background image

                                 PROLOG 

 

Odkąd  moja  ukochana  Bella  zgodziła  się  mnie  poślubić,  byłem 

nie wiarygodnie szczęśliwy. Moja euforia nie znała granic. 

Gdy  zostałem  zmieniony,  nie  wiedziałem  co  czeka  mnie  za 

nieśmiertelnością. Lecz gdy poznałem Bellę zrozumiałem, że to na nią 
czekałem  te  długie  lata  spotykając  na  swej  drodze  i  swoich  i  jej 
pobratymców. Nie wierzyłem wówczas w szczęście, że będzie mi ono 
dane. Twierdziłem, że skoro przez tyle lat byłem samotny to już nigdy 
nie spotkam tej jedynej.  

Jednak    Alice  zasiała  we  mnie  nadzieja,  gdy  po  raz  pierwszy 

ujrzała  moja  miłość  w  swej  wizji.  O  tą  miłość  ciężko  wałczyłem. 
Usiłowałem  poskromić  pragnienie  i  potwora  tkwiącego  głęboko  we 
mnie, aż do tej chwili. Już za para dni będę najszczęśliwszą osobą na 
świecie.  To  dzięki  niej  chce  „żyć”  jeżeli  tak  to  mogę  nazwać.  To  jej 
miłość do mnie daje sile na walkę z pragnieniem i ogniem tkwiącym 
we mnie.  

 

                                1.ZARĘCZENI 

 

 

Biegłem  właśnie  przez  las  rozchodzący  się  tuz  kolo  mojego 

domu.  Jak  zawsze  poczułem  się  niesamowicie  wolny  i  szczęśliwy. 
Jednak moje szczęście nie było spowodowane tylko biegiem. Byłem w 
tej chwili najszczęśliwszą osoba na świecie. Powód mojego stanu był 
jeden  ;  „Bella”.  Tak,  to  jej  przypisywane  są  zasługi  mojej  euforii. 
Przyczyna tego jest jedna „Nasze Zaręczyny”.  

background image

Do  domu  miałem  już  niedaleko,  ale  i  tak  nie  zwolniłem 

rozmyślałem  teraz  o  mej  ukochanej.  Co  teraz  może  robić?  Zapewne 
jedzie  do  domu  gdzie  Alice  zamęcza  Charliego  przymiarka  garnituru. 
Teraz już wiem po kim Bella odziedziczyła niechęci do zakupów.  

Gdy 

dobiegłem 

do 

domu 

wszyscy 

byli 

pochłonięci 

przygotowaniami  do  wesela.  Ponieważ  twierdzili,  ze  i  tak  będę 
przeszkadzał  im  w  dekorowaniu  naszego  domu  udałem  się  do 
swojego  pokoju,  wcześniej  witając  się  jeszcze  z  moimi  rodzicami  i 
rodzeństwem.  Co  mnie  bardzo  zdziwiło  nawet  Rosalie  pomagała  w 
przygotowaniach  a  przecież  jako  jedyna  nie  dążyła  Belli  sympatia. 
Uważała bowiem, ze popełnia ona straszliwy błąd  chcąc zmienić się 
w  wampira.  Rose  nie  był  dany  wybór  swojego  losu  i  oddala  by 
wszystko, aby znów być człowiekiem. 

Wchodząc do pokoju puściłam swoją jak również Belli  ulubioną 

piosenkę,  Clair  de  lune  Debussy’ego.  Zacząłem  wsłuchiwać  się  w 
melodie  płynącą  z  odtwarzacza,  aby  zagłuszyć  wszystkie  myśli 
dochodzące z dołu.  

Zacząłem wspominać wizytę u Charliego, gdyż z mojego punktu 

widzenia  była  ona  bardzo  zabawna.  Pamiętam  jaka  Bella  była 
przerażona na myśl, ze ma przekazać ojcu nasze zaręczyny.  

 

 

 

 

 

                                   *** 

 

background image

 

Czekaliśmy  w  domu  mojej  ukochanej  na  przybycie  jej  ojca  z 

pracy.  Gdy  moja  ukochana  usłyszała  parkujący  radiowóz  przed 
domem, mimowolnie jej ręka zadrżała i chciała ją schować, jednak ja 
ją powstrzymałem wiedząc, ze należy przekazać dobra nowinę. Dobra 
dla  mnie  bo  sadze,  ze  gdyby  Charlie  wiedział  w  jakich  mężczyznach 
gustuje jego córka, wywiózł by ja jak najdalej z Forks.  

- Przestań się wiercić,  Bello. Pamiętaj, że nie masz się przyznać 

przed Charliem do popełnienia morderstwa. 

- Łatwo ci mówić.  

Moja  ukochana  nadstawiła  uszy.  O  chodnik  już  uderzały 

rytmicznie  podeszwy  ciężkich  policyjnych  butów.  Chwile  później 
słychać było wkładane w zamek klucze.  

- Uspokój się- szepnąłem, słysząc jak je serce zaczęło bić szybciej. 

Drzwi  uderzyły  o  ścianę  przy  energicznym  otwarciu  ich.  Moja 

ukochana zadrżała.  

- Witaj, Charlie!- zawołałem, chcąc dać do zrozumienia Belli, ze 

nie jestem spięty. 

- Jeszcze nie!- syknęła.  

- Czemu?- zdziwiłem się. 

- Poczekaj, aż odwiesi kaburę!  

Zaśmiałem się i wolną ręką odgarnąłem włosy z czoła.  

W  drzwiach  stanął  Charlie.  Był  nadal  w  mundurze  i  nadal 

uzbrojony.  Gdy  zobaczył  mnie  i  swoją  córkę  razem,  powstrzymał 
grymas  rozdrażnienia,  lecz  mając  wgląd  w  jego  myśli  doskonale 
wiedziałem co sądzi o mnie i o związku Belli ze mną. 

background image

- Cześć, dzieci. Co słychać? 

-  Chcielibyśmy  z  tobą  porozmawiać  –  oznajmiłem  pogodnie.  – 

Mamy dobre nowiny.  

Charlie zmienił wyraz twarzy, tym razem na podejrzliwą.  

- Dobre nowiny?- warknął, patrząc prosto na moja ukochana. 

- Usiądź sobie. 

Charlie uniósł jedną brew, ale spełnij życzenie córki. Podszedł do 

fotela i przysiadł na samym jego brzegu, wyprostowany jak struna. 

-  Nie  denerwuj  się,  tato  –  powiedziała  przerywając  cisze.-  Nie 

ma czym. 

Skrzywiłem się. Wołałbym aby moja ukochana inaczej to zaczęła 

cos w rodzaju: „Och, tato, taka jestem szczęśliwa!”. 

- Jasne, Bella, już ci wierzę. Jeśli nie ma czym, to czemu tak się tu 

przede mną pocisz? 

- Wcale się nie pocę- skłamała moja ukochana. 

Spuściła  wzrok  i  wtuliła  się  we  mnie,  przecierając  jednocześnie 

odruchowo  prawą  dłonią  czoło,  żeby  usuną  z  niego  „dowody 
rzeczowe”. 

-  Jesteś  w  ciąży!-  wybuchnął  Charlie.  –  Przyznaj  się  jesteś  w 

ciąży! 

Chociaż  pytanie  to  było  kierowane  do  mej  ukochanej,  Charlie 

teraz spoglądał na mnie. W tym momencie myślałem o wielu rzeczach 
naraz. Belli nigdy nie będzie dane mieć potomstwa ze mną. Chciałbym 
jej  wiele  dać,  ale  tego  jednego  nie  będę  wstanie.  O  to  Charlie  nie 
będzie musiał się martwic. 

- Skąd! Wcale nie!- zaprotestowała. 

background image

Zazwyczaj  wystarczyło  spojrzeć  na  moją  ukochaną,  by  ocenić, 

czy kłamie czy nie. Charlie przyjrzał jej się uważnie i nieco złagodniał. 

- Och. Przepraszam. 

- Przeprosiny przyjęte. 

Milczeliśmy przez dłuższą chwile. Chciałem, aby to Bella zaczęła. 

Spanikowana zerknęła na mnie. Nie było sposobu by choć jedno słowo 
przeszło jej przez gardło. 

Odpowiedziałem jej uśmiechem i przeniosłem wzrok na ojca mej 

miłości. 

-  Charlie,  jestem  świadomy,  ze  zabrałem  się  do  tego  w  złej 

kolejności. Zgodnie z tradycja, powinienem był najpierw zwrócić się do 
ciebie. Ale skoro Bella i tak się zgodziła, a jej opinia jest tu przeciecz 
najważniejsza,  pozwalam  sobie,  zamiast  o  jej  rękę,  prosić  cię  o 
błogosławieństwo.  Zamierzamy  się  pobrać,  Charlie.  Kocham  ja 
bardziej  niż  cokolwiek  innego  na  świecie,  kocham  ją  nad  życie,  i 
jakimś  cudem,  ona  tez  mnie  równie  mocno  kocha.  Czy  dasz  nam 
swoje błogosławieństwo? 

Byłem  pewny  siebie  jak  również  opanowany  i  spokojny.  Bella 

zapewne wsłuchując się w moje słowa zrozumiała i zobaczyła w jakim 
świeci żyłem i żyje nadal. Ile tez dla mnie znaczy jej miłość do mnie i 
poświęcenie z jej strony, że wybrała dla siebie taki, a nie inny los. Że 
mimo bólu, cierpienia jestem jej wdzięczny, iż zechciała zostać ze mną 
na  wieczność  i  dzielić  się  ze  mną  miłością  w  każdym  dniu  z  osobna 
naszej wspólnej wieczności. 

Zerknęła  na  Charliego,  który  w  tym  momencie  dostrzegł  jej 

pierścionek  zaręczynowy.  Z  zapartym  tchem  śledziła  jak  jego  skora 
zmienia kolor- z różowego na czerwony, z czerwonego na fioletowy, z 
fioletowego  na  granatowy.  Zaczęła  podnosić  się  z  miejsca.  Ale 
złapałem Bellę za rękę i tak cicho by tylko ona usłyszała, szepnąłem: 

- Daj mu minutkę. 

background image

Tym  razem  milczeliśmy  dłużej.  Twarz  Charliego  przybrała 

normalny  kolor.  Zacisnął  usta  i  zmarszczył  czoło.  Intensywnie 
rozmyślał nad tym, jak by przedłużyć okres przygotowań i wybić córce 
z  głowy  te  plany.  Jego  myśli  choć,  bardzo  ciche,  były  dla  mnie 
słyszalne. 

„No  cóż,  tak  tez  myślałem,  ze  może  do  tego  dojść,  może  on  

rzeczywiście ją kocha? Ale czemu tak szybko chcą się pobrać? Choć z 
drugiej strony ja i Renee także nie czekaliśmy” 

Po  wsłuchaniu  się  w  jego  myśli  mimowolnie  się  rozluźniłem. 

Bella zapewne to wyczula bo jej serce powoli zwalniało. 

- Nie mogę powiedzieć, ze jestem zaskoczony- mruknął Charlie.- 

Wiedziałem, ze prędzej, czy później zrobicie taki numer. 

Moja ukochana odetchnęła głęboko. 

- Jesteś pewna, ze to dobry pomysł?- spytał, posyłając jej groźne 

spojrzenie. 

-  Jestem  pewna  na  sto  procent,  ze  Edward  to  „ten  jedyny”.- 

odpowiedziała bez zająknięcia. 

- Ale po co od razu wychodzić za mąż? Po co ten pospiech? Znów 

zrobił się podejrzliwy. 

No  cóż…  gdybym  to  ja  miał  odpowiedzieć  było  by  to  proste.  Z 

każdym  dniem  moja  ukochana  zbliżała  się  do  dziewiętnastych 
urodzin,  a  jak  już  wiadomo  ja  mam  siedemnaście  lat  mieć  już  na 
wieczność,  nie  chce  być  dwa  lata  starsza  ode  mnie,  choć  ja  w 
rzeczywistości mam już prawie sto dziesięć. Co to miało wspólnego z 
braniem  ślubu?  Otóż  w  ramach  umowy,  która  zawarłem  z  moja 
ukochana  zgodziłem  się  przeprowadzić,  cała  operacje  pod 
warunkiem, ze wcześniej Bella zostanie moja żoną. Rzecz jasna były to 
szczegóły o których Charlie nie mógł się dowiedzieć. 

background image

Dlatego  postanowiłem,  ze  podam  mu  nieco  inny  powód  naszej 

nagłej decyzji o małżeństwie.  

-  Jesienią  zaczynamy  studia  w  innym  mieście-  przypomniałem 

mu.-  Chciałbym  żeby  wszystko  odbyło  się…  tak  jak  należy.  Tak  mnie 
wychowano. 

Wzruszyłem tylko ramionami. Tu akurat nie kłamałem gdyż gdy 

byłem  jeszcze  człowiekiem  obowiązywały  bardzo  surowe  normy 
obyczajowe. 

Charlie  wykrzywił  usta.  Zastanawiał  się  do  czego  by  się  tu 

przyczepić, lecz z jego punktu widzenia nie mógł nakazać nam życia w 
grzechu. Miał związane ręce. 

-  Wiedziałem,  ze  tak  to  się  skończy-  mruknął  pod  nosem 

ściągając brwi. 

Nagle  z  jego  twarzy  znikły  wszelkie  negatywne  emocje. 

Wiedziałem doskonale o co chodzi za jego zmianą nastroju. 

- Tato?- spytała Bella zaniepokojona. 

Zerknęła  na  mnie,  ale  moja  mina  nic  nie  mówiła.  Spojrzała  na 

ojca. 

- Ha, ha,  ha!- Charlie znienacka wybuchnął śmiechem. Aż moja 

ukochana podskoczyła.-  Ha, ha, ha! 

Zgiął  się  w  pół  i  cały  czas  się  trząsł.  Bella  nie  miała  pojęcia  co 

jest grane. Zdezorientowana spojrzała na mnie, ale miałem zaciśnięte 
usta próbując powstrzymać śmiech. 

Wiedziałem  doskonale  jakie  sztuczki  wykorzysta  Charlie,  aby 

zniechęcić Bellę. Przyczyna jest jasna, tego nagłego wybuchu śmiechu. 
Moja ukochana musi powiadomić swoją matkę!. 

background image

- A bierzcie sobie ten ślub- wykrztusił Charlie.- Nie ma sprawy.- 

Znów zaniósł się śmiechem. – Tylko…  

- Tylko co?- spytała Bella. 

-  Tylko  mamie  będziesz  musiała  to  przekazać  sama,  moja 

panno!  Nie  pisnę  jej  ani  słóweczka,  o  nie!  Nie  chce  ci  odbierać  tej 
przyjemności! 

I nadal się śmiał.  

                                                              

 

                                                    *** 

 

Wspominając  tą  scenę  po  raz  kolejny  zacząłem  się  trząść  ze 

śmiechu.  Ten  wyraz  twarzy  mojej  ukochanej,  gdy  ma  powiedzieć 
wszystko swojej rodzicielce. Nie do zapomnienia. 

Nagle do mojego pokoju wpadła Alice z uśmiechem na twarzy. 

-  Cześć  braciszku  co  cię  tak  rozśmieszyło?  –  spytała  z 

zainteresowaniem.  

-  A  nic  takiego  po  prostu  przypomniałem  sobie  o  czymś…- 

powiedziałem nadal rozbawiony. 

-  Rozumiem.  Byłam  u  Charliego,  ale  to  już  pewnie  wiesz. 

Robiliśmy przymiarkę i szykownego garnituru jak i przepięknej sukni. 
Musze  ci  powiedzieć,  ze  twoja  Bella  będzie  najpiękniejszą  panną 
młodą  na  całym  świecie,  zwłaszcza,  ze  to  ja  ją  szykuje  na  ten 
wyjątkowy dzień dla was obojga. 

- Wiem i dziękuję ci za to siostrzyczko. Jesteś najlepsza.- zawsze 

wiedziałem co  powinienem powiedzieć Alice, aby była szczęśliwa. To 

background image

ona od samego początku wierzyła we mnie i w związek mój i Belli. Od 
zawsze miałem wsparcie w niej. 

- Oj, to ja ci dziękuję. A i chciałam ci przypomnieć, ze  jutro jest 

ostatni dzień twojej wolności już pod wieczór będziesz żonaty, dlatego 
zapewne  odczytałeś  już  z  myśli  Jaspera  lub  Emmetta,  że  szykują  dla 
ciebie  wieczór  kawalerski.  Jeżeli  chcesz  choć  spędzić  jeszcze  trochę 
czasu z Bellą to lepiej od razu do niej idź. Z tego co wiem to ona nie 
miała  by  nic  przeciwko  tylko  daj  jej  się  wyspać  bo  nie  jestem 
cudotwórcą, aby później doprowadzać ją do jak najlepszego stanu po 
zarwanej nocy. 

-  Alice,  myślisz,  ze  dam  im  się  tak  łatwo  zaciągnąć    na  ten 

wieczór  kawalerski?.  Ja    o  niczym  innym  nie  marzę  aby  mieć  te  lata 
kawalerskie  już  za  sobą,  ale  dziękuję,  za  tą  wiadomość,  jakoś  nie 
zauważyłem  podobnych  myśli  u  nich.  A  co  do  wspólnej  nocy  z  Bellą 
skorzystam, dlatego też za to dziękuję siostrzyczko.  

-  Nie  ma  sprawy.-  uśmiechnęła  się  i  czym  prędzej  pognała  do 

salonu, aby pomóc w przygotowaniach.  

Ja tym czasem przeszukałem pospiesznie szafę. Przebrałem się w 

ciemne  dżinsy  i  koszule.  Pognałem  na  dół.  Wybiegłem  szybkim 
krokiem z domu i jedyne co zobaczyłem to uśmiech  na twarzy Alice.  

 

                        2.DŁUGA NOC 

 

 

- Już za tobą tęsknię. 

- Nie musze cię zostawiać samej. Mogę zostać… 

-Mmm? 

background image

Na  dłuższą  chwile  zapadła  niemal  zupełna  cisza.  Słychać  było 

tylko  przyspieszone  bicie  serca  Belli  ,oraz  urywany  rytm  naszych 
oddechów i szept poruszających się synchronicznie warg. 

Czasami  było  mi  tak  łatwo  zapomnieć,  ze  jestem  wampirem. 

Zwłaszcza  wtedy  gdy  trzymałem  moją  ukochaną  w  ramionach.  Jej 
miłość do mnie, była czysta, prawdziwa, ze nieraz zapominam o swym 
pochodzeniu. Gdy przyciskam wargi do jej ust jej policzków lub nawet 
do  jej  szyi,  nie  mam  już  ochoty  na  jej  krew.  Te  długie  miesiące 
spędzone  w  samotności  bez  ukochanej  sprawiały  mi  ogromny  ból, 
dlatego  nie wyobrażam sobie abym mógł ją  skrzywdzić. Z pragnienia 
wyleczyła  mnie  świadomość  stracenia  jej  na  zawsze.  Oczywiście, 
nadal  czuje  ogień  palący  moje  gardło,  lecz  teraz  nauczyłem  się  go 
ignorować,  a  cudowny  zapach  mojej  ukochanej  nie  sprowadza 
pokusy, lecz rozkosz upajania się nim.  

Bella  otworzyła  oczy  i  zobaczyła,  że  moje  także  są  otwarte.  Jej 

obraz  przenikał  moje  ciało  .To,  że  patrzyłem  w  ten  sposób  nie  było 
czymś dziwnym. Była moją nagrodą, a ja zwycięzcą któremu trafiła się 
bogini. 

Przez  chwile  nie  odrywaliśmy  od  siebie  oczu.  Moje  spojrzenie 

było  głębokie.  Można  było  zajrzeć,  aż  na  samo  dno  mej  duszy,  jeżeli 
takową  posiadałem. Pamiętam jak  kiedyś  kłóciłem się z Bellą, czy tą 
ową duszę posiadam skoro jestem wampirem. Według niej nie było co 
do tego wątpliwości jak i do reszty mojej rodziny. 

Spojrzałem w jej czekoladowe oczy i zatonąłem w nich. Teraz ja 

sprawiałem wrażenie, ze mogę zajrzeć w jej piękną dusze. 

Nie mogłem jednak poznać jej myśli, co bardzo mnie irytowało, 

choć  już  nie  tak  jak  wcześniej.  Potrafiłem  wniknąć  w  umysł  każdej 
rozumnej istoty z wyjątkiem jednej. Nie wiedziałem skąd to się u niej 
brało  -  jaka  to  anomalia  sprawia,  ze  jest  odporna  na  działanie 
nadprzyrodzonych  sił,  jakimi  byli  obdarzeni  niektórzy  nieśmiertelni  – 
sił  często  także  przerażających.  Bella  zawsze  była  wdzięczna  losowi, 

background image

ze  nie  potrafię  wniknąć  w  jej  umysł.  Moja  ukochana  ponownie 
przyciągnęła mnie do siebie. 

- Nie ma co, zostaję- zamruczałem, gdy po pewnym czasie się od 

siebie oderwaliśmy. 

- Nie, nie. To twój wieczór kawalerski. Musisz iść. 

Powiedziała tak, ale palce prawej dłoni wplotła w moje włosy, a 

lewą dłonią naparła na moje plecy. 

-  Wieczory  kawalerskie  są  dla  tych,  dla  których  małżeństwo 

wiąże  się  z  utrata  wolności.  A  ja  nie  mogę  się  już  doczekać,  żeby 
wreszcie  mieć  te  kawalerskie  lata  za  sobą.  Po  co  ktoś  taki,  jak  ja, 
miałby iść na taka imprezę?  

-Racja-  przyznała  moja  ukochana,  dotykając  wargami  mojej 

lodowatej skory szyi. 

Byliśmy w jej niewielkim pokoju. Na dole Charlie chrapał i nie był 

świadomy  mojej  obecności  w  pokoju  jego  córki.  Leżeliśmy  na  łóżku. 
Bella  była  ściśle  owinięta  kocem,  ponieważ  gdy  tak    do  siebie 
przylegaliśmy  moja  nienaturalna  temperatura  ciała  nie  sprzyjała 
romantycznej atmosferze. 

Nie  miałem  na  sobie  koszuli,  leżała  ona  gdzieś  na  podłodze.  W 

rozmarzeniu  moja  ukochana  przejechała  dłonią  po  mojej  klatce 
piersiowej.  Zadrżałem  delikatnie.  Mojej  usta  znów  odnalazły  jej. 
Poczułem jej słodką won gdy koniuszkiem języka przesunęła po mojej 
wardze. Westchnąłem i jak zawsze  w takich sytuacjach zacząłem się 
odsuwać. Wiedziałem, ze wzbiera we mnie pożądanie i wiedziałem, ze 
bardzo  chciałbym  to  kontynuować,  lecz  na  razie  nie  mogłem  stracić 
panowania nad sobą. 

- Czekaj – powiedziała  Bella, łapiąc mnie za ramię i przytulając. 

Wyplatała z koca jedną nogę i owinęła mi ją w pasie. – Praktyka czyni 
mistrza. 

background image

Zaśmiałem się. 

-  W  takim  razie  powinno  nam  już  do  mistrzów  niewiele 

brakować, prawda? Chyba już od miesiąca nie zmrużyłaś oka. 

- Ale na dziś przypada próba kostiumowa – przypomniała mi – a 

na razie ćwiczyliśmy tylko wybrane sceny. Czas nas goni. Następnym 
razem idziemy na całość. 

Bella zapewne myślała, ze rozbawi mnie tym porównaniem, ale 

nie  odpowiedziałem,  tylko  zestresowałem  się.  Dla  mnie  określenie 
pójście na całość ma podwójne znaczenie. 

- Bello…- zacząłem. 

- Przestań- przerwała mi – Umowa to umowa. 

