background image

Autorka: crimsonmarie 
Tłumaczyła: marcia993 
Beta: chochlica1 

 

*EDWARD* 

 
Rozluźniłem  się,  kiedy  zza  wzniesienia  na  drodze  ukazał  mi  się  dwupiętrowy,  drewniany  domek 

i westchnąłem, pozwalając palcom z łatwością przyczepid się do kierownicy mojego wypożyczonego 
samochodu. 

Świeże,  górskie  powietrze  w  Adirondacks  było  niezwykle  kojące  po  przebywaniu  w  domu 

znajdującym się w zanieczyszczonej smogiem Kalifornii. Poza tym naprawdę tęskniłem za śniegiem – 
dziesięciokrotnie  fajniej  jeździło  się  po  nim  z  dreszczykiem,  w  prędkości  stu  osiemdziesięciu  na 
godzinę, czując tę chwilową nieważkośd, która temu towarzyszyła, gdy byłem przyciśnięty do fotela. 

Wziąłem  urlop,  żeby  wyjechad  do  Lake  George  w  Nowym  Yorku  z  jedną  z  dziewcząt,  z  którą 

próbowałem się umawiad podczas pobytu w Kalifornii i która była zakochana w oryginalnych sklepach 
z upominkami oraz rozrywce wylewającej się z każdego baru, który był na promenadzie. Podczas gdy 
ona była skłonna do spędzenia większości weekendu w pokoju hotelowym, ja pragnąłem wychodzid 
i zwiedzad. 

Więc  jechałem  właśnie  wynajętym,  rzucającym  się  oczy  samochodem,  a  ona  wydęła  wargi 

i zaatakowała mini lodówkę w obawie, że zgubimy się, kiedy domy i sprawy biznesowe przestaną nas 
otaczad  tak  często,  jak  robiły  to  do  tej  pory.  Po  dwudziestu  minutach  zauważyłem  domy,  kościoły 
i tłumy  ludzi  kręcących  się  dookoła,  ale  nie  potrafiłem  znaleźd  miejsca  do  zawrócenia.  Minąłem 
liceum, nim spostrzegłem się, że mogłem tam zawrócid, więc szybko skręciłem w prawo i znalazłem 
się na cichej ulicy, na której dzieci grały w koszykówkę, a zwierzęta swobodnie ją przemierzały. 

Spostrzegłem znak z napisem „dom na sprzedaż” stojący przed chatą z bali i z czystej ciekawości 

zatrzymałem się za niebieskim SUVem.

1

 

Oprócz wielu rzeczy, które pokochałem w tej małej części świata, znalazłem także idealne miejsce 

do  ucieczki,  aby  po  prostu  się  w  nim  odprężyd.  Znalazłem  pośredniczkę  w  handlu  nieruchomości 
i zaoferowałem jej dużo więcej niż wynosiła cena sprzedaży. Szczęka jej opadła, po czym coś wyjąkała 
i dała radę powiedzied, że dom jest mój. 

Znak został sprzed niego ściągnięty, a ja pojechałem do hotelu, który był nawet droższy. 
Potem  wróciłem  do  Kalifornii  z  wkurzoną,  siedzącą  obok  mnie  w  samolocie,  byłą  dziewczyną. 

Nadal  nie  rozumiałem,  o  co  się  tak  wściekała  i  dlaczego  wyzywała  cały  ten  nasz  „związek”,  kiedy 
dowiedziała się, że kupiłem kolejny dom. 

Mimo  wszystko  naprawdę  się  tym  nie  przejmowałem.  Nawet  nie  była  chod  trochę  tak 

interesująca, jak pisano o niej w brukowcach. 

Wjeżdżając na zaśnieżony podjazd, szybko wysiadłem z samochodu i rozprostowałem nogi. 
Powrót  do  domu  w  Forks  w  stanie  Waszyngton,  aby  pobyd  z  moją  rodziną,  prawdopodobnie 

uczyniłby  ich  szczęśliwszymi  niż  cokolwiek  innego,  ale  po  skooczeniu  pracy  nad  ostatnim  filmem, 
w którym byłem zatrudniony, naprawdę potrzebowałem odrobiny ciszy i spokoju.   

