background image

Kate Hardy 

 

Możesz mieć wszystko 

background image

PROLOG 

 

– Czyż nie jest to najbardziej czarujące dziecko, jakie kiedykolwiek widziałaś? 
Vicky przytuliła do siebie swoją nową bratanicę. Gdyby ktoś powiedział jej przed rokiem, 

że  Sebastian  będzie  oczarowany  swą  córeczką,  byłaby  mocno  rozbawiona.  Jej  starszy  brat 
miał opinię playboya i sam przyznawał, że nie znosi dzieci. Teraz był głową rodziny i ojcem. 
I wszystko wskazywało na to, że Chloe Victoria Radley owinie sobie ojca wokół palca.  

– Tak, Seb. Ona jest czarująca.  
– Alyssa i ja chcemy poprosić cię o przysługę.  
–  O  co  chodzi?  –  spytała  przekonana,  że  chodzi  o  opiekę  nad  dzieckiem  podczas  ich 

nieobecności.  

– Czy zgodzisz się zostać jej chrzestną matką? Chrzestną matką... Vicky nie miała dzieci. 

Obaj jej starsi bracia byli szczęśliwymi mężami i ojcami, ale ona wiedziała, że życie rodzinne 

nie  jest  dla  niej.  Nie  miała  czasu  na  bycie  żoną  i  matką.  Zamierzała  zostać  profesorem 
neurologii  i  zrobić  karierę.  Aby  się  sprawdzić,  musiała  pracować  dwa  razy  ciężej  niż 
zatrudnieni w jej branży mężczyźni. A to wymaga ofiar.  

Teraz, trzymając na rękach małą Chloe i czując jej słodki zapach, zastanawiała się przez 

chwilę,  czy  jej  kariera  jest  warta  takich  poświęceń.  Szybko  jednak  odrzuciła  od  siebie  te 
wątpliwości.  Była  pewna,  że  wybrała  słuszną  drogę.  Od  dziecka  marzyła  o  tym,  by  być 
lekarzem, i to wybitnym. A teraz wiedziała, że jest w stanie zrealizować te marzenia.  

– Vic, czy dobrze się czujesz? – spytał Seb.  
– Oczywiście.  
–  To  nieprawda.  Pracujesz  zbyt  ciężko.  Wiem,  że  chcesz  zostać  profesorem.  Jestem 

pewny, że postawisz na swoim. Ale nie chciałbym, żebyś zaharowała się na śmierć.  

– Nic mi nie jest. Przestań mnie strofować.  
– Napuszczę na ciebie Alyssę. Albo Sophie. Albo obydwie.  
–  To  nic  nie  da  –  odparła  z  uśmiechem  Vicky.  Obie  jej  bratowe  też  były  lekarzami. 

Alyssa pracowała na oddziale ratownictwa, a Sophie zrobiła specjalizację z chirurgii. – One 
znają zasady tej gry.  

Seb westchnął z rezygnacją.  
– No dobrze, nie będę się wtrącał. Więc zgadzasz się? 
– Na co? 
–  Na  to,  żeby  zostać  chrzestną  matką.  –  Wzniósł  oczy  do  nieba.  –  Jesteś  beznadziejna. 

Kiedy zadaję ci pytanie z zakresu neurochirurgii, potrafisz gadać przez wiele godzin. A kiedy 
pytam o sprawy prywatne...  

–  Nie  jestem  aż  tak  monotematyczną  maniaczką  –  mruknęła  z  uśmiechem  Vicky.  – 

Dziękuję wam, propozycja zostania chrzestną matką Chloe jest dla mnie bardzo  zaszczytna. 
Szczególnie że daliście jej drugie imię z myślą o mnie.  

– Jeśli się okaże, że ma choć połowę twoich zalet, będę z niej bardzo dumny – oznajmił 

Sebastian.  

background image

Vicky zamrugała oczami. Miała wrażenie, że się przesłyszała. Czyżby Seb, który zawsze 

jej dokuczał, naprawdę zdobył się na komplement? 

–  Widzę,  że  pod  wpływem  małżeńskiego  życia  straciłeś  poczucie  krytycyzmu  – 

zauważyła z uśmiechem.  

– Nie. Po prostu uświadomiłem sobie, co jest ważne. I wiem, że życie nie polega jedynie 

na pracy.  

–  Tylko  nie  próbuj  mnie  z  kimś  swatać.  Ja  nie  wtrącałam  się  do  twoich  spraw 

osobistych... ani Charliego.  

–  Nieprawda,  Vicky.  To  ty  zorganizowałaś  tę  dobroczynną  loterię,  w  której  ja  byłem 

główną wygraną, żeby odciągnąć na chwilę uwagę fotoreporterów od Charliego, który mógł 
dzięki temu pomyślnie ułożyć swoje sprawy z Sophie.  I to  ty skłoniłaś  Alyssę do przyjęcia 
moich oświadczyn.  

– Nie słuchaj taty – rzekła Vicky do małej Chloe. – Ja się do niczego nie wtrącałam. Po 

prostu otworzyłam im oczy na kilka spraw, których nie dostrzegali.  

– I postąpiłaś słusznie – dodała Alyssa, która właśnie weszła do salonu. – Czy Sebastian 

już ci powiedział? 

– Tak. A ja z radością przyjęłam waszą propozycję.  
– To świetnie. Ale słyszałam, co on mówi i uważam, że ma rację. Ty naprawdę za ciężko 

pracujesz, Vic.  

– I bardzo to lubię. Koniec dyskusji – oświadczyła Vicky, a potem, chcąc zmienić temat, 

spytała: – Czy widzieliście już te zdjęcia Chloe? 

Oboje połknęli przynętę i zaczęli się zachwycać pierwszymi fotografiami swej córeczki, 

rezygnując z dalszych uwag na temat prywatnego życia Vicky.  

A o to właśnie jej chodziło.  

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Jake wszedł na oddział neurologii. Była środa, a on miał zacząć pracę dopiero następnego 

dnia. Wiedział jednak, że tylko w ten sposób może się przekonać, jak naprawdę funkcjonuje 
jego  nowy  oddział,  gdyż  w  czwartek  rano  wszyscy  będą  wychodzić  z  siebie,  chcąc  zrobić 
dobre wrażenie na nowym konsultancie.  

Wszystko  działało  bez  zarzutu.  Mimo  sporej  liczby  pacjentów  na  oddziale  panował 

spokój,  co  dobrze  świadczyło  o  sprawności  zespołu.  Wszędzie  panowała  nieskazitelna 
czystość,  co  również  wzbudziło  jego  uznanie.  Pracował  w  kilku  szpitalach,  których 
administracja  lekkomyślnie  trwoniła  pieniądze,  zaniedbując  tak  podstawowe  sprawy  jak 
higiena.  

Dostrzegł  dużą  tablicę,  z  której  można  się  było  dowiedzieć,  gdzie  w  danej  chwili 

przebywają  poszczególni  lekarze.  Doszedł  do  wniosku,  że  przepływ  informacji  działa 
sprawnie, a oddział jest dobrze zarządzany.  

W tym momencie pojawiła się przed nim jakaś kobieta. Miała na sobie biały kitel, z jej 

szyi zwisał identyfikator. Doszedł do wniosku, że jest to najbardziej atrakcyjna kobieta, jaką 
kiedykolwiek  spotkał.  Musiała  mieć  około  metra  siedemdziesięciu  pięciu  centymetrów 
wzrostu,  bo  w  butach  na  wysokich  obcasach  mogła  spojrzeć  mu  prosto  w  oczy.  Miała  też 
długie  nogi  i  znakomitą  figurę  oraz  ciemne,  falujące  włosy  i  szaroniebieskie  oczy.  A  także 
najbardziej zmysłowe usta, jakie w życiu widział. Wydała mu się piękna jak gwiazda. Poczuł 
zdenerwowanie i zapomniał, gdzie się znajduje. Miał ochotę zrobić krok do przodu, chwycić 
ją w ramiona i namiętnie pocałować. Zupełnie jak w kinie.  

– Co mogę dla pana zrobić? – spytała. – Czy pan kogoś szuka? 
Jej  głos  przywołał  go  do  rzeczywistości.  Gwiazdy  filmowe  nie  mówią  z  akcentem 

typowym dla angielskich klas wyższych. Zauważył pod jej kitlem ciemny kostium, który był 
zapewne dziełem jakiegoś znanego projektanta, co dowodziło jej zamożności.  

Poza  tym  miała  niebawem  zostać  jego  koleżanką,  a  to  wyklucza  jakiekolwiek  bliższe 

związki. Nigdy nie umawiał się ze współpracownicami. Wiedział z doświadczenia, że może 
to prowadzić do poważnych komplikacji.  

Od dawna jednak nie spotkał kobiety, która przyprawiłaby go o takie dreszcze zachwytu.  
– Dziękuję bardzo, jakoś sobie poradzę – odparł chłodnym tonem, ale niemal natychmiast 

zdał  sobie  sprawę,  że  postępuje  bezsensownie,  ukrywając  swoją  tożsamość.  –  Jestem  Jake 
Lewis – oznajmił, naprawiając błąd i wyciągając do niej rękę.  

– Zjawił się pan o dzień za wcześnie.  
Poczuł, że się czerwieni i wzbudziło to w nim złość na samego siebie. Przecież na miłość 

boską jestem jej przełożonym! – pomyślał z gniewem. Więc dlaczego reaguję jak uczniak na 
widok nauczycielki? 

– Przechodziłem tędy i postanowiłem na chwilę wstąpić – oznajmił zdawkowym tonem.  
Vicky  natychmiast  się  domyśliła,  że  doktor  Lewis  wcale  nie  wstąpił  do  szpitala 

przypadkowo,  lecz  chciał  po  prostu  sprawdzić,  jak  funkcjonuje  oddział  na  dzień  przed 

background image

rozpoczęciem pracy. Nie miała mu tego za złe, bo na jego miejscu postąpiłaby tak samo.  

Podała  mu  rękę  i  stwierdziła,  że  ma  mocną,  suchą  dłoń.  Co  więcej,  zauważyła  ze 

zdziwieniem, że jego dotyk sprawia jej przyjemność. Miała wrażenie, że w jego uścisku było 
coś osobistego. Niemal pieszczotliwego. Natychmiast odpędziła od siebie te myśli, uznając je 
za absurdalne. Nigdy wcześniej nie miewała tego rodzaju urojeń. A koledzy z pracy nie byli 

dla niej potencjalnymi partnerami.  

Jak  na  konsultanta  Jake  prezentował  się  trochę...  dziwnie.  Tanie  ubranie,  tanie  buty. 

Większość dotychczas spotykanych przez nią wybitnych lekarzy lubiła popisywać się szytymi 
na  miarę  garniturami  i  ręcznie  robionym  włoskim  obuwiem.  Pomyślała  z  nadzieją,  że  być 
może Jake Lewis nie dba o wygląd, gdyż skupia się na medycynie.  

– Obchód właśnie się skończył – oznajmiła. – Ale jeśli pan chce poznać nasz personel, 

mogę go panu przedstawić.  

– Nie, poczekam z tym do jutra.  
Jest  obcesowy,  pomyślała  z  żalem.  Miejmy  nadzieję,  że  nie  będzie  taki  w  stosunku  do 

pacjentów.  Gdyby  się  uśmiechnął,  mógłby  wyglądać  bardzo  sympatycznie.  Jest  wysoki.  Ma 

ciemne, wyraziste oczy. Ciemne włosy, które spadają mu na czoło, a z tyłu są nieco za długie. 

I usta, których miałabym ochotę dotknąć...  

Ale on za niecałe dwadzieścia cztery godziny zostanie moim przełożonym. A poza tym ja 

mam na głowie ważniejsze sprawy. Praca: numer jeden. Związki z mężczyznami: zero. Tak 
od  dawna  wygląda  mój  program  i  tak  będzie,  dopóki  nie  zostanę  profesorem  neurologii. 
Potem mogę na nowo ocenić sytuację. Ale w żadnym wypadku nie wcześniej.  

– Czy chciałby pan zobaczyć coś jeszcze? – Zdała sobie sprawę, że to pytanie zabrzmiało 

uwodzicielsko.  

– Chodzi mi o to, że gdybym panu pokazała pokój dla personelu, szatnię i kuchenkę, nie 

tracilibyśmy na to czasu jutro.  

 
Czy chciałby jeszcze coś zobaczyć? Jake miałby ochotę zobaczyć o wiele więcej, ale nie 

zamierzał  ujawnić  przed  nią  swoich  myśli.  Miał  nadzieję,  że  nie  zdradza,  ich  wyraz  jego 
twarzy.  

– Nie, zostawmy to na później – odparł, wiedząc, że nie może sobie ufać. Gdyby szedł za 

nią, oceniałby jej chód. Zachwycałby się jej figurą. Marzyłby o tym, by ją objąć i pocałować. 
– Wpadłem tylko na chwilę, a pani z pewnością ma mnóstwo pracy.  

Uśmiech  zniknął  z  jej  twarzy,  a  on  w  tym  momencie  zdał  sobie  sprawę,  że  popełnił 

nietakt. Zamierzał powiedzieć, że nie chce jej zabierać czasu, ale jego wypowiedź zabrzmiała 

tak, jakby podejrzewał ją o zaniedbywanie obowiązków.  

– Ma pan słuszność – odparła lodowatym tonem.  
– A więc do zobaczenia jutro, doktorze Lewis.  
Odwróciła się na pięcie i odeszła.  
Jake  zaklął  w  duchu.  Wiedział,  że  jeśli  zostawi  sprawy  własnemu  biegowi,  Victoria 

potraktuje go jutro bardzo chłodno i zapewne powie kolegom, że nowy szef jest nadęty. Jeśli 
zaś pójdzie za nią, by się wytłumaczyć, będzie to tylko bezsensowny bełkot. Tak czy owak, 

background image

stoi na straconej pozycji.  

Doszedł do wniosku, że woli uchodzić za wyrachowanego profesjonalistę niż za durnia. 

Postanowił więc wybrać mniejsze zło i odłożyć wszystkie wyjaśnienia do następnego dnia.  

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

–  Chciałabym  wiedzieć,  czy  Jake  jest  kawalerem  –  powiedziała  Gemma,  pielęgniarka 

oddziałowa.  

–  Mnie  bardziej  interesuje  to,  czy  jest  dobrym  lekarzem  –  odparła  Vicky,  wzruszając 

ramionami.  

Gemma zerknęła na nią badawczo, ale ona zignorowała jej spojrzenie. Zastanawiała się, 

kiedy jej koledzy zrozumieją, że nie zamierza zawierać żadnych trwałych związków, dopóki 
nie  osiągnie  zaplanowanego  szczebla  swej  kariery.  I  że  naprawdę  nie  interesuje  jej  Jake 
Lewis.  Nadal  była  na  niego  obrażona  o  wczorajsze  zachowanie  –  usiłowała  go  życzliwie 
powitać, a on dał jej do zrozumienia, że zaniedbuje obowiązki.  

Miała  nadzieję,  że  Jake  niebawem  odkryje  swą  pomyłkę  i  przekona  się,  że  Victoria 

Charlotte Radley jest osobą niezwykle sumienną. A równocześnie zdawała sobie sprawę, że 
powinna  zignorować  jego  podejrzenia  i  robić  swoje.  Nigdy  w  życiu  nie  kierowała  się 
emocjami, a jej uczucia zarezerwowane były dla braci i niedawno urodzonej bratanicy.  

–  Wydaje  się  sympatyczny  –  ciągnęła  Gemma.  –  I  musisz  przyznać,  że  jest  bardzo 

przystojny. Wysoki, ciemne włosy, wprost ideał. A te jego oczy... to po prostu zaproszenie do 
łóżka.  

Vicky westchnęła. W tym momencie odezwał się jej pager.  
– Wzywają mnie na ratownictwo – oznajmiła, zerknąwszy na wyświetlacz. – Dokończę 

obchód później i zadzwonię, kiedy dowiem się, w której sali operacyjnej będę.  

– W porządku, a ja naniosę twoje dane na tablicę – obiecała Gemma.  
–  Dziękuję  –  odparła  z  uśmiechem  Vicky  i  odeszła  szybkim  krokiem.  –  Jestem  doktor 

Radley – przedstawiła się dyżurnej recepcjonistce. – Ktoś mnie do was wzywał.  

– Tak... chodzi o jednego z pacjentów doktora Francisa. Zaraz go przyprowadzę.  
Odeszła, a po chwili wróciła w towarzystwie jakiegoś młodego lekarza.  
–  Jestem  Hugh  Francis  –  rzekł  do  Vicky.  –  Dziękuję,  że  zechciała  pani  przyjść.  Mam 

dziesięcioletniego pacjenta z podejrzeniem krwiaka podtwardówkowego.  

– Czy on upadł? – spytała Vicky.  
– Jeździł na deskorolce, stracił równowagę i uderzył głową o obudowę zjeżdżalni.  
– Nie miał kasku? – Vicky zmarszczyła brwi.  
– Nie mogłem z niego wiele wyciągnąć – przyznał Hugh. – Był bardzo wystraszony. Ale 

powiedział Ruth, jednej z naszych pielęgniarek, że miał kłopoty z jakimiś chuliganami. Kiedy 
szedł  dziś  rano  do  szkoły,  otoczyła  go  w  parku  grupka  napastników,  którzy  zaczęli  mu 
wmawiać,  że  jest  niezdarą,  bo  nie  potrafi  wykonać  jakiegoś  ćwiczenia  na  deskorolce. 
Namawiali  go,  żeby  spróbował,  a  kiedy  oświadczył,  że  nie  ma  kasku,  zarzucili  mu 

tchórzostwo.  

– A on myślał, że dadzą mu spokój, jeśli to zrobi, prawda? 
– No właśnie.  
– Biedne dziecko – mruknęła ze współczuciem. – Czy stracił przytomność? 

background image

–  Twierdzi,  że  nie,  ale  spóźnił  się  do  szkoły.  Nauczycielka  zauważyła,  że  jest 

rozkojarzony i otępiały. Podejrzewała, że wąchał klej czy coś w tym rodzaju i wysłała go do 
ambulatorium. Powiedział, że boli go głowa, ale nie chciał ujawnić żadnych szczegółów.  

– W takim razie dobrze się stało, że skierowano go do nas – oświadczyła Vicky.  
–  Pielęgniarka  nie  poczuła  od  niego  zapachu  żadnych  toksycznych  substancji,  więc 

zadzwoniła do jego rodziców i zasugerowała, żeby go tu przywieźli.  

– No dobrze. Co ustaliliście do tej pory? 
– Jedenaście w skali Glasgow. Źrenice w normie, reagują na światło. Uszy OK. – Hugh 

zmarszczył brwi.  

– Ale nie podoba mi się jego ciśnienie, tętno i oddech.  
– Czy badaliście oczy oftalmoskopem? 
– Tak. Myślę, że ciśnienie wewnątrzczaszkowe  wzrasta, ale chciałbym  zasięgnąć opinii 

specjalisty.  

– No dobrze, zaraz go obejrzę. Trzeba by zrobić tomografię komputerową.  
– Już uprzedziłem, że niedługo tam będziemy. Vicky uśmiechnęła się z aprobatą.  
– Dobra robota – pochwaliła kolegę, idąc za nim do izby przyjęć. Na łóżku leżał blady, 

wystraszony chłopiec, a obok niego siedziała na krześle zaniepokojona kobieta.  

–  Pani  Foster,  to  jest  doktor  Radley  –  oznajmił  Hugh.  –  Jest  neurologiem.  A  oto  nasz 

pacjent Declan.  

– Dzień dobry pani – Vicky powitała matkę chłopca.  
– Jak się masz, Declan? – Usiadła na łóżku i wzięła go za rękę. – Jestem Vicky i będę się 

tobą przez jakiś czas opiekować. Słyszałam, że miałeś niemiłą przygodę na deskorolce. Jeśli 
mi pozwolisz, zajrzę ci do oczu, a potem wyślemy cię na badanie komputerowe.  

– Bardzo mi przykro, że sprawiam tyle kłopotu – wymamrotał chłopiec.  
–  Nie  przejmuj  się,  po  to  tu  jesteśmy.  –  Uścisnęła  jego  dłoń.  –  Wyleczymy  cię  bardzo 

szybko.  

Hugh podał jej oftalmoskop, a ona zajrzała do oczu chłopca i kiwnęła głową.  
–  Tak,  stanowczo  muszę  zobaczyć  wynik  tomografii.  Czy  wiesz,  na  czym  polega  to 

badanie, Declan? 

– Nie.  
–  Tomograf  komputerowy  to  rodzaj  aparatu  rentgenowskiego,  który  wykonuje  zdjęcia 

głowy pod wieloma  różnymi kątami  i  pokazuje  warstwy znajdujące się  w jej wnętrzu.  Jeśli 
zechcesz,  obejrzymy  je  później  razem  na  komputerze;  niewielu  ludzi  ma  okazję  widzieć 
wnętrze swojej głowy. Mogę też poprosić o przegranie tych zdjęć na płytę CD, którą będziesz 
mógł pokazać później kolegom.  

– Nie mam żadnych kolegów.  
Powiedział  to  obojętnym  tonem,  ale  Vicky  była  pewna,  że  głęboko  przeżywa  swą 

samotność. Znała to uczucie z własnego dzieciństwa, i to aż nazbyt dobrze.  

– Czy w twojej szkole są sami chłopcy? 
– Nie.  
– Pozwól, że udzielę ci dobrej rady – powiedziała łagodnym tonem. – Spróbuj rozmawiać 

background image

z dziewczynkami. Może odkryjesz, że niektóre interesują się tym samym co ty.  

– Dziewczyny nie lubią gier dla chłopców.  
–  Kiedy  byłam  w  twoim  wieku,  interesowałam  się  grami  komputerowymi,  więc  może 

spotkać  cię  miła  niespodzianka.  Spróbuj.  Nie  masz  nic  do  stracenia.  –  Uśmiechnęła  się  do 
niego serdecznie. – Teraz Hugh weźmie cię na badanie, a ja porozmawiam z twoją mamą.  

Pani Foster trzymała się najwyraźniej resztkami sił, bo gdy tylko Hugh wywiózł Declana 

z pokoju, po jej policzkach zaczęły spływać łzy.  

– Bardzo przepraszam – wymamrotała, ocierając je dłonią. – Chyba jestem złą matką. Nie 

przyszło mi do głowy, że ktoś może go napaść w drodze do szkoły. Nie mam pojęcia, co mu 
zrobili ci chłopcy. I od jak dawna go prześladują. On nigdy mi o tym nie mówił.  

– Prześladowane dzieci z reguły nie zwierzają się swoim rodzicom, bo boją się, że jeśli 

napastnicy zostaną ukarani, ich sytuacja ulegnie pogorszeniu. Niekiedy mają też wrażenie, że 
prześladowanie wynika z ich winy, bo z jakiegoś powodu różnią się od otoczenia: sposobem 
mówienia,  kolorem  włosów  albo  barwą  skóry.  Niech  pani  go  często  chwali,  żeby  podnieść 
jego  poczucie  wartości.  A  zanim  zacznę  leczyć  syna,  muszę  zadać  pani  kilka  pytań.  Czy 
Declan miał kiedyś jakieś urazy głowy? 

– Nie.  
–  To  dobrze.  Czy  ktoś  w  jego  rodzinie  skarżył  się  na  wybroczyny  lub  na  krwawienia, 

które trudno było zatamować? 

– Nie.  
– To jeszcze lepiej. Czy cierpiał po urodzeniu na wodogłowie? 
– Nie, nic podobnego.  
– Czy ma jakieś uczulenia? Na penicylinę lub coś w tym rodzaju? 
– Nie. Zawsze był zupełnie zdrowy.  
– Czy przyjmuje jakieś leki? 
– Nie. Co mu jest? 
–  Będę  wiedziała  więcej,  kiedy  obejrzę  wynik  tomografii,  ale  myślę,  że  jest  to  krwiak 

podtwardówkowy. Zdarza się to niekiedy, gdy ktoś mocno uderzy o coś głową.  

– Czy to znaczy, że będziecie musieli go operować? – spytała z przerażeniem pani Foster.  
–  Nie  mogę  nic  powiedzieć,  dopóki  nie  zobaczę  wyniku  badania  –  odparła  szczerze 

Vicky. – Czasem operacja nie jest potrzebna, bo mniejsze krwiaki wchłaniają się samoistnie. 
Niekiedy musimy wyciąć krwiak, zanim zacznie on nadmiernie uciskać mózg.  

– Och, moje biedne dziecko! – jęknęła pani Foster.  
– Czy pani chce, żebyśmy wezwali kogoś, kto się panią zaopiekuje? 
– Mój mąż jest już w drodze.  
– To dobrze.  
Zanim nadjechał pan Foster, badanie było skończone. Vicky obejrzała wydruki i pokazała 

jeden z nich doktorowi Francisowi.  

–  To  mi  się  bardzo  nie  podoba  –  powiedziała.  –  Będę  musiała  go  wziąć  na  salę 

operacyjną.  

Potem wróciła do Declana i jego rodziców.  

background image

– Jaki jest wynik badania? – spytała pani Foster.  
– Niestety, niezbyt pomyślny – odparła łagodnym tonem. – Między mózgiem Declana a 

pokrywającą  go  błoną  tworzy  się  krwiak.  Uciska  on  na  mózg,  powodując  jego  obrzęk  i 
niedotlenienie.  Właśnie  dlatego  Declan  ma  zaburzenia  wzroku  i  jest  nieco  oszołomiony. 
Dobra  wiadomość  brzmi  tak,  że  mogę  go  operować.  Zastosujemy  znieczulenie  ogólne,  a 
potem  wytnę  drobny  fragment  jego  czaszki  i  usunę  krwiak.  Będzie  musiał  spędzić  jakiś 
tydzień na obserwacji w szpitalu, ale poza tym nic mu nie grozi.  

– Czy on umrze? – spytała szeptem pani Foster.  
–  Zawsze  istnieje  pewne  ryzyko,  ale  gdybyśmy  zrezygnowali  z  operacji, 

niebezpieczeństwo byłoby o wiele większe – odparła spokojnie Vicky. – Po zabiegu będzie 
mu trochę szumieć w głowie, ale ból ustanie.  

–  Pozabijam  tych  drani  za  to,  co  zrobili  naszemu  dziecku  –  wycedził  przez  zęby  pan 

Foster. – Rozwalę im głowy kijem do krykieta.  

– Uspokój się, Neil – szepnęła jego żona. – Nie wolno ci tak postąpić, bo byłbyś wtedy 

równie złym człowiekiem jak oni.  

– Nie puszczę im tego płazem – upierał się ojciec Declana.  
– Owszem, może pan dochodzić sprawiedliwości na różne sposoby – wtrąciła spokojnie 

Vicky. – Ale teraz skupmy uwagę na leczeniu Declana.  

Podczas  gdy  przygotowywano  chłopca  do  zabiegu,  zatelefonowała  na  oddział 

ratownictwa.  

–  Będę  teraz  w  sali  numer  pięć  –  powiedziała  dyżurnej  pielęgniarce.  –  Poproś  doktora 

Lewisa, żeby tam przyszedł.  

Było  jej  wszystko  jedno,  czy  będzie  operować  Declana,  czy  tylko  asystować  przy 

zabiegu. Ale choć bała się trochę konfrontacji z nowym szefem, chciała, by doszło do niej jak 

najszybciej. Aby mogła się przekonać, czy jego stosunek do pacjentów jest bardziej życzliwy 
niż sposób, w jaki traktuje personel. Kończyła właśnie myć ręce, kiedy do sali wszedł Jake.  

– Co my tu mamy? – spytał od progu.  
–  Nacięcie  i  otworzenie  czaszki  w  celu  usunięcia  krwiaka  podtwardówkowego.  Tu  są 

wyniki badań.  

Jake szybko przejrzał wydruki.  
– Słuszna decyzja. Czy robiła pani już tego rodzaju operacje? 
Vicky kiwnęła potakująco głową.  
–  Chcę  dokonać  cięcia  linijnego,  zamiast  standardowego  cięcia  półkolistego.  Wiemy, 

gdzie znajduje się krwiak, a chciałabym zmniejszyć utratę krwi i skrócić czas operacji.  

Miała wrażenie, że Jake spojrzał na nią z szacunkiem.  
– Słusznie – oznajmił. – Ja operuję, pani asystuje.  
–  A  gdybym  to  ja  operowała?  Jeśli  nie  będzie  pan  zadowolony  ze  sposobu,  w  jaki  to 

robię, może pan zawsze wziąć sprawę w swoje ręce.  

–  W  porządku  –  odparł  po  chwili  zastanowienia.  –  Ale  będzie  mi  pani  przez  cały  czas 

mówić, co i dlaczego zamierza pani zrobić.  

– Jak debiutantka? – spytała, zaciskając usta.  

background image

–  Jak  każdy  inny  doświadczony  lekarz  dokonujący  operacji  w  obecności  nowego 

konsultanta. W ten sposób będziemy mogli oboje poznać swoje metody pracy.  

Ma  rację,  pomyślała.  Nadal  jest  trochę  zbyt  obcesowy  jak  na  mój  gust,  ale  może 

dowiedział się, że jestem córką barona i uważa mnie za arystokratkę, która udaje lekarza dla 
kaprysu. Mam szansę dowieść mu, że się myli.  

Declan  miał  już  ogoloną  głowę,  ale  nie  wyglądał  wcale  jak  skin,  tylko  jak  bezbronny 

wystraszony chłopiec. Vicky spojrzała na niego ze współczuciem.  

– Zamierzam dokonać cięcia w tym miejscu – powiedziała, wskazując pewien punkt na 

głowie chłopca.  

– OK – zgodził się Jake.  
Przystąpiła  do  pracy.  Konsultując  z  nim  każdy  kolejny  krok,  przecięła  warstwy  skóry, 

mięśni  i  błony,  wyborowała  otwory  w  czaszce  i  otworzyła  oponę  twardą,  by  dostać  się  do 
krwiaka,  a następnie usunęła  go i  zacisnęła pęknięte naczynie krwionośne.  Potem delikatnie 
włożyła na miejsce kość i zaczęła się przygotowywać do szycia.  

– Czy pozwoli pani, że dokończę? – spytał Jake. W gruncie rzeczy nie było to pytanie. 

Ocenił już jej kwalifikacje, a teraz chciał zademonstrować swoje. Bez słowa kiwnęła głową i 
odsunęła się od stołu.  

Musiała przyznać, że jest świetny. Pracował szybko, dokładnie i bardzo sprawnie.  
– Nigdy jeszcze nie widziałam tak perfekcyjnie zszytej rany – powiedziała z podziwem.  
– Dziękuję.  
Vicky czuła, że praca z doktorem Lewisem będzie dla niej przyjemnością. Był całkowicie 

skupiony na tym, co robi. W gruncie rzeczy wcale go nie obchodziło, co myślą o nim inni – 
liczyło się tylko dobro pacjenta.  

– Czy pani chce, żebym porozmawiał z jego rodzicami? – spytał, gdy wracali na oddział 

po zakończeniu operacji.  

Vicky potrząsnęła głową.  
– Zrobię to sama. Oni mnie już poznali, więc chyba lepiej, żeby mieli do czynienia z tą 

samą osobą, która przyjmowała ich na oddziale.  

– Słusznie – przytaknął Jake. – W razie potrzeby wie pani, gdzie mnie szukać.  
Weszła do poczekalni, w której siedzieli zdenerwowani rodzice chłopca.  
–  Informuję  państwa  z  radością,  że  operacja  się  udała.  Declan  powinien  odzyskać 

świadomość już za kilka minut, więc będziecie państwo mogli się z nim zobaczyć. Musi leżeć 
płasko przez najbliższe dwa dni, ale stopniowo będziemy unosić jego głowę. Wykonamy też 
tomografię, żeby się upewnić, że nie ma komplikacji.  

– Więc twierdzi pani, że wyzdrowieje? 
– Wszystko na to wskazuje – odparła z uśmiechem Vicky.  
– Och, dzięki Bogu. Jesteśmy pani bardzo wdzięczni.  
–  To  po  części  zasługa  naszego  konsultanta.  Gdyby  mieli  państwo  jakieś  dodatkowe 

pytania, proszę zwrócić się do mnie lub do doktora Lewisa.  

– Więc poznał pan już wszystkich – powiedziała Gemma. – A z Vicky spotkał się pan w 

sali operacyjnej.  

background image

– Czy ma pani na myśli doktor Radley? – spytał Jake.  
–  Tak,  ale  ona  jest  ze  wszystkimi  po  imieniu.  Nikomu  nie  daje  odczuć,  że  pochodzi  z 

wyższych sfer.  

– Z wyższych sfer? 
– No tak, ale zawsze zaznacza, że jest przede wszystkim lekarzem. – Uśmiechnęła się. – 

Jej starszy brat, Charlie, ma tytuł barona. Pewnie pan o nim słyszał.  

Jake  był  przekonany,  że  zna  to  nazwisko,  ale  nie  miał  pojęcia  skąd.  Nie  czytywał 

kolorowych czasopism specjalizujących się w plotkach na temat znanych ludzi.  

– Tylko proszę nie myśleć, że ona jest snobką – ciągnęła Gemma. – Nie bierze udziału w 

naszych  spotkaniach  towarzyskich,  ale  nie  dlatego,  żeby  uważała  się  za  kogoś  lepszego.  Po 
prostu pisze pracę naukową i śledzi wszystkie interesujące przypadki. Pracuje bardzo ciężko.  

– Nie ma w tym nic złego – mruknął Jake. Jemu też zarzucano nieraz, że poświęca zbyt 

wiele  uwagi  sprawom  zawodowym.  Teraz  zrozumiał,  dlaczego  doktor  Radley  tak 
perfekcyjnie przeprowadziła trudną operację...  

Wiedząc, że jest wolna, zastanawiał się już wcześniej, czy nie podjąć próby nawiązania z 

nią  bliższego  kontaktu.  Zamierzał  zaprosić  ją  któregoś  dnia  na  drinka.  Ale  teraz,  gdy 
dowiedział się o jej pochodzeniu, zdał sobie sprawę, że jest dla niego niedostępna. Ktoś, kto 
obraca się w kręgach zbliżonych do rodziny królewskiej, nie będzie chciał nawiązać bliższej 
znajomości z mężczyzną, który w dzieciństwie korzystał z pomocy opieki społecznej.  

Był  zadowolony,  że  poznał  prawdę,  zanim  zdążył  zrobić  z  siebie  głupca.  Postanowił 

nadal  trzymać  się  swych  zasad.  Vicky  była  koleżanką  z  pracy,  więc  o  spoufalaniu  się  nie 
może być mowy. Ani teraz, ani później.  

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Po  dwóch  tygodniach  spędzonych  w  szpitalu  Albert  Memoriał  w  londyńskiej  dzielnicy 

Chelsea Jake czuł się tak, jakby pracował tam od lat. Został zaakceptowany przez członków 
zespołu.  Zaproszono  go  nie  tylko  na  dwudzieste  piąte  urodziny  jednej  z  pielęgniarek,  lecz 
również na wspólną kolację pracowników, organizowaną w hinduskiej restauracji. Skorzystał 
z  obu  zaproszeń  i  doskonale  się  bawił,  choć  zauważył,  że  Vicky  była  nieobecna.  Podobno 
pełniła dyżur, ale Gemma wyznała mu po kilku kieliszkach wina, że doktor Radley nigdy nie 
bierze udziału w tego rodzaju imprezach. Pracuje nawet w święta, takie jak Boże Narodzenie 
czy  Wielkanoc,  żeby  koledzy  mający  dzieci  mogli  spędzić  te  dni  z  rodzinami.  A  w  czasie 
urlopu  zawsze  uczestniczy  w  jakimś  kursie  lub  odbywa  praktykę  u  znanego  lekarza,  by 
zdobyć nowe doświadczenia.  

