background image

CHARLOTTE LAMB

 

Trudna miło

ść

 

 

Harlequin

 

Toronto • Nowy Jork • Londyn

 

Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg

 

Madryt • Mediolan • Pary

Ŝ

 • Sydney

 

Sztokholm. • Tokio • Warszawa

 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

Rozglądając się na bazarze za prezentem dla matki, 

Annis  zobaczyła  nagle  afisz  koncertowy.  Stanęła  jak 
wryta  pośrodku  wąskiej,  krętej  uliczki,  tak  Ŝe  o  mało 
nie  wpadła  pod  przejeŜdŜającą  taksówkę.  Rozzłosz-
czony kierowca wykrzykiwał coś po grecku. Z trudem 
oderwała  wzrok  od nazwiska  wydrukowanego  ogrom-
nymi literami na afiszu i wyjąkała:

 

-  Przepraszam.

 

Twarz kierowcy złagodniała.

 

-

 

Ach, ci Anglicy - powiedział pod nosem do siebie 

tak,  jakby  to  wszystko  wyjaśniało.  Gdyby  Annis  w 
ogóle  się  nie  odezwała,  sam  zgadłby  zapewne  jej 
narodowość.  W  jasnoniebieskiej,  płóciennej  sukience  o 
prostym  kroju  wyglądała  na  klasyczną  Angielkę: 
niebieskie  oczy,  szczupła sylwetka, długie  nogi, jasne, 
upięte  w  koczek  włosy,  delikatna,  niemal  alabastrowa 
cera. Kierowca taksówki w uśmiechu wyszczerzył zęby. 

-

 

Podwieźć panią, lady? 

Annis  zrezygnowała  z  zakupów,  teraz  stać  ją  było 

tylko na powrót do hotelu. Skinęła potakująco głową i 
wsiadła  to  taksówki.  Staruszka  trzeszczała  za  kaŜdym 
razem,  gdy  kierowca  brawurowo  pokonywał  zakręty, 
pędząc  do  placu  Syntagma  i  hotelu  Grand  Bretagna. 
Zachowywał  się  przyjaźnie.  Znał  angielski  i  mówił 
bez przerwy niemal tak szybko, jak jechał, ale prawie 
nic  z  tego  do  Annis  nie  docierało.  Kiedy  na  nią 
spoglądał,  odpowiadała  machinalnie  uśmiechem  i  za-
niepokojona myślała tylko o jednym.

 

Niepotrzebnie się przejmuję, uspokajała samą siebie.

 

background image

6

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Koncert  odbędzie  się  jutro  wieczorem,  a  wycieczka 
autokarowa,  z  którą  zwiedzała  Grecję,  opuszczała 
Ateny  juŜ  o  siódmej  rano.  Orkiestra  jeszcze  pewnie 
była  w  drodze.  Annis  dobrze  wiedziała,  jak  bardzo 
podczas  kaŜdego  tournee  są  napięte  wszystkie  te-
rminy. Muzycy powinni zjawić się na miejscu dopiero 
po  jej  odjeździe  z  Aten,  a  jeśli  nawet  przyjadą 
wcześniej,  zamieszkają  w  innym  hotelu,  których  tu 
jest bez liku. Z pewnością nie natknie się na nikogo.

 

Mieszkała wraz z Loveday w duŜym, dwuosobowym 

pokoju. Przyjaciółka nieprędko wróci jednak do hotelu, 
pojechała  z  Carlem  odwiedzić  starego  przyjaciela 
rodziny,  mieszkającego  nad  morzem,  w  Vouliagmeni, 
jakieś  dwadzieścia  parę  kilometrów  na  południe  od 
Aten.

 

-  Jedź  z  nami,  Annis  -  prosił  Carl.  -  Petros  jest 

bardzo gościnny. Zapowiedział barbecue nad basenem, 
czy to nie wspaniale?

 

Annis nie czułaby się dobrze z wizytą u kogoś, kogo 

nie znała. Co innego Loveday i Carl, którzy wszędzie 
czuli się swobodnie i nic nie było w stanie zakłócić ich 
spokoju  ducha.  Pochodzili  z  zamoŜnej  rodziny  i 
wyrośli  na  bardzo  pewnych  siebie  młodych  ludzi. 
Annis  zazdrościła  im,  ale  naśladować  nie  potrafiła. 
Uśmiechnęła się więc przepraszająco do Carla.

 

-

 

Dzięki  za  zaproszenie,  ale  przyrzekłam  sobie 

poŜegnalny  spacer  po  Atenach.  Widziałam  ładną 
biŜuterię, będzie świetnym prezentem dla matki. 

-

 

Nie  powinnaś  chodzić  nigdzie  daleko  w  tym 

upale  -  powiedziała  zaniepokojona  Loveday.  Była 
rudowłosa i, podobnie jak Annis, miała delikatną cerę. 
Chroniąc się przed udarem, musiała zawsze coś nosić 
na  głowie  i  bardzo  uwaŜała,  by  nie  pozostawać  zbyt 
długo na słońcu. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

7

 

-

 

Nie martw się, wezmę kapelusz - odrzekła Annis 

z uśmiechem. 

-

 

Weź koniecznie - nalegał Carl. On i Loveday byli 

bliźniakami, wprawdzie nie identycznymi, lecz bardzo 
podobnymi,  o  jednakowych  płomiennych  włosach, 
zielonobrązowych  oczach  i  nieodpornej  na  słońce 
cerze. 

-

 

Postaram się iść w cieniu - przyrzekła Annis. Nie 

martwcie  się  o  mnie.  Miłej  zabawy  i  do  zobaczenia 
jutro na śniadaniu. 

-

 

Kawę  z  bułką  nazywasz  śniadaniem?  -  skrzywił 

się  Carl.  -  A  potem  trzeba będzie  z  pustym  brzuchem 
jechać taki kawał drogi przez góry, aŜ do Koryntu. 

-

 

Myślisz tylko o jedzeniu - draŜniła go Loveday. 

-  Ta wycieczka to był przecieŜ twój pomysł!

 

-

 

Mój, i do tego znakomity, prawda, Annis? - Carl 

się  roześmiał.  -  Gdybym  was  nie  namówił  na  ten 
wyjazd,  leŜałybyście  teraz  plackiem  na  plaŜy  w  Hisz-
panii,  dziko  znudzone,  i  smaŜyły  na  słońcu  jak  na 
patelni. 

-

 

To by było wspaniale - westchnęła Loveday. 

-  A  propos  plaŜy  i  morza,  czy  nie  powinniśmy  juŜ 
jechać? - zwróciła się do brata. - Chętnie jeszcze bym 
się wykąpała. Przy naszym hotelu przydałby się basen.

 

Annis miała ochotę na pływanie, ale i tak z przyjem-

nością  spędzi  te  kilka  godzin  sama.  Na  wycieczce 
trochę  czasu  dla  siebie  bardzo  się  liczy  -  pomyślała. 
Dla  rodzeństwa  nie  miało  to  znaczenia.  Widocznie 
jako  bliźniaki  przywykli  do  ciągłego  przebywania  w 
towarzystwie.

 

Jeszcze przed wyjściem na spacer poŜegnała Carla i 

Loveday  na  stopniach  hotelu.  Teraz,  po  powrocie, 
Ŝ

ałowała,  Ŝe  się  z  nimi  nie  zabrała.  Nie  zobaczyłaby 

wówczas afisza i nie wiedziałaby ani o koncercie, ani 
o tym, kto przyjeŜdŜa do Aten.

 

Weszła do windy i wcisnęła guzik na piąte piętro.

 

background image

8

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Usiłowała  myśleć  o  czymś  innym.  Dlaczego  w  ogóle 
miałaby  się  przejmować  jutrzejszym  koncertem? 
Orkiestra  występowała  przecieŜ  w  Londynie  i  Annis 
nigdy tak emocjonalnie na to nie reagowała.

 

Drzwi się otworzyły i wyszła z windy, wpadając na 

czekającego przy drzwiach męŜczyznę.

 

-

 

Przepraszam  -  wykrzyknęli  odruchowo  oboje,  po 

czym  podnieśli  na  siebie  wzrok.  Dziewczyna  zbladła,  a 
rysy męŜczyzny wyraźnie stęŜały. 

-

 

To  ty!  -  powiedział,  a  jego  głos  przeraził  Annis 

do  głębi.  Przesunęła  się  pod  ramieniem  męŜczyzny  i 
zaczęła biec wzdłuŜ korytarza. Klucz do pokoju, który 
znajdował  się  blisko  windy,  trzymała  w  garści,  lecz 
roztrzęsionymi  rękoma  nie  zdołała  szybko  otworzyć 
zamka. MęŜczyzna dogonił ją na progu. 

-

 

Tym razem juŜ mi nie uciekniesz. 

Pchnął Annis w głąb pokoju, zatrzasnął drzwi nogą 

i stanął, przyglądając się jej uwaŜnie, jakby nie w pełni 
wierząc  własnym  oczom.  Dziewczyna  zareagowała 
identycznie.  Spotkanie  się  w  Atenach,  w  tym  samym 
hotelu  i  tak  daleko  od  Londynu  było  wręcz 
niepodobieństwem!

 

Utkwiwszy  wzrok  w  podłodze,  Annis  miała  nadal 

przed  oczyma  obraz  męŜczyzny:  wrogie  spojrzenie, 
smagłą, delikatnie zarysowaną twarz - twarz człowieka 
mocnego  i  równocześnie  wraŜliwego,  zacięte  usta  i 
przejmujący, lodowaty wzrok.

 

Jest  nie  ten  sam  -  pomyślała  zaskoczona.  A  czego 

mogła  się  spodziewać  po dwóch  lata  niewidzenia?  W 
miarę upływu czasu kaŜdy się przecieŜ zmienia. Sama 
była  o  dwa  lata  starsza,  musiał  więc  spostrzec  ślady, 
które  w  tym  czasie  pozostawiły  udręka  i  samotność. 
Ale  jego  trudno  było  poznać.  Schudł,  był  spięty,  a  z 
zaciętej twarzy emanowała surowość.

 

Jest  teraz  kimś  obcym,  nieznanym.  A  moŜe  nigdy 

go naprawdę nie znałam? - zadrŜała.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

9

 

-

 

Co  tutaj  właściwie  robisz?  -  zapytał  ostro 

męŜczyzna. 

-

 

Jestem...  spędzam  urlop  -  odpowiedziała  zalęk-

niona. 

-

 

Urlop? - powtórzył, jakby zaskoczony. 

-

 

Z wycieczką zwiedzam autokarem Grecję. - Zwil-

Ŝ

yła  językiem  zaschnięte  wargi.  Czytała  kiedyś,  Ŝe 

mówienie o byle czym rozładowuje napiętą atmosferę. 
-  Trzy  dni  temu  przylecieliśmy  samolotem  do  Aten, 
zrobiliśmy  juŜ  wycieczki  do  Pireusu  i  Sounionu, 
zwiedziliśmy galerie i muzea, tak jak to robią wszyscy 
turyści.  -  Mówiła  dalej  szybko,  uśmiechając  się 
niepewnie.  -  Najbardziej  podobał  mi  się  Partenon. 
Kiedy  przyjechaliśmy,  był  prawie  niewidoczny,  cały 
we  mgle,  ale  juŜ  tam,  na  samym  wzgórzu,  wyglądał 
bajecznie. Podobały mi się takŜe Plaka i bazar.

 

Stał, patrząc na nią, gdy ciągnęła dalej.

 

-

 

A... a jutro jedziemy na dwa dni do Koryntu. 

-

 

Jedziemy? 

Annis spojrzała na męŜczyznę zaskoczona.

 

-

 

Z kim tutaj jesteś? - zapytał szorstko. 

-

 

JuŜ mówiłam, z wycieczką autokarową. 

Odwróciła  się,  nie  mogąc  znieść  dłuŜej  jego  wzro-

ku.  W  lustrze  stojącym  na  toaletce  zobaczyła  odbicie 
swej 

bladej  twarzy 

błyszczącymi 

oczyma. 

Wyglądam jakbym miała gorączkę, pomyślała. Muszę 
wziąć  się  w  garść.  Teraz,  gdy  stał  tak  blisko,  nie 
mogła jasno myśleć. Wrogość odbijająca się na twarzy 
męŜczyzny  była  nie  do  zniesienia.  ZasłuŜyłam  sobie 
na nią, przyznała w myśli, ale ta jego postawa sprawia, 
Ŝ

e wszystko staje się jeszcze trudniejsze.

 

-  Nie  spędzasz  przecieŜ  urlopu  sama.  Z  kim 

przyjechałaś? Czy z tym, dla którego mnie rzuciłaś?

 

-  Mówiąc to, zaczął zbliŜać się do niej.

 

Na dźwięk tych słów cofnęła się jak spoliczkowana.

 

background image

10

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Patrzyła    na  męŜczyznę  przeraŜona,  jak    zaszczute 
zwierzę na myśliwego.

 

-  Nie  bój  się,  nie  dotknę  cię  nawet  palcem. 

-  Skrzywił  cynicznie  usta.  -  Kiedyś  moŜe  miałem 
ochotę  nawet  cię  zamordować,  ale  to  było  dawno 
temu  i  juŜ  mi  przeszło.  Nic  mnie,  do  diabła,  nie 
obchodzi, czy jesteś nadal z facetem, z którym odeszłaś, 
czy  się  go  pozbyłaś  i  masz  następnego.  Zapytałem 
tylko ze zwykłej ciekawości.

 

Na  pogardę  brzmiącą  w  głosie  męŜczyzny  dziew-

czyna odpowiedziała ze złością:

 

-

 

Jak śmiesz tak mówić! 

-

 

Prawda w oczy kole? - odparował drwiąco. 

-

 

To  nieprawda,  nie  jestem  taka  -  wyszeptała, 

wiedząc,  Ŝe  wszelkie  tłumaczenia  są  daremne.  Miał 
prawo  mieć  do  niej  Ŝal,  na  jego  miejscu  czułaby  to 
samo. 

-

 

A  jaka?  -  Omiótł  szybko  wzrokiem  cały  pokój. 

Annis  zdawała  sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  oba  przygoto-
wane do snu łóŜka nie mogły ujść jego uwagi. Ściągnął 
brwi i zacisnął usta. 

-

 

Mam wierzyć, Ŝe nie mieszkasz razem z nim? 

-

 

Jestem tu z przyjaciółką z biura. - Annis przebiegła 

przez pokój i otworzyła drzwi szafy. - Czy nie widzisz, 
Ŝ

e  są  to  same  damskie  rzeczy?  Zajrzyj  do  szuflad, 

zobacz, co leŜy pod poduszkami. Damskie piŜamy. 

-

 

Wierzę  ci.  -  Wzruszył  ramionami.  -  No  to 

dlaczego nie jesteście razem? Pokłóciłaś się z nim? 

Zamierza  ciągnąć  ten  temat,  pomyślała  Annis  z 

goryczą.

 

-  Przestań  -  wyszeptała.  -  Przepraszam  za  to,  co 

się  stało.  Ale  w  Ŝaden  sposób  nie  mogę  ci  tego 
wyjaśnić,  przykro  mi.  Idź  juŜ,  proszę,  i  zostaw  mnie 
samą.

 

Stała z pochyloną głową i ze zwieszonymi rękoma. 

Przez dłuŜszy czas męŜczyzna pozostawał bez ruchu,

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

11

 

przyglądając się dziewczynie. Annis słyszała urywany 
oddech, wyczuwała jego wściekłość. Bała się tego, co 
moŜe nastąpić.

 

-  Tylko list. Nie odwaŜyłaś się spojrzeć mi w oczy. 

Po  prostu  napisałaś,  Ŝe  wszystko  między  nami 
skończone,  i  zniknęłaś.  Nie  zasłuŜyłem  na  to,  abyś 
powiedziała,  co  się  stało  i  dlaczego  zrywasz?  Na 
Boga, dlaczego nie spotkałaś się ze mną i wszystkiego 
nie wyjaśniłaś?

 

Annis  stała  nieporuszona,  bojąc  się  spojrzeć  na 

męŜczyznę.  Odpowiedziała  tak  cichym  głosem,  Ŝe 
musiał wytęŜyć słuch, by zrozumieć jej słowa.

 

-  Bałam  się.  Spójrz  na  siebie.  W  złości  jesteś 

przeraŜający.

 

Ta  ciemna  strona  jego  charakteru  uwidaczniała  się 

takŜe w muzyce, którą tworzył, w ponurych, surowych 
tonach,  kiedy  to  słowa  nie  są  w  stanie  skryć  siły 
witalnej kompozytora, agresji tkwiącej głęboko w jego 
psychice.

 

-

 

PrzeraŜający?  -  wybuchnął.  -  Próbujesz  zrzucić 

winę  na  mnie,  jak  typowa  kobieta?  Wszystkiemu  jest 
zawsze  winien  męŜczyzna!  A  ty  jesteś  bez  winy? 
Oczywiście,  jakŜe  mogłoby  być  inaczej,  jesteś  bez 
skazy, jesteś tylko ofiarą, skończoną niewinnością! 

-

 

Tego  nie  twierdzę.  Nie  oskarŜam  cię.  Jesteś  na 

mnie zły, przykro mi. Upłynęły juŜ przecieŜ dwa lata, 
wszystko skończone. Czy nie moŜemy zapomnieć? 

-

 

Zapomnieć? - warknął, z jakiegoś powodu jeszcze 

bardziej  rozzłoszczony.  -  Nie,  Annis,  nie  mogę,  do 
diabła, zapomnieć! Rzuciłaś mnie bez Ŝadnego wyjaś-
nienia  i  od  tamtej  pory  tkwi  to  we  mnie  jak  zadra, 
doprowadza do szału. Ciągle się zastanawiam, dlaczego 
tak  postąpiłaś.  -  ZbliŜył  się  do  niej  z  roziskrzonymi 
oczyma. - Muszę wiedzieć, muszę. 

Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Oboje zamilkli.

 

-  Twoja przyjaciółka? - zapytał cicho.

 

background image

12

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Zanim  odpowiedziała,  usłyszeli  z  korytarza  jakieś 

greckie  słowa,  a  po  chwili  ktoś  otworzył  kluczem 
drzwi. W progu stanęła pokojówka ze stosem czystych 
ręczników.  Zaskoczona,  przepraszając  zaczęła  się 
wycofywać. Annis szybko zareagowała:

 

-  Zmienia pani ręczniki? Proszę wejść... 
Zdawała się nie widzieć ponurego spojrzenia swego

 

towarzysza. Pokojówka weszła do łazienki, a Annis 
zwróciła się do milczącego męŜczyzny:

 

-  Zostaw  mnie  samą.  Przykro  mi,  ale nie  mam  nic 

więcej  do  powiedzenia.  Muszę  iść  wcześniej  spać, 
jutro wyjeŜdŜamy o świcie.

 

Przez  chwilę  Annis  bała  się,  Ŝe  gość  nie  posłucha. 

Spojrzał  na  dziewczynę  tak,  jakby  próbował  utrwalić 
w  pamięci  jej  obraz  lub  go  na  zawsze  wymazać  -  i 
wyszedł z pokoju.

 

DrŜąc  z  wraŜenia,  Annis  stała  jeszcze  chwilę  w 

bezruchu,  oszołomiona.  A  więc  znów  go  zobaczyła! 
Był tutaj, rozmawiał z nią. I... odszedł. Nie mogła w to 
uwierzyć.

 

Pokojówka  opuściła  łazienkę,  uśmiechnęła  się  do 

Annis nie ukrywając ciekawości i wychodząc odezwała 
się po angielsku:

 

-  Dobranoc pani.

 

Annis odwzajemniła się machinalnym uśmiechem.

 

Przez dwa lata często wyobraŜała sobie, Ŝe go znów 

zobaczy,  ale  nigdy  nie  przyszło  jej  do  głowy,  iŜ 
spotkanie moŜe mieć tak przykry przebieg. Wymarzyła 
sobie  zupełnie  inny  scenariusz,  mimo  Ŝe  była  pewna, 
iŜ  on  zachowa  się  nieprzyjaźnie,  wręcz  wrogo.  JuŜ 
dwa  lata  temu  wiedziała,  Ŝe  moŜe  ją  znienawidzić,  i 
nic na to nie mogła poradzić.

 

Tak bardzo chciała cofnąć czas, wrócić do tego, co 

było  kiedyś.  Ale  czasu,  podobnie  jak  rzeki,  zawrócić 
się nie da. Trzeba godzić się z faktami i Ŝyć dalej. Tak 
robiła przez ostatnie dwa lata. To, co się wówczas

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

13

 

wydarzyło,  było  jak  koszmarny  wypadek,  z  którego 
wyszła  Ŝywa,  lecz  okaleczona.  Aby  Ŝyć  dalej,  trzeba 
umieć  uporać  się  z  przeszłością,  ale  przedtem  -  dojść 
do  porozumienia  z  samą  sobą.  W  pewnym  stopniu 
Annis to się udało. Odzyskiwała powoli radość Ŝycia i 
pewność  siebie.  Dziś  jednak  się  okazało,  Ŝe  ten  jej 
cały świat, tak mozolnie ze skorup posklejany, rozpadł 
się na nowo.

 

Gdy  około  północy  Loveday  weszła  na  palcach  do 

pokoju,  Annis  leŜała  bez  ruchu,  udawała,  Ŝe  śpi. 
Bardziej niŜ przedtem Ŝałowała teraz, Ŝe nie pojechała 
do Vouliagmeni.

 

Następnego ranka LoVeday, spojrzawszy na Annis, 

wykrzyknęła:

 

-

 

Wyglądasz okropnie! Jesteś chora? 

-

 

Coś  mi  chyba  wczoraj  zaszkodziło  -  skłamała 

Annis. 

-

 

Mam tabletki na niestrawność. Jedzenie w Grecji 

jest  tak  dobre,  Ŝe  nie  sądzę,  aby  były  mi  potrzebne.  - 
Loveday  woziła  ze  sobą  całą  aptekę.  Wyciągnęła 
jakieś  lekarstwo  i  podała Annis.  -  Lepiej  nic  nie jedz, 
dopóki nie wy dobrzejesz - dodała. 

Annis i ,tak nie byłaby w stanie niczego przełknąć. 

Teraz  juŜ  nie  będzie  musiała  się  tłumaczyć,  dlaczego 
pozostawi  śniadanie  nietknięte.  Trudniej  było  znieść 
zaniepokojone  spojrzenia  Loveday  i  Carla.  Nienawi-
dziła kłamstwa.

 

Westchnęła. PrzecieŜ od chwili poznania nie powie-

działa im całej prawdy. Zadawali jej sporo osobistych 
pytań, na niektóre odpowiadała wymijająco. Pozwalała, 
by  pod  pewnymi  względami  mieli  o  niej  mylne 
wyobraŜenie, i to juŜ było właściwie kłamstwem.

 

Loveday  i  Carl  znali  ją  od  niedawna,  ale  byli 

przekonani, Ŝe znają na wylot. śycie Annis - w wersji, 
którą  podała  -  nie  było  bogate  w  wydarzenia. 
Mieszkała z matką w Manchesterze, potem przeniosły

 

background image

14

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

się  do  Londynu,  aby  matka  mogła  tam  roztoczyć 
opiekę nad chorowitym starszym bratem, który rzadko 
podnosił się z łóŜka. Nie wymagał stałej opieki, był po 
prostu  coraz  słabszy  w  wyniku  długotrwałej, 
nieuleczalnej choroby. Potrzebował przede wszystkim 
kogoś  bliskiego,  serdeczności,  a  pani  Hilton  była 
szczęśliwa, Ŝe ma się o kogo troszczyć. Bardzo kochała 
swego  jedynego  brata.  Gdy  zachorował,  postanowiła 
sprzedać dom i przenieść się do niego.

 

Przeprowadzka  do  Londynu  nastąpiła  w  dobrym 

momencie dla Annis. Początkowo zamierzała pozostać 
w  Manchesterze,  później  jednak,  po  dramatycznych 
przejściach, poczuła potrzebę natychmiastowego wyjaz-
du. Przyjęła z zadowoleniem propozycję matki i takŜe 
przeniosła  się  do  Londynu.  Obie  zamieszkały  w  ob-
szernym, wiktoriańskim domu wuja w Croydon.

 

Annis była dobrą sekretarką, bez trudu znalazła więc 

pracę w centrum Londynu, w agencji reklamowej. Tam 
poznała  Loveday,  zatrudnioną  w  dziale  sztuki.  Carl 
pisał  teksty  reklamowe.  Firmę  załoŜył  ich  wuj.  Od 
początku  stosunki  między  całą  trójką  układały  się 
bardzo  dobrze,  mimo  Ŝe  róŜniło  ich  wychowanie. 
Annis pochodziła z niezamoŜnej rodziny, podczas gdy 
w  domu  Loveday  i  Carla  pieniędzy  było  pod 
dostatkiem.

 

O  siódmej  rano  mieli  zająć  miejsca  w  autokarze 

stojącym  przed  hotelem.  Ateny  tętniły  juŜ  Ŝyciem  - 
było  słychać  klaksony,  samochody  objeŜdŜające  plac 
Syntagma  połyskiwały  w  słońcu,  które  po  jednej 
stronie  placu  ginęło  w  liściach  palm  Ethnicos  Kipos, 
parku  narodowego,  i  odbijało  się  w  szybach  gmachu 
Vouli, greckiego parlamentu.

 

Wraz  z  innymi  pasaŜerami  Annis  stanęła  obok 

autokaru.  Nie  tylko  ona  miała  pobladłą  twarz  i 
znuŜone oczy. Jedna z Amerykanek głośno ziewnęła i, 
przepraszając, powiedziała:

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

15

 

-

 

Poszłam  późno  spać.  Chcieliśmy  przez  chwilę 

popatrzeć na nocne Ŝycie Aten. Skończyło się na tym, 
Ŝ

e  bawiliśmy  się  świetnie  niemal  do  rana,  i  spałam 

tylko  cztery  godziny.  Czuję  się  fatalnie.  Okropne  te 
wczesne pobudki. 

-

 

W Koryncie zostaniemy dwa dni, będzie się pani 

mogła tam wyspać - powiedział Paddy, pilot wycieczki, 
usłyszawszy ostatnie zdanie. 

Loveday  przyglądała  się  prostej,  białej  fasadzie 

hotelu.

 

-

 

Zastanawiam się, kiedy go zbudowano. 

-

 

Jest  wiktoriański  -  odpowiedział  Carl.  Właśnie 

pytałem  o  to  Paddy'ego.  Mówi,  Ŝe  hotel  jest  z  roku 
1862.  Postawiono  go  na  skale,  tak  Ŝe  moŜna  dość 
bezpiecznie w nim mieszkać podczas trzęsienia ziemi. 

-

 

Czy tutaj są trzęsienia ziemi? - zapytała nerwowo 

Loveday. 

-

 

Od  czasu  do  czasu,  chyba  niewielkie,  więc  się  z 

góry nie zamartwiaj. Podczas drugiej wojny światowej - 
ciągnął  dalej  Carl  -  Niemcy  zajęli  ten  hotel  na  swą 
kwaterę  główną,  gdyŜ  wiedzieli,  Ŝe  jest  mocny  jak 
forteca. 

-

 

Zbyt  elegancki  jak  na  fortecę  -  oponowała 

Loveday,  mruŜąc  w  słońcu  oczy  utkwione  w  fasadzie 
budynku.  -  Spójrzcie  na  balkon  drugiego  piętra.  Tam 
stoi męŜczyzna. 

Annis  spojrzała  w  górę  i  zdrętwiała.  Zobaczyła 

Raphaela. Zejdzie na dół i zrobi scenę?

 

-  Chyba go poznaję - mówiła dalej Loveday - a ty, 

Carl?

 

Brat spojrzał w górę i potrząsnął głową.

 

-

 

Nie, nie sądzę. Czy myślisz, Ŝe to jakiś gwiazdor 

filmowy?  -  zapytał  Ŝartobliwie,  a  Loveday  zrobiła  do 
niego minę. 

-

 

Tego  nie  powiedziałam,  ale znam   tę  twarz 

background image

16

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  upierała  się.  -  Czy  ten  facet,  tam  na  górze,  nie  jest 
super? - zwróciła się do przyjaciółki.

 

Annis  stała  milcząca.  Loveday  marzycielsko  wes-

tchnęła.

 

-

 

Uwielbiam takich męŜczyzn - wysokich, szczup-

łych, o czarnych oczach i śniadej cerze. 

-

 

Południowcy - orzekł z przekąsem Carl. - Ten to 

pewnie kelner z Jiotelu. 

-

 

Coś  ty!  W  takim  szlafroku?  To  gość,  musi 

mieszkać  w  wielkim  apartamencie,  z  takim  duŜym 
balkonem... MoŜe to grecki milioner? - zmyślała Love-
day.  -  Milioner  ze  wspaniałym  jachtem  i  małą  wyspą 
przy  wybrzeŜu  Grecji...  -  Podekscytowana  spoglądała 
nadal  na  męŜczyznę.  -  Patrzcie,  przygląda  się  nam. 
Jestem  pewna,  Ŝe  patrzy  na  mnie.  Och,  gdybyśmy 
zostali  tutaj  jedną  noc  dłuŜej,  mogłabym  go  spotkać, 
zjeść wspólną kolację... 

-

 

Ale  masz  fantazję.  -  Carl  rzucił  siostrze  roz-

bawione spojrzenie. 

Loveday nie dała jednak za wygraną.

 

-

 

Popatrz  sam.  Wychylił  się  przez  balustradę  i  mi 

się przygląda. Zaprzecz, jeśli to nieprawda! 

-

 

Ten facet patrzy na ciebie, bo się na niego gapisz 

-  odpowiedział brat.

 

Annis  wsiadła  do  autokaru  pierwsza,  zadowolona, 

Ŝ

e  wreszcie  odjeŜdŜają.  Loveday  i  Carl  weszli  chwilę 

później, a Loveday, podniecona, wykrzykiwała:

 

-

 

Wyobraź  sobie,  Ŝe  to  jest...  Nie,  nigdy  nie 

zgadniesz!  Portier  powiedział  mi,  Ŝe  to  jest  Raphael 
Leon, kompozytor! 

-

 

Naprawdę? - Annis udawała zaskoczoną. 

-

 

Czy  się  przypadkiem  nie  zaziębiłaś?  -  pytała  z 

niepokojem  Loveday.  -  MoŜe  dlatego  całą  noc  bolał 
cię brzuch. Złapałaś jakąś infekcję. 

-

 

Czuję  się  dobrze  -  odparła  cicho  Annis.  -  JuŜ  są 

wszyscy na miejscach, czemu autokar nie rusza? 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

17

 

-

 

Pilot i kierowca oglądają mapę - powiedział Carl. 

-  Mam  nadzieję,  Ŝe  to  nie  jest  zły  znak.  Jeszcze  by 
tego brakowało, Ŝeby kierowca nie znał drogi. 

-

 

Wyobraź  sobie,  Raphael  Leon  w  tym  samym 

hotelu!  -  ciągnęła  swoje  Loveday,  ignorując  uwagę 
brata. Spojrzała zniecierpliwiona na przyjaciółkę. 

-

 

Wiesz chyba, kto to jest? - zapytała. 

-

 

Tak - przyznała Annis. 

-

 

Napisał tę świetną muzykę do filmu... no wiesz... 

Jak  się  ten  film  nazywał?  Wszyscy  to  nucą  od  lat, 
płyta  była  przebojem.  Pamiętam  tę  muzykę.  Idzie  to 
tak...  -  Loveday  zaczęła  śpiewać,  a  Carl  zatkał  sobie 
uszy. 

-

 

Przestań, proszę. Zaraz mnie głowa rozboli. 

-

 

„PodróŜ  do  najodleglejszej  z  gwiazd"  -  powie-

działa bezbarwnie Annis. 

-

 

Tak, to właśnie ten film. Widziałaś go? Ja na nim 

byłam - wykrzyknęła Loveday. 

-

 

Była  i  nic  nie  zrozumiała,  jeśli  mnie.  pamięć  nie 

myli. - Carl dokuczał siostrze. 

-

 

Przestałbyś  juŜ  wreszcie.  To  był  chyba  kiepski 

film, ale z fantastyczną muzyką. Raphael Leon jest nie 
tylko 

dyrygentem, 

lecz 

takŜe 

kompozytorem. 

Przyjechał  do  Aten  na  dzisiejszy  koncert.  Szkoda,  Ŝe 
wyjeŜdŜamy. Po koncercie wrócilibyśmy do hotelu, on 
by  przyszedł,  poprosilibyśmy,  Ŝeby  zjadł  z  nami 
kolację, i... - ciągnęła rozmarzona Loveday. 

-

 

Przestań!  -  Annis  przerwała  szorstko,  chwilę 

potem  gorzko  Ŝałując,  Ŝe  nie  ugryzła  się  w  język. 
Loveday  i  Carl  odwrócili  się  i  spojrzeli  na  nią 
zaskoczeni. Poczuła, Ŝe się czerwieni i wyjąkała: 

-

 

Przepraszam, Loveday. Przerwałam ci dlatego, Ŝe 

głowa mnie boli. 

-

 

Nic się nie stało. Ale to do ciebie niepodobne, tak 

naskoczyć na mnie. Jesteś na pewno chora. Zaraz 

background image

18

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

po przyjeździe do Koryntu poprosimy Paddy'ego, Ŝeby 
wezwał do ciebie lekarza.

 

-  Zobaczymy, jak będę się czuła, gdy dojedziemy

 

-  odpowiedziała szybko Annis. Autokar ruszył. Z ulgą 
oparła  się  na  siedzeniu,  zamykając  oczy.  -  Spróbuję 
trochę pospać - dodała.

 

I  rzeczywiście  spała,  gdy  przejeŜdŜali  przez  wzgó-

rza  w  drodze  do  Teb,  miasta  słynnego  w  staroŜytnej 
Grecji,  a  dziś  ruchliwego  centrum  handlowego  dla 
miejscowych  rolników  i  hodowców.  Gdy  zatrzymali 
się na chwilę na szybką kawę, Annis otworzyła oczy.

 

-

 

Jak się czujesz? - spytał Carl. 

-

 

Dobrze, dziękuję - uśmiechnęła się do niego. 

-  Przepraszam, byłam w złym nastroju.

 

-  O  tak  nieprzyzwoicie  wczesnej  porze  nikt  nie 

moŜe  mieć  dobrego  humoru  -  dodał,  ciepło  na  nią 
spoglądając.  Cały  Carl,  pomyślała.  Z  jednej  strony 
leniwy,  niedbały  i  arogancki,  z  drugiej  -  praktyczny 
i  czuły.  Miała  do  Carla  zaufanie  i  bardzo  go  lubiła. 
Nie  była  w  nim  jednak  zakochana,  choć  to  roz 
wiązałoby większość problemów.

 

Zjedli lunch w małej tawernie pod Koryntem, której 

właścicielem był - jak się okazało - szwagier kierowcy 
autokaru.  Jedzenie  podano  skromne,  lecz  bardzo 
smaczne.  Gołąbki  z  liści  winogronowych,  kebab  z 
jagnięcia  i  wiejska  sałata  z  pieczywem  w  postaci 
płaskich,  okrągłych  placków,  a  na  deser  miodowe 
ciastka  i  świeŜe  winogrona  zbierane  z  krzewów 
rozpiętych nad tarasem tawerny.

 

Gdy  pili  bardzo  słodką  i  mocną  kawę  z  malutkich 

filiŜanek,  Loveday  -  rozglądając  się  po  skąpanej  w 
słońcu okolicy - westchnęła:

 

-  Jak  pięknie!  Pomyślcie,  my  tutaj,  a  reszta  haruje 

w agencji jak woły!

 

Na te słowa reszta osób przy stole zaczęła się

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

19

 

ś

miać.  Annis  niemal  Ŝałowała  swego  przyjazdu. 

Otworzyły się zabliźnione rany.

 

W drodze do hotelu zwiedzili słynny Kanał Koryn-

cki.  Jedni  poszli  potem  na  spacer  wokół  ruin  staro-
Ŝ

ytnego  Koryntu,  inni  odpoczywali  przed  kolacją  w 

pokojach hotelowych.

 

Następnego,  bardzo  upalnego  przedpołudnia,  wy-

posaŜeni w kapelusze, a niektórzy nawet w staromodne 
parasole,  zwiedzali Korynt.  W  tym  miejscu na rynku, 
w  którym  święty  Paweł  zwracał  się  do  Koryncjan, 
wysłuchali wykładu Paddy'ego na temat historii miasta. 
Po  lunchu  w  hotelu  część  osób  korzystała  ze  sjesty, 
reszta  poszła  po  zakupy  i  na  dalsze  zwiedzanie. 
Loveday,  Annis  i  Carl  szukali  pamiątek  i  prezentów. 
Przed kolacją zdecydowali się jeszcze na krótką kąpiel 
w  basenie  hotelowym.  Loveday  kupiła  nowe  bikini. 
Przymierzyła  je  zaraz  po  przyjściu  do  hotelu  i  uznała 
za zbyt skąpe.

 

-  Zejdź na dół, Annis. WłoŜę stary kostium i zaraz 

cię dogonię - powiedziała poirytowana.

 

O  tej  porze  nad  basenem  było  pusto,  wszyscy 

przebierali  się  do  kolacji.  Po  Carlu  teŜ  ani  śladu.  Na 
leŜance Annis zostawiła bawełniany sarong i skoczyła 
do wody. Płynąc wolno poczuła nagle, Ŝe czyjaś ręka 
łapie ją za stopy i ciągnie w dół.

 

Próbowała  się  oswobodzić,  odwracając  w  stronę 

atakującego.  W  niebieskiej,  rozświetlonej  wodzie 
zobaczyła roześmianego Carla. Puścił ją i na powierz-
chnię wody wynurzyli się razem.

 

-

 

Chyba zwariowałeś - wykrztusiła Annis. 

-

 

Nie mogłem oprzeć się pokusie, przepraszam. 

-

 

Masz dziwaczne pomysły.  Zobaczymy, czy teraz 

będzie  ci  tak  wesoło.  -  Wzbiła  wokół  Carla  fontannę 
wody. 

-

 

Sama  tego  chciałaś.  -  To  mówiąc  złapał  Annis* 

wpół i pociągnął. Straciła grunt pod nogami. 

background image

20

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Wyrywała  się,  śmiejąc,  a  Carl  nie  zwracał  na  to 

Ŝ

adnej  uwagi.  Przewracali  się  w  wodzie  jak  barasz-

kujące  delfiny  i  dopiero  gdy  padł  na  nich  cień  kogoś 
stojącego  z  tyłu  za  Annis,  na  brzegu  basenu,  Carl, 
zaskoczony, puścił ją. Obejrzała się roześmiana, sądząc 
Ŝ

e ujrzy Loveday.

 

To nie była przyjaciółka i Annis od razu zrozumiała, 

dlaczego  Carl  tak  nagle  się  uspokoił.  Na  brzegu 
basenu  stał  Raphael  Leon  i  ponurym,  wręcz  złym 
wzrokiem obserwował ich wodne igraszki.

 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

 

Carl poznał go od razu.

 

-  To  ten  facet,  którego  poderwała  sobie  Loveday  - 

wymamrotał po cichu.

 

Annis zaniosła się gwałtownym, niemal histerycznym 

ś

miechem.  Obaj  męŜczyźni  spojrzeli  na  nią  -  Carl  ze 

zdumieniem, a Raphael z nie tajoną złością. Odwróciła 
się i, Ŝeby zebrać myśli, zaczęła szybko płynąć w stronę 
przeciwległego brzegu basenu.

 

To,  Ŝe  Raphael  moŜe  przyjechać  aŜ  tutaj,  nie 

przeszło jej nawet przez myśl. Nie powiedziała mu, w 
którym  hotelu  zatrzymają  się  w  Koryncie,  ale  to 
nieduŜe  miasto.  Stojąc  na  balkonie  zobaczył  pewnie 
wczoraj  nazwę  biura  podróŜy  wymalowaną  na  auto-
karze.  Wystarczyło  parę  telefonów,  Ŝeby  dowiedzieć 
się, gdzie będą ulokowani w Koryncie.

 

Dlaczego  tutaj  przyjechał?  PołoŜyła  się  i  zaczęła 

unosić  na  powierzchni  wody,  patrząc  w  szafirowe 
niebo. Była siódma wieczór, słońce juŜ tak nie praŜyło. 
Lekko zadrŜała.

 

Co zamierzał zrobić? Nienawidził jej, co do tego nie 

miała  Ŝadnych  wątpliwości.  Jego  pojawienie  się  w 
Koryncie zapowiadało dalsze kłopoty.

 

Zesztywniała,  gdy  dobiegł  ją  głos  Raphaela.  Była 

jednak  za  daleko,  aby  usłyszeć,  co  powiedział. 
Roześmiał się. Po chwili do Annis dotarł jeszcze inny 
głos  -  kobiecy,  egzaltowany.  Loveday,  pomyślała. 
Szybko podpłynęła do brzegu basenu i wyszła z wody.

 

Stali  w  trójkę,  rozmawiając,  i  nie  zauwaŜyli  Annis 

idącej w ich kierunku. Wzięła z leŜanki sarong i owinęła

 

background image

22

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

go  wokół  siebie,  a  potem  zaczęła  wykręcać  włosy, 
przysłuchując się rozmowie.

 

-

 

O  koncercie  dowiedzieliśmy  się  dopiero  tego 

ranka, którego opuszczaliśmy Ateny - mówiła właśnie 
Loveday.  Z  lekko  zaróŜowioną  twarzą  i  błyszczącymi 
oczyma  zwróciła  się  do  Raphaela:  -  Jestem  pana 
wielbicielką. 

-

 

Dziękuję - odpowiedział uśmiechając się Raphael. 

Annis  była  wielokrotnie  świadkiem  prawionych  mu 
komplementów.  Dobrze  znała  ten  ton,  ten  uśmiech 
będący  wyrazem  szacunku  i  wystudiowanej  uprzej-
mości, uśmiech, który urzekał teraz Loveday! 

-

 

Czy  często  dyryguje  pan  poza  Anglią?  -  zapytał 

Carl, nieco ubawiony podekscytowaniem siostry. 

-

 

Tak - przytaknął Raphael. - Tym razem jeździłem 

po Europie przez ostatnie sześć tygodni. 

-

 

To musi być męczące. 

-  Bardzo. - Głos Raphaela zabrzmiał jakby ostrzej. 
Annis patrzyła z boku na jego twarz. Dopiero teraz

 

zauwaŜyła  oznaki  znuŜenia  -  podkrąŜone  oczy, 
zmarszczki wokół ust, bladość przebijającą spod śniadej 
cery.  Wiedziała  dobrze,  jak  bardzo  wyczerpują  go 
tournee.  Zawodowy  muzyk  Ŝyje  w  ciągłym  napięciu. 
Stałe  stresy  na  próbach  i  koncertach,  ciągłe  podróŜe. 
Raphael przekroczył dopiero czterdziestkę. Ile jeszcze 
wytrzyma, prowadząc taki tryb Ŝycia? Annis przygryzła 
wargę, zaniepokojona.

 

-

 

Czy  koncertuje  pan  w  Koryncie?  -  zapytała 

Loveday. 

-

 

Nasze tournee skończyło się w Atenach - odrzekł. 

- Mam teraz kilka dni odpoczynku. 

-

 

Zostaje pan tutaj? 

Annis  wstrzymała oddech. Powiedz,  proszę,  Ŝe nie, 

pomyślała. Raphael jednak przytaknął.

 

-  Zamierzam  objechać  Peloponez,  zwiedzić  naj 

ciekawsze wykopaliska, Mykeny i Argos.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

23

 

Loveday zawołała zadowolona:

 

-  Tam  właśnie  jedziemy!  W  autokarze  są  wolne 

miejsca, moŜe zabierze się pan z nami? Mamy świetnego 
pilota,  jest  pół-Grekiem  i  zna  na  wylot  historię  tego 
kraju.  A  w  kaŜdym  ze  zwiedzanych  miejsc są lokalni 
przewodnicy.

 

Annis  była  przeraŜona  perspektywą  wspólnej  po-

dróŜy. Carl teŜ nie wyglądał na zachwyconego. Do tej 
pory  wszystko  układało  się  między  nimi  znakomicie, 
czuł,  Ŝe  towarzystwo  sławnego  kompozytora  moŜe 
pogorszyć atmosferę.

