background image

 

CATHY WILLIAMS 

                                              

 

 

       Alicja w krainie marzeń 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

- 1 -

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Alicja pchnęła podwójne szklane drzwi biura i natychmiast ogarnęło ją 

przyjemne uczucie. Odniosła wrażenie, że wróciła do domu. Wczoraj dobiegły 

końca jej dwutygodniowe wakacje w Portugalii. Przez cały ten czas ona i jej 

przyjaciółka, z którą dzieliła londyńskie mieszkanie, rozkoszowały się słodkim 

nieróbstwem. Cudowna pogoda, błękitne niebo, popołudniowe koktajle sączone 

przy basenie...  

W końcu jednak przyszedł czas, by wsiąść do samolotu i wrócić do szarej, 

zimnej Anglii, gdzie dokuczliwa zima przechodziła powoli w kapryśną wiosnę. 

Alicja z ulgą myślała o powrocie, chociaż wolała nie mówić o tym przyjaciółce, 

jako że większość ludzi pochmurnieje, gdy ich urlop dobiega końca. Bywają 

jednak wyjątki. 

- Mogłabym tu mieszkać do końca życia - oznajmiła Vanessa na cztery 

dni przed powrotem do Anglii, korzystając bezwstydnie z hotelowych luksusów: 

leżak przy basenie, kolorowy drink w jednej ręce, cieniutki papieros w drugiej. 

- Po miesiącu umarłabyś z nudów - odparła Alicja, obficie smarując się 

olejkiem do opalania w nadziei, że lekka opalenizna nada jej skórze przyjemny, 

zdrowy wygląd. Dawno przestała się łudzić, że pewnego dnia przerodzi się w 

olśniewającą piękność. Była na to zbyt chuda i niepozorna. 

- Dobra. Całe życie to przesada, ale z przyjemnością spędziłabym tutaj 

kolejne dwa tygodnie - wyznała Vanessa. 

Alicja przytaknęła dla świętego spokoju, ale nie podzielała entuzjazmu 

przyjaciółki; najchętniej usiadłaby znowu przy swoim biurku. Jak tak dalej 

pójdzie, za kilka lat stanie się zasuszoną starą panną, która sobotę i niedzielę 

spędza w domu, marząc o poniedziałku, gdy będzie mogła nareszcie wrócić do 

biura. Fatalna perspektywa! A przecież w młodości snuła wspaniałe plany i 

marzyła o księciu z bajki, łudząc się, że te rojenia z czasem przerodzą się w 

R S

background image

 

- 2 -

rzeczywistość. Dziś ledwie pamiętała radosną, pełną nadziei, rozmarzoną 

dziewczynę - swoje dawne ja. 

Otworzyła drzwi sekretariatu i z gabinetu szefa dobiegł ją głośny trzask 

słuchawki rzuconej gwałtownie na widełki. Czy za takimi właśnie atrakcjami 

tęskniła podczas urlopu? Gdy wieszała płaszcz, w drzwiach gabinetu stanął 

wysoki mężczyzna. Skrzyżował ramiona na piersi i patrzył na nią z ponurą 

miną, czym się zresztą nie przejęła. 

Niespełna dwa lata temu, gdy dopiero zaczynała pracę, robił wszystko, 

żeby ją zastraszyć i całkiem sobie podporządkować, ale oparta się tym 

naciskom... i po trzech tygodniach podpisała umowę na czas nieokreślony. 

- Nie muszę pytać, czy wakacje były udane - zaczął opryskliwie, gdy 

usiadła przy biurku i włączyła komputer. 

- Świetnie wypoczęłam, dziękuję. - Popatrzyła na szefa i po raz kolejny 

zdała sobie sprawę, że ten mężczyzna przykuwa uwagę samym swoim 

wyglądem: ciemne włosy, szare oczy, sportowa sylwetka. Viktor Temple był 

wyjątkowo przystojny, ale uroda nie była jedynym jego atutem. Miał też 

niezwykłą osobowość. Cechowała go niespożyta energia, pewność siebie i siła 

charakteru. Gdy wchodził do pomieszczenia, wszystkie głowy zwracały się w 

jego stronę, śledziły go wszystkie oczy. 

- Pewnie wylegiwałaś się przy basenie i utrwalałaś opaleniznę, co? 

Popatrzyła na niego, zachodząc w głowę, czemu tak jej się spieszyło do 

szefa, który przestrzega dobrych manier jedynie wówczas, gdy ma na to ochotę. 

- Było wspaniale - odparła uprzejmie, nie dając się sprowokować. Viktor 

stanął przy jej biurku. Nie zwracając na niego uwagi, sortowała listy 

przyniesione z recepcji, odkładając te, z którymi powinna się od razu zapoznać. 

Viktor Temple był złośliwy i wymagający, lecz - o dziwo - ich 

współpraca przebiegała gładko. Z czasem przekazał jej dużą część swoich 

obowiązków i ufał bez zastrzeżeń. Na rynku reklamy panowała ogromna 

konkurencja, ale firma Viktora miała znakomitą opinię i przyjmowała wyłącznie 

R S

background image

 

- 3 -

najlepsze zlecenia. Ich kampanie trzymały poziom - ani odrobiny taniego 

blichtru, żadnej tandety. Stanowili prawdziwą arystokrację wśród speców od 

reklamy. Klientela bywała trudna - kapryśna, wrażliwa, nieprzewidywalna. 

Alicja umiała postępować z takimi zleceniodawcami i Viktor w pełni to 

doceniał. Pod jego nieobecność sama prowadziła negocjacje. 

W zamian otrzymywała bardzo wysoką pensję. W innej firmie nie 

mogłaby marzyć o takim wynagrodzeniu, które zresztą stało się 

błogosławieństwem i zarazem pułapką. Gdyby zdecydowała się odejść, jej 

dochody spadłyby gwałtownie, a już przywykła do wygody. Stać ją było na 

zagraniczne wyjazdy, od czasu do czasu mogła sobie pozwolić na posiłek w 

drogiej restauracji. Mogłaby nosić markowe stroje, ale uznała, że do tego trzeba 

mieć świetną figurę. Kiedy pewnego razu w przymierzalni ujrzała prześliczne 

ciuszki wiszące smętnie na chudej sylwetce, od razu dała sobie z tym spokój. 

- Dobrze, że przynajmniej jedno z nas miło spędzało czas przez ostatnie 

dwa tygodnie. - Powiedział te słowa takim tonem, jakby umyślnie znikła na 

kilkanaście dni, żeby mu przysporzyć kłopotów. 

- Tyle się tutaj działo? - zapytała, odrywając wzrok od ekranu komputera. 

Spojrzała na Viktora, który usiadł na brzegu jej biurka. Nic nie wskazywało, 

żeby zamierzał zakończyć tę rozmowę. 

- Ofert jest mnóstwo, nie miałem za to pożytku z twojej zastępczyni. 

- Rebeka otrzymała świetne referencje. Pani z agencji mówiła o niej w 

samych superlatywach - obruszyła się Alicja. - W przeciwnym razie nie 

dostałaby rekomendacji. 

- Najwyraźniej zatrudniają tam same kretynki. Biedna dziewczyna! Alicja 

znała Viktora od najgorszej strony i wiedziała, że cierpliwość jest mu obca. Jeśli 

wydał polecenie i musiał czekać kilka chwil, natychmiast wpadał w furię. 

- Niech pan nie będzie śmieszny. Oboje wiemy, że nie zatrudniłabym 

osoby bez odpowiednich kwalifikacji, ponieważ to by oznaczało, że po 

powrocie z urlopu będę miała do odrobienia dwutygodniowe zaległości. - Kątem 

R S

background image

 

- 4 -

oka zerknęła na wypchany notatkami segregator. Wygląda na to, że trafiła w 

dziesiątkę. Viktor z tryumfem spojrzała w tę samą stronę. 

- Oto dowód! Tamta pannica nie potrafiła niczego przepisać. 

- Testy na szybkość i biegłość wypadły przyzwoicie. Chyba pan nie 

zaprzeczy? 

- Histeryzowała, ilekroć zaczynałem dyktować list. 

Alicja spojrzała na niego z politowaniem. Nic dziwnego, że Rebeka 

wpadała w panikę, skoro mówił do niej z szybkością karabinu maszynowego, 

przerywał co chwila, żeby odebrać telefon, a na dodatek wymagał biegłości w 

gramatyce i stylistyce. 

- Czemu tak na mnie patrzysz? - burknął Viktor. 

- Proszę? 

- Wiem, co chcesz powiedzieć: sam jestem sobie winien, bo znęcam się 

nad personelem, lecz nie zapominaj, że uchodzę za człowieka rzeczowego i 

zrównoważonego. 

Omal nie wybuchła śmiechem, ale w porę się opamiętała. 

- Naturalnie - mruknęła. - Zaparzyć panu kawę? 

- Przynieś do gabinetu. Musimy przejrzeć dokumentację. Zjawił się nowy 

klient: mocno ograniczony, ale utytułowany arystokrata, który chce dyskretnie 

zareklamować swoją posiadłość i przyciągnąć turystów. Największą atrakcją 

jest zabytkowy pałac. Ten gość daje nam wyłączność i nie chce negocjować z 

innymi. Przyjdź zaraz, musimy omówić sprawę. 

Wstał i przeczesał palcami ciemną czuprynę. Alicja spojrzała na niego i z 

szybkością błyskawicy przemknęło jej przez myśl, że nie spotkała dotąd równie 

atrakcyjnego mężczyzny. Jego twarz była wyrazista, a mina butna. Emanował 

energią i męskim urokiem. Miał pełne usta, ciemną oprawę oczu, śniadą cerę, a 

do tego wspaniałą muskulaturę oraz cudowną, jakby kocią zwinność, widoczną 

w każdym ruchu. Znakomicie skrojony garnitur podkreślał te atuty. 

R S

background image

 

- 5 -

Alicja dobrze wiedziała, że lepiej unikać atrakcyjnych brunetów o 

ciekawej osobowości. Przed laty dała się nabrać i uległa urokowi takiego 

przystojniaka, popełniając największy życiowy błąd. Obiecała sobie, że drugi 

raz nie da się nabrać. 

Zresztą, jeśli chodzi o Viktora, nie miała powodu do obaw, bo 

najwyraźniej nie była w jego typie. Nie uchodził za bawidamka; trudno go było 

również zaliczyć do mężczyzn zmieniających dziewczyny jak rękawiczki. 

Poznała dwie jego przyjaciółki - obie były seksownymi blondynkami i sprawiały 

wrażenie niezbyt rozgarniętych, lecz barwa ich lakieru do paznokci idealnie 

pasowała do koloru szminki, a fryzura i makijaż pozostawały nieskazitelne, 

choćby na dworze padał deszcz i wiał porywisty wiatr. 

Gdy weszła do gabinetu, Viktor Temple rozmawiał przez telefon. Ręką 

dał znak, by usiadła i uważnie ją obserwował. Poczuła się nieswojo i nagle 

zaczęła myśleć o swoim wyglądzie. W jego spojrzeniu nie było ani krzty 

zmysłowości, lecz mimo to poważnie się zaniepokoiła, bo w szarych oczach 

dostrzegła błysk aprobaty. Może i chwilowy, lecz zauważalny. Markowy olejek 

do opalania okazał się zatem opłacalną inwestycją, pomyślała żartobliwie. 

Zdawała sobie sprawę, że do twarzy jej z lekką opalenizną. 

Usiadła, wygładziła spódnicę i spojrzała w okno, za którym widać było 

ponure, szarobłękitne niebo. Opalenizna poprawia wygląd, lecz Alicja nie 

potrzebowała lustra, aby przypomnieć sobie, że nie jest pięknością. Proste 

ciemne włosy sięgały ramion. Były zdrowe, błyszczące, nie wymagały 

szczególnych zabiegów i stanowiły ładną oprawę dla pociągłej twarzy, ale 

równocześnie nadawały jej wygląd sympatycznej dziewczyny z sąsiedztwa. Na 

domiar złego była płaska jak deska i całkiem pozbawiona miłych dla męskiego 

oka krągłości. Na co dzień w ogóle się tym nie przejmowała, ale gdy 

przypadkiem stanęła obok seksownej panienki, z żalem stwierdzała, że nigdy nie 

włoży dopasowanej sukienki z dużym dekoltem. 

R S

background image

 

- 6 -

- Hop, hop! Jesteś tu? - usłyszała dźwięczny baryton i wróciła do 

rzeczywistości. 

- Przepraszam, zamyśliłam się. 

- Sądząc po minie, temat rozmyślań nie był przyjemny. 

Zarumieniona utkwiła spojrzenie w notesie trzymanym na kolanach. 

Czasami zapominała, że Viktor Temple bez trudu rozszyfrowuje ludzi, choć 

własny umysł zamyka przed nimi na cztery spusty. 

- Zastanawiałam się, jakie zajęcia czekają na mnie po powrocie do domu - 

zmyśliła na poczekaniu, a Viktor uniósł brwi, jakby ubawiła go ta odpowiedź. 

- Przykro mi, że odrywam cię od tak zajmujących rozważań i zmuszam do 

podjęcia nudnych obowiązków biurowych. - Skrzyżował ramiona na piersi i 

przyglądał się jej z jawnym zainteresowaniem. - Jestem pewny, że w twoim 

mieszkaniu panuje idealny porządek - stwierdził drwiąco. 

Zarumieniła się jeszcze bardziej i ogarnął ją gniew. 

- Mam okropny bałagan - mruknęła, nie podnosząc głosu, chociaż miała 

na to wielką ochotę. - Wszędzie przewalają się książki i ciuchy, a w zlewie leży 

sterta brudnych naczyń. 

- Nadzwyczajne! - odparł, ubawiony irytacją słyszalną w jej głosie. - 

Twoja współlokatorka Vanessa nie przykłada się do roboty jak należy, prawda? 

Każda z was ma zapewne swoje obowiązki. 

- To raczej powakacyjny bałagan. Ledwie zdążyłyśmy rozpakować 

walizki. 

- Może powinnaś znaleźć kogoś do sprzątania? 

- Zbędny wydatek. 

- A co? Za mało ci płacę? 

- Wręcz przeciwnie. Moja pensja jest wysoka - uspokoiła go, 

zastanawiając się, dokąd zmierza ta rozmowa. Spojrzała na niego spod rzęs, 

próbując określić, w jakim jest nastroju, i po namyśle dodała: - Lubię sprzątać, 

ponieważ to mnie odpręża. 

R S

background image

 

- 7 -

- Po raz pierwszy w życiu słyszę od młodej kobiety takie wyznanie! 

Pewnie dlatego, że obracasz się wśród leniwych kokietek, pomyślała ze 

złością. 

- Wspomniał pan o nowym kliencie - zmieniła temat na bezpieczniejszy. 

- Mam tu jego dane. - Otworzył szufladę i zaczął w niej grzebać, 

zabawnie marszcząc brwi. - Gdzie jest ta cholerna teczka? Na pewno ją tu 

schowałem. 

- Może Rebeka włożyła ją z powrotem do segregatora - odparła 

uspokajająco. Viktor był zniecierpliwiony i coraz bardziej zły. 

- Po co? - rzucił gniewnie. 

- Bo porządkowanie dokumentacji należy do obowiązków sekretarki. 

Wystarczy ruszyć głową, żeby to sobie uświadomić. 

- Ironia, Alicjo? - Zatrzasnął szufladę i popatrzył badawczo, mrużąc oczy. 

- Nie znałem cię od tej strony. 

Alicja milczała. Zazwyczaj puszczała mimo uszu jego zaczepki. Do tej 

pory skrupulatnie wykonywała swoją pracę i unikała wszelkich osobistych 

uwag, ale dwa wakacyjne tygodnie wytrąciły ją z równowagi. Przebywała 

nieustannie wśród czule objętych par, które były tak zajęte sobą, że nie zwracały 

uwagi na otoczenie. Większość gości hotelowych stanowiły właśnie pary oraz 

młode małżeństwa odbywające podróż poślubną. Alicja nie mogła sobie 

darować, że wybrała tę ofertę. Właśnie w Portugalii uświadomiła sobie, jak 

bardzo jest samotna. No cóż, nie zanosiło się w tym względzie na żadną zmianę. 

Z Vanessą było inaczej: umyślnie nie 

wiązała się na stałe, ale mogła do woli przebierać w mężczyznach, bo jej 

uroda przyciągała ich niczym magnes. Alicja dopiero po trzydziestce zdała sobie 

sprawę, że brak jej adoratorów. Czas uciekał coraz szybciej, a kartki z 

kalendarza spadały niczym jesienne liście. 

- Jak ty i twoja przyjaciółka spędzałyście czas? - zainteresował się Viktor. 

Lubił wyzwania, a teraz stanął nagle w obliczu niewiadomej. Minęły niespełna 

R S

background image

 

- 8 -

dwa lata, odkąd poznał Alicję. Uchodziła w jego oczach za świetną asystentkę i 

niezawodną sekretarkę. Początkowo wypytywał uprzejmie o szczegóły z jej 

prywatnego życia, ale udzielała zdawkowych odpowiedzi, więc zniechęcił się do 

takich rozmów. Alicja sama była sobie winna, bo często dawała do zrozumienia, 

że uprzejmy uśmiech i rzeczowość to maska, za którą ukrywa swą prawdziwą 

twarz. 

- Zwyczajnie - odparła wymijająco. 

- Jak mam to rozumieć? 

- Zgodnie z pańskimi przypuszczeniami wylegiwałyśmy się przy basenie i 

utrwalałyśmy opaleniznę. 

- Przez dwa tygodnie? Nie wierzę! 

- Kilka razy poszłyśmy na plażę - dodała zniecierpliwiona. Najchętniej 

wróciłaby do rozmowy o kampanii reklamowej zabytkowego pałacu i przejrzała 

album z fotografiami, lecz nagła zmiana tematu zaostrzyłaby tylko ciekawość 

Viktora. Miała nadzieję, że lada chwila znudzi go to przesłuchanie. 

- Kąpałyście się w morzu? 

- Nie. Woda była zimna. 

- Jak spędzałyście wieczory? Ciekaw jestem, co robią dwie młode i 

samotne panie, gdy wyjadą na urlop za granicę - dociekał, ubawiony jej 

zakłopotaniem. Nie mogła sobie darować, że dała się ponieść emocjom. 

- Sądziłam, że zna pan odpowiedź - odparła beznamiętnie. - 

Realizowaliśmy kilka akcji reklamowych dotyczących tej kwestii. 

- Racja. - Opadł ciężko na oparcie fotela i popatrzył na nią uważnie. - 

Nocne kluby, bary. - Zamilkł na chwilę. - Upojne noce w ramionach namiętnego 

kochanka - dodał znacząco z miną kusiciela namawiającego do spożycia 

zakazanego owocu. 

Alicja spłonęła rumieńcem. 

- Nie jestem nastolatką - mruknęła. 

R S

background image

 

- 9 -

- Co chcesz przez to powiedzieć? Uważasz, że jesteś za stara, żeby 

włóczyć się po nocnych klubach, przesiadywać w barach lub przeżyć wakacyjny 

romans? A może w ogóle odmawiasz sobie takich rozrywek? 

Z trzaskiem zamknęła notes i odparła zirytowana: 

- To nie pańska sprawa. Jeśli rzeczywiście interesuje pana, jak samotne 

kobiety spędzają wakacje, proszę udać się do biura podróży, opłacić jakiś 

wyjazd i samemu sprawdzić, jak się rzeczy mają. Z pewnością nie zabraknie 

kandydatek gotowych udzielić odpowiedzi na pańskie pytania. - Słuchała z 

niedowierzaniem własnej tyrady. Była zdenerwowana, ponieważ dała się 

sprowokować, zamiast odpowiedzieć uprzejmie i rzeczowo. 

- Proszę, proszę! - Splótł palce i obserwował ją uważnie. - Co za 

temperament! - dodał tonem naukowca badającego zachowanie myszy, która 

początkowo sprawiała wrażenie niezbyt rozgarniętej, lecz nagle bez trudu 

odnalazła wyjście z labiryntu. 

- Przepraszam za tamtą uwagę - odparła, starając się nadać głosowi 

spokojne brzmienie, choć najchętniej wybuchłaby płaczem. W ostatnich dniach 

zbyt często myślała o szefie. Jego sugestia, jakoby była nudną pannicą bez 

odrobiny polotu, dotknęła ją do żywego. - Czy możemy wrócić do... 

- Nie ma pośpiechu. Zaciekawiłaś mnie. - Rozparł się wygodnie w fotelu i 

wsunął ręce pod głowę. - Od pewnego czasu zadaję sobie pytanie, czy 

rzeczywiście jesteś tylko solidną i niezwykle pożyteczną asystentką. Daruj, ale 

sama pracujesz na taki wizerunek. 

- Serdeczne dzięki - mruknęła. 

- Aha, jednak poczułaś się urażona! Tak mi przykro. 

- W jego głosie nie było śladu skruchy. Chyba postanowił się zabawić jej 

kosztem. 

- Skądże - odparła, biorąc się w garść. 

R S

background image

 

- 10 -

- Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Co robiłaś podczas urlopu? 

Na pewno zdarzyło się coś niezwykłego, bo nie jesteś sobą. Co to było? 

Poznałaś kogoś? Tajemniczy mężczyzna zawrócił ci w głowie? 

- Uśmiechnął się, jakby rozbawiła go ta myśl. - Dopiero teraz zdałem 

sobie sprawę, że nic nie wiem o twoim prywatnym życiu, choć tak długo dla 

mnie pracujesz. 

- To prawda - przytaknęła, a z jej tonu można było wywnioskować, że tak 

już pozostanie. 

- Chyba nie zamierzasz mnie opuścić, żeby wyjść za mąż i rodzić dzieci? 

Alicja aż jęknęła w duchu. Małżeństwo? Macierzyństwo? Dawno straciła 

nadzieję, że uda jej się urzeczywistnić te marzenia, więc milczała uparcie. W 

końcu Viktor dał za wygraną i sięgnął po leżącą na biurku dokumentację. Gdy 

dyktował listy, Alicja zapisywała skrupulatnie każde słowo, ale myślami nadal 

błądziła po manowcach. Słuchała szefa z roztargnieniem i dopiero po chwili 

zorientowała się, że Viktor mówi o nowym zleceniu. 

- To zabytkowy pałac, z pokolenia na pokolenie dziedziczony przez 

arystokratów skoligaconych z rodziną królewską, choć pokrewieństwo jest 

dalekie, a obecni właściciele nie bywają na dworze - tłumaczył, przeglądając 

album z fotografiami. - Pewną sławą cieszą się tamtejsze ogrody. Wnętrza są 

autentyczne i dobrze zachowane. 

- Czemu właściciele zwrócili się do pańskiej agencji? 

- Nie właściciele, tylko właściciel. Pozostał jeden spadkobierca. Chyba 

nie stać go na utrzymanie własnego dziedzictwa, więc liczy na to, że dom sam 

na siebie zarobi. Nie powiedział mi tego wprost, ale z jego słów 

wywnioskowałem, iż roztrwonił część rodowej fortuny i teraz nerwowo szuka 

sposobu, aby załatać dziurę w budżecie. Pozostał mu jedynie tytuł i skromny 

procent od kapitału. Chce otworzyć pałac dla turystów, ale reklama ma być 

dyskretna, w dobrym stylu, bez ostentacji. Zresztą, sama wiesz... Zerknij na 

zdjęcia i powiedz, co o tym sądzisz. 

R S

background image

 

- 11 -

Gdy spojrzała na dużą, lśniącą fotografię, zimny dreszcz przebiegł jej po 

plecach. Znieruchomiała i ledwie była w stanie myśleć. Drżącymi rękami 

przekładała karty albumu, spoglądając na nie niewidzącym wzrokiem. 

- Jakie jest twoje zdanie? - spytał Viktor, podnosząc oczy znad 

dokumentacji. 

- Czy właściciel określił, jakiej kampanii reklamowej oczekuje? - 

powiedziała słabym głosem, by zyskać na czasie. Przez moment w głowie miała 

pustkę, teraz zaś niemal pękała jej od natłoku myśli. To zlecenie nie będzie 

miało wpływu na jej życie. Należy się trzymać z dala od tej sprawy, zachować 

spokój i kierować się zdrowym rozsądkiem. 

- Sugerował umieszczenie oferty w renomowanych czasopismach 

poświęconych turystyce oraz kronikach towarzyskich niektórych dobrych 

magazynów - odparł Viktor, mrużąc oczy. - Z czasem pałac ma zostać 

przekształcony w luksusowy hotel i ośrodek wypoczynkowy. 

- Rozumiem. 

- Alicjo, do diabła, co się z tobą dzieje? 

- Proszę? - odparła z wymuszonym uśmiechem. 

- Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha. Jesteś blada jak ściana. Mam 

nadzieję, że podczas wakacji nie złapałaś żadnego wirusa. Chyba oszaleję, jeśli 

rzucisz mi na biurko zwolnienie lekarskie! Kolejne dwa tygodnie z nieudolną 

sekretarką to ponad moje siły! 

- Jestem zdrowa - odparła zduszonym głosem. Daremnie próbowała 

zdobyć się na dowcipną uwagę, żeby rozwiać jego wątpliwości. - To nie jest 

trudne zlecenie - ciągnęła bezbarwnym głosem. - Pałac jest wyjątkowo piękny, a 

zdjęcia mówią same za siebie. Nie będziemy z tym mieli zbyt wiele roboty. 

- Racja. Jestem tego samego zdania. - Zaczął jej przedstawiać wstępny 

szkic kampanii reklamowej. Słuchała z roztargnieniem, potakując machinalnie 

co pewien czas. - Jesteśmy umówieni z właścicielem. Pojedziemy tam za 

tydzień. 

R S

background image

 

- 12 -

- Oboje? 

- Naturalnie. Chcę, żebyś przyjrzała się wszystkiemu świeżym okiem i 

zrobiła notatki. - Zerknął na nią podejrzliwie. - Masz jakieś obiekcje? 

- Skądże! - zaprzeczyła skwapliwie, chociaż mogłaby wymieniać je 

dziesiątkami. - Nie wiem tylko, czy znajdę czas, żeby z panem pojechać. 

Rzeczywiście wygląda na to, że Rebeka nie radziła sobie najlepiej. Powstały 

spore zaległości, z którymi muszę się uporać, żeby wrócić do normalnego... - 

Umilkła w pół zdania, bo Viktor patrzył na nią, jakby mówiła od rzeczy. 

- Wystarczy ci dzień, najwyżej dwa - tłumaczył wolno, jakby miał do 

czynienia z osobą nieco opóźnioną w rozwoju. Samanta porządkuje zaległe 

rachunki, więc nie musisz troszczyć się o finanse. Nasza księgowość już 

wkrótce będzie prowadzona na bieżąco. Czy są inne przeszkody? 

- Wolałabym nie zajmować się tym zleceniem - powiedziała wymijająco, 

bo nie mogła znaleźć przekonującej wymówki. 

- Dlaczego? 

- Byłabym wdzięczna, gdyby mnie pan zwolnił z tego obowiązku. 

- Niestety, muszę odmówić. Mam nadzieję, że przełamiesz swoje opory. 

To moje ostatnie słowo. Zmienię zdanie, jeśli usłyszę konkretny powód 

uniemożliwiający ci wyjazd. 

Powinna się tego spodziewać. Żadnej taryfy ulgowej! Poza tym wiedziała 

przecież, że zagadki i tajemnice stanowią dla Viktora jedynie zachętę, by 

przyjrzeć się jakiejś sprawie dokładniej. Zakaz wstępu był dla większości ludzi 

wabikiem, nie ostrzeżeniem. Z drugiej strony jednak takie podejście do życia 

stanowiło tajemnicę sukcesu. Przenikliwość i talent do analizowania sytuacji 

zapewniły Viktorowi wysoką pozycję na rynku reklamy. Był klasą sam dla 

siebie; współpracowali z nim tylko najlepsi. Tak się przypadkiem złożyło, że 

jego praca i osobiste sprawy Alicji nagle się zazębiły. Nie zamierzała opowiadać 

historii swojego życia, więc z rezygnacją pokiwała głową. 

- Zgoda. Pojadę z panem do tego pałacu. Kiedy to będzie? 

background image

 

- 13 -

- Spędzimy tam trzy dni - odparł. Alicji pociemniało w oczach. Gorzej 

być nie może! Znowu usłyszała kpiący głos szefa: - Czy zechcesz mi łaskawie 

powiedzieć, co sprawiło, że tak nagle zmieniłaś decyzję? 

- Owszem. Chętnie to panu wyjaśnię... gdy nadejdzie odpowiednia pora - 

mruknęła, nagle odzyskując spokój. Co się stało, to się nie odstanie. Poradzę 

sobie, uznała w duchu. 

- Oto dzień pełen niespodzianek! Dowiedziałem się, że bywasz porywcza, 

a w dodatku ukrywasz przede mną jakiś mroczny sekret. - Przyglądał się Alicji 

tak badawczo, jakby widział ją po raz pierwszy w życiu. - Ciekawe, czym mnie 

jeszcze zaskoczysz. 

- Niech pan nie przesadza. Mroczne sekrety to nie moja specjalność. 

Proszę nie oczekiwać kolejnych niespodzianek. - Roześmiała się cicho. 

- Pożyjemy, zobaczymy. - Viktor także wybuchnął śmiechem, ale po jego 

minie poznała, że nie spocznie, póki nie dojdzie prawdy. Z obawą myślała o 

wyprawie do Highfield House. Tak nazywała się owa posiadłość. 

Mówią, że przeszłość zawsze tkwi w człowieku i prędzej czy później 

wpłynie na jego losy. Alicja właśnie się przekonała o słuszności tego 

powiedzenia. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 14 -

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Pierwszy tydzień po powrocie z urlopu okazał się prawdziwym 

koszmarem. Alicja była zawalona robotą. Dziesiątki klientów przewijały się 

przez biuro agencji, a wszyscy domagali się, żeby ich zlecenie realizować 

natychmiast. Viktor najwyraźniej potrafił obyć się bez snu, bo kipiał energią, 

mimo że harował przez okrągłą dobę, lecz Alicja goniła resztkami sił, biegając 

ze spotkania na spotkanie. Nie miała chwili oddechu; robiła notatki i stukała w 

klawiaturę komputera, starając się przy tym nie zaniedbywać rutynowych 

obowiązków asystentki prezesa. Chwilami miała wrażenie, że od powrotu z 

Portugalii minęły długie miesiące. Na domiar złego perspektywa wyjazdu do 

Highfield House wisiała nad nią jak ciemna chmura i budziła uzasadnione 

obawy. 

Alicja nie mogła się nadziwić, że tak dobrze pamięta romans sprzed lat. 

Tyle czasu minęło, a jednak mogłaby powtórzyć słowo w słowo ostatnią 

rozmowę z Jamesem Claydonem, chociaż od czterech lat próbowała o niej 

zapomnieć. 

W dniu wyjazdu od samego rana okropnie się denerwowała. Gdy Viktor 

zadzwonił, natychmiast podeszła do drzwi, żeby mu otworzyć. Było jej 

niedobrze.  

Wiedziała, że szef postanowił dać szoferowi kilka wolnych dni i sam 

poprowadzić auto. Zdziwiła się ogromnie, widząc, że nie włożył garnituru. Miał 

na sobie ciemnozielone spodnie, koszulę w paski i ciepły pulower z kremowej 

wełny. Widocznie nie zdołała ukryć zaskoczenia, bo zapadło kłopotliwe 

milczenie. Po chwili Viktor mruknął kpiąco: 

- Oryginalny strój, prawda? 

R S

background image

 

- 15 -

- Przepraszam, że tak się panu przyglądam. - Chwyciła walizkę, którą 

natychmiast jej zabrał, i ruszyła za nim do auta. Był to czarny jaguar-kabriolet, 

wymownie świadczący o zamożności właściciela. 

- Czemu włożyłaś kostium? - powiedział, gdy usiadła na fotelu pasażera. - 

Przecież jedziemy na wieś, żeby spędzić trzy dni na łonie natury, odprężyć się, 

bez pośpiechu zwiedzić pałac, znaleźć najbardziej fotogeniczne zakątki - 

perorował. Zerknął na nią kątem oka. - Wyglądasz, jakbyś wybierała się na 

spotkanie z groźnym przeciwnikiem. Wyluzuj się, moja droga. Rzecz jasna, 

oczekuję, że będziesz robić notatki, ale nie będę wymagał, byś prowadziła 

normalne biuro. 