-  Sam  już  nie  wiem.  Tak  trudno  mi  się  skoncentrować,  kiedy 

robisz  się  roznamiętniona.  Nie  potrafię…  nie  jestem  wtedy  w  stanie 
jasno myśleć. Stracę nad sobą panowanie. Zrobię ci krzywdę.  

- Nic mi nie będzie. 

- Bello… 

- Cii! – zatkała mi usta pocałunkiem, aby przerwać me tortury. 

 

Słyszała  to  już  setki  razy  i  nie  zamierzała  pozwolić  mi  się 

wykręcić. Zwłaszcza, ze sama dotrzyma słowa i już nazajutrz zostanie 
moja zoną. 

Całowaliśmy się trochę, ale wyczuła, ze nie jestem już  w to tak 

zaangażowany  jak    wcześniej.  Nadal  się  martwiłem,  ileż  to  Bella 
poświęca przez miłość do mnie.  

- Nie masz pietra? – spytałem. 

background image

Doskonale wiedziała co mam na myśli wiec odparła: 

- Ani trochę. 

- Naprawdę? Nie zmieniłaś zdania? Jeszcze nie jest za późno. 

- Czyżbyś próbował mnie rzucić? 

Zaśmiałem się. 

-  Tylko  się  upewniam.  Nie  chce,  żebyś  robiła  cokolwiek  wbrew 

sobie. 

-  Na  pewno  nie  jestem  z  tobą  wbrew  sobie.  A  resztę  jakoś 

przeżyję.  

Zawahałem się. 

- Nie będziesz za bardzo cierpieć? – spytałem cicho. – Mniejsza o 

ślub  –  jestem  przekonany,  że  mimo  swoich  obaw  świetnie  sobie 
poradzisz – ale później… Co z Charliem? Co z Renee? 

Westchnęła. 

- Będzie mi ich brakowało. 

- A co z Angelą, Benem, Jessicą, Mikiem?   

-  Ich  też  mi  będzie  brakować.  –  Uśmiechnęła  się  w 

ciemnościach.- Zwłaszcza Mike’a. Och, Mike! Jak mam żyć bez ciebie? 

Warknąłem na samą myśl o przebrzydłym Miku. 

Moja ukochana zachichotała, by zaraz spoważnieć.  

-  Daj  spokój,  przerabialiśmy  już  to  wszystko  nie  raz.  Wiem,  ze 

będzie  ciężko,  ale  tego  właśnie  chcę.  Chcę  być  z  tobą  i  to  już  na 
zawsze.  Jedno  ludzkie  życie  po  prostu  mnie  w  tym  względzie  nie 
zadowoli.  

background image

- Na zawsze w osiemnastoletnim ciele – szepnąłem. 

- To marzenie każdej kobiety – zażartowała. 

- Nie będziesz się już zmieniać, nie będziesz się rozwijać… 

- Co masz na myśli? 

-  Pamiętasz  jak  powiedzieliśmy  Charliemu,  że  zamierzamy  się 

pobrać? – odpowiedziałem powoli. – Jak przyszło mu od razu na myśl, 
że pewnie… że jesteś w ciąży? 

-  I  że  w  takim  razie  cię  zastrzeli,  co?  –  zgadła  ze  śmiechem.- 

Przyznaj  się  –  może  tylko  przez  sekundę,  ale  miał  na  to  ochotę, 
prawda? 

Milczałem. 

- Co jest? 

- Widzisz…Żałuje, że jego podejrzenia były bezpodstawne. 

- Och – wyrwało jej się. 

-  A  jeszcze  bardziej  żałuję  tego,  że  to  po  prostu  niemożliwe  – 

ciągnąłem. – Że nie dane nam jest to błogosławieństwo. Nienawidzę 
siebie za to, że odbieram ci tę możliwość.   

Bella  milczała.  Nie  spodziewała  się  takiego  wyznania  z  moich 

ust. Ale taka była prawda. To błogosławieństwo nigdy nie będzie nam 
dane, a chciałbym żeby tak nie było. Chciałby dać jej nie tylko siebie. 
Słuchałem  jej  zapewnie  już  tysiące  razy.  Wyznawała  mi  miłość  wiele 
razy choć na to nie zasługiwałem. Nigdy nie będę wstanie ofiarować 
jej czegoś więcej.  

- Wiem, co robię – odezwała się wreszcie. 

- Skąd możesz to wiedzieć, Bello? Spójrz na moją matkę, spójrz 

na moją siostrę. To nie jest takie proste, jak ci się wydaje. 

background image

- Esme i Rosalie wcale sobie tak  źle z tym nie radzą. A jeśli okaże 

się to dla mnie problemem, to zrobimy to co Esme – adoptujemy. 

 

Westchnąłem ciężko. 

-  To  nie  fair!  –  powiedziałem  wzburzonym  tonem.  –  Nie  chcę, 

żebyś się dla mnie tak poświęcała. Chcę ci jak najwięcej dawać, a nie 
coś  ci  odbierać.  Nie  chcę  niszczyć  ci    życia.  Gdybym  tylko  był 
człowiekiem… 

 

Zakryła mi usta dłonią. 

-  Nie  niszczysz  mi  życia,  wręcz  przeciwnie  –  nie  mogłabym  żyć 

bez  ciebie.  A  teraz  dość  już  tego.  Przestań  jęczeć  albo  zadzwonię  po 
twoich braci. Chyba przydałby ci się jednak ten wieczór kawalerski. 

- Przepraszam. Jęczę, mówisz? To wszystko te nerwy. 

- A może to ty masz pietra? 

 

-  Skąd.  Czekałem  sto  lat  na  to,  żeby  się  z  panią  ożenić,  panno 

Swan. Nie mogę się już doczekać… - przerwałem w pół słowa bo ktoś  
złożył nam wizytę. – Na miłość boską!    

- Co się dzieje? – spytała moja ukochana. 

„Edward  masz  natychmiast  zejść  tu  na  dół,  bo  jak  nie  to  sami 

wejdziemy, a nie chcesz chyba rozzłościć teścia tuż przed ślubem” 

Jak zwykle Emmett. Zazgrzytałem zębami.   

- Nie musisz dzwonić po moich braci. Najwyraźniej sami z siebie 

nie pozwolą mi się wymigać. 

background image

Na sekundę Bella przycisnęła mnie mocniej do siebie, lecz zaraz 

zwolniła  uścisk.  Zapewne  stwierdziła,  ze  w  starciu  z  Emmettem  nie 
miała szans. 

- Baw się dobrze. 

Nagle od strony okna doszedł przykry dźwięk  – Emmett celowo 

drapał  szybę  swoimi  twardymi  paznokciami.  Moja  ukochana 
wzdrygnęła się. 

-  Jeśli  nie  puścisz  Edwarda  –  zasyczał  złowrogo  Emmett  –  to 

sami po niego przyjdziemy.  

- Idź, już, idź – zaśmiała się – zanim zburzą mi dom. 

 

Wywróciłem oczami, ale jednym ruchem zerwałem się z łóżka, a 

drugim  włożyłem na siebie koszulę. Wiedziałem ze moi bracia i tak mi 
nie odpuszczą. Przed wyjściem pochyliłem się nad Bellą i pocałowałem 
ją w czoło. 

- Śpij, skarbie. Przed tobą wielki dzień. 

- Wielkie dzięki! Jak będę o tym myśleć, na pewno się rozluźnię.  

- Do zobaczenia przed ołtarzem. 

- Rozpoznasz mnie po białej sukni. 

Zaśmiałem się. 

- Bardzo przekonywujące – stwierdziłem. 

 

Przykucnąłem,  szykując  się  do  skoku  niczym  drapieżny  kot  – 

moje  mięśnie  napięły  się  jak  sprężyna.  Dałem  susa  przez  okno,  tak 
szybko  ze  ludzkie  oczy  nie  zdołały  by  mnie  zarejestrować.  Przed 

background image

skokiem  zastanawiałem  się  jak  zemścić  się  na  Emmecie  i  o  to 
nadarzyła się idealna okazja. Skok powiódł mnie wprost na stojącego 
pod domem brata.  

Emmett zaklął. 

 

-Tylko  żeby  się  przez  was  nie  spóźnił  –  mruknęła  pod  nosem 

moja narzeczona, wiedząc że i tak ją słyszymy.  

Jasper  pospiesznie  wdrapał  się  na  parapet  aby  uspokoić  Bellę 

swoim jakże przydatnym darem. 

-  O  nic  się  nie  martw,  Bello.  Odstawimy  go  do  domu  na  długo 

przed czasem. 

Wyczytałem właśnie z myśli mojego brata, ze wykorzystuje swój 

dar. Nie można było się temu oprzeć. Powodował spokój i ukojenie.  

-  Jasper,  jak  tak  właściwie  wyglądają  wieczory  kawalerskie 

wampirów?  Nie  zabieracie  go  przecież  do  klubu  ze  striptizem, 
prawda? 

- Tylko nic jej nie mów! – warknął Emmett. 

Dałem  mu  sójkę  w  bok  lecz  chyba  zbyt  mocno,  bo  rozległo  się 

głuche uderzenie. 

Zaśmiałem się cicho. 

-  Nie  obawiaj  się  –  powiedział  Jasper  –  My,  Cullenowie,  mamy 

swoje własne tradycje. Starczy nam kilka pum, może parę niedźwiedzi 
grizzly. Na dobrą sprawę to taki zupełnie zwyczajny wypad do lasu. 

- Dzięki, Jasper. 

Pożegnał się i zsunął na dół. 

background image

Biegliśmy,  kierując  się  w  stronę  lasu.  Jak  zawsze  poczułem  się 

wolny.  Lekko  mżyło,  dzięki  czemu  w  moich  włosach  pojawiły  się 
kropelki rosy. 

„Boisz się trochę”- spytał Jasper w myślach.  

- Nawet nie wiesz jak bardzo – odpowiedziałem. 

- Chłopaki, a może ja też chciałbym uczestniczyć w rozmowie? – 

oburzył się Emmett. 

-  Emmett  nie  pajacuj.  Najpierw  załatwmy  to  tu,  a  potem 

pogadamy. 

-  Zgoda.  Mmm…  czujecie  to…  to  chyba  sporawy  niedźwiedź. 

Zaklepuje – krzyknął Emmett. 

- Ja biorę pumę jakieś trzy kilometry stąd – zakomunikowałem. 

-  Ja  sarnę.  Przed  wczoraj  byłem  z  Alice  na  małym  polowaniu, 

wiec mi wystarczy. 

- Więc biegiem. Ruszać się. – zaśmiał się Em. 

-  Tylko  nie  będziemy  długo  polować,  musimy  jeszcze  pomóc  w 

domu. 

- Ok., Ok. Nie martw się zdążymy. 

 

Rozdzieliliśmy się. Biegłem niesiony zapachem unoszącym się na 

północ.  Droga  do  zwierzyny  zajęła    mi  niewiele  czasu,  raptem  dwie 
minuty.  Puma  także  polowała,  wyczułem  niewielkie  zwierze, 
roślinożerca. Przycupnąłem na jednym z drzew aby mieć lepszy widok. 
Zwierze  najwyraźniej  poczuło  zagrożenie  ponieważ  wydało  z  siebie 
przeraźliwy  ryk.  Instynktownie  nie  patrząc  nawet  na  rozmiary  pumy 
rzuciłem jej się prosto do gardła.  

background image

Krew  spływała  mi  prosto  do  gardła,  wypełniając  moje  komórki 

ciepłym  płynem.  Ogień  który  czułem  powoli  zelżał.  Gdy  już 
dostatecznie  się  posiliłem,  szukałem  moich  braci  by  z  nimi 
porozmawiać. 

- Emmett, Jasper już skończyliście bo ja tak? 

- Emmett jeszcze walczy z tym niedźwiedziem, o tam…- wskazał 

ręką polane na której toczyła się bitwa. 

- To chodź zobaczymy jak się ten pajac wygłupia.- zaśmiałem się 

a wraz ze mną Jasper.  

- Wszystko słyszałem Edward.- warknął Emmett. 

 

Niedźwiedź  zapewne  chciał  wykorzystać  nie  uwagę  mojego 

brata,  bo  zamachnął    się  ciężką  łapą.  Jednak  Emmett  był  szybszy  i 
zwierzę zachwiało się po czym upadło na przednie łapy.  

Em zaśmiał się, olbrzym wydał z siebie przeraźliwy charkot.  

W  jednym  zwinnym  ruchu  mój  brat  doskoczył  do  zwierzyny  i 

przebił gardło ostrymi kłami. Słychać było plusk krwi dostający się do 
gardła Emmetta. Niedźwiedź padł pokonany, 

-  Musisz  się  tak  cackać  z  jedzeniem,  nie  możesz  jest  jak 

normalny „człowiek”? – spytałem ze śmiechem.  

- Tak jest zabawniej. – odpowiedział nieporuszony. 

- Tak, tak, cały ty… - pokiwał głową Jasper.   

- A właśnie…- przypomniał sobie Em – O coś chciałeś nas spytać, 

tak? – zwrócił się do mnie. 

- Tak. Mam do was kilka pytań. 

background image

- No to słuchamy. – zachęcił Jasper. 

-  Wiecie,  mam  pytanie  dość  krępujące,  pytałem  wcześniej  o  to 

Carlisla… - zacząłem powoli – jak to jest gdy dochodzi do zbliżenia? 

- Hym…wiesz Edward nie mogę powiedzieć, wy z Bellą to trochę 

inna  sprawa,  ale  uważam,  ze  jest  to  bardzo  silne  doznanie  i  bardzo 
przyjemne,  może  być  tylko  przewyższane  piciem  ludzkiej  krwi.  – 
odpowiedział Emmett. 

-  Tak  tu  bym  się  zgodził,  nie  możemy  mówić  o  swoich 

doświadczeniach,  ponieważ  ty  z  Bellą  to  insza  inszość,  ciężko 
powiedzieć co będziesz czuł będąc tak blisko niej. Nie chce twierdzić ze 
coś  pójdzie  nie  tak  ,  w  żadnym  razie,  jesteś  wystarczająco  silny  i 
opanowany. 

 

-  Dziękuje  wam.  Sądzę  że  teraz  będzie  mi  trochę  łatwiej. 

Powinniśmy się już zbierać bo zaczyna wschodzić słońce. Alice będzie 
wściekła jak się spóźnimy. To dla niej równie ważny dzień co dla Belli, 
czy dla mnie, 

- Dobra no to chodźmy. 

 

Ruszyliśmy  pędem  przed  siebie  kierując  się  w  stronę  jeepa 

Emmetta  bo  to  nim  udaliśmy  się  na  mój  wieczór  kawalerski,  na 
ostatku  spojrzałem  jedynie  na  polane,  gdzie  rozciągał  się  pejzaż 
igrających na trawie cieni. 

 

                                  3.WIELKI DZIEŃ 

 

 

background image

 

Mijaliśmy  właśnie  ostatni  zakręt.  Weszliśmy  do  domu  gdzie 

dobry  humor  udzielał  się  wszystkim  domownikom.  Dostrzegłem 
Rosalie , która zgrabnym krokiem, podbiegła do mnie. 

- Edwardzie, informuje  cię tylko, ze  Alice  przywiozła  Bellę i nie 

radzi  kręcić  się  wokół  niej  dopóki  nie  skończy  jej  szykować.  Masz  ją 
zobaczyć dopiero jak zabrzmią „weselne dzwony”.  Weź idź się czymś 
zająć a nie tak stoisz, możesz pomóc Esme lub Carlislowi.  

Wypowiedziawszy  to  za  jednym  tchem  uśmiechnęła  się  i 

pognała szybkim krokiem na  górę gdzie czekała moja  ukochana. Nie 
zamierzałem protestować. Nie spodziewałem się takiego entuzjazmu 
z jej strony. 

Tuż  za  mną  pojawił  się  Emmett  który  zapewne  przez  swój 

garnitur  nie  był  w  najlepszym  humorze.  Rose  go  dzisiaj  męczyła 
przymiarkami. 

- Hej braciszku, pomóc ci czymś? – spytał z uśmiechem. 

- Widzę ze ty także masz dość tego cyrku  – powiedziałem cicho 

aby Alice mnie nie usłyszała. Niestety nie udało mi się to. 

„Edwardzie  przypominam  ci  ze  ten  cały  cyrk  to  twoje  wesele  i 

nie  zamierzam  ci  tego  teraz  tłumaczyć  zmień  swoje  nastawienie  i  ty 
sam chciałeś tego ślubu” 

- Dobrze Alice. – mruknąłem cicho ale i tak mnie usłyszała. 

„Dziękuje” 

-  Emmett  wiesz  co  chodź  do  Esme  może  jej  jest  potrzebna 

pomoc. 

- Dobra. 

Emmett tylko się roześmiał i podążył za mną.  

background image

 

Poranek mijał mi jak w jakimś półśnie. Ledwie się orientowałem 

gdzie jestem i co się wokół dzieje. Świadomość tego, że jeszcze dzisiaj 
Bella  zostanie  moją  żoną  przedarła  się  w  końcu  do  mojego  umysłu  i 
zawładnęła nim doszczętnie. Tylko ta jedna jedyna myśl kołatała się w 
mojej głowie, niemal pozbawiając mnie przytomności. Wiedziałem, że 
Bella jest w pobliżu i wcale nie pomagało mi to w uspokojeniu się.  

 

Jak  przez  mgłę  obserwowałem  gorączkowe  przygotowania.  Od 

paru  dni  Alice  biegała  po  całym  domu,  co  chwilę  pojawiając  się  z 
jakimś  innym  przedmiotem  w  dłoniach  i  właściwie  nawet  na  minutę 
nie  przestając  piszczeć  –  dzisiaj  jej  ekscytacja  udzieliła  się  o  dziwo 
także  Rose,  która  w  przerwach  pomiędzy  poprawianiem  własnej 
urody przypinała jeszcze ostatnie dekoracje, nosiła kwiaty, zajmowała 
się Bellą i popędzała Emmetta. 

 

Esme koordynowała wszystkie działania związane z organizacją 

przyjęcia,  dyrygując  Carlislem,  który  nawet  mimo  wampirzej  siły 
uginał  się  pod  stosem  bibelotów,  talerzyków,  sztućców,  wazonów  i 
całej  masy  innych  „niezbędnych”  drobiazgów.  Jasper  snuł  się    gdzieś 
koło  mnie,  utrzymując  moje  emocje  na  w  miarę  stałym  poziomie, 
który byłby bezpieczny dla otoczenia. On jeden wydawał się być poza 
tym  całym  zgiełkiem,  choć  i  jemu,  chyba  z  racji  daru,  udzielał  się 
ogólny entuzjazm panujący w naszym domu. 

 

Prawdziwe  emocje  dopadły  mnie  dopiero  kiedy  Jasper  pojechał 

po  Renee  i  Phila.  Pozbawiony  jego  wsparcia  poczułem  wszystko 
całkiem wyraźnie. Nie sądziłem, że tak cienka linia oddziela ekscytację 
od  przerażenia.  To  drugie  w  miarę  skutecznie  tłumiłem,  po  prostu 
odsuwając  na  bok  myśli  o  tym  co  będzie  potem.  Ale  ekscytacja  była 

background image

mocno  osadzona  w  teraźniejszości  i  opanowała  mnie  całkowicie. 
Byłem  taki  szczęśliwy!  Całkowicie  odurzony  radością,  oczekiwaniem, 
świadomością, tego że wielka chwila jest tuż tuż. Kiedy po raz kolejny 
ustawiłem  talerz  nie  tam  gdzie  trzeba  i  przypiąłem  jakąś  bliżej 
niezidentyfikowaną  wstążkę  w  ‘absolutnie  niedopuszczalnym’, 
zdaniem  Rose,  miejscu  –  Esme  grzecznie,  acz  stanowczo  poprosiła 
mnie żebym sobie poszedł.  

 

Z  braku  lepszych  pomysłów  usiadłem  po  prostu  na  kanapie  w 

salonie  i  utkwiłem  wzrok  w  oknie.  Rzeczywistość  przepływała  koło 
mnie,  jedynie  przelotnie  muskając  moje  zmysły.  Zatonąłem  w 
uporczywym brzęczeniu cudzych myśli, nie śledząc żadnych, po prostu 
unosząc się bezwładnie na fali chaotycznych dźwięków. W ten sposób 
mogłem się pozbyć swoich własnych myśli, z którymi już nie dawałem 
sobie rady. 

W którymś momencie mignęła mi Alice, już w swojej srebrzystej 

sukience.  Poczułem  jak  moje  dawno  nieużywane,  zapomniane  już 
wnętrzności  podjeżdżają  mi  do  gardła  –  jeśli  Alice  była  już  ubrana 
oznaczało  to,  że  ceremonia  miała  rozpoczynać  się  lada  chwila. 
Postanowiłem  pójść  w  jej  ślady  i  także  się  przebrać.  Jeszcze  tylko  ja 
uparcie tkwiłem w codziennym ubraniu.  

Garnitur,  który  wybrała  mi  Alice  bardzo  przypadł  mi  do  gustu. 

Taki trochę w starym stylu, szykowny, ale nie ostentacyjny. Dobrze się 
w  nim  czułem.  Ale  coś  w  moim  wyglądzie  było  nie  tak.  Wzruszyłem 
ramionami, gotów już wyjść z pokoju.  

Rzuciłem  jeszcze  ostatnie  spojrzenie  na  lustro.  Nagle 

uświadomiłem  sobie,  co  mi  nie  odpowiadało.  Miałem  minę  jakbym 
szedł  na  szafot!  Poczułem  się  absurdalnie.  Właśnie  spełnia  się  moje 
największe  marzenie,  a  ja  wyglądam  jak  skazaniec!  Parsknąłem 
krótkim, nerwowym śmiechem. Pokręciłem głową, pełen dezaprobaty 
dla  samego  siebie  i  spojrzałem  na  taflę  zwierciadła  raz  jeszcze. 
Miałem  wrażenie  jakby  wraz  z  uśmiechem  odnalazły  się,  zagubione 

background image

gdzieś,  te  właściwe  emocje.  Jakby  jego  przywołanie  pozwoliło  im 
nareszcie zająć należne im miejsce w moim umyśle.  

Byłem  bezgranicznie  szczęśliwy.  To,  że  musiałem  sobie  o  tym 

przypomnieć wydawało mi się niedorzeczne. Postanowiłem zrzucić na  
typowo  wampirzej  skłonności  do  dekoncentracji  i  dla  odmiany 
zanurzyłem  się  w  obezwładniającej  radości.  To  się  nazywa 
równowaga emocjonalna, nie ma co!  

Zapewne  tkwiłbym  tak  jeszcze  długo,  niezdolny  do  podjęcia  się 

jakiejkolwiek czynności, ale ze stanu kompletnego otępienia wyrwało 
mnie przybycie Renee i Phila.  

Nim zdążyli przekroczyć próg, byłem już na dole by ich powitać.  

-  Witaj  Edwardzie!  –  wykrzyknęła  matka  Belli,  obrzucając  mnie 

rozradowanym spojrzeniem – Prezentujesz się oszałamiająco!  

 

„Jakie  piękne  kwiaty!  Alice  ma  prawdziwy  talent!  Och,  Bella 

pewnie  uważa,  że  to  przesada.  Moja  Bella!  Moja  mała  dziewczynka 
wychodzi  za  mąż!”  –  tu  nastąpiło  spojrzenie  w  moim  kierunku  – 
„Muszę ją natychmiast zobaczyć. Nie mogę się już doczekać! „– myśli 
Renee  zmieniały  się  z  zatrważającą  prędkością  i  były  nieprzyjemnie 
chaotyczne. Ale ta kobieta już taka była, młodsza duchem niż jej córka 

zdecydowanie 

mniej 

odpowiedzialna. 