 

Raphael przez chwilę jakby się zastanawiał.

 

-

 

Kusi  mnie  pani  -  odpowiedział.  -  Za  propozycję 

dziękuję,  ale  mam  wynajęty  samochód.  Obdarzył 
Loveday  tym  swoim  zawodowym  uśmiechem.  Na 
widok  reakcji  przyjaciółki  Annis  poczuła  wzbierającą 
złość. Nie na miejscu byłby Ŝal do Loveday, która nie 
miała pojęcia, Ŝe jest to jego zwykłe i nic nie znaczące 
zachowanie.  Na  widok  tak  doskonałego  okazu  męs-
kiego  gatunku  Loveday  reagowała  przecieŜ  zupełnie 
naturalnie. Annis zapragnęła w tym momencie uderzyć 
Raphaela. 

-

 

Och, jaka szkoda - stwierdziła Loveday. - Bylibyś-

my zachwyceni pańskim towarzystwem. 

 

-

 

Ja teŜ byłbym szczęśliwy - zapewnił ją szarmancko. 

Rzuciła mu figlarne spojrzenie. 
-

 

MoŜe jeszcze natkniemy się gdzieś na pana? 

-  Z  pewnością  -  rzekł  Raphael,  patrząc  z  ukosa  na 

Annis, aby się przekonać, jak to przyjmie.

 

ZdąŜyła  się  juŜ  opanować.  Nie  spoglądając  na 

Raphaela  odwróciła  się  i  zaczęła  iść  w  stronę  hotelu. 
Zobaczyła to Loveday i zawołała:

 

-

 

Poczekaj! Chcę cię przedstawić panu Leonowi... 

-

 

Proszę  mi  mówić  po  imieniu.  Jestem  Raphael  - 

przerwał. 

-

 

CóŜ za romantyczne imię - powiedziała dziew- 

background image

24

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

czyna  wzdychając.  -  Mam  na  imię  Loveday,  a  to  są 
mój brat i przyjaciółka Annis.

 

Raphael wyciągnął rękę. Annis podała mu swoją.

 

-  Pracujemy  w  jednej  firmie  -  wyjaśniła  Loveday. 

-  Jest  to  agencja,  moŜe  słyszałeś  o  niej?  Quayland, 
Corris  i  Worth.  Mój  stryj,  Dan  Worth,  był  jednym 
z  załoŜycieli.  Reklamujemy  same  powaŜne  firmy, 
musiałeś  widzieć  nasze  ogłoszenia  w  gazetach  i  perio 
dykach.  Czy  jeździsz  nowym  orage?  Prowadziliśmy 
całą  kampanię  prasową  tego  wozu.  Jestem  graficzką, 
a  Carl  pisze  teksty.  Wymyślił  juŜ  kilka  znanych 
sloganów.  Nigdy  jednak  nie  reklamowaliśmy  jeszcze 
Ŝ

adnej orkiestry. Byłoby to interesujące, prawda, Carl?

 

Loveday paplała po to, aby jak najdłuŜej zatrzymać 

Raphaela.  Annis  rozumiała  ją,  był  typem  męŜczyzny, 
który  bardzo  podobał  się  kobietom.  Jego  męski  urok 
był dla nich wyzwaniem.

 

Takie sceny widywała wielokrotnie. Chętnie ostrzeg-

łaby Loveday przed Raphaelem, ale to by ją zdradziło.

 

Raphael zwrócił się do Annis:

 

-

 

Co robisz w tej agencji? 

-

 

Jestem  sekretarką  -  odpowiedziała  i  spojrzała  na 

Loveday. - Idę się przebrać przed kolacją. Zrobiło się 
późno. 

Odeszła  szybko.  Wzięła  prysznic,  wysuszyła  włosy 

i powoli robiła makijaŜ.

 

Po  co  tutaj  przyjechał?  Zastanawiała  się.  śeby  ją 

zranić,  wziąć  odwet  za  to,  co  zrobiła?  Mógł  jej 
zatruwać Ŝycie, dręczyć ją i prześladować. Nie, to nie 
leŜało  w  charakterze  Raphaela.  Bywał  arogancki, 
apodyktyczny  i  wyciskał  siódme  poty  z  muzyków,  z 
którymi  pracował  -  po  to,  aby  osiągnąć  jak  najlepsze 
wyniki.  Równocześnie  był  jednak  bardzo  wraŜliwy  i 
potrafił  być  czuły  i  miły.  Nie  widziała,  Ŝeby 
kiedykolwiek zachowywał się złośliwie lub lekcewaŜąco.

 

Co teraz zamierza? Co robi tutaj, w hotelu? AŜ

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

25

 

podskoczyła,  gdyŜ  w  tej  właśnie  chwili  ktoś  zapukał 
do drzwi. Odetchnęła z ulgą, słysząc głos Loveday.

 

-  Otwórz.  Przepraszam,  nie  mam  ze  sobą  klucza. 

Późno, muszę się spieszyć. - Weszła do łazienki, skąd 
nadal docierał do Annis jej podniecony głos. - Szkoda, 
Ŝ

e nie moŜemy siedzieć z Raphaelem przy kolacji. To 

wspaniale  spotkać  go  tutaj.  Czy  nie  jest  super?  Ale 
uwaŜaj, jest mój, zobaczyłam go pierwsza. Jak myślisz, 
czy  mu  się  spodobałam?  Gdy  wróciłaś  do  hotelu 
i  Carl  poszedł  się  przebrać,  rozmawialiśmy  jeszcze 
przy basenie. Zadawał mi moc pytań.

 

Po  pewnym  czasie  Loveday  wyszła  z  łazienki 

zawinięta w duŜe prześcieradło kąpielowe, z mokrymi 
włosami  wijącymi  się  wokół  zaróŜowionej  twarzy. 
Annis zapytała:

 

-  Co go interesowało?

 

Loveday  włączyła  suszarkę  do  włosów  i  prze-

krzykując szum zawołała:

 

-  Co mówiłaś?

 

Siląc się na obojętność Annis powtórzyła pytanie.

 

-  Och,  interesowały  go  róŜne  rzeczy.  I  ja,  Carl,  ty 

teŜ. - Loveday odłoŜyła suszarkę i popatrzyła w lustro.

 

-  No i jak wyglądam?

 

-  Wyglądasz  świetnie  -  odpowiedziała  Annis.  Była 

przestraszona.  Raphael  zadawał  pytania.  O  co  mu 
chodziło? Całkiem serio myślała o tym, by uciec

 

-  natychmiast  wyjechać  i  wrócić  do  Londynu.  Ale  co 
im  powiedzieć?  Musi  wymyślić  jakiś  powód.  Złe 
samopoczucie? Choroba?  Nie,  musiałabym symulować 
coś powaŜnego...

 

Loveday zaczęła grzebać w szafie.

 

-

 

W  co  mam  się  ubrać?  W  czym  będę  wyglądała 

najlepiej? 

-

 

WłóŜ  tę  jedwabną  zieloną  sukienkę  -  zapropo-

nowała Annis, szykując się do wyjścia z pokoju. 
-  Schodzę na dół. Do zobaczenia na kolacji. - Nie

 

background image

26

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

mogła  juŜ  dłuŜej  słuchać  piania  Loveday  na  temat 
Raphaela.

 

W barze dołączyła do grupy znajomych z autokaru, 

wzięła  kieliszek  greckiej  retsiny  -  pachnącego  Ŝywicą 
białego  wina,  które  juŜ  zdąŜyła  polubić.  Usiadła, 
przysłuchując się rozmowom.

 

Do jadalni przeszła wraz z innymi, bojąc się zostać 

sama,  w  razie  gdyby  pojawił  się  Raphael.  Loveday  i 
Carl  przyszli  chwilę  później.  Podano  kolację.  Ich 
grupa  jadła  gotowy  zestaw  potraw.  Mimo  Ŝe  nie  z 
karty,  jedzenie  było  dobre.  Najpierw  na  stole  znalazł 
się  rosół  z  kurczaka,  o  smaku  cytrynowym.  Potem 
podano  makaron  z  mięsem,  przypominający  spaghetti 
po bolońsku, a na deser - świeŜe, zielone figi lub lody. 
Annis  wybrała  figi,  były  doskonałe.  Po  wypiciu 
maleńkich  porcji  kawy  przenieśli  się  z  jadalni  nad 
oświetlony basen, popijając grecką brandy i obserwując 
księŜyc  wiszący  nad  ginącym  w  mroku  parkiem 
hotelowym.

 

Raphaela nigdzie nie spotkali. Loveday była niepo-

cieszona.

 

-  MoŜe  poszedł  wcześnie  spać,  musiał  być  bardzo 

zmęczony  -  rzucił  Carl,  zniecierpliwiony.  -  Albo 
z  przyjaciółmi  wyszedł  gdzieś  na  obiad.  Taki  sławny 
facet  ma  wszędzie  znajomych.  Zastanawiające,  co  on 
w  ogóle  robi  w  tym  hotelu,  powinien  zatrzymać  się 
w  luksusowym.  -  Wstał.  -  Pogram  w  ping-ponga, 
muszę  wytrząść  trochę  kolacji.  Idziecie  ze  mną, 
dziewczyny?

 

Loveday zerwała się ochoczo.

 

-

 

Pójdę do łóŜka, chce mi się spać - odpowiedziała 

Annis. 

-

 

Postaram się wrócić po cichu, Ŝeby cię nie obudzić 

- przyrzekła Loveday. 

-

 

Mam nadzieję, Ŝe tym razem wzięłaś klucz. 

-

 

Tak - roześmiała się Loveday. Okręciła klucz na 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

27

 

palcu i wrzuciła go do małej srebrnej torebki. - Wejdę 
tak, abyś się nie obudziła - powtórzyła.

 

Było  jeszcze  za  wcześnie,  Ŝeby  iść  spać.  Po  odejś-

ciu Loveday i Carla Annis postanowiła przejść się po 
parku  hotelowym.  Idąc  wąskimi,  Ŝwirowanymi 
ś

cieŜkami  słuchała  głosu  cykad  i  wdychała  woń 

kwiatów.  Na  zakręcie  zobaczyła  nagle tuŜ  przed sobą 
ciemną  sylwetkę  męŜczyzny.  Był  to  Raphael  w 
wieczorowym garniturze i bielejącej w mroku koszuli.

 

-

 

Sama?  -  zapytał  drwiąco.  -  A  gdzie  Carl?  Nie 

opowiadaj,  Ŝe  nie  jest  twoim  chłopakiem.  Gadatliwa 
siostrzyczka zwierzyła mi się, Ŝe marzy o tym, byście 
się pobrali. 

-

 

Na  pewno  nic  takiego  nie  mówiła!  -  zawołała 

Annis. W ogóle nie było o tym mowy. Przyjaźnili się, 
ale nie byli kochankami. 

-

 

Zabroniłaś jej mówić? - Głos Raphaela zabrzmiał 

jadowicie. 

-

 

Nie! - wykrzyknęła. 

-

 

No tak, zbyt wiele im o  sobie nie mówiłaś 

-  przyznał.  -  O  nas  nie  wiedzą  nic.  Ale  co  sobie 
pomyślą, gdy się wszystko wyda?

 

Groźba ukryta w głosie Raphaela rozzłościła Annis.

 

-  Nie  próbuj  mnie  szantaŜować!  A  co  ty  tutaj 

robisz? Dlaczego nie wracasz do Aten i do Londynu?

 

-  prawie  krzyczała.  -  Jedź,  gdzie  chcesz,  ale  zostaw 
mnie w spokoju!

 

Odwróciła  się  i  chciała  odbiec.  W  tym  właśnie 

momencie duŜa ćma uderzyła ją skrzydełkami w twarz. 
Krzyknęła  przeraŜona.  Od  dziecka  bała  się  nocnych 
motyli.

 

-

 

Co się stało? - Raphael zbliŜył się szybko i objął 

ją ramieniem. 

-

 

Ć

ma - wyszeptała. 

-

 

Ć

ma? - W świetle księŜyca zobaczył jej pobladłą 

background image

28

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

twarz i drŜące wargi. - Pamiętam, Ŝe zawsze bałaś się 
ciem.

 

Przytulił ją mocno do siebie. Annis wyrywała się.

 

-

 

Przykro  mi,  Ŝe  cię  zraniłam.  Przepraszam.  Ale, 

zrozum, nie miałam wyboru. 

-

 

Dlaczego? - szybko zapytał. 

-

 

Wracajmy  do  hotelu  -  prosiła.  -  Nie  mam  ci  juŜ 

nic  więcej  do  powiedzenia.  Między  nami  wszystko 
skończone. 

-

 

Nie dla mnie. - Był rozzłoszczony. - Nie puszczę 

cię dopóki nie powiesz, dlaczego mnie rzuciłaś. - Ujął 
w  dłonie jej  twarz  i  pochylił  się.  Dziewczyna  zaczęła 
się szamotać. 

-

 

Muszę przynajmniej wiedzieć jedno. - To mówiąc 

zaczął ją całować. 

Pod  Annis  ugięły  się  nogi.  Przeszłość  powróciła  w 

ułamku sekundy. Raphael przyciągał ją do siebie coraz 
bliŜej, ich złączone ciała tworzyły wspólny cień. Wyjął 
delikatnie  grzebyki  z  włosów  dziewczyny,  tak  Ŝe 
rozsypały się na ramiona. Pieścił kark i ramiona. Jego 
ręka  zsuwała  się  powoli  w  dół,  aŜ  wreszcie  objęła 
pierś.  Annis  bezwolnie  poddała  się  fali  ogarniającego 
ją poŜądania.

 

W  pewnej  chwili  Raphael  podniósł  głowę.  Oboje 

oddychali nierówno.

 

-

 

Nie  całowałabyś  mnie  tak,  gdybym  ci  był  oboję-

tny  -  powiedział,  kiedy  zaczęła  powracać  do  rzeczy-
wistości.  Nie  powinnam  pozwolić  mu  się  pocałować, 
pomyślała. 

-

 

Nigdy  nie  mówiłam,  Ŝe  twoje  pieszczoty  są  mi 

obojętne  -  wyszeptała.  -  Zawsze  byłeś  pociągający. 
Ale seks to nie wszystko, prawda? W małŜeństwie jest 
potrzebne pełne zaangaŜowanie. Jeszcze nie jestem do 
tego gotowa. 

-

 

Ale byłaś. - Potrząsał nią, rozzłoszczony. - Byłaś. 

Oboje chcieliśmy małŜeństwa, aŜ do ostatniego tournee. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

29

 

Wyjechałem wtedy tylko na miesiąc, a kiedy wróciłem, 
ciebie juŜ nie było. Co się stało?

 

-  JuŜ ci mówiłam. Zmieniłam zdanie. To wszystko

 

-  mówiła zdesperowana Annis.

 

-  Co  z  tym  męŜczyzną?  Wiem  od  Loveday,  Ŝe 

Carla  poznałaś  dopiero  niedawno,  więc to  nie  był  on. 
A  więc  kto?  Gdzie  jest?  Dlaczego  nie  wyszłaś  za 
niego? - Raphael nie dawał za wygraną.

 

Annis nie miała siły dłuŜej się spierać.

 

-  A więc kolekcjonujesz męŜczyzn. I kiedy jeden ci 

się znudzi, wtedy go zostawiasz i bierzesz innego?

 

Odpowiedziała udręczona:

 

-

 

Tak.  Robię  właśnie  tak.  Chcę  wrócić  do  hotelu. 

Na  litość  boską,  przestań  się  nade  mną  znęcać.  Nie 
trać czasu i energii, wracaj do Londynu i zostaw mnie 
wreszcie. Mam dość. 

-

 

Tak, masz dość. 

Roześmiał  się  gorzko.  Ujął  mocno  ramiona  dziew-

czyny;  poczuła  się  zagroŜona.  Gdy  byli  razem, 
zakochani  w  sobie  i  bardzo  szczęśliwi  -  świat  wokół 
zdawał  się  nie  istnieć.  Raphael  był  radosny,  czuły  i 
opiekuńczy. A teraz - stojąc z wściekłością w oczach

 

-  wygląda tak, jakby chciał jej zrobić krzywdę.

 

-  Posłuchaj uwaŜnie - powiedział z groźbą w głosie.

 

-  Z  twojej  winy  mam  za  sobą  dwa  lata  pełne  udręki, 
a  ty  mówisz,  Ŝe  masz  dość?  Musisz  jeszcze  wiele 
przecierpieć,  Ŝebyś  zrozumiała,  na  co  mnie  naraziłaś. 
Myślisz, Ŝe ci daruję?

 

Tego Annis się nie spodziewała. Nie przyszło jej do 

głowy, Ŝe Raphael tak cięŜko odchoruje ich rozstanie. 
Znając jego styl Ŝycia była przekonana, Ŝe juŜ dawno 
o  niej  zapomniał,  Ŝe  nadal  pasjonuje  się  swą  pracą, 
która  mu  zajmuje prawie cały  czas i  wszystkie  myśli. 
Była  przekonana,  Ŝe  znajdzie  się  wiele  wielbicielek, 
które go ukoją i pomogą zapomnieć.

 

-  Prze... - zaczęła nieśmiało.

 

background image

30

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Jeśli jeszcze raz mnie przeprosisz, to cię uderzę!

 

-  wykrzyknął.

 

Półprzytomna, pozostawiając za sobą mrok i drzewa 

skąpane  w  księŜycowej  poświacie,  pobiegła  przez 
park do hotelu.

 

W pokoju Loveday szczotkowała włosy.

 

-

 

Gdzie  byłaś?  -  zapytała  natychmiast,  gdy  Annis 

stanęła  w  drzwiach.  -  Mówiłaś,  Ŝe  idziesz  prosto  do 
łóŜka. 

-

 

Było tak ciepło, Ŝe poszłam jeszcze na spacer 

-  odpowiedziała  zadyszana.  Złapała  piŜamę  i  weszła 
szybko  do  łazienki,  tak  aby  Loveday  nie  zauwaŜyła 
jej wzburzenia.

 

-

 

Z  kim  byłaś?  -  dopytywała  się  śmiejąc  przy-

jaciółka. 

-

 

Sama spacerowałam przy księŜycu. 

-

 

Sama?Co  za  marnotrawstwo  księŜyca!-  Loveday 

była coraz bardziej rozbawiona, a Annis zatrzasnęła za 
sobą  drzwi.  Pocałunki  Raphaela  wstrząsnęły  nią.  Pod 
strumieniem wody uspokajała się powoli. 

Wróciła  do  pokoju.  Loveday  czytała  w  łóŜku  jakąś 

powieść.

 

-

 

Jestem  zbyt  zmęczona,  aby  czytać.  -  Annis 

ziewnęła głośno, Ŝeby uniknąć dalszych pytań. 

-

 

Ja  teŜ.  -  Loveday  odłoŜyła  ksiąŜkę  i  zgasiła 

ś

wiatło. 

Nazajutrz  wstały  wcześnie.  Czekała  je  długa  droga 

do  Myken  i  innych  wykopalisk  na  Peloponezie.  Jak 
zwykle,  ranek  był  najchłodniejszą  porą  dnia.  Kiedy 
opuszczały  Korynt,  niebieskawe  cienie  drzew  kładły 
się  na  drodze.  Potem  zniknęły,  a  rozgrzana  ziemia 
zaczęła  wydzielać  zapach  aromatycznych  ziół.  Mimo 
klimatyzacji powietrze w autokarze niemal stało.

 

Loveday  nie  przestawała  mówić  o  Raphaelu.  Na 

ś

niadaniu go nie widzieli.

 

-  Mam nadzieję, Ŝe jeszcze nie wyjechał.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

31

 

W Mykenach autokar zatrzymał się na zboczu, skąd 

droga prowadziła pod górę do Lwiej Bramy

 

-  głównego  wejścia  do  ruin  staroŜytnego  grodu.  Idąc 
skupili  się  wokół  pilota  i  miejscowego  przewodnika, 
którzy  opowiadali  historię  Myken.  Carl  biegał  z  apa 
ratem  i  robił  mnóstwo  zdjęć.  Prosił  dziewczęta,  aby 
mu pozowały przed słynną bramą i na pozostałościach 
murów obronnych twierdzy.

 

Widok  był  stąd  cudowny.  Loveday  z  nieodłącznym 

szkicownikiem  usiadła  na  murze  i  zaczęła  rysować. 
Annis  obserwowała  ją  przez  chwilę,  a  potem  poszła 
posłuchać  opowiadania  przewodnika  o  grobowcach 
Agamemnona i Klitajmestry.

 

-  Oczywiście  -  mówił  -  chociaŜ  odkrycie  tych 

grobowców  nastąpiło  w  wyniku  badań  prowadzo 
nych  przez  Schliemanna  w  Mykenach,  wiemy  dziś 
duŜo  więcej  o  historii  Grecji.  Wiadomo  teŜ,  Ŝe 
grobowce  pochodzą  z  innego  okresu  niŜ  uprzednio 
ustalono...

 

Annis  spacerowała  wachlując  się  białym,  słom-

kowym kapeluszem. Upał był niesamowity. Usiadła w 
cieniu pod murem.

 

-

 

Dobrze się czujesz? - zapytał Carl, pochylając się 

nad nią. 

-

 

Tak, ale jest strasznie gorąco - Ŝaliła się. 

-

 

W tej  niebieskiej  sukience jest ci do twarzy 

-  powiedział  Carl.  -  Uśmiech,  proszę.  -  Zrobił 
zdjęcie, po czym wyciągnął rękę i pomógł jej wstać.

 

-  Idziemy  teraz  zobaczyć  groby  podobne  do  uli.  Czy 
przyszło  ci  kiedyś  na  myśl,  jak  wiele  w  archeologii 
ma  się  do  czynienia  ze  śmiercią?  Same  grobowce, 
groby,  cmentarzyska  i  te  wszystkie  przedmioty  zwią 
zane  z  kultem  chowania  zmarłych.  AŜ  ciarki  chodzą 
po grzbiecie.

 

Schodząc w dół do Lwiej Bramy, Annis zachybotała 

się nagle na obluzowanym kamieniu.

 

background image

32

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  UwaŜaj!  -  Carl  objął  ją  ramieniem.  -  Nie  chcesz 

chyba stłuc kolana i popsuć sobie całej wycieczki.

 

U stóp wzgórza spotkali Loveday.

 

-

 

Zgadnijcie,  kogo  widziałam!  -  zawołała  na  ich 

widok. 

-

 

Znów  ten  facet?  -  Carl  skrzywił  się.  -  Czy  on  za 

nami jeździ? 

-

 

Kto  wie?  -  kokieteryjnie  odpowiedziała.  Sama 

myśl wyraźnie jej pochlebiała. 

Annis  spoglądała  na  przejeŜdŜający  obok  nich 

samochód.  Za  kierownicą  siedział  Raphael.  Ich  oczy 
spotkały  się,  ale  zanim  odwrócił  wzrok,  zdąŜyła 
zauwaŜyć ich lodowaty wyraz. Zrobiło jej się przykro.

 

Szli  teraz  całą  grupą  do  Grobowca  Agamemnona, 

zwanego takŜe Skarbcem Atreusza, znajdującego się u 
stóp  wzgórza,  poza  granicami  mykeńskiego  grodu.  Po 
dToóze  przewodnik  zwracać  im  trwagę  na  resztki 
murów  cyklopich.  Zbudowane  z  ogromnych  głazów 
kamiennych,  idealnie  do  siebie  dopasowanych,  były 
uwaŜane za kładzione rękami olbrzymów.

 

Grobowiec  Agamemnona  jest  budowlą  podziemną, 

z wielką kopułą podobną do pszczelego ula, wzniesioną 
ze starannie ułoŜonych kamieni. Przewodnik długo im 

niej 

opowiadał, 

była 

wspaniałym 

dziełem 

staroŜytnych  architektów  i  budowniczych.  Cała  grupa 
weszła  teraz  do  grobowca  i  podziwiała  od  środka 
konstrukcję  sklepienia.  Wąskim  przejściem  zaczęli 
przechodzić  do  najciemniejszej  części  budowli,  do 
grobu.

 

-

 

Nie znoszę takich rzeczy - rzuciła nagle Loveday i 

pędem wybiegła na zewnątrz. 

-

 

Co  się  stało?  Źle  się  poczuła?  -  zapytała  Annis 

Carla. 

-

 

To chyba klaustrofobia. Wyjdę i zobaczę, co się z 

nią dzieje. 

Annis chciała  iść z Carlem,  ale poprosił,  aby

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

33

 

posłuchała,  co  mówi  przewodnik,  który  poprowadził 
grupę w głąb grobowca.

 

PodąŜyła  za  resztą.  Właśnie  przewodnik  oświetlał 

zapałką  mroczne  przejście.  Po  chwili  płomyk  zgasł  i 
turyści szli  po  ciemku.  Niektórzy  chichotali  przy  tym 
nerwowo.  Annis  poczekała,  aŜ  wszyscy  przejdą, 
odwróciła się i nagle wpadła na kogoś w ciemnościach.

 

-

 

Przepraszam.  -  Ledwo  zdąŜyła  to  powiedzieć, 

szóstym zmysłem wyczuła, kto koło niej stoi. 

-

 

JuŜ  ci  mówiłem,  przestań  w  stosunku  do  mnie 

uŜywać  tego  słowa  -  usłyszała  głos  Raphaela.  Przy-
trzymał ją za ramiona i odwrócił, przypierając plecami 
do kamiennej ściany. 

-  Zostaw mnie! - krzyknęła przestraszona. 
ZbliŜył się jeszcze bardziej, wargami dotknął jej ust

 

i wyszeptał:

 

-

 

Postanowiłem, Ŝe od dziś będziesz jechała ze mną. 

-

 

Nie - pokręciła przecząco głową. 

-  Nie zamierzam być dłuŜej świadkiem twych flirtów 

z  Carlem  Worthem.  Opuścisz  grupę.  Zrobisz  to, 
albo... - przerwał nagle, słysząc zbliŜające się kroki.

 

Wchodziła  następna  grupa  turystów,  było  słychać 

głos innego przewodnika.

 

-  Jesteśmy  teraz  we  wnętrzu  grobowca  -  mówił, 

oświetlając  zapałką  kamienne  ściany.  W  tej  chwili 
Annis  wyrwała  się  Raphaelowi  i  pobiegła  za  swoją 
grupą,  która  właśnie  opuszczała  mroczne  wnętrze 
i wychodziła na zewnątrz, na słońce.

 

Loveday i Carl siedzieli juŜ w autokarze.

 

-

 

Idiotka  ze  mnie.  Wiem,  Ŝe  to  głupie,  ale  nie 

cierpię mrocznych, podziemnych miejsc - uśmiechając 
się powiedziała Loveday. - Nie znoszę nawet londyń-
skiego metra. 

-

 

MoŜna  było  dostać  gęsiej  skórki  -  dodała  Annis. 

Siadając,  przez  szybę  autokaru  zobaczyła  Raphaela 
otwierającego drzwi białego mercedesa. Zagryzła wargi. 

background image

34

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Co  chciał  powiedzieć  w  chwili,  gdy  do  grobowca 
przybyła nowa grupa turystów? śe muszę zrobić to, co 
mi kaŜe, albo... Albo co?

 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

 

-  Annis,  czy  coś  się  stało?  -  zapytał  przy  kolacji 

Carl. - Cały dzień jesteś czymś zaabsorbowana.

 

Rzuciła  mu  szybkie,  ostroŜne  spojrzenie,  zasta-

nawiając się, czy czegoś nie zauwaŜył lub nie usłyszał.

 

-

 

Wszystko w porządku. Czemu pytasz? 

-

 

Kiedy  wyjeŜdŜaliśmy  z  Londynu,  byłaś  naszą 

wycieczką  bardzo  podekscytowana.  Ale  od  chwili 
wyjazdu  z  Aten,  tak,  od  tamtego  tanka,  stałaś,  się 
przesadnie spokojna. Czy źle się czujesz? A moŜe upał 
jest zbyt dokuczliwy? 

-

 

Tak,  i  chyba  zrobiło  się  jeszcze  goręcej.  -  Zoba-

czyła  serdeczne  spojrzenie  Carla  i uśmiechnęła się  do 
niego. 

-

 

Masz  rację.  Właśnie  przed  chwilą  to  sobie 

pomyślałem.  Sam  źle  znoszę  wilgoć  w  powietrzu-  Ty 
Annis,  z  twoją  delikatną  cerą,  musisz  bardzo  uwaŜać 
na słońcu. 

-

 

Zawsze noszę kapelusz. 

-

 

ZauwaŜyłem,  robisz  rozsądnie.  -  Carl  wachlował 

się  białą  serwetką.  -  To  dopiero  początek  czerwca,  a 
jak tu musi być w lipcu? 

-

 

Upalniej! - Annis roześmiała się i nagle, w drugim 

końcu sali, dojrzała utkwione w niej twarde spojrzenie 
szarych,  zimnych  oczu.  Z  przyspieszonym  biciem 
serca odwróciła szybko wzrok. Raphael musiał dopiero 
przed  chwilą  wejść  do jadalni.   Wyczułaby jego 

background image

36

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

obecność,  gdyby  był  tu  wcześniej.  Po  przyjściu 
rozejrzała się po sali i odetchnęła z ulgą, upewniwszy 
się,  Ŝe  go  nie  ma.  Później  się  nie  rozglądała.  Od-
pręŜyła  się,  zjadła  spokojnie  kolację  i  rozmawiała  z 
innymi turystami siedzącymi przy tym samym, długim 
stole.

 

-  Powinniśmy  tutaj  przyjechać  wiosną  -  stwierdził 

Carl.

 

Annis  kiwnęła  potakująco  głową.  Odpowiadała  na 

zadawane  jej  pytania,  nie  bardzo  wiedząc,  co  mówi. 
Nagle  Loveday  nachyliła  się  do  niej  przez  stół  z 
błyskiem w oczach.

 

-  Jest  tutaj!  -  szepnęła.  -  Popatrz,  o  tam,  przy 

drzwiach!  Mam  nadzieję,  Ŝe  go  posadzą  gdzieś 
blisko nas.

 

Nie  spoglądając  w  stronę  Raphaela,  Annis  przytak-

nęła  przyjaciółce.  Pochyliła  głowę  nad  talerzykiem, 
jedząc  dalej  krem  cytrynowy,  Ŝeby  się  czymś  zająć  i 
ukryć  pragnienie,  by  Raphael  usiadł  jak  najdalej  od 
nich.

 

Nie musiała patrzeć w jego stronę, aby wiedzieć, co 

zrobi.

 

Loveday informowała dalej podnieconym szeptem.

 

-

 

Szef  sali  prowadzi  go  do  stołu  pod  oknem. 

Raphael  nie  chce  tam  usiąść.  Kręci  przecząco  głową  i 
się  rozgląda.  Patrzy  właśnie  w  naszą  stronę.  Dojrzał 
pusty stół obok nas i... 

-

 

Zamknij  się,  Loveday!  -  rzucił  ostro  Carl.  - 

Zachowujesz  się  jak  sprawozdawca  sportowy  na 
Wimbledonie. 

-

 

Idzie  tutaj  -  nie  zwaŜając  na  słowa  brata  Loveday 

mówiła  dalej.  Nagle  upuściła  serwetkę.  Pochyliła  się, 
aby ją podnieść. 

Annis  patrzyła  uparcie   w   talerzyk,   na   resztki

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

37

 

bladoŜółtego  kremu.  Czuła,  Ŝe  Raphael  stoi  tuŜ  przy 
ich stole. Usłyszała nieco zadyszany głos Loveday.

 

-

 

Dziękuję.  Jestem  taka  niezdarna,  zawsze  coś 

upuszczam.  Jak  twój  urlop?  Czy  bawi  cię  oglądanie 
tych wszystkich wykopalisk? 

-

 

Niektórych  -  stwierdził  sucho  Raphael.  -  Dobry 

wieczór. 

Słysząc nieco podniesiony głos, Annis wiedziała, Ŝe 

Raphael zwraca się teraz przez stół do niej i Carla.

 

-  Dobry  wieczór  -  Carl  odezwał  się  grzecznie,  ale 

bez entuzjazmu.

 

Annis  udała,  Ŝe  nie  słyszy.  Nie  podniosła  głowy. 

Niemal  w  tej  samej  chwili  Loveday  ściągnęła  uwagę 
Raphaela na siebie, mówiąc szybko:

 

-

 

Ale dziś upał, prawda? Na szczęście mamy basen, 

nie  wiem,  jak  byśmy  bez  niego  wytrzymali.  Nie 
widziałam cię tam jeszcze. Czy pływasz? 

-

 

Pływam, ale kiedy byłem  w wodzie, was nigdzie 

nie widziałem - odpowiedział Raphael. - Czy to ostatni 
wieczór? Jutro wyjeŜdŜacie? 

-

 

Tak,  jeszcze  na  koniec  spędzimy  kilka  dni  nad 

morzem,  kąpiąc  się  i  opalając  przed  powrotem  do 
domu. A ty? - Loveday zwróciła się do Raphaela. 

-

 

Jeszcze nie zdecydowałem, co będę robił - odrzekł, 

a  Annis  wyczuła  w  jego  głosie  jakąś  groźną  nutę. 
Podniosła  głowę  i  spojrzała  na  Raphaela  szeroko 
otwartymi niebieskimi oczyma. Poczuła ucisk w Ŝołąd-
ku. Co chciał dać jej do zrozumienia, gdy spotkali się 
przed  południem  w  Mykenach?  Powiedział,  Ŝe  albo 
ona  opuści  grupę  i  pojedzie  z  nim,  albo...  Albo  co? 
Albo co się stanie? 

Gróźb wielu męŜczyzn moŜna nie traktować powaŜ-

nie, na ogół blefują. Ale nie dotyczy to pogróŜek

 

background image

38

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Raphaela.  Zawsze  stanowił  zagroŜenie.  Miał  ciemną 
stronę charakteru, dobrze ukrytą pod warstwą dobrych 
manier.  Otoczenie  dostrzegało  tylko  jego  męski  urok. 
Nigdy  nie  było  wiadomo,  co  zrobi.  Jego  słów  nie 
mogła więc bagatelizować.

 

-

 

Po  kolacji  obejrzysz  chyba  greckie  tańce  -  z  na-

dzieją w glosie powiedziała Loveday, zwracając się do 
Raphaela.  -  Dzisiaj  są  tutaj  występy  nocne,  or-
ganizatorzy wycieczki przyrzekli nam dobrą rozrywkę. 

-

 

Wiem - roześmiał się. - Prosili, Ŝebym zagrał. 

-

 

Koniecznie!  Marzę  o  tym,  aby  usłyszeć,  jak 

wykonujesz swe utwory! - przerwała mu Loveday. 

-

 

To bardzo miła propozycja. Ale gra na fortepianie 

to moja praca, tak zarabiam na chleb, a tutaj chcę mieć 
chwilę wytchnienia, jestem na urlopie. 

-

 

Oczywiście,  masz  rację,  dobrze  rozumiem.  -  Lo-

veday nie była w stanie ukryć swego rozczarowania. 

 

-

 

Wielka szkoda, prawda? - zwróciła się do Annis. 

-

 

Byłybyśmy zachwycone! 

Annis  nadal  milczała.  Loveday  szturchnęła  ją  pod 

stołem.  Dziewczyna  powoli  podniosła  głowę  i  po-
słusznie odpowiedziała:

 

-  Tak.

 

Raphael  przyglądał  się  jej  uwaŜnie,  z  krzywym 

uśmiechem na ustach.

 

-  Czy naprawdę chcesz, Ŝebym dla ciebie zagrał?

 

-  zapytał.

 

Zrozumiała  ukryty  podtekst,  wiedziała,  co  Raphael 

ma  na  myśli  mówiąc  te  słowa  z  drwiącym  wyrazem 
twarzy.  Nie  zagra  dla  Loveday,  ale  zrobi  to  dla  niej, 
jeśli będzie go usilnie prosiła.

 

-  Zagraj,  proszę.  Oszalejemy obie z zachwytu.

 

-  Loveday  promieniała.   Nie  pojmowała  nic,   bo

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

39

 

oczywiście  nie  mogła  wiedzieć,  o  co  tutaj  chodzi. 
Sądziła  zapewne,  Ŝe  prośba  większej  liczby  osób 
przewaŜy szalę.

 

Annis  spojrzała  na  przyjaciółkę,  a  potem,  wojow-

niczo,  na  Raphaela.  Dlaczego  nie  miałby  spełnić 
Ŝ

yczenia Loveday?

 

-  Proszę,  zagraj  dla  nas  -  powiedziała  słodkim 

głosem.

 

Skrzywił się.

 

-  Pod warunkiem, Ŝe powiesz, co mam zagrać

 

-  zwrócił  się  do  Annis.  -  Pójdziesz  tam  ze  mną, 
będziesz przy mnie stała i przewracała kartki nut.

 

Na  te  słowa  oczy  dziewczyny  posmutniały.  Mogła 

się  przecieŜ  od  początku  spodziewać,  Ŝe  sama  jej 
prośba Raphaelowi nie wystarczy!

 

Na odpowiedź nie czekał. Odwrócił się, usiadł przy 

stole obok i zaczął studiować menu. Loveday spojrzała 
na  Annis  z  nie  ukrywanym  oburzeniem.  Zrobiła  się 
czerwona.  Jak  wszyscy  rudowłosi,  wybuchała  nagle, 
ale na krótko.

 

-

 

Hej, co tu się właściwie dzieje? Wpadł ci w oko? 

Ja go zobaczyłam pierwsza, jest mój! Wyłącz się, Annis! 

-

 

Sama wciągnęłaś mnie przecieŜ do rozmowy, nie 

chciałam mieć z tym nic do czynienia - rzekła Annis, 
biorąc  do  ręki  filiŜankę  mocnej  i  słodkiej  kawy, 
przyniesioną właśnie przez kelnera. 

-

 

Nie musiałaś zaczynać z nim flirtować! 

-

 

Nie  flirtowałam  -  rzuciła  rozgniewana  Annis. 

Obawiała  się,  Ŝe  Raphael  moŜe  usłyszeć  tę  wymianę 
zdań. 

-

 

Tym  razem  ci  uwierzę.  MęŜczyznom,  zwłaszcza 

tym  z  południa,  najbardziej  podobają  się  blondynki  o  
niebieskich  oczach.  -  Loveday  ciągnęła  dalej. 
-  Dlaczego tak na nie lecą? Ktoś powinien się zająć

 

background image

40

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

badaniami psychologicznymi  tego  zjawiska. PowaŜnie 
myślę o tym, Ŝeby sobie rozjaśnić włosy i zrobić się na 
blondynkę.  UwaŜaj,  Annis.  Sama  powiem  Ra-
phaelowi, co ma grać, i będę mu przewracała nuty. A 
ty zostaniesz z Carlem i nie będziesz się tą całą sprawą 
w ogóle interesowała, dobrze? Jeśli pomyśli, Ŝe jesteś 
dziewczyną Carla, da spokój tej historii.

 

-  Bardzo uprzejmie dziękuję, to miło z twej strony

 

-  odpowiedział Carl, nieco skwaszony. 

Annis uśmiechnęła się do niego.

 

-

 

Loveday bezwstydnie nami manipuluje, prawda? 

-

 

Bezwstydnie!  To  najwłaściwsze  określenie.  Ale 

oczywiście chętnie zabawię się dziś w twego chłopaka. 

-  Uśmiechnął  się  szeroko.  -  Co  mamy  więc  robić, 
Loveday?  Całować  się  i  ściskać  po  kątach?  Chętnie 
piszę się na to)

 

-  Głupi jesteś - odpowiedziała siostra z czułością.

 

-  Chodzi  tylko  o  to,  Ŝeby  Raphael  zobaczył,  Ŝe  jest 
tobą zajęta.

 

Annis spoglądała na tył ciemnej głowy przy sąsied-

nim stole, zastanawiając się, jak Raphael zareaguje na 
plany Loveday. Miała niejasne wraŜenie, Ŝe tym razem 
nie wszystko będzie po myśli przyjaciółki.

 

Skończyli  kawę.  Annis  podniosła  się  i  ruszyła  do 

wyjścia  z  sali.  Loveday  i  Carl  po  chwili  dołączyli  do 
niej. Występy miały się rozpocząć dopiero za godzinę, 
tak  aby  wszyscy  mogli  spokojnie  dokończyć  kolację. 
Większość grupy poszła nad basen.

 

Annis,  Loveday  i  Carl  wyszli  na  przesiąknięte 

wilgocią  wieczorne  powietrze  i  usiedli  wraz  z  innymi 
nad  wodą,  dzieląc  się  ostatnimi  wraŜeniami.  Po 
męczącym  zwiedzaniu  wszyscy  czekali  z  utęsknieniem 
na wyjazd nad morze i leniwe opalanie się na plaŜy.

 

Zanim wrócili do hotelu obejrzeć występy, słońce

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

41

 

zaszło,  a  na  ciemnym  niebie  pokazały  się  księŜyc  i 
pierwsze  gwiazdy.  Annis  kusiło,  by  uciec  stąd  prosto 
do  pokoju  i  połoŜyć  się  do  łóŜka,  ale  bała  się,  Ŝe 
Raphael moŜe tam za nią pójść.

 

Na  sali  Loveday  wybrała  stolik  tuŜ  obok  kwad-

ratowego parkietu. Annis usiadła między nią a Carlem, 
modląc  się,  aby  jakaś  osoba  z  ich  grupy  zajęła 
pozostałe,  czwarte  miejsce  przy  stole.  Ktoś  chciał 
nawet  zabrać  puste  krzesło,  ale  Loveday  na  to  nie 
pozwoliła.

 

-

 

Przepraszam, to miejsce jest zajęte - powiedziała. 

-

 

Dla  kogo  je  rezerwujemy?  -  zapytał  zdziwiony 

Carl. - Czy mam zgadywać? PrzecieŜ ten facet w ogóle 
nie  zechce  usiąść  z  nami.  Przestań  prześladować 
biedaka - zwrócił się do siostry. 

Loveday zrobiła się czerwona jak burak.

 

-

 

Wcale go nie prześladuję. Jest samotny i musi mu 

być smutno, o nic więcej mi nie chodzi. 

-

 

Słyszałaś,  Annis?  -  Carl  roześmiał  się  głośno.  - 

Jest taki samotny i smutny, a ona na faceta nie poluje. 
Jest tylko dla niego miła, o nic więcej jej nie chodzi! 

Annis  nie  chciała  się  włączać  do  tej  rodzinnej 

sprzeczki. Przyglądała się niewielkiej lokalnej orkiestrze, 
strojącej  instrumenty.  Występy  rozpoczęły  się  od 
skocznego  greckiego  tańca.  Na  salę  wbiegli  kelnerzy 
ubrani w stroje ludowe. Zaczęli w takt muzyki krąŜyć 
po  parkiecie,  przytupując  nogami  i  śpiewając.  Na-
kłaniali równocześnie widzów do klaskania, wybijania 
rytmu  i  wspólnej  zabawy.  Następnie  wyjaśniono 
gościom,  skąd  pochodzi  taniec  grecki,  a  jeden  z  tan-
cerzy pokazał w zwolnionym tempie wszystkie kroki. 
Teraz turyści zostali zaproszeni na parkiet.

 

-  Chodźmy - powiedział Carl, podrywając Annis

 

background image

42

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

i Loveday z krzeseł. Spletli wyprostowane ręce i zaczęli 
tańczyć.  Utworzył  się  łańcuch  tancerzy.  Tak  razem 
wybiegli z parkietu, krąŜąc między stolikami i wciągając 
resztę siedzących do tanecznego korowodu.

 

Na  salę  wszedł  Raphael.  Stojąc  obserwował  tań-

czących.  Annis  napotkała  jego  spojrzenie,  ale  natych-
miast  odwróciła  głowę.  Wiele  dałaby  za  to,  aby  znać 
jego  myśli.  Zamknięta,  ściągnięta  twarz  Raphaela 
zdradzała  tylko  jedno:  Ŝe  moŜe  spodziewać  się 
kłopotów.

