background image

Projekt Chronos 

Informacje przedstawione w tym tekście pochodzą z tajnego 
archiwum Hitlera odnalezionego kilka lat po wojnie w Wiedniu. Nie 
wszystkie dokumenty z tego archiwum zostały udostępnione, ale nawet 
to, co opublikowano, zawiera takie rewelacje, Ŝe aŜ strach pomyśleć, 
co znajduje się w utajnionej części. Nie wiadomo, czy te nie znane 
obecnie informacje kiedykolwiek ujrzą światło dzienne.  
 
Adolf Hitler był człowiekiem bardzo przesądnym i głęboko wierzył w 
zjawiska nadprzyrodzone. To na jego rozkaz niemieccy Ŝołnierze pod 
okiem powaŜnych naukowców prowadzili poszukiwania Świętego 
Graala (i domniemanego grobu Chrystusa) w Langwedocji, to on 
wysłał ekipę badaczy w niedostępne góry Tybetu, by zgłębili 
tajemnicę reinkarnacji, podróŜy astralnych i przechodzenia w inne 
wymiary. Czy ekspedycje te przyniosły rezultaty? Wydaje się, Ŝe tak. 
Odnalezione w Wiedniu dokumenty zdają się potwierdzać, Ŝe dzięki 
zdobytym na Wschodzie informacjom, niemieckim naukowcom udało 
się skonstruować pojazdy, które moŜna by określić mianem UFO, a 
więc takie, o jakich mówimy "niezidentyfikowane obiekty latające" 
(które niekoniecznie muszą być wytworem obcych cywilizacji). 

 

Cudowna broń Hitlera JuŜ 14 grudnia 1944 r "New York Times" 
podawał, Ŝe z terytorium Rzeszy startują okrągłe, pozbawione 
skrzydeł pojazdy: "Pojawiają się pojedynczo lub w formacjach. 
Niektóre są metaliczne, inne wydają się przezroczyste". Sposób 
poruszania się tych pojazdów sugerował, Ŝe Niemcom udało się 
odkryć i ujarzmić antygrawitację. W jaki sposób? Tego chyba nikt nie 
wie. Wywiad angielski zlokalizował miejsca, z których startowały 
tajemnicze obiekty. I choć alianci panicznie bali się nowej, 
niemieckiej broni, to miejsc tych nigdy nie zbombardowano. 
Dlaczego? No cóŜ, to chyba jasne - do dziś są to pilnie strzeŜone bazy 
wojskowe, objęte klauzulą najwyŜszej tajności. Z wiedeńskiego 

 

 

 

Cudowne 
Luftwaffe? 

 

Antygrawitacja 

 

Nowe technologie 

 

 

 

background image

archiwum wynika, Ŝe podczas wojny udało się Niemcom 
wyprodukować, oprócz ogólnie znanych V-1 i V-2, równieŜ V-4 i V-
7. Prawdziwą rewelacją okazał się Vril-1. Być moŜe właśnie ten 
pojazd (lub bardzo do niego podobny) zauwaŜył i sfotografował na 
KsięŜycu amerykański kosmonauta Edwin Aldrin. Nadal wielu ludzi 
pragnie się dowiedzieć, co oznaczały słowa pierwszego człowieka na 
księŜycu, Armstronga, który przekazał na Ziemię bulwersujące 
zdanie: "Nie jesteśmy tu sami". Co takiego zobaczył Armstrong i 
dlaczego nie poinformowano o tym opinii publicznej? Wiadomo, Ŝe 
Hitler marzył o podboju kosmosu. CzyŜby mu się to częściowo 
udało? Tajemnica utrzymywana za wszelką cenę W utajnianiu 
wszelkich wiadomości o UFO biorą udział praktycznie wszystkie 
rządy świata, nawet nasz. Poczynają sobie przy tym wyjątkowo 
perfidnie.  
 
W 1968 r dwóch zaprzyjaźnionych kalifornijskich przemysłowców 
było świadkami lądowania UFO. Oznajmili potem zgodnie, Ŝe ubrani 
w skafandry pasaŜerowie dziwnego pojazdu porozumiewali się ze 
sobą najczystszą niemczyzną... Reakcja rządu była natychmiastowa. 
Obydwaj męŜczyźni zostali zatrzymani i chociaŜ badania lekarskie 
potwierdzały, Ŝe ich zdrowie psychiczne nie budzi Ŝadnych 
zastrzeŜeń, zostali na wiele lat umieszczeni w szpitalu 
psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze. Kiedy stamtąd wyszli, byli 
juŜ tylko wrakami ludzi. Jeszcze bardziej tajemnicza jest powzięta 
przez Niemców w 1938 r. wyprawa na Antarktydę pod dowództwem 
kapitana Ritshera. Do dziś wiadomo jedynie, Ŝe misja miała charakter 
militarny. Ale nie tylko. Czego Niemcy szukali na tych niedostępnych 
terenach? TuŜ przed zakończeniem wojny admirał Donitz wysłał 
lakoniczny rozkaz do stacjonujących u wybrzeŜy Antarktydy okrętów 
podwodnych: "Zostać i kontynuować misję". Rozkaz nie był 
zaszyfrowany, a jednak do dziś nie wiadomo, o jaką misję chodziło. 
A co ciekawsze, wszystko wskazuje na to, Ŝe ta tajemnicza misja 
nigdy nie została zakończona i Ŝe trwa nadal.W 1947 r. wysłano w ten 
rejon kilka okrętów Marynarki Wojennej USA. Czytając dziennik 
pokładowy admirała Byrda, moŜna odnieść wraŜenie, Ŝe począwszy 
od zapisków opatrzonych datą przybycia na miejsce, dziennik 
zaczyna przypominać powieść science-fiction. Przede wszystkim, 
Amerykanie zauwaŜyli kilka jednostek podwodnych, z którymi nie 
zdołano nawiązać Ŝadnego kontaktu radiowego. Podczas prób 
zbliŜenia znikały w niewytłumaczalny sposób. Wysłane na ich 
poszukiwania małe łodzie podwodne nigdy nie powróciły. Grupa 
Ŝ

