background image

 

33 

 

Rozdział

 8

 

 
              
              To było naprawdę przerażające- Powiedziała Bonnie. Wszyscy wpakowali się do 
samochodu Matta, Elena wskoczyła na kolana Stefana, a Meredith Alarica (co jak zauważyła 
Bonnie niezbyt spodobało się Celii). Potem pospieszyli z powrotem do pensjonatu, szukając 
porady. 
              Kiedy już wszyscy dotarli do salonu, opowiedzieli całą historię pani Flowers, przekrzykując 
się nawzajem.- Najpierw imię Celii pojawiło się w mojej krwi znikąd.- Powiedziała Bonnie.- A 
potem ten dziwny wypadek, który mógł ją zabid, a potem pojawia się tez imię Meredith. To było 
naprawdę, naprawdę straszne. 
             - Ujęłabym to poważniej.- Powiedziała Meredith. Potem uniosła swoją elegancką brew.- 
Bonnie, to bez wątpienia pierwszy raz, kiedy narzekam, że jesteś za mało dramatyczna. 
              - Hej!- Sprzeciwiła się Bonnie. 
              - O właśnie,- Zażartowała Elena.- patrzcie na pozytywną stronę. To ostatnie okropieostwo 
spowodowało, że Bonnie wychodzi z wprawy. 
              Matt pokręcił głową.- Pani Flowers, wie pani co się dzieje? 
              Pani Flowers siedziała w wygodnym fotelu w kącie salonu, uśmiechnęła się i poklepała go 
po ramieniu. Szydełkowała gdy przyszli, ale odłożyła różowy kłębek na bok i skupiła swoje 
niebieskie oczy na nich z pełna uwagą kiedy opowiadali ich historię.- Drogi Matt,- Powiedziała.- 
Zawsze prosto do sedna. 
              Biedna Celia siedziała na kanapie bok Alarica i Meredith, wyglądało na to że cały czas jest 
oszołomiona. Jedna rzeczą było badanie rzeczy nadnaturalnych, a obecnośd prawdziwego 
wampira, imion pojawiające się w tajemniczy sposób i dotyk śmierci, musiały byd dla niej szokiem. 
Alarica pocieszająco objął ją ramieniem. 
              Bonnie pomyślała, ze może to ramię powinno obejmowad Meredith. W koocu to imię 
Meredith właśnie pojawiło się na fałdkach szalika. Ale Meredith po prostu siedziała obserwując 
Alarica i Celię jej twarz była spokojna, oczy nie do odczytania.  
              Teraz Celia pochyliła się do przodu i przemówiła po raz pierwszy.- Proszę mi wybaczyd,- 
Powiedziała uprzejmie trochę trzęsącym się głosem- ale nie rozumiem dlaczego przyszliście z tym... 
z tym problemem do...- Jej głos załamał się, kiedy jej oczy spojrzały na panią Flowers. 
              Bonnie wiedziała co ma na myśli. Pani Flowers wyglądała jak uosobienie słodkiej, starszej 
pani: miękkie szare włosy związane w kok, uprzejmy, nieszkodliwy wyraz twarzy, szafa zawierająca 
pastele i czernie i  nawyk cichego mamrotania, do siebie. Rok temu Bonnie sama myślała, ze pani 
Flowers to tylko stara kobieta prowadząca pensjonat, w którym mieszkał Stefan. 
              Ale pozory mogą mylid. Pani Flowers zasłużyła sobie na szacunek i podziw ich wszystkich 
sposobem w jaki chroniła miasto swoją magią, Mocą i dobrym wyczuciem. W tej małej starszej 
pani było o wiele więcej niż wydawało się na pierwszy rzut oka. 
              - Moja droga,- Powiedziała pani Flowers stanowczo.- spotkało cię map radę traumatyczne 
przeżycie. Pij swoją herbatę. To specjalna uspokajająca mieszanka przekazywana w mojej rodzinie 
z pokolenia na pokolenie. Zrobimy dla ciebie wszystko co w naszej mocy. 
              Był to, jak zaobserwowała Bonnie, bardzo słodki i elegancki sposób na pokazanie dr Celii 
Connor gdzie jej miejsce. Ona miała pid swoją herbatę, a oni spróbują rozwiązad problem. Oczy 
Celii zabłysły,  ale grzecznie wzięła łyk herbaty. 
              - A teraz,- Powiedziała pani Flowers patrząc na pozostałych.- wydaje mi się, że pierwszą 
rzeczą jaką musimy zrobid jest dowiedzenie się jaka intencja stoi za tymi pojawiającymi się 
imionami. Kiedy już to zrobimy, to może łatwiej nam będzie domyślid się kto może za tym stad. 

