background image
background image

 

 

Tłumaczenie:

DD_TranslateTeam

Tłumaczyły Martinaza i adijka, betowały bacha383 i Ma_cul

Prosimy o chomikowanie pliku, a nie przywłaszczanie go sobie

 

Przeczytałeś/łaś? Podziel się wrażeniami w komentarzu :)

   

Polub nas na facebooku 

tam zawsze znajdziesz najświeższe informacje o trwających i planowanych

tłumaczeniach

Druzyna_Dobra

nasz inny chomik zajmujący się tłumaczeniem dzieł Cassandry Clare

background image

Zapraszam na moje nowe nowe tłumaczenie ;)

Aby przetrwać w zrujnowanym świecie, musi wstąpić w objęcia ciemności.

Allison Sekemoto próbuje przetrwać w Fringe, w ostatnim, otoczonym murem

zewnętrznym   kręgu.   W   ciągu   dnia,   ona   i   jej   grupa   starają   się   odnaleźć   jakieś
pożywienie. W nocy, któreś z nich może zostać pożarte. Czasami, jedynym co trzyma
Allie przy życiu jest nienawiść do nich – wampirów, którzy traktują ludzi, jak bydło
przeznaczone na rzeź. Aż do pewnej nocy, gdy Allie umiera i staje się jedną z nich,
potworem. 

Zmuszona do opuszczenia miasta, dziewczyna musi uciec od ludzi i dołączyć

do   grupy   obszarpanych   pielgrzymów   poszukujących   mitycznego   miejsca,   gdzie
może znajdować się lekarstwo na chorobę, która zdziesiątkowała większość ludzkiej
populacji   i   stworzyła   zarażonych,   żadne   krwi   istoty,   które   zagrażają   zarówno
ludziom, jak i wampirom. Wkrótce Allie będzie musiała zdecydować za co i za kogo
warto umrzeć ponownie. 

Wkrocz   do   wykreowanego   przez   Julię   Kagawę   mrocznego   i   pokręconego

świata i rozpocznij niezapomnianą podróż.

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 1

 1

- Obudź się, Leger. 

- Dzień wolny- mruknąłem, naciągając koc na głowę. 

– Nikt nie ma dziś wolnego. Wstań, to wszystko ci wyjaśnię.

Westchnąłem. Zazwyczaj jestem podekscytowany samą  myślą  o

wzięciu się do pracy. Rutyna, dyscyplina, poczucie dobrze wykonanego
zadnia  na koniec dnia: to bardzo  mi się  podobało.  Jednak  dziś, to
zupełnie inna historia . 

Ostatniej nocy odbyła się impreza halloweenowa, która była moją

ostatnią  szansą. Gdy America i ja tańczyliśmy po raz ostatni, i kiedy
wspomniała  o  dystansie Maxona, miałem  okazję  przypomnieć  jej  o
tym, kim byliśmy dawniej... i poczułem to. To, co związało nas razem
nadal tu było. Być może nadgryzione przez Selekcję, ale wciąż trwało.

- Powiedz mi, że będziesz na mnie zaczekasz, Mer - poprosiłem . 

Nic nie odpowiedziała, ale nie straciłem nadziei. Nie, dopóki on

się nie pojawił i podszedł do niej roztaczając urok i bogactwo i władzę.
To było to. Przegrałem. 

Cokolwiek Maxon szepnął do niej na parkiecie, musiało wymieść

wszelkie zmartwienia z jej głowy. Przytulała się do niego, piosenka po
piosence, patrząc mu w oczy, jak zwykła patrzeć  w moje. Więc może
wypiłem   trochę  za   dużo   alkoholu,   kiedy  to   oglądałem.   Możliwe,  że

background image

wazon   w  foyer  potłukł  się,   bo   nim  rzuciłem.   I  może  dusiłem   moje
krzyki poprzez gryzienie poduszki, tak by Avery mnie nie słyszał. 

Co jeśli poranne słowa Avery'ego miały być jakąś wskazówką, że

istniała szansa, że Maxon oświadczył się późno w nocy, a my wszyscy
mamy stawić się na oficjalne ogłoszenie? Jak miałem stawić czoła tej
chwili? Jak miałem tam stać i chronić to? 

Miał  dać  jej   pierścień,   na   który   nigdy   nie   będę  mógł  sobie

pozwolić oraz życie, którego nigdy nie będę mógł jej zapewnić... i będę
go za to nienawidził do mojego ostatniego tchnienia. Usiadłem, wciąż
ze spuszczonym wzrokiem. 

- Co się dzieje? - zapytałem, głowa mi pulsowała z każdą sylabą . 

- Jest źle. Bardzo źle. 

Zmarszczyłem czoło i podniosłem oczy. Avery siedział  na  łóżku,

zapinając   koszulę.   Nasze   oczy   spotkały   się,   a   zauważyłem   w   jego
zmartwienie. 

- Co masz na myśli? Co jest  źle? - Jeśli był  jakiś  głupi dramat,

polegający na nie znalezieniu odpowiednich kolorów obrusów, czy coś
podobnego, to zamierzałem wrócić do łóżka. 

Avery westchnął. 

- Znałeś Woodworkaa? Przyjazny facet, często się uśmiechał? 

- Tak. Czasem robimy razem obchód. Jest miły. - Woodwork  był

Siódemką, a  niemal natychmiast zaczęliśmy nadawać na tych samych
falach   ze   względu   na   nasze   duże   rodziny   i   zmarłych   ojców.   Był
pracowity   i   było   oczywiste,  że   naprawdę  zasługuje   na   swoją  nową
kastę. 

background image

- Co jest? Co się dzieje? 

 Avery wydawał się oszołomiony. 

-   Został  przyłapany  ostatniej   nocy   z  jedną  z   dziewczyn   Elity.  
Zamarłem. 

- Co? W jaki sposób? 

- Kamery. Reporterzy robili ujęcia ludzi wędrujących po pałacu i

jeden z nich usłyszał coś w toalecie. Otworzył ją i znalazł Woodworka z
lady Marlee. 

-   Ale   to   jest     -   prawie   powiedziałem   najlepsza   przyjaciółka

Americi, ale ugryzłem się szybko w język - szalone - skończyłem. 

-   Mi   to     mówisz.   -   Avery   podniósł  skarpety   i   kontynuował

ubieranie.   -   Wydawał  się  taki   bystry.   Musiał  po   prostu   zbyt   wiele
wypić. 

Pewnie tak, ale wątpiłem, że to był główny powód. Woodwork był

inteligentny.   Chciał  opiekować  się  swoją  rodziną  tak,   jak   ja   moją.
Istniało   tylko   jedno   wytłumaczenie,   dlaczego   miałby   ryzykować,  że
zostanie złapany, zrobił to z tego samego powodu, dla którego i ja to
robiłem: musiał  rozpaczliwie kochać  Marlee. Pomasowałem skronie,
chcąc pozbyć się bólu głowy. Nie mogłem czuć się tak, jak teraz, nie,
gdy   działo   się  coś  tak   istotnego.   Otworzyłem   szeroko   oczy,   kiedy
zrozumiałem, co to może oznaczać. 

- Czy oni... czy oni zamierzają ich zabić ? - zapytałem cicho, jakby

powiedzenie tego zbyt głośno miało sprawić,  że wszyscy przypomną
sobie, że właśnie to pałac robił ze zdrajcami. Avery zaprzeczył ruchem
głowy, a ja poczułem, że moje serce zaczyna znowu bić. 

background image

- Zamierzają  ich wychłostać. Inne członkinie Elity i ich rodziny

będą w samym środku tego, będą siedzieli w pierwszym rzędzie. Bloki
są  już  ustawione na  zewnątrz  ścian pałacu, więc  jesteśmy w  stanie
gotowości.  Wkładaj  swój  mundur.  - Wstał  i podszedł  do  drzwi  – I
załatw sobie jakąś kawę zanim się zgłosisz - powiedział przez ramię. -
Wyglądasz jakbyś to ty miał oberwać kijem. 

Piętra   trzecie   i   czwarte   były   wystarczająco   wysokie,   by   móc

wyjrzeć  za grube mury, które chroniły pałac przed pozostałą  częścią
świata,   więc   szybko   udałem   się  do   szerokiego   okna   na   czwartym
piętrze. Spojrzałem na siedzenia dla rodziny królewskiej i Elity, jak
również na miejsce na scenie dla Marlee i Woodwork’a. Wyglądało na
to,  że większość  strażników i pracowników miało ten sam pomysł  co
ja, więc skinąłem dwóm innym gwardzistom, którzy stali przy oknie, i
jednemu lokajowi, którego uniform wyglądał na świeżo wyprasowany,
ale na którego twarzy malowało się zmartwienie.

 Gdy tylko otworzyły się drzwi pałacu, a dziewczyny i ich rodziny

podjęły   marsz   przy   gromkich   owacjach   tłumu,   dwie   pokojówki
podbiegły do nas. Rozpoznałem Lucy i Mary, więc zrobiłem im miejsce
obok siebie. 

- Czy Anne przyjdzie? - zapytałem. 

- Nie - powiedziała Mary. - Nie uważa,  że to byłoby właściwe,

kiedy   jest   tak   wiele   do   zrobienia.   -   Skinąłem   głową.   To   brzmiało
dokładnie, jak ona. Wpadałem na  pokojówki Americi przez cały czas,
od kiedy zacząłem strzec jej drzwi w nocy, i mimo, że zawsze starałem
się  być  profesjonalistą,     to   miałem   tendencję  do   darowania   im
niektórych formalności. Chciałem poznać  osoby, które dbały o moją
dziewczynę,   więc   byłem   na   zawsze   im   zobowiązany   za   wszystkie

background image

rzeczy, które dla niej robiły. 

Spojrzałem   na   Lucy   i   zauważyłem,   jak   zaciska   dłonie.   Nawet

podczas mojego krótkiego pobytu w pałacu, zauważyłem, że kiedy jest
zestresowana, przejawia się  to w kilkunastu tikach fizycznych. Obóz
szkoleniowy nauczył mnie wypatrywać nerwowego zachowania u ludzi,
którzy   przebywali   do   pałacu   i  żeby   szczególnie   je   obserwować.
Wiedziałem, że Lucy nie była  zagrożeniem, więc kiedy zobaczyłem ją
w takiej udręce, poczułem potrzebę chronienia jej. 

- Czy jesteś pewna,  że chcesz to oglądać? - szepnąłem do niej. -

To nie będzie miłe. 

-   Wiem.   Ale   naprawdę  bardzo   lubiłam   lady   Marlee   -   odparła

równie cicho. – Czuję, że powinnam tu być. 

-   Ona   nie   jest   już  lady   -   powiedziałem,   pewien,  że   zostanie

przesunięta   do   najniższej   możliwej   kasty.   Lucy   pomyślała   przez
chwilę. 

- Każda dziewczyna która ryzykuje swoje  życie dla kogoś, kogo

kocha, z pewnością zasługuje na miano lady. 

Uśmiechnąłem się . 

- Słuszna uwaga. - Zauważyłem  że jej ręce znieruchomiały, a na

twarzy pojawił się krótki uśmiech. 

Wiwaty tłumu zmieniły się  na okrzyki pogardy, kiedy Marlee i

Woodwork   pokuśtykali   do   oczyszczonej   przestrzeni   przed   bramą
pałacu. Strażnicy ciągnęli w sposób mało delikatny, a na podstawie
jego chodu, domyśliłem się Woodwork już nieźle oberwał. 

Nie mogliśmy rozróżnić  słów, ale widzieliśmy, jak ich zbrodnie

background image

zostały ogłoszone światu. Skupiłem się na Ameryce i jej rodzinie. May
wyglądała   jakby   próbowała   usilnie   trzymać  się  w   jednym   kawałku,
ramionami   uwinęła   brzuch.   Pan   Singer   był  zaniepokojony,   ale
spokojny. Mer po prostu wydawała się być zmieszana. Chciałem by był
jakiś sposób, aby zatrzymać ją i powiedzieć że wszystko będzie dobrze,
i  żebym nie musiał się powstrzymywać. 

Przypomniałem sobie, jak patrzyłem, kiedy Jemmy był  bity za

kradzież.   Gdybym   mógł  zając   jego   miejsce,   zrobiłbym   to   bez
zadawania pytań. Jednocześnie przypomniałem sobie to przytłaczające
poczucie ulgi,  że nigdy nie zostałem złapany, gdy kilka razy sytuacja
zmusiła mnie do kradzieży. Wyobrażałem sobie,  że America musi się
teraz czuć właśnie w ten sposób, chcąc by Marlee nie musiała iść przez
to przechodzić, ale wdzięczna, że to nie  my jesteśmy na ich miejscu. 

Kiedy   opadła   witka   Mary   i   Lucy   podskoczyły,   chociaż  nie

mogliśmy słyszeć niczego innego, poza wrzaskami tłumu. Była przerwa
między uderzaniami, dokładnie tak długa, by pozwolić Woodworkowi i
Marlee   poczuć  ból,   ale   niewystarczająca,   by   mogli   się  do   niego
przyzwyczaić,  a kolejne uderzenie jeszcze go pogłębiło. 

Sprawianie ludziom cierpienia było sztuką, którą pałac wydawał

się  mieć  doskonale   opanowaną.     Lucy   ukryła   twarz   w   dłoniach   i
płakała cicho, podczas gdy Mary objęła ja ramieniem, aby poczuła się
bezpiecznie. Miałem zrobić to samo, kiedy błysk rudych włosów wpadł
mi w oko. 

Co ona robi? Czy szarpie się ze strażnikiem?

 Wszystko w moim ciele walczyło ze sobą. Chciałem ją chronić i

wcisnąć  z   powrotem   na   miejsce,   ale   w   tym   samym   czasie,   miałem

background image

ochotę  chwycić  ją  za rękę  i porwać  stamtąd. Chciałam ją  pocieszyć  i
jednocześnie błagać, by się  zatrzymała. To nie był  odpowiedni czas i
miejsce by zwracać na siebie uwagę. Patrzyłem jak America wskoczyła
na barierkę, zahaczyła ją rąbkiem sukni i upadła.

Właśnie   wtedy,   kiedy   uderzyła   w   ziemię  i   podniosła   się,

zrozumiałem,  że nie starała się  chronić  przed tym koszmarem, który
dział się na jej oczach, ale zamiast tego koncentrowała się na tym, by
dostać się do Marlee. Duma i strach rosły w mojej piersi. 

- O mój Boże! – Mary westchnęła

-  Usiądź moja pani! – Lucy błagała, naciskając rękoma szybę. 

Biegła, straciła jeden but, ale nadal odmawiała poddania się. 

- Usiądź lady Americo! – krzyczał jeden ze strażników, stojących

obok mnie.

Dopadła dolnego spodnia platformy, a mój mózg stanął w ogniu

uderzającej do niego krwi. 

- Tam sa kamery! – krzyknąłem do niej przez szkło. 

Strażnik w końcu złapał ją, przygniatając do podłoża.  Wyrywała

się mu, wciąż gotowa walczyć. 

Mój wzrok przeniósł się na rodzinę królewską; wzrok wszystkich

był skierowany na rudowłosą dziewczynę, wijącą się na ziemi.  

- Powinnyście wrócić  do jej pokoju  – powiedziałem do Mary i

Lucy – Będziecie jej potrzebne. – Odwróciły się i pobiegły.

-   Wy   dwaj   –   powiedziałem   do   strażników   –   idźcie   na   dół  i

upewnijcie   się,   czy   nie   będzie   potrzebna   dodatkowa   ochrona.   Nie

background image

wiadomo kto to zobaczył i kogo to zirytowało. -  Rzucili się sprintem,
kierując się na pierwsze piętro. 

Chciałem   być  przy   Ameryce,   być  w   jej   pokoju   właśnie   w   tym

momencie. Wiedziałem jednak,  że   w tych okolicznościach najlepiej
będzie   być  cierpliwym.   Najlepiej   gdy   zostanie   sama   ze   swoimi
pokojówkami.

Ostatniej   nocy   poprosiłem   Amerykę  by   zaczekała   na   mnie,

ponieważ myślałem, że może wróci do domu wcześniej niż ja. Ta myśl
stanęła przede mną ponownie. Czy król będzie to tolerował? 

Wszystko   mnie   bolało,   kiedy   starałam   się  oddychać,   myśleć  i

kalkulować.

- Imponujące – westchnął lokaj – Taka odwaga. – Odsunął się od

okna   i   wrócił  do   swoich   obowiązków,   pozostawiając   mnie
zastanawiającego   się,   czy   miał  na   myśli,   parę  na   podium   czy
dziewczynę w brudnej sukience. 

Kiedy stałem tam, wciąż myśląc o tym, co się właśnie wydarzyło,

chłosta   dobiegła   końca.   Rodzina   królewska   odeszła,   tłum   się
rozproszył i została jedynie garstka strażników, dby odprowadzić dwa
bezwładne   ciała,   które   zdawały   się  skłaniać  ku   sobie,   nawet   w
nieświadomości.

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 2

 2

Pamiętałem   dni   oczekiwania   na   otwarcie   domku   na   drzewie,

kiedy spoglądając na zegarek wydawało się, że jego wskazówki cofają
się zamiast iść do przodu. Teraz było tysiąc razy gorzej. Wiedziałem, że
coś poszło źle. Wiedziałem, że mnie potrzebuje. Ale nie mogłem się do
niej dostać. Najlepszym, co mogłem zrobić, to zamienić się dyżurami,
ze   strażnikiem,   który     planowo   miał  pilnować  jej   drzwi.   Póki   nie
zapadnie   noc   nie   będę  mógł  się  z   nią  ponownie   zobaczyć,   więc
musiałam   poszukać  zapomnienia   w   pracy.   Zmierzałem   właśnie   do
kuchni na późne śniadanie, gdy usłyszałem kłótnię.

- Chcę zobaczyć  moją  córkę! – rozpoznałem głos Pana Singer’a,

ale nigdy nie słyszałem, żeby był tak zdesperowany.

- Przykro mi, proszę pana. Ze względów bezpieczeństwa musimy

wyprowadzić pana teraz z pałacu. – odpowiedział strażnik. Lodge, jak
rozpoznałem.   Wystawiłem   głowę  zza   rogu   i   upewniłem   się,  że   to
właśnie on próbuje uspokoić Pana Singer’a.

- Ale trzymacie nas tu, jak w klatce od czasu tego obrzydliwego

wystąpienia,   moje   dziecko   zostało   wyprowadzone,   a   ja   jej   nie
widziałem od tego czasu! Chcę ją zobaczyć! 

Podszedłem do nich pewnym krokiem i zainterweniowałem.
- Pozwól mi się tym zająć, oficerze Lodge. 

 Mężczyzna kiwnął głową i odszedł. Przez większość czasu, kiedy

zachowywałem się  jakbym to ja miał  wszystko pod kontrolą, ludzie

background image

mnie słuchali. Było to proste i skuteczne.

Kiedy   Lodge   odszedł  korytarzem,   pochyliłem   się  do   pana

Singer’a.

- Nie może pan tak tu mówić, proszę  pana. Widział  pan co się

dopiero stało, a to było jedynie za pocałunki i rozpięta suknię. 

Tata Americi przytaknął i przeczesał włosy palcami.
- Wiem. Wiem, że masz rację. Ale nie mogę uwierzyć, że kazali jej

na to patrzeć. Nie wierzę, że zrobili to May. 

Jeżeli to jakieś pocieszenie, to pokojówki Americii są jej bardzo

oddane,   i   jestem   pewien  że   odpowiednia   się  nią  zajęły.   Nie   było
żadnego   raportu   z   jej   przyjęcia   do   skrzydła   szpitalnego,   więc   nie
została ranna. Przynajmniej nie fizycznie. Z tego co zrozumiałem –
Boże, jak ja nienawidziłem wypowiadać  tego głośno – Książe Maxon
faworyzuje ją bardziej niż pozostałe.

Pan   Singer   posłał  mi   blady   uśmiech,   który   nie   dosięgnął  jego

oczu.

-Prawda. 
Wszystko we mnie walczyło, by nie zapytać się go, skąd to wie.

- Jestem pewien, że będzie  bardzo cierpliwy w stosunku do niej,

aż upora się ze swoją stratą. 

Skinął  głową,   następnie   mruknął  pod   nosem   jakby   mówił  do

siebie.

- Spodziewałem się po nim więcej.

- Proszę Pana? 

Wziął głęboki oddech i wyprostował się. 

background image

- Nic, nic. – Pan Singer rozejrzał się wokół i nie mogłem wyczuć,

czy był pod wrażeniem pałacu, czy raczej był nim zdegustowany.  