ołnierzy mających za zadanie spenetrowanie odcinka lądu, gdzie 

zauwaŜono startujące UFO, takŜe przepadła jak kamień w wodę. 
Odebrano tylko urwany w pół słowa meldunek o dziwnych tunelach 
w lodzie i zapadła cisza.  
 
Admirał Byrd stracił około 100 Ŝołnierzy i ku jego zdziwieniu 
dowództwo w Stanach nakazało mu przerwać misję i natychmiast 
opuścić niebezpieczny teren. Los zaginionych w wodzie i na lądzie 
marynarzy do dzisiaj nie jest znany. Pytanie, czy Niemcy mają 

background image

tajemniczą bazę na Antarktydzie i czy podczas II wojny światowej 
wysłali rakietę (z załogą?) na KsięŜyc, pozostaje bez odpowiedzi. 
Jedno wiadomo na pewno. To nie Niemcy wymyślili i zbudowali 
pierwsze UFO. Wzmianki o dziwnych obiektach latających moŜna 
znaleźć juŜ w Biblii. Zagadka niezidentyfikowanych obiektów 
latających i tajemniczej bazy w lodach Antarktydy ciągle czeka na 
rozwiązanie. Pierwsze prace nad latającym talerzem rozpoczęto na 
początku lat dwudziestych w Augsburgu (Niemcy). W 1934 roku 
powstał statek o średnicy 5 metrów. Jego cechą było to, Ŝe podczas 
lotu jego powierzchnia emitowała poświatę podobną do 
obserwowanych pojazdów UFO. Rozpoczęto równieŜ pracę nad 
bojowymi wersjami tego statku, który został uzbrojony w działka 
30mm i karabiny maszynowe. Odlot statku odbył się zimą 1942r.  
 
Kluczowym urządzeniem, stanowiącym serce niezwykłego pojazdu 
był "dzwon" ("die glocke"), który wchodził w skład zespołu 
napędowego. Z materiałów wynika, Ŝe miał on być drobną, choć 
bardzo waŜną częścią większego systemu napędowego. Główną część 
"dzwonu" stanowił umieszczony w obudowie wirnik, składający się z 
wału i dwóch dysków wypełnionych rtęcią, która w trakcie pracy była 
schładzana poniŜej temperatury krzepnięcia. Dzwon był to cylinder 
umieszczony w trakcie pracy pionowo, górna część posiadała 
zaokrąglenie w kształcie kopuły, zaś dolna stanowiła okrągłą 
podstawę. Obudowa wykonana była z materiału dielektrycznego. 
Wysokość 2-2,5 metra. średnica 1,5 - 1,8 metra (patrz rys) Przeciw 
bieŜnie wirujące masy. Główną część ,,dzwonu" stanowił 
umieszczony w obudowie wirnik (współosiowo) składający się z 
wału, dwóch dysków wypełnionych rtęcią, która w trakcie pracy 
schładzana była poniŜej temperatury krzepnięcia. Dyski wirowały 
przeciw bieŜnie z bardzo duŜą prędkością. "Dzwon" był zasilany 
energią elektryczną duŜej mocy i charakteryzował się pracą ciągłą. W 
trakcie pracy "dzwon" emitował silne promieniowanie, które miało 
negatywny wpływ na organizmy Ŝywe, powodowało odbarwianie 
materiałów, koagulacje próbek krwi. Po pewnym czasie utajnionym 
(rzędu jednego tygodnia) w czasie którego badane organizmy Ŝyły, 
następował gwałtowny rozkład do postaci mazistej bez zapachu 
typowego dla gnicia.  
 