- Wiem - mruknęła, zerkając na krótki żakiet z granatowej wełny, prostą 

spódnicę i białą bluzkę. W takim ubraniu najpiękniejsza kobieta świata 

straciłaby swój powab. Alicja wybrała je celowo. To był jej pancerz ochronny. 

Zamierzała po przyjeździe do Highfield House porozmawiać z Jamesem na 

osobności i wytłumaczyć, że przyjechała wyłącznie służbowo, na wyraźne 

życzenie pracodawcy. Nie mogła liczyć na to, iż pan domu jej nie pozna. 

Zmieniła fryzurę i ubierała się inaczej niż przed kilku laty, ale to przecież bez 

znaczenia. Największe przemiany zaszły w jej psychice. Ogromne 

rozczarowanie pozbawiło ją wszelkich złudzeń. 

- Mam nadzieję, że zabrałaś również mniej oficjalne stroje: sukienki, 

spodnie... Chyba wiesz, o czym mówię. Nie chcemy przestraszyć klienta, 

dlatego nieformalny wygląd będzie podczas tej wizyty mile widziany. A skoro 

wspomniałem o zleceniodawcy... Na tylnym siedzeniu leży teczka z 

informacjami o Highfield House i jego właścicielu. Znajdziesz tam ciekawe 

dane. Przejrzyj je, bo mogą się przydać w rozmowach. 

Alicja wahała się, czy powiedzieć Viktorowi, że zna Jamesa. W czasie 

powitania ta sprawa zapewne i tak wyjdzie na jaw. Z drugiej strony nie chciała 

opowiadać o swojej przeszłości, bo zdawała sobie sprawę, że szef zacznie jej 

R S

background image

 

- 16 -

zadawać podchwytliwe pytania i zmusi, aby ujawniła więcej, niż początkowo 

zamierzała. 

Od rozstania z Jamesem minęły cztery lata. Zapomniała o teczce z 

dokumentami leżącej na tylnym siedzeniu i z ponurą miną wspominała 

człowieka, przez którego jej życie legło w guzach. Musiała je długo 

odbudowywać. Był jej pierwszym mężczyzną i po trwającym trzy lata, skrzętnie 

ukrywanym romansie pozbawił ją dziewczęcej wiary w szczęśliwą przyszłość. 

Pamiętała doskonale, jak się poznali. Był dżdżysty zimowy wieczór. Od 

miesiąca pracowała u ojca Jamesa, lecz nie zdążyła jeszcze zwiedzić ogromnego 

pałacu. Przykuty do inwalidzkiego wózka Henry Claydon nie mógł jej sam 

oprowadzić, ale zachęcał, żeby wędrowała do woli po wszystkich zakamarkach i 

komnatach. Jednak Alicja miała tyle pracy, że nie starczało jej czasu na 

zwiedzanie. Zarzucona notatkami i dokumentami, ledwie znajdowała czas, aby 

je uporządkować. 

Przesiadywali z pracodawcą godzinami w ciepłej, przytulnej bibliotece. 

Henry Claydon przeglądał materiały i dyktował. Alicja robiła notatki, 

spoglądając na zimowy krajobraz za oknem. Mróz trzymał uroczą posiadłość w 

mocnym uścisku. Podobały jej się rozległe ogrody i łąki, wielkie sale i pałacowe 

komnaty. Wychowała się w piętrowym szeregowcu stojącym przy hałaśliwej 

ulicy i dlatego ogromne przestrzenie w Highfield House były dla niej 

prawdziwym rajem na ziemi. 

Wielką przyjemność sprawiała jej praca z panem Claydonem. Wspólnie 

odtwarzali fakty z jego życia i porządkowali wspomnienia. Zadaniem Alicji 

było ujęcie ich w słowa, tak by tworzyły przejrzystą opowieść. W pewnym 

sensie czuła się współautorką tych pamiętników. Sama wiodła ciche, spokojne 

życie i dlatego lubiła słuchać o niezwykłych przygodach. 

Pewnego wieczoru pracowała sama w gabinecie oświetlonym jedynie 

blaskiem lampy stojącej na biurku. Nagle w drzwiach stanął wysoki mężczyzna. 

R S

background image

 

- 17 -

Miał na sobie ciemny garnitur i czarny płaszcz. Zakochała się od pierwszego 

wejrzenia w przystojnym, pełnym wdzięku, ciemnowłosym Jamesie Claydonie. 

- Czy doczekam się w końcu odpowiedzi na moje pytanie? - usłyszała 

zniecierpliwiony głos Viktora. - Przez całą drogę zamierzasz myśleć o 

niebieskich migdałach? 

- Słucham? O co pan pytał? 

- Na miłość boską! - jęknął cicho. - Nie mam dziś z ciebie żadnego 

pożytku. Przypomnij sobie łaskawie, co jest celem naszej wyprawy. Nie życzę 

sobie, żebyś rozmyślała o głupstwach, podczas gdy powinnaś robić notatki. 

- Uprzedzałam, żeby mnie pan nie zabierał w tę podróż, prawda? Nie 

miałam ochoty pracować przy tym zleceniu. 

- Pamiętam. Nie raczyłaś także podać przyczyny, dla której miałbym na to 

przystać. Czy z tym pałacem wiążą się przykre wspomnienia? Pochodzisz z 

tamtych stron, prawda? Mieszkałaś dawniej w pobliżu? - wypytywał 

niecierpliwie. Popatrzyła na niego zdziwiona, że pamiętał szczegóły z jej 

życiorysu, który przecież czytał prawie dwa lata temu. - Trafiłem w dziesiątkę, 

co? 

- Rzeczywiście, mieszkałam niedaleko Highfield House - przyznała 

niechętnie. 

- Jak mam to rozumieć? Znasz może jakieś tajemnice i plotki dotyczące 

właścicieli? U was na wsi wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, prawda? 

- Nieprawda! - odparła z irytacją. - Moje rodzinne miasteczko nie jest 

prowincjonalnym grajdołem. Ciekawe, dlaczego londyńczycy uważają za 

wieśniaka każdego, kto mieszka dalej niż kilkanaście kilometrów od stolicy. 

- A jest inaczej? - zawołał z udawanym niedowierzaniem. - To dla mnie 

prawdziwe odkrycie, 

- Ha, ha, ha! - mruknęła sarkastycznym tonem. 

- Litości! Co z twoim poczuciem humoru, Alicjo? Rozpłynęło się we 

mgle? 

R S

background image

 

- 18 -

Wierciła się niespokojnie na swoim fotelu. Nie umiała precyzyjnie tego 

określić, ale miała niejasne wrażenie, iż coś się między nimi zmieniło. 

Autentyczne zaciekawienie, z jakim wypytywał o jej przeszłość sprawiło, że ich 

znajomość w jednej chwili nabrała nowego charakteru. Alicja była tego pewna i 

czuła się coraz bardziej zakłopotana. 

- Opowiedz mi o swoim rodzinnym miasteczku - poprosił z przebiegłym 

uśmiechem. - Te informacje mogą się okazać przydatne, gdy zaczniemy 

planować kampanię reklamową. Dla turystów prawdziwą atrakcją może być nie 

tylko sam pałac, ale i najbliższa okolica. 

- Jest bardzo malownicza. - Alicja odetchnęła z ulgą, bo ten temat wydał 

jej się bezpieczny. Zmarszczyła brwi, jakby próbowała przywołać w pamięci 

najciekawsze obrazy. - Główna ulica miasteczka jest prześliczna. Żadnych 

supermarketów. Przeważa stara zabudowa, a zakupy robi się u rzeźnika, w 

piekarni... 

- Nawet świece są ręcznie robione, co? 

- Na pewno jest taki sklepik. Nazywamy go mydlarnią. W każdym razie 

tak było, gdy tam mieszkałam. 

- Kiedy wyjechałaś? 

- Przed kilku laty - odparła wykrętnie. 

- Są w pobliżu inne zabytki? 

- Ruiny zamku. Wydaje mi się, że łączy się z nim kilka istotnych 

wydarzeń historycznych, ale nie znam szczegółów, więc trzeba będzie zapytać 

specjalistę. Poza tym niedaleko jest Stratford nad Avonem, możemy zatem 

kierować ofertę także do miłośników Szekspira. Kto wie, czy on sam nie bywał 

w pałacu. Warto sprawdzić w archiwach. 

- Dobry pomysł. Moim zdaniem okolica skorzysta na tym, że wielmożny 

pan dziedzic otworzy swój dom dla turystów, którzy będą szukać pamiątek w 

okolicznych sklepikach. 

R S

background image

 

- 19 -

- Owszem - powiedziała z roztargnieniem, zastanawiając się, czy pod jej 

nieobecność dużo się zmieniło w rodzinnym miasteczku. Miała nadzieję, że dom 

matki jeszcze stoi. W sąsiednich szeregowcach mieszkały Gladys i Evelyn. 

Ciekawe, czy jak dawniej kłócą się z byle powodu. Przez cztery lata w ogóle się 

nad tym nie zastanawiała, ale gdy czarny jaguar połykał kolejne kilometry, 

wspomnienia stawały się coraz żywsze. 

- Wydaje mi się... Nie wiem, czy dobrze zapamiętałem, więc popraw 

mnie, jeżeli się mylę. James Claydon dość późno odziedziczył rodzinny 

majątek. Przez długie lata zarządzał nim jego ojciec, prawda? 

- Zgadza się - odparła rzeczowo, obiecując sobie w duchu, że Viktor nie 

dowie się o fatalnym zauroczeniu sprzed lat. Dała się wtedy omamić synowi 

Henry'ego, który od czasu do czasu przyjeżdżał do Highfield House. Czekała na 

jego odwiedziny z radosną niecierpliwością nastolatki marzącej o pierwszej 

randce. Zawsze przywoził jej kwiaty, czekoladki albo jakieś błyskotki. Przez 

kilka dni w tajemnicy dawali upust namiętności, a potem znów następowały 

długie tygodnie samotności i bolesnego oczekiwania. 

- Stary dziedzic umarł... data wyleciała mi z głowy. 

- Z pewnością po moim wyjeździe - wpadła mu w słowo Alicja. 

- Aha, coś jednak wiesz o pałacu i jego mieszkańcach! Pamiętam, że 

wcześnie owdowiał. 

- To prawda. 

Dawno zostawili za sobą Londyn i jego przedmieścia. Wyglądała przez 

okno, ciesząc się, że zamiast tłumu przechodniów, widzi rozległe pola i łąki. Nie 

były to pustkowia, z dala od autostrady migały domy i luksusowe rezydencje, 

miało się jednak wrażenie przestronności, nie znane mieszkańcom wielkich 

miast. 

Viktor zmienił temat. Rozmawiali teraz o klientach i zaległych 

płatnościach. Nie wiedzieć kiedy od spraw zawodowych przeszli do dyskusji o 

malarstwie, muzyce i teatrze. Alicja poczuła, że z wolna odzyskuje spokój. Z 

R S

background image

 

- 20 -

podziwem słuchała wywodów szefa, który całkiem nieźle znał się na sztuce. 

Usadowiona wygodnie w fotelu zapomniała o Highfield House i Jamesie 

Claydonie, a także o przykrych wspomnieniach, które przez kilka ostatnich dni 

nie dawały jej spokoju. 

- Czemu postanowiłaś opuścić rodzinne miasteczko i przenieść się do 

Londynu? - zapytał nagle Viktor. 

Była tak zaskoczona, że dopiero po kilku chwilach zrozumiała, o co ją 

pyta. 

- Uznałam, że w stolicy znajdę ciekawszą pracę. Nie jestem w tym 

odosobniona. 

- Czym zajmowałaś się, zanim przyjąłem cię do pracy? - spytał po chwili 

namysłu. 

- Przyjmowałam rozmaite zastępstwa - odparła bez namysłu. 

- A co robiłaś przedtem? 

- Nie byłam zatrudniona w żadnej firmie - odpowiedziała wymijająco. W 

życiorysie nie wspomniała o pracy dla Henry'ego. 

- Zdobywałaś kwalifikacje w studium dla sekretarek? Mam rację? 

- Nie. - Odpowiedź była lapidarna, wręcz obraźliwa, więc należało szybko 

zatrzeć złe wrażenie. - Pracowałam jako wolny strzelec. Praktyka to najlepsze 

przygotowanie do zawodu. Na początku mojej kariery przepisywałam na 

maszynie kolejne rozdziały pewnej książki. 

Istotnie był to jeden z jej wielu obowiązków. 

- Ciekawej? 

- Raczej nie. 

- Została opublikowana? 

- Nie mam pojęcia. - Wątpiła, żeby Henry Claydon zdobył się na 

przygotowanie do druku swoich pamiętników. Kiedy dla niego pracowała, w 

ogóle się nie spieszył. Pracował z oddaniem, a pisanie wspomnień było po 

prostu jego hobby. Pieniędzy miał w bród, nie musiał zatem wydawać książki ze 

R S

background image

 

- 21 -

względów finansowych. Alicja była niemal pewna, że pamiętniki pozostały nie 

ukończone. 

- To dziwne, że odeszłaś, nim praca dobiegła końca. Puściła tę uwagę 

mimo uszu, bo doskonale wiedziała, do czego zmierza Viktor. Znała go jako 

wytrawnego manipulatora, który potrafił skłonić ludzi do zwierzeń, nie bacząc 

na ich opór. 

- Dostawałam mamą pensję - odparła po długim milczeniu. Było w tym 

ziarno prawdy. W porównaniu z wynagrodzeniem otrzymywanym w jego 

firmie, tamte pobory były wręcz żałosne. - Praca nad książką bardzo się 

przeciągała, a ja musiałam zadbać o własne interesy. I ta uwaga miała pokrycie 

w rzeczywistości. 

- Pewnie był rozczarowany? 

- Kto? 

- Autor... lub autorka. Ludzi, którzy tak blisko ze sobą współpracują, 

zazwyczaj wiele łączy. 

- Nie dotrwałam do końca, ale pół roku wcześniej uprzedziłam go, że 

zamierzam wyjechać. - Alicja wzruszyła ramionami. 

- Aha, więc to był autor. 

- Owszem. - Miała wrażenie, że Viktor się z nią droczy. Zdawała sobie 

sprawę, że jej rezerwa stanowi dla niego nieodpartą pokusę. Domyślał się, że 

pod nieskazitelną białą bluzką i klasycznym żakietem bije czułe i wrażliwe 

serce. Postanowiła wyprowadzić go w pole i opowiedziała krótko o książce 

pisanej z Henrym, o poszukiwaniu dokumentów i odtwarzaniu zdarzeń sprzed 

dziesięcioleci. 

- Nudna robota - mruknął lekceważąco. - Jak długo się tym zajmowałaś? 

- Trzy lata. 

- I nie skończyliście tych pamiętników? O rany, trzy lata poświęcone 

jednej książce! Ten facet musiał być prawdziwym pedantem. 

R S

background image

 

- 22 -

- Trafił pan w sedno! Pracował z wyjątkową skrupulatnością. Czy nie ma 

pan nic przeciwko temu, że przejrzę teraz materiały dotyczące Highfield House? 

- Proszę bardzo. To dobry pomysł. 

Wyciągnęła rękę, sięgając po teczkę leżącą na tylnym siedzeniu. W 

milczeniu czytała zapiski i oglądała najnowsze zdjęcia. Pałac w ogóle się nie 

zmienił, a ogrody były doskonale utrzymane. Tak samo wyglądały, gdy po nich 

spacerowała. Znalazła także zdjęcie Jamesa nonszalancko opartego o 

terenowego rovera. Skrzywiła się, patrząc na znajomą twarz i postać. Utył 

odrobinę, lecz poza tym nie dostrzegła żadnych zmian w jego wyglądzie. 

Ciekawe, czy się ożenił. Viktor ani słowem nie wspomniał o pani Claydon. 

Zirytowana tą myślą zamknęła album, wsunęła go do teczki z dokumentami i 

rzuciła ją na tylne siedzenie. 

Oparła się o zagłówek i udawała, że drzemie. Nie umiała przewidzieć, jak 

James zareaguje na spotkanie po latach. Miała nadzieję, że przeważy 

charakterystyczna dla jego sfery powściągliwość. Alicja zamierzała jak 

najszybciej spotkać się z nim w cztery oczy, zanim dołączy do nich Viktor. 

Trzeba zapowiedzieć Jamesowi, żeby nie ważył się wspominać o przebrzmiałym 

romansie. Mimo niechęci musiała przyznać, że James należał do dyskretnych 

mężczyzn, a poza tym nigdy nie obiecywał jej małżeństwa. To ona łudziła się i 

marzyła o niemożliwym, niczym naiwna nastolatka... 

Ilekroć wspominała decydującą rozmowę, odczuwała silne upokorzenie. 

Gdy zaczęła mówić o małżeństwie, na twarzy Jamesa ujrzała wyraz 

kompletnego zaskoczenia. Przepraszającym tonem wytłumaczył, że nie chce 

wiązać się na stałe, że bardzo ją lubi, że spędzili razem wiele miłych chwil... Z 

trudem dobierał słowa, bo nie chciał jej urazić. Nie wspomniał ani słowem, że 

ich małżeństwo byłoby zwykłym mezaliansem. 

Pogrążona w przykrych rozmyślaniach słyszała jak przez mgłę gniewne 

mamrotanie Viktora. 

R S

background image

 

- 23 -

- Co się dzieje, do jasnej cholery! - krzyknął. Opamiętała się natychmiast i 

usiadła wyprostowana. - Alicjo, na miłość boską, zadałem ci pytanie! Masz na 

kolanach mapę, więc może raczysz sprawdzić, w którym miejscu należy zjechać 

z autostrady. 

- Przepraszam. - Zerknęła na wyznaczoną trasę, ale nie miała pojęcia, 

gdzie się znajdują. Wystarczyło kilka pytań, na które Viktor odpowiedział 

chłodno, aczkolwiek uprzejmie, by ustaliła, którędy trzeba jechać. 

Była na siebie wściekła z powodu niezrozumiałego roztargnienia. W 

pracy, niezależnie od sytuacji, zawsze potrafiła się skupić. Wystarczyło, by szef 

raz wydał polecenie, a wykonywała wszystko szybko i bez zarzutu. Do tej pory 

nie popadała przy nim w roztargnienie i nie myślała o bzdurach. 

- Posłuchaj - zaczął, gdy lekko drżącym głosem podała niezbędne 

informacje. - Nie wiem, co przeżyłaś przed wyjazdem z rodzinnego miasteczka, 

ale to już przeszłość. Zrób mi tę przysługę, zapomnij o dawnych urazach i 

przyłóż się do pracy, jak należy, zgoda? 

- Naturalnie - odparła natychmiast. - Muszę przyznać, że bardzo 

przeżywam ten powrót. W końcu minęło kilka dobrych lat. 

- Nie wyglądasz na uradowaną, więc pewnie stąd uciekłaś, żeby uwolnić 

się od przykrych wspomnień. 

Alicja postanowiła mieć się na baczności, bo wiedziała, że Viktor Temple 

rzadko daje za wygraną. Był ostatnią osobą, której zwierzyłaby się z kłopotów. 

Obserwowała go kątem oka, mimo woli próbując odpowiedzieć sobie na 

pytanie, czemu jest całkowicie odporna na jego męski urok, który zniewala inne 

kobiety. Bogu dzięki, ona nie uległa takiemu zauroczeniu. Romans z Jamesem 

był życiową pomyłką, ale gdyby związała się z człowiekiem takim jak Viktor 

Temple, za chwilę szaleństwa zapłaciłaby o wiele wyższą cenę. Nerwowo 

oblizała wargi, trochę speszona dziwnymi rozważaniami. 

- Na pewno dawno wyprowadził się z miasteczka - usłyszała jego głos. 

- Kto? 

R S

background image

 

- 24 -

- Mężczyzna, z którym romansowałaś, twój pracodawca - mruknął. 

Było dla niej oczywiste, że blefuje i strzela na oślep. Otworzyła usta, żeby 

gwałtownie zaprzeczyć... i nagle zmieniła zamiar. Niech mu się wydaje, że 

odgadł prawdę. Taka sytuacja bardzo jej odpowiadała. 

- Nawiasem mówiąc, nie potrafię sobie wyobrazić, jak tracisz głowę dla 

faceta i ogarnięta namiętnością rzucasz się w jego ramiona - stwierdził 

zamyślony i nieco ubawiony. Popatrzył na nią, a ich oczy spotkały się na 

moment. Z tajemniczym uśmiechem odwrócił głowę. 

- Ile czasu zamierza pan poświęcić na przygotowanie kampanii 

reklamowej? 

- Zmiana tematu, Alicjo? Tak nagle? Żadnej subtelności! - W jego głosie 

usłyszała jawne rozbawienie i to ją wyprowadziło z równowagi... Tak samo jak 

podczas niedawnej rozmowy o mieszkaniu! Zaszufladkował ją! Była dla niego 

kostyczną starą panną, z którą nikt się nie chce umówić. 

- Nie zamierzam z panem rozmawiać o moim prywatnym życiu. 

- Czy w ogóle komuś się zwierzasz? Powinnaś, bo to korzystnie wpływa 

na zdrowie psychiczne. Zapytam wprost: Masz kogoś, Alicjo? 

- Nie i jestem z tego bardzo zadowolona. 

- Czyżby? - Nie ukrywał, że ta rozmowa sprawia mu przyjemność. 

Świadczył o tym jego ton. - Chyba wszystkie kobiety pragną wyjść za mąż, 

rodzić dzieci i chronić ognisko domowe, jak to się ładnie mówi. 

Alicja omal się nie skrzywiła, ale natychmiast zapanowała nad mimiką. 

- W takim razie ma pan dużo szczęścia, wyławiając z tłumu nieliczne 

wyjątki spragnione jedynie zabawy i wolnej miłości, prawda? - odgryzła się i 

natychmiast ogarnął ją strach. Jak mogła pozwolić sobie na tak arogancką 

odpowiedź! 

- O co ci chodzi, do diabła? 

- Mniejsza z tym - odparła skwapliwie. - Zmieńmy temat. 

- O nie, moja droga! Domagam się wyjaśnień. 

R S

background image

 

- 25 -

- Zgoda - odparła z desperacką odwagą. - Stwierdził pan, że wszystkie 

kobiety pragną małżeństwa i tak dalej. Z drugiej strony jednak nie przyszło panu 

do głowy, żeby związać się na stałe z żadną ze swoich wybranek. A zatem nie 

obchodzą pana ich złamane serca. - 

Z niedowierzaniem słuchała własnych słów. Czy tak powinna wyglądać 

rozmowa szefa i jego asystentki? Poruszali absolutnie nieodpowiednie tematy! 

Powinni się zająć wytyczeniem marszruty, zaplanować najbliższe trzy dni, 

omówić strategię kampanii reklamowej. W grę wchodzą także dyskusje o 

pogodzie, wakacjach, filmach... ale nie o romansach Viktora. 

- W moim towarzystwie wspaniale się bawiły. 

- Nie wątpię - odparła zdawkowo. Wiedziała, jaką zabawę miał na myśli. 

Zarumieniła się, gdy wyobraźnia podsunęła jej kilka wyrazistych obrazów. 

- Powinienem wsunąć którejś obrączkę na palec, czy tak? 

- Dla pana byłoby to niezbyt korzystne rozwiązanie. 

- Czyżby? Skąd pewność, że porzucam moje... wybranki. Może odchodzą, 

bo jestem nudziarzem? - Zerknął na Alicję i uśmiechnął się chełpliwie, widząc 

jej minę. - Dobra. Powinienem chyba uznać to za komplement pod swoim 

adresem. 

Zarumieniona i zbita z tropu postanowiła definitywnie zmienić temat. 

- Już wiem, gdzie jesteśmy. - Złożyła mapę. - Za kwadrans wjedziemy do 

miasteczka. Posiadłość Highfield House zaczyna się za jego granicami. - Ze 

wzrokiem utkwionym w krajobraz za szybą wskazywała i opisywała ciekawe 

miejsca i ulice, byle tylko nie dopuścić Viktora do głosu. A nuż zapragnąłby 

wrócić do krępującej rozmowy. Zamilkła, gdy w oddali ukazały się dachy 

Highfield House, ponieważ od gadania zaschło jej w gardle. 

- Robi wrażenie, co? - mruknął, błędnie interpretując jej nagłe milczenie. 

- Owszem. 

- Pewnie odetchnęłaś z ulgą, gdy wyjechaliśmy z miasteczka, bo po raz 

kolejny zostawiłaś za sobą przeszłość. Zgadłem? 

R S

background image

 

- 26 -

- Jak zawsze - odparła z ponurą miną. 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Gdy czarny jaguar wjechał na obszerny dziedziniec przed pałacem, Alicja 

miała wielką ochotę skulić się na siedzeniu i zsunąć jak najbardziej, żeby nikt jej 

nie zobaczył, ale z miejsca zwalczyła tę pokusę. Odetchnęła z ulgą, gdy zamiast 

Jamesa, w drzwiach wejściowych pojawiła się młoda dziewczyna, na oko 

dziewiętnastolatka, ubrana w dżinsy i luźny sweter. Trzymała ścierkę do kurzu. 

Stanęła na progu, wzięła się pod boki i czekała, aż goście wysiądą z auta. 

Ciekawe, gdzie jest służba, której za życia Henry'ego było tu bez liku, 

pomyślała Alicja. 

Weszli po schodach, przyjrzeli się dziewczynie i popatrzyli na siebie 

znacząco, jakby oboje jednocześnie stwierdzili, że musi być młodsza, niż im się 

początkowo wydawało. Jasne włosy miała związane w koński ogon i 

energicznie żuła gumę. 

- Jesteśmy umówieni z Jamesem Claydonem - powiedział Viktor, bez 

skrępowania obserwując nastolatkę. 

- Nie ma go. 

- A gdzie jest? - nie dawał za wygraną. 

- Pojechał do weterynarza z tą swoją suką. 

- Cholera jasna! Powinien zadzwonić i uprzedzić nas, że przekłada 

spotkanie - mruknął do Alicji, nie zwracając uwagi na dziewczynę. 

- Nagła sprawa, proszę pana - tłumaczyła dziewczyna pojednawczym 

tonem. - Anna, ta suka, skakała przez płot i zraniła się w łapę. Weterynarz kazał 

ją szybko przywieźć. Za godzinkę będą z powrotem. Może ja państwa 

zaprowadzę do pokoi, co? 

R S

background image

 

- 27 -

Bez skrępowania zmierzyła Alicję taksującym spojrzeniem i natychmiast 

straciła zainteresowanie. Popatrzyła z zachwytem na Viktora, który zmarszczył 

brwi i wsunął ręce w kieszenie spodni. 

- Macie bagaże? - zapytała. 

Alicja uśmiechnęła się przyjaźnie. Jak to dobrze, że spotkanie z Jamesem 

trochę się odwlecze. A ta mała na swój sposób jest milutka i zasługuje na lepsze 

traktowanie. To nie jej wina, że musiała przekazać niezbyt miłą wiadomość 

facetowi, dla którego słowo tolerancja jest pustym dźwiękiem. 

- Walizki są w aucie - odparła Alicja. - Mamy je przynieść? 

- Jasne! A potem zapraszam na górę. Mam na imię Jen. Sprzątam tu dwa 

razy w tygodniu. 

- Masz co robić - powiedziała Alicja, gdy Viktor wrócił do samochodu. - 

Gdzie reszta służby? 

- Była, ale się zmyła. Kurczę, ta guma jest okropna! Zero smaku. - 

Sięgnęła do kieszeni po papierek, wypluła gumę, zawinęła starannie i schowała. 

- Zostałam tylko ja i ogrodnicy. Ale nie jest tak źle, jak pani myśli. Sprzątam 

tylko w jednym skrzydle, reszta zamknięta na głucho. Zresztą James, to znaczy 

pan Claydon, nie jest pedantem, więc przecieram wszystko po wierzchu i mam 

to z głowy. Rzadko tu bywa, wpada na kilka dni, potem znika. - Gdy prowadziła 

ich do pokoi gościnnych na pierwszym piętrze, buzia jej się nie zamykała. 

Poczekała, aż się rozlokują, i dodała: - To na razie. Zostaję tu na kilka dni, więc 

ugotuję, co potrzeba. - Oparła się ramieniem o framugę drzwi i dodała 

rozpromieniona: - W szkole najlepsza byłam z gospodarstwa domowego. 

Sprzątanie idzie mi gorzej, ale gotuję pierwsza klasa. Lubię tę robotę. 

Po wyjściu Jen Alicja podbiegła do okna wychodzącego na dziedziniec, 

usiadła i wypatrywała Jamesa. Musiała zobaczyć się z nim i wymóc 

przyrzeczenie dochowania tajemnicy. Nie mogła dopuścić, by Viktor dowiedział 

się o jej romansie z panem tych włości. Z zegarkiem w ręku odczekała 

czterdzieści minut. Przygotowała się do rozmowy i wiele razy powtarzała 

R S

background image

 

- 28 -

półgłosem przygotowane kwestie, ale gdy zobaczyła w oddali terenowego 

rovera, zdała sobie sprawę z niezręczności swojej sytuacji. James zaparkował 

przed wejściem, otworzył tylne drzwi auta i wziął na ręce chorego psa. Zerwała 

się z miejsca i zbiegła po schodach, przeskakując po dwa stopnie. Musiała 

zdążyć przed Viktorem. 

Nagle zaczęła się zastanawiać, czemu tak jej zależy, aby ukryć przed 

szefem przeszłość. Każdy coś przeżył, wielu ludzi ma coś do ukrycia, wielu 

chowa w sercu mroczne tajemnice. Nie potrafiła zrozumieć, czemu postanowiła 

za wszelką cenę utrzymać w sekrecie to przykre doświadczenie sprzed lat. 

Chociaż głos rozsądku podpowiadał, że to błąd, nie umiała zachować się 

inaczej. 

Omal nie wpadła na Jamesa, który stał w sieni przy ogromnym 

mahoniowym stole i zdejmował płaszcz. Usłyszał kroki i odwrócił głowę. 

Pewnie sądził, że to Jen, bo na widok Alicji wstrzymał oddech i osłupiał. Przez 

chwilę bez słowa mierzyli się wzrokiem. 

- O Boże! Własnym oczom nie wierzę! Alicja Carter? Co ty tutaj robisz? 

Alicja patrzyła na Jamesa i widziała całkiem przeciętnego mężczyznę. 

Wystarczyło skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością, żeby wszystkie 

elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. W ułamku sekundy stało się 

dla niej jasne, że przez cztery lata niepotrzebnie się zadręczała. W jej 

wspomnieniach James był cudowny i wyjątkowy, ale teraz musiała zrewidować 

tę opinię. Okazał się niższy i nie tak przystojny, jak przedtem uważała. 

Brakowało mu pewności siebie, męskiej siły i zdecydowania. To spostrzeżenie 

nie poprawiło jej humoru, ale to i tak drobiazg w porównaniu z katuszami, jakie 

przez niego do tej pory przeżywała. 

- Musimy porozmawiać - rzuciła, oglądając się nerwowo. 

- Dobrze, ale powiedz mi, skąd się tu wzięłaś? - Był całkiem zbity z tropu. 

- Chodźmy do kuchni. - Wzięła go za ramię i popchnęła w stronę drzwi. Z 

ulgą stwierdziła, że Jen nie zabrała się jeszcze za gotowanie. 

R S

background image

 

- 29 -

- Własnym oczom nie wierzę, Ali - powtórzył, odzyskując nieco pewności 

siebie. - O Boże, ale się zmieniłaś. Masz krótsze włosy! - W jego ustach te 

słowa zabrzmiały tak, jakby zmieniając fryzurę, rzuciła wyzwanie całemu 

światu. 

- Usiądźmy. 

- Ślicznie wyglądasz - powiedział, spoglądając na nią z tym samym 

chłopięcym zachwytem, który widziała w jego oczach, kiedy się poznali. Dziś 

jego aprobata nie robiła na niej żadnego wrażenia. Najwyraźniej przez te 

wszystkie lata rzeczywiście bardzo się zmieniła. 

- Jestem tu służbowo. Viktor Temple to mój szef - oznajmiła pospiesznie, 

żeby uniknąć rozmowy o dawnych dobrych czasach. 

- Rozumiem, Ali. Przyjechałaś obejrzeć posiadłość. 

- Twarz mu spochmurniała. - Trochę mi wstyd, że do tego doszło. Ojciec 

byłby oburzony, ale nie mam wyjścia. Kilka razy źle zainwestowałem i dlatego 

nie widzę innego rozwiązania. Utrzymanie pałacu kosztuje majątek. Niedługo 

utopię w nim wszystko, co odziedziczyłem po ojcu. 