Za 

to 

równie 

nieprzewidywalna.  Nim  zdążyłem  się  zorientować  popędziła  na  górę 
w poszukiwaniu Belli.  

Phil  uśmiechnął  się  grzecznie,  uścisnął  mi  dłoń  i  mruknął  jakieś 

powitanie. Jeśli zaskoczył go chłód mojej dłoni, to jego myśli tego nie 
odnotowały.  Był  zbyt  zajęty  podziwianiem  naszego  domu  i 
szacowaniem  wartości  zgromadzonych  wokół  przedmiotów.  Ilość  zer 
na  końcu  sumy,  do  której  doszedł  nieco  go  przytłoczyła.  Zapewne 
musiałbym  zagaić  rozmowę,  aby  przerwać  ten  rekonesans  i  już 

background image

szukałem  w  głowie  jakichś  informacji  o  baseballu,  ale  chwilę  później 
zjawił się Charlie, odwracając moją uwagę od ojczyma Belli.  

Przywiózł ze sobą pastora Webera. Nagle w salonie znalazła się 

cała moja rodzina poza Alice, która nadal zajmowała się Bellą.  

Nie wiem czemu o tym wtedy pomyślałem, ale jednak duchowny 

w  domu  pełnym  wampirów  wydał  mi  się  cokolwiek  zabawnym 
widokiem. Reszta rodziny już od dawna miała za sobą sakramentalne 
‘tak’  i  jakoś  nigdy  wcześniej  nie  przyszło  mi  to  do  głowy  –  być  może 
teraz  to  dostrzegłem,  bo  sprawa  dotyczyła  mnie?  Zastanowiłem  się 
przelotnie  czy  takie  potępione  istoty  jak  ja  mają  w  ogóle  prawo 
przysięgać cokolwiek przed Bogiem, ale to nie był najwłaściwszy czas 
na  takie  rozważania.  Bóg  nie  może  być  aż  tak  surowym  sędzią  by 
odebrać nam tę możliwość.  

Po  chwili,  nieco  zaskoczony  zorientowałem  się,  że  zgromadziła 

się już większość gości, a Charlie zniknął na górze, zabierając ze sobą 
bukiet.  Miał  poprowadzić  Bellę  do  ołtarza.  Rose  zasiadła  do 
fortepianu  i  rozgrzewając  palce  zagrała  jakąś  powolną  melodię.  To 
jeszcze nie był marsz, ale wiedziałem, że tylko czeka na sygnał, by go 
rozpocząć.  

Przymknąłem  oczy,  by  nie  dać  się  oszołomić  zbyt  dużej  ilości 

bodźców  docierających  zewsząd.  Teraz  tylko  jedno  się  liczyło,  tylko 
jedna  rzecz  była  naprawdę  istotna.  Już  za  krótką  chwilę  Bella  miała 
zostać moją żoną.  

Wybrzmiały  pierwsze  takty  marsza  weselnego,  na  schodach 

pojawiła się Alice, a kilka sekund później…  

 

O  Niebiosa!  Przestałem  oddychać,  przestałem  myśleć, 

zapomniałem  jak  się  nazywam  –  mogłem  tylko  wpatrywać  się  w 
mojego  anioła.  Charlie  przytrzymywał  ją  pewnie,  a  ona  szła  po 
stopniach, nie unosząc powiek.  

background image

 

Wyglądała  oszałamiająco.  Podtrzymywane  przez  szafirowe 

grzebienie, mahoniowe loki spływały dookoła twarzy, podkreślając jej 
idealny owal, kładły się na ramionach i miękką falą spływały na plecy. 
Dopasowana  w  talii  sukienka,  rozszerzała  się  ku  dołowi,  kołysząc  się 
wdzięcznie przy każdym ruchu,  a gładki gorset nie tylko odsłaniał jej 
ramiona  i  eksponował  smukłą  szyję,  ale  kształtował  sylwetkę  w 
sposób,  który  niemal  pozbawił  mnie  przytomności.  Kiedy  w  końcu 
uniosła  oczy,  jej  piękno  stało  się  wręcz  bolesne.  Zawsze  była  śliczna, 
nie potrzebowała makijażu – teraz, kiedy zajęła się nią Alice stała się 
niedorzecznie  piękna.  Nasze  spojrzenia  się  spotkały  i  moje  usta 
rozciągnęły  się  w  uśmiechu.  Jeszcze  tylko  chwila  i  będzie  moja  na 
zawsze!  

Wyciągnąłem  rękę,  a  Charlie  przekazał  mi  dłoń  Belli  –  kiedy 

nasze  palce  się  zetknęły  pomyślałem,  że  nie  zasługuję  na  takie 
szczęście,  że  los  jest  zbyt  łaskawy.  Przez  jedną  straszną  sekundę 
wydawało mi się, że to tylko sen z którego się za chwilę obudzę i znów 
będę  sam.  Ale  to  było  niemożliwe  i  wiedziałem  o  tym.  To  wszystko 
działo  się  tu  i  teraz  i  to  ja  byłem  tym  szczęśliwcem,  który  stał  u  jej 
boku.  

Pastor  uśmiechnął  się  ciepło  i  rozpoczął  pierwsze  zdanie 

tradycyjnej  przysięgi.  Zadrżałem  niezauważalnie,  ale  powtórzyłem  je 
pewnym głosem – słowa popłynęły same, tak naturalnie jakby to, że 
wreszcie  je  wypowiadam  było  najbardziej  oczywistą  rzeczą  na 
świecie. Po policzkach Belli spływały łzy, ale powtórzyła słowa pastora 
bez  wahania.  Chwilę  potem  padło  zmienione  ‘do  końca  naszego 
istnienia’, a potem…  

Potem usłyszałem najpiękniejsze ‘tak’ w życiu.  

I  nic  więcej  nie  było  ważne.  To  jedno  krótkie  słowo  wypełniło 

sobą  cały  mój  dotychczasowy  świat,  a  ja  czułem,  że  znajduję  się 
gdzieś  bardzo  daleko  od  niego,  gdzieś  gdzie  istnieje  tylko  ona  i 
niezachwiana pewność w jej czekoladowych oczach.  

background image

 

Była moja na zawsze – była moją żoną!  

 

Kiedy nasze usta złączyły się w pocałunku pomyślałem, że chyba 

wszystkie  moje  grzechy  zostały  mi  wybaczone,  że  jednak  jakąś 
zasługą  wymazałem  zło,  które  wyrządziłem  w  swoim  życiu,  bo  nie 
wierzyłem,  że  potępionej  istocie  może  być  dane  odczuwać  takie 
szczęście. Po chwili jednak nie myślałem już o niczym – była tylko ona.  

Na  wpół  świadomie  rejestrowałem  rozlegające  się  oklaski, 

składającą  życzenia  rodzinę,  przyjaciół,  słowa,  gesty.  Jedyne,  co 
wydawało mi się realne i godne uwagi, na co pragnąłem nieustannie 
patrzeć,  to  zachwyt  malujący  się  na  jej  twarzy,  kiedy  na  mnie 
spojrzała. 

 

                                   4.GEST 

 

 

Ciepłe,  nieruchome  powietrze  przesycone  było  ciężkim,  słodkawym 
aromatem  wszechobecnych  kwiatów,  który  tłumił  nawet  woń  krwi 
zgromadzonych  gości.  Popołudnie  łagodnie  przeszło  w  sierpniowy 
wieczór,  kładąc  na  polanie  długie  cienie  –  ogród  rozjarzył  się 
dziesiątkami świateł i zatonął w ich łagodnym blasku. Gwar rozmów 
harmonijnie  splatał  się  z  muzyką  i  rytmem  wybijanym  przez 
kilkanaście podekscytowanych, ludzkich serc.  

 

Błyskawicznie  zostaliśmy  wciągnięci  w  tłum  pełen  ściskających  nas 
ramion,  potrząsających  i  poklepujących  po  plecach  dłoni, 

background image

roześmianych twarzy i oczu pełnych niedowierzania i podziwu. Natłok 
cudzych,  entuzjastycznych  myśli  nieco  mnie  dezorientował, 
zważywszy na to, że nawet moje własne nie były specjalnie spójne.  

 

Cieszyłem się, ze zjawił się Seth Clearwater – jego oczywista sympatia 
do  mnie  niezmiennie  udowadniała  mi,  że  wszelkie  animozje  między 
wilkołakami  a  wampirami  są  zgoła  bezpodstawne  i  wynikają  ze 
wzajemnych, troskliwie pielęgnowanych uprzedzeń. 

- Moje gratulacje – zawołał Seth, schylając się, żeby nie zderzyć się z 
girlandą.  

Jego  matka,  Sue,  nie  odstępowała  jego  boku,  przyglądając  się 
podejrzliwie  nieznanym  sobie  gościom.  Jej  szczupła  twarz  przybrała 
wojowniczy wyraz, podkreślony dodatkowo przez krótkie jak u rekruta 
włosy.  

Seth pochylił się ku mnie z otwartymi ramionami, a ja uściskałem go 
bez wahania wolną ręką. 

-  I  wszystko  dobrze  się  skończyło  –  powiedział  do  mnie.-  Super.  Aż 
miło na was popatrzeć. 

- Dziękuje Seth. Twoje słowa wiele dla ,mnie znaczą. 

Odsunąłem się od niego i przeniosłem wzrok na Sue i Billy’ego.  

- Wam tez dziękuję. Za to że puściliście Setha. Że pojawiliście się tutaj 
dzisiaj wesprzeć Bellę. 

-  Cała  przyjemność  po  naszej  stronie  –  odparł  swoim  niskim 
zachrypniętym głosem. 

„Dopóki wszystko jest tak jak teraz nie możemy mu niczego zabronić. 
A Bella nie jest niczemu winna. Wiem, że ona tego chce, ale jest tylko 
człowiekiem. Jeszcze. Ale może tak miało być?” – czyżby ojciec Jacoba 

background image

pogodził  się  z  tym,  co  jego  syna  napawało  taką  odrazą?  Byłem  mile 
zaskoczony.  

 

Za  trójką  gości  z  La  Push    utworzyła  się  już  kolejka,  więc  Seth 
pomachał  nam  na  pożegnanie  i  skierował  wózek  Billy’ego  w  stronę 
stołów z jedzeniem. Sue położyła Billy’emu dłoń na ramieniu, a synowi 
na plecach. 

Po chwili znaleźli się przy nas Ben i Angela, jak zawsze mili i przyjaźnie 
nastawieni.  Byli  nieco  zaskoczeni  naszą  decyzją  o  małżeństwie,  ale 
nawet  w  myślach  starali  się  jej  nie  podważać.  Zwłaszcza  Angela 
uważała to za szalenie romantyczne i trochę zazdrościła nam wesela, 
żałując, że jej własne pewnie nie będzie takie wystawne. Z podziwem 
patrzyła na Bellę, szczerze ciesząc się z jej szczęścia.  

Nieco inaczej rzecz się miała z Mike’iem i Jessicą.  

„Ugh,  co  jej  strzeliło  do  tej  pustej  głowy,  żeby  wychodzić  za  mąż 
będąc w szkole średniej?! To chore. Ale za Edwarda Cullen… Co ja bym 
nie  zrobiła  żeby  go  sobie  zaklepać  na  stałe!  No  i  ten  jego  dom! 
Wkręcić  się  w  taką  rodzinkę,  to  faktycznie,  trzeba  kuć  żelazo  póki 
gorące!” –  nie po  raz pierwszy miałem ochotę ugryźć te dziewczynę. 
Działała mi na nerwy prawie równie mocno, co ten głupek Newton.  

„O ja cię kręcę, jak ona wygląda! Normalnie oczu nie można oderwać. 
Ech ten Cullen to ma szczęście – nie da się ukryć – Ale ten ich cały ślub 
jest mocno podejrzany. Czy oni już TO zrobili i stąd ten pośpiech? No, 
tak  czy  inaczej  dzisiaj  to  już  na  pewno.”  –  niemal  warknąłem,  kiedy 
wyobraźnia Mike’a zaczęła mu podsuwać rozmaite, barwne obrazy.  

Mruknąłem  podziękowania  za  gratulacje  i  życzenia,  mając 
jednocześnie ochotę zrobić im obojgu jakąś krzywdę. Byli siebie warci.  

Wraz  z  kolejnymi  gośćmi,  którzy  do  nas  podeszli  uderzyła  mnie  fala 
myśli  przesycona  kobiecą  zazdrością.  Tanya,  wyciągnęła    ręce,  aby 
mnie uściskać. Słyszałem jak Bella wstrzymuje oddech. Towarzyszące 

background image

jej  trzy  złotookie  wampiry  przyglądały  się  mojej  żonie  z  nieskrywaną 
ciekawością. Pierwsza z kobiet miała 

długie, jasne włosy, proste niczym nitki kukurydzy. Włosy drugiej były 
czarne, podobnie jak jedynego w tej rodzinie mężczyzny, 

Tanya nadal mnie ściskała. 

- Och, Edwardzie – powiedziała. – Stęskniłam się już za tobą. 

Zaśmiałem  się  na  te  słowa  i  zwinnie  wyswobodziłem  z  objęć,  kładąc 
na ramieniu dłonie odsunąłem się o krok, by lepiej jej się przyjrzeć. 

 

- Tak, mieliśmy długą przerwę. Dobrze wyglądasz. 

- Ty też. 

-  Pozwól,  że  przedstawię  ci  swoją  żonę.  –  Po  raz  pierwszy  użyłem 
publicznie tego określenia i widać było jak na dłoni, że sprawiło mi to 
ogromną satysfakcję.  

Denalczycy roześmieli się serdecznie. 

- Tanyo, oto Bella. 

 Wampirzyca zmierzyła Bellę wzrokiem. Oceniała swoje szanse z nowo 
poznaną  rywalką,  choć  ja  od  razu  wiedziałem  że  Tanya  nigdy  nie 
będzie równie pociągająca dla mnie co Bella. 

- Witaj w rodzinie, Bello. – Uśmiechnęła się nieco smutnawo. 

-  Chciałabym  przy  okazji  przeprosić  cię  osobiście  za  to,  że  chociaż 
uważamy się za 

członków  tej  rodziny,  nie  zachowaliśmy  się,  jak  na  bliskich  krewnych 
przystało, kiedy... kiedy ostatnio byliście w potrzebie. Powinniśmy byli 
poznać cię już wcześniej. Czy jesteś w stanie nam wybaczyć? 

background image

–  Oczywiście,  że  tak.  –  odpowiedziała  pośpiesznie  moja  ukochana,  z 
trudem łapiąc powietrze. – Tak mi miło, że tu jesteście.  

- Może teraz, kiedy wszyscy Cullenowie są już sparowani, to do nas los 
się uśmiechnie, co, Kate? – Tanya uśmiechnęła się do siostry. 

–  Marzenie  ściętej  głowy  –  skwitowała  Kate,  wywracając  oczami. 
Wzięła od siostry Belli  dłoń i ścisnęła ją delikatnie. – Witaj, Bello. 

Teraz Carmen położyła dłoń na ich splecionych rękach.   

.–  Jestem  Carmen,  a  to  Eleazar.  Bardzo  się  cieszymy,  że  możemy  cię 
wreszcie poznać. 

– Ja... ja też – wyjąkała moja ukochana. 

Tanya  zerknęła  za  siebie  na  następnych  w  kolejce  –  byli  to  zastępca 
Charliego,  Mark,  i  jego  żona.  Wpatrywali  się  w  Denalczyków  oczami 
wielkimi jak spodki. 

– Będziemy mieli jeszcze czas lepiej się poznać – stwierdziła Tanya. – 
Całe wieki! – Śmiejąc się odsunęła się ze swoimi bliskimi na bok. 

 

Wesele  przebiegło  według  tradycyjnego  scenariusza.  Kiedy  kroiliśmy 
nasz  tort,  oślepiły  nas  flesze,  a  tak  przy  okazji  uważam,  ze  Alice 
przesadziła  z  tym  tortem    zwarzywszy  na  dość  niewielka  ilość 
jedzących  gości.  Potem  nakarmiliśmy  się  nim  nawzajem,  a  ja 
przełknąłem  dzielnie  swoja  porcje,  czemu  Bella  przyglądała  się  z 
niedowierzaniem.  Musze  przyznać,  ze  był  okropny  ,jak  zresztą  każde 
ludzkie  jedzenie.  Moja  ukochana  rzucając  bukietem  wykazała  się 
niespotykana  sprawnością,  a  wiązanka  trafiła  prosto  w  ręce 
zaskoczonej  Angeli.  Przed  zdejmowaniem  podwiązki  ,moja  zona 
dyskretnie  ja  zsunęła  niemal  do  łydki,  ale  kiedy  usuwałem  ja  jak 
należało  zębami  i  tak  Bella  spłonęła  rumieńcem,  a  ja  usłyszałem  jak 
Emmett  i  Jasper  mają  ubaw  po  pachy.  Doprawdy  Emmett  nie  raz 
zachowywał się ja małe dziecko. Jestem ciekaw jak zachowa się, gdy 

background image

Bella zostanie nieśmiertelną i spełni moją prośbę odnośnie siłowania 
się na ręce. 

Wynurzywszy  się  spod  spódnicy,  mrugnąłem  do  moje  zony 
porozumiewawczo,  po  czym  wycelowałem  swoją  zdobyczą  w  środek 
twarzy przebrzydłego Newtona. 

Nadszedł  czas  na  pierwszy  taniec  wieczoru,  zgodnie  z  zwyczajem 
wykonaniu młodej pary. Bella nigdy nie lubiła tańczyć, a już zwłaszcza 
przed widownią. Pewnym krokiem wyszła ze mną na parkiet. Mając ją 
w objęciach czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Była 
teraz moja na zawsze, na cała wieczność. Wirowaliśmy wdzięcznie w 
błyskach  fleszy  i  poświacie  rzucanej  przez  baldachim  choinkowych 
lampek. 

- Czy dobrze się pani bawi, pani Cullen? – szepnąłem jej do ucha. 

Zaśmiała się uroczo. 

- Będzie musiało trochę potrwać, zanim się przyzwyczaję. 

- Mamy czas – przypomniałem jej radosnym głosem. Pocałowałem ją, 
nie  przerywając  naszego  tańca.  Wszyscy  robili  nam  jeszcze  więcej 
zdjęć. 

Muzyka zmieniła się i Charlie poklepał mnie po ramieniu. Bella po nim 
odziedziczyła brak zdolności w tej dziedzinie wiec łatwo jej nie było w 
parze  ojcem. Ja natomiast wraz z Esme kręciłem się wokół nich. 

– Pusto będzie bez ciebie w domu. Już czuję się osamotniony.  

Wiedziałem, ze nie łatwo będzie Belli opuszczać dom, zostawiać ojca 
samego. Widziałem na jej twarzy smutek ,ale przed Charliem nie dała 
tego poznać. 

–  Mam  okropne  wyrzuty  sumienia,  że  przeze  mnie  będziesz  teraz 
musiał  sobie  sam  gotować.  Narażam  twoje  zdrowie  na  szwank.  To 
karalne. Mógłbyś mnie aresztować. 

background image

Charlie uśmiechnął się szeroko. 

– Myślę, że jakoś to przeżyję. Tylko dzwoń, jak często się da. 

– Obiecuję. 

Moja żona tańczyła już z wieloma osobami. Chciałem  jak najszybciej 
poczuć  ją  w  swych  objęciach.  Grzecznie  przeprosiłam  następnego  jej 
partnera i porwałem Bellę  w objęcia. 

–  Nadal  nie  przepadasz  za  Mikiem,  co?  –  skomentowała,  kiedy 
znaleźliśmy  się  od  niego  w  takiej  odległości,  że  nie  mógł  już  nas 
podsłuchać. 

 

– Nie przepadam, bo muszę wysłuchiwać jego myśli. Ma szczęście, że 
nie  wyrzuciłem  go  z  wesela.  Albo  że  jeszcze  gorzej  go  nie 
potraktowałem. 

– Mike myślał o mnie w ten sposób? Tak, tak, już ci wierzę. 

– Czy w ostatnich kilku godzinach widziałaś swoje odbicie? 

– Ehm... Nie, a bo co? 

–  W  takim  razie  podejrzewam,  że  nie  zdajesz  sobie  sprawy,  jak 
niezwykle atrakcyjnie się dzisiaj prezentujesz. Wcale się nie dziwię, że 
Mike  nie  mógł  się  powstrzymać  i  fantazjował  o  tobie,  chociaż  jesteś 
już mężatką. Mam żal do Alice, że nie zmusiła cię do przejrzenia się w 
lustrze. 

– Przesadzasz, wiesz? Jesteś zaślepiony. 

Westchnąłem.  Wiedziałem,  ze  taka  będzie  jej  odpowiedz.  Nigdy  nie 
uważa się za piękną, a w moim mniemaniu była piękniejsza od bogini. 

background image

Zatrzymałem  się  i  odwróciłem  Belle  twarzą  w  stronę  domu.  W 
zajmujących  całą  powierzchnię  ściany  szybach  odbijali  się      tańczący 
goście. Wskazałem palcem na parę dokładnie na przeciwko nas.  

- Zaślepiony, mówisz? 

U mojego boku, stała ciemnowłosa piękność. Miała cudowną mleczną 
cerę,  a  jej  oczy  błyszczały  z  podekscytowania.  Kreacja  rozszerzająca 
się  ku  dołowi  przypominała  odwrócony  kwiat  kalii.  Moja  zona  dzięki 
idealnie dopasowanej sukni wyglądał elegancko i wdzięcznie. 

„Edward”  

Zesztywniałem    znienacka,  doskonale  wiedziałem  kto  wymówił  moje 
imię w myślach. Obróciłem się machinalnie. 

„Nie zrozum mnie źle, nie chce niczego zepsuć, jestem tu dla niej. Ona 
chciała  mnie  mieć  w  tym  dniu  przy  sobie.  Jestem  na  zewnątrz, 
mógłbyś ją tu przyprowadzić?” 

- Och. 

Zmarszczyłem  czoło,  ale  zaraz  się  uspokoiłem.  Nie  spodziewałem  się 
że  Jacoba  będzie  stać  na  takie  opanowanie  by  przyjść  na  ślub  gdzie 
roiło się masę wampirów.   

- Co się stało? – spytała moja ukochana. 

- Kolejny prezent ślubny. Niespodzianka. 

- Hę? 

Nie  odpowiedziałem,  tylko  jak  gdyby  nic  znów  zacząłem  tańczyć, 
manewrując  Bellę  jednak  tak,  abyśmy  znaleźli  się  poza  oświetlonym 
parkietem.  Nawet  tam  nie  przestaliśmy  wirować  i  wkrótce  odgrodził 
nas od świateł przyjęcia gruby pień jednego z sędziwych cedrów. 

Spojrzałem prosto przed siebie. Dzięki moim nadnaturalnym zmysłom, 
nawet w mroku widziałem równie dobrze co za dnia. 

background image

-  Dziękuję  –  powiedziałem  do  stojącego  nieopodal  Jacoba  –  To 
bardzo… to bardzo miło z twojej strony. 

-  Tak  miły  ze  mnie  chłopak,  prawda?  –  odpowiedział  mi  chłopak.  – 
Można? Nie przeszkadzam?  

Dłoń Belli powędrowała do ust. Gdyby nie jak nic przewróciłaby się. 

- Jacob! – wykrztusiła, gdy wrócił jej oddech. – Jacob!  

- Cześć, Bells. 

Moja  ukochana  zaczęła  się  niezdarnie  przedzierać  przez  panujący 
mrok.  Podtrzymywałem  ją  do  momentu  kiedy  chłopak  jej  nie  przejął 
ode mnie. 

