtu.  Doszła  do
wniosku,  że  rozpoczęcie  rozmowy  o  ojcu  i  wyborach  na
prezesa Klubu będzie trudniejsze, niż się spodziewała.

Nie zamierzała jednak rezygnować. A przy segregowaniu

ozdób  choinkowych  –  deszcz  nie  ustawał  i  wyprawa  po
drzewko  musiała  zostać  odłożona  –  będzie  miała  okazję
poruszyć ten temat.

Podczas  gdy  Jesse  znosił  ze  strychu  kolejne  pudła

z  ozdobami,  Esme  ściągnęła  na  telefon  ulubione  melodie
świąteczne  i  przez  bluetootha  połączyła  się  z  zestawem
nagłaśniającym w salonie.

Rozległy  się  pierwsze  dźwięki  „Przychodzimy  z  kolędą”

w wersji z lat pięćdziesiątych.

Początek Bożego Narodzenia.

I prawdziwy początek jej misji.

- To chyba twojej siostry – stwierdziła Esme.

Trzymała dwa srebrne dzwonki, jeden z wygrawerowanym

imieniem Jesse, drugi z imieniem Janet.

- Tak. Podzieliliśmy się ozdobami, ale musiałem przeoczyć

ten dzwonek.

- Zobaczycie się w święta?

background image

Wiedziała,  że  pytanie  jest  trochę  wścibskie,  ale  nie

potrafiła zapanować nad ciekawością.

-  Mówiłem  ci  już,  że  moja  rodzina  nie  była  specjalnie

zżyta – zaczął Jesse, właściwie nie odpowiadając na pytanie. –
Rodzice nie dogadywali się. – Twarz mu spoważniała. - Oboje
już nie żyją.

-  Przykro  mi.  Moja  mama  zmarła  dziesięć  lat  temu,  a  ja

wciąż bardzo za nią tęsknię.

Zaczęła  się  bawić  bransoletką,  którą  dostała  od  matki

bardzo  dawno  temu.  Tamara  była  dobra  i  kochająca.  Esme
wiedziała, że rodzice nie pobrali się z miłości i patrzenie, jak
bardzo  są  nieszczęśliwi,  utwierdziło  ją  w  postanowieniu,  że
ona  wyjdzie  za  maż  tylko  za  kogoś,  kto  będzie  darzył  ją
uczuciem.

Strata matki zacieśniła więzi rodzinne.

Esme nie wyobrażała sobie, co by zrobiła bez ojca, brata

i sióstr. Oni byli jej całym światem. Boże Narodzenie zawsze
obchodzili wspólnie i radośnie. Czasami trudno było ściągnąć
Roarke’a, ale w końcu dawał się uprosić.

W tym roku specjalnie cieszyła się na spotkanie z nim, bo

nareszcie znalazł szczęście u boku nowej miłości, Annabel.

-  Musi  wam  być  ciężko  bez  rodziców.  Ale  może  po  ich

stracie zbliżyliście się do siebie?

Esme odwinęła kolejną bombkę. Sanki z zaprzęgniętym do

nich reniferem.

- Janet jest wspaniała  i kocham ją, oczywiście.  Omal nie

oszalałem,  kiedy  zachorowała.  Ale  teraz  już,  dzięki  Bogu,
doszła do siebie.

background image

Otarł twarz dłonią.

– Macie co świętować w to Boże Narodzenie – zauważyła

Esme.

Palcami przeczesał włosy.

- Raczej się nie zobaczymy – odrzekł. – Nie mamy wiele

wspólnego. Janet jest znacznie młodsza ode mnie i… No cóż,
każde z nas ma teraz swoje życie.

Odwinął  szklaną  kulę z choinką,  dziadkiem  do orzechów

i  tancerką  w  środku,  obrócił  w  rękach,  przekręcił  kluczyk.
Zawirowały  płatki  śniegu,  rozległy  się  dźwięki  Tańca
Wieszczki Cukrowej z baletu „Dziadek do orzechów”.

Esme przygryzła wargę, aby nie okazać wzruszenia. Lekko

dotknęła ramienia Jessego.

- Te ozdoby przywołują ciepłe wspomnienia, prawda?

-  Owszem  –  odrzekł.  Postawił  kulę  na  półce  nad

kominkiem.  –  Z  niecierpliwością  czekam  na  moment,  kiedy
zacznę tworzyć nowe wspomnienia z własnymi dziećmi.

To  wyznanie  podziałało  na  Esme  jak  zimny  prysznic.

Postanowiła zmienić temat.

- Twoja siostra lubi ładne ubrania.

Spojrzał na nią z ukosa.

- Po co ten sarkazm, pani Prado?

-  To  nie  są  rzeczy  do  pracy,  ale  na  ranczo  pasują  jak

najbardziej. Są wygodne, wesołe.

- Miło wiedzieć, że potrafisz docenić mniej wyrafinowany

styl.

background image

Esme  podała  mu  bombkę  w  kształcie  krowy  z  długimi

rogami  charakterystycznymi  dla  rasy  longhorn  popularnej
w Teksasie.

- Nie jestem snobką.

- Doprawdy?

Cofnęła  rękę,  lecz  mrowienie  na  skórze  wywołane

zetknięciem się ich palców pozostało.

- Czyżby cię to zdziwiło?

Pozytywka  przestała  grać,  na  chwilę  w  pokoju  zaległa

cisza.  Jesse  przysunął  się  odrobinę  bliżej,  w  powietrzu
zaiskrzyło.

- Czy twoja urażona duma da się ugłaskać zapewnieniem,

że we wszystkim, co włożysz na siebie, wyglądasz seksy?

Rozległy  się  pierwsze  tony  następnej  melodii  z  playlisty

Esme.

- A co z tymi trzema ewentualnymi kandydatkami na żonę,

z  których  jedna  urodzi  ci  dzieci,  żebyś  mógł  tworzyć
szczęśliwe wspomnienia?

Jesse cofnął się i kiwnął głową.

- Masz rację. To było niestosowne z mojej strony. Szczerze

mówię  o  pragnieniu  założenia  rodziny  i  wzięcia  na  siebie
wszystkiego, co się z tym wiąże.

- Jak modelowy członek Klubu Hodowców.

- Zgadza się.

Złapał jej spojrzenie i je przytrzymał.

background image

Esme  poczuła  falę  gorąca.  Jesse  ją  pociągał,  chociaż

doskonale  wiedziała,  że  to  niemądre,  że  istnieje  zbyt  wiele
powodów,  dla  których  nie  byliby  dla  siebie  dobrymi
partnerami.

Uniósł  rękę,  dotknął  jej  włosów  związanych  w  koński

ogon,  przerzucił  je  na  plecy.  Jego  palce  musnęły  jej  szyję.
Pragnęła tego dotyku. I pocałunku. Tylko jednego.

Może  to  nie  będzie  oszałamiający  pocałunek,  pomyślała,

ale  potem  będzie  już  mogła  spokojnie  skupić  całą  uwagę  na
misji, z jaką tu przyjechała.

Płonne nadzieje.

To był więcej niż oszałamiający pocałunek.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Jesse  spodziewał  się,  że  pocałunek  dostarczy  mu

przyjemnych doznań. W końcu Esme jest seksowną kobietą.

Nie spodziewał się jednak, że już pierwsze zetknięcie się

ich warg sprawi, że zapragnie odkryć więcej jej sekretów.

To prawda, pragnie jej od pierwszej chwili, gdy zobaczył

ją na drodze wśród szalejącej burzy.

Otoczył ją ramionami, przyciągnął do siebie, koniuszkiem

języka spróbował rozchylić jej wargi. Nie zaprotestowała…

Wszystkie  myśli  uleciały  mu  z  głowy,  natomiast  zmysły

słuchu, smaku, dotyku jak gdyby ożyły, wyostrzyły się.

Usta Esme smakowały kawą, miętą i czymś jeszcze… Po

prostu nią.

W  tle  grała  cicha  muzyka,  krople  deszczu  uderzały

o szyby. Esme zarzuciła mu ręce na szyję, oderwała wargi od
jego  ust,  skubnęła  szyję,  płatek  ucha.  Jesse  słyszał  walenie
własnego  serca,  pulsowanie  krwi  w  żyłach,  dzwonienie
w uszach…

Zaraz, zaraz…

- Twój telefon – szepnęła. Jej ciepły oddech połaskotał mu

skórę. – Chyba dzwoni twój telefon.

Sygnał  nadejścia  wiadomości  odezwał  się  jeszcze  kilka

razy.  Każdy  dzwonek  przywracał  Jessego  coraz  mocniej  do

background image

rzeczywistości,  a  jednocześnie  jego  zdumienie  tym,  co  się
wydarzyło, rosło.

Psiakrew, zaklął w duchu. Jak mógł do tego stopnia stracić

kontrolę nad sobą?

Puścił  Esme,  sięgnął  po  komórkę  leżącą  na  stoliku

i przesunął palcem po ekranie.

Miał całą serię esemesów.

- Coś nie tak? – zapytała.

Czar prysł.

- Mój zarządca – odrzekł. – Ulewa odcięła jemu i reszcie

pracowników  drogę  do  stajni.  Muszę  tam  zajrzeć.  –  Urwał,
pogładził Esme po policzku. – Przepraszam.

- W porządku. – Poprawiła ubranie i skrzyżowała ręce na

piersi, jakby chciała się nimi zasłonić. – Mną się nie przejmuj.
Ten  pocałunek  to  był  obustronny  błąd.  Działaliśmy  pod
wpływem chwilowego impulsu.

Ooo.  Zabolało.  Dla  niego  to  był  dowód  wzajemnego

pożądania i fascynacji i nie miałby nic przeciwko powtórce.

Przyznawał  jednak  Esme  rację.  Nie  powinien  ulegać

impulsom.

-  Gdybyś  potrzebowała  czegokolwiek,  dzwoń.  –

Wyciągnął z kieszeni wizytówkę. – Dobrze? Słowo?

-  Słowo.  –  Esme  wstała  i  odeszła  kilka  kroków.  –

Powinnam zadzwonić do siostry, odmeldować się.

Ruszyła do drzwi, lecz Jesse wyciągnął rękę i ją zatrzymał.

- Może to był błąd, ale ja go nie żałuję.

background image

Angela  Perry  tylko  jednym  uchem  słuchała  relacji  Esme

o  dekorowaniu  domu  wspólnie  z  Jessem  i  o  tym,  jak
wyglądają poszczególne ozdoby świąteczne.

Cieszyła się na te święta. Za nią stała już ubrana choinka,

a  dokoła  piętrzyły  się  świeżo  zapakowane  prezenty.  To  był
trudny  rok.  Znalazła  się  między  młotem  a  kowadłem,
w  samym  środku  toczącej  się  odwiecznej  wojny  ojca
z Ryderem Currinem, jej narzeczonym.

Ostatni pomysł ojca, aby ubiegać się o prezesurę oddziału

Klubu  Teksańskich  Hodowców  Bydła,  przyprawiał  ją
o  frustrację.  Ryder  nie  zabiegał  o  głosy  przy  pomocy
specjalistki od tworzenia wizerunku.

Co  będzie,  jeśli  ojciec  przegra?  Cofnie  swoje  niedawno

udzielone błogosławieństwo dla jej związku z Ryderem?

Żołądek  podjechał  jej  do  gardła.  Odżyły  bolesne

wspomnienia.  Zerwanie  zaręczyn  było  dramatem  dla  nich
obojga, zaś odnowienie związku ryzykiem.

Angela  wiedziała,  że  Ryder  to  jej  przyszłość,  lecz  nie

potrafiła zwalczyć w sobie lęku.

- Angela? – Głos siostry ją otrzeźwił. – Zanudzam cię, tak?

-  Skądże  –  skłamała  Angela.  Doskonale  zdawała  sobie

sprawę,  że  Esme  czasami  czuje  się  wykluczona  przez  obie
siostry  bliźniaczki.  Kochała  ją,  ale  więź  z  Melindą  była  po
prostu inna. – Cieszę się, że dzwonisz. Przekażę wszystkim, że
masz się dobrze.

-  Dzięki.  Może  wkrótce  będę  miała  coś  konkretniejszego

do powiedzenia.

background image

Słysząc, jak Ryder krząta się w kuchni, Angela uznała, że

pora  zakończyć  rozmowę.  Nie  chciała,  aby  Esme  zaczęła
podejrzewać, że Ryder podsłuchuje.

- Uważaj na siebie i powodzenia ze Stevensem.

Zdążyła się rozłączyć akurat w chwili, gdy Ryder wszedł

do salonu z tacą przekąsek, wędlin, serów i oliwek. Jest taki
cudowny, pomyślała.

I seksowny.

Gdyby  go  nie  znała,  nie  uwierzyłaby,  że  ma  troje

dorosłych  dzieci.  Jak  Brad  Pitt,  Ryder  z  wiekiem  stawał  się
coraz bardziej interesujący.

Opalony,  z  krótko  ostrzyżonymi  blond  włosami,  oczami

błękitnymi  jak  letnie  teksańskie  niebo,  w  wypłowiałych
dżinsach  i  bawełnianej  koszuli  wyglądał  naprawdę  jak
gwiazdor filmowy.

Zaczynał  jako  zwykły  robotnik  na  farmie  Harringtona

Yorka, gdzie Sterling Perry był zarządcą. I narzeczonym córki
Harringtona, Tamary.

Kiedy  Harrington  zmarł,  Sterling  zobaczył,  jak  Ryder

pociesza Tamarę i posądził ich o romans, chociaż Tamara była
o dziesięć lat starsza.

Odkrycie,  że  Harrington  zapisał  Ryderowi  w  testamencie

działkę  bogatą  w  ropę,  jeszcze  bardziej  rozwścieczyło
Sterlinga, chociaż odziedziczył prawie cały majątek po teściu.
Gdy dwie dekady później Ryder i Angela zostali parą, Sterling
nie mógł tego znieść.

Narzeczeni zerwali z sobą, lecz teraz znowu byli razem.

background image

-  Troszczysz  się  o  mnie.  –  Wyciągnęła  nogi  w  stronę

kominka, poruszyła palcami. – Umieram z głodu.

Ryder postawił tacę na stoliku i usiadł w fotelu obok.

- Jak siostra?

- Nadal jest u Jessego Stevensa. Przez tę ulewę nie może

się stamtąd ruszyć.

- Dla twojego ojca to bardzo sprzyjająca okoliczność.

Angela  nie  dała  po  sobie  poznać,  że  słowa  Rydera  ją

zaniepokoiły.

- Błagam, powiedz, że nie miałeś nic złego na myśli.

Ryder obronnym gestem uniósł ręce.

-  Domyślam  się,  że  wasz  ojciec  bardzo  chce  zostać

prezesem Klubu. I wszyscy wiemy, że potrafi być bardzo… –
zawiesił  głos,  jak  gdyby  szukał  właściwego  słowa  –  bardzo
uparty w dążeniu do upatrzonego celu. Pamiętasz, jak nalegał,
żebyśmy zerwali?

Angela  zacisnęła  usta.  W  słowach  Rydera  było  wiele

prawdy.

- Ale w naszej sprawie w końcu ustąpił – powiedziała.

-  Masz  rację.  –  Ryder  nachylił  się  w  jej  stronę.  Na  jego

twarzy  widać  było  zatroskanie.  –  Ale  zaraz  potem  wysłał
twoją siostrę do Royal, aby postarała się przeważyć szalę na
jego korzyść.

- Nie wysłał jej tam po to, żeby uwiodła Jessego Stevensa.

Esme to profesjonalistka i wybitna specjalistka od PR-u.

- I córeczka tatusia – mruknął Ryder.

background image

Rysy jego twarzy stężały.

- Tak samo jak twoje córki – wypaliła Angela.

Wiedziała,  że  córki  Rydera  kochają  ojca,  a  on  kocha  je

i  jest  bardzo  dumny  z  ich  osiągnięć.  Kocha  również  Maję,
swoją  adoptowaną  córkę,  chociaż  ostatnio  stosunki  między
nimi  stały  się  napięte,  gdyż  dziewczyna  zażądała  informacji
o rodzicach biologicznych.

- Posłuchaj – rzekła po chwili milczenia – ty i mój ojciec

od  dawna  się  nie  lubicie.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  to  się  nie
zmieni  jak  za  dotknięciem  czarodziejskiej  różdżki  tylko
dlatego,  że  znowu  jesteśmy  parą.  Pragnę  tylko,  abyście
spróbowali.

- Zawarliśmy rozejm…

- Raczej tymczasowe zawieszenie ognia.

Uśmiechnął się z sarkazmem.

-  Ze  względu  na  ciebie  umówiliśmy  się,  że  wspólnie

będziemy dążyli do ustalenia, co się naprawdę stało.

- A potem?

Angela  nie  dopuszczała  do  siebie  myśli  o  stracie  Rydera

albo ojca.

-  Jeden  z  nas  będzie  zarządzał  nowym  oddziałem  Klubu.

Jeśli wygra twój ojciec, będę lojalny. Jeśli ja…

Z pytającym wyrazem twarzy zawiesił głos.

Angela  nie  miała  ochoty  ciągnąć  tej  rozmowy.  Nachyliła

się w stronę Rydera i wygładziła mu kołnierzyk koszuli.

- Nie rozmawiajmy o moim ojcu.

background image

-  Jasne.  Jeśli  skończyłaś  –  wskazał  tacę  z  przekąskami  –

możemy  pojechać  po  resztę  zakupów  świątecznych.  Chociaż
nie wyobrażam sobie, co jeszcze musiałabyś kupić.

- Możemy darować sobie zakupy – odrzekła.

Usiadła mu na kolanach, pociągnęła za połę koszuli.

- Znakomity pomysł.

Rozmowa z Angelą zirytowała Esme. Nie uszło jej uwagi,

że siostra była trochę rozkojarzona. To wina Rydera, myślała.
Cieszyła  się,  że  Angela  odzyskała  swoją  miłość,  lecz
niepokoiła  się  o  ojca.  Bardzo  mu  zależało  na  zwycięstwie
w wyborach.

Esme postanowiła nie tracić więcej czasu. Włożyła kurtkę

Janet,  udało  jej  się  nawet  znaleźć  kalosze.  Jesse  oczywiście
doskonale  sam  da  sobie  radę  w  stajni,  lecz  chciała  spędzić
z  nim  więcej  czasu.  Nie  tylko  namówić,  aby  poparł
kandydaturę ojca, ale po prostu porozmawiać z tym ciekawym
i charyzmatycznym mężczyzną.

I sprawdzić, czy istnieje między nimi chemia.

Szybko przebiegła przez podwórze do nowoczesnej stajni.

Zaraz  za  drzwiami  strząsnęła  krople  deszczu  z  kurtki
i  niezauważona  przez  Jessego  stanęła  i  przyglądała  mu  się
chwilę.

Właśnie  głaskał  gniadego  konia.  Nawet  z  tej  odległości

widziała białka oczu i rozszerzające się chrapy zwierzęcia.

Coś musiało przestraszyć zwierzę, gdyż potrząsało głową

i  stawało  dęba.  Jesse  przemawiał  do  konia  łagodnie,  starając
się go uspokoić.

background image

Koń  wyczuł  jej  obecność,  wyciągnął  szyję  i  wtedy  Jesse

się obejrzał.

-  Nie  spodziewałem  się  ciebie  –  powiedział.  –  Leje  jak

z cebra. Nie zauważyłaś?

-  Zauważyłam,  ale  pomyślałam,  że  może  potrzebujesz

pomocy.

Przechylił głowę i spojrzał na nią z ukosa.

- Zdajesz sobie sprawę, że pobrudzisz sobie ręce?

-  Owszem.  Ciągle  zapominasz,  że  wychowałam  się  na

ranczu.  To,  że  wybrałam  inne  życie,  nie  znaczy,  że
zapomniałam, czego się nauczyłam.

- W porządku. Przyda mi się pomoc, szczególnie fachowa.

Uznała to za wyzwanie. Uśmiechnęła się kącikiem ust.

- W takim razie powiedz, co jeszcze trzeba zrobić.

Okazało  się,  że  gniademu  o  imieniu  As  ropieje  kopyto

i trzeba mu założyć opatrunek.

Esme podeszła do Asa, podniosła rękę i pozwoliła mu ją

obwąchać. Kiedy koń się uspokoił, pogładziła jego nogę.

- Zjednałaś go sobie. Potrafisz obchodzić się z końmi.

Komplement sprawił jej przyjemność, lecz udała, że to nic

wielkiego.

- Czasami mi się poszczęści – odparła, mrugając okiem.

Wyprostowała  się,  a  wtedy  on  przykucnął,  cmoknął,

klepnął konia nad kostką. As posłusznie uniósł chore kopyto.
Wtedy Esme podała Jessemu butelkę płynu aseptycznego.

background image

- Miastowa  dziewczyna  nie zapomniała,  skąd pochodzi  –

zażartował Jesse.

Polał kopyto płynem, a Esme z podziwem patrzyła na jego

wprawne  ruchy.  Wychowała  się  wśród  kowbojów,  ale  żaden
z nich nie dorównywał Jessemu.

- Tylko ci asystuję. Co teraz?

Jesse ruchem głowy wskazał apteczkę.

- Opatrunek jałowy i plaster.

Podała  mu  rzeczy,  o  które  prosił,  a  gdy  Jesse  kończył

zakładać opatrunek, łagodnym głosem przemawiała do konia
i głaskała go po szyi.

Kiedy  było  po  wszystkim,  Jesse  odprowadził  konia  do

boksu i dał mu smakołyk.

Potem  zaprowadził  Esme  przejściem  między  boksami  aż

na sam koniec stajni, gdzie za drewnianymi drzwiami mieściło
się  biuro.  Pomieszczenie  nie  przypominało  ani  domu
urządzonego  przez  projektanta  wnętrz,  ani  prawie  sterylnie
czystej stajni.

Widok choinki stojącej w kącie obok starego masywnego

biurka  zarzuconego  papierami  zdziwił  Esme.  Dlaczego
choinka  jest  tu,  a  nie  w  salonie?  Czy  to  coś  mówi  o  Jessem
jako o człowieku?

Jesse otworzył lodówkę, wyjął dwie butelki wody i jedną

podał Esme.

- Skontaktowałaś się z siostrą? – zapytał.

- Tak. Pewnie dziwi cię, że tak często rozmawiamy.

background image

-  Podejrzewam,  że  macie  dobre  stosunki,  a  jeśli  tak,  to

wspaniale.  –  Gestem  zaprosił,  aby  usiadła  w  obitym  skórą
fotelu. – Żałuję, że nie mam więcej rodzeństwa.

- To dlatego umówiłeś się aż na trzy randki w ciemno?

Esme starała się nie myśleć o tym, że fotel pachnie Jessem

i że siedząc w nim, ma uczucie, jakby ją obejmował.

-  Taki  jest  plan.  –  Jesse  skrzywił  się  cierpko.  –  Ciebie

w nim nie uwzględniłem.

- Przykro mi.

-  Mnie  nie  –  odparł  enigmatycznie,  ale  zanim  zdążyła

zapytać, co ma na myśli, ciągnął: - Patrzyłem z podziwem, jak
dobrze potrafisz nawiązać kontakt z końmi. Dziękuję.

Esme bawiła się chwilę bransoletką.

- Robiłam tylko to, co trzeba.

-  Ale  wiedziałaś,  co  trzeba  zrobić,  czasami  nawet,  zanim

zdążyłem  cię  poprosić.  Jestem  pod  wrażeniem.  –  Pokiwał
głową.  –  Tak,  wiem,  że  wychowałaś  się  na  ranczu,  ale  nie
każdy patrzy i się uczy. A ty przecież nie musiałaś pracować.

Pomaganie  w  rozmaitych  pracach  na  ranczu  było  jeszcze

jednym  sposobem  zwrócenia  na  siebie  uwagi  ojca,  chociaż
nieskutecznym. On nie lubił rancza, co ją zdumiało, kiedy to
odkryła. Nawet nie lubił koni.

Życie zatoczyło koło. Znowu jest na ranczu i znowu chce

komuś udowodnić, że jest niezbędna.

- Jak sądzisz, co będzie z oddziałem Klubu w Houston? –

wypaliła znienacka.

background image

-  Nie  potrafię  przewidzieć  wyniku  wyborów  –  odparł

wymijająco.

- Sądzisz, że mój ojciec ma szanse?

Może tracę tylko czas? Co jeśli Jesse powie, że ojciec nie

ma  szans?  Będzie  musiała  wyjechać,  jak  tylko  przestanie
padać, tak?

- Oczywiście, że ma.

- Ryder Currin też.

Jesse wzruszył ramionami.

Esme westchnęła.

-  Żałuję,  że  akurat  on  kandyduje.  Jeśli  ojciec  przegra,

będzie mu bardzo trudno pogodzić się z porażką.

- Zdawało mi się, że zakopali topór wojenny.

Czyżby  powiedziała  za  dużo?  Czy  odwieczny  konflikt

wpłynie na działalność nowego oddziału?

- Zrobili to dla mojej siostry. Ale od dawna się nie lubią.

Trudno sobie wyobrazić, że kiedyś razem pracowali.

Ojciec  byłby  dobrym  prezesem  Klubu.  Ale  czy  gdyby  to

on wygrał, lepiej by tolerował związek Rydera i Angeli?

A co ze nią? Jak by zareagował, gdyby się dowiedział, że

całowała się z Jessem?

Podniosła głowę i złapała spojrzenie Jessego.

W  powietrzu  zaiskrzyło.  Mimowolnie  rozchyliła  usta

i koniuszkiem języka przeciągnęła po górnej wardze.

Jesse  nachylił  się,  dotknął  jej  karku,  zbliżył  twarz  do  jej

twarzy.  Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję,  a  on  przyciągnął  ją  do

background image

siebie, uniósł i posadził na biurku.

Ogarnęło  ją  radosne  podniecenie.  Widząc  w  jej  oczach

zachętę, Jesse łagodnie pchnął ją na plecy i nakrył sobą.

Słyszała  bicie  własnego  serca,  bębnienie  deszczu  o  dach,

warkot samochodu na podjeździe…

Samochodu?  Jesse  zmarszczył  czoło  i  podszedł  do  okna.

Esme stanęła za nim.

Wystarczyło jedno spojrzenie na samochód z napędem na

cztery koła i kobietę w kowbojskim kapeluszu, by wiedzieć, że
mimo  koszmarnej  pogody  na  casting  przybyła  pierwsza
kandydatka.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Nawet  w  najgorszych  snach  nie  tak  wyobrażał  sobie

spotkanie  z  ewentualną  przyszłą  narzeczoną.  Wciąż  czuł  na
wargach smak pocałunku z inną kobietą, a front jego koszuli
przesiąkł egzotyczną wonią jej perfum.

Niech  wszystkie  na  zimno  wykalkulowane  praktyczne

plany  na  przyszłość  diabli  wezmą,  pomyślał  i  z  ciężkim
westchnieniem otarł twarz.

A  przecież  powinien  czuć  ulgę.  Kobieta,  która  właśnie

podjeżdża pod dom, ma szansę zostać jego żoną.

Wybrała jednak fatalny moment i przerwała mu miłe sam

na sam z Esme. Esme zaś kolejny raz go zaskoczyła. I tym, że
przyszła  do  stajni  z  propozycją  pomocy,  i  tym,  że  naprawdę
potrafiła zakasać rękawy i wykonać kawał ciężkiej roboty. Był
pod wrażeniem.

Wiedział  jednak,  że  nie  może  stracić  dla  niej  głowy.

Wybrała miejski styl życia, całą energię wkładała w pracę, nie
była  zainteresowana  małżeństwem  i  rodzeniem  dzieci.  Jej
reakcja,  kiedy  wyjaśnił,  dlaczego  zaangażował  swatkę,
dobitnie o tym świadczyła.