Alicja była zirytowana jego tonem i sposobem mówienia. 

- Nie nazywaj mnie Ali. Żadnych zdrobnień, jeśli łaska - oznajmiła 

stanowczo. - Viktor nie ma pojęcia, że bywałam w tym domu. Nie wie również 

o naszym romansie i chcę, żeby tak pozostało. 

- Chyba żartujesz! Z pewnością powiedziałaś mu, co nas łączyło, gdy 

okazało się, że będę waszym klientem. Rozumiem to. 

- Nie. Zatrzymałam to dla siebie. 

- Dlaczego? 

- Bo chcę o tobie zapomnieć, James. 

- To przykra uwaga. 

- Zapewne pamiętasz, że cztery lata temu ja również usłyszałam od ciebie 

kilka przykrych słów - odparła chłodno, a James niespodziewanie się 

zarumienił. 

R S

background image

 

- 30 -

- Próbowałem ci wyjaśnić... 

- Nie wracajmy do tego. To już przebrzmiała sprawa. Po co analizować 

przeszłość? 

- Czemu tak ci zależy, żeby twój szef się o nas nie dowiedział? - Obrzucił 

ją bystrym spojrzeniem. - Romansujecie, tak? Masz wobec niego jakieś plany? 

Pewnie dlatego wolisz ukryć przed nim swoją przeszłość. Chyba nie udawałaś 

dziewicy, kiedy się poznaliście, co? 

- Nie pleć bzdur! Nic nas nie łączy. 

- Zmieniłaś się, i to bardzo - powiedział z namysłem. - Dawniej byłaś... 

- Naiwna? Bardziej podatna na wpływy? A może uważałeś mnie za 

kompletną idiotkę? 

- Stałaś się twarda i nieustępliwa. 

- Życie nauczyło mnie walczyć o swoje - odparła z goryczą, chociaż 

zdawała sobie sprawę, że niepotrzebnie tak się irytuje. Przeszłość należało 

zostawić w spokoju, ponieważ i tak już jej nie możemy zmienić. 

- Skoro tak ci na tym zależy, będę trzymać język za zębami, chociaż 

moim zdanie to śmieszne. I tak prędzej czy później facet się zorientuje, co jest 

grane. 

- Skąd ta pewność? 

- Sama się zdradzisz. Przecież znasz ten dom. Nie będziesz w stanie 

kontrolować wszystkich swoich zachowań. 

- Przynajmniej się postaram. - Umilkła na chwilę. - Kiedy twój ojciec... 

- Umarł kilka miesięcy po twoim wyjeździe. 

- Bardzo mi przykro. 

- Tęsknił za tobą. 

- Mnie również go brakowało. - Alicja poczuła, że ma ściśnięte gardło. 

Pisała do Henry'ego, ale po kilku miesiącach przestał odpowiadać na listy, więc 

uznała, że o niej zapomniał. Sumienie nie dawało jej spokoju, lecz nie mogła mu 

R S

background image

 

- 31 -

szczerze wyjaśnić, dlaczego postanowiła wyjechać; codziennie wizyty w pałacu 

i wspólna praca także nie wchodziły w grę. 

Wstała i zamierzała wyjść, gdy z korytarza dobiegł odgłos kroków i drzwi 

się otworzyły. Jen wpuściła do kuchni Viktora, który stanął na progu, zmrużył 

oczy i utkwił wzrok w parze stojącej przy stole. Podszedł bliżej i podał rękę 

Jamesowi. 

- Viktor Temple. Widzę, że poznał pan już moją asystentkę. 

- Tak. Alicja... Mogę zwracać się do pani po imieniu, prawda? Wpadliśmy 

na siebie w sieni. Jen, czy możesz podać herbatę w salonie? 

Dziewczyna wymamrotała coś niezrozumiale. Chyba była wściekła, że 

chlebodawca odrywa ją od sprzątania. 

Gdy już wszyscy rozsiedli się wygodnie, Alicja zamilkła, udając, że 

przysłuchuje się rozmowie obu panów. Przyglądała im się uważnie. Przed laty 

James był dla niej prawdziwym ideałem: przystojny, czarujący, inteligentny, 

błyskotliwy. Przy Viktorze sprawiał jednak wrażenie bezbarwnego i 

pospolitego. 

- Wystrój pałacowych wnętrz nie zmienił się od... - James z uśmiechem 

założył nogę na nogę i spojrzał na Alicję, która odwróciła wzrok. - Od dawna 

nie wprowadzamy tu żadnych zmian. We wschodnim skrzydle znajduje się 

niewielka galeria sztuki, gdzie mam kilka płócien impresjonistów oraz dość 

bogatą kolekcję sztuki współczesnej. Potem was oprowadzę i wszystko pokażę. 

Co chcecie zobaczyć? - Pochylił się w stronę Viktora, ale patrzył na Alicję. 

Milczała uparcie, gdy kontynuowali rzeczową dyskusję. Pochyliła głowę, 

jakby uważnie się przysłuchiwała, lecz myślami uparcie wracała do przeszłości, 

wspominając czas, kiedy była z Jamesem. Łudziła się, że jest kochana i 

pożądana, budowała zamki na piasku. Tamto uczucie wygasło przed laty, ale 

pozostała bolesna świadomość, że w ostatecznym rachunku została odtrącona. 

W drzwiach salonu pojawiła się Jen. Popychała przed sobą zabytkowy 

barek na kółkach z zastawą do herbaty. Srebrny dzbanek nie pasował do 

R S

background image

 

- 32 -

filiżanek z porcelany i fajansowego dzbanuszka na mleko. Na talerzyku 

piętrzyły się herbatniki. Jen bez pośpiechu przestawiła wszystko na stół. 

- Dziękuję, moja droga - powiedział z naciskiem James, bo najwyraźniej 

nie zamierzała odejść. - Będę czynić honory domu, zgoda? 

Alicja zaniepokoiła się, gdy do jej filiżanki wsypał bez pytania dwie 

łyżeczki cukru. Czyżby zapamiętał, że lubiła słodką herbatę? Miała nadzieję, że 

Viktor tego nie zauważył. 

- Powinniście zwiedzić miasteczko - usłyszała głos Jamesa. - Może jutro? 

Ma specyficzny urok. 

- Dobry pomysł - odparł Viktor. - Alicja stąd pochodzi, więc mamy 

ułatwione zadanie. 

- Owszem, to moje rodzinne strony - wtrąciła zduszonym głosem i 

poczuła, że się rumieni. 

- Naprawdę? - spytał James, unosząc wysoko brwi i udając zdziwionego. - 

Szkoda, że dawniej się nie spotkaliśmy. 

Viktor przyglądał im się podejrzliwie, jakby przeczuwał jakiś podstęp z 

ich strony. 

- Jak mogło dojść do spotkania, skoro obracaliśmy się w odmiennych 

sferach? Pan jest arystokratą - odparła chłodno, chcąc mu dać do zrozumienia, 

że popełnia błąd, próbując się z nią bawić w kotka i myszkę. Jak wcześniej 

zauważył, przez tych kilka lat bardzo się zmieniła i wewnętrznie okrzepła. Nie 

była już naiwną panienką, z którą mógł robić wszystko, co mu się żywnie 

podobało. 

- Naturalnie - przytaknął z przesadną skwapliwością. - Rzadko tu 

przyjeżdżam i właściwie zawsze tak było: szkoła z internatem, potem 

uniwersytet... - Wrócili do rozmowy na temat pałacu i zamierzeń Jamesa. 

Pragnął przekształcić wiekowy budynek w luksusowy hotel i ośrodek 

wypoczynkowy. - Udostępnię posiadłość szerokiej publiczności. Zasnuty 

pajęczynami zabytek nie przynosi dochodów. Planuję wybudowanie basenu i... 

R S

background image

 

- 33 -

- Gdzie? W ogrodach Highfield House? - spytała drwiąco Alicja. Nie 

zwracała uwagi na karcące spojrzenia Viktora. - Konserwator zabytków nie 

wyrazi na to zgody. 

- Zapewne - odparł ponuro James. - A szkoda! 

Od łyczka do rzemyczka, pomyślała ze złością. Chętnie zorganizowałby 

dyskotekę i nocny klub, żeby przyciągnąć młodzież. Henry w grobie się 

przewraca, jeśli słyszy te bzdury! Zawsze powtarzał, że ten dom jest dla niego 

za duży, ale daje cudowne poczucie odizolowania i jest oazą spokoju. A teraz 

zubożały spadkobierca zamierza przekształcić zabytkowy pałac w wesołe 

miasteczko. 

James powtórnie zaproponował, że po południu oprowadzi ich po całym 

pałacu. Prawdopodobnie próbował się odegrać na Alicji za moralny szantaż i 

kilka nieprzyjemnych uwag, ona zaś czuła się coraz bardziej nieswojo. Męczyło 

ją to udawanie, ta dziwaczna gra pozorów. 

Pomyślała ponuro, że znalazła się w pułapce, i to w dodatku z własnej 

woli. 

Zgodnie z jej przewidywaniami zwiedzanie pałacu było prawdziwą 

udręką. James zmusił ją, by zachwycała się wszystkim - począwszy od 

renesansowych gobelinów, a skończywszy na gustownie dobranych 

współczesnych tapetach. Wypytywał uprzejmie, gdzie dawniej mieszkała i 

często powtarzał, że świat jest mały. Po dwóch godzinach miała ochotę 

odwrócić się na pięcie i opuścić ten dom, nawet gdyby to miało oznaczać utratę 

pracy. Gdy wrócili do salonu, postanowiła odwdzięczyć się Jamesowi za te 

złośliwości. 

- Przedstawi nas pan swojej żonie? Nie pamiętam, czy pan o niej 

wspomniał, ale sądzę... 

- Byłem żonaty, ale to przeszłość - mruknął James i okropnie się 

zaczerwienił. 

R S

background image

 

- 34 -

Alicja udała, że tego nie widzi i zmieniła temat, lecz znowu przypomniała 

sobie przykrą rozmowę sprzed czterech lat. Ciekawe, kogo poślubił. Młodziutką 

absolwentkę szkoły dla wysoko urodzonych panien, która wspaniale jeździła 

konno i znała tajniki salonowej konwersacji? Te rozważania sprawiły jej 

przykrość. Niepotrzebnie poruszyła drażliwy temat, bo dokuczyła wprawdzie 

Jamesowi, lecz zarazem przywołała złe wspomnienia. 

James stał się nagle skłonny do zwierzeń i dodał: 

- Moje małżeństwo okazało się wielką pomyłką. - Wybuchnął gorzkim 

śmiechem. Alicja zerknęła na Viktora, który słuchał z kamienną twarzą. - Gdy 

podpisywaliśmy kontrakt małżeński, wydawało się, że to idealny związek - 

ciągnął James, uważnie obserwując Alicję. - Samo życie uczy, co jest dla nas 

dobre, a co nie, prawda? 

- Mogę porozmawiać na osobności z moją sekretarką? - wtrącił Viktor, 

ale James ciągnął swoją opowieść. 

- Oboje marzyliśmy, żeby się wreszcie rozstać, ale rozwód był bolesnym 

przeżyciem. Teraz zostawię was samych. - Ukłonił się lekko. - Kolację 

podajemy o ósmej w dużej jadalni. 

Gdy drzwi się za nim zamknęły, Viktor popatrzył na Alicję i 

zdecydowanym gestem wsunął ręce w kieszenie spodni. 

- Zechcesz mi wyjaśnić, co się tutaj dzieje? 

- Nie mam pojęcia, o co panu chodzi - odparła, patrząc mu prosto w oczy. 

- Na wypadek - zaczął głosem łagodnym i cichym, a zarazem 

przerażającym jak najgłośniejszy wrzask - gdyby umknęło to twojej uwagi, 

czuję się w obowiązku przypomnieć, że James Claydon jest naszym klientem. 

Twoje zachowanie uważam za karygodne i nieprofesjonalne. 

- Przepraszam. - Dumnie uniosła głowę i spojrzała na niego wyzywająco. 

Gdy podszedł do niej, ogarnięta strachem przez chwilę miała wrażenie, że jest w 

środku dżungli i stoi nie uzbrojona oko w oko z głodnym tygrysem. 

- Powinienem natychmiast cię zwolnić. 

R S

background image

 

- 35 -

- Dlaczego zatem pan tego nie robi? - odcięła się. Na policzkach miała 

ciemne rumieńce. Przestała się nagle przejmować konsekwencjami swego 

postępowania. Viktor nie miał pojęcia, jak bardzo przygnębiły ją wspomnienia z 

przeszłości. Nie zdawał sobie sprawy, co się z nią dzieje. Instynktownie broniła 

się przed cierpieniem, ale on nie miał o tym pojęcia. 

Przed chwilą ze złośliwą satysfakcją słuchała o idealnej kandydatce na 

żonę. Pani Claydon pochodziła z dobrej rodziny i miała wspaniałych przodków, 

a mimo to okazała się zołzą i paskudną wiedźmą. Czy James wyciągnął z tego 

odpowiednie wnioski? Gdyby przed laty okazał większą przenikliwość i miał 

trochę oleju w głowie, nie skrzywdziłby dziewczyny zakochanej w nim do 

szaleństwa. 

- Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą - odpowiedział wymijająco 

na jej pytanie i dodał z ponurą miną: - Nie przeciągaj struny. Moja cierpliwość 

ma swoje granice. Proszę, żebyś wieczorem zachowywała się jak należy. Jeśli 

musisz się odzywać, twoje wypowiedzi powinny dotyczyć wyłącznie pracy. 

Przyjechaliśmy tu, by załatwić konkretną sprawę. 

- Oczywiście - odparła skruszona, bezradnie popatrzyła mu w oczy, a 

potem spuściła wzrok. 

- Masz tobie! Co to znaczy? Chyba się we mnie nie zadurzyłaś, co? - 

Dotknął łagodnie jej policzka i brody. Gest był tak czuły i osobisty, że zabrakło 

jej tchu. 

- Nie śmiałabym - szepnęła, a Viktor uśmiechnął się do niej ciepło. 

- I dobrze. - Opuścił rękę i podszedł do drzwi. - Do zobaczenia przy 

kolacji. 

Gdy spotkali się w jadalni, milczała, wtrącając od czasu do czasu 

uprzejme uwagi. Dania były wyjątkowo smaczne, Jen okazała się zdolną 

kucharką. Obfity posiłek ciągnął się w nieskończoność. Alicja odetchnęła z 

ulgą, gdy wstali od stołu. Pożegnała szybko obu panów, wróciła do sypialni i 

zamknęła drzwi na klucz. Nie ufała Jamesowi. Ilekroć podnosiła oczy znad 

R S

background image

 

- 36 -

talerza, napotykała przenikliwe spojrzenie byłego kochanka. Co mu chodziło po 

głowie? Może liczył, że odmieniona Alicja okaże się zbawiennym balsamem dla 

jego zranionego serca? Jako kawaler z odzysku mógłby otworzyć przed nią 

stęsknione ramiona. Co gorsza, miała wobec niego dług wdzięczności, bo 

zgodził się nie wspominać Viktorowi o dawnym romansie. A może zażąda 

dowodu wdzięczności? 

Czy miała prawo osądzać go tak surowo? A jeśli się zmienił? Czas 

pokaże. Tak czy inaczej, kiedy byli parą, traktował kobiety jak zabawki 

stworzone wyłącznie dla jego przyjemności. Przyznała mimo woli, że w 

porównaniu z Jamesem Viktor zachowuje się wobec kobiet przyzwoicie, bo 

przynajmniej nie mami ich zwodniczą czułością. 

Nie powinna o tym myśleć... Wystarczył moment nieuwagi, żeby 

powróciło wspomnienie łagodnego gestu i miłego dotknięcia silnej dłoni na 

zarumienionym policzku. Dość tego! Chyba jej odbiło! Trzeba otrząsnąć się z 

tych głupich myśli. 

Następnego ranka, ubrana w kostium bardzo podobny do tego, w którym 

odbyła podróż, zeszła do kuchni i dowiedziała się, że James wyjechał już do 

Warwick, aby załatwić kilka pilnych spraw. Powitał ją Viktor. Z salonu 

dobiegały odgłosy krzątaniny Jen. 

- Kolejny mundurek? W takim stroju chcesz zwiedzać miasteczko? - 

zdziwił się. 

- Nie zabrałam innych ubrań - odparła, siadając przy kuchennym stole. 

Nalała sobie kawy i spojrzała na Viktora, który w prostych spodniach i swetrze 

wydawał się jeszcze bardziej pociągający niż w garniturze. Niespodziewanie 

zapomniała, że ma przed sobą szefa i ujrzała zabójczo przystojnego mężczyznę. 

Skąd ta nagła zmiana w jej sposobie patrzenia? Czy postrzegała go inaczej, bo 

znaleźli się w nowym otoczeniu? A może błędnie go zaszufladkowała i teraz nie 

była w stanie przyczepić mu nowej etykietki? 

R S

background image

 

- 37 -

Milczała, udając, że delektuje się kawą, ale odmówiła, gdy Jen 

zaproponowała jej solidne angielskie śniadanie 

- Włożyłaś buty na wysokich obcasach? Zamierzasz w nich chodzić po 

mieście? 

Zakłopotana Alicja wierciła się na krześle. Nie przewidziała takiej 

sytuacji. Wrzuciła do walizki ulubione rzeczy, które dodawały jej pewności 

siebie. Podróż z Viktorem, spotkanie z Jamesem i przykre wspomnienia z 

przeszłości sprawiły, że niemal zapomniała, jaki jest cel tej wyprawy. 

- Obawiam się, że... 

- Nie masz innych - dokończył za nią. Rozparł się na krześle i obrzucił ją 

taksującym spojrzeniem. - Powinnaś się przebrać. 

- Wykluczone! To praktyczny strój. 

- Owszem, w biurze. 

- Znam tu kilka dobrych sklepów z ciuchami i butami - powiedziała Jen, 

włączając się do rozmowy jak stara znajoma, gotowa doradzić w trudnej 

sytuacji. - Ubierze się pani od stóp do głów. - Obrzuciła Alicję krytycznym 

spojrzeniem. - Szef ma rację. W tych butach po godzinie spuchną pani nogi. 

Alicja najchętniej udusiłaby smarkulę. Na co ona sobie pozwala! 

- Nie widzę powodu, żeby trwonić pieniądze na nowy strój, skoro 

jedziemy do miasteczka tylko na parę godzin. 

- Nowy strój! To mi się podoba. - Viktor wstał. - Kupimy ci wygodne 

ciuchy... i wieczorową kreację. 

Nie mogę pozwolić, żebyś na proszonej kolacji wystąpiła w kostiumie. 

Alicja zamilkła. Nie warto było z nim dyskutować, bo już podjął decyzję. 

Poza tym bała się, że Jen, która wyraźnie szukała pretekstu, by odwlec 

sprzątanie, zacznie rozmowę o makijażu. Viktor zaproponowałby pewnie kupno 

nowej szminki, tuszu do rzęs i cieni do powiek. Lepiej nie wywoływać wilka z 

lasu. 

Po kilku minutach wsiedli do auta. Viktor uruchomił silnik. 

R S

background image

 

- 38 -

- Którędy do centrum? - zapytał. Natychmiast wskazała mu drogę. Po 

chwili dodał: - Muszę cię pochwalić. 

- Za co? 

- Znów jesteś wzorową asystentką. 

- Dziękuję - odparła i utkwiła wzrok w przedniej szybie. Ten krótki 

wyjazd obfitował w niezwykłe zdarzenia. Teraz na przykład jechała z Viktorem 

Temple do miasteczka, bo postanowił jej kupić buty i ubrania! Czy los ma w 

zanadrzu więcej takich niespodzianek? 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Główna ulica rodzinnego miasteczka Alicji przez ostatnie cztery lata 

niewiele się zmieniła. Viktor zostawił czarnego jaguara na parkingu i dalej 

ruszyli piechotą. Miała wrażenie, że czas się cofnął, a jej samej ubyło lat. 

Poczuła się znów jak nastolatka wysłana przez matkę po sprawunki. 

Uśmiechnięta i wzruszona stukała obcasami eleganckich czółenek, co chwila 

przyspieszając kroku, żeby nadążyć za Viktorem. Przyglądał się wszystkiemu 

bystrym okiem znawcy. Nagle przystanął i powiedział: 

- Ułóżmy rozsądny plan dnia. Najpierw solidne śniadanie. Nic przecież 

nie jadłaś. Jest tu miły bar albo kafeteria? Zaspokoisz głód, a przy okazji 

opowiesz mi kilka ciekawostek. 

Alicja zapięła starannie żakiet, zbyt lekki jak na tę porę roku. Eleganckie 

buty zdecydowanie nie nadawały się do włóczęgi po mieście. 

- Za rogiem był dawniej przytulny lokalik - odparła. 

Wkrótce usiedli przy stoliku w uroczej kafeterii. Viktor zamówił kawę dla 

siebie i jajecznicę z grzankami dla Alicji, która nawet nie próbowała 

protestować. Gdy się uparł, nie było na niego sposobu. Jadła powoli, małymi 

kęsami. Viktor obserwował ją podejrzliwie. 

R S

background image

 

- 39 -

- Przyglądasz się każdemu kęsowi z taką nieufnością, jakbyś sądziła, że 

dosypałem trucizny do jajecznicy. Mam nadzieję, że nie należysz do kobiet, 

które nieustannie się odchudzają. 

Bez pośpiechu otarła usta serwetką i odparła chłodno: 

- Nie stosuję żadnej diety, ale uważam, że w czasie posiłku pośpiech jest 

niewskazany. 

- Mało jesz, co? 

- Samotne kobiety nie przywiązują większej wagi do tego, czym 

zaspokajają głód. Nie jestem wyjątkiem. 

- Co myślisz o naszym zleceniodawcy? - zapytał niespodziewanie. 

- Dlaczego pan mnie o to pyta? 

Czyżby nabrał jakichś podejrzeń? Był spostrzegawczy i szybko kojarzył 

fakty. Skoro ona zorientowała się, że James dziwnie na nią patrzy, Viktor też 

musiał to zauważyć. 

- Zwykła ciekawość. 

- Miły człowiek - powiedziała ostrożnie. 

- Zbywasz mnie ogólnikami. 

- Nie sądzę, żeby odpowiadała mu rola pana na włościach rezydującego 

na stałe w pałacu, chociaż taka osoba stanowiłaby dodatkową atrakcję dla 

turystów zwiedzających posiadłość. Jakie wrażenie zrobił na panu? - odbiła 

piłeczkę. 

- Miły człowiek - odparł całkiem poważnie. - Takie sprawia wrażenie. 

Podejrzewam, że chętnie manipuluje innymi. 

- Wszyscy tak robimy. 

- Do pewnego stopnia - przyznał. - Najważniejszym życiowym celem 

Claydona jest szukanie przyjemności, a z tego wniosek, że potrzeby innych są 

dla niego drugorzędne. 

Przed laty oburzyłaby się, słysząc tę charakterystykę, i walczyłaby do 

upadłego o dobre imię Jamesa. Wtedy, olśniona jego powierzchownym urokiem, 

R S

background image

 

- 40 -

straciła ostrość widzenia i nie zdawała sobie sprawy, że poza drogimi 

bombonierkami ten facet niewiele ma jej do zaoferowania. Przypominał 

kolorowe pudła leżące pod choinkami ustawianymi w sklepach: efektowne 

opakowanie, a w środku - pustka. 

- Trudno mi wyrokować w tej sprawie - odparła, starannie mieszając 

kawę. 

- Jestem pewien, że zawiódł nadzieje pokładane w nim przez ojca. 

- Wolałabym nie wypowiadać się na ten temat - odparła zniecierpliwiona. 

- Dlaczego? 

- Ponieważ... - Nie przychodziły jej do głowy żadne rozsądne argumenty. 

Najchętniej przyznałaby mu rację, ale wówczas musiałaby także przyjąć do 

wiadomości, że zmarnowała sobie życie przez własną głupotę i nieumiejętność 

logicznego myślenia. 

- Ponieważ jesteś innego zdania? - dokończył, mierząc ją badawczym 

spojrzeniem. 

- Za mało wiem o tym człowieku, żeby się wypowiadać na temat jego 

charakteru. Poza tym, jak pan ciągle podkreśla, to nasz klient - odparła bez 

przekonania. 

- I dlatego powinniśmy precyzyjnie określić, z kim mamy do czynienia, 

bo takie informacje przydadzą się nam, gdy będziemy planować kampanię 

reklamową. Z tego, co od niego usłyszałem, wynika, że w Londynie wiedzie 

żywot typowego playboya. Zapewne po ślubie nie zmienił obyczajów, bo nie 

liczy się z innymi ludźmi. Ostatecznie jego żona nie bez powodu zdecydowała 

się na rozwód. Szkoda mi kobiet, które się z nim wiążą. 

- Dlaczego? - zapytała. Czyżby w jego wypowiedzi krył się jakiś 

podtekst? 

- To egoista, a zatem nie zważa pewnie na ich potrzeby. 

- Zna go pan zaledwie kilka dni, chyba trochę za wcześnie na wyciąganie 

wniosków. 

R S

background image

 

- 41 -

- Liczy się pierwsze wrażenie. - Dopił kawę i wstał. Alicja także się 

podniosła. Wydawał się urażony, ale nie miała pojęcia, o co mu chodzi, doszła 

zatem do wniosku, że jest po prostu przeczulona i ma jakieś omamy. Nic 

dziwnego, skoro znalazła się w bardzo trudnej sytuacji i od wielu dni żyła w 

stresie. 

- Proponuję, żebyśmy kupili ci teraz wygodne ubranie - zaproponował po 

wyjściu z kawiarni. - A może trzymasz jednak w walizce jakieś spodnie, tylko 

nie chcesz się do tego przyznać? Potrzebna ci będzie wieczorowa kreacja. 

Wieczorem przyjadą MacKenzie i Bird. Zjemy razem kolację, a potem 

omówimy wszystkie szczegóły. Trzeba ustalić, czego oczekuje nasz 

zleceniodawca. 

- Jeśli pan sobie życzy, sama kupię, co trzeba, a pan niech załatwi swoje 

sprawy. Spotkamy się przed sklepem za godzinę, czyli o wpół do dwunastej. 

- Nie życzę sobie, moja droga. Chętnie pomogę ci dokonać wyboru - 

odparł natychmiast. 

- Nie ma takiej potrzeby - zareagowała szybko Alicja. Chyba zbyt 

szybko... 

- Przeciwnie. - Wziął ją pod rękę i pociągnął za sobą, jakby się obawiał, 

że mu ucieknie. Weszli do eleganckiego sklepu z konfekcją, gdzie miały swoje 

stoiska renomowane firmy. Ruszył prosto do działu z odzieżą sportową. Gdy 

stanęli przy ladzie, zmierzył Alicję taksującym spojrzeniem. 

- Doskonale. Najpierw dżinsy. Jaki rozmiar nosisz? 

- Niech pan się nie wygłupia. 

- Szczerze mówiąc, doskonale się bawię. 

- Zauważyłam - powiedziała lodowatym tonem. Obawiała się, że zaraz 

każe jej przymierzyć spodnie, obrócić się kilka razy i zrobić parę kroków, by 

sprawdzić, jak leżą. Viktor wskazał dżinsy swojej ulubionej firmy. 

- Włóż je i pokaż mi się zaraz. Nie ufam ci. Weźmiesz pierwsze z brzegu, 

a potem będziesz marudzić, że źle się w nich czujesz. Pewnie chciałabyś jak 

R S

background image

 

- 42 -

najszybciej stąd wyjść. - Uśmiechnął się chytrze. Alicja poczuła dziwną 

błogość, chociaż była na niego wściekła. 

Przymierzyła sześć par dżinsów różnych marek. Musiała paradować przed 

nim jak modelka na wybiegu. W końcu zdecydowała się na pierwsze i obiecała 

sobie, że nie zgodzi się po raz drugi na takie upokorzenie. Przy kasie czekało ją 

kolejne zaskoczenie, bo Viktor wyciągnął portfel. 

- Wykluczone! - rzuciła ostro. 

- Nie bądź śmieszna. Robimy zakupy na koszt firmy. - Nim zebrała myśli, 

wręczył kasjerce kartę kredytową i podpisał wydruk. 

Poszli do stoiska ze strojami wieczorowymi. Alicja ukradkiem zerkała na 

przepiękne stroje. Wszystkie były dla niej nieodpowiednie, zbyt śmiałe. Nie 

odważyłaby się nawet włożyć żadnej z tych seksownych kreacji. Viktor wskazał 

kolejno pięć wzorów, lecz raz po raz kręciła głową. 

- A ta ci się nie podoba? - rzucił zniecierpliwiony. 

- Jest zbyt czerwona - stwierdziła, odwracając wzrok. Jeśli będzie nalegał, 

doda stanowczym tonem, że czerwień do niej nie pasuje. A zresztą, ta kiecka 

jest za krótka, zbyt obcisła i przesadnie wydekoltowana. Zbyt seksy. 

- Co ty wygadujesz? - odparł napastliwie. - Równie dobrze można by 

powiedzieć, że kostium, który wczoraj miałaś na sobie, jest nadmiernie 

granatowy. Przecież to absurd! 

- Powinnam tu przyjść sama - mruknęła ponuro Alicja. 

- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie! 

- Źle się czuję w czerwieni. Ten kolor do mnie nie pasuje. - Nie mogła 

sobie przypomnieć, by kiedykolwiek nosiła czerwone ubrania. Jej podeszły 

wiek, a mianowicie trzydziestka z okładem, wykluczał tego typu eksperymenty. 

- Najpierw przymierz, a potem będziemy dyskutować. Zgoda? 

Zdawała sobie sprawę, że ten drań robi to umyślnie. Dokuczał jej, chciał 

ją sprowokować do wybuchu złości. Miałby wtedy świetną zabawę... 

R S

background image

 

- 43 -

- Nie powinnam nosić takich rzeczy. - Zmierzyła nieufnym spojrzeniem 

czerwoną sukienkę i aż się wzdrygnęła. 

- Czemu? 

- Ponieważ nie byłabym sobą! Czy pan tego nie rozumie? 

- Bzdura. - Zdjął z wieszaka sukienkę, wręczył ją Alicji i zawlókł 

dziewczynę do przymierzalni. 

Z ponurą miną zatrzasnęła drzwi i zaczęła się rozbierać, nie patrząc w 

lustro. Pewnie zastosowano tu rozmaite sztuczki, żeby klientki wyglądały 

ładniej niż w rzeczywistości. Obiecała sobie, że nie da się nabrać. Doskonale 

znała minusy własnej figury: patykowate nogi, żadnych krągłości, brak biustu. 

Włożyła czerwoną sukienkę i krytycznym okiem popatrzyła na swoje 

odbicie. Była przygotowana na najgorsze, ale spotkało ją przyjemne 

rozczarowanie. Wyglądała... ładnie. Upewniła się, zerkając raz i drugi; obejrzała 

się z boku i z tyłu. Sukienka leżała idealnie. Alicja uznała, że dobrze się w niej 

prezentuje, bo czerwień harmonizowała pięknie z wakacyjną opalenizną, która, 

niestety, trochę już zbladła. Kreacja z bawełnianej dzianiny miała poza tym 

świetny fason: dopasowany karczek, lekko rozszerzana spódniczka sięgająca do 

połowy ud, spory dekolt i długie, wąskie rękawy, dzięki którym Alicja nie czuła 

się przesadnie obnażona. 

Zdjęła sukienkę, wskoczyła w kostium, który nagle wydał jej się okropnie 

nietwarzowy, i po wyjściu z przymierzami niechętnie oznajmiła Viktorowi, że 

kupuje czerwoną kreację. 

- Skoro zakupy szczęśliwie mamy za sobą, zapraszam cię na małą 

przejażdżkę - oznajmił, gdy wsiedli do jaguara. - W tych butach daleko nie 

zajdziesz. 

Dotarli aż do Warwick i objechali imponujące zamczysko. Potem ruszyli 

do Stratfordu, który zza szyb wyglądał niemal sielsko. Nie wysiadali z ciepłego 

auta, bo na zewnątrz zrobiło się chłodno. Alicja ożywiła się i z radością 

R S

background image

 

- 44 -

wskazywała znajome miejsca. W dzieciństwie często bywała tu z matką, wielką 

miłośniczką sztuk Szekspira, która pragnęła zarazić córkę swoją pasją. 