 

Loveday takŜe go zobaczyła. Kiedy tańcząc zbliŜyli 

się do Raphaela, puściła Annis i chwyciła go za rękę, 
wciągając do wspólnej zabawy. Obdarzył ją uśmiechem, 
a  następnie  zza  półprzymkniętych  powiek  spojrzał  na 
Annis i wyciągnął do niej rękę. Nie miała wyjścia. By 
nie  przerwać  łańcucha,  musiała  podać  mu  swoją. 
Kiedy  zacisnął  chłodne  palce  na  jej  dłoni,  poczuła 
dreszcz  przebiegający  ciało.  Na  twarzy  Raphaela 
malowała  się  satysfakcja.  Czuł,  jak  dziewczyna  drŜy. 
Było widać, Ŝe sprawia mu to przyjemność.

 

Zdawała sobie sprawę z tego, Ŝe Raphael obserwuje 

uwaŜnie  kaŜdą,  nawet  najmniejszą  jej  reakcję.  Im 
bardziej  próbowała  mu  się  wymykać,  tym  większą 
okazywała  słabość  i  łatwiej  mógł  ją  prześladować. 
Gdyby udało się przekonać go o tym, Ŝe stał się jej juŜ 
zupełnie  obojętny,  wówczas  zostawiłby  ją  zapewne  w 
spokoju.  Nie  kochał,  lecz  nienawidził.  W  oczach 
Raphaela odbijała się chęć odwetu, zranienia Annis tak 
samo, jak ona to niegdyś uczyniła. I za to nie mogła go 
winić. 

Pragnienie 

zemsty, 

cywilizowanych 

społeczeństwach  ścigane  przez  prawo,  ale  nigdy  nie 
wytępione, to przecieŜ zwykły, ludzki odruch.

 

Raphael pochodził z południa. Mając ojca Hiszpana 

wychowywał się i uczył w Hiszpanii. Dzięki matce

 

background image

TRUDNA

 

MIŁOŚĆ

 

43

 

Angielce  znał  świetnie  angielski,  a  po  studiach 
filologicznych i  muzycznych  w Madrycie  kształcił  się 
nadal w Oxfordzie.

 

Raphael  reprezentował  odmienną  kulturę.  Jego 

reakcje były znacznie bardziej skrajne niŜ u urodzonych 
w  obszarze  zimniejszego  klimatu.  Miał  gorącą  krew, 
był  spontaniczny  i  porywczy.  Ta  jego  odmienność 
fascynowała  Annis  od  samego  początku,  od  chwili, 
gdy  się  po  raz  pierwszy  spotkali.  Z  ciekawością 
obserwowała  jego  reakcje,  pasję  i  wybuchowość. 
Ciemne  strony  charakteru  Raphaela  odbijały  się 
zarówno  w  muzyce,  którą  komponował,  jak  i  w  jego 
oczach. To jej wtedy nie przeszkadzało.

 

Teraz  Annis  była  powaŜnie  zaniepokojona,  wręcz 

przeraŜona. Dziś, znając jego wrodzone cechy charakte-
ru,  wiedziała  dobrze,  Ŝe  Ŝadnych  poczynań  Raphaela 
przewidzieć się nie da.

 

Nie mogła nawet na chwilę zapomnieć ani demonicz-

nego spojrzenia, ani ostrego, przejmującego głosu, gdy 
mówił:

 

- Albo zrobisz to, co ci kaŜę, albo...

 

Albo  co  zrobi?  Annis  chciała  znać  ciąg  dalszy  tej 

ukrytej  groźby,  ale  oczywiście  nie  miała  odwagi  go 
zapytać. Po prostu za bardzo bała się odpowiedzi.

 

Chwilę  później  ludowy  taniec  grecki  się  skończył. 

Wszyscy opuścili ramiona przerywając łańcuch i stali 
roześmiani,  klaszcząc.  Greccy tancerze jeszcze raz  się 
ukłonili i śmiejąc się wybiegli z sali. Orkiestra zaczęła 
grać  współczesnego  walca.  Większość  gości  zeszła  z 
parkietu, pozostało na nim niewiele par.

 

Raphael  przytrzymał  Annis  za  rękę.  Zaskoczona, 

poczuła, Ŝe mocno obejmuje ją wpół.

 

Przez głowę przebiegła jej myśl, Ŝe Raphael zacznie

 

background image

44

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

zaraz  ją  całować,  tutaj,  na  parkiecie,  na  oczach 
wszystkich.  Przeraziła  się.  Zrobiła  się  czerwona. 
Stawiając  mu  opór  zaczęła  drŜeć  na  całym  ciele,  a 
ź

renice  jej  niebieskich  oczu  rozszerzyły  się  ze  strachu. 

Raphael spoglądał na nią drwiąco.

 

-  UwaŜaj,  Annis!  -  szepnął  dziewczynie  do  ucha. 

-  Twój  chłopak  zaraz  zauwaŜy,  jakie  na  tobie  robię 
wraŜenie, i zacznie się zastanawiać, co to oznacza.

 

Zesztywniała, wbiła wzrok w ziemię, jeszcze bardziej 

przeraŜona następstwem jego słów. Nie czekając na to, 
co Annis mu odpowie, Raphael pociągnął ją na środek 
parkietu  i  zaczął  prowadzić  w  rytmie  walca.  Była  tak 
zdenerwowana,  Ŝe  nie  bardzo  wiedziała,  co  tańczy. 
Potykała  się  przy  obrotach,  tak  Ŝe  aby  utrzymać 
równowagę,  musiała  się  na  nim  wesprzeć.  Raphael 
objął ją mocno ramieniem, ścisnął wymykającą mu się 
dłoń  dziewczyny  i  przyciągnął  Annis  do  siebie  tak 
mocno,  Ŝe  ich  ciała  zetknęły  się  od  ramion  w  dół. 
Czuła kaŜdy ruch, który wykonywał.

 

-  Wiesz,  Ŝe  jutro  nie  wyjeŜdŜasz  z  nimi.  -  ZbliŜył 

twarz i szeptał jej wprost do ucha. W tym  momencie, 
pod  wpływem  jego  dotyku,  Annis  poczuła  dreszcz 
poŜądania.  Reagowała  na  zbliŜenie  całym  ciałem. 
Poczuła nagle Ŝar w piersiach, serce waliło jak opętane, 
a  nogi  zaczęły  się  pod  nią  uginać,  kiedy  Raphael 
przycisnął ją jeszcze mocniej w intymnym uścisku.

 

Dalsze myślenie o nim, jego bliskości i dotyku było 

niepodobieństwem!  Annis  poczuła,  Ŝe  musi  wyrwać 
się z tego szalonego, pełnego uniesienia transu, w który 
Raphael  ją  wciągał.  Wróciła  myślami  do  ostatniego 
zdania wypowiedzianego przez Raphaela.

 

-  WyjeŜdŜam - wyszeptała, próbując mu się przeciw 

stawić. Stykając się z nim w tańcu niemal całym ciałem, 
poczuła, jak nagle zesztywniał.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

45

 

-

 

Pojedziesz ze mną! 

-

 

Nie, do niczego mnie nie zmusisz, przestań grozić 

- powiedziała cicho, świadoma obecności wielu obcych 
ludzi tuŜ obok nich. 

Tańczyli  dalej.  Raphael  poderwał ją nagle  do  góry, 

tak  Ŝe  stopy  dziewczyny  straciły  kontakt  z  ziemią. W 
powietrzu  zatoczył  jej  ciałem  pełny  krąg.  Kloszowa 
spódnica  Annis  zafalowała  wokół  jej  nóg.  Wszyscy 
tańczący  obok  na  parkiecie  przyglądali  się  tym 
ewolucjom  z  uśmiechem,  przekonani,  Ŝe  to  tylko 
dobra  zabawa.  Byli  zupełnie  nieświadomi  wściekłości 
ogarniającej  Raphaela,  pasji,  której  dawał  upust 
podrzucając  dziewczynę  i  zataczając  nią  kręgi.  Annis 
była bliska zawrotu głowy.

 

Raphael  opuścił  ją  wreszcie  na  ziemię,  stopami 

dotknęła  parkietu.  Zachwiała  się  i  oparła  o  niego, 
niezbyt przytomna. Pochylił się teraz nad nią i w dzikim 
porywie  przywarł  wargami  do  jej  ust.  Wydawało  się, 
Ŝ

e wyciska na nich rozŜarzoną pieczęć. Puścił szybko 

dziewczynę. Półprzytomna Annis drŜała na całym ciele.

 

Zaczęły  do  niej  docierać  śmiechy.  Zdała  sobie 

sprawę  z  tego,  Ŝe  pary  na  parkiecie  cały  czas  przy-
glądały  się  im.  Jedni  się  uśmiechali,  inni  nawet  bili 
brawo,  tak  jakby  sądzili,  Ŝe  ten  gorący  pocałunek, 
szalony  taniec,  a  takŜe  sposób,  w  jaki  Raphael  unosił 
ją nad ziemią, były częścią widowiska przedstawianego 
ku uciesze publiczności. Annis była zbyt oszołomiona 
i zagniewana na Raphaela, by zwaŜać na otoczenie i na 
to, co ludzie sobie o nich pomyślą. Miała dostatecznie 
duŜo  własnych  zmartwień.  Musiała  myśleć  nie  o 
ludziach,  lecz  o  samej  sobie,  i  zastanowić  się,  co 
począć dalej.

 

Chwilę później umilkły ostatnie tony muzyki. Annis 

odsunęła się od Raphaela. Próbował ją przytrzymać,

 

background image

40

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

ale  wyrwała  się  spod  jego  wyciągniętej  ręki  i  szybko 
zbiegła z parkietu. Nie była w stanie od razu wrócić do 
stolika  i  stanąć  twarzą  w  twarz  z  przyjaciółmi.  JuŜ 
niemal widziała oskarŜające spojrzenie, jakim obdarzy 
ją  Loveday.  Opuściła  więc  pospiesznie  salę  i  poszła 
szukać toalety.

 

W toalecie na szczęście było pusto. Przed jednym z 

luster  usiadła  na  fotelu  wybitym  róŜowym  aksamitem. 
Zobaczyła zmienioną twarz i zagryzła wargi, z trudem 
powstrzymując się od łez. W kaŜdej chwili mógł tutaj 
ktoś wejść, nie mogła więc się rozpłakać. Nie powinna 
zwrócić  na  siebie  niczyjej  uwagi.  Musiała  wyglądać 
normalnie,  by  nie  dać  nikomu  powodu  do  plotek  i 
komentarzy.

 

Swym zachowaniem Raphael doprowadził Annis do 

prawdziwej  rozpaczy.  Co  miała  z  tym  wszystkim 
począć?  Co  zrobić?  Jeśli,  jakby  nigdy  nic,  pojedzie 
dalej  autokarem,  nie  da  się  juŜ  dłuŜej  ukryć  faktu,  Ŝe 
za  nią  jeździ  i  ją  prześladuje.  Loveday  stanie  się 
podejrzliwa  i  zazdrosna,  zacznie  sądzić,  Ŝe  Annis  z 
premedytacją  chce  go  jej  odebrać.  Jedynym  sposobem 
wyjaśnienia  Loveday,  dlaczego  Raphael  za  nią jeździ, 
byłoby  opowiedzenie  przyjaciółce  całej  historii.  A  na 
to,  by  mówić  o  przeszłości,  Annis  zdobyć  się  nie 
mogła. Byłoby to zbyt bolesne.

 

Z  drugiej  strony,  jeśli  nic  nie  powie  o  tym,  co  ją 

łączyło  z  Raphaelem,  on  sam  wcześniej  czy  później 
zapewne  opowie  wszystko  Loveday  i  Carlowi,  którzy 
wówczas się dowiedzą, jak byli okłamywani. Zniszczy 
to przyjaźń całej trójki i dalsza praca Annis w agencji 
reklamowej stanie się niemoŜliwa. Znów będzie musiała 
gdzieś  się  przenosić,  zacząć  układać  sobie  Ŝycie  od 
nowa,  gdzie  indziej.  Sama  myśl  o  tym  bardzo  ją 
przygnębiła. Annis nie znosiła zmian. Przywyknięcie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

47

 

zarówno  do  Ŝycia  w  Londynie,  jak  i  do  nowej  pracy, 
zajęło jej wiele czasu.

 

Drzwi  do  toalety  nagle  się  otworzyły.  By  ukryć 

zmienioną  twarz,  Annis  spuściła  głowę  i  udawała,  Ŝe 
szuka czegoś w kosmetyczce. Po chwili się opanowała. 
Podniosła  głowę  i  machinalny  uśmiech  zastygł  jej  na 
wargach na widok wchodzącej Loveday.

 

-

 

Nic  dziwnego,  Ŝe  tu  się  ukrywasz!  -  wybuchnęła 

Loveday.  -  Ale  dałaś  przedstawienie.  Co  za  popis! 
Taniec buźka przy buźce. Uwiesiłaś się na Raphaelu i 
otoczyłaś  go  jak  boa  dusiciel!  A  potem  ten  ognisty 
pocałunek! - Przerwała, oddychając głośno. Zrobiła się 
purpurowa, a orzechowe oczy Loveday aŜ pozieleniały 
ze złości. 

-

 

Bardzo  cię  przepra...  -  zaczęła  mówić  Annis,  ale 

Loveday  ostro  jej  przerwała.  -  Tylko  mi  nie  mów,  Ŝe 
przepraszasz i Ŝe jest ci przykro! Jesteś fałszywa. Tak 
samo  kłamałaś  mówiąc,  Ŝe  ci  na  nim  nie  zaleŜy.  Jeśli 
się  zakochałaś,  to  trudno,  nic  na  to  chyba  nie 
poradzisz,  ale  przynajmniej  w  stosunku  do  mnie 
mogłabyś zachowywać się uczciwie. 

Pod wpływem pełnego pogardy spojrzenia przyjació-

łki twarz Annis jakby się skurczyła.

 

-

 

Loveday, nie mogę ci tego wyjaśnić, ale..., ale nie 

jest  tak,  jak  myślisz.  Nie  miej  do  mnie  Ŝalu,  bardzo 
proszę!  Nie  chciałam  odbierać  ci  Raphaela.  Zupełnie 
nie wiem, co powiedzieć... 

-

 

Najlepiej prawdę - warknęła Loveday. 

Annis  zakryła  twarz  rękoma,  zaczęły  jej  drŜeć 

ramiona  i  wybuchnęła  tłumionym  łkaniem.  Chciała 
wyrzucić  wreszcie  z  siebie  całą  prawdę,  zresztą 
zwierzenie  się  komukolwiek  przyniosłoby  jej  wielką 
ulgę, ale nadal nie była w stanie opowiedzieć wszyst-

 

background image

48

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

kiego.  Nie  zniosłaby  dociekliwych  pytań  zadawanych 
przez  Loveday,  nie  mogłaby  patrzeć  prosto  w  oczy 
rozŜalonej przyjaciółce.

 

Milczały  obie.  Loveday  podeszła  do  Annis,  wycią-

gnęła  rękę  i  ujmując  podbródek  podniosła  do  góry 
twarz  dziewczyny.  Annis  nie  spojrzała  na  nią.  Zacis-
nęła  mocno  powieki.  Czuła  jednak,  Ŝe  Loveday 
przygląda się jej uwaŜnie, widzi zapuchnięte powieki i 
ś

lady  łez  na  policzkach.  Odsunęła  się,  drŜącą  ręką 

przetarła  oczy  i  pociągnęła  nosem,  szukając  równo-
cześnie  chusteczki  w  torebce.  Loveday  wyciągnęła 
kawałek  róŜowej  bibuły  z  wiszącego  na  ścianie 
pojemnika.

 

-  Masz - odezwała się nieprzyjaźnie.

 

Annis wytarła zapuchnięte, czerwone oczy, a potem 

nos. W lustrze napotkała wzrok Loveday. Przyjaciółka 
się skrzywiła.

 

-  Przepraszam,  Ŝe  tak  na ciebie naskoczyłam.  Jeśli 

wpadł  ci  w  oko,  nic  na  to  nie  poradzisz.  No  cóŜ,  nie 
ruszywszy  nawet  palcem  ten  prawdziwy  mister  sek- 
sapilu  ściął  nas  obie  z  nóg!  -  Roześmiała  się  z  przy 
musem i usiadła na fotelu obok Annis. Zaczęła oglądać 
się w lustrze.

 

Zupełnie  bez  entuzjazmu  przesuwała  spojrzenie 

orzechowych oczu po rudych włosach, owalnej twarzy 
i całej postaci.

 

-  Nie mam u niego Ŝadnych szans  - stwierdziła po 

chwili.  -  Nie  pociągam  go.  Od  samego  początku 
bardziej  interesuje  się  tobą.  Nie  sądź,  Ŝe  tego  nie 
zauwaŜyłam! Jak myślisz, dlaczego ciągle sprawdzałam, 
jaki  jest  twój  stosunek  do  niego?  Dobrze  widziałam, 
Ŝ

e nie odrywa wzroku od ciebie.

 

Annis zrobiła się czerwona. Zwiesiła głowę. Loveday 

przyglądała się uwaŜnie przyjaciółce.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

49

 

-

 

Nie  przejmuj  się,  nie  jestem  przecieŜ  ani  głupia, 

ani  ślepa.  Ale  za  kaŜdym  razem  mówiłaś,  Ŝe  Raphael 
cię  nie  interesuje.  Wierzyłam  ci.  I  dlatego  prosiłam, 
Ŝ

ebyś się starała trzymać od niego z daleka. Sądziłam, 

Ŝ

e...  A  zresztą  niewaŜne.  Co  się  stało,  to  się  nie 

odstanie.  Nie  ma  w  tym  przecieŜ  twojej  winy,  Ŝe  tak 
obie wyglądamy. - Wskazała na lustro. 

-

 

Lepiej  zrób  coś  z  sobą,  nim  wrócimy  na  salę  - 

zaproponowała  nieco  łagodniejszym  tonem.  Annis 
przytakująco skinęła głową. 

Pod  wzrokiem  Loveday  opryskała  twarz  letnią 

wodą,  aby  zmniejszyć  opuchnięcie,  ostroŜnie  przemyła 
ją  i  osuszyła,  a  potem  nałoŜyła  trochę  jasnego 
podkładu. Przypudrowała się i umalowała.

 

-

 

Nie  on  jeden  jest  przecieŜ  na  świecie.  -  Loveday 

powiedziała to tak, Ŝe Annis aŜ się roześmiała. 

-

 

Jest  jak  marynarz  w  porcie.  Dziś  tutaj,  a  jutro 

gdzie  indziej  -  dorzuciła  Annis.  -  śadna  z  nas  juŜ  go 
prawdopodobnie  nigdy  nie  zobaczy.  Zresztą  jutro 
wyjeŜdŜamy z Koryntu. 

-

 

Masz  rację  -  przytaknęła  Loveday.  -  Raphael  nie 

jest  wart  tego,  abyśmy  się  o  niego  sprzeczały. 
Przepraszam cię. 

-

 

Zapomnijmy  o  wszystkim.  -  Annis  uśmiechnęła 

się  do  niej  w  lustrze.  -  Jak  wyglądam?  Czy  juŜ 
normalnie? 

-  Wyglądasz dobrze - odpowiedziała Loveday. 
Wróciły  razem   na  salę.   Raphael  siedział  przy

 

fortepianie, dyrektor hotelu stał obok, przerzucając plik 
nut.

 

-

 

Zapomniałam, Ŝe ma grać - powiedziała Loveday. 

- Prosił, byś ty mu przewracała nuty. 

-

 

Nie jestem wcale potrzebna, tylko Ŝartował. śadne 

nuty mu nie są potrzebne. Całe koncerty gra z pamięci. 

background image

50

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Loveday spojrzała na Annis z ukosa.

 

-  Skąd to wszystko wiesz? - zapytała.

 

Dziewczyna  się  zaczerwieniła.  Jeszcze  jedno  po-

tknięcie!  Wruszyła  ramionami.  Unikając  wzroku 
Loveday rzuciła mimochodem:

 

-  Widocznie gdzieś o tym czytałam. 
Przechodziły przez salę, kierując się do stolika.

 

Raphael zobaczył je i niecierpliwym gestem zaczął 
przywoływać do siebie Annis.

 

-  A  dopiero  co  mówiłaś,  Ŝe  cię  nie  potrzebuje 

- zaśmiała się sucho Loveday.

 

Dyrektor  hotelu  teŜ  patrzył  w  stronę  Annis.  Zdała 

sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  prośby  Raphaela  zignorować 
nie moŜe. Ociągając się podeszła do fortepianu.

 

-  Zagram  to.  -  Raphael  wyjął  nuty  z  rąk  dyrektora 

hotelu.

 

-  Mój ulubiony utwór - odrzekł dyrektor. 
Annis rzuciła okiem na nazwisko kompozytora

 

figurujące na okładce nut. Nic jej nie mówiło.

 

-  Świetny współczesny kompozytor grecki - widząc 

to odpowiedział Raphael.

 

Dyrektor hotelu uśmiechał się z zadowoleniem.

 

-

 

Czy znasz ten utwór? - zapytała niepewnie Annis. 

Wiedziała,  Ŝe  Raphael  zagra  wszystko,  ale  zazwyczaj 
wolał przedtem przestudiować nuty. 

-

 

Był napisany trzy lata temu do filmu, którym się 

zajmowałem. 

Dyrektor skłonił się przed Raphaelem i zapytał:

 

-  Czy  juŜ  mogę  zapowiedzieć  publiczności  pański 

występ, maestro?

 

Było  widać,  Ŝe  Raphaela  bawi  ten  górnolotny 

zwrot. Skinął potakująco głową.

 

-  Tak, jestem gotowy.

 

Dyrektor hotelu podszedł do orkiestry, która właśnie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

51

 

grała do tańca, i coś powiedział. Raphael spojrzał na 
Annis.

 

-

 

Czy dobrze się czujesz? - zapytał. 

-

 

Czemu pytasz? - Dziewczyna rzuciła mu krótkie, 

niepewne spojrzenie. 

-

 

Bo  marnie  wyglądasz.  -  Mówił  nadal  ostrym 

tonem,  ale  z  jego  oczu  przebijała  troska.  -  Dobrze 
wiesz,  Ŝe  upały  nie  są  dla  ciebie,  po  kiego  licha 
zwiedzasz  Grecję  w  lecie?  Powinnaś  tutaj  przyjechać 
wiosną. 

-

 

Ze  względu  na  agencję  tylko  o  tej  porze  roku 

mogliśmy wyjechać całą trójką. 

-

 

Czy jesteś sekretarką tego Wortha? 

-

 

Tak - odrzekła bezbarwnym głosem. 

-

 

A  więc  całe  dni  przesiadujesz  z  nim  w  firmie?  - 

warknął Raphael. 

-

 

Tak  -  odparła  Annis.  W  tym  momencie  orkiestra 

przestała grać. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Dyrektor 
hotelu  sprawdził  mikrofon,  chrząknął  i  bardzo  po-
prawną angielszczyzną zaczął zapowiadać recital. 

Reszta gości opuściła parkiet. Raphael poprawił się 

na stołku, zginając długie, silne palce.

 

-

 

Gotowa?  -  zapytał  Annis  z  oczyma  utkwionymi 

juŜ w pierwszej stronicy nut. 

-

 

Tak - odpowiedziała cicho. 

Kiedy  umilkły  powitalne  brawa,  Raphael  zaczął 

grać  łagodnie  brzmiący,  elegijny  utwór.  Annis  stała 
obok, słuchając muzyki i przewracając nuty. Nauczyła 
się  je  czytać  jeszcze  jako  dziecko,  biorąc  lekcje 
fortepianu. Nie była zbyt utalentowana. Naukę muzyki 
zarzuciła więc z tego względu juŜ jako nastolatka, ale 
nadal pamiętała nuty i z przyjemnością grała sobie od 
czasu  do  czasu.  Prawdziwą  pasją  stały  się  natomiast 
wszelkie kontakty z muzyką. Porzuciła wprawdzie

 

background image

52

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

lekcje,  ale  nadal  była  aŜ  tak  zafascynowana  muzyką, 
Ŝ

e  pragnęła  pozostać  w  świecie  muzycznym.  I  tak 

poznała Raphaela.

 

Była  sekretarką  orkiestry  manchesterskiej,  gdy 

Raphael  zaczął  regularnie  dawać  gościnne  występy 
dyrygenckie.  Sam  koncertował  wówczas  za  granicą  i 
jako  wirtuoz  pianista  grał  z  innymi  orkiestrami. 
Komponował  teŜ  muzykę  do  filmów.  Wszystkie  te 
zajęcia  nie  pozwalały  mu  wiązać  się  z  orkiestrą 
manchesterską na co dzień. Jej stałym dyrygentem był 
pan  w  podeszłym  wieku,  którego  męczyła  ciągła 
praca.  Aby  więc  dać  mu  chwile  wytchnienia,  an-
gaŜowano  od  czasu  do  czasu  innych  dyrygentów  na 
gościnne  występy.  Wśród  nich  najbardziej  popularny 
stał się Raphael.

 

Matka  Raphaela,  Angielka,  pochodziła  z  bardzo 

starej  manchesterskiej  rodziny,  która  -  odkąd  sięgnąć 
pamięcią - mieszkała w jednej z najbardziej szacownych 
dzielnic  miasta,  w  okazałym  wiktoriańskim  domu, 
otoczonym  pięknym,  starym  ogrodem.  Po  śmierci 
dziadka  Raphael  odziedziczył,  jako  jedyny  wnuk,  tę 
siedzibę  rodową  i  ilekroć  wracał  do  Manchesteru, 
tylekroć  w  niej  mieszkał.  Podzielił  dom  na  dwa 
mieszkania.  Sobie  zatrzymał  piętro,  a  pozostałą  część 
domu  oddał  siostrze  i  jej  rodzinie,  złoŜonej  z  męŜa  i 
dwojga  dzieci.  Annis  bardzo  się  bała  pierwszego 
spotkania z siostrą Raphaela, Carmel, ale od razu obie 
dziewczyny przypadły sobie ogromnie do serca.

 

Często spędzali razem rodzinne wieczory - kolacja, 

gra w karty, rozmowa, a potem Raphael grał dla nich 
na  fortepianie.  Carmel  jako  dziecko  uczono  gry  na 
flecie,  ale,  podobnie  jak  Annis,  zarzuciła  później 
uprawianie muzyki.

 

- Szybko się zorientowałam, Ŝe nigdy nie dorównam

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

53

 

Raphaelowi. - Carmel zwierzała się Annis. - A w Ŝad-
nym razie nie chciałam być od niego gorsza! Dlatego 
przerzuciłam się na haftowanie.

 

Przez  chwilę  Annis  zastanawiała  się  nawet,  czy 

Carmel nie zazdrości bratu talentu i sławy, ale szybko 
tę myśl odrzuciła. Nigdy w stosunkach między Carmel 
a  Raphaelem  nie  wyczuła  ani  nuty  zazdrości,  ani 
jakiegokolwiek  Ŝalu.  Kochali  się  bardzo.  Carmel  była 
młodsza  od  brata  o  dwanaście  lat.  Był  samotnym 
chłopcem  i  pojawienie  się  w  domu  małej  istotki 
zachwyciło  go.  Od  początku  był  siostrą  oczarowany. 
Poznawszy  lepiej  rodzeństwo  Annis  zorientowała  się, 
Ŝ

e  Raphael  otacza  siostrę wręcz  ojcowską  opieką.  Ich 

własny  ojciec  zmarł,  gdy  Carmel  miała  cztery  lata. 
Wtedy szesnastoletni Raphael został głową rodziny.

 

Carmel  wyszła  bardzo  wcześnie  za  mąŜ.  Barry  był 

sprzedawcą  samochodów.  Przystojny,  miał  wiele 
uroku,  ale  słaby  charakter.  Wydawał  pieniądze  bez 
umiaru,  tak  Ŝe  małŜeństwo  nie  miało  ich  nigdy  zbyt 
wiele.

 

Burza  oklasków  oderwała  Annis  od  wspomnień. 

Spojrzała  na  Raphaela  w  chwili,  gdy  się  podnosił  i 
kłaniał  rozentuzjazmowanej  publiczności.  Na  chwilę 
Annis zapomniała, gdzie się znajduje.

 

Raphael spojrzał na nią z ukosa, podnosząc brwi.

 

-

 

Zamyśliłaś  się  nad  czymś?  -  zapytał  drwiącym 

tonem. 

-

 

Myślałam  właśnie  o  Carmel.  -  Dziewczyna 

odruchowo powiedziała prawdę. - Co dzieje się z twoją 
siostrą? Jak się czuje? 

Spojrzenie Raphaela zrobiło się wręcz lodowate.

 

-  Sądziłem, Ŝe juŜ nigdy o nią nie zapytasz. 
Uderzyła ją gorycz w jego głosie. Miał rację, powinna

 

zapytać o Carmel i jej rodzinę od razu, przy pierwszej

 

background image

54

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

okazji,  ale  zawiodły  nerwy.  Sala  nadal  biła  brawo. 
Raphael skłonił się ponownie.

 

-

 

Carmel nie czuje się dobrze - odpowiedział kątem 

ust. 

-

 

Tak mi jest przy... - zaczęła Annis. 

-

 

Prosiłem  cię,  Ŝebyś  tego  więcej  nie  mówiła!  To 

fałsz - syknął. Twarz dziewczyny pokryła się bladością. 

-

 

To prawda! Bardzo lubię Carmel. 

-

 

Tak  bardzo  ją  lubisz,  Ŝe  z  chwilą  gdy  ode  mnie 

odeszłaś, więcej się do niej nie odezwałaś! 

Po  tej  pełnej  jadu  uwadze  Annis  poczuła  łzy 

zbierające się pod powiekami.

 

-  Nie  mogłam!  Jest  przecieŜ  twoją  siostrą  i  wiem, 

jak by się wówczas czuła. Ale nadal bardzo ją lubię.

 

Napotkała wzrokiem spojrzenie jego pociemniałych 

oczu.

 

-  Oczywiście  nadal  bardzo  lubiłaś  Carmel,  ale  nie 

odwiedziłaś jej, bo nie mogłaś znieść myśli, Ŝe moŜesz 
natknąć się na mnie. Czy o to chodziło?

 

Nic  nie  odpowiedziała.  Przy  publiczności  ciągle 

bijącej  brawo  Raphael  odwrócił  się  do  fortepianu  i 
zaczął  machinalnie  zbierać  rozrzucone  nuty.  Z  zaciś-
niętymi wargami powiedział:

 

-

 

Carmel nigdy się nie skarŜy. JuŜ taka jest. 

-

 

Wiem  -  odrzekła  Annis  łagodnie,  obserwując 

Raphaela  z  ukosa.  Dostrzegła  ból  widoczny  na  jego 
twarzy. Patrzył tępo na jakieś kartki z nutami. 

-

 

Nadejdzie taki dzień, Ŝe tego juŜ nie będę w stanie 

znieść.  Carmel  jest  taka  krucha  i...  -  Urwał  na  widok 
podchodzącego dyrektora hotelu, który z promiennym 
uśmiechem wyciągał do niego rękę. 

-

 

To było cudowne! Zrobił nam pan wielką przyjem-

ność.  Dziękuję,  bardzo  dziękuję.  Nasi  goście  chętnie; 
by jeszcze pana posłuchali. Proszę się zgodzić i zagrać.? 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

55

 

MoŜe coś niewielkiego? Wiem, Ŝe jest pan tutaj tylko 
na urlopie, lecz...

 

-  Zagram  innym  razem  -  odpowiedział  Raphael. 

-  Przykro  mi,  ale  dziś jestem  juŜ  zmęczony.  -  Skłonił 
się  raz  jeszcze  publiczności,  która  ponownie  zaczęła 
bić  brawo.  Odwrócił  się  do  Annis,  ujął  ją  za  łokieć 
i wyprowadził z sali. Była ciepła, księŜycowa noc

 

Annis szła posłusznie obok Raphaela, ale gdy tylko 

znaleźli się w parku hotelowym, odsunęła się od niego 
i stanęła bez ruchu, patrząc w księŜycowe niebo.

 

-

 

Pójdę juŜ do siebie, zrobiło się późno. 

-

 

Jeszcze nie teraz. Jest coś, co chcę wiedzieć. Czy 

rzuciłaś mnie ze względu na Carmel? 

-

 

Słucham? - zesztywniała. 

-

 

Wiesz  przecieŜ,  o  czym  mówię.  Dlatego  nie 

chciałaś  wyjść  za  mnie?  Barry  mi  powiedział,  Ŝe  zna 
chyba  przyczynę.  Opuściłaś  mnie  dlatego,  Ŝe  nie 
chcesz  być  obarczona  chorą  szwagierką  i  opiekować 
się nią podczas mych częstych wyjazdów. 

Annis poczuła nagły przypływ wściekłości. Kto jak 

kto,  ale  właśnie  Barry  tak  ją  oskarŜał?  W  bezsilności 
zacisnęła kurczowo dłonie.

 

-

 

I ty w to uwierzyłeś? Jak śmiałeś pomyśleć, Ŝe się 

odwrócę od chorej dziewczyny? Byłam zawsze szczęś-
liwa,  gdy  mogłam  zrobić  coś  dla  Carmel. Jej  choroba 
nie ma absolutnie nic wspólnego z naszym rozstaniem. 
To  było...  -  W  porę się  powstrzymała.  Dwa lata temu 
przysięgła  sobie  nigdy,  ale  to  nigdy,  nie  wyjawić 
Raphaelowi  przyczyny  odejścia.  Postanowiła,  Ŝe  bez 
względu na to, jak będzie rozgoryczona, nigdy mu nie 
powie czegoś, czego mogłaby potem gorzko Ŝałować. 

-

 

Mówiłam ci, dlaczego - odpowiedziała spokojnie. 

-1 nie chcę rozmawiać dłuŜej na ten temat. - Odwróciła 

background image

56

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

się, chcąc odejść w stronę hotelu, lecz Raphael złapał 
ją za ramiona i obrócił twarzą do siebie.

 

-

 

Ale ja  chcę  o  tym  mówić!  W  liście  napisałaś,  Ŝe 

kogoś  spotkałaś,  Ŝe  jest  inny  męŜczyzna!  Gdzie  on 
jest? 

-

 

Puść  mnie,  proszę.  -  DrŜała  na  całym  ciele.  - 

Pozwól mi juŜ iść. 

-

 

Nie  teraz.  Nie  pozwolę  ci  odejść  dopóty,  dopóki 

nie  poznam  całej  prawdy.  Spójrz  na  mnie,  Annis. 
Spójrz  i  powiedz  mi  prosto  w  oczy,  Ŝe  jestem  ci 
obojętny. 

Uświadomiła  sobie,  Ŝe  nie  potrafi  skłamać  w  tę 

ciemną,  upojną  noc,  z  poświatą  księŜycową  ukazującą 
wyraźne, piękne rysy twarzy Raphaela. Zrozumiała, Ŝe 
jeśli  nawet  zdobędzie  się  na  słowa  kłamstwa,  nie 
będzie  w  stanie  ukryć  prawdziwych  uczuć  przed  jego 
wnikliwymi  oczyma.  Wiedziała,  Ŝe  ma  do  zrobienia 
tylko jedno: musi przed nim uciec.

 

Odwróciła  się  szybko  i  pobiegła  przez  mroczny 

park.  Gdzieniegdzie  promienie  światła  księŜycowego 
odbijały  się  na  kamiennych  ścieŜkach.  Czuła  grozę 
wiszącą w powietrzu. W parku panowała niesamowita 
wręcz cisza. Nie było słychać nawet cykad. Powietrze 
było nieruchome, liści na drzewach nie poruszał nawet 
najmniejszy  powiew  wiatru.  Było  parno.  Nagle 
chmura  przesłoniła  księŜyc  i  zrobiło  się  bardzo 
ciemno.

 

Annis  wbiegła  szybko  do  hotelu.  Na  schodach 

zobaczyła, Ŝe Raphael ją dogania.

 

Dobiegła do drzwi pokoju, otworzyła je i wpadła do 

ś

rodka.  Zatrzasnęłaby  mu  drzwi  przed  nosem,  gdyby 

nie rzucił się w przód. ZdąŜył wpaść za nią do pokoju.

 

-  Idź sobie, proszę! Zostaw mnie! - krzyczała.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

57

 

Raphael miał nieprzejednany wyraz twarzy.

 

-

 

Czy tego rzeczywiście chcesz? 

-

 

Tak, bardziej niŜ kiedykolwiek - odparła z mocą, 

mimo Ŝe wypowiadane słowa raniły ją samą. 

W  pewnym  sensie  mówiła  mu  prawdę.  Od  chwili 

nieoczekiwanego  spotkania  w  Grecji  zastanawiała  się 
powaŜnie,  czy  ich  związku  nie  da  się  odnowić  mimo 
tego,  co  się  stało.  Ale  po  rozmowie  z  Raphaelem 
dzisiejszego wieczoru, po tym, co usłyszała, pojednanie 
wydawało się bardziej nierealne niŜ przed spotkaniem. 
Nie było sposobu, aby mogła wrócić do Raphaela.

 

-  Nie wierzę ci - powiedział zachrypniętym głosem, 

podchodząc do niej.

 

Annis  walczyła  jak  dzika  kotka,  ale  był  silniejszy. 

Przyciągnął  ją  do  siebie  bardzo  blisko  i,  w  gniewie, 
spieczonymi  wargami  wycisnął  na  jej  ustach  gorący 
pocałunek.  Wyrwała  się,  odchylając  głowę.  Opór 
jeszcze  bardziej  spotęgował  gwałtowność  Raphaela. 
Trzymając mocno Annis, całował ją coraz gwałtowniej.

 

W  tej  chwili  dziewczyna  poczuła,  jak  wszystko 

zaczyna wokół nich drgać i falować. Podłoga zadrŜała 
pod jej stopami. Annis zamknęła oczy.

 

-  Co się tutaj, do diabła, dzieje? - zapytał. 
Annis spoglądała na niego osłupiała, nic, ale to

 

absolutnie nic nie pojmując.

 

I  w  tym  właśnie  momencie  świat  zupełnie  oszalał. 

Nastąpił  potęŜny  wstrząs,  potem  huk.  Cały  pokój 
zakołysał  się  i  zawirował.  Raphael  zdąŜył  jeszcze 
mocno objąć Annis, zanim ziemia usunęła im się spod 
nóg.

 

Oboje runęli w dół.

 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

 

Annis ocknęła się w ciemnościach, cała zesztywniała. 

Miała  wraŜenie,  Ŝe  całą  noc  przespała  w  skurczonej 
pozycji. Sądziła najpierw, Ŝe jest w domu w Croydon. 
Było bardzo zimno, zadrŜała. Widocznie koce zsunęły 
się z łóŜka. Trzeba je podnieść i się przykryć. W tym 
momencie  poczuła,  Ŝe  nie  moŜe  się  poruszyć.  Chyba 
jestem  jeszcze  niezbyt  przytomna,  pomyślała,  szeroko 
ziewając. Podniosę koce, jak tylko dojdę do siebie.

 

Było  niesamowicie ciemno.  Nic  nie  mogła  dojrzeć. 

Czuła  się  tak,  jakby  oślepła.  Mimo  Ŝe  musiała  to  być 
głęboka noc, słyszała jakieś głosy, stłumione i odległe. 
Nie  mogła  rozróŜnić  słów.  Gdzieś  w  oddali  ludzie 
krzyczeli.

 

Annis  natęŜyła  słuch.  Nie,  to  nie  były  krzyki,  lecz 

jęki  i  nawoływania.  A  moŜe  wszystko  jest  wytworem 
jej wyobraźni? - pomyślała.

 

Nie  miała  pojęcia,  dlaczego  czuje  się  tak  dziwnie. 

Czy jest chora? Czy moŜe... Pamięcią wróciła nagle do 
innej,  bezksięŜycowej  nocy,  kiedy  była  w  pułapce, 
przeraŜona. Serce zaczęło mocno kołatać. Tamtej nocy 
było  jej  strasznie  zimno,  trzęsła  się  jak  liść  i  nie 
wiedziała,  co  się  wokół  dzieje.  Dziś  juŜ  znała  te 
objawy szoku. PrzeŜyła go kiedyś. CzyŜby jeszcze raz 
miał  się powtórzyć?  Nie  wiedziała,  czy  dzieje się  coś 
na  jawie,  czy  przeŜywa  koszmarny  sen.  Do  takich 
snów  zdąŜyła  się  juŜ  przyzwyczaić,  do  koszmarów 
powracających  co  noc.  Przebudziłam  się,  czy  jeszcze 
ś

pię?  -  zastanawiała  się.  Jeśli  wszystko  dzieje  się  na 

jawie, to skąd te niespokojne nawoływania i jęki? Kto

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

59

 

woła?  Ludzie  na  ulicy?  Pewnie  pijani,  pomyślała. 
Krzyczą w jakimś obcym języku. Próbowała zrozumieć. 
Nagle wyłowiła pojedyncze greckie słowo. Grecy!

 

I nagle wszystko stało się jasne. Przypomniała sobie 

wydarzenia 

ostatniej 

nocy. 

Trzęsienie 

ziemi. 

Spadanie.

 

Podświadomie  zajęczała  w  szoku  i  z  bólu.  -  A  Ra-

phael? - Spadał wraz z nią, ale gdzie był teraz? Stracił 
przytomność? Czy jest jeszcze Ŝywy?

 

Łzy  nabiegły  Annis  do  oczu  i  stoczyły  się  po 

policzkach. Musi znaleźć Raphaela! Musi się sama stąd 
wydostać, przywołać pomoc i odszukać go. Próbowała 
się  poruszyć,  jęknęła  z  bólu,  traciła  przytomność. 
Resztkami  sił  zapanowała  nad  sobą.  Nie,  nie  była  w 
stanie nic zrobić. Ból był przeszywający. Zrozumiała, Ŝe 
jest  ranna,  nie  pamiętała  jednak,  kiedy  i  jak  to  się 
stało.  Z  przeraŜeniem  poczuła,  Ŝe  jest  przyciśnięta 
czymś cięŜkim, co leŜy w poprzek brzucha.

 

Próbowała  wyciągnąć  przed  siebie  drŜącą  rękę  i 

poczuła,  jak  drzazga  wbija  się  jej  w  palec.  Drewno! 
Sprawdzała  po  omacku  dalej  -  drewniana  belka! 
Znajdowała się w pułapce, przygnieciona belką z sufitu 
lub podłogi. MoŜe uda mi się jakoś wysunąć, pomyś-
lała. Po kilku ostroŜnych ruchach znów jęknęła z bólu. 
To noga, nie mogła nią poruszyć.

 

Pomoc.  Była  potrzebna  pomoc.  Musiała  zacząć 

wołać,  dać  znać  innym^  Ŝe  jest  tutaj,  pod  gruzami. 
Nabrała głęboko powietrza i zaczęła wzywać pomocy.

 

Po  paru  chwilach  przestała  i  zamilkła.  Nie  mogła 

oddychać i nie mogła dłuŜej wołać. LeŜała tak z falującą 
piersią,  kaszląc  i  się  dusząc.  Powietrze  było  gęste  od 
kurzu i gryzącego dymu.

 

Ogarnęła  ją  panika.  Uprzytomniła  sobie,  Ŝe  jest 

Ŝ

ywcem  pogrzebana,  leŜy  pod  rumowiskiem  hotelu  i 

brak  jej  tlenu.  Spadająca  belka  przygniotła  ją,  ale 
jednocześnie ocaliła Ŝycie, poniewaŜ osłoniła przed

 

background image

60

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

zwałami  lecącego  z  góry  gruzu,  który  w  przeciwnym 
razie  zmiaŜdŜyłby  ją.  Ale  co  się  stanie,  gdy  resztka 
tlenu się wyczerpie?

 

Annis  znów  zaczęła  oddychać  szybko,  przeraŜona, 

Ŝ

e za chwilę moŜe zacząć się dusić, i nagle zdała sobie 

sprawę  z  tego,  Ŝe  działa  powodowana  strachem. 
Spróbowała  się  opanować.  Tylko  spokój  moŜe  mnie 
uratować, pomyślała. śeby przeŜyć, musiała zachować 
przytomność  umysłu.  Przez  chwilę  leŜała  spokojnie, 
aŜ bicie serca się uspokoiło.

