background image

 

REBECCA WINTERS 

 

Nie potrzebuję 

żony 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

- 1 -

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

- Dzień dobry. Słuchaczy audycji „Rozmowy od serca" wita Max Jarvis. 

Jak zwykle rozmawiać będziemy o tym, co sądzicie o miłości, namiętności i 

wszystkim, co dotyczy odwiecznej zagadki, jaką jest związek dwojga ludzi. 

Przeczytałem dziś w jednej z gazet artykuł, który dał mi wiele do myślenia. 

Otóż według najnowszych badań ponad trzy czwarte zamężnych mieszkanek 

stanu Utah pracuje na pół etatu bądź w pełnym wymiarze godzin. Okazuje się 

również, iż podobna sytuacja panuje w całym kraju. Nie wiem, jak was, 

panowie, ale mnie bardzo zasmuciły te dane. Przecież nasza twarda, a nierzadko 

brutalna rzeczywistość nie jest najlepszym miejscem dla delikatnej, wrażliwej 

istoty, jaką jest kobieta. Gdzie podziały się żony, które, podczas gdy ich 

mężowie zarabiali na utrzymanie rodziny, opiekowały się domem, przyrządzały 

pożywne obiady i wychowywały dzieci? Które pocałunkiem witały swych 

zmęczonych ciężkim dniem małżonków? 

- Tego już za wiele! - warknęła Lacey West, parkując przed domem, 

należącym do jej siostry i szwagra. Valerie oraz Brad wyjechali służbowo na 

Daleki Wschód i Lacey zgodziła się opiekować domem pod ich nieobecność. 

Wyłączyła radio z postanowieniem, że gdy tylko zamknie za sobą drzwi 

mieszkania, natychmiast zadzwoni do stacji radiowej i powie Maxowi 

Jarvisowi, co o nim myśli.  

Owszem, był na swój sposób błyskotliwy i inteligentny, ale przybył 

zaledwie przed dwoma miesiącami z Zachodniego Wybrzeża, więc nie miał 

zielonego pojęcia o lokalnych problemach stanu Utah. Lacey musiała jednak 

przyznać, że miał jedną niezaprzeczalną zaletę, a mianowicie piękny, głęboki 

głos. Już parę razy miała ochotę przyczaić się przed wejściem do budynku 

siedziby radia, by sprawdzić, czy fizjonomia Maxa Jarvisa była równie 

ujmująca. 

R S

background image

 

- 2 -

Lacey miała swoją teorię na temat głosu. Jej zdaniem był on dużo 

ważniejszy niż twarz. Mogła na jego podstawie pokochać kogoś lub 

znienawidzić. Max Jarvis wraz ze swym głosem zajmował na jej specjalnej 

liście poczesne miejsce, tuż obok Pavarottiego i Timothy Daltona. Niewątpliwie 

wielu słuchaczy miało podobną opinię, gdyż od dwóch miesięcy audycja stała 

się niesłychanie popularna. 

Nie zmieniało to jednak faktu, że w oczach Lacey Max Jarvis był 

outsiderem, który nie powinien zabierać głosu w sprawach, o których nie miał 

najmniejszego pojęcia. Nie wiedział nic o problemach spowodowanych 

cyklicznymi powodziami wokół Great Salt Lake ani też o historii prokuratora 

generalnego, który w połowie kadencji zrzekł się swego stanowiska, by podjąć 

się lepiej płatnej pracy w przemyśle. I on sądził, że wie cokolwiek o Utah! A co 

do jego staroświeckich teorii na temat małżeństwa... 

Lacey otworzyła tylne drzwi domu i natychmiast została czule powitana 

przez George'a, tresowaną małpę kapucynkę, którą opiekowała się na prośbę 

swej przyjaciółki Lorraine. 

- Też się za tobą stęskniłam. - Poklepała George'a czule po głowie. - 

Chodź, zjemy coś. Umieram z głodu. 

Włączywszy w kuchni radio, zabrała się za przygotowywanie obiadu. Gdy 

surówka była już gotowa, Lacey sięgnęła po słuchawkę bezprzewodowego 

telefonu.  

Kilkanaście razy bezskutecznie wystukiwała numer stacji radiowej, 

bowiem linia była ciągle zajęta przez zwolenników przestarzałych poglądów 

Maxa Jarvisa. Kiedy się wreszcie dodzwoniła, poproszono ją, by zaczekała 

chwilkę. Zostały tylko trzy minuty do końca programu, więc było mało 

prawdopodobne, by znalazła się na antenie. 

George siedział w kącie kuchni i z apetytem zajadał swe ulubione 

warzywa i ziarna słonecznika, więc Lacey poszła za jego przykładem, wciąż 

R S

background image

 

- 3 -

jednak trzymając słuchawkę przy uchu. W końcu usłyszała charakterystyczne 

stuknięcie. 

- Witaj, Lorraine. Tu Max Jarvis. 

Ilekroć Lacey dzwoniła w jakiejś sprawie do rozgłośni radiowych, 

przedstawiała się zmyślonym imieniem, ponieważ nie chciała, by rozpoznał ją 

ktoś ze znajomych. Tym razem przedstawiła się producentowi audycji jako 

Lorraine. 

- Wiem, że to pan, poznaję - odparła niezbyt uprzejmie. 

- Jeszcze nigdy nie słyszałem twojego głosu, Lorraine. Zapewne dzwonisz 

do nas po raz pierwszy, prawda? 

Owo trafne spostrzeżenie zbiło ją z tropu. 

- Ciekawe, skąd pan to wie? 

- Ponieważ nie zapomniałbym takiego intrygująco niskiego głosu z lekką 

chrypką - wyjaśnił. - A więc miałem rację, że to twój pierwszy raz? 

- Istotnie, do pańskiego programu dzwonię po raz pierwszy, ale często 

zabieram głos w dyskusjach radiowych - powiedziała wyniośle. 

- Nawet nie masz pojęcia, jak mnie uszczęśliwiłaś - roześmiał się. - 

Właściciel stacji bardzo lubi, gdy dzwonią coraz to nowi słuchacze 

zainteresowani programem. Niestety, zostało już bardzo niewiele czasu... 

- Będę się streszczać - przerwała mu szorstko. - Jeśli chce pan wiedzieć, 

co stało się z delikatną, kruchą żoną, która urabiała sobie ręce po łokcie, 

sprzątając mieszkanko w oczekiwaniu na powrót ukochanego mężulka, proszę 

spytać o to jego dziewczynę. Tę, która nie miała zielonego pojęcia, że jest 

żonaty i marzyła, że pewnego pięknego dnia poprosi ją o rękę. Aż wreszcie 

odkryła, zbyt późno, niestety, iż płacił za ich kolacje i wyjścia do teatru 

pieniędzmi, przeznaczonymi na utrzymanie rodziny. To dlatego żona musiała 

pozostawić przytulny domek i znaleźć sobie pracę, by zarobić na siebie i dzieci! 

- Jesteś ową żoną czy dziewczyną? - szybko wtrącił Max Jarvis, gdy 

zrobiła przerwę dla zaczerpnięcia powietrza. 

R S

background image

 

- 4 -

Pytaniem tym dotknął najczulszego miejsca w sercu Lacey, więc w 

obawie, że jeszcze chwila, a powie zbyt wiele, odłożyła słuchawkę. Ciągle 

jeszcze nie mogła darować Perry'emu, że tak podle ją oszukał, nie wspominając 

ani słowem, iż ma żonę i dzieci. I pomyśleć, że była w nim do szaleństwa 

zakochana! 

- Drodzy słuchacze, Lorraine właśnie się rozłączyła. Bez wątpienia jej 

smutna opowieść poruszyła czułą strunę w sercach tych, którzy stracili zaufanie 

do swych najbliższych. Czyżby był to znak czasów? Czyżbyśmy znaleźli 

odpowiedź na pytanie, dlaczego tyle kobiet postanowiło podjąć pracę? Wszyscy 

bardzo ci współczujemy, Lorraine. Jeśli kiedyś będziesz miała ochotę 

opowiedzieć nam o swych doświadczeniach, zadzwoń. To tyle na dziś, do 

usłyszenia jutro, jak zwykle o piętnastej. - Max Jarvis zakończył audycję. 

Lacey, której policzki wciąż jeszcze pałały z gniewu, wstała od stołu i 

wyłączyła radio. Aby skierować myśli na inny tor, wzięła się za porządki w 

kuchni, a gdy skończyła, zajęła się dokumentami jednego z klientów, który 

właśnie otworzył filię swego biura w Idaho. 

Kiedy zegar wybił dziesiątą wieczorem, postanowiła, że wystarczy jej 

pracy jak na jeden dzień. Powędrowała więc do salonu, w którym George 

wcześniej oglądał telewizję, a teraz, jak się okazało, smacznie spał na kanapie. 

Lacey nie miała serca go budzić, toteż po cichu wyszła z pokoju i przygotowała 

sobie kąpiel. Już od kilku minut leżała w wannie pełnej gorącej wody i 

pachnącej piany, gdy w drzwiach łazienki pojawił się George. 

- Och, to ty? Myślałam, że śpisz - powitała go Lacey. - Stęskniłeś się za 

mną? 

Małpa wskoczyła na wiklinowy kosz na brudną bieliznę i przypatrywała 

się jej, przechylając głowę. 

- Czy mówiłam ci już, że jedziemy pojutrze do Idaho Falls? Tylko ty, ja i 

wielkie otwarte przestrzenie. Będziemy spać po drodze w samochodzie i w 

R S

background image

 

- 5 -

ogóle robić, co tylko zechcemy. Oczywiście musisz pamiętać, że to służbowy 

wyjazd, więc nie będziemy mogli się cały czas tylko zabawiać. 

George uśmiechnął się szeroko, ukazując równy rząd mocnych, żółtawych 

zębów. Lorraine, przyjaciółka Lacey, pracowała jako psycholog i 

przygotowywała zwierzątko do opieki nad osobami niepełnosprawnymi. George 

zatem świetnie dawał sobie radę z przeróżnymi czynnościami domowymi, które 

byłyby zbyt nużące lub skomplikowane dla niektórych osób. 

- A więc chcesz się teraz bawić, tak? - spytała ze śmiechem Lacey, kiedy 

jej podopieczny podszedł do wanny i zanurzył dłoń w wodzie. - Obawiam się, 

że nic z tego. Musisz poczekać, aż ja skończę. I nie patrz tak na mnie tymi 

wielkimi brązowymi oczami. Pozwól mi trochę odpocząć, potem będziesz mógł 

się bawić do woli. 

George wybiegł z łazienki, by po chwili powrócić ze swą ukochaną 

czerwoną piłeczką, którą natychmiast wrzucił do wody. 

- Jesteś niegrzeczny. - Lacey pogroziła mu żartobliwie. - Nie dostaniesz 

piłki aż do jutra rana. Możesz się dąsać, ile chcesz, nic to nie da - dodała, gdy 

zwierzę teatralnym gestem zasłoniło oczy dłońmi. 

George był jednak nie tylko zabawny, ale i posłuszny, toteż nie próbował 

wyłowić zabawki. 

- Wiesz co? Wcale nie jesteś aż tak włochaty, jak sądziłam. Ciekawe, co 

powoduje, że Lorraine jest na ciebie uczulona. Czyżby twoja sierść? Jak to 

dobrze, że od razu przypadliśmy sobie do serca, prawda? Bardzo lubię twoje 

towarzystwo, choć bywasz czasem trochę zbyt ciekawski. Chciałabym cię 

zatrzymać, ale przecież ktoś bardzo cię potrzebuje, a poza tym jesteś szalenie 

drogocenny. 

Rzeczywiście, odpowiedzialność za małpę wartą pięćdziesiąt tysięcy 

dolarów przytłaczała Lacey od samego początku. 

- Tęsknisz za Lorraine, prawda? - ciągnęła, wychodząc z wanny. - Ale 

chyba lubisz mnie choć trochę? 

R S

background image

 

- 6 -

George spojrzał tęsknym wzrokiem na wodę, po czym zerknął na swą 

opiekunkę. 

- Domyślam się, o co ci chodzi - roześmiała się Lacey. - W porządku, 

zgadzam się. 

Zwierzątko zrozumiało natychmiast i już po chwili podskakiwało radośnie 

w wannie, rozchlapując przy tym wodę na wszystkie strony. 

- Uważaj, George, znów jestem przez ciebie mokra - upomniała swego 

podopiecznego. - Jesteś zbyt podekscytowany, uspokój się. Zachowujesz się tak, 

jakbym po raz pierwszy ci na to pozwoliła. 

Trudno jej jednak było zachować powagę, więc w końcu wybuchnęła 

śmiechem, co zachęciło małpę do jeszcze bardziej pociesznych figli. 

- No, już wystarczy - zawyrokowała Lacey, kiedy George zaczął uderzać 

pięściami w swą klatkę piersiową. - Jesteś szalony, wiesz? Teraz idziemy spać i 

wstajemy dopiero jutro w południe, dobrze? Czeka nas sprzątanie, bo z Denver 

przylatuje szef Brada i zatrzyma się u nas. Niestety, będę musiała zamknąć cię 

w komórce, żeby cię nie zobaczył. Nie martw się, przyniosę ci poduszkę i twój 

ulubiony kocyk, a kiedy nasz gość położy się spać, przyjdę cię odwiedzić. 

Lacey zdawało się, że gdy pochyliła się nad wanną, by wypuścić wodę, 

usłyszała brzęk metalu oraz czyjś tłumiony jęk. Odgłosy te dochodziły na pewno 

z łazienki sąsiada. George, który również je usłyszał, podniósł wzrok na swą 

opiekunkę. 

- Oho, zdaje się, że sąsiad próbuje nam coś powiedzieć - szepnęła. - 

Lepiej nie bawmy się tak późno w łazience, bo jeszcze zechcą nas stąd 

wyrzucić. 

Sobota upłynęła im pod znakiem porządków. Lorraine zapewniła 

przyjaciółkę, że George świetnie daje sobie radę z odkurzaniem i jest w tym 

prawie tak dokładny jak człowiek, toteż Lacey zleciła zwierzęciu odkurzenie 

dywanu w głównej sypialni, sama natomiast udała się do salonu. Kiedy 

wszystkie kwiaty były już podlane, a meble lśniły, przeszła do łazienki. Szorując 

R S

background image

 

- 7 -

wannę, doszła do wniosku, że dobrze zrobiła, nie wspominając Bradowi o 

obecności George'a w jego mieszkaniu.  

Wolała nie myśleć, jak zareagowałby szwagier na wiadomość, że po jego 

eleganckim salonie biega małpa kapucynka. Przecież wybrał akurat to osiedle 

właśnie dlatego, że jego regulamin zabraniał mieszkańcom posiadania 

jakichkolwiek zwierząt. Zresztą Valerie również nie była zachwycona i usilnie 

starała się przekonać siostrę, iż lepiej byłoby, gdyby na obiekt swych uczuć 

wybrała jakiegoś mężczyznę, a nie zwierzę. 

A przecież Lacey tak naprawdę nie miała nic przeciwko mężczyznom, po 

prostu nie spotkała jeszcze kogoś, z kim pragnęłaby spędzić resztę życia. 

Owszem, pracowała z wieloma mężczyznami, tak zresztą poznała tego kłamcę, 

Perry'ego. Nie chciała jednak, by po raz drugi spotkało ją podobne 

rozczarowanie, więc była bardzo ostrożna. Valerie nie mogła zrozumieć, czemu 

jej siostra jest aż tak bardzo wyczulona na punkcie męskiej uczciwości. Nic 

dziwnego, była szczęśliwą mężatką i nie zdawała sobie sprawy, że wielu 

atrakcyjnych i inteligentnych facetów nie jest do wzięcia, wbrew temu, co 

twierdzą. 

Kiedy Lacey przygotowywała w kuchni obiad, usłyszała, że z sąsiedniego 

podjazdu odjeżdża samochód. Oznaczało to, iż będzie mogła zaprowadzić 

George'a do komórki. Nie chciała, by nie znany jej jeszcze sąsiad zobaczył 

małpkę i stwierdził, iż złamała zasady regulaminu osiedla. Wystarczy już, że 

denerwował się odgłosami ich wieczornej kąpieli. 

Zostawiwszy więc na stole nie dokończoną zapiekankę, wzięła George'a 

za rękę, na ramię zawiesiła torbę z jego rzeczami i wybiegła na podwórko. 

Otworzyła drzwi przyległej do garażu komórki, po czym wpuściła tam małpkę, 

- Zobacz, co dla ciebie mam - powiedziała, wyjmując poduszkę i koc. Z 

uśmiechem patrzyła, jak George przygotowuje sobie posłanie. Kiedy skończył, 

zajrzał do przyniesionej przez nią torby i aż podskoczył z radości, widząc swe 

ulubione zabawki. Od razu się nimi zajął, więc Lacey, korzystając z jego 

R S

background image

 

- 8 -

nieuwagi, pobiegła z powrotem do domu i przyniosła niewielki przenośny 

telewizor, na wypadek gdyby George poczuł się osamotniony. Następnie 

postawiła na jednej z drewnianych skrzynek miskę pełną sałaty, jabłek oraz 

ziaren słonecznika, a gdy zwierzątko zajęło się tymi przysmakami, wymknęła 

się do domu. Miała wyrzuty sumienia, ale musiała odebrać z lotniska szefa 

Brada. 

Ów wicedyrektor ogromnej firmy elektronicznej okazał się być niezwykle 

ujmującym, skromnym mężczyzną po sześćdziesiątce, więc jego wizyta w Salt 

Lake City sprawiła Lacey wiele przyjemności. 

Oczywiście postąpiła słusznie, ukrywając George'a, jednak przez cały 

czas nie mogła pozbyć się wyrzutów sumienia. Biedactwo pewnie sądziło, że 

zamknęła go w tej komórce i wyjechała na dobre. Dlatego też, gdy następnego 

ranka sprzed domu ruszyła taksówka, odwożąc na lotnisko szefa Brada, Lacey 

natychmiast pobiegła do George'a. Małpa już nie spała, sądząc po dźwiękach 

płynących z umieszczonego w komórce telewizora. Kiedy Lacey otworzyła 

drzwi, George błyskawicznie przypadł do jej nóg. 

- Ja też za tobą tęskniłam - zapewniła, głaszcząc zwierzątko po głowie, po 

czym wyjrzała za drzwi, by sprawdzić, czy mogą nie zauważeni przez nikogo 

powrócić do domu. Należący do sąsiada błękitny saab stał zaparkowany na pod-

jeździe, ale poza tym nie było żadnych śladów obecności owego tajemniczego 

mężczyzny. - Chodź, George. Biegniemy do domu. 

Małpka była tak szczęśliwa, mogąc wyjść wreszcie z ukrycia, że w kuchni 

znalazła się jeszcze przed Lacey, która niosła telewizor oraz torbę z zabawkami. 

Korzystając z okazji, że George natychmiast zajął się jedzeniem 

śniadania, Lacey wymknęła się cicho do kościoła. W torbie miała całe mnóstwo 

plakietek z uśmiechniętymi buziami, którymi zwykła nagradzać swych uczniów 

ze szkółki niedzielnej. 

Ledwo zdążyła wrócić, a już zjawił się pracownik wypożyczalni 

samochodów. Jako że Lacey nie miała z kim zostawić George'a, jej klient z 

R S

background image

 

- 9 -

Idaho wynajął dla nich luksusowy samochód kempingowy, w którym mogli 

mieszkać jak w hotelu. Owinęła więc zwierzę w koc, tak jak maleńkie dziecko, 

po czym wyniosła je do auta. George był w siódmym niebie. Uwielbiał 

podróżować i nawet nie oponował, gdy przypinała go pasami bezpieczeństwa. 

Zresztą Lacey również była szczęśliwa, gdyż prowadzenie tak dużych 

pojazdów, nie wiedzieć czemu, zawsze sprawiało jej przyjemność. Włączyła 

radio, aby posłuchać, jakie bzdury na temat miłości Max Jarvis wygaduje tym 

razem. 

- ...Można więc powiedzieć, że zamieszkanie razem to jedyny sposób, by 

dowiedzieć się o pewnych rzeczach, o których nie miałoby się pojęcia, 

spotykając się nawet na parę godzin dziennie - stwierdził dobitnie gość 

programu. 

- Na przykład o tym, że twoja dziewczyna głośno chrapie? - podsunął 

Max Jarvis. 

- Że chrapie, lunatykuje, mówi przez sen. Przykłady można by mnożyć, 

jest bowiem mnóstwo przykrych niespodzianek, jakie czyhają na młodych 

małżonków. 

- Ma pan słuszność, doktorze Ryder - zgodził się Jarvis. - Tak wiele 

młodych par narzeka, że ich miodowy miesiąc okazał się całkowitą katastrofą i 

wpłynął negatywnie na ich dalsze wspólne życie. Widzę, że na naszej tablicy 

zapaliło się mnóstwo światełek, co oznacza, iż słuchacze pragną porozmawiać z 

panem. Przypominam, że gościem dzisiejszej audycji jest doktor Victor Ryder, 

autor książki „Zamieszkać pod jednym dachem". Witaj, Phil... 

W tym momencie Lacey zahamowała z piskiem opon, aż przerażony 

George głośno zaprotestował. 

- Przepraszam cię, mój drogi, ale ten człowiek tak mnie zdenerwował, że 

przez niego przegapiłam skręt do Malad - wyjaśniła. - Będziemy musieli się 

cofnąć o dobrych kilka kilometrów. 

R S

background image

 

- 10 -

Lacey nie mogła uwierzyć, że głos, jak potajemnie nazywała Maxa 

Jarvisa, podziela opinię domorosłego psychologa, który sądzi, że znalazł 

odpowiedź na kłopoty małżeńskie całej ludzkości. Zresztą Victor Ryder był 

takim terapeutą, jak ona gwiazdą koszykówki. Jak to możliwe, by Max Jarvis 

nie wiedział, z kim ma do czynienia? To jeszcze jeden powód, dla którego 

powinien wrócić do Kalifornii, tam gdzie jego miejsce. Postanowiła, że gdy 

tylko znajdzie budkę telefoniczną, zadzwoni do stacji Radia Talk i powie panu 

Jarvisowi, co o tym wszystkim sądzi. Toteż, gdy dostrzegła automat na ścianie 

supermarketu, natychmiast skręciła na parking i wysiadła z samochodu. 

- Muszę koniecznie zatelefonować, George - oznajmiła. - Zaraz wracam. 

W tej samej chwili do auta podeszła grupka wychodzących ze sklepu 

dzieci, które zachwycone były widokiem małpy w samochodzie i spytały Lacey, 

czy mogą popilnować jej zwierzątka. Doskonale rozumiała ich zainteresowanie, 

gdyż ona sama, odwiedzając zoo, spędzała najwięcej czasu właśnie przed klatką 

z małpami, dlatego też pozwoliła dzieciom przyglądać się George'owi, a sama 

udała się do budki. 

Po kilku minutach starań uzyskała wreszcie połączenie z radiem. 

- Tu Radio Talk. Czy ma pani pytanie do doktora Rydera? 

- Właściwie to chciałabym rozmawiać z panem Jarvisem. 

- Jak ma pani na imię? 

- Gloria - skłamała. 

- Proszę chwilę poczekać. Będziesz następna, Glorio. 

- Witaj, Glorio. - Po upływie minuty usłyszała głos Maxa Jarvisa. - 

Podobno chciałaś ze mną rozmawiać. Skąd dzwonisz? 

- Z Garland. 

- A gdzie to jest? 

- W Utah, rzecz jasna - zaperzyła się. - Gdyby wiedział pan cokolwiek o 

tym stanie, nie zadawałby pan takich pytań. 

Dobiegł ją tłumiony śmiech Maxa. 

R S

background image

 

- 11 -

- Może i nie znam się na geografii stanu Utah, ale na pewno znam się na 

głosach i wiem, że nie nazywasz się Gloria, lecz Lorraine - odparował. - Miałem 

nadzieję, że w końcu zadzwonisz. Tym razem możesz wykorzystać tyle czasu, 

ile ci potrzeba, by dać upust rozżaleniu i opowiedzieć nam o swym nieudanym 

związku. 

No proszę, nie przypuszczała, że jest taki spostrzegawczy. 

- Moje związki z mężczyznami są tak prywatną sprawą, że nie zamierzam 

ich omawiać na antenie. Chciałam jednak odnieść się do tych skandalicznych 

opinii, które wygłasza pan w swym programie. Świadczą one nie tylko o tym, że 

nie pochodzi pan z tego stanu, ale i że nie ma pan zielonego pojęcia, czym jest 

związek dwojga ludzi. 

- Czy chcesz przez to powiedzieć, iż człowiek spoza Utah nie ma prawa 

wypowiadać się na żaden temat? - zasugerował spokojnym tonem, co już 

całkowicie rozwścieczyło Lacey. 

- Nie, chodzi mi raczej o to, że wystarczy, by ktoś napisał 

pseudopsychologiczne dzieło, a zaprasza pan go do programu i traktuje jak 

wielki autorytet. Popiera pan praktyczne podejście do związku dwojga ludzi, a 

co z miłością? Co z romantycznymi uniesieniami? 

- Coś mi mówi, że nigdy nie mieszkałaś z mężczyzną, Lorraine. Czy mam 

rację? 

- Owszem, ma pan rację - odparła. - W odróżnieniu od pana, nie jestem 

zainteresowana praktycznymi rozwiązaniami, ponieważ wierzę w prawdziwą 

miłość. 

- Czy mogłabyś nam to wyjaśnić? - poprosił. 

- Jeśli kobieta ma szczęście, oddaje siebie i swoje życie w ręce jednego 

mężczyzny. Jeśli mężczyzna ma szczęście, oddaje swój los w ręce jednej 

kobiety. To najwyższa forma miłości, uświęcona małżeństwem. Pański gość 

natomiast postuluje, byśmy kierowali się rozumem, a nie sercem, i pan się z nim 

zgadza. Obydwaj macie chyba nie po kolei w głowach. 

R S

background image

 

- 12 -

- Może byśmy w takim razie przekonali się, czy masz słuszność? - 

zaproponował ni z tego, ni z owego Max Jarvis. 

- Co takiego? - zdumiała się. 

- Proponuję, byś była gościem jednej z moich najbliższych audycji i 

udowodniła mi, że istotnie mam nie po kolei w głowie. 

- Och, to nie będzie takie trudne i zrobię to z przyjemnością - oświadczyła 

butnie, po czym dotarło do niej, co tak naprawdę powiedziała. 

- W takim razie, drodzy słuchacze, to będzie niezwykle interesująca 

audycja, Nie rozłączaj się, Lorraine, Rob umówi się z tobą na konkretny termin. 

Max Jarvis najwyraźniej nie spodziewał się, że podejmie wyzwanie, 

zresztą ona sama była raczej zaskoczona swą reakcją. Cóż za ironia! Już od 

kilku lat zabierała głos w telefonicznych dyskusjach w Radiu Talk, a teraz 

będzie gościem audycji, prowadzonej właśnie przez tego prezentera, który ją 

najbardziej irytował. 

Gdyby Lacey była ze sobą tak naprawdę szczera, przyznałaby, iż zgodziła 

się na tę propozycję, by móc sprawdzić, czy fizjonomia Maxa Jarvisa jest 

równie intrygująca jak jego głos... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 13 -

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

- Witam, jestem Rob Clark. Max pojawi się lada moment. Ty jesteś 

Lorraine, prawda? 

Lacey skinęła głową. Postanowiła, że przynajmniej jeszcze przez jakiś 

czas będzie się posługiwała imieniem przyjaciółki. 

- Miło mi cię poznać, Rob. - Uśmiechnęła się. 

Rozgłośnia radiowa mieściła się w niewielkim parterowym budynku w 

południowej części miasta, niedaleko osiedla, na którym mieszkała Lacey. 

Wnętrze owego budynku było skromne i ani trochę nie przypominało tego, co 

wyobrażała sobie w drodze do Idaho Falls i z powrotem. 

- To twój pierwszy występ w radiu? - zagadnął Rob, przyglądając się jej z 

nie skrywanym zainteresowaniem. 

- Owszem - odparła z uśmiechem. - Czy masz dla mnie jakąś radę? 

- Po prostu pamiętaj, że to nie telewizja, więc nie musisz obawiać się 

skierowanej ku tobie kamery. Zresztą, nawet gdyby tak było, i tak nie miałabyś 

powodu, by martwić się o swój wygląd - dodał, rumieniąc się po same uszy. 

- Zgadzam się z Robem - odezwał się głos. 

Lacey zamrugała oczami. Miała przed sobą najlepiej wyglądającego 

mężczyznę, jakiego w życiu widziała. Miał mniej więcej metr osiemdziesiąt pięć 

wzrostu, był smukły i w dodatku niesłychanie przystojny. Ciemnoblond włosy 

falowały lekko, a błyszczące niebieskie oczy zdradzały poczucie humoru oraz 

nieprzeciętną inteligencję.  

Lacey nie mogła oderwać od niego wzroku. Był tak atrakcyjny, że aż 

nierealny. A już na pewno zajęty, dodała w myślach. Zerknęła na jego prawą 

dłoń, ale na serdecznym palcu, zamiast obrączki, znajdował się duży biały opal, 

oprawiony w stare złoto. Zdołała jednak na tyle poznać Maxa, słuchając jego 

audycji, iż wiedziała, że ma dość niezwykły gust, więc pierścień ów mógł 

spełniać rolę ślubnej obrączki. 

R S

background image

 

- 14 -

Przypomniała sobie, że niedawno odbył podróż na Alaskę, ale nie miała 

pojęcia, czy towarzyszyła mu rodzina. Był jedynym prezenterem w Radiu Talk, 

który na antenie nie wspominał ani słowem o swym życiu prywatnym, co 

wydawało się szczególnie paradoksalne, zważywszy, że jego audycje toczyły się 

wokół prywatnych spraw słuchaczy. Zdaniem Lacey, Max Jarvis celowo nie 

wspominał o swej rodzinie, gdyż w ten sposób kreował wokół siebie atmosferę 

tajemnicy, a wiadomo, że tajemnice zawsze intrygowały ludzi. Jak widać, był to 

skuteczny sposób na przyciągnięcie jak największej liczby słuchaczy, ponieważ 

odkąd pojawił się w Radiu Talk, był najpopularniejszym prezenterem tej 

rozgłośni. 

Gdzieś w oddali dzwonił telefon, ale jakoś nikt nie kwapił się, by go 

odebrać. Max zdawał się go w ogóle nie słyszeć, tak był zajęty przypatrywaniem 

się swemu gościowi. Jego pełne zainteresowania spojrzenie ślizgało się po 

smukłej sylwetce Lacey, która tego dnia wybrała dość konserwatywny strój, 

jakim była granatowa spódniczka oraz śnieżnobiała jedwabna bluzka. 

- Pójdę odebrać telefon - wymamrotał wreszcie Rob i wyszedł. 

- Jestem Max Jarvis - przedstawił się głos, wyciągając rękę na powitanie. 

- Wchodzimy na antenę tuż po serwisie informacyjnym. Proponuję, żebyśmy 

teraz poszli do studia, pokażę pani do czego służą stojące tam urządzenia. Jak 

powiedział Rob, nie ma się pani czego obawiać. Jeśli będzie pani zachowywać 

się tak, jak w zeszłym tygodniu, czeka nas bardzo interesujące pół godziny. 

Lacey uśmiechnęła się niepewnie. 

- Bardzo miło mi pana poznać, panie Jarvis. Mam jednak pewien problem. 

Specjalnie przyszłam wcześniej, by móc z panem o tym porozmawiać. 

- Mam nadzieję, że to nic poważnego - rzucił przez ramię, prowadząc ją 

do niewielkiego studia. 

- Niestety, to poważna sprawa - westchnęła, siadając we wskazanym 

przez niego fotelu. Ze swej skórzanej aktówki wyjęła teczkę, którą podała 

Maxowi. - W tej teczce znajdzie pan informacje na temat doktora Rydera. 

R S

background image

 

- 15 -

Sądzę, że powinien pan to przejrzeć. Chętnie porozmawiałabym o tym na 

antenie, ale Nester ostrzegł mnie, że nie wolno mi tego robić. 

- Nester? 

- Nester Morgan, z firmy prawniczej Morgan and Morgan. Jesteśmy 

dobrymi przyjaciółmi, poza tym zajmuję się jego księgami rachunkowymi - 

wyjaśniła. - Powiedział, że mogę to panu pokazać. Miałam nadzieję, że zdąży 

pan przejrzeć te dokumenty jeszcze przed rozpoczęciem audycji. Można z nich 

się dowiedzieć wielu interesujących rzeczy o doktorze Ryderze, między innymi 

tego, iż jego prawdziwe nazwisko brzmi Horace Farr i że jest doktorem teologii, 

a nie psychologii. Proszę, tu jest lista przedmiotów, jakie zaliczył podczas 

studiów i zaledwie dwa z nich są związane z psychologią. Dowie się pan 

również, że pański gość dziesięć lat temu został ekskomunikowany za głoszenie 

herezji podczas kazań. Wtedy właśnie zmienił imię i nazwisko i założył swój 

własny kościół. Zamieszkał z jedną ze swych współwyznawczyń, a kiedy 

powierzyła mu wszystkie swoje pieniądze, zniknął bez śladu. Jak się potem 

okazało, przeprowadził się do kogoś innego. Tamta kobieta zwróciła się właśnie 

do Nestera o pomoc w odzyskaniu pieniędzy. 

Max wziął od niej teczkę i przejrzał ją szybko, po czym podniósł wzrok 

na Lacey. 

- Jestem zdumiony, że zdecydowała się pani pokazać mi to - mruknął, 

wpatrując się w nią przenikliwym wzrokiem. 

- Rzeczywiście, musi pani być bardzo blisko z tym... Nesterem... - 

uśmiechnął się ironicznie. - Mogłaby pani mieć duże nieprzyjemności, gdyby te 

informacje dostały się do wiadomości publicznej. Po co narażać się na takie 

ryzyko? 

- Ponieważ tysiące ludzi słucha pańskiej audycji i wierzy każdemu 

pańskiemu słowu - odparła ostro. - Zaprosił pan do programu oszusta i traktował 

jak wielki autorytet. To wszystko dlatego, że jest pan z... 

- ...Kalifornii - podsunął z rozbawieniem. 

R S

background image

 

- 16 -

- Właśnie - prychnęła. 

- Chylę czoło przed pani znajomością rzeczy, Lorraine. - Uśmiechnął się. 

- Zdaje się, że będę musiał być bardziej rozważny, zapraszając gości do 

kolejnych audycji. Proszę mi powiedzieć, ma pani jeszcze jakiegoś asa w 

rękawie? 

- Nie, asa już nie mam - roześmiała się. 

- Ale powinienem przygotować się na dalsze niespodzianki, czyż nie? - 

Posłał jej tak przenikliwe spojrzenie, że aż poczuła ciarki na plecach. - W 

porządku, za pół minuty wchodzimy na antenę. Proszę wybrać temat, od którego 

zaczniemy. Nie będziemy rozmawiać o doktorze Ryderze, chyba że jakiś 

słuchacz zapyta o pani opinię. Zgoda? 

- Zgoda - wykrztusiła z trudem przez zaciśnięte z nerwów gardło. 

- To od czego zaczniemy? 

- Od piłki nożnej i romansów - wypowiedziała na głos pierwszą myśl, 

jaka przyszła jej w tej chwili do głowy. 

- Coś mi mówi, że mogę tego żałować - mruknął Max, unosząc jedną 

brew, po czym powiedział do mikrofonu: - Witam słuchaczy Radia Talk. Dziś 

gościmy w studiu osobę, która ma zamiar dać mi małą lekcję na temat różnic 

między kobietą a mężczyzną. Proponuję, żebyśmy w trakcie programu pro-

wadzili głosowanie. Jeśli zgadzacie się w jakiejś kwestii z Lorraine, zadzwońcie 

i powiedzcie „tak", jeśli macie inne zdanie, powiedzcie „nie". Producent audycji 

podliczy głosy i pod koniec podamy wyniki. Zgadzasz się, Lorraine? 

- Oczywiście. Mam tylko jedną prośbę. Jeśli otrzymam więcej „tak" niż 

„nie", czy dostanę próbkę tego balsamu, który Lon Freeman tak zachwala w 

porannym programie? Chciałabym sprawdzić, czy istotnie jest taki fantastyczny, 

jak Lon twierdzi. - Lacey spostrzegła drgający nerw na szczęce Maxa, więc 

zuchwale ciągnęła dalej: - Któregoś dnia przerwał rozmowę z pewnym ważnym 

przedstawicielem ONZ, aby zareklamować ten specyfik. Zresztą przerywał w 

R S

background image

 

- 17 -

ten sposób wielu znanym ludziom, nie mam pojęcia dlaczego. Nigdy wcześniej 

tego nie robił i jak tak dalej pójdzie, przestanie być ulubieńcem słuchaczy. 