Czuł się winny, bo do tej pory nie przeprosił jej za swoją gafę. Ale w gruncie rzeczy nie 

miał  na  to  szansy.  Vicky  ograniczała  rozmowy  z  nim  do  koniecznego  minimum  i 
koncentrowała  je  na  sprawach  dotyczących  pacjentów.  Musiał  przyznać,  że  ma  wspaniały 
stosunek  do  chorych,  ale  nie  mógł  zrozumieć,  dlaczego  go  unika.  Czyżby  po  pierwszym 
spotkaniu uznała go za aroganta? Przecież naprawił swój błąd, chwaląc jej umiejętności! 

Ćwicząc  pewnego  ranka  w  siłowni,  doszedł  do  wniosku,  że  powinien  jak  najszybciej 

wyjaśnić  tę  sprawę.  Postanowił  przepłynąć  dwadzieścia  długości  basenu,  zjeść  lekkie 
śniadanie, a następnie pójść na oddział i porozmawiać z Vicky. W basenie przebywało kilka 
osób,  ale  tylko  jedna  z  nich  przyciągnęła  jego  uwagę.  Pływała  w  tę  i  z  powrotem  równym, 
bezbłędnym  crawlem.  Wskoczył  do  wody,  wynurzył  się  blisko  niej  i  stwierdził  ze 
zdumieniem, że jest to Victoria Radley.  

Mimo starań nie potrafił oderwać od niej wzroku. A kiedy wyszła z wody, zapomniał o 

swym  postanowieniu  przepłynięcia  dwudziestu  długości  basenu,  wyskoczył  na  brzeg  i 
dogonił ją w drodze do szatni.  

– Cześć – powiedział, starając się, żeby jego głos brzmiał zdawkowo.  
– Och, dzień dobry – powitała go obojętnym tonem.  
– Nie wiedziałem, że jesteś członkiem tego klubu.  
–  To  najbliższa  siłownia  i  pływalnia  od  naszego  szpitala  –  odparła,  wzruszając 

ramionami.  

Jej słowa były uprzejme, ale nie dopatrzył się w nich cienia życzliwości.  
– Czy zjesz ze mną śniadanie? – spytał.  
Nie spodziewała się chyba takiego zaproszenia, bo otworzyła szeroko swoje piękne oczy.  
– Prawdę mówiąc, powinnam iść na oddział...  
–  Przecież  pracujemy  na  tej  samej  zmianie.  A  to  znaczy,  że  zaczynamy  dopiero  za...  – 

zerknął na zegarek – czterdzieści minut. Wystarczy czasu na prysznic i śniadanie.  

Miał wrażenie, że na jej policzkach pojawiły się lekkie rumieńce.  
–  Słyszałem,  że  w  naszej  stołówce  robią  doskonałe  kanapki  z  bekonem  –  rzekł 

zachęcającym tonem. – Ja zapraszam, bo muszę z tobą o czymś porozmawiać.  

background image

– O czym? – spytała podejrzliwie, mrużąc lekko oczy.  
– O sprawach zawodowych.  
Vicky wyraźnie się odprężyła i spojrzała na niego niemal z aprobatą.  
– W porządku. Spotkajmy się w holu za dziesięć minut.  
– Dobra, dziesięć minut – potwierdził, a ona zrobiła coś, co kompletnie go zaskoczyło: 

uśmiechnęła się...  

Jake poczuł przyspieszone bicie serca, a dziewięć minut później czekał już na nią w holu. 

Podeszła do niego dokładnie po upływie sześćdziesięciu sekund.  

– Dzwonił do mnie wczoraj dyrektor szpitala – oznajmił.  
– W jakiej sprawie? 
– Declana Fostera. Jego rodzice napisali do niego dziękczynny list, w którym wychwalali 

pod niebo twoje kwalifikacje.  

– Po prostu spełniłam swój obowiązek – stwierdziła, wzruszając ramionami.  
– Zrobiłaś znacznie więcej. Zauważyłem, że twoje notatki są bardzo dokładne i że zawsze 

informujesz pacjentów oraz ich krewnych o postępach terapii. Myślę też, że uczenie małych 
pacjentów gry w szachy wykracza poza zakres twoich obowiązków.  

–  Och,  to  był  przyjemny  sposób  spędzenia  przerwy  na  lunch  –  rzekła  Vicky 

nonszalanckim tonem.  

– Kilku przerw – poprawił ją Jake.  
– Czy masz coś przeciwko temu? – zapytała.  
–  Nie,  dopóki  nie  odbywa  się  to  kosztem  twojego  odpoczynku.  Każdy  człowiek 

potrzebuje trochę czasu na doładowanie baterii... Victorio.  

– Wszyscy mówią do mnie Vicky.  
– Vicky... Musisz od czasu do czasu pozwolić sobie na odpoczynek.  
– Nic mi nie dolega.  
Wyczuł w jej głosie irytację i ciężko westchnął.  
– Chyba źle zacząłem tę rozmowę – mruknął. – Chcę powiedzieć... chcę cię przeprosić. 

Podczas naszego pierwszego spotkania zachowałem się nietaktownie. Nie zamierzałem wcale 
sugerować,  że  zaniedbujesz  obowiązki.  Wiem,  że  sprawy  zawodowe  są  dla  ciebie 
najważniejsze. W gruncie rzeczy nie spotkałem nigdy nikogo, kto pracowałby tak ciężko jak 
ty.  

– Tylko tak można się przebić przez szklaną ścianę – rzekła Vicky.  
Szklaną  ścianę?  Musiał przyznać,  że  ten  aspekt  zawodowej  kariery  nigdy  nie  przyszedł 

mu do głowy.  

– Przecież żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku. Wszyscy mają równe szanse.  
–  Ile  znanych  ci  kobiet  pełni  funkcje  ordynatorów?  spytała,  marszcząc  brwi.  –  Ile  ma 

profesorskie tytuły? 

– Niewiele – odparł po chwili namysłu.  
– No właśnie. Jeśli mają rodziny, muszą robić przerwę w pracy, co opóźnia ich postępy, 

bo spędzają pięć lat na wychowywaniu dzieci. W tym czasie ich koledzy je wyprzedzają. A 
jeśli nie idą na urlop macierzyński, zyskują opinię karierowiczek nie dbających o rodzinę, co 

background image

często bywa wykorzystywane przeciwko nim.  

– Dyskryminacja jest nielegalna – oświadczył Jake.  
– Ale istnieje.  
– Wnoszę z tego, że ty nie masz dzieci? 
– Nie.  
Miał ochotę spytać, kim jest jej partner, ale w porę się powstrzymał. Bądź co bądź nie jest 

to  jego  sprawa.  A  poza  tym  obiecał  sobie,  że  nie  będzie zabiegał  o  jej  względy.  Postanowił 
więc ograniczyć rozmowę do tematów całkowicie neutralnych.  

– Co ci zamówić? – spytał, gdy weszli do bufetu.  
–  Proszę  o  kawę,  sałatkę  owocową  i  jogurt.  Traktowała  go  uprzejmie,  ale  nadal 

zachowywała pełen czujności dystans. Jako profesjonalista nie miał nic przeciwko temu, ale 
jako mężczyzna czuł się nieco zawiedziony.  

– Czy nie będzie ci przeszkadzało, że zjem kanapkę z bekonem? 
Vicky spojrzała na niego ze zdziwieniem.  
– Skądże! To twoje arterie, nie moje.  
Gdy usiedli, obficie polał swoją kanapkę ketchupem.  
– Likopen jest jednym z najsilniejszych utleniaczy – wyjaśnił z uśmiechem.  
– Ale nie neutralizuje w pełni cholesterolu.  
– Nic mnie to nie obchodzi. – Ugryzł kęs. – Jest naprawdę doskonała. Czy na pewno nie 

chcesz jej skosztować? 

Vicky  uwielbiała  kanapki  z  bekonem.  Gdyby  naprzeciw  niej  siedział  Seb  lub  Charlie, 

sięgnęłaby do jego talerza, nie czekając na zaproszenie. Ale nie chciała pozwolić sobie na tak 
poufały gest wobec Jake’a.  

–  Dziękuję,  ale  jestem  pewna.  –  Polała  jogurtem  sałatkę  owocową.  –  Więc  o  czym 

chciałeś ze mną rozmawiać? 

– O tobie. Resztę pracowników naszego oddziału poznałem bliżej podczas wieczornych 

spotkań  towarzyskich.  Ale  ty  zawsze  brałaś  wtedy  dyżury,  więc  nie  miałem  okazji  z  tobą 
pogadać.  

– Wszelkie informacje znajdziesz w moich aktach.  
– Owszem, wiem, że jesteś w trakcie robienia specjalizacji, że wyniki twoich egzaminów 

były znakomite i że dzieli cię tylko krok od stanowiska konsultanta.  

Skoro przeglądał już moją teczkę, to czego jeszcze chciałby się dowiedzieć? – pomyślała 

Vicky. Pytanie to musiało się odbić na jej twarzy, bo Jake natychmiast na nie odpowiedział.  

– Nie znam cię osobiście, choć widziałem, jak traktujesz pacjentów i zrobiło to na mnie 

wrażenie.  

Miała nadzieję, że Jake nie zacznie się do niej zalecać. Wiedziała, że ma silną wolę, ale w 

przypadku tak atrakcyjnego mężczyzny pokusa może zwyciężyć.  

–  Czytałeś  moje  akta  i  widziałeś  mnie  przy  pracy  –  oznajmiła.  –  To  wszystko,  co 

powinieneś wiedzieć.  

–  Otóż  nie.  Jeśli  mam  doprowadzić  do  tego,  żeby  członkowie  mojego  zespołu  byli 

zadowoleni  z  pracy  i  funkcjonowali  tak,  jak  tego  od  nich  oczekuję,  muszę  wiedzieć,  czego 

background image

pragną i co chcą osiągnąć. Gdzie chcieliby się znaleźć za pięć lat i jak zamierzają zrealizować 
swoje  plany.  Muszę  poznać  ich  zalety  i  słabości,  żeby  zorientować  się,  kto  i  w  jaki  sposób 
powinien doskonalić swoje umiejętności. A tego nie znajdę przecież w aktach.  

Zerknęła  na  niego  badawczo,  chcąc  przekonać  się,  czy  mówi  poważnie  i  doszła  do 

wniosku,  że  tak  jest.  Zauważyła  też,  że  jego  nadal  mokre  włosy  mają  barwę  ciemnej 
czekolady  i  stłumiła  cichy  jęk.  Po  raz  nie  wiadomo  który  stwierdziła,  że  Jake  Lewis  jest 
człowiekiem niebezpiecznym i postanowiła go unikać.  

–  Więc  powiedz  mi,  co  chcesz  osiągnąć,  Vicky  –  poprosił  łagodnym  tonem.  –  Zostać 

ordynatorem? Profesorem? 

– Jednym i drugim.  
– Na podstawie tego, co widziałem, mogę stwierdzić, że w pełni na to zasługujesz.  
– Dziękuję.  
– Więc jak wyglądają twoje plany? 
–  Mam  nadzieję,  że  w  przyszłym  roku  zostanę  konsultantem.  Potem  postaram  się  o 

posadę  w  jakiejś  placówce  naukowej.  Chcę  uczyć  studentów  i  prowadzić  badania,  ale  za 
bardzo lubię pracę z pacjentami, żeby z niej kompletnie zrezygnować. Poza tym teoria jest nic 
niewarta, jeśli nie można jej zastosować w życiu.  

– A jak zamierzasz zdobyć niezbędne doświadczenie? 
– Chcę częściej operować.  
– Zwrócę na to uwagę – obiecał Jake. – Kiedy znajdziemy się razem w operacyjnej, będę 

jak najczęściej oddawał ster w twoje ręce.  

– Dziękuję.  
– Daj mi też listę szkoleń, w których chciałabyś wziąć udział.  
– Budżet naszego oddziału jest podobno bardzo ograniczony.  
–  Właśnie  dlatego  nie  obiecuję,  że  wyślę  cię  na  wszystkie.  Ale  być  może  uda  mi  się 

zorganizować  szkolenia  międzyoddziałowe,  służące  wymianie  doświadczeń  między 
lekarzami różnych specjalności.  

– Pod warunkiem, że zgodzi się na to nasz ordynator.  
– Z tym nie powinno być problemu – oznajmił Jake. – W razie potrzeby posiadam dużą 

siłę przekonywania.  

Nie mam co do tego wątpliwości, pomyślała Vicky, patrząc na jego wyraziste usta. Potem 

przypomniała sobie, że nie wolno jej myśleć o nim w taki sposób.  

– Dlaczego zostałaś lekarzem? – spytał, sypiąc cukier do filiżanki z kawą.  
– Bo medycyna wydawała mi się interesująca. I była wyzwaniem.  
– Czy ktoś w twojej rodzinie uprawia ten sam zawód? 
– Owszem, dwaj moi bracia – odparła krótko.  
– Jaką mają specjalność? 
Nie mogła pojąć powodów, z których Jake wypytuje o jej braci. Charlie, który patrzył na 

wszystko przez różowe okulary, powiedziałby na pewno, że robi to z uprzejmości. Seb – w 
każdym  razie  ten  dawny  Seb  –  podejrzewałby,  że  Jake  jest  snobem,  który  chce  za  jej 
pośrednictwem zostać przedstawiony baronowi i być zapraszany na wykwintne przyjęcia. Tak 

background image

czy owak, nie miała ochoty rozmawiać z nim o swej rodzinie.  

–  Nie  są  neurologami  –  odparła  wymijająco,  zdając  sobie  sprawę,  że  zachowuje  się 

nieuprzejmie.  

Jake  spojrzał  na  nią  z  uwagą,  ale  zanim  zdążył  zadać  następne  pytanie,  odezwał  się  jej 

pager.  

–  Dziękuję  za  śniadanie  –  powiedziała,  zerkając  na  wyświetlacz.  –  Wzywają  mnie  na 

ratownictwo.  

– Przecież nie zaczęłaś jeszcze dyżuru – mruknął, marszcząc brwi. – Czy twój pager jest 

zawsze włączony? 

– Nie. Nie zawsze. Tylko przez jakieś dwadzieścia trzy godziny na dobę.  
Dostrzegła w jego oczach rozbawienie zmieszane z odrobiną niedowierzania. Tak jakby 

podejrzewał, że przed wyjściem z siłowni poprosiła którąś z koleżanek o nadanie sygnału za 
piętnaście minut i wybawienie jej z potencjalnie krępującej sytuacji.  

– Do zobaczenia – powiedziała, wstając od stolika.  
– Witaj, Vicky! – zawołał z uśmiechem Hugh Francis, gdy dotarła na oddział. – Miałem 

nadzieję, że to będziesz ty.  

– Na czym polega problem? 
– Pani Carter, siedemdziesiąt lat, podejrzenie przejściowego ataku niedokrwienia, ale nie 

jestem pewny, czy to nie jest początkowa faza udaru.  

– Dobrze, zaraz ją obejrzę. Jeśli będę miała wątpliwości, przyjmę ją na nasz oddział.  
– Dzięki. – Hugh zaprowadził Vicky do pokoju i przedstawił jej pacjentkę.  
–  W  gruncie  rzeczy  nic  mi  nie  jest  –  stwierdziła  pani  Carter.  –  Nie  musicie  się  mną 

przejmować, lepiej idźcie do kogoś, kto jest naprawdę chory.  

– To bardzo szlachetna postawa – odparła z uśmiechem Vicky – ale mimo to chciałabym 

panią zbadać.  

– To był tylko moment słabości.  
– Proszę mi o nim opowiedzieć.  
–  Poczułam  się  tak,  jakby  na  moje  jedno  oko  spadła  jakaś  zasłona.  Ale  wszystko  już 

minęło.  

Z opisu pani Carter wynikało niezbicie, że było to przejściowe zaćmienie wzroku.  
– Co jeszcze pani dolega? – spytała Vicky.  
– Otwierając drzwi, uderzyłam się w nogę, ale to po prostu starcza niezborność ruchów.  
Albo kolejny symptom przejściowego ataku niedokrwienia, pomyślała Vicky.  
– A czy nie ma pani kłopotów z mówieniem? 
– Mówię zupełnie normalnie. Nasz listonosz jest chyba przygłuchy, bo kazał mi wszystko 

powtarzać kilka razy. – Pani Carter westchnęła. – Nie wiem, dlaczego uparł się, żeby mnie tu 
przywieźć.  

–  Po  prostu  zaniepokoił  się  o  pani  zdrowie  –  odrzekła  Vicky,  zaglądając  do  notatek.  – 

Myślę,  że  cierpi  pani  na  coś,  co  nazywa  się  przejściowym  niedokrwieniem.  Polega  ono  na 
tym, że dostęp tlenu do pewnego segmentu mózgu jest zablokowany. Ludzki organizm potrafi 
przywracać dopływ krwi i rozpraszać małe zakrzepy, dlatego teraz czuje się pani normalnie.  

background image

– Więc mogę jechać do domu? 
–  Jeszcze  nie  –  odparła  Vicky.  –  Problem  w  tym,  że  osobom,  które  miały  przejściowe 

niedokrwienie,  może  w  przyszłości  grozić  udar,  więc  zanim  wypuszczę  panią  do  domu, 
muszę panią dokładnie zbadać. Czy mogę zacząć od kilku pytań? 

Pani Carter kiwnęła głową.  
– Czy miała pan kiedyś udar, albo przeszła niedawno jakąś operację? 
– Nie.  
– Czy któryś z członków pani rodziny miał kiedykolwiek atak padaczkowy lub drgawki? 
– Nic mi o tym nie wiadomo.  
– Czy miała pani niedawno jakąś infekcję? 
– Nie.  
– Czy zażywa pani jakieś leki? 
– Tak, na nadciśnienie. Zawsze o nich pamiętam, bo córka kupiła mi specjalny pojemnik, 

do którego wkłada się tygodniowy zapas.  

– Czy córka mieszka niedaleko pani? 
– Tak – odparła z westchnieniem pani Carter. – Ona się za bardzo wszystkim przejmuje, 

więc  proszę  jej  nie  mówić  o  tej  sprawie.  Po  prostu  za  szybko  wstałam,  kiedy  listonosz 
zadzwonił do drzwi. I tyle.  

– Czy odczuwała pani jakiś ból? 
– W gruncie rzeczy nie.  
– Co panią bolało? – nalegała Vicky.  
– Jest pani tak męcząca jak moja córka – mruknęła pani Carter. – Ona też nigdy nie daje 

za wygraną. Czułam lekki ból  w klatce piersiowej, ale minął. Zanim  pani  o to zapyta,  chcę 
powiedzieć, że przestałam palić wiele lat temu i odżywiam się prawidłowo. Nie tykam tych 
gotowych posiłków, które podgrzewa się w kuchence mikrofalowej.  

Vicky lekko się uśmiechnęła. Doszła do wniosku, że za jakieś czterdzieści lat upodobni 

się do pani Carter.  

–  Widzę,  że  jest  pani  całkowicie  samodzielna.  Ale  muszę  się  upewnić,  że  pani  nie 

przecenia  swoich  sił.  Jeśli  ma  pani  jakieś  kłopoty,  mogę  pani  dać  lekarstwo,  które  postawi 
panią  na  nogi.  Ale  jeśli  pani  coś  przede  mną  ukrywa,  może  to  być  groźne.  –  Ponieważ 
pacjentka  spojrzała  na  nią  wyzywająco,  dorzuciła  swoją  najwyższą  kartę.  –  To  znaczy,  że 
będę  musiała  porozmawiać  z  pani  córką,  która  niewątpliwie  poprosi,  żeby  się  pani  do  niej 
wprowadziła, bo zechce zapewnić pani stałą opiekę.  

–  Boże  zachowaj!  –  zawołała  pani  Carter.  –  Zasiadłabym  w  ciągu  tygodnia  na  ławie 

oskarżonych  pod  zarzutem  morderstwa.  Nie  zniosłabym  tych  ciągłych  pytań  o  zdrowie  ani 
towarzystwa jej dorastających dzieci, które ciągle trzaskają drzwiami i słuchają tego łomotu, 
który nazywają muzyką.  

– Ja też za tym nie przepadam – przyznała Vicky. – A więc czy jest coś, o czym pani mi 

nie powiedziała? 

– Miałam lekkie duszności. Ale jak już mówiłam, za szybko wstałam z łóżka.  
– Czy pozwoli pani się zbadać? 

background image

– Tak, ale pod warunkiem, że nie powie pani o niczym mojej córce.  
Vicky  ponownie  się  uśmiechnęła.  Na  podstawie  przeprowadzonej  dotychczas  rozmowy 

oceniła  już  pozytywnie  zdolność  pacjentki  do  koncentracji,  jej  pamięć  i  reakcje  na  bodźce. 
Teraz  zmierzyła  więc  już  tylko  jej  ciśnienie  oraz  temperaturę  i  sprawność  układu 
oddechowego.  

– Muszę zajrzeć do pani oczu – powiedziała, a potem sprawdziła reakcję źrenic na światło 

i obejrzała siatkówki. Później poprosiła panią Carter o zrobienie kilku kroków i przyłożenie 
palca do czubka nosa. Wszystkie badania wypadły zadowalająco.  

– Czy teraz wierzy pani, że nic mi nie dolega? – spytała pacjentka.  
– Jestem o tym niemal przekonana, ale skieruję panią na tomografię komputerową, żeby 

sprawdzić, co się dzieje w pani głowie.  

Pani Carter parsknęła z irytacją.  
– Młoda damo, gdyby pani potrafiła odczytać teraz moje myśli, byłaby pani z pewnością 

zszokowana.  

–  Nic  podobnego  –  odparła  ze  śmiechem  Vicky.  –  Lubię  spotykać  osoby,  które  są  tak 

niezależne jak pani.  

Mimo woli pomyślała o swojej matce, która nie posiadała tych zalet i z którą nigdy nie 

potrafiła znaleźć wspólnego języka.  

– Musimy też zrobić EKG, żeby sprawdzić serce.  
– Moje serce jest w porządku.  
– To dobrze, ale te badania są konieczne. Muszę się dowiedzieć, dlaczego pani zasłabła i 

czy nie grozi pani atak serca. Wpadnę tutaj, kiedy nadejdą wyniki.  

– Myślę, że potrafimy się dogadać, jeśli nie będzie pani do tego mieszać mojej córki. – 

Wyciągnęła rękę. – Nawiasem mówiąc, mam na imię Violet.  

– A ja  Vicky. Nie obiecuję niczego, dopóki  nie  obejrzę wyników. Ale z pewnością nie 

będę nikogo niepokoić, jeśli nie okaże się to konieczne.  

– To mi wystarczy – oznajmiła z triumfalnym uśmiechem pani Carter.  

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Jake  kończył  przeglądanie  teczek  pacjentów,  kiedy  rozległo  się  pukanie  do  drzwi  jego 

gabinetu.  

– Proszę! – zawołał i szeroko otworzył oczy, widząc wchodzącą Vicky. – Co mogę dla 

ciebie zrobić? 

– Chciałabym skonsultować z tobą przypadek pacjentki z ratownictwa.  
Uświadomił sobie, że naprawdę wzywano ją na oddział, a wiadomość zostawiona na jej 

pagerze  nie  była  tylko  wybiegiem  mającym  skrócić  ich  wspólne  śniadanie.  Odkrycie  to 
sprawiło mu wielką przyjemność.  

– Słucham – powiedział uprzejmym tonem. Vicky zrelacjonowała mu przypadek Violet 

Carter.  

–  Na  podstawie  objawów  przypuszczałam,  że  jest  to  przejściowe  niedokrwienie. 

Elektrokardiogram potwierdził moją wstępną diagnozę. Szmer naczyniowy tętnicy szyjnej w 
zwężeniu. – Oznaczało to, że krew nie przepływa normalnie przez tętnicę, lecz napotyka na 
przeszkodę.  

– A więc? 
–  Skierowałam  ją  na  angiografię  tętnicy  szyjnej,  żeby  ustalić  miejsce  zwężenia  arterii. 

Jeśli okaże się ono poważne, będę zalecała endarterektomię.  

Była  to  bardzo  delikatna  operacja,  polegająca  na  wycięciu  błony  wewnętrznej  tętnicy. 

Jake przypomniał sobie ich poranną rozmowę, podczas której Vicky oznajmiła mu, że pragnie 
poszerzyć swoje doświadczenia z zakresu neurochirurgii.  

– Czy robiłaś już kiedyś taki zabieg? 
– Tak, dwa razy.  
– Metodą endoskopii? 
– Nie.  
–  W  takim  razie  muszę  obejrzeć  wyniki  angiografii.  Jeśli  możemy  to  zrobić  metodą 

endoskopii, ja ją zoperuję, a ty będziesz asystować. Jeśli nie, ty przeprowadzisz operację, a ja 
będę asystować.  

– To bardzo miła kobieta, Jake. Jest samodzielna i niezależna. Nie chciałaby leżeć długo 

w szpitalu.  

Jake kiwnął głową. Znał taką kobietę. Tyle że... Siłą woli odpędził od siebie myśli o Lily.  
– Daj mi znać, kiedy otrzymasz wyniki. Będę w szpitalu przez całe przedpołudnie.  
– Dobrze.  
Vicky obejrzała wyniki angiografii i westchnęła. Stenoza sięgała osiemdziesięciu procent. 

Tętnice pani Carter były tak zwężone, że uniemożliwiało to normalny przepływ krwi. W tej 
sytuacji operacja była nieunikniona.  

– Jak się pani czuje, Violet? – spytała, podchodząc do jej łóżka.  
– Dobrze. Czy mogę wrócić do domu? 
– Niestety nie. Już wiem, dlaczego pani dziś zasłabła. Tętnice szyjne są bardzo zwężone, 

background image

więc do mózgu nie dopływa odpowiednia ilość krwi i tlenu.  

– Co z tego wynika? 
– Przyczyną zwężenia są zawarte we krwi cząsteczki tłuszczu, które przylegają do błony 

wewnętrznej  tętnic.  Nazywa  się  to  arteriosklerozą.  Ma  pani  prawo  wyboru.  Możemy 
przeprowadzić  endarterektomię,  czyli  operację  polegająca  na  wycięciu  błony  wewnętrznej 
tętnic  szyjnych,  wraz  z blokującymi  je  cząsteczkami.  Błona  odrasta  zwykle  w  ciągu  dwóch 
tygodni od dnia operacji.  

– A jeśli nie zgodzę się na operację? 
–  Tętnice  mogą  zostać  całkowicie  zablokowane.  Powiem  tylko  tyle,  że  u  mniej  więcej 

połowy  chorych  cierpiących  na  to  schorzenie  udar  następuje  w  ciągu  roku.  U  dwudziestu 
procent – w ciągu miesiąca.  

– A jeśli dojdzie do udaru, będę musiała zamieszkać w domu opieki, prawda? 
Vicky kiwnęła potakująco głową.  
– A czy po operacji wrócę do zdrowia? 
– Nie ma gwarancji, ale wszystko na to wskazuje.  
– Czy w czasie zabiegu będę przytomna? 
– Nie, zastosujmy ogólną narkozę.  
– Czyli będę musiała zostać w szpitalu – westchnęła Violet.  
– Tylko przez kilka dni.  
– A to oznacza, że muszę zawiadomić córkę.  
–  Gdyby  pani  była  moją  matką,  chciałabym  wiedzieć,  co  pani  dolega  –  odparła 

wymijająco Vicky.  

– Pani matka ma szczęście – mruknęła z irytacją Violet. – Jej córka jest rozsądną kobietą, 

która nie wpada w panikę i nie biega w kółko jak kura, której obcięto głowę.  

Vicky  była  pewna,  że  nie  odziedziczyła  zdrowego  rozsądku  po  Marze.  Żywiła  też 

przekonanie, że w jej rodzinie nie ma miejsca na dwie kury z obciętymi głowami. Ale szybko 
odsunęła od siebie te myśli.  

– Mam nadzieję, że ona panią docenia – dodała Violet.  
Vicky wydała niewyraźny pomruk. Mara nigdy jej nie rozumiała i zawsze twierdziła, że 

Vicky powinna się urodzić jako chłopiec. Zwłaszcza od dnia, w którym jej pięcioletnia córka 
pocięła  nożyczkami  swą  krótką  spódniczkę  i  baletki,  a  potem  zagroziła,  że  obetnie  włosy, 
jeśli matka będzie ją zmuszała do nauki tańca klasycznego. Mara nie była też zadowolona z 
tego,  że  Vicky  dała  się  wyrzucić  ze  szkoły  średniej  już  w  ciągu  pierwszego  tygodnia  roku 

szkolnego.  Ani  z  tego,  że  w  wyniku  swych  usilnych  starań  została  oddana  pod  opiekę 
kuratora sądowego, więc mogła uczyć się w domu.  

–  Zadzwonię  do  pani  córki  i  przedstawię  jej  całą  sytuację.  Jeśli  wyrazi  pani  zgodę  na 

operację, to wpiszę panią na popołudniową listę.  

– Kto będzie mnie operować? 
– Ja i nasz konsultant, Jake Lewis. Przedstawię go pani. A tymczasem... – Wyciągnęła z 

kieszeni kolorowe czasopismo. – Mam tu coś, co nie pozwoli pani się nudzić.  

 

background image

Kiedy  przedstawiła  Jake’a  pani  Carter,  zauważyła,  że  potraktował  on  starszą  kobietę  z 

wielkim  szacunkiem.  Wyjaśnił  jej  dokładnie,  na  czym  polega  operacja  i  poinformował,  jak 
długo będzie musiała zostać w szpitalu.  

Gdy przygotowywali się do zabiegu, dostrzegła malujący się na jego twarzy wyraz troski.  
– Czy masz jakieś powody do zmartwienia? – spytała.  
– Nie – odparł obcesowo Jake.  
Hm...  Zapewne  jest  zdenerwowany.  Wszyscy  znani  jej  chirurdzy  przeżywali  przed 

operacją coś w rodzaju tremy. Był to dobry znak, gdyż oznaczał, że nie traktują oni zabiegu w 
sposób  rutynowy.  Niektórzy  pod  wpływem  napięcia  mówili  zbyt  dużo.  Jake  najwyraźniej 
należał do innej kategorii, bo prawie się nie odzywał.  

Przeżyła  chwilę  zaskoczenia,  kiedy  kazał  puścić  płytę  z  nagraniem  Corellego.  Uważała 

go za człowieka, który woli pracować przy dźwiękach muzyki pop i nie lubi klasyki. Potem 
poczuła  zażenowanie,  bo  zdała  sobie  sprawę,  że  zachowała  się  jak  snobka,  reagując  w  taki 
sam  sposób,  w  jaki  mogła  zareagować  jej  matka.  Jake  nie  mówił  po  angielsku  z  akcentem 
typowym dla wyższych sfer, ale pochodzenie nie musi decydować o muzycznych gustach.  

W  ciągu  dwóch  następnych  godzin  udzielał  jej  szczegółowych  instrukcji  dotyczących 

kolejnych  etapów  zabiegu.  Podziwiała  jego  zręczność,  dokładność  i  precyzję.  Ale  gdy  tylko 
skończyli pracę, znów wpadł w ponury nastrój i przestał się odzywać.  

Operacja zakończyła się sukcesem, musiało więc chodzić o coś innego. Nie przypominała 

sobie, by zrobiła coś,  co mogłoby  go dotknąć.  Więc może przypadek pani  Carter obudził w 
nim złe wspomnienia? 

Kiedy pani Carter została przeniesiona na oddział i oddana pod opiekę zatroskanej córki, 

Vicky  postanowiła  wykorzystać  chwilę  przerwy  i  wymknęła  się  do  bufetu.  Kupiła  tam 
kawałek ciasta marchewkowego i dwie kawy, a potem zapukała do drzwi gabinetu Jake’a.  

– Proszę! 
Był pochylony nad papierami, ale dostrzegła na jego twarzy wyraz troski.  
– Co to jest? – spytał, kiedy zamknęła drzwi i postawiła na jego biurku kawę oraz ciastko.  
– Ciastko.  
–  Ale  dlaczego?  –  spytał  ze  zdumieniem,  nie  mogąc  uwierzyć  w  to,  że  szlachetnie 

urodzona Victoria Radley okazuje mu dowód takiej życzliwości.  

– Wszyscy mężczyźni mojego życia uwielbiają ciastka – odparła, wzruszając ramionami.  
Słysząc słowa „mężczyźni mojego życia”, poczuł ukłucie zazdrości, choć wiedział, że nie 

ma do tego prawa.  

– Nasza kucharka piekła najlepsze ciasta na świecie – ciągnęła. – Dlatego obaj moi bracia 

miękną jak wosk w rękach każdej kobiety, która częstuje ich słodyczami.  

Jake zmarszczył brwi. Czyżby chciała mu w ten sposób dać do zrozumienia, że pragnie, 

by zmiękł jak wosk w jej rękach? A może po prostu wyjaśnić, co znaczyły słowa „mężczyźni 
mojego życia”... ? 

– Wydawałeś się przygnębiony – oznajmiła, jakby odpowiadając na jego nieme pytanie. – 

Chciałam,  żebyś  poczuł  się  lepiej.  I  przeprosić  za  to,  że  zostawiłam  cię  samego  podczas 
śniadania.  

background image

–  Nie  ma  problemu  –  mruknął,  wzruszając  ramionami.  –  Przecież  wezwano  cię  na 

oddział.  

– Czy chcesz ze mną o tym porozmawiać? 
Nagle zdał sobie sprawę, o co chodzi. Vicky współczuła małemu Declanowi, który został 

napadnięty przez chuliganów. Okazywała też sympatię pani  Carter. A teraz, przynosząc mu 
ciastko i proponując rozmowę, zamierzała wyraźnie dołączyć go do swojej kolekcji ofiar losu.  

– Nic mi nie jest – oznajmił chłodnym tonem.  
– To nieprawda. Chodzi o coś, co ma związek z panią Carter.  
Był zdumiony jej umiejętnością czytania w jego myślach, ale jeszcze bardziej zaskoczyły 

go jej słowa.  

–  Ja  też  przejęłam  się  jej  losem  –  oznajmiła.  –  Nie  znałam  w  gruncie  rzeczy  moich 

dziadków, bo oboje umarli, kiedy byłam bardzo młoda. Ale pomyślałam sobie, że chciałabym 
mieć taką babcię jak ona.  

– Ona przypomina mi moją babcię, która mnie wychowywała – wyznał Jake. – Uważałem 

ją za najważniejszą osobę na świecie. Moja matka była śpiewaczką, a ojciec jej menedżerem. 
Oboje  ciągle  podróżowali,  ale  babcia  nie  pozwoliła  mnie  oddać  do  szkoły  z  internatem,  bo 
uważała,  że  dziecko  powinno  dorastać  w  warunkach  domowych.  –  Urwał  i  spojrzał  w 
przestrzeń. – Podczas pierwszego tournee mojej matki w Stanach ich samolot się rozbił.  