To  nie  było  coś,  do  czego  bym  się  przyznał,  gdybym  pojechał  do  domu.  Tam  czekała  na  mnie 

nadpobudliwa  siostra,  równie  podekscytowana  mama  i  starszy  brat,  świetnie  spisujący  się  w 
zadręczaniu  mnie  wszystkim  i  niczym,  oraz  ojciec,  który  nie  potrafił  pogodzid  się  z  tym,  jaki  zawód 
wybrałem.  

A  ja  ich  kochałem.  Byli  taką  rodziną,  którą  każdy  pragnął  mied,  a  ja  starałem  się  najlepiej  jak 

potrafiłem, aby ich nie zawieśd. 

                                                           

1

 

 SUV  -  Samochód  użytku  sportowego  (ang.  Sport  Utility  Vehicle  w  skrócie  SUV)  –  pod  tym  pojęciem  kryje  się 

auto, mające połączyd cechy luksusowego samochodu osobowego i terenowego. Od tego ostatniego różni się tym, że może, 
ale  nie  musi,  radzid  sobie  w  terenie  i  zawsze  zapewnia  wysoki  komfort  podróżowania,  w  przeciwieostwie  do  spartaosko 
wyposażonych i czasem twardo zawieszonych aut terenowych, jak np. Land Rover Defender. 

background image

Ale  tak  jak  każdą  rodzinę  na  świecie,  najlepiej  się  ich  znosiło  w  małych  ilościach.  Przed 

odwiedzeniem ich po długiej przerwie potrzebowałem chwili wytchnienia i czasu tylko dla siebie oraz 
przypomnienia  sobie,  że  rzeczywiście  byłem  dojrzałym,  normalnym,  dwudziestopięcioletnim 
mężczyzną. 

Zamykając  drzwi  po  stronie  kierowcy  i  potrząsając  głową  z  poczucia  winy,  która  się  w  niej 

zgromadziła, otworzyłem bagażnik i wyciągnąłem z niego dwie kosmetyczki. Moja najmłodsza siostra, 
Alice,  która  zaskoczyła  mnie  jedną  ze  swoich  bardzo  przypadkowych  wizyt,  gdy  dowiedziała  się  o 
moim trzytygodniowym wyjeździe, uparła się, że pomoże mi się spakowad. 

Oczywiście nie zrobiła tego bez swojej wzmianki o tym, jak bardzo tęsknią za mną rodzice i że już 

odliczają dni do świąt Bożego Narodzenia, kiedy to przyjadę do domu na dłuższy czas. 

Podejrzewałem,  że  moja  matka,  Esme,  nieprzypadkowo  namówiła  Alice,  aby  przyjechała  do 

Kalifornii i próbowała namówid mnie, żebym z nią wrócił. 

I mógłbym, gdyby w ciągu ostatnich dwóch tygodni praca nie była tak wyczerpująca. Kiedy film się 

kooczył,  presja  stała  się  wyczuwalna,  a  gdy  nasz  koocowy  termin  kręcenia  zbliżał  się  wielkimi 
krokami, nadal nie mieliśmy nakręconych kilku ujęd. 

Bywały dni, kiedy przez czterdzieści osiem godzin nie widziałem słooca. Artyści od makijażu czynili 

cuda, żeby zamaskowad moje worki pod oczami i usunąd znajdujące się tam zaczerwienienia. 

Mieliśmy  dokładnie  osiem  godzin,  które  mogliśmy  poświęcid  na  sen  –  nie  mniej,  nie  więcej. 

Cieszyłem  się  ze  snu.  Tak  właściwie  to  budziłem  się  z  myślą,  że  za  czternaście  godzin  z  powrotem 
znajdę  się  w  swoim  ogromnym,  wygodnym  łóżku.  Osiem  godzin  nigdy  mi  nie  wystarczało  i  niemal 
codziennie,  kiedy  jeden  z  moich  współpracowników  dosłownie wskakiwał mi  na  plecy  i  trząsł  mną, 
aby mnie obudzid,  zastanawiałem się, dlaczego chciałem zostad aktorem. 

Zarzuciłem  obie  torby  na  ramię  i  wyciągnąłem  kluczyki  ze  stacyjki,  po  czym  zadziwiająco  łatwo 

ruszyłem w górę podjazdu. 