- Wiesz Aspen, ona nigdy mi nie uwierzy, jeżeli jej powiem,  że

jest wystarczająco dobra dla tego miejsca. I w pewien sposób, będzie
miałam rację. Ona jest dla tego za dobra.  

- Shalom? – Pan Singer i ja odwróciliśmy się i zobczyliśmy panią

Singer i May wychodzące zza rogu, niosąc walizki. – Jesteśmy gotowe.
Widziałeś się z Americą?

May  zostawiła  matkę  i  szybko  stanęła  przy  boku  ojca.  Owinął

ochronnie ramie wokół niej. 

- Nie. Ale Aspen sprawdzi co u niej.  

Nie powiedziałem nic takiego, ale byliśmy praktycznie rodziną  i

wiedział, że to zrobię. Oczywiście, że to zrobię. 

Pani Singer przytuliła mnie krótko. 

- Nie potrafię  wyrazić  jaki to dla mnie komfort wiedzieć,  że tu

jesteś  Aspenie.   Jesteś  mądrzejszy   od   wszystkich   tych   strażników
razem wziętych.

-   Proszę  nie   pozwolić,   by   to   usłyszeli   –   zażartowałem,   a   ona

uśmiechnęła się zanim się odsunęła. May podbiegła a ja pochyliłem się
trochę, więc byliśmy na tej samej wysokości. 

-   Oto   kilka   dodatkowych   uścisków.   Czy   mogłabyś  pójść  do

mojego domu i przekazać je mojej rodzinie? – Przytaknęła wtulona w
moje   ramię.   Czekałem,   aż  mnie   puści,   ale   tego   nie   zrobiła.   Nagle
przysunęła usta do mojego ucha 

background image

-Nie pozwól, by ktokolwiek ją skrzywdził.

-Nigdy.
Ścisnęła mnie mocniej a ja oddałem uścisk, tak mocno pragnąc,

by ochronić ją przed wszystkim dookoła. May i Amecica były dla siebie
podporą,   na   dużo   więcej   sposobów   niż  ktokolwiek   mógłby
przypuszczać. May była jednak delikatniejsza. Nikt nie bronił jej przed
resztą  świata; sama musiała się  bronić. Ameryka była jedynie kilka
miesięcy   starsza   niż  May   teraz,   kiedy   zaczęliśmy   się  spotykać,
podejmując decyzje z którymi większość  dorosłych nie chciałaby się
mierzyć. Jednak Ameryka była  świadoma zła  świata wokół  niej oraz
konsekwencji, jakie trzeba byłoby ponieść, gdyby coś poszło nie tak.  

May  przeżywała życie kompletnie nie widząc, tego co najgorsze

na tym świecie. Obawiałem się, że coś z tej jej niewinności zostało dziś
skradzione. 

Wreszcie poluzowała uścisk a ja wyprostowałem się  i

wyciągnęłem   rękę  do   Pana   Singer’a.   Uścisnął  mi   dłoń  i   cicho
powiedział.

- Cieszę się, że ma ciebie. To tak jakby miała tu kawałek domu. –

Moje   oczy   spojrzały   w   jego   i   ponownie   uderzyła   we   mnie   chęć
zapytania,  to, co wiedział Zastanawiałem się, czy może przynajmniej
coś podejrzewał.

Spojrzenie Pana Singer’a było niezachwiane i ponieważ byłem do

tego szkolony patrzyłem w jego twarz w poszukiwaniu sekretów. Nie
starałem się nawet domyślać, co przede mną  ukrywa, ale wiedziałem
bez żadnych wątpliwości, że coś skrywa. 

- Będę się nią opiekował, proszę pana. 

Uśmiechnął się.

background image

- Wiem, że będziesz. Uważaj też na siebie. Niektórzy twierdzą, że

to   miejsce   jest   bardziej   niebezpieczne   niż  Nowa   Azja.   Chcemy   byś
wrócił do domu bezpiecznie. 

Skinąłem   głową.   Z   miliona   słów   na   całym  świecie   Pan   Singer

zdawał się zawsze wiedzieć, jak wybrać garść z nich, tak byś poczuł się
kimś ważnym.

-   Nigdy   nie   zostałam   tak   potraktowana   –   ktoś  mruknął

wychodząc   zza   narożnika   –   w  żadnym   z   innych   pałaców.   –   Głowy
wszystkich z nas się odwróciły. Wyglądało na to, żerodzice Celeste nie
przyjęli dobrze prośby o opuszczenie pałacu. Jej matka ciągnęła duża
torbę, potrząsając głową w czasie rozmowy z mężem i strzepując blond
włosy z ramienia co kilka sekund.   Część  mnie chciała tam podejść  i
wręczyć jej spinkę. 

- Ty tam, - Pan Newsome powiedział do mnie – podejdź i weź te

torby. – Upuścił walizki na podłogę. 

Pan Singer powiedział głośno:

- On nie jest twoim służącym. On jest tu po to, by cię  chronić.

Sam możesz nosić  swoje bagaże. – Pan Newsom przewrócił  oczami i
odwrócił się do żony.

-   Nie   mogę  uwierzyć,  że   nasze   dziecko   musi   przebywać  w

towarzystwie Piątki. – Szepnął wystarczająco głośno by wszyscy z nas
mogli   go   usłyszeć.   –   Mam   nadzieję,  że   nie   nabierze  żadnego
niechlujnego nawyku. Nasza dziewczynka jest za dobra dla tej hołoty.
– Pani Newsome ponownie odrzuciła włosy a ja mogłem zobaczyć, od
kogo Celeste nauczyła się ostrzyć pazury. Nie żebym oczekiwał czegoś
więcej po Dwójce. 

background image

Ledwie   mogłem   patrzeć  tą  niegodziwie   szczęśliwą  twarz   Pani

Newsome,   kiedy   usłyszałem   przytłumiony   dźwięk   obok   mnie.   May
płakała   w   rękaw   matki.   Jakby   ten   dzień  nie   był  już  wystarczająco
ciężki.

-   Bezpiecznej   podróży  panie   Singer   –   wyszeptałem.   Skinął  mi

głową  i poprowadził  swoja rodzinę  przez frontowe drzwi. Widziałem
czekające już samochody. America znienawidzi fakt, że nie udało jej się
z nimi pożegnać. 

Podszedłem do pana Newsome’a.

- Proszę się nie martwić, proszę pana. Niech pan zostawi bagaże

tutaj, a ja upewnię się że będą pod właściwą opieką. 

- Dobry chłopak. – powiedział Pan Newsom i poklepał  mnie po

plecach zanim poprawił krawat i pociągnął swoją żonę za sobą. 

Kiedy już  byli na zewnątrz, podszedłem do stołu przy wejściu i

wyciągnąłem pióro z szuflady. Nie miałem szans by zrobić to dwa razy,
więc   musiałem   zdecydować  kogo   z   państwa   Newsome’mów
nienawidziłem   bardziej   w   tym   momencie.   Teraz   była   to   Pani
Newsome,   chociażby   przez   wzgląd   na   May.   Rozpiąłem   jej   torbę,
wsadziłem pióro do  środka i przełamałem je w połowie. Została mi
kropka z atramentu na jednej z rąk, ale gdy zuważyłem warte tysiące
dolarów suknie, którymi mogłem nią wytrzeć, znak szybko zniknął.

  Patrzyłem   jak   Newsome’owie   wsiadają  do   samochodu   a

następnie wrzuciłem ich torby do bagażnika, pozwalając sobie na mały
uśmiech. Zniszczenie paru ubrań pani Newsome dało mi satysfakcję,
wiedziałem,  że nie wyrządziłem jej złego na dłuższą  metę. Zastąpi je
nowymi w ciągu kilku dni. May będzie musiała  żyć  z tymi słowami,
brzmiącymi jej w uszach przez całe życie.

background image

Trzymałem miskę blisko siebie kiedy wpychałem spory kęs jajek i

kiełbasek do moich ust,  kiedy  próbował  się  wydostać.  Kuchnia była
pełna strażników i służących, kończących posiłki przed zmianą. 

- Mówił  jej,  że ją  kocha przez cały ten czas – powiedział  Fry. –

Stałem na platformie i słyszałem to przez cały czas. Nawet po tym, jak
stracił przytomność, Woodwork wciąż to powtarzał. – Dwie pokojówki
wsłuchiwały   się  w   kazde   jego   słowo,   jedna   przechyliła   głowę  ze
smutkiem.

- Jak książę mógł im to zrobić? Oni są tacy zakochani. 

-   Książę  Maxon   to   dobry   człowiek.   On   po   prostu   przestrzega

prawa. –Inna pokojówka krzyknęła w odpowiedzi.

- Ale… zawsze? – Fry przytaknął. Druga pokojówka potrząsnęła

głową.

  Nic   dziwnego,  że   lady   America   pobiegła   do   nich.   –   Szedłem

wzdłuż dużego stołu, przeusuwają się do drugiej części pomieszczenia.

-   Ona   kopnęła   mnie   całkiem   mocno.   –   podzielił  się  Recen

krzywiąc się na to wspomnienie – I nie mogłem utrzymać jej gdy tak
się wiła, ledwie mogłem oddychać. – Uśmiechnąłem się do siebie, choć
żal mi było faceta.  

- Ta lady America jest cholernie odważna. Król mógł  kazać  ją

zamknąć za coś takiego. – Młodszy lokaj miał szeroko otwarte oczy i
wyglądał  na dość  rozradowanego, najwyraźniej odbierał  to wszystko
jako dobra rozrywkę. 

Zabrałem   się  stamtąd,   obawiając   się,  że

powiem lub zrobię  coś  głupiego, jeżeli coś  jeszcze usłyszę. Minąłem
Avery’ego,   ale   on  tylko  skinął  głową.  Ułożenie   jego  ust  i  brwi  było
wszystkim   czego   potrzebowałem,   by   wiedzieć,  że   nie   jest   teraz
zainteresowany towarzystwem. 

background image

- Mogło być dużo gorzej. – wyszeptała pokojówka. Jej koleżanka

przytaknęła. – Przynajmniej żyją. 

Nie mogłem od tego uciec. Kilka rozmów nakładających się  na

siebie, mieszających jedno docierające do moich uszu. Imię  America
otaczało mnie, było na ustach prawie każdej osoby. W jednej chwili
puchłem z dumy, a za chwilę ogarniała mnie wściekłość. Jeżeli Maxon
faktycznie był  w porządku, to przede wszystkim  America nigdy nie
znalazłaby się w takiej sytuacji. 

Wziąłem kolejny zamach toporem rozdzielając drewno. Dobrze

było   czuć  słońce   na   nagiej   piersi,   a   możliwość  niszczenia   czegoś
pomagała mi pozbyć  się  złości. Złości dla Woodworka i Marlee oraz
dla May i Americii.  Wściekłości dla mnie samego. W kolejny pieniek
uderzyłem z gardłowym okrzykiem.

-   Rąbiesz   drewno,   czy   starasz   się  wystraszyć  ptaki?   –   ktoś

zawołał.   Odwróciłem   się  i   zobaczyłem   starszego   mężczyznę  kilka
metrów dalej. Wyprowadzał  konia, ciągnąc za uzdę  i miał  na sobie
kamizelkę,   która   informowała,  że   jest   pracownikiem   pałacu.   Jego
twarz   była   pomarszczona,   ale     wiek   nie   przyćmił  jego   uśmiechu.
Miałem wrażenie, że już go gdzieś widziałem, ale nie mogłem skojarzyć
gdzie. 

- Przepraszam, czy wystraszyłem konia? – zapytałem.

-   Niee.   –   powiedział  podchodząc.   –   Po   prostu   brzmisz   jakbyś

miał ciężki dzień.

-   Cóż  –   odpowiedziałem,   poprawiając   ponownie   siekierę    –

dzisiejszy   dzień  jest   ciężki   dla   wszystkich.   –   Zamachnąłem   się
rozdzielając kolejne drewno. 

- Taa. Na to wygląda.  – Podrapał konia za uszami. – Znałeś go?

background image

– Przerwałem, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.

- Nie za dobrze. Mieliśmy jednak dużo wspólnego. Po prostu nie

mogę  uwierzyć  w   to   co   się  stało.   Nie   mogę  uwierzyć,  że   wszystko
stracił. 

-   Ech.   Wszystko   wydaje   się  niczym,   kiedy   kogoś  kochasz.

Szczególnie,   gdy   jesteś  młody.   –   Przyjrzałem   się  człowiekowi.
Zdecydowanie   był  stajennym   i   choć  mogłem   się  mylić  byłem
przekonany, że jest młodszy niż na to wgląda.  Może   przeszedł  przez
coś, co go tak zniszczyło. 

- Masz  rację. – zgodziłem się.  Czy ja  nie  byłem gotów  stracić

wszystkiego dla Mer? – On zaryzykowałby znowu. Tak jak i ona. - Tak
jak i ja – mruknąłem wpatrzony w ziemię.

- Co mówisz, synu?

-   Nic.   –   położyłem   siekierę  na   ramieniu   i   chwyciłem   kolejny

kawałek drewna, mając nadzieję, że mężczyzna złapie aluzję. 

Zamiast tego oparł się o konia.

- To w porządku być  zdenerwowanym, ale to cię do niczego nie

zaprowadzi.   Powinieneś  pomyśleć,   jaką  lekcje   możesz   z   tego
wyciągnąć dla siebie. Jak na razie wygląda na to, jakbyś pastwił się nad
czymś,   co   nie   pomoże   ci   się  zrewanżować.   –   Zamachnąłem   się  i
spudłowałem.

- Posłuchaj, wiem, że próbujesz pomóc, ale ja tu pracuję. 
- To nie jest praca. To jest ogrom niesłusznego gniewu.

-   A   co   mam   z   nim   niby   zrobić?   Wyżyć  się  na   szyi   króla?   Na

księciu   Maxonie?   A   może   na   tobie?   –   zamachnąłem   się  znowu   i

background image

uderzyłem – To jest nie w porządku. Oni stracili wszystko.

- Kto stracił?

- Oni. Trójka. Dwójka.

- Ty jesteś Dwójką. 

Upuściłem siekierę i krzyknąłem.

- Jestem Szóstką! – uderzyłem się w pierś. – Jakikolwiek mundur

na mnie włożą, zawszę zostanę dzieckiem z Caroliny i to się nigdy nie
zmieni. –

Potrząsnął głowa i pociągnął konia za uzdę.

-

Brzmisz jakbyś potrzebował dziewczyny.

-

 Mam dziewczynę – zawołałem do jego pleców.

-

 To zajmij się nią. Wymachujesz pięścią w niewłaściwej walce. 

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 3

 3

Pozwoliłem, by gorąca woda zmyła ze mnie beznadzieję  całego

dnia. Wciąż  myślałem o słowach stajennego, bardziej zdenerwowany
tym,   co   powiedział,   niż  innymi   rzeczami,   które   wydarzyły   się
wcześniej. Kochałem Americę. Wiedziałem, o co walczę.

Bez   pośpiechu   wytarłem   się  i   zacząłem   ubierać,   pozwalając

rutynie przejąć kontrolę nad czynnościami. Założyłem wykrochmalony
mundur,   a   razem   z   nim   przyszło   poczucie   celu.   Miałem   co   robić.
Czekały   na   mnie   rozkazy,   które   musiałem   wykonać,   a   kiedy   dzień
dobiegnie końca, znajdę  Mer. Starałem się  skupić, kiedy szedłem do
gabinetu   króla   na   trzecim   piętrze.   Gdy   zapukałem,   drzwi   otworzył
Lodge. Skinęliśmy sobie głowami i wszedłem do pokoju. Zwykle nie
czuję  się  zastraszony przez króla, ale w tych  ścianach patrzyłem, jak
zmienia tysiące żyć jednym skinieniem palca.

- I wyłączymy kamery w pałacu, aż  do odwołania – powiedział

Król   Clarkson,   kiedy   doradca   wściekle   zbierał  notatki.   –   Jestem
przekonany,  że   dziewczyny   odebrały   dziś  odpowiednią  lekcję,   ale
powiedz   Silvii,  żeby   staranniej   pracowała   nad   stosownością  swoich
zachowań. – Pokręcił głową. – Nie wiem, co skłoniło tę dziewczynę do
czegoś tak głupiego. Była faworytką.

Może twoją  faworytką, pomyślałem, przemierzając pokój. Jego

biurko było szerokie i ciemne, a ja spokojnie sięgnąłem do kosza z
pocztą.

-   Ponadto   upewnij   się,  że   mamy   oko   na   dziewczynę,   którą

background image

musieliście wyprowadzić  – Nadstawiłem uszu i zwolniłem. Doradca
pokręcił głową.

- Nikt jej nie zauważył, Wasza Wysokość. Dziewczyny to takie

temperamentne stworzenia; jeżeli ktokolwiek zapyta, można zrzucić
winę na jej rozchwianie emocjonalne.

 Król zamilkł i rozparł się wygodnie na krześle. 
- Być może. Nawet Amberly ma swoje momenty. Mimo to, nigdy

nie lubiłem Piątki. Powinna była odpaść i nigdy nie zajść tak daleko. –
Jego doradca pokiwał głową w zamyśleniu.

- Dlaczego nie można by po prostu wysłać jej do domu? Wymyślić

jakiś powód by ją wyeliminować? Z pewnością możemy to zrobić.

- Maxon się  dowie. Obserwuje te dziewczyny jak jastrząb. Bez

względu na to – powiedział król, opierając łokcie na biurku. - Nie jest
odpowiednio przygotowana, więc wcześniej czy później to wypłynie.
Zareagujemy agresywnie, jeżeli będzie trzeba. Przechodząc do dalszej
sprawy, gdzie ten list od Włochów?

Zgarnąłem   szybko   pocztę  i   szybko   ukłoniłem   się,   opuszczając

pokój. Nie byłem pewien, jak powinienem się  czuć. Chciałem zabrać
Americę jak najdalej od rąk Maxona. Ale sposób, w jaki mówił o tym
Król Clarkson uświadomił  mi, w całej sprawie kryło się  coś  jeszcze
mroczniejszego.   Czy   America   mogła   paść  ofiarą  jednego   z   jego
kaprysów? I czy America była   „do jednorazowego użytku” i znalazła
się  tutaj na pokaz?   Tylko po to, by później się  jej pozbyć? Co jeśli
jedna z dziewczyn od początku była typowana na zwyciężczynię?  A
więc dlaczego ona wciąż tu była? 

Przynajmniej  będę  miał  o  czym  myśleć  w  nocy,  gdy będę  stał

przed drzwiami Americii. 

W trakcie marszu przejrzałem wiadomości, odczytując adresy. 

background image

W małym pokoju trzech starszych mężczyzn sortowało wszystkie

listy. Znajdował  się  tam specjalny pojemnik z napisem  wybrane, do
którego   wrzucało   się  pisma   od   wielbicieli.   Nie   miałem   pojęcia,   jak
wielu z nich dziewczyny nigdy nie ujrzały. 

- Hej, Leger. Jak się masz? - zapytał Charlie. 
-  Średnio   –   odparłem,   podając   mu   wiadomości,   ponieważ  nie

chciałem ryzykować, że zagubią się w stosie innych. 

- Bywały lepsze dni, nie? Przynajmniej żyją.
-   Słyszałeś  o   dziewczynie,   która   do   nich   pobiegła?   -   zapytał

Mertin, kręcąc się na krześle. 

-   Czy   to   prawda?   -   dorzucił  Cole.   Był  niezwykle   cichym

człowiekiem, który idealnie pasował do tego miejsca, ale nawet on był
tego ciekaw. 

Kiwając głową skrzyżowałem ramiona.
- Taaa, słyszałem. 
- Co o tym myślisz? - spytał Charlie. 
Wzruszyłem ramionami. Jak zauważyłem, wiele osób uważało, że

America   zachowała   się  heroicznie,   ale   zdawałem   sobie   sprawę,  że
gdyby ktokolwiek, kto uwielbiał króla Clarksona, dowiedział się o tym,
byliby w sporych kłopotach. Także teraz najlepiej było zachowywać się
neutralnie. 

- To wszystko jest lekkim szaleństwem. - Zdecydowałem,  że nie

powiem mu, czy chodziło mi o dobre czy złe szaleństwo.  

- Nie da się zaprzeczyć – stwierdził Mertin. 
- Muszę zrobić obchód – rzuciłem, kończąc rozmowę. - Do jutra,

Charlie. - Zasalutowałem mu, co wywołało uśmiech na jego twarzy. 

- Uważaj na siebie. 
Szedłem   korytarzem   do   magazynu   po   małą  laskę  gwardzisty,

background image

mimo że uważałem ją za zupełnie niepotrzebną. Wolałem pistolet. 