– Ile miałeś wtedy lat? 
– Dwanaście.  
– Utrata rodziców jest w tym wieku ciężkim przeżyciem.  
–  To  prawda.  Ale  przynajmniej  miałem  babcię.  Niestety  nie  dożyła  chwili,  w  której 

wręczono  mi  dyplom.  Umarła  z  powodu  udaru.  Miała  przejściowe  niedokrwienie,  ale  nie 
chciała  się  przyznać,  że  coś  jej  dolega.  Była  typową  przedstawicielką  swojego  pokolenia, 
które uważało, że nie wolno się nad sobą użalać. Niestety...  

–  Czy  dlatego  zrobiłeś  specjalizację  z  neurologii?  Jake  wolał  nie  odpowiadać  na  to 

pytanie,  ale  Vicky,  widząc  jego  minę,  domyśliła  się,  że  dotknęła  czułego  miejsca  w  jego 

duszy.  

–  Gdybyś  nie  nakłoniła  Violet  do  operacji,  opowiedziałbym  jej  o  mojej  babce  –  odparł 

wymijająco.  

–  Uprzedziłam  cię.  Podałam  jej  dane  statystyczne,  bo  chciałam,  żeby  sama  mogła 

wyciągnąć wnioski. Wie, że w razie udaru grozi jej pobyt w domu opieki albo – co bardziej ją 
przeraża – przeprowadzka do córki.  

– Już dawno zauważyłem, że masz dobry stosunek do pacjentów. Ty chyba też nie jesteś 

zadowolona, kiedy ktoś się o ciebie nadmiernie troszczy.  

–  Doprowadza  mnie  to  do  szału.  To  chyba  skutki  tego,  że  byłam  w  domu  najmłodsza. 

Mam dwóch starszych braci.  

– Wspominałaś, że obaj są lekarzami. Czym się zajmują? 
– Jeden jest chirurgiem plastycznym, a drugi pracuje na ratownictwie. Obaj są wspaniali, 

ale nadal traktują mnie jak małą dziewczynkę.  

Słysząc,  jak  Vicky  mówi  o  swojej  rodzinie,  poczuł  w  sercu  ukłucie  zazdrości.  On  sam 

background image

podjął  decyzję  już  dawno  temu.  Utrata  rodziców  była  dla  niego  ciosem,  ale  dopiero  śmierć 
babki  sprawiła,  że  postanowił  nie  zakładać  własnej  rodziny.  Bał  się  kolejnego  rozstania  z 
kimś bliskim.  

Właśnie dlatego nie zamierzał się z nikim wiązać. Nawet z kobietą, która pociągała go tak 

bardzo jak Vicky.  

–  Dziękuję  za  kawę  i  ciastko  –  rzekł  oschłym  tonem.  Vicky  wyczuła  jego  intencje,  bo 

ruszyła w stronę drzwi.  

– Do zobaczenia – powiedziała i opuściła pokój.  

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Pracowali razem zaledwie od miesiąca, od czterech krótkich tygodni, mimo to Vicky nie 

potrafiła przestać o nim myśleć. Kiedy podczas chrztu małej Chloe wzięła ją na ręce, miała 
wrażenie, że trzyma własne dziecko.  

Które miało wielkie, piwne oczy – takie same jak jego ojciec. Nigdy dotąd nie zdarzały 

jej się takie przywidzenia. Nie chciała mieć ani dzieci, ani stałego partnera. Pragnęła zdobyć 
rozgłos w dziedzinie medycyny i dokonać szeregu odkryć. Leczyć ludzi.  

Więc  dlaczego  ciągle  widzi  przed  sobą  jego  twarz?  Postanowiła  coś  w  tej  sprawie 

przedsięwziąć.  I  to  bezzwłocznie.  Zakleiła  kopertę,  zaadresowała  ją  i  napisała  na  niej:  DO 
RĄK  WŁASNYCH.  Potem  weszła  ukradkiem  do  jego  gabinetu  i  położyła  ją  na  stosie 
korespondencji.  

 
Jake  stał  na  dachu  Wharf  Tower  –  jednego  z  najwyższych  budynków  w  Londynie. 

Wiedział, że nic mu nie grozi – miał na sobie ochronny kombinezon i pasy bezpieczeństwa. 
Mimo  to  czuł  przypływ  adrenaliny.  Za kilka minut  miał zjechać na linie z drapacza chmur. 
Wiedział,  że  skorzysta  na  tym  jego  fundacja  imienia  Lily  Lewis.  Wszyscy  pracownicy 
neurologii  podpisali  wręczony  im  przez  niego  formularz  i  zostali  jej  sponsorami,  choć 
pieniądze nie były przeznaczone dla ich szpitala.  

Promując założoną przez siebie fundację, wyskoczył dwukrotnie z samolotu, przepłynął 

dystans  równy  szerokości  kanału  La  Manche,  zjechał  na  linie  z  kilku  wysokościowców, 
skoczył na bungee z mostu w Nowej Zelandii, przebiegł parę maratonów.  

Potrafiłby może lepiej wykorzystać swój wolny czas, ale wszystkie te wyczyny były dla 

dobra sprawy. I nie miał wątpliwości, że postępuje słusznie.  

– Robię to dla ciebie, babciu – wyszeptał, odbijając się stopami od brzegu dachu.  
Ale zamiast piwnych źrenic swojej babki zobaczył w tym momencie szaroniebieskie oczy 

Vicky Radley.  

Następnego  ranka  znalazł  w  swojej  bieżącej  korespondencji  kopertę  zaadresowaną 

nieznanym  mu  charakterem  pisma.  I  opatrzoną  adnotacją:  DO  RĄK  WŁASNYCH.  Wydało 
mu się to zastanawiające. Rozciął kopertę i stwierdził, że zawiera ona tylko czek na wysoką 
sumę, wystawiony przez V. C. Radley i przeznaczony dla fundacji imienia Lily Lewis.  

Wiedział,  że  Vicky  podpisała  formularz  sponsorski  i  wpłaciła  na  rzecz  jego  fundacji 

podobną kwotę jak inni lekarze. Nie rozumiał więc motywów jej postępowania.  

Wsunął  czek  z  powrotem  do  koperty,  którą  włożył  do  kieszeni  marynarki  i  udał  się  na 

poszukiwanie Vicky. Gdy ją znalazł, była akurat zajęta rozmową z pacjentem.  

– Przepraszam, że przerywam – powiedział z uprzejmym uśmiechem. – Doktor Radley, 

czy zechciałaby pani w wolnej chwili zajrzeć do mojego gabinetu? 

– Oczywiście, doktorze Lewis – odparła równie bezosobowym tonem.  
Wrócił do siebie i podjął pracę, ale stale powracał myślami do spraw, które uprzytomnił 

mu  jej  widok.  Przypominał  sobie,  że  w  jego  życiu  nie  ma  miejsca  dla  drugiej  osoby. 

background image

Szczególnie  dla  osoby  pochodzącej  z  zupełnie  innej  sfery.  Sfery  równie  odległej  od  jego 
świata jak jakaś oddalona od Ziemi planeta.  

Zmuszał się do systematycznego przeglądania papierów, ale mimo woli zerkał co chwila 

na zegar. Vicky zapukała do jego drzwi dopiero po upływie dwudziestu minut.  

– Usiądź – powiedział, wskazując krzesło.  
– O co chodzi? 
– Wsparłaś już moją fundację, wpłacając dotację w gotówce. Dlaczego przysłałaś mi ten 

czek? – Wyjął z kieszeni kopertę i pomachał nią w powietrzu.  

– Dlaczego nie? – spytała, wzruszając ramionami.  
– Vicky, to jest bardzo duża suma.  
Milczała przez chwilę, jakby zastanawiając się nad sytuacją, a potem ciężko westchnęła.  
– Myślę, że już wiesz, z jakiej pochodzę rodziny.  
– Owszem.  
– Mój ojciec był baronem.  
Jake zwrócił uwagę na czas przeszły. Więc ona również przeżyła śmierć bliskiej osoby. I 

wiedziała, o czym mówił, wspominając o stracie rodziców i babki.  

–  Odziedziczyłam  po  nim  pieniądze,  kiedy  byłam  bardzo  młoda.  Członkowie  rady 

powierniczej zainwestowali je w nieruchomości. To znaczy, że jestem niezależna finansowo, 
a w dodatku mam przyzwoitą pensję. – Wstała i odsunęła krzesło. – Więc mój gest wcale nie 
jest taki hojny, jak ci się wydaje. Wolę wpłacić te pieniądze na zbożny cel, niż wydawać je na 

szampana, napełniając kieszenie jakiemuś obleśnemu barmanowi.  

Zdał sobie sprawę, że znów popełnił niezręczność. Czuł, że Vicky lada chwila wyjdzie z 

gabinetu, a on nie będzie miał pojęcia, jak naprawić ich relacje.  

–  Bardzo  cię  przepraszam  –  rzekł  pospiesznie.  –  Chciałem  ci  podziękować,  nie  robiąc 

wokół tej sprawy szumu. Zachować się równie delikatnie jak ty, przysyłając mi ten czek. Ale 
sytuacja  mnie  przerosła.  Tak  wysokie  sumy  wpłacają  na  rzecz  fundacji  tylko  ludzie,  którzy 
sami  stracili  kogoś  bliskiego.  Czy  moje  domysły  są  słuszne?  Czy  wybrałaś  neurologię 
dlatego, że twój ojciec też umarł z powodu udaru? 

–  Przyjmuję  twoje  podziękowanie  –  powiedziała  chłodnym  tonem,  nie  patrząc  mu  w 

oczy.  

– Vicky... – Chciał za wszelką cenę zmienić nastrój. – Czy mogę cię zaprosić na kolację? 
– Nie ma takiej potrzeby.  
Przez chwilę myślała, że Jake wybuchnie gniewem.  
–  Chcę  po  prostu  zrobić  przyjazny  gest.  Podziękować  ci  za  twoje  poparcie.  Nie 

zamierzam cię podrywać.  

–  Wolałabym,  żebyś  nie  wydawał  tych  pieniędzy  na  mnie,  tylko  wpłacił  je  na  konto 

fundacji.  

A więc nie chce iść na kolację. Jest zapewne przyzwyczajona do wykwintnych posiłków 

w  najlepszych  restauracjach  Londynu.  W  lokalach,  w  których  trzeba  rezerwować  stół  co 

najmniej  z  rocznym  wyprzedzeniem.  A  kolacja  na  dwie  osoby  kosztuje  tyle,  ile  wynoszą 
tygodniowe zarobki przeciętnego lekarza.  

background image

– No to może któregoś dnia wybierzesz się ze mną na wycieczkę za miasto? 
– Dokąd? – spytała, natychmiast zdając sobie sprawę, że jej pytanie jest równoznaczne z 

wyrażeniem zgody.  

–  Pojedź  ze  mną,  to  się  przekonasz.  Propozycja  była  kusząca,  lecz  postanowiła  ją 

odrzucić.  

– Proszę cię o to jako przyjaciel – dodał, zanim zdążyła znaleźć odpowiednie słowa.  
Przyjaciel?  Nigdy  nie  przyjaźniła  się  z  żadnym  mężczyzną.  Oczywiście  oprócz  Seba  i 

Charliego, ale oni się nie liczą, bo są jej braćmi.  

– Okej – powiedziała, sama nie wiedząc dlaczego.  
–  To  świetnie.  –  Jake  uśmiechnął  się  promiennie.  –  Nawiasem  mówiąc,  włóż  na  tę 

wycieczkę dżinsy i sportowe buty.  

– Dlaczego? 
– Zobaczysz, gdy dotrzemy na miejsce. Kiedy mamy oboje wolny dzień? 
Jego  pytanie  zabrzmiało  tak  bezosobowo,  jakby  nie  proponował  jej  towarzyskiego 

spotkania, tylko wspólną podróż służbową. Vicky odetchnęła z ulgą.  

– Może w najbliższą środę? – zaproponował Jake.  
– W porządku.  
–  Czy  mogę  po  ciebie  przyjechać?  –  Widząc,  że  Vicky  się  waha,  szybko  dodał:  –  Nie 

zamierzam  cię  nachodzić,  ale  tak  będzie  prędzej.  Umówmy  się  o  dziesiątej,  żeby  uniknąć 
porannej godziny szczytu.  

– Zgoda, o dziesiątej. – Wpisała datę w swoim elektronicznym notatniku. – Jeśli nie masz 

do mnie żadnej innej sprawy, to chciałabym dokończyć obchód.  

– Oczywiście. Do zobaczenia później.  
Vicky mruknęła coś pod nosem i wyszła z gabinetu.  
W  ciągu  następnych  trzech  dni  wielokrotnie  miała  ochotę  odwołać  to  spotkanie,  ale  na 

wszelki  wypadek  kupiła  dżinsy.  W  środę,  trzy  minuty  przed  dziesiątą,  wyjrzała  przez  okno 
salonu  i  dostrzegła  zatrzymujący  się  przed  domem  mały  czerwony  samochód,  z  którego 
wysiadł Jake.  

Na terenie szpitala nosił garnitur. Na basenie widziała go w kąpielówkach. Teraz miał na 

sobie  wypłowiałe  dżinsy,  czarną  sportową  koszulę  i  słoneczne  okulary.  Wyglądał  tak 
atrakcyjnie, że musiała sześć razy głęboko odetchnąć, zanim otworzyła mu drzwi.  

Przyjrzał jej się uważnie, a potem kiwnął głową, wyrażając aprobatę dla jej stroju.  
Był  ciepły  kwietniowy  dzień,  więc  nie  wzięła  płaszcza.  Zamknęła  drzwi  mieszkania  i 

poszła za nim do samochodu. Ze stereofonicznego odtwarzacza płynęła jakaś piosenka, więc 
zaczęła podejrzewać, że słuchał podczas operacji muzyki klasycznej tylko po to, by zrobić na 
niej wrażenie.  

–  Nie  mógłbym  przy  tym  pracować,  ale  lubię  tego  słuchać  podczas  prowadzenia 

samochodu – wyjaśnił, jakby czytając w jej myślach.  

– Więc dokąd jedziemy? 
– Zobaczysz, kiedy będziemy na miejscu. Usiądź wygodnie i podziwiaj widoki.  
Zastosowała się do jego rady, choć nie lubiła bezczynności. Ale nie wzięła ze sobą nic do 

background image

czytania.  Spodziewała się,  że Jake będzie ją zabawiał  rozmową,  on tymczasem  milczał  albo 
nucił  pod  nosem  słowa  dochodzącej  z  odtwarzacza  piosenki.  Była  z  tego  poniekąd 
zadowolona, bo nie musiała silić się na uprzejmą konwersację.  

– Czy jedziemy nad morze? – spytała, kiedy skręcili w drogę A 127.  
– To najbliższe wybrzeże od Londynu.  
Nie  pamiętała,  by  jako  dziecko  była  kiedykolwiek  nad  morzem.  W  zimie  jej  rodzina 

jeździła  na  narty  do  Szwajcarii,  a  latem  odwiedzała  posiadłość  dalekich  krewnych  w 
Derbyshire.  Ojciec  zabierał  synów  w  góry,  a  ona  spędzała  czas  z  matką  i  gronem  młodych 

panienek, które rozmawiały tylko o strojach i uważały ją za dziwaczkę. Ńa szczęście znalazła 
gdzieś  książkę  o  kartach  i  nauczyła  się  grać  w  pokera.  Potem  odebrała  swoim  braciom 
wszystkie pieniądze, które oszczędzili ze swego kieszonkowego i nie oddała ich, dopóki nie 
zgodzili się poprosić ojca, by ją też zabierał na wspinaczki.  

Po  śmierci  ojca  przestali  jeździć  na  narty,  a  ona  nie  miała  najmniejszej  ochoty  spędzać 

wolnego  czasu  w  towarzystwie  Barry’ego,  nowego  męża  Mary.  Wykręcała  się  więc  od 

rodzinnych  wakacji,  twierdząc,  że  musi  spędzać  wolny  czas  na  nauce.  A  po  ukończeniu 
studiów też nie wyjeżdżała na urlop, gdyż była pochłonięta pracą.  

–  Nie  rób  takiej  ponurej  miny  –  powiedział  Jake,  parkując  samochód.  –  Nie  jest 

wykluczone, że spędzimy ten dzień bardzo przyjemnie.  

– Przepraszam. Po prostu nie jestem przyzwyczajona do takich wycieczek.  
– Wiem. Spędzasz wolny czas na nauce. – Uśmiechnął się do niej przewrotnie. – Ale dziś 

będziesz  zbijać  bąki.  I  ładować  baterie.  Tak  wypoczniesz,  że  po  powrocie  do  Londynu 
nadrobisz stracony czas bardzo szybko.  

Spojrzała  na  morze.  Wiatr  tworzył  na  wodzie  pieniste  bałwany.  Na  plaży  bawiła  się 

gromadka dzieci, budując z piasku ogromne zamki. Vicky uświadomiła sobie nagle, że nigdy 
w życiu nie budowała zamków z piasku.  

Jake naprawdę zdawał się czytać w jej myślach, bo zajrzał do najbliższego sklepu, a po 

chwili wyszedł, niosąc dwa wiaderka i dwie łopatki.  

– Zrobimy zawody – oznajmił. – Przegrany stawia lunch.  
– Na czym ma polegać rywalizacja? 
– Wygra ten, kto zbuduje większy zamek.  
Nie miała pojęcia o budowie zamków. Zanim wzniosła parter, Jake był już na piętrze.  
Chyba  dostrzegł  jej  irytację,  bo  postanowił  zmienić  zasady  rywalizacji  i  zaproponował, 

by pracowali wspólnie. Doszła do wniosku, że w przeciwieństwie do niej chyba chciałby mieć 
dzieci i dużą rodzinę.  

–  Ja  będę  zawsze  miał  nad  tobą  przewagę,  bo  co  roku  spędzałem  dwa  tygodnie  nad 

morzem.  Babcia  wynajmowała  zwykle  jakiś  pokój  w  miejscowości,  w  której  moja  matka 
występowała podczas letniego sezonu. Wieczorami siedziałem na zapleczu sceny, ale w ciągu 
dnia  bawiliśmy  się  na  plaży,  budując  zamki  i  zbierając  muszle.  Znalazłem  nawet  kilka 
kawałków bursztynu.  

Vicky  nie  znała  takich  prostych,  dziecinnych  przyjemności.  Jej  ojciec  zawsze  był 

pochłonięty  zarządzaniem  majątkami.  Mara  lubiła  tylko  damskie  zajęcia,  które  śmiertelnie 

background image

nudziły jej córkę, więc spędzała całe dnie na strychu, czytając książki.  

– To musiało być bardzo miłe – powiedziała, starając się ukryć zazdrość.  
–  Było.  Po  śmierci  rodziców  nie  mieliśmy  wiele  pieniędzy,  ale  babcia  zawsze  potrafiła 

oszczędzić kilka funtów na wakacje. Twierdziła, że morski wiatr odpędza kłopoty.  

– Ja nie mam żadnych kłopotów.  
–  Wcale  cię  o  to  nie  podejrzewałem.  Wydałaś  mi  się  osobą,  która  rzadko  bywa  nad 

morzem,  więc  przywiozłem  cię  tutaj,  żebyś  mogła  wypocząć.  Ale  na  razie  nie  wydajesz  się 

zachwycona. Jeśli chcesz, możemy wrócić.  

Doszedł  do  przekonania,  że  Vicky  gardzi  angielskimi  kurortami.  Takie  osoby  jak  ona 

spędzają zapewne wakacje w Monte Carlo lub Saint Tropez, jedząc kawior i homary.  

– Jestem ci bardzo wdzięczna – oznajmiła ku jego zdumieniu. – Pokaż mi, co robią nad 

morzem zwykli ludzie.  

– Zwykli ludzie? 
– Tacy, którzy nie muszą ciągle się kontrolować, żeby nie zauważył ich jakiś dziennikarz 

czy fotoreporter.  

– Chcesz mi powiedzieć, że obserwują cię paparazzi? Czyżbyś ich tu zauważyła? 
Vicky potrząsnęła przecząco głową.  
– Oni zwykle nie zwracają na mnie większej  uwagi. W najgorszej  sytuacji jest Charlie, 

który  odziedziczył  tytuł  barona,  więc  wzbudza  ich  zainteresowanie.  A  Seb  był  ulubieńcem 
brukowców, bo bywał na wszystkich przyjęciach i nigdy nie umawiał się dwa razy z tą samą 
kobietą. Teraz obaj są żonaci, więc się ustatkowali.  

– Ale ty jesteś ich siostrą. Dlaczego nie biegają za tobą dziennikarze? 
– Bo ktoś taki jak ja nie jest dla nich interesujący.  
– Czy nigdy cię nie kusiło, żeby się zbuntować? Popełnić jakieś szaleństwo? 
– Zrobiłam to, kiedy byłam mała.  
– Ile miałaś wtedy lat? 
– Pięć.  
– Uciekłaś z domu? 
– Nie. Pocięłam na kawałki moją spódniczkę i baletki. Potem zagroziłam matce, że jeśli 

zmusi mnie do chodzenia na lekcje tańca klasycznego, obetnę sobie włosy.  

– Widzę, że już wtedy byłaś przerażająca.  
– Wcale taka nie jestem – zaprotestowała.  
–  Vicky,  wiem,  jak  dobrze  traktujesz  pacjentów.  Chciałem  tylko  powiedzieć,  że 

wyznaczasz sobie bardzo ambitne cele. Nam, zwykłym śmiertelnikom, trudno czasem za tobą 
nadążyć.  

– To już nie jest mój problem.  
–  Nie  zamierzałem  cię  dotknąć.  Podziwiam  twój  charakter.  Czy  możemy  zacząć  od 

nowa?  Od  momentu,  w  którym  poprosiłaś,  żebym  ci  pokazał,  co  robią  nad  morzem  zwykli 

ludzie.  

Milczała jarasz dłuższą chwilę, a on był pewny, że mu odmówi. Ate kiwnęła potakująco 

głową. Wręczył ich wiaderka i łopatki jakimś dzieciom, a potem zaprowadził ją na drewniany 

background image

pomost biegnący w głąb morza.  

– To jest najdłuższe molo na świecie. Ma prawie dwa kilometry, a woda na jego końcu 

jest głęboka na dwa kilometry. Czy wolisz iść piechotą, czy wsiąść do kolejki? 

– Spacery są zdrowe.  
– Ale jazda kolejką jest zabawniejsza.  
– Więc pójdźmy na kompromis. Pojedźmy kolejką, a wróćmy na piechotę.  
Jake uśmiechnął się szeroko. Vicky najwyraźniej zaczyna rozumieć jego intencje. Dzień 

zapowiada się coraz lepiej.  

Na końcu molo kupił w smażalni dwie porcje małych rybek.  
– Nie jestem pewna, czyje polubię – bąknęła Vicky.  
– Ryby są zdrowe. Jako neurolog powinnaś wiedzieć, że oleje omega3...  
– To dotyczy tłustych ryb, takich jak łosoś. Te małe. ..  
– ... uchodzą za miejscową specjalność. Ale skoro nie masz na nie ochoty... – Wziął od 

niej  kartonowy  talerzyk  i  zjadł  całą  porcję.  –  Może  będzie  ci  smakować  następny 
poczęstunek. W tej miejscowości robią najlepsze w świecie lody. – Zaprowadził ją do kiosku 
i kupił lody w stożkowatym rożku.  

– Chyba nigdy nie widziałam takich białych lodów – mruknęła Vicky.  
– Zaufaj mi.  
Vicky polizała kulkę i uśmiechnęła się z zadowoleniem. A on po raz nie wiadomo który 

zauważył, że ma bardzo piękne oczy.  

Na drugim końcu molo kupili sobie dwie porcje ryby z frytkami i zjedli je z papierowych 

torebek,  siedząc  na  plaży.  Mimo  swej  błękitnej  krwi  Vicky  wyglądała  jak  zwykła  kobieta, 
odpoczywająca  nad  morzem  w  towarzystwie  swojego  partnera.  Tyle  że  Jake  nie  był  jej 
partnerem. I nie zanosiło się na to, by nim został.  

– Jaką nagrodę mam dla ciebie wygrać? – spytał Jake, kiedy podeszli do strzelnicy.  
–  Daj  spokój.  Te  wiatrówki  mają  tak  ustawione  muszki,  że  nie  można  z  nich  trafić  do 

celu.  

– Jaką nagrodę mam dla ciebie wygrać? – powtórzył.  
– Tego niedźwiadka w kapeluszu z napisem „Pocałuj mnie”.  
– A czy nazwiesz go Fred? 
– Dlaczego? 
– Bo każdy chciałby mieć niedźwiadka o imieniu Fred.  
– No dobrze. Jeśli wygrasz.  
Jake zapłacił za trzy strzały. Pierwsze dwa były niecelne.  
– Mówiłam, że to beznadziejna sprawa.  
– Przecież jestem neurochirurgiem. Mam pewną rękę.  
– W sali operacyjnej. Ale nie na strzelnicy.  
– No dobrze. Jeśli trafię, będziesz musiała mnie pocałować.  
– Zgoda. – Była najwyraźniej pewna, że spudłuje, bo uśmiechnęła się triumfalnie. Ale on 

trafił w cel i niedźwiadek spadł prosto do jego rąk.  

–  Vicky,  pozwól  że  przedstawię  ci  Freda  –  powiedział,  wręczając  jej  zabawkę.  – 

background image

Mówiłem ci, że spędzałem zawsze nad morzem dwa tygodnie w roku. Wiem, jak się strzela z 
takich wiatrówek, nawet jeśli są rozregulowane.  

Vicky zawsze dotrzymywała słowa.  
Jake wydawał jej się w tym momencie niezwykle przystojny i miała ochotę go pocałować 

w usta, ale nie była pewna, do czego doprowadziłby taki pocałunek.  

Podejrzewała, że mógłby odmienić całe jej życie.  

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Toteż pocałowała go w policzek.  
Jake  nie  odezwał  się  ani  słowem.  Nie  musiał,  bo  to  było  wypisane  na  jego  twarzy. 

Tchórz.  

Nieprawda. Vicky wcale nie była tchórzem, lecz osobą praktyczną. Posiadała też instynkt 

samozachowawczy. Wiedziała, że musi zachować dystans, w przeciwnym bowiem razie może 
ulec pokusie i pocałować go namiętnie w usta.  

– Dziękuję za niedźwiadka.  
– Cała przyjemność po mojej stronie. Myślę, że nadeszła teraz pora na ciastka – oznajmił, 

prowadząc ją do następnego kiosku, w którym kupił torbę gorących pączków.  

Vicky, widząc małe kółka rzadkiego ciasta unoszące się na powierzchni ciemnego oleju, 

zupełnie straciła na nie ochotę. Jednakże Jake tak bardzo starał się, by spędziła miło czas, że 
nie  wypadało  jej  odmówić.  Kiedy  ostrożnie  odgryzła  kawałek  pączka,  ze  zdumieniem 
stwierdziła, że bardzo jej smakuje.  

–  Jest  już  teraz  odpowiedni  moment,  żeby  pozbierać  to,  co  Me  morskie  wyrzuciły  na 

brzeg – powiedział Jake, kiedy skończyli jeść pączki.  

Vicky poszła za nim na plażę i obserwowała, jak schyla się i podnosi kilka muszli.  
– W dzieciństwie robiłem to całymi godzinami – przyznał się. – Byłem przekonany, że w 

jednej z muszli z pomarańczową obwódką znajdę perłę. – Uśmiechnął się szeroko. – Minęły 
lata, zanim odkryłem, że nie są to muszle ostryg, więc nie mam żadnej szansy na znalezienie 
perły. Ale dalej zbierałem je do ogrodu.  

– Do ogrodu? 
– Tak – odparł, kiwając głową. – Zawsze wracaliśmy do domu znad morza z ogromnym 

wiadrem pełnym muszli, które potem przez wiele dni układałem na brzegach klombów.  

Vicky nigdy czegoś takiego nie robiła. Wprawdzie mieli ogromny park w Weston, ale ich 

główny ogrodnik, Preece, zawsze przeganiał ją i jej braci, gdy tylko zbliżyli się do któregoś z 
jego  ukochanych  klombów.  Nie  wolno  też  im  było  wspinać  się  na  drzewa.  Besztano  ich 
również,  gdy  bawili  się  w  chowanego  w  pobliżu  starych  cisowych  żywopłotów,  które 
tworzyły  labirynt.  Bardzo  lubili  błądzić  wśród  powyginanych  gałęzi  i  sterczących  z  ziemi 
korzeni,  udając,  że znajdują się w brzuchu wieloryba lub  dinozaura, ale Preece im na to  nie 
pozwalał. Widział jedynie, że robią szkody w jego cennych żywopłotach i natychmiast leciał 
na skargę do ich ojca. W końcu zakazano im tam wstępu.  

Im  więcej  rozmyślała  o  swoim  uprzywilejowanym  dzieciństwie,  tym  bardziej  kojarzyło 

jej się ono z więzieniem. Z czymś, czego dzieci ze zwykłych rodzin miały szczęście uniknąć. 
To prawda, że Jake wcześnie stracił rodziców, a kariera jego matki zmuszała ich do częstych 
wyjazdów  i  zostawiania  go  pod  opieką  babci.  Ale  dorastał  w  rodzinie,  która  bardzo  go 
kochała, pozwalała mu bawić się i brudzić sobie ręce.  

Pod wpływem impulsu wsunęła niewielką muszelkę do kieszeni dżinsów. Postanowiła, że 

jedną  zachowa  na  pamiątkę.  Po  to,  by  przypominała  jej  ten  dzień.  Dzień,  w  którym 

background image

dowiedziała się, jak powinno wyglądać prawdziwe dzieciństwo.  

– Kiedy byłem mały, uwielbiałem tutejsze wesołe miasteczko. Pamiętam przejażdżki na 

diabelskim młynie. Gdy znajdowałem się na samej górze, wrzeszczałem z przerażenia na cały 
głos.  

Diabelski młyn? Tego również nie znała.  
– Często bywałeś w wesołym miasteczku? – spytała z lekką zazdrością.  
– Nie tak Często, jak bym chciał. Babcia przez cały rok oszczędzała na nasze wakacje. Ja 

też odkładałem pieniądze, które zarabiałem na roznoszeniu gazet, ale w sumie nie było tego 
zbyt dużo.  

A  moi  rodzice  mieli  pieniądze,  ale  brak  im  było  fantazji,  pomyślała  Vicky  z  goryczą. 

Ojciec nie zabrałby nas do wesołego miasteczka, uważając taką rozrywkę za stratę czasu, a 
matka...  No  cóż,  wesołe  miasteczko  i  wata  cukrowa  nie  pasowały  do  jej  starannie 
wypielęgnowanych dłoni, modnych strojów i kosztownych fryzur.  

–  Ale  nie  trzeba  wydawać  fortuny,  żeby  przyjemnie  spędzać  czas  –  stwierdził  Jake.  – 

Zwykle w ciągu dnia brodziliśmy w zatoczkach wśród skał, a wieczorami, jeśli mama miała 
wolny czas, siadaliśmy  na skałach, zajadając smażone ryby z frytkami i podziwiając zachód 
słońca.  

Mój  Boże,  taka  zwykła  rzecz  jak  oglądanie  zachodu  słońca  i  wschodu  księżyca, 

pomyślała Vicky.  

–  Kiedyś  przeczytałam  pewną  książkę.  Jej  akcja  rozgrywała  się  gdzieś  w  Australii  czy 

Nowej Zelandii.  

Kiedy  wschodził  księżyc,  wyglądało  to  tak,  jakby  gwiazdy  wynurzały  się  z  morza,  a 

ludzie tańczyli w jego poświacie.  

–  Gwiazdy  wynurzające  się  z  morza  w  księżycowej  poświacie?  –  powtórzył, 

zaintrygowany  taką  wizją.  –  Tutaj  księżyc  wzejdzie  dopiero  za  jakieś  pięć  godzin,  ale... 
możemy zatańczyć.  

Zanim Vicky się zorientowała, Jake porwał ją w ramiona.  
– Jesteś tu całkowicie bezpieczna. Fred się nami opiekuje – rzekł z uśmiechem, ruchem 

głowy wskazując niedźwiadka.  

Potem zaczęli tańczyć walca na piasku, a Jake nucił „Księżycową rzekę”.  
Vicky  zamknęła  oczy.  Wydawało  jej  się,  że  tańczy  w  księżycowej  poświacie,  słysząc 

szmer fal, które delikatnie uderzają o brzeg. Kiedy Jake przestał nucić, a zaczął śpiewać tekst 

piosenki,  poczuła  się  bez  reszty  oczarowana.  Nie  słyszała  nawet  krzyków  mew  ani 
dobiegających  z  wesołego  miasteczka  dźwięków  głośnej  muzyki.  Zdawała  sobie  jedynie 
sprawę z bliskości Jake’a.  

Kiedy  skończył  śpiewać,  odwróciła  lekko  głowę,  dotykając  policzkiem  jego  twarzy.  W 

tym samym momencie on również zrobił ruch i nagle ich usta się spotkały. Początkowo było 
to tylko delikatne muśnięcie. Przelotny pocałunek. Potem następny i... następny, aż w końcu 
ich  usta  zaborczo  do  siebie  przywarły.  Po  chwili  oboje  cofnęli  się  o  krok,  spoglądając  na 
siebie z zaskoczeniem.  

–  Nie  powinniśmy  tego  robić  –  rzekła  Vicky,  siląc  się  na  spokojny  ton.  –  Ja...  nie 

background image

zamierzam wiązać się z...  

– Pochodzisz z arystokracji, a ja z plebsu – odparł Jake, uśmiechając się posępnie. – Nie 

musisz się martwić, bo ja doskonale zdaję sobie sprawę, że daleko mi do ciebie.  

Vicky potrząsnęła głową.  
– Nie w tym rzecz. Pochodzenie nie ma znaczenia.  
– Naprawdę? 
Na litość boską! – jęknęła w duchu. Nic dziwnego, że Charlie nienawidzi swojego tytułu, 

skoro ludzie tak reagują na nasze pochodzenie.  

– Liczy się to, kim jesteś. Jak się zachowujesz w stosunku do innych. Pochodzenie jest 

nieważne.  

– Więc dlaczego? 
–  Dlaczego  nie  chcę  się  wiązać?  Przecież  już  ci  mówiłam.  Chcę  zostać  ordynatorem  i 

uzyskać  tytuł  profesora.  A  nie  dojdę  do  tego,  jeśli  nie  będę  usilnie  dążyć  do  celu.  Jeśli 
pozwolę, żeby ktoś mi w tym przeszkadzał.  

– Ja bym ci nie przeszkadzał. Nieprawda. Już to zrobiłeś.  
– W moim życiu nie ma miejsca na związek, Jake.  
–  W  moim  również.  Większość  wolnego  czasu  poświęcam  na  zbieranie  funduszy  dla 

oddziału.  

A  ja  na  pracę  naukową.  Zatem  w  życiu  żadnego  z  nas  nie  ma  miejsca  na  związek.  I 

dobrze...  

