background image

Rozdział 24

  

   

Kelaneo przeleciała przez gruzy i wylądowała w środku, jej skrzydła rozbiły 

inną ścianę, jakby drewno i płyty gipsowe były zrobione z papieru. Włosy miała 
splątane, stonkowate, a rysy jej twarzy były mniej rozmazane odkąd ją ostatnio 
widziałam. W stabilnej formie była ładniejsza niż myślałam, ale przemoc i 
szaleństwo w oczach niszczyły ten obraz. Wyglądała, jakby już smakowała moją 
krew w ustach. 
- Nadszedł czas, żeby cię do kogoś przyprowadzić, mała łowczyni.- Uśmiechnęła 
się, zbliżając się do mnie szybkimi i nagłymi ruchami, bardziej przypominającymi
ptasie niż ludzkie. – Myślę, że mogę coś przekąsić w drodze do Bastiana. Nigdy 
wcześniej nie jadłam mięsa aniołów. 
Wpatrywałam się w jej niegodziwą twarz. – Szkoda, że twoja głowa wyląduję w 
błocie za pięć sekund.
- Odważne słowa – Merodach powiedział, wchodząc do holu – jak na martwą 
dziewczynę.- Jego ciało było tak ciemne, że tylko krawędzie były widoczne w 
niebieskim świetle księżyca. Jego rogi na głowie były zakrzywione w kierunku 
sufitu, a te na plecach pokazywały każdą możliwą stronę. 
Will wyszedł przede mną, pojawiając się znikąd z mieczem w ręku.  Merodach 
przywołał swój własny miecz, którego klinga była ozdobiona drobnymi ostrymi 
punktami, elegancki i niebezpieczny. Podwójny miecz Merodacha spotkał się z 
Willa nad ich głowami, a pęd uderzenia uderzył we wszystkich kierunkach, 
krusząc ściany. Merodach obrócił mieczem tak szybko i niewyraźnie, że prawie 
odciął Willowi głowę, ale mój opiekun zanurkował i przeturlał się, ciął mieczem 
nisko, Merodach skoczył w powietrzu i wylądował za Willem. Ich ostrza starły 
się ponownie i Will znowu próbował nadążyć nad podwójnym mieczem 
Merodacha, tnąc i przesuwając się z prędkością, którą ledwo mogłam 
zarejestrować. Z każdym szczękiem metalu o metal ich energia błyskała, jak 
latarnie w ciemności, ciemność rozjaśniała się z każdym ich ruchem.
Mała armia trzech kosiarzy – trzech mężczyzn i dwie kobiety - wciąż stała w 
ciszy, jakby czekając na rozkazy, żeby dołączyć. Mężczyzna stojący na samym 
początku był niższy niż reszta i miał ślinotok odrażającej wydzieliny, która 
wypływała z jego ust i ściekała po brodzie. Zamiast włosów miał kolce z białej 
kości, które wyrastały z jego czaszki w każdym kierunku. 
Ręka zacisnęła się na moim gardle i rzuciła mnie do salonu. Moje ciało uderzyło 
w kamienny kominek, krusząc kamień, gruzy spadły na mnie i na podłogę. 