- Proponuję, byśmy przeprowadzili głosowanie również w tej kwestii - 

wtrącił się Max, który wyraźnie próbował opanować atak śmiechu. - 

Dowiedzmy się, czy słuchacze podzielają opinię Lorraine. Jeśli tak, przekażemy 

to Lonowi. A ja myślałem, że jestem jedynym, który ma na pieńku z Lorraine... 

Zgodnie z życzeniem naszego gościa dzisiejszą audycję rozpoczniemy od 

kwestii piłki nożnej i romansów. Coś mi mówi, że mamy przed sobą pasjonujące 

pół godziny. - Jego spojrzenie sprawiło, że Lacey poczuła przyspieszone bicie 

serca. - Lorraine, przypuszczam, że słuchacze są równie ciekawi jak ja, dlaczego 

wybrałaś właśnie ten temat jako wstęp do naszej rozmowy. 

Musiała przyznać, że zachowywał się bardzo taktownie. Oczekiwała 

jakiegoś kąśliwego komentarza, dotyczącego faktu, iż nie wydała żadnej książki 

ani też nie dokonała niczego wyjątkowego, czym mogłaby zasłużyć na 

zaproszenie do programu, jednak podobna taktyką była obca Maxowi. Zde-

cydowanie dorównywał obrazowi, jaki stworzyła jej wyobraźnia. 

- W zeszłym tygodniu wziął pan stronę mężczyzn, którzy dzwoniąc do 

radia, narzekali na fakt, że tyle kobiet marnuje czas na oglądanie filmów o 

miłości i czytanie romansów. Powiedział pan, cytuję: „Romanse są niesłychanie 

nudne i łatwo przewidzieć rozwój akcji, bo w każdym para bohaterów zakochuje 

się w sobie, bierze ślub, a potem żyje długo i szczęśliwie". 

- Owszem, tak powiedziałem - przyznał, unosząc brwi. 

- A więc na zasadzie analogii można by powiedzieć, że mężczyźni 

marnują czas na oglądanie rozgrywek piłki nożnej. Mecze są nudne i łatwe do 

przewidzenia, ponieważ każdy wie, iż wygra albo klub A, albo klub B. W 

przypadku romansów przynajmniej każdy wraca do domu zadowolony, czego 

nie można powiedzieć o kibicach piłki nożnej - dokończyła z triumfującym 

uśmiechem. 

R S

background image

 

- 18 -

- To prawda. - W jego oczach migotały iskierki rozbawienia. - Producent 

daje mi właśnie znać, że mamy mnóstwo telefonów od słuchaczy. Świetnie, 

zapytajmy ich o opinię. 

Jak się okazało, wszyscy słuchacze, włączając w to mężczyzn, byli tego 

samego zdania, co Lacey. Max natomiast z takim wdziękiem przyznał się w 

końcu do porażki, że nie umiała się na niego już dłużej złościć. Kiedy więc czas 

przeznaczony na dyskusję dobiegł końca i Max zaprosił ją, by została jeszcze na 

godzinę „Rozmów od serca", zgodziła się bez oporów. Dopiero po chwili 

zrozumiała, iż wpadła w pułapkę. 

- Wiem, że nasi wierni słuchacze mają nadzieję usłyszeć coś więcej o 

twych bolesnych przeżyciach, Lorraine - zaczął Max Jarvis. - Minął już tydzień 

od twego telefonu. Czy teraz jesteś gotowa, by odpowiedzieć na pytanie, kim 

jesteś: zdradzoną żoną, czy też oszukaną narzeczoną? Tysiące współczujących 

ci słuchaczy chciałoby poznać prawdę. 

Lacey zerknęła na serdeczny palec jego prawej dłoni, ozdobiony 

pierścieniem z opalem. 

- Zgodziłabym się opowiedzieć swoją historię, gdyby pan zechciał uchylić 

rąbka tajemnicy i zdradzić, jaki jest pański stan cywilny - rzuciła mu wyzwanie. 

- Nigdy nie wspominał pan o żonie ani o dzieciach, czy to znaczy więc, że jest 

pan kawalerem? 

- Mam taką zasadę, że nie omawiam swego prywatnego życia na antenie - 

odparł nieco chłodno. 

- A nie sądzi pan, że to trochę nie fair, skoro właśnie poprosił mnie pan, 

bym opowiedziała o czymś niesłychanie osobistym? - zaatakowała. 

- Dlaczego chcesz wiedzieć, czy jestem żonaty, Lorraine? 

- Przypuszczam, że wszyscy słuchacze pańskiej audycji chcieliby to 

wiedzieć - odparła wymijająco. 

- Jakoś trudno mi w to uwierzyć, zwłaszcza że mnie nie interesuje stan 

cywilny moich słuchaczy - zauważył z przekąsem. - To właśnie zaleta takich 

R S

background image

 

- 19 -

audycji, jak ta. Omawiamy naprawdę ważne kwestie, a odkładamy na bok te 

nieistotne. 

- Przepraszam, ale kwestia pańskiego stanu cywilnego jest niezwykle 

istotna, ponieważ może wyjaśnić, skąd się biorą pańskie opinie na pewne 

tematy, zwłaszcza na te, co do których się nie zgadzamy. 

- Na przykład jakie? 

- Weźmy chociażby problem wspólnego mieszkania przed ślubem. Jeśli 

jest pan kawalerem, rozumiem, czemu zgodził się pan z doktorem Ryderem. 

Natomiast, jeśli ma pan żonę, ciekawi mnie, co ona sądzi na temat pańskich 

poglądów. 

- W takim razie sprawdźmy, czy rzeczywiście słuchacze są tak 

zainteresowani moją sytuacją rodzinną - zaproponował Max, który wyraźnie nie 

miał ochoty zaspokoić ciekawości Lacey. - Halo, Nancy, witamy cię w 

„Rozmowach od serca". 

- Wiesz, Max, Lorraine ma w sumie rację. Wydaje mi się, że nie jesteś 

szczęśliwy w małżeństwie, skoro pytasz, gdzie podziały się żony, cierpliwie 

czekające na powracającego z pracy mężulka. 

Lacey przyglądała się intensywnie twarzy Maxa, ale nic z niej nie mogła 

wyczytać. 

- A ty masz męża, Nancy? - zapytał. 

- Jasne. Tego samego już od czterdziestu lat - roześmiała się słuchaczka. 

- Czy przez te czterdzieści lat czekałaś na niego w domu z ciepłym 

obiadem? 

- Nie. Pracował jako kierowca ciężarówki i zarabiał tyle, że trudno nam 

było związać koniec z końcem, więc ja zostałam kierowcą szkolnego autobusu - 

wyjaśniła. - Lorraine, jesteś tam? 

- Tak, słucham cię, Nancy - odparła Lacey do mikrofonu. 

- Świetnie, złotko. Nie musisz nic mówić, jeśli nie masz na to ochoty. 

Słychać w twoim głosie, że ciągle jeszcze cierpisz. Powiem ci szczerze, że nie 

R S

background image

 

- 20 -

mam pojęcia, czy mój mąż nie miał na boku jakiejś dziewczyny. Zresztą, nawet 

gdybym się dowiedziała, i tak nic bym nie zrobiła, bo mamy szóstkę dzieci. 

Poradzę ci coś. Jeśli twój mąż cię zdradził, prawdopodobnie zrobi to jeszcze 

nieraz, więc jeżeli nie macie dzieci, odejdź od niego i znajdź sobie jakąś 

ciekawą pracę. Powodzenia. - W głosie starszej pani pobrzmiewała szczera 

troska i współczucie. 

- Dziękuję ci, Nancy - odpowiedziała cicho Lacey. 

- Dowiedzmy się, co ma do powiedzenia kolejny słuchacz - wtrącił się 

Max Jarvis. - Witamy cię, Stan. 

- Hej, Lorraine, masz bardzo seksowny głos i założę się, że jesteś młoda i 

piękna. Mam rację, Max? 

Max posłał jej spojrzenie, od którego jej serce na moment przestało bić. 

- Mogę tylko powtórzyć to, co powiedział dziś producent tej audycji: 

gdyby to była telewizja, Lorraine nie potrzebowałaby się martwić o swój wygląd 

- odparł dyplomatycznie. 

- Tak myślałem. A więc słuchaj, Lorraine. Owszem, znalazłoby się 

pewnie wielu żonatych facetów, którzy mieliby ochotę poznać cię bliżej i 

istnieją tacy, którzy uciekliby się do kłamstwa, by cię uwieść, ale nie powinnaś z 

tego powodu winić nas wszystkich. Jeśli natomiast jesteś zamężna, to twój mąż 

musi być skończonym głupcem, by cię zdradzać, chyba że ty też masz kogoś na 

boku. 

- Nieważne, czy jestem zamężna, czy nie - obruszyła się Lacey. - Ja bym 

nigdy nie zdradziła mężczyzny, z którym byłabym związana. Nie mogłabym go 

oszukać. 

- A jednak niejednemu mężowi zdarzyło się, że po powrocie do domu 

zastał swą żonę w objęciach innego mężczyzny. - Max wtrącił się tak szybko, że 

Lacey zaczęła się zastanawiać, czy aby nie przemawia przez niego osobiste 

doświadczenie. 

- Tak właśnie było z moim bratem - przyznał Stan. 

R S

background image

 

- 21 -

- Dziękujemy za twoją wypowiedź, Stan. Przepraszam, ale musimy 

kończyć naszą rozmowę, ponieważ mnóstwo osób czeka, by wyrazić swą 

opinię. Za chwilę dalszy ciąg dyskusji. 

Przez cały czas słuchacze dzwonili z przeróżnymi radami dla niej, tak że 

zanim Lacey zdążyła się zorientować, już trzeba było kończyć audycję. Kiedy 

spostrzegła, iż do studia wszedł gospodarz kolejnego programu, zdjęła 

słuchawki i podniósłszy aktówkę, ruszyła w stronę wyjścia. 

- A dokąd to tak ci się spieszy? - Max stanął w drzwiach, blokując tym 

samym przejście. - Po tym, jak bez trudu wygrałaś głosowanie w każdej kwestii, 

powinnaś przynajmniej wybrać się ze mną na drinka, by osłodzić mi gorycz 

porażki. 

- Akurat - mruknęła z niedowierzaniem. - Nie oszukasz mnie. Ta 

przegrana wcale nie była dla ciebie taka gorzka. 

- Masz rację - przyznał. - Mieliśmy ponad dziesięć telefonów od osób, 

które po raz pierwszy brały udział w dyskusji radiowej. Szef pewnie da mi 

podwyżkę. A właśnie, chciałby, żebyś jeszcze raz była gościem mojej audycji. 

Uważam, że to świetny pomysł. Słuchacze cię uwielbiają, jesteś jedną z nich. To 

jak, może w przyszłym tygodniu? 

- Dziękuję za uznanie, ale wolałabym jednak pozostać po drugiej stronie 

odbiornika. 

- Pamiętaj więc, że możesz zawsze zadzwonić do radia i powiedzieć mi, 

że opowiadam bzdury. - Uśmiechnął się ciepło. - Posłuchaj, mam dziś wolny 

wieczór. Może moglibyśmy razem się dokądś wybrać? 

Swego czasu Perry zadał jej dokładnie to samo pytanie i zgodziła się. 

Miesiąc później dowiedziała się o jego żonie oraz dzieciach. Max Jarvis był 

wprawdzie niesłychanie czarujący, ale... 

- Mam taką zasadę, że nie umawiam się z mężczyznami, którzy nie chcą 

wyznać na antenie, jaki jest ich stan cywilny - odparła pół żartem, pół serio, po 

R S

background image

 

- 22 -

czym zerknęła na zegarek. - Poza tym, powinnam już od pół godziny być w 

domu. 

- No to innym razem - stwierdził, jak gdyby sprawa była już przesądzona. 

- Chciałbym przedyskutować dokładniej kwestię romansów i piłki nożnej. 

Wkrótce do ciebie zadzwonię. 

Już miała odpowiedzieć, by nie trudził się niepotrzebnie, ale w tej samej 

chwili podszedł do nich Rob. 

- Nie zapomnij wziąć swego balsamu, Lorraine. Lon Freeman słuchał 

dzisiejszej audycji i zadzwonił z prośbą, żebym koniecznie dał ci próbkę. To 

naprawdę dobry specyfik, co wcale nie oznacza, że twoje nogi potrzebują 

jakiegokolwiek upiększenia - dodał, zarumieniony po same uszy. 

Max obrzucił taksującym spojrzeniem smukłe nogi Lacey, która 

natychmiast poczuła, że jeszcze chwila, a zarumieni się podobnie jak Rob. 

- Jeśli ten balsam jest istotnie taki rewelacyjny, zadzwonię i opowiem o 

tym na antenie - odparła szybko, po czym spojrzała ponownie na Maxa. - 

Dziękuję, panie Jarvis. Nie sądziłam, że ten wieczór będzie aż tak udany, 

- Cała przyjemność po mojej stronie. - Uśmiechnął się ciepło. 

Lacey pospiesznie wyszła z budynku rozgłośni i odnalazła swój samochód 

na parkingu. Po drodze do domu musiała wstąpić do usytuowanego w pobliżu 

jej osiedla supermarketu. Za każdym razem, kiedy myślała o Maksie Jarvisie, a 

było to niemal cały czas, czuła przyspieszone bicie serca i dziwną miękkość 

nóg. 

Dała mu szansę powiedzenia prawdy o swym stanie cywilnym, ale nie 

skorzystał z tej możliwości. Musiałaby być niespełna rozumu, by założyć, że 

ktoś tak atrakcyjny jest wciąż jeszcze wolny. Nie powinna marnować czasu na 

rozmyślanie o nim. Było tylko jedno rozwiązanie: powinna przestać słuchać 

jego audycji. 

Kiedy kwadrans później stała w kolejce do kasy, usłyszała tuż za plecami 

głos, który rozpoznałaby wszędzie i o każdej porze. 

R S

background image

 

- 23 -

- Dobrze, że dowiedziałem się, iż jesteś wegetarianką. Miałem zamiar 

zaprosić cię w przyszłym tygodniu na przepyszny stek. 

Odwróciła się na pięcie i z zaskoczeniem odkryła, że Max stoi tuż za nią i 

zagląda do jej koszyka, w którym znajdowały się nasiona słonecznika, sałata, 

pomidory oraz kubeczek jogurtu. 

- Śledziłeś mnie? - spytała ostro. 

- Przykro mi cię rozczarować, ale odpowiedź brzmi: nie. Zwykle robię 

tutaj zakupy - wyjaśnił, patrząc na nią chłodno. 

Zabawne. Ona również zawsze kupowała tu jedzenie, ale dotąd ani razu 

go nie spotkała. 

- Przyznam ci się szczerze - ciągnął - że sądziłem, iż to raczej ty mnie 

śledziłaś. 

- Ależ skąd! - zaprotestowała. - Ja także robię tu zakupy. Przepraszam, że 

cię podejrzewałam. 

Zmieszana swoim zachowaniem, uciekła w bok spojrzeniem, nie mogąc 

się już doczekać momentu, gdy będzie mogła zapłacić i wyjść ze sklepu. 

- Dzień dobry. - Kasjer powitał ją szerokim uśmiechem. - Cudownie dziś 

wyglądasz. 

Młodzieniec ów od prawie roku bezskutecznie próbował się z nią 

umówić. 

- Jak się miewasz, Roger? 

- Teraz już dużo lepiej - odparł, pakując jej sprawunki. 

- Mam dwa bilety na sobotni mecz. Pójdziesz ze mną? 

- Grałam w piłkę, kiedy ty byłeś jeszcze w powijakach, Roger. Czemu nie 

zaprosisz dziewczyny w twoim wieku? 

- Dziewczyny w moim wieku wcale mnie nie interesują - oświadczył. 

- Ile razy mam ci powtarzać, że nie umawiam się z chłopakami, którzy 

mogliby być moimi młodszymi braciszkami? - odparła z westchnieniem. - Do 

widzenia. 

R S

background image

 

- 24 -

Zapłaciwszy za swe zakupy, szybko wyszła ze sklepu. Że też Max musiał 

to wszystko słyszeć. Przynajmniej tyle dobrego, że dowiedział się, iż jest tu stałą 

klientką i na pewno go nie śledziła. 

- Nie sądzisz, że potraktowałaś go zbyt ostro? - znajomy głos odezwał się 

tuż za jej plecami. - Chłopcy w jego wieku są szalenie wrażliwi na swym 

punkcie. 

- Roger jest mniej więcej tak wrażliwy jak głaz - odparowała, odwracając 

się na pięcie. - Może i wygląda niewinnie, ale zauważyłam już, że podrywa 

wszystkie samotne kobiety, starsze od niego o przynajmniej dziesięć lat. 

- To dlatego, że obawia się swych rówieśniczek - wyjaśnił Max. - Pomyśl 

o tym, gdy następnym razem będziesz mu dawała kosza. Ten ktoś musiał cię 

wyjątkowo głęboko zranić, bo zostawiasz na swej drodze mnóstwo 

krwawiących ofiar - dokończył metaforycznie. 

Krwawiące ofiary, też mi coś, myślała z oburzeniem Lacey, idąc w 

kierunku swego samochodu. Człowiek, który nie chciał się przyznać do swego 

stanu cywilnego, nie nadawał się na to, by być taką ofiarą ani też nie zasługiwał 

na tyle czasu, ile poświęciła na rozmyślanie o nim. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 25 -

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

- Chodźmy, George. Jest już późno, a jutro czeka mnie mnóstwo pracy. 

Lacey zapakowała małpkę w koc i ruszyła w kierunku osiedla. Od ponad 

godziny bawili się w parku i choć zwierzątko wciąż wykazywało niespożytą 

energię, należało już wracać do domu. 

Ciekawe, co by było, gdybym jednak zgodziła się na tę kolację z Maxem, 

myślała nieustannie, a im dłużej się nad tym zastanawiała, tym większą miała 

ochotę, aby się o tym przekonać. Jednak zaprzepaściła swą szansę, bo on na 

pewno już nie zadzwoni. Zresztą, gdyby nawet jakimś cudem zatelefonował, 

zapytałaby go grzecznie, czy jest żonaty. Nie było sensu nawet o nim myśleć, 

jeśli należał do kogoś innego, choćby tylko na papierze. Nie miała ochoty na 

powtórkę owego fatalnego związku z Perrym. 

Po powrocie do domu Lacey ułożyła swego podopiecznego do snu i padła 

wyczerpana na łóżko. Obudziła się następnego dnia o dziesiątej rano, słysząc 

dzwonek telefonu. George, który bawił się w jej sypialni, sięgnął po słuchawkę i 

podał ją swej opiekunce. 

- Halo - mruknęła, głaszcząc małpę po głowie. 

- Witaj, Lacey. Tu Lorraine. 

- Och, dzień dobry. Jak miło cię słyszeć - ucieszyła się. - Byłaś może u 

lekarza? 

- Właśnie w tej sprawie dzwonię - wyjaśniła Lorraine. - Dał mi nowe 

lekarstwa, które ponoć powinny poskutkować. Prawdopodobnie nie jestem 

uczulona na George'a, ale na jego szampon. Pomyślałam, że przyjadę do ciebie i 

zabiorę George'a na weekend. Kąpałaś go już? 

- Jeszcze nie. Bawił się tylko moim mydłem w płynie. 

- Świetnie. Lekarz kazał mi się upewnić, że George nie dotykał tego 

szamponu przynajmniej od tygodnia. 

- A więc zabierasz go na cały weekend? - upewniła się Lacey. 

R S

background image

 

- 26 -

- Czyżbym słyszała w twym głosie ulgę? - roześmiała się przyjaciółka. 

- Nie zrozum mnie źle, Lorraine. George jest cudowny i naprawdę 

świetnie ułożony, ale teraz już wiem, czemu młode matki są zawsze tak 

wykończone. 

- Rzeczywiście, jest to męczące zajęcie. Czyli zdecydowałaś, że nie 

zostaniesz zastępczą matką dla jeszcze jednej małpki? 

- Chyba nie. Te zwierzęta potrzebują dużego domu z ogrodem, w którym 

mogłyby się bawić. Poza tym, ile razy siadam do pracy, George przychodzi, by 

mi pomóc, i w efekcie spędzamy cały dzień na zabawie, a ja potem mam zale-

głości. Oczywiście nie żałuję, że go wzięłam, bo jest naprawdę fantastyczny - 

zapewniła Lacey. 

- A ty jesteś wspaniałą przyjaciółką, wiesz? Przypuszczam, że będę mogła 

zabrać George'a na stałe w przyszłym tygodniu. Kiedy wraca Valerie? 

- Nie jestem pewna, ale chyba za miesiąc. 

- Pomogę ci szukać mieszkania, gdy będziesz musiała się wyprowadzić. 

Słuchaj, pamiętasz tego faceta z radia, tego, którego tak bardzo nie lubisz? - 

Lorraine zmieniła nagle temat. 

- Tak - odparła zdziwiona Lacey. - A czemu pytasz? 

- Zdaje się, że przez pomyłkę zadzwonił do mnie kilka minut temu. 

- Co ty mówisz? - Lacey usiadła gwałtownie na łóżku. - Zadzwonił? 

- Owszem. Powiedział: „Witaj, Lorraine. Tu Max." Ja na to: „Jaki Max?", 

więc on odparł, że Max Jarvis i spytał, czy znam jakichś innych mężczyzn o tym 

imieniu. Odpowiedziałam mu, że nie znam żadnego Maxa, więc zrobił się trochę 

podejrzliwy i spytał o mój numer telefonu. Okazało się, iż numer się zgadza, 

więc zaczął od nowa. Powiedział, że szuka osoby o imieniu Lorraine, ale nie zna 

jej nazwiska. Odparłam, iż nazywam się Lorraine Walker, na co on stwierdził, 

że jestem inną Lorraine, ponieważ mój głos nie jest wystarczająco schrypnięty. 

Potem się rozłączył. Był naprawdę wściekły. Nie sądzisz, że to zabawne? - 

roześmiała się Lorraine. 

R S

background image

 

- 27 -

Lacey aż zamknęła oczy z przerażenia. 

- Oj, tak, to naprawdę zabawne - wybąkała do słuchawki.  

Jak mogła postąpić na tyle nierozważnie? Kiedy producent audycji 

poprosił ją o podanie nazwiska i numeru telefonu, podszyła się pod Lorraine, ale 

zupełnie zapomniała ją o tym poinformować. 

- Hej, Lacey, jesteś tam? 

- Tak, tak. Słuchaj, Lorraine, to długa historia. Przyjedź do mnie, to ci 

wszystko wyjaśnię. A jeśli Max Jarvis zadzwoni jeszcze raz, błagam, powiedz 

mu, że Lorraine, której szuka, jest osiągalna pod moim numerem telefonu. 

Wiadomość, iż Max jednak próbował się z nią skontaktować, wprawiła 

Lacey w świetny nastrój. 

Zdumiona Lorraine, która wkrótce zjawiła się, by odebrać George'a, 

usłyszała zadziwiającą opowieść o tym, jak przebiegała znajomość Lacey i 

Maxa Jarvisa. Przyznała, że należy dowiedzieć się czegoś konkretnego na temat 

stanu cywilnego przystojnego Kalifornijczyka, zanim uczucia wezmą górę nad 

rozumem. Perry narobił już tyle złego, iż Lacey nie powinna ryzykować. 

Kiedy George wyszedł wraz ze swą opiekunką, w domku zrobiło się 

znacznie ciszej i spokojniej, dzięki czemu Lacey mogła zająć się zaległą pracą. 

Kilka godzin później Greg, przyjaciel rodziny, zastukał do drzwi, a 

następnie otworzył je swym własnym kluczem. Kiedy wszedł do pokoju, Lacey 

wciąż siedziała nad długimi kolumnami cyfr. 

- Co to znaczy, że nie masz ochoty obejrzeć „Casablanki"? - zdziwił się, 

gdy usłyszał odmowną odpowiedź na propozycję pójścia do kina. - Przecież to 

twój ukochany film. 

- Owszem - westchnęła. 

- W dodatku nie musimy spieszyć się z powrotem do domu ze względu na 

George'a - kusił. 

- Wiem. 

- To może pójdziemy na mecz? Utah gra przeciwko Wyoming. 

R S

background image

 

- 28 -

- Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chciałabym porozmawiać - poprosiła. 

- Poznałam kogoś, ale nie chcę podejmować żadnych kroków, póki nie dowiem 

się, czy jest żonaty. 

- Czemu więc nie zapytasz go o to, kiedy się spotkacie albo gdy do ciebie 

zadzwoni? - spytał po krótkim namyśle. 

- Ponieważ on nie zna mojego prawdziwego imienia ani też numeru 

telefonu. 

- Tak, to rzeczywiście może być problem. Słuchaj, przestań być taka 

tajemnicza i powiedz, o kogo chodzi. Czy to znów jakiś wzięty adwokat, jak 

Perry? 

- Prawdę mówiąc, to Max Jarvis - wyznała. 

- Ten typek z Kalifornii, którego tak nie znosisz? - oburzył się Greg. - To 

się chyba stało bardzo szybko, prawda? A może udział w programie tak ci 

uderzył do głowy? 

Lacey musiała przyznać sama przed sobą, że słowne potyczki z Maxem w 

obecności tylu setek słuchaczy sprawiały jej ogromną satysfakcję. 

- Pozwól, że dam ci pewną radę - ciągnął. - Znajdź sobie raczej 

mężczyznę, który ma prawdziwy zawód. 

- A może zadzwonię do radia w trakcie audycji i ponownie zadam mu 

pytanie, czy jest żonaty? - Lacey zdawała się nie słyszeć tego, co powiedział. - 

Nie będzie mógł mnie zbyć byle czym, bo słuchacze nie dadzą mu potem 

spokoju - dodała z nadzieją w głosie. 

- Widzę, że wpadłaś po same uszy - stwierdził z wyraźnym 

niezadowoleniem Greg. 

- Powiedzmy, że jestem nim zainteresowana. Zaprosił mnie na kolację. 

- Kiedy to się stało? 

- Po audycji. 

- Nie podoba mi się to, Lacey. 

- Ojej, mówisz jak Nester, kiedy próbuje zastępować mi ojca. 

R S

background image

 

- 29 -

- Bo potrzebujesz opieki i dobrej rady. Poza tym obiecałem Valerie, że 

będę cię miał na oku podczas jej nieobecności. 

- To ciekawe, bo z kolei ja jej obiecałam, że dopilnuję, byś pogodził się z 

Annette. Powinniście wreszcie zacząć się świetnie bawić w swoim towarzystwie 

- stwierdziła autorytatywnie. 

- Annette i ja nie bawimy się w swym towarzystwie, my się tylko kłócimy 

- oznajmił ponuro Greg. 

- W takim razie wymyśl coś kompletnie zwariowanego i zrób jej 

niespodziankę. Ja na przykład na naszą pierwszą randkę, jeśli oczywiście do niej 

dojdzie, zamierzam zabrać Maxa na kurs dla płetwonurków. Zawsze chciałam 

się tego nauczyć. Chociaż z drugiej strony, będąc Kalifornijczykiem, na pewno 

umie nurkować i jest w tym znakomity... 

- Dlaczego mnie nigdy o to nie poprosiłaś? - rzucił oskarżycielskim tonem 

jej przyjaciel. 

- Ponieważ to jest coś, co powinieneś robić z Annette, a nie ze mną - 

wyjaśniła. - Może zatelefonujesz teraz do niej, a ja tymczasem nastawię radio? 

Powiedziawszy to, wybiegła do kuchni po walkmana. Gdy wróciła do 

pokoju, Greg siedział z nosem w gazecie. 

- ...Witam słuchaczy Radia Talk - usłyszała w słuchawkach. - Tu Max 

Jarvis w zastępstwie za Lona Freemana, który jest chory. Jak co tydzień o tej 

porze rozmawiać będziemy o tym, co najbardziej państwa wzburzyło w czasie 

siedmiu minionych dni. Mam nadzieję, że nikogo nie urażę, mówiąc, iż spośród 

wszystkich stanów USA, w których miałem okazję prowadzić samochód, Utah 

jako jedyny z uporem maniaka obstaje przy tym, aby wyprzedzać po prawej 

stronie. Kodeks drogowy mówi, iż należy wyprzedzać po lewej, ale wy, 

mieszkańcy tego stanu, zachowujecie się, jakbyście nigdy w życiu nie mieli w 

ręku owego kodeksu. Ciekawe, czy słucha mnie ktoś, kto podziela moje 

zdziwienie. Halo, Mavis, jaka jest twoja opinia? 

R S

background image

 

- 30 -

- Witaj, Max. Chciałam ci powiedzieć, że mój zmarły mąż, Joe, który 

pochodził z Teksasu, czuł się podobnie, jak ty... 

W tym momencie Lacey zdjęła słuchawki i sięgnęła po telefon 

bezprzewodowy. Znała numer rozgłośni Radia Talk na pamięć, więc sprawnie 

wystukała cyfry. 

- Halo, tu Rob Clark. Czy chcesz porozmawiać na antenie z Maxem 

Jarvisem? 

- Tak. 

- Jak masz na imię? 

- Lorraine. 

- Hej, Lorraine - ucieszył się Rob. - To ja. 

- Wiem... 

- Jak ci odpowiada balsam? 

- Właśnie o tym chciałam opowiedzieć na antenie - odparła zadowolona, 

że w ten sposób Rob podsunął jej konkretny powód, dla którego zadzwoniła. 

- Świetnie. Wchodzisz na antenę po Mavis - poinformował Rob, po czym 

przełączył toczącą się na antenie rozmowę, tak by Lacey mogła ją słyszeć w 

słuchawce telefonu. 

- Na pewno spodobałaby mu się twoja audycja, Max - ciągnęła 

słuchaczka. - Oby tak dalej. Do usłyszenia. 

- Dziękuję za głos poparcia, Mavis. A teraz posłuchajmy, co ma do 

powiedzenia osoba oczekująca na drugiej linii. Proszę, proszę, mój producent 

mówi, że to Lorraine, nasz gość sprzed tygodnia. Jak się masz, Lorraine? 

Lacey nie mogła wyczytać w jego głosie, czy jest zadowolony, iż 

zadzwoniła. 

- Świetnie, dziękuję - odparła szybko, ignorując pytające spojrzenie 

Grega. - To jest program o formule otwartej, prawda? Mogę mówić, o czym 

chcę, tak? 

R S

background image

 

- 31 -

- Oczywiście. Ale najpierw powiedz, co cię najbardziej wzburzyło w 

ciągu ostatniego tygodnia. 

Co ją wzburzyło. Wspaniale. 

- Cóż... Nigdy nie mówisz na antenie o swej żonie i dzieciach. Czy to 

znaczy, że jesteś kawalerem? 

- Czy to cię właśnie wzburzyło? - odpowiedział pytaniem na pytanie. 

- Tak. 

- Jako że już po raz drugi podejmujesz tę kwestię na antenie, proponuję, 

abyś podała Robowi swoje nazwisko i numer telefonu, a ja z przyjemnością 

oddzwonię i odpowiem na twoje pytanie. Zgoda? 

- A jaką mam gwarancję, że powiesz mi prawdę? 

- A jaką ja mam gwarancję, że podasz swoje prawdziwe dane? - zapytał z 

wyrzutem. - Myślę, że chodzi tu o wzajemne zaufanie. 

- W porządku. Masz rację - przyznała skruszona. 

- W takim razie umówmy się w ten sposób. Ja zaspokoję twoją ciekawość 

co do mego stanu cywilnego, natomiast ty powiesz mi, czy jesteś ową żoną, czy 

narzeczoną, o której opowiadałaś. Słuchacze naprawdę chcieliby to wiedzieć. 

- Nie mogę mówić o tym na antenie, ale zdradzę ci to prywatnie - zgodziła 

się. 

- Świetnie. Zaczekaj w takim razie chwilkę, Rob przełączy cię na inną 

linię. Podaj mu swój numer telefonu, a ja wkrótce do ciebie zadzwonię i 

wymienimy interesujące nas informacje. Zgadzasz się? 

- Dobrze. Ale zanim skończymy rozmowę, chciałabym jeszcze 

powiedzieć, że wypróbowałam ten balsam i jest naprawdę fantastyczny. 

- W takim razie Lon będzie uradowany. Do usłyszenia, Lorraine. 

Nie minęła minuta od zakończenia programu, a już telefon zadzwonił. 

Usłyszawszy to, Greg ostentacyjnie odłożył gazetę i posłał Lacey pełne 

potępienia spojrzenie. 

- Halo - powiedziała drżącym głosem do słuchawki. 

R S

background image

 

- 32 -

- Witaj, Lorraine - odezwał się znajomy głos. 

- Witaj, Max. 

- Czy istnieje szansa, że kiedyś wreszcie poznam twoje prawdziwe imię? 

Nie sądzę, by Lorraine Walker była zadowolona, gdy dowiedziała się, że 

podawałaś się za nią. 

- To moja przyjaciółka. Nie gniewa się, że to zrobiłam - odparła. - A ja 

nazywam się Lacey. Lacey West. 

- Lacey... - powtórzył powoli, jakby delektował się brzmieniem jej 

imienia. - Podoba mi się. 

- Czy teraz odpowiesz na moje pytanie? - zapytała z naciskiem. 

- Nigdy nie byłem żonaty i nie interesują mnie mężczyźni.  

Słysząc to, Lacey poczuła niesłychaną ulgę, jak gdyby ktoś zdjął z jej 

ramion ogromny ciężar. 

- Czemu nie powiedziałeś mi tego wcześniej? 

- Może chciałem się przekonać, jak bardzo jesteś tym zainteresowana? No 

dobrze, teraz twoja kolej - przypomniał. 

- Ja również nigdy nie byłam zamężna i gardzę mężczyznami, którzy 

udają kawalerów. 

- Facet, który cię zranił, nie jest wart, byś przez niego tak cierpiała, Lacey 

- powiedział ciepłym głosem Max. - Nie wszyscy mężczyźni są kłamcami. 

Posłuchaj, w niedzielę wieczorem będzie u mnie grupa przyjaciół, którzy mogą 

zaświadczyć o tym, jakim jestem człowiekiem. Przyjdziesz? 

- To zależy, o której godzinie. 

- O wpół do ósmej. Wpaść po ciebie? 

Lorraine ma przyprowadzić George'a, przypomniała sobie Lacey. 

- Lepiej będzie, jak przyjdę sama, ponieważ o tej godzinie spodziewam 

się gościa. Będę wolna dopiero o ósmej albo nawet wpół do dziewiątej. 

- Nie ma problemu, przyjdź, o której możesz, bylebyś się w ogóle 

pojawiła. Mieszkam na osiedlu Oquirrh Park, w segmencie J-25 - poinformował. 

R S

background image

 

- 33 -

Lacey z wrażenia omal nie upuściła słuchawki. Należący do Valerie 

segment ma numer J-24. To znaczy, że Max mieszka za ścianą! 

- Lacey, jesteś tam jeszcze? - zaniepokoił się Max. 

- Tak - odparła słabym głosem. - Słuchawka wypadła mi z ręki. 

- Świetnie, bo już się bałem, że coś nas rozłączyło - ucieszył się. - Wiesz, 

gdzie jest to osiedle? 

Teraz powinna mu powiedzieć, że są sąsiadami zza ściany, ale miała tak 

wielką ochotę ujrzeć wyraz niebotycznego zdumienia na jego przystojnej 

twarzy, iż postanowiła zaczekać z tymi rewelacjami do niedzieli. 

- Chyba nie ma mieszkańca Salt Lake, który nie wiedziałby, gdzie to jest - 

odparła pełnym wyższości tonem. 

- No tak, ale ja przecież jestem z Kalifornii... Przyjdź na moje przyjęcie, a 

może uda mi się zmienić twą niezbyt dobrą opinię na mój temat. 

- Och, nie wiem, czy to w ogóle możliwe - odparowała. 

- Cóż, nie dowiesz się, dopóki nie sprawdzisz - kusił Max. 

Oczywiście, że przyjdzie to sprawdzić i nie będzie mogła się doczekać 

jego reakcji, gdy ją zapyta, gdzie zaparkowała swój samochód! 

- Dobrze, przyjdę, ale, jak powiedziałam, mogę się trochę spóźnić. 

- W takim razie będę czekał. 

Było coś w tonie jego głosu, co sprawiło, że po plecach Lacey przebiegł 

rozkoszny dreszczyk. Nie wiedziała, jak zdoła dotrwać do niedzieli. 

- Igrasz z ogniem, Lacey - powiedział z wyraźnym niezadowoleniem 

Greg, gdy odłożyła słuchawkę. 

