background image

Melanie Milburne

Ślub w Rzymie

background image

Rozdział 1

Anna z przerażeniem patrzyła na poważną twarz lekarza.

– Chce pan powiedzieć, że... on umrze?

–   Bez   prywatnego   ubezpieczenia,   w   publicznym   systemie   opieki 

zdrowotnej syn pani będzie musiał poczekać na operację co najmniej rok, 

a może nawet półtora.

– Ale mnie nie stać na prywatne ubezpieczenie – wykrztusiła  Anna 

przez   zaciśnięte   gardło.   –   Już   teraz   z   trudem   radzę   sobie   nawet   z 

utrzymaniem nas obydwojga!

– Zdaję sobie sprawę z trudności, jakie napotykają samotne matki, takie 

jak pani – odrzekł lekarz bez śladu współczucia, którego w tej chwili tak 

bardzo   potrzebowała.   –   Ale   publiczny   system   opieki   zdrowotnej   jest 

przeciążony i bliski całkowitej zapaści. Życie pani syna na krótką metę nie 

jest zagrożone, ale tę dziurę w sercu trzeba załatać, zanim doprowadzi do 

trwałych szkód. – Przerzucił notatki na biurku i dodał jeszcze: – Jeśli uda 

się pani znaleźć jakiegoś sponsora i zebrać fundusze, to operacja mogłaby 

się odbyć w ciągu miesiąca w Centrum Chirurgii Serca w Melbourne.

Anna nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Ledwie było ją stać na 

bilet tramwajowy do miasta. Co tu mówić o operacji przeprowadzonej w 

jednym z najlepszych szpitali w kraju!

– Ile... to by kosztowało? – wyjąkała, nieświadomie zsuwając się na 

brzeżek krzesła.

Lekarz przez chwilę milczał, jakby obliczał coś w myślach, po czym 

wymienił sumę. Gdy Anna ją usłyszała, zaparło jej dech i omal nie spadła 

z krzesła.

background image

– Aż tyle? – wykrztusiła.

–   Obawiam   się,   że   tak.   Sammy   musiałby   pozostać   w   szpitalu   co 

najmniej przez dziesięć dni. To znacznie podwyższa koszty. A jeśli będą 

jakieś komplikacje...

Anna z przerażeniem przełknęła ślinę.

– Jakie komplikacje?

–   Pani   Stockton,   każda   operacja   to   ryzyko,   a   operacja   serca   u 

trzyletniego dziecka, to szczególnie delikatna sprawa. Zagrożeń jest wiele: 

na przykład infekcja, niepożądane reakcje na leki i tak dalej. – Lekarz 

zamknął   teczkę   leżącą   na   biurku   i,   odchylając   się   na   oparcie   krzesła, 

przesłał jej uśmiech, który chyba miał jej dodać otuchy. – Proponuję, by 

poszła   pani   teraz   do   domu,   podzwoniła   po   znajomych   i   krewnych   i 

poszukała   kogoś,   kto   mógłby   pokryć   koszty.   W   ten   sposób   pani   syn 

miałby szansę na szybkie i szczęśliwe rozwiązanie sytuacji.

Anna westchnęła w duchu, podnosząc się z miejsca. Poza siostrą miała 

bardzo niewielu krewnych. A znajomi?

Gdy   przed   czterema   laty   wróciła   do   kraju,   ostatnią   rzeczą,  o   jakiej 

myślała, było zbudowanie sieci wspierających przyjaciół; wtedy myślała 

tylko o tym, by stworzyć jak największy dystans między sobą a rodziną 

Ventressich. Niemal każdego dnia myślała o swoim byłym narzeczonym 

Franku i jego bracie Carlu... Teraz też z trudem odganiała te myśli od 

siebie. Okropne oskarżenia wciąż dźwięczały jej w głowie i wiedziała, że 

gdyby tylko poddała się im.

Po ulicy przelewał się tłum ludzi wędrujących od sklepu do sklepu, od 

biura do biura. Niezwykły jak na listopad upał powiększał jeszcze ogólne 

zniecierpliwienie.   Marzyła   o   czymś   zimnym   do   picia.   Zerknęła   na 

background image

zegarek: jeszcze przez godzinę nie musiała wracać do domu, gdzie pod 

opieką   Jenny,   jej   młodszej   siostry,   czekał   na   nią   synek.   Zauważyła   w 

pobliżu kawiarnię i ruszyła w tę stronę. Gardło miała wyschnięte, tania 

bawełniana bluzka na plecach była zupełnie mokra od potu. Przechodząc 

obok   szyby   wystawowej,   zauważyła,   że   jej   jasne   włosy   opadają   na 

ramiona w strąkach. Wyglądała niechlujnie i przygnębiająco.

Tylko jeden stolik był wolny. Znajdował się na samym końcu kawiarni, 

w   ciemnym   kącie,   toteż   gdy   Anna   dostrzegła   sylwetkę   wysokiego 

mężczyzny przy sąsiednim stoliku, było już za późno. Mężczyzna patrzył 

wprost na nią. Było już za późno, by się wycofać... o wiele za późno.

Podniósł   się   z   niedbałym   wdziękiem,   charakterystycznym   dla 

wszystkich mężczyzn z jego rodziny, i stanął tuż przy jej stoliku.

– Witaj, Anno – odezwał się aksamitnym głosem, na dźwięk którego 

przeszył ją dreszcz i natychmiast powróciły wspomnienia czasu, gdy przez 

chwilę życie wydawało jej się wielką obietnicą niezmąconego szczęścia.

– Franko... – wykrztusiła. Samo wypowiedzenie jego imienia sprawiało 

jej ból.

– Czy mogę się do ciebie przysiąść? – Nie czekając na odpowiedź, 

odsunął sobie krzesło i usiadł.

Anna zresztą i tak nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa. Miała 

wrażenie, że usta zamarzły jej na lód.

– Ile to już lat? – zapytał, przebiegając wzrokiem po jej postaci. – Trzy? 

Cztery?

Te słowa, rzucone lekkim tonem, kompletnie wytrąciły ją z równowagi. 

Ona   sama   mogła   mu   dokładnie   podać   liczbę   dni,   które   minęły   od   ich 

rozstania; pamiętała to dokładnie niemal co do minuty. Pamiętała również 

background image

ostatnie   słowa,   jakie   wykrzyczał   do   niej   w   gniewie.   Podniosła   wyżej 

głowę i spojrzała na niego ponad stolikiem.

– Nie pamiętam. To było tak dawno.

– To prawda. – Siedział rozluźniony i taksującym spojrzeniem obrzucał 

jej   oblaną   rumieńcem   twarz.   –   Co   u   ciebie   słychać?   Wyglądasz   na... 

przygnębioną.

– Wszystko w porządku, dziękuję – odrzekła, spuszczając wzrok.

Podeszła do nich kelnerka i, zanim Anna zdążyła otworzyć usta, Franko 

już zamówił sok ze świeżych pomarańczy dla niej i kawę ristretto dla – 

Mogłeś mnie  przynajmniej zapytać o zdanie – prychnęła, gdy kelnerka 

odeszła. – Skąd wiesz, że nie chciałam czegoś innego?

– A chciałaś coś innego? – zapytał bez żadnych emocji.

– Nie, ale nie w tym rzecz!

– A w czym?

No   właśnie,   zastanowiła   się.   Nie   było   sensu   się   z   nim   spierać; 

wiedziała,   że   bez   względu   na   to   jaką   taktykę   obierze,   Franko   zawsze 

będzie górą.

Zatrzymała   wzrok   na   wazoniku   z   kwiatkami   i   zapytała   z   udawaną 

obojętnością:

– Co cię sprowadziło do Melbourne?

– Interesy. Nasza firma rozwinęła się. Mamy teraz filie zarówno tutaj, 

jak   i   w   Sydney.   Hossa   na   rynkach   nieruchomości   bardzo   nam   się 

przysłużyła. Przyjechałem, żeby rozejrzeć się w tym, co mamy.

Zerknęła na niego ukradkiem. Zauważyła, że on nie spuszcza z niej 

wzroku,  i poczuła  się  jak jedna  z kontrolowanych  nieruchomości.   Gdy 

kelnerka   przyniosła   im   zamówienie,   Anna   skorzystała   z   okazji   i 

background image

zatrzymała  wzrok na twarzy Franka  odrobinę dłużej. Nadal był bardzo 

przystojny,   jak   zresztą   wszyscy   mężczyźni   z   rodziny   Ventressich, 

włącznie z Carlem, jego bratem. Ale podczas gdy Carlo był niższy, ze 

skłonnościami   do   nadwagi,   sylwetka   Franka   nie   pozostawiała   nic   do 

życzenia; widać było, że regularnie odwiedza siłownię. Włosy i oczy miał 

kruczoczarne,   twarz   pokrytą   cieniem   zarostu,   a   usta   o   zdecydowanym 

wykroju.   Anna   pamiętała,   że   te   usta   czasami   przybierały   łagodniejszy 

wyraz,   przy   innych   okazjach   jednak   padały   z   nich   ostre,   raniące   jak 

brzytwa słowa. O tym również wiedziała z gorzkiego doświadczenia.

– Jak długo zamierzasz zostać w Australii? – zapytała, by wypełnić 

czymś niezręczne milczenie.

–   Trzy   miesiące,   może   trochę   dłużej   –   odrzekł   z   namysłem,   nie 

spuszczając z niej badawczego wzroku.

Upiła łyk soku i drżącą dłonią odstawiła szklankę na stolik.

– Jak się miewa twój syn?

Omal nie przewróciła szklanki. Skąd wiedział?!

– Mój syn... – wykrztusiła. – Akurat teraz... miewa się niezbyt dobrze.

– Przykro mi to słyszeć.

– Naprawdę? – zapytała, cynicznie patrząc mu prosto w oczy.

–   To   tylko   dziecko   –   odpowiedział   spokojnie.   –   Żadne   dziecko   nie 

zasługuje na to, by chorować. Co mu jest?

Już miała opowiedzieć mu całą historię, ale ugryzła się w język i dla 

uspokojenia znów sięgnęła po szklankę. Zapadło ciężkie milczenie.

– Ile on ma lat? – zapytał w końcu Franko.

– Trzy.

– Widuje się czasem ze swoim ojcem?

background image

– Nie – odrzekła, zaciskając dłoń na zimnym szkle.

– A gdzie on teraz jest?

– Z moją siostrą.

– Chodziło mi o jego ojca.

Niepewnie podniosła na niego wzrok.

– Nie mam pojęcia.

Franko głośno wciągnął oddech.

– A czy w ogóle wie o tym, że ma syna?

– Nie. Ale gdybym miała jakiekolwiek podstawy, by przypuszczać, że 

ta wiedza jest mu do czegoś potrzebna, tobym mu powiedziała – odparła 

Anna, doskonale zdając sobie sprawę, że kłamie.

Brat Franka, Carlo, był ostatnią osobą na świecie, której powiedziałaby 

o istnieniu Sammy’ego. Nawet gdyby jej własne życic albo, nie daj Boże, 

życie Sammy’ego miało od tego zależeć.

– A jak się miewa twoja siostra?

Poczuła wdzięczność za zmianę tematu i odpowiedziała potokiem słów.

– Jenny miewa się doskonale. Skończyła pierwszy rok studiów i zdała 

wszystkie egzaminy z wyróżnieniami.

– To spore osiągnięcie – zauważył.

Powiedz   to   głośno,   pomyślała   Anna.   Powiedz,   jak   wielkim 

osiągnięciem   jest   to   dla   dziewczyny,  która   nie   słyszy   nawet,   gdy   ktoś 

wołają po imieniu. Ale te słowa, przepełnione goryczą, nie przeszły jej 

przez gardło. Schowała uczucia za obojętną maską i spojrzała mu prosto w 

twarz.

– A jak się czuje twoja matka?

– Bardzo dobrze. Nie może się nacieszyć wnukami.

background image

Anna poczuła ucisk w żołądku. 

– Masz dzieci? – zapytała mimowolnie.

– Nie ja. Moja siostra, Giulia. Ma już trójkę.

Wspomnienie Giulii sprawiło Annie przyjemność. Siostra Franka była 

ogromnie sympatyczną osobą i szczerze lubiła zarówno Annę, jak i Jenny.

– Sądziłam, że ty też już zdążyłeś się ożenić – powiedziała, wpatrując 

się w pestkę pomarańczy na dnie szklanki.

– Nie darzę już małżeństwa szczególnym nabożeństwem.

Nie mogła go za to winić. Po tym, co mu zrobiła, miał pełne prawo do 

cynizmu.

–   Muszę   już   iść   –   wymamrotała,   odsuwając   krzesło   i   sięgając   po 

torebkę.

Franko jednak wyciągnął rękę i przytrzymał jej dłoń.

– Nie.

Poczuła, jak od jego dotyku przez cale jej ciało przebiegi prąd.

– Chciałbym z tobą jeszcze porozmawiać.

– Muszę wracać do Sammy’ego. Spóźnię się na tramwaj...

– Podwiozę cię.

–   Nie   –   zaprotestowała,   próbując   wyswobodzić   rękę.   –   Mieszkam 

daleko, a poza tym...

– Gdzie mieszkasz?

Miała ochotę podać mu nazwę jakiejś miejscowości odległej o pięćset 

kilometrów, ale wszystkie nazwy wyparowały jej z głowy.

– Gdzie mieszkasz, Anno? – powtórzył.

– W St. Kilda – wymamrotała, spuszczając wzrok.

– Nie wydaje mi się, żeby to było bardzo daleko – skomentował sucho.

background image

– Owszem, daleko, jeśli musisz iść piechotą.

– Nie masz pieniędzy na samochód albo na komunikację publiczną?

– Mam tyle, że mi wystarcza – oburzyła się, podnosząc głowę wyżej.

– Pracujesz?

– Tylko mężczyzna, który nigdy nie miał dziecka, może zadać takie 

pytanie!

Zignorował jej sarkazm i zapytał jeszcze raz:

– Pracujesz poza domem?

– Mam dwie prace.

–   Widzę,   że   jesteś   kobietą   skupioną   na   karierze   –   rzekł   przeciągle, 

puszczając jej rękę.

Jakoś   nigdy   nie   uważała   sprzątania   w   hotelu   ani   pracy   w   barze   za 

szczególnie istotne szczeble w rozwoju kariery zawodowej, ale z drugiej 

strony, nigdy też nie sądziła, że w wieku dwudziestu pięciu lat zostanie 

samotną matką.

–   Lubię   niezależność.   –   Roztarła   przegub,   rzucając   mu   krzywe 

spojrzenie.

– Nic pamiętam, żeby kiedyś tak ci na tym zależało.

Miała już dość tych wzmianek o przeszłości.

– Naprawdę muszę już iść...

– Chciałbym z tobą porozmawiać dłużej – powiedział jeszcze raz. – 

Powspominać stare czasy...

– Nie mam nic do opowiadania.

Odchylił się do tylu na krześle i przez dłuższą chwilę patrzył na nią bez 

słowa. Musiała zebrać wszystkie siły, by znieść ten wzrok z pozornym 

opanowaniem. W głowie czuła pustkę, miała wrażenie, że wisi zawieszona 

background image

w próżni, jak w koszmarnym śnie; przeszło jej przez myśl, że za chwilę się 

obudzi i przekona, iż jest sama w kawiarni, a po drugiej stronie stolika stoi 

tylko puste krzesło.

– Nie masz mi nic do powiedzenia po czterech latach? – zdziwił się.

– Nic mi nie przychodzi do głowy.

Coś w jego wzroku ostrzegło ją, że wzbiera w nim gniew. Powietrze 

wokół nich stało się ciężkie od napięcia; Anna miała wrażenie, że brakuje 

jej tlenu.

– Przepraszam, naprawdę muszę już iść. – Podniosła się zdecydowanie 

i poczuła ulgę, widząc, że tym razem Franko jej nie zatrzymuje.

– Zobaczymy się jeszcze – powiedział tylko, również się podnosząc.

Rzucił na stolik kilka banknotów i wyszedł z kawiarni. Patrzyła za nim, 

ale nie odwrócił się więcej.

Sammy powitał ją entuzjastycznie jak zwykle. Patrząc na syna, Anna 

odniosła wrażenie, że jego usta przybrały sinawe zabarwienie; z pewnością 

nie wyglądały tak jeszcze tego dnia z rana.

– Witaj, kochanie – powiedziała,  całując go w policzki i w czubek 

perkatego nosa. – Byłeś grzeczny? Nie sprawiałeś kłopotu cioci Jenny?

– Byłem bajdzo grzeczny. Najisowałem ci objazek, zobacz!

Podsunął   jej   pod   nos   kartkę   papieru.   Anna   pochyliła   się,   żeby   się 

przyjrzeć. Zobaczyła na obrazku cztery patykowate postacie ludzkie. Trzy 

z nich rozpoznała natychmiast – to była ona sama, Jenny oraz Sammy.

–   Bardzo   ładne,   ale   kto   to   jest?   –   zapytała,   wskazując   na   czwartą 

postać.

– To mój tatuś – oznajmił chłopiec. – Ja też chcę mieć tatusia, takiego 

background image

samego jak Davey. Mogę takiego dostać?

Anna poczuła ulgę na myśl, że jej syn jest jeszcze za mały, by pojąć 

wszystkie komplikacje swojej sytuacji. No tak, pomyślała. Tato Daveya 

jest   łagodnym   chirurgiem   laryngologiem,   a   nie   prostakiem,   któremu 

chodzi tylko o to, żeby zaciągnąć kobietę do łóżka...

Opanowała mdłości i posłała synowi blady uśmiech.

– Muszę nad tym pomyśleć. Może teraz pójdziemy zobaczyć, co robi 

ciocia Jenny?

Jenny stalą przy stole w kuchni, marszcząc czoło nad przepisem, który 

miała zamiar wypróbować. Anna postukała ją w ramię.

– Jak poszło? – zapytała jej siostra językiem migowym.

Anna z westchnieniem usiadła przy stole i powiedziała powoli, tak żeby 

Jenny mogła odczytać słowa z ruchu warg:

– Potrzebna jest operacja. Bardzo kosztowna operacja.

– Ile? – zapytała Jenny.

Jej głos był nieco zniekształcony w sposób typowy dla osób zupełnie 

nie  słyszących,  Anna  jednak  przywykła  do  jego  brzmienia  i  doskonale 

rozumiała każde słowo. Wymieniła astronomiczną sumę, którą podał jej 

lekarz. Jenny skrzywiła się boleśnie.

– I co zrobimy?

–   Nie  wiem.   –   Anna   znowu   westchnęła.   –   Nie  mam  najmniejszego 

pojęcia.

– Poszukam pracy! – zamigała Jenny tak szybko, że Anna z trudem 

mogła nadążyć za ruchem jej dłoni.

– Nie. W tej rodzinie potrzebny jest ktoś po studiach i to masz być ty. 

Jeśli zgodzisz się zostać z Sammym w weekendy, to wezmę dodatkowe 

background image

dyżury... Jakoś damy radę. Musimy.

Hotel  miejski,   w którym pracowała,   w weekend  był wypełniony   po 

brzegi. Praca była ciężka i żmudna, ale Anna musiała zebrać pieniądze na 

operację, nawet gdyby miała paść z wyczerpania.

Podczas   pierwszej   rundy   po   pokojach   zdjęła   pościel   z   łóżek, 

posprzątała łazienki, zaniosła do nich świeże ręczniki i mydło. Pracowała 

jak automat, nie pozwalając sobie nawet na chwilę oddechu w obawie, by 

zdradzieckie myśli nie powędrowały natychmiast do Franka.

Sama   przed   sobą   nie   chciała   przyznać,   jak   bardzo   poruszyło   ją   ich 

spotkanie.   Nie   wspomniała   o   niczym   Jenny,   choć   miała   na   to   ochotę. 

Siostra jednak nie znała dokładnie całej historii; nie wiedziała, dlaczego 

Anna zerwała z Frankiem,  teraz więc nie było sensu wyciągać starych 

brudów. To wszystko było zbyt bolesne.

Gdy   zaledwie   dwa   lata   po   śmierci   ich   ojca   matka   również   zmarła, 

Jenny   była   tak   zrozpaczona,   że   wpadła   w   głęboką   depresję.   Jedynym 

lekarstwem   dla   siostry,   jakie   wówczas   przyszło   Annie   do   głowy,   była 

zmiana otoczenia, zorganizowała więc tani wyjazd na wakacje. Zwiedziły 

wtedy Wyspy Brytyjskie i większa, część Europy. Gra okazała się warta 

świeczki;   nawet   w   tak   smutnych   okolicznościach   wakacje   były   bardzo 

udane i nastrój Jenny wkrótce się poprawił.

Pod   koniec   podróży   dotarły   do   Rzymu   i   wtedy   zdarzyło   się 

nieszczęście. Usiłując porozumieć się z recepcjonistą w tanim hoteliku, 

Anna na chwilę spuściła z oczu torbę, w której były pieniądze i dokumenty 

ich   obydwu.   Przekonana,   że   siostra   stoi   obok   niej   i   pilnuje   dobytku, 

odwróciła się po chwili, ale nie zobaczyła ani torby, ani siostry.

background image

Recepcjonistka   nie   okazała   się   zbyt   pomocna,   tak   więc   po   chwili 

obydwie   znalazły   się   na   ulicy.   Anna   próbowała   pocieszyć   szlochająca 

Jenny, ale sama również nie miała pojęcia, co robić dalej.

Wysoki mężczyzna o kruczoczarnych, lśniących w słońcu włosach, z 

teczką   w   ręku,   zatrzymał   się   obok   nich   i   pozdrowił   je   w   doskonalej 

angielszczyźnie. Jedynie akcent i zbyt wyraźna dykcja zdradzały, że nie 

jest to jego ojczysty język.

– Dzień dobry – powiedział. – Co się paniom stało?

Pierwszą   rzeczą,   która   przyciągnęła   uwagę   Anny,   było   ciepłe 

spojrzenie   jego   ciemnych   oczu,   spoglądających   na   zalaną   łzami   twarz 

Jenny.

–   Ktoś   ukradł   torebkę   z   naszymi   paszportami.   Dopiero   tu 

przyjechałyśmy – wyjaśniła. – Czy mógłby pan nam powiedzieć, gdzie jest 

najbliższy posterunek policji?

Mężczyzna sięgnął po plecaki i z łatwością podniósł obydwa naraz.

– Najlepiej będzie, jeśli sam tam panie zaprowadzę. To niedaleko, tylko 

kilka ulic. Najszybciej będzie piechotą.

Owszem, Anna była w stanie w to uwierzyć. Nawet według standardów 

z   Melbourne   ulica   była   zupełnie   zakorkowana,   a   skutery,   śmigające   z 

rykiem   między   uwięzionymi   w   korkach   samochodami,   jeszcze 

powiększały   wrażenie   kompletnego   chaosu.   Ruszyły   za   wysokim 

mężczyzną   i   po   raz   pierwszy   od   dawna   Annę   ogarnęło   poczucie 

bezpieczeństwa.

– Nazywam się  Franko Ventressi  – przedstawił się  ich wybawca. – 

Razem z bratem Carlem prowadzę firmę Ventressi Developments. Czy po 

raz pierwszy jesteście w Rzymie?

background image

– Tak. Właściwie wracamy już do domu, do Australii. Nazywam się 

Anna Stockton, a to jest moja siostra Jenny.

Franko   rzucił   im   uśmiech,   od   którego   serce   Anny   momentalnie 

stopniało, i uścisnął ich dłonie w formalnym powitaniu. Od jego dotyku 

Annę przeszył dreszcz; szybko cofnęła rękę.

Złożenie meldunku na policji z pomocą Franka trwało zaledwie kilka 

minut.   Gdyby   musiały   radzić   sobie   same,   mając   tylko   rozmówki 

angielsko-włoskie,   zapewne   spędziłyby   na   posterunku   pól   dnia.   Anna 

czuła do niego coraz większą wdzięczność; nie wyobrażała sobie, jak by 

sobie poradziły, gdyby nie on.

Pomógł   im   wypełnić   papiery,   zaprowadził   do   ambasady,   a   gdy   już 

wszystko   było   załatwione,   zabrał   do   zacisznej   kawiarni   i   kupił   coś 

zimnego do picia.

– Nic wiem, jak mam ci dziękować – powiedziała Anna. – Tak wiele 

dla nas zrobiłeś!

Franko tylko pobłażliwie machnął ręką.

–   Żaden   problem.   Ja   też   mam   siostrę   i   chciałbym,   by   czuła   się 

bezpiecznie w obcym kraju.

Poczuła, że rumieni się pod jego uważnym spojrzeniem.

– Twoja siostra jest bardzo małomówna – zauważył.

Anna potrząsnęła głową.

– Nie. – Jenny nie słyszy. Straciła słuch, gdy miała dwa lata, ale potrafi 

czytać z ruchu warg, tylko trzeba mówić wolno. Umie też mówić, tylko że 

jest trochę nieśmiała w towarzystwie osób, których nie zna.

– Rozumiem.

Nie minęło jednak wiele czasu, a Anna zauważyła, że Jenny straciła 

background image

swoja,   wcześniejszą   rezerwę   i   pogodnie   rozmawiała   z   Frankiem.   Tym 

trudniej było jej odmówić, gdy zaproponował, by zatrzymały się w jego 

rodzinnym domu.

–   Nie   macie   gdzie   mieszkać   –   przekonywał   ją.   –   Nie   musicie   się 

niczego   obawiać.   Moja   matka   i   brat   będą   służyć   za   przyzwoitki. 

Oddałbym wam do dyspozycji swoje mieszkanie, ale właśnie trwa tam 

remont. Sam też przeprowadziłem się chwilowo do mamy i Carla, żeby nie 

wdychać oparów farb.

Anna   szybko   przesygnalizowała   Jenny   treść   jego   słów.   Na   twarzy 

siostry ukazał się uśmiech szczerej ulgi.

–   Mam  samochód   niedaleko   stąd,   stoi   przy   budynku   firmy   –   dodał 

Franko i poprowadził je na parking.

Anna pochwyciła pełen entuzjazmu uśmiech siostry i odpowiedziała jej 

uniesieniem brwi. Franko Ventressi niewątpliwie był najprzystojniejszym i 

najbardziej   szarmanckim   mężczyzną,   jakiego   dotychczas   poznała. 

Podobała jej się jego determinacja widoczna we wszystkim, co robił, a 

także   szacunek  dla   niepełnosprawności   jej   siostry,   widoczny   choćby   w 

tym, że gdy mówił, ustawiał się twarzą w kierunku Jenny, by mogła czytać 

z jego warg.

Jenny   była   nim   oczarowana   jak   nastolatka,   Anna   jednak,   gdy   jego 

brązowe oczy zatrzymywały się na jej twarzy, w każdym calu czuła się 

kobietą.

To było pożądanie.

Gdy wreszcie dotarła do ostatniego apartamentu na luksusowym piętrze 

prezydenckim, bolały ją plecy, a wilgotne włosy przyklejały się do czoła 

background image

pod czepkiem pokojówki. Jak zwykle zastukała do drzwi głośno i szybko, 

wołając:

– Obsługa!

Nic   usłyszała   żadnej   odpowiedzi,   więc   sięgnęła   po   klucz   i   weszła, 

ciągnąc za sobą wózek z przyborami do sprzątania.

Był to największy apartament w całym hotelu. Z okien rozciągał się 

wspaniały widok na miasto i tereny parkowe położone wzdłuż rzeki Yarra. 

Wystrój pokoi był bogaty, dostosowany do arystokratycznych gustów, w 

mocnych, nasyconych barwach.

Naraz   poczuła   się   nieswojo,   choć   w   pierwszej   chwili   nie   wiedziała 

dlaczego. Może to przez ten obrzydliwy przepych, przemknęło jej przez 

głowę. W tych wnętrzach jeszcze dotkliwiej czuła własne ubóstwo.

Nie, to było coś innego: wrażenie, że ktoś się jej przygląda. Ale takie 

wrażenie nie opuszczało jej od dnia, gdy Carlo pokazał jej na fotografiach, 

co robił z nią we własnym łóżku...

Odepchnęła od siebie  te myśli i jednym ruchem ściągnęła  pościel z 

wielkiego   łoża,   a   potem   sięgnęła   po   czyste   prześcieradła   złożone   na 

wózku. Rozłożyła prześcieradło na łóżku, starannie wepchnęła brzegi pod 

materac   i   wygładziła   wszystkie   fałdki,   a   potem   zajęła   się   poduszkami. 

Przy czwartej z kolei poczuła znajomy, cytrusowy zapach. Nie potrafiła się 

oprzeć:   przysunęła   poszewkę   do   twarzy   i   głęboko   wciągnęła   woń   w 

nozdrza. Tego zapachu używał kiedyś Franko...

Wzięła się w garść i pochyliła się po narzutę leżącą na podłodze. Naraz 

w zasięgu jej wzroku pojawiła się para męskich butów. Nad butami były 

spodnie w grafitowym kolorze o ostrych jak brzytwy kantach.

Powoli, bardzo powoli Anna powiodła wzrokiem w górę.

background image

– A więc znów się spotkaliśmy. Anno – powiedział Franko przeciągle. 

– I to w mojej sypialni.

background image

Rozdział 2

Anna patrzyła na niego, oszołomiona.

– Ty... ty tu mieszkasz?!

Jego ciemne oczy obiegły całą jej postać, przyodzianą w czarno-biały 

mundurek pokojówki, po czym powoli wróciły do twarzy.

– Jak widzisz.

– Zaraz... zaraz tu skończę – wymamrotała i sięgnęła po narzutę, ale 

Franko wysunął nogę i przydeptał tkaninę butem.

– Zostaw to.

– Muszę skończyć sprzątanie.

–   Powiedziałem,   zostaw   –   powtórzył   stanowczo,   nie   pozwalając   jej 

wyszarpnąć narzuty.

Cofnęła rękę, wyprostowała się i otarła wilgotne dłonie o fartuszek. 

Franko był wyraźnie zły.

