background image

 

[Przedrukowane z PERCEPTION: AN APPROACH TO PERSONALITY, pod redakcją Roberta R. Blake’a i 
Glenna V. Ramsey’a. Copyright 1951, The Ronald Press Company, New York.] 

 

Rola języka w procesach percepcyjnych 

Alfred Korzybski

1

 

Nie będąc specjalistą w dziedzinie psycho-logiki

2

, czuję się wyjątkowo zaszczycony, mogąc uczestniczyć 

w  sympozjum  poświęconym  tak  ważnej  kwestii.  Z  przyjemnością  stosuję  się  do  sugestii  organizatorów 
dotyczących tematu i podziału niniejszego rozdziału. 

W  trakcie  prowadzonych  przeze  mnie  prac  odkryłem,  iż  istnieją  pewne  proste  reguły  leżące  u  podstaw 
percepcji,  o  których  będę  chciał  tu  powiedzieć.  Więcej  informacji  na  ten  temat  można  odnaleźć  w 
podanych pozycjach bibliograficznych oraz obszernej literaturze pokrewnej. 

Nie  mając  do  czynienia  w  mojej  pracy  bezpośrednio  z  problemem  „percepcji”  i  nie  uważając  się  za 
wystarczająco  kompetentnego,  by  ów  termin  tu  definiować,  będę  używał  go  w  znaczeniu  potocznym,  a 
ujmując go w cudzysłów, będę chciał wskazać na nietechniczne podejście do tego typu ludzkich reakcji. 
Nie  uda  mi  się  uniknąć  chociaż  pośredniego  podejmowania  problemów  „percepcji”,  dlatego  ujęte  one 
zostaną z innej perspektywy. 

 

 

 

Wpływ Systemu Języka na Procesy Percepcyjne 

Dobrą ilustrację stanowić może opowieść z Europy z czasu rządów Hitlera, dotycząca sytuacji, która miała 
miejsce w przedziale kolejowym. Jechały w nim babcia-Amerykanka ze swoją młodą, atrakcyjną wnuczką. 
Oprócz nich było jeszcze dwóch pasażerów: niemiecki i rumuński oficer. Gdy pociąg wjechał do ciemnego 
tunelu, dało się słyszeć głośny pocałunek i soczysty klaps. Po tym, jak wagon wyłonił się z ciemności, nikt 
się nie odezwał. Babcia, jednak, pomyślała sobie: „Ale wychowałam wspaniałą dziewczynę. Sama potrafi 
się o siebie zatroszczyć. Jestem z niej taka dumna”. Z kolei wnuczka skonstatowała: „Babcia jest na tyle 
stara, że nie powinna mieć nic przeciwko małemu pocałunkowi. Poza tym mężczyźni są całkiem przystojni. 
Dziwi  mnie  jednak,  że  ma  taki  ostry  cios”.  Niemiecki  oficer  pomyślał  natomiast:  „Ale  ci  Rumuni  są 
sprytni. Kradną pocałunki, a po twarzy dostaje się innym”. Tylko rumuński oficer chichotał, myśląc sobie: 
„Ale jestem przebiegły! Pocałowałem własną rękę i spoliczkowałem Niemca”. 

Mamy tu oczywiście do czynienia z ograniczoną „percepcją”, w którą zaangażowany był głównie „słuch” 
oraz różne interpretacje. 

Oto  inny  przykład  „percepcji”,  który  każdy  może  sprawdzić  na  sobie.  Sugerowałbym,  aby  wszyscy 
czytelnicy tego artykułu wykonali ów prosty eksperyment. Doświadczenie wymaga dwóch osób. Jedna, bez 
wiedzy  drugiej,  wycina  z  gazety  różne  nagłówki  tej  samej  wielkości,  po  czym  z  pewnej  odległości 
pokazuje jeden z nich drugiej osobie siedzącej cały czas na krześle. Jeżeli badany jest w stanie go odczytać, 
pokazuje mu się następny, zwiększając zarazem odległość. Gdy i ten odczytuje, pokazuje mu się kolejny, 
ponownie  zwiększając  stopniowo  dystans.  Całą  procedurę  powtarza  się  do  czasu,  aż  podmiot  nie  jest  w 
stanie przeczytać nagłówka. Wtedy to pokazujący odczytuje napis. I zadziwiające jest to, że badany będzie 
w stanie zobaczyć i przeczytać nagłówek, gdy tylko będzie „wiedział”, co tam jest napisane. 

                                                             

1

 

 Alfred  Korzybski  zmarł  1  marca  1950  roku  przed  ostatecznym  zredagowaniem  tego  artykułu.  Pani 

Charlotte  Schuchardt,  jego  sekretarz  wydawniczy,  w  liście  dotyczącym  końcowej  formy  rękopisu  stwierdziła: 
„Powinno się powiedzieć jasno, że nie ukończył on redakcji tego artykułu. Poprawki, które wprowadziłam po 
jego  śmierci  były  niewielkie  i  jestem  tu  wdzięczna  za  pomoc  udzieloną  mi  przez  pracowników  Instytutu. 
Jednocześnie  biorę  na  siebie  odpowiedzialność  zarówno  za  małe  zmiany,  których  dokonałam  ja,  jak  i  za  te, 
których nie wprowadziłam, a które z pewnością zrobiłby on”. 

2

 

 O specjalnym użyciu łączników i innych symboli jako „narzędzi ekstensjonalnych” w tym rozdziale, 

patrz str. 18. 

background image

 

Tego  typu  sytuacji  można  przytoczyć  mnóstwo  i  wystarczają  one,  by  wykazać  niemożliwość  wyraźnego 
oddzielenia  „percepcji”  („widzenia”,  „słyszenia”,  itd.)  od  „tego,  co  się  wie”  –  byłby  to  podział 
powierzchowny, którego dokonać można jedynie na poziomie werbalnym. 

W  nie-arystotelesowskiej  orientacji  zakładamy,  iż  wszystkie  „procesy  percepcyjne”  wiążą  się  z 
dokonywanym  przez  nasz  układ  nerwowy  abstrahowaniem  na  różnych  poziomach  złożoności.  Dane 
neurologiczne, jak i wykłady przedstawione na tym sympozjum wskazują na selektywny charakter reakcji 
naszego  organizmu  na  całościowe  sytuacje,  co  zdaje  się  potwierdzać  pogląd,  iż  to  właśnie  zdolność 
naszego  układu  nerwowego  do  abstrahowania  i  projektowania  leży  u  podstaw  mechanizmów 
„percepcyjnych”. 

Abstrahowanie  z  konieczności  wiąże  się  z  uświadomioną  lub  nieuświadomioną  ewaluacją.  Dlatego  też 
proces  abstrahowania  może  być  rozpatrywany  jako  proces  ewaluacji  bodźców,  niezależnie  od  tego,  czy 
będzie to „ból zęba”, „atak migreny”, czy czytanie „traktatu filozoficznego”. Jak sugeruje sama tematyka 
tego  sympozjum,  w  „postrzeganiu”  bierze  udział  wiele  czynników.  Proces  ów  uważa  się  za  cyrkularny  i 
dlatego rozważa się go tu na niższych i wyższych poziomach złożoności. 

Procesy abstrakcji. – Dzisiejsza wiedza każe nam sądzić, że wszelkie życie, łącznie z działaniem naszego 
układu  nerwowego,  ma  charakter  elektro-koloidalny.  Wciąż  nieznane  są  nam  dokładnie  wewnętrzne 
mechanizmy funkcjonowania naszego układu nerwowego, jednak z elektro-koloidalnego punktu widzenia 
uważa  się,  że  każda  część  mózgu  połączona  jest  z  inną,  jak  i  z  resztą  układu  nerwowego  jako  całością. 
Pomimo iż analiza wymaga zbadania jeszcze wielu innych aspektów procesów abstrakcji, wiedza ta winna 
nam uświadomić, że owe aspekty są częściami jednego, ciągłego procesu normalnego życia. 

Zastanówmy  się  teraz  nad  tym,  co  dzieje  się  w  naszym  układzie  nerwowym,  gdy  „postrzegamy”  daną 
sytuację czy zdarzenie. Termin „zdarzenie” użyty tu został w znaczeniu whiteheadowskim – jako chwilowy 
przekrój  procesu.  Powiedzmy,  że  upuszczamy  pudełko  zapałek.  Mamy  tu  do  czynienia  ze  zdarzeniem 
pierwszego  rzędu,  które  występuje  na  niewerbalnych  lub  na  tak  zwanych  „milczących”  czy 
„niewypowiadalnych”  poziomach.  Odbite  światło  dociera  do  oka,  wywołując  tym  samym  w  mózgu 
pewnego  rodzaju  elektro-koloidalne  konfiguracje.  Będąc  organizmami  obdarzonymi  czuciem,  na  owe 
konfiguracje  możemy  z  kolei  –  wciąż  na  „milczącym”  poziomie  –  reagować  różnymi  „uczuciami”, 
ewaluacjami,  itd.  O  owych  reakcjach  naszego  organizmu  możemy  mówić  dopiero  na  końcu,  już  na 
poziomie  werbalnym.  O  spadającym  pudełku  zapałek  Newton  mówił,  używając  terminu  „grawitacja”, 
Einstein  natomiast  –  “zakrzywienie  czaso-przestrzenne”.  Jakkolwiek  byśmy  o  tym  nie  mówili,  zdarzenie 
pierwszego rzędu zawsze pozostaje na poziomie milczącym. Za to z dnia na dzień, z roku na rok, z wieku 
na  wiek  może    zmieniać  się  sposób,  w  jaki  będziemy  o  nim  mówić.  Wszelkie  nasze  „uczucia”,  „myśli”, 
„miłości”,  „nienawiści”,  itd.  zdarzają  się  na  poziomach  milczących,  nie-wypowiadalnych.  Mogą  one 
jednak  podlegać  wpływowi  poziomów  werbalnych  dzięki  istnieniu  między  nimi  stałej  współzależności, 
która umożliwia nam mówienie o nich do siebie i do innych, oraz intensyfikowanie i umniejszanie ich wagi 
itd., ale to już inna kwestia. 

Diagram  (ryc.  35)  przedstawia  ekstensjonalną  analizę  procesów  abstrakcji  z  elektro-koloidalnej,  nie-
arystotelesowskiej perspektywy. Jest to schemat uproszczony i mógłby być bardziej wyczerpujący, jednak 
wystarczy, by wytłumaczyć pokrótce najogólniejsze i najważniejsze punkty. 

Większość  z  nas  przypisuje  poziomom  I,  II,  III,  i  IV  tę  samą  wartość,  reagując  tak,  jakby  nasze 
werbalizacje dotyczące pierwszych trzech poziomów były dokładnie „tym”. Cokolwiek, o czym możemy 
powiedzieć, że „jest” czymś, nie jest tym „czymś” na poziomach milczących. Jak napisał Wittgenstein: „Co 
można pokazać, tego nie można powiedzieć”

3

. Z mojego doświadczenia wiem, że nie da się wytłumaczyć 

czytelnikowi czy słuchaczowi różnicy między poziomami milczącymi (niewypowiadalnymi) a werbalnymi 
bez poproszenia go o uszczypnięcie się w rękę. Wówczas przekonałby się on fizycznie, że bezpośrednie, 
psycho-logiczne doświadczenia pierwszego rzędu nie są natury werbalnej. Prostota tego twierdzenia bywa 
myląca,  o  ile  nie  uświadomimy  sobie  jego  implikacji.  Większość  z  nas  bowiem,  w  życiowych  reakcjach 
utożsamia, bardzo często z katastroficznymi konsekwencjami, wartości całkowicie różnych poziomów. 

                                                             

3

 

 L. Wittgenstein, Tractatus logico-philosophicus, tłum. Bogusław Wolniewicz, Warszawa, 2002. 

(4.1212). (przypis tłumacza) 

background image

 

 

 

 
Niestety, ludzie, włączając w to wielu naukowców, na ogół całkowicie nie zauważają poziomów II i III 
reagują  jakby  nieświadomi,  że  IV  „nie  jest”  I.  Innymi  słowy,  nie  bierzemy  pod  uwagę  funkcjonowania 
mechanizmów  ludzkiego  układu  nerwowego;  nie  „myślimy  elektro-koloidalnie”  o  naszych  reakcjach. 
Takie  przeoczenie  prowadzi  z  reguły  do  nieporozumień,  dwu-wartościowych  („albo-albo”)  postaw  w 
dyskusji, wrogości, uprzedzeń, zgorzknienia, itd. W historii „filozofii” metafizyczna walka o „solipsyzm” 
przestaje  być  problemem,  gdy  uświadomimy  sobie,  że  jedynym  możliwym  ogniwem  łączącym  z  natury 
różne  poziomy  milczące  (niewerbalne)  i  werbalne  jest  podobieństwo  struktury  wyrażone  w  kategoriach 
relacji, na których opiera się wspomniany nie-arystotelesowski system. 
 
Świadomość  procesów  abstrahowania  objaśnia  strukturę  wielu  naszych  interpersonalnych,  zawodowych, 
itd.  trudności,  które  mogą  okazać  się  trywialne  lub  zupełnie  nieproblematyczne,  jeśli  tylko  zdamy  sobie 
sprawę ze związanych z nimi utożsamieniami. Problemy, które sami stwarzamy, często okazują się w ogóle 
nie być problemami. 
 
Twierdzenia są werbalne, w związku z czym nie są one nigdy owym milczącym „tym”. Ktoś może mieć 
koszmar, że „jest” Stalinem – byłoby to stosunkowo niewinne. Ktoś inny może marzyć, by być Stalinem – 
to już jest poważniejsze. W końcu ktoś może świadomie ogłosić: „Jestem Stalinem” i wierzyć w to i nawet 
zacząć zabijać tych, którzy się z nim nie zgadzają; taką osobę zazwyczaj zamyka się w szpitalu i uważa za 
beznadziejny przypadek. 
 
Zwróćmy uwagę na powyższy diagram, który ukazuje semantyczne (ewaluacyjne) mechanizmy przeciętnej 
jednostki  oscylującej  pomiędzy  semantycznym  zdrowiem  a  chorobą.  To,  co  dla    osoby„normalnej”  jest 
snem, dla pacjenta ze schizofrenią „jest rzeczywistością”. 
 
Mechanizmy  te  funkcjonują  patologicznie  również  w  przypadku  infantylnych  dorosłych,  którzy  żyją  w 
fikcyjnym świecie zbudowanym na różnego rodzaju identyfikacjach. 
 
Poziomy  werbalne  stanowią  o  ludzkiej  wyjątkowości,  ponieważ  umożliwiają  człowiekowi  abstrahowanie 
na coraz to wyższych poziomach począwszy od I, II, III, itd. Poziom IV stanowi w życiu człowieka zasób 
środków  koniecznych  do  międzyjednostkowej  i  międzypokoleniowej  komunikacji  i  transmisji 
skumulowanych doświadczeń jednostki rasy ludzkiej. Umiejętność tę nazywam „wiązaniem-w-czasie”. 

background image

 

Symboliczne  poziomy  zachowania  bardzo  wyraźnie  odróżniają  ludzkie  reakcje  od  reakcji  na  sygnały 
niższych, mniej skomplikowanych form życia. Ludzki rozwój może ulec poważnemu zaburzeniu lub nawet 
zahamowaniu, jeśli te skumulowane doświadczenia nie zostaną odpowiednio zwerbalizowane. 

Ten prosty diagram prezentuje najbardziej złożone procesy związane z „percepcją” na różnych poziomach, 
problem  interpretacji,  werbalny  formalizm,  itd.  Każdy  typ  ludzkiej  reakcji,  poczynając  od  poziomów 
najniższych,  na  najwyższych  kończąc,  angażuje  te  właśnie  mechanizmy,  których  nieświadomość  może 
prowadzić (poprzez złe ewaluacje) do niepokojących, irytujących i katastrofalnych konsekwencji. Później 
przekonamy się, jak ów diagram ma się do prymitywnej oraz arystotelesowskiej struktury języka. 

Chciałem podkreślić tu wagę, czasami tragicznych, aspektów procesów abstrakcji, które, choć wydają się 
prostymi i oczywistymi, odgrywają olbrzymią rolę w naszym życiu. 

 „Myślenie”  Werbalne  i  Niewerbalne.—  słowo  „myślenie”  nieprzypadkowo  ujęte  tu  zostało  w 
cudzysłów. Termin ten zwykle implikuje aktywność „korową”, wskazując werbalnie na pewnego rodzaju 
rozdzielenie pomiędzy funkcjonowaniem korowych i wzgórzowych  regionów naszego układu nerwowego. 
Tymczasem  w  rzeczywistości  podział  ów  nie  istnieje,  a  ich  funkcjonowanie  ma  charakter  interakcyjny, 
zintegrowany na różnych poziomach. 