Był jej przyjacielem i naprawdę bardzo go lubiła, ale czasem miała go 

serdecznie dość, zwłaszcza wtedy, gdy, jak tym razem, przybierał w rozmowie z 

nią ten pełen wyższości ton. Nie podobało jej się też, iż Valerie użyczyła 

Gregowi swego klucza od domu, ale nie miała serca prosić, by go nie używał. 

- Przesadzasz. - Wzruszyła ramionami. - Po prostu zaprosił mnie do siebie 

na małe przyjęcie. 

R S

background image

 

- 34 -

- Ale przecież w niedzielę mieliśmy oglądać filmy na wideo, 

zapomniałaś? 

Lacey wstała i udała się do kuchni, by przygotować parę kanapek. Greg 

poszedł za nią. 

- W takim razie zadzwoń do Annette i zaproś ją, by obejrzała je z tobą - 

zaproponowała. 

- Gniewasz się na mnie? 

- Oczywiście, że nie. Po prostu uważam, że jesteś dla niej niedobry, a 

przecież ona tak cię kocha. 

Greg wziął z talerza jedną kanapkę i ugryzł ogromny kęs. 

- Ale ja jej nie kocham - oznajmił, przeżuwając bułkę. 

- Ależ oczywiście, że ją kochasz i najwyższa pora, byście sobie co nieco 

wyjaśnili. 

- Kiedy w zeszłym tygodniu zaprosiłem ją na lunch, bardzo się na mnie 

zdenerwowała i powiedziała, żebym raczej zaprosił ciebie - wyznał Greg. 

Lacey odłożyła nóż i posłała swemu przyjacielowi poważne spojrzenie. 

- Posłuchaj, a może ona dlatego właśnie zerwała zaręczyny? Może sądzi, 

że coś się między nami dzieje? - zaniepokoiła się. 

- Niemożliwe - Greg pokręcił głową z powątpiewaniem. - Przecież od 

samego początku wiedziała, że jesteśmy jak rodzina. 

- A ja sądzę, że uważa mnie za rywalkę. 

- Jeśli mi nie wierzy, to znaczy, że nie powinniśmy być razem i cieszę się, 

że odkryłem to w porę - skwitował. 

- A jak ty byś się czuł, gdyby ona spędzała większość czasu z jakimś 

samotnym mężczyzną? - ciągnęła Lacey, przekonana, że odkryła prawdziwy 

powód konfliktu tych dwojga. 

- To nie jest dobre porównanie - obruszył się Greg. - Traktuję ciebie i 

Valerie jak moje siostry. 

R S

background image

 

- 35 -

- Ale ona najwyraźniej nie jest co do tego przekonana i wcale jej się nie 

dziwię. Powinieneś przestać tu przychodzić. 

- Nie ma mowy - żachnął się. - Nie mam zamiaru rezygnować z przyjaźni 

z tobą tylko po to, by sprawić przyjemność Annette. 

- Powinieneś spróbować postawić się w jej sytuacji, zrozumieć jej 

wątpliwości - tłumaczyła. - Widzisz, nie jesteśmy ze sobą spokrewnieni, więc 

Annette pewnie nie potrafi zrozumieć, dlaczego jesteśmy sobie tak bliscy. 

Założę się o co chcesz, że ona cię kocha, widziałam to w jej zachowaniu. 

Powinniście sobie wszystko jeszcze raz wyjaśnić. 

- Jeśli potrafiła bez słowa wyjaśnienia zerwać nasze zaręczyny, to nie ma 

dla nas żadnej przyszłości. Dlaczego ani razu nie wspomniała o mojej przyjaźni 

z tobą, skoro jej to aż tak bardzo przeszkadzało? 

- Ponieważ cię kocha, głuptasie. Ze względu na ciebie próbowała mnie 

jakoś zaakceptować, ale pewnie doszła do wniosku, że nie potrafi się tobą 

dzielić. Doskonale to rozumiem. 

- Daj spokój, Lacey - zniecierpliwił się Greg. - Przecież nie zrobiłem nic 

takiego, co mogłoby wywołać jej zazdrość. 

- Ależ zrobiłeś, nie rozumiesz? Wystarczy już, że przychodzisz tu za 

każdym razem, kiedy Valerie wyjeżdża. Jak się tylko trochę zastanowisz, od 

razu przyznasz mi rację. 

Ku zdumieniu Lacey, Greg odwrócił się nagle na pięcie i szybkim 

krokiem pomaszerował w kierunku drzwi. 

- Idę sobie pojeździć - burknął. 

- Tylko uważaj na siebie i nie jedź za prędko - upomniała go. 

Jeśli Greg miał jakiekolwiek wady, na pewno jedną z nich była skłonność 

do wariackiej jazdy samochodem. Stale płacił mandaty za przekraczanie 

dozwolonej szybkości i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby pewnego dnia 

odebrano mu prawo jazdy. 

- Jak możesz mnie posądzać o coś takiego? - rzucił już zza progu. 

R S

background image

 

- 36 -

- Greg, jedź lepiej do Annette i porozmawiaj z nią. Możesz jej 

powiedzieć, że chętnie się z nią spotkam, by wyjaśnić parę spraw. 

- Nie ma mowy. Już się wystarczająco poniżyłem, błagając, żeby do mnie 

wróciła. Teraz jej kolej. 

Jak widać, kolejną wadą Grega był ośli wręcz upór. Lacey stanęła w 

drzwiach i patrzyła, jak jej przyjaciel odjeżdża z piskiem opon. Tym razem był 

naprawdę wściekły, ale ona nie umiała mu pomóc. 

Wkrótce po jego odejściu położyła się do łóżka, jednak długo nie mogła 

zasnąć, ponieważ jej myśli nieustannie krążyły wokół Maxa Jarvisa. Przez 

dzielącą ich sypialnie ścianę wyczuwała jego elektryzującą obecność. Mimo iż 

nie zgadzała się z wygłaszanymi przez niego na antenie opiniami, coś ją do 

niego ciągnęło, czuła, że pod maską cynizmu kryje się niesłychanie wrażliwy 

mężczyzna. 

Zastanawiała się właśnie, co włożyć na niedzielne przyjęcie, kiedy 

zadzwonił telefon. Była już niemal północ, więc spodziewała się, że w 

słuchawce usłyszy głos Valerie czy Lorraine. 

- Czy to pani Lacey West? - odezwała się jakaś nieznajoma kobieta. 

- Tak. Słucham? 

- Dzwonię ze szpitala, z izby przyjęć. Mamy tu pacjenta, nazywa się Greg 

Peters. Miał wypadek samochodowy i przywieziono go do nas ze złamaną nogą. 

Założyliśmy mu gips. Może pani już po niego przyjechać. 

- Zaraz będę. Dziękuję za telefon - odparła Lacey, która nie była 

specjalnie zdziwiona tą wiadomością. 

Ubrała się szybko i pojechała do szpitala, wściekła, że Greg nie 

zawiadomił Annette, tylko właśnie ją. 

Przez kilka następnych dni zajmowała się swym przyjacielem, cierpliwie 

znosząc jego humory i zachcianki. Jak to dobrze, że musiała chodzić do pracy, 

gdyż na dłuższą metę Greg był nie do wytrzymania. Zadzwoniła do jego byłej 

narzeczonej, by poinformować ją o wypadku, ale odpowiedziała jej 

R S

background image

 

- 37 -

automatyczna sekretarka. Nagrała więc długą wiadomość, błagając Annette, by 

jednak odwiedziła Grega, który naprawdę jej potrzebował. Niestety, nadeszła 

niedziela, a tamta ani nie pojawiła się, ani nie zadzwoniła. Może więc problemy 

narzeczeńskie Grega nie były spowodowane tylko i wyłącznie zazdrością? 

Kiedy Lorraine przywiozła z powrotem George'a, Lacey zaproponowała, 

by Greg zatrudnił małpę do podawania gazet i filiżanek z herbatą, ale pomysł 

ten nie przypadł mu do gustu. Po raz pierwszy jednak od kilku dni nie zwróciła 

uwagi na jego oburzenie, tak była przejęta perspektywą ujrzenia Maxa. 

Po raz setny przejrzała się w lustrze, by sprawdzić, czy aby na pewno 

wszystko jest w porządku. Miała nadzieję, iż prosta czarna suknia bez rękawów 

oraz dyskretna złota biżuteria są odpowiednie na tę okazję. 

Wyjrzała przez okno, licząc, że ujrzy samochód Annette, niestety, na 

próżno. 

- Dlaczego włożyłaś tę czarną suknię? - dopytywał się Greg. 

- Ponieważ jest to jedyna elegancka rzecz, jaką posiadam - wyjaśniła 

spokojnie. 

- Chyba ci kompletnie odbiło, skoro interesujesz się kimś takim, jak Max 

Jarvis. 

- Zanim zaczniesz mi udzielać rad, najpierw uporządkuj swoje własne 

życie uczuciowe, dobrze? - zirytowała się. 

- Pójdę z tobą, żeby cię przypilnować - zaofiarował się. - Muszę przecież 

wreszcie nauczyć się chodzić o kulach. 

- Greg, nie zostałeś zaproszony - przypomniała. - Masz tu kasety z 

filmami i miskę popcornu. Baw się dobrze. George dotrzyma ci towarzystwa - 

rzuciła przez ramię, idąc w kierunku drzwi. Gdyby została jeszcze trochę, 

przyjęcie mogłoby się skończyć, a ona straciłaby okazję ujrzenia kogoś niesły-

chanie interesującego. 

 

 

R S

background image

 

- 38 -

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Drzwi otworzył młody mężczyzna imieniem Jeff i wprowadził Lacey do 

gwarnego salonu. Znajdowało się tam około dwudziestu osób, które sączyły 

wino, rozmawiały i najwyraźniej świetnie się czuły w swoim towarzystwie, 

gdyż raz po raz słychać było salwę serdecznego śmiechu. Jeff przedstawił jej 

dwóch przyjaciół Maxa, Nicka i Milo, co dobrze wpłynęło na jej samopoczucie, 

ponieważ nie znała tu absolutnie nikogo i było jej odrobinę nieswojo. 

- A więc jednak zdecydowałaś się oderwać od swych ważnych zajęć i 

zaszczycić me progi? - usłyszała tuż za sobą znajomy głos. - Jest mi bardzo 

miło. 

Lacey odwróciła się na pięcie. Na widok Maxa jej serce zabiło z radości. 

Wyglądał niesłychanie pociągająco w beżowym kaszmirowym swetrze i 

ciemnych spodniach. Jego ciepłe spojrzenie wędrowało po jej smukłej sylwetce, 

tak że Lacey poczuła, iż się rumieni. 

- Mamy chyba coś mocniejszego niż coca-cola, prawda, Jeff? - spytał, 

spoglądając na trzymaną przez nią szklankę. 

- Nie piję alkoholu - wyjaśniła, zanim Jeff zdążył otworzyć usta. - 

Poprosiłam twojego przyjaciela właśnie o colę. 

- W takim razie spróbuj zapiekanki - zaproponował. 

- O, nie, dziękuję, ale Gr... to znaczy... Jadłam niedawno kolację. Nie 

przejmuj się mną, dam sobie radę. 

- Ależ ja właśnie chcę się tobą przejmować. Jestem gospodarzem, więc to 

mój przywilej. - Uśmiechnął się, po czym wziął ją pod rękę i zaprowadził na 

kanapę. - Przyszłaś w samą porę. Za chwilę będziemy oglądać film, który 

nakręciliśmy na Alasce. 

- Jaki film? - zdumiała się. - I jacy „my"? 

- My, to znaczy moi przyjaciele i ja - wyjaśnił. - Oprócz tego, co robimy 

na co dzień, zajmujemy się również kręceniem filmów dokumentalnych. Ten, 

R S

background image

 

- 39 -

który za chwilę zobaczysz, jest częścią serii poświęconej rdzennym 

mieszkańcom Ameryki. Przygotowujemy ją na zlecenie Międzynarodowego 

Instytutu Etnografii. 

- A więc to dlatego jedziesz wkrótce w dorzecze Amazonki! - skojarzyła. 

- Lon Freeman wspominał o tym ostatnio. 

- Zgadza się. Będziemy kręcić film na temat plemienia Arawaków. 

- Powiedz mi w takim razie, dlaczego pracujesz w radiu, jeśli twoim 

powołaniem jest produkcja filmów? 

- Moje zadanie przy produkcji filmu jest bardzo podobne do tego, co robię 

na co dzień, jestem bowiem odpowiedzialny za przygotowanie narracji. 

Lacey miała ochotę zadać mu jeszcze mnóstwo pytań, ale musiała się na 

razie wstrzymać, gdyż za chwilę miała się rozpocząć projekcja. Ku jej 

zdumieniu, Max, który odszedł, by zgasić światło, po chwili powrócił, by 

zasiąść tuż obok niej na poręczy kanapy, tak że jego udo lekko dotykało jej nogi. 

Ten delikatny kontakt sprawił, że po jej plecach przebiegł przyjemny dreszczyk. 

Przez kolejne pół godziny wpatrywała się jak zauroczona w ekran. Film 

był fascynujący i opowiadał o ludziach, o których istnieniu nie miała dotąd 

pojęcia. Kiedy ponownie zapalono światła, wszyscy wyrażali głośno swą opinię 

na temat projekcji i zadawali mnóstwo pytań dotyczących filmu. Zanim Lacey 

zdążyła się zorientować, było już dobrze po północy.  

Nagle przypomniała sobie, że w domu czeka na nią Greg, któremu trzeba 

pomóc położyć się do łóżka. Wstała, by podziękować Maxowi za wspaniały 

wieczór i pożegnać się, ale on zajęty był rozmową z piękną brunetką, która 

sprawiała wrażenie jego bardzo bliskiej znajomej. Dlatego też Lacey 

postanowiła, iż lepiej będzie, gdy spróbuje wymknąć się dyskretnie, a za 

przyjęcie podziękuje innym razem. Max jednak widocznie zauważył jej 

manewry, bo przerwał rozmowę i przedstawił sobie obydwie kobiety. Lacey z 

wielkim trudem rzuciła jakąś uprzejmą uwagę, ponieważ cała pochłonięta była 

tłumieniem w sobie niespodziewanego przypływu zazdrości. 

R S

background image

 

- 40 -

- Niestety, muszę już iść - oznajmiła w końcu. - Dziękuję ci za 

zaproszenie, Max. Uważam, że wasz film jest znakomity. 

- Coś mi mówi, że to było dyplomatyczne stwierdzenie, bo nie chcesz mi 

zrobić przykrości na oczach moich przyjaciół - odparł, przyglądając się jej 

podejrzliwie. 

- Wcale nie, naprawdę tak sądzę. 

- A więc Kalifornijczyk potrafi jednak zrobić coś dobrze? - W jego głosie 

pobrzmiewała nutka ironii. 

- Jestem przekonana, że potrafisz zrobić jeszcze parę rzeczy dobrze. 

- Cóż, dziękuję ci za komplement. W takim razie odprowadzę cię do 

samochodu, żebyś mogła wymienić te inne rzeczy, w których jestem dobry. 

- A co z gośćmi? - przypomniała. 

- Dadzą sobie radę beze mnie. 

- Jeśli chodzi o ścisłość, nie przyjechałam samochodem, ponieważ 

mieszkam niedaleko stąd - oznajmiła, gdy znaleźli się na chodniku. 

- W takim razie odprowadzę cię do domu. - Uśmiechnął się, biorąc ją pod 

rękę. - Gdzie to jest? 

- Och, bliziutko. 

Kiedy weszli na podjazd, prowadzący do segmentu Valerie, Max nagle 

zwolnił i puścił jej ramię. Lacey była przekonana, że zaraz zacznie się śmiać 

albo przynajmniej zrobi jakąś uwagę na temat tego zadziwiającego zbiegu 

okoliczności, ale on milczał. 

- Co tu jest grane? - wycedził przez zęby. 

- Kiedy podałeś mi swój adres - zaczęła cichym głosem, zaskoczona jego 

reakcją - odkryłam, że jesteśmy sąsiadami zza ściany i postanowiłam, że zrobię 

ci niespodziankę, ale coś mi się zdaje, że nie jesteś zadowolony. 

- Może dlatego, że twój mąż, Brad, powiedział mi, że masz na imię 

Valerie - odpowiedział oskarżycielskim tonem. - Powiedz mi, iloma jeszcze 

imionami się posługujesz oprócz Lorraine, Valerie i Lacey? 

R S

background image

 

- 41 -

- Ależ ty nic nie rozumiesz! - wykrzyknęła. - Naprawdę mam na imię 

Lacey, a Valerie to moja siostra bliźniaczka. Opiekuję się jej domem, bo ona i 

Brad są teraz na Dalekim Wschodzie. 

- Akurat - prychnął. 

- Właśnie, że tak. Dlaczego niby miałabym kłamać?! - zaperzyła się. 

- A dlaczego ludzie kłamią? 

Wyglądało na to, że tylko wspólne zdjęcie obydwu sióstr zdołałoby 

przekonać Maxa. 

- Jeśli chcesz dowodów, mogę ci pokazać zdjęcie Valerie i moje - 

zaproponowała. 

Max nie odezwał się ani słowem. Zirytowana Lacey otworzyła drzwi do 

domu i, ku swemu przerażeniu, usłyszała głos Grega: 

- Lacey? To ty? Czekałem, aż wrócisz, żebyśmy się mogli położyć spać. 

No tak, to już koniec, pomyślała z rozpaczą. Już sobie wyobrażała, co się 

dzieje w głowie Maxa. 

- Teraz już się nie dziwię, czemu tak ci się spieszyło do wyjścia z 

przyjęcia - mruknął ironicznie. 

- Och, nie... - jęknęła, myśląc intensywnie, jak wyjaśnić tę niezręczną 

sytuację. 

- Kto jest z tobą? - dopytywał się Greg. 

Lacey zamknęła oczy z przerażenia. Dałaby wszystko za to, by cały ten 

koszmar okazał się tylko snem... 

- Nie przedstawisz nas sobie? - zwrócił się do niej Greg, który wreszcie 

dokuśtykał o kulach. 

Miała ochotę go udusić. 

- To jest Max Jarvis. Max, przedstawiam ci przyjaciela naszej rodziny, 

Grega Petersa. 

- Witaj, Max. - Greg skinął głową. - Czasami słucham twego programu. 

Muszę przyznać, że jesteś całkiem niezły jak na przybysza. 

R S

background image

 

- 42 -

Max nie zareagował na oczywistą zaczepkę ze strony Grega, tylko zwrócił 

się do Lacey. 

- Powinnaś mi była powiedzieć, że masz gościa. Mogłaś go przecież 

przyprowadzić na przyjęcie. 

- Bardzo przepraszam, że przeze mnie się spóźniła, ale tak to jest, kiedy 

człowiek nie daje sobie rady z najprostszymi czynnościami - wtrącił się Greg. - 

Lacey, nie zabaw tu długo, dobrze? 

Powiedziawszy to, odwrócił się niezgrabnie i pokuśtykał do salonu. Lacey 

starannie unikała oskarżycielskiego spojrzenia niebieskich oczu Maxa. 

- Greg zachowuje się jak duże, rozpieszczone dziecko - odezwała się po 

chwili. - W dodatku jest okropnie marudnym pacjentem. 

- W takim razie ma szczęście, że znalazł taką opiekunkę, która spełnia 

jego wszystkie zachcianki. 

Reakcja Maxa była co najmniej zdumiewająca. Wątpliwe, by był to 

przejaw zazdrości, on po prostu nie wierzył w ani jedno jej słowo. Możliwe, iż 

ktoś, kogo bardzo kochał, nadużył kiedyś jego zaufania i stąd ta jego skłonność 

do pochopnych wniosków? 

- Powiedz mi, Lacey, zakładając, że to twoje prawdziwe imię, gdyby to 

mnie coś się stało, czy opiekowałabyś się mną z równym poświęceniem? - 

zapytał niespodziewanie. 

- Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, by tobie cokolwiek się mogło stać - 

odparła, zdumiona jego pytaniem. 

- Może wrócę znad Amazonki z raną od zatrutej strzały? 

- Jeśli tamtejsze plemiona zdecydują się zaatakować cię, to zapewne 

dlatego, że z wrodzoną ignorancją powiesz coś, co je rozwścieczy - odparowała. 

Max roześmiał się głośno, lecz jego spojrzenie pozostało chłodne. 

- Bez względu na to, jakie życie prowadzisz, powinnaś pracować w radiu 

- oznajmił. - Jesteś taka naturalna. 

- A jakie życie ja prowadzę twoim zdaniem? 

R S

background image

 

- 43 -

- Powiedzmy, że kolorowe. 

- Kolorowe? - powtórzyła oburzona. - To bardzo odważne stwierdzenie, 

zważywszy, że prawie nic o mnie nie wiesz. 

- Wiem więcej, niż ci się zdaje. 

- Naprawdę? - prychnęła. - Może w takim razie mógłbyś któregoś dnia 

opowiedzieć mi co nieco na ten temat. Kiedy wyjeżdżasz nad Amazonkę? 

- Jutro rano. Nie będzie nas przez sześć dni. A czemu pytasz? Czyżbyś 

była fanką Lona Freemana? - ironizował. 

- Lon Freeman jest znakomitym prezenterem radiowym, ale nie martw 

się, nie jest tak popularny, jak ty. 

- Lacey! - zawołał z salonu Greg. 

- Lepiej już idź, twój przyjaciel zaczyna się niecierpliwić - zauważył Max 

cierpko. 

Miała ochotę wytłumaczyć mu, że Greg i jego narzeczona pokłócili się 

niedawno, a poza tym on już nazajutrz wraca do swego mieszkania, ale nagle 

straciła ochotę na jakiekolwiek wyjaśnienia. 

- Miałam zamiar zaprosić cię, byś mógł obejrzeć parę zdjęć rodzinnych, 

ale właśnie przypomniałam sobie, że powinieneś wracać do gości. Twoja piękna 

ciemnowłosa przyjaciółka zapewne już się zastanawia, dlaczego tak długo cię 

nie ma - odwzajemniła się. 

Powiedziawszy to, odwróciła się i szybko zatrzasnęła za sobą drzwi. 

Zanim znalazła się w swej sypialni, była cała we łzach. Chwilę później Greg 

pukał do jej drzwi i próbował z nią rozmawiać, ale była zbyt zdenerwowana i 

rozgoryczona, by odpowiedzieć. 

- Posłuchaj, Lacey - nie dawał za wygraną. - Wiem, że jesteś na mnie 

wściekła, ale spróbuj mnie zrozumieć. Chciałem go trochę odstraszyć, bo mam 

przeczucie, że on może cię bardziej zranić niż Perry. Zastanów się, facet jest 

bywały w świecie, ma trzydzieści parę lat i wciąż jest kawalerem. Nie wydaje ci 

się to dziwne? 

R S

background image

 

- 44 -

To prawda. Zastanawiała się nad tym, odkąd dowiedziała się, iż Max nie 

ma żony. Ale Greg nie miał prawa się wtrącać. 

- Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć - odezwała się w końcu. - Czasu i 

spokoju. Idź spać, Greg. 

- Przepraszam cię, Lacey. 

- W porządku. A teraz zostaw mnie samą, dobrze?  

Greg w końcu odszedł, ale ona nie mogła zasnąć.  

Przez większą część nocy przewracała się z boku na bok, pragnąc przestać 

myśleć o wydarzeniach tego wieczoru. W końcu zasnęła, a gdy obudziła się 

rankiem, spostrzegła, że wciąż ma na sobie czarną suknię, która teraz była 

okropnie wymięta. 

Zza ściany nie dochodził żaden dźwięk, co znaczyło, iż Max 

prawdopodobnie wyjechał już nad Amazonkę. Westchnąwszy ciężko, wstała z 

łóżka, wzięła prysznic i udała się do kuchni, by przygotować śniadanie. 

Greg leżał na kanapie w salonie, ale na szczęście miał tyle rozumu, by nie 

odzywać się, zanim ona nie zacznie rozmowy. Po śniadaniu odwiozła go do jego 

mieszkania i upewniwszy się, że ma wszystko, czego potrzebuje, pojechała do 

jednego z klientów po dokumenty, nad którymi miała popracować w domu. 

Przez cały tydzień pochłonięta była pracą, co miało swoją dobrą stronę, 

ponieważ pozwalało jej zapomnieć o smutku i samotności, jaką odczuwała po 

rozstaniu z Maxem. W wolnych chwilach rozmyślała o tym, że jest już 

dwudziestoośmioletnią kobietą, a niczego jeszcze w życiu nie dokonała. Nie ma 

ani własnego domu, ani męża, ani dzieci. Lorraine pewnie poradziłaby jej, aby 

spróbowała spojrzeć na siebie bardziej optymistycznie. Jest przecież zdrowa, ma 

świetną pracę, prawdziwych przyjaciół i kochającą rodzinę, a to powinno jej 

wystarczyć. 

Kiedyś jej to wystarczało, aż do momentu gdy pojawił się Max Jarvis i 

sprawił, że zakochała się w jego hipnotyzującym głosie. Co gorsza, Lacey 

R S

background image

 

- 45 -

obawiała się, że po drodze straciła kontrolę nad sobą i zakochała się nie tylko w 

jego głosie... 

W niedzielę wieczorem Cameron Morgan przybył do Salt Lake z Idaho 

Falls i odwiedził Lacey, by podziękować jej za pomoc w uporządkowaniu ksiąg 

rachunkowych. Ledwo zdążyli usiąść w salonie i otworzyć przyniesione przez 

Camerona pudełko trufli czekoladowych, zadźwięczał dzwonek. 

- Przepraszam cię na momencik - mruknęła Lacey i pobiegła do drzwi. 

Mało nie zemdlała z wrażenia, gdy stanęła twarzą w twarz z Maxem 

Jarvisem. Ku swemu zdumieniu, poczuła niesłychaną ulgę, widząc, że jest cały i 

zdrowy. Rzecz jasna, nie było powodów do niepokoju, gdyż, jak twierdzili 

prezenterzy Radia Talk, Max od wielu lat odbywał równie niebezpieczne 

wyprawy i zawsze powracał bez szwanku. Ale to było w czasach, gdy Lacey nie 

miała pojęcia o jego istnieniu. 

Nie przypuszczała, iż jeszcze kiedykolwiek się spotkają, chyba że 

przypadkiem. Bądź co bądź, Max sądził, iż okłamała go, a w dodatku, że ona i 

Greg są kochankami. 

Oczywiście niemal natychmiast zauważył Camerona, który właśnie 

częstował się kolejną czekoladką. Niewątpliwie jego obecność jeszcze bardziej 

pogrążyła Lacey. 

- Zdaje się, że przyszedłem nie w porę - mruknął. 

- Proszę, wejdź - zachęciła go. 

- Mam do ciebie sprawę, ale to może poczekać, aż będziesz mniej zajęta. - 

W jego głosie słychać było nutę sarkazmu. 

- Ja już wychodzę - odezwał się Cameron, idąc w ich kierunku. 

- Cameron Morgan, to Max Jarvis - dokonała prezentacji Lacey. 

- Jesteś może krewnym Nestera? - zapytał na pozór niewinnie Max, ale 

Lacey doskonale wiedziała, co mu chodzi po głowie. 

R S

background image

 

- 46 -

- Jasne, to mój tato - uśmiechnął się Cameron. - A ty jesteś tym 

prezenterem radiowym. Słuchałem twoich audycji w drodze do Idaho Falls. 

Uważam, że jesteś fantastyczny. 

- Czy to znaczy, że nie potępiasz mnie tylko z tego powodu, że pochodzę 

z Kalifornii? 

- Chyba żartujesz! Prezenterzy radiowi z Utah są śmiertelnie nudni - 

roześmiał się Cameron, po czym spojrzał na Lacey. - Muszę już uciekać. Do 

zobaczenia za miesiąc. Miło było mi cię poznać, Max. - Skinął głową. 

Lacey odprowadziła swego gościa do wyjścia i zamknąwszy za nim 

drzwi, oparła się o nie plecami. 

- Jak widzę, nie dopadły cię zatrute strzały, więc nie potrzebujesz opieki. 

Po co w takim razie przyszedłeś? - zapytała niegrzecznie, podczas gdy jej serce 

waliło jak szalone. 

- Mój szef zaprasza cię, byś wystąpiła w moim programie wraz z 

doktorem Ryderem - wyrzucił z siebie jednym tchem. 

Przecież mógł jej wysłać list albo zatelefonować, ale przyszedł osobiście, 

chyba tylko po to, by ją torturować swą obecnością. 

- Czy to znaczy, że ponownie zaprosisz tego półgłówka do swego 

programu? 

- Taka była umowa, nie pamiętasz? Jeśli ty zwyciężysz w głosowaniu, ja 

zapraszam doktora Rydera, żebyś mogła z nim podyskutować. 

- No, tak, ale... - wybąkała. - Rzeczywiście, chyba nie pamiętam, żebyśmy 

zawierali taką umowę... 

- Czy bardzo cię zdenerwuje rozmowa z nim? 

- Ależ skąd. Tylko czy on odważy się przyjść? 

- Nie ma innego wyjścia, jeśli oczywiście chce zachować twarz. - Max 

uśmiechnął się lekko. - Z tego, co wiem, podczas mojej nieobecności dzwoniło 

do radia mnóstwo ludzi, domagając się rewanżu. Czy pasuje ci dwudziesty 

szósty? 

R S

background image

 

- 47 -

Lacey kiwnęła głową. Było jej niezmiernie miło, iż właściciel rozgłośni 

zapraszał ją do występu w audycji, ale z drugiej strony zmuszona była w ten 

sposób do przebywania w towarzystwie Maxa... 

- Nie powinieneś być w tej chwili w radiu i prowadzić swojego 

programu? - rzuciła, nie wiedząc, co powiedzieć. 

- Ach, zauważyłaś - ucieszył się. - Wziąłem więcej dni urlopu, by móc w 

drodze znad Amazonki zatrzymać się u mojego ojca w Kalifornii. 

Po raz pierwszy wspomniał o kimś ze swej rodziny. 

- W której części Kalifornii mieszka? 

- Na południu, w Laguna Beach. 

- To moje ulubione miejsce - wyznała. - Czemu opuściłeś je, by 

przyjechać do Utah? 

- Miałem swoje powody - odparł wymijająco. - Często tam jeździsz? 

- Teraz już nie. Kiedyś całą rodziną spędzaliśmy tam co roku wakacje. 

- A gdzie konkretnie? - dopytywał się, jakby chciał sprawdzić, czy mówi 

prawdę. 

- W Coast Highway Inn. 

- To dosłownie kilkanaście kroków od domu taty. 

- A to szczęściarz z niego - westchnęła. - Valerie i ja często 

wyobrażałyśmy sobie, że mieszkamy w jednym z tych ślicznych domów, które 

widać było z naszego okna w hotelu. 

- Valerie? - powtórzył z niedowierzaniem. 

Lacey zdecydowała, iż nadszedł odpowiedni moment, by pokazać 

Maxowi jedno ze zdjęć rodzinnych, zdjęła więc ze ściany fotografię, 

przedstawiającą obydwie siostry, i podała mu ją.  

Przyglądał się uważnie zdjęciu przez kilka długich minut. 

- Ta fotografią została zrobiona właśnie w Laguna Beach - wyjaśniła w 

końcu. - Wyglądamy niemal identycznie, ale mamy zupełnie odmienne 

R S

background image

 

- 48 -

charaktery. Prawie w niczym się nie zgadzamy. Na przykład ona sądzi, że jesteś 

wspaniały. Lorraine zresztą też. 

Max uniósł wysoko brwi, po czym odwrócił się, by umieścić zdjęcie z 

powrotem na ścianie. 

- Opowiedz mi coś o Lorraine - poprosił. 

- Jest naszą najbliższą przyjaciółką. Zaopiekowała się Valerie i mną po 

śmierci naszych rodziców. Zginęli w wypadku kolejowym w drodze powrotnej z 

Kalifornii. 

- Bardzo mi przykro z powodu twoich rodziców - powiedział cicho, 

patrząc jej prosto w oczy. - Teraz już rozumiem, skąd ta twoja awersja do 

Kalifornii... 

- To nie jest awersja, zresztą najgorszy ból już minął. Powiedz, urodziłeś 

się tam? - zmieniła temat. 

- Nie, w Hongkongu. 

- A więc twój ojciec był wojskowym, tak? 

- Nie, pracował dla departamentu oświaty, zajmował się 

przygotowywaniem programów nauczania dla krajów Trzeciego Świata - 

wyjaśnił. - W okresie dzieciństwa mieszkałem w bardzo wielu miejscach, a 

kiedy tato przeszedł na emeryturę, osiedliliśmy się w Laguna Beach. 

- Nie byłam jeszcze nigdzie poza granicami Stanów, ale wydaje mi się, że 

Laguna to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. 

- Przyznaję, że jest tam pięknie, ale istnieją jeszcze bardziej urocze 

zakątki, choćby wyspy południowego Pacyfiku. 

- Muszę ci uwierzyć na słowo. - Uśmiechnęła się słabo. 

- Nie chciałabyś podróżować? - zdziwił się. 

- Naturalnie, że chciałabym, ale moi rodzice byli raczej domatorami, w 

dodatku nie mieli za dużo pieniędzy, a od kilku lat jestem zbyt zajęta 

zarabianiem na własne utrzymanie, by wybrać się w podróż. 

R S

background image

 

- 49 -

- Rzeczywiście, zauważyłem to - przyznał z przekąsem. - Ale może 

najwyższy czas, byś się oderwała od swych ważnych zajęć i odpoczęła trochę? 

- Może i tak - mruknęła. - Na razie jednak mam ochotę po prostu 

porządnie się wyspać. 

- Ja również - odparł nieco ostro. - Chyba jestem chory... 

- Chory? Czyżbyś złapał jakiegoś dziwnego południowoamerykańskiego 

wirusa? 

- Nie. Zdaje się, że dopadło mnie coś zdecydowanie bliżej domu. 

- Naprawdę jesteś chory? - spytała, zastanawiając się intensywnie, co też 

on może mieć na myśli. 

- W pewnym sensie tak - przyznał. 

- Byłeś u lekarza? 

- Nie sądzę, by lekarz mógł mi w czymkolwiek pomóc. 

- Czy mogłabym coś dla ciebie zrobić? 

Może jednak jego wizyta nie miała tylko i wyłącznie charakteru 

zawodowego... 

- Nie sądzisz, że opieka nad jednym mężczyzną ze złamaną nogą to już 

wystarczający obowiązek? - ironizował. 

- Greg przechodzi dalszą rekonwalescencję w swoim mieszkaniu - 

odparła, zadowolona, że może wreszcie wyjaśnić to nieporozumienie. 

- A co z tym drugim mężczyzną, który spędza u ciebie większość czasu? 

- Nie ma żadnego drugiego mężczyzny - jęknęła. 

- Ten twój śliczny nosek powinien być w tej chwili przynajmniej trzy razy 

dłuższy. Czy nie wiesz, że kłamstwa wydłużają nos? Pozwól zatem, że odświeżę 

ci pamięć. Ten drugi mężczyzna ma na imię George i uwielbiasz wieczorami 

zabawiać się z nim w wannie. 

- Och, nie... - wydusiła z siebie Lacey. - Słyszałeś wszystko przez ścianę? 

- Moi przyjaciele nawet robili zakłady, czy wolisz mocno owłosionych 

mężczyzn, czy raczej nie - odparł oschle. 

R S

background image

 

- 50 -

- Czyżbyście specjalnie podsłuchiwali? - zapytała, walcząc z 

nieuchronnym atakiem śmiechu. 

- Pomagali mi przetkać rury pod umywalką. Trudno było nie słyszeć 

każdego słowa. 

Gdy Lacey przypomniała sobie kąpiel swoją i George'a owego wieczoru, 

nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać. 

- Prowadzisz niebezpieczną grę - ostrzegł ją Max. - Czy Lorraine wie, że 

zabawiasz się z jej chłopakiem? 

- Wie - ledwo wykrztusiła. 

- W takim razie rzeczywiście jesteście bliskimi przyjaciółkami. Aha, 

kiedy następnym razem będziesz przyjmowała jednego ze swych kochanków, 

lepiej nie zamykaj George'a w komórce wraz z telewizorem - poradził. 

- Wiedziałeś, że on tam jest? 

- Wiem więcej, niż ci się wydaje - oznajmił, wykrzywiając usta w pełnym 

ironii uśmiechu. - Jak nie jedziesz dokądś z jednym facetem w samochodzie 

kempingowym, to zabawiasz się na zmianę z panami Morganami, ojcem i 

synem. 

- Oni obydwaj są szczęśliwymi mężami i ojcami! - zaperzyła się. 