Wiedziałem  ze  to  najdroższy  z  prezentów  jaki  dziś  dostała  moja 
ukochana.  Zawsze  zasługiwała  na  szczęście  wiec  postanowiłem  ich 
opuścić, wiedziałem ze przy mnie zaczęła by się krepować, bała by się, 
ze  w  ten  sposób  postępując  mnie  rani.  Uważałem  że  należy  jej  się 
chwila z jej przyjacielem, mimo, ze ja go nie akceptowałem. 

-  Rosalie  mi  nie  wybaczy,  jeśli  choć  raz  z  nią  nie  zatańczę  – 
mruknąłem, usprawiedliwiając się dlaczego ich opuszczam. 

Jedyne co usłyszałem to ciche łkanie Belli, lecz wiedziałem ze są to jej 
łzy szczęścia. 

- Rosalie można prosić do tańca, chyba mi nie odmówisz? – spytałem 
siostrę podchodzą i skłaniając się szelmowsko. 

- Och Edwardzie, wiesz ze tobie bym nie odmówiła. – powiedziała. 

Wirowaliśmy  na  parkiecie  jak  najlepsi  zawodowcy.  Po  chwili  Rose 
przerwała ciszę miedzy nami. 

- Wyczuwam tego kundla, rozumiem, że to prezent, ale nie boisz się? 

background image

- Nie, ufam Belli wiem że postępuje słusznie, nie chce jej ranić właśnie 
dzisiaj. 

- Rozumiem ale gdybyś miał z nim jakieś problemy wiesz że możesz na 
mnie liczyć. 

- Dziękuje Rosalie. 

-  Proszę.  Chciałabym    skorzystać  z  okazji  twojego  wesela  i  cie 
przeprosić. 

- Ale za co? – zdziwiłem się. 

-  Widzisz  jest  mi  strasznie  głupio  że  tak  traktowałam  ciebie  no  i 
oczywiście Belle. Zachowywałam się jak najgorsza siostra na świecie. 
Widzę jak ona na ciebie działa a jak ty ją uszczęśliwiasz, chce ci życzyć 
szczęścia i pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć. 

-  O  jej…  Rose  ja  się  na  ciebie  nie  gniewam,  ale  dziękuje  że…  że 
zaakceptowałaś Belle, to wiele dla mnie znaczy. 

-  Proszę.  A  tak  przy  okazji…  -  nie  dokończyła  ale  powiedziała  to  w 
myślach. 

„Jest  dzisiaj  wyjątkowo  piękna  i  zawsze  była,  cieszę  się  twoim 
szczęściem.  Mówię  ci  to  w  ten  sposób,  bo  wiesz  że  nikt  nie 
spodziewałby  się  takich  słów  z  mojej  strony.  Zaraz  zaczęło  by  się 
roznosić po rodzinie”  

Rosalie zachichotała dźwięcznie a ja wraz z nią. 

- Wiem o tym. – powiedziałem  z uśmiechem na twarzy. 

Piosenka się skończyła. Postanowiłem nie przestawać tańczyć. 

- Czy mogę prosić o jeszcze jedną. 

- Oczywiście braciszku. 

background image

Starałem  się  nie  podsłuchiwać  rozmowy  toczącej  się  miedzy  Bellą  a 
Jacobem  i  prawie  mi  się  to  udawało.  Nieraz  tylko  wyrywkowo 
przelatywała jakaś myśl przez umysł chłopaka którą usłyszałem.  

Chciałem  dać  im  tyle  prywatności  na  ile  będzie  mnie  stać,  nie 
zapominając  o  kontrolowaniu  wybuchowego  charakteru  Jacoba. 
Wiedziałem ze w każdej chwili może stracić panowanie nad sobą. 

- Słyszał to? – spytała nagle Rose. 

- Co takiego, nie zwracałem teraz uwagi. 

- Chyba piesek się wkurzył – żachnęła się Rose. 

Szybko  skoncentrowałem  się  na  myślach  Jacoba,  aby  sprawdzić  czy 
wszystko w porządku. 

„Co ona najlepszego wyprawia, czy jej naprawdę nie zależy na życiu? 
Ona myśli, ze może mieć prawdziwy miesiąc miodowy to niedorzeczne 
to … to chore” 

Wsłuchałem się nie tylko w myśli a i w rozmowę. 

- Auć! To boli! Puszczaj!  

– Bella, oszalałaś?! Nie możesz być aż taka głupia! Błagam, Powiedz 
mi, że to głupi dowcip! 

- Jake, przestań! 

Tego  było  za  wiele.  Jak  on  śmie  tak  ją  traktować.  Czym  prędzej 
udałem się w stronę dochodzących głosów. 

– Puszczaj ją w tej chwili! – mój głos był zimny niczym stal i ostry jak 
brzytwa.   

Zza pleców Jacoba dobiegł niski charkot, a potem drugi, głośniejszy. 

background image

–  Jake,  wyluzuj!  –  odezwał  się    Seth  Clearwater.  –  Tracisz  nad  sobą 
kontrolę! 

Jacob  stał  nieruchomo,  wpatrując  się  e  Belle  szeroko  otwartymi 
oczami. 

 

– Zrobisz jej krzywdę – ciągnął Seth cicho. – Puść ją. 

– Ale to już! – rozkazałem. 

Chłopak  opuścił  ręce.  Po  chwili  trzymałem  już  Belle  mocno  w 
objęciach i odsunąłem się o dobre dwa metry dalej.  

Stanąłem  tuz  przed  moja  ukochaną  a  Jacobem,  naprężyłem  mięśnie 
szykując się do skoku. Nagle miedzy nami pojawiły się dwa wilki , zaś 
Seth  zaciskał  kurczowo  swoje  długie  ramiona  wokół  dygoczącego 
chłopaka i odciągał go na bok.  

- Zabiję cię! – syknął Jacob. 

Świdrował mnie wzrokiem, a jego oczy miotały błyskawice. 

-  Zabiję  cię  własnoręcznie!  I  to  zaraz!  –  jego  ciało  przeszedł  potężny 
dreszcz. 

Większy z wilków, czarny, warknął ostrzegawczo. 

-  Puszczaj  go,  Seth  –  zażądałem,  ale  Seth  ponowił  próbę,  a  Jacob, 
skupiony na czym innym, pozwolił odciągnąć się o kolejny metr. 

Nie rób tego, Jake. Wycofaj się. No, chodź. 

Sam  –  bo  to  on  był  czarnym  basiorem  –  dołączył  do  Setha  i  zaczął 
napierać  na  Jacoba,  oparłszy  czoło  o  jego  pierś.  Podziałało.  Szybko 
zniknęli  w  trójkę  w  ciemnościach:  Seth  ciągnąc,  Jake    trzęsąc  się,  a 
Sam pchając. 

background image

Drugi wilk przyglądał się tej dziwnej scenie. Zapewne był to Quil.  

- Przepraszam – szepnęła moja ukochana. 

- Już wszystko w porządku, Bello – zapewniłem ją . Basior spojrzał na 
mnie 

nieprzyjaźnie. Skinąłem  głową. 

Wilk prychnął i ruszył za pobratymcami. Po chwili zniknął bez siadu. 

- Już po wszystkim – mruknąłem do siebie. – Wracajmy zwróciłem się 
do Belli . 

- Ale Jake... 

- Nie przejmuj się nim. Sam ma wszystko pod kontrolą. 

- Tak strasznie mi głupio, Edwardzie. Zachowałam się jak idiotka... 

- To nie twoja wina. 

-  Po  co  się  na  niego  zdenerwowałam?!  Tak  bardzo  się  starał!  Co  ja 
sobie, głupia, myślałam, że co osiągnę?! 

-Nie  zadręczaj  się.  –  Dotknąłem  jej  twarzy.  –  Musimy  wrócić  na 
wesele, zanim ktoś zorientuje się, że nas nie ma. 

Moja ukochana pokręciła głową jakby nie wierzyła ze nikt nie widział 
tego  zajścia.  Ale  prawda  była  taka  że  tylko  niektórzy  słyszeli  naszą 
krótką  wymianę  zdań,  lecz  mając  możliwość  wglądu  w  ich  mysli  nie 
zrobili sobie z tego wielkiej hecy.  

- Chwila – poprosiła mnie. 

Słyszałem  jej  łomoczące  serce,  przyspieszony  puls,  oraz  nie  równy 
oddech.  Potrzebowała tylko kilku sekund na opanowanie się.  

- Jak tam suknia? – spytała. 

background image

-  Prezentujesz się idealnie. Nawet fryzura ci się nie rozsypała. Wzięła 
dwa głębokie wdechy. 

- Okej. Możemy iść.  

Objąłem  moją  żonę  ramieniem  i  poprowadziłem  na  parkiet,  a  kiedy 
znaleźliśmy  się  po  baldachimem  lampek,  zakręciłem  nią  dookoła. 
Wkrótce wirowaliśmy wśród tańczących par, jak gdybyśmy nigdy nie 
przerwali tańca. 

- Nic ci... 

- Nic a nic. Nie mogę tylko uwierzyć, że to zrobiłam. Co jest ze mną nie 
tak? 

- Nic nie jest z tobą nie tak. 

Widziałem  smutek malujący się na jej twarzy. Rozpacz i wiele innych 
podobnych  do  siebie  emocji.  Czuła  się  winna  całej  tej  sytuacji  a  nie 
powinna. To moja wina. Co ja sobie myślałem, ze będę mógł z nią być, 
ze zdołam wstrzymać swoje pragnie w ryzach, przecie  ja mogę zabić!  

 - Sprawa zamknięta – powiedziała. – Nie wracajmy już do niej dzisiaj. 

Zapewne  czekała  na  jakąś  odpowiedzieć,  ale  ja  jej  nie  udzieliłem. 
Przez moją głowę przewijało się teraz tysiące myśli. 

- Co jest? – spytała. 

Zamknąłem oczy i przytknąłem czoło do jej czoła.  

- Jacob ma rację. Co ja sobie wyobrażam, że kim jestem, cudotwórcą? 

- Nieprawda. 

Moja  ukochana  starała  się  opanować,  aby  nikt  z  gości  nie  zauważył 
zmiany dokonanej na jej twarzy. 

- Jacob jest zbyt uprzedzony, żeby rozsądnie to rozważyć. 

background image

-  Trzeba  było  dać  mu  się  zabić.  Co  ja  sobie  wmawiam.  – 
wymamrotałem tak cicho aby Bella nie usłyszała.  

-  Przestań  –  przerwała  mi  ostro.  Ujęła  moją  twarz  w  dłonie  i 
zaczekała, aż otworzę oczy.  

-  Ty  i  ja.  Nic  innego  się  nie  liczy.  Nie  pozwałam  ci  myśleć  teraz  o 
niczym innym, 

zrozumiano? 

– Tak – westchnąłem. 

– Zapomnij, że Jacob w ogóle tu był. Dla mnie. Obiecaj, że dasz sobie z 
tym spokój. 

Przez moment patrzyłem Belli  prosto w oczy. 

– Obiecuję. 

– Dziękuję. I pamiętaj, że wcale się nie boję. 

– Ale ja się boję – szepnąłem. 

–  To  przestań.  –  Wzięła  głęboki  wdech  i  uśmiechnęła  się.  –  A  tak  w 
ogóle, kocham cię. 

– To dlatego tu jesteśmy. – Z trudem zmusiłem się do uśmiechu. 

– Dosyć tego – wtrącił się Emmett, stając za moimi plecami. – Ja też 
chcę  zatańczyć  z  panną  młodą.  Z  moją  małą  siostrzyczką.  Może  to 
ostatnia okazja, żeby wywołać na jej twarzy rumieniec. – Zaśmiał się 
głośno, jak zwykle niewzruszony napiętą sytuacją. 

Moja ukochana nie tańczyła jeszcze z wieloma gośćmi, lecz stęskniony 
już jej dotyku po kilkunastu minutach wziąłem ją w ramiona. Mając ją 
przy sobie prawie cały mój smutek ulotnił się jak bańka mydlana. 

background image

Bella  uśmiechnęła  się  do  mnie  i  złożyła  głowę  na  mej  piersi. 
Przytuliłem ją jeszcze mocniej. 

- Mogłabym się do tego przyzwyczaić – oznajmiła. 

- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że przekonałaś się do tańca? 

- Nie jest tak źle – z tobą za partnera. Ale chodziło mi bardziej o to. – 
Przywarła do mnie z całych sił. – Chciałabym móc już nigdy się z tobą 
nie rozstawać. 

- Na zawsze razem – obiecałem jej, pochylając się, żeby złożyć na jej 
ustach pocałunek. 

Całowałem  ją  powoli  ale  coraz  namiętniej,  jej  zapach  doprowadzał 
mnie do szaleństwa. Uderzał do głowy niczym szampan. Jej usta tak 
miękkie  i  tak  ciepłe  zachęcały  do  zatracenia  się  w  pocałunku.  Nagle 
usłyszałem dźwięczny głos Alice. 

- Bello, czas się przebrać! 

Zignorowałem  ją,  i  naparłem  na  wargi  mojej  ukochanej  z  jeszcze 
większą  energią.  Słyszałem  walące  serce  Belli,  które  sprawiało  mi 
ogromną przyjemność słuchania go. Uwielbiałem momenty w których 
ciało Belli tak reagowało na mój dotyk. 

–  Chcecie  spóźnić  się  na  samolot?  –  Alice  nie  dawała  za  wygraną.  – 
Spędzicie uroczy miesiąc miodowy, koczując w hali odlotów. 

Odsunąłem się od Belli tylko na ułamek sekundy. 

- Sio! – mruknąłem i zabrałem się z powrotem do całowania. 

- Bello, chcesz polecieć ubrana w suknię ślubną? 

Wiedziałem,  że  takie  zagranie  i  tak  nie  przejdzie,  Belli  było  wszystko 
jedno w czym miałaby jechać.  

Alice jęknęła cicho. 

background image

– Powiem jej, dokąd ją zabierasz – zagroziła mi. 

Zamarłem na moment, a potem spiorunowałem ją wzrokiem. 

–  I  pomyśleć,  że  coś  tak  małego,  może  tak  działać  człowiekowi  na 
nerwy. 

– Nie po to naszukałam się idealnej sukienki na podróż, żeby teraz się 
miała  zmarnować  –  odpyskowała.  –  Idziemy  –  zakomenderowała, 
biorąc Belle za rękę. 

Zaparła  się,  żeby  móc  pocałować  mnie  jeszcze  choć  raz,  ale  Alice  
pociągnęła ją niecierpliwie za sobą. Kilkoro z przyglądających się nam 
gości  zachichotało.  Moja  ukochana    poddała  się  i  pozwoliła 
odprowadzić się do pustego domu. 

Alice  wyglądała  na  zezłoszczoną,  ale  wiedziałem  że  Bella  będzie 
wiedzieć co powiedzieć aby Alice powrócił dobry humor.  

Alice  traktowała  Belle  jak  w  własna  siostrę,  była  do  niej  bardzo 
przywiązana.  

Ponieważ  moja  siostra  zabrała  Belle  na  górę  ją  przebrać  nie 
pozostałem  obojętny.  Czym  prędzej  udałem  się  do  swojego  pokoju, 
gdzie  Alice  i  dla  mnie  zostawiła  ubranie  na  zmianę.  Szybko  się 
przebrałem, i zszedłem da dół gdzie czekałem na moją żonę. 

- Kocham cię, mamo- szepnęła Bella gdy schodziły po schodach. – Jak 
dobrze że masz Phila. Dbajcie o siebie. 

 - Też cię kocham, skarbie. Moja maleńka. 

„Będę  za  tobą  bardzo  tęsknić,  ale  wiem  że  jesteś  z  Edwardem  
szczęśliwa  i  widać  że  on  bardzo  cię  kocha,  mam  nadzieje  że  mnie 
jeszcze odwiedzisz”  

Renee bardzo kochała Belle. Wiedziała że jej córka jest rozważna.  

- Pa. Kocham cię – powtórzyła moja ukochana przez ściśnięte gardło. 

background image

Stałem  u  stóp  schodów.  Bella  wzięła  mnie  za  rękę,  ale  wzrokiem 
zaczęła  przeczesywać  zgromadzony  w  salonie  tłumek  pragnących 
pożegnać nas osób. 

– Tato? – zawołała, rozglądając się. 

– Tam – mruknąłem. 

Poprowadziłem  ją  wśród  gości  który  grzecznie  ustępowali  nam 
miejsca. Znaleźliśmy Charliego opartego o ścianę. Czerwone obwódki 
wokół jego oczu wyjaśniały dlaczego się chował. 

- Och tato! 

Kiedy moja ukochana objęła go w pasie po policzkach pociekły jej łzy. 
Wiedziałem że trudno jej się rozstawać z tyloma osobami które kocha. 
Czułem jej smutek równie mocno co ona. 

– Już dobrze, już dobrze. Bo spóźnisz się na samolot. 

Mówienie o uczuciach było trudne dla Belli. Zawsze taka była.  

– Pamiętaj, że zawsze będę cię kochać, tato. 

– Ja też cię kocham, Bells. I nigdy nie przestanę. 

Pocałowała go w policzek w tym samym momencie, gdy on pocałował 
jej. 

– Zadzwoń – poprosił. 

–  Jak  tylko  będę  mogła  –  tylko  tyle  mogła  mu  obiecać,  bo  później 
będzie  już  inną  Bellą  i  nie  wiadomo  jak  poradzi  sobie  w  nowy 
wiecznym życiu. 

– Czas na ciebie. No, bo spóźnisz się na samolot. 

Goście  znowu  się  przed  nami  rozstąpili.  przytuliłem  Belle    mocno  do 
swego boku. 

background image

– Gotowa? 

– Tak. 

Nie  kłamała.  Wiedziałem  że  kocha  mnie  jak  nikt  Iny  i  jest  dla  mnie 
gotowa  zrobić  wszystko.  To  właśnie  dlatego  jesteśmy  teraz  w  tym 
miejscu, ponieważ się kochamy. 

Kiedy  pocałowałem  moją  żonę  na  progu,  wybuchły  brawa.  A  kiedy 
wybiegliśmy przed dom, posypał się ryż. Większość ziaren nas omijała, 
ale Emmett celował z zabójczą precyzją w moje plecy , a więc w Belle  
trafiało sporo z tego, co odbijało się od nich rykoszetem. 

Samochód  upiększała  ogromna  ilość  kwiatów,  upiętych  w  sznury 
ciągnące  się  na  całej  jego  długości.  Z  tylnego  zderzaka  zwisały  pęki 
długich zwiewnych wstążek i jakiś tuzin butów – zupełnie nowych i w 
dodatku ekskluzywnych marek. 

Moja  ukochana  wsiadła  do  samochodu  osłaniana  dzięki  mnie  przed 
strugami  ryżu.  Po  krótkiej  chwili  znalazłem  się  za  kierownicą  i 
odpaliłem silnik. 

–  Kocham  was  wszystkich!  –  zawołała,  machając  przez  okno  do 
swoich bliskich. Oni też machali. 

Wzrok Belli skierowany był na werandę na której były różne odcienie 
miłości.  Renee  i  Phil  przytulający  się  do  siebie  i  Charlie  trzymany  za 
rękę przez swoją byłą żonę.  

Ścisnąłem  dłoń  Belli.  Ten  czuły  gest  oznaczał  moje  pełne  wsparcie  w 
trudnych i przykrych sprawach. Moja ukochana wiedziała, ze nigdy jej 
nie opuszczę choćby nie wiem co. Liczyło się tylko to że się kochamy, 
nasza miłość była dowodem na to że wszystko można przezwyciężyć. 

- Kocham cię – powiedziałem. 

Moja ukochana położyła głowę na mym ramieniu po czym zacytowała 
mnie. 

background image

- To dlatego tu jesteśmy. 

Pocałowałem ją we włosy i wiedziałem, że od tej chwili jesteśmy już 
razem.   

Kiedy  wyjechaliśmy  na  główną  drogę,  a  ja  dodałem  gazu,  ponad 
pomruk  silnika  wybił  się  inny  dźwięk  dobiegający  z  lasu.  Nie  byłem 
pewien  czy  Bella  go  usłyszała  ale  w  żaden  sposób  go  nie 
skomentowała. 

Wycie stopniowo znikało, aż w końcu zapadła cisza. 

 

                                      5.WYSPA ESME  

 

 

-  Houston?  –  spytała  moja  żona  zdziwiona,  kiedy  dochodziliśmy  do 
naszej bramki na lotnisku w Seattle.   

- To tylko kolejny przystanek w podróży  – wyjaśniłem z zawadiackim 
uśmiechem. 

Bella nie wiedziała dokąd ją zabieram w  naszą podróż poślubną. Był 
to  prezent  dla  niej.  Nigdy  nie  lubiła  niespodzianek  wiec  bardzo  się 
denerwowała że  wszyscy oprócz niej wiedzą że naszą przystanią jest 
wyspa Esme. 

Budząc Belle w Teksasie, można było zobaczyć zmęczenie malujące się 
na jej twarzy. Była wykończona wydarzeniami poprzedniej doby mimo 
że ja nie odczuwałem żadnego fizycznego wycieńczenia.    

Zatrzymaliśmy 

się 

przy 

stanowisku 

odpraw 

dla 

lotów 

międzynarodowych. 

- Rio de Janeiro? – wykrztusiła Bella. 

background image

- Kolejny przystanek – poinformowałem ją enigmatycznie. 

Lot  do  Ameryki    Południowej  trwał  wiele  godzin.  Nie  mogłem 
narzekać,  gdyż  w  moich  objęciach  spała  kobieta  mojego  życia.  Przez 
cała  podróż  głównie  myślałem  o  wydarzeniach  które  już  za  kilka 
godzin mają się rozpocząć.  

Zaczynał  się  nasz  miesiąc  miodowy  –  byłem  równie  szczęśliwy,  co 
zaniepokojony tą perspektywą. Ale wszystkie decyzje już zapadły – nie 
mogłem się wycofać z mojej części umowy i, na Boga – nie chciałem! 
Byłbym  najzwyklejszym  kłamcą  gdybym  stwierdził,  że  tego  nie 
pragnąłem  –  żądała  tego  każda  komórka  mojego  ciała.  Gdyby  tylko 
zgodziła się poczekać!  

 

Cóż, tutaj znowu musiałem przyznać się sam przed sobą, że jej ciepłe, 
miękkie  ciało  kusiło  mnie  nieodparcie.  Jej  gorąca  skóra  przy  mojej 
lodowatej  skórze,  jej  miękkie  ciało  ustępujące  pod  dotykiem  moich 
marmurowych  dłoni.  Musiałem  potrząsnąć  głową  by  opędzić  się  od 
tych wyobrażeń zalewających mój umysł. 

Na  zmianę  zanurzałem  się  w  obezwładniających  fantazjach 
dotyczących  najbliższej  przyszłości  i  oddawałem  się  panicznemu 
lękowi,  roztrząsając  najgorsze  alternatywy.  Raz  po  raz  stawało  mi 
przed oczami jej zmasakrowane ciało, jej jasna skóra i ciemne włosy 
rozsypane na poduszce – splamione wszechobecną krwią – najsłodszą 
krwią na świecie. Kilka sekund takich rozważań wystarczało bym miał 
ochotę natychmiast zawrócić i bez skrupułów złamać dane jej słowo. 
Wystarczyło jednak bym zerknął jak śpi oparta o moje ramię, wtulona 
w moją koszulę by na nowo uwierzyć, że wszystkiemu podołam – dla 
niej.  

 

Dałbym jej wszystkie skarby świata, gdyby tego zapragnęła – ale ona 
chciała tylko mnie. Nigdy nie czyniła niczego łatwiejszym – także teraz 

background image

musiała żądać niemożliwego. Ale tak naprawdę nigdy nie umiałem jej 
niczego  odmówić.  Moja  miłość  do  niej  była  zbyt  obsesyjna.  A  ona 
całkowicie ją odwzajemniała.  