background image

 

34 

 

              - Może żeby nas ostrzec?- Powiedziała z wahaniem Bonnie.- To znaczy, imię Celii pojawiło 
się, a potem ona omal nie umarła, a teraz Meredith...- Jej głos ucichł i przepraszająco spojrzała na 
Meredith.- Boję się, że możesz byd w niebezpieczeostwie. 
              Meredith rozprostowała ramiona.- To z pewnością nie będzie pierwszy raz.- Powiedziała. 
              Pani Flowers skinęła energicznie głową.- Tak, jest możliwe, że pojawianie się imion 
spowodowane jest życzliwością. Sprawdźmy tą teorię. Ktoś może próbowad was ostrzec. Jeśli tak, 
to kto? I dlaczego muszą to robid w ten sposób? 
              Głos Bonnie był teraz jeszcze bardziej miękki i pełen wahania. Ale jeśli nikt inny nie ma 
zamiaru tego powiedzied, to ona to zrobi. 
              - Może to Damon? 
              - Damon nie żyje.- Powiedział Stefan stanowczo. 
              - Ale kiedy Elena była martwa, to ostrzegła mnie przed Klausem.- Kłóciła się Bonnie. 
              Stefan masował swoje skronie. Wyglądał na zmęczonego.- Bonnie, kiedy Elena umarła,       
Klaus uwięził jej duszę pomiędzy wymiarach. Nie odeszła całkowicie. A nawet wtedy, mogła cię 
odwiedzad jedynie w twoich snach i nikogo innego, tylko w twoich, bo czujesz rzeczy, których inni 
ludzie nie mogą. Nie mogła sprawid żeby coś się zadziało w fizycznym świecie. 
              Głos Eleny był drżący.- Bonnie, Stróże powiedzieli nam, że wampiry nie żyją po śmierci. W 
każdym tego słowa znaczeniu. Damian już nie ma.- Stefan wyciągnął rękę i chwycił jej, jego oczy 
były zmartwione. 
              Bonnie poczuła ostre ukłucie sympatii dla tych dwojga. Było jej przykro, że wspomniała o 
Damonie, ale nie potrafiła się powstrzymad. Myśl, że może nad nimi czuwad, wybuchowy i przez 
cały czas kpiący, ale ostatecznie uprzejmy, lekko podniosło ciężar z jej serca. A teraz ten ciężar 
znowu wracał. 
               - Cóż,- Powiedziała nieobecnie.-  w takim razie nie mam pojęcia kto może nas ostrzegad. 
Ktoś inny ma pomysł? 
              Wszyscy pokręcili głowami, zakłopotani.- Kto z taką mocą w ogóle wie teraz o nas?- Zapytał 
Matt. 
              - Stróże?- Powiedziała Bonnie powątpiewająco. 
              Ale Elena szybko pokręcili głową, jej blond włosy zahuśtały się.- To nie oni.- Powiedziała.-  
Ostatnią rzeczą jaką by zrobili, byłaby wiadomośd we krwi. Wizje byłyby bardziej w ich stylu. I 
jestem pewna, że Stróże umywają ręce od nas od kiedy przysłali nas z powrotem. 
              Pani Flowers splotła palce na kolanach. - Więc może istnieje jakaś jeszcze nieznana wam 
osoba lub istota, która się wami opiekuje, ostrzega was przed przyszłym niebezpieczeostwem. 
              Matt siedział prosto w jednym z kruchych krzeseł pani Flowers, które skrzypnęło 
ostrzegawczo, gdy pochylił się do przodu.- Emm,- Powiedział.- Myślę, że lepszym pytaniem byłoby 
kto powoduje to niebezpieczeostwo? 
             Pani Flowers rozłożyła swoje małe, pomarszczone dłonie.- Masz całkowitą rację. Rozważmy 
możliwości.  Z jednej strony, to może byd ostrzeżenie przed czymś co miało się stad naturalnie. 
Celia, nie masz nic przeciwko, że mówię do ciebie po imieniu, prawda, moja droga? 
             Celia, nadal wyglądającą na zszokowaną, pokręciła głową. 
             - To dobrze. Szal Celii przytrzaśnięty przez drzwi pociągu mógł byd zwyczajnym wypadkiem. 
Wybacz, że to powiem, ale te długie, dramatyczne szale mogą byd bardzo niebezpieczne. Tancerka 
Isadora Duncan zginęła właśnie w taki sposób, jej szal zaczepił się o koło samochodu wiele lat 
temu. Może ktokolwiek przesłał wiadomośd, chciał żeby Celia była bardziej uważna albo żeby 
reszta was się nią zajęła. Może Meredith też powinna byd trochę ostrożniejsza przez najbliższe 
kilka dni. 
             - Ale pani tak nie myśli, prawda?- Zapytała ostro Meredith. 