– Co ty właściwie wyprawiasz? Pracujesz jako sprzątaczka w hotelu? – 

prychnął, przeszywając ją świdrującym spojrzeniem.

Anna dumnie podniosła głowę.

– Ktoś to musi robić.

– Mówiłaś, że masz dwie prace. Na czym polega ta druga?

– Pracuję w barze – odrzekła z godnością.

Franko ze złością wciągnął oddech i zaklął pod nosem.

– Dlaczego?!

– Najprostszy pod słońcem powód. Dla pieniędzy.

– Jesteś biedna? – Zmarszczył czoło.

– W porównaniu do ciebie, tak.

background image

– Nie baw się słowami! – parsknął. – Po prostu odpowiedz. Czy masz 

kłopoty finansowe?

Miała wielką ochotę zaprzeczyć, ale przed oczami stanął jej Sammy. 

Nie mogła stracić dziecka z powodu głupiej dumy.

– Tak – powiedziała, spuszczając wzrok.

–   Co   to   za   kłopoty?   –   drążył   Franko,   ale   jego   ton   zaskakująco 

złagodniał.

– Sammy... musi przejść operację. Nie mam prywatnego ubezpieczenia, 

a jeśli będę czekać w kolejce w publicznej służbie zdrowia, to... może być 

za późno.

– A co mu jest?

– Ma wadę serca.

– Poważną?

Anna wzięła głęboki oddech.

– Bez operacji nie dożyje dorosłego wieku.

–   Ile   ma   kosztować   ta...   operacja?   –   zapytał   po   chwili   i   nawet   nie 

mrugnął okiem, gdy Anna wymieniła sumę.

Dla mego była to drobnostka, niemal kieszonkowe; dla niej te pieniądze 

miały wagę życia jej dziecka. Przyglądała mu się kątem oka. Zastanawiał 

się nad czymś... wyraźnie coś przemyśliwał.

–   Być   może   mógłbym   ci   pomóc   –   rzekł   po   kolejnej   chwili 

strategicznego milczenia.

– Dlaczego miałbyś to zrobić? – zapytała podejrzliwie.

– Mam swoje powody – odrzekł z kamienną twarzą.

– Chcesz mi pożyczyć te pieniądze?

– Nie.

background image

– Nie?

– Nie – powtórzył, potrząsając głową.

Anna poczuła niejasny niepokój.

– To co w takim razie?

– Zapłacę za operację Sammy'ego, ale pod pewnymi warunkami.

– Co to za warunki? – zapytała, z trudem przełykając ślinę.

Franko z determinacją wpatrywał się w jej twarz.

– Możesz ocalić życie swojego syna, ale pod warunkiem, że zgodzisz 

się w zamian zrobić coś dla mnie.

– Zrobię wszystko. Zęby go ocalić. Wszystko, czego tylko zechcesz.

Przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu.

–   Bardzo   się   cieszę,   że   się   zgadzasz,   bo   oczekiwałem   znacznie 

większego oporu z twojej strony.

Anna poczuła na plecach zimny dreszcz.

– Co mam zrobić?

–   Sądziłem,   że   do   tej   pory   sama   się   tego   domyślisz   –   rzekł   ze 

zdziwieniem, obrzucając wymownym spojrzeniem całą jej sylwetkę.

– Nic mam pojęcia, o czym mówisz – wyjąkała, choć zimne przeczucie 

stawało się coraz wyraźniejsze.

– Naprawdę? – spytał kpiąco.

–   Obawiam   się.   że   mam   bardzo   niewiele   doświadczenia   w 

odszyfrowywaniu motywacji innych ludzi.

– Ale za to jesteś doświadczona w innych sprawach, prawda?

Nie pokazała po sobie, jak bardzo ta uwaga była dla niej bolesna; nie 

chciała mu dać tej satysfakcji.

– Mam wystarczająco dużo doświadczenia, by zdawać sobie sprawę, że 

background image

twoja propozycja nie jest czysto charytatywna.

– Doskonale to odgadłaś.

– Powiedz to wreszcie. Przez jakie tortury mam przejść?

Franko ekspresyjnie uniósł brwi.

– Tortury? Podoba mi się to słowo.

– Nie baw się ze mną w kotka i myszkę. Powiedz wreszcie, czego 

chcesz.

Przez   nieskończenie   długą   chwilę   przyglądał   się   grze   emocji   na   jej 

twarzy. Miała ochotę wybiec z pokoju i zatrzasnąć za sobą drzwi, ale nie 

mogła tego zrobić; tej bitwy nie toczyła dla siebie.

–   Proszę   cię,   Franko   –   rzekła   niemal   błagalnie,   tonem,   na   dźwięk 

którego jej samej zebrało się na mdłości.  – Proszę, nie utrudniaj mi tej 

sytuacji jeszcze bardziej.

– Rozmowa ze mną jest dla ciebie trudna?

Miała   ochotę   wykrzyknąć:   trudno   mi   nawet   na   ciebie   patrzeć,   bo 

natychmiast zaczynam myśleć o wszystkim, co straciłam, a co mogłabym 

mieć, gdyby...

– Niczego mi nie ułatwiasz – powiedziała tylko.

– A dlaczego miałbym ci ułatwiać? – zapytał chłodno. – Ciebie moje 

cierpienie nic nie obchodziło.

– Ja... Ja nie...

– Dio! Przecież przespałaś się z moim bratem!

Jak mogła zaprzeczyć? Carlo miał na dowód zdjęcia, choć ona sama 

prawie nic nie pamiętała z tego, co się stało.

– Czy Sammy jest jego dzieckiem?

Anna poczuła się tak, jakby ktoś wbił jej nóż prosto w serce. Ona i 

background image

Franko   zawsze   się   zabezpieczali.   To   on   nalegał:   chciał   ją   chronić, 

twierdził, że po ślubie będą mieli mnóstwo czasu na założenie rodziny.

– Chyba... chyba tak.

Franko znów zaklął po włosku.

– Obrzydliwość. Na kilka dni przed naszym ślubem...

– Przykro mi...

– Przykro będzie ci wtedy, kiedy już z tobą skończę.

– Co to... co to ma znaczyć?

Przeszył ją palącym spojrzeniem, zaciskając usta w wąską kreskę.

– Zapłacę za operację mojego bratanka, ale w zamian chcę cię znowu 

mieć w łóżku.

– Nie! – wykrzyknęła, szeroko otwierając oczy.

Znów lekceważąco uniósł brwi.

– Nie? Myślałem, ze nie znasz takiego słowa.

Przymknęła oczy i powtórzyła już ciszej;

– Nie mogę tego zrobić.

– No dobrze – rzekł Franko obojętnie i cofnął się o krok. – W takim 

razie skończ sprzątanie i wyjdź stąd.

Była już przy drzwiach, gdy nadeszło opamiętanie. Przecież chodziło o 

Sammy'ego, nie o nią.

– Franko...

– Tak?

– Zrobię to – odrzekła, patrząc w podłogę, – Zrobię to, czego chcesz.

– Dobrze. – Skrzyżował ramiona na piersiach z takim wyrazem twarzy, 

jakby miał omówić mało istotne spotkanie w interesach. – Przejdźmy do 

salonu, tam ustalimy wszystkie szczegóły.

background image

Posłusznie   wyszła   za   nim   z   sypialni.   Co   za   ironia   losu,   pomyślała, 

mijając łóżko, które sama przed chwilą pościeliła.

Franko zbliżył się do doskonale zaopatrzonego barku.

– Masz ochotę napić się czegoś?

– Nie piję – odrzekła.

Ostatniego   drinka   w   życiu   wypiła   w   towarzystwie   jego   brata;   ta 

nauczka raz na zawsze odepchnęła ją od alkoholu.

Franko nalał do dwóch szklanek wody sodowej, a następnie dopełnił 

jedną z nich sporą porcją whisky.

– Z lodem?

Potrząsnęła głową i sięgnęła po szklankę drżącą ręką.

– O co ci chodzi, cara? – zapytał zaczepnie. – Czy myśl o pójściu ze 

mną do łóżka tak cię wytrąca z równowagi?

– Nie mogę powiedzieć; żebym bardzo wyczekiwała tej chwili.

Wystarczyło mu tupetu, żeby się roześmiać.

– Ach... ale ja wyczekuję jej tak bardzo, że to powinno wystarczyć za 

nas obydwoje.

– To zwykła prostytucja – parsknęła Anna.

– Nie prostytucja, tylko odszkodowanie – poprawił. – Za grzechy.

– Jestem pewna, że dotychczas odbiłeś sobie szkody już wielokrotnie.

– Jeśli masz na myśli to, że sypiałem z innymi kobietami, to owszem. 

Ale   ty   na   pewno   też   nie   odmawiałaś   sobie   rozrywki.   Przy   takich... 

potrzebach jak twoje nie wytrzymałabyś długo w celibacie.

Poczuła, że robi jej się gorąco.

– Teraz jestem matką.

– Macierzyństwo jest bardzo seksowne. – Pokiwał głową, zatrzymując 

background image

wzrok na jej pełnych piersiach. – Naprawdę bardzo.

Szybko odwróciła wzrok.

– Jak długo ma obowiązywać ta... umowa? – zapytała, wpatrując się w 

sofę.

– Niedługo.

Nie udało jej się powstrzymać westchnienia ulgi.

– To znaczy ile?

– Nie obawiaj się, nie puszczę cię z haczyka tak łatwo – uśmiechnął się 

z rozbawieniem. – Będę w Melbourne przez trzy miesiące. I przez ten czas 

ty   będziesz   moją   kochanką.   A   to   oznacza,   że   zamieszkasz   ze   mną   i 

zadbasz o zaspokojenie wszystkich moich potrzeb.

– A co z Sammym i Jenny? – zapytała, desperacko szukając jakiegoś 

wyjścia. – Nie mogę przeprowadzić się do ciebie i zostawić ich samych!

– Wynająłem duży dom w South Yarra. Będę się mógł tam wprowadzić 

za kilka dni. Twoja siostra i syn też się tam przeprowadzą do czasu, gdy... 

– zawahał się krótko, szukając odpowiedniego słowa – gdy nie będę cię 

już potrzebował.

– Przeprowadzki nie są dobre dla dziecka...

– Myślę, że śmierć jest jeszcze gorsza.

Anna pobladła, porażona jego okrucieństwem.

–   Jak   możesz   robić   coś   takiego?   –   wybuchnęła.   –   Grasz   życiem 

dziecka!

Podszedł bliżej i pochwycił ją za ramiona.

– To mógł być mój syn, ale odmówiłaś mi tego przywileju. Czy wiesz, 

przez jakie piekło przeszedłem, myśląc o tym, że uwiodłaś mojego brata? 

Możesz sobie to wyobrazić?

background image

Anna z całych sił zacisnęła powieki.

– Wyobrażałem sobie ciebie z nim. Śniło mi się to po nocach.

– Nie... – Szarpnęła się, ale trzymał mocno. – Puść mnie!

On jednak przyciągnął ją jeszcze bliżej, aż oparła się o jego pierś.

– Nie mów mi „nie", skoro Carlo usłyszał od ciebie „tak". Powiedz 

„tak" z pełnym przekonaniem.

– Nie.

– Nie przyjmuję takiej odpowiedzi.

– Nie pragnę cię.

– Mogę sprawić, żebyś zaczęła mnie pragnąć – odrzekł.

– Nie proś mnie o to!

– Ja cię nie proszę, tylko stawiam warunek. Jeśli chcesz, żeby twój syn 

otrzymał pomoc, to przez trzy miesiące masz być moja.

Miała ochotę zarzucić mu blef. Przecież Sammy był jego bratankiem. 

Czy   rzeczywiście   Franko   mógłby   odwrócić   się   do   niego   plecami? 

Wiedziała jednak, że duma nie pozwoliłaby mu zachować się inaczej. Jej 

zdrada   zniszczyła   uczucie;   teraz   Franko   kierował   się   wyłącznie   żądzą 

zemsty. Nie mogła go za to winić.

Pochyliła   głowę,   przyznając   się   do   porażki,   i   bezbarwnym   głosem 

zapytała:

– Kiedy mam zacząć?

– Teraz.

– Jak to? – zdumiała się. – W tej chwili?!

– A dlaczego nie? – odparował spokojnie. – Przecież jesteśmy sami.

– Ale ja jestem w pracy!

– Od dziesięciu minut już tu nie pracujesz.

background image

– Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby nie pracować!

Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.

–   Będę   ci   płacił   za   twoje...   usługi.   Nic   wspomniałem   ci   o   tym 

wcześniej?

– Nie możesz mi tego zrobić – wyjąkała pobladłą twarzą.

– Mogę i zrobię.

– Aż tak mnie nienawidzisz?

Czarne oczy Franka nie przestawały przewiercać jej oczu.

– Wystarczająco długo czekałem na taką chwilę.

– Ileż w tobie goryczy... – szepnęła.

– Dziwi cię to?

–   Nie,   ale...   Myślałam,   że   już   dawno   o   wszystkim   zapomniałeś,   że 

byłam w twoim życiu tylko epizodem.

– Byłaś całym moim życiem! – warknął. – Chciałem ci rzucić cały 

świat do stóp... a ty odrzuciłaś mi go w twarz!

Nic nie mogła na to odpowiedzieć.

– Przepraszam... – wyjąkała.

– Nic chcę twoich przeprosin!

– A czego chcesz? Mam cię błagać?

– Nie. Chcę, żebyś czuła to, co ja czułem, kiedy na ciebie patrzyłem. 

Chcę, żebyś jęczała z pożądania tak jak ja kiedyś.

Te słowa były dla niej szokiem.

– Franko, to wszystko nie tak... sam chyba rozumiesz?

– Nie. Chcę cię mieć na własnych warunkach. Możesz do mnie przyjść 

z wdzięczności albo z nienawiści; wszystko mi jedno. Będę cię miał bez 

względu na twoje uczucia.

background image

Otworzyła   usta,   żeby   zaprotestować,   ale   było   już   za   późno.   Franko 

pochylił   głowę   i   zmiażdżył   jej   usta   swoimi   wargami,   otwierając   je   i 

zmuszając   ją   do   niechcianej   reakcji.   Przez   krótką   chwilę   Anna   miała 

wrażenie,   jakby   czas   cofnął   się   o   cztery   lata,   do   okresu,   gdy   jedno 

spojrzenie Franka wystarczało, by zaczynała się wić z pożądania.

Za  plecami  czuła  ścianę,  a  przed  sobą napierające  ciało  Franka.  To 

wszystko wymknęło się spod kontroli. A najgorsze było to, że jego dotyk, 

jego zapach, wciąż, wbrew jej woli, rozpalały jej zmysły.

–   Jesteś   piękna   –   jęknął,   odnajdując   jej   piersi.   –   Marzyłem   o   tej 

chwili...

Te   słowa   przeraziły   ją.   Zebrała   wszystkie   siły   i   odepchnęła   go   od 

siebie.

– Franko...

– Co? – zapytał ostro.

– Chyba nie mogę tego zrobić.

– Poszłaś do łóżka z moim bratem, a ze mną nie możesz?

Skrzywiła się boleśnie.

– To nie ma nic wspólnego z Carlem. Chodzi o mnie i o ciebie.

– To ma bardzo wiele wspólnego z Carlem. Odrzuciłaś mnie dla niego i 

urodziłaś mu dziecko.

– Nie odrzuciłam cię dla niego. Zostawiłam was obydwu.

– Czy to ma być dla mnie pocieszenie?

– Nie, ale myślałam...

–   Myślałaś!   –   wybuchnął.   –   I   kto   tu   mówi   o   myśleniu?   Uwiodłaś 

mojego brata i sądziłaś, że ujdzie ci to na sucho, bo ja musiałem akurat 

wyjechać! Ale nie doceniłaś mojego brata.

background image

Owszem, Anna dobrze wiedziała, że go nie doceniła.

–   Carlo   przejrzał   tę   twoją   fasadę   niewinności.   Ja   byłem   na   to   zbyt 

zaślepiony uczuciem.

– Nigdy mnie nie kochałeś – odrzekła pustym głosem.

– Kochałem! To ty zniszczyłaś tę miłość, uwodząc Carla, gdy najmniej 

się tego spodziewał.

Anna patrzyła na niego z niedowierzaniem.

– Tak ci powiedział?

Franko odpowiedział jej stalowym spojrzeniem.

– Wiem, że mój brat nigdy z własnej woli nie zrobiłby nic przeciwko 

mnie.

Nie miała pojęcia, co na to odpowiedzieć. Carlo doskonale obmyślił 

całą intrygę; ona sama ani przez chwilę niczego nie podejrzewała.

– Twoja lojalność wobec brata jest godna podziwu, ale sądziłam, że 

choć przez chwilę zastanowisz się nad sytuacją... ze względu na to, co było 

między nami.

– Szkoda, że ty się nad tym nie zastanowiłaś, gdy przekupiłaś mojego 

brata, żeby poszedł z tobą do łóżka.

– Co takiego?!

– A nie o to ci chodziło?

– Nie rozumiem, o czym mówisz...

– Och, Anno, daj spokój – przerwał jej bezlitośnie. – Chyba nie sądzisz, 

że będę ci tłumaczył najprostsze rzeczy? Carlo i ja we dwóch jesteśmy 

spadkobiercami Ventressi Development. Jeśli któremuś z nas urodzi się 

dziecko,   spadkobierca,   zostanie   dla   niego   wydzielona   okrągła   sumka, 

którą otrzyma w dniu dwudziestych pierwszych urodzin.

background image

Anna patrzyła na niego oszołomiona.

– Spadkobierca?

– Twój syn jest dla ciebie przepustką do majątku. Jako Ventressi ma 

prawo   dziedziczenia   sporej   fortuny.   Dlaczego   nie   przekazałaś   Carlowi 

radosnej nowiny?

Poczuła, że robi jej  się niedobrze. Wpatrzyła się w swoje obgryzione 

paznokcie.

– Nie widziałam takiej potrzeby.

Oddech Franka przyspieszył.

–   Nie,   oczywiście,   że   nie   widziałaś.   Wolałaś   raczej   zaczekać   na 

moment, gdy zemsta będzie najsłodsza.

– Co to znaczy?!

– Nie udawaj niewiniątka – prychnął. – Carlo ożenił się i oczekuje teraz 

dziecka. Na co miałaś nadzieję? Że naraz znów się pojawisz i opowiesz o 

istnieniu Sammy’ego?

Anna patrzyła na niego bez słowa.

–   Doskonale   rozumiem,   jak   to   sobie   obmyśliłaś   –   ciągnął.   –   Masz 

potrzeby   finansowe.   W   tej   sytuacji   najlepszy   pomysł   to   przedstawić 

Carlowi dziecko, o którego istnieniu nie miał pojęcia, i wtedy to ty stajesz 

się panią sytuacji.

Z trudem zbierała myśli. Carlo? Ożenił się? Dziecko w drodze?

– Nie miałam zamiaru w ogóle kontaktować się z Carlem – wykrztusiła 

pobielałymi ustami.

Franko rzucił jej sceptyczne spojrzenie.

– Nie? Chyba uważasz mnie za idiotę. Widziałem już kobiety podobne 

do ciebie w akcji. Szantaż jest waszą drugą naturą, ale jeśli wydaje ci się, 

background image

że wyciągniesz od nas grube pieniądze, to zastanów się jeszcze raz, bo ja 

do tego nie dopuszczę.

– Nie chcę mieć nic wspólnego z Carlem! – zaprotestowała.

– To dobrze, bo od tej chwili będziesz miała do czynienia wyłącznie ze 

mną. Gdzie jest twoje zwykłe ubranie? – zapytał nagle.

– W szafce w pokoju obsługi.

–   Idź   się   przebrać   i   bądź   tu   z   powrotem   za   dziesięć   minut. 

Porozmawiam z twoim szefem i wyjaśnię mu, w jakim charakterze cię 

zatrudniłem.

Anna zbladła.

– Powiesz mu, że mam być twoją płatną kochanką?

Franko lekceważąco wzruszył ramionami.

– A dlaczego nie? Przecież taka jest prawda.

– Nie możesz mu powiedzieć, że zatrudniasz mnie jako sekretarkę czy 

coś w tym rodzaju? Wszystko lepsze niż...

– Nie tylko będziesz moją kochanką, ale jeszcze będziesz doskonale 

udawać, że podoba ci się ta rola. Rozumiesz?

Patrzyła na niego z coraz większą wrogością.

– A co z Jenny i Sammym? Co mam im powiedzieć?

Franko zastanawiał się przez dłuższą chwilę.

– Sammy jest za mały, żeby to zrozumieć. A twojej siostrze wystarczy 

powiedzieć, że powróciliśmy do dawnego związku na nieokreślony czas.

– Nieokreślony? Przecież mówiłeś, że to tylko na trzy miesiące!

Oczy Franka błysnęły niebezpiecznie.

– Anno, to ja tu ustalam zasady. Lepiej o tym nie zapominaj.

Przepełniona   wściekłością   wybiegła   z   pokoju   i   dopadła   windy   dla 

background image

personelu. Była pewna, że zaraz wybuchnie. Co za diabeł podszepnął jej

żeby pójść do tej kawiarni? Jaka zła siła po latach znowu skrzyżowała ich 

ścieżki?

Franko zabrał Annę i Jenny do domu swojej matki. Pomimo bariery 

językowej   zostały   przyjęte   bardzo   serdecznie.   Pani   Ventressi   była 

elegancką, drobną kobietą o ujmującym sposobie bycia. Pierwotnie Anna 

planowała pozostać w Rzymie tylko przez kilka dni, ale po naleganiach 

Ventressich zdecydowała się przedłużyć pobyt. Nowi znajomi zabrali je do 

Neapolu, Pompei i na wybrzeże Amalfi. Planowali również wycieczkę do 

Tivoli,   trzydzieści   kilometrów   na   północny   wschód   od   Rzymu,   ale 

rankiem przed wyjazdem Jenny skarżyła się na ból głowy, toteż Jovanna, 

matka Franka, zdecydowała, że zostanie z nią w domu. Carlo wyjechał 

akurat w interesach, więc Franko i Anna sami wybrali się na wycieczkę.

Anna z trudem hamowała podniecenie na myśl o dniu spędzonym tylko 

z   nim.   W   ciągu   poprzednich   dwóch   tygodni   serce   jej   zaczynało   bić 

mocniej za każdym razem, gdy Franko zatrzymywał na niej wzrok. Zbyt 

mało miała doświadczenia, by mieć pewność, że on również interesuje się 

nią; widziała jednak, że zawsze uważnie słuchał tego, co mówiła, i często 

ścigał ją spojrzeniem.

–   Podoba   ci   się   nasz   kraj,   Anno?   –   zapytał,   gdy   mijali   opactwo 

benedyktynów.

– Bardzo – odrzekła, spoglądając na niego nieśmiało. – Wszystko mi 

się tu podoba. Jedzenie, wino, klimat...

– A ludzie? – Uniósł brwi żartobliwie.

– Uwielbiam Włochów – wyznała spontanicznie, po czym natychmiast 

background image

poczuła, że się czerwieni, i odwróciła twarz do okna.

Franko   wybuchnął   śmiechem.   Czuła   na   sobie   jego   wzrok,   ale   nie 

odwracała głowy.

– Tak wiele jest rzeczy, które chciałbym ci pokazać, Anno – wyznał, 

zatrzymując samochód.

Odpowiedziała mu uśmiechem.

– Nie masz nic przeciwko temu, że dziś jesteśmy tu tylko we dwoje? – 

zapytała, gdy pomagał jej wysiąść.

Rzucił szybkie spojrzenie na jej usta, a potem powiedział:

– Bardzo się cieszę, że wreszcie jesteśmy sami.

Po tych słowach pochylił się i pocałował ją. Wspomnienia następnych 

chwil były wyraźnie zamglone.  Kilkakrotnie zdarzało jej się całować z 

chłopcami,   ale   tamte   pocałunki   w   niczym   nie   przypominały   tego,   co 

przeżywała teraz w ramionach Franka.

Ze zwiedzania Villa Este w pamięci pozostał jej tylko szum wody w tle 

i świergot ptaków w ogrodach, od czasu do czasu urozmaicany biciem 

dzwonów. Chodziła po ogrodach jak we mgle, ręka w rękę z Frankiem, nie 

słysząc prawie nic z tego, co jej opowiadał.

– Ta posiadłość została założona przez kardynała Ippolito d’Este, syna 

Lukrecji Borgii. Ogrody na tarasach i fontanny zaprojektowali Liggorio i 

Giacomo delia Porta – mówił Franko. – Widzisz tę aleję? To jest aleja Stu 

Fontann.

Wzrok   Anny   prześliznął   się   po   omszałych   orłach,   okrętach, 

groteskowych postaciach i obeliskach, w jej oczach jednak nie błyszczało 

zainteresowanie, lecz emocje. Była zakochana we Franku.

– Nie słuchasz mnie, cara – zauważył z łagodną przyganą.

background image

–   Ależ   słucham!   –   zawołała   z   fałszywym   oburzeniem.   –   Jak   nie 

wierzysz, to sprawdź!

– Dobrze. – Dotknął palcem jej brody. – W takim razie powiedz mi, ile 

fontann jest na Viale delie Ccnto Fontane.

Przesunęła językiem po wargach i uśmiechnęła się nieprzytomnie.

– Poddaję się. Ile?

– Dio – jęknął z udawaną rozpaczą, pociągając ją w ramiona. – I co ja 

mam zrobić z taką nieuważną turystką?

– Uważałabym bardziej, ale te pocałunki zaraz po przyjeździe zupełnie 

mnie zdekoncentrowały – przyznała ze śmiechem.

– Chciałem cię pocałować. Marzyłem o tym od pierwszej chwili, gdy 

zobaczyłem, jak pocieszasz siostrę na ulicy.

– Naprawdę?

–   A   nie   zauważyłaś,   że   nie   mogę   oderwać   od   ciebie   oczu?   I   jak 

świerzbią mnie ręce, żeby cię dotknąć?

Poczuła przyjemne pulsowanie krwi w całym ciele.

– Nie jestem przyzwyczajona do takich wrażeń – wyznała nieśmiało.

– Cara, jesteś niedoświadczona? – zapytał łagodnie.

trudem znosiła intensywność jego wzroku.

– Przykro mi...

– Przykro? – zdumiał się. – Ależ niech ci nie będzie przykro! Czy 

zdajesz sobie sprawę, jak długo czekałem na kogoś takiego jak ty? Na 

kobietę, która nie spała wcześniej z tuzinem mężczyzn?

– Masz dość staroświeckie poglądy, Franko – zauważyła.

– Wiem – roześmiał się – ale jestem Włochem, więc  mam chyba do 

tego prawo, nie sądzisz?

background image

– Jeśli naprawdę jesteś włoskim tradycjonalistą, to na pewno wybrano 

ci już kandydatkę na żonę.

– Ja sam wybiorę sobie żonę – oświadczył. – I zdecydowałem, że ty nią 

będziesz.

– Ja?

–   A   dlaczego   nie?   –   zapytał   z   błyskiem   w   oku.   –   Jestem   tobą 

zauroczony. Pragnę cię tak mocno, że wszystko mnie boli.

– Ale ja mam dopiero dwadzieścia jeden lat...

– I co z tego? Ja mam trzydzieści. Jestem od ciebie o dziewięć lat 

starszy.

– Ale ja jestem Australijką.

– I co z tego?

– Powinnam wrócić do domu. Mam tam pracę i...

– Jako moja żona będziesz mogła podróżować po całym świecie. Twoja 

siostra   też.   Nie   zamierzam   więzić   cię   w   moim   kraju.   I   tak   prowadzę 

interesy w Australii. Niektórzy członkowie mojej rodziny wyemigrowali 

tam dawno temu. Możemy mieszkać trochę tu, a trochę tam.

– Och, Franko – westchnęła Anna, osuwając się w jego ramiona. – Nie 

mogę uwierzyć, że to wszystko naprawdę mi się zdarzyło!

–   Uwierz,  cara   –  szepnął   jej   do   ucha.   –   To   się   musiało   zdarzyć. 

Przeznaczenie.

Przeznaczenie.

Wyszła z windy i idąc do pokoju personelu, zastanawiała się, w jaką 

kabałę właśnie udało jej się wpakować.

Przez   trzy   miesiące   miała   być   kochanką   Franka   –   nie,   utrzymanką, 

poprawiła się w myślach. Utrzymanka wydawała się jej czymś znacznie 

background image

gorszym. A gdy Franko już się nią znudzi, po prostują odeśle i wówczas 

zemsta zostanie dokonana.

Dobrze rozumiała przyczyny jego gniewu. Wiedziała, że nie ma prawa 

spodziewać   się   niczego   innego.   Ona   na   jego   miejscu   zapewne 

zareagowałaby podobnie. Gdy próbowała wyobrazić go sobie dzielącego z 

inną kobietą taką samą intymność, jaką kiedyś przeżywali wspólnie, czuła 

przeszywający ból.

Przebrała się w swoje zwykłe ubrania, znoszone i niemodne, rozczesała 

włosy i pożałowała, że nie ma na twarzy makijażu. Wydawało jej się, że 

byłoby to coś w rodzaju tarczy ochronnej przed Frankiem.

Bardzo   się   zmienił.   Nie   był   już   tym   szarmanckim,   delikatnym 

mężczyzną z jej marzeń, mrocznym mścicielem, szukającym zapłaty za jej 

przeszłe grzechy.

Jakby   jeszcze   mało   za   nie   zapłaciła!   Każdego   dnia   próbowała 

zrozumieć, co nią wtedy kierowało, co mogło ją skłonić, by zachowała się 

w tak nietypowy dla siebie sposób. Gdyby nie fotografie, gotowa byłaby 

przysiąc, że to wszystko było tylko wymysłem Carla.

