background image

Meredith Webber

Uroczyste oświadczyny

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Fraser  McDougal,  którego  wszyscy  przyjaciele  oraz  członkowie  personelu  i  bardziej 

zaprzyjaźnieni  pacjenci  szpitala  Świętego Patryka  nazywali  po  prostu  Mac,  siedział  w  swej 
klitce, chyba dla  żartu nazwanej  gabinetem, i  zastanawiał się,  czy  w ogóle  da się  wyleczyć 
lekarza zawalonego papierkową robotą. Sfrustrowanego, cierpiącego na ból głowy człowieka 
przygniecionego stosami makulatury. 

– Ciekawe,  czy  podczas  sekcji  zwłok  znaleziono  by  w  moich  płucach  złogi  ścinków 

papieru? – zapytał  samego  siebie,  patrząc  na  sterty  dokumentów  z  taką  niechęcią,  jakby 
wierzył, że znikną pod wpływem jego spojrzenia. – A może papierowe wybroczyny w moich 
oczach?

– Mówisz do siebie, Mac?
Podniósł  wzrok  i  uśmiechnął  się.  Większość  ludzi  uśmiechała  się  na  widok  Amelii 

Peterson,  choć  nie  należała  do  kobiet  szalenie  atrakcyjnych.  Była  tak  drobna  i  szczupła,  że 
budową przypominała chłopca. Jej ciemne włosy, zaczesane do tyłu i starannie upięte, już po 
godzinie pracy sterczały na wszystkie strony. Miała jednak delikatne rysy i wyrazistą twarz, z 
której promieniowała pogoda ducha. 

– Nie głośniej niż zwykle – odparł. – Ale jeśli przyszłaś mi powiedzieć, że jestem wam 

potrzebny,  to  daremnie  się  fatygowałaś.  Skończyłem  dyżur  dwie  godziny  temu  i  nawet  na 
nagłych wypadkach mam zagwarantowane prawo do chwili spokoju. 

– Jeśli  chcesz  mieć  spokój,  to  trzeba  wyjść  ze  szpitala.  Powinieneś  o  tym  wiedzieć.  –

Amelia Peterson, nie czekając na zaproszenie, zrzuciła z krzesła stertę papierów i usiadła. –
Tak czy owak, nie zamierzam cię wzywać do pacjenta. Chcę po prostu poprosić o przysługę. 

Mac zmarszczył brwi. Nie miał pojęcia, czego może od niego chcieć Amelia, ale nie lubił 

być stawiany w sytuacji, w której musiał komukolwiek czegokolwiek odmawiać. 

– Jeśli  chcesz, żebym poszedł  z tobą na szpitalną potańcówkę, to odpowiedź  brzmi nie. 

Wiesz, że nie uczestniczę w tego rodzaju imprezach. A jeśli chodzi o... 

– Jaką szpitalną potańcówkę? – spytała ze zdumieniem. 
– Myślałem, że są we wszystkich szpitalach. Amelia wzruszyła ramionami. 
– Nic o tym nie wiem, ale mogę cię zapewnić, że prędzej poprosiłabym o to cyrkowego 

klowna. Choć gdyby przebrał się za goryla, wszyscy pomyśleliby, że przyszłam z tobą. 

Mac  zachmurzył  się  jeszcze  bardziej.  Przed  kilkoma  laty  pokazywano  w  kinach 

idiotyczny jego  zdaniem  film,  którego bohater,  uważający  się  za  goryla,  został  uratowany  i 
sprowadzony na łono cywilizacji przez piękną blondynkę. Większość kolegów uznała, że Mac 
mógłby  być  dublerem  tego  aktora  i  przez  kilka  tygodni  po  oddziale  krążyły  głupkowate 
dowcipy na temat jego podobieństwa do małpy. Tylko dlatego że rzadko chodził do fryzjera, 
a po dwunastogodzinnym dyżurze wydawał się bardziej nieogolony niż większość mężczyzn. 

– To niezbyt dyplomatyczna uwaga w ustach osoby, która chce mnie prosić o przysługę!
– Wiem – przyznała ze skruchą, choć w jej oczach nadal błyszczało rozbawienie. Potem 

zawahała się. Mac postanowił przejąć inicjatywę. 

background image

– O cokolwiek chodzi, nie zadawaj sobie trudu – mruknął opryskliwym tonem. – Rzadko 

mam  ochotę  wyświadczać  przysługi,  a  teraz  jestem  nastawiony  do  świata  jeszcze  bardziej 
nieprzychylnie niż  zwykle. Widzisz  te stosy papierów?  Czy nie zdajesz  sobie sprawy, że  w 
nich  tonę?  A  nasz  oddział  ma  takie  niedobory  kadrowe,  że  wypełnianie  tych  formularzy  w 
godzinach pracy nie wchodzi w grę!

Amelia odwzajemniła jego nieprzychylne spojrzenie. 
– Och, oszczędź mi swoich skarg! – poprosiła. – Znam je już na pamięć. Gdybyś nie czuł 

się  w  obowiązku  badać  każdego  hipochondryka,  który  u  nas  się  pojawia,  gdybyś  nie 
kontrolował tak dokładnie poczynań wszystkich podległych ci lekarzy, miałbyś dość czasu na 
te papierki w godzinach pracy!

Mac, urażony tą bezpodstawną krytyką, spojrzał na Amelię z jeszcze większą niechęcią. 
– Chyba sama wiesz, jak wielu lekarzy zupełnie nie przejmuje się losem pacjentów. Oni 

uważają  staż  na  naszym  oddziale  za  zło  konieczne  i  traktują  izbę  przyjęć  jak  taśmę 
produkcyjną.  A  niektórzy  z  tych – jak  ich  nazywasz – hipochondryków  mogą  cierpieć  na 
śmiertelną  przypadłość!  Więc  nie  ma  chyba nic  dziwnego  w  tym,  że  lubię  trzymać rękę  na 
pulsie wydarzeń. 

– Owszem,  ale  ty  angażujesz  się  osobiście  we  wszystkie  sprawy!  Nie  masz  pojęcia  o 

organizacji pracy ani o podziale obowiązków, więc... 

Mac  uniósł  dłoń,  by  zatamować  potok  jej  wymowy,  a  ona  uśmiechnęła  się  do  niego 

serdecznie. 

– No  dobrze – przyznała.  – Znasz  moje  skargi  równie  dobrze,  jak  ja  twoje.  Proponuję 

zawieszenie broni, zgoda?

Przytaknął ruchem głowy i najwyraźniej uznając ich rozmowę za zakończoną, sięgnął po 

kolejny stos papierów. 

– Mac!
Uniósł  wzrok.  Na  jego  twarzy,  skażonej  piętnem  permanentnego  znużenia,  pojawił  się 

wyraz zaskoczenia. 

– Chodzi o tę przysługę – wyjaśniła cierpliwie. Spojrzał na nią podejrzliwie. 
– Przecież już mnie o nią prosiłaś, prawda? A ja ci odmówiłem. 
– Myślałeś, że chodzi o szpitalną potańcówkę! – mruknęła. – A mnie taka ewentualność 

w ogóle nie przyszła do głowy!

Gdyby  nie  to,  że  miał  niemal  metr  dziewięćdziesiąt  wzrostu,  a  ona  była  o  trzydzieści 

centymetrów niższa, najchętniej potrząsnęłaby nim z całej siły. 

– Chodzi mi o prostą sprawę. Jesteś członkiem doradczej komisji lekarskiej, prawda?
– Owszem, ale to chyba jeszcze jedna kara za moje grzechy. Nie mam pojęcia, dlaczego 

mnie  do  niej  powołali.  To  największa  strata  czasu,  jaką  można  sobie  wyobrazić.  Wiem,  że 
taka komisja jest potrzebna, ale... 

Ale  Amelia  nie  miała  zamiaru  pozwolić  mu  na  to,  by  ponownie  zepchnął  rozmowę  na 

boczny tor. 

– Nie zaczynaj! – przerwała, ostrzegawczo unosząc dłoń. 
– Posłuchaj  mnie  wreszcie!  Chcę  uruchomić  wewnętrzne  kursy  doszkalające  dla 

background image

pielęgniarek z nagłych wypadków, ale potrzebuję na to zgody kierowniczki kadr, więc... 

– Jestem ostatnią osobą, która miałaby wpływ na tę kobietę – oznajmił oschłym tonem. –

Nie bierze udziału we wszystkich posiedzeniach  komisji, ale kiedy już się zjawia, dochodzi 
między nami do ostrej wymiany zdań. 

– Ona nie jest taka zła – zaprotestowała Amelia. – Ty po prostu nie lubisz kobiet. 
– Ja nie lubię kobiet? – spytał z przesadnym oburzeniem. – Oczywiście, że je lubię! Do 

tego stopnia, że byłem kiedyś mężem jednej z nich!

Amelia, zdając sobie sprawę, że Mac ponownie odbiega od tematu, uniosła oczy w górę. 
– Zapomnij o  twojej żonie,  zapomnij  o  wszystkich kobietach  i  po  prostu zechciej  mnie 

wysłuchać! – zawołała  z  irytacją.  – Większość  naszych  pielęgniarek  to  doświadczone 
specjalistki, które pracowały przedtem na innych  oddziałach szpitala. Tak jest obecnie i  tak 
było prawie zawsze. To doświadczenie jest im bardzo przydatne, kiedy muszą szybko ocenić 
sytuację  i  stan  pacjenta.  Ale  dziesięć  lat  na  nagłych  wypadkach  niekoniecznie  poszerza  ich 
wiedzę.  Natomiast  dobrze  zaprogramowany  system  szkolenia  wewnętrznego  pomógłby  im 
podnieść kwalifikacje, dałby im szanse specjalizacji. 

Mac spojrzał na nią z nieco większą uwagą. 
– Mówisz  takim  tonem,  jakbyś  recytowała  tekst  z  jakiegoś  podręcznika.  Powiedz  mi 

swoimi słowami, co by to dało. Jak mogłoby podnieść poziom naszych usług pielęgniarskich.

Amelia miała ochotę ponownie westchnąć, ale w porę się powstrzymała. Zamknęła oczy i 

wzięła głęboki oddech. 

– Pomówmy na przykład o umiejętności porozumiewania się – podjęła spokojnym tonem. 

– Kiedy  mamy  do  czynienia  z  przytomnym  pacjentem,  diagnoza  zaczyna  się  od 
porozumienia,  od  nawiązania  z  nim  dialogu.  Shirley  Cribb  jest  chyba  jedną  z  najbardziej 
doświadczonych  pielęgniarek  naszego  oddziału  i  z  pewnością  nikt  nie  potrafi  zakładać 
kroplówki  tak  dobrze  jak  ona.  Ale  każdy  pacjent,  który  będzie  skazany  na  kontakt  z  nią 
podczas wstępnej rozmowy, zacznie się zastanawiać, po co w ogóle przychodził do szpitala. 

Mac uśmiechnął się z rozbawieniem. 
– Co panu dolega? – warknął, znakomicie imitując głos Shirley. – Czy nie ma pan lekarza 

rodzinnego, do którego mógłby pan się udać, zamiast narażać nas na stratę czasu?

– No właśnie! – pochwaliła go Amelia. – Choć nasz szpital jest tak przeciążony pracą, że 

staramy się nakłonić ofiary drobnych wypadków  do korzystania z usług lekarzy rodzinnych 
lub  czynnych przez  całą dobę przychodni, nie jest to  właściwy sposób  przemawiania  im  do 
rozumu. 

– A ty myślisz, że wysłanie Shirley na taki kurs może pomóc? Czy ona w ogóle zechce 

się zapisać?

– Zapewne nie dobrowolnie – przyznała Amelia. – Te kursy zostały już ogłoszone przez 

wydział doskonalenia zawodowego, a Shirley dotąd nie skorzystała z tej oferty. Ale jeśli staną 
się częścią zintegrowanego programu szkolenia wewnętrznego, będzie musiała to zrobić. 

– No dobrze, ale co to ma wspólnego ze mną? Jesteś u nas starszą pielęgniarką. Możesz 

robić ze swoim personelem, co chcesz, i wprowadzać wszelkiego rodzaju  programy według 
własnego uznania, prawda?

background image

Tym  razem  Amelia  nie  powstrzymała  się  od  westchnienia.  Mogła  przewidzieć  reakcję 

Maca. Kiedy on chciał coś zrobić, po prostu forsował swą wolę i martwił się o konsekwencje 
dopiero  później.  Ale  jako  ordynator  mógł  sobie  na  to  pozwolić.  Sytuacja  pielęgniarki  jest 
zupełnie inna. 

– Do pewnego stopnia masz rację – odparła – ale tego rodzaju program ma bardzo szeroki 

zakres.  Obejmuje  wiele  dziedzin,  których znajomość  jest  niezbędna  w naszej  pracy.  Trzeba 
więc  opracować  system  całościowy.  Uczestniczki  kursów  muszą  otrzymywać  zapłatę  za 
godziny szkolenia. Należy też zmodyfikować harmonogram dyżurów w taki sposób, żeby ich 
nieobecność nie odbiła się na funkcjonowaniu oddziału. 

– Ha! Więc chodzi  o pieniądze! Nic z  tego. Oboje  dobrze wiemy, jak  napięty jest nasz 

budżet. A ty chcesz mnie nakłonić, żebym zaproponował dodatkowe wydatki. Niezły pomysł, 
siostro Peterson!

– Nic podobnego – zaprotestowała ze złością. – Wszystkie zakłady pracy mają obowiązek 

podnoszenia kwalifikacji pracowników. Dotyczy to także szpitali, więc w budżecie muszą się 
znajdować  odpowiednie  fundusze.  Nasze  pielęgniarki  nie  uczestniczą  w  istniejących  już 
kursach, choć mogłyby one podnieść ich kwalifikacje. 

– Więc jak chcesz je do tego zmusić?
– Zamierzam zastosować system motywacyjny, który istnieje już w Stanach. W ostatnim 

okresie  wzrosła  tam  wyraźnie  liczba  pielęgniarek,  które  dzięki  zdobytym  kwalifikacjom 
przejmują na siebie część obowiązków lekarzy. 

Mają prawo przepisywać leki i rozpoczynać wstępną terapię, a nawet... 
– Czy sądzisz, że twoje podwładne zechcą podjąć się tych dodatkowych obowiązków?
– Nie,  ale  chcę,  żeby  były  do  nich  przygotowane,  bo  system  amerykański  zostanie  w 

końcu  wprowadzony  u  nas.  On  jest  bardzo  korzystny,  Mac.  Lekarze  mają  więcej  czasu  na 
ważniejsze  sprawy,  a  szpital  oszczędza  mnóstwo  pieniędzy.  Pielęgniarki  osiągają  wyższe 
zarobki dzięki podnoszeniu kwalifikacji, a nie tylko dzięki długości stażu pracy. 

– Nadal  nie  rozumiem,  na  czym  ma  polegać  moja  rola.  Przecież  ja  nie  mam  z  tym 

wszystkim nic wspólnego. 

– Chyba  zależy  ci  na  tym,  żeby  nasz  oddział  dysponował  lepiej  wyszkolonym 

personelem, prawda? Jak możesz mówić, że cię to nie obchodzi?

Mac, zdając sobie sprawę, że nie potrafi podważyć słuszności jej rozumowania, spojrzał 

na nią z niechęcią. 

– Zawsze uważałem, że doświadczenie zdobyte podczas pracy jest więcej warte niż tysiąc 

kursów.  Popatrz  na  siebie.  Od  jak  dawna  tu  pracujesz?  Czy  byłaś  tutaj,  kiedy  objąłem  tę 
posadę? Pamiętam jakąś drobną istotę, która biegała po oddziale, ale myślałem wtedy, że to 
mysz!

Amelia rzuciła w niego medycznym czasopismem. 
– Uczestniczyłam  już  w  kilku  kursach  i  uważam,  że  stałam  się  dzięki  temu  lepszą 

pielęgniarką. Przestałam traktować tę posadę jak stanowisko przy linii produkcyjnej, na której 
pacjenci są przyjmowani do szpitala lub odsyłani gdzie indziej. Staram się traktować każdego 
jak  żywą  istotę  ludzką,  bo  wiem,  że  mają  do  tego  prawo.  – Widząc,  że  znowu  chce  jej 

background image

przerwać,  uniosła  dłoń.  – Wiem,  że  są  to  podstawowe  zasady  etyki  zawodowej,  ale  na 
oddziałach nagłych wypadków, gdzie wszyscy są bardzo zajęci, często się o nich zapomina. 

Chód  był  bardzo  zmęczony, jej  entuzjazm  skłonił  go  do  uśmiechu.  Taka  właśnie  jest 

Amelia. Zabiera się do wszystkiego z ogromnym zapałem – bez względu na to, czy chodzi o 
wystrój  modernizowanej  poczekalni,  czy  o  sprzedaż  biletów  na  charytatywną  loterię.  On 
jednak  nie  zamierza  dać  się  jej  wciągnąć  w  przedsięwzięcia  wymagające  od  niego 
dodatkowego wysiłku. 

– Nadal nie widzę powodu, dla którego miałbym się do tego mieszać – stwierdził, mając 

nadzieję,  że  w  końcu  wyczuje  jego  rezerwę.  – To  problem  dotyczący  personelu 
pomocniczego. 

– Przecież  sam  zawsze  powtarzasz,  że  nasz  oddział  jest  placówką,  w  której  powinna 

obowiązywać ścisła integracja wszystkich funkcji – oznajmiła Amelia z błyskiem w oku. 

– Ten ironiczny ton zupełnie do ciebie nie pasuje – zauważył Mac, zdając sobie sprawę, 

że został schwytany w pułapkę – więc przestań mi opowiadać o misyjnym charakterze naszej 
pracy i powiedz wyraźnie, jak twoim zdaniem mógłbym poprzeć twoją genialną koncepcję. 

– Mógłbyś zgłosić ten pomysł podczas następnego zebrania komisji. Wtedy zostanie on 

wpisany  do  porządku  dziennego,  a  kierowniczka  kadr  nie  będzie  już  mogła  zbyć  mnie 
kilkoma mglistymi obietnicami i spocząć na laurach. 

– Chcesz  powiedzieć, że  już z nią o tym rozmawiałaś? – spytał  z  niedowierzaniem. – I 

chcesz, żebym ponownie poruszył ten temat? Przecież wiesz, że ta kobieta mnie nienawidzi. 
Gdy tylko się zjawia, dochodzi do awantury. Ona... 

– Ona  będzie  nieobecna – przerwała  mu  Amelia,  zanim  zdążył  wygłosić  swą  opinię  o 

Enid Biggs. – Wyjeżdża na konferencję, na której z pewnością będzie się mogła rozkoszować 
towarzystwem  podobnych  do  siebie  apodyktycznych  biurokratów.  Wróci  dopiero  za  dwa 
tygodnie.  Właśnie  dlatego  uważam,  że  należy  zgłosić  ten  projekt  podczas  najbliższego 
zebrania. 

– Chcesz zrobić to za jej plecami? Nie boisz się, że będzie wściekła?
Na twarzy Amelii pojawił się przewrotny uśmiech. 
– Dlaczego miałaby być wściekła na mnie? Przecież to nie ja będę projektodawcą. 
Mac potrząsnął głową. 
– Posłuchaj, chciałbym ci pomóc, ale wiem dobrze, jak to się potoczy. Oni w pierwszym 

rzędzie zażądają pisemnej analizy obecnego systemu dokształcania personelu... 

– Nie ma żadnego systemu!
– Potem poproszą o szereg różnych ekspertyz i opinii, a ja, jak sama widzisz, jestem już i 

tak  zawalony  papierkami – ciągnął  Mac,  ignorując  jej  uwagę.  –  I  nie  wmawiaj  mi,  że  te 
zmiany  nie  pogorszą  mojej  sytuacji.  Przez  kilka  lat  przekonywałem  dyrekcję  szpitala,  że 
oddziałem  nagłych  wypadków  powinien  kierować  specjalista.  Kiedy  w  końcu  doszli  do 
wniosku, że właśnie ja nadaję się na to stanowisko, natychmiast po wręczeniu mi nominacji 
zwalili  na  mnie  wszystkie  obowiązki,  których  nie  chcieli  wziąć  na  siebie  inni  ordynatorzy. 
Spędzam połowę życia, pisząc analizy czy ekspertyzy albo porównując różne systemy. Więc 
po prostu nie mam czasu na żadne dodatkowe przedsięwzięcia. I proszę, żebyś na mnie nie 

background image

liczyła. 

Amelia zacisnęła usta, by nie zacząć krzyczeć. Wstała, spojrzała na niego po raz ostatni i 

otworzyła drzwi. I właśnie w tym momencie straciła panowanie nad sobą. 

– Bardzo ci dziękuję! – warknęła podniesionym głosem. – I nie proś mnie o pomoc, kiedy 

znów będziesz miał kryzysową sytuację, bo będę wtedy zajęta układaniem harmonogramów 
pracy i swoimi własnymi papierkami!

Zatrzasnęła  za  sobą  drzwi  i  szybkim  krokiem  podążyła do  szatni  po torebkę.  Była zbyt 

wściekła, by uświadomić sobie, że powinna wyjąć z szafki również kurtkę. Do południowej 
części Queensland nadchodziła już wiosna, ale wieczory nadal bywały chłodne. 

Mac patrzył na drgające drzwi, starając się stłumić lekkie wyrzuty sumienia. Zapewniał 

sam siebie, że podjął słuszną decyzję, ale było mu przykro, że zawiódł Amelię. Była najlepszą 
pielęgniarką  tego  oddziału.  Wiedział,  że  nie  spełni  swej  groźby  i  zawsze  znajdzie  się  przy 
nim, kiedy będzie potrzebował jej pomocy. Była zbyt oddana pracy, by odmówić udziału w 
skomplikowanym  zabiegu.  Jego  myśli  przerwał  dzwonek  telefonu,  którego  nienawidził  tak 
samo jak papierów. 

– Mac! – mruknął  niechętnie  do  słuchawki,  wiedząc,  że  jego  ton  skłania  co  bardziej 

lękliwych interesantów do rozłączenia się. Ale tym razem usłyszał dobrze znany głos:

– Widzę, że nie nauczyłeś się jeszcze uprzejmego odbierania telefonu. 
– Helenę?
– Jak się miewasz, Mac?
– Jestem  pewien,  że  nie  dzwonisz  po  to,  żeby  spytać  o  moje  samopoczucie – oznajmił 

obcesowo. Choć jego była żona była oddalona o niemal dwa tysiące kilometrów, gwałtownie 
popsuł mu się humor. 

– To prawda, dzwonię w innej sprawie. Nie złożyłeś formularza A4726. 
Mac wziął głęboki oddech, ale nie powstrzymało go to od wybuchu. 
– Do jasnej cholery! – wrzasnął, ściskając mocno słuchawkę. – Nie mam pojęcia, co to 

jest  ten  twój  formularz  A  ileś tam,  ale  wiem,  że  ty  jako  szefowa  Federalnego  Wydziału 
Zdrowia  nie  powinnaś  się  zajmować  takimi  drobiazgami!  Masz  od  tego  dziesiątki,  a  nawet 
pewnie setki urzędników. 

– Formularz  A4726  jest  jednym  z  elementów  ogólnokrajowego  przeglądu  oddziałów 

nagłych wypadków funkcjonujących w Australii. A celem tego przeglądu jest analiza i ocena 
wszystkich możliwych metod poprawy pracy tych placówek. 

– Powiedz mi, że źle cię usłyszałem, Helenę – poprosił Mac, pocierając palcami pulsującą 

skroń.  – Przecież  nie  mogłem  się  ożenić  z  osobą,  która  mówi  takim  biurokratycznym 
pseudojęzykiem!

– Nie  udawaj  greka – ostrym  tonem  odparła  Helenę.  – Bywałam  na  przyjęciach,  na 

których  zanudzałeś  ludzi  swoim  medycznym  żargonem,  opowiadając  bez  końca  o  leczeniu 
nagłych wypadków. Tak czy owak, wypełnienie i złożenie tego formularza mogłoby być dla 
ciebie bardzo korzystne. 

Od  kiedy  to  Helenę  dba  o  moje  interesy? – pomyślał  z  niepokojem.  Przecież  to  ona 

background image

zostawiła mnie w nędznym domku, który kupiliśmy kiedyś jako lokatę kapitału, i nie chciała 
nawet  rozmawiać  ze  mną  o  podziale  majątku,  tylko  wynajęła  w  tym  celu  adwokata.  Nie 
potrafiła zachować się jak osoba dorosła, choć nawet dziecko umie dzielić przez dwa!

– No więc?
Potrząsnął  głową,  by  wrócić  do  teraźniejszości,  i  poczuł  jeszcze  silniejszy  ból  w 

skroniach. 

– O  co  ci  właściwie  chodzi? – spytał,  szukając  wśród  zalegających  biurko  papierów 

pudełka paracetamolu. 

– Przecież po przeczytaniu tego formularza musiałeś zdać sobie sprawę, jak bardzo może 

on być dla ciebie cenny. Jesteś jedynym w Lakelands ordynatorem z odpowiednim stopniem 
specjalizacji, więc reorganizacja byłaby dla ciebie bardzo korzystna. Twój szpital z pewnością 
stanie  się  głównym  ośrodkiem  leczenia  nagłych  wypadków.  Dostaniecie  fundusze  na 
dodatkowy personel i sprzęt. Zwiększy się także wasz roczny budżet. Mówię tylko o środkach 
z  puli  federalnej.  A  ponieważ  za  służbę  zdrowia  odpowiadają  samorządy  stanowe,  one  też 
zapewnią  wam  dodatkowe  fundusze.  Nawet  one  zdały  sobie  w  końcu  sprawę  z  potrzeby 
racjonalnej restrukturyzacji. 

Mac położył dłoń na czole i zaczął uciskać skronie, ale nie uśmierzyło to bólu głowy ani 

nie pomogło mu zrozumieć, o co chodzi. 

– Może Colleen... – zaczaj, ale Helenę mu przerwała:
– Nie oskarżaj swojej sekretarki o to, że masz bałagan w dokumentach. Wiesz, myślałam, 

że już zdążyłeś wydorośleć. Przynajmniej na tyle, aby zrozumieć, że dokumentacja, którą tak 
pogardzasz, jest równie ważna jak leczenie. 

Potrząsnął  z  niedowierzaniem  głową,  nie  dlatego  że  oburzyło  go  jej  stwierdzenie.  Po 

prostu nie potrafił pojąć, jak mógł kiedykolwiek kochać osobę – w dodatku lekarkę – która 
miała tak obce mu poglądy na medycynę. 

– Znajdę ten formularz i wypełnię go – obiecał, gotów zrobić wszystko, byle zakończyć 

rozmowę z Helenę. 

– Och, ja nie dzwonię w tej sprawie – oznajmiła pogodnym tonem. – Choć im prędzej to 

zrobisz,  tym  lepiej.  Chcę  ci  też  powiedzieć,  że  przyjeżdżam  na  kilka  dni  do  Lakelands. 
Zbudowaliśmy  konceptualny  zarys  sytuacji,  ale  musimy  sprawdzić  go  na  terenie  kilku 
placówek, więc zaczynamy od waszego szpitala. 

– Konceptualny  zarys? – powtórzył  Mac  bezradnie.  Znalazł  tabletki,  ale  jego  kubek 

okazał się pusty. – O czym ty mówisz?

– Nie udawaj głupka. Zresztą wszystko jedno, czy rozumiesz, o co chodzi, czy nie. Będę 

w Lakelands i myślałam, że moglibyśmy się spotkać. Chcę, żebyś kogoś poznał. 

Poczuł skurcz żołądka. Żyli w separacji z Helenę od pięciu lat, trzy lata upłynęły od ich 

rozwodu, ale on nadal odczuwał wielką ulgę. Teraz do jego serca wkradł się niepokój. 

– Dlaczego?
– Dlatego, że jest to dla mnie ważne – odparła sucho, a potem dodała łagodniej: – Bardzo 

cię proszę. 

– No dobrze, jeśli to konieczne... – wykrztusił niechętnie, nie potrafiąc jej odmówić. 

background image

– Wspaniale! – zawołała  z  radością.  – Przyjeżdżamy  w  sobotę  rano.  Poproszę  moją 

sekretarkę, żeby zarezerwowała stół w Capriccio. Czy odpowiada ci ósma wieczorem?

Nie  mogąc  pogodzić  się  ze  swą  kapitulacją,  wydał  nieokreślony  dźwięk,  który  Helenę 

wzięła za potwierdzenie.

– Na cztery osoby? – spytała melodyjnym głosem. 
– Dlaczego na cztery?
– Przecież z pewnością do tej pory znalazłeś sobie jakąś... towarzyszkę życia!
– Towarzyszkę życia... Ach tak, oczywiście. A więc o ósmej w Capriccio. 
Odłożył słuchawkę i tępo wpatrywał się w przestrzeń. A raczej w drzwi swego gabinetu, 

które przed chwilą zostały zatrzaśnięte... 

Amelia Peterson, pomyślał. Wstał z fotela i wyszedł szybko na korytarz, a potem zaczął 

ją wołać. 

– Siostro Peterson!
– Ona  już  wyszła – oznajmiła  jedna  z  mijających  go  sprzątaczek.  – Jakieś  pięć  minut 

temu. 

Ruszył w kierunku głównego wejścia, mając nadzieję, że dogoni ją na parkingu. O ile ma 

samochód... Zaczął się zastanawiać, czy kiedykolwiek widział ją za kierownicą. 

Oczywiście  że  ma  samochód! – przypomniał  sobie  nagle.  Przecież  odwoziłem  ją 

niedawno  do  domu  po  wieczornym  zebraniu  personelu.  Mówiła  wtedy,  że  oddała  go  do 
przeglądu. 

Nagle wyrwał go z zamyślenia  głośny dźwięk klaksonu. Cofnął się szybko między dwa 

rzędy zaparkowanych aut. Nadjeżdżający samochód zatrzymał się, a kierowca opuścił szybę. 

– Czyżbyś  czuł  się  tak  winny,  że  chcesz  popełnić  samobójstwo? – spytała  kobieta 

siedząca za kierownicą. 

– Amelia! – zawołał z ulgą. – Właśnie cię szukałem. Chcę ci powiedzieć, że zmieniłem 

zdanie. 

Na jej twarzy pojawił się wyraz niedowierzania, potem jego miejsce zajęła radość, która 

szybko przerodziła się w podejrzliwość. 

– Dlaczego?
– Mniejsza  o  to.  Następne  zebranie  ma  się  odbyć  dopiero  w  przyszłym  tygodniu,  ale 

zgłoszę na nim odpowiedni wniosek. Musimy się przedtem spotkać, żebyś wytłumaczyła mi 
dokładniej szczegóły tego projektu. 

Zmarszczyła brwi i spojrzała na niego jeszcze bardziej podejrzliwie. 
– Nie  pytałam,  dlaczego  zmieniłeś  zdanie,  tylko  dlaczego  mnie  szukałeś – oznajmiła 

oschłym tonem. 

– Tak czy owak, jest to transakcja wiązana. Ja też chcę cię poprosić o przysługę. 
Amelia,  nie  zwracając  uwagi  na  to,  że  jej  samochód  blokuje  drogę  wyjazdową,  zgasiła 

silnik i wysiadła. 

– Chcesz mnie poprosić o przysługę? – spytała z przesadnym niedowierzaniem. – A jeśli 

się zgodzę, zgłosisz na zebraniu mój wniosek dotyczący kształcenia personelu?

Mac  przytaknął  ruchem  głowy,  choć  teraz,  kiedy  ujęła  to  tak  obcesowo,  poczuł  lekkie 

background image

zażenowanie. 

– To  uczciwa  wymiana – oznajmił,  patrząc  na  jej  twarz,  która  teraz,  w  półmroku, 

wydawała się jeszcze bardziej delikatna niż zwykle. – Przysługa za przysługę. 

– Moja prośba podyktowana jest troską o nasz oddział – oznajmiła, chwytając się oburącz 

za ramiona w taki sposób, jakby nagle poczuła chłód. – To sprawa zawodowa. 

– Moja też – oznajmił pospiesznie, przypominając sobie słowa Helenę, która stwierdziła, 

że wypełnienie jakiegoś formularza może przynieść korzyść szpitalowi. 

Amelia  miała  ochotę  odwrócić  się  na  pięcie  i  odejść,  ale  zależało  jej  na  załatwieniu 

sprawy kursów. Przekonywała samą siebie, że prośba Maca nie może postawić jej w sytuacji, 
w której będzie musiała mu odmówić. 

– O co chodzi?
– Nie musisz być aż tak podejrzliwa! To bardzo prosta sprawa. Chcę, żebyś w niedzielę 

zjadła ze mną kolację. 

– Kolacja w niedzielę? Czy proponujesz mi randkę? Spojrzał na nią z oburzeniem. 
– Ależ skąd. Chodzi o kolację. 
– Z tobą?
Zdawała sobie sprawę, że zachowuje się jak idiotka, ale była tak zaskoczona, że jej umysł 

nie był w stanie przyjąć nawet tej prostej informacji. 

– Ze  mną.  W  Capriccio  o  ósmej.  Zgoda?  Powstrzymała  się  tym  razem  od  powtórzenia 

jego słów, choć nadal była zdezorientowana. 

– Czy jeśli się zgodzę, zgłosisz ten projekt? Mac kiwnął głową. 
– Obiecujesz?
– Och, na miłość boską, czego ty jeszcze chcesz? Żebym podpisał cyrograf własną krwią? 

Powiedziałem, że to zrobię, i dotrzymam słowa. Czy masz się w co ubrać?

Jego  pytanie  jeszcze  bardziej  wytrąciło  ją  z  równowagi.  Miała  ochotę  wybuchnąć 

śmiechem, ale się powstrzymała. 

– Nie,  Mac,  przyjdę  nago – oznajmiła,  potrząsając  głową,  po  czym  wsiadła  do 

samochodu, zapaliła silnik i odjechała. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Rozbawiona  dziwnym  pomysłem  Maca,  który  zaproponował  jej  wymianę  przysługi  na 

kolację,  śmiała  się  przez  całą  drogę  do  domu.  Ale  następnego  ranka  poczuła  niepokój.  Nie 
miała pojęcia, dlaczego chce pojawić się w restauracji właśnie z nią. Choć po jego rozwodzie 
krążyły  różne  plotki,  z  których  wynikało,  że  nie  dochowywał  wierności  żonie,  nigdy  nie 
widziała go z inną kobietą i nie słyszała, by spotykał się z jakąś koleżanką ze szpitala. Była 
jednak pewna, że tak atrakcyjny mężczyzna może wybierać wśród wielu kandydatek. 

– Cześć, dobrze że  jesteś – powitał ją Mac. – Potrzebuję cię w  czwórce. W  trójce leży 

pacjent, u którego stwierdzono zatrzymanie akcji serca. Ustabilizowaliśmy go, ale jego żona 
zemdlała. Chcę, żeby ktoś przy nim został, dopóki się nie upewnimy, że to się nie powtórzy. 
A ty zbadaj tę kobietę. 

Przyjęła  jego  polecenia  bez  oporu,  a  nawet  z  pewną  ulgą.  Mac  zachowuje  się  tak  jak 

zawsze: kontroluje wydarzenia, zajmuje się trudnymi przypadkami, wydaje rozkazy. Ton jego 
głosu nie wskazywał na to, by poczuł do niej nagłą sympatię, której skutkiem było wczorajsze 
zaproszenie. 

Weszła do sali numer cztery, w której układano właśnie na stole jakąś kobietę. 
– Połóżcie  ją  na  boku – poleciła  sanitariuszom  i  podeszła  bliżej,  chcąc  ułożyć  głowę 

pacjentki  w  taki  sposób,  by  ułatwić  jej  oddychanie.  Zastanawiając  się  nad  przyczynami  jej 
omdlenia, doszła do wniosku, że było ono pewnie skutkiem opóźnionego szoku. Dopóki mąż 
potrzebował jej pomocy, zachowywała niezbędną koncentrację. Kiedy jednak upewniła się, że 
jest otoczony dobrą opieką, pozwoliła sobie na moment odprężenia i straciła przytomność. 

Obejrzała dokładnie pacjentkę, a potem podłączyła ją do monitora wskazującego tętno i 

akcję serca. 

– Pobiorę  krew,  bo  lekarz  będzie  chciał  sprawdzić  poziom  cukru – oznajmiła  swojej 

młodszej koleżance. 

Leżąca na stole kobieta poruszyła się nagle, a potem otworzyła oczy. Amelia dostrzegła w 

nich przerażenie. 