Im  bliżej  celu  byliśmy  tym  częściej  lęk  przeważał  nad  rozmarzeniem. 
Ale ze wszystkich sił starałem się tego nie okazywać – nie chciałem by 
widziała jak bardzo się waham. Niech przynajmniej ona nie odczuwa 
strachu  –  skoro  to  już  nieodwołalne.  Tak  bardzo  chciałem  by  to 
wszystko się udało! Dla niej, dla siebie, dla naszej miłości.  

 

Nie  po  to  dzień  w  dzień  i  noc  w  noc  znosiłem  katusze  wampirzego 
pragnienie, torturując moje ciało by zabić ją przypadkiem! Nie miałem 
pojęcia  jak  to  zrobić,  żeby  jej  nie  skrzywdzić  –  była  taka  krucha  i 
bezbronna. A ja zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać.  

 

Na  dodatek  nie  było  możliwości  żebym  po  prostu  się  wycofał  kiedy 
poczuję,  że  tracę  nad  sobą  kontrolę.  Ta  relacja  w  dużej  mierze 
polegała  na  traceniu  tej  kontroli…  A  poza  tym  wątpiłem,  żeby  Bella 
pozwoliła  mi  się  gdziekolwiek  ruszyć  –  wystarczy  wspomnieć  nasz 
pierwszy pocałunek.  

Emmett  bez  skrupułów  burzył  domy,  a  ja  miałem  zamiar  zachować 
Bellę w jednym kawałku! Nieustannie zadawałem sobie pytanie co ja 
najlepszego  wyprawiam.  Wątpiłem  żeby  ktokolwiek  przede  mną  się 
na  coś takiego porywał i  po raz kolejny zastanawiałem się jak to się 
stało, że w ogóle się na to zgodziłem.  

Bo ona tego chciała.  

Edwardzie przestań się oszukiwać! – natychmiast skarcił mnie złośliwy 
głos w mojej głowie.  

W porządku. Gdybym tego nie chciał, to bym kategorycznie odmówił. 
A  nie  zrobiłem  tego.  Jedyne  co  zrobiłem  to  postawienie  warunku. 

background image

Dostałem  to  czego  chciałem.  A  teraz  miałem…  cóż,  dostać  to,  czego 
chciałem – po raz kolejny.  

I pomyśleć, że istniały chwile kiedy sądziłem, że nie będzie mi nawet 
dane trzymać ją za rękę, kiedy myśl o niewinnym pocałunku zdawała 
się  całkiem  niedorzeczną  fantazją,  niemożliwą  do  urzeczywistnienia! 
Gdyby  nie  jej  olbrzymia  odwaga,  jej  cudowna  ufność  nawet  i  taki 
kontakt nigdy nie mógłby mieć miejsca. A teraz była moją żoną i spała 
przytulona do mnie, w drodze do naszego miejsca, gotowa spędzić ze 
mną noc poślubną!  

Znów  powróciłem  myślami  do  początków  naszej  znajomości. 
Wspominałem tę pierwszą noc, którą spędziłem w jej pokoju – wtedy 
gdy  jeszcze  nie  była  świadoma  mojej  obecności.  Kiedy  patrzyłem  jak 
śpi  –  taka  piękna  i  taka  odległa  –  niedostępna  dla  mnie  nawet  w 
najśmielszych  marzeniach.  Pomyślałem  o  nocy,  którą  spędziliśmy 
razem  po  powrocie  z  naszej  polany,  kiedy  zasypiała  w  moich 
ramionach – sądziłem wówczas, że nie mógłbym prosić o więcej – że 
nic więcej nie będzie mi dane otrzymać.  

Jak  wysoką  cenę  będę  musiał  zapłacić  za  to  by  ‘coś  więcej’  było 
możliwe? Jak wysoką cenę zapłaci Bella?  

Już  od  dłuższego  czasu  zastanawiałem  się  jak  to  wszystko  rozegrać, 
żeby uczynić naszą noc poślubną jak najłatwiejszą. Niestety trudności 
nie kończyły się na mojej sile. Istotnym problemem była temperatura 
mojego ciała, że pozwolę sobie pominąć jego twardość, bo co zrobić z 
tym kłopotem to, szczerze, nie miałem pojęcia.  

Natomiast  jeśli  chodzi  o  chłód  mojej  skóry,  to  dobrym  rozwiązaniem 
wydawało  się  wybranie  lokalizacji  w  odpowiednio  ciepłym  klimacie, 
tak by dotyk mojego ciała zamiast powodować dyskomfort przynosił 
ukojenie.  

Tak  więc  w  Rio  de  Janeiro  przesiedliśmy  się  na  niewielką  łódź  i 
obrałem kurs na wyspę Esme. 

background image

Nie  płynęliśmy  długo  ale  Bella  i  tak  okazywała  zniecierpliwienie. 
Wiedziałem ze gubi się w domysłach dotyczących naszej podróży, ale 
przypuszczałem  ze  teraz  oznaką  jej  podenerwowania  jest  nieco  inna 
przyczyna. Podobna do mojej.  

Kiedy jej zniecierpliwienie dało o sobie znac spytała. 

- Daleko jeszcze? 

- Jakieś pół godziny. 

Zauważyłem  jak  kurczowo  trzyma  się  siedzenia  więc  uśmiechnąłem 
się łobuzersko.  

-  Spójrz  tam!  –  zawołałem  po  jakiś  dwudziestu  minutach 
przekrzykując silnik. Wiedziałem że moja ukochana nie  ma tak dobre 
słuchu jak ja. 

Z  początku  nie  mogła  dostrzec  wyspy,  widziała  zaledwie  biały  trakt 
odbijającego  się  w  wodzie  księżyca.  Kiedy  podpłynęliśmy  bliżej 
krawędzie  wyspy  były  lepiej  widoczne.  Piaszczysta  plaża  odbijała 
blado światło księżyca.  

- Co to? – wyszeptała Bella. 

Zmieniłem  kurs,  kierując  jacht  ku  północnemu  skrajowi  lądu. 
Usłyszałem ją mimo warkotu silnika i uśmiechnąłem się szeroko. 

- To Wyspa Esme. – oznajmiłem gdy byliśmy już prawie u celu.  

- Wyspa Esme? – spytała, zaskoczona.  

       - Prezent od Carlisle’a. Esme zaofiarowała się, że pożyczy nam ją 
na  czas  trwania  naszego  miodowego  miesiąca  .  –  wyjaśniłem, 
głównie po to, żeby w ogóle się odezwać.  

Nasz  dialog  ciągnął  się  jeszcze  przez  chwilę  w  podobnym  tonie  – 
banalnymi uwagami próbowaliśmy pokryć zdenerwowanie.  

background image

Kiedy dotarliśmy do celu postawiłem bagaże na pomoście, wróciłem, 
ale  zamiast  pomóc  Belli  zejść  wziąłem  ją  znienacka    na  ręce. 
Zeskoczyłem z jachtu. 

-  Nie  powinieneś  był  z  tym  zaczekać,  aż  staniemy  przed  jakimś 
progiem? – spytała z trudem łapiąc oddech. 

-  Jestem  po  prostu  bardzo  skrupulatny  –  odparłem  z  uśmiechem, 
ciesząc się że mój dotyk nadal sprawia takie rewolucje u Belli.  

Nie  puszczając  moje  ukochanej,  chwyciłem  rączki  obu  waliz  jedną 
ręką  i  zszedłszy  z  pomostu  ruszyłem  piaszczystą  ścieżką  w  głąb 
tropikalnego lasu.  

W oddali już prześwitywało światło dochodzące z urządzonego przez 
Esme domu. 

Nagle  Belli  serce  gwałtownie  przyspieszyło  a  ściśnięte  gardło 
przestało  dopuszczać  powietrze  do  płuc.  Spojrzałem  się  na  nią,  lecz 
ona nie miała odwagi zrobić to samo. 

W  takich  sytuacjach  zawsze  pytałem  co  jest  tego  przyczyną,  ale  ze 
względu  na  moje  zdenerwowanie  nie  potrafiłem  zadać  żadnego 
pytania. 

Zostawiłem  bagaże  na  przestronnej  werandzie,  by  móc  wolną  ręką 
otworzyć drzwi. Nie były zamknięte na klucz. Znów na nią spojrzałem, 
lecz  tym  razem  czekałem,  aż  ona  również  podniesie  wzrok  i  dopiero 
wtedy przekroczyłem próg. 

Oprowadziłem ją po niewielkich pokojach, sypialnię pozostawiając na 
koniec.  Widok  tego  pomieszczenia  ostatecznie  uświadomił  mi,  co 
miało  się  wydarzyć  jeszcze  tej  nocy.  Po  moim  ciele  rozszedł  się 
chłodny  dreszcz,  docierając  nawet  do  opuszków  palców.  Czułem  się 
całkiem bezradny – w najzwyczajniejszy na świecie sposób. Ten rodzaj 
zdenerwowania  musiał  dotyczyć  wszystkich  par  w  tej  sytuacji  i  nie 
miał nic wspólnego z moją wampirzą naturą. Wiedziałem, że i Bella je 
odczuwa. Stwierdziłem, ze pójdę po bagaże, żeby chociaż przez chwilę 

background image

jeszcze  zebrać  myśli. I  ukryć  jakoś  fakt,  że  dygoczę  od  stóp  do  głów. 
Postawiwszy uprzednio moją żonę na ziemi zwróciłem się do niej. 

- Ehm… przyniosę walizki. 

Widok cichego oceanu nasunął mi pewien pomysł, który wydawał się 
ze wszech miar korzystny.  

 

A gdyby tak najpierw popływać?  

Nie  tylko  moja  skóra  nagrzałaby  się  nieco  od  ciepłej  wody,  ale  być 
może udałoby się nam uniknąć tego skrępowania, które niewątpliwie 
towarzyszyłoby nam w sypialni. Wiedziałem, że wzajemna bliskość nie 
sprawiała  nam  żadnego  problemu,  ale  presja  pierwszego  razu  robi 
swoje. Nie chciałem by było to jakieś nieporadne, niepewne. Przejęcie 
inicjatywy  oczywiście  należało  do  mnie,  ale  teoria,  nawet  dosadnie 
wyłożona, to jedno, a praktyka to drugie…  

Tak czy inaczej woda wyglądała zachęcająco.  

Wróciłem  do  pokoju  nieco  pewniejszy  siebie,  z  zamiarem 
zasugerowania wspólnej kąpieli w oceanie.  

Bella siedziała na łóżku tak jak ją zostawiłem, a drobne kropelki potu 
perliły  się  na  jej  skórze.  Wyglądało  na  to,  że  istotnie  było  tam  dość 
ciepło.  

Usiadłem przy niej, mając nadzieje, że moja lodowata skóra wreszcie 
na coś się przyda, zamiast utrudniać nam życie. Przesunąłem palcem 
wzdłuż  jej  szyi,  obserwując  jak  momentalnie  pokrywa  się  delikatną 
gęsia  skórką.  Cóż,  być  może  różnica  temperatur  była  jednak  zbyt 
duża. 

–  Gorąco  tutaj  –  powiedziałem  przepraszającym  tonem.  – 
Pomyślałem... że tak będzie najlepiej. 

background image

– Jak zwykle skrupulatny – mruknęła pod nosem. 

Zachichotałem nerwowo. Rzadko można było mnie zobaczyć do tego 
stopnia zestresowanego. 

–  Starałem  się  zorganizować  wszystko  tak,  żeby...  żeby  było  to  dla 
ciebie jak najprostsze. 

 Nie spoglądając w moim kierunku Bella przełknęła głośno ślinę.  

Nagle złożenie mojej propozycji stało się dużo trudniejsze. Ale jeśli tej 
nocy miało dojść do czegokolwiek, musiałem się wcześniej czy później 
przełamać.  

–  Tak  sobie  pomyślałem  –  zacząłem  nieśmiało  –  że  może...  może 
chciałbyś  ze  mną  teraz  popływać?  –  Wziąłem  głęboki  wdech  i  kiedy 
ponownie  się  odezwałem,  próbowałem  być  bardziej  rozluźniony.  – 
Woda będzie nadal ciepła. Spodoba ci się. Kąpiel o północy... 

– Brzmi zachęcająco – wyjąkała łamiącym się głosem. 

– Zostawię cię teraz samą, dobrze? Jesteś człowiekiem i masz za sobą 
długą podróż... 

Skinęła machinalnie głową. Musnąłem ustami jej szyję i dałem jej do 
zrozumienia,  że  zostawiam  ją  samą,  by  mogła  wykorzystać  ten  czas 
tak, jak tego potrzebuje. 

 

– Tylko niech pani nie każe na siebie zbyt długo czekać, pani Cullen.-  
szepnąłem,  delektując  się  dźwiękiem  tych  słów  –  teraz  odnoszących 
się do niej. 

Przesunąłem wargami wzdłuż jej ramienia. 

- Będę czekał na ciebie w wodzie.  

background image

Piasek  chrzęścił  pod  moimi  stopami  kiedy  zmierzałem  ku 
ciemnogranatowej  tafli.  Ściągnąłem  koszulkę,  rzucając  ją  tam  gdzie 
akurat stałem. Poczułem jak otula mnie ciepłe, tropikalne powietrze i 
na  chwilę  uwierzyłem,  że  wszystko  będzie  w  porządku.  Rozbierałem 
się  powoli,  nie  troszcząc  się  o  ubrania.  Czułem  się  trochę  nieswojo  i, 
żeby  pozbyć  się  tego  wrażenie  jak  najszybciej  zanurzyłem  się  w 
wodzie.  To  także  było  bardzo  korzystne.  Nic  nie  będzie  oddzielało 
naszych ciało od siebie, ale głęboka toń pozbawi nas oporów.  

Dotarłem  na  głębokość,  która  wydała  mi  się  odpowiednia, 
pamiętając, że Bella jest sporo ode mnie niższa i zatrzymałem się.  

 

Światło  księżyca  ślizgało  się  po  powierzchni  wody,  która  muskana 
wieczorną  bryzą  marszczyła  się  lekko.  Nic  nie  mąciło  idealnej  ciszy 
panującej w zatoce.  

Czekałem. Nie odczuwałem zniecierpliwienia. Im dłużej zwlekała, tym 
więcej  czasu  maiłem  na  uspokojenie,  powściągnięcie  oszalałego 
pożądania,  pohamowanie  gwałtownych  instynktów  i  opanowanie… 
strachu.  

 

Westchnąłem,  burząc  panującą  niepodzielnie  ciszę  i  przeczesałem 
włosy palcami. Ciepła woda pomagała wziąć siew garść, uspokoić. Nie 
spodziewałem  się  ,ze  ludzkie  emocje  tak  łatwo  przejmą  nade  mną 
kontrolę.  Cieszyłem  się  jednak,  że  to,  co  teraz  panowało  w  moim 
umyśle  było  tylko  chaosem  ludzkich  uczuć,  a  nie  wampirzych 
pragnień.  

 

Usłyszałem jej kroki na plaży. Rosnąca ekscytacja ostatecznie zburzyła 
z  trudem  budowany  spokój.  Kiedy  pomyślałem  o  tym,  że  już  za 
moment do mnie dołączy, na krótką chwilę cielesne żądze przesłoniły 

background image

wszystko  inne.  Ale  musiałem  panować  nad  sytuacją,  kontrolować 
każdy gest. Myśleć.  

A  to  wcale  nie  było  takie  proste,  zwłaszcza  kiedy  usłyszałem  jak 
powoli wchodzi do wody. 

  

Czułem na swojej skórze ruch wody, wywołany przez zbliżającą się ku 
mnie Bellę. Miała do pokonania całkiem sporą odległość, ale mimo to 
wydawało  mi  się,  że  dystans  między  nami  ulega  skróceniu  w  bardzo 
szybkim tempie… W mojej głowie panował coraz większy chaos. Moje 
myśli  wirowały  niespokojnie.  Jedyne,  co  czułem  wyraźnie  i  czego 
byłem  pewien,  to  obezwładniająca  potrzeba  bycia  blisko  niej. 
Najbliżej, jak tylko można. I strach. Chcąc przezwyciężyć  narastającą 
panikę, zacząłem szeptać do siebie najciszej, jak potrafiłem. 

 

Ona winna! ona winna,  

Że ciekawość moją drażni,  

Bo gdzie sięgać wzrok nie może,  

Sięga siła wyobraźni. 

 

Niemal czułem zbliżające się ciepło jej ciała; jej drżenie i niespokojny 
oddech. Mimowolnie napiąłem wszystkie mięśnie w oczekiwaniu. Mój 
szept  stawał  się    coraz  bardziej  gorliwy,  zapalczywy  i…  rozpaczliwy. 
Musiałem to przed sobą przyznać. Bałem się. Pod każdym względem. 
Próbowałem  się  uspokoić,  ale  woda,  rytmicznie  uderzająca  o  moje 
zimne  ciało,  skutecznie  mnie  rozpraszała,  rujnując  resztki 
opanowania.  

background image

Wpatrywałem  się  intensywnie  w  głęboką  toń  oceanu,  analizując  jej 
połyskującą czerń. Śledziłem najlżejsze drgnienie tafli. Nie mogłem się 
wycofać. Nie chciałem.  

Plusk. Jeden. Drugi. Trzeci… Boże, daj mi siłę. 

 

A myśl coraz dalej biegnie  

I wypełnia postać cudną,  

I odsłania wszystkie wdzięki...  

Bo fantazję wstrzymać trudno... 

 

Była  coraz  bliżej.  Całym  sobą  czułem  jej  obecność.  Działała  na 
wszystkie  moje  zmysły.  Całkowicie  straciłem  panowanie  nad 
oddechem. 

 

Widzę ciebie na wpół senną,  

Snem rozkoszy rozmarzoną,  

Widzę włosów splot jedwabny,  

Śnieżną falą drżące łono.  

 

I te usta, co miłośnie  

W pół otwarte chcą czarować,  

I rozważam: co za rozkosz,  

background image

Takie usta pocałować!  

 

Ledwie  szepnąłem  ostatnie  słowo,  gdy  poczułem  dotyk  jej  palców. 
Musnęła delikatnie moją dłoń. 

- Jaki on piękny – powiedziała spoglądając na księżyc. 

-  Całkiem  ładny  –  stwierdziłem  niewzruszony,  gdyż  przy  mojej 
ukochanej Belli żadne gwiazdy nie przyćmią jej urody. 

Powoli  odwróciłem  się  w  jej  stronę.  Ruch  ten  wywołał  drobne  fale, 
które  rozbiły  się      o  jej  piękne  ciało.  Wplotłem  swoje  palce  w  jej, 
zanurzając nasze dłonie pod wodę.  

-  Ale  nie  użyłbym  słowa  „piękny”  –  ciągnąłem  –  Nie,  kiedy  mogę 
porównać go z tobą. 

Uśmiechnęła  się  delikatnie,  po  czym  uniosła  nasze  splecione  dłonie  i 
położyła mi je na sercu. 

Ledwie dostrzegalnie się wzdrygnąłem, byłem spięty. Zacząłem nawet 
inaczej oddychać. 

– Obiecałem, że spróbujemy, ale jeśli tylko... jeśli tylko zrobię coś nie 
tak, jeśli poczujesz ból, proszę, natychmiast mi o tym powiedz. 

Nie przestając patrzeć mi w oczy z powagą skinęła głową. Zrobiła krok 
do przodu i wtuliła się w moja pierś. 

– Nie bój się – szepnęłam. – Jesteśmy sobie przeznaczeni. Już zawsze 
będziemy razem. 

Czułem miękkość jej policzka na piersi. Wilgotne włosy łaskotały mnie 
w rozkoszny sposób. 

Światło  księżyca  srebrzyło  jej  drobną  twarz,  pogłębiając  naturalną 
bladość. Wydawała się być bardziej kruchą, niźli najcieńsza porcelana. 

background image

Czy  mam  wystarczająco  dużo  siły…?  Wątpię.  Ale  pani  Cullen  w  tej 
kwestii była niezwykle uparta i na nic nie zadałyby się moje rozważne 
słowa.  

 

Zresztą  żadnych  nie  potrafiłem  w  tej  chwili  sformułować…  Traciłem 
kontakt z rozsądną, zdolną do myślenia, częścią mojego umysłu.  

Nie było rozsądku. 

Objąłem ją mocno i przycisnąłem do siebie  – lato do zimy. Jedyne co 
zdołałem odpowiedzieć to: 

- Już na zawsze. 

Poprowadziłem ją na głęboką wodę. 

 

                                             ***  

 

Drzwi  z  hukiem  uderzyły  o  ścianę.  Przygniotłem  Bellę  z  impetem  do 
łóżka,  które  zaskrzypiało  złowrogo.  Moje  dłonie,  drżące  w 
podnieceniu,  błądziły  po  jej  bladej  skórze,  wysyłając  dreszcze  wzdłuż 
całego  mojego  ciała.  Pisnęła,  tracąc  pode  mną  oddech.  Oszalały 
umysł  pozwalał  mi  jedynie  czuć  jej  gładkość  i  ciepło;  słyszeć  jej 
rozkoszne westchnienia i cichutkie jęki; widzieć jej zaciśnięte powieki i 
rozchylone, różowe wargi.  

 

Całowałem  każdy  skrawek  jej  gorącego  ciała,  warcząc  głośno. 
Drżałem  jak  w  febrze.  Jej  krew  pachniała  cudownie,  uwięziona  pod 
cienką skórą. Moje zimne usta smakowały jej bladość, pozostawiając 
po  sobie  gęsią  skórkę.  Moja  warga  drgała  niespokojnie,  odsłaniając 
kły.  

background image

A potem zrobiło się cicho.  

 

Wszystko wokół nabrało nienaturalnych kolorów. W tej jednej jedynej 
chwili moje myśli stały się wyraźne i trzeźwe. Patrzyłem na nią z góry, 
szukając  spojrzenia  dwojga  oczu,  które  ukochałem  dawno  temu. 
Pełne  były  zaskoczenia,  strachu  i  fascynacji.  Przygryzała  wargę, 
oddychając z trudem. Widziałem wszystko w zwolnionym tempie - jej 
usta  powoli  formujące  się  w  uśmiech,  trzepot  rzęs  zamykających  się 
oczu, włosy rozsypujące się wokół jej głowy, gdy odrzucała ją do tyłu, 
jej dłoń sunąca po moim torsie. Coraz niżej.  

 

Jej  palce  pieściły  moją  skórę,  wyczyniając  ze  mną  cuda.  Mógłbym 
przysiąc, że moje źrenice zwęziły się silnie. Wisiałem nad nią z szeroko 
rozwartymi oczyma, dysząc jak potępieniec. Trwałem tak w napięciu, 
bojąc  się  ruszyć.  Moje  wnętrze  rozdzierała  rozjuszona  bestia,  pełna 
zwierzęcych instynktów.  

Jej gorąca dłoń… Jej delikatne palce rozrywały mój poukładany świat 
na kawałki.  

- Edward… - ten szept odbijał się w mojej głowie echem. Bez przerwy.  

A może Bella wciąż powtarzała moje imię…?  

Odbierałem  świat  w  zupełnie  inny  sposób,  niż  dotychczas.  Moje 
pragnienia,  wysunięte  na  pierwszy  plan,  walczyły  o  dominację.  Nic 
innego nie miało znaczenia.  

Gardło  paliło  żywym  ogniem  wespół  z  nieznośnym  mrowieniem  w 
dole brzucha.  