Kiedy   już  dotarłem   na   szczyt   schodów   na   drugim   piętrze,

zauważyłem   Celeste,   która   zmierzała   w   moim   kierunku.   Gdy   tylko
mnie   rozpoznała,   jej   postawa   uległa   zmianie.   Wydawało   się,  że   w
przeciwieństwie do matki, była zdolna odczuwać wstyd. 

Podeszła do mnie ostrożnie i zatrzymała się. 
- Oficerze. 
- Panienko. - Ukłoniłem się. 
Rysy   jej   twarzy   wyostrzyły   się,   gdy   myślała   nad   tym,   co

powiedzieć. 

-   Chciałam   się  tylko   upewnić,  że   wiesz,  że   rozmowa,   którą

odbyliśmy podczas wczorajszego wieczoru, była czysto zawodowa. 

Prawie zaśmiałem się  jej w twarz. Jej dłonie mogły spoczywać

bezpiecznie   na   moich   plecach   i   ramionach,   ale   nie   było  żadnych
wątpliwości, że w jej dotyku była zachęta. Sama była prawie na granicy
złamania zasad. Kiedy powiedziałem,  że zanim zostałem strażnikiem
byłem Szóstką, zasugerowała,  że raczej powinienem spróbować  bycia
modelem.  

A jej słowa brzmiały tak:
-   Jeżeli   mi   się  uda,   to   będziemy   na   tym   samym   poziomie.

Poszukaj mnie, gdy będziesz wolny. 

Jednakże Celeste nie należała do cierpliwych dziewczyn, więc nie

sądzę, żeby się do mnie zbytnio przywiązała i, jak przypuszczałem, jej
wylewność była spowodowana tym, że trochę za dużo wypiła. 

Ale z tej rozmowy wynikała jedna rzecz: nie kochała Maxona. Ani

trochę. 

- Oczywiście – odparłem, wiedząc lepiej. 
- Po prostu chciałam udzielić  ci porady zawodowej. Domyślam

background image

się,  że   tak   poważny   przeskok   między   kastami   może   spowodować
trudności z przystosowaniem się. I  życzę  ci szczęścia, ale chcę,  żeby
było jasne,  że wszelkie uczucia jakie  żywię, są  skierowane do księcia
Maxona. 

Prawie kazałem jej się nie wygłupiać. Prawie. Ale zauważyłem w

jej oczach desperację zmieszaną ze szczery strachem. W końcu gdybym
oskarżył ją, to oskarżyłbym również siebie. Wiedziałem, że Maxon nie
ma   dla   niej   znaczenia   i   nie   wiedziałem,   czy   jego   też  obchodzi
którakolwiek z tych dziewczyn – w końcu nikt nie mógł  go do tego
zmusić – ale z jakiej racji miałem potępić ją za to, że gra w tę samą grę,
co każdy z nas. 

- A moim zadaniem jest jego ochrona. Dobranoc, panienko.  
Widziałem w jej oczach pytanie i wiedziałem, że nie była zupełnie

zadowolona z mojej odpowiedzi. Ale trochę strachu jej nie zaszkodzi.

1

Westchnąłem i ruszyłem w kierunku pokoju Americii. Każdy krok

bolał. Tak bardzo chciałem wziąć  ją  w ramiona, porozmawiać  z nią.
Zatrzymałem   się  przed   jej   drzwiami   i   przyłożyłem   do   nich   ucho.
Usłyszałem   jej   pokojówki,   więc   wiedziałem,  że   nie   jest   sama.   Ale
potem, na postawie dźwięku jej urywanego oddechu, zrozumiałem, że
była zmęczona płaczem. 

Nie mogłem znieść faktu, że szlochała cały dzień. To była ostatnia

kropla   goryczy.  Obiecałem   jej   rodzicom,  że  Maxon  o   nią  zadba,  że

1

Ciekawa jestem, czy po tej rozmowie tylko w mojej głowie pojawił się pomysł, że związek Aspena i Celeste byłby 
ciekawym rozwiązaniem? :D Jej rodziców w końcu już poznał ^^ /M.

background image

zapewni jej spokój. Ale skoro łzy wciąż płynęły z jej oczu, to znaczyło,
że nic dla niej nie zrobił. Skoro nie zamierzał jej wybrać, to dlaczego do
diabła   traktował  ją  jak   księżniczkę?   Jak   dotąd   okazał  się  chodzącą
katastrofą. 

Wiedziałem – po prostu widziałem –  że ona jest przeznaczona

mnie. 

Zapukałem   do   drzwi,   nie   przejmując   się  konsekwencjami.   W

progu stała Lucy, która posłała mi pełen nadziei uśmiech. Tym samym
upewniła mnie, że mogę się przydać. 

-   Przepraszam,  że przeszkadzam, drogie panie, ale usłyszałem

płacz i chciałem się upewnić, że wszystko jest w porządku. - Uprzejmie
minąłem Lucy i zbliżyłem się do łóżka Americii, na tyle, ile pozwoliła
mi moja odwaga. 

Miała zamknięte oczy i wyglądała tak beznadziejnie, że musiałem

się powstrzymywać, żeby jej stąd nie zabrać. 

-   Lady Americo, przykro mi z powodu tego, co się stało z twoją

przyjaciółką. Słyszałem, że było to coś specjalnego. Jeśli potrzebujesz
czegoś, to jestem tutaj. 

Wciąż  milczała, ale w jej spojrzeniu zauważyłem,  że myślała o

każdym najmniejszym łączącym nas przez te dwa lata wspomnieniu i
wiązała je z przyszłością, którą zawsze chcieliśmy dzielić. 

-   Dziękuję  –   w   jej   głosie   brzmiała   zarówno   niepewność,   jak   i

nadzieja. – Twoja dobroć wiele dla mnie znaczy. 

Posłałem jej lekki uśmiech, podczas gdy serce wyrywało mi się z

piersi. Przyglądałem się jej twarzy, tym kilkunastu odcieniom światła,
tym   tysiącom   kradzionych   chwil.   Po   jej   słowach   nie   miałem   już
wątpliwości: kochała mnie. 

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 4

 4

America   mnie   kocha.   America   mnie   kocha.   America   mnie

kocha.  Teraz musiałem zostawić  ją  samą, zupełnie samą. To będzie
wymagało ode mnie nieco wysiłku, ale dam radę.  

Kilka godzin przed rozpoczęciem mojej porannej zmiany, byłem

gotowy   do   wyjścia.   Przejrzałem   opis   stanowisk,   na   których
stacjonowali   dziś  strażnicy,   plan   porządków   pałacu   oraz
harmonogramy   posiłków   rodziny   królewskiej,   oficerów   i   służby.
Studiowałem   je,   aż  wszystkie   pozycje   utrwaliły   mi   się  w   głowie   i
mogłem   zauważyć  każdą  lukę.  Czasami  zastanawiałem   się,   czy  inni
strażnicy też to robili, czy byłem jedynym, który zagłębiał się w to aż
tak bardzo. 

Tak   czy   inaczej,   miałem   plan.   I   jedyną  rzeczą,   której

potrzebowałem, to jej słowo. 

Moje   popołudniowe   stanowisko   znajdowało   się  w   gabinecie

króla, gdzie miałem wykonywać  niezwykle nudną  robotę, polegającą
na stacjonowaniu obok drzwi. Wolałem być w ruchu albo chociaż robić
to w bardziej uczęszczanej części pałacu. I szczerze mówiąc, wolałbym
być  w   każdym   innym   miejscu,   z   dala   od   zimnego   spojrzenia   króla
Clarksona. 

Przyglądałem się Maxonowi i jego próbom wzięcia się do pracy.

Dziś  wyglądał  na   rozkojarzonego,   gdy   siedział  przy   swoim   małym
biurku, które wyglądało, jakby ktoś po chwili namysłu wstawił je tu w
pośpiechu.   Nie   mogłem   powstrzymać  się  od   myśli,  że   był  idiotą,

background image

ponieważ  postąpił tak nieostrożnie z Americą.  

W międzyczasie Smiths, jeden ze strażników, którzy stacjonowali

w pałacu od lat, wbiegł  do pokoju. Natychmiast rzucił  się  kierunku
króla, kłaniając się szybko. 

- Wasza Wysokość, dwie dziewczyny z Elity, lady Newsome i lady

Singer właśnie miały sprzeczkę. 

Wszyscy w pomieszczeniu zamarli i  przenieśli wzrok na króla. 
Ten westchnął.
- Znów darły się jak koty?
- Nie, sir. Są teraz w skrzydle szpitalnym. Polało się trochę krwi. 
Król Clarkson spojrzał na Maxona. 
-   Bez   wątpienia   Piątka   jest   za   to   odpowiedzialna.   Nie   można

traktować jej poważnie.

Maxon wstał. 
-   Ojcze,   wszystkie   są  dziś  podenerwowane.   Jestem   pewien,  że

przeżywają ciężkie chwile po wczorajszej chłoście. 

Król wycelował w niego palec. 
- Jeśli to ona zaczęła, wylatuje. Wiesz o tym. 
- A co jeśli to była Celeste? - odparł. 
- Wątpię, żeby dziewczyna tak wysokiego kalibru upadłaby w ten

sposób bez powodu. 

- A więc ją wyrzucisz? - wypalił Maxon. 
 - To nie była jej wina.
Książę wstał. 
- Dowiem się prawdy. Jestem pewien, że to nie było nic istotnego.
Zakręciło mi się w głowie. Wciąż go nie pokonałem. To jasne, że

nie traktował Americii tak jak powinien, ale jeśli tak, to dlaczego tak
bardzo zależało mu na tym, żeby ją tu zatrzymać? I jeśli nie uda mu się

background image

udowodnić,  że była niewinna, to czy starczy mi czasu, aby się  z nią
zobaczyć zanim odejdzie? 

Plotka   rozniosła   się  po   pałacu   z   niesamowitą  szybkością.   Nie

minęło wiele czasu, zanim dowiedziałem się, że to Celeste powiedziała
pierwsze słowo, ale to Mer wyprowadziła pierwszy cios. Przysięgam,
chciałem   dać  mojej   dziewczynie   medal.   W   końcu   zostały   obie   –
ponieważ  przeprosiły się  nawzajem – chociaż  słyszałem, ze America
zrobiła to bardzo niechętnie. 

Słysząc te słowa utwierdziłem się w przekonaniu, że udało mi się

ją odzyskać. 

Pobiegłem do swojego pokoju, gdzie w ciągu paru minut starałem

się zrobić wszystko, co powinienem. W międzyczasie napisałem krótką
wiadomość, starając się, żeby była jak najbardziej czytelna. Następnie
udałem się na drugie piętro, gdzie czekałem na korytarzu, aż  America
i jej pokojówki wrócą z posiłku. Kiedy wcześniej byłem w jej pokoju,
zastanawiałem się, gdzie mógłbym zostawić notkę, a nie mogło to być
zwykłe miejsce. 

Miałem nadzieję, że ją zauważy. 
Gdy   dotarłem   do   głównego   korytarza,   szczęście   się  do   mnie

uśmiechnęło. America nie wyglądała, jakby wcześniej krwawiła, więc
to Celeste musiała przez nią oberwać. Gdy podeszła bliżej, zauważyłem
na   jej   skórze   małą,   nabrzmiałą  rankę,   którą  prawie   całkowicie
zakrywały   włosy.   Ale   poza   tym   widziałem   podekscytowanie   w   jej
oczach, spowodowane moim widokiem. 

Boże, chciałbym po prostu gdzieś  razem z nią  usiąść. Wziąłem

głęboki   oddech.   Na   razie   musiałem   zachować  powściągliwość,   na
prywatę przyjdzie czas później. 

background image

Gdy się zbliżyły, zatrzymałem się i ukłoniłem. 
- Słoik. 
Kiedy tylko się oddaliły wyprostowałem się, ale wiedziałem, że to

usłyszała. Po chwili zastanowienia, prawie pobiegła korytarzem, nie
oglądając się za siebie. 

Uśmiechnąłem   się,   ciesząc,  że   wróciło   do   niej  życie.   Moja

dziewczyna.

***

- Zginął? - zapytał król. - Z czyjej ręki? 
- Nie jesteśmy pewni, Wasza Wysokość. Ale przypuszczamy,  że

byli to przeciwnicy obniżenia kast – odparł doradca. 

Idąc powoli, aby odebrać  pocztę, instynktownie domyśliłem się,

że mówili ludziach z Bonity. Ponad trzy tysiące rodzin zostało ostatnio
zdegradowanych   do   najniższej   kasty   za   domniemaną  pomoc
rebeliantom.   Wyglądało   na   to,  że   nie   chcieli   się  na   to   zgodzić  bez
walki. 

Król   Clarkson   pokręcił  głową,   zanim   nieoczekiwanie   uderzył

dłonią w stół, na co ja i wszyscy inni w pokoju podskoczyli. 

-   Czy  ci   ludzie   mają  pojęcie,   co   robią?   Niszczą  wszystko,   nad

czym pracowaliśmy – dla czego? Dla celu, którego mogą  wcale nie
osiągnąć? Zaoferowałem im bezpieczeństwo. Zaoferowałem im ład. A
oni się zbuntowali. 

Oczywiście człowiek, który miał wszystko, czego potrzebował lub

czego   chciał,   nie   mógł  zrozumieć,   dlaczego   zwykła   osoba   pragnie
wykorzystać każdą okazję. 

Kiedy   zostałem   powołany   do   wojska,   byłem   jednocześnie

przerażony   i   wstrząśnięty.   Wiedziałem,  że   niektórzy   uważali   to   za
wyrok  śmierci. Ale jednak  życie na froncie było bardziej ekscytujące

background image

niż robota papierkowa i sprzątanie domów, co czekało mnie, gdybym
został  w Carolinie. Poza tym, nie było tam nic innego, gdy America
wyjechała.

Król Clarkson wstał i zaczął spacerować po pokoju. 
- Należy powstrzymać tych ludzi. Kto rządzi teraz Bonitą?
-   Lamay.   Zdecydował  się  przeprowadzić  ze   swoją  rodziną  do

innego miejsca na jakiś  czas i zaczął  przygotowania do uroczystości
pogrzebowych jego poprzednika, Gubernatora Shape'a. Wydaje się być
dumny ze swego nowego stanowiska, mimo piętrzących się przed nim
przeszkód. 

Król wyciągnął dłoń. 
-   Dokładnie.   To   człowiek   akceptujący   swoją  rolę  w  życiu,

wykonujący  swoje obowiązki dla dobra ogółu. Dlaczego oni nie mogą
pójść w jego ślady? 
 

Zacząłem   zgarniać  pocztę,   dzięki   czemu   znalazłem   się  na   tyle

blisko króla, że słyszałem, co mówi. 

-   Lamay   musi   wyeliminować  każdą  osobę  podejrzaną  o

zabójstwo. Nawet jeśli się pomyli, to musimy wysłać jasne ostrzeżenie.
I znajdźcie sposób, aby nagrodzić  wszelkich informatorów. Musimy
mieć mieszkańców Południa w kieszeni. 

Odwróciłem się szybko, żałując, że to usłyszałem. Nie popierałem

rebeliantów.   Większość  z   nich   była   zwykłymi   mordercami.   Ale
dzisiejsze działania króla nie pomogą zlikwidować rozruchów. 

- Ty tam. Czekaj. 
Spojrzałem za siebie, nie pewien, czy król mówi do mnie. Mówił i

zauważyłem, jak naskrobał  krótki list, włożył  do koperty i dołożył  do
reszty.

-   Weź  tę  wiadomość.   Chłopcy   pokoju   pocztowego   będą  znali

background image

dokładny adres. 

Król  wrzucił  go  do  sterty kopert,  którą  trzymałem  niedbale   w

ramionach, jak gdyby ten list nie miał żadnego znaczenia.  Stałem tam,
niezdolny  do   wykonania   najmniejszego  ruchu.   -  Idź  –powiedział  w
końcu, a ja jak zawsze posłuchałem. 

Zabrałem listy i ślimaczym tempem ruszyłem w kierunku pokoju

pocztowego. 

To nie twoja sprawa, Aspen. Jesteś  tutaj, aby chronić  rodzinę

królewską. To właśnie robisz. Skup się na Americe. Pozwól światu iść
do diabła, jeśli wciąż możesz ją mieć. 

Wyprostowałem się i zrobiłem, co musiałem. 
- Hej, Charlie. - Gwizdnął, gdy zobaczył stertę. 
- Pracowity dzień. 
- Na to wygląda. Hmm, jest jeden... król nie miał po ręką adresu i

powiedział, że wy go znacie. - Położyłem list do Lamay'a na wierzchu.
Charlie otworzył  list, aby zobaczyć  dokąd powinien zostać  wysłany i
szybko go przeczytał. Gdy dotarł do końca wyglądał na zakłopotanego.
Obejrzał się za siebie, zanim przeniósł wzrok na mnie.

- Czytałeś go? - zapytał cicho. 
Pokręciłem głową. Przełknąłem ślinę, czując się winny, ponieważ

nie potwierdziłem,  że znałem treść. Może mógłbym to powstrzymać,
ale wykonywałem tylko swoją pracę. 

- Hmm – wymamrotał, po czym szybko obrócił się krześle i zwalił

stertę posegregowanych listów. 

-  Charles, jak mogłeś?! - poskarżył się Mertin. - Zajęło mi to trzy

godziny!

-   Przepraszam.   Posprzątam   to.   Leger,   jeszcze   dwie   rzeczy.   -

Charlie podał mi pojedynczą kopertę. - To przyszło do ciebie.

background image

Natychmiast rozpoznałem pismo mamy. 
-   Dziękuję.   –   Szybko   go   złapałem,   spragniony   nowych

wiadomości. 

-   Nie   ma   za   co   –   odpowiedział  niedbale,   podnosząc   druciany

kosz. - I czy mógłbyś mi zrobić przysługę i wyrzucić tę makulaturę do
pieca? Najlepiej od razu. 

- Jasna sprawa. 
Charlie   skinął  głową,   a   ja   schowałem   swój   list,   ponieważ

uznałem, że lepiej będzie go trzymać z dala od kosza. 

Piece znajdowały się w pobliżu żołnierskich kwater, a ja najpierw

postawiłem kosz, zanim otworzyłem drzwiczki. Żar był zbyt mały, więc
rzuciłem ostrożnie papier na węgielki, zostawiając trochę miejsca, aby
mogło dostać się do nich powietrze. 

Gdybym   nie   był  taki   ostrożny,   to   prawdopodobnie   nie

zauważyłbym,  że   list   do   Lamay'a   utknął  wśród   pustych   kopert   i
skrawków źle zaadresowanych listów. 

Charlie, co ty sobie myślałeś? 
Stałem  tam  w  zamyśleniu.  Jeśli zabrałbym  go  z powrotem,  to

dowiedziałby   się,  że   został  złapany   na   gorącym   uczynku?   Czy   tego
chciałem? Czy chciałem, żeby to on został złapany?

Wrzuciłem list do  środka i przyglądałem się  mu aż  doszczętnie

spłonął.   Wykonałem   swoje   zadanie   i   reszta   wiadomości   zostanie
wysłana. Nie było na kogo zrzucić winy, a kto wie, ile żyć może zostać
uratowanych?

Wystarczyło już śmierci, wystarczyło bólu. 

 

Odszedłem,   umywając   ręce   od   tej   całej   sprawy.   Prawdziwa

sprawiedliwość w końcu nadejdzie i rozstrzygnie kto miał rację, a kto
nie. Bo teraz ciężko było to stwierdzić. 

background image

Wróciwszy do pokoju, rozerwałem kopertę, chcą  jak najszybciej

wrócić  do domu. Nie lubiłem myśleć,  że nie ma mnie przy mamie.
Drobnym pocieszeniem było to,  że mogłem wysłać  jej pieniądze, ale
zawsze martwiłem się o bezpieczeństwo mojej rodziny. 

Okazało się, że to uczucie było odwzajemnione. 
Wiem, że ją kochasz. Nie bądź głupi. 
Oczywiście była dwa kroki przede mną, domyślając się rzeczy bez

żadnych podpowiedzi. Wiedziała o Americe zanim jej powiedziałem,
wiedziała,  jak bardzo denerwowało mnie wiele rzeczy, mimo że jej o
tym nie mówiłem. A teraz, będąc setki kilometrów dalej, ostrzegała
mnie, żeby nie robił tego, co prawdopodobnie zrobię. 

Gapiłem   się  na   papier.   Król   zdawał  się  być  w   samym  środku

realizacji swojej obłąkańczej wizji, więc byłem pewien, że uda nam się
uciec spod jego wzroku. A moja matka nigdy nie radziła mi źle, ale nie
wiedziała,   jak   dobry   jestem   w   ukrywaniu   się.   Zgniotłem   list   i
wrzuciłem go do pieca, kiedy szedłem spotkać się z Americą. 