– To  nie  ja  jestem  chora – wyszeptała.  – To  mój  mąż.  Miał  atak  serca.  Gdzie  on  jest? 

Dlaczego ja tu leżę?

Amelia wyjaśniła jej, co się stało i zapewniła, że jej mąż otoczony jest najlepszą opieką. 

Potem  zadała  jej  kilka  rutynowych  pytań  i  wypełniła  kartę  przyjęcia,  wiedząc  dobrze,  że 
zanim  pacjentka – pani  Creed – opuści  szpital,  na  arkuszu  znajdzie  się  wiele  nowych 
adnotacji.  Potem  wręczyła  kartę  Rickowi  Stewartowi,  który  miał  tego  dnia  dyżur,  i 
pospieszyła do izby przyjęć, dokąd wezwano ją przez pager. 

Urzędującą  w  recepcji  Sally  Spender  otaczała  grupa  krzyczących  i  zawodzących  ludzi. 

Prawie wszyscy trzymali na rękach małe dzieci. Widząc ich ciemną karnację i nakrycia głowy 
kobiet,  domyśliła  się,  że  są  przedstawicielami  muzułmańskiej  mniejszości,  zamieszkującej 
położoną w sąsiedztwie szpitala ubogą dzielnicę miasta. 

– To  mi  wygląda  na  zatrucie  pokarmowe – zawołała  Sally,  przepychając  się  w  jej 

background image

kierunku. – Trzeba oddzielić chorych od panikarzy. Czy możesz mi pomóc?

Amelia wybrała najwyższego mężczyznę w grupie. 
– Czy mówi pan po angielsku? – spytała, a on kiwnął głową. – A jak jest z innymi? Czy 

mnie zrozumieją?

– Niektórzy... ale nie kobiety. To znaczy nie wszystkie kobiety – odparł mężczyzna. 
– W takim razie niech ich pan poprosi, żeby usiedli. Obejrzę ich i rozpocznę leczenie, a 

potem wyślę najbardziej chorych do doktora. Dobrze?

Mężczyzna  kiwnął  głową,  a  potem  odwrócił  się  do  tłumu  i  przemówił  w  języku,  który 

wydał  się  Amelii  bardzo  melodyjny.  Nie  zrozumiała  ani  słowa  z  jego  oracji, ale  wszyscy 
podeszli do wolnych krzeseł i usiedli. Wtedy ponownie przemówiła do mężczyzny, który miał 
na imię Taraq. 

– Proszę  iść  ze  mną,  na  wypadek  gdybym  potrzebowała  pomocy  podczas  rozmowy  z 

chorymi. W szpitalu jest zawodowa tłumaczka, ale zanim ją wezwiemy, minie sporo czasu. 

Ruszyła w kierunku  grupy chorych, wybierając  kobietę, która trzymała  na rękach małe, 

może dwuletnie dziecko. 

– Czy  może  mi  pan  powiedzieć,  co  się  stało? – spytała  Taraqa,  mierząc  tętno  małego 

pacjenta. 

– Mamy  dziś  święto,  więc  po  porannej  modlitwie  odbyła  się  specjalna  uczta.  Nie  było 

wiele  jedzenia,  tylko  ryżowe  ciastka  i  kandyzowane  owoce.  I  zaraz  potem  ludzie  zaczęli 
chorować. 

– Gotowany  ryż,  przechowywany  zbyt  długo,  może  zawierać  niebezpieczne  bakterie –

oznajmiła Amelia. 

– To  samo  dotyczy  kandyzowanych  owoców – odparł  Taraq.  – Wiedzieliśmy,  że  spyta 

pani  o  próbki  jedzenia,  więc  przynieśliśmy  je – dodał,  wskazując  kilka  leżących  ha  ladzie 
recepcyjnej, owiniętych w folię paczek. 

– Bardzo  rozsądnie – pochwaliła  go  Amelia, a  potem  pochyliła  się  nad  jęczącą  z  bólu 

starą kobietą. – Proszę powiedzieć tej pani, że muszę ją zabrać do pokoju zabiegowego. 

Taraq przetłumaczył jej słowa, więc wyciągnęła ręce do chorej, by pomóc jej wstać. W 

tym momencie odsunął ją na bok jakiś młody mężczyzna. 

– Ja  ją  zaprowadzę,  a  potem  zostanę  tam  i  będę  przemawiał  w  jej  imieniu – oznajmił 

stanowczym tonem. 

– To jej wnuk – wyjaśnił Taraq. – Ona przestrzega starych zasad. Lekarz może ją zbadać 

tylko w obecności męskiego członka rodziny. 

– Zgoda – odparła Amelia, kierując równocześnie do sali zabiegowej następnego pacjenta

– małego chłopca, któremu towarzyszył ojciec. 

Potem zastanowiła się nad sytuacją. Wiedziała, że wszyscy pacjenci będą żądali zbadania 

przez  lekarza.  Oznaczało  to  dłuższe  oczekiwanie,  a  ona – na  podstawie  poprzednich 
doświadczeń – zdawała  sobie  sprawę,  że  niektórzy  z  nich  uznają  je  za  dowód  uprzedzeń 
rasowych. Postanowiwszy zachować ostrożność, ponownie zwróciła się do Taraqa. 

– Proszę wytłumaczyć wszystkim obecnym, że choć czują się fatalnie, nie możemy podać 

im leku, który spowoduje natychmiastową poprawę. 

background image

Taraq, który do tej pory traktował ją uprzejmie, spojrzał na nią z niedowierzaniem. 
– Przecież to jest szpital! – zawołał z oburzeniem. 
– Owszem,  ale  dopóki  nie  zbadamy  próbek,  nie  będziemy  wiedzieli,  jaka  bakteria 

spowodowała  zatrucie.  Ponieważ  jednak  objawy  choroby  nastąpiły  tak  szybko,  możemy 
ograniczyć  wybór  do  kilku  możliwości.  Moim  zdaniem  jest  to  albo  Staphylococcus  aureus 
albo  Bacillus  cercus.  Inne  choroby  bakteryjne  objawiają  się  dopiero  po  upływie  dwunastu 
albo nawet trzydziestu sześciu godzin. 

Taraq  kiwnął  głową  i  spojrzał  ze  współczuciem  na  swych  cierpiących  rodaków,  którzy 

siedzieli na krzesłach. 

– Choć  objawy  zatrucia  mogą  być  nieprzyjemne,  życiu  tych  pacjentów  nie  zagraża 

niebezpieczeństwo.  Nie  podajemy  jednak  chorym  środków  przciwwymiotnych,  gdyż 
opóźniają one proces powrotu do zdrowia. 

– Więc muszą nadal chorować? – spytał Taraq. 
– Tylko  przez  krótki  czas – odparła.  – Podam  wszystkim  specjalne  napoje,  które 

powstrzymają  proces  odwodnienia  i  przywrócą  w  organizmie  równowagę  różnych 
pierwiastków. 

Taraq  wydawał  się  teraz  bardziej  zadowolony,  więc  postanowiła  przejść  do 

najtrudniejszej sprawy. 

– Główny problem polega na tym, że choć wszyscy pańscy znajomi powinni pozostać w 

szpitalu, dopóki nie zbada ich lekarz, może się zdarzyć, że będziemy musieli przyjmować w 
pierwszej kolejności ofiary nagłych wypadków. To znaczy, że inni pacjenci trafią do lekarza 
wcześniej niż wy, choć byliście w szpitalu przed nimi. Czy pan mnie rozumie?

Taraq  zmarszczył  brwi  i  wyraźnie  chciał  zaprotestować,  ale  w  tym  momencie  drzwi 

otworzyły  się  szeroko  i  wszedł  przez  nie  młody  człowiek,  poważnie  ranny  w  prawą  rękę. 
Tryskająca  z  jego  dłoni  krew  kapała  na  podłogę.  Sally  natychmiast  do  niego  podbiegła  i 
owinęła mu dłoń ręcznikiem, a potem poprowadziła go w stronę sali zabiegowej. 

– Rozumiem – mruknął Taraq. – Musicie przyjąć go w pierwszej kolejności. Wytłumaczę 

to moim ludziom. 

Amelia  odetchnęła  z  ulgą,  a  potem  wróciła  na  oddział,  na  którym  panował  taki  ruch, 

jakby  wszyscy  pacjenci  postanowili  poczekać  ze  swymi  chorobami  właśnie  na  ten  dzień. 
Mimo  to  udało  się  przyjąć  aż  osiemnastu  uczestników  porannej  uczty.  Ponieważ  jednak 
każdemu choremu towarzyszyło kilku członków jego rodziny, poczekalnia była stale pełna. 

Sytuacja  uległa  poprawie  dopiero  o  szóstej  wieczorem.  Amelia,  której  dyżur  zakończył 

się  półtorej  godziny  wcześniej,  mogła  wreszcie  odpocząć.  Skierowała  się  do  szpitalnej 
stołówki, obok której mieściły się szafki pielęgniarek. 

W  ciągu dnia kilkakrotnie  widziała  Maca,  ale nie  miała  czasu z  nim  porozmawiać. Nie 

zdążyła też zastanowić się nad szczegółami ich umowy. Myśląc o jego propozycji, odczuwała 
jednak lekką irytację. Jakim prawem on zakłada, że jestem samotna? – pomyślała, wychodząc 
ze stołówki i zmierzając w kierunku wyjścia. Skąd wie, że nie ma w moim życiu mężczyzny, 
który chciałby spędzić ze mną ten sobotni wieczór?

– Chyba musimy porozmawiać. 

background image

Odwróciła się i ujrzała Maca tuż przy sobie. 
– O  wewnętrznym  systemie  dokształcania  personelu?  Mam  pełną  teczkę  projektów. 

Dostarczę ci ją. Główny problem... 

– Nie chcę rozmawiać  o  twoim  projekcie, tylko o jutrzejszym  wieczorze – przerwał jej 

obcesowo. 

– Ach tak?
Spojrzała  na  niego  wyczekująco,  nie  mając  pojęcia,  co  chce  jej  powiedzieć.  Chodzi 

najwyraźniej  o  jakieś  służbowe  spotkanie,  a  ona  wiedziała  przecież  dobrze,  jak  należy  się 
zachowywać przy tego rodzaju okazjach. 

– Pomyślałem sobie, że mógłbym po ciebie przyjechać. Może trochę wcześniej, żebyśmy 

mogli pogadać... 

Gdyby naprzeciw niej stał ktoś inny, byłaby skłonna przypuścić, że jest onieśmielony. A 

Mac nigdy nie bywał onieśmielony. 

– O  czym  pogadać?  Czy  chcesz  podyktować  jakieś  szczególne  reguły  gry?  Żebym  nie 

piła  za  dużo,  bo  postawię  cię  w  krępującej  sytuacji?  Żebym  nie  oblała  sosem  jakiegoś 
dygnitarza?  Potrafię  się  zachować  w  towarzystwie,  Mac.  Ale  jeśli  chcesz  zrezygnować  z 
mojego udziału w tej kolacji, to nie mam nic przeciwko temu. Pod warunkiem, że dotrzymasz 
swojego zobowiązania w sprawie szkoleń. 

– Nie  o  to  chodzi – wyjąkał  niepewnie.  – To  zupełnie  inna  sprawa.  Spotkajmy  się  pod 

twoim domem... powiedzmy o siódmej. Pojedziemy gdzieś na drinka. Albo możemy wypić go 
w Capriccio,  tylko trochę wcześniej.  Ale lepiej  będzie wpaść  gdzie indziej. Czy masz  jakiś 
ulubiony bar?

Zaskoczona jego zachowaniem, przyjrzała mu się uważnie. Oliwkowa cera, prosty nos... 

nic się w nim nie zmieniło. 

– Jeśli  chcesz  ustalić  jakieś  reguły  gry,  możemy  wypić  drinka  u  mnie – odparła  po 

namyśle. – A jeżeli do kolacji będą podawane alkohole, to chyba zrobimy lepiej, zostawiając 
twój samochód na moim parkingu i idąc do Capriccio piechotą. 

– Czy to możliwe?
– Mac, co się z tobą dzieje? – spytała ze zdumieniem. 
– Przecież  wiesz,  gdzie  mieszkam.  Kilkakrotnie  podrzucałeś  mnie  do  domu,  kiedy  mój 

samochód był zepsuty. Przecież mieszkam o dwie przecznice od Capriccio. Byłam pewna, że 
właśnie dlatego chcesz się spotkać pod moim domem. 

Mac spojrzał na nią bezradnie. Istotnie czuł się zdezorientowany. Od samego rana w jego 

głowie panował chaos. 

– No to doskonale – rzekł pospiesznie, wiedząc dobrze, że jeśli zacznie się wahać, powie 

jej  od  razu  wszystko,  co  ma  do  powiedzenia,  a  ona  odmówi  wtedy  udziału  w  kolacji, 
zmuszając go do odpowiadania na dociekliwe pytania Helenę. – A więc o siódmej u ciebie. 

Spojrzała na niego podejrzliwie, a potem kiwnęła głową i odeszła. Dopiero gdy znalazła 

się za drzwiami, zdał sobie sprawę, że nie zna numeru jej mieszkania. 

W tym momencie drzwi otworzyły się ponownie. 
– Mieszkanie numer osiemset trzynaście, ósme piętro – zawołała Amelia. – Na dole jest 

background image

domofon. 

Kiedy znów  zniknęła mu  z oczu, wrócił do swego gabinetu, zamierzając  uporządkować 

jakieś dokumenty. Ale gdy usiadł za biurkiem, zaczął się zastanawiać nad tym, co jej powie 
podczas czekającej ich rozmowy. 

Nie powinien był jej o to prosić. Lepiej byłoby pójść na to spotkanie bez niej. Ale ona jest 

dobrą koleżanką. Na pewno go zrozumie. Ale czy na pewno?

Nie znalazł odpowiedzi na to pytanie i obracał je nadal w myślach następnego dnia, jadąc 

windą  na  ósme  piętro.  Wiedział,  że  Amelia  mieszka  w  dobrej  dzielnicy,  ale  dopiero  po 
wejściu  do  wytwornego  holu  pełnego  palm,  marmurów  i  złoceń,  zdał  sobie  sprawę,  jak 
kosztowny musi być jej apartament. Zaczął się zastanawiać, czy podczas rozwodu wymogła 
na swym byłym mężu równie korzystny układ, jak jego była żona na nim. 

Ta  myśl  nieco  go  zirytowała,  ale  równocześnie  odwróciła  na  chwilę  jego  uwagę  od 

nieuniknionej  rozmowy,  Kiedy  wysiadł  z  windy,  ujrzał  w  otwartych  drzwiach  jednego  z 
mieszkań  atrakcyjną  kobietę.  Posłał  jej  uprzejmy  uśmiech  i  zaczął  się  rozglądać,  szukając 
podanego mu przez Amelię numeru. 

– Jeśli nie wysiądziesz, drzwi zamkną się automatycznie i zjedziesz z powrotem na parter

– odezwała się nieznajoma. 

– To ty? – spytał z niedowierzaniem, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. 
– Chyba  nie  przypuszczałeś,  że  wystąpię  w  szpitalnym  kitlu – mruknęła  Amelia, 

wpuszczając go do mieszkania. 

Nie mógł oderwać od niej wzroku. Obcisła czarna suknia podkreślała jej wspaniałą figurę 

i  pociągająco  wydatny biust.  Choć  znał  ją  od  dawna,  nigdy  nie  przyszło  mu  do  głowy,  że 
może być tak atrakcyjna. 

– Czego się napijesz? – spytała. – Mam piwo, wino – czerwone albo białe – i whisky. 
Teraz dopiero dostrzegł, że jej włosy, zwykłe upięte z tyłu głowy, spadają aż na ramiona. 

Wyglądała dzięki temu o wiele bardziej pociągająco. Wręcz pięknie. 

– Whisky... – wyjąkał niepewnie. 
– Z wodą? Lodem? Mac, mówię do ciebie!
Była  rozbawiona  jego  reakcją,  ale  miała  nadzieję,  że  Mac  wkrótce  odzyska  zdolność 

myślenia i przestanie się na nią gapić, bo w przeciwnym razie wieczór okaże się koszmarem. 

– Z lodem i wodą sodową – wykrztusił w końcu, nadal nie odrywając od niej wzroku. 
Spełniła  jego  prośbę,  a  potem  nalała  sobie  kieliszek  wina.  Mac  przypominał

przestraszonego kota,  który  znalazł  się  na  nieznanym mu  terytorium  i  nie  był  pewien,  skąd 
nadejdzie  zagrożenie.  Amelia  podeszła  do  foteli  stojących  naprzeciw  wielkiego  okna,  a  on 
ruszył za  nią.  Była zadowolona, że  jej wygląd wywarł  na nim  wrażenie,  ale nie chciała, by 
Mac zamienił się na stałe w niemą figurę. 

Mac wypił duży łyk whisky i zdał sobie sprawę, że jest bardzo dobra i że w szklance jest 

więcej alkoholu niż wody. Palący płyn przywrócił mu świadomość. 

– Co za fantastyczny widok! – powiedział. – I piękne mieszkanie. Czy to rezultat twojej 

umowy rozwodowej?

background image

Zdał sobie sprawę, że popełnił nietakt, zanim jeszcze usłyszał jej niechętny pomruk. 
– Przepraszam – rzekł pospiesznie. – Sam nie wiem, co mówię. To wszystko łączy się z 

dzisiejszym wieczorem, ale przykro mi, jeśli cię dotknąłem. 

– Och, na miłość boską, przestań się tłumaczyć, Mac! – zawołała z irytacją. – Nie jestem 

na ciebie zła, choć miałabym do tego prawo. Nie, nie kupiłam go z pieniędzy, które dostałam 
w ramach umowy rozwodowej. To moje mieszkanie i sama spłacam kredyt. Jedyna korzyść 
polega na tym, że to osiedle zbudowała nasza rodzinna firma, więc wysyłam raty na jej konto, 
a nie do banku. 

Chciał jeszcze raz ją przeprosić, ale doszedł do wniosku, że w ten sposób jeszcze bardziej 

ją  rozgniewa,  więc  wypił  kolejny  łyk  whisky  i  zaczął  się  zastanawiać,  jak  poruszyć 
zasadniczy temat. 

– Czas  mija – przypomniała  mu  Amelia.  Ponownie  na  nią  spojrzał  i  zachwycił  się  jej 

delikatną  urodą.  Szykując  swą  przemowę,  był  przekonany,  że  będzie  ją  wygłaszał  do  innej 
Amelii. A teraz?

– Mac?
Nawet  jej  głos  brzmiał  inaczej  niż  zwykle.  Kiedy  wymówiła  jego  imię,  zaczął  się 

zastanawiać, dlaczego nigdy nie usłyszał tlącej się w nim zmysłowości. 

– Chodzi o to – zaczął, odpędziwszy od siebie lubieżne myśli – że będziemy jedli kolację 

z moją byłą żoną. Ma przyprowadzić ze sobą kogoś, kogo chce mi przedstawić. Powiedziała 
też, że jeśli się spotykam z jakąś kobietą, to mogę ją zaprosić. Jeśli okaże się, że przyjdzie z 
człowiekiem,  którego  chce  poślubić,  a  ja  zjawię  się  sam,  to  będę  wyglądał  dosyć  smętnie, 
prawda? Więc pomyślałem... o tobie. 

– I  jesteś  gotów  zjawić  się  tam  z  kimś  tak  mało  atrakcyjnym  jak  ja?  Rozumiem  twoje 

motywy, ale trudno mi uznać to zaproszenie za komplement. 

Jej ironiczny ton uświadomił mu, że mówi żartem. Ale poruszył też w nim jakieś uczucia, 

których od dawna nie doświadczał. Na samą myśl o tym, że taką reakcję może budzić w nim 
siostra Peterson, poczuł znowu zamęt w głowie. 

– Nie  powiedziałem,  że  jesteś  mało  atrakcyjna.  Myślałem  o  sobie.  Gdybym  przyszedł 

sam,  zaczęłaby się  nade  mną  litować.  Biedny Mac,  nikt  go nie  kocha,  i  tak  dalej.  Albo,  co 
gorsza, doszłaby do wniosku, że wolę być sam, bo żadna kobieta nie może się z nią równać. 
Owszem, tak właśnie rozumuje Helenę. Czy mówiłem ci, że tak się nazywa? Helenę Clinton. 
Zachowała swoje panieńskie nazwisko. I nigdy by nie uwierzyła, gdybym jej wyznał, że po 
rozwodzie poczułem równie wielką ulgę jak ona. Małżeństwo to farsa wymyślona przez ludzi, 
którzy szukali sposobu zdobywania pieniędzy! Pomyśl o tym. Pomyśl o wszystkich ludziach, 
którzy  zarabiają  na  ślubach  i  rozwodach.  Można  by  przypuszczać,  że  przynajmniej  księża, 
którzy pragną, aby ludzie łączyli się w obliczu Boga, udzielą ci ślubu za darmo. Ale oni biorą 
za to ciężkie pieniądze. Czy możesz sobie wyobrazić coś bardziej bezsensownego niż... 

– Mac?
Widząc  na  jej  twarzy  lekkie  rozbawienie,  zdał  sobie  sprawę,  że  ponownie  odbiegł  od 

tematu. 

– Jeśli  chcesz  mi  powiedzieć  coś  konkretnego,  to  zrób  to  teraz – poprosiła,  starannie 

background image

wymawiając słowa. – Jeśli chodzi o twoje poglądy na małżeństwo, to chętnie wysłucham ich 
przy innej okazji. 

Spojrzał  na  jej  nowe  wcielenie  i  potrząsnął  głową,  czując,  że  rozmowa  bynajmniej  nie 

będzie łatwa. 

– Chodzi o to, że... 
– Już  to  mówiłeś – przerwała  mu  z  uśmiechem,  który  jeszcze  bardziej  go 

zdekoncentrował. 

– Wiem, ale muszę od. tego zacząć, bo nauczyłem się tej kwestii na pamięć. Chodzi o to, 

że...  chciałbym,  abyśmy  zachowywali  się  tak,  jakbyśmy  byli  czymś  w  rodzaju  pary. 
Rozumiesz? Jakbyśmy się lubili i tak dalej. 

– Co to znaczy „czymś w rodzaju pary”, Mac?
– Cokolwiek  chcesz! – warknął  z  irytacją.  – Chcę,  aby  odniosła  wrażenie,  że  nie 

spotykamy się po raz pierwszy. 

Amelia roześmiała się, a potem wstała. 
– No dobrze, wiem, o co ci chodzi – przyznała w końcu. – Czy mam być w tobie bardzo 

zakochana, czy tylko trochę? Beznadziejnie pogrążona, czy tylko lekko zaangażowana? Czy 
mam  śledzić  wzrokiem  każdy  twój  ruch?  Zgadzać  się  ze  wszystkim,  co  powiesz? –
Potrząsnęła głową. – Nie, nie potrafię posunąć się aż tak daleko, ale mogę przybrać wygląd 
oddanego psa. Popatrz. 

Spojrzała na niego czule, a on, choć wiedział, że to tylko gra, poczuł dziwny niepokój. 
– Nie  sądzę,  żebyśmy  musieli  aż  tak  się  starać – oznajmił,  wmawiając  sobie,  że  jej 

spojrzenie  nie  wywarło  na  nim  wrażenia.  – Helenę  wie  dobrze,  że  gdyby  ktoś  tak  na  mnie 
stale patrzył, dostałbym mdłości. 

Amelia roześmiała się jeszcze głośniej. 
– To  dobrze,  boja  też  bym  tego  nie  wytrzymała.  Przypomniałabym  sobie  wszystkie 

sytuacje,  w  których  doprowadzałeś  mnie  do  szału  i  wyglądałabym  jak  pies,  który  chce  cię 
ugryźć. Ale będę ci od czasu do czasu przyznawać rację, klepać cię czule po plecach, a nawet 
lekko przesuwać palcami po twojej dłoni. Postaram się, żeby to wyglądało przekonująco. 

Mac  kiwnął  głową,  choć  myśl  o  dotyku  palców  Amelii  ponownie  przyprawiła  go  o 

dreszcz  niepokoju.  Po  raz  nie  wiadomo  który  spojrzał  na  nią  ze  zdumieniem.  Nie  mógł 
uwierzyć,  że  tak  łatwo  zgodziła  się  na  jego  propozycję  i  potraktowała  ją  z  takim 
zrozumieniem. 

– No dobrze – oznajmiła, wypijając łyk wina. – Ale wszystkie moje wysiłki na nic się nie 

zdadzą, jeśli ty będziesz mnie traktował tak jak zwykle, to znaczy chłodno i nieuprzejmie. 

– Nieuprzejmie?
– Może  wolisz  słowo  „gburowato”? – spytała  z  uśmiechem,  który  wydał  mu  się 

urzekająco  seksowny.  – Chyba  powinieneś  wreszcie  zdać  sobie  sprawę,  że  nie  jesteś 
największym dyplomatą na świecie. 

– Jestem przeważnie zawalony pracą i nie mam czasu na wymianę grzeczności – odparł, 

wiedząc  dobrze,  że  jego  tłumaczenie  brzmi  nieprzekonująco.  – Poza  tym  wolę  utrzymywać 
dystans  w  stosunku  do  współpracowników.  Wiesz,  co  mam  na  myśli,  bo  postępujesz  tak 

background image

samo. 

Spojrzała na niego i pokręciła głową. 
– Więc  może  na  początek  spróbuj  się  do  mnie  uśmiechnąć – powiedziała  serdecznym 

tonem, a on raz jeszcze poczuł ukłucie zabarwionego zachwytem niepokoju. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Szła obok Maca przez dobrze sobie znaną ulicę, ale w tej sytuacji ta krótka chwila marszu 

wydawała się jej ryzykowną podróżą w nieznane. Choć udawała pewną siebie i wyśmiewała 
się z zażenowania Maca, w głębi duszy rozumiała jego rozterkę, a nawet mu współczuła. 

Prowadził ją pod rękę od chwili, gdy wyszli z budynku, ale przez cały czas prawie się do 

niej nie odzywał. Ona zaś, pojmując jego motywy, też nie przerywała milczenia. 

Gdy  tylko  weszli  do  najbardziej  eleganckiej  restauracji  w  Lakelands,  grupa  siedzących 

przy barze, wystrojonych w smokingi młodych ludzi zaczęła głośno krzyczeć:

– Hej, to przecież Amy! Co się dzieje, Amy? Kim jest ten facet? – Mac zrobił krok do 

przodu, by osłonić Amelię przed intruzami, ale ona powstrzymała go ruchem ręki. 

– W porządku – powiedziała. – Oni są niegroźni. To tylko mój najmłodszy brat Rowley i 

jego koledzy. Muszę się z nimi przywitać. 

Podeszła do grupy rozbawionych mężczyzn, czując instynktownie, że Mac trzyma się o 

krok  za  nią.  Powitała  młodych  ludzi,  którzy  zarzucili  ją  komplementami,  a  potem 
przedstawiła ich Macowi. 

– Dlaczego jesteście tacy wystrojeni? – spytała. – Co to za okazja?
Rowley spojrzał na nią z wyrzutem. 
– Czyżbyś  naprawdę  zapomniała?  Przecież  to  rocznica  śmierci  Elvisa.  Postanowiliśmy 

obchodzić ją przez całą noc. 

– Oni  są  zwariowani – wyjaśniła  Amelia  Macowi.  – Byli  fanami  EM-sa  od  siódmego 

roku życia, a moja matka, która również za nim przepadała, wydała przyjęcie na jego cześć z 
okazji  urodzin  Rowleya.  Wtedy  najbardziej  spodobały  im  się  błyszczące  stroje,  ale  teraz 
przysięgają, że chodzi o muzykę. Tak czy owak, ta data to moim zdaniem tylko pretekst do 
zabawy.  Obchodzą  jego  urodziny,  rocznicę  pierwszego  publicznego  koncertu,  jubileusz 
pierwszej płyty, i tak dalej. 

Piątka młodych ludzi zaprotestowała głośno, twierdząc, że zawsze zachwycali się przede 

wszystkim muzyką, a Mac, widząc ich entuzjazm, uśmiechnął się do siebie w myślach. Nie 
pamiętał, by kiedykolwiek  był tak młody i  skłonny do takiego zachwytu.  Po  chwili musieli 
pożegnać całą piątkę, bo zjawił się szef restauracji, by zaprowadzić ich do stołu. 

Gdy tylko weszli do głównej sali, Mac dostrzegł  Helenę, która była równie wytworna i 

piękna jak zwykle. Obok niej siedział elegancki, rudowłosy mężczyzna. 

– Miałem rację – mruknął do Amelii, kładąc dłoń na jej ramieniu. – Przewidywałem, że 

zechce mi przedstawić jakiegoś faceta, i bynajmniej się nie pomyliłem. 

Amelia była nieco zaskoczona tym poufałym gestem, ale postanowiła tego nie okazywać. 

Irytacja, jaką usłyszała w głosie Maca, obudziła w niej podejrzenie, że nadal kocha swoją byłą 
żonę. Postanowiła jednak dotrzymać warunków umowy i odegrać swoją rolę do końca. 

Mac  przedstawił  je  sobie  uprzejmie,  nie  wdając  się  w  żadne  szczegóły.  Hełene  była  o 

wiele bardziej wymowna. 

– Mac,  chciałabym,  abyś  poznał  Troya  Helmana – oznajmiła  przesadnie  serdecznym 

background image

tonem. – Troy jest lobbystą działającym na rzecz Federacji Biznesu. 

Choć  skwitowała  obecność  Amelii  krótkim  skinieniem  głowy,  można  było  odnieść 

wrażenie, że chce przede wszystkim zaprezentować byłemu mężowi wspaniałego mężczyznę, 
którego udało jej się zdobyć. 

– Zawsze zastanawiałam się, co właściwie robią lobbyści – powiedziała Amelia do Troya, 

gdy  usiedli.  – Wiem,  oczywiście,  że  reprezentują  różne  grupy  interesów  i  wpływają  na 
decyzje władz. Ale skoro te decyzje są aż tak ważne, to czy rząd nie powinien podejmować 
ich samodzielnie?

Towarzysz Helenę uśmiechnął się z wyższością. 
– To jest w gruncie rzeczy o wiele bardziej skomplikowane – oznajmił wyniosłym tonem. 
– Oczywiście – przyznała słodkim tonem Amelia. – W przeciwnym razie nie płacono by 

wam tak wielkich sum. 

Rozejrzała  się  niepewnie  wokół  siebie,  by  sprawdzić,  czy  nie  dostrzeże  gdzieś  swojej 

matki, która byłaby zszokowana, słysząc, że jej córka wspomina przy stole o czyichkolwiek 
dochodach. 

– A czym ty się zajmujesz, Emily? – spytała Helenę, pochylając się w jej stronę i kładąc 

rękę na dłoni Troya. 

– Amelia – poprawił  ją  Mac.  – Jest  profesorem  elektrotechniki  na  tutejszym 

uniwersytecie. Nigdy byście się tego nie domyślili po jej wyglądzie, prawda?

Uśmiechnął  się  z  dumą  do  swej  towarzyszki,  a  ona,  chcąc  ukryć  przerażenie,  skromnie 

opuściła wzrok. 

W tym momencie pojawił  się kelner, pytając, czego się napiją. Mac zamówił dla siebie 

whisky, a dla Amelii kieliszek szampana. Helenę i Troy ograniczyli się do wody mineralnej. 
Zanim zdążyli podjąć przerwaną rozmowę, podano im karty dań. 

Amelia  wahała  się  właśnie  między  risottem  z  owoców  morza  a  spaghetti,  kiedy  Mac 

pochylił się i objął ją ramieniem. 

– Czy dokonałaś już wyboru? – spytał, patrząc jej w oczy. – I co zrobimy z winem? Białe 

czy czerwone? A może masz ochotę na coś specjalnego?

Choć tego wieczoru zdarzyło się to nie po raz pierwszy, jego dotyk przyprawił ją o nagły 

dreszcz. To tylko Mac, przypomniała sobie w duchu. Oboje odgrywamy komedię. 

– Białe wytrawne – oznajmiła, a potem,  bojąc się, że  jej głos zabrzmiał zbyt sztucznie, 

spojrzała mu czule w oczy i dodała: – Przecież wiesz, co lubię, kochanie. 

Mac był przez chwilę zaskoczony jej serdecznością, ale zaraz się opanował. 
– Oczywiście! – zawołał  z  uśmiechem,  a  potem  odwrócił  się  do  kelnera,  by  zamówić 

butelkę  francuskiego  pinot.  Amelia,  która  bywała  już  w  Capriccio,  wiedziała,  że  jest  to 
najdroższe białe wino w karcie. 

– My  chyba  wolelibyśmy  czerwone – stwierdziła  Helenę  tak  lodowatym  tonem,  że 

Amelia poczuła dreszcz zimna. 

– Och,  bardzo  proszę – oznajmił  Mac,  machając  nonszalancko  ręką.  – Ja  zamówiłem 

tylko dla nas. 

Uniósł  szklankę  i  wypił  spory  łyk  whisky.  Amelia  zaczęła  się  zastanawiać,  czy  drink, 

background image

którym poczęstowała  go u siebie, nie uderzył  mu  już  do głowy. Na  myśl o tym, że  zawsze 
sztywny  Mac  mógłby  być  trochę  podchmielony,  omal  nie  wybuchnęła  śmiechem. 
Powstrzymała ją od tego tylko obecność Helenę, która odgrywała rolę damy. 

W  jakiś  czas  później  poczuła,  że  sama  jest  na  lekkim  rauszu.  Kieliszek  szampana  dwa 

kieliszki  białego  wina  i  jeden  kieliszek  muscatelu  do  tortu – nigdy jeszcze  tyle nie  wypiła! 
Śmiejąc się głośno z  jakiejś zabawnej historii, którą opowiadał Mac, uświadomiła sobie, że 
chyba  przesadziła  z  alkoholem.  Doszła  jednak  do  wniosku,  że  przyczyną  jej  dziwnego 
samopoczucia  jest  bliskość  Maca,  który  pochyla  się  ku  niej  i  dotyka  lekko  jej  dłoni  lub 
ramienia. Mężczyzna ten wcale nie przypomina znanego jej dotąd Maca. 

Helenę  przez  cały  czas  dominowała  podczas  konwersacji,  ozdabiając  swoje  anegdoty 

nazwiskami  znanych  polityków  i  ludzi  biznesu.  Amelia  nie  miała  pojęcia,  czy  siedząca 
naprzeciw niej kobieta robi to z przyzwyczajenia, czy też po to, by zrobić wrażenie na swym 
byłym  mężu.  Nie  ulegało  jednak  wątpliwości,  że  Helenę  świadomie  ją  ignoruje.  Bardziej 
uprzejmie zachowywał się Troy, który od czasu do czasu usiłował wciągnąć ją do rozmowy, 
ale  ponieważ  intrygi  polityczne  zawsze  ją  nudziły,  byłaby  bardziej  zadowolona,  gdyby 
zostawił ją w spokoju. Zadał jej też kilka pytań z zakresu inżynierii, ale ona za każdym razem 
zmieniała temat, chwaląc jakąś potrawę lub wystrój lokalu. 

Zbierali  się  już  do  wyjścia,  kiedy  do  ich  stołu  podszedł  Rowley.  Czujne  oko  siostry 

dostrzegło, że celebrował on rocznicę śmierci Elvisa nieco zbyt hucznie. 

– Skontaktuję  się z  tobą niedługo, siostrzyczko – wymamrotał, całując ją w policzek. –

Chyba wiesz, że będę musiał donieść rodzinie o twoim nowym znajomym. 

Kiedy odszedł, Amelia westchnęła, wiedząc dobrze, że przez najbliższe tygodnie będzie 

musiała odpowiadać na dociekliwe pytania krewnych. 

– Czy to nie był Rowley Peterson? – spytała Helenę, podejrzliwie mrużąc oczy. 
– Tak. Czy go znasz?
– Jest młodszym bratem  Amelii – wyjaśnił Mac. Jego ton  dowodził wyraźnie, że nigdy 

nie słyszał o najnowszej gwieździe australijskiej muzyki popularnej. 

– Czytałam  gdzieś,  że  on  pochodzi  z  tych  Petersonów,  którzy  są  właścicielami  United 

Construction – oznajmiła Helenę, patrząc na Amelię badawczo. 

