background image

..moneta wyrzucona do góry spadła szybciej niż zdążył ją złapać, i ku jemu zdziwieniu potoczyła się pod 
łóżko  
Spoglądał zdziwiony groteskowością sytuacji. 
 
Decyzja o jego życiu,  była dzisiaj zależna od monety która poturlała się pod łóżko..  
Łóżko. Magiczny mebel. 
Musiał przeczytać w końcu o tym jak wg feng shui powinno ono stać na jego 36 metrach. 
 
Łóżko. 
Wiedział, że wszystkie znajomości zaczynające się od łóżka kończyły się z zamknięciem drzwi rano.  
Lubił seks. I chyba nie poznał nikogo kto by go nie lubił. 
  
Tylko w pewnym momencie wiedział że doszedł do granicy w której patrzenie przez pryzmat seksu było 
jak cholernie żółte w swym istnieniu maszynki BIC.  
 
Jednorazowe. 
A on golił się Sensor Excel 3D 
Możliwości zaklęte w trzech płaszczyznach plus jego wyobraźnia  
Na BIC-ach wiele razy się zacinał. Były dobre w sytuacjach awaryjnych, gdy nie było czasu Wywalił je 
wszystkie jakiś czas temu wraz z ich numerami 
 
To był facet z przeszłością. 
Taką, w której milczenie przeplatało się z urwanymi słowami.  Niczego nie musiał udawadniać nikomu, 
szedł dalej nie oglądając się na boki  
Wiedział że to generuje większą ciekawość niż desperackie patrzenie na każdą twarz z nadzieją na 
błagalne spojrzenie i uśmiech. 
Nie odwzajemniał.  Zawsze chodził pełen myśli, rozmów planów, czasem nie poznawał ludzi.  
 
Wiedział że do faceta należy zostawianie problemów za drzwiami mieszkania, nie żalił się, nie szukał 
wsparcia i pocieszenia. 
Dawał je,  
Nigdy nie brał. 
 
Czuł że cholernie ważny jest honor. 
Taki, w którym wychodzisz trzaskając drzwiami i wracasz za tydzień bez słowa; taki w którym , jak u 
Herberta był różny od tych, co na kolanach  
 
Rzadko się wzruszał. Jeśli już to na los zwierząt. 
Zresztą, miał psa, z którym czasem rozmawiał i powtarzał mu, że im dłużej zna ludzi tym bardziej kocha 
psy. 
 
Nie był samotnikiem, przed weekendem telefony się urywały. Wymyślał coraz ciekawsze wymówki, był 
w tym niekwestionowanym mistrzem.  
 
Rzadko się umawiał bo ktoś miał na to ochotę  
Wybierał. 
Nie był wybierany.  
 
 
Zastanawiał się kim Ona może być.  
Jeszcze jej nie znał, ale czy znamy na ile metrów skoczymy odbijając się od krawędzi 
Będąc dopiero na rozbiegu? 
 
 
 

background image

Zakładając różnopłciowość, rozdzielność myśli i wspólną stałocieplność, myślał o tym że w pewną 
jesienną noc zamiast odebrać zaproszenie do nowo otwartego jazz clubu na wieczór, zastanawiał się co 
będą robić kiedy to nastąpi. 
 
Ważny był sam fakt zaistnienia, nie czynność. 
To tak jakby powiedzieć fajnie że jesteś, niezależnie od tego po co istniejesz 
 
Kiedy zapytano go o ideał kobiety wymienił cechy które jak potem okazało się, determinowały jego 
samego. 
I od tamtego momentu wiedział, że szukanie połówek jabłek ma sens… 
 
Tylko cholernie rzadko odwiedzał stary kleparz. 
To taki targ w Krakowie na którym elektroniczne chińskie zegarki przeplatały się z wytwarzanym w 
górach serem i pomidorami które zachęcały do kupna cenami wypisanymi na kawałkach tektury. Kiedyś 
chciał wymyśleć reklamę dla pomidorów, ale zrezygnował 
 
Zniknęła by z pamięci, chociaż miałaby się opierać na skojarzeniach. 
Do-re-mi-fa-so-la-i-ta-nie-po-mi-do-ry 
 
Grupa taneczna dzieci przebranych za krakowiaków miałaby to zaśpiewać przy rozładunku najpierw 
fasoli i pomidorów. Dzieci powinno być trzynaście tyle ile sylab, powinny pojawiać się stopniowo, jak 
pan we flanelowej koszuli w kratkę wyjmuje skrzynki z poloneza caro truck czerwonego. 
Koniecznie czerwonego, żeby było widać że to Teraz Polska 
A potem Stary Kleparz. 
 
Trochę żałował, że nie ma czasu rozmawiać z ludźmi nie dla pieniędzy. 
Jako były dziennikarz, miał szalone ciągoty do tego by obserwować, wcielać się, prowadzić rozmowy i 
opisywać.  
 
Pokazywać świat przepuszczony przez jego filtr emocji 
I mieć poczucie że niewiele trzeba by komuś pomóc. To czasem było bardzo proste, czasami wymagało 
przybierania różnych póz, ale świetnie sobie z tym radził  
Mógłby to tak naprawdę zrobić już teraz, zaraz, telefon – temat – reakcja. 
 
Tak jak wtedy, kiedy zeszła lawina w Tatrach i zabrała licealistów z Tych.  
Do tej pory nie wie jak to jest możliwe jechać na czerwonych światłach przez centrum miasta z taką 
zaciętością twarzy że nikt o nic nie pytał, łącznie z drogówką która go zatrzymała gdzieś w połowie 
zakopianki. 
 
 
Zresztą, co mogło go zaskoczyć po tym jak śląscy sutenerzy poznali w nim nie klienta dla swoich pań a 
dziennikarza który rozwiązywał sprawę zniknięcia jednej z dziewczyn. 
Potem już się nigdy nie bał 
 
Wiedział że życie to czasem suma szans 
I miał świadomość że nie wszyscy są matematykami swojego losu. 
 
Lubił motywować do dodawania i odradzał odejmowanie, często wdając się w dyskusję w której pozornie 
nie miał szans. 
Tak jak właśnie wtedy… 
 
 
 
Kiedy poznał Ją