Na pozór Carlo zawsze sprawiał wrażenie czarującego młodszego brata 

Franka, zadowolonego z drugiego miejsca w hierarchii. Przyjął wiadomość 

o zaręczynach brała z pozorną życzliwością, Anna jednak podejrzewała, że 

w   głębi   duszy   był   zirytowany.   Często   w   nieoczekiwanych   momentach 

czuła na sobie jego wzrok; spojrzenie przymrużonych oczu wytrącało ją z 

równowagi. Zamierzała porozmawiać o tym z Frankiem, on jednak zajęty 

był   dopinaniem   jakiegoś   kontraktu,   który   chciał   mieć   z   głowy   przed 

ślubem. Do ślubu pozostał jeszcze miesiąc.

Krótki   okres   narzeczeństwa   we   wspomnieniach   Anny   okryty   był 

background image

mgiełką   zmysłowej   rozkoszy.   Franko   uczył   jej   pojętne   ciało   języka 

miłości, ona zaś krzyczała i szlochała z zachwytu w jego ramionach. Jej 

szczęście   było   bezgraniczne.   Promieniała;   jej   ruchy,   wcześniej 

spowolnione i ociężałe od smutku, teraz stały się lekkie i beztroskie.

Nawet Jenny zmieniła się fizycznie; szczupła piętnastolatka wyraźnie 

się   zaokrągliła,   przybyło   jej   też   pewności   siebie.   Wieczorami   razem 

planowały   ślub   Anny,   przeglądały   wzory   i   katalogi.   Żadna   z   nich   nie 

wspominała o matce, ale obydwie żałowały, że nie może uczestniczyć w 

szczęściu córki.

Carlo jednak zatroszczył się, by to szczęście nie trwało długo.

Pewnego wieczoru, gdy Franko wyjechał w interesach, jego brat podał 

Annie lampkę szampana i z uroczym uśmiechem wzniósł toast:

– Za twoją przyszłość, Anno.

Coś   w   jego   tonie   wzbudziło   jej   podejrzliwość,   ale   zignorowała 

podszept intuicji, przypominając sobie, że przecież Jenny jest w pokoju 

obok.

Dopiero potem, gdy obudziła się w jego łóżku, naga w pełnym blasku 

słonecznego dnia, zdała sobie sprawę z rozmiarów swego błędu.

Nawet jeśli krzyczała, to i tak nikt jej nie usłyszał.

background image

Rozdział 3

Anna z wysiłkiem oderwała myśli od przeszłości, której nie mogła już 

zmienić. Przespała się z bratem swojego narzeczonego i choć nic zupełnie 

z tego nie pamiętała, on miał na to dowody: zdjęcia, na których naga Anna 

leżała na jego łóżku w pozycji gwiazdki porno z filmu kategorii B.

Tamtej   nocy   poczęty   został   Sammy.   Jak   mogła   mu   kiedykolwiek 

opowiedzieć o okolicznościach tego zdarzenia?

Wzięła głęboki oddech i podniosła rękę, ale zanim zdążyła zastukać do 

drzwi apartamentu, te się otworzyły.

– Co ci zabrało tyle czasu? – mruknął Franko z niechęcią i Anna wbrew 

sobie od razu przybrała obronny ton.

– Przecież nie było mnie tylko dziesięć minut.

Anna poczuła złość. A więc tak chciał to rozgrywać? Zabawa w pana i 

niewolnicę? Stanęła twarzą do niego z błyskiem niechęci w niebieskich 

oczach.

– Musiałam oddać klucz do szatki.

– Jeśli wyznaczam ci czas, to masz być punktualna co do sekundy.

– Jeszcze jakieś polecenia, proszę pana?

Franko zacisnął usta.

– Owszem, tak.

Zimny, bezwzględny wyraz jego twarzy sprawił, że poczuła dreszcz na 

plecach.

– Rozbieraj się.

Anna głośno wciągnęła oddech. 

– Co takiego?!

background image

– Słyszałaś, co powiedziałem.

Przez kilka długich sekund patrzyła na niego w bezruchu, walcząc z 

nagłą słabością.

– Chyba nie mówisz poważnie!

– Rozbieraj się, bo jak nie, to ja cię rozbiorę!

Takiego Franka nie znała dotychczas.

– Ale... daj mi trochę czasu...

– Miałaś cztery lata.

– Dlaczego to  robisz?  – zapytała cicho,  zatrzymując wzrok na jego 

twarzy.

– Dobrze wiesz dlaczego.

Starała się zachować zimną krew, ale jej opanowanie zaczynało się już 

kruszyć.

– Nie przesadzasz z tą zemstą?

– Czekałem na taką chwilę bardzo długo. Zrobiłaś to kiedyś dla mojego 

brata, więc teraz zrobisz to dla mnie.

W gardle Anny wzbierał histeryczny śmiech.

– Nie rób tego, Franko – szepnęła błagalnie.

– Nie mów mi, co mam robić, a czego nie! Rób, co ci każę, bo jak nie 

zechcesz, to poniesiesz konsekwencje.

– Do końca życia będę cię za to nienawidzić.

– Pokazałaś mi już swoją nienawiść, idąc do łóżka z moim bratem. 

Teraz ja ci pokażę swoją.

Stała   nieruchomo,   drżąc   z   zimna,   choć   na   zewnątrz   było   prawie 

trzydzieści   stopni.   Nawet   w   najgorszych   koszmarach   nie   wyobrażała 

sobie, że może się znaleźć w takiej sytuacji. Najpierw lęk o Sammy'ego, a 

background image

teraz to. Tego wszystkiego było już za wiele.

Doskonale wiedziała, że powinna przejąć kontrolę nad sytuacją i nie 

poddać się kobiecej słabości, ale mimo to zachowała się tak, jak na jej 

miejscu   zachowałaby   się   każda   normalna   dziewczyna.   Wybuchnęła 

płaczem.

Franko  zastygł. Wydawało się, że na widok drżących, wstrząsanych 

szlochem ramion  Anny i jej pochylonej jasnej głowy wszelkie myśli o 

zemście uleciały z jego umysłu.

– Anno – powiedział łagodniej, zbliżając się do niej. – Anno...

Podniosła na niego zalaną łzami twarz.

– Sam widzisz, co zrobiłeś. Teraz jesteś szczęśliwy?

– Nie chciałem cię doprowadzić do płaczu.

– Nie? – wyszlochała. – To czego chciałeś?

Franko wypuścił urywany oddech.

– Przepraszam. Zapomniałem, jaki stres musisz przeżywać z powodu 

syna.

Łagody ton jego głosu sprawił, że Anna rozpłakała się jeszcze bardziej.

– To wszystko jest takie... trudne – wyszlochała. – Robię, co mogę, ale 

to   za   mało...   Nie   mogę   dopuścić   do   tego,   żeby   umarł,   .   ,   sam   chyba 

rozumiesz!

– Oczywiście, że rozumiem – odrzekł Franko, patrząc jej w oczy.

Pociągnęła nosem. Franko podał jej chusteczkę; szybko schowała w 

niej twarz, chcąc uciec przed jego przenikliwym spojrzeniem.

– Zawiozę cię do domu – powiedział.

– Mogę pojechać tramwajem.

Położył dłonie na jej ramionach, zmuszając, żeby spojrzała mu w oczy.

background image

– Anno. To, co jest między nami... jest tylko między nami. Chcę, żebyś 

wiedziała, że nie będę wciągał w tę rozgrywkę ani Sammy'ego, ani Jenny.

– To bardzo przyzwoicie z twojej strony – rzekła ironicznie, odsuwając 

się.

– Jesteś zdenerwowana.

– Jestem wściekła! – wykrzyknęła. – Jak możesz mnie tak upokarzać?

– Trochę sobie popłakałaś, a teraz znów będziesz drapać i gryźć, tak?

– Mam ochotę wydrapać ci oczy – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – 

Nienawidzę cię!

–   Twoje   uczucia   wobec   mnie   są   mi   obojętne   –   odrzekł   Franko   z 

niezmąconym spokojem. – Zanim nasza umowa dobiegnie końca, będziesz 

mnie nienawidzić o wiele bardziej.

Anna głęboko wciągnęła powietrze.

– Jak  ty  wytrzymujesz sam ze sobą?  Stoisz  tu  i zupełnie  spokojnie 

twierdzisz, że zamierzasz mnie wykorzystywać i upokarzać!

– Ja cię nie wykorzystuję, cara, tylko ci pomagam.

– Tak, bo masz w tym własny cel!

W jego oczach pojawił się ostrzegawczy błysk.

–   Nie   zamierzam   tolerować   twoich   obelg.   Proponuję,   żebyś   się 

uspokoiła,   dopóki   jeszcze   jest   mi   cię   żal,   bo   w   przyszłości   mogę   się 

okazać mniej wyrozumiały.

Z wściekłością obróciła się na pięcie i pomaszerowała na drugi koniec 

pokoju, żeby znaleźć się jak najdalej od niego.

– Kiedy mam się stawić... do służby? – zapytała z obrzydzeniem w 

głosie, chcąc jak najbardziej wyprowadzić go z równowagi.

– Dam ci dwa dni, żebyś mogła się spakować. We wtorek przyślę po 

background image

ciebie samochód.

– Tak po prostu?

Franko spojrzał na nią z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.

– Tak po prostu.

W drodze do domu siedziała w samochodzie w milczeniu. Franko ant 

razu   nie   spojrzał   w   jej   stronę.   W   krótkich   słowach   wytłumaczyła   mu, 

którędy ma jechać, i po niedługim czasie maserati zatrzymało się przy 

krawężniku przed domem.

– Dziękuję za odwiezienie – wymamrotała i otworzyła drzwi. Franko 

jednak przytrzymał ją za rękę.

– Zaczekaj. Nie przedstawisz mnie swojemu synowi? – zapytał z nutą 

ironii.

– Pewnie śpi.

Jego palce mocniej ścisnęły jej przegub.

– W takim razie obudzisz go i przedstawisz mu wujka.

– Nic takiego nie zrobię!

W tej chwili jednak z okna na piętrze dobiegi ich cienki głosik.

– Mamooo! Mamooo!

Anna   niezgrabnie   wygramoliła   się   z   samochodu   i   drżącą   ręką 

pomachała synowi.

– Co to za pan?

– To jest...

– Powiedz mu, że jestem jego wujkiem – podpowiedział Franko zza jej 

pleców..

Gwałtownie obróciła się na pięcie.

background image

– Nic mogę tego zrobić!

– Dlaczego nie?

– Bo powiedziałam Jenny, że Sammy jest twoim synem – przyznała, 

odwracając wzrok.

– Dio! – rozzłościł się.

– Musiałam – westchnęła. – Nie chciałam jej denerwować... uznałam, 

że tak będzie najlepiej.

– Więc nawet własnej siostrze nie przyznałaś się do tego, co zrobiłaś?

Anna przygryzła usta i odwróciła wzrok.

– Porozmawiamy o tym później – mruknął Franko i znów pochwycił ją 

za rękę.

Na   ich   widok   Jenny   stanęła   w   progu   jak   wryta,   a   jej   palce 

błyskawicznie migały dziesiątki pytań.

– Wszystko w porządku – powiedziała Anna, jednocześnie przekazując 

tę samą treść językiem migowym. – Franko i ja znów się spotykamy.

Twarz jej siostry rozświetliła się uśmiechem.

– Naprawdę? – zapytała głośno.

– Tak, Jenny – potwierdził Franko. – Nasze... nieporozumienie zostało 

już wyjaśnione i mamy wspólne plany na przyszłość.

– Tak się cieszę! – wykrzyknęła Jenny z radością. – Marzyłam o tym!

– Nie podniecaj się za bardzo – zamigała szybko Anna. – Nie bierzemy 

ślubu, na razie tylko chcemy zamieszkać razem. Franko chce, żebyśmy 

wszyscy przeprowadzili się do niego.

– A co to za różnica? – odmigała Jenny beztrosko. – Ważne, że znów 

jesteście razem. Sammy w końcu pozna ojca!

Boże, co za matnia, pomyślała Anna z desperacją. Wyglądało na to, że 

background image

wszystkie kłamstwa wracają do niej rykoszetem.

Nie sądziła, że jeszcze kiedyś w życiu zobaczy Franka, toteż najprościej 

było powiedzieć siostrze, że to on jest ojcem Sammy'ego. O tym, że jest w 

ciąży, dowiedziała się dopiero pod koniec trzeciego miesiąca; wcześniej 

składała brak miesiączki na karb poczucia winy i stresu po rozstaniu z 

Frankiem.

– Widzę, że muszę nauczyć się języka migowego, bo inaczej będziecie 

mogły   rozmawiać   za   moimi   plecami,   a   ja   nie   będę   miał   pojęcia,   co 

mówicie – zauważył Franko przeciągle.

Jenny zachichotała, a Anna poczuła irytację. 

Do pokoju wbiegł Sarniny i zatrzymał się jak wryty przed wysokim 

mężczyzną stojącym obok jego matki. Franko przykucnął i wyciągnął do 

niego rękę.

– Jestem twoim tatą.

Chłopiec szeroko otworzył oczy.

– Naplawdę?!

– Naprawdę – skinął głową Franko i przytulił go.

Serce Anny ścisnęło się na ten widok. Byli do siebie tacy podobni. 

Obydwaj mieli czarne włosy i brązowe oczy, ten sam zarys podbródka i 

ust.

– Słyszałem, że jesteś chory – powiedział Franko.

– Ale już tu jestem i teraz możesz się zająć zdrowieniem.

– A jak już wyzdrowieję, to dalej pan z nami będzie?

Anna odwróciła się. Nie mogła spokojnie patrzeć na te kłamstwa.

–   Mogę   ci   coś   obiecać,   Sammy   –   powiedział   Franko.   –   Jak   już 

wyzdrowiejesz, to nadal będziemy się widywać codziennie.

background image

Anna  poczuła   dławiący   strach.   Dopiero   teraz   uświadomiła   sobie,   że 

bogatą i wpływową rodzinę Ventressich stać na najlepszych prawników. 

Nie   sprawiłoby   im   żadnych   trudności   odebranie   syna   matce,   która   z 

trudem wiąże koniec z końcem,  i przejęcie nad nim całkowitej opieki. 

Carlo   mógłby   zapewnić   chłopcu   warunki,   o   jakich   ona   mogła   tylko 

marzyć.   Najlepsza   opieka   zdrowotna,   prywatne   szkoły,   wakacje   nad 

morzem – lista była długa. Anna poczuła się zupełnie bezradna. Fakt, że 

zataiła wiadomość o narodzinach dziecka przed jego ojcem, z góry nawiał 

ją na przegranej pozycji w sądzie, szczególnie w tak patriarchalnym kraju 

jak Włochy.

– Sammy – wychrypiała – może pójdziesz z ciocią Jenny pooglądać 

sobie sklepy, a ja tymczasem porozmawiam z... twoim tatą?

Spojrzała z wdzięcznością na siostrę, która od razu wzięła chłopca za 

rękę.

– Chodź, Sammy. A po drodze możemy jeszcze wstąpić do parku.

– Dobrze! – ucieszył się chłopiec.

Gdy drzwi zamknęły się za nimi, Anna podniosła głowę i spojrzała na 

Franka.

– Nie masz prawa tak go okłamywać.

Franko bez żadnego trudu wytrzymał jej spojrzenie.

–   Nie   okłamałem   go.   Mówiłem   poważnie.   Będę   go   widywał 

codziennie.

– Jak długo? Przez trzy miesiące? Franko, to jest małe dziecko, a nie 

zabawka, którą możesz rzucić w kąt, gdy ci się znudzi. Przywiąże się do 

ciebie, a potem ty wyjedziesz i...

–  Zdecydowanie  należy  do  rodziny  Ventressich  –  zauważył Franko, 

background image

ignorując jej tyradę. – Ale bardziej jest podobny do mnie niż do Carla.

–   Bogu  dzięki,   że   nie   ma   twojego   charakteru   –   wybuchnęła,   zanim 

zdążyła ugryźć się w język.

Przez dłuższą chwilę patrzył na nią z zupełnie nieruchomą twarzą. Nic 

miała pojęcia, jakie myśli kłębią mu się w głowie.

– Powinien być moim synem – rzekł wreszcie, przerywając milczenie.

Anna zatrzymała wzrok na swoich dłoniach.

– Nie możemy zmienić przeszłości, choćbyśmy nie wiem jak chcieli.

– Więc żałujesz tego, co zrobiłaś?

–   Dziwię   się,   że   o   to   pytasz.   –   Wzruszyła   ramionami.   –   Żałuję 

wszystkiego. Przede wszystkim tego, że cię spotkałam i że się w tobie 

zakochałam...

– Nie kochałaś mnie! – przerwał gwałtownie.

–   Trafiła   ci   się   dobra   okazja,   a   ja   nabrałem   się   na   twoją   fałszywą 

niewinność. Byłem głupi. A ty byłaś zwykłą pijawką i od początku miałaś 

oko na Carla!

– To nieprawda!

Przymrużył ciemne oczy.

– Jak to? Opowiadał mi, jak za nim ganiałaś.

– Co takiego?!

– Mówił, że za każdym razem, gdy mnie nie było w pobliżu, musiał się 

od ciebie opędzać!

– To kłamstwo!

Spojrzenie Franka było lodowato zimne.

– Myślisz, że prędzej uwierzę tobie niż własnemu bratu?

– Wiem, że nie. Ale to jeszcze nie znaczy, że twój brat mówi prawdę.

background image

–   Nigdy   mnie   nie   okłamał.   A   ty...   całe   twoje   życie   oparte   jest   na 

kłamstwie. Ukryłaś przed moją rodziną wiadomość o dziecku.

– Ale mam wrażenie, że ty i tak o nim wiedziałeś – odparowała. – 

Zapytałeś o niego wczoraj w kawiarni, pamiętasz?

– Dziwi cię to, że postarałem się, by wiedzieć o tobie wszystko?

Poczuła lęk.

– Co to znaczy?

– Byłaś obserwowana – odrzekł spokojnie. – Wiedziałem o każdym 

twoim kichnięciu.

– Nie!

– Tak,  cara  – uśmiechnął się z satysfakcją. – Byłaś obserwowana od 

czterech lat.

– Więc dlaczego nie skontaktowałeś się ze mną wcześniej?

Franko lekceważąco wzruszył ramionami.

– Musiałem być pewny, że nie odrzucisz mojej oferty.

– Chciałeś chyba powiedzieć: szantażu!

– Szantaż to takie nieprzyjemne słowo. Robię ci przysługę, a ty mi się 

odwdzięczasz, to wszystko.

– Nic wierzę własnym uszom!

– Nie podobają ci się warunki naszej umowy?

– Mdli mnie na myśl o tej umowie!

– Ale dobrze wiesz, gdzie stoją konfitury i zgodnie z tym zmieniasz 

swoje opinie.

Miała ochotę krzyczeć z frustracji. Czuła się zupełnie bezradna; przed 

Frankiem   nie   dało   się   uciec.   Pomoc   finansowa   była   wybawieniem   dla 

Sammy’ego, ale koszt tej pomocy był niesłychanie wysoki. Czy był jakiś 

background image

sposób, który mógłby ją uchronić przed dalszym cierpieniem? Po zerwaniu 

narzeczeństwa wpadła w długą, ciężką depresje, a teraz znów przyszło jej 

ryzykować własne zdrowie psychiczne.

–  Potrzebuję trochę   czasu, żeby  do tego  wszystkiego  przywyknąć  – 

powiedziała. – Muszę załatwić przyjęcie Sammy’ego do szpitala i...

– To już załatwione.

– Jak to? – zdumiała się.

– Sprawa jest pilna, więc pomyślałem, że im wcześniej, tym lepiej. 

Operacja odbędzie się na początku przyszłego tygodnia.

– Nie miałeś prawa!

– Miałem wszelkie prawa. Poza tobą i Jenny, jestem jego najbliższym 

krewnym w tym kraju.

Na ten argument nic nie potrafiła odpowiedzieć. Uświadomiła sobie z 

przerażeniem,   że   on   ma   rację:   był   najbliższym   męskim   krewnym 

Sammy'ego i tego faktu nie można było zmienić.

– Ta kłótnia nie ma sensu  –  stwierdził Franko. – Jesteś teraz bardzo 

zestresowana. Sądziłem, że pomogę ci, jeśli zajmę się szpitalem.

– Dziękuję – wymamrotała niechętnie.

– Poinformowałem szpital, ze pokryję wszelkie rachunki. Założyłem 

również   konto   bankowe   z   pełnomocnictwem   dla   ciebie.   –   Sięgnął   do 

kieszeni i podał jej kartę. – Numer PIN to twoja data urodzenia. Suma, 

która się tam znajduje, wystarczy na porządne ubrania dla was trojga. 

Rzuciła w niego kartą.

– Nie chcę tego.

Wziął ją za rękę, rozprostował jej palce, wsunął między  nie kartę i 

znów zacisnął.

background image

– Masz ją wziąć i używać, zrozumiałaś?

Odpowiedziała mu grymasem.

– A jakie ciuchy mam za to kupić? Coś, co by cię podniecało?

– Do tego nie potrzebujesz żadnego ubrania.

Anna okryła się rumieńcem.

– Nie mogę tego zrobić. Nie potrafię udawać, że jestem twoją kochanką 

dobrowolnie.

– Nic będziesz musiała udawać – zapewnił ją.

Popatrzyła   na   niego   z   konsternacją.   Czyżby   Franko   chciał   znów 

rozpalić jej zmysły? Czy to miał być ciąg dalszy zemsty?

– Franko, nie możesz mi tego zrobić – powiedziała ze łzami w oczach. 

– Nie możesz mnie w ten sposób zniszczyć.

– Nie mam zamiaru cię niszczyć. Ale chcę cię mieć. Chcę, żebyś czuła 

to, co ja czułem przez cztery lata. Chcę wymazać ze swojej wyobraźni 

wizje ciebie w ramionach Carla.

– Zniszczysz mnie tym – szepnęła, bezradnie opuszczając ramiona. – 

Nie zniosę tego.

Franko w milczeniu stał przed nią, patrząc na jej pochyloną głowę.

– Anno.

Podniosła głowę i napotkała jego wzrok.

– Proszę cię, nie dopuść do tego, żebym cię znienawidziła.

– I tak mnie już nienawidzisz, więc co mam do stracenia?

Najgorsze było to, że nie potrafiła czuć do niego nienawiści. Kochała 

go   nie   mniej   niż   kiedyś,   bezgranicznie   i   totalnie.   Przygryzła   wargi,   – 

Franko, ja już więcej nie zniosę. Nie zmuszaj mnie, żebym musiała cię 

błagać.

background image

Pochwycił ją za ramiona i przyciągnął do siebie.

–   Chcę   słyszeć   twoje   błaganie.   Tylko   to   może   mi   dostarczyć 

satysfakcji.

Pochylił głowę i przytrzymał jej twarz. Poczuła jego język w swoich 

ustach i jej ciało natychmiast zmieniło się w drżąca galaretę. Nie była w 

stanie z tym walczyć; Franko nie pozostawił jej żadnej możliwości obrony. 

Miała wrażenie, że roztapia się i w postaci atomów ulatuje w kosmos.

– Brakowało mi tego – westchnął, odnajdując dłonią jej pierś. – Nie 

potrafiłem zapomnieć, jak to jest czuć cię pod sobą, rozpaloną... – szepnął, 

czując jej zęby na swoich wargach. – Chcesz mi zrobić krzywdę?

– Mam ochotę cię zabić – odrzekła cicho.

Na twarzy Franka, pochylonej tuż nad jej twarzą, pojawił się leniwy 

uśmiech.

– Proszą bardzo, zabij mnie. Przynajmniej umrę szczęśliwy.

W odpowiedzi ugryzła go znacznie mocniej.

– Chcesz ostrego seksu? Będziesz gryźć i drapać?

– Nienawidzę cię! – westchnęła, gdy pochylił się a jego twarz znalazła 

się przy jej piersiach. – Nienawidzę cię...

– Uwielbiam, kiedy mnie tak nienawidzisz – odszepnął. – Czuję, jak 

całe twoje ciało mnie nienawidzi. Od tej nienawiści staje się coraz bardziej 

gorące.

– Sammy i Jenny mogą wrócić w każdej chwili – przypomniała mu, 

sięgając po ostateczną broń.

Franko   natychmiast   się   odsunął.   Zazdrościła   mu   łatwości.   z   jaką 

pohamował pożądanie.

– Kiedyś nie psułaś zabawy z byle powodu – uśmiechnął się kpiąco. – 

background image

Nic ci nie było w stanie przeszkodzić.

– Bo byłam głupia i pozwoliłam ci się oczarować.

– Jeszcze głupiej postąpiłaś, pozwalając się oczarować mojemu bratu.

– Przecież według niego to ja go uwiodłam. Zdecyduj się na coś – 

westchnęła.

– Znając twój urok z własnego doświadczenia, nie wątpię, że żaden 

mężczyzna nie byłby mu się w stanie oprzeć.

– Proszę, zostaw mnie już i idź sobie – westchnęła Anna. – Nie mam 

już siły na dyskusje z tobą.

Obrzucił ją lodowatym spojrzeniem.

– Zemsta i tak cię nie ominie, Anno, możesz być tego pewna. Dopnę 

swego bez względu na twoje uczucia.

– Nie poczujesz się szczęśliwy, dopóki mnie nie złamiesz, prawda?

Franko zacisnął usta.

– Chodzi o moją dumę. Mogłaś wziąć to pod uwagę, zanim wskoczyłaś 

do łóżka mojego brata. Owszem, dopnę swego i nic mnie przed tym nie 

powstrzyma.

Anna   ze   znużeniem   przymknęła   oczy.   Wiedziała,   że   Franko   mówi 

prawdę, i nie miała pojęcia, jak uda jej się to znieść.

background image

Rozdział 4

Następne dwa dni były wypełnione po brzegi.

Anna   starannie   pakowała   rzeczy.   Nie   zamierzała   zabierać   do   domu 

Franka całego dobytku, bo wiedziała, że za jakiś czas i tak będzie musiała 

wrócić do siebie. Franko jej nie chciał; zależało mu tylko na zemście.

Trzeciego dnia przed domem pojawił się samochód i w ciągu kilku 

minut zawiózł ich przed imponującą rezydencję.

–   Mamo,   jaki   duży   dom   –   sapnął   Sammy,   ciągnąc   za   sobą 

obszarpanego misia. – Czy tatuś ma basen?

Pochylona nad torbą Anna posłała synowi blady uśmiech.

– Nie wiem, kochanie. Wkrótce się przekonamy.

Drzwi otworzyły się i stanęła w nich starsza kobieta ubrana na czarno.

–   Dzień   dobry,   pani   Stockton.   Jestem   Rosa,   gospodyni   pana 

Ventressiego   –   powiedziała   z   mocnym   włoskim   akcentem.   –   A   to   na 

pewno jest Sammy. Jaki podobny do ojca!

–   Moja   siostra,   Jenny   –   powiedziała   Anna   szybko,   wypychając 

dziewczynę do przodu.

– Milo mi panią poznać – ukłoniła się Rosa. – Pan Ventressi polecił mi 

przywitać panie jak najserdeczniej. On sam wróci dzisiaj późno.

Typowe, pomyślała Anna, prowadząc Sammy'ego do wnętrza domu. To 

na pewno miał być kolejny element tortur: Franko chciał jej zagrać na 

nerwach, każąc czekać na siebie.

Gospodyni zaprowadziła je na górę, a kierowca w tym czasie wniósł do 

domu bagaże.

Pokój   Jenny   był  różowy,   przestronny   i   bardzo   kobiecy.   W   wielkim 

background image

oknie   wisiały   miękkie   zasłony.   Następny   był   pokój   Sammy'ego   –   z 

niebieskimi   ścianami   i   wielką   stertą   zabawek,   które   mogły   zaspokoić 

najbardziej wygórowane życzenia każdego trzylatka.

–   To   dla   mnie?   –   zapytał   Sammy,   patrząc   z   zachwytem   na   wielką 

ciężarówkę i rządek lśniących modeli samochodzików.

– Tak – uśmiechnęła się Rosa. – Twój tato chciał, żebyś się tu czuł jak 

w domu.

Anna poczuła irytację na myśl, że Franko chce sobie kupić względy 

syna drogimi zabawkami.

–   A   tutaj   jest   pani   pokój   –   powiedziała   Rosa,   prowadząc   ją   dalej 

korytarzem. – Proszę się rozgościć. Za godzinę będzie kolacja.

– Dziękuję – rzekła Anna z uśmiechem, choć w środku gotowała się ze 

złości.

Po   wyjściu   Rosy   uważnie   obejrzała   pokój.   Był   wielki,   z   osobną 

garderobą i łazienką. W wielkich oknach wisiały jedwabne czarno-białe 

zasłony   wykończone   skomplikowanymi   sznurami   i   frędzlami.   Przy 

szerokim   łóżku,   nakrytym   również   czarno-białą   narzutą,   stał   wygodny 

fotel i sofa. Od razu było widać, że jest to dom człowieka nawykłego do 

komfortu   i   nieliczącego   się   z   kosztami.   Anna,   w   swoim   starym, 

spłowiałym ubraniu, czuła się tu nie na miejscu.

Westchnęła i zatrzymała wzrok na swoim odbiciu w dużym uchylnym 

lustrze, które stało obok sekretarzyka z orzechowego drewna. Wyglądała 

na wyczerpaną. Oczy miała podkrążone, zazwyczaj lśniące jasne włosy 

były   matowe,   bez   życia,   a   twarz   blada,   jakby   od   wielu   miesięcy   nie 

widziała słońca. Do tego jeszcze miała zapadnięte policzki.

Usłyszała za plecami jakiś dźwięk.

background image

– Popatrz, Anno! – wołała Jenny, z podnieceniem wbiegając do pokoju, 

– Zobacz, co Franko mi kupił!

Anna odwróciła się i spojrzała na wielką stertę markowych ubrań, które 

Jenny trzymała w ramionach.

– Kupił to dla mnie. Rosa mówi, że to prezent... 

Zabawki   dla   Sammy'ego,   ubrania   dla   Jenny...   O   co   mu   właściwie 

chodziło?

– Nie możesz ich zatrzymać.

– Dlaczego? – jęknęła Jenny z wielkim rozczarowaniem.