– Wobec tego problem jest rozwiązany – powiedziała.  
Jake potrząsnął głową.  
– Nie sądzę. Marzyłem o tobie od dnia, w którym cię poznałem. Śniłem, że... – Na jego 

policzkach  pojawiły  się  rumieńce.  –  Zresztą  nie  musisz  znać  szczegółów.  Powiem  ci  tylko 

tyle,  że  nie  mogę  przestać  o  tobie  myśleć.  Sądziłem,  że  zadowolę  się  przyjaźnią.  Ale  to 

nieprawda.  A  dzisiejszy  pocałunek  jeszcze  bardziej  mnie  o  tym  upewnił.  –  Mięśnie  jego 

twarzy  wyraźnie  się  napięły.  –  I  nie  mów,  że  jest  ci  to  obojętne.  Wyglądasz  tak,  jakby  ktoś 
wrzucił cię do basenu z lodowatą wodą.  

I tak właśnie się czuję, przyznała w myślach.  
– Jake, wiem, co chcę w życiu robić, osiągnąć i...  
– Dlaczego? Dlaczego nie możemy mieć wszystkiego? 
– Bo byłbyś dla mnie przeszkodą.  
– Prawdę mówiąc, mogłoby to okazać się dla ciebie korzystne.  
Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.  
– Co? Chodzi ci o to, że sypianie z tobą zapewniłoby mi awans? To obrzydliwe! 
Jake cofnął się tak gwałtownie, jakby uderzyła go w twarz.  
–  Miałem  na  myśli  coś  zupełnie  innego.  Jestem  lekarzem  o  cztery  lata  dłużej  niż  ty. 

Pracowałem w różnych szpitalach. Zajmowałem się przypadkami, z którymi ty zapewne nie 
miałaś  jeszcze  do  czynienia.  Mógłbym  pomagać  ci  w  rozwiązywaniu  pewnych  naprawdę 
trudnych zagadnień w trakcie twojej nauki.  

Korzystne... to tak, jakbym była z kimś, kto rozumie moje potrzeby. Kto pomagałby mi w 

background image

nauce  i  poszerzaniu  wiedzy.  Więc  dlaczego  do  diabła  palnęłam  takie  okropne  głupstwo?  – 
spytała się w duchu.  

Bo  wpadła  w  panikę.  Bo  przeraziła  się,  że  gdyby  pozwoliła  mu  na  bliższy  kontakt,  ten 

mężczyzna mógłby zbyt wiele dla niej znaczyć.  

Bardzo powoli policzyła do trzech, chcąc upewnić się, że jej głos nie zadrży.  
– Jestem ci winna przeprosiny. Wyciągnęłam zbyt pochopne wnioski.  
– A w dodatku błędne – stwierdził, odwracając się od niej. – Odwiozę cię do domu.  
Zdała sobie nagle sprawę, że kiedy Jake ją całował, upuściła niedźwiadka. Pospiesznie go 

podniosła i strzepnęła z niego piasek, a potem ciężkim krokiem ruszyła w stronę samochodu. 
Nie mogła zrozumieć, jak doszło do tego, że wszystko potoczyło się tak fatalnie.  

Dlatego  właśnie  zrezygnowała  z  mężczyzn.  Jej  romanse  zawsze  źle  się  kończyły.  Jej 

partnerzy  chcieli  być  na  pierwszym  miejscu,  nie  zważając  na  to,  że  ona  przede  wszystkim 
musi  coś  sobie  udowodnić.  Dowieść,  że  potrafi  zrobić  karierę.  A  kiedy  nie  miała  zamiaru 
rzucić dla nich pracy naukowej, odchodzili. Tak jak teraz Jake.  

Zanim dotarli do samochodu, podjęła decyzję.  
– Nie musisz mnie odwozić – oznajmiła chłodno. – Pojadę pociągiem.  
–  I  tak  wracam  do  Londynu,  więc  równie  dobrze  możesz  pojechać  ze  mną  –  odparł  ze 

znużeniem.  

– Ale...  
– Wsiadaj, Vicky. – Wydawał się zraniony.  
Ona  czuła  się  podobnie.  W  milczeniu  usiadła  na  miejscu  dla  pasażera.  Jake  nawet  nie 

próbował  nawiązać  z  nią  rozmowy.  Po  prostu  włączył  radio  i  słuchał  piosenki  o  miłości, 
rozstaniu i łzach rozpaczy. O czymś, czego Vicky nigdy nie przeżyła. Zawsze potrafiła nad 
sobą panować i w każdej sytuacji zachowywała zimną krew.  

Dlatego ze zdziwieniem odkryła, że ma wilgotne policzki. Choć starała sieje otrzeć tak, 

by  Jake  tego  nie  zauważył,  on  kątem  oka  dostrzegł  ruch  jej  ręki,  cicho  zaklął  i  zatrzymał 
samochód na poboczu drogi.  

– Co robisz, Jake? 
– Doprowadziłem cię do łez. Nie tak zaplanowałem tę wycieczkę. Miała być przyjemna. 

W  ten  sposób  chciałem  ci  podziękować  za  życzliwość.  Ale  nie  zapanowałem  nad  sobą, 
pocałowałem cię i teraz ty przeze mnie płaczesz.  

–  Nie  płaczę  dlatego,  że  mnie  pocałowałeś.  –  Wzięła  głęboki  oddech.  –  Nie  umiem 

prowadzić  takich  rozmów.  To  kolejny  powód,  z  którego  nie  umawiam  się  na  randki.  Nie 
potrafię znaleźć z ludźmi wspólnego języka.  

– Bzdura. Widziałem cię z pacjentami.  
– To co innego... to moja praca. Teraz mówię o moim życiu prywatnym.  
–  Czy  dlatego  nigdy  nie  uczestniczysz  w  wieczornych  spotkaniach  pracowników?  – 

spytał łagodnym tonem.  

Kiwnęła potakująco głową.  
– Wiem, jaka jestem. Mogę powiedzieć coś niestosownego i zranić czyjeś uczucia. Tak 

jak przed chwilą zraniłam twoje. Ja... Jedyne osoby, z którymi wychodzę do miasta, to Seb i 

background image

Charlie.  Oni  dobrze  mnie  znają  i  nigdy  się  nie  obrażają.  Tyle  tylko,  że  teraz  obaj  są  już 
żonaci.  

– A ich żony cię nie lubią? 
– Sophie i Alyssa są urocze. Akceptują mnie taką, jaka jestem, ale usilnie starają się mnie 

wyswatać. Chcą, żebym wyszła za mąż tak szczęśliwie jak one. A ja dostaję gęsiej skórki na 
samą myśl o kolejnym sobotnim przyjęciu, na którym znów będą próbowały kojarzyć mnie z 
kimś, kogo one uważają za wymarzonego partnera dla ich szwagierki.  

– Z kimś, kogo ty nigdy w życiu nie wybrałabyś dla siebie, tak? – Delikatnie otarł jej łzy.  
– Ale to nie dlatego, że nie są dla mnie wystarczająco bogaci. Nie jestem taka. Chodzi o 

to, że mnie nie rozumieją. Chcą być na pierwszym miejscu.  

– A ty jesteś oddana pracy.  
W tonie jego głosu było zrozumienie.  
– Czy ty też taki jesteś? 
– Prawie. Z tą różnicą, że nie poświęcam się pracy naukowej, lecz zbieraniu pieniędzy dla 

oddziału. Nie przebiegniesz maratonu, jeśli będziesz opuszczać treningi.  

Podobnie  jest  z  moją  pracą  naukową,  pomyślała.  Nie  wolno  mi  jej  zaniedbywać. 

Odchrząknęła.  

– Nie chciałam tego powiedzieć. Tego, że... sypiając z tobą, łatwiej awansuję.  
– A ja nie powinienem na ciebie napadać.  
– Przeprosiny przyjęte.  
–  To  nie  były  przeprosiny.  –  Pochylił  się  i  musnął  wargami  jej  usta.  –  To  są  dopiero 

przeprosiny.  

Dotknęła palcem warg. Czuła w nich dziwne mrowienie. Jakby pulsowanie. Nagle zdała 

sobie sprawę, że Jake uważnie się jej przygląda.  

– Przepraszam, czy coś mówiłeś? 
– Nie.  
– Więc o co chodzi? 
– Po prostu pomyślałem, że... może ty też miałabyś ochotę mnie przeprosić.  
Pocałunkiem? Najwyraźniej na to czeka...  
– O ile, oczywiście, tego chcesz – dodał półgłosem. Więc daje mi wybór. Pocałować czy 

nie pocałować... W końcu przysunęła się do niego i delikatnie dotknęła jego warg. Zamknęła 
oczy i czekała, aż weźmie ją w ramiona. Kiedy nic się nie stało, uniosła powieki i spojrzała na 
niego pytająco.  

– Całkiem przyjemnie, prawda? – wyszeptał z uśmiechem.  
– Mhm. W porządku – przyznała, czując, że jej wargi nadał pulsują. Może w oczekiwaniu 

na  bardziej  namiętny  pocałunek?  Taki  jak  ten  na  plaży?  Tylko  że  tym  razem  pragnęła,  by 
leżeli w czystej, pachnącej pościeli. – Jake... – Głos uwiązł jej w gardle.  

 
Chyba  zupełnie  oszalałem,  pomyślał,  ujmując  dłoń  Vicky  i  unosząc  ją  do  swoich  ust. 

Zaczął całować po kolei każdy palec, nie odrywając wzroku od jej oczu.  

– Nie zaplanowałem tego... Sądziłem, że możemy być przyjaciółmi. – Ponownie musnął 

background image

wargami  palce  jej  dłoni.  –  Nie  wiążę  się  z  kobietami,  zwłaszcza  z  koleżankami  z  pracy. 

Wiem, do czego może to doprowadzić.  

– Więc dlaczego teraz? Dlaczego ja? 
– Bo nigdy dotąd nie spotkałem kogoś, kto zrobiłby na mnie takie wrażenie. Chcę się z 

tobą  spotykać,  Vicky.  Obiecuję,  że  uszanuję  twoją  pracę  naukową,  tak  jak  ty  moją  zbiórkę 
pieniędzy, co zresztą już udowodniłaś. Nie zamierzam stać ci na drodze do kariery.  

– Spotykać się ze mną? 
– Tak. Mam na myśli prawdziwy związek. Ty i ja. Wspólne kolacje, wycieczki, wizyty w 

restauracjach...  

Seks, dodał w duchu, ale nie powiedział tego głośno, nie chcąc jej spłoszyć.  
– A co z pracą? 
– Jeśli wolisz, możemy zachować to w tajemnicy. Tylko ty i ja.  
– Tylko ty i ja – powtórzyła, zaciskając palce wokół jego dłoni. – Czuję się tak, jakbym 

wyskoczyła z samolotu bez spadochronu.  

–  Ale  dzięki  temu  wiemy,  że  żyjemy.  Posłuchaj,  ja  też  nie  mam  pojęcia,  dokąd 

zmierzamy.  I  boję  się  nie  mniej  niż  ty.  Ale  gdybym  nie  mógł  się  z  tobą  spotykać...  taka 
perspektywa przeraża mnie jeszcze bardziej.  

Nie odezwała się ani słowem.  
–  Nie  będę  wywierać  na  ciebie  nacisku,  Vicky.  Dam  ci  czas  do  namysłu.  Jeśli 

zdecydujesz, że nie chcesz się ze mną spotykać, przyjmę to do wiadomości i nie będę robił ci 

wyrzutów.  A  jeśli  odpowiesz  „tak”,  zrobię  u  siebie  w  domu  wspaniałą  kolację.  –  Milczał 
przez chwilę, a potem spytał: – Na której zmianie jutro pracujesz? 

– Na nocnej.  
– A pojutrze? 
– Na porannej.  
– Wobec tego pojutrze o wpół do ósmej wieczorem. Więc ma nieco ponad czterdzieści 

osiem godzin.  

Tyle czasu powinno jej wystarczyć na podjęcie decyzji. Mam nadzieję, że jakoś przeżyję 

te dwa dni.  

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Następnego  dnia  pracowali  na  różnych  zmianach,  więc  Jake  nie  miał  okazji  z  nią 

porozmawiać.  W  związku  z  tym  nie  wiedział,  jaką  podjęła  decyzję,  ani  czy  w  ogóle  coś 
postanowiła. W piątek rano przed dyżurem nie zjawiła się w siłowni. Zaczął się zastanawiać, 
czy  ona  przypadkiem  go  nie  unika.  Był  zupełnie  roztrzęsiony.  Z  jednej  strony  bał  się,  że 

Vicky odpowie „nie”, z drugiej zaś podniecała go myśl, że może powiedzieć „tak”.  

Z trudem dotrwał do końca porannego dyżuru. Przyjęcia w poradni nieco się przedłużyły, 

więc przed rozpoczęciem popołudniowej zmiany zdążył tylko zjeść kanapkę.  

Nadal nie miał żadnej wiadomości od Vicky.  
Na  wszelki  wypadek  postanowił  zajrzeć  do  skrzynki  odbiorczej  poczty  elektronicznej. 

Nic. Doszedł do wniosku, że zapewne Vicky zamierza mu odmówić.  

– W końcu jestem dorosły i jakoś to zniosę – mruknął.  
Z trudem skupił się na rozmowach z popołudniowymi pacjentami. Potem wrócił z poradni 

do gabinetu, uzupełnił karty choroby i wypisał skierowania na badania. O szóstej, kiedy jego 
dyżur  dawno  już  dobiegł  końca,  znów  zajrzał  do  poczty  elektronicznej.  Ku  własnemu 
zaskoczeniu znalazł tam wiadomość od Vicky.  

„Siódma trzydzieści bardzo mi odpowiada. Podaj adres, proszę”. Zostawiła mu też numer 

swojej komórki.  

Omal nie zaczął skakać ze szczęścia.  
Więc Vicky zdecydowała się dać im szansę! 
Po chwili jego radosny uśmiech zniknął. Była szósta wieczorem. Do tej pory nie zrobił 

zakupów,  bo  uważał,  że  to  może  przynieść  mu  pecha.  W  mieszkaniu  panował  bałagan,  a 
Vicky miała przyjść na kolację za półtorej godziny.  

Na  kawałku  papieru  zanotował  numer  jej  telefonu,  dwukrotnie  jeszcze  sprawdził,  czy 

zapisał  go  poprawnie,  wyłączył  komputer,  włożył  niezbędne  papiery  do  teczki  i  szybkim 
krokiem  wyszedł  z  gabinetu.  Kiedy  tylko  znalazł  się  przed  budynkiem  szpitala,  włączył 
telefon komórkowy, wycisnął numer Vicky i czekał na odpowiedź.  

– Abonent jest chwilowo niedostępny...  
– Och nie! – jęknął. – Tylko nie to.  
Był  do  tego  stopnia  pewny  jej  odmowy,  że  nawet  nie  zastanowił  się,  co  ewentualnie 

przygotuje na kolację. Pamiętał, że któregoś dnia nie chciała kanapki z bekonem. Czyżby była 
wegetarianką? Nie, przecież z apetytem zjadła smażoną rybę z frytkami. Może po prostu nie 
lubi mięsa.  

A ponieważ nie odbierała telefonu, nie mógł z nią tego ustalić. Jedno wiedział na pewno. 

Że  Vicky  jada  ryby.  Postanowił  działać  ostrożnie  i  rozważnie.  Wysłał  do  niej  SMS-a  ze 
swoim adresem, a potem niezwłocznie pojechał do supermarketu w pobliżu domu.  

Faszerowane  grzyby  nie  zajęły  mu  zbyt  wiele  czasu.  Ryba  leżała  w  marynacie,  a  on 

gorączkowo  sprzątał  mieszkanie.  Pudding  był  łatwy,  a  należało  go  przygotować  na  jakieś 
trzydzieści sekund przed podaniem. Wino kupił prosto z chłodziarki, więc od razu nadawało 

background image

się do spożycia.  

Miał nadzieję, że Vicky nie zjawi się przed umówioną godziną. Modlił się nawet o to, by 

przyszła  pięć  minut  później.  Żeby  trochę  się  spóźniła,  bo  wtedy  zdążyłby  doprowadzić  do 
porządku zarówno mieszkanie, jak i siebie. Ale nie na tyle późno, by zaczął podejrzewać, że 
zmieniła zdanie i w ogóle się nie pojawi.  

Pospiesznie  się  ogolił,  trzymając  maszynkę  w  lewej  dłoni,  a  prawą  ręką  sprzątając 

łazienkę. kiedy skończył, wziął szybki prysznic i włożył czarne sportowe spodnie oraz lekki 
kremowy półgolf.  

W chwili, gdy wstawiał grzyby do piekarnika, rozległ się dzwonek do drzwi.  
Była dokładnie siódma trzydzieści.  
Jake  czuł  się  tak  podniecony  jak  nastolatek  na  swojej  pierwszej  randce,  a  nie  jak 

trzydziestopięcioletni konsultant, który już co nieco przeżył.  

– Spokojnie, stary – mruknął do siebie, otwierając drzwi.  
– Cześć.  
Vicky wyglądała tak pięknie, że na jej widok zaniemówił. Miała na sobie krótką czarną 

sukienkę  i  sznur  pereł.  Po  raz  pierwszy  widział  jej  rozpuszczone  włosy.  Były  lśniące  i 
jedwabiste.  Miał  ochotę  wziąć  ją  na  ręce,  zanieść  do  łóżka  i  rozłożyć  jej  loki  na  poduszce. 
Potem bardzo powoli ją rozebrać, całując każdy centymetr jej ciała.  

– Wyglądasz cudownie – powiedział łamiącym się głosem.  
–  Dziękuję  –  odparła,  wręczając  mu  pudełko.  –  Nie  wiedziałam,  co  przygotujesz  na 

kolację, więc nie przyniosłam wina. A kwiatów nie wypada dawać mężczyźnie.  

–  Rozumiem  –  odrzekł  uprzejmym  tonem,  patrząc  na  pudełko.  –  Och,  tak  –  dodał, 

widząc, że są to wykwintne czekoladki. Uśmiechnął się szeroko. – Będziesz musiała zmusić 
mnie siłą, żebym cię nimi poczęstował.  

–  Jesteś  tak  niedobry  jak  Seb  –  powiedziała  z  uśmiechem,  a  widząc  zazdrosny  wzrok 

Jake’a, dodała: – Mam na myśli brata.  

– Wejdź, proszę. Czego się napijesz? 
– Dziękuję za alkohol. Przyjechałam samochodem.  
– Szkoda, że nie poradziłem  ci, żebyś wzięła taksówkę. –  Zmarszczył  czoło. – Czy nie 

masz dziś dyżuru pod telefonem? 

– Nie.  
Przynajmniej jej pager nie będzie brzęczał w środku kolacji, pomyślał z ulgą.  
– Woda mineralna? – spytał, a kiedy kiwnęła potakująco głową, dodał: – Gazowana czy 

nie? 

– Poproszę o gazowaną.  
Wprowadził ją do kuchni i zapalił ustawioną na środku stołu świecę.  
– Coś bardzo ładnie pachnie – stwierdziła Vicky.  
–  Mam  nadzieję,  że  będzie  ci  smakowało.  Próbowałem  się  do  ciebie  dodzwonić,  żeby 

spytać, czy jest coś, czego naprawdę nie znosisz... no, poza bekonem.  

– Przepraszam. Powinnam dać ci znać wcześniej, ale...  
Czy mam się przyznać, że do końca dyżuru byłam zbyt przerażona, żeby podjąć decyzję? 

background image

– spytała się w duchu.  

– Przez cały dzień przyjmowałem pacjentów w poradni – oznajmił Jake. – Sądziłem, że 

zamierzasz mi odmówić.  

– Ja też tak myślałam.  
– Co sprawiło, że zmieniłaś zdanie? 
Na to pytanie nie potrafiła odpowiedzieć.  
– Bardzo cieszę się z takiego obrotu sprawy, Vicky. Ja również, dodała w myślach.  
–  Kolacja  będzie  gotowa  za  jakieś  dziesięć  minut  –  oznajmił,  wsuwając  do  piekarnika 

bochenek chleba.  

– Czy chcesz zobaczyć w tym czasie mieszkanie? 
– Z wielką przyjemnością.  
– Jak sama widzisz, stoimy w kuchni z aneksem jadalnym – zaczął, a potem wyprowadził 

ją do przedpokoju. – Łazienka. Moja sypialnia. – Wskazał drzwi, ale ich nie otworzył. – No i 
salon.  

Pokój  był  niewielki,  ale  Vicky  zaskoczyła  niesamowita  ilość  płyt  CD  ustawionych  na 

półce, która sięgała do sufitu. Nie dostrzegła telewizora, ale miał pianino.  

– Grasz? – zapytała.  
–  Nie  wystarczająco  dobrze,  żeby  grać  zawodowo,  ale  na  tyle  nieźle,  że  sprawia  mi  to 

wielką  przyjemność.  Pianino  należało  do  mojej  mamy.  Po  rodzicach  mam  tylko  jej  ślubną 
obrączkę  i  kilka  fotografii.  I  wspomnienia.  Kiedy  byłem  mały,  często  dla  mnie  grała  i 
śpiewała.  

– Czy nagrała jakieś płyty? 
– Jedną czy dwie. Ale nie była bardzo znana poza swoim klubem. Tournee po Ameryce 

miało być wielkim krokiem na drodze jej kariery.  

– Szkoda.  
– Tak się zdarza. Umarła, kiedy skończyłem dwanaście lat. – Wzruszył ramionami. – I tak 

mogę mówić o szczęściu.  

– Hm, masz ładne mieszkanie – stwierdziła, chcąc zmienić przykry dla niego temat.  
–  Niewielkie,  ale  dla  mnie  wystarczające  –  oznajmił,  wprowadzając  ją  z  powrotem  do 

kuchni.  

Pierwsze  danie  było  wyśmienite.  Grzyby  faszerowane  tartą  bułką,  czosnkiem  i  masłem 

oraz ciabata do moczenia w sosie. Drugie danie było imponujące: łosoś pieczony ze skórką z 

limonki i masłem oraz młode ziemniaki i jarzyny.  

Natomiast  pudding...  można  było  oddać  za  niego  życie.  Świeże  maliny  polane 

śmietankowym jogurtem i posypane brązowym cukrem.  

– Kolacja była wspaniała. Nawet jeśli źle działa na tętnice.  
– Mylisz się, Vicky. W tym jogurcie jest zero procent tłuszczu – odparł z uśmiechem. – A 

teraz będą...  

– Czekoladki, którymi mnie poczęstujesz.  
– No, może jedną – odrzekł, sypiąc kawę do ekspresu i wyjmując z lodówki karton mleka. 

– Ale pod warunkiem, że będziesz dobrą dziewczynką.  

background image

– A jeśli nie? – spytała przekornie, opierając łokcie na blacie stołu.  
– A jak bardzo niedobrą? 
– Zależy, czego się po mnie spodziewasz.  
– Podejdź tutaj, to ci powiem.  
Myślał  przez  chwilę,  że  Vicky  nie  ruszy  się  z  miejsca.  Ale  ona  wstała,  zrzuciła  buty  i 

podeszła do niego. Otworzył ramiona, a ona przywarła do niego całym ciałem. Pogłaskał ją 
po włosach, a potem dotknął wargami jej ust. Ten przelotny pocałunek pozbawił go resztek 
rozsądku.  

– Tak bardzo niedobrą jak teraz – wyszeptał i  zaczął  rozsuwać zamek błyskawiczny na 

plecach jej sukienki.  

– Jake...  
Wymówiła  jego  imię  bardzo  cicho,  ale  on  natychmiast  zastygł.  Uświadomił  sobie,  że 

prawie wcale jej nie zna, więc nie ma prawa zachowywać się w taki sposób.  

– Przepraszam cię. Ja... chyba się zapomniałem – wyjąkał z zażenowaniem.  
– Nie o to chodzi – wyszeptała, gładząc go po twarzy.  
– Więc o co? 
– Jeśli masz zamiar zdjąć ze mnie sukienkę, to chyba powinieneś mi pozwolić, żebym ja 

też cię rozebrała.  

Jej  słowa  odebrały  mu  głos.  W  tej sytuacji  mógł  zrobić  tylko  jedno.  Wziął  ją  na  ręce  i 

zaniósł do sypialni.  

– Ty troglodyto! – mruknęła pieszczotliwie Vicky, całując go w ucho.  
Kiedy  postawił  ją  na  podłodze,  cofnęła  się  o  krok  i  zsunęła  z  ramion  sukienkę,  która 

opadła na dywan. Miała na sobie czarną, koronkową bieliznę i wyglądała tak atrakcyjnie, że 
poczuł przypływ pożądania. Ale zanim zdążył do niej podejść, uniosła wskazujący palec.  

– Teraz twoja kolej.  
– Przecież powiedziałaś, że sama chcesz mnie rozebrać.  
– To prawda – przyznała, przywołując go ruchem ręki.  
Wiedział, że ma niemądrą minę, ale nic go to nie obchodziło, ponieważ zamierzali zrobić 

coś, o czym marzył od przeszło miesiąca. Podszedł bliżej i zatrzymał się tuż przed nią. Kiedy 
zaczęła zdejmować z niego sweter, uniósł ręce w górę, by jej to ułatwić.  

– Hm – mruknęła, przesuwając palcem po jego umięśnionej klatce piersiowej. – To mi się 

podoba.  

Jake przełknął ślinę.  
– Czy mogę... ? 
–  Tak  –  odparła.  –  Pragnę,  żebyś  mnie  dotykał.  Biustonosz  Vicky  opadł  na  podłogę,  a 

Jake  ujrzał  jej  alabastrowo-białą,  delikatną  skórę.  Miała  jędrne  piersi,  których  różowe  sutki 
stwardniały, gdy tylko  dotknął ich językiem. Kiedy położył  ją na łóżku i przyklęknął  obok, 
jęknęła z rozkoszy. To nie do wiary, że Vicky leży przy mnie, pomyślał, czując narastające 
pożądanie.  

– Czy to dzieje się naprawdę? – wyszeptał.  
– Chyba tak. Przynajmniej taką mam nadzieję.  

background image

Zdał  sobie  nagle  sprawę,  że  Vicky  nie  jest  niegrzeczną  dziewczynką,  lecz  panną  z 

dobrego domu. To oznacza, że nie powinien zachowywać się w ten sposób. Że nie powinien 
wywierać na nią presji.  

– Vicky... Nie musisz tego robić.  
– Owszem, muszę.  
– Dlaczego? 
– Bo jeśli ty i ja... to chyba spalę się z podniecenia.  
– Czy jesteś tego pewna? 
Zamiast odpowiedzi chwyciła go za rękę i ucałowała ją, a potem położyła na swej piersi. 

Stracił na chwilę poczucie rzeczywistości.  Kiedy je odzyskał, klęczał  między udami Vicky, 
wpatrując się w jej ciemne, rozrzucone na poduszce włosy. Był to widok, o jakim od dawna 
marzył.  Pochylił  się,  by  ją  pocałować.  Każde  jej  dotknięcie  podniecało  go  coraz  bardziej. 
Miał wrażenie, że wszystkie jego nerwy rozbłyskują jaskrawym światłem. A kiedy ich ciała 
się zespoliły, poczuł niezwykły przypływ energii. Spojrzał w oczy Vicky i zdał sobie sprawę, 
że ona również zatraciła się w miłosnym uniesieniu.  

Oboje czuli się jak w raju...  
Vicky leżała na boku przytulona do Jake’a. Nie miała pojęcia, która jest godzina, ale w 

ogóle nie przywiązywała do tego wagi. Jej praca naukowa może poczekać, bo była tu, gdzie 
pragnęła być. W łóżku Jake’a. W jego objęciach. Jake okazał się bardzo delikatny i taktowny. 
Choć  Vicky  nie  była  dziewicą,  on  zachowywał  się  wobec  niej  niezwykle  subtelnie.  Nigdy 
dotąd nie przeżyła czegoś podobnego.  

– Czy dobrze się czujesz? – spytał łagodnym tonem.  
–  Wspaniale  –  odparła,  mocniej  się  do  niego  przytulając.  Nie  miała  teraz  ochoty  na 

rozmowę. Nie chciała psuć błogiego nastroju. Marzyła o tym, by ta magiczna chwila trwała w 
nieskończoność. Bała się powrotu do rzeczywistości.  

– Bardzo mnie to cieszy, Vicky – wyszeptał, głaszcząc ją po włosach. – Czy zostaniesz ze 

mną na noc? 

Czy spędzę z nim noc? I znów będziemy się kochać? To niezwykle kusząca propozycja. 

Czuła  się  tak,  jakby  jakiś  czarnoksiężnik  zmniejszył  ją  do  jednego  centymetra  wzrostu  i 
postawił na korku butelki szampana. Potem wstrząsnął butelką, z której po chwili wystrzelił 
ten korek. Ale jak już wcześniej mówiła Jake’owi, niemal cały czas kierowała się rozsądkiem. 
A  spędzenie  z  nim  nocy  byłoby  pierwszym  krokiem  po  bardzo  śliskim  zboczu.  Stoku,  po 
którym nie dotarłaby na szczyt kariery.  

Nie była gotowa na ten krok.  
–  To  nie  jest  częścią  jakiegoś  mojego  podstępnego  planu.  Nie  dążę  do  tego,  żeby  się  z 

tobą  ożenić,  zrobić  ci  dziecko  i  zmusić  do  pracy  na  niepełnym  etacie  –  powiedział,  jakby 
odgadując jej myśli.  

– Oczywiście, że nie – mruknęła. – Nawet nie przeszło mi to przez myśl.  
Jake wyczuł jej napięcie i pocałował ją w czubek głowy.  
– Odpręż się, Vicky. Bardzo chciałbym się znów z tobą kochać. Teraz, kiedy wiem, jak 

cudownie  jest  być  z  tobą,  nie  możesz  pozostać  tylko  moją  koleżanką.  Pragnę  cię,  Vicky.  Z 

background image

całych  sił.  Ale  nigdy  nie  stanę  ci  na  drodze  do  kariery.  Wiem,  że  ona  jest  dla  ciebie 
najważniejsza. I nie mam nic przeciwko temu... pod warunkiem, że dla mnie też się znajdzie 
miejsce.  

– Związek – mruknęła, nie zdając sobie sprawy, że powiedziała to głośno.  
– Vicky, zwykle nie sypiam z kobietami na pierwszej randce... a to jest oficjalnie nasza 

pierwsza randka, bo wycieczka nad morze się nie liczy.  

– Ja też nie sypiam z mężczyznami na pierwszej randce.  
–  Wiem.  –  Przesunął  dłonią  po  jej  biodrze.  –  Choć  muszę  przyznać,  że  wspaniale 

odegrałaś rolę niegrzecznej dziewczynki.  

Tak,  istotnie  ja  to  wszystko  sprowokowałam.  On  zaprosił  mnie  na  kolację,  a  ja 

zasugerowałam  coś  więcej.  Jake  kilkakrotnie  dawał  mi  szansę  wycofania  się...  nawet  kiedy 
był już bardzo podniecony. Ale ja z tego nie skorzystałam. Na dobrą sprawę to się na niego 
rzuciłam...  

–  Szanuję  moją  niezwykle  kompetentną  koleżankę,  doktor  Radiey  –  zaczął  Jake, 

wyczuwając  jej  nie  najlepszy  nastrój.  –  Jestem  nieco  onieśmielony  zaszczytnym 
towarzystwem  czcigodnej  Victorii  Radiey,  choć  muszę  wyznać,  że  przez  ostatni  miesiąc 
nieustannie marzyłem o niej, o truskawkach i jednej róży.  

Vicky  nie  bardzo  wiedziała,  o  czym  on  mówi,  ale  znowu  poczuła  nagły  przypływ 

pożądania. Miała nadzieję, że Jake okaże się pomysłowy.  

– A jeśli chodzi o Vicky, niegrzeczną dziewczynkę... na sam jej widok uginają się pode 

mną kolana. Jest najbardziej seksowną kobietą, jaką znam. Już sam jej uśmiech wywołuje we 
mnie  pożądanie.  Może  uwieść  mnie,  kiedy  tylko  zechce.  O  dowolnej  porze  i  w  każdym 
miejscu. Cały należę do niej.  

Jeśli  teraz  mnie  pocałuje,  zostanę  z  nim  na  noc,  pomyślała.  Niezależnie  od  tego,  co 

podpowiada mi rozsądek. Zostanę i będę się z nim kochać.  

–  Próbuję  ci  powiedzieć,  Vicky,  że  bardzo  cię  lubię  i  szanuję.  Jestem  szczęśliwy,  że 

otworzyłaś się przede mną. Ze mi się oddałaś...  ciałem i duszą. Pragnę się z tobą spotykać, 
spędzać  z  tobą  czas.  Chcę,  żebyśmy  razem  chodzili  do  kina  i  siadali  w  ostatnim  rzędzie  z 
olbrzymią torbą prażonej kukurydzy. Chcę spacerować z tobą po Kew Gardens, trzymając cię 
za  rękę.  Całować  cię  w  ustronnych  zakątkach.  Wyjeżdżać  z  tobą  na  wieś  i  obserwować 
gwiazdy.  Pójść  na  pokaz  sztucznych  ogni  w  noc  piątego  listopada,  a  potem  zabrać  cię  do 

domu  i  kochać  się  z  tobą,  patrząc  na  nie  przez  okno.  –  Zawahał  się,  a  potem  dodał:  – 
Chciałbym też wydać przyjęcie dla mojej kobiety, kiedy zdobędzie tytuł profesora neurologii.  

Oczy Vicky wypełniły się łzami.  
– Nie mogę zostać na noc – wyszeptała drżącym głosem.  
Jake uśmiechnął się i przesunął palcem po jej ustach.  
– Pewnie masz rację. Jutro od rana czekają nas obowiązki, a gdybyś została tutaj, żadne z 

nas nie zmrużyłoby oka. Jednak nie przestanę prosić, żebyś spędziła ze mną noc, ponieważ 
któregoś ranka chciałbym obudzić się, trzymając cię w objęciach.  

Ona też tego pragnęła, bała się jednak, że Jake będzie taki sam jak jego poprzednicy. Że 

będzie  chciał,  aby  się  zmieniła  i  przestała  marzyć  o  profesurze.  Teraz  powinna  mu 

background image

powiedzieć, że dzisiejszy wieczór się nie powtórzy, że ona nie może tego ciągnąć.  

–  Jutro  wieczorem  zapraszam  cię  na  kolację  do  mnie  –  powiedziała,  sama  zaskoczona 

swoją propozycją.  

– Dziękuję – odrzekł. – Przyjmuję zaproszenie – dodał, całując ją w czubek nosa. – Lepiej 

już idź. Dopóki mam jeszcze tyle siły woli, żeby przemocą nie zatrzymać cię w moim łóżku 
aż do świtu.  

Nie była pewna, czy to jest groźba czy obietnica. Wiedziała natomiast, że również bardzo 

tego pragnie, i to przeraziło ją jeszcze bardziej.  

Jutro, przyrzekła sobie w myślach. Jutro przyrządzę dla niego kolację i wyznam mu całą 

prawdę.  

Wstała z łóżka i pospiesznie się ubrała.  
– Przed wyjściem powinnam pomóc ci pozmywać...  
– Zamiast tego pocałuj mnie na pożegnanie.  
–  Dobranoc  –  powiedziała,  spełniając  jego  życzenie.  To  miał  być  tylko  przelotny 

pocałunek,  delikatne  muśnięcie  warg.  Ale  Jake  objął  ją,  mocno  do  siebie  przytulił  i  zaczął 
całować  tak  namiętnie,  że  miała  ochotę  zedrzeć  z  siebie  ubranie  i  ponownie  wskoczyć  do 
łóżka. Z trudem wyśliznęła się z jego ramion.  