Przed kaŜdą próbą uruchomienia "dzwonu" w jego wnętrzu 
umieszczano coś w rodzaju podłuŜnego, ceramicznego pojemnika o 
ś

ciankach osłoniętych warstwą ołowiu o grubości 3cm. Pojemnik 

wypełniony był dziwną, złocistą substancją o odcieniu fioletowym. 
Co to było nie mogą ustalić historycy do dziś, wiadomo jednak Ŝe 
substancja ta miała konsystencję lekko ściętej galarety. Tajemnicza 
substancj nosiła kryptonim IRR XERUM 525 lub IRR SERUM 525. 
W jaki sposób hitlerowscy naukowcy zdobyli tak zaskakującą 
technologię? Na to pytanie niestety, nie znaleziono odpowiedzi. Z 
czasem budową latających talerzy z niesamowitym napędem zajęła 
się wojskowa placówka SS "Entwicklungsstelle IV". 

background image

 

W lecie 1939r rozpoczęto test pierwszego obiektu , o średnicy ok. 25 
metrów któremu nadano kryptonim "Haunebu I". Testy wypadły 
pomyślnie i natychmiast przystąpiono do badań nad modelem 
"Haunebu II". Pojazd unosił się swobodnie w powietrzu i mógł 
rozwinąć prędkość do ok. 6000 km/h. Podczas ostatnich miesięcy 
wojny powstał tylko jeden prototyp "Haunebu", który wykonał 19 
lotów próbnych. Mieścił na swym pokładzie 32 ludzi. Głównymi 
konstruktorami "latających dysków Führera", był zespół 
konstruktorów: Habermohl, Schriver, Mithe i Bellonzo. Mithe swoje 
laboratorium miał we Wrocławiu. Skonstruował tam dysk o średnicy 
42 metrów z dyszami na obwodzie. Pisał równieŜ o próbnym locie 
dysku, który miał miejsce nad Bałtykiem. Schriver i Hambermohl, 
pracujący w Pradze, skonstruowali podobny obiekt, który odbył lot 14 
lutego 1945r i osiągną w ciągu 3 minut pułap 12400 metrów. Według 
danych amerykańskich Włoch Bellonzo skonstruował natomiast dwie 
wersje latających spodków o średnicy 38m i 68m. 19 lutego 1945r 
Bellonzo wykonał lot eksperymentalny. Osiągnął pułap 15000 
metrów przy prędkości 2200 km/h. Przy nabieraniu duŜej prędkości 
ulegał zmianie kształt kabiny.  
 
Innym konstruktorem dysków był Viktor Schauberger. Jego napęd 
opierał się na bezdymnym, bezpłomiennym silniku wybuchowym. 
Silnik dla swego działania potrzebował jedynie wody. W zamian 
dawał ciepło, światło i ruch. Dysk na obwodzie posiadał 12 silników 
odrzutowych, które chłodziły główny silnik lewitacyjny. Po wojnie 
Schauberger przedostał się do USA. Amerykańscy wojskowi 
zaproponowali mu 3 mln. dolarów w zamian za zdradzenie tajemnicy 
silnika wybuchowego, lecz oferta została odrzucona. Po wkroczeniu 

background image

wojsk radzieckich w ścisłej tajemnicy zdemontowano niezwykłe 
niemieckie urządzenia i wywieziono je na Syberię. Podobno 
Rosjanom udało wznowić budowę dysków. Mieli do dyspozycji nie 
tylko prototypy urządzeń, ale i naukowców Schriver, Mithe i 
Habermohla. Po kilku latach udało im się uciec i przedostać się do 
USA. Tam jednak równieŜ nie dane im było ujawnienie swoich 
badań. Stali się bowiem najlepiej strzeŜonymi przez CIA (ang. 
Central Inteligence Agency, pol. Centralna Agencja Wywiadowcza) 
osobami, a wszystkie ich zeznania objęto ścisłą tajemnicą. Mimo 
dokumentów potwierdzających prace nad latającymi dyskami, do dziś 
nie udało się rozwiązać kluczowej zadatki - skąd hitlerowcy znali 
technologię pozwalającą na budowę tego typu statków powietrznych? 
Dlaczego miały one kształt dysku, skąd pomysły na zaskakujące 
silniki.  
 
Współcześnie niemieccy ufolodzy twierdzą, Ŝe przed II wojną 
ś

wiatową hitlerowcom udało się nawiązać kontakt z wysoko 

rozwiniętą cywilizacją z Układu Aldebarana. Według róŜnych źródeł, 
do takiego kontaktu miało dojść w Sudetach. W latach trzydziestych 
wielu tamtejszych mieszkańców widziało na niebie kule ogniste i 
ś

wiatła. W latach 1936 - 1944 miejsce to naleŜało do Ewy Braun, 

kochanki Hitlera. Czy jednak rzeczywiście udało im się nawiązać 
kontakt z obcą cywilizacją i przejąć część wiedzy? Czy teŜ moŜe 
niemieccy konstruktorzy okazali się na tyle zdolni, Ŝe błyskawicznie 
wymyśli kilkanaście nowych rozwiązań technologicznych i 
opracowali plany latającego dysku? Obie hipotezy brzmią równie 
fantastycznie. Niemcy dysponowały pod koniec II wojny światowej 
wieloma zaawansowanymi technicznie broniami: mieli prototyp 
"inteligentnej" bomby sterowanej za pomocą obrazów telewizyjnych, 
testowali teŜ niewykrywalne przez radary myśliwce typu "latające 
skrzydło". Ale plany, dokumenty i relacje naocznych świadków, które 
wciąŜ jeszcze wychodzą na jaw, mówią o tym, Ŝe poza znanymi 
dzisiaj wszystkim V1 i V2.  
 