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 5

 5

Rozplanowałem wszystko idealnie w czasie. Jeżeli uda nam się

zmieścić  w  około  pięciu   minutach,   to nikt  się  niczego  nie  domyśli.
Zdawałem sobie sprawę  z ryzyka, jakiego się  podejmowałem, ale nie
potrafiłem się trzymać od niej z daleka. Potrzebowałem jej. 

Drzwi   otworzyły   się  ze   skrzypnięciem,   a   następnie   szybko   się

zamknęły. 

- Aspen?
Jej głos brzmiał tak samo jak kiedyś. 
- Jak za dawnych czasów, nie?
- Gdzie jesteś? - Wyszedłem zza zasłony i usłyszałam, jak nabiera

tchu. - Przestraszyłeś mnie – powiedziała figlarnie.

- Nie po raz pierwszy i nie ostatni. 
America potrafiła wiele rzeczy, ale skradanie się nie było jedną z

nich. Kiedy próbowała się do mnie dostać, na środek pokoju, wpadła
na sofę, dwa stoliki i potknęła się  o skraj dywanu. Nie chciałem jej
denerwować, ale powinna być ostrożniejsza. 

- Ciiii! Cały pałac dowie się,  że tu jesteśmy, jeśli będziesz ciągle

przewracać  meble   –   wyszeptałem,   bardziej   dokuczliwie   niż
ostrzegawczo. 

Zachichotała. 
-  Sorry. Nie możemy włączyć światła?
-   Nie.   –   Ruszyłem   w   jej   kierunku.   -   Jeśli   ktoś  zauważyłby

wypadające zza drzwi światło, mogliby nas przyłapać. Ten korytarz nie

background image

jest zbyt często sprawdzany, ale wolę być ostrożny.

W końcu do mnie podeszła, a cały świat stał się lepszy w chwili,

gdy   dotknąłem   jej   skóry.   Trzymałem   ją  w   uścisku   przez   chwilę,   a
potem zaprowadziłem do kąta pomieszczenia. 

- Jak się w ogóle dowiedziałeś o tym pokoju?
Wzruszyłem ramionami. 
- Jestem strażnikiem i jestem naprawdę  dobry w tym, co robię.

Znam cały teren pałacu, zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Każdą
ścieżkę,   każde   ukryte   przejście,   a   nawet   większość  tajnych   pokoi.
Zdarzało mi się  również  zmieniać  strażników, których przydziały są
zwykle   rzadko   sprawdzane   i   znam   pory   dnia,   w   których   jest   ich
najmniej. Jeśli kiedykolwiek będziesz chciała się ukryć w pałacu, to ja
ci to mogę umożliwić.

W jednym słowie zawarła swoje niedowierzanie i dumę. 
- Niewiarygodne. 
Pociągnąłem   ja   lekko   w   dół  i   usiadła   obok   mnie,   a  światło

pochodzące tylko od niewielkiego skrawka księżyca sprawiały, że była
ledwo widoczna. Uśmiechnęła się, po czym nagle spoważniała. 

- Na pewno jesteśmy bezpieczni? - Zdawałem sobie sprawę,  że

widziała   plecy   Woodworka   i   dłonie   Marlee,   i   myślała   o   hańbie   i
stratach, jakie moglibyśmy odnieść, gdyby nas przyłapano.   

A mogłoby do tego dojść gdybyśmy mieli pecha. A ja wierzyłem w

swoje umiejętności. 

- Zaufaj  mi,  Mer.  To byłby niewyobrażalny zbieg okoliczności,

gdyby ktoś nas tutaj znalazł. Jesteśmy bezpieczni.

W   jej   oczach   nadal   czaiły   się  wątpliwości,   ale   gdy   objąłem   ją

ramieniem,   wtuliła   się  we   mnie,   jakby   potrzebowała   tej   chwili   tak
samo jak ja. 

background image

- Jak się czujesz? – Wypadało w końcu o to zapytać.   
Jej westchnienie było tak ciężkie, że aż mną wstrząsnęło. 
- Myślę, że dobrze. Byłam bardzo smutna, no i zła. - Nie zdawała

sobie sprawy, że jej dłoń machinalnie powędrowała do miejsca tuż nad
moim   kolanem,   gdzie   kiedyś  bawiła   się  skrawkami   nitek   wokół
postrzępionej dziury w dżinsach. -  Żałuję,  że nie mogę  cofnąć  tych
dwóch ostatnich dni i odzyskać Marlee. I Cartera, choć nawet go nie
znałam.

-   Ja   również.   Był  w   porządku.   Słyszałem,  że   cały   czas   mówił

Marlee, że ją kocha i próbował jej pomóc przez to przejść.

- Tak było. No, przynajmniej na początku. Wyprowadzono mnie

siłą, zanim to się skończyło.

Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czubek głowy. 
- Tak, o tym również  słyszałem. - Gdy tylko  to powiedziałem,

zacząłem się zastanawiać dlaczego nie przyznałem, że widziałem to na
własne oczy. Wiedziałem o tym zanim cały personel zaczął szeptać po
kątach. Ale wyglądało na to,  że dzięki temu udało mi się  to znieść:
zaskoczenie wszystkich  i, zazwyczaj,  ich podziw. - Jestem dumny z
twojego wystąpienia. Moja dziewczyna.

Przysunęła się jeszcze bliżej.  
 - Mój tata też był dumny. Królowa powiedziała, że nie powinnam

była zachować się w ten sposób, ale cieszyła się, że to zrobiłam. To było
zaskakujące. Jakby to był dobry pomysł, ale jednak bezowocny. 

Objąłem ją jeszcze mocniej, nie chcąc żeby wątpiła w to, co było

oczywiste. 

 - To było właściwe. I wiele dla mnie znaczyło.
- Dla ciebie?
Nie   lubiłem   przyznawać  się  do   swoich   trosk,   ale   musiała

background image

wiedzieć.  

-   Tak.   Za   każdym   razem   zastanawiałem   się,   czy   Selekcja   cię

zmieniła. Tak bardzo się martwiłem i wyobrażałem sobie różne rzeczy.
Wciąż zastanawiałem się, czy jesteś tą samą Americą. To sprawiło, że
zrozumiałem, że nie jesteś ich własnością.

- Och, dobrze mnie traktowali, ale to nie to. Wiele rzeczy w tym

miejscu przypomina mi, że się do tego nie urodziłam.

Po chwili jej złość zmieniła się w smutek  i odwróciła się do mnie,

kładąc   głowę  na   mojej   piersi,   jakby   chciała   ukryć  się  pod   moimi
żebrami.

2

  Chciałem   trzymać  ją  w   ramionach,   tak   blisko   serca,  że

praktycznie mogłaby stać  się  jego częścią  i odpędzić  wszelki smutek,
który mógłby stanąć na jej drodze. 

-   Słuchaj   Mer,   -   zacząłem,   wiedząc   doskonale,  że   jedynym

sposobem, aby dojść do czegoś dobrego, jest najpierw przejść przez tę
złą  część  -   co do Maxona. On jest aktorem. Zawsze przybiera twarz
pokerzysty, jakby był ponad tym wszystkim. Ale jest tylko człowiekiem
i przejmuje się tym jak każdy. Wiem, że coś do niego czujesz, ponieważ
inaczej   byś  tu   nie   została.   Ale   musisz   wiedzieć,  że   to   nie   jest
prawdziwe.

Skinęła   głową,   jakby   ta   wiadomość  nie   była   dla   niej   niczym

zaskakującym, jakby w pewien sposób się tego spodziewała. 

2

Eee, poetycko xD /M. Aż to zostawię xD Wyobrażam sobie jak America wczołguje się pod klatkę piersiowa Aspena i
zwija się niczym pies na posłaniu :D /Mc. /To nie moje dzieło tylko Kiery ^^ /M.

background image

- Lepiej, żebyś dowiedziała się tego teraz. Co jeśli poślubisz go i

odkryjesz, że jest zupełnie inną osobą?

- Wiem – westchnęła. - Myślałam o tym.
Starałem się  nie przejmować  faktem,  że rozważała poślubienie

Maxona.   To   była   przeszłość.   Wcześniej   czy   później   musiała   o   tym
pomyśleć. Ale to już minęło. 

  -   Masz   takie   wielkie   serce,   Mer.   Wiem,  że   wciąż  nie   możesz

przeboleć pewnych spraw, ale to nic. To wszystko.

Nie odzywała się, myśląc o tym co powiedziałem. 
- Czuję się taka głupia – wyszeptała.
- Nie jesteś głupia – zaprzeczyłem. 
- Ależ jestem.

3

Chciałem sprawić, by się uśmiechnęła. 
- Mer, czy uważasz, że ja jestem mądry?
- Oczywiście – powiedziała lekkim tonem.
- No bo jestem. I jestem zbyt mądry, żeby się zakochać w głupiej

dziewczynie. Więc przestań tak myśleć. 

Jej śmiech brzmiał jak szept, ale wystarczył, aby przebić smutek.

Miałem własne bolączki związane z Selekcją  i musiałem się  postarać
zrozumieć jej. Przecież nigdy nie prosiła o to, by jej imię znalazło się w
loterii. To ja to zrobiłem. To była moja wina. Kilkanaście razy chciałem
się  usprawiedliwić,   błagać  ją  o   wybaczenie,   którego   jeszcze   mi   nie
udzieliła.   Nie   zasługiwałem   na   nie.   Może   teraz.   Może   teraz   był
właściwy czas, aby w końcu naprawdę przeprosić. 

- Czuję  się, jakbym cię  mocno zraniła. Nie rozumiem, jak wciąż

możesz być we mnie zakochany...

Westchnąłem.   Zachowywała   się,   jakby   prosiła   mnie   o

wybaczenie, kiedy powinno być odwrotnie. 

3  Kobieto, jak ci facet coś takiego mówi, to się z nim nie kłóć, tylko mu ładnie podziękuj. /Mc

background image

Nie wiedziałem jak jej to wyjaśnić. Słowa nie wystarczały, aby

powiedzieć jej co czułem. Nawet sam tego nie rozumiałem. 

- Po prostu tak jest. Niebo jest błękitne, słońce jasne, a Aspen

zawsze będzie kochał Americę. Tak świat został stworzony. Naprawdę
Mer,   jesteś  jedyną  dziewczyną,   której   kiedykolwiek   pragnąłem.   Nie
mogę sobie wyobrazić bycia z kimkolwiek innym. Próbowałem się na
to przygotować, na wszelki wypadek, ale... nie potrafiłem.

Kiedy słowa zawiodły, przemówiły nasze ciała. Bez pocałunków,

ale   ciche   objęcia   były   wszystkim,   czego   potrzebowaliśmy.   Miałem
wrażenie,   jakbyśmy   z   powrotem   wylądowali   w   Carolinie   i   byłem
pewien, że może być jak dawniej. Może nawet lepiej.  

-   Powinniśmy   już  stąd   iść.   Jestem   dość  pewien   swoich

kompetencji, ale nie chcę ryzykować. 

Wstałem niechętnie i po raz ostatni wziąłem ją w ramiona, mając

nadzieję,  że   to   wystarczy,   aby   myślała   o   mnie   do   czasu   aż  nie
zobaczymy się po raz kolejny. Wtuliła się we mnie mocno, jakby bała
się mnie puścić. Zdawałem sobie sprawę, że nadchodzące dni będą dla
niej ciężkie i chciałem,  żeby wiedziała,  że bez względu na to, co się
stanie, będę przy niej.

- Wiem,  że ciężko w to uwierzyć, ale naprawdę  mi przykro,  że

Maxon okazał  się  takim dupkiem. Chciałbym,  żebyś  wróciła, ale nie
cierpiała z tego powodu. Szczególnie nie w ten sposób.

- Dzięki – wymamrotała. 
- Naprawdę tak myślę.
- Wiem. - Aspen miał  na sumieniu parę  grzechów, ale nie był

kłamcą. - Ale to nie koniec. Nie, jeśli wciąż tu jestem

- Tak, ale znam cię. Wytrzymasz, a kiedy będzie po wszystkim,

twoja rodzina dostanie pieniądze i będziesz mogła się ze mną widywać,

background image

ale musimy jeszcze to dokładniej omówić. - Oparłem podbródek na jej
głowie, trzymając ją najbliżej jak mogłem. - Nie martw się, Mer, będę
się tobą opiekował.

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 6

 6

Miałem niejasne poczucie, że śnię. 
America siedziała po przeciwnej stronie pokoju, przywiązana do

tronu, a Maxon trzymał  dłoń  na jej ramieniu, próbując zmusić  ją  do
uległości. Jej znękane oczy były skupione na moich. Usilnie próbowała
się uwolnić i pobiec do mnie. Po chwili zauważyłem, że Maxon również
się  we   mnie   wpatruje.   Jego   spojrzenie   było   groźnie,   w   tej   chwili
wyglądał zupełnie jak jego ojciec. 

Wiedziałem,  że   powinienem   się  do   niej   dostać,   rozwiązać  ją

żebyśmy   mogli   razem   uciec.   Ale   nie   mogłem   się  ruszyć.   Po   chwili
również  byłem przywiązany do pręgierza, tak samo  jak  Woodwork.
Strach spływał z mojej skóry, zimny i wyczerpujący. 

Wiedziałem  że   bez   względu   na   to,   jak   bardzo   będziemy

próbowali, nie uda nam się uwolnić. 

Maxon   podszedł  do   poduszki   i   podniósł  misternie   zdobioną

koronę, a potem umieścił ją na głowie Americii. Chociaż w jej oczach
widać  było strach, nie walczyła, gdy znalazła się  ona na jej lśniących
włosach, lecz zupełnie nie pasowała. Cały czas się zsuwała. 

Niezrażony Maxon sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej coś, co

wyglądało jak hak z dwoma zębami. Sięgnął po koronę i przyczepił go
do niej, po czym włożył ją ponownie na głowę Americii. Gdy tylko to
nastąpiło, poczułem na plecach dwa silne smagnięcia na i krzyknąłem
z palącego bólu. Czekałem aż popłynie z nich krew, ale tak się nie stało.

Zamiast tego widziałam jak krew zaczęła wypływać spod końców

background image

haka   przyszpilonego   do   głowy   Americii   i   zaczęła   się  mieszać  z
czerwienia włosów, które przylepiły jej się do skóry. Maxon uśmiechał
się i wbijał hak po haku, a ja krzyczałem z bólu kiedy za każdym razem
któryś  przebijał  skórę  Americii,   obserwując   z   przerażeniem,   jak
zalewała ją krew spod korony. 

Obudziłem się. Nie miałem takiego koszmaru od miesięcy i nigdy

wcześniej  żaden   nie   dotyczył  Americii.   Otarłem   pot   z   czoła,
przypominając sobie,  że to nie było prawdziwe. Jednakże ból wciąż
pulsował na mojej skórze i kręciło mi się w głowie. 

Natychmiast moje myśli powędrowały do Woodworka i Marlee.

W moim  śnie czułbym się  szczęśliwy, gdybym mógł  wziąć  na siebie
cały ten ból i America nie musiałaby cierpieć. Czy Woodwork również
tak się czuł? Czy gdyby mógł, to przyjąłby dwa razy tę samą karę, aby
chronić Marlee?

- Wszystko w porządku, Leger? - zapytał Avery. W pokoju wciąż

było ciemno, więc musiał usłyszeć, jak rzucałem się na łóżku. 

- Taaa, przepraszam. Miałem zły sen. 
- Spoko. Sam nie spałem zbyt dobrze.
Odwróciłem ku niemu twarz, ale niczego nie zobaczyłem. Tylko

starsi oficerowie mieli pokoje z oknami. 

- Co się dzieje? - zapytałem. 
- Nie wiem. Nie będzie ci przeszkadzało jeśli pomyślę  na głos

przez chwilę? 

- Nie. - Avery był  dobrym przyjacielem. Mogłem mu poświecić

parę minut snu. 

Usłyszałem jak siada, rozmyślając zanim się odezwał.
- Myślałem o Woodworku i Marlee. No i o lady Americe. 
- Co z nią? - zapytałem,  podnosząc się. 

background image

-   Na   początku,   gdy   zobaczyłem   jak   lady   America   biegnie   do

Marlee,   wkurzyłem   się.   Bo   czy   nie   powinna   sama   wiedzieć  lepiej?
Woodwork   i   Marlee   popełnili   błąd   i   zostali   ukarani.   Król   i   książę
Maxon muszą przestrzegać prawa, prawda? 

- Taak. 
-   Ale   gdy   służące   i   lokaje   o   tym   rozmawiali,   to   praktycznie

wychwalali lady Americę  pod niebiosa. To nie miało dla mnie sensu,
ponieważ uważałem, że to co zrobiła było niewłaściwe. No ale przecież
oni byli tutaj dłużej niż my. Może widzieli więcej. Może wiedzieli coś, o
czym my nie mieliśmy pojęcia. I co jeśli według nich to, co zrobiła lady
America było właściwe... więc czy to ja jestem w błędzie?

Wkroczyliśmy   na   niebezpieczny   grunt.   Ale   on   był  najlepszym

przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miałem. Ufałem mu całym sercem,
a   pałac   był  miejscem,   gdzie   posiadanie   sojusznika   miało   wielką
wartość. 

- Dobre pytanie. Muszę się nad tym zastanowić. 
- Dokładnie. Podobnie gdy pełnię  straż  w królewskim biurze i

książę pracuje nad czymś i potem to zostawia, by zrobić coś innego.,
ponieważ  król Clarkson mu to odbiera i nakazuje wycofać się z połowy
tego, co napisał. Dlaczego? Czy nie mógłby po prostu z nim o tym
pogadać? Sądziłem, że ma go uczyć. 

- No nie wiem, może uczy go panowania nad sobą? - Kiedy te

słowa   wyszły  z  moich   ust   uświadomiłem   sobie,  że   to   może   być  po
części prawda. Czasem wydawało mi się, że Maxon zupełnie nie wie, co
się dzieje. - Może książę nie jest tak kompetentny, jak król uważa, że
powinien być. 

-   A   może   on   jest  bardziej  kompetentny   i   królowi   się  to   nie

podoba. 

background image

Musiałem powstrzymać się od śmiechu.
- Ciężko mi w to uwierzyć. Maxon wydaje się łatwo rozpraszać. 
- Hmmm. – Avery przesunął się w ciemności. - Może masz rację.

Po prostu wydaje się, że ludzie wydają się myśleć zupełnie inaczej niż
król. I gdy mówią o lady Americe, to twierdzą, że gdyby mogli wybrać
księżniczkę, to ona by nią  była. Czy jeśli ona jest osobą  skłonną  do
nieposłuszeństwa, to czy książę Maxon też może taki być? 

Jego pytanie uderzyło w moją czułą strunę, dotyczyło czegoś, nad

czym   nie   chciałem   się  zastanawiać.   Czy   Maxon   naprawdę  mógł
sprzeciwić się swojemu ojcu?  I co jeśli to oznaczało, że sprzeciwi się
także koronie i jaki to będzie miało wpływ na inne sprawy? Nigdy nie
byłem   zwolennikiem   monarchii;   nigdy   nie   mogłem   naprawdę
znienawidzić kogoś, kto z nią walczył. 

Ale moja miłość do Americii była ważniejsza niż wszystko inne, a

ponieważ  Maxon   stał  pomiędzy   nią,   a   mną,   to   nie   sądzę,  żeby
cokolwiek   co   powie   lub   co   zrobi   mogło   sprawić,  że   uznam   go   za
przyzwoitego człowieka. 

-   Naprawdę  nie   wiem   –   odpowiedziałem   szczerze.   -   Nie

powstrzymał tego, co spotkało Woodworka. 

- Tak, ale to nie znaczy, że mu się to podobało. - Avery ziewnął. -

Chciałbym   po   prostu   powiedzieć,  że   przeszkolono   nas,   byśmy
przyglądali się  każdej  osobie,  która   zjawi się  w  pałacu  i  szukali jej
ukrytych intencji. Może powinniśmy zrobić  tak z osobami, które są
tutaj. 

Uśmiechnąłem się.
- Możesz mieć trochę racji – zgodziłem się. 
-   Oczywiście.   Jestem   mózgiem   tej   całej   operacji.   -   Rozległ  się

szmer, gdy ponownie owinął się kocem. 

background image

 

-   Idź  spać,   móżdżku.   Będziemy   potrzebowali   twojej   mądrości

jutro – dokuczałem mu.
 