– Bo ja nie mogę sobie pozwolić na to, żeby za nie zapłacić.

– Ale to prezent – powtórzyła Jenny. – Nic płaci się za prezenty!

– Naprawdę? – stwierdziła Anna ironicznie.

Sukienka z zielonego jedwabiu zsunęła się ze sterty i upadła u stóp 

Jenny.

– Anno, czy coś się stało?

– Nie – skłamała. – Ale nie możemy się do tego wszystkiego za bardzo 

przyzwyczajać...   –   zatoczyła   luk   ręką,   –   Te   luksusy   nie   będą   trwały 

wiecznie.

– Co to znaczy? – zdziwiła się Jenny. – Przecież Franko jest bardzo 

bogaty i może sobie pozwolić na hojność.

– Jenny... – westchnęła Anna i przeszła na język migowy, żeby siostra 

zrozumiała wszystko dokładnie. – Nie czuję się dobrze, przyjmując tak 

kosztowne prezenty. A jeśli coś nam nie wyjdzie...

– A co może wam nie wyjść? – zdziwiła się Jenny. – Franko wrócił do 

twojego życia, a Sammy będzie zdrowy. Co złego może się stać?

Och, młodzieńcza naiwności, pomyślała Anna. Jenny miała zaledwie – 

background image

dziewiętnaście  lat i głowę pełną romantycznych iluzji,  ale przecież  nie 

znała   całej   historii   związku   z   Frankiem,   nie   znała   mrocznego   sekretu, 

który kładł się cieniem na całej teraźniejszości.

– Nic – westchnęła. – Masz rację. Głupio gadam.

– Jesteś zmęczona – stwierdziła jej siostra. – Masz za sobą ciężkie dni. 

Postaram się pomagać ci bardziej.

– I tak pomagasz mi bardzo dużo – rzekła Anna z wdzięcznością. – Nie 

wiem, co bym bez ciebie zrobiła.

–   Teraz   mam   ferie,   więc   mogę   zająć   się   Sammym,   żebyś   ty   miała 

więcej czasu dla Franka.

Gdy siostra  wyszła  z  pokoju, Anna jeszcze raz popatrzyła na swoje 

odbicie w lustrze. Spędzanie czasu z Frankiem było ostatnią rzeczą, na 

jaką miała w tej chwili ochotę.

Sammy   usnął,   nie   doczekawszy   końca   bajki.   Otuliła   go   kołdrą, 

pocałowała w policzek i poszła do swojego pokoju. Jenny była u siebie, a 

gosposia   już   dawno   skończyła   pracę.   Anna   czekała   na   powrót   Franka, 

niespokojnie   chodząc   z   kąta   w   kąt.   Miała   ochotę   się   położyć,   ale   nie 

chciała, by zastał ją pogrążoną we śnie; obawiała się, że w takiej sytuacji 

po prostu wsunąłby się do łóżka obok niej.

W   końcu   usłyszała   przed   domem   odgłos   silnika   maserati   i   świst 

zamykanych   elektronicznie   drzwi   do   garażu.   Potem   kroki   na   żwirowej 

ścieżce... zgrzyt klucza w drzwiach... znów kroki, tym razem zbliżające się 

do smugi światła pod drzwiami salonu.

Gdy otworzył drzwi, zerwała się na równe nogi.

– Nie masz prawa ich przykupywać! – wykrzyknęła bez wstępów.

background image

Franko zamknął za sobą drzwi zupełnie niewzruszony.

– Dobry wieczór, cara.

– Słyszałeś, co powiedziałam?

Rzucił marynarkę na sofę i rozluźnił węzeł krawata.

– Zdążyliście się już tu urządzić?

Anna patrzyła na niego bez słowa.

– Czy coś jest nie tak? – zapytał ze zdziwieniem.

– Wszystko jest nie tak! – wybuchnęła. – Specjalnie starasz się utrudnić 

mi...

– Utrudnić ci co? Pójście ze mną do łóżka?

– Nie mam ochoty z tobą sypiać!

– Ach, ale nie masz wyboru, prawda?

Popatrzyła na niego ze złością.

– Czy naprawę myślisz, że cały pokój zabawek dla Sammy'ego i szafa 

ubrań dla mojej siostry wystarczą... ?

Oczy Franka przybrały kształt wąskich szparek.

–   Nie,   ale   sądziłem,   że   uwzględnisz   w  rachunku   koszty   leczenia   w 

szpitalu.

Na to oczywiście nie mogła nic odpowiedzieć. 

Franko wygodnie rozsiadł się na sofie i położył nogi na stoliku.

– Czyżbyś miała jeszcze jakieś wahania co do naszej umowy?

–   To   wszystko   jest   takie...   bezduszne.   Chcesz   mnie   wykorzystać   z 

czystej nienawiści.

– A dlaczego nie miałbym cię nienawidzić? – Wzruszył ramionami.

– Nikt nie jest doskonały – mruknęła, unikając jego wzroku. – Każdy 

popełnia jakieś błędy. To ludzkie.

background image

– Ale za niektóre błędy trzeba płacić.

– A co z twoim bratem? Jaką cenę on ma zapłacić?

Franko mocno zacisnął zęby, ale wytrzymał jej spojrzenie.

– Carlo już zapłacił. Nie wie o tym, że ma syna. Nie potrafię sobie 

wyobrazić gorszej kary.

– Czyli wychodzi na to, że jest to wyłącznie moja wina.

– Tak. – Zdjął nogi ze stołu i wstał. – To jest twoja wina. Złamałaś 

obietnicę.

– Przecież nie zrobiłam tego sama! – zawołała, hamując łzy.

– Carlo jest mężczyzną z krwi i kości. Nie był w stanie oprzeć się 

pokusie, jaką mu zaoferowałaś. Przeprosił mnie za to, co niechcący zrobił.

–   Niechcący?   –   prychnęła   Anna   z   niedowierzaniem.   –   Napoił  mnie 

szampanem, a ty mówisz, że zrobił to niechcący?

Franko zacisnął usta.

– Nie musiałaś pić.

– A on nie musiał... nie musiał...

Łzy w końcu popłynęły. Otarła je wierzchem dłoni.

– Sama mówiłaś, że co się stało, to się nie odstanie. Trzeba się skupić 

na tym, co jest tu i teraz.

– To, co jest tu i teraz, to szantaż i przekupstwo!

–   No   i   co   z   tego?   –   Wzruszył   ramionami.   –   Tylko   w   ten   sposób 

możemy wyrównać rachunki.

– Franko, nie żyjemy w średniowieczu! Zasada "oko za oko" już nie 

obowiązuje!

– Nie zaznam spokoju, dopóki nie zapłacisz mi za to, co zrobiłaś.

– Już zapłaciłam! Nawet nie masz pojęcia, jak drogo!

background image

– Ale nie na moje konto.

Z frustracją zacisnęła dłonie w pięści.

– Dobrze – powiedziała wojowniczo. – Miejmy to już z głowy. Rób, co 

masz zrobić, i niech już będzie po wszystkim.

stał nieruchomo, z twarzą przypominającą maskę.

–   Na   co   czekasz?!   –   krzyczała   Anna,   zrzucając   buty   i   rozpinając 

bluzkę. – Przecież tego właśnie chciałeś! – Rzuciła bluzkę na podłogę i 

sięgnęła do paska steranych dżinsów. – Zróbmy to wreszcie, żebym mogła 

się przestać zastanawiać, kiedy w końcu eksplodujesz.

Dżinsy   opadły   na   podłogę   i   Anna   w   samej   bieliźnie   stanęła   przed 

Frankiem. On jednak nawet nie drgnął.

–   No   co?   –   prowokowała   go.   –   Zniechęca   cię   moja   stara   bielizna? 

Możesz ją ze mnie zerwać i zrobić, co zechcesz. Co cię powstrzymuje? 

Brak ci charakteru? Nie uwierzę, że twój brat ma gorętszą krew niż ty...

Poruszył   się   tak   szybko,   że   nie   zdążyła   dokończyć   zdania.   Całym 

ciałem   przycisnął   ją   do   ściany   i   zamknął   jej   usta   pocałunkiem,   a 

jednocześnie   dłonie   rozpoczęły   podróż   po   jej   piersiach.   Wbrew   sobie 

Anna nie potrafiła odeprzeć tego zmasowanego ataku na swe zmysły; nie 

była w stanie walczyć z Frankiem.

Po chwili biustonosz poleciał na podłogę, a w ślad za nim zsunęły się 

majtki.   Franko   sięgnął   ręką   między   jej   nogi,   drugą   rozpinając   swoje 

spodnie.   Wstrzymała   oddech,   gdy   gwałtownie   w   nią   wtargnął. 

Zdradzieckie ciało reagowało po swojemu, pulsując w jednym rytmie z 

jego ciałem.

– Chcesz właśnie mnie – mruczał Franko między jednym gorączkowym 

pchnięciem a drugim. – I to właśnie mnie będziesz miała, dopóki ja się 

background image

tobą nie nasycę.

Ciało Anny po kilku latach celibatu nie było przyzwyczajone do takiej 

gwałtowności. Skrzywiła się lekko; Franko natychmiast znieruchomiał i 

zatrzymał wzrok na jej twarzy.

– Co się stało? Nie jest ci ze mną tak dobrze jak z Carlem? Czy o to 

chodzi?

– Nie...

– W takim razie o co? – Znów zaczął się poruszać, ale już delikatniej. – 

Myślisz o nim?

– Nie... – szepnęła, wbijając paznokcie w jego ramiona.

– Nie zniósłbym, gdybyś myślała o nim wtedy, kiedy ja jestem w tobie.

Chciała mu powiedzieć, że nigdy nie było w niej miejsca dla nikogo 

innego, ale wiedziała, że Franko jej nie uwierzy. Zresztą sama przestawała 

już   wierzyć   sobie.   Zagryzła   usta,   powstrzymując   okrzyk   rozkoszy;   nie 

chciała mu dać tej satysfakcji.

– Nie walcz ze mną – wydyszał Franko prosto do jej ucha. – Przestań 

się kontrolować!

– Nic. Nienawidzę cię.

– Ale pragniesz mnie mimo to!

– Ja... ja...

– Zrób to dla mnie – poprosił łagodnie. – Tak jak kiedyś.

– Nie chcę... och... och... och... !

Franko mocno przytrzymał jej drżące ciało.

– Tak, cara. Chcesz.

Owszem, chciała i nie była w stanie powstrzymać przetaczających się 

przez nią fal rozkoszy ani zapobiec bezwładności, która ogarnęła ją całą.

background image

– Teraz moja kolej – mruknął, znów zwiększając tempo. – Tak długo na 

to czekałem!

Czuła, jak jego napięcie narasta z każdym ruchem. Po chwili Franko 

porzucił   samokontrolę   i   dokończył  dzieła   z   głębokim   jękiem,   a   potem 

natychmiast odsunął się od niej. Usłyszała zgrzyt zamka błyskawicznego; 

on również doprowadzał się do porządku.

– Mam nadzieję, że Rosa pokazała ci twój pokój? – rzucił przez ramię, 

podchodząc do barku.

Anna przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu.

– Tak...

– To dobrze. – Odwrócił się w jej stronę i wzniósł kieliszek w toaście. – 

Za nasz związek. Oby trwał przez wiele nocy i dni.

– Zmieniłeś się...

W jego oczach pojawił się dziwny błysk.

– Jeśli tak, to tylko siebie możesz za to winić – odrzekł z goryczą.

– Przykro mi.

– Przykro? – powtórzył z niedowierzaniem.

– A dokładnie dlaczego jest ci przykro?

– Nie chciałam cię zranić...

– Naprawdę?

– Oczywiście, że tak – powiedziała, wykręcając ręce. – Niczego nie 

pamiętam z tamtej nocy.

–   Nie   musisz   nic   pamiętać   –   prychnął.   –   Carlo   był  przewidujący   i 

przygotował dokumentację.

Zadała mu wreszcie pytanie, które prześladowało ją już od dawna:

– A nigdy się nie zastanawiałeś, po co to zrobił?

background image

Franko przez chwilę milczał.

–   Czasami   zadawałem   sobie   to   pytanie,   ale   za   każdym   razem 

dochodziłem do tej samej odpowiedzi, którą podał mi Carlo. Gdyby nie 

miał tych cholernych zdjęć, nigdy bym mu nie uwierzył. Twój zadowolony 

uśmiech   prześladował   mnie   przez   koszmarnie   długie   cztery   łata.   Nie 

potrafiłem zapomnieć tego widoku, choć bardzo się starałem.

Anna przymknęła oczy.

– Czy wiesz, jak ciężko jest mi patrzeć na własnego brata i nie myśleć o 

tym,   że   go   uwiodłaś?   Robiłem   wszystko,   co   mogłem,   żeby   naprawić 

relacje między nami, ale blizny pozostały.

Co miała powiedzieć? Była winna i koniec. Franko miał rację: choć ona 

sama niczego nie pamiętała, zdjęcia były wystarczającym dowodem na to, 

co zaszło.

Włożyła dżinsy i zapięła bluzkę.

– Nie wiem, co mam odpowiedzieć...

– Nic już nie mów – prychnął. – Czy naprawdę myślisz, że słowa mogą 

wymazać przeszłość?

Potrząsnęła głową i na widok nienawiści w jego twarzy opuściła wzrok.

– Jesteś małą, tandetną...

– Nie!

Dłoń Franka ostro przecięła powietrze.

– Jesteś kusicielką w przebraniu anioła. Dałem się nabrać i mój brat też, 

ale   teraz   nasz   związek   opiera   się   wyłącznie   na   moich   warunkach. 

Zniesiesz wszystko, co zechcę ci zaoferować – wycedził przez zaciśnięte 

zęby. – Jesteś mi to winna. A teraz zejdź mi z oczu.

– Franko... Proszę cię... ja...

background image

– Wynoś się! – wykrzyknął, uderzając pięścią w stół.

– Ale ja...

Przybliżył się o kilka kroków, Anna jednak nie cofnęła się.

– Zdaje się, że kazałem ci stąd wyjść.

– Słyszałam, co powiedziałeś, ale nie zamierzam pozwolić, byś mnie 

obrażał.

Franko patrzył na nią ponuro.

– Jeśli będę miał ochotę cię obrazić, to zrobię to. Ty obraziłaś mnie 

bardziej.

– Nic z tego nie pamiętam! – wykrzyknęła z frustracją. – Zupełnie nic!

– Jakie to wygodne.

– Nie wierzysz mi, tak? Po prostu mi nie wierzysz.

Znów prychnął pogardliwie i sięgnął po coś do szuflady. Zobaczyła w 

jego wyciągniętej ręce dużą kopertę i przeszył ją dreszcz.

– Wygodnie ci było zapomnieć to, co wtedy zaszło... – rzekł lodowato 

– ale może to pozwoli ci odzyskać pamięć.

Drżącymi rękami otworzyła kopertę i wyjęła zdjęcia.

background image

Rozdział 5

Cała   krew   odpłynęła   jej   z   twarzy.   Patrzyła   na   własne   zdjęcie   w 

kompromitującej pozie i z trudem powstrzymywała mdłości.

– Teraz mi powiedz, że nic nie pamiętasz – warknął Franko.

Poczuła   ucisk   w   skroniach.   Miała   wrażenie,   że   ogląda   własnego 

sobowtóra,   nie   siebie.   Kobieta   na   zdjęciu   miała   na   ustach   nieobecny 

uśmiech i wyciągała ręce do kogoś, kogo nie było widać w kadrze.

Kolejne zdjęcie wyglądało bardzo podobnie. Zachęcająca poza, włosy 

rozrzucone na poduszce, usta rozchylone w uśmiechu i pusty wzrok. Nie 

miała już ochoty oglądać kolejnych fotografii.

– Dziwię się, że zatrzymałeś te zdjęcia – powiedziała, oddając mu cały 

plik. – Moim zdaniem zakrawa to na masochizm.

–  Zatrzymałem  je,  żeby  od  czasu  do czasu  przypominać  sobie,   jaki 

byłem głupi, że ci wierzyłem.

– Jak często musiałeś je oglądać?

Odwrócił wzrok, schował zdjęcia do szuflady i zamknął ją na klucz, 

który schował do kieszeni.

– Patrzę na nie, ilekroć czuję pokusę, by zaufać pięknej kobiecie.

– To dlatego jeszcze się nie ożeniłeś?

– Nie mam ochoty znaleźć się w następnym podobnym związku.

– A nie chcesz mieć dzieci?

Znów odwrócił wzrok.

– Dzieci to obciążenie. Nie chcę takich mocnych więzi.

Anna nie wierzyła własnym uszom. Gdzie się podział ten mężczyzna, 

który marzył o rodzinie i jak twierdził, nie mógł się doczekać córki lub 

background image

syna? Czyżby naprawdę zmienił się tak bardzo? Czy to była jej wina?

–   Jeśli   chodzi   o   to,   co   zaszło   między   nami,   to   mam   nadzieję,   że 

używasz jakiegoś wiarygodnego zabezpieczenia?

Na szczęście nie patrzył w jej stronę, bo na pewno zauważyłby głęboki 

rumieniec na policzkach.

– Oczywiście.

Nie było to do końca kłamstwo; co prawda, w celu kontroli długości 

cyklu,   używała   niskohormonalnych   tabletek,   ale   nie   zażywała   ich 

regularnie.

Przez   chwilę   panowało   milczenie,   przerywane   tylko   szczęknięciem 

szklanki o butelkę z brandy. Anna niepewnie stała przy sofie; miała ochotę 

jak najszybciej stąd uciec, ale żeby wyjść z salonu, musiałaby przejść obok 

Franka.

W   końcu   popatrzył   na   nią   z   nieprzeniknionym   wyrazem   twarzy   i 

zatrzymał wzrok na drobnym rozcięciu na dolnej wardze. Podszedł bliżej 

jak zahipnotyzowany.

– Cara – szepnął z nieoczekiwaną delikatnością. – Czy to ja zrobiłem?

Odwróciła twarz; jego ręka opadła bezwładnie.

– Bywało gorzej.

– Nie. Nie z mojego powodu.

– Jesteś pewien? – zapytała sucho.

– Anno... nigdy  bym celowo nie skrzywdził ciebie  ani żadnej innej 

kobiety.

– To dlaczego tu jestem?

Przez chwilę patrzył jej w oczy.

– Czy rani cię to, że jesteś tu ze mną?

background image

– Przecież wiesz, że tak...

– Dlaczego?

Jego intensywne spojrzenie utrudniało jej odpowiedź. Opuściła głowę i 

wpatrzyła się w podłogę.

– Dlaczego rani cię przebywanie w moim towarzystwie? – powtórzył 

Franko.

Wolała   nic   nie   mówić.   Wyminęła   go,   unikając   dotknięcia   jego 

wyciągniętej ręki, wyszła z salonu i stanowczo zamknęła za sobą drzwi. 

Franko patrzył za nią, a potem z rozmachem wrzucił kryształową szklankę 

z brandy do kominka. Na kremowym dywanie pozostały żółte ślady po 

rozlanej brandy.

Wyczerpanie emocjonalne sprawiło, że Anna spała wyjątkowo mocno. 

Gdy się obudziła, było parę minut po ósmej. Na jej łóżku siedział Sammy 

z nową zabawką na kolanach.

– Już nie śpisz, mamo? – Zapytał z nadzieją.

Uśmiechnęła   się   i   odgarnęła   włosy   z   jego   oczu,   –   Dlaczego   nie 

obudziłeś mnie wcześniej? Długo tu siedzisz?

– Tatuś powiedział, żebym cię nie budził – odrzekł chłopiec z ważną 

miną. – Mówił, że jesteś bardzo zmęczona i potrzebujesz snu.

Dziwnie   się   poczuła,   słysząc,   że   Franko   tak   się   troszczy   ojej 

wypoczynek. Niemożna jednak było na tym niczego budować.

– Ale teraz już nie śpię – powiedziała i przegarnęła ręką ciemne włosy 

synka. – Gdzie jest ciocia Jenny?

– Pomaga Rosie przy śniadaniu. Wstajesz już?

Anna   miała   wielką   ochotę   znów   zagrzebać   się   pod   kołdrą   i   nie 

background image

wychodzić z łóżka co najmniej przez tydzień, ale Sammy już za kilka dni 

miał   pójść   do   szpitala,   a   pozostało   jeszcze   mnóstwo   spraw,   którymi 

należało się wcześniej zająć.

– Wstaję – westchnęła, opuszczając nogi na podłogę. – Chyba.

Sammy pochylił się bliżej i wskazał na jej dolną wargę.

– Co to takiego? – zapytał, dotykając palcem rozcięcia.

– Ugryzłam się w usta.

– Głupio zrobiłaś – uśmiechnął się promiennie i poklepał ją po dłoni.

Przy   drzwiach   rozległ   się   jakiś   dźwięk.   Anna   podniosła   głowę   i 

napotkała mroczne spojrzenie Franka. Sammy od razu do niego podbiegł.

– Tatusiu, ja jej nie obudziłem, sama się obudziła!

– To dobrze. Może pójdziesz do Rosy i powiesz jej, że przyjdziemy za 

kilka minut?

Sammy wyszedł z sypialni z ciężarówką pod pachą. Anna podniosła się 

i sięgnęła po wytarty szlafrok.

– Anno.

Zawiązała pasek i spojrzała na niego obronnie.

– Dobrze spałeś, Franko?

– Chciałem przeprosić za moje wczorajsze zachowanie – powiedział, 

odwracając wzrok. – Byłem... nie byłem sobą.

– Coś takiego...

– Sytuacja wymknęła mi się spod kontroli...

– Po prostu chciałeś mnie upokorzyć. Jesteś teraz zadowolony?

Mocno zacisnął usta, ale wytrzymał jej wzrok.

– Byłem zły na ciebie.

– Dobrze wiesz, że to nie jest żadne usprawiedliwienie.

background image

– Nic próbuję się usprawiedliwiać.

– Nie chcę ani usprawiedliwień, ani przeprosin. Chciałabym przebrnąć 

przez najbliższe dni, dopóki Sammy nie trafi do szpitala, bez komplikacji 

w postaci twoich planów zemsty.

– Uwierzysz, jeśli ci obiecam, że cię nie skrzywdzę?

Spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Oczywiście, że nie uwierzę.

Twarz Franka wyraźnie zadrgała.

 – Masz na to moje słowo.

– Mam je uznać za gwarancję? Niestety. Nie wierzę już w żadne słowo 

nikogo, kto nazywa się Ventressi: Z waszych obietnic nie wynika zupełnie 

nic.

– Jak mam to rozumieć? – zapytał, przymrużając oczy.

– Jak sobie chcesz.

– Wyjaśnij mi, co masz na myśli.

– Po co? I tak obrócisz kota ogonem, żeby na koniec wyszło na twoje.

– Chcę wiedzieć, co te słowa miały znaczyć.

–   Dobrze,   skoro   się   upierasz   –   westchnęła.   –   Cztery   lata   temu 

poprosiłeś, żebym za ciebie wyszła. Mówiłeś, że mnie kochasz, ale przy 

pierwszej próbie ta miłość gdzieś zniknęła. Więc co to była za miłość? Co 

była warta taka obietnica? Zabrakło ci odwagi, żeby stawić czoło temu, co 

się stało; od razu mnie przekreśliłeś i nawet przez chwilę nie zastanowiłeś 

się nad innymi możliwościami.

– A jakie były inne możliwości?

–   Dalej   nic   nie   rozumiesz.   Widzisz   tylko   moją   winę.   Nawet   nie 

przyjdzie ci do głowy, że mogłam być ofiarą.

background image

Franko ściągnął brwi.

– Ofiarą? Od kiedy to ofiary pozują nago na łóżku i pozwalają, żeby 

ktoś im robił zdjęcia?

Anna dobrze wiedziała, że traci grunt, ale za wszelką cenę pragnęła go 

zmusić,   żeby   poszukał   innego   możliwego   wyjaśnienia.   Gdyby   tylko 

potrafiła sobie cokolwiek przypomnieć!

– Mogłam być... pijana.

– Pijana? – powtórzył z oburzeniem. – I to miałoby cię usprawiedliwić?

– Nie... oczywiście, że nie... ale może niechcący wypiłam za dużo i....

– Anno, widzę, do czego zmierzasz, ale nic ci z tego nie przyjdzie. 

Stawianie siebie na miejscu ofiary nie znaczy automatycznie, że Carlo był 

na miejscu kata. Czy sądzisz,  że uwierzę tobie, a nie własnemu  bratu, 

zwłaszcza   że   on.   w   przeciwieństwie   do   ciebie,   potrafi   opisać   każdy 

szczegół tego, co się zdarzyło?

Nie było sensu ciągnąć tej sprzeczki. Zawsze kończyło się tak samo: jej 

słowo przeciwko słowu Carla. Nie miała się na czym oprzeć.

– Nic, nigdy nie sądziłam, że mi uwierzysz – westchnęła ze znużeniem.

–   Myślisz,   że   w   ciągu   tych   czterech   lat   nie   przychodziło   mi   to 

wielokrotnie   do   głowy?   Ze   nie   próbowałem   szukać   kozła   ofiarnego? 

Znaleźć odpowiedzi na pytania, które nigdy nie powinny zostać zadane? 

Kochałem cię z całego serca, a ty zniszczyłaś tę miłość. Teraz mogę ci 

oferować tylko gorycz.

Odwrócił się plecami do niej i przez chwilę milczał. Anna patrzyła na 

niego ze ściśniętym sercem.

– Idę do pracy – odezwał się wreszcie, nie zmieniając pozycji. – Na 

dole   znajdziesz   szczegóły   dotyczące   przyjęcia   Sammy'ego   do   szpitala. 

background image

Zobaczymy się później.

Drzwi zamknęły się z cichym stuknięciem.

Tego samego dnia po południu Sammy był umówiony na spotkanie z 

lekarzem w szpitalu, gdzie miała zostać przeprowadzona operacja.

Anna   mocno   trzymała   chłopca   za   rękę.   Na   początek   pielęgniarka 

oprowadziła ich po oddziale.

– To urządzenie uśpi cię przed operacją – tłumaczyła, wskazując na 

sprzęt anestezjologiczny. – A gdy już będziesz spał, chirurg zrobi malutkie 

nacięcie w twojej nodze, wprowadzi tam malutką kamerę i wyśle ją aż do 

twojego serca. A kamera znajdzie dziurkę, którą trzeba zapełnić. To tak, 

jakby w tym miejscu brakowało kawałka puzzli.

W   ujęciu   pielęgniarki   cały   zabieg   wydawał   się   niezmiernie   prosty. 

Choć spokój kobiety udzielił się Sammy’emu, Anna z chwili na chwilę 

czuła coraz większą panikę. Tyle rzeczy mogło pójść nie tak! Słyszała o 

nietypowych reakcjach organizmu; niektórzy ludzie po operacji zapadali w 

śpiączkę. Zdarzały się również niemożliwe do opanowania krwotoki. A 

Sammy był taki mały, taki delikatny...

– Proszę się nie martwić – uśmiechnęła się pielęgniarka na widok jej 

przerażonej   twarzy.   –   Co   roku   wykonujemy   tysiące   takich   operacji. 

Sammy będzie w najlepszych rękach.

Anna uśmiechnęła się blado, modląc się w duchu, by pielęgniarka miała 

rację.

Popołudniowy   upał   wypędził   ich   do   ogrodu,   nad   basen.   Na   widok 

błękitnej tafli wody otoczonej ciemnozielonymi paprociami Sammy omal 

background image

nie oszalał z zachwytu. Jeden koniec basenu był ocieniony.

Anna   trzymała   syna   blisko   przy   sobie,   nie   pozwalając   mu   się 

przemęczać.   Sammy   ze   szczęśliwym  uśmiechem   chlapał  się   w  płytkiej 

wodzie. Niedaleko nich Jenny ćwiczyła własną wersję żabki, przez cały 

czas trzymając głowę nad wodą. Patrząc  na siostrę,  Anna nie potrafiła 

powstrzymać   uśmiechu.   W   ciągu   ostatnich   dni   Jenny   zmieniła   się   z 

patykowatej   nastolatki   w   rozkwitającą   kobietę.   Śmiało   ze   wszystkimi 

rozmawiała, nawet z Rosą, a na jej twarzy, zamiast bolesnego grymasu, 

przeważnie gościł uśmiech.

Anna pomyślała, że być może cena, jaką przyszło jej zapłacić, warta 

była szczęścia syna i siostry. Mogła znieść wiele ze strony Franka, jeśli 

miałaby oszczędzić w ten sposób cierpienia dwóm najbliższym osobom.

– Czy ja też się tu zmieszczę?

Drgnęła na dźwięk głębokiego głosu Franka za plecami. Odwróciła się i 

ujrzała jego szczupłe, opalone ciało.

–   Tatusiu!   –   zawołał   Sammy   z   zachwytem.   –   Patrz,   co   ja   lobie!   – 

Zamachał nogami, rozchlapując dokoła wodę.

Franko wyciągnął rękę.

– Chodź do mnie, Sammy. Przypłyń do mnie.

– On nie umie pływać – zauważyła Anna.

– W takim razie czas już, żeby się nauczył.

– On ma dopiero trzy lata.

Sammy nabrał powietrza do płuc i machając wszystkimi kończynami, 

rzucił się przez wodę w stronę Franka. Ten w porę pochwycił chłopca i z 

uśmiechem podniósł do góry.

– Bardzo dobrze! Widzę, że będziesz mistrzem w pływaniu.

background image

– Lubię pływać – oznajmił Sammy z dumą, ocierając oczy z wody.

– Będę z tobą pływał codziennie – obiecał Franko.

– Po operacji przez jakiś czas nie będzie mógł pływać – przypomniała 

mu Anna.

Franko poczekał, aż Sammy podreptał na drugi koniec basenu, gdzie 

była Jenny, i dopiero wtedy odpowiedział.

– Jesteś nadopiekuńcza. To chłopiec. Musi poznawać świat.

– To chłopiec z wadą serca – przypomniała mu ponuro.