- Bardzo lubiłam tu przyjeżdżać - szepnęła rozmarzona. Ogarnięta nagłą 

potrzebą zwierzeń opowiedziała Viktorowi o tamtych wyprawach. Na koniec 

westchnęła głęboko. - Miałam dziesięć lat, więc przedstawienia teatralne były 

dla mnie trochę nużące. Czasami nie rozumiałam, o co w nich chodzi. 

- Chcesz powiedzieć, że jako mała dziewczynka śledziłaś losy króla Leara 

i Hamleta? 

- Bez przesady! - zawołała Alicja, wybuchając śmiechem. - Mama nie 

była sadystką i zdawała sobie sprawę, że nie wolno popadać w przesadę, bo to 

przynosi więcej szkód niż pożytku. Zwykle wybierała komedie, a po 

przedstawieniu zabierała mnie na lody. Żyłyśmy bardzo skromnie, ale to były 

cudowne lata. 

Zrobiło się późno, a wycieczka trwała dłużej, niż planowali. 

- Jesteś głodna? - zapytał Viktor, gdy opuścili Stratford, miasto Szekspira. 

- Okropnie! 

- Gdy jechaliśmy w tamtą stronę, zauważyłem przy drodze uroczą 

knajpkę. Może wpadniemy tam na obiad? 

- Doskonały pomysł. - Uradowana spojrzała z wdzięcznością na Viktora, 

który także odwrócił głowę. Przez moment patrzyli sobie w oczy. Pierwsza 

spuściła wzrok, okropnie zirytowana, bo znów dała się podejść. 

Podczas wspólnych zakupów była okropnie skrępowana, ale potem trochę 

się odprężyła. Można by pomyśleć, że odbywa uroczą wycieczkę w 

towarzystwie najlepszego przyjaciela. Viktor okazał się znakomitym 

kompanem, ale... Nie potrafiła go rozszyfrować, bo zmieniał się jak kameleon. 

Powtarzała sobie, że trzeba mieć się na baczności. Jeśli mu na tym zależało, 

potrafił być czarujący. Postanowiła skorzystać z jego rady i odzywać się jak 

najrzadziej. Miała do siebie pretensję, że była wobec niego taka wylewna. Od tej 

chwili będą rozmawiać wyłącznie o pracy. 

R S

background image

 

- 45 -

Gdy po obiedzie w przytulnej restauracji wsiedli znowu do auta, Viktor 

zapytał, gdzie dawniej mieszkała. Alicja wskazała ręką na wschód. 

- To niezbyt malownicza dzielnica. Naprawdę nic szczególnego: 

szeregowe domy, przeciętni mieszkańcy. 

- Może tam pojedziemy? Chcesz zobaczyć swój rodzinny dom? 

- Chętnie. 

- Przed nami całe popołudnie. Nie ma sensu tak wcześnie wracać do 

Highfield House, a na jakąś dalszą wyprawę jest trochę za późno. Przejechałaś 

taki kawał drogi, więc chyba wypadałoby rzucić okiem na rodzinne gniazdo. 

- Nie jestem pewna... - zaczęła z wahaniem. - A właściwie, czemu nie? - 

Znowu umilkła. 

Trochę błądzili, jako że po czteroletniej nieobecności wspomnienia Alicji 

nieco się zatarły i wszystkie uliczki wydały jej się niemal identyczne. W końcu 

trafili pod właściwy adres i zaparkowali przed wąskim domkiem. Od ulicy był 

niewielki ogródek z pięknie utrzymanym trawnikiem i barwnymi kwiatowymi 

rabatkami. 

- Front jest odmalowany! - powiedziała z radością Alicja. Była 

wzruszona, ale nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, żeby wyrazić swoje 

odczucia. 

- Ja długo tu mieszkałaś? - zapytał łagodnym tonem Viktor. 

- Od urodzenia. Nie szukałyśmy innego mieszkania, nie było takiej 

potrzeby. Po śmierci ojca przez długie lata ten domek wystarczał mnie i mamie. 

Ona zresztą... żyła wspomnieniami. Gdy podrosłam, często namawiałam ją, 

żeby się przeprowadziła i zaczęła nowe życie, ale twierdziła, że to nie dla niej. 

- Na pewno byłaś dla niej prawdziwą podporą. 

- Często powtarzała, że ma ze mną krzyż pański, ale opiekowałam się nią, 

jak umiałam najlepiej. 

Długo milczeli, patrząc na niewielki budynek. Alicja zastanawiała się, kto 

w nim mieszka. Ciekawe, co by powiedziała matka, gdyby ją teraz zobaczyła. 

R S

background image

 

- 46 -

Szybko zamrugała powiekami, by się nie rozpłakać. Jej szef z pewnością nie 

byłby zadowolony, gdyby musiał uspokajać szlochającą asystentkę. 

- Chcesz wejść do środka? - usłyszała nagle jego głos. - Jestem pewny, że 

nowi właściciele nie będą mieli nic przeciwko temu, jeżeli wyjaśnimy, o co 

chodzi. 

- Nie, nie. - Zdobyła się na wymuszony uśmiech. 

- Pamiętam dobrze nasze mieszkanie. Nie muszę ożywiać wspomnień. - 

Sięgnęła do torby po chusteczkę i otarła łzę spływającą po policzku. - Robi się 

późno - powiedziała z udawanym ożywieniem. - Możemy wracać? 

- Nie ma w okolicy innych miejsc, które chciałabyś odwiedzić? 

Doskonale wiedziała, o co mu chodzi. Zakładał, że mieszkanie 

wyimaginowanego kochanka znajduje się w najbliższym sąsiedztwie. Gdy 

pokręciła głową, bez słowa uruchomił silnik. W drodze powrotnej starannie 

unikał osobistych wątków. Rozmawiali wyłącznie o pracy. Alicja była mu za to 

wdzięczna. Kiedy dotarli do Highfield House, okazało się, że James jeszcze nie 

wrócił do domu, więc od razu poweselała. 

Czekała ich dzisiaj robocza kolacja. David MacKenzie i Derek Bird, 

którzy mieli się zjawić wieczorem w Highfield House, byli zastępcami Viktora. 

Pierwszy z nich pełnił funkcję dyrektora kreatywnego, drugi zajmował się 

finansami. Alicja miała nadzieję, że gdy będą negocjować kontrakt z Jamesem, 

jej rola ograniczy się do robienia notatek. Wolała, żeby tego wieczoru nie 

zwracali na nią uwagi. 

Wzięła odprężającą kąpiel, umyła i wysuszyła włosy, zrobiła lekki 

makijaż. Włożyła czerwoną sukienkę i popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. 

Ujrzała siebie zmienioną nie do poznania. 

Gdy weszła do salonu, siedziało tam już czterech mężczyzn, którzy na jej 

widok zaniemówili z wrażenia. 

- O Boże! - zawołał David, który opamiętał się jako pierwszy. - Nie do 

wiary! Chyba śnię! Nie jesteś naszą małą Alicją Carter, prawda? 

R S

background image

 

- 47 -

- Skądże! Nie mam nic wspólnego z waszą małą Alicją Carter - odparła 

żartobliwie. - Cześć, David. - Zerknęła ukradkiem na Viktora stojącego przy 

drzwiach balkonowych. Opierał się plecami o framugę, a w ręku trzymał 

kieliszek. Gapił się na nią tak uporczywie, że miała ochotę podejść i wymierzyć 

mu siarczysty policzek. 

- Ślicznie wyglądasz, moja droga. Rozkwitasz w oczach - oznajmił 

przyjaźnie Derek i podszedł bliżej. 

Alicja uśmiechnęła się do sympatycznych dyrektorów. Obaj byli po 

czterdziestce, uwielbiali swoje rodziny, zawsze traktowali ją jak równą sobie i 

często pytali o zdanie, gdy nie mogli podjąć ostatecznej decyzji. 

- Jak egzotyczny kwiat? - odparła z udawaną powagą. 

- Z ust mi to wyjęłaś! - zawołał David. - Świetne hasło reklamowe! 

Przepowiadam ci wspaniałą karierę w naszej branży, o ile nie trafiłaś na szefa, 

który jest nieprzewidywalny i miewa humory. 

- Licz się ze słowami, kolego - zawołał Viktor z głębi salonu. - Alicja na 

pewno przyzna mi rację, jeśli powiem, że te wady są mi najzupełniej obce. 

- Ale na wypadek gdyby lubiła szalone zmiany, kaprysy i niespodzianki - 

wtrącił James, podchodząc bliżej i podając jej wysoki kieliszek napełniony 

szampanem - oświadczam, że gotów jestem codziennie ją czymś zaskakiwać. 

Wkrótce przestali dowcipkować i zaczęli rozmawiać o interesach. Alicja 

odstawiła kieliszek i pilnie notowała, ale wciąż czuła na sobie badawcze 

spojrzenie Jamesa. Unikała jego wzroku i prawie się nie odzywała. 

Po smacznej i obfitej kolacji James zaproponował, żeby przeszli do jego 

gabinetu i tam kontynuowali negocjacje. Panowie ruszyli przodem, natomiast 

Alicja wróciła do salonu, by zabrać zapomniane notatki. 

- Cudnie wyglądasz, Ali - usłyszała nieco bełkotliwy głos Jamesa. 

Wyciągnął rękę i dotknął jej ramienia. 

- Za dużo wypiłeś - rzuciła lodowatym tonem i odsunęła jego dłoń. - 

Powinieneś być teraz w gabinecie. Twoi goście na pewno się niecierpliwią. 

R S

background image

 

- 48 -

- Dawniej nie nosiłaś takich sukienek - ciągnął, przyglądając się jej tak 

bezwstydnie, że aż sapnęła z wściekłości. - Bardzo śmiała kreacja. - Znowu 

wyciągnął dłoń, jakby chciał ją dotknąć, ale natychmiast się odsunęła. 

- Nie miałam ochoty tu przyjeżdżać, James - odparła z kamienną twarzą. - 

Nalegam, żebyś trzymał się ode mnie z daleka. 

- Proszę, proszę! Licz się ze słowami, moja droga. Jestem klientem waszej 

firmy, więc należy mi się odrobina uprzejmości, bo zmienię zdanie i zwrócę się 

do konkurencji - powiedział uszczypliwie. Bez słowa zebrała notatki i ruszyła w 

stronę drzwi, a James szedł za nią, z przebiegłym wyrazem twarzy. - Dobrze 

nam było razem - mruknął, ale już nie próbował jej dotknąć. 

Zatrzymała się, skrzyżowała ramiona na piersi i spojrzała na niego 

pogardliwie. 

- Tylko do czasu. 

- Wiem, o co ci chodzi, ale zapewniam, że małżeństwo nie jest 

najważniejszą sprawą w życiu człowieka. 

- Mów za siebie - odparła z goryczą, ale w głębi ducha przyjęła jego 

oświadczenie zupełnie obojętnie. Spotkanie po latach sprawiło, że uwolniła się 

od ówczesnego zauroczenia i zrozumiała, że z Jamesem Claydonem na pewno 

nie byłaby szczęśliwa. Po prostu nie pasowali do siebie, taka była prawda. 

- Nadal masz do mnie żal? 

- Nie - odparła, patrząc na niego z politowaniem i podeszła do drzwi. 

James deptał jej po piętach. 

- Może po powrocie do Londynu pójdziemy razem na kolację? - Próbował 

ją zatrzymać, chwytając za ramię, więc znowu się odwróciła. 

- Dziękuję za zaproszenie, ale to niemożliwe. 

- Co ci szkodzi? 

- James, zostaw mnie w spokoju. Na pewno jest wiele dziewczyn, które 

chętnie się z tobą umówią. 

R S

background image

 

- 49 -

- Dziewczyny mnie nudzą. Potrzebuję mądrej, dojrzałej kobiety. - Rzucił 

jej znaczące spojrzenie i westchnął głęboko. 

Drzwi nagle się otworzyły i na progu stanął zniecierpliwiony Viktor. 

Popatrzył na nich wrogo i powiedział tonem, w którym nie było ani odrobiny 

uprzejmości: 

- Przykro mi, że przerywam zajmującą rozmowę, ale czekamy już tylko 

na was. Czy zechcecie się do nas przyłączyć? 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Viktor był w paskudnym nastroju. Alicja wyczuła to od razu, gdy szli z 

salonu do gabinetu. Rozmawiał z Jamesem rzeczowo, jak przystało na 

wytrawnego negocjatora, sypał pomysłami, ale nie krył rozdrażnienia, słuchając 

jego nierealnych założeń, a wobec Alicji był wręcz opryskliwy. 

David i Derek wyjechali następnego dnia o świcie. Gdy Alicja zeszła do 

kuchni, już ich nie było. James musiał ponownie pojechać z psem do 

weterynarza. Po śniadaniu Viktor zarządził spacer po pałacowych ogrodach. 

Alicja domyśliła się, że nie idą tam dla przyjemności, więc przezornie zabrała 

notatnik. 

Gdy szli wśród bezlistnych szpalerów, mimo woli wspominała dawne 

czasy. Henry Claydon lubił ogrody i w ogóle chętnie przebywał na świeżym 

powietrzu. Mieli ulubione ścieżki. Przy ładnej pogodzie często zabierała do 

ogrodu koc i papiery, siadała na trawie i notowała wspomnienia. Gdy słowom 

Henry'ego towarzyszył śpiew ptaków, zaczynała marzyć. Z przyjemnością 

wciągała w płuca zapach kwiatów i ziemi. 

- Gdy świeci słońce, te ogrody wyglądają zupełnie inaczej - powiedziała 

bez zastanowienia, wycierając o trawę zabłocone buty, - Latem jest tu naprawdę 

pięknie. Wszystko kwitnie... 

R S

background image

 

- 50 -

Zapadło kłopotliwe milczenie. Viktor przyglądał jej się uważnie. W końcu 

zdała sobie sprawę, jak mógł zrozumieć jej ostatnie słowa, i poczuła, że się 

rumieni. Co za wpadka! A miała się za szalenie ostrożną osobę! 

- Można by pomyśleć, że wiesz to z własnego doświadczenia - 

powiedział, stojąc przed nią nieruchomo. 

- Czyżby? - Zdobyła się na wymuszony uśmiech. - Proszę nie zapominać, 

że sąsiedzi i znajomi z mojej dzielnicy pracowali tu na stałe lub dorywczo. 

Claydonowie zatrudniali dawniej liczną służbę. Jak to zwykle bywa, miejscowi 

chętnie plotkowali o dziedzicu i jego włościach. 

- Bywałaś tu dawniej? 

- Niech pan nie żartuje! Za wysokie progi, jak to mówią. - Alicja 

nadrabiała miną, ale zrobiło jej się przykro, że musi kłamać, zamiast do razu 

wyjaśnić, jak się sprawy mają. Niestety, teraz już zabrnęła w ślepą uliczkę. 

Viktor milczał. Jeszcze przez kwadrans spacerowali wśród nagich drzew. 

Niebo zasnuły ciężkie chmury i zbierało się na deszcz, więc zawrócili i poszli do 

pałacu. Czekała ich długa podróż do Londynu. Viktor przewidywał, że jazda nie 

będzie łatwa, więc postanowił wyruszyć wcześniej, niż planowali. 

Przed pałacem stało auto Jamesa, który wrócił już od weterynarza. Alicja 

cieszyła się z powrotu do Londynu. Miała dość powłóczystych spojrzeń pana 

domu oraz kłamstw, w które uwikłała się przez własną głupotę. Obawiała się, że 

James nie da za wygraną i zacznie ją nachodzić. Trzeba znaleźć sposób, by w 

Londynie ich kontakty ograniczyły się wyłącznie do spraw zawodowych. Nie 

zamierzała podtrzymywać tej znajomości. 

Gdy weszli do sieni, James stał przy wielkim stole i z ponurą miną 

sortował pocztę. 

- Przyjemny spacerek, co? Pogoda wprawdzie nie dopisała, ale nie ma to 

jak wiejskie powietrze - zagadnął przyjaźnie, spoglądając na Alicję, która 

zdejmowała płaszcz i zmieniała buty. 

R S

background image

 

- 51 -

- Zaraz będzie lało - odparł Viktor. - Postanowiliśmy ruszyć nieco 

wcześniej w drogę powrotną. 

- Już? Musicie zostać do podwieczorku! Alicjo, wstaw się za mną. 

- Proszę nie zapominać, że ta młoda dama pracuje dla mnie - odparł 

cierpko Viktor - a zatem w godzinach pracy musi wypełniać moje polecenia. 

- W Londynie czeka na nas sporo roboty - wtrąciła Alicja pojednawczym 

tonem. 

- Chyba nie chcesz powiedzieć, że jedziecie prosto do biura! - zawołał 

wystraszony James. 

- To właśnie miałam na myśli - odparła, uśmiechając się mimo woli. 

Szczerze ją ubawił jego lęk przed ciężką pracą. - Spakuję rzeczy i możemy 

jechać - dodała pospiesznie. Zdawała sobie sprawę, że Viktor jest okropnie zły, 

choć nie widziała jego twarzy. 

- Chętnie ci pomogę, moja droga - powiedział skwapliwie James i ruszył 

w jej stronę. 

- Sama dam sobie radę! - zawołała. - Na pewno macie do omówienia 

wiele spraw, więc zostawiam was samych. 

Uśmiechnęła się do Viktora i popędziła na górę. Gdy wpadła do pokoju i 

zamknęła za sobą drzwi, z rozbawieniem pomyślała o nieoczekiwanej zmianie 

ról. Teraz James czynił jej awanse, proponował spotkanie i sugerował, że 

mogłaby stać się najważniejszą kobietą jego życia. Ona z kolei nie chciała się z 

nim wiązać. Uznała, że ten pyszałek nie jest dla niej dość dobry. Cztery lata 

temu taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia! 

Pakowanie zabrało jej pół godziny. Gdy zeszła na dół z walizką, Viktor 

czekał już w sieni, wyraźnie podenerwowany. James, nonszalancko oparty 

framugę, plótł trzy po trzy, nie zdając sobie sprawy, że Viktor go nie słucha. 

Oznajmił, że w przyszłym tygodniu wraca do Londynu, zaproponował wspólną 

kolację w swoim klubie, gdzie spotykali się właściciele ziemscy. Nie czekając 

na odpowiedź, podszedł do Alicji. 

R S

background image

 

- 52 -

- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. - Z wyszukaną galanterią ujął 

jej dłoń i złożył na niej pocałunek. Uśmiechnęła się z przymusem, a potem 

grzecznie, ale stanowczo cofnęła rękę. Wszystko na pokaz, skomentowała w 

duchu jego zachowanie, ale nie powiedziała tego głośno. Przed laty ten 

staromodny gest całkiem ją oczarował, ale dziś była zirytowana taką ostentacją. 

- Możemy jechać? - spytał Viktor. 

Sięgnęła po walizkę, ale ją uprzedził. Bez słowa wsiedli do czarnego 

jaguara. 

- Zbiera mi się na mdłości, gdy patrzę na tego faceta - oznajmił, 

przerywając milczenie. Budynki Highfield House znikły już za ścianą drzew. 

- Dlaczego? - zapytała, powtarzając sobie, że trzeba zachować czujność. 

Kampania reklamowa potrwa kilka tygodni i przez ten czas James będzie 

częstym gościem w ich biurze. Te wizyty zapewne nie poprawią humoru 

Viktorowi. A kto musi bez słowa znosić jego kaprysy? Rzecz jasna, osobista 

sekretarka! 

- Nie zadawaj głupich pytań! - mruknął drwiąco. 

- Ten idiota gadał wczoraj od rzeczy i nie potrafił się skoncentrować. Od 

razu widać, że praca jest dla niego równie przykra, jak ciężka grypa. 

- Tak został wychowany. To potomek klasy próżniaczej - odparła 

żartobliwie, ale Viktor jeszcze bardziej spochmurniał. - Trudno mu przełamać 

stare nawyki. Do tej pory zajmował się głównie wydawaniem pieniędzy, a teraz 

odkrył z przykrością, że musi je zarabiać, jeśli chce żyć na odpowiednim 

poziomie. - Uznała, że czas zmienić temat. - Czy mam wyjąć mapę i pilotować 

pana do wjazdu na autostradę? 

- Pamiętam drogę. Sam sobie poradzę. 

Długo jechali w milczeniu. Alicja wspominała ostatnie dni i starała się 

uporządkować wrażenia. Z ulgą myślała o powrocie do Londynu. 

- I co sądzisz? - rzucił, gdy z wąskiej drogi wyjechali na autostradę 

prowadzącą do Londynu. 

R S

background image

 

- 53 -

- O czym? - Popatrzyła na niego, opierając głowę o boczną szybę. Padał 

deszcz i odgłos kropli bębniących o karoserię sprawił, że poczuła się w aucie jak 

w bezpiecznym kokonie.  

Viktor skupił się na prowadzeniu i dlatego w jego głosie słyszało się 

roztargnienie, jakby zaczął rozmowę tylko dlatego, że cisza stała się dla niego 

zbyt dokuczliwa. 

- O powrocie do rodzinnego miasteczka. 

- Ciekawe doświadczenie. 

- Nie masz przykrych wspomnień z tamtego okresu? 

- Już się z nimi uporałam - odparła. Rzeczywiście, tak właśnie było. 

Powrót okazał się uzdrawiającym doświadczeniem. Nic lepszego nie mogło jej 

się przydarzyć. Czas uleczył dawne rany, a koszmar sprzed lat wydawał się teraz 

jedynie drobną przykrością. 

- Tak właśnie sądziłem i nie zawiodłem się na tobie. Co chciał przez to 

powiedzieć? 

- Czeka pan, aż zapytam, jak mam rozumieć te słowa? - spytała po chwili. 

- Tak łatwo mnie rozszyfrować? 

- Nie. Ale czasami udaje mi się przewidzieć, dokąd zmierzają pańskie 

uwagi. 

Roześmiał się cicho, jakby ubawiło go jej stwierdzenie. Była świadoma, 

że rozmawia z nią machinalnie, dla zabicia czasu. Padało okropnie, deszcz 

zalewał przednią szybę. Zwalniali coraz bardziej, w miarę jak pogoda się 

pogarszała i teraz wlekli się prawym pasem za kolumną aut. Viktor włączył 

radio i pięć minut później lokalna radiostacja podała wiadomość o karambolu, 

który sparaliżował ruch na londyńskiej autostradzie. Szybko wyliczyli, że do 

miasta dotrą z trzygodzinnym opóźnieniem 

- Mówi się, że sekretarka zna szefa lepiej niż jego żona - stwierdził 

zagadkowo Viktor, jadąc z prędkością dziesięciu kilometrów na godzinę. 

Pewnie droczył się z nią, żeby nie zasnąć za kierownicą. 

R S

background image

 

- 54 -

- Moim zdaniem to przesada. Trudno, by dwoje ludzi mogło się dobrze 

poznać, rozmawiając jedynie o pracy, nawet jeśli spędzają razem dużo czasu - 

stwierdziła ogólnikowo, przyglądając mu się spod rzęs. Sprawiał wrażenie 

roztargnionego, ale podejrzewała, że znów próbuje uśpić jej czujność, a pytanie, 

z pozoru niewinne, to umiejętnie zastawiona pułapka. - Moim zdaniem byłoby 

najlepiej, by szefowie i podwładni ograniczali swoje kontakty do spraw 

służbowych. 

- Nigdy cię nie korciło, żeby się czegoś dowiedzieć o ludziach, dla 

których pracowałaś? 

- Do czego pan zmierza? 

- Tak sobie gadam, żeby czas się nie dłużył. Czeka nas męcząca podróż - 

odparł pospiesznie Viktor, jakby zbiła go z tropu tym pytaniem. Doskonale 

wiedziała, że to tylko kolejna gra. A to spryciarz, pomyślała z irytacją. Po chwili 

milczenia dodał: - Opowiedz mi o sobie. Czym się interesujesz? 

Niesłychane! Prawie dwa lata pracowała w jego firmie. Do tej pory 

traktował ją jak przedmiot i nagle zapragnął się o niej czegoś dowiedzieć. 

Ludzkie panisko, nie ma co! Zwrócił oczy na idealną sekretarkę i 

niespodziewanie zobaczył w niej człowieka. 

- Żyję pracą - odparła z przejęciem, a potem dodała rzeczowo: - Lubię 

także czytać książki i chodzić do kina. Od czasu do czasu jem obiad w dobrej 

restauracji. Nic nadzwyczajnego. 

- Ile masz lat? 

- Trzydzieści jeden. - Zarumieniła się, gdy przyszło jej do głowy, że 

chyba przesadziła z tą szczerością. Praca, lektura, kino... Czy tak powinno 

wyglądać życie niebrzydkiej i niegłupiej trzydziestolatki? Czemu tak ją 

wypytuje? To nie jego sprawa, jak urządziła sobie życie. 

Kolumna aut zatrzymała się i przez kilka minut jaguar nie przesunął się 

ani o centymetr. 

- Obawiam się, że przyjdzie nam tu nocować - stwierdziła ponuro. 

R S

background image

 

- 55 -

- Jesteś umówiona? Ktoś na ciebie czeka? 

- Nie, ale taka jazda okropnie męczy. Chyba utknęliśmy tu na dobre. 

- W takim razie proponuję, żebyśmy zjechali z autostrady, znaleźli dobry 

hotel i przenocowali. Rano ruszymy w dalszą drogę. Spójrz na zegar. Minęło 

wpół do szóstej, a my przejechaliśmy autostradą zaledwie dwadzieścia pięć 

kilometrów. Pogoda jest fatalna, więc usuwanie skutków karambolu na pewno 

się przedłuży. 

Alicja zerknęła na niego i dopiero teraz spostrzegła, że jest bardzo 

zmęczony. Ogarnięta poczuciem winy postanowiła przystać na jego propozycję. 

Wolałaby jeszcze tej nocy dotrzeć do Londynu, ale to Viktor był kierowcą i miał 

prawo decydować. 

- Dobry pomysł - odparła bez entuzjazmu. 

- Cieszę się, że tak uważasz. 

Jeszcze przez jakiś czas wlekli się w żółwim tempie. Trzy kilometry dalej 

był zjazd. Odetchnęli z ulgą, gdy wyrwali się z monstrualnego korka. 

- Wypatruj hotelu albo pensjonatu. Moim zdaniem w tej okolicy powinno 

ich być sporo. Jesteśmy przecież niedaleko Stratfordu. Wielbiciele Szekspira 

muszą gdzieś mieszkać, kiedy odwiedzają jego rodzinne miasto. 

Tego dnia mieli pecha, ponieważ dopiero po godzinie trafili do 

przydrożnego zajazdu, gdzie można było przenocować i zjeść ciepły posiłek. 

Nie zachwycił ich budynek ani jego otoczenie, lecz perspektywa dalszej jazdy w 

deszczu była tak przygnębiająca, że machnęli ręką na wszelkie niedogodności i 

postanowili zatrzymać się tam na noc, byle tylko opuścić na kilka godzin ciasne 

wnętrze auta i dostać przyzwoitą kolację. 

- Chcecie osobne pokoje? - spytał z niedowierzaniem właściciel zajazdu. - 

A to nowina! Pierwszy raz mi się to zdarza. - Podsunął im książkę gości, 

opowiadając o parach, które meldowały się pod nazwiskiem Smith albo Brown. 

Odradził im szukanie restauracji i poinformował, że jego żona robi pyszne zrazy 

z warzywami i frytkami. - Ale za posiłki trzeba dopłacić - uprzedził pospiesznie. 

R S

background image

 

- 56 -

- Spotkamy się o ósmej w jadalni - powiedział Viktor, gdy weszli na górę. 

Stał przez chwilę w drzwiach jej pokoju i wyszedł dopiero wtedy, gdy umieściła 

walizkę w nogach łóżka i tłumiąc ziewanie, mruknęła, że przyjdzie. Monotonny 

szum deszczu przyprawiał ją o senność. Najchętniej zostałaby u siebie i położyła 

się spać o dziewiątej wieczorem, ale w środku nocy obudziłaby się wściekle 

głodna. Skoro zrezygnowali z obiadu, ciepła kolacja na pewno wyjdzie im na 

zdrowie. 

Wzięła prysznic, włączyła głośno telewizor, żeby zagłuszyć jednostajny 

odgłos ulewy i naga stanęła przed lustrem. Przeczesała palcami mokre włosy i 

wsunęła je za uszy. Spojrzała w lustro i nagle ujrzała otwierające się drzwi oraz 

wchodzącego do jej pokoju Viktora. 

Znieruchomiała. Do tej pory w jego obecności zawsze miała na sobie 

kompletne ubranie, nie było okazji, żeby paradowała przed nim w kostiumie 

kąpielowym lub bieliźnie. Była osobistą sekretarką - mało atrakcyjną, ale 

niezastąpioną. Dopiero kilka dni temu odkrył w niej człowieka, a teraz stała 

przed nim w całej krasie swej wątpliwej kobiecości. Była obnażona, podwojona 

lustrzanym odbiciem, znieruchomiała jak kamienny posąg. 

Ogarnięta paniką odwróciła się w jego stronę, daremnie próbując zasłonić 

rękami swoją nagość. 

- Po co tu wszedłeś, do jasnej cholery! - usłyszała nagle swój głos. 

- Pukałem, ale nie odpowiadałaś, więc zajrzałem. - Stał przed nią z 

rękoma skrzyżowanymi na piersi i patrzył. Gdyby spojrzał jej w oczy albo 

obserwował twarz, szybciej wzięłaby się w garść, ale taksujące spojrzenie 

ogarnęło natychmiast jej szczupłą postać. A to bezwstydnik! W ogóle nie czuje 

się zakłopotany! Daremnie błagała niebiosa, by rozstąpiła się pod nią ziemia. 

- Wyjdź stąd! 

Popatrzył jej w oczy i odparł spokojnie, jakby nic szczególnego się nie 

wydarzyło: 

- Czekam w jadalni. Przyjdź tam za kilka minut.  

R S

background image

 

- 57 -

Wyszedł, trzaskając drzwiami. Alicja drżała na całym ciele, niezdolna 

zrobić kroku. Jak ma teraz z nim rozmawiać? Gdyby inny mężczyzna zobaczył 

ją obnażoną, także czułaby się upokorzona i wściekła, ale z Viktorem sprawa 

przedstawiała się jeszcze gorzej... 

Jęknęła rozpaczliwe i zaczęła się pospiesznie ubierać. Machinalnie 

wysuszyła włosy i zrobiła lekki makijaż. Nagle zdała sobie sprawę, że nie boi 

się spotkania w jadalni. Przeciwnie, odczuwała nawet leciutkie podniecenie. 

Zamknęła oczy i ukryła twarz w dłoniach. 

To oczywiste, że powinna złożyć wymówienie. Jak mogłaby dla niego 

pracować, skoro stał się dla niej kimś więcej niż tylko szefem? Gotowa się w 

nim zadurzyć! Umysł podpowiadał, że nie popełni po raz wtóry podobnego 

błędu, ale obawiała się, że ciało nie posłucha nakazów rozsądku. 

Gdy trochę ochłonęła, pojawiły się kolejne wątpliwości. Jak powinna się 

zachować, jeśli Viktor zlekceważy wymówienie i z politowaniem stwierdzi, że 

nic między nimi nie zaszło? Zapukał, ona nie odpowiedziała, zajrzał do pokoju, 

zorientował się, że to nie jest pora na odwiedziny, więc powiedział szybko, o co 

mu chodzi, i wyszedł. Po co rozdmuchiwać sprawę? Już słyszała jego śmiech i 

pobłażliwe wyjaśnienia. Pewnie teraz chichocze, wspominając jej przerażoną 

minę. 

W drodze z pokoju do jadalni przeanalizowała dziesiątki rozwiązań i 

uznała w końcu, że ostateczną decyzję podejmie po spotkaniu z Viktorem. Jeśli 

szef wspomni o tamtym przykrym incydencie, powinna zachować się jak 

dojrzała kobieta i zbagatelizować sprawę. 

Gdy usiadła przy stoliku, nie wybuchnął śmiechem. Minę miał ponurą i 

słowem nie wspomniał o tym, co zaszło. Zaczęli rozmawiać, szukając 

neutralnych tematów. Szczególnie skupili się na pogodzie. Właściciel zajazdu 

nalał im po kieliszku wina i podał zrazy z warzywami, co znacznie ożywiło 

konwersację. 

- Porcje są ogromne. Nie oszczędzają tu na gościach - powiedziała Alicja. 

R S

background image

 

- 58 -

- Prawdziwa bomba cholesterolowa - odparł Viktor, spoglądając znacząco 

na półmisek z frytkami. 