background image

Kalaneo pojawiła się nagle przede mną, chwytając garść moim włosów i 
stawiając mnie na nogi.
- Czas iść – syknęła. 
Mój miecz pojawił się w mojej dłoni, zapłoną Anielskim Ogniem i uderzyłam 
nim w twarz Kalaneo. Zrobiła unik, ale i tak przecięłam jej policzek, wywołując 
iskry i krew. Krzyknęła i zamachnęła się szponami, krojąc moją pierś. Mój 
Anielski Ogień wybuch blaskiem światła na jej twarzy, kalecząc ją. Pokręciła 
głową gwałtownie, sycząc i warcząc i zgrzytając zębami. Potem rzuciła się do 
mojego gardła, uderzając, tnąc i szarpiąc. Kopnęłam ją w pierś, uderzyła w 
podłogę, ale odbiła się z powrotem na nogi. Jej ręka zacisnęła się na mojej szyi i 
rzuciła mnie o ziemię, wciskając moje plecy w podłogę. Jej but przydepnął moje 
ramię z mieczem, powstrzymując mnie przed uderzeniem jej, przysiadając na 
mnie. Wbiłam paznokcie w jej skórę, kiedy zaostrzyła uścisk na moim gardle.
- Co za dziwna rzecz! Jesteś jak wściekły kot! -Kalaneo zaśmiała się ze mnie, a jej
palce przesunęły się po moim policzkach. – Ale jesteś ładna. Chcę twoje 
wnętrzności, jako wstążki na moich włosach. -Przecięła pazurem moją skórę, 
wzdrygnęłam się od bólu i zapachu krwi, która wypłynęła od skaleczenia. Znów 
się roześmiała i pchnęła mnie mocniej w podłogę.
Nagle pięść zderzyła się z jej głową, zwaliła się ze mnie, przewracają się. Will 
przeskoczył nade mną, kumulując energię, kiedy demoniczny kosiarz próbował 
wstać. Uderzył ją ponownie i upadła. Zapachnął się pięścią po raz trzeci, ale jej 
moc wybuchnęła trafiając go w klatce piersiową i wylądował kilka metrów dalej 
z pomrukiem. 
Wstała, przeklinając ile sił w płucach i odwróciła się w kierunku oczekujących 
kosiarzy. - Rikken! – ryknęła na kosiarza z ślinotokiem. –Odetnij stróża! -Rikken 
chętnie pokiwał głową, wyszczerzył kolczaste zęby jak u psa i skierował się w 
kierunku Willa. Kalaneo stanęła przede mną, zasłaniając mi widok Wilal właśnie 
wtedy, kiedy usłyszała jego jęk bólu. Strach o jego życie kłuł moje ciało, jak nóż. 
Nie mieliśmy szans wyjść z tego żywi. Było ich po prostu zbyt wiele.  
  Krzyknęłam w szale, przywołałam swój drugi miecz i cięłam klatkę piersiową 
Kalaneo, otwierając ją szeroko. Ryknęła i cofnęła się, jej broń rozpostarła się, 
kiedy zacisnęła pięści, miotając głową w różne strony w furii. Wystrzeliłam do 
przodu i kierując mój miecz w jej brzuch, ale jej ręka złapała mnie za rękę, 
zapachnęła się na mnie. Szpon przeciął moją twarz i uderzyłam w ziemię, krew 
sączyła się po moich policzkach i ustach. Splunęłam i otwarłam twarz dłonią, 
poczułam uczucie drętwienia – leczenia mojej skóry.
Kiedy wspięłam się na nogi, zobaczyłam dwóch kosiarzy biegnących w moim 
kierunku, samicę z błyszczącymi, czarnymi piórami we włosach i samca z 
rozpostartymi pazurami oraz obnażonymi zębami. Zderzyłam się z nimi, wirując,
nurkując i kopiąc. Cięłam w dół mieczem, szerokim łukiem, dzieląc samicę 