I  co  z  tego? – miała  ochotę  spytać,  ale  pokonała  tę  pokusę  i  zbyła  uwagę  Helenę 

milczeniem.  Firma  budowlana,  znajdująca  się  w  rękach  jej  rodziny,  należała  do  dziesiątki 
największych  przedsiębiorstw  w  kraju,  ale  ona  nie  miała  ochoty  o  tym  rozmawiać.  Gdyby 
wyszło na jaw, że Mac nic nie wie o jej pochodzeniu, cała maskarada, którą odgrywali tego 
wieczoru, okazałaby się niewypałem. 

Pochyliła się w jego stronę i spojrzała mu w oczy. 
– Myślę, że pora niebawem iść do łóżka, kochanie – szepnęła na tyle głośno, by Helenę i 

Troy mogli ją usłyszeć. 

Mac drgnął nerwowo, ale w porę opanował zaskoczenie i otoczył ją ramieniem, a potem 

lekko pocałował w usta. 

– Twoja  wola  jest  dla  mnie  rozkazem – mruknął  tak  zmysłowym  głosem,  że  Amelia 

background image

poczuła dreszcz podniecenia. 

Przypominała sobie w myślach, że to tylko gra. Ale równocześnie zdała sobie sprawę, że 

już od dawna dotyk żadnego mężczyzny nie sprawił jej tak wielkiej przyjemności. 

– Profesor  elektrotechniki! – powiedziała  z  wyrzutem,  gdy  po  zapłaceniu  rachunku  i 

pożegnaniu gości szli w kierunku jej mieszkania. – Jak ci to wpadło do głowy?

Mac wybuchnął głośnym śmiechem. 
– To  był  przebłysk  geniuszu,  nie  uważasz?  Żałuj,  że  nie  widziałaś  swojej  miny.  Ale 

Helenę  jest  straszną  snobką.  Uważa,  że  jej  intelekt  daje  jej  przewagę  nad  większością 
zwykłych  ludzi.  Musiałem  ją  sprowadzić  na  ziemię,  bo  inaczej  traktowałaby  cię  wyniośle 
przez cały wieczór. 

– A dzięki tobie tylko mnie ignorowała – stwierdziła z ironią Amelia. – Czy ona nadal cię 

kocha i czuje się zagrożona obecnością innej kobiety?

– Zagrożona? Ależ skąd! To nie w jej stylu. I wcale nie jest we mnie zakochana. To ona 

wszczęła  postępowanie  rozwodowe.  Uważała,  że  nie  wspinam  się  wystarczająco  szybko  po 
szczeblach kariery. I że oddział nagłych wypadków to ślepy zaułek. Ale skoro już omawiamy 
przebieg wieczoru, to powiedz mi, co takiego robi twój brat, że ona o nim słyszała? I co to 
jest United Construction? – Zatrzymał się i spojrzał jej w oczy. – Kim ty jesteś, Amelio?

Roześmiała się i potrząsnęła głową. 
– Przecież wiesz, kim jestem, Mac. Osobą, na jaką wyglądam. Nasza rodzinna firma jest 

na  tyle  duża,  że  większość  ludzi  zna  jej  nazwę,  a  Rowley  zdobył  pewną  popularność  jako 
wokalista. Jest idolem nastolatków, ale śpiewa też piosenki, które podobają się starszym. Ci 
chłopcy,  z  którymi  siedział  w  barze,  są  członkami  jego  zespołu.  – Patrzyła  na  niego  przez 
chwilę,  a  potem  dodała: – Tak,  jest  w  pewnym  sensie  sławny,  choć  trudno  uważać  swego 
młodszego  brata  za  człowieka  sławnego.  Ale  nawet  tacy  ludzie  jak  Helenę,  która  nie  jest 
chyba miłośniczką popu, słyszeli o nim i rozpoznają jego twarz. Więc dlaczego ty nic o nim 
nie wiesz? Czy nie czytasz gazet?

Milczał przez dłuższą chwilę, a kiedy w końcu przemówił, jego odpowiedź wydała jej się 

całkowicie niezrozumiała. 

– O to właśnie chodzi... – rzekł z namysłem. – Nie dostrzegałem tego, co było zupełnie 

oczywiste. A może widziałem co innego niż wszyscy. 

Patrzył na nią przez chwilę, a potem objął ją mocno i przycisnął wargi do jej ust. Nikt od 

dawna  nie  całował  jej  tak  namiętnie  na  głównej  ulicy  Lakelands  ani  w  żadnym  innym 
miejscu.  Poczuła  gorący  dreszcz,  przyspieszone  bicie  serca  i  lekki  zawrót  głowy.  Kiedy 
odzyskała  panowanie  nad  sobą,  zauważyła  z  przerażeniem,  że  pusta  dotąd  ulica  jest  pełna 
ludzi, którzy najwyraźniej  wyszli przed chwilą z kina. Na myśl o tym, że mógł ich widzieć 
ktoś  znajomy,  poczuła  niepokój.  Ale  Mac  nie  wydawał  się  zmieszany.  Wziął  ją  pod  rękę  i 
poprowadził w stronę domu. 

Gdy  tylko  wkroczyli  do  jej  mieszkania,  znowu  zaczął  ją  całować.  Pod  wpływem  jego 

pieszczot  straciła  do  reszty  poczucie  rzeczywistości.  Pospiesznie  zrzucając  z  siebie  części 
garderoby,  weszli  do  sypialni,  by  dać  upust  rosnącemu  pożądaniu.  W  jakiś  czas  potem

background image

obudziła się, czując ciepło bijące od jego ciała. 

– To  było  niespodziewane,  co? – mruknął  zmysłowym  głosem,  który  ponownie 

przyprawił ją o gwałtowny dreszcz. 

Odwróciła się i spojrzała w jego stronę. Leżał oparty na łokciu i delikatnie głaskał ją po 

włosach.  Na  jego  twarzy,  ledwie  widocznej  w  snopie  światła  wpadającego  przez  otwarte 
drzwi łazienki, dostrzegła wyraz łagodnej zadumy. 

– Bardzo – przyznała,  starając  się  za  jego  przykładem  zachować  obojętny  ton.  – Ale 

bardzo miłe. 

– Miłe? – spytał  przekornie,  przesuwając  lekko  palcami  po  jej  piersi.  – Tylko  bardzo 

miłe?

Jego  dłoń  zawędrowała  nieco  niżej  i  po  chwili  oboje  znowu  ulegli  przypływowi 

gwałtownego  pożądania.  Tym  razem  kochali  się  wolniej  i  bardziej  namiętnie,  a  kiedy 
osiągnęli  szczyt  rozkoszy,  nie  zapadli  w  sen,  lecz  przytulili  się  do  siebie  i  zaczęli  leniwie 
rozmawiać.  Mówili  o  pracy, o  swych  rodzinach,  a  potem  znowu  o  sprawach  zawodowych. 
Nie  mogli  pominąć  w  tej  rozmowie  swojej  przeszłości.  Mac  wyjaśnił  jej,  że  przyczyną 
rozpadu  jego  małżeństwa  były  nieregularne  godziny  pracy  i  chęć  pozostania  na  oddziale 
nagłych wypadków. Potem poprosił, by powiedziała mu coś o sobie. 

– To wszystko wydaje  mi się prehistorią – odparła sennym głosem. – Wyszłam za mąż 

bardzo  młodo,  jeszcze  przed  ukończeniem  szkoły  pielęgniarskiej.  Brad  był  przyjacielem 
moich braci, pracował w firmie budowlanej mojego ojca. Małżeństwo z nim wydawało mi się 
naturalnym  krokiem,  ale  było  zupełnie  nieudane.  Wszystko  szło  coraz  gorzej  i  choć  nie 
dochodziło między nami do kłótni, nasze drogi się rozeszły. 

Odwróciła się i położyła dłoń na jego piersi. 
– Byliśmy  małżeństwem  przez  pięć  lat  i  choć  przez  cały  czas  próbowaliśmy  mieć 

dziecko,  nic  z  tego  nie  wyszło.  Teraz  wiem,  że  byłoby  to  koszmarem.  Brad  ożenił  się 
ponownie i widujemy się czasami. Nie mamy do siebie żalu. 

– A  co  było  potem?  Dlaczego  w  twoim  życiu  nie  ma  nikogo? – spytał,  przesuwając 

palcami po jej włosach w taki sposób, jakby chciał ocenić ich długość. 

Amelia wzruszyła ramionami, głównie po to, by otrząsnąć się z niepokoju, jaki budził w 

niej jego dotyk. 

– Nie  znalazł  się  żaden  mężczyzna,  dla  którego  warto  byłoby  się  starać – odparła, 

zaskakując samą siebie szczerością tej wypowiedzi. – Związek między kobietą a mężczyzną 
wymaga wysiłku, nie uważasz?

Mac westchnął ciężko. 
– Masz świętą rację – odparł, a potem dodał posępnym tonem: – I czasu!
– To prawda – przyznała, czując, że ponownie ogarnia ją podniecenie. Przywarła do niego 

całym ciałem i zdała sobie sprawę, że on również reaguje na jej dotyk. 

– To niemożliwe! – zaprotestował. – Jestem człowiekiem w podeszłym wieku!
– Masz dopiero trzydzieści pięć lat, więc nie udawaj biednego staruszka. 
Tym  razem  ich  akt  miłosny  był  tak  beztroski  i  swobodny,  że  nawet  w  przypływach 

namiętności wymieniali żartobliwe uwagi. 

background image

Potem ponownie zasnęli. Amelia spała tak mocno, że nie słyszała, kiedy Mac opuścił jej 

mieszkanie. Gdy się obudziła, było już niemal południe. Usiadła, zastanawiając się, dlaczego 
leży w łóżku sama, i dostrzegła leżącą na jego poduszce kartkę papieru. 

Wierz  mi,  że  wolałbym  zostać,  ale  obudziłem  się  o  dziewiątej  czterdzieści  piąć  i 

przypomniałem sobie z przerażeniem, że mój ojciec wyjechał, a ja mam o dziesiątej odwieźć 
matką do kościoła, w którym odbywa się chrzest jej najmłodszej wnuczki. Dziękują Ci za tą 
niezwykłą noc, 

Mac. 

Przeczytała ten list kilka razy, usiłując wyobrazić sobie Maca w towarzystwie matki i ojca 

oraz brata lub siostry. A może ma i brata, i siostrę? Czy są do niego podobni?

Potrząsnęła głową, śmiejąc się z absurdalności tych rozważań. Przecież w gruncie rzeczy 

nie wie, jaki jest Mac poza godzinami pracy, więc jak mogła sobie wyobrazić jego rodzinę? 
Ponownie przeczytała kartkę i doszła do wniosku, że ostatnie zdanie oznacza w istocie: „Na 
tym  koniec”.  Nie  miała  nic  przeciwko  temu – bądź  co  bądź  chodziło  tylko  o  rewanż  za 
przysługę, jaką miał jej wyświadczyć Mac. A czarująca noc, jaką spędziła w jego ramionach, 
była tylko premią!

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Ukrył  się  wśród  swych  papierów.  Nie  chciał  tego  ranka  spotkać  Amelii.  Kobiety,  z 

którymi  pod  wpływem  nagłego  kaprysu  lub  wypitego  w  nadmiernych  dawkach  alkoholu 
przeżywał niespodziewane, choć miłe przygody erotyczne, z reguły zachowywały się potem 
w sposób dość dla niego kłopotliwy. Choć wydawało mu się, że zna dobrze Amelię, sobotni 
wieczór  dowiódł  niesłuszności  tego  przekonania,  nie  miał  więc  pojęcia,  jaka  będzie  jej 
reakcja. 

Przybył  zatem  tego  ranka  do  pracy  w  nie  najlepszym  nastroju,  a  myśl  o  spotkaniu  z 

Amelią  napawała  go  niepokojem.  Był  równocześnie  przekonany,  że  sam  potrafi  stanąć  na 
wysokości zadania. Zamierzał uznać cały incydent za zamknięty i zachować  w stosunku do 
Amelii stosowny dystans. 

– Podobnie  jak  do  tych  wszystkich  papierów – mruknął  z  ironią.  – Dlaczego  usiłujesz 

oszukiwać  samego  siebie?  Potrafisz  zwykle  przechodzić  nad  tego  rodzaju  przygodami  do 
porządku dziennego. Ale czy będziesz w stanie zapomnieć o nocy z Amelią?

– Znowu mówisz do siebie, Mac?
Uniósł  wzrok.  Widok  Amelii  przyprawił  go  o  przyspieszone  bicie  serca.  Nie  tylko 

dlatego, że nie wiedział, co Amelia zamierza mu powiedzieć, lecz również dlatego, że oczyma 
wyobraźni ujrzał pod nieco zmiętym kitlem jej piękne, ponętne ciało, które dopiero niedawno 
udało mu się bliżej poznać. 

– Nie  zamierzam  ci  przerywać,  bo  jest  to  zapewne  jakaś  ważna  dyskusja – ciągnęła 

żartobliwym  tonem.  – Chcę  jednak  przypomnieć,  że  Enid  Biggs  wraca  już  w  przyszłym 
tygodniu,  więc  na  najbliższym  zebraniu  komisji  masz  ostatnią  szansę  poruszenia  sprawy 
funduszy na szkolenie pielęgniarek. – Uśmiechnęła się do niego przewrotnie, a potem dodała:
– Mam nadzieję, że dotrzymasz warunków naszej umowy. 

Odwróciła  się  na  pięcie  i  wyszła  z  jego  gabinetu,  a  on  przetarł  oczy  i  zaczął  się 

wpatrywać  w  miejsce,  na  którym  przed  chwilą  stała.  Wiedział,  że  nie  mogła  być  naga,  ale 
mógłby przysiąc, że widział przed chwilą jej prowokująco kształtne pośladki. Nie wspomniała 
nawet o ubiegłej sobocie, pomyślał ze zdumieniem. 

To  nie  było  naturalne.  Kobiety  zawsze  domagały  się  przynajmniej  krótkiego 

podsumowania  ich  wspólnych  przeżyć.  Przeważnie  miały  nadzieję,  że  przygoda  erotyczna 
zamieni się w trwały związek. Dlatego właśnie unikał takich przypadkowych incydentów. Po 
prostu unikałeś seksu, poprawił go tkwiący w nim mężczyzna. 

Zaklął  i  zrzucił  na  podłogę  stos  papierów.  Był  zły  na  siebie  o  to,  że  traci  czas  na  tego 

rodzaju  rozmyślania,  i  wściekły  na  Amelię,  która  zachowała  się  w  taki  sposób,  jakby  nic 
między nimi nie zaszło. 

Czy ona ma serce z lodu? – spytał się w myślach. 
– Mac,  czy  masz  formularz  opatrzony  sygnaturą  A4726? – spytała Colleen,  jego

sekretarka, stając w drzwiach. Potem zerknęła z przerażeniem na stosy zalegających podłogę 
papierów. – Na miłość boską, co ty narobiłeś?

background image

Zaczęła zbierać dokumenty i układać je na biurku. 
– Naprawdę  musimy  coś  zrobić  z  tymi  papierami,  Mac – oświadczyła  kategorycznym 

tonem.  – Czy  chcesz,  żebym  została  jutro  po  godzinach  i  pomogła  ci  to  wszystko 
uporządkować? Powiesz mi, co trzeba przekazać do akt, a co wyrzucić, i może uda nam się 
zyskać na twoim biurku odrobinę przestrzeni. 

– W ciągu jednego wieczoru? Na to potrzeba miesiąca! Colleen westchnęła głęboko, choć 

wiedziała, że jak zwykle zirytuje tym swojego szefa. 

– Musimy  od  czegoś  zacząć – powiedziała.  – Dlaczego  jesteś  dziś  taki  wściekły? 

Myślałam, że po wczorajszych chrzcinach Petry będziesz łagodny jak baranek. – Spojrzała na 
niego uważnie. – No może nie aż do tego stopnia, ale w każdym razie znośny. 

Mac  kiwnął  głową,  przyznając  jej  rację.  Colleen  znała  go  od  lat.  Pracowała  dawniej  w 

administracji  oddziału  nagłych  wypadków,  a  kiedy  awansował  na  ordynatora,  została  jego 
sekretarką.  Nie  miał  jednak  pojęcia,  skąd  wie  o  jego  sympatii  dla  niedawno  narodzonej 
siostrzenicy i jakim cudem zna jej imię. Miał nadzieję, że zachowa te informacje dla siebie. 
Nie  chciał,  by  cały  oddział  dowiedział  się  o  jego  słabości  do  dziecka.  Uznano  by  to  z 
pewnością za dowód kryzysu psychicznego lub starczego zdziwaczenia. 

– Co  z  tym  formularzem? – spytała  Colleen,  kładąc  kolejny  stos  papierów  na  jedynym 

wolnym krześle. 

Mac westchnął jeszcze głębiej niż ona przedtem. 
– Miejmy nadzieję, że  uda  nam się  go znaleźć  jutro  wieczorem.  Ten  cholerny  papierek 

narobił już dość kłopotów. 

Colłeen  spojrzała  na  niego  badawczo,  ale  on,  nie  zamierzając  się  z  niczego  tłumaczyć, 

zignorował  jej  nieme  pytanie.  Oznajmił  jej  tylko,  że  gotów  jest  rozpocząć'  od  jutra 
porządkowanie zalegających jego gabinet papierów. 

Macowi humor się nie poprawiał. Przez cały następny dzień unikał widoku Amelii; zaczął 

nawet  sam  porządkować  dokumenty,  byleby  nie  spotykać  jej  na  korytarzu.  Ale  ona  stale 
pojawiała się jak Wańka-wstańka w jego myślach. 

Po godzinach pracy Colleen została w biurze i Wspólnie zaczęli się przekopywać przez 

stosy dokumentów. Mac  nie mógł jednak  skupić  uwagi na tym zajęciu,  bo stale wspominał 
noc, którą spędził z Amelią. 

Niech ją diabli wezmą! – pomyślał ze złością. 
– Zredukowaliśmy tę lawinę  papieru do kilku  stosów, które możesz  sam uporządkować 

jutro – oznajmiła Colleen. 

Było już po dziesiątej wieczorem i choć zrobili przerwę na podwieczorek, Mac zdał sobie 

sprawę, że umiera z głodu. 

– Czy pójdziesz ze mną naprzeciwko do Mercurio na jakąś włoską potrawę? – zwrócił się 

do  Colleen.  – Ja  stawiam.  Należy  ci  się  zapłata  za  godziny  nadliczbowe,  ale  oboje  dobrze 
wiemy, że nie wydusisz ze szpitala ani centa. 

Colleen potrząsnęła głową. 
– Nie,  wolę  pojechać  do  domu  i  położyć  się  do  łóżka.  Zamiast  nadgodzin  zastrzegam 

background image

sobie prawo do długiej  przerwy na  lunch w drugiej połowie tygodnia, – Spojrzała  na niego 
badawczo. – O ile się na to zgodzisz. 

– Oczywiście – mruknął, nieco zawiedziony jej odmową, bo choć zwykłe jadał sam, tego 

dnia chętnie spędziłby wieczór w towarzystwie. – Wiesz, że nie musisz pytać mnie o zgodę. 

Kiedy  wyszła,  położył  na  biurku  znaleziony  przypadkiem  w  jakiejś  książce  formularz 

A4726, by zająć się jego wypełnianiem z samego rana, a potem włożył marynarkę i wyszedł 
na  korytarz.  Odruchowo  pozdrawiał  mijanych  członków  personelu,  ale  celowo  ignorował 
wszystko, co się działo. 

Restauracja  Mercurio  była  już  o  tej  porze  pusta.  Rozejrzawszy  się  po  sali,  dostrzegł 

jednak przy dużym stole grupę pracowników szpitala i zdał sobie sprawę, że są to przeważnie 
członkowie dyrekcji. 

– Niech to szlag trafi – zaklął pod nosem. 
– Cześć,  Mac! – zawołał  Phil  Allen,  szef  komisji.  – Dopiero  skończyłeś  dyżur?  Czy 

chcesz usiąść z nami i pogadać o wszystkich nudnych sprawach, które omawialiśmy w czasie 
zebrania?

Co  robić? – myślał  nerwowo  Mac.  Przyłączyć  się  do  nich  i  wspomnieć  o  pomyśle 

Amelii? Mógłbym wtedy jej powiedzieć, że poruszyłem tę sprawę na forum komisji. Ale to w 
gruncie rzeczy byłoby kłamstwo... 

– Nie,  dziękuję – odparł,  a  widząc  zaskoczenie  Phila,  dodał  szybko: – Dziękuję,  ale 

wpadłem tu  tylko po coś na wynos. Przykro mi,  że  nie byłem  na zebraniu, ale miałem dziś 
bardzo nerwowy dzień. 

– Wiem – wtrącił  Kel  Roberts,  szef  chirurgii.  – Większość  waszych  pacjentów 

wylądowała na sali operacyjnej. 

Mac  gawędził  z  nimi  przez  kilka  minut,  a  potem  odebrał  zamówioną  pizzę  i  wyszedł. 

Przez cały czas zastanawiał się, jak powiadomić Amelię o tym, że zapomniał o zebraniu. 

Jak  się  nazajutrz  okazało,  wcale  nie  musiał  jej  o  tym  informować.  Czekała  na  niego  w 

gabinecie, a wyraz jej twarzy dowodził wyraźnie, że już o wszystkim wie. 

– Czy masz coś na swoje usprawiedliwienie? – spytała z wyrzutem w głosie. 
– Po prostu wyleciało mi to z głowy – odparł, starając się zachować chłodny ton i walcząc 

z pokusą ucałowania jej zmysłowych ust. – Colleen zaproponowała, że zostanie po godzinach 
i  pomoże  mi  uporządkować  te  papiery.  – Wskazał  jedyny  pozostawiony  na  biurku  stos 
dokumentów. – Bardzo cię przepraszam, jest mi naprawdę przykro. Poruszę tę sprawę za dwa 
tygodnie i obiecuję, że w razie potrzeby będę walczył z całą komisją. 

– Mam  nadzieję! – warknęła  i  wyszła,  a  on  ponownie  poczuł  się  kompletnie 

zdezorientowany. 

– Nie wspomniała ani słowem o sobotniej nocy! – mruknął do siebie z niedowierzaniem. 

– Wykreśliła ten incydent z pamięci! I chwała Bogu! Tego właśnie chciałem. 

Choć w gruncie rzeczy nie był pewien, czego chce. Wiedział tylko, że chciałby spędzić 

następną noc z Amelią... 

Kiedy Amelia spotkała wczesnym rankiem w stołówce Phila Allena i dowiedziała się od 

niego, że Mac nie zjawił się na zebraniu komisji, była tak wściekła, że natychmiast pognała 

background image

do  jego  gabinetu.  Miała  ochotę  urwać  mu  głowę  albo  choćby  na  niego  nakrzyczeć.  Taka 
awantura  pomogłaby  jej  rozładować  napięcie,  wywołane  jego  stałą  obecnością  na  oddziale. 
Powtarzała sobie setki razy, że ich stosunki nie uległy żadnej zmianie, ale jej ciało nie chciało 
przyjąć tego do wiadomości. Gdy tylko usłyszała głos Maca, jej serce zaczynało bić szybciej, 
a kiedy go spotykała, czuła nerwowe skurcze żołądka. 

Ale  gdy  weszła  do  jego  gabinetu  i  ujrzała  posprzątane  biurko,  zdała  sobie  sprawę,  jak 

wiele musiał go kosztować ten wysiłek, i pohamowała złość. Zamiast niej poczuła absurdalny 
żal, że to nie ona pomagała mu w porządkowaniu papierów. 

Kiedy jednak usłyszała na korytarzu jego kroki, wyprostowała siei przybrała najbardziej 

wojowniczy wyraz twarzy, na jaki umiała się zdobyć. Za nic na świecie nie chciała mu okazać 
tego, co przeżywa. 

W  ciągu  następnych  dziewięciu  dni  na  oddziale  panował  jak  zwykle  wielki  ruch,  ale 

Amelii  udawało  się  unikać  kontaktów  z  ordynatorem.  W  piątek  karetka  przywiozła  do 
ambulatorium  nieprzytomnego  pacjenta,  na  którego  ciele  nie  widać  było  żadnych  obrażeń. 
Dopiero kiedy go rozebrali, ujrzeli na jego brzuchu liczne wybroczyny, mogące być skutkiem 
ciężkiego pobicia lub jakiegoś niewytłumaczonego wypadku. 

– Ciśnienie  krwi  spada – oznajmił  dyżurny  lekarz,  Angus  Rhyles.  – Zróbcie  badanie 

stolca i badanie ogólne moczu. 

Amelia  włożyła  rękawiczki  i  szybko  przeprowadziła  niezbędne  badania.  Próbka  stolca, 

potraktowana odpowiednim roztworem, zmieniła kolor na niebieski, co dowodziło obecności 
krwi  w  jelitach.  Przekazała  tę  informację  Angusowi,  który  zlecił  płukanie  otrzewnej, by 
sprawdzić, czy nie ma w niej krwi. Później założyła pacjentowi cewnik, by uzyskać próbkę 
moczu, która zostanie wysłana do laboratorium. 

– Krew  w  otrzewnej.  Może  to  śledziona  albo  wątroba – mówił  głośno  Angus.  – No  i 

uszkodzenie jelita. 

Amelia,  powiadomiona  przez  pielęgniarkę  o  dalszym  spadku  ciśnienia  krwi, 

przygotowywała tackę reanimacyjną. Czując nagłe napięcie, zorientowała się, do kogo mówi 
Angus. 

– Uporajmy  się  najpierw  ze  spadkiem  ciśnienia – rzekł  Mac  rzeczowo.  – Amelio, 

porozum  się  z  blokiem  operacyjnym  i  powiedz  im,  że  za  kilka  minut  dostarczymy  tam 
pacjenta  z  krwotokiem  wewnętrznym,  podejrzeniem  uszkodzenia  jelita  i  zapaleniem 
otrzewnej. I nie słuchaj, jeśli zaczną ci tłumaczyć, że brak im personelu lub sal operacyjnych. 
Mają największy budżet w szpitalu i mnóstwo dyżurnych chirurgów, którzy leżą w pokojach, 
czekając na wezwanie. 

Amelia, zadowolona z pretekstu, natychmiast opuściła salę. Było dla niej zupełnie jasne, 

że Mac przeszedł do porządku dziennego nad ich miłosną przygodą. Nie miała nic przeciwko 
temu,  ale  była  na  tyle  zirytowana,  by  warknąć  na  sekretarkę  bloku  operacyjnego,  która 
poprosiła ją, by opóźnić transport pacjenta i przetrzymać go na nagłych wypadkach. 

– On już jest w drodze – oznajmiła i odłożyła słuchawkę. 
Kiedy  wróciła  do  ambulatorium,  zastała  tam  dwóch  policjantów,  którzy  wypytywali 

background image

Angusa  o  stan  chorego,  podczas  gdy  Mac  starał  się  ustabilizować  jego  ciśnienie.  Angus 
odpowiadał na ich pytania, ale nie wypowiadał się na temat przyczyny obrażeń. 

– No dobrze, zawieźcie go na górę – polecił Mac oczekującym w kącie sali sanitariuszom. 

– Amelio, idź z nimi, na wypadek gdyby ktoś stawiał jakieś przeszkody. 

Jeden z policjantów próbował protestować, ale Mac szybko pokonał jego opory. 
– On jest nieprzytomny, nie możecie go przesłuchiwać! – oznajmił podniesionym głosem. 
– Ale musimy przy nim zostać – odparł policjant. 
– W takim razie czekajcie na niego pod blokiem operacyjnym, ale nie zawracajcie głowy 

mojemu personelowi!

Obaj funkcjonariusze pojechali z pacjentem na trzecie piętro, gdzie wdali się w dyskusję z 

sekretarką  bloku  operacyjnego.  Amelia  zostawiła  ich  własnemu  losowi  i  wróciła  na  dół. 
Przywieziono tam właśnie nieprzytomnego młodego człowieka, który spadł z rusztowania na 
budowie i miał wiele obrażeń zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Przez trzy godziny 
pracował  nad  nim  cały  zespół  specjalistów,  ale  w  końcu  okazało  się,  że  nie  są  w  stanie  go 
uratować. 

W tym momencie dyżur objęła nowa zmiana, a oni, wyczerpani i sfrustrowani, poszli do 

stołówki, w której opadli na krzesła i zaczęli tępo wpatrywać się w przestrzeń. 

Mac pierwszy przerwał posępne milczenie. 
– Zrobiliśmy, co się dało, ale ten przypadek był beznadziejny. To nie nasza wina. 
– Czuję się najgorzej, gdy dochodzi do tego pod koniec dyżuru – dodał Angus – bo wtedy 

mam czas o tym myśleć. Przez całą drogę do domu, przez cały wieczór. Kiedy zdarza się to w 
połowie dnia, jesteśmy zbyt zajęci, żeby się przejmować. 

– Kiedy  zamykamy  się  na  takie  wydarzenia,  prędzej  czy  później  popadamy  w  stan 

obojętności – wtrąciła Amelia. 

– Jestem załamany, kiedy zdrowi młodzi ludzie umierają na skutek głupich wypadków –

zauważył  młody  technik  obsługujący  respiratory.  – Człowiek  zaczyna  wtedy  zbyt  wiele 
myśleć o swojej własnej śmiertelności. 

– W  naszej  pracy  jesteśmy  na  to  często  narażeni – oznajmił  Mac.  – Trzeba  się  jak 

najszybciej uodpornić i żyć dniem dzisiejszym. – Wstał i ruszył w kierunku drzwi, a potem 
nagle się zatrzymał. – Siostro Peterson, czy możemy porozmawiać? U mnie w gabinecie. 

Kiedy wyszedł ze stołówki, reszta zespołu spojrzała na Amelię z niepokojem. 
– Czym mu się znowu naraziłaś? – spytała jedna z pielęgniarek. 
– Pewnie  zbyt  często  go  strofowałaś  za  opryskliwy  stosunek  do  personelu – mruknął 

Angus. 

Amelia, która nie miała pojęcia, o co chodzi, spojrzała na nich ze złością. 
– Dlaczego  zakładacie,  że  chce  mnie  zbesztać?  Może  chce  mi  powiedzieć,  że 

wykonaliśmy kawał dobrej roboty. 

– Tak  myślisz? – spytali  chórem  pozostali  członkowie  zespołu.  – To  mało 

prawdopodobne!

Przyznała im w duchu rację. Była tak zdenerwowana, że zapukała do drzwi gabinetu. 
– Och, na miłość boską, wejdź! – mruknął Mac. – Od kiedy masz zwyczaj pukać przed 

background image

wtargnięciem tutaj?

– Wcale tu nie wtargnęłam, lecz zostałam wezwana – odrzekła ostrym tonem. – Zapewne 

po to, abyś mógł na mnie nawrzeszczeć. Czy masz mi do zarzucenia tylko to, że pukam?

Mac spojrzał na nią ze zmarszczonymi brwiami. 
– Jakim cudem ta rozmowa przerodziła się w kłótnię?
– spytał bezradnie, przesuwając palcami po włosach. – Usiądź. Chcę z tobą pomówić. 
Wyczuła  w  jego  głosie  napięcie,  ale  może  tylko  tak  jej  się  wydawało,  bo  sama  była  w 

marnym stanie. Choć od ich nocnej przygody upłynęły już niemal dwa tygodnie, nadal czuła 
w jego obecności nerwowe podniecenie. 

Na wspomnienie cudownych chwil, jakie przeżyła w jego ramionach, ogarnął ją dziwny 

bezwład, więc szybko usiadła, by nie ugięły się pod nią nogi. 

Przez chwilę panowała cisza. 
– No więc? – mruknął w końcu Mac. 
– Przecież nie zadałeś mi żadnego pytania. 
– Wiem,  ale  to  nie  jest  łatwe – zaczął  niepewnie.  – Usiłowałem  znaleźć  jakiś  sposób 

ubrania tego  w słowa,  ale nic nie  mogłem  wymyślić. Chodzi  o to...  że  od tego wieczoru. .. 
mimo woli myślę o tym, jak nam było... dobrze. Zastanawiałem się, czy jesteś tego samego 
zdania i czy nie miałabyś nic przeciwko naszym regularnym kontaktom tego rodzaju... 

Amelia  zmarszczyła brwi,  usiłując  doszukać  się  w  tych niezbornych  zdaniach  odrobiny 

sensu. 

– Co  masz  na  myśli,  mówiąc  o  regularnych  kontaktach? – spytała  w  końcu  słabym 

głosem. – Czy sugerujesz, że moglibyśmy stworzyć coś w rodzaju stałego związku?

Nie wydawało jej się to prawdopodobne, ale nie potrafiła w żaden inny sposób odczytać 

znaczenia jego słów. 

– Ależ skąd! – zaprotestował, rozwiewając jej złudzenia. – Powiedziałem ci, że nie nadaję 

się do trwałych związków. Ale moglibyśmy się od czasu do czasu spotykać, i... 

– Więc masz na myśli seks? Chciałbyś wpadać do mnie od czasu do czasu na szybki... –

Nie  potrafiła  znaleźć  cenzuralnego  określenia,  które  pasowałoby  do  jego  niewiarygodnej 
sugestii. 

– Nie,  nic  podobnego.  Chodzi  mi  o  to,  że  chyba  dobrze  czuliśmy  się  w  swoim 

towarzystwie. Więc moglibyśmy jadać czasem kolację... 

Jego  poprzednia  wypowiedź  przyprawiła  ją  o  lekki  niepokój,  ale  ta  poprawiona  wersja 

wywołała w niej tylko gniew. 

– W  formie  zapłaty  za  to,  co  wydarzy  się  później,  tak?  Za  kogo  ty  mnie  bierzesz?  Jak 

możesz  coś  takiego  proponować?  Daj  mi  spokój,  Mac.  Zacznij  zawracać  głowę  komuś 
innemu. Jestem pewna, że istnieje mnóstwo kobiet, które będą gotowe zaspokoić twoje żądze 
w zamian za dobrą kolację, ale tak się składa, że ja do nich nie należę. 

– Och,  na  miłość  boską,  przecież  wiesz,  że  tak  nie  myślałem! – zawołał,  ale  ona 

zignorowała jego protesty. Wstała i szybkim krokiem wyszła z gabinetu. 

Była  wściekła  nie  tylko  na  Maca,  lecz  również  na  swoje  ciało,  które  mimo  wszystko 

zareagowało na jego sugestię z pewnym zainteresowaniem. Wpadła do szatni, wyjęła z szarki 

background image

kurtkę i torebkę, a potem udała się na parking. 

– Czy to pani samochód?
Obok jej wozu stał szpitalny ochroniarz. Jego odznaka lśniła w świetle pobliskiej latarni. 
– Tak, a o co chodzi?
– Usłyszałem  alarm  antywłamaniowy,  więc  przybiegłem  tutaj  i  przepędziłem  jakichś 

dwóch smarkaczy. Ale zdążyli przebić śrubokrętami pani opony. 

– Śrubokrętami? – powtórzyła  bezmyślnie,  pochylając  się  i  widząc  dwa  pozbawione 

powietrza koła. 

– Noszą  je,  żeby  włamywać  się  do  samochodów – wyjaśnił  strażnik.  – Niech  pani 

popatrzy. 

Podszedł do przednich drzwi samochodu i pokazał jej uszkodzony zamek. 
– Niech  ich  diabli  wezmą! – mruknęła  Amelia.  – Chyba  muszę  zadzwonić  po  pomoc 

drogową. 

– A może ma pani dwa zapasowe koła? – spytał strażnik, a ona z trudem powstrzymała 

się  od  zbycia  jego  niewinnego  pytania  złośliwą  uwagą.  Nie  znała  nikogo,  kto  jeździłby  po 
mieście z dwoma zapasowymi kołami w bagażniku. 

Potrząsnęła  głową  i  sięgnęła  do  torebki  po  telefon  komórkowy  oraz  kartę,  na  której 

wydrukowany był numer pomocy drogowej. 

– W  takim  razie  trzeba  będzie  odholować  pani  samochód  do  warsztatu – stwierdził 

strażnik. 

Kiwnęła  głową  i  wezwała  pomoc  drogową,  a  potem  otworzyła  nieuszkodzone  drzwi 

samochodu i wsiadła do wnętrza, by poczekać na ciężarówkę. Pół godziny później jej cenny 
wehikuł  był  już  przymocowany do  lawety,  a  ona  zastanawiała  się,  czy wrócić do  szpitala  i 
zadzwonić po taksówkę, czy też pójść na najbliższy postój. 

– Czy trzeba cię gdzieś podwieźć?
Mac, który obserwował załadunek jej auta na lawetę zza kierownicy dużego terenowego 

samochodu, podjechał teraz bliżej, wysiadł i stanął obok niej. 