Sądziłem,  że  na  schodach  prowadzących  do  ganku  będę  się  cały  czas  ślizgał.  Ostatnio  bacznie 

obserwowałem  pogodę  i  wiedziałem,  że  przed  moim  przyjazdem  cały  czas  lało.  A  fakt,  że  moje 
trampki  dobrze  współpracowały  z  solą,  wywołał  na  mojej  twarzy  mały  uśmiech,  kiedy  zauważyłem 
niedaleko identyczną jak moja chatkę. 

Nieśmiała,  płochliwa  dziewczyna  z  brązowymi  oczami  i  opadającymi  włosami  o  tym  samym 

kolorze  była  pierwszą  osobą,  która  podeszła  do  mnie,  gdy  kupiłem  ten  domek.  Nawet  trochę 
obawiałem się, że ujrzę na moim ganku taoczące walca dziewczęta – to nie byłby pierwszy raz, kiedy 
mające obsesję na moim punkcie fanki odkryłyby, gdzie mieszkam i próbowałyby wkupid się w moje 
łaski – więc zawahałem się, czy otworzyd drzwi, jak zapukała. Zamiast postąpid tak, jak powinienem, 
czyli otworzyd je gwałtownie, spojrzałem przez wizjer i przyjrzałem się jej. 

Była atrakcyjna. Przynajmniej na tyle, na ile pozwoliła jej ta przekrzywiona dziurka. W jednej ręce 

trzymała mocno dwunasto-pak  Heinekena i nerwowo zerknęła w stronę  ulicy oraz przygryzła dolną 
wargę. Nie miała ze sobą torebki, a kiedy niepewnie stanąłem na palcach, żeby lepiej popatrzed na 
drobną, czekającą na otworzenie drzwi, na które napierałem, kobietę, zauważyłem, że jest boso. 

Ostatnie dwa odkrycia były dla mnie ważne. To znaczyło, że prawdopodobnie mieszkała w pobliżu 

i mimo że mogła byd jakiegoś rodzaju fanką, nie zamierzała zaatakowad mnie kamerą albo domagad 
się  autografu. 

I dodatkowo miała  piwo. A ja miałem tylko bochenek  chleba i kilka butelek wody z Cumberland 

Farms - sklepu, który się tu znajdował, w lodówce.  

Więc  otworzyłem  drzwi,  a  ona  szybko  przedstawiła  się  jako  Bella  Swan  i  niezgrabnie  podała  mi 

alkohol, natomiast jej twarz się zaczerwieniła. 

Zaprosiłem ją, ale ona odmówiła, co sprawiło, że zacząłem szczerzyd się jak głupek, a jej policzki 

zarumieniły się jeszcze bardziej. 

Była pierwszą kobietą, jaką poznałem w ciągu ostatniego półtorarocza i która nie chciała wejśd do 

mojego domu, żeby zobaczyd, jak wygląda albo czy zacznę ją podrywad lub by mogła schowad wiele 
rzeczy do swoich kieszeni, kiedy nie będę patrzył, aby zatrzymad je dla siebie czy sprzedad na eBayu.  

background image

Podziękowałem jej za piwo i obiecałem, że zwrócę jej pieniądze. Pokręciła przecząco głową, a jej 

twarz stała się jeszcze bardziej czerwona – jeśli to w ogóle było możliwe – kiedy skrzyżowała ręce na 
piersi i nieśmiało wbiła wzrok w stopy, ponieważ był to prezent w stylu „witamy w sąsiedztwie”. 

Więc przestałem jej ponownie dziękowad, a ona po powiedzeniu, że ma jakieś powody, aby już iśd, 

wyjąkała  coś,  prawie  potykając  się  o  własne  stopy,  gdy  biegła  wzdłuż  ulicy  i  znikła  w  chatce 
naprzeciwko. 

Odwdzięczyłem się jej w naturze kilka dni później, kiedy znalazłem w małym i zatłoczonym sklepie 

monopolowym butelkę czerwonego wina, po czym wziąłem tyłek w troki i poszedłem do niej, żeby jej 
ją dad. 

  Była nieco bardziej odprężona, gdy to ja stałem u niej na ganku. Zaprosiła mnie do środka swoim 

promiennym uśmiechem, kiedy otwierała drzwi. 