„Czy każde myślenie jest werbalne?” Jedni twierdzą, że „tak”, inni, że „nie”. Ograniczając się jedynie do 
„myślenia”  werbalnego,  grzęźniemy  w  starych  –  socjo-kulturowo  wypracowanych  i  neurologicznie 
zakodowanych  w  odziedziczonych  formach  reprezentacji  –  strukturach  językowych  minionych  pokoleń. 
Nowe spojrzenie na rzeczywistość (wewnętrzną i zewnętrzną) nie jest wówczas możliwe, a  jakakolwiek 
naukowa czy twórcza praca jest w dużym stopniu upośledzona. Łatwo mówimy o „wolności”, nie biorąc 
jednocześnie pod uwagę stopni wolności Willarda Gibbsa, na których opiera się cały nasz postęp. Właśnie 
tę  nową  orientację  związaną  ostatecznie  z  kreatywnym  „myśleniem”  stara  się  przejąć  system  nie-
arystotelesowski.  I  tak  samochód  realizuje  swoją  wolność  w  zdecydowanie  większym  stopniu  niż 
„zdeterminowany”  torowiskiem  tramwaj.  Na  nieszczęście  większość  z  nas  „myśli”  werbalnie,  zgodnie  z 
arystotelesowską  orientacją  podmiotowo-predykatywną,  powstrzymując  tym  samym  i  wręcz 
przeciwdziałając kreatywnemu „myśleniu”. Z ograniczeń tych wyłamał się jedynie fizyczno-matematyczny 
i dlatego naukowy sposób „myślenia”, stając się w ten sposób podstawą kreatywnej, naukowej pracy, która 
jest źródłem wielu korzyści dla ludzkości. 

Istnieje  olbrzymia  różnica  pomiędzy  „myśleniem”  werbalnym  a  „kontemplacją”,  wewnętrznie  cichą, 
odbywającą  się  na  poziomach  niewerbalnych,  po  której  to  dopiero  następuje  poszukiwanie  struktur 
językowych  korespondujących  ze  strukturami  procesów  cichych.  Ich  odnalezieniem  zajmuje  się  właśnie 
nowoczesna  nauka.  Jeśli  „myślimy”  werbalnie,  działamy  jak  nieobiektywny  obserwator  projektujący  na 
poziomy ciche strukturę używanego języka. Pozostaje on w ten sposób w ryzach starej orientacji, która nie 
pozwala  na  bezstronną  obserwację  („percepcję”?)  ani  kreatywną  pracę.  Z  drugiej  strony,  „myśląc”  bez 
słów,  obrazami,  wizualizacjami  (które  wiążą  się  z  „myśleniem”  w  kategoriach  struktur  i,  dlatego  też 
relacji), możemy odkryć na poziomach cichych nowe aspekty i relacje. Umożliwia nam to sformułowanie 
wniosków  teoretycznych  odgrywających  ważną  rolę  w  poszukiwaniu  podobieństw  struktur  pomiędzy 
poziomami cichym i werbalnym. Praktycznie wszystkie ważne osiągnięcia realizują się w ten sposób. 

Jacques  Hadamard,  wielki  matematyk,  zbadał  sposób,  w  jaki  „myślą”  niektórzy  wybitni  matematycy  i 
naukowcy.  Odwołuję  się  tu  do  jego  niewielkiej,  acz  cennej  książki  The  Psychology  of  Invention  in  the 
Mathematical  Field  (11).  Większość  z  tych  niezwykle  kreatywnych  ludzi  zeznała,  że  „myśli”  w 
kategoriach  wizualnych  struktur.  Autor  odkrył,  że  „Najpowszechniej  wykorzystywane  są  obrazy  natury 
geometrycznej” (11, s. 114). Chciałbym przytoczyć tu jedno z pytań zamieszczonych przez Hadamarda w 
kwestionariuszu, na które Einstein odpowiedział w szczególnie nas interesujący sposób: 

Pytanie: Dla celów badań psychologicznych byłoby pomocne wiedzieć jakie wewnętrzne, 
mentalne  wyobrażenia,  jakiego  rodzaju  „wewnętrzne  słowo”  wykorzystują  matematycy; 
czy  są  one  motoryczne  [kinestetyczne],  słuchowe,  wizualne  albo  mieszane  w  zależności 
od studiowanego tematu (11, s. 140). 

background image

 

Odpowiedź:  Wspomniane  powyżej  elementy  są,  w  moim  przypadku,  typu  wizualnego  i 
niektóre typu mięśniowego. Konwencjonalnych słów lub innych znaków poszukuje się z 
trudem  dopiero  w  drugim  etapie,  kiedy  wspomniana  asocjacyjna  gra  jest  już 
wystarczająco  uformowana  i  może  być  odtworzona  na  zawołanie  w  każdej  chwili...  W 
momencie,  gdy  pojawiają  się  jakiekolwiek  słowa,  są  one  typu  słuchowego  i,  jak  już 
wspomniałem, odgrywają rolę dopiero w drugim etapie (11, str. 143).

4

 

Sam „myślę” w kategoriach obrazów, natomiast sposób, w jaki potem o tych wizualizacjach mówię jest już 
innym  problemem.  Zarejestrowałem  też  u  siebie  intensywne  napięcie  gałek  ocznych.  Pojawia  się  ono  w 
wyniku  towarzyszących  kreatywnej  pracy  wizualizacji,  które  w  jakiś  sposób  zdają  się  być  powiązane  z 
„percepcją”. 

Chciałbym przy tej okazji odwołać się do jednego z najważniejszych esejów wielkiego matematyka, jakim 
był Henri Poincaré (34), dotyczącego „Mathematical Creation”, a wygłoszonego w pierwszych latach tego 
wieku w formie wykładu przed Towarzystwem Psychologicznym w Paryżu. 

Język  staje  się  tu  jedynie  narzędziem  pośredniczącym  (z  określonymi  ograniczeniami),  dzięki  któremu 
ostatecznie  możemy  mówić  do  siebie  i  innych.  „Często  nie  rozumie  się  relacji  występującej  pomiędzy 
językiem  a  doświadczeniem”,  stwierdził  Sapir  (40).  „Język  nie  jest  jedynie  mniej  lub  bardziej 
systematycznym inwentarzem elementów doświadczenia rzekomo ważnego dla jednostki, jak się to często 
naiwnie zakłada. Jest on przecież także autonomiczną, twórczą organizacją symboli, która nie tylko odnosi 
się  do  doświadczenia  w  olbrzymim  stopniu  nabytego  bez  jej  pomocy,  lecz  właściwie  określa  za  nas 
doświadczenie  
dzięki  swojej  formalnej  kompletności  i  naszej  nieświadomej  projekcji  jego  ukrytych 
oczekiwań na obszar doświadczenia” (kursywa moja). 

Jak  powiedział  Santayana:  „Empirysta  (...)  uważa,  że  wierzy  w  to  tylko,  co  widzi,  jednak  jest  on 
zdecydowanie lepszy w wierzeniu niż widzeniu” (21, s. 1).

5

 

Eseju o człowieku, Ernst Cassirer (7) opisuje „głód nazwy” okazywany w pewnym wieku przez każde 
normalne dziecko. 

W  toku  uczenia  się  nazywania  rzeczy  dziecko  nie  dodaje  po  prostu  listy  sztucznych 
znaków do swojej wcześniejszej wiedzy o gotowych empirycznych obiektach. Ono raczej 
uczy  się  formować  koncepty  tych  obiektów,  uczy  się  dawać  sobie  radę  z  obiektywnym 
światem. Odtąd dziecko zaczyna stąpać po twardszym gruncie, a jego niepewna, zmienna 
percepcja  i  niejasne  odczucia  zaczynają  przybierać  nowy  kształt.  Można  powiedzieć,  że 
krystalizują się one wokół nazwy jako stałego centrum skupiającego na sobie myśl. 

W powyższym tkwi ważny aspekt „nazywania” czy „etykietowania”: 

Sam  akt  nadawania  nazw  opiera  się  na  procesie  klasyfikacji  (...)  z  kolei  one  same 
[klasyfikacje]  opierają  się  na  pewnych  stałych,  powtarzających  się  w  naszym 
doświadczeniu zmysłowym, elementach.... Nie ma żadnego sztywnego, sformułowanego 
wcześniej  schematu,  według  którego  nasze  podziały  i  podpodziały  mogłyby  być  raz  na 
zawsze  ustalone.  Nazw  identycznych  nie  znajdujemy  nawet  w  językach  blisko  ze  sobą 
spokrewnionych,  zgadzających  się  ze  sobą  co  do  ogólnej  struktury.  Jak  wskazał 
Humboldt,  w  grece  i  łacinie,  nazwy  na  księżyc,  mimo  że  odnoszą  się  do  tego  samego 
obiektu,  nie  wyrażają  tej  samej  intencji  czy  konceptu.  Grecki  termin  (mën)  wskazuje  na 
funkcję  jaką  pełnił  księżyc  przy  „odmierzaniu”  czasu;  natomiast  termin  łaciński  (luna
luc-na)  oznacza  przejrzystość  i  jasność  księżyca....  Funkcja  nazwy  ogranicza  się  zawsze 
do wskazania na pojedynczy aspekt danej rzeczy. Na tym właśnie ograniczeniu opiera się 

                                                             

4

 

 Za pozwoleniem Princeton University Press. 

5

 

 Odnośniki z numeracją arabską do Science and Sanity Korzybskiego są takie same dla wszystkich 

wydań. Odnośniki w numeracji rzymskiej dotyczą trzeciego wydania; dla odszukania odpowiednich stron w 
wydaniu drugiego należy odjąć pięć. 

background image

 

wartość nazwy... w akcie nazywania z wielości i rozproszenia danych dostępnych naszym 
zmysłom my wybieramy tylko pewne nieruchome centra percepcji (7).

6

 

„Nazwa”  (etykieta)  wiąże  się  z  procedurami  etykietowania,  definiowania,  oceniania  itd. 
charakterystycznymi  dla  danej  jednostki,  zgodnymi  zarówno  z  jej  socjo-kulturowym  i  językowym 
środowiskiem, jak i z jej zainteresowaniami, dążeniami, potrzebami itd. 

Cassirer  dokonuje  ciekawych  porównań  pomiędzy  dzieckiem  nabywającym  język  ojczysty  a  dorosłym 
uczącym  się  języka  obcego.  Mogę  tu  dodać,  że  sam  urodziłem  się  w  kontekście  czterech  języków  (trzy 
różne  korzenie)  i  to  właśnie  pomogło  mi  nabrać  dystansu  do  słów,  którego  nie  miałbym  w  przypadku, 
gdybym był nauczył się jako dziecko tylko jednego z nich. 

Dostrzegamy zatem ważność terminologii, która podlega wpływowi, ale również determinuje nasz ogólny 
Weltanschauung.  W  1950  roku  świat  musimy  zwizualizować  sobie  jako  dynamiczny,  submikroskopowy, 
elektronowy  proces,  natomiast  życie  jako  elektro-koloidalny  proces  o  wciąż  większej  złożoności  (1,  2). 
Taką  wizualizację  „obiektu”  i  życia  umożliwiają  nam  teorie,  werbalizacje,  budowane  przez  tysiące  lat 
łącznie  z  ostatnimi,  najnowszymi  odkryciami  nowoczesnej  nauki.  Widzimy  tu  znowu  ową  nieustającą 
cyrkularność.  Fakt,  że  możemy  „postrzegać”  zdarzenia,  obiekty  czy  osoby  w  ten  konkretnie  sposób  ma 
bardzo wielkie znaczenie dla owego całego procesu, co zostanie ukazane niebawem w toku naszej dyskusji. 

Struktury  Języków  Prymitywnych.—Wszystkie  języki  posiadają  strukturę,  w  której  odzwierciedlają 
strukturę świata przyjętą przez tych, którzy dany język ukształtowali

7

. I na odwrót, często nieświadomie, 

ową strukturę używanego języka projektujemy na rzeczywistość. A ponieważ wydaje się nam ona bardzo 
oczywista,  szczególnie  jeśli  w  niej  wzrastaliśmy,  trudno  uświadomić  sobie  jak  różnie  od  nas  postrzegają 
rzeczywistość ludzie innych struktur językowych. 

Struktura czegokolwiek, czy to języka, domu, maszyny itd. musi funkcjonować w kategoriach relacji. By 
„struktura” mogła istnieć, musimy mieć sieć uporządkowanych, wzajemnie powiązanych części. Jedynie w 
kategoriach relacji można odnaleźć ogniwo łączące poziomy werbalne i niewerbalne. Dostrzegamy zatem 
wyjątkowe  znaczenie  struktury  języka,  czynnikiem  której  są  relacje,  stanowiące  wyłączną  treść  całej 
ludzkiej  wiedzy.  Pionierami  poświęcającymi  wiele  uwagi  problemom  struktury  byli  Bertrand  Russell  i 
Ludwig  Wittgenstein  (38,  39,  51).  Nie  mogąc  omówić  tu  kwestii  tej  zbyt  szczegółowo,  postaram  się 
wskazać jedynie jej fundamentalną wagę. 

Wśród  ludów  prymitywnych  o  jedno-wartościowym,  „przed-logicznym  myśleniu”  „świadomość 
abstrakcji”  jest  praktycznie  zerowa.  Wpływ  wywierany  na  jednostkę  przez  coś  wewnątrz  jej  ciała  jest 
projektowany  na  zewnątrz,  często  uzyskując  magiczny  charakter.  „Idea”  działania  czy  obiektu  jest 
identyfikowana z samym działaniem, obiektem. 

Stadium „paralogiczne” jest trochę bardziej zaawansowane. Tu identyfikacje oparte są na podobieństwach 
przy  jednoczesnym  (nieświadomym)  zaniedbaniu  różnic.  Lévy-Bruhl,  opisując  ten  prymitywny  poziom 
ewaluacyjny,  formułuje  „prawo  partycypacji”,  według  którego  wszystkie  rzeczy  mające  podobną 
charakterystykę  „są  takie  same”  (29;  21,  s.  514).  Taki  prymitywny  „sylogizm”  może  wyglądać 
następująco:  „Pewni  Indianie  biegają  szybko,  jelenie  biegają  szybko;  dlatego  niektórzy  Indianie  są 
jeleniami”. Na tym poziomie ów proces jest całkowicie naturalny oraz stanowi podstawę budowy języka 
abstrakcji wyższego rzędu. Podążamy za podobieństwami, zbyt często rozważając je jako tożsamości. 

Prymitywni  ludzie  nie  dyskutują  o  abstrakcyjnych  „ideach”.  Jak  zauważył  Boas,  „Indianin  nie  będzie 
mówił o dobru jako takim, chociaż nie będzie miał problemów z mówieniem o dobru pewnej konkretnej 
osoby.  Nie  będzie  mówił  o  stanie  błogości,  chyba  że  w  przypadku  osoby,  która  w  takim  stanie  się 
znajduje”.  Jednak  Boas  konkluduje,  „Fakt,  iż  uogólnione  formy  ekspresji  nie  są  używane,  nie  dowodzi 
niemożności ich formułowania, a świadczy jedynie o trybie życia, który nie wymaga ich formułowania” (3, 
s. 64-67).  

                                                             

6

 

 Za pozwoleniem Yale University i Pani Toni Cassirer. 

7

 

 Gdy chodzi o dalsze badania popierające tę tezę, patrz Science and Sanity Alfreda Korzybskiego. 

background image

 

Użycie  terminów  abstrakcyjnych,  takich  jak  „dobro  jako  takie”,  sprzyjało  olbrzymiej  oszczędności 
komunikacyjnej,  a  także  ludzkiemu  postępowi  wiązania-w-czasie,  umożliwiając  ostatecznie  powstanie 
nowoczesnych nauk. Fakt, że abstrahujemy na wyższych poziomach, staje się niebezpieczeństwem jedynie 
wtedy,  gdy  nieświadomie  pozostajemy  przy  prymitywnym,  pomyłkowym  utożsamianiu  porządków 
abstrakcji. 