 

Postanowiła teraz sprawdzić, co jej właściwie jest.

 

Na  rękach  miała  zdartą  skórę,  były  pokaleczone. 

Czuła takŜe wilgoć spływającą z czoła wzdłuŜ twarzy. 
W kącikach ust poczuła słony smak. Krew.

 

Lewą  nogą  mogła  poruszać  swobodnie,  za  kaŜdym 

razem  jednak,  kiedy  próbowała  przesunąć  prawą, 
okazywało się to niemoŜliwe. Czy noga była złamana? 
KaŜdy, najmniejszy nawet ruch powodował nieznośne 
cierpienie.  Wyglądało  na  to,  Ŝe  ma  takŜe  połamane 
Ŝ

ebra, poniewaŜ kaŜdy oddech wywoływał ostry ból w 

piersiach.  Po  tej  diagnozie  pomyślała:  mogło  być 
gorzej.

 

I  nagle  uprzytomniła  sobie,  Ŝe  moŜe  być  jeszcze 

gorzej. Wyobraźnia dziewczyny zaczęła pracować jak 
szalona.  A  co  się  stanie,  jeśli  budynek  zawali  się 
zupełnie?  Odpowiedź  nasuwała  się  sama:  zostanie 
zgnieciona i spotka ją niechybnie śmierć.

 

Wciągając  powietrze  do  płuc,  Annis  zaczęła  się 

znów  dławić.  Całą  siłą  woli  uspokoiła  się  i  zaczęła 
oddychać spokojniej.

 

Nie, o śmierci myśleć nie moŜe.

 

Nagle  usłyszała  w  pobliŜu  jakiś  dziwny  odgłos. 

WytęŜyła  słuch.  Powtórzył  się,  bardzo  cicho.  Chyba 
ktoś  niedaleko  głośno  wciąga  do  płuc  powietrze  - 
pomyślała.  Serce  zabiło  jej  Ŝywiej.  Nie  jest  sama. 
Jakiś człowiek jest w pobliŜu. Oddycha!

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

61

 

-  Czy jest tutaj ktoś? - wyszeptała. 
Przełknęła ślinę i próbowała mówić znowu, tym

 

razem głośniej.

 

-  Halo, kto tutaj jest?

 

Nie było odpowiedzi. Odwróciła głowę w stronę, z 

której  dochodziły  odgłosy.  Przy  kaŜdym  ruchu  czuła 
osypujący  się  gruz.  Na  moment  znieruchomiała, 
próbując  przebić  wzrokiem  panujące  ciemności.  W 
pierwszej  chwili  nie  widziała  nic.  Gdy  oczy  się 
przyzwyczaiły, dojrzała nieopodal jakby ludzki kształt, 
leŜące ciało.

 

-  Halo, halo! Kto tutaj jest? - zawołała głośniej. 
Głucha cisza panowała nadal. Na myśl, Ŝe obok

 

leŜy  ktoś  cięŜko  ranny,  nieprzytomny  lub  nawet 
umierający, zaczęła trząść się z przeraŜenia. Opanowała 
nerwy.  Wyciągnęła  rękę.  W  panującym  mroku  trudno 
było ocenić odległość między nią a leŜącą nieruchomo 
postacią.  Po  chwili,  która  wydała  się  jej  bardzo, 
bardzo długa, dotknęła czegoś czubkami wyciągniętych 
palców. To skóra - pomyślała. Skóra zimna i mokra od 
potu.

 

Annis delikatnie przesunęła palce wzdłuŜ nierucho-

mego ciała. Wyczuła kształt policzka, oczodoły, usta, 
a  wreszcie  nozdrza,  z  których  wydobywało  się  ciepłe 
powietrze.

 

Zaczęła  spazmatycznie  płakać.  Poznałaby  tę  twarz 

zawsze  i  wszędzie.  Znała  ją  tak  dokładnie,  jak  swoją 
własną. Dotknęła palcami ust leŜącego i łkając zaczęła 
wymawiać jego imię.

 

-  Raphaelu...  najdroŜszy...  kochany..  Nie  umieraj, 

proszę.  Nie  umieraj,  nie  przeŜyję  tego.  Czy  mnie 
słyszysz? Raphaelu, to ja...

 

Pod jej palcami usta leŜącego zaczęły się nieznacz-

nie  poruszać.  Nagle,  z  bijącym  sercem,  zdała  sobie 
sprawę  z  tego,  Ŝe  Raphael  lekko  muska  wargami  jej 
palce.

 

background image

62

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Dzięki ci, BoŜe! - wyszeptała.

 

Po  chwili  poczuła,  Ŝe  Raphael  unosi  nieco  głowę  j 

obraca  w  jej  stronę,  tak  jakby  teraz  on  chciał  przebić 
wzrokiem panujące ciemności.

 

-  Annis?

 

Jego  głos  był  bardzo  słaby.  Przeraziła  się.  Czy 

Raphael byl powaŜnie ranny?

 

-  Boli cię coś? - zapytał.

 

Powiedziała  mu  o  swej  diagnozie.  Kończąc,  z  po-

nurym humorem dodała:

 

-

 

Miałam szczęście. 

-

 

Szczęście?  -  powtórzył.  Próbował  się  chyba 

roześmiać i zaczął bardzo kasłać. 

-

 

Mogło być gorzej. 

-

 

Rzeczywiście? - wyszeptał słabym głosem. 

-

 

A  co  z  tobą?  -  zapytała  Annis.  -  Nadal  jesteś  w. 

jednym.  kawałku?.  -  Próbowała  Ŝartować,  ale 
panicznie bała się odpowiedzi Raphaela. 

-

 

Jeszcze nie wiem. 

Annis  zorientowała  się,  Ŝe  Raphael  mówi  z  trud-

nością.

 

-  Chyba... - Odetchnął boleśnie i dokończył: - lepiej 

wiedzieć najgorsze.

 

LeŜała przysłuchując się w ciemności jego ostroŜnym 

ruchom.  Sprawdzał,  gdzie  jest  ranny.  Jej  nerwy  były 
napięte do ostatnich granic. Czy jest w cięŜkim stanie? 
A  moŜe  nawet  umiera?  Ach,  gdyby  tylko  mogła  się 
dostać  do  niego,  zająć  się  nim!  Czekanie  stało  się 
prawdziwą torturą.

 

-  No  więc...  -  Usłyszała  niepewny  głos  Raphaela. 

Chyba mam połamane nogi. Obie.

 

Annis  zagryzła  wargi,  Ŝeby  się  nie  rozpłakać. 

Usłyszała  chrapliwy  oddech  Raphaela.  Po  chwili,  z 
wysiłkiem, powiedział:

 

-  Coś jest nie w porządku z ramieniem. W piersiach 

boli jak diabli, musiałem złamać sobie Ŝebra. Mam

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

63

 

zakrwawioną twarz. I chyba cały jestem poharatany, od 
stóp do głów. A poza tym wszystko jest w porządku. 
Odetchnęła z ulgą. Bała się, Ŝe będzie gorzej.

 

-

 

A  jakie  masz  dla  mnie  d o b r e   wiadomości?  - 

zaŜartowała. Usłyszała słaby śmiech Raphaela. 

-

 

ś

e nadal Ŝyję - odpowiedział. 

W  tej  chwili  poczuła  się  dziwnie.  Zamknęła  oczy, 

zrobiło  jej  się  słabo.  Po  jakimś  czasie  usłyszała 
natarczywy głos Raphaela. Powtarzał jej imię.

 

-

 

Wszystko w porządku - odezwała się z wysiłkiem. 

Teraz on odetchnął z ulgą. 

-

 

Czy zemdlałaś? 

-

 

Zrobiło mi się słabo, ale juŜ przeszło. 

Oboje zamilkli. Z oddali słyszeli teraz ludzkie głosy, 

a  takŜe  inne  dźwięki  -  stukot  i  warkot  maszyn, 
odgłosy uderzeń w mur.

 

-  Zaczęli odkopywać - stwierdził Raphael. 
Nagle Annis zawołała:

 

-

 

Zupełnie  zapomniałam  o  Loveday  i  Carlu!  Gdy 

nastąpiło trzęsienie, byli w sali, na dole. Hotel runął na 
nich całym cięŜarem! 

-

 

Uspokój  się  -  powiedział  ostro  Raphael.  -  Prze-

stań  wyobraŜać  sobie  najgorsze.  Sądzę,  Ŝe  nic  im  się 
nie  stało.  Przebywali  na  dole,  ale  pamiętaj,  Ŝe  byli  z 
nimi  miejscowi  Grecy,  którzy  juŜ  jakieś  trzęsienie 
ziemi chyba przeŜyli. Na pewno wcześniej się zorien-
towali,  co  się  dzieje,  i  w  porę  ostrzegli  angielskich 
turystów.  To  tylko  my  byliśmy  w  tym  czasie  zbyt 
zajęci,  Ŝeby  zwrócić  uwagę  na  taki  drobiazg,  jak 
trzęsienie ziemi... 

Zaczął  się  śmiać,  a  Annis  była  szczęśliwa,  Ŝe  w 

ciemności  Raphael  nie  moŜe  dostrzec  poruszenia  na 
jej  twarzy.  Śmiech  urwał  się  nagle,  a  z  gardła 
Raphaela wydobył się jęk.

 

-  Co to było? - spytała zaniepokojona.

 

background image

64

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-

 

Nic  -  odpowiedział  przytłumionym  głosem,  z 

którego przebijał ból. 

-

 

Czy jest ci zimno? - Szczękała zębami. - Potwornie 

marznę,  czy  to  nie  dziwne?  Dzisiaj  był  taki  upał...  A 
teraz  ogromnie  się  ochłodziło.  Och,  gdybyśmy  mogli 
się poruszać! 

-

 

Nie  moŜemy  -  stwierdził  Raphael  zmęczonym 

głosem. - Spowodowalibyśmy lawinę gruzu. 

Annis trzęsła się nadal.

 

-

 

Jak myślisz, ile im czasu zajmie... 

-

 

Dotrą  do  nas  najwcześniej,  jak  to  tylko  będzie 

moŜliwe  -  powiedział  łagodnie,  uspokajająco.  Jego 
głos powoli zanikał w oddali. 

Dziwne  -  pomyślała,  przecieŜ  nie  głuchnę.  MoŜe 

zasypiam?

 

Gdzieś nad nimi coś trzasnęło. Jakieś odgłosy nagle 

ją  oprzytomniły.  Dopiero wtedy  zdała  sobie  sprawę z 
tego, Ŝe leŜała zemdlona.

 

-

 

Raphaelu! - krzyknęła z przeraŜeniem. 

-

 

Tu jestem, kochanie! 

Głos  Raphaela  był  teraz  bardziej  wyraźny,  moc-

niejszy. Odwróciła ku niemu głowę i nagle dostrzegła 
wyraźnie blady kształt jaśniejący w ciemnościach.

 

-

 

Widzę cię! - zawołała i zobaczyła, Ŝe jego wargi 

się poruszają. Raphael się uśmiechał. 

-

 

Ja teŜ cię widzę. 

-

 

Muszę wyglądać okropnie. 

Zaśmiał  się,  a  właściwie  był  to  szczególny  rodzaj 

charkotu, przypominający śmiech.

 

-

 

Prawdziwa  kobieta! Tak jakby  twój  wygląd  miał 

jakieś  znaczenie.  -  Oddychał  głośno,  nierówno.  - 
UŜywają lamp łukowych - dodał. 

-

 

A  moŜe  to  światło  dzienne?  Jak  długo  tutaj 

jesteśmy? - zapytała. 

-

 

Nie wiem. 

Annis leŜała, patrząc, jak światło przesuwa się

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

65

 

w  dół,  w  ich  stronę.  Tak,  to  nie  świt,  lecz  sztuczne 
ś

wiatło, pomyślała.

 

-  Masz rację. Pracują przy lampach łukowych. 
Raphael nie odpowiadał. Oddech miał bardzo słaby.

 

Przeraziła się.

 

-  Nie umieraj!

 

Nie było odpowiedzi. Stracił przytomność lub zasnął. 

LeŜała nadal bez ruchu, wsłuchując się w jego oddech. 
Słabo,  ale  oddychał.  Słuchała  tak  intensywnie,  jakby 
to  mogło  podtrzymać  jego  Ŝycie.  Co  chwilę  sama 
zapadała w półsen.

 

Odgłosy nad ich głowami były coraz wyraźniejsze i 

bliŜsze.  Uderzenia  mechaniczne  ustały  i  ktoś  zaczął 
wołać po grecku, a następnie po angielsku.

 

-  Halo, jesteśmy tutaj! Halo! - odkrzyknęła Annis. 
Usłyszała jakiś głos.

 

-  Jak  się  macie?  -  Ktoś  pytał,  co  im  jest.  -  Lekarz 

zejdzie  do  was  niedługo,  da  zastrzyki  przeciwbólowe. 
- Głos zamilkł i znów zapanowała cisza.

 

Kilka  minut  później  Raphael  się  ocknął.  Nie 

pamiętał o swych kontuzjach. Próbując nieco zmienić 
pozycję ciała, jęknął z bólu.

 

-

 

Mieliśmy  gościa  -  powiedziała  Annis.  -  I  za 

chwilę zjawi się jeszcze jeden, lekarz z zastrzykami. 

-

 

Nigdy w Ŝyciu nie czekałem z taką niecierpliwością 

na  Ŝaden  zastrzyk  -  mruknął  Raphael.  -  Nie  znoszę 
tego,  ale...  -  Urwał  nagle  i  Annis  dotknęła  jego 
policzka. 

-

 

Wiem. Ból bardzo męczy, prawda? - uśmiechnęła 

się do Raphaela i w tej właśnie chwili oboje usłyszeli 
odgłosy  kopania  wprost  nad  głowami.  Spadł  płat 
tynku, tworząc w świetle lamp kremowy obłok pyłu, a 
po chwili tuŜ obok nich rozbił się kawał gruzu. Annis 
się przeraziła. 

-

 

OstroŜniej! - zawołała. Zapadła cisza, jakiś głos ją 

uspokajał. Kopanie znów się rozpoczęło. Na dół 

background image

66

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

docierało coraz więcej światła. Annis i Raphael widzieli 
teraz  wyraźnie  nie  tylko  siebie,  lecz  takŜe  fragmenty 
przesuwających  się  w  górze  niebieskich  ubrań ratow-
ników. Spadło jeszcze trochę gruzu. Annis krzyknęła, 
gdyŜ coś ją uderzyło.

 

Raphael ze złością zawołał:

 

-  Do diabła, uwaŜajcie! Czy chcecie ją zabić? 
Nad leŜącymi widniał okrągły otwór. Ukazała się

 

w  nim  czyjaś  głowa.  Poznali,  Ŝe  to  Grek.  Miał 
oliwkową  skórę,  czarne  włosy  i  ciemne  oczy.  Mówił 
słabo po angielsku.

 

-  Nie  moŜemy  was  jeszcze  stąd  wyciągnąć,  to 

niebezpieczne.  Za  duŜo...  Czy  mnie  rozumiecie? 
Opuszczą  mnie  zaraz  w  dół  i  dam  wam  zastrzyki 
przeciwbólowe.  Nie  denerwujcie  się,  to  juŜ  długo  nie 
potrwa.

 

Twarz  lekarza  zniknęła  w  górze.  Po  chwili  Annis 

zobaczyła, jak w białym kitlu i z kaskiem opuszcza się 
powoli w dół, przywiązany w pasie liną. Ukląkł obok 
dziewczyny,  bez  słowa  zbadał  ją,  a  następnie  włoŜył 
jej kask na głowę.

 

-

 

Ochroni panią w razie gdyby jeszcze spadał gruz 

-  powiedział.  Wskazując  na  leŜącą  w  poprzek  belkę, 
zapytał: - Czy mocno przygniata? 

-

 

Nie,  właściwie  wcale,  i  na  szczęście  zatrzymuje 

większość  osuwającego  się  gruzu.  Ale  gdyby  dało  się 
ją podnieść, mogłabym się wysunąć. 

-

 

To  niemoŜliwe  -  odrzekł  z  przepraszającym 

uśmiechem.  -  Jeszcze  nie  teraz.  Wkrótce  ratownicy 
będą  mogli  uŜyć  maszyn  i  wtedy  belkę  się  podniesie. 
Dam pani teraz zastrzyk, nie będzie bolało. - Z małego 
plastykowego  sterylizatora  wyjął  strzykawkę  i  zrobił 
zastrzyk,  dezynfekując  uprzednio  ramię.  ZałoŜył 
opatrunek  i  zanim  zajął  się  Raphaelem,  przykrył  ją 
kocem, na którym połoŜył cienką folię termiczną. 

Od samego początku Annis wiedziała, Ŝe Raphael

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

67

 

jest  w  znacznie  gorszym  stanie  niŜ  ona  sama.  Ton 
głosu  lekarza  się  zmienił,  dziewczynę  ogarnął  strach. 
Na ile groźne są rany Raphaela?

 

Ze  ściśniętym  sercem  słuchała  w  napięciu  pytań, 

które  zadawał  lekarz,  i  krótkich,  urywanych  od-
powiedzi Raphaela.

 

-  Czy moŜe pan wreszcie zrobić mi ten zastrzyk?

 

-  spytał  ostro  Raphael.  Musi  bardzo  cierpieć,  pomyś 
lała.

 

Bez słowa lekarz dał zastrzyk, pocieszył, Ŝe wszystko 

będzie w porządku i Ŝe nie ma czym się przejmować.

 

Annis zaczęła ogarniać fala spokoju. Było jej ciepło, 

ś

rodek  przeciwbólowy  zaczynał  działać.  Wszystko 

będzie dobrze, nie ma czym się martwić, pomyślała.

 

Lekarz owinął Raphaela kocem i folią.

 

-

 

Jak pan się teraz czuje? - zapytał. 

-

 

Dziękuję za pomoc i przepraszam, Ŝe tak wybuch-

nąłem - odrzekł Raphael. 

-

 

Rozumiem, wiem, Ŝe musi pana bardzo boleć. 

-  Lekarz zamykał torbę. - JuŜ jest wam obojgu lepiej, 
prawda?  To  dobrze.  Proszę  spokojnie  leŜeć,  zanim 
was  stąd  nie  wydobędziemy.  Muszę  juŜ  iść,  inni 
pacjenci  czekają.  -  Pociągnął  lekko  linę,  w  otworze 
ukazała  się  jakaś  twarz.  Lekarz  powiedział  coś  po 
grecku.

 

Annis szybko zapytała:

 

-

 

Doktorze, zanim pan stąd wyjdzie... W hotelu byli 

takŜe moi przyjaciele, Worthowie, Loveday i Carl. Czy 
pan wie, co się z nimi stało? 

-

 

Przykro mi, ale niestety nie wiem - odpowiedział 

lekarz. -  Zajmuję się tylko rannymi. Wiem jednak, Ŝe 
większość Anglików zdąŜyła w porę opuścić hotel. O 
ile  się  orientuję,  wiele  osób  było  blisko  wyjścia,  gdy 
zaczęło się trzęsienie. Zaledwie kilka zostało przywa-
lonych. Nie mieliście państwo szczęścia! 

Annis wydawało się, Ŝe dziwnie na nią spoglądał.

 

background image

68

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Uprzytomniła sobie, Ŝe lekarz się zastanawia, co oboje 
robili na górze, w jej sypialni, gdy nastąpił wstrząs. W 
tym  momencie  dotarło  do  niej,  Ŝe  nie  tylko  lekarz 
zdaje  sobie  z  tego  sprawę.  Prędzej  czy  później 
wszyscy  się  dowiedzą,  Ŝe  była  z  Raphaelem!  Zaczną 
się  spekulacje  na  ten  temat.  A  co  sobie  pomyśli 
Loveday?  Z  niepokojem  myślała  o  czekającym  ją 
spotkaniu z przyjaciółką.

 

Lekarz  mocował  linę  do  pasa.  Uśmiechnął  się  na 

poŜegnanie.

 

-

 

Niedługo będzie po wszystkim. Wkrótce was stąd 

wyciągniemy. 

-

 

Dziękuję, doktorze. 

-  Jesteś juŜ szczęśliwa? - warknął Raphael. 
Zdziwiona spojrzała na niego, zaskoczona ostrością

 

głosu.

 

-

 

Czuję  się  znacznie  lepiej.  Zastanawiam  się,  co 

nam  zaaplikował.  Morfinę?  Czy  po  niej  człowiek 
czuje się lekki i zrelaksowany? 

-

 

Nie  mam  pojęcia.  NajwaŜniejsze,  Ŝe  lek  działa. 

Ale  miałem  na  myśli  nie  to,  lecz  Wortha.  Cały  czas 
zŜera cię przecieŜ niepokój o tego faceta. 

Nie  bardzo  wiedziała,  o  co  chodzi  Raphaelowi. 

Zdziwił ją drwiący ton.

 

-

 

Carl to przecieŜ przyjaciel... 

-

 

Przyjaciel? - Głos Raphaela był lodowaty. 

-

 

Tak,  jest  mym  przyjacielem.  I  jego  siostra  teŜ. 

Odkąd pracuję w agencji, są bardzo dobrzy dla mnie i 
się przyjaźnimy. 

Raphael odchrząknął i zapytał:

 

-  Kiedy to się zaczęło?

 

Wstępuje  znów  na  niebezpieczny  grunt,  westchnęła 

Annis.

 

-  Czy  moŜemy  więcej  nie  mówić  o  przeszłości? 

-  wyszeptała  i  nawet  ta  jej  uwaga  była  błędem,  gdyŜ 
Raphael znów ostro zaatakował.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

69

 

-

 

Dlaczego  tak  bardzo  nie  chcesz  mówić  o  prze-

szłości? Co tak cię niepokoi? Czy ta przeszłość, która 
naleŜała do mnie, czy późniejsza? 

-

 

Nie  teraz,  proszę!  -  Po  lekarstwie  czuła  się 

raźniej,  lekko  oszołomiona  jak  po  paru  kieliszkach 
wina, ale na Raphaela lek tak, niestety, nie podziałał. 

Nadal węszył jak myśliwski pies, tropiący zwierzynę 

na obcym sobie terenie.

 

-  A  dlaczego  nie?  -  agresywnie  zapytał.  -  Mamy 

teraz  duŜo  czasu.  Oczywiście  wolałbym  robić  z  tobą 
zupełnie  coś  innego,  ale  Ŝadne  z  nas  nie  moŜe  się 
nawet poruszyć, więc jest to wykluczone...

 

Poczerwieniała,  wiedząc,  co  Raphael  ma  na  myśli. 

Kątem oka nieprzyjaźnie ją obserwował.

 

-  MoŜe  zagramy  w  słówka?  -  zakpił.  -  Lubisz 

przecieŜ tę grę. Jesteś w niej dobra. Dlatego nie mogę 
zupełnie  zrozumieć,  czemu  wtedy,  zanim  uciekłaś, 
napisałaś  list,  a  nie  powiedziałaś  mi  prosto  w  twarz, 
co myślisz.

 

Znów  próbował  ją  zdenerwować.  Ale  Annis  była 

zdecydowana.  Nie,  nie  pozwoli  mu  otworzyć  zabliź-
nionej rany. Brak jej było sił. Nie odczuwała wprawdzie 
teraz  skutków  kontuzji  spowodowanych  trzęsieniem, 
ale tkwił w niej nadal stary ból i Ŝaden środek nie był 
w stanie go uśmierzyć. Czuła się fatalnie. Była bardzo 
zmęczona.  Wiedziała,  Ŝe  nie  znajdzie  siły  na  dalszą 
walkę  z  Raphaelem  na słowa.  Był  silniejszy,  okrutny, 
za kaŜdym razem trafiał ją celnie.

 

Spróbowała zmienić temat.

 

-  Chciałabym  usłyszeć  coś  więcej  o  ostatnim 

tournee. Chyba było przyjemne? Co sądzisz o Turcji? 
Byłeś  w  Stambule?  Piękne  są  tam  meczety,  prawda? 
Zawsze  marzyłam  o  tym,  Ŝeby  zobaczyć  Błękitny 
Meczet.  Na  zdjęciach,  które  widziałam,  jego  wnętrze 
wyglądało  bajecznie.  Lataliście  samolotami,  prawda? 
Wymarzyłam sobie podróŜ statkiem przez Bosfor.

 

background image

>0

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Chciałabym wówczas ujrzeć zachodzące słońce i ciemne 
sylwetki  strzelistych  minaretów  w  Stambule  na  tle 
Wonącego nieba.

 

Raphael wykrzywił się w cierpkim uśmiechu.

 

-

 

Pozostałaś nadal marzycielką? 

-

 

Tak - odpowiedziała. Jego 

oczy nagle złagodniały. 
-  Płynąłem  przez  Bosfor  i  widziałem  Stambuł  na 

tle zachodzącego słońca. To było cudowne.

 

Uśmiechnęła się.

 

-

 

Gdzie jeszcze wiodła trasa tournee? 

-

 

Byliśmy w ParyŜu - wyszeptał, a jej serce mocniej 

zaabiło. 

Czekał,  aŜ  dziewczyna  coś  powie.  PoniewaŜ  nie 

mogła wydobyć z siebie głosu, ciągnął dalej:

 

-  Ale tylko dwadzieścia cztery godziny, bardzo 

Krótko. Ledwie widziałem miasto. Zatrzymaliśmy się 
w tym samym hotelu, co kiedyś. Pamiętasz?

 

Westchnęła.

 

-

 

Spędziliśmy  wtedy  cudowny  tydzień.  Czy  przy-

pominasz  sobie  koncert  w  lewobrzeŜnym  ParyŜu,  jak 
spacerowaliśmy całą noc, jedliśmy na mieście kolację, 
a  potem  rozmawialiśmy  z  grupą  studentów?  Przecho-
dziliśmy  przez  mosty,  oglądając  Sekwanę.  Czy  pa-
miętasz śniadanie w małym bistrze na tyłach Boulevard 
Saint  Michel?  Od  ulicznej  sprzedawczyni  kupiłen 
czerwone  róŜe,  jedną  włoŜyłem  ci  we  włosy.  Przypo-
minasz to sobie? 

-

 

Musiałam  wyglądać  bardzo  głupio,  chodząc  w 

biały dzień po ParyŜu z róŜą za uchem. - Uśmiechnęła 
się. 

-

 

Czy  chcesz  wiedzieć,  jak  wyglądałaś?  -  zapytał 

takim głosem, Ŝe aŜ zaczęła głośniej oddychać. 

Raphael obrzucił ją drwiącym spojrzeniem.

 

-  Co się stało? Oddychasz tak, jak byś odbyła bieg 

maratoński.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

71

 

-

 

Przestań. - Odwróciła głowę, Ŝeby ukryć spłonioną 

twarz. 

-

 

Na  razie  nic  na  to  nie  mogę  zaradzić,  jestem 

unieruchomiony.  OdłóŜ  podniecenie  na  później,  a 
udowodnię, czego ci brakuje. 
Nie odpowiedziała. Postanowiła udawać, Ŝe śpi. 
Zamknęła oczy i zaczęła regularnie oddychać. Raphael 
mówił łagodnym głosem:

 

-  Jesteś dla mnie tajemnicą. Nic nie rozumiem- Ale 

nie  dam  ci  spokoju,  muszę  znać  odpowiedz  na 
wszystkie  pytania.  Wcześniej  czy  później  powiesz  mi 
prawdę o tym, dlaczego mnie opuściłaś i dla kogo!

 

Nadal  udawała,  Ŝe  śpi.  Po  leku  uspokajającym, 

który dostała, przychodziło to jej z łatwością.

 

-  Masz szczęście, trzeba będzie poczekać.

 

Po dłuŜszej chwili zapytał cieplejszym głosem:

 

-Jak się czujesz?

 

JuŜ go nie usłyszała. Zasnęła.

 

Wrócił  znów  dawny,  koszmarny,  uporczywie  po-

wtarzający  się  sen.  Krzyknęła  ze  strachu,  pot  spływał 
jej wzdłuŜ twarzy.

 

-

 

Co się stało? - Głos Raphaela był pełen niepokoju. 

Zlał  się  z  jej  snem,  w  którym  zawsze  była  rozdarta 
między chęcią biegnięcia do niego a ucieczką. We śnie 
powtarzał się ten sam konflikt, który przeŜyła dwa lata 
temu i przed którym uciekała do dziś na jawie. 

-

 

Annis!  -  Raphael  zawołał  znowu  i  wyrwał  ją  z 

dręczącego  snu.  Obudziła  się  i  oprzytomniała. 
Zobaczyła wyraźnie twarz Raphaela. Było jasno. Pełny 
dzień. 

-

 

Czy długo spałam? - wyszeptała. 

-

 

Parę  godzin.  Dlaczego  krzyczałaś?  Czy  dręczył 

cię jakiś koszmar? Mówiłaś coś... 

-

 

Co? - spytała zaniepokojona. 

-

 

Nie  mogłem  nic  zrozumieć.  Raz  chyba  wypowie-

działaś imię mojej siostry. 

background image

72

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Zwrócił się do Annis.

 

-

 

Jeśli  odeszłaś  ze  względu  na  chorobę  Carmel,  to 

czemu się o nią jeszcze niepokoisz? Wydawałaś się nią 
zmartwiona, płakałaś przez sen. Co to było? 

-

 

Nie  pamiętam.  Która  godzina?  Mój  zegarek  jest 

chyba rozbity, nie chodzi. 

-

 

JuŜ  prawie  siódma  -  odpowiedział  Raphael.  Był 

zły, wiedział, Ŝe Annis umyślnie zmienia temat. 

-

 

Spędziliśmy tutaj noc? 

-

 

Tak,  całą.  Sami  we  dwoje,  a  ja  nie  mogłem  się 

ruszyć nawet o centymetr! Zmarnowana okazja! 

-

 

Nie  jesteśmy  sami.  Wokół  są  przecieŜ  ludzie, 

którzy próbują nas stąd wydostać. 

-

 

Ale jesteś rzeczowa. 

W tej właśnie chwili z góry zaczął osypywać się pył, 

a przez znacznie powiększony otwór nad nimi dostało 
się ostre, oślepiające światło reflektorów.

 

Pod Ŝółtymi kaskami Annis zobaczyła uśmiechnięte 

twarze  ratowników,  zadowolonych,  Ŝe  wreszcie  się 
przebili.

 

Podnieśli  powoli  belkę,  wyjęli  Annis  i  wynieśli  na 

powietrze. Owiniętą kocami wsunięto ją do czekającej 
karetki.  Była  półprzytomna,  czuła,  Ŝe  dostaje  jakiś 
zastrzyk.  Niepokoiła  się  o  Raphaela.  Gdzieś  z  boku 
usłyszała, jak Raphael mówi po agnielsku:

 

-  Doktorze,  martwię  się  tylko  o  ręce.  Zdrętwiały, 

są całe we krwi, jedną nie mogę w ogóle poruszać.

 

Lekarz  powiedział  coś  uspokajającego.  W  tym 

momencie Raphael wybuchnął:

 

-  Czy pan nie rozumie? Moje ręce - to moje Ŝycie! 

Jestem pianistą. Jeśli nie będę mógł poruszać palcami, 
będę skończony!

 

Annis  była  przeraŜona.  Och,  tylko  nie  ręce.  Przez 

całą noc nic jej o nich nawet nie wspomniał, a równo-
cześnie  musiał  szaleć  z  niepokoju.  Dla  Raphaela 
muzyka była czymś najwaŜniejszym na świecie. W razie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

73

 

niepowodzeń w niej zawsze szukał ucieczki. Dzięki tej 
jego  pasji  Annis  była  pewna,  Ŝe  Raphael  szybko 
zapomni o ich rozstaniu, właśnie w muzyce znajdując 
ukojenie.  Jeśli  nie  będzie  mógł  grać,  wszystko  się  w 
nim wypali. Umrze od środka, pomyślała.

 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

 

Dopiero następnego dnia Annis zobaczyła Loveday i 

Carla, i dowiedziała się, co się z nimi działo. LeŜała w 
prywatnej  klinice  w  Atenach.  Powiedziano  jej,  Ŝe 
Raphael  jest  tu  takŜe,  ale  Ŝadne  z  nich  nie  moŜe 
Opuszczać łóŜka. Niektóre z pielęgniarek znały trochę 
angielski, lecz pytania Annis o stan Raphaela zbywały 
zdawkową odpowiedzią, Ŝe mu nic nie grozi. Nie udało 
jej się zdobyć angielskiej gazety, chciała Przynajmniej 
z prasy dowiedzieć się czegoś o jego stanie. Przez całą 
dobę otrzymywała środki uspokajające. DuŜo spała.

 

Następnego  popołudnia  w  godzinach  odwiedzin 

Przyszli  do  niej  Loveday  i  Carl,  niosąc  ogromny 
bukiet kwiatów.

 

Annis  słuchała  właśnie  z  taśmy  Rachmaninowa  * 

wykonaniu Raphaela. Słuchawki na uszach odgradzały 
ją od całego świata zewnętrznego - tak Ŝe nie od razu 
zauwaŜyła, iŜ drzwi do pokoju się otworzyły. Loveday 
i Carl stanęli obok łóŜka.

 

Na ich widok Annis ściągnęła szybko słuchawki.

 

-  Jak  to  cudownie,  Ŝe  was  widzę!  Co  się  z  wami 

działo? Czy zdąŜyliście wyjść z hotelu przed trzęsieniem?

 

Wyglądali zupełnie normalnie, byli cali i zdrowi. Po 

powitalnych  pocałunkach  połoŜyli  kwiaty  na  łóŜku. 
Ą

nnis wdychała z przyjemnością ich zapach.

 

-

 

Dziękuję, są piękne! Siadajcie i mówcie o sobie. 

-

 

WaŜne jest to, jak ty się czujesz! - stwierdził Carl 

widząc  obandaŜowane  Ŝebra  i  nogę  w  gipsie,  a  takŜe 
Wszystkie  skaleczenia  i  zadrapania  w miejscach, 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

75

 

których  nie  zasłaniała  biała,  bawełniana  nocna  ko-
szula.

 

-

 

Mogło  być  gorzej  -  odpowiedziała  lekko  Annis. 

Tam,  pod  gruzami  była  blisko  śmierci,  teraz  nie 
chciała, by rozczulali się nad nią. 

-

 

Jesteś  biedna,  ale  dzięki  Bogu,  Ŝe  to  tak  się 

skończyło - orzekł Carl. 

-

 

Ciągle  sobie  powtarzam,  Ŝe  mogło  być  gorzej. 

Grunt, Ŝe Ŝyjemy. 

-

 

Nie mów o tym więcej! Sama myśl mnie przeraŜa 

 

-

 

powiedziała Loveday. Usiadła na brzegu łóŜka. 

-

 

Masz wylew pod okiem. 

-  Wiem, po wyjściu ze szpitala będę musiała nosić 

ciemne okulary.

 

Loveday dziwnie spojrzała na Annis.

 

-

 

Mam nadzieję, Ŝe to nie Raphael podbił ci oko. 

-

 

Nie bądź śmieszna! 

-

 

Ciągle  się  zastanawiam,  co  robiliście  oboje  na 

górze.  -  Loveday  wpatrywała  się  uwaŜnie  w  twarz 
Annis.  Dziewczyna  zaczerwieniła  się,  ale  nic  nie 
odpowiedziała. 

-

 

Miałaś przecieŜ o tym nie wspominać - z przyganą 

w głosie zwrócił się do siostry Carl. 

-

 

Gdyby... gdyby została z nami, nie wylądowałaby 

teraz w szpitalu, no nie? - Loveday spojrzała na Annis. 
-  Przepraszam  cię,  nie  zwracaj  na  mnie  uwagi, 
zachowuję się okropnie. 

-

 

Nic mi nie mówicie, co się z wami działo - Annis 

zmieniła temat. 

-

 

Po pierwszym małym wstrząsie - opowiadał Carl 

-  przybiegli  kelnerzy  i  wygonili  nas  z  sali  do  parku. 
Nie  uszliśmy  daleko.  Hotel  zatrząsł  się  w  posadach 
i  rozpadł  jak  domek  z  kart.  Nie  mieliśmy  wówczas 
pojęcia, Ŝe byłaś w środku.

 

-  A potem sprawdzili listę gości i okazało się, Ŝe nie 

ma ani ciebie, ani Raphaela - dodała sucho Loveday.

 

background image

76

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Annis szybko zapytała:

 

-

 

Co z wycieczką? Czy pojechaliście nad morze? 

-

 

Tak  -  odpowiedział  Carl.  Wszystko  odbywa  się 

zgodnie  z  planem.  Pozwolono  nam  odwiedzić  cię  w 
Atenach,  Paddy  nas  tutaj  przywiózł.  Robi  zakupy, 
potem po nas przyjedzie. 

-

 

Pozdrówcie  ode  mnie  resztę  grupy.  Czy  wszyscy 

są zadowoleni? 

-

 

Prosili,  by  cię  uściskać,  martwili  się  o  ciebie. 

Odpoczywają  teraz  po  zwiedzaniu  i  po  dodatkowych 
emocjach. 

Z torby Loveday wystawała gazeta.

 

-

 

Czy mogę ją obejrzeć? - zapytała Annis. W hotelu 

podobno nie mają Ŝadnej angielskiej prasy. 

-

 

Zatrzymaj  sobie.  -  To  mówiąc  Loveday  rzuciła 

gazetę na łóŜko. - Czy zawiadomiłaś matkę? 

-

 

Tak,  rano  pozwolili  mi  zatelefonować.  Chciała 

natychmiast  przylecieć  do  Aten,  ale  jej  obiecałam,  Ŝe 
za  tydzień  powinnam  być  juŜ  w  domu.  Tak  orzekli 
lekarze. Będę obandaŜowana jak mumia egipska, a na 
obu lotniskach będą mnie wozić na wózku. 

-

 

Kiedy zamierzasz wrócić do pracy? - zapytał Carl 

i szybko dodał: - Nie zrozum mnie źle, w Ŝadnym razie 
cię  nie  popędzam.  Damy  sobie  radę  bez  ciebie,  ale 
będzie nam cię brakowało. 

-

 

Jeszcze  nie  wiem,  ale  chyba  niedługo,  jak  tylko 

zdejmą gips. Nie byłoby mi łatwo wskakiwać do metra 
z  taką  sztywną  nogą,  ale  w  razie  napadu  byłaby  to 
ś

wietna broń! 

Wizyta dobiegła końca.

 

-  Nie będziemy mogli cię więcej odwiedzać - stwier 

dził  Carl.  -  Do  Aten  przyjedziemy  dopiero  w  drodze 
powrotnej  do  domu.  Skontaktujemy  się  ze  szpitalem, 
by  się  upewnić,  Ŝe  wszystko  jest  w  porządku.  Do 
zobaczenia w Londynie. - Pochylił się i pocałował ją.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

77

 

Loveday  teŜ  ją  uściskała  i  oboje  wyszli.  Annis 

poczuła się nagle bardzo osamotniona.

 

Westchnęła  i  wzięła  do  ręki  gazetę.  Zobaczyła 

fotografię  Raphaela  z  pałeczką  dyrygencką  w  ręku  i 
wielki  nagłówek:  Słynny  kompozytor  Ŝywcem  po-
grzebany,  
a  pod  spodem,  mniejszymi  literami:  Trzę-
sienie  ziemi  w  Grecji,  hotel  się  zawalił.  
Annis  szybko 
przebiegła  wzrokiem  treść  artykułu.  Znali  tylko  te 
same  fakty,  co  ona.  Nic  więcej.  Autor  artykułu 
wspominał teŜ, Ŝe podobno z rękoma kompozytora jest 
coś nie w porządku.

 

Gdyby coś się stało z rękoma Raphaela - pocieszała 

się  zrozpaczona  Annis  -  przecieŜ  nadal  mógłby 
zajmować  się  muzyką.  Pracowałby jako  dyrygent,  ale 
wiedziała, Ŝe gry na fortepianie nic nie będzie w stanie 
mu zrekompensować.

 

Następnego  dnia  poprosiła  pielęgniarkę,  Ŝeby  ją 

zawiozła  do  Raphaela.  Gdy  przekraczała  próg,  serce 
biło jej mocno.

 

Pokój  Raphaela  był  pełen  kwiatów.  Ma  przecieŜ 

wszędzie tylu wielbicieli, pomyślała.

 

Dzień dobry - powitała go nieśmiało.

 

Pielęgniarka zostawiła ich samych.

 

-

 

Za  chwilę  wrócę  -  ostrzegła,  podnosząc  do  góry 

obie dłonie. 

-

 

To  znaczy  za  dziesięć  minut  -  objaśnił  Raphael. 

ZwęŜonymi  oczyma  uwaŜnie  przyglądał  się  dziew-
czynie. Annis ręką zasłoniła twarz. 

-

 

Wiem,  Ŝe  mam  podbite  oko,  ale  wylew  juŜ  się 

zmniejsza. A jak ty się czujesz? 

Raphael  wyglądał  przeraŜająco.  Było  widać  liczne 

skaleczenia  na  twarzy,  a  takŜe  na  wygolonej  części 
głowy.  Miał  zabandaŜowaną  klatkę  piersiową,  na 
jedno  ramię  i  obie  nogi  załoŜono  gips.  Annis  rzuciła 
wzrokiem na ręce. Były w bandaŜach.

 

-  Kiepsko, co? - zapytał.

 

background image

78

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-

 

O  nie,  wyglądasz  doskonale  -  zapewniła  dziew-

czyna, przełykając łzy. 

-

 

Kłamczucha - powiedział i uśmiechnął się czule. 

-

 

Czy ktoś cię odwiedzał? - zapytała po chwili. 

-

 

Prawie  cały  czas  śpię.  Dają  mi  środki  przeciw-

bólowe i  uspokajające.  Rozmawiałem  z  Carmel  przez 
telefon. Wiesz, Ŝe przyjechać nie moŜe. Barry ofiarował 
się,  Ŝe  przyleci,  ale  nie  chciałem,  Ŝeby  zostawiał  ją 
samą  z  dziećmi.  A  co  z  tobą?  Miałaś  z  pewnością 
wizytę Carla Wortha? 

Udała, Ŝe nie słyszy. Patrzyła na kwiaty.

 

-

 

Chyba tłumy przyjaciół chcą cię odwiedzać. 

-

 

Poprosiłem,  Ŝeby  tego  na  razie  nie  robili.  Niech 

poczekają, aŜ będę w lepszej formie. 

-

 

Jeśli źle się czujesz, to moŜe juŜ sobie pójdę? 

-

 

Gdybym  nie  chciał  cię  widzieć,  nie  byłoby  cię 

tutaj - odpowiedział. 

Annis zobaczyła leŜące słuchawki.

 

-

 

MoŜesz przynajmniej słuchać muzyki. 

-

 

Tak,  to  jedno  mogę  robić,  nie  ogłuchłem,  a  to 

byłaby ostateczność. 

-

 

Beethoven był głuchy. 

 

-

 

Nie jestem Beethovenem! - warknął. 

Spojrzała na jego zabandaŜowane ręce. 
-

 

Co z nimi? 

-  Jeszcze  nie  wiadomo.  Musieli  operować  i  nie 

wiedzą, czy operacja się udała.

 

Zagryzła wargi.

 

-

 

Mam nadzieję, Ŝe tak. 

-

 

Dziękuję.  -  Był  wyraźnie  zły,  Ŝe  wspomniała  o 

rękach. Widocznie próbował o nich nie myśleć. 

-

 

Podobno za tydzień będę mogła wrócić do domu. 

-

 

Zostań  -  powiedział  szorstkim  głosem.  -  Zostań 

tak długo, jak ja tu będę - dodał. 

W  tej  chwili  weszła  pielęgniarka.  Uśmiechała  się, 

mówiąc:

 

background image

TRUDNA MIŁOSC

 

79

 

-

 

Koniec wizyty. 