-  No  cóż  –  Esme  odezwała  się  pierwsza.  -  Sytuacja  jest

trochę niezręczna.

Wyraźnie chciała obrócić wszystko w żart. Jesse doceniał

jej wysiłki, chociaż nie było mu do śmiechu.

background image

Spojrzał  w  okno.  Naklejone  na  tylną  szybę  samochodu

ślady zwierzęcych łap ułatwiły mu zadanie.

- To musi być Amaryllis Davis. Pani weterynarz. Mieszka

tylko godzinę jazdy stąd.

-  Amaryllis?  Naprawdę  tak  ma  na  imię?  –  wyrwało  się

Esme.  –  Przepraszam,  nie  powinno  się  żartować  z  imion
wybranych  przez  nasze  mamy.  W  końcu  Esme  to  po  persku
szmaragd.

Wiedział,  że  powinien  jakoś  rozładować  krępującą

sytuację, niestety żaden pomysł nie przychodził mu do głowy.

- Przykro mi, że to tak się zbiegło w czasie.

Była  to  chyba  najbardziej  kulawa  pociecha,  jaką  mógł

ofiarować  Esme,  ale  niczego  lepszego  nie  udało  mu  się
wymyślić.  A  gest,  dotyk,  byłyby  przekroczeniem  pewnej
granicy. Musi panować nad emocjami. Ukrywać je. Skupić się
na przyszłości. Na znalezieniu najlepszej partnerki.

-  Niepotrzebnie.  Od  samego  początku  byłeś  ze  mną

szczery  –  odrzekła  Esme.  Jej  piękna  twarz  przybrała
nieprzenikniony wyraz. – Uprzedziłeś o ich wizytach.

Przyglądał  się  jej  w  milczeniu.  Serce  biło  mu

przyspieszonym rytmem. W głowie mu huczało. Pocałowanie
Esme było błędem.

A gdyby spotkał ją, zanim zwrócił się do swatki?

Nie,  nie.  Takie  myśli  są  nie  fair  i  w  stosunku  do  Esme,

i w stosunku do kobiety w samochodzie. Oraz w stosunku do
pozostałych dwóch kandydatek, które dopiero przyjadą.

background image

Przy  jego  obecnym  pechu  one  również  pojawią  się  nie

w porę, pomyślał.

Esme cofnęła się, powiększając dystans między nimi.

-  Sądzę,  że  powinieneś  wyjść  do  niej  sam.  Ja  zostanę  tu

jeszcze  chwilę  i  napiszę  esemesa  do  siostry.  –  Z  udaną
nonszalancją machnęła ręką, lecz wyraz jej oczu świadczył, że
jest  zawiedziona.  –  Muszę  potwierdzić  nasze  spotkanie
z przyjaciółką Angeli, Tatianą.

-  Na  pewno?  –  zapytał.  –  Porozmawiamy  zaraz  po…  To

znaczy, kiedy się okaże, czy ona zostaje, czy nie. Bo ty jeszcze
nie wyjeżdżasz, prawda?

Pytanie  podszyte  nadzieją.  Pytanie,  jakiego  nie  powinien

zadawać.  I  jakie  musiał  zadać.  Schylił  się  i  podniósł
segregatory, które spadły z biurka.

Kiedy znowu spojrzał na Esme, obracała w palcach pasmo

włosów. Przełknęła ślinę.

- Nie mam samochodu, a domyślam się, że nie zostawiasz

kluczyków w kabinie starej ciężarówki.

Spodobało mu się jej poczucie humoru i dystans do siebie.

A  zna  ją  dopiero  jeden  dzień.  To  zauroczenie,  pomyślał.
Chemia. Coś, czego na pewno brakuje w związkach opartych
na praktycznej umowie.

Spojrzał  na  dokumenty  na  biurku.  Musi  myśleć

praktycznie,  realizować  plan.  Poznać  kobietę,  która  ma
podobny  cel  w  życiu  –  rodzinę,  pomnażanie  majątku
i budowanie tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

Z  tym  mocnym  postanowieniem  skinął  Esme  głową

i  wyszedł  na  spotkanie  kobiety,  która,  jak  zapewniała  go

background image

swatka, ma dziewięćdziesiąt osiem procent szans zostać jego
żoną.

Dawne urazy to zmora. Wiedziała o tym lepiej od innych.

Uśmiech jednak nie schodził z jej ust. Nikt nie może zgadnąć,
że  za  konfliktem  między  rodzinami  Perrych  i  Currinów  stoi
kobieta.

Przekonanie,  że  tylko  mężczyzna  może  ich  zniszczyć,  to

czysty seksizm.

Siedziała w sali konferencyjnej Perry Holdings w Houston

i  wiedziała,  że  powinna  czuć  się  zadowolona.  Szczęśliwa
nawet.  Praca  w  zarządzie  korporacji  zapewniała  jej  wysoką
pensję  i  prestiż,  o  jakich  tylko  mogła  marzyć,  dorastając
w biedzie.

Gdy  patrzyła  na  te  wszystkie  grube  ryby  zgromadzone

przy  stole  konferencyjnym  i  słuchała,  o  czym  rozmawiają
między  sobą  -  jakimi  prezentami  świątecznymi  rozpieszczać
i  psuć  swoje  dzieci,  jakie  wakacje  im  zafundować  -  aż  się
gotowała  ze  złości.  Wszystko  dostali  na  tacy,  podczas  gdy
ona…

Perry Holdings albo Currin Oil mogły należeć do jej ojca.

To on mógł odnosić sukcesy, zdobywać władzę.

Dyskusja  o  brylantowych  kolczykach  dla  córeczki

któregoś  z  członków  zarządu  dobiegła  końca  i  nareszcie
przystąpiono do omawiania spraw ważnych dla firmy.

Cokolwiek to znaczyło.

Zebraniu  przewodniczył  Sterling  Perry.  Jak  zwykle

arogancki, a może nawet jeszcze bardziej pewny siebie, odkąd
chmura podejrzeń wisząca nad jego głową zniknęła.

background image

Ale ona się nie podda. Jeszcze nie.

Nigdy.

Żądza  zemsty  była  tak  silna,  że  nawet  świadomość,  iż

nienawiść zatruwa i niszczy ją samą, nie powstrzymywała jej
od  działania.  Rodziny  Perrych  i  Currinów  nie  zdają  sobie
sprawy, jakie niebezpieczeństwo im zagrażało i wciąż zagraża.

Kiedy Sterling Perry awansował ją i uczynił wiceprezeską,

nie  mogła  uwierzyć  we  własne  szczęście.  Przez  arogancję
i zadufanie w sobie nie dostrzegał oczywistych sygnałów, że
źle się dzieje w korporacji. I nawet gdy wyszło na jaw, że to
Willem  Inwood  rozpuszczał  plotki,  które  spowodowały
drastyczny spadek cen akcji, nikt nie podejrzewał, że ona też
maczała w tym palce.

Wszystko to byłoby nawet zabawne, gdyby jej sytuacja nie

była tak tragiczna. Gdyby sukces nie był tak blisko, że czuła
w ustach jego smak.

Narzędzie  zemsty  wpadło  jej  w  ręce  niespodziewanie.

Przeglądając rzeczy zgromadzone na strychu, natrafiła na stary
list ojca do matki. Przyrzekał zmianę, obiecywał poprawę ich
losu. Ze zdumieniem przeczytała, że ojciec zamierzał zwrócić
się do umierającego Harringtona Yorka o pomoc. York obiecał
mu kawałek ziemi na obrzeżach Houston, która uchodziła za
roponośną.

Ten sam Harrington York, którego córka wyszła za mąż za

Sterlinga Perry.

Jej  ojciec,  niegdyś  bogaty  jak  Harrington  York  i  Sterling

Perry,  cały  majątek  przepił  i  przegrał  w  karty.  Ale  ona
wiedziała, że chciał się poprawić i że ta ziemia była dla niego

background image

drugą  szansą.  Dziadek  Angeli  musiał  zmienić  zdanie,
ponieważ po jego śmierci działkę odziedziczył Ryder Currin,
który  zbudował  na  niej  swoje  imperium  naftowe.  Ryder
Currin, zwykły parobek, o którym plotkowano, że ma romans
z córką Harringtona i żoną Sterlinga, Tamarą. Plotki były tak
uporczywe,  że  najmłodszy  syn  Sterlinga,  Roarke,  poddał  się
testowi  DNA  w  celu  ustalenia,  czy  Ryder  Currin  jest  jego
ojcem.

Test dał wynik negatywny.

A jednak…

Boże,  całe  to  towarzystwo  jest  jak  żywcem  wyjęte

z jakiegoś reality show. Ale to ona musiała zapłacić ogromną
cenę za ich egoizm.

Matka  nigdy  nie  pogodziła  się  z  ojcem.  Załamała  się.

Przez  fałszywe  obietnice  Harringtona  Yorka  oraz  pazerność
Rydera  Currina  i  Sterlinga  Perry,  którzy  mieli  na  celu  tylko
własny  interes,  ona  straciła  wszystko.  O  ojcu  szybko
zapomniano. Jej życie stoczyło się po równi pochyłej.

Musiała  nawet  porzucić  swoje  dziecko.  Zrobiła  to

z wielkimi oporami, lecz dla samotnej matki nie było żadnego
systemu pomocy.

Poczuła gorycz w ustach.

W ciągu kilku lat ojciec zapił się na śmierć. Zostawił drugą

żonę i syna, którego ona nie uznawała za brata.

Aż do niedawna.

Nie  miała  wyrzutów  sumienia,  że  się  nim  wyręcza.  Bo

niby  dlaczego?  On  również  nie  miał.  Zgodził  się,  bo
w  przeciwieństwie  do  niej  zawsze  chciał  nawiązać  stosunki

background image

z rodziną. I marzył o doprowadzeniu do ruiny człowieka, który
odebrał ojcu szansę na lepszą przyszłość.

Schowała dłonie pod stół, zacisnęła pięści. Wciąż istnieje

ryzyko,  że  starannie  opracowany  plan  spali  na  panewce.
Willem siedzi w więzieniu. Na razie nie puścił pary z ust. Ale
to  tylko  kwestia  czasu.  Prokurator  da  mu  propozycję  nie  do
odrzucenia i Willem zacznie śpiewać.

I  wtedy  będzie  po  wszystkim.  Ona  straci  pracę.  Straci

przyjaciół. Może trafi do wiezienia.

Panika  ją  dławiła.  Głębokie  wdechy  i  wydechy  nie

pomagały. Zbliżało się nieuniknione.

Bo  gdy  się  dowiedzą,  że  to  ona,  Tatiana  Havery,

przyrodnia  siostra  Willema  i  zdeklarowana  najlepsza
przyjaciółka  Angeli  Perry,  zaplanowała  tę  intrygę,  będzie  za
późno na zemstę.

Jej cierpliwość była na wyczerpaniu. Głównie cierpliwość

do samej siebie.

Esme  stała  przy  wyspie  kuchennej,  kroiła  warzywa  na

sałatkę  i  zastanawiała  się,  kiedy  i  dlaczego  uznała,  że  musi
pełnić  honory  domu.  Coraz  szybciej  i  szybciej  poruszała
nożem,  udając,  że  brunetka  siedząca  na  stołku  barowym  nic
a nic jej nie obchodzi.

Czy  wybór  Jessego  padnie  na  panią  weterynarz?  Biorąc

pod  uwagę  zawód,  jest  idealną  kandydatką.  Nawet  jej
samochód  z  napędem  na  cztery  koła  bardziej  się  nadaje  na
ranczo niż porsche.

Nóż ześliznął się z rzodkiewki i o włos minął jej kciuk.

background image

Nie  jej  sprawa,  z  kim  Jesse  się  umawia.  Jego  życie

towarzyskie nie ma wpływu na sytuację jej ojca. Ona i Jesse
całowali się zaledwie dwa razy. Nic wielkiego. Chociaż były
to najlepsze pocałunki w jej życiu.

Tym  bardziej  powinna  siedzieć  w  swoim  pokoju

i pracować.

On szuka żony i matki swoich dzieci.

Ale  ciekawość  zwyciężyła.  I  teraz  bawi  się  w  szefową

kuchni  po  to  tylko,  aby  odkryć,  dlaczego  Amaryllis  Davis
zupełnie nie nadaje się na partnerkę życiową Jessego.

Skończyła z rzodkiewkami, zabrała się za ogórki, cały czas

dyskretnie obserwując gościa. Za nic na świecie nie chciałaby,
aby  Amaryllis  się  zorientowała,  co  jest  grane.  Ani  tym
bardziej żeby Jesse wrócił ze stajni i przyłapał ją na gorącym
uczynku.

Prawdopodobnie  niedługo  już  skończy  rozmawiać  ze

stajennymi, którzy nareszcie dotarli na ranczo.

Kiedy  zapytał  Amaryllis,  jak  udało  się  jej  dojechać,

odrzekła,  że  ma  wprawę.  W  gorszą  pogodę  jechała  na  jakąś
farmę  do  porodu.  Punktualność  też  jest  ważna,  dodała,
stukając  palcem  w  szkiełko  zegarka.  Skoro  się  umówiła  na
określoną godzinę, to jest.

A jej samochód nie wpadł w poślizg na rozmytej drodze.

Esme  doszła  do  wniosku,  że  Amaryllis  jest  zbyt

perfekcyjna, aby była prawdziwa.

Nie  wiadomo  dlaczego  uważała,  że  weterynarze  nawet

w  dni  wolne  ubierają  się  w  luźne  praktyczne  kombinezony
robocze.  Amaryllis  natomiast  miała  na  sobie  lawendową

background image

bluzkę  koszulową,  dopasowaną,  podkreślającą  kobiece
kształty,  i  spodnie  rurki,  szare  w  białe  prążki.  Od  czasu  do
czasu  sprawdzała  esemesy.  Pomalowane  bladoróżowym
lakierem  krótko  obcięte  paznokcie  śmigały,  gdy  stukała
w klawiaturę.

Na Esme nie zwracała uwagi, właściwie ją ignorowała.

Tymczasem  Esme  zręcznym  ruchem  zsunęła  pokrojone

jarzyny do dużej miski i zajęła się grillowaną piersią kurczaka,
czekającą na swoją kolej.

-  Co  cię  skłoniło  do  szukania  pomocy  u  swatki?  Mam

nadzieję, że nie obrazisz się za to pytanie.

Słowa same wyrwały się jej z ust, zanim się zastanowiła.

Przestała  na  moment  kroić  pierś  kurczaka  w  plastry  równej
grubości, machnęła ręką i dodała:

- Zaczekaj. Nie było pytania. To nie moja sprawa.

-  Nie  wstydzę  się  tego.  Proszę,  pytaj  o  co  zechcesz  –

odparła Amaryllis.

Ze  skórzanej  torebki  wyjęła  złotą  puderniczkę,  przejrzała

się w lusterku, poprawiła fryzurę, potem spojrzała na Esme.

-  Jestem  lekarzem  weterynarii,  specjalistką  od  dużych

zwierząt, a to oznacza, że każdą wolną chwilę poświęcam na
dokształcanie  się,  a  latka  lecą.  Nie  ma  wiele  okazji  do
spotykania się z ludźmi na gruncie towarzyskim.

Esme  kiwnęła  głową  ze  zrozumieniem.  Przeniosła  ciężar

ciała  z  lewej  nogi  na  prawą,  poruszyła  ramionami.  Musiała
rozluźnić mięśnie.

background image

- A można by sądzić, że właśnie dzięki pracy masz wiele

okazji  do  poznawania  ludzi  o  podobnych  zainteresowaniach.
Nie musiałaś jechać aż tutaj, aby poznać ranczera.

Dlaczego usiłuje się jej pozbyć?!

Jessemu  nie  spodoba  się,  że  ingerujesz  w  jego  plany,

ostrzegał  wewnętrzny  głos.  I  nie  masz  nic  przeciwko
swatkom.  Mnóstwo  twoich  znajomych  korzysta  z  portali
randkowych,  nawet  z  powodzeniem.  Sama  ze  dwa  razy
spróbowałaś.

Esme  wiedziała,  że  jej  pytania  są  nietaktowne

i niepotrzebne, ale nie mogła się powstrzymać.

Amaryllis uniosła wysoko brwi i obrzuciła ją rzeczowym

spojrzeniem.

-  W  małej  miejscowości,  gdzie  mieszkam,  szanse

naprawdę są niewielkie. Biuro matrymonialne to oszczędność
czasu.

Esme  doszła  do  wniosku,  że  Amaryllis  jest  zbyt…  zbyt

praktycznie myśląca.

Nie nadaje się dla Jessego.

Co prawda Jesse podał te same argumenty, lecz bałagan na

biurku  świadczył,  że  jest  wolnym  duchem  i  tylko  udaje
racjonalnego i praktycznego.

- Nie przeszkadza ci, że jest umówiony jeszcze z dwiema

kobietami? – wypaliła Esme.

Pytanie wyssało cały tlen z powietrza w kuchni.

Amaryllis  szybko  zamrugała  powiekami,  zacisnęła  usta.

Najwyraźniej przeszkadzało jej, że ma konkurencję.

background image

Esme ogarnęła złośliwa satysfakcja.

I wyrzuty sumienia.

Jak to się stało?

Nagle  przypomniała  sobie,  dlaczego  w  ogóle  jest  tutaj

i poczuła na barakach ciężar odpowiedzialności. Ma zapewnić
ojcu  zwycięstwo  w  wyborach  na  prezesa  oddziału  Klubu
Hodowców,  a  nie  odstraszać  potencjalne  kandydatki  na  żonę
Jessego.

-  Przepraszam.  –  Podbiegła  do  Amaryllis.  –

Zagalopowałam  się.  To  nie  moja  sprawa.  Porozmawiaj
z Jessem. On zaraz przyjdzie. Zostawię was samych.

- Powinnam wracać – oświadczyła Amaryllis i ruszyła do

drzwi, po drodze naciągając płaszcz przeciwdeszczowy.

Psiakrew!  Co  ja  najlepszego  zrobiłam?!  To  nie  pomoże

ojcu. Powinnam zdusić zazdrość w zarodku.

- Jesse to świetny facet. – Esme usiłowała dogonić panią

weterynarz. – Dam ci wskazówki, jak z nim postępować, aby
naprawić to, co namieszałam.

Amaryllis odwróciła się na pięcie.

-  Chcesz  przeprosić  za  namieszanie,  mieszając  jeszcze

bardziej?  –  Amaryllis  zaśmiała  się  gorzko,  nieprzyjemnie.
Obrzuciła  Esme  wściekłym  spojrzeniem.  –  Niezły  z  ciebie
numer.

Zanim Esme zdążyła wymyślić ripostę, drzwi zatrzasnęły

się, a zaraz potem zawarczał silnik samochodu.

Oparła się ciężko o blat kuchenny. Nie ma prawa czuć się

zazdrosna. Ale się czuje.

background image

Czemu?

Czy straciła głowę dla Jessego? Owszem, podobał się jej,

pociągał ją. Wiele ich łączy. Na przykład oboje wychowali się
na  ranczu.  Szanują  ciężką  pracę.  Mają  podobne  poczucie
humoru.

Ale  nie  zamierza  dopisywać  się  do  listy  kandydatek  na

jego  żonę.  Nawet  nie  wie,  czy  chce  mieć  dzieci.  Jesse  nie
kryje się ze swoimi planami na przyszłość. Mimo wychowania
na ranczu ona jest dziewczyną z miasta, kobietą wykształconą,
z pozycją zawodową, ambicjami.

I lubi wydać pięćset dolarów na parę pantofli.

Chociaż dzisiaj chodziła w zabłoconych kaloszach.

Drzwi otworzyły się.

Czyżby pani weterynarz wróciła?

- Gdzie Amaryllis? – zapytał Jesse od progu.

Esme przełknęła ślinę i odchrząknęła. Wiedziała, że może

zaszkodzić ojcu, ale nie potrafiła kłamać.

- Muszę ci coś wyznać – oznajmiła.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Wyznać? Jesse zmarszczył brwi. Usiłował patrzeć na twarz

Esme,  a  nie  na  jej  nogi  w  legginsach  i  długą  białą  koszulę.
Zaraz, zaraz… Skąd on zna tę koszulę?

Odchrząknął i rzekł:

- Wzięłaś moją koszulę, tak? W porządku.

Esme  zamrugała  powiekami,  jak  gdyby  nie  rozumiejąc,

o czym mówi.

-  Koszulę?  –  Spojrzała  w  dół.  –  Znalazłam  ją  w  pralni.

Mam nadzieję, że się nie gniewasz.

-  Nie  musisz  się  usprawiedliwiać,  że  szperałaś  w  moich

rzeczach w pralni. Niewykluczone, że twoja walizka dotrze tu
jeszcze dziś wieczorem. – Zawiesił głos. - Albo jutro.

Zostanie tu na jeszcze jedną noc?

To  nie  ma  większego  znaczenia.  Przecież  przyjeżdżają

jego  ewentualne  narzeczone.  Chociaż  miło  będzie  spędzić
z nią więcej czasu.

Esme  wydęła  wargi,  podniosła  wysoką  szklankę  wody

z lodem i zaczęła obracać ją w dłoniach. Kostki lodu stukały
o ścianki. Jesse zauważył, że jest coraz bardziej spięta.

-  Nie  to  chciałam  ci  powiedzieć  –  zaczęła.  –  Zapytałeś

o Amaryllis. Wyszła. Pojechała.

Ruchem głowy wskazała pusty podjazd.

background image

Jesse  palcami  przeczesał  włosy.  Usiłował  zrozumieć,  co

się właściwie stało.

-  Dokąd  pojechała?  –  zapytał.  –  Hotele  i  pensjonaty  są

pełne gości, którzy zjechali na Boże Narodzenie.

Esme otworzyła usta, po czym je zamknęła. Jesse zbliżył

się do niej, czekając na wyjaśnienia.

-  Pojechała  do  domu  i  już  nie  wróci  –  odrzekła,  potem

skrzyżowała ręce na piersiach i oświadczyła: - Nie nadawała
się dla ciebie.

Oniemiał.

-  Odniosłem  wrażenie,  że  chętnie  zje  kolację  i  będziemy

mogli  poznać  się  lepiej.  Co  sprawiło,  że  zmieniła  zdanie?  –
Esme milczała. – Może powinienem zapytać, kto sprawił, że
zmieniła zadanie? Esme?

- Do tego właśnie miałam się przyznać. – Wzięła głęboki

oddech.  –  Wymsknęło  mi  się,  że  przyjadą  jeszcze  dwie
kandydatki.

Zakołysał się na obcasach.

-  To  nie  powinno  jej  zaskoczyć.  Zna  zasady.  Dopóki  nie

zdecydujemy  się  spotykać  regularnie,  każde  z  nas  ma  prawo
umawiać się z innymi.

Esme  mimowolnie  znowu  pomyślała  o  matce,  która

wyszła  za  mąż  za  ojca,  kierując  się  względami  czysto
praktycznymi, pod naciskiem rodziny.

Może dlatego ona i jej rodzeństwo tak długo są singlami?

- Jesteś bardzo… postępowy – mruknęła.

Przysunęła solniczkę bliżej młynka do pieprzu.

background image

- Rozumiem, że ty jesteś romantyczką. Serduszka, kwiatki,

miłość od pierwszego wejrzenia, tak?

-  Nie  musisz  kpić  ze  mnie.  Bardzo  mi  przykro,  że

odstraszyłam  twoją  nową  dziewczynę.  Och,  przepraszam…
Nie  dziewczynę.  Ewentualną  żonę.  –  Esme  skrzywiła  się.
Dotknęła  ręki  Jessego.  –  Wróć.  Usiłuję  cię  przeprosić,
a popełniam gafę za gafą i coraz bardziej się pogrążam.

Pod  wpływem  jej  dotyku  dreszczyk  emocji  przebiegł  mu

po  skórze.  Esme  musiała  być  tego  świadoma,  gdyż  oczy  jej
rozbłysły.

I nagle dotarło do niego, że Esme jest po prostu zazdrosna

o  kandydatki  umówione  przez  swatkę.  A  przecież  jasno  dała
mu  do  zrozumienia,  że  w  związku  szuka  czegoś  zupełnie
innego niż on.

-  W  takim  razie  skoro  nie  chcesz,  żebym  spotykał  się

z  Amaryllis,  to  może  masz  ochotę  kontynuować  pocałunek,
który przerwaliśmy?

Policzki  Esme zrobiły  się czerwone,  wargi poruszyły  się,

zacisnęły, piersi uniosły i opadły.

- Jesteś egoistą – prychnęła i odsunęła się o krok.

Cofa się? Przed pokusą?

Nie zamierzał tak łatwo ustąpić.

- Podobam ci się – stwierdził.

W duchu odczuł satysfakcję.

- Jesteś wkurzający, wiesz? Kiedy zjawią się tu pozostałe

kandydatki? – zapytała.

background image

- Najprawdopodobniej jutro. Aplikacja pogodowa w moim

telefonie  pokazuje,  że  sytuacja  na  drogach  się  poprawia  –
odrzekł.  Esme  będzie  mogła  wyjechać,  pomyślał.  –  Miały
przyjechać  dzisiaj,  ale  przysłały  esemesy,  że  zaczekają,  aż
zrobi się bezpieczniej.

Esme oniemiała.

-  Umówiłeś  się  ze  wszystkimi  trzema  na  dzisiaj?  Ze

wszystkimi naraz?

-  Powiedziałem  ci  już,  że  Amaryllis  wiedziała

o  pozostałych.  To  kobieta  rzeczowa,  twardo  stąpająca  po
ziemi.

Właśnie takiej potrzebuje. Stabilnej, zrównoważonej.

Esme  zacisnęła  powieki,  a  kiedy  je  otworzyła,  oczy  jej

błyszczały.

-  Wiedzieć  a  nie  przejmować  się  tym  to  dwie  zupełnie

różne rzeczy. Ona miała rozbudzone nadzieje. Możesz do woli
kpić z romantyzmu, ale dla niektórych ludzi to ważne. Dla niej
na pewno, bo uciekła, nie zważając na ulewę. Nie chciała brać
udziału w publicznym castingu.

-  Ja  też  stanąłem  do  castingu.  Byłem  jednym  z  szeregu

facetów zaproponowanych jej przez swatkę.

- Dla mnie to smutne – wypaliła Esme.

- Nie popierasz swatania?

Pokręciła głową.

- Źle mnie zrozumiałeś. Nie mam nic przeciwko swatom,

ale  sądzę,  że  sposób,  w  jaki  ty  podszedłeś  do  całej  sprawy,
jest…

background image

Zamilkła.

- Jaki? – zapytał. - No, wyduś to z siebie.

-  Zgoda.  –  Wyprostowała  ramiona,  wysunęła  brodę  do

przodu. – Uważam, że prowadzi do przegranej. Że to recepta
na  złamane  serce.  Nazwij  to  sobie,  jak  chcesz,  podejściem
romantycznym,  praktycznym,  po  prostu  mnie  się  wydaje,  że
na dłuższą metę się nie sprawdzi. Moje zdanie zresztą nie jest
w tym wszystkim ważne. W końcu to twoje życie.

Krytyka  Esme  ubodła  go  do  żywego.  Pragnął  założyć

rodzinę  i  poświęcił  wiele  godzin  na  rozważania,  jak  się  do
tego zabrać. A ona jednym strzałem zburzyła jego plan.

- Jak na kogoś, kto przyjechał przekonać mnie, że Sterling

Perry  będzie  najlepszym  prezesem  nowego  oddziału  Klubu,
postępujesz bardzo nieostrożnie.

- Kieruję się uczuciami. I nie potrafię wpisać ich w arkusz

kalkulacyjny  jak  ty.  –  Chwyciła  szklankę  i  zaniosła  ją  do
zlewu.  –  Ale  mną  się  nie  przejmuj.  Następne  kandydatki
usłyszą ode mnie same superlatywy na twój temat.