Niemcy ukrywali coś jeszcze. Coś wyjątkowego, co wykracza takŜe 
poza dzisiejszą technikę. Mieli samoloty typu V7, czyli... latające 
talerze! Były major armii niemieckiej, Rudolf Lusar, napisał w latach 
50. ksiąŜkę, w której mówi o co najmniej dwóch konstrukcjach 
latających dysków. Według niego, prototyp jednego z nich osiagał 
prędkość 2000 km/h, a napęd stanowiły turbiny gazowe. Jednak takie 
rozwiązanie jest niczym, jeśli porównamy go z napędem 
antygrawitacyjnym (wykorzystującym własne pole siłowe, działające 
przeciwnie niŜ przyciąganie ziemskie). A kto zaczął o takim napędzie 
mówić? Kapitan Edward J. Ruppelt, kierujący oficjalnym 
amerykańskim projektem Błękitna Księga, napisał w swoim raporcie, 
Ŝ

e Niemcy dysponowały w czasie wojny maszynami o 

moŜliwościach, które moŜna by porównać tylko do osiągów UFO. 

  

background image

 

Dokumenty, do których miał dostęp, dzisiaj są juŜ szeroko znane. Na 
niemieckich planach z czasów wojny widać dyskokształtne obiekty 
przedstawiające "latające talerze" w przekroju. Część z nich ma napęd 
konwencjonalny, ale na niektórych widnieją iście rewolucyjne 
schematy napędów antygrawitacyjnych ! Jedne z nich opierają się na 
zasadzie dwóch wirujących przeciwnie dysków, działanie innych 
nawet dzisiaj nie jest dla inŜynierów i uczonych jasne. Kryptonim V7 
pojawia się w raporcie Richarda Miethego, naukowca, związanego z 
pracami nad pojazdem. Miethe wspomina o próbnym locie dysku w 
pobliŜu Władysławowa. Jednak niemieckie "latające talerze" 
związane są silniej z drugim końcem Polski. Wiele świadectw 
wskazuje na niedostępny dziś, podziemny kompleks w pobliŜu KsiąŜa 
w Górach Sowich. Miejsce prac ukryte było przed rozpoznaniem 
lotniczym, otoczone trzema szczelnymi pierścieniami Ŝołnierzy SS. Z 
ujawnionych w ostatnim czasie planów niemieckich wynika, Ŝe baza 
obiektów V-7 miała zostać zbudowana głęboko pod ziemią w górach, 
a kompleks "Riese" był pod tym względem wyjątkowy chociaŜ by 
dlatego, Ŝe występowały tam pokłady uranu, które mogły być 
wykorzystywane do produkcji paliwa jądrowego dla latających 
dysków! Do budowy kompleksu "Riese" wykorzystano siłę roboczą z 
obozu Gross-Rosen.  
 
Niemcy testowali V-7 na róŜnych poligonach tj. W Karkonoszach (w 
rejonie Przełęczy Karkonoskiej), w Górach Kaczawskich (rejon 
Mniszkowa koło Jeleniej Góry). Badania dr. Milosa Jesensky`ego 
wskazują jeszcze na rejon Pragi, Hodonina, Chebu, Hontiansych, na 
terenie Niemiec i terenie byłej Czechosłowacji. Istniały poligony 
morskie V-7 w okolicach Ustki, Królewca i Władysławowa, moŜna 
przytoczyć zdarzenie z NOL-em 14 lipca 1943 roku w rejonie Gdyni-
Babich Dołów: Być moŜe nie tylko opracowywano tam plany V7, ale 
przygotowywano równieŜ produkcję obiektów. Turyści chętnie 

background image

odwiedzają podziemia znajdujące się pod zamkiem. Jednak to nie one 
miały słuŜyć w czasie wojny tajnym broniom niemieckim. O 
znaczeniu innych podziemnych kompleksów KsiąŜa świadczą dzisiaj 
kilometry dróg i kabli elektrycznych. śyją jeszcze ludzie, którzy są w 
stanie wskazać wejścia do tajnych hal, które po wojnie, w 1947 roku 
Polacy wysadzili w powietrze. Na pewno jednak zasypane 
pomieszczenia nie ukrywają latających spodków. Są tylko 
ś

wiadectwem, Ŝe tam właśnie mogły być konstruowane dyski - owa 

"cudowna broń Hitlera". Ale co stało się z nimi potem, po wojnie ?  
 
Obiekty o kształtach identycznych z tymi, które były na planach 
niemieckich, obserwowano później po wojnie w USA, Anglii i przede 
wszystkim w Argentynie. Powojenne przypadki z Ameryki 
Południowej najwyraźniej miały jeszcze napęd konwencjonalny, 
który okazał się niewypałem. Spodki dymiły jak smoki, a przy tym 
robiły mnóstwo hałasu. Ale wkrótce pojawiły się teŜ doniesienia o 
bezszelestnych dyskach, zachowujących się jak "rasowe UFO", 
których załogę stanowili wysocy blondyni... Takie przypadki 
notowane są nadal. Ufolodzy wyodrębniają nawet oddzielny typ 
"ludzkich" załogantów latających spodków, zwany Nordykami. Dla 
kogo pracują Nordycy, jakie państwa przejęły latającą spuściznę 
hitlerowskich Niemiec ? {mospagebreak}MoŜna snuć na ten temat 
jedynie domysły. Organizowano ekspedycje naukowe w rejony 
Bliskiego Wschodu, Tybetu, Ameryki Południowej. Nie moŜna 
wykluczyć, Ŝe ekspedycje naukowe dotarły do zawartych w 
sanskryckich pismach opisów maszyn latających. Inna z hipotez 
mówi o katastrofie w 1937 lub 1938 roku koło Czernicy. Miał to być 
obiekt typu kulistego który po przelocie nad Czernicą spadł na teren 
pobliskiego majątku krewnych Ewy Braun. Wkrótce z garnizonu 
jeleniogórskiego sciągnięto oddziały SS, które otoczyły teren 
katastrofy i zabezpieczyły przewiezienie obiektu do Jelenie Góry. 
ś

wiadkowie mieli zostać zmuszeni do milczenia. 