– Nie,  wezmę  taksówkę – odparła  ze  złością.  Była  wściekła  nie  tylko  dlatego,  że 

uszkodzono jej samochód, lecz również dlatego, że Mac stał się mimowolnym świadkiem tej 
upokarzającej przygody. 

– Nie  bądź  niemądra – powiedział  serdecznym  tonem,  obejmując  ją.  – Być  może  nie 

chcesz ze mną spać, ale przecież nadal jesteśmy kolegami, więc musimy przejść nad tym do 
porządku dziennego. Żyć dzisiejszym dniem. 

Otworzył samochód i wsiadł za kierownicę, a ona zajęła miejsce obok niego. Wyjechali z 

parkingu i ruszyli w kierunku jej domu. 

Miała  wielką  ochotę  na  przeżycie  z  nim  choćby  jeszcze  jednej  nocy,  ale  nie  mogła 

przystać  na  jego  propozycję.  Widząc,  że  on  traktuje  całą  sprawę  w  sposób  całkowicie 
obojętny, nie chciała się w nią angażować. Bała się, że w wyniku tych regularnych kontaktów 
może się w nim zakochać. A to naraziłoby ją na jeszcze większy stres. 

– Nie  bądź  taka  spięta – rzekł  Mac,  jakby  czytając  w  jej  myślach.  – Przecież  ja  tylko 

odwożę cię do domu. Nie musisz się ode mnie tak odsuwać, jakbym był mordercą kobiet. 

background image

– Nie bądź niemądry – odburknęła z gniewem. – Wcale nie myślałam o tobie. Martwiłam 

się o mój samochód. 

Miała nadzieję, że ta riposta zbije go z tropu, ale on uśmiechnął się tylko drwiąco, jakby 

wiedział dobrze, że usiłuje go okłamać. 

– Czy zaprosisz mnie na górę? – spytał, kiedy zatrzymali się pod jej domem. 
– Raczej  nie...  – odparła  i  natychmiast  zdała  sobie  sprawę,  że  jej  odpowiedź  jest  zbyt 

mało stanowcza. On chyba też to wyczuł, bo na jego ustach pojawił się ironiczny uśmiech. 

– Nie spiesz się z decyzją – mruknął cicho. – Mogę poczekać. 
Wiedziała  dobrze,  że  za  chwilę  przyjdzie  jej  do  głowy  dziesięć  błyskotliwych 

odpowiedzi, ale w tym momencie nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Otworzyła drzwi i 
wysiadła. 

– Dziękuję! – powiedziała oschłym tonem i ruszyła w kierunku swoich drzwi. 
Ale  kiedy Mac  odjechał,  przypomniała sobie  tamtą  noc  i  na  dnie  jej  duszy  zrodziło  się 

podejrzenie, że zbyt pochopnie odrzuciła jego propozycję. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

W  ciągu  następnych  dwóch  tygodni  Amelia  odczuwała  podczas  każdego  spotkania  z 

Makiem  coraz  silniejsze  napięcie  erotyczne,  on  natomiast  traktował  ją  obojętnie.  Zaczęła 
podejrzewać,  że  znalazł  kobietę,  która  przystała  na  proponowany przez  niego związek.  Tak 
czy owak, zaczęła się zastanawiać nad odejściem z nagłych wypadków. 

Miała  nadzieję,  że  kiedy  przestanie  widywać  Maca,  odzyska  spokój.  On  tymczasem 

dotrzymał  słowa  i  nie  tylko  poruszył  sprawę  kursów  dla  pielęgniarek,  lecz  również  jakimś 
cudem  przekonał  do  tej  koncepcji  Enid  Biggs.  Amelia  musiała  więc  poświęcić  cały  swój 
wolny  czas  na  przygotowanie  szczegółowego  planu,  który  miała  przedstawić  kierowniczce 
kadr. 

Nie miała zresztą tego wolnego czasu zbyt wiele. Połowa personelu została zaatakowana 

przez jakiegoś tajemniczego wirusa i kurowała się w domu. Amelia też nie czuła się najlepiej, 
lecz  wiedziała,  że  jeśli  nie  dostarczy  Enid  wszystkich  materiałów,  uzyskanie  dodatkowych 
funduszy  będzie  niemożliwe.  Siedziała  więc  w  pokoiku  przylegającym  do  izby  przyjęć  i 
pracowała.  Starała  się  zapomnieć  o  nękających  ją  mdłościach  i  skupić  uwagę  na  liście 
kursów. Zanim jednak doszła do połowy wykazu, została wezwana na oddział. 

Gdy tylko znalazła się w sali, w której Mac badał przywiezioną przed chwilą czteroletnią 

dziewczynkę, poczuła tak silne skurcze żołądka, że musiała natychmiast wybiec do łazienki. 
Po ataku torsji mdłości minęły, ale nadal czuła się tak ile, że poprosiła dyżurną dyspozytorkęo 
zwolnienie jej z części obowiązków. 

– Nie chcę zarazić pacjentów – wyjaśniła jej – więc nie wzywajcie mnie do chorych, o ile 

nie będzie to absolutnie konieczne. 

Na  szczęście  tego  dnia  na  oddziale  panował  wyjątkowy  spokój,  mogła  więc  do  końca 

dyżuru zajmować się swoim programem kursów. Kiedy jej zmiana dobiegła końca, wyjęła z 
szafki kurtkę i zaczęła przygotowywać się do wyjścia. Nie nękały jej już mdłości, ale czuła 
się tak zmęczona, że gotowa była usiąść na byłe jakim krześle i zasnąć. 

– Och, Amelio, dobrze że cię złapałem – usłyszała głos Maca. – Czy mogłabyś zajść na 

chwilę do mnie?

Odwróciła  się  i  ujrzała  go  w  drzwiach.  Na  jego  widok  poczuła  nerwowe  bicie  serca  i 

ucisk w żołądku. Miała wrażenie, że lada chwila ugną się pod nią kolana. Ponieważ jednak 
przyzwyczaiła się już do wszystkich tych objawów, postanowiła je zignorować. 

– Jestem okropnie zmęczona – wymamrotała słabym głosem. – Czy to nie może poczekać 

do jutra?

– Nie! – odparł  niemal  opryskliwym  tonem  i  ruszył  w  stronę  swego  pokoju,  a  ona 

pokornie powlokła się za nim, dochodząc do wniosku, że nie ma dość sił na dalszą wymianę 
zdań. 

– Usiądź – powiedział, osuwając się na  fotel. Stwierdziła  zdumiona, że  jego  biurko nie 

jest  już  zawalone  papierami.  Spojrzała  na  nie  tylko  dlatego,  by  nie  patrzeć  na  Maca,  ale  w 
końcu musiała to zrobić. Siedział rozparty w fotelu i wydawał się całkowicie opanowany. 

background image

– No więc? – spytała, chcąc przerwać kłopotliwe milczenie. – Cóż to za ważna sprawa, 

która nie może poczekać do jutra?

Mac patrzył na nią przez dłuższą chwilę, a potem pochylił się lekko w jej kierunku. 
– Czy jesteś w ciąży?
Przez chwilę była pewna, że się przesłyszała. Ale pytanie Maca odezwało się echem w jej 

głowie i w tym momencie zdumienie wzięło górę nad zmęczeniem. 

– Więc  o  to  mnie  chciałeś  zapytać?  Czy  zadajesz  to  pytanie  wszystkim  kobietom 

zatrudnionym  na  naszym  oddziale?  Czyżbyś  postanowił  zorganizować  jakiś  konkurs  z 
nagrodami?

Wiedziała, że w jej głosie wibruje zaskoczenie, ale Mac wcale się tym nie przejął. Patrzył 

na nią nadal tak badawczym wzrokiem, jakby była jakimś interesującym okazem. 

– Nie odpowiedziałaś mi – stwierdził chłodnym tonem. 
– Oczywiście, że  nie jestem  w ciąży – odparła,  potrząsając  głową. – Zaraziłam  się tym 

wirusem, który zaatakował większość pracowników. Zresztą jakim cudem miałabym zajść w 
ciążę?  Nie  mam  żadnego  stałego  partnera.  A  nawet  gdyby  tak  było,  to  nie  jest  to  twoja 
sprawa. Czy mogę już iść?

Sięgnęła po torebkę, którą położyła na podłodze, i szybko wstała. Wiedziała, że musi stąd 

wyjść, zanim wybuchnie płaczem. Ale Mac podszedł do niej i położył ręce na jej ramionach. 
Poczuła bijący od jego dłoni żar. 

– Amelio – rzekł  łagodnie.  – Miesiąc  temu  kochaliśmy  się.  Byliśmy  zbyt  podnieceni, 

żeby logicznie myśleć, a ty wspomniałaś coś o swojej bezpłodności, więc nie przyszły nam do 
głowy  żadne  środki  zabezpieczające.  Teraz  wyglądasz  jak  zjawa,  a  dziś  rano  miałaś  torsje. 
Czy jesteś pewna, że nie mogłaś zajść w ciążę?

– Jak zjawa? – powtórzyła z wyrzutem w głosie. – No cóż, bardzo ci dziękuję!
Mac westchnął ciężko. 
– Tylko  kobieta  potrafi  wyłowić  z  rozmowy  najmniej  istotny  szczegół  i  zrobić  z  igły 

widły – mruknął.  – Jeśli  naprawdę  chcesz  wiedzieć,  to  moim  zdaniem  jesteś  piękna.  Byłaś 
piękna  nawet  dziś  rano,  kiedy  twoja  twarz  nabrała  tej  interesującej  zielonej  barwy.  Nadał 
pamiętam, jak wyglądałaś w ten sobotni wieczór. Promieniowałaś urzekającym wdziękiem... 
– Zdał  sobie  sprawę,  że  odbiega  od  tematu,  i  ponownie  westchnął.  – Ale  nie  o  to  chodzi. 
Chodzi o twój stan. Skąd możesz być pewna, że nie jesteś w ciąży?

Nie mogąc się powstrzymać, przesunął palcem po jej policzku i poczuł, że przyprawiło ją 

to o dreszcz. 

– Nie zaszłam w ciążę przez pięć lat małżeństwa – zauważyła, patrząc mu w oczy. Potem 

wzruszyła  ramionami,  jakby  ten  gest  mógł  rozwiać  wszelkie  wątpliwości.  – Więc  wiem 
dobrze, że to ten wirus. 

Mac  uśmiechnął  się  do  niej  czule,  a  ona  nagle  zdała  sobie  sprawę,  że  jest  u  kresu 

wytrzymałości. 

– Nie śmiej się ze mnie... – wyszeptała i w tym samym momencie poczuła spływające po 

policzkach łzy. 

– Och, Amelio, przestań płakać! – zawołał, przyciskając ją do piersi. – Choć być może 

background image

jest to kolejny objaw ciąży... Pamiętam, że moja siostra często płakała, kiedy spodziewała się 
Petry. 

Amelia  nie  bardzo  rozumiała,  co  do  niej  mówi,  bo  pod  wpływem jego  uścisku  poczuła 

zawrót głowy. Od miesiąca usiłowała zwalczyć fizyczny pociąg, jaki Mac w niej budził, ale 
teraz  zdała  sobie  sprawę,  że  wszystkie  jej  wysiłki  były  daremne.  Wiedziała  jednak,  iż  nie 
może przystać na jego warunki. Wyrwała się więc z jego objęć, podziękowała mu za troskę i 
opuściła gabinet. 

Mac  spojrzał  na  zamykające  się  za  nią  drzwi  i  potrząsnął  głową.  Nadal  był  kompletnie 

zdezorientowany. Nadal nie miał pojęcia, co czuje do niego Amelia. Nie wiedział, czy jest w 
ciąży. Nie rozumiał, dlaczego rozmowa, którą tak starannie zaplanował, przebiegła zupełnie 
inaczej, niż sobie wyobrażał. 

Wrócił  ciężkim  krokiem  za  biurko  i  opadł  na  fotel.  Wie  przynajmniej  jedno:  że  jego 

fizyczny  pociąg  do  Amelii  nie  zmniejsza  się  z  upływem  czasu.  Podczas  każdego 
przypadkowego  spotkania  na  korytarzu  z  trudem  zmuszał  się  do  trzymania  rąk  przy  sobie. 
Czuł,  że  nagromadzona  w  wyniku  tego  frustracja  zagraża  mu  poważnym  kryzysem
psychicznym lub fizycznym. Wszystko jest możliwe!

Wyciągnął nogi, splótł dłonie za głową i zaczął się poważnie zastanawiać, co robić. 

Następnego ranka Amelia znowu czuła mdłości, a ponieważ była dodatkowo roztrzęsiona 

dziwną  rozmową,  jaką  przeprowadził  z  nią  Mac,  zatelefonowała do  szpitala  i  oznajmiła, że 
jest  chora.  Przez  cały  dzień  na  przemian  spała  i  popadała  w  niewesołą  zadumę.  Ani  przez 
chwilę nie brała poważnie absurdalnej sugestii  Maca, bo wiedziała, że  ciąża nie wchodzi w 
rachubę.  Kiedy  jednak  objął  ją  podczas  wczorajszej  rozmowy,  zdała  sobie  sprawę,  że  ten 
mężczyzna nadal bardzo ją podnieca. 

Rozważała  tę  sytuację  aż  do  wieczora,  ale  nie  znalazła  żadnego  sensownego  wyjścia. 

Uświadomiła sobie jedynie, że perspektywa okazjonalnych kontaktów seksualnych nie budzi 
w  niej  już  takiego  oporu,  jaki  budziła  wtedy,  kiedy  Mac  złożył  jej  tę  propozycję.  Znużona 
tymi  rozmyślaniami  zasiadła  przed  telewizorem.  W  tym  momencie  rozległ  się  dzwonek  u 
drzwi. Podeszła do monitora i ujrzała w nim tył męskiej głowy. 

W  taki  właśnie  sposób  ustawiał  się  zawsze  jej  najstarszy  brat  Alistair,  który  przed 

wejściem  do  budynku  lubił  podziwiać  jego  otoczenie.  Pracował  w  rodzinnej  firmie 
budowlanej i zawsze zwracał uwagę na estetykę projektu. 

– Drzwi  są  otwarte,  Alistair! – powiedziała  Amelia.  Była  zadowolona,  że  nie  musi  się 

przebierać i może powitać go w szlafroku. Otworzyła na oścież drzwi mieszkania i poszła do 
kuchni, by zaparzyć kawę. 

– Nie nazywam się Alistair, ale otworzyłaś drzwi, zanim zdążyłem ci o tym powiedzieć, 

więc  chciałem  wejść,  zanim  się  automatycznie  zamkną – wyjaśnił  Mac,  stając  w  progu 
kuchni. 

Odwróciła się do niego, tłumacząc sobie w myślach, że potrafi uporać się z tą zaskakującą 

sytuacją. Ale na jego widok znów poczuła lekki zawrót głowy. 

– Zamknąłem drzwi do mieszkania – dodał. – Mam nadzieję, że postąpiłem słusznie. 

background image

Amelia  nie  wierzyła  własnym  uszom.  W  jego  głosie  brzmiała  nieznana  jej  dotąd 

niepewność. 

– Tak czy owak – ciągnął, jakby wiedział, że zaskoczenie odebrało jej głos – przyniosłem 

test ciążowy i mam pewien plan. Ale nie zdradzę ci jego szczegółów, dopóki nie przekonamy 
się, czy moje podejrzenia są słuszne. 

Spojrzała na niego ze zdumieniem, potem najwyższym wysiłkiem woli zapanowała nad 

sobą i odzyskała głos. 

– Parzyłam właśnie kawę – oznajmiła, starając się zachować obojętny ton. – Czy masz na 

nią ochotę?

Mac kiwnął głową, a potem nagle zmarszczył brwi. 
– Jeżeli jesteś w ciąży, to nie powinnaś pić kawy. Amelia poczuła narastającą w niej ślepą 

furię. 

– Nie  jestem  w  ciąży,  a  nawet  gdybym  była,  to  nie  powinno  cię  obchodzić,  co  piję! –

krzyknęła. – Chcesz kawę czy nie?

Nadal wyglądał na speszonego, co jeszcze bardziej ją zirytowało. 
– I usiądź! – poleciła mu ostrym tonem. – Nie mogę z tobą rozmawiać, kiedy tak stoisz 

jak samotne drzewo. 

Usiadł,  ale  przedtem  wyjął  z  kieszeni  jakąś  paczuszkę  i  położył  ją  na  stole,  w  połowie 

drogi między sobą a nią. 

Amelia  odwróciła  się,  ale  była  tak  zdenerwowana,  że  nawet  najprostsza  czynność,  jaką 

było nasypanie kawy do ekspresu, przekraczało jej możliwości. 

– Pozwól mi to zrobić – zaproponował Mac. Odsunął ją delikatnie na bok i zabrał się do 

parzenia kawy tak spokojnie, jakby znalazł się w swojej własnej kuchni. 

Nie  chcąc  stać  obok  niego,  przeszła  do  jadalni,  gdzie  jej  wzrok  przyciągnęło  leżące  na 

stole opakowanie;

To jasne, że nie jestem w ciąży, pomyślała, przyciskając dłoń do brzucha. Przypomniała 

sobie  czasy,  w  których  bardzo  chciała  mieć  dziecko,  i  boleśnie  przeżywała  niepowodzenia 
swoich  wysiłków.  Jej  były  mąż  został  w  drugim  małżeństwie  szczęśliwym  ojcem,  więc 
przyczyna  tych  niepowodzeń  nie  mogła  obciążać  jego  konta.  Potrząsnęła  głową,  nie  chcąc 
dopuścić do tego, by w jej sercu zagościł choćby cień nadziei. 

– Ten test jest całkowicie nieszkodliwy. 
Mac, który uruchomił już ekspres, stał w drzwiach kuchni i przyglądał jej się badawczo. 
– Nie jestem w ciąży – powtórzyła z uporem. 
– Więc dowiedź tego. Spojrzała na niego ze złością. 
– Nie muszę niczego udowadniać – warknęła. – Ja to wiem!
Ale  w  gruncie  rzeczy  niczego  nie  jesteś  pewna,  szepnął  przekornym  tonem  jej 

wewnętrzny głos. 

– Jestem  pewna! – odparła, nie zdając  sobie sprawy, że  mówi  na  głos.  Uświadomiła to 

sobie dopiero wtedy, gdy ujrzała drwiący uśmiech Maca. 

– Zaczynamy się kłócić jak stare małżeństwo – powiedział z uśmiechem, a ona odwróciła 

się do niego plecami, bo ta uwaga przypomniała jej ową czarowną noc. 

background image

– Jesteś  uparty  jak  osioł – powiedziała  do  niego  godzinę  później,  chwytając  zestaw 

ciążowy i zmierzając do łazienki. – Zrobię to, ale tylko po to, żeby zamknąć ci wreszcie usta. 
Boję się, że w przeciwnym razie zaczniesz mnie do tego nakłaniać przy ludziach. 

Zamknęła drzwi łazienki, rozpakowała paczuszkę i przeczytała instrukcję obsługi. Kiedy 

przekonała  się,  że  jest  to  bardzo  proste,  zaczęła  żałować,  że  nie  zrobiła  testu  wcześniej. 
Powstrzymałoby to Maca od nieustannych nalegań, które zatruły jej całą jego wizytę. Uległa 
jego namowom, by w końcu go przekonać, że nie ma racji. 

Nie ma racji?
Ponownie  spojrzała  na  wynik,  zamrugała,  po  czym  sięgnęła  po  pudełko  i  znowu 

przeczytała instrukcję. Później usiadła na podłodze, bo poczuła, że uginają się pod nią nogi. 

Usłyszała z oddali głos Maca. Potem zdała sobie sprawę, że podnosi ją z podłogi i niesie 

w kierunku stojącej w saloniku kanapy. Otworzyła oczy i dostrzegła na jego twarzy uśmiech. 
Chyba nie śmieje się z tego, że jestem w ciąży, pomyślała. Po prostu jest zadowolony, że miał 
rację. On zawsze musi postawić na swoim. 

Przyklęknął obok kanapy i chwycił ją za ręce. 
– Zdaję sobie sprawę, że przeżyłaś szok – powiedział, nie przestając się uśmiechać. – Ale 

ja  domyślałem  się  prawdy  od  kilku  dni.  Odkąd  zasłabłaś  na  oddziale.  Miałem  więc  trochę 
czasu, by wszystko przemyśleć i przygotować plan. 

– Plan? – spytała z niedowierzaniem. – Po co ci potrzebny jakiś plan?
Uścisnął mocno jej dłonie. 
– Nie  mnie.  Nam.  – Zamilkł,  jakby  zabrakło  mu  słów.  A  kiedy  zaczął  mówić,  znów 

wyczuła w jego głosie niepewność, niemal pokorę. – Oczywiście decyzja należy do ciebie, bo 
ty  będziesz  ponosić  jej  konsekwencje.  Pomyślałem  jednak,  że  jeśli  wyłożę  ci  moje  racje, 
łatwiej ci będzie coś postanowić. 

Urwał i spojrzał  w jej twarz z taką uwagą, jakby usiłował stwierdzić, czy rozumie  jego 

słowa. 

– Chodzi o to, że... – Zamilkł, widząc jej minę, ale po chwili podjął: – Jeśli zaczniesz się 

śmiać albo komuś o tym powiesz, będę musiał cię zabić. Ale ponieważ moja siostra urodziła 
niedawno dziecko, doszedłem do wniosku, że chyba też chciałbym zostać ojcem. Oczywiście 
nie myślałem o tym tej nocy, kiedy... no wiesz...  Ale skoro już tak się stało, a ja naprawdę 
chciałbym  mieć  dziecko,  to  mam  dla  ciebie  propozycję.  Będę  cię  utrzymywał  przez  okres 
ciąży, żebyś nie musiała pracować, jeśli nie chcesz. Pokryję też wszystkie twoje wydatki na 
lekarzy,  ciążowe  stroje,  rzeczy  dla  dziecka,  i  tak  dalej.  A  jeśli  po  urodzeniu  dziecka  nie 
będziesz go chciała, wezmę na siebie pełną odpowiedzialność. Oczywiście wynajmę nianię, 
ale będę bardzo dobrym ojcem. Wiem, że w związku z tym projektem, nad którym pracujesz, 
ciąża nie jest ci na rękę i dlatego zrobię wszystko, żeby ci pomóc. 

Niezborny strumień słów wyczerpał się nagle. Amelia odniosła wrażenie, że zrozumiała 

tylko jedną dziesiątą z tej przemowy, ale ta jedna dziesiąta wydała się jej pozbawiona sensu. 

– Zapłacisz  mi  za  to,  żebym  urodziła  dziecko?  Chcesz,  żebym  była  czymś  w  rodzaju 

zastępczej matki? Za kogo ty mnie masz, Mac? Za probówkę? Za coś w rodzaju sztucznego 
łona?

background image

– Nie, nie... – zaprotestował nieśmiało, ale zanim  zdążył ubrać swój sprzeciw w słowa, 

ona ponownie poczuła przypływ nieopanowanej złości. 

– I jakim prawem uważasz to dziecko za swoją własność? Dlaczego zakładasz, że ja go 

nie chcę? Skąd wiesz, że zgodzę się, żeby wychowywała je jakaś niania?

Mac pogłaskał ją po przedramieniu, a ona, mimo woli, poczuła dreszcz pożądania. 
– Nie  sądzę,  żebyśmy  musieli  podejmować  decyzję  w  sprawie  niani  już  teraz – rzekł 

łagodnym  tonem.  – Wiem,  że  to,  co  mówiłem,  mogło  ci  się  wydawać  bez  sensu,  ale 
usiłowałem tylko cię przekonać, że nie mam nic przeciwko temu, żebyś urodziła to dziecko. I 
że możesz na mnie liczyć, gdy będzie ci potrzebna moja pomoc. 

Pochylił się i delikatnie musnął wargami jej usta. Była to w gruncie rzeczy tylko obietnica 

pocałunku, lecz Amelia, od dawna tęskniąca za jego pieszczotami, z trudem powstrzymała się 
od zarzucenia mu rąk na szyję. Mac również poczuł przypływ namiętności, więc wyprostował 
się, by przezwyciężyć pokusy, jakie budziła w nim jej bliskość. Nie potrafił jednak zmusić się 
do odejścia. 

– Jakoś  to  wszystko  zorganizujemy – ciągnął  łagodnie.  – Kiedy  będziesz  miała  trochę 

czasu, omówimy całą sytuację. Nie musimy o niczym decydować w pośpiechu. Teraz musisz 
myśleć przede wszystkim o sobie i dbać o dobre samopoczucie. 

Pogłaskał ją po głowie i zauważył, że zapadła w sen. Wstał z klęczek i usiadł na krześle. 

Nie wiedział, jak powinien się zachować. Może zostawić ją na kanapie i wyjść. 

Może zanieść ją do sypialni i położyć na łóżku, a potem opanować pożądanie i pojechać 

do domu. Spojrzał na nią jeszcze raz i doszedł do wniosku, że nie może zostawić jej samej. W 
końcu zaniósł ją do sypialni, położył na łóżku i delikatnie przykrył kołdrą. 

– Sam nie mogę uwierzyć w to, co robię, Amelio – mruknął, obserwując śpiącą kobietę. –

Zostawiam cię samą, choć marzę tylko o tym, żeby leżeć obok ciebie... 

Rozejrzał się po mieszkaniu i znalazł pokój gościnny, w którym stało pościelone łóżko. 

Po ostatniej wizycie wiedział, gdzie szukać pióra i papieru, więc wrócił do saloniku i napisał 
do  Amelii  krótki  list,  wyjaśniając,  że  będzie  spał  w  wolnym  pokoju,  na  wypadek  gdyby 
potrzebowała pomocy. Potem wszedł na palcach do jej sypialni i położył kartkę na poduszce. 

Nie liczył na to, że Amelia doceni jego troskę. Zbyt dobrzeją znał, by spodziewać się od 

niej  choćby  odrobiny  wdzięczności.  Nastawił  swój  wewnętrzny  budzik  na  szóstą  rano,  by 
przed rozpoczęciem dyżuru wpaść do siebie i wziąć prysznic. Potem zasnął. 

Obudził go jakiś dokuczliwy hałas. Ktoś głośno stukał do drzwi jego pokoju. 
– Nie nastawiłeś mojego budzika! – wrzasnęła Amelia, wsuwając głowę do środka. – Jeśli 

nie zaczniesz szybko działać, to też spóźnisz się do pracy!

Jej zaróżowiona od snu lub złości twarz, okolona grzywą ciemnych włosów, nadawała jej 

wygląd  zirytowanego  elfa.  Mac  uśmiechnął  się  do  niej,  choć  szybki  rzut  oka  na  zegarek 
uświadomił mu, że Amelia ma rację i że istotnie powinien natychmiast wyjść. Potem szybko 
wstał i zaczął się ubierać. Wiedział już, że nie zdąży wstąpić do siebie. 

Ale na wszelki wypadek trzymał w gabinecie zmianę ubrania i elektryczną maszynkę do 

golenia. 

Pościelił  łóżko,  wyszedł  na  korytarz  i  stanął  oko  w  oko  z  zupełnie  nowym  wcieleniem 

background image

siostry Peterson. Jej włosy były teraz starannie zaczesane do tyłu i ułożone w kok. Miała na 
sobie  idealnie  wyprasowany  szpitalny  kitel,  nałożony  na  suknię  i  ukrywający  jej  zgrabną 
sylwetkę. 

– Może byśmy wstąpili po drodze na śniadanie? – spytał z uśmiechem, chcąc poprawić jej 

nastrój. 

– Śniadanie? – powtórzyła takim tonem, jakby zaproponował jej zażycie trucizny. – Ja co 

rano mam torsje, a ty namawiasz mnie do zjedzenia śniadania?

– Powinnaś coś zjeść. To łagodzi poranne mdłości... Spojrzała na niego lekceważąco. 
– Co ty o tym możesz wiedzieć?
– Właśnie że mogę! Moja siostra Charlotte cierpiała okropnie z powodu nudności, więc 

pytałem o radę wszystkich specjalistów z naszego szpitala. I wszyscy zgodnie kazali jej jadać 
mało  i  często.  Powinnaś  przed  wyjściem  z  łóżka  wypijać  herbatę  i  zjadać  sucharka.  Mojej 
siostrze to pomogło. 

– A  jak  mam  zapewnić  sobie  ten  cudowny  lek  bez  wstawania  z  łóżka? – spytała 

ironicznie. – Sprowadzać go przez Internet?

– Mógłbym  ci  go  podawać – oznajmił  ku  własnemu  zdziwieniu.  – To  znaczy,  gdyby 

okazał  się  pomocny  i  poprawił  ci  samopoczucie.  Powiedziałem  ci,  że  jeśli  chcesz  urodzić 
dziecko,  zrobię  wszystko,  co  się  da.  I  to  od  zaraz.  Mógłbym  sypiać  w  twoim  gościnnym 
pokoju, jeśli się na to zgodzisz. 

Na twarzy Amelii pojawiły się kolejno różne uczucia – zaskoczenie, zdumienie, rozpacz... 
– Och, Mac! – wyszeptała w końcu przez łzy. – Co my zrobimy?
Mac poczuł ucisk w piersi, ale ponieważ mówiono mu często, że nie ma serca, wiedział, 

iż  musi  go  boleć  jakiś  inny  organ.  Chcąc  pokryć  zmieszanie,  wyciągnął  rękę  i  przyciągnął 
Amelię do siebie. 

– Zaczniemy od śniadania – odparł. – Znam kawiarnię, w której podają świetne kanapki, 

a także pyszną kawę i herbatę. To powinno załatwić twoje mdłości. – Odsunął ją od siebie na 
długość ramienia i spojrzał jej głęboko w oczy. – A potem będziemy krok po kroku posuwać 
się naprzód – dodał. – Zrobimy, co zechcesz i kiedy zechcesz. Zgoda?

Amelia wyprostowała się, a potem wysunęła się z jego ramion i wybuchnęła śmiechem. 
– Żałuję,  że  tego  nie  nagrałam,  Mac – oznajmiła  żartobliwie.  – Przecież  wiesz,  że  gdy 

tylko zrobię coś, co nie będzie ci odpowiadało, zachowasz się jak dyktator. 

– Nic podobnego! – zaprzeczył Mac gorliwie, choć w gruncie rzeczy był zadowolony, że 

Amelia odzyskała swą dawną asertywność. Gdy dostrzegał w niej bezradność i niepewność, 
miał  wrażenie,  że  powinien  otaczać  ją  opieką,  a  nie  czuł  się  najlepiej  w  roli  troskliwego 
supermana. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Choć za nic w świecie nie przyznałaby się do tego Macowi, istotnie poczuła się lepiej po 

wypiciu herbaty i zjedzeniu pysznej bułeczki z białym serem i rodzynkami. 

Zjawiła  się  więc  w  pracy  w  niezłej  formie  fizycznej,  ale  pod  względem  psychicznym 

czuła się fatalnie. Miała wrażenie, że jej mózg wypełniony jest watą. Zdawała sobie sprawę, 
że  musi  przemyśleć  całą  sytuację,  ale  nie  była  w  stanie  skoncentrować  się  na  swoich 
problemach. 

Na szczęście w szpitalu od rana panował wielki ruch, mogła więc skupić uwagę na pracy i 

nie myśleć o sprawach osobistych. Tylko od czasu do czasu przypominała sobie o tym, że jest 
w ciąży i że za osiem miesięcy zostanie matką. Ta świadomość mimo wszystko budziła w niej 
przerażenie. 

– Co  cię  tak  martwi? – spytał  Mac,  gdy  spotkali  się  podczas  przerwy  w  szpitalnej 

stołówce. 

Spojrzała na niego i potrząsnęła głową. 
– Dopiero teraz zaczyna do mnie to docierać – wyszeptała cicho. – Że jestem w ciąży. Że 

będę miała dziecko. 

Mac dotknął dłonią jej policzka. 
– Że będziemy mieli dziecko – poprawił ją łagodnie. – Nasze dziecko. 
Amelia przestała kręcie głową, ale nie była jeszcze w stanie mu przytaknąć. 
– Chyba  muszę  na  razie  rozpatrywać  tę  sytuację  od  mojej  strony,  Mac – powiedziała 

cicho. – Muszę rozważyć wszystkie skutki, zastanowić się nad wieloma sprawami. 

W  tym  momencie  rozległ  się  w  wiszącym  na  ścianie  głośniku  komunikat  dyżurnej 

pielęgniarki:

– Doktor McDougal jest proszony do ambulatorium... 
– Więc  się  zastanawiaj – szepnął,  a  potem  dodał  ostrzegawczym  tonem: – Ale  nie  za 

długo. 

Dotknął delikatnie jej ramienia i odszedł, a ona przycisnęła palce do policzka, by poczuć 

ciepło, które zostawiła  jego  dłoń. Nie  wiedziała, co o tym wszystkim  myśleć.  Jego ostatnie 
słowa  spotęgowały  chaos,  jaki  panował  w  jej  głowie.  Nie  była  wcale  pewna,  czy  Mac 
naprawdę chce dziecka, czy też zakłada, że ona postanowi usunąć ciążę. 

Ponownie położyła dłoń na brzuchu. Jednego była pewna: tego, że nie zdecyduje się na 

aborcję.  Chciała  mieć  dziecko  od  momentu,  w  którym  wyszła  za  Brada.  Ale  w  ostatnich 
latach to marzenie wydawało jej się coraz mniej realne. 

Gotowa  była  przyjąć  każde  zrządzenie  losu,  ale  nie  zamierzała  zrobić  niczego,  co 

mogłoby ją pozbawić szansy zostania matką. Westchnęła, ale równocześnie poczuła radosne 
podniecenie, płynące z poczucia, że podjęła słuszną decyzję. 

Wcale jednak nie była pewna, czy Mac również uzna tę decyzję za słuszną. I nie miała 

pojęcia, co wyniknie z tego, że urodzi jego dziecko. Wiedziała jednak, że prędzej czy później 
pozna odpowiedź na oba te pytania. 

background image

Dwie godziny po zakończeniu dyżuru siedzieli oboje w małym pokoju, w którym Amelia 

przygotowywała program kursów. 

– Mac,  musisz  zrozumieć,  że  w  moim  wypadku  nie  chodzi  tylko  o  podjęcie  decyzji 

dotyczącej  urodzenia  tego  dziecka – mówiła  Amelia.  – Muszę  rozważyć  wszystkie 
konsekwencje tego kroku. Choćby to, jak zachowamy się wobec kolegów z pracy. Nie mogę 
ukrywać ciąży w nieskończoność, a kiedy zorientują się, że to dziecko jest twoje... to znaczy 
nasze... 

Urwała, nie potrafiąc wyobrazić sobie skutków, jakie mogłaby wywołać taka wiadomość. 
– Przejdą  nad  tym  do  porządku  dziennego – odparł  pogodnie  Mac,  choć  wcale  nie 

wydawał się pogodny. Amelia odniosła wrażenie, że nie zastanawiał się dotychczas nad tym 
aspektem sprawy i jest teraz wręcz przerażony perspektywą konsekwencji, jakie pociągnie za 
sobą taki obrót wydarzeń. 

– Bzdura! – prychnęła  ze  złością.  – Będzie  o  tym  plotkował  cały  szpital,  a  co  gorsza, 

wszyscy pomyślą, że coś nas łączy, to znaczy, że jesteśmy parą... 

Spojrzała  na  niego  uważnie,  usiłując  rozszyfrować  wyraz  jego  twarzy.  Ale  zauważyła 

tylko tyle, że zmarszczki na jego czole wyraźnie się pogłębiły. 

– Czy  uważasz,  że  to  byłaby  aż  tak  wielka  katastrofa? – spytał.  – Nie  mam  na  myśli 

plotek.  One  potrwają  dwa  czy  trzy  dni,  najwyżej  tydzień.  Potem  wydarzy  się  coś  innego  i 
nasza sprawa zejdzie na drugi plan. Ale chodzi mi o to, czy pomyślą, że jesteśmy parą. Kiedy 
proponowałem ci coś w rodzaju stałego układu, omal nie dostałaś szału. Ale teraz może takie 
rozwiązanie nie byłoby najgorsze?

– Miałam  prawo  dostać  szału!  To  wcale  nie  było  „coś  w  rodzaju  stałego  układu”! 