–   Anno,   rozmawiałem   z   lekarzami.   Zabieg   usunie   wadę   w   stu 

procentach. Za bardzo się o niego martwisz.

– Tylko mi nie mów, że nie powinnam się o niego martwić! Przecież 

jestem jego matką.

– Będziesz go nadmiernie chronić, tak samo jak Jenny.

– Co?! – wykrzyknęła ze zdumieniem.

– Ona ma dziewiętnaście lat, a nie dziewięć. Powinna umawiać się z 

chłopcami, chodzić na imprezy i...

– Na litość boską, przecież ona nie słyszy!

  –   To,   że   nie   słyszy,   nie   znaczy   jeszcze,   że   jest   upośledzona   – 

powiedział Franko spokojnie. – Potrafi zadbać o siebie i powinna to robić, 

żeby znaleźć swoje miejsce w świecie.

– Jest taka wrażliwa...

–   Jest   silną,   odważną   młodą   kobietą.   Da   sobie   radę   w   każdym 

otoczeniu. Może zaproponujesz jej, żeby poszukała sobie jakiejś pracy na 

lato? Dzięki temu nabrałaby śmiałości.

– Jenny jest mi potrzebna do pomocy przy Sammym. Opiekunki do 

dziecka   s$   bardzo   drogie.   Bez   jej   pomocy   nie   mogłabym   pracować   w 

background image

weekendy ani wieczorami.

– Przez najbliższe trzy miesiące nie będziesz pracować.

Anna spojrzała na niego krzywo.

– To, co dla ciebie robię, w seksbiznesie nazywa się pracą.

Oczy Franka zmieniły się w wąskie szparki.

– Anno, nie nadużywaj mojej cierpliwości. Jestem już zmęczony tym, 

że kiedy czujesz się osaczona, walisz na ślepo.

– A dlaczego to robię?  Pojawiłeś się  znów w moim życiu i chcesz 

jednocześnie odgrywać rolę sędziego i ławy przysięgłych. Przez cały czas 

udowadniasz   mi,   jaki   mam   okropny   charakter,   krytykujesz   mnie   jako 

matkę i nawet jako siostrę. Bardzo mi przykro, że nie dorastam do twoich 

wygórowanych wymagań, ale jestem tylko człowiekiem i daleko mi do 

doskonałości.

– Nie krytykuję cię, mówię tylko, jak cię widzę.

– A czy ja cię prosiłam o opinię? Staram się, jak mogę, poradzić sobie 

w trudnej sytuacji.

– Zdaję sobie sprawę, że ostatni okres nie był dla ciebie łatwy.

– A co ty możesz o tym wiedzieć? Pochodzisz z bogatej rodziny. Nigdy 

nie musiałeś się zastanawiać, skąd wziąć następny posiłek i kto za niego 

zapłaci. Żyjesz w luksusach, a mimo to ośmielasz się krytykować moje 

niedociągnięcia.

– Anno, proszę... nie wpadaj w histerię.

Otarła ręką łzy.

–   Sądzisz,   że   to   histeria?   Jeszcze   nie   widziałeś   prawdziwej   histerii, 

więc to ty nie nadużywaj mojej cierpliwości.

–   Mamo?   –   zapytał   niepewnie   Sammy,   podchodząc   do   niej.   –   Czy 

background image

jesteś smutna?

– Nie, kochanie, tylko...

– Chodź ze mną, Sammy – wtrąciła Jenny, biorąc chłopca za rękę. – 

Mama i tato muszą teraz porozmawiać.

– Ale ja chcę wiedzieć, dlaczego mama jest...

– Chodź, Sammy – ucięła Jenny stanowczo i pociągnęła chłopca za 

sobą. Gdy zniknęli w domu, Franko powiedział:

– Jenny ma rację. Powinniśmy spędzić trochę czasu razem.

– Nie chcę być z tobą sama.

–   Czego   się   boisz?   Tego,   że   poczujesz   do   mnie   coś   innego   niż 

nienawiść? – zapytał z lekkim uśmieszkiem.

– Czuję tylko niesmak z powodu tego, co zrobiłeś.

–   Ostrożnie,  cara.  Czy   nikt   ci   nie   mówił,   że   nie   należy   obrażać 

dobroczyńców, bo mogą się zniechęcić?

– Ty draniu! – syknęła. – Ty arogancki draniu! Byłbyś do tego zdolny, 

prawda? Zdrowie Sammy'ego jest dla ciebie tylko środkiem, żebyś mógł 

dostać to, czego chcesz!

–   Znasz   warunki   naszej   umowy   –   odrzekł   Franko  z  lodowatym 

spokojem. – Ty masz wypełnić swoją rolę, a ja swoją.

– Jak możesz być taki podły!

– Ty mnie tego nauczyłaś – odparował gładko.

–   Ten   dzień,   gdy   przespałaś   się   z   moim   bratem,   zmienił   mnie   na 

zawsze.

Pomimo palącego słońca Anna zadrżała z chłodu.

– Nie mogę znieść towarzystwa człowieka, dla którego potrzeby innych 

nie znaczą nic.

background image

– Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z twoich potrzeb, Anno. Poznałem 

je wszystkie doskonale. – Jego wzrok leniwie prześlizgnął się po jej ciele.

– Zimno mi – wzdrygnęła się i chciała wejść na schodek, ale Franko 

przytrzymał ją i obrócił twarzą do siebie.

– Jest prawie trzydzieści stopni w cieniu.

– Ale...

– Nie uciekaj ode mnie.

Jego bliskość zapierała jej dech. Ich uda w wodzie niemal się stykały. 

Na rzęsach też miał kropelki wody.

– Nie – westchnęła, gdy pochylił twarz nad jej twarzą.

– Przecież wcale tak nie myślisz – mruknął i leciutko musnął wargami 

jej usta.

–   Właśnie   że   tak   –   odpowiedziała   ledwo   słyszalnym   głosem.   – 

Naprawdę tak myślę.

– Jeśli będziesz sobie to powtarzać wystarczająco długo, to pewnie w 

końcu w to uwierzysz... ale mnie nie przekonasz.

Anna   czuła,   że   kolana   zaczynają   pod   nią   drzeć.   To   tylko   jeden 

pocałunek,   tłumaczyła   sobie.   Basen   był   doskonale   widoczny   z   okien 

domu. Nic więcej nie mogło tu zajść. Tylko jeden pocałunek...

Franko dostrzegł jej wahanie i skorzystał z okazji. Kolejny pocałunek 

był już znacznie mocniejszy. Przesunął ją nieco tak, że oparła się o ścianę 

basenu, i przez dłuższą chwilę nie podnosił głowy znad jej twarzy.

– Zawsze tak dobrze smakujesz – wymruczał. – Nigdy nie potrafiłem 

tego zapomnieć.

Przymknęła oczy, udając przed sobą, że on ją kocha. W ten sposób 

łatwiej jej było wszystko znieść. Jego ręce powędrowały do ramiączek jej 

background image

kostiumu i delikatnieje zsunęły. Pochylił się nad jej piersiami.

– Wiesz, cara – powiedział cicho po chwili – to chyba nie był najlepszy 

pomysł. Mam ochotę wziąć cię tu i teraz, ale widać nas z okien domu.

Wszystko mi jedno! – miała ochotę odpowiedzieć, ale ugryzła się w 

język.

Franko odsunął się od niej. Wyskoczył z basenu i podał jej rękę.

– Chodź. Musimy dokończyć tę rozmowę w jakimś ustronnym miejscu.

Nie mogła mu się oprzeć, nie potrafiła zignorować obietnicy w jego 

oczach. Rozsądek nie miał tu nic do powiedzenia. Jak zahipnotyzowana 

poszła za nim na górę.

background image

Rozdział 6

W nocy przed operacją Sammy'ego Anna prawie nie spała. Przewracała 

się z boku na bok, aż wreszcie nad ranem wstała z łóżka z podkrążonymi 

oczami.

Franko nie został z nią na noc; Anna starannie skrywała rozczarowanie.

Sammy musiał być na czczo, więc Anna też nie jadła śniadania. Wypiła 

tylko kilka łyków herbaty i obydwoje poszli za Frankiem do samochodu.

– Przestań się zamartwiać – upomniał ją łagodnie, otwierając drzwi. – 

Sammy wyjdzie z tego.

Przygryzła usta.

–   Nic  na   to   nie   poradzę.  On  jest  taki  mały...   a  to   bardzo   poważny 

zabieg.

– Teraz już jest to całkiem prosty zabieg. To nie to samo, co kilka lat 

temu   –   zauważył   Franko.   –   Kiedyś   takie   operacje   przeprowadzano   na 

otwartym sercu, a potem pacjenta czekały długie miesiące rehabilitacji. 

Teraz   jest   zupełnie   inaczej.   Nawet   się   nie   obejrzysz,   a   Sammy   znów 

będzie w domu.

Żałowała, że nie potrafi podzielać jego optymizmu.

Sammy czul się niezmiernie ważny. Przez całą drogę do szpitala buzia 

mu się nie zamykała; był wyraźnie zachwycony uwagą, jaką wszyscy mu 

poświęcali.

– Mamusiu, czy będziesz ze mną, kiedy się obudzę? – dopytywał się ze 

swojego fotelika.

– Oczywiście, skarbie.

– Ja też tam będę – zapewnił go Franko.

background image

Anna spojrzała na niego krzywo i mruknęła pod nosem:

– Nic składaj obietnic, których nie zamierzasz dotrzymać.

Odpowiedział jej spojrzeniem prosto w oczy.

– Sądzisz, że Sammy nic mnie nie obchodzi?

– Franko, przecież to nie jest twoje dziecko. I nie stanie się twoim 

synem, choćbyś nie wiem ile się nim zajmował.

Franko mocno zacisnął dłonie na kierownicy.

– Myślisz, że nie zdaję sobie z tego sprawy?

Odwróciła wzrok i złożyła dłonie na kolanach.

–   Anno,   jeśli   jeszcze   raz   rzucisz   mi   te   słowa   w   twarz,   to   nie 

odpowiadam za siebie – mruknął ostrzegawczo.

– Mamo. czy ty i tatuś się kłócicie? – zapytał cienki głosik z tylnego 

siedzenia.

Anna spojrzała na Franka z wyrzutem i mocno zacisnęła usta.

– Nie – odpowiedział Franko. – Mama i tato bardzo się kochają, tylko 

czasem nie potrafimy się porozumieć. 

– Co to znaczy polo... polo… to słowo?

– To znaczy: wiedzieć, co druga osoba ma na myśli – wyjaśnił Franko. 

– Czasami trzeba do tego wielu lat.

Anna odrzuciła głowę do tyłu i wpatrzyła się w widok za oknem.

Mama i tato bardzo się kochają. Rzeczywiście.

– ... a teraz już śpi – mówił anestezjolog, poprawiając maskę na twarzy 

Sammy'ego. – Może pójdzie pani z mężem na kawę do pokoju rodziców. 

Zawołamy państwa, gdy już będzie po wszystkim.

Anna miała ochotę sprostować, że ten mężczyzna nie jest jej mężem, a 

background image

Sammy nie jest jego synem, pohamowała się jednak. Franko ujął ją pod 

ramię i wyprowadził z sali operacyjnej.

– Chodź, kochanie.

Na korytarzu zdjęli fartuchy ochronne i ochraniacze na buty i wrzucili 

je do stojącego tam kosza.

– Wszystko będzie dobrze – zapewniał ją Franko.

– Nie mogę pozbyć się myśli, że to wszystko moja wina – westchnęła.

– Co to ma znaczyć?

– To kara dla mnie... za to, że...

– Co za bzdury wygadujesz.

– Tak myślisz?

– Oczywiście.

– Przecież ty też mnie karzesz. Sam powiedziałeś, że muszę zapłacić za 

swoje grzechy.

Franko wyraźnie poczuł się nieswojo.

– Byłem na ciebie zły. W złości mówi się różne rzeczy.

Usiadła na krześle i schowała twarz w dłoniach.

– Gdybym tylko mogła cofnąć czas...

Poczuła dotyk jego ręki na głowie.

– Nie możemy cofnąć czasu, choćbyśmy najbardziej chcieli.

– Jeśli on umrze, nigdy sobie nie wybaczę.

– Nie umrze.

– I lak sobie nie wybaczę.

– Anno, przestań wreszcie. I nie obgryzaj paznokci – dodał, odsuwając 

jej dłoń od ust. – Kiedyś miałaś takie piękne paznokcie.

– No tak. Kiedyś w ogóle byłam piękną dziewczyną. Przynajmniej tak 

background image

mówiłeś – odrzekła z goryczą.

Skrzywił się i puścił jej dłoń.

– Sami tworzymy własny los przez wybory, których dokonujemy. Od 

tego nie da się uciec.

Przygryzła wargi i nic nie odpowiedziała.

–   Wszystko   poszło   doskonale   –   oznajmił   chirurg   z   szerokim 

uśmiechem, zdejmując z głowy czepek. – Mogą państwo do niego pójść. 

Jest w sali pooperacyjnej, ale na razie jeszcze śpi.

Anna poderwała się na nogi.

– Wszystko będzie dobrze?

– Oczywiście, że tak – zapewnił lekarz. – Całe szczęście, że nie czekali 

państwo z tym dłużej. W takich przypadkach im szybciej operacja zostanie 

przeprowadzona, tym lepiej.

Stała   nad   uśpionym   synem,   podłączonym   do   skomplikowanej 

aparatury,   i   patrzyła   na   niego,   w   duchu   odmawiając   modlitwę 

dziękczynną.   Franko   wyszedł,   żeby   porozmawiać   z   pielęgniarkami.   Po 

chwili wrócił i podał jej butelkę soku.

– Pomyślałem, że na pewno chce ci się pić.

Przyjęła butelkę z wdzięcznością.

– Nie obudził się jeszcze? – zapytał Franko, siadając na drugim krześle.

– Nie, tylko mruczał coś przez sen. Pielęgniarka mówiła, że specjalnie 

uśpili go mocniej, żeby się nie kręcił. Nie obudzi się tak szybko.

– Może pójdziemy do domu i wrócimy tu rano?

– Nie mogę go zostawić! – zaprotestowała.

–   Anno...   jesteś   wyczerpana.   Nie   pomożesz   Sammy'emu,   jeśli 

background image

zasłabniesz przy jego łóżku.

– Nie mogę go zostawić.

Franko podniósł się i podszedł do drzwi.

– W takim razie rób, jak chcesz, ale myślę, że będziesz tego żałowała.

–   Są   rzeczy,   których   żałuję   o   wiele   bardziej   –   odparowała,   nie 

zastanawiając się nad tym, co mówi.

Obrócił się już w progu i zatrzymał na niej wzrok.

– Doskonale cię rozumiem – powiedział i wyszedł.

To była bardzo długa noc.

Sammy spał spokojnie, nieświadomy tego, że matka czuwa przy jego 

łóżku.   Od   czasu   do   czasu   do   sali   zaglądała   któraś   z   dyżurnych 

pielęgniarek.

– Wygląda pani na zmęczoną – stwierdziła jedna z nich nad ranem. – 

Może ma pani ochotę położyć się na chwilę?

Anna potrząsnęła głową.

– Chcę tu być, kiedy on się obudzi.

Pielęgniarka na powrót zawiesiła kartę Sammy'ego nad jego głową.

– Nie sądzę, żeby miał się obudzić szybko. Doktor Frentalle zwykłe 

usypia   dzieci   na   dłużej,   żeby   tętnica   udowa   miała   czas   się   zasklepić. 

Gwałtowniejsze ruchy mogą spowodować krwotok, najlepiej więc, jeśli 

dziecko prześpi te pierwsze godziny.

– Mimo wszystko wolę tu zostać – powiedziała Anna. – Przynajmniej 

mogę spokojnie pomyśleć.

– Mnie też by się coś takiego przydało – uśmiechnęła się pielęgniarka 

bez humoru. – Gdyby pani czegoś potrzebowała, proszę mnie zawołać.

background image

Anna   odpowiedziała   jej   uśmiechem,   a   potem   długo   patrzyła   na 

Sammy'ego,  aż oczy  zaczęły   jej się  zamykać, a  myśli  powędrowały  w 

przeszłość...

– Daj spokój, Anno – przekonywał ją Carlo.

– Chyba nie odmówisz szampana w towarzystwie przyszłego szwagra?

– Naprawdę wolałabym...

–   Czego   się   boisz?   –   Podał  jej  lampkę   z   szampanem,   szczerząc   w 

uśmiechu zęby ostre jak u wilka.

– Przecież cię nie zjem.

– Nie myślałam o tym, żeby, ..

–   Anno,   ty   chyba   mnie   nie   lubisz?   –   zapytał,   przyglądając   jej   się 

podejrzliwie.

– Jesteś bratem Franka... – Wzruszyła ramionami, odwracając wzrok. – 

Właściwie już jesteś moją rodziną...

Usta Carla rozciągnęły się w sztucznym uśmiechu.

– Muszę powiedzieć, że patrzę na ciebie inaczej niż na moją siostrę 

Giulię – rzekł, obrzucając ją wymownym spojrzeniem.. – Zupełnie inaczej.

Anna podniosła się.

– Muszę iść i poszukać Jenny.

Carlo jednak wyciągnął rękę i pochwycił ją za ramię.

– Gdzie się tak spieszysz? Nie masz ochoty porozmawiać ze swoim 

nowym bratem?

Poczuła się nieswojo, ale nie była w stanie uwolnić się z uchwytu.

– Twoja siostra to bardzo ładna dziewczyna.

Ton jego głosu bardzo się nie podobał Annie. Już wcześniej zauważyła 

background image

wzrok, jakim Carlo obrzucał Jenny, gdy sądził, że nikt nie zwraca na niego 

uwagi.   Jenny   miała   zaledwie   piętnaście   lat   i   przez   całe   życie   była 

ochraniana kloszem z racji swej niepełnosprawności, a przez to mogła stać 

się łatwym łupem kogoś takiego jak Carlo. Anna była zdeterminowana nie 

dopuścić   do   żadnych   bliższych   kontaktów   między   nimi,   nawet   gdyby 

miało   to   oznaczać,   że   sama   będzie   musiała   się   poświęcić   i   znosić 

towarzystwo brata Franka.

– Może jednak napiję się tego szampana – westchnęła, wyciągając rękę.

Carlo podał jej kieliszek z dziwnym błyskiem w oczach.

–   Wiedziałem,   że   nie   odmówisz.   Franko   na   pewno   życzyłby   sobie, 

żebym   cię   zabawiał   podczas   jego   nieobecności   –   rozumiesz,   chodzi   o 

honor rodziny. Gdy Franka nie ma, to ja jestem głową domu. Jak to się 

nazywa w Australii? Szef?

– Coś w tym rodzaju – mruknęła niechętnie i podniosła kieliszek do ust.

– Masz szczęście, Anno. Wychodzisz za mąż za dziedzica jednego z 

arystokratycznych   włoskich   rodów.   Rodzina   Ventressich   jest   znana   na 

całym świecie. Jako żonie Franka niczego nie będzie ci brakowało.

– Nic wychodzę za niego dla pieniędzy – zaprotestowała.

Ciemne brwi Carla uniosły się cynicznie.

– Ciężko ci będzie przekonać o tym innych. Każda kobieta  pragnie 

bezpieczeństwa w życiu. Przez wieki kobiety wybierały kandydatów na 

mężów   właśnie   pod   tym   kątem.   To   chyba   część   teorii   ewolucji   – 

przetrwanie najsilniejszych, prawda?

– Najlepiej przystosowanych – poprawiła go.

– Przetrwanie najlepiej przystosowanych gatunków.

– Ach, tak, racja. Rzeczywiście trzeba być doskonale przystosowanym 

background image

do potrzeb młodej i namiętnej żony, żeby ją zaspokoić.

Anna czuła się coraz bardziej nieswojo. Nie wiedząc, co odpowiedzieć, 

wypiła kolejny łyk szampana.

– Słyszałem was – oznajmił Carlo.

Mocno zacisnęła palce na nóżce kieliszka.

– Co... co takiego?

Carlo wpatrywał się w jej piersi.

–   Całe   szczęście,   że   twoja   siostra   jest   głucha,   bo   pewnie   byłaby 

zaszokowana, gdyby mogła usłyszeć, jak jej siostra krzyczy w objęciach 

narzeczonego... nieprawdaż?

Z   zażenowania   nie   potrafiła   znaleźć   odpowiedzi.   Czyżby   Carlo 

naprawdę ich podsłuchał?

– Ale mnie  to nie dziwi – ciągnął wciąż z tyra samym, cynicznym 

uśmiechem.   –   Bardzo   się   cieszę   ze   względu   na   brata.   Jestem   trochę 

zazdrosny, ale może mała Jenny również ma takie talenty jak jej siostra?

Anna gwałtownie odstawiła kieliszek.

– Nie!

– Co się stało? Nie wierzysz, że mógłbym być dobrym kochankiem?

– Nie, to znaczy tak... Ale...

– Daj spokój, Anno, nie traktuj mnie tak brutalnie. Nie podobam ci się? 

Ludzie zawsze mówią, że ja i Franko jesteśmy  do siebie podobni. Nie 

chciałabyś się przekonać, czy jesteśmy podobni również w... jak mam to 

wyrazić? W bardziej intymnych sytuacjach?

Anna poczuła dziwne zawroty głowy i słabość w całym ciele.

– To chyba nie jest dobry...

Urwała   w   pół   słowa.   Działo   się   z   nią   coś   dziwnego;   musiała   się 

background image

przytrzymać brzegu sofy, żeby nie upaść.

– Co się siało, maleńka? – zapytał Carlo z troską.

– Nic – odrzekła z trudem, oddychając głęboko. – Po prostu zakręciło 

mi się w głowie.

– Chyba ta rozmowa o miłości za bardzo cię wzburzyła. Tęsknisz za 

swoim kochankiem, tak?

Zamrugała, usiłując skupić wzrok na jego twarzy.

– Tak... tak, tęsknię za nim.

– Nie martw się, cara a mio. Zajmę się tobą, dopóki Franko nie wróci. 

Chcesz się położyć?

– Nie...

– A może masz ochotę na jeszcze jednego drinka?

Potrząsnęła   głową,   on   jednak   wcisnął   jej   w   dłoń   następną   lampkę 

szampana. Przyjęła ją, nie chcąc go urazić.

–   Jesteś   bardzo   zdenerwowana,   Anno   –   powiedział   Carlo,   sącząc 

swojego drinka. – Powinnaś odpocząć. Jesteś wśród rodziny, nie musisz 

się niczego obawiać.

Poczuła, że jej mięśnie stają się coraz bardziej bezwładne.

– Carlo, czy masz dziewczynę? – zapytała, żeby zapełnić czymś ciszę.

Popatrzył jej prosto w oczy.

–   Mam   wiele   dziewczyn.   Jestem,   jak   to   się   mówi   po   angielsku... 

zabawką dla dam?

– Bawidamkiem – zachichotała.

– Ty też tak myślisz? – zapytał z szerokim uśmiechem.

–   Zdecydowanie   tak.   Jesteś   bawidamkiem   najgorszego   rodzaju   – 

odrzekła, patrząc na jego przystojną twarz.

background image

Carlo spojrzał na nią z miną zbitego psa.

– Teraz naprawdę mnie uraziłaś!

– Kogoś takiego jak ty chyba nie można urazić – zaśmiała się. – Jesteś 

na to zbyt cwany. .

– Cwany? Co to znaczy?

Dopiła szampana i dopiero wtedy odpowiedziała:

– To znaczy, że widziałeś już niejeden numer.

– Ach, ale to chyba nic dobrego?

Wzruszyła ramionami i wyciągnęła w jego stronę pusty kieliszek, który 

Carlo skwapliwie napełnił.

– Myślę, że nie można być zbyt bogatym, ale na pewno można być zbyt 

cynicznym.

– Uważasz mnie za cynika?

– Oczywiście, że tak! Zupełnie źle interpretujesz powody, dla których 

wychodzę za twojego brata. To bardzo cyniczne z twojej strony.

– Może masz rację – powiedział, wpatrując się w swój kieliszek. – Być 

może niektóre z moich własnych doświadczeń z kobietami zabarwiają mój 

osąd.

– Carlo, byłeś kiedyś zakochany?

Podniósł głowę i spojrzał jej w oczy.

– Legenda głosi, Anno, że mężczyźni z rodziny Ventressich zakochują 

się tylko raz w życiu. Kochają głęboko i bezgranicznie, ale jeśli zostaną 

zdradzeni, nigdy nie wybaczają.

– Nie odpowiedziałeś mi na pytanie.

– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie.

– Nie chcesz mi powiedzieć?

background image

–   Nie   byłem   jeszcze   zakochany   –   uśmiechnął   się   –   ale   jestem   na 

najlepszej...

– Drodze?

– Dziękuję ci za to słowo. Mój angielski dużo zyskuje przy tobie.

– Jesteś dobrym uczniem, Carlo. – Z uśmiechem uniosła kieliszek w 

jego stronę. – Za mojego nowego szwagra, największego bawidamka w 

rodzinie Ventressich!

Carlo stuknął kieliszkiem o jej kieliszek.

– Za rodzinne uczucia.

Wkrótce skończyli butelkę szampana. Anna czuła, że kręci jej się w 

głowie, ale udało jej się rozluźnić. Rozmowa z Carlem bardzo ją bawiła. 

Gdy już porzucił maskę arogancji, ujrzała pod spodem sympatycznego i 

trochę   niepewnego   siebie   chłopca,   który   spędził   całe   życie   w   cieniu 

starszego   brata.   –   –   Oczywiście,   że   po   śmierci   ojca   nasze   życie   się 

zmieniło – wyznał jej, wpatrując się w kieliszek ze zmarszczonym czołem.

– To musiało być dla was bardzo trudne przeżycie – odrzekła Anna 

łagodnie. – Ile miałeś wtedy lat?

–   Byłem   w   wieku   Jenny.   Giulia   miała   siedemnaście,   a   Franko 

dziewiętnaście. To był szok, szczególnie dla matki, ale dla nas też.

– Wypadek?

Carlo skinął głową.

–   Ojciec   ciężko   pracował   nad   rozwojem   firmy.   Wracał   do   domu   z 

Neapolu i zasnął za kierownicą. Zginął na miejscu.

– Tak mi przykro...

– Ty też miałaś swoje smutki. Franko mówił mi, że wasza matka zmarła 

niedawno.

background image

– Tak... Bardzo mi jej brakuje.

– Ale masz Jenny.

– Tak – uśmiechnęła się. – Mam Jenny.

–   A   teraz   będziesz   miała   nową   rodzinę.   Wkrótce   zostaniesz   panią 

Ventressi.

– Mam nadzieję, że nie zawiodę waszych oczekiwań.

– Och, na pewno nie – zapewnił Carlo żarliwie. – Jestem przekonany, 

że doskonale spełnisz wszystkie oczekiwania.

Niewiele   więcej   pamiętała   z   tego   wieczoru.   Carlo   otworzył   drugą 

butelkę   szampana.   Wznosili   toasty   i  zaśmiewali   się   z   jego   potknięć   w 

angielskim.   A   następnego   ranka   obudziła   się   w   jego   łóżku,   oślepiona 

wpadającym   przez   okno   jaskrawym   światłem   słońca.   A   potem   Franko 

otworzył drzwi i wpatrzył się w nią ze zdumieniem.

– Anna?

– Franko! – wykrzyknęła, siadając na łóżku.

Dopiero w tej chwili uświadomiła sobie, że jest zupełnie naga.

Jego wzrok przeszył ją bezlitośnie.

– Co ty robisz w łóżku Carla?

Przez   chwilę   patrzyła   na   niego   w   milczeniu,   nic   nie   rozumiejąc   i 

usiłując sobie przypomnieć, jak się tu znalazła.

– Ja...

Odpowiedzią było grube przekleństwo po włosku.

– Franko, ja... – wyjąkała.

– Carlo miał rację. Jesteś zwykłym śmieciem, chciałaś tylko zapolować 

na bogatego męża!

– Nie! – zawołała, okrywając się prześcieradłem.

background image

We wzroku Franka malowała się nieskrywana pogarda.

– Wystarczyło, żebym na jeden dzień wyjechał, a ty uwiodłaś mojego 

brata!

– Nie! – Niezgrabnie wygramoliła się z łóżka, owinięta prześcieradłem. 

– Franko, ja nic nie zrobiłam...

– Nawet nie próbuj się tłumaczyć. Carlo wszystko mi opowiedział.

– Co ci opowiedział?

– Jak się na niego rzuciłaś.

– To nieprawda!

– Bardzo się wstydzi, że nie potrafił cię przed tym powstrzymać.

Anna nie rozumiała z tego ani słowa. Carlo? Powstrzymać? Ją?

– I uwierzyłeś mu? – zapytała ze zdumieniem.

– A dlaczego miałbym mu nie wierzyć? Przecież to mój brat!

No tak, pomyślała. Racja.

– Franko, nie pamiętam, co się zdarzyło w nocy, ale jestem pewna, że 

nie spałam z twoim bratem.

–   Nie   kłam!   –   wrzasnął   z   pogardą.   –   Wykorzystałaś   jego   chwilę 

słabości. Carlo jest w szoku i nie może dojść do siebie!

Carlo? W szoku?

– Mogę ci wytłumaczyć...

– Myślisz, że mam ochotę słuchać twoich tłumaczeń?

– Ja...

– Brzydzę się tobą!

– Franko, ale ja nie...

– Nie mam ochoty przedłużać tej dyskusji – przerwał jej. – Obydwie z 

siostrą macie natychmiast stąd wyjechać. Zamówiłem wam już bilety – 

background image

Ale...

– Naprawdę myślałaś, że coś takiego ujdzie ci płazem?

– Ja nic nie zrobiłam...

– Idź do diabla! – wrzasnął. – Kochałem cię! Jak mogłaś mi zrobić coś 

takiego?!

– Franko...

Błagalnie wyciągnęła do niego rękę, ale odepchnął ją w gniewie.