 

W celu zbadania wraku sprowadzono w krótkim czasie trzech 
fizyków jądrowych. Jednym z najbardziej tajnych projektów III 
Rzeszy były latające talerze określone symbolem V-7 które Hitler 

background image

nazwał prawdopodobnie "cudowną bronią". Pierwsze prace nad 
latającym talerzem rozpoczęto na początku lat dwudziestych w 
Augsburgu (Niemcy). Był to statek oznaczony symbolem Vril-1. W 
1934 roku powstał statek o średnicy 5 metrów, który uniósł się w 
powietrze i nazywał się Vril-2. Cechą charakterystyczną było to, Ŝe 
podczas lotu jego powierzchnia emitowała poświatę podobną do 
obserwowanych pojazdów UFO. Rozpoczęto równieŜ pracę nad 
wersjami bojowymi statku Vril - 1, który był uzbrojony w działka 30 
mm i karabiny maszynowe. Oblot tego statku odbył się w zimie 1942 
roku.. Z czasem badaniami i budową latających talerzy zajęła się 
wojskowa placówka SS - Entwicklungsstelle -IV. W lecie 1939 roku 
rozpoczęto testy pierwszego obiektu Haunebu - I o średnicy ok. 25 
metrów. Haunebu - II był modelem bardziej udoskonalonym o 
ś

rednicy ok. 30 metrów, posiadał cztery generatory elektro-

grawitacyjne - jeden duŜy umieszczony centralnie, a trzy mniejsze 
stabilizujące i mógł rozwinąć prędkość dochodzącą do 6000 km/h. 
Plan jednej z wersji statku ,,Haunebu" Rekonstrukcja na podstawie 
zachowanych planów statku Haunebu 3. Podczas ostatnich miesięcy 
wojny powstał tylko jeden jego prototyp, który wykonał 19 lotów 
próbnych. Mieścił 32 ludzi na swym pokładzie, rozwijał prędkość ok. 
10 Macha. Napęd tego statku składał się prawdopodobnie według 
naszych przypuszczeń z generatorów elektrograwitacyjnych. V-7 
"Haunebu" wersje 1 do 9.  
 
Były to latające dyski z duŜym payloadem, prędkością i 
manewrowością, w dodatku niewidzialne dla radarów - czyli, moŜna 
powiedzieć: UFO w słuŜbie Hitlera. Zrekonstruowany rysunek przez 
autorów tej strony na podstawie oryginalnego planu technicznego 
tego obiektu. Prawdopodobnie jest to dysk V-8 bardzo rozwiniętej 
konstrukcji z lepszymi właściwościami. CzyŜby prawdziwym było 
domniemanie, Ŝe Niemcy zbudowali róŜne typy tych dyskoplanów, w 
tym typy przystosowane do lotów kosmicznych - jak twierdzą 
niektóre źródła? Urządzeniem zasilającym dla wszystkich statków 
Haunebu był zestaw połączonych silnych elektromagnesów 
generatora Van de Graafa i rodzaj sferycznego dynama Marconiego 
zawierającego kulę wirującej rtęci. Urządzenie wytwarzało pole 
elektro-grawitacyjne i zostało nazwane "Tachyonatorem Thule". Nad 
wynalazkiem tym pracował Hans Coler oraz von Franz Haid z 
zakładów Siemens - Schucker oraz labolatorium AEG Telefunken. W 
dawnych zakładach Zeppelina prowadzono prace nad budową 
cygarowatej stacji kosmicznej ,,Andromeda" o dł. 105 metrów, którą 
rzekomo zbudowano w roku 1943r. Do dziś zachował się jeden z 
takich planów. Plan obiektu napędzanego przez dwa przeciwbieŜnie 
obracające się dyski. Dyski zawieszone były w polu magnetycznym, 
na dole znajdował się dzwon a u góry kabina dla dwóch pilotów. 
Obiekt z dyskami o róŜnej średnicy, dzwonem umieszczonym 
centralnie i trzema generatorami stabilizującymi na dolnej części. 
Przez środek obiektu przechodzi centralny rdzeń, którego celem było 
przenikanie grawitacyjne i ukierunkowanie pola generowanego przez 
dzwon i dyski.Kompleks Gór SowichNa Dolnym Śląsku na południe 

background image

od Wałbrzycha w Górach Sowich znajdują się tajemnicze podziemne 
kompleksy wojskowe, opuszczone przez Niemców po wojnie. Są one 
połączone z zamkiem KsiąŜ mieszczącym się w samym Wałbrzychu. 
Jak dotąd nie udało się ustalić czemu miały one słuŜyć.  
 