Proponowałeś  mi  serię  mniej  lub  bardziej  przypadkowych  spotkań;  chciałeś,  żebyśmy  od 
czasu  do  czasu  spędzali  razem  noc!  Usiłowałeś  mnie  przekonać,  że  nie  nadajesz  się  do 
trwałego związku, więc... 

– Ale teraz chodzi o co innego – przerwał jej. – Mam na myśli małżeństwo. Uważam, że 

to  byłoby  najlepsze  dla  dziecka.  Poza  tym  znamy  się  już  od  dawna,  a  wtedy,  tej  nocy... 
okazało się, że pasujemy do siebie. Czy może istnieć lepsza podstawa do małżeństwa?

Amelia  zdawała  sobie  sprawę,  że  wspominanie  o  uczuciowej  strome  takiego  związku 

byłoby  całkowicie  bezsensowne.  Słyszała  wielokrotnie  reakcje  Maca  na  deklaracje 
emocjonalne innych członków personelu i wiedziała dobrze, że takie pojęcie jak „miłość” jest 
mu całkowicie obce. 

– Więc tego oczekujesz od małżeństwa? – spytała cicho. – Seksu i dziecka?
Przez chwilę wydawał się zbity z tropu, ale zaraz zaczaj jej tłumaczyć, że kobiety zawsze 

wszystko  rozumieją  opacznie  i  że  ponieważ  oni  są  dobrymi  przyjaciółmi,  ich  małżeństwo 
oparte będzie na zdrowej, koleżeńskiej podstawie. Zdała sobie sprawę, że nie może liczyć na 
nic więcej, ale mimo wszystko czuła pewne rozczarowanie. 

– Tak czy owak – ciągnął Mac, najwyraźniej uważając temat ich związku za wyczerpany

– nie musimy się z niczym spieszyć. Będziesz musiała pomyśleć o ślubie. A także o swojej 
rodzinie.  Twoi  bracia  prędzej  czy  później  zauważą,  że  jesteś  w  ciąży,  a  już  z  pewnością 
zwróci na to uwagę twoja matka. 

background image

Amelia  zaklęła  w  duchu.  Nie  myślała  dotąd  wcale  o  tym  aspekcie  sprawy.  Nie  miała 

pojęcia, jak zareagują na to bracia, nie wspominając już o matce i ojcu. 

– Jak ja im to do cholery powiem? – mruknęła do siebie, ale Mac usłyszał jej słowa i z 

niezwykłą dla siebie troską o jej dobro zaczął układać nowy plan działania. 

– Zrobię to w twoim imieniu – oświadczył. – Złożymy im wizytę, a ja powiem, że od lat 

budzisz we mnie pożądanie, ale dopiero teraz uległaś moim namowom, więc postanowiliśmy 
wziąć ślub i mieć dziecko. 

Rozłożył ręce, jakby spodziewając się, że jego całkowicie absurdalna koncepcja zostanie 

nagrodzona rzęsistymi oklaskami. Amelia tymczasem, która zwróciła uwagę na jej najmniej 
ważny szczegół, spojrzała na niego badawczo. 

– Czy  to  prawda,  że  od  łat  budzę  w  tobie  pożądanie?  Zawahał  się,  zaskoczony  jej 

pytaniem, więc odpowiedziała na nie sama:

– Oczywiście, to  nieprawda,  a poza  tym nie jest  to  argument, który przekonałby moich 

rodziców. 

Mac uśmiechnął się do niej tak promiennie, że poczuła znowu przyspieszone bicie serca. 
– Więc  może  powiem,  że  skrycie  cię  adorowałem,  dobrze?  Tak  czy  owak  uważam,  że 

powinniśmy wspólnie stawić czoło twojej rodzinie. Tym bardziej że będę nalegał, abyś była 
przy mnie, kiedy ja stawię czoło mojej. 

Znów  się  do  niej  uśmiechnął,  a  ona  zdała  sobie  sprawę,  że  dalsze  przybywanie w  jego 

towarzystwie może znów obudzić w niej niecne myśli. Odsunęła więc krzesło i wstała. 

– Muszę już iść – oznajmiła. 
Mac podszedł do niej i chwycił ją za ramiona. Po chwili wyczuł przeszywający ją dreszcz 

i przyciągnął ją do siebie jeszcze mocniej. 

– Nie tutaj – szepnęła słabym głosem. 
– Więc odwiozę cię do domu, zgoda?
Nie była w stanie wymówić słowa, więc kiwnęła tylko głową. Wiedziała dobrze, do czego 

prowadzi jego propozycja i musiała przyznać w duchu, że tego właśnie pragnie. 

Mac wziął ją za rękę i ruszyli w kierunku wyjścia. Kiedy mijali izbę przyjęć, natknęli się 

nagle na dyżurnego lekarza oddziału, Loris Quinn, – Och, Mac, jak to dobrze, że jeszcze nie 
wyszedłeś! – zawołała Loris. – Paul Curry niedawno zemdlał, więc kazałam mu iść do domu, 
a  internista  z  naszej  zmiany  leży  z  grypą.  Tymczasem  ja  mam  tu  dziecko  z  objawami 
duszności, a za chwilę przyjedzie karetka z pierwszymi ofiarami karambolu... 

Mac natychmiast pospieszył w stronę sali, w której leżało chore dziecko, a Loris dopiero 

teraz dostrzegła Amelię. 

– A ty, czy mogłabyś zostać? – spytała z nadzieją w głosie. – Nie wiem, jak poradzimy 

sobie z ofiarami tego wypadku. 

– Będziemy je przyjmować  po kolei – pocieszyła ją Amelia. – Zanim tu  dotrą, obsługa 

karetki  postawi  wstępną  diagnozę  i  spisze  ich  dane  osobowe.  Oczywiście  zostanę,  ale 
najpierw  porozumiem  się  z  siostrą  oddziałową  i  polecę  jej,  żeby  natychmiast  wezwała 
dodatkowe pielęgniarki. Na nagłych wypadkach nigdy nie może brakować personelu. 

Susie McLeod powiadomiła ją, że poprosiła już wydział personalny o pomoc, ale nie jest 

background image

wcale pewna, czy ją otrzyma, bo połowa pracowników szpitala choruje i leży w łóżkach. 

– Zostań chociaż na godzinę lub dwie – powiedziała do Amelii błagalnym tonem, słysząc 

wycie syreny karetki. – A na razie przyjmij pierwszego pacjenta. 

Amelia kiwnęła głową i przyłączyła się do sanitariuszy, którzy czekali przed wejściem do 

szpitala. Karetka stała już przy bramie, a jej obsługa wywoziła na wózku pierwszego pacjenta. 
Miał otwarte oczy, a Amelia, widząc zieloną kartkę przywiązaną do jego nogi, zorientowała 
się że należy on do trzeciej kategorii. Oznaczało to, że można opóźnić jego leczenie, jeśli inni 
chorzy  wymagają  szybszej  pomocy.  Pacjenci  kategorii  pierwszej  i  drugiej,  wymagający 
natychmiastowej  lub  pilnej  interwencji,  dowożeni  byli  zwykle  nieco  później,  ponieważ 
obsługa karetki musiała ustabilizować ich stan na miejscu wypadku. 

Amelia wzięła od szefa karetki formularz zawierający zebrane przez niego informacje o 

pacjencie. Potem skierowała sanitariuszy wiozących chorego do jednej z sal ambulatoryjnych. 
W tym momencie z karetki wyładowano drugą pacjentkę, która również miała zieloną kartkę, 
lecz  była  w  zaawansowanej  ciąży.  Amelia  natychmiast  zadzwoniła  na  oddział  położniczo-
ginekologiczny i wezwała na konsultację dyżurującego tam lekarza. 

Przez  kilka  godzin  na  oddziale  panował  zorganizowany  chaos.  Lekarze  wydawali 

polecenia, a pielęgniarki biegały między pokojami, wykonując ich rozkazy. Kiedy wszystko 
wróciło do normy, Amelia wyszła na korytarz i oparła się o ścianę. Nie była pewna, czy ma 
dość sił, by wyjść ze szpitala i dowlec się do taksówki. 

– Co ty tu do diabła robisz?
Otworzyła oczy i ujrzała zachmurzone oblicze Maca. 
– To samo co ty – odparła. – Pomagam naszym kolegom w kryzysowej sytuacji. 
– Daliby sobie radę bez ciebie – mruknął z gniewem. 
– W twoim stanie powinnaś dbać o

7

 siebie. 

– Kto cię mianował moim opiekunem? – spytała ze złością, zaciskając ręce w pięści. 
– Sam  się nim  mianowałem – odparł spokojnie,  a potem wyciągnął  do niej  ręce w taki 

sposób, jakby chciał j4 dźwignąć z podłogi i zanieść do samochodu. 

Uchyliła się gwałtownie, ale on zdążył chwycić ją za ramię i przyciągnąć do siebie. 
– Musisz się do tego przyzwyczaić, siostro Peterson – powiedział cicho. – Nosisz w sobie 

moje dziecko i choć pozwolę ci podejmować decyzje, prędzej czy później dowiedzą się o tym 
wszyscy pracownicy tego szpitala. 

W  jego  głosie  rozbrzmiewała  taka  siła  woli,  że  Amelia  poczuła  zawrót  głowy,  który 

zepchnął na drugi plan wszystkie miotające nią uczucia. 

Mac odwiózł ją do domu i ignorując jej zapewnienia, że potrafi dotrzeć do mieszkania o 

własnych siłach, odprowadził ją pod same drzwi. 

– Pamiętaj, że  zaraz po  wstaniu z  łóżka  masz  coś zjeść  – rzekł  z  naciskiem. – A może 

wolisz,  żebym  po  ciebie  przyjechał  i  zawiózł  cię  do  tej  samej  kawiarni,  w  której  byliśmy 
rano? Mówiłaś, że to śniadanie ci smakowało. 

Amelia przyglądała mu się w milczeniu. 
– Czy jesteś pewien, że  nie poddano cię operacji przeszczepu  osobowości? – spytała  w 

końcu. 

background image

– Sarkazm  to  najbardziej  prymitywna  forma  humoru,  siostro  Peterson – mruknął 

posępnie, a potem dotknął jej policzka. – Ale jesteś tak zmęczona, że nie mam ochoty się z 
tobą spierać. Idź do łóżka. – Pochylił się i dotknął lekko wargami jej ust. – Dobranoc. 

Oszołomiona  pocałunkiem,  oparła  się  o  drzwi,  a  Mac  ruszył  w  stronę  windy.  Nacisnął 

guzik, a potem wyjął z jednej kieszeni pognieciony świstek papieru, a z drugiej pióro. W tym 
momencie nadjechała kabina i jej drzwi rozsunęły się z cichym szumem. Mac przytrzymał je 
nogą, by się nie zamknęły, napisał coś pospiesznie i rzucił kartkę Amelii. 

– To są numery mojego telefonu, komórki i pagera – zawołał do niej. – Dzwoń do mnie 

natychmiast, gdybyś czegoś potrzebowała, bez względu na to, czy będzie chodziło o filiżankę 
herbaty, czy o czuły uścisk. 

Pomachał jej dłonią, a ona znów spostrzegła ze zdziwieniem, że zachowuje się zupełnie 

inaczej niż Mac, którego dotąd znała. Gdy drzwi windy zamknęły się, wyprostowała kartkę i 
przeczytała wszystkie numery.  Zaczęła się  zastanawiać,  czy  kiedykolwiek  poczuje  potrzebę 
skorzystania z któregoś z nich. 

Przypomniała  sobie  czasy,  w  których  tęskniła  za  czułym  uściskiem  mężczyzny,  nie 

będącym którymś z jej braci. Potem potrząsnęła głową, rozważając niebezpieczeństwa, jakimi 
groził uścisk Maca. Później – nie wiadomo właściwie dlaczego – odwróciła trzymaną w ręku 
kartkę. 

Był  to  rachunek  z  restauracji  Capriccio  za  kolację  na  dwie  osoby.  Jak  wynikało  z 

umieszczonej na nim daty, wystawiono go we wtorek, czyli w cztery dni po jego propozycji 
regularnych spotkań typu „kolacja i seks”. 

– Niedługo szukałeś kandydatki! – mruknęła pod nosem. – Tylko cztery dni!
Zmięła  kartkę  i  ze  złością  rzuciła  nią  o  ścianę.  Potem  podniosła  ją  i  starannie 

rozprostowała. Doszła do wniosku, że jest ona przekonującym dowodem dwulicowości Maca 
i postanowiła ją zatrzymać. 

Weszła  do  mieszkania  i  zaczęła  rozważać  wszystkie  aspekty  związku  z  tym  dziwnym 

mężczyzną.  Mówił  o  małżeństwie,  bo  uważał,  że  będzie  ono  najlepszym  wyjściem  dla 
dziecka,  którego  niewątpliwie  szczerze  pragnął.  Ale  ona  wiedziała,  że  małżeństwo  bez 
miłości  nie  ma  szans  przetrwania.  Przekonała  się  o  tym  podczas  swego  pożycia  z  Bradem. 
Zbyt późno zdała sobie wtedy sprawę, że fizyczne zauroczenie i przyjaźń nie mogą zastąpić 
głębszych uczuć. 

Mac  pragnął  tego  dziecka – dowodziła  tego  duma,  z  jaką  o  nim  mówił.  Miał  więc 

powody,  by  proponować  jej  trwały  związek,  który  jego  zdaniem  byłby  dla  tego  dziecka 
najbardziej korzystny. Ale ona nie mogła się zdecydować na taki układ z żadnym mężczyzną, 
z którym nie łączyłaby ją miłość. 

Postanowiła żyć samotnie, to znaczy z dzieckiem. Doszła do wniosku, że będzie najlepiej, 

jeśli powiadomi Maca o swojej decyzji jak najprędzej. Już nazajutrz rano. 

Mac wsiadł do samochodu i ruszył w stronę swego domu. Czuł się dziwnie przygnębiony 

i otępiały. To tylko zmęczenie, pomyślał. Mam za sobą długi dzień, a raczej dwa długie dni... 

Ale  to  logiczne  wytłumaczenie  przyczyn  jego  nastroju  wcale  go  nie  pocieszyło.  Zdał 

sobie  sprawę,  że  radosne  podniecenie,  jakie  poczuł  na  wieść  o  ciąży  Amelii,  zaczyna  go 

background image

powoli  opuszczać.  Nie  potrafił  jednak  określić  powodów  swego  przygnębienia.  Zawsze był 
dumny z tego, że zna siebie i potrafi diagnozować swoje nastroje. Tym razem nie miał jednak 
pojęcia, dlaczego przeżywa coś w rodzaju depresji. 

Może  dlatego,  że  jedziesz  samotnie  do  domu,  choć  wołałbyś  być  teraz  w  mieszkaniu 

Amelii? – zapytał go wewnętrzny głos. 

To  pytanie  wytrąciło  go  z  równowagi  do  tego  stopnia,  że  zahamował  gwałtownie, 

prowokując kierowcę jadącego za nim samochodu do naciśnięcia klaksonu. 

To  ci  się  należało,  mruknął  do  siebie.  Zapomnij  o  nastrojach  i  skoncentruj  się  na 

prowadzeniu auta. Większość ludzi, którzy wyjeżdżają o tej porze z miasta, wypiła zapewne 
kilka drinków, więc ty, jako współużytkownik drogi, musisz być skupiony, a nie zagubiony w 
jałowych rozważaniach. 

Wjechał  na  estakadę  prowadzącą  w  kierunku  autostrady,  którą  zamierzał  dojechać  do 

swego  podmiejskiego  domu,  i  nacisnął  lekko  pedał  gazu.  Nagle  ujrzał  przed  sobą  błysk 
światła i usłyszał wycie syreny. 

Potem zapadła ciemność. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Amelia chodziła nerwowo po saloniku. Mac obiecał, że rano przyjedzie i zabierze ją na 

śniadanie. Nie wiedział, jak bardzo rozwścieczył ją widok rachunku z restauracji. I nie miał 
pojęcia o tym, że podjęła już decyzję. 

Więc  gdzie  on  jest? – pytała  siebie  ze  złością.  Czyżby  postanowił  się  wycofać  z 

propozycji małżeństwa? Przecież wczoraj wieczorem zachowywał się tak, jakby traktował ją 
poważnie. A może po prostu zapomniał o obietnicy?

Tak czy owak, była na niego oburzona. Znudzona czekaniem i znużona coraz silniejszymi 

mdłościami,  zrobiła  sobie  herbatę  i  zjadła  sucharka.  Nie  poprawiło  to  jednak  ani  jej 
samopoczucia, ani nastroju. 

Do szpitala dotarła lekko spóźniona. Wbiegła do przebieralni i rzuciła torebkę na krzesło. 
– Czy słyszałaś już o Macu? – spytała Sally. 
Przez głowę Amelii przebiegły różne możliwości. Mac odchodzi ze szpitala, postanowił 

zostać astronautą, byle być jak najdalej od niej... 

– Co miałam słyszeć? – wymamrotała w końcu. 
– Miał wczoraj wypadek. Mówili o tym w porannych wiadomościach, ale nie podali jego 

nazwiska.  Policjanci  gonili  jakiegoś  człowieka,  który  uciekał  skradzionym  samochodem. 
Zjechał  z  autostrady  na  jednokierunkową  estakadę  i  zderzył  się  czołowo  z  Makiem,  który 
wracał do domu. 

Amelia zastygła w bezruchu. Miała wrażenie, że  wszystkie funkcje jej organizmu nagle 

uległy  zatrzymaniu.  Wciągnęła  głęboko  powietrze,  chcąc  zadać  jakieś  pytanie,  ale  potem, 
sparaliżowana przez lęk, bezgłośnie wypuściła je z ust. 

Na szczęście Sally nadal kontynuowała opowieść. 
– Leży na intensywnej terapii. Mówią, że jest w stanie półśpiączki, ale przy obrażeniach 

głowy nigdy nic nie wiadomo, szczególnie jeśli ich przyczyną jest gwałtowne zderzenie. 

W  umyśle  Amelii  pojawiły  się  wszystkie  przerażające  informacje  dotyczące  takich 

urazów.  Wiedziała,  że  podczas  nagłego  zahamowania  ruchu  miękka  masa  mózgu  przesuwa 
się  nagle  do  przodu  i  natrafia  na  płaszczyzny  kostne  stanowiące  przód  czaszki,  a  potem 
równie gwałtownie cofa się, znów uderzając o twarde kości. 

– Brakuje  nam  więc  jednego  lekarza – ciągnęła  Sally.  – Przysłano  dodatkowego 

internistę, który ma zastąpić chorego Ricka, ale mamy także za mało pielęgniarek. 

Amelia przyjęła tę wiadomość z ulgą. Wiedziała, że dodatkowe obowiązki nie zostawią 

jej  czasu  na  niespokojne  rozmyślania.  Zamknęła  torebkę  w  szafce,  włożyła  czysty  różowy 
kitel i poszła za Sally w kierunku oddziału. 

Ale nawet nawał zajęć nie zahamował lawiny jej myśli. Nie miała pojęcia, jak wygląda jej 

związek  z  Makiem.  Czy  jedna  wspólna  noc  i  wynikła  z  niej  ciąża  upoważniają  ją  do 
odwiedzania  go na  intensywnej  terapii?  Wiedziała,  że  tak  nie  jest,  ale  nie mogła opanować 
przekonania,  że  powinna  tam  być;  mówić  do  niego,  dotykać  go,  przypominać  mu  o  ciąży. 
Tłumaczyć,  że  musi  żyć,  choćby  tylko  dla  swego  dziecka.  Bo  gdyby  umarł,  jej  dziecko 

background image

zostałoby pozbawione ojca. 

Postanowiła  nie  godzić  się  na  ślub,  ale  jej  dziecko  potrzebuje  ojca,  więc  Mac  musi 

przeżyć ten wypadek. 

Po dojściu do tego wniosku poczuła się o wiele lepiej. Podczas krótkiej przerwy w pracy 

zadzwoniła  na  oddział  intensywnej  terapii.  Szczęśliwym  zrządzeniem  losu  telefon  odebrała 
pełniąca tam dyżur Rachel  Reynolds, jej koleżanka ze szkoły pielęgniarek. Choć rzadko się 
widywały, pozostawały ze sobą w przyjaznych stosunkach. 

– Jego stan jest dobry – zapewniła ją Rachel. – To znaczy na tyle dobry, na ile może być 

przy takim urazie głowy. Ma stłuczenia i obrażenia mózgu, ale na razie nie pojawiło się nic 
groźnego.  Jest  w  stanie  półśpiączki;  reaguje  na  ból,  ale  nie  reaguje  na  ustne  pytania  ani 
polecenia. 

– Czy mogę go odwiedzić? – spytała Amelia, wiedząc że popełnia błąd. 
– Dlaczego?  Czyżby  coś  was  łączyło?  Nie  słyszałam  żadnych  plotek,  więc  musieliście 

zachowywać wielką dyskrecję. 

– Nic nie słyszałaś, bo nic szczególnego się nie działo – odparła szorstko Amelia. – Ale 

jesteśmy  kolegami,  a  on  wyświadczył  mi  niedawno  wielką  przysługę.  – Zawahała  się,  a 
potem dodała: – Jestem do niego bardzo przywiązana, Rachel. 

– Do  Maca?  Tego  Maca,  którego  nazywają  potworem  z  nagłych  wypadków?  Czy  na 

pewno mówimy o tym samym człowieku?

– Chyba  powinnaś  wrócić  do  swoich  zajęć – powiedziała  Amelia  urażonym  tonem  i 

odłożyła słuchawkę. 

Przetrwała jakoś ten okropny dzień, a po zakończeniu pracy nie pojechała do domu, tylko 

wstąpiła  do  biblioteki  i  zajrzała  do  kilku  podręczników  poświęconych  urazom  głowy.  Ale 
informacje, które w nich znalazła, nie dodały jej otuchy. 

Ponieważ nadal miała na sobie kitel, bez trudu dostała się na oddział intensywnej terapii. 

Dyżurna pielęgniarka, siedząca przed rzędem monitorów, nie dostrzegła nic dziwnego w tym, 
że Amelia chce dowiedzieć się o stan kolegi. 

– Leży  w  czwórce.  – Wskazała  ruchem  głowy  położone  naprzeciw  swego  stanowiska 

drzwi z okienkiem. – Jest tam teraz jego matka. Przedtem odwiedziła go siostra z córeczką. 
Miała nadzieję, że zareaguje na obecność dziecka, które podobno bardzo kocha, ale on chyba 
nie odzyskał świadomości. 

Amelia  poczuła  bolesny  skurcz  serca.  Podziękowała  pielęgniarce  i  przeszła  na  drugą 

stronę korytarza, by spojrzeć przez okienko na leżącego nieruchomo mężczyznę. 

– Mac! – szepnęła bezradnie na jego widok, zdając sobie nagle sprawę, że chyba jest w 

nim  zakochana.  W  tym  momencie  siedząca  przy  łóżku  kobieta,  jakby  wyczuwając  jej 
obecność,  zaczęła  się  odwracać  w  stronę  drzwi.  Amelia  pospiesznie  odeszła  od  okienka  i 
ruszyła w kierunku wyjścia. 

To  niemożliwe,  żebyś  była  w  nim  zakochana,  szeptał  jej  wewnętrzny  głos.  Twoje 

zdenerwowanie wynika tylko z obawy, że dziecko może urodzić się bez ojca. Zresztą on nie 
należy do ciebie, więc nie możesz go stracić.

Po krótkim namyśle doszła do wniosku, że jej wewnętrzny głos ma zupełną rację. 

background image

Po  pięciu  długich,  pełnych  niepokoju  dniach  Rachel  mogła  w  końcu  przekazać  Amelii 

dobrą wiadomość. 

– Jest częściowo przytomny, ale całkowicie zdezorientowany – oznajmiła przez telefon. –

Chyba  ma  urojenia.  Wydaje  mu  się,  że  Petra  jest  jego  dzieckiem,  choć  kiedy  wymawia  jej 
imię, brzmi ono bardziej jak Peter. Z jakiegoś powodu bardzo się o nią niepokoi. Doug Blake, 
nasz neurolog, nie wie, jak interpretować te objawy. Ale liczy, że dzięki wizytom rodziny ten 
stan z czasem ustąpi. 

Amelia  przemyślała  treść  tego  komunikatu  i  zaczęła  rozważać  wszystkie  możliwości. 

Mac  doznał  obrażeń  wkrótce  po  wyjściu  z  jej  mieszkania.  Czy  mógł  wtedy  myśleć  o 
siostrzenicy,  czy  też  raczej  o  aktualnych problemach,  jakie  niespodziewanie  pojawiły się  w 
jego życiu?

Czy mógł mylić się co do płci Petry i nazywać ją Peterem? A może mówił: „Peterson”, a 

jego rodzina, nie wiedząca ojej istnieniu, błędnie odczytywała jego słowa?

Przed  zakończeniem  dyżuru  miała  już  gotowy – no,  niemal  gotowy – plan  działania. 

Zamknęła  się  w  kabinie  prysznicowej – jedynym  miejscu,  w  którym  nikt  jej  nie  mógł 
przeszkodzić – i jeszcze raz zrekapitulowała wszystkie wydarzenia. 

Na początku Mac uznał, że decyzję dotyczącą urodzenia dziecka powinna podjąć sama. 

Ale w trakcie prowadzonych później rozmów zdała sobie sprawę, że naprawdę chciałby, aby 
je urodziła. 

Ona natomiast była zachwycona tym odkryciem i uznała swą ciążę za cudowny dar losu. 

Niepokoiła ją perspektywa ingerencji Maca w jej przyszłe życie, ale nie miała wątpliwości, 
czy chce zostać matką. 

Czy jednak wyraźnie dała mu to do zrozumienia? Czy mógł się obawiać, że ona nie chce 

tego dziecka? Czy ta właśnie niepewność była przyczyną jego niepokoju?

Uniosła  oczy  ku  sufitowi,  zdając  sobie  po  raz  nie  wiadomo  który  sprawę,  że  jeśli  Mac 

niepokoi się z powodu dziecka, to właśnie ona jest jedyną osobą mogącą rozwiać jego obawy. 
I że powinna to zrobić jak najprędzej. 

Wyszła  ze  swej  kryjówki,  umyła  twarz  i  ręce,  a  potem  poprawiła  makijaż  i  ruszyła  w 

kierunku oddziału intensywnej terapii. Gdy jednak wysiadła z windy, jej determinacja nagle 
wyparowała. Poczuła drżenie kolan i miała ochotę natychmiast zawrócić. Pomyśl o dziecku, 
powiedziała w duchu. 

Wyprostowała się i uniosła głowę w sposób tak wojowniczy, jakby przygotowywała się 

do batalii ze szpitalnymi biurokratami, a nie do spotkania z na wpół przytomnym mężczyzną. 
Każde dziecko zasługuje na to, żeby mieć ojca, przypomniała sobie w duchu. 

W  drzwiach  oddziału  spotkała  się  twarzą  w  twarz  z  kobietą,  którą  brała  za  panią 

McDougal. 

– Ach, to pani! – zawołała starsza dama, chwytając ją za ramię. – Widywałam panią przez 

to okienko w drzwiach, ale kiedy wychodziłam, żeby z panią porozmawiać, na korytarzu nie 
było już nikogo. Jestem Marion, matka Frasera. 

– Tak myślałam – powiedziała Amelia, wyciągając rękę. – Jestem Amelia Peterson. 

background image

– Peterson!  Amelia  Peterson!  Och,  dzięki  Bogu!  To  właśnie  panią  wzywał. 

Przypuszczaliśmy, że ma na myśli Petrę, bo ciągle majaczył coś o dziecku, ale to nie miało 
sensu.  Musicie  być  sobie  bardzo  bliscy,  skoro  tak  się  o  panią  martwi.  Dlaczego  pani  nie 
weszła? Czy te głupie pielęgniarki powiedziały pani, że wpuszczają tylko członków rodziny?

– Prawdę mówiąc, jestem właśnie jedną z tych głupich pielęgniarek – wyjaśniła Amelia. –

Tyle że  pracuję nie tutaj, ale na dole. – Urwała,  nie będąc pewna, czy ma  dość odwagi, by 
zrobić decydujący krok. Potem przypomniała sobie, że musi zobaczyć się z chorym. – Pracuję 
z pani synem. Istotnie, jesteśmy sobie bliscy... Chciałabym go zobaczyć, jeśli nie ma pani nic 
przeciwko temu. 

Marion chwyciła ją za obie ręce i mocno je uścisnęła. 
– Oczywiście, że nie mam! Właśnie od niego wyszłam. Kiedy go oglądam w takim stanie, 

wpadam  w  depresję  i  mój  widok  przynosi  mu  chyba  więcej  szkody  niż  pożytku.  A  jego 
siostra Charlotte będzie mogła przyjechać, dopiero kiedy jej mąż wróci z pracy i zajmie się 
dzieckiem. Mój mąż wpadnie później i zostanie na noc, więc może pani tam teraz wejść... 

Pochyliła się i pocałowała Amelię w policzek. 
– Niech pani z nim porozmawia, coś mu opowie. Neurolog uważa, że to mu może pomóc. 

Mam nadzieję, że kiedy panią zobaczy, jego stan zmieni się na lepsze. 

Może  tak,  a  może  nie,  myślała  Amelia,  kiedy  Marion  wracała  z  nią  na  oddział  i 

tłumaczyła dyżurnym pielęgniarkom, że mają ją wpuszczać do chorego o każdej porze. 

Zauważyła  od  razu,  że  wzbudziło  to  ich  wielkie  zainteresowanie.  Wmawiała  sobie,  że 

jego  źródłem  jest  fakt,  iż  nie  należy  do  członków  najbliższej  rodziny,  ale  w  głębi  serca 
zdawała  sobie  sprawę,  co  będzie  następnego  dnia  głównym  tematem  krążących  po  szpitalu 
płotek. 

Mimo  to  weszła  do  pokoju,  w  którym  leżał  Mac,  i  spojrzała  na  nieruchomą,  leżącą  na 

łóżku postać. 

– Mógłbyś ułatwić moją sytuację, wychodząc z tego szpitala, Mac – powiedziała cicho. –

Nic  ci  nie  przyjdzie  z  tego  bezsensownego  leżenia.  – Wzięła  go  za  rękę  i  przyłożyła ją  do 
swego  brzucha.  – Powiedziałam  ci  kiedyś,  że  noszę  w  sobie  nasze  dziecko.  Nie  myślisz 
chyba, że zamierzam je wychowywać bez pomocy ojca. 

Wiszący  na  ścianie  monitor  wykazał  zmianę  w  jego  oddechu.  Po  chwili  Mac  otworzył 

oczy, rozejrzał się bezradnie po pokoju i skupił wzrok na niej. 

– Amelia? Gdzie ty do diabła byłaś?
Mówił  słabym,  ochrypłym  głosem,  ale  Amelia  dosłyszała  w  jego  tonie  tak  dobrze  jej 

znaną determinację i poczuła bolesny skurcz serca. 

– Pracowałam  za  ciebie  na  nagłych  wypadkach – odparła,  ściskając  lekko  jego  palce  i 

starając się powstrzymać płacz, przynajmniej do chwili, w której opuści jego pokój. 

– A dziecko?
– Dziecko czuje się doskonale. 
Mac powoli zamknął oczy i po chwili wrócił najwyraźniej do swego własnego, ukrytego 

przed nią świata. 

Ona jednak nie wypuściła jego ręki i nie przestała mówić. Poinformowała go, co słychać 

background image

na ich oddziale, a potern, szukając bardziej neutralnego tematu, zaczęła mu opowiadać o swej 
rodzinie. Wyznała mu, że zawsze chciała pracować w rodzinnej firmie, ale bracia stwierdzili, 
że jest za lekka, więc byle podmuch wiatru może ją zwiać z wysokiego budynku. 

– Zawsze  śmiali  się,  że  jestem  taka  mała  i  mówili,  że  tylko  oni  odziedziczyli  po 

przodkach geny wzrostu. 

Mac poruszył się i lekko ścisnął palcami jej dłoń. 
– Masz dobre geny... – wymamrotał z trudem. – Bardzo się z tego cieszę. 
W tym momencie do pokoju weszła wysoka, ciemnowłosa kobieta. 
– Nadal  wydaje  się  mało  przytomny – stwierdziła,  zerkając  na  chorego.  – Jestem 

Charlotte, jego siostra. Ciągle mówi coś o twoich genach. O co w tym wszystkim chodzi?

Amelia  wstała  niechętnie,  wiedząc  dobrze,  że  na  intensywnej  terapii  u  pacjenta  może 

przebywać  tylko  jeden  gość.  Wyjaśniła  Charlotte,  że  często  rozmawiają  o  genetyce, 
pożegnała się z nią i wyszła na korytarz. 

Czuła  jednak  wielką  satysfakcję  na  myśl  o  tym,  że  to  właśnie  ona  była  obecna,  kiedy 

otaczająca Maca zasłona ciemności uchyliła się na kilka bezcennych sekund. 

Możesz  tu  wrócić  jutro  rano,  pocieszyła  się  w  duchu,  a  potem,  widząc  zdumione 

spojrzenie dyżurnej pielęgniarki, zdała sobie sprawę, że wypowiedziała te słowa na głos. 

Następnego ranka zastała w pokoju Maca starszego mężczyznę, który był tak podobny do 

syna, że na jego widok znów poczuła przyspieszone bicie serca. 

– Ach,  więc  to  pani  nazywa  się  Peterson – powiedział,  wyciągając  rękę  i  ściskając 

serdecznie jej dłoń. – Ale jestem pewien, że ma pani także jakieś ładne imię. 

– Amelia... – mruknęła nieśmiało. 
Wyszli oboje z pokoju chorego i zaczęli rozmawiać na korytarzu. 
– Amelio, myślę, że twoja wizyta była punktem przełomowym – oznajmił pan McDougal. 

– W  ciągu  nocy  był  o  wiele  bardziej  przytomny.  Choć  nie  przez  cały  czas.  Dużo  śpi,  ale 
lekarz twierdzi, że jest to lżejszy sen, co oznacza, że skutki wstrząsu mózgu powoli mijają. 

Zawahał się  i  spojrzał  na nią badawczo, jakby spodziewając  się, że  usłyszy od  niej coś 

ważnego. 

– To wspaniale – powiedziała i natychmiast się zorientowała, że oczekiwał od niej czegoś 

innego. 

– No właśnie – mruknął. 
Znów zapadła niezręczna cisza. Amelia nie bardzo wiedziała, jak ma mu wytłumaczyć, że 

w gruncie rzeczy jej i Maca nie łączy żaden związek. Owszem, ma urodzić jego dziecko, ale 
poza tym... 

– W  takim  razie  zostawiam  was  samych – oznajmił  pan  McDougal  i  poszedł  wolnym 

krokiem  w  kierunku  stanowiska  pielęgniarek,  zapewne  po  to,  by  dowiedzieć  się  czegoś  o 
stanie  syna.  Kiedy  jednak  weszła  do  izolatki  Maca,  poczuła  instynktownie,  że  jego  ojciec 
obserwuje  ją  przez  okienko  w  drzwiach.  Pewnie  chce  się  przekonać,  czy  powitam  go 
pocałunkiem, pomyślała. 

Stanęła tyłem do okienka i wzięła Maca za rękę. 
– To  ja,  Amelia – powiedziała  cicho.  – Wróciłam.  Będę  tu  przychodzić  codziennie  i 

background image

nękać cię wizytami tak długo, dopóki nie zdecydujesz się wyjść ze szpitala. 

– Mój ojciec zna twojego ojca. 
Jego uwaga wydawała się  tak oderwana  od tematu, że  postanowiła ją zignorować. Mac 

miał  zamknięte  oczy  i  nie  była  nawet  pewna,  czy  jest  w  pełni  przytomny,  więc  uznała,  że 
nadal przebywa w swym wewnętrznym śmiecie. 

W tym momencie otworzył oczy i odwrócił głowę w jej stronę, a potem spojrzał na nią 

badawczo. 

– Dlaczego nic nie mówisz? Czy nie rozumiesz, co to oznacza? Czy powiedziałaś już o 

wszystkim swojej rodzinie?

Amelia osunęła się na stojące obok łóżka krzesło. Trzymała jego dłoń tak mocno, jakby 

była ona liną ratunkową, łączącą ją ze zdrowym rozsądkiem. 

– Mac,  jesteś  przytomny?  Wiesz, o  czym mówisz?  Zmarszczył brwi  i  spojrzał  na  nią z 

irytacją. 