Następujący  cytat

8

  z  “Being  and  Value  in  a  Primitive  Culture”  Dorothy  D.  Lee  pokazuje  ekstensjonalny 

(oparty  na  fakcie,  a  nie  na  wyższym  porządku  werbalnych  generalizacji)  typ  struktury  językowej 
Trobriandczyków (25, s. 402):  

Gdybym  miała  pójść  z  Trobriandczykiem  do  ogrodu,  gdzie  taytu,  odmiana  słodkiego 
ziemniaka,  zostały  właśnie  zebrane,  wróciłabym  i  powiedziała:  „Tam  są  dobre  taytu; 
odpowiedni  stopień  dojrzałości,  duże,  o  doskonałych  kształtach;  ani  śladu  pasożytów, 
żadne  nie  jest  zgniłe;  ładnie  zaokrąglone,  bez  żadnych  ostrych  zakończeń;  wszystkie  z 
pierwszego  zbioru,  żadnych  odpadów”.  Triobriandczyk  natomiast  wróciłby  i  powiedział 
tylko „Taytu”; i zawarłby w tym wszystko to, co ja, a nawet więcej. Nawet stwierdzenie 
„Tam  są  taytu”  reprezentowałoby  dla  Trobriandczyka  tautologię,  ponieważ  istnienie  jest 
implikowane  przez  bycie,  jest  jego  składnikiem.  I  wszystkie  cechy,  nawet  gdyby  mógł 
znaleźć  na  nie  słowa  w  jego  własnym  języku,  byłyby  tautologiczne,  ponieważ  pojęcie 
taytu  zawiera  je  wszystkie.  Właściwie,  gdyby  brakowało  choćby  jednej  z  owych  cech, 
obiekt  ten  nie  byłby  już  taytu.  Bulwa  niewystarczająco  dojrzała  do  zbioru  to  bwabawa; 
jeśli jest przejrzała to mówi się na nią  yowana, a nie przejrzałe taytu. Jeśli dotknięta jest 
chorobą,  nazywa  się  nukunokuna.  Jeśli  ma  zgniłe  plamy,  jest  to  taboula;  jeśli  ma  zły 
kształt,  usasu;  jeśli  doskonały  kształt,  ale  za  mała,  yagogu.  Jeśli  bulwa,  niezależnie  od 
kształtu czy kondycji, jest z drugiego zbioru, mówi się na nią ulumadala. Jeśli przejrzała 
bulwa, yowana, wypuszcza pędy nie jest to yowana z pędami, ale silisata. Gdy z owych 
pędów zaczną wyrastać nowe bulwy, nie będą one silisata, ale gadena (…) 

Ponieważ  bycie  jest  identyczne  z  rzeczą,  nie  ma  słowa  być;  ponieważ  bycie  jest 
niezmienne, nie ma także słowa stawać się. 

Znaczące  jest  także  odkrycie,  że  posiadane  przez  nas  rozróżnienia  i  generalizacje  czasowe  nieobecne  są 
wśród Trobriandczyków: 

Trobriandzkie  czasowniki,  nie  wyznaczając  żadnych  czasowych  dystynkcji,  są 
bezczasowe.  Dla  Trobriandczyków  historia  i  mityczna  rzeczywistość  nie  są 
„przeszłością”.  One  są  zawsze  teraźniejsze.  Biorą  udział  w  obecnym  byciu,  dając 
znaczenie wszystkim jego przejawom w całym jego istnieniu. Trobriandczyk, o ogrodzie, 
który posadził brat jego matki albo o tym, który założył mityczny Tudava, będzie mówił 
w tych samych terminach, w których będzie odnosił się do tego, który w danej chwili sam 
sadzi (...) (25, s. 403). 

Trobriandczyk nie ma słowa na historię. Gdy będzie chciał rozróżnić pomiędzy różnego 
rodzaju  sytuacjami,  powie,  na  przykład,  „Molubabeba  w-dziecko-jego”,  co  będzie 
oznaczać, „w dzieciństwie Molubabeba”, nie wcześniejszą fazę tego czasu, ale inny rodzaj 
czasu
 (25, s. 405; kursywa moja). 

Wiele  wspaniałych  artykułów  i  książek  zostało  napisanych  przez  antropologów,  psychiatrów, 
językoznawców itd. na temat tego, jak różne prymitywne ludy, różne narodowości inaczej ujmują naturę 
zgodnie ze strukturą ich języka

9

Głównych  cech  prymitywnych,  „przed-logicznych”  i  „paralogicznych”  struktur  językowych  można 
upatrywać  w  utożsamianiu  różnych  porządków  abstrakcji  i  braku  terminów  abstrakcyjnych.  „Percepcje” 

                                                             

8

 

 Za pozwoleniem Journal of Philosophy i autora. 

9

 

 Do owej dokumentacji dochodzi jeszcze (25) i inne prace Dorothy D. Lee; także (44). 

background image

 

ludzi  na  poziomie  prymitywnym  są  często  inne  od  naszych  w  stopniu,  w  którym  miesza  się  wyższy 
porządek abstrakcji utożsamiany oraz projektowany na poziomy niższego rzędu abstrakcji. Ludzie, głusi na 
doświadczenie  wyższego  rzędu,  identyfikują,  przypisują  jedną  wartość  różnym  wielowartościowym 
porządkom abstrakcji, stając w ten sposób w sprzeczności z “rzeczywistością”

10

 

 

Arystotelesowskie i nie-arystotelesowskie systemy języka 

Arystotelesowska  struktura  języka.—  W  toku  ewolucji  kulturowej  rodzaju  ludzkiego  nasze  obecne 
abstrakcje  uległy  skodyfikowaniu  w  systemy,  na  przykład  w  system  arystotelesowski.  Słowa  „system” 
używa  się  tu  w  znaczeniu  „całości  powiązanych  ze  sobą  funkcji  doktrynalnych”  (funkcje  doktrynalne 
zmarłego  Profesora  Cassiusa  Keysera  [17]).  Owa  struktura  interesuje  nas  z  powodu  jej  wciąż  wielkiego 
wpływu na tych z nas, którzy posługują się językami o strukturze indoeuropejskiej. 

Pragnę podkreślić, że omawiając w roku 1950 niedostatki systemu arystotelesowskiego w żaden sposób nie 
chcę dyskredytować czy umniejszać niezwykłej i nieopisanej pracy, jaką Arystoteles wykonał około 350 r. 
p.n.e. Żywię szczery szacunek i pełny podziw dla jego niezwykłego geniuszu, szczególnie jeśli uwzględni 
się epokę, w której żył. Jednak zniekształcenia jego systemu i wymuszona przez ów system stagnacja (od 
prawie dwóch tysięcy lat wspierana pod groźbą tortur i śmierci przez wpływowe środowiska) prowadziły i 
mogą  prowadzić  tylko  do  katastrofy.  Z  tego,  co  wiemy  o  Arystotelesie  i  jego  pismach,  nie  ulega 
wątpliwości, że gdyby żył dzisiaj, nie tolerowałby takiej deformacji i nienaturalnej stagnacji przypisanego 
mu systemu. 

                                                             

10

 

 Następująca  notka  została  dostarczona  przez  Pannę  Schuchardt:  „Należałoby  wyjaśnić  pokrótce 

niektóre poglądy Korzybskiego na temat prymitywnych typów orientacji i jego użycia słowa ‘prymitywny’, tak, 
jak ja to interpretuję. Wydaje się, że odnosi się on do pewnych złożonych socjo-kulturowych, psycho-logiczno-
lingwistycznych,  itd.  poziomów  rozwoju  i  towarzyszących  im  orientacjom  napotkanym  w  różnych  regionach 
naszego  świata.  Rozważając  klasę  ludzi  jako  całość,  możemy  założyć,  że  rozwój  od  ‘prymitywnych’  poprzez 
bardziej zaawansowane ‘przed-naukowe’ do, w końcu, ‘naukowych na rok 1950’ typów orientacji postępują w 
jakimś  stopniu  tu  i  tam  nie  linearnie,  a  raczej  ‘spiralnie’  zgodnie  z  naszym  rozumieniem  nas  samych  i 
środowiska.  Postępy  jednej  kultury  zazwyczaj  mieszały  się  i  były  przejmowane  z  pewnymi  transformacjami 
przez inne kultury. 
 
 

„Czytelnika odsyła się do (18), gdzie Korzybski po raz pierwszy formułuje nową definicję człowieka 

jako  wiążącą-w-czasie  klasę  życia,  specyficzną  ze  względu  na  zdolność  (potencjalną)  jednego  pokolenia  do 
rozpoczęcia w miejscu, gdzie poprzednie skończyło. Ten proces może być upośledzony na wiele sposobów. W 
innym  miejscu  Korzybski  stwierdza,  że  „Ludzkie  zrozumienie  wiązania-w-czasie  jak  wytłumaczone  powyżej 
ustanawia  dedukcyjne  podstawy  dla  pełnoprawnej  „nauki  o  człowieku”,  gdzie  obie  metody,  indukcyjna  i 
dedukcyjna,  są  wykorzystane....  Musiałem  zaliczyć  neuro-lingwistyczne  i  neuro-semantyczne  (ewaluacyjne) 
środowiska  do  środowisk,  a  także  wziąć  pod  uwagę  geograficzne,  fizyczno-chemiczne,  ekonomiczne, 
polityczne, ekologiczne, socjo-kulturowe, itd. warunki jako czynniki, które kształtują ludzką osobowość, a także 
zachowanie grup (23). 
 
 

„Jak  do  tej  pory  najwyższe  rzędy  abstrakcji  uzyskane  przez  człowieka  i  te  dające  największy  stopień 

przewidywalności  można  zaobserwować  w  matematycznych  formach  reprezentacji  (takich  jak  rachunek 
tensorowy).  Doprowadzenie  do  pełniejszego  wyrażenia  się  konstruktywnych  możliwości  człowieka  w 
działaniach  etycznych,  socjoekonomicznych,  itd.  i  utrzymanie  równego  tempa  z  osiągnięciami  w  matematyce, 
nauce,  itd.  i  ich  technologicznych  konsekwencjach  było  jednym  z  głównych  celów  Korzybskiego 
zapoczątkowanych w 1921 roku w Manhood of Humanity
 
 

„Bez  wątpienia  pewnego  rodzaju  prymitywne  typy  ewaluacyjne  przetrwały  w  myśleniu  większości 

ówczesnych  ludzi  zachodniej  kultury  (a  być  może  i  innych  kultur  także,  o  których  czuję  się  niekompetentny 
mówić) związanych z dychotomiami i sprzecznymi założeniami, takimi jak ‘nauka versus religia’, itd. (23). 
 
 

„Jestem  świadoma,  że  są  tacy,  którzy  nie  zgadzają  się  z  odkryciami  Lévy-Bruhla,  Boasa  i  innych. 

Korzybski, o ile wiem, uważał, że byli oni w stanie przekazać pewną wartość poprzez analizę tych problemów, 
które  wciąż  nimi  pozostają,  i  będą  z  pewnością  wciąż  analizowane  inną  aparaturą  terminologiczną  i 
interpretacyjną – CS”. 

background image

 

Ograniczenia przestrzenne nie pozwalają mi na wniknięcie tu w szczegóły, mogę jednak odesłać czytelnika 
do mojej większej pracy poświęconej tej tematyce: Science and Sanity: An Introduction to Non-aristotelian 
Systems and General Semantics
 (21). W zrozumieniu wagi problemu pomóc może zamieszczone w owej 
książce (21, s. xxv ff.), w formie zestawienia tabelarycznego, skrótowe podsumowanie arystotelesowskiej i 
nie-arystotelesowskiej orientacji. 

Tutaj wymienię tylko niektóre ze strukturalnych właściwości systemu arystotelesowskiego i ich wpływu na 
nasz światopogląd, ewaluacje, a tym samym również „percepcję”. Założenia Arystotelesa, praktycznie od 
momentu  ich  sformułowania,  a  szczególnie  po  późniejszych  ich  przekształceniach,  poddawano  często 
krytyce,  zwykle  nieskutecznej,  bo  nie  dającej  się  zrealizować.  Jedną  z  największych  ostatnio  odkrytych 
wad  systemu  arystotelesowskiego  jest  wiara  w  wyjątkowość  podmiotowo-orzeczeniowych  form 
reprezentacji, w takim sensie, iż uważa się, że każdy rodzaj relacji w naszym świecie może być wyrażony 
w  tej  właśnie  formie.  Jest  to  oczywiście  niezgodne  z  faktami  i  uniemożliwiłoby  pojawienie  się  nauki  i 
matematyki. 

Zacytuję  tu  uwagę

11

  Bertranda  Russella,  który  dokonał  epokowej  analizy  relacji  podmiotowo-

orzeczeniowych: 

Wiara lub podświadome przekonanie, że wszystkie twierdzenia mają formę podmiotowo-
orzeczeniową – innymi słowy, że każdy fakt składa się z rzeczy posiadającej pewną cechę 
– uniemożliwiało filozofom stworzenie jakiegokolwiek opisu świata nauki i codziennego 
życia... (37, s. 45; 21, s. 85). 

Filozofowie zdają się zauważać nie więcej niż tylko dwa typy zdań, za przykład których 
posłużyć  nam  mogą  te  dwa  stwierdzenia:  „to  jest  żółte”  i  „jaskry  są  żółte”.  Błędnie 
zakładają oni, iż te, jak i wszystkie inne twierdzenia, są tego samego typu. Pierwszy błąd 
został  ujawniony  przez  Fregego  i  Peano;  drugi  natomiast  uniemożliwiał  wyjaśnienie 
porządku.  W  konsekwencji  upadkowi  tradycyjnego  poglądu,  że  wszystkie  twierdzenia 
przypisują  podmiotowi  predykat,  towarzyszył  rozpad  wspartych  na  nim,  świadomie  lub 
nie, systemów metafizycznych, (39, s. 242; 21, s. 131). 

Relacje asymetryczne występują we wszystkich ciągach – przestrzeni i czasu, większego i 
mniejszego,  całości  i  części,  i  jeszcze  w  wielu  innych  ważnych  cechach  świata 
rzeczywistego.  Dlatego  logika,  która  redukuje  wszystko  do  podmiotów  i  orzeczeń, 
nieuchronnie potępi wszystkie te aspekty, uznając je za błąd i zwykły pozór (37, s. 45; 21, 
s. 188). 

Pragnąłbym  w  związku  z  tym  zacytować  niektóre  spostrzeżenia  Alfreda  Whiteheada,  który  również 
poświęcił tej kwestii sporo uwagi: 

...podmiotowo-orzeczeniowe  zwyczaje  myślenia...  zostały  narzucone  europejskiemu 
umysłowi  w  wyniku  zbyt  wielkiego  przywiązania  do  logiki  Arystotelesa  w  okresie 
średniowiecza. Gdy chodzi o to skrzywienie umysłu, sam Arystoteles prawdopodobnie nie 
był arystotelikiem (49, s. 80-81; 21, s. 85). 

Złem  wynikłym  z  arystotelesowskiej  „pierwszej  substancji”  jest  właśnie  ten  zwyczaj 
metafizycznego podkreślania wagi „podmiotowo-orzeczeniowej” formy twierdzeń (49, s. 
45).

12

 

Kolejna  perspektywa  filozoficzna  musi  rozpocząć  od  rozpoznania  owej  idei  „podmiotu 
określanego przez predykat” jako pułapki zastawionej na filozofów przez składnię języka 
(48, s. 14; 21, s. 85).

13

 

                                                             

11

 

 Za pozwoleniem Harcourt, Brace & Co., Inc. 

12

 

 Z A. N. Whitehead, Process and Reality. Copyright 1929 by The Macmillan Co., wykorzystane za ich 

pozwoleniem, jak i za pozwoleniem Pani A. N. Whitehead.

  

background image

 

10 

W „Languages and Logic” Benjamin Lee Whorf analizuje struktury języków prymitywnych i innych (50, s. 
43-52). 

W językach indoeuropejskich, a także wielu innych, uprzywilejowane miejsce zajmuje typ 
zdania  składającego  się  z  dwu  części,  odpowiadających  klasie  rzeczowników  i  klasie 
czasowników,  a  traktowanych  przez  ich  gramatyki  jako  klasy  odmienne  (...)  Grecy,  a 
zwłaszcza Arystoteles, ustanowili to odróżnienie i uznali je za prawo rozumu. Pojawiało 
się  ono  odtąd  w  wielu  różnych  postaciach:  jako  odróżnienie  podmiotu  i  orzeczenia, 
sprawcy  i  czynności,  rzeczy  i  zachodzących  między  nimi  relacji,  przedmiotów  i  ich 
własności,  wielkości  i  funkcji.  Znów  w  skutek  sugestii  gramatycznych  powstało 
przekonanie,  iż  samodzielnie  istnieć  mogą  elementy  tylko  jednej  z  tych  dwu  klas 
wyrazów, a coś, co jest czasownikiem, nie może istnieć bez pewnej „rzeczy” (...) Języki 
Indian  dowodzą,  że  mając  odpowiednią  gramatykę  możemy  budować  sensowne  zdania, 
które nie rozpadają się na podmiot i orzeczenie.

14

 

Struktura podmiotowo-orzeczeniowa języka wynikała z przypisywania „naturze” „cech” lub „jakości”, gdy 
tymczasem  są  one  w  rzeczywistości  generowane  są  przez  nasz  układ  nerwowy.  Utrwalanie  tego  typu 
projekcji utrzymuje ludzkość na archaicznym poziomie antropomorficznych i animalistycznych ewaluacji 
otoczenia, jak i nas samych. 

Głównym  czasownikiem,  poprzez  który  owe  perspektywy  zostały  w  języku  ustrukturalizowane,  jest 
czasownik  „być”.  Przytoczę  tu  pobieżną  analizę  niektórych  użyć  niepozornego  słowa  „jest”  i  ważnych 
skutków, jakie wywarło ono na naszym „myśleniu”. Dogłębne zbadanie tego terminu okazało się bardzo 
złożonym  zagadnieniem.  Jeden  z  twórców  logiki  matematycznej,  wielki  matematyk  i  logik,  Augustus  de 
Morgan, słusznie powiedział w Formal Logic (1847) (8, s. 56): 

Próba  kompletnego  zbadania  terminu  jest  musiałaby  obejmować  przynajmniej  formę  i 
materię wszystkiego, co istnieje, jeśli nie możliwą formę i materię wszystkiego tego, co 
nie  istnieje,  a  mogłoby.  Realizacja  tego  zadania  z  pewnością  zapełniłaby  wielką 
encyklopedię,  a  jej  roczny  suplement  stanowiłby  historię  ludzkiej  rasy  do  czasów 
obecnych. 