background image

kosiarza wzdłuż ramienia i przez pierś. Stanęła w płomieniach i znikła, zanim 
zdążyła upaść na ziemię.
  Odwróciłam się by zmierzyć się z drugim kosiarzem, który był bezpośrednio za 
mną, ale coś dużego i błyszczącego przedarło się przez jego pierś, krusząc kości 
oraz rozrywając ciało. Krew plamiła metaliczne srebro, które zatrzymało się kilka
centymetrów od mojej własnej klatki piersiowej, a następnie ciało kosiarza 
uniosło się w powietrze tak, że zobaczyłam, że to Will wepchnął miecz w serce 
kosiarza. Przerzucił gonad swoją głową, pozbywającsię ciała, które zamieniło się 
w kamień i roztrzaskało się na tysiąc kawałków, gdy uderzyło o podłogę. 
Po drugiej stronie pokoju, Rikken chwycił się za gardło i klatkę piersiową, która 
została otwarta mieczem chwilę temu, wylewając czerwień. Kaszlał i prychał, ale
nawet z tej odległości widziałam, że rana nie jest śmiertelna i już zaczyna się 
leczyć. 
    Cień przesunął się za Willa, zawołałam jego imię. Odwróciłam się i spotkałam 
Merodacha, który naładował się ciemnością, kierując miecz w klatkę piersiową 
mojego stróża, ale Will przesunął się w bok w ostatniej chwili. Ostrze rozdarło 
skórę, ale nie sięgało głębiej. Merodach ciął jeszcze dwukrotnie w prawo, lewo, 
prawo i lewo, spotykając za każdym razem ostrze Willa odpowiadało na ten 
atak.
Nie widziałam Kalaeno dopóki nie pojawiła się obok mnie i walnęła mnie w 
skroń. Zrobiłam chwiejny krok w tył, łapiąc równowagę, odwróciłam się i 
walnęłam ją w szczękę łokciem. Jej głowa podobna do harpii odskoczyła do tyłu.
Odwróciła głowę, żeby spotkać się swoimi czerwonymi oczami z moimi i 
przywołała zręcznie dwa krótkie miecze. Poruszała się, jak błyskawica , jeden z 
jej mieczy uniósł się, celując w moją twarz. Odskoczyłam, ale podążała za mną, 
tnąc i uderzając. Srebro uderzało w mój płonący miecz, a jej wzrok wciąż mnie 
przewiercał, jakby nie potrzebowała widzieć nic więcej. Wycelowała jeden 
miecz w kierunku mojego serca, odwróciłam się, ale kolejny sztylet był zbyt 
szybki. Metal zagłębił się w moim ramieniu i krzyknęłam, kiedy zagłębił się w 
mojej skórze. Uderzyłam w ścianę i opadłam na kolana w agonii. 
Następnie Kalaeno szarpnęła głową niewyraźnie, a jej ramię eksplodowało. 
Zobaczyłam Nathaniela stojącego za nią, kierując lufą pistoletu w dół. Kalaeno 
poruszała się zbyt szybko, żeby Nathaniel strzelił jej w głowę. Znów wystrzelił, 
ale zrobiła niski unik, aż jej twarz była zbyt blisko mojej. Kiedy odwróciła głowę, 
żeby zobaczyć coś i musnęła policzkiem mój nos, szarpnęłam się, przerażona. 
Wbiła miecz w moje ramię i podniosła go wyżej, aż uniosła moje ciało. 
Wrzasnęłam z bólu i osunęłam się po ścianie. 
Potem zniknęła.
Nathaniel otworzył oczy szerzej i czekał aż pojawi się ponownie. Jej forma była 
zbyt niewyraźna do zobaczenia, była dla niego zbyt szybka, żeby mógł 

background image

zareagować. Jej miecz zniknął, chwyciła broń z jego ręki, rzuciła nim, jak 
lizakiem i rozwaliła pistolet na kawałeczki. 
Will pojawił się znikąd i owinął rękę na gardle Kalaeno, zaciskając jej tchawice i 
wyrywając powietrze z jej płuc. Trzymał ją, aż walnęła go w brzuch i zdołała się 
uwolnić. Nathaniel zamachnął się pięścią, ale złapała ją i uderzyła go w szczękę. 
Will chwycił miecz z ziemi i przeciągnął nim po plecach demonicznego kosiarza. 
Kalaeno nadstawiła uszy, słysząc ruch Willa i odwróciła się by się bronić, 
uskoczyła, ale jego ostrze przecięło jej pierś, pozostawiając głęboką i krwawiącą 
ranę, prawie odcinając głowę. Syknęła i odwróciła się z bólu, trzymając się za 
ranę. Pocięte tkani łączyły się z sobą ponownie, uzdrawiając się doskonale. 
Czerwone oczy Kalaeno płonęły wściekłością, kiedy otrzymała kolejną ranę 
praktycznie w tym samym czasie. 
Rzuciłam się do przodu, żeby pomóc Willowi, ale dwa viry mnie zatrzymały – 
pozostała kobieta i ostatni mężczyzna nie licząc Rikkena. Cieli i syczeli, 
wymierzając ciosy i kopnięcia, które unikałam. Wbiłam ostrze w serce męskiego 
kosiarza po mojej lewej stronie, odwróciłam się w prawo w stronę samicy i 
odcięłam jej głowę drugim ostrzem. Mężczyzna stanął w płomieniach, kiedy 
odwróciłam się do niego plecami, złapałam mój spadający miecz, kiedy jego 
ciało zamieniło się w popiół.
Kalaeno chwyciła moje ramię pazurami, a kiedy zamachnęłam się ostrzem moją 
wolną ręką, złapała mój nadgarstek, wbijając pazury w moją skórę. Krzyczałam i 
jęczałam. Krew sączyła się i byłam zmuszona do upuszczenia miecza.
- Czas na nas – powiedziała ostro i zaczęła mnie ciągnąć do najbliższego wyjścia.
Następnie Will walnął ją brutalnie w tył jej głowy, tak mocno, że uwolniłam się, 
a jej kolana się ugięły. Will zacisnął palce wokół jej karku, wyrywając ją ode 
mnie i rzucają na ścianę kuchni z całej siły. Drewno pokruszyło się wokół jej 
ciała, a wilgotnie i zimne powietrze wpadło do środka przez otwór. Kalaeno 
wylądowała na tarasie, niszcząc ogrodzenie, zniknęła, kiedy runęła na ziemię z 
krzykiem furii.
Will odwrócił się do mnie, a ja odetchnęłam z ulgą.
Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy Kalaeno przedzierała się przez powietrze nad 
tarasem, jej skrzydła rozpostarły się, bijąc gwałtownie. Czas zdawał się zwalniać.
Spojrzałam głęboko w oczy Willa, moją twarz wykrzywiło przerażenie, kiedy 
Kalaeno swoimi pazurami wbiła się w jego ciało, szarpiąc go do otworu w 
ścianie, lecąc w deszczową ciemność.
- Will! – krzyknęłam, chwyciłam mieczem z podłogi i przeskoczyłam zniszczoną 
ścianę. Taras jęknął i poruszył się niespokojnie pod moim ciężarem, ale mnie to 
nie obchodziło, kiedy zatrzymałam się na krawędzi i zajrzałam za znoszone 
deski. Lodowaty deszcz kąsał moją skórę, a ja zadrżałam, kiedy wiatr brutalnie 
chłostał moimi włosami, szarpiąc moimi ubraniami i bijąc mnie po twarzy.