– Nie chcę cię już nigdy widzieć na oczy. Rozumiesz? Wyjedziecie stąd 

jeszcze dziś przed południem. Pokojówka już pakuje twoje rzeczy.

– Ale, Franko, ja...

– Zejdź mi z oczu, Anno, bo za chwilę zupełnie stracę kontrolę nad 

sobą.

Patrzyła na niego z konsternacją. Zachowywał się  jak ktoś zupełnie 

obcy.   Czuły   kochanek   sprzed   zaledwie   kilku   dni   zniknął   bez   śladu; 

zastąpił go kipiący ze złości mężczyzna.

– Ja nie spalam z...

– Wynoś się, bo za chwilę sam cię stąd wyrzucę.

– Kocham cię, Franko!

– Zabieraj swoją siostrę i wynoście się stąd obydwie, zanim zadzwonię 

po   policję.   Okryłaś   wstydem   nazwisko   Ventressi.   Tego   ci   nigdy   nie 

wybaczę.

Odwrócił się i poszedł do drzwi.

– Ja nie spalam z Carlem... – powtórzyła Anna bezradnie. – Nie spałam 

z nim...

Ale Franka już nie było.

background image

Gdy się obudziła, Franko stał obok łóżka Sammy'ego i trzymał go za 

rękę.

–   Pielęgniarka   mówi,   że   wszystko   jest   w   najlepszym   porządku   – 

powiedział.

Zamrugała powiekami, żeby się dobudzić, i podniosła głowę.

– Jak długo już tu jesteś?

Odpowiedział jej nieprzeniknionym spojrzeniem.

–   Wystarczająco   długo.   Słyszałem,   jak   mruczałaś   przez   sen   imię 

mojego brata.

Wbiła wzrok w podłogę, nie mając pojęcia, co ma odpowiedzieć.

– Zapewne czujesz się winna, że nie powiedziałaś mu o narodzinach 

syna.

Przygryzła usta. Wielokrotnie przychodziło jej do głowy, że powinna 

zawiadomić o tym Carla, ale zbyt dobrze pamiętała, jak bezlitośni potrafią 

być mężczyźni z rodziny Ventressich. Mieli pieniądze i wpływy; gdyby 

chcieli, bez trudu mogliby odebrać jej dziecko. Nawet teraz czuła, że stąpa 

po   bardzo   niepewnym   gruncie.   Jako   samotna   matka   z   trudem   wiązała 

koniec z końcem; wioski prawnik z łatwością przekonałby sąd, że Sammy 

ma prawo do ojcowskiej opieki, a fakt, że Anna poczęła dziecko jednego 

brata, będąc zaręczona z drugim, bez wątpienia świadczyłby przeciwko 

niej.

– Dziwię się, że sam mu o tym nie powiedziałeś – rzekła po chwili 

milczenia.

Franko spojrzał na nią z ukosa spod czarnych rzęs.

– Już ci wspominałem, że Carlo jest szczęśliwym mężem i wkrótce 

oczekuje narodzin dziecka. Nie sądzę, by wiadomość o Sammym mogła 

background image

mu się teraz przysłużyć.

– A powiedziałeś mu, że... mieszkasz ze mną?

– Powiedziałem mu tyle, ile potrzebuje wiedzieć.

– To znaczy co?

– Powiedziałem, że mam z tobą romans.

Anna poczuła, że pałą ją policzki.

– I co on na to?

– Był zdziwiony. Może nawet wstrząśnięty.

– Mogę to sobie wyobrazić – mruknęła sucho. – Co powiedział? Że 

jesteś głupi, wkładając rękę po raz drugi w ten sam ogień?

Franko przez chwilę przyglądał jej się uważnie, zanim odpowiedział.

– Nie, niczego takiego nie usłyszałem.

Zapadło milczenie, przerywane jedynie rytmicznym piskiem aparatury 

przy łóżku Sammy'ego.

– Mój brat bardzo nie lubi wracać do tamtej nocy – rzekł Franko w 

końcu. – Wydaje mi się, że on bardziej czuje balast winy niż ty.

Anna podniosła głowę.

– Co ty możesz wiedzieć o moich uczuciach? Co ty w ogóle wiesz? 

Jesteś   mężczyzną.   Zapewne   spałeś   z   setkami   kobiet   i  nigdy   nawet   nie 

przyszło ci do głowy, by zastanowić się nad możliwymi konsekwencjami. 

A   ja   popełniłam   tylko   jeden   błąd!   Którego,   w   dodatku,   w   ogóle   nie 

pamiętam, choć są materialne dowody. Ale osądzasz mnie surowiej, bo 

jestem kobietą. Mam nieślubne dziecko, które  z  powodu głupiego błędu 

nie ma kontaktu z własnym ojcem. Nie mów mi, że twój brat boleśniej 

odczuwa winę niż ja.

– Carlo nie może się dowiedzieć o Sammym – mruknął Franko. – Jego 

background image

żona by tego nie zrozumiała. To byłby wielki problem w rodzinie.

– A czy ja kiedykolwiek powiedziałam, że chcę go o tym zawiadomić?

– Adoptuję Sammy'ego. Uznam go za swoje dziecko.

Anna gwałtownie poderwała się z miejsca.

– Co takiego?!

Odpowiedziało jej stalowe spojrzenie.

– Ożenię się z tobą i adoptuję Sammy'ego.

– Aż do tego chcesz się posunąć, żeby ochronić brata przed prawdą?!

–   Zrobię   wszystko,   co   w   mojej   mocy,   żeby   uchronić   moją   rodzinę 

przed   wykorzystaniem.   Weźmiemy   ślub,   jak   tylko   Sammy   wyjdzie   ze 

szpitala.   Potem   rozpocznę   procedurę   adopcji.   Nikt   nie   będzie   mógł 

niczego zakwestionować.

– Nikt oprócz mnie! A ja nie zamierzam za ciebie wychodzić!

– A dlaczego nie?

Ze zdumienia zaparło jej dech.

– Ty mnie o to pytasz?!

Franko lekko wzruszył ramionami.

– Będziesz musiała przywyknąć do tej myśli.

– Nigdy do niej nie przywyknę! Nie potrafię sobie wyobrazić niczego 

gorszego!

–   Naprawdę?   Zastanów   się   jeszcze.   Mogę   wynająć   najlepszych 

prawników, żeby  odebrać ci prawa do opieki nad Sammym.  Sprawdzą 

twoją reputację i prawda wyjdzie na jaw. Uwiodłaś mojego brata i zataiłaś 

przed nim istnienie jego syna. Z trudem zarabiasz na życie, twoja siostra 

jest...

– Ani mi się waż wciągać W to Jenny! Ona nie ma z tym wszystkim nic 

background image

wspólnego.

Franko obrzucił ją aroganckim spojrzeniem.

–   Użyję   wszelkich   dostępnych   mi   środków,   by   cię   zmusić   do 

zapłacenia rachunku za to, co zrobiłaś.

– Naprawdę jesteś gotów posunąć się tak daleko, by osiągnąć swój cel? 

Nawet do małżeństwa ze mną?

Jego uśmiech zmroził ją do szpiku kości.

background image

Rozdział 7

Następny tydzień był dla Anny torturą. Plany Franka z dnia na dzień 

nabierały coraz bardziej realnych kształtów. Nie była w stanie wymknąć 

się   z   tej   sieci.   Chciał   mieć   kontrolę:   nad   nią,   nad   jej   synem,   nad   jej 

zachowaniem   i   reakcjami.   Na   każdym   kroku   napotykała   jego   zimną 

determinację.   To   on   od   początku   do   końca   dyktował   zasady   gry. 

Wiedziała, że w każdej chwili może odebrać jej Sammy'ego i że nic go 

przed tym nie powstrzyma. Był przekonany, że w ten sposób wymierza jej 

sprawiedliwość, ona zaś nie miała innego wyjścia, jak tylko przyjąć jego 

warunki.

Ale małżeństwo? Czy rzeczywiście musiała się zgodzić na życie pełne 

pogardy i nienawiści? Owszem, Sammy zyskałby ojca, ale za jaką cenę? 

Mroczny sekret już na zawsze stałby się częścią ich życia.

Franko odwiedzał Sammy'ego regularnie. Z pozoru sprawiał wrażenie 

idealnego ojca i czułego partnera. Przynosił jej kanapki i napoje, siedział 

przy łóżku chłopca, czytał mu książeczki i bawił się z nim. W obecności 

pielęgniarek był wcieleniem uprzejmości i troskliwości. Nikt nawet nie 

przypuszczał, co kryło się za tą piękną fasadą.

Na   dzień   przed   wypisem   Sammy'ego   do   szpitala   wpadła 

rozpromieniona Jenny.

–   Wyglądasz   na   uradowaną   –   zauważyła   Anna,   całując   siostrę   w 

policzek. – Co się stało?

– Dostałam pracę! – zawołała dziewczyna z podnieceniem.

Anna zmarszczyła czoło.

– Jaką pracę?

background image

–  Franko  zaproponował mi  posadę u siebie  w firmie.  Zaczynam od 

jutra.

Anna ciężko przysiadła na skraju łóżka Sammy'ego.

– Czy jesteś pewna, że to mądra decyzja?

Jenny wydawała się zaskoczona. 

– O co chodzi? Myślałam, że się ucieszysz! Przecież macie wziąć ślub, 

więc wszystkie problemy są już rozwiązane. Mogę pracować przez całe 

wakacje. Przyda mi się takie doświadczenie!

– Franko ci powiedział, że bierzemy ślub?

– Tak. Mówił, że wystarał się o specjalne zezwolenie i uroczystość 

może się odbyć już w przyszłym tygodniu.

Anna zaniemówiła. Jenny popatrzyła na nią dziwnie.

– Nic jesteś szczęśliwa? Przecież go kochasz? Nigdy nie przestałaś go 

kochać, więc dlaczego teraz tak dziwnie na mnie patrzysz?

Anna  przygryzła  usta,  zastanawiając   się,  czy  powinna  wtajemniczyć 

siostrę w kulisy sytuacji, Jenny jednak nie zostawiła jej czasu na podjęcie 

decyzji.

– Rozumiem, że Franko nadal jest na ciebie zły, bo nie powiedziałaś 

mu o Sammym, ale postanowił odłożyć na bok żale i dać wam jeszcze 

jedną szansę. Moim zdaniem jesteś mu to winna, szczególnie że to on płaci 

za operację!

Co mogła odrzec? Owszem, była mu coś winna; była mu winna więcej, 

niż Jenny przypuszczała. Nie zmieniało to jednak faktu, że ją i Franka 

łączyły już tylko gorycz, cierpienie i zdrada.

– Masz rację – westchnęła. – Niepotrzebnie się martwię. Wszystko się 

jakoś ułoży... z czasem.

background image

Jenny dotknęła jej ręki.

– Jesteś wyczerpana. Może pójdziesz do domu i wreszcie porządnie się 

prześpisz? Mogę zostać z Sammym do rana.

– Jesteś kochana, ale to jest moje miejsce. W końcu to ja jestem jego 

matką – uśmiechnęła się, ściskając dłoń siostry.

– Sammy ma teraz również ojca – zauważyła Jenny. – Nie jesteś już 

sama ze wszystkim. Franko mówił, że przyjdzie tu po pracy. Powinien już 

niedługo być.

Jak na zawołanie w drzwiach ukazała się wysoka sylwetka.

– Dzień dobry, Anno – powiedział, szukając jej wzroku. – Jak się czuje 

mój synek?

Synek! O ileż wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby Sammy rzeczywiście 

był synem Franka!

– Dobrze – odrzekła Anna, rozciągając wargi w sztucznym uśmiechu. – 

Doktor Frentalle mówi, że jutro Sammy może wyjść do domu.

 – To wspaniale – rozpromienił się Franko.

–   Może   zabierzesz   Annę   na   kolację?   –   wtrąciła   Jenny.   –   Ja   mogę 

posiedzieć tu z Sammym przez kilka godzin.

–   Raczej   nie...   –   odezwała   się   Anna,   ale   Franko   nie   pozwolił   jej 

skończyć.

– Bardzo dziękuję – uśmiechnął się z wdzięcznością. – Nie zajmie nam 

to długo, najwyżej półtorej godziny. Chodźmy, zanim Sammy się zbudzi.

Anna z trudem powstrzymywała wybuch, ale gdy już znaleźli się za 

dyżurką   pielęgniarek,   wyszarpnęła   ramię   i   utkwiła   w   twarzy   Franka 

lodowaty wzrok.

– Nie chcę iść z tobą na kolację.

background image

– Musisz coś jeść – powiedział, zupełnie niewzruszony. – Więc równie 

dobrze możesz zjeść ze mną. W końcu już niedługo będziesz dzieliła ze 

mną wszystkie posiłki. Przyzwyczajaj się.

– Nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Nie mam najmniejszej ochoty 

wychodzić za ciebie.

– Kilka lat temu ten pomysł bardzo ci się podobał...

– Nie jesteś już tym samym człowiekiem.

–   To   prawda,   ale   ty   też   nie   jesteś   tą   samą   kobietą,   którą   wówczas 

kochałem. Tym razem przynajmniej wiem, co biorę.

– Nic nie bierzesz, bo ja się nie zgadzam na ślub.

–   Wyjdziesz   za   mnie,   Anno,   albo   będziesz   musiała   znieść 

konsekwencje swojej odmowy.

– Grozisz mi? – zapytała z oburzeniem.

Franko w dalszym ciągu zachowywał kamienny spokój.

– Nie, przypominam ci tylko o niektórych faktach.

– A pierwszy z nich to ten, że ty dyktujesz zasady?

– To oczywiste. Czy myślisz, że znów pozwolę wystrychnąć się na 

dudka? Nie jestem taki głupi. Będę cię miał na własnych warunkach, lak 

długo, jak zechcę, a ty nie możesz zrobić nic, żeby temu zapobiec.

–   Czy   nie   posuwasz   się   przypadkiem   za   daleko?   Naprawdę   chcesz 

zawrzeć małżeństwo z nienawiści?

–   Coś   ci   powiem,   Anno.   –   Zatrzymał   na   jej   twarzy   przenikliwe 

spojrzenie. – Wolę być twoim mężem, nienawidząc cię, niż żyć z dala od 

ciebie, usychając z miłości.

Przez   dłuższą   chwilę   patrzyła   na   niego   z   kompletnym 

niezrozumieniem.

background image

– Nie interesuje mnie, co do mnie czujesz; chcę cię mieć, i to wszystko 

– ciągnął Franko. – Zostaniesz moją żoną, a Sammy wobec wszystkich 

będzie uchodził za mojego syna. Będę go traktował dokładnie tak samo jak 

inne nasze dzieci.

Anna otworzyła usta ze zdumienia.

– Jakie dzieci? Chcesz mieć ze mną dzieci?

– Ależ oczywiście!

– Ale przecież...

– Nie od razu – przerwał jej. – Zrozumiałe, że będziesz potrzebowała 

trochę czasu, żeby przywyknąć do sytuacji.

– Nie przywyknę nawet do końca życia!

– W tej chwili najważniejsze są potrzeby Sammy'ego. Możemy się na 

razie wstrzymać z płodzeniem innych dzieci.

– Jaki ty jesteś troskliwy – mruknęła ironicznie.

– Co ci się tak nie podoba w moim pomyśle, Anno? Urodziłaś dziecko 

mojemu bratu, więc jedno czy dwoje dla mnie nie powinno ci sprawić 

większej różnicy.

– Boże, jaki ty jesteś cyniczny! – wykrzyknęła.

– Nie zamierzam wprowadzać cię w błąd co do istoty naszej relacji.

Serce   ścisnęło   jej   się   boleśnie.   Franko   określił   swoje   stanowisko 

wystarczająco jasno. Nie czuł do niej już nic oprócz nienawiści.

–   Weźmiemy   ślub   w   przyszłym   tygodniu,   gdy   lekarze   pozwolą 

Sammy'emu   polecieć   do   Rzymu.   Moja   rodzina   zechce   cię   oficjalnie 

powitać w swoim gronie.

– Nie chcę jechać do Rzymu.

Franko nic na to nie odpowiedział, tylko w milczeniu poprowadził ją do 

background image

samochodu, ale mocno zaciśnięte usta świadczyły o tym, że jest na nią zły.

–   Nie  chcę   jechać   do  Rzymu   –  powtórzyła,   siedząc   już   na  miejscu 

pasażera.

– Już to słyszałem. Nie musisz powtarzać.

– Mój dom jest w Australii. Jenny tutaj studiuje i...

Franko szarpnął dźwignię biegów z wyraźną złością.

–   Przecież   nie   wymagam,   żebyś   zupełnie   stąd   wyemigrowała. 

Powiedziałem tylko, że polecimy do Rzymu na ślub.

–   Ale   twój   dom   jest   we   Włoszech   –   zdziwiła   się.   –   Mówiłeś,   że 

przyjechałeś do Australii tylko na trzy miesiące, więc...

– Przez następny rok albo dłużej będę podróżował między obydwoma 

krajami. Ty, Sammy i Jenny możecie podróżować razem ze mną, gdy czas 

wam na to pozwoli.

– Mam być żoną na pół etatu?

Franko przelotnie spojrzał jej w oczy.

– Chyba nie spodziewałaś się, że zatrudnię cię w pełnym wymiarze?

Nie   wiedziała,   co   na   to   odpowiedzieć.   Czego   właściwie   oczekiwała 

obietnicy   szczęśliwego   życia   do   grobowej   deski?   Przygryzła   usta   i 

wpatrzyła się w okno.

–   Co   masz   ochotę   zjeść?   –   zapytał   Franko   po   dłuższej   chwili 

nabrzmiałej milczeniem.

– Nie jestem głodna.

Westchnął i zastukał palcami o kierownicę.

–   Widzę,   że   nie   chcesz   ustąpić   nawet   o   cal.   Walczysz   ze   mną   na 

każdym kroku.

– A jak mam z tobą nie walczyć? – odrzekła gniewnie. – Traktujesz 

background image

mnie jak pionek na szachownicy... przestawiasz, gdzie ci przyjdzie ochota, 

nie zastanawiając się w ogóle nad tym, czego ja chcę!

Franko znów zacisnął usta.

– No dobrze. W takim razie czego chcesz?

Czego chciała? Jak mogła mu o tym opowiedzieć?

– Powiedz mi, co cię uszczęśliwi – nalegał. – Staram się, jak mogę, 

uporządkować   ten   bałagan   w   naszym   życiu.   Przecież   nie   musiałem 

pomagać ci przy operacji Sammy’ego. W końcu nic mnie z nim nie łączy... 

zupełnie nic.

– Czego ty chcesz?! – wykrzyknęła Anna, balansując na skraju histerii. 

–   Chcesz   dostać   medal   za   to,   co   zrobiłeś?   W   porządku,   zapłaciłeś   za 

operację dziecka. I co z tego? Czego jeszcze ode mnie wymagasz? Nie 

wystarczy ci, że poszłam z tobą do łóżka i zgodziłam się mieszkać z tobą 

przez trzy miesiące? Czego jeszcze oczekujesz?

W jego oczach zobaczyła furię.

– Chcę odzyskać to, co zniszczyłaś kiedyś.

Zamrugała, żeby odpędzić Izy.

– Chciałabym, żebyś chociaż raz nie wspominał o przeszłości.

– Dlaczego? Wpędzam cię w poczucie winy?

Anna wybuchnęła szlochem.

– Nie zniosę tego więcej, nie zniosę!

– No cóż, mnie nie sprawia to przyjemności, ale ten problem sam nie 

zniknie. Jeśli się z nim otwarcie nie skonfrontujemy, to ciągle będziemy 

się o niego potykać.

Zaparkował samochód przed restauracją, wysiadł i otworzył drzwi po 

jej stronie.

background image

– Anno... – powiedział już łagodniej, ujmując ją pod ramię. – Anno...

– Zostaw mnie.

– Posłuchaj, cara. Obiecuję, że dzisiaj nie będę już więcej wspominał o 

przeszłości. Zgoda?

– Nie wierzę, że uda ci się powstrzymać – prychnęła.

– Sama się przekonasz – obiecał.

Wprowadził ją do wnętrza włoskiej restauracji.

Już po chwili siedzieli przy stoliku w ustronnym kącie. Franko wziął ją 

za rękę i nie spuszczając wzroku z jej twarzy, bawił się jej palcami.

– Anno...

– Tak?

– Nic – uśmiechnął się. – Po prostu: Anno.

– Franko?

– Mhm?

– Dlaczego chcesz się ze mną ożenić?

Milczał przez dłuższą chwilę, a wreszcie powiedział:

– Sammy potrzebuje ojca.

– Czy to jedyny powód?

– A jaki może być inny? – wzruszył ramionami.

– Nie wiem... ale to jest dość radykalne rozwiązanie... jeśli wziąć pod 

uwagę naszą przeszłość.

– Zdawało mi się, że mieliśmy dzisiaj nie rozmawiać o przeszłości?

– Wiem, ale zastanawiałam się... – Podniosła na niego wzrok. – Ta 

podróż do Rzymu, którą planujesz... Czy wziąłeś pod uwagę, jak twoja 

rodzina może zareagować na wiadomość, że żenisz się ze mną?

– Wziąłem to pod uwagę.

background image

– I?

– Mimo wszystko weźmiemy ślub.

– Ale to będzie bardzo trudne... obecność Carla i w ogóle...

– Anno, to nie ja spowodowałem te trudności, tylko ty. Carlo będzie 

musiał zaakceptować cie jako moją żonę, bo taka jest moja wola. Podobnie 

jak i reszta rodziny.

– Czy twoja matka wie o... ?

– Nie. – Puścił jej dłoń i sięgnął po kieliszek z winem. – Uznałem 

wtedy,   że   najlepiej   będzie   powiedzieć   jej,   że.   pokłóciliśmy   się   i 

zrezygnowaliśmy ze ślubu.

– Nigdy nie zapytała, o co poszło?

– Moja matka zna mnie bardzo dobrze. Wie, o jakich sprawach nie chcę 

rozmawiać, i nie próbuje mnie do niczego zmuszać.

– A twoja siostra Giulia?

– Giulia zawsze miała o tobie bardzo dobre zdanie. Zwymyślała mnie 

od głupców za to, że pozwoliłem ci odejść.

– I nie korciło cię. żeby powiedzieć jej prawdę?

– Korciło mnie, i to bardzo.

– Więc co cię powstrzymało?

Franko przez chwilę obracał kieliszek w ręku.

– Carlo był bardzo przygnieciony poczuciem winy... uznałem, że gdy 

opowiem o wszystkim rodzinie, będzie się czuł jeszcze gorzej.

Z jakiegoś powodu Anna poczuła się rozczarowana tą odpowiedzią.

– A ty nigdy nie miałaś ochoty powiedzieć prawdy Jenny? – zapyta! 

Franko.

– Czasami...

background image

– Jak jej wyjaśniłaś nasze zerwanie?

Anna wzruszyła ramionami.

– Powiedziałam, że się w tobie odkochałam – odrzekła, unikając jego 

wzroku.   Tak   było   łatwiej.   A   potem   okazało   się,   że   to   nawet  nie   było 

kłamstwo.

– Byłaś później w jakimś związku? – indagował Franko, obserwując ją 

bacznie.

– To nie jest łatwe dla samotnej matki – odpowiedziała, bawiąc się 

kieliszkiem. – Mężczyźni przeważnie wolą kobiety bez przychówku.

– Sammy jest fantastycznym dzieciakiem.

– Dziękuję – odrzekła szczerze.

Znów   zapadło   między   nimi   milczenie.   Anna   obracała   w   palcach 

serwetkę.

–   Dzwoniłem   do   domu   wczoraj   wieczorem.   Powiedziałem   im,   że 

Sammy jest moim synem – oznajmił Franko.

Widelec wysunął się Annie z rąk.

– Zdenerwowali się?

– Trochę – odrzekł Franko z grymasem. – Matka oczywiście była na 

mnie wściekła, a Giulia uznała, że opuściłem cię, gdy najbardziej mnie 

potrzebowałaś.

– To musiało być dla ciebie bardzo trudne.

– To samo myślałem o tobie – stwierdził. – Kiedy się przekonałaś, że 

jesteś w ciąży?

– Za późno – przyznała. – Pod koniec trzeciego miesiąca. I wpadłam w 

panikę. Chyba zlekceważyłam pierwsze objawy. To był dla mnie szok. A 

jeszcze gorsze było to. że nikomu nie mogłam powiedzieć prawdy.

background image

– Brałaś pod uwagę usunięcie ciąży?

Anna drgnęła.

– Nie, nawet przez chwilę się nad tym nie zastanawiałam. To był mój 

błąd... i byłam przygotowana, by za niego zapłacić.

– Wygląda na to, że zapłaciłaś wielką cenę.

– Zdziwiona jestem, że tak mówisz.

– Ja  też byłem w szoku,  gdy  się dowiedziałem,  że masz  dziecko  – 

przyznał Franko. – Przez krótki czas miałem nadzieję, że jest moje... ale 

przecież zawsze używaliśmy zabezpieczenia, więc musiałem pogodzić się 

z myślą, że to dziecko Carla.

– Szkoda, że to nie jest twój syn – powiedziała Anna impulsywnie, 

zanim zdążyła ugryźć się w język.

Franko popatrzył jej prosto w oczy.

– Myślisz, że ja nie żałuję? Patrzę na niego i widzę siebie. I widzę, co 

mogliśmy przeżywać razem...

– Tak mi przykro...

Franko odstawił kieliszek z głośnym stuknięciem.

– Mnie jest przykro jeszcze bardziej niż tobie.

– Szkoda, że niczego nie pamiętam.

– Chciałbym, żebyś wreszcie przestała mnie karmić tymi bzdurami o 

zaniku   pamięci.   Czego   jeszcze   potrzebujesz,   żeby   przyjąć 

odpowiedzialność za swoją rolę w lej historii? Zdjęcia ci nie wystarczą? 

Chcesz relacji naocznego świadka?

Anna nerwowo zwijała serwetkę w ciasny rulon.

– Byłoby mi o wiele łatwiej, gdybym mogła sobie przypomnieć, w jaki 

sposób znalazłam się w łóżku Carla.

background image

– Mogę ci w tym pomóc – rzekł Franko z goryczą. – Wypiliście butelkę 

szampana. Zaszumiało ci w głowie i zaczęłaś się dobierać do Carla, a że 

on również nie był trzeźwy, nie potrafił ci się oprzeć. Nie dziwię mu się 

zresztą. Ja na jego miejscu zrobiłbym to samo. Ale mniejsza o to. Teraz 

trzeba się skoncentrować na przyszłości. Sammy ma prawo do swojego 

dziedzictwa jako Ventressi i dopilnuję, żeby je otrzymał.

–   Nawet   jeśli   oznacza   to   małżeństwo   z   kobietą,   do   której   nic   nie 

czujesz?

Franko spojrzał na nią twardo.

–   Nie   posunąłbym   się   do   takiego   stwierdzenia.   Owszem,   czuję   do 

ciebie   wiele   rzeczy.   Na   przykład   złość,   a   w   spokojniejszych   chwilach 

także ślad dawnej sympatii. Ale szczerze mówiąc, czuję przede wszystkim 

pożądanie. Tego uczucia nie potrafiłem się pozbyć przez te wszystkie lata. 

Dlatego teraz jestem zdecydowany cię mieć.

– Nie mogę, Franko – szepnęła Anna niemal bezgłośnie. – Nie mogę za 

ciebie wyjść.

– Możesz i wyjdziesz. Nie zgadzam się na żadne inne rozwiązanie.

– I jak długo, twoim zdaniem, takie małżeństwo może przetrwać? – 

zapytała z desperacją.

– Tak długo, jak ja zechcę.

– Zawsze musisz mieć ostatnie słowo?

  –   Myślisz,   że   zadowolę   się   czymkolwiek   innym?   Kiedyś   już 

zniszczyłaś moje szczęście. Nie zamierzam teraz rezygnować z ponownej 

szansy.

– Błagam cię, nie proś mnie o to.

– Ale ja cię nie proszę. Za tydzień zostaniesz moją żoną. Nie ma innej 

background image

możliwości.

– Aż tak bardzo mnie nienawidzisz?

Jego twarz była zupełnie nieprzenikniona.

– Mam wiele powodów, żeby cię nienawidzić. Ty sama wiesz o tym 

najlepiej.

Nic nie potrafiła powiedzieć na swoją obronę, – Nie wiem, jak spojrzę 

w twarz twojemu bratu...

– Nie musisz się obawiać o zachowanie Carla. On już nigdy nie spojrzy 

na ciebie w ten sposób. Jest bardzo zakochany w Milanie i nie będzie miał 

ochoty narażać swojego małżeństwa.

Nastąpiła kolejna niezręczna chwila milczenia.

– On mi przysłał te zdjęcia – powiedziała w końcu Anna.

Franko znieruchomiał.

– W pierwszej chwili myślałam, że to list od ciebie... Przeprosiny za to, 

że nie próbowałeś spojrzeć na sytuację z mojej strony...

– Czy coś jeszcze tam było oprócz zdjęć?

– Na przykład co? – zapytała Anna ironicznie. – Wyznanie, że podle 

mnie wykorzystał? I że to jednak nie była moja wina?

Franko znów ponuro zacisnął usta.

– Czy był tam jakiś list?

– Owszem, był. Krótki i rzeczowy.

– Co tam było napisane?

– Niewiele, ale nietrudno było odczytać przekaz między wierszami.

– Masz jeszcze ten list?

– Nie.

– Oczywiście – uśmiechnął się Franko cynicznie.

background image

Anna spojrzała na niego z oszołomieniem.

– Znów mi nie wierzysz, tak?

– A dlaczego miałbym ci wierzyć?

–   Bo   mówię   prawdę!   Twój   brat   dołączył   do   zdjęć   kartkę   z 

ostrzeżeniem,   żebym   nigdy   w   życiu   nie   próbowała   kontaktować   się   z 

nikim z waszej rodziny.

–   Nie   nazwałbym   tego   groźbą   –   mruknął   Franko.   –   W   tych 

okolicznościach to było zupełnie zrozumiałe.