Za  Russellem  możemy  powiedzieć,  że  w  językach  indoeuropejskich  czasownik  „być”  ma  przynajmniej 
cztery całkowicie różne użycia (36, s. 64): 

1.  Jako czasownik posiłkowy: Pada deszcz (It is raining). 
2.  Jako „jest” istnienia: Ja jestem. 
3.  Jako „jest” predykacji: Róża jest czerwona. 
4.  Jako „jest” tożsamości: Róża jest kwiatem. 

Pierwsze dwa są stosunkowo niegroźne i trudno uniknąć ich w języku angielskim. Pozostała dwójka jest 
jednak w naszej dyskusji wyjątkowo istotna. Mówiąc „Róża jest czerwona” zaprzeczamy wszystkiemu, co 
w  roku  1950  wiemy  o  naszym  układzie  nerwowym  i  strukturze  empirycznego  świata.  W  naturze  nie  ma 
bowiem  „czerwieni”,  a  jedynie  różna  długość  fal  promieniowania.  Nasza  reakcja  na  fale  świetlne  jest 
jedynie  naszą  indywidualną  reakcją.  Daltonista  mógłby  zamiast  „czerwieni”  dostrzec  „zieleń”.  Ślepy  na 
kolory z kolei dostrzeże „szarość”. Zatem, aby uniknąć zafałszowania, należałoby powiedzieć: „Widzę różę 
jako czerwoną”. 

Natomiast „jest” tożsamości, użyte bez świadomości wynikających z tego utożsamień, utrwala prymitywny 
typ  ewaluacji.  W  niektórych  językach  –  na  przykład  słowiańskich  –  „jest”  tożsamości  w  ogóle  nie 
występuje.  Stwierdzenie:  „Ja  klasyfikuję  różę  jako  kwiat”,  jest  strukturalnie  poprawne  i  implikuje,  że 
właśnie nasz układ nerwowy dokonuje klasyfikacji. 

                                                                                                                                                                                              

13

 

 Za pozwoleniem Cambridge University Press i T. North Whiteheada. 

14

 

 Whorf, B. L., „Język i logika”, w: Język, myśl i rzeczywistość, tłum. Teresa Hołówka, Warszawa, 1982. 

(s. 326). (przypis tłumacza) 

background image

 

11 

Ze  względu  na  jego  wpływ  na  nasze  neuro-ewaluacyjne  reakcje,  które  nierzadko  prowadzą  do 
nieodpowiednich,  tragicznych  w  skutkach  ewaluacji  w  życiu  codziennym  każdego  z  nas,  nie  da  się 
przecenić wagi zanurzonego w strukturze naszego języka „jest” tożsamości. 

Przypomnijmy  sobie  teraz  „filozoficzną  gramatykę”  naszego  języka,  którą  za  Jevonsem  nazywamy 
„prawami myśli” (12; 21, s. 749): 

1.  Prawo tożsamości. Cokolwiek jest, jest. 
2.  Prawo sprzeczności. Nic nie może jednocześnie być i nie być. 
3.  Prawo wyłączonego środka. Wszystko musi albo być, albo nie być. 

„Prawa”  te  mają  różne    „filozoficzne”  interpretacje,  ale  dla  naszego  celu  wystarczy  podkreślić,  że  (a
drugie  „prawo”  jest  negacją  pierwszego,  a  trzecie  jest  następstwem  dwóch  poprzednich;  mianowicie,  nic 
„trzeciego”  nie  może  wystąpić  pomiędzy  dwoma  sprzecznościami,  i  (b)  czasownik  „być”  lub  „jest”  i 
„tożsamość”  odgrywają  w  tych  sformułowaniach  i  wynikających  z  nich  reakcjach  semantycznych 
najbardziej fundamentalną rolę. 

Jako „zasada” „tożsamość” jest definiowana jako „absolutna identyczność pod ‘wszystkimi’ (‘wszelkimi’) 
względami”.  Jednak  nie  można  jej  empirycznie  stwierdzić  ani  w  świecie  wiecznie  zmieniających  się 
procesów,  ani  na  milczących  poziomach  naszego  układu  nerwowego.  „Częściowa  tożsamość”  albo 
„tożsamość  pod  pewnymi  względami”  wyraża  jedynie  wewnętrzną  sprzeczność.  Tego  rodzaju 
utożsamianie, w użytym tutaj znaczeniu, można zaobserwować na niższym szczeblu w skali życia. Kiedy 
organizm skutecznie odpowiada na sygnały, „jakby” to one właśnie były rzeczywistością, można to uznać 
za pierwsze fizyczne odniesienie się do porządku „przyczyny” i „skutku”, itd. Na niższych poziomach ta 
fizyczna identyfikacja ma dużą wartość dla przetrwania organizmu. Obserwacje laboratoryjne pokazują, że 
ameba  zareaguje  w  podobny  sposób  zarówno  na  sztuczną  stymulację,  której  nie  towarzyszy  wartość 
żywieniowa, jak i na tę, która taką wartość posiada. Organizm ameby, jako żyjący kawałek protoplazmy, 
organicznie  utożsamił  sztuczny,  bezwartościowy,  jeśli  chodzi  o  żywność,  laboratoryjny  bodziec  z 
„rzeczywistością”. Tak więc, mimo że reakcja miała miejsce, ewaluacja była nieodpowiednia. Nie zmienia 
to jednak biologicznego faktu, że bez takich identyfikacji, automatycznych reakcji na bodźce, żadna ameba 
nie mogłaby przetrwać. 

Pnąc się w górę skali życia zauważymy, że tego typu identyfikacje stają się coraz rzadsze. Reakcje stają się 
bardziej  elastyczne,  „odpowiednie  ewaluacje”  zaczynają  dominować  i  zwierzęta  stają  się  bardziej 
„inteligentne”,  itd.  Gdy  jednak    identyfikacje  takie  występują  u  człowieka,  są  one  pozostałością  po 
prymitywnych reakcjach i błędnych ewaluacjach albo stanowią przypadek niedorozwoju lub regresji, które 
w przypadku ludzi uznawane są za patologię. 

Wiele z naszych codziennych identyfikacji jest nieszkodliwych, ale w zasadzie mogą one, i często tak się 
dzieje,  prowadzić  do  katastrofalnych  skutków.  Przytoczę  tutaj  trzy  przykłady  takich  utożsamień;  jedno, 
dokonane  przez  pacjenta  szpitala  psychiatrycznego,  drugie,  przez  moją  „normalną”  studentkę,  i  trzecie, 
przez grupę rdzennych mieszkańców belgijskiego Kongo. 

Gdy studiowałem psychiatrię w szpitalu św. Elżbiety, jeden z lekarzy zaprowadził mnie do katatonicznego 
pacjenta, który przez większość czasu stał sztywno w kącie. Od lat nie wypowiedział słowa i wydawał się 
nie rozumieć tego, co do niego mówiono. Tak się akurat złożyło, że urodził się i część swego życia spędził 
na  Litwie,  gdzie  ludzie  przez  pokolenia  byli  nakłaniani  przez  cara  do  nienawiści  do  Polaków.  Lekarz, 
nieświadom  tła  historycznego,  przedstawił  mnie  pacjentowi,  mówiąc:  „Chciałbym  przedstawić  panu 
rodaka,  także  Polaka”.  Pacjent  natychmiast  rzucił  mi  się  do  gardła,  próbując  mnie  udusić.  Dwóch 
strażników musiało go ode mnie odciągnąć. 

Drugi przykład to młoda kobieta, która jakiś czas temu była studentką na moim seminarium. Pełniła ona 
odpowiedzialną  pozycję,  ale  była  patologicznie  bojaźliwa  do  takiego  stopnia,  że  śniła  na  jawie  o 
zamordowaniu swojego ojca, który nie bronił jej przed matką, gdy ta ją biła czy dokuczała. W dzieciństwie 
nienawidziła  swojego  starszego  brata,  ulubieńca  mamy,  za  protekcjonalny  stosunek,  jaki  w  stosunku  do 
niej okazywał. 

background image

 

12 

W  trakcie  jednej  z  rozmów  z  nią,  będąc  wyjątkowo  zadowolonym  z  jej  postępów,  zacząłem  się  do  niej 
uśmiechać. Wtedy niespodziewanie skoczyła do mnie i zaczęła mnie dusić. Trwało to około pięciu sekund. 
Okazało  się,  że  utożsamiła  ona  mój  uśmiech  z  uśmiechem  i  protekcjonalnym  stosunkiem  jej  brata,  tak 
więc, zaciskając dłonie na mojej szyi, dusiła „swojego brata”. 

Jest  jeszcze  jeden  przypadek,  o  którym  chcę  Wam  opowiedzieć,  a  który  doskonale  obrazuje  problem,  z 
którym  mamy  tu  do  czynienia  (35,  s.  52).  Wszyscy  widzieliśmy  opakowanie  mąki  do  naleśników  Cioci 
Jemimy  z  obrazkiem  „Cioci  Jemimy”  na  etykiecie.  Dr.  William  Bridges  z  Nowojorskiego  Towarzystwa 
Zoologicznego  opowiedział  mi  taką  oto  historię.  Pewien  amerykański  plantator  z  belgijskiego  Kongo 
zatrudniał w swojej plantacji 250 tubylców. Pewnego dnia miejscowy wódz wezwał go i powiedział, iż wie 
o  tym,  że  zjada  on  swoich  rodaków  i  jeśli  z  tym  nie  skończy,  każe  zaprzestać  swoim  ludziom  pracy  u 
niego. Plantator zaprzeczył wszystkiemu i wezwał swojego kucharza na świadka. Ten jednak potwierdził 
zarzuty  wodza,  mimo  że  nie  chciał  powiedzieć,  czy  ofiary  były  smażone,  gotowane,  podduszane,  itd. 
Tajemnica wyjaśniła się parę tygodni później, kiedy to plantatora odwiedził przyjaciel z Sudanu, który sam 
zetknął się z podobną sytuacją. Ustalili przyczynę tego zjawiska. Obaj otrzymywali dostawy puszkowanej 
żywności  z  USA.  Puszki  najczęściej  miały  etykiety  przedstawiające  zawartość,  np.  wiśnie,  pomidory, 
brzoskwinie itd. Kiedy więc kucharz zobaczył na jednej z etykiet zdjęcie „Cioci Jemimy”, uwierzył, że to 
właśnie ona musi być wewnątrz! 

Struktura języka, która utrwala takie reakcje identyfikacyjne, utrzymuje nas na poziomie prymitywnych lub 
przednaukowych typów ewaluacji, podkreślając podobieństwa, a zaniedbując (nieświadomie) różnice. Tak 
więc nie „dostrzegamy” różnic i reagujemy, jakby dwa obiekty, osoby lub wydarzenia były „tym samym”. 
Zgodnie z naszą wiedzą na rok 1950 nie jest to oczywiście „odpowiednia ewaluacja”. 

Analizując arystotelesowskie kodyfikacje, zauważamy, że mamy do czynienia z dwu-wartościowym, „albo 
– albo” typem orientacji. Właściwie wszyscy ludzie, nie wyłączając najprymitywniejszych społeczności nie 
słyszących  nigdy  o  greckich  filozofach,  realizują  pewien  typ  tego  rodzaju  orientacji.  Często  jest  tak,  że 
nasze relacje ze światem na zewnątrz i wewnątrz naszej skóry mają zasadniczo charakter dwu-wartościowy 
(typowy dla oglądu z poziomu makro). Na przykład, mamy do czynienia z dniem albo nocą, ziemią albo 
wodą itd. Na poziomie życia mamy życie albo śmierć, nasze serce bije albo nie, oddychamy albo dusimy 
się,  jest  ciepło  albo  zimno  itd.  Podobne  relacje  zdarzają  się  na  poziomach  wyższych  i  dlatego  mamy 
indukcję  albo  dedukcję,  materializm  albo  idealizm,  kapitalizm  albo  komunizm,  demokratę  albo 
republikanina itd., i tak w nieskończoność na wszystkich poziomach. 

W  faktycznym  życiu  w  wielu  przypadkach  nie  mamy  do  czynienia  z  tak  wyraźnymi  granicami;  dlatego 
system,  który  przyjmuje  ogólną  ostrość  „albo  –  albo”  i  w  ten  sposób  obiektywizuje  „rodzaj”  („cechy”, 
„jakości”,  itd.),  jest  zbyt  zniekształcony  i  dlatego  poważnie  ograniczający.  System  taki  powinno  się 
zrewidować  i  uelastycznić  go  pod  katem  „stopniowalności”.  Nowe  podejście  wymaga  fizyczno-
matematycznego  „sposobu  myślenia”.  Jeśli  poprzez  nasze  nieświadome  założenia,  wnioskowania  itd. 
oceniamy  zdarzenie  –  proces  poziomu  submikroskopowego  –  jakby  było  ono  tym  samym,  co  obiekt 
makroskopowy,  który  postrzegamy  przed  nami,  oznacza  to,  iż  wciąż  pozostajemy w dwu-wartościowych 
koleinach naszego „myślenia”. Na przykład na poziomie makroskopowym dwa jabłka leżące obok siebie 
mogą  „dotykać  się”  lub  „nie  dotykać  się”  (patrz  ryc.  36).  Nasz  język  w  tym  momencie  nie  przystaje  do 
opisu  procesów  z  poziomu  submikroskopowego,  gdzie  problem  „dotykania  się”  lub  „niedotykania  się” 
staje się problemem stopniowalności. Na poziomie submikroskopowym oba przedmioty wchodzą ze sobą 
w nieustające interakcje, których nie „postrzegamy”. Aby być w zgodzie z założeniami nauki

1950

proces 

ów  winniśmy  sobie  wyobrazić  [visualize]

15

.  I  w  taki  właśnie  sposób  powinniśmy  „myśleć”  o  jabłku, 

człowieku czy teorii
 
 

                                                             

15

 

 O znaczeniu datowania patrz s. . 

background image

 

13 

 

Nie  istnieje  „percepcja”  bez  interpolacji  i  interpretacji  (21,  s.  xxviii  ff.).  Nie  da  się  tego  zatrzymać. 
Możemy  jednak  wyobrazić  sobie  [visualize]  ostatnie  osiągnięcia  w  fizyce  matematycznej  i  wpisać  je  w 
procesy poziomów milczących, niewypowiadalnych, które toczą się w nas i wokół nas. 

Arystotelesowska  struktura  języka  utrwala  również  to,  co  nazywam  „elementalizmem”  –  werbalne 
rozdzielenie tego, co empirycznie rozdzielone być nie może, tak jak w przypadku terminów umysł, ciało, 
przestrzeń,  czas  
itd.  Nie  tak  dawno  (1908)  wybitny  matematyk,  Minkowski,  wypowiedział  w  trakcie 
swojego  przełomowego  wystąpienia  zatytułowanego  „Czas  i  przestrzeń”,  a  wygłoszonego  na  80. 
Zgromadzeniu  Niemieckich  Przyrodoznawców  i  Fizyków  w  Kolonii  następujące  zdanie:  „Poglądy  na 
przestrzeń i czas, które chciałbym przedstawić wyrosły na gruncie fizyki eksperymentalnej i w tym właśnie 
leży ich siła. Są one radykalne, stąd przestrzeń sama w sobie i czas sam w sobie skazane są na odejście w 
cień i tylko pewien rodzaj ich zjednoczenia może zachować niezależną rzeczywistość”.(32, s. 75). 

Owemu  „zjednoczeniu”  tego,  co  zwykło  być  uważane  za  oddzielne  byty,  musi  towarzyszyć  zmiana  w 
strukturze języka. W tym przypadku stało się to dzięki sformułowanej przez Minkowskiego nowej cztero-
wymiarowej  geometrii  „czaso-przestrzeni”,  w  której  „przestrzeń”  i  „czas”  zostały  na  stałe  połączone  za 
pomocą  pojedynczego  gramatycznego  łącznika.  Umożliwiło  to  tym  samym  powstanie  ogólnej  teorii 
względności. 

Przestarzała  elementalistyczna  struktura  języka  utkała  nam  fikcyjny,  antropomorficzny,  animalistyczny 
świat, niewiele różniący się od świata ludzi prymitywnych. Nowoczesna nauka za cel priorytetowy obrała 
sobie rozwinięcie języka o nie-elementalistycznej strukturze, który nie rozdzielałby sztucznie tego, co nie 
może  być  rozdzielone  empirycznie.  W  przeciwnym  razie  będziemy  podlegać  neuro-ewaluacyjnym 
ograniczeniom,  w  konsekwencji  których  mamy  do  czynienia  z  brakiem  kreatywności,  zrozumienia  oraz 
brakiem  szerokich  perspektyw,  itd.  Wprowadzają  nas  wówczas  w  konsternację  napotykane  niespójności, 
paradoksy itd. 