- Przecież ty tylko gardzisz mężczyznami, którzy udają, że nie są żonaci - 

przypomniał. - Ale zapewniam cię, marnujesz swój czas na mnie. 

- A więc sądzisz, że się za tobą uganiam? - Lacey nie posiadała się z 

oburzenia. 

- Cóż, zdarzyło mi się to parę razy. To jedna z ujemnych stron bycia 

prezenterem radiowym. 

- No wiesz - żachnęła się. - A ja myślałam, że to Lon Freeman jest 

zarozumiały. 

- Nie udawaj. Dowiedziałaś się, że jesteśmy sąsiadami i postanowiłaś, że 

będę twoją następną zdobyczą, więc zadzwoniłaś do mojego programu i 

R S

background image

 

- 51 -

postarałaś się, bym zaprosił cię do jednej z audycji. Nawiasem mówiąc, mój 

producent nie jest sobą, odkąd cię poznał. 

- A czy mógłbyś mi łaskawie wyjaśnić, dlaczego chciałeś, bym przyszła 

na twoje przyjęcie? 

- To chyba oczywiste - prychnął. - Nie wiedziałem, że to ty jesteś ową 

femme fatale zza ściany. 

- A jeśli nawet jestem osobą, za jaką mnie uważasz, choć to nieprawda i 

mogłabym z łatwością to udowodnić, dlaczego tak cię to obchodzi? - zapytała, 

wziąwszy się pod boki. 

Przez chwilę jego niebieskie oczy nabrały dziwnie łagodnego wyrazu, ale 

szybko ich spojrzenie stało się na powrót chłodne i ironiczne. 

- Zaprosiłem cię do mojej audycji, ponieważ sądziłem, że jesteś szczera, 

ale okazałaś się taką samą hipokrytką jak doktor Ryder. Do zobaczenia 

dwudziestego szóstego. Nie musisz mnie odprowadzać do drzwi. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 52 -

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

- Nie tak prędko - warknęła Lacey i zagrodziła Maxowi drogę do wyjścia. 

Nigdy w życiu nie była taka zdenerwowana. - Powiedziałeś, co miałeś do 

powiedzenia, teraz moja kolej. George? - zawołała głośno. - Otwórz, proszę, 

drzwi łazienki i wejdź do salonu. 

W odpowiedzi dobiegły ich charakterystyczne dla małp pohukiwania. 

Max uniósł wysoko brwi ze zdumienia. 

- A to co? - wybąkał. 

- To George, oczywiście. Dziwi mnie, że pytasz, skoro tak wiele wiesz o 

mnie i moim godnym potępienia trybie życia. 

- Wydaje jakieś mało ludzkie odgłosy - zauważył. 

- Cóż, istotnie George jest dość oryginalny, ale oprócz tego jest o wiele 

bardziej kochający i otwarty niż którykolwiek ze znanych mi mężczyzn. Mogę 

mu bezgranicznie zaufać. A czy mogę ufać tobie? 

Max posłał jej gniewne spojrzenie, ale nic na to nie odpowiedział. 

- Muszę cię ostrzec - ciągnęła - on mnie bardzo kocha i jest szalenie 

wrażliwy. Niektórzy denerwują się w jego towarzystwie. Postaraj się nie zrobić 

nic, co mogłoby go rozdrażnić. 

- Nie muszę się starać, przecież właśnie wychodzę - odparł oschle. 

- Nie możesz teraz wyjść. On bardzo chce cię poznać. 

Myślę, że nadszedł już czas, byście się spotkali. Chodź tu, George! 

Zanim Max zdążył odsunąć Lacey od drzwi, do przedpokoju wbiegł, 

kołysząc się na boki, George i przypadł do nóg swej opiekunki. W niebieskich 

oczach Maxa widać było niebotyczne zdumienie. 

- Max, przedstawiam ci George'a. George, to jest Max Jarvis - dokonała 

prezentacji Lacey, śmiejąc się serdecznie. - George to wyjątkowa małpa 

kapucynka, tresowana przez moją przyjaciółkę Lorraine. Ma za zadanie 

R S

background image

 

- 53 -

pomagać osobom sparaliżowanym i już za kilka tygodni spotka się ze swym 

pierwszym podopiecznym. Możesz podać mu rękę. 

Max posłusznie wyciągnął dłoń. Widząc to, George podszedł do niego i 

podał mu swoją. 

- A więc to jego zamknęłaś w komórce razem z telewizorem? - zapytał, 

wpatrując się intensywnie w zaróżowioną od śmiechu twarz Lacey. - Z nim 

bawiłaś się w wannie? 

- Zgadza się - zachichotała. - Nie powiesz zarządowi osiedla, prawda? 

Lorraine zabiera go już w ten wtorek. Nie mogła się nim opiekować przez 

ostatnich kilka tygodni, bo była chora. 

Max wciąż przypatrywał jej się w milczeniu. Widać było wyraźnie, że 

myśli intensywnie nad tym, co usłyszał. Lacey postanowiła wykorzystać ten 

moment i zachęciła małpkę do zaprezentowania kilku sztuczek. 

- Jest niesamowity - wyszeptał, przyglądając się figlom George'a. 

- Prawda? - przytaknęła. - Tylko proszę cię, nie mów o nim Bradowi, gdy 

wróci z Japonii. On bardzo nie lubi zwierząt, ale Valerie zgodziła się, bym 

zaopiekowała się George'em, pod warunkiem, że jej mąż nigdy się o tym nie 

dowie. 

- W porządku, możesz spać spokojnie. Słuchaj, a może Lorraine 

przyjęłaby zaproszenie do mojej audycji i opowiedziała słuchaczom o swym 

podopiecznym? 

- Och, na pewno będzie ci bardzo wdzięczna - odparła uradowana Lacey. 

- A czy ty mogłabyś przyjść razem z nią? 

- To zależy, czy wciąż uważasz, że cię okłamałam. 

- Powiedzmy, że dałaś mi dzisiaj dużo do myślenia - padła nieco 

wymijająca odpowiedź. 

- Zrobiłabym wszystko, by pomóc Lorraine - zapewniła Lacey żarliwie. - 

Właśnie rozpoczęła uruchamianie centrum rehabilitacyjnego w Salt Lake City. 

Widzisz, te małpki tuż po przyjściu na świat potrzebują czegoś w rodzaju 

R S

background image

 

- 54 -

zastępczej rodziny, w której mogłyby nauczyć się życia z ludźmi. Dopiero 

później przechodzą odpowiednią tresurę, dzięki której mogą opiekować się 

osobami sparaliżowanymi. Być może wśród słuchaczy znajdą się osoby chętne 

do wychowywania małp takich jak George. 

- O ile pamiętam, nie mieliśmy jeszcze w naszym programie gościa z 

branży Lorraine. To powinien być prawdziwy hit. 

Lacey poczuła, że nareszcie zawiązała się między nimi nić porozumienia. 

Jak to dobrze, iż zdecydowała się pokazać mu swego podopiecznego... 

- Przepraszam cię na moment. Położę George'a spać, bo jak na niego, jest 

już bardzo późno. 

Kiedy szli razem do kuchni, zadzwonił telefon. Max odprowadził małpkę 

do jej legowiska, a Lacey podniosła słuchawkę. Dzwonił Greg, który chciał się 

dowiedzieć, czy wciąż jest u niej w niełasce. Nie miała ochoty z nim w tej 

chwili rozmawiać, więc oznajmiła, że oddzwoni później, po czym rozłączyła się. 

- Niepotrzebnie zbyłaś go z mego powodu - odezwał się Max. - Sam trafię 

do drzwi. 

Tym jednym zdaniem przywrócił napiętą atmosferę, która panowała 

między nimi przed pojawieniem się George'a. Jednak Lacey wcale nie chciała, 

by wychodził, bowiem przez tych kilka minut rozejmu czuła się doskonale w 

jego towarzystwie. 

- A może dasz się skusić na filiżankę kakao? To powinno pomóc ci 

zasnąć. 

- Wątpię - mruknął - ale nie odrzucę takiej oferty. Uradowana jego 

decyzją Lacey zaczęła się krzątać po kuchni, on natomiast zasiadł za stołem. 

- Opowiedz mi o waszej wyprawie - poprosiła. 

- O której jej części? - spytał, wyciągając przed siebie nogi. - O 

czterdziestostopniowym upale i moskitach, czy o tym, jak przewodnicy 

pozostawili nas samych w dżungli, a może o wypadku, w którym straciliśmy 

kamerę Jeffa? 

R S

background image

 

- 55 -

- W takim razie nic dziwnego, że nie masz humoru - przyznała. - Czy to 

znaczy, że nie zdołaliście nakręcić tego odcinka? 

- Udało nam się go dokończyć, ale nie sądzę, by ktokolwiek z naszej 

ekipy miał w tej chwili ochotę na kolejną wyprawę. 

- A dokąd tym razem? - Postawiła na stole dwie filiżanki kakao i usiadła 

naprzeciw swego gościa. 

- Jeszcze nie zdecydowałem. Ten odcinek zakończył serię, dotyczącą 

rdzennych mieszkańców obu Ameryk - wyjaśnił, po czym pociągnął duży łyk 

słodkiego napoju. 

- Przynajmniej możesz sobie wyjeżdżać, kiedy tylko ci się podoba - 

westchnęła z zazdrością. 

- Cóż, ty masz tu wierną publiczność, która bardzo by za tobą tęskniła, 

gdybyś zdecydowała się wyjechać - odparował, a w jego głosie pobrzmiewała 

nuta ironii. 

Lacey wypiła swoje kakao i wstała z krzesła. Miała tego dość. 

Najwyraźniej nawet poznanie George'a nie wpłynęło na jego opinię o niej. 

- Skoro od dawna wiesz, co myśleć na mój temat, nie ma sensu, byśmy 

przedłużali tę rozmowę - oznajmiła sucho. 

Podeszła do zlewu, by umyć filiżankę. Nagle poczuła tuż za plecami jego 

obecność i zadrżała na całym ciele. Max oparł dłonie na kuchennym blacie po 

obu jej stronach, tak że nie miała dokąd uciec. 

- Dlaczego nie spróbujesz tego zmienić? - wyszeptał wprost do jej ucha. 

- Ponieważ jest to niemożliwe - odparła łamiącym się głosem. 

- To nie jest żadna odpowiedź. Odwróć się, Lacey.  

Pokręciła głową w odpowiedzi. 

- Mam ci powiedzieć, dlaczego nie chcesz się odwrócić? Obróciła się 

nagle, błagając go wzrokiem, by jej nie ranił. 

Sekundę później poczuła na swych wargach jego usta, jego ramiona 

obejmowały jej plecy. Sama nie wiedziała, kiedy jej dłonie znalazły się w jego 

R S

background image

 

- 56 -

miękkich, gęstych włosach. Słodycz tego namiętnego pocałunku odebrała jej 

zdolność logicznego myślenia, pragnęła tylko więcej i więcej... 

- Smakujesz jak kakao - wyszeptał Max, odsuwając ją delikatnie od 

siebie. - Smakujesz tym wszystkim, co sprawia, że mężczyzna potrafi oszaleć 

dla kobiety. Nie dziwię się, że tak wielu ich tu przychodzi. Przyznaję, myliłem 

się co do George'a, ale wygląda na to, że możesz mieć wszystkich facetów, na 

których masz akurat ochotę, a ja nie chcę być jednym z wielu, bez względu na 

to, jak wielką stanowisz dla mnie pokusę. 

Zanim zdążyła się zorientować, już go nie było. Miała ochotę zawołać za 

nim, że się myli, że nie ma nikogo prócz niego. Przecież od czasu owego 

fatalnego związku z Perrym bała się kontaktów z mężczyznami, tak że Lorraine 

i Valerie martwiły się, czy kiedykolwiek zdecyduje się umówić z kimś na 

randkę. Nie mogła też zrozumieć, dlaczego Max pocałował ją, skoro uważał jej 

styl życia za godny potępienia. 

Miała w głowie kompletny mętlik, więc postanowiła, że, zamiast oddawać 

się rozważaniom, które w obecnym stanie jej emocji ku niczemu nie prowadzą, 

włączy telewizor i obejrzy sobie jakiś ciekawy program. Niestety, nic nie było w 

stanie zetrzeć z jej warg smaku ust Maxa ani też usunąć wspomnienia 

namiętności, jaką obudził w niej ów pocałunek. Zaloty Perry'ego nigdy nie 

zdołały wywołać w niej takiej burzy uczuć. 

Widząc, że oglądanie telewizji nie daje pożądanych efektów, wyłączyła 

odbiornik i pościeliła łóżko. Niestety, sen również nie przychodził. Wiedziona 

impulsem, sięgnęła po słuchawkę, by zadzwonić do Valerie. Zawsze, gdy któraś 

z sióstr miała problem, zwierzała się tej drugiej i razem szukały rozwiązania, a 

dla Lacey Max Jarvis stanowił nie lada problem. 

Trzy kwadranse później odłożyła słuchawkę, rozmyślając nad słusznością 

rady siostry. Zdaniem Valerie, powinna znaleźć przyczynę, dla której Max 

wciąż widział ją w nie najlepszym świetle. Tylko jak sprawić, by zechciał się 

przed nią otworzyć? 

R S

background image

 

- 57 -

Przez kilka następnych dni usiłowała zaaranżować spotkanie z Maxem, 

ale na próżno. Widocznie postanowił trzymać się z daleka od niej. Nie 

pozostawało jej nic innego, jak podporządkować się jego decyzji. 

We wtorek przyszło jej się rozstać z George'em, co okazało się nie takie 

łatwe, jak wcześniej sądziła. Przez tych kilka tygodni zdążyła się przywiązać do 

tego pociesznego stworzonka i nie mogła znieść ciszy, panującej w domu po 

jego odejściu. Nie miała już do kogo spieszyć się popołudniami, więc 

pozostawała w pracy po godzinach i kładła się spać całkowicie wyczerpana. 

Mimo to nie udało jej się zapomnieć o owym pocałunku... 

Wreszcie nadszedł dzień występu w radiu. Specjalnie na tę okazję kupiła 

elegancką garsonkę z mięciutkiego zamszu w odcieniu zgaszonego różu. 

Wyglądała w niej zarazem elegancko i kobieco, a wszystko to tylko i wyłącznie 

dla Maxa. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z jej planami, zaprosi go na kolację, 

podczas której zachęci, by szczerze wyznał, dlaczego tak łatwo osądził ją na 

podstawie nieprawdziwych przesłanek. 

Gdy znalazła się w rozgłośni, przywitał ją nie Max, jak w skrytości ducha 

oczekiwała, ale Rob. Miała nadzieję, że udało jej się nie okazać mu, jak bardzo 

jest tym rozczarowana. Producent programu przedstawił jej doktora Rydera, 

który od razu zmierzył jej sylwetkę taksującym spojrzeniem. 

- Miło mi panią poznać, Lorraine. - Samozwańczy psycholog przytrzymał 

jej dłoń w swojej nieco dłużej, niż na to pozwalały dobre maniery. - Nie 

sądziłem, że moim adwersarzem będzie tak piękna kobieta. 

- Proszę nie dać się zwieść jej urodzie - ostrzegł Max, który właśnie 

zjawił się w korytarzu. - Przekona się pan, że jest niesłychanie twardym 

przeciwnikiem. 

Jego spojrzenie zatrzymało się na wciąż trwającym uścisku dłoni. Lacey 

już wcześniej miała ochotę wyrwać rękę, ale nie chciała robić sceny na parę 

minut przed wejściem na antenę. Max powinien przecież spostrzec, że czuje 

R S

background image

 

- 58 -

wstręt do tego oszusta o lubieżnym spojrzeniu. Wyglądało jednak na to, że 

umyślnie tego nie zauważył. 

- Proponuję, byśmy przeszli już do studia. Niedługo zaczynamy - odezwał 

się po chwili. 

Kiedy ruszyli wąskim korytarzem, Lacey poczuła, jak ramię doktora 

Rydera opasuje jej talię, zupełnie, jakby miał do tego prawo. Wyrwała mu się 

bez słowa. Nie znosiła tego typu mężczyzn. Gdy już znaleźli się w studiu, 

usiadła jak najdalej od swego przeciwnika, tak by uniknąć okazji do jakiegokol-

wiek kontaktu cielesnego. 

Nałożywszy słuchawki, skierowała swe spojrzenie na Maxa, w nadziei, że 

ujrzy jego uśmiech, jednak ów cud się nie zdarzył. Nikt by nie poznał po ich 

zachowaniu, że są bliskimi sąsiadami, że on zaprosił ją do siebie na przyjęcie, a 

już tym bardziej, że całowali się tak namiętnie, iż wciąż owo wspomnienie 

przywoływało na jej twarz rumieniec... 

- Widzę, że nie nosi pani obrączki - odezwał się doktor Ryder. - Proszę mi 

powiedzieć, w jaki sposób taka urocza kobieta jak pani zarabia na życie? 

- Jestem księgową - bąknęła, nie patrząc w jego stronę. 

- To świetnie się składa, bo właśnie szukam dobrej księgowej. Po audycji 

zapraszam panią na kolację, porozmawiamy o mojej propozycji. 

- To strata czasu, doktorze Ryder - wtrącił się szybko Max. - Panna West 

jest bardzo zajętą osobą, a my za chwilę wchodzimy na antenę. 

Nie miała pojęcia, czy powiedział to, by ją uwolnić od awansów tego 

obrzydliwego starucha, czy też chciał jej przypomnieć, jaką ma opinię na jej 

temat. W każdym razie była mu wdzięczna za interwencję. 

- Witam słuchaczy Radia Talk. Dziś w programie mamy długo 

oczekiwane przez wszystkich spotkanie doktora Rydera i Lorraine, 

niekwestionowanej gwiazdy naszej rozgłośni. 

Przypomnę, że doktor Ryder jest autorem książki „Zamieszkać pod 

jednym dachem", w której postuluje, iż pary powinny zamieszkać razem, zanim 

R S

background image

 

- 59 -

złożą sobie przysięgę małżeńską. Lorraine natomiast prezentuje odmienną 

opinię, twierdząc, że wspólne zamieszkanie przed ślubem nie jest odpowiedzią 

na rosnącą w zastraszającym tempie liczbę rozwodów. Czy dobrze 

przedstawiłem twoje stanowisko, Lorraine? 

- Sama bym lepiej tego nie ujęła. To, co proponuje doktor Ryder, dałoby 

podstawę do tworzenia społeczeństwa, w którym każdy poszukuje 

najłatwiejszych i najmniej wymagających rozwiązań. Po co dawać, poświęcać 

się, podejmować wyrzeczenia, skoro można uzyskać to samo bez najmniejszego 

wysiłku? Kiedy coś się nie uda, można po prostu odejść, bo nie było żadnych 

zobowiązań. Oczywiście, nikt nie przejmuje się dziećmi, których cały świat 

rozsypuje się na kawałki w wyniku takiego praktycznego rozwiązania. 

- Panie Jarvis, jeśli mogę się wtrącić... - odezwał się doktor Ryder. - Zdaje 

się, że moja urocza rozmówczyni nie zrozumiała moich intencji. Ja również 

jestem zwolennikiem małżeństwa, ale dopiero wtedy, gdy kobieta i mężczyzna 

dowiedzą się o sobie wszystkiego, zanim zdecydują się na tak odpowiedzialny 

krok. W niektórych plemionach istnieje zwyczaj, że zanim para zdecyduje się na 

ślub, wchodzi do tak zwanego Wielkiego Domu, w którym przebywa jakiś czas, 

by sprawdzić, czy jest dopasowana pod każdym względem. Jest to znana od 

początku świata metoda poznawcza. 

- Bzdura. - Lacey potrząsnęła swymi krótkimi, ciemnymi lokami. - 

Metodę tę wymyśliła prawdopodobnie banda nie zaspokojonych seksualnie 

mężczyzn, którzy chcieli jak najdłużej zostać kawalerami, korzystając przy tym 

ze wszystkiego, co kobieta ma do zaofiarowania. Czy naprawdę sądzi pan, że 

wypróbowując jej zalety, mieli na myśli wspólne wychowywanie dzieci? Czy 

uważa pan, iż mężczyzna, który szedł ze swą aktualną wybranką do Wielkiego 

Domu, pozostawał z nią do końca życia, czy też nawet do momentu zakończenia 

okresu próbnego, jeśli na przykład uległa wypadkowi i nagle została 

sparaliżowana? Odpowiedź brzmi: nie. 

R S

background image

 

- 60 -

Lacey tak się dała ponieść emocjom, że prawie zapomniała, gdzie się 

znajduje. Kiedy podniosła wzrok, ujrzała trzęsące się od tłumionego śmiechu 

ramiona Maxa. 

- Mój producent twierdzi, że dziesiątki słuchaczy czekają, by wyrazić swą 

opinię - oznajmił, z trudem zachowując powagę. - Myślę, że powinniśmy dać im 

szansę. Halo, Donna. Jesteś na antenie. 

- Świetnie powiedziane, Lorraine - pochwaliła słuchaczka. - To jest 

właśnie największy problem naszych czasów: Wielki Dom. Nie daj sobie 

wmówić, że nie masz racji, bo to wierutne kłamstwo. Kochamy cię, Lorraine. 

- Dziękuję za poparcie, Donna - odparła szczerze wzruszona Lacey. 

- Posłuchajmy opinii kolejnego słuchacza. Witaj, Ron. Co masz nam do 

powiedzenia? 

- Myślę, że najwyższy czas, żeby ktoś zabrał Lorraine do Wielkiego 

Domu, bo najwyraźniej sama nie wie, o czym mówi. 

- Czy to prawda, Lorraine? - Max spytał z naciskiem. 

- Jestem dumna, że nic o tym nie wiem - oświadczyła. - Myślę, że będzie 

dużo lepiej i zabawniej poznawać radości i kłopoty wspólnego życia z moim 

prawnie poślubionym małżonkiem. 

- Jeśli pani tak naprawdę uważa, to jest pani chodzącym reliktem 

przeszłości - wtrącił się doktor Ryder. 

- Proszę darować sobie te tanie chwyty, doktorze. Wiem, że jest mnóstwo 

kobiet, które uważają podobnie. Mężczyzn zresztą też. Myślimy w kategoriach 

całego życia, a nie tylko kilku przyjemnych dni czy tygodni. - Spojrzała na 

Maxa, który wpatrywał się w nią intensywnie. Miała nadzieję, że to, co zamierza 

powiedzieć, dotrze wreszcie do niego. - Jest wielu ludzi, którzy, podobnie jak ja, 

planują spędzić całe swe życie z tą jedną jedyną osobą, bez względu na jej 

niedoskonałości, płaskostopie, zmarszczki czy też chore serce. 

Max spuścił wzrok i przez krótką chwilę milczał, jakby zastanawiał się 

nad tym, co właśnie usłyszał. Rozdzwoniły się telefony z głosami poparcia dla 

R S

background image

 

- 61 -

postawy Lacey, co zresztą przyniosło jej ogromną satysfakcję. Tylko jedna 

osoba wsparła doktora Rydera i była nią prawdopodobnie kobieta, z którą 

aktualnie mieszkał. 

Gdy Max przystąpił do podsumowania programu, Lacey wymknęła się ze 

studia i pobiegła do samochodu, by uniknąć dalszej rozmowy z odrażającym 

doktorem Ryderem. W drodze do domu doszła do wniosku, że jeśli po tej 

krótkiej przemowie, którą wygłosiła na antenie, Max wciąż nie będzie mógł 

uwierzyć w jej dobre intencje, będzie to znaczyło, iż nie ma sensu zawracać 

sobie nim głowy, a więc im prędzej o nim zapomni, tym lepiej. 

Tak była pogrążona w rozmyślaniach, że nie zauważyła, iż niebieski saab 

cały czas jedzie tuż za nią. Spostrzegła go dopiero, kiedy zaparkowała przed 

domem. 

- Gdzie się pali? - zapytał Max, podchodząc do niej. 

- Chciałam uniknąć rozmowy z doktorem Ryderem - odparła drżącym 

głosem. 

- Zepsułaś mu w ten sposób plany na wieczór.  

Najwyraźniej nic do niego nie dotarło. To znaczy, że nie ma szans na to, 

że się kiedykolwiek zrozumieją. 

- Pomyślałam, że to już koniec audycji, więc wyszłam, bo spieszyło mi się 

do domu - wyjaśniła chłodno. 

- Czyżby twój przyjaciel Greg wciąż wymagał troskliwej opieki? - 

zadrwił. 

Powinna była się spodziewać podobnego komentarza, a jednak zabolało ją 

to niesłychanie mocno. 

- Dlaczego mnie o to pytasz, skoro na wszystko masz gotową odpowiedź? 

- zaperzyła się, idąc w kierunku drzwi. - To dlatego przecież jesteś 

najpopularniejszym prezenterem w Radiu Talk. 

R S

background image

 

- 62 -

Weszła do domu i miała ochotę zaniknąć mu drzwi przed nosem, lecz on 

był szybszy. Ich twarze znajdowały się w odległości kilkunastu centymetrów od 

siebie, co przyprawiło Lacey o przyspieszone bicie serca. 

- Może to ty uważasz Grega za przyjaciela rodziny - wycedził przez zęby 

- ale wierz mi, on widzi to trochę inaczej. Bądź tak dobra i daj mu spokój. 

Chwilę później, oszołomiona Lacey poczuła na swych wargach jego usta, 

a zanim zdążyła się zorientować, co się dzieje, Maxa już nie było. 

Oczywiście nie miał racji co do Grega, ale przyznał jednocześnie, że jej 

wierzy, a to już duży postęp. Och, gdyby tylko miała na tyle odwagi, by pójść 

do niego i poprosić, by spędził z nią resztę wieczoru... 

Następne cztery dni były dla niej istną torturą, ponieważ wciąż rozmyślała 

nad tym, jak by się skontaktować z Maxem. W końcu włączyła radio z mocnym 

postanowieniem, iż zadzwoni do niego w czasie audycji. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 63 -

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

- Wszystkim wiadomo, że każdy rodzi się jako osoba samotna, dopiero 

dużo później wstępuje w związek małżeński. Co więcej, istnieje takie 

prawdopodobieństwo, że nawet ci, którzy w pewnym momencie swego życia 

wzięli ślub, umrą jako osoby samotne - zaczął swój program Max. - Zatem, 

chociaż małżeństwo jest powszechnie akceptowaną instytucją, bycie samotnym 

jest w pewnym sensie naturalne. Niewątpliwie byłoby cudownie kochać i być 

kochanym przez całe życie, ale udaje się to tylko niektórym szczęśliwcom. A 

więc, co pozostaje osobom samotnym? Powinni żyć pełnią życia i nie 

zamartwiać się tym, iż być może nigdy nie staną na ślubnym kobiercu. Może to 

zdziwi niektórych słuchaczy, ale sądzę, że nie każda samotna osoba pragnie 

zawrzeć kiedyś związek małżeński. Widzę, że rozdzwoniły się już telefony, 

więc posłuchajmy, co macie do powiedzenia w tej sprawie. 

Lacey była trzecia do wejścia na antenę. Słuchając wypowiedzi Maxa, 

doszła do wniosku, iż może właśnie podał jej powód, dla którego nigdy się nie 

ożenił. Może po prostu nie pragnął mieć żony? Czyżby należał do tych kilku 

procent populacji, które nie miały ochoty zamykać się w stałym związku? 

- Dowiedziałem się właśnie, że następna w kolejce jest Lorraine. - Max 

przerwał jej rozmyślania. - Mam nadzieję, że wszyscy jej wielbiciele wysłuchają 

uważnie tego, co ma nam do powiedzenia. Doszły mnie dziś plotki, że ubiega 

się ona o moje stanowisko. Witaj, Lorraine. 

Jego głos brzmiał ciepło i serdecznie, ale dopiero gdyby mogła ujrzeć 

jego oczy, wiedziałaby, jakie uczucia wywołała w nim swym telefonem. 

- Dobry wieczór. Nie wiem, kto rozpowszechnia te wierutne plotki, ale z 

pewnością ma nie po kolei w głowie. - Tłumiony śmiech, jaki usłyszała w 

odpowiedzi, dodał jej animuszu. - Po pierwsze, chciałam powiedzieć, że w 

zupełności zgadzam się z tym, co powiedziałeś na wstępie audycji. 

R S

background image

 

- 64 -

- Czy ja dobrze słyszałem? Lorraine po raz pierwszy zgodziła się z tym, 

co powiedziałem. Jestem pod wrażeniem. 

- Trudno byłoby się nie zgodzić, zważywszy, że w naszym kraju stale 

przybywa osób samotnych. 

- Dobrze, a jaki jest drugi powód, dla którego dzwonisz? 

- Nie dotyczy on wprawdzie tematu dzisiejszej audycji, ale wydaje mi się 

niesłychanie ważny. Otóż w tę sobotę w auli uniwersytetu odbędzie się pokaz 

programu rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Doktor Walker zademonstruje 

umiejętności tresowanej małpki imieniem George, która już wkrótce będzie się 

opiekować osobami sparaliżowanymi. Gorąco zapraszam wszystkich słuchaczy 

między godziną trzynastą a dwudziestą pierwszą w sobotę. Naprawdę warto 

zapoznać się z założeniami tego niezwykle cennego programu. 

- Cieszę się, że Lorraine podniosła tę kwestię - wtrącił się Max. - 

Poznałem George'a osobiście i uważam, że to fantastyczne stworzenie. Lorraine, 

czy mogłabyś powiedzieć słuchaczom coś więcej o jego umiejętnościach? 

Lacey miała ochotę uściskać go na odległość za to, że nie pozwolił, by ich 

osobiste nieporozumienia przeszkodziły w propagowaniu tej wartościowej 

inicjatywy. 

- Tresowana małpka może w znacznym stopniu wpłynąć na życie osoby 

sparaliżowanej. Przede wszystkim zapewnia stałe towarzystwo, w tym kontakt 

przez dotyk, a poza tym potrafi przynieść jedzenie na tacy, odnaleźć zgubiony 

przedmiot, posprzątać i wykonać jeszcze wiele innych czynności. 

- Czy wiadomo, ile niepełnosprawnych osób zainteresowanych jest 

posiadaniem takiego zwierzęcia? - dopytywał się Max. 

- Do instytutu na Florydzie, gdzie prace nadzoruje doktor Walker, 

nadeszło ponad sześćset podań. 

- Czy jest tyle zwierząt gotowych do pracy z owymi ludźmi? 

R S

background image

 

- 65 -

- Niestety, nie - westchnęła. - Dlatego właśnie doktor Walker organizuje 

ten pokaz, by społeczeństwo zaznajomiło się z tym tematem i wspomogło 

działania instytutu. 

- Jaką pomoc masz na myśli? Finansową? 

- Między innymi tak, ale potrzeba również ochotników, którzy zgodziliby 

się przyjąć młode zwierzęta na wychowanie, zanim trafią one na specjalistyczne 

szkolenie. 

- Obiecuję, że do jednego z najbliższych programów zaproszę doktor 

Walker, aby mogła dokładnie przedstawić program swego instytutu. Aby 

dowieść, że Radio Talk wspiera wszystkie cenne inicjatywy, zobowiązuję się, że 

przyjdę na sobotni pokaz, pod warunkiem, że Lorraine pojawi się tam ze mną. 

Wielu słuchaczy chciałoby zapewne spotkać się z nią twarzą w twarz. Co ty na 

to, Lorraine? 

Lacey poczuła dziwny ucisk w gardle. 

- Zgadzam się - powiedziała słabym głosem. - To taki szczytny cel, że nie 

powinno nikogo zabraknąć. 

- Wspaniale - ucieszył się Max. - Nie rozłączaj się, Lorraine. Mój 

producent omówi z tobą szczegóły. A teraz wiadomości z giełdy papierów 

wartościowych. 

Lacey spodziewała się usłyszeć głos Roba, ale w słuchawce odezwał się 

ponownie Max. 

- Lacey? Jesteś tam jeszcze? 

- Tak - bąknęła zdumiona. 

- Świetnie. Mam tylko chwilkę. Jeśli nie zobaczymy się do soboty, to 

przygotuj się do wyjścia o szóstej wieczorem, dobrze? Pojedziemy na pokaz 

moim samochodem. Muszę już uciekać. - Rozłączył się. 

Lacey jeszcze przez kilka minut ściskała z całej siły w dłoniach 

słuchawkę. Nie mogła uwierzyć, że wreszcie Max umówił się z nią na randkę. I 

R S

background image

 

- 66 -

to taką, z której nie mógł się wycofać. Nie miała pojęcia, jak zdoła przetrwać 

najbliższe trzy dni. 

Punktualnie o szóstej wieczorem w sobotę zadzwonił dzwonek do drzwi. 

Lacey wygładziła zielonkawy sweterek oraz takąż samą wełnianą spódnicę, po 

czym po raz ostatni spojrzała w lustro. Jej zielone oczy błyszczały z radości, a 

policzki zdobił delikatny rumieniec, tak że nawet nie potrzebowała używać różu. 

Bez wątpienia Max odgadnie, co jest przyczyną jej podniecenia, nic bowiem nie 

uchodziło jego uwagi. Gdyby jeszcze mogła uciszyć serce, które tłukło się jak 

oszalałe... 

Gdy otworzyła wreszcie drzwi, zaniemówiła z wrażenia. Max ubrany był 

w nienagannie skrojony granatowy garnitur, śnieżnobiałą koszulę oraz elegancki 

krawat w odcieniach zieleni i szarości. Był tak przystojny i dobrze zbudowany, 

iż wyglądał fantastycznie w każdym stroju, ale tego wieczoru jego widok 

zapierał dech w piersi. 

Lacey była tak zajęta wpatrywaniem się w niego, że nie zauważyła 

wyrazu niekłamanego zachwytu na jego twarzy. Dopiero po dłuższej chwili 

dotarło do niej, iż stoją już od jakiegoś czasu w progu i nic nie mówią. 

- Witaj - wydusiła z siebie w końcu, z całej siły przytrzymując się klamki. 

- Jesteś gotowa? - spytał Max, którego oczy błyszczały równie mocno, jak 

jej. 

- Tak - szepnęła. 

- W takim razie chodźmy. 

Rześkie wieczorne powietrze chłodziło rozpalone policzki Lacey, gdy szli 

pod rękę do błękitnego saaba. Max otworzył przed nią drzwi od strony pasażera 

i pomógł jej wsiąść. Zapomniała, że tego typu samochody mają bardzo wysokie 

nadwozie, więc usadowienie się na przednim siedzeniu stanowiło dla niej nie 

lada kłopot. Gdy zobaczyła, jak wysoko musi w tym celu podciągnąć spódnicę, 

oblała się rumieńcem. Oczywiście, nie uszło to uwagi Maxa. 

R S

background image

 

- 67 -

Wciągnęła głęboko powietrze. Wnętrze samochodu wypełnione było 

przeróżnymi zapachami, wśród których dominowała woń skórzanych siedzeń 

oraz wody kolońskiej o wiodącej nucie piżma. 

Tymczasem Max usiadł za kierownicą, włożył kluczyk do stacyjki, ale nie 

uruchomił silnika. 

- Jedziemy na pokaz, czy może tam, gdzie nas oczy poniosą? - przerwał 

panujące od jakiegoś czasu milczenie i spojrzał na Lacey. 

Zamknęła nieświadomie oczy. Zaczynała wierzyć, że ten pocałunek w jej 

kuchni wpłynął na niego w takim samym stopniu, co na nią. Pragnęła 

powiedzieć mu, by zabrał ją dokądkolwiek chce i uczynił z nią, cokolwiek chce, 

ale oczywiście tego jej nie wolno było mówić. 

- Obawiam się, że rozczarowałbyś swoich wielbicieli, gdybyś nie pojawił 

się na pokazie, a Lorraine nigdy by mi nie wybaczyła. - Uśmiechnęła się lekko. 

- Twoja lojalność wobec ludzi, których kochasz, jest zdumiewająca - 

odpowiedział, włączając silnik. 

Nagle odwrócił się i przygarnął ją do siebie, a jego wargi zamknęły jej 

usta w namiętnym pocałunku. Lacey czuła się w jego ramionach jak w siódmym 

niebie, pragnęła, by ta chwila czułości trwała wiecznie. Tak zagubili się w tej 

namiętnej pieszczocie, że omal nie zapomnieli o całym bożym świecie. 

- Spóźnimy się - wyszeptał Max wprost do jej ucha. - Nie wiem, jak 

zdołam wypuścić cię z objęć. Jedyna rzecz, na którą mam w tej chwili ochotę, to 

zabrać cię do mego domu... 

Och, ona także tego pragnęła. Nie pamiętała już o przykrych chwilach, 

jakie przeszli, o jego nieuzasadnionych podejrzeniach. Ważne było to, co działo 

się między nimi w tym momencie. 