background image

 

35 

 

             Pani Flowers westchnęła.- To wszystko wydaje mi się raczej wrogie. Myślę, że jeśli ktoś 
chciałby was ostrzec o możliwych wypadkach, mógł znaleźd lepszy sposób niż wypisywanie imion z 
krwi. Oba te imiona pojawiły się w wyniku raczej brutalnych incydentów, prawda? Bonnie sama się 
przecięła, a Stefan zerwał szal z szyi Celii, prawda? 
            Meredith potaknęła. 
            Pani Flowers kontynuowała.- I oczywiście, inna możliwośd jest taka, że pojawianie się imion 
jest podstępem samym w sobie. Może to niezbędny składnik albo metoda namierzania jakiegoś 
zaklęcia, które powoduje zagrożenie. 
            Stefan zmarszczył czoło.- Mówi pani o czarnej magii, prawda? 
            Pani Flowers spojrzała mu w oczy.- Obawiam się, że tak. Stefan, jak na razie jesteś 
najstarszym i najbardziej doświadczonym z obecnych tutaj. Nigdy wcześniej nie słyszałam o czymś 
takim, a ty? 
           Bonnie poczuła lekkie zaskoczenie. Oczywiście, wiedziała, że Stefan jest o wiele starszy 
nawet od pani Flowers- w koocu żył już przed elektrycznością, kanalizacją, samochodami i 
wszystkim co uważano za oczywiste w nowoczesnym świecie, a pani Flowers pewnie była w 
okolicach siedemdziesiątki.  
            Ale i tak, tak łatwo było zapomnied jak długo już Stefan żył. Wyglądał jak każdy inny 
osiemnastolatek, poza tym, że był wyjątkowo przystojny. Zdradziecka myśl przemknęła w jej 
głowie, myśl, którą już kiedyś miała:  Jak to się działo, że Elena zawsze miała wszystkich najlepiej 
wyglądających facetów? 
             Stefan pokręcił głową.- Nie, o niczym takim. Ale myślę, że może ma pani rację, to może byd 
czarna magia. Może gdyby porozmawiała pani o tym ze swoją matką… 
             Celia, która zaczynała coraz bardziej interesowad się tym co działo się wokół, spojrzała 
pytająco na Alarica. 
             Potem spojrzała w kierunku drzwi, jakby spodziewając się, że pojawi się w nich stuletnia 
kobieta. Bonnie uśmiechnęła się do siebie mimo powagi sytuacji. 
             Dla wszystkich było to tak oczywiste, że pani Flowers często rozmawiała z duchem swojej 
matki, że nikt nawet nie mrugnął, kiedy pani Flowers spojrzała w przestrzeo i zaczęła mamrotad 
szybko. Uniosła brwi, oczy przeszukiwały pustą przestrzeo jakby ktoś niewidoczny przemawiał do 
niej. Dla Celii to musiało byd dośd dziwne. 
             - Tak.- Powiedziała pani Flowers, zwracając na nich swoją uwagę.- Mama mówi, że z 
pewnością coś mrocznego krąży w Fell’s Church. Ale- Podniosła ręce.- nie może powiedzied jaką 
ma formę. Po prostu ostrzega nas żebyśmy byli ostrożni. Cokolwiek to jest, wyczuwa, że jest to 
zabójcze. 
             Stefan i Meredith wykrzywili się próbując przyjąd to do wiadomości. Alaric szeptał coś do 
Celii, pewnie wyjaśniając jej co się dzieje, a Matt pochylił głowę. 
             Elena poszła dalej, pracując już nad innym punktem widzenia.- Bonnie, a ty?- Zapytała. 
             - Hę?- Zapytała Bonnie. Wtedy zdała sobie sprawę, co Elena miała na myśli.- Nie, nie ma 
mowy. Nie będę wiedziała niczego więcej niż matka pani Flowers. 
             Elena ciągle na nią patrzyła i Bonnie westchnęła. W koocu to było ważne. Imię Meredith 
było następne i jeśli coś było pewne, to to, że Meredith, Elena i Bonnie zrobiłyby dla siebie 
wszystko. 
             Zawsze.- W porządku.- Powiedziała niechętnie.- Zobaczę czy uda mi się dowiedzied czegoś 
jeszcze. Możesz zapalid mi świecę? 
             - Co znowu?- Zapytała zmieszana Celia. 
             - Bonnie jest medium.- Wyjaśniła prosto Elena. 
             - Fascynujące.- Powiedziała pogodnie Celia, ale jej oczy pomknęły w stronę Bonnie, zimne i 
niedowierzające. 