Z  tymi  słowami  wyszła  z  kuchni,  kołysząc  biodrami

i zostawiając za sobą smugę perfum.

Jesse odprowadził ją wzrokiem.

Zastanawiał  się,  co  by  było,  gdyby  Esme  znalazła  się  na

jego krótkiej liście.

Jeszcze nawet dwie godziny później nie mogła uwierzyć,

że  powiedziała  mu  to,  co  powiedziała.  Zazwyczaj  była
opanowana  i  profesjonalna.  Jako  średnie  dziecko  zawsze
łagodziła spory.

background image

Ale nie dzisiaj.

Po  utarczce  słownej  z  Jessem  schowała  się  w  swoim

pokoju,  a  teraz  siedziała  na  łóżku  i  usiłowała  ułożyć  listę
zakupów  świątecznych.  Było  to  zajęcie  całkowicie
bezowocne,  gdyż  jej  myśli  ciągle  krążyły  wokół  rozmowy
w kuchni i tego, że bardzo by chciała, aby Jesse…

Aby co?

Objęła  ramionami  dużą  poduszkę,  przytuliła  się  do  niej.

Gładka  jedwabista  bawełna  była  rozkoszna  w  dotyku,  taka
jakby zmysłowa.

Westchnęła.  Tak,  chciałaby,  aby  Jesse  przyznał  jej  rację,

potem wziął w ramiona i całował do utraty tchu.

Tymczasem  zapachy  z  kuchni,  korzenne,  smakowite,

dotarły  aż  tutaj.  Spojrzała  na  zegarek  i  stwierdziła,  że  zbliża
się pora kolacji. Może czas spędzony osobno pozwolił i jemu
trochę ochłonąć?

Istniał tylko jeden sposób, aby się o tym przekonać.

Odrzuciła  poduszkę  na  bok,  zsunęła  się  z  łóżka,

wygładziła  koszulę  i  cicho  stawiając  kroki,  udała  się  do
kuchni.

- To gulasz wołowy z warzywami? – zapytała.

Jesse obejrzał się przez ramię.

- Tak. Chleb kukurydziany jest w piecyku.

- Wydawało mi się, że masz kogoś do pomocy w domu.

Pochylił  się  nad  garnkiem  i  wciągnął  w  nozdrza  silny

zapach przypraw.

background image

- Mam, ale tylko do sprzątania.

Esme podeszła bliżej.

- Przepraszam za to, co powiedziałam wcześniej. To twoje

życie. Sam wiesz najlepiej, czego chcesz.

- Dziękuję. Przeprosiny przyjęte.

- To znaczy, że zapraszasz mnie na kolację?

-  Nie  zamierzam  cię  głodzić.  –  Jesse  spróbował  gulaszu,

a Esme ślinka napłynęła do ust. Nie, nie z apetytu na gulasz,
ale  na  niego.  –  Mój  mechanik  powiedział,  że  dopiero  jutro
zabierze  się  za  twój  samochód.  Może  ktoś  z  rodziny  albo
z przyjaciół mógłby po ciebie przyjechać? Jeśli deszcz będzie
padał  jeszcze  bardziej  intensywnie,  drogi  zamienią  się
w bajoro.

Wyjechać? Tak szybko?

Najwyraźniej  wciąż  jest  zły  na  nią,  pomyślała.  Chociaż

trudno mu się dziwić.

-  Prosisz,  żebym  już  wyjechała?  Nie  jestem  pewna,  czy

ktoś z rodziny dotrze tu bezpiecznie. Ale oczywiście wyjadę.
W okolicy musi być jakiś hotel.

-  Nie  to  mówiłem.  Wszystkie  hotele  i  pensjonaty  mają

komplet gości na Boże Narodzenie. – Urwał i uśmiechnął się
ironicznie. – A ty przeganiasz z mojego domu kobiety, które
w tę ulewę będą musiały gdzieś się zatrzymać, bo znowu leje
jak z cebra.

Nachylił  się,  aby  wyjąć  z  piecyka  chleb,  a  ona

mimowolnie  spojrzała  na  jego  pośladki,  kształtne,  jędrne,
kuszące, aby je pogłaskać.

background image

- Kobietę. Jedną – sprostowała. – Przegoniłam tylko jedną.

Zaśmiał się.

- Mamy dopiero początek tygodnia.

- Lepiej by było, gdybyś nie silił się na żarty.

Oparła się o chłodny blat z granitu i pokręciła głową. Teraz

podziwiała pracę mięśni jego ramion, gdy mieszał w garnku.

- A dla mnie lepiej by było, gdybyś nie była taka zadziorna

i seksowna – odparł.

- Co to znaczy?

Spojrzał na nią przeciągle.

- Masz nie tylko piękne ciało, ale i umysł nie od parady.

Inteligentne kobiety są seksy.

Poczuła mrowienie na skórze.

- Dziękuję, że zauważyłeś i jedno, i drugie. Martwię się, że

przez to, że pracuję dla ojca, ludzie uważają, że nie zasługuję
na tę posadę. Dlatego haruję za dwoje. Staram się udowodnić
wszystkim, że jestem po prostu dobra.

- Zastanawiałaś się nad zmianą firmy?

Myślała  o  tym.  Ale  tylko  raz.  Lojalność  zmuszała  ją  do

chronienia  wszystkiego,  co  zbudował  ojciec.  Za  cenę
wyrzeczeń.  Nie  mogła  odwrócić  się  plecami  od  własnego
dziedzictwa.

- To firma rodzinna. Mnóstwo krewnych tam pracuje.

- Prawda. – Jesse wyprostował się i oparł o blat. – Mam

propozycję.  Podam  kolację,  a  potem  powiesz  mi,  dlaczego

background image

twój  ojciec  jest  najlepszym  kandydatem  na  prezesa  oddziału
Klubu w Houston.

Esme oniemiała ze zdziwienia.

- Tak po prostu? Mnie pytasz o zdanie?

-  Owszem.  Przyjrzę  się  też  Ryderowi  Currinowi.  I  kilku

innym kandydatom.

-  Czyli  ojciec  wcale  nie  musiał  mnie  tutaj  przysyłać  –

stwierdziła cichym głosem.

-  Przysłał  cię,  bo  bardzo  zależy  mu  na  tej  funkcji.  A  to

o  czymś  świadczy.  Domyślam  się,  że  jest  przejęty  tym,  że
Klub będzie miał swój oddział w Houston. Wszyscy jesteśmy
przejęci A teraz jedzmy.

Kiedy  Esme  weszła  do  jadalni,  aż  przystanęła  na  widok

kieliszków  do  wina  i  zapalonych  świec.  Taka  oprawa  dla
zwykłego gulaszu z wołowiny?

Jeszcze jeden dowód, że jej gospodarz jest romantykiem,

obojętnie, czy chce się do tego przyznać, czy nie.

A ona musi pamiętać, że w dłuższej perspektywie to jakaś

inna  kobieta  będzie  adresatką  podobnych  zabiegów,
pomyślała.  Zajęła  miejsce  przy  stole,  gotowa  wygłosić
przemowę,  w  której  będzie  przekonywać  Jessego,  że  ojciec
jest  najlepszą  osobą,  która  może  pokierować  nowym
oddziałem Klubu.

Była  to  ostatnia  rzecz,  jaką  miała  ochotę  omawiać  w  tej

chwili z Jessem Stevensem.

Następnego  dnia  rano  wpatrywała  się  w  dwie  nowe

kandydatki  na  żonę  Jessego,  które  przyjechały  prawie

background image

jednocześnie, rześkie i świeżutkie.

Jesse  zabrał  je  na  obchód  stajni,  lecz  właśnie  został

odwołany przez zarządcę w pilnej sprawie.

Esme  zdziwiła  się,  że  po  doświadczeniu  z  Amaryllis

zostawił ją z nimi samą. Co prawda nie odszedł daleko i cały
czas czuła na sobie jego wzrok.

Pilnuje jej? Ostrzega?

Tym  razem  zamierzała  wychwalać  go  pod  niebiosa,  lecz

przedtem  postanowiła  dowiedzieć  się  czegoś  więcej  o  Riley
Jean Smith i Michelle Mendozie.

Pamiętała,  że  Riley  Jean  ma  sześcioletniego  synka,

zapytała więc:

- Gdzie jest twój synek?

Zanim  odpowiedziała,  Riley  Jean  wzburzyła  długie

falujące kruczoczarne włosy.

-  Leonie  Mac?  Został  z  moją  mamą.  Uwielbia  się  nim

zajmować.

- Taka rola babć – odrzekła Esme z uśmiechem.

Riley  Jean  skrzywiła  się  lekko,  jej  niebieskie  oczy

przybrały poważny wyraz.

- Mama chce, żebym miała trochę czasu dla siebie. Biuro

matrymonialne  co  prawda  starannie  prześwietla  wszystkich
kandydatów,  ale  wolałam  przyjechać  sama  i  wyrobić  sobie
własne zdanie.

Bardzo rozsądnie, Esme przyznała w duchu. Spojrzała na

Riley Jean z ukosa i pogłaskała konia, który wystawił głowę
z boksu, po szyi.

background image

-  Nie  zrozum  mnie  źle  –  Riley  Jean  mówiła  dalej.  -  Nie

podejrzewam,  że  jest  seryjnym  mordercą  albo  kimś  w  tym
rodzaju. Sprawdziłam go w internecie. Sama jesteś singielką.
Rozumiesz, co mam na myśli.

Riley  Jean  dotknęła  ręki  Esme  jak  gdyby  w  geście

solidarności.

Esme  pomyślała,  że  zadanie,  jakiego  się  podjęła,  jest  nie

lada wyzwaniem.

-  Absolutnie.  Słusznie  zrobiłaś.  Na  początek  powinnaś

spotkać się z nim sama. Twoja matka nauczyła cię być dobrą
mamą – rzekła.

- Dziękuję. Staram się.

Esme skupiła teraz uwagę na drugiej kandydatce.

- Opowiedz o sobie – poprosiła.

Michelle oparła się o drzwi boksu. W wysokich butach na

obcasie,  dżinsach  i  koszulowej  bluzce  w  szkocką  kratę,
opalona, z ciemnymi włosami i niesamowitymi orzechowymi
oczami, wyglądała zjawiskowo.

- Zajęłam drugie miejsce w konkursie na Miss Teksasu.

- Z twoją urodą dziwię się, że nie wygrałaś.

- Ja również – odrzekła Michelle.

Sposób,  w  jaki  to  powiedziała,  nie  wskazywał,  iż  zdaje

sobie sprawę, że zabrzmiało to bardzo egocentrycznie.

- Tydzień przed konkursem spadłam z konia, miałam uraz

biodra i chodzenie na szpilkach było masakryczną torturą.

background image

Michelle  wyprostowała  się,  wyciągnęła  rękę,  pozwoliła

kasztanowi  obwąchać  dłoń,  zanim  poklepała  go  po  szyi.
Z  drugiego  końca  stajni  cały  czas  dobiegał  głos  Jessego,
chociaż nie można było rozróżnić słów.

Esme  walczył  z  pokusą,  by  zawołać  „Pali  się!”,  co

skłoniłoby  obie  kandydatki  do  ucieczki.  Jest  winna  ojcu  -
i Jessemu – coś więcej. Musi się poprawić. Nie może kierować
się zazdrością ani o Jessego, ani o siostry.

Jeśli Jesse chce znaleźć żonę, ona dołoży wszelkich starań,

aby mu się powiodło.

Obejrzała  się  na  Jessego  rozmawiającego  z  zarządcą,

nachyliła się bliżej Riley Jean i Michelle.

- Chciałabym pomóc wam obu – oznajmiła.

- Obu? – zapytała Michelle, unosząc ze zdziwieniem brwi

po microbladingu.

Esme zdusiła westchnienie.

-  To  nie  jest  program  „Ranczer  szuka  żony”,  w  którym

chcecie wyeliminować siebie nawzajem.

Michelle zachichotała i zakołysała się w tył i w przód na

wysokich obcasach.

- Mów za siebie.

Esme poklepała ją po ramieniu.

-  W  porządku.  Masz  poczucie  humoru.  Jessemu  się  to

spodoba.

Michelle  wystudiowanym  ruchem  głowy  odrzuciła  włosy

do tyłu.

background image

- Zastanawiałam się, czy na występ solo wybrać skecz, ale

ostatecznie  zdecydowałam  się  na  taniec  ludowy  ze
stepowaniem.

- Hm… - mruknęła Esme. – Dam ci radę, od teraz kieruj

się  pierwszym  odruchem.  –  Zamilkła,  przygryzła  wnętrze
policzka. - Riley Jean? – zwróciła się do drugiej kandydatki. -
Na pewno tęsknisz za synkiem.

-  Tak.  –  Riley  Jean  dotknęła  medalionu  w  kształcie

serduszka. – Dziecko to najlepsze, co mnie w życiu spotkało.
Od śmierci męża jest dla mnie wszystkim. Chcecie zobaczyć
zdjęcie?

Riley  Jean  otworzyła  medalion  i  pokazała  fotografię

szczerbatego  chłopca.  Chłopca,  który  prawdopodobnie
wpatrywał się będzie w Jessego jak w obraz.

- Uroczy – pochwaliła Esme wbrew sobie. – Jesse marzy

o rodzinie. Bardzo pragnie mieć dzieci.

Nie zapominaj o tym, odezwał się wewnętrzny głos.

- Hola, nie tak prędko! – Riley Jean zaprotestowała. – Nie

uprzedzajmy wypadków. Dopiero przyjechałam.

Esme  wyczuła,  że  zbliża  się  moment  przełomowy

i wiedziała, że musi zapobiec katastrofie.

-  Chciałam  ci  tylko  powiedzieć,  że  Jessemu  możesz

swobodnie opowiadać o synku. Mam koleżanki, które boją się
wspomnieć o dzieciach, żeby faceta nie spłoszyć. To nie jest
ten przypadek.

Riley Jean uśmiechnęła się szelmowsko.

- Dobrze wiedzieć. Dzięki.

background image

Esme  zaczęła  skubać  brzeg  rękawa.  Marzyła,  aby  to  się

wreszcie skończyło.

-  Z  zawodu  jestem  specjalistką  od  PR-u  –  rzekła.  –

Wszystko  sprowadza  się  do  zebrania  faktów  i  nadania
sprawom właściwego biegu.

Michelle  obrzuciła  ją  taksującym  spojrzeniem.  Minęła

dłuższa chwila, zanim otworzyła pulchne różowe usta.

- Mam jedno pytanie.

Esme kiwnęła głową.

- Jasne. Wal.

- Dlaczego sama nie zakręcisz się koło Jessego, skoro tyle

wiesz i wyraźnie jesteś nim zauroczona?

Esme  oniemiała.  Pytanie  było  celne.  Spojrzała  w  drugi

koniec  stajni,  gdzie  Jesse  oporządzał  konia.  Nawet
w  zakurzonym  roboczym  ubraniu  wyglądał  na  zadziornego
i seksownego.

Jak  gdyby  czując  na  sobie  jej  wzrok,  obejrzał  się  przez

ramię.  Uśmiechnął  się,  w  jego  zielonych  oczach  pojawił  się
zmysłowy błysk.

Esme odpowiedziała mu uśmiechem.

Westchnienie  Michelle  i  szelest  skórzanej  kurtki

sprowadziły  ją  z  powrotem  na  ziemię.  Oderwała  wzrok  od
Jessego.  Riley  Jean  zabierała  swoją  torebkę,  Michelle
naciągała kurtkę. Obie zmierzały w stronę wyjścia.

A niech to!

Dogoniła je przy drzwiach.

background image

- Dokąd idziecie? – zapytała. – Powiedziałam coś nie tak?

Michelle spojrzała na nią z ukosa.

- Skarbie, nie musiałaś nic mówić. Język ciała cię zdradził.

Wpadłaś z kretesem.

Riley Jean kiwnęła potakująco głową.

- A spojrzenie, jakie ci posłał, świadczy, że on też.

Naprawdę?

Esme  obejrzała  się  za  siebie.  Jesse  szybkim  krokiem

zmierzał  w  ich  stronę,  na  pewno  zaniepokojony  dziwnym
zachowaniem gości. Riley Jean i Michelle wysforowały się do
przodu, zostawiając Esme daleko w tyle.

- Zaczekajcie! – krzyknęła za nimi.

Ale Riley i Michelle albo jej nie słyszały, albo nie chciały

słyszeć.

- Co tu się dzieje? – zapytał Jesse.

-  Przysięgam,  że  nic  im  nie  zrobiłam.  Przeciwnie,

opowiadałam same superlatywy na twój temat.

Jesse  odwrócił  się  na  pięcie.  Powietrze  między  nimi  aż

zgęstniało od napięcia. Zmysłowego napięcia.

- Na przykład?

Własnym uszom nie wierzyła. Nie zwracała już uwagi na

kobiety  wsiadające  do  samochodów.  Krew  szybciej  krążyła
w jej żyłach.

- Nie gniewasz się, że pojechały?

Jesse oparł ramię o framugę drzwi obok Esme.

background image

-  Dziwne,  ale  nie.  Wcale  się  nie  gniewam.  –  Przeciągnął

pasmo jej włosów między dwoma palcami. – Cała moja uwaga
jest skupiona na tym, na czym powinna.

Poczuła  łaskotanie  w  żołądku.  Dotarło  do  niej,  że  dłużej

nie  może  ignorować  chemii,  jaka  istnieje  między  nimi.  Tchu
jej zabrakło, w ustach czuła suchość.

Zanim  nabrała  wątpliwości,  które  powstrzymałyby  ją  od

podążenia za instynktem, powiedziała:

- Dobrze się składa.

Jesse  owinął  sobie  pasmo  jej  włosów  wokół  palca

i nachylił się powoli.

- Dlaczego? – zapytał.

- Bo doszłam do wniosku, że mogłabym spróbować wziąć

udział w twoim castingu.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Wpatrywał się w nią zszokowany.

Na  pewno  się  przesłyszał.  Chociaż  miał  nadzieję,  że

jednak nie. Nie żałował, że trzy rzekomo idealne kandydatki
na  żonę  wycofały  się  bez  walki.  Wszystkie  jego  myśli
koncentrowały  się  wokół  Esme,  a  przez  ciało  przetaczała  się
fala pożądania.

- Spróbować? – zapytał.

Zamknął  drzwi  stajni,  odcinając  ich  od  świata

zewnętrznego.

-  Co  dokładnie  masz  na  myśli?  Chcesz  aplikować  na

kandydatkę na moją żonę?

- To by było zbyt szybkie tempo, ale rozruch próbny w roli

twojej dziewczyny, żony, jeśli wolisz, byłby dla mnie szansą
przekonania się, czy naprawdę mi się to podoba.

Przestąpiła z nogi na nogę.

-  Na  pewno  wiesz,  co  proponujesz?  Po  wszystkim,  co

powiedziałaś o biurach matrymonialnych i swatkach?

Jesse  oparł  się  o  drzwi  stajni.  Duke  wysunął  głowę

z boksu, zarżał radośnie i trącił go pyskiem.

Esme  uśmiechnęła  się  szeroko,  oczy  jej  zabłysły.

Zmierzwiła koniowi grzywę.

background image

-  Jestem  w  rozterce.  Z  jednej  strony  czuję,  że  tylko  tego

pragnę  na  gwiazdkę,  z  drugiej  niczego  nie  jestem  pewna,
szczególnie tego, czy chcę mieszkać na ranczu tak daleko od
rodziny.

Jessemu  spodobało  się,  że  rodzina  jest  dla  niej  ważna.

Uderzyło  go,  że  do  tej  pory  jakby  tego  nie  zauważał.
A  przecież  ryzykowała  życiem,  jadąc  tu  w  taką  ulewę,  bo
ojciec poprosił ją o pomoc.

Kusiło  go,  aby  machnąć  ręką  na  swatkę  i  zgodzić  się  na

propozycję  Esme.  Zobaczyć,  dokąd  ich  ten  rozruch  próbny
zaprowadzi.

- Nie przeszkadza ci, że prawie się nie znamy?

-  Serio  pytasz?  –  Esme  parsknęła  śmiechem.  –  Przecież

chciałeś ożenić się z kimś, kogo nigdy nie widziałeś.

- Słuszna uwaga – przyznał.

Położył jej dłonie na ramionach, przesunął je w dół, splótł

palce z jej palcami.

-  Chociaż  teraz,  kiedy  o  tym  myślę,  przypominam  sobie,

że twoja swatka dała ci długi kwestionariusz do wypełnienia.
Zróbmy tak samo.

- Teraz?

- Nie musi być na piśmie. Może być ustnie. – Nachyliła się

ku  niemu,  ciepło  jej  oddechu  było  kuszącą  pieszczotą.  –
Metodą naturalną.

- Hm… Brzmi to intrygująco. Wolisz iść do domu czy do

biura?

Ruchem głowy wskazała kierunek.

background image

- Do biura. Bliżej.

Jessemu aż puls przyspieszył.

- Panie przodem – odparł.

Gestem  wskazał  drzwi.  Esme  weszła  pierwsza,  on  tuż  za

nią.  Światełka  na  choince  paliły  się,  dostatecznie  oświetlając
pokój, więc nie zapalał górnej lampy.

Esme usiadła na skórzanej kanapie, obok siebie zostawiła

miejsce dla Jessego.

- Na początek łatwe pytanie. Ulubiona muzyka?

-  Country.  W  wersji  akustycznej.  –  Usiadł,  wyciągnął

ramię, oparł je o tył kanapy. Jego palce muskały bark Esme. –
Prosta, ale treściwa.

-  Hm…  Odpowiedź  bardzo  seksy.  Wyobrażam  sobie

długie  powolne  pocałunki  przy  akompaniamencie  gitary.  –
Oczy jej zabłysły, zapalając ogniki w jego oczach. – Ja lubię
soft  rock,  kawałki  należące  już  do  klasyki.  Widzę  tu
możliwość znalezienia wspólnej platformy…

- Ulubiony autor?

Esme  postukała  palcami  w  magazyny  leżące  w  stosie  na

stoliku.

- Jane Austen. Ulubiony film?

- „Prawdziwe męstwo”. Wersja oryginalna.

Miłość do westernów zaszczepił w nim dziadek. Zabawne,

że dopiero teraz to sobie uświadomił.

- Co jest absolutnie niedozwolone w związku?

background image

Pytanie  Esme  zaskoczyło  go,  ale  nad  odpowiedzią  nie

musiał się zastanawiać.

- Kłamstwo.

Grymas bólu przebiegł po jej twarzy. Jesse zastanawiał się,

jakie  doświadczenia  z  przeszłości  pozostawiły  w  niej  aż  tak
głęboką  traumę.  Zapragnął  chronić  ją,  aby  już  nigdy  się  nie
powtórzyły.

Wyprostowała ramiona.

- Zgoda.

Dobrze.

-  Gdybyś  mogła  zamieszkać  nie  w  Teksasie,  co  byś

wybrała?

- Zawsze tylko Teksas.

Podwinęła nogi pod siebie, wygładziła ubranie.

Jesse  z  głośnym  śmiechem  odrzucił  głowę  do  tyłu.

Podobało  mu  się,  że  przy  Esme  potrafił  śmiać  się  szczerze
i beztrosko.

- Idealna odpowiedź – odparł. - Twoja kolej.

Wydęła wargi.

-  Kiedy  ostatni  raz  płakałeś?  Nie,  nie,  przepraszam…  –

Urwała,  pokręciła  głową.  –  Nie  oczekuję  odpowiedzi.
Mężczyźni nie płaczą.

Nie  powiedziała,  że  to  nieważne.  Musiała  mieć  powód,

aby  zapytać.  Jesse  zdążył  się  zorientować,  że  jej  ojciec  był
typem apodyktycznym.

background image

Czy to pytanie to pomyłka freudowska? Czy Esme szuka

w ludziach czegoś, czego nie otrzymała w dzieciństwie?

Nie  miał  kłopotów  ze  szczerą  odpowiedzią.  Spojrzał  na

fragment uprzęży zawieszony na ścianie.

-  Płakałem,  kiedy  zmarł  mój  koń,  Apollo.  Miałem  go  od

dziecka.  Wciąż  trzymam  tu  jego  kantar.  –  Wskazał  ścianę.  –
Nie nałożę go innemu koniowi.

- Musiał być wspaniałym przyjacielem.

Apollo  pomógł  mu  przetrwać  wszystkie  trudne  momenty

w  szkole  średniej.  Kiedy  go  dosiadał,  troski  pozostawiał  za
sobą.

- Mówiłem ci już, że moja rodzina nie była zżyta. Dlatego

większość  czasu  spędzałem  w  stajni.  Wszyscy  robotnicy
pracujący  tutaj  mnie  wychowywali,  uczyli  etyki  pracy,  życia
w ogóle.

- Wzruszasz mnie.

Jesse  delikatnie  dotknął  jej  twarzy.  Przesunął  palcem  po

kości policzkowej, tuż pod okiem.

- Kiedy ty płakałaś ostatni raz?

- Kiedy złamałam obcas podczas ulewy.

Przechyliła głowę, wargami skubnęła jego palec.

Jesse zaśmiał się, objął ją i przyciągnął do siebie.

-  Może  zaczniesz  nosić  buty  kowbojskie  znanych

projektantów?  Jestem  przekonany,  że  wyglądałabyś  w  nich
zabójczo.

Położyła mu ciepłe dłonie płasko na piersi.

background image

- Dziękuję za komplement, kowboju.

-  Chyba  właśnie  odkryliśmy,  że  mamy  z  sobą  więcej

wspólnego, niż nam się wydawało – odrzekł.

Zapach  jej  perfum  kusił  go,  podniecał,  przyprawiał

o przyspieszone bicie serca.

- I zobacz, obyliśmy się bez swatki.

Okrężnymi ruchami gładziła tors Jessego.

- Zdajesz sobie sprawę z tego, że bycie moją żoną oznacza

między innymi dzielenie ze mną łoża?

Objęła go za szyję.

- Właśnie na to z niecierpliwością czekam – odrzekła.

Nie  uważała  siebie  za  osobę  ulegająca  impulsom,  ale

jeszcze  nigdy  niczego  nie  była  tak  pewna  jak  tego,  że  chce
kochać się z Jessem. Tu i teraz. W biurze, które odzwierciedla
jego  charakter  znacznie  lepiej  niż  dom,  perfekcyjnie
zaprojektowany i urządzony z myślą o przyszłej rodzinie.

Rzeczywistość jest lepsza od marzeń.

Jej rzeczywistość to ten mężczyzna.

Uniosła  głowę  w  tym  samym  momencie,  gdy  Jesse

nachylał się nad nią. Ich usta spotkały się. Koniuszkiem języka
przesunął  po  wargach  Esme,  rozchylił  je.  Wciągnęła
w nozdrza korzenny zapach jego wody, pogładziła mu plecy,
wyciągnęła koszulę ze spodni, wsunęła pod nią dłonie.

Wszystkimi zmysłami chłonęła każdą jego pieszczotę, a on

stopniował  doznania,  rozpalając  namiętność,  aż  w  pewnej
chwili szepnęła tuż przy jego ustach:

background image

- Jestem gotowa pokazać ci moją seksowną zadziorność.

Zaśmiał się krótko.

- Naprawdę?

- Naprawdę.

- Czekam z niecierpliwością.

- Pod warunkiem, że ty pokażesz swoją.

Odchylił głowę i złapał jej spojrzenie.

- Nie przybrałem zbyt szybkiego tempa? – zapytał.

Z  trudem  zebrała  myśli.  Szukała  właściwych  słów  dla

wyrażenia stanu swojego umysłu. Wciąż miała do Jessego tyle
pytań.