-

 

Przyjdź jutro - poprosił Raphael. Annis 

wiedziała, Ŝe nie moŜe odmówić. 
W następne dni tygodnia wizyty dziewczyny u Ra-

phaela stawały się coraz dłuŜsze. Rozmawiali i słuchali 
muzyki. Annis czytała na głos, gdyŜ Raphael nie mógł 
utrzymać  w  rękach  ksiąŜki.  Nie  znał  prawie  wcale 
greckiego,  tak  więc  oglądanie  lokalnej  telewizji  nie 
miało  większego  sensu.  Na  stoliku  przy  łóŜku  leŜał 
stos ksiąŜek i Annis przeczytała mu kilka z nich. Ciągle 
się dopytywał, czy miała wizytę Loveday i Carla. Kiedy 
powiedziała,  Ŝe  są  zbyt  daleko  od  Aten,  by 
przyjeŜdŜać  i  Ŝe  to  jest  przecieŜ  ich  urlop,  Raphael 
rzucił kpiąco:

 

-

 

No cóŜ, ten twój romans jest raczej nieciekawy. 

-

 

JuŜ ci mówiłam, Carl jest tylko moim przyjacielem. 

-

 

Czy mu się zwierzasz? 

-

 

Co masz na myśli? 

-  Opowiadałaś  mu  o  facecie,  dla  którego  mnie 

rzuciłaś?

 

Annis  się  rozzłościła.  Raphael  nie  przestawał  być 

natarczywy.

 

-

 

Nie - ucięła. - Czy moŜemy zmienić temat? 

-

 

Dobrze. - Przesuwał teraz swymi szarymi oczyma 

po całej sylwetce dziewczyny. Poczuła, jak robi się jej 
nagle gorąco, uprzytomniła sobie, Ŝe jest ubrana tylko 
w  bawełnianą  nocną  koszulę  przykrytą  jasno-
niebieskim, cienkim szlafrokiem. 

-

 

Ale  masz  seksowny  strój.  -  Raphael  odezwał  się 

takim  głosem,  Ŝe  aŜ  się  roześmiała.  Wiedziała,  Ŝe 
Ŝ

artuje. 

-

 

Wszystko,  co  miałam  ze  sobą,  przepadło,  gdy 

hotel się zawalił. A tę koszulę kupiła mi Loveday. Nie 
wiedziała,  czy  chcę  mieć  coś  eleganckiego,  czy  prak-
tycznego, więc... 

-

 

Więc wybrała coś praktycznego? 

background image

80

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-

 

Tak,  bawełna  jest  dobra  w  tym  klimacie,  pod 

nylonem skóra się poci, a jedwab jest zbyt drogi. 

-

 

Mam jedwabną piŜamę - powiedział Raphael. 

-

 

Ciebie na to stać. 

-

 

Nie lepi się do ciała, sprawdź sama. - Widząc, Ŝe 

dziewczyna  się  czerwieni,  Raphael  roześmiał  się 
drwiąco. 

Annis  z  ulgą  przyjęła  pojawienie  się  pielęgniarki, 

która  pomogła  jej  wrócić  do  pokoju.  Dziewczyna  nie 
korzystała juŜ z wózka. Lekarz zalecił krótkie spacery 
z  laską,  ale  Ŝeby  nic  się  jej  nie  stało  po  wyjściu  z 
pokoju,  za  kaŜdym  razem  miała  przy  sobie  pielęg-
niarkę.

 

Loveday  i  Carl  odwiedzili  Annis  w  dniu  swego 

wyjazdu z Grecji.

 

-

 

Przykro  mi,  Ŝe  cię  tutaj  zostawiamy.  -  Czy  nie 

mogliby przetransportować cię do szpitala w Londynie? 

-

 

To  juŜ  nie  ma  sensu,  z  kaŜdym  dniem  czuję  się 

coraz lepiej - odpowiedziała Annis. 

-

 

I  znacznie  lepiej  wyglądasz.  Przyjedź  więc  do 

domu  najwcześniej,  jak  będziesz  mogła,  dobrze? 
Będziemy tęsknili. 

Następnego  dnia  zapytała  lekarza,  kiedy  będzie 

mogła  wrócić  do  Londynu.  Odrzekł,  Ŝe  jak  tylko 
załatwią  wszystkie  formalności.  Podzieliła  się  tą 
informacją  z  Raphaelem.  Prosił,  aby  jeszcze  nie 
wracała.

 

-  Mój  stary  znajomy,  który  ma  willę  na  jednej 

z  tutejszych  wysp,  zaproponował  mi,  Ŝebym  tam 
odbył rekonwalescencję...

 

Przerwała mu.

 

-

 

Wiem,  co  chcesz  zaproponować.  To  na  nic.  - 

Myśl  o  mieszkaniu  sam  na  sam  z  Raphaelem,  przez 
kilka tygodni pod jednym dachem, przeraziła Annis. 

-

 

Zastanów się, proszę. Spójrz na moje ręce! Czego 

się boisz? Co ty do diabła sobie myślisz, Ŝe co zrobię 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

81

 

ci  w  tym  stanie?  Nie  mogę  chodzić  ani  pływać.  Nie 
mogę  nawet  czytać.  Co  mam  więc  robić  przez  cały 
czas? LeŜeć i smaŜyć się na słońcu? To zresztą teŜ nie 
jest zdrowe. Mam godzinami słuchać samemu muzyki? 
Annis, ja tam zwariuję!

 

W  jego  głosie  było  słychać  panikę,  strach  i  złość. 

Annis  zrobiło  się  Ŝal  Raphaela.  Dałaby  wiele,  Ŝeby 
móc  zostać  i  opiekować  się  nim,  sprawić,  by  długie 
tygodnie  rekonwalescencji  spędził  w  spokoju.  Ale  nie 
mogła  ryzykować.  A  co  będzie,  jeśli  zjawią  się  jacyś 
odwiedzający?  MoŜe  się  wówczas  znaleźć  w  bardzo 
kłopotliwej sytuacji.

 

-

 

Chyba  ktoś  będzie  mógł  z  tobą  pojechać  -  ode-

zwała się niepewnie. 

-

 

Nie chcę nikogo innego - odrzekł uparcie i z deter-

minacją zacisnął szczęki. 

Annis  odwróciła  się.  Nie,  nie  mogę  się  zgodzić, 

pomyślała.

 

-

 

Masz tak wielu znajomych i przyjaciół. 

-

 

Słuchaj,  najbliŜsze  tygodnie  będą dla  mnie  kosz-

marnie  trudne  do  zniesienia,  zwłaszcza  czekanie  na 
wyrok, czy będę mógł nadal grać, czy nie. Konieczny 
jest więc spokój. Nie chcę widzieć nikogo, kto będzie 
usilnie  starał  się  być  taktowny.  Nie  Ŝyczę  sobie 
przebywać w towarzystwie ludzi, którzy mogą chodzić 
na  spacery  lub  pływać,  podczas  gdy  ja  będę  leŜał 
nieruchomo jak kłoda! A juŜ najmniej ze wszystkiego 
potrzebna  mi  kobieta,  która  będzie  usiłowała 
zachowywać się uwodzicielsko za kaŜdym razem, gdy 
na 

nią 

spojrzę! 

Ty 

teŜ 

musisz 

przejść 

rekonwalescencję, nie będziesz mogła ani spacerować, 
ani  pływać.  Oboje  lubimy  tę  samą  muzykę,  lubisz 
czytać  na  głos,  zawsze  ci  to  sprawiało  przyjemność. 
PrzecieŜ  urlop  w  tym  klimacie będzie idealny  dla  nas 
obojga! 

Annis zagryzła wargi, próbując wymyślić jakąś

 

background image

82

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

sensowną  odpowiedź,  ale  taką,  która  nie  rozzłości  go 
jeszcze  bardziej.  Wtedy  właśnie  dostrzegła  błagalne 
spojrzenie Raphaeia i strach widoczny w jego oczach.

 

-  Zgódź  się,  Annis,  proszę  -  powiedział  swym 

niskim, schrypniętym głosem. - Czy mam cię błagać?

 

Jak więc mogła odmówić?

 

Szpital opuścili dopiero po jakichś dziesięciu dniach, 

gdy  lekarze  orzekli,  Ŝe  stan  Raphaeia  pozwala  na 
podróŜ.  Na  małą  wyspę  polecieli  prywatnym  od-
rzutowcem, naleŜącym do  znajomego Raphaeia, który 
udostępniał  im  swą  willę.  Raphael  nie  wspomniał,  Ŝe 
jest  to  bogaty  grecki  armator.  Annis  zorientowała  się 
dopiero wtedy, kiedy zobaczyła jego nazwisko wyma-
lowane  na  kadłubie  odrzutowca,  którym  mieli  lecieć. 
Silvia Diandrosa, wielkiego miłośnika muzyki, poznała 
kiedyś  w  Londynie,  gdy  przyszedł  po  koncercie  za 
kulisy do Raphaeia, Ŝeby mu pogratulować.

 

Raphaeia  wniesiono  na  pokład  na  noszach.  Annis 

weszła  sama,  podpierając  się  laską.  Byli  jedynymi 
pasaŜerami  tego  luksusowo  wyposaŜonego  samolotu. 
Podczas  zaledwie  półgodzinnego  lotu  częstowano  ich 
kawiorem i szampanem.

 

Gdy kołowali w powietrzu przed lądowaniem, przez 

okno  samolotu  Annis  oglądała  rozciągające  się  pod 
nimi  morze.  Było  ciemnoniebieskie,  roziskrzone  w 
słońcu.  Z  duŜej  wysokości  mała,  górzysta  wyspa 
wyglądała  wręcz  nierealnie.  W  dole  rozpościerały  się 
zielone doliny, szare skały i rudawe wrzosowiska.

 

Na  małym  lotnisku  czekały  na  nich  tylko  dwie 

osoby: miejscowy lekarz i  pielęgniarka. Oboje weszli 
na  pokład  samolotu,  Ŝeby  się  upewnić,  czy  Annis  i 
Raphaeia  moŜna  bezpiecznie  przetransportować  do 
karetki zaparkowanej tuŜ obok wyjścia z samolotu.

 

Kiedy  odjeŜdŜali,  Annis  z  niepokojem  dostrzegła 

bladość Raphaeia. Miał zamknięte oczy, a na czole

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

83

 

widniał  kroplisty  pot.  Droga  była  wyboista.  Musiał 
odczuwać boleśnie kaŜdą nierówność.

 

-

 

Czy  to  daleko?  -  zapytała  Annis  pielęgniarkę 

siedzącą obok nich z tyłu karetki. 

-

 

Jakieś  dziesięć  minut, ale drogi  są tutaj  okropne, 

nie  będzie  to  przyjemna  jazda.  -  Pielęgniarka  była 
Greczynką o ciemnych włosach i czarnych oczach. Po 
angielsku  mówiła  biegłe.  Lekarz  odjechał  od  razu,  a 
pielęgniarka miała z nimi pozostać w willi na wypadek 
gdyby 

potrzebowali 

pomocy. 

Przedstawiła 

się 

imieniem. Było dość długie i brzmiało obco, Annis go 
nie zapamiętała. 

-

 

Czy duŜo ludzi mieszka na wyspie? - zapytała. 

-

 

Jakieś  pięć  tysięcy  osób.  -  Pielęgniarka  mówiła 

cichym, miękkim głosem. - Kilka kilometrów stąd jest 
małe  miasteczko.  -  Wskazała  ręką  w  tył,  w  stronę 
lotniska.  -  Liczy  około  tysiąca  mieszkańców.  Tam 
praktykuje  doktor  Spiriatou.  Na  wybrzeŜu  jest  parę 
miejscowości  rybackich,  w  sezonie  przyjeŜdŜa  trochę 
turystów. Jest jeszcze kilka mniejszych wiosek w głębi 
wyspy, rozproszonych w  górach. Mieszkańcy  zajmują 
się uprawą winorośli i oliwek, hodują kozy i sprzedają 
ser i mleko, mają po kilka kur... W ten sposób starają 
się zarobić na Ŝycie. 

-

 

Czy pani tu stale mieszka? Mówi pani świetnie po 

angielsku. 

-

 

Miło  mi  to  słyszeć.  Wychowałam  się  tutaj,  na 

wyspie,  i  juŜ  w  szkole  uczyłam  się  angielskiego.  Po 
ś

mierci  ojca  matka  zawiozła  mnie  do  Anglii,  gdzie 

mieszka  moja  siostra,  która  wyszła  za  mąŜ  za 
angielskiego  dziennikarza.  Chodziłam  tam  rok  do 
szkoły,  a  potem  zaczęłam  praktykować  jako  pielęg-
niarka w szpitalu w Manchesterze. 

-

 

W Manchesterze? - Annis spojrzała zaskoczona. - 

Ja stamtąd pochodzę! 

background image

84

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Co  za  zbieg  okoliczności!  A  gdzie  pani  tam 

mieszkała?

 

Przez  chwilę  rozmawiały  z  oŜywieniem  o  znanych 

im miejscach.

 

-

 

Przepraszam  -  powiedziała  Annis.  -  Nie  umiem 

wymówić pani imienia. Mai..., Malnxth... 

-

 

Proszę do mnie mówić Melina, tak będzie prościej. 

-

 

Ja  mam  na  imię  Annis.  Powiedz  mi,  proszę,  czy 

zatrudnił  cię  Raphael,  czy  teŜ  ten  grecki  armator,  do 
którego naleŜy willa? 

-

 

Przysłał  mnie  tutaj  pan  Diandros.  Wie,  Ŝe 

pochodzę  z  wyspy.  Pracuję  dla  niego  w  Atenach,  ma 
tam swoją centralę, a ja naleŜę do zespołu pielęgniarek 
obsługujących linię okrętową. Jako personel medyczny 
pływamy  na  zmianę  na  statkach  pasaŜerskich  lub 
pracujemy w gmachu centrali w Atenach. Czasami pan 
Diandros daje nam prywatne zlecenia. 

-

 

Bardzo to miło z jego strony, Ŝe przysłał cię tutaj 

do opieki nad panem Leonem. 

Melina spojrzała na Annis zdziwiona.

 

-  JuŜ  tutaj  byłam.  Pan  Diandros  zadzwonił  i  poin 

formował  o  przyjeździe  pana  Leona.  Poprosił  mnie, 
Ŝ

ebym  wraz  z  doktorem  Spiriatou  odebrała  gościa 

z samolotu.

 

-

 

Spędzasz urlop na wyspie? Melina 

potrząsnęła przecząco głową. 
-

 

Nie, opiekowałam się tutaj Dioną Munthe. 

 

-

 

Tą  sławną  śpiewaczką?  Czytałam  gdzieś,  Ŝe  jest 

chora. Czy mieszka na wyspie? 

-

 

Diona  Munthe  od  miesiąca  przebywa  w  willi 

pana Diandrosa. 

Ta  wiadomość  była  dla  Annis  bardzo  przykrym 

zaskoczeniem. Spojrzała w stronę Raphaela. Czy wie, 
Ŝ

e  Diona  Munthe  jest  tutaj?  MoŜe  pan  Diandros 

zapomniał mu o tym powiedzieć.

 

Annis kilka razy widziała na scenie Dionę Munthe.

 

background image

TRUDNA MlŁO$Ć

 

85

 

Była  bardzo  ładną  kobietą,  po  trzydziestce.  Miała 
długie,  czarne  włosy,  zmysłową figurę  i  zielone  oczy, 
odziedziczone  zapewne  po  ojcu,  pół-Niemcu,  pół--
Amerykaninie,  który  oŜenił  się  z  młodą  Greczynką 
pracującą u niego jako gospodyni. Diona Munthe stała 
się  jedną  z  najpopularniejszych  śpiewaczek  od  chwili 
swego  debiutu  przed  kilku  laty  w  tytułowej  roli 
Carmen  w  operze  Bizeta.  Od  tamtej  pory  sława  jej 
rozprzestrzeniła się na cały świat.

 

-  Czy Diona Munthe pozostaje nadal w willi?

 

-  zapytała  zaniepokojona  Annis,  gdyŜ  śpiewaczka 
miała  opinię  osoby  wyniosłej  i  wymagającej,  a  miesz 
kanie  z  kimś  takim  pod  jednym  dachem  nie  moŜe 
naleŜeć do przyjemności.

 

-

 

Tak,  jeszcze  tutaj  mieszka,  ale  jutro  przenosi  się 

do małego domku w pobliŜu. - Melina uśmiechnęła się 
do Annis. - Ta wyspa jest biedna, ale nawet tutaj Ŝycie 
się  poprawia.  Grecy,  zwłaszcza  z  Aten,  zaczęli 
przyjeŜdŜać na weekendy i spodobało im się tutaj. We 
wsiach  na  wybrzeŜu  pobudowali  małe  domki  i  w 
przystani trzymają jachty. Cały wolny czas spędzają na 
wyspie,  Ŝeglując  i  pływając.  Staliśmy  się  popularni. 
Ceny  domków  na  wyspie  poszły  w  górę,  ostatnio 
pobudowano  wiele  nowych.  Taki  właśnie  domek 
wynajął pan Diandros dla Diony Munthe i jej słuŜącej. 

-

 

Czy będziesz mieszkała z nimi? 

-

 

Nie,  pani  Munthe  czuje  się  juŜ  dobrze.  Nie 

potrzebuje  mnie,  więc  gdy  pan  Diandros  dowiedział 
się  o  kłopotach  pana  Leona  i  koniecznej  rekon-
walescencji, zaofiarował mu swą willę i moje usługi. 
-  Melina  roześmiała  się.  -  Jak  tak  dalej  pójdzie,  to 
do  końca  Ŝycia  zostanę  na  wyspie!  Pan  Diandros 
zna  wielu  słynnych  ludzi,  a  im  zdarza  się  choro 
wać...

 

Karetka nagle stanęła.

 

-  Jesteśmy juŜ przy bramie. Jest sterowana elek-

 

background image

86

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

tronicznie,  musimy  troszkę  poczekać  -  wyjaśniła 
Melina.

 

Po  chwili  ruszyli,  a  przez  małe  okienko  karetki 

Annis  zobaczyła  trawniki okolone  cyprysami,  sosny  i 
drzewa  oliwne.  Dom  był  olśniewająco  biały,  pokryty 
czerwonym  dachem.  WzdłuŜ  frontu  biegł  ocieniony 
taras podparty kolumnami, a z kamiennych mis zwisały 
przepiękne, kolorowe kwiaty.

 

Raphael  otworzył  oczy.  Annis  uśmiechnęła  się  do 

niego.

 

-

 

Jesteśmy na miejscu. 

-

 

Czuję  się  bardzo  zmęczony  -  powiedział  niemal 

przepraszająco. 

-

 

To była długa podróŜ dla pana. - Raphael spojrzał 

na  mówiącą  te  słowa  pielęgniarkę  tak,  jakby  jej 
przedtem w ogóle nie widział. 

Kierowca  karetki  z  pomocnikiem  wnieśli  Raphaela 

na noszach do domu, Melina pomogła Annis wysiąść z 
karetki i przejść przez taras.

 

W tym momencie dobiegł je kobiecy głos - głęboki, 

słodki i bardzo egzaltowany.

 

-  Drogi  maestro!  Słyszałam,  Ŝe  podczas  tego 

okropnego  trzęsienia  ziemi  był  pan  w  Koryncie, 
zakopany  pod  gruzami,  być  moŜe  martwy.  Płakałam, 
maestro,  płakałam!  To  niemoŜliwe  -  powiedziałam 
sobie. Taka  piękna  muzyka  nie  moŜe  umrzeć.  I  kiedy 
dotarły  do  mnie  wieści,  Ŝe  pan  Ŝyje,  lecz  jest  bardzo 
chory,  od  razu  zaproponowałam  Diandrosowi,  Ŝeby 
wypoŜyczył  panu  tę  willę.  -  Czuję  się  juŜ  lepiej 
- mówiłam - oddaj, proszę, ten dom mistrzowi!

 

Stając  w  drzwiach  Annis  zobaczyła  piękną  Dionę 

Munthe  klęczącą  przy  noszach.  W  jej  pozie  było  coś 
teatralnego.  Z  gracją  pochyliła  głowę  i  złoŜyła 
pocałunek na zabandaŜowanej ręce Raphaela.

 

-  Zdrowiej nam, maestro, tak byśmy wszyscy mogli 

nadal słuchać twej pięknej muzyki!

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

87

 

Annis  przypomniało  to  scenę  z  jakiejś  opery. 

Spojrzała  ze  zdziwieniem  na  Raphaela.  Był  wręcz 
zachwycony! No cóŜ, kto nie byłby, widząc tak piękną 
i  ponętną  kobietę  składającą  hołd  -  klęczącą  u  jego 
boku 

całującą 

po 

rękach 

prawdziwym 

uwielbieniem!

 

-  To  miło  z  pani  strony  -  rzekł  Raphael.  -  Jak 

zawsze jest pani dobra i wielkoduszna, jak zawsze...

 

Zirytowana  Annis  spojrzała  na  Melinę.  Ich  oczy 

spotkały się i widać było, Ŝe obie dostrzegają sztuczność 
tej sceny.

 

Po  chwili  Diona  Munthe  zdała  sobie  sprawę  z  ich 

obecności. Spojrzała na obie kobiety.

 

-  A  to  kto?  -  zapytała  podnosząc  się  z  kolan.  To 

teŜ  robiła  z  gracją,  zawsze  świadoma  utkwionych 
w  niej  oczu  publiczności,  pewna,  Ŝe  jest  centralną 
postacią na scenie.

 

Raphael dokonał prezentacji.

 

-  Annis  takŜe  była  ranna  podczas  trzęsienia  i  przy 

jechała tutaj na rekonwalescencję.

 

Annis uśmiechnęła się  grzecznie i  wyciągnęła rękę, 

ale Diona gest ten zignorowała.

 

-

 

Diandros nic nie mówił, Ŝe przywozisz ją ze sobą! 

-

 

Widocznie  zapomniał  uprzedzić  -  powiedział 

uśmiechając się Raphael. 

Oczy  Diony  zwęziły  się,  przebijała  z  nich  otwarta 

wrogość.

 

Nie  zdziwiło  to  Annis.  Dobrze  znała  reakcje 

ś

piewaczek na kaŜdą ewentualną konkurencję. W świe-

cie  muzyki  Raphael  był  postacią  zarówno  bardzo  się 
liczącą, jak i wpływową, a jego sława rosła z roku na 
rok.  Diona  stała  wprawdzie  na  szczycie  swej  kariery, 
ale  była  sprytna  i  z  pewnością  nie  pomijała  Ŝadnych 
szans, by swą pozycję jeszcze bardziej umocnić. Taka 
znajomość, jak z Raphaelem, w ich świecie bardzo się 
liczy. Musiała więc być zadowolona, Ŝe ma szansę

 

background image

88

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

pobytu na wyspie, w tak romantycznym miejscu, sam 
na sam z Raphaelem, i wykorzystania swego wpływu 
na chorego i słabego muzyka. Annis była przekonania, 
Ŝ

e Diona Munthe tak to sobie wykalkulowała.

 

A moŜe chciała mieć z nim takŜe romans?

 

Annis zatrzęsła się nie tylko z zazdrości, lecz takŜe 

ze złości. Była przekonana, Ŝe jej obecność na wyspie 
przed  niczym  Diony  nie  powstrzyma.  Była  zbyt 
wyrachowana  i  bezwzględna,  aby  się  wycofać  ze 
względu na obecność innej kobiety.

 

Nie,  nie  zostanę  tutaj  ani  chwili  dłuŜej,  nie  będę 

uczestniczyła  w  tym  trójkącie!  -  pomyślała  Annis 
rozgoryczona.  WyjeŜdŜam  stąd  natychmiast,  jak  to 
tylko będzie moŜliwe.

 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

 

Następnego  ranka  Annis  obudziła  się  wcześnie.  W 

szpitalu  przyzwyczaiła  się  do  hałasów  -  salowe, 
pielęgniarki, lekarze i goście przewijali się od rana do 
nocy.  Tutaj  było  cicho.  Po  chwili  wyłowiła  uchem 
szum  pobliskiego  morza,  odległe  szczekanie  psów  i 
gdakanie kur. W willi ktoś otwierał okiennice.

 

Spojrzała  na  zegarek.  Dochodziła  juŜ  dziewiąta! 

Usiadła  ostroŜnie  i  spuściła  nogi  z  łóŜka.  Mycie  i 
ubieranie  się  było  operacją  skomplikowaną  i  długo-
trwałą.  Ze  względu  na  obandaŜowane  Ŝebra  i  gips  na 
nodze nie mogła się wykąpać. Wieczorem wypakowano 
i  ułoŜono  jej  rzeczy.  Nie  było  ich  wiele.  Raphael 
nalegał,  by  przed  wyjazdem  zrobiła  zakupy  na  jego 
koszt.  Nie  miała  pieniędzy,  gdyŜ  wszystko  straciła 
podczas  trzęsienia.  Musiała  więc  poŜyczyć  od  Ra-
phaela. Przed wyjazdem z Aten rozmawiała telefonicz-
nie  z  matką,  która  obiecała,  Ŝe  jej  od  razu  wyśle 
pieniądze. Annis miała zamiar szybko zwrócić zaciąg-
nięty dług.

 

Kupiła  niewiele:  sandały,  bieliznę,  dwa  kostiumy 

kąpielowe, kilka cienkich sukienek letnich, dwie pary 
szortów,  pasujące  do  nich  koszulki  i  bawełniane 
spodnie.  Melina  przysłała  na  górę  młodą  Greczynkę, 
Irenę,  która  pomogła  Annis  się  rozpakować.  Irena 
mówiła  tylko  po  grecku,  tak  Ŝe  obie  dziewczyny 
musiały porozumiewać się na migi.

 

background image

90

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Annis  tak  bardzo  nie  chciała  stąd  wyjeŜdŜać,  nie 

zobaczyłaby  juŜ  nigdy  więcej  Raphaela,  ale  sama 
myśl  o  tym,  Ŝe  będzie  musiała  przyglądać  się,  jak 
uwodzi go Diona, napawała ją obrzydzeniem.

 

Otworzyła  okiennice.  Oślepiło  ją  słońce.  Przez 

otwarte  okno  docierał  zapach  kwiatów,  słonego 
morskiego  powietrza  i  słaby,  miły  aromat  parzonej 
kawy.

 

Ktoś zapukał do drzwi.

 

-

 

Proszę! 

-

 

Dzień dobry. - Melina, ubrana juŜ w śnieŜnobiały 

strój pielęgniarski pojawiła się w drzwiach. 

-

 

Nie  powinnaś  mi  pozwolić  tak  długo  spać! 

Straciłam prawie cały ranek. 

-

 

Usłyszałam,  jak  otwierasz  okiennice.  Zejdziesz 

na dół na śniadanie, czy wolisz zjeść tutaj? 

-

 

Wolałabym jeść na tarasie. 

-

 

Czy pomóc ci przy schodzeniu ze schodów? 

-

 

Chyba  dam  sobie  radę,  ale  bądź  przy  mnie, 

dobrze? - Annis uśmiechnęła się do Meliny. - W razie 
czego mnie podtrzymasz. Czy Raphael juŜ wstał? 

-

 

Tak, jakąś godzinę temu zadzwonił po śniadanie. 

-  Melina  patrzyła, jak  Annis idzie przez pokój.

 

-  Zupełnie dobrze radzisz sobie chodząc z laską. Czy 
juŜ  ci  pokazywałam,  jak  korzystać  z  domowego 
telefonu, gdybyś czegoś potrzebowała?

 

-  Tak, ale nawet nie przyszło mi do głowy, Ŝeby uŜyć 

tego urządzenia - śmiejąc się odpowiedziała Annis.

 

Idąc korytarzem usłyszała nagle niski głos Raphaela, 

a  zaraz  potem  perlisty  śmiech  Diony.  Obie  zesztyw-
niały.

 

-

 

Nie traci czasu - stwierdziła Melina. 

-

 

Kiedy ma stąd odjechać? 

-

 

O jedenastej. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

91

 

-

 

Chyba Ŝe zostanie. 

-

 

Pan  Diandros  polecił  Dionie  się  wyprowadzić. 

Nie  zechce  mu  się  przeciwstawiać.  SłuŜąca  wraz  z 
bagaŜem jest juŜ w domku, a po panią Munthe wróci 
samochód. Będzie jednak mieszkała niedaleko stąd, w 
kaŜdej chwili moŜe przyjść z wizytą! 

-

 

To miło - stwierdziła ponuro Annis. 

Zjadła  śniadanie  na  tarasie.  Melina,  po  wypiciu 

tylko filiŜanki kawy, wstała mówiąc:

 

-

 

Muszę  zrobić  masaŜ  panu  Leonowi.  Codzienna 

terapia  jest  niezbędna.  W  bezruchu  łatwo  o  zanik 
mięśni. Później, po południu, tobie teŜ zrobię masaŜ. 

-

 

Tak  bym  chciała  popływać!  -  Annis  dostrzegła 

prześwitującą wśród drzew niebieską wodę basenu. 

-

 

Szkoda,  Ŝe  nie  moŜesz.  Ale juŜ  niedługo  zdejmą 

ci gips. 

Następną  godzinę  Annis  spędziła  na  tarasie  prze-

glądając  bez  większego  zainteresowania  stare  amery-
kańskie czasopisma.

 

Zaczynała  się  juŜ  porządnie  nudzić,  gdy  zobaczyła 

Dionę Munthe i Melinę wychodzące przed dom. Diona 
wyglądała  świetnie  w  jedwabnym  turkusowym 
spodnium,  które  nadawało  jej  cerze  złoty  odcień.  Na 
widok Annis się zatrzymała.

 

-

 

Chcę  zamienić  z  tobą  kilka  słów  -  rzuciła, 

równocześnie  w  niegrzeczny  sposób  odsyłając  Melinę 
po zostawiony w domu kapelusz. 

-

 

Pan  Leon  powiedział  mi,  dlaczego  przywiózł  cię 

tutaj.  UwaŜał  to  za  swój  obowiązek,  gdyŜ  oboje 
byliście  zasypani.  Ale  nie  sądź,  Ŝe  jesteś  taka  bardzo 
cwana zmuszając go do opieki nad sobą tylko dlatego, 
Ŝ

e jesteś daleko od domu i nie masz pieniędzy. 

-

 

Wcale  nie  chciałam,  Ŝeby  się  czuł  za  mnie 

odpowiedzialny - wybuchnęła Annis. 

background image

92

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Tylko  nie  kłam.  Wiem  sama,  jak  łatwo  jest 

owinąć  sobie  męŜczyznę  dookoła  palca.  Oni  są  tacy 
łatwowierni.  Ale  twoje  gierki  juŜ  się  skończyły.  Nie 
chcę,  Ŝebyś  tu  się  kręciła  i  mi  przeszkadzała.  Wiem, 
Ŝ

e przeŜyłaś ostatnio cięŜkie chwile, dlatego z własnej 

kieszeni  opłacę  ci  tygodniowy  pobyt  w  jakimś  przy 
zwoitym hotelu i kupię bilet powrotny do domu.

 

Annis spojrzała na Dionę zdumiona.

 

-

 

Czy pani rzeczywiście myśli, Ŝe się na to zgodzę?; 

W tej chwili podeszła do nich Melina. 
-

 

To hojna zapłata - powiedziała szybko Diona. 

 

-

 

Przemyśl sobie. Odpowiesz mi jutro, tutaj na lunchu. 

-

 

Odwróciła się, wzięła kapelusz z rąk Meliny i wsiadła 

do samochodu. 

Upokorzona Annis stała nieruchomo.

 

-

 

O czym ona mówiła? - zapytała Melina. 

-

 

Zachowała się okropnie. 

-

 

Nie przejmuj się, zawsze tak się zachowuje. 

Podpierając się laską Annis weszła powoli do domu. 

Miała straszny Ŝal do Raphaela. Jak śmiał dać Dionie 
do  zrozumienia,  Ŝe  to  Annis  namówiła  go,  Ŝeby  ją  ze 
sobą  zabrał!  Powie  mu  zaraz,  co  sobie  o nim  myśli,  i 
zaŜąda  natychmiastowego  odwiezienia  do  Aten.  Nie 
zostanie  tutaj  ani  dnia  dłuŜej.  Nie  zostałaby  ani 
godziny, gdyby miała dokąd iść. A moŜe w miasteczku, 
o którym mówiła Melina, jest jakiś hotel? MoŜe mają 
wolny pokój?

 

Weszła  zadyszana  do  pokoju  Raphaela.  Siedział 

przy  otwartych  drzwiach  balkonowych  w  fotelu  na 
kółkach, z ksiąŜką w ręku. Uśmiechał się zapraszająco.

 

-  Zastanawiałem się właśnie, kiedy się zjawisz. 
Zatrzasnąwszy drzwi za sobą, Annis weszła w głąb

 

pokoju i spojrzała na niego.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

93

 

-

 

Jak  śmiałeś  naopowiadać  tej  kobiecie  tyle 

kłamstw? - wybuchnęła. - OskarŜyła mnie o to, Ŝe cię 
zmusiłam,  byś  mnie  tutaj  przywiózł.  Przeciesz  wiesz, 
Ŝ

e chciałam wracać do domu. 

-

 

Nic Dionie o tobie nie mówiłem. 

-

 

Nie przerywaj mi, jeszcze nie skończyłam. Błagałeś 

mnie, Ŝebym z tobą przyjechała, bo nie wiedziałeś, Ŝe 
ona  tu  będzie.  Teraz  mnie  juŜ  nie  potrzebujesz,  więc 
próbujesz się pozbyć, a Diona z przyjemnością podjęła 
się  wykonać  brudną  robotę!  Powtórzyła  mi  wszystko, 
co mówiłeś! Zaraz się wyprowadzam do hotelu i będę 
tam  dopóty,  dopóki  nie  uda  mi  się  dostać  do  Aten,  a 
potem do domu! 

-

 

W hotelu nie ma miejsc - warknął Raphael. 

-

 

Skąd  wiesz?  Czy  juŜ  próbowałeś  mnie  tam 

ulokować? - zapytała podejrzliwie. 

-

 

Nie  i  nie  zamierzam.  Ale  Diandros  chciał  tam 

umieścić  Dionę  ze  słuŜącą  i  to  mu  się  nie  udało. 
Wszystkie  pokoje  są  zajęte.  Dlatego  wynajął  dla  niej 
domek weekendowy. 

-

 

Kiedy  będę  mogła  odlecieć  do  Aten?  -  zapytała 

Annis. 

-

 

Zostajesz tutaj. 

-

 

Nie zostanę ani chwili, wracam do domu. 

-

 

Bez paszportu? 

-

 

To  nie  moja  wina,  Ŝe  go  straciłam.  Muszą  mi 

wydać nowy. 

-

 

Na  to  trzeba  czasu.  Trzeba  sprawdzić  w  Anglii, 

kim  jesteś,  a  to  potrwa.  -  Raphael  zmienił  ton.  - 
Usiądź, proszę. Wyglądasz tak, jakbyś miała za chwilę 
upaść. 

Rzeczywiście, ledwo trzymała się na nogach. Pode-

szła do krzesła i cięŜko na nie opadła.

 

-  Jesteś jeszcze bardzo słaba. Potrzebny ci od-

 

background image

94

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

poczynek  i  dobra  opieka.  Nie  chcesz  chyba  narobić 
matce  kłopotu  i  wracać  w  takim  stanie  do  Londynu. 
No  i  przed  naszym  wyjazdem  z  Aten  powinnaś  była 
załatwić sobie paszport.

 

-

 

Chciałam,  ale  zapomniałam.  To  twoja  wina,  tak 

mnie popędzałeś, Ŝeby tu przyjechać. 

-

 

Oczywiście, wszystko moja wina. 

-

 

Jak zwykle! - Annis była wściekła. 

-

 

Jędza!  -  Był  teraz  cały  w  uśmiechach.  Gniew 

Annis powoli się rozpływał. I jak moŜna się na niego 
gniewać, gdy patrzy takim czułym wzrokiem? 

-

 

Skontaktuję  się  z  naszą  ambasadą.  Zadzwonić, 

czy  lepiej  napisać?  -  zastanawiała  się  głośno.  -  Będę 
musiała wypełnić jakiś formularz i dać im zdjęcie. 

-

 

Dowiem  się,  jak  to  zrobić  -  obiecał  spokojnie 

Raphael. 

-

 

Ile czasu to zabierze? - zapytała. 

Wzruszył  ramionami  i  ksiąŜka,  którą  trzymał  na 

kolanach,  spadła  na  podłogę.  Annis  próbowała  ją 
przyciągnąć laską.

 

-  Zostaw,  i  tak  do  szału  doprowadza  mnie  prze 

kładanie  stronic  tymi  zabandaŜowanymi  rękoma. 
A moŜe mi poczytasz? - Uśmiechał się teraz szeroko. 
- Masz taki miły i czysty głos.

 

Ten  komplement  zrobił  jej  duŜą  przyjemność,  wie-

działa,  Ŝe  nie  jest  zdawkowy.  Zawsze  wtedy,  kiedy 
Raphael  był  zbyt  zmęczony,  aby  słuchać  muzyki  lub 
oglądać telewizję, lubił, gdy mu czytała siedząc obok na 
kanapie lub zwinięta w kłębek na dywanie u jego stóp.

 

To przypomnienie uderzyło ją, patrzyła na trzymaną 

w ręku ksiąŜkę nie widząc jej.

 

Właśnie  wtedy,  kiedy  mu  czytała,  pocałował  ją  po 

raz  pierwszy.  Aby  załatwiać  sprawy  organizacyjne, 
towarzyszyła orkiestrze podczas trasy koncertowej

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

95

 

w  Holandii.  Były  to  dla  Annis  bardzo  pracowite  dni. 
Na  nogach  od  rana  do  nocy  załatwiała  dziesiątki 
spraw.  Dla  członków  orkiestry  była  kimś  w  rodzaju 
matki i niewolnicy zarazem.

 

Po  ostatnim  koncercie  urządzono  przyjęcie.  Annis 

była juŜ tak zmęczona, Ŝe postanowiła wrócić wcześniej 
do siebie do pokoju. W windzie spotkała Raphaela. On 
takŜe  wymknął  się  z  przyjęcia.  Miał  twarz  szarą  ze 
zmęczenia.

 

-

 

Jesteś chory? - spytała zaniepokojona. 

-

 

Nie, skonany. 

-

 

Zaśniesz, gdy tylko przyłoŜysz głowę do poduszki. 

-

 

To nie takie proste. Najpierw muszę się odpręŜyć, 

wrócić  z  przestworzy  na  ziemię.  Poczytam  sobie  z 
godzinę. 

Zatrzymali się przed drzwiami jego pokoju.

 

-

 

A moŜe byś mi poczytała? Bardziej lubię słuchać 

niŜ  czytać,  to  mnie  szybciej  uspokaja.  -  Spojrzał  na 
wahającą się dziewczynę. - Czy myślisz, Ŝe ja specjalnie 
pod tym pretekstem chcę cię wciągnąć do siebie? 

-

 

Nie - zaprzeczyła. Nic takiego nie przyszło jej w 

ogóle do głowy. 

W  pokoju  nalał  szampana,  usiedli  obok  siebie  na 

kanapie  i  Annis  przez  pół  godziny  czytała  na  głos 
poezję,  sama  przy  tym  prawie  zasypiając.  Oparła  mu 
bezwiednie  głowę  na  ramieniu,  przytulił  ją.  Kiedy 
skończyła  czytać,  nachylił  się  nad  nią  i  delikatnie 
pocałował w usta.

 

Była  zbyt  oszołomiona,  Ŝeby  zareagować.  Raphael 

Leon,  światowa  sława,  boŜyszcze  publiczności  sal 
koncertowych.  Nigdy  nie  przypuszczała,  Ŝe  taki 
człowiek moŜe się nią zainteresować.

 

Podniosła głowę i spojrzała na niego nieśmiało.

 

-  TeŜ jesteś chyba bardzo zmęczona,  kochanie

 

background image

96

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  powiedział.  -  Idź,  połóŜ  się,  dziękuję  ci,  bardzo  mi 
pomogłaś, masz uroczy głos.

 

Wróciła do swego pokoju niezbyt przytomna.

 

Wiele dni później uświadomiła sobie, Ŝe tego właśnie 

wieczoru zakochała się w Raphaelu. Czy juŜ wówczas 
odwzajemniał  jej  uczucie?  -  zastanawiała  się,  patrząc 
teraz na niego.

 

-  O czym myślisz? - zapytał Raphael. 
Zmieszała się.

 

-

 

Właściwie  o  niczym,  ja...  pomyślałam,  czy  nie 

wyciągnąć cię na słońce. 

-

 

Dobry  pomysł  -  stwierdził.  Annis  pomogła  mu 

wyjechać fotelem na balkon. 

Miała  właśnie  zacząć  czytać,  gdy  Raphael  powie-

dział:

 

-

 

Melina  pokazała  mi  nasz  rozkład  zajęć.  Oboje 

będziemy mieli masaŜe i nadal te specjalne ćwiczenia, 
które robiliśmy w szpitalu. Ta dziewczyna nie da nam 
próŜnować,  ma  zadatki  na  tyrana.  Zastanawiam  się, 
dlaczego wszystkie pielęgniarki mają takie dyktatorskie 
zapędy? 

-

 

To wynika z rodzaju pracy, którą wykonują 

-  odpowiedziała  Annis  podnosząc  ksiąŜkę.  -  Czy 
zacząć ci czytać?

 

-  Proszę.  -  Usadowił  się  wygodnie  w  fotelu,  jak 

mały  chłopiec,  któremu  mama  obiecała  opowiedzieć 
bajkę.

 

Po smacznym lunchu Melina zarządziła odpoczynek. 

O  trzeciej  zrobiła  Annis  masaŜ,  a  potem  oboje  z 
Raphaelem  wykonywali  pod  jej  kierunkiem  specjalne 
ć

wiczenia.

 

W  ten  sposób  czas  upłynął  szybko  prawie  aŜ  do 

kolacji. I tym razem potrawy były proste, lecz bardzo 
smaczne.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

97

 

-

 

Uwielbiam  grecką  kuchnię  -  zwróciła  się  Annis 

do  Meliny.  -  Wszystko  jest  pieczone  na  grillu  lub  na 
roŜnie  i  podawane  z  sałatą  lub  z  ryŜem.  Łatwo  tutaj 
zachowywać dietę. 

-

 

Pod  warunkiem  Ŝe  nie  pokochasz  miodowych 

ciasteczek - roześmiała się Melina. 

Po kolacji pozostali w trójkę na tarasie, obserwując 

słońce  zachodzące  powoli  za  drzewami  i  słuchając 
głosu cykad.

 

Annis  była  zupełnie  odpręŜona  fizycznie.  Myślami 

wróciła jednak do chwil, o których chciała zapomnieć, 
lecz nie była w stanie.

 

Jej kontakty z Raphaelem, początkowo tak niewinne, 

przerodziły  się  w  gorące  uczucie.  Dopiero  gdy  go 
poznała  bliŜej,  zorientowała  się,  jak  bardzo  złoŜoną 
ma psychikę. W ciągu paru sekund z jednej skrajności 
przechodził  w  drugą,  czuły  i  delikatny  przeradzał  się 
nagle w pasjonata. Za kaŜdym razem, gdy się spotykali, 
ujawniały  się  nowe  cechy  jego  charakteru,  niektóre  z 
nich niepokoiły dziewczynę.

 

Kiedyś  Raphael  wrócił  z  trasy  koncertowej  o  dzień 

wcześniej.  Przyjechał  do  Annis  o  północy  i  zobaczył 
wychodzącego męŜczyznę. Zadzwonił do drzwi i z furią 
zapytał:

 

-

 

Kto to jest? 

Zaskoczona, spytała: 
-

 

O czym ty mówisz? 

-  Nie  próbuj  kłamać!  Widziałem,  jak  od  ciebie 

wychodził - wykrzyknął zmienionym nie do poznania 
głosem. - Od kiedy to trwa? Czy od dawna spotykasz 
się z nim za moimi plecami?

 

Wreszcie Annis zrozumiała, o co mu chodzi.

 

-  Masz na myśli Jacka? - zapytała drŜącym głosem, 

przeraŜona wybuchem złości Raphaela.

 

background image

98

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Nie  obchodzi  mnie  jego  imię,  ty  mała  wstrętna 

oszustko!  -  krzyknął.  Złapał  dziewczynę  za  ramiona 
i z furią zaczął nią gwałtownie potrząsać.