Czując  jej  gorące  uda  oplatające  moje  biodra,  straciłem  resztki 
człowieczeństwa. Z moich płuc wyrwał się zwierzęcy ryk.  

background image

 

                                             

                                            ***  

 

 

Krzyknęła.  To  była  jedyna  rzecz,  jaką  zdołałem  pojąć,  zanim  świat 
zawirował  silnie,  a  ja  z  warkotem  na  ustach  poddałem  się 
zniewalającej  przyjemności,  która  targała  moim  ciałem.  Krew  w  jej 
ciele pulsowała z siłą, która odbierała rozum, mamiła, hipnotyzowała. 
Zapach,  który  wirował  wokół  mnie  sprawił,  że  złoto  moich  tęczówek 
ustąpiło pod naporem czerni. Wbijałem palce w jej ramiona, zadając 
ból.  Jęknąłem  głośno,  przeciągle,  wyginając  rozedrgane  ciało.  Z 
cichym  charkotem  wbiłem  ociekające  jadem  kły  w  poduszkę, 
milimetry od delikatnej szyi mojej ukochanej.  

Otoczyły nas wirujące w powietrzu piórka.  

Wróciła  mi  świadomość.  Świat  zwolnił,  przestał  wirować.  Przyszło 
zrozumienie.  

 

  

                                          ***  

 

 

Dygocząc, położyłem głowę tuż obok jej. Wpatrywałem się w jej twarz 
szeroko  otwartymi  oczami,  chcąc  zrozumieć,  co  się  stało.  Jedna  łza 
spłynęła po krągłości jej policzka i znikła w białym puchu.  

background image

Poczułem jakby moje martwe serce pękło na dwoje.  

Zawyłem,  jak  zranione  zwierzę,  łapiąc  ją  w  ramiona.  Jedyne,  co 
czułem, to jej dłoń gładzącą moje zmierzwione włosy. 

 Patrzyłem  jak  promienie  słońca  kładą  się  na  jej  skórze  i  czułem  się 
jakby  ta  drżąca  smuga  światła  szydziła  ze  mnie,  czyniąc  każdą  z 
niebieskawych plam szpecących ciało Belli bardziej wyrazistą.  

Wydawało  mi  się  straszliwą  sprzecznością,  że  po  tym  wszystkim,  po 
tym jak ją skrzywdziłem, moja ukochana ciągle trwa wtulona w moje 
marmurowe ramiona i śpi tak całkowicie ufna, taka bezbronna.  

Zacisnąłem  powieki,  czując  jak  ogarnia  mnie  głęboka  frustracja.  Nie 
mogłem spokojnie patrzeć na oczywiste dowody mojego bestialstwa. 
Każdy  jej  siniec  napawał  mnie  obrzydzeniem  do  samego  siebie.  Było 
ono tym większe, że moje ciało wciąż jeszcze drżało na wspomnienie 
minionej nocy, dręczyło mnie echami tej przyjemności, uniesienia.  

Natychmiast  stłumiłem  w  sobie  te  emocje.  Choćby  było  to  nie  wiem 
jak  wspaniałe,  nie  wolno  mi  myśleć  w  ten  sposób.  Nie  mogłem 
czerpać  przyjemności  z  czegoś,  co  krzywdziło  Bellę.  Ale  kiedy  nie 
będzie  już  taka  krucha…  Zdradziecki  dreszcz  przepełznął  wzdłuż 
mojego kręgosłupa.  

 

Czułem, że Bella się budzi. Jej oddech nie był już taki spokojny, serce 
zmieniło nieco swój rytm. Nie dała jednak żadnego znaku, że nie śpi.  

Właściwie całkiem bezwiednie zacząłem wodzić dłońmi po jej plecach, 
a  moje  palce  kreśliły  skomplikowane  wzory  omijając  sińce  –  nie 
chciałem sprawić jej już żadnego bólu. Nigdy więcej.  

Zdziwiłem się słysząc jej cichy śmiech.  

– Co cię tak rozbawiło?  - spytałem,  nie mogąc powstrzymać własnej 
ciekawości.  Chyba  nie  tak  powinno  zabrzmieć  powitanie  po  nocy 

background image

poślubnej,  ale  byłem  zbyt  sfrustrowany,  by  bawić  się  w 
przedstawienia. 

Poczułem  rumieniec  malujący  się  na  jej  twarzy  i  szyi.  Bella  znów 
zachichotała. 

– Oj, nie da się na dłużej zapomnieć, że się jest człowiekiem.- odparła.  

O  tak,  była  taka  ludzka.  Taka  delikatna.  A  ja  nie  potrafiłem  tego 
uszanować,  nie  potrafiłem  zapanować  nad  moja  potworną  siłą.  Jak 
zwierzę.  Byłem  na  siebie  wściekły.  Złość  gotowała  się  we  mnie, 
wrzała,  gotowa  w  każdej  chwili  wydostać  się  na  powierzchnię. 
Starałem  się  nad  tym  panować,  żeby  jeszcze  bardziej  nie  ranić  Belli, 
ale oznaczało to, że milczałem uparcie, bojąc się odezwać. 

– Czy coś się stało? – spytała czule. 

– Czy stało się coś złego?- niemal jęknąłem słysząc te pytania. 

–  Jeszcze  pytasz?-  moja  odpowiedź  zabrzmiała  jak  warknięcie. 
Wyprałem ją z emocji, by nie wybrzmiał w niej mój gniew.  

Odpowiedziała  mi  cisza.  Widziałem  jak  gorączkowo  się  zastanawia, 
jak zwykle doszukując się winy nie tam, gdzie powinna. 

Spróbowałem wygładzić zmarszczki malujące się na jej czole.  

– O czym myślisz? – szepnąłem. 

– Jesteś podenerwowany i nie rozumiem dlaczego. Czy coś  ci...  – nie 
dokończyła. 

Zmrużyłem oczy. 

–  Bardzo  cię  boli,  Bello?  Nie  oszczędzaj  mnie,  powiedz  mi  całą 
prawdę.- poprosiłem cicho, z każdym wypowiadanym słowem  czując 
się coraz gorzej. 

– Boli? – powtórzyła niepewnie. 

background image

Co to miało znaczyć? Co próbowała mi wmówić? 

– Czemu myślisz, że coś mnie boli? Nigdy nie czułam się lepiej. 

Przymknąłem powieki. 

– Przestań. - poprosiłem, walcząc ze złością pobrzmiewającą w moim 
głosie. 

– Co „przestań”? 

–  Przestań  się  tak  zachowywać!  Jak  mogłem  się  na  to  zgodzić?! 
Jestem potworem! 

– Co ty wygadujesz?! – zdenerwowała się – Nie mów takich rzeczy! 

Uparcie  trwała  w  postanowieniu  udawania,  że  wszystko  jest  w  jak 
najlepszym porządku. Doprowadzała mnie tym na skraj szaleństwa.  

Rozumiałbym,  gdyby  uciekła  z  krzykiem,  gdyby  zasypała  mnie 
pretensjami,  gdyby  płakała  z  bólu  i  rozczarowania.  Ale  nie.  Po  tym 
wszystkim ona jeszcze próbowała mnie pocieszyć, przekonując, że nic 
jej nie jest. 

–  Spójrz  tylko  na  siebie,  Bello.  A  potem  powiedz  mi,  że  nie  jestem 
potworem. 

Zerknęła szybko na swoje ciało.  

-  Dlaczego  jestem  cała  pierzu?  –  spytała  lekko  zszokowana  tym 
odkryciem. 

– Rozgryzłem poduszkę. Może dwie. Mniejsza o to, nie o to mi chodzi. 

– Rozgryzłeś poduszkę? Dlaczego? 

– Na miłość boską, Bello!- niemalże warknąłem. Chwyciłem  ostrożnie 
jej  dłoń  i  zwróciłem  jej  uwagę  na  pokryte  sińcami  przedramię.  -  Tu! 
Spójrz na to! 

background image

Przesunęła  po  nich  palcem,  krzywiąc  się  nieznacznie.  Przytknąłem 
swoja dłoń do jej ręki, a tak właściwie to tylko ją musnąłem bo balem 
się    zrobi  jej  jeszcze  większą  krzywdę  i  zademonstrowałem,  ze 
zasinienia idealnie pokrywają się z rozstawem moich długich palców. 

- Oh – wykrztusiła, niemile zaskoczona. Czyżby nie spodziewała się, że 
jej obrażenia są aż tak rozległe? 

–  Tak  bardzo  mi  przykro,  Bello  –  szepnąłem  kiedy  badała  swoje 
obrażenia. - Wiedziałem, że tak to się skończy. Nie powinienem był... 
–  jęknąłem  cicho  z  obrzydzenia  do  samego  siebie.  -  Nie  ma  słów, 
którymi mógłbym cię przeprosić. 

Zakryłem  twarz,  czując  się  jak  najgorszy  zbrodniarz.  Nawet  nie 
chciałem by na mnie patrzyła.  

Cisza  trwała  nieznośnie  długo.  Czyżbym  miał  w  końcu  doczekać  się 
którejś z oczekiwanych przeze mnie reakcji?  

Po chwili ostrożnie dotknęła mojego ramienia. Chciała oderwać moje 
dłonie od twarzy, ale nie pozwoliłem jej na to. 

- Edward.  

Nie odpowiedziałem. Co miałbym jej powiedzieć?  

- Edward? – chwila ciszy w oczekiwaniu na moją reakcję. 

– Mi nie jest przykro. Jestem taka... Nawet nie wiem, jak to określić. 
Jestem taka szczęśliwa? Nie, to nie oddaje tego w pełni. Nie bądź na 
siebie zły. Nic sobie nie wypominaj. Naprawdę, nic mi... 

– Tylko nie mów,  że nic ci nie jest.  - przerwałem jej zanim zdążyłaby 
wzbić  się  na  wyżyny  swojego  przerażającego  altruizmu  i  zacząć 
kłamać w żywe oczy. - Nie powtarzaj tego uparcie, bo zaraz oszaleję. 

– Ale to prawda – szepnęła. 

– Bello, błagam, przestań! 

background image

– Nie. To ty przestań, Edwardzie. 

Odsłoniłem twarz i spojrzałem w jej cudowne czekoladowe oczy. 

–  Nie  psuj  wszystkiego  –  powiedziała  powoli  i  dobitnie.  –  Patrz  na 
moje usta jestem szczęśliwa. 

–  Ja  już  wszystko  zepsułem.-    szepnąłem,  przytłoczony  poczuciem 
winy. 

– Przestań! – nakazała mi. 

Zazgrzytałem zębami. 

–  Uch!  –  jęknęła  gniewnie.  –  Dlaczego,  u  diabła,  nie  potrafisz  już 
czytać mi w myślach! To takie denerwujące być mentalną niemową! 

A to niby czemu?  

– A to coś nowego. Przecież ty uwielbiasz to, że nie potrafię czytać ci 
w myślach. 

– Nie dzisiaj. - odparła krótko i pewnie.  

Czułem się zbity z tropu.  

Sprawiała  wrażenie  jakby  naprawdę  o  nic  mnie  nie  obwiniała.  Nie 
potrafiłem tego  

zrozumieć.  Nie  kłamała  –  nigdy  nie  potrafiła  tego  robić.  Ale 
pozostawało pytanie czemu wciąż nie docierała do niej ta najbardziej 
oczywista  prawda  –  byłem  potworem  i  nawet  największy  upór  nie 
mógł  tego  zmienić.  Być  może  ona  nie  chciała  przyjąć  tego  do 
wiadomości, ale ja wiedziałem to doskonale.  

Wpatrywałem się w nią z uwagą, próbując doszukać się jakichkolwiek 
oznak zwątpienia. Na próżno. 

– Dlaczego? – spytałem, nie mogąc powstrzymać ciekawości. 

background image

Bella w frustracji pacnęła mnie oburącz w pirs. Jeżeli to ją zabolało, to 
nie dala po sobie tego poznać.  

– Bo nie musiałbyś się tak zadręczać, gdybyś mógł zobaczyć, jak się w 
tej chwili czuję! A raczej, jak się czułam pięć minut temu. Byłam taka 
szczęśliwa! Po prostu, nie wiem, unosiłam się w powietrzu. A teraz... 
Tak szczerze, wkurzona jestem na ciebie. 

– Powinnaś być na mnie zła.- mruknąłem ponuro. 

– No to jestem. I  co, czujesz się przez to lepiej?  - odparła  krótko. Jej 
głos ociekał sarkazmem, o który jej nie podejrzewałem. Obrzuciłem ją 
spojrzeniem pełnym urazy. Dlaczego ze mnie drwiła?  

– Nie. Nie sądzę, żebym od czegokolwiek mógł się teraz poczuć lepiej.- 
odpowiedziałem głosem tak wypranym z emocji, że aż martwym.  

–  Tak  –  wycedziła  –  widzę.  I  właśnie  dlatego  jestem  na  ciebie  zła. 
Odbierasz mi całą frajdę, Edwardzie. 

Wywróciłem oczami i pokręciłem głową, wciąż jeszcze dziwiąc się jej 
uporowi. 

–  Oboje  nie  wiedzieliśmy,  czego  się  spodziewać.  I  miało  być  ciężko, 
prawda? Tak 

zakładałam.  A  tymczasem...  okazało  się  to  o  wiele  prostsze,  niż 
myślałam. A te tu – przejechała palcami po siniakach – to naprawdę 
nic takiego. Sądzę, że jak na pierwszy raz, poszło nam rewelacyjnie. A 
jak trochę poćwiczymy...- odezwała się łagodnie, tłumiąc emocje. Ale 
to  co  powiedziała  poczułem  jak  smagniecie  batem,  jej  słowa 
zaatakowały mnie gwałtownie. 

–  Tak  zakładałaś?  Spodziewałaś  się  tego,  Bello?  Oczekiwałaś,  że 
zrobię  ci  krzywdę?  Myślałaś,  że  będzie  jeszcze  gorzej?  Uważasz  ten 
eksperyment  za  udany,  bo  jesteś  w  stanie  wstać  z  łóżka?  Nic  ci  nie 
złamałem, więc odnieśliśmy sukces?- wykrzyknąłem, rozżalony.  

background image

 

Obserwowała mnie przez chwilę, niepewna czy może mówić dalej, czy 
też znów wynagrodzę jej cierpliwość kolejnym wybuchem. Nie ważne 
jakbym się nie starał – i tak ją ranię. Musiałem się opanować, by nie 
pogarszać  jeszcze  mojej  i  tak  beznadziejnej  sytuacji.  Czułem  się 
parszywie.  

 

–  Nie  wiedziałam,  czego  się  spodziewać  –  ale  z  pewnością  nie 
spodziewałam  się  tego,  że  będzie  tak...  tak  pięknie  i  tak  cudownie.- 
wbiła wzrok w swoje dłonie. - To znaczy, nie wiem, jak tobie było, ale 
mi  było  właśnie  tak.-  powiedziała  spokojnie,  ostrożnie  dobierając 
słowa, z każdą chwila tracąc pewność siebie.  

To co powiedziała oszołomiło mnie kompletnie. Prawda, która powoli 
zaczęła docierać do mojej świadomości ogłuszyła mnie całkowicie. To 
było zbyt nieprawdopodobne. Niedorzeczne. Ona po prostu nie mogła 
tak tego odebrać. Nonsens. Czyżby? 

Podparłem palcem jej brodę, aby znów na mnie spojrzała. 

– Czy to cię teraz właśnie trapi? - spytałem, walcząc z emocjami, które 
zaczynały dochodzić do głosu.  

 

– Martwisz się, że nie miałem z tego żadnej przyjemności? 

Nie podniosła wzroku, tylko mówiła dalej nie patrząc mi w oczy. 

– Wiem, że się od siebie różnimy. Nie jesteś człowiekiem. Ale usiłuję ci 
tylko  wyjaśnić,  że  przynajmniej  z  punktu  widzenia  człowieka,  trudno 
sobie wyobrazić coś lepszego. 

Więc ona także odczuła to jako coś cudownego! Nie mieściło mi się to 
w  głowie.  Wiedziałem,  jak  silnym  uczuciem  mnie  darzy  i  choć  nie 

background image

mogło równać się z moją miłością do niej, niewątpliwie było niezwykle 
mocne.  W  przeciwnym  razie  nie  znaleźlibyśmy  się  tutaj  i  nigdy  nie 
zaufałaby  mi  aż  do  tego  stopnia.  Ale  jeśli  pomimo  tego  bólu  jaki  jej 
zadałem,  pomimo  tego,  że  ją  zraniłem  uważała  to,  co  się  pomiędzy 
nami wydarzyło za wspaniale przeżycie, musiała mnie kochać bardziej 
niż śmiałbym przypuszczać.  

Czy  wobec  tego  mogłem  pozwolić  sobie  na  radość?  Czy  mogłem 
pozwolić  uwolnić  się  rozpierającemu  mnie  szczęściu,  które  wrzało 
gdzieś  pod  powierzchnią  mojej  skóry  od  wczorajszego  wieczora, 
tłumione  przez  gniew  i  odrazę  do  samego  siebie?  Czy  mogłem  bez 
wyrzutów  sumienia  zanurzyć  się  w  odurzającym  wspomnieniu  tej 
nocy?  

Jej  zadowolenie  nadal  nie  zmieniało  faktu,  że  zrobiłem  jej  krzywdę  i 
nie mogłem sobie pozwolić na coś takiego po raz kolejny. Niezależnie 
od tego, co Bella o tym myślała. Ale nie musiałem już dłużej niszczyć 
tego poranka. Nie wolno mi było tego robić. 

– Najwyraźniej winien ci jestem kolejne przeprosiny.  – Zmarszczyłem 
czoło. – Nie 

przypuszczałem,  że  jedynym  wnioskiem,  jaki  wyciągniesz  z  mojego 
lamentu, będzie to, że ostatnia noc nie była dla mnie... cóż, że nie była 
najlepszą  nocą  mojego  istnienia.  Ale  nie  chcę  o  niej  myśleć  w  ten 
sposób – nie, kiedy ty musiałaś tyle wycierpieć... 

– Naprawdę? -  przerwała mi, jakby  niedowierzając moim słowom.  - 
Ta była najlepsza? 

Ostrożnie  ująłem  jej  twarz  w  dłonie.  Spojrzałem  na  niekrótko,  chcąc 
daj  jej  do  zrozumienia,  że  naprawdę  nie  musi  się  upewniać  w  tej 
kwestii. 

–  Po  tym,  jak  dobiliśmy  targu,  poszedłem  do  Carlisle’a,  mając 
nadzieję,  że  udzieli  mi  jakichś  wskazówek.  Oczywiście  ostrzegł  mnie, 
że narażam cię na ogromne niebezpieczeństwo , ale ufał mi, ufał mi, 

background image

choć  na  to  nie  zasługiwałem.-  zacząłem  opowiadać,  by  wyjaśnić  jak 
trudna  to  była  dla  mnie  sytuacja.  Chciała  oczywiście  zaprzeczyć 
ostatniemu zdaniu, ale jej na to nie pozwoliłem.  

– Spytałem go także, czego ja sam mam oczekiwać. Nie wiedziałem, 
jak to będzie... jak to wygląda u wampirów.  Carlisle wyjaśnił mi, że to 
bardzo silne doznanie, nieporównywalne z niczym innym. Powiedział, 
że nie powinienem lekceważyć tej siły. Ponieważ zwykle jesteśmy nad 
wyraz  opanowani,  silne  emocje  mogą  nas  zmieniać,  pozostawić  w 
naszej psychice trwały ślad. Ale dodał, że tym to akurat nie muszę się 
przejmować, bo przy tobie już się ogromnie zmieniłem. -  pozwoliłem 
sobie  na  uśmiech,  konfrontując  teraz  uwagi  Carlisle’a  z 
rzeczywistością.  

–  Rozmawiałem  też  z  moimi  braćmi.  Powiedzieli  mi,  że  to  wielka 
przyjemność. Ustępuje jedynie piciu ludzkiej krwi. – Skrzywiłem się. – 
Ale  próbowałem  nawet  twojej  krwi  i  nie  wierzę,  żeby  jakakolwiek 
mogła  pociągać  bardziej  niż  to...  Nie  uważam,  że  moi  bracia  są  w 
błędzie, nie. Sądzę tylko, że z nami jest inaczej. Dla nas to po prostu 
coś więcej. 

– O wiele więcej. Dla nas to wszystko. 

–  Nie  zmienia  to  jednak  faktu,  że  nie  powinniśmy  byli  się tak  daleko 
zapędzać. Nie 

powinniśmy,  nawet  jeśli  naprawdę  mogłabyś  czerpać  z  tego  tak 
wielką radość, jak twierdzisz. 

– A to co ma znaczyć? Myślisz, że wszystko sobie zmyśliłam? Po co?  

–  Żeby  zmniejszyć  moje  wyrzuty  sumienia,  rzecz  jasna.  Ale  nie  mogę 
ignorować dowodów, Bello. Ani zapomnieć, że już nieraz próbowałaś 
wcześniej podobnych sztuczek, kiedy popełniałem jakiś błąd. 

Ujęła  mnie  pod  brodę  i  pochyliła  się  tak  ze  nasze  twarze  dzieliło 
zaledwie kilka centymetrów. 

background image

–  Słuchaj,  Edwardzie.  Niczego  nie  udaję  i  to  już  na  pewno  nie  ze 
względu  na  ciebie,  jasne?  Dopóki  nie  zacząłeś  zrzędzić,  nawet  nie 
wiedziałam, że istnieje jakiś powód, dla którego miałabym starać się 
poprawić ci humor. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam w takiej euforii – 
nie  byłam  tak  szczęśliwa  ani  wtedy,  kiedy  doszedłeś  do  wniosku,  że 
twoja miłość do mnie jest silniejsza niż chęć, by mnie zabić, ani wtedy, 
kiedy obudziłam się rano, a ty po raz pierwszy na mnie czekałeś, ani 
wtedy,  kiedy  usłyszałam  twój  głos  w  studiu  tanecznym...  –  
wzdrygnąłem  się,  przypomniawszy  sobie,  jak  bliska  była  wówczas 
śmierci moja ukochana, ale ona nie przerwała  swojej wyliczanki  – ... 
ani nawet wtedy, kiedy na ślubie powiedziałeś „tak” i uświadomiłam 
sobie,  że  poniekąd  jesteś  teraz  mój  na  wieki.  To  moje  najdroższe 
wspomnienia, Edwardzie, a to, co się wydarzyło dziś w nocy bije je na 
głowę,  i  jest  tak,  czy  tego  chcesz,  czy  nie,  więc  lepiej  się  z  tym 
pogódź.-  nie zasługiwałem na jej miłość.  

 

Wyraźniej  niż  kiedykolwiek  zdawałem  sobie  sprawę  z  tego  czym 
byłem,  ale  jednocześnie  nie  potrafiłem  nie  cieszyć  się  z  jej  gorących 
zapewnień  o  absolutnie  szczerym  uczuciu,  którym  z  nieznanych  mi 
przyczyn tak hojnie mnie obdarzyła.  

Dotknąłem,  a  raczej  ledwie  musnąłem  pionowe  zmarszczki  Belli  , 
które pojawiły jej się na czole.  

– Unieszczęśliwiam cię teraz. Nie chcę, żeby tak było.  - spróbowałem 
jakoś ubrać w banalne słowa cały mój żal. 

–  Więc  sam  siebie  przestań  unieszczęśliwiać!  Tylko  tego  nam  teraz 
brakuje  do  pełni  szczęścia.-  odparła,  jak  zwykle  bezinteresowna.  Nie 
mogłem już dłużej się z nią spierać, by nie dać jej znowu powodu do 
niezadowolenia. 

Wziąłem głęboki wdech i skinąłem głową. 

background image

 –  Masz  rację.  Co  było,  minęło  i  nie  da  się  już  tego  zmienić.  Skoro 
czujesz  się  dobrze,  nie  ma  sensu,  żebym  psuł  ci  nastrój.  Zrobię,  co 
tylko w mojej mocy, żebyś była szczęśliwa. . – obiecałem, starając się 
wierzyć w swoje słowa. Być może była jeszcze jakaś szansa.  