– Muszę wracać – wymamrotała drżącym głosem.  
– Wiem.  
– Więc... do zobaczenia jutro.  
–  W  pracy.  Nie  martw  się,  Vicky.  Wszystko  będzie  dobrze.  To  jest  wyłącznie  nasza 

sprawa, i zachowamy ją w tajemnicy. Na oddziale będziemy traktować się po staremu.  

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Każdy,  kto  ujrzałby  następnego  ranka  Jake’a  uśmiechającego  się  do  Vicky,  byłby 

przekonany,  że  po  prostu  wita  on  koleżankę  z  pracy.  Zachowywał  w  stosunku  do  niej 
całkowitą obojętność. Nikt nie uwierzyłby, że przed niespełna dwunastoma godzinami się z 
nim kochała.  

Wspomnienie  tych  przeżyć  przyprawiło  ją  o  rumieniec  zażenowania.  Bała  się,  że  ktoś 

może to zauważyć. Ale nawet obdarzona bystrym wzrokiem Gemma nie zadała jej żadnego 
kłopotliwego pytania. Miała więc nadzieję, że uda jej się zachować całą sprawę w tajemnicy.  

Że nie będzie musiała wyrzec się Jake’a.  
Kiedy  skończyła  dyżur,  znalazła  w  swoim  komórkowym  telefonie  krótki  SMS  o  treści: 

„7.30?”. Odpowiedziała „Tak” i pospieszyła do supermarketu. Poprzedniego dnia on gotował 
dla niej. Dziś zamierzała mu pokazać, co potrafi.  

 
Jake zapłacił za taksówkę i stanął przed schodami prowadzącymi do mieszkania Vicky. 

Nie  mógł  pojąć,  dlaczego  jest  tak  zdenerwowany.  Poprzedniego  wieczoru  powiedział  jej 
prawdę:  perspektywa  każdego  spotkania  budziła  w  nim  onieśmielenie.  A  do  tego  spotkania 
miało dojść w luksusowej dzielnicy Chelsea.  

To było pozbawione sensu. Zabrał ją sprzed tego domu w dniu, w którym pojechali nad 

morze,  nie  powinien  więc  odczuwać  niepokoju.  Ale  on  nie  był  pewny,  z  kim  ma  się  tego 
wieczoru  spotkać.  Ze  szlachetnie  urodzoną  Victorią?  Z  chłodną  doktor  Radley?  Czy  też  ze 
zmysłową, niedobrą dziewczynką o imieniu Vicky? 

Mógł się o tym przekonać tylko w jeden sposób.  
Nacisnął dzwonek i czekał.  
– Jake? 
– Tak, to ja.  
– Wejdź na samą górę.  
Gdy usłyszał sygnał domofonu, pchnął drzwi i wszedł na piąte piętro. Czekała na niego 

przy  wejściu  do  mieszkania.  Tego  dnia  była  Victorią.  Miała  na  sobie  inną  czarną  sukienkę 
ozdobioną  sznurem  pereł,  jej  włosy  upięte  były  na  czubku  głowy.  Wydawała  się  chłodna, 
piękna i wyniosła. Jak kobieta przyzwyczajona do otrzymywania brylantów i orchidei.  

Zdał sobie sprawę, że to, co jej przyniósł, jest zupełnie niestosowne. Czuł się jak wyjęta z 

wody  ryba,  rozpaczliwie  tęskniąca  za  swym  naturalnym  otoczeniem.  Nie  pasował  do  tego 

apartamentu  na  tej  samej  zasadzie,  na  której  szlachetnie  urodzona  Victoria  nie  pasowała  do 

jego skromnego mieszkania. A potem ujrzał  jej kurczowo zaciśnięte pięści  i  zbielałe kostki. 
Wtedy zdał sobie sprawę, że jest równie zdenerwowana jak on.  

– Witaj, zjawiskowo piękna damo – powiedział, całując ją w policzek.  
– Cześć.  
– Teraz żałuję, że nie przyniosłem ci orchidei – mruknął, wręczając jej bukiet różowych 

gerber.  

background image

–  Nienawidzę  orchidei  –  odparła  z  uśmiechem.  I  bardzo  lubię  właśnie  takie  kwiaty. 

Wejdź. Czy chcesz, żebym zrobiła ci drinka? 

–  Bardzo  proszę.  Będę  pił  to  samo  co  ty.  –  Wszedł  za  nią  do  mieszkania.  Dostrzegł 

miękki  dywan,  oryginalne  akwarele  na  ścianach  oraz  autentyczne  stare  meble,  które  były 
zapewne własnością jej rodziny od wielu pokoleń. I ponownie zdał sobie sprawę, że należą do 
różnych światów.  

Nawet  kryształowy  kieliszek  do  wina,  który  mu  wręczyła,  był  wytworny  i  kosztowny. 

Tak  cienki,  że  niemal  bał  się  wziąć  go  do  ręki.  Po  raz  nie  wiadomo  który  stracił  pewność 

siebie. Nie odzywając się ani słowem, patrzył na Vicky, która układała gerbery w zwodniczo 

skromnym wazonie, kosztującym zapewne fortunę.  

– Są piękne – rzekła uśmiechnięta. – Bardzo ci dziękuję. Czy teraz dla odmiany ja mogę 

zostać twoim przewodnikiem? 

Kiedy  oprowadziła  go  po  apartamencie,  poczuł  się  jeszcze  bardziej  onieśmielony.  Jego 

całe  mieszkanie  zmieściłoby  się  zapewne  w  jej  dwóch  pokojach!  Wyłożona  płytkami  z 
prawdziwej  terakoty  kuchnia  była  wyposażona  w  ręcznie  wykonane  drewniane  szafki, 
granitowe  blaty  i  najnowsze  urządzenia  elektryczne.  Różniła  się  w  zasadniczy  sposób  od 
przytulnego pomieszczenia, w którym on przyrządzał swe posiłki.  

Vicky  nie  spożywała  posiłków  w  kuchennym  kącie.  Miała  prawdziwą  jadalnię.  Na 

antycznym stole leżały srebrne sztućce i adamaszkowe serwetki w srebrnych uchwytach. Jake 
był przekonany, że Vicky nakrywa stół tak starannie każdego wieczoru, nawet wtedy, kiedy 
jada kolację sama.  

Łazienka  też  była  ogromna.  Kiedy  zauważył,  że  w  wannie  z  łatwością  zmieściłyby  się 

dwie osoby, z trudem opanował ogarniające go pożądanie.  

W  obu  gościnnych  pokojach,  wyłożonych  grubymi  dywanami,  stały  dwuosobowe 

eleganckie  łóżka  z  białą,  wytworną  pościelą,  a  w  powietrzu  unosił  się  zapach  lawendy. 
Zastanawiał  się,  jak  wygląda  jej  sypialnia,  ponieważ  ona  –  idąc  za  jego  przykładem  – 
pokazała mu tylko jej zamknięte drzwi.  

To  mieszkanie  przypominało  rezydencję.  Ale  czego  mógł  oczekiwać  po  szlachetnie 

urodzonej Victorii Radley? 

W  końcu  weszli  do  salonu.  Regały  pełne  były  medycznych  książek,  ułożonych  w 

porządku  alfabetycznym.  Na  oświetlonym  halogenową  lampą  biurku  stał  nowoczesny 
komputer. Była tam też wygodna kanapa i półka z płytami DVD, wśród których przeważały 

czarnobiałe  filmy  z  Jamesem  Stewartem  oraz  musicale.  Telewizor  miał  plazmowy  ekran.  A 
na obudowie kominka stały fotografie w srebrnych ramkach.  

Dwie z nich przedstawiały mężczyzn w ślubnych strojach, a Jake, dostrzegając rodzinne 

podobieństwo,  od  razu  domyślił  się,  że  są  to  bracia  Victorii.  Na  trzecim  Vicky  stała  obok 
nich,  mając  na  twarzy  nieco  łobuzerski  uśmiech.  Na  czwartym  trzymała  w  ramionach 

dziecko.  

To  zdjęcie  zaintrygowało  go  najbardziej.  Na  twarzy  Vicky,  która  twierdziła  zawsze,  że 

najważniejsza jest dla niej praca, malowała się niezwykła czułość.  

Z taką czułością patrzyła na Jake’a jego matka.  

background image

– To jest moja bratanica – rzekła cicho. – I córka chrzestna. Chloe Victoria Radley. Ma 

teraz cztery miesiące.  

Zerknął  na  nią  i  dostrzegł  na  jej  twarzy  taki  sam  wyraz,  jaki  uwieczniła  fotografia.  I 

wtedy  zdał  sobie  sprawę,  że  Vicky  pragnie  mieć  wszystko.  Chce  robić  karierę  zawodową  i 
być szczęśliwą w życiu rodzinnym, ale uważa, że nie da się tego pogodzić. Ze musi z czegoś 
zrezygnować.  Może  uda  mi  się  ją  przekonać,  że  to  nie  jest  konieczne.  Że  może  mieć 
wszystko, czego pragnie.  

–  Jest  tak  piękna  jak  jej  ciotka  –  rzekł  z  uśmiechem.  –  Czy  mogę  w  czymś  pomóc  w 

sprawie kolacji? 

– Tak, otwórz wino.  
Miał nadzieję, że nie rozleje go po stole. Wino, kawa, a nawet woda mineralna mogłyby 

zniszczyć  politurowany  blat.  Potem  usiedli  naprzeciwko  siebie.  Vicky  zapaliła  świeczkę, 
która wydzielała delikatny zapach wanilii  – tak  samo  jak wtedy,  kiedy jedli kolację w jego 
mieszkaniu. Z głośnika dobiegały ciche dźwięki sonaty fortepianowej Mozarta.  

– Na zdrowie – powiedziała Vicky, unosząc kieliszek.  
– Na zdrowie.  
Pierwsze danie uspokoiło jego nerwy. Grzanki i pasztet z ryby.  
– Co w nim jest oprócz makreli? – spytał, nie mogąc zidentyfikować drugiego smaku.  
– Chrzan. To popisowy przepis naszej kucharki, która nauczyła mnie to robić.  
– Więc przyrządziłaś go sama? 
– Oczywiście – odparła z lekką urazą w głosie.  
– Chciałaś dowieść, że znasz się na kuchni lepiej niż ja – rzekł z uśmiechem.  
– Nieprawda – mruknęła, ale na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec.  
– Przyznaj, że tak było. Przecież widać po tobie, że lubisz rywalizację, i to we wszystkich 

dziedzinach.  

– Nie bądź śmieszny.  
W jej oczach nagle coś zalśniło. Nie był to błysk złości, lecz z trudem powstrzymywane 

łzy. Jake zdał sobie sprawę, że nie powinien jej dokuczać, nawet żartem.  

–  Nie  musisz  mi  niczego  udowadniać  –  powiedział  łagodnym  tonem,  przyjaźnie  się 

uśmiechając. – I nie musisz ze mną rywalizować. Przecież gramy w jednej drużynie.  

Milcząc,  podała  następne  danie.  Był  to  rozpływający  się  w  ustach  boeuf  stroganow  z 

ryżem i gotowanymi na parze młodymi jarzynami.  

– Czy myślałaś kiedyś o tym, żeby zostać szefem  w jakiejś  dobrej  restauracji? – spytał 

Jake.  

– Nie.  
– Trzeba by w niej rezerwować stolik co najmniej na pół roku z góry. To jest po prostu 

wyśmienite.  

– Dziękuję.  
Na deser podała truskawki w kremie z białej czekolady.  
–  Jesteś  kobietą  przewyższającą  pod  każdym  względem  zwykłych  śmiertelników  – 

oznajmił  po  zjedzeniu  pierwszej  łyżeczki.  –  Biała  czekolada  nie  zawiera  katechiny  ani 

background image

cząsteczek  ziarna  kakaowego,  więc  jest  niezwykle  szkodliwa,  myślę  zatem,  że  w  trosce  o 
twoje zdrowie powinienem zjeść cały deser. – Odsunął biały porcelanowy talerzyk i postawił 
na jego miejscu kryształową miskę.  

Vicky spojrzała na niego z oburzeniem.  
– Nie wolno ci! To jest przeznaczone dla dwóch osób! Przecież zrobiłam ogromną porcję.  
Jake spojrzał na nią wyzywająco.  
– Jeśli chcesz, żebym się z tobą podzielił, musisz usiąść obok mnie.  
– To jest szantaż.  
Szybko włożył do ust następną truskawkę.  
– Mmm. Wspaniałe. Słodkie i soczyste.  
– Jake...  
–  Dziś  wieczorem  nie  bardzo  potrafimy  ze  sobą  rozmawiać  –  powiedział,  odsuwając 

krzesło.  –  Jesteśmy  oboje,  sam  nie  wiem...  onieśmieleni.  Wystraszeni.  Oddaleni  od  siebie. 
Więc zróbmy coś, żeby pokonać ten dzielący nas dystans. Chodź i usiądź tutaj.  

– Na twoich kolanach? 
– Tak. A ja podzielę się z tobą deserem. – Zjadł jeszcze jedną truskawkę. – Możesz też 

zostać po drugiej stronie stołu i patrzeć, jak zjadam wszystko sam.  

Zgodnie  z  jego  oczekiwaniami,  podeszła  do  niego  i  stanęła  obok  krzesła,  jakby  nie 

wiedząc, co robić dalej. Podjął więc decyzję w jej imieniu. Przyciągnął ją do siebie i posadził 
na swoich kolanach, a ona jedną ręką musiała objąć go za szyję, by nie stracić równowagi.  

–  Tak  jest  o  wiele  lepiej  –  mruknął,  całując  jej  nagie  ramię.  –  Brakowało  mi  twojej 

bliskości.  

–  Powiedziałam  ci  już, że  sama  nie  wiem,  co  myśleć  o  naszej  znajomości  –  oznajmiła, 

patrząc przed siebie.  

–  To  znaczy,  że  jesteśmy  w  podobnej  sytuacji,  bo  ja  też  nie  mam  pojęcia,  co  robię. 

Gadam jakieś bzdury. Mam wrażenie, że moje szare komórki się zapiekły.  

– Z punktu widzenia anatomii jest to niemożliwe. Roześmiał się głośno, zachwycony jej 

inteligencją.  

A potem, nie mogąc się oprzeć pokusie, znów ucałował jej ramię.  
– Nie potrafię logicznie myśleć. Wiem tylko tyle, że chcę być blisko ciebie. – Zanucił jej 

fragment lirycznej piosenki Carpenterów.  

– To był chwyt poniżej pasa – stwierdziła z uśmiechem.  
–  Wiem.  Ale  rozbawił  cię,  więc  spełnił  swoje  zadanie.  –  Wybrał  dorodną  truskawkę  i 

pozwolił jej odgryźć jedną połowę, a drugą zjadł sam.  

– Nie miałeś prawa! Ta truskawka była moja! 
–  Nasza  –  poprawił  ją  łagodnym  tonem.  –  Czuję  się  szczęśliwy.  Tego  właśnie  dziś 

potrzebowałem.  

– Czy miałeś ciężki dzień? 
– Tak. Musiałem oznajmić jednemu z pacjentów, że cierpi na stwardnienie rozsiane.  
– Och...  
–  Klasyczny  przypadek.  Mężczyzna  po  trzydziestce.  Odczuwał  od  jakiegoś  czasu 

background image

mrowienie w kończynach. Jest  programistą komputerowym, więc myślał, że to  dolegliwość 
związana  z  wielogodzinnym  bezruchem.  Że  wystarczy  tylko  zmieniać  pozycję  przy  biurku 
oraz  robić  ćwiczenia  wzmacniające  mięśnie  rąk  i  nadgarstków.  Potem  zaczął  trenować  do 
maratonu  i  zauważył,  że  to  mrowienie  rozszerza  się  na  całe  ciało  i  nabiera  intensywności 
podczas biegu. Później przyznał, że ma zaburzenia wzroku. Ale ustały, więc był przekonany, 
że po prostu spędza zbyt wiele godzin przed monitorem.  

– To był dokładnie objaw wstępny SM. Jake kiwnął potakująco głową, – Wyniki badań 

wykazały ubytki. Oboje z żoną planowali właśnie poczęcie dziecka.  

– To smutne.  
– Zareagował na tę wiadomość bardzo negatywnie. Zapowiedział, że wystąpi o rozwód, 

bo nie chce być ciężarem dla żony. Ma nadzieję, że uda jej się założyć nową rodzinę, o jakiej 
zawsze marzyła.  

–  Ja  postąpiłabym  tak  samo  –  oznajmiła  bez  namysłu  Vicky.  –  Chciałabym,  żeby  mój 

ukochany  miał  szansę  szczęśliwego  pożycia  z  kimś  innym.  I  za  nic  w  świecie  nie 
dopuściłabym do tego, żeby moja choroba utrudniła mu karierę.  

– Prawdziwy związek między ludźmi polega na czymś innym – powiedział Jake, kręcąc 

głową. – „W bogactwie i w biedzie, w zdrowiu i w chorobie”. Wiesz tak jak ja, że przebieg 
SM to okresowe remisje i pogorszenia.  

– Ale okresy poprawy są coraz krótsze, aż w końcu chory staje się kaleką i wymaga stałej 

pomocy.  Opieka  nad  dzieckiem  i  nad  nim  byłaby  dla  jego  żony  ciężkim  brzemieniem. 
Narażałaby ją na nieustanny stres. – Vicky uniosła brwi. – A jeśli symptomy motoryczne, na 
przykład  niedowład  nóg,  pojawiają  się  już  we  wczesnym  etapie  choroby,  prognoza  jest 
niezbyt  optymistyczna.  Jeśli  jego  lekarz  rodzinny  dopuścił  możliwość  stwardnienia 
rozsianego i skierował go do naszego szpitala, jestem pewna, że jako ekspert od komputerów 
zajrzał do Internetu i dokładnie zbadał wszystkie możliwości.  

–  W  takim  razie  ułożył  chyba  najbardziej  pesymistyczny  scenariusz.  Wiem,  że  SM  nie 

jest  jeszcze  uleczalne,  ale  możemy  wiele  zrobić,  żeby  złagodzić  jego  przebieg.  Na  przykład 
stosując interferon.  

–  Wiem.  –  Pogłaskała  go  po  głowie.  –  Ale  mimo  to  zgadzam  się  z  twoim  pacjentem. 

Chciałabym,  żeby  mój  partner  zachował  w  pamięci  szczęśliwe  chwile,  a  nie  tylko  trudny 
okres, w którym byłam zdana na jego opiekę.  

– A gdyby twój partner pragnął mimo wszystko pozostać z tobą? Gdyby nie chciał żyć z 

nikim innym? 

– Porzuciłabym go – odparła zdecydowanym tonem.  
– Odbierając mu prawo wyboru, postąpiłabyś bezwzględnie.  
– Nie. Po prostu pragmatycznie. Takie wyjście byłoby na dłuższą metę najmniej bolesne. 

A jak zachowałbyś się ty? 

Milczał przez dłuższą chwilę. Vicky ma sporo racji. Może lepiej jest porzucić ukochaną 

osobę,  pozwalając  jej  zachować  wspomnienia  o  przeżytych  wspólnie  chwilach  szczęścia,  a 
nie o poprzedzającym śmierć etapie bólu i cierpienia? 

– Sam nie wiem – odparł w końcu. – Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał dokonywać 

background image

takiego wyboru.  

Podczas  krótkiego  okresu,  w  którym  zajmował  się  swoją  babcią,  udowodnił  sobie,  że 

potrafi  dbać  o  chorą  osobę.  Ale  być  skazanym  na  czyjąś  opiekę?  Na  zależność  od 
równorzędnego  do  niedawna  partnera?  Na  jego  współczucie  i  utratę  swojej  niezależnej 
pozycji? To byłoby piekło.  

Vicky pocałowała go delikatnie w czoło.  
– Gdybym wiedziała, że miałeś ciężki dzień, zrobiłabym dla ciebie tort.  
–  Następnym  razem  zawiadomię  cię  o  tym  wcześniej  –  odparł,  wdychając  aromat  jej 

perfum. – A teraz działam na ciebie deprymująco. Więc przestanę gadać i pójdę do domu.  

–  Zostań  –  poprosiła,  dotykając  policzkiem  jego  twarzy.  –  Jeszcze  nie  skończyliśmy 

kolacji. Zaraz podam ser i herbatniki. A potem kawę i ciasteczka.  

– Dziękuję, ale nie chcę ci narzucać swojego towarzystwa.  
– Wcale mi go nie narzucasz. – Tego wieczoru zamierzała mu powiedzieć, że mogą być 

tylko przyjaciółmi. Ale teraz, siedząc na jego kolanach, zaczęła zmieniać zdanie. Wyczuła to 
już w supermarkecie, kupując bez rumieńca zażenowania małe pudełeczko. – Zostań jeszcze 
chwilę – poprosiła, pochylając się, by go pocałować.  

–  One  nam  przeszkadzają  –  powiedział  cicho,  dotykając  jej  pereł,  a  ona  zdjęła  je  i 

położyła na stole.  

– Teraz jest o wiele lepiej. Lubię, kiedy zamieniasz się w niegrzeczną dziewczynkę.  
–  Jeśli  myślisz  o  stole,  to  zapewniam  cię,  że  moje  łóżko  jest  o  wiele  wygodniejsze  – 

szepnęła z przewrotnym uśmiechem.  

– Nie mogę nic na ten temat powiedzieć, bo nie pokazałaś mi sypialni.  
– Nie chciałam, abyś podejrzewał, że mam ochotę cię uwieść. A poza tym zamierzałam 

zjeść przedtem kolację.  

– Przecież powiedziałaś, że jeszcze nie skończyliśmy.  
– Ale nie twierdziłam, że musimy to zrobić tutaj. Zsunęła się z jego kolan i wyciągnęła 

rękę, a on wstał i ruszył za nią w kierunku sypialni. Kiedy otworzyła drzwi, głośno wciągnął 
powietrze.  

– Sypiasz w łożu z baldachimem? 
–  Tak,  to  rodzinna  pamiątka,  którą  po  kimś  odziedziczyłam.  Ale  materac  jest  zupełnie 

nowy.  

– Prawdziwe antyczne łoże – mruknął, patrząc z zachwytem na ciemne drewno. – Buduar 

księżniczki.  

– Nie jestem  żadną księżniczką, tylko  baronówną – odparła Vicky. –  A  poza tym wolę 

mój tytuł zawodowy.  

–  Dla  mnie  tak  czy  owak  jesteś  księżniczką,  doktor  Radley  –  oznajmił  Jake,  a  potem 

zrobił  krok  do  przodu  i  pochylił  się,  by  ją  pocałować.  Kiedy  odzyskała  poczucie 
rzeczywistości, leżeli już w łóżku. Nie pamiętała, kiedy się rozebrali. Wiedziała tylko tyle, że 
Jake ją pieści i całuje. I że sprawia jej to ogromną przyjemność.  

–  To  jest  twój  buduar,  więc  ty  będziesz  grała  główną  rolę  –  powiedział,  kładąc  się  na 

plecach i wciągając ją na siebie.  

background image

–  Skoro  nalegasz...  –  odparła  z  przewrotnym  uśmiechem,  a  potem  zaczęła  pokrywać 

pocałunkami  jego  ciało.  Pod  wpływem  jej  pieszczot  westchnął  z  rozkoszy  i  zapomniał  o 
całym świecie. A ona pomyślała z dumą, że potrafi zamienić tego opanowanego mężczyznę w 
kłębek żądz.  

– Czy jesteś gotowy? 
– Och tak... – mruknął, a ona przywarła do niego całym ciałem.  

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Vicky uniosła nad głową Jake’a kolejną truskawkę, chcąc zmusić go do wyciągnięcia po 

nią ręki.  

– Skoro dokuczanie mi sprawia ci tak wielką przyjemność, jutro wieczorem odpłacę ci za 

to  z  nawiązką  –  ostrzegł  ją  Jake.  –  Będziesz  musiała  błagać  mnie  na  kolanach  o  jedną  z 
czekoladek, które od ciebie dostałem.  

– Mhm, ale ja nie mogę się z tobą jutro spotkać.  
– Dlaczego? – spytał, wyraźnie rozczarowany.  
– Bo pracuję.  
– Masz nocną zmianę? 
– Nie. Będę się uczyć – wyjaśniła. Jake wzruszył ramionami.  
– Jeśli chcesz, możesz to robić u mnie. Potem rozmasuję ci  mięśnie szyi  i  przepytam z 

przerobionego materiału.  

Vicky  podejrzewała,  że  Jake  żartuje.  Kiedy  jednak  na  niego  spojrzała,  stwierdziła,  że 

mówi całkiem poważnie.  

– Zamierzasz mnie przeegzaminować? 
– Mhm. Zachowałem notatki, z których przygotowywałem się do ostatniej sesji. Odnajdę 

je, bo mogą ci się przydać. Mam też doskonały przegląd przypadków chorobowych.  

– Nie mogę uczyć się u ciebie.  
– Oczywiście, że możesz – rzekł z uśmiechem. – Zdaję sobie sprawę, że nie ma tam aż 

tak  dużo  miejsca  jak  tutaj,  ale  mogłabyś  pracować  w  salonie.  W  razie  potrzeby  masz  tam 
dostęp do Internetu. Jeśli chcesz mieć zupełny spokój, wystarczy zamknąć drzwi. A ja w tym 
czasie będę po cichu przygotowywał dla nas coś do zjedzenia. Jeśli zechcesz uczyć się przy 
muzyce,  na  pewno  znajdziesz  coś  dla  siebie.  Nie  będę  ci  przeszkadzał,  ale  zamierzam 
ograniczyć czas twojej nauki do dwóch godzin.  

– Dwóch godzin? 
~ Nie dyskutuj ze mną – przerwał jej stanowczo. – Powtarzam: dwie godziny. A co pół 

godziny masz robić pięciominutowe przerwy na rozprostowanie kości i rozluźnienie mięśni. 
Dzięki temu łatwiej ci się będzie skupić.  

Słuchając  go,  Vicky  odniosła  wrażenie,  że  już  wcześniej  wszystko  zaplanował.  A  ona 

właśnie dzisiaj miała mu powiedzieć, że nie zamierza się z nim więcej spotykać. Że to koniec. 
Westchnęła i z powrotem opadła na poduszki.  

– Mam okropne wyrzuty sumienia.  
–  Dlaczego?  Wiem,  że  nauka  jest  dla  ciebie  bardzo  ważna.  Obiecałem,  że  będę  cię 

wspierał, i dotrzymam słowa.  

– Dzisiaj chciałam ci powiedzieć, że między nami wszystko skończone.  
– Uhm... – mruknął, głaszcząc ją po biodrze, ale nie komentując jej słów.  
Dobrze wiedziała, co mógłby powiedzieć: że to przecież ona zaciągnęła go do sypialni.  
– Nie nadaję się do trwałego związku, Jake.  

background image

–  Na  razie  idzie  ci  całkiem  nieźle  –  odparł  z  uśmiechem.  –  A  to  dopiero  początek. 

Musimy  się  jeszcze  wiele  o  sobie  dowiedzieć.  Ale  poczekajmy  i  zobaczmy,  co  przyniesie 
czas. Po prostu dobrze się bawmy.  

– Masz rację – przyznała. – Przynajmniej raz w życiu nie będę niczego planować. Niech 

się dzieje, co chce.  

–  To  rozumiem  –  powiedział  półgłosem,  podając  jej  truskawkę.  –  Więc  jesteśmy 

umówieni, tak? 

– Oczywiście – odparła, odwzajemniając jego uśmiech.  
 
Przez następne trzy miesiące Vicky była w siódmym niebie. Nigdy dotąd nie czuła się tak 

szczęśliwa.  Uwielbiała  swoją  pracę,  a  jej  rodzina  po  raz  pierwszy  zdawała  się  znacznie 
spokojniejsza,  zgodna  i  pochłonięta  własnymi  sprawami.  Seb  i  Alyssa  byli  do 
nieprzytomności  zakochani  w  Chloe,  która  zaczęła  właśnie  raczkować.  Natomiast  Sophie  i 
Charlie oznajmili, że spodziewają się swego pierwszego dziecka. Kiedy Vicky pod wpływem 
impulsu pojechała do Weston, matka po raz pierwszy jej nie krytykowała. Odniosła wrażenie, 
że Mara pogodziła się z jej wyborem drogi życiowej. Ale najważniejsze było dla niej to, że 
miała Jake’a.  

Dzięki  niemu  poznała  nowe  aspekty  życia.  Letnie  wieczory  często  spędzali  na  plaży  i 

obserwowali gwiazdy. Chodzili do kina, siadali w ostatnim rzędzie i jedli prażoną kukurydzę. 
Ku  jej  radości  Jake  –  podobnie  jak  ona  –  lubił  stare  filmy  i  potrafił  znajdować  małe  kina 
studyjne,  w  których  wyświetlano  klasykę.  Spacerowali  też  boso  po  trawie  w  parku  Kew 

Gardens.  

Jake  dotrzymał  słowa  i  nie  utrudniał  jej  kariery.  Niekiedy  w  czasie  weekendu  Vicky 

uczyła się, siedząc obok linii mety półmaratonu, w którym on brał udział. Albo czekając na 
lotnisku,  aż  on  wyskoczy  z  samolotu  ze  spadochronem.  Kiedy  indziej  podwoził  ją  do 

pobliskiej  biblioteki  uniwersyteckiej,  a  potem  przyjeżdżał  po  nią  i  zabierał  z  powrotem  do 

siebie, gdzie czekała na nią wyśmienita kolacja.  

Od początku twierdził, że będą tworzyć zgrany zespół, zarówno w pracy, jak i w domu. I 

miał  rację.  Doszło  nawet  do  tego,  że  Vicky  bez  obawy  pozwalała  mu  zostawać  u  siebie  na 
noc. Podczas nielicznych nocy, które spędzili oddzielnie, okropnie za nim tęskniła.  

Choć  do  tej  pory  nie  wyznali  sobie  miłości,  Vicky  wiedziała,  że  Jake  ją  kocha.  Na 

każdym  kroku  dawał  tego  dowody.  Przyrządzał  jej  ulubione  potrawy  i  grał  na  pianinie 
melodie,  które  uwielbiała.  Puszczał  nawet  taśmy  z  nagraniami  swojej  matki.  A  śpiewana 

przez  Beth  Lewis  „Księżycowa  rzeka”  wzruszała  ją  do  łez,  bo  przypominała  jej,  jak  Jake 
nucił tę melodię, gdy tańczyli na plaży.  

Tak, on na pewno ją kocha, a ona kocha jego. Dzięki niemu poczuła się spełniona. Miała 

świadomość,  że  żyje  pełnią  życia.  Tego  wieczoru  zamierzała  wyznać  mu  swą  miłość. 
Wyrzucić z siebie te dwa małe słowa, które do tej  pory nie mogły  przejść jej przez gardło. 
Wiedziała, że on jest tego wart. Ale na wypadek, gdyby stchórzyła, kupiła dla niego prezent. 
Było  to  pudełko  zawierające  pięć  czekoladek,  ręcznie  dekorowanych  okolicznościowymi 
napisami z lukru. Chciała mu też powiedzieć, że nie chce dłużej ukrywać ich związku. Że ma 

background image

w nosie to, czy personel szpitala zacznie plotkować na ich temat. W końcu kochają się i tylko 

to ma znaczenie.  

Była  w  trakcie  wypełniania  dokumentów,  kiedy  poczuła  ostry  ból.  Nie  mógł  to  być 

mięśniowy  ból  głowy,  bo  poprzedniego  wieczoru  Jake  dokładnie  rozmasował  jej  szyję  i 
ramiona. Może po prostu przesadziła z nauką. Albo z... Na tę myśl szeroko się uśmiechnęła. 

To prawda,  że ostatnio niewiele spała. W ciągu tygodnia kochała się częściej niż przez cały 

poprzedni rok. I wcale tego nie żałowała. Wręcz przeciwnie...  

Zażyła  dwie  tabletki  paracetamolu,  rozpuściła  włosy  i  zaczęła  masować  głowę,  by 

pobudzić  krążenie  krwi.  Wiedziała  z  doświadczenia,  że  za  jakieś  pół  godziny  poczuje  się 
lepiej.  Od  pewnego  czasu  często  miewała  bóle  głowy.  Podejrzewała,  że  w  ten  sposób  jej 
organizm domaga się większej dawki odpoczynku.  

– Więc pan Platt się nie pojawił – mruknął Jake, marszcząc czoło. – Czy przekazał jakąś 

wiadomość? 

– Niestety, nie – odparła sekretarka.  
– Zaczekam jeszcze pięć minut, a potem do niego zadzwonię.  
Pan Platt cierpiał na chorobę Parkinsona i tego dnia miał wyznaczoną wizytę. Jake chciał 

sprawdzić, jak przebiega leczenie pacjenta przepisanymi przez niego lekami.  

Kiedy  do  niego  zatelefonował  i  nie  uzyskał  odpowiedzi,  wysłał  krótki  email  do  jego 

lekarza  pierwszego  kontaktu,  przedstawiając  mu  w  skrócie  zaistniałą  sytuację  oraz  podając 

godziny,  w  których  będzie  w  stanie  omówić  z  nim  przypadek  tego  pacjenta.  Ponieważ  miał 
teraz  wolną  chwilę,  postanowił  wpaść  do  Vicky.  Wiedział,  że  jest  zawalona  robotą 
papierkową,  więc  nie  chciał  zabierać  jej  zbyt  dużo  czasu.  Zamierzał  tylko  namówić  ją  na 
wspólny lunch.  

– Proszę! – zawołała, gdy zapukał.  
Kiedy wszedł, uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy. Vicky była przerażająco blada.  
– Jake? Sądziłam, że jesteś w poradni.  
–  Nie  zgłosił  się  pacjent,  więc  postanowiłem  odwiedzić  moją  ulubioną  pracownicę  i 

spytać, czy zechce zjeść ze mną lunch. – Zawahał się, a potem dodał: – Nie miej mi za złe 
tego, co powiem. Może przesadzam, ale według mnie jesteś bardzo blada. Czy ty dobrze się 

czujesz? 

– Świetnie – odparła słabym głosem, ale Jake jej nie uwierzył.  
– Boli cię głowa? 
– Mhm.  
– Czy coś zażyłaś? 
– Paracetamol... jakąś godzinę temu.  
I ból nie ustąpił? – spytał się w duchu Jake, marszcząc czoło.  
–  Ostatnio  często  boli  cię  głowa,  Vic.  Wprawdzie  nie  przyznajesz  się  do  tego,  ale 

zauważyłem, że łykasz paracetamol.  

– To pewnie dlatego, że za mało śpię – wyjaśniła z wymuszonym uśmiechem.  
Tak,  przyznał  w  duchu.  I  dobrze  wiem  dlaczego.  Kładziemy  się  wcześnie,  ale  bardzo 

późno zasypiamy.  

background image

– Czy w przeszłości miewałaś bóle głowy? – spytał.  
– Daj spokój.  
– Dam, jeśli mi odpowiesz. Vicky westchnęła.  
– Nie. Zaczęły się stosunkowo niedawno. Po prostu muszę porządnie się wysypiać.  
– Czy ostatnio badano ci oczy? 
– Sześć miesięcy temu. Mam doskonały wzrok. Zatem nie jest to sprawa okularów.  
– Gdzie cię boli? 
– Wszędzie.  
–  Pozwól,  że  cię  zbadam  –  powiedział,  podchodząc  do  niej,  ale  ona  powstrzymała  go 

gestem ręki.  