background image

Poniżej w zimnie, błotnistej ziemi i deszczu, Kalaeno i Will walczyli. Szpony 
kosiarza utkwiły w ramieniu Willa otwierając ranę, krzyknął, wyrywając, kiedy 
Kalaeno wylądowała w przykucniętej pozycji. Zerwała się i przeciągnęła 
szponami ponownie, jej pazury rozcięły koszulę Willa. Kalaeno zrobiła unik, 
kiedy zamachnął się mieczem i walnęła go w klatkę piersiową, powodując że 
wylądował na ziemi, a miecz wypadł mu z dłoni. Zderzyli się z furią, wymachując
pięściami.
Usłyszałam głośny dźwięk za mną i odwróciłam się. Merodacha i Rikkena nigdzie
nie było widać, ale Nathaniel uderzał w ścianę korytarzu, który prowadził do 
kuchni i do tego, co pozostało z drzwi. Schody za nim były prawie niedostępne 
przez zburzony gruz. Nathaniel walił pięściami - lewo, prawo, lewo, prawo w 
ścianę; drewno, płyty gipsowe i izolacja eksplodowały. Patrzyłam na niego, 
rozproszona przez zastanawianie się, dlaczego próbował zniszczyć tę ścianę. 
Przez chwilę zapomniałam o brakujących kosiarzach.
Nagle Nathaniel zatrzymał się, a otwór, który zrobił ujawnił szereg różnych broni
ukrytych w ścianie. Włożył rękę w dziurę i wyciągnął ciemny, metalowy 
przedmiot: maczugę. Broń wyglądała na starą i ciężką, a uchwyt był długi i 
owinięty w skórę. Okrągła głowa maczugi została wykonana ze srebra, a 
śmiertelnie wyglądające kolce sterczały na wszystkie strony, przypominając mi 
czaszkę Rikkena.
Rikken. Gdzie był? I Merodak?
-Nathaniel? – zawołałam cicho.
Oboje obróciliśmy się, żeby zobaczyć Lauren stojącą przed spustoszonym 
przodem domu, jej włosy falowały dzięki gwałtownemu wiatrowi. Nagle 
zdrętwiała i spojrzała na Nathaniela, którego twarz zastygła ze strachu.
Pokręcił głową z niedowierzaniem, a jego miedziane oczy, jasne i żywe migały, 
jak nowe grosze. –Nie -wyszeptał. - Lauren, musisz…
Zanim zdążył dokończyć, Rikken pojawił się między nimi, sięgając do Lauren, a 
Nathaniel cisnął maczugę z okrzykiem wściekłości. Rikken odchylił się do tyłu, 
łatwo unikając ciosu, a kręgosłup Nathaniela wygiął się w łuk, kiedy Rikken wbił 
łokieć w jego tył głowy, popychając go na kolana. Szybko się pozbierał i chwycił 
Rikkena, a kiedy kosiarz się zamachnął, wbił maczugę w jego środek piersi, a 
twarz wylądowała na ziemi. Rikken zgiął się w pół, ściskając ranę, jego ślina 
przelewała się pomiędzy zaciśniętymi zębami, uderzył w ziemię, a Nathaniel 
nabierał sił. 
Dłonie Lauren zakryły usta w strachu. – Nathaniel!
Sięgną po nią, opuszczając maczugę na podłogę, trzymając jej rękę w swojej. – 
Musisz iść. Nie mogę cię ochronić.
- Chodź ze mną. Proszę, nie zostawaj tutaj! -Pozwoliła opaść swojej dłoni, ale 
jego ręce zacisnęły się wokół jej i ścisnęły mocno. 