 

W  tym  momencie  otworzyły  się  drzwi  sypialni  i 

dziewczęcy głos powiedział:

 

-  Proszę pana, Jack jest moim chłopakiem. 
Raphael odwrócił głowę i puścił Annis. W drzwiach

 

stała Tracy, osiemnastoletnia maszynistka z biura. 
Uśmiechała się niepewnie.

 

-

 

Zostałam  na  noc  u  Annis,  bo  uciekł  mi  ostatni 

pociąg  do  domu.  Byliśmy  z  Jackiem  w  teatrze  i  na 
kolacji,  zrobiło  się  późno...  Zadzwoniłam  do  Annis  i 
zgodziła  się,  Ŝebym  spędziła  tu  noc.  Jack  mnie 
odwiózł i przed chwilą wyszedł... 

-

 

Wszystko  w  porządku,  Tracy  -  odezwała  się 

Annis. - Kładź się do łóŜka. 

Dziewczyna z widoczną ulgą wymknęła się z pokoju, 

zamykając za sobą drzwi. Raphael spojrzał na Annis z 
krzywym uśmiechem.

 

-

 

Pewnie  mnie  nienawidzisz.  A  co  teraz  mogę 

powiedzieć?  śe  zbyt  pochopnie  cię  osądziłem?  Tak, 
powinienem przecieŜ wiedzieć, Ŝe nie jesteś z gatunku 
tych kobiet, które oszukują... 

-

 

Tak,  powinieneś  to  wiedzieć  -  odpowiedziała 

Annis, przestraszona gwałtownością Raphaela. 

Ujął jej ręce i podniósł do ust, całował z pochyloną 

głową.

 

-  Zobaczyłem  jakiegoś  wychodzącego  męŜczyznę 

i  dźgnęła  mnie  zazdrość.  Nie  zastanawiałem  się,  nie 
pomyślałem,  czy  to  w  ogóle  moŜliwe,  Ŝe  mnie 
zdradzasz. Od razu wpadłem w szał. Przepraszam cię, 
Annis. Zachowałem się jak głupiec.

 

Annis nie była w stanie dłuŜej się na niego złościć, 

Uśmiechnęła się na myśl, Ŝe takie objawy zazdrości

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

99

 

oznaczają, Ŝe Raphael musi bardzo ją kochać. Spojrzała 
na  niego.  Zaczął  ją  całować,  przyciskając  do  siebie 
drŜącymi rękoma.

 

W tym momencie coś się między nimi zmieniło. Po 

raz  pierwszy  tak  wyraźnie  ujawniło  się  poŜądanie 
Raphaela.  Annis  zobaczyła,  jak  przytulony  do  niej 
drŜy, czuła, jak bardzo rozpalona jest jego skóra.

 

-  Zląkłem  się,  Ŝe  sypiasz  z  kimś  innym  -  rzekł 

Raphael  zduszonym  głosem.  -  Wydaje  mi  się,  Ŝe  juŜ 
całe  wieki  czekam  na  to,  by  kochać  się  z  tobą. 
Dostałem  nagle  szału  widząc  innego  męŜczyznę, 
pomyślałem  sobie...  To  było  głupie,  wiem,  Ŝe  byś 
mnie  nie  oszukiwała.  Pragnę  cię,  Annis.  Nie  zniosę 
tego  dłuŜej.  Jeśli  chcesz  czekać,  aŜ  staniemy  się 
małŜeństwem, to bierzmy ślub od razu.

 

Nie  było  to  łatwe  zadanie.  Kalendarz  koncertów 

miał zapełniony na wiele tygodni naprzód. Z rozkładem 
zajęć  Raphaela  w  ręku  spędzili  wiele  czasu,  próbując 
między  koncerty  i  objazdy  wstawić  termin  ślubu.  I 
cała  sprawa  skończyła  się  tak,  Ŝe  Annis  uciekła  od 
niego na długo przedtem, nim nastąpił ten dzień.

 

Wtedy,  kiedy  pisała  do  niego  list,  Ŝe  wszystko 

skończone, Ŝe wyjeŜdŜa z innym męŜczyzną, wykorzys-
tała  świadomie  chorobliwą  zazdrość  Raphaela.  Ten 
sławny  i  pewny  siebie  muzyk  ujawnił  przed  Annis 
inne,  skrywane  cechy  charakteru  -  niepewność, 
zwątpienie  i  obawę  przed  utratą  dziewczyny.  Annis 
miała pewność, Ŝe Raphael uwierzy łatwo w to, Ŝe ona 
kocha kogoś innego.

 

Melina ziewnęła i podniosła się z krzesła, przerywając 

senny,  urokliwy  spokój  greckiego  wieczoru.  Annis 
oderwała się od wspomnień, wróciła do rzeczywistości 
i rozejrzała się wokół.

 

-  Zasnęłaś  na   siedząco? -  zapytała   serdecznie

 

background image

100

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Melina.  -  Ja  teŜ  prawie  spałam.  Chyba  pora  iść  do 
łóŜka.

 

Spod półprzymkniętych powiek Raphael przyglądał 

się Annis. Spojrzała na niego, zmieszała się i odwróciła 
wzrok.  O  czym  rozmyślał?  Czy  obserwował  ją  cały 
czas, gdy wspominała przeszłość, przypominając sobie 
dawne, wspólne chwile? Czy jej twarz zdradzała ukryte 
myśli?

 

Jak  długo  jeszcze  -  zapytywała  się  w  duchu  - 

wytrzymam  tutaj  tę  zdradziecką,  tak  bardzo  bolesną 
intymność?

 

Następnego  dnia  w  południe  wąŜ  powrócił  do 

Edenu.  Annis  usłyszała  warkot  silnika  i  przez  okno 
sypialni  zobaczyła  Dionę  Munthe  wchodzącą  po 
stopniach  na  taras.  Z  promiennego  uśmiechu  na 
twarzy  Annis  odgadła  od  razu,  Ŝe  jest  przeznaczony 
dla  Raphaela.  Wyszedł  właśnie  przed  dom  powitać 
gościa.

 

-  Kochany!  -  Diona  zamruczała  jak  kotka  i  przez 

otwarte okno Annis usłyszała wyraźnie odgłos pocałun-
ku.  Zatrzasnęła  okno  i  usiadła  przed  toaletką, 
spoglądając  na  siebie  w  lustrze.  Twarz  miała  spiętą, 
skórę rozpaloną, a oczy świeciły zimnym blaskiem.

 

Czy uda mi się stawić czoło Dionie przez cały czas? 

Ten gatunek kobiet Annis znała aŜ za dobrze. Często je 
widywała.  DrapieŜne  wielbicielki  talentów  i  profes-
jonalne śpiewaczki,  które nie  przebierając  w środkach 
Próbują  się  zbliŜyć  do  najbardziej  sławnych  męŜczyzn. 
Takich kobiet wokół Raphaela było zawsze pełno, a on 
nie  miał  jak  uciec  przed  nimi,  gdyby  nawet  tego 
chciał!  Teraz,  w  swym  fotelu  na  kółkach,  teŜ  nigdzie 
utiec  nie  moŜe.  Jest  -  dosłownie  -  doskonałym,, 
nieruchomym celem wszelkich ataków.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

101

 

Annis  byłaby  zazdrosna  o  kaŜdą  kobietę,  która 

próbowałaby  zainteresować  sobą  Raphaela.  Gdyby 
jednak  miała  pewność,  Ŝe  inna  kobieta  kocha  go 
równie mocno jak ona, Ŝe Raphael byłby szczęśliwszy 
z inną kobietą, zagryzłaby zęby i to zniosła. Ale w tym 
wypadku ani przez sekundę nie wierzyła, Ŝe Diona jest 
zakochana  w  Raphaelu  lub  Ŝe  rzeczywiście  zaleŜy  jej 
na  nim.  Jest  jedynie  ambitną  oportunistką.  W  świecie 
muzycznym  Raphael  ma  duŜe  wpływy.  Mógłby  pisać 
dla  niej  wspaniałą  muzykę  i  wprowadzić  w  świat 
liczących się ludzi.

 

Annis  powoli  pokonała  schody  pomagając  sobie 

laską.  Och,  jak  chciała  się  juŜ  pozbyć  gipsu,  prze-
szkadzał jej coraz bardziej. U stóp schodów zobaczyła 
bardzo zdenerwowaną Melinę. Ten stan ducha pielęg-
niarki nauczyła się poznawać po ściągniętych brwiach, 
które stawały się jakby gęstsze i czarniejsze. Zaciśnięte 
wargi dziewczyny tworzyły jedną linię.

 

-

 

Jest tutaj - powiedziała ze złością do Annis. 

-

 

Wiem, widziałam z okna. 

-

 

Wygoniła mnie! - syknęła Melina. Na policzkach 

dziewczyny  ukazały  się  dwie  czerwone  plamy.  -  Od-
pędziła  mnie  jednym  ruchem  ręki,  jak  jakaś  hrabina! 
Proszę  nas  zostawić  samych,  powiedziała.  Nie  jest 
nam pani potrzebna. 

Melina zacisnęła dłonie w pięści i dyszała ze złości.

 

-

 

Z  jaką  przyjemnością  bym  jej...  -  przerwała, 

słysząc,  Ŝe  Annis  się  śmieje.  -  To  nie  jest  wcale 
zabawne - dodała nieco uraŜona. 

-

 

Nie,  ale  ty  jesteś  zabawna.  Twoja  mina.  Masz 

oczywiście rację, ale nie daj się Dionie wyprowadzić z 
równowagi! Nie rób jej tej przyjemności, nic jest tego 
warta. 

Melina zastanowiła się przez chwilę.

 

background image

102

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-

 

Masz rację - kiwnęła głową. - Nie jest tego warta. 

Ale  męŜczyźni  są  tak  głupio  łatwowierni!  Pan  Leon 
siedzi  tam  z  błogim  uśmiechem  na  twarzy,  podczas 
gdy  ona  przy  nim  klęczy,  patrzy  czule  w  oczy,  prawi 
komplementy  i  traktuje  jak  bóstwo.  A  on  nie  zdaje 
sobie sprawy z tego, Ŝe to wszystko są tylko sztuczki, 
puste słowa i gesty. Czy nie przejrzy na oczy? Czy jest 
ś

lepy?  PrzecieŜ  nie  moŜe  być  aŜ  tak  beznadziejnie 

naiwny! 

-

 

Raphaela  zawsze  otaczają  takie  kobiety  -  stwier-

dziła  powaŜnie  Annis,  starając  się  zachować  nie-
przeniknioną  twarz,  mimo  Ŝe  opis  sceny  między 
Raphaelem i Dioną ugodził ją do Ŝywego. - Gdzie się 
tylko ruszy, od razu kobiety rzucają mu się w ramiona, 
nie  zdając  sobie  sprawy  z  niestosowności  takiego 
zachowania.  Raphael  miał  wiele  czasu,  by  do  tego 
przywyknąć,  a  teraz  zawsze  spodziewa  się  jawnej 
adoracji. 

Nie  był  zaskoczony,  Ŝe  zakochałam  się  w  nim, 

pomyślała Annis. Zachowywał się przy tym w sposób 
bardzo pewny siebie. Zdumiewające, nieprawdopodob-
ne było tylko to, Ŝe wybrał właśnie mnie.

 

Melina spoglądała z ciekawością na Annis.

 

-  Oboje stanowicie dla mnie zagadkę. Ty mu nigdy 

nie pochlebiasz i traktujesz jak normalnego człowieka, 
a  nie  jak  sławnego  artystę.  Czasami  myślę,  Ŝe  będąc 
razem, oboje jesteście szczęśliwi...

 

Annis zaczerwieniła się. Odwróciła wzrok. 
Melina ciągnęła dalej.

 

-  A czasami wyglądacie, jakbyście się nienawidzili. 

- Zatrzymała się, czekając na jakieś wyjaśnienie.

 

Co mogę jej powiedzieć, pomyślała Annis. Wcześniej 

czy  później  Melina  domyśli  się  prawdy.  Lepiej  więc 
chyba, Ŝeby wiedziała.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

103

 

-  Znamy  się  od  dawna  -  rzekła  opanowanym, 

spokojnym głosem i wyszła na taras.

 

Raphael wypoczywał na miękkiej leŜance, z głową 

na podifszce, w pełni zrelaksowany. Obok, na drugiej 
kanapce, leŜała Diona ze szklanką koktajlu z róŜowego 
szmapana w ręku.

 

Drwiącymi oczyma Raphael patrzył w stronę Annis, 

obserwując uwaŜnie obojętne i beznamiętne spojrzenie 
dziewczyny. Wiedziała, Ŝe oszukać się nie dał - widziała 
rozbawienie  na  twarzy  -  ale  go  zlekcewaŜyła.  Annis 
pragnęła  zwieść  tylko  Dionę.  Śpiewaczka  rzuciła  jej 
lodowate spojrzenie.

 

-  Annis  poznałaś  juŜ  wczoraj,  prawda?  -  Raphael 

zwrócił  się  do  Diony,  która  bez  słowa  kiwnęła 
głową.

 

Annis  przysunęła  się  do  stołu  i  nalała  sobie  do 

szklanki lemoniadę z lodem.

 

-  MoŜe  chcesz  koktajl  z  szampana?  -  zapytał 

Raphael. - Irena za chwilę przyniesie.

 

Annis potrząsnęła przecząco głową.

 

-

 

Nie,  dziękuję,  lemoniada  z  lodem  jest  w  tym 

upale  najlepsza.  -  Nie  chciała  pić  szampana,  przez 
następne  kilka  godzin  wizyty  Diony  musi  zachować 
trzeźwofć umysłu. 

-

 

A więc jedziesz na festiwal do Szwecji? - zapytała 

Diona Raphaela, nie zwracając uwagi na Annis. 

-  To zaleŜy, ile czasu potrwa moja rekonwalescencja. 
Nagle Diona wydała z siebie odgłos przypominający

 

gruchanie gołębia.

 

-

 

Biedaku! Nawet nie zagrasz na fortepianie! Co za 

szczęście,  Ŝe  będziesz  mógł  przynajmniej  kom-
ponować! Jeśli ci potrzebny ktoś do pisania nut, będę 
zaszczycona mogąc ci pomóc. 

-

 

Nie sądzę, abym był w nastroju do komponowania 

background image

104

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Odpowiedział  sucho  Raphael.  -  Za  propozycję 
pomocy bardzo dziękuję.

 

Teraz  Diona  zaczęła  opowiadać  o  swej   pracy

 

-  0  operach,  w  których  śpiewała,  i  festiwalach, 
w których brała udział. Mówiła o ulubionych utworach 
i kompozytorach.

 

Tych wszystkich opowiadań, w których na kaŜdym 

kroku  przewijał  się  ogromny  egocentryzm  Diony, 
Raphael słuchał spokojnie. Annis wydawało się nawet, 
Ŝ

e całe to samouwielbienie śpiewaczki go bawi.

 

Chwilę później przyszła Irena, oznajmiając, Ŝe lunch 

czeka.  Diona  wstała  i  sama  zaczęła  popychać  fotel 
Raphaela.  Nieco  dalej  na  tarasie  ustawiono  duŜy  stół. 
Był  nakryty  tylko  dla  trzech  osób.  Zazwyczaj  jadła  z 
nimi  takŜe  Melina,  ale  dziś  widocznie  chciała  się 
trzymać z daleka. Tak więc Annis przypadło w udziale 
krojenie mięsa na talerzu Raphaela.

 

-  Ja  to  zrobię  -  zdecydowała  Diona,  wyrywając 

nóŜ i widelec z rąk Annis.

 

Raphael zaprotestował.

 

-  Sama zajmij się od razu jedzeniem, nie czekaj na 

mnie - zwrócił się do Diony.

 

Spod  długich,  sztucznych  rzęs  śpiewaczka  rzuciła 

mu powłóczyste spojrzenie.

 

-  Jesteś taki troskliwy, kochanie.

 

Nadal  wyraźnie  ignorowała  Annis.  Wtrącając  się, 

Raphael  dał  Dionie  do  zrozumienia,  Ŝe  usługuje  mu 
Annis  i  Ŝe  to  ona  moŜe  poczekać  z  jedzeniem.  Jest 
tutaj najmniej waŜna.

 

2 zaciśniętymi zębami Annis kroiła mięso na talerzu 

Raphaela.  Pozostała  dwójka  nie  zwracała  na  nią 
Ŝ

adnej  uwagi.  Diona  rozmawiała  z  Raphaelem. 

otwarcie z nim flirtując. Uśmiechała się czule, dotykała 
ręką, gdy chciała coś podkreślić, muskała palcami

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

105

 

jego  policzek,  gdy  Ŝartował.  Annis  udawała,  Ŝe  tego 
nie widzi. Jadła milcząc, z nosem utkwionym w talerzu. 
Zrobiło  się  jej  bardzo  przykro.  Diona  jest  taka 
efektowna,  oboje  z  Raphaelem  mają  z  sobą  wiele 
wspólnego... Była zazdrosna.

 

Przypomniała  sobie  inne,  podobne  okazje.  Podczas 

przyjęć,  na  które  chodzili,  zawsze  czuła  się  osamot-
niona.  Raphaela  otaczały  piękne  kobiety,  rywalizując 
między sobą o jego względy. W takich okolicznościach 
Annis czuła się źle. Jestem taka przeciętna i nieatrak-
cyjna,  nie  mam  Ŝadnych  zalet  ani  talentów.  Co  mam 
właściwie do zaoferowania Raphaelowi? - zapytywała 
samą siebie.

 

Lunch ciągnął się w nieskończoność. Wreszcie Irena 

podała  kawę.  Annis  pomogła  Raphaelowi  podnieść 
filiŜankę do ust. Ich oczy się spotkały.

 

-  Jesteś taka milcząca - powiedział.

 

Rzuciła mu niechętne spojrzenie. PrzecieŜ rozmawiał 

tylko z Dioną.

 

-  Milcząca? - powtórzyła głośno.

 

Diona  wybuchnęła  swym  perlistym,  operowym 

ś

miechem. Dotknęła ręką głowy Annis.

 

-  Kochany,  nie  wprowadzaj  jej  w  zakłopotanie! 

Powinniśmy  pamiętać,  Ŝe  rozmawiamy  sami!  To,  co 
dla  nas  obojga  jest  interesujące,  dla  obcych  jest 
nudne, prawda?

 

Annis  spłonęła  rumieńcem.  W  środowisku,  do 

którego  naleŜeli  Raphael  i  Diona,  była  intruzem,  ale 
nikt nigdy oprócz Diony tego jej wprost nie powiedział. 
Uwaga śpiewaczki bardzo ją zabolała.

 

-  Czy nudzisz się, Annis? - zapytał Raphael. Bawiło 

go rozzłoszczone spojrzenie dziewczyny.  Znów skorzys 
tał z okazji, Ŝeby ją dręczyć, wiedział, Ŝe w obecności 
Diony mu się nie przeciwstawi.

 

background image

106

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Nagle przy stole zjawiła się Melina.

 

-  Pora na odpoczynek - oznajmiła.

 

Raphael zrobił przepraszający gest w stronę Dionjl

 

-

 

Muszę  słuchać  poleceń,  widzisz,  jak  mną  tutaj 

rządzą. 

-

 

Pozbądź  się  ich  obu,  kochany  -  odpowiedziała 

mu  słodkim  głosem  Diona,  całując  czule.  Annis 
wiedziała, Ŝe artyści ciągle się ściskają i całują, ale ten 
pocałunek  był  inny  -  w  usta,  długi,  zmysłowy.  Annis 
ogarnęła złość, odwróciła się w drugą stronę. 

Melina  teŜ  była  zirytowana.  Nagłym  ruchem  od-

ciągnęła  fotel  Raphaela,  zmuszając  w  ten  sposób 
Dionę do przerwania pocałunku. Ze złości śpiewaczka 
zrobiła się czerwona.

 

Melina  i  Raphael  zniknęli,  Diona  siedziała  dalej, 

coraz  bardziej  rozwścieczona.  Spojrzała  na  Annis. 
pytając:

 

-  No i co? Przemyślałaś moją ofertę? 
Annis wstała od stołu.

 

-  Tak,  i  moja  odpowiedź  brzmi  „nie"  -  od 

powiedziała odchodząc powoli.

 

Usta Diony wykrzywiły się w złym uśmiechu. Nagle 

niespodziewanym ruchem wysunęła przed siebie nogę. 
Annis  się  potknęła.  Padając  krzyknęła  głośno  z  prze-
raŜenia.

 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

 

Annis miała duŜo szczęścia. Kilkanaście centymetrów 

dalej,  a  byłaby  upadła  na  marmurową  podłogę  i 
wylądowała  z  powrotem  w  szpitalu,  na  czym  zapewne 
zaleŜało  Dionie.  Przewracając  się,  zdała sobie sprawę 
z  groŜącego  niebezpieczeństwa  i całym  ciałem  rzuciła 
się  w  bok,  trafiając  szczęśliwie  na  jedną  z  miękkich 
leŜanek ustawionych wokół tarasu.

 

Upadła  cięŜko  i  przez  chwilę  leŜała  tak  oszoło-

miona, Ŝe nie była w stanie zobaczyć, co robi Diona.

 

Nagle znalazła się przy niej Melina. Pomogła Annis 

się podnieść.

 

-

 

Co się stało? Co sobie zrobiłaś? Boli cię? - pytała 

zaniepokojona. 

-

 

Chyba  nic  mi  się  nie  stało  -  odpowiedziała 

niepewnie  Annis.  Nadal  nie  mogła  utrzymać  równo-
wagi.  -  Miałam  miękkie  lądowanie  -  dodała,  próbując 
wykrzesać z siebie iskierkę humoru. 

-

 

Jak  to  się  stało?  Potknęłaś  się?  -  dopytywała  się 

Melina. 

-

 

Tak, potknęłam. 

Diona  Munthe  jest  chyba  nienormalna,  pomyślała 

Annis.  PodłoŜyła  nogę  umyślnie,  Ŝeby  zrobić  mi 
krzywdę?

 

-  Gdzie jest Diona? - spytała.

 

Melina odwróciła się i spojrzała w stronę podjazdu.

 

-  Właśnie wsiada do samochodu - odrzekła z nieuk 

rywanym zadowoleniem. - Wiedziałam, Ŝe się wyniesie, 
jak tylko pan Leon stąd odejdzie. Dzięki Bogu, Ŝe

 

background image

108

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

odjechała.  Chodźmy  lepiej  do  twego  pokoju,  musisz 
się połoŜyć.

 

-

 

Nie  bez  powodu  Raphael  nazywa  cię  tyranem  - 

Ŝ

artowała Annis. 

-

 

Czy  tak  rzeczywiście  powiedział?  Od  samego 

początku  postanowiłam  być  surowa,  w  przeciwnym 
razie  nie  słuchałby  wskazówek.  Chciałby  juŜ  niemal 
biegać,  a  jeszcze  nie  moŜe  się  nawet  poruszać.  Jeśli 
chce  w  ogóle  chodzić,  musi  się  stosować  do  mych 
poleceń. To bardzo waŜne. 

-

 

Czy  będzie  normalnie  chodził?  -  zapytała  zanie-

pokojona Annis. 

-

 

Po złamaniu obu nóg to nie takie proste. Musi być 

cierpliwy,  cały  czas  ćwiczyć  mięśnie,  Ŝeby  utrzymać  je 
w dobrej formie. Pan Leon dobrze wie, Ŝe mam rację, 
ale, jak większość męŜczyzn, jest niecierpliwy. 

-

 

Boi się przyszłości - stwierdziła Annis. Na myśl, 

Ŝ

e  Raphael  moŜe  być  niezdolny  do  chodzenia  lub 

grania na fortepianie, zabolało ją serce. 

Melina uśmiechnęła się do niej.

 

-  Nie  moŜemy  pozwolić,  by  zawczasu  się  zamart 

wiał. Musi się nauczyć cieszyć kaŜdym dniem. Jestem 
zadowolona,  Ŝe  jesteś  tutaj,  Annis.  Będąc  w  pobliŜu 
bardzo ułatwiasz mi pracę. Podtrzymujesz pana Leona 
na duchu. Potrzebuje cię.

 

Tych  słów  Annis  wolałaby  nie  usłyszeć.  I  bez 

obciąŜenia odpowiedzialnością za powrót Raphaela do 
zdrowia  było  jej  cięŜko  powziąć  decyzję,  czy 
wyjechać, czy teŜ zostać.

 

-

 

A co z jego rękoma? Jakie są szanse? - spytała. 

-

 

Jeszcze nie wiadomo. Ze ścięgnami róŜnie bywa. 

Operacje  na  nich  raz  się  udają, a  raz  nie.  Wyniku  nie 
da się przewidzieć. Pan Leon będzie mógł z pewnością 
posługiwać się rękoma, ale czy uda mu się nadal grać 
jak  kiedyś,  nie  wiadomo.  Sądzę,  Ŝe  nawet  chirurg, 
który go operował, nie załoŜyłby się o to. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

109

 

Annis  porozmawiała  jeszcze  chwilę  z  Meliną,  po 

czym poszła do siebie. Przy zamkniętych okiennicach 
i wśród niebieskawych cieni, błądzących po pokoju w 
ocięŜałym  słońcu  greckiego  popołudnia,  spała  przez 
godzinę.

 

Nagle się obudziła. Wyrwała się z koszmaru. LeŜała 

pod  gruzami,  zasypana,  z  ustami  pełnymi  pyłu, 
oślepła.  Usiadła  na  łóŜku  i  z  bijącym  sercem 
rozejrzała  się  nieprzytomnie  po  pokoju.  Z  ulgą 
uzmysłowiła  sobie,  gdzie  się  znajduje.  Zlana  potem 
pokuśtykała  do  łazienki,  zimną  wodą  obmyła  twarz, 
kark i ręce.

 

Przy kolacji Melina zapytała:

 

-  Czy  mogłabym  mieć  dziś  wolny  wieczór?  Chcia 

łabym z kimś się spotkać.

 

Annis uśmiechnęła się.

 

-  Masz randkę? Przystojny? 
Melina zaczerwieniła się.

 

-

 

Dla mnie tak. - Była zmieszana. Jej grecki akcent 

stał się wyraźniejszy niŜ zazwyczaj. 

-

 

Masz  prawo  do  wolnego  wieczoru  -  orzekł 

Raphael. 

-

 

Dziękuję.  Wrócę  koło  dziesiątej,  jeszcze  zanim 

się  połoŜycie.  -  Wstała  i  poszła.  Annis  i  Raphael 
zostali  przy  kawie,  obserwując  z  tarasu  księŜyc 
wschodzący na jasnogranatowym niebie. 

-

 

Chcesz  czegoś  posłuchać?  -  zapytała  Annis 

Raphaela.  Wybrała  jego  ulubione  utwory  Szopena  i 
bez słowa przez godzinę słuchali muzyki. 

-

 

Miałem  dziś  telefon  od  Barry'ego  -  powiedział 

nagle Raphael. Spojrzała na niego. 

-

 

Czy gorzej z Carmel? 

-

 

Chciał  tylko  poŜyczyć  pieniądze.  Mówił,  Ŝe  jest 

mu  potrzebny  nowy  samochód,  a  na  koncie  ma  zbyt 
mało. Wydaje mi się jednak, Ŝe nie mówi prawdy, sam 
nie wiem, dlaczego. Ciągle mu nie dowierzam 

background image

11o

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

i to mnie niepokoi. Carmei ma wystarczająco duŜo 
Własnych kłopotów, by mąŜ miał jej sprawiać nowe! 
Annis rozejrzała się po ogrodzie skąpanym w księ-
Ŝ

ycowej poświacie.

 

-

 

Carmei mu ufa, prawda? - spytała. 

-

 

Tak,  z  kaŜdym  dniem  bardziej  na  niego  liczy  - 

odpowiedział  ponuro  Raphael.  -  Do  sprzątania  i 
pomocy  przy  dzieciach  przychodzi  kobieta,  a  codzien-
nie  na  parę  godzin  zatrudniają  pielęgniarkę,  która 
zajmuje  się  Carmei.  Barry  pracuje  nadal  sześć  dni  W 
tygodniu, ale kiedy Carmei źle się czuje, wtedy zostaje 
w domu i zarządza wszystkim. 

-

 

Nie lubisz go. 

-

 

Zawsze byłaś spostrzegawcza w takich sprawach. 

Nigdy  nie  lubiłem  Barry'ego,  za  bardzo  się  róŜnimy. 
Ale,  trzeba  przyznać,  nie  jest  mu  łatwo  i  się  nie 
uskarŜa,  przynajmniej  przede  mną.  Carmef  Polega  na 
nim,  widzi  w  nim  oparcie.  Nie  chciałem,  Ŝeby  tak 
wcześnie  wychodziła  za  mąŜ.  Mniej  bym  się  o  nią 
martwił, gdyby wybrała innego faceta. Nadal nie mam 
przekonania  do  Barry'ego,  nigdy  go  nie  polubię.  Jest 
zbyt  gładki.  KaŜdemu  potrafi  Wcisnąć  samochód  i  go 
zagadać,  a  ja  nie  uwaŜam  tego  za  szczególnie 
pozytywną  cechę  charakteru.  znam  wiele  osób,  które 
uwaŜają,  Ŝe  Barry  ma  Wiele  wdzięku,  ale  to  są 
zazwyczaj tylko kobiety. 

-

 Spojrzał na Annis spod oka. 

-  A  co  ty  o  nim  sądzisz?  Od  samego  początku  nie 
lubiłaś Barry'ego, Prawda? 

Skinęła milcząco głową.

 

-

 

Dlaczego? 

-

 

Nie  wiem,  chyba  instynktownie.  Wtedy  nic  nie 

mogłam mu zarzucić... 

-

 

A teraz moŜesz? - Oczy Raphaela się zwęziły. 

-

 

Tak,  teraz  mogę,  bo  go  poznałam  bliŜej.  Mój 

instynkt na ogół nie zawodzi. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

111

 

-

 

Kobieca  intuicja  -  potwierdził.  -  Szkoda,  Ŝe 

Carmel jej nie miała. Co ona widzi w Barrym? 

-

 

Miłość kieruje się własną logiką. 

-

 

Co logika ma do miłości? Nic. 

Annis wstała, Ŝeby zmienić płytę. Nastawiła koncert 

fortepianowy  Czajkowskiego.  Kiedy  wróciła,  zoba-
czyła,  Ŝe  Raphael  ma  zamknięte  oczy.  Pochyliła  się, 
by  mu  odgarnąć  włosy  z  czoła.  Otworzył  oczy  i, 
zanim zdąŜyła się wyprostować, objął ją ramieniem.

 

-  Puść mnie.

 

Poczuła wargi Raphaela na szyi. Zamknęła oczy.

 

-  Przestań, proszę. - Próbowała się uwolnić. Wargi 

Raphaela  błądziły  po  jej  skórze.  Odchylił  sukienkę 
i zaczął wodzić ustami po piersiach dziewczyny.

 

Annis  znieruchomiała,  gdy  jego  usta  zaczęły  się 

przesuwać  w  dół  między  piersiami.  Podniosła  ręce  i 
ujęła  w  dłonie  jego  ciemną  głowę.  Zamierzała 
odepchnąć  Raphaela,  ale  poczuła,  jak  ogarnia  ją 
poŜądanie.  Podobnie  jak  tony  muzyki,  jej  od  dawna 
tłumione  uczucia  przybierały  na  sile.  Nadal  trzymała 
w dłoniach jego głowę, zanurzając palce we włosy.

 

Usta Raphaela zatoczyły pełny łuk na jej piersiach. 

Annis nie nosiła biustonosza. Przestała go wkładać po 
wypadku, gdyŜ ramiączka uraŜały poranione ciało.

 

Raphael  odsunął  sukienkę  jeszcze  dalej,  wargami 

objął  sutki  dziewczyny.  Delikatne  ruchy  języka 
podniecały  Annis,  lecz  równocześnie  przenikała  ją 
niemal  macierzyńska  czułość.  Jak  dziecko  Raphael 
wtulał głowę w jej piersi, szukając ukojenia.

 

Pochyliła  się  i  ucałowała  jego  skronie.  Głowa 

Raphaela opadła na poduszkę, wypuścił dziewczynę z 
objęć i spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem.

 

-

 

Nie oszukujmy się! Na razie nie nadaję się jeszcze 

do niczego, jestem słaby jak nowo narodzone dziecię. 

-

 

Biedny Raphael. 

background image

11Z

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Nie  kpij  ze  mnie!  Poczekaj,  aŜ  wyzdrowieję, 

a wtedy zobaczymy, kto będzie śmiał się ostatni.

 

Pochyliła  się  i  pocałowała  go  w  usta.  Wstrząśnięta 

wraŜeniem,  jakie  na  niej  wywierał,  usiadła  z  dala  na 
kanapce.  Raphael  uwaŜnie  ją  obserwował.  DrŜała  z 
podniecenia, poŜądanie ogarnęło całe ciało.

 

Raphael leŜał w milczeniu.

 

-  Kiedy wreszcie powiesz mi całą prawdę? - zapytał. 

- Kłamałaś?

 

Annis nie odpowiedziała.

 

-  Wiem, Ŝe w twym Ŝyciu nie ma innego męŜczyzny. 

Nie  ma  i  nie  było.  Wymyśliłaś  to  wszystko,  Ŝeby 
ukryć  prawdziwą  przyczynę  odejścia.  Dlaczego  nadal 
nic nie chcesz powiedzieć?

 

Milczała. Raphael ciągnął dalej.

 

-

 

Gdybym  wiedział,  o  co  chodzi,  pomógłbym  ci. 

Powiedz mi teraz, proszę. 

-

 

Nie  -  rzekła  Annis  po  długim  milczeniu.  -  Nie 

mogę. Zapomnij o wszystkim. 

-

 

Mam  zapomnieć?  Przez  całe  dwa  lata  próbowa-

łem,  ale  się  nie  udało.  Rzuciłaś  mnie,  gdy  byłem  w 
tobie  zakochany.  Nic  takiego  mi  się  przedtem  nie 
zdarzyło.  Widocznie  mnie  nie  kochałaś,  ale  mimo  to 
trudno ci wymazać sprawę z pamięci. 

Odpoczął chwilę.

 

-  Odkąd  spotkaliśmy  się  w  Atenach,  widzę,  Ŝe 

nadal  cię  pociągam.  Czy  tylko  poŜądanie  między 
nami pozostało? Czy nic więcej nas nie łączyło? MoŜe 
pragnęłaś tylko pieniędzy i sławy? Spotykam mnóstwo 
kobiet,  którym  na  tym  zaleŜy.  Sam  nic  dla  nich  nie 
znaczę. A jak było z tobą? Zostałem tylko zdobycznym 
trofeum i niczym więcej? Czy odegrałaś tę rolę na mój 
uŜytek, Ŝeby zdobyć prywatnego Oscara?

 

Rękoma zakryła uszy.

 

-  Przestań, proszę. - Po twarzy zaczęły spływać jej 

łzy.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

W  tym  momencie  ruchome  światła  reflektorów 

przebiły ciemności. Wracała Melina.

 

-  W porę się zjawia - powiedział ze złością Raphael. 

- Jesteś pewnie zachwycona.

 

Annis  sięgnęła  po  laskę,  wstała  i  skierowała  się  w 

stronę drzwi wejściowych. Była wykończona.

 

-

 

Znów uciekasz - stwierdził gorzko. 

-

 

Dobranoc. 

-

 

Miłych snów. 

Gdyby  wiedział,  jakie  miała  sny!  Od  wypadku 

często  śniło  się  jej  trzęsienie,  teraz  cały  przeŜyty 
koszmar wracał prawie co noc.

 

W następne dni Annis unikała Raphaela na kaŜdym 

kroku,  rzadko  przebywali  sami.  W  wolne  wieczory 
Meliny  chroniła  się  w  pokoju,  udając,  Ŝe  jest  juŜ 
ś

piąca. Raphael jej nie zatrzymywał.

 

DuŜo  ćwiczyli  pod  kierunkiem  Meliny.  Niemal  co 

dzień  Raphaela  odwiedzała  Diona.  Annis  nie  brała 
udziału w tych spotkaniach.

 

Któregoś  dnia  wchodząc  do  salonu  zastała  Dio-nę 

przy  fortepianie.  Grała  nieznany  utwór.  To  muzyka 
Raphaela, pomyślała Annis. Komponuje dla Diony?

 

Raphael  siedział  tuŜ  obok  śpiewaczki  i  nucił.  W 

pewnej  chwili  Diona  przestała  grać  i  powiedziała 
podekscytowana:

 

-  Kochany,  to  znakomita  muzyka  do  tekstów! 

Jesteś cudowny. - Pochyliła się i pocałowała go.

 

Annis wyszła z salonu tak cicho, jak weszła. W ogóle 

jej nie zauwaŜyli.

 

Poczuła się bardzo samotna. Liczyła dni do zdjęcia 

gipsu, coraz bardziej jej przeszkadzał. Raphael z dnia 
na dzień teŜ był w gorszym humorze. Wypogadzał się 
tylko  wtedy,  kiedy  oboje  z  Dioną  pracowali  przy 
fortepianie.

 

Na kilka dni przed umówioną w Atenach wizytą

 

background image

114

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

u  specjalisty  Raphael  i  Diona  spędzili  razem  cały 
wieczór, mówiąc tylko o muzyce i całkowicie ignorując 
obecność  Annis.  Było  za  wcześnie,  Ŝeby  iść  spać.  W 
sypialni  dziewczyna  teŜ  nie  chciała  siedzieć.  Tkwiła 
więc  uparcie  na  tarasie,  patrząc  w  ciemne  niebo  i 
licząc  gwiazdy.  ZaŜyłość  Raphaela  z  Dioną  przeŜy-
wała boleśnie.

 

-  Kiedy poczujesz się lepiej, musimy zacząć razem 

pracować  -  mówiła  Diona  z  prowokującym  uśmie 
chem.  Miała  na  myśli  nie  tylko  muzykę.  -  Trzeba 
zorganizować  wspólny  koncert.  Ty  zagrasz  jedną  ze 
swych sonat, a ja zaśpiewam twoje nowe melodie. Są 
wspaniałe!  Właśnie  takie  powinny  być  współczesne 
pieśni,  dramatyczne.  -  Roześmiała  się  radośnie.  -  Są 
idealne dla mojego głosu.

 

Annis  nadal  obserwowała  gwiazdy.  Była  pełna 

wewnętrznego bólu.

 

Po wyjściu Diony Raphael zwrócił się do dziewczyny:

 

-  Czy zawsze musisz być taka niegrzeczna?

 

Ta  krzycząca  niesprawiedliwość  odjęła  jej  mowę. 

Patrzyła  na  Raphaela  z  otwartymi  ustami,  chwytała 
powietrze jak ryba bez wody.

 

-

 

To ja jestem niegrzeczna? Siedzę tutaj co wieczór, 

podczas gdy ty się zabawiasz z Dioną, a mnie traktujesz 
jak powietrze! 

-

 

Nigdy  nawet  nie  spróbowałaś  włączyć  się  do 

rozmowy. 

-

 

Kiedy?  PrzecieŜ  bez  przerwy  mówicie  tylko  o 

muzyce! 

-

 

Swego czasu słyszałem, Ŝe lubisz muzykę. 

-

 

Tak,  ale  tylko  słuchać.  Nie  znam  wcale  tych 

ludzi,  o  których  mówicie, nie  wiem  nawet,  nad  czym 
w  tej  chwili  pracujesz.  Diona  świetnie  zdaje  sobie  z 
tego sprawę, triumfuje... 

-

 

Nie  musisz  być  o  nią  zazdrosna  -  powiedział 

Raphael. - Jest tylko koleŜanką, nikim więcej. Razem 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

115

 

pracujemy,  to  wszystko.  Diona  świetnie  zna  się  na 
muzyce. Wyczuwa, czy słowa i muzyka łączą się razem. 
CzyŜby  Raphael  nie  zdawał  sobie  sprawy  z  tego,  jak 
bardzo  Dionie  na  nim  zaleŜy?  Pewnego  dnia 
ś

piewaczka  wyciągnie  pazury.  A  moŜe  doszedł  do 

wniosku,  Ŝe  jest  mu  potrzebna  Ŝona  o  tak  bliskich 
zainteresowaniach, Ŝona z jego własnego świata?

 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

 

Następnego  ranka  Melina  bardzo  późno  obudziła 

Annis,  odciągając  zasłony  i  wpuszczając  słońce  do 
pokoju.

 

-

 

Ś

niadanie  do  łóŜka  -  powiedziała  wesoło,  trzy-

mając tacę w rękach. 

-

 

Która  to  godzina?  -  Annis  spojrzała  z  obawą  na 

zegarek. - Nie powinnaś mi pozwolić tak długo spać! 

-

 

Dlaczego? PrzecieŜ to twój urlop. Wyskakuj z łóŜ-

ka  i  biegnij  do  łazienki.  Śniadanie  czeka.  Muszę  iść 
teraz do pana Leona, dziś takŜe dłuŜej śpi. Co robiliście 
razem ostatniej nocy? - Melina odwróciła się śmiejąc. 

Jako  pielęgniarka  wie  dobrze,  Ŝe  nie  mogliśmy  nic 

robić,  pomyślała  Annis,  ale  nawet  ta  Ŝartobliwie 
wypowiedziana sugestia bardzo ją poruszyła.

 

Po  wyjściu  Meliny  piła  kawę,  patrząc  w  okno  i 

obserwując  przezroczyste  niebo.  Widoczność  była 
znakomita.  Jakby  to  było  dobrze  -  westchnęła  - 
gdybym moje Ŝycie mogła widzieć równie wyraźnie.

 

Usłyszała ciche pukanie. W drzwiach stanął Raphael, 

podpierając się dwiema laskami. Ostatnio zręcznie się 
nimi posługiwał. Annis uśmiechnęła się na widok jego 
zadowolonej z siebie miny.

 

-

 

Niedługo będziesz biegał z laskami - powiedziała. 

-

 

I grał w golfa! 

-

 

Nie dasz rady utrzymać kija! 

-

 

A od czego są moje laski? - To mówiąc oparł się 

na jednej z nich i zaczął wymachiwać drugą. 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

117

 

Ś

miała się, ale była nieco zaniepokojona.

 

-  Bądź ostroŜny.

 

Raphael  wyprostował  się,  oparł  na  obu  laskach  i 

spojrzał ciepło na dziewczynę.

 

-

 

Z  przepaską  na  włosach i w  niebieskiej  koszulce 

wyglądasz zupełnie jak Alicja z Krainy Czarów. 

-

 

Nie lubiłam nigdy tej ksiąŜki, przeraŜała mnie. 

-

 

Sądzę, Ŝe nie podobała ci się w niej cała bezsen-

sowność  -  powiedział.  -  Brak  logiki,  wszystko  na 
opak.  Ty,  Annis,  jesteś  ogromnie  rzeczowa.  Chcesz, 
Ŝ

eby wszystko było na swoim miejscu. Lubisz gładko 

układać sobie Ŝycie, masz niezwykłe poczucie ładu. 

-

 

A więc jestem bardzo nudna - orzekła smętnie. 

-

 

Nudna? Nie jesteś nudna, to niedobre określenie. 

Jesteś  zaskakująca,  nie  moŜna  przewidzieć,  jak  się 
zachowasz.  Raz  bywasz  praktyczna  i  rzeczowa,  a  raz 
jesteś  rozmarzoną  romantyczką.  Nie  ma  sposobu,  by 
zgadnąć,  kiedy  jaka  będziesz.  -  Wzrok  Raphaela 
stwardniał. - Na przykład nie spodziewałem się, Ŝe tak 
całkiem bez ostrzeŜenia znikniesz z mego Ŝycia... 

Zagryzła  wargi.  Gdybym  tylko  mogła  wyznać 

Raphaelowi  prawdę,  pomyślała.  Być  moŜe  mylę  się, 
przewidując  jego  gwałtowną  reakcję.  Wybuchnie  jak 
wulkan  i  będzie  krzyczał  tak,  Ŝe  go  usłyszy  kaŜdy  na 
milę  stąd?  Gdybym  porozmawiała  z  nim  spokojnie  i 
wszystko wytłumaczyła...