- Możemy przecież spędzić ten wieczór razem - zaproponowała drżącym 

z emocji głosem. 

- Liczę na to - westchnął, po czym jeszcze raz pocałował ją czule. 

R S

background image

 

- 68 -

Droga do miasteczka uniwersyteckiego upłynęła im w całkowitym 

milczeniu, jako że obydwoje byli zbyt przejęci tym, co się stało, aby rozmawiać. 

Znalazłszy się w auli, przekonali się, iż kilkakrotnie powtarzane przez Maxa 

zaproszenie na pokaz znalazło szeroki oddźwięk wśród mieszkańców Salt Lake 

City. Oczywiście natychmiast otoczyła ich grupa miłośników talentu przybysza 

z Kalifornii, tak że przez kolejny kwadrans Max zajęty był rozdawaniem 

autografów. Kilka osób poprosiło również Lacey o jej podpis. 

Spostrzegłszy ich przybycie, Lorraine zamachała radośnie ręką i ruszyła 

w ich kierunku. Była to atrakcyjna pani po pięćdziesiątce, która niegdyś 

współpracowała z ojcem Lacey. Jej dobre serce i nieustająca pogoda ducha były 

wręcz legendarne wśród licznej grupy jej przyjaciół.  

Znalazłszy się przy nich, Lorraine najpierw uściskała Lacey, po czym 

podała rękę Maxowi. 

- Miło mi pana wreszcie poznać, panie Jarvis. - Uśmiechnęła się 

serdecznie. - Winna jestem panu podziękowania. To dzięki panu mamy tu takie 

tłumy od samego początku pokazów. Już w tej chwili wysokość datków 

przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. 

- Podziękowania należą się Lacey. - Max odwzajemnił uśmiech. - Gdyby 

nie opowiedziała mi o pani i nie przedstawiła mi George'a, nie wiedziałbym 

nawet, że taki program w ogóle istnieje. 

- Lacey to prawdziwy skarb. - Lorraine ponownie uściskała przyjaciółkę. - 

Może przejdziecie do drugiego pomieszczenia? George właśnie pracuje z 

Rayem, który czekał na niego długie trzy lata. W ogóle George zachowuje się 

dziś wspaniale. Pokazy trwają już tyle godzin, a po nim wcale nie widać 

zmęczenia. 

Podczas gdy szli do drugiego pomieszczenia, Max zarzucił Lorraine 

mnóstwem pytań, dotyczących programu rehabilitacji osób sparaliżowanych. 

Lacey w ogóle nie mogła się skupić na ich rozmowie, tak bardzo oddziaływała 

R S

background image

 

- 69 -

na nią jego bliskość. Max trzymał ją mocno za łokieć, jakby obawiał się, że w 

każdej chwili może mu uciec. 

- Rozumiem, że potrzebujecie ochotników, którzy zechcą wziąć młode 

małpy na wychowanie. Proponuję więc, aby pani wraz z Lacey wzięły udział w 

moim programie w najbliższą niedzielę. Być może znaleźliby się chętni. 

Lorraine wyglądała na oszołomioną tą propozycją. 

- Przyjmę pańskie zaproszenie z ogromną radością, panie Jarvis. Spadł mi 

pan z nieba. 

Amfiteatr był wypełniony prawie do ostatniego miejsca. Lorraine 

poprowadziła swych gości do pierwszego rzędu. Na scenie znajdowało się 

łóżko, na którym leżał Ray i za pomocą trzymanego w ustach pędzla malował 

obraz. Kiedy potrzebował innego koloru, George wyjmował mu z ust pędzel, 

odkładał go na specjalny stolik, po czym wkładał inny. W oczach Lacey 

pojawiły się łzy wzruszenia, kiedy patrzyła na tę scenę. Zerknęła na Maxa i ich 

spojrzenia spotkały się na krótką chwilę. On także rozumiał, iż są świadkami 

czegoś niezwykłego. 

W pewnym momencie na widowni rozległ się pomruk zdumienia. To 

George, który właśnie spostrzegł swą opiekunkę, opuścił swe miejsce na 

podwyższeniu i biegł w kierunku pierwszego rzędu. Zanim Lacey zdążyła się 

zorientować, małpka już siedziała jej na kolanach i pohukiwała radośnie. 

Poruszona tym, przytuliła zwierzę mocno i rozpłakała się. Lorraine wstała, by 

wyjaśnić widzom, skąd ta reakcja George'a. Wszyscy zgromadzeni na sali mogli 

się naocznie przekonać o tym, jak bardzo małpy przywiązują się do osób, które 

je kochają. 

Uspokoiwszy się trochę, Lacey poleciła George'owi, aby wrócił na scenę, 

co on posłusznie wykonał. Od czasu do czasu tylko spoglądał w kierunku swej 

opiekunki i pohukiwał cicho, co wywoływało serdeczny śmiech wśród 

publiczności. 

R S

background image

 

- 70 -

Max podał jej białą chusteczkę, którą przyjęła z wdzięcznością i szybko 

wytarła mokre oczy. Wtedy duża męska ręka spoczęła na jej dłoni, co 

przyprawiło Lacey o rozkoszny dreszczyk. Gdy pokaz dla tej grupy widzów 

dobiegł końca, Max pomógł jej wstać, ani na moment nie wypuszczając jej 

dłoni.  

Powoli przeszli na korytarz, gdzie znajdowało się wielu wiernych 

słuchaczy Radia Talk, którzy pragnęli osobiście poznać swego ulubionego 

prezentera. Lacey przypuszczała, że nieprędko uda im się wydostać z tego 

tłumu, ale, jak się okazało, była w błędzie. 

- Chodźmy już - szepnął wprost do jej ucha Max i niemal siłą pociągnął ją 

za rękę w kierunku wyjścia, tak że mogła jedynie pomachać z daleka Lorraine, 

która pożegnała ją serdecznym uśmiechem. 

- Co ty na to, żebyśmy pojechali do Milcreek Canyon? - zaproponował 

Max, kiedy znaleźli się już w samochodzie. - Jest tam bardzo przyjemna 

restauracja, którą zamykają dopiero o północy. 

Lacey znała to miejsce i bardzo lubiła tam bywać, ze względu na 

przepyszne dania i przytulną atmosferę. 

- Wspaniale - ucieszyła się. - Mój znajomy występuje tam w weekendy, 

jest świetnym wykonawcą muzyki country. 

- Właściwie to jestem zbyt głodny, aby jechać aż tak daleko - oznajmił 

nagle Max i ruszył, nie mówiąc w końcu, dokąd jadą. 

Lacey miała wrażenie, że coś się między nimi popsuło, już nie czuła owej 

bliskości, jaka nawiązała się w trakcie pokazu. Zanim się zdążyła zorientować, 

zajechali przed francuską restaurację, która w całym mieście znana była z 

wyśmienitych potraw z cielęciny. 

Panująca między nimi nerwowa atmosfera sprawiła, iż Lacey straciła 

zupełnie apetyt, toteż zamówiła jedynie zupę grzybową. Spodziewała się, iż 

Max, który rzekomo był tak bardzo głodny, zechce zjeść kolację złożoną z 

trzech dań, ale on poprosił tylko o sałatkę oraz kawę. 

R S

background image

 

- 71 -

- To, co dzisiaj zobaczyłem, dało mi wiele do myślenia i wpadłem na 

pomysł, który chciałbym z tobą przedyskutować, kiedy wrócimy do domu - 

odezwał się Max, kiedy skończyli kolację i uregulowali rachunek. - To znaczy, 

jeśli masz wolny wieczór. 

- Po tym, co zaszło między nami w twoim samochodzie, wiesz chyba, że z 

nikim się nie umówiłam - odparowała. - Odkąd wspomniałam o tym znajomym, 

który śpiewa w restauracji, zachowujesz się co najmniej dziwnie. O co ci cho-

dzi? On nie jest moim chłopakiem, jeśli to masz na myśli. Gdyby było inaczej, 

spędzałabym ten wieczór z nim, a nie z tobą. 

Max wciągnął głęboko powietrze w płuca, po czym gwałtownie wstał. 

- Winien ci jestem wytłumaczenie, ale to nie miejsce na takie rozmowy. 

Chodźmy stąd. 

Znów znaleźli się w samochodzie. Lacey nie miała pojęcia, co Max ma jej 

do powiedzenia, ale intuicja podpowiadała jej, iż powinna się przygotować na 

wszystko. Drogę do Oquirrh Park przebyli w rekordowym czasie, nie odzywając 

się ani słowem. Gdy zatrzymali się przed domem Maxa, Lacey z trudem mogła 

opanować drżenie nóg, tak że idąc do drzwi wejściowych, obawiała się, że 

jeszcze jeden krok, a upadnie. 

Podczas owego pamiętnego przyjęcia w salonie Maxa znajdowało się tyle 

osób, że nie sposób było w pełni docenić talentu dekoratorskiego gospodarza. 

Tego wieczoru Lacey miała okazję przyjrzeć się pięknym orzechowym meblom, 

wiszącym na ścianach grafikom oraz przepastnym skórzanym fotelom. 

- Czego się napijesz? - spytał Max, zdejmując marynarkę i krawat. 

Następnie rozpiął górne guziki koszuli, wyjął spinki z mankietów i podciągnął 

rękawy aż po same łokcie. Te intymne wręcz czynności przyprawiły Lacey o 

przyspieszone bicie serca. 

- Niczego, dziękuję - odparła, siadając w fotelu. 

- Nawet coli? 

- Nie, dziękuję. 

R S

background image

 

- 72 -

- W takim razie zaraz wracam. 

Wyszedł do kuchni, po czym powrócił ze szklaneczką czegoś 

mocniejszego w ręku. 

- Przez kilka dni rozmawiałem z moimi kolegami z ekipy filmowej i 

prowadziłem wstępne rozeznanie - zaczął, stając naprzeciw niej. - Mam dla 

ciebie propozycję. 

Lacey nie miała zielonego pojęcia, czego będzie dotyczyć ta rozmowa, ale 

nigdy by jej nie przyszło do głowy, iż tematem będzie produkcja filmu. 

- Nie bardzo rozumiem - wyznała. 

- Program, którym zajmuje się Lorraine, bardzo mnie zainteresował. Całą 

naszą ekipą postanowiliśmy, że nakręcimy serię filmów dokumentalnych, 

dotyczących jego powstania i rozwoju. Mamy kontakty z największymi 

dystrybutorami, a przede wszystkim z fundacją z ramienia Światowej Organi-

zacji Zdrowia, która nie dość, że da nam pieniądze na przygotowanie filmów, to 

jeszcze pomoże rozpowszechnić je na całym świecie. 

- Mówisz poważnie? - Lacey poderwała się na równe nogi, nie mogąc 

uwierzyć własnym uszom. 

- Jak najbardziej. To bardzo szczytny cel. Nie wiedziałem, jak szczytny, 

dopóki nie zobaczyłem dziś, w jaki sposób George pracował z Rayem. Żaden 

człowiek nie wytrzymałby wielogodzinnego stania przy łóżku chorej osoby i 

zmieniania pędzli, tak jak robiła to ta małpka. To było naprawdę niesłychane. 

- Lorraine będzie uszczęśliwiona. Jesteś pewien, że to się da zrealizować? 

- Tak, ale potrzebna jest nam twoja pomoc - odparł, przyglądając się jej 

uważnie. - Jeśli nie zechcesz z nami współpracować, nie będzie filmu. 

- Wiesz przecież, że zrobię wszystko, co będę mogła - zapewniła, nieco 

zaniepokojona dziwnym tonem jego głosu. 

- Cieszę się, że to mówisz. Drugą część filmu będziemy kręcili na 

Florydzie, gdzie małpy przechodzą etap oswajania z ludźmi. Potrzebujemy 

aktorki, która opowie ich historię. Musi to być ktoś, kto nie tylko dobrze się 

R S

background image

 

- 73 -

prezentuje przed kamerą, ale też potrafi swobodnie wyrażać swe opinie. Jako że 

spełniasz oba warunki, a ponadto jesteś emocjonalnie związana z tym 

programem, wybór padł na ciebie. 

- Co takiego? - wybąkała oszołomiona. 

- Dobrze słyszałaś. - Roześmiał się. - Nie mamy czasu, by poszukać kogoś 

innego, a poza tym i tak nie znaleźlibyśmy nikogo, kto by się bardziej do tego 

nadawał. Chcielibyśmy też sfilmować ciebie i George'a podczas zabawy. Jak 

sama dziś widziałaś, zwierzątko szaleje za tobą, więc nie powinno być z tym 

żadnych problemów. 

- Ale ja nie mogę zostawić swej pracy i pojechać na Florydę - 

zaprotestowała. 

- Nie sądzisz, że już najwyższy czas, żebyś wyjechała na zasłużony urlop 

zamiast w kolejną delegację? 

- Daj spokój, Max. To nie jest temat do żartów - obruszyła się. 

- Zgadzam się z tobą w zupełności. 

- Nawet jeśli uda mi się wyrwać na kilka dni, to i tak nie ma sensu. Nie 

mam zielonego pojęcia o aktorstwie. 

- Wystarczy, że będziesz sobą - zapewnił. - A jeśli nie będziesz czegoś 

wiedziała, możesz zawsze zapytać chłopców z ekipy albo mnie. Ja jestem 

odpowiedzialny za scenariusz. 

Będę nad nim pracować z Lorraine, tak by dobrze przedstawić temat od 

strony merytorycznej. 

Max stanowczo działał zbyt szybko, jak na jej wytrzymałość, ale musiała 

przyznać, iż perspektywa wspólnego wyjazdu szalenie ją pociągała. 

- Tylko że ja nie mam pieniędzy na wyjazd - zmartwiła się. - Ciągle 

jeszcze spłacam pożyczkę, którą zaciągnęłam na samochód. 

- Oczywiście otrzymasz honorarium i pewną sumę na pokrycie 

wszystkich kosztów związanych z podróżą - poinformował Max, po czym 

R S

background image

 

- 74 -

zawahał się przez moment. - Jeśli jednak twoje życie osobiste nie pozwala ci 

podjąć się tego zadania, nie będziemy cię naciskać i zarzucimy ten projekt. 

To powiedziawszy, sięgnął po swego drinka i jednym haustem opróżnił 

szklaneczkę. 

- Dlaczego uparłeś się, żeby widzieć mnie w jak najgorszym świetle? - 

wybuchła Lacey, która miała już serdecznie dość tych insynuacji. - Pracuję tak 

samo, jak ty. Podobnie jak ty, mam pewne zobowiązania. Dlaczego ciągle 

sugerujesz, że mam jakieś życie osobiste godne potępienia? 

- Nie nazwałbym go godnym potępienia. - Max uniósł brwi. - Powiedzmy, 

że po prostu stale potrzebujesz zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Nawet 

nie mogłem wymienić nazwy restauracji, żebyś natychmiast nie wspomniała o 

jakimś mężczyźnie, który tam na ciebie czeka... Potrafię zrozumieć, że byłoby ci 

trudno rozstać się z twoimi adoratorami, choćby na krótki czas, zwłaszcza że 

pojechałabyś na Florydę w towarzystwie kogoś, kto cię przejrzał na wylot. 

- Jak śmiesz mówić mi takie rzeczy? - żachnęła się. - Jakim prawem mnie 

osądzasz? 

Zarumieniona z gniewu odwróciła się na pięcie i ruszyła ku drzwiom z 

zamiarem jak najszybszego opuszczenia jego mieszkania, ale zdołała jedynie 

dotrzeć do kuchni. 

- Ponieważ to prawda - wycedził przez zęby Max, chwytając ją za 

ramiona. - Po co zaprzeczasz? Przecież o każdej porze dnia i nocy można u 

ciebie spotkać różnych mężczyzn. Przypuszczam, że jesteś od nich uzależniona i 

powinienem mieć dla ciebie więcej współczucia, bo to poważny problem. Być 

może ten tydzień na Florydzie mógłby cię uzdrowić. 

- Jesteś stuknięty, wiesz? - Lacey wyszarpnęła się z jego uścisku. 

- W takim razie udowodnij mi, że nie mam racji i jedź z nami na Florydę - 

rzucił wyzwanie. - Pokaż, że potrafisz żyć bez tabunów mężczyzn wokół ciebie. 

Może uda ci się mnie przekonać. 

R S

background image

 

- 75 -

W pierwszej chwili miała ochotę wyjść, nie oglądając się za siebie, ale z 

pewnością tego spodziewał się po niej Max. Potem mógłby ją obwiniać o 

przedkładanie swych własnych zachcianek nad dobro setek ludzi, którym 

program Lorraine pomógłby odmienić życie. 

Dlaczego przyszło mu do głowy, że ona nie umie żyć bez towarzystwa 

mężczyzn? Czyżby ktoś naopowiadał mu jakichś bzdur na jej temat? A może 

generalnie nie ufał kobietom? 

W każdym razie Lacey miała już dość wiecznych oskarżeń, wysuwanych 

mniej lub bardziej otwarcie. Pozostawały dwa wyjścia: albo odejść, albo podjąć 

wyzwanie. Tylko czy była wystarczająco silna, by stawić mu czoło? 

Musiała przyznać sama przed sobą, że zależało jej na tym, co sądzi o niej 

Max. Co więcej, była w nim zakochana po uszy. Nie mogła ryzykować, że 

utraci go na zawsze, nie podejmując ostatecznej próby dotarcia do prawdziwej 

przyczyny, dla której był tak podejrzliwy w stosunku do niej. 

- Dobrze, zrobię nawet więcej, Max - odezwała się po dłuższej chwili. - 

Już od tej chwili zrezygnuję z towarzystwa mężczyzn, pod warunkiem, że ty 

zrezygnujesz z towarzystwa kobiet. Cały wolny czas będziemy spędzać razem. 

Jego dłonie, które wciąż spoczywały na jej ramionach, zacisnęły się 

mocniej. 

- Mówisz poważnie? - upewnił się. 

- Jak najbardziej. - Kiwnęła głową. - Zanim wyjedziemy na Florydę, 

będziemy spędzać ze sobą każdą wolną minutę. Ty pomożesz mi przygotować 

się do roli w filmie, a ja będę przygotowywała posiłki. Jako że nigdy jeszcze nie 

byłam w tak dalekiej podróży, będę potrzebowała twojej rady co do 

niezbędnych zakupów. W ten sposób będziesz mnie miał cały czas na oku, więc 

przekonasz się, że dotrzymuję umowy. 

Przez chwilę wpatrywał się intensywnie w jej zielone oczy. 

R S

background image

 

- 76 -

- Jedynym sposobem, abym upewnił się, że faktycznie dotrzymujesz 

zobowiązania, jest zamieszkanie pod jednym dachem. W takim razie dziś 

wieczorem wprowadzę się do ciebie. 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Przez chwilę Lacey zdawało się, że wszystko wiruje wokół niej. 

- Ale... źle mnie zrozumiałeś - jęknęła oszołomiona. 

- Nie sądzę. Zaproponowałaś właśnie, żebyśmy spędzali razem cały 

wolny czas. Czyli dniem i nocą. Moja stała obecność położy kres planom 

niektórych osób i o to właśnie chodzi - odparł Max. 

Poczuła dziwny ucisk w gardle. O, nie, bez względu na to, jak bardzo 

chciałaby pomóc Lorraine ani też jak bardzo pragnie miłości Maxa, nie zgodzi 

się pójść z nim do łóżka. W jej pojęciu ten rodzaj bliskości zarezerwowany jest 

tylko i wyłącznie dla małżonków. 

- Posłuchaj, jeśli naprawdę chcesz u mnie zamieszkać, powinniśmy ustalić 

od razu, kto gdzie będzie spać - odezwała się po chwili, starannie unikając jego 

wzroku. 

- Jak ci już powiedziałem, jesteś naprawdę bardzo kusząca, ale uważam, 

że powinniśmy przez jakiś czas praktykować abstynencję w tym względzie. - 

Uśmiechnął się lekko. - Proponuję, żebyś ty spała w swoim łóżku, a ja zadowolę 

się kanapą. 

To, co w tej chwili odczuwała było mieszaniną ulgi i zdziwienia. 

Wyglądało na to, iż Max istotnie chciał ją kompletnie zreformować. Nie 

wiedział tylko o tym, że ona również zaplanowała pewne reformy, nawet jeśli 

miała przeprowadzić je za cenę sprzeniewierzenia się jednej ze swych zasad i 

zamieszkania z mężczyzną przed ślubem. 

- Kiedy więc zamierzasz się wprowadzić? - zapytała, przybierając 

beztroski ton. 

R S

background image

 

- 77 -

- Natychmiast. 

- Ale... 

- Nie ma żadnego ale - przerwał jej. - Tylko wezmę kilka 

najpotrzebniejszych rzeczy i możemy iść do ciebie. Od tej pory twój dom będzie 

moim domem. 

Pochyliwszy się, pocałował zaskoczoną Lacey w usta i wyszedł z kuchni. 

- Skończyła mi się pasta do zębów - zawołał z korytarza. - Będę musiał 

używać twojej, dopóki nie kupię sobie nowej tubki. 

Kiedy to mówił, Lacey zastanawiała się, czy aby nie śni. Nie wierzyła, że 

mogła przystać na tak szalony pomysł, a w dodatku coś podpowiadało jej, iż 

pewnego dnia może żałować tej decyzji. Jednak gdy Max pojawił się ponownie 

w kuchni i przygarnął ją do siebie, by złożyć na jej ustach kolejny pocałunek, 

stwierdziła, że nie potrafi się mu oprzeć. 

Ledwo weszli do jej mieszkania, a telefon zaczął dzwonić jak szalony. 

- Ja odbiorę - rzucił Max i podniósł słuchawkę, zanim Lacey zdążyła 

zareagować. Oschły ton, jakim powiedział „halo", zniechęciłby każdego, kto 

ośmielił się telefonować o tak późnej porze. Jak się okazało, osobą tą był Greg. 

Max mruknął coś zupełnie już lodowatym głosem, po czym odłożył słuchawkę i 

posłał Lacey oskarżycielskie spojrzenie. 

- To był Greg - poinformował. - Powiedział, że zadzwoni rano. O ile 

pamiętam, mówiłaś, że on ma narzeczoną. 

- Bo ma. Mieli się pobrać na Boże Narodzenie, ale pokłócili się - 

wyjaśniła. - Mam ciągle nadzieję, że się pogodzą. 

- Ciekawe, jak mają to zrobić, skoro on wydzwania do ciebie tak późno w 

nocy? 

- Nic nie rozumiesz - westchnęła. - Valerie, Greg i ja wychowywaliśmy 

się razem, on jest dla mnie jak brat. Moi rodzice zaopiekowali się nim, gdy jego 

mama zmarła, a ojciec wyjechał do Nowego Jorku. Jesteśmy po prostu 

R S

background image

 

- 78 -

przyjaciółmi, odwiedza mnie równie często, jak Valerie, tylko ta jego złamana 

noga sprawiła, że widywaliśmy się ostatnio codziennie. 

- Ale, jak widać, nie jestem jedyną osobą, która ma co do tego 

wątpliwości - zauważył Max. 

Ponieważ podjął kwestię, która faktycznie doprowadziła do konfliktu 

między Gregiem i jego narzeczoną, Lacey postanowiła nie ciągnąć tej dyskusji. 

- Przynajmniej nie próbujesz zaprzeczać - skomentował jej milczenie. - W 

takim razie dobrze się składa, że będę teraz stale w pobliżu. Jeśli Greg nie 

nauczy się polegać wyłącznie na swojej narzeczonej, nie ma sensu, aby się z nią 

w ogóle żenił. 

- Masz rację - przyznała zupełnie szczerze. Max uniósł brwi ze zdumienia. 

- No, no, to już prawdziwy postęp. Dobrze, nie wiem, jak ty, ale ja jestem 

śmiertelnie zmęczony. Zadzwonię jeszcze tylko do Jeffa, żeby zaczynał 

przygotowania i idę spać. 

Uradowana, że przez kilka najbliższych minut będzie zajęty, Lacey 

przebrała się w koszulę nocną i narzuciwszy szlafrok, poszła szukać 

zapasowych koców i poduszek. Gdy skończył rozmowę, jego łóżko było już 

posłane. Robiła to już wiele razy dla Grega, ale tym razem czuła się zupełnie 

inaczej. Jakby jej fantazje stały się rzeczywistością. 

- Zapomnij o tym - oznajmił Max, gdy wszedł do salonu i ujrzał, jak 

Lacey uklepuje jego poduszkę. 

Rzuciła ją natychmiast, przekonana, że on ma jakiś radar, który 

bezbłędnie odczytuje jej myśli. 

- Na wypadek gdybyś chciał wiedzieć, wstaję codziennie o szóstej rano, 

by przygotować się do pracy - poinformowała, zarumieniona po same uszy. 

- A ja śpię do dziesiątej. O której wracasz do domu? 

- Różnie, ale generalnie około czwartej. 

W tym momencie Max zaczął rozpinać koszulę. Lacey uciekła w bok ze 

spojrzeniem, na co on uśmiechnął się ironicznie. 

R S

background image

 

- 79 -

- Ja wychodzę do rozgłośni o drugiej po południu. Czyli od osiemnastej 

trzydzieści aż do momentu, gdy pójdziemy spać, będziemy spędzać czas 

wspólnie. Mam wolne w niedzielę i poniedziałek, a skoro jutro jest niedziela, to 

możemy pospać dłużej i zjeść spokojnie razem śniadanie. 

- Może ty się wyśpisz, ale ja muszę wcześnie wstać, żeby przygotować się 

do lekcji w szkółce niedzielnej. Wychodzę do kościoła o wpół do dziesiątej i 

zwykle nie wracam przed dwunastą. 

- W takim razie wstanę razem z tobą - zaofiarował się. - Zjemy wspólnie 

śniadanie i pójdziemy do kościoła. 

Lacey posłała mu zdumione spojrzenie. Jakoś trudno jej było wyobrazić 

sobie Maxa w kościele. Najwyraźniej nie wierzył, że naprawdę uczy w szkółce 

niedzielnej. 

- Zgoda - mruknęła. 

- Mogę nawet zrobić nasze pierwsze wspólne śniadanie, żebyś spokojnie 

zajęła się przygotowaniem lekcji - zaproponował, uśmiechając się czarująco. 

- W takim razie do zobaczenia rano. 

- Śpij dobrze. - W jego niebieskich oczach widać było szelmowskie 

błyski. 

- Ty też - odparła i wyszła z salonu. 

Zamknąwszy za sobą drzwi sypialni, podeszła do nocnego stolika, by 

zatelefonować do Grega i wyjaśnić mu, dlaczego nie powinien od tej pory 

odwiedzać jej lub dzwonić, gdy tylko przyjdzie mu na to ochota. Gdy jednak 

podniosła słuchawkę, okazało się, iż nie ma sygnału. Parę razy przycisnęła 

widełki, ale nic to nie dało, doszła więc do wniosku, iż Max wyłączył główny 

aparat, który znajdował się w kuchni. Ale po co miałby to robić? 

Odczekawszy pół godziny, by upewnić się, że na pewno już zasnął, 

wymknęła się do kuchni. Aby się tam dostać, musiała przejść przez salon, na 

szczęście Max nie odezwał się ani słowem, gdy przeszła obok niego na palcach. 

R S

background image

 

- 80 -

- Bardzo mi to pochlebia, że chciałabyś się znaleźć dziś w moim łóżku, 

ale ustaliliśmy reguły gry i nie możemy ich zmieniać - usłyszała, kiedy już 

stanęła w progu kuchni. 

- Chciałam sobie zrobić kakao - odparła tonem pełnym wyższości. 

- Jeśli się nigdy nie próbowało wyrzekać przyjemności, na pewno 

początki są trudne - ciągnął, jakby nie słyszał, co powiedziała. - Właściwie sam 

bym się chętnie napił czegoś ciepłego. 

Chwilę później stał za nią w szlafroku narzuconym na pasiastą piżamę. 

Jęknęła z rozpaczy, gdy wszedł za nią do kuchni i włączył światło. Teraz będzie 

musiała przygotować kakao, choć wcale nie miała na nie ochoty. Mimochodem 

zerknęła na telefon. 

- Zgadza się - skomentował, podążając wzrokiem za jej spojrzeniem. - 

Wyłączyłem go, żeby nikt nie przeszkadzał nam porządnie się wyspać. 

- Rozmyśliłam się co do tego kakao - oznajmiła Lacey, poprawiając 

opadający jej na czoło kosmyk. Wspólne siedzenie w kuchni w samym środku 

nocy stanowczo źle wpływało na jej nerwy. 

- Miałem nadzieję, że to powiesz. - Na jego twarzy pojawił się drwiący 

uśmiech. - Połknij ze dwie aspiryny, powinny pomóc ci zasnąć. Działają 

uspokajająco. 

- Dziękuję, doktorze Jarvis - prychnęła. - Dobranoc. Jego wesoły śmiech 

odprowadził ją do drzwi sypialni. 

Usłyszawszy dzwonek do drzwi, Lacey pomyślała, że na pewno jej się to 

śni i przykryła się szczelniej kołdrą. Dzwonek jednak nadal brzęczał uparcie, 

więc w końcu podniosła głowę, by zerknąć na zegarek. Było wpół do ósmej. Kto 

mógł przyjść tak wcześnie w niedzielny poranek? Wstała z łóżka, narzuciła 

szlafrok i poszła otworzyć drzwi. Max oczywiście też słyszał dzwonek, gdyż był 

już w holu. 

Jak się okazało, za drzwiami stał Greg, a na jego twarzy malowało się 

kompletne zaskoczenie. Nic dziwnego, pierwszy do drzwi dotarł Max. Lacey 

R S

background image

 

- 81 -

miała nadzieję, że zdąży porozmawiać ze swym przyjacielem, zanim coś takiego 

się stanie, ale było już za późno. 

- Och, Greg. Widzę, że całkiem nieźle już chodzisz - powitał go Max. - 

Co możemy dla ciebie zrobić? 

Greg spojrzał na Lacey, która stała za plecami Maxa. 

- Nie... nie chciałem przeszkadzać... - wybąkał. - Zadzwoń, kiedy 

będziesz miała chwilę czasu. 

- Już wstaliśmy - poinformował Max, pogarszając jeszcze sytuację. - 

Może jednak wejdziesz i porozmawiasz z Lacey, bo później będziemy raczej 

zajęci. 

- Och, to może poczekać. - Greg machnął ręką. 

- Zresztą, cokolwiek masz do powiedzenia Lacey, możesz powiedzieć 

nam obojgu - ciągnął Max, posyłając jej gorące spojrzenie, po czym objął ją i 

przyciągnął do siebie. - Mieszkamy teraz razem. 

Słysząc to, Greg zbladł jak ściana. Nic dziwnego, wiedział przecież, w 

jaki sposób była wychowana i że kierowała się żelaznymi zasadami. Lacey nie 

mogła jednak pojąć, skąd na jego twarzy wziął się ten wyraz bólu.  

Max zdawał się to rozumieć, o czym świadczyła jego mina wyraźnie jej 

sygnalizująca: „A nie mówiłem"? 

- Greg, przepraszam, ale nie miałam okazji ci o tym powiedzieć - 

tłumaczyła się. - Może wpadłbyś do nas na kolację w tym tygodniu? 

- Nie, dzięki - mruknął. 

- Myślę, że to świetny pomysł - ożywił się Max. - Bardzo chciałbym 

poznać cię bliżej. Lacey twierdzi, że jesteście jak rodzina. A może 

przyprowadzisz ze sobą narzeczoną? Moglibyśmy obejrzeć film, który 

nakręciłem razem z moimi przyjaciółmi w dorzeczu Amazonki. Bylibyście 

moimi pierwszymi recenzentami. 

- Przyjdź - prosiła Lacey. Miała nadzieję, że uda jej się wytłumaczyć 

Gregowi całą tę sytuację. - Może jutro wieczorem? 

R S

background image

 

- 82 -

- Świetnie, jutro mam wolne - wpadł jej w słowo Max. - Umówmy się na 

siódmą wieczorem. Wrócisz już wtedy z pracy, prawda, kochanie? - Cmoknął ją 

w szyję. 

Zachowywał się, jakby nie wprowadził się poprzedniego wieczoru, ale 

mieszkał u niej od lat. Do czego on zmierzał? 

- Zapytam Annette - wybąkał Greg. 

- Koniecznie - ucieszył się Max. - Zadzwoń potem do nas, na pewno ktoś 

będzie w domu. 

Greg mruknął niewyraźnie coś na pożegnanie i poszedł. Max zamknął za 

nim drzwi, po czym odwrócił się do Lacey z triumfalnym uśmiechem na ustach. 

- Twój przyjaciel już od dawna potrzebował takiego wstrząsu - 

oświadczył. - Właściwie nawet mi go szkoda, ale chyba wreszcie do niego 

dotarło, że powinien przemyśleć parę spraw. 

Lacey przyznała mu w duchu rację, ale nie bardzo mogła się skupić na 

tym, co mówił, ponieważ rozpraszał ją widok jego nagich szerokich ramion. 

Jego włosy były w lekkim nieładzie i z trudem opanowała chęć wygładzenia ich. 

- Patrzenie na mnie w ten sposób nic nie da. - Uśmiechnął się łobuzersko. 

- Nawet jeśli byłbym skłonny się zgodzić, masz do przygotowania lekcję, 

zapomniałaś? 

Faktycznie, zupełnie o tym zapomniała. Zarumieniona ze wstydu, bez 

słowa poszła do łazienki. Pół godziny później weszła do kuchni, ubrana w prostą 

spódnicę, białą bluzkę oraz kamizelkę. Pachniało smakowicie smażonym 

bekonem. 

- Masz ochotę na jajecznicę? - Max rzucił przez ramię.  

Najwyraźniej czuł się u niej jak u siebie w domu, co nie było takie 

dziwne, jeśli się wzięło pod uwagę, iż ich mieszkania były identyczne. 

- Owszem. - Kiwnęła głową. 

R S

background image

 

- 83 -

Ku jej zaskoczeniu, stół był przygotowany do śniadania. Max zdążył już 

wycisnąć sok z pomarańczy i przyrządzić tosty cynamonowe. Widać było od 

razu, iż umiał o siebie zadbać. 

Po raz już chyba setny zaczęła się zastanawiać, jak to się stało, że nigdy 

się nie ożenił. Ich wspólne zamieszkanie nie było pewnie dla niego znaczącym 

krokiem, choć ona przywiązywała do tej decyzji ogromną wagę. W głębi duszy 

liczyła na to, iż zdoła przekonać go co do swej niewinności, ale tak naprawdę 

musiałby się zdarzyć cud, aby Max zmienił swe uczucia do niej. 

- Jedzenie powinno poprawić ci nastrój. - Postawił przed nią talerz z 

jajecznicą na bekonie, po czym usiadł naprzeciwko i zajął się swoim 

śniadaniem. 

- To jest pyszne - wymruczała Lacey kilka minut później. - Dziękuję. Od 

lat nikt mi nie robił śniadania. 

- Wcale się nie dziwię - skomentował, spoglądając na nią spod 

półprzymkniętych powiek. - Jedzenie musi być ostatnią rzeczą, którą ma na 

myśli mężczyzna, budzący się u twego boku. 

Lacey zarumieniła się po same uszy, słysząc jego komplement. Aby ukryć 

jakoś swe zażenowanie, jednym haustem wypiła całą szklankę soku. 

- Idę przygotować lekcję - oznajmiła, wstając od stołu. - Nie zmywaj, 

zrobię to po powrocie z kościoła. 

- Zdążę chyba posprzątać i przygotować się do wyjścia. - Uśmiechnął się. 

Podziękowawszy jeszcze raz za śniadanie, wyszła z kuchni. Wyjęła z 

regału materiały do lekcji i ledwo zdążyła je przejrzeć, a już Max stał w 

drzwiach, by oznajmić, że czas wychodzić. Najwyraźniej zdążył zajrzeć do 

swego mieszkania, gdyż teraz miał na sobie grafitowy garnitur oraz jasnoszarą 

koszulę. Wyglądał tak fantastycznie, że Lacey z trudem mogła oderwać do 

niego wzrok. 

Kościół, do którego uczęszczała, usytuowany był w pobliżu uniwersytetu, 

dosłownie kilka kroków od osiedla, na którym niegdyś mieszkała wraz z 

R S

background image

 

- 84 -

rodzicami. Odkąd pamiętała, jej rodzina należała do tej niewielkiej parafii, 

której wszyscy członkowie znali się dobrze.  

Już sobie wyobrażała te zaciekawione spojrzenia, jakie powitają ją i 

Maxa, zwłaszcza iż przychodziła tam tylko w towarzystwie rodziny, no i Grega. 