background image

Potrzasnął głową, a ona zaczęła płakać. – Muszę zostać – mruknął. – 
Przepraszam.
Skinęła głową, a Nathaniel przybliżył się do niej i pocałował ją mocno w usta i 
oderwał ręce, które mocno go trzymały. 
- Kocham cię – powiedział, jego oczy świeciły miedzią. – Teraz uciekaj. Wsiadaj 
do samochodu i odjeżdżaj tak szybko, jak to tylko możliwe. Nie przestawaj 
wciskać gaz. Lauren, biegnij! 
Odwróciła się i rzuciła się do ucieczki z domu. Nathaniel drżał, kiedy słuchaliśmy
jak uruchamia silnik samochodu i z piskiem opon opuszcza podjazd. Chciałam 
mu pomóc, ale on wyciągnął rękę, zatrzymując mnie.
- Nie! – zawołał. – Idź pomóc Willowi. Walczy z nimi obojgiem naraz. Idź!
Skinęłam głową, słuchając go, pobiegłam przez holl i przeszłam przez otwór, 
który zrobiło ciało Kalaeno. Na zewnątrz znowu lał lodowaty deszcz, przez który 
nikogo nie widziałam, ale moje oczy przyzwyczaiły się i zobaczyłam ciemne 
kształty. Jeden z nich leżał na trawniku. Mój żołądek zacisnął się.
Mocna ręka zacisnęła się na moim gardle i zmusiła moją głowę do spojrzenia w 
dół. Palce były, jak z stali, ściskały tak mocno, że nie mogłam oddychać. Kolana 
osunęły się na taras i upuściłam miecze przez szpony, które zaciskały się na 
moim gardle. Potem zostałam poderwana na równe nogi. Ręka popuściła 
wystarczająco, żebym mogła oddychać i zobaczyć, że jestem w uścisku Kalaeno. 
Skręciłam się, sięgając po moje miecze, ale obróciła mnie, przenosząc rękę tak, 
że zaciskała dłoń na moim karku. Jej druga ręka objęła moje oba nadgarstki. 
Wyrywałam się, zdesperowana, żeby uciec, ale to nie miało sensu. Usłyszałam 
trzask i zobaczyłam, że mój skrzydlaty naszyjnik upada na ziemię, łańcuszek się 
zerwał. Temperatura spadła o kolejne kilka stopni, zadrżałam. 
- Całkowicie wyczerpałaś moją cierpliwość – Kalaeno syknęła, jej oddech, który 
musnął mój policzek, był gorący i cuchnął stęchlizną. Zakrztusiłam się i 
skręciłam twarz. Popchnęła mnie do przodu, spychając mnie na dół po 
schodach, które chybotały się. Moje buty poślizgnęły się na błocie, jednak 
zachowałam równowagę z zawiązanymi z tyły rękami. Za każdym razem, kiedy 
się poślizgałam, Kalaeno wbijała pazury w moje nadgarstki. 
Kształt przede mną nabrał ostrości. To był Will na kolanach w błocie, jego miecz 
leżał zbyt daleko. Merodach stał nad nim, trzymając mocno garść włosów Willa 
w ręku, a w drugiej trzymał podwójny miecz, którego ostrze było przytknięte do 
gardła Willa. 
Kalaeno szarpnęła mnie na ziemie koło Willa, jej uścisk zaostrzył się bezlitośnie. 
– Nie powinnaś nas tak rozłościć – warknęła. – Mieliśmy tylko ciebie wziąć 
iodlecieć, ale teraz będziesz patrzeć, jak twój opiekun umiera. Rozkazy Bastiana 
mogą iść do diabła. 