-  Kręci  mi  się  trochę  w  głowie  od  nadmiaru  wrażeń,  ale

jestem pewna. Jestem pewna, że chcę tego.

- Ja również.

- Na pewno?

- Na pewno. Pragnę cię. Tutaj. Teraz.

- Tylko to chciałam usłyszeć.

Jesse jak gdyby czekał na jej słowa. Ześliznął się z kanapy,

ukląkł przed nią. Za nim migały światełka na choince. Między
kolejnymi  pocałunkami  ściągnął  jej  sweter  przez  głowę,
odrzucił go na bok. Potem przyszła kolej na stanik i legginsy.
Esme  rozpięła  guziki  jego  koszuli,  rozsunęła  poły.  Syciła
wzrok  widokiem  jego  rzeźbionego  torsu.  W  żyłach  czuła
pulsujące pożądanie.

- Prezerwatywa? – zapytała szeptem.

background image

- Mam.

- Cieszę się.

- Ja też.

Na chwilę oparł czoło o jej czoło, potem wstał, z portfela

wyjął  saszetkę  i  położył  na  stoliku,  na  stosie  czasopism
poświęconych hodowli.

Wyciągnęła ręce, rozpięła mu dżinsy, ujęła twardy członek

w  dłonie  i  zaczęła  go  pieścić  powolnymi  ruchami.  Jesse
uchwycił  się  jej  ramion.  Wyciągnął  najpierw  jedną  nogę
z nogawki dżinsów, potem drugą, nachylił się i nakrył Esme
sobą.  Podała  mu  prezerwatywę,  a  kiedy  ją  nałożył,  połączyli
się.  Esme  jęknęła  z  rozkoszy,  wygięła  plecy,  objęła  Jessego
ramionami, stopą pogładziła jego łydkę.

Wiedziała,  że  pociągają  się  nawzajem,  lecz  nie

spodziewała  się,  że  doznania  będą  tak  silne,  silniejsze  niż
z jakimkolwiek partnerem w przeszłości. Zadrżała, była bliska
spełnienia.  Odrzuciła  głowę  do  tyłu,  a  Jesse  wtulił  twarz
w zagłębienie jej szyi.

Razem osiągnęli szczyt, razem powoli wracali na ziemię.

Po chwili Jesse ściągnął koc z oparcia kanapy i nakrył ich

oboje. Esme zamknęła oczy. Uciekała przed myślą, że to był
błąd, że igra z ogniem.

Już teraz pragnęła kochać się z nim znowu.

Rozmowa  kwalifikacyjna,  jaką  odbyli  tego  popołudnia,

przeszła wszelkie oczekiwania Jessego. I zdecydowanie mógł
postawić  plus  obok  punktu  „kompatybilni  w  łóżku”.  Seks
z  Esme  był  niezapomnianym  doświadczeniem  i  tęsknił  za
powtórką.

background image

Przez szyby werandy obok sypialni patrzył na teren wokół

domu.  Lampy  ogrodowe  odbijały  się  w  tafli  basenu,  woda
w jacuzzi wirowała. Stojący dalej barak dla pracowników był
oświetlony,  lampki  świąteczne  rozwieszone  na  ogrodzeniu
znaczyły granice jego posiadłości i ginęły w oddali.

Otaczała  go  pusta  przestrzeń  czekająca  na  nasycenie

życiem.

Na chwilę puścił wodze wyobraźni. Jak będzie wyglądała

jego przyszłość? Z Esme?

Ze szklanką whisky usiadł w jednym z foteli klubowych na

tarasie przy sypialni. Natychmiast wrócił do niego obraz Esme
śpiącej  w  jego  łóżku,  jej  włosów  rozrzuconych  na  poduszce.
Pragnął  wykorzystać  do  maksimum  czas,  jaki  spędzi  w  jego
domu. Dobrze by było wiedzieć, ile ma tego czasu, pomyślał.

Spojrzał na zegarek. Dochodziła północ. Nie chciał nikogo

budzić, ale przecież jego przyjaciel to nocny marek. Wystukał
esemesa do Nathana Battle, szeryfa w Royal.

„Jeszcze na nogach? Jeśli śpisz, skontaktuję się rano”.

Kilka  sekund  później  na  ekranie  wyświetlił  się  numer

Nathana.

-  Dziękuję,  że  dzwonisz  –  powiedział  Jesse.  –  Mam

nadzieję, że w niczym ci nie przeszkodziłem.

- Nie. Moi albo śpią, albo grają w gry. W czym mogę ci

pomóc?

Nathan był znakomitym policjantem, kochającym mężem

i ojcem.

background image

Jesse wstał i wyszedł na balkon. Chmury rozerwały się, na

niebie pokazało się kilka gwiazd.

- Jak sytuacja na drogach?

-  Kilka  bocznych  jest  zalanych,  jeden  most  uszkodzony.

Ale  wyznaczyliśmy  objazdy,  więc  ludzie  mogą  się
przemieszczać.

- Pewnie nie wiedziałeś, w co ręce włożyć.

-  Amanda  koniecznie  chce,  żebym  wziął  urlop,  jak  tylko

ten koszmar się skończy.

- Ożeniłeś się z mądrą kobietą.

Nathan i Amanda byli modelowym małżeństwem.

-  Miałem  cholerne  szczęście  –  odrzekł  Nathan.  –  Ale

domyślam  się,  że  nie  dzwonisz  po  informację  o  pogodzie.
Raport o stanie dróg mogli ci podać w komisariacie.

- Co sądzisz o rywalizacji o stanowisko prezesa w oddziale

w Houston?

Nathan  był  dla  Jessego  jak  brat.  Od  lat  zwracał  się  do

niego po radę w ważnych kwestiach.

- Uważam, że mieliśmy szczęście, że udało się nam zostać

w  naszym  lokalnym  oddziale.  Mamy  tu  dobrą  społeczność,
a  odkąd  przyjęliśmy  kobiety,  oddział  bardzo  prężnie  się
rozwija.  Klub  broni  takich  wartości  jak  rodzina,  przyjaźń,
honor. Jest silnym wsparciem dla każdego i świadczy dobro na
rzecz mieszkańców miasta.

Nathan  nie  mógł  tego,  co  prawda,  zobaczyć,  lecz  po

każdym  jego  słowie  Jesse  kiwał  głową.  Ze  wszystkich  tych

background image

wymienionych  przez  przyjaciela  powodów  traktował  swoją
rolę w Klubie bardzo poważnie.

- Zgadzam się.

-  Wybory  w  Houston  są  ważne.  Prezes  dyktuje  ton.  Nie

chcemy,  aby  klub  zmienił  się  w  towarzystwo  wzajemnej
adoracji  albo  przestał  bronić  tradycyjnych  wartości.  Houston
to nie Royal. Tamtejszy oddział potrzebuje silnego przywódcy,
który  da  sobie  radę  ze  wszystkimi  potentatami  o  potężnym
ego.

- Słuszna obserwacja.

Jesse zastanawiał się, jak dalej pokierować rozmową.

W słuchawce dało się słyszeć ziewnięcie.

- Mogę zapytać, dlaczego o tym rozmawiamy?

Jesse  obejrzał  się  za  siebie.  Esme  poruszyła  się  we  śnie.

Zniżył głos.

-  Mam  tutaj  u  siebie  niespodziewanego  gościa.  Córkę

Sterlinga Perry. Przyjechała agitować za ojcem – powiedział.

- Co ty o tym sądzisz?

Jesse zamrugał. Co, do diabła, ma odpowiedzieć?

- Co sądzę o niej? Esme jest genialna.

- Aha.

Nathan parsknął śmiechem.

- Co aha?

Nathan znowu się roześmiał.

background image

- Przyjacielu, od dawna robię w tym fachu i nauczyłem się

odczytywać ludzkie myśli z tonu głosu. Melodia mówi więcej
niż słowa. Jesteś zadurzony po uszy.

-  Jeśli  nawet,  to  co?  Esme  to  uosobienie  houstońskiego

szyku.

Dokładne  przeciwieństwo  tego,  czego,  jak  mu  się

wydawało,  szuka  u  kandydatki  na  żonę.  A  jednak  dał  się
zauroczyć.

-  Szyk  to  nic  złego.  Uczestniczyłeś  w  wielu  balach

i  galowych  imprezach  w  Klubie,  widziałeś  fraki,  suknie
wieczorowe  i  brylanty.  Założę  się,  że  nawet  w  Houston  nie
znajdziesz imprezy elegantszej i wytworniejszej od naszych.

- Racja. Esme spodoba się u nas.

Oczami wyobraźni widział ją w długiej sukni balowej. Ich

ciała, doskonale zgrane, poruszające się w takt muzyki.

-  Skoro  zaangażowałeś  swatkę,  rozumiem,  że  masz

poważne zamiary. Żona, rodzina?

- Moje plany nie zmieniły się.

- Chcesz mojej rady? Zakręć się wokół niej. Przekonaj się,

czy to chwilowe zauroczenie, czy głębokie uczucie.

Zanim  Nathan  zdążył  się  rozłączyć,  Jesse  już  obmyślał

dalsze kroki.

Kolacja 

którejś 

restauracji? 

Może 

razem

z  zaprzyjaźnionym  sąsiadem,  Cordem,  i  z  Zoe  Warren,  jego
narzeczoną?  Cord  wkrótce  przeprowadza  się  bliżej  Houston
i Jesse już tęsknił za nim. Chociaż jeśli będzie miał znajomych

background image

w Houston, zyska pretekst, aby pojechać i odwiedzić również
Esme.

Zakupy świąteczne? Houston ma wspaniałe sklepy i domy

towarowe, ale w Royal jest kilka sklepów oferujących niszowe
unikatowe  produkty.  Z  chęcią  pokaże  je  Esme,  kiedy  sam
wyprawi się po prezenty.

Choinka?  Właśnie.  Trzeba  ją  ściąć,  przywieźć,

udekorować  wszystkimi  tymi  ozdobami,  które  wspólnie
przejrzeli.

Z  głową  pełną  planów  wstał  i  wrócił  do  sypialni.

Zamierzał pokazać Esme, jak ekscytujące może być życie na
prowincji.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Następne  dwa  tygodnie  były  dla  niej  pasmem  szczęścia,

rozkoszy  i  błogości.  Czasem  odkrywania  wspólnych
zainteresowań.  Czasem  poznawania  Jessego  wśród  żartów,
śmiechu  i  pocałunków.  Prawie  każdą  chwilę  spędzali  razem.
Chodzili  na  randki,  kupowali  prezenty  gwiazdkowe
i  uzupełniali  jej  garderobę,  ponieważ  zabrała  z  sobą  bardzo
niewiele  rzeczy.  Zwiedzili  całą  posiadłość,  ubrali  choinkę,
kochali się przed kominkiem.

Jesse  dowiedział  się,  że  Esme  ma  słabość  do  kwiatów

i popcornu obficie polanego masłem.

Że z zapałem śpiewa kolędy, odrobinę fałszując.

Że jej umiejętności jeździeckie są wręcz imponujące.

Że jest kobietą zmysłową, że żyje z pasją.

Zdawała  sobie  sprawę,  że  jej  pobyt  na  ranczu  Jessego

dobiega końca. Musi wracać do Houston, do pracy. Już i tak
bardzo długo odwlekała wyjazd.

Ważni członkowie oddziału w Royal – łącznie z Jessem –

wybierali  się  do  Houston  obejrzeć  nową  siedzibę  Klubu  po
renowacji.  Później  zaplanowano  zebranie,  podczas  którego
będą  dyskutować  o  tym,  kto  zostanie  prezesem  oddziału
w Houston. Postanowiła więc, że pojedzie do Houston dzień
wcześniej.

background image

Zastanawiała  się,  czy  dobrze  spełniła  misję,  z  jaką  tu

przyjechała.  Była  przecież  bardziej  skoncentrowana  na
budowaniu związku z Jessem niż na kampanii ojca.

Ogarnęły ją wyrzuty sumienia, lecz szybko odpędziła je od

siebie. Już teraz nic na to nie poradzi i nie ma zamiaru psuć
sobie ostatniego wieczoru z Jessem, który spędzali w Klubie
Hodowców w Royal.

Z  podziwem  myślała  o  tutejszej  społeczności,  o  silnych

więzach  mających  początek  właśnie  w  tym  miejscu.  Nic
dziwnego,  że  Jesse  traktuje  członków  Klubu  jak  rodzinę.  Tu
czuje  się  swobodnie,  serdecznie  wita  się  z  każdym,  kto
przystaje przy ich stoliku.

Klub  mieścił  się  w  dużym  parterowym  budynku

z  ciemnego  kamienia  i  drewna.  Wewnątrz  były  ciemne
drewniane podłogi, meble obite skórą i wysokie sufity.

Ściany  ozdabiały  trofea  myśliwskie  oraz  historyczne

artefakty. Esme najbardziej podobał się ząb praprzodka konia.
Jako  dziecko  uwielbiała  opowieści  o  ogromnych  stadach
zwierząt  podobnych  do  koni  żyjących  na  tych  terenach.
Dostała  nawet  w  prezencie  ząb  koński  w  specjalnym
pudełeczku,  który  traktowała  niemal  jak  talizman.  Gdy
zobaczyła podobny ząb w Royal, poczuła, że znalazła ogniwo
łączące oba miejsca. Kawałek domu.

Obok  eleganckiej  restauracji  w  siedzibie  Klubu

znajdowało  się  kilka  mniejszych  sal  przeznaczonych  na
spotkania i duża sala, w której urządzano bankiety i rozmaite
imprezy.

Największe  wrażenie  na  Esme  zrobił  klubik  dla  dzieci

członków i pracowników. Piski i śmiechy maluchów najlepiej

background image

świadczyły, że to znakomity pomysł.

Na  terenie  należącym  do  Klubu  była  również  stajnia,

basen, korty tenisowe i plac zabaw.

Esme aż kręciło się w głowie od nadmiaru wrażeń.

Spojrzała  na  elegancko  nakryty  stolik,  wysokie  świece,

białe  poinsecje  i  gałązki  ostrokrzewu.  Kwartet  smyczkowy
grał klasyczne melodie bożonarodzeniowe.

Włożyła  do  ust  ostatnią  łyżeczkę  czekoladowego

biszkoptu z owocami i bitą śmietaną.

- Wyśmienite – pochwaliła. – Tak samo jak krem z homara

i stek z polędwicy. Dziękuję za wspaniałą ucztę.

- Cieszę się, że ci smakowało – odrzekł Jesse i wyciągnął

nogi przed siebie.

Do garnituru włożył najlepsze buty kowbojskie.

- To były cudowne dwa tygodnie.

Sięgnął przez stół i ujął jej dłoń.

-  Zgadzam  się  z  tobą.  I  nie  chcę,  aby  twój  powrót  do

Houston zmienił nasze relacje.

Poczuła ucisk w piersi. Dziwne, jaki efekt może wywołać

mieszanka podniecenia i lęku, pomyślała.

-  Ja  też  nie.  –  Bojąc  się  jednak  zepsuć  wieczór  zbyt

pochopnymi deklaracjami, rzekła: - Bardzo bym chciała, żebyś
poznał moją rodzinę.

- Na pewno się cieszą, że wracasz.

Zielone oczy Jessego przybrały melancholijny wyraz, gdy

to mówił.

background image

Umknęła wzrokiem w bok i sięgnęła po kieliszek. Jeszcze

nie była gotowa na rozmowę o tym, czy jej miejscem na ziemi
będzie Houston czy Royal.

Wypiła  łyk  wina,  odstawiła  kryształowy  kieliszek  na  stół

i  mimowolnie  zaczęła  stukać  palcami  w  ozdobioną  złotymi
kuleczkami nóżkę.

Milczenie  przedłużało  się.  W  końcu  Esme  cofnęła  rękę

i zacisnęła dłoń. Ruchem głowy wskazała kwartet smyczkowy.

- „Cicha noc”. Ulubiona kolęda mamy.

-  Musi  ci  jej  bardzo  brakować,  szczególnie  o  tej  porze

roku.

-  Bardzo.  –  Zamrugała  powiekami,  aby  odpędzić  łzy.  –

Wszyscy  za  nią  tęsknimy.  Nawet  ojciec,  chociaż  ich
małżeństwo nie należało do najlepszych. Mama wyszła za ojca
z  obowiązku.  On  ożenił  się  z  nią  dla  władzy,  którą  dają
pieniądze,  i  prestiżu.  Nic  dziwnego,  że  ich  związek  był
nieudany.

-  To  dlatego  tak  ostro  zareagowałaś,  kiedy  mówiłem

o swatach? – zapytał domyślnie.

Esme odpowiedziała skinieniem głowy. Nie ufała swojemu

głosowi. Jesse znowu ujął jej dłoń i uścisnął.

- Dziękuję, że mi to mówisz.

-  A  ja  dziękuję  za  to,  że  słuchasz.  –  Przełknęła  ślinę,

wzięła  głęboki  oddech.  –  Jak  na  jeden  wieczór  wystarczy
poważnych  tematów.  Chcę  cieszyć  się  tą  wizytą  w  Klubie.
Pomyślałam,  że  moglibyśmy  zamówić  jakiś  deser  na  wynos
i zjeść później.

background image

-  Popieram.  Ty  wybierz,  a  ja  będę  miał  niespodziankę,

zgoda?  –  Położył  serwetkę  obok  talerzyka.  –  Zamienię  kilka
słów z Cordem. Zaraz wracam.

- Nie spiesz się.

Popatrzyła  na  niego  z  uśmiechem.  W  grafitowym

garniturze z czerwonym krawatem wyglądał rewelacyjnie.

- Jesteś niewiarygodna – odrzekł.

Obrzucił  ją  rozmarzonym  spojrzeniem,  na  chwilę

zatrzymując  wzrok  na  rowku  między  piersiami  widocznym
w  głębokim  wycięciu  szmaragdowej  welurowej  sukni,
kupionej  w  jednym  z  butików  w  centrum  handlowym
Courtyard Shops. Wstał, ale zanim odszedł, szybko pocałował
Esme w usta.

Dreszcz przebiegł przez jej ciało, od czubka głowy do stóp

ze świeżo zrobionym pedikiurem. Ten dzień od samego rana
był wypełniony przyjemnościami. Jesse miał jakieś sprawy do
omówienia ze swoim prawnikiem, zaproponował więc jej, aby
skorzystała ze spa.

Royal  Saint  Tropez  Salon  przeszło  jej  oczekiwania.  Nie

spodziewała się tak luksusowego ośrodka w prowincjonalnym
mieście.

Zabiegi  peelingujące  usuwały  nie  tylko  naskórek,  ale

i  skumulowany  stres.  Ręczniki  pachniały  lawendą,  łagodna
cisza sprzyjała myśleniu. Skłaniała do refleksji.

Oczywiście  dominującym  tematem  były  dwa  tygodnie

spędzone z Jessem. W jakich niesamowitych okolicznościach
się  poznali.  Jakie  oboje  mieli  szczęście,  że  znaleźli  siebie
podczas szalejącej ulewy.

background image

W  ciągu  tych  dwóch  tygodni  poznała  mnóstwo

wspaniałych  ludzi.  Niektórzy  z  nich  znajdowali  się  teraz
w restauracji. Wymieniła uśmiechy z Megan i Whitem Daltry.
Megan  prowadziła  miejscowe  schronisko  dla  zwierząt
„Bezpieczna Przystań”. Jesse zabrał ją z sobą, kiedy pojechał
wpłacić datek na leczenie i opiekę nad trzema końmi, nowymi
podopiecznymi azylu.

Była  pod  ogromnym  wrażeniem  skali  przedsięwzięcia,

które dzięki zaangażowaniu Megan stale się powiększało.

Megan i Whit jedli kolację w towarzystwie Natalie i Maxa

St. Cloudów, fantastycznego małżeństwa. Max był geniuszem
z  branży  informatycznej  i  miliarderem,  lecz  jego  żona  nadal
prowadziła  własny  pensjonat  „Irys”  i  przylegający  do  niego
niewielki salon sukien ślubnych.

Esme  poczuła  ukłucie  w  sercu  na  wspomnienie  słodkich

twarzyczek  dzieci  obu  par,  które  poznała,  kiedy  razem
z  Jessem  objeżdżali  zaprzyjaźnione  rodziny  z  tradycyjnymi
świątecznymi słodyczami.

Wszystkie dzieciaki znały i uwielbiały wujka Jesse. Esme

przez moment pomyślała wtedy o własnym dziecku i Bożym
Narodzeniu z własną rodziną. Kiedyś.

Dyskretne  chrząknięcie  wyrwało  ją  z  zadumy.  Podniosła

głowę. Zoe Warren, partnerka Corda Galicii, stała przy stoliku.
Wysoka  brunetka  wyglądała  oszałamiająco  w  złotej  sukience
o prostym kroju. Zoe uśmiechnęła się do niej serdecznie. Ręką
z kieliszkiem wskazała wolne krzesło.

-  Mogę?  –  zapytała.  –  Mam  nadzieję,  że  nie

przeszkodziłam ci w kolacji.

background image

-  Skądże.  Cieszę  się,  że  podeszłaś.  –  Wstała  i  uścisnęła

Zoe.  –  Siadaj.  Wygląda  na  to,  że  nasi  panowie  mają  dużo
wspólnych tematów do obgadania.

-  Chętnie  skorzystam  z  zaproszenia.  –  Zoe  usiadła  obok

Esme. – Miło wspominam nasz lunch.

Esme poczuła lekkie ssanie w żołądku, chociaż wcale nie

była głodna. Któregoś dnia wybrały się na lunch do tutejszej
restauracji  Royal  Diner  prowadzonej  przez  żonę  szeryfa
Battle’a.  Z  duszą  na  ramieniu  przekraczała  próg,  gdyż
z  zewnątrz  lokal  wyglądał  dość  zniechęcająco,  lecz  kiedy
usiadły, wątpliwości znikły.

Jedzenie – zamówiła filet z kurczaka i mrożoną herbatę –

było wyśmienite.

- Royal Diner to jeszcze jedno niesamowite odkrycie poza

utartymi trasami.

Zoe  popijała  szampana.  Bąbelki  ulatywały  z  wąskiego

wysokiego kieliszka.

-  Niewiarygodne,  jak  Amanda  i  Nathan  Battle  godzą

kariery zawodowe z życiem rodzinnym – rzekła. – Straciłam
rachubę, ile mają dzieci.

Esme bawiła się nóżką kieliszka.

- Mają wszystko, co potrzeba do szczęścia.

-  Owszem.  –  Zoe  skinęła  na  kelnera  właśnie

przechodzącego  obok  z  tacą  pełną  kieliszków  szampana.
Wzięła od niego jeden i spojrzała na Esme. – Jak ci się podoba
Royal?

background image

-  Ku  mojemu  zaskoczeniu  bardzo.  Oczywiście  to  nie  to

samo co Houston. – Esme wzruszyła ramionami.

Przy  Zoe,  która  również  pochodziła  z  Houston,  nie

krępowała się szczerze mówić, co myśli.

-  Royal  ma  do  zaoferowania  znacznie  więcej,  niż  się

spodziewałam.  To  unikalne  połączenie  prowincji  ze
wszystkimi walorami dużego miasta.

- Istny raj.

Zoe  z  troską  spojrzała  w  kierunku  swojego  partnera,

przystojnego bruneta.

- Boję się, że Cord będzie tęsknił za Royal, przyjaciółmi

i  znajomymi.  Ale  twierdzi,  że  podjął  świadomą  decyzję
o  przeprowadzce.  Kupił  przepiękne  ranczo  na  obrzeżach
miasta. Wiele poświęca dla mnie. Dla nas.

Zoe  pracowała  w  wydziale  dochodzeniowo-śledczym

policji w Houston. Do Royal przyjechała w ramach śledztwa
w  sprawie  zabójstwa  Vincenta  Hamma.  Esme  i  jej  rodzina
mieli wobec niej dług wdzięczności, gdyż oczyściła Sterlinga
Perry z podejrzeń.

Teraz Esme zaczęła bawić się łyżeczką do deseru.

- Niesamowite, że chce przeprowadzić się dla ciebie.

-  Kochamy  się.  –  Zoe  spojrzała  na  Corda  z  miłością.  –

Znaleźliśmy kompromis, bo związek na odległość był dla nas
obojga nie do pomyślenia.

Esme  spojrzała  z  namysłem  na  Jessego  pogrążonego

w  rozmowie  z  przyjacielem.  Skoro  Cord  zgodził  się  na

background image

przeprowadzkę do Houston, to może Jesse też byłby skłonny
do wyjazdu?

Jutrzejszy  dzień  okaże  się  przełomowy  nie  tylko  dla  jej

ojca.

Jej  przyszłość  z  Jessem  będzie  zależała  do  wyprawy  do

nowej siedziby Klubu.

Ryder Currin krążył po pachnącym świeżą farbą budynku

przeznaczonym  na  nową  siedzibę  Klubu  Teksańskich
Hodowców, ostatni raz sprawdzając, czy wszystko jest gotowe
na przyjęcie gości z Royal.

Angela szła krok w krok za nim, notując uwagi na tablecie.

Ryder  nie  mógł  uwierzyć,  że  projekt  jest  już  na  finiszu.
Otwarcie  oddziału  Klubu  w  Houston  było  jego  pomysłem
i bardzo się angażował we wszystkie etapy jego realizacji.

Chciał  zostać  prezesem.  Chciał  kierować  Klubem

w okresie przejściowym.

Sterling Perry pragnął tego samego.

Ryder  zastanawiał  się,  czy  rywalizacja  między  nimi  nie

zagraża  związkowi  z Angelą.  I  to  teraz,  kiedy  dostali  drugą
szansę. Powtarzając sobie w duchu, że nie wolno martwić się
na zapas, starał się skupić całą uwagę na budynku.

Nowa  siedziba  oddziału  Klubu  w  Houston  różniła  się

lokalizacją i stylem od siedziby w Royal. Wybór zabytkowego
budynku  popadającego  w  ruinę  wydawał  się  najeżony
trudnościami  nie  do  pokonania,  lecz  Perry  Construction
modelowo przeprowadziło rewitalizację. Fasada dwupiętrowej
kamienicy  zawsze  budziła  zachwyt,  teraz  wnętrza  będą  jej
dorównywały.

background image

Lokalizacja  była  idealna  z  wielu  względów,  między

innymi  dlatego,  że  trzy  kamienice  dalej  znajdował  się
luksusowy  kameralny  hotel  Houston  Galleria,  w  którym
członkowie  Klubu  mogliby  się  zatrzymywać  podczas  pobytu
w mieście.

Angela  wysforowała  się  przed  niego,  wciąż  coś  notując.

Siedziba Klubu i dla niej była bardzo ważna. Ryder doskonale
rozumiał,  że  ukochana  znajduje  się  między  przysłowiowym
młotem a kowadłem, między nim a ojcem. Ryder był gotowy
wycofać  się  –  związek  z Angelą  był  dla  niego  ważniejszy  –
lecz  ona  nalegała,  by  o  tym,  kto  zostanie  prezesem,
zdecydowali członkowie w tajnych wyborach.

Teraz  Ryder  chciał  się  tylko  upewnić,  że  uroczyste

otwarcie  Klubu  planowane  w  sylwestra  odbędzie  się  bez
zakłóceń.  Oficjalny  komunikat  dla  prasy  o  gali  otwarcia  już
był opóźniony z powodu przedłużającej się nieobecności Esme
Perry.

Wszystkich  zaskoczyła  jej  decyzja  pozostania  w  Royal

nawet  wtedy,  kiedy  pogoda  się  poprawiła.  Sterling  Perry
oczywiście  z  ochotą  udzielił  jej  urlopu,  gdyż  pojechała  do
Royal zabiegać o poparcie dla niego.

Ryder należał do ludzi, którzy przestrzegają zasad fair play

i metody konkurenta uważał za nieuczciwe.