– To tylko ból głowy, Jake. Przestań panikować.  
–  Sama  mówisz,  że  ostatnio  często  je  miewasz.  Że  przedtem  ci  się  to  nie  zdarzało.  W 

związku z tym lepiej będzie, jeśli cię zbadam.  

– Nie bądź śmieszny! – zawołała.  
–  To  idiotyczne!  –  wybuchnął  z  rozdrażnieniem.  –  Mam  dyżur  w  poradni.  Czekają  na 

mnie pacjenci, a...  

– Więc wracaj do nich i pozwól mi zająć się tą stertą papierów.  
– Ale najpierw muszę cię zbadać, choćby pobieżnie.  
–  Raz  jeszcze  ci  mówię,  że  to  zwykły  ból  głowy.  Jake  był  innego  zdania.  Vicky 

najwyraźniej odgadła jego myśli i spojrzała na niego z lekkim niepokojem.  

– Powtarzam ci, nie bądź śmieszny. Nie mam tętniaka. Widzisz rzeczy, które nie istnieją, 

bo wczoraj rozmawialiśmy o tętniakach. To jest tak jak... och, kiedy studenci medycyny po 
raz pierwszy słyszą o jakiejś chorobie, często wpadają w panikę, bo widzą u siebie jej objawy. 
Oboje jesteśmy na tyle dorośli i doświadczeni, żeby wiedzieć lepiej, czy...  

–  Pozwól,  że  cię  zbadam  –  przerwał  jej  niecierpliwym  głosem.  –  Jeśli  się  mylę,  to 

przecież nie wyrządzę ci żadnej krzywdy. A ja przez następne sześć miesięcy będę czołgał się 
u twoich stóp.  

– Koniecznie chcesz postawić na swoim, tak? 
– Jak najbardziej.  
Vicky westchnęła z rezygnacją.  
– W porządku. Masz pięć minut.  
Pobieżne badanie neurologiczne bardzo go zaniepokoiło.  
– ; Masz wyraźny ubytek pola widzenia – stwierdził.  
– Nieprawda.  
– Vicky, przestań zaprzeczać. Hm, to naprawdę mi się nie podoba.  
– Jake, nie przesadzaj! – wybuchnęła z irytacją.  
–  Dawniej  nie  miewałaś  bólów  głowy,  a  ostatnio  cierpisz  na  nie  bardzo  często.  Masz 

ubytek  pola  widzenia.  I  nie  spieraj  się  ze  mną.  Żeby  przeczytać  na  tablicy  środkowe  litery, 
musiałaś obrócić głowę. – Wahał się przez chwilę, a potem spytał: – Czy to jest najbardziej 
dotkliwy ból głowy, jaki miałaś w życiu? 

– Nie. Nic mi nie jest. To żadna choroba. Paracetamol wkrótce zadziała.  

background image

Już  powinien  był  zadziałać,  dodał  w  myślach  Jake.  Ale  ona  i  tak  mnie  nie  posłucha. 

Muszę pójść na kompromis.  

– Zaczekamy do lunchu. Jeśli do tej pory ból nie ustanie, skieruję cię na tomografię.  
Vicky wzruszyła ramionami.  
– Nie słyszałam, żeby w mojej rodzinie ktoś miał tętniaka. Nie palę i nie piję zbyt dużo 

alkoholu.  Nie  mam  też  żadnych  objawów  chorobowych  wskazujących  na  tętniaka  – 
wycedziła przez zęby.  

Jednakże Jake nie dał za wygraną.  
–  Oboje  doskonale  wiemy,  że  tętniaki  przez  długi  czas  są  bezobjawowe.  Twoje  bóle 

głowy mogą być znakiem ostrzegawczym.  

–  Jeśli  mam  tętniaka...  co  zresztą  z  góry  wykluczam,  to  na  pewno  nie  doszło  do  jego 

pęknięcia,  więc  tomografia  niczego  nie  wykaże.  Podobnie  jak  nakłucie  lędźwiowe,  więc 
wybij sobie z głowy, że pozwolę, żeby wbijano we mnie jakieś igły! 

– Wobec tego angiografia. To badanie jest nieinwazyjne i może ujawnić tętniaka, nawet 

jeśli nie doszło do jego pęknięcia.  

– Robisz z igły widły, Jake.  
Ale on nadal nie dawał za wygraną.  
–  Do  lunchu.  I  masz  być  ze  mną  szczera.  W  przeciwnym  razie  siłą  zaciągnę  cię  na 

radiologię.  

Wyraz jej twarzy świadczył o tym, że potraktowała jego groźbę poważnie.  
– Dobrze. Do lunchu. Jestem jednak pewna, że do tej pory mój ból głowy minie.  
– W porządku. Ale jeśli wcześniej znikniesz, wytropię cię i doprowadzę na miejsce.  
– Robisz dużo hałasu o nic. – Machnęła ręką, jakby wypraszając go z pokoju. – Wracaj 

do poradni.  

– Zobaczymy się w porze lunchu – rzekł stanowczym tonem.  
 
Vicky ponownie zabrała się do swojej papierkowej roboty. W pewnym momencie zdała 

sobie sprawę, że patrzy na monitor komputera, mrużąc oczy.  

Ubytek  pola  widzenia.  Czyżby  Jake  miał  rację?  –  spytała  się  w  duchu.  Czy  istotnie 

nieświadomie odwróciłam  głowę, żeby lepiej  widzieć litery na tablicy? Nie, to  niemożliwe. 
Jestem absolutnie zdrowa.  

Kiedy  jednak  w  porze  lunchu  Jake  wszedł  do  jej  pokoju,  musiała  przyznać,  że  nadal 

nękają ból głowy.  

– Idziemy na radiologię. Natychmiast.  
– Jake, przecież istnieje coś takiego jak kolejka! 
– To jest nagły przypadek. Do diabła, jeśli będzie trzeba, zapłacę za to badanie.  
– Sama mogę za siebie zapłacić.  
–  Wiem.  Twoje  konto  bankowe  z  pewnością  jest  zasobniejsze  niż  moje.  Ale...  – 

Potrząsnął  głową  z  rozdrażnieniem.  –  Vicky,  martwię  się  o  ciebie  i  za  żadne  skarby  nie 
dopuszczę do tego, żeby coś stało się kobiecie, którą kocham. Szczególnie, jeśli mogę w tej 
sprawie przedsięwziąć jakieś kroki.  

background image

Vicky spojrzała na niego z zaskoczeniem. Jego słowa głęboko nią wstrząsnęły. W końcu 

to powiedział, pomyślała.  

– Jake? 
– Słucham? 
– Ja... – Nie była w stanie wyrzucić tego z siebie. Tym bardziej że patrzył na nią bardzo 

poważnym wzrokiem.  

– Idziemy na radiologię – powtórzył łagodnym tonem, biorąc ją za rękę i zmuszając do 

wstania  z  krzesła.  –  Po  drodze  zadam  ci  kilka  rutynowych  pytań.  Czy  masz  w  ciele  jakieś 
metalowe elementy? 

– Jedynie plomby.  
– W porządku, one się nie liczą. Żadnej kuli ani odłamków pocisku? 
– Nie.  
– Sztuczny staw? 
– Nie.  
– Czy jesteś uczulona na jakieś leki? 
– Nie.  
– Czy przypadkiem nie jesteś w ciąży? 
– Nie sądzę.  
– Na wszelki wypadek możesz zrobić test, a ja w tym czasie wypełnię kwestionariusz.  
A co będzie, jeśli okaże się, że jestem w ciąży? – spytała się w duchu. Co wtedy? 
Odsunęła tę myśl od siebie. W tym momencie rozważanie tego problemu było ponad jej 

siły.  

– Dlaczego jesteś tak cholernie apodyktyczny? Jake gwałtownie się zatrzymał.  
– Bo dręczą mnie złe przeczucia. A teraz odpowiedz mi jeszcze na kilka pytań. Czy masz 

klaustrofobię? 

– Nie. I wiem, na czym polega to badanie. Sama nieraz kierowałam na nie pacjentów.  
– To nie to samo, co doświadczyć tego na własnej skórze.  
Doskonale o tym  wiem,  pomyślała z rozdrażnieniem.  Czy on uważa mnie za kompletną 

idiotkę? 

– Jake, nie możemy wepchnąć się bez kolejki.  
–  I  nie  zrobimy  tego.  Oni  spodziewają  się  twojej  wizyty.  Uprzedziłem,  że  mogę 

przyprowadzić pacjentkę, którą należy zbadać w pierwszej kolejności.  

Powiedział to tak poważnym tonem, że Vicky przeszył lodowaty dreszcz. On naprawdę 

podejrzewa, że coś mi dolega, pomyślała z lękiem.  

– Jake... a jeśli oni znajdą jakiegoś...  
– To sobie z nim poradzimy. – Otoczył ją ramieniem. – Kocham cię, Vic.  
Cóż  za  miejsce  na  miłosne  wyznanie!  Jake  powiedział  te  dwa  słowa  na  środku 

szpitalnego korytarza, w drodze na radiologię, gdzie Vicky miała poddać się badaniu, którego 
wynik mógł zmienić całe jej życie.  

– Jake, okropnie się boję – wyszeptała.  
– Wiem. Ale jestem tutaj. Wprawdzie nie pozwolą mi towarzyszyć ci w trakcie badania, 

background image

ale będę czekał. Kiedy tylko wyłączą tomograf, od razu zjawię się przy tobie.  

Test ciążo wy wypadł negatywnie.  
Vicky  przejrzała  kwestionariusz,  który  wypełnił  za  nią  Jake,  i  podpisała  go,  a  potem 

oddała mu swój zegarek oraz identyfikator.  

– Zaopiekuję się tym – obiecał. – Tobą również.  
Vicky podeszła do tomografu i położyła się na twardym, wąskim łóżku. Zamknęła oczy, 

czekając na rozpoczęcie badania i modląc się, żeby wszystko było dobrze.  

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Gdy  tylko  aparat  przestał  szumieć, Jake  wszedł  do  pomieszczenia  i  pomógł  jej  wstać  z 

wąskiego łóżka.  

– No i co? 
– Wysyłają wynik do mojego komputera.  
Vicky  dobrze  wiedziała,  że  Jake  siedział  przez  cały  czas  obok  obsługującej  aparaturę 

lekarki,  nie  spuszczając  oczu  z  ekranu  monitora.  Wiedziała  też,  że  zna  wynik.  Gdyby  był 

negatywny,  bezzwłocznie  by  jej  o  tym  powiedział.  Wziąłby  ją  na  ręce  i  oznajmiłby  z 
radosnym uśmiechem, że wszystko jest w porządku.  

Ale  jego  twarz  była  nieruchoma  jak  maska.  I  milczał.  A  to  oznacza,  że  istnieje  jakiś 

problem.  

Miała wrażenie, że świat zamarł w bezruchu. Nie mogła wykrztusić słowa, zrobić choćby 

jednego kroku. Wiedziała tylko, że Jake zapina na przegubie jej ręki zegarek, a na szyi wiesza 

identyfikator, że potem otacza ją ramieniem i wyprowadza z pracowni radiologicznej.  

Nie miała pojęcia,  czy ktoś  do niej coś mówi. Tak czy  owak, do jej uszu nie docierały 

żadne słowa. Słyszała tylko dziwny szum i miała wrażenie, że nadal leży we wnętrzu dużego, 
okrągłego magnesu.  

Dopiero  po  dłuższej  chwili  zdała  sobie  sprawę,  że  oboje  siedzą  na  ławce  w  szpitalnym 

ogrodzie.  

– Myślałam, że idziemy do twojego gabinetu – powiedziała drżącym głosem.  
– A ja uznałem, że potrzebujemy świeżego powietrza.  
–  Przecież...  –  Jake  miał  dyżur.  Ona  też.  Przebywali  w  pracowni  radiologicznej  co 

najmniej czterdzieści minut, więc z pewnością czekają już na nich pacjenci, a...  

– Vicky – powiedział cicho Jake.  
– Widziałeś już wyniki badań, prawda? 
– Tak.  
Nie  mówił  jej  tego,  co  chciałaby  usłyszeć.  Że  niepotrzebnie  wpadł  w  panikę  i  będzie 

pokutował za to przez sześć najbliższych miesięcy.  

To znaczyło, że Jake się nie pomylił.  
Więc jednak mam tętniaka mózgu, pomyślała z przerażeniem.  
– Jak duży? – zapytała szeptem.  
– Dwanaście milimetrów.  
Każdy  tętniak  większy  niż  dziesięć  milimetrów  grozi  pęknięciem.  Vicky  znała  dane 

statystyczne. Czterdzieści procent chorych, u których doszło do pęknięcia tętniaka, umiera w 
ciągu  pierwszego  miesiąca.  Jednej  trzeciej  pacjentów  udaje  się  przeżyć,  ale  mają  poważne 
kłopoty  z  systemem  nerwowym,  takie  jak  zaburzenia  pamięci,  percepcji,  myślenia,  a  nawet 
problemy z wykonywaniem prostych codziennych czynności.  

Vicky przełknęła ślinę.  
– To znaczy, że moja kariera zawodowa jest skończona.  

background image

– Nic podobnego, Vic. U ciebie tętniak nie pękł.  
Więc będę mogła żyć dalej tak jak dotychczas, pomyślała z goryczą. Ze świadomością, że 

w mojej głowie mieści się bomba zegarowa. Że ten tętniak powiększa swoje rozmiary z każdą 
kroplą  krwi,  która  przez  niego  przepływa.  Że  będzie  robił  się  coraz  większy  i  większy,  a 
potem zacznie uciskać mózg, wywołując znane mi symptomy.  

Aż w końcu pęknie.  
– Musisz się nad tym wszystkim zastanowić – powiedział łagodnym tonem.  
– Nie mogę... – wyjąkała z trudem. – Nie potrafię myśleć logicznie.  
–  Vicky  –  zaczął,  mocniej  ją  obejmując.  –  Nie  musisz  o  tym  decydować  już  dzisiaj. 

Uważam, że na resztę popołudnia powinnaś zwolnić się z pracy.  

– Ale mam dyżur w poradni.  
– Znajdę kogoś na zastępstwo.  
– Sądzisz, że nie jestem zdolna do pracy? 
–  Nie  podejrzewam,  żeby  ktoś  w  twojej  sytuacji  potrafił  skupić  się  na  pacjentach. 

Potrzebujesz czasu, żeby się z tym oswoić. – Przeczesał palcami włosy. – Nie chciałbym cię 

zostawiać, ale poczekalnia pęka w szwach.  

– Potrząsnął głową. – Odwołam wszystkie wizyty.  
– Nie możesz tego zrobić! – zawołała, kładąc dłoń na jego ramieniu. – Nie chcę, żebyś 

odwoływał pacjentów z mojego powodu. Nic mi nie będzie.  

Nawet gdybym musiała od ciebie odejść, łamiąc sobie serce, dodała w myślach. Nie mogę 

teraz wymagać, żebyś był przy mnie. Dla nas nie ma już przyszłości.  

– Czy mogę zadzwonić do któregoś z twoich braci? 
– spytał Jake.  
– Nie. Charlie zapewne operuje, a Seb przyjmuje nagłe przypadki. Poza tym nie chcę ich 

denerwować.  

– A twoja bratowa? Ta, która ma dziecko? Czy nadal jest na urlopie macierzyńskim? 
–  Tak.  Ale  jeśli  podzieli  się  tą  wiadomością  z  Alyssą,  to  ona  natychmiast  powie  o 

wszystkim Sebowi.  

– Wobec tego może zawiadomić twoją mamę? 
– Moją matkę? – zawołała. – Ona jest ostatnią osobą, którą chciałabym mieć obok siebie. 

–  Widząc  jego  zdumione  spojrzenie,  pospiesznie  dodała:  –  Nie  wszystkie  mamy  są  tak 
cudowne jak twoja.  

Mara  miałaby  mi  za  złe,  że  przysparzam  jej  kłopotów.  Albo  wykorzystałaby  tę 

wiadomość jako pretekst do odegrania dramatycznej sceny. Zalałaby się łzami po to, żeby być 
w centrum uwagi.  

– Przykro mi, Vic – mruknął smętnie.  
– Nic mi nie będzie.  
–  Jedź  do  mnie,  a  ja  po  pracy  przywiozę  coś  do  jedzenia.  –  Wyjął  z  kieszeni  klucze  i 

wyciągnął rękę, chcąc wręczyć je Vicky, ale ona ich nie wzięła.  

– Nie sądzę, żebym mogła cokolwiek przełknąć. Poza tym, u siebie będę czuła się lepiej.  
–  Proszę  cię,  jedź  do  mnie.  Możesz  tam  robić,  co  zechcesz.  Grać  na  pianinie,  czytać 

background image

książki, położyć się na łóżku i uciąć sobie drzemkę... Och, pojadę z tobą.  

– Nie! – zawołała, a widząc jego pełne urazy spojrzenie, dodała: – Nie masz telewizora, a 

ja zamierzam spędzić to popołudnie, leżąc na kanapie i oglądając filmy z Audrey Hepbum.  

– Wszystko będzie dobrze, Vicky. Uporamy się z tym. Razem damy sobie radę.  
–  Lepiej  już  idź,  bo  spóźnisz  się  do  poradni.  Mocno  ją  uścisnął  i  długo  trzymał  w 

ramionach, jakby nie chcąc się z nią rozstawać.  

– Kocham cię, Vicky. Zobaczysz, wszystko się ułoży.  
– Idź już do pracy – powtórzyła z naciskiem.  
– Postaram się jak najszybciej wrócić. I przywiozę do domu kolację.  
– Do domu? Przecież... nie wybieram się do ciebie.  
– Dom jest tam, gdzie jesteś – odrzekł łagodnym tonem. – Niezależnie od tego, czy jest to 

pałac,  okazała  rezydencja,  czy  też  kawalerka  nie  większa  niż  szafa.  A  nawet  grota  na 
wierzchołku góry. Czy ci się to podoba, czy nie, nie przestanę ci powtarzać, że cię kocham.  

I będę to mówił, dopóki nie złamię twojego oporu, dodał w duchu, nie wiedząc, że ona 

również  pragnęła  wyznać  mu  miłość.  Uznała  jednak,  że  w  obecnej  sytuacji  nie  może  tego 
zrobić.  

Wróciła  do  swojego  mieszkania  i  puściła  na  odtwarzaczu  DVD  swój  ulubiony  film 

„Śniadanie  u  Tiffany’ego”.  Nie  potrafiła  się  jednak  na  nim  skupić  ani  odbierać  go  tak 
pogodnie jak zawsze. Całą jej uwagę pochłaniał tętniak.  

Musi  podjąć  jakieś  kroki.  Wiedziała,  że  ryzyko  pęknięcia  bezobjawowego  tętniaka 

wynosi  mniej  więcej  jeden  do  dwóch  procent  na  rok.  Natomiast  ryzyko  śmierci  na  stole 
operacyjnym wynosi jakieś trzy i pół procenta.  

Wiedziała też, że obecnie chirurdzy uważają, iż chory, który chciałby przeżyć więcej niż 

trzy  lata,  powinien  poddać  się  operacji.  A  ona  ma  dopiero  trzydzieści  jeden  lat.  I  mogłaby 
przeżyć jeszcze pięćdziesiąt. Ale to dotyczy tętniaków bezobjawowych.  

Jednakże w jej przypadku wystąpił ubytek pola widzenia. A częste bóle głowy mogą być 

znakiem  ostrzegawczym  zapowiadającym  nieuchronnie  zbliżające  się  pęknięcie.  Niekiedy 
dochodzi do tego już po dwóch tygodniach.  

Dwa tygodnie.  
– Jeśli nie podejmę jakichś kroków... Wiedziała, że istnieje ogromne ryzyko powtórnego 

krwotoku.  I  że  około  pięćdziesięciu  procent  pękniętych  tętniaków  ponownie  pęka  po 

pierwszych  dwóch  tygodniach,  a  ryzyko  śmierci  jest  przerażająco  duże  i  wynosi  około 
osiemdziesięciu pięciu procent.  

Nie  ma  więc  wyboru,  musi  poddać  się  operacji.  A  to  wiąże  się  z  podjęciem  kolejnej 

decyzji:  zacisk  czy  embolizacja.  Pierwszy  zabieg  polega  na  zamknięciu  zaciskiem  naczynia 
doprowadzającego  do  tętniaka  krew,  która  dzięki  temu  może  przedostawać  się  do  mózgu. 
Natomiast  w  przypadku  embolizacji  wprowadza  się  do  tętniaka  miękką  platynową  spiralę. 
Wtedy w jego wnętrzu tworzy się zakrzep, który wyłącza go z obiegu krwi. To w znacznym 
stopniu zmniejsza prawdopodobieństwo jego pęknięcia. Ten zabieg jest mniej ryzykowny, ale 
został  odkryty  stosunkowo  niedawno  i  nie  wiedziano  jeszcze,  jakie  daje  wyniki  na  dłuższą 
metę.  

background image

Vicky postanowiła, że zanim podejmie ostateczną decyzję, musi poznać najnowsze opinie 

na ten temat.  

Zatrzymała film, włączyła komputer i zaczęła przeglądać czasopisma medyczne. Okazało 

się,  że  ta  metoda  najlepiej  skutkuje  w  przypadku  mniejszych  tętniaków.  Istniała  też  szansa 
nawrotu choroby.  

Zatem wszystko jest już oczywiste. Chirurgiczny zacisk. I to jak najszybciej.  
W chwili, gdy wyłączała komputer, zadzwonił telefon.  
–  Zdaje  się,  że  oboje  surfowaliśmy  po  Internecie  –  powiedział  Jake,  kiedy  podniosła 

słuchawkę. – Czy chciałabyś wymienić uwagi przy kolacji? 

– Oczywiście.  
– Co ma być? Kuchnia tajska, chińska czy hinduska? A może pizza? 
– To, co masz najbliżej.  
– W porządku. Wobec tego będzie jedzenie tajskie. Do zobaczenia za jakieś pół godziny.  
– Dobrze.  
Odłożyła  słuchawkę,  zwinęła  się  w  kłębek  na  kanapie  i  zaczęła  oglądać  dalszy  ciąg 

„Śniadania u Tiffany’ego”. W pewnym momencie rozległ się dźwięk domofonu, więc wstała i 
nacisnęła  guzik,  by  Jake  mógł  wejść  do  budynku.  Potem  otworzyła  drzwi  mieszkania  i 
ponownie położyła się na kanapie.  

– Witaj, moja piękna – zawołał od progu.  
Poza  papierową  torbą  z  jedzeniem  niósł  ogromny  bukiet  kwiatów.  Widząc  je,  Vicky 

zaczęła płakać, ponieważ skojarzyły jej się one z pogrzebem.  

 
Jake wiedział, że tego popołudnia powinien odwołać wizyty w poradni. Łzy Vicky były 

tego najlepszym dowodem. Tłumiąc przekleństwo, położył torbę z jedzeniem oraz kwiaty na 
podłodze,  usiadł  na  kanapie,  przyciągnął  Vicky  do  siebie  i  przez  jakiś  czas  mocno  tulił, 
pozwalając jej się wypłakać. Gdy przestała szlochać, rozluźnił nieco uścisk, żeby pocałować 
ją w czoło i czubek nosa.  

– Przepraszam – wymamrotała. – Jestem okropnie głupia.  
– Nieprawda – zaprzeczył, głaszcząc ją po policzku.  
– Jesteś człowiekiem. A dziś przeżyłaś poważny wstrząs.  
– Wziął głęboki oddech. – Wszystko przeze mnie. Wpadłem w panikę i zmusiłem cię do 

tego badania.  

– Cieszę się, że to zrobiłeś. Inaczej... – Urwała, ale Jake doskonale zdawał sobie sprawę, 

co ona ma na myśli.  

Inaczej mogło dojść do pęknięcia tętniaka, co groziło jej śmiercią.  
– Hej, nawet o tym nie myśl, bo do tego nie dopuścimy.  
– Ale kupiłeś mi kwiaty.  
– Chciałem poprawić ci nastrój.  
– Kwiaty przynosi się na... – Zamknęła oczy, nie będąc w stanie dokończyć zdania, a z jej 

oczu ponownie popłynęły pojedyncze łzy.  

Jake pocałował ją, domyślając się, o co jej chodzi. Ludzie przynoszą kwiaty, kiedy jesteś 

background image

poważnie chory, a nie bardzo wiedzą, co innego mogliby dla ciebie zrobić. I na pogrzeby.  

– Posłuchaj, kwiaty daje się na urodziny i przy innych miłych okazjach. Również, żeby 

okazać  komuś  swoją  miłość.  No  a  ja  zrobiłem  to,  żebyś  poczuła  się  lepiej  po  dzisiejszych 
przeżyciach. Jak widzisz, nie przyniosłem orchidei. Wybrałem dla ciebie gerbery i frezje. Są 
piękne i ładnie pachną. Wstań i pomóż mi wstawić je do wody – poprosił, wiedząc, że Vicky 
jest osobą praktyczną i doskonale wie, że działanie bardzo w takich przypadkach pomaga. – 
Poza tym kolacja nam wystygnie.  

– Masz mokrą koszulę od moich łez.  
– Możesz mnie rozebrać, kiedy tylko zechcesz, kochanie – wyszeptał, delikatnie całując 

ją w usta.  

– Czy nie masz nic przeciwko temu, żebym zrobiła to teraz? – spytała drżącym głosem.  
– Wszystko zależy od ciebie.  
Drżąc  z  podniecenia,  rozwiązała  jego  krawat  i  rzuciła  go  na  podłogę.  Potem  rozpięła 

koszulę, zsunęła ją z jego ramion i również rzuciła na podłogę.  

– Jake. Ja ciebie... potrzebuję... pragnę – wyszeptała, głaszcząc go po klatce piersiowej.  
Nadal  nie chciała powiedzieć mu, że go kocha. Jake wziął ją za rękę i  razem  poszli do 

sypialni.  Tam  powoli  ją  rozebrał,  całując  każdy  obnażany  kawałek  jej  ciała.  Potem  ukrył 

twarz w jej cudownych, długich włosach o waniliowym zapachu. Nagle poczuł silny ucisk w 

gardle, zdając sobie sprawę, że za kilka dni ogolą jej głowę.  

O ile, oczywiście, zgodzi się na operację.  
Ale nawet zabieg chirurgiczny nie daje pełnej gwarancji... Zawsze może wydarzyć się coś 

nieprzewidzianego.  Doszedł  do  wniosku,  że  przyniósł  jej  pecha,  bo  się  w  niej  zakochał. 
Kochał swoją matkę oraz babkę i obie stracił. A teraz może stracić także Vicky.  

– Jake – wyszeptała, całując go tak, jakby się z nim żegnała na zawsze.  
Nie, nie dopuszczę do tego, pomyślał. To nie jest ostatni raz. Nic złego jej się nie stanie. 

Wszystko będzie dobrze. Zaczął ją czule głaskać i całować, a potem przewrócił ją na plecy i 
zaczął się z nią kochać. Nigdy dotąd nie odczuwał takich emocji jak teraz. Miał wrażenie, że 
jego  ciało  i  zmysły  stały  się  nagle  nadwrażliwe.  Jego  nozdrza  wypełniał  cudowny  zapach 
Vicky,  słyszał  każdy  jej  oddech.  Mógłby  nawet  przysiąc,  że  słyszy  uderzenia  jej  serca.  W 

pewnym momencie, czując, że mięśnie ciała Vicky wyraźnie się napinają, wtulił twarz w jej 
ramię.  

– Kocham cię – wyszeptał.  
Vicky  nie  odwzajemniła  mu  się  tym  samym.  Ale  nie  miał  jej  tego  za  złe.  Nie  musiała 

mówić mu, co w istocie czuła. A teraz, kiedy równocześnie osiągnęli szczyt, był pewny, że 
ona przeżyła to równie głęboko jak on.  

Przyciągnął ją do siebie i przez jakiś czas leżeli w milczeniu. Nieco później zaburczało jej 

w brzuchu.  

– Kolacja już wystygła, ale mogę odgrzać ją w mikrofalówce – zaproponował.  
– Ani mi się waż! Odgrzewanie jedzenia na wynos prowadzi do zatrucia pokarmowego. A 

ja potrzebuję cię w pełni formy.  

Jake zmarszczył czoło.  

background image

– Nie rozumiem. Dlaczego? 
– Bo dziś po południu podjęłam decyzję. Rozważyłam statystyki. I doszłam do wniosku, 

że nie mogę bezczynnie czekać, mając... to coś w głowie. Z neurologicznego punktu widzenia 
mój  stan  zdrowia  jest  doskonały.  Postanowiłam,  że  dla  kogoś  w  moim  wieku  zacisk  jest 
bezpieczniejszy niż embolizacja.  

Czyżby to oznaczało, że chciałaby, abym się nią opiekował? 
– Zgadzam się, Vic. Od ciebie tylko zależy, czy do czasu odzyskania zdrowia zostaniesz 

u mnie, czy też wolisz, żebym ja zamieszkał tutaj.  

– Ani jedno, ani drugie.  
–  Słucham?  –  spytał  ze  zdumieniem.  –  Przecież...  po  wyjściu  ze  szpitala  będziesz 

potrzebowała kogoś do opieki. A może postanowiłaś wrócić do matki? 

–  Nigdy  w  życiu!  –  zawołała,  wznosząc  oczy  do  nieba.  –  Na  litość  boską,  jak  ktoś  tak 

cholernie bystry jak ty może być tak niesamowicie niepojętny! Jake, chcę, żebyś to ty mnie 
operował.  

On? Jak, do diabła, miałby stanąć przy stole operacyjnym, na którym leży jego ukochana, 

i kroić jej mózg? 

– Nie.  
–  Co  to  znaczy?  –  spytała  Vicky  zaskoczona.  –  Przecież  przeprowadzałeś  już  takie 

operacje. Znasz się na mikrochirurgii. Widziałam cię w akcji, Jake.  

– Nie mogę tego zrobić ze względów etycznych. Jestem z tobą związany, Vicky.  
–  O  ile  mi  wiadomo,  szpitalne  przepisy  nie  zabraniają  operować  członków  rodziny  ani 

osób, z którymi łączą cię jakieś więzi. Poza tym trzymaliśmy w tajemnicy nasz związek, więc 

nie wpakujesz się w żadne kłopoty...  

– Gwiżdżę na kłopoty!  – przerwał  jej zniecierpliwionym  tonem. – To, że jestem  z tobą 

związany, nie pozwoli mi być wystarczająco obojętnym podczas operacji.  

–  Ten  problem  można  z  łatwością  rozwiązać.  Od  tej  chwili  nasz  związek  należy  do 

przeszłości.  

Zważywszy, że leżymy w łóżku... – dodał w myślach, Jake.  
– Nie zgadzam się z tobą – oznajmił, potrząsając głową. – A jeśli nawet mnie porzucisz, i 

tak nadal będę w tobie zakochany. Nie mogę cię operować. – Czując, że ona drży, dodał: – 
Och,  Vicky.  –  Objął  ją  i  przyciągnął  do  siebie.  –  Kocham  cię.  I  nic  się  między  nami  nie 

zmieni, dopóki nie spojrzysz mi w oczy i nie powiesz, że naprawdę ci na mnie nie zależy.  

– Nie zależy mi na tobie, Jake.  
– Spójrz mi w oczy i powtórz to.  
Choć odwróciła się w jego stronę, nie powiedziała ani słowa.  
– Kocham cię, Vic. I nic tego nie zmieni – powiedział, delikatnie ją całując.  
– Więc zrób to dla mnie. Proszę – wymamrotała. – Skoro mam przejść tę operację, chcę, 

żeby przeprowadził ją ktoś, komu ufam. W końcu powierzam mu moją karierę... całe swoje 
życie.  

Zapadło milczenie.  
– Gdybyś naprawdę mnie kochał – zaczęła, odsuwając się od niego – zrobiłbyś to...  

background image

– Aleja naprawdę cię kocham, i właśnie dlatego nie mogę podjąć się tej operacji. Tak jak 

ci mówiłem, nie byłbym wystarczająco obojętny. Nie potrafiłbym postępować jak zawodowy 

chirurg. Udawać, że to tylko kolejna operacja i podejmować właściwych decyzji, mając pod 
nożem  ukochaną  kobietę.  Gdyby...  –  Załamał  mu  się  głos,  bo  już  sama  myśl  była  nie  do 
zniesienia. – Gdyby coś źle poszło, jak mógłbym potem z tym żyć? 

– Wszystko będzie dobrze. Wierzę w ciebie. – Wahała się przez chwilę. – Jeśli pozwolisz 

zrobić to komuś innemu, a operacja się nie uda, czy wtedy nie będą dręczyły cię pytania: Co 
by było, gdyby? A może sam zrobiłbym to lepiej? 

– Grasz nieczysto, Vic.  
– Wiem. I bardzo cię za to przepraszam.  
Na  jej  twarzy  malowała  się  mieszanina  poczucia  winy,  lęku  i  błagalnej  prośby.  Jake 

uważał, że to nie ona zawiniła, lecz on.  

– To wszystko przeze mnie – wyznał, tuląc ją do siebie.  
– Dlaczego tak uważasz? 
–  Bo  jestem  pechowcem  i  przynoszę  nieszczęście...  Kochałem  mamę  i  tatę.  Umarli. 

Kochałem moją babcię. Umarła. Kocham ciebie, a... – Głos uwiązł mu w gardle.  

Boże,  błagam.  Nie  dopuść  do  tego,  pomyślał  z  rozpaczą.  Proszę,  zrób  coś,  żeby  ten 

koszmar  okazał  się  tylko  złym  snem.  Żebym  obudził  się  w  ramionach  Vicky,  a  wszystko 
znów było tak jak wczoraj rano.  

Vicky nieco się od niego odsunęła.  
– Popatrz na mnie, Jake. Spójrz mi w oczy. Nie jesteś pechowcem. To prawda, że twoi 

rodzice  nie  żyją,  ale  przecież  zginęli  w  wypadku.  Miałeś  wtedy  dwanaście  lat  i  byłeś  na 
innym kontynencie! Więc jak mogłeś mieć coś wspólnego z ich śmiercią? A twoja babcia... 
Przecież  znasz  statystyki.  Udary  się  zdarzają.  A  ludzie  starsi  są  na  nie  bardziej  narażeni. 
Niebezpieczeństwo rośnie z wiekiem. Ile ona miała lat? 

– Siedemdziesiąt.  
– No właśnie. Nie było w tym żadnej twojej winy.  
– Urwała, a potem dodała: – Popatrz na to z innej strony. Jeśli istotnie przynosisz pecha, 

to do trzech razy sztuka. W moim przypadku możesz mówić o szczęściu, bo tym razem masz 
szansę coś w tej sprawie zrobić. Od początku w niej uczestniczysz i możesz mi pomóc.  

Albo zaszkodzić, dodał w myślach.  
– Muszę się nad tym zastanowić, Vicky.  
– Ale nie masz wyjścia. To jedyny sposób...  
– Daj mi trochę czasu. Proszę...  
– Dobrze. Dzisiaj nie będziemy już więcej o tym mówić. – Pocałowała go w policzek. – 

Chodźmy przygotować sobie coś na kolację. I przepraszam, że... hm, zmarnowałam jedzenie, 
które przyniosłeś.  

– To była nasza wspólna decyzja – odrzekł z przewrotnym uśmiechem. – A ty jesteś dla 

mnie odrobinę ważniejsza niż ta torba z jedzeniem.  