Zaczęła jeść, ale przyglądała mu się ukradkiem. Odkąd przyznała sama 

przed sobą, że jest nim zainteresowana, zachowywała się tak, jakby chciała 

nadrobić stracony czas. Podziwiała wspaniałą sylwetkę i niemal dotykalną aurę 

męskości, której dotąd starała się nie dostrzegać. Przerażona własną śmiałością, 

czerpała z niej zarazem hipnotyzującą przyjemność. Słuchała z zachwytem jego 

głosu i nagle złapała się na tym, że zaabsorbowana swoimi myślami nie rozumie 

sensu słów. 

- Słucham? - zapytała, odkładając sztućce, żeby chwilę odpocząć, bo 

uporała się już z połową swojej porcji. Dopiero teraz spojrzała mu prosto w 

oczy. 

- Pytałem - zaczął, marszcząc brwi - czy zdajesz sobie sprawę, że póki 

kampania reklamowa nie dobiegnie końca, będziemy często widywać Claydona. 

Wzruszyła ramionami. Już o tym myślała. Zresztą, co ją to obchodzi? 

Najchętniej wychodziłaby z biura przed jego wizytą. To się da zrobić. Przecież 

sama pilnuje terminarza i pamięta o wszystkich spotkaniach. 

- Kiedy podpiszesz z nim kontrakt? - Odruchowo przeszła na ty. Nie 

zaprotestował, więc uznała, że milcząco przyjął to do wiadomości. 

- Bardzo ci na tym zależy, prawda? 

- Mnie? Chyba żartujesz! - Westchnęła głęboko i policzyła wolno do 

dziesięciu, żeby odzyskać spokój. 

- Od pierwszej chwili robiłaś do niego słodkie oczy. - Alicja omal nie 

wybuchła śmiechem. Viktor nie mógł się bardziej pomylić. Tym razem zawiodła 

go spostrzegawczość, chociaż dotąd trafnie oceniał sytuację. Po chwili namysłu 

dodał: - Nie jestem pewny, czy weźmiemy tę robotę. Podejrzewam, że Claydon 

jest trudnym zleceniodawcą. Będą z nim kłopoty. 

R S

background image

 

- 59 -

Alicja zastanawiała się, co o tym myśleć. Viktor uwielbiał wyzwania i 

dlatego szczególnie cenił sobie nietypowe oferty. W takim razie, czemu nie miał 

ochoty na współpracę z Claydonem? 

- Dasz sobie radę - zapewniła, sącząc wino, które okazało się paskudne. 

- Oczywiście, ale musisz mi pomóc. W tym wypadku ty sama jesteś 

największym problemem. 

- Proszę? - Alicja otworzyła szeroko oczy i spłonęła rumieńcem. 

- Podobasz mu się. 

- Nie zauważyłam - skłamała. - Zresztą to nie twoja sprawa. 

- Przeciwnie. Nie mogę pozwolić, żeby moja podwładna spotykała się z 

klientem. 

- Dzięki za ostrzeżenie. Dam sobie radę, mam głowę na karku. 

- Czyżby? A mnie się wydawało, że straciłaś ją dla tego idioty. Nie masz 

nikogo, prawda? Od kilku lat jesteś sama. Nagle pojawia się James Claydon i od 

razu widać, że wam obojgu tylko jedno w głowie... 

- Wypraszam sobie takie insynuacje! - żachnęła się Alicja. Trudno 

powiedzieć, co ją bardziej oburzyło: podejrzenie, że ma słabość do Jamesa, czy 

bezczelność Viktora ingerującego bez skrępowania w jej prywatne sprawy. 

- Przestań, Alicjo! Nie jestem ślepy. Widziałem, jak na ciebie patrzył. 

Pożerał cię wzrokiem! 

- Cóż w tym złego? - spytała głosem cichym, ale groźnym, i pochyliła się 

nad stołem. 

- Nie poradzisz sobie z tym draniem - odparł. Jego twarz znalazła się 

nagle tuż obok jej twarzy. - Mam nadzieję, że nie jesteś aż tak zdesperowana, by 

wiązać się z człowiekiem jego pokroju. 

- Jak śmiesz! 

A więc dlatego zaczął tę rozmowę. Uznał, że przerażona samotnością 

gotowa jest rzucić się w ramiona pierwszego lepszego podrywacza. 

- Alicjo, domyślam się, że mało wiesz o mężczyznach. Dlatego... 

R S

background image

 

- 60 -

- Nie jestem prowincjonalną gęsią! 

- Ale od lat żyjesz samotnie, a twój poprzedni romans zakończył się 

dramatycznym rozstaniem. Jesteś bezbronna wobec takiego podrywacza jak 

Claydon i łatwo wpadniesz w jego sidła. 

Chętnie by mu wykrzyczała, że się myli. 

- Postanowiłeś dopilnować, żebym nie zrobiła z siebie idiotki. 

- Zabraniam ci flirtować z nim w biurze. 

- Jasne, ale po pracy mogę robić, co mi się podoba. 

- Pod warunkiem, że nie będziesz sypiać z klientami. 

- Jakże bym śmiała - odparła chłodno. - Od tej chwili staną się dla mnie 

nietykalni. 

- Trudno mi w to uwierzyć - odparł, nieufnie mrużąc oczy. 

Co mnie to obchodzi, pomyślała ze złością, ale szybko wzięła się w garść 

i odparta z pobłażliwym uśmiechem: 

- Jesteś zbyt podejrzliwy. 

Błędnie ocenił sytuację, lecz jego pomyłka stała się dla niej prawdziwym 

błogosławieństwem. Gdyby wyszło na jaw, że nie interesuje się Jamesem 

Claydonem, natomiast podkochuje się w szefie, rzeczywiście miałaby powody 

do obaw. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 61 -

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Przez kilka następnych dni Alicja była ospała i przygnębiona. 

Dramatyczne przeżycia bardzo się do tego przyczyniły, ale na dobre zmogło ją 

dopiero fatalne przeziębienie. We środę obudziła się z obolałym gardłem, a o 

siódmej trzydzieści w odruchu desperacji zadzwoniła do Viktora, który rzecz 

jasna był już w swoim gabinecie, i oznajmiła, że nie przyjdzie do pracy. 

- Byłaś u lekarza? - spytał opryskliwie. W jego głosie nie słyszała 

współczucia. - Jak długo zamierzasz chorować? Nie zapominaj, że mamy teraz 

mnóstwo roboty. 

Takie słowa są jak balsam na moje stargane nerwy, pomyślała drwiąco i 

wcisnęła głowę w miękką poduszką, bawiąc się nerwowo sznurem słuchawki. 

- Nie mam pojęcia, jak długo to potrwa, ale pogadam z moim wirusem i 

mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia. 

- Przestań być taka uszczypliwa, Alicjo. Przecież wiesz, że gdyby twoja 

choroba się przedłużyła, powinienem zadzwonić do agencji sekretarek i 

poprosić o zastępstwo. 

- Mam nadzieję, że do jutra mi przejdzie - oznajmiła słabym głosem. 

- W takim razie do zobaczenia. - Nim zdążyła podziękować za 

wyrozumiałość i pożegnać się, rzucił słuchawkę. Przymknęła oczy i zapadła w 

sen. Czuła się podle. 

Następnego ranka gardło już tak nie bolało, ale miała okropny katar, więc 

uznała, że w takim stanie nie powinna iść do biura. Viktor był wściekły, kiedy 

powiedziała mu o tym przez telefon. 

- Nie możesz przyjść? - rzucił podniesionym głosem. Najchętniej 

poinformowałaby go uprzejmym, ale lodowatym tonem, że jej choroba nie jest 

oznaką złośliwości i chęci utrudniania mu życia, ale ugryzła się w język. 

- Jest nieco lepiej, ale trudno mi zwlec się z łóżka i przyjść do biura. 

R S

background image

 

- 62 -

- W takim razie biuro przyjedzie do ciebie - oznajmił po chwili namysłu. 

- Proszę? - Nie była pewna, czy dobrze go zrozumiała. 

- Boli cię gardło, ale uszy masz chyba zdrowe - odparł zniecierpliwiony. - 

Za pięć minut zaczynam ważne spotkanie, więc brak mi czasu na telefoniczne 

pogaduszki. Wpadnę do ciebie po pracy. Czekaj na mnie o wpół do ósmej 

wieczorem. - Połączenie zostało przerwane. 

Czuła się fatalnie, ale starała się wydobrzeć, by wieczorem znaleźć siły do 

pracy. Okropnie się denerwowała odwiedzinami szefa, zwłaszcza że Vanessa, 

jej współlokatorka, miała randkę, więc nie mogła jej udzielić moralnego 

wsparcia. 

Viktor spóźnił się piętnaście minut. 

- Fatalnie wyglądasz - powiedział, gdy otworzyła drzwi. Przyniósł ze sobą 

plik dokumentów, ułożył je na stole w saloniku, a potem odwrócił się i obrzucił 

ją karcącym spojrzeniem. - Powinnaś leżeć w łóżku. 

- Tak było, ale musiałam wstać, bo mój szef sobie tego życzył. - 

Skrzyżowała ramiona na piersi i spojrzała mu prosto w oczy, ale szybko 

odwróciła wzrok. - Zaparzyć kawę? - spytała i nie czekając na odpowiedź, 

ruszyła do kuchni. 

- Znajdzie się w tym domu jakieś żarcie? - mruknął, idąc za nią. 

Instynktownie wyczuła jego obecność i poruszała się sztywno, żeby go 

przypadkiem nie dotknąć. 

- Przez dwa dni nie byłam w sklepie - przypomniała, nalewając wody do 

czajnika. Wyjęła dwa duże kubki. Nadal unikała jego wzroku i trzymała się 

najdalej, jak mogła. 

- Wystarczą mi kanapki z serem, trochę sałaty, musztardy i majonezu. 

Zirytowana Alicja głośno stukała naczyniami. Nagle odwróciła się i 

spojrzała mu w oczy. 

- Czy to już wszystkie życzenia? - zapytała z udawaną słodyczą. 

R S

background image

 

- 63 -

- Na razie tak. - Uniósł brwi, ale nie dał się sprowokować do kłótni. - 

Zrób mi kolację, jeśli starczy ci sił. W przeciwnym razie marsz do łóżka! Nie 

zapominaj, że zdaniem wielu lekarzy nawet ludzie obłożnie chorzy powinni od 

czasu do czasu wstać i przejść się po mieszkaniu. Nie wolno bez przerwy leżeć, 

bo to fatalnie wpływa na samopoczucie. 

- Dzięki za medyczne wskazówki - odparła ponuro, robiąc mu kanapki. Z 

kubkami i talerzami przeszli do salonu i ustawili je wśród dokumentów. Viktor 

zdjął marynarkę i machinalnie podwinął rękawy białej koszuli. Alicja 

podziwiała ukradkiem silne ramiona i dłonie. 

- Dziękuję - powiedział z uśmiechem i rzucił się na kanapki, jakby od 

tygodnia nie miał nic w ustach. Gdy usiadła na kanapie, z podkurczonymi 

nogami, przyjrzał jej się uważnie i mruknął, wyraźnie zaniepokojony: -

Powinnaś iść do lekarza. 

- Przepisze mi aspirynę i każe położyć się do łóżka - odparła, przeglądając 

notes. - To zwykła infekcja wirusowa. Antybiotyki są bezużyteczne. A ty się nie 

boisz, że cię zarażę? 

- Nie mam czasu na chorowanie - odparł, sadowiąc się wygodnie w fotelu. 

Wsunął ręce pod głowę. - W dzieciństwie przechodziłem ospę wietrzną. To było 

koszmarne doświadczenie. Od tamtego czasu unikam chorób jak diabeł 

święconej wody. - Uśmiechnął się, widząc jej minę. 

- Teraz rozumiem. Zarazki po prostu cię omijają - powiedziała zamyślona. 

- Nie mają odwagi zaatakować kogoś takiego. 

Wybuchnął śmiechem i sięgnął po dokumenty. Podyktował jej kilka 

listów, które przepisała na jego przenośnym komputerze. Wystarczyło je potem 

skopiować na dyskietce, wydrukować w biurze i wysłać. 

- Teraz już sobie poradzę - mruknął i obrzucił ją badawczym spojrzeniem. 

- Chyba dostałaś gorączki. Powinnaś wziąć dwie aspiryny. - Popatrzył na zegar 

stojący nad kominkiem. Dochodziła dziesiąta. 

R S

background image

 

- 64 -

- Masz rację. - Postawiła stopy na podłodze, żeby krew spłynęła do 

ścierpniętych łydek, i ze zdziwieniem stwierdziła, że mimo zmęczenia czuje się 

lepiej. Chciała wstać, aby zażyć lekarstwa, lecz powstrzymał ją gestem i 

zawołał: 

- Siedź! Przyniosę ci tabletki. Powiedz mi tylko, gdzie jest fiolka. 

- Sama pójdę. Mówiłeś, że trzeba się ruszać. 

- Bzdura. - Wstał i rzucił jej pytające spojrzenie, więc odparła niechętnie, 

że lekarstwa są w sypialni na nocnym stoliku. Coraz bardziej żałowała, że nie 

ma Vanessy. Czułaby się pewniej, gdyby po mieszkaniu ktoś jeszcze się kręcił. 

Odkąd uświadomiła sobie, że Viktor bardzo jej się podoba, śledziła każdą 

zmianę jego tonu, obserwowała gesty. 

- Weź od razu dwie tabletki - oznajmił tonem nie znoszącym sprzeciwu, 

gdy wrócił, niosąc aspirynę i szklankę wody. - Masz gorączkę? 

- Nie - odparła stanowczo. 

- Jesteś pewna? A wypieki na policzkach? - Wyciągnął rękę i wierzchem 

dłoni dotknął jej czoła. Omal się nie zakrztusiła, łykając drugą aspirynę. 

- Nic mi nie jest - mruknęła i odruchowo cofnęła się lekko. Gdy kucnął 

przed nią, wstrzymała oddech, trochę wystraszona niespodziewaną bliskością. 

- Mam nadzieję, że dobrze się odżywiasz. - Ani myślał wrócić na swoje 

miejsce. Przyszło jej nagle do głowy, że celowo próbuje wytrącić ją z 

równowagi. 

- Naturalnie. - Obdarzyła go najpiękniejszym ze swoich uśmiechów. 

Wstał i popatrzył na nią badawczo. 

- To dobrze. Powiedz mi, kiedy będziesz zbyt zmęczona, żeby nadal 

pracować. 

- Szczerze mówiąc, czuję się senna. Powinnam odpocząć. 

- Podyktuję ci jeden list i znikam, dobrze? Gdzie twoja współlokatorka? - 

Usiadł w fotelu i przeczesał palcami ciemne włosy. Alicja zaczęła oddychać 

swobodniej. . 

R S

background image

 

- 65 -

- Ma randkę. - Kichnęła i głośno wytarła nos. Jeśli chce się go stąd 

pozbyć, musi wyglądać na chorą i znużoną. To było śmiesznie łatwe, ale 

nieubłagany Viktor sięgnął po kolejne dokumenty. 

- Nie musisz jutro przychodzić do biura - oznajmił po trzech 

kwadransach, wybierając ze stosu papierów kilka dokumentów potrzebnych 

następnego dnia. 

- Przejrzę rano wszystkie teczki, a po południu zajrzę do biura. 

- Wykluczone. Nalegam, żebyś została w domu. Wieczorem przyjdę i sam 

wszystko odbiorę. 

- Po co masz się fatygować? Włożę dokumenty do koperty, a Vanessa 

podrzuci ją do agencji. Na pewno chętnie nam pomoże - tłumaczyła, gdy Viktor 

włożył marynarkę i ruszył w stronę drzwi. Bała się, że jutro znów ją odwiedzi. 

Jedna wizyta to aż nadto! 

- Nie komplikuj sprawy. Dla mnie to żaden kłopot. - Położył dłoń na 

klamce i szczerze zatroskany obserwował Alicję. - Jeśli będziesz się mamie 

czuła, machnij ręką na robotę, którą ci zostawiłem. 

- Jakiś ty litościwy - mruknęła ironicznie. Spojrzeli sobie w oczy i 

jednocześnie mrugnęli porozumiewawczo. Oboje wiedzieli, że gdyby posłuchała 

jego rady i próżnowała następnego dnia, szybko zapomniałby o współczuciu. 

- Aha, jeszcze jedno - dodał na odchodnym. - Jutro rano będę widział się z 

Claydonem. W przyszłym tygodniu gdy wrócisz do pracy, zdam ci relację z tego 

spotkania. 

Następnego dnia poczuła się zdecydowanie lepiej i przed ósmą siedziała 

już przy kuchennym stole nad starannie ułożonymi dokumentami. Zaspana 

Vanessa przywlokła się tam z najwyższym trudem, aby zaparzyć mocną kawę. 

- Litości! Już wzięłaś się do pracy? - jęknęła rozpaczliwie, napełniając 

czajnik wodą. Owinęła się szlafrokiem i ziewnęła szeroko. - Tyle razy ci 

mówiłem, że zbyt wiele czasu poświęcasz robocie, a za mało przyjemnościom... 

- Jak randka? - przerwała z uśmiechem Alicja, a Vanessa skrzywiła twarz. 

R S

background image

 

- 66 -

- Ten facet jest pasjonatem. Lata w wolnych chwilach. Okropne! 

- Naprawdę? A to okaz! Skrzydła mu wyrosły? 

- Ma licencję pilota, idiotko. - Vanessa usiadła przy stole i uśmiechnęła 

się do niej: - Kiedy o tym wspomniał, byłam zachwycona, ale wyobraź sobie 

trzygodzinny monolog na temat prądów powietrznych. Omal nie umarłam z 

nudów! 

- Biedactwo! - Alicja współczująco pokiwała głową. - Cóż za bolesne 

rozczarowanie. Kolejna porażka. 

Sama widzisz, jak się kończy pogoń za przyjemnościami. Na szczęście ja 

zadowalam się pracą. 

- Zwątpiłam, że spotkam faceta nadającego na tych samych falach, co ja - 

marudziła Vanessa. Ponownie ziewnęła i rozparła się na krześle. - Powiedz mi, 

gdzie popełniam błąd. Chcę się bawić i używać życia, a lgną do mnie mężczyźni 

z pozoru atrakcyjni, którzy po bliższym poznaniu okazują się śmiertelnie nudni. 

- Może faceci z fantazją i klasą są trochę nieśmiali i boją się odrzucenia? 

- Psychologiczne bzdury - odparła posępnie Vanessa. - Chodzi o to, że im 

jesteśmy starsze, tym mniej wokół nas wolnych mężczyzn. Po prostu nie ma w 

czym wybierać. Za późno wzięłyśmy się do podrywania i zostały tylko resztki. 

Czuję się, jakbym dotarła za późno na wytworne przyjęcie. Główne dania już 

wyszły, została tylko brukselka i trochę sałaty. Mam za duży apetyt na życie, 

żeby się tym zadowolić. 

- Moje biedactwo! Wiadomo, że stare panny nie mają wzięcia. 

- Mów za siebie i nie próbuj mnie obrażać. - Vanessa dopiła kawę i 

wstała. - Już mi lepiej. Uroczyście oświadczam, że będę kontynuować 

poszukiwania, choć równie dobrze mogłabym uganiać się za latającymi 

spodkami. Tak czy inaczej, muszę iść do pracy, bo nie samymi przyjemnościami 

człowiek żyje. Zwykłym śmiertelnikom nie jest dane siedzieć w milutkim 

mieszkaniu nad plikiem papierów dostarczonych przez czarującego szefa - 

R S

background image

 

- 67 -

dodała uszczypliwie i ruszyła w stronę łazienki, skąd wynurzyła się pół godziny 

później, gotowa do wyjścia. 

- Będę wcześnie! - zawołała od drzwi i dodała przezornie: - O ile nic się 

nie wydarzy. 

Alicja rzuciła się w wir pracy i zapomniała o całym świecie. Około szóstej 

usłyszała dzwonek u drzwi. Najwyraźniej Vanessa nie spotkała dziś szalonego 

wielbiciela. 

Alicja otworzyła szeroko drzwi i osłupiała, bo zamiast przyjaciółki, 

ujrzała w korytarzu Jamesa, opartego nonszalancko o framugę. 

- Przyniosłem kwiaty. - Wysunął zza pleców spory bukiet. Przypominał 

marnego iluzjonistę, który prezentuje magiczne sztuki w podrzędnym teatrzyku. 

- Po co przyszedłeś? - zapytała chłodno, nie zwracając uwagi na kwiaty, 

które próbował jej wręczyć. 

- Chciałem cię zobaczyć - odparł, robiąc obrażoną minę. 

- I zobaczyłeś, więc możesz odejść. 

- Nalegam, żebyś poszła ze mną na kolację. 

- Wykluczone - odparła, nie wpuszczając go za próg. - Nasze spotkanie 

było przypadkowe. 

- Moim zdaniem to przeznaczenie. 

- Czysty przypadek - stwierdziła z naciskiem. - Nie mam ochoty na 

odnawianie tamtej znajomości. - Umilkła na chwilę i dodała z powagą: - Bardzo 

mnie wtedy zraniłeś. Takich rzeczy się nie zapomina. 

- Przyznaję, że postąpiłem jak ostatni głupiec - odparł, zakłopotany 

własną szczerością. - Zmieniłem się. Jestem rozwiedziony, starszy i mądrzejszy. 

Czy będziemy rozmawiać, stojąc w drzwiach? 

- Nie mam ochoty z tobą dyskutować. 

- W takim razie zaproś mnie na kieliszek wina. Możemy gawędzić o 

pogodzie. 

R S

background image

 

- 68 -

Usłyszeli stuk obcasów i jednocześnie odwrócili głowy. Podeszła do nich 

Vanessa i bez skrępowania obrzuciła Jamesa taksującym spojrzeniem. 

- Masz interesujących znajomych - mruknęła półgłosem do Alicji. 

Zachwycony James przyglądał się jej długim włosom i figlarnej buzi. 

- Cóż za miłe spotkanie! Kim pani jest? - zapytał i nie czekając na 

odpowiedź, perorował dalej: - Niech pani sobie wyobrazi, że pod wpływem 

nagłego impulsu wstąpiłem do kwiaciarni i kupiłem ten śliczny i kosztowny 

bukiet, jakby przeczuwając, że spotkam rudowłosą piękność. 

- Przeczucia mnie nie obchodzą. Jestem realistką. - Vanessa odrzuciła 

głowę do tyłu i wybuchła śmiechem. Nim Alicja zebrała myśli, tamci dwoje 

weszli do mieszkania, rozsiedli się na kanapie w salonie i zaczęli rozmawiać jak 

starzy znajomi. 

Po godzinie Vanessa zerwała się na równe nogi i oznajmiła, że na nią już 

pora. 

- Wyjeżdżam na dwa dni - oznajmiła i pobiegła do pokoju po spakowane 

dzień wcześniej bagaże. James odprowadził ją do drzwi. 

- Mógłbym z panią jechać? 

- Wykluczone, ale jeśli pan grzecznie poprosi, może w przyszłym 

tygodniu zgodzę się pójść z panem na kolację do drogiej i wytwornej restauracji. 

- Oboje roześmiali się, ubawieni jej szczerością. 

- Chętnie spotkam się z panią w poniedziałek. 

- Nie mam czasu - oznajmiła, a oczy jej zabłysły. Oparła dłonie na 

biodrach i zmarszczyła brwi. Rozbawiona Alicja obserwowała Jamesa, który 

miał taką minę, jakby zamierzał porwać w objęcia jej przyjaciółkę. 

- Wtorek o ósmej trzydzieści. Proszę tu po mnie przyjechać. Punktualnie! 

Nie lubię spóźnialskich. 

Gdy wyszła, James gwizdnął przeciągle. - Prawdziwa seksbomba! - 

oznajmił zduszonym głosem. 

R S

background image

 

- 69 -

- A ja łudziłam się, że kwiaty i uśmiechy są dla mnie - stwierdziła 

żartobliwie. Odetchnęła z ulgą, bo teraz była przekonana, że James przestanie 

się jej narzucać. 

- Zrozum... - Popatrzył na Alicję, jawnie zawstydzony. 

- Napijemy się kawy, a potem sobie pójdziesz, zgoda? 

Kiwnął głową i poszedł za nią do kuchni. Przez najbliższy kwadrans 

rozmowa dotyczyła tylko Vanessy, o której chciał się jak najwięcej dowiedzieć. 

Gdy zabrzmiał dzwonek u drzwi, oboje zerwali się na równe nogi. James był 

pełen nadziej. Może rudowłosa piękność zmieniła zdanie i postanowiła zabrać 

go ze sobą? 

To nie była Vanessa, lecz Viktor, który zjawił się o umówionej porze, aby 

odebrać dokumenty, 

- Jak się czujesz? - zapytał, gdy Alicja otworzyła drzwi. Wpatrywała się w 

niego jak zahipnotyzowana. 

- Lepiej. Dziękuję. 

- Wpuścisz mnie? 

- Nie trać czasu. Zaraz przyniosę twoje papiery. W poniedziałek 

wprowadzę dane do komputera. - Stała nieruchomo i modliła się, żeby James nie 

wyjrzał z kuchni. Przymknęła drzwi, zostawiając niewielką szparę. 

- Nie mogę czekać do poniedziałku. Przywiozłem swój komputer. - 

Umilkł na chwilę. - Dlaczego nie chcesz mnie wpuścić? 

- Przecież mówiłam. - Roześmiała się z przymusem. - Twój czas jest zbyt 

cenny, żebyś go tracił, przesiadując tutaj. Poczekaj chwilę. - Pomknęła do 

kuchni, chwyciła dokumenty i po kilku sekundach była z powrotem. Uchyliła 

szerzej drzwi. 

- Widzę, że wracasz do zdrowia, skoro tak szybko... - Umilkł w pół słowa. 

Alicja domyśliła się natychmiast, kogo zobaczył. Usłyszała jego zdumiony głos. 

- Claydon! 

R S

background image

 

- 70 -

James miał na sobie płaszcz. Szedł do wyjścia z chełpliwą miną, jak 

przystało na człowieka, do którego los się nagle uśmiechnął. 

- Nie sądziłem, że tak szybko się zobaczymy - powiedział wesoło do 

Viktora i zerknął na Alicję. - Wybacz, tyle się działo, że całkiem zapomniałem 

wspomnieć o spotkaniu z twoim szefem. Byłem dzisiaj w agencji. Na mnie już 

pora. Śliczne mieszkanko. 

- Dziękuję - odparła słabym głosem. Nie miała odwagi spojrzeć Viktorowi 

w oczy i była o to na siebie wściekła. To nie jego sprawa, co robiła i kogo 

przyjmowała we własnym mieszkaniu. 

- Co się działo? - zapytał Viktor, spoglądając na nich podejrzliwie. - 

Przeszkodziłem wam? 

- Skądże! Wypiłem kawę i miałem już iść, gdy pan zadzwonił do drzwi. 

Na mnie już pora. Żegnam państwa, do zobaczenia. 

- Czemu się tak spieszysz? Zostań jeszcze chwilę - namawiała Alicja. Nie 

chciała zostać sam na sam z Viktorem. Była przekonana, że rozerwie ją na 

strzępy. Ten dzikus był nieobliczalny! 

- Zapewne wrócę, moja droga. - Mrugnął do niej i dodał: - Jeśli postawię 

na swoim, będziemy się często widywać. - Pomachał im na pożegnanie i 

odszedł. 

- Nie jest tak, jak myślisz - powiedziała, spoglądając na chmurną twarz 

Viktora, gdy nieproszony gość zniknął w głębi korytarza. 

- A co pomyślałem? 

- Nie trzeba być geniuszem, żeby to wiedzieć - odparła. Nie powinna się 

przed nim tłumaczyć! Jak śmiał patrzeć na nią oskarżycielskim wzrokiem. 

Odwróciła się i poszła do salonu, a Viktor zamknął drzwi i ruszył za nią. Miała 

wrażenie, że jest bezbronną zwierzyną tropioną przez głodnego tygrysa. 

- Nie mam pojęcia, jak zdobył mój adres. 

- Interesujący zbieg okoliczności, jeśli wziąć pod uwagę, że w Highfield 

House nieustannie ci nadskakiwał. Kiedy zdołaliście się wymknąć na spacer? 

R S

background image

 

- 71 -

- Proszę? 

- Podczas zwiedzania ogrodu odniosłem wrażenie, że byłaś tam już kiedyś 

wcześniej. Co mi na to odpowiesz, Alicjo? 

- Nic. Proszę się ode mnie odczepić. Nie jest pan moim właścicielem 

tylko pracodawcą - stwierdziła oficjalnym tonem. 

- Jeśli nadal będziesz łamać zasady i zadawać się z klientami, zostaniesz 

natychmiast zwolniona. 

Alicja patrzyła na niego w milczeniu. Zawsze się kłócili, ale darzyli się 

zaufaniem, nawet gdy mieli odmienne zdania. Podejrzliwość Viktora była dla 

niej jak cios zadany w samo serce. 

- Przyjęłam do wiadomości pańskie ostrzeżenie, a teraz proszę wyjść. 

Jestem osłabiona po chorobie i nie zamierzam się narażać na dodatkowe 

przykrości, bo to mi szkodzi. Żegnam pana. 

Viktor zmienił się na twarzy, jakby nagle zrozumiał, że nie ma prawa jej 

oskarżać. 

- Alicjo, porozmawiajmy spokojnie... 

- Nie mamy o czym rozmawiać. Zrozumiałam pańskie słowa i wiem, co 

mi grozi. 

- Jeśli byłem szorstki... 

- Ależ skąd! - przerwała chłodno. - Miał pan dobre intencje. Należało 

ostrzec starą pannę, żeby nie romansowała z Jamesem Claydonem, który złamie 

jej serce i porzuci dla innej. Przecież to oczywiste, że kobieta taka jak ja w 

mgnieniu oka straci głowę dla uroczego podrywacza, byle tylko przeżyć chwilę 

miłosnego zapomnienia. 

- Ja tego nie powiedziałem - bronił się, ale po jego minie poznała, że tak 

właśnie myślał. 

- Załatwiliśmy już wszystko, proszę pana? 

- Przestań się tak do mnie zwracać. Jesteśmy na ty - mruknął, z irytacją 

kręcąc głową. 

R S

background image

 

- 72 -

- Dobra, szefie - odparła drwiąco, ale grzecznie. - Teraz wiadomo, kto 

ustala zasady, a kto ma się im całkowicie podporządkować. 

- Nikomu prócz ciebie nie pozwoliłbym zwracać się do siebie w ten 

sposób. 

- Jeśli pana uraziłam, proszę mnie wyrzucić z pracy. 

- A po co? W ogóle nie biorę tego pod uwagę. Mam inny pomysł. 

Nagle zdała sobie sprawę, że stoją twarzą w twarz, bardzo blisko. 

Wiedziała, na co się zanosi i mogła temu zapobiec, ale nie sądziła, że Viktor 

posunie się tak daleko. Miał przecież swoje zasady. Gdy pochylił głowę, Alicja 

była całkiem zbita z tropu. 

Poczuła na ustach dotknięcie jego warg i przebiegł ją dreszcz. Pocałunek 

był namiętny, zaborczy, niecierpliwy. Oszołomiona, poddała się całkowicie. To 

było cudowne. Gdy wypuścił ją z objęć, omal nie upadła. 

- Ostrzegam cię, Alicjo. Trzymaj się od niego z daleka. 

Milczała, ponieważ nie była w stanie wykrztusić słowa. Stała nieruchomo, 

aż trzasnęły drzwi, a wtedy bezwładnie osunęła się na krzesło jak zapomniana 

marionetka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 73 -

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

We wtorek Alicja weszła do kuchni i oniemiała ze zdumienia na widok 

Vanessy, kompletnie ubranej i dopijającej poranną kawę, chociaż była dopiero 

siódma. 

- Świetnie wyglądasz - powiedziała, starając się wykrzesać z siebie 

odrobinę entuzjazmu. 

- A ty przypominasz zabiedzoną sierotę. 

- Dzięki. Zawsze umiałaś podnieść człowieka na duchu. - Z trudem 

zdobyła się na uśmiech 

- Nawrót choroby? - wypytywała zaniepokojona Vanessa. 

- Nie, przeziębienie dawno minęło, ale jestem osłabiona. - Popatrzyła na 

przyjaciółkę i doszła do wniosku, że nie powinna jej obarczać swoimi troskami. 

W biurze atmosfera była napięta. Nadal tworzyli z Viktorem sprawny 

tandem, ale ich rozmowy stały się uprzejme, krótkie i rzeczowe. Wymieniali 

uwagi na temat bieżących spraw i to wszystko. Unikali się nawzajem i nie 

patrzyli sobie w oczy. Alicja z żalem myślała o dawnej zażyłości. 