-   Dobra.   -   Nie   ruszał  się  może   przez   jakąś  minutę,   zanim

ponownie się odezwał. - Hej, dzięki, że mnie wysłuchałeś.

- Do usług. Od czego są przyjaciele?
- Tak. - Znów ziewnął. - Tęsknię za Woodworkiem. 
Westchnąłem. 
- Wiem, też za nim tęsknię.

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 7

 7

Samo robienie zastrzyków nie przeszkadzało mi za bardzo, ale

później miały one to do siebie,  że piekły jak cholera przez następną
godzinę.   A   najgorsza   była   ta   dziwna,   pulsująca   energia,   która
wypełniała ciało, przez większość dnia. W związku z tym widok wielu
grup   strażników   robiących   godzinami   okrążenia   wokół  pałacu   lub
wykonujących najbardziej uciążliwe prace, aby ją spalić nie był niczym
dziwnym. Dlatego doktor Ashlar zarządził,  że z tego powodu liczba
strażników przyjmujących je jednego dnia będzie ograniczona. 

-   Oficer   Leger   –   zawołał  lekarz.     Wszedłem   do   gabinetu   i

stanąłem   przy  małym   fotelu   do   badań,   stojącym   obok   jego   biurka.
Skrzydło szpitalne było na tyle duże, aby nas wszystkich pomieścić, ale
wolał robić to prywatnie.

Skinął  głową,  gdy mnie  zauważył,  a   potem  opuściłem  spodnie

parę cali w dół. Musiałem powstrzymać się żeby nie podskoczyć, gdy
lekarz rozsmarował zimny antyseptyk na mojej skórze i gdy igła wbiła
się w nią. 

-   Gotowe   –   powiedział  wesoło.   -   Idź  do   Toma   po   witaminy   i

wynagrodzenie.

- Tak jest, sir. Dziękuję. 
Każdy krok sprawiał ból, ale nie dawałem tego po sobie okazać. 
Tom   podał  mi   kilka   tabletek   i   wodę,   a   kiedy     je  łyknąłem

podpisałem mu się  na skrawku papieru, wziąłem pieniądze i zanim
poszedłem   do   czekającej   na   mnie   sterty   drewna,   zostawiłem   je   w

background image

pokoju.   W   tej   właśnie   chwili   potrzeba   bycia   w     ruchu   była   wprost
przytłaczająca. 

Każdy   zamach   siekierą  przynosił  niewyobrażalną  ulgę.   Dziś

czułem   się  niesamowicie   pobudzony,   napędzały   mnie   zastrzyki,
pytania Avery'ego i tamten złowrogi sen 

Myślałem o tym, co powiedział król o Americe. Wydało się, że nie

miała   szansy   na   wygraną  skoro   teraz   była   tak   zła   na   Maxona,   ale
zastawiałem się, co by się stało, gdyby ona, osoba, której król nigdy nie
chciał widzieć na tym miejscu, zostałaby księżniczką? 

I   jeżeli   to   Marlee   była   faworytką,   może   nawet   osobą,   która

według króla powinna wygrać, to kto teraz zajmie jej miejsce? 

Próbowałem   się  skoncentrować,   jednak   moje   myśli   kłębiły   się

pod   nienasyconą  potrzebą  ruchu.   Robiłem   zamach   za   zamachem   i
dwie   godziny   później   przestałem   tylko   dlatego,   ponieważ  zabrakło
drewna. 

-  Tam dalej, dookoła jest cały las jeśli potrzebujesz więcej. 
 Odwróciłem i zauważyłem uśmiechniętego stajennego.
- Myślę,  że już  starczy – odparłem. Próbując uspokoić  oddech

pomyślałem, że najgorsze objawy szczepionki już minęły. 

Podszedł bliżej.
- Wyglądasz lepiej. Spokojniej. 
Roześmiałem się, czując jak specyfik krąży w moim krwiobiegu. 
- Dziś musiałem pozbyć się nadmiaru innej energii. 
Rozsiadł się na pieńku, wyglądając jakby nie zamierzał się nigdzie

stąd ruszać. Nie miałem pojęcia co zrobić z tym człowiekiem. 

Wytarłem   spocone   dłonie   spodnie,   próbując   wymyślić  coś

mądrego do powiedzenia. 

- Hej, przykro mi z powodu tamtego dnia. Nie zamierzałem na

background image

ciebie naskoczyć, po prostu—

Uniósł ręce.
-   Nie   ma   problemu.   A   ja   nie   chciałem   być  nachalny.   Jednak

widziałem wiele osób, które pozwalały, aby złość uczyniła ich upartymi
i ciężkimi w obejściu. I w końcu tracili szansę, aby ich  świat stał  się
lepszy, ponieważ widzieli w nim to, co najgorsze. 

Było w coś takiego w jego postawie i w tonie głosu, co wydawało

mi się znajome. 

- Wiem, co masz na myśli. - Potrząsnąłem głową. - Nie chcę

być taki. Ale jest we mnie taka wściekłość. Czasami wydaje mi się, że
wiem za dużo,  że zrobiłem rzeczy, które nie były właściwe i to ciąży
nade mną. A kiedy widzę rzeczy, które nie powinny mieć miejsca... 

- To nie wiesz, co powinieneś zrobić. 
- Dokładnie. 
Pokiwał głową. 
- Cóż, ja zacząłbym od pomyślenia nad tym, co naprawdę  jest

dobre. A potem zapytałbym siebie, co mogę zrobić, aby uczynić dobre
lepszym.

Zaśmiałem się. 
- To nie ma sensu. 
Wstał. 
- Po prostu pomyśl o tym. 

Kiedy wracałem do pałacu zastanawiałem się, skąd mógłbym go

znać.   Może   zanim   zaczął  pracować  w   pałacu   mieszkał  w   Carolinie.
Wiele   Szóstek   musiało   wziąć  udział  w   poborze   do   wojska.
Gdziekolwiek był, cokolwiek widział, to nie pozwolił by to go złamało.
Powinienem zapytać  go o imię, ale przyjąłem,  że pewnie będzie się

background image

gdzieś  kręcił  w okolicy, więc wkrótce się  znów spotkamy. Kiedy nie
byłem w paskudnym nastroju, gość wydawał się w porządku. 

Po   wzięciu   prysznica   udałem   się  do   pokoju,   ciągle   myśląc   o

słowach stajennego. Co było dobre? Co mogło to polepszyć? 

Sięgnąłem   po   kopertę  z   pieniędzmi.   Nie   musiałem   mieć

pieniędzy w pałacu, więc wszystko wysyłałem rodzinie. Jak zazwyczaj
napisałem wiadomość do mamy. 

Przepraszam, że tym razem nie piszę zbyt wiele. Coś nadchodzi.

Może wydarzy się w następnym tygodniu. 

Kocham cię, Aspen. 
Włożywszy   trochę  mniej   niż  połowę  wypłaty   do   koperty

odłożyłem ją na bok i sięgnąłem po kolejny kawałek papieru. 

Znałem   adres   Woodworka   na   pamięć  ponieważ  pisałem   go

kilkanaście razy. Analfabetyzm był  powszechniejszy niż  sądzono, ale
Woodwork tak bardzo martwił się, że ludzie będę o nim myśleli, że jest
głupi lub bezwartościowy, więc byłem jedynym strażnikiem, który znał
jego sekret. 

Biorąc pod uwagę wiele rzeczy – miejsce gdzie mieszkałeś, to jak

duża  była  twoja  szkoła–  to  mogłeś  po latach  edukacji  nie  wiedzieć
prawie nic. 

Nie   mogłem   powiedzieć,  że   Woodwork   odbił  się  od   dna,

ponieważ znów został zepchnięty dół. 

A teraz nie mieliśmy pojęcia gdzie jest, co się z nim dzieje i czy

Marlee jest wciąż przy nim.

Pani Woodwork,
Bardzo mi przykro z powodu twojego syna. Mam nadzieję, że z

background image

wami w porządku. To było jego ostatnie wynagrodzenie. Po prostu
chcę upewnić się, że do was dotrze. 

Dbajcie o siebie. 

Zastanawiałem się, czy nie napisać  czegoś  więcej. Nie chciałem,

żeby myślała,  że wysyłam jej jałmużnę, więc zwięzłość  wydawała się
najlepszym rozwiązaniem. I może od czasu do czasu uda mi się wysłać
jej coś anonimowo. 

Rodzina była czymś dobrym, a Woodwork wciąż gdzieś tam był.

A ja chciałem spróbować i pomóc im. 

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 8

 8

Poczekałem aż wszyscy udadzą się do łóżek zanim poszedłem się

do pokoju Americii. Byłem zadowolony,  że jeszcze nie spała. Miałem
nadzieję, że czekała na mnie, a coś w sposobie w jaki przechyliła głowę
i   przysunęła   się  bliżej,   utwierdziło   mnie   w   przekonaniu,  że   chciała
żebym tu był.

Jak zawsze zostawiłem otwarte drzwi i przyklęknąłem przy łóżku.
- Jak się masz?
- Przypuszczam, że w porządku. - powiedziała, jednak doskonale

wiedziałem,  że   wcale   tak   nie   było.   -   Celeste   pokazała   mi   dziś  ten
artykuł.

Nie jestem pewna, czy mam ochotę się tym zajmować. Jestem już

nią zmęczona.

Co   było   nie   tak   z   tą  dziewczyną?   Czy   sądziła,  że   może

manipulować  i   ranić  ludzi   tylko  żeby   zdobyć  koronę?   Jej   ciągła
obecność tutaj świadczyła o beznadziejnym guście Maxona.

- Myślę,  że skoro odeszła Marlee, to na razie nie będzie wysyłał

nikogo do domu, co?

Wyglądało   jakby   wykrzesała   z   siebie   całą  energię,   aby   lekko

wzruszyć ramionami.

-   Hej   -   Położyłem   dłoń  na   jej   kolanie.   -   Wszystko   będzie   w

porządku.

Posłała mi słaby uśmiech.

background image

- Wiem. Po prostu za nią tęsknię. I jestem zdezorientowana.
- Zdezorientowana, z jakiego powodu? - zapytałem, przyjąwszy

wygodniejszą pozycję do słuchania.

- Z każdego. Co tutaj robię, kim jestem. Myślałam,  że wiem… -

Wyginała palce, jakby próbowała znaleźć odpowiednie słowa. - Nawet
nie wiem, jak to dobrze wytłumaczyć.

Spoglądając na Americę uświadomiłem sobie,  że strata Marlee i

poznanie   prawdziwego   charakteru   Maxona   były   dla   niej   bolesnym
zderzeniem   z   rzeczywistością,   której   nie   chciała   do   siebie   przyjąć.
Może zbyt bolesnym. Wydawała się być sparaliżowana, jakby bała się,
że zrobienie choćby kroku sprawi, że się rozpadnie. America widziała,
jak   wyglądałem   gdy   straciłem   ojca   i   kiedy   Jemmy   został  zraniony,
widziała,   jak   walczyłem,  żeby   moja   rodzina   była   najedzona   i
bezpieczna. Ale ja nigdy nie widziałem  jej  w takim stanie; ona nigdy
nie   doświadczyła   czegoś  takiego   wcześniej.   Jej  rodzina   zawsze   była
razem, wyłączywszy tego idiotę  – jej brata, i nigdy wcześniej niczego
nie straciła.

Poza   tobą,   ty   debilu,  w   mojej   głowie   pojawiło   się  oskarżenie.

Odrzuciłem tę myśl na bok. Ten moment należał do niej, nie do mnie.

– Wiesz, kim jesteś, Mer. Nie pozwól im próbować cię zmienić.
Jej   dłoń  zadrżała,   jakby   miała   ją  unieść  i   dotknąć  mojej.

Jednakże tego nie zrobiła.

- Aspen, czy mogę cię o coś zapytać? - Skupienie malowało się w

każdym fragmencie jej twarzy.

Skinąłem głową.
- To może zabrzmieć  trochę  dziwne, ale jeśli bycie księżniczką

oznaczałoby,  że nie muszę  nikogo poślubić, jeśli byłaby to praca, do
której ktoś by mnie wybrał, to czy myślisz, że dałabym sobie radę?

background image

Spodziewałem   się  wielu   rzeczy,   ale   nie   tego.   Ciężko   mi   było

uwierzyć, że wciąż rozważa zostanie księżniczką. A może wcale nie o to
chodziło. To było hipotetyczne pytanie i zadała je ponieważ  się  nad
tym zastanawiała, a nie wiązała swoje myśli z Maxonem.

Biorąc pod uwagę sposób, w jaki radziła sobie z tym wszystkim,

co się działo publicznie, mogłem założyć, że czuje się beznadziejnie w
sytuacjach które miały miejsce za zamkniętymi drzwiami.

Była świetna w wielu rzeczach, ale...
– Niestety, Mer. Myślę, że nie. Nie jesteś taka wyrachowana jak

oni. - Starałem się przekazać jej to w taki sposób, aby jej nie obrazić.
Jeśli już, to pokazać jej, że cieszę się, że nie jest taką osobą.

Zmarszczyła swoje cienkie brwi. 
- Wyrachowana? Co masz na myśli?
Westchnąłem,   zastanawiając   się  jak   jej   to   wyjaśnić  bez

zdradzania zbyt wielu szczegółów.

– Jestem wszędzie, Mer. Słyszę różne rzeczy. Na południu panuje

spore zamieszanie, gdzie skupionych jest wiele ludzi z niższych kast. Z
tego   co   mówili   starsi   strażnicy,   ci   ludzie   nigdy   nie   zgadzali   się  z
metodami Gregory'ego Illea, a publiczny niepokój trwa tam prawie od
zawsze.   Plotka   głosi,  że   to   dlatego   królowa   była  tak  atrakcyjna  dla
króla. Pochodziła z południa, więc to, że zasiadła na tronie, uspokoiło
ich. Najwyraźniej nie na tak długo.

Myślała nad tym.
– To nie wyjaśnia co masz na myśli mówiąc wyrachowana.
Co złego może się  stać, jeśli jej o tym powiem? Trzymała nasz

związek w sekrecie przez dwa lata. Ufałem jej.

–   Byłem   w   jednym   z   gabinetów,   dzień  przed   tą  cała   imprezą

halloweenową. Wspominali o ludziach z południa sympatyzujących z

background image

rebeliantami. Powiedziano mi bym dostarczył  te listy bezpiecznie do
skrzydła pocztowego. Tam było ponad trzysta listów, America. Trzysta
rodzin, które miały mieć obniżone kasty za mało ważne rzeczy, albo za
pomoc komuś, kogo dwór postrzegał jako zdrajcę.

Głośno wciągnęła powietrze do płuc i widziałem dziesiątki scen

pojawiających się przed jej oczami.

– Wiem. Możesz to sobie wyobrazić? Co gdybyście to byli wy?

Wszyscy   wiecie   jak   grać  na   pianinie,   ale   nagle   masz   wiedzieć  jak
pracować w biurze, albo chociaż jak znaleźć taką pracę? To dość jasne
przesłanie.

Przeniosła swoje obawy na coś innego.
– Czy ty… Czy Maxon wie?
Dobre pytanie.
– Myślę, że musi. On już prawie rządzi całym krajem.
Skinęła głową i zaczęła przyswajać kolejne nowe rzeczy, których

dowiedziała się o swoim w-pewien-sposób-chłopaku.

– Nie mów o tym nikomu, dobrze? - poprosiłem. - Coś  takiego

mogłoby kosztować mnie pracę. - I nie tylko, dodałem w myślach.

–   Oczywiście.   Już  wszystko   zapomniałam.   -   Jej   ton   był  lekki,

próbowała nim zamaskować wszystkie swoje zmartwienia. Jej wysiłki
przywołały śmiech na moją twarz.

– Tęsknię za byciem z tobą, z dala od tego. Za naszymi starymi

problemami – pożaliłem się. Czy teraz też bym się denerwował, gdyby
przygotowała dla mnie kolację?

–   Wiem   co   masz   na   myśli   –   powiedziała   ze  śmiechem.   Z

prawdziwym  śmiechem.   -   Wymykanie   się  przez   okno   było   o   wiele
lepsze niż skradanie po pałacu.

– Szukanie grosza, bym mógł  ci go dać  było o wiele lepsze niż

background image

dawanie ci niczego. – Zapukałem w szklany słoik stojący przy jej łóżku.
Zawsze uważałem go za dobry omen,  że miała go wciąż  przy sobie,
mimo  że   była   w   pałacu.   –   Nie   miałem   pojęcia,  że   zachowałaś  je
wszystkie aż do dnia, w którym wyjechałaś. - Dodałem, pamiętając ich
ciężar gdy pieniądze znalazły się na moich dłoniach.

– Oczywiście, że to zrobiłam! - zawoła z dumą. Gdy cię przy mnie

nie   było,   były   jedyną  rzeczą,   której   mogłam   się  trzymać.   Czasami
rozsypywałam je na  łóżku by potem z powrotem zgarnąć  do słoika.
Miło było mieć coś, czego dotykałeś.

Więc   czuła   się  z   tym   tak   samo  źle   jak   ja.   Nigdy   nie   miałem

niczego,   co   należało   do   niej   na   własność,   ale   przechowywałem
wszystkie   nasze   wspólne   chwilę,   jakby   to   były   rzeczy   materialne.
Zachowywałem w pamięci wspomnienia,  które wciąż  były dla mnie
żywe. Spędziłem z nią więcej czasu niż mogłaby przypuszczać.

- Co z nimi zrobiłeś? - zastanawiała się.
Uśmiechnąłem się.
– Są  w domu. Czekają. - Miałem małą  stertę  pieniędzy, które

oszczędzałem   na   nasz  ślub   zanim   odeszła.   Teraz   mama   odkładała
każdą część mojej wypłaty i jestem pewien, że wiedziała na co była ona
przeznaczona. Ale te grosze były dla mnie najcenniejsze.

– Na co?
Na porządny ślub. Na obrączki. Na dom dla nas dwojga.
- Tego nie mogę zdradzić.
Chciałabym   móc   powiedzieć  jej   to   niedługo,   jednak   wciąż

pracowali nas naszym powrotem do siebie.

– Dobrze, zachowaj swój sekret – odparła, udając zirytowaną. -

Nie martw się, że nic mi nie dajesz. Jestem szczęśliwa, że tu jesteś, że
możemy przynajmniej naprawić nasze relacje, nawet jeśli nie jest to to,

background image

co było kiedyś.

Zmarszczyłem brwi. Czy to znaczyło, że oddaliliśmy się od siebie

tak bardzo? Tak bardzo, że musiała to podkreślać? Nie, nie dla mnie.
Dla mnie wciąż  byliśmy tamtą  parą  z Caroliny i musiałem jej o tym
przypomnieć.

Chciałem dać jej cały świat, ale teraz jedyną rzeczą jaką miałem

były   ubrania,   które   nosiłem.   Spojrzałem   w   dół,   oderwałem   guzik   i
podałem go jej.

– Dosłownie nic więcej nie mogę ci dać, ale możesz się trzymać

tego – czegoś, co  dotknąłem i myśleć  o mnie kiedy tylko  chcesz. I
możesz wiedzieć, że też o tobie myślę.

Wzięła mały, złoty guzik z mojej dłoni i wpatrywała się we mnie,

jakby   właśnie   podarował  jej   księżyc.   Jej   wargi   drżały   i   westchnęła
powoli, jakby była na skraju płaczu. Może zrobiłem to wszystko nie tak
jak trzeba.

–   Nie   wiem   teraz   jak   mam   to   zrobić.   Czuję  się,   jakbym   nie

wiedziała   jak   mam   zrobić  cokolwiek.   Ja…   Ja   cię  zapomniałam,
przynajmniej tak sądziłam? Ale to jeszcze tu jest.

Położyła   dłoń  na   piersi   i   widziałem,   jak   mocno   próbuje   się

uspokoić.

Tak, wciąż mieliśmy długą drogę do przebycia, ale wiedziałem, że

będzie nam łatwiej, jeśli jesteśmy razem.

Uśmiechnąłem się, nie potrzebując niczego więcej.
– To mi wystarczy.

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 9

 9

Słyszałem   o   przyjęciu   króla   dla   dam   z   Elity   i   zdawałem   sobie

sprawę, że Americii nie będzie w pokoju, kiedy zapukałem do drzwi. 

-  Oficer  Leger  –  powiedziała   Anne,  otwierając   drzwi  z  szerokim

uśmiechem. Jakże miło cię widzieć. 

Na te słowa Lucy i Mary podeszły, żeby się ze mną przywitać. 
- Witamy, oficerze Leger – powiedziała Mary. 
- Lady Americi teraz nie ma. Herbata z rodziną królewską – dodała

Lucy. 