– Co tylko w twojej mocy? – spytała z jakaś dziwna nadzieją w głosie. 
Być może dłużej zastanawiałbym się nad tym, co ją powodowało, ale 
burczenie w jej brzuchu przypomniało mi o jej ludzkich potrzebach. 

– Jesteś głodna – powiedziałem szybko, wstając z łóżka. 

–  Skąd  właściwie  przyszedł  ci  do  głowy  pomysł,  żeby  zniszczyć 
poduszki  Esme?  –  spytała,  obserwując  wirujące  w  powietrzu  piórka, 
poderwane  moim  gwałtownym ruchem. Zaczęła z  cierpiętniczą miną 
wyciągać je ze swoich gęstych, teraz całkiem splątanych włosów. 

–  Nie  powiem,  żeby  to  była  świadoma  decyzja-  powiedziałem 
mierzwiąc  obie  włosy  z  który  przy  okazji  także  wypadło  kilka  piór.  – 
Dziś w nocy raczej nie kierowałem się rozumem. Cóż... Cieszmy się, że 
to  poduszki,  a  nie  ty.  -  stwierdziłem  siląc  się  na  humor.  Cóż,  mój 
nastrój mimo wszystko daleki był od wesołości. 

 

Moja  ukochana  zsunęła  się    ostrożnie  z  wysokiego  lóżka,  ale  nie 
chciane  gadać  ją  w  tym  stanie.  Odwróciłem  się  do  niej  plecami,  a  z 
moich ust wydobył się cichy jęk. 

 

– Aż tak strasznie wyglądam? – spytała, igrając z moją cierpliwością. 
Wziąłem  głęboki  wdech  i  zacisnąłem  powieki  by  odgrodzić  się  od 
obrazu jej nagiego ciała, który nieustannie błąkał się po moim umyśle. 
Chciałem się do niej odwrócić, spojrzeć na nią raz jeszcze, pozwolić jej 
odczuć jak bardzo jest piękna w moich oczach… ale widok jej sińców 
sprawiał  mi  niewysłowiony  ból.  Jedyne  na  co  się  zdołałem  to 
prychniecie. Bella chcąc poznać odpowiedz na swoje pytanie udała się 
do łazienki. 

background image

Zabrałem  się  czym  prędzej  do  przygotowania  śniadania.  W  lodówce 
był dość liczny zapas jajek, wiec to na nie postawiłem. Nagle do moich 
uszu dobiegł cichutki jęk Belli, czym prędzej pobiegłem zobaczyć co się 
stało.  

– Bello?  

– Jak ja się tego pozbędę?! – Zrozpaczona, wskazała na swoją głowę, 
na  której  na  pierwszy  rzut  oka  rozsiadł  się  biały  kurczak.  Zaczęła 
wyskubywać pojedyncze piórka. 

– No tak, ta to nie ma się czym martwić – mruknąłem pod nosem, ale 
stanąłem  za  nią  i  zabrałem  się  do  roboty.  Szło  mi  to  znacznie 
sprawniej niż Belli . 

– Jak ci się udało powstrzymać od śmiechu? Wyglądam idiotycznie. 

Nie  odpowiedziałem,  tylko  skubałem  dalej,  ale  nie  było  trudno 
zgadnąć,  jak  tego  dokonałem  –  w  takim  nastroju,  nic  nie  było  w 
stanie mnie rozbawić. 

Minęła minuta. 

–  Nie  pomaga  –  zauważyła.  –  Wszystko  już  zaschło.  Będę  musiała 
spróbować  wypłukać  je  pod  prysznicem.  –  Odwróciła  się  na  pięcie  i 
objęłam mnie w pasie. – Może miałbyś ochotę się do mnie przyłączyć? 

– Lepiej pójdę przygotować dla ciebie coś do jedzenia – stwierdziłem, 
wyswobadzając się pospiesznie z jej uścisku. Wręcz wybiegł z łazienki. 
Ciepło jej ciała nadal mnie kusiło nieodparcie. Chciałbym ją trzymać w 
swych ramionach godzinami,  taką przyjemność sprawia mi jej dotyk.  

W  domu  unosiła  się  won  jajek  bekonu  i  żółtego  sera.  To  ona 
przyprowadziła Belle do kuchni. Moja ukochana mimo wielu siniaków, 
nadal  wyglądała  jak  bogini,  najgorsze  było  patrzenie  na  dowody 
swojej  własnej  zbrodni.  Choć  ustaliliśmy,  ze  co  się  stało  to  się  nie 
odstanie  i    się  tym  nie  zadręczamy,  ja  nadal  miałem  w  głowie  tą 
ostatnią noc, tą bliskość ciała Belli, nadal czułem przy sobie.  

background image

– Proszę – oznajmiłem z uśmiechem, i postawiłem talerz na stoliku z 
blatem z kafli.  

Bella usiadła na jednym z dwóch metalowych krzeseł, a ja zasiadłem 
naprzeciwko niej. Szybko zabrała się do posiłku.  

– Oj, widzę, że cię zaniedbywałem. 

–  Spałam  –  przypomniała  mi.  –  A  tak  w  ogóle,  bardzo  to  smaczne. 
Jestem  pod  wrażeniem,  że  ktoś,  kto  nie  jada,  potrafi  tak  dobrze 
gotować. 

–  Food  Network  –  powiedziałem,  obdarzając  ją  zawadiackim 
uśmiechem.  

– Skąd wziąłeś jajka? 

– Poprosiłem ekipę sprzątającą, żeby napełnili spiżarnię i lodówkę. To 
pierwszy raz, musieli się zdziwić. A jeszcze bardziej się zdziwią, kiedy 
zobaczą  to  pierze  w  sypialni...  –  posmutniałem  gdy  tylko 
wspomniałem, ową poprzednią noc i wydarzenia z nią związaną. Aby 
Bella  nie  zauważyła  zmiany  w  wyrazie  mojej  twarzy,  czym  prędzej 
utkwiłem wzrok w punkcie znajdującym się ponad jej głową. 

–  Dziękuję  –  powięziła,  i  wyciągnęła  szyje  w  moja  stronę,  żeby  mnie 
pocałować.  Pochyliłem  się  do  niej  odruchowo,  cmoknąłem,  ale  zaraz 
zesztywniałem i wyprostowałem się. 

Zacisnęła zęby .  

– Czy mam rozumieć, że do końca naszego pobytu tutaj nawet mnie 
nie dotkniesz? 

Zawahałem  się  ,  ale  postarałem  się  o  dość  dobry  uśmiech  i 
pogładziłem moja żonę po policzku. Ponieważ nie od razu odsunąłem 
dłoń od jej twarzy Bella czule się wtuliła w jej wnętrze.  

– Wiesz, że nie to miałam na myśli. 

background image

Z  westchnieniem  opuściłem  rękę.  Nie  chciałem  przestać  dotykać  jej 
cudownej skory. 

– Wiem. Masz rację. – zamilkłem na moment. Uniosłem lekko brodę. 
Wiedziałem co powinienem zrobić. To się nie może już powtórzyć. 

„Kiedy  nie  będzie  już  taka  krucha,”  –  powtarzałem  uparcie  w  swej 
głowie, aby nie dopuścić do tego drugi raz. 

–  Aż  do  twojej  przemiany  nie  mam  zamiaru  ponownie  się  z  tobą 
kochać. Już nigdy, przenigdy nie zrobię ci krzywdy. 

Musiałem dotrzymać tej obietnicy, zwłaszcza sobie.  

                    6. ODWRACANIE UWAGI 

 

 

 

Głównym  priorytetem  stało  się    zapewnianie  rozrywki  mojej 
ukochanej.  Głównie  to  nurkowaliśmy  –  Bella  z  maską  i  fajką,  ja 
oczywiście bez żadnego sprzętu. Jako wampir nie musiałem oddychać. 
Chodziliśmy  także  na  spacery  do  tropikalnego  lasu  który  okalał 
wzniesienie  w  sercu  wyspy.  Odwiedzaliśmy  również  papugi 
mieszkające  w  koronach  drzew  na  południowym  brzegu. 
Podziwialiśmy  cudowne  słońce  które  znikało  za  horyzontem. 
Pływaliśmy  z  morświnami,  a  raczej  Bell  pływała  bo  gdy  tylko 
wchodziłem do wody ich instynkt samozachowawczy podpowiadał, ze 
tuz obok czai się niebezpieczeństwo. 

Oczywiście  wszystkie  te  czynności  miały  na  celu  odwróceni  uwagi 
moje  żony  Od  seksu.  Przechodziłem  samego  siebie,  aby  jak  najlepiej 
uatrakcyjnić  nasz  miesiąc  miodowy.  Oczywiście  Bella  mi  tego  nie 
ułatwiała.  Dajmy  na  to  mówiła,  ze  nie  ma  ochoty  na  oglądanie 
kolejnego filmu na DVD, to ja sprytnie zachęcałem ja do wyjścia spoza 

background image

dom  takimi  hasłami  ja  „rafa  koralowa”,  „żółwie  morskie”,  albo 
„podwodne  jaskinie”.    Tak  wiec  potem  Bella  była  zbyt  wykończona  i 
szybko usypiała poprzednio jeszcze pamiętając o posiłku. 

Starałem się, aby nie odczuwała głodu, i był tez to w pewnym sensie 
mój  podstęp,  wiedziałem  ze  moja  ukochana  zmęczona  i  w  dodatku 
najedzona szybko odda się w objęcia Morfeusza.  

Oczywiście moje intrygi  nie zniechęcały jej. Błagała  mnie, marudziła, 
wysuwała  nowe  argumenty,  lecz  ja  twardo  stałem  przy  swoim 
p0amietając o danym słowie.  

Wiedziałem  ze  Bella  tak  łatwo  się  nie  podda  i  już  w  głowie  planuje 
kompromis. 

Zajmowaliśmy  teraz  niebieską  sypialnie,  ponieważ  ekipa  sprzątająca 
miała  przypłynąć  dopiero  następnego  dnia  i  w  białym  pokoju  nadal 
królowało pierze. 

Niebieska  sypialnia  była  mniejsza,  a  stojące  w  niej  łóżko  miało 
rozsądniejsze  wymiary.  Ściany  pokrywała  tu  boazeria  z  ciemnego 
drewna tekowego, a wszystkie obicia i pościel uszyte były z drogiego 
błękitnego jedwabiu. 

Od  paru  dni  moja  żona  sypiała  w  bardzo  kuszącej  bieliźnie  zapewne 
skompletowanej przez Alice. Tym bardziej musiałem utrzymywać swe 
pożądanie  w  ryzach,  co  nie  było  proste,  gdyż  Bella  tak  kusząco 
pachniała jej ciało było tak blisko mojego. 

Zapewne  tymi  strojami  chciała  wzbudnic  we  mnie  już  i  tak  ogromne 
pokłady  pożądania.  Zaczęła  Od  niewinnego  zestawu  z  kremowej 
satyny.  Oczywiście  nie  dałem  po  sobie  poznać  jak  uwodzicielsko 
wygląda moja ukochana. Wiedziałem ze jeżeli teraz się złamię później 
nie będę miał tyle samokontroli co teraz. 

Kiedy  sini8aki  malujące  się  na  jej  cudownej  skórze  już  niemal  w 
niektórych  miejscach  zniknęły,  Bella  zdecydowała  się  na  bardziej 
okazalsza  bieliznę  niż  wcześnie.  Wiedziałem  ze  założenie  jej  sporo  ja 

background image

kosztowało,  wiec  była  gotowa  na  wszystko  abym  tylko  uległ  jej 
prośbą. 

Wchodząc  do  sypialni  Bella  zrobiła  niewinna  minę,  ale  ja  niemal  nie 
mogłem  się  opanować.  Miałem  chęć  podbiec  do  niej  najszybciej  jak 
potrafiłem i zedrzeć z niej czarny i koronkowy kostium. 

- I jak podoba ci się? – spytała obracając się na palcach żebym mógł 
obejrzeć  ją  ze  wszystkich  stron.  O    Niebiosa  za  jakie  grzechy  musisz 
mnie tak karać?. Dlaczego musze trzymać się z dala Od tej bogini.? 

Zanim odpowiedziałem musiałem odchrząknąć. 

- Wyglądasz ślicznie. Jak zawsze zresztą. 

-  Dzięki  –  odpowiedziała  lekko  zawiedziona.  Dobrze  że  Bella  nie  wie 
jak ten strój zawrócił mi w głowie i niby jak mam trzymać się Od niej z 
dala w nocy. 

Była już mocno zmęczona, wdrapała się pospiesznie na lóżko i ułożyła 
się  do  snu.  Otoczyłem  ją  ramieniem  i  przyciągnąłem  do  siebie  choć 
ten gest nie sprawiał że Bella w jakiś sposób mnie przekonała zawsze 
co noc tak robiłem przez wzgląd na ciepłe powietrze które utrudniało 
jej zaśnięcie, choć raz moja zimna skóra się na cos przydała.   

– Zawrzyjmy umowę – zaproponowała zaspanym głosem. 

– Nie ma mowy. 

– Nie wiesz jeszcze, co oferuję ci w zamian. 

– To bez znaczenia. 

– Szkoda – westchnęła. – A tak bardzo chciałam... No nic. Trudno. 

Wiedziała  dokładnie  jak  wzbudzić  we  mnie  ciekawość.  Wzniosłem 
oczy ku niebu i nie mogąc się powstrzymać poddałem się. 

– Niech ci będzie. O co chodzi? 

background image

– Tak sobie myślałam... Wiem, że to całe Dartmouth to tylko zasłona 
dymna, ale jeden semestr w college’u chyba mi nie zaszkodzi. 

 

Ona  doprawdy  była  najgorszym  ze  stworzeń  jakie  kiedy  kolwiek 
poznałem.  Wiedziała  co  powiedzieć  aby  wzbudzić  we  mnie  tak  silne 
emocje.  

– Pomyśl, ile radości sprawimy Charliemu, opowiadając mu, jak to jest 
na studiach. Pewnie będzie mi głupio, kiedy nie będę nadążać za tymi 
wszystkimi geniuszami, ale co mi tam. A to, czy będę miała na zawsze 
osiemnaście lat czy dziewiętnaście  – to w końcu  nie jest aż tak duża 
różnica.  Nie  dostanę  chyba  jeszcze  w  przyszłym  roku  kurzych  łapek, 
prawda? 

Na  dłuższą  chwile  zapadła  cisza.  Czy  Bella  mówiła  poważnie  z  tą 
szkoła?  Przecież  ona  o  niczym  innym  nie  marzyła  niż  dołączenie  do 
mojej rodziny. 

–  Zaczekasz  –  powiedziałem  cicho.  –  Zostaniesz  jeszcze  trochę 
człowiekiem. 

Nie  odzywała  się.  Nie  mogłem  pojąc  co  ona  kombinuje  aż  do  teraz. 
Chciała zostać człowiekiem i wystawić moja powściągliwość na próbę. 

–  Czemu  mi  to  robisz?  –  wycedziłem  przez  zęby,  znienacka 
wybuchając gniewem. – Czy nie jest mi już dostatecznie trudno, kiedy 
muszę  cię  taką  oglądać?  –  Pociągnąłem  za  marszczenie  z  koronek 
zdobiących jej biodro. Przez moment myślałam, żeby je zerwać ale nie 
chciałem dać Belli satysfakcji zwycięstwa. – 

Mniejsza  o  to.  Nie  będę  zawierał  z  tobą  żadnych  umów.- 
powiedziałem stanowczo. 

– Ale ja chcę pójść na studia! 

background image

– Nie, wcale nie chcesz. I nie ma nic, dla czego byłoby warto znowu cię 
narażać. Dla czego byłoby warto znów sprawiać ci ból. 

–  Ale  ja  naprawdę  chcę  pojechać  do  Dartmouth.  No,  może  nie  tyle, 
żeby pójść do college’u, ale żeby pobyć jeszcze trochę człowiekiem. 

Zamknąłem oczy i wypuściłem powietrze przez nos. 

–  Doprowadzasz  mnie  do  szału,  Bello.  Dyskutowaliśmy  już  o  tym 
milion razy, a ty zawsze upierałaś się, że chcesz jak najszybciej zostać 
wampirem. 

–  Tak,  ale  teraz  mam  powód,  żeby  zostać  człowiekiem,  którego  nie 
miałam wcześniej. 

– Jaki? 

-  Sam zgadnij.- podniosłą się i pocałowała mnie. 

Odwzajemniłem pocałunek, ale nie w taki sposób aby Bella doszła do 
wniosku ze wygrywa, nie chciałem jej sprawić przykrości. 

Po chwili delikatnie ją Od siebie odsunąłem, lecz przytuliłem do piersi.  

– Jesteś taka ludzka, Bello – zaśmiałem się. – Rządzą tobą hormony. 

–  W  tym  cała  rzecz.  Lubię  ten  aspekt  bycia  człowiekiem.  Nie  chcę  z 
tego jeszcze 

rezygnować.  Nie  chcę  czekać  całe  lata,  aż  w  końcu  przestanę  być 
polującą na ludzi bestią i ta część mojej natury do mnie wróci. 

Moja  ukochana  ziewnęła  mimowolnie,  co  wywołało  na  mej  twarzy 
uśmiech. 

– Jesteś zmęczona. Śpij już, skarbie. – Zacząłem nucić kołysankę, którą 
skomponowałem dla niej, kiedy się poznaliśmy. 

background image

–  Ciekawe,  czemu  jestem  wiecznie  taka  zmęczona  –  mruknęła  z 
sarkazmem. – Pomyślałby kto, że to jakiś spisek... 

Zaśmiałem  się  tylko  i  podjąłem  przerwana  melodie.  Bella  dokładnie 
wiedziała, ze te rozrywki są specjalnie skomponowane na odwrócenie 
jej uwagi. 

– Wydawać by się też mogło, że lepiej od tego sypiam... 

Przerwałem nucenie. 

–  Bello,  śpisz  ostatnio  jak  zabita.  Odkąd  tu  przyjechaliśmy,  nie 
powiedziałaś przez sen ani słowa. Gdyby nie twoje chrapanie, bałbym 
się, że wpadłaś w śpiączkę. 

 

Oczywiście  w  zmianie  o  chrapaniu  powiedziałem  tylko  aby  się  z  nią 
podroczyć. Ale taka była prawda. Odkąd jesteśmy na wyspie Bella nie 
powięziła  przez  sen  ani  słowa,  a  pamiętam,  ze  jej  sny  zawsze 
wywołują u niej mówienie.  

–  Nie  rzucam  się?  A  to  ciekawe.  Zwykle  tarzam  się  po  całym  łóżku, 
kiedy dręczą mnie koszmary. I krzyczę. 

– Dręczą cię koszmary? 

–  Bardzo  realistyczne.  Wykańczają  mnie.  –  Ziewnęła.  –  Trudno  mi 
uwierzyć, że nie mamroczę o nich całą noc. 

– A co ci się śni? 

– Hm... Różne rzeczy. Ale wszystkie w tych samych kolorach. 

– W tych samych kolorach? 

–  Wszystko  jest  takie  jaskrawe  i  rzeczywiste.  Zazwyczaj  zdaję  sobie 
sprawę  z  tego,  że  to  tylko  sen,  ale  w  tych  ostatnich  koszmarach  nie 
jestem już tego taka pewna. Przez to jeszcze bardziej się ich boję. 

background image

Kiedy ponownie się odezwałem, byłem wyraźnie poruszony. 

– Czego dokładnie się tak boisz? 

Wzdrygnęła się odruchowo. 

– Najczęściej... – zawahała się. 

– Tak? 

– Volturi – wyszeptała. 

Przycisnąłem  ją  odruchowo  do  siebie.  Wiedziałem  ze  wydarzenia  z 
Włoch nadal pozostają w głowie Belli.   

–  Już  nigdy  nie  będziesz  musiała  mieć  z  nimi  do  czynienia.  Wkrótce 
staniesz  się  jedną  z  nas,  a  wtedy  nie  będą  mieli  żadnego  powodu, 
żeby cię niepokoić. 

Widziałem skupienie na twarzy mojej ukochanej. Intensywnie o czymś 
myślała tylko nie potrafiłem odczytać z jej oczu co ją przygnębia.  

– Mogę ci jakoś pomóc? 

Machnęła ręką. 

– To tylko sny. 

– Może mam ci zaśpiewać? Mogę śpiewać choćby do rana, jeśli tylko 
pomoże to odgonić złe sny. 

–  Nie  wszystkie  są  takie  złe.  Niektóre  są  całkiem  przyjemne.  Takie... 
kolorowe. Nurkuję i przyglądam się rybom i koralowcom. Wydaje mi 
się, że to dzieje się naprawdę – nie myślę, że to sen. Może to przez tę 
wyspę. Wszystkie barwy są tu takie ostre. 

– Chcesz już wracać do domu? 

– Nie, nie. Jeszcze nie. Możemy zostać odrobinę dłużej? 

background image

– Możemy tu zostać tak długo, jak to ci się będzie żywnie podobało – 
obiecałem. 

–  Kiedy  zaczyna  się  rok  akademicki?  Wcześniej  mnie  to  nie 
interesowało i nie zwróciłam uwagi. 

Westchnąłem  i  zacząłem  nucić  kołysankę  dalej  dopóki  Bella  nie 
usnęła. 

Był  środek  nocy  gdy  moja  ukochana  gwałtownie  się  przebudziła 
głośno dysząc. Zapewne jakiś koszmar wywołał u niej taką reakcje. 

– Bello – szepnąłem. – Skarbie, nic ci nie jest? 

Obejmowałem ją i delikatnie potrząsałem. 

– Och. 

Nagle  ujrzałem łzy spływające mojej ukochanej po policzkach. Czym 
prędzej starłem je swoim palcem, lecz napływały nowe.  

– Bello! – powtórzyłem, coraz bardziej zaniepokojony. – Co się stało? 

– To był tylko sen – wykrztusiła łamiącym się głosem, który przeszedł 
w szloch. 

Tak jak przypuszczałem kolejny koszmar.  

– Już w porządku, kochanie, już wszystko dobrze. Jestem przy tobie. – 
W zdenerwowaniu kołysałem ją chyba zbyt szybko, niż by wypadało. – 
Kolejny koszmar? Ale to był tylko sen, tylko sen. 

– To nie był koszmar. – Pokręciła głową, przecierając oczy wierzchem 
dłoni.  –  To  był  bardzo  piękny  sen.  –  Tu  głos  znowu  odmówił  Belli  
posłuszeństwa. 

– To czemu płaczesz? – spytałem zaskoczony. 

– Bo się obudziłam! – jęknęła. 

background image

Łkając zarzuciła mi ręce na szyję i wtuliła się w mój obojczyk. 

Zaśmiałem się z jej logiki, ale słychać było, że wciąż się o nią martwię. 

– Już wszystko dobrze, Bello. Oddychaj głęboko. 

– Ale było mi tak dobrze! – zawodziła. – Dlaczego, dlaczego to musiał 
być tylko sen! 

– Opowiedz mi go w szczegółach – zachęciłem. – Może to ci pomoże. 

– Byliśmy na plaży... 

Przerwała.  Cofnęła  się,  by  móc  spojrzeć  załzawionymi  oczami  na 
ledwie widoczną w ciemnościach moją twarz. Zamyślona, wpatrywała 
się we mnie. Trwało to dłuższą chwilę. 

– Byliśmy na plaży i co? 

– Och, Edwardzie!  

Nie mogłem patrzeć, jak cierpi. Nie potrafiłem tak obojętnie siedzieć 
patrzeć na Belle i jej  łzy w oczach. 

– Opowiedz mi. Proszę. 

Znów przyciągnęła mnie do siebie i wpiła się ustami w moje wargi. 

Z początku nie protestowałem, ale teraz dopiero przejrzałem na oczy, 
co Bella próbowała osiągnąć. Jak najczulej potrafiłem odciągnąłem ją 
Od siebie. 

– Nie, Bello, nie! 