– Miło mi to słyszeć.  
– Nawet gdyby było w niej ostre curry z kurczaka – dodał żartobliwym tonem.  

background image

Vicky jęknęła.  
– Tylko mi nie mów, że kupiłeś też te małe sajgonki, które tak uwielbiam.  
– Owszem. I te ogromne krewetki.  
Vicky spojrzała na niego z rozżaleniem.  
– Mam składniki na omlet i sałatę. Ale to nie to samo – powiedziała posępnym tonem.  
Jake pogłaskał ją po twarzy.  
– Zostań tutaj, Via Ja się wszystkim zajmę.  
– Nie, przygotujemy kolację razem. Ty zrobisz omlet, a ja sałatę.  
– W porządku.  
Jednakże w kuchni Jake nie mógł skoncentrować się na tym, co robi. Kiedy spalił omlet, 

Vicky przejęła jego obowiązki.  

–  Pozwól,  że  ja  to  zrobię,  zanim  włączy  się  czujnik  dymu,  wywołując  panikę  w  całym 

budynku – rzekła z uśmiechem. – I pomyśleć, że to ja mam zaburzenia pola widzenia.  

– Bardzo śmieszne! 
Kiedy zręcznie ubijała jajka, Jake stanął za nią, objął ją w talii i wtulił twarz w jej włosy. 

Wiedział, że z powodu jej choroby musi być bardzo silny, choć prawdę mówiąc, miał ochotę 
schować się w jakimś ciemnym kącie i płakać z rozpaczy.  

Omlet  –  mimo  że  był  lekki,  puszysty  i  nadziewany  serem  brie  –  miał  dla  niego  smak 

popiołu. Chociaż Vicky nie wspomniała ani słowem o rozważanej wcześniej kwestii operacji, 
problem ten przez cały czas wisiał w powietrzu. I narastał, nie dając mu spokoju. Nadal nie 
miał „zielonego pojęcia, czy powinien przeprowadzić tę operację, czy też nie...  

– Prześpij się z tym – powiedziała łagodnym tonem.  
– Słucham? 
– Skoro nie chcesz na ten temat rozmawiać, to się z tym prześpij.  
Kiwnął potakująco głową.  
– Lepiej będzie, jeśli pojadę już do domu i pozwolę ci odpocząć.  
– Chyba nie chciałabym zostać sama. – Położyła głowę na jego ramieniu. – Zostaniesz ze 

mną? 

– Oczywiście.  
Przez całą noc nie zmrużył oka. Leżał, wsłuchując się w miarowy oddech Vicky, nadal 

nie wiedząc, jak postąpić.  

 
Następnego  ranka  miał  dyżur.  Vicky  uległa  jego  namowom  i  została  w  domu.  Miała 

odpoczywać  i  nie  pracować  naukowo.  Z  trudem  dotrwał  do  końca  zmiany,  ale  zamiast  po 
pracy  wrócić  prosto  do  jej  mieszkania,  pojechał  metrem  do  stacji  Walthamstow,  kupił  na 
targu kwiaty oraz butelkę wody i udał się na cmentarz.  

Od razu poszedł na grób swojej babki.  
„Lily Lewis. Niech spoczywa w pokoju”.  
– Sam nie wiem, jak powinienem postąpić, babciu – rzekł półgłosem, wyjmując z wazonu 

zeszłotygodniowe  kwiaty.  Potem  opłukał  wazon,  ponownie  napełnił  go  wodą  z  butelki  i 
wstawił do niego czerwone goździki.  

background image

–  Jeśli  podejmę  się  tej  operacji  i  coś  mi  nie  wyjdzie,  ona  może  umrzeć...  albo  zostać 

kaleką.  Nie  będzie  już  w  stanie  pracować  zawodowo.  Nigdy  mi  nie  wybaczy,  że 
zaprzepaściłem  jej  karierę.  Stracę  ją.  Ale  jeśli  odmówię,  nie  daruje  mi,  że  wycofałem  się, 
kiedy najbardziej mnie potrzebowała. I też ją stracę. – Cicho zaklął. – Przepraszam, babciu. 
Powinnaś dać mi klapsa za to, że tak brzydko się wyrażam. A ja za nic w świecie nie chcę jej 
stracić, ale nie widzę wyjścia z tej sytuacji. Boję się, że niezależnie od mojej decyzji źle się to 
dla mnie skończy.  

Doskonale  wiedział,  że  babka  nie  może  odpowiedzieć.  Bardzo  brakowało  mu  jej 

zdrowego rozsądku, ale poczuł się znacznie lepiej, mogąc się przed nią wyżalić.  

– Przeprowadzałem już takie operacje. Jestem niezłym chirurgiem, babciu. Gdyby Vicky 

była kimś innym, zgodziłbym się bez wahania. Zrobiłbym to i zrobiłbym to dobrze. Ale ona 
jest  dla  mnie  kimś  bardzo  ważnym,  kimś  wyjątkowym.  Dla  niej  poszedłbym  na  koniec 
świata...  po  rozpalonych  węglach,  potłuczonym  szkle...  Ale  teraz  jestem  tak  śmiertelnie 
przerażony, że nie byłbym w stanie jej zoperować, choć ona nalega. Jakże mógłbym to zrobić, 
skoro jest mi tak bardzo bliska? Nie potrafiłbym jej potraktować jak zwykłej pacjentki. Bo nią 
nie jest. Jest kobietą, z którą chcę spędzić resztę mojego życia.  

 
Vicky dała mu zapasowe klucze, więc nie musiał niepokoić jej domofonem. Kiedy wszedł 

do mieszkania, usłyszał dobiegającą z salonu muzykę. Vicky oglądała kolejny stary film. Tym 
razem  były  to  „Wyższe  sfery”.  Uderzyła  go  ironiczna  wymowa  tego  filmu.  Dziewczyna  z 
bogatej  arystokratycznej  rodziny  i  chłopak  z  ubogiej  dzielnicy  miasta.  Prawdziwa  miłość. 
Zupełnie jak w przypadku Vicky i jego.  

Ale  w  życiu  bywa  inaczej  niż  w  filmach,  pocieszył  się  w  duchu.  Odsunął  od  siebie  te 

ponure myśli i zmusił się do uśmiechu. Wiedział, że ze względu na Vicky musi być silny.  

– Cześć! – zawołała, uśmiechając się do niego. – Jak ci minął dzień? 
– W porządku. A tobie? 
–  Zanudziłam  się  na  śmierć.  Winę  za  to  ponosi  pewien  mężczyzna,  który  wymusił  na 

mnie obietnicę, że przez cały dzień będę leniuchować, a ja dotrzymałam słowa. – Wzniosła 
oczy  do  nieba.  –  Jeśli  kiedyś  usłyszysz  na  oddziale,  jak  narzekam,  że  jesteśmy  okropnie 
zaganiani i chętnie posiedziałabym przez chwilę bezczynnie, przypomnij mi dzisiejszy dzień, 
dobrze? 

– Masz to jak w banku. – Usiadł obok niej i pocałował ją na powitanie. – Przepraszam za 

spóźnienie. Byłem na cmentarzu i położyłem kwiaty na grobie babci.  

Vicky wiedziała, co to  znaczy. Jake chciał porozmyślać. Jakiś  czas temu wyznał  jej, że 

zawsze  idzie  na  grób  babci,  kiedy  nie  jest  w  stanie  podjąć  decyzji  w  ważnej  sprawie.  Była 

niemal pewna, że pójdzie tam zaraz po pracy.  

Czyżby to znaczyło, że podjął decyzję o operacji? Jednak nie zadała mu tego pytania, bo 

nie chciała naciskać. Wzięła jego dłoń i mocno ją uścisnęła.  

– Bardzo za nią tęsknisz, Jake? 
– Tak. Polubiłaby cię, Vic.  
–  Jestem  przekonana,  że  ja  również  bym  ją  polubiła.  Z  tego,  co  mi  o  niej  mówiłeś, 

background image

wynika, że była... czarująca.  

Taką  babkę  –  czy  matkę  –  każdy  chciałby  mieć,  dodała  w  myślach.  Kierującą  się 

zdrowym rozsądkiem, zawsze gotową udzielić dobrej rady i pocieszyć, kiedy tego najbardziej 
potrzebujesz. Taką matką Mara nigdy nie była.  

Jake  milczał,  więc  Vicky  nie  nalegała.  Wiedziała,  że  powie  jej  o  swojej  decyzji,  gdy 

będzie gotowy. W końcu nadszedł moment, na który tak niecierpliwie czekała.  

– Podejmę się tego – oznajmił.  
O taką odpowiedź nieustannie się modliła.  
– Naprawdę? – spytała, chcąc się upewnić.  
– Tak. Ale chciałbym, żebyś nad czymś  się zastanowiła. Oddajesz życie w moje ręce... 

dosłownie. Jeśli popełnię najdrobniejszy błąd, możesz umrzeć... Operacja mózgu pociąga za 
sobą  spore  ryzyko.  Możesz  dostać  udaru.  Zostać  sparaliżowana,  nie  być  w  stanie  mówić. 
Mieć zaburzenia pamięci lub jakieś problemy neurologiczne.  

– Wiem. Ale to samo grozi mi, jeśli będzie operował mnie jakiś inny chirurg. Chcę, żebyś 

zrobił to ty, bo do ciebie mam pełne zaufanie.  

Jake kiwnął głową.  
–  Prosisz  mnie  o  dokonanie  rzeczy  niewiarygodnie  trudnej.  Czegoś,  czego  nie  chcę 

robić... ale zrobię i to wyłącznie z miłości do ciebie. Stawka jest bardzo wysoka, Vicky. Jeśli 
nie podejmę się operacji, na pewno cię stracę. Natomiast jeśli podejmę się i coś pójdzie źle, 
też cię stracę.  

– Wszystko będzie dobrze, zobaczysz.  
– Tego nie wiesz na pewno. Kocham cię i tylko dlatego zamierzam to zrobić, o ile nadal 

tego  chcesz.  Ale  skoro  poddajesz  mnie  tak  ciężkiej  próbie,  nie  możesz  potem  odejść.  Chcę, 
żebyś za mnie wyszła.  

– Zatem stawka jest równie wysoka dla mnie, jak i dla ciebie? 
– Owszem.  
Vicky zdawała sobie sprawę, że prosi go o bardzo wiele. Nie była pewna, jak postąpiłaby, 

gdyby sytuacja się odwróciła. Czy podjęłaby się zoperować Jake’a, wiedząc, że jeden zły ruch 
skalpelem lub retraktorem może spowodować trwałe i poważne uszkodzenia? 

A teraz z kolei on prosi ją o bardzo wiele. Małżeństwo? Przecież wie, że kariera jest dla 

niej wszystkim.  

Teraz jednak sytuacja uległa zmianie. Vicky dużo rozmyślała. Doszła do wniosku, że jeśli 

operacja  się  powiedzie,  to...  tak.  Jake  jest  mężczyzną,  z  którym  chciała  spędzić  życie. 
Poślubić go. Mieć z nim dzieci.  

–  Jeśli  wyjdę  z  tej  operacji  bez  szwanku,  możemy  pobrać  się,  kiedy  i  gdzie  tylko 

zechcesz. Ale jeśli coś się nie uda, masz odejść i o mnie zapomnieć.  

– Nie mogę.  
– Owszem, możesz. Jestem neurologiem i wiem, co mi grozi, jeśli operacja się nie uda. 

Mogę wymagać stałej opieki przez wiele, wiele lat.  

– Wiem, ale małżeństwo zawiera się na całe życie. Stawka jest wysoka dla nas obojga.  
Vicky nagle coś sobie przypomniała.  

background image

–  Gdybym  nie  zachorowała...  zamierzałam  powiedzieć  ci  to  wczoraj.  Obawiałam  się 

tylko, że mogę stchórzyć.  

– Stchórzyć? Przed czym? 
– W moim biurku leży pudełko. Płaskie, złote, przewiązane ciemnozieloną wstążką. To 

dla ciebie. Prezent ode mnie.  

Jake zmarszczył brwi.  
– Ale ja nie mam teraz urodzin.  
–  To  bez  okazji.  Po  prostu  nie  miałam  kiedy  ci  go  wręczyć  –  wyjaśniła.  –  Dam  ci  ten 

prezent jutro.  

Jake potrząsnął głową.  
– Jutro nie wracasz jeszcze do pracy.  
–  Śmiertelnie  się  dziś  nudziłam,  nic  nie  robiąc  przez  cały  dzień.  Wolałabym  czymś  się 

zająć, żeby o tym wszystkim nie myśleć.  

– Nie zgadzam się, Vicky.  
– Jake, bądź rozsądny. Przecież powinnam unikać stresów, prawda? 
–  Dlatego  właśnie  nie  masz  dyżurów  na  przepełnionym  oddziale,  na  którym  obecnie 

brakuje personelu.  

–  Czy  przyszło  ci  kiedyś  do  głowy,  że  dla  mnie  bardziej  stresująca  jest  bezczynność? 

Jake, przywykłam do ciężkiej pracy. Lubię być aktywna. Ale jeśli przez cały następny tydzień 
będę  zmuszona  siedzieć  w  domu,  to  po  prostu  oszaleję.  Błagam,  pozwól  mi  jutro  pójść  na 
dyżur.  

– Którą masz zmianę? 
– Nocną. Tak jak ty.  
– No dobrze. Ale jeśli poczujesz się nie najlepiej, masz dać sobie spokój.  
– Dobrze.  
– Obiecujesz? 
– Obiecuję.  
– Zatem co takiego zamierzałaś mi powiedzieć? 
– Jutro – odparła z tajemniczym uśmiechem.  
– Dlaczego nie teraz? 
–  Bo...  muszę  wierzyć,  że  jutro  nadejdzie.  Jake’a  przeszył  dreszcz  przerażenia,  a  ona 

pogłaskała go po policzku.  

–  Wszystko  będzie  dobrze,  Jake.  Dlatego,  że  ty  przeprowadzisz  tę  operację.  Jesteś 

najlepszym neurochirurgiem, jakiego znam.  

Następnego dnia o czwartej po południu Jake zajrzał do pokoju Vicky.  
– Jak ci idzie? 
– Dobrze. Masz wolną chwilę? 
– Oczywiście. – Zamknął za sobą drzwi. Vicky wyjęła z szuflady biurka pudełko.  
– To jest właśnie to, o czym ci wczoraj mówiłam.  
Na opakowaniu nie było żadnej wskazówki, która naprowadziłaby go na trop, co jest w 

środku.  

background image

–  Nie  zapominaj,  że  kupiłam  ten  prezent  przedwczoraj.  Zanim  dowiedziałam  się  o 

tętniaku.  

Powoli  rozwiązał  ciemnozieloną  kokardę.  Zdjął  wieczko,  a  potem  przez dłuższą  chwilę 

wpatrywał  się  ze  zdziwieniem  w  zawartość  pudełka.  Rządek  pięciu  ręcznie  wykonanych 
czekoladek udekorowanych literkami. 

–  Miałam  ci  to  powiedzieć  już  wcześniej,  ale  wybuchła  ta  sprawa  z  tętniakiem  i...  – 

Zamknęła oczy, modląc się, by Jake jej uwierzył. – Nie chcę, abyś myślał, że to ukartowałam, 
że  zaplanowałam  wszystko  tylko  po  to,  aby  nakłonić  cię  do  przeprowadzenia  tej  operacji. 
Jeśli mi nie wierzysz, możesz zadzwonić do producenta tych czekoladek i sprawdzić, kiedy je 
zamówiłam.  

Jake  nadal  milczał,  a  ona  nie  mogła  nic  wyczytać  z  jego  twarzy.  Wydawał  się 

oszołomiony. Zszokowany.  

A może nie uwierzył w to, co przeczytał. Ostatnio wiele razy wyznawał jej miłość. Może 

nadeszła pora, żeby ona zrewanżowała mu się tym samym...  

– Kocham cię, Jake. Całym sercem.  

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Ona mnie kocha. Kocha mnie! 
Nie był w stanie wykrztusić słowa. Tulił Vicky w ramionach i całował jej włosy. To nie 

sen. Powiedziała, że go kocha. Nawet napisała to na czekoladkach.  

–  Damy  sobie  z  tym  radę,  Jake  –  powiedziała.  –  Ty  mnie  zoperujesz,  a  ja  nie  mam 

zamiaru  rezygnować  z  tytułu  profesora.  Nasze  życie  wróci  do  normy.  Będzie  znów  tak  jak 
wcześniej... zanim dowiedzieliśmy się o tętniaku.  

Jake  poczuł  gwałtowny  skurcz  serca.  Chciał  poprosić  ją,  żeby  nie  robiła  planów,  nie 

zapeszała...  

– Potem się pobierzemy – ciągnęła. – Wszystko przed nami.  
Jake pocałował ją w czubek nosa.  
–  Będziesz  musiała  powiedzieć  w  szpitalu  o  chorobie  –  uprzedził  ją.  –  Żeby  nie  byli 

zaskoczeni, kiedy w przyszłym tygodniu pojawisz się jako pacjentka. Kiedy zamierzasz ich o 
tym poinformować? 

Vicky głęboko westchnęła.  
–  Och,  przestań  mnie  dręczyć.  Zrobię  to  jutro.  Lecz  jeśli  ktoś  zacznie  się  nade  mną 

litować albo traktować mnie, jakbym była delikatnym kwiatuszkiem, to nie ręczę za siebie.  

Jake wybuchnął śmiechem.  
–  Z  pewnością  się  nie  ośmielą.  Ale  sama  dobrze  wiesz,  że  ludzie  troszczą  się  o  ciebie. 

Czują przed tobą respekt, ale mają na uwadze twoje dobro.  

– Mhm – mruknęła, wyraźnie skrępowana jego opinią.  
Jake  zaczął  się  zastanawiać,  dlaczego  Vicky  nie  lubi,  kiedy  ludzie  okazują  jej 

zainteresowanie. Sądząc z fotografii stojących na jej kominku oraz z faktu, że spotyka się ze 
swoimi braćmi przynajmniej raz w tygodniu, wywnioskował, iż łączą ją z nimi silne więzy. 
Ale był pewny, że ich również nie zawiadomiła o chorobie.  

– Czy twoja rodzina już wie? 
– Nie.  
– Czy nie uważasz, że chcieliby wiedzieć? 
–  Narobią  tylko  zamieszania.  Wystarczy,  że  muszę  znosić  twoją  nadopiekuńczość. 

Powiem im w przeddzień operacji.  

– To nie fair! Nie powinnaś ich zaskakiwać. Daj im kilka dni na oswojenie się z myślą o 

twojej chorobie.  

– Nie, bo zrobią z tego aferę.  
Odmówiła dalszej rozmowy na ten temat, więc Jake wziął sprawy w swoje ręce. Jeszcze 

tego dnia wieczorem, kiedy  Vicky zasnęła,  przepisał  z jej komórki  dwa numery telefonów i 
zadzwonił. Nazajutrz rano zapowiedział Vicky, że wróci później, ponieważ ma spotkanie.  

Kiedy  wszedł  do  baru,  od  razu  rozpoznał  Charliego  i  Seba.  Rodzinne  podobieństwo 

wprost  rzucało  się  w  oczy.  Mieli  takie  same  arystokratyczne  rysy  twarzy,  ciemne  włosy  i 
szaroniebieskie oczy jak Vicky.  

background image

Podszedł do nich i się przedstawił.  
– Więc o co chodzi? – spytał Seb. – Powiedział pan, że nie chce rozmawiać o tym przez 

telefon.  

Od razu przechodzi do sedna sprawy, pomyślał Jake. Zupełnie jak Vicky.  
–  Niełatwo  o  tym  mówić  –  odrzekł,  postanawiając,  że  również  nie  będzie  owijał  w 

bawełnę. – Vicky musi poddać się operacji.  

– A pan narusza tajemnicę pacjenta, tak? Jake skrzywił się niechętnie.  
– Mówię to panom jako jej najbliższym krewnym.  
– Czy jest pan lekarzem naszej siostry? – spytał Charlie.  
Więc nic o mnie nie wiedzą, bo Vicky wciąż trzyma nasz związek w tajemnicy, pomyślał 

Jake, wzdychając w duchu.  

Powiedziała,  że  go  kocha...  ale  najwyraźniej  nie  na  tyle,  aby  wspomnieć  o  nim  swoim 

braciom.  

– Tak i nie. Ona chce, żebym przeprowadził tę operację.  
– Więc w czym problem? – spytał Seb.  
– W tym, że ona jest moją... hm, sympatią.  
– Sympatią? – zawołali równocześnie bracia, patrząc na niego z niedowierzaniem. – Jak 

długo to trwa? 

– Kilka miesięcy. Seb zmrużył oczy.  
– Nie wspomniała nam o panu ani słowem.  
– Nic dziwnego. Obaj próbowaliście swatać siostrę w czasie przyjęć, co doprowadzało ją 

do szału. Gdyby powiedziała wam o mnie, z pewnością nalegalibyście na spotkanie, żeby mi 
się przyjrzeć. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że pochodzimy z różnych sfer. Mogę pokrótce 
o sobie opowiedzieć. Jestem konsultantem neurologiem w Albert Memoriał. Moja rodzina nie 
była  zamożna.  Wynajmuję  bardzo  małe  mieszkanie.  Chcę,  żebyście  wiedzieli,  że  nie 
imponują mi pieniądze Vicky ani jej pozycja społeczna. To dla mnie nie jest istotne. Możecie 
być pewni, że nigdy jej nie skrzywdzę. Kocham ją, ale naprawdę nie palę się do tej operacji.  

– Co właściwie jej dolega? – spytał Charlie.  
– Tętniak mózgu wielkości dwunastu milimetrów.  
– Do diabła! – Seb zakrył usta dłonią. – Nic o tym nie wiedziałem.  
– Ona też nie. Dowiedziała się dopiero w tym tygodniu. Kiedy po raz kolejny rozbolała ją 

głowa, uznałem, że może być to znak ostrzegawczy.  

– I w każdej chwili może dojść do jego pęknięcia? 
– Charlie drżącymi palcami przeczesał włosy. – Dlaczego nam nie powiedziała? 
– Bo uważa, że zrobicie z tego aferę i będziecie się nad nią rozczulać. Doszedłem jednak 

do  wniosku,  że  nie  postępuje  rozsądnie  i  po  kryjomu  odczytałem  w  jej  komórce  wasze 

numery telefonów. Ale nie kontaktowałem się z waszą matką...  

–  I  chwała  Bogu  –  wtrącił  Seb.  –  Sami  się  tym  zajmiemy.  Vic  nie  potrzebuje  mieć  na 

karku naszej najdroższej mamusi. Nie w takiej sytuacji. – Potrząsnął głową. – Nie mogę w to 
uwierzyć.  Nasza  siostrzyczka  cierpi  na  zagrażającą  życiu  chorobę,  ale  żadnemu  z  nas  nie 
wspomniała o niej ani słowem. – Spojrzał na Jake’a.  

background image

– Czy ma zamiar nam kiedyś o tym powiedzieć? 
Jake kiwnął potakująco głową.  
–  Owszem,  w  przeddzień  operacji.  Próbowałem  przekonać  ją,  że  potrzebujecie  więcej 

czasu, żeby przywyknąć do tej sytuacji.  

– Bardzo słusznie – przyznał Seb. – Zabiję ją...  
– Nie pozwolę na to – przerwał mu Charlie, kładąc dłoń na jego ramieniu. – Jestem od 

ciebie starszy, więc ja to zrobię.  

– Ona potrzebuje was obu, choć za nic w świecie się do tego nie przyzna – oznajmił Jake. 

– Niezależnie od tego, co postanowicie, nie zanoście jej kwiatów.  

– A niby dlaczego? – spytał Seb, z wyższością unosząc głowę. Był wyraźnie zirytowany 

tym, że jakiś plebejusz śmie go pouczać.  

– Bo ja to zrobiłem, co doprowadziło ją do płaczu. Wtedy właśnie poprosiła mnie, żebym 

ją operował.  

– Czy jest pan dobrym chirurgiem? – spytał Seb.  
– Och, Seb, skoro Vic go wybrała, musi być dobry – mruknął Charlie. – Ona jest bardzo 

wymagająca.  

–  To  prawda.  –  Jake  wziął  głęboki  oddech.  –  Jest  jeszcze  coś,  o  czym  powinniście 

wiedzieć.  

– To nie wszystko? – Seb zamknął oczy. – Nie  mam pewności,  czy jestem gotów tego 

wysłuchać.  

– Poprosiłem waszą siostrę o rękę. A ona się zgodziła.  
–  Vicky?  –  zawołał  Charlie,  wyraźnie  wstrząśnięty  tą  wiadomością.  –  Vicky  zamierza 

wyjść za pana? 

– Nie zmuszałem jej do tego – odrzekł oschle Jake.  
–  Ona  poprosiła,  żebym  zrobił  coś  dla  niej,  to  znaczy,  abym  ją  zoperował,  więc  ja 

poprosiłem, żeby zrobiła coś dla mnie...  

–  Zatem  szantażem  zmusił  ją  pan  do  małżeństwa  –  stwierdził  Seb,  piorunując  go 

spojrzeniem.  

Jake westchnął.  
– Nie. Kocham ją i chcę się z nią ożenić, albo po prostu być z nią do końca naszych dni. 

Świstek papieru nie zmieni mojego uczucia do niej. Ale dobrze znacie swoją siostrę. Dla niej 
najważniejsza jest kariera.  

Przede wszystkim chce uzyskać tytuł profesora, zanim cokolwiek wydarzy się w jej życiu 

prywatnym...  

–  Skoro  zgodziła  się  na  małżeństwo  tylko  dlatego,  żeby  nakłonić  pana  do 

przeprowadzenia tej operacji, to znaczy, że jest pan naprawdę dobrym chirurgiem – stwierdził 

Seb. – Wobec tego podzielam jej zdanie i również chcę, żeby pan ją operował.  

–  Ale  to  nieetyczne,  ponieważ  jestem  z  nią  związany  uczuciowo  –  zaoponował  Jake.  – 

Czy zgodziłby się pan operować własną żonę? 

–  Zrobiłbym  to  sam  –  odrzekł  Seb  bez  wahania.  –  Bo  chciałbym  zapewnić  jej  jak 

najlepszą opiekę.  

background image

– Ja też – dodał Charlie. – Skoro Vicky wybrała pana, jestem po jej stronie. – Obrzucił 

Jake’a taksującym spojrzeniem. – Czy ona też pana kocha? 

– Tak.  
– To bardzo ważne. Wobec tego życzę powodzenia.  
– Charlie wyciągnął do niego rękę.  
– Dziękuję – odparł Jake, ściskając jego dłoń.  
– Choć wolałbym, żeby odbyło się to w bardziej sprzyjających okolicznościach – dodał 

Charlie, a potem wziął głęboki oddech i spytał: – Gdzie ona jest teraz? 

– W domu. To znaczy, w swoim mieszkaniu.  
–  W  porządku  –  mruknął  Seb.  –  Myślę,  że  powinniśmy  złożyć  jej  wizytę.  Co  ty  na  to, 

Charlie? 

– Zdecydowanie jestem za.  
– Traktujcie ją łagodnie – poprosił Jake. – Stres może źle wpłynąć na jej samopoczucie. – 

Skrzyżował ramiona. – Sądzę, że lepiej będzie, jeśli pojadę z wami.  

Ku jego zaskoczeniu Charlie wybuchnął śmiechem.  
–  Proszę  posłuchać,  nie  trzeba  jej  przed  nami  chronić.  Ona  pewnie  jest  bardziej 

przerażona niż my trzej razem wzięci.  

– Nie będziemy na nią krzyczeć – obiecał Seb. – Choć podejrzewam, że ona nakrzyczy na 

pana, Jake.  

I miał rację.  
– Kim ty, do diabła, jesteś, żeby wtrącać się do moich spraw? – zawołała.  
– Nazywam się Jake Lewis i jestem konsultantem neurologiem.  
– Zanim wpadniesz we wściekłość, Vic, posłuchaj, co mamy ci do powiedzenia – zaczął 

Charlie,  ściskając  ją  na  powitanie.  –  On  ma  absolutną  rację.  Powinniśmy  wiedzieć,  co  się  z 
tobą dzieje.  

– Jesteśmy po twojej stronie w sprawie operacji. Uważamy, że trafnie wybrałaś, więc nie 

krzycz  na  nas  –  dodał  Seb.  –  W  istocie  powinnaś  wylewnie  nam  dziękować  za  to,  że 
zadręczyliśmy go niemal na śmierć i teraz nie ma już odwrotu.  

–  Mówiłeś,  że  idziesz  na  umówione  spotkanie,  Jake  –  powiedziała  oskarżycielskim 

tonem.  

– Bo tak było.  
– Skłamałeś.  
– Nic podobnego – zaprzeczył, potrząsając głową.  
– Nie mówiłem tylko, z kim mam się spotkać.  
– Skąd wziąłeś numery ich telefonów? 
– Z twojej komórki. Spojrzała na niego z oburzeniem.  
– Kiedy? 
– Wczoraj, kiedy spałaś. – Zerknął na nią z ukosa.  
– Zawsze po seksie zasypiasz.  
Vicky poczerwieniała, a Charlie gwizdnął.  
–  No,  no,  siostrzyczko  –  mruknął  Seb,  błyskawicznie  wyciągając  z  kieszeni  komórkę  i 

background image

robiąc jej zdjęcie.  

– Dowód, że nasza królewna potrafi się rumienić.  
–  Mówiłam  ci,  żebyś  tak  mnie  nie  nazywał.  Zabiję  was  wszystkich  –  wycedziła  przez 

zęby.  

– Nie zrobisz tego, bo kto by cię zoperował, a potem siedział przy twoim łóżku na OIOM-

ie? – spytał Charlie.  

– Nienawidzę was.  
– Nieprawda. – Seb zmierzwił jej włosy. – A do twojej wiadomości, mądralo, jesteśmy 

tutaj dlatego, bo cię kochamy. I obaj chcemy być drużbami.  

– Jeśli o mnie chodzi, to nie mam nic przeciwko temu – oznajmił Jake.  
–  Więc  o  tym  też  ich  poinformowałeś,  tak?  –  zawołała  Vicky,  siadając  na  kanapie.  – 

Poddaję się, ale błagam... powiedz, że nie dzwoniłeś do mojej matki.  

– Nie – odparł, siadając obok i biorąc ją za rękę.  
– Tylko do Charliego i Seba. Wiem, że ich kochasz. Że są dla ciebie bardzo ważni.  
– Tak, to prawda – przyznała, starając się powstrzymać łzy wzruszenia. – Charlie, Seb. 

Ja... nie miałam pojęcia, jak wam powiedzieć.  

– Przecież wiesz, że cię kochamy. Teraz przynajmniej znamy powód, z którego w ciągu 

kilku ostatnich miesięcy ciągle się spieszyłaś i wybiegałaś w popłochu przed końcem naszych 
spotkań. Zamierzałem pogadać z tobą na temat twojego pracoholizmu – oświadczył Seb.  

– Razem podjęliśmy taką decyzję – wtrącił Charlie.  
– Chcieliśmy zaprosić  cię na kolację do jakiejś  restauracji i  przemówić ci  do rozsądku. 

Ale  ty  ciągle  nas  zbywałaś,  twierdząc,  że  jesteś  okropnie  zajęta.  Sądziliśmy,  że  pracujesz 
naukowo. Ani przez chwilę nie przeszło nam przez myśl, że się zabawiasz...  

– Odczepcie się ode mnie! Żyję, jak chcę.  
– Zaparzę kawę – oznajmił Jake półgłosem i wyszedł, zostawiając Vicky sam na sam z jej 

braćmi.  Kiedy  wrócił,  zauważył,  że  Vicky  ma  czerwone  oczy,  a  Charlie  i  Seb  –  wilgotne 
rzęsy. Postawił tacę na stoliku. – Zostawię was samych.  

–  Nie  trzeba  –  mruknął  Charlie,  odsuwając  się  od  Vicky,  żeby  zrobić  mu  miejsce.  – 

Należysz do rodziny.  

Jake spojrzał na niego ze zdumieniem.  
Nawet mnie nie znają, pomyślał. Mimo że pochodzę z nizin społecznych, zaakceptowali 

mnie takim, jaki jestem. Więc teraz są cztery osoby, których w przyszłym tygodniu nie mogę 
zawieść: Vicky, jej bracia i ja.  

–  Czy  wy  też  macie  wysokie  ciśnienie?  –  spytał.  –  Vicky  twierdziła,  że  to  u  was 

dziedziczne.  

Charlie kiwnął potakująco głową.  
–  Owszem,  ale  jeśli  o  mnie  chodzi,  to  czuję  się  doskonale.  Poza  tym  nie  jestem 

największym balangowiczem w naszej rodzinie. – Spojrzał znacząco na swojego brata.  

–  Och,  daj  spokój!  Przecież  dobrze  wiesz,  że  się  zmieniłem,  odkąd  poznałem  Alyssę. 

Znacznie ograniczyłem spożycie alkoholu... no i nigdy nie paliłem.  

– Nasz ojciec zmarł na zawał – wyjaśnił Charlie – ale nigdy nie słyszałem, żeby ktoś z 

background image

naszej rodziny miał tętniaka. Czy uważasz, że powinniśmy przejść badania? 

–  To  zależy  od  was.  Nic  nie  wskazuje  na  to,  że  jest  to  choroba  rodzinna,  ale  wy  jako 

bracia mający ponad trzydzieści lat jesteście narażeni na zachorowanie. Czy któryś z was ma 
skłonności do bólów głowy? 

– Ja nie – odrzekł Seb.  
– Ja też nie – dodał Charlie.  
– Zatem wybór należy do was. Sugerowałbym kontrolne badania co pięć lat, począwszy 

od  tego  roku.  Powinniście  też  poinformować  waszego  lekarza  pierwszego  kontaktu  o 

przypadku  Vicky,  żeby  zapisał  to  w  papierach.  A  jeśli  któryś  z  was  poczuje  niespotykany 
dotąd ból  w  głowie  czy  oku albo  będzie miał  zaburzenia wzroku, proszę, żeby natychmiast 
zgłosił się na mój oddział.  

– Czy byłeś równie apodyktyczny w stosunku do naszej siostry? – spytał Seb z wyraźnym 

zainteresowaniem.  

– Owszem – odparła Vicky, krzywiąc się z niesmakiem.  
– Najwyższy czas – mruknął Seb z szerokim uśmiechem.  
– Daj spokój! Wszystko będzie dobrze – powiedziała Vicky. – Wyzdrowieję. Tylko przez 

jakiś  czas  będę...  łysa.  –  Wzięła  głęboki  oddech.  –  Jak  sięgam  pamięcią,  zawsze  miałam 
długie włosy.  

–  Pewnie  zapomniałaś,  jak  w  wieku  pięciu  lat  obcięłaś  sobie  grzywkę  nożyczkami  do 

paznokci  –  przypomniał  jej  Charlie.  –  Ostrzygłabyś  się  na  zero,  gdyby  Mara  wysłała  cię  z 

powrotem na lekcje baletu.  

–  Och,  przestań  –  wtrąciła  Vicky.  –  Zamierzam  sama  obciąć  sobie  włosy,  zanim  mi  je 

zgolą.  

–  Nie  musisz.  Przecież  wiesz,  że  można  wygolić  tylko  około  pół  centymetra  wzdłuż 

nacięcia – wtrącił Jake.  