-   Och,   tak,   wiem.   Zastanawiałem   się,   czy   mogę  przez   chwilę

porozmawiać z wami, drogie panie. 

Anne zaprosiła mnie gestem. 
- Oczywiście. 
Ruszyłem   w   kierunku   stołu,   a   one   wszystkie   rzuciły   się,  żeby

wysunąć mi krzesło. 

- Nie – podkreśliłem – wy siadajcie.  
Mary i Lucy zajęły dwa miejsca, a ja i Anne staliśmy.
Zdjąłem   czapkę  i   położyłem   dłoń  na   oparciu   krzesła   Mary.

Chciałem  żeby   czuły   się  komfortowo,   rozmawiając   ze   mną  i   miałem
nadzieję, że zrezygnowanie z pewnej dozy formalności je ośmieli. 

- Jak możemy ci pomóc? – zapytała Lucy.
-   Właśnie   byłem   w   trakcie   rutynowej   kontroli   i   chciałbym

dowiedzieć  się,   czy   nie   zauważyłyście   niczego   niezwykłego.   Może   to
brzmi   głupio,   ale   nawet   najdrobniejszy   szczegół  może   mieć  kluczowe

background image

znaczenie dla bezpieczeństwa Elity. - Było w tym trochę prawdy, ale nie
tylko pozyskiwanie informacji było moim celem. 

Anne pochyliła głowę  zatapiając się  w myślach, podczas gdy Lucy

wzniosła oczy do sufitu, zastanawiając się. 

- Nie sądzę, żeby było coś takiego? - zaczęła Mary. 
- Jeśli już, to lady America była mniej aktywna od czasu Halloween

– podsunęła Anne. 

-   Z   powodu   Marlee?   -   domyśliłem   się.   Pokiwały   głowami   w

odpowiedzi. 

-   Nie   jestem   pewna,   czy   ona   potrafi   sobie   z   tym   poradzić  –

powiedziała Lucy. - I nie winię jej za to. 

Anne położyła dłoń na jej ramieniu. 
- Oczywiście, że nie. 
- A więc poza wizytami w Kobiecym pokoju i posiłkami głównie

przebywa w swoim pokoju? 

-   Tak   –   potwierdziła   Mary.   -   Lady   America   robiła   już  tak   w

przeszłości,   ale   w   ciągu   ostatnich   kilku   dni...   wydaje   się  jakby   tylko
próbowała się ukryć. 

Na   podstawie   tego   domyśliłem   się  dwóch   ważnych   rzeczy.   Po

pierwsze, America nie spędzała już  sama czasu z Maxonem. Po drugie,
nasze spotkania wciąż pozostawały tajemnicą, nawet dla jej najbliższych. 

Obie te informacje sprawiły, że w moim sercu rosła nadzieja. 
- Czy jest coś, co je jeszcze powinnyśmy zrobić? - zapytała Anne.

Uśmiechnąłem się, ponieważ byłoby to to samo pytanie, które zadałbym
będąc na jej miejscu i próbując dowiedzieć się, jak pokonać problem. 

- Nie sądzę.  Zwracajcie  uwagę  na  to, co widzicie  i  słyszycie, jak

zawsze i czujcie się  swobodnie zwracając do mnie, jeśli uznacie,  że coś
wygląda podejrzanie. 

Na ich twarzach malowała się gorliwość, chęć do pomocy. 

background image

- Jesteś wyśmienitym żołnierzem, oficerze Leger.
Potrząsnąłem głowę. 
- Po prostu wykonuję swoją pracę. I jak dobrze wiecie, lady America

pochodzi z mojej prowincji. 

Mary odwróciłam się do mnie. - Sądzę,  że to całkiem zabawne,  że

jesteście z tej samej prowincji, a ty jesteś teraz praktycznie jej osobistym
strażnikiem. Mieszkaliście blisko siebie w Carolinie?

- Coś w tym rodzaju. - Próbowałem ukryć naszą bliskość. 
Lucy uśmiechnęła się szeroko. 
- Czy kiedykolwiek widziałeś  ją, jak była młodsza? Jaka była gdy

dorastała? 

Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. 
-   Nasze   drogi   przecięły   się  kilka   razy.   Była   chłopczycą.   Zawsze

spędzała   czas   na   zewnątrz   ze   swoim   bratem.   Uparta   jak   osioł  i,   jak
dobrze pamiętam, bardzo, ale to bardzo utalentowana. 

Lucy zachichotała. 
- Czyli  prawie  tak  samo, jak teraz  – powiedziała  i  wszystkie  się

roześmiały. 

- Nie da się zaprzeczyć – przyznałem. 
Te słowa sprawiły, że uczucie w mojej piersi jeszcze bardziej urosło.

America   składała   się  z   setek   znajomych   rzeczy,   które   nawet   pod
sukniami balowymi i biżuterią wciąż tu były. 

-   Powinienem   już  iść  na   dół.   Chcę  zdążyć  na  Raport.   -

Wyciągnąłem rękę  i podniosłem czapkę. 

- Może powinnyśmy pójść  z tobą  – posunęła Mary. - Już  prawie

czas. 

-   Oczywiście.   -   Dla   pracowników  Raport  był  jedyną  okazją  do

oglądania telewizji i były tylko trzy miejsca, gdzie mogliśmy to robić:
kuchnia,   pracownia,   gdzie   pokojówki   zajmowały   się  szyciem   i   duża

background image

świetlica, która została przekształcona w kolejne miejsce pracy zamiast
miejsca   do   odpoczynku.   Sam   preferowałem   kuchnię.   Anne   ruszyła
przodem, podczas gdy Mary i Lucy szły obok mnie. 

-   Słyszałam   coś  o   gościach,   oficerze   Leger   –   powiedziała   Anne,

zatrzymując się na chwilę, żeby się tym podzielić. - Ale to może być tylko
plotka. 

- Nie, to prawda – odparłem. - Nie znam szczegółów, ale słyszałem,

że szykują się dwa różne przyjęcia. 

- Jej – powiedziała Mary  sarkastycznie. - Coś  mi  się  wydaje,  że

znów   utknę  na   praniu   obrusów.   -   Hej,   Anne,   jak   już  przydzielą  ci
zadanie, to możemy się wymienić? - zapytała, podbiegając do Anne, aby
przedyskutować jeszcze-nie-określone zadania. 

Zaoferowałem Lucy ramię. 
- Madam. 
Uśmiechnęła się i  przełożyła przez nie dłoń, zadzierając nos. 
- Sir. 
Ruszyliśmy korytarzem. Gdy tak trajkotały o sprawunkach, które

trzeba zrobić i o sukienkach, które należy obrobić, uświadomiłem sobie,
dlaczego   byłem   prawie   najszczęśliwszy   spędzając   czas   z   pokojówkami
Americii. 

Przy nich mogłem być Szóstką. 
Usiadłem na blacie z Lucy po jednej stronie i z Mary po drugiej.

Anne stała, uciszając ludzi, gdy Raport się zaczął. 

Za   każdym   razem,   gdy   kamery   pokazywały   twarze   dziewczyn,

mogłem   stwierdzić,  że   coś  jest   nie   tak.   America   wyglądała   na
przygnębioną. Co gorsze, próbowała nie dać po sobie tego poznać i jej to
nie wychodziło. 

Czym się tak przejmowała? 
Katem oka zauważyłem, że Lucy załamuje ręce.

background image

- Coś nie tak? - wyszeptałem. 
 - Coś złego dzieje się z moją panią. Mogę to poznać po jej twarzy. -

Lucy   uniosła   dłoń  do   ust   i   zaczęła   obgryzać  paznokcie.   -   Co   jej   się
przydarzyło? Lady Celeste wygląda jak kot, który upolował tłustą mysz.
Co będzie jeśli to ona wygra?

Położyłem dłoń na jej kolanach i cudownie się uspokoiła, patrząc z

osłupieniem w moje oczy. Miałem wrażenie, że ludzie zwykli ignorować
nerwowość Lucy.

- Wszystko będzie z nią w porządku. 
Skinęła głową, pocieszona tymi słowami. 
- Ale ja ją lubię – wyszeptała. - Chcę żeby została, a wydaje się, że

wszyscy, których chciałabym mieć przy sobie, odchodzą. 

A więc Lucy kogoś straciło. Może nawet nie jedną osobę. Poczułem,

że teraz lepiej rozumiem jej problem z lękiem. 

- No cóż, jesteś skazana na mnie przez cztery lata. - Szturchnąłem ją

delikatnie, na co ona się uśmiechnęła i odpędziła łzy. 

- Jesteś  taki miły, oficerze Leger. Wszystkie tak sądzimy. - Otarła

oczy. 

- Sądzę,  że wy panie również  jesteście miłe. Zawsze cieszę  się  na

spotkanie z wami. 

- Nie jesteśmy paniami – odparła, spoglądając w dół. 
Potrząsnąłem głową. 
- Jeśli Marlee może być panią, ponieważ poświęciła się dla kogoś,

kto miał dla niej znaczenia, to wy również możecie. Rozumiem to tak, że
poświęcacie   swoje  życie   każdego  dnia.  Poświęcacie  swój   czas,  energię
czemuś innemu, ale to dokładnie ta sama sytuacja. 

Zauważyłem   jak   Mary   ponownie   zaczęła   w   skupieniu   zerkać  na

telewizor. Anne chyba również  usłyszała moje słowa. Wyglądała jakby
czuła się z nimi dziwnie. 

background image

- Jesteś najlepszym, co nam się przytrafiło, oficerze Leger. 
Uśmiechnąłem się. 
- Kiedy jesteśmy tutaj, możecie nazywać mnie Aspen. 

background image
background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 10

 10

Gapiąc się w ścianę straciłem resztki entuzjazmu, który towarzyszył

staniu na warcie. Było już dobrze po północy i jedyne, co mogłem robić,
to   liczyć  godziny   do   wschodu   słońca.   Ale   przynajmniej   moja   nuda
oznaczała, że America jest bezpieczna. 

Dzień był spokojny, wyjątkiem było tylko ostateczne potwierdzenie

wizyty gości.

Kobiet. Wielu kobiet. 
W jakiejś części te wieści mnie podbudowały. Damy przybywające

do pałacu zazwyczaj nie miały zbyt agresywnego stylu bycia. Jednakże
każde słowo wypowiedziane niewłaściwym tonem mogło być początkiem
wojny. 

Przedstawiciele Federacji Niemieckiej byli naszymi przyjaciółmi już

od dawna, więc mieliśmy tylko popracować nad korzyściami płynącymi z
sojuszu. Włosi byli dziką kartą. 

Myślałem o Americe przez całą noc, zastanawiając się, co znaczył jej

wyraz twarzy podczas Raportu. Jednakże nie byłem pewien, czy w ogóle
chcę ją o to zapytać. Postanowiłem zostawić to w jej rękach. Jeśli będzie
chciała   się  ze   mną  tym   podzielić,   to   chętnie   jej   wysłucham.   Teraz
musiałem się skupić na tym, co zbliżało się wielkimi krokami. Im dłużej
zostanie w pałacu, tym dłużej będziemy mogli być razem. 

Poruszyłem ramionami, słysząc jak trzeszczą mi kości. Jeszcze tylko

parę  godzin.   Wyprostowałem   się  i   napotkałem   spojrzenie   błękitnych
oczu zerkających na mnie zza krawędzi korytarza. 

background image

- Lucy?
- Dzień  dobry  – odpowiedziała, wychodząc zza rogu. Tuż  za nią

podążała Mary, niosąc na ramieniu mały koszyk, którego zawartość była
przykryta serwetką.  

- Czy lady America po was zadzwoniła? Wszystko w porządku? -

Sięgnąłem do klamki, aby otworzyć im drzwi. 

Lucy   delikatnie   położyła   dłoń  na   piersi,   wyglądała   na

zdenerwowaną. 

- Och, wszystko jest w porządku. Uch, przyszłyśmy sprawdzić, czy

cię tu przypadkiem nie ma. 

Zmrużyłem oczy, cofając dłoń. 
- No cóż, jestem tutaj. Potrzebujecie czegoś? 
Wymieniły spojrzenia, zanim Mary odezwała się. 
- Zauważyłyśmy, że ostatnio ciężko pracowałeś i pomyślałyśmy, że

możesz być głodny. 

Mary   zabrała   serwetkę,   odsłaniając   mały   asortyment   babeczek,

ciast i chleba, prawdopodobnie pozostały po śniadaniu. 

Uśmiechnąłem się kątem ust. 
- To bardzo miło z waszej strony, ale po pierwsze, nie powinienem

jeść na służbie, a po drugie, może zauważyłyście, że jestem raczej silnym
gościem. - Zgiąłem wolne ramię, na co obie zachichotały. - Potrafię  o
siebie zadbać. 

Lucy przechyliła głowę. 
- Wiemy, że jesteś silny, ale umiejętność przyjmowania pomocy też

jest swego rodzaju siłą. 

Jej słowa niemal wyrwały z mojej piersi westchnienie. Chciałbym,

żeby ktoś  powiedział  mi to parę  miesięcy temu. Oszczędziłyby mi wiele
smutku. 

Spojrzałem na ich twarze, ich wyraz był  tak podobny do Americi

background image

podczas   naszej   ostatniej   nocy   w   domku   na   drzewie:   pełen   nadziei,
ekscytacji,   ciepła.   Przeniosłem   wzrok   na   koszyk   z   jedzeniem.   Czy
naprawdę  powinienem   go   wziąć?   Odcinać  się  od   osób,   przy   których
mogłem naprawdę być sobą? 

-   Umowa   jest   taka:   jeśli   ktoś  będzie   przechodził,   to   powiem,  że

powaliłyście mnie na ziemię i zmusiłyście do jedzenia. Zgoda? 

Mary uśmiechnęła się, wyciągając koszyk w moją stronę. 
- Zgoda? 
Wziąłem kawałek cynamonowego chleba i ugryzłem go. 
- Też będziecie jadły, prawda? - zapytałem, żując. 
Lucy klasnęła dłońmi z entuzjazmem, a potem zajrzała do kosza,

Mary szybko poszła jej śladem. 

- A więc, na jakim poziomie są  wasze umiejętności zapaśnicze? -

zażartowałem. - To znaczy, chcę się upewnić, że nasza historyjka będzie
wiarygodna. 

Lucy zakryła usta dłonią, chichocząc. 
- Może to zabawne, ale nie uczą nas tego. 
Westchnąłem. 
- Jak to? To bardzo ważna umiejętność w tym miejscu. Sprzątanie,

podawania posiłków, walka wręcz. 

Zaśmiały się, jedząc. 
- Ależ  ja jestem zupełnie poważny. Kto za to odpowiada? Napiszę

do niego skargę. 

- Wspomnimy o tym rano głównej pokojówce – obiecała Mary. 
-  Świetnie.   -   Ugryzłem   kęs   i   potrząsnąłem   głową  z   udawanym

oburzeniem. 

Mary przełknęła. 
- Jesteś taki zabawny, oficerze Leger. 
- Aspen. 

background image

Uśmiechnęła się znowu. 
-   Aspenie.   Gdzie   zamierzasz   udać  się,   gdy   twoja   służba   już  się

skończy? Jestem przekonana,  że gdybyś  chciał, mógłbyś  zostać  jednym
ze stałych pałacowych strażników. 

Teraz,   jako  że   byłem   Dwójką,   wiedziałem,  że   chcę  pozostać

żołnierzem... ale stacjonowanie w pałacu?

-   Nie,   raczej   nie.   Moja   rodzina   została   w   Carolinie,   więc

prawdopodobnie będę stacjonował tam, jeśli mi się uda. 

- Szkoda – wyszeptała Lucy. 
- Nie smuć się. Spędzę tutaj jeszcze cztery lata. 
Posłała mi mały uśmiech. 
- Racja. 
Ale   widziałem,  że   nie   do   końca   rozwiałem   jej   smutki.

Przypomniałem sobie, jak Lucy wspomniała wcześniej, że ludzie, którzy
są  dla niej ważni, odchodzą  i poczułem słodycz wymieszaną  z goryczą,
kiedy zrozumiałem, że też jestem dla niej ważny. Oczywiście ona też dla
mnie wiele znaczyła. Tak samo Anne i Mary. Ale ich związek ze mną
istniał  wyłącznie przez Americę. Jakim cudem stałem się  dla nich tak
istotny? 

- Masz dużą rodzinę? - zapytała Lucy. 
Skinąłem głową. 
- Mam trzech braci: Reeda, Beckena i Jemmy'ego oraz trzy siostry:

Kamber i  Celię, które są  bliźniaczkami  i Ivy, która jest najmłodsza. I
jeszcze moja mama. 

Mary znów przykryła koszyk. 
- A co z tatą? 
-   Zmarł  parę  lat   temu.   -   W   końcu   mogłem   powiedzieć  to   bez

rozdzierającego   od  środka   bólu.   Kiedyś  myślenie   o   tym   mnie
paraliżowało,   ponieważ 

wciąż 

go   potrzebowałem.   Wszyscy

background image

potrzebowaliśmy. Ale i tak miałem szczęście. Czasami ojcowie po prostu
znikali w niższych kastach, zostawiając rodziny same sobie lub rozpijali
się. 

Jednakże tata robił dla nas wszystko co mógł, nawet gdy zbliżał się

koniec.   Ponieważ  byliśmy   Szóstkami,   zawsze   było   nam   ciężko,   ale
udawało się mu trzymać nas nad kreską, co pozwalało nam czuć dumę z
tego gdzie jesteśmy i kim jesteśmy. Chciałem być taki jak on. 

Gdy pracowało się w pałacu czeki, były wyższe, ale lepiej byłoby dla

mojej rodziny, gdybym był bliżej domu. 

- Przykro mi – powiedziała Lucy miękko. - Moja mama też umarła

kilka lat temu. 

Wiedza,  że   Lucy   również  straciła   najważniejszą  osobę  w  życiu

sprawiła, że urosła w moich oczach i pozwoliła mi ją lepiej zrozumieć. 

- Nigdy nie będzie tak samo, prawda? 
Potrząsnęła głową, jej wzrok był wlepiony w dywan. 
- Ale mimo to musimy szukać w życiu dobrych rzeczy. 
Podniosła głowę  i na jej twarzy pojawił  się  mały promyk nadziei.

Nie mogłem powstrzymać się od gapienia na nią. 

- To zabawne, że to mówisz. 
Spojrzała na Mary, a potem na mnie. 
- Dlaczego? 
Wzruszyłem ramionami.

 

-   Po   prostu.   -   Połknąłem   ostatni   kęs   chleba   i   otarłem   kilka

okruchów   z   palców.   -   Dziękuję  wam,   drogie   panie,   za   jedzenie,   ale
powinnyście już iść. Nie powinnyście spacerować po pałacu w nocy. 

- Dobrze – powiedziała Mary. - Prawdopodobnie powinnyśmy już

zacząć ćwiczyć walkę wręcz. 

-   Wskocz   na   Anne   –   poradziłem   jej.     -   Nigdy   nie   lekceważcie

elementu zaskoczenia. 

background image

Znów się zaśmiała. 
- Nie będziemy. Dobrej nocy, oficerze Leger. - Odwróciła się, aby

odejść korytarzem. 

- Czekajcie – zawołałem i obie się  zatrzymały. Skinąłem głową  w

kierunku ściany, za którą znajdowało się tajne przejście. - Możecie pójść
tędy? Będę się z tym lepiej czuł. 

Uśmiechnęły się. 
- Oczywiście. 
Mary i Lucy pomachały mi, kiedy mnie minęły, ale gdy dotarły do

ściany   i   Mary   otworzyła   przejście,   Lucy   coś  do   niej   szepnęła.   Mary
skinęła głową i zeszła schodami, a Lucy wróciła do mnie. 

Wyginała palce, ten mały tik pojawił  się  znowu, gdy znalazła się

obok. 

- Ja... nie jestem zbyt dobra w konwersacji – przyznała, kołysząc się

nieco na stopach. - Ale chciałabym ci podziękować, że jesteś dla nas tak
miły. 

Pokręciłem głową. 
- To nic. 
- Dla nas to nie jest nic. - W jej oczach było coś intensywnego, coś,

czego nie widziałem nigdy wcześniej. - Bez względu na to, ile razy praczki
czy   kucharki   mówiły   nam,  że   mamy   szczęście,   to   nigdy   tego   nie
czułyśmy, zanim ktoś nas nie docenił. Lady America to zrobiła, a żadna z
nas się tego nie spodziewała. Ale ty również 

- Nasza dwójka robi to bez zastanawiania się. - Uśmiechnęła się. 
-   Po   prostu   pomyślałam,  że   powinieneś  wiedzieć,  że   to   dla   nas

ważne. Dla Anne chyba najbardziej, ale ona nigdy tego nie powie na głos.