–   I   ty   się   zastanawiasz,   dlaczego   nie   wierzę   w   naszą   przyszłość   – 

zaśmiała   się   Anna   bez   humoru.   –   Dla   ciebie   jestem   tylko   niemoralną 

dziwką,   która   zdradziła   cię   z   bratem   przy   pierwszej   nadarzającej   się 

okazji.

– Muszę w to wierzyć, Anno, nie mam innego wyboru – westchnął. – 

Ale bardzo bym chciał mieć taki wybór. Nawet nie wiesz, jak bardzo.

background image

Rozdział 8

Rankiem   w   dniu   ślubu   niebo   przecięły   zielone   błyskawice,   a   zaraz 

potem   rozległ   się   grzmot   i   lunął   ulewny   deszcz.   Anna   nie   mogła 

powstrzymać się od myśli, że ta pogoda to omen zwiastujący przyszłość 

jej małżeństwa.

W ciągu  ostatnich  dni Franko traktował ją nadspodziewanie  dobrze. 

Trzymał  się   na   dystans,   wyraźnie   schodził   jej  z  drogi,   omijał   wspólną 

sypialnię,   a   w   rozmowach   ograniczał   się   do   pojedynczych   słów   i 

monosylab. Tylko w obecności Sammy'ego lub Jenny znów wchodził w 

swoją dawną skórę i stawał się czarującym, uroczym mężczyzną.

Ceremonia   ślubu   była   krótka   i   bezosobowa   i   w   niczym   nie 

przypominała wielkiej fety, jaką Anna i Jenny planowały przed czterema 

laty   w   Rzymie.   Anna   powtarzała   słowa   przysięgi   stłumionym   głosem, 

zastanawiając się, czy błyskawice nad jej głową symbolizują gniew jakiejś 

wyższej siły z powodu jej dawnych grzechów.

Wydawało się, że Franko nie przeżywa podobnych rozterek. Spokojnie 

wsunął obrączkę na jej palce i pocałował ją zdawkowo, chyba tylko ze 

względu   na   nielicznych   świadków,   wśród   których   prym   wiodła 

entuzjastyczna Jenny i Sammy z ochami wielkimi jak spodki.

Przyjęcie, złożone z kilku kieliszków szampana oraz tacy przekąsek, 

odbyło się W holu hotelowym, a oprawę artystyczną zapewniał pianista o 

bardzo ograniczonym repertuarze, Anna odetchnęła z ulgą, gdy ta farsa 

dobiegła   wreszcie   końca   i   można   było   wrócić   do   domu   Franka.   Tam 

przynajmniej wiedziała, na czym stoi i gdzie jest •ej miejsce.

Sammy   poszedł  spać   bez   zwykłego   wieczornego   marudzenia,   Jenny 

background image

uśmiechnęła się nieśmiało, gdy przy drzwiach pojawił się młody księgowy 

z firmy Franka, z którym spotykała się od kilku dni. Anna pomachała im 

na pożegnanie i ruszyła w stronę schodów, ale zatrzymał ją głos Franka.

– Anno.

Obejrzała się przez ramię i gdy napotkała jego wzrok, nieświadomie 

zacisnęła dłonie w pięści.

– Chciałbym z tobą porozmawiać.

–   Trochę   już   za   późno   na   ustalenia   przedmałżeńskie   –   stwierdziła 

ironicznie.

Zauważyła, że on także zwinął dłonie w pięści, i sprawiło jej to dziwną 

satysfakcję.

–  Za   trzy   tygodnie   wyjeżdżamy   do   Rzymu   –   oznajmił,  –  To   mam 

jeszcze mnóstwo czasu, żeby się spakować. Czy jeszcze coś?

– Owszem, tak – odrzekł ostro. – Możemy porozmawiać tutaj w holu 

albo w salonie, jak wolisz.

Uniosła wyżej głowę i stanęła na pierwszym schodku.

– Wolałabym pójść się położyć, jeśli nie masz nic przeciwko temu. Nic 

mam teraz ochoty na stypę poślubną.

Brwi Franka powędrowały do góry.

– Co to ma znaczyć?

– Tę dzisiejszą uroczystość trudno chyba nazwać ślubem? – odrzekła z 

ironicznym zdziwieniem. – Panna młoda, która została przymuszona do 

ślubu szantażem, i pan młody, który żeni się wyłącznie z zemsty!

– Zapewniam cię, że nie chodziło mi tylko o zemstę.

– Och, czyżby? No cóż. Mnie w tej chwili chodzi tylko o to, żebym 

mogła się spokojnie położyć.

background image

Odwróciła   się,   chcąc   pójść   na   górę,   i   naraz   ze   świstem   wciągnęła 

powietrze. Nieoczekiwany, przeszywający ból w podbrzuszu zgiął ją wpół; 

omal nie upadła, ale zdążyła przytrzymać się barierki.

– Anno! – wykrzyknął Franko, dobiegając do niej w dwóch susach. – 

Co się stało?

Blada jak papier, kurczowo zaciskała pałce na poręczy schodów.

– Nie... nie wiem – wykrztusiła.

Franko wziął ją na ręce, zaniósł do największej sypialni i położył na 

łóżku. Nawet nie próbowała się wyrywać; nie miała na to siły. Czuła, że 

po nogach spływa jej lepka ciecz.

– Jesteś blada jak papier – zauważy! Franko z niepokojem. – Dzwonię 

po lekarza.

Zwinęła   się   w   kłębek,   by   zmniejszyć   ból,   i  resztką   sił   walczyła   ze 

Izami.

– Jak się nazywa twój lekarz? – zapytał Franko Z paniką w głosie.

Podała   mu   nazwisko   przez   zaciśnięte   zęby   i   zwinęła   się   na   łóżku 

jeszcze ciaśniej.

– To pilne! – krzyczał Franko do słuchawki. – Moja... moja żona ma 

atak bólu! Nic mnie nie obchodzi, ilu ludzi potrzebuje w tej chwili karetki! 

Mówię pani, że...

– Och! – jęknęła Anna, przyciskając obydwie dłonie do brzucha.

Franko odrzucił telefon i w jednej chwili znalazł się przy niej. Drżącą 

ręką odgarnął włosy z jej czoła.

– Anno!

– Franko, ja krwawię – wydyszała.

– Co?! – Zmarszczył brwi; treść jej słów wyraźnie dotarła do niego 

background image

dopiero po dłuższej chwili.

Przesunął wzrok wzdłuż jej ciała i dopiero teraz zauważył czerwoną 

plamę, rozszerzającą się szybko na prześcieradle.

– Dostałaś okres?

Potrząsnęła  głową, mocno  zaciskając zęby, żeby przetrwać następny 

skurcz.

Franko rzucił się do łazienki i po sekundzie wrócił z ręcznikiem, który 

wsunął jej między nogi.

– Czy zawsze wygląda to tak źle?

Znów potrząsnęła głową i tym razem spróbowała się odezwać.

– Nie... ja... jeszcze nigdy.... och!

Franko   po   raz   drugi   zadzwonił   na   pogotowie   i   tym  razem   uzyskał, 

czego chciał. Po kilku minutach przed domem rozległa się syrena karetki, 

a w ślad za sanitariuszami do sypialni wpadła Rosa.

– Ja się zajmę Sammym – zapewniła Annę, którą paramedycy właśnie 

układali na noszach.

– Dziękuję – szepnęła.

Franko   bezceremonialnie   odsunął   gospodynię   na   bok   i   przejął 

dowodzenie nad personelem karetki.

– Ostrożnie! – warknął, gdy nosze podskoczyły z hałasem.

–   Robimy,   co   możemy   –   uspokajał   go   z   uśmiechem   rudowłosy 

sanitariusz.   –   Nic   jej   nie   będzie.   Wygląda   to   na   zwykłe   poronienie. 

Ciśnienie ma dobre, a ból jest do zniesienia. Wróci do domu, zanim się 

pan obejrzy.

Franko znieruchomiał. Poronienie? Dziecko? Czyje? Jego? Wsiadł do 

karetki z chaosem w myślach, patrząc na swoją świeżo upieczoną żonę z 

background image

takim wyrazem twarzy, jakby zobaczył ducha.

– Anno...

Wzięła go za rękę i lekko uścisnęła.

– Przepraszam.

–   Za   co   mnie   przepraszasz?   –   zdumiał   się,   trzymając   jej   dłoń   tak 

delikatnie, jakby była ze szklą.

– Powinnam ci powiedzieć...

– O czym?

– Brałam niskohormonalne tabletki, ale zdarzało mi się zapomnieć...

Franko gwałtownie wciągnął oddech.

– Nie sądziłam, że tak się zdarzy... – dodała cicho.

– Nie martw się tym. – Słowa z trudem wydobywały się z zaciśniętego 

gardła.

Anna rozpłakała się.

– Anno... to moja wina... – wykrztusił.

– Nie...

–   Cicho.   –   Przyłożył   palec   wskazujący   do   jej   ust,   a   kciukiem 

jednocześnie otarł łzę z policzka. – Nie płacz, cara. Proszę cię, nie płacz...

Szpital był hałaśliwy i przepełniony, ale Franko dopilnował, by Anna 

jak najszybciej znalazła się w spokojnej salce. Zawołano lekarza, który 

szybko   przygotował   wszystko,   co   było   potrzebne   do   zabiegu 

wyłyżeczkowania macicy.

– To wczesne poronienie, więc pańska żona szybko dojdzie do siebie – 

zapewnił   lekarz   Franka.   –   Kilka   dni   odpoczynku   i   wszystko   wróci   do 

normy.   Ale   trzeba   uważać   na   jej   zdrowie   emocjonalne.   Wiele   kobiet 

background image

ciężko   przechodzi   utratę   ciąży,   ale   jeśli   okaże   jej   pan   czułość   i 

serdeczność, powinna szybko odzyskać wewnętrzną równowagę.

Franko nerwowo przełknął ślinę, przepełniony poczuciem winy. Przez 

chwilę zastanawiał się, co powiedziałby ten lekarz, gdyby się dowiedział, 

jak świeżo upieczony mąż dotychczas traktował pacjentkę.

Lekarz napisał coś na kartce i podał ją pielęgniarce,  a potem znów 

zwrócił się do Franka:

– Słyszałem, że dopiero dzisiaj wzięli państwo ślub – powiedział ze 

współczuciem.   –   Wygląda   na   to,   że   małżeństwo   nie   zaczęło   się 

najszczęśliwiej.

– Nie musi mi pan tego mówić – mruknął Franko ponuro.

Gdy odzyskała przytomność, była zupełnie zdezorientowana. Cale ciało 

miała obolałe, ale nie czuła już skurczy. Obróciła głowę w bok i zobaczyła 

przy łóżku Franka. Siedział na krześle z twarzą ukrytą w dłoniach.

Poczuł chyba na sobie jej wzrok, bo podniósł głowę. Na jego twarzy 

malowało   się   niezwykłe   wzburzenie.   Włosy   miał   potargane,   oczy 

podkrążone i do tego był nieogolony.

– Anno... – wychrypiał, sięgając po jej dłonie.

–   Czy...   czy   z   Sammym   wszystko   w   porządku?   –   szepnęła   przez 

wyschnięte gardło.

– Parę minut temu dzwoniłem do Rosy i Jenny. Wszystko w porządku, 

zjadł śniadanie i teraz wybiera się z Jenny do parku.

Przez twarz Anny przemknął blady uśmiech.

– Wyglądasz okropnie.

– A czuję się jeszcze gorzej.

background image

– W ogóle nie spałeś?

– Nie.

Zatrzymała   wzrok   na   ich   splecionych   dłoniach   przyozdobionych 

złotymi obrączkami.

– Okropnie mnie wystraszyłaś – rzekł Franko po chwili.

Podniosła na niego wzrok.

– Przepraszam... Nawet nie wiedziałam, że byłam w ciąży. Martwiłam 

się o Sammy'ego... czasem zapominałam o tabletce i nie miałam pojęcia, w 

której fazie cyklu jestem...

– To ja powinienem się zabezpieczać – mruknął Franko.

– To nie ma znaczenia... – szepnęła.

–   Oczywiście,   że   ma!   To   wszystko   by   się   nie   zdarzyło,   gdybym 

traktował cię choć trochę lepiej. – Puścił jej ręce i przesunął się na koniec 

łóżka.

– Wiesz, jak bardzo obwiniam siebie za to, przez co przeszłaś?

– To nie twoja wina – powtórzyła, patrząc na jego zmęczoną twarz.

–   To   moja   wina   –   powtórzył   z   uporem.   –   Od   pierwszego   dnia 

zatruwałem ci życie. Przeżywałaś wielki stres z powodu Sammy'ego, a ja 

jeszcze   dołożyłem   do   tego   swoje   niedorzeczne   wymagania.   –   Pokręcił 

głową z niedowierzaniem i dodał: – Byłem dla ciebie okrutny.

– Nie! – szepnęła. – Nie byłeś... taki zły.

–   Wybacz   mi,   Anno.   Proszę,   powiedz,   że   mi   wybaczasz   to,   co   ci 

zrobiłem.

– Nie mam ci czego wybaczać – odrzekła, odwracając wzrok. Nie była 

w stanie znieść jego spojrzenia.

– Jesteś dla mnie zbyt wyrozumiała.

background image

– Każdy w końcu popełnia jakieś błędy.

Franko westchnął ciężko.

– Masz rację, oczywiście. W samą porę mi o tym przypomniałaś. Ty 

popełniłaś   jeden   błąd,   za   który   karałem  cię   całymi   latami,   przy   okazji 

niszcząc własne życie.

Pod powiekami Anny zbierały się łzy. Słuchała Franka ze ściśniętym 

sercem.   To,   co   czuł,   to   były   wyrzuty   sumienia,   nie   miłość.   A   teraz 

poczucie winy miało ich połączyć na zawsze.

– Franko... Ja...

– Nie – uciszył ją. – Pozwól mi skończyć. Jesteśmy teraz małżeństwem. 

Tego nie mogę zmienić tak szybko. Wiem, że proszę o wiele, ale... czy 

jednak zgodzisz się pojechać ze mną do Rzymu za trzy tygodnie? Moja 

matka bardzo chciałaby zobaczyć wnuka. Giulia naturalnie też się ucieszy 

na twój widok.

– A potem? – zapytała przez ściśnięte gardło. – Co będzie, gdy już 

wrócimy do Australii?

Franko zatrzymał wzrok na jej twarzy.

–   Potem   się   rozstaniemy.   Zwrócę   ci   wolność,   której   nigdy   nie 

powinienem   był   ci   zabierać.   Oczywiście   zapewnię   tobie   i   Sammy'emu 

bezpieczeństwo finansowe.

Nie chciała jego pieniędzy! Łzy znów wymknęły się spod jej powiek i 

popłynęły po policzkach.

– Widzę, że to dla ciebie wielka ulga – stwierdził Franko, zaciskając 

usta. – Pewnie liczysz dni do chwili, kiedy to wszystko się skończy.

Obrócił się na pięcie i szybko wyszedł z sali.

background image

Następne   trzy   tygodnie   były   dla   Anny   bardzo   trudne   do   zniesienia. 

Franko   traktował   ją   niezwykłe   uprzejmie,   nawet   serdecznie,   ale   była 

pewna,   że   w   głębi   duszy   odlicza   dni   pozostałe   do   zakończenia   ich 

fasadowego małżeństwa.

Jenny   była   zaabsorbowana   swoim   chłopcem,   a   Sammy   czuł   się 

doskonale   w   wielkim   domu   z   jeszcze   większym   telewizorem   i   stertą 

fantastycznych zabawek. Anna jednak była coraz bardziej samotna. Franko 

przeniósł   się   na   stałe   do   jednej   z   zapasowych   sypialni,   zostawiając 

ogromne podwójne łóżko do jej wyłącznego użytku. Wychodził do pracy 

bardzo wcześnie, a wracał późno, tłumacząc się nawałem obowiązków w 

firmie.

Oczywiście Anna wcale w to nie wierzyła.

Była tak sfrustrowana jego chłodem, że kilka razy specjalnie czekała na 

jego   powrót.   Ostatniego   wieczoru   przed   wyjazdem   do   Rzymu   Franko 

pojawił się w domu dopiero przed północą. Wszedł do salonu z marynarką 

przerzuconą przez ramię, z rozluźnionym węzłem krawata, i zauważył ją 

dopiero wtedy, gdy podniosła się z sofy i wypowiedziała jego imię.

– Anno – odezwał się, rzucając marynarkę na oparcie krzesła. – Masz 

ochotę na drinka?

– Nie, dziękuję.

Podszedł do barku, omijając ją wzrokiem.

– Dlaczego jeszcze nie śpisz?

– Chciałam z tobą porozmawiać.

– O czym? – zapytał między jednym łykiem whisky a drugim.

Anna zacisnęła usta.

– Zastanawiałam się, jak chcesz zorganizować nasz pobyt w Rzymie.

background image

– Zatrzymamy się u mojej matki. Wynająłem swój dom. Ale nie musisz 

się niczego obawiać. Powiedziałem matce o poronieniu, więc dostaniesz 

osobną sypialnię, żebyś mogła w spokoju dochodzić do zdrowia.

– Nie sądziłam...

– Ty może nie, ale moja matka tak. I tak już uważa mnie za brutala, 

którego należałoby wychłostać za to, jak cię potraktowałem.

– Powinieneś powiedzieć jej prawdę.

–   Jaką?   Że   zamierzamy   wziąć   rozwód   zaraz   po   powrocie   do 

Melbourne? Moja matka jest gorliwą katoliczką.

– W końcu i tak będziesz musiał jej powiedzieć.

–   Zrobię   to,   kiedy   uznam  za   stosowne   –   uciął   krótko   i  dolał   sobie 

whisky.

Anna patrzyła na niego, przygryzając wargi.

– Nigdy wcześniej tyle nie piłeś – zauważyła.

– Masz z tym jakiś problem? – Wzruszył ramionami.

– Nie, tylko pomyślałam...

– Nie myśl. Myślenie niczego nie zmienia.

– Jesteś na mnie zły?

– Dlaczego miałbym być na ciebie zły? Przemykasz po kątach, boisz 

się odezwać, żebym nie urwał ci głowy. Oczywiście, że nie jestem na 

ciebie zły.

–   Nie   przemykam   po   kątach   –   odpowiedziała   z   urazą.   –   Po   prostu 

odniosłam wrażenie, że wolisz, abym schodziła ci z drogi. Wracasz bardzo 

późno, nie przychodzisz do sypialni...

–   Nie   sądzisz,   że   to   już   chyba   byłoby   trochę   za   wicie?   Chyba   nie 

czekałaś na mnie po to, żeby zaoferować mi swoje towarzystwo w łóżku?

background image

Anna zaniemówiła, ale jeden rzut oka na twarz Franka przekonał ją, że 

w tej chwili jakakolwiek rozsądna rozmowa jest niemożliwa.

– Za dużo wypiłeś – stwierdziła śmiało.

– I co z tego? – skrzywił się. – Co zamierzasz z tym zrobić, moja droga 

żono?

Już miała na końcu języka ciętą odpowiedź, ale pohamowała się w porę 

i odwróciła się do wyjścia. Franko jednak przytrzymał ją za rękę.

– Nie tak szybko.

– Puść mnie, Franko.

–   Nigdzie   cię   nie   puszczę   –   rzekł,   mierząc   ją   rozgorączkowanym 

spojrzeniem. – Nigdy nie chciałem cię wypuszczać.

Szarpnęła   rękę,   ale   trzymał   ją   mocno   i   powoli   zbliżał   twarz   do   jej 

twarzy,   nie   zostawiając   jej   żadnego   wyboru.   Przymknęła   oczy,   by   nie 

ujrzeć w jego oczach błysku nienawiści, i poddała się.

–  Proszę...  – szepnęła  po  dłuższej  chwili,   przyciskając  się  do niego 

całym ciałem. – Proszę cię...

Franko natychmiast wytrzeźwiał i odsunął się od niej.

– Nie, cara. Obiecałem sobie, że nie zrobię tego.

– Proszę! – jęknęła błagalnie.

Franko z łatwością uwolnił się z jej uchwytu i znów podszedł do barku.

– Idź spać, Anno – powiedział, zwrócony do niej plecami.

Znów poczuła palące upokorzenie.

– Ale...

– Nic kłóć się ze mną.

Usłyszała szczęk kryształowej karafki o szklankę.

– Franko...

background image

– Wynoś się stąd wreszcie! – Obrócił się na pięcie i spojrzał na nią 

groźnie. Kostki jego palców zaciśniętych na szklance były zupełnie białe.

–   Czy...   czy   zrobiłam   coś   nie   tak?   –   zapytała   nieśmiało,   prawie 

szeptem.

– Chyba nie rozumiesz, co do ciebie mówię – wycedził przez zaciśnięte 

wargi. – Prosiłem cię, żebyś stąd wyszła.

– Słyszałam.

– W takim razie wyjdź.

– Nie boję się ciebie – powiedziała cicho.

– Głupia jesteś, że chcesz mnie oglądać w takim stanie.

– Widziałam cię już w gorszym.

–   Wątpię.   –   Niepewnie   odstawił   szklankę   i   przesunął   dłonią   po 

włosach. – Przecież nie było cię przy mnie, gdy zobaczyłem te zdjęcia.

– Obiecałeś, że nie będziesz już do tego wracał.

– Wtem,  co obiecałem! – wykrzyknął, uderzając zwiniętą  pięścią  w 

blat.

Anna przygryzła usta, ale stała nieruchomo, drżąc na całym ciele.

– Sama się prosisz o kłopoty – wybuchnął Franko. – Nie jestem teraz w 

stanie się kontrolować, a ty możesz na tym ucierpieć!

– Dlaczego to robisz? – zapytała, wskazując na karafkę i szklankę.

– Topię swoje smutki. Tak się chyba mówi?

– Jakie smutki?

Franko znów sięgnął po karafkę.

– Byłem głupi, że cię odnalazłem. Myślałem, że uda mi się odebrać 

dług, ale wyszło na to, że sam płacę.

– W jaki sposób?

background image

Jednym haustem wychylił połowę zawartości szklanki i dopiero wtedy 

odpowiedział:

– To, co kiedyś było między nami, umarło na zawsze. Najwyższy czas, 

żebyśmy oboje się z tym pogodzili. Tego już nie ma.

Dopił resztkę whisky, z rozmachem odstawił szklankę na bok i wyszedł 

z salonu, nie czekając na jej odpowiedź.

background image

Rozdział 9

Lot   do   Rzymu   był   łatwiejszy   do   zniesienia   dzięki   obecności 

Sammy'ego, który siedział pomiędzy nimi, zachwycony luksusami klasy 

biznesowej.   Jego   nieustanna   paplanina   skutecznie   zapełniała   niezręczne 

milczenie między Anną a Frankiem.

Gdy   chłopiec   w   końcu   usnął,   Anna   ułożyła   go   na   wolnym  fotelu   i 

włączyła   sobie   film.   Patrzyła   na   ekran,   ale   nic   do   niej   nie   docierało. 

Franko siedział obok, oddzielony od niej przestrzenią zaledwie jednego 

pustego miejsca. W ręku trzymał drinka, a wzrok również miał sztywno 

utkwiony w ekranie przed sobą.

Przez ostatnie dwa dni prawie nie rozmawiali. Nawet Jenny zauważyła, 

że   zapanowały   między   nimi   ciche   dni,   i   skomentowała   to   z   troską   w 

oczach. Anna próbowała ją uspokoić, ale zdawała sobie sprawę, że jej 

słowa nie brzmią przekonująco.

Rzymskie lotnisko Leonarda da Vinci było zatłoczone po brzegi. Wśród 

oczekujących na przylot znalazła się Jovanna, matka  Franka, oraz jego 

siostra Giulia z trójką dzieci.

–   Anno.   –   Jovanna   pochwyciła   ją   w   objęcia   i   ze   łzami   w   oczach 

ucałowała   w   policzki.   –   Wreszcie   do   nas   wróciłaś!   A   gdzie   jest   mój 

wnuczek?  Och! –  Przyłożyła  obie   dłonie   do  policzków  i z  zachwytem 

wpatrzyła się w chłopca, który właśnie wyłonił się zza nóg Franka. – Jaki 

on podobny do ciebie, Franko! Wyglądałeś dokładnie tak samo, gdy byłeś 

w   jego   wieku!   –   zawołała   i   porwała   Sammy'ego   w   ramiona.   Giulia 

ucałowała Annę i przedstawiła jej swoje dzieci: dwuletnie bliźniaczki, Pię 

i   Paotę,   oraz   maleńkiego   Antonia,   który   uśmiechał   się   do   wszystkich 

background image

bezzębnymi dziąsłami.

– Masz śliczne dzieci – stwierdziła Anna, łaskocząc Antonia pod brodą.

Giulia spochmurniała i delikatnie dotknęła jej ramienia.

– Tak mi przykro z powodu twojej straty.

– Dziękuję – odrzekła Anna, nieco speszona.

–  Niedługo   będziesz  miała   następne  –  zapewniła   ją  Giulia.   –  Może 

zrobicie sobie jakieś w Rzymie?

Anna żałowała, że nie może się ukryć pod stertą bagaży. Gdyby tylko 

Giulia znała prawdę!

Droga do domu Jovanny przywodziła jej na myśl bolesne wspomnienia. 

W tych wspomnieniach Franko był kimś zupełnie innym niż ten facet, 

który teraz siedział obok niej w kamiennym milczeniu, nie reagując na nic. 

– Gdy wreszcie dotarli na miejsce, Sammy był już bardzo zmęczony i po 

krótkim wybuchu łez pozwolił się odesłać do łóżka w towarzystwie nowo 

poznanej babci. Giulia również zabrała dzieci i poszła do siebie, obiecując, 

że   przyjdzie   następnego   dnia   na   rodzinny   obiad.   Anna   z   dreszczem 

uświadomiła sobie, że Carlo i jego żona najprawdopodobniej również się 

wtedy pojawią.

Przysiadła  na  sofie  w salonie.   Po chwili  pojawił  się  tam Franko  ze 

szklanką   soku   pomarańczowego   w   ręku.   Sok   był   dla   niej;   Franko 

natychmiast skierował kroki do barku.

– Mama jest zachwycona twoim synem – oświadczył, nalewając sobie 

drinka.

– Tak – odrzekła Anna krótko.

– Bardzo ją uszczęśliwiłaś. Już zaczynała przywykać do myśli, że nigdy 

nie będę miał syna.

background image

– Przecież to nie jest twój syn – odrzekła ze znużeniem.

– Nie, ale ona nie musi o tym wiedzieć. Nikt nie musi o tym wiedzieć.

Anna potrząsnęła głową.

– Czuję się jak oszustka... Nie znoszę tego udawania. To wszystko jest 

fałszywe.

– To nie jest idealna sytuacja – zgodził się Franko. – Ale nic więcej nie 

możemy zrobić. Carlo i Milana pojawią się tu jutro – dodał po chwili.

– Wiem. Giulia mi powiedziała.

– Nie masz nic przeciwko temu? – zapytał, obserwując ją uważnie.

Odwróciła wzrok.

– Oczywiście, że nie.

– Nic chciałbym denerwować matki.

– Rozumiem.

–   Wyglądasz   na   zmęczoną   –   zauważył.   –   Jeśli   chcesz,   to   idź   się 

położyć. Mama nie będzie miała ci za złe, jeśli nie powiesz jej dobranoc. 

Anna podniosła się i podeszła do drzwi.

– Mamy połączone pokoje – dorzucił Franko. – Ale nie musisz się tym 

martwić.  Zamknę  porządnie  drzwi  od swojej  strony, żebyś  mogła  spać 

spokojnie.

– Mówiłam ci już, że nie boję się ciebie.

Franko prychnął drwiąco.

– To może powinnaś zacząć. Ja na twoim miejscu bym się bał.

Nic nie odpowiedziała, ale kiedy szła do swojego pokoju, serce biło jej 

mocniej niż zazwyczaj.

Następnego wieczoru pojawiła się w salonie jako ostatnia. Rodzina była 

background image

już   w   komplecie.   Anna   nałożyła   na   tę   okazję   błękitną   sukienkę,   która 

podkreślała   kolor   jej   oczu,   i   srebrne   sandałki,   a   jasne   włosy   upięła   w 

elegancki węzeł na karku.

Ledwie stanęła w progu, podbiegła do niej Giulia.

– Anno, poznaj mojego męża, Pietra. Chyba nie zdążyłaś go spotkać 

podczas swojego poprzedniego pobytu.

–  Jak  się  masz,   Anno?  – zapytał  przystojny,  ciemnooki  mężczyzna, 

wyciągając do niej dłoń. – Żona dużo mi o tobie opowiadała.

–   Wspaniale   dziś   wyglądasz!   –   zawołała   Jovanna,   również   do   niej 

podchodząc. – Carlo! – zawołała do mężczyzny stojącego obok wózka z 

drinkami w towarzystwie kobiety w zaawansowanej ciąży – Gdzie twoje 

dobre maniery? Przedstaw Annie Milanę!

Carlo zbliżył się i wymamrotał coś niewyraźnie, nie patrząc jej w oczy.

Angielski Milany nie był tak płynny jak u pozostałych Ventressich, a 

ponadto dziewczyna sprawiała wrażenie nieco nieśmiałej. Przez cały czas 

kurczowo trzymała Carla za rękę, jakby obawiała się, by gdzieś jej nie 

zniknął.

Po chwili wszyscy usiedli przy stole i Anna z przerażeniem odkryła, że 

wyznaczono jej miejsce dokładnie naprzeciwko Carla. Podniosła się, ale 

gdy   Franko   szybko   oparł   dłoń   na   jej   ramieniu,   przywołując   ją   do 

porządku, w milczeniu opuściła wzrok na stół.

Otoczona rodziną Jovanna promieniała szczęściem.