background image

Moje oczy spotkały się z Willa, kiedy ostrze Merodacha wbiło się w gardło, 
powodując cienką strużkę krwi, która spłynęła po jego szyi. Nie mogłam pokazać
swoich emocji przed kosiarzami, albo przed Willem. To było takie trudne, kiedy 
on był tak blisko śmierci. 
- Rikken zamierza zadać mu powolną i bolesną śmierć – Kalaeno powiedziała mi 
do ucha. – Wydaję się jednak, że jest zajęty innym anielskim kosiarzem. Myślę, 
że pozwolenie stróżowi wykrwawić się tutaj w błocie będzie odpowiednie. 
Możemy poświęcić kilka minut zanim wyruszymy.
Merodach szarpnął głową Willa z powrotem, bardziej odsłaniając jego gardło i 
zaczął kreślić mieczem po skórze mojego opiekuna. Zanim zdołałam krzyknąć w 
proteście, coś świsnęło przed moją twarzą, wirując, śmigając w powietrzu i 
uderzyło w pierś Merodacha, łamiąc kości. Jego ciało cofnęło się z impetem i 
stracił Willa z zasięgu rąk. Maczuga Nathaniel zanurzyła się w piersi 
demonicznego kosiarza do połowy. Will popchnął Merodacha na tyle mocno, że 
stracił równowagę, zmuszając go do użycia mrocznych skrzydeł. Will wziął 
trzonek maczugi i wyciągnął go z piersi Merodacha z odgłosem pękających kości
oraz rozrywanego ciała. Wycelował w jego głowę, ale demoniczny kosiarz 
wyciągnął rękę i wytrącił ją daleko. 
Spojrzałam za siebie i zobaczyłam Nathaniela, zeskakującego z tarasu i 
rzucającego się do nas. Uchwyt Kalaeno nadal był bezwzględny, szukałam 
wszędzie Rikkena, ale nie było go w zasięgu mojego wzroku. Mogłam mieć tylko 
nadzieję, że Nathaniel go zabił.
Will poderwał się nagle, rozmywając się w ciemności i odepchnął Kalaeno ode 
mnie. Zerwałam się i rozejrzałam się za Merodachem, uznając że w ciągu tych 
kilku sekund, gdy na nich nie patrzyłam, Will ubezwłasnowolnił Merodacha. Po 
drugiej stronie trawnika, kosiarz odchylił się niepokojąco do tyłu, prawie pod 
kątem dziewięćdziesięciu stopni, walcząc z mieczem Willa, który przybijał go do 
ziemi. Jego skrzydła uderzały w zwiędłą trawę i błotniste plamy.
Kalaeno udało się uchylić przed śmiertelnym uderzeniem Willa, jej twarz była 
mokra od deszczu i krwi. Ślizgnęła się po błocie i złapała mnie ponowienie 
zanim zdążyłam zareagować. Odwróciła mnie, wykrzywiają moją rękę tak 
gwałtownie, że krzyknęłam i zatańczyły mi gwiazdy przed oczami. Wbiła kolana 
w moje plecy, moja pierś i twarz wylądowały w błocie, ciągnęła mnie 
jednocześnie przez błoto oraz groziła, że może mi wyrwać kości ze stawów. 
Zacisnęłam zęby i zaczęłam piszczeć. 
- Ani kroku dalej, stróżu! – Kalaeno zakrakała piskliwie. – Oderwę jej ramię! 
Merodach, chodź!
Mimo że nie mogłam zobaczyć dużo, założyłam że Merodach wciąć był na ziemi 
pod mieczem Willa. Poznałam stopy Willa naprzeciw mnie, nieruchome, 
spojrzałam w prawo i zobaczyłam kolana Nathaniela. 