Wiadomo, Ŝe Niemcy posiadali zaawansowaną technologię 
rakietową, którą wykorzystali przeciw Anglii bombardując Londyn 
juŜ od 1944 roku i być moŜe kompleks był fabryką tychŜe rakiet czyli 
V-1 oraz V-2. Z całą pewnością nie była to kwatera Hitlera jak uwaŜa 
wielu historyków.Podziemia znajdujące się w Walimiu są tylko małą 
częścią kompleksu, który znany jest pod nazwą "Die Riese" 
(Olbrzym). Poszczególne fragmenty całej budowli, o których 
wiadomo, a które nie są przeznaczone dla zwiedzających rozsiane są 
po całych Górach Sowich. Budowa Olbrzyma rozpoczęła się na 
początku 1943 roku i była zakrojona na bardzo szeroką skalę. W 
ciągu zaledwie dwóch lat Niemcy wydrąŜyli 230 tys. metrów 
korytarzy, z których tylko 90 tys. jest znane. W budowie brało udział 
ponad 70 tys. więźniów z pobliskich obozów koncentracyjnych oraz 
kilkadziesiąt niemieckich firm. Nieliczni, którym udało się przeŜyć 
mówili, Ŝe zainstalowane tu zostały tajne laboratoria badawcze, z 
których jedno mieściło się w zamku KsiąŜ chronione przez SS-
manów. Zagadką pozostaje, Ŝe prace w Olbrzymie trwały aŜ do 6 
maja 1945 roku mimo, Ŝe wojna skończyła się juŜ kilka dni 
wcześniej, a 4 tys. Ŝołnierzy pilnujących kompleksu nie zostało 
przerzuconych do obrony Wrocławia. Świadczyć to moŜe o tym, Ŝe 
Niemcy pracowali tam nad czymś zupełnie wyjątkowym. Hitler 
uparcie wierzył w skonstruowanie tzw. "Wunderwaffe" (cudownej 
broni), która mogłaby odmienić losy wojny zaledwie w kilka dni 
przectwa na stronę niemiecką. Zatem w "Riese" na V-1 czy teŜ V-2 
się nie skończyło. 

 

Przed wkroczeniem wojsk radzieckich Niemcy wycofując się, zabili 
około 12 tys. jeńców oraz 4 tys. nadzorców, a podziemia dokładnie 
zabezpieczyli zawalając większą część po to Ŝeby uniemoŜliwić ich 
późniejsze przeczesywanie. 

background image

Po kapitulacji III Rzeszy w Berlinie rozpoczęła dochodzenie komórka 
NKWD zajmująca się przesłuchiwaniem jeńców oraz oficerów 
niemieckich mających związek z tajnymi technologiami 
składowanymi na Dolnym Śląsku, której przewodzili płk. Władysław 
Szymański i gen. Jakub Prawin. Dokumenty ze śledztwa spisywano 
bez pomocy tłumacza i maszynistki, a następnie przesyłano 
specjalnym kanałem do Bieruta. A wszystko dlatego, Ŝe przesłuchania 
dotyczyły jak określił to jeden z badanych SS Jakob Sporrenberg 
"najtajniejszego projektu III Rzeszy". Nosił on nazwę CHRONOS, 
którego centralnym elementem było urządzenie o nazwie Die Golcke 
(Dzwon). 
 
Było to urządzenie całkiem inne niŜ znane nam rodzaje broni, 
likwidujące wszystkich, którzy weszli mu w drogę. Miało ono kształt 
cylindra o wysokości około 2,5 metrów oraz średnicy 1,5 metrów, 
którego sercem był wirnik składający się z dwóch przeciwbieŜnie 
wirujących mas wypełnionych rtęcią. Było to szokujące poniewaŜ 
teorie fizyczne mówiące o generowaniu przez dwie przeciwbieŜnie 
wirujące masy pola antygrawitacyjnego (pole to prawdopodobnie 
neutralizuje przyciąganie ziemskie), są teoriami współczesnymi 
bazującymi na najnowocześniejszych osiągnięciach. Pojazd 
posiadający taki napęd mógłby swobodnie odrywać się od ziemi i z 
ogromną prędkością przemieszczać się w powietrzu. Jednak 
produktem ubocznym takiego silnika byłoby emitowane 
promieniowanie rentgenowskie i mikrofalowe o duŜym natęŜeniu, 
które mogłoby spowodować efekty biologiczne polegające na 
niszczeniu Ŝywych tkanek. Warto dodać tak na marginesie, Ŝe wyŜej 
wymienieni wojskowi zginęli później w niewyjaśnionych 
okolicznościach.  

Poza projektem Chronos realizowanym w Górach Sowich istniały 
jeszcze inne zwane "Vril" czy "Haunebu" z mechanizmem 
napędowym silnika o nazwie "Thule", którego centralnym elementem 
był Dzwon. Warto wspomnieć, Ŝe nazwy Vril czy Thule były 
nazwami okultystycznych organizacji działających w czasie wojny w 
III Rzeszy, których cele i zadania nie są znane do dziś. Obiekty te 
były budowane na terenie III Rzeszy (znacznie wcześniej niŜ te z 
Olbrzyma) przez najwybitniejszych niemieckich naukowców. 