– Jak to dobrze widzieć cię znowu wśród nas, Anno! I jak się cieszę, że 

mogłam   wreszcie   poznać   mojego   wnuczka!   Sammy   pod   każdym 

względem jest podobny do Franka. Mój syn tak samo zawsze marudził, 

gdy trzeba było iść spać, Od dziecka był uparty jak osioł!

background image

Anna uśmiechnęła się blado, kątem oka zauważając zdumiony wyraz 

twarzy Carla.

– Giulia też była uparta – ciągnęła Jovanna, patrząc na córkę ciepło.

Giulia wydęła usta.

–   Dziękuję   ci,   mamo.   A   jaki   był   Carlo?   Chyba   nie   powiesz,   że 

przypominał aniołka?

– Nie, ale miłość dobrej kobiety dokonała cudów – uśmiechnęła się 

Jovanna. – Prawda, Carlo?

Na twarzy wymienionego pojawił się sztuczny uśmiech.

–   Tak,   jestem   teraz   bardzo   szczęśliwy   –   rzekł   otaczając   żonę 

ramieniem.

– Gdzie byśmy byli bez naszych pięknych żon? – uśmiechnął się Piętro, 

patrząc na Giulię z czułością.

Serce   Anny   ścisnęło   się   boleśnie.   Na   szczęście   wkrótce   rozmowa 

zboczyła   na   inne   tematy.   Anna   słuchała,   nie   biorąc   w   niej   czynnego 

udziału,   a   gdy   Carlo   ze   względu   na   Milanę   przeszedł   na   włoski, 

odetchnęła i z czystym sumieniem zajęła się obserwacją rodziny.

Franko przeważnie milczał, odzywał się tylko wtedy, gdy ktoś go o coś 

zapytał. Jego zachowanie nie uszło uwagi Jovanny, która przypatrywała 

się synowi ze zmarszczonym czołem. Giulia była jak zwykle radosna i 

ożywiona. Z kolei Milana sprawiała wrażenie bardzo zakochanej w mężu; 

jej   duże   brązowe   oczy   z   zachwytem   wpatrywały   się   w   Carla.   Anna 

westchnęła w duchu, nie dziwiąc się, że Franko nie chciał psuć tej sielanki. 

A w dodatku Milanę już tylko kilka tygodni dzieliło od rozwiązania. Anna 

dobrze   pamiętała,   jak   niestabilne   były   jej   emocje   w   tym   okresie. 

Wyjawianie   prawdy   o   ojcostwie   Sammy'ego   byłoby   teraz   tylko 

background image

bezmyślnym okrucieństwem.

Następnego   dnia   po   południu   Jovanna   zabrała   Sammy'ego   do   zoo. 

Franko i Anna zostali sami w domu, Franko jednak zaraz oświadczył, że 

ma pilne papiery do przejrzenia, i zniknął gdzieś w otchłaniach wielkiego 

domu.

Anna przez kilka minut błąkała się po pokojach, podziwiając wspaniale 

wnętrza   i   uśmiechając   się   uprzejmie   do   służby,   która   łamaną 

angielszczyzną bezustannie proponowała jej drinka oraz coś do zjedzenia, 

a w końcu poszła do swojej sypialni i z ulgą zamknęła za sobą drzwi.

Położyła   się   na   łóżku   z   nadzieją,   że   uda   jej  się   przespać   resztę 

popołudnia.   Wzięła   do   ręki   jakąś   książkę   i   bezmyślnie   zaczęła   ją 

kartkować, ale nie mogła skupić się na treści. W końcu zrezygnowała, 

odłożyła książkę na bok i pogrążyła się w niewesołych rozmyślaniach.

Ktoś zapukał do drzwi. Westchnęła i poszła otworzyć, przekonana, że 

to znów któraś z pokojówek chce ją czymś nakarmić. Za progiem jednak 

stał Carlo. Anna ze zdumieniem cofnęła się o krok.

– Co ty tu robisz? – zapytała przytłumionym głosem.

Carlo zamknął za sobą drzwi i oparł się o futrynę.

– Muszę z tobą porozmawiać.

– To chyba nie jest dobry pomysł – odrzekła ze zdenerwowaniem. – A 

jeśli Franko tu wejdzie i zastanie cię w mojej sypialni?

– Nie zajmę ci dużo czasu. Ta sprawa gryzie mnie od czterech lat, więc 

proszę, wysłuchaj mnie.

Skrywając   niepokój,   przyjrzała   mu   się   uważniej.   Twarz   miał   bladą, 

kąciki ust opuszczone, oczy otoczone ciemnymi cieniami.

background image

– Muszę ci powiedzieć coś, co powinienem wyznać już dawno temu – 

zaczął, przesuwając dłonią po włosach gestem identycznym jak Franko.

Patrzyła   na   niego   w   milczeniu,   starając   się   nie   okazywać 

zdenerwowania.

– Nic wiem, jak mam zacząć – westchnął, chodząc po pokoju.

– Co chcesz mi powiedzieć?

Na twarzy Carla odbiło się cierpienie.

– Nie spałem z tobą tamtej nocy.

Cisza, która zapadła po tych słowach, swoim natężeniem przypominała 

eksplozję   bomby   atomowej.   Anna   poczuła,   że   kręci   jej   się   w   głowie. 

Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

Carlo wziął urywany oddech i mówił dalej:

–  Nasypałem  ci  narkotyku do  drinka.  Byłem  szaleńczo  zazdrosny   o 

Franka...   o   wasze   zaręczyny.   Mnie   się   nie   układało   z   kobietami,   więc 

kiedy   Franko   przedstawił   cię   rodzinie   jako   swoją   narzeczoną, 

postanowiłem, że muszę coś z tym zrobić. Wypiłaś tego szampana, a gdy 

usnęłaś, ja... rozebrałem cię i zrobiłem te zdjęcia. Wstyd mi teraz o tym 

mówić... ale nie czułem się winny, dopóki nie poznałem Milany. Dopiero 

wtedy   zrozumiałem,   przez   co   przechodził   mój   brat,   gdy   cię   stracił.   A 

potem dowiedziałem się, że masz syna...

Anna szeroko otworzyła oczy. Dopiero teraz to do niej dotarło.

– Więc Sammy... Sammy jest... jest dzieckiem Franka?

– Z pewnością nie moim. Anno, musisz mi uwierzyć. Byłem głupi i zły, 

ale nie aż tak.

Nie   miała   pojęcia,   co   powiedzieć.   Przez   cztery   lata   torturowała   się 

myślami o tym, co zrobiła... pozwoliła, by poczucie winy zniszczyło jej 

background image

życie... a także życie Franka.

Poderwała się na nogi.

– Franko musi się o tym dowiedzieć. Natychmiast!

– Nie! – wykrzyknął Carlo.

Zatrzymała   się   pośrodku   pokoju   jak   wryta   i   spojrzała   na   niego   z 

konsternacją.

– Jak to nie?

– Proszę... – powiedział Carlo błagalnym tonem. – Franko nie musi o 

tym wiedzieć. To, co zrobiłem,  było niewybaczalne, ale kto wie, jakie 

jeszcze szkody mogłyby powstać, gdyby dowiedział się o tym teraz?

–   Już   wyrządziłeś   niewybaczalne   szkody!   –   wykrzyknęła   Anna   z 

oburzeniem. – Czy potrafisz sobie wyobrazić, przez co przeszłam? Byłam 

pewna, że Sammy jest twoim synem! Przez lata biczowałam się za coś, 

czego w ogóle nie zrobiłam! Jak mogłeś tak postąpić, Carlo? Zniszczyłeś 

nie tylko moje życie, ale także życie Franka!

Carlo nerwowo przełknął ślinę.

– Przecież Franko i tak wierzy, że Sammy jest jego synem, więc na 

czym polega problem?

Anna znów opadła na łóżko, szukając odpowiednich słów.

– Anno, przecież on się w końcu z tobą ożeni! Dostaliście swoją szansę 

na szczęście. Proszę, nie odbieraj mi mojej. Nie każ mi ujawniać tego, co 

ci powiedziałem. Proszę cię.

Podniosła głowę i spojrzała mu w oczy.

– Carlo, nie zdajesz sobie sprawy z tego, o co prosisz.

– Chyba jednak tak. Kocham Milanę z całego serca i wiem, że Franko 

tak samo kocha ciebie. To taka nasza rodzinna legenda...

background image

– Franko mnie nie kocha – wykrztusiła.

– Kocha cię. Inaczej nie zawracałby  sobie głowy szukaniem ciebie. 

Nigdy nie przestał cię kochać.

–   On   myśli,   że   Sammy   jest   twoim   synem   –   powiedziała   Anna 

łamiącym się głosem.

Jak miała przekonać Franka, że Sammy jest jego synem, skoro Carlo 

nalegał na zachowanie tajemnicy?

– Powinien się o tym dowiedzieć – nalegała. – Teraz myśli o mnie 

okropne rzeczy...

– Anno, proszę cię. Milana ma rodzić już za kilka tygodni. Błagam, nie 

wyjawiaj mojej podlej przeszłości. To by ją zniszczyło...

– A co ze mną? – Łzy napłynęły jej do oczu. – Mam zostać z tym 

wstydem już na zawsze?

– Nie zrobiłaś nic złego.

– Ale Franko jest przekonany, że zrobiłam.

– Anno... wiem, że mi nie wybaczysz, ale może kiedyś spojrzysz na to 

jak na młodzieńczy wygłup, który przyniósł nieoczekiwane konsekwencje.

– To ja poniosłam te konsekwencje, nie ty.

–   Myślisz,   że   o   tym   nie   wiem?   Wiem,   ale   nie   mogę   zmienić 

przeszłości. Pogodziliście się z Frankiem i teraz możecie budować wasze 

życie od nowa.

– Franko chce się ze mną rozwieść zaraz po powrocie do Australii.

Carlo zastygł ze zdumienia.

– Kie zrobi tego. Za bardzo cię kocha.

– Jak możesz być tak ślepy?! – wykrzyknęła Anna. – Nie zauważyłeś, 

jak on na mnie patrzy?.

background image

– Proszę, Anno, daj mi chociaż tych kilka tygodni – jęknął Carlo. – 

Gdy Milana już urodzi, wszystko może się zmienić.

Anna otarła Izy wierzchem dłoni– Carlo, jak możesz mnie o to prosić? 

Po tym, co zrobiłeś... jak możesz tak po prostu przyjść tutaj i udawać, że 

nic takiego się nie stało?

– Bo właśnie o to chodzi, że nic się wtedy nie stało.

– Teraz mi to mówisz! O cztery lata za późno!

– Wiem, co Zrobiłem, i bardzo mi z tego powodu przykro. Ale jeśli 

powiesz Frankowi prawdę... to rozbije naszą rodzinę. Moja matka będzie 

załamana. Nigdy się nie pogodzi z tym, co zrobiłem.

– Trzeba było o tym pomyśleć, zanim dosypałeś mi tego świństwa do 

szampana   –   odparowała  t  goryczą.   –   Co   to   właściwie   było?   Nic   nie 

pamiętam z tamtej nocy, więc musiał to być jakiś silny środek. Bardzo 

ryzykowałeś.   A   gdybym   umarła   z   powodu   reakcji   alergicznej?   To   się 

czasami zdarza.

– To był środek, który powoduje chwilowa utratę pamięci. Dostałaś 

niedużą dawkę.

– Dziękuję ci, że tak się o mnie zatroszczyłeś – odrzekła z sarkazmem. 

– Ale w razie gdyby nie przyszło ci to do głowy... byłam już wtedy w 

ciąży. Nie  wiedziałam o  tym,  ale   byłam.   Naraziłeś  nie   tylko  nie  tylko 

mnie, ale również moje dziecko.

Twarz Carla poszarzała.

– Tak mi przykro, Anno.

– „Przykro" to zupełnie bezużyteczne słowo w tej sytuacji. Łatwo się je 

wymawia, ale niczego nie zmienia.

– Nic wiem, co jeszcze mógłbym zrobić – rzekł Carlo bezradnie. – Nie 

background image

mogę zaryzykować i powiedzieć teraz Frankowi. Stawka jest zbyt duża.

– Jesteś bardzo podobny do swojego brata. Widzisz wszystko tylko z 

jednej strony...

– Rozumiem, że to dla ciebie trudne...

Anna zerwała się na równe nogi i rzuciła w jego stronę jak tygrysica.

– Trudne?! Wiesz, kim jesteś, Carlo? Zwykłym tchórzem! Dlaczego nie 

powiesz tego wszystkiego Frankowi? Bądź mężczyzną! On ma prawo o 

tym wiedzieć! Powinien się dowiedzieć!

Usłyszała odgłos otwieranych drzwi za swoimi plecami i obróciła się 

gwałtownie. W progu stał Franko z twarzą ściągniętą napięciem.

– O czym mam prawo wiedzieć, Anno? – zapytał lodowatym tonem.

Patrzyła   na   niego   nieruchomo,   niezdolna   wypowiedzieć   słowa, 

zastanawiając się, ile zdążył usłyszeć.

Franko przeniósł wzrok na brata, który nagle skurczył się do polowy 

zwykłych rozmiarów.

– Carlo? Może ty mi wyjaśnisz, co robisz w sypialni mojej żony?

–   Ja...   właśnie   wychodziłem   –   wymamrotał   Carlo,   przysuwając   się 

bliżej drzwi.

– Carlo! – wychrypiała Anna. – Nie wychodź!

Franko przeszył ją spojrzeniem na wskroś.

– Jakie to wzruszające, cara. Wzrusza mnie twoje oddanie kochankowi 

po  tylu   lalach.   Ale  czy   nie   zapomniałaś   przypadkiem,   że   on  jest  teraz 

żonaty?

– Anno, przepraszam cię – wykrztusił Carlo spod drzwi i zanim zdążyła 

go powstrzymać, zamknął je za sobą.

W pokoju zapanowało ciężkie milczenie. Anna przesunęła językiem po 

background image

wyschniętych wargach. Miała wielką ochotę wyznać Frankowi prawdę, ale 

wiedziała,   że   on   nie   uwierzy,   dopóki   nie   usłyszy   wszystkiego   z   ust 

własnego brata.

– Co Carlo tutaj robił? – zapytał Franko stalowym głosem.

– Przyszedł, żeby... coś mi powiedzieć.

– Co?

– Chciał mnie przeprosić za to, że... że zrobił tamte zdjęcia.

– O czym jeszcze rozmawialiście?

– O niczym – odrzekła, opuszczając wzrok.

– Słyszałem, jak mówiłaś, że mam prawo coś wiedzieć. Może mnie 

oświecisz, o co dokładnie chodziło?

Zacisnęła usta, próbując zebrać myśli.

– Carlo powiedział... że Sammy na pewno jest twoim synem.

Franko gwałtownie wciągnął oddech.

– Jak to możliwe?

Anna przygryzła wargi.

–   Carlo   jest   absolutnie   pewien,   że   Sammy   nie   może   być   jego 

dzieckiem.

– Przecież mógłbym być jego ojcem tylko w razie, gdyby...

–   Prezerwatywy   nie   są   zupełnie   bezpiecznym   środkiem 

antykoncepcyjnym. Ja jestem pewna, że Sammy jest twój, nawet jeśli ty 

nie chcesz tego przyznać.

– Nawet test genetyczny nie może zmienić faktu, że spałaś z moim 

bratem. – Spałam w jego łóżku, ale nie z nim.

– Wyjaśnijmy to sobie wreszcie. Kochałaś się z moim bratem.

– Nic o tym nie wiem.

background image

– Ach tak, znowu te zaburzenia pamięci. Jaki to wygodny sposób na 

uniknięcie odpowiedzialności za to, co zrobiłaś.

Anna bezradnie zacisnęła dłonie w pięści.

– Dlaczego nie zapytasz swojego brata, co się zdarzyło tamtej nocy? 

Poproś go, żeby opowiedział ci to dokładnie, zaczynając od chwili, gdy 

podał mi pierwszy kieliszek szampana.

– Już słyszałem relację Carla z tamtej nocy.

– Zapytaj go jeszcze raz.

– Nie muszę. Wina jest wypisana wielkimi literami na twojej twarzy od 

chwili, gdy wtargnąłem na wasze potajemne spotkanie.

–   To   Carlo   tutaj   przyszedł!   –   wykrzyknęła   Anna.   –   Ja   go   nie 

zapraszałam! Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. To podły tchórz, który 

myśli, że może wszystko wymazać głupimi przeprosinami! A ja mam dalej 

cierpieć konsekwencje jego...

Franko zmarszczył brwi.

– Konsekwencje czego?

– Niczego – burknęła, odwracając się tyłem do niego. – Nic chcę o tym 

więcej rozmawiać.

Franko podszedł bliżej i położył rękę na jej ramieniu.

– Anno, widzę, że coś przede mną ukrywasz. Powiedz mi wreszcie, co 

się tu dzieje.

Wzięła głęboki oddech i spojrzała mu prosto w twarz.

– Nic się nie dzieje, Franko. Właśnie o to chodzi. Nic się nie dzieje i nic 

się nigdy nie działo.

Wyrwała   mu   się   i   wybiegła   z   sypialni.   Po   chwili   jej   szybkie   kroki 

rozległy się na schodach.

background image

Franko   przez   chwilę   stał   nieruchomo   ze   zmarszczonymi   brwiami,   a 

potem sięgnął po telefon i wystukał numer komórki brata.

background image

Rozdział 10

W dwie godziny później Carlo stanął w drzwiach gabinetu brata. Na 

jego widok Franko podniósł się zza biurka.

– Spóźniłeś się – powiedział krótko.

– Wiem – odrzekł Carlo, unikając jego wzroku.

– Carlo, o co tu chodzi?

Młodszy z braci usiadł na krześle i przygarbił ramiona, jakby dźwigał 

na nich wielki ciężar.

– Zadałem ci pytanie – rzekł Franko sucho.

Carlo podniósł głowę i zatrzymał udręczony wzrok na twarzy brata.

– Nie spałem z Anną.

Po tym wyznaniu zapadła martwa cisza.

–   Nasypałem   jej   narkotyku   do   drinka...   –   podjął   wreszcie   Carlo.   – 

Chciałem...  nie chciałem,  żebyś ożenił się pierwszy... wcześniej niż ja. 

Przez całe życie byłem drugi w kolejce do wszystkiego. Ty byłeś starszy i 

miałeś   przywileje.   Ojciec   przekazał   ci   zarządzanie   firmą... 

odpowiedzialność   za   przyjmowanie   i   zwalnianie   pracowników,   a   ja   co 

dostałem? Drugie w hierarchii stanowisko, które oznaczało tylko tyle, że 

jestem   twoim   bezpośrednim   podwładnym.   Miałem   już   tego   dosyć, 

chciałem coś zrobić, żeby to wreszcie zmienić... Pomyślałem, że najlepiej 

będzie, jeśli pozbędę się Anny. Wtedy ja mógłbym pierwszy mieć syna.... 

dziedzica firmy.

Franko mocno zacisnął palce na długopisie, który trzymał w ręku.

– Spała, gdy... gdy robiłem jej te zdjęcia. Wymyśliłem całą historyjkę o 

tym, że się z nią przespałem. To było nawet zabawne. Nie zdawałem sobie 

background image

sprawy z konsekwencji, dopóki się nie dowiedziałem, że Anna ma syna... 

twojego syna.

Franko zaklął pod nosem.

Carlo przelotnie zerknął na jego twarz i szybko odwrócił głowę.

– Dziwiłem się, że wątpiłeś w swoje ojcostwo. Sammy jest przecież 

bardzo podobny do ciebie.

Franko przymknął oczy.

– Przepraszam cię, Franko... Zrobiłem coś bardzo złego... nie mogę już 

tego zmienić, ale...

Franko gwałtownie wstał.

– Czy ty w ogóle masz pojęcie, co zrobiłeś?

Carlo pobladł jak płótno.

– Chyba tak.

– Nic masz pojęcia! – pieklił się Franko. – Zniszczyłeś nasze życie i 

nasze szczęście!

– Ona nadal cię kocha. Jestem tego pewien.

Franko opadł na krzesło i ukrył twarz w dłoniach.

– Teraz już może mnie tylko nienawidzić. Po tym, jak ją traktowałem.

– Przecież ożeniłeś się z nią.

–   Wbrew   jej   woli.   Ona   nie   chciała   mieć   ze   mną   nic   wspólnego. 

Zmusiłem ją do ślubu.

– Wybaczy ci.

–   Naprawdę   jesteś   aż   takim   idiotą?   Jak   może   mi   wybaczyć?   Albo 

tobie?

– Przeprosiłem ją.

Franko z frustracją wzniósł oczy do góry.

background image

– I naprawdę myślisz, że takie przeprosiny są w stanie wymazać to, co 

się stało?

–   Nie,   ale   teraz   nic   innego   nie   mogę   zrobić.   Gdybym   powiedział 

prawdę wszystkim, zraniłbym Milanę i mamę.

– Myślisz tylko o sobie! Czy w ogóle zastanowiłeś się nad tym, jak to 

wszystko   odbiło   się   na   Annie?   Kochałem   ją   z   całego   serca,   a   ty 

zniszczyłeś   wszystko   swoimi   kłamstwami!   Jak   mam   jej   to   teraz 

wynagrodzić?

– Nadał ją kochasz?

–   Oczywiście,   że   nadał   ją   kocham!   Co   to   za   pytanie?   Nigdy   nie 

przestałem jej kochać!

– A powiedziałeś jej to?

Franko znieruchomiał.

– Nie... nie, nie powiedziałem.

– Powinieneś jej powiedzieć, co do niej czujesz.

– Teraz już jest za późno.

– Jak może być za późno? – zdziwił się Carlo. – Masz przecież syna, a 

Anna jest twoją żoną. To jest więź na całe życie.

–   Obiecałem   jej,   że   weźmiemy   rozwód   zaraz   po   powrocie   do 

Melbourne.

– To powiedz jej teraz, że zmieniłeś zdanie i że chcesz, byście pozostali 

małżeństwem.

– Ona się na to nie Zgodzi.

–   Jeśli   nie   jesteś   gotów   o   nią   walczyć,   to   znaczy,   że   na   nią   nie 

zasługujesz.   Gdybyś   ją   naprawdę   kochał,   to   od   samego   początku 

dostrzegłbyś, że mówi prawdę. Ale ty wolałeś uwierzyć mnie. W ogóle nie 

background image

chciałeś słuchać tego, co ona miała do powiedzenia.

– Te zdjęcia...

– Widziałeś to, co chciałeś zobaczyć. Gdybyś się przyjrzał uważniej, to 

dostrzegłbyś, że ona jest tam zupełnie nieprzytomna.

– Powinienem ci wybić wszystkie zęby – oznajmił Franko z furią. – Za 

to, co zrobiłeś nam obydwojgu.

–   Zasłużyłem  na  to   –  zgodził   się   jego   brat.   –   Ale  lepiej   zajmij   się 

naprawieniem związku z Anną. Jest matką twojego syna i teraz tytko od 

was zależy, jaką przyszłość sobie zbudujecie.

– Zejdź mi z oczu – syknął Franko przez zaciśnięte zęby.

– Przepraszam cię – powtórzył Carlo po raz kolejny. – Chciałbym móc 

cofnąć czas. Gdybym wiedział, że Anna była już w ciąży, tobym tego nie 

zrobił.

Twarz Franka spopielała.

–   Nie   miałem   pojęcia,   że   ona   była   w   ciąży...   A   potem   naturalnie 

uznałem, że Sammy jest twoim synem.

– Wszyscy i tak sądzili, że to ty jesteś jego ojcem. Dlatego nie ma 

powodu   dalej   upubliczniać   tej   historii.   Pomyśl   tylko,   jak   mama   by   to 

przeżyła.

Franko spojrzał na niego zimno.

– Ja przez cztery lata nie miałem kontaktu z własnym synem i jego 

matką, podczas gdy ty pławiłeś się w chwale grzesznika nawróconego na 

świętość.

– Nie jestem dumny z tego, co zrobiłem. Chciałbym móc jakoś wam to 

wynagrodzić.

–   Możesz,   Carlo.   Możesz   to   zrobić,   przyznając   się   do   wszystkiego 

background image

mamie   i   Milanie.   Tylko   pod   tym  warunkiem   będę   chciał   z   tobą   dalej 

rozmawiać.   –   Franko   otworzył   szufladę   biurka   i   wyjął   z   niej   jakiś 

dokument. – Twoja przyszłość w firmie również od tego zależy.

Carlo szeroko otworzył usta ze zdziwienia.

– Wyrzucasz mnie?

– Nie zmuszaj mnie do tego, bo wiesz, że jestem w stanie to zrobić – 

rzekł Franko ponuro. – Od czasu twojej ostatniej porażki w Neapolu to ja 

zarządzam większością akcji.

– Ale Milana... – zająknął się Carlo.

– Za Milanę ty jesteś odpowiedzialny. A ja muszę zadbać o Annę i o 

mojego syna. Szkoda tylko, że zrozumiałem to o cztery lata za późno.

Carlo zsunął się z krzesła i w milczeniu podszedł do drzwi.

–   Daję   ci   czas  do   wieczora!   –   zawołał   za   nim   Franko.   –   A   potem 

wezmę sprawy w swoje ręce!

Drzwi sypialni Anny otworzyły się i znów stanął w nich Franko. Wyraz 

twarzy miał zupełnie nieprzenikniony. Anna wstrzymała oddech.

– Anno – powiedział, podchodząc do niej.

– T-tak? – zapytała, wykręcając nerwowo dłonie.

Jego oczy zatrzymały się na jej twarzy.

–   Zastanawiam   się,   jak   mam   ci   to   powiedzieć...   Boję   się,   że   znów 

wybiegniesz pokoju i znikniesz z mojego życia tak jak cztery lata temu – 

rzekł zmienionym głosem.

– Ja nie zniknęłam z twojego życia – przypomniała mu. – To ty mnie z 

niego wyrzuciłeś.

Franko skrzywił się boleśnie.

background image

– Masz rację, oczywiście. Nawet nie przyszło mi wtedy do głowy, że 

może   istnieć   jakieś   inne   wyjaśnienie   tej   sytuacji...   Wolałem   uwierzyć 

bratu, W rezultacie naraziłem cię na okropne cierpienie... Bardzo mi wstyd 

za   Carla.   Trudno   mi   nawet   o   tym  mówić.   Nie   miałem   pojęcia,   że   on 

wyhodował sobie takie kompleksy wobec mnie.

– Powiedział ci? – zapytała Anna bez tchu.

Twarz Franka pociemniała z gniewu.

– Praktycznie rzecz biorąc, musiałem to z niego wydrzeć siłą... ale tak, 

powiedział mi. Miałem ochotę zabić go na miejscu.

– Przeprosił – rzekła Anna cicho.

Franko prychnął ironicznie.

– Owszem, przeprosił i spodziewał się, że dalej wszystko będzie po 

staremu, jak gdyby zupełnie nic się nie zdarzyło... Ale nic już nie może 

być takie samo.

Anna przygryzła wargi. Rozumiała gniew Franka, ale świadomość, że 

on wreszcie poznał prawdę, przyniosła jej wielką ulgę.

– Carlo okradł mnie z pierwszych lat życia mojego syna. Okradł mnie 

ze szczęścia. Przez te wszystkie lata karmiłem się złością i nienawiścią do 

ciebie... podczas gdy ty byłaś tylko niewinną ofiarą.

– Franko, ja...

– Zmusiłem cię do romansu, a potem do małżeństwa, zaszłaś w ciążę i 

poroniłaś z mojej winy... Traktowałem cię w niewybaczalny sposób.

Głos załamał mu się, a w kącikach oczu pojawiły się łzy.

– Kocham cię – powiedziała Anna.

Franko otarł twarz i mówił dalej, jakby nie usłyszał jej słów:

–   Zaraz   po   powrocie   do   Australii   złożymy   papiery   rozwodowe. 

background image

Ustanowię  fundusz  na rzecz  ciebie  i Sammy'ego;  już  nigdy  nie  będzie 

wam niczego brakowało. Przynajmniej tyle mogę dla was zrobić.

– Powiedziałam przecież, że cię kocham.

– A co do mnie – ramiona Franka opadły bezwładnie – będę musiał 

jakoś przywyknąć do perspektywy przyszłości bez... – Naraz zmarszczył 

brwi i spojrzał na nią uważnie. – Co powiedziałaś?

Anna uśmiechnęła się.

– Powtórzyłam to już, dwukrotnie. Czy naprawdę chcesz to usłyszeć po 

raz trzeci?

W jego oczach pojawił się dziwny błysk. Pochwycił ją za ramiona i 

przyciągnął bliżej. – Naprawdę powiedziałaś, że mnie kochasz? Na twarz 

Anny powoli wypełzł uśmiech.

– Nic więcej nie powiem,  dopóki ty  się  nie przyznasz, co do mnie 

czujesz.

Na twarzy Franka szalały emocje.

– Kochałem cię od pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem na ulicy w 

Rzymie – powiedział głosem ochrypłym ze wzruszenia. – Sądziłem, że ta 

miłość została zniszczona, ale ona z biegiem czasu stawała się tylko coraz 

mocniejsza.   Gdy   się   dowiedziałem,   że   masz   dziecko,   z   całego   serca 

pragnąłem,   by   było   moje.   A   kiedy   zobaczyłem   Sammy’ego   po   raz 

pierwszy, ze wzruszenia zaparło mi dech... był tak podobny do mnie. Na 

ciebie nie mogłem patrzeć spokojnie... chciałem cię mieć za wszelką cenę.

– Twoje warunki były dosyć bezlitosne – uśmiechnęła się Anna.

– Zapłaciłbym za operację Sammy'ego bez względu na twoją decyzję. 

Chciałem tylko, żeby trudniej było ci odmówić.

– Zawsze trudno mi było odmawiać, gdy chodziło o ciebie.

background image

– W takim razie jeszcze raz zapytam, co do mnie czujesz.

– Kocham cię.

Franko mocno przycisnął ją do siebie.

– Nie zasługuję na twoją miłość. Robiłem, co tylko mogłem, żeby ją 

zniszczyć.

– W takim razie teraz będziesz musiał się bardziej postarać, żeby ją 

odbudować – zaśmiała się lekko.