– To wyglądałoby niechlujnie.  
– Miałem wrócić do domu już przed godziną. Ałyssa pewnie się niepokoi – oznajmił Seb, 

wstając.  –  Ale  cieszę  się,  że  jesteś  w  dobrych  rękach,  siostrzyczko  –  dodał,  całując  ją  na 
pożegnanie. – Słuchaj go i rób, co ci każe.  

–  Popieram  mojego  przedmówcę  –  rzekł  Charlie,  ściskając  siostrę.  –  Jutro  możesz 

spodziewać się wizyty Alyssy i Sophie. Pewnie zadzwonią do ciebie jeszcze dziś wieczorem. 
Natychmiast po tym, jak im o tobie powiemy.  

Vicky głośno westchnęła.  
– Wiedziałam, że tak będzie. Ze zrobicie aferę.  
– Och, nie przesadzaj. W końcu jako twoi starsi bracia zastrzegamy sobie prawo do troski 

o siostrę – zażartował Seb. – Aha, i dużo odpoczywaj.  

– Dobrze wiecie, że nie znoszę bezczynności.  
– Pamiętaj, że masz słuchać swojego lekarza. Jake, miło było cię poznać. – Seb uścisnął 

jego dłoń. – Opiekuj się moją małą siostrzyczką.  

– Nie musisz go o to prosić, Seb – powiedział Charlie, również ściskając dłoń Jake’a. – 

Przecież  na  pierwszy  rzut  oka  widać,  co  do  niej  czuje.  Wystarczy  zauważyć,  jak  na  nią 

background image

patrzy...  tak  samo  ja  patrzę  na  Sophie,  a  ty  na  Alyssę.  Jake,  będziesz  nas  o  wszystkim 
informował? 

– Oczywiście. Kiedy tylko dostanę harmonogram operacji, natychmiast  dam wam znać. 

Od was zależy, czy zechcecie być przy niej obecni.  

– Nie zgadzam się! – zawołała Vicky z przerażeniem.  
– Nie możemy nawet sprawdzić, czy w ogóle masz mózg? – zażartował Seb.  
– Zapraszam na salę operacyjną pod warunkiem, że moja pacjentka wyrazi na to zgodę.  
– Namówimy Alyssę i Sophie, żeby ją przekonały – powiedział Charlie.  
– Jeśli nadal będziesz temu przeciwna, Vic – wtrącił Seb – zaczekamy na korytarzu.  
– To czterogodzinna operacja – oznajmiła Vicky.  
–  Oszalejecie,  czekając  tak  długo.  Lepiej  będzie,  jeśli  zrobicie  w  tym  czasie  coś 

pożytecznego.  

Charlie głęboko westchnął.  
– Cieszę się, że nie jestem na twoim miejscu, Jake. Jako rekonwalescentka moja siostra 

jest koszmarna.  

Nazajutrz  rano  Vicky  powiedziała  o  wszystkim  kolegom  z  pracy.  Była  bliska  łez, 

ponieważ nie spodziewała się, że wszyscy tak bardzo ją lubią.  

Następne dni minęły w zastraszającym tempie. Jake umówił ją na EKG, badanie krwi i 

prześwietlenie  klatki  piersiowej.  Kiedy  dostał  wyniki,  stwierdził,  że  są  one  absolutnie  bez 
zarzutu.  

Zjedli  też  kolację  w  towarzystwie  jej  braci  oraz  ich  żon  po  to,  by  mogły  one  poznać 

Jake’a. Vicky nie była wcale zaskoczona, że się polubili, ponieważ wiedziała, iż mają ze sobą 
dużo wspólnego. Okazało się, że Jake chodził do szkoły położonej tuż za rogiem ulicy, przy 
której  mieszkała  Sophie.  Natomiast  zarówno  on,  jak  i  Alyssa  nie  mieli  rodzeństwa  i 
wychowywały ich samotne matki... tyle tylko, że w jego przypadku była to babcia.  

W przeddzień operacji Vicky zrobiła ostatnie badania.  
–  Mam  dobre  wiadomości  –  oznajmił  Jake,  przeglądając  wyniki.  –  Jest  tylko  jeden 

tętniak, a w dodatku workowaty.  

– Chwała Bogu! – westchnęła z ulgą, biorąc z jego biurka nożyczki.  
– Co robisz, Vic? 
– A jak myślisz? – Odcięła duży pukiel włosów.  
–  Czy  nie  byłoby  lepiej,  gdybyś  poszła  do  fryzjera?  –  spytał,  patrząc  na  nią  z 

przerażeniem.  

– Nie. Mój kłopot, moje włosy, moja decyzja. – Po chwili na biurku Jake’a leżał stos jej 

włosów. – Jak wyglądam? Okropnie, prawda? 

– Nie, bardzo ładnie. Tylko masz asymetryczną fryzurę.  
– Czy mógłbyś zdobyć dla mnie kilka spinek? Jake kiwnął głową, a widząc jej posępną 

minę, czule ją uścisnął.  

–  Wiesz,  łyse  kobiety  bywają  bardzo  piękne.  Sinead  O’Connor  ogoliła  się  na  zero  i 

wyglądała fantastycznie.  

– Sama nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.  

background image

–  Uśmiechaj  się.  Pamiętam  słowa  piosenki,  którą  śpiewała  mi  mama:  Uśmiechnij  się, 

mimo  że  masz  złamane  serce.  –  Zaczął  nucić.  Kiedy  skończył,  zrobił  krok  do  tyłu  i 
powiedział: – Wyglądasz godnie.  

Raczej koszmarnie, dodała w myślach.  
– Vicky? Zrobisz coś dla mnie? 
– Co takiego? 
– Czy pozwolisz mi... wziąć na pamiątkę jeden kosmyk? – spytał, biorąc z biurka pukiel 

włosów, a widząc jej minę, dodał: – Zgodnie z tradycją zachowuje się pasemko włosów po 
pierwszym strzyżeniu dziecka. Ja nie zwariowałem, Vicky.  

– Czy jesteś tego pewny? Jake odchrząknął.  
–  Seb  i  Charlie  też  chcą  dostać  po  loku.  Twierdzą,  że  można  to  uznać  za  twoje 

postrzyżyny, bo odkąd pamiętają, zawsze miałaś długie włosy.  

–  W  porządku.  Ałe  dopiero  po  operacji.  Dam  je  wam  osobiście.  Każdy  kosmyk  będzie 

przewiązany wstążką.  

–  To  wspaniały  pomysł  przyznał,  całując  ją  w  policzek.  –  A  teraz  wstawaj  z  mojego 

krzesła.  

– Dlaczego? 
– Bo nadeszła moja kolej. A nie dasz rady ogolić mi głowy, siedząc, kiedy będę stał. A 

jeśli będziesz dla mnie dobra, to może podaruję ci jedno pasemko.  

– Koledzy będą cię pytać, dlaczego to zrobiłeś. Zaczną plotkować.  
Jake wzruszył ramionami.  
– A niech plotkują.  
–  Nie.  Ustaliliśmy,  że  zachowamy  nasz  związek  w  tajemnicy  aż  do  operacji,  a  dopiero 

potem...  

– Dobrze. Wobec tego ogolę głowę po operacji. Albo ty to zrobisz, kiedy będziesz mogła 

znów siadać.  

– Umowa stoi.  
 
Tej nocy kochali się bardziej namiętnie niż kiedykolwiek dotąd. Jake wiedział dlaczego. 

Oboje  obawiali  się,  że  może  są  ze  sobą  po  raz  ostatni.  Jake  żałował,  że  Vicky  nie  obcięła 
włosów nieco później, bo mógłby teraz wtulić w nie twarz i wdychać ich cudowny waniliowy 
zapach.  

– Pocałuj mnie, Jake – wyszeptała.  
Spełnił jej prośbę, z trudem powstrzymując łzy. Miał wrażenie, że to pożegnanie. Koniec.  
Po  raz  kolejny  zdał  sobie  sprawę,  że  bardzo  ją  kocha.  Uświadomił  też  sobie,  jak  wiele 

przyjemności ich ominęło. Nie tańczyli w strumieniach deszczu, nie walczyli na śnieżki ani 
nie  krzyczeli  z  przerażenia,  wznosząc  się  na  diabelskim  młynie.  Nie  spacerowali  po 
szeleszczących jesiennych liściach, nie wybierali razem choinki na święta, nie widzieli burzy 
z piorunami ani nie spędzili weekendu w domku nad morzem. Tyle rzeczy chciał z nią zrobić. 
Ale czy jeszcze kiedyś będą mieli szansę? 

Tej nocy spał bardzo niespokojnie. Za każdym razem, kiedy się budził, miał świadomość, 

background image

że Vicky także nie śpi.  

Potrzebował  wypoczynku.  Czeka  go  czterogodzinna  operacja,  najtrudniejsza  w  życiu. 

Czuł się tak, jakby niebawem miał zdawać jakiś niezwykle ważny egzamin. Z tą różnicą, że w 
tym przypadku poprawka nie wchodzi w rachubę. To jest kwestia życia i śmierci. A wszystko 
zależy od jego umiejętności i sprawności.  

O wpół do siódmej nie wytrzymał już napięcia i wstał.  
– Wyglądasz koszmarnie – stwierdziła Vicky.  
– I tak też się czuję – przyznał. – A ty? 
– Jestem przerażona. Idę pod nóż. – Wzięła głęboki oddech. – Ale przynajmniej wiem, że 

to twój nóż. Będę więc miała najlepszą opiekę na świecie.  

– A jeśli... ? – Nie był w stanie dokończyć pytania.  
– Jeśli nie... – Przełknęła ślinę. – Jeśli coś się nie uda, to nie będzie twoja wina. Wiem, że 

zrobisz  wszystko,  co  ja  zrobiłabym,  będąc  na  twoim  miejscu.  A  w  końcu  jesteś  lepszym 

chirurgiem.  

– Och, do diabła, Vicky. Musi nam się udać. Co zrobiłbym bez ciebie? 
– Nie zostaniesz sam. Wrócę i będę cię straszyć.  
– To wcale nie jest śmieszne.  
– No. Gdybyśmy mieli trochę więcej czasu, zaciągnęłabym cię z powrotem do łóżka. Ale 

niestety...  

Jake  mocno  przytulił  Vicky,  modląc  się,  żeby  nazajutrz  również  mógł  trzymać  ją  w 

ramionach.  

– Chodź. Zrobię ci śniadanie – zaproponowała.  
– Nie jestem aż tak podły, żeby jeść na twoich oczach, wiedząc, że tobie nie wolno nic 

wziąć do ust. A już na pewno nie pozwolę ci niczego dla mnie przyrządzać.  

–  Wobec  tego  zamknij  się  w  kuchni  i  coś  zjedz.  Nie  możesz  operować  z  pustym 

żołądkiem, nie wypijając nawet kubka tej twojej obrzydliwie słodkiej czarnej kawy.  

– Zrobię sobie rozpuszczalną, to nie będzie tak silnie pachnieć. Vicky, kocham cię.  
– Ja ciebie też.  
Z trudem przełknął płatki śniadaniowe i kawę. Jazda do szpitala była upiorna. W końcu 

dotarli na oddział.  

– Dobrze go schowaj, Jake – poprosiła Vicky, wręczając mu swój zegarek.  
Jake w milczeniu włożył go do portfela. Potem przyszedł anestezjolog, by porozmawiać z 

Vicky o narkozie i upewnić się, że od północy nic nie jadła ani nie piła.  

– Zobaczymy się w sali operacyjnej – powiedział Jake, wychodząc z pokoju.  
– Tak, kiedy odzyskam przytomność.  
Jake szorował  ręce, kiedy  w umywalni zjawili  się Charlie i  Seb. Mieli na sobie zielone 

fartuchy.  

–  Jake  –  zaczął  Charlie,  uśmiechając  się  do  niego.  –  Czy  twoja  propozycja  nadal  jest 

aktualna i możemy asystować przy operacji? 

– Oczywiście.  
– To nie znaczy, że nie mamy do ciebie zaufania – dodał Seb.  

background image

–  Ale  mimo  to  zaglądaliście  do  mojego  życiorysu,  który  jest  w  wewnętrznej  sieci 

komputerowej szpitala.  

Seb gwałtownie poczerwieniał.  
– No cóż, owszem.  
–  Na  waszym  miejscu  zrobiłbym  to  samo  –  przyznał  Jake  z  uśmiechem.  –  Lepiej, 

żebyście byli na sali i obserwowali przebieg operacji, niż czekali na korytarzu, licząc sekundy 
między kolejnymi zerknięciami na zegarek.  

– Nie odezwiemy się ani słowem – obiecał Charlie.  
–  Po  prostu  zapomnij  o  naszej  obecności.  Wierzymy  w  ciebie  nie  mniej  niż  nasza 

siostrzyczka.  

Kiedy weszli na salę, Vicky była już pod ogólnym znieczuleniem. Jake przedstawił Seba i 

Charliego kolegom z zespołu.  

–  Czy  pozwolicie  mi  nastawić  Corellego?  –  spytał,  wiedząc,  że  kojące  dźwięki  muzyki 

pomogą mu zachować spokój. Kiedy wszyscy kiwnęli głowami, puścił płytę.  

 
Operacja przebiegła zgodnie z planem.  
– Dobra robota, Jake – pochwalił go Charlie, gdy znów znaleźli się w umywalni. – Jeśli 

kiedyś zechcesz zmienić specjalizację na chirurgię plastyczną, to...  

– Lubię neurologię – przerwał mu Jake z uśmiechem.  
– Co teraz? – spytał Seb.  
– Musimy czekać, aż się wybudzi – odparł Jake.  
–  Dwa  dni  spędzi  na  intensywnej  terapii,  a  potem  przeniesiemy  ją  na  oddział,  gdzie 

zostanie  do  końca  tygodnia.  Mam  nadzieję,  że  nie  będzie  żadnych  powikłań.  –  Pospiesznie 
odpukał w niemalowane drewno.  

– A jeśli coś się stanie, kiedy będziesz operował? – spytał Charlie.  
–  To  nie  wchodzi  w  rachubę  –  odparł  Jake.  –  Wziąłem  sobie  wolne  do  końca  pobytu 

Vicky w szpitalu. Jestem do dyspozycji, jeśli mój zastępca lub ktoś z zespołu będzie chciał się 
ze mną skonsultować. Poza tym przez cały czas zamierzam siedzieć przy łóżku Vicky. Ona 
jest dla mnie najważniejsza. Chodźmy sprawdzić, czy wasza siostra już się obudziła.  

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

– Witaj, moja piękna. Jak się czujesz? – spytał Jake.  
–  Jakby  koń  kopnął  mnie  w  głowę  –  wymamrotała  Vicky,  z  trudem  unosząc  powieki, 

które same się zamykały. – Jak poszło? 

– Bardzo dobrze.  
– Mhm. – Miała kłopoty z koncentracją i była senna. Jake zmierzył jej tętno i temperaturę 

oraz sprawdził częstość oddechów.  

– Wszystko jest w porządku. Ale jeśli źle się poczujesz czy rozboli cię głowa, masz mi o 

tym powiedzieć.  

– Tobie? 
– Tak. Jesteś pod moją opieką.  
– Ładna z ciebie pielęgniarka – wyszeptała, siląc się na uśmiech. – Do twarzy będzie ci w 

niebieskim mundurku.  

– Widzę, że nie straciłaś poczucia humoru. Seb i Charlie chcą cię odwiedzić. Czy czujesz 

się na siłach ich przyjąć? 

– Mhm.  
– Rozumiem, że to znaczy „niespecjalnie”. Wobec tego poproszę ich, żeby zabawili się w 

sanitariuszy i zawieźli cię na intensywną terapię, dobrze? 

– Dobrze.  
Seb i Charlie czekali pod salą pooperacyjną. Kiedy Jake ich zawołał, natychmiast zjawili 

się przy łóżku Vicky, a potem przewieźli ją na OIOM.  

– Muszę przyznać, że wybrałaś dobrego chirurga – oznajmił Seb.  
– Jego szwy są tak delikatne jak moje – dodał Charlie.  
– Mhm – mruknęła Vicky, z trudem unosząc powieki.  
–  Wystarczy  –  powiedział  Jake.  –  Ona  musi  odpoczywać.  Zostanę  z  nią,  a  co  godzinę 

będę przekazywał wam wiadomości. Jeśli coś mnie zaniepokoi, dam znać.  

Vicky dość niewyraźnie słyszała głos Jake’a, a po chwili wszystko się zatarło i zapadła w 

sen.  

Kiedy  się  ocknęła,  pamiętała  jak  przez  mgłę,  że  jest  na  oddziale  intensywnej  terapii. 

Okropnie bolało ją gardło.  

– Cześć, kochanie. Nic nie mów – powiedział Jake, delikatnie biorąc ją za rękę. – Jeśli 

odczuwasz jakiś ból, uściśnij moją dłoń.  

Z  wysiłkiem  odwróciła  głowę  i  spojrzała  na  niego.  Był  nieogolony  i  rozczochrany. 

Najwyraźniej spędził całą noc przy jej łóżku.  

–  Wszystko  idzie  zgodnie  z  planem.  Jutro  odłączymy  aparaturę.  Za  dzień  lub  dwa 

przeniesiemy cię na nasz oddział, a za tydzień będziesz już w domu.  

Przesunęła kciukiem po jego dłoni. Pragnęła, żeby ją objął i uścisnął, ale wiedziała, że nie 

jest to jeszcze możliwe. Musi czekać.  

– Znów zasnęła – powiedział Jake do Seba i Charliego. – Jeszcze przez jakiś czas będzie 

background image

wyczerpana.  

– Maksymalnie to wykorzystaj – zażartował Seb.  
–  Kiedy  tylko  poczuje  się  lepiej  i  przeniesiecie  ją  na  oddział,  zacznie  zachowywać  się 

koszmarnie.  Na  pewno  od  razu  przemyci  tam  te  swoje  podręczniki.  Niewykluczone  też,  że 
zakradnie się do swojego pokoju, żeby nadrobić zaległości w papierkowej robocie.  

– Chyba masz rację – przyznał Jake. – Możecie do niej wejść.  
– Czy zrobiłeś sobie dzisiaj jakąś przerwę, Jake? 
– spytał Charlie.  
– Jestem bardzo zadowolony z wyników badań – ciągnął Jake, ignorując jego pytanie.  
–  Potrafisz  być  równie  nieznośny  jak  ona.  Posłuchaj,  posiedzimy  u  niej  jakiś  czas. 

Dajemy ci pół godziny, żebyś mógł coś zjeść i trochę się zrelaksować.  

Pól godziny? – powtórzył w myślach Jake. Nie wytrzymam tak długo z dala od niej.  
– Wystarczy mi dziesięć minut – oznajmił.  
–  Pójdźmy  na  kompromis.  Niech  będzie  dwadzieścia  –  wtrącił  Charlie.  –  Jake,  jeśli 

wyczerpiesz  swoją  energię,  nie  będziesz  w  stanie  opiekować  się  nią  jak  należy.  To 
przypomina mi, że musimy ustalić grafik dyżurów, kiedy Vicky wróci do domu. Nie ma sensu 
zatrudnianie prywatnej pielęgniarki, bo Vicky natychmiast ją odprawi. Ale nas łatwo się nie 
pozbędzie. Myślę, że w piątkę świetnie damy sobie radę. – Widząc, że Jake patrzy na niego z 
zaskoczeniem,  dodał:  –  Chyba  nie  podejrzewałeś,  że  zostawimy  cię  samego  z  tym 

problemem. W końcu po to jest rodzina, żeby w razie potrzeby wspierać się nawzajem.  

Od  śmierci  Lily  Jake  nie  miał  już  rodziny.  Zdał  sobie  nagle  sprawę,  że  będzie  musiał 

przyzwyczaić się do panujących u Radleyów obyczajów.  

– Alyssa nadal  jest na  macierzyńskim,  więc może opiekować się Vicky  w ciągu dnia – 

oświadczył Seb.  

–  Jeśli  zsynchronizujemy  nasze  obowiązki,  to  Charlie,  Sophie  i  ja  będziemy  mogli  na 

zmianę pełnić przy niej  dyżury w czasie twoich  godzin  przyjęć  w poradni. Wymyślimy też 
coś na weekendy i dopilnujemy, żebyś dobrze się wysypiał.  

Jake wpatrywał się w nich ze zdumieniem. Był zbyt oszołomiony, by coś powiedzieć.  
Seb poklepał go po ramieniu.  
–  Wyglądasz  na  zmęczonego  –  zauważył.  –  Dziś  rano  przeprowadziłeś  najtrudniejszą 

operację  w  życiu,  apotem  przez  cały  czas  nie  spuszczałeś  Vic  z  oka.  Bez  odpoczynku  nie 
wytrzymasz przyszłego tygodnia, więc ułożymy harmonogram rodzinnych dyżurów. A teraz 
zrób sobie przerwę i idź coś zjeść – dodał, wskazując drzwi.  

Jake  nie  miał  pojęcia,  co  kupił  w  bufecie.  Zupełnie  nie  czuł  smaku  jedzenia.  Dolał  do 

kawy  trochę  zimnej  wody,  żeby  można  było  od  razu  ją  wypić  i  jak  najszybciej  wrócić  do 
Vicky.  Kofeina  dobrze  mu  zrobiła.  Ale  dopiero,  kiedy  ponownie  stanął  przy  jej  łóżku,  zdał 
sobie sprawę, że trzyma w ręku czekoladę, którą kupił w bufecie.  

– Awaryjne źródło zasilania zapracowanego lekarza, co? – zażartował Charlie.  
– Czy coś zjadłeś? – dociekał Seb.  
~ – Tak, ale nie pytaj mnie, co to było – odrzekł Jake. – Nawet nie poczułem smaku.  
– Przestań się martwić. Ona nadal śpi. Wszystko będzie dobrze – pocieszał go Seb. – Nie 

background image

może być inaczej, bo operował ją znakomity chirurg.  

– Cieszę się, że mamy to za sobą – przyznał Jake, a potem wziął głęboki oddech i dodał: – 

Nigdy więcej nie chciałbym przeprowadzać takiej operacji. W życiu nie byłem tak śmiertelnie 
przerażony.  

„Cieszę  się,  że  mamy  to  już  za  sobą...  W  życiu  nie  byłem  tak  śmiertelnie  przerażony”, 

powtórzyła w myślach Vicky, kiedy obudziła się następnego dnia. Jake spał w fotelu stojącym 
obok łóżka. Najwyraźniej spędził tu całą noc, łamiąc szpitalne przepisy. Na jego widok do jej 
oczu  napłynęły  łzy  wzruszenia.  Wyciągnęła  rękę,  chcąc  go  dotknąć.  Jake  natychmiast  się 
obudził.  

– Cześć. – Pochylił się i pocałował ją w policzek. – Jak się czujesz? 
– Boli mnie gardło – wyszeptała.  
–  Początkowo  musi  boleć.  –  Nalał  trochę  chłodnej  wody  do  szklanki.  –  Pij  powoli, 

małymi łykami. Jeśli będziesz się spieszyć, od razu zwymiotujesz.  

– Przepraszam – wymamrotała.  
– Za co? 
–  Za  to,  że  postawiłam  cię  w  trudnej  sytuacji.  Chodzi  mi  o  operację.  –  Wciągnęła 

powietrze. – Byłam zrozpaczona. Nie powinnam mówić, że wyjdę za ciebie. To nie było fair.  

Uścisnął jej dłoń.  
– No, już po wszystkim. Ale nie będę żądał, żebyś wywiązała się z obietnicy. Nie musisz 

za mnie wychodzić.  

Vicky  odniosła  wrażenie,  że  powiedział  to  z  ulgą.  Do  tej  pory  wydawało  jej  się,  że  on 

naprawdę chce ją poślubić. Czyżby po operacji zmienił zdanie? Może zaczął traktować ją jak 
pacjentkę,  bo  przestał  dostrzegać  w  niej  ukochaną?  A  może  to  sprawa  jej  odrażającego 
wyglądu? 

Za nic w świecie nie dopuszczę do tego, żeby ta sytuacja trwała choćby o minutę dłużej, 

postanowiła  w  duchu.  To  sprawi  mi  wielką  przykrość,  ale  muszę  pozwolić  mu  odejść.  Nie 
chcę żyć z kimś, kto jest ze mną wyłącznie z litości.  

– Musisz być wykończony. Jedź do domu i porządnie się wyśpij.  
Jake potrząsnął głową.  
– Nie zostawię cię, Vic.  
– Twoja obecność mnie męczy – skłamała. – Muszę odpocząć. W samotności.  
Przez chwilę spoglądał na nią z niedowierzaniem, a potem głęboko westchnął.  
– W porządku. Wpadnę później.  
– Do widzenia – powiedziała, siląc się na chłodny ton.  
– Nadal mam twój zegarek.  
– Zostaw go w pokoju pielęgniarek.  
– Dobrze. Jeśli taka jest twoja wola.  
Zamknęła  oczy  i  odwróciła  głowę,  nie  chcąc  patrzeć,  jak  Jake  wychodzi.  Cichy  trzask 

drzwi oznaczał, że już opuścił pokój. Została zupełnie sama.  

Wychodząc z oddziału, Jake głęboko westchnął. Vicky przeszła czterogodzinną operację, 

która na pewno odbiła się na jej stanie fizycznym i psychicznym. Była zmęczona, obolała i 

background image

okropnie przygnębiona. Zaczął się zastanawiać, jak mógłby poprawić jej kiepski nastrój.  

Na oddział intensywnej terapii nie wolno było przynosić kwiatów ze względu na ryzyko 

zakażenia,  a  czekolady  na  razie  nie  mogła  jeszcze  jeść.  A  może  kupię  jej  pierścionek 
zaręczynowy?  –  spytał  się  w  duchu.  Nie,  to  zły  pomysł,  bo  powinniśmy  wybrać  go  razem. 
Poza tym w jej obecnym stanie pomyślałaby pewnie, że za bardzo ją naciskam. Lepiej będzie, 
jeśli z tym zaczekam.  

Kiedy  się  obudziła,  miała  suche,  spierzchnięte  usta,  było  jej  okropnie  gorąco  i  bolała  ją 

głowa.  Właśnie  zamierzała  wezwać  pielęgniarkę,  gdy  przypomniała  sobie,  że  zasnęła, 
płacząc. Dlatego, że odepchnęła Jake’a, a było już za późno, by to naprawić.  

Z dużym wysiłkiem odwróciła głowę i spojrzała na puste krzesło. A więc Jake poważnie 

potraktował  jej  słowa.  Prawdę  mówiąc,  miała  nadzieję,  że  je  zlekceważy  i  będzie  siedział 
przy jej łóżku, kiedy ona się obudzi.  

Odwróciła z powrotem głowę do ściany, nie chcąc patrzeć na puste krzesło. W jakiś czas 

później  usłyszała  cichy  odgłos  otwieranych  drzwi.  Była  niemal  pewna,  że  przyszła  do  niej 
pielęgniarka. A ponieważ nie miała nastroju do rozmowy, zamknęła oczy, udając, że śpi. Po 
chwili ktoś położył dłoń na jej czole.  

– Ma podwyższoną temperaturę. Trzeba podać jej coś na obniżenie, siostro.  
Jake? Nie, to złudzenie.  
– Znów pan tu jest? Widzę, że nie sposób się pana pozbyć, doktorze – rzekła pielęgniarka. 

– Od kiedy pracownicy neurologii tak gorliwie dbają o pacjentów? 

– To wyjątkowy przypadek. Ona jest miłością mojego życia – wyjaśnił półgłosem.  
– No, to wszystko wyjaśnia.  
Miłością jego życia? – powtórzyła Vicky w duchu. Ale przecież powiedział, że nie muszę 

za niego wychodzić. Najwyraźniej już nie chce się ze mną żenić...  

Kiedy  usłyszała  odgłos  zamykanych  drzwi,  odwróciła  głowę  i  otworzyła  oczy.  Jake 

siedział na krześle i czytał gazetę. Na jego widok miała ochotę się rozpłakać.  

– Vicky? Jak się czujesz? 
– Okropnie.  
– Co cię boli? – spytał z niepokojem.  
– Serce. Myślałam, że odszedłeś na zawsze.  
–  Przecież  kazałaś  mi  się  wynieść,  mówiąc,  że  moja  obecność  cię  męczy  i  chcesz 

odpocząć w samotności.  

–  Wiem  –  wyszeptała,  a  po  jej  policzkach  popłynęły  łzy.  Jake  pochylił  się  i  otarł  je 

palcem. – Bałam się, że nie wrócisz. Powiedziałeś, że nie będziesz trzymał mnie za słowo. Ze 
nie muszę...  

– Wychodzić za mnie za mąż? Tak, to prawda. Nie zachowałem się fair, żądając tego od 

ciebie. – Pogłaskał ją po twarzy. – Ale to nie zmienia tego, co do ciebie czuję. Vic, kocham 
cię do szaleństwa.  

– Mimo że jestem łysa? 
Usiadł na brzegu jej łóżka, objął ją i pocałował.  
– Przecież doskonale wiesz, że wcale mi to nie przeszkadza. Poza tym włosy niedługo ci 

background image

odrosną. Ale zakochałem się przede wszystkim w tobie, a nie w twoich włosach. Wytłumacz 
mi, dlaczego myślałaś, że odszedłem? 

– Bo nie było cię tutaj, kiedy się obudziłam – odparła drżącym głosem.  
– Kiedy ty odpoczywałaś, ja załatwiałem dla ciebie płasko-ekranowy telewizor i wideo. 

Na czas pobytu w szpitalu. Jestem pewny, że oglądając stare filmy, będziesz spokojnie leżała, 
nie szukając pretekstów do narzekania.  

– Skąd je wytrzasnąłeś? 
– Ukradłem.  
– Nie żartuj! 
– No dobrze, wypożyczyłem. Pobiegłem też na główną ulicę, żeby wybrać kilka filmów, 

które  pozwolą  ci  tu  przetrwać,  dopóki  nie  udzielisz  mi  instrukcji,  jakie  nagrania  mam 
przynieść z twojego mieszkania.  

On  zrobił  to  wszystko  dla  mnie,  pomyślała  ze  wzruszeniem.  Choć  wcale  go  o  to  nie 

prosiłam.  

– Ja... sama nie wiem, co powiedzieć.  
– Mam pewien pomysł – oświadczył, delikatnie całując ją w usta. – Chcę tylko usłyszeć 

od  ciebie  jedno  małe  słówko.  Choć  sala  szpitalna  nie  jest  po  temu  najlepszym  miejscem... 
Powinienem  spytać  cię  o  to  w  bardziej  romantycznej  scenerii.  W  poświacie  zachodzącego 
słońca albo...  

– Spytać mnie? O co? 
– Czy wyjdziesz za mnie? I do końca naszych dni będziesz kochać mnie tak mocno jak ja 

ciebie? 

– A jak myślisz? – spytała z przewrotnym uśmiechem.  
–  Myślę,  że  jeśli  nie  zgodzisz  się  za  mnie  wyjść,  napuszczę  na  ciebie  twoich  braci.  I 

bratowe. A oni będą suszyć ci głowę i dręczyć cię tak długo, aż się zgodzisz.  

– Nie ma takiej potrzeby, Jake. – Pogłaskała go po twarzy. – Jest tylko jeden mężczyzna, 

za którego chcę wyjść. Niczego nie pragnę bardziej niż spędzenia reszty życia z tobą. I będę 
kochać cię do końca naszych dni.  

– Za dużo mówisz. Czekałem tylko na jedno słowo, składające się z trzech liter. Pierwsza 

to T, a ostatnia K. Środkowa jest samogłoską.  

Vicky wybuchnęła śmiechem.  
– Tak.  

background image

EPILOG 

 

Dwa lata później.  
 
– Skąd tak nagle nabrałaś ochoty na przyjazd tutaj? – spytał Jake, kiedy przechadzali się 

nadmorskim bulwarem w Southendon Sea. – Dlaczego wybrałaś właśnie to miejsce? 

Vicky rozłożyła ręce.  
–  Powiedzmy,  że  chciałam  wrócić  tu,  gdzie  wszystko  się  zaczęło.  Właśnie  tutaj  po  raz 

pierwszy mnie pocałowałeś. I tańczyliśmy na piasku.  

Spojrzał na zatłoczoną plażę.  
– Dzisiaj nie byłoby to możliwe.  
– Jedliśmy smażoną rybę z frytkami, a ty śpiewałeś „Księżycową rzekę”... dla mnie.  
– No, to możemy powtórzyć. – Zaśmiał się i otoczył ją ramieniem. – Z wiekiem stajesz 

się coraz bardziej sentymentalna, pani Lewis.  

– Mhm. Pani  Lewis – powtórzyła, delektując się nowym  nazwiskiem. Pobrali się przed 

trzema  miesiącami.  Skromne  wesele  odbyło  się  w  Weston.  Ku  zaskoczeniu  Vicky,  Mara 
przekonała się do Jake’a i nawet go polubiła. Zaprzyjaźnił się też z jej braćmi i namówił ich 
do  wzięcia  udziału  w  zawodach  lekkoatletycznych,  połączonych  ze  zbiórką  pieniędzy  na 
rzecz fundacji imienia Lily Lewis.  

–  Awansowałaś  na  konsultanta,  a  niedługo  zostaniesz  panią  profesor  –  powiedział  z 

zadumą.  

– Jeszcze nie tak prędko. Rano podpisałam umowę. Będę prowadziła zajęcia dydaktyczne 

i udzielała porad w przychodni.  

– Wspaniale. Choć będzie nam bardzo ciebie brakowało w Albert’s Memoriał – oznajmił, 

czule ją całując.  

– Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie – zażartowała.  
– To dobrze. Czy ostatnio mówiłem ci, że jesteś piękna? I że uwielbiam twoje włosy? 
Jake dotrzymał słowa i pozwolił jej ogolić sobie głowę, kiedy tylko mogła znów usiąść po 

operacji. I był łysy, dopóki jej nie odrosły włosy.  

– Widzę, że ty też stajesz się sentymentalny. Przejdźmy się po molo, dobrze? 
Kiedy dotarli na sam jego koniec, Vicky odwróciła się do Jake’a i spojrzała mu prosto w 

oczy.  

– Jest coś, o czym musimy porozmawiać – powiedziała. – O tym moim niepełnym etacie. 

Może się zdarzyć, że będzie naprawdę bardzo niepełny.  

– Co masz na myśli? – Nagle zdrętwiał. – Chyba nie podejrzewasz, że... ? 
Nie  dokończył  zdania,  bo  obawiał  się,  że  bóle  głowy  Vicky  i  ataki  nudności  mogą  być 

oznaką nowego tętniaka.  

– Nie. I nie zamierzam zbliżać się do żadnych tomografów ani aparatów rentgenowskich 

przez najbliższe trzydzieści cztery tygodnie.  

Jake zmrużył oczy i szybko coś obliczył.  

background image

– Szósty tydzień, tak? Jesteś tego pewna? 
– Rano zrobiłam test. Dlatego chciałam przyjechać właśnie tutaj. Pragnęłam obwieścić ci 

tę nowinę w tym szczególnym dla nas miejscu.  

Jake wydał okrzyk radości, a potem zmarszczył brwi.  
– Jak zamierzasz to uczcić? 
– Co powiesz na wspaniałe angielskie truskawki? – spytała, a później dodała szeptem: – 

W łóżku.