 

-

 

Dlaczego mnie rzuciłaś? - zapytał tak nagle, Ŝe aŜ 

podskoczyła.  Często  zaskakiwał  ją  tym,  Ŝe  wpadał  w 
tok jej myśli. 

-

 

Czy zraził cię mój tryb Ŝycia? 

Po raz pierwszy Annis zdała sobie sprawę, Ŝe to teŜ 

stało się po części powodem jej ucieczki.

 

-  Niełatwo jest zwykłej kobiecie być Ŝoną sławnego 

męŜczyzny.

 

background image

118

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Niełatwo  jest  zwykłemu  męŜczyźnie  być  sławnym 

męŜczyzną. Jak wiesz, nie zawsze byłem sławny. Stało się 
to dość szybko i trudno było się przyzwyczaić. Muzycy, 
wszyscy  artyści,  Ŝyją  jak  ptaki,  w  ciągłym  ruchu.  Przed 
kaŜdą moją podróŜą byłaś zdenerwowana i smutna. Nic 
na to poradzić nie mogę, wyjazdy są częścią mojej pracy. 
Sam juŜ nie lubię tych ciągłych tournee, Ŝycia na walizkach, 
w  hotelach.  W  miarę  upływu  czasu  to  przestawało  być 
zabawne.  Cieszyłem  się  na  myśl  powrotu  do  domu, 
którego,  jak  wiesz,  nigdy  nie  sprzedałem.  Dom  w  Man 
chesterze  miał  być  naszą  bazą.  Gdybyśmy  mieli  dzieci, 
zostawałabyś w domu z nimi lub jechała ze mną.

 

Rzuciła mu krótkie spojrzenie.

 

-

 

Wiem, Ŝe to egoizm - mówił dalej Raphael - mieć 

zarówno  ciebie,  jak  i  muzykę.  Kocham  muzykę  i  nie 
jestem  w  stanie  zmienić  swego  trybu  Ŝycia  nawet  dla 
ciebie... 

-

 

Wiem  o  tym  -  odpowiedziała  z  westchnieniem. 

Raphael nigdy nie był zdolny do kompromisów. Zbyt 
dobrze  go  znała,  aby  wiedzieć,  jaka  będzie  jego 
reakcja, gdy dowie się prawdy o przyczynach zerwania. 
Byłby zbyt rozzłoszczony, Ŝeby baczyć na jakiekolwiek 
konsekwencje. 

Usłyszeli głos Meliny. Wołała, Ŝe śniadanie czeka na 
Raphaela na tarasie. Zwrócił się do Annis.

 

-

 

Czy zejdziesz zaraz na dół? 

-

 

Chyba  zostanę  dziś  w  łóŜku  -  odrzekła  unikając 

jego wzroku. 

Przez chwilę stał milcząc, wreszcie wybuchnął:

 

-  A rób sobie, co chcesz!

 

Drzwi  zamknęły  się  z  trzaskiem.  Annis  miała  oczy 

pełne łez. Nie, nie moŜe teraz powiedzieć mu prawdy, 
szalałby z wściekłości, za duŜe ryzyko.

 

background image

TRUDNA

 

MIŁOŚĆ

 

119

 

Długo leŜała patrząc w niebo. Kiedy Melina wróciła 

po tacę, Annis zerwała się szybko.

 

-  Zgadnij,  kto  właśnie  podjechał  wielką  limuzyną, 

Ŝ

eby  zabrać  ukochanego  maestro  na  przejaŜdŜkę  po 

wyspie?

 

Annis odpowiedziała sztywno:

 

-  Diona Munthe.

 

-  Zgadłaś, otrzymujesz pierwszą nagrodę. 
Annis wyjrzała przez okno. Cała radość poranka

 

gdzieś się ulotniła.

 

-

 

Czy tutaj jest duŜo do zwiedzania? - zapytała. 

-

 

Zrobią  małą  rundkę,  która  skończy  się  w  jej 

domku. Diona chce mieć pana Leona dla siebie. Co ma 
pisać  dla  niej?  Pieśni?  Operę?  Mówiłam  ci,  jak  ona 
działa.  Z  wyrachowaniem.  Podczas  choroby  bez 
przerwy wisiała przy telefonie. Dzwoniła do męŜczyzn 
na całym świecie. Ale pan Diandros otrzyma rachunek 
za te telefony! 

-

 

MoŜe poprosi Dionę, Ŝeby zapłaciła. 

-

 

Sam  zapłaci,  stać  go  na  to.  Jest  mały  i  gruby, 

bywa nieprzyjemny, ale za to jest bardzo bogaty. Czy 
sądzisz,  Ŝe  pozwolił  Dionie  mieszkać  w  willi  tylko 
dlatego, Ŝe była chora? 

Melina  uśmiechnęła  się  cynicznie  i  sama  odpowie-

działa na swoje pytanie:

 

-

 

Nie sądzę. 

-

 

Ubiorę  się.  -  Annis  miała  nadzieję,  Ŝe  zanim 

zejdzie  na  dół,  Diona  z  Raphaelem  juŜ  odjadą.  Nie 
chciała patrzeć, jak go wywozi ta śpiewająca pirania. 

Melina, z tacą w ręku, odwróciła się.

 

-

 

Mam  pomysł.  PoniewaŜ  mój  pacjent  znika,  będę 

miała  trochę  wolnego  czasu.  MoŜe  się  przejedziemy? 
Niewiele tutaj zdąŜyłaś zobaczyć. 

-

 

Ś

wietnie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

 

120 

 

 

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Dzień był piękny, szkoda było go marnować. Oprócz 

drogi z lotniska do willi, Annis nie widziała prawie nic.

 

Ubrała się i zeszła na dół, przekonana, Ŝe Raphael i 

Diona  juŜ  pojechali.  Zastała  jednak  śpiewaczkę, 
właśnie dopijała kawę. Spojrzała wrogo na Annis.

 

-

 

Jeszcze tutaj jesteś? 

-

 

Jak widzisz. 

-

 

Tracisz  czas,  odczep  się  wreszcie  od  Raphaela. 

Mówiła duŜo przykrych rzeczy, ale dziewczyna prawie 
jej nie słuchała. 

Z  domu  wyszedł  Raphael,  podpierał  się  dwiema 

laskami.  Diona  wstała  i  wsunęła  mu  rękę  pod  ramię, 
promiennie  się  uśmiechając.  Szli  oboje  w  stronę 
Annis.

 

-

 

Jedziesz z nami? - zapytał Raphael. 

-

 

Nie, zabiera mnie Melina. 

-

 

Chodź, kochany, nie moŜemy tracić czasu - słod-

kim  głosem  ponaglała  Diona.  -  Potem  będzie  za 
gorąco na zwiedzanie wyspy. 

Melina wybiegła z domu, ubrana w krótkie róŜowe 

szorty i wydekoltowaną czarną bluzkę.

 

-

 

Przepraszam, Ŝe czekałaś - zwróciła się do Annis. 

-

 

Wyglądasz świetnie. 

-

 

Ty teŜ. 

Annis  miała  na  sobie  zielono-białą  bawełnianą 

sukienkę. Ze względu na gips nie mogła włoŜyć stroju 
plaŜowego.  Zazdrościła  Melinie.  Obie  poszły  do 
samochodu.

 

-

 

Czy  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  Ŝe  się  z  kimś 

po drodze spotkamy? - zapytała Melina. 

-

 

Z kim? 

-

 

Z pewnym młodym człowiekiem. - Melina zrobiła 

tak niewinną minę, Ŝe Annis aŜ się roześmiała. 

-

 

On z nami nie pojedzie - dodała Melina. - Pomyś

background image
background image

lałam sobie, Ŝe moŜemy gdzieś wpaść na lunch. Ale jeśli nie chcesz...

 

-

 

Oczywiście, Ŝe chcę go poznać. Jak ma na imię? 

-

 

Yanni. Jego rodzina prowadzi małą tawernę. 

-

 

I tam się zatrzymamy na lunch? 

-

 

Tak. - Melina śmiała się. 

-

 

Gdzie go poznałaś? - zapytała Annis. 

-

 

Nasze rodziny mieszkały obok siebie, gdy byłam mała. Jego matka 

lubi moją mamę. 
Wsiadły do samochodu sportowego. Był zdezelowany, ale gdy Melina 
uruchomiła starter, ruszył z rykiem, jak wóz wyścigowy.

 

To 

ś

wietny 

samochód 

stwierdziła 

chociaŜ 

jest 

dość 

stary. 

Georgi, 

brat 

Yanniego, 

ma 

mały 

warsztat 

i sam mi go wyszykował.

 

Przez  godzinę  jechały  wzdłuŜ  wybrzeŜa,  mijając  wioski  rybackie 
skupione  wokół  mól.  Przy  malutkich  portach  nieliczni  turyści 
spacerowali w szortach i koszulach, siedzieli w kawiarniach pod gołym 
niebem,  rozmawiając  i  popijając  kawę,  lub  zaglądali  do  sklepików. 
Słońce  grzało  juŜ  mocno,  przez  otwarty  dach  samochodu  wiatr 
chłodził rozgrzane ciała dziewcząt.

 

W jednej z miejscowości nad brzegiem morza zatrzymały się na kawę. 
W pobliskich sklepach dla turystów Annis kupiła niedrogie prezenty i 
wróciła do stolika, przy którym siedziała Melina nad szklanką wody z 
lodem.

 

Jesteś 

gotowa? 

Pojedziemy 

teraz 

do 

tawerny 

Yanniego.

 

Wróciły  do  samochodu  i  od  morza  skręciły  w  głąb  lądu,  w  wąską, 
kamienistą  drogę.  Pięła  się  pod  górę.  Po  obu  stronach  ciągnęły  się 
kwitnące  wrzosowiska.  Nad  nimi  unosiły  się  setki  hałaśliwych 
pszczół. Na

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

121

 

background image

                                                                                               

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

 122

zboczach  pagórków  rozciągały  się  gaje  oliwne,  a  z 
cienia  przed  starymi,  białymi  kościółkami  ubrani  na 
czarno  księŜa  przyglądali  się  przejeŜdŜającym. 
Gdzieniegdzie w cieniu sosen kryły się domki z ogró-
dkami. 

-

 

Jest  tutaj  duŜo  ładniej  niŜ  w  tych  wszystkich 

miejscowościach  turystycznych  na  wybrzeŜu  -  powie-
działa rozmarzona Annis. 

-

 

To typowo grecki krajobraz. Bardzo go lubię. 

-

 

Nie  do  porównania  z  Manchesterem!  -  Annis  i 

Melina roześmiały się. 

Kiedy  dotarły  do  tawerny,  dochodziło  południe. 

Spod  tarasu  zaczął  je  obszczekiwać  pies.  Gdy  poznał 
Melinę, zbliŜył się merdając wesoło ogonem. Z niskiego, 
pomalowanego  na  biało  domu  wyszła  teraz  cała 
rodzina.  Melina  przedstawiła  Annis,  która  przywitała 
się  z  niskim,  czarnowłosym  ojcem,  pulchną,  uśmiech-
niętą  matką,  siostrą,  mówiącą  trochę  po  angielsku,  i 
Yannim.  Był  bardzo  przystojny,  miał  typowo  grecką 
urodę, ciemnowłosy i brązowooki, z oliwkową cerą.

 

-

 

Melina  uczy  mnie  angielskiego  -  powiedział  do 

Annis, ściskając jej rękę.  Przywitał  się  mówiąc:  -  Jak 
się czujesz? 

-

 

Dziękuję, dobrze, a jak ty? 

-  OK - odpowiedział bardzo z siebie zadowolony. 
Cała rodzina przyglądała się Annis uwaŜnie, coś

 

tam szeptali, Melina im potakiwała.

 

-

 

O co chodzi? - zapytała Annis. 

-

 

Powiedzieli, Ŝe wyglądasz jak typowa Angielka. 

-

 

Czy to miał być komplement? 

Melina  roześmiała  się  i  zamieniła  kilka  słów  z 

gospodarzami.

 

-  Tak,  komplement,  bo  masz  cerę  jak  angielska 

róŜa.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

123

 

Cała  rodzina  śmiała  się  serdecznie,  Annis  zrobiła 

się czerwona.

 

Obie dziewczyny reprezentowały skrajnie róŜne typy 

urody.  PrzejeŜdŜając  wybrzeŜem  ściągały  na  siebie 
spojrzenia  młodych  męŜczyzn.  Angielscy  turyści 
przyglądali  się  tylko  Melinie,  Grecy  zaś  nie  mogli 
oderwać oczu od Annis.

 

Jadły lunch na tarasie, w cieniu winorośli rozpiętych 

na  drewnianych  Ŝerdziach.  Słońce  przezierało  przez 
liście,  tworząc  jasne  cętki  na  twarzach  jedzących,  na 
stole i podłodze.

 

Lunch  rozpoczął  się  od  ogromnych  pomidorów 

faszerowanych ryŜem z papryką. Potem było duszone 
mięso  jagnięcia  z  zieloną  sałatą  wymieszaną  z  kawał-
kami  domowej  roboty  ostrego  owczego  sera,  a  na 
deser  dostały  zielone  figi.  Potrawy  podawał  Yanni. 
Obsługiwał  on  takŜe  grupę  amerykańskich  turystów. 
Przybyli  autokarem  ze  statku  wycieczkowego,  który 
zawinął na jeden dzień do portu na wyspie.

 

-

 

Ta tawerna ma bardzo dobrą opinię - powiedziała 

Melina  z  dumą.  -  PrzyjeŜdŜa  tutaj  wiele  osób, 
zwłaszcza podczas weekendów. 

-

 

Nic dziwnego, jedzenie jest świetne - stwierdziła 

Annis. 

Tutaj,  w  górach,  było  chłodniej  niŜ  nad  samym 

morzem."  Mimo  to  jednak  w  miarę  upływu  czasu 
robiło  się  jej  coraz  cieplej.  Rozgrzana  dobrym  jedze-
niem  i  słodkim  greckim  winem  zrobiła  się  senna. 
Ziewnęła.

 

-

 

Chyba wypiłam za duŜo wina. 

-

 

Wracajmy, odpoczniesz w domu. - Melina weszła 

do  domu,  by  poŜegnać  się  z  Yannim.  Podczas  jej 
nieobecności odjechali amerykańscy turyści, narzekając 
na długą drogę przed nimi. Tawerna opustoszała, 

background image

124

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

zapanowała cisza. Annis drzemała na krześle w cieniu 
winorośli.

 

Zjawiła się Melina.

 

-  Jedziemy?

 

Annis wstała. Yanni podał jej laskę i podprowadził 

do samochodu.

 

-

 

Czy on moŜe z nami jechać? - spytała Melina. 

-

 

Oczywiście. 

-

 

Dziś idziemy na tańce - dodał Yanni. 

-

 

Mam wolny wieczór - uzupełniła Melina. Yanni 

usiadł z tyłu. OdjeŜdŜając pomachali całej 

rodzinie Ŝegnającej ich z tarasu.

 

W  dół,  w  stronę  morza,  zjeŜdŜali  szybko,  aŜ  za 

szybko.  Przy  pokonywaniu  ostrych  zakrętów  Annis 
zapierało dech.

 

-  Nie  bój  się,  jedziemy  bezpiecznie  -  zapewniła  ją 

Melina.

 

Annis  odniosła  wraŜenie,  Ŝe  dziewczyna  popisuje 

się  przed  chłopakiem  i  chociaŜ  była  chyba  dobrym 
kierowcą, Annis odetchnęła z ulgą, gdy zjechali z gór i 
znaleźli  się  na  płaskiej  drodze  prowadzącej  wzdłuŜ 
wybrzeŜa.

 

Powrót do domu zajął im nie więcej niŜ pół godziny. 

Po  drodze  mieli  przygody.  Raz  samochód  o  mało  nie 
wyskoczył z drogi, gdy Melina ostro skręciła, Ŝeby nie 
najechać staruszka jadącego na ośle samym środkiem, 
potem  wpadli  w  tak  duŜą  dziurę,  Ŝe  Annis  była 
przekonana,  iŜ  złamie  się  tylna  ośka,  jeszcze  później 
Melina  przegoniła  stado  kur  z  taką  szybkością,  Ŝe  aŜ 
fruwały w powietrzu, a w pewnej chwili samochód znów 
o  mało  co  nie  wypadł  z  drogi,  gdy  dziewczyna 
próbowała  wyprzedzić  inny,  powolniejszy  wehikuł, 
który miał nieszczęście się przed nimi znaleźć.

 

Wszystkie te incydenty Yanni witał wybuchami

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

125

 

głośnego śmiechu. Annis zamknęła oczy i, blada ze 
strachu, zaczęła się modlić.

 

Przez całą drogę Melina rozmawiała bez przerwy z 

Yannim.  Dopiero  gdy  dojeŜdŜali  do  willi,  zorien-
towała  się,  Ŝe  Annis  jest  bardzo  milcząca.  Przypisała 
to tylko zmęczeniu.

 

-  Ta  wyprawa  trwała  za  długo  -  orzekła.  -  Mam 

wyrzuty  sumienia.  Powinnaś  iść  od  razu  do  łóŜka 
i zjeść kolację u siebie w pokoju. - A potem powiedziała 
coś po grecku do Yanniego.

 

Gdy  tylko  samochód  zatrzymał  się  przed  domem, 

Yanni  wyskoczył,  otworzył  drzwi  od strony  Annis  i - 
zanim  się  zorientowała,  co  się  dzieje  -  wyniósł  ją  na 
rękach z samochodu i zaczął wnosić na stopnie tarasu.

 

Trzymała go kurczowo za szyję i prosiła, Ŝeby puścił.

 

-  Jestem za cięŜka, postaw mnie!

 

Yanni nie rozumiał, co do niego mówiła. Śmiał się 

od ucha do ucha, pokazując białe zęby.

 

-  OK,  ślicznotko!  -  wykrzyknął  z  wyraźnie  amery 

kańskim  akcentem,  tak  Ŝe  Annis  nie  mogła  po 
wstrzymać się od śmiechu.

 

Na widok Raphaela stojącego nieruchomo na tarasie 

ś

miech  zamarł  jej  na  ustach.  Wyglądał  jak  chmura 

gradowa, tak Ŝe aŜ Yanni się speszył i zatrzymał.

 

-

 

Gdzie  byłyście  cały  dzień?  -  spytał  Raphael.  - 

Kim jest ten facet? 

-

 

Puść  mnie,  Yanni  -  poprosiła  Annis  spokojnym 

głosem.  Na  tarasie  Yanni  posadził  ją  na  jednym  z 
krzeseł stojących obok stołu. Melina podbiegła do niej 
przynosząc laskę zostawioną w samochodzie. 

Annis  spojrzała  na  rozzłoszczonego  Raphaela  i 

spokojnie powiedziała:

 

-  Yanni jest przyjacielem Meliny, byłyśmy na lunchu 

u jego rodziny.

 

background image

126

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

Wygląd Raphaela się nie zmienił.

 

-  Czemu się złościsz na mnie? - spytała cicho. 
Nagle zauwaŜyła, Ŝe w oczach Raphaela odbijają

 

się zarówno złość, jak i ból. Zorientowała się, Ŝe coś 
jest nie w porządku.

 

-

 

Co się stało? - zapytała. Raphael 

odrzekł zdławionym głosem: 
-

 

Carmel jest znów na oddziale reanimacji. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

 

Wieczorem odlecieli do Aten tym samym odrzutow-

cem,  który  ich  przywiózł  na  wyspę.  Przed  wyjazdem, 
czekając na Annis, Raphael załatwił wiele spraw przez 
telefon.

 

Umówił  się  z  lekarzem  specjalistą  na  pospieszną 

wizytę. Pan Diandros zaoferował mu swój samolot nie 
tylko do Aten, lecz takŜe na przelot później do Anglii.

 

-  Zaoszczędzimy  w  ten  sposób  cały  dzień  -  po 

wiedział  Raphael.  -  W  Londynie  będziemy  jutro 
wieczorem.

 

Annis  zaczęła  się  pakować,  pomagała  jej  w  tym 

Melina.

 

-

 

Co właściwie dolega siostrze pana Leona? - spy-

tała. 

-

 

Od czterech lat choruje na nerki. Sądziłam, Ŝe jej 

stan  jest  na  tyle  ustabilizowany,  iŜ  moŜe  prowadzić 
niemal normalne Ŝycie. Widocznie się myliłam. 

-

 

Czy ma dzieci? 

-

 

Dwoje.  Sylvia  ma  osiem  lat,  a  Robert  sześć. 

Byłoby straszne, gdyby straciły matkę. 

-

 

Nie  martw  się  zawczasu.  Medycyna  zrobiła 

ostatnio  ogromne  postępy  w  leczeniu  chorób  nerek.  - 
Melina  domknęła  walizkę.  -  Szkoda,  Ŝe  wyjeŜdŜasz, 
będzie mi ciebie brakowało. 

-

 

Mnie teŜ. Kiedy przyjedziesz do Anglii, będziesz 

musiała  nas  koniecznie  odwiedzić.  -  Annis  podała  jej 
swój  adres.  -  Napisz  do  mnie.  I  zawiadom  o  ślubie  z 
Yannim. Przyjadę, jeśli mnie zaprosisz. 

background image

128

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Oczywiście.

 

PoŜegnały  się  czule  na  tarasie.  Z  duŜej  kolorowej 

torby  plaŜowej  Annis  wyjęła  pakiecik  i  podała  gq 
Melinie.

 

-  To  prezent  dla  ciebie.  Dziękuję  za  wszystko. 

Jesteś  świetną  pielęgniarką,  powiem  to  panu  Diand- 
rosowi, gdy tylko go zobaczę w Londynie.

 

Raphael wręczył Melinie kopertę.

 

-  Do  widzenia.  Dziękuję  za  opiekę.  Proszę  sobie 

kupić  jakiś  ładny  prezent  ode  mnie.  Annis  ma  rację, 
jesteś doskonałą pielęgniarką.

 

Nie czekając na odpowiedź zszedł sam po schodach, 

Annis kuśtykała za nim.

 

-  Chodź  szybciej  -  poganiał  ją  Raphael.  -  Nie 

mamy czasu na dłuŜsze poŜegnania.

 

JuŜ w samochodzie dodał:

 

-

 

To  dobrze,  Ŝe  miałaś  podarunek  dla  Meliny.  Nie 

byłem  przygotowany,  dałem  jej  tylko  czek,  mimo  Ŝe 
nie jest to najbardziej elegancki prezent. Co jej dałaś? 

-

 

Czerwoną  jedwabną  bluzkę.  Widziała  ją  na 

wystawie i bardzo się jej podobała. Kupiłam dzisiaj, w 
tajemnicy  przed  Meliną,  tak  jakbym  przewidziała,  Ŝe 
wcześniej wyjedziemy. 

-

 

Chciałbym,  Ŝebyś  umiała  przewidzieć,  co  będzie 

z Carmel - powiedział smutnym głosem. Annis połoŜyła 
mu rękę na ramieniu. 

-

 

Będzie  lepiej,  zobaczysz.  Miewała  juŜ  przecieŜ 

takie pogorszenia. 

-

 

Tak,  ale  tym  razem  to  jest  kryzys.  -  Zamilkł. 

Widocznie  nie  chciał  mówić  więcej,  więc  Annis  nie 
pytała. 

Noc spędzili w hotelu Grand Bretagna, w pokojach 

obok siebie. Słyszała, jak Raphael do późna miota się 
po pokoju, niczym zwierzę w klatce. Bał się z pewnością 
jutra.

 

Rano pojechali do kliniki. KaŜde z nich, lekarz

 

background image

TRUDNA MłLOSC

 

129

 

badał  z  osobna.  Annis  poszła  na  pierwszy  ogień.  JuŜ 
wcześniej  Melina  zdjęła  jej  bandaŜe  z  Ŝeber,  teraz  z 
nogi usunięto gips.

 

Na  wyjście  Raphaela  od  lekarza  czekała  w  klinice, 

pijąc jedną  kawę  po  drugiej. Trwało to  bardzo  długo. 
Była  coraz  bardziej  zdenerwowana.  Nagle  ukazał  się 
w drzwiach, wyprostowany, bez gipsu na nogach i bez 
lasek.  A  co  z  rękami?  -  pomyślała.  Zobaczyła,  Ŝe  nie 
są zabandaŜowane. Czekała w napięciu, co Raphael jej 
powie.

 

Podszedł  bliŜej,  zatrzymał  się  i  nagle  twarz  mu  się 

rozpromieniła.  Wiedziała  juŜ,  Ŝe  wynik  badania  jest 
pomyślny.  Rzuciła  mu  się,  szczęśliwa,  w  ramiona. 
Raphael pochylił się, pocałował mocno w usta i spojrzał 
na nią, zadowolony.

 

-

 

Jest dobrze, jest cholernie dobrze! Mogę grać! W 

pomieszczeniu dla personelu jest pianino. Lekarz mnie 
tam zaprowadził. I grałem! Trochę jeszcze niezdarnie, 
ale grałem. Po kilku tygodniach ćwiczeń będę grał jak 
przedtem. 

-

 

To  cudownie.  Jestem  taka  szczęśliwa.  A  co  z 

nogami, z Ŝebrami? 

-

 

W  porządku.  Czeka  mnie  jeszcze  fizykoterapia, 

to wszystko. 

-

 

Mnie  teŜ.  Lekarz  stwierdził,  Ŝe  jestem  w  dobrej 

formie. 

Do centrum Aten wracali taksówką.

 

-

 

Jak to dobrze, Ŝe dziś lecimy do domu. Nie mogę 

się  juŜ  doczekać.  Och  -  wykrzyknęła  nagle  Annis.  - 
Nie mogę jechać, nie mam paszportu! 

-

 

Masz. Chyba zapomniałem ci o tym powiedzieć. 

Spod gruzów wydobyto nie uszkodzony sejf hotelowy, 
w  którym  były  paszporty  turystów,  twój  teŜ.  Odesłali 
go panu Diandrosowi, a on przysłał mnie. 

Annis spojrzała uwaŜnie na Raphaela.

 

-  Kiedy to było?

 

background image

130

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-

 

Z tydzień temu. 

-

 

I nic mi nie mówiłeś? - zapytała zdumiona. 

-

 

Musiałem widocznie zapomnieć. 

Z wraŜenia Annis aŜ zaniemówiła, ale nie na długo.

 

-

 

Jak mogłeś nie powiedzieć o tak waŜnej sprawie! 

Ź

rebiłeś to umyślnie! 

-

 

A właściwie dlaczego miałbym to zrobić? - Spoj-

rzał na nią z ukosa. Po chwili nachylił się i szepnął jej 
do ucha: - Kierowca ci się przygląda. 

-

 

Nic mnie to nie obchodzi! 

Nagle  Raphael  pochylił  się  do  przodu  i  rzucił  parę 

słów  po  grecku.  Taksówka  zwolniła,  dojechała  do 
krawęŜnika i się zatrzymała. Wysiedli.

 

Annis zobaczyła, Ŝe do placu Syntagma jeszcze nie 

dojechali.

 

-  Co robisz? Gdzie jest nasz hotel? - zapytała.

 

-.  Nk.  wm  jak  ty,  ak.  ja  jestem  "Ltes&mvi  ^odwj. 

JuŜ  południe.  Kilka  przecznic  stąd  jest  świetna 
restauracja. Z akwarium wybierzesz sobie homara i ci 
go przyrządzą tak, jak będziesz chciała.

 

-  I  stanie  mi  w  gardle!  -  Annis  krzyknęła  roz 

złoszczona.  Odwróciła  się  i,  przebiegając  jezdnię 
między  samochodami,  wpadła  do  parku.  Po  chwili 
dogonił  ją  Raphael,  zadyszany  po  nadmiernym 
wysiłku.

 

^  Poczekaj,  Annis  -  zawołał.  Rzuciła  mu  lodowate 

spojrzenie.

 

-  Zostaw mnie, nigdzie nie pójdę. Jestem na ciebie 

naprawdę zła. Zmusiłeś mnie do pozostania na wyspie, 
oszukałeś.  PrzecieŜ  od  dawna  wiedziałeś,  Ŝe  paszport 
się znalazł!

 

Potrzebowałem cię - powiedział wyciągając rękę.

 

Odtrąciła ją gniewnie.

 

I dlatego spędzałeś tyle czasu z Dioną?

 

-^ Zazdrosna?

 

-- O kogo? O ciebie? Nie rozśmieszaj mnie i nie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

131

 

kłam.  Nie  potrzebowałeś  mnie,  lecz  chciałeś  zmusić, 
bym  została  na  wyspie  po  to,  Ŝebyś  mógł  się  nadal 
nade mną znęcać!

 

-  Co  to?  Nagle  stałem  się  wrogiem  publicznym 

numer jeden? Dlaczego mnie nienawidzisz? Nigdy nie 
wiem,  jak  się  zachowasz. W  szpitalu  byłaś taka  miła, 
a  teraz...  No  dobrze,  po  powrocie  do  Londynu 
poŜegnamy  się.  Na  zawsze.  -  Odwrócił  się  i  poszedł 
w stronę hotelu.

 

Gdy  była  juŜ  w  swoim  pokoju,  Raphael  przyniósł 

jej paszport i bez słowa wyszedł.

 

Wzięła  prysznic,  a  potem  zeszła  na  dół  na  lunch. 

Zrobiła się głodna.

 

Wracając  ujrzała  Raphaela  siedzącego  w  holu  na 

skórzanej  kanapie.  Wyglądał  bardzo  źle,  był  smutny. 
Podeszła i usiadła obok.

 

-

 

Masz jakieś nowe wiadomości? - zapytała. 

-

 

Telefonowałem do szpitala. Powiedzieli mi, Ŝe są 

powody do obaw. Czy nie mogą mówić po ludzku, Ŝe 
Carmel  jest  w  cięŜkim  stanie?  PrzecieŜ  nie  jestem 
dzieckiem. Muszę być przygotowany na najgorsze. 

-

 

Nie  wyobraŜaj  sobie  tego  -  poprosiła  Annis. 

Zrobiło  się  jej  bardzo  przykro.  W  takiej  chwili  nie 
moŜe go przecieŜ zostawić samego. 

Raphael ujął rękę dziewczyny i pocałował. Spojrzał 

na nią z uczuciem.

 

-

 

Dziękuję  ci,  Ŝe  jesteś  przy  mnie.  Nie  wiem,  co 

bym  bez  ciebie  zrobił.  Czy  zostaniesz  ze  mną  w 
Manchesterze,  dopóki...  dopóki  nie  dowiem  się,  co  z 
Carmel? 

-

 

Jeśli zechcesz, zostanę. Wynajmę pokój w hotelu 

w pobliŜu szpitala. 

-

 

Nie.  Pojedziesz  ze  mną  do  domu.  Sprowadzę 

dzieci... 

-

 

Skąd? - spytała zaskoczona. 

background image

132

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Są u mojej kuzynki w Birmingham. Czy zajmiesz 

się nimi przez kilka dni?

 

Annis milczała.

 

Twarz Raphaela stęŜała.

 

-

 

Wiem, Ŝe zbyt wiele od ciebie wymagam. Zapom-

nij, Ŝe prosiłem. 

-

 

Oczywiście, Ŝe się nimi zajmę. 

-

 

Dziękuję. Kamień spadł mi z serca. Powinny być 

blisko  matki,  w  razie  gdyby...  Gdyby  chciała  je 
zobaczyć,  jeśli  odzyska  przytomność.  Dzieci  muszą 
być  przeraŜone,  nie  wiedzą,  co  się  dzieje.  Ani  matki, 
ani ojca. 

-

 

Co  z  nim?  -  spytała  zaskoczona,  a  zarazem 

przeraŜona. 

Raphael patrzył tępo przed siebie. Nie odpowiadał.

 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

 

Raphael zmarszczył czoło.

 

-  Nie mówiłem? Musiałem przecieŜ coś powiedzieć. 
Annis zaprzeczyła ruchem głowy. Była blada i bardzo

 

zdenerwowana.

 

-

 

Myślałem, Ŝe powiedziałem ci wtedy, kiedy Carmel 

straciła przytomność. Na pewno! 

-

 

O...  -  zrobiła  długą  przerwę.  -  Nawet  nie 

wspomniałeś...  -  Zawiesiła  głos  i  przełknęła  ślinę. 
WciąŜ jeszcze to imię nie mogło przejść jej przez usta. 
Przywodziło  na  myśl  zbyt  przykre  skojarzenia. 
Wolała, aby cała sprawa była nadal zamknięta głęboko 
w pamięci. Przemogła się wreszcie i spróbowała jeszcze 
raz. 

-

 

Nic  mi  nie  mówiłeś  o...  Barrym.  Czy  coś  mu  się 

stało? Miał wypadek? 

-

 

Nie  było  Ŝadnego  wypadku.  -  Ze  słów  Raphaela 

zaczynała przebijać wściekłość. 

-

 

To  dlatego...  -  Przerwał  na  dźwięk  głosu,  który 

dobiegł  ich  z  tyłu,  z  zatłoczonego  holu  hotelowego. 
Był to wysoki głos kobiety, mówiła być moŜe specjalnie 
tak przenikliwie i ostro, by Raphael usłyszał. 

-

 

Popatrz  tam.  Czy  to  nie  jest  ten...,  jakŜe  on  się 

nazywa?  No  wiesz,  ten  kompozytor.  Z  hiszpańskim 
nazwiskiem. Tak, jestem pewna, Ŝe to on! ObjeŜdŜał z 
orkiestrą  całą  Europę.  Wszędzie,  dokąd  przyjeŜ-
dŜaliśmy, juŜ był wcześniej. Weźmy od niego autograf! 
Jenny,  nie  sądzisz,  Ŝe  wygląda  bombowo?  Lubię 
południowców... 

Annis spojrzała za siebie i zobaczyła dziewczynę

 

background image

134

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

z duŜym biustem, ubraną w obcisłe spodnie i pur-
purową koszulę. Badawczo im się przyglądała. 
Raphael się nie odwrócił.

 

-

 

Nie  moŜna  tutaj  w  ogóle  rozmawiać  -  rzucił 

rozeźlony.  -  Za  duŜy  tłok.  Jeszcze  ktoś  usłyszy,  o 
czym  mówimy.  -  Wstał  i  pociągnął  Annis  za  sobą, 
kierując  się  w  stronę  windy  i  nie  zwaŜając  na  odgłos 
szybkich, zbliŜających się kroków. 

-

 

Nie oglądaj się - rozkazał. Chwilę później znaleźli 

się w windzie, która ruszyła w górę. 

-

 

Cały kłopot polega na tym - zaczął - Ŝe jeśli jesteś 

postacią  publiczną,  to  wszyscy  wokół  uwaŜają  cię  za 
swą  prywatną  własność,  a  dziennikarzy  bawi  cudze 
Ŝ

ycie.  Mnie  mogą  nagabywać  i  opisywać,  ale  Carmel 

muszą zostawić w spokoju, w Ŝadnym razie nie moŜe 
się znaleźć pod ich ostrzałem. Co by było, gdyby ona i 
dzieci  przeczytali  o  sobie  na  pierwszych  stronach 
gazet? 

Dojechali  na  właściwe  piętro.  Raphael  szybko 

otworzył drzwi swego pokoju i wpuścił dziewczynę do 
luksusowego  apartamentu,  który  zamówił  mu  grecki 
armator. Stojąc, Annis rozglądała się zaskoczona. Nie 
wiedziała,  Ŝe  apartament  Raphaela  jest  aŜ  tak  duŜy. 
Ubawiło  ją  to.  Oczywiście,  potraktowano  go  jak 
gwiazdora. Niczego innego spodziewać się nie mogła.

 

-

 

Siadaj, Annis, jesteś bardzo blada. - Wskazał ręką 

na  wyściełaną  kanapę  pod  oknem  wychodzącym  na 
plac  Syntagma.  Jak  lunatyczka  przeszła  przez  pokój  i 
posłusznie usiadła. Raphael chodził w furii po pokoju. 
Zdenerwowany, z rękoma w kieszeniach i z pochyloną 
głową, zaczął mówić: 

-

 

Wczoraj dowiedziałem się o wszystkim telefonicz-

nie od mojej kuzynki. Poczułem się jak znokautowany. 
-  Zatrzymał  się  przy  oknie.  Nie  patrzył  na  siedzącą 
dziewczynę, lecz skierował wzrok gdzieś ku górze. Po 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

135

 

chwili dodał: - Trzy dni temu Barry uciekł z domu z 
dziewczyną, która opiekowała się dziećmi. Annis aŜ 
jęknęła. Raphael spojrzał na nią.

 

-

 

Dlatego Carmel... - Przerwał, nie mogąc wydobyć 

z siebie głosu. 

-

 

...  dostała  ataku  -  Annis  dokończyła  za  niego 

zaczęte zdanie. 

-

 

Tak  -  potwierdził.  Wymknęli  się  oboje,  gdy 

dzieci były w szkole. Sprzątaczce, która akurat była w 
domu, powiedzieli, Ŝe idą tylko na chwilę po zakupy. 
Carmel  spała.  Przyszedł  umówiony  lekarz,  Ŝeby 
pobrać  jej  krew  na  rutynowe  badanie.  Sprzątaczka 
wpuściła go do domu i zostawiła samego. Na stoliku w 
holu leŜał list. Lekarz zobaczył, Ŝe jest adresowany do 
Carmel, więc go jej zaniósł. Otworzyła, przeczytała i... 
Gdyby lekarza przy tym nie było, zapewne juŜ by nie 
Ŝ

yła!  Barry  z  dziewczyną  dobrze  wiedzieli,  co  jej 

zagraŜa.  Jak  sobie  pomyślę,  co  mogłoby  się  stać... 
Dzieci  same  musiałyby  dostać  się  jakoś  ze  szkoły  do 
domu,  tutaj  znalazłyby  list,  dałyby  go  matce  i... 
MoŜesz sobie chyba wyobrazić szok, który by przeŜyły, 
widząc jak Carmel... 

Annis wzięła Raphaela za rękę.

 

-  Przestań, proszę.

 

Z cięŜkim westchnieniem usiadł koło niej.

 

-  Coś  we  mnie  pękło,  Annis!  Jak  Barry  mógł  tak 

postąpić!  Ostatnie  lata  nie  były  dla  niego  łatwe,  ale 
robiłem  wszystko,  by  im  było  lŜej.  Nie  musiał  płacić 
za  mieszkanie,  ja  wynająłem  opiekunkę  do  dzieci,  tę 
przeklętą  dziewczynę,  opłacałem  sprzątaczki.  Mam 
pieniądze,  dla  mnie  to  nie  problem.  Wiedziałem,  Ŝe 
Barry'ego  na  to  nie  stać,  a  byłem  przekonany,  Ŝe 
kocha  moją siostrę. Przyznaję,  nigdy  nie poświęcałem 
mu  więcej  czasu  i  uwagi.  NaleŜymy  do  róŜnych 
ś

wiatów i nie mamy wspólnego języka. Barry nie jest 

człowiekiem wartościowym.  Szasta  pieniędzmi  na

 

background image

136

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

prawo  i  lewo,  zawsze  tkwi  po  uszy  w  długach,  jest 
samolubny  i  ma  słaby  charakter.  Byłem  jednak 
przekonany, Ŝe kocha Carmel. Nigdy nie przychodziło 
mi  do  głowy,  Ŝe  któregoś  dnia  moŜe  opuścić  Ŝonę  i 
dzieci.

 

-

 

A mnie przychodziło - stwierdziła Annis. Raphael 

spojrzał na nią zaskoczony. 

-

 

Nigdy mi nie mówiłaś, Ŝe nie ufasz Barry'emu! 

-

 

Nie  mogłam  -  cięŜko  westchnęła.  -  Wiedziałam, 

jak  bardzo  kochała  go  Carmel.  Sądziłam,  Ŝe  jeśli  się 
dowie, iŜ jej mąŜ ugania się za inną kobietą, ostatecznie 
się załamie. 

Raphael zesztywniał. Spojrzał uwaŜnie na Annis.

 

-  Skąd  ci  to  przyszło  do  głowy?  -  zapytał  powoli. 

Zorientowała się, Ŝe Raphael zaczyna rozumieć ukryty 
sens jej słów.

 

Tak  długo  Annis  milczała.

1

  Tak  bardzo  na  kaŜdym 

kroku uwaŜała, by nigdy nikomu nic na ten temat nie 
wspomnieć,  Ŝe  teraz,  właśnie  w  tej  chwili,  poczuła 
ogromną ulgę.

 

-  Barry  się  mną  interesował  -  powiedziała.  -  Za 

wsze.

 

Głos jej drŜał, przebijała w nim tłumiona przez lata 

pretensja  do  samej  siebie,  czuła  się  tak,  jakby  zrobiła 
jakiś  błąd.  Ale  nie  było  w  tym  jej  winy.  Nie  znosiła 
Barry'ego. Nie chciała przebywać z nim nigdy sam na 
sam,  nie  cierpiała,  gdy  kręcił  się  w  pobliŜu.  Czasami 
jednak Annis ogarniało zwątpienie: a moŜe była w tym 
jednak  jakaś  część  jej  winy?  MoŜe  powinna  całą 
sprawę obrócić w Ŝart, powstrzymać Barry'ego?

 

Czy  Raphael  będzie  na  nią  zły?  MęŜczyźni  często 

sądzą,  Ŝe  wina  leŜy  zawsze  po  stronie  kobiet,  Ŝe 
kobiety  prowokują  ubiorem,  zachowaniem,  wręcz 
tym, Ŝe w ogóle istnieją!

 

Annis siedziała  nieruchomo.  Raphael  był blady  jak 

ś

ciana, a na jego twarzy malowała się taka wściekłość,

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

137

 

jakiej nigdy u niego nie widziała. Na kogo jest zły? - 
myślała. Na mnie, czy na Barry'ego? Wreszcie Raphael się 
odezwał:

 

-  Mów dalej, wyczuwam, Ŝe to nie wszystko. 
Widziała, Ŝe opanowuje się z trudem. Skoro juŜ

 

zaczęła mówić, słowa lały się strumieniem jak lawa, która 
przebiła się przez skorupę Ziemi.

 

-  Za kaŜdym razem gdy wyjeŜdŜałeś, prosiłeś, Ŝebym 

odwiedzała Carmel, a ja nie byłam w stanie ci odmówić 
i  wyznać,  Ŝe  nie  chcę  chodzić  do  twego  domu.  Nie 
mogłam  odmówić  twojej  siostrze,  gdy  dzwoniła  do 
mnie  zapraszając  na  kolację,  lunch  lub  na  herbatkę 
z  dziećmi.  Odwiedzałam  ją,  bo  co  mogłam  innego 
uczynić?  Byłam  w  pułapce.  Wyczerpałam  wszystkie 
wymówki.  Składałam  więc  wizyty  Carmel,  starając 
się  trzymać  jak  najdalej  od  Barry'ego,  nigdy  ani  na 
chwi\ę  nie  zostawałam  i  mm  sam  na  sam.  Ale  był 
diabelsko sprytny. Zawsze nalegał, aby mnie odwozić 
do domu, a kiedy mówiłam, Ŝe wolę wezwać taksówkę, 
Barry  zwracał  się  do  Carmel,  prosząc  ją  czule,  Ŝeby 
mi przemówiła do rozsądku.

 

Annis zaczęła drŜeć na całym ciele.

 

-

 

To  było  straszne!  Zupełnie  nie  wiedziałam,  co 

robić.  Czułam  się  tak,  jakbym  chodziła  po  bardzo 
cienkim lodzie. Jeszcze jeden nierozwaŜny krok, a lód 
się załamie, a ja zniszczę Ŝycie Carmel, twoje i dzieci... 
Barry  świetnie  zdawał  sobie  z  tego  sprawę  i  był 
pewien,  Ŝe  nikomu  nic  nie  powiem.  Powiedział  mi  to 
wprost, gdy po raz pierwszy próbował zaciągnąć mnie 
do łóŜka... 

-

 

Do  łóŜka?  -  wykrzyknął  Raphael.  Był  siny  z 

wściekłości. 