Zaproponowała, by Max udał się na spotkanie dla dorosłych, ale on 

nalegał, że chce zobaczyć ją w roli nauczycielki. Z uśmiechem oznajmiła mu, iż 

może pożałować tej decyzji i poprowadziła go do sali, w której już czekało 

jedenaścioro rozgadanych czterolatków. Dzieci oczywiście od razu chciały się 

dowiedzieć wszystkiego na jego temat. Czy jest mężem pani nauczycielki? A 

kiedy będą mieli dzidziusia? 

Ku zdumieniu Lacey, Max świetnie poradził sobie z maluchami. 

Wystarczyło jego jedno słowo, by usiadły grzecznie i z zaciekawieniem 

przysłuchiwały się lekcji, której tematem była wdzięczność Bogu za Jego dary. 

Gdy nadszedł czas kolorowania przygotowanych przez Lacey obrazków, Max 

usiadł na podłodze wraz z dziećmi i pomagał im w doborze odpowiednich 

kredek. Byłby idealnym ojcem, pomyślała ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem. 

Po zakończeniu lekcji odprowadziła swych podopiecznych do kaplicy, w 

której już czekali ich rodzice. Max ujął ją za rękę i razem usiedli w ławce. 

Znajomi witali ją uśmiechem i skinieniem głowy, zerkając na przystojnego 

mężczyznę, który przybył wraz z nią. Miała dziwne wrażenie, że tak właśnie 

powinno być, że to z Maxem powinna zasiadać tu każdego tygodnia... 

Kiedy wyszli z kościoła, wydawało jej się, że zyskała inne spojrzenie na 

świat, który był teraz bardziej kolorowy i piękniejszy. 

- Lacey, kochanie! Zaczekaj chwilkę. Czy to twój nowy chłopiec? - 

usłyszeli za plecami czyjś głos. Była to pani Taggert. 

Lacey uściskała serdecznie starszą panią. 

- To jest Max Jarvis - przedstawiła. - Max, poznaj panią Taggert, 

przyjaciółkę moich rodziców. 

Pani Taggert aż cmoknęła z radości. 

R S

background image

 

- 85 -

- Wiem, kim pan jest - oznajmiła. - Nie opuściłam ani jednej pańskiej 

audycji. Widzę już coraz gorzej, więc zamiast oglądać telewizję, dużo słucham 

radia. 

- Miło mi słyszeć, że lubi pani Radio Talk - uśmiechnął się Max. 

- Lubię, odkąd pan w nim pracuje. Już dawno powinni byli zatrudnić 

kogoś, kto pochodzi z innego stanu niż Utah. Ciekawie jest posłuchać kogoś, kto 

wyrósł w innym środowisku. 

Max rzucił Lacey triumfujące spojrzenie. Uśmiechnęła się w odpowiedzi. 

Kolejna ze znanych jej osób nieświadomie stanęła po stronie Maxa w ich 

odwiecznym sporze na temat przybyszów z innych stanów. 

- Lubię Utah - wyznał, zwracając się do starszej pani. - Szczerze mówiąc, 

zastanawiałem się nad osiedleniem się tu na stałe. 

Swą wypowiedzią zaskoczył Lacey, nie wiedziała bowiem, że jego pobyt 

w Salt Lake City był jedynie czasowy. 

- Cóż, jak to ostatnio powiedział w radiu pan Prentiss, najpiękniejsze 

dziewczyny na świecie rodzą się właśnie w Utah - powiedziała z uśmiechem 

pani Taggert. 

- Mieszkałem już w wielu częściach świata i muszę przyznać pani 

całkowitą rację. 

- Coś ci powiem - mruknęła starsza pani, biorąc Lacey pod rękę. - 

Stanowczo wolę go od Grega. 

Choć mówiła to szeptem, Max i tak wszystko usłyszał. Od Grega? Czyżby 

wszyscy poza nią samą sądzili, iż Greg i ona to para? Przecież to absurd. 

- Miło było znów panią zobaczyć, pani Taggert - odrzekła Lacey, 

postanawiając nie komentować uwagi starszej pani. - Niestety, musimy już iść. 

- Zaczynam coraz bardziej rozumieć, dlaczego narzeczona Grega zerwała 

zaręczyny - oświadczył Max, kiedy znaleźli się w samochodzie. 

R S

background image

 

- 86 -

- Pani Taggert zawsze uważała, że Greg ożeni się z Valerie lub ze mną - 

wyjaśniła Lacey. - Nie potrafiła pojąć, że Greg jest dla nas jak brat i na tym 

koniec. 

- Może ty tak czujesz, ale Greg wyraźnie ma problem - nie dawał za 

wygraną. 

- Czy nie moglibyśmy wreszcie przestać o nim mówić? - zirytowała się. 

- Nie złość się na mnie tylko dlatego, że każdy oprócz ciebie wie, iż Greg 

się w tobie kocha - zwrócił jej uwagę Max. - Zdaje się, że przydałaby ci się 

zmiana otoczenia. Może byśmy tak pojechali w góry? Obiad zjemy gdzieś po 

drodze, dobrze? Twoja lekcja nastroiła mnie do wdzięczności Bogu za 

wszystkie Jego dary - wyznał, kładąc specjalny nacisk na wyraz „wszystkie". 

Uradowana jego słowami Lacey ochoczo przystała na tę propozycję i 

wygodnie usadowiwszy się w fotelu, wyjrzała przez okno, rozmyślając o 

fantastycznym mężczyźnie, siedzącym obok niej. 

Dwie godziny później, rozleniwieni po sutym posiłku, zakończonym 

plackiem z truskawkami, wsłuchiwali się w szum górskiego potoku. Max leżał 

wyciągnięty rozkosznie na trawie, Lacey zaś stała nad nim i przypatrywała się, 

jak promienie słoneczne igrają w jego gęstych ciemnych włosach. 

- Znasz już historię mojej znajomości z Perrym, może więc zdradzisz mi 

powód, dla którego nigdy się nie ożeniłeś? - zadała pytanie, które już od dawna 

cisnęło jej się na usta. Nie odpowiedział. 

- Max? - ponagliła, sądząc, że nie dosłyszał, co powiedziała. 

- Było kilka kobiet w moim życiu, ale nigdy mi nie przyszło do głowy, by 

się z którąś z nich ożenić - odparł po chwili. 

- Czy mieszkałeś z którąś? 

- Nie. Tylko tobie przypadło w udziale to wyróżnienie. Jej serce 

zatrzymało się na moment. 

- Czy chcesz przez to powiedzieć - brnęła dalej - że należysz do tych kilku 

procent mężczyzn, którzy nie mają ochoty z nikim się wiązać na stałe? 

R S

background image

 

- 87 -

- Nie. Gdyby tak było, nie zamieszkałbym z tobą.  

Zanim zdążyła się zorientować, pociągnął ją za rękę, tak że wylądowała 

na nim, a on zaczął okrywać jej twarz delikatnymi pocałunkami. 

- Ale wiesz, o co mi chodzi - wysapała, gdy pozwolił jej odetchnąć. 

- Małżeństwo nie jest dobre dla wszystkich - stwierdził, ściskając ją 

mocno za ramiona. - Moi rodzice są tego idealnym przykładem, ale nie mam 

ochoty rozmawiać teraz o nich ani o ich rozwodzie. Wolę raczej smakować twe 

truskawkowe usta. Chyba się od nich uzależniłem. - Puścił perskie oko i 

natychmiast zaczął wprowadzać swe słowa w czyn. 

Lacey, zadowolona, że wydobyła z niego choć tyle informacji, nie 

zamierzała wcale protestować. Wtuliła się tylko mocniej w jego ramiona i 

rozkoszowała się pocałunkami, zapachem i dotykiem mężczyzny, którego 

pragnęła całym sercem i ciałem. 

Pierwszy opamiętał się Max i z czarującym uśmiechem odsunął ją lekko 

od siebie, po czym pomógł jej wstać. 

- Wszystko co dobre musi się skończyć - wyszeptał, cmokając ją w szyję. 

- Poza tym słońce już zachodzi i robi się chłodno. 

Sięgnął po koc oraz jej kamizelkę, która nie wiadomo kiedy zsunęła się z 

jej ramion. Mocno objęci, pomaszerowali w kierunku samochodu. 

- Górski krajobraz jest niesamowity - westchnęła Lacey, szczęśliwa, jak 

nigdy dotąd. 

Max pomógł jej wsiąść do auta, po czym pochylił się i pocałował ją w 

usta, jak gdyby nie mógł się powstrzymać. 

- To twoje oczy są niesamowite - wymruczał. - Piękne i tajemnicze. 

Kiedy tylko weszli do domu, telefon zaczął dzwonić jak opętany. Max 

sięgnął po słuchawkę. 

- To Cameron Morgan - poinformował, patrząc na Lacey podejrzliwie. - 

Jest w sklepie za rogiem i pyta, czy mógłby wpaść na chwilę, bo ma jakiś nowy 

problem z dokumentami. 

R S

background image

 

- 88 -

- Pozwól mi z nim porozmawiać - poprosiła. 

Max podał jej słuchawkę, ale nie ruszył się ani na krok. Odwróciła się 

tyłem do niego, by móc się skoncentrować. Kiedy wreszcie skończyła rozmowę, 

odłożył za nią słuchawkę. Z wyrazu jego twarzy mogła bez trudu 

wywnioskować, iż jest niezadowolony. Nie chciała, by coś zepsuło im atmosferę 

tego dnia. 

- Zanim zaczniesz się denerwować - powiedziała, nim on zdążył otworzyć 

usta - pozwól, że coś ci wyjaśnię. Bez takich klientów, jak Cameron, nie 

udałoby mi się związać końca z końcem. Czasem się zdarza, że muszę pracować 

w domu i to o różnych porach. Wiem, mamy umowę, ale proszę, wyklucz z niej 

tych, którzy zatrudniają mnie dorywczo, bo w przeciwnym razie możesz zepsuć 

to, nad czym pracowałam przed kilka lat. 

Kiedy to mówiła, Max wpatrywał się intensywnie w jej usta. W końcu 

ujął jej zarumienioną twarz w obydwie ręce. 

- Teraz ty wyciągasz pochopnie wnioski. Mimo że przez cały dzień 

miałem cię dla siebie, nadal nie mam ochoty dzielić się tobą z nikim, ale jakoś 

się tego nauczę, pod warunkiem, że gdy tylko zechcę, będę mógł zrobić to. - 

Pochylił się i złożył na jej spragnionych ustach długi, namiętny pocałunek, który 

sprawił, że zabrakło jej tchu, a wszystko dookoła zaczęło wirować. 

Jak zwykle to on odsunął się pierwszy, co zawstydziło Lacey, która 

pragnęła, by ten pocałunek trwał wiecznie. 

- Obiecuję, że będę się zachowywał wzorowo, kiedy przyjdzie Cameron. - 

Uśmiechnął się. 

- Cameron! - zawołała Lacey, przypomniawszy sobie, że za chwilę będą 

mieli gościa. - Muszę przygotować potrzebne dokumenty. 

- Czy mogę ci jakoś pomóc? 

- Nie wchodź do kuchni, kiedy będę z Cameronem pracować - poprosiła, 

wiedząc, iż w jego obecności nie będzie w stanie się skupić. 

R S

background image

 

- 89 -

Pobiegła do swego pokoju po teczkę z dokumentami. Gdy kładła ją na 

stole kuchennym, usłyszała dzwonek do drzwi. Max poszedł otworzyć. Zanim 

on i Cameron zdążyli dojść do kuchni, byli już pogrążeni w dyskusji na jakiś 

temat, toteż kiedy Max oznajmił, że wychodzi do salonu, Cameron poprosił go, 

by usiadł razem z nimi. Lacey nie mogła odmówić Maxowi talentu zjednywania 

sobie ludzi. 

Jak się okazało, problem, z jakim borykał się Cameron, nie był aż tak 

skomplikowany, więc rozwiązanie go nie zajęło im wiele czasu. Gdy więc się z 

nim uporali, Lacey wstała, sądząc, że gość zechce już wyjść, ale Max od razu 

zajął Camerona rozmową i obaj przestali zwracać na nią uwagę. 

Przyzwyczajona do tego, iż Max od dwudziestu czterech godzin 

interesował się tylko i wyłącznie nią, poczuła się odsunięta na boczny tor, toteż 

poszła do salonu i włączyła telewizor. Gdy prosiła, by Max był miły dla jej 

klientów, nie oczekiwała, iż będzie od razu nawiązywał z nimi przyjaźnie. 

Zanim Cameron zebrał się do wyjścia, Lacey już prawie zasypiała na 

kanapie. Max odprowadził gościa do drzwi, po czym przyszedł do salonu i 

wyłączył telewizor. 

- Czas, żebyś się znalazła w swoim łóżku - powiedział, patrząc na nią 

czule. 

- Jeszcze nie - poprosiła. 

- Chodź. - Cmoknąwszy ją w policzek, pochylił się i wziął ją na ręce, by 

zanieść do sypialni. 

- Max... - odezwała się, kiedy ułożył ją na łóżku. Chciała powiedzieć, ile 

znaczył dla niej ten dzień. 

- Śpij, Lacey - przerwał jej drżącym głosem. Zanim zdążyła się 

zorientować, już go nie było. 

 

 

 

R S

background image

 

- 90 -

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Gdy tylko Lacey obudziła się, poczuła kuszący aromat świeżo zaparzonej 

kawy. Sądziła, iż Max, zgodnie z zapowiedzią, będzie spał do dziesiątej, ale 

ucieszyła się, że już wstał, ponieważ była tak zakochana, iż nie chciała tracić ani 

jednej cennej minuty, którą mogła spędzić w jego towarzystwie. Poprzedniego 

wieczoru wykazał niesamowitą wręcz samokontrolę, kładąc ją do łóżka. W 

przeciwieństwie do niej... 

- Dzień dobry - powitał ją olśniewającym uśmiechem, kiedy weszła do 

kuchni. Był ubrany w dżinsy oraz bawełnianą koszulkę i popijając parującą 

kawę, czytał poranną gazetę. - Twoje śniadanie jest w piekarniku. 

- Nie musiałeś zadawać sobie tyle trudu, ale cieszę się, że to zrobiłeś. 

Chciałam z tobą porozmawiać o wczorajszym dniu. 

- Wiem, co chcesz powiedzieć - wpadł jej w słowo, odkładając gazetę. - 

Dla mnie też był to niezapomniany dzień. Niedługo go powtórzymy. 

- Naprawdę? - ucieszyła się. Obdarzył ją iskrzącym spojrzeniem. 

- Chodź tu do mnie, Lacey - poprosił. 

Coś w jego głosie sprawiło, że przebiegł ją rozkoszny dreszczyk. Kiedy 

posłusznie podeszła, posadził ją sobie na kolanach i pocałował długo i 

namiętnie. 

- Mmm, dziś smakujesz miętą - wymruczał jej prosto do ucha. - Jaka 

szkoda, że musisz iść do pracy. - Odsunął ją delikatnie od siebie. 

Zawstydzona, że jak zwykle to on wykazał więcej opanowania, odwróciła 

się i sięgnęła do piekarnika. Wyjęła zeń gorące naleśniki i bekon. Jak tak dalej 

pójdzie, Max rozpuści ją tymi śniadaniami do granic możliwości. 

Wiedziała, że aby jej plan zdobycia go powiódł się, musi przede 

wszystkim zdobyć jego zaufanie. Dlatego, gdy skończyła jeść, sięgnęła po 

kartkę papieru i ołówek. 

R S

background image

 

- 91 -

- Sporządzę listę wszystkich miejsc, w które się dziś wybieram, włącznie 

z numerami telefonów, na wypadek gdybyś chciał się ze mną skontaktować - 

oznajmiła. - Wiem, że być może będziemy mieli dziś wieczorem towarzystwo, 

ale obawiam się, że nie wrócę przed szóstą. Muszę jeszcze zrobić ostatni 

zastrzyk przeciw żółtaczce, zaleciła mi je Lorraine, zanim zaczęłam się 

opiekować George'em. Zapiszę ci telefon do tego lekarza. 

- Nie martw się o Grega i Annette - wtrącił Max. - Jeśli zdecydują się 

przyjść, zajmę się kolacją. Nie będziesz nawet musiała ruszyć palcem po 

powrocie z pracy. 

A więc jej plan najwyraźniej zaczynał przynosić pozytywne efekty. 

W nagłym przypływie czułości podeszła do niego i zarzuciła mu ręce na 

szyję. 

- Dziękuję, że jesteś dla mnie taki dobry - wyszeptała mu do ucha. 

Początkowo nie zrozumiała, dlaczego wstał tak gwałtownie, dopiero gdy 

dostrzegła w jego oczach błysk pożądania, pojęła, iż próbował w ten sposób 

odzyskać kontrolę nad sobą. Świadomość, że nie tylko jej jest ciężko zapanować 

nad sobą, podniosła Lacey na duchu. 

- Jakie masz plany na dzisiaj? - spytała. 

- Za chwilę przychodzi Jeff i będziemy omawiać sprawy organizacyjne, 

związane z kręceniem filmu. 

- Wspaniale - ucieszyła się. - Obiecuję, że pomogę ci na tyle, na ile będę 

mogła. Dzięki tobie mogę choć w części spłacić dług wdzięczności, jaki mam 

wobec Lorraine. 

- Wydaje mi się, że opieka nad George'em była już częściową spłatą tego 

długu - zauważył Max. 

- Masz rację. Teraz muszę zadośćuczynić pewnemu sąsiadowi, któremu 

figle George'a nie dawały zasnąć. 

- Nie powiedziałbym, by George był jedynym sprawcą jego bezsenności. - 

Uniósł brwi do góry. 

R S

background image

 

- 92 -

- W takim razie już pójdę - roześmiała się Lacey, która bynajmniej nie 

chciała wychodzić. Dużo bardziej wolałaby zostać i przez cały dzień bawić się z 

Maxem w dom. 

Najwyraźniej on pragnął tego samego, ponieważ chwycił ją wpół, kiedy 

otwierała tylne drzwi. 

- Chcę buziaka na pożegnanie - oznajmił, odwracając ją twarzą do siebie. 

- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - zażartowała i nadstawiła 

policzek. Jednak nie o taki pocałunek chodziło Maxowi, o czym przekonała się, 

kiedy poczuła jego spragnione wargi na swych ustach. Nie protestowała, gdyż 

sama, rzecz jasna, tęskniła za namiętną pieszczotą jego warg. Zdawało jej się, że 

w jej żyłach krąży nie krew, lecz prawdziwy płomień, który miał przedziwną 

moc topienia w jedno ich dwojga ciał. 

Usłyszała dochodzący skądś przenikliwy dźwięk dzwonka. Max jęknął, 

po czym wypuścił ją z objęć i poszedł otworzyć drzwi frontowe. Ona sama, 

westchnąwszy ciężko, na miękkich nogach powędrowała do samochodu.  

W jej wyobrażeniu buziaki na pożegnanie wyglądały zupełnie inaczej niż 

ów pocałunek, pełen obietnic, które wciąż jeszcze nie mogły być 

wypowiedziane słowami. 

Do południa nie wydarzyło się nic, co mogłoby zakłócić dobry nastrój 

Lacey. Dopiero nie planowana wcześniej wizyta w biurze Grega zepsuła jej 

nieco humor. Będąc w pobliżu, postanowiła wpaść na chwilę i zapytać 

przyjaciela, co słychać u niego i Annette. Tymczasem Greg, bez zbędnych 

wstępów, wygłosił jej kazanie, w którym stanowczo potępił jej decyzję o 

zamieszkaniu z Maxem, po czym bezceremonialnie zapytał, czy kocha tego 

typka. Kiedy Lacey, z wrodzoną sobie szczerością, przyznała, że tak, zamilkł na 

długą chwilę, po czym oznajmił lodowatym tonem, iż nie skorzysta z ich 

zaproszenia na kolację ani teraz, ani w przyszłości. 

Lacey miała ochotę pójść z nim na lunch, ale zdecydowała, że w tej 

sytuacji będzie lepiej, gdy zje sama. Posiliwszy się, powędrowała do biura 

R S

background image

 

- 93 -

kolejnego klienta, gdzie pracowicie spędziła parę następnych godzin. Ostatni 

punkt jej rozkładu dnia, zastrzyk w gabinecie lekarskim, nie trwał na szczęście 

długo i Lacey cieszyła się, iż wkrótce znajdzie się w domu, gdzie czekał na nią 

ukochany mężczyzna. 

Nie umiała sobie wyobrazić, jak mogła kiedyś żyć, nie znając go. Nie 

wiedziała też, jak będzie wyglądało jej życie, jeśli jej plan się nie powiedzie i 

Max odejdzie. Wspominała smak tego pożegnalnego pocałunku, drżąc z 

niecierpliwości w oczekiwaniu na podobne powitanie. 

- Max? - zawołała, wchodząc tylnymi drzwiami. Obiad gotował się na 

kuchence, ale nie było śladu kucharza. Tak bardzo pragnęła go ujrzeć, iż 

rzuciwszy aktówkę na podłogę, pobiegła do salonu, wołając go. 

- Jestem tutaj - mruknął, pochylony nad leżącym na biurku scenariuszem. 

Lacey oczekiwała innego powitania, toteż bardzo ją zaniepokoiła jego 

chłodna reakcja. 

- Było do ciebie kilka telefonów, między innymi od Valerie - 

poinformował. 

- To dziwne. Valerie nigdy nie dzwoni o tej porze dnia. Czy powiedziała, 

co się stało? 

Max podniósł się niespodziewanie i zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. 

W niczym nie przypominał owego namiętnego mężczyzny, który dziewięć 

godzin wcześniej z ociąganiem wypuścił ją z ramion. 

- Zdaje się, że po twej wizycie Greg, niezwykle wytrącony z równowagi, 

zadzwonił do twojej siostry i powiedział jej, że mieszkamy razem. 

Telefonowała, by spytać, czy to prawda. 

Lacey zamknęła oczy z przerażenia. Przed wyjściem do pracy, chcąc 

zaskarbić sobie jego zaufanie, sporządziła listę miejsc, w które się wybierała, a 

już trzy godziny później udowodniła, iż nie należy jej wierzyć. Wiedziała, że 

Max nigdy jej nie wybaczy tego, że nie wspomniała o wizycie u Grega. 

R S

background image

 

- 94 -

Rzecz jasna, Greg nie miał prawa wtrącać się w jej sprawy, zwłaszcza że 

chciała poinformować Valerie o swojej sytuacji, ale dopiero za jakiś czas. Teraz 

zaś wszystko legło w gruzach i mogła winą za to obarczać jedynie siebie. 

- I co jej powiedziałeś? - spytała niepewnym głosem. 

- Nie musiałem nic mówić. Valerie pogratulowała mi, gdy tylko 

podniosłem słuchawkę - wyjaśnił. 

- Pogratulowała ci? - zdumiała się. 

- Okazuje się, że bardzo się martwiła o ciebie po tej historii z Perrym i 

ucieszyła się, gdy się dowiedziała, że wreszcie wyszłaś ze swej skorupy. 

Najwyraźniej jest przekonana o twojej niewinności - dokończył cynicznie. 

Lacey zadrżała, słysząc ten komentarz. Wystarczył jeden błąd, a znów się 

znaleźli w punkcie wyjścia. 

- Max... Ja... pomyślałam, że wpadnę do Grega i spytam, czy przyjdzie do 

nas z Annette. Jego biuro jest tak blisko jednego z moich klientów, że... 

- Czy naprawdę uważałaś, że przyjmie nasze zaproszenie? - Popatrzył na 

nią z niedowierzaniem. 

- Miałam nadzieję, że tak. Zawsze byliśmy przyjaciółmi i nie chciałabym, 

żeby to się skończyło w ten sposób - wyznała smutnym głosem. 

- Twoja siostra aż tak bardzo się tym nie przejmowała. Dała nam swoje 

błogosławieństwo i ucieszyła się, że jedziesz ze mną na Florydę. Prosiła, żebym 

się tobą dobrze opiekował - dodał po chwili wahania. 

- A co ty jej na to odpowiedziałeś? - spytała, unikając jego spojrzenia. 

- Że będę cię strzegł jak oka w głowie. To brzmiało jak najprawdziwsza 

groźba. 

- Myślę, że powinieneś poznać głębszą przyczynę, dla której odwiedziłam 

dziś Grega - stwierdziła po chwili milczenia. 

- Głębszą przyczynę? - powtórzył, unosząc brwi ze zdziwienia. 

Odrzuciwszy wszelkie obawy, podniosła głowę i spojrzała mu prosto w 

oczy. 

R S

background image

 

- 95 -

- Powiedziałam mu, że cię kocham - wyrzuciła z siebie jednym tchem. 

Max na długą chwilę utkwił w niej przenikliwe spojrzenie. 

- Nic dziwnego, że od razu zadzwonił do Valerie - skomentował. 

- Chciałam, żeby wiedział, że nigdy nie zgodziłabym się zamieszkać z 

mężczyzną, którego nie kochałabym ponad wszystko - ciągnęła drżącym 

głosem. - Od samego początku podejrzewał, co czuję, ale dopiero gdy usłyszał 

to na własne uszy, zdecydował się na ten telefon. 

Znów zapanowała pełna napięcia cisza, w której, jak jej się zdawało, Max 

wyszeptał jej imię. W tym momencie zadźwięczał dzwonek do drzwi. 

- To pewnie chłopcy z ekipy - mruknął. 

Lacey miała ochotę głośno wykrzyczeć swe rozczarowanie. Pragnęła 

znaleźć się w jego ramionach, słuchać słodkich miłosnych zaklęć, ale było to 

niemożliwe. 

Najprawdopodobniej, dowiedziawszy się o jej wizycie u Grega, Max 

postanowił zapełnić dom ludźmi, by nie zostać z nią sam na sam. Bez względu 

na to, co mówiła czy robiła, zawsze było źle i straciła już nadzieję, że to się 

zmieni. Wyznanie swych uczuć było chyba najgorszym błędem, jaki mogła 

popełnić, ponieważ dawało Maxowi przewagę nad nią. 

- Muszę pójść się odświeżyć - powiedziała cicho, po czym szybko wyszła 

z pokoju. 

On jednak podążył za nią, ignorując głośne stukanie do drzwi. 

- Posłuchaj, cokolwiek sobie teraz myślisz, nie masz racji, ale 

porozmawiamy o tym później - odezwał się tuż za jej plecami. - Chciałem cię 

jeszcze uprzedzić, że zaprosiłem również Lorraine. 

O nie, tylko nie Lorraine, jęknęła w duchu. Chciała najpierw wyjaśnić 

przyjaciółce sytuację, która doprowadziła do ich decyzji o wspólnym 

zamieszkaniu, a w ten sposób Max odebrał jej tę możliwość.  

Wiedziała wprawdzie, że Lorraine nie pozwoli sobie na żaden komentarz 

w tej sprawie, ale nie zmieniało to faktu, iż czuła się niezręcznie. 

R S

background image

 

- 96 -

Gdy pięć minut później weszła do kuchni, Max właśnie przedstawiał 

Lorraine swoich kolegów, po czym przeszedł do omówienia pomysłów, 

dotyczących scenariusza. Gdy wszyscy jedli kolację, głos zabrała Lorraine i 

zapoznała ekipę z podstawowymi informacjami na temat programu rehabilitacji, 

a także przedstawiła swoje sugestie. Lacey usiłowała się skoncentrować, ale nie 

umiała przestać myśleć o tym, że gdy wszyscy wyjdą, ona zostanie sama z 

Maxem i usłyszy... Właśnie, co? Nie wiedziała, czego tym razem ma się spo-

dziewać. 

Prócz ról związanych z samym kręceniem filmu, każdy miał przydzielone 

jakieś dodatkowe zadanie. Dopiero teraz Lacey zrozumiała, jak wielkim 

przedsięwzięciem jest przygotowanie takiego dokumentu. Pewna była, iż nie 

podoła roli, która przypadła jej w udziale, toteż zaproponowała, by Lorraine 

wystąpiła zamiast niej. Przyjaciółka uśmiała się serdecznie z jej pomysłu i 

wyjaśniła, iż nie mogłaby w tej chwili opuścić George'a, który właśnie 

rozpoczynał proces zaznajamiania się ze swym pierwszym pacjentem. Poza tym 

Lorraine, podobnie jak reszta ekipy, uważała, że Lacey świetnie sobie poradzi z 

tym zadaniem. 

Jeden jedyny Milo zdawał się wyczuwać jej zły nastrój, dlatego raz po raz 

starał się wciągnąć ją do rozmowy. Był prawdopodobnie najstarszy z całej ekipy 

i wiedziała od Maxa, który opowiadał jej o nim, że Milo miał żonę i dzieci. 

Wszyscy trzej przyjaciele Maxa byli szalenie sympatyczni, ale Lacey 

najbardziej z nich lubiła właśnie Milo, być może dlatego, że lubił dyskutować na 

tematy filozoficzne i prezentował pogodne nastawienie do świata. 

Wszyscy czterej stanowili doskonale dobraną paczkę i wyraźnie lubili ze 

sobą pracować. Chłopcy na pewno już wiedzieli, że Max mieszka z nią, ale nie 

wypowiadali się ani słowem na ten temat. 

Kilka razy w ciągu tego wieczoru Lacey czuła na sobie wzrok Maxa, lecz 

za każdym razem, gdy próbowała spojrzeć mu w oczy, patrzył w inną stronę. W 

miarę jak goście zaczęli się podnosić, jej serce biło coraz szybciej i szybciej. Za 

R S

background image

 

- 97 -

parę minut zostanie z nim sama. Kiedy odprowadzała Lorraine do drzwi, 

przerażenie pomieszane z nadzieją sprawiło, że czuła dziwny ucisk w piersiach. 

- Lacey? - usłyszała za sobą. 

Odwróciła się szybko i ujrzała Maxa, stojącego w przejściu między 

kuchnią a salonem. 

- Kiedy cię nie było, dzwonił Charlie Albright. Jest tak chory, że nie 

będzie w stanie poprowadzić programu między północą a czwartą nad ranem, 

więc poprosił, żebym go zastąpił. Muszę już iść. Nie zmywaj, zrobię to jutro 

rano. 

Przecież on nie może teraz wyjść, pomyślała z rozpaczą. Zagryzła tak 

mocno wargę, że poczuła w ustach smak krwi. 

- Może chcesz, żebym z tobą poszła? - zaproponowała. 

- Wiesz, że zawsze jesteś mile widziana jako gość Radia Talk, ale chyba 

nie powinnaś iść tak późno spać, skoro masz jeszcze tyle pracy nad swoją rolą. 

Było jasne, że mówił jedno, a miał na myśli coś zupełnie innego. Po 

prostu nie chciał zostać z nią sam. Nie wierzył w jej słowa o miłości. Nawet jeśli 

chciał z nią być, nie oznaczało to, że pragnie się z nią ożenić, po co więc miał 

stwarzać jakiekolwiek złudzenia? Nie rozumiała tylko jednej rzeczy. Przecież 

nie sypiali ze sobą, jakie więc korzyści czerpał z tego związku? 

- Masz rację - westchnęła po chwili. - Jestem wykończona, a poza tym 

boli mnie głowa. Do zobaczenia jutro. 

Gdy usłyszała, jak odjeżdża samochodem sprzed jej domu, pobiegła do 

kuchni i wystukała numer telefonu Valerie. 

- Błagam cię, podnieś słuchawkę - wyszeptała. Jeszcze nigdy w życiu aż 

tak nie pragnęła usłyszeć głosu swej siostry. 

Gdy pół godziny później zakończyła rozmowę, była całkowicie 

wyczerpana nerwowo. Nie wiedziała, co ma sądzić o radzie, jaką dała jej 

Valerie. Siostra zgodziła się, że zachowanie Maxa jest zbyt dziwne, by przejść 

nad nim do porządku dziennego, zwłaszcza że Lacey zdobyła się na wyjawienie 

R S

background image

 

- 98 -

mu swych uczuć. Zalecała jednak, by wstrzymać się z rozmową na ten temat do 

powrotu z Florydy. Jeśli wtedy Max nie zechce wyjaśnić przyczyn swego 

postępowania, powinna pożegnać się z nim na zawsze i ułożyć sobie życie bez 

niego. 

- Ale jakie to będzie życie? - jęknęła Lacey, wkładając brudne naczynia 

do zmywarki. Nie miała nawet siły płakać, choć łzy mogłyby przynieść ulgę. 

Nawet Perry nie zdołał zranić jej tak mocno... 

Przez cały następny tydzień miała wrażenie, że żyje w jakimś złym śnie. 

Z Maxem widywała się rzadko, ponieważ spędzał on większość czasu z 

przyjaciółmi z ekipy filmowej. Kiedy zaś przebywał w domu, ciągle odpytywał 

ją ze scenariusza, nigdy zaś nie rozmawiał z nią tak jak kiedyś ani też nie 

całował jej. Nadal gotował obiady, ale najczęściej Lacey jadła je w samotności, 

gdyż nie było go, kiedy wracała z pracy. 

Ostatniego dnia przed wyjazdem na Florydę zabrała się za gruntowne 

porządki w mieszkaniu, zaś Max poszedł do siebie, by się spakować.  

Po raz pierwszy od wielu dni miała cały dom dla siebie, ale ani trochę jej 

to nie cieszyło. Mimo iż ostatnio nie układało się między nimi, już pięć minut po 

jego wyjściu tęskniła za jego obecnością. 

Gdy zatelefonowała Lorraine, Lacey musiała się jakoś pozbierać i 

udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Przyjaciółka obiecała, iż pod 

ich nieobecność zaopiekuje się obydwoma mieszkaniami, podleje kwiaty i 

wyjmie pocztę ze skrzynek. 

Po południu Lacey zadzwoniła po pizzę, w nadziei, że Max się jednak 

pojawi, ale na próżno. Na podjeździe nie było jego samochodu, co znaczyło, iż 

dokądś pojechał. Po tym odkryciu zupełnie straciła apetyt, udała się więc do 

sypialni, by dokończyć pakowanie. Około dziewiątej wieczorem zadźwięczał 

dzwonek. 

Pragnęła z całego serca, żeby to był on. Pobiegła czym prędzej do drzwi. 

- Max! - zawołała, otwierając je szeroko. 

R S

background image

 

- 99 -

- Przepraszam, ale to tylko ja - powiedział cicho Greg, bo to on właśnie 

stał w progu. 

- Przychodzisz jako przyjaciel, czy jako wróg? 

- Chciałem ci powiedzieć do widzenia i wręczyć pożegnalny prezent - 

wyjaśnił. 

- Na litość boską, Greg - żachnęła się. - Przestań się zachowywać w ten 

sposób i wejdź do środka. 

Po krótkim wahaniu przyjął jej zaproszenie, ale nie chciał usiąść. 

- Kiedy spodziewasz się swego pana i władcy? 

- Nie mam pojęcia, kiedy wróci - wyznała. 

- To dziwne, zważywszy, że żadne z was od dłuższego czasu nie 

wystawiło nosa z gniazdka. 

- Wiesz dobrze, że zawsze mogłeś do nas przyjść. 

- Żeby Max Jarvis przysłuchiwał się każdemu mojemu słowu? Dziękuję, 

postoję - prychnął. 

- Greg, co się dzieje? - westchnęła. - Gdzie się podział mój brat? 

- Nigdy się nie domyślałaś, prawda? 

Nie było sensu udawać, że nie wie, co miał na myśli. 

- Byłeś bratem, którego Valerie i ja zawsze chciałyśmy mieć - wyszeptała. 

- A ty byłaś dziewczyną, której zawsze pragnąłem - wyrzucił z siebie 

jednym tchem. 

- Przepraszam cię, Greg. Nie wiedziałam, że tak było. 

- Wyjdziesz za niego? Poczuła silny ucisk w sercu. 

- Nie potrafię w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie. A co z Annette? 

- To nie ma sensu. 

- Och, nie mów tak. Jesteś zdenerwowany, bo nasze kontakty zmieniły 

swój charakter, ale tak musiało być, wierz mi. Myślę, że czułeś się do mnie 

bardzo przywiązany i pomyliłeś to z miłością, a to nie to samo. 

R S

background image

 

- 100 -

Przez kilka długich chwil rozważał to, co mu powiedziała, po czym 

sięgnął do kieszeni i wyjął z niej małe pudełko. 

- Proszę, to dla ciebie. - Podał jej prezent. 

Lacey zdjęła papier i otwarła pudełko. Wewnątrz znajdowała się złota 

broszka w kształcie małpki. 

- Ile to... ? - zaczęła speszona. 

- Cena nie jest ważna. Kiedy ją zobaczyłem, przypomniał mi się George i 

postanowiłem ci ją kupić jako prezent na przeprosiny. 

- Naprawdę bardzo mi się podoba - zapewniła żarliwie. - Jeśli chodzi o 

mnie, to zawsze będziemy najlepszymi przyjaciółmi, żeby nie wiem co. 