background image

Przede mną Kalaeno wydała brzydki, niecierpliwy pomruk. – Dość tego.
A potem wyrwała moje ramię z barku. Krzyczałam i wykrzywiałam się, zamkając 
oczy. Kalaeno upuściła mnie, wylądowałam na ziemi, a moje stopy zamoczyły 
się w kałuży. Przyciągnęłam moją bezużyteczną kończynę bliżej ciała, używając 
zdrowej ręki. Była zimna, zdrętwiała i bez życia. Sekundy ciągnęły się, a ból się 
nasilał. Próbowałam  wstać, ale szok mnie sparaliżował i moje ciało przestało 
funkcjonować. 
- Ellie! -Ktoś położył rękę na moim zdrowym ramieniu. Nathaniel.
Dotknął czule mojej twarzy i pomógł mi przewrócić się na plecy. Dotknął mojego
przemieszczonego ramieniu, a ja wrzasnęłam i wykręciłam się od niego. Chociaż
był delikatny, czułam się, jakby tysiąc noży wbijało mi się w skórę. Moja ręka 
zwisała bezładnie, ciężka, starałam się ją położyć na kolanach, ale całe moje 
ciało było takie słabe, że ledwo mogłam podnieść zdrową rękę.
Nathaniel mruknął do mnie, starając się mnie uspokoić, ale wszystko, czego 
potrzebowałam to odwrócić uwagę od bólu. Will i Kalaeno walczyli, ścierali się 
ze sobą, jak tytani z innego świata. Ziemia pode mną drżała od ich mocy, a 
powietrze elektryzowało się od ich energii. 
- Ellie – Nathaniel powtórzył z determinacją, przyciągając moją uwagę z 
powrotem do niego. Przez chwilę pociemniało mi przed oczami. – Muszę 
nastawić ci z powrotem rękę. Inaczej się nie uleczy. 
Zamknęłam oczy mocno i skinęłam głową. – Zrób to. Muszę dalej walczyć. 
Ujął mocno moje ramię i rękę powyżej łokcia. Ból był oślepiający i tak krótki, że 
gdy tylko się skończył byłam zaskoczona. Czułam, jak ścięgna i mięśnie 
uzdrawiają się, uczucie które temu towarzyszyło było nieprzyjemne. 
Spotkałam surowy wzrok Nathaniela i odetchnęłam głęboko. – Dziękuję.
- Za chwilę wydobrzejesz. -Skinęłam głową i oboje spojrzeliśmy na bitwę.
Will chwycił za ramię Kalaeno i walnął pięścią w bok jej głowy. Zachwiała się i 
jego kolano wbiło się w jej brzuch, powodując że jęczała i dusiła się. Will znowu 
skierował pięść w Kalaeno, ale jej ręka wystrzeliła do góry i sparowała jego cios 
zanim jej palce zacisnęły się na jego gardle. Jęknął boleśnie z siły jej uścisku.  
Stała, patrząc na niego i ściskała tak mocno, jak tylko mogła. Will zacisnął zęby, 
żeby powstrzymać ból i położył palce na jej nadgarstkach. Następnie jego 
spojrzenie pociemniało i wezwał moc. Wystrzelił wszystkim, czym miał w twarz 
Kalaeno, a ona krzyknęła i puściła go, odwróciła się, odsłaniając się od czarnego 
dymu, uwolnionego od mocy. Uderzyła w błoto, a wolny Will rzucił się w 
kierunku mieczy. 
Jego ostrze, które już nie przytrzymywało Merodacha do ziemi. Mój oddech 
załamał się, kiedy poczułam przypływ ciemnej mocy obok siebie.
Usłyszałam udręczony krzyk za mną i odwróciłam się. Nathaniel był zgięty i 
Merodach nasączony we własnej krwi, jego pieść zatopiła się w piersi 