Ciekawe, czy Viktor pamięta, że ją pocałował. Zrobił to w gniewie, więc 

może wyrzucił z pamięci ten epizod, kiedy trochę ochłonął. Alicja czuła 

rozkoszny dreszcz, gdy wspominała tamtą chwilę. Czuła się jak głodny 

człowiek zaproszony na wspaniałą ucztę. Kto użył niedawno tego porównania? 

Oczywiście Vanessa! Dziś miała się spotkać z Jamesem. 

- Masz chwilkę? - zapytała pod wpływem nagłego impulsu. Vanessa 

kiwnęła głowa. - Muszę ci coś powiedzieć. Dawno temu... byłam z Jamesem, ale 

to już przeszłość. Minęły cztery lata... 

- Proszę? 

- Nie dziw się tak - rzuciła z irytacją. - Dawniej byłam śmielsza, 

romansowałam, miałam wielbicieli i nie zamykałam się w czterech ścianach. 

R S

background image

 

- 74 -

- Źle mnie zrozumiałaś - przekonywała skruszona Vanessa. - Wcale się 

nie dziwię, że byłaś z facetem. Szczerze ci powiem, że masz u mnie plus, bo 

poderwałaś niezłą sztukę. Zawsze wiedziałam, że jesteś cicha woda! Gdzie się 

poznaliście? 

- Pracowałam u jego ojca. 

- Chcesz wrócić do Jamesa? Może pokrzyżowałam ci szyki? 

- Skądże! - Alicja wybuchła śmiechem. - Nic z tych rzeczy. 

- W takim razie, o co chodzi? 

- Uważaj, bo on jest czarujący, ale to... 

- Kawał drania? 

- Niezupełnie. - Alicja z namysłem szukała właściwych słów. 

- Powiedz mi, jak z wami było. 

- Brzydko się rozstaliśmy. Przynajmniej dla mnie było to ogromnie 

bolesne przeżycie. Rzucił mnie, bo nie nadawałam się na żonę dla arystokraty. 

Zamierzał poślubić dziewczynę ze swojej sfery. - Przerwała na moment. - Nie, 

było inaczej. Muszę wyrzucić z siebie całą prawdę. James bardzo mnie zranił, 

bo mu na to pozwoliłam. Łudziłam się, że będziemy razem do końca życia, ale 

on nie obiecywał, że się ze mną ożeni. Budowałam zamki na lodzie. 

- Kochanie, postawmy sprawę jasno: próbujesz mi dać do zrozumienia, że 

facet jest żonaty z jakąś wysoko urodzoną lafiryndą, tak? - Rozzłoszczona 

Vanessa wzięła się pod boki. 

Alicja zaczęła machać rękami i gwałtownie zaprotestowała. 

- Nie, nie, już się z nią rozwiódł. Chodzi mi o to, żebyś nie dała się 

nabrać. Jamesa nie należy brać poważnie. Po co masz potem cierpieć? 

- Dzięki za ostrzeżenie, Ali. Jestem ci bardzo wdzięczna. - Vanessa nagle 

się rozpromieniła. - James Claydon to niebieski ptak, co? Motyl przelatujący z 

kwiatka na kwiatek, dobrze mówię? Będę na niego uważać, skoro tak mi 

radzisz. Więcej ci powiem: owinę go sobie wokół palca Będzie tańczył, jak mu 

R S

background image

 

- 75 -

zagram, i odgadywał moje życzenia. Nie dam się nabrać tak jak ty, kochanie! - 

Umilkła i dodała przepraszająco: - Ali, tylko nie myśl sobie, że uważam cię za... 

- Nie da się ukryć, że byłam naiwna. - Alicja wzruszyła ramionami. - 

Mówiłam ci, że dla mnie to przeszłość. Jestem teraz inną kobietą. 

- Moim zdaniem James jest przesadnie zapatrzony w siebie - oznajmiła 

Vanessa. - Na pewno rodzice go rozpieszczali i dlatego uważa, że dziewczyny 

powinny dziękować niebiosom, jeśli raczy zwrócić na nie uwagę. - Zamyśliła 

się na chwilę. - To dla mnie prawdziwe wyzwanie i ciekawa odmiana. Dość 

mam miłych facetów gotowych natychmiast zaciągnąć mnie do ołtarza, którzy 

na pierwszej randce mówią o kredytach i kupnie domu, pytają, jak bym 

urządziła ogród, interesują się, czy lubię dzieci i tak dalej. 

- W takim razie nie ma powodu, żebym się o ciebie martwiła. Pozwalam 

ci uwieść Jamesa Claydona, ale obiecaj, że wszystko mi opowiesz. 

- I to ze szczegółami! - Vanessa parsknęła głośnym śmiechem. 

Wkrótce obie wyruszyły do pracy. 

Viktora nie było w biurze, bo pojechał do Wimbledonu na spotkanie z 

klientem. Alicja zabrała się do porządkowania komputerowej bazy danych. Była 

tak skoncentrowana na pracy, że dopiero po dwunastej oderwała wzrok od 

ekranu monitora, bo wydawało jej się, że ktoś wszedł do sekretariatu. Podniosła 

głowę i zobaczyła Jamesa stojącego przy jej biurku. Uśmiechał się promiennie. 

Ciekawe, czego tu szuka, myślała podejrzliwie. 

- To nie jest serdeczne powitanie - oznajmił karcącym tonem, gdy 

zobaczył jej minę. Usiadł na blacie, odsuwając plik dokumentów. - Wpadłem, 

żeby pogadać z twoim szefem. 

- Nie ma go - odparła. - Wróci o trzeciej. - Zajrzała do notesu, żeby się 

upewnić. - Może cię przyjąć między czwartą a wpół do piątej. 

- Ten facet haruje jak wół. 

R S

background image

 

- 76 -

- W przeciwieństwie do ciebie. - Głośno zamknęła notes. - Jesteś 

próżniakiem i nie masz pojęcia o uczciwej pracy. Leżakujący ser szwajcarski 

robi więcej niż ty. 

- Dobre powiedzonko! - Z uznaniem pokiwał głową. - Wyrobiłaś się, 

Alicjo. - Pochylił się w jej stronę i dodał przyciszonym głosem: - Zdradzę ci 

pewną tajemnicę, ale nie wydaj mnie, proszę. Wziąłem się do roboty. 

- Niemożliwe! 

- Wciągam się powoli w interesy prowadzone dawniej przez ojca. Miał 

udziały w biurze maklerskim. Na razie przychodzę tam dwa razy w tygodniu, 

ale poważnie myślę, żeby się zająć operacjami giełdowymi. - Zamilkł na 

moment, jakby próbował sobie coś przypomnieć. - Aha, chciałem cię zapytać, 

czy są tematy, których mam nie poruszać w obecności Vanessy. 

- Rozmawiaj z nią o wszystkim, na co masz ochotę. Powiedziałam jej o 

nas. 

- Słucham? 

- Nie widzę powodu, żeby to dłużej ukrywać. Przebrzmiała sprawa i tyle. 

Liczy się teraźniejszość i przyszłość. Lubię was i mam nadzieję, że do siebie 

pasujecie. James, zejdź natychmiast z mego biurka, bo zrzucisz te papiery - 

skarciła go żartobliwie. 

Odruchowo zerknęła na drzwi ponad jego ramieniem i zobaczyła Viktora 

wchodzącego do sekretariatu. James rozpromienił się na widok jej szefa, lecz 

nadal siedział na rogu drewnianego blatu, podpierając się obiema rękami, żeby 

nie spaść. 

- Nie sądziłam, że wróci pan tak wcześnie - wykrztusiła, spoglądając na 

jego zachmurzoną twarz. Kiedy go zobaczyła, omal nie poderwała się z miejsca. 

- Miał pan wrócić wczesnym popołudniem. 

Po jego minie łatwo poznała, co sobie pomyślał. Myszy harcują, gdy kota 

nie czują! Przysłowia są wprawdzie mądrością narodu, ale dorosły mężczyzna 

R S

background image

 

- 77 -

powinien kierować się zdrowym rozsądkiem i trzymać emocje na wodzy. Viktor 

najpierw złościł się jak mały chłopiec, a później tego żałował. 

- Potrzebuję kilku dokumentów, więc przyjechałem po nie między 

spotkaniami - odparł lodowatym tonem i spojrzał pytająco na Jamesa, który 

oznajmił z szerokim uśmiechem: 

- Wpadłem na chwilę, żeby omówić z panem kilka szczegółów. 

Viktor popatrzył na zegarek i odparł krótko: 

- Mam dwadzieścia minut. 

- To aż nadto. 

- W takim razie zapraszam do mego gabinetu. Zaraz do pana dołączę - 

dodał tonem nie znoszącym sprzeciwu. James potulnie zniknął za 

wewnętrznymi drzwiami. Viktor pochylił się nad biurkiem Alicji i powiedział 

groźnie: - Po raz kolejny przyłapałem cię na flirtowaniu z Claydonem. Nie 

zapominaj, że tu jest agencja reklamowa, a nie bar dla samotnych. 

- Przepraszam. 

- Co tu się działo, do jasnej cholery? Ciekawe, jaką scenę zobaczyłbym, 

gdybym przyszedł dziesięć minut później. Siedziałabyś mu na kolanach, 

pozwalając się obmacywać? Jestem pewny, że chętnie... 

- To są oburzające pomówienia! 

- Nie przerywaj, kiedy do ciebie mówię! Dokończymy tę rozmowę 

później, gdy spławię twego wielbiciela i załatwię wszystkie swoje sprawy. 

- Proszę łaskawie powiedzieć, do której mam na pana czekać. - Ze 

zdziwieniem stwierdziła, że mimo wzburzenia panuje nad głosem. Była 

potwornie zdenerwowana: krew głośno pulsowała jej w uszach, ręce drżały, a 

przed oczyma latały ciemne plamy. 

- Nie wiem. Masz tu być, kiedy wrócę. Płacę ci tyle, że mogę tego 

wymagać. 

Gdy trzasnął drzwiami swego gabinetu, uspokoiła się powoli i zadała 

sobie pytanie, czemu ten gbur tak jej się podoba. Zgoda, był przystojny, ale 

R S

background image

 

- 78 -

uroda to nie wszystko. Powinny ją do niego zrazić fatalne maniery i skłonność 

do awantur, ale wbrew logice chętnie wybaczała mu skandaliczne zachowanie, 

ostre słowa i bezsensowne zarzuty. Daremnie próbowała wyjaśnić, czemu tak 

się dzieje. W końcu dała za wygraną. Zaczynała się właśnie jej przerwa 

obiadowa, postanowiła coś zjeść i przejść się po mieście, żeby odzyskać 

równowagę ducha. Nie będzie czekała, aż Viktor raczy wyjść z gabinetu. Nie 

była jego niewolnicą tylko podwładną i znała swoje prawa. Od pierwszej do 

drugiej miała czas dla siebie. 

Gdy spokojna i odprężona wróciła ze spaceru, recepcjonistka oznajmiła, 

że obaj panowie już wyszli. Czekała na Viktora do siódmej, chociaż korciło ją, 

żeby wbrew poleceniu zamknąć biuro i wrócić do domu, ale była pewna, że 

zjawiłby się w jej mieszkaniu, żeby postawić na swoim. Po namyśle uznała, że 

woli rozmawiać z nim w pracy... zwłaszcza że Vanessa miała dziś randkę. 

- Jeszcze tu jesteś? - mruknął, wchodząc do sekretariatu pięć minut po 

siódmej. 

- Takie otrzymałam polecenie - odparła z promiennym uśmiechem. 

Podszedł do biurka, usiadł na rogu tak samo jak James i obrzucił ją 

badawczym spojrzeniem. 

- Proponuję, żebyśmy od razu omówili sprawy, które chce pan dzisiaj 

załatwić. Marzę, by jak najszybciej wrócić do domu. 

- Masz spotkanie? Może to randka? Idziesz na kolację? 

- Kolacja jest zawsze mile widziana. Mam w lodówce wczorajszą 

zapiekankę. Odgrzeję ją w mikrofalówce - odparła pogodnie. 

- Myślałem, że Claydon zaprosił cię do restauracji albo na bankiet. 

- Nic z tych rzeczy. 

- W takim razie zjesz ze mną. 

Nieco rozbawiona stwierdziła, że nawet w takiej sytuacji szef nie zaprasza 

i nie pyta jej o zdanie, tylko wydaje polecenia. 

R S

background image

 

- 79 -

- Niestety, muszę odmówić. - Nim znalazła odpowiedni pretekst, Viktor 

odezwał się znowu. 

- Alicjo, musimy omówić kilka ważnych spraw. Twoje zdanie jest dla 

mnie bardzo ważne, ale wolałbym rozmawiać w przyjemniejszym otoczeniu. 

Popatrzyła na niego ze zdziwieniem, czując, jak jej gniew topnieje. 

Sądziła, że otrzyma wymówienie, a tymczasem Viktor chciał zasięgnąć jej 

opinii. 

- Zgoda - odparła, starając się zachować spokój. Wyłączyła komputer i 

włożyła płaszcz. 

Gdy wsiedli do auta, nie pytała, dokąd jadą. Wkrótce zaparkowali przed 

okazałym budynkiem w jednej z najdroższych dzielnic Londynu. Rozejrzała się 

dyskretnie, ale w pobliżu nie było żadnej restauracji. 

- Gdzie jesteśmy? 

- Przed moim domem. 

- Po co tu przyjechaliśmy? 

- Zjemy u mnie - odparł zniecierpliwiony, że musi tłumaczyć jej 

oczywiste sprawy. 

- Tutaj? - zapytała piskliwym głosem, wskazując duży, nieco staromodny 

budynek otoczony wielkim trawnikiem. 

- Masz jakieś obiekcje? 

- Jak wrócę do domu? 

- Taksówką. Na koszt firmy. Masz inne pytania?  

Setki, tysiące! Kilku dni by nie starczyło, żeby na nie odpowiedział. W 

tym równaniu były same niewiadome. 

- Nie - odparła z ociąganiem i wysiadła z samochodu. Trzymała się pół 

kroku za szefem. Do drzwi wejściowych prowadziło kilka schodów, dalej był 

bardzo obszerny hol. 

Gdy Viktor zapalił światło, rozejrzała się odruchowo, a ciekawość szybko 

przezwyciężyła obawy. Mieszkanie nie było zbyt obszerne, ale przestronne. 

R S

background image

 

- 80 -

Dominowały biele i jasne beże. Podłogę w salonie widocznym przez uchylone 

drzwi przykrywał cudowny biały dywan. Najchętniej zdjęłaby buty, żeby 

chodzić po nim boso. Na ścianach wisiały nowoczesne obrazy, które kojarzyła 

ze sławnymi nazwiskami. Z pewnością nie były to reprodukcje. 

Zdjęła płaszcz i podała go Viktorowi, który zapytał, jak przystało na 

gościnnego pana domu: 

- Zjemy teraz czy później? 

- Teraz - odparła stanowczo i poszła za nim do kuchni. Usiadła prosto 

przy dużym stole z sosnowych desek, a ręce oparła o brzeg blatu. 

- Na co masz ochotę? 

- Nie jestem wybredna. 

- W takim razie zjemy moją zapiekankę. To specjalność domu. 

Po chwili na stole znalazły się rozmaite przyprawy, makaron oraz 

mnóstwo warzyw. Viktor fachowo kroił je w kostkę, słupki i talarki, 

mimochodem zagadując Alicję. 

- Chciałabym pomóc - oznajmiła w końcu. 

- W lodówce jest wino. Zdecyduj, które ci najbardziej odpowiada i otwórz 

butelkę. Korkociąg znajdziesz w tamtej szufladzie. 

Pół godziny później usiedli do ciepłej kolacji. Zapiekanka Viktora była 

wyjątkowo smaczna. Gdy Alicja spróbowała odrobinę i spojrzała na niego z 

aprobatą, stwierdził kpiąco: 

- Nie ma się czemu dziwić. Mężczyźni gotują równie dobrze, jak kobiety. 

W najlepszych restauracjach oni są zwykle szefami kuchni. Mieszkam samotnie, 

więc z konieczności musiałem rozwijać talenty kulinarne. 

- Ja nie mam takich zdolności - odparła Alicja. 

- Mam nadzieję, że twoja współlokatorka jest dobrą kucharką. 

- Lepiej nie mówić - odparła, biorąc dokładkę. - Ale muszę przyznać, że 

ma pewne osiągnięcia. Na przykład ostatnio nauczyła się robić grzanki. 

Poprzednio wszystkie były spalone na węgiel. 

R S

background image

 

- 81 -

Gdy sączyli białe wino, zapytał uprzejmie: 

- Masz ochotę na deser? 

- Jeśli mi zaproponujesz tort czekoladowy, to nie odmówię. 

- Będą z tym pewne problemy. Moje wypieki nie są najlepsze, a krem 

zwykle się warzy. Nie daję za wygraną, bo ćwiczenie czyni mistrza. 

- W takim razie rezygnuję z deseru, ale chętnie napiję się kawy. 

- Przejdziemy do salonu i usiądziemy wygodnie. Trzeba wrócić do holu, a 

potem drugie drzwi po prawej stronie. Są uchylone, już tam zaglądałaś. Za 

chwilę podam ci kawę. 

- Zamieniliśmy się rolami! - stwierdziła z zadowoleniem Alicja. 

Wkrótce delektowali się aromatyczną kawą. Viktor odstawił filiżankę, 

sięgnął do teczki i wyjął z niej plik dokumentów. 

- Nie wzięłam notesu - zmartwiła się Alicja. 

- I słusznie, bo nie będzie potrzebny. Chciałem z tobą porozmawiać - 

odparł. Wyprostowała się w fotelu, przygotowana na najgorsze. - Jak ci się u 

mnie pracuje? Jesteś zadowolona? - spytał, obserwując ją uważnie. 

- To doskonała posada - powiedziała, nieco zbita z tropu. 

- Nie o to pytam. 

- Jestem bardzo zadowolona z naszej współpracy - odparła, jakby 

recytowała wyuczoną lekcję. I podkochuję się w szefie, przyznała w duchu. 

- Niektórzy twierdzą, że niełatwo dojść ze mną do porozumienia. To jest 

oczywiście najzupełniej błędna opinia. 

- Już przywykłam do pańskiego... stylu pracy.  

Patrzył na nią z jawnym zaciekawieniem. Mąciło jej się w głowie. Czy to 

zakłopotanie spowodowane dziwną rozmową? A może wino trochę ją 

oszołomiło? 

- Kiedy ostatnio dałem ci podwyżkę? 

- Nie przypominam sobie. Wydaje mi się, że odkąd podpisałam umowę, 

moja pensja jest taka sama. Nie było oficjalnej decyzji. 

R S

background image

 

- 82 -

- Znakomicie pracujesz, Alicjo. Jesteś wspaniałą asystentką - powiedział. 

Zarumieniła się z radości. Chwalił ją od czasu do czasu za konkretne 

osiągnięcia, ale nie doczekała się dotąd tak jednoznacznej pochwały. 

- Dziękuję bardzo - wymamrotała zakłopotana. 

- I dlatego postanowiłem dać ci lepszą pensję. - Gdy wymienił kwotę, 

zrobiła wielkie oczy. 

- Ależ to suma dwukrotnie wyższa niż moje obecne zarobki! Skąd ten 

pomysł? - Od razu stała się podejrzliwa, ale Viktor patrzył na nią z 

politowaniem. 

- Nie słyszałem dotąd o podwładnej, która by kwestionowała taką decyzję 

szefa. To niewątpliwie pierwszy taki przypadek w historii ludzkości. Uroczyście 

oświadczam, że nie mam żadnych ukrytych zamiarów. Cenię twoje kwalifikacje 

i dyspozycyjność. Czy wyrażam się dostatecznie jasno? 

- Naturalnie - odparła z powątpiewaniem, zastanawiając się, o co mu 

chodzi. Z minuty na minutę utwierdzała się w przekonaniu, że jego hojność jest 

podejrzana, ale nie potrafiła tego udowodnić. 

- Zrozum, do tej pory nie dostałaś żadnej podwyżki. To moje 

niedopatrzenie, bo od dawna zasługujesz na taki awans. Gdyby rozłożyć tę sumę 

w czasie, nie byłaby wcale taka wysoka. Na twoim miejscu, zamiast kręcić 

nosem, domagałbym się procentu. - Wstał z fotela, podszedł do barku i napełnił 

dwa kieliszki znakomitym porto. - Musimy to uczcić, prawda? 

Chce mnie upić, stwierdziła nieufnie, biorąc od niego kieliszek. Umoczyła 

wargi i oblizała je koniuszkiem języka. Pyszne to jego porto! 

- Czy to już wszystkie sprawy, które chciał pan ze mną omówić? - spytała 

bardzo oficjalnym tonem. 

- Mało ci rewelacji jak na jeden wieczór? - Nadal stał obok niej. W 

sekrecie cieszyła się jego bliskością, chociaż bolał ją kark, bo musiała odwracać 

głowę, żeby na niego popatrzeć. 

R S

background image

 

- 83 -

- Czuję się przytłoczona, kiedy stoi pan obok mego fotela - oznajmiła 

stanowczo. Przesunął się i popatrzył jej prosto w twarz. 

- Teraz lepiej? 

Lepiej? Odruchowo uniosła głowę, popatrzyła w cudne szare oczy i 

znieruchomiała jak zahipnotyzowana. Powtarzała sobie w duchu, że jest jego 

sekretarką, mądrą i dojrzałą kobietą, a nie kochliwą nastolatką, ale wewnętrzny 

głos szeptał, że przegrała batalię, nim zdała sobie z tego sprawę 

- Muszę już iść. 

- Nie wypiłaś kawy. 

- Ach tak! - Roześmiała się nerwowo. - Całkiem zapomniałam. - 

Opamiętała się natychmiast i spojrzała na niego z ponurą miną. W jasnym 

świetle lampy widziała wyraźnie urodziwą twarz. Nie potrafiła oderwać od niej 

zachwyconego spojrzenia. 

- Dobrze się czujesz? - zapytał. Pewnie był zdziwiony jej niewłaściwym 

zachowaniem. 

- Oczywiście. Jestem w doskonałym nastroju. 

- Rzadko pijesz wino, prawda? 

- Jasne. Nie mam takiego zwyczaju, bo jestem nudną starą panną. 

Wieczory spędzam w domu, oglądam telewizję i raczę się gorącą czekoladą. 

- Ja tego nie powiedziałem - odparł, uśmiechając się łagodnie. 

- Czasami wypijam jeden kieliszek, ale zaraz robi mi się przykro, bo gdy 

sączę to marne wino, za jedyne towarzystwo mam swoje odbicie w lustrze. 

- Przecież stać cię na dobre trunki. 

- Ma pan całkowitą rację - przyznała z powagą, zaskoczona wewnętrzną 

logiką jego odpowiedzi. - A zatem następnym razem kupię dobre wino i upiję 

się samotnie w moim własnym mieszkaniu. To mi na pewno poprawi humor. 

- Aha. Już to sobie wyobrażam. 

Zapadła cisza pełna obietnic i sekretów. Alicja na coś czekała z obawą i 

niecierpliwością. Viktor stał przed nią lekko pochylony. Oddychała płytko i 

R S

background image

 

- 84 -

nieregularnie. Kręciło jej się w głowie, więc zacisnęła powieki, ponieważ bała 

się, że lada chwila zemdleje. 

Nie widziała, że pochylił się jeszcze niżej i położył dłonie na bocznych 

oparciach fotela. Nagle poczuła na ustach dotyk jego warg i pieszczotę języka. 

Posłusznie odchyliła głowę, westchnęła i oddała pocałunek. 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Ale się porobiło, pomyślała w ostatnim przebłysku zdrowego rozsądku, a 

potem zapomniała o całym świecie. Zarzuciła Viktorowi ręce na szyję i z 

zapałem odwzajemniała każdą pieszczotę i pocałunek. Nie broniła się, gdy wziął 

ją na ręce i zaniósł na ogromną kanapę umieszczoną pośrodku salonu. 

Odkąd zerwała z Jamesem, była zupełnie sama. Przez kilka lat do głowy 

jej nie przyszło, że mogłaby znów oddać się mężczyźnie. Teraz było inaczej. 

Drżała z niecierpliwości i pragnęła należeć do Viktora. Przylgnęła do niego 

całym ciałem i westchnęła uradowana. Nie otwierała oczu z obawy, że to sen. 

Lada chwila ocknie się i dozna okropnego rozczarowania. 

Przestał ją całować, więc niechętnie uniosła powieki. Patrzył jej w oczy, a 

jego twarz była tak blisko. 

- Jesteś pewna, że chcesz tu zostać? - zapytał z czułym uśmiechem. 

Niepotrzebnie tracił czas, przecież była rozpalona i pragnęła go jak nikogo na 

świecie. Spojrzała nieprzytomnie w szare oczy. 

- A co proponujesz? 

- Duże łóżko w sypialni na górze. 

- Twoja kanapa jest bardzo wygodna. 

- Może wolisz, żebym wezwał taksówkę? Wrócisz do siebie, wypijesz 

kieliszek wina i pójdziesz spać. 

R S

background image

 

- 85 -

Bez słowa przyciągnęła go do siebie i mruknęła zachęcająco. Całowali się 

czule i namiętnie. Rozebrał ją, choć miała pewne opory. 

- Mój biust... jest za mały - usłyszała swój głos, gdy została tylko w 

bieliźnie. 

- Jakie to ma znaczenie? - spytał czule. 

- Mówisz serio? 

- Alicjo, nie jestem idiotą! Za kogo mnie uważasz? - oburzył się 

żartobliwe. 

Po chwili nie miała żadnych wątpliwości, że kobieta o chłopięcej sylwetce 

może wzbudzić szaloną namiętność. Oszołomiona i zachwycona wtuliła się w 

jego objęcia. Tyle lat była sama, że przeżywała tę noc jak swój pierwszy raz. 

Viktor był czuły i delikatny, a zarazem namiętny i zaborczy. Gdy odpoczywała 

w jego ramionach, ogarnęła ją senność. 

- Obawiam się, że zasnę, jeśli zostanę tu dłużej - szepnęła, tłumiąc 

ziewanie. 

- Mam rozumieć, że cię znudziłem i rozczarowałem? - droczył się z nią. 

- Słusznie mówiłeś, że wino to środek nasenny. - Formy grzecznościowe 

znów poszły w zapomnienie. Przetarła oczy wierzchem dłoni. - Muszę już iść. 

- Dlaczego? 

Dziwne pytanie, pomyślała. Czyżby chciał mnie tu zatrzymać? 

- Wolę spać we własnym łóżku. - Próbowała wstać, ale jej nie pozwolił. 

- Moje jest znacznie większe i wygodniejsze - odparł, całując ją w szyję. 

Miała chwilę słabości; powrót taksówką oraz zimne, wąskie posłanie w pustym 

mieszkaniu wcale jej nie pociągały. 

Po chwili jednak usłuchała głosu rozsądku, wyślizgnęła się z ramion 

Viktora i zaczęła szukać swoich rzeczy rozrzuconych bezładnie wokół kanapy. 

Viktor naciągnął spodnie. 

- Nie ma sensu, żebyś wracała do domu, skoro możesz zostać u mnie. 

R S

background image

 

- 86 -

Mylił się. Gdyby go posłuchała, to cudowne erotyczne doświadczenie 

nabrałoby innego znaczenia - przynajmniej dla niej. Zaczęłaby sobie wmawiać, 

że coś ich łączy, że naprawdę są sobie bliscy. Viktor ani słowem o tym nie 

wspomniał. Przespał się z nią, było mu dobrze... i koniec. 

Poszli do kuchni. Zaproponował jej kawę, którą piła na stojąco, drobnymi 

łykami, niepewna, jak się zachować. 

- Bardzo dziwna sytuacja, prawda? - powiedziała cicho. 

- Owszem. - Podszedł bliżej, więc cofnęła się, aż poczuła za plecami 

kuchenny blat. Położył na nim dłonie, żeby mu nie uciekła. - A zarazem bardzo 

przyjemna. - Wyjął jej z ręki kubek i pocałował ją w usta. - Od dawna 

marzyłem, żeby się z tobą kochać. 

- Zmyślasz! Nie wierzę ci - odparła. Życie ją nauczyło, żeby nie ufać 

mężczyźnie ogarniętemu pożądaniem, bo taki obieca wszystko. 

- Nie bądź taka nieufna. 

- Jestem za stara na szalone romanse. 

- Ja również. 

Znów zaczął ją całować. Gdy wsunął rękę pod jej żakiet, odepchnęła go 

lekko. 

- Przestań. Zaraz przyjedzie taksówka. - Wzięła go za ręce i powiedziała 

cicho: - Nie mogę dłużej dla ciebie pracować. 

- Jak to? Przecież dałem ci podwyżkę. - Uwolnił palce i zaczął rozpinać 

jej bluzkę. 

- Viktor, błagam. 

- Dla ciebie wszystko - mruknął czule i znowu ją pocałował, a przecież 

nie o to chodziło. Ogarnęła ją rozpacz, więc zacisnęła powieki, żeby 

powstrzymać łzy. 

- Nie... Musimy porozmawiać - szepnęła, gdy podniósł głowę. 

- Otwórz oczy i popatrz na mnie - powiedział stanowczo. Posłuchała i w 

tej samej chwili rozległ się dzwonek u drzwi. Odsunęła się, drżącymi palcami 

R S

background image

 

- 87 -

zapięła guziki, a potem wybiegła do holu i chwyciła płaszcz. Gdy nacisnęła 

klamkę, Viktor położył rękę na jej dłoni. 

- Zobaczymy się w biurze, jak zwykle - przypomniał, unosząc brwi, jakby 

oczekiwał, że zaprzeczy. 

- Oczywiście. - Wspięła się na palce, pocałowała go w usta i otworzyła 

drzwi. Czekający na zewnątrz taksówkarz uśmiechnął się porozumiewawczo, 

więc postanowiła, że nie da mu napiwku. 

Przez następne dwa tygodnie w ciągu dnia razem pracowali, a wieczorami 

kochali się jak szaleni.  

W biurze Alicja nieustannie czuła na sobie wzrok Viktora. Patrzył na nią z 

tajemniczym uśmiechem, bo wiedział, co ich czeka, gdy zapadnie zmrok. Czy to 

ma sens? Dokąd ich to zaprowadzi? Nie zadawała głośno takich pytań, a Viktor 

żył chwilą i nie miał takich problemów. Coraz częściej łapała się na tym, że 

tęskni za nim już w chwili, kiedy się żegnają. Z przerażeniem uświadomiła 

sobie, że jest zakochana. Stało się! Powinna spostrzec nadchodzące 

niebezpieczeństwo, ale serce ją przechytrzyło, wikłając się w beznadziejną 

miłość. 

Po raz drugi popełniła podobny błąd, tym razem jednak kochała 

naprawdę. To nie było chwilowe zauroczenie. Viktor stał się jej niezbędny do 

życia. Bez niego wszystko traciło sens. Przez kilka dni łudziła się, że jest do niej 

równie mocno przywiązany, ale szybko doszła do wniosku, że to jedynie 

pobożne życzenia. Pewnego dnia znajdzie sobie inną i odejdzie, a ona zostanie 

sama. Czas działał na jej niekorzyść. Im dłużej będą razem, tym bardziej się od 

niego uzależni. Powinna z nim zerwać, uciec, wykreślić go ze swego życia, nim 

będzie za późno. 

Vanessa i James zajęci sobą nie spostrzegli, co się z nią dzieje. Gdy 

znalazła wreszcie sposób, by w miarę bezboleśnie rozstać się z Viktorem i spalić 

za sobą mosty, uznała, że musi im powiedzieć całą prawdę, ponieważ bez ich 

R S

background image

 

- 88 -

pomocy sobie nie poradzi. Pewnego wieczoru, gdy wszyscy troje spotkali się w 

jej mieszkaniu, zaczęła z ociąganiem: 

- Chciałabym z wami porozmawiać. - Zawsze była skryta i zamknięta w 

sobie, więc teraz nie miała pojęcia, jak zacząć tę opowieść, a potem zachęcić 

ich, żeby wraz z nią wprowadzili w życie starannie przygotowany wcześniej 

plan. 

- Wykrztuś to nareszcie, Ali - niecierpliwiła się Vanessa. 

- Mam kłopoty. Spotykam się z pewnym mężczyzną, ale... 