Po  pierwsze  byłem  w  szoku,  nie  wierzyłem  co  Bella  próbowała 
osiągnąć. Wiedziałem jak bardzo tego chce ale nie przypuszczałem u 
niej takich emocji. 

Opuściła  ręce  po  czym  znów  wybuchła  spazmatycznym  płaczem. 
Obserwowałem ją zagubiony. Nie wiedziałem jak mam ją przekonać, 

background image

ze to nie odpowiednie. Tak bardzo potrzebowałem jej bliskości, każda 
komórka  mojego  ciała  prosiła  o  ten  aksamitny  dotyk  jej  rąk,  o  jej 
cudowny zapach, słodkie i miękkie usta, i o jej kruche ciało.  

– Prze... prze... przepraszam – wyjąkała. 

Porwałem  ją  w  objęcia  i  przycisnąłem  do  piersi.  Tak  ciężko  było  mi 
odmówić.  Nie  chciałem  tego,  ale  taka  była  konieczność.  Przysiągłem 
ze już więcej jej nie skrzywdzę.   

– Nie mogę, Bello! – zawołałem udręczonym głosem. – Przecież wiesz, 
że nie mogę! 

– Ale ja tak proszę... – Ledwie było ją słychać. – Proszę, Edwardzie... 

Nie  mogłem  dłużej  pozostać  obojętny  na  jej  prośby,  na  jej  płacz. 
Byłbym  kłamcą  przyznając  ze  tego  nie  potrzebuje.  Całe  moje  ciało 
pragnęło tej bliskości. Z cichym jękiem wpiłem się w jej słodkie wargi. 
Jej koronkowa bielizna leżała już nieopodal łóżka.  

Cała  noc  zastanawiałem  się  jak  tak  łatwo  mogłem  się  poddać.  Jak 
człowiek może działać tak na wampira. To ona powinna ulegać mnie 
a nie ja jej.  

Tej  nocy  łatwiej  było  mi  się  kontrolować,  ponieważ  mniej  więcej 
mogłem  się  spodziewa  co  może  nastąpić,  gdy  Bella  znajdzie  się  tak 
blisko  mnie.  Teraz  gdy  tak  ufnie  się  do  mnie  tuliła  nie  wyobrażałem 
być szczęśliwszym. Jedno było pewne już nigdy nie postawie warunku 
którego  nie  będę  zdołał  dotrzymać.  Fakt  był  taki,  ze  ja  sam 
potrzebowałem mieć ja blisko siebie. Nie umiałbym żyć bez niej. Moje 
życie  a  raczej  egzystencja  nie  byłaby  możliwa  bez  jej  bliskości.  Moja 
ukochana  zapewne  się  już  budziła  gdyż  jej  oddech  stal  się  mniej 
miarowy niż wcześniej. Nie poruszyłem się. Ręce miałem splecione za 
głową a wzrok spoczywał na ciemnym suficie. Bella zerknęła na mnie 
ostrożnie,  bała  się  kolejnego  wybuchu  gniewu  z  mojej  strony,  ale  ja 
wyczerpałem  już  swój  limit.  Teraz  nie  liczyło  się  nic  poza  nią.  Nie 
chciałem już  nigdy się na nią  gniewać, bo i nie miałem powodów,  w 

background image

końcu  uwiedzenie  mnie  w  taki  sposób  to  raczej  nie  zbrodnia.  Ja  już 
dopuściłem się kradzieży i morderstw wiec jedno figlarne uwiedzenie 
to nic. 

Moja żona podciągnęła się na łokciu, by mieć lepszy widok. Starałem 
się aby moja twarz nie wyrażała żadnych emocji.  

– Duże będę miała kłopoty? – spytała nieśmiało. 

–  Gigantyczne  –  odpowiedziałem,  ale  potem  posłałem  jej  kpiarskie 
spojrzenie. 

 Odetchnęłam z ulgą. 

– Bardzo cię przepraszam – powiedziała. – Nie chciałam... Ten płacz... 
Nie wiem, co we mnie wstąpiło. 

Pokręciła  głową  w  niedowierzaniu,  ze  było  ją  stać  na  takie  łzy  i 
wszechogarniający smutek. 

– I w końcu nie opowiedziałaś mi tego swojego snu. 

–  Tak,  jakoś  tak  wyszło...  Ale  chyba  poniekąd  pokazałam  ci,  o  czym 
był, prawda? –Zaśmiała się nerwowo. 

– Och. – Otworzyłem szeroko oczy, a potem zamrugałem. – Ciekawe... 

– To był bardzo piękny sen – westchnęła. 

Nie skomentowałem tego, więc spytała: 

– I co, wybaczysz mi? 

– Właśnie się nad tym zastanawiam. 

Chciałem się z nią podroczyć bo tak naprawdę nie byłem na nią zły. 

Bella  usiadła  na  łóżku,  po  czym  przyjrzała  się  sobie  dokładnie.  Kiedy 
się  podniosła  zachwiała  się    i  osunęła  na  poduszki.  Błyskawicznie  ją 
złapałem.  

background image

– Ojej... A to co ma być? 

– Wiesz, długo spałaś. Dwanaście godzin. 

– Dwanaście? 

Podczas tej krótkiej wymiany zdań przyjrzała się sobie ukradkiem i na 
próbę jeszcze przeciągnęła.  

– Inspekcja zakończona? 

Nieco zawstydzona, skinęła głową. 

– I poduszkom nic się nie stało. 

–  Niestety,  nie  można  tego  powiedzieć  o  twojej...  hm...  koszulce 
nocnej. 

Wskazałem  podbródkiem  ku  nogom  łóżka,  gdzie  na  jedwabnym 
prześcieradle poniewierały się skrawki czarnej koronki. 

– Jaka szkoda – stwierdziła. – Podobała mi się. 

– Mi też. – przyznałem. 

– Czy coś jeszcze trzeba dopisać do listy szkód? – spytała bojaźliwie. 

– Będę musiał kupić Esme nową ramę do łóżka – wyznałem, zerkając 
sobie przez ramię. 

Podążyła  wzrokiem  za  moim  spojrzeniem.  Była  najwyraźniej 
wstrząśnięta, kiedy zobaczyłam, że Od deski u wezgłowia, niczym od 
tabliczki czekolady, oderwano spore, nieforemne kawałki. 

Zmarszczyła czoło. 

– Czy nie powinnam była usłyszeć, jak to robisz? 

–  Kiedy  twoja  uwaga  skupiona  jest  na  czym  innym,  stajesz  się 
wyjątkowo mało 

background image

spostrzegawcza. 

– No tak – przyznała, pąsowiejąc. – Byłam trochę zajęta. 

Z westchnieniem dotknąłem Belli  zarumienionego policzka. 

–  Strasznie  będę  za  nimi  tęsknił.  –  przyznałem.  Uwielbiałem  ten 
rumieniec malujący się na jej twarzy. 

Wpatrywała  się  we  mnie  jak  ktoś  kto  popełnił  straszliwa  zbrodnie. 
Chciałem parsknąć śmiechem lecz powstrzymałem się.  

Wyglądałem na spokojnego. 

– Wszystko w porządku? – spytała z nutą przerażenia.  

Zaśmiałem się. 

– Co? – spytała. 

– Muszą cię zżerać wyrzuty sumienia. Patrzysz na mnie, jak ktoś, kto 
popełnił jakąś zbrodnię. 

– To prawda – mruknęła. – Czuję się winna. 

–  Winna  uwiedzenia  własnego  roznamiętnionego  męża?  Za  to  nie 
grozi kara śmierci. 

Zarumieniła się jeszcze bardziej. 

– „Uwiedzenie” sugeruje premedytację. 

– Może źle dobrałem słowa – zgodziłem się. 

– Nie jesteś na mnie zły? 

Uśmiechnąłem się smutnawo. Nigdy nie mógłbym być zły na nią. 

– Nie. – odparłem. 

background image

– Dlaczego? 

– Cóż... – Zamyśliłem się. – Przede wszystkim, nie zrobiłem ci krzywdy. 
Tym  razem  było  mi  o  wiele  łatwiej  się  kontrolować,  odpowiednio 
kanalizować  nadmiar  energii.  –  Spojrzałem  w  stronę  zniszczonego 
wezgłowia. – Może dlatego, że wiedziałem już mniej więcej, czego się 
spodziewać. 

– Mówiłam ci, że praktyka czyni mistrza. 

 Wywróciłem oczami. Zaburczało Belli  w brzuch i  parsknął śmiechem. 

– Śniadanko dla człowieka? 

– O tak. 

Wyskoczyła  z  łóżka.  Okazało  się,  że  przesadziła,  bo  zatoczyła  się  jak 
pijana. Pospiesznie złapałem ją, zanim wpadła na szafkę. 

– Nic ci nie jest? – spytałem troskliwie. 

– Jeśli będę tak samo niezdarna po przemianie, to złożę reklamację. 

W kuchni moja ukochana  postanowiła sama zrobić sobie śniadanie. 

–  Od  kiedy  to  jadasz  jajka  sadzone  żółtkiem  od  góry?  –  spytałem 
zdziwiony, gdy zobaczyłem ledwie ścięte jaka na talerzu. 

– Od dzisiaj. 

– Czy wiesz, ile pochłonęłaś jaj, odkąd się tu zjawiliśmy? Wyciągnąłem 
spod zlewu kubeł na śmieci – był pełen pustych niebieskich kartonów. 

– Dziwne – powiedziała, przełknąwszy kęs. – To ta wyspa tak wpływa 
na mój 

apetyt.  I  na  moje  sny  i  na  mój  już  wcześniej  nienajlepszy  zmysł 
równowagi. 

background image

–  Ale  podoba  mi  się  tutaj  –  ciągnęła.  –  Tylko  będziemy  musieli  już 
niedługo  wyjechać,  prawda,  żeby  zdążyć  na  początek  roku  w 
Dartmouth.  Kurczę,  musimy  sobie  znaleźć  jakąś  stancję  i  w  ogóle 
będzie sporo rzeczy do załatwienia. 

Usiadłem przy stole wraz z Bellą . 

–  Nie  musisz  już  dłużej  udawać,  że  chcesz  iść  na  studia  –  przecież 
dostałaś,  czego  chciałaś.  I  nie  zawarłem  z  tobą  żadnej  umowy,  więc 
nie jesteś do niczego zobowiązana. 

Prychnęła. 

–  Wcale  nie  udawałam.  W  odróżnieniu  od  innych  osób,  nie  snuję  po 
kryjomu intryg. Co można by tu było dziś zrobić, co zmęczyłoby Bellę? 
–  powiedziała,  naśladując  brzmienie  jego  głosu.  Zaśmiałem  się, 
zamiast się zawstydzić. 

– Naprawdę chcę jeszcze trochę pobyć człowiekiem. – Pochyliła się, by 
móc pogłaskać mnie po nagim torsie.  

– Nie mam cię jeszcze dość. 

– To oto ci chodzi? O seks? – spytałem zaskoczony, powstrzymując jej 
dłoń,  która  zmierzała  w  stronę  mojego  brzucha.  Wzniosłem  oczy  ku 
niebu. – Czemu nie przyszło mi to do głowy? – mruknął z sarkazmem. 
–  Zmarnowałem  tyle  czasu  na  wymyślanie  setek  argumentów.  –  no 
tak jedyne co było zatrzymać Belle przy zostaniu człowiekiem to seks. 
Gratuluje Edwardzie ze wpadłeś na to teraz. 

Zaśmiała się. 

– Zmarnowałeś, niewątpliwie. 

– Jesteś taka ludzka – powiedziałem  znowu. 

– Wiem. 

Kąciki moich ust uniosły się lekko ku górze. 

background image

– Pojedziesz ze mną do Dartmouth? Naprawdę? 

– Pewnie i tak mnie wyrzucą po jednym semestrze. 

–  Będę  ci  dawał  korepetycje.  –  Nie  kryłem  już  swojej  radości.  – 
Spodoba ci się, zobaczysz. 

–  Jak  myślisz,  uda  nam  się  wynająć  mieszkanie  tak  na  ostatnią 
chwilę? 

Zakłopotany,  spuściłem  oczy.  Popradzie  kupiłem  już  dom  ale  nie 
chciałem  mówić  tego  Belli  bo  ona  jak  najprędzej  chciała  zostać 
wampirem,  ale  teraz  kiedy  istniała  możliwość  zachowania  jej  jako 
człowieka. 

–  Cóż,  tak  właściwie  to  mamy  już  tam  dom.  Zadbałem  o  to,  tak  na 
wszelki wypadek. 

– Kupiłeś dom?! 

– Nieruchomości to dobra lokata kapitału. Uniosła brwi, ale zapewne 
stwierdziła, że nie warto się kłócić. 

– Czyli wszystko już załatwione – podsumowała. 

–  Będę  musiał  tylko  sprawdzić,  czy  możesz  zatrzymać  na  tak  długo 
swój samochód przedślubny. 

– Tak, tak. Koniecznie. Bałabym się jeździć po mieście. Jeszcze by mnie 
jakiś czołg przejechał... 

 

Uśmiechnąłem  się  szeroko.  Jednak  moja  ukochana  była  bardzo 
spostrzegawcza, bardziej niż przypuszczałem. 

 – Ile jeszcze dni możemy tu zostać? – spytała. 

background image

–  Spokojnie.  Nawet  kilka  tygodni,  gdybyś  miała  ochotę.  Zanim 
wyjedziemy do New Hampshire, odwiedzimy jeszcze Charliego. A Boże 
Narodzenie moglibyśmy spędzić u Renee... 

Otwierałem przed Bellą nowe propozycje. Nie będzie to dla niej prosta 
decyzja.  Pragnęła  zostać  jeszcze  człowiekiem,  by  moc  widywać  się 
Charliem, i Renee i swoimi przyjaciółmi, ale wiedziałem tez ze kocha 
mnie  i  chce  spędzić  ze  mną  wieczność.  Jaka  by  niebyła  jej  decyzja 
uszanuje ją. 

–  Kilka  tygodni  –  zgodziłam  się.  A  potem    dodałam:  –  Pamiętasz,  co 
mówiłam wcześniej o mistrzach? 

Zaśmiałem  się.  Cieszyłem  się  faktem,  ze  już  stęskniła  się  za  moim 
dotykiem, ale już słyszałem niedaleko łódź z ekipą sprzątającą.  

– Pozwolisz, że wrócimy do tego za jakiś czas? Słyszę, że ktoś cumuje 
przy pomoście. To na pewno ekipa sprzątająca. 

Perspektywa  mówiąca  za  jakiś  czas  bardzo  mi  się  podobała.  Nie 
chciałem  już  się  opierać  swoim  i  Belli  potrzebom.  Potrzebowałem  jej 
bliskości do pełni szczęścia. 

–  Muszę  wyjaśnić  Gustavo,  skąd  wziął  się  ten  bałagan  w  białej 
sypialni,  a  potem  możemy  sobie  pójść.  Na  południe  stąd  jest  w  lesie 
taki... 

 –  Nigdzie  nie  idę  –  przerwała  mi.  –  Nie  mam  zamiaru  wędrować 
znowu po całej wyspie. Zostaniemy w domu i puścimy sobie film. 

Mówiła  tonem  naburmuszonego  dziecka.  Zacisnąłem    usta,  żeby  nie 
wybuchnąć 

śmiechem. 

– W porządku, jak wolisz. Wybierz jakiś, a ja pójdę im otworzyć. 

– Nie słyszałam dzwonka. 

background image

Przekrzywiłem  głowę,  nasłuchując.  Pół  sekundy  później  ktoś  zapukał 
cichutko  do  drzwi.  Uśmiechnąłem    się  z  triumfem  i  wyszedłem  z 
kuchni. 

Rozmawiałem z ekipą sprzątającą  na korytarzu kierując się w stronę 
pokoju.  Mężczyzna  miał  niski  glos  i  był  otyły  zaś  kobieta  szczupła. 
Kiedy  weszliśmy  do  pokoju  wskazałem  ręką  na  kuchnie  i  informując 
ich powiedziałem ze skończyły się zapasy jedzenia. Potem wskazałem 
na  Belle  przedstawiając  ja  jako  swoją  zonę.  Gustavo  uśmiechnął  się 
do niej grzecznie ale kobieta nie. Wpatrywała się w moja ukochaną z 
dziwna  miną.  Z  jej  myśli  wyczytałem  co  jest  tego  powodem,  Kaure 
pochodzi z plemienia Ticuna która ma także swoje legendy odnośnie 
wampirów. 

Nakazałem  gestem  pójść  za  sobą  w  stronę  kurnika.  Gdy  wróciłem 
podszedłem do mojej zony i przytuliłem ją do siebie.  

– Czemu tak na mnie patrzyła? – spytała mnie szeptem. 

Wiedziałem  co  ma  na  myśli.  Wzruszyłem  tylko  ramionami.  Nie 
przejmowałem się jej reakcją.  

–  Kaure  jest  w  połowie  Indianką  z  plemienia  Ticuna.  Wychowano  ją 
wśród  wielu  przesądów  –  czyli,  jak  dla  nas,  jest  bardziej  świadoma 
pewnych  zjawisk  niż  mieszkańcy  nowoczesnego  świata.  Podejrzewa 
czym  jestem,  a  przynajmniej  czym  mniej  więcej  jestem.  Mają  tutaj 
swoje  własne  legendy.  Wierzą  w  istnienie  libishomen:  demonów, 
które żywią się wyłącznie krwią pięknych kobiet. 

Spojrzałem na nią z pożądaniem.  

– Wyglądała na przerażoną – powiedziała. 

– Bo jest przerażona – ale boi się głównie o ciebie. 

– O mnie? 

background image

– Boi się, że sprowadziłem tu ciebie w niecnych zamiarach. No wiesz, 
jesteś tu ze mną sam na sam.  – Zaśmiałem się złowieszczo, a potem 
spojrzałem  na  półki  z  DVD.  –  To  co,  wybierz  jakiś  film  i  go  sobie 
obejrzymy. Jak para normalnych młodych ludzi. 

– Tak, jak zobaczy cię przed telewizorem, to zaraz  uwierzy, że jesteś 
człowiekiem - zadrwiła. 

Zarzuciła mi ręce na szyje, stojąc na palcach, wiec pochyliłem się aby 
nasze  wargi  splotły  się  w  pocałunku.  Lecz  potem  po  prostu  moją 
ukochaną podniosłem bo w ten sposób nie musiałem się wyginać.  

-  Film  może  poczekać  –  mruknęła  kiedy  moje  wargi  zjechali  niżej  ku 
Belli  szyi. Swoje cieple dłonie wplotła w moje włosy.  

Nagle  ktoś  głęboko  nabrał  powietrza.  Dopiero  odczytując  myśli 
naszego  gościa  wiedziałem  kto  nim  jest.  Natychmiast  postawiłem 
moją  żonę  na  podłodze.  Kaure  przyglądała  się  Belli    ze  strachem. 
Chciało  mi  się  śmiać  z  jej  nonsensów.    Otrząsnąwszy  się  z  szoku, 
kobieta  wymamrotała  przeprosiny.  Z  uśmiechem  na  twarzy 
odpowiedziałem ze nic się niestało i po chwili znikła w głębi korytarza. 

- Pomyślała sobie to, co myślę, ze sobie pomyślała, prawda? 

Jej pokręcony szyk zdania rozbawił mnie. 

- Tak. – odpowiedziałem krótko.  

Bella zwróciła się do półki z płytami i wyjęła pierwsza z brzegu. 

- Proszę. Nastaw ją i poudajemy że oglądamy. 

Film okazał się być starym musicalem pełnym ludzi z uśmiechniętymi 
twarzami. 

- W sam raz na miesiąc miodowy – oceniłem. 

background image

Bella  wtuliła  się  w  moje  ramiona,  a  ja  przyciągnąłem  ja  mocniej  do 
siebie.  Cudownie  było  trzymać  ją  tak  blisko  siebie,  czuć  jej  ciepłotę 
ciała przy sobie. 

-  Przeniesiemy  się  teraz  może  z  powrotem  do  białej  sypialni?  – 
zamyśliła się na glos moja ukochana. 

-  Czy  ja  wiem…  Ta  rama  łóżka  w  niebieskiej  nadaje  się  już  tylko  do 
wyrzucenia.  Może  jeśli  ograniczymy  się  z  sianiem  zniszczeń  do 
jednego pokoju, to Esme nas tu jeszcze kiedyś zaprosi. 

Nagle  Bella  uśmiechnęła  się  od  ucha  do  ucha,  i  wiedziałem  co 
wywołało  u  niej  taką  reakcje.  Cóż  nie  mogę  powiedzieć  żeby  ta 
perspektywa  mi się  nie podobała. 

- Więc będziemy jeszcze siać zniszczenie? 

Zaśmiałem się widząc jej reakcje. 

- sądzę, że będzie bezpieczniej jeśli zacznę z tobą współdziałać niż jeśli 
dam  się  zaskoczyć  kolejnym  niezapowiedzianym  atakiem  z  twojej 
strony. 

-  Nie  czekałbyś  długo  –  przyznała  ze  swobodą,  a  jej  serce  waliło  jak 
oszalałe. 

-  Jesteś  pewna,  że  dobrze  się  czujesz?  Ten  twój  puls…  - 
powstrzymałem  się  od  chichotu,  widząc  i  słysząc  jak  Bella  pragnie 
ulotnić się już teraz. 

-  Jestem  zdrowa  jak  koń.  –  zamilkła  na  moment  po  czym  dodała.  – 
Hej, to może miałbyś ochotę pójść ze mną ocenić, ile już wyrządziliśmy 
szkód?  

-  Chyba  grzeczniej  byłoby  zaczekać,  aż  będziemy  zupełnie  sami.  Ty 
może nic nie zauważysz, jeśli zacznę demolować pokój, ale Gustavo i 
Kaure napędziłbym niezłego stracha. 

background image

          Bella chyba zapomniała że nie jesteśmy jeszcze sami. 

- Rzeczywiście. Ech… 

Brazylijczycy krzątali się po pokoju, a ja wraz z moją ukochaną nadal 

czekaliśmy  aż  będziemy  już  sami.  Nie  wiem  które  z  nas  bardziej 
chciało już wrócić do sypialni. Podejrzewałem ze ja ale znając Bellę , 
nic nie wiadomo. 

Nagle  do  pokoju  wszedł  Gustavo  i  poinformował  ze  biała  sypialnia 
jest  wysprzątana.  Wyprostowałem  się  i  podziękowałem  po 
portugalsku.  Mężczyzna  skinął  głową  i  ruszył  ku  drzwiom, 
wyjściowych. 

- Odpływają – poinformowałem Bellę. 

- Czyli za chwilę będziemy już sami? 

- Może najpierw zjesz obiad? – zasugerowałem. 

Wiedziałem ze Bella jest rozdarta. Nie marzyła o niczym prócz wrócić 
do sypialni, ale wiedziałem też że jest głodna gdyż nie jadła od rana. 
Przygryzła  dolną  wargę,  a  ja  ująłem  jej  dłoń  i  poprowadziłem  do 
kuchni. 

-  To  mi  się  wymyka  spod  kontroli  –  pożaliła  się  kiedy  napełniła 
żołądek. 

-  Może  ,  żeby  spalić  kalorie  popływasz  teraz  z  delfinami?  – 
zaproponowałem, choć wiedziałem jaka będzie jej odpowiedzieć. 

- Może później. Mam inny pomysł jak spalić kalorie.   

- Tak? Jaki? – spytałem. 

- Ta rama łóżka jest jeszcze całkiem dobra… 

background image

Nie  musiała  kończyć.  Uciszywszy  ją  pocałunkiem,  jednym  ruchem 
wziąłem  moją  żonę  na  ręce  i  z  nadludzka  prędkością  zaniosłem  do 
niebieskiej sypialni.