Kwestie,  które  tutaj  poruszyłem,  a  mianowicie:  podmiotowo-orzeczeniowy  typ  struktury,  „jest” 
tożsamości,  dwu-wartościowa  orientacja  „albo  –  albo”  i  elementalizm  są,  być  może,  najważniejszymi 
cechami  arystotelesowskiej  struktury  języka,  która  ukształtowała  naszą  „percepcję”  i  przez  długi  czas 
uniemożliwiała  prowadzenie  naukowych  rozważań,  które  w  chwili  obecnej  wyzwalają  nas  z  dawnych 
ograniczeń i umożliwiają „dostrzeżenie świata na nowo”. A „odkrycie oczywistego” jest najtrudniejsze z 
tego  właśnie  względu,  że  stare  nawyki  „myślenia”  przeszkadzają  w  „zobaczeniu  starego  na  nowo” 
(Leibniz). 

Nie-arystotelesowskie systemy języka.—Jak to zwykle bywa, gdy popadamy w impas i gdy dochodzimy 
do momentu, w którym uzmysławiamy sobie potrzebę rewizji starych podejść i zaproponowania nowych, 
po prostu coś z tym robimy. W tym przypadku, wraz z olbrzymim postępem w nauce, imperatywem stała 
się  struktura  języka,  która  nie  zafałszowałaby  najnowszych  odkryć.  Chciałbym  w  tym  momencie  prosić 
czytelnika  o  wyrozumiałość,  bowiem  nie  wiedząc  bowiem  o  żadnym  innym  nie-arystotelesowskim 
systemie, będę musiał tu pisać tylko i wyłącznie o moich własnych sformułowaniach. To, o czym będę tu 
mówił przeważnie w perspektywie teoretycznej, wielu zdołało już zastosować w praktyce. 

background image

 

14 

Nowy  system  został  nazwany  „nie-arystotelesowskim”,  ponieważ  zawiera  on  obecnie  panujący  system 
ewaluacji  jako  szczególny  przypadek  bardziej  ogólnego  systemu.  Historycznie  rzecz  biorąc,  system 
arystotelesowski  wpłynął  na  system  euklidesowy  i  oba  stanowią  podstawę  dla  systemu  newtonowskiego. 
Pierwsza nie-arystotelesowska rewizja jest analogiczna i jednocześnie związana z nie-euklidesowymi i nie-
arystotelesowskimi  osiągnięciami  nowoczesnej  matematyki  i  fizyki  matematycznej.  Jednym  z  głównych 
celów  nie-arystotelesowskiej  rewizji,  historycznie  ostatniej  z  powodu  wysokiego  stopnia  jej  złożoności, 
było  zaspokojenie  potrzeby  zjednoczenia  nauk  szczegółowych  i  ogólnych  ludzkich  poglądów  (21, 
szczególnie s. 97).  

Nie-arystotelesowski system wyłonił się w 1921 roku z nowej oceny człowieka jako tworzącego wiążącą-
w-czasie klasę życia (18). Owa ewaluacja oparta jest na podejściu funkcjonalnym, a nie zoologicznym czy 
mitologicznym,  i  uznaje  „człowieka”  za  „organizm-jako-całość-w-środowisku”.  Reakcji  ludzkich  nie 
rozdziela  się  tutaj  werbalnie  i  elementalistycznie  na  oddzielne  „ciało”,  „umysł”,  „emocje”,  „intelekt”  lub 
różne  „zmysły”  itd.  same  w  sobie,  co  ma  wpływ  na  problem  „percepcji”,  gdy  rozważy  się  go  właśnie  z 
perspektywy  nie-elementalistycznej.  Wraz  ze  świadomością  wiązania-w-czasie  nasze  kryteria  wartości,  a 
także  zachowania,  opierają  się  na  rozpoznaniu  ludzkich  możliwości,  a  nie  na  średnich  statystycznych  z 
poziomu homo homini lupus wyprowadzonych z prymitywnych i/lub nie-zdrowych reakcji ewaluacyjnych 
(23).  

Zdrowy rozsądek i zwykła obserwacja pokazują, że przeciętna, tak zwana „normalna” osoba, dzięki swojej 
niesłychanej złożoności, praktycznie wymyka się niesegmentacyjnej i nie-elementalistycznej analizie. Aby 
jednak  takową  analizę  przeprowadzić,  należy  zbadać  główne  formy  ludzkich  reakcji  takich  jak 
matematyka,  podstawy  matematyki,  wiele  gałęzi  nauk,  historii,  historii  kultur,  antropologii,  filozofii, 
psychologii,  „logiki”,  religii  porównawczych,  itd.  Istotne  okazało  się  skierowanie  uwagi  na  dwa 
ekstremalne bieguny ludzkich reakcji psycho-logicznych: (a) reakcji w ich najlepszej realizacji, z powodu 
ich wyjątkowej przewidywalności, ważności i nieustającej konstruktywności w procesie wiązania-w-czasie, 
tak  jak  to  ma  miejsce  w  matematyce,  podstawach  matematyki,  fizyce  matematycznej,  naukach 
szczegółowych  itd.,  które  to  nauki  są  manifestacjami  niektórych  z  najgłębszych  ludzkich  reakcji  psycho-
logicznych;  i  (b)  reakcji  w  ich  najgorszym  wydaniu,  takich  jak  poświadczone  przez  przypadki 
psychiatryczne.  Badania  owe  ujawniły,  że  metody  fizyczno-matematyczne  znajdują  zastosowanie  na 
wszystkich  poziomach  życia  codziennego,  łącząc  naukę,  w  szczególności  nauki  szczegółowe,  z 
problemami zdrowia rozumianego jako przystosowanie do „faktów” i „rzeczywistości”. 

Okazało się zatem, że aby zmienić językową strukturę panującego systemu arystotelesowskiego, należy w 
całości przejąć metody z obszaru matematyki. W ten sposób bez potrzeby zmiany samego języka, a jedynie 
za pomocą  narzędzi ekstensjonalnych, dokonano zmiany struktury naszego języka. Zostanie to wyjaśnione 
później. 

Już po tym, jak sformułowane zostały założenia nowego podejścia, nieoczekiwanie odkryłem, że były one 
zaprzeczeniem  starych  „praw  myśli”  i  jednocześnie  podstawą  nie-arystotelesowskiego  systemu  –  modus 
operandi, 
który nazwałem „Semantyką Ogólną”. Założenia owe są bardzo proste i mogą być sformułowane 
na zasadzie analogii: 

1.  Mapa nie jest terytorium. (Słowa nie są rzeczami, które reprezentują.)  
2.  Mapa nie pokrywa całego terytorium. (Słowa nie pokrywają wszystkiego, co reprezentują.)  
3.  Mapa jest samo-zwrotna. (W języku możemy mówić o języku.)  

Zauważmy, że przestarzałe, przednaukowe założenia naruszają pierwsze dwie przesłanki i pomijają trzecią 
(20, s. 750 ff.; 24).  

Trzecie  założenie  jest  zastosowaniem  do  życia  codziennego  ogromnie  ważnej  pracy  Bertranda  Russella, 
który  usiłował  rozwiązać  sprzeczności  w  podstawach  matematyki  za  pomocą  swojej  teorii  typów 
matematycznych lub logicznych. W związku z tym, Josiah Royce wprowadził nowy termin: samo-zwrotny
Teoria  typów  matematycznych  uświadomiła  mi  nowe  rodzaje  trudności  językowych,  którym  właściwie 
nikt,  poza  kilkoma  matematykami,  nie  poświęcił  wcześniej  żadnej  uwagi.  Analiza  tych  trudności 
doprowadziła  mnie  do  odkrycia,  że  reguły  różnych  porządków  abstrakcji,  wielopoziomowość  terminów, 

background image

 

15 

(nad/niedo)-definiowane  terminy,  reakcje  drugiego  rzędu  („myślenie”  o  „myśleniu”,  wątpienie  w 
wątpienie,  strach  przed  strachem  itd.),  interakcja  wzgórzowo-korowa,  cyrkularność  ludzkiej  wiedzy  itd. 
mogą być uznane za uogólnienie teorii typów matematycznych

16

Stopień  „świadomości  abstrahowania”,  który  dotyczy  między  innymi  kwestii  wymienionych  powyżej, 
może w dużej mierze wpłynąć na sposób, w jaki „postrzegamy”, chociażby poprzez sam fakt, że staje się 
on  kluczowym  zagadnieniem  dotyczącym  sposobu,  w  jaki  oceniamy.  Stworzenie  metod  zwiększających 
„świadomość  abstrahowania”  uwolniłoby  nas  ostatecznie  od  archaicznych,  przednaukowych,  i/lub 
arystotelesowskich ograniczeń przestarzałych struktur językowych. Stworzone w tym właśnie celu doraźne 
środki strukturalne nazwałem narzędziami ekstensjonalnymi, a ich zastosowanie automatycznie uaktualnia 
orientację zgodnie z ostatnimi założeniami naukowymi. 

Narzędzia Ekstensjonalne. 1. Indeksy, jak np. x

1

, x

2

, x

3

 ... x

n

; krzesło

1

, krzesło

2

, krzesło

3

 ... krzesło

n

; Smith

1

Smith

2

, Smith

3

 ... Smith

n

, itd. Indeksy mają na celu wygenerowanie nieskończenie wielu nazw własnych dla 

niekończącego się rzędu niepowtarzalnych jednostek lub sytuacji, z którymi spotykamy się w życiu. Tak 
więc  zmieniliśmy  nazwy gatunkowe  na  nazwy  własne.  Gdy  indeksowanie  staje  się  nawykiem,  integralną 
częścią  naszych  procesów  ewaluacyjnych,  rezultat  psycho-logiczny  jest  wyraźny.  Właśnie  dzięki 
uświadomieniu  sobie,  że  „myślenie”  w  życiu  codziennym,  jak  również  w  nauce,  ma  często  charakter 
hipotetyczny,  stajemy  się  ostrożniejsi  w  naszych  uogólnieniach.  Nie  daje  się  tego  łatwo  wyrazić  w 
arystotelesowskiej  strukturze  języka.  Termin  gatunkowy  (taki  jak  „krzesło”)  oznacza  klasę  obiektów  i 
podkreśla  podobieństwa  między  nimi,  pomijając  i  zaniedbując  różnice.  Użycie  indeksów  pomaga 
uświadomić  sobie  różnice  jednostkowe  i  w  ten  sposób  prowadzi  do  lepszej  ewaluacji  i  w  ostateczności 
„percepcji”. Wówczas szkodliwe identyfikacje wynikające z przestarzałych struktur językowych ustępują 
miejsca bardziej elastycznym ewaluacjom opartym na orientacji maksymalnego prawdopodobieństwa. 

2. Indeksy łańcuchowe, jak w przypadku krzesło

11

 (na suchym strychu), krzesło

l2

 (w wilgotnej piwnicy) ... 

krzesło

1n

; Smith

11

 (w normalnych warunkach) lub, powiedzmy, (na ziemi), Smith

12

 (w warunkach ostrego 

zagłodzenia)  lub  (w  samolocie  na  dużych  wysokościach).  Reakcje  Smitha

1

  są  w  różnych  warunkach  pod 

wieloma względami różne. 

Indeksy łańcuchowe mają na celu uwzględnienie czynników środowiskowych, warunków, sytuacji itd. Na 
poziomie  ludzkim  wiązałoby  się  to  z  uwzględnieniem  czynników  psycho-logicznych,  socjo-kulturowych 
itd. 

W świecie, gdzie dana „przyczyna” ma lub może mieć wiele „skutków”, każdy z takich „skutków” staje się 
lub  może  się  stać  kolejną  „przyczyną”  i  tak  w  nieskończoność.  Z  psychiatrii  wiemy  na  przykład,  że 
pojedyncze  wydarzenie  z  dzieciństwa  może  zapoczątkować  reakcję  łańcuchową,  która  doprowadzi  do 
wypaczenia,  wyjaskrawienia  reakcji  psycho-logicznych  czy  nawet  psycho-somatycznych  już  do  końca 
życia.  Indeksy  łańcuchowe  wyrażają  sobą  również  ogólne  mechanizmy  reakcji  łańcuchowych,  które 
działają nie tylko w trakcie rozszczepienia jądra atomu, ale w całym świecie. Jesteśmy tym zainteresowani 
o tyle, o ile wiąże się to z procesami organicznymi, relacjami międzyludzkimi, a także procesami wiązania-
w-czasie,  jak  zostało  to  wyrażone  w  „spiralnej  teorii”  naszej  wiążącej-w-czasie  energii  (18,  wydanie 
pierwsze., s. 232 ff.). 

                                                             

16

 

 Patrz  artykuł  Korzybskiego  Time-binding:  The  General  Theory  (1926):  „W  moim  niezależnym 

dochodzeniu natknąłem się na trudności, które mogłem porzucić albo spróbować rozwiązać. Moje rozwiązanie 
przytoczone  jest  w  G.  T.  [General  Theory]  i  w  A.  [Antropometryczny  lub  Strukturalny  Mechanizm 
Różnicujący]. Okazało się, że teoria ta pokrywa się z opracowaną przez Russella teorią typów matematycznych 
(...). Znałem tę teorię wcześniej (...). Nie mogłem zaakceptować teorii typów, ponieważ nie była wystarczająco 
ogólna  i  nie  pasowała  do  mojego  systemu;  więc  jeśli  chodzi  o  moją  pracę,  musiałem  ją  odrzucić.  Naukowa 
metoda doprowadziła do rozwiązania moich problemów; i chyba nikt nie był bardziej zaskoczony i szczęśliwy 
niż ja, kiedy okazało się, że G. T. pokrywa się z teorią typów” (22, drugie wydanie, s. 7). 
 
 

Patrz także Science and Sanity, s. 429: „Autor był mile zaskoczony, gdy odkrył, że po tym, jak 

sformułowano nie-arystotelesowski system, ta (...) nie-el [nie-elementalistyczna] teoria okazała się uogólniać i 
pokrywać z teorią typów matematycznych” (21). C.S. 

background image

 

16 

Indeksy  łańcuchowe  (indeksowanie  indeksu  w  nieskończoność)  nie  są  nowością  w  matematyce.  Były 
używane  automatycznie,  ale,  o  ile  mi  wiadomo,  ogólny  wzór  ich  zastosowania  w  życiu  codziennym  nie 
został  sformułowany.  O  ich  użyciu  w  problemie  naukowym  można  przeczytać  w  „On  the  Use  of  Chain-
indexing to Describe and Analyze the Complexities of a Research Problem in Bio-Chemistry” Mortimera 
B. Lipsetta (30). 

Reasumując, żyjemy w świecie procesów, „przyczynowo-skutkowych” reakcji łańcuchowych. W związku 
z  tym  powinniśmy  dysponować  środkami  językowymi,  za  pomocą  których  w  takim  świecie  będziemy  w 
stanie  dokonywać  odpowiednich  ewaluacji.  Być  może  pomoże  nam  w  tym  sformułowanie  wzorca 
językowych indeksów łańcuchowych. 

3.  Daty,  jak  w  Smith

1

1920

,  Smith

1

1940

,  Smith

1

1950

  ...  Smith

1

t

.  Użycie  dat  lokuje  nas  w  fizyczno-

matematycznym,  czterowymiarowym  (przynajmniej)  czaso-przestrzennym  świecie  ruchu  i  zmiany, 
wzrostu,  rozpadu,  transformacji  itd.  Za  pomocą  tych  środków  językowych  możemy  dla  celów  analizy, 
wyjaśnienia, komunikacji, itd., zamrozić reprezentacje owych procesów w danej chwili. Umożliwia nam to 
radzenie sobie z dynamiczną rzeczywistością za pomocą środków statycznych. 

Dla kupującego z pewnością stanowiłoby olbrzymią różnicę, czy kupowany pojazd jest z roku 1930, czy 
1950.  Niestety  nie  jesteśmy  równie  świadomi  „datowania”  naszych  teorii,  przekonań  itd.,  mimo  że 
„doskonale wiadomo”, w jakim stopniu daty wpływają na naukę, teorie, książki, różne zwyczaje i kultury, 
ludzi i całe życie. 

Następnym  przykładem  jest  słowo  „nowoczesny”,  które  można  znaleźć  na  wielu  stronach  Manifestu 
Komunistycznego  
Karola  Marksa  i  Fryderyka  Engelsa  (31).  Łatwo  jest  dokonać  ewaluacji  słowa 
„nowoczesny”  na  rok  „1950”,  co  też  najwyraźniej  wielu  robi.  Moja  sugestia  jest  jednak  taka,  żeby  za 
każdym  razem,  gdy  natrafiamy  na  to  słowo,  postawić  na  marginesie  obok  niego  datę  „1848”.  Wówczas 
automatycznie  wiele  argumentów  stanie  się  nieaktualnych  i  przestarzałych  z  tego  względu,  że  żyjemy  w 
całkowicie odmiennym świecie roku 1950. 