– Czuję się lepiej – warknął. – Mówię o naszym dziecku. Próbuję ci wbić do twojej tępej 

głowy,  że  cała  moja  rodzina  już  o  nim  wie,  a  mój  ojciec  podobno  regularnie  widuje  się  z 
twoim.  O  ile  pamiętam,  łączą  ich  ubezpieczenia  oraz  golf.  Im  prędzej  powiadomisz  swoją 
rodzinę o tej ciąży, tym lepiej. 

– Przecież mieliśmy to zrobić razem! – odrzekła równie agresywnym tonem. 
– Nie mogę składać wizyt twojej rodzinie, kiedy leżę w szpitalu – mruknął posępnie. –

Tak  czy  owak,  jestem  tutaj  z  twojej  winy,  więc  będziesz  musiała  jeszcze  przez  jakiś  czas 
radzić sobie o własnych siłach. 

– Z mojej winy? Dlaczego?
– Myślałem  o  tobie,  a  potem  nagle  zapadła  ciemność.  Ktoś  mi  powiedział,  że  miałem 

czołowe  zderzenie.  Ale  jestem  pewien,  że  zdołałbym  go  uniknąć,  gdyby  twoja  osoba  nie 
skupiła na sobie całej mojej uwagi!

– Mówisz  jak  typowy  facet! – Amelia  wstała,  by  spojrzeć  na  niego  z  góry.  – Zawsze 

zwalacie  całą winę  na  kobiety!  Sama  nie  wiem,  po  co  zadawałam  sobie  tyle trudu,  żeby  tu 
przychodzić!

– Owszem,  wiesz – rzekł  łagodnie i  uśmiechnął  się  serdecznie,  natychmiast  tłumiąc  jej 

złość. – Chcesz, żeby twoje dziecko miało ojca. Powiedziałaś to do mnie wczoraj, a ja dobrze 
pamiętam każde twoje słowo. 

Potem,  jakby  czując,  że  wygrał  wymianę  zdań  i  że  nie  pozostało  im  nic  więcej  do 

powiedzenia, powoli zamknął oczy, wypuścił jej dłoń i zapadł w sen. 

Podczas każdej następnej wizyty zauważała wyraźną poprawę jego stanu. Nie była więc 

zaskoczona,  kiedy Rachel  zadzwoniła  do  niej  następnego  ranka,  by  jej  powiedzieć,  że  Mac 
został przeniesiony na neurologię piętro niżej. 

– Poza  tym  chciałam  ci  złożyć  gratulacje – dodała  z  odrobiną  ironii  w  głosie.  – Jesteś 

mistrzynią kamuflażu. Wmówiłaś mi, że ty i Mac jesteście tylko kolegami, a teraz dowiaduję 
się o dziecku i nadchodzącym ślubie. 

Amelia,  wstrząśnięta  do  głębi  słowami  koleżanki,  przeklęła  ją  w  duchu,  ale  zachowała 

background image

zimną krew i nie wdając się w bliższe wyjaśnienia, poprosiła ją o zachowanie dyskrecji. 

– Jeśli  usłyszę,  że  o  tej  sprawie  mówi  cały  szpital,  będę  wiedziała,  kogo  za  to  winić –

rzekła i odłożyła słuchawkę. 

– O jakiej sprawie? – spytała ją Sally, która przechodziła właśnie obok. – Czy chodzi o to, 

że  spodziewasz  się  dziecka,  którego  ojcem  jest  Mac?  Dlaczego  utrzymywaliście  wasz 
związek w takiej tajemnicy?

Amelia  zamknęła  oczy  i  przez  chwilę  miała  ochotę  zmusić  się  siłą  woli  do  omdlenia. 

Gdyby straciła  przytomność i  osunęła  się  na  podłogę,  ktoś  odesłałby  ją  do  domu.  Mogłaby 
wtedy wyemigrować na Alaskę albo przenieść się do najbardziej odległego zakątka Rosji. 

Spojrzała z wściekłością na Sally, która znikała właśnie w drzwiach izby przyjęć. Potem 

zaczęła się zastanawiać nad sytuacją. Choć ciągle dokuczały jej mdłości i była roztrzęsiona, 
zdawała sobie sprawę, że skoro ojej dziecku wie cały szpital, prędzej czy później dowie się o 
nim również jej rodzina. Dwaj spośród jej braci spotykali się z pielęgniarkami, a choć żadna z 
nich  nie  pracowała  w  szpitalu  Świętego  Patryka,  obie  znały  wszystkie  plotki  krążące  we 
wszystkich placówkach medycznych na terenie miasta. 

Ale  co  ma  powiedzieć  swoim  rodzicom?  Że  zaszła  w  ciążę  w  wyniku  romansu,  który 

trwał tylko jedną noc?

Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, sięgnęła po słuchawkę i wykręciła numer swojej 

matki. Po kilku sygnałach włączyła się automatyczna sekretarka. 

– Mamo,  to  ja,  Amelia.  Chciałabym  dziś  przyjść  do  was  na  kolację.  Jeśli  wam  to  nie 

odpowiada, zadzwońcie do mnie. 

Z  trudem  przełknęła  ślinę,  ale  ma  to  już  za  sobą,  postanowiła  więc  skupić  uwagę  na 

pracy.  Sporządziła  listę  leków,  których  zaczynało  brakować,  a  potem  dokończyła  swój 
program szkolenia pielęgniarek i wysłała go pocztą elektroniczną na adres kierowniczki kadr. 

Kiedy zamierzała wyjść, zadzwonił nagle jej telefon. 
– Siostra  Peterson?  Mówi Tony  Wheeler,  dyżurny  pielęgniarz  neurologii.  Czy mogłaby 

siostra do nas przyjść?

– Czy chodzi o Maca? Czy coś się stało?
– Można  tak  powiedzieć – odparł  pielęgniarz  tak  oschłym  tonem,  że  Amelia  poczuła 

dreszcz niepokoju. 

Odłożyła pospiesznie słuchawkę, wybiegła na korytarz i wsiadła do windy. 
– Co  się  stało? – spytała,  wpadając  na  neurologię  i  widząc  przed  sobą  jedynego 

zatrudnionego tam pielęgniarza płci męskiej. 

– Pokój  sześćset  szesnaście – odparł  wymijająco,  wskazując  ruchem  głowy  koniec 

korytarza. 

Idąc w kierunku izolatki, usłyszała podniesiony głos. 
– Jestem lekarzem i potrafię sam ocenić mój stan – perorował Mac. – Czy myślicie, że 

można  wyzdrowieć,  leżąc  w  takim  domu  wariatów?  Przestań  się  wtrącać,  mamo,  bo  nie 
przeniosę się do was! Mam trzydzieści pięć lat. Trzydziestopięcioletni synowie nie wracają do 
matek. 

Amelia wbiegła do izolatki. Dwie kobiety – pani McDougal i dyżurna pielęgniarka – stały 

background image

tyłem  do  drzwi,  odważnie  zasłaniając  je  przed  niesfornym  pacjentem,  który  wyraźnie 
szykował się do ucieczki. 

– Widzę,  że  jesteś  w  dobrym  stanie – powiedziała  ponad  ich  ramionami.  – Znowu 

zachowujesz  się  arogancko.  Ale  na  twoim  miejscu  usiadłabym  na  łóżku.  Jeśli  zemdlejesz  i 
upadniesz,  twoje  zapewnienia,  że  czujesz  się  na  tyle  dobrze,  żeby  wrócić  do  domu,  będą 
brzmiały o wiele mniej przekonująco. 

Mac spojrzał na nią groźnie, ale posłuchał jej rady. 
– No dobrze – mruknęła z zadowoleniem Amelia. – A teraz chciałabym się dowiedzieć, o 

co chodzi. 

– Chcę wracać do domu – warknął Mac, a obie kobiety powtórzyły chórem;
– Mac chce wracać do domu. 
– Przecież  dopiero  zostałeś  tu  przeniesiony  z  intensywnej  terapii – przypomniała  mu 

Amelia. – Powinieneś spędzić na obserwacji przynajmniej jedną noc. 

Mac spojrzał na nią z wściekłością. 
– Na obserwacji! Czy ty wiesz, co to znaczy? Oczywiście, że nie! A ja jestem tu już od 

czterech  godzin  i  wszystko  wiem.  Za  każdym  razem,  kiedy  zasypiam,  wpada  tu  jakaś 
przemądrzała,  apodyktyczna  pielęgniarka.  Budzi  mnie,  żeby  zmierzyć  temperaturę  albo 
ciśnienie i spytać, jak się czuję. Teraz rozumiem, dlaczego pacjenci naszego oddziału niemal 
płaczą,  kiedy  kierujemy  ich  na  neurologię. Niektórzy  woleliby  umrzeć,  niż  narazić  się  na 
takie traktowanie!

Amelia wsłuchiwała się uważnie nie tyle w treść przemowy, ile w jej melodię. Zauważyła 

z  radością, że  Mac  mówi  płynnie i  nie  zniekształca wyrazów. Jego  wygląd  też  świadczył  o 
wyraźnej  poprawie.  Wędząc,  jak  bardzo  jest  uparty,  była  przekonana,  że  nie  da  się  go 
zatrzymać w szpitalu. 

– No cóż – rzekła do obu kobiet – w domu będzie mu chyba równie dobrze, jak tutaj. Pod 

warunkiem, że znajdzie się ktoś, kto się nim zaopiekuje. 

Pielęgniarka wzruszyła ramionami, dając wyraźnie do zrozumienia, że nie chce mieć z tą 

sprawą nic wspólnego, a potem wyszła z izolatki. Amelia zwróciła się do pani McDougal. 

– Wiem,  że  on  nie  zniesie  niczyjej  opieki  i  nikogo  nie  będzie  słuchał – powiedziała  z 

westchnieniem. – Chodzi mi o to, żeby był przy nim ktoś, kto w razie pogorszenia jego stanu 
zadzwoni  po  karetkę.  Czy  on  ma  zaprzyjaźnionych  sąsiadów,  którzy  mogliby  do  niego 
zaglądać?

Mac wydał groźny pomruk, a jego matka otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, a potem 

gwałtownie je zamknęła. Na jej twarzy pojawił się wyraz zażenowania. 

– Domyślam się, że nie – odgadła Amelia. – Pewnie wszystkich zdążył już obrazić. 
– To nieprawda! – warknął Mac. – Pani Warren uważa, że jestem wspaniałym facetem. 
– Pani Warren ma około dwustu lat i jest głucha jak pień – wtrąciła matka. – A on zerwał 

stosunki z sąsiadką, która mieszka po drugiej stronie. Poza tym jego 4om ma dwa poziomy, a 
doktor Blake twierdzi, że chodzenie po schodach grozi zawrotami głowy. 

Spojrzała bezradnie na Amelię. Mac tłumaczył jej tymczasem, że sąsiadka, o której była 

mowa, jest kompletną wariatką i wstrętną jędzą. 

background image

– Czy ty... czy mogłabyś... czy byś zechciała? – spytała nieśmiało pani McDougal. 
Amelia  nie  miała  pojęcia,  jak  miało  brzmieć  zakończenie  tych  przerwanych  zdań. 

Domyślała się, że pani Mc Dougal chce, aby zamieszkała  w jego domu, zaglądała do niego 
regularnie  lub  zabrała  go  do  siebie.  Matka  Maca  wyraźnie  zakłada,  że  od  dawna  ze  sobą 
sypiają. I miała do tego prawo, bo wiedziała przecież, że Amelia jest w ciąży. 

Amelia nie miała ochoty brać Maca do siebie, ale perspektywa jego upadku ze schodów 

wydała jej się przerażająca. 

– No to zamieszkaj u mnie – powiedziała. – Mam teraz trzy wolne dni, a w razie potrzeby 

mogę poprosić o krótki urlop. Ale zgodzę się na to pod warunkiem, że spędzisz dzisiejszą noc 
w szpitalu. Musisz być monitorowany przez co najmniej dwadzieścia cztery godziny na dobę. 

Spojrzała na niego surowo. 
– Więc wracaj do łóżka i przestań obrażać pielęgniarki, które spełniają swój obowiązek. 

Poproszę Douga Blake’a, żeby rzadziej mierzyli ci ciśnienie i  temperaturę, ale ty w zamian 
musisz zdobyć się na odrobinę cierpliwości i tolerancji. 

Mac był zaskoczony jej stanowczością, ale posłusznie opadł na poduszki. Sposób, w jaki 

splótł  ręce,  wskazywał  jednak  wyraźnie,  że  przygotowuje  się  do  następnej  wymiany  zdań. 
Jego matka była natomiast zachwycona wynikiem negocjacji. Uśmiechnęła się promiennie do 
Amelii i serdecznie ją uścisnęła. 

– Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem ci wdzięczna – rzekła, patrząc jej w oczy. – I jak 

bardzo się cieszę z tej drugiej wiadomości. Przypuszczam, że nie planowaliście tego w taki 
sposób, ale wiem, że Fraser od dawna marzył o dziecku. 

Amelia odwzajemniła uścisk pani McDougal, ale spojrzała ponad jej ramieniem na twarz 

Maca. Był wyraźnie wściekły. Wyzwoliła się z objęć jego matki i podeszła do łóżka. 

– Nie martw się, będzie dobrze – powiedziała cicho. 
– Jakoś sobie z tym wszystkim poradzimy. 
Spojrzał na nią, a ona ku swemu zdumieniu ujrzała w jego oczach niepewność. 
– Chodzi o to, że... – zaczął zdławionym głosem, ale ona uniosła rękę i przyłożyła palec 

do jego ust. 

– Ćśśś – szepnęła. – Nie teraz, proszę. Porozmawiamy później. 
Myślała, że na tym wymiana zdań dobiegnie końca, ale on wysunął język i przesunął nim 

po jej palcu. Potem usiadł i przyciągnął ją do siebie. Poczuła w całym ciele gorący dreszcz 
pożądania. 

– Mama  taktownie  wyszła  na  korytarz – szepnął  jej  do  ucha.  – A  skoro  mamy 

porozmawiać  dopiero  później,  możemy  tymczasem  znaleźć  dla  naszych  ust  jakieś  inne 
zajęcie. 

Amelia, zdając sobie sprawę, że nie tak powinny wyglądać stosunki łączące pielęgniarkę 

z pacjentem, próbowała się wyrwać, ale on objął ją jeszcze mocniej. 

– Wiesz,  że  nie  wolno  się  kłócić  z  pacjentami,  którzy  doznali  urazu  głowy,  ani 

denerwować ich w jakikolwiek sposób – szepnął jej do ucha, a potem zaczął ją całować. 

Odwzajemniła ten pocałunek, ale po chwili odzyskała przytomność umysłu i gwałtownie 

wstała. 

background image

– Do zobaczenia później – powiedziała, poprawiając swój służbowy kitel. 
Mac  kiwnął  głową,  ale  na  jego  twarzy  znów  pojawił  się  wyraz  niepokoju.  Nie  miała 

pojęcia,  o  co  mu  chodzi,  więc  skupiła  uwagę  na  własnych  problemach.  Czy  gwałtowna 
reakcja  na  jego  pocałunek  może  dowodzić,  że  jestem  w  nim  zakochana? – spytała  się  w 
duchu. A jeśli tak, to jak powinnam postąpić?

Zapomnieć o nim?
Ale skoro mam mieszkać z nim pod jednym dachem, to przecież nie zdołam wyrzucić go 

z pamięci... 

Wróciła na swój oddział, gdzie panował gorączkowy ruch. 
– Właśnie  miałam  dzwonić  na  twój  pager – oznajmiła  Sally.  – Karetki  przywiozły 

mnóstwo  pacjentów.  Masowe  zatrucie  spowodowane  nieszczelnością  instalacji  gazowej.  Na 
szczęście ich stan nie jest ciężki, ale mają trudności z oddychaniem. 

Wskazała  grupkę  siedzących  w  poczekalni  ludzi,  którzy  przyciskali  do  twarzy  tlenowe 

maski. 

– W sali numer trzy leży pacjentka chora na astmę. Jest przy niej Brian, ale niebawem ma 

przerwę na lunch. Czy możesz go zastąpić?

Amelia natychmiast objęła dyżur przy chorej, która okazała się młodą kobietą. Zbadała ją 

uważnie i stwierdziła z ulgą, że jej stan wydaje się zupełnie dobry. 

– Czy ja muszę tu leżeć? – spytała pacjentka, a Amelia, przypominając sobie Maca i jego 

podobne pytania, wyjaśniła jej, że zostanie zwolniona, gdy tylko zbadają lekarz. 

W  tym  momencie  zjawił  się  doktor  Rick  Stewart.  Pacjentka  natychmiast  zdjęła  maskę 

tlenową  i  zaczęła  poprawiać  włosy.  Amelia  uśmiechnęła  się  do  siebie.  Rick  był  wysokim 
blondynem  i  uchodził  za  jednego  z  najprzystojniejszych  lekarzy  szpitala.  Ale  ja  wolę 
wysokich  brunetów,  pomyślała,  a  potem  wróciła  do  izby  przyjęć,  by  zająć  się  czekającymi 
tam na pomoc pacjentami. 

Kiedy o czwartej skończyła pracę i ruszyła w kierunku windy, by odwiedzić Maca, czuła 

się fizycznie i psychicznie wyczerpana. Ale była zawodową pielęgniarką, więc musiała zająć 
się kolejnym pacjentem. 

Wysiadając z windy, spotkała Douga Blake'a, który pełnił tego dnia dyżur na neurologii i 

przypomniała sobie, że nie zdążyła poprosić go o zmniejszenie częstotliwości badań. 

– Właśnie byłem u Maca – oznajmił Doug. – Poleciłem, żeby badano mu temperaturę i 

ciśnienie nie częściej niż co dwie godziny, bo inaczej zabije którąś z pielęgniarek. Słyszałem, 
że jutro rano zabierasz go do siebie. – Spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Czy wiesz, na co 
się narażasz?

Amelia spojrzała mu wyzywająco w oczy. 
– Mac jest tyranem w pracy, bo dzięki temu zmusza wszystkich do wysiłku, ale pod tym 

obcesowym... 

– I despotycznym! – wtrącił Doug. 
– I despotycznym – przyznała Amelia, zaciskając zęby – sposobem bycia ukrywa swoją 

wrodzoną łagodność i życzliwość. 

– Bardzo  interesujące! – mruknął  Doug,  a  potem  obrzucił  badawczym  spojrzeniem  jej 

background image

sylwetkę i uśmiechnął się lekko. – Przypuszczam, że znasz jego dobre strony lepiej niż my. 

Amelia poczuła, że jej policzki robią się czerwone, ale nie zamierzała ustąpić. 
– Czy  masz  jakieś  zalecenia,  jakieś  medyczne  sugestie,  na  okres,  w  którym  będzie 

przebywał u mnie?

Doug przestał się uśmiechać i wzruszył ramionami, jakby chcąc dać do zrozumienia, że 

jego zdaniem wszelkie rady, jakich udzieli, na nic się jej nie przydadzą. 

– Staraj się zapewnić mu  spokój. Nie powinien  za dużo czytać i nie wolno mu oglądać 

telewizji, przynajmniej przez tydzień lub dwa. Prawdę mówiąc, powinienem go na kilka dni 
zatrzymać  w  szpitalu,  ale  on  się  na  to  nie  zgadza,  więc  pobyt  u  ciebie  będzie  chyba 
najlepszym wyjściem z sytuacji. 

Wyciągnął do niej rękę. 
– Powodzenia!
Amelia  uścisnęła  jego  dłoń,  ale  nie  odwzajemniła  uśmiechu.  Nie  zamierzała  wdzięczyć 

się do człowieka, który mówił o Macu tak, jakby był on potworem. 

Kiedy wróciła do izolatki, pacjent leżał na łóżku z zamkniętymi oczami, więc założyła, że 

śpi. Stanęła w progu i uważnie mu się przyjrzała. Teraz dopiero zaczęła zdawać sobie sprawę, 
czego  się  podjęła.  Nie  tylko  wzięła  na  siebie  odpowiedzialność  za  przebieg  jego 
rekonwalescencji,  lecz  w  dodatku  skazała  się  na  przebywanie  z  nim  pod  jednym  dachem 
przez całą dobę. Chyba jestem szalona! – pomyślała w duchu. 

W tym momencie Mac otworzył oczy. 
– Możesz podejść – mruknął. – Nie jestem agresywny. 
– Nie? – spytała z uśmiechem. – Więc może powiesz to pracownikom naszego oddziału? 

Albo pielęgniarkom zatrudnionym na tym piętrze?

Mac z trudem usiadł na łóżku. Widząc malujący się na jego twarzy wysiłek, zdała sobie 

sprawę, że jeszcze długo nie odzyska pełnej formy. 

– Czy jesteś pewien, że powinieneś wracać do domu? – spytała z lękiem w głosie. 
Mac posępnie zmarszczył brwi. 
– Przecież  nie  jadę  do  domu,  prawda? – spytał  zrzędliwym  tonem.  – A  poza  tym 

wypuszczają mnie dopiero jutro. 

Sięgnął  pod  łóżko  i  wyciągnął  spod  niego  płócienną  torbę,  a  potem  wyjął  z  niej  jakiś 

klucz. 

– Czy wiesz coś o amnezji wstecznej? – spytał. Było to ostatnie pytanie, jakiego mogła 

się spodziewać, więc przez chwilę gorączkowo zbierała myśli. 

– O amnezji wstecznej? – powtórzyła bezradnie. 
– Widzę, że niezbyt wiele – mruknął. – Tak właśnie myślałem. Czy mogłabyś pojechać 

do  mojego  domu  i  przywieźć  mi  coś  do  ubrania  oraz  parę  książek?  Mama  dostarczyła  mi 
piżamę,  ale  przecież  nie  wyjdę  w  niej  ze  szpitala.  Poza  tym  potrzebuję  czystych  koszul  i 
bielizny na czas, kiedy będę mieszkał u ciebie. Chyba że mam ich zapas w twoim mieszkaniu. 

Amelia  szybko  skojarzyła  tę  ostatnią  uwagę  z  jego  pytaniem  o  amnezję  wsteczną. 

Pamiętał,  że  była  w  ciąży,  więc  zakładał,  że  łączy  go  z  nią  jakiś  bliższy  związek,  ale 
najwyraźniej nie pamiętał szczegółów. 

background image

– Amnezja  wsteczna  polega  na  luce  w  pamięci  obejmującej  określony  segment 

przeszłości – oznajmiła. – Obejmuje ona zwykle okres bezpośrednio poprzedzający wypadek. 
Ale ty pamiętasz  o dziecku i  przypominasz sobie, że  wyszedłeś ode  mnie, aby pojechać do 
domu,  więc  nie  sądzę,  żebyś  miał  zanik  pamięci.  Poza  tym  Doug  mówił,  że  nie  wolno  ci 
czytać, więc przywiozę ci ubranie, ale o książkach nie ma mowy. 

– A jak się nazywa zanik pamięci obejmujący konkretne wydarzenia lub segmenty czasu 

z bardziej odległej przeszłości?

Amelia dostrzegła niepewność kryjącą się pod jego pytaniami i ogarnęło ją współczucie. 

Pochyliła się, objęła jego ramiona i przytuliła go do siebie. 

– Twoja  pamięć  jest  w  zupełnym  porządku – zapewniła  go  cichym  głosem.  Ale  zanim 

zdążyła wyjaśnić mu przesłanki, na których opiera to twierdzenie, Mac przyciągnął ją bliżej i 
zamknął jej usta pocałunkiem. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Przypływ pożądania odsunął na dalszy plan jego ból głowy. Jeszcze mocniej objął Amelię

i  przycisnął  wargi  do  jej  ust.  Był  bardzo  dumny  z  tego,  że  niebawem  jej  chłopięca  figura 
zacznie się zmieniać i że wkrótce przyjdzie na świat jego dziecko. Ich dziecko!

Nie  pamiętał  dobrze  szczegółów  łączącego  ich  związku.  Nie  wiedział  dokładnie,  jak 

długo on trwa i w jakich okolicznościach doszło do ostatecznego zbliżenia. Podejrzewał, że 
musiało  to  nastąpić  w  jej  mieszkaniu,  bo  nie  przypominał  sobie,  by  Amelia  kiedykolwiek 
przestąpiła próg jego domu. Ale był pewien, że  tym razem wybrał właściwą kandydatkę na 
żonę. 

Myśl  o  małżeństwie  tak  go  podnieciła,  że  zaczął  Amelię  pieścić  jeszcze  bardziej 

namiętnie. Ona jednak wyswobodziła się nagle z jego objęć. 

– To nie jest odpowiedni moment ani miejsce – wymamrotała zdyszanym głosem. 
– Mógłbym od razu pojechać z tobą do domu – zauważył Mac i natychmiast dostrzegł w 

jej  oczach  przebłysk  niepokoju.  Dotknął  palcami  swej  skroni,  w  której  odczuwał  pulsujący 
ból. – Nie martw się, kochanie. Obiecałem, że zostanę w tym przeklętym szpitalu do jutra, i 
dotrzymam słowa. 

Pogłaskał ją delikatnie po twarzy. 
– Nie chcę, żebyś kiedykolwiek martwiła się z mojego powodu – wyszeptał – więc jeśli 

zrobię coś, co nie będzie ci się podobało, ło po prostu mi o tym powiedz, zgoda?

Uśmiechnęła się radośnie. 
– A  ty  natychmiast  mi  ustąpisz? – spytała  drwiącym  tonem.  – Jakoś  nie  potrafię  w  to 

uwierzyć. 

Pocałował  ją  ponownie,  a  ona  zareagowała  na  to  niezwykłe  gorąco.  Po  chwili  jednak 

znów wyswobodziła się z jego objęć i wstała, oznajmiając mu, że wybiera się na kolację do 
swych rodziców. 

Kiedy  wyszła,  rozpamiętywał  tę  wizytę  przez  dłuższy  czas,  usiłując  domyślić  się 

przyczyn niepokoju Amelii. 

Opuściła  oddział  neurologii,  ale  choć  była  już  spóźniona,  nie  pojechała  od  razu  do 

rodziców. Wstąpiła na oddział nagłych wypadków, by zadzwonić do domu i powiadomić, ich, 
że  nie  zdąży  na  czas.  Potem  znalazła  książkę  telefoniczną  i  zaczęła  szukać  adresu  Maca, 
modląc się w duchu, by jego numer nie był zastrzeżony. 

Okazało się, że Mac nie tylko figuruje w spisie abonentów, lecz w dodatku mieszka w tej 

samej podmiejskiej dzielnicy, w której stał jej rodzinny dom. Odetchnęła z ulgą, ale w tym 
samym momencie przypomniała sobie o czekającej ją rozmowie z rodzicami, i westchnęła z 
rezygnacją. 

Po  krótkiej  walce  z  samą  sobą  doszła  jednak  do  wniosku,  że  musi  odbyć  tę  rozmowę 

prędzej  czy  później,  więc  im  szybciej  to  uczyni,  tym  będzie  lepiej.  Kiedy  parkowała 
samochód pod ich domem, była już niemal zupełnie spokojna. 

background image

Matka  powitała  ją  serdecznie,  a  potem  zaczęła  jej  robić  wymówki,  że  zbyt  rzadko  ich 

odwiedza, że jest zbyt szczupła i że najwyraźniej nie dba o swoje zdrowie. W końcu wyraziła 
podejrzenie, że jej córka za mało sypia. 

– Nic  mi  nie  jest,  mamo – zapewniła  ją  Amelia,  gdy oswobodziła  się  z  uścisku.  – Ale 

chcę wam powiedzieć coś ważnego. 

– Nie  wiem,  o  co  chodzi,  kochanie,  ale  ta  wiadomość  nie  może  być  aż  tak  zła,  żeby 

usprawiedliwić twoją ponurą minę. 

– A może jest na tyle zła, że wykluczycie mnie z rodziny? – spytała ze śmiechem Amelia, 

a potem przypomniała sobie o radości, jaką odczuwa na myśl o urodzeniu dziecka. – Nie, w 
gruncie rzeczy nie jest zła, tylko nieoczekiwana. Mamo... jestem w ciąży. 

Pani  Peterson  uśmiechnęła  się  z  zachwytem,  a  potem  rozpostarła  ręce  i  przytuliła  do 

siebie córkę. 

– Och,  kochanie,  to  wspaniale! – Odsunęła  od  siebie  Amelię  i  spojrzała  uważnie  w  jej 

oczy. – Ty też tak uważasz, prawda? Cieszysz się z tego? Chcesz tego dziecka?

Amelia, uradowana życzliwą reakcją matki, poczuła pod powiekami łzy wzruszenia. 
– Och tak, mamo! Bardzo go chcę. Nie doszło do tego podczas tylu lat pożycia z Bradem, 

więc teraz uważam to za cudowne zrządzenie losu!

Matka uściskała ją ponownie, a potem przypomniała sobie o istnieniu męża. 
– Chodźmy  porozmawiać  o  tym  z  twoim  ojcem – powiedziała,  ruszając  w  kierunku 

salonu. – W dzisiejszych czasach młodzi ludzie tak bardzo lubią stan kawalerski, że nie chcą 
się żenić ani zakładać rodziny. Zaczynaliśmy się bać, że nigdy nie będziemy mieli wnuków. 

Ojciec Amelii, usłyszawszy o ciąży córki, natychmiast przeszedł do konkretów i zarzucił 

ją pytaniami. 

– A co na to jego ojciec? Czy cieszy się, że jesteś w ciąży, czy też zniknie z horyzontu, 

zostawiając ci na głowie dziecko, które będziesz musiała wychowywać sama?

– Możesz  zawsze  liczyć  na  naszą  pomoc – zapewniła  ją  matka,  jakby  chcąc  złagodzić 

słowa męża. – Twój ojciec może ustanowić fundusz powierniczy, który zabezpieczy interesy 
dziecka, więc nie będziesz miała kłopotów finansowych. 

Amelia,  wzruszona  deklaracją  matki,  uśmiechnęła  się  do  niej  z  wdzięcznością.  Ojciec 

jednak nadal czekał na odpowiedź. 

– Owszem,  on  też  bardzo  się  z  tego  cieszy – oświadczyła,  przemilczając  fakt,  że  Mac 

nigdy tego jednoznacznie nie potwierdził. – To Mac... to znaczy Fraser McDougal. Mówiłam 
wam o nim. Jest ordynatorem oddziału nagłych wypadków. 

– Ten brutal? Ten, który na ciebie krzyczy? – spytała z niedowierzaniem matka. 
– On  krzyczy  tylko  w  pracy – wyjaśniła  Amelia,  wiedząc,  że  zapewne  okaże  się  to 

nieprawdą  i  że  Mac  (będzie  na  nią  krzyczał  również  w  domu,  jeśli  tylko  ośmieli  się  nie 
posłuchać  jego  wskazówek.  Szczególnie  tych,  które  dotyczyć  będą  zdrowia  jego 
nienarodzonego dziecka. 

– Fraser  McDougal...  – powtórzył  ojciec,  marszcząc  brwi.  – Czy  on  nie  miał  ostatnio 

wypadku? Czytałem o tym w gazecie. Zwróciłem uwagę na nazwisko tylko dlatego, że znam 
jego  ojca.  Alec  McDougal  to  świetny  facet.  Jest  bardzo  dumny  ze  swego  syna.  Ty  też  go 

background image

poznałaś, Meg. Pracuje w firmie ubezpieczeniowej Allied Insurance. 

– Miał wypadek? – spytała pani Peterson, ignorując resztę wypowiedzi męża. – Czy nic 

mu się nie stało?

– Potrzebuje tylko wypoczynku – odparła Amelia, przypominając sobie pocałunek, jakim 

obdarzył ją na pożegnanie Mac. – Jutro zabieram go ze szpitala do siebie. 

Jej  rodzice  kiwnęli  głowami  w  taki  sposób,  jakby  uważali  takie  rozwiązanie  za  rzecz 

zupełnie  naturalną.  Potem  pani  Peterson  zaprosiła  wszystkich  do  kuchni,  w  której  Amelia 
zawsze czuła się najlepiej. Tu właśnie, przy dużym stole, zbierała się przez łata cała rodzina 
Petersonów.  Tutaj  Amelia  rozmawiała  i  żartowała  z  braćmi  albo  dyskutowała  z  rodzicami. 
Tutaj nauczyła się doceniać walory życia w rodzinie. 

Podczas  kolacji  stale  wracali  do  sprawy  dziecka,  ale  ku  zadowoleniu  Amelii  żadne  z 

rodziców nie poruszyło delikatnego tematu ślubu. 

Odjeżdżając z ich domu, była zupełnie pewna, że chce, aby jej dziecko mogło cieszyć się 

życiem  rodzinnym,  jakiego  ona  sama  zaznała.  Żeby  dorastało  w  bezpiecznej  atmosferze 
miłości, otoczone opieką dwojga kochających je  rodziców. To oznacza, że  musisz  wyjść za 
Maca, szepnął jej wewnętrzny głos. 

Nawet jeśli on mnie nie kocha? – spytała się w myślach. 
Ta wątpliwość na nowo obudziła w niej niepokój. 
Otwierając  drzwi  domu  Maca,  poczuła  silny  lęk,  choć  przecież  wchodziła  tu  za  jego 

wiedzą i zgodą. 

Zdała sobie sprawę, że czuje się nieswojo, gdyż jej obecność w domu Maca sugeruje, że 

są ze sobą blisko. A ona wcale nie była pewna, czy te stosunki naprawdę są bliskie. 

Pokonując  lęk,  zapaliła  światło  i  ujrzała  przed  sobą  pozbawiony  jakiegokolwiek 

indywidualnego  wyrazu  salonik:  skórzany  fotel,  telewizor  i  regały  pełne  nieporządnie 
ustawionych książek. 

Na  końcu  pokoju  stał  stół  z  czterema  krzesłami,  zawalony  medycznymi  czasopismami. 

Gołych  ścian  nie  zdobił  ani  jeden  obraz,  na  stole  nie  było  obrusu  ani  wazonu.  Amelia 
przypomniała sobie apartamenty braci. Oni również prowadzili kawalerskie gospodarstwa, ale 
dbali o atmosferę wnętrz. 

Przeszła do kuchni, która była starannie wysprzątana, ale również pozbawiona charakteru. 

Amelia  odniosła  wrażenie,  że  o  czystość  tego  pomieszczenia  zadbała  matka  Maca,  kiedy 
przyszła tu po jego piżamę. 

Na  górze  były  dwie  sypialnie.  Mniejsza  z  nich,  przerobiona  na  gabinet,  pełna  była 

książek, magazynów i dokumentów. Większa wydała jej się równie bezosobowa jak salon. Na 
nocnym stoliku obok łóżka leżała jakaś oprawiona fotografia. 

Nie  mogąc  opanować  ciekawości, podeszła  bliżej  i  spojrzała  na  zdjęcie.  Przedstawiało 

ono piękną, młodą kobietę. 

Blondynka  o  niebieskich  oczach! – pomyślała  Amelia,  czując  ukłucie  zazdrości.  Co  za 

banalna uroda! Kim może być ta kobieta, która nigdy nie pojawiła się w szpitalu? I dlaczego 
nie  zaprosił  właśnie  jej  na  kolację  w  Capriccio?  Przypomniał  jej  się  zmięty  rachunek  z 
restauracji,  ale  odrzuciła  od  siebie  tę  myśl  i  otworzyła  szafę  ścienną,  by  poszukać  w  niej 

background image

odpowiednich  na  okres  rekonwalescencji  części  garderoby.  Wybrała  cztery  koszule,  dwa 
swetry,  dwie  pary dżinsów  i  trochę  bielizny,  a  potem,  żałując,  że  nie  wzięła  z  sobą  jakiejś 
dużej  torby,  wzięła  cały  ładunek  na  ręce  i  zeszła  na  dół.  Gdy  tylko  znalazła  się  w  salonie, 
usłyszała  pukanie  do  okna.  Uniosła  wzrok  i  ujrzała  za  szybą  kobietę  z  fotografii,  która 
przyjaźnie  machała  do  niej  ręką.  Podeszła  więc  do  wychodzących  na  ogród  drzwi  i  je 
otworzyła. 

– Jestem  Jessica,  sąsiadka  Maca – oznajmiła  nieznajoma  tak  sugestywnym  tonem,  że 

Amelia znów poczuła ukłucie zazdrości. Ta kobieta z pewnością nie ma dwustu lat i  chyba 
nie jest głucha jak pień... 

Jessica obrzuciła ją taksującym spojrzeniem. 
– Ach,  widzę,  że  jesteś  pielęgniarką  i  że  zawozisz  mu  ubranie – powiedziała  tonem 

pełnym zaciekawienia. – Czy to znaczy, że on wraca do domu?