Dziękuję. - Uściskała go serdecznie. 

- Cóż za urocza scena - powiedział lodowaty głos tuż za jej plecami. 

Lacey odskoczyła od Grega jak oparzona. Żadne z nich nie słyszało, jak 

Max wszedł tylnym wejściem. Już sobie wyobrażała, co się dzieje w tej jego 

chorej wyobraźni. Ledwie zdążył się odwrócić, a ona już znajdowała się w 

ramionach innego mężczyzny. Nie było sensu się bronić, i tak nie uwierzyłby 

ani jednemu jej słowu. 

- Twój obiad jest w piekarniku, jeśli jesteś głodny - poinformowała. 

- Jak to miło z twojej strony, że pomyślałaś o tym, mimo że jesteś taka 

zajęta - skomentował ironicznie. 

- Wpadłem, żeby dać Lacey pożegnalny prezent - wtrącił się Greg. 

Lacey wstrzymała oddech, kiedy Max podszedł do niej i objął ją 

ramieniem w geście posiadania. Był to ich pierwszy fizyczny kontakt od wielu 

dni. Wziął broszkę z jej drżących dłoni i przyjrzał się jej dokładnie. 

- Bardzo ładna rzecz - ocenił. - Szkoda, że nie znalazłem jej pierwszy. Te 

kamienie idealnie pasują do twych oczu, skarbie. 

Jeszcze nigdy nie nazwał jej skarbem. Najwyraźniej był tym razem 

naprawdę wściekły. 

R S

background image

 

- 101 -

- Prawdziwy z ciebie szczęściarz, Jarvis - stwierdził Greg. - Lacey jest 

wspaniała. Życzę wam udanej podróży. 

Powiedziawszy to, odszedł szybko, zanim zdążyła się z nim pożegnać. 

Lacey podziwiała go za to, że zachował się z taką godnością. Fakt, że wreszcie 

pożegnał się ze swymi złudzeniami, świadczył o jego dojrzałości. Uczynienie 

tego w obecności Maxa wymagało dużej odwagi, czego Lacey nie omieszkała 

głośno skomentować: 

- Greg zachował się bardzo szlachetnie i godnie. 

- Owszem - zgodził się lodowatym głosem Max, po czym przycisnął ją z 

całej siły do siebie. - Zwłaszcza że nie wiem, czy faktycznie jesteś taka 

wspaniała, jak on twierdzi. Jestem chyba jedynym mężczyzną z twego kręgu 

znajomych, który nie miał okazji przekonać się o tym. 

Nim zdążyła jakoś zareagować na to bezpodstawne oskarżenie, zamknął 

jej usta gwałtownym pocałunkiem. Ścisnął ją przy tym tak mocno, że obawiała 

się, iż połamie jej kości. 

- Max! - zaprotestowała słabym głosem. 

- Jak długo on tu był? - warknął. 

- Stanowczo za krótko jak na to, co wyprodukowała twoja chora 

wyobraźnia - wybuchła. - Jeśli chcesz wiedzieć, przyszedł, żeby mi powiedzieć, 

że zaakceptował fakt, że kocham ciebie! 

Max podniósł rękę i zaczął gładzić delikatnie szyję Lacey. 

- Już drugi raz mi to mówisz - powiedział zduszonym głosem. - Czy 

wiesz, że prawie uwierzyłem, że jesteś zdolna do tego uczucia? Dopiero kiedy tu 

wszedłem... 

Miała wrażenie, że oprócz gniewu w jego głosie pobrzmiewa niesłychany 

ból. 

- Co chcesz przez to powiedzieć? - Po jej policzku stoczyła się wielka łza. 

- Z powodu tego, co twoim zdaniem się tu działo, odwołujesz całe 

przedsięwzięcie? Nie będzie filmu? 

R S

background image

 

- 102 -

- Już za późno na odwoływanie wszystkiego. Będzie tylko jedna zmiana. 

Nie chcę mieć już z tobą nic wspólnego, więc od tej pory będziesz zdana jedynie 

na siebie. Możesz się zabawiać z każdym napotkanym mężczyzną, z wyjątkiem 

chłopców z naszej ekipy. Jak tylko zobaczę, że zaczynasz sprawiać kłopoty, 

natychmiast odeślę cię do domu. 

Niespodziewanie wypuścił ją z objęć, tak że musiała się złapać oparcia 

krzesła, by nie upaść. 

- Max! - zawołała za nim rozpaczliwie, ale na próżno.  

Miała wrażenie, że Max Jarvis już nigdy z własnej woli nie przekroczy 

progu jej mieszkania. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 103 -

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Następnego dnia rano Lacey była wyczerpana i obolała, gdyż zamiast 

wyspać się porządnie przed długim lotem do Miami, przepłakała całą noc. Gdy 

przed jej dom zajechała taksówka, Max zadzwonił do drzwi i mruknąwszy tylko 

„dzień dobry", wyniósł jej bagaże do czekającego auta. Na lotnisko jechali w 

całkowitym milczeniu. 

W tych okolicznościach Lacey przywitała Milo serdeczniej niż zwykle, 

jeśli bowiem Max zamierzał przez cały czas ją ignorować, miała na szczęście do 

kogo otworzyć usta. Jak się okazało, Nick i Jeff wyruszyli już dzień wcześniej 

wraz ze swymi rodzinami i mieli na nich czekać w Miami. 

Nie mogła uwierzyć, że ten dzień wreszcie nadszedł. Gdyby jeszcze Max 

zachowywał się normalnie, mogłaby się w pełni rozkoszować pierwszymi od 

kilku lat wakacjami. Niestety, przez cały lot do Miami Max rozmawiał z Milo, a 

kiedy już spotkali się z resztą ekipy i wsiedli do furgonetki, która miała zawieźć 

ich do nadmorskiego hotelu, dopilnował, by usiadła jak najdalej od niego. 

Chłopcy z ekipy z pewnością wiedzieli już, że coś jest nie tak, ale nie 

wspominali na ten temat ani słowem. 

Jeff, odpowiedzialny za organizację wyjazdu, wręczył jej klucz do 

pokoju, który pierwotnie miała dzielić z Maxem. Lacey odniosła wrażenie, iż 

dostrzegła w jego oczach współczucie. Idąc do windy, minęła pogrążonego w 

rozmowie Maxa, który nawet nie zauważył jej odejścia. 

Cała grupa miała się wieczorem spotkać w hotelowej restauracji na późną 

kolację, po czym pójść spać. Planowali, że wcześnie rano pojadą wypożyczoną 

furgonetką w kierunku parku narodowego Everglades, przy granicy którego 

przycupnęła maleńka wioska, stworzona w całości na potrzeby instytutu 

rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Tam właśnie przechodziły okres 

aklimatyzacji przywiezione z Ameryki Południowej małpy. W wiosce owej 

mieli spędzić dziesięć dni. 

R S

background image

 

- 104 -

Sposób, w jaki Max traktował ją od samego rana, całkowicie odebrał 

Lacey apetyt. Była bardzo zmęczona i senna, a poza tym nie mogłaby znieść 

jego towarzystwa ani o sekundę dłużej niż to konieczne, więc zamówiła do 

pokoju zupę i sałatkę. 

Kończyła już prawie jeść, gdy usłyszała głośne stukanie do drzwi. 

- Lacey! - zawołał Max. - Dlaczego nie zeszłaś na dół do wszystkich? 

- Jestem wykończona, więc postanowiłam zjeść kolację w pokoju - 

wyjaśniła. - Wyśpię się i będę gotowa jutro rano do wymarszu. Spotykamy się o 

ósmej w holu, tak? 

Mruknął coś niezrozumiale, po czym odszedł. 

O godzinie siódmej rano następnego dnia Lacey była już wykąpana i 

ubrana w beżowy komplet safari, który, choć wygodny, podkreślał kobiece 

krągłości jej sylwetki. Była przekonana, że Max nie zaakceptuje jej stroju, ale 

nie zamierzała zwracać uwagi na jego humory. Spakowawszy do torby naj-

potrzebniejsze rzeczy, zeszła na dół. Jako że udało jej się tej nocy wreszcie 

wyspać, po przebudzeniu odkryła, iż jest głodna jak wilk, toteż od razu 

skierowała swe kroki do hotelowej restauracji, przystrojonej setkami 

różnokolorowych egzotycznych kwiatów. 

Ku swemu zażenowaniu, od razu stała się obiektem zainteresowania 

wszystkich czarnookich kelnerów, którzy pospieszyli, by przyjąć jej 

zamówienie, a potem zaczęli zabawiać ją rozmową, niestety po hiszpańsku. 

Wprawdzie uczyła się tego języka w szkole, ale mężczyźni mówili tak szybko, 

iż nie mogła zrozumieć ani słowa. Co chwila któryś z nich podchodził do jej 

stolika pod byle jakim pretekstem, aż pod koniec śniadania stało ich pięciu czy 

sześciu. Zasypywali ją dziesiątkami pytań, tym razem już po angielsku. Jak 

długo zamierza tu zostać? Czy może chciałaby, aby ją oprowadzili po mieście? 

Była to cudowna odmiana po chłodnej wyniosłości, z jaką traktował ją Max. 

Dobrze było móc się śmiać bez obawy, że zostanie się zaraz obrzuconym 

absurdalnymi oskarżeniami. 

R S

background image

 

- 105 -

- Na wypadek gdybyś zapomniała, po co tu jesteś, informuję cię, że 

wszyscy czekają na ciebie w holu - usłyszała lodowaty głos, który sprawił, że 

młodzi kelnerzy opuścili jej stolik. Zerknęła na zegarek. Była dopiero za 

dziesięć ósma! 

Miała już dosyć takiego traktowania i wstała, by mu to powiedzieć, ale 

głos jej zamarł w krtani, gdy go ujrzała. Ubrany był w piaskową koszulę i 

obcisłe jasne dżinsy, wyglądał jak kwintesencja męskości. Mimo że na twarzy 

miał wciąż ten sam zacięty wyraz, jego oczy były podkrążone, a twarz blada, 

zupełnie jakby w ogóle nie spał. Pełne podziwu spojrzenie, jakim obrzucił jej 

sylwetkę, sprawiło, że na chwilę jej serce zamarło, po czym zaczęło bić jak 

oszalałe. 

- Czy nikt nie zamierza jeść śniadania przed wyjazdem? - spytała, gdy 

zapłacił za jej posiłek. 

Max wziął ją za rękę i wyprowadził z restauracji. 

- Gdybyś dołączyła do nas wczoraj wieczorem, wiedziałabyś, że 

planowaliśmy zjeść śniadanie o wpół do siódmej - wyjaśnił. 

Entuzjastyczne powitanie ze strony ekipy wybawiło ją od dalszej 

reprymendy. Przez całą drogę do samochodu chłopcy prawili komplementy na 

temat jej wyglądu, co podniosło ją nieco na duchu. Ku jej zdziwieniu, Max tym 

razem zajął miejsce obok niej, ale nie odezwał się ani słowem. 

Poprzedniego dnia Lacey była zbyt wyczerpana, by zachwycać się 

mijanymi widokami, lecz tego ranka postanowiła, iż nie będzie przejmowała się 

Maxem, tylko rozkoszowała się pięknem krajobrazu. Dla kogoś, kto urodził się i 

wychował w Górach Skalistych, tereny równinne były nie lada atrakcją. W 

ramach przygotowania do podróży przeczytała kilka książek, dotyczących 

roślinności typowej dla tych terenów, teraz natomiast miała okazję podziwiać 

wszystkie te okazy za oknami samochodu. Gdy mijali wioskę, zamieszkiwaną 

przez plemię Miccosukee, gdzie sprzedawano przedmioty rękodzieła 

artystycznego, Lacey aż westchnęła z zachwytu. 

R S

background image

 

- 106 -

- Max - wyszeptała - proszę, spróbujmy zachowywać się w miarę 

normalnie, skoro już tu jesteśmy. Nie chcę, żeby nasze niesnaski wpłynęły 

ujemnie na atmosferę w ekipie. 

- Jeśli jest to zaproszenie do twojej chatki, to zapomnij o tym - odparł 

niegrzecznie. 

Jego ostra odpowiedź bardzo ją zabolała, toteż Lacey podjęła decyzję, iż 

nie będzie odzywała się do Maxa, chyba że zajdzie taka konieczność. 

Gdy zajechali przed główny budynek wioski, Max jako pierwszy wysiadł 

z samochodu, tak że Milo, który znalazł się obok Lacey, pomógł jej wyjść. Gest 

ten nie uszedł uwagi Maxa, który właśnie wyjmował torby z bagażnika. 

- Twoja chata sąsiaduje z głównym budynkiem - poinformował Jeff, 

podchodząc do Lacey. - Dojdziesz do niej tą ścieżką. 

Mocno wydeptana dróżka prowadziła w głąb obcego, zielonego świata, 

który ich otaczał. Nagle Lacey poczuła na sobie spojrzenie Maxa, na co jej serce 

zareagowało szalonym biciem. Wiedziała, że niezwykła wilgotność powietrza 

sprawiła, iż ubranie jej było teraz wilgotne i przylegało do ciała, eksponując tym 

samym kobiece krągłości. Niestety, nic nie mogła na to poradzić. Otaczająca ich 

bujna roślinność sprawiła, iż Lacey miała wrażenie, że znajduje się w zupełnie 

innym świecie, w którym istnieją tylko on i ona. Gdyby tak było, Max mógłby 

odrzucić wszystkie podejrzenia i kochać ją bez przeszkód... 

- Sama zaniosę swoje bagaże - oznajmiła sucho. Max pokręcił głową. 

- Powinnaś się dziś oszczędzać. Pierwszy dzień przeznaczamy na 

aklimatyzację, nie będziemy dziś kręcić. 

Kiedy ruszyli wąską ścieżką, podbiegła do nich uśmiechnięta kobieta 

mniej więcej w wieku Lorraine. 

- Czekaliśmy z niecierpliwością na wasz przyjazd - przywitała ich. - 

Nazywam się Ruth Stevens. 

- Ruth, to jest Lacey West - powiedział Max, ściskając dłoń kobiety. - 

Będzie występowała w naszym filmie. 

R S

background image

 

- 107 -

- Bardzo się cieszę, że mogę cię poznać, Lacey. Żyjemy tu jak duża 

rodzina, jemy razem posiłki w głównym budynku, od tej chwili jesteście 

jednymi z nas. 

- Cudownie - ucieszyła się Lacey, która polubiła Ruth od pierwszej 

chwili. - A czym się zajmujesz? 

- Z zawodu jestem weterynarzem, natomiast prywatnie pomagam mojemu 

mężowi. Drew od wielu lat prowadzi badania nad różnymi gatunkami małp. To 

on właśnie założył ten instytut. 

- Gdy cię słucham, mam wrażenie, że nie zrobiłam jeszcze w życiu nic 

pożytecznego - westchnęła Lacey. 

- Nie mów tak, przygotowanie takiego filmu to nie byle co - pocieszyła ją 

Ruth. - Drew jest zachwycony, że ktoś tak znany, jak pan, zdecydował się zająć 

tematem naszych badań, panie Jarvis. 

- Max - poprawił ją, uśmiechając się czarująco. 

- Drew powiedział mi, że chciałby wspierać was swoją wiedzą, ilekroć 

tylko będzie trzeba. 

- Jesteśmy wdzięczni za waszą gotowość do współpracy. Spróbujemy 

przedstawić jak najwierniej założenia tego programu - zapewnił Max. 

Wąska ścieżka zaprowadziła całą trójkę do drewnianej chatki, którą 

otaczały imponujących rozmiarów krzewy egzotyczne. 

- Przydzieliłam ten domek tobie, Lacey, bo stoi on najbliżej głównego 

budynku, w którym mieszkamy oboje z Drew - wyjaśniła Ruth. - W nocy można 

czasem usłyszeć dziwne dźwięki, więc pomyślałam, że miałabyś w razie czego 

do kogo przyjść. Jeśli będziesz miała ochotę na towarzystwo, nie krępuj się i 

przychodź do nas, drzwi są zawsze otwarte. 

- Dziękuję - wymamrotała, ujęta troskliwością Ruth. 

- Max, ty, jak rozumiem, będziesz mieszkał z kimś z ekipy. Zdaje się, że 

Drew pokazał im już kwatery, możesz więc pójść się rozpakowywać. Przyjdźcie 

R S

background image

 

- 108 -

później do głównego budynku, są tam łazienki, więc można się obmyć. Poza 

tym czeka na was schłodzona lemoniada. 

- Wspaniale - ucieszyła się Lacey. - Dziękujemy za serdeczne przyjęcie, 

Ruth. Dzięki tobie czuję się jak w domu. 

- Może nie mamy tu dokładnie tego, do czego jesteście przyzwyczajeni, 

ale jakoś dajemy sobie radę. Do zobaczenia wkrótce. 

Kiedy Ruth odeszła w kierunku głównego budynku, weszli do chaty, w 

której miała zamieszkać Lacey. Na środku niewielkiego kwadratowego 

pomieszczenia stało wąskie łóżko, osłonięte moskitierą. W pokoju znajdowała 

się również komoda oraz szafa. Podłogę zaścielały gałgankowe maty, zdobne w 

indiańskie wzory, zaś w maleńkich oknach wisiały kolorowe zasłonki. Każdy 

kąt lśnił czystością. Lacey nie mogła chcieć niczego więcej, jej domek był po 

prostu uroczy. 

- Ja będę mieszkał razem z Milo w sąsiedniej chacie - odezwał się w 

końcu Max. 

- Jestem zdumiona, że narażasz się w ten sposób na moje towarzystwo - 

zadrwiła. - Chyba że kierowała tobą obsesyjna chęć kontrolowania tego, co 

robię nocą. 

- Prawdę mówiąc, sądziłem, że będzie ci raźniej ze świadomością, że 

pomoc jest blisko, kiedy jakiś drapieżnik wtargnie nocą do twojej sypialni - 

odparował. 

- O ile cię znam, marzysz, żeby się tak stało. A nuż przeszkodziłby mi w 

potajemnej schadzce z kochankiem? Niestety, muszę cię rozczarować. Mnie nie 

tak łatwo przestraszyć - skłamała. 

Oczywiście, że byłaby przerażona, gdyby jakieś zwierzę odwiedziło ją 

nocą, ale za nic w świecie nie okazałaby mu tego. Postanowiła też, że nawet 

jeśli coś takiego się stanie, on będzie ostatnią osobą, do której zwróci się o 

pomoc. 

R S

background image

 

- 109 -

- Pożyjemy, zobaczymy - mruknął Max, po czym wyszedł, zamykając za 

sobą drzwi. 

Lacey z wściekłością rzuciła się na łóżko. Wiele razy słyszała o kobietach 

i mężczyznach, którzy walczą ze sobą fizycznie, ale nie umiała sobie tego 

wyobrazić. Teraz jednak miała ochotę zdzielić Maxa. Nie mogła już wytrzymać 

jego chłodnej wyniosłości i tych uszczypliwych komentarzy. Doszła do 

wniosku, że ten, kto powiedział, iż granica między miłością i nienawiścią jest 

szalenie krucha, z całą pewnością musiał znać Maxa Jarvisa. 

W miarę jak się uspokajała, czuła się coraz bardziej zmęczona, 

postanowiła więc, że poleży jeszcze troszkę i dopiero za jakiś czas uda się do 

głównego budynku. Obudziła się po godzinie, trochę wypoczęta, ale 

niesłychanie spragniona. Wziąwszy kilka najpotrzebniejszych rzeczy, poszła do 

głównego budynku, który okazał się dużą drewnianą bryłą na podstawie 

sześciokąta. Niski, jednostajny pomruk generatora świadczył, że i do tej zielonej 

głuszy zawitała nowoczesna technologia. 

Gdy tylko znalazła się w korytarzu, usłyszała za sobą nieznajomy męski 

głos. Odwróciwszy się, ujrzała wychodzącego z jadalni wysokiego, 

przystojnego Latynosa mniej więcej w jej wieku. 

- Ty musisz być tą aktorką, o której opowiadała nam Ruth. - Uśmiechnął 

się czarująco. - Nazywam się Carlos Rivera, jestem tu weterynarzem. 

- Lacey West - przedstawiła się. - Ale nie jestem aktorką, tylko księgową. 

- Piękno i mądrość w jednej osobie - skomplementował ją. - Napijesz się 

ze mną lemoniady? 

- Z przyjemnością. Daj mi tylko pięć minut - poprosiła, po czym zniknęła 

w łazience. 

Szybko umyła twarz, uczesała lśniące włosy i tak odświeżona poszła do 

jadalni, która okazała się być jednocześnie biblioteką i świetlicą, ponieważ 

oprócz długiego stołu oraz barku znajdowała się tam obszerna kanapa i ogromny 

regał z książkami. 

R S

background image

 

- 110 -

- Ach, jesteś - przywitała ją uśmiechem Ruth, która niosła właśnie dwie 

wysokie szklanki ze schłodzoną lemoniadą. - Miałam już pójść sprawdzić, co się 

z tobą dzieje. 

- Ten upał jest bardzo męczący, więc się trochę zdrzemnęłam - wyjaśniła, 

po czym pociągnęła wielki łyk zimnego napoju. 

- Bardzo dobrze zrobiłaś - wtrącił się Carlos. - Pierwszego dnia w takim 

klimacie nie wolno pracować. 

- Carlos, a może byś zabrał Lacey nad wodę? - zaproponowała Ruth. - 

Laguna to najlepsze miejsce do wypoczynku, jakie znam. Godzinę temu 

wysłałam tam Maxa i całą resztę. 

Na dźwięk tego imienia Lacey zadrżała. 

- Może później - westchnęła. 

Jeszcze tego brakowało, żeby Max przyłapał ja na pływaniu z Carlosem. 

Wprawdzie miała ochotę zagrać mu na nosie, ale wiedziała, że to by się mogło 

źle skończyć. Nie chciała pogarszać sytuacji, zwłaszcza że do nakręcenia filmu 

potrzebna była pełna współpraca, a wojna między nią i Maxem na pewno źle 

wpłynęłaby na nastroje całej ekipy. 

- A może chciałabyś zobaczyć miejsce, gdzie mieszkają nasze małpki? - 

zapytał Carlos. 

- Och, tak, koniecznie - ucieszyła się. 

Max nie powinien mieć do niej pretensji o zwiedzanie wioski. 

- Świetnie. Kiedy wrócicie, obiad będzie już gotowy - powiedziała Ruth, 

zabierając puste szklanki. 

Przez następne dwie godziny Lacey z najwyższym zainteresowaniem 

oglądała laboratorium i szpitalik. Nigdy w życiu nie przypuszczała, że coś 

takiego może istnieć w takiej głuszy. Za laboratorium znajdowała się ogromna 

klatka, urządzona tak, by zwierzęta czuły się w niej jak w środowisku, z którego 

pochodziły. 

R S

background image

 

- 111 -

Carlos, który był ekspertem w dziedzinie małp, wyjaśnił, że nie wszystkie 

zwierzątka są dobrymi kompanami, a już zwykle nie nadawały się te, których 

pochodzenie nie było dokładnie ustalone. Poza tym, jak się okazało, ten typ re-

habilitacji nie służył wszystkim osobom sparaliżowanym. Dopiero teraz Lacey 

dostrzegła złożoność tego problemu i to, co usłyszała tego popołudnia, dało jej 

wiele do myślenia. 

Kiedy w towarzystwie Carlosa weszła do jadalni, była tak pogrążona w 

swych rozważaniach, iż początkowo nie spostrzegła oskarżycielskiego wzroku 

Maxa. 

- Dobrze, że już jesteście - Ruth zawołała do nich, wychylając się z 

kuchni. - Wasze jedzenie jest jeszcze ciepłe. 

- Straciliśmy trochę rachubę czasu - wyjaśnił Carlos.  

Mąż Ruth podniósł się zza stołu. Był wysokim, dobrze zbudowanym 

mężczyzną, tylko jego twarz szpeciła ogromna blizna, ciągnąca się przez cały 

policzek. 

- Nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać - powiedział, wyciągając rękę do 

Lacey. - Nazywam się Drew Stevens. 

- A ja jestem Lacey West. - Uścisnęła jego dłoń. - Miło mi cię poznać. 

- Cała przyjemność po mojej stronie. - Uśmiechnął się serdecznie. - Jak ci 

się podoba nasza wioska? 

- Jest niesamowita, naprawdę. Ciągle nie mogę uwierzyć, że tu jestem. 

- Wiem, co masz na myśli. Ruth i ja przyjechaliśmy tu przed trzydziestu 

sześciu laty i jeszcze ani razu nie wyjechaliśmy. Ale usiądź, proszę. Ruth na 

waszą cześć przygotowała kurczaka. 

Lacey nie trzeba było tego powtarzać dwa razy. Z radością zajęła miejsce 

u boku Drew i zabrała się za jedzenie. Wszyscy wyraźnie dobrze się czuli w 

swoim towarzystwie, bo przy stole cały czas panował gwar rozmów. Jednak gdy 

wybiła ósma wieczorem, Max obwieścił, że pora kłaść się spać, ponieważ 

nazajutrz musieli wcześnie wstać, by już o szóstej rano zacząć kręcić. 

R S

background image

 

- 112 -

- Odprowadzę cię do twojej chatki - Max zwrócił się do Lacey, kiedy 

Carlos zachęcał ją do pozostania jeszcze chwilę w jadalni. - Wprowadziłem 

pewną zmianę do scenariusza i chciałem ją z tobą omówić, zanim zaczniemy 

jutro kręcić. 

Lacey bezwiednie zamknęła oczy na myśl, że za chwilę czeka ją 

reprymenda. Pożegnawszy się z niepocieszonym Carlosem oraz ze Stevensami, 

posłusznie podążyła za Maxem i resztą ekipy. Jednak, ku jej zdziwieniu, przez 

całą drogę do domku nie padło ani jedno słowo na temat przystojnego we-

terynarza. 

- Dziś po południu znaleźliśmy fantastyczne miejsce, w którym można by 

nakręcić pierwszą scenę - oznajmił Max, gdy już znaleźli się w chatce. - To 

staw, nad który wysłała nas Ruth. Obrośnięty jest egzotyczną roślinnością, a 

przy tym światło jest tam wręcz idealne. Mam nowy pomysł na pierwszą scenę, 

naszkicowałem ją wstępnie i położyłem ci kartkę na komodzie. Chciałbym, 

żebyś to przejrzała przed pójściem do łóżka. 

Max zachowywał się jak prawdziwy zawodowiec, nie dał po sobie 

poznać, że jest na nią zły. W takich chwilach z całego serca pragnęła, by 

powróciła tamta więź, jaka była niegdyś między nimi. 

Gdy skierował się w stronę wyjścia, chwyciła go za rękaw. W wyrazie 

jego twarzy zaszła tak ogromna zmiana, że Lacey aż zakłuło w sercu. 

- Max, nie chciałabym się wymądrzać, ale widok chorych małp w 

szpitaliku dał mi dużo do myślenia. Pomyślałam, że można by pokazać w filmie 

laboratorium doktora Rivery: On sam mógłby wyjaśnić, dlaczego zwierzęta są 

takie drogie i wciąż jest ich tak mało. 

Max milczał długo, tak że w końcu pomyślała, iż może jej w ogóle nie 

usłyszał albo, co gorsza, pogardzał nią w duchu za to, że postanowiła 

wykorzystać jedynego wolnego mężczyznę, który znajdował się w jej zasięgu. 

- Czy mogłabyś odtworzyć przebieg waszej rozmowy? - zapytał 

nieoczekiwanie. - Spróbuję wprowadzić ją do scenariusza. Nie wątpię, że doktor 

R S

background image

 

- 113 -

Rivera zgodzi się wystąpić, jeśli ty będziesz mu towarzyszyć. Pójdę po mój no-

tatnik. 

Lacey wpatrzyła się w jego oddalające się plecy. Za każdym razem, gdy 

sądziła, że osiągnęła już jakiś postęp, Max przywracał ją do punktu wyjścia 

jakąś ciętą uwagą. Straciła już nadzieję, że jej uczucia kiedykolwiek zostaną 

odwzajemnione. 

Kilka chwil później był już z powrotem. Przysunąwszy krzesło do łóżka, 

usiadł na nim i wyciągnął przed siebie swe długie nogi. Był tak blisko niej, a 

jednocześnie tak daleko. Usychała z tęsknoty za jego dotykiem, promiennym 

uśmiechem, ciepłym spojrzeniem... 

Na jego prośbę usiadła na łóżku i starała się odtworzyć w pamięci 

przebieg rozmowy z Carlosem.  

Nie mogła się jednak skupić, jej spojrzenie nieustannie wędrowało ku 

jego twarzy, włosom, które falowały od panującej wilgoci, ustom, które tak 

niedawno ją całowały. Bez względu na to, jaki by nie był dla niej okrutny, 

pragnęła znaleźć się w jego silnych ramionach, tulić się do jego piersi, słuchać 

bicia jego serca. 

Tak była pogrążona w tych rozmyślaniach, że nie dosłyszała pytania, 

jakie jej zadał i mimo iż je powtórzył, nie potrafiła sformułować żadnej 

sensownej odpowiedzi. 

- Jesteś zmęczona - zauważył. - Przejrzyj jeszcze to, co ci zostawiłem na 

komodzie i idź spać. Omówimy twoje propozycje innym razem. 

- Nie odchodź - szepnęła błagalnie, kiedy zaczął się podnosić. 

Nic na to nie odpowiedział, ale jego wyraz twarzy uległ takiej zmianie, że 

Lacey oddałaby wszystko, by móc cofnąć swe słowa. 

- Chatka doktora Rivery znajduje się po drugiej stronie wioski - oznajmił 

sucho. - Zdaje się, że potrzebujesz jego opieki. Czy mam mu powiedzieć, by 

przyszedł na wizytę domową? 

R S

background image

 

- 114 -

- Nienawidzę cię - jęknęła, ugodzona do żywego jego ciętym 

komentarzem. 

- Ty nie potrafisz nienawidzić, tak samo jak nie potrafisz kochać - 

wycedził przez zęby. - Umiesz tylko jedno. Módl się, żeby twoja uroda trwała 

jak najdłużej, bo kiedy przeminie, nie zostanie ci już nic. 

Ton jego głosu zdradzał ogromny ból, ale Lacey nie była już w stanie o 

tym myśleć. W głowie miała kompletną pustkę. 

Długo po odejściu Maxa leżała na łóżku, wsłuchując się w odgłosy lasu. 

Gdy doszła już trochę do siebie, postanowiła, że przy najbliższej okazji wróci do 

Salt Lake i natychmiast wyprowadzi się z mieszkania siostry. Trudno, Valerie 

będzie musiała znaleźć sobie kogoś innego, kto zaopiekuje się jej domem. Lacey 

nie chciała już więcej mieć nic wspólnego z Maxem. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 115 -

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

- Podejdź o krok do przodu, Lacey. Świetnie. Tuż nad twoim prawym 

ramieniem siedzi ta sama małpka, która przygląda ci się od tygodnia. Daj jej 

marchewkę. Wspaniale. Teraz wyjmij z kieszeni drugą i poklep się po ramieniu. 

Chcę zobaczyć, czy przyjdzie do ciebie. 

Zdawało się, że ciepły głos Nicka nie robił żadnego wrażenia na 

zwierzątku, które spokojnie siedziało sobie na gałęzi i drapało się po łebku. 

Pozostali członkowie ekipy ulokowali się nad wodą, obserwując scenę i od 

czasu do czasu dorzucając swoje propozycje. 

W pewnym momencie Lacey zaczęła naśladować pohukiwania, jakie 

zwykle wydawał z siebie George. Poskutkowało. Małpka zeskoczyła na jej 

ramię i wyciągnęła rękę po marchewkę. 

- Rewelacyjnie, Lacey - ucieszył się Nick. - Nie wiem, jak ty to robisz, ale 

nie przestawaj. 

Lacey czuła się jak wariatka, ale posłusznie wydawała z siebie śmieszne 

dźwięki. Zwierzę pozostało na jej ramieniu na tyle długo, że można było zrobić 

bardzo dobre ujęcie. 

- Zobaczmy, czy nie zeskoczy, kiedy będziesz szła w kierunku wody. 

Lacey ostrożnie ruszyła przez wysokie do kolan egzotyczne trawy ku 

błękitnej lagunie, wystarczająco dużej i głębokiej, by pomieścić z dziesięć osób. 

W miejscu, gdzie wpadała do niej rzeka, umieszczono mocną siatkę, tak by do 

zbiornika nie dostały się aligatory i by można było swobodnie się kąpać. 

- Teraz ostrożnie przejdź obok tego krzewu i usiądź.  

Lacey posłusznie wykonała polecenie, siadając na brzegu, tak że jej stopy 

zwisały tuż nad powierzchnią wody. Jak przypuszczała, małpka w końcu 

zeskoczyła z jej ramienia i usiadła za kępą namorzynu, ale obserwowała ją 

pilnie, jakby chcąc sprawdzić, co teraz zrobi. Niewiele myśląc, Lacey zdjęła 

tenisówki i zaczęła brodzić po kostki w wodzie, mając nadzieję, iż może 

R S

background image

 

- 116 -

zwierzątko pójdzie za jej przykładem. Tymczasem małpka podbiegła 

błyskawicznie, chwyciła jeden but i uciekła na drzewo. 

- Och, nie - jęknęła Lacey. 

Tak była przejęta tym, co się stało, że pośliznęła się i wpadła do wody. 

Chłopcy ryczeli ze śmiechu, namawiając Nicka, by nie przestawał filmować. 

Ona sama, próbując wstać, także zaśmiewała się do łez. Gdy już się podniosła, 

spostrzegła, iż Max momentalnie spoważniał, a jego oczy pociemniały od 

tłumionego gniewu. Lacey domyśliła się, o co chodzi. Mokre ubranie przylgnęło 

do jej ciała, eksponując wszystkie krągłości. Jej policzki spłonęły silnym 

rumieńcem. Wiedziała, że Max podejrzewa ją, iż uczyniła to umyślnie i tylko 

czeka, by zrobić jej awanturę. 

- Koniec na dziś - oznajmił lodowatym głosem. 

- Jestem za - wykrzyknął Jeff i błyskawicznie rozebrawszy się do 

kąpielówek, wskoczył do wody. 

Milo natychmiast poszedł za jego przykładem, a Nick, który był zawsze 

pierwszy do żartów, z dzikim okrzykiem rzucił się do wody, pociągając Lacey 

ze sobą. Jej piski i krzyki jeszcze bardziej rozochociły chłopców, tak że chwilę 

później rozgorzała wodna walka. Lacey broniła się zaciekle, ignorując groźne 

spojrzenia Maxa, który został na brzegu. Gdy kilka minut później zerknęła w 

tamtą stronę, jego już nie było. Nie wiedziała, czy inni też to zauważyli. 

Położyła się na plecach na powierzchni wody i pływała tak leniwie przez 

jakiś czas. Nick i Jeff wyszli z wody i zaczęli zbierać sprzęt. Milo ciągle jeszcze 

nurkował. 

- Lacey! Małpa porzuciła twój but. Położyłem go obok drugiego - zawołał 

Jeff, gdy już odchodzili. 

Pływała jeszcze przez chwilę, rozkoszując się ciepłem i kryształową 

przejrzystością wody. W pewnym momencie pisnęła głośno, co zaniepokoiło 

Milo. 

- Co się stało? - spytał, podpływając do niej. 

R S

background image

 

- 117 -

- Co to takiego? - wyszeptała, wskazując ręką na coś dużego, czającego 

się w krzakach na przeciwległym brzegu. 

- Pantera. Nie bój się, jest oswojona. Przyszła się po prostu napić - 

uspokoił ją. 

Rzeczywiście, zwierzę nie zamierzało ich zaatakować. Prychnęło tylko 

głośno i zniknęło za krzewami. 

- Chyba jednak wrócę do chatki - oznajmiła, wychodząc z wody. Usiadła 

na porośniętym trawą brzegu, aby włożyć tenisówki. 

- Co zaszło między tobą i Maxem? - zapytał bez ogródek Milo, gdy szli 

wąską ścieżką przez las. 

- Powinieneś zapytać o to Maxa, a nie mnie - odparła, zwalniając kroku. 

- Znamy się od lat, ale jeszcze nigdy nie widziałem go w takim stanie. 

Muszę ci powiedzieć, że nam wszystkim nie podoba się sposób, w jaki on ciebie 

traktuje. Zamierzam wkrótce zwrócić mu uwagę. 

- Błagam cię, nie rób tego. Pomyśli, że... - przerwała zawstydzona. 

- Co pomyśli? - ponaglił ją. 

Wielkie łzy pociekły nagle po jej policzkach. Wiedziała, że jeśli zaraz nie 

zacznie mówić, rozklei się zupełnie i już nic nie powie. 