Dodatkową  komplikację  stanowiła  Angela.  Ryder  kochał

ją.  Głęboko.  Szczerze.  Uczucie  do  niej  napełniało  jego  serce
radością,  gdyż  po  śmierci  zmarłej  na  raka  Elinah  nie
spodziewał się, że jeszcze spotka w życiu miłość.

Jego pierwsze małżeństwo zakończyło się rozwodem. Nie

żałował tamtego związku, gdyż został mu po nim syn, Xander,

background image

lecz rozstanie z Penny pozostawiło w nim niezatarty uraz.

Postanowił, że dołoży wszelkich starań, aby nie powtórzyć

tego błędu.

Plotki, że darzył matkę Angeli uczuciem, były prawdziwe,

nigdy jednak nie przekroczył dozwolonych granic. Honor nie
był dla niego pustym słowem. Poza tym małżeństwo z Elinah
pokazało mu, co znaczy prawdziwa miłość. Część jego serca
zawsze  będzie  należała  do  niej.  Czas  spędzony  z  nią  to
najlepsze  lata  jego  życia.  Urodziła  się  mu  córka,  Annabel,
potem adoptował Mayę. Śmierć Elinah omal jego samego nie
zabiła.

Drugi  raz  nie  chce  i  nie  będzie  przechodził  podobnej

traumy. Uczyni wszystko, co w jego mocy, aby chronić miłość
łączącą go z Angelą. Nie będzie powtórki z rozstania. Oczami
wyobraźni  już  widział  ją  w  swoim  domu.  Jego  dom  z  bali
drewnianych  nie  jest  tak  elegancki  jak  rezydencja  Perrych.
Wychował  się  w  biedzie  i  nigdy  nie  lubił  ostentacyjnego
demonstrowania  zamożności.  Niemniej  w  jego  domu  było
dość miejsca dla dzieci.

Dzieci z Angelą?

Spojrzał na ukochaną. Zobaczył, że stres odcisnął na niej

swoje  piętno  i  sprawił,  że  z  jej  twarzy  zniknął  uśmiech.  Nie
chciał, aby się smuciła.

- Szkoda, że nic nie wyszło z twojego spotkania z Esme,

Melindą, Tatianą i moimi córkami – powiedział.

Naprawdę żałował, chociaż nie lubił, jak Angela spotykała

się  z  Tatianą.  Ta  kobieta  była  niebezpieczna.  Trzymała
w rękach granat, który wysadzi ich życie w powietrze.

background image

-  Nasze  spotkanie  na  pewno  jeszcze  dojdzie  do  skutku  –

odrzekła  Angela.  Ryder  spostrzegł  błysk  zawodu  w  jej
oczach.  –  Nie  wyznaczyłyśmy  terminu.  Umówiłyśmy  się
luźno kiedyś po powrocie Esme.

Podeszła  do  stojaka  na  rośliny,  na  którego  marmurowym

blacie  dostrzegła  plamkę  farby.  Ryder  przyglądał  się,  jak
starannie ją usuwa.

- No tak. Daj znać, kiedy to będzie – poprosił.

Zauważył  coś  błyszczącego  na  podłodze.  Schylił  się,

podniósł gwóźdź i schował go do kieszeni. Wciąż było jeszcze
wiele do zrobienia.

- Kiedy wróci moja siostra?

- Tak. I kiedy zorganizujecie spotkanie.

Nagle ich uwagę zwróciły czyjeś podniesione głosy. Ryder

i  Angela  wymienili  spojrzenia.  Angela  zmarszczyła  brwi.
Zaraz  potem  do  pokoju,  wymijając  ekipę  malarzy,  którzy
robili  ostatni  obchód  i  usiłowali  ją  zatrzymać,  wbiegła
zdyszana Maya Currin.

W  żółtym  płaszczu,  z  rozwianymi  rudymi  włosami

i pałającymi policzkami wyglądała jak żywy płomień.

- Musimy porozmawiać – zażądała z miejsca.

- Witaj, córeczko – odrzekł Ryder. - Ja też się cieszę, że cię

widzę. Angela i ja prawie skończyliśmy…

- Nie, tato. Nie kiedyś później, ale teraz! Zbyt wiele plotek

otacza naszą rodzinę, zbyt wiele tajemnic. Nie mogę, nie chcę
dłużej  czekać.  Skończyłam  osiemnaście  lat.  Nareszcie
nadszedł czas na poważną rozmowę.

background image

Maya tupnęła nogą ze złością, chociaż miała w oczach łzy.

Rydera ogarnął żal i wyrzuty sumienia, że doprowadził córkę
do aż takiej desperacji.

Angela wzięła go za rękę i uścisnęła.

- Mam mnóstwo zajęć – powiedziała. – Nie spieszcie się.

Jeszcze raz ścisnęła mu dłoń, potem odeszła.

- Dziękuję – odrzekł Ryder.

Doceniał,  że  Angela  rozumie,  jak  ważne  są  dla  niego

dzieci. Objął Mayę ramieniem i zaprowadził do pomieszczenia
na kawiarnię, gdzie malarze już skończyli pracę. Tam usadził
ją w fotelu klubowym, sam usiadł naprzeciwko niej.

- Co się dzieje? Plotki o nas krążą już od długiego czasu.

Co cię tak wzburzyło?

Maya zacisnęła powieki. Wzięła głęboki oddech.

Poruszała  wargami,  bezgłośnie  licząc  do  dziesięciu.

Zawsze starała się panować nad emocjami.

-  To  wzbierało  we  mnie  od  dłuższego  czasu,  ale  dzisiaj,

kiedy  dostałam  zaproszenie  na  tradycyjny  podwieczorek
matek  i  córek…  -  Urwała,  zaczęła  skubać  brzeg  rękawa
płaszcza. – Musisz powiedzieć mi prawdę. Raz na zawsze.

Ciężkie westchnienie wyrwało się z ust Rydera. Tradycja

wspólnych  spotkań  córek  i  matek  zawsze  go  wzruszała,
chociaż od śmierci Elinah minęło tyle lat. Była wspaniałą żoną
i matką i zawsze będzie za nią tęsknił. Starał się wynagrodzić
dzieciom stratę, ale matki nikt nie zastąpi.

Nagle  dotarło  do  niego,  że  Maya  pyta  o  swoją  matkę

biologiczną.  Obiecał  powiedzieć  jej,  kim  była,  kiedy

background image

dziewczyna skończy osiemnaście lat. Zbyt długo zwlekał z tą
rozmową.

- Chcesz poznać prawdę? – zapytał.

Starał się zyskać na czasie, aby zebrać myśli przed trudną

rozmową. Tajemnica, którą Maya chciała poznać, bardzo mu
ciążyła.

- Tak. O moich rodzicach biologicznych. – Maya zdążyła

już zapanować nad nerwami, głos jej nie drżał, łzy zniknęły. –
Koniec  z  odkładaniem  tego  na  później.  Powiedz  mi,  bo  jeśli
nie, już nigdy nie odezwę się do ciebie.

Ton  głosu  i  postawa,  jaką  przybrała,  świadczyły,  że  nie

rzuca gróźb na wiatr.

W  przeszłości  Maya  kilkakrotnie  pytała  o  swoje

pochodzenie,  lecz  gdy  Ryder  robił  uniki,  nie  naciskała,  jak
gdyby obawiała się prawdy.

Ale teraz jest dorosła.

Nachylił  się  i  ujął  jej  dłonie.  Pomyślał  o  chwili,  gdy

pierwszy raz wziął ją na ręce, a ona natychmiast owinęła go
sobie wokół małego paluszka.

Wszystkie dzieci kochał jednakowo, ale Maya wzbudzała

w nim najsilniejsze uczucia opiekuńcze. Ją najbardziej chciał
chronić. Pragnął oszczędzić jej wstrząsu, jakim będzie prawda
o matce, która ją urodziła.

-  Zanim  zacznę,  chcę,  abyś  wiedziała,  że  bardzo,  bardzo

cię kocham – oświadczył.

-  Ja  ciebie  też  kocham,  tato.  –  Maya  uścisnęła  jego

dłonie. – Ale teraz już przestań się wymigiwać.

background image

Spojrzała  mu  prosto  w  oczy.  Znał  to  spojrzenie.  Jego

spojrzenie. Sygnał, że należy przejść do sedna sprawy.

- Twoim dziadkiem biologicznym był niejaki Sam. Pewnej

nocy osiemnaście lat temu ni stąd, ni z owąd zjawił się u mnie.
Jego  dwudziestoletnia  córka  właśnie  urodziła  wątłą  –
Ryderowi  głos  się  załamał,  gdy  wypowiadał  to  słowo  –  ale
śliczną dziewczynkę.

- A mój ojciec?

Tu znajdował się klucz do całej historii.

- Porzucił twoją matkę. – Ryder zrobił przerwę, aby Maya

mogła oswoić się z tą wiadomością. – Twoja matka nie była
w  stanie  wychowywać  cię  sama.  Ojciec  przekonał  ją,  aby
pozwoliła  mu  znaleźć  dobry  dom  dla  dziecka.  Mówił  mi,  że
jego córka przysięgała, że kocha małą, ale zdaje sobie sprawę,
że  nie  da  rady  zapewnić  jej  domu.  Miał  z  sobą  dokumenty
podpisane przez oboje rodziców, w których zrzekają się praw
do ciebie.

Maya  skuliła  się,  jej  ciałem  wstrząsały  dreszcze,  łzy

płynęły  jej  po  policzkach,  wargi  drżały.  Ryder  patrzył  na  jej
rozpacz,  której  wolałby  jej  oszczędzić,  lecz  wiedział,  że
dziewczyna  ma  prawo  poznać  swoją  historię.  Serce  mu  się
ściskało z bólu, gdyż ujawnił tylko część prawdy.

Druga  część  była  boleśniejsza.  Matką  dziewczyny  była

bowiem kobieta, którą Maya znała ze słyszenia.

- Tak mi przykro, kochanie – powiedział.

Chciał wziąć ją w ramiona i zapewnić, że wszystko będzie

dobrze,  tak  jak  to  zrobił,  gdy  była  małym  dzieckiem.  Gdy

background image

jeszcze wierzyła, że tata jest wszechmocny i zaradzi wszelkim
nieszczęściom.

-  Sam  był  alkoholikiem  i  hazardzistą.  Przepuścił  cały

majątek.

-  Ale  dlaczego  wybrał  właśnie  ciebie?  –  zapytała  Maya

dziecinnym głosikiem.

Ryderowi serce krwawiło.

-  Harrington  York,  teść  Sterlinga  Perry,  zapisał  mi

w  testamencie  kawałek  ziemi.  Działkę,  którą,  jak  Sam
przysięgał,  przyrzekł  zostawić  jemu.  Ale  działka  trafiła
w moje ręce i dzięki niej zbudowałem firmę.

Ryder  nie  chciał  przedstawiać  dziadka  Mai  w  złym

świetle, lecz nie mógł jej okłamywać.

- Z tego powodu Sam żywił głęboki uraz do Perrych i do

mnie. Powiedział, że mam wobec niego dług i daje mi szansę
go  spłacić.  Zaadoptuję  dziecko,  procedura  będzie  poufna,
i wychowam je w bogatej rodzinie.

Sposób,  w  jaki  Sam  go  zaszantażował,  wzbudził  w  nim

niesmak, lecz dziecko było najważniejsze.

Myślał tak wtedy i teraz.

Zaczerpnął powietrza głęboko w płuca.

-  Sam  przysiągł,  że  jego  córka,  Tatiana  Havery,  nie  chce

wiedzieć, do kogo trafi dziecko.

Maya wpatrywała się w niego w oniemieniu.

-  Tatiana  Havery?  –  powtórzyła  i  znowu  zaniosła  się

płaczem.

background image

Ryder  rozłożył  ramiona  i  ku  jego  niewysłowionemu

szczęściu Maya dała się objąć i utulić.

Kiedy się trochę uspokoiła, wyprostowała się, wierzchem

dłoni otarła oczy.

- Dziękuję, że mi powiedziałeś – oznajmiła. – Potrzebuję

trochę czasu, aby przetrawić te rewelacje.

Z tymi słowami wstała i wyszła.

Ryder  odprowadził  ją  wzrokiem,  patrząc  na  powiewające

za nią rude włosy odziedziczone po matce.

Potem  z  ciężkim  westchnieniem  opadł  na  oparcie  fotela.

Miał nadzieję, że nie stracił córki na zawsze przez to, że nie
powiedział jej o tym wcześniej.

Czuł, że sytuacja wymknęła mu się spod kontroli.

Nie  lubił  Tatiany.  Nie  ufał  jej,  ale  była  najlepszą

przyjaciółką  Angeli.  Sytuację  dodatkowo  komplikował  fakt,
że Angela nie wiedziała, kto jest matką Mai. Tatiana zaś nie
zdawała sobie sprawy, że Maya jest jej córką.

Ryder  uznał,  że  jeśli  chce  budować  wspólną  przyszłość

z Angelą, nie może mieć przed nią tajemnic.

Czas uciekał. Musi powiedzieć Angeli, że osiemnaście lat

temu  adoptował  dziecko  Tatiany.  Modlił  się  w  duchu,  aby
i  ona  i  Maya  zrozumiały,  jakimi  motywami  się  kierował,
zatajając prawdę.

Zbyt kochał je obie, by je stracić.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Jesse  myślał  tylko  o  tym,  aby  nie  zepsuć  ostatniego

wspólnie  spędzonego  wieczoru  w  Royal.  Esme  była  bardzo
podekscytowana  powrotem  do  Houston,  a  on  nie  był  pewny,
czy podziela jej entuzjazm.

Pobyt  Esme  na  ranczu  wydawał  się  mu  rzeczą  zupełnie

naturalną  i  każdy  dzień  tylko  utwierdzał  go  w  tym
przekonaniu. Pomagała mu w pracy, błyskawicznie nawiązała
doskonałe stosunki z jego znajomymi, właściwie już należała
do tutejszej społeczności.

A  kiedy  z  czułością  i  nawet  tęsknotą  patrzyła  na  dzieci

w klubiku, jego ostatnie wątpliwości zniknęły.

Esme wygrała casting na jego żonę. Co oznacza, że musi

przekonać  ją,  aby  wróciła  do  Royal.  Jeśli  nie  na  stałe,  to
przynajmniej na pewien czas.

Ale wszystko po kolei.

Zamknął drzwi sypialni, włączył kinkiety nad zagłówkiem

łóżka  i  przyciemnił  światło.  Nie  mógł  się  nasycić  widokiem
Esme zdejmującej zieloną welurową suknię. Dziś wieczorem
wyglądała  przepięknie.  Teraz  została  w  czarnym  staniku
i majteczkach, boso.

Zdjął  marynarkę,  lecz  zanim  ją  odłożył,  wyjął  z  kieszeni

kopertę.

- Mam coś dla ciebie – powiedział.

background image

-  Prezent?  Dziękuję.  –  Zajęta  odpinaniem  długich

kolczyków  z  kryształków  rzucających  kolorowe  refleksy,
podniosła na niego zdziwione spojrzenie. – Ale jeszcze nie ma
gwiazdki. Rozpakowuję prezenty dopiero w święta.

-  To  coś,  co  musisz  dostać  przed  świętami.  –  Wyciągnął

z koperty dwa kartoniki.

- Bilety?

-  Na  „Opowieść  wigilijną”  –  odrzekł,  niezrażony

obojętnym tonem Esme. – Royal to nie Houston, ale mamy tu
całkiem niezły teatr. Pomyślałem, że moglibyśmy się wybrać
w weekend po powrocie z Houston.

Spokojnie czekał na odpowiedź.

-  Zaskoczyłeś  mnie.  –  Esme  odłożyła  kolczyki  na

mahoniową  komodę,  podeszła  do  Jessego  z  uśmiechem
i  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję.  –  To  bardzo  miła  propozycja.
Dziękuję.

Pocałowała go. Długo, głęboko i żarliwie, wiedząc już, co

mu sprawia przyjemność.

Dotyk jej palców na szyi, ucisk piersi, kiedy się do niego

przytuliła, rozpalił w nim namiętność.

W pewnej chwili przerwał pocałunek, odchylił się do tyłu

i zapytał:

-  Wolałabyś  wybrać  się  gdzieś  w  Houston?  Możemy

zmienić plany. Jestem otwarty na propozycje.

Złapała jego spojrzenie i je przytrzymała.

- Prosisz mnie, żebym wróciła po świętach?

Wyczytał z jej twarzy wahanie.

background image

- Tak. Proszę, żebyś wróciła.

-  O  przyszłość  martwmy  się  później.  Teraz  proszę  –

pociągnęła go w stronę łóżka - rozpieszczaj mnie na wszelkie
sposoby,  jakie  tylko  fantazja  ci  podpowiada,  to  chętniej
przyjmę twój prezent.

Nie  potrzebował  dalszej  zachęty.  Kołyszące  się  biodra,

wcięcie w talii, gładkie uda Esme jak magnes przyciągały jego
wzrok.  Gdy  opadli  na  łóżko,  myślał  tylko  o  tym,  jak
dostarczyć jej niezapomnianej przyjemności i rozkoszy.

Wsunął  palce  we  włosy  Esme,  wargami  przywarł  do  jej

ust.  Zdjął  ramiączka  stanika  z  ramion,  nakrył  dłonią  jedną
pierś,  potem  drugą.  Esme  zadrżała  i  westchnęła  cicho.
Rozpięła  guziki  jego  koszuli,  pasek  spodni.  Jej  urywany
oddech, gorączkowy dotyk, coraz bardziej zaborcze pocałunki
ponaglały go, aby zrzucił z siebie ubranie.

Gdy  został  nagi,  uniosła  biodra,  a  on  rozsunął  jej  uda

i zaczął pieścić ich wnętrze. Szeptał jej do ucha, jak bardzo jej
pragnie. Zadrżała z rozkoszy.

Po  chwili  spojrzał  na  nią.  Chciał  zapamiętać  jej

zaróżowione policzki, wargi spuchnięte od pocałunków. Nigdy
nie miał dość patrzenia na nią w swoim łóżku.

Teraz i jej łóżku.

Jak długo jeszcze?

Odpędził  od  siebie  myśl,  która  mogła  zepsuć  mu  całą

radość  z  dzisiejszego  wieczoru.  To  nie  może  być  jej  ostatni
wieczór w jego domu. Powrót Esme na stałe do Houston jest
nie do przyjęcia.

background image

Tymczasem  sięgnęła  do  szuflady  stolika  nocnego,  wyjęła

prezerwatywę i mu ją podała.

- Jesse…

Nie musiała dwa razy prosić.

Nakrył  ją  swoim  ciałem.  Połączyli  się.  Wtedy  nogami

objęła jego biodra, przytrzymała go w sobie. Ich ciała idealnie
pasowały  do  siebie,  poruszały  się  jednym  rytmem.  Ich  serca
biły unisono, oddechy się mieszały.

Jesse  nie  uważał  siebie  za  romantyka,  lecz  czuł,  że  więź

między  nimi  jest  wyjątkowa,  że  byłby  głupcem,  gdyby
pozwolił Esme odejść.

Nie wyobrażał sobie życia bez niej.

Tatiana  aż  się  gotowała  w  środku  na  myśl  o  zebraniu

zarządu  z  udziałem  wpływowych  gości  z  Royal,  które  miało
się odbyć w Houston w nowej siedzibie Klubu Hodowców.

Na które nie została zaproszona.

Zanim  objęła  wysokie  stanowisko  w  Perry  Holdings,

z  najwyższym  samozaparciem  starła  z  siebie  wszelkie  ślady
dawnej  tożsamości.  Pozbyła  się  pamiątek  rodzinnych.  Do
domu  kupiła  modne  designerskie  meble  i  urządzenia.
Stworzyła sobie nowe życie. Wszystko na nic. Nie urodziła się
w świecie Perrych i nie miała wstępu do wyższych sfer.

Nawet Angela, która mieniła się jej najlepszą przyjaciółką,

nie wprowadziła jej do elity towarzyskiej Houston. Nieważne,
ile zarabiała ani jak wysoko zaszła w hierarchii korporacyjnej,
wciąż była autsajderką. Nigdy dotkliwiej tego nie odczuwała
niż dzisiaj.

background image

Mocno  ścisnęła  drogi  kryształowy  przycisk  do  papieru.

Z trudem zapanowała nad chęcią rzucenia nim w okno. Po raz
pierwszy  ten  nowocześnie  i  elegancko  urządzony  apartament
jej nie cieszył.

Podeszła  do  choinki  udekorowanej  bladoniebieskimi

bombkami,  białymi  światełkami  i  srebrną  lametą.  Choinka
zawsze ją uspokajała. Była jak kotwica pośród oceanu chaosu.
Dzisiaj jednak też straciła magię.

Nagle  zadzwonił  dzwonek  do  drzwi.  Tatianę  ogarnęła

panika.  Czyżby  policja?  Przez  ostatnie  dziewięć  miesięcy
ustawicznie  oglądała  się  za  siebie.  Dotarła  do  kresu
wytrzymałości.

Wzięła głęboki oddech, włosy ściągnęła do tyłu i mocno je

związała. Potem wyjrzała przez wizjer.

To  nie  policja.  W  korytarzu  stała  jakaś  obca  rudowłosa

dziewczyna.  Pomijając  wiek,  płaszcz  koloru  musztardy
zdecydowanie nie pasował do policjantki.

Tatiana, zaintrygowana, otworzyła drzwi.

- Pani do mnie? – zapytała. – W jakiej…

Zawiesiła  głos,  dając  nieznajomej  do  zrozumienia,  iż

czeka, aby się przedstawiła.

- Mam na imię Maya – rzekła dziewczyna.

Wepchnęła dłonie zaciśnięte w pięści do kieszeni płaszcza.

- Maya Currin.

Currin?  Maya  Currin,  córka  Rydera  Currina?  Angela

wspomniała kiedyś o przyszłej pasierbicy.

background image

Coś musiało ją do mnie sprowadzić, pomyślała. Właściwie

ucieszyła się, że ma gościa. Chociaż przez chwilę nie będzie
sama ze swoimi myślami.

- Wejdź, proszę. Co mogę dla ciebie zrobić?

Maya  nieśmiało  przekroczyła  próg.  Oczu  nie  spuszczała

z  Tatiany.  Było  to  irytujące  i  Tatiana  już  miała  wyprosić
dziewczynę,  lecz  wtedy  Maya  podeszła  do  ściany  z  okien,
przyłożyła dłoń do szyby i oznajmiła:

-  Jestem  najmłodszą  córką  Rydera  Currina.  Zaczęłam

pierwszy rok college’u, ale teraz wróciłam na święta.

Rozglądała się ciekawie po pokoju.

Co jest grane, myślała Tatiana. Może biedaczka ma jakieś

problemy psychiczne?

- Szukasz kogoś?

Maya wzdrygnęła się, westchnęła i mówiła dalej:

- Zawsze wiedziałam, że jestem dzieckiem adoptowanym.

Ojciec  przyrzekł  powiedzieć  mi  o  moich  rodzicach
biologicznych,  kiedy  skończę  osiemnaście  lat,  ale  ciągle
odwlekał  tę  rozmowę.  Wczoraj  zmusiłam  go  do  ujawnienia
prawdy.  –  Obróciła  się  twarzą  do  Tatiany.  –  Całą  noc  nie
spałam. Zbierałam siły, aby przyjść tutaj.

Tatiana poczuła mrowienie na skórze. Nie, ta rozmowa nie

może zmierzać do tego, o czym myśli…

Wstrząsały  nią  dreszcze,  gdy  patrzyła  na  tę  piękną

dziewczynę z rudymi włosami i brązowymi oczami.

Młodszą wersję siebie.

Łzy napłynęły jej do oczu.

background image

- Jesteś moją córką?

Nie  potrzebowała  odpowiedzi.  Znała  ją.  Czuła  ją

zawieszoną  w  powietrzu  między  nimi.  Serce  omal  jej  nie
pękło, gdy dotarło do niej, że Maya cały czas była tak blisko,
a jednak tak daleko.

Izolowana  od  niej,  trzymana  w  niewiedzy  przez  Rydera

Currina.

Maya powoli kiwnęła głową.

- Tak. Ojciec może to potwierdzić.

Łzy popłynęły jej z oczu. Rzuciła się w ramiona Tatiany.

Jedynej  osoby,  która  była  jej,  której  nikt  jej  nie  odbierze.
Tatiana objęła ją i mocno przytuliła do siebie.

Jej  dziecko.  Dorosłe,  bezpieczne  i  piękne.  Wychuchane,

rozpieszczone,  wychowane  w  cieplarnianych  warunkach,
jakich  ona  sama  nie  miała.  Gdyby  tylko  to  nie  była  zasługa
tego okropnego Rydera Currina!

Ogarnął  ją  żal.  Niesprawiedliwy  los  zmusił  ją  do

dokonania  okrutnych  wyborów.  Dowód,  jak  wiele  straciła,
z czego została ograbiona, stał teraz przed nią.

-  Chciałam  cię  zatrzymać.  Bardzo  cię  kochałam  –

szepnęła,  nie  mogąc  uwierzyć,  że  trzyma  w  objęciach  swoją
małą  córkę.  –  Nie  miałam  pieniędzy.  Byłam  sama.  Ojca
zabijała choroba. – Lepiej brzmi, niż powiedzieć, że zapił się
na  śmierć,  prawda?  –  Błagałam,  aby  znalazł  przyzwoitą
rodzinę, która cię wychowa jak swoją.

Ojciec  obiecał,  że  to  zrobi,  i  dotrzymał  słowa.  Ale  oddał

jej dziecko Ryderowi Currinowi.

background image

Zdrada bolała bardziej od innych ran.

Wściekłość  w  niej  wzbierała  i  tylko  radość  ze  spotkania

zapobiegła wybuchowi.

-  Dziękuję,  że  mnie  wpuściłaś  i  powiedziałaś  o  sobie  –

rzekła  Maya.  –  Chciałabym  zadać  ci  tyle  pytań,  ale  muszę
wracać do ojca. Ja… ja – zaczęła się jąkać nerwowo. – Mam
nadzieję, że poznamy się lepiej.

Tatianie  ciepło  się  zrobiło  koło  serca.  Przepełniała  ją

duma, że jej dziecko wyrosło na piękną młodą kobietę.

- Bardzo bym tego chciała – odrzekła.

Jeszcze  raz  objęła  córkę  i  uścisnęła.  Nagle  wróciło

wspomnienie  sprzed  osiemnastu  lat,  gdy  samotna
i  zrozpaczona  trzymała  na  rękach  maleńką  dziewczynkę.
Wspomnienia  zostały  z  nią  jeszcze  długo  po  tym,  jak
odprowadziła  Mayę  do  drzwi  i  patrzyła,  jak  idzie  do  windy,
wsiada do kabiny i znika jej z oczu.

Głęboko poruszona cofnęła się do środka, zamknęła drzwi

i oparła się o nie ciężko. Myśli zebrać nie mogła. Mężczyzna,
którego  nienawidziła,  którym  gardziła,  wychowuje  jej
ukochaną  córkę.  To  niesprawiedliwe.  Całe  jej  zasrane  życie
jest niesprawiedliwe!

Po raz pierwszy, odkąd urządziła swój apartament, poczuła

się  przytłoczona  bielą.  A  przecież  wybierała  biel  właśnie
dlatego, że kojarzyła się z wolnością i czystością. Nową kartą
niezbrukaną grzechami.

Biel  zazwyczaj  koiła  jej  nerwy,  pomagała  odzyskać

kontrolę  nad  sobą.  Teraz  kojarzyła  się  ze  szpitalem,
oczekiwaniem na zabieg chirurgiczny. Tylko że ten zabieg to

background image

będzie  wiwisekcja,  drobiazgowa  analiza  każdej  chwili,
każdego kroku, który okazał się fałszywym wyborem.