background image

Nathaniela. Coś błysnęło w świetle księżyca i zamrugało. Miecz Merodach 
utknął w plecach Nathaniela, przebijając mu serce. 
Moje ciało zamarło, kiedy obserwowałam, jak próbuję wyszarpnąć miecz 
Merodacha na darmo i upada na kolana na błotnistą ziemię. Zachwiał się 
niepewnie, krew z jego piersi wyciekała, jak rzeka. Spojrzał na twarz 
Merodacha, a potem upadł na plecy.
Przez chwilę nie mogłam krzyczeć na niego, nie mogłam oderwać od niego 
wzroku. Nathaniel dusił się i drżał. Jego skóra pojaśniała i zamigotała, powoli 
zamieniając się w kamień.
Umierał.
Merodach spojrzał na mnie z ciekawością, kiedy przedzierałam się do 
Nathaniela i rzuciłam się na niego, moje ręce przebiegły wzdłuż jego szarych rąk 
do twarzy. Czuł się dobrze dzisiaj rano, kiedy rozkładał skrzydła i mówił mi, że 
wszystko jest możliwe dla miłości, którą warto okazywać. Czuł się dobrze jeszcze
przed chwilą, kiedy nastawił mi ramię i mówiąc mi, że wydobrzeje. To nie może 
być prawda. Nie Nathaniel.
- Nie, nie, nie – jęknęłam cicho, kołysząc się w przód i tył, całe moje ciało się 
trzęsło.
Nathaniel spoglądał, jego twarz była pełna zaskoczenia i bólu. Jego usta 
poruszyły się, ale żaden dźwięk się z nich nie wydobył. Zaczął podnosić rękę, ale 
była coraz cięższa i sztywniejsza, kiedy się wykrwawiał, a jego serce zwalniało. 
Jego oczy rozszerzyły się opalizującą miedzią i zamarł, kiedy jego twarz 
skamieniała. Krople deszczu uderzały w skamieniałą skórę, pozostawiając 
ciemne plamy, wilgotne kropki zakrywały całą białą powierzchnię. Każdy miękki 
włos stawał się koloru metalicznej miedzi, blady i bezbarwny, krusząc się przy 
dotknięciu moich palców. Potem rozpadał się, kawałek po kawałku w moich 
rękach. Łzy spływały mi po twarzy, kiedy krzyczałam jego imię w kółko, chociaż 
go już nie było. 
Podniosłam głowę i poszukałam Willa, kiedy szlochałam histerycznie. Jego 
zielone oczy wpatrywały się w skamieniałego Nathaniela, kolory odpłynęły z 
jego twarzy. Oczy rozjaśniały mu tak szybko, że płonęły w ciemności. Jego dłoń 
ścisnęła drżącą pięścią rękojeść miecza tak mocno, że usłyszałam jęk srebra. Z 
okrzykiem bez kontrolowanego gniewu, rzucił się na Merodacha z ogromną 
prędkością, a następnie jego białe skrzydła przedarły się przez koszulę i walnęły 
w powietrze. Zamiótł mieczem i uniósł go ponad głowę, kiedy unosił się w 
powietrzu. Jego ostrze cięło Merodacha, demoniczny kosiarz uniósł własny 
miecz i metale uderzyły o siebie z przerażającym piskiem metalu. Zderzyli się, a 
moc Willa uderzyła w Merodacha, robiąc krater pod jego nogami. Ciemne cienie
i dym powstały od mocy kosiarzy, zamaskowały ich na chwilę, a kiedy zrobiło się
przejrzyście, zobaczyłam Willa na dnie dołu, który sam zrobił. Merodach nie 

background image

skoczył na niego, jego własne skrzydła były rozłożone szeroko unosiły go nad 
nim. Zrobił krok w tył i przygotował swój miecz. Skrzydła Willa uderzyły raz i 
uniosły go wysoko, kierując na Merodacha, jego miecz smagnął w powietrzu, 
tnąc, uderzając, krojąc mięso i zderzając się z innym mieczem. Trawiła go 
wściekłość, jego ataki były mocne, bez żadnej kontroli. Merodach miał zamiar 
go zabić. 
- Will! -Mój głos był stłumiony, pochyliłam się opiekuńczo nad ciałem 
Nathaniela. – Will, przestań!
Nie usłyszał mnie, niczego nie słyszeli, ani nie widzieli. Uświadomiłam sobie 
wtedy, jaki musiał być przerażony, kiedy moja moc i emocje brały nade mną 
górę. 
- Will musisz przestać! Zabijesz się!
Podmuch mocy zatrząsł ziemią, przytrzymałam się trawy, żeby zachować 
równowagę. 
- Will, przestań – krzyczałam, ale mój głos utonął w chaosie. 
Łokieć Merodacha rozbił nos Willa, cofając go do tyłu. Demoniczny kosiarz 
odwrócił się szybko i uderzył  Willa tak mocno, że prawie uderzył w ziemię.
Merodach odwrócił się ponownie i przeszył mieczem pierś Willa, krew rozprysła 
na jego białe skrzydła.  Upadł na kolana, krzyknęłam i podniosłam się na równe 
nogi, biegnąc do niego. Nie mogłam stracić ich obu w jeden wieczór. Nie 
mogłam stracić Willa. Nie mogłam go strącić.
Rikken pojawił się w moim polu widzenia, cały w krwi, jakby był w niej skąpany. 
Nathaniel go nie zabił. Cień rozciągnął się tuż nade mną. Spojrzałam w górę.
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam była pięść Kalaeno lądująca na mojej twarzy. 

Hej, 

Chciałybyśmy podziękować za Wasze komentarze, które nas bardzo motywują. Następne rozdziały będą 

pojawiały się na feriach zimowych. 

Pozdrawiamy,

A  i D