4.  Itd.  Użycie  „itd.”,  jako  część  naszego  procesu  ewaluacyjnego,  prowadzi  do  uświadomienia  sobie 
istnienia nieskończenie wielkiej ilości czynników w procesie, który nigdy nie może być w pełni poznany 
czy postrzegany. Narzędzie to uelastycznia i pozwala na większy stopień warunkowalności naszych reakcji 
semantycznych,  oduczając  nas  jednocześnie  dogmatyzmu,  absolutyzmu  itd.  Przypomina  nam  również  o 
drugiej  przesłance  (mapa  nie  pokrywa  całego  terytorium)  i  pośrednio  o  pierwszej  (mapa  nie  jest 
terytorium). 

Przy  okazji  „itd.”  dostarcza  nam  klucza  do  rozwiązania  problemu  matematycznej  „nieskończoności”,  co 
związane jest z ważnymi implikacjami psycho-logicznymi (21, rozdz. xiv).  

5.  Cudzysłów,  jak  w  „ciało”,  „umysł”,  „emocje”,  „intelekt”  itd.  przestrzega  nas,  że  nie  powinno  ufać  się 
terminom elementalistycznym czy metafizycznym i że spekulacje oparte na nich są mylące i niebezpieczne. 

6. Łącznik. Użycie łącznika spaja językowo rzeczywistą, empiryczną i złożoną sieć wzajemnych relacji w 
świecie.  Użycie  łącznika  niesie  ze  sobą  bardzo  ważne  strukturalne  implikacje  reprezentowane  ostatnio 
poprzez nowe odkrycia w naukach i innych gałęziach wiedzy. 

Na  przykład,  łącznik  (a)  w  czaso-przestrzeni  zrewolucjonizował  fizykę,  zmieniając  nasze  spojrzenie  na 
świat i stając się podstawą dla systemów nie-newtonowskich; (b) w psycho-biologiczny wyraźnie wyznacza 
różnicę pomiędzy zwierzętami i bardziej złożonymi ludźmi (w mojej interpretacji). Rozróżnienie to oparte 
jest  na  obecnym  nie-arystotelesowskim  systemie,  gdzie  „człowiek”  –  jako  „wiążący-w-czasie”  –  jest  nie 
tylko jednostką biologiczną, ale psycho-biologiczną. Łącznik (c) w psycho-somatyczny powoli przekształca 
medyczną  wiedzę,  praktykę,  itd.;  (d)  w  socjo-kultuowy  wskazuje  na  potrzebę  nowej  antropologii 
stosowanej,  ludzkiej  ekologii,  itd.;  (e)  w  neuro-lingwistyczny  i  neuro-semantyczny  łączy  nasze  werbalne, 
ewaluacyjne  reakcje  z  naszymi  procesami  neuro-fizjologicznymi;  (f)  w  organizm-jako-całość-w-
środowisku

n

 wskazuje, że żaden „organizm-jako-całość” nie może istnieć bez środowiska i staje się fikcją, 

gdy rozpatrywany jest w „całkowitej izolacji”. 

background image

 

17 

Jeśli  chodzi  o  terminy  „psycho-biologiczny”  i  „psycho-somatyczny”,  ich  twórcy  pominęli  ważność 
łącznika  i  jego  implikacji  i  używali  tych  słów,  pisząc  je  razem.  Jednak  pionierzy  ci  nie  zdawali  sobie 
sprawy z tego, że za powierzchowną prostotą pojedynczego terminu skrywali ogromnie ważną złożoność 
ludzką.  Robili  to  z  nieuzasadnionym  i  błędnym  założeniem,  że  jedno  słowo  implikuje  jedność,  gdy 
tymczasem zwodziło to czytelnika, bo zasłaniało oddziałujące na siebie złożoności. 

Teoretyczne i Praktyczne Implikacje. Prostota narzędzi ekstensjonalnych jest myląca, a ich „intelektualne 
zrozumienie”, bez zaprzęgnięcia w żywe procesy ewaluacyjne, nie daje żadnych rezultatów. Niezbędne jest 
odejście  od  starych  metod  ewaluacji.  Trudne  to  dla  dorosłych,  choć  stosunkowo  łatwe  dla  dzieci.  Taka, 
pobieżnie  tu  objaśniona,  zrewidowana  struktura  języka  ma  konsekwencje  neuro-fizjologiczne.  Implikuje 
ona bowiem uprzedniość „myślenia” w kategoriach „faktów” albo procesów wizualizacyjnych w stosunku 
do  generalizacji  z  poziomu  uogólnień.    Procedura  ta  charakteryzuje  się  lekkim  opóźnieniem  reakcji 
neurologicznych, ułatwiając tym samym integrację wzgórzowo-korową itd. 

Stara  arystotelesowska  struktura  języka  z  jej  podmiotowo-predykatową  formą,  elementalizmem  itd., 
hamowała  raczej  niż  wywoływała  tak  pożądane  reakcje  neuro-fizjologiczne.  Prowadziła  w  rezultacie  do 
oderwanych  od  rzeczywistości  werbalnych  spekulacji,  stając  się  ostatecznie  przyczyną  „rozdwojeń 
osobowości” i innych reakcji patologicznych. 

Możemy sobie przypomnieć trafną uwagę wybitnego matematyka, Hermanna Weyla, który napisał w “The 
Mathematical  Way  of  Thinking”:  „Rzeczywiście,  pierwszą  trudnością  jaką  nauczony  myśleć 
matematycznie człowiek napotyka na ulicy jest to, że musi się nauczyć patrzeć na rzeczy trzeźwiej; jego 
wiara w słowa winna się rozpaść; jego myślenie, ukonkretnić.” (47). 

Zdrowe,  normalne  osoby  naturalnie,  acz  nieświadomie,  dokonują  ocen  do  pewnego  stopnia  zgodnie  z 
metodami  ekstensjonalnymi  i  z  „naturalnym  porządkiem  ewaluacji”  itd.  Jednak  dopiero  odpowiednia 
rewizja  naszych  starych  struktur  językowych  oraz  jej  strukturalne  sformułowanie  (sformalizowanie) 
umożliwiła ich analizę i nauczanie, co posiada olbrzymią wartość dla ludzkiego procesu wiązania-w-czasie. 

Jak do tej pory istnieje wiele wskazówek sugerujących, że użycie narzędzi ekstensjonalnych, a nawet tylko 
częściowa „świadomość abstrakcji” pomagają nam w ogólnoludzkiej próbie zrozumienia siebie samych i 
innych.  Stopień  wymaganej  rewizji,  jeśli  wychodzimy  od  przytoczonych  wcześniej  przesłanek,  nie  jest 
jeszcze w pełni uświadomiony. Nasze stare nawyki ewaluacyjne zakorzenione w nas od wieków, jeśli nie 
milleniów, muszą być najpierw poddane re-ewaluacji i uaktualnione w zgodzie z nowoczesną wiedzą. 

W  jaki  sposób  nie-arystotelesowska  forma  reprezentacji  prowadzi  do  zmian  w  procesach  ewaluacji, 
powodując  głębokie  zmiany  psychologiczne?  Zobaczyliśmy  właśnie  jak  struktura  języka  często 
determinuje sposób, w jaki patrzymy na świat, na innych ludzi i nas samych. Doświadczenia innych jak i 
moje własne potwierdzają, że możemy (i tak też robimy) oceniać bodźce inaczej właśnie dzięki aplikacji 
nie-arystotelesowskich metod ekstensjonalnych. 

Praktycznie w każdym obszarze ludzkich poczynań spostrzegamy wskazówki dowodzące, że możliwe jest 
spowodowanie  pojawienia  się  nowego,  bardziej  elastycznego  itd.  podejścia,  które  oddziaływałoby  na 
wzajemne  relacje  danej  jednostki  z  nią  samą  jak  i  z  innymi.  Większość  z  owych  wskazówek  pochodzi  z 
obszaru  edukacji,  ale  wiążą  się  one  także  z  dziedzinami  tak  różnymi  jak  medycyna  psycho-somatyczna, 
psychiatria,  psychoterapia,  prawo,  ekonomia,  biznes,  architektura,  sztuka  itd.,  ekonomia  polityczna, 
polityka, antropologia społeczna, problemy z czytaniem itd. 

Reguły  systemu  nie-arystotelesowskiego  zostały  wykorzystane  przez  Komisję  Senatu  Stanów 
Zjednoczonych  ds.  Marynarki  w  związku  z  ważnymi  sprawami  narodowymi,  takimi  jak  „Powołanie 
Komisji Badawczej ds. Bezpieczeństwa Narodowego” (45, s. 6), “Naukowa Ocena Propozycji Połączenia 
Departamentów Wojny i Marynarki w Jeden Departament Obrony Narodowej” (46), „Szkolenie Oficerów 
Marynarki” (42, s. 55-57). Z tego, co wiem, dzisiaj nawet personel statków w czynnej służbie szkolony jest 
w regułach semantyki ogólnej (patrz także 33, szczególnie rozdz. i). 

background image

 

18 

Jedną z podstawowych różnic pomiędzy orientacjami jest to, że język arystotelesowski promuje ewaluacje 
„poprzez definicje” (lub „intensję”), podczas gdy orientacja nie-arystotelesowska lub fizyko-matematyczna 
kieruje się ewaluacjami „poprzez ekstensję”, biorącą pod uwagę rzeczywiste „fakty” w konkretnej sytuacji, 
z którą jesteśmy skonfrontowani. 

Na przykład, niektórzy starsi lekarze wciąż usiłują uleczyć „chorobę”, a nie konkretnego pacjenta, którego 
złe funkcjonowanie psycho-somatyczne, wywnioskowane przez leczącego z zachowań pacjenta lub karty 
choroby, wiąże się z mnogością indywidualnych czynników nie wziętych pod uwagę przez żadną możliwą 
definicję „choroby”. Na szczęście dzisiaj większość lekarzy próbuje już leczyć pacjenta, nie „chorobę”. 

W  artykule  „The  Problem  of  Stuttering”,  profesor  Wendell  Johnson  (13)  mówi  o  znaczeniu  diagnozy 
kwalifikującej dzieci jako „jąkały”: 

Nazwawszy dziecko „jąkałą” (lub synonimem) lekarze zaczynają coraz mniej reagować na 
dziecko, a bardziej na to, jak je nazwali. Pomimo całkiem przytłaczających dowodów na 
coś  zgoła  przeciwnego,  zakładają  oni,  że  dziecko  albo  nie  może,  albo  nie  nauczyło  się 
mówić.  Więc  śpieszą,  żeby  mu  „pomóc”  w  mówieniu  (...)  I  zamartwiają  się  jeszcze 
bardziej, gdy „pomimo całej ich pomocy”, dziecko „jąka się mocniej niż wcześniej” (...) 
Panuje  sporo  kontrowersji  wśród  patologów  mowy  dotyczących  prawdopodobnych 
przyczyn  jąkania  się  (...)  Ale  nikt  spoza  semantyki  ogólnej  nigdy  nie  zasugerował,  że 
przyczyną  tego  może  być  sama  diagnoza  jąkalstwa,  prawdopodobnie  dlatego,  że  nikt 
spoza semantyki ogólnej nie uzmysłowił sobie stopnia, do jakiego dwie osoby mówiące o 
„jąkaniu  się”  mogą  różnić  się  w  kwestii  tego,  o  czym  mówią,  i  wpływać  na  to,  o  czym 
mówią. Zasada niepewności, która wyraża skutek, jaki wywiera obserwator na to, co jest 
przez niego obserwowane, może być rozszerzona do sytuacji, w której mówiący wpływa 
na to, co nazywa (s. 189-93)

17

Zmiany  w  nastawieniu,  w  naszych  sposobach  ewaluacji,  ściśle  wiążą  się  z  „procesami  poznawczymi” 
różnych poziomów. Uświadamianie sobie naszych nieświadomych założeń jest bardzo ważne; wiąże się z 
tym każda psychoterapia, a powinno stać się to częścią edukacji w ogóle. W tym celu przydatna okazuje się 
bardzo  ważna  i  istotna  praca  doktora  Adelberta  Ames’a  Jr.,  z  Instytutu  w  Hanoverze  i  Uniwersytetu  w 
Princeton  itd.  Na  przykład,  dr  J.  S.  A.  Bois  (4),  psycholog  z  Montrealu  i  były  prezes  Kanadyjskiego 
Towarzystwa Psychologicznego, w raporcie dotyczącym „Treningów Kierowniczych i Semantyki Ogólnej” 
pisze  o  swoich  zajęciach  kursowych  z  nie-arystotelesowskiej  metodologii  z  siedmioma  kluczowymi 
postaciami pewnej organizacji przemysłowej jak następuje: 

Rozpocząłem  od  wytrącenia  ich  z    pewności  siebie  poprzez  zademonstrowanie,  że 
postrzeżenia sensoryczne są zawodne (...) Zakończyliśmy, akceptując fakt, że świat, który 
każdy  z  nas  postrzega  nie  jest  „obiektywnym”  światem  wydarzeń,  ale  „subiektywnym” 
światem wydarzeń-znaczeń

Byli gotowi zaakceptować nowe poglądy, ale czułem, że należało sprawić, by uświadomili 
sobie,  że  samo  „zrozumienie”  pewnych  reguł  i  „intelektualnie”  zaakceptowanie  ich  nie 
wystarczy.  Najważniejsza  jest  zmiana  naszych  starych  nawykłych  metod  myślenia,  a  ta 
nie  jest  prosta,  jakby  się  wydawać  mogło.  By  jednak  do  tego  doprowadzić, 
wytłumaczyłem  im  szóstkowy  system  zapisu  liczb  i  zadałem  w  związku  z  tym  zadanie 
domowe: stworzenie tabliczki mnożenia, dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie. 
Następnego dnia wiedzieli już jak denerwującą, irytującą i wcale nie taką łatwą jest próba 
przejścia  z  jednej  metody  myślenia  na  drugą.  Uzmysłowili  sobie,  że  prowadzenie  ksiąg 
rachunkowych  w  systemie  szóstkowym  oznaczałoby  rewolucję  w  biurze  i  fabryce, 
wymagałoby  nowych  trybów  w  maszynach  liczących  itd.  Poczułem  wówczas,  że  byli 
gotowi na główną część kursu (...) Niemożliwe jest dokonanie ilościowej oceny sukcesu 

                                                             

17

 

 Za pozwoleniem M. Kending, redaktora Papers from the Second American Congress on General 

Semantics (Lakeville, Conn.: Instytut Semantyki Ogólnej, 1943) i autora. 

background image

 

19 

czy  porażki  takiego  kursu.  Fakt,  że  grupa  domagała  się  go  również  dla  swoich 
podwładnych, jest wskaźnikiem, że uznany został za pomocny

18

Bois  donosi  później,  że  mężczyźni  zaczęli  dokonywać  własnych  ewaluacji  w  kategoriach  zwiększonej 
wydajności,  lepszej  kontroli  „emocjonalnej”,  dojrzałości  i  efektywniejszej  komunikacji  zarówno  między 
sobą jak i z podwładnymi itd. 

Obserwacje  poczynione  na  podstawie  sformalizowanych  procedur  grupowych  na  Uniwersytecie 
Northwestern  przez  Liston  Tatum  sugerują,  że  ludzie  zmuszeni  do  podążania  „naturalnym  porządkiem 
ewaluacji” (oceniając poprzez fakty najpierw, potem uogólniając) mówią do siebie inaczej (43). 

Wpływ języka na nasze wizualne ewaluacje został ukazany w pracy L. Carmichaela, H. P. Hogana i A. A. 
Waltera  (5,  s.  74-82)  zatytułowanej  „An  Experimental  Study  of  the  Effect  of  Language  on  the 
Reproduction  of  Visually  Perceived  Form”.  Badano,  czy  zaprezentowany  zestaw  dwunastu  figur  z 
przypisaną  do  każdej  z  nich  nazwą  miał  wpływ  na  odtwarzanie  form  wizualnych.  Po  skończonej  sesji 
badani mieli odtworzyć figury tak dokładnie jak tylko mogli. Wszystkim badanym przedstawiono ten sam 
obrazek,  ale  pierwszej  grupie  dołączono  do  niego  pewną  listę  nazw,  a  drugiej  grupie  inną.  Na  przykład: 

nerka fasola 

 kanoe. Wyniki wykazały, że „obecny eksperyment zdaje się potwierdzać obserwacje 

poprzednich eksperymentów z tego obszaru i pokazuje, że przynajmniej do pewnego stopnia, odtwarzanie 
form  może  być  zdeterminowane  przez  naturę  słów  zaprezentowanych  ustnie  badanym  w  momencie 
pierwszego wizualnego kontaktu z formą”. 

Professor Irving Lee wypróbował powyższe procedury na swoich studentach w trakcie zajęć z semantyki 
ogólnej na Uniwersytecie Northwestern i stwierdził (w rozmowie osobistej ze mną), że jak do tej pory jego 
studenci  nie  reagują  jak  badani  z  przytoczonego  powyżej  eksperymentu,  ale  że  „rysowali  obrazki,  mniej 
sugerując się dołączonymi do nich etykietkami”. 