- To Viktor Temple, zgadłem? - wtrącił James. Spojrzała na niego 

zdumiona, że tak łatwo ją przejrzał. 

- Gdy tylko was zobaczyłem, od razu stało się dla mnie jasne, że 

pójdziecie do łóżka. Nic się przede mną nie ukryje. Mam przecież wyjątkową 

intuicję i niesłychaną wrażliwość - dodał, spoglądając znacząco na Vanessę. 

- Jesteś gruboskórny i samolubny. Przed chwilą dałeś tego dowody - 

skarciła go Vanessa i popatrzyła z niedowierzaniem na przyjaciółkę. - Chcesz 

powiedzieć, że spotykasz się z szefem? 

- Tak, ale muszę z tym skończyć. - Alicja pochyliła głowę. Była 

zrozpaczona i miała to wypisane na twarzy. 

- Dlaczego? - Vanessa była szczerze zdumiona. - Facet jest całkiem do 

rzeczy. - Raz jeszcze popatrzyła na Alicję i pokiwała głową. - Aha, teraz 

rozumiem. 

- Ale co? Czemu nie chcecie powiedzieć? - dopytywał się James. 

- Twoja intuicja nic ci nie podpowiada? Podobno jesteś bardzo wrażliwy. 

Siedź cicho i nie przerywaj! - zirytowała się Vanessa, a potem zapytała Alicję: - 

Jak możemy ci pomóc, kochanie? 

- Trudno będzie zerwać z Viktorem. Jest strasznie uparty. Nie pozwoli mi 

odejść, póki sam się na to nie zdecyduje, a ja nie chcę być zdana na jego łaskę i 

niełaskę. Muszę go rzucić i jednocześnie odejść z pracy. 

- W takim razie zrób to od razu - stwierdził James. 

R S

background image

 

- 89 -

- Jesteś świetna, więc bez trudu znajdziesz nową posadę. Gdybym to ja 

złożył wymówienie, można by się martwić, ale o ciebie renomowane firmy będą 

się po prostu biły. Dziewczyno, możesz do woli przebierać w ofertach! 

- Mam inny plan. Chcę zrazić do siebie Viktora. Niech mnie wyrzuci i 

sam zerwie. W przeciwnym razie odezwałaby się jego urażona ambicja; 

odgrywałby się miesiącami, a ja chcę się z nim rozstać raz na zawsze. 

- Popatrzyła na Jamesa. - Ty mi w tym pomożesz. Gdyby zobaczył nas 

razem... 

- Zazdrość? Nic na tym nie zyskasz. Będzie wychodził ze skóry, żebyś nie 

odeszła! 

- Wiem, co robię. Ja go bardzo dobrze znam. Jest okropnie chimeryczny. 

Wszystko musi być tak, jak on chce. Jeśli będę udawała, że wolę ciebie niż jego, 

zrazi się do mnie całkowicie i ukarze, wyrzucając z pracy. I o to mi właśnie 

chodzi. 

- Jak chcesz. Zgadzam się na wszystko, o ile moja pani nie ma nic 

przeciwko temu. - Spojrzał na Vanessę, która pokiwała głową. 

Godzina zeszła im na planowaniu kolejnych posunięć. Z analizy 

terminarza wynikało, że za kilka dni Viktor wybiera się z wpływowymi 

klientami na premierę nowej komedii muzycznej. Alicja postanowiła zdobyć 

dwa bilety na to przedstawienie. Gdy usiądą na widowni i upewnią się, że ich 

zauważył, James weźmie ją za rękę, kilka razy cmoknie w policzek i czule 

obejmie ramieniem. Wybujała ambicja oraz żywa wyobraźnia Viktora dopełnią 

dzieła. 

Vanessa milczała, gdy układali plan. Następnego ranka przy śniadaniu z 

troską popatrzyła na przyjaciółkę. 

- Powiedziałam Jamesowi, że ma postępować według twoich wskazówek, 

ale obawiam się, że popełniasz życiowy błąd. Skąd pewność, że Viktorowi na 

tobie nie zależy? Może jest inaczej? 

R S

background image

 

- 90 -

- Dawno znalazłby sposób, żeby mi to dać do zrozumienia - odparła ze 

łzami w oczach. - Sypia ze mną, to wszystko. Kiedy znajdzie sobie inną, ja będę 

umierać z tęsknoty, a on po miesiącu zapomni, jak miałam na imię. 

Gdy nadszedł dzień premiery, a zarazem definitywnego rozstania, w 

biurze Alicja starała się nie okazywać, jak bardzo jest przejęta i zdenerwowana, 

ale wrodzona spostrzegawczość nie zawiodła Viktora. Od razu zauważył, że coś 

ją trapi, ale przez cały dzień starał się nie zwracać na to uwagi. Dopiero gdy o 

siedemnastej trzydzieści zamknął drzwi gabinetu i szykował się do wyjścia, 

podszedł do niej i powiedział cicho: 

- Powiesz mi wreszcie, co się stało? 

Podniosła na niego zdziwione oczy i bez pośpiechu wyłączyła komputer, 

próbując zebrać myśli i znaleźć przekonującą wymówkę. Po chwili już 

wiedziała, jak powinna zareagować, więc ukradkiem odetchnęła z ulgą. 

- Wszystko w porządku. Sam wiesz, że my kobiety miewamy czasem 

zmienne nastroje - odparła z porozumiewawczym uśmiechem. Wiadomo, że w 

takich sprawach mężczyźni czują się bezradni i wolą się do nich nie mieszać, bo 

niewiele z tego rozumieją. Viktor nie był wyjątkiem. Przyjął do wiadomości jej 

wyjaśnienia i uznał, że nie ma powodu, żeby się nadal martwić. Z uśmiechem 

pogłaskał ją po policzku. 

- Mam nadzieję, że jutro odzyskasz dobry humor. Zarezerwuję stolik w 

dobrej restauracji. Oboje potrzebujemy chwili oddechu. Szkoda, że nie mogę 

odwołać dzisiejszego spotkania. Wolałbym spędzić ten wieczór z tobą niż mącić 

w głowach wpływowym klientom. - Mówił niskim, łagodnym głosem, który 

działał na nią jak balsam. 

- Wiem - powiedziała tonem współczucia i smutku. - Poczekaj, zaraz będę 

gotowa. Wyjdziemy razem. 

Poszli do windy, zjechali na parter i pożegnali się przed budynkiem. 

Alicja miała zaledwie dwie godziny, żeby wrócić do domu, przebrać się, 

pojechać do teatru i spotkać się z Jamesem, nim pojawi się tam Viktor ze 

R S

background image

 

- 91 -

swoimi gośćmi. Powinien ich zobaczyć na długo przed podniesieniem kurtyny, 

żeby napięcie rosło stopniowo aż do wielkiego finału, którym będzie 

spektakularne zwolnienie z pracy i definitywne rozstanie. 

Gdy wpadła do mieszkania, Vanessa zmierzyła ją badawczym 

spojrzeniem i natychmiast zaczęła marudzić. Nie chciała jej pomóc w wyborze 

sukienki i ciągle powtarzała, że chytry plan i tak spali na panewce, bo Viktor 

jest nieprzewidywalny. 

- Kochasz tego faceta - tłumaczyła, siedząc na łóżku i obserwując Alicję, 

która ubierała się pospiesznie - więc powinnaś cieszyć się każdym dniem, a nie 

prowokować go do wielkiej kłótni i zmuszać, żeby cię rzucił. To bez sensu! 

- Nie potrafię żyć chwilą - stwierdziła ponuro. - Już ci mówiłam, że czas 

działa na moją niekorzyść. Prawda jest taka, że stopniowo się od niego 

uzależniam, więc muszę z tym skończyć. Kocham go, masz rację. Niestety, bez 

wzajemności. Oszaleję, jeśli przez najbliższe tygodnie albo miesiące będę się 

zastanawiać, kiedy mnie rzuci. 

- Masochistka! - orzekła z politowaniem Vanessa. 

- Jestem po prostu nieszczęśliwa i nie wygląda na to, żebym w 

najbliższym czasie miała powody do radości - odparła, wkładając obcisłą czarną 

sukienkę i pantofle na wysokich obcasach. Wyglądała elegancko, a zarazem 

dość ponętnie. O to właśnie chodziło. Usiadła przy toaletce i zrobiła dyskretny 

makijaż, puszczając mimo uszu gadaninę niezadowolonej Vanessy. Przez cały 

czas zastanawiała się, jak zareaguje Viktor, gdy zobaczy ją w towarzystwie 

Jamesa. 

Gdy spotkali się w holu, zmierzyła swego pomocnika taksującym 

spojrzeniem. Tak starannie przygotował się do odegrania roli subtelnego 

uwodziciela, że wyglądał niemal karykaturalnie. 

- Niepotrzebnie tak się wystroiłeś - powiedziała szeptem. - Mamy zwrócić 

uwagę Viktora, a nie robić z siebie pośmiewisko. 

R S

background image

 

- 92 -

- Moja droga, grałem kiedyś w amatorskim teatrze i wiem, jak należy 

budować sceniczną postać. Jestem znakomicie przygotowany do występu. To 

będzie prawdziwy majstersztyk! Nie oczekuję owacji na stojąco, ale mogłabyś 

docenić moje starania. A gdzie nasza publiczność? Czy Viktor i jego goście już 

są? 

- Sądzę, że zjawią się w ostatniej chwili. Zajmijmy miejsca. Wolałabym 

uniknąć bezpośredniej konfrontacji. On jest nieobliczalny, więc trudno 

przewidzieć, jak się zachowa. Wystarczy, żeby nas widział z daleka. Pamiętaj, 

że mamy się dobrze bawić i tryskać radością - przypomniała grobowym głosem. 

James wzruszył tylko ramionami i sięgnął do kieszeni po bilety. 

Gdy usiedli, zerknęła ukradkiem na trzy fotele, które przed kilkoma 

tygodniami osobiście zarezerwowała na wyraźne polecenie szefa. Była 

zdziwiona, gdy oznajmił, że wybiera się na komedię muzyczną, ponieważ 

wiedziała, że nie znosi takich spektakli. Z ponurą miną wyjaśnił, że jego 

amerykańscy goście mają odmienny gust, więc postanowił się poświęcić dla 

dobra firmy. 

- Już przyszli - oznajmił James scenicznym szeptem. - Jeśli chcesz, 

przytul głowę do mego ramienia. Trzeba nadać sytuacji pozory 

prawdopodobieństwa. 

- Twój reżyser byłby z ciebie dumny, gdyby cię teraz słyszał. Kiedy 

występowałeś na scenie? 

- W gimnazjum, ale mam wrażenie, jakby to było zaledwie wczoraj. Teraz 

obejmę cię ramieniem, a ty podnieś głowę i popatrz na mnie rozmarzonym 

wzrokiem. Uśmiechnij się, do jasnej cholery! Co to za mina? Wczuj się w swoją 

rolę. 

W czasie przerwy zostali na swoich miejscach, bo Alicja obawiała się 

spotkania z Viktorem. Tak czy inaczej rankiem będzie musiała stawić mu czoło, 

ale miała całą noc, żeby się do tego przygotować. Gdy przedstawienie dobiegło 

końca, szybko opuścili widownię, żeby widział z daleka, jak razem wychodzą z 

R S

background image

 

- 93 -

teatru. Skręcili w boczną ulicę i zamówili dwie taksówki. James spieszył się, bo 

miał randkę z Vanessą. 

Alicja wróciła do pustego mieszkania, nastawiła budzik i położyła się do 

łóżka. Długo nie mogła zasnąć, a gdy rano otworzyła oczy, okazało się, że 

strasznie zaspała. Budzik tykał monotonnie. Nie pamiętała, kiedy go wyłączyła. 

Viktor zrobi jej pewnie potworną awanturę. I słusznie, bo miał teraz aż 

dwa powody: flirt z klientem i haniebne spóźnienie. 

Gdy zdyszana wpadła do sekretariatu, stanęła twarzą w twarz z posępnym 

szefem, który popatrzył na nią lodowato. Miała wrażenie, że czas się cofnął i 

wróciła surowa zima. 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

- Bardzo przepraszam za spóźnienie. - Alicja nie potrafiła zdobyć się na 

uśmiech, więc odwróciła się do szefa plecami i ze szczególną starannością 

powiesiła płaszcz, wygładziła każdą fałdkę. Udawała, że nic się nie stało, i była 

szczerze zdziwiona, że potrafi zdobyć się na taki spokój. Chyba minęła się z 

powołaniem. Gdyby została aktorką, na pewno zdobyłaby Oscara. Tak trzymać! 

Gdy Viktor zacznie się awanturować, będzie udawała, że nie pamięta o 

rezerwacji sprzed kilku tygodni, a James tak jej zawrócił w głowie, że podczas 

premiery nie spostrzegła własnego szefa siedzącego kilka rzędów dalej. 

- Nie słyszałam budzika - usprawiedliwiła się, stając z nim w końcu 

twarzą w twarz. - Późno poszłam spać i byłam okropnie znużona. Nic dziwnego, 

że dzisiaj zaspałam. Ludzka rzecz, każdemu może się zdarzyć. 

Szare oczy Viktora przypominały sople lodu. 

- Czy możesz teraz przyjść do mego gabinetu? 

R S

background image

 

- 94 -

- Naturalnie. - Odprowadziła go wzrokiem, przygotowała notes i włączyła 

komputer, jakby nie podejrzewała, że lada chwila wyleci z pracy. Jej serce jak 

oszalałe tłukło się w piersi, ale zachowała pozorny spokój. 

Z goryczą myślała, że w ukrywaniu uczuć jest prawdziwą mistrzynią. 

Dawniej nie ujawniała swoich obaw, a teraz skrywała głęboko wielką miłość. 

Nawet gdyby chciała to zmienić, było już za późno. 

- Zamknij drzwi - polecił, gdy weszła do gabinetu. - Możesz odłożyć 

notes, bo nie będzie nam potrzebny. 

Zrobiła, co kazał, i siedziała prosto z rękoma splecionymi na kolanach. 

Popatrzyła na Viktora i uświadomiła sobie, że to zapewne ich ostatnie spotkanie. 

- Jesteś dziś w złym nastroju - powiedziała. Z pewnością oczekiwał takiej 

uwagi. - Jak się udało spotkanie z Amerykanami? Zabrałeś ich do restauracji? 

Będą z nami współpracować? 

- To był fatalny wieczór - odparł i zagłębił się w fotelu, jakby chciał się 

od niej odsunąć. Jego dłonie stykały się palcami, tworząc zaporę nie do 

sforsowania. Wszystkie gesty stanowiły podręcznikową ilustrację zasad języka 

ciała. Alicja natychmiast zrozumiała ten niemy komunikat. Miała wrażenie, że 

rozmawia z nieznajomym, który od razu się do niej uprzedził. Viktor był 

zamknięty w sobie i niedostępny niczym budynek bez okien i drzwi. 

- Jak spędziłaś wczorajszy wieczór? 

- Proszę? - Zmarszczyła brwi, jakby zaskoczył ją tym pytaniem. - 

Byłam... w teatrze na komedii muzycznej. Wiem, że nie lubisz takich spektakli, 

ale ten jest niezły. Bardzo udana premiera. A dokąd ty poszedłeś z 

Amerykanami? Szczerze mówiąc, nie pamiętam, gdzie zarezerwowałam dla was 

stolik - mówiła ze sztucznym ożywieniem. Te kłamstwa tak ją zmęczyły, że 

najchętniej położyłaby ramiona na biurku, oparła na nich głowę i zasnęła na sto 

lat. 

- Rzeczywiście pamięć cię zawodzi. Byłem z Amerykanami na tym 

samym przedstawieniu i widziałem, kto ci towarzyszył, więc nie próbuj mnie 

R S

background image

 

- 95 -

okłamywać - rzucił ostro. Alicja zamilkła, a głucha cisza była wymowniejsza 

niż słowa. - Mowę ci odjęło, moja droga? 

- Viktor skrzywił się z obrzydzeniem. Szybko zapanował nad sobą i 

znowu patrzył na nią z kamienną twarzą, chociaż wiedziała, że w środku gotuje 

się ze złości. 

Zadzwonił telefon. Viktor podniósł słuchawkę, wywołał recepcjonistkę i 

polecił, żeby na razie nie łączyła żadnych rozmów. Podczas tej krótkiej 

rozmowy nie odrywał spojrzenia od twarzy Alicji 

- Zapewne... 

- Tak? 

- Zapewne chciałeś mi powiedzieć, że widziałeś mnie z Jamesem 

Claydonem. - Stało się. Wyrzuciła z siebie feralne słowa. Nie było powodu, 

żeby to odwlekać. Gardło miała ściśnięte, policzki zarumienione, więc nie 

musiała udawać zakłopotania. Ta jej aktorska etiuda miała znamiona 

autentyzmu. Na samą myśl o tym, co się tu dzieje, poczuła mdłości. Okropna 

sytuacja! 

- Do cholery, w co ty grasz? 

- Nie muszę się przed tobą tłumaczyć - oznajmiła arogancko, chociaż była 

przerażona. Musiała udawać kobietę żądną wszelkich życiowych przyjemności, 

która uważa za oczywiste, że inni nie mają prawa się jej czepiać, i która oburza 

się gwałtownie, gdy ktoś chce ją pouczać. 

- Wręcz przeciwnie - odparł cichym, z pozoru łagodnym tonem. - Powiesz 

mi wszystko, co pragnę wiedzieć, i dopiero wtedy zakończymy rozmowę. 

- A jeśli odmówię? Co wtedy, Viktorze? Wytargasz mnie za uszy, jakbym 

była małą dziewczynką? A może dasz mi klapsa? Pamiętaj, że jesteśmy 

dorosłymi ludźmi. Oświadczam, że nie dam się zastraszyć. 

- Czemu spotkałaś się z Claydonem? 

R S

background image

 

- 96 -

- Już ci mówiłam. Zaprosił mnie do teatru. Uznałam, że to dobry pomysł, 

zwłaszcza że byłeś zajęty. Miałam wolny wieczór i postanowiłam spędzić go w 

miłym towarzystwie. 

- Myszy harcują, gdy kota nie czują? - Raz miał na końcu języka to 

przysłowie, a teraz powiedział je głośno. W jego głosie słyszała pogardę, ale 

udawała, że tego nie zauważa, i uparcie milczała. - Odpowiedz! - 

Niespodziewanie podniósł głos. 

- Nie rozumiem, o co ci chodzi! Nie mamy żadnego prawa, żeby 

nawzajem ograniczać naszą swobodę. Nie przypominam sobie również, 

żebyśmy składali przysięgę wierności. - Alicja także mówiła głośniej. Drżała na 

całym ciele i najchętniej wybiegłaby z gabinetu, ale posunęła się za daleko i 

teraz musiała wytrwać do końca. 

- Chyba wiem, co chcesz mi dać do zrozumienia. 

- Zdaję sobie sprawę, że nie lubisz Jamesa, ale... - Umilkła, gdy obrzucił 

ją badawczym spojrzeniem. 

- Zaczynam pojmować, co jest grane. Jak to było, Alicjo? Martwiłaś się, 

bo cię zaniedbywał? 

- Proszę? - Nie miała pojęcia, skąd ten nagły zwrot w jego rozumowaniu, 

więc była autentycznie zdziwiona, wręcz zaszokowana. 

- Nie patrz na mnie oczyma skrzywdzonego dziecka, bo nie dam się 

nabrać na takie sztuczki. Kiedy zaczęliście romansować? Spałaś z nim w 

Highfield House? 

Cóż za ironia losu, pomyślała z goryczą. Miał zupełną rację, a zarazem 

całkowicie się mylił. 

- Owszem. Tam się zaczął nasz romans - usłyszała własny głos. Niemal 

widziała, jak pękają wszelkie więzy łączące ją dotąd z Viktorem. Nie byli sobie 

tak bliscy, jak chciała, ale coś ich jednak łączyło, a teraz w mgnieniu oka stali 

się obcymi ludźmi. Powiedziała mu prawdę, którą opacznie zrozumiał. 

- Wszystko jasne. 

R S

background image

 

- 97 -

Ty idioto, pomyślała zrozpaczona. Nic o mnie nie wiesz. Gdybyś przejrzał 

na oczy, od razu byś się zorientował, że kocham cię nad życie. Nie zamierzam 

siedzieć tu dłużej i pozwalać, żebyś robił ze mnie bezwstydną kokietkę. Czemu 

nie widzisz, że moje serce należy do ciebie? 

- Opowiedz mi, co było dalej. Poszłaś z nim do łóżka, więc przestał się 

tobą interesować, prawda? - Nie czekając na odpowiedź, dodał z pogardą: - 

Wtedy posłużyłaś się mną, żeby wzbudzić w nim zazdrość. 

- Słucham? - Nie wierzyła własnym uszom. Co za bzdura! 

- Jesteś zaskoczona moim oskarżeniem? - Pochylił się nad biurkiem, więc 

instynktownie odsunęła krzesło. Gdyby potrafił zabijać wzrokiem, padłaby 

martwa.  

Patrzyła na niego w milczeniu. Wyciągał błędne wnioski, ale to było jej 

na rękę. Nie ma potrzeby, żeby poprawiać błędy w jego rozumowaniu. - Trudno 

ci pojąć, że przejrzałem twoją grę i odkryłem, że bez skrupułów manipulujesz 

ludźmi? Byłaś przekonana, że na tym nie stracisz. Gdyby Claydon nie dał się 

omamić, mogłabyś wrócić do mnie. W tym samym czasie sypiałaś z dwoma 

mężczyznami. Gdyby jeden się wycofał, zawsze miałaś w odwodzie jego 

rywala. - Zerwał się na równe nogi. - Chętnie udusiłbym cię gołymi rękami! 

- Czemu? Tylko dlatego, że zraniłam twoją męską dumę? Twierdzisz, że 

oszukiwałam... 

- Może zaprzeczysz? 

- A po co? Masz rację, zwodziłam cię, ale ty również nie jesteś bez winy. 

Zależało ci na tym, żeby się ze mną kochać, tak? Skoro chcesz, aby prawda 

wyszła na jaw, powiedz szczerze, jakie były twoje intencje. Spałeś ze mną i to 

wszystko. Jestem przekonana, że z czasem, ogarnięty nudą, rzuciłbyś mnie bez 

żalu. Mam rację? 

Mówiła coraz głośniej, prawie krzyczała. Na policzkach miała ciemne 

rumieńce. Cieszyła się, że drzwi gabinetu są zamknięte, więc nikt nie słyszy 

podniesionych głosów. W przeciwnym razie wkrótce całe biuro trzęsłoby się od 

R S

background image

 

- 98 -

plotek. Do tej pory udało im się utrzymać swój romans w tajemnicy, ale gdyby 

sprawa wyszła na jaw, ludzie gadaliby miesiącami. 

Viktor usiadł i bez słowa kręcił w palcach jej ołówek. 

- Jedna sprawa bardzo mnie niepokoi. Znasz wszystkie terminy, masz 

wspaniałą pamięć, sypiesz faktami jak z rękawa. To niemożliwe, abyś 

zapomniała o premierze. 

Sama rezerwowałaś dla mnie bilety i odebrałaś je w kasie. A jeśli się 

mylę? Może chciałaś, żebym cię zobaczył z Claydonem? W ten sposób 

próbowałaś wzbudzić moją zazdrość, żebym o ciebie walczył, tak? 

- Nieprawda! - krzyknęła, bo właściwie trafił w dziesiątkę. Zaczerwienił 

się ze złości, gdy ostro zaprotestowała. - Nie mam ochoty ciągnąć tej rozmowy - 

dodała chłodno. - Czy mogę już iść? 

- O nie, moja droga! - stwierdził kategorycznie. - Jeszcze z tobą nie 

skończyłem. Wyjdziesz dopiero, gdy wszystko sobie wyjaśnimy. 

- Nie możesz mnie zmusić, żebym została - oznajmiła bez przekonania. 

Siedziała nieruchomo, zaciskając splecione palce, chociaż powinna roześmiać 

mu się w twarz, wyjść i trzasnąć drzwiami. Nagle zwątpiła w jego 

spostrzegawczość i zdrowy rozsądek. Gdyby miał odrobinę rozumu, takie 

zachowanie byłoby dla niego dowodem, że ma nad nią ogromną władzę. Czemu 

tego nie dostrzega? Milczała uparcie, gdy zadawał jej wścibskie pytania. Obraził 

ją i upokorzył, a teraz wypytuje o szczegóły z jej życia? Co za tupet! Zresztą, 

nawet gdyby wyznała mu prawdę, było już za późno na pojednanie. Spaliła za 

sobą mosty i powinna natychmiast odejść. Niech ją wreszcie zwolni i będzie po 

sprawie. 

- Pamiętasz moje ostrzeżenia. - Niespodziewanie zmienił ton na bardzo 

oficjalny. 

- Naturalnie. 

- Jesteś zwolniona. Chyba rozumiesz, że nie mam wyboru. 

R S

background image

 

- 99 -

W milczeniu kiwnęła głową. Poczuła ulgę i ogromny smutek. Zdawała 

sobie sprawę, że nigdy nie przestanie go kochać. Będzie żyła wspomnieniami, 

których nie mógł jej odebrać. 

- Czy mam złożyć wymówienie? - zapytała bezbarwnym głosem. 

- Tak. Księgowy prześle na twoje konto trzymiesięczną odprawę. Gdy 

wyjdziesz z mojego gabinetu, spakuj rzeczy i wyjdź. Nie chcę cię tu więcej 

widzieć. 

- Dobrze. - Podniosła wzrok, żeby spojrzeć na niego po raz ostatni. - Nie 

uwierzysz, ale zapewniam, że jest mi przykro... - Westchnęła bezradnie i 

podeszła do drzwi. Łudziła się, że ją zatrzyma. Daremnie. To życiowa 

codzienność, a nie romantyczna komedia, idiotko, pomyślała drwiąco. 

Pospiesznie wrzuciła swoje rzeczy do kartonowego pudła i bez słowa 

wyjaśnienia opuściła biuro, odprowadzana zdziwionymi spojrzeniami 

współpracowników. 

Pojechała do domu taksówką i przez kilka godzin krzątała się nerwowo po 

mieszkaniu, czekając na powrót Vanessy. Przypominała sprawnie działający 

automat, który nagle przestał być przydatny. 

Vanessa stanęła na wysokości zadania i przyszła wcześniej niż zwykle. 

Nie krytykowała przyjaciółki, chociaż miała na to wielką ochotę. Długo 

rozmawiały o wydarzeniach ostatnich dni. Alicja wcześnie położyła się do 

łóżka. Przeczuwała, że najgorsze jest dopiero przed nią. Jutro będzie miała 

moralnego kaca. 

Przez cały następny tydzień biegała po agencjach oferujących 

zatrudnienie sekretarkom i asystentkom. Odbyła trzy rozmowy z potencjalnymi 

szefami i od wszystkich otrzymała korzystne propozycje, lecz odwlekała 

decyzję, bo ogarniało ją przerażenie, gdy wyobrażała sobie nowego pracodawcę. 

Obsesyjnie powracała absurdalna myśl, że całe jej życie osobiste i zawodowe 

powinno być związane z Viktorem. 

R S

background image

 

- 100 -

Postanowiła szukać dalej. W końcu trafi na biuro, gdzie otworzą się przed 

nią nowe horyzonty. Powinna się pospieszyć; mimo hojnej odprawy pieniądze 

kiedyś się skończą. Miała złamane serce, ale nadal musiała robić zakupy i płacić 

czynsz. Wybierała się właśnie na kolejne spotkanie, gdy zadzwonił telefon. 

Podniosła słuchawkę i serce w niej zamarło, bo usłyszała znajomy głos. 

- Czego chcesz? - spytała opryskliwie, siadając ciężko na krześle. 

- Potrzebne mi akta Coopera. 

- Aha. 

Cóż za bolesne rozczarowanie. Przed chwilą miała nadzieję, że 

zadzwonił, bo chciał jej powiedzieć dobre słowo, zapytać o zdrowie i 

samopoczucie. Jak mogła być taka głupia! 

- Szukaliśmy ich w segregatorze i w archiwum. Co z nimi zrobiłaś? 

- Kto ci pomagał? - spytała odruchowo. - Znalazłeś zastępstwo? - Przed 

oczyma miała nienawistny wizerunek: smukła, długonoga piękność w kusej 

spódniczce, elegancka, taktowna, inteligentna. Obsesyjnie myślała o kobiecie, 

która zajęła jej miejsce. 

- Jasne. Nie traćmy czasu. Gdzie są akta Coopera? 

- Doug Shrewbury wypożyczył jej przed dwoma tygodniami. 

- Po co mu one, do jasnej cholery? 

- Rachunki się nie zgadzały, więc chciał zajrzeć do umowy. 

- Dobra. - Zamilkł na chwilę. - Masz pracę? 

- Oczywiście - skłamała, żeby nie uznał jej za nieudacznika. - Jestem 

asystentką producenta filmowego. Wspaniała posada. Zdobywam nowe 

kwalifikacje. 

- Jak się nazywa twój szef? Co to za wytwórnia? 

- Obowiązuje mnie tajemnica służbowa. 

- Rozumiem - rzucił obojętnie. Wyobraziła sobie, że wzruszył ramionami, 

bo jej sprawy przestały go obchodzić. 

R S

background image

 

- 101 -

- Co u ciebie? - zapytała. Była na siebie wściekła, że niepotrzebnie 

przedłuża rozmowę, ale rozpaczliwie pragnęła słuchać jego głosu. 

- Wszystko dobrze - odparł i zamilkł na moment. - Nie mam czasu na 

towarzyską konwersację. Zadzwoniłem do ciebie, żeby załatwić sprawę. 

- Naturalnie. - Poczuła się upokorzona i policzki jej poczerwieniały. Jak to 

dobrze, że Viktor na nią nie patrzy, bo cieszyłby się, że jest zakłopotana. - 

Muszę kończyć. Wybacz, ale bardzo się spieszę. 

- To zrozumiałe - odparł uprzejmie. - Nie można pozwolić, żeby twój 

producent filmowy czekał na asystentkę. Dziękuję za informacje. 

- Gdybyś czegoś... - Połączenie zostało przerwane. Długo trzymała w ręku 

słuchawkę, jakby miała nadzieję, że ponownie zabrzmi w niej męski głos. W 

końcu opamiętała się i odłożyła ją niechętnie, wymyślając sobie od idiotek. Czy 

ostatnie tygodnie niczego jej nie nauczyły? Tyle miała złych wspomnień, a 

nadal popełniała te same błędy. 

Natychmiast wyszła z domu i pobiegła na kolejną rozmowę. Najpierw 

zajrzała do wytwórni samochodowych części zamiennych, ale zraziła się 

natychmiast, bo w biurze panowała domowa atmosfera. Wszyscy pili kawę i 

plotkowali, a praca stanowiła jedynie pretekst do codziennych spotkań ze 

znajomymi. Od razu wiedziała, że nie przyjmie tej posady, chociaż dyrektor 

bardzo chciał ją zatrudnić. 

Jeszcze gorsze wrażenie odniosła w fabryce papieru. Kierownik z 

zachwytem słuchał własnego głosu i przy każdej okazji wygłaszał długie 

monologi. Wystarczył pobieżny rekonesans, aby Alicja nabrała pewności, że 

marnuje się tam sporo surowca. Nie zamierzała przykładać ręki do niepotrzebnej 

wycinki drzew. Gdy wypytywała o tę kwestię, proponując wprowadzenie 

nowoczesnych rozwiązań produkcyjnych, kierownik zrobił wielkie oczy i 

stwierdził, że nie interesował się tymi sprawami. Alicja grzecznie podziękowała 

za rozmowę i postanowiła, że jej noga więcej tam nie postanie. 

R S

background image

 

- 102 -

Vanessa przyszła do domu wcześniej niż zwykle, bo James pojechał do 

Highfield House. Alicja zdała jej szczegółową relację ze swych wędrówek. 

Miała już pięć niezłych ofert, więc uznały, że czas podjąć decyzję i podpisać 

umowę. 

- Teraz podsumujmy, Ali - zaproponowała stanowczo Vanessa. - Powiedz 

krótko, co myślisz o każdej ofercie. Numer jeden, biuro w centrum... 

- Za małe. 

- Oferta numer dwa... 

- O nie, to moloch, a nie fabryka! 

- Oferta numer trzy.... 

- Fabryka zabawek? Ich produkty są tandetne. Odpada. 

- Numer cztery i pięć także skrytykowałaś. James miał rację, jesteś 

świetna i możesz przebierać w ofertach, ale musisz spuścić z tonu i coś wybrać. 