Nie   wiedziałem   jak   zareagować  na   te   słowa.   Po   chwili

zastanowienia mogłem powiedzieć tylko:

- Dziękuję. 

background image

Lucy   skinęła   głową  i,   niepewna   co   ma   jeszcze   powiedzieć,

skierowała się do przejścia. 

- Dobranoc, panienko Lucy, 
Odwróciła się, wyglądając jakbym dał jej najpiękniejszy prezent na

świecie. 

- Dobranoc, Aspenie. 
Kiedy   odeszła   moje   myśli   wróciły   z   powrotem   do   Americi.   Dziś

wyglądała na zdenerwowaną i zastanawiałem się, czy ma pojęcie, jak jej
postawa zmienia ludzi wokół niej. Jej tata miał rację: była za dobra dla
tego miejsca. 

Będę musiał znaleźć czas, aby powiedzieć jej, jak pomaga ludziom

nawet o tym nie wiedząc. Na razie miałem nadzieję,  że odpoczywa, nie
martwiąc się niczym, co... 

Gwałtownie odwróciłem głowę, gdy  przebiegło obok mnie  trzech

lokajów, jeden z nich lekko utykał. Podbiegłem do końca korytarza, aby
zobaczyć przed czym uciekają, kiedy rozległ się dźwięk syreny. 

Nigdy   wcześniej   go   nie   słyszałem,   ale   wiedziałem   co   oznacza:

rebelianci byli w pałacu. 

Błyskawicznie odwróciłem się i wpadłem do pokoju Americii. Jeśli

ludzie już uciekali, to musieliśmy się pośpieszyć. 

-   Cholera,   cholera,   cholera   –   mamrotałem.   Musiała   się  szybko

ubrać. 

- Hę – powiedziała zaspana. 
Ubrania. Muszę znaleźć ubrania. 
- Wstawaj, Mer! Gdzie są te cholerne buty?
Odrzuciła koc i od razu je znalazła. 
- Tutaj. Potrzebuję mój szlafrok – dodała, wskazując, gdy zakładała

buty. Cieszyłem się, że tak szybko zrozumiała, że to pilne. 

Znalazłem zwiniętą  tkaninę  na końcu  łóżka i spróbowałem go tak

background image

rozłożyć, żeby pomóc jej się ubrać. 

- Nie kłopocz się, sama go potem ubiorę. - Zabrała go z moich rąk i

popchnąłem ją w  kierunku drzwi.  

- Musisz się pośpieszyć – ostrzegłem. - Nie wiem, jak blisko są. 
Skinęła   głową.   Poczułem   adrenalinę  płynącą  w  żyłach   i   choć

wiedziałem, że to nierozsądne, przyciągnąłem ją, obejmując w ciemności.

Przyłożyłem swoje usta do jej, zamykając ją  w moich objęciach, a

dłoń wplotłem w jej włosy. Głupiec. Wielki głupiec. Ale czułem, że mam
do tego prawo. Miałem wrażenie, że minęły wieki, od kiedy całowaliśmy
się tak głęboko, ale oboje tak łatwo się w tym zatopiliśmy. Jej usta były
ciepłe, a znajomy smak jej skóry zatrzymał  się  na nich. Poza delikatną
nutą  wanilii   czułem   jej   własny   zapach,   który   przyległ  do   jej   włosów,
policzków i szyi. 

Mógłbym zostać  tak przez całą  noc i czułem,  że ona również, ale

musiałem zaprowadzić ją do schronu. 

-   Idź.   Teraz   –   rozkazałem,   wypychając   ją  na   korytarz   i   nie

odwracając się ruszyłem do zakrętu korytarza, aby zmierzyć się z tym, co
tam na mnie czekało. 

Odbezpieczyłem   pistolet   i   sprawdziłem   z   obu   stron,   czy   nie   ma

czegoś  nie na miejscu. Zauważyłem skrawek spódnicy pokojówki, gdy
zanurkowała   do   jednego   z   sekretnych   schronów.   Miałem   nadzieję,  że
Lucy   i   Mary   są  już  z   Anne   w   jednym   z   pomieszczeń,   z   dala   od
niebezpieczeństwa. 

Słysząc niedający się pomylić z niczym dźwięk wystrzału pobiegłem

w kierunku głównej klatki schodowej. Dochodzące dźwięki pozwoliły mi
przypuszczać, że rebelianci znajdowali się dopiero na pierwszym piętrze,
więc przyklęknąłem za końcem ściany, zerkając zza niej i czekając. 

Chwilę później zobaczyłem, że ktoś biegnie schodami. Chwilę zajęło

mi zidentyfikowanie go jako intruza. Wycelowałem i strzeliłem, trafiając

background image

go   w   ramię.   Z   chrobotem   rebeliant   upadł  i   zauważyłem,  że   został
obezwładniony przez innego strażnika. 

Trzask na  korytarzu powiedział mi, że rebelianci odnaleźli boczną

klatkę schodową i ruszyli na drugie piętro. 

- Jeśli znajdziecie króla, zabijcie go. Weźcie co da się unieść. Niech

wiedzą, że tu jesteśmy! - ktoś krzyknął. 

Poruszając   się  najciszej   jak   to   możliwe   ruszyłem   w   kierunku

dobiegających odgłosów, chowając się  za narożnikami i   przeszukując
korytarze. W jednym z nich zauważyłem dwóch mężczyzn w mundurach.
Skinąłem na nic, nakazując im ciszę  i  żeby cicho podeszli. Gdy już  się
zbliżyli, rozpoznałem Avery'ego i Tannera. Nie mogłem prosić  o lepsze
wsparcie.   Avery   cholernie   dobrze   strzelał,   a   Tanner   zawsze   bardzo
uważał, ponieważ miał o wiele więcej do stracenia od nas. 

Tanner był  jednym z niewielu oficerów, który zaczął  służbę  będąc

żonatym. Powtarzał nam ciągle, że jego żona skarży się, że nosi obrączkę
na kciuku, ale należała ona do jego dziadka i nie stać  ich było, aby ją
zmniejszyć.   Obiecał  jej,  że   pierwszą  rzeczą  jaką  zrobi,   gdy   dostanie
pieniądze i wróci do domu, to da jej lepszy pierścionek i dopasuje swój. 

Ona była jego Americą. Zawsze był czujny dla niej. 
- Co się dzieje? - wyszeptał Avery. 
-   Sądzę,  że   słyszałem   ich   przywódcę.   Rozkazał  im   zabić  króla   i

ukraść wszystko, co zdołają. 

Tanner stał, trzymając pistolet przy uchu. 
- Musimy ich znaleźć, upewnić się, gdzie się kierują i trzymać ich z

dala od schronów. 

Skinąłem głową. 
-   Może   być  ich   więcej   niż  sądzimy,   ale   jeśli   będziemy   cicho,   to

myślę, że...

Po   drugiej   stronie   korytarza   drzwi   otworzyły   się  z   trzaskiem   i

background image

wybiegł zza nich lokaj i dwóch goniących go rebeliantów. To był młody
chłopak,   jeden   z   tych,   pracujących   w   kuchni   osób.   Wyglądał  na
zagubionego   i   przerażonego.   Rebelianci   trzymali   w   dłoniach   coś  co
wyglądało na narzędzia rolnicze, więc przynajmniej nie będą  mogli do
nas strzelać. 

Odwróciłem się, uspokoiłem i wycelowałem.
-   Precz!   -   wrzasnąłem   i   lokaj   posłuchał.   Wystrzeliłem,   trafiając

jednego   z   rebeliantów   w   nogę.   Avery   wymierzył  w   drugiego,   ale   jego
strzał, celowo czy nie, wyglądał na o wiele bardziej śmiercionośny. 

- Zabezpieczę ich – powiedział Avery. - Znajdźcie przywódcę. 
Patrzyłem jak lokaj wstaje i biegnie do sypialni, nie przejmując się,

że   ktoś  może  łatwo   tam   wejść  lub   wyjść.   Potrzebował  iluzji
bezpieczeństwa. 

Słyszałem jeszcze więcej strzałów, coraz więcej pistoletów wypalało,

zrozumiałem,  że   to   jeden   z   tych   złych   ataków.   Moje   zmysły   się
wyostrzyły, skupiłem się bardziej. Miałem misję do wykonania i tylko to
mnie obchodziło. 

Tanner i ja wślizgnęliśmy się na trzecie piętro, gdzie kilka stolików,

dzieł sztuki i roślin zostało całkowicie zniszczonych. Rebeliant, używając
czegoś w stylu grudkowatej farby, którą musiał zabrać ze sobą, pisał coś
na ścianie. Szybko zaszedłem go od tyłu i uderzyłem w głowę uchwytem
pistoletu. Upadł, a ja pochyliłem się, aby sprawdzić, czy nie ma broni.  

Chwile   później   rozległa   się  nowa   fala   strzałów   dobiegających   z

końca   korytarza,   Tanner   pociągnął  mnie   za   podartą  kanapę.   Kiedy
dźwięki ucichły, wyjrzeliśmy, aby ocenić szkody. 

- Naliczyłem sześciu – powiedziałem. 
- Ja tak samo. Mogę dorwać dwóch, może trzech. 
- Wystarczy. Reszta może tu przybiec. Lub mieć broń. 
Rozejrzałem   się,   wziąłem   kawałek   potłuczonego   lustra,   odcięłam

background image

kawałek kanapowej narzuty i owinęłam szkło. - Użyj tego, jeśli podejdą
zbyt blisko. 

-  Ładne – skomentował  Tanner i wyciągnął  pistolet. Zrobiłem to

samo. 

Strzały były szybkie i każdy z nas trafił dwóch rebeliantów, zanim

pozostała para odwróciła się  i zaczęła biec w naszym kierunku zamiast
uciec. Pamiętałem o rozkazach mówiących,  żeby zachować  rebeliantów
przy  życiu,   aby   można   było   ich   przesłuchać  i   celować  w   nogi,   ale
poruszali się tak gorączkowo, że nie mogłem dobrze wycelować. 

Obaj   z   Tannerem   patrzyliśmy   jak   wielki   mężczyzna   ociężale

dowlókł  się  do   Tannera,   podczas   gdy   starszy   gość,  żylasty,   o
rozbieganych oczach podbiegł  do mnie. Schowałem pistolet do kabury,
przygotowując się do walki. 

- Cholera. Twój jest dobry – skomentował Tanner zanim zerwał się

z kanapy i ruszył pełną parą na swojego przeciwnika. 

Byłem ułamek sekundy za nim. Starszy rebeliant dobiegł do mnie,

wrzeszcząc, gdy rzucił się na mnie z wyciągniętymi pazurami. Złapałem
go za jedno z ramion i skorzystałem z mojego prowizorycznego noża, aby
wykonać cięcie na jego piersi. 

Nie był zbyt silny i trochę mu współczułem. Kiedy przetoczyłem się

na jego ramię zbyt łatwo mogłem poczuć jego kości. 

Jęknął  i   upadł  na   kolana,   a   ja   owinąłem   ramię  wokół  niego,

obezwładniając go. Gdy go wiązałem ktoś złapał mnie od tyłu i rzucił na
najbliższy portret, rozcinając mi czoło o szkło. 

Byłem   zamroczony   i   krew   cieknąca   mi   na   oczy   utrudniała   mi

mierzenie się moim wrogiem. Poczułem dreszcz paniki zanim wróciło do
mnie wytrenowane opanowanie. Przykucnąłem, kiedy trzymał  mnie od
tyłu w uścisku i użyłem dźwigni, aby przerzucić go przez ramię. 

Chociaż  był  dużo   większy   ode   mnie,   upadł  głośno   na   pokrytą

background image

gruzem   podłogę.   Podniosłem   się  tylko,   aby   znowu   zaraz   upaść  gdy
zaatakował mnie kolejny rebeliant.  

Zostałem przypięty do podłogi, a moje ręce zostały unieruchomione

przez brzuch mężczyzny. 

Gdy mówił jego głos był śmierdzący i obrzydliwy. 
- Zabierz mnie do króla – rozkazał charczącym głosem. 
Potrząsnąłem głową. 
Uwolnił moje ręce, złapał za kurtkę i sięgnąłem pięścią, aby uderzyć

go w twarz, jednak on  odepchnął mnie i uderzyłem głową o podłogę, a
on   natychmiast   zablokował  mi   ramiona.   W   głowie   mi   pulsowało   i
czułem,  że  tracę  oddech.   Rebeliant   przysunął  moją  twarz   do   swojej   i
zmusił mnie, aby na niego spojrzał. 

- Gdzie. Jest. Król?
- Nie wiem – wydyszałem, walcząc z okropnym bólem. 
- No dalej, ładniutki chłoptasiu – zakpił. - Wydaj mi króla, a może

pozwolę ci żyć. 

Nie   mogłem   wspomnieć  o   schronie.   Nawet   jeśli   nienawidziłem

tego, co robił król, wydanie go sprawiłoby, że America również dostałaby
się w ich ręce, na co nie mogłem pozwolić. 

Mogłem skłamać. Może kupię sobie wystarczająco dużo czasu, aby

się wydostać. 

Albo umrę. 
-   Czwarte   piętro   –   skłamałem.   -   Ukryty   pokój   w   wschodnim

skrzydle. Maxon też tam jest. 

Uśmiechnął  się,   jego  obrzydliwy   oddech   omiótł  moją  twarz,  gdy

wydobył z siebie krótki śmiech. 

- Teraz to nie było takie trudne, no nie? 
Milczałem. 
-   Może   gdybyś  odpowiedział  mi   za   pierwszym   razem,   gdy   cię

background image

poprosiłem, nie zrobiłbym tego. 

Złapał szorstko dłońmi moje gardło i zacisnął je. To była dla mnie

tortura.   Zamachnąłem   się  nogami   i   podniosłem   biodra   próbując   go
zrzucić. Bez sensu. Był po prostu zbyt ciężki. 

Czułem jak moje kończyny przestają  działać, gdy tlen opuścił  mój

organizm. 

Kto powie mojej matce? 
Kto zajmie się moją rodziną? 
… przynajmniej pocałowałem Americę ostatni raz.
… ostatni raz.
… ostatni. 
Przez mgłę  usłyszałem wystrzał  z pistoletu i  poczułem,  że wielki

rebeliant  wiotczeje i  opada na bok. Z mojego gardła wydostawały  się
dziwne odgłosy, gdy znów mogłem złapać oddech. 

- Leger? Wszystko w porządku?
Widziałem tylko ciemność, więc nie byłem w stanie dostrzec twarzy

Avery'ego. Ale go słyszałem. 

To wystarczyło.  

background image

Rozdzia

Rozdzia

ł

ł

 11

 11

Odprawa odbyła się  w skrzydle szpitalnym, ponieważ  trafiło tam

wielu oficerów. 

- Uważamy za sukces,  że tej nocy straciliśmy tylko dwóch ludzi –

powiedział nasz dowódca. - Biorąc pod uwagę nasze siły, to dowód, że to
nasz trening i wasze własne umiejętności sprawiły,  że nikt więcej nie
zginął. 

Przerwał, może powinniśmy zacząć  bić  brawo, ale byliśmy na to

zbyt zmęczeni. 

-   Mamy   dwudziestu   trzech   rebeliantów,   którzy   zostaną

przesłuchani   przed   wydaniem   wyroku,   co   jest   fantastyczne.   Jednakże
jestem   rozczarowany   liczbą  ofiar.   -   Popatrzył  na   nas.   -   Siedemnastu.
Siedemnastu martwych rebeliantów. 

Avery opuścił głowę. Już zdążył się przyznać, że zabił dwóch z nich. 
-   Macie   nie   zabijać,   chyba  że   wy   lub   inny   oficer   jesteście

bezpośrednio   zagrożeni   lub   jeśli   rebeliant   atakuje   członka   rodziny
królewskiej. Musimy zaciągnąć te szumowiny na przesłuchanie. 

Usłyszałem   kilka   pomruków   rozchodzących   się  po   skrzydle.   Ten

rozkaz   nigdy   mi   się  nie   podobał.   Moglibyśmy   to   wszystko   szybciej
skończyć, gdybyśmy wyeliminowali rebeliantów, którzy atakowali pałac.
Ale król chciał odpowiedzi albo plotek, dlatego stosowano różne  rodzaje
tortur,   aby     wydusić  z   nich   informacje.   Miałem   nadzieję  nigdy   nie
dowiedzieć się szczegółów. 

- Chcę  tylko powiedzieć,  że wszyscy wykonaliśmy  świetną  robotę,

background image

chroniąc pałac i walcząc z zagrożeniami. I jeśli nie zostaliście poważnie
ranni, to wasze obowiązki nie ulegną  zmianie i obejmiecie stanowiska
zgodnie   z   poprzednimi   wytycznymi.   Jeśli   możecie,   udajcie   się  spać  i
przygotujcie. Zapowiada się długi dzień. 

Przyłożony   lokajów   zaproponował,  że   najlepiej   będzie   jeśli

królewska   rodzina   i   Elita   zajmą  się  swoimi   zadaniami   na   zewnątrz,
podczas   gdy   personel   przywróci   pałac   do   reprezentatywnego   stanu.
Damy   z   Federacji   Niemieckiej   i   członkinie   włoskiej   monarchii   miały
przybyć  za   kilka   dni,   a   pokojówki   były   wprost   przytłoczone
przygotowaniami. 

Stojąc   w   pełnym   słońcu,   zmęczony   i   w  świeżo   wyprasowanym

mundurze,   czułem   się  niekomfortowo.   A   dodaj   do   tego   jeszcze   ból
pulsujący z rany na głowie, siniaki powstałe po duszeniu i parę  ran na
nodze, których pochodzenia nie mogłem sobie przypomnieć, a uzyskasz
zwykłe chodzące nieszczęście.  

Jedyną  dobrą  rzeczą  w tym dniu było to,  że mogłem być  blisko

Americii.   Przyglądałem   się  jej,   jak   siedziała   obok   Kriss,   planując
nadchodzące   przyjęcie.  Wyłączając  Celeste,   nigdy  nie   widziałem,  żeby
denerwowała się  na inne dziewczyny, ale język jej ciała sugerował,  że
czuje   się  źle,   będąc   w   pobliżu   Kriss.   Jednakże   tamta   wyglądała   na
zupełnie nieświadomą  tego faktu, kiedy tak trajkotała do Americii i co
jakiś czas zerkała na Maxona. Przeszkadzało mi, że wzrok Mer podążał za
spojrzeniem Kriss, ale wątpiłem, że jej uczucia się zmieniły. Jak mogłaby
patrzeć na niego i nie słyszeć krzyków Marlee? 

Namioty i stoły rozstawiono na trawniku, co sprawiało wrażenie, że

królewska rodzina właśnie wyprawia garden party. Gdybym nie widział
tego   na   własne   oczy,   nigdy   bym   nie   przypuszczał,  że   pałac   został
splądrowany. Wszyscy tutaj mieli tendencję do zapominania o atakach i

background image

po prostu przechodzili nad tym do porządku dziennego. 

Nie byłem w stanie stwierdzić, czy rozwodzenie się  nad atakami

sprawiało,  że wydawały się  im one bardziej przerażające, czy po prostu
nie mieli na to czasu. Przyszło mi do głowy, że gdyby rodzina królewska
naprawdę  się  zatrzymała  i   pomyślała  o  napadach,   to  może  znaleźliby
sposób, aby skuteczniej im zapobiegać. 

-   Nie   wiem   dlaczego   w   ogóle   zawracam   sobie   tym   głowę  –

powiedział  król trochę  zbyt  głośno. -  Podał  komuś  kawałek papieru i
cicho   wydawał  mu   instrukcje.   -   Usuń  dopiski   Maxona   z   tego;   są
rozpraszające. 

Te słowa wypełniały  mój słuch, podczas  gdy  spojrzenie Americii

przyciągnęło   cały   mój   wzrok.   Przyglądała   mi   się  uważnie.   Mogłem
stwierdzić,  że   martwiła   się  bandażami   na   mojej   głowie   i   moją
bezwładnością  w   ruchach.   Mrugnąłem   do   niej,   mając   nadzieję,  że   to
uspokoi jej nerwy. Nie byłem pewien, czy będę w stanie przez cały dzień
robić  obchód, a potem wymienić  jakiegoś  strażnika na warcie przy jej
drzwiach, ale jeśli to jedyny sposób, żeby...

- Rebelianci! Uciekać!
Odwróciłem głowę  w kierunku pałacowych drzwi, pewien,  że ktoś

się pomylił. 