Pogłoski mówią, Ŝe w połowie roku 1934 powstał pierwszy okrągły 
samolot eksperymentalny RFZ-1 napędzany siłą antygrawitacji. 
Jednak jeszcze przed końcem tego roku towarzystwo Vril zakończyło 
budowę nowego samolotu w kształcie talerza zwanego RFZ-2, który 
od roku 1940 pełnił czynną słuŜbę jako zdalnie sterowany samolot 
wywiadowczy. Miał udoskonalony napęd i po raz pierwszy sterowany 
był za pomocą impulsów magnetycznych, a mierzył zaledwie 5 
metrów średnicy. Ponadto podczas lotu emanował róŜnobarwne 
ś

wiatło w zaleŜności od stanu napędu: czerwone, pomarańczowe, 

Ŝ

ółte, niebieskie, białe lub fioletowe. Jednak mimo sporych osiągów 

lotniczych, kierownictwo polityczne nie zwróciło na niego uwagi, co 

background image

skłoniło Niemców do dalszych prac nad niekonwencjonalnymi 
broniami. SS-4 przystąpiła do pracy, których owocem był wcześniej 
wspomniany napęd "Thule" skonstruowany na bazie konwertera 
techionowego kapitana Hansa Kohlera. Pod koniec roku 1938 
zbudowano niewielki kolisty pojazd RFZ-4 o napędzie śmigłowym, 
który słuŜył do badań, zachowania się w powietrzu obiektów w 
kształcie dysku. Na początku roku 1939 SS zbudowało RFZ-5, 
pierwszy duŜy pojazd o średnicy ponad 20 metrów, któremu nadano 
nazwę Haunebu-I. Po raz pierwszy wystartował on prawdopodobnie 
w sierpniu 1939 roku. Jego atutem była specjalna budowa układu 
napędowego, dzięki któremu miał on duŜą ładowność. Dalszymi 
pracami nad obiektami kolistymi skonstruowano pojazd będący 
pośrednim rozwiązaniem. Był to pojazd o napędzie konwencjonalnym 
RFZ-7. 
 
Lipcem 1941 roku pracom nadano większy rozmach. W planach był 
pionowo startujący samolot o napędzie odrzutowym, który w końcu 
roku 1942 przetestowano, gdzie wyszły na jaw potęŜne braki. W tym 
samym roku pracowano równieŜ nad napędzanym turbinowo 
latającym talerzem RFZ-7T, który miał kształt typowego dysku. 
17 kwietnia 1945 roku Niemcy wypróbowali swoją nową broń 
odwetową nr 7. Był to bardzo dobrze znany pojazd V-7, helikopter 
ponaddźwiękowy wyposaŜony w ponad 12 agregatów turbo BMW-
028. Podczas pierwszego lotu próbnego osiągnął pułap 23 800 
metrów, a za drugim razem 24 200 metrów. Jak mówią inne źródła 
pojazd ten był poruszany równieŜ przy pomocy energii 
niekonwencjonalnej. 
W 1942 roku nad poligonem doświadczalnym towarzystwa Vril 
krąŜył nowy pojazd latający Vril-1, który miał 1,70 m wysokości i 11 
m średnicy. Odpowiadał on wymiarom myśliwca i jako taki był 
postrzegany o czym świadczyło jego uzbrojenie: 3 MK108 kalibru 3 
cm i 2 MG17. 
W czasie, kiedy trwały pracę nad Vril-1 stworzono zaawansowany 
projekt budowy duŜego statku Vril-7, w którym zastosowano 
podobno napęd o wiele wykraczający naprzód Dzwonowi. Natomiast 
pod koniec roku 1942 grupa badawcza SS4 rozpoczęła budowę 
ulepszonego pojazdu Haunebu-II. Zmiany dotyczyły szkieletu 
obudowy układu napędowego jak i zewnętrznego wyglądu. Jego 
wymiary wahały się od 26 do 31 metrów średnicy i od 9 do 11 
metrów wysokości, a jego prędkość wynosiła nieco ponad 6000 km/h. 
Haunebu-II były prawdopodobnie w pełni przygotowane do lotów 
kosmicznych, o czym świadczyły zaznaczone na planach 
pomieszczenia dla załogi, które miały być wykorzystane w przypadku 
długotrwałej podróŜy. Niektóre typy tych pojazdów miały 
przygotowane specjalne stanowiska bojowe na znajdujące się w 
obudowie działa na promienie "Donara".{mospagebreak} 
 
JeŜeli chodzi o Haunebu, Niemcy mieli jak się okazuje jeszcze 
ś

mielsze plany. Istnieją bowiem plany ogromnych Haunebu średnicy 

przekraczającej 120 metrów. Wedle dokumentacji istniał prototyp 

background image

Haunebu-III o średnicy około 70 metrów. Aby tego było mało jeszcze 
przed końcem wojny SS4 planowało budowę gigantycznego statku 
bazy, który dzięki napędowi wykorzystanemu w pojazdach typu Vril, 
wykorzystującemu siłę grawitacji, kilkaset ton jego masy nie 
stanowiło Ŝadnego kłopotu w przemieszczaniu. Miał on powstać w 
zakładach "Zepelina" i nosić nazwę Andromeda.  