Domyślam się, że twoi potencjalni szefowie nie wytrzymują porównania z 

Viktorem, a praca u nich jest znacznie mniej interesująca niż w agencji 

reklamowej, ale ślubu z nimi nie bierzesz. Podpisz umowę i w wolnych 

chwilach szukaj dalej. Za kilka miesięcy znajdziesz idealną posadę. 

- Dobrze mówisz. Pojutrze zdecyduję, która oferta najbardziej mi 

odpowiada. Dzięki, Vanesso, jesteś skarbem. Co ja bym bez ciebie zrobiła! 

- Idę zaraz do kina z paroma koleżankami. Może się do nas przyłączysz? 

To będzie uroczy, babski wieczór. 

- Nie, jestem okropnie zmęczona i muszę się wyspać. Nie zapominaj, że 

powinnam mieć jasny umysł, żeby podjąć właściwą decyzję. 

- Gderasz jak wiekowa staruszka. Dobra, możesz zostać, ale obiecuję, że 

wkrótce cię rozruszam. Marnujesz najlepsze lata, Ali. Mam pomysł! Co myślisz 

o randce w ciemno? Znam paru fajnych chłopaków, którzy gustują w takich 

chudzielcach jak ty. 

Poduszki z kanapy zaczęły fruwać po mieszkaniu, więc Vanessa 

pomknęła do drzwi. Z korytarza dobiegł jej głośny śmiech. 

R S

background image

 

- 103 -

Alicja usadowiła się przed telewizorem, wzięła do ręki pilota i zaczęła 

skakać po kanałach. Gdy usłyszała dzwonek u drzwi, wzruszyła ramionami i 

postanowiła nie otwierać. Vanessa ma klucz, a goście nie byli dziś mile 

widziani. Natręt był jednak uparty. Po czwartym dzwonku zrezygnowana 

powlokła się do holu i otworzyła drzwi. 

W korytarzu stał Viktor. Miała na sobie garnitur i białą koszulę. Górny 

guzik był rozpięty, krawat rozluźniony; na policzkach zauważyła dwudniowy 

zarost, a pod oczyma głębokie cienie. Marynarkę narzucił niedbale na ramiona. 

Wyglądał okropnie. Gapiła się na niego z otwartą buzią, jak mała dziewczynka 

przerażona wtargnięciem nieznajomego. 

- Po co przyszedłeś? - spytała napastliwie. 

- A jak myślisz? - burknął. - Byłem w pobliżu, więc postanowiłem cię 

odwiedzić. 

- Domyślam się, że chcesz zapytać o sprawy biurowe. Proszę bardzo, 

chętnie pomogę. - Była na niego wściekła za arogancki ton i postanowiła 

odpowiadać tak samo. Nadal czuła się urażona, bo w czasie porannej rozmowy 

nie zapytał o jej samopoczucie. - Nie ma powodu, żebyś sam się fatygował. 

Twój nowy personel łatwo znajdzie mój numer telefonu. To najlepszy sposób, 

żeby wyjaśnić każdą wątpliwość. Szczerze mówiąc, wątpię, czy znalazłeś 

odpowiednie zastępstwo. Mój system archiwizowania dokumentów jest tak 

przejrzysty, że nie trzeba wielkich zdolności, żeby się w nim orientować. 

Podkreślam, że w tym wypadku jestem bez winy, bo nalegałeś, żebym odeszła 

natychmiast. Gdybyś dał mi trochę czasu, przygotowałabym dokładną 

instrukcję. 

Nagle poczuła ukłucie zazdrości. Jakaś wyfiokowana lafirynda układa 

dokumenty na jej biurku, siedzi na jej krześle i szarogęsi się w jej biurze. Ten 

idiota wodzi za nią rozmarzonym wzrokiem i pewnie się zakocha. Miała ochotę 

rozerwać go na strzępy, gdy wyobraziła sobie, że tamci dwoje dyskutują o 

zleceniodawcach, pochylają się razem nad rachunkami, opowiadają dowcipy i 

R S

background image

 

- 104 -

wybuchają śmiechem, wspominając zabawne wydarzenia. Tępa dyletantka 

zajęła miejsce Alicji u boku Viktora. To nieuczciwe! 

- Mogę wejść? - rzucił schrypniętym głosem, obserwując ją tak 

natarczywie, że poczuła się zakłopotana i spłonęła rumieńcem jak pensjonarka. 

Viktor nie dawał za wygraną. - Mamy rozmawiać, stojąc w otwartych drzwiach? 

- Skąd pewność, że jestem sama? - zapytała prowokacyjnie. Miała mu za 

złe, że odebrał jej spokój, ale opór szybko osłabł. Była po prostu żałosna! 

- Kto jest u ciebie? - spytał cicho. 

- Nikt. 

- To dobrze. W takim razie odsuń się i wpuść mnie do środka. Najwyższy 

czas, żebyśmy wszystko sobie wyjaśnili. Czeka nas długa rozmowa. 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Alicja cierpiała katusze, gdy obserwowała idącego do salonu Viktora. 

Przypominała człowieka, który umiera z głodu i spogląda na suto zastawiony 

stół ze świadomością, że wszystkie potrawy zostały zatrute. Nadal stała przy 

drzwiach wejściowych z ręką na klamce. Ledwie zrobiła pierwszy krok, 

odwrócił się i popatrzył na nią. Jeśli przyszedł tu, aby zapytać o potrzebne 

dokumenty, niech od razu powie, w czym rzecz, żeby mogła natychmiast 

rozwiać wątpliwości. Po jego wyjściu będzie mogła cierpieć do woli. Po co 

wszedł do mieszkania? To nie było konieczne. 

- Gdzie twoja współlokatorka? - zapytał, sadowiąc się na kanapie. 

Przyglądał się Alicji i gniewnie marszczył brwi. 

- Wyszła. - A to pech! Gdyby siedzieli tu we troje, łatwiej byłoby Alicji 

zachować wewnętrzną równowagę. - Nie pytam, czy chcesz się czegoś napić, bo 

zakładam, że wpadłeś tylko na chwilę. Sam mówiłeś, że brak ci czasu na 

towarzyską konwersację. 

R S

background image

 

- 105 -

- Daj mi whisky z wodą. 

- Mogę zaparzyć kawę - odparła opryskliwym tonem, jakby chciała dać 

mu do zrozumienia, że nie ma wyboru. Splotła ramiona na piersi i obrzuciła go 

wrogim spojrzeniem. Oboje mieli ponure miny. 

- Niech będzie kawa, skoro nie możesz zaproponować nic innego. - 

Założył nogę na nogę i uporczywie wpatrywał się w Alicję. 

Z westchnieniem ulgi pobiegła do kuchni. Serce biło jej tak mocno, że 

omal nie wyrwało się z piersi, a mięśnie były tak napięte, że czuła ból. Nie 

potrafiła opanować gonitwy myśli. Czuła się oszołomiona i zbita z tropu. Jego 

wyjaśnieniom brakowało logiki. Rzekomo pofatygował się do niej, żeby zapytać 

o kilka dokumentów. Po co tracił czas, skoro mógł po prostu zadzwonić albo 

polecić sekretarce, żeby w jego imieniu wyjaśniła tę sprawę? A jeśli nie chodzi 

o pracę, cóż go skłoniło do tych odwiedzin? Może chciał rzucić jej w twarz 

nowe oskarżenia? Czy za mało przykrych słów usłyszała do tej pory? Zapewne 

czerpał złośliwą satysfakcję z jej cierpień i upokorzenia. Z drugiej strony jednak 

od pamiętnej rozmowy minęło wiele dni, więc powinien już ochłonąć. Gdy 

nalewała kawę, spostrzegła, że ręce jej drżą. Wróciła do salonu, podała mu 

kubek i wyprostowana usiadła w fotelu, sącząc gorący napar. 

- Jesteś roztrzęsiona - powiedział. Daremnie łudziła się, że tego nie 

zauważy. 

- Owszem. Zaskoczyła mnie twoja wizyta - odparła zduszonym głosem. - 

Po awanturze, którą mi zrobiłeś w swoim gabinecie, trudno się dziwić, że jestem 

zdenerwowana. - Nie czekając na jego odpowiedź, dodała z irytacją: - Po co tu 

przyszedłeś? Naprawdę chodzi o sprawy biurowe? 

- Nie. Mój nowy personel radzi sobie nadspodziewanie dobrze. 

- Bardzo mnie to cieszy - odparła ze ściśniętym sercem. W tej sprawie nie 

miała już nic do dodania, więc milczała uparcie. Ze zdziwieniem stwierdziła, że 

i on nie kwapi się do rozmowy. Popatrzyła na niego badawczo. Sprawiał 

wrażenie człowieka, który się waha. 

R S

background image

 

- 106 -

- Jak twoja praca? - spytał nagle. 

- Słucham? 

- Wspomniałaś, że jesteś asystentką producenta filmowego i podnosisz 

swoje kwalifikacje. 

- Nie mam posady - odparła, prostując się z godnością. - Kłamałam. 

Czemu pytasz? Co cię to obchodzi? - Trudno, niech zna prawdę, pomyślała ze 

złością. Ciekawe, czy jest zadowolony, że jej się nie wiedzie. Nie miała sił brnąć 

w kolejne kłamstwa jedynie po to, żeby ocalić swoją dumę. - Nie powinieneś się 

dziwić, że znów usłyszałeś od mnie nieprawdę. Przecież uważasz mnie za 

kłamczuchę i oszustkę. - Unikała jego wzroku i wolno sączyła kawę. Próbowała 

zyskać na czasie i uporządkować myśli. 

- Gdy rozmawialiśmy o Claydonie, nie zmyślałaś. 

- Nie będziemy do tego wracać! - krzyknęła odruchowo. Na myśl o 

następnej kłótni ogarnęło ją przerażenie. Była wobec Viktora całkiem bezbronna 

i nie mogła już wpłynąć na jego sposób myślenia. Po co tu przyszedł? Dlaczego 

nie zostawi jej w spokoju? Czemu nie pozwala jej spokojnie egzystować, bo 

przecież stan zawieszenia, w którym się znalazła, trudno nazwać prawdziwym 

życiem. 

Odstawił kubek na niski stolik, oparł łokcie na kolanach i pochylił się 

nisko. Przez parę minut siedział ze zwieszoną głową, a gdy podniósł wzrok, 

zamiast gniewnej miny zobaczyła na jego twarzy smutek i niepokój. Nigdy go 

takim nie widziała. Przypominał chłopca, który nie dostał deseru, bo został 

ukarany, ale nie rozumie, na czym polegała jego wina. 

- Wyobraźnia nie daje mi spokoju - powiedział oskarżycielskim tonem. - 

Nieustannie myślę o tym, że poszłaś z nim do łóżka. Obejmował cię i... Cholera 

jasna! - Zerwał się na równe nogi i zaczął nerwowo krążyć po pokoju z rękami 

wciśniętymi w kieszenie spodni. 

Przyglądała mu się, odczuwając przewrotne zadowolenie, ponieważ był o 

nią zazdrosny. A zatem nie była mu całkiem obojętna. Daleko stąd do miłości, 

R S

background image

 

- 107 -

ale pierwszy krok został uczyniony. Gdy uśmiechnęła się mimo woli, popatrzył 

na nią spode łba. 

- Widzę, że moje wyznania cię ubawiły. 

- Nieprawda! Ja tylko... - Bezradnie wzruszyła ramionami. Jak ma 

wytłumaczyć, że przygląda mu się z uwagą, bo chce zapamiętać na zawsze 

barczystą postać majaczącą niewyraźnie w półmroku, dziwne pochylenie ramion 

wyrażające gniew, a zarazem niepewność. Uczyła się go na pamięć, bo przez 

wiele lat będzie żyła wspomnieniami. 

- Jak mogłaś... - Nie potrafił wypowiedzieć tych słów; dusił je w sobie, a 

twarz skurczyła mu się, jakby cierpiał. 

- Nie rozumiesz... 

- Przestań mówić takie bzdury! - Podszedł do jej fotela, pochylił się nad 

nią i położył ręce na bocznych oparciach. Cofnęła się odruchowo. - Co tu jest do 

rozumienia? Kobieta i mężczyzna spotkali się, poszli do łóżka i było im dobrze. 

Po co komplikować sprawę? 

Patrzyła na niego bez słowa. Najchętniej powiedziałaby mu całą prawdę, 

ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że Viktor nie dał jej na razie żadnego 

powodu, żeby się zdecydowała na szczere wyznanie. 

- Co ty w nim widziałaś? 

- Czemu tak się denerwujesz? - spytała cicho. - Dlatego że... byłam z 

Jamesem? Poczułeś się zdradzony? Może ucierpiała twoja męska duma? 

- Jakie to ma znaczenie? - Wyprostował się i przeczesał palcami ciemne 

włosy. - Nie zadawałem sobie takich pytań. Po prostu na samą myśl, że 

poszliście do łóżka, ogarnia mnie szał. 

- Nie powinieneś tak reagować. - Doszła nagle do wniosku, że nie ma 

powodu, żeby go dłużej oszukiwać. Bez pytania wiedziała, jak się czuł przez 

kilka ostatnich dni. Z pewnością cierpiał jak potępieniec. Nie mogło być gorzej, 

więc skoro potrafiła temu zaradzić, trzeba zrobić to od razu. 

Wzięła głęboki oddech. 

R S

background image

 

- 108 -

- Rzeczywiście nie kłamałam, mówiąc, że sypiałam z Jamesem, ale nie 

wiesz jeszcze wszystkiego - powiedziała.  

Słuchał uważnie, pochylony lekko do przodu. Obserwował ją tak 

uporczywie, że zaczęła się denerwować. Jeśli uzna, że znowu go okłamała, 

trudno, niech tak zostanie, ale przynajmniej będzie miała czyste sumienie, kiedy 

się wreszcie pożegnają. Dosyć było między nimi półprawd i niedomówień. - 

Przed laty mieliśmy romans... 

- Co? 

- Pozwól mi dokończyć. Potem ja wysłucham tego, co masz do 

powiedzenia i wyjdziesz. - Unikając jego spojrzenia, mówiła dalej. - Po śmierci 

matki zaczęłam pracować w Highfield House u Henry'ego Claydona, ojca 

Jamesa. Pisał wspomnienia i potrzebna mu była osobista sekretarka. 

- Nie prostowałaś mojej pomyłki, kiedy domyślałem się, że miałaś wtedy 

kogoś... 

- Bo rzeczywiście tak było. Poznałam Jamesa, gdy pracowałam u jego 

ojca. Byłam młoda i niedoświadczona, a on pojawił się w moim życiu jak grom 

z jasnego nieba i wywrócił je do góry nogami. - Poderwała się z krzesła, 

zmęczona bezruchem, i chodziła po pokoju, kontynuując opowieść. - Był 

przystojny czarujący, wy kształcony. Naprawdę zawrócił mi w głowie. Byłam 

pewna, że to miłość. - Wybuchnęła pełnym goryczy, urywanym śmiechem. - 

Miałeś rację, twierdząc, że należy do mężczyzn, przed którymi lepiej mieć się 

na baczności, ale wtedy do głowy by mi to nie przyszło. Czułam się tak 

oszołomiona, że zapomniałam o zdrowym rozsądku. Żyłam jak w bajce. Byłam 

kopciuszkiem i spotkałam księcia. Sądziłam, że ta znajomość skończy się... że 

coś z niej wyniknie. Popatrzyła w ciemne okno. 

- W końcu powiedziałam mu, że oczekuję jakiejś deklaracji na temat 

wspólnej przyszłości i usłyszałam, że jeszcze do tego nie dojrzał. Chyba nie 

rozumiał, o co mi chodzi. Bardzo przepraszał, był zmartwiony, ale dał mi do 

zrozumienia, że nie zniży się do mezaliansu. Od tamtej pory ze wstydem 

R S

background image

 

- 109 -

myślałam, że odetchnął z ulgą, gdy pozbył się prostaczki, która przez 

małżeństwo chciała się wedrzeć do wyższych sfer. To było dla mnie straszliwe 

upokorzenie. - W jej głosie nie wyczuwało się już goryczy. Bez emocji 

opowiadała o błędach młodości. 

- I co dalej? - zapytał niskim, schrypniętym głosem. Gdy popatrzyła na 

niego, miał dziwną minę. Nie potrafiła określić, co wyraża jego twarz: 

współczucie, litość, chełpliwe zadowolenie, że jego męska duma pozostała 

nienaruszona? 

- Znienawidziłam go. Był mi wstrętny, ponieważ odarł mnie z 

młodzieńczych złudzeń. Przez niego zmarnowałam trzy lata życia. Kiedy go 

znowu spotkałam, tamte sprawy ukazały mi się w innej perspektywie. Przed laty 

niespodziewanie zerwał ze mną, ale nie miał innego wyjścia, ponieważ chciał 

spełnić oczekiwania rodziny i poślubić odpowiednią dziewczynę. Ja także nie 

jestem bez winy. Okazałam się naiwna i głupia. Całkiem bezzasadnie byłam 

przekonana, że James podziela moje pragnienia i marzy o wspólnej przyszłości. 

- Bardzo ci współczuję. 

- Było, minęło. - Stanęła z nim twarzą w twarz. - Szkoda tylko, że tamten 

romans niepotrzebnie wpłynął na moje dalsze losy. Uciekłam do Londynu, żeby 

ukryć się w tłumie, lecz prześladowały mnie wspomnienia. Właśnie dlatego, gdy 

powiedziałeś mi o wyjeździe do Highfield House, miałam wrażenie, że czas się 

cofnął i tamten koszmar zaczyna się na nowo. 

- Dlaczego wtedy nic mi nie powiedziałaś? - spytał ostro. 

- To część mojej przeszłości, od której chciałam się oddzielić grubym 

murem. 

- Co zaszło, kiedy ponownie spotkałaś Jamesa? 

- Nic. Zero. Żadnego zainteresowania. - Usiadła w fotelu, podkurczyła 

nogi i sięgnęła po kubek ze stygnącą kawą. Wzięła go w obie dłonie, jakby 

znalazła otuchę w tej odrobinie ciepła. 

- Nadal mu się podobałaś. 

R S

background image

 

- 110 -

- Niezupełnie. Był zaskoczony, trochę zaciekawiony - odparła stanowczo. 

- Rozwód stał się dla niego okropnym przeżyciem, więc szukał pocieszycielki, 

lecz oboje jesteśmy na tyle dojrzali, aby wiedzieć, że taki odgrzewany romans 

do niczego nie prowadzi. Tylko głupcy mogą uważać inaczej. Spotkaliśmy się 

przypadkowo i nie należy dopatrywać się w tym wyroków przeznaczenia. 

- W ten sposób podeszłaś do sprawy. - Nie zadał pytania, ale miał jeszcze 

wątpliwości. 

- Naturalnie. Od początku zapowiedziałam mu, że nic z tego nie będzie. 

- Mimo to łaził za tobą. 

- Przesada. Muszę ci zdradzić pewien sekret. Moja współlokatorka ma z 

nim romans. Sądzę, że koszmarne małżeństwo z wysoko urodzoną panną dało 

mu do myślenia. Już wie, że najważniejszy jest charakter i dobre serce, a nie 

wspaniała galeria przodków. Kiedy obserwuję jego i Vanessę, jasno widzę, że 

nie byliśmy sobie przeznaczeni. Tamci dwoje naprawdę do siebie pasują. 

- Nie jesteś zazdrosna? 

- Czemu pytasz? 

- Mam swoje powody. - Stanął z nią twarzą w twarz. Gdy na niego 

patrzyła, musiała hamować wyobraźnię pracującą na najwyższych obrotach. 

Jeszcze nie pora na śmiałe marzenia. 

- A konkretnie? - Wstrzymała oddech, czekając na odpowiedź. 

- Dostaję szału, kiedy myślę, że podkochiwałaś się w takim człowieku jak 

Claydon... albo w innym głupku. - Zamilkł na chwilę. - To ja powinienem być 

na ich miejscu. 

- Co chcesz przez to powiedzieć? - szepnęła tak cicho, że prawie jej nie 

słyszał. Wyobraźnia przerwała tamy i szalała bez żadnych ograniczeń. Alicja 

rozważała niezliczone warianty i była tak przejęta, że z wrażenia zapierało jej 

dech w piersiach. 

- Muszę się czegoś napić. Takiej rozmowy nie prowadzi się przy zwykłej 

kawie. 

R S

background image

 

- 111 -

Najchętniej pobiegłaby do najbliższego sklepu po butelkę whisky, bo 

miała zamęt w głowie i chciała ochłonąć, nim powrócą do rozmowy, ale Viktor 

- jak zawsze niecierpliwy - pewnie by się na to nie zgodził. Po raz pierwszy 

odkąd zwolnił ją z pracy, była radosna i pełna życia. 

- W lodówce jest wino. 

- Nalej mi trochę do kubka. 

Nie posłuchała, tylko wyjęła dwa kryształowe kieliszki, napełniła do 

połowy. Jeden wręczyła jemu, a z drugiego upiła spory łyk. Chciała wrócić na 

fotel, ale wziął ją za rękę, więc musiała się zatrzymać. Dotknięcie było łagodne, 

ale czuła się jak porażona. 

- Nie możemy rozmawiać, siedząc w przeciwległych kątach pokoju - 

stwierdził proszącym tonem. Nie śmiała protestować, więc przycupnęła obok 

niego na kanapie. Omal nie zemdlała, czując jego bliskość. 

- Powiesz mi wreszcie, czemu zawdzięczam twoje odwiedziny? - 

zapytała. 

- Wcale nie chciałem do ciebie przychodzić. Nie myśl sobie, że skakałem 

z radości, kiedy odkryłem, że nie panuję nad uczuciami. Miałem sporo kobiet. 

Cholera jasna, nie jestem przecież nastolatkiem i potrafię mącić dziewczynom w 

głowach, ale żadna nie działa na mnie tak jak ty. 

Alicja czuła, że ogarnia ją szalona radość, wymykająca się spod kontroli. 

Ledwie nad sobą panowała. 

- Nie mogę tak po prostu wskoczyć znowu do twojego łóżka - 

powiedziała cicho. Omal się nie wygadała, że w przyszłości chętnie rozważy 

taką propozycję, ale zreflektowała się w ostatniej chwili. Trzeba zachować 

ostrożność, bo złamane serce to ciężka przypadłość. 

- Dlaczego? - spytał zduszonym głosem. - Pragnę cię. Nie, źle się 

wyraziłem. Jesteś mi potrzebna. Gdy odeszłaś, przestałem logicznie rozumować. 

Mam obsesję na twoim punkcie. Chyba przez ciebie oszaleję. - Ukrył twarz w 

R S

background image

 

- 112 -

dłoniach, a potem odgarnął palcami rozczochrane włosy i spojrzał na nią. - 

Pomyślałaś o mnie chociaż raz? 

- Często o tobie myślałam - zapewniła. Byłaby bliższa prawdy, gdyby 

przyznała, że stale był obecny w jej myślach. - Problem w tym, że... 

- Tak? 

- Nie zadowolę się krótkim romansem. Jeśli zamierzasz adorować mnie 

przez dwa miesiące, a potem odejść, nic z tego nie będzie. 

- W takim razie, czego pragniesz? 

Długo zastanawiała się, jak odpowiedzieć na to pytanie. Najlepiej wyznać 

całą prawdę, ale teraz, gdy miała po temu sposobność, nagle zdała sobie sprawę, 

że ta rozmowa może się dla niej skończyć upokarzającym odrzuceniem. Kto raz 

się sparzył, ten na zimne dmucha. Trafnie dobrane przysłowie - zważywszy, że 

raz już została odepchnięta. Przed laty wyznała Jamesowi Claydonowi, czego 

pragnie, a on ją wyśmiał. A jeśli tym razem Viktor oznajmi, że nie planuje 

małżeństwa, że mogą być razem tylko przez jakiś czas, a potem każde pójdzie w 

swoją stronę, że bardzo mu przykro, ale ma inne plany na najbliższe kilka lat? 

Przymknęła oczy i wahała się, niezdolna do podjęcia decyzji. Pragnęła za 

wszelka cenę być z nim całkowicie szczera, ale czy jej duma i poczucie 

godności przy tym nie ucierpią? 

Z drugiej strony jednak poprzednio knuła i oszukiwała, chroniąc samą 

siebie, i jak na tym wyszła? Od wielu tygodni jest okropnie nieszczęśliwa i 

cierpi katusze. 

- Umyślnie zabrałam Jamesa do teatru i poprosiłam, żeby udawał mojego 

adoratora. Vanessa pozwoliła mu odegrać tę rolę, ale uważała, że popełniam 

błąd, i miała rację - powiedziała z ciężkim westchnieniem i spojrzała mu prosto 

w oczy. - Wiedziałam, że tam będziesz, i pamiętałam numery miejsc. Kupiłam 

dwa bilety i upewniłam się, że przez cały czas będziesz mnie widzieć ze swego 

fotela. - Przyglądała się Viktorowi, który milczał, zaciskając zęby. - 

Zakładałam, że po tej rzekomej randce z Jamesem natychmiast wyrzucisz mnie 

R S

background image

 

- 113 -

z pracy. Uprzedzałeś kilkakrotnie, że flirt z klientem nie ujdzie mi na sucho. - 

Gdy wreszcie zaczęła mówić prawdę, nabrała śmiałości, a słowa płynęły jak 

wezbrana rzeka. 

- Rozumiem. 

- Co? 

- Że ta rozmowa nie ma sensu. Byłem głupi, że do ciebie przyszedłem. - 

Wstał, lecz Alicja nie pozwoliła mu odejść. 

- Jeszcze nie skończyłam! - krzyknęła. 

Przez chwilę miał taką minę, jakby chciał jej powiedzieć, żeby poszła do 

diabła. 

- Po co mamy dalej rozmawiać? Sama przyznałaś, że ta intryga została 

uknuta, żebyś mogła się ode mnie uwolnić. Ciekawy sposób wybrałaś. 

- Tak, chciałam się z tobą rozstać - przyznała, obserwując jego zbolałą 

twarz. Zacisnął powieki, jakby nie mógł na nią patrzeć. - Metoda istotnie była 

dziwna, ale chwyciłam się jej... ze strachu. 

- Czego się bałaś? 

- Nie mogę zebrać myśli, kiedy tak nade mną stoisz - mruknęła. Usiadł 

posłusznie i patrzył na nią z posępną miną. - Odkąd James mnie rzucił, nie 

spotykałam się z żadnym mężczyzną. Ty byłeś pierwszy. Gdy zaczęłam u ciebie 

pracować, uznałam cię za przystojnego, ale powiedziałam sobie, że nie jesteś w 

moim typie, chociaż dziś nie jestem pewna, czy tak było rzeczywiście. Człowiek 

potrafi sobie wmówić różne rzeczy. Po rozstaniu z Jamesem nie ufałam 

mężczyznom i sądziłam, że wszyscy są do niego podobni. 

Zacisnęła dłonie i zaczęła nerwowo kręcić młynka palcami. 

- Nie umiem powiedzieć, kiedy sytuacja się zmieniła. Nagle odkryłam, że 

nie jestem obojętna na twój niewątpliwy urok. Podczas urlopu Vanessa i ja 

cieszyłyśmy się każdą chwilą, ale podświadomie marzyłam o powrocie do 

Anglii, do pracy... do ciebie. 

R S

background image

 

- 114 -

Podniosła wzrok. Była niemal pewna, że Viktor ją wyśmieje, ale jego 

twarz, ledwie widoczna w półmroku, wydawała się bardzo poważna. 

- Chyba wtedy właśnie zrozumiałam, że mi się podobasz. Do tej pory taka 

myśl nie postała w mojej głowie. Potem... była cudowna noc w twoim 

mieszkaniu i... 

- Tak? 

Alicja milczała przez kilka chwil. Wsłuchana w ciszę zbierała siły do 

najważniejszego wyznania. 

- Zrozumiałam, że cię kocham - oznajmiła z prostotą. - Spałam z tobą, bo 

jestem zakochana i odeszłam z tego samego powodu. - Bez słowa patrzyli sobie 

w oczy. W końcu roześmiała się cicho i niepewnie. - Chciałeś poznać prawdę, 

więc ją usłyszałeś. Pewnie uciekniesz stąd zaraz i pojedziesz do domu, żeby 

świętować swój tryumf. Twoja męska duma została uratowana. Nie martw się o 

mnie. Dam sobie radę i jakoś się pozbieram. Nie musisz mi w tym pomagać. 

Siedział nieruchomo i wpatrywał się w nią tak uporczywie, że poczuła się 

nieswojo. Wolałaby, żeby zrobił awanturę i wrzeszczał, że chyba jej odbiło. 

Niech powie choć słowo! Niech przerwie tę okropną ciszę! 

- Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie - przypomniał cicho. 

- Możesz je powtórzyć? 

- Czego się po mnie spodziewasz? 

- Chyba żartujesz! - rzuciła ostro. - Ofiarowałam ci serce i otworzyłam 

przed tobą duszę. Jeszcze ci mało? Co mam powiedzieć? 

- Pewnie chcesz, żebym się z tobą ożenił. 

- No proszę! - mruknęła z irytacją i nagle zapomniała o wszelkiej 

ostrożności. - A gdyby tak było? 

- Zgadzam się - odparł skwapliwie. Alicja oniemiała i wpatrywała się w 

niego jak zaczarowana. Czy dobrze usłyszała? - Ty pierwsza się oświadczyłaś, 

więc po ślubie będziesz musiała przenieść mnie przez próg - dodał z 

promiennym uśmiechem, który przyprawił ją o zawrót głowy. 

R S

background image

 

- 115 -

- Chcesz się ze mną ożenić? 

- I to jak najszybciej. - Skinął palcem na znak, żeby się do niego 

przysunęła. Z ociąganiem usiadła tak blisko, że ich twarze niemal się stykały. - 

Za dużo kombinujesz, więc boję się, że zmienisz zdanie. 

- Ale dlaczego tak... - szepnęła z niedowierzaniem. 

- Bo cię kocham, wariatko. - Pocałował ją namiętnie i czule. - Kiedy 

odeszłaś z pracy, wszystko straciło dla mnie sens, bo zabrałaś ze sobą moje 

serce. Dopiero wtedy stało się dla mnie jasne, że straciłem prawdziwy skarb. 

Nie potrafię bez ciebie żyć. Przestałem jeść, cierpię na bezsenność, nie mogę się 

skupić. Kiedy zadzwoniłem, nie chodziło mi o żadne akta. Musiałem usłyszeć 

twój głos. Potem było ze mną jeszcze gorzej, bo sprawiałaś wrażenie pogodnej i 

rzeczowej. - Objął ją mocno. - Myślałem, że zwariuję - szepnął, wtulając twarz 

w jej włosy. - Zasypiałem, mając pod powiekami twój obraz, a kiedy się 

budziłem, pierwsza myśl dotyczyła ciebie. Przyszedłem tu, żeby cię odzyskać. 

Gotów byłem siłą włożyć ci obrączkę na palec, żebyś mi więcej nie uciekła. - 

Odsunął się i zaczął rozpinać guziki jej bluzki, a potem wziął ją na ręce i ruszył 

do sypialni. - Masz wygodną kanapę, ale chodźmy do łóżka. Nie chciałbym 

zgorszyć Vanessy. 

Gdy odpoczywali zmęczeni, nasyceni sobą i bardzo szczęśliwi, Alicja 

powiedziała sennym głosem: 

- Ostatnie pytanie, zgoda? 

- Słucham. - Pocałował ją w usta. 

- Twój nowy personel... 

- Jest w porządku. Teraz musi zostać. Żona za ścianą mego biura to zbyt 

wielka pokusa. Nie zapominaj, że w gabinecie mam wygodną kanapę. 

- Gdy zostanę twoją żonę, ten wysoki, jasnowłosy, urodziwy oraz 

inteligentny personel będzie musiał opuścić sekretariat - oznajmiła stanowczo. 

- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. 

- A więc mój opis był trafny? - Spojrzała na niego z obawą. 

R S

background image

 

- 116 -

- Wygląd nie ma znaczenia, ale przekonałem się, że chłopak jest bystry. 

Chyba jest przystojny, bo dziewczyny z agencji już się w nim podkochują. - 

Roześmiał się cicho. - Nie licz na to, że ci go przedstawię. 

- Bez obaw. Ty mi wystarczysz. 

- Do czasu, aż pojawi się na świecie kilka podobnych do nas uroczych 

małych istot - powiedział uradowany. 

- Skoro tak ci na tym zależy, powinieneś bardziej się starać - szepnęła 

zachęcająco. 

 

          

 

R S


Document Outline