-

 

Tak.  -  Skinęła  głową.  -  Myślałeś,  Ŝe  chciał  mi 

tylko  skraść  całusa?  Dobrze  wiedział,  czego  chce,  i 
dokładnie  mi  to  uzmysłowił.  Dziesiątki  razy  mówiłam 
mu „nie" i trzymałam się od niego z daleka. Zawsze 

background image

138

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

jednak,  wcześniej  czy  później,  przyłapywał  mnie 
samą,  toczyła  się  między  nami  zacięta,  bezgłośna 
walka.  Nie  mogłam  głośno  protestować  ani  wołać, 
gdyŜ zwróciłoby to uwagę Carmel. Barry'ego to nawet 
bawiło.  Mówisz,  Ŝe  ma  słaby  charakter?  Barry?  Jest 
człowiekiem  bez  Ŝadnych  skrupułów,  dla  mnie  był 
bezlitosny! Raphael nie pozwolił Annis mówić dalej.

 

-

 

Dlaczego, na Boga, nic mi nie powiedziałaś? Nie 

doniósłbym nic Carmel, lecz zrobił z niego prawdziwą 
miazgę! 

-

 

Właśnie taką twoją reakcję przewidywałam - od-

rzekła  Annis  wzdychając.  -  I  właśnie  dlatego  nie 
mogłam ci się poskarŜyć. 

-

 

ś

eby chronić tego łobuza? - zapytał. 

-

 

Nie. - Potrząsnęła przecząco głową. - Oczywiście 

Ŝ

e  nie  dlatego,  lecz  po  to,  by  chronić  Carmel.  Raz 

zagroziłam mu, Ŝe opowiem ci o wszystkim. Wyśmiał 
mnie. Odpowiedź miał przygotowaną. Jeśli się dowiesz 
i dojdzie do awantury między nim a tobą, nie będziecie 
mogli  mieszkać  dłuŜej  pod  jednym  dachem.  On  i 
Carmel  się  wyprowadzą.  Będą  musieli  egzystować  w 
małym,  wynajętym  mieszkaniu,  w  bardzo  złych 
warunkach.  I  to  zabije  Carmel.  Dokładnie  tak  to 
planował. 

-

 

Co  za  drań!  Wstrętny  szantaŜysta!  -  Ręce 

Raphaela zwinęły się w pięści. Nagle coś mu przyszło 
na  myśl.  Spojrzał  na  dziewczynę  z  nie  ukrywanym 
przeraŜeniem. 

-

 

Annis, czy on... czy ty i on...? 

-

 

Nie! - wykrzyknęła. - Nigdy. Nie pozwoliłam mu 

się  nawet  dotknąć,  na  jego  widok  robiło  mi  się 
niedobrze.  To  właśnie  ze  względu  na  Barry'ego 
musiałam od ciebie odejść. 

Do Raphaela dotarła wreszcie cała prawda.

 

-  To był ten powód!

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

139

 

-  Tak,  dlatego  cię  opuściłam  -  odpowiedziała 

zgnębiona dziewczyna.

 

Po chwili Raphael zerwał się na równe nogi. Długimi 

krokami  zaczął  przemierzać  pokój,  chodził  z  jednego 
końca  w  drugi.  Nie  patrzył  na  Annis.  Miał  kamienną 
twarz, ale oczy ciskały błyskawice. Przeraziła się, nie 
wiedziała, o czym Raphael myśli, i co zrobi.

 

Zatrzymał się nagle tuŜ przed dziewczyną i spojrzał 

na nią wrogo.

 

-

 

Wolałaś raczej uciec ode mnie niŜ powiedzieć, co 

ten drań z tobą robi? 

-

 

Przykro  mi,  Ŝe  tak  się  stało  -  szepnęła  zdener-

wowana. 

-

 

Jest ci przykro? Przykro? - wybuchnął. 

-

 

Spróbuj  mnie  zrozumieć,  proszę.  -  Annis  chciała 

go  uspokoić.  -  Co  miałam  robić?  Byłam  w  pułapce. 
Tak samo czułam się wtedy, jak później, po trzęsieniu, 
zasypana  pod  gruzami.  Byłam  zupełnie  sama,  nie 
widziałam Ŝadnego wyjścia z sytuacji. Ogarnęło mnie 
przeraŜenie.  Czy  naprawdę  nie  moŜesz  sobie  tego 
wyobrazić? 

-

 

Mogłaś mi zaufać! 

-

 

Nie mogłam, przecieŜ wtedy Carmel dowiedziała-

by  się  o  wszystkim!  Gdybym  została  i  wyszła  za 
ciebie, nie miałabym chwili spokoju w tym domu. Za 
kaŜdym  razem,  podczas  kaŜdego  wyjazdu,  Barry 
mógłby  mnie  napastować.  Uwierz  mi,  długo  nad  tym 
myślałam.  Prosiłam  cię,  Ŝebyś  mnie  zabierał  ze  sobą 
na  tournee,  ale  ciągle  odmawiałeś.  I  chyba  wiem, 
dlaczego.  Dlatego,  Ŝe  wiedziałeś,  jak  bardzo  lubię 
moją  pracę  w  Manchesterze,  i  chciałeś,  Ŝebym  miała 
nadal  swoje  własne  Ŝycie  i  obowiązki  zawodowe, 
Ŝ

ebym się nie czuła dodatkiem do ciebie... 

-

 

Tak, bo sądziłem, Ŝe zaleŜy ci na samodzielności! 

-

 

Miałeś  rację,  wiedziałam,  Ŝe  jeśli  rzucę  pracę  i 

będę z tobą podróŜowała, to inni sobie pomyślą, Ŝe 

background image

140

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

jestem zaborcza, Ŝe cię pilnuję i nie daję ci odejść na 
krok od siebie. Nikt z orkiestry nie zabiera z sobą Ŝony 
na tournee. Potrząsnął głową.

 

-

 

Ale w takich okolicznościach... 

-

 

Nie byłoby to dobre rozwiązanie. Zastanawiałam 

się  teŜ,  czy  nie  prosić  cię,  byśmy  sobie  kupili  inny 
dom,  gdzie  indziej,  ale  -  pomyśl  -  czy  mogłam 
proponować ci, Ŝebyś opuścił własną rodzinną siedzibę? 
Dom, który tak kochasz? Zarówno ty, jak i Carmel, od 
razu  pomyślelibyście,  Ŝe  nie  chcę  go  dzielić  z  nią. 
Uraziłabym twoją siostrę, a to jest ostatnia rzecz, jaką 
chciałabym  zrobić!  Do  Carmel  jestem  bardzo 
przywiązana. 

-

 

Ona  teŜ  cię  lubi  -  powiedział  Raphael  juŜ  nieco 

spokojniej. 

-

 

Nadal?  -  Annis  się  uśmiechnęła.  -  Sądziłem,  Ŝe 

przestała, z chwilą gdy cię opuściłam. Oboje jesteście 
w stosunku do siebie tak niezwykle lojalni. 

-

 

Carmel  widzi  więcej  niŜ  inni  ludzie.  To  dziwne, 

ale  ona  zamartwiała  się  o  ciebie  znacznie  wcześniej, 
zanim  jeszcze  mnie  opuściłaś.  Obawiała  się,  Ŝe  jesteś 
chora,  wyglądałaś  na  roztrzęsioną  nerwowo.  -  Roze-
ś

miał  się  smutno.  -  Dzięki  Bogu,  Ŝe  nie  znała 

przyczyny! 

-

 

I  nigdy  jej  nie  pozna  -  stwierdziła  stanowczo 

Annis, podnosząc oczy. 

-

 

Ale  teraz  -  spojrzał  na  nią  -  kiedy  Barry'ego  juŜ 

nie ma... 

-

 

Pomyśl,  Carmel  moŜe  winić  nie  męŜa,  lecz  tę 

dziewczynę, za to, Ŝe go jej zabrała. Gdybyś powiedział 
o mnie, wówczas musiałaby sobie uświadomić, Ŝe nie 
jest  to  pierwszy  raz,  Ŝe  wina  moŜe  leŜeć  po  stronie 
Barry'ego,  Ŝe  nie  był  jej  wierny.  Obawiam  się,  Ŝe 
mimo  twych  zapewnień  o  mojej  niewinności,  Carmel 
moŜe zmienić swój  stosunek do mnie.  Kiedy się 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

141

 

dowie o całej sprawie, skończy się nasza przyjaźń. Barry 
będzie nas dzielił do końca Ŝycia, bo Carmel go kocha. 
Twej siostrze wystarczy jedno zmartwienie, nie obciąŜaj 
jej innym. Obiecaj, proszę, Ŝe nic nie powiesz.

 

-

 

Chyba  masz  rację.  -  Skinął  głową.  Nie  znam  się 

na kobiecej psychologii. Nie wiem, co myślicie, przecieŜ 
nawet ciebie nie rozumiałem. 

-

 

Nie mogłeś, bo nie znałeś faktów. 

-

 

Tak,  byłem  nieświadom  tego,  co  się  dzieje.  Nie 

ufałaś mi na tyle, Ŝeby się zwierzyć!  -  I  znów patrzył 
na  Annis  tym  swoim  ponurym  wzrokiem,  który  ją 
przeraŜał. 

-

 

Kiedy  mnie  opuściłaś,  zawiadamiając,  Ŝe  wyjeŜ-

dŜasz z innym męŜczyzną, cały mój świat się zawalił. 
Czy  masz  pojęcie,  jaką  krzywdę  mi  zrobiłaś?  Wy-
chodziłem z siebie, Ŝeby cię odnaleźć i dowiedzieć się, 
kim jest ten facet. Gdybym znalazł was oboje, wówczas 
zabiłbym go gołymi rękami! 

W obliczu takiego gniewu Annis była niemal pewna, 

Ŝ

e Raphael mógłby to uczynić, Ŝe w furii byłby zdolny 

nawet do popełnienia morderstwa.

 

-  Nie  mogłem  pracować  ani  spać,  nie  mogłem 

nawet myśleć o niczym innym!

 

Spojrzała na niego ze smutkiem.

 

-

 

Opuściłam  cię,  bo  nie  było  innego  wyjścia.  Tak 

bardzo mi przykro... 

-

 

Nie  uŜywaj  więcej  tego  słowa,  bo  jeszcze  cię 

uderzę! 

Jego  wściekłość  zupełnie  ją  obezwładniła.  Bywał 

groźny, ale takiego nigdy go jeszcze nie widziała.

 

-  Miałaś kogoś innego? - zapytał nagle. 
Zaczęła się jąkać.

 

Raphael pochylił się nad Annis.

 

-  Tym razem powiesz prawdę!

 

Nie była w stanie wymówić ani słowa, zrobiła tylko 

przeczący ruch głową.

 

background image

142

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Czy  zdradzałaś  mnie  z  kimś,  odkąd  się  roz 

staliśmy?

 

Ponownie zaprzeczyła tylko ruchem głowy. Raphael  
zbliŜył  się,  złapał  Annis za  ramiona i szarpnął w 
górę, stawiając na nogi.

 

-  Spójrz mi w oczy!

 

Bała  się  go  tak  panicznie,  Ŝe  nie  była  w  stanie 

podnieść  wzroku.  Po  chwili  ujął  mocno  podbródek 
dziewczyny  w  obie  ręce  i  zwrócił  jej  twarz  ku  sobie. 
Tym  razem  Annis  juŜ  nic nie  ukrywała,  w  oczach jej 
odzwierciedlało się całe uczucie do jedynego męŜczyzny, 
którego kochała.

 

Usta Raphaela znalazły się na jej wargach, poddała 

się.

 

Objęła  go  za  szyję,  w  porywie  poŜądania  zapomi-

nając o wszystkim.

 

Miłość  do  Raphaela  tłumiła  w  sobie  zbyt  długo. 

Pękła  teraz  cienka  skorupka,  Annis  przestała  udawać, 
załamały  się  wszelkie  opory.  Całowała  go  mocno, 
porywczo,  głaszcząc  po  włosach,  twarzy  i  karku.  Pod 
palcami  czuła  Ŝar  bijący  z  jego  ciała.  Słyszała 
przyspieszone bicie serca, czuła pulsującą Ŝyłę na szyi.

 

NajdroŜszy mój, najdroŜszy - szeptała. 

Raphael spojrzał głęboko w niebieskie oczy dziew 
czyny.

 

-

 

Powiedz, Ŝe mnie kochasz i Ŝe zawsze kochałaś. 

-

 

Kocham  i  nigdy  cię  kochać  nie  przestałam  - 

wyszeptała  dziewczyna  składając  usta  do  pocałunku. 
Wargi  Raphaela  z  całą  siłą  przylgnęły  do  ust  dziew-
czyny. Zaczął ją pieścić. Przesuwał ręką wzdłuŜ ciała. 
Annis drŜała z emocji i poŜądania. Jej ręce błądziły po 
plecach  Raphaela,  z  szerokich  ramion  przesunęły  się 
w dół, do szczupłych pośladków. 

Nie  odrywając  ust  od  warg  dziewczyny,  Raphael 

nagle uniósł ją w górę. Trzymała go mocno, wiedziała,

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

143

 

co  on  zaraz  uczyni.  Z  poŜądania  serce  biło  jej  jak 
oszalałe.

 

Raphael  zaniósł  Annis  do  sypialni  i  połoŜył  na 

łóŜku.  Ukląkł  przy  niej  i  przez  chwilę  przyglądał  się, 
podniecony.  Odpiął  trzy  białe  guziki  od  sukienki.  Z 
zaschniętymi,  rozchylonymi  wargami  dziewczyna 
obserwowała  uwaŜnie  jego  wszystkie  ruchy.  Kiedy 
wsunął  rękę  pod  sukienkę,  poderwała  się  i  z  mocą 
przywarła do Raphaela, dysząc cięŜko.

 

Odsunął ją od siebie.

 

-  Powoli, kochanie, powoli.

 

Zaczął pieścić jej piersi. Zamknęła oczy. ppchylił się 

nad  nią  i  językiem  zaczął  draŜnić  róŜowe  sutki. 
Odrzucała  głowę  na  boki,  nie  mogąc  znieść  tej  ostrej 
pieszczoty.  Z  twarzą  tuŜ  nad  piersiami  dziewczyny 
Raphael  uniósł  ją  nieco,  zsunął  sukienkę  najpierw  z 
ramion,  a  potem  wzdłuŜ  nóg.  LeŜała  z  zamkniętymi 
oczami, nieprzytomna z rosnącego poŜądania.

 

-  Przebacz  mi,  proszę  -  wyszeptała.  -  Daruj,  ale 

nie  zniosę  dłuŜej  twego  gniewu.  -  Nie  chciała,  by 
kochał ją teraz pełen wewnętrznej wściekłości.

 

Raphael podniósł się z kolan i spojrzał na Annis.

 

-

 

Mam  ci  przebaczyć?  Za  to,  Ŝe  zostawiłaś  mnie 

bez  jednego  słowa  wyjaśnienia?  To  nie  takie  łatwe. 
Przeszedłem  piekło,  ale  to  mógłbym  ci  wybaczyć. 
Nigdy jednak nie daruję tego, Ŝe nie powiedziałaś mi o 
Barrym. Gdybyś mi zaufała, moglibyśmy połoŜyć kres 
tej  sprawie.  Poruszyłbym  niebo  i  ziemię,  Ŝeby  cię 
przed nim uchronić, powinnaś była o tyrn wiedzieć. 

-

 

Wiedziałam, juŜ ci tłumaczyłam... 

-

 

Wiem,  wiem, najdroŜsza!  - Raphael połoŜył palec 

na  ustach  dziewczyny.  -  Byłaś  w  nieznośnej  sytuacji. 
Czy  sądzisz,  Ŝe  nie  zdaję  sobie  z  tego  sprawy?  Ale 
gdybyś mnie naprawdę kochała... 

background image

144

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Jak  moŜesz  tak  mówić!  Czy  nie  widzisz,  Ŝe 

właśnie z miłości opuściłam ciebie?

 

Dziewczynie pociekły łzy po twarzy.

 

-  Nie płacz, kochanie. - Całował jej wilgotne rzęsy.

 

-  Sprawiasz,  Ŝe  zaczynam  sam  siebie  nienawidzieć. 
Nie  zrozumiałaś,  to  ja  powinienem  błagać  cię  o  prze 
baczenie.  Wierzę,  Ŝe  mnie  kochałaś,  a  mimo  to 
opuściłaś  dla  dobra  Carmel.  Jak  więc  mogę  cię  o  to 
obwiniać? To czysty egoizm stawiać się na pierwszym 
miejscu,  przed  własną  siostrą,  podczas  gdy  ty  za 
chowujesz  się  tak  wspaniałomyślnie!  Zraniłaś  mnie, 
szkoda,  Ŝe  mi  nie  zaufałaś  na  tyle,  by  się  zwierzyć. 
Mam Ŝal nie do ciebie, lecz do siebie.

 

-

 

To nie była sprawa zaufania - zaprzeczyła. 

-

 

Wiem,  chodziło  o  mój  piekielny  temperament. 

Byłaś na tyle dorosła, Ŝeby wiedzieć, co trzeba zrobić, 
lecz  w  twoich  oczach  ja  nie  byłem  na  tyle  dojrzały, 
byś mogła zwrócić się do mnie. 

Spojrzała  nieco  zaskoczona  na  Raphaela.  Jego 

reakcje  zawsze  ją  zdumiewały,  z  jednej  skrajności 
przechodził natychmiast w drugą. Gdy w grę wchodziły 
uczucia, nigdy nie mógł się opanować. Dlatego Annis 
o  niczym  nie  powiedziała.  Ale  kochała  Raphaela 
takiego, jaki był.

 

-  To nie jest sprawa dojrzałości - rzekła z łagodnym 

uśmiechem. - Po prostu taki jesteś, zarówno w muzyce, 
jak i w Ŝyciu. Wszystko albo nic. I nie chcę, Ŝebyś był 
inny. Kocham cię takiego, jaki jesteś, najdroŜszy.

 

-  Dotknęła  ręką  policzka  Raphaela  i  czule  się  do 
niego  uśmiechnęła.  -  Zapomnijmy  o  Barrym  i  za 
cznijmy myśleć o nas samych.

 

Przyciągnął do siebie jej rękę i pocałował, z oczyma 

pełnymi uwielbienia i poŜądania.

 

-  Przed odlotem samolotu mamy jeszcze duŜo czasu.

 

-  Tak, duŜo czasu - przytaknęła. 
Raphael zaczął rozpinać koszulę.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

145

 

W  Manchesterze  wylądowali  w  ulewnym  deszczu. 

Kiedy wprost z lotniska jechali do szpitala, opustoszałe 
ulice miasta wyglądały jak rwące potoki.

 

Carmel  była  przyłączona  do  sztucznej  nerki.  Nie-

przytomna.  Znajdowała  się  na  oddziale  intensywnej 
terapii.  Pielęgniarka  powiedziała  im  jednak,  Ŝe  mogą 
chorą zobaczyć.

 

-

 

Czy  tym  razem  atak  był  powaŜny?  -  zapytał 

Raphael głosem pełnym obaw. Pielęgniarka obdarzyła 
go profesjonalnym uśmiechem. 

-

 

Jest  cięŜko  chora,  ale  z  podobnych  ataków  juŜ 

wychodziła.  Trudno  powiedzieć  coś  konkretnego. 
Proszę  się  skontaktować  jutro  z  lekarzem  specjalistą, 
moŜe on będzie mógł udzielić bliŜszych wyjaśnień. 

Annis  wzięła  Raphaela  za  rękę.  Ścisnął  mocno  jej 

dłoń.

 

-  Chodźmy do Carmel - zaproponowała. 
Dziewczyna leŜała woskowo blada, z nabrzmiałą

 

twarzą, zamkniętymi oczami i bezbarwnymi wargami. 
Raphael stał trzymając nadal rękę Annis.

 

-

 

Dzięki Bogu, Ŝe jesteś ze mną. Bez ciebie tego nie 

zniósłbym - wyszeptał. 

-

 

Zawsze  będę  przy  tobie  -  odpowiedziała  Annis. 

Jakby na dźwięk jej głosu chora podniosła powieki. Jej 
spojrzenie  zatrzymało  się  na  Annis.  Potem  przeniosła 
wzrok  na  Raphaela,  zaskoczona.  Po  twarzy  chorej 
przebiegł cień uśmiechu. 

-

 

Hej, siostrzyczko - odezwał się Raphael. - Zobacz, 

kogo przyprowadziłem. 

Annis nachyliła się nad chorą.

 

-  Dzień dobry, Carmel.

 

Usta  chorej  poruszyły  się  bezdźwięcznie.  Raphael 

rozumiał, o co chodzi siostrze.

 

-  Jesteśmy  z  Annis  znów  razem.  JuŜ  na  dobre.  Po 

tym  wypadku  w  Grecji  zdaliśmy  sobie  sprawę,  Ŝe 
jesteśmy sobie przeznaczeni - zaŜartował. Po chwili

 

background image

146

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

jednak  spowaŜniał.  -  Pobierzemy  się  jak  tylko 
wydobrzejesz,  abyś  mogła  uczestniczyć  w  weselu. 
Wracaj  więc  szybko  do  domu,  gdyŜ  spieszno  mi 
włoŜyć obrączkę na palec Annis.

 

Chora  z  trudem  się  uśmiechnęła.  Tym  razem  to 

Annis  odczytała  z  ruchów  warg  Carmel,  Ŝe  jest 
zadowolona.

 

-  Sprowadzamy  dzieci  do  domu  -  powiedział 

Raphael.  -  Annis  u  nas  zamieszka  i  zajmie  się  nimi. 
O  dzieciaki  nie  musisz  się  więc  niepokoić,  będą  pod 
dobrą opieką.

 

Carmel spojrzała na Annis.

 

-

 

Dziękuję - wyszeptała cichutko. 

-

 

Twoje  dzieci  są  wspaniałe.  Cieszę  się,  Ŝe  będę  z 

nimi. 

Słysząc  te  słowa,  Carmel  jakby  odetchnęła  z  ulgą. 

Zamknęła oczy.

 

Kilka  minut  później  kazano  im  opuścić  chorą.  Do 

szpitala  wrócili  następnego  ranka,  jeszcze  przed 
wyjazdem  po  dzieci.  Na  korytarzu  zatrzymała  ich 
pielęgniarka.  U  Carmel  był  lekarz  specjalista,  trzeba 
było poczekać.

 

-

 

Muszę  z  nim  pomówić  -  stwierdził  Raphael. 

Usiedli  przed  pokojem  chorej.  Po  chwili  drzwi  się 
otworzyły. Wyszedł lekarz z grupą studentów. Spojrzał 
na  Raphaela,  poznał  go  i  zatrzymał  się,  wyciągając 
rękę. 

-

 

To  pan  Raphael  Leon,  prawda?  Dzień  dobry. 

Wielka  to  dla  mnie  przyjemność  poznać  pana.  Mam 
sporo  pańskich  nagrań,  jestem  wielbicielem  pańskich 
utworów. 

Raphael się skłonił.

 

-

 

Dziękuję,  to  bardzo  miło  z  pańskiej  strony.  - 

Odczekał chwilę, a potem powiedział: 

-

 

Pan  doktor  był  właśnie  u  mojej  siostry.  Jak  się 

czuje? Czy jest pan zadowolony ze stanu jej zdrowia? 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

147

 

-  Zadowolony  nie  jestem,  ale  teŜ  się  nie  martwię. 

Od  wczoraj  stan  pacjentki  wyraźnie  się  poprawił. 
Jeśli  tak  dalej  pójdzie,  będą  powody  do  zadowolenia. 
Jest  nadal  bardzo  powaŜnie  chora,  ale  jej  Ŝyciu  juŜ 
nie  zagraŜa  niebezpieczeństwo.  -  Lekarz  spojrzał  na 
zegarek.  -  Przepraszam,  muszę  skończyć  obchód. 
Było  miło  pana  poznać.  Przyniosę  pańskie  płyty,  czy 
złoŜy pan na nich swój autograf?

 

-  Z przyjemnością - odpowiedział Raphael. 
Grupa lekarzy ruszyła dalej. Annis i Raphael zostali

 

na korytarzu.

 

-  To moŜe potrwać jeszcze z pół godziny - ostrzegła 

ich pielęgniarka.

 

-  Nie szkodzi, poczekamy - odrzekł Raphael. 
Wzruszyła ramionami i poszła. Raphael westchnął.

 

Annis  wsunęła  dłoń  w  jego  rękę  i  gdy  tak  siedzieli 
ramię  przy  ramieniu,  ze  splecionymi  rękami,  Raphael 
rzucił  jej  pełne  miłości  spojrzenie.  Nie  musieli  nic 
mówić, rozumieli się bez słów. Szczęśliwi, siedzieli w 
milczeniu, czekając spokojnie. 

*    *    * 

Sześć  miesięcy  później  Annis  w  przybrudzonych 

dŜinsach  i  białym  swetrze  klęczała  przed  wielkim 
pudłem. Mozolnie zdejmowała opakowanie, a siedząca 
obok niej Carmel usiłowała zgadywać, co jest w środku 
przesyłki.

 

-

 

Gigantyczny  toster?  DuŜy  roŜen  ogrodowy?  A 

moŜe naturalnej wielkości statua Diony Munthe? 

-

 

Ciii... - uciszyła ją ze śmiechem Annis, zdejmując 

ostatnią warstwę opakowania i zaglądając do środka. 

-

 

Och! 

-

 

Co tam jest? - spytała Carmel. Wstała z krzesła i 

podeszła  do  pudła,  Ŝeby  się  przekonać,  co  się  w  nim 
znajduje. 

-

 

Jakiś posąg. 

-

 

Ale nie Diony. 

background image

148

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Dzięki Bogu - roześmiała się Carmel.

 

Annis włoŜyła ręce do pudła i wyciągnęła posąg. 
Przyglądały mu się obie.

 

-

 

Jest  piękny  -  powiedziała  Annis.  -  Jak  myślisz, 

czy to art nouveau? 

-

 

Nie, późniejszy - oceniła po namyśle Carmel. 

-

 

Chyba  masz  rację.  Jest  z  pewnością  z  okresu  po 

pierwszej wojnie światowej, z późnych lat dwudziestych. 
Będzie prezentował się znakomicie w salonie muzycz-
nym  Raphaela.  -  Annis  oglądała  opakowanie.  -  Ale 
kto  go  przysłał?  Chwilę  później  znalazła  w  środku 
bilet i przeczytała. - Od Giinthera. To słynny niemiecki 
kompozytor, zaprzyjaźniony z Raphaelem. 

-

 

Ten  posąg  wygląda  na  wschodnioeuropejski. 

Podoba mi się - powiedziała Carmel, przesuwając ręką 
po ciemnych, gładkich powierzchniach kamienia. 

Annis  obserwowała  Carmel.  Dziewczyna  była 

zrelaksowana i wyglądała zdrowo. Z oczu nie przebijał 
smutek.  Zaczyna  przychodzić  do  siebie,  pomyślała 
Annis.  Coraz  rzadziej  nawiedzają  ją  złe  nastroje, 
dzięki  Bogu.  Barry  zostawił  oczywiście  pustkę  po 
sobie  w  jej  Ŝyciu.  W  małŜeństwie  szukała  oparcia,  a 
kiedy  mąŜ  odszedł,  zaczęła  polegać  na  sobie.  Zdawała 
sobie  sprawę,  Ŝe  dzieci  jej  teraz  bardzo  potrzebują. 
Brakowało  im  ojca.  Zranił  ich  uczucia  i  przeraził 
ucieczką.  Dla  dobra  dzieci  Carmel  musiała  ukrywać 
ból.  Początkowo  jej  śmiech  i  dzielne  zachowanie  się 
były tylko fasadą, w miarę jednak upływu czasu Annis 
zauwaŜyła,  Ŝe  dziewczyna  się  odpręŜa  i  zaczyna 
spontanicznie cieszyć się Ŝyciem.

 

Przez  ostatnie  miesiące  Raphael  starał  się  usilnie 

być  jak  najbliŜej  domu,  w  razie  gdyby  Carmel  go 
potrzebowała.  Annis  była  zadowolona,  Ŝe  bardziej 
zajmuje  się  siostrą  niŜ  nią.  UwaŜała  to  za  słuszne. 
Oboje z Raphaelem postanowili odłoŜyć swój ślub aŜ 
do chwili, w której Carmel będzie się czuła znacznie

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

149

 

lepiej. Wiele przebywali razem, gdyŜ Annis zamieszkała 
w  domu  Raphaela,  pomagając  Carmel  i  dzieciom 
przystosować się do Ŝycia bez ojca.

 

Z czasem Annis i Raphael stawali się coraz bardziej 

rozdraŜnieni,  napięci  i  sfrustrowani.  Coraz  częściej 
chcieli przebywać sam na sam, pragnęli jak najszybciej 
załoŜyć  własny  dom  i  zacząć  wspólne  Ŝycie,  równo-
cześnie jednak nie zakłócając świeŜej stabilizacji w Ŝyciu 
Carmel.

 

Rozwiązanie ich problemu przyszło z nieoczekiwanej 

strony. Ze strony samej Carmel.

 

Raphael miał od dawna zaplanowaną dwumiesięczną 

trasę koncertową w Południowej Ameryce na początek 
marca.  Na  odwołanie  wyjazdu  było  juŜ  za  późno. 
Annis  i  Raphael  właśnie  ubolewali,  Ŝe  będ/ie  im 
cięŜko  się  rozstać,  gdy  Carmel  ni  stąd  ni  zowąd 
zapytała:

 

-  Dlaczego  nie  chcecie  potraktować  tego  wyjazdu 

jako podróŜy poślubnej?

 

Spojrzeli na nią, zaskoczeni.

 

-

 

W  przeciwnym  razie  będziecie  z  dala  od  siebie 

przez całe miesiące - powiedziała Carmel. - A przecieŜ 
oboje nie lubicie rozłąki. 

-

 

Tak, nie lubimy. - Raphael wziął Annis za rękę i 

przytrzymał ją mocno. 

Annis spojrzała zaniepokojona na Carmel.

 

-

 

A  co  będzie  z  tobą?  Nie moŜemy  przecieŜ  oboje 

wyjechać... 

-

 

Nie  martwcie  się  o  mnie,  dam  sobie  radę. 

Postanowiłam wrócić do pracy. 

-

 

Co masz na myśli? - zapytał zaskoczony Raphael. 

-

 

Załatwiłam  sobie  zajęcie  w  biurze  architektoni-

cznym, jako recepcjonistka. Przez trzy dni w tygodniu. 
To  lekka  praca,  siedząca.  Będę  tylko  odbierała 
telefony,  uśmiechała  się  i  i  rozmawiała  z  interesan-
tami. 

background image

150

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-  Carmel, jeśli nie masz pieniędzy, chętnie ci pomogę

 

-  zaofiarował się Raphael.

 

Siostra potrząsnęła przecząco głową.

 

-

 

To  nie  tylko  sprawa  pieniędzy.  Chcę  po  prostu 

czymś się zająć, nie jestem przecieŜ inwalidką. Muszę 
tylko na siebie uwaŜać, nie przemęczać się i przyjmować 
lekarstwa. Jestem juŜ znuŜona ciągłym przebywaniem 
w czterech ścianach. Czekam z radością na rozpoczęcie 
tej  pracy.  W  biurze  wszyscy  są  mili,  a  zwłaszcza  szef. 
Pan juŜ  nieco łysawy,  ale z  uroczym  uśmiechem.  Nie 
musisz się więc o mnie troszczyć, braciszku. 

-

 

A co będzie z dziećmi? - zapytała Annis. 

-

 

Cały  dzień  spędzają  w  szkole,  jeśli  będę  po-

trzebowała,  wezmę  kogoś  do  pomocy  na  weekendy. 
Dam  sobie  radę!  -  Mówiąc  to  Carmel  wyglądała  na 
zdeterminowaną.  -  Muszę  uporządkować  swoje  Ŝycie, 
nie  chcę  juŜ  dłuŜej  korzystać  z  ciągłej  opieki  innych. 
Za bardzo szukałam oparcia w Barrym, kiedy był tutaj. 
MoŜe właśnie dlatego tak trudne było jego Ŝycie? Czy 
kiedykolwiek  o  tym  pomyśleliście?  Nie  byłam  dla 
niego  prawdziwą  Ŝoną  i  nie  byłam  dla  moich  dzieci 
prawdziwą  matką.  Nie  jestem  zupełnie  skazana  na 
innych, 

lecz 

wy 

skakaliście 

koło 

mnie, 

rozpuszczaliście, tak Ŝe zrobiłam się zupełnie bezradna 
i zachowywałam się jak cięŜko chora. Teraz wszystko 
będzie  inaczej.  Ja  będę  zarządzała  własnym  Ŝyciem, 
opiekowała się dziećmi i podejmowała wszelkie decyzje. 
Muszę wziąć się w garść, zanim będzie za późno. 
-  Carmel zwróciła się do brata. - Nie próbuj mnie 
powstrzymywać.

 

Raphael spojrzał na nią z podziwem.

 

-

 

Nie odwaŜyłbym się. 

Carmel się roześmiała. 
-

 

No to zabierajmy się od razu do listy. 

-  Listy?  Jakiej?  -  zapytali  jednocześnie  Annis 

i Raphael.

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

151

 

-  Chodzi  o  wykaz  tego,  co  jest  do  zrobienia.  Na 

początek, jaki to ma być ślub? Z pompą? Cichy?

 

-  Carmel  uśmiechnęła  się  do  brata.  -  Decydujesz  nie 
ty,  lecz  twoja  przyszła  Ŝona.  Powiedz  mi,  Annis, jaki 
chcesz mieć ślub?

 

-

 

Cichy - odpowiedziała rozmarzona Annis. W koś-

ciele,  w  białej  sukni  i  tylko  z  rodziną  i  najbliŜszymi 
przyjaciółmi. Będą grały organy i... 

-

 

Druhną  będę  ja!  -  zawołała  mała  Sylvia,  która 

właśnie  wróciła  ze  szkoły.  Dopiero  co  skończyła 
dziewięć lat, ale jak na swój wiek była bardzo dojrzała, 
chyba ze względu na długotrwałą chorobę matki. 

Wszyscy się roześmieli.

 

-  A kto będzie niósł tren? Kto będzie paziem?

 

-  zapytała Carmel, patrząc na sześcioletniego Roberta. 
PrzeraŜony  chłopiec  skrył  się  za  oparciem  krzesła 
i zawołał:

 

-

 

Nie będę paziem, nie będę! 

-

 

Skreśl pazia - powiedział rozbawiony Raphael. 

-  Gdybym  ja  sam  był  na  jego  miejscu,  teŜ  bym  nie 
chciał.  Inne  wasze  propozycje  akceptuję.  Wolałbym 
cichy ślub.

 

Mogli się byli domyślić, Ŝe kiedy prasa się dowie o 

projektowanym  małŜeństwie  Raphaela,  wszystkie  ich 
plany  spalą  na  panewce  i  o  cichym  ślubie  nie  będzie 
mogło być mowy.

 

Gdy  tylko  w  kronice  towarzyskiej  ukazała  się 

wzmianka  o  dacie  ślubu,  Annis  i  Raphael  zaczęli 
odbierać  telefony  i  listy  od  przyjaciół  i  wielbicieli 
talentu  Raphaela,  z  prośbą  o  zaproszenie  na  tę 
uroczystość.  Z  dnia  na  dzień  telefonów  i  listów 
przybywało, a dom wypełniał się prezentami. Musieli 
więc  zorganizować  ogromne  przyjęcie.  Gości  ze 
strony Raphaela było na liście całe mnóstwo, ze strony 
zaś  Annis  figurowała  tylko  bliska  rodzina  i  kilku 
przyjaciół.

 

background image

152

 

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

-

 

Czy  bardzo  jesteś  niezadowolona,  Ŝe  wszystko 

wymknęło się spod naszej kontroli? 

-

 

Nie  twoja  wina,  Ŝe  jesteś  sławny.  -  Pocałowała 

go. - To jeden dzień, szybko minie, a potem będziemy 
mieli  tylko  siebie.  -  Mówiąc  te  słowa  Annis  za-
stanawiała  się,  na  ile  się  sprawdzą  w  przyszłości  ze 
względu na publiczne Ŝycie RaphaeJa. 

Wszedł  do  pokoju,  gdy  obie  z  Carmel  przyglądały 

się posągowi przysłanemu z Niemiec.

 

-

 

Od  kogo?  -  zapytał  Raphael,  dotykając  zimnego 

kamienia. 

-

 

Od  Giinthera  -  odpowiedziała  Carmel.  -  Idę 

nastawić herbatę. 

Zwykle Annis ubiegłaby dziewczynę, ale juŜ nauczyła 

się tego nie robić.

 

Raphael przeczytał bilet od Giinthera.

 

-

 

Muszę mu od razu podziękować. Na ślubie się nie 

zjawi,  wyjeŜdŜa  do  Nowego  Jorku  na  koncert  Diony, 
który odbędzie się w następny czwartek. 

-

 

Powinieneś  teŜ jechać  -  bez  chwili  zastanowienia 

rzuciła Annis. - To są przecieŜ twoje utwory, tak długo 
pracowaliście  z  Dioną  nad  nimi.  Gdybyśmy  się  nie 
pobierali,  mógłbyś  polecieć  do  Nowego  Jorku  w 
drodze  do  Rio.  Orkiestrą  powinieneś  dyrygować  ty,  a 
nie Gunther. 

Od  dłuŜszego  czasu  sprzeczali  się  na  ten  temat. 

Raphael połoŜył rękę na ramieniu Annis.

 

-

 

Nie zaczynaj znowu. Recenzje przeczytam potem. 

JuŜ ci mówiłem, niech Diona, rozhisteryzowana przed 
premierą,  wyładowuje  się  na  Giintherze,  a  nie  na 
mnie.  Miałem  tego  dość  przez  ostatni  miesiąc  prób. 
Nie masz pojęcia, jaka ona bywa  męcząca. Ciągle się 
na  coś  uskarŜa,  chce,  Ŝeby  bez  przerwy  prawić  jej 
komplementy... 

Ta 

kobieta 

jest 

emocjonalną 

terrorystką! 

-

 

Biedny Gunther. - Annis nie była juŜ zazdrosna 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

153

 

o  Dionę,  wiedziała,  Ŝe  nie  musi.  Po  kilku  godzinach 
prób  z  Dioną  Raphael  przychodził  do  domu  zupełnie 
wykończony, marząc o spokojnym wieczorze w towa-
rzystwie  Annis.  Słuchali  jego  ulubionej  muzyki  lub 
sam grał.

 

-  To  tygrysica,  nie  kobieta.  Wysysa  całą  moją 

energię.  Uciekam  do  domu,  do  ciebie,  i  dopiero  przy 
tobie odŜywam.

 

Annis gładziła jego czarne, gęste włosy.

 

-

 

Nie mogę się doczekać wspólnych dwóch tygodni 

po ślubie - narzekał. - Jest nam potrzebny urlop tylko 
we  dwoje.  To  ostatnie  pół  roku  było  dla  nas 
wszystkich  trudne,  ale  ty  potrzebujesz  odpoczynku 
bardziej niŜ ja. Bałaś cudowna w stosunku do Carmel i 
dzieci. Jesteś przemęczona, kochanie. 

-

 

To było przyjemne, mimo Ŝe czasami rzeczywiście 

męczące. 

-

 

Lubisz  być  poŜyteczna  -  stwierdził  Raphael 

patrząc  z  czułością  w  niebieskie  oczy  Annis.  -  A  ja... 
ja potrzebuję cię jak nikt inny w świecie. 

jeszcze  dwa  dni  -  pomyślała  Annis  -  i  będziemy 

męŜem i Ŝoną.

 

-  Jeszcze dwa dni - powiedział Raphael - i będziesz 

tylko moja. - Pocałował ją z uniesieniem.

 

Od  bardzo  dawna  Annis  pragnęła  naleŜeć  do 

Raphaela. Dziś nie mogła wręcz uwierzyć, Ŝe za dwa 
dni to się stanie.

 

Uwierzyła dopiero wtedy, kiedy szła powoli wzdłuŜ 

głównej  nawy  w  stronę  przyszłego  męŜa,  przy  trium-
falnym  dźwięku  organów,  w  promieniach  wiosennego 
słońca  wpadających  przez  witraŜowe  okna  duŜego, 
wiktoriańskiego kościoła w Manchesterze, znajdującego 
się tuŜ obok rodzinnego domu Raphaela.

 

To  nie  był  cichy  ślub,  jaki  sobie  wymarzyła.  W 

ławach  kościelnych  siedziało  wiele  osób.  Jej  matka, 
krewni, znajomi, przyjaciele i koledzy Ra-

 

background image

1>I

 

TRUDNA MIŁOSC

 

phaela. Przed  kościołem  zgromadziła  się liczna rzesza 
jego wielbicieli.

 

Annis  prowadził  do  ołtarza  stary  wuj.  Był  bardzo 

słaby, musiał się podpierać laską.

 

Wśród  zaproszonych  znaleźli  się  takŜe  Loveday  i 

Carl.

 

Loveday była pierwszą druhną. W długiej, atłasowej 

sukni  wyglądała  wspaniale.  Morelowy  odcień  sukni, 
którą  wybierały  razem  z  Annis,  harmonizował  dos-
konale  z  rudymi  włosami  dziewczyny  i  rzucał  ciepłe 
ś

wiatło na jej zazwyczaj bladą twarz. Były takŜe dwie 

malutkie  druhny:  Sylvia  i  kuzyneczka  Annis.  Obie 
ubrane  identycznie  jak  Loveday  i  wszystkie  trzy 
trzymały  w  ręku  wiktoriańskie  bukieciki.  Kwiaty 
miały takŜe we włosach. Annis teŜ miała we włosach 
Ŝ

ywe  kwiaty,  umieszczone  w  perłowym  stroiku,  spod 

którego opadał długi welon.

 

Ciemne włosy Raphaela połyskiwały w promieniach 

słońca. Annis wydawał się wyŜszy niŜ zazwyczaj.

 

Dziś wyglądał wręcz obco.

 

Nagle  Annis  poczuła  się  bardzo  niepewnie.  Serce 

podeszło jej do gardła. Idąc zachwiała się, aŜ stary wuj 
spojrzał  na  nią  niespokojnie.  Zagryzła  wargi  walcząc 
ze  łzami.  Spojrzała  w  bok  i  zobaczyła  czuły  wzrok 
Carmel,  która  w  ten  sposób  starała  się  dodać  jej 
otuchy, rozumiała panikę, która ogarnęła dziewczynę.

 

I wtedy Raphael się odwrócił, szukając jej wzrokiem.

 

Annis  zobaczyła,  jak  na  jej  widok  z  radości 

rozszerzają się źrenice jego oczu. Oczywiście nie widział 
przedtem wspaniałej wiktoriańskiej sukni. Długa, suta 
spódnica,  zrobiona  z  ogromnej  ilości  materiału, 
kołysała  się  na  trzech  sztywnych  halkach.  Do  góry 
stanika,  przybranego  falbankami  i  naszytymi  perłami, 
był  przypięty  maleńki  bukiecik  drobnych  róŜowych 
róŜyczek. Spódnicę pokrywała piękna koronka, ściąg-

 

background image

TRUDNA MIŁOŚĆ

 

155

 

nięta  w  kilku  miejscach  bukiecikami  bladoróŜowych 
róŜyczek i atłasowymi kokardami. Annis zdecydowała 
się  na  ten  romantyczny  styl,  gdyŜ  wiedziała,  Ŝe  taka 
suknia powinna spodobać się Raphaelowi. Wyglądała 
dobrze  przy  jej  gładkich,  jasnych  włosach,  szczupłej 
sylwetce i cienkiej talii.

 

Oczywiście,  nie  była  wcale  pewna,  czy  jej  strój 

ś

lubny spodoba się Raphaelowi, aŜ do chwili, w której 

napotkała jego zachwycone spojrzenie.

 

Obdarzył  Annis  ciepłym  uśmiechem.  Odwzajemniła 

uśmiech i z oczami pełnymi uwielbienia zrobiła ostatni 
krok, Ŝeby się z nim połączyć przed ołtarzem.

 

Wuj cofnął się, a ręka Raphaela odszukała jej dłoń. 

Przyszły  mąŜ  władczym  gestem  zacisnął  rękę  dziew-
czyny w swojej dłoni.

 

Nadeszła wreszcie chwila, w której mogli rozpocząć 

wspólne Ŝycie.