Wszystko brzmi jak z ksiąŜki fantastycznej lecz bardzo moŜliwe jest, 
Ŝ

e Niemcy faktycznie byli w posiadaniu takowych pojazdów. Pytanie 

tylko, skąd mogli wiedzieć jak dokonać tak wyśmienitych konstrukcji 
bazujących przecieŜ na najnowocześniejszych badaniach z zakresu 
fizyki, które nawet w czasach obecnych nie są do końca 
potwierdzone. 
Prawdopodobnie odpowiedzi na pytanie naleŜy szukać w 
towarzystwach okultystycznych, które to miały za pomocą medium 
kontaktować się z "Bogami", którzy przekazali im swoją wiedzę, a 
jak się później okazało z cywilizacją pozaziemską. Niemcy nawet 
dzięki przeprowadzanym seansom dokładnie wiedzieli skąd owa 
cywilizacja pochodzi. A mianowicie z gwiazdozbioru Aldebarana. 
Tylko po co cywilizacja będąca na wysokim szczeblu rozwoju 
miałaby udostępniać swoje technologie wyniszczającej się nawzajem 
ludzkości? 
 
Być moŜe jednak inspiracją Niemców były stare teksty indyjskie 
zwane Vymaanika Shaastra, znalezione w 1908 roku, które zwierają, 
co zdaje się być nieprawdopodobne, opisy konstrukcji maszyn 
międzygwiezdnych, zwane Vimanami, którymi poruszali się 
"Bogowie". Oto fragment opisu: "Konstrukcja musi być tak 
wykonana, aby była mocna i wytrzymała, jak wielkiego latającego 
ptaka, z lekkiego materiału. Wewnątrz naleŜy zainstalować silnik 
rtęciowy z Ŝelaznym aparatem podgrzewającym poniŜej. Dzięki mocy 
zawartej w rtęci, która tworzy wir napędzający, człowiek siedzący 
wewnątrz moŜe pokonywać ogromne odległości na niebie w 
najbardziej wspaniały sposób. Podobnie, wykorzystując proces 
opisany powyŜej moŜna budować vimanę tak duŜą, jak świątynia 
Boga-w-Ruchu. Cztery mocne pojemniki z rtęcią muszą być 
wbudowane w konstrukcję wewnętrzną. Gdy zostają one podgrzane 
przez kontrolowany ogień z pojemników Ŝelaznych, vimana rozwija 
moc gromu dzięki rtęci. I błyskawicznie staje się perłą na niebie". 
Jak by nie patrzeć pomimo wielu hipotez zawsze mamy do czynienia 
z ingerencją z zewnątrz. 

 

background image

 

No dobrze, ale gdzie Niemcy ukryli swoje statki powietrzne? 
Wszystkie ślady wskazują, Ŝe mogą one być schowane w tajnej 
podziemnej bazie na Antarktydzie. Aby poprzeć tą hipotezę jesteśmy 
zmuszeni zajrzeć w historię i przypomnieć sobie o pewnym 
przedsięwzięciu mogącym mieć związek z "niemieckimi NOLami". 
Mowa tu o przedsięwzięciu Antarktis z roku 1938. Właśnie w tym 
roku z rozkazu Hermana Geringa rozpoczęto niezwykłą ekspedycję, 
której przewodził lotniskowiec "Schwabenlend". Jej celem było 
zdobycie pewnych obszarów Antarktydy, która zakończyła się 
sukcesem i zajęciem przez Niemców ogromnego terenu o 
powierzchni około 6000 kilometrów kwadratowych, który nazwano 
"Nową Szwabią". Nie jest ona byle jaką częścią Antarktydy, jest to 
nadająca się do zasiedlenia wolna od lodu kraina, z górami i 
jeziorami, do której nigdy dotąd nie dotarła Ŝadna zagraniczna 
ekspedycja. 
 
Pod koniec II wojny światowej do "Nowej Szwabii" zostały podobno 
skierowane całe flotylle niemieckich łodzi podwodnych, miedzy 
innymi super nowoczesne typy 21 i 23, które mogły zdołać pomieścić 
i zarazem przetransportować pojazdy typu Vril czy Haunebu. 
Poparciem tego jest fakt, Ŝe alianci pod przewodnictwem admirała 
Buerda próbowali dokonać inwazji Antarktydy, która to oficjalnie 
była wyprawą badawczą. Jednak w jakim celu wysłano tam eskortę 
ponad 4000 Ŝołnierzy, okręt wojenny, lotniskowiec i ogromne ilości 
zaopatrzenia? Prawdopodobnie Amerykanie chcieli zdobyć tam owe 
brakujące technologie. I tak po nie ujawnionej ilości straconych 
samolotów operacja ta została nagle po 8 tygodniach przerwana. JakiŜ 
to bardzo dobry przeciwnik mógł odeprzeć ich inwazję? 
Jest równieŜ faktem historycznym, Ŝe w tamtym czasie zaginęło 30 
niemieckich okrętów podwodnych, które pod koniec wojny 
wyruszyły z portów bałtyckich. Były one wyposaŜone w system 
tlenowy Waltera, umoŜliwiający im przebywanie pod wodą całymi 
tygodniami.