O  swoim  nauczaniu  nie-arystotelesowskiej  metodologii  Lee  pisze  w  raporcie  wstępnym  z  trzyletnich 
pilotażowych badań z udziałem 140 policjantów, od policjantów patrolujących zaczynając, a na kapitanach 
zaangażowanych w Kurs Administracji Policji Drogowej w Instytucie Ruchu Drogowego na Uniwersytecie 
Northwestern  kończąc  (27).  Na  podstawie  raportów  instruktorów  i  wywiadów  przeprowadzonych  z 
kursantami po zakończeniu kursu, Lee donosi, iż uczący się policjanci, po tym, jak doradzono im procesy 
ekstensjonalizujące, zobaczyli siebie i swoją pracę w szkole w całkiem innym świetle. 

Psychologowie i inni mogą być zainteresowani następującym komunikatem personalnym, który wstępnie 
wskazuje  na  nowe  obszary  badań  w  kryminologii,  w  rozwoju  osobowości  itd.  Dr  Douglas  M.  Kelley, 
profesor kryminologii na Uniwersytecie w Kalifornii, napisał do mnie ostatnio: 

Obecnie zainteresowany jestem wprowadzeniem semantyki ogólnej na dwa nowe obszary 
–  przesłuchanie  i  rozwój  osobowości.  Pierwszy  obszar  realizowałby  się  w  kursie,  który 
podzieliłbym na trzy jednostki; Wykrywanie Oszustwa, którego początkowe pół semestru 
byłoby  poświęcone  czystej  semantyce  ogólnej,  rozpoczynając  dyskusją  na  temat 
nieefektywności słów w komunikacji i kontynuując z różnego rodzaju narzędziami. Druga 
część  kursu  związana  byłaby  z  emocjonalną  relacją  słów  jaką  zauważamy  w  przypadku 
różnego rodzaju wykrywaczy kłamstw, i z pisaniem raportów, gdzie mamy do czynienia z 
problemem  wielo-poziomowości  itd.  Istniejąca  literatura  wykazuje  kompletny  brak 
informacji  dotyczących  zagadnień  z  tego  obszaru,  a  owo  podejście,  oparte  jedynie  na 
pańskiej  pracy,  dostarcza  zupełnie  nowej  perspektywy,  otwiera  możliwości  nowych 
technik  interogacyjnych  i  widoki  na  jeszcze  nieznane.  Z  rozmów  z  innymi  oficerami 
policji  uważam,  że  podejście  to  może  zaowocować  uzyskaniem  jednego  z  najbardziej 
wartościowych  rezultatów  wynikających  z  aplikacji  semantyki  ogólnej.  Ponadto  tego 
samego materiału uczę siły policyjne w Berkeley.  

                                                             

18

 

 Za pozwoleniem J. S. A. Bois’a. 

background image

 

20 

Wiele  zainspirowanych  pańską  pracą  dyskusji  ma  miejsce  na  moim  kursie  z 
Psychiatrycznych  Aspektów  Kryminologii  jako  metoda  wskazywania,  jak  i  dlaczego 
ludzie    zachowują  się  jak  ludzie,  i  jakie  są  tego  następstwa.  Studenci  są  w  większości 
przychylni  perspektywie  semantyki  ogólnej  i  oczekuję,  że  w  przeciągu  roku  będę  miał 
stworzony regularny program

19

Podczas  Drugiej  Wojny  Światowej,  w  trakcie  działań  wojennych  w  Europie,  Kelly

20

  wykorzystał 

podstawowe  reguły  nie-arystotelesowskiej  metodologii  w  kontakcie  z  siedmioma  tysiącami  przypadków, 
które  potem  opisał  w  swoim  artykule  „The  Use  of  General  Semantics  and  Korzybskian  Principles  as  an 
Extensional  Method  of  Group  Psychotherapy  in  Traumatic  Neuroses”  (15).  Reguły  były  stosowane  (w 
terapiach indywidualnych i grupowych) na każdym poziomie leczenia, w sytuacji niesienia pomocy na linii 
frontu, w punktach dla wyczerpanych i w szpitalach. „Że były one zastosowane z powodzeniem podparte 
jest faktem, że psychiatryczne ewakuacje z europejskich terenów działań wojennych były ograniczone do 
minimum”, stwierdził dr Kelley (16, s. vi-vii). „Pozostałe techniki są, oczywiście, wartościowe, ale te dwa 
proste  narzędzia  [indeksowanie  i  datowanie]  okazały  się  wyjątkowo  znaczące  w  przypadku  tego  typu 
neurotycznych reakcji” (15, s. 7). 

Skutki indeksowania i datowania, głównych narzędzi, za pomocą których struktura naszego języka staje się 
podobna  do  struktury  rzeczywistości,  można  zobaczyć  na  przykładzie  reakcji  byłego  żołnierza  z  działań 
wojennych  na  Pacyfiku.  Weteran  ów  był  studentem  profesora  Elwooda  Murray’a  na  Uniwersytecie  w 
Denver. Cytuję z raportu: 

Przykład  czystej  identyfikacji  wyrażony  jest  tu  awersją  weterana  do  ryżu.  Pierwszy  raz, 
gdy  zobaczył  on  martwego  wroga,  był  to  japoński  żołnierz  w  trakcie  rozkładu.  Torebka 
ryżu, którą miał ze sobą, była rozdarta, a ziarna ryżu rozsypane na jego ciele wymieszane 
były  z  robactwem.  Do  dziś,  gdy  weteran  widzi  ryż,  opisana  wyżej  scena  odżywa  i 
wyobraża  on  sobie  poruszające  się  w  talerzu  ziarna  ryżu.  By  to  przemóc,  jadał  ryż 
wielokrotnie, próbując pamiętać, że ryż na jego talerzu nie jest tym samym ryżem, który 
był na ciele japońskiego żołnierza. Mimo że potrawa ta wciąż nie jest przez niego lubiana, 
udało mu się opanować odruch wymiotny na jej widok (19, s. 262). 

Owe  mechanizmy  ewaluacji  lub  „postrzegania”  podobieństw  i  zaniedbywania,  lub  braku  pełnej 
świadomości  różnic,  istnieją  potencjalnie  w  każdym  z  nas,  ale  zazwyczaj  nie  w  tak  skrajnym  stopniu. 
Wiąże  się  to  z  brakiem  rozróżnienia  pomiędzy  poziomami  werbalnymi  a  cichymi,  i  nieświadomością 
procesów abstrakcji. Różne porządki abstrakcji są ze sobą utożsamiane, wniosek oceniany jest, jak gdyby 
był opisem, opis, jak gdyby był niewerbalnym, skonstruowanym przez nasz układ nerwowy „obiektem”, a 
sam „obiekt”, jak gdyby był niewerbalnym, submikroskopijnym, dynamicznym procesem. 

W  naszej  pracy  z  nie-arystotelesowskim  systemem  mamy  bardzo  mało,  jeśli  w  ogóle,  do  czynienia  z 
„percepcją” jako taką. Ale, jako że nasze postawy są związane z naszą „percepcją”, zdaje się, że badanie 
struktur języka jest w tym przypadku rzeczywiście istotne. 

Wiele  prac  poświęcono,  i  wciąż  się  to  robi,  problemowi  uprzedzeń.  Analizy  pokazują,  że  mechanizmy 
uprzedzeń wiążą się z utożsamianiem poziomów werbalnych z niewerbalnymi. Czyli jednostkę lub grupę 
identyfikuje  się  z  etykietą,  a  ekstensjonalnie,  poprzez  fakty  (26,  s.  17-28;  28).  W  dyskusji  nad 
mechanizmami uprzedzeń i raporcie dotyczącym uczenia semantyki ogólnej około sześciuset ludzi, gdzie 
nacisk położono na mieszanie obserwacji z wnioskami oraz reakcji na etykiety, jak gdyby etykietowały one 
więcej niż jedynie aspekty itd., o jednym ze swoich spostrzeżeń Lee pisze tak: 

Nauczyciele  donieśli  o  redukcji  napięcia,  gdy  studenci  po  tym,  czego  się  dowiedzieli, 
zastosowali to do różnic opinii w trakcie dyskusji w sali. Pytania „Czy można by ich było 
nazwać  inaczej?”,  „Czy  to  jest  wniosek?”,  „Czy  to  jest  to,  co  można  zaobserwować?” 

                                                             

19

 

 Za pozwoleniem Douglasa M. Kelley’ego, M.D. 

20

 

 Podczas wojny dr Kelley był Głównym Konsultantem z Psychologii Klinicznej i Asystentem 

Konsultanta z Psychiatrii na terenie działań wojennych w Europie; także głównym psychiatrą więziennym w 
Norymberdze. 

background image

 

21 

skierowane  do  osoby  wyrażającej  sprecyzowaną  opinię  stworzyły  rodzaj  atmosfery  gry. 
Typowy  przykład  miał  miejsce  podczas  jednej  z  dyskusji  dotyczących  tego,  co  ludzie 
mówią o Murzynach. Dwóch z uczestników otwarcie wyrażających zdanie, że „Murzyni i 
tak  nie  wykorzystaliby  szansy  edukacji,  nawet  gdyby  im  to  umożliwiono”  zostało 
skonfrontowanych  ze  swoimi  twierdzeniami  bez  antagonizmów  towarzyszących  często 
zwykłym debatom za lub przeciw (28, s. 32). 

Szczególnie  interesujące  jest  zwrócenie  uwagi  na  metody  magików,  którzy,  dla  celów  rozrywki,  wysoko 
rozwinęli  swą  sztukę,  a  wręcz  i  naukę.  Jednak  ich  metody  magii  są  głęboko  ugruntowane  w  psychologii 
oszustwa,  zwodzenia  i  oszukiwania  samego  siebie.  Mają  oni  swoją  własną  literaturę  tak  ważną  dla 
psychologii, psychiatrii i codziennego życia. 

Cytuję  z  artykułu  dra  Douglasa  Kelley’ego

21

  zatytułowanego  „The  Psycho-logical  Basis  of  Misdirection: 

An Extensional Non-aristotelian Method for Prevention of Self-deception” ( 14, s. 53-60) :  

Mimo że czarujący artysta nigdy, nawet w Indiach, nie hipnotyzuje swojej publiczności, 
uzyskuje  dzięki  swojej  umiejętności  stwarzania  iluzji  oraz  mylącego  ukierunkowywania 
ich  oczekiwań  i  założeń  bardzo  podobne  rezultaty.  Za  pomocą  tych  środków  może 
sprawić, że publiczność nie zauważy tego, co dzieje się przed jej oczami, lub uwierzy, że 
widzi  to,  czego  nie  ma  (s.  53)  (...)  Ogólna,  choć  nieuświadomiona  wiara  w  trzy 
arystotelesowskie „prawa myśli” odgrywa rolę dużej wagi w sukcesie owego zwodzenia, 
ponieważ panuje ogólna tendencja do reagowania zgodnego z tymi „prawami”. 

Na przykład dr Kelley wyjaśnia, 

Jeśli kapelusz ma fałszywe dno, można ukazać go pustym dzięki kamuflującej podszewce. 
Gdy potem wymachuje się nim w niedbały sposób i nic z niego nie wypada, symulować 
ma  to  pustkę  w  kapeluszu.  Ponieważ  zgodnie  z  dwu-wartościowym  „prawem 
wyłączonego  środka”,  istniejąca  rzecz  ma  pewne  „właściwości”  lub  ich  nie  ma,  i 
ponieważ większość ludzi kierujących się tym prawem oczekuje, że zobaczy przedmioty, 
jeśli tylko są one w kapeluszu jak i tego, że wypadną one z niego, gdy odwróci się go do 
góry nogami, dają się oni łatwo oszukać dzięki zwodzeniu i nie są w stanie przewidzieć 
pojawienia  się  królika,  który  ostatecznie  wyciągnięty  zostanie  przez  prestidigitatora  z 
kapelusza (s. 57). 

Magikom o wiele trudniej oszukać dzieci niż dorosłych, ponieważ strukturalne implikacje naszego języka 
nie zdołały jeszcze nałożyć ograniczeń na ich „percepcję”. 

 

 

 

Cyrkularność Ludzkiej Wiedzy 

Elektronowe  i  elektro-koloidalne  procesy  operują  na  poziomach  submikroskopijnych.  Z  nieskończenie 
wielu  cech  owych  procesów  nasz  układ  nerwowy  abstrahuje  i  integruje  relatywnie  niewiele  z  nich. 
Możemy  je  nazwać  poziomami  gross,  makroskopijnymi,  lub  „obiektywnymi”  –  ale  żadnego  z  nich  nie 
nazwiemy werbalnym. Poziom mikroskopijny musi być rozpatrywany jako instrumentalnie wsparte „dane 
zmysłowe”,  których  nie  będę  tu  teraz  omawiał.  Abstrahując  dalej,  najpierw  na  poziomach  etykiet  lub 
opisowych,  przechodzimy  do  poziomów  wnioskowań,  z  których  możemy  próbować  zakomunikować 
innym  nasze  „odczucia  o  odczuciach”,  „myśli  o  myśleniu”  itd.  z  poziomów  cichych.  Ostatecznie 
dochodzimy do punktu, w którym powinniśmy mówić o mówieniu. 

                                                             

21

 

 Za pozwoleniem M. Kendiga, redaktora Papers from the Second American Congress on General 

Semantics (Lakeville, Conn.: Institute of General Semantics, 1943), i autora.  

 

background image

 

22 

Z nauki wiemy, że poziomy submikroskopijne nie są „dostrzegalne” czy „percepcyjne”. Nie możemy i też 
nie    „postrzegamy”  „elektronu”,  ale  obserwujemy  rezultaty  ostatecznych  „procesów  elektronowych”.  To 
jest,  obserwujemy  „efekty”  i  zakładamy  „przyczyny”.  Innymi  słowy,  jak  powiedziano  wcześniej,  nasza 
wiedza  submikroskopijna  jest  z  natury  hipotetyczna.  Świat  zdaje  się  zachowywać  jak  gdyby  jego 
mechanizmy  były  takie,  w  jakie  każą  nam  wierzyć  nasze  abstrakcje  najwyższego  rzędu.  A  my  wciąż 
będziemy  tworzyć  nowe  teorie  z  ich  odpowiednią  terminologią,  aby  móc  wyjaśnić  wewnętrzne 
mechanizmy świata, w którym żyjemy, nas samych w to włączając. Wczytujemy w naturę nasze ostatnie 
abstrakcje, zamykając w ten sposób inherentną cyrkularność ludzkiej wiedzy, bez której nasze rozumienie 
natury jest niemożliwe. 

Po  tym,  co  zostało  za  pomocą  narzędzi  i  metod  ekstensjonalnych  wyjaśnione  w  pierwszej  części  tego 
rozdziału,  musimy  dojść  do  wniosku,  że  wiedza  inferencyjna  jest  często  o  wiele  bardziej  niezawodna  
danym  czasie,  po  weryfikacji  krzyżowej  
niż  oryginalne  „dane  zmysłowe”,  z  którymi  historycznie 
zaczynaliśmy, a które ostatecznie okazały się niewystarczające. 

W  trakcie  uprawiania  nauki  dane  inferencyjne  muszą  być  ze  sobą  zbieżne.  Jeśli  nie  są,  należy  dokonać 
rewizji  naszej  teorii.  Wiadomo,  że  gdy  nowy  czynnik  zostanie  odkryty,  nasze  stare  uogólnienia  powinny 
ulec rewizji w celu utrzymania integralności naszej wiedzy (21, s. xxviii ff.)

22

Nasze  wnioskowania  jako  abstrakcje  z  innych  poziomów  niż  same  „dane  zmysłowe”  mogą  także  brać 
udział  w  niższych  lub  wyższych  porządkach  abstrakcji.  Struktura  naszej  obecnej  wiedzy  jest  taka,  że 
wczytujemy  lub  projektujemy  na  procesy  poziomów  cichych,  submikroskopijnych  wyższe  abstrakcje 
dokonane przez człowieka, nasze hipotezy, wnioski itd. 

Tak  więc  cała  nasza  fundamentalna,  głęboka  wiedza  jest  i  nigdy  niczym  innym  nie  będzie,  jak  tylko 
hipotezą, jako że to, co widzimy, słyszymy, czujemy, mówimy lub o czym wnioskujemy nie jest nigdy tym 
czymś
,  a  jedynie  naszą  ludzką  abstrakcją  o  „tym”.  Tak  więc  niezwykle  ważne  jest  to,  w  jakiego  rodzaju 
formy  językowe  wrzucona  jest  nasza  wiedza  inferencyjna.  Jak  powiedział  Edward  Sapir  „Widzimy, 
słyszymy  i  w  ogóle  doświadczamy  w  sposób,  w  jaki  doświadczamy,  ponieważ  nawyki  językowe  naszej 
społeczności predysponują pewne wybory interpretacyjne” (41, s. 245). 