– Dopiero  za  kilka  dni – odparła  Amelia.  Przypomniała  sobie,  że  Mac  wspominał  o 

„sąsiadce z drugiej strony” i że nazwał tę kobietę jędzą. Nie wyglądało na to, żeby był w niej 
do szaleństwa zakochany. 

Poczuła  się  trochę  lepiej,  ale  nie  była  pewna,  czy  Jessica  nie  porzuciła  go  dla  kogoś 

innego. W takim przypadku jego krytyczne słowa mogły być podyktowane zazdrością. 

– Pozdrów  go  ode  mnie,  dobrze? – poprosiła  nieznajoma,  posyłając  jej  czarujący 

uśmiech. – Ten biedak wie, że nie znoszę szpitali, więc nie składam mu wizyt. Ale powiedz 
mu, że będę do jego dyspozycji, kiedy wróci do domu. 

Pomachała jej ręką na pożegnanie i wyszła do ogrodu. 
– Prędzej utnę sobie język – mruknęła Amelia pod nosem, zamykając za nią drzwi i idąc 

do samochodu. 

Miała  ochotę  pojechać  prosto  do  szpitala  i  spytać  Maca  o  charakter  jego  znajomości  z 

Jessicą,  ale  doszła  do  wniosku,  że  on  zapewne  śpi.  Wróciła  więc  do  domu,  wyładowała  z 
samochodu jego rzeczy i zaniosła je do gościnnego pokoju. 

Potem  położyła  się  do  łóżka.  Nie  mogąc  zasnąć,  przez  dłuższy  czas  wpatrywała  się  w 

sufit.  Rozmyślała  o  tym,  jak  dziwnie  pokierował  jej  życiem  los  i  zastanawiała  się,  dokąd 
jeszcze zaprowadzą ją jego kaprysy. 

W niecałe dwanaście godzin później zaprowadziły ją do łóżka, do którego zwabił ją Mac. 

Gdy  tylko  weszli  do  jej  mieszkania,  zaczął  ją  całować.  Potem,  ignorując  jej  protesty 
podyktowane troską o jego zdrowie, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Leżał teraz obok 
niej, pogrążony w głębokim śnie. Na jego ustach błąkał się lekki uśmiech. 

– Och, Mac – szepnęła, wpatrując się w jego rysy tak uważnie, jakby chciała utrwalić je 

w pamięci. 

Czyżby na czasy, w których nie będzie już leżał w jej łóżku? Nie potrafiła odpowiedzieć 

sobie na to pytanie, bo nie wiedziała, co przyniesie przyszłość. Ale na dnie jej duszy czaił się 
niepokój. Zdawała sobie  sprawę, że  jej sympatia  do Maca zaczyna zamieniać  się w miłość. 
Ale nie wiedziała przecież, czy on podziela te uczucia. 

A poza tym w jego życiu jest Jessica... 

background image

Poruszyła się niespokojnie – może pod wpływem wyrzutów sumienia – i miała właśnie 

wstać, kiedy Mac wyciągnął rękę i przygarnął ją do siebie. Poczuła się w jego objęciach tak 
dobrze, że postanowiła odłożyć troski na później. 

Mac  obudził  się,  czując  bijące  od  niej  ciepło.  Przypomniał  sobie  słowa  Douga,  który 

kazał  mu  oszczędzać  siły,  jeśli  chce,  by  jego  poobijany  mózg  odzyskał  pełną  sprawność. 
Nadal jednak nie pamiętał szczegółów swego związku z Amelią i nie miał pojęcia, w jakich 
okolicznościach zaczął się ich romans. Ale w tym momencie wydawało się to nieistotne. 

Postanowił  skupić  uwagę  na  teraźniejszości  i  przyszłości.  Zaczął  rozmyślać  o  tym,  że 

surowy dla niego dotąd los przyniósł mu dla odmiany odrobinę szczęścia w postaci Amelii i 
mającego się narodzić dziecka. Przypomniał sobie jej niedawne pocałunki i jej włosy, które 
zakrywały ich twarze, otaczając chwilę zbliżenia atmosferą tajemnicy. 

Doszedł  do  wniosku,  że  jeśli  istotnie  ma  odzyskać  siły,  to  musi  odrzucić  tego  rodzaju 

rozważania i wstać z łóżka. Bliskość Amelii podsuwała mu bowiem myśli, które nie miały nic 
wspólnego z odpoczynkiem. 

Kiedy Amelia się zbudziła, była w łóżku sama. 
Cóż  z  ciebie  za  pielęgniarka? – skarciła  się  w  duchu.  Przywiozłaś  pacjenta  do  domu 

zaledwie dwie godziny temu, a już zdążyłaś go zgubić!

Znalazła go w salonie. Leżał na jednym ze skórzanych foteli, pogrążony w głębokim śnie. 

Jego widok wzruszył ją tak bardzo, że postanowiła wyrzucić z myśli wszystkie wątpliwości i 
cieszyć się jego obecnością. 

Zobaczymy,  co  będzie  potem,  pomyślała  w  duchu.  A  jeśli  on  sobie  przypomni,  że  nie 

łączy go z tobą żaden trwały związek? – znów spytał jej wewnętrzny głos. 

By  go  zagłuszyć,  udała  się  do  kuchni  i  zaczęła  przygotowywać  lunch.  Zajęcie  to 

uspokoiło jej nerwy na tyle, że postanowiła zadbać o swój wygląd. Cicho przemknęła przez 
salon i poszła do łazienki, która przylegała do jej sypialni. Wzięła prysznic, a potem umyła 
włosy. Suszyła je właśnie, kiedy do sypialni wszedł Mac. 

– Przepraszam, jeśli obudziła cię ta suszarka. Ona strasznie hałasuje. 
– I tak już się wyspałem – odparł, a potem usiadł obok niej na łóżku i sam zaczął suszyć 

jej włosy. Jego bliskość sprawiła, że Amelia znów poczuła gwałtowny dreszcz pożądania. 

– Musisz odpoczywać – szepnęła mu do ucha. 
– Później – mruknął  stłumionym  głosem,  nie  przerywając  swego  zajęcia.  Za  każdym 

razem, kiedy dotykał jej włosów, czuła, że jest to preludium do aktu miłosnego, który będzie 
uwieńczeniem tej gry wstępnej. 

Wydawało jej się to równie pewne jak to, że wschód słońca zapowiada narodziny nowego 

dnia. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Trzy  dni  spędzone  w  towarzystwie  Maca  wydawały  się  jej  rajem.  Przekonała  się,  że 

uwielbia z nim rozmawiać, sypiać i żartować. Ale ten krótki epizod szybko minął, bo musiała 
wrócić do pracy. 

– Ja  też  powinienem  już  pojawić  się  w  szpitalu – oznajmił  Mac,  żegnając  się  z  nią  na 

progu  mieszkania  tak  czule,  jakby  chciał  ją  za  wszelką  cenę  zatrzymać  przy  sobie.  – Nie 
mogę tu siedzieć, nie mając nic do roboty. 

– Masz odpoczywać – szepnęła, całując go lekko w usta. – Słyszałeś, co powiedział Doug 

Blake. 

– Przecież  czuję  się  już  na  tyle  dobrze,  że  mógłbym  wrócić  do  pracy – zaprotestował, 

przesuwając wargami po jej szyi. 

– To nieprawda, wiesz o tym – odparła, dotykając palcami jego skroni. – Nadal masz bóle 

głowy, o których zresztą muszę dziś porozmawiać z Dougiem. Poproszę go, żeby skierował 
cię jeszcze raz na USG, bo... 

– Skoro  już  o  tym  mowa – przerwał  Mac,  przyciskając  rękę  do  jej  brzucha – to  kiedy 

zobaczymy pierwsze zdjęcia juniora?

– Och, mój Boże! Z pewnością nieprędko – odparła, uświadamiając sobie z niepokojem, 

że zapomniała o dziecku. 

– Powinnaś się wybrać na położnictwo. Lekarzem Charlotte był Peter Chan. 
– Mamy  jeszcze  mnóstwo  czasu – odparła  Amelia,  całując  go  po  raz  ostatni.  – Teraz 

trzeba  zadbać  przede  wszystkim  o  ciebie,  a  ja  muszę  iść  do  pracy.  Możesz  czytać,  ale  nie 
dłużej niż przez pół godziny. I żadnego oglądania telewizji. 

– Despotka! – stwierdził ze śmiechem, tuląc ją do siebie. Ona jednak wyrwała się z jego 

objęć, bo wiedziała, że jeśli zostanie tu chwilę dłużej, spóźni się do pracy. 

Jadąc  do  szpitala,  czuła  zamęt  w  głowie.  Jeśli  nie  liczyć  kilku  krótkich  wypraw  do 

sklepów, przez trzy ubiegłe dni nie wychodziła z domu. A przebywanie w pobliżu Maca nie 
stwarzało  jej  okazji  do  spokojnego  zastanowienia  się  nad  sytuacją.  Teraz  po  raz  pierwszy 
mogła się skupić. 

Co się zmieniło? – spytała samą siebie i natychmiast poczuła, że się czerwieni. 
Po pierwsze moje życie erotyczne, odparła w myślach. Ale mój główny problem polega 

na tym,  że muszę określić, co sądzę o naszym  związku. Nie muszę już zastanawiać się nad 
tym,  czy  kocham  Maca.  Wiem,  że  tak  jest  i  czuję  to  wyraźnie  za  każdym  razem,  kiedy  na 
niego spojrzę, usłyszę jego głos, lub choćby o nim pomyślę. Na przykład w tej chwili... 

Ale  skoro  on  nie  odwzajemnia  moich  uczuć,  to  muszę  sobie  odpowiedzieć  na  jeszcze 

jedno pytanie: czy małżeństwo bez miłości będzie lepsze niż życie bez niego?

Wjechała na szpitalny parking i westchnęła. Doszła do wniosku, że Mac jest człowiekiem 

niezdolnym  do  miłości.  Kiedy  pod  wpływem  podniecenia  szeptał  jej  w  ucho  czułe  słowa, 
przeżywała chwile wielkiej radości, a jej serce zaczynało bić szybciej. Wiedziała jednak, że 
słowa te dyktuje mu namiętność, a namiętność szybko mija. 

background image

Poza tym istnieje jeszcze ta zakochana w nim sąsiadka... 
Po  dłuższych  poszukiwaniach  znalazła  na  parkingu  wolne  miejsce  i  z  ciężkim  sercem 

ruszyła na oddział. Wiedziała, że będzie musiała odpowiadać na wiele pytań. 

Chcąc,  aby  ten  dzień  jak  najprędzej  minął,  pogrążyła  się  w  pracy.  Przyjmowała 

pacjentów,  udzielała  rad  młodej  stażystce,  Allison  Wright,  która  po  raz  pierwszy  miała  do 
czynienia z ofiarą wypadku, zachęcała swoje koleżanki do bardziej wytężonych wysiłków, a 
w wolnych chwilach wprowadzała korekty do swego programu szkolenia pielęgniarek. 

– Mam nadzieję, że nie zamierzasz utrzymywać takiego tempa przez cały okres ciąży –

powiedziała  do  niej  Sally,  kiedy  obie  skończyły  dyżur  i  usiadły  na  chwilę  w  stołówce.  –
Potrafię znieść twoją obsesyjną nadaktywność przez dzień czy dwa, ale nie aż tak długo. 

– To wcale nie jest obsesyjna nadaktywność – odparła z godnością Amelia. – Musiałam 

po prostu wszystko na nowo  ustawić. Nie było  mnie przez  trzy dni  i  zastałam  po powrocie 
kompletny chaos. 

– Bzdura! – mruknęła  Sally.  – Po  prostu  tęsknisz  za  swoim  facetem  i  myślisz,  że  jeśli 

będziesz ciężko pracowała, czas upłynie szybciej i prędzej znajdziesz się w jego ramionach. 

Na myśl, że ktokolwiek mógłby marzyć o tym, by znaleźć się w ramionach Maca, Sally 

wybuchnęła śmiechem. Amelia jednak musiała w duchu przyznać jej rację. Istotnie starała się
skupić uwagę na pracy, by nie mieć czasu na myślenie o czymkolwiek innym. Kiedy Mac był 
przy  niej,  jej  wątpliwości  i  obawy  znikały,  przesłonięte  radością,  jaką  napawała  ją  jego 
bliskość. Gdy jednak go nie było, znów nękały ją czarne myśli. 

I obrazy kobiety, która ma na imię Jessica. 
Jadąc do domu, postanowiła rozwiązać ten problem w możliwie najprostszy sposób. Po 

prostu spytać Maca, jaką rolę odgrywa Jessica w jego życiu. 

Kiedy weszła do mieszkania, Mac znowu spał w fotelu. Ale słysząc jej kroki, natychmiast 

się obudził. 

– Czy  to  ty,  kochanie? – spytał.  – Jak  ci  poszło?  Co  słychać  w  szpitalu?  Kto  mnie 

zastępuje?  Tylko  nie  mów,  że  Rick  Stewart!  Ten  drań  od  dawna  marzy  o  zajęciu  mojego 
stanowiska.  On  o  tym  nie  wie,  ale  pamiętam  go  z  czasów,  kiedy  był  jeszcze  stażystą.  Ma 
czarujący uśmiech, który uwielbiały kobiety, ale żadnej osobowości. 

Amelia zapomniała o Jessice i wybuchnęła śmiechem. 
– Och, Mac, szkoda, że nie słyszysz samego siebie! Przecież oni cię nigdy nie wyrzucą, 

szczególnie  teraz,  kiedy  nasz  szpital  ma  podobno  zostać  uznany  za  główne  centrum 
lecznictwa urazowego w Lakelands. 

Minęła go i weszła do kuchni, by złożyć tam zakupy, które zrobiła  w drodze do domu. 

Kiedy się odwróciła, Mac stał tuż za jej plecami. 

– Tęskniłem  za  tobą – szepnął  z  niepewnym  uśmiechem.  Wyciągnął  do  niej  ręce  i 

przyciągnął ją do siebie, jakby chcąc się upewnić, że naprawdę wróciła. Ona zaś przytuliła się 
do niego całym ciałem. 

– Jeśli  zacznę  cię  całować,  to  nie  dostaniemy  nic  do  jedzenia – szepnął,  wyciągając 

szpilki z jej włosów i głaszcząc ją po głowie. – Kolacja jest niemal gotowa, ale nie jestem na 
tyle  wprawnym  kucharzem,  żeby  utrzymywać  odpowiednią  temperaturę  potraw.  Więc 

background image

proponuję,  żebyś  wzięła  prysznic  i  przebrała  się  w  wygodny  strój,  a  potem  wróciła  tutaj  i 
wypiła drinka, zanim podam wszystko na stół. 

Amelia spojrzała na niego ze zdumieniem. 
– Ugotowałeś kolację?
– Czyżbyś  nie  wierzyła,  że  potrafię  gotować? – spytał  swoim  dawnym,  agresywnym 

tonem, wywołując jej pogodny uśmiech. 

– Ani przez chwilę w to nie wątpiłam, ale... Uciszył ją pocałunkiem, ale zanim stał się on 

zbyt namiętny, odsunął ją delikatnie od siebie. 

– Idź pod prysznic! – zawołał, popychając ją łagodnie w stronę łazienki. 
Amelia  posłuchała  go,  ale  w  jej  sercu na  nowo zrodził  się  niepokój. Dlaczego on  mnie 

uciszył, kiedy chciałam powiedzieć, że czuje się tu jak u siebie? – pytała się w duchu. Czyżby 
to  zadomowienie wydawało mu  się zbyt idylliczne? Czyżby myślał o powrocie do swojego 
ponurego domu?

I do swej seksownej sąsiadki?
Czy  chce  się  wycofać  z  naszych  wspólnych  planów  na  przyszłość?  Odwołać  swoją 

propozycję małżeństwa?

A jeśli tak, to co się stanie, kiedy jego rekonwalescencja dobiegnie końca?

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Nic!  Nic  się  nie  stało,  kiedy  rekonwalescencja  Maca  dobiegła  końca.  Nie  tylko  nie 

objawiał chęci wyprowadzenia się, ale w dodatku w mieszkaniu Amelii pojawiało się coraz 
więcej części jego garderoby. 

– Nie  pojechałeś  chyba  do  swojego  domu? – spytała,  kiedy  po  powrocie  z 

popołudniowego dyżuru dostrzegła w swoim saloniku stos jego ubrań. 

Wiedziała dobrze, że nie wolno mu jeszcze prowadzić samochodu. To ona woziła go do 

pracy, gdy jechali na tę samą godzinę. Kiedy tak jak dziś ona miała popołudniowy dyżur, on 
zamawiał taksówkę. 

– Nie. Carl przyjechał do szpitala i zawiózł mnie do domu. Masz bardzo uczynnych braci, 

ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że są tak pomocni, bo chcą przekonać się, czy dobrze cię 
traktuję. Wszyscy są ogromni, więc mam nadzieję, że nigdy im się nie narażę. 

Podniósł  z  kanapy  stos  garderoby  i  ruszył  w  kierunku  gościnnego  pokoju,  w  którym 

trzymał swoje ubrania. 

Zastanawiała  się,  czy  nie  schował  między  nimi  fotografii  Jessiki.  Doszła  jednak  do 

wniosku, że szperanie w jego rzeczach byłoby nieeleganckie i nieetyczne. 

Mac wrócił do salonu i usiadł obok niej na kanapie. 
– Czy  byłabyś  w  stanie  zrezygnować  z  pracy? – spytał  niespodziewanie.  – Albo 

przynajmniej częściowo ograniczyć dyżury?

– Skąd ci to przyszło do głowy?
– Wydajesz  się  zmęczona.  Nie  tylko  jesteś  w  ciąży,  ale  masz  dodatkowe  obowiązki 

związane z moim pobytem u ciebie. Nie chciałbym myśleć, że doprowadziłem cię do stanu 
skrajnego wyczerpania. 

Zdawał sobie sprawę, że nie odpowiedziała na jego pytanie i ta świadomość wzbudziła w 

nim niepokój. Nadal nie pamiętał, jak wyglądał ich związek przed wypadkiem, więc starał się 
zachować  ostrożność  przy  układaniu  jakichkolwiek  planów  na  przyszłość.  Miał  ochotę 
zaproponować jej, żeby zamieszkali pod jednym dachem, ale bał się, że ona mu odmówi. 

Amelia wyprostowała się nagle i spojrzała mu w oczy. 
– Mac, musimy porozmawiać – oświadczyła. – Wiem, że  odkąd tu zamieszkałeś, nasze 

stosunki  układają  się  doskonale.  ..  dopóki  nie  odzyskujesz  swojej  dawnej  pewności  siebie  i 
nie  zaczynasz  wydawać  mi  poleceń.  Jest  mi  z  tobą  bardzo  dobrze,  ale...  ale  to  wszystko 
nieprawda, Mac. 

Jej słowa przyprawiły go o nowy atak niepokoju. 
– Co jest nieprawdą? – spytał ochrypłym głosem. – To, że jesteś w ciąży?
Niecierpliwie potrząsnęła głową. 
– Nie, to akurat jest prawdą, ale chyba nic więcej. Pewnego wieczoru oboje wypiliśmy za 

dużo i poszliśmy do łóżka. To było wspaniałe. Przeżyliśmy piękną noc, ale nie narodził się z 
tego żaden trwały związek. 

Próbował otworzyć usta, by zażądać wyjaśnień, ale ona uciszyła go ruchem ręki. 

background image

– Kiedy mówiłeś o amnezji, zorientowałam się, że nie pamiętasz wszystkiego. Zaczęłam 

ci tłumaczyć, co się w grancie rzeczy stało, ale ty mnie pocałowałeś i... sam wiesz, jak to się 
zwykle kończy. 

– Czy  chcesz  mi  powiedzieć,  że  nic  nas  nie  łączyło? – spytał  podniesionym  głosem.  –

Oprócz nocy, którą spędziliśmy po tej kolacji z Helenę? Czy tak wygląda cała prawda?

Ameba kiwnęła głową, a on odniósł wrażenie, że nagle otwiera się między nimi głęboka 

przepaść. 

– Więc pozwoliłaś na to, żebym cały czas myślał, że cierpię na amnezję? Żebym uważał, 

że zapomniałem o szczegółach naszego związku, który w gruncie rzeczy w ogóle nie istniał?

– Przepraszam... – wyszeptała słabym głosem, a potem gwałtownie się wyprostowała. –

Choć  właściwie  nie  mam  za  co  cię  przepraszać.  Potrzebowałeś  kogoś,  kto  by  się  tobą 
zaopiekował, a ja akurat byłam pod ręką. Poza tym te dwa razem spędzone tygodnie były dla 
mnie cudownym przeżyciem. 

Mac nadal czuł się całkowicie zdezorientowany. 
– Więc  chcesz  mi  powiedzieć,  że  to  już  koniec? – spytał.  – „Dziękuję  za  wspólnie 

przeżyte chwile, a teraz bierz kapelusz i do widzenia”?

Amelia  próbowała  się  uśmiechnąć,  ale  jej  wysiłek  spełzł  na  niczym.  Była  porażona 

świadomością,  że  ich  związek  był  oparty  na  kłamstwie,  a  w  każdym  razie  na 
nieporozumieniu. 

– Ja  chcę tylko powiedzieć, że  musimy porozmawiać  o wielu sprawach,  zastanowić się 

nad przyszłością... 

Mac zmarszczył brwi. 
– Nad czym mamy się zastanawiać? – spytał z irytacją. – Przecież już dawno wszystko 

ustaliliśmy.  Spodziewamy  się  dziecka,  a  ja  chciałbym,  żebyśmy  wzięli  ślub  przed  jego 
urodzeniem.  Wiem,  że  niektóre  kobiety  wolą  zwlekać  ze  ślubem  do  chwili,  w  której  będą 
mogły  włożyć  bardziej  seksowną  suknię,  ale  zapewniam  cię,  że  ty zawsze  wydajesz  mi  się 
bardzo seksowna, bez względu na to, czy jesteś ubrana czy nie. – Na jego ustach pojawił się
przewrotny  uśmiech.  – Choć  szczerze  mówiąc,  wolę,  kiedy  jesteś  rozebrana.  Czy  nie 
mogłabyś już zdjąć tego szpitalnego stroju?

Amelia  zignorowała  jego  zaproszenie  i  wywołany  przez  nie  dreszcz  podniecenia, 

ponieważ  zdała  sobie  sprawę,  że  znaleźli  się  ponownie  w  punkcie  wyjścia,  to  jest  w 
momencie,  w  którym  po  raz  pierwszy  powiedziała  mu  o  ciąży.  Zapewnił  ją  wtedy,  że  od 
małżeństwa wymaga tylko seksu i dziecka. 

A więc nic się nie zmieniło – tyle że ona była na tyle głupia, by się w nim zakochać. 
Spojrzała  na  niego  badawczo,  zastanawiając  się,  jak  doszło  do  tej  sytuacji,  a  on 

zmarszczył nagle brwi. 

– No cóż, skoro nie zamierzasz się rozebrać, to może porozmawiamy o ślubie? – spytał. 
– Czy proponujesz mi małżeństwo?
Sama  nie  wiedziała,  dlaczego  przypiera  go  do  muru.  Bo  wcale  nie  była  pewna,  co 

odpowiedziałaby, gdyby jej się oświadczył. 

– Ojej, ile słów! – zauważył. – Trudno by to nazwać oświadczynami czy czymś w tym 

background image

rodzaju. Ale bez względu na to, co nas poprzednio łączyło, jest nam teraz ze sobą dobrze, a 
poza  tym  czekamy  na  narodziny naszego  dziecka,  więc  małżeństwo  wydaje  się  najlepszym 
rozwiązaniem. 

Znów wraca do tego dziecka, pomyślała posępnie. I jakim właściwie prawem zakłada, że 

nasze małżeństwo jest sprawą przesądzoną?

– Ale jak sobie to wszystko wyobrażasz, skoro żadne z nas nie zamierza się oświadczyć 

ani  wziąć  na  siebie  innych  problemów,  takich  jak  na  przykład  zorganizowanie  ślubu? –
Zawahała się, a potem dodała: – I nie mów mi, że jest to sprawa kobiety, bo rzucę w ciebie 
tym krzesłem. 

Mac spojrzał na nią ze zdumieniem. Istotnie wydawała się na tyle rozgniewana, by unieść 

krzesło i cisnąć nim w jego kierunku. Ale dlaczego ich rozmowa przybrała taki obrót?

Czy dlatego, że wspomniał o ślubie?
Przecież mówił o nim od samego początku. 
Więc może rozzłościł ją sposób, w jaki poruszył tę kwestię? Może powinien był zdobyć 

się na oficjalne, staromodne oświadczyny?

– Do  diabła,  Amelio,  wiesz,  że  nie  potrafię  odgrywać  romantycznych  scen.  Ale  jeśli 

zależy  ci  na  oświadczynach,  to  jestem  gotowy  spełnić  twoje  życzenie.  Teraz?  Tutaj? –
Widząc jej minę, zdał sobie sprawę, że znowu popełnił błąd, więc podjął jeszcze jedną próbę:
– Albo  nie.  Pójdziemy  do  Capriccio,  bo  tam  się  to  zaczęło.  W  sobotę  wieczorem.  I  tam 
właśnie poproszę uroczyście o twoją rękę. 

Uśmiechnął się do niej promiennie, przekonany, że jego propozycja poprawi jej nastrój. 

Ale dostrzegł w jej oczach tylko niechęć zmieszaną z niedowierzaniem. 

– To bardzo oryginalny pomysł! – warknęła z irytacją. – Wspaniale ułatwiasz sobie życie, 

zapraszając wszystkie swoje kobiety do tej samej knajpy!

Wstała i przeszła obok niego szybkim krokiem. 
– Zamierzam  wziąć  teraz  prysznic,  a  potem  idę  do  łóżka – oznajmiła  sucho,  po  czym 

dodała: – Sama. 

Mac spojrzał na zamykające się za nią drzwi i poczuł w sercu kompletną pustkę. 
Ukrył  twarz  w  dłoniach  i  zaczął  rozmyślać.  Wszyscy  znani  mu  mężczyźni  przyznawali 

prędzej czy później, że  nie są w stanie zrozumieć kobiet, a on odnosił czasem wrażenie, że 
jest pod tym względem wyjątkowo tępy. 

Co miała na myśli Amelia, mówiąc: „wszystkie swoje kobiety”?

– Czy ty ją rozumiesz? – spytał Carla, który nazajutrz rano odwoził go do pracy. 
– Amelię?  Jest  po  prostu  kobietą,  więc  nigdy  nie  wiadomo,  co  ją  rozzłości.  Ale  ma 

przynajmniej jedną zaletę: nie tłumi w sobie urazy przez długi czas i nie demonstruje swojego 
złego humoru. Zawsze mówi otwarcie, co ma komu za złe. 

Mac  uznał  tę  wiadomość  za  pocieszającą.  Kiedy  zajrzał  rano  do  jej  sypialni,  jeszcze 

głęboko  spała.  Leżała  pod  kołdrą  jak  niewinne  dziecko,  a  jej  widok  bardzo  go  wzruszył  i 
spotęgował wyrzuty sumienia. 

– O czym rozmawialiście, kiedy wpadła w złość? – spytał Carl. 

background image

– O kolacji, na którą zaprosiłem ją do Capriccio w sobotę – odparł Mac. – Tam odbyło się 

nasze pierwsze spotkanie, więc uznałem, że to doskonałe miejsce na oświadczyny. 

Carl oderwał na chwilę wzrok od drogi i spojrzał na niego z niedowierzaniem. 
– I  to  ją  rozwścieczyło?  Zdumiewające!  Chyba  nie  ma  na  świecie  mężczyzny,  który 

potrafiłby zrozumieć kobiety. 

Potrząsnął  głową,  a  potem  zmienił  temat.  Zaczęli  rozmawiać  o  piłce  nożnej,  której 

zawiłości wydawały im się teraz wręcz banalne. 

Kiedy  jednak  Mac  dotarł  na  swój  oddział,  wrócił  myślami  do  wczorajszego  wieczoru. 

Nadal nie miał pojęcia, co tak bardzo przygnębiło Amelię. Czy to, że przed jego wypadkiem 
nie łączył ich bliski związek?

Czy może to, że mu o tym nie powiedziała?
Tak  czy  owak,  teraz  nie  miało  to  już  znaczenia.  Oboje  oczekiwali  z  radością  narodzin 

dziecka,  a  on  lubił  przebywać  w  jej  towarzystwie  i  szalał  z  pożądania  na  każdą  myśl  o  jej 
cudownym ciele. Czegóż więcej potrzebowali, by wspólnie ułożyć sobie przyszłość?

Idąc do swego gabinetu, witał mijanych na korytarzu kolegów, ale myślał o czymś innym. 
Amelia  miała  zjawić  się  w  pracy  o  dwunastej  trzydzieści.  Postanowił  kupić  kwiaty  i 

postawić  je  na  jej  biurku.  Może  nawet  napisać  krótki  list.  Tak,  napisze  list,  w  którym 
ceremonialnie zaprosi ją na kolację. 

Czy powinien ofiarować jej pierścionek?
Ale co będzie, jeśli jej się nie spodoba?
Czy powie mu o tym otwarcie? Czy też do końca życia będzie nosić ten znienawidzony 

klejnot na palcu?

Zamierzał właśnie głośno jęknąć, kiedy rozległo się pukanie do jego drzwi i weszła przez 

nie Colleen. 

– Chyba  boli  cię  głowa! – powiedziała  tak  dobitnym  tonem,  że  Mac  podniósł  na  nią 

wzrok i zmarszczył brwi. 

– Moja głowa jest w zupełnym porządku – odparł. – o co chodzi?
Colleen wyglądała przez chwilę na osobę, która ma ochotę odwrócić się na pięcie i wyjść. 

Potem jednak przemogła się i postanowiła doprowadzić rozmowę do końca. 

– Twój  wstrząs  mózgu  był  najwyraźniej  silniejszy,  niż  wydawało  się  Dougowi! –

stwierdziła. – Jest już późny poranek. O tej porze wchodzę zwykle do twojego gabinetu, a ty 
wydajesz mi podniesionym głosem szereg często sprzecznych z sobą poleceń, które staram się 
następnie wykonać. A teraz... 

– Więc naprawdę jestem aż taki okropny?
– Czy  ty  się  dobrze  czujesz,  Mac? – spytała,  podchodząc  bliżej,  by  mu  się  dokładnie 

przyjrzeć. 

– Oczywiście,  że  się  dobrze  czuję – warknął.  – Przynajmniej  fizycznie.  Moja  psychika 

jest w stanie rozsypki. Nie uwierzyłabyś, ile zamieszania w moim życiu wywołuje tak drobna 
osoba jak Amelia Peterson. – Westchnął i dodał oskarżycielskim tonem: – Ach, kobiety!

– Ja też jestem kobietą – przypomniała mu Colleen. – I dlatego nie zamierzam cierpliwie 

słuchać tych twoich bredni. Jeśli  nie masz dla mnie żadnych poleceń ani korespondencji, to 

background image

pozwól,  że  stąd  wyjdę.  A  jeśli  idzie  o  Amelię,  to  gdybyś  miał  choćby  odrobinę  zdrowego 
rozsądku, padałbyś na kolana przynajmniej raz na godzinę, aby podziękować  Bogu, że  taka 
dobra, życzliwa, rozsądna młoda kobieta postanowiła na ciebie spojrzeć, a co dopiero związać 
się z tobą na całe życie! – Zamilkła na chwilę, a po chwila wahania dodała: – Bo o ile wiem, 
masz zamiar się z nią ożenić, prawda?

– Oczywiście, że mam zamiar się z nią ożenić! – odparł z irytacją, a potem przypomniał 

sobie,  że  nie  zostało  to  jeszcze  przesądzone.  – To  znaczy,  o  ile  kiedykolwiek  uda  mi  się 
dowiedzieć, jak ona wyobraża sobie przyszłość!

Chciał  ponownie  jęknąć:  „Ach,  kobiety!”,  ale  przypomniał  sobie  poprzednią  reakcję 

Colleen na ten okrzyk, więc postanowił zmienić temat. 

– Co  było  w  poczcie? – spytał,  wskazując  ruchem  głowy  plik  papierów,  który  Colleen 

trzymała w ręku. 

– Zwykłe biurokratyczne bzdury, ale jest też list od twojej byłej żony, dotyczący nowego 

ośrodka traumatologii i zaproszenie na zebranie komisji do spraw klęsk żywiołowych, które 
ma  się  odbyć  w  przyszły  poniedziałek.  We  wtorek  wieczorem  masz  posiedzenie  komisji 
lekarskiej,  a  w  czwartek  spotkanie  ekspertów  medycznych,  więc  nie  planuj  na  przyszły 
tydzień zbyt ożywionego życia towarzyskiego. 

– Zapiszę to w kalendarzu: nie żeń się w przyszłym tygodniu – mruknął Mac z goryczą, a 

potem wyciągnął rękę po plik papierów i zabrał się do pracy. 

Dalszy ciąg dnia nie poprawił jego nastroju. Lekki ból głowy, będący skutkiem wypadku, 

nasilał  się  coraz  bardziej.  Kiedy  wczesnym  popołudniem  spotkał  na  korytarzu  Amelię  i 
zaproponował  jej  wspólne  wypicie  kawy,  spojrzała  na  niego  badawczo  i  powiedziała 
oskarżycielskim tonem:

– Widzę, że boli cię głowa. 
– Nie musisz mi o tym mówić! – rzekł z niechęcią. 
– Sam dobrze to wiem!
Zareagowała  na  jego  wybuch  pełnym  wyrzutu  spojrzeniem,  które  jeszcze  bardziej  go 

zirytowało, a potem spytała, czy umówił się z Dougiem na kolejne badanie tomograficzne. 

– Nie,  jeszcze  nie.  A  czy  ty  rozmawiałaś  ze  specjalistą  z  oddziału  położniczo-

ginekologicznego?

Ze  zdziwieniem  zamrugała  oczami  i  zaczerwieniła  się  w  sposób  tak  ujmujący,  że 

zapomniał o swoich pretensjach. 

Dopóki nie usłyszał jej odpowiedzi:
– Nie. I nie zamierzam tego robić. Jeszcze nie teraz. 
Pod wpływem ataku lęku chwycił ją za ramię i wciągnął do stołówki, która jak na złość 

była  pełna  ludzi.  Wyprowadził  ją  więc  ponownie  na  korytarz  i  otworzył  drzwi  jakiegoś 
pustego na szczęście magazynu podręcznych leków. 

– Czy to ma znaczyć, że nie chcesz urodzić tego dziecka?
– Oczywiście, że chcę – odrzekła agresywnym tonem. 
– Ale jest jeszcze za wcześnie na wizytę u specjalisty!
Potem  odwróciła  się  na  pięcie  i  wyszła  z  pokoju,  a  on  wrócił  do  gabinetu  i  ponownie 

background image

zabrał się do pracy. 

O godzinie siódmej wieczorem siedział jeszcze za biurkiem. Uporał się już z papierkami, 

ale nie był w stanie zebrać sił, by wyjść z gabinetu. Czuł się obezwładniony przez dręczące go 
wątpliwości. 

Ponieważ  stosunki  z  Amelią  uległy  ostatnio  wyraźnemu  pogorszeniu,  nie  wiedział,  jak 

zostanie powitany w jej mieszkaniu i nie był pewien, czy powinien w nim pozostawać. Ale na 
myśl o powrocie do własnego domu odczuwał jeszcze silniejszy ból głowy niż dotychczas. 

Postanowiwszy uporać się przynajmniej z tą dokuczliwą dolegliwością, otworzył szufladę 

biurka,  by  wyjąć  z  niej  opakowanie  paracetamolu.  Ale  zamiast  niego  ujrzał  kopertę 
zaadresowaną do niego i  opatrzoną adnotacją: „Do rąk własnych”. Musiała ją tam umieścić 
poprzedniego dnia Colleen. 

Przyjrzał się kopercie w świetle lampy, choć wiedział, od kogo pochodzi, a po wizycie w 

swoim  domu,  w  którym  znalazł  umieszczoną  na  swym  stoliku  nocnym  fotografię, 
podejrzewał  również,  co  zawiera.  Obliczył  w  myślach,  że  jest  to  już  dziesiąty,  a  może  i 
dwunasty etap zabiegów Jessiki, która uparła się, że poślubi lekarza. 