- Co? - zawołał Markson. 
- Rebelianci! Wewnątrz pałacu! - krzyczał Lodge. - Nadchodzą!
Przyglądałem się, jak królowa zrywa się z miejsca i biegnie w stronę

pałacu, kierując się do tajnego przejścia pod ochroną jej pokojówek. 

Król   chwycił  swoje   papiery.   Gdybym   był  na   jego   miejscu,   to

bardziej   martwiłbym   się  o   swoją  głowę  niż  o   utracone   informacje,
nieważne co było w tych dokumentach. 

America   wciąż  siedziała   na   swoim   krześle   jak   sparaliżowana.

Zrobiłem   krok   do   przodu,   aby   ją  zabrać,   ale   Maxon   wskoczył  przede

background image

mnie i wcisnął mi Kriss w ramiona. 

- Uciekaj! - rozkazał. Zawahałem się, myśląc o Americe. - Uciekaj!
Zrobiłem to, co musiałem i gotowałem się  w  środku, gdy Kriss co

chwila   wołała   Maxona.   Ułamek   sekundy   później   usłyszałem   strzały   i
zobaczyłem   mrowie   ludzi   wysypujących   się  z   pałacu,   prawie   równą
liczebnie mieszankę strażników i rebeliantów. 

- Tanner! - krzyknąłem, zatrzymując go, gdy biegł, aby wziąć udział

w walce. Podałem mu Kriss. - Biegnij za królową. 

Posłuchał  bez zadawania pytań,  a ja odwróciłem się, aby  zabrać

Mer. 

- America! Nie! Wracaj! - wrzeszczał  Maxon. Podążyłem za jego

spanikowanym   wzrokiem   i   zobaczyłem   jak   America   biegnie   w   stronę
lasu, podczas gdy rebelianci deptali jej po piętach. 

Nie.
Rytm   staccato   wybijany   przez   wystrzały   strażników   podkręcił

tempo Americii, szybkie i gorączkowe. Rebelianci byli tuż za nią, mieli ze
sobą wypchane torby. Wydawali się być młodsi i sprawniejsi niż grupa,
która pojawiła się zeszłej nocy, i zastanawiałem się, czy dzieci starały się
zakończyć to, co zaczęli ich rodzice. 

Wyciągnąłem pistolet i przyjąłem postawę. Wymierzyłem w głowę

jednego z rebeliantów i szybko wypaliłem trzy razy. Wszystkie chybiły,
gdy koleś pobiegł zygzakiem i skrył się za drzewem. 

Maxon zrobił kilka desperackich kroków w kierunku lasu, ale ojciec

złapał go, zanim zdążył ruszyć dalej. 

- Wycofaj się! - zawołał Maxon, wyrywając się uścisku ojca. - Trafisz

ją. Przerwać ogień!

Chociaż  America   nie   należała   do   rodziny   królewskiej,   to   bez

wątpienia   ktoś  by   się  wkurzył,   gdybyśmy   zabili   rebeliantów   bez
uprzedniego   przesłuchania.   Pobiegłem   na   pole,   znów   przybrałem

background image

postawę i wystrzeliłem dwa razy. Nic. 

Maxon chwycił mnie za kołnierz. 
- Powiedziałem, przestań!
Chociaż byłem cal lub dwa wyższy od niego i ogólnie uważałem go

za tchórza, to wściekłość w jego oczach kazała okazać mu szacunek. 

- Wybacz mi, sir. 
Puścił  mnie   gwałtownie,   odwrócił  się  i   przebiegł  palcami   włosy.

Nigdy nie widziałem go w takim nastroju. Przypominał mi swojego ojca,
będącego na skraju wybuchu. 

Wszystko co on pokazywał na zewnątrz, ja czułem w środku. Jedna

z   Elity   zniknęła;   jedyna   dziewczyna,   którą  kiedykolwiek   kochałem,
zniknęła. Nie wiedziałem, czy uda się  jej prześcignąć  rebeliantów albo
znaleźć miejsce do ukrycia się. W tym samym czasie serce galopowało mi
ze strachu i rozpadało się z beznadziei. 

Obiecałem May, że nie pozwolę nikomu jej skrzywdzić. Zawiodłem. 
Spojrzałem za siebie bez większej pewności co ujrzę. Dziewczyny i

personel   były   bezpieczne.   Nie   pozostał  nikt,   oprócz   księcia,   króla   i
kilkunastu strażników. 

Maxon w końcu spojrzał  na nas, a wyrazem twarzy przypominał

zwierzę w klatce. 

- Znajdźcie ją. Znajdźcie ją teraz! - krzyknął. 
Zastanawiałem się, czy nie pobiec do lasu, chcąc znaleźć  Americę

przed innymi. Ale jak miałem ją znaleźć? 

Markson wystąpił.
- No dalej chłopcy. Zorganizujmy się. - Podążyliśmy za nim na pole.
Moje kroki były powolne i próbowałem się uspokoić. Musiałem być

uważny. Znajdziemy ją – obiecałem sobie. Jest twardsza niż sądzą inni.

Maxonie, idź do matki – usłyszałem rozkaz króla. 
- Żartujesz. Jak mam siedzieć w schronie, kiedy America zaginęła?

background image

Mogła umrzeć. - Odwróciłem się z powrotem,  żeby zobaczyć,  że Maxon
prawie rzucił się na tę myśl. 

Król Clarkson postawił  go do pionu, chwycił  mocno za ramiona i

potrząsnął nim. 

- Weź się w garść. Musisz być bezpieczny. Idź. Teraz. 
Maxon zacisnął pięści, lekko unosząc łokcie i przez chwilę miałem

wrażenie, że uderzy ojca. 

Może nie miałem racji, ale byłem prawie pewien,  że król mógłby

zniszczyć Maxona, gdyby akurat miał taki kaprys. Nie chciałem śmierci
tego gościa. 

Po   kilku   głębokich   oddechach   Maxon   wyrwał  się  z   objęć  ojca   i

poszedł w kierunku pałacu. 

Szybko odwróciłem głowę, mając nadzieję, że król nie zauważył, iż

ktoś  zauważył  tę  rozmowę.   Coraz   częściej   zastanawiałem   się  nad
niezadowoleniem króla ze swojego syna, ale po tym, co usłyszałem, nie
mogłem   powstrzymać  myśli,  że   chodzi   o   coś  więcej   niż  źle   napisane
notatki. 

Dlaczego   ktoś,   kto   tak   bardzo   troszczył  się  o   bezpieczeństwo

swojego syna, mógł być tak... agresywny wobec niego?

Podbiegłem do reszty oficerów, gdy tylko Markson zaczął mówić. 
- Czy któryś za was zna ten las? 
Wszyscy milczeliśmy. 
-   Jest   bardzo   duży,   a   gałęzie   mają  tendencję  do   szerokiego

rozprzestrzeniania się, nawet na parę  stóp, jak widzicie. Pałacowy mur
ma   wysokość  około   czterech   tysięcy   stóp,   ale   część  znajdująca   się  za
lasem   jest   w   bardzo   złym   stanie.     Rebeliantom   nie   jest   zbyt   trudno
pokonać  uszkodzonych partii, szczególnie biorąc pod uwagę, jak  łatwo
udało im się zdobyć przewagę w walce. 

No to doskonale. 

background image

Będziemy szli wzdłuż  linii i powoli. Szukajcie  śladów, zgubionych

rzeczy,  złamanych   gałęzi.  Wszystkiego,  co  może  nam  dać  wskazówkę,
gdzie ją zabrali. Jeśli zrobi się zbyt ciemno, wrócimy po latarki i nowych
ludzi. 

Spojrzał na nas wszystkich.

 

- Nie chcę  wrócić  z pustymi rękoma. Czy znajdziemy ją  żywą  czy

martwą, to nie zostawimy dziś księcia i króla bez odpowiedzi, rozumiecie
mnie?

- Tak, sir – krzyknąłem, a reszta mi zawtórowała. 
- Świetnie. Rozdzielmy się. 
Przeszliśmy   może   kilka   kroków,   kiedy   Markson   wyciągnął  dłoń,

zatrzymując mnie. 

- Bardzo kulejesz, Leger. Dasz radę? - zapytał. 
Odpłynęła mi krew z twarzy i poczułem wściekłość, podobnie jak

wcześniej Maxon. Nie ma mowy, do diabła, żebym nie poszedł. 

- Czuję się świetnie, sir – przysiągłem. 
Markson znów otaksował mnie wzrokiem. 
-   Potrzebujemy   silnej   grupy   do   tego   zadania.   Może   powinieneś

zostać z tyłu. 

- Nie, sir – odpowiedziałem szybko. - Zawsze słucham rozkazów,

sir. Nie zmuszaj mnie, abym teraz je zlekceważył. 

Moje   oczy   były  śmiertelnie   poważne   i   on   musiał  to   zauważyć,

zrozumieć, jak bardzo zależało mi, żeby pójść. Na jego twarzy pojawił się
półuśmiech, kiedy skinął głową i ruszył w kierunku drzew. 

- No dobrze. Chodźmy. 
Wszystko odbywało się  tak, jakbyśmy poruszali się  w zwolnionym

tempie. Nawoływaliśmy Americę i zatrzymywaliśmy się, aby nasłuchiwać
czy   odpowie,   dając   się  nabrać  przez   najmniejszy   ruch   lub   podmuch
wiatru. Ktoś znalazł ślad stopy, ale piasek był tak suchy, że trop urywał

background image

się dwa kroki dalej, sprawiając, że tylko zmarnowaliśmy czas. Dwa razy
znaleźliśmy skrawki ubrań zaczepione o gałęzie, ale nie pasowały one do
tego, co America miała na sobie. Najgorsze było to,  że znaleźliśmy też
kilka   kropel   krwi.   Zatrzymaliśmy   się  na   godzinę,   aby   przyjrzeć  się
dokładnie każdemu drzewu, zbadać każdą odrobinę kurzu, która mogła
zostać uniesiona. 

Wieczór nadchodził i wkrótce stracimy światło. 
Podczas  gdy  inni  poszli   dalej,  ja  zatrzymałem  się  na  minutę.  W

innej   sytuacji   uważałbym   to   otoczenie   za   piękne.  Światło   sączyło   się
przez gałęzie prawie nie jak promienie słoneczne, ale ich duch. Drzewa
sięgały ku sobie, jakby były spragnione towarzystwa, a nastrój panujący
w tym miejscu był lekko przytłaczający. 

I musiałem się przygotować na możliwość, że będę musiał opuścić

to miejsce bez niej. Albo, co gorsze, mogę opuścić je, niosąc jej ciało. 

Ta   myśl   była   wyniszczająca.   O   co   miałbym   walczyć,   gdyby   jej

zabrakło? 

Próbowałem szukać dobra. A ona była dla mnie jedynym dobrem. 
Powstrzymałem  łzy   i   stanąłem   wyprostowany.   Po   prostu   będę

musiał dalej walczyć. 

- Upewnijcie się,  że patrzyliście już  wszędzie – przypomniał  nam

Markson. - Jeśli ją zabili, to mogli ją powiesić lub spróbować pochować.
Bądźcie czujni. 

Jego   słowa   sprawiły,  że   znów   zrobiło   mi   się  niedobrze,   ale

odegnałem je. 

- Lady Americo! - zawołałem. 
-   Jestem   tutaj!   -   Nadstawiłem   uszu,   zbyt   przerażony,   aby   w   to

uwierzyć. - Jestem tutaj!

America   biegła,   bosa   i   brudna.   Schowałem   pistolet   w   kaburze   i

rozłożyłem ramiona. 

background image

- Dzięki Bogu. – Odetchnąłem. Chciałem ją  pocałować, tu i teraz.

Ale oddychała i była w moich ramionach, i to wystarczyło. - Mam ją!
Żyje!  - zawołałem  do reszty,  patrząc  jak  otaczają  nas  umundurowane
postacie. 

Trzęsła się trochę i była oszołomiona tym całym doświadczaniem. 
Bez   względu   na   ranną  nogę  i   wszystko   inne,   trzymałem   ją  w

ramionach. 

-   Byłem   przerażony,   obawiałem   się,  że   w   każdej   chwili   możemy

znaleźć twoje ciało – zwierzyłem się. - Zraniłaś się? 

- Mam lekko poranione nogi. 
Zerknąłem w dół  i zauważyłem parę  krwawiących rozcięć. Biorąc

wszystko pod uwagę, mieliśmy szczęście. 

Markson   zatrzymał  się  przed   nami,   próbując   ukryć  radość  ze

znalezienia jej. 

- Lady Americo, czy coś ci się stało?
- Mam tylko kilka zadrapań na nogach. 
- Nie próbowali cię zranić? - kontynuował. 
- Nie, w ogóle mnie nie dogonili. 
Moja dziewczyna. 
Na wszystkich twarzach pojawił się radosny wyraz szoku na wieść o

tym, ale Marksona była najszczęśliwsza. 

-   Nie   sądzę,  żeby   któraś  z   pozostałych   dziewczyn   mogła   ich

wyprzedzić. 

America westchnęła i uśmiechnęła się. 
- Żadna z nich nie jest Piątką. 
Zaśmiałem   się,   słysząc,  że   reszta   robi   to   samo.   Nie   każda

umiejętność, którą mieli ci najniżsi, była bezużyteczna. 

- Trafna uwaga. - Markson poklepał mnie po ramieniu, patrząc na

Americę. - Odstawmy cię  z powrotem. - Odszedł, wykrzykując kolejne

background image

instrukcje.

-   Wiem,  że   jesteś  szybka   i   bystra,   ale   byłem   przerażony   –

powiedziałem jej, gdy szliśmy. 

Przyłożyła usta do mojego ucha. 
- Okłamałam tego oficera. 
- Co masz na myśli? 
- W końcu mnie dogonili. - Gapiłem się na nią, zastanawiając się, co

było w tym tak złego, że nie chciała tego zdradzić przed innymi. - Nic nie
zrobili, ale jedna dziewczyna mnie zauważyła. Dygnęła i uciekła. 

Poczułem ulgę. 
- Dygnęła? 
-   Też  byłam   zaskoczona.   Nie   wyglądała   jak   czyste   zło   lub

zagrożenie.   W   rzeczywistości,   wyglądała   jak   normalna   dziewczyna.   -
Przerwała na minutę, a potem dodała. - Miała książki, mnóstwo książek. 

- To dzieje się dość często – powiedziałem jej. - Nie wiadomo, co z

nimi robią. Strzelam, że służą im jako podpałka. Myślę, że tam, gdzie się
zatrzymali, jest zimno. 

Coraz bardziej oczywiste zdawało się, że rebelianci po prostu chcą

zniszczyć  wszystko w pałacu – drobne rzeczy,  ściany, a nawet poczucie
bezpieczeństwa   –   i   zabrać  należące   do   króla   cenne   rzeczy,   jakby
przyjemność sprawiało im palenie rzeczy, które były rękach monarchy. 

Gdybym   na   własne   oczy   nie   widział,   jaki   potrafi   być  okrutny,

uważałbym to za całkiem zabawne. 

Inni byli blisko, dlatego nie odzywaliśmy się przez resztę drogi, ale

wydawała   się  ona   krótsza,   kiedy   trzymałem   Americę  w   ramionach.
Chciałbym,  żeby   była   dłuższa.   Po   dzisiejszym   dniu   pragnąłem,  żeby
zawsze była w miejscu, gdzie mógłbym ją widzieć. 

-   Przez   następne   kilka   dni   będę  dość  zajęty,   ale   postaram   się

niedługo   się  z   tobą  zobaczyć  –   wyszeptałem,   kiedy   pałac   pojawił  się

background image

przed naszymi oczami. Musiałem teraz im ją oddać. 

Pochyliła się do mnie. 
- Dobrze. 
- Zabierz ją do doktora Ashlara, Legar, i jesteś wolny. Dobra robota

– powiedział Maxon, znów klepiąc mnie po plecach. 

Korytarze   wciąż  były   pełne   pracowników   sprzątających   po

pierwszym ataku, a pielęgniarki z skrzydła szpitalnego okazały się takie
szybkie,  że   nie   miałem  okazji   znów   porozmawiać  z   Americą.   Ale   gdy
położyłem ją na łóżku, patrząc na jej podartą sukienkę i poranione nogi,
nie   mogłem   powstrzymać  myśli,  że   to   była   moja   wina.   Kiedy
prześledziłem wszystkie etapy  od początku, zrozumiałem,  że tak było.
Będę musiał to naprawić. 

America spała, gdy zakradłem się  do skrzydła szpitalnego w nocy.

Była czystsza, ale na jej twarzy wciąż  malowało się  zmartwienie, nawet
gdy odpoczywała. 

- Hej, Mer – wyszeptałem, podchodząc do jej  łóżka. Nie obudziła

się. Nie  śmiałem usiąść, nawet pod pretekstem,  że chciałem sprawdzić,
jak   czuje   się  dziewczyna,   którą  uratowałem.   Stałem   w  świeżo
wyprasowanym  mundurze,  który  założyłem tylko  na   kilka   minut,   aby
dostarczyć tę wiadomość. 

Wyciągnąłem   dłoń,   aby   ją  dotknąć,   ale   zaraz   ją  cofnąłem.

Spojrzałem na jej śpiącą twarz i zacząłem. 

- Ja... ja przyszedłem tutaj, aby cię przeprosić. Za dziś. - Wziąłem

głęboki oddech. - Powinienem za tobą pobiec. Powinienem cię chronić.
Nie zrobiłem tego i mogłaś umrzeć. 

Jej usta zaciskały się i rozluźniały, gdy śniła. 
- Szczerze mówiąc, to przepraszam cię nie tylko za to – przyznałem.

-   Przepraszam,  że   wściekłem   się  wtedy   w   domku   na   drzewie.

background image

Przepraszam za to wszystko, co powiedziałem, a co sprawiło, że wysłałaś
ten głupi formularz. Po prostu wpadłem na ten pomysł, ponieważ... -
Przełknąłem ślinę. - Wpadłem na ten pomysł, ponieważ być może byłaś
jedyną osobą, która mogła to wszystko naprawić. 

- Nie mogłem uratować  taty. Nie potrafiłem chronić  Jemmy'ego.

Ledwo   jestem   w   stanie   utrzymać  rodzinę  na   krawędzi   ubóstwa   i   po
prostu pomyślałem, że dam ci szansę na lepsze życie, lepsze niż to, które
kiedykolwiek   byłbym   ci   w   stanie   dać.   I   przekonywałem   siebie,  że   to
najlepszy sposób, aby udowodnić, że cię kocham. 

Przyglądałem się,  żałując,  że nie miałem odwagi się  jej zwierzyć,

kiedy   kłóciła   się  ze   mną  i   przekonywała   mnie,  że   jestem   w   wielkim
błędzie. 

-   Nie   wiem,   czy   mogę  to   cofnąć,   Mer.   Nie   wiem,   czy   jeszcze

kiedykolwiek będziemy tacy jak wcześniej. Ale nie przestanę  próbować.
Tym   jesteś  dla   mnie   –   powiedziałem  wzruszając   ramionami.   -   Jesteś
jedyną rzeczą, o którą zawsze chciałem walczyć. 

Chciałem   powiedzieć  coś  więcej,   ale   usłyszałem   jak   drzwi   do

skrzydła szpitalnego otwierają się. Nawet w ciemności garnituru Maxona
nie   dało   się  pomylić  z   niczym   innym.   Zacząłem   przechadzać  się  z
opuszczoną głową, próbując wyglądać, jakbym robił obchód. 

Nie  rozpoznał  mnie, może nawet nie zauważył,  gdy  podszedł  do

łóżka Americii. Obserwowałem, jak przyciągnął do siebie krzesło i usiadł
obok   niej.   Nie   mogłem   powstrzymać  zazdrości.   Od   tamtego   dnia   w
mieszkaniu   jej   brata   –   od   chwili,   kiedy   zrozumiałem,   co   czuję  do
Americii   –   zmuszałem   się,   aby   kochać  ją  z   daleka.   A   Maxon   mógł
siedzieć obok niej, dotykać jej dłoni i różnica pomiędzy ich kastami nie
miała znaczenia. 

Zatrzymałem się przy drzwiach, przyglądając się tej scenie. Podczas

gdy Selekcja postrzępiła granicę  między mną  a Americą, to Maxon był

background image

jak ostra krawędź, która mogła przeciąć tę linię, gdyby tylko znalazł się
wystarczająco blisko.  A  ja  nie  byłem  w  stanie  powiedzieć,   jak bardzo
America pozwoli mu się do niej zbliżyć. 

Mogłem   tylko   czekać  i   dać  Americe   czas,   którego   wydawała   się

potrzebować. Tak naprawdę, to oboje go potrzebowaliśmy. 

Tylko czas będzie mógł to wszystko rozstrzygnąć.