Ów cyrkularny proces naszego układu nerwowego w inter-akcji ze środowiskami okazuje się „systemem 
zwrotnym”  –  odpowiedni  niedawno  wprowadzony  termin,  który  dokładnie  opisuje  to  zjawisko.  Według 
Lawrence’a Franka (10): 

Przesuwamy  naszą  uwagę  ze  statycznych  jednostek  na  procesy  dynamiczne  i  porządek 
wydarzeń  widziany  w  kontekście  lub  obszarze,  gdzie  mają  miejsce  inter-reakcje  i 
cyrkularne procesy (...) Idea teleologicznych mechanizmów, jakkolwiek można ją wyrazić 
w  innych  terminach,  może  być  postrzegana  jako  próba  ucieczki  od  starych, 
zdezaktualizowanych i nieadekwatnych mechanistycznych sformułowań i sformułowania 
nowych oraz bardziej owocnych koncepcji, efektywniejszych metodologii dla studiów nad 
procesami  samo-regulujących  się,  samo-orientujących  się  systemów  i  organizmów  oraz 
samo-ukierunkowujących  się  osobowości  (...)  Tak  więc  terminy  takie  jak  zwrotność, 
serwomechanizmy,  systemy  cyrkularne  
i  procesy  cyrkularne  mogą  być  postrzegane  jako 
różne,  ale  jakby  nie  było  wciąż  ekwiwalenty  tych  samych  podstawowych  pojęć  (10,  s. 
190, 191)

23

Mechanizmy  „zwrotności”  osiągnęły  w  człowieku  kulminację,  a  proces  wiązania-w-czasie  uznany  być 
może  za  niespotykaną,  unikatową  organiczną  spiralę  zwrotności.  W  wykładniczej  „spiralnej  teorii” 
przytoczonej  w  Manhood  of  Humanity  (18,  s.  232  ff.)  czytamy,  że  nasza  umiejętność  wiązania-w-czasie 
jest oparta na mechanizmach zwrotnych, reakcjach łańcuchowych itd., bez których ludzie jako ludzie nie 

                                                             

22

 

 patrz (21, s. xxviii ff.). 

23

 

 Za pozwoleniem Annals of the New York Academy of Sciences i autora.  

background image

 

23 

mogliby  istnieć.  Nowe  rozumienie  ludzi  jako  wiążąca-w-czasie  klasa  życia,  wolne  od  starych 
upośledzających  mitologicznych  lub  zoologicznych  założeń  jest  jednym  z  zasadniczych  osiągnięć  na 
drodze  ku  nowej  oceny  wyjątkowej  roli  człowieka  w  świecie.  Zachęca  to  i  prowokuje  do  lepszego 
zrozumienia nas samych, nie tylko w relacji ze światem, ale także z nami samymi. 

Wierzę,  że  należy  rozpocząć  od  całkowicie  nowego  funkcjonalnego  sformułowania,  z  wynikającymi  zeń 
implikacjami,  koncepcji  „człowieka”  jako  „organizm-jako-całość-w-środowisku”,  włączając  w  to  jego 
neuro-semantyczne i neuro-lingwistyczne tła jako środowisko. 

Kończąc,  nie  mogłem  znaleźć  lepszego  podsumowania  niż  poniższy  cytat,  który  tak  pięknie  i  wnikliwie 
wyraża podstawę ludzkiej wiedzy. 

Powiedział to Cassius J. Keyser: 

...  jest  więc  oczywiste,  gdy  fakt  ten  już  został  wskazany,  że  charakter  ludzkiej  historii, 
ludzkiego zachowania i wszystkich ludzkich instytucji zależy od tego, kim człowiek jest
ale może nawet w większym stopniu od tego, kim człowiek myśli, że jest (17, s. 424)

24

 

Ta  konieczna  cecha  ludzkiego  życia  została  sformułowana  inaczej,  ale  równie  trafnie,  przez  dr  Alexis 
Carrel: 

By  podążyć  dalej,  człowiek  musi  się  stworzyć  od  nowa.  A  nie  obędzie  się  to  bez 
cierpienia, ponieważ jest on jednocześnie marmurem i rzeźbiarzem (6, s. 274). 

Arthur S. Eddington wyraża się innymi słowami: 

A  jednak,  jeśli  chodzi  o  naturę  rzeczy,  ta  wiedza  jest  jedynie  pustą  skorupą  –  formą 
symboli.  Jest  to  wiedza  strukturalnych  form,  a  nie  wiedza  zawartości.  Ta  nieznana 
zawartość przenika cały świat fizyczny i musi stanowić materię naszej świadomości. Tu, 
głęboko  w  świecie  fizyki,  leży  tajemnica  aspektów  wciąż  jednak  przez  jej  metody 
nieosiągalna. I, co więcej, odkryliśmy, że gdzie nauka postąpiła najdalej, umysł odzyskał 
z natury to, co sam w nią włożył. 

Odnaleźliśmy obce odciski stóp na lądach nieznanego. Opracowaliśmy gruntowne teorie, 
jedna  po  drugiej,  w  celu  wyjaśnienia  pochodzenia  odcisków.  W  końcu  udało  nam  się 
zrekonstruować istotę, która je pozostawiła. I spójrzcie! To my sami (9, s. 200)

25

 

Przekład Paweł Kamiński 

 

BIBLIOGRAFIA 

1. ALEXANDER, J. Successive levels of material structure. In J. Alexander (ed.), Colloid chemistry. New 
York: Reinhold Publishing Corp., 1944. Vol. V.  

2. ALEXANDER, J. Life: its nature and origin. New York: Reinhold Publishing Corp., 1948.  

3.  BOAS,  F.  Introduction.  In  Smithsonian  Institute,  U.  S.  Bureau  of  American  Ethnology,  Handbook  of 
American Indian Languages. 
Part I. Washington, D.C.:U. S. Government Printing Office, 1911.  

                                                             

24

 

 Za pozwoleniem Pani C. J. Keyser. 

25

 

 Za pozwoleniem Cambridge University Press. 

background image

 

24 

4.  BOIS,  J.  S.  A.  Executive  training  and  general  semantics.  Lakeville,  Conn.:  Institute  of  General 
Semantics, 1949. (Odbitka powielaczowa.)  

5.  CARMICHAEL,  L.,  HOGAN,  H.  P.,  &  WALTER,  A.  A.  An  experimental  study  of  the  effect  of 
language on the reproduction of visually perceived form. J. exp. Psychol., 1932, 15, 73-86.  

6. CARREL, A. Man the unknown. New York: Harper & Bros., 1935.  

7. CASSIRER, E. An essay on man. New Haven, Conn.: Yale University Press, 1944.  

8.  DE  MORGAN,  A.  Formal  logic  or  the  calculus  of  inference,  necessary  and  probable.  London:  The 
Open Court Co., 1926.  

9. EDDINGTON, A. S. Space time and gravitation: an outline of the general relativity theory. Cambridge: 
Cambridge University Press, 1920.  

10. FRANK, L. K. Foreword. In L. K. Frank, G. E. Hutchinson, W. K. Livingston, W. S. McCulloch, & N. 
Wiener, Teleological mechanisms. Ann. N. Y. Acad. Sc., 1948, 50, 189-96.  

11. HADAMARD, J. S. An essay on the psychology of invention in the mathematical field. Princeton, N. J.: 
Princeton University Press, 1945.  

12. JEVONS, W. S. The elements of logic. New York: American Book Co., 1883.  

13.JOHNSON, W. The problem of stuttering from the point of view of general semantics. In M. Kendig 
(ed.), Papers 2d Amer. Cong. General Semantics. Lakeville, Conn.: Institute of General Semantics, 1943.  

14. KELLEY, D. M. Mechanisms of magic and self-deception: the psycho-logical basis of misdirection; an 
extensional non-aristotelian method for prevention of self-deception. In M. Kendig (ed.), Papers 2d Amer. 
Cong. General
 Semantics. Lakeville, Conn.: Institute of General Semantics, 1943.  

15. KELLEY, D. M. The use of general semantics and Korzybskian principles as an extensional method of 
group  psychotherapy  in  traumatic  neuroses.  Lakeville,  Conn.:  Institute  of  General  Semantics,  1948. 
(Odbitka powielaczowa.)  

16.  KELLEY,  D.  M.  Report  in  Preface.  In  A.  Korzybski,  Science  and  sanity:  an  introduction  to  non-
aristotelian  systems  and  general  semantics  
(3d  ed.).  Lakeville,  Conn.:  International  Non-aristotelian 
Library Publishing Co., 1948.  

17.KEYSER, C. J. Mathematical philosophy: a study of fate and freedom. New York: E. P. Dutton & Co., 
Inc., 1922.  

18.  KORZYBSKI,  A.  Manhood  of  humanity:  The  science  and  art  of  human  engineering  (lst  ed.).  New 
York:  E.  P.  Dutton  &  Co.,  Inc.,  1921.  Same  (2d  ed.).  Lakeville,  Conn.:  International  Non-aristotelian 
Library Publishing Co., 1950.  

19.  KORZYBSKI,  A.  A  veteran’s  re-adjustment  and  extensional  methods,  Etc.:  A  Review  of  General 
Semantics, 
1946, 3, 254-64.  

20. KORZYBSKI, A. A non-aristotelian system and its necessity for rigour in mathematics and physics. In 
Science and sanity: an introduction to non-aristotelian systems and general semantics (3d ed.) tego samego 
autora. (Suplement III, wydanie pierwsze Science and Sanity, 1933.) Lakeville, Conn.: International Non-
aristotelian Library Publishing Co., 1948. Suplement III, str. 747-61.  

background image

 

25 

21.  KORZYBSKI,  A.  Science  and  sanity:  an  introduction  to  non-aristotelian  systems  and  general 
semantics
  (1st  ed.,  1933;  2d  ed.,  1941  ;  3d  ed.,  1948).  Lakeville,Conn.:International  Non-aristotelian 
Library Publishing Co.  

22.  KORZYBSKI,  A.  Time-binding:  the  general  theory,  Two  Papers:  1924-1926.  Lakeville,  Conn.: 
Institute of General Semantics, 1949.  

23.  KORZYBSKI,  A.  What  I  believe.  In  Manhood  of  humanity  (2d  ed.)  tego  samego  autora.  Lakeville, 
Conn.: Institute of General Semantics, 1950.  

24.  KORZYBSKI,  A.,  &  KENDIG,  M.  Foreword.  In  A  theory  of  meaning  analyzed:  Critique  of  I.  A. 
Richards’ Theory of Language 
by Thomas C. Pollock, and J. Gordon Spaulding, Elementalism: the effect 
of an implicit postulate of identity on I. A. Richards’ Theory of poetic value. Gen. Semantics Monogr. No. 
III. Lakeville, Conn.: Institute of General Semantics, 1942.  

25. LEE, DOROTHY. Being and value in a primitive culture. J. Philos., 1949, 13, 401-15.  

26. LEE, I. J. A mechanism of conflict and prejudice. In M. Kendig (ed.), Papers 2d Amer. Cong. General 
Semantics. 
Lakeville, Conn.: Institute of General Semantics, 1943.  

27. LEE, I. J. The assumptions of the arrogant. Education, 1950, 70, 509-11.  

28.  LEE,  I.  J.  How  do  you  talk  about  people?  (“Freedom  Pamphlets.”)  New  York:  American  Education 
Fellowship, 1950.  

29. LÉVY-BRUHL, L. Primitive mentality. New York: The Macmillan Co., 1923.  

30.  LIPSETT,  M.  On  the  use  of  chain-indexing  to  describe  and  analyze  the  complexities  of  a  research 
problem in bio-chemistry. General Semantics Bull., 1949-50, 1 & 2, str. 8, 9.  

31.  MARX,  K.,  &  ENGELS,  F.  Manifesto  of  the  communist  party.  Tłum.  S.  MOORE.  New  York: 
International Publishers Co., Inc., 1932.  

32.  MINKOWSKI,  H.  Space  and  time.  In  H.  A.  Lorentz,  A.  Einstein,  H.  Minkowski,  and  H.  Weyl,  The 
principle of relativity: A collection of original
 memoirs on the special and general theory of relativity. New 
York: Dodd, Mead & Co., Inc., 1923.  

33. Naval Leadership. Annapolis, Md.: U. S. Naval Institute, 1949.  

34. POINCARÉ, H, Mathematical creation. Sci. American, 1948, 179: 2, 54-57.  

35. Reader’s Digest, March, 1947.  

36. RUSSELL, B. Principles of mathematics. Cambridge: Cambridge University Press, 1903.  

37. RUSSELL, B. Our knowledge of the external world as a field for scientific method in philosophy. La 
Salle, Ill.: The Open Court Publishing Co., 1915.  

38. RUSSELL, B. Introduction to mathematical philosophy (2d ed.). NewYork: The Macmillan Co., 1920.  

39. RUSSELL, B. The analysis of matter. New York: Harcourt, Brace & Co., Inc., 1927.  

40. SAPIR, E. Conceptual categories in primitive languages. Science, 1931, 74, 578.  

background image

 

26 

41. SAPIR, E. As quoted in I. J. Lee, The language of wisdom and folly. New York:, Harper & Bros., 1949.  

42. SAUNDERS, J. A. Memorandum: the new science of general semantics. In Training of officers for the 
naval service: hearings before the Committee on Naval Affairs, U. S. Senate, 
on S. 2304. June 13 and 14, 
1946.  

43. TATUM, G. L. Preliminary investigation of a procedure for conditioning for discussion. Unpublished 
master’s thesis, School of Speech, Northwestern University, Evanston, Ill., 1948.  

44. THOMPSON, L. In quest of an heuristic approach to the study of mankind. Phil. Sci., 1946, 13, 53-66.  

45.  U.  S.  Senate  Calendar  No.  549,  Report  No.  551,  July  28,  1945.  Establishing  a  research  board  for 
national security, 
submitted by Senator Byrd.  

46. U. S. SENATE COMMITTEE ON NAVAL AFFAIRS. A scientific evaluation of the proposal that the 
War  and  Navy  Departments  be  merged  into  a  single  Department  of  National  Defense,  March  13,  1946. 
Washington, D. C.: U. S. Government Printing Office, 1946.  

47. WEYL, H. The mathematical way of thinking. Science, 1940, 92, 437-46. (See also H. Weyl in Studies 
in the history of science
. Philadelphia: University of Pennsylvania Press, 1941.)  

48.  WHITEHEAD,  A.  N.  The  principle  of  relativity  with  applications  to  physical  science.  Cambridge: 
Cambridge University Press, 1922.  

49. WHITEHEAD, A. N. Process and reality. New York: The Macmillan Co., 1929.  

50. WHORF, B. L. Languages and logic. The Technology Review (Mass. Inst. of Technology), 1941, 43, 
No. 6. Also in M. Kendig (ed.), Papers 2d Amer. Cong. General Semantics. Lakeville, Conn.: Institute of 
General Semantics, 1943.  

51. WITTGENSTEIN, L. Tractatus logico-philosophicus. New York: Harcourt, Brace & Co., Inc., 1922.  

 

 

 

LITERATURA UZUPEŁNIAJĄCA 

CANTRIL,H.,  AMES,  A.,  JR.,  HASTORF,  A.  H.,  &  ITTELSON,  W.  H.  Psychology  and  scientific 
research. Science, 1949, 110, 461-64, 491-97, 517-22.  

CASSIRER, E. Substance and function and Einstein’s theory of relativity. Translated by W. C. SWABEY 
and MARIE C. SWABEY. La Salle, Ill.: The Open Court Publishing Co., 1923.  

FARRINGTON,  B.  Greek  science:  its  meaning  for  us  (Thales  to  Aristotle).  Harmondsworth,  England: 
Penguin Books, 1944.  

FRANK,  P.  Einstein:  his  life  and  times.  New  York:  Alfred  A.  Knopf,  Inc.,  1947.  FRANK,  P.  Modern 
science and its philosophy. 
Cambridge, Mass.: Harvard University Press, 1949.  

GEORGE,  W.  H.  The  scientist  in  action:  a  scientific  study  of  his  methods.  New  York:  Emerson  Books, 
Inc., 1938.  

HALL, R. A., JR. Leave your language alone! Ithaca, N. Y.: Linguistica, 1950.  

KEYSER, C. J. The human worth of rigorous thinking. New York: Columbia University Press, 1925.  

background image

 

27 

KEYSER, C. J. Mathematics as a culture clue; and other essays. New York: Scripta Mathematica, Yeshiva 
University, 1947.  

LEE, I. J. The language of wisdom and folly. New York: Harper & Bros., 1949.  

LÉVY-BRUHL,  L.  How  natives  think.  Translated  by  LILIAN  A.  CLARE.  New  York:  Alfred  A.  Knopf, 
Inc., 1923.  

MEYERS,  R.  The  nervous  system  and  general  semantics.  III.  Perceptual  response  and  the  neurology  of 
abstraction. Etc.: A Review of General Semantics, 1949, 6, 169-96.