Potrząsnął  z  niedowierzaniem  głową,  a  potem  sięgnął  po  nóż  i  otworzył  kopertę, 

zastanawiając  się,  czy  zabiegi  sąsiadki  można  nazwać  molestowaniem.  A  jeśli  tak,  to  czy
zdobędzie się na to, by poskarżyć się na nią policji. 

Ale jak sformułować  taką  skargę? – spytał się  w  myślach. Przed  dwoma  laty dałem tej 

kobiecie klucz do mojego domu, żeby wpuściła czyścicieli dywanów. Oddała go, ale musiała 
dorobić drugi, bo od tej pory wchodzi tam pod moją nieobecność, zostawiając ciastka (to był 
etap  pierwszy),  kwiaty  (to  był  już  etap  czwarty  czy  piąty),  a  od  pewnego  czasu  swoje 
fotografie. 

Wysunął z koperty zdjęcie, odwrócił je i przeczytał dedykację: „Z miłością, Jessica”. 
Obejrzał dokładnie jej piękną twarz okoloną grzywą złotych włosów, zastanawiając się, 

co by poczuł, gdyby taką deklarację złożyła mu pewna ciemnowłosa pielęgniarka. 

Pod wpływem tej myśli zacisnął palce, zgniatając błyszczącą odbitkę. 
Czy chciałbyś, żeby ona cię kochała? Jak możesz oczekiwać miłości od takiej osoby, jaką 

jest siostra Peterson?

W  tym  momencie  Amelia,  jakby  wezwana  telepatycznie,  otworzyła  drzwi  i  wpadła  jak 

zwykle do jego gabinetu. W jej oczach dostrzegł wyzywające błyski. 

– Dlaczego jeszcze  tu  jesteś? – spytała z  gniewem. – Czy to  przez  ten ból  głowy? Czy 

rozmawiałeś  z  Dougiem  Blakiem?  Daję  ci  słowo,  że  jest  z  tobą  więcej  kłopotów  niż  z 
dwuletnim dzieckiem! Wiesz, ze masz – się oszczędzać, a ty pracujesz po piętnaście godzin 
na  dobę!  Bałeś  się,  że  nie  dajemy sobie  bez  ciebie  rady,  choć  byłeś  chory  tylko przez  dwa 
tygodnie, a co będzie, jeśli dostaniesz zawału?

– Urazy głowy nie prowadzą do zawałów – oznajmił, choć nie był do końca przekonany, 

czy ma rację. Czuł, że bliskość Amelii ogranicza jego zdolność logicznego myślenia. 

– Nic mnie nie obchodzi, do czego prowadzą urazy głowy! – wrzasnęła z furią. – Chodzi 

o  to,  ze  nie  powinieneś  tu  siedzieć!  Zadzwoniłam  do  Carla,  który  zaraz  tu  przyjedzie  i 
zabierze  cię  do  domu.  A  na  wypadek,  gdybyś  stawiał  opór,  poprosiłam  go,  żeby  zabrał  ze 

background image

sobą Roba. 

Oburzony tym obcesowym traktowaniem, już chciał powiedzieć, że nie potrzebuje opieki 

jej braci. Ale nagle zdał sobie sprawę, że dobór kierowców dowodzi, iż zostanie odwieziony 
do  jej  mieszkania,  a  nie  do  swego  ponurego  domu,  nawiedzanego przez  irytującą  sąsiadkę. 
Zadowolony z tego obrotu sprawy, posłał Amelii serdeczny uśmiech. 

– Rozpuszczacie  mnie  tą  troskliwą  opieką,  ale  jestem  wam  bardzo  wdzięczny –

powiedział cicho. 

Zauważył,  że  z  jej  twarzy  znika  grymas  złości,  a  jego  miejsce  zajmuje  wyraz 

niepewności.  Zmrużyła  oczy,  jakby  zastanawiając  się  nad  przyczynami  jego  podejrzanie 
szybkiej kapitulacji. 

– Naprawdę  jestem  bardzo  wdzięczny,  Amelio.  Dziękuję  ci  za  wszystko,  co  dla  mnie 

robisz. 

Przypieczętował  tę  deklarację  czułym  pocałunkiem,  a  kiedy  ona  odepchnęła  go  z 

okrzykiem, że dzwoni jej pager, i wybiegła na korytarz, stał przez dłuższą chwilę nieruchomo, 
usiłując zebrać rozproszone myśli. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Biegła  w  kierunku  izby  przyjęć.  W  jej  głowie  panował  kompletny  chaos.  Kiedy 

dowiedziała  się,  że  Mac  siedzi  jeszcze  w  pracy,  zapomniała  o  wszystkich  pretensjach  i 
myślała tylko o tym, że powinien jak najprędzej znaleźć się w domu. Wiedząc, że jej bracia 
nadzorują pobliską budowę, zadzwoniła do Carla i poprosiła go, by odebrał Maca ze szpitala. 

Gdy wpadła do gabinetu i ujrzała jego bladą, zmęczoną twarz, jej miłość zamieniła się w 

złość,  pod  wpływem  której  zaczęła  na  niego  wrzeszczeć,  zamiast  potraktować  go  czule  i 
łagodnie.  Potem  dostrzegła  w  jego  rękach  fotografię  tej  kobiety.  Poczuła  ból  w  sercu  i 
napływające  do  oczu  łzy  upokorzenia.  Ale  Mac  wyszedł  zza  biurka  i  pocałował  ją  tak 
namiętnie,  że  zapomniała  o  całym  świecie.  Na  szczęście  pager  ją  otrzeźwił,  bo  inaczej  nie 
wiadomo, do czego mogłoby dojść. 

Wszystkie  te  myśli  kłębiły  się  w  jej  głowie,  kiedy  dotarła  do  izby  przyjęć.  Jedna  z 

koleżanek  poinformowała  ją,  że  karetka  przywiozła  przed  chwilą  trójkę  nastolatków. 
Wszyscy mieli rany od noża. 

Pierwszą  pacjentką,  jaką  musiała  się  zająć,  była  młoda  dziewczyna,  która  obficie 

krwawiła.  Gdy  tylko  jednak  zdjęto  jej  maskę  tlenową,  zaczęła  przeklinać  tak  głośno  i 
gwałtownie, że Amelia doszła do wniosku, iż jej obrażenia nie mogą być zbyt poważne. 

Dyżurny lekarz, zwany przez wszystkich pracowników szpitala Królikiem, badał chorą, a 

Amelia  ocierała  krew  płynącą  głównie  z  długiego  nacięcia  na  ramieniu  poszkodowanej. 
Potem opatrzyła jej ranę, nie komentując obecności blizn będących niewątpliwym dowodem 
nadużywania narkotyków. Dostrzegła jednak plamę krwi na krótkiej spódniczce pacjentki. 

– Musimy panią przebrać w szpitalny szlafrok i dokładnie obejrzeć obrażenia – oznajmiła 

łagodnym tonem. 

– Mówiłam  wam,  że  pchnął  mnie  nożem  w  rękę  i  że  nie  mam  żadnych  innych  ran! –

warknęła poszkodowana, dodając kilka wulgarnych słów, z których wynikało, że nie zamierza 
się rozbierać. 

Amelia  delikatnie  dotknęła  miejsca,  w  którym  dostrzegła  rozszerzającą  się  plamę  krwi. 

Dziewczyna  wydała  okrzyk  bólu  i  zeskoczyłaby  z  łóżka,  gdyby  Królik  nie  chwycił  jej  za 
ramię. 

– Dolny prawy segment podbrzusza – oznajmiła Amelia. 
Lekarz pochylił się, by unieść spódnicę, a następnie obejrzeć ranę. W tym momencie w 

ambulatorium  rozpętało  się  piekło.  Amelia  dostrzegła  ostrze  noża  przecinające  zasłonę.  Do 
środka wbiegł olbrzymi, ubrany w skóry mężczyzna. 

– Zrobiliście krzywdę mojej dziewczynie! – ryknął z furią. – Słyszałem, jak krzyczy!
Choć długie, niechlujnie utrzymane włosy zasłaniały niemal całą jego twarz, wyzierające 

spod nich źrenice oczu dowodziły, że jest odurzony narkotykami. 

Jednym ruchem ściągnął z łóżka dziewczynę, nie zwracając uwagi na to, że wyrywa z jej 

ramienia kroplówkę. Pacjentka, uwolniona od maski tlenowej, która zsunęła się z jej twarzy, 
zaczęła przeraźliwie krzyczeć. 

background image

– Kto cię skrzywdził? – spytał mężczyzna, gwałtownie nią potrząsając. 
Dziewczyna otworzyła usta, usiłując mu odpowiedzieć, a potem nagle zemdlała i osunęła 

się na podłogę. 

Amelia  natychmiast  do  niej  podbiegła  i  z  pomocą  lekarza  dźwignęła  ją  na  łóżko.  Ten 

uniósł jej spódnicę, odsłaniając dużą ranę od noża na podbrzuszu. 

– Chyba ma krwotok wewnętrzny – mruknął. – Trzeba ją natychmiast przewieźć na blok 

operacyjny. 

W tym momencie do pokoju wbiegli szpitalni funkcjonariusze ochrony. Młody nożownik 

natychmiast chwycił stojącą najbliżej niego Amelię, przycisnął ją do swej  piersi i przyłożył 
ostrze  noża  do  jej  gardła.  Trzej  ochroniarze  znieruchomieli.  Jeden  z  nich  zaczął  spokojnie 
nakłaniać intruza, by wypuścił pielęgniarkę, której pomoc potrzebna jest pacjentce. 

– Kiedy tu wchodziła, nic jej nie było – bełkotał mężczyzna. – Miała tylko małą plamkę 

krwi na ręce. Macie zrobić coś, zęby poczuła się lepiej, i zaraz ją wypuścić!

– Ona jest ciężko ranna – zaczął mu tłumaczyć Królik. – Ktoś zranił ją nożem w brzuch. 
– To  ten  sukinsyn! – wrzasnął  mężczyzna.  – Aleja  też  go  zraniłem!  Władowali  go  do 

karetki razem z nią! Gdzie on jest? Zaraz go dopadnę!

Ciągnąc Amelię za sobą, cofnął się na korytarz. Amelia zobaczyła dwóch swoich braci, 

którzy  stali  pod  ścianą,  powstrzymywani  przez  ochroniarzy.  Nie  dostrzegła  jednak  nigdzie 
Maca. Na końcu korytarza stał Rick Stewart. Na jego bladej twarzy malowało się napięcie. 

– Człowiek, którego szukasz, jest w tym pokoju! – zawołał Rick. – Puść pielęgniarkę, a”

ochroniarze pozwolą ci do niego wejść.

– Nie  dam  się  schwytać  w  pułapkę! – ryknął  chłopak.  – Rozsuńcie  te  zasłony,  chcę 

zobaczyć tego drania!

Amelia wstrzymała oddech. Wiedziała  dobrze, że  żaden lekarz  w żadnym wypadku nie 

dopuściłby szaleńca do pacjenta. A jednak Rick podszedł do zasłony i zaczął ją rozsuwać. Na 
łóżku leżał mężczyzna. Był przykryty zakrwawionym prześcieradłem, a jego twarz zasłaniała 
maska tlenowa. 

Amelia dostrzegła jego ciemne włosy... i wydało jej się, że go rozpoznaje. 
– Mac!!! – krzyknęła rozpaczliwie. 
– Weźcie ją sobie! – wrzasnął bandyta, popychając ją w kierunku dwóch ochroniarzy. 
Poczuła  ostry  ból  w  boku  i  zauważyła,  że  leżący  na  łóżku  mężczyzna  robi  unik,  by 

uniknąć ciosu. Zanim straciła przytomność, zdążyła jeszcze raz zawołać Maca. Była pewna, 
że wymachujący nożem szaleniec zaraz go zabije. 

Bolało ją całe ciało. Jej skołowany umysł podsuwał jej podejrzenie, że jest chora lub że są 

to może objawy ciąży. 

– Amelia! Kochanie, czy mnie słyszysz?
Głos  Maca  dochodził  z  bardzo  daleka.  Zaczęła  się  zastanawiać,  czy  otaczająca  ją 

ciemność nie jest tunelem, przez który musi przebrnąć, by spotkać go po drugiej stronie. 

– Siostro  Peterson,  musisz  się  zdobyć  na  wysiłek!  Jesteś  na  sali  pooperacyjnej  i  nie 

wypuszczą cię stad, dopóki nie zareagujesz na głos!

To był Mac, którego znała! Mówi oschłym tonem i jak zwykle wydaje jej polecenia!

background image

Namacała  w  ciemnościach  jego  dłoń  i  zacisnęła  na  niej  palce,  mając  nadzieję,  że 

wyciągnie ją z mroku, ale poczuła w odpowiedzi tylko słaby uścisk. 

Potem  Mac  zaczął  głaskać  ją  po  głowie,  błagając  pełnym  przejęcia  głosem,  by  się 

odezwała. 

– Mac? Więc ty żyjesz?
– Oczywiście,  że  żyję.  Ktoś  przecież  musi  się  tobą  opiekować – mruknął  ochrypłym 

głosem, dowodzącym, że musi być skrajnie wyczerpany. 

Amelia przypomniała sobie nagłe, że jeszcze nie wyzdrowiał i nie wolno mu się męczyć. 
– Powinieneś być w domu i leżeć w łóżku – powiedziała, mając nadzieję, że ją zrozumie, 

gdyż własne słowa wydawały jej się bardzo zniekształcone. – Jest tak ciemno, że musi już być 
późno. 

– Wcale nie jest ciemno – odparł. – Otwórz oczy i popatrz na mnie, Amelio. 
Próbowała spełnić jego życzenie, ale odniosła wrażenie, że jej powieki ważą co najmniej 

tonę. 

– Zrób  to  dla  mnie,  kochanie.  Otwórz  oczy.  Podjęła  jeszcze  jedną  próbę  i  tym  razem 

ujrzała zarys jego twarzy. Wydawał się bardzo wyczerpany. 

Chciała  zasypać  go  wymówkami,  ale  wymawianie  słów  przychodziło  jej  z  wielkim 

trudem, wobec tego chwyciła go za obie ręce i zasnęła. 

Gdy  obudziła  się  następnym  razem,  siedziała  obok  niej  matka.  W  jej  piwnych  oczach

malował się ogromny niepokój. 

– Czy jestem w szpitalu? – spytała „Amelia. Usiłowała usiąść, ale dotkliwy ból skłonił ją 

do  pozostania  w  pozycji  horyzontalnej.  – Dlaczego?  Co  się  stało?  Czy  to  był  ten  sam 
wypadek,  w  którym  Mac  został  ranny?  Dlaczego  oboje  wylądowaliśmy  w  szpitalu?  Kto 
będzie się nim opiekował?

Zanim skończyła zadawać te wszystkie pytania, poczuła, że odzyskuje pamięć. 
– Mężczyzna  z  nożem,  ból  w  boku...  Czy  mnie  zranił?  Matka  kiwnęła  głową,  usiłując 

powstrzymać łzy. 

– Tak,  kochanie,  jesteś  dość  ciężko  ranna.  Nie  znam  fachowych  określeń,  ale  ostrze 

przebiło ci jelito i przecięło jakąś żyłę. Straciłaś mnóstwo krwi. Musieli cię operować. 

Amelia zdała sobie nagle sprawę, że matka płacze nie tylko dlatego, iż jej córka została 

ranna. Domyśliła się, że musi istnieć jakiś inny powód. Dotknęła dłonią brzucha. 

– Dziecko... ?
Matka, zanosząc się od płaczu, potwierdziła kiwnięciem głowy jej najgorsze obawy. 
– Przykro mi, kochanie. Lekarze uważają, że przyczyną poronienia była utrata krwi. Ale 

twoje organy wewnętrzne nie zostały uszkodzone. Będziesz mogła mieć dzieci. 

Ale nie dzieci Maca, pomyślała Amelia, czując w sercu ukłucie otępiającego bólu. 
Musiała chyba zasnąć, bo kiedy się obudziła, matki już nie było, a wokół niej krzątała się 

nieznana jej pielęgniarka. 

– Odwiedziła panią cała rodzina, ale przespała pani wszystkie wizyty. A ten awanturnik z 

oddziału  nagłych  wypadków  kazał  nam  zadzwonić  do  siebie,  kiedy  tylko  się  pani  obudzi. 
Siedział przy pani łóżku przez całą pierwszą noc i zostałby na następną, gdyby Doug Blake 

background image

nie powiedział mu, że może umrzeć z wyczerpania. 

– Pierwszą noc? Która jest godzina? Od kiedy tu leżę?
– Od  dwóch  dni.  Ale  spędziła  pani  jedną  noc  na  oddziale  pooperacyjnym,  więc  dziś 

mamy już trzeci dzień. 

– Czy była tu moja matka? Pielęgniarka kiwnęła głową. 
– Wczoraj rano... ale przecież pani z nią rozmawiała. Amelia przypomniała sobie wizytę 

matki oraz związane z nią bolesne szczegóły i z trudem powstrzymała napływające do oezu 
łzy. Zdała sobie sprawę, że straciła nie tylko dziecko, lecz również Maca. 

Przywołała też z zakamarków pamięci wyraz jego twarzy, gdy wpadła do gabinetu, by mu 

kazać jechać do domu, i dostrzegła w jego ręce fotografię Jessiki. Malująca się w jego oczach 
czułość mówiła sama za siebie. 

No  cóż,  będzie  mógł  teraz  wrócić  do  swej  pięknej  blondynki,  pomyślała  z  goryczą  i 

wciągnęła głęboko powietrze, by nie wybuchnąć płaczem. 

Postanowiła o nim zapomnieć i zacząć życie od nowa. 
Uniosła słuchawkę stojącego obok jej łóżka telefonu i nakręciła z pamięci numer dyżurki 

pielęgniarek. 

– Mówi  Amelia  Peterson.  Proszę  o  ograniczenie  liczby  osób  odwiedzających  do  mojej 

najbliższej  rodziny,  to  znaczy  moich  rodziców  i  czterech  braci.  Nie  chcę  widzieć  nikogo 
więcej. 

Ale odkładając słuchawkę, usłyszała na korytarzu głos Maca. 
– Przecież  mnie  to  nie  dotyczy! – mówił  podniesionym  tonem.  – Jesteśmy  zaręczeni, 

mamy się niebawem pobrać!

Nastąpiła  krótka  przerwa,  która  dała  jej  szansę  ochłonięcia  po  szoku,  jaki  wywołało  to 

oświadczenie. Potem usłyszała go znowu. 

– Kiedy  to  się  stało,  była  w  pracy!  Ile  zna  pani  pielęgniarek,  które  noszą  w  szpitalu 

pierścionek zaręczynowy? To jest absurdalne. Zresztą tak czy owak, jestem pani przełożonym 
i mam prawo tu wejść!

Amelia  uśmiechnęła  się,  widząc  oczyma  wyobraźni  biedną  pielęgniarkę  próbującą  go 

powstrzymać. Potem drzwi izolatki otworzyły się i w progu stanął Mac. 

– Jakaś głupia pielęgniarka nie chciała mnie do ciebie wpuścić! – oznajmił, podchodząc 

do łóżka. Potem spojrzał na nią uważnie i zmarszczył brwi. – Nadał jesteś zbyt blada. Co jest 
w tej kroplówce? To wygląda na plazmę... a powinni chyba podawać ci krew. 

Amelia  myślała  przez  chwilę,  że  Mac  wybiegnie  z  pokoju,  by  wydać  odpowiednie 

polecenia dyżurnemu chirurgowi. Ale on zerknął na jej kartę choroby, a potem ciężko opadł 
na stojące obok łóżka krzesło. 

Po chwili, która wydawała się jej wiecznością, delikatnie ujął ją za rękę. 
– Czy twoja matka powiedziała ci o dziecku? Amelia kiwnęła głową. 
– Bardzo mi przykro... – szepnął, przykładając jej dłoń do swego policzka. – To był po 

prostu bezsensowny wypadek, który nie powinien był się zdarzyć. To okropne, że wydarzył 
się akurat tobie... 

Ujrzała  w  jego  oczach  żal  i  wiedziała,  że  boleje  nad  stratą  dziecka,  którego  naprawdę 

background image

pragnął. Choć więc sama była pogrążona w rozpaczy wywołanej podwójną stratą, doszła do 
wniosku, że powinna jakoś go pocieszyć. 

– Wszystko będzie dobrze – powiedziała cicho. – Teraz przynajmniej jesteś wolny. Nie 

musisz  się  wiązać  z  kimś,  kogo  nie  kochasz,  ze  względu  na  dziecko.  Będziecie  mieli  inne 
dzieci... ty i Jessica... 

Ścisnął jej dłoń tak mocno, że wzdrygnęła się z bólu. Najwyraźniej chciał coś powiedzieć, 

ale w tym momencie zadzwonił jego pager, więc wyjął go z kieszeni i przeczytał widoczną na 
ekranie wiadomość. Potem wstał. 

– Jessica? – powtórzył. – Ta wiedźma, która mieszka w sąsiednim domu? Skąd przyszło 

ci do głowy, że  chciałbym  kiedykolwiek, „ choćby w najbardziej  koszmarnych snach, mieć 
coś wspólnego z tą natrętną babą?

W  tym  momencie  do  izolatki  wbiegła  dyżurna  pielęgniarka,  która  usłyszała  jego 

podniesiony głos. 

– Nie  dziwię  się,  że  nie  życzyła  sobie  pani  jego  odwiedzin – oznajmiła  z  godnością, 

ściągając na siebie gniew Maca. 

– Tak powiedziała? – spytał. – Że nie chce, żebym ją odwiedzał? Czy wymieniła mnie z 

nazwiska?

Pielęgniarka cofnęła się zdenerwowana, lecz nie opuściła sali. Znów rozległ” się brzęczyk 

pagera. Mac ruszył w kierunku drzwi, ale zatrzymał się w progu i spojrzał na Amelię. 

– Ja  tu  wrócę – obiecał  tak  groźnym  tonem,  że  gdyby  nie  znała  go  lepiej,  natychmiast 

wypisałaby się ze szpitala. 

Wrócił  dopiero  wieczorem,  kiedy  siedzieli  u  niej  ojciec  i  jej  brat  Rob.  Słuchała  ich 

rozmowy, ale czuła, że Mac chciałby jak najszybciej zostać z nią sam na sam. 

Wiedziała,  że  chce  dokończyć  przerwaną  rozmowę,  ale  na  myśl  o  tym,  że  pragnie 

przebywać w jej towarzystwie, czuła przyspieszone bicie serca. 

W końcu Mac nie wytrzymał; chwycił obu mężczyzn za ręce i zaczął nerwowo mówić:
– Rob, Alec... wiem, że bardzo się o nią niepokoicie, ale teraz muszę spędzić z nią chwilę 

bez  świadków,  żeby  wbić  do  jej  tępej  głowy  kilka  oczywistych  faktów.  Bo  inaczej  ja  sam 
oszaleję!

Ojciec  Amelii  wydawał  się  rozbawiony.  Natomiast  Rob,  który  zawsze  występował  w 

obronie siostry, był wyraźnie dotknięty. 

– Wyjdziemy dopiero wtedy, kiedy ona sama nas o to poprosi – rzekł stanowczo, a potem 

spojrzał na siostrę. 

– Czy chcesz, żebyśmy sobie poszli?
– W gruncie rzeczy nie, ale widziałam, jak on się złości nawet na wyższych mężczyzn niż 

ty, więc może będzie lepiej, jeśli zostawicie nas samych i pozwolicie mu śię wygadać. 

Obaj ucałowali ją w policzek i opuścili pokój. Podejrzewała, że Rob został za drzwiami, 

gotów wrócić, gdy tylko go zawoła. 

Mac podszedł do łóżka. Nerwowo przesuwał dłonią po włosach i wydawał się kompletnie 

zdezorientowany. 

– Nie wiem, od czego zacząć – wyjąkał w końcu. – Tak mi namieszałaś w głowie, że nie 

background image

mam pojęcia, co jest prawdą, a co nie. – Usiadł na krześle i chwycił ją za rękę. 

– Zacznijmy od Jessiki. Nigdy nie pojmę, jakim cudem mogło ci przyjść do głowy, że ona 

wzbudza choć cień mojego zainteresowania. 

Zmarszczył brwi, ale była już tak przyzwyczajona do jego groźnych min, że tym razem 

nie zrobiło to na niej wrażenia. Czekała z zapartym tchem na jego dalsze słowa. 

– Wprowadziłem  się do tego domu  po rozwodzie.  Jessica mieszkała  tuż za  płotem  i  od 

początku okazywała mi wielkie zainteresowanie. Ale jak możesz sobie chyba wyobrazić, nie 
miałem wtedy ochoty na towarzystwo kobiet. Ona miała klucz od mojego domu i podrzucała 
mi od czasu do czasu ciastka czy inne wypieki. Brałem to za objawy sąsiedzkiej życzliwości, 
ale posunęła się zbyt daleko. Zaczęła mnie molestować!

W jego głosie zabrzmiało tak autentyczne przerażenie, że Amelia z trudem powstrzymała 

wybuch śmiechu. 

– Zostawiała w moim domu kwiaty, posiłki, prezenty, a ostatnio zaczęła podrzucać swoje 

fotografie. Widziałaś zapewne jedną z nich w sypialni. Tydzień temu przysłała mi do szpitala 
następną.  Uważałem  ją  za  nieszkodliwą  wariatkę,  dopóki  ty  nie  wbiłaś  sobie  do  głowy,  że 
mogę się nią interesować. 

Spojrzał  na  nią  badawczo,  jakby  oczekując  odpowiedzi.  Ale  ona  miała  w  głowie  taki 

zamęt, że nie mogła wykrztusić słowa. 

– Czy nie masz  mi  nic do powiedzenia? – spytał. Amelia wzruszyła ramionami, udając 

obojętność. 

– Niezależnie  od  tego,  czy  się  nią  interesujesz  czy  też  nie,  to  nie  jest  mój  problem.  –

Zdawała  sobie  sprawę,  że  jej  głos  drży,  ale  nie  umiała  nad  nim  zapanować.  I  nagle 
przypomniała sobie coś innego. – A ta kolacja w Capriccio? Z daty na rachunku wynika, że 
byłeś  tam  z  kimś  zaledwie  kilka  dni  pó  naszej  wspólnej  nocy...  Może  zechcesz  mi 
powiedzieć, z kim jadłeś tę kolację, bo z pewnością nie ze mną!

Przez chwilę patrzył na nią ze zdumieniem, a potem głośno się roześmiał. 
– Widzę, że przeszukiwałaś moje kieszenie, co?
– Nic  podobnego – zaprotestowała.  – To  ty  dałeś  mi  ten  rachunek,  zapisałeś  na  nim 

numery swoich telefonów. Kolacja na dwie osoby!

– Mogę nawet  podać  ci  dokładną datę – oznajmił  z  uśmiechem. – To było  po ostatnim 

zebraniu komisji lekarskiej. Zaprosiłem na kolację Enid Biggs, żeby przekonać ją do twojego 
programu szkolenia personelu. 

Splótł ręce na piersiach i rozparł się wygodnie na krześle. Na jego twarzy malowała się 

zmieszana z dumą satysfakcja. 

– Zaprosiłeś na kolację Enid Biggs?! Kiwnął potakująco głową. 
– I zrobiłeś to dla mnie?
– No cóż, muszę przyznać, że zrobiłem to  również dla naszego oddziału, a teraz, kiedy 

nasz szpital ma szanse stać się centralnym ośrodkiem leczenia urazów... 

Przerwał i przysunął swe krzesło bliżej łóżka. 
– Czy  chcesz  jeszcze  za  coś  na  mnie  wrzeszczeć,  czy  też  pozwolisz,  żebym  cię 

pocałował?

background image

Spojrzała  mu  w  oczy  i  poczuła  nowy  przypływ  uczucia.  Miała  ochotę  chwycić  go  w 

objęcia i pozostać z nim na zawsze. Ale zdawała sobie sprawę, że teraz, kiedy nie łączy ich 
już sprawa dziecka, nie ma prawa zatrzymywać go przy sobie. 

– Wcale na ciebie nie wrzeszczałam – odparła z godnością. – Przede wszystkim dlatego, 

że mogłoby to być groźne dla moich szwów. Tak czy owak, nie jesteśmy już związani moją 
ciążą,  i  choć  muszę  przyznać,  że  zachowywałeś  się  wspaniale...  – Musiała  na  chwilę 
przerwać,  bo  jej  głos  zaczął  się  załamywać.  – Nie  masz  już  wobec  mnie  żadnych 
obowiązków.  Nie  musisz  brać  ze  mną  ślubu.  Każde  z  nas  może  pójść  własną  drogą,  czyli 
wszystko ułożyło się doskonale, prawda?

Zamilkła i spojrzała badawczo na Maca, usiłując odgadnąć jego reakcję, ale on zachował 

kamienny wyraz twarzy. 

– Nie – powiedział chłodnym tonem. 
– Co to znaczy?
– Wcale  nie  uważam,  że  wszystko  ułożyło  się  doskonale.  I  nie  potrafię  zrozumieć,  jak 

możesz mówić takie głupstwa. Tłumaczy cię tylko to, że nie odzyskałaś jeszcze sił. 

Chwycił Amelię za rękę i pochylił się nad nią, by spojrzeć jej z bliska w oczy. 
– Kiedy ten szaleniec trzymał cię w ramionach, miałem wrażenie, że mój świat się wali. 

Zdałem sobie sprawę, że bez ciebie nie warto byłoby mi żyć. 

Przesunął palcami po jej włosach. 
– Posłuchaj, kochanie – ciągnął czułym tonem. – Dobrze mnie znasz, więc wiesz, że nie 

umiem wygłaszać kwiecistych przemówień. I że łatwiej mi na ciebie wrzeszczeć, niż prawić 
ci komplementy. Ale stałaś się dla mnie droższa niż moje życie i bliższa mojemu sercu, niż 
mogłem sobie wyobrazić. Ważniejsza niż moja praca, moje zdrowie czy cokolwiek innego. 

Do  Amelii  docierały  wypowiadane  przez  niego  słowa,  ale  jeszcze  wyraźniej  słyszała 

bijącą  z  jego  głosu  prawdę.  Jej  serce  dudniło  jak  młot,  pod  wpływem  nadziei,  której  nie 
potrafiła wyraźnie sformułować nawet w myślach. 

– Teraz  twoja  kolej – oznajmił  Mac.  – Wiem,  że  jesteś  nadal  bardzo  osłabiona,  ale 

powiedz tylko jedno słowo. Chcę usłyszeć od ciebie tylko krótkie „tak”. 

– Przecież nie zadałeś mi jeszcze żadnego pytania. Mac zmarszczył brwi. 
– Oczywiście, że zadałem. Pytałem cię, czy wyjdziesz za mnie za mąż. 
Amelia uśmiechnęła się  ze  wzruszenia, a potem wyciągnęła rękę i  dotknęła  dłonią jego 

policzka. 

– Ale nie wspomniałeś ani słowa o miłości. 
– Czyżbyś nie słuchała mnie uważnie? Przecież mówię o niej przez cały czas. Miłość jest 

częścią  tego  wszystkiego,  o  czym  ci  powiedziałem.  Nigdy  nie  myślałem,  że  po  tylu  latach 
zakocham się w kobiecie, która zawsze  była tuż  obok mnie. Oczywiście, że  cię kocham. A 
teraz twoja kolej. Nie spieraj się ze mną, tylko powiedz, że też mnie kochasz i że chętnie za 
mnie wyjdziesz. 

– Owszem, Mac, kocham cię – szepnęła. – I chętnie zostanę twoją żoną. Pod warunkiem, 

że mnie o to poprosisz. 

Mac  mruknął  coś  pod  nosem,  ale  przyklęknął  obok  łóżka  i  oświadczył  jej  się  z 

background image

zachowaniem wszystkich wymogów formalnych. Ona zaś przyłożyła dłoń do swego serca, a 
kiedy poczuła jego bicie, zrodziło się w niej głębokie przekonanie, że ta miłość trwać będzie 
wiecznie. 

background image

EPILOG

Piętnaście miesięcy później Amelia znowu leżała w szpitalu, choć tym razem na innym 

oddziale.  Jej  pokój  był  pełen  kwiatów,  ale  tylko  niektóre  z  nich  były  widoczne.  Resztę 
zasłaniali licznie zgromadzeni goście. 

– Wiesz, że zawsze chętnie cię widzimy, siostrzyczko – mówił Alistair, podczas gdy Carl 

i Rowley zabawiali rozmową rodziców Maca. – Ciebie jednak możemy widywać co dzień, a 
tym  razem  chodziło  nam  głównie  o  to,  żeby  zobaczyć  dziecko.  Staliśmy  wszyscy  przed 
szklaną  szybą,  podziwiając  po  kolei  maleństwa  owinięte  niebieskimi  kocykami.  Dopiero 
kiedy przyjechali rodzice, a mama obejrzała  je  dokładnie i  pokręciła głową, zdaliśmy sobie 
sprawę, że go tam nie ma. 

– Mac zjawił się tuż przed nami i zabrał stamtąd swojego synka – dodał Carl. 
– No cóż, nie mogli przecież odejść daleko – zaśmiała się Amelia. 
– Tak  sądzisz? – spytał  Alec  McDougal,  mrugając  do  niej.  – Kiedy  przyszła  na  świat 

Petra,  biegał  z  nią  po  całym  szpitalu,  chcąc  ją  przedstawić  wszystkim  pracownikom,  od 
portiera aż do dyrektora naczelnego. 

– A ona była tylko jego siostrzenicą – wtrąciła Marion. – Pomyśl więc  tylko, jaki teraz 

musi być dumny ze swojego syna!

– Czy nie jesteś zazdrosna o małego? – spytała Charlotte. 
– Ani trochę – odparła zgodnie z prawdą Amelia. 
– Jak go nazwiecie? – pytała dalej Charlotte. – Mac powiedział, że jeszcze nie podjęliście 

decyzji... 

– Owszem,  decyzja  już  zapadła – oznajmił  Mac,  wchodząc  do  pokoju.  Dziecko,  które 

niósł  na  ręku,  wydawało  się  w  jego  ramionach  jeszcze  mniejsze  niż  w  rzeczywistości.  –
Nazwiemy go Connor. – Uśmiechnął się do Amelii, która spojrzała na niego ze zdziwieniem. 
– A teraz powitajcie go wszyscy i idźcie do domu. Moja żona miała długi, ciężki poród, wiec 
musi odpocząć. 

Spojrzał  na  nią  wyzywająco,  jakby  spodziewając  się  protestów,  lecz  ona  nie  miała 

zamiaru oponować. Była istotnie bardzo zmęczona, a poza tym chciała zostać z nim sam na 
sam. 

– Dlaczego Connor? – spytała, kiedy wszyscy goście wyszli, a Mac rozsiadł się wygodnie 

na jej łóżku. 

– Ponieważ  jest  to  imię  wybrane  przez  najbardziej  cudowną  kobietę  na  świecie. 

Przyznaję, że usiłowałem oponować, bo to imię wydawało mi się zbyt irlandzkie, ale w końcu 
jak  zawsze  ci  ustąpiłem.  – Ucałował  ją  lekko  i  uśmiechnął  się  czule.  – Najważniejsza  jest 
zgoda w rodzinie, a my prawie zawsze się zgadzamy, prawda?

Choć  nie  była  tego  do  końca  pewna,  kiwnęła  głową,  bo  lśniąca  w  jego  oczach  miłość 

odebrała jej zdolność mówienia. 

– Chcę  ci  powiedzieć  coś  jeszcze – ciągnął  Mac.  – Jestem  dumny  z  Connora  i 

zachwycony, że zostałem ojcem, ale największą radością jesteś dla mnie ty, Amelio. Sam nie 

background image

wiem, co zrobiłem, żeby zasłużyć na tak cudowny dar losu. Gdybym nie wiedział, że mnie za 
to  znienawidzisz,  nosiłbym  cię  na  rękach  po  całym  szpitalu,  żeby  wszyscy  mogli  się 
przekonać, jakie mam ogromne szczęście. 

– Nie zaszlibyśmy chyba daleko – oznajmiła Amelia. 
– Zaraz po wyjściu z oddziału położniczego zacząłbyś mnie pouczać, jak mam leżeć, albo 

zauważyłbyś  jakąś  znajomą  pacjentkę,  więc  upuściłbyś  mnie  na  podłogę,  żeby  podbiec  do 
niej i spytać, czy jest właściwie traktowana przez personel. 

– Nonsens – zaprotestował Mac, ponownie ją całując. 
– Na pewno postawiłbym cię ostrożnie na nogach.