- Max z jakiegoś powodu uważa mnie za rozwiązłą kobietę, która nie 

potrafi dochować wierności jednemu mężczyźnie - wyjaśniła, wierzchem dłoni 

wycierając mokre oczy. - On mną gardzi. 

- A więc to dlatego utrzymywałaś dystans w kontaktach z nami. - Milo 

pokiwał głową ze zrozumieniem. 

- Tak - westchnęła. - We wszystkim, co robię, doszukuje się jakichś 

podtekstów. 

- To skończony głupiec! - zdenerwował się. 

- Dlatego, jeśli powiesz choć słowo w mojej obronie, pomyśli, że coś się 

między nami dzieje. 

R S

background image

 

- 118 -

- Przecież Max wie, że nie uganiam się za spódniczkami, mimo że moje 

małżeństwo przechodzi właśnie kryzys. 

- Ale on twierdzi, że jestem pokusą, której żaden mężczyzna nie jest w 

stanie się oprzeć - powiedziała pełnym goryczy głosem. 

- Bo cię kocha. 

- Ależ skąd - żachnęła się. 

- Oczywiście, że tak - zapewnił ją. - Tylko że w przeszłości wydarzyło się 

coś, co nie daje mu spokoju i rzutuje na kontakty z tobą. 

- Wiem, mówił mi. To była jakaś kobieta. Zrobiła mu coś takiego, że on 

teraz nie potrafi nikogo pokochać. Wierz mi, on mnie nienawidzi. 

- Nonsens. Może chciałby, ale nie potrafi. 

- I tak na jedno wychodzi. - Stłumiła szloch. - Postanowiłam, że kiedy 

tylko skończymy zdjęcia, wrócę do Salt Lake pierwszym samolotem. Mówię ci 

to, żebyś się nie niepokoił, kiedy odkryjecie, że wyjechałam. Ufam, że nie 

powiesz o niczym Maxowi. 

- Nie martw się, dochowam tajemnicy - zapewnił solennie. - Chciałem ci 

tylko powiedzieć, że cała nasza ekipa uważa, że jesteś wspaniałą kobietą. 

W jednej chwili jej twarz była ponownie zalana łzami. 

- Dziękuję ci. Gdyby nie te niesnaski z Maxem, byłyby to najpiękniejsze 

dni mego życia. 

Milo uściskał ją serdecznie. Kiedy trochę się uspokoiła, otoczył ją po 

przyjacielsku ramieniem i ruszyli w kierunku jej chatki. Pech chciał, że Max stał 

na ścieżce i rozmawiał z Jeffem. Gdy zobaczył, że nadchodzą, rzucił im 

jadowite spojrzenie. 

Lacey modliła się w duchu, by Milo zabrał spoczywającą na jej 

ramionach rękę, ale on tego nie zrobił. Wręcz przeciwnie, przycisnął ją mocniej 

do siebie, jakby chciał udowodnić coś Maxowi. Wiedziała, dlaczego to zrobił, 

ale wolałaby, żeby jej nie obejmował, gdyż w ten sposób narażał ją na 

wściekłość Maxa. 

R S

background image

 

- 119 -

- Bardzo miło mi się z tobą pływało - Milo powiedział wystarczająco 

głośno, by tamci go usłyszeli. - Musimy jeszcze kiedyś to powtórzyć. 

Pocałowawszy ją w czoło, odszedł, ona zaś czym prędzej weszła do chaty, 

nie chcąc oglądać reakcji Maxa. 

Potem, gdy wszyscy jedli kolację, przemknęła do łazienki, by wziąć 

prysznic. Przebrana w czyste spodenki i bluzeczkę, szybkim krokiem wróciła do 

chatki, postanawiając, że tego wieczoru zadowoli się owocami i krakersami, 

które trzymała w szafce. Nie miała najmniejszej ochoty siedzieć przy jednym 

stole z Maxem. 

- Nareszcie - odezwał się znajomy męski głos, kiedy zamknęła za sobą 

drzwi. Aż podskoczyła ze strachu. 

- Nie masz prawa tu przebywać, Max - warknęła. 

- Drzwi były otwarte, więc uznałem to za zaproszenie - odparł, opierając 

się o komodę. - Obawiam się, że Milo dziś nie przyjdzie. Pomyślałem, że mogę 

go zastąpić. 

Lacey dostrzegła w jego pociemniałych oczach niebezpieczny błysk. 

Gdyby wypowiedział te słowa parę tygodni wcześniej, byłaby uszczęśliwiona, 

ale odkąd przyjechali do Everglades, straciła chęć na jakiekolwiek kontakty z 

nim. 

- Żałuję, ale jestem zmuszona odrzucić twą propozycję - odparła. - Pójście 

do łóżka z mężczyzną, który tak jak ty nienawidzi kobiet, byłoby 

świętokradztwem. 

- Świętokradztwem? - wycedził przez zęby. 

- Tak, dobrze słyszałeś. Nie wiesz o mnie nic, tylko to, co wyprodukowała 

ta twoja spaczona wyobraźnia. Chcę, żebyś wiedział, że jeszcze nigdy nie 

spałam z żadnym mężczyzną. Niestety, dzięki tobie poważnie się zastanawiam, 

czy kiedykolwiek zechcę, by do tego doszło. Wierz mi, żałuję, że cię w ogóle 

poznałam. 

R S

background image

 

- 120 -

- Chyba nie żałujesz tego aż tak bardzo, jak ja - odparował. - Przyszedłem 

tylko po to, żeby ci powiedzieć, że jutro będziemy kręcić sceny w parku 

krajobrazowym i twoja obecność nie będzie konieczna. - Odwróciwszy się na 

pięcie, wyszedł wielkimi krokami z chatki. 

Przez kilka minut Lacey musiała z całej siły trzymać się krzesła w 

obawie, że upadnie. Była zbyt zdruzgotana, by się ruszyć. Dopiero gdy 

przypomniała sobie słowa Maxa, że nazajutrz nie będzie potrzebna, zmusiła się 

do działania. Wyjąwszy z komody i szafy wszystkie rzeczy, zapakowała je do 

torby. Wiedziała, że codziennie przylatuje do wioski transport leków z Miami. 

Postanowiła, że w ten sposób zabierze się do miasta, a stamtąd odleci 

pierwszym samolotem do domu. 

Lacey wróciła do swego mieszkania na poddaszu jednej z kamienic w 

centrum Salt Lake. Mieszkała tu już od dwóch tygodni, ale wciąż nie udało jej 

się polubić tego miejsca. Obawiała się, że bez Maxa nigdzie już nie będzie się 

czuła jak w domu. 

Opuściła dom siostry w niesamowitym pośpiechu, a to mieszkanie 

wybrała głównie dlatego, że miało ogromne okna, z których mogła podziwiać 

całą panoramę miasta. Drugim jego atutem była świetna lokalizacja, ponieważ 

miała stąd blisko do wszystkich swych klientów. 

Zdecydowana zerwać wszystkie kontakty z Maxem, kupiła automatyczną 

sekretarkę, aby bez podnoszenia słuchawki wiedzieć, kto dzwoni i w jakim celu. 

Na taśmie nazbierało się już mnóstwo wiadomości od Lorraine i Valerie, ale 

Lacey nie miała odwagi ich przesłuchać i oddzwonić. 

Jej nowy numer telefonu był zastrzeżony i oprócz Lorraine oraz Valerie 

znali go wyłącznie jej klienci. W ten sposób uniemożliwiła Maxowi 

skontaktowanie się z nią. Przypuszczała jednak, że jemu nawet nie przyszło do 

głowy, by to zrobić. 

R S

background image

 

- 121 -

Całkowicie wyczerpana po całym dniu pracy, odgrzała sobie trochę zupy i 

włączyła niewielki, przenośny telewizor. Od powrotu ani razu nie słuchała 

Radia Talk. Byłoby to dla niej prawdziwą torturą. 

Niestety, jeszcze większą torturą było niesłuchanie tej stacji. Tego 

wieczoru oddałaby wszystko, by móc jeszcze raz usłyszeć fascynujący głos 

Maxa.  

Była sobota, ósma wieczorem, właśnie trwał jego program. Wystarczyło 

tylko nacisnąć przycisk... 

Skarciwszy się w duchu za tak niemądre pragnienia, wyłączyła telewizor i 

wyjąwszy z teczki dokumenty, zasiadła do pracy, jednak nie mogła się skupić. 

Przez dziesięć minut wpatrywała się w tę samą stronę niewidzącym wzrokiem. 

Jedno spojrzenie na zegarek powiedziało jej, że program Maxa zakończy 

się za trzy kwadranse. Jej dłoń samowolnie powędrowała do stojącego na szafce 

radioodbiornika i włączyła go. 

- ...Nie przyszło mi do głowy, że kiedy przyjdę, nie zastanę jej. Czy 

wiesz, jak się czuje człowiek, który w końcu dojrzał do tego, by zwierzyć się 

komuś ze swych tajemnic i nie znajduje tej osoby? 

Lacey zamrugała szybko powiekami. Nie do wiary, głos Maxa wyraźnie 

drżał! 

- A więc nie znalazłeś jeszcze Lorraine? - spytała zaintrygowana 

słuchaczka. 

Gdyby nie to, że z całej siły trzymała się blatu stołu, byłaby upadła. 

- Nie, ale nie poddaję się. Kocham ją, Patsy, i muszę ją odnaleźć, bo 

inaczej moje życie nie ma sensu. 

- Jakiś miesiąc temu powiedziałam ci to samo, kiedy mój mąż wrócił do 

picia, a ty poprosiłeś, żebym nigdy więcej tak nie mówiła. Coś mi się zdaje, że 

powinieneś zastosować się do swojej własnej rady. Każdy przeżywa w życiu 

chwile rozczarowania. 

R S

background image

 

- 122 -

- Och, Patsy, nie znasz Lorraine. Ona jest taka cudowna, taka dobra... Jest 

jedyną kobietą, z którą chciałbym spędzić resztę życia. Nigdy nie myślałem o 

małżeństwie, aż do momentu, gdy ją spotkałem. Gdybym tylko mógł się z nią 

zobaczyć, powiedzieć jej to wszystko i błagać o wybaczenie. 

Lacey miała wrażenie, że zaraz zemdleje. 

- Jeśli ona naprawdę jest taka wspaniała, jak mówisz, na pewno ci 

wybaczy. Przecież nikt nie jest doskonały, każdy popełnia błędy. 

- Ale mój błąd był ogromny, Patsy. Tak wielki, że nie mogę nawet o nim 

mówić. 

- Rozumiem, Max. Nie poddawaj się, wszyscy trzymamy za ciebie kciuki. 

- Dzięki, Patsy. Zadzwoń jeszcze kiedyś. Witaj, kolejny słuchaczu, jesteś 

na antenie. 

- Max, tu Larry, taksówkarz, który wiózł cię z lotniska trzy tygodnie 

temu. Przykro mi słyszeć, że ciągle jesteś w takim stanie. Przytrafiło mi się 

wiele przykrych rzeczy w życiu, ale muszę powiedzieć, że Lorraine postąpiła z 

tobą wyjątkowo okrutnie. Nie wolno tak znikać bez słowa i nawet nie zostawić 

numeru telefonu. 

- Masz rację, to było okrutne, ale ja na to w pełni zasługiwałem. Ona 

zawsze była taka ufna i dobra, a ja raz po raz deptałem jej uczucia, aż w końcu 

nie mogła już tego znieść - westchnął Max. 

- Ciągle mam jej zdjęcie, to które mi dałeś. Jeśli ją znajdę, zadzwonię. 

- Dzięki, Larry, jestem ci bardzo wdzięczny. Posłuchajmy następnej 

osoby. Halo, tu program Maxa Jarvisa, jesteś na antenie. 

- Witaj, Max, tu Casey. Nie załamuj się. Podobna rzecz przytrafiła się 

kiedyś mnie, więc wynająłem samolot, do którego przyczepiłem wielki 

transparent: „Wybacz mi, Jean. Wyjdź za mnie". Kosztowało mnie to całą 

fortunę, ale podziałało. Zadzwoniła do mnie tego samego wieczoru i teraz jeste-

śmy szczęśliwym małżeństwem z piątką dzieci. 

R S

background image

 

- 123 -

- Cieszę się, że jesteście szczęśliwi, Casey, i dzięki za pomysł, być może 

go wykorzystam, jeśli nic się nie zmieni. Dobranoc. Gdyby nie wy, drodzy 

słuchacze, nie wiem, jak bym sobie dał radę. Koledzy z ekipy powiedzieli, że 

mam to, na co zasłużyłem i od tamtej pory nie odezwali się do mnie ani słowem. 

Kiedy odkryłem, że Lorraine wyleciała z Florydy, nie mówiąc o tym nikomu, 

poczułem się tak, jakby ktoś znienacka wymierzył mi cios w splot słoneczny. 

Dojrzałem wreszcie, by opowiedzieć jej pewną historię z mego życia, a jej już 

nie było. Zupełnie, jakby zniknęła z powierzchni ziemi. Trzy tygodnie bez niej 

były jak trzy długie lata. Muszę ją odnaleźć, od tego zależy całe moje życie. 

Ból tak wyraźnie pobrzmiewał w jego głosie, że Lacey poczuła, jak łzy 

ciekną jej po twarzy. 

- Witaj, jesteś na antenie. 

- Max? 

- Na Boga, czy to ty, Lorraine? 

- Nie, tu Valerie. 

Valerie?! Lacey była tak zaskoczona, że opadła na pobliskie krzesło. 

- Kiedy wróciłaś z Japonii? 

- Dzisiaj. Znalazłam na tylnych drzwiach twoją wiadomość i już od 

dłuższego czasu próbuję się dodzwonić, ale linie są ciągle zajęte, więc 

zadzwoniłam do twojego producenta i połączył mnie poza kolejnością, bo 

jestem rodziną. 

- Nic dziwnego, on też szaleje za Lorraine. - W głosie Maxa słychać było 

cień uśmiechu. - Czy masz od niej jakieś wieści? Proszę, powiedz, że tak. 

- Niestety, nie. Nie odpowiadała na moje telefony z Tokio, a nie mam 

pojęcia, gdzie mieszka. 

- Jeśli nie odezwała się do ciebie, swojej siostry bliźniaczki, to znaczy, że 

sprawa jest beznadziejna. 

R S

background image

 

- 124 -

- Nie wiem, co jej zrobiłeś, Max, ale to musiało być naprawdę okrutne. Po 

raz pierwszy w życiu nie zwierzyła mi się, a to znaczy, że jest z nią naprawdę 

niedobrze. 

- Muszę ją odnaleźć i porozmawiać z nią. - Głos Maxa niebezpiecznie 

zadrżał. 

- Moja siostra to najsłodsza, najszlachetniejsza istota na świecie i tym 

bardziej boli mnie, że jest w takim stanie, bo zawsze była niesłychanie pogodna 

i otwarta - wyznała smutno Valerie. - Ale zmieniła się, odkąd cię poznała. Nigdy 

nie zachowywała się w ten sposób. Nie wiem, czy zdoła po raz drugi znieść taki 

ból. 

- Czy sądzisz, że ja chcę ją skrzywdzić?! - wykrzyknął Max. 

Lacey czuła się nieco zażenowana, słysząc, jak on opowiada na antenie o 

swych najskrytszych uczuciach, ale jednocześnie wzruszyło ją, że gotów był się 

otworzyć przed tysiącami słuchaczy, aby ją odzyskać. 

- Moim jedynym przewinieniem jest zbyt wielka miłość do niej - ciągnął. 

- Nie chciałem wierzyć, że taka wspaniała kobieta może naprawdę istnieć, a 

kiedy wreszcie uwierzyłem, było już za późno. 

- A czy powiedziałeś jej to kiedykolwiek, Max? - spytała Valerie. 

- Zrobiłbym to, gdyby nie wyjechała z Everglades. 

- Posłuchaj mnie, Max. Nie trać nadziei. Spróbuję się z nią skontaktować, 

nie na próżno przecież jesteśmy bliźniaczkami. Zresztą Lorraine jest 

uzależniona od Radia Talk. Idę nawet o zakład, że właśnie nas słucha. 

Gorący dreszcz przebiegł Lacey po plecach. 

- Obyś miała rację, Valerie - westchnął. - Skontaktowałem się chyba już 

ze wszystkimi jej znajomymi, ale na próżno. Nawet Nester ani pastor nie 

wiedzą, gdzie się podziała. Obiecali, że zadzwonią, gdy tylko się czegoś 

dowiedzą. 

A więc i do nich zwrócił się o pomoc?! 

R S

background image

 

- 125 -

- Mam jeszcze jeden pomysł - zakomunikowała Valerie. - Później ci go 

przedstawię. A na razie życzę ci powodzenia i, jeśli jeszcze tego nie 

powiedziałam, witaj w rodzinie. 

- Dziękuję, Valerie, nawet jeśli powitanie jest jeszcze przedwczesne. 

Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. Lorraine, jeśli mnie słyszysz, błagam 

cię, zadzwoń. Bez ciebie jestem nikim. Kocham cię, skarbie. Proszę, daj mi 

jeszcze jedną szansę. 

Łzy ciekły po policzkach Lacey nieprzerwanie. 

- Mój producent mówi, że mamy rozmówców na wszystkich liniach. 

Halo, jesteś na antenie. 

- Witaj, Max. Tu Greg. 

Na dźwięk głosu przyjaciela, Lacey ukryła zapłakaną twarz w dłoniach. 

- Czy odnalazłeś ją, Greg? 

- Jeszcze nie, ale Annette i ja nie przestajemy jej szukać. Mamy na oku 

wszystkie miejsca, w które zwykle chodziła. 

- Nie wiem, jak ja ci się odwdzięczę. 

Ciekawe, od jak dawna opowiadał na antenie o ich prywatnych sprawach? 

- Lorraine? Mówi Greg, twój brat. Pamiętasz mnie jeszcze? Wiem, że 

mnie słyszysz. Miałaś rację, kocham Annette. Bierzemy ślub w Święto 

Dziękczynienia, więc musisz wyjść ze swej kryjówki, bo Annette chce, żebyś 

była jej druhną. Posłuchaj, jeśli potrafiłaś wybaczyć takiemu skończonemu 

idiocie, jak ja, na pewno zdołasz wybaczyć i jemu. Przecież on cię ubóstwia! 

Pomyśl o tym, moglibyśmy urządzić podwójne wesele, co ty na to? Wiem, że 

tego chcesz. Wiem, że chcesz wyjść za tego typka z Kalifornii. 

W tym momencie Lacey śmiała się i płakała jednocześnie. 

- Uwierz mi, Max miał swoje powody, by postępować tak okrutnie. 

Wysłuchaj go, proszę cię - dokończył Greg. 

Nie mogła już dłużej tego słuchać. Drżącą ręką sięgnęła po telefon i 

wystukała numer linii służbowej Radia Talk. Odebrał Rob. 

R S

background image

 

- 126 -

- Rob? Tu Lorraine - wykrztusiła z trudem. 

- Lorraine?! - wykrzyknął. - Błagam cię, nie rozłączaj się. Jeśli to zrobisz, 

Max mnie wyleje. Zaczekaj sekundę. 

- Nie martw się, nie rozłączę się - zapewniła. - Czy mógłbyś połączyć 

jeszcze przed końcem programu? Zostało tylko parę minut. 

- Już cię przełączam. Zobaczysz, Max dostanie zawału. 

- Nie mów mu, kto dzwoni - poprosiła. - Chcę mu zrobić niespodziankę. 

- Niespodzianka to mało powiedziane. Tylko proszę cię, bądź dla niego 

miła, naprawdę jest w kiepskim stanie. 

- Obiecuję, że będę miła. 

Usłyszała, jak Max zapowiada, że to będzie już ostatni telefon. 

- Jesteś na antenie. Mam nadzieję, że masz dla mnie jakieś wiadomości o 

Lorraine. 

- Halo... Max... To ja... Lorraine - wydusiła z siebie z trudem. - Czuję się 

bardzo... zraniona, ale zgadzam się na rozmowę. Przyjadę do ciebie po 

programie. 

Przez chwilę w radiu panowała absolutna cisza. 

- Czy wszyscy to słyszeli? - Max odezwał się wreszcie, a jego głos drżał 

ze wzruszenia. - Lorraine postanowiła dać mi jeszcze jedną szansę. A więc 

jednak Bóg wysłuchuje nasze modlitwy, pastor miał rację. Jeśli zdarzy się cud, 

we wtorek ogłoszę, że żenię się z kobietą z moich snów. Znana już niektórym 

słuchaczom wspaniała pani doktor Walker zadzwoniła do mnie w zeszłym 

tygodniu i powiedziała, że jeśli nie zacznę mówić na antenie o swym 

prywatnym życiu, stracę wiarygodność w oczach mieszkańców Salt Lake City. 

Teraz zaś muszę postarać się, by odzyskać wiarygodność w oczach Lorraine. 

Życzcie mi szczęścia. Dobranoc. 

Następne kilka minut trwało w mniemaniu Lacey całą wieczność. 

Narzuciwszy płaszcz, wybiegła z domu i wsiadła do samochodu. 

R S

background image

 

- 127 -

Padający od paru godzin rzęsisty deszcz spowodował zamieszanie na 

ulicach, tak że centrum miasta przebyła w żółwim tempie. Z przyzwyczajenia 

podjechała pod tylne drzwi segmentu Valerie i dopiero wtedy zauważyła, że nie 

ma gdzie zaparkować. Zirytowana, zerknęła w boczne lusterko, chcąc się 

wycofać. 

- Możesz zostawić tu samochód, Lacey. Ani twoja siostra, ani ja nie 

wybieramy się nigdzie w taką pogodę. 

Jego głęboki głos wystraszył ją i jak zwykle zaskoczył. Najwyraźniej znał 

ją dobrze, skoro czekał przy tylnym wejściu. Trzy tygodnie, które minęły od 

chwili ich rozstania, sprawiły, że teraz jego obecność przyprawiała ją o zawrót 

głowy i nie pozwalała logicznie myśleć. 

Żadne z nich nie odezwało się ani słowem, kiedy szli przez podwórze. 

Gdy już znaleźli się w mieszkaniu, Lacey miała dziwne wrażenie, jakby po 

długich latach nieobecności wracała wreszcie do domu. Nie potrafiła pojąć, 

czemu tak się czuje, skoro Max stale ją poniżał i krytykował. 

- Chciałbym ci pomóc zdjąć płaszcz, ale wiem, że gdybym cię raz 

dotknął, nie mógłbym się od ciebie oderwać - odezwał się cicho. 

Podniosła na niego wzrok i na długi moment oboje nie mogli oderwać od 

siebie oczu. Może to tylko kwestia oświetlenia, ale Max wyglądał na dużo 

szczuplejszego niż przed trzema tygodniami. Sińce pod oczami nadawały jego 

twarzy zmęczony wygląd, ale dla Lacey był on jeszcze bardziej atrakcyjny niż 

zwykle. Ona sama również straciła ostatnio parę kilogramów, była blada i źle się 

czuła. Nawet jej lśniące zwykle loki straciły zdrowy wygląd. 

- Przyszłam cię prosić, żebyś nie omawiał naszego życia prywatnego na 

antenie - wydusiła z siebie. - Nie sądzisz, że już wystarczy to, co zrobiłeś? 

- Z całego serca pragnąłem cię odnaleźć, więc chwytałem się każdego 

sposobu. Proszę, daj mi pięć minut, chcę ci coś wyjaśnić. Przysięgam, że nie 

zatrzymam cię, gdy później zechcesz odejść. Uwolnię cię od siebie i już nigdy 

więcej nie wymienię twego imienia na antenie. 

R S

background image

 

- 128 -

Jakżeż ona może uwolnić się od Maxa? Przecież nigdy nie będzie w 

stanie o nim zapomnieć. 

W jej oczach pojawiły się łzy. Chcąc je ukryć, odwróciła się i opadła na 

pobliski fotel. 

- Wiem, co chcesz mi powiedzieć, Max - wyszeptała. - Nie sądzę, że coś 

się zmieni, kiedy opowiesz mi o kobiecie, która złamała ci serce. Należysz do 

mężczyzn, którzy kochają tylko raz, więc nasz związek nie miałby 

najmniejszego sensu. Nie mam ochoty żyć z duchem jakiejś kobiety, a tak to by 

właśnie wyglądało. W głębi serca zawsze będziesz ją kochał. 

Nie mogła już dłużej hamować łez, które potoczyły się po jej policzkach. 

- W pewnym sensie masz rację - przyznał po chwili wahania. - Ale 

trudno, bez względu na to, co zrobiła, zawsze przecież będzie moją matką. 

- Twoją matką? - powtórzyła, nie wierząc własnym uszom. Max pokiwał 

powoli głową. 

- Jesteś do niej taka podobna... Nie tyle z wyglądu, co z otaczającej cię 

aury kobiecości. Wszystko w tobie jest takie pociągające... zapach, spojrzenie, 

sposób poruszania się. To sprawia, że każdy mężczyzna, bez względu na wiek, 

pragnąłby wziąć cię na ręce i zanieść do domu, mieć cię na zawsze tylko dla 

siebie. 

To, że mówił o swojej matce, stawiało sprawę w zupełnie innym świetle. 

A ona przez ten cały czas sądziła, że kochał inną kobietę, która go zdradziła... 

- Jej urok był tak silny, że mój ojciec nie umiał jej się oprzeć - ciągnął, 

wykrzywiając usta. - Niestety, dokument z urzędu stanu cywilnego ani obrączka 

nic nie znaczyły dla kobiety, która pragnęła adoracji ze strony wszystkich napo-

tkanych mężczyzn. Przez wiele lat wierzyłem jej, kiedy mówiła, że jakiś 

przyjaciel ojca ma do nas przyjechać w odwiedziny. Nasz dom był jak hotel. 

Dopiero jako nastolatek spostrzegłem, że oni przyjeżdżali tylko wtedy, gdy 

ojciec przebywał w delegacji. Pewnego wieczoru miałem problem, o którym 

chciałem porozmawiać z ojcem, ale jego nie było w domu. Poszedłem więc do 

R S

background image

 

- 129 -

matki i zastałem ją w łóżku z jednym ze znajomych ojca. Nawet nie zauważyła, 

że wszedłem. Uciekłem wtedy z domu i zamieszkałem u mojego najlepszego 

przyjaciela. 

- Och, Max... - szepnęła ze współczuciem, próbując wyobrazić sobie, jak 

ten kilkunastoletni chłopiec musiał się wtedy czuć. 

- Tato odnalazł mnie i przyszedł porozmawiać. Kiedy zapytałem go, czy 

wiedział, jaką osobą jest moja matka, przyznał, że tak, ale nie mógł nic na to 

poradzić. Kochał ją, więc postanowił na pewne rzeczy nie zwracać uwagi. 

Wtedy poczułem do niego jeszcze większą odrazę niż do matki. Wykrzyczałem, 

że prawdziwy mężczyzna powinien bardziej cenić sobie swoją godność niż 

jakąkolwiek kobietę. Tato próbował jeszcze mi coś wyjaśniać, ale ja nie 

chciałem słuchać. Nie wróciłem do domu. Rodzice mojego przyjaciela pozwolili 

mi mieszkać z nimi aż do skończenia szkoły. Potem wyjechałem na Cejlon, 

gdzie pracowałem w dokach. Od czasu do czasu kontaktowałem się z ojcem. 

Błagał mnie, żebym wrócił do domu, obiecywał, że wystąpi o rozwód, ale 

wiedziałem, że nie mówi tego poważnie. Matka doskonale wiedziała, jak nim 

manipulować. Nie umiał odrzucić zaproszenia do jej łóżka. 

- A ona nigdy nie próbowała się z tobą skontaktować? - spytała zdumiona 

Lacey. 

- Nie. Od samego początku byłem jej zawadą. Pamiętam, że jeden jedyny 

raz ojciec podniósł na nią głos... Było to wtedy, kiedy zapytał, czy nie mogliby 

mieć więcej dzieci, a ona odparła, że mają już i tak o jedno za dużo. 

- To niemożliwe - oburzyła się. 

- Ale to prawda. Na szczęście pogodziłem się w końcu z ojcem. Matka 

odeszła z jakimś facetem i zdaje się, że mieszka teraz w Australii. Kiedy 

ostatnio byłem w Kalifornii, tato oznajmił, że złożył wreszcie papiery 

rozwodowe. Poznał fantastyczną kobietę i nie zdziwię się, gdy ożeni się 

ponownie. 

- Czy sądzisz, że dał sobie wreszcie spokój z twoją matką? 

R S

background image

 

- 130 -

- Jeśli nie, to niech Bóg ma go w swojej opiece - westchnął. - Ale nie chcę 

już rozmawiać o moich rodzicach. Pomówmy teraz o nas. Przede wszystkim 

chcę, żebyś wiedziała, że zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia, a 

nigdy mi się to jeszcze nie przytrafiło, byłem więc zaskoczony i 

zdezorientowany. A zaczęło się od tego twojego niesamowitego głosu. 

- Och, ja także zakochałam się w twoim głosie. - Roześmiała się. - 

Dlatego tak często słuchałam twych audycji, choć twoje poglądy bardzo mnie 

irytowały. 

- Gdy zadzwoniłaś do radia, postanowiłem, że muszę cię bliżej poznać. 

Przyszłaś potem do studia, popatrzyłaś tymi swoimi niesamowitymi oczami i już 

wiedziałem, że nie pozwolę ci tak po prostu odejść. Ale kiedy powiedziałaś, że 

mieszkasz tuż obok, wpadłem w panikę. Byłem przekonany, że zakochałem się 

w żonie najbliższego sąsiada. Brad wyjechał, a ty byłaś tam sama... Nie mogłem 

nie myśleć o tamtym dniu, gdy ujrzałem owego faceta w łóżku mojej matki. 

Było mi niedobrze na myśl, że pragnę cię, choć jesteś żoną innego. 

- Teraz zaczynam rozumieć, dlaczego nagle stałeś się wobec mnie taki 

chłodny - przyznała Lacey. 

- O nie, nic jeszcze nie rozumiesz - jęknął. - Jednego wieczoru, będąc w 

łazience, usłyszałem twój głos, dochodzący zza ściany. Opowiadałaś 

George'owi o tym, jak to pojedziecie dokądś na kilka dni. 

Lacey nie mogła powstrzymać się od śmiechu, choć wciąż miała oczy 

mokre od łez. 

- Nie uważałabyś, że to takie zabawne, gdybyś była na moim miejscu - 

zauważył, a w jego oczach pojawiły się ciepłe błyski. - Jakiś mężczyzna miał u 

ciebie nocować, a na ten czas George musiał się schować w komórce, mimo że 

wmawiałaś w niego, że tęsknisz za nim. A wszystko to za plecami Brada. 

- Och, kochanie - zawołała miękko Lacey, wyciągając do niego ramiona. - 

Nie dziwię ci się. - Przytuliła mokry policzek do jego piersi. 

R S

background image

 

- 131 -

- Sytuacja stawała się coraz gorsza - kontynuował, gładząc ją delikatnie 

po plecach. - Ledwo twój gość odjechał, pojawił się następny facet w 

samochodzie kampingowym. Wybiegłaś z domu z małym dzieckiem na rękach i 

odjechaliście w siną dal. Wyobrażasz sobie, co wtedy myślałem? 

- Oj, tak, ale wyjaśnię ci teraz wszystko. Moim gościem był szef Brada z 

Denver. Zawsze zatrzymuje się tutaj, gdy przejeżdża przez Salt Lake. Ten drugi 

mężczyzna zaś był pracownikiem wypożyczalni samochodów. Ze względu na 

George'a musiałam jechać w delegację takim autem - dokończyła, muskając 

jego usta wargami. 

Na moment zamilkli, rozkoszując się bliskością, jakiej nie doświadczali 

od tygodni. Ich pocałunek wyrażał nie wypowiedziane jeszcze pragnienia oraz 

tłumioną tak długo tęsknotę... 

- Dostawałem ataku szału na widok każdego mężczyzny w twoim 

towarzystwie - wyznał Max. - Byłem nawet zazdrosny o tych kelnerów w 

hotelu. Co do doktora Rivery, to miałem ochotę wybić mu te jego bielutkie 

zęby. 

- Zapomniałeś o Nesterze - podsunęła, uśmiechając się szelmowsko. 

- Nie chcę nawet myśleć o tym, co mi przychodziło do głowy, gdy 

zastanawiałem się, jak zdobyłaś te poufne informacje na temat doktora Rydera. 

Sądzę, że coś we mnie drgnęło, gdy zobaczyłem cię w objęciach Milo. 

Doszedłem wtedy do wniosku, że jestem chyba na krawędzi poważnego kryzysu 

emocjonalnego, a moje podejrzenia są wręcz chorobliwe. Znałem przecież Milo, 

wiedziałem, że jest uczciwy, a mimo to... 

- Naprawdę pomyślałam, że widząc mnie z Milo, znienawidziłeś i jego, i 

mnie. - Lacey zadrżała na wspomnienie owego wydarzenia. 

- Spędziłem wtedy całą noc w lesie, rozmyślając o tym, co narobiłem. 

Przemyślałem wszystko gruntownie i rano byłem już pewien, że moja 

chorobliwa podejrzliwość nie pozwalała mi uwierzyć w twoją niewinność. 

Dotarło do mnie wreszcie, że mnie kochasz i przeraziłem się, że zniszczyłem 

R S

background image

 

- 132 -

uczucie kobiety, którą uwielbiam nad życie. Ale koszmar czekał mnie dopiero 

po powrocie do wioski... 

- Musiałam wyjechać - powiedziała, zarzucając mu ramiona na szyję. - 

Dałeś mi jasno do zrozumienia, że mi nie ufasz, że mną pogardzasz... Wyjazd 

był jedynym rozwiązaniem. 

- Lacey, musisz mi wybaczyć - wyszeptał. 

- Teraz, kiedy już wiem, co tobą kierowało, jak bardzo zraniła cię własna 

matka... już teraz potrafię ci wszystko wybaczyć. - Uśmiechnęła się promiennie. 

- Kocham cię i chcę ci wynagrodzić wszystek ból, jakiego doznałeś w życiu. 

Max przycisnął ją do siebie z całej siły, po czym złożył na jej ustach 

gorący pocałunek, który był przysięgą bez słów. 

- Tak bardzo pragnąłem wziąć cię w ramiona - wyznał. - Kocham cię, 

Lacey. Kocham cię tak bardzo, że nigdy nie mógłbym się tobą z nikim dzielić. 

- Nie będziesz musiał się mną dzielić, kochanie - zapewniła, ujmując jego 

twarz w dłonie. - W moim życiu nie ma nikogo poza tobą. Wierzysz mi, Max? 

Przez długą chwilę wpatrywał się w nią bez słowa. 

- Wierzę - powiedział w końcu. - Wydaje mi się, że wierzyłem ci już w 

momencie, gdy pokazałaś mi George'a, lecz byłem ciągle zbyt zaślepiony takimi 

uczuciami, jak podejrzliwość, zazdrość, nieufność, aby dostrzec, że jesteś 

przeciwieństwem mojej matki. 

- Bardzo cierpiałam przez ostatnie tygodnie - przyznała. - Proszę cię, 

spraw, żeby wszystkie moje rany jak najszybciej się zagoiły. 

- Zagoją się, osobiście tego dopilnuję - obiecał, obsypując jej twarz 

pocałunkami. - Ale dopiero po ślubie. A weźmiemy prawdziwy ślub, w kościele. 

Ty będziesz ubrana w białą suknię, a ja zaniemówię ze wzruszenia, gdy cię w 

niej ujrzę. Wokół będą stali nasi przyjaciele i krewni. Nie chcemy chyba 

zawieść drogiej pani Taggert, prawda? - Uśmiechnął się zawadiacko. - Jest 

jedną z moich najwierniejszych fanek i pomagała mi dzielnie w 

poszukiwaniach. 

R S

background image

 

- 133 -

- Omawianie naszych prywatnych spraw na antenie zapewne przysporzyło 

ci dużo nowych wielbicieli - zażartowała Lacey, cmokając go w usta. 

- Jasne. Przecież żenię się z Lorraine, gwiazdą Radia Talk. Teraz już będę 

prawowitym członkiem miejscowej społeczności. 

- A może uknuliście to wszystko z twoim szefem, co? - droczyła się. - 

Może to dlatego żenisz się ze mną? 

Jego niebieskie oczy pociemniały i Lacey dostrzegła w nich iskierki 

pożądania. 

- Odpowiem na to pytanie, kiedy po raz pierwszy zaniosę cię do naszego 

łóżka, pani Jarvis. Takie rozmowy są zarezerwowane tylko i wyłącznie dla 

małżonków. 

 

                 

 

R S


Document Outline