Ogarnął  ją  lęk  przed  tym,  co  zrobi  brat.  Wyda  ją,  aby

samemu  uniknąć  więzienia?  Im  dłużej  myślała  o  tym,  tym
bardziej paraliżował ją strach. W końcu bliska obłędu zaczęła
wrzucać do walizki, co jej w rękę wpadło, szukać paszportu.
Musi wyjechać za granicę. Teraz.

Ale…

Jak może wyjechać, kiedy jej córka się odnalazła? Kiedy

po  latach  rozłąki  ma  szanse  ją  poznać?  W  głowie  aż  jej
huczało od pytań. Czy Angela wie? Czy cały czas wiedziała,
że jej narzeczony wychowuje moją córkę?

Tatianę ogarnęła wściekłość. Angela musiała wiedzieć.

Suka.

Ktoś  musi  zapłacić  za  wszystko,  przez  co  przeszła,

myślała.  Angela  miała  cudowne  życie.  Jako  córka  Sterlinga
Perry’ego cieszyła się wszelkimi przywilejami, a teraz czerpie
garściami  z  tego,  co  Ryder  Currin  jej  ofiarowuje.  Ukradli  tę
roponośną działkę jej ojcu. Gdyby go nie oszukali, jej rodzina
by się nie rozpadła.

Tatiana chciała, aby Sterling i Ryder cierpieli tak bardzo,

jak ona cierpi teraz, jak cierpiała, ilekroć pomyślała o swojej
córce.

Skupiła  się  na  ustalaniu,  co  ich  najbardziej  zaboli.  Strata

czegoś najcenniejszego. Angeli. Gdyby Angela umarła…

Dłoń Tatiany znowu zacisnęła się na przycisku do papieru.

Kryształ  był  zimny  w  dotyku,  twardy  jak  kamień.  Idealne
narzędzie do rozbicia komuś czaszki. Zmobilizowała całą siłę

background image

woli,  aby  rozluźnić  palce.  Cokolwiek  się  wydarzy,  będzie
zależało od niej.

Już kiedyś zabiła. Może zabić jeszcze raz.

Esme nie mogła uwierzyć, że jest z powrotem w Houston.

W domu. I że Jesse jest razem z nią.

Miała  wrażenie,  że  od  wyjazdu  do  Royal  minęły  wieki.

Tyle  się  zmieniło.  Jechała  tam  promować  kandydaturę  ojca,
ocieplić  jego  wizerunek.  I  nadal  chciała  zdobywać  poparcie
dla  niego.  Z  niecierpliwością  czekała  na  spotkanie  dwóch
mężczyzn najważniejszych w jej życiu – Jessego oraz ojca –
i  na  to,  że  wspólnie  otworzą  nowy  rozdział  w  działalności
Klubu.

Nowy rozdział w życiu całej rodziny.

Obcasy  jej  zamszowych  butów  stukały  o  wyłożoną

terakotą  podłogę.  Zwiedzanie  nowej  siedziby  poszło  gładko,
teraz wszyscy kierowali się do sali konferencyjnej.

Stuk.  Stuk.  Z  każdym  krokiem  czuła  się  swobodniej,

pewniej. Odnalezione szczęście w związku z Jessem dodawało
jej skrzydeł.

Skręciła  za  róg  i  ujrzała  znajomą  sylwetkę.  Angela.

W czarno-białej sukience idealnie dobranej do okazji, z małą
torebką kopertową w dłoni. Na widok Esme kąciki ust Angeli
się uniosły.

Esme  podbiegła,  objęła  starszą  siostrę  i  mocno  ją

uścisnęła.  Stęskniła  się  za  nią  i  pragnęła  otworzyć  przed  nią
serce. Wiedziała, że Jesse i Ryder na pewno się zaprzyjaźnią
i znajdą wspólny język. Obaj kochają ziemię, zwierzęta i pracę
przy nich. Cudowna przyszłość stoi przed nimi otworem.

background image

Kiedy jednak wypuściła siostrę z objęć i przyjrzała się jej

uważniej, zauważyła, że Angela jest przygnębiona.

- Co się dzieje? – odezwała się łagodnym głosem.

Angela  pobladła,  zachichotała  nerwowo.  Esme  serce

mocnej zabiło z niepokoju. Już wiedziała, że musiało się stać
coś  poważnego.  Pociągnęła  siostrę  za  jedną  z  ozdobnych
palm, gdzie nikt nie mógł usłyszeć, o czym rozmawiają.

-  Wszystko  w  porządku  między  tobą  i  Ryderem?  –

zapytała.

Nigdy  mu  nie  wybaczę,  jeśli  znowu  zranił  moją  siostrę,

pomyślała.

-  Cóż…  Pytanie  za  milion  dolarów.  Wciąż  nie  mogę

ochłonąć.  Przygotuj  się  na  bombę.  Okazuje  się,  że  Maya,
adoptowana córka Rydera, jest córką Tatiany. Tatiany! Mojej
najlepszej  przyjaciółki.  Nigdy  nic  mi  nie  powiedziała.  –
Angeli  głos  zadrżał.  –  Nigdy  słowem  nie  wspomniała,  że
oddała  dziecko  do  adopcji.  A  Ryder…  Ja  po  prostu…  Nie
mogę  uwierzyć,  że  nie  powiedział  mi  przedtem.  Staram  się
walczyć z uczuciem zawodu, zdrady. Ale to… zbyt wiele do
ogarnięcia naraz.

Esme  zamrugała  powiekami,  potem  powiodła  wzrokiem

po  sali,  szukając  Rydera.  Właśnie  prowadził  ożywioną
rozmowę  z  grupką  jakichś  znajomych.  Drań.  Już  raz  był
zaręczony z Angelą i nigdy nie ujawnił przed nią szczegółów
swojego życia, szczegółów, które mogłyby głęboko poruszyć
narzeczoną.

Co prawda wszystkie jego dzieci są dorosłe, ale po ślubie

staną  się  pasierbami  Angeli,  a  to  nie  jest  byle  jaka  relacja.

background image

Oczekiwał  od  Angeli  pełnego  zaangażowania  w  związek
z nim, ale zataił, że coś go wiąże z jej najlepszą przyjaciółką.

Jak teraz odnaleźć się w tym wszystkim?

Zerwanie  Angeli  z  Ryderem  było  dramatyczne.  Walczyli

jednak  o  siebie  i  ostatecznie  wygrali.  Esme  zdawała  sobie
jednak sprawę, że tego rodzaju informacja nie buduje zaufania
w związku, który otrzymał drugą szansę. A nawet przeciwnie,
tylko je podkopuje.

Przybrała  dobrze  wyćwiczony  w  praktyce  zawodowej

neutralny  wyraz  twarzy.  W  tej  chwili  dawanie  upustu
oburzeniu  było  ostatnią  rzeczą,  jakiej  Angela  potrzebowała.
Najważniejsze to okazanie wsparcia. Bycie przy niej.

-  Ogarnęły  cię  wątpliwości,  czy  możecie  być  z  Ryderem

razem?

Angela tak silnie zacisnęła dłonie, że aż kostki jej palców

zbielały.

- Wiem, że go kocham – odrzekła.

Esme  znowu  spojrzała  na  Rydera.  Czy  on  kocha  Angelę

równie  mocno?  Czy  jest  mężczyzną,  na  jakiego  Angela
zasługuje?

Ryder  z  przechyloną  głową  słuchał  rozmówcy.  Rondo

kapelusza zasłaniało mu twarz.

Esme  bardzo  pragnęła  zaleźć  właściwe  słowa  i  właściwe

odpowiedzi  na  coraz  to  nowe  pytania.  Miłość  to  ryzyko.
Nawet  myślenie  o  przyszłości  z  Jessem  było  przerażające.
I podniecające.

background image

Było  tyle  raf  do  pokonania  po  drodze,  tyle  możliwości

poniesienia klęski i zostania ze złamanym sercem.

I tyle możliwości przeżycia niewysłowionego szczęścia.

Esme przeniosła wzrok na siostrę.

- Co mogę dla ciebie zrobić?

Angela głośno wypuściła powietrze z ust.

- Po prostu bądź ze mną. Jak siostra. – Przyłożyła drżącą

dłoń  do  piersi.  Teraz  dopiero  Esme  zauważyła  brak
pierścionka  na  jej  palcu.  Smutny  znak.  –  Przeżyłam  wstrząs.
Mam wrażenie, że wcale go nie znam.

Angeli  głos  się  załamał.  Ostatnie  słowo  wypowiedziała

ledwie słyszalnym szeptem.

Esme gorączkowo zastanawiała się, co powiedzieć. Sama

obecność wydawała się jej niewystarczająca.

-  Wiem,  że  musi  ci  być  bardzo  ciężko.  Możesz  na  mnie

liczyć, gdybyś chciała porozmawiać.

Wdzięczna była losowi za to, że mają siebie, że mogą się

wspierać, zacieśniać więzi rodzinne.

Potrzebują siebie.

Jesse  ma  rację,  że  rodzina  jest  najważniejsza.  Gdyby  się

przeprowadził  do  Houston,  przyjęlibyśmy  go  z  otwartymi
ramionami, pomyślała.

Uścisnęła dłoń siostry.

- Dam sobie radę – zapewniła ją Angela i oddała uścisk. –

Cieszę się, że wróciłaś.

background image

Esme poczuła  się jakby trzecią  siostrą  bliźniaczką.  Miała

nadzieję,  że  taki  sam  przełom  dokona  się  w  jej  relacjach
z  Melindą.  Zanotowała  w  pamięci,  że  musi  później
porozmawiać o tym z Angelą.

Weszły  do  sali  konferencyjnej  i  natychmiast  zostały

rozdzielone. Esme musiała się zająć komunikatami dla prasy,
Angelę wypytywano o program spotkania. Esme z podziwem
patrzyła  na  siostrę,  która  nie  dawała  po  sobie  poznać,  że
przeżywa osobisty dramat.

Esme  na  moment  oderwała  oczy  od  gości  powoli

zapełniających  salę  i  spojrzała  na  efekty  renowacji.  Wciąż
jeszcze  dużo  pozostawało  do  zrobienia  przed  spotkaniem
świątecznym  i  przed  balem  sylwestrowym,  podczas  którego
nastąpi  uroczyste  otwarcie  nowej  siedziby  Klubu.  Niemniej
sala z długim stołem konferencyjnymi i masywnymi krzesłami
robiła imponujące wrażenie.

Z  Royal  przybyła  delegacja  z  prezesem  Klubu  i  kilkoma

członkami zarządu. Esme dostrzegła znajome twarze.

Cord  Galicia  i  szeryf  Battle  siedzieli  po  obu  stronach  jej

ojca,  Ryder  Currin  zaś  z  Angelą  zajmowali  miejsca  przy
drugim krańcu stołu. Esme miała nadzieję, że siostra rozumie,
dlaczego popiera ojca.

Stuknął  drewniany  młotek.  Esme  aż  podskoczyła.

Rozmowy zamilkły. Zebranie się rozpoczęło.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Odgłosy ruchu ulicznego przenikały przez ściany siedziby

nowego  oddziału  Klubu  Hodowców.  Jeden  z  powodów,  dla
których Jesse unikał Houston. Za dużo samochodów. Za dużo
ludzi. Za dużo domów.

Za  mało  cykania  świerszczy  i  śpiewu  ptaków.  Za  mało

koni  i  pasącego  się  bydła.  Za  mało  ludzi  świadomie
kierujących  się  w  życiu  wartościami  moralnymi.  Gdyby  nie
choinka  w  holu,  nawet  by  nie  wiedział,  że  jest  Boże
Narodzenie.

Nie mógł się doczekać, kiedy zabierze Esme z powrotem

do  Royal,  gdzie  razem  będą  obchodzić  święta  przy  świerku,
który  sam  ściął,  a  potem  wspólnie  udekorowali,  dzieląc  się
wspomnieniami z dzieciństwa.

Im  szybciej  skończą  to  zebranie,  tym  szybciej  ruszą

w  drogę.  Stojąc  z  tyłu,  przysłuchiwał  się  wystąpieniom
kolejnych kandydatów ubiegających się o stanowisko prezesa.
Oprócz Sterlinga Perry’ego i Rydera Currina w szranki stanęli
Camden  McNeal,  przedsiębiorca,  oraz  Lucas  Ford,  potentat
branży  ochrony  i  bezpieczeństwa  osób  oraz  mienia.  Dziką
kartę  w  tej  rywalizacji  niespodziewanie  otrzymał  Cord
Galicia, który właśnie się przeprowadzał z Royal do Houston.
Jego  doświadczenie  z  pracy  oddziału  Klubu  w  Royal  mogło
okazać się bardzo cenne.

background image

Jesse  nie  do  końca  potrafił  sobie  wyobrazić,  jak  były

sąsiad  przyzwyczai  się  do  życia  w  mieście,  nawet  jeśli  nie
w samym centrum, a tylko na obrzeżach. Hałas, pośpiech, łuna
świateł  sięgających  daleko  poza  granice  ścisłej  miejskiej
zabudowy.

Jesse  już  teraz  czuł  się  klaustrofobicznie  i  był  gotowy

wracać do domu. Zabierze Esme na przestawienie „Opowieści
wigilijnej”  i  będzie  dalej  namawiać  ją  do  przeprowadzki  do
Royal na stałe.

Powiódł  wzrokiem  po  zebranych  w  sali.  Usiłował

odgadnąć  z  ich  twarzy,  który  z  kandydatów  ma  największe
szanse. Lecz nie tylko on trzymał emocje na wodzy.

Członkowie  zarządu  z  pokerowymi  minami  słuchali

kolejnych kandydatów przestawiających swój program.

Ryder  Currin  skończył  wystąpienie  i  wrócił  na  miejsce

obok  Angeli.  Teraz  głos  w  imieniu  ojca  zabrała  Esme.
Najwyraźniej  Sterling  Perry  wolał  zaufać  jej  umiejętnościom
PR-owym, niż samemu przemówić.

Jesse  usiłował  przybrać  neutralny  wyraz  twarzy,  lecz  nie

było  to  wcale  łatwe.  Esme  mówiła  ze  pewnością  siebie
i swadą. Jej argumenty brzmiały przekonująco.

Jesse  skrzyżował  ręce  na  piersiach,  oparł  się  plecami

o ścianę i obserwował ukochaną w akcji. W czarnej garsonce
wyglądała  olśniewająco,  a  wysokie  szpilki  przypominały  mu
o ich pierwszym spotkaniu. Z włosami w strąkach, grzęznąca
w błocie, ze złamanym obcasem, zachowała zimną krew.

Jej  charyzma  jaśniała  w  tej  chwili  pełnym  blaskiem.

Sterling  Perry  pęczniał  z  dumy,  gdy  patrzył  na  córkę.  Jesse

background image

spojrzał teraz na niego z innej perspektywy, jak na ojca, a nie
hochsztaplera,  którego  nazwisko  trafia  na  pierwsze  strony
gazet.

Sterling  starzał  się  korzystnie.  Brązowe  włosy  lekko

siwiały mu na skroniach, niebieskie oczy miały ten sam odcień
co  oczy  Esme.  Podobnie  jak  ona  ubierał  się  z  klasą.  Jego
garnitur wyszedł spod ręki znakomitego krawca, a na drogich
kowbojskich  butach  nie  było  ani  jednego  zadrapania.  Może
kiedyś pracował jako zarządca rancza, lecz teraz z pewnością
omijał stajnie szerokim łukiem.

Wyglądał  na  stuprocentowego  teksańskiego  biznesmena.

I tak właśnie przedstawiała go Esme. Jako człowieka sukcesu,
ambitnego  przedsiębiorcę,  którego  działalność  wykracza
daleko  poza  hodowlę  bydła.  Perfekcjonista  nieznający  słowa
„dość”.  Firma  rodzinna  Perry  Holdings  zajmowała  się
nieruchomościami, 

bankowością, 

zarządzaniem

i budownictwem.

Esme  odmalowała  ojca  jako  wizjonera,  który  wie,  jak

dobrać  zwycięską  drużynę,  a  ten  historyczny  budynek  niech
posłuży  za  symboliczny  początek  jego  programu  stworzenia
z oddziału Klubu Hodowców w Houston prężnego ośrodka.

Jako  doświadczona  specjalistka  od  PR-u  sprawiła,  że

zanim słuchacze się zorientowali, co się dzieje, jedli jej z ręki.

Do Jessego dotarło, kim w istocie jest Esme. Zwierzęciem

miejskim.  Profesjonalistką  z  krwi  i  kości.  I  obojętnie,  jak
rozkoszne  były  chwile  spędzone  z  nią  w  jego  łóżku,  w  jego
domu – jak cudowna jej obecność w jego życiu – prędzej czy
później  mieszkanie  na  ranczu,  z  dala  od  pracy,  którą
najwyraźniej kocha, przestanie jej odpowiadać.

background image

Tymczasem Esme zakończyła swoje wystąpienie i wróciła

na miejsce obok ojca. Jesse posłał jej uśmiech pełen aprobaty.
Nawet Angela kiwnęła głową z uznaniem.

Jesse  widział,  jak  Esme  mruga  powiekami,  jak  jej  oczy

błyszczą od łez.

Uprzedzała  go,  że  jest  romantyczką,  że  łatwo  ulega

wzruszeniu. Lubił ją za czułe serce. Ale czym usprawiedliwi
zabranie jej do siebie, daleko od ludzi, których kocha? Daleko
od  pracy,  do  której  jest  stworzona.  To  byłby  akt  czystego
egoizmu z jego strony.

Wizja  budowania  wspólnego  życia  zbladła.  Zbyt  kochał

Esme, aby zmuszać ją do tylu poświęceń. Serce go bolało na
myśl o pożegnaniu. Niemniej pragnął, aby wiodła życie, które
uczyni ją szczęśliwą.

Nie  mogąc  ani  chwili  dłużej  znieść  słuchania  kolejnych

mówców,  wycofał  się  do  holu.  Zamierzał  uciec  stąd  jak
najszybciej. Już był przy drzwiach, już sięgał do klamki, kiedy
za plecami usłyszał pospieszny stuk obcasów.

- Jesse! Dokąd idziesz? – zawołała Esme.

Obrócił  się  na  pięcie  i  zamarł  na  widok  promiennego

uśmiechu  Esme.  Gardło  mu  się  ścisnęło.  Z  trudem  przełknął
ślinę. Esme położyła mu dłoń na piersi i zapytała:

-  Co  sądzisz  o  moim  wystąpieniu?  Mam  wrażenie,  że

poszło świetnie, ale nie chcę być zbytnią optymistką. Niemniej
uważam, że możemy uczcić tę okazję. Co powiesz na kolację
w mojej ulubionej restauracji? Ja zapraszam.

Wyglądała na taką szczęśliwą. Taką pełną nadziei.

Jesse poczuł się jak oprawca.

background image

- Esme – zaczął. Zdjął jej dłoń ze swojej piersi. – Muszę ci

coś powiedzieć.

Uśmiech znikł jej z twarzy, gdy spojrzała na ich splecione

dłonie, jakby zawieszone w próżni.

- Dlaczego masz taką poważną minę? Coś nie tak?

Wszystko  jest  nie  tak,  pomyślał.  Popełnił  olbrzymi  błąd,

wyobrażając  sobie,  że  może  przenieść  ją  do  swojego  świata,
ukształtować  na  swoją  modłę,  uczynić  z  niej  towarzyszkę
życia,  o  jakiej  zawsze  marzył.  Zrozumiał,  że  wyrządziłby
krzywdę tej pięknej i inteligentnej kobiecie.

Chociaż serce mu krwawiło, zmusił się do wypowiedzenia

słów, które na zawsze wykluczą ją z jego życia. Im szybciej,
tym  lepiej.  Postara  się  zachować  ton  neutralny,  lecz  będzie
stanowczy.

-  Podjąłem  decyzję  w  sprawie  kandydatki  na  żonę  –

oświadczył. - Przykro mi, ale to nie będziesz ty.

Esme,  zszokowana,  aż  zachłysnęła  się  powietrzem.

Odrzucenie  wszystkiego,  co  przez  ostatnie  dwa  tygodnie
wspólnie  przeżyli,  wywołało  grymas  bólu  na  jej  twarzy,
rozpacz w oczach.

Jemu  serce  omal  nie  pękło,  lecz  tłumaczył  sobie,  że  bez

niego Esme będzie szczęśliwsza.

Ona  tymczasem  jak  gdyby  ochłonęła,  wyprostowała  się

i dumnie uniosła głowę.

- Gratuluję – rzekła z zimnym uśmiechem. – Cieszę się, że

otrzymasz dokładnie to, czego chciałeś.

background image

Obciągnęła  żakiet,  odrzuciła  włosy  do  tyłu.  Bez  słowa

wyminęła  jego,  potem  ogromną,  pięknie  przyozdobioną
choinkę, otworzyła drzwi i wyszła z budynku.

I z jego życia.

Zmęczona fizycznie i psychicznie Angela wstukała kod do

swojego  apartamentu,  otworzyła  drzwi  i  weszła  do  środka.
Daleko  za  sobą  zostawiała  wydarzenia  ostatnich  dwudziestu
czterech godzin.

Potrzebowała  dystansu,  oddechu.  Zamknęła  drzwi,

upuściła  torebkę  na  podłogę,  odwróciła  się,  aby  włączyć
światło, i zamarła przerażona.

Ktoś leżał na kanapie.

Strach  ścisnął  ją  za  gardło,  lecz  z  filmów  sensacyjnych

wiedziała,  że  ofiara  zawsze  ma  jeszcze  kilka  sekund  na
ucieczkę. Takie maleńkie okienko czasowe.

Ostrożnie  i  bezszelestnie  sięgnęła  za  siebie.  Już  dotykała

klamki, kiedy rozpoznała postać na kanapie wśród kolorowych
poduszek ze świątecznymi obrazkami, i odetchnęła z ulgą.

- Esme! Ale napędziłaś mi stracha.

Esme  podniosła  głowę.  Oczy  miała  czerwone  od  łez.  Do

piersi tuliła czerwoną poduszkę ze srebrnym reniferem.

-  Mam  nadzieję,  że  się  nie  gniewasz,  że  skorzystałam

z  klucza,  który  mi  dałaś.  Nie  mogłam  być  teraz  sama  –
wyszlochała.

Z  rozmazanym  makijażem  wyglądała  jak  całkowite

przeciwieństwo  kobiety,  która  wygłosiła  dziś  płomienne

background image

przemówienie  w  imieniu  ojca.  Coś  strasznego  musiało  się
wydarzyć, pomyślała Angela.

Ze  stolika  chwyciła  pudełko  chusteczek  higienicznych,

strącając  przy  tym  porcelanową  figurkę  bałwanka.  Podbiegła
do młodszej siostry.

- Co się stało? – zapytała.

Esme  wciągnęła  powietrze  w  płuca,  mocniej  ścisnęła

poduszkę.

- Jesse i ja zerwaliśmy.

Angela uniosła brwi ze zdumienia. Mnóstwo pytań cisnęło

się  jej  na  usta,  lecz  ich  nie  zadała,  gdyż  teraz  najważniejsze
było  moralne  wsparcie  Esme.  Objęła  ją  serdecznie
i przyciągnęła do siebie.

- Tak mi przykro – szepnęła.

- Nie znaliśmy się długo. To nie powinno tak bardzo boleć.

- Serce nie zna pojęcia czasu – odrzekła Angela.

Kto  jak  kto,  ale  ona  doskonale  rozumiała,  co  znaczy

miłość i jak boli złamane serce, gdyż jej związek z Ryderem
przechodził różne etapy i kryzysy.

Łagodnie pogładziła Esme po plecach.

Śmierć  matki,  gdy  byli  jeszcze  dziećmi,  zbliżyła

rodzeństwo  do  siebie.  Teraz  Angela  odczuwała  za  to
wdzięczność. Ale w chwilach takich jak ta bardzo brakowało
jej Tamary.

Jak Tamara pocieszałaby Esme? Jak pocieszałaby ją samą?

Nachyliła się nad Esme, starając się okazać jej jak najwięcej
ciepła.

background image

Esme wytarła nos w chusteczkę. Łzy wciąż płynęły jej po

policzkach. Łamiącym się głosem rzekła:

- Dzięki za zrozumienie i za to, że nie każesz mi przestać

rozczulać się nad sobą.

- Oczywiście, że nie każę. Dobrze, że przyszłaś do mnie.

Nie powinnaś teraz być sama.

Z  torebki  Angeli  leżącej  na  podłodze  w  holu  dobiegł

dzwonek telefonu. Angela spojrzała w tamtym kierunku, lecz
odwróciła  wzrok.  Nie  chciała,  aby  Esme  pomyślała,  że
przeszkadza  jej  w  jakiś  ważnych  sprawach.  Esme  bardzo
rzadko  zwracała  się  do  niej  o  pomoc.  Zawsze  sprawiała
wrażenie zazdrosnej o więź łączącą ją z Melindą.

Esme wytarła oczy.

- Odbierz, proszę. Ja tymczasem się ogarnę.

Angela zawahała się.

- Jesteś pewna…?

- Absolutnie. – Wstała i wzięła swoją torebkę.

-  Dobrze.  Postaram  się  szybko  skończyć.  Nigdzie  nie

wychodź.

Angela ruszyła do holu, wyjęła telefon z torebki i spojrzała

na wyświetlacz. Tatiana?

Angela jeszcze nie przetrawiła w sobie nowiny o tym, że

przyjaciółka oddała dziecko do adopcji i zataiła ten fakt przed
nią.  Jednak  bardzo  pragnęła  jej  pomóc.  Chociażby  tylko
życzliwie wysłuchać.

Może Tatiana właśnie po to dzwoni?

background image

- Tatiano? Masz coś do mnie?

- Jesteś mi potrzebna. – Tatiana załkała rozpaczliwie.

Angela  natychmiast  zapragnęła  zaoferować  jej  pomoc.

Tatiana musi być bardzo poruszona rozmową z Mayą.

- Chodzi o twoją córkę?

-  Tak  –  szepnęła  Tatiana.  –  Właśnie  o  nią.  Muszę  z  tobą

porozmawiać.  Życie  wymyka  mi  się  spod  kontroli.  Mój  brat
przyrodni  siedzi  w  więzieniu.  Jest  niezrównoważony.  Grozi,
że ujawni jakieś potworne rzeczy na mój temat.

-  Bardzo  mi  przykro,  że  musisz  przechodzić  przez  to

wszystko. Spotkajmy się jutro rano na śniadaniu.

Tatiana znowu załkała.

- Muszę z tobą porozmawiać teraz. Ale nie przez telefon.

Angela zerknęła na zapłakaną siostrę stojącą przy wyspie

kuchennej  i  wycierającą  tusz  rozmazany  wokół  oczu.
Pokręciła głową.

- Obawiam się, że… - zaczęła.

Esme obejrzała się za siebie.

- W porządku, jedź. To twoja przyjaciółka. O mnie się nie

martw.

- Ale ty jesteś moją siostrą – odrzekła Angela.

Chciała  zostać  z  Esme.  Dowiedzieć  się,  dlaczego  jej

romans z mężczyzną, który wzbudził w niej taki spontaniczny
entuzjazm, tak szybko się zakończył.

-  Dzięki,  kochana  –  rzekła  Esme.  -  Może  pojedziemy

razem? – zaproponowała.

background image

Angela,  rozdarta  między  siostrą  a  przyjaciółką,

przytaknęła ruchem głowy. Oczywiście, że wybrałaby siostrę,
ale Tatiana poza Willemem, który teraz był w więzieniu,  nie
miała nikogo.

Poza córką.

Serce jej się ścisnęło z bólu.

- Posłuchaj, Esme i ja możemy teraz do ciebie przyjechać.