background image

 

36 

 

             Cóż, wszystko jedno. Bonnie nie obchodziło co sobie myślała. Mogła przypuszczad, że 
Bonnie udaje albo jest wariatką jeśli chciała, ale i tak zobaczy co się stanie.  
Elena przyniosła świecę z jej miejsca na kominku, zapaliła ją i postawiła na stoliku do kawy. 
             Bonnie przełknęła ślinę, oblizała wargi, które nagle zrobiły się suche i próbowała skupid się 
na płomieniu świecy. 
             Mimo, że miała za sobą dużo praktyki,  to nie lubiła tego robid, nie lubiła poczucia, że traci 
kontrolę, tak jakby szła pod wodę. 
             Płomieo zamigotał i zrobił się jaśniejszy. Wydawało się, że powiększył się i wypełnił całe 
pole widzenia Bonnie. Widziała tylko płomieo. 
             Wiem kim jesteś, zimny, szorstki głos zabrzmiał nagle w jej uchu i Bonnie drgnęła. 
Nienawidziła głosów, czasami były tak delikatne jak gdyby dochodziły z dalekich odbiorników 
telewizyjnych, a czasami tuż obok niej, tak jak teraz. Zawsze w jakiś sposób udawało jej się o nich 
zapomnied, dopóki nie wpadała w kolejny trans. Daleki głos dziecka zaczął mamrotad 
niezrozumiałe słowa i Bonnie skupiła się na wolnym i miarowym oddychaniu. 
              Poczuła, że jej oczy tracą ostrośd widzenia. Kwaśny, mokry i obrzydliwy smak wypełnił jej 
usta. 
              W środku poczuła zawiśd, ostrą i gorzką. To niesprawiedliwe, niesprawiedliwe, coś nagle 
zaczęło mamrotad w jej czaszce. A potem ogarnęła ją ciemnośd. 
              Elena obserwowała z lękiem jak źrenice Bonnie rozszerzyły się, odbijając płomieo świecy. 
Bonnie potrafił teraz wprowadzad się w transy o wiele szybciej niż kiedy zaczęła je miewad. To 
martwiło Elenę. 
              - Mrok rośnie.- Z ust Bonnie wydobył się płaski, pusty głos, który w niczym nie przypominał 
głosu jej przyjaciółki.- Jeszcze go tu nie ma, ale chce byd. Jest zimny. Był zimna przez bardzo długi 
czas. Chce byd blisko nas, wyjśd z ciemności i poczud ciepło naszych serc. Nienawidzi. 
              - Czy to wampir?- Zapytała szybko Meredith. 
              Głos zaśmiał się ostro i dławiąco.- Jest o wiele silniejszy niż jakikolwiek wampir. Może 
znaleźd dom w każdym z was. Pilnujcie się nawzajem. Pilnujcie siebie samych. 
              - Co to jest?- Zapytał Matt. 
              Cokolwiek mówiło przez Bonnie, zawahało się. 
              - Nie wie.- Powiedział Stefan.- Albo nie może nam powiedzied. Bonnie,- powiedział w 
skupieniu.- czy ktoś sprowadza to coś na nas? Kto? 
              Tym razem żadnego wahania.- Elena.- Powiedziało.- Elena to sprowadziła.