Gdzie jesteś?

Angela sięgnęła po notes i zapisała adres i godzinę. Nowa

siedziba  Klubu.  Za  pół  godziny.  Łatwo  zapamiętać,  to
dlaczego  notuję,  pomyślała  ze  zdziwieniem.  Ostatnie
wydarzenia i ją wytrąciły z równowagi.

Niemniej  pomaganie  innym  odrywało  jej  myśli  od

własnych problemów.

Angela rozłączyła się i zwróciła do Esme.

- Pogadamy w samochodzie.

Wzięła torebkę i podeszła do drzwi.

Esme ruszyła za nią.

- Dziękuję. Twoje towarzystwo bardzo mi pomaga, nawet

jeśli nie porozmawiamy. Po prostu nie chcę teraz być sama.

W  samochodzie  Angela  włączyła  spokojne  melodie

świąteczne.  Esme  siedziała  obok  niej  w  milczeniu,  z  głową
opartą o szybę. Coraz rzadziej pociągała nosem.

Ryder  dwukrotnie  dzwonił  do  Angeli,  lecz  nie  odbierała,

nie  była  gotowa  na  rozmowę  z  nim.  Jeszcze  nie.  Za  trzecim
razem wyłączyła telefon.

background image

Pół  godziny  później  zatrzymała  samochód  przed  tylnym

wejściem do Klubu. W nocy zabytkowa kamienica sprawiała
wrażenie jak z horroru.

Cała  ulica  i  sąsiednie  domy  były  rzęsiście  oświetlone,

natomiast tu wszystkie okna były czarne i jedynie na choince
w  holu  migotały  światełka.  Angela  cieszyła  się,  że  nie  była
sama.

Samochód  Tatiany  stał  na  parkingu.  Musiała  przyjechać

wcześniej  i  wejść  do  środka.  Pracując  dla  Perry  Holdings,
znała kod.

Ale dlaczego siedzi w ciemnościach?

Angela  i  Esme  wysiadły  i  podeszły  do  drzwi.  Angela

wystukała kod, drzwi się otworzyły.

- Tatiano! – zawołała.

W  jednym  z  salonów  w  głębi  paliło  się  słabe  światło.

Atmosfera  tchnęła  grozą.  Angela  natychmiast  pomyślała
o  zamordowanym  Vincencie  Hammie,  którego  ciało
znaleziono w tym budynku.

- Tatiano! – zawołała ponownie i sięgnęła do kontaktu.

Tatiana z burzą rudych włosów wyłoniła się z ciemności.

Ręce wyciągnęła przed siebie, w obu dłoniach mocno ściskała
pistolet.

Esme  aż  zachłysnęła  się  powietrzem.  Zszokowana

i zdezorientowana Angela nie poznawała przyjaciółki.

Tatiana ruchem rąk wskazała pokój za sobą.

- Tam. Obie.

background image

Co,  do  diabła?  Czyżby  Tatiana  straciła  rozum?  Angela

rzuciła  szybkie  spojrzenie  oszołomionej  siostrze.  Nie  miała
pojęcia,  jak  zdołają  wydostać  się  z  zasadzki,  ale  musiała
wierzyć, że im się uda.

Starała  się  mówić  spokojnie,  chociaż  serce  jej  waliło

nieprzytomnie.  Musi  zachować  zimną  krew,  zapanować  nad
emocjami i rozładować napięcie. Jeśli ulegnie panice, będą na
przegranej pozycji.

Zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, że paznokcie wbiły

jej  się  w  ciało.  Znalazła  się  w  sytuacji,  jakiej  nigdy  nie
potrafiłaby wymyślić.

Usiłowała znaleźć właściwe słowa.

-  Tatiano,  moja  kochana  przyjaciółko  –  zaczęła  –

rozumiem, co czujesz…

- Zamknij się! – wrzasnęła Tatiana.

Angela  zamilkła.  Jej  umysł  pracował  na  najwyższych

obrotach. Sytuacja błyskawicznie wymykała się spod kontroli.
Kobieta stojąca przed nimi mogła być kimś całkowicie obcym.
Wyraz  jej  twarzy,  ton  głosu,  zachowanie…  Angela  nie
poznawała przyjaciółki.

- Nie jesteś moją przyjaciółką, Angelo, i nie możesz mieć

najmniejszego pojęcia ani co ja czuję, ani przez co przeszłam.
Dlaczego  zjawiasz  się  tu  z  siostrą,  kiedy  powiedziałam,  że
potrzebuję  tylko  ciebie?  Udowodniłaś  to,  co  już  wiedziałam.
Tacy  jak  wy  zawsze  trzymają  z  sobą,  cała  reszta  was  nie
obchodzi.

Lęk o siostrę ścisnął Angelę za gardło. Gdyby nie zabrała

z  sobą  Esme,  nie  naraziłaby  jej  na  śmiertelne

background image

niebezpieczeństwo.

-  Esme  nie  ma  nic  wspólnego  z  żadnymi  urazami,  jakie

żywisz do mnie. To nie fair trzymać ją na…

Tatiana weszła za nimi do salonu i zamknęła drzwi.

- W moim życiu nic nie było fair. Ojciec stracił wszystko,

bo ziemia obiecana mu przez twojego dziadka przypadła temu
kretynowi Ryderowi. Twoja siostra Melinda urodzi i wychowa
dziecko, a ja swoje musiałam oddać.

Ona  jest  szalona,  pomyślała  Angela.  Nigdy  tego  nie

dostrzegła.  Nie  wiedziała  o  tym.  Teraz  panika  nie  pozwalała
jej oddychać.

Esme  zrobiła  krok  do  przodu.  Zachowywała  się

z wystudiowanym spokojem, który był pomocny w pracy.

-  Co  możemy  zrobić,  aby  naprawić  krzywdy,  jakich

doznałaś? – zapytała.

Angela  odgadła  taktykę  siostry.  Esme  chce  zyskać  na

czasie. Rozejrzała się po salonie – wysokie okna, brak mebli.
Usiłowała  opracować  jakiś  plan,  który  zapobiegnie
strzelaninie  i  uratuje  je  obie  od  niechybnej  śmierci,  lecz
w głowie miała kompletną pustkę.

Ryder.  Dlaczego  nie  odbierała  jego  telefonów?  Jeśli  coś

złego  jej  się  stanie  i  nigdy  już  z  nim  nie  porozmawia…  Na
samą myśl o tym kolana się pod nią ugięły.

Tatiana przeniosła wzrok z Esme na Angelę.

- Za późno. Sądziłam, że zemszczę się za moje krzywdy,

doprowadzając  wszystkich  Perrych  i  Currinów  do  upadku.
Zgadza  się,  to  ja  rozpuszczałam  plotki.  Pomagał  mi  brat.

background image

I  zadziałało.  –  Tatiana  wycelowała  pistolet  w  jedną,  potem
w  drugą  z  sióstr.  –  Ale  wtedy  ten  durny  Vincent  Hamm
podsłuchał jedną z naszych rozmów. Musiałam go zabić.

Angela  z  przerażeniem  uświadomiła  sobie,  że  Tatiana

celowo  ściągnęła  je  do  budynku,  w  którym  znaleziono  ciało
Hamma. I że w tym pokoju nie ma żadnego narzędzia, które
mogłoby posłużyć im do obrony.

Mocniej  ścisnęła  torebkę.  Cały  czas  słuchając  Tatiany,

usiłowała  przypomnieć  sobie,  czy  ma  coś,  co  mogłaby
wykorzystać w tej dramatycznej sytuacji.

-  Próbowałam  rzucić  podejrzenie  na  twojego  ojca,  ale

oczywiście  do  teflonowego  Sterlinga  Perry  nic  się  nie
przyklei.  Wasze  rodziny  dostały  wszystko,  ja  nic.  Ta  działka
pozwoliłaby mojemu ojcu zacząć życie od nowa.

Ale  przecież  ojciec  Tatiany  stracił  wszystko,  bo  był

uzależniony  od  alkoholu!  Zbankrutował,  kiedy  Tatiana
kończyła szkołę średnią. Dziecko musiało się urodzić niedługo
potem.

-  Tatiano,  posłuchaj  –  łagodnym  tonem  odezwała  się

Esme  –  pamiętam  twojego  ojca.  Wszyscy  z  ogromnym
smutkiem  przyjęliśmy  wiadomość  o  jego  tragicznym
wypadku. To musiał być dla ciebie straszny cios.

- Wypadek? – Głos Tatiany przybrał piskliwe brzmienie. –

To  nie  był  wypadek.  On  się  zabił.  Przez  twoją  rodzinę…
I  przez  tego  podłego  Rydera  Currina,  który  dostał  działkę
zamiast niego. A teraz Ryder ma też moją córkę?

Esme  cofnęła  się  o  krok.  Już  nie  była  mediatorką,  która

radzi sobie w każdej sytuacji.

background image

Angela  przyznała  jej  rację.  Rozmową  niczego  nie

wskórają.  Tatiana  oszalała,  jej  słowa  ociekają  goryczą
i nienawiścią. Postanowiła, że je zamorduje.

Pasek  torebki  zsunął  się  z  ramienia  Angeli,  torebka

z  głuchym  odgłosem  upadła  na  podłogę,  a  jej  zawartość
rozsypała się dokoła. Widok wyłączonej komórki przypomniał
Angeli odrzucone połączenia.

Teraz wszystko by dała za to, aby jeszcze raz usłyszeć głos

ukochanego. Ale nigdy już go nie zobaczy, nigdy nie obejmie,
nigdy nie powie, jak bardzo go kocha.

Ujęła dłoń Esme. Potrzebowała kontaktu z siostrą. Chciała

jej  przekazać  całą  swoją  miłość,  ofiarować  wsparcie
i pocieszenie.

Zły uśmiech wykrzywił twarz Tatiany.

-  Najwyższy  czas,  aby  Sterling  Perry  i  Ryder  Currin

poznali  rozdzierający  serce  ból  po  stracie  kogoś,  kogo
najbardziej kochają.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Ryder wrzucił niezjedzoną kolację do zlewu.

Brzęk  talerza  rozniósł  się  echem  po  całym  domu.  Zbyt

pustym. Zbyt cichym.

Do diabła! Ma dość bycia ignorowanym. Od zakończenia

zebrania kilkakrotnie dzwonił do Angeli, lecz uporczywie nie
odbierała telefonu. Nagrał wiadomość na pocztę głosową, ale
ani nie oddzwoniła, ani nie przysłała esemesa.

W  końcu  kiedyś  będzie  musiała  z  nim  porozmawiać,  to

dlaczego nie teraz? Im dłużej trwa taki stan zawieszenia, tym
trudniej będzie nam się porozumieć, pomyślał.

Siedziała  co  prawda  przy  nim  podczas  zebrania,  lecz  od

chwili,  gdy  powiedział  jej,  że  Tatiana  jest  matką  biologiczną
Mai, nie odezwała się do niego słowem. Nawet nie pozwoliła
wytłumaczyć  sobie,  dlaczego  trzymał  tę  informację
w tajemnicy. Po prostu wstała i wyszła.

Potrafił zrozumieć, że jego milczenie mogło wyglądać na

brak  zaufania,  na  lęk,  iż  Angela  zdradzi  Tatianie,  swojej
najlepszej  przyjaciółce,  w  czyje  ręce  trafiła  jej  córeczka.
Mimowolnie  zastanawiał  się,  czy  nie  ujawniał  tajemnicy,  bo
na  jakimś  poziomie  podświadomości  wciąż  jeszcze  bał  się
w pełni zaangażować w ich związek.

Obojętnie,  jaka  była  przyczyna,  Angeli  należą  się

przeprosiny. Są zaręczeni. Powinien uszanować zobowiązanie,

background image

jakie  podjął.  To  nie  fair  oczekiwać  od  Angeli  zbudowania
dobrej relacji z Mayą bez podania jej faktów.

Wyszedł  do  holu,  chwycił  kurtkę  i  klucze,  szarpnięciem

otworzył drzwi i omal nie zderzył się z Mayą.

Po  ostatniej  dramatycznej  rozmowie  nie  spodziewał  się

zobaczyć jej tak szybko. Pamiętał, jak bardzo była poruszona
i przygnębiona, gdy się z nim rozstawała. Teraz jednak wcale
nie sprawiała wrażenia przygnębionej.

Wyminęła  go  i  weszła  do  środka.  Oczy  jej  błyszczały

z podniecenia.

- Zgadnij, co się wydarzyło! – zawołała.

Ryder  wzruszył  ramionami.  Nowy  chłopak?  Zdała

egzaminy z wyróżnieniem? Wszystko jest możliwe.

- Nie mam pojęcia.

- Poszłam do mojej matki biologicznej – wypaliła Maya. –

Powiedziałam, że jestem jej córką.

Rydera przeszedł zimny dreszcz. Spodziewał się, że Maya

zechce poznać Tatianę, lecz nie przyszło mu na myśl, że stanie
się to tak szybko, że uczyni jakiś krok pod wpływem impulsu,
że  nie  przeanalizuje  wszystkich  konsekwencji  takiego
spotkania, że nie spróbuje się przygotować na rozmaite reakcje
Tatiany.

Pragnął, aby Maya była szczęśliwa, lecz pragnął również

chronić  ją  przed  złymi  doświadczeniami.  A  jeśli  Tatiana  nie
chce jej w swoim życiu?

Rozpromieniona twarz Mayi świadczyła jednak o tym, że

spotkanie przebiegło pomyślnie.

background image

- Co Tatiana powiedziała?

- Była w szoku. Nie miała najmniejszego pojęcia – Maya

mówiła  z  coraz  większym  ożywieniem,  żywo  gestykulując  –
że właśnie ty mnie wychowujesz.

Dochowanie tajemnicy było warunkiem narzuconym przez

jej rodzinę. Ryder dotrzymał przyrzeczenia.

- I?

W  głowie  aż  mu  huczało  od  pytań.  Ogarnęły  go  złe

przeczucia. Nie potrafił określić, na czym to polegało, ale przy
Tatianie zawsze czuł się nieswojo, zawsze wzmagał czujność,
wyostrzał zmysły.

- Ucieszyła się. Powiedziała, że nigdy nie przestała mnie

kochać. Płakała. – Maya otarła łzy z policzków. – Wyglądała
na  szczęśliwą  i  wiesz,  wyczytałam  z  jej  twarzy,  że  żałuje
tamtej  decyzji.  Może  błagała  ojca,  aby  mnie  nie  oddawał?
Miałam  wrażenie,  że  musi  ochłonąć,  więc  pożegnałam  się
i wyszłam.

Maya  dalej  opowiadała  o  spotkaniu,  lecz  Ryder  nie

słuchał.  Myślał  o  wydarzeniach  ostatnich  miesięcy.  Śmierć
Vincenta  Hamma.  Aresztowanie  Willema  Inwooda  za
oszustwa  finansowe  i  rzucanie  fałszywych  oskarżeń  pod
adresem Sterlinga Perry.

Myślał  również  o  ciągnącym  się  dziesiątki  lat  sporze

o  kawałek  ziemi,  który  Harrington  York  zapisał  mu
w testamencie, a na który chrapkę mieli i Sterling Perry, i Sam
Havery.  Kawałek  ziemi,  który  okazał  się  bogaty  w  ropę,  co
tylko podsyciło zawiść tamtych.

background image

Myślał i o tym, że Inwood jest bratem przyrodnim Tatiany.

Był  to  najdziwniejszy  element  całej  tej  układanki.  Ryderowi
wydawało  się  niezrozumiałe,  że  Inwood  narażał  Tatianę  na
utratę  wysokiej  pozycji  w  Perry  Holdings.  A  jeśli  działali
w  zmowie?  Jeśli  wspólnie  uknuli  intrygę,  aby  za  jednym
zamachem zemścić się na nim i na Sterlingu za pozbawienie
ich ziemi?

Ryderowi krew odpłynęła z twarzy, gdy dotarło do niego,

że to jest możliwe. To Tatiana wymyśliła perfidną zemstę za
śmierć  ojca,  za  utratę  dziecka,  którego  nie  mogła  sama
utrzymać.

Przyszła mu do głowy jeszcze bardziej przerażająca myśl:

czy Tatiana mogła zabić Vincenta Hamma?

Nie.  Ponosi  go  wyobraźnia.  Tatiana  jest  najlepszą

przyjaciółką Angeli…

O Boże!

Angela!

Spojrzał na Mayę. Nie chciał nawet myśleć o ciosie, jakim

byłaby  dla  niej  wiadomość,  że  nowo  odnaleziona  matka  jest
zabójczynią.

- Kochanie, z radością wysłucham twojej relacji, ale mam

bardzo pilną sprawę do załatwienia – powiedział. – Zaczekasz
tu na mnie?

-  Jasne,  tato  –  odrzekła  z  uśmiechem.  –  Mną  się  nie

przejmuj. Mam mnóstwo rzeczy do zapisania w dzienniczku.
Nie chcę zapomnieć ani jednego szczegółu tego dnia.

Z  tymi  słowami  dziewczyna  zniknęła  w  głębi  domu,

a  Ryder  poczuł  przypływ  uczuć  opiekuńczych.  Do  niej,  do

background image

Angeli.

Niech  Bóg  ma  w  opiece  tego,  kto  chciałby  skrzywdzić

jego rodzinę.

Zabrał portfel i klucze, jeszcze raz spróbował połączyć się

z Angelą, lecz odezwała się tylko poczta głosowa. Zadzwonił
więc do Melindy. Modlił się, aby odebrała.

-  Ryder?  –  Melinda  odezwała  się  głosem  prawie

identycznym jak Angela. – Co słychać?

- Czy Angela jest z tobą? – zapytał w biegu. – Nie odbiera

telefonu, a koniecznie muszę się z nią porozumieć.

-  Tu  jej  nie  ma  –  odrzekła  Melinda.  –  Ale  jesteśmy  ze

Slade’em w moim mieszkaniu i pakujemy resztę rzeczy przed
sprzedażą. Jak wiesz, to w tym samym budynku. Mam pójść
do niej i sprawdzić, co się dzieje?

- Zrób tak, proszę.

- Zadzwonię do ciebie z jej mieszkania.

- Dzięki.

Czekanie  na  telefon  Melindy  wydawało  się  wiecznością.

Usiadł  za  kierownicą  ciężarówki,  gotowy  natychmiast
wyruszyć na poszukiwania, gdyby okazało się, że Angeli nie
ma  w  domu.  Komórkę  umieścił  w  uchwycie  na  desce
rozdzielczej.

Kiedy zadzwoniła, odebrał natychmiast.

- Znalazłaś ją? – zapytał bez żadnych wstępów.

- Nie ma jej. – Odpowiedź Melindy zmroziła mu krew. –

Ale  znalazłam  kartkę,  na  której  zapisała  miejsce  chyba

background image

jakiegoś  spotkania.  Przeczytam  ci:  „T  w  budynku  Klubu,
dwudziesta”. Rozumiesz coś z tego?

Dłonie  Rydera  mocniej  zacisnęły  się  na  kierownicy.

Spełnił  się  najgorszy  scenariusz.  Angela  jest  w  śmiertelnym
niebezpieczeństwie.

- Dziękuję, Melindo. Bardzo mi pomogłaś.

Nie  tracąc  ani  sekundy,  ruszył  do  Klubu.  Po  drodze

zadzwonił  do  Zoe  Warren  z  policji  po  wsparcie.  Wezwał  na
pomoc  również  Nathana  Battle’a,  który  na  szczęście  był
jeszcze w Houston.

Ryder wiedział, że ani Zoe, ani Nathan nie będą zadawali

zbędnych  pytań  ani  nie  zlekceważą  jego  podejrzeń,  jak
mogłoby się stać, gdyby zadzwonił pod numer alarmowy.

Cord Galicia, narzeczony Zoe, też miał przyjechać. Razem

z Jessem.

Drogę  do  Klubu  pokonał  w  rekordowym  czasie.  Na

parkingu  za  budynkiem  stał  samochód  Angeli  i  jeszcze  jakiś
drugi. Tatiany?

Nie  zdążył  wysiąść,  kiedy  następne  dwa  samochody

zatrzymały  się  obok  jego  ciężarówki.  Nathan  Battle  położył
palec na ustach i szerokim gestem nakazał im iść za sobą.

Ryderowi  serce  waliło  jak  oszalałe,  kiedy  wchodzili  do

budynku.  Wewnętrzny  głos  ponaglał  go,  nakazywał  jak
najszybciej dotrzeć do Angeli.

Idąc korytarzem, usłyszeli stłumione głosy. Kobiece głosy

dobiegające z salonu w głębi domu.

Bezszelestnie posuwali się naprzód.

background image

Ryder modlił się w duchu, aby nie nastąpić na skrzypiącą

klepkę w podłodze. Głosy stawały się coraz wyraźniejsze.

Tatiana.

Angela.

I Esme?

Już  niczego  nie  rozumiał.  Jak  to  się  stało,  że  sprawy

przybrały  tak  dramatyczny  obrót?  Dlaczego  Angela  dała  się
wciągnąć w zasadzkę?

Musi ją chronić. Ratować.

Ją i Esme.

Rzucił  szybkie  spojrzenie  Jessemu  Stevensowi,

przyjacielowi  Corda  Galicii.  Jesse  był  blady,  twarz  miał
zaciętą.  Wyglądał  na  równie  zdeterminowanego  ratować
kobiety, co on.

Drzwi do salonu miały wprawiony ozdobny witraż, przez

który widzieli zarysy postaci.

-  Wy  wszyscy  musicie  zapłacić  za  to,  co  zrobiliście

mojemu ojcu. Mnie. Mojemu dziecku.

Tatiana.

Ryder siłą się powstrzymywał, aby nie pchnąć drzwi i nie

wtargnąć do salonu.

Zoe  podniosła  rękę,  nakazując  wszystkim,  aby  się

zatrzymali.  Nathan  Battle  skinął  głową  na  znak,  że  to  ona
dowodzi akcją. To jej jurysdykcja. Jej śledztwo.

Ryder ustawił się tuż za Zoe.

Nathan sprawdził broń.

background image

Powietrze zgęstniało od napięcia.

Zoe  wyciągnęła  pistolet,  bezgłośnie  poruszyła  wargami:

Jeden. Dwa. Trzy…

Sforsowali drzwi.

Ryder wzrokiem odszukał Angelę.

Żyje. Tatiana trzyma ją na muszce.

-  Tatiana!  –  krzyknął,  na  ułamek  sekundy  odwracając

uwagę desperatki.

Był gotowy zastrzelić ją na miejscu. W obronie Angeli.

Zoe  z  Nathanem  wykorzystali  ten  moment,  aby

obezwładnić Tatianę, a Jesse odepchnął obie siostry na bok, na
wypadek gdyby padły strzały.

Rozległ się huk, kula strzaskała witraż w drzwiach. Zapach

siarki unosił się w powietrzu.

Zapadła cisza.

Rydera ogarnęło tak przemożne uczucie ulgi, że kolana się

pod  nim  ugięły.  Wyciągnął  rękę,  oparł  się  o  ścianę,  aby  nie
upaść. Angela jest bezpieczna. Dzięki Bogu. Stoi dwa kroki od
niego.

- Moja córeczka – jęknęła Tatiana.

Zoe  założyła  jej  kajdanki  i  pouczyła  o  przysługujących

prawach.  Potem  wyprowadziła  ją  z  salonu.  Rozbite  szkło
trzeszczało im pod stopami. Łkanie Tatiany oddalało się.

Ryder  nie  czuł  jednak  ani  krzty  współczucia.  Nawet  nie

chciał  o  niej  myśleć.  Kątem  oka  zobaczył,  że  Nathan  Battle
i Jesse pomagają Esme podnieść się z podłogi.

background image

Podbiegł do Angeli, objął ją i przytulił.

-  Bogu  dzięki,  nic  złego  ci  się  nie  stało.  Od  zmysłów

odchodziłem, kiedy nie mogłem się do ciebie dodzwonić.

-  Skąd  wiedziałeś,  gdzie  mnie  znaleźć?  –  zapytała.

Obejrzała  się  na  Esme  pogrążoną  w  rozmowie  z  Nathanem
Battle.  Jej  gestykulacja  świadczyła,  że  relacjonuje  przebieg
wydarzeń. – Nas znaleźć.

Zauważyła, że Jesse trzyma się od Esme na dystans. Może

nie są sobie aż tak bliscy, jak się wszystkim zdawało? Może
ich romans to była tylko przygoda?

Ryder  oparł  pliczek  o  czubek  głowy  Angeli,  wciągnął

w nozdrza zapach jej włosów o woni egzotycznych kwiatów.

-  Zostawiłaś  w  mieszkaniu  kartkę  z  adresem  i  godziną

spotkania.

- Tak się cieszę, że zdążyliście – szepnęła Angela. Ryder

czuł, jak drży. – Ona naprawdę zabiłaby nas obie.

Gdyby Melinda nie znalazła małej karteczki z adresem, na

zawsze  straciłby  Angelę.  Tego  ciosu  jego  serce  by  nie
wytrzymało.  Jak  kiedyś  mógł  z  niej  zrezygnować?  Zerwane
zaręczyny były największym błędem jego życia.

Nie zamierzał popełnić go ponownie. Uczyni wszystko, by

ją odzyskać. Zbudować razem wspólne życie. Angela to jego
partnerka, jego kochanka, jego miłość.

I będzie potrzebował jej pomocy w relacjach z Mayą, gdyż

dla  dziewczyny  prawda  o  matce  biologicznej,  wydarzeniach
ostatnich  miesięcy,  których  kulminacja  nastąpiła  dzisiaj,
będzie trudna do udźwignięcia.

background image

Rozmowy  z  Mayą  będą  wymagały  cierpliwości,  taktu,

empatii.  I  właśnie  te  cechy  posiada  Angela.  Za  te  cechy  ją
kocha. Dzięki nim ona czyni jego życie lepszym.

Ryder złapał spojrzenie Angeli.

- Angelo, kocham cię. – Słowa z trudem przechodziły mu

przez  ściśnięte  wzruszeniem  gardło.  –  Poznałem  miłość  już
wcześniej  i  dlatego  wiem,  że  moje  uczucie  jest  prawdziwe.
Warte pielęgnowania. Nigdy z niego nie zrezygnuję. Jesteśmy
parą  po  wieczne  czasy.  Nie  wiem,  jak  mam  cię  przekonać,
abyś wyszła za mnie.

Angela  położyła  mu  dwa  palce  na  wargach.  Patrząc  mu

prosto w oczy, rzekła:

-  Przestań,  Ryderze.  –  Cofnęła  rękę.  –  Nie  musisz  mnie

przekonywać. Ja też cię kocham. Niczego bardziej nie pragnę,
niż zostać twoją żoną.

Ryder odetchnął z ulgą. Przepełniała go wdzięczność za tę

nową szansę.

Wyciągnął  z  kieszeni  pierścionek  zaręczynowy,  który  już

przedtem ofiarował Angeli, a który mu zwróciła. Od tamtego
dnia zawsze nosił go przy sobie.

-  Nie  rozstaję  się  z  nim,  chociaż  to  ja  zerwałem  nasze

zaręczyny. Nie potrafiłem zrezygnować z ciebie. Z nas.

- Teraz już nie będziesz musiał rezygnować.

Angela  podniosła  głowę  i  z  uśmiechem  wyciągnęła  rękę,

aby mógł wsunąć jej pierścionek z powrotem na palec.

Gdzie było, jest i zawsze będzie jego miejsce.

background image

Tydzień później, w przeddzień Bożego Narodzenia, Esme

uczestniczyła w wydarzeniu, które, jak zawsze myślała, będzie
urzeczywistnieniem  jej  marzeń  -  w  uroczystym  otwarciu
siedziby oddziału Klubu Hodowców w Houston - lecz nie była
w nastroju do świętowania.

Powinna  się  cieszyć  przynajmniej  z  tego,  że  uniknęła

śmierci. Była wdzięczna opatrzności za to, że ona i siostra są
całe i zdrowe, a ojciec oczyszczony z zarzutów. Niemniej bez
Jessego  u  boku  życie  straciło  blask.  Od  tamtego  tragicznego
wieczoru, kiedy Tatiana wzięła Angelę i ją za zakładniczki, nie
miała od niego żadnej wiadomości.

Przy dźwiękach harfy grającej bożonarodzeniowe melodie

goście  z  Houston  i  z  Royal  gromadzili  się,  aby  świętować
zakończenie  remontu  nowej  siedziby  Klubu.  Oficjalne
otwarcie, na które zaproszono wszystkich członków, miało się
odbyć w sylwestra.

Czy  Jesse  przyjedzie,  zastanawiała  się  Esme.  Czy  będzie

musiała  oglądać  jego  „idealną  wybrankę”?  Na  samą  myśl
o  tym  żołądek  podjechał  jej  do  gardła.  Dzisiaj,  na  szczęście,
Jesse jeszcze się nie pokazał.

Po  tamtych  dramatycznych  wydarzeniach,  kiedy  Tatiana

chciała je zabić, Esme i Angela bardzo zbliżyły się do siebie.
W  ciągu  ostatniego  roku  Angela  wiele  wycierpiała  i  Esme
otoczyła ją ciepłem i serdecznością. Były nierozłączne. Maya
przeżyła  szok,  ale  starsze  dzieci  Rydera  zajęły  się  nią  i  ją
wspierały.  Xander,  który  dwa  lata  temu  stracił  narzeczoną,
znalazł nową miłość.

Esme  usunęła  się  z  drogi  przed  dwoma  kelnerami.  Jeden

niósł  tacę  z  przekąskami  -  krewetkami  w  plastrach  bekonu  -

background image

drugi wysokie kieliszki z szampanem. Nawet szampan jej nie
skusił.  Cieszyło  ją  szczęście  siostry,  lecz  obserwowanie
zakochanych  boleśnie  przypominało  o  stracie  Jessego.  Ból
spotęgował jeszcze widok Corda i Zoe pijących szampana, on
z jej kieliszka, ona z jego.

Jej serce wciąż otrzymywało coraz to nowe ciosy.

Ściskając w dłoni kryształową szklankę z wodą mineralną,

stanęła  jak  najdalej  od  znajomych  par.  Ze  względu  na  ojca
musiała  zachowywać  pozory,  lecz  wolała  pozostać
niewidoczna.

Ubrała  się  skromnie,  w  małą  czarną,  aby  nie  rzucać  się

w  oczy.  Jedynym  bardziej  ekstrawaganckim  akcentem
podkreślającym  wyjątkową  okazję  były  czerwone  szpilki  od
Gucciego.

Rana w sercu wywołana odrzuceniem ciągle krwawiła. Ból

z  każdym  dniem  stawał  się  dotkliwszy,  poczucie  zagubienia
coraz  intensywniejsze.  Po  cudownych,  pełnych  nowych
doznań  dniach  na  ranczu  miasto  ją  irytowało.  Hałas,  tłum
ludzi.  Nawet  praca,  teraz,  kiedy  już  nie  musiała  zabiegać
o poparcie dla ojca, jakby straciła sens.

Może  powinna  kupić  własne  ranczo  i  poświęcić  się

działalności  charytatywnej  jak  Melinda?  Niewykluczone
nawet,  że  Melinda  z  otwartymi  ramionami  przyjęłaby  ją  do
pomocy. Mogłaby spędzać więcej czasu z mężem i dzieckiem,
kiedy już się urodzi.

Przyłożyła  dłoń  do  czoła,  chcąc  uciszyć  gonitwę  myśli.

Nie miała pojęcia, co zrobić z przyszłością. Miała nadzieję, że
zbudują z Jessem wspólne życie. Nic nie sprawiło jej takiego

background image

bólu,  jak  widok  Jessego  wychodzącego  tuż  za  policjantami
wyprowadzającymi Tatianę.

Oświadczył,  że  jej  nie  chce,  i  to  nie  były  tylko  czcze

słowa.

Jak  to  możliwe,  aby  wszystko  układało  się  tak  strasznie

i  jednocześnie  tak  pomyślnie,  zastanawiała  się.  Po  latach
wojny podjazdowej stosunki między obiema rodzinami uległy
radykalnej  poprawie.  Ojciec  i  Ryder  żyją  w  coraz  większej
komitywie,  a  Roarke  zaręczył  się  z  najstarszą  córką  Rydera,
Annabel.

Esme powiodła wzrokiem po zebranych.

Ethan  Barringer,  dyrektor  naczelny  Perry  Construction,

i jego narzeczona Aria pogrążeni byli w ożywionej rozmowie
z  Liamem  Morrowem  i  jego  narzeczoną,  celebrytką  Chloe
Hemsworth.  Cała  czwórka  emanowała  takim  szczęściem,  że
Esme  znowu  poczuła  ukłucie  w  sercu.  Paisley  Ford
z  ożywieniem  coś  do  nich  mówiła,  zapewne  reklamując
najnowsze  stroje  ślubne  ze  swojego  butiku.  Jej  mąż,  Lucas,
słuchał jej z uśmiechem i puchł z dumy.

Esme  miała  wrażenie,  że  jest  otoczona  szczęśliwymi

parami i coraz trudniej było jej to wytrzymać.

Camden  McNeal  z  żoną  Vivianne  u  boku  pokazywał

wszystkim  chętnym  zdjęcia  córeczki.  Esme  pomyślała
o  klubiku  dla  dzieci  w  Royal.  W  Houston  nie  pomyśleli
o  takich  udogodnieniach  i  dopiero  rozmowy  z  Jessem
o  planowanym  założeniu  rodziny  uświadomiły  jej,  że
możliwość zapewnienia opieki dzieciom, podczas gdy rodzice
zajęci są czymś innym, jest bardzo ważna.

background image

- Mogę przynieść ci coś do picia?

Głos  ojca  przywołał  Esme  do  rzeczywistości.  Nie  lubiła

rozczulać się nad sobą, lecz dziś to było silniejsze od niej.

- Dziękuję. Mam wodę.

Sterling Perry poprawił elegancki krawat.

- W Royal spisałaś się na medal – pochwalił.

- Wciąż nie wiadomo, kto zostanie prezesem.

-  Nie  przeczę,  że  mam  na  to  chrapkę,  ale  pogodzę  się

z porażką – odrzekł i wypił kilka łyków whisky. – Godnie nas
reprezentowałaś  i  zbudowałaś  podstawy  dobrych  relacji
między nimi a nami.

Oba  oddziały  wspólnie  opracowały  regulamin  Klubu

i zasady nominowania władz.

Uznanie ojca wiele znaczyło dla Esme.

-  Dzięki,  tato.  Cieszę  się,  że  jesteś  zadowolony.  Ale

właściwie sama nie wiem, czy zrobiłam dużo, czy mało.

- Houston i Royal to dwa bardzo różne miasta. Nawiązanie

dobrych stosunków mogło być trudne, ale dzięki tobie poszło
gładko.

Czuła się skrępowana, słysząc same pochwały, na które nie

wiedziała, czy zasłużyła.

-  To  nie  było  takie  trudne,  jak  ci  się  wydaje.  Wcale  nie

różnimy się aż tak bardzo.

- Skoro tak mówisz, to dlaczego nie pojedziesz do Royal

do tego mężczyzny, w którym najwyraźniej jesteś zakochana?

background image

Wpatrywała 

się 

ojca, 

zaskoczona 

jego

spostrzegawczością.  Nagle  zapragnęła  zwierzyć  mu  się,
chociaż  wiedziała,  że  nie  sprawi,  że  wszystko  wróci  do
dawnego stanu rzeczy.

- On mnie nie chce.

- Mnie nie oszuka. Widziałem, jak wodzi za tobą oczami. –

Ojciec położył dłonie na ramionach Esme. – I nawet jeśli boi
się  zaangażować,  to  od  kiedy  moja  córka  poddaje  się  bez
walki?

Podniosła  głowę  i  napotkała  spojrzenie  Sterlinga.

Pomyślała o tym, że przed chwilą zgodził się z nią, iż Royal
i  Houston  aż  tak  bardzo  nie  różnią  się  od  siebie.
I o zawalczeniu o to, czego pragnie.

-  Popełniłem  błąd  –  Sterling  mówił  dalej  –  poświęcając

tyle  uwagi  interesom,  zamiast  skupić  się  na  małżeństwie
i  rodzinie.  Zapłaciłem  za  to.  I  nie  tylko  ja.  Wy,  moje  dzieci,
również. Wyciągnij naukę z moich błędów.

Wyznanie ojca ją wzruszyło. Pomogło obalić bariery, jakie

sama wzniosła. Wspaniale spędzała czas z Jessem na ranczu,
pracując razem z nim, objeżdżając stada, podziwiając zachody
słońca z ganku jego domu.

Marzenia  mogą  się  spełnić.  Esme  Perry  –  żona,  matka,

przedsiębiorczyni.  Może  dzięki  pracy  zdalnej  uda  się  jej
pogodzić  oba  światy?  Dlaczego  wbiła  sobie  do  głowy,  że
najpierw  musi  ugruntować  pozycję  zawodową,  a  dopiero
potem  myśleć  o  macierzyństwie?  Może  wejść  w  środowisko
Klubu Hodowców i wcale nie tracić kontaktu z rodziną.

background image

Wspięła się na palce i pocałowała ojca w policzek. W jej

głowie już powstawał plan, jak odzyskać Jessego.

- Dziękuję, tato. Masz coś przeciwko temu, że pożyczę tę

starą  ciężarówkę,  na  której  uczyłam  się  jeździć?  Właśnie
zmieniłam plany na Boże Narodzenie.

- Oczywiście, że nie mam – ojciec odrzekł bez wahania. –

Ale  pamiętaj,  że  nawet  po  remoncie  sprzęgło  potrafi  płatać
figle.

Esme rzuciła ostatnie spojrzenie na wspaniale odnowioną

salę pełną członków rodziny, przyjaciół i znajomych. Klub jest
gotowy  na  uroczyste  otwarcie.  Jej  życie  się  ustabilizuje.
Zawsze  chętnie  odwiedzi  Houston,  ale  jej  serce  zostało
w Royal.

Kompletnie straciła głowę dla Jessego Stevensa. Ojciec ma

rację, nazwisko Perry zobowiązuje. Nie podda się bez walki.
Jest  już  co  prawda  wieczór,  ale  wczesny.  Jeśli  się  pospieszy,
spędzi wigilię Bożego Narodzenia z Jessem.

Nie  był  w  świątecznym  nastroju,  chociaż  cały  dom  był

udekorowany  światełkami  i  ozdobami  świątecznymi.
Wszystkie te bożonarodzeniowe dekoracje przypominały mu,
co zostawił w Houston. Święta spędzi sam. Z Janet wymienili
życzenia przez telefon.

Zastanawiał  się,  co  skłoniło  go  do  przyjścia  do  stajni.

Esme  przecież  wszędzie  zostawiła  ślady  swojej  obecności
i gdzie się nie obrócił, widział ją i słyszał. Wciąż o niej myślał,
pragnął jej, tęsknił za nią.

Swojskie  zapachy  i  odgłosy  stajni  tym  razem  nie

przynosiły  ulgi.  Nie  opuszczało  go  pragnienie  dzielenia  się

background image

każdą chwilą z Esme.

Nie wiedział, czy kiedykolwiek pogodzi się z jej brakiem,

czy kiedykolwiek znajdzie spokój ducha.

Pogłaskał Duke’a po pysku, w mądrych brązowych oczach

zwierzęcia szukał rady i pocieszenia.

-  Widzisz,  stary,  jak  namieszałem?  –  rzekł.  –  Wszystko

spaprałem.

Koń  zarżał  cicho  w  odpowiedzi,  potrząsnął  grzywą.  Gdy

był  małym  chłopcem,  Jesse  rozmawiał  z  Apollem.  Zwierzał
się  jak  przyjacielowi  z  sekretów,  marzeń,  wyżalał  się  przed
nim. Przy nim odzyskiwał spokój.

- Już żałuję swojej decyzji – ciągnął Jesse. Nie mógł spać.

Nie mógł jeść. Życie bez Esme stało się puste. – Bez niej to
ranczo już nic dla mnie nie znaczy.

Nigdy  dotąd  nie  wyobrażał  sobie  chwili,  kiedy  ranczo

przestanie mu wystarczać.

Oczywiście  nadal  bardzo  cenił  konie,  dom,  bezkresne

przestrzenie,  ale  nagle  zaczął  dostrzegać  ogrom  całego
przedsięwzięcia. I otaczającą pustkę.

Duke,  grzebiąc  kopytem  w  ziemi,  wyciągnął  szyję

w stronę klaczy w sąsiednim boksie. Appaloosa zarżała cicho.

Wszystkie  stworzenia  łączą  się  w  pary,  pomyślał.  Nie

wyłączając koni.

-  Pragnę  mieć  to,  co  moi  żonaci  przyjaciele  z  Klubu.

Pragnę czuć przynależność do rodziny.

To  się  nie  zmieniło.  Ale  urzeczywistnić  swoje  marzenie

mógł tylko z Esme.

background image

Duke  trącił  go  w  ramię  i  utkwił  w  nim  spojrzenie

brązowych  oczu.  Jesse  oniemiał.  Koń  dawał  mu  znak,  że
słucha, że rozumie. Poklepał go po szyi.

Ogarnęły  go  wspomnienia.  Pierwsze  spotkanie  z  Esme.

Rodzące się marzenia o wspólnej przyszłości. Odrzucenie.

Jeszcze  raz  pomyślał,  że  ranczo  bez  niej  nie  daje  mu

satysfakcji  ani  radości.  Że  pragnie  stworzyć  rodzinę  tylko
z  nią.  I  nagle  wszystkie  elementy  układanki  trafiły  na  swoje
miejsce.

Z  jakiegoś  głupiego  powodu  uważał,  że  marzenia

o rodzinie może spełnić tylko tu, w Royal.

Czy naprawdę?

Zakołysał  się  na  obcasach,  rozejrzał  po  stajni,  pomyślał

o  całym  ranczu,  o  Klubie,  o  nowym  oddziale  w  Houston.
Zrozumiał, że serce organizacji bije i tu, i tam.

Przyjaciele.  Rodzina.  Społeczność.  Dom  to  nie  budynek

ani  nawet  ziemia.  Istota  domu  polega  na  obdarzaniu  ludzi
miłością i otrzymywaniu miłości w zamian.

Błyskawicznie  podjął  decyzję.  Wystukał  esemesa

z instrukcjami do zarządcy, potem biegiem wrócił do domu.

Dziesięć  minut  później  siadał  za  kierownicą.  Na  fotelu

obok  postawił  termos  z  kawą,  która  pomoże  mu  podczas
nocnej jazdy do Houston.

Od Esme dzieli go tylko kilka godzin.

Przekręcił  kluczyk  w  stacyjce.  Był  gotowy  do  drogi.

Zawalczy o nią. O kobietę, której energia i miłość rozświetla

background image

każdy  pokój,  każdy  zakamarek.  Był  głupcem,  że  ją  odrzucił,
lecz zrobi wszystko, aby ją odzyskać.

Właśnie  kiedy  naciskał  pedał  gazu,  na  drodze  zobaczył

światła zbliżającego się samochodu. Podrapał się w głowę, zły,
że coś opóźni jego wyjazd.

Nie spodziewał się gości.

Pojazd  zatrzymał  się  tuż  przed  jego  samochodem.  Jesse

osłonił  dłonią  oczy.  Potrzebował  kilku  sekund,  aby
przyzwyczaić się do ostrego światła reflektorów.

Przed  nim  stała  odrestaurowana  stara  ciężarówka

z  czerwoną  kokardą  zawiązaną  na  grillu.  Drzwi  kabiny
otworzyły  się  i  na  stopniu  zobaczył  parę  zgrabnych  nóg
w niebotycznych czerwonych szpilkach.

Serce zabiło mu mocniej.

Z uśmiechem wyłączył silnik.

Esme.

Nie wiedział, co robi w ciężarówce vintage, którą chętnie

sam  kiedyś  spróbowałby  się  przejechać.  Niemniej  była  to
spektakularna zmiana w stosunku do sportowego porsche.

Ale niczego, co ta kobieta robi, nie daje się przewidzieć.

I taką ją kocha.

Wyskoczył z samochodu, podbiegł do ciężarówki, a Esme

rzuciła  mu  się  w  ramiona.  Obrócił  się  z  nią  dokoła,  wtulił
twarz w jej włosy, wciągnął w nozdrza jej zapach.

Wszystkimi  zmysłami  chłonął  Esme.  Znowu  wypełniała

sobą jego życie.

background image

Postawił ukochaną na ziemi, wargami przywarł do jej ust.

Esme ujęła jego twarz w dłonie i oddała pocałunek. Żarliwie,
bez sekundy wahania. Nie wiedział, dlaczego mu wybaczyła,
lecz jego duszę przepełniały radość i wdzięczność.

Po  chwili  Jesse  przerwał  pocałunek  i  spojrzał  w  oczy

Esme, w których odbijały się gwiazdy.

- Świetny pojazd – zauważył.

-  Okazało  się,  że  jestem  fanką  starych  ciężarówek

i pewnego kowboja.

Stuknęła w rondo jego stetsona.

- A ja jestem twoim fanem – odrzekł.

Pogładził  Esme  po  włosach,  wplótł  palce  w  jedwabiste

pasma.

- Właśnie jechałem do ciebie, ale cieszę się, że nie musimy

czekać ani chwili dłużej. Każdy dzień bez ciebie był smutny.
Od twojego wyjazdu popadałem w coraz głębszą melancholię.

- Och, Jesse – szepnęła i zarzuciła mu ręce na szyję. – Ja…

-  Ciii.  –  Zamknął  jej  usta  pocałunkiem.  –  Będę  mówił

pierwszy,  bo  ty  swoim  przyjazdem  powiedziałaś
wystarczająco  dużo.  Posłuchaj,  kiedy  oświadczyłem,  że  chcę
innej  kobiety  za  żonę,  wcale  tak  nie  myślałem.  Po  prostu
przestraszyłem  się,  że  tu,  w  Royal,  nie  będziesz  szczęśliwa.
Jestem  gotów  pójść  w  ślady  Corda  i  przeprowadzić  się  do
Houston.

Kolistymi ruchami gładziła mu plecy. Oczy jej błyszczały

szelmowsko.

background image

-  Dziękuję  za  tę  wspaniałą  propozycję.  Jeszcze  dwa

tygodnie  temu  mogłabym  ją  przyjąć,  ale  w  tym  czasie
zmądrzałam i teraz wiem, że moje serce i moja przyszłość są
tu, w Royal.

Nie  mógł  uwierzyć  ani  własnym  uszom,  ani  własnemu

szczęściu.  Spotkało  go  więcej  niż  szczęście.  To  był
bożonarodzeniowy  cud.  I  wydarzył  się  razem  z  pojawieniem
się pierwszych gwiazd na niebie.

Spojrzał  w  oczy  kobiety,  którą  będzie  kochał  przez  całe

życie.

- Wesołych świąt, Esme. Jesteś najlepszym prezentem, jaki

mogłem dostać pod choinkę.

-  Wesołych  świąt,  kowboju.  –  Esme  sięgnęła  po  jego

kapelusz  i  włożyła  go  na  głowę.  –  Świętowanie  dopiero  się
zaczyna.

background image

EPILOG

Kurczowo  ściskała  dłoń  Jessego.  Z  niecierpliwością

czekała  na  ogłoszenie  wyników  wyborów  prezesa  nowego
oddziału  Klubu  Hodowców.  Miało  to  nastąpić  tuż  przed
wybiciem północy.

Sala  balowa  była  wypełniona  po  brzegi  członkami  obu

oddziałów,  z  Houston  i  z  Royal.  Panowie  w  smokingach
i najlepszych stetsonach, panie w sukniach wieczorowych od
modnych projektantów i biżuterii godnej koronowanych głów.

Ale dla Esme królem wieczoru był mężczyzna u jej boku.

Podniosła głowę i spojrzała na niego.

Spędzili cudowny tydzień w Royal, a wczoraj przyjechali

do  Houston,  aby  wziąć  udział  w  balu  sylwestrowym
inaugurującym działalność nowego oddziału Klubu.

Uśmiechnięta  Angela  stała  między  ojcem  a  Ryderem

Currinem. Obaj byli bardzo zdenerwowani, chociaż starali się
nie dać tego po sobie poznać.

Esme z radością pomyślała, że siostra po raz pierwszy od

bardzo dawna wygląda na autentycznie szczęśliwą.

Jesse  od  razu  nawiązał  znakomity  kontakt  z  jej  rodziną

i miała nadzieję, że uda się jej pomóc mu zacieśnić stosunki
z siostrą, Janet.

Orkiestra  zagrała  tusz,  zza  fontanny  z  szampanem

wyłoniła  się  przewodnicząca  komisji  nominacyjnej,  Abigail

background image

Langley  Price,  rudowłosa  piękność  w  śmiałej  sukni
ozdobionej  cekinami,  zdeklarowana  zwolenniczka  przyjęcia
kobiet w poczet członków Klubu.

Stanęła na podium i wzięła mikrofon do ręki:

-  Domyślam  się,  że  wszyscy  już  nie  mogą  się  doczekać

poznania  wyników  –  zaczęła,  zawiesiła  głos  i  po  chwili
mówiła dalej: - Nie będę dłużej trzymać was w niepewności.
Zacznę od członków zarządu.

Wyciągnęła  kartkę,  włożyła  okulary  do  czytania

w oprawce nadającej jej twarzy koci wygląd i zaczęła kolejno
wyczytywać nazwiska, po każdym robiąc przerwę na oklaski.

Za  każdym  razem,  gdy  nie  padało  nazwisko  ojca  ani

Rydera, Esme czuła skurcz w żołądku. Szansa, że jeden z nich
zostanie prezesem, rosła.

Tymczasem  Abigail  Langley  Price  przestała  wyczytywać

nazwiska, uśmiechnęła się do zebranych i oznajmiła:

- Zostały jeszcze dwa nazwiska członków zarządu, zanim

ogłoszę,  kto  zostanie  pierwszym  prezesem  houstońskiego
oddziału Klubu. Gotowi?

Zebrani odpowiedzieli głośnym „Gotowi!”

Esme  zerknęła  na  ojca  stojącego  w  drugim  końcu  sali

i bezgłośnie poruszyła wargami „Powodzenia”. W odpowiedzi
Sterling Perry mrugnął porozumiewawczo.

Jesse ścisnął jej dłoń. Ten gest dodał jej otuchy. Poczuła,

że z nim wszystko jest możliwe.

-  Nastąpił  niespodziewany  zwrot  akcji  –  mówiła

przewodnicząca.  –  Obaj  kandydaci  otrzymali  równą  liczbę

background image

głosów. Do zarządu wejdą… Sterling Perry i Ryder Currin!

Czyli żaden z nich nie będzie prezesem?

Esme oniemiała.  I chyba nie tylko ona. Po sali przeszedł

szmer zdumienia. Jeśli nie oni, to kto?

Abigail postukała w mikrofon, prosząc o ciszę.

- Mam zaszczyt, jako jedna z pierwszych kobiet przyjętych

w poczet członków oddziału naszego Klubu w Royal, ogłosić,
że  stanowisko  prezesa  obejmie…  –  zawiesiła  głos,  orkiestra
zagrała tusz – wybrana miażdżącą większością głosów Angela
Perry!

Angela?

Rozległy się gromkie okrzyki i oklaski.

Esme  doszła  do  wniosku,  że  nikt  nie  wymyśliłby  lepszej

posady  dla  jej  siostry.  Miała  nadzieję,  że  i  Ryder,  i  ojciec
udzielą jej wsparcia. Spojrzała w ich kierunku. Zobaczyła, że
podnieśli złączone dłonie wysoko w górę.

Angela  podeszła  do  podium.  W  złotej,  delikatnie

połyskującej tiulowej sukni bez ramion wglądała zjawiskowo.

-  Dziękuję  wszystkim  za  zaufanie  –  rzekła  lekko

zdyszanym  głosem i położyła dłoń na sercu. – Przyznam,  że
jestem oszołomiona i podekscytowana. To dla mnie ogromny
zaszczyt.  –  Poczekała,  aż  ucichną  brawa.  –  Cieszę  się,  że
zarówno  mój  ojciec,  jak  i  mój  narzeczony  zostali  członkami
zarządu.

Jej słowa nagrodzono oklaskami. Jesse wzniósł triumfalny

okrzyk.

background image

- Proszę jeszcze o chwilę uwagi, gdyż chcemy z Ryderem

podzielić się z wami radosną wiadomością.

Angela  ruchem  ręki  przywołała  Rydera.  Na  jej  dłoni

błysnął pierścionek zaręczynowy. Ryder wskoczył na podium
i stanął obok niej.

- Dostaliśmy najlepszy prezent gwiazdkowy z możliwych.

Będziemy mieli dziecko!

Zapanowała  ogólna  radość.  Wszyscy  gestem  toastu

podnieśli  kieliszki.  Ryder  i Angela  zniknęli  w  tłumie.  Esme
wiedziała, że nie ma szans przecisnąć się do siostry. Trudno.
Przed nimi jeszcze wiele okazji do świętowania.

W jej głowie już powstawały plany przyjęcia dla obu sióstr

bliźniaczek w ciąży.

Podniosła głowę i spojrzała na Jessego.

- Chcesz mieć dzieci? Wiem, że tak. I ja też.

Jesse pocałował wewnętrzną stronę jej nadgarstka, potem

przyłożył jej dłoń do serca.

-  Pewnego  dnia  tak.  Ale  przedtem  chcę  spędzić  trochę

czasu  tylko  z  tobą,  poznać  się  lepiej,  zbudować  mocne
podstawy naszego związku. – Nachylił się i pocałował czubek
jej nosa. – Zaryzykuję oskarżenie, że jestem zbyt praktyczny,
ale chcę nacieszyć się naszą rodzącą się miłością.

-  To  piękne.  Pod  maską  twardo  stąpającego  po  ziemi,

praktycznie  myślącego  ranczera  naprawdę  kryje  się
romantyczne  i  sentymentalne  serce,  pełne  uczuć  tak
pogmatwanych jak bałagan na twoim biurku.

background image

- Bałagan? Na moim biurku? – Przechylił głowę i parsknął

śmiechem.

- Nie obrażaj się. Ten bałagan jest rozkoszny.

Pamiętała  swoje  pierwsze  wrażenie,  gdy  zobaczyła  jego

biurko.  Widok  papierów  w  nieładzie  pomógł  jej  wejrzeć
głębiej w duszę Jessego.

-  W  takim  razie  cieszę  się,  że  nie  przesadzam

z porządkami.

Zaczęło się głośne odliczanie do północy.

Czterdzieści  pięć  sekund  przed  wybiciem  zegara  Jesse

przyciągnął  Esme  do  siebie.  W  rytm  cichej  melodii,
tanecznym krokiem wyprowadził ją na balkon.

- Sprytnie z twojej strony – pochwaliła. – Zajmiemy lepsze

miejsca na pokaz fajerwerków.

-  Przyprowadziłem  cię  tu  w  zupełnie  innym  celu  –

wyjaśnił. – Chciałem ci powiedzieć, że bardzo cię kocham.

- Już mi to mówiłeś.

- Będę ci to powtarzał każdego dnia.

Objął ją mocniej i czule pocałował przy dźwiękach zegara

bijącego północ.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA

KARTA TYTUŁOWA

KARTA REDAKCYJNA

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ JEDENASTY

EPILOG


Document Outline