Mężczyzna  piętnaście  razy  większy  niż  ona  leżał  na  niebieskiej  kanapie  w  salonie,  do  którego 

wkroczyłem i natychmiast z niej zeskoczył, by przedstawid się jako jej chłopak, Jacob Black. 

Oboje nalegali, żebym został na obiad, a myśl o tym, że miałbym zjeśd kolejną kanapkę z masłem 

orzechowym tylko ułatwiła przyjęcie ich zaproszenia. 

Bella robiła grilla na ich dużym podwórku i usiedliśmy przy okrągłym stoliku piknikowym, poznając 

się i śmiejąc przy piwie i grillowanych stekach. 

Żadne  z  nich  nie  wspomniało  o  mojej  karierze  ani  nawet  o  tym,  że  wiedzą  kim  do  cholery 

mógłbym  byd.  A  kiedy  skooczyliśmy  jeśd,  patrzyłem  prawie  szczęśliwie,  jak  Bella  i  Jacob  zabrali 
wszystkie talerze do zmywarki, włączając ją, gdy była już zapełniona. 

Było  kilku  fanów,  którzy  zostawiali  sobie  srebrne  sztudce,  jakich  używałem,  więc  obserwowanie 

Belli trzaskającej drzwiczkami zmywarki i obracającej pokrętło, było jedną z najbardziej przynoszących 
mi ulgę rzeczy od dłuższego czasu. 

A  kiedy  wieczór  dobiegł  kooca,  kroczyłem  dumnie  przez  ich  ogródek,  zmierzając  z  szerokim 

uśmiechem na twarzy do swojego domu. 

Minęło  wiele  czasu, od  kiedy  mogłem  zjeśd  obiad  –  albo  w  zasadzie  zjeśd cokolwiek  –  z  ludźmi, 

którzy mnie nie znali lub nie zwracali uwagi na to, że jestem sławnym aktorem. To było cudowne. 

Tym razem zatrzymałem się tu tylko na tydzieo, ale przed wyjazdem pożegnałem się z nimi. 
Następnym razem zawitałem tu w lutym, a śnieg na moim podjeździe był wyższy niż samochód. 

Więc  zaparkowałem  na  poboczu  i  wyszedłem  z  samochodu,  nie  wiedząc,  jak  dotrzed  do  własnego 
domu. 

Kiedy  go  kupowałem,  nie  pomyślałem  o  tym,  że  będę  musiał  odśnieżad  podjazd  podczas  zimy, 

a tak bardzo lubiłem tu wtedy przyjeżdżad. 

Przedostałem  się  więc  na  drugą  stronę  ulicy  i  na  podjazd  Belli,  trzymając  się  poręczy  jej  ganku, 

kiedy wspinałem się po schodach i zapukałem do drzwi. 

Radośnie  mnie  powitała  i  ponownie  zaprosiła  do  środka.  Pokręciłem  głową,  uśmiechając  się 

i wskazując za mnie, gdzie sterta śniegu zasypała mój podjazd oraz pytając, czy mogę pożyczyd łopatę. 

Zaśmiała się ze mnie i przyłożyła jedną rękę do ust, a drugą machnęła, żebym wszedł do domu. 
- Jake! – krzyknęła, zamykając za mną drzwi, gdy stałem ogłupiały w salonie. – Kochanie, Edward 

musi pożyczyd szuflę! 

   Zacząłem panikowad. Nie wiedziałem, jak jej użyd. Mój ojciec zawsze zmuszał nas do używania 

jej i za każdym razem wracałem do domu z pęcherzami na zdrętwiałych rękach. Ale to było coś, do 
czego byłem przyzwyczajony. Coś, czego byłem gotowy użyd jeszcze raz. 

Cała  ta  perspektywa  użycia  narzędzia,  które  mogę  złamad  samym  dotykiem,  nieco  mnie 

denerwowała.  Byłem  dosyd  staromodnym  facetem  i  chociaż  uwielbiałem  swojego  laptopa,  była  to 
jedyna nowinka technologiczna, którą posiadałem i wiedziałem, jak jej używad. 

- Bello, ja nie... 
Ponownie  na  mnie  machnęła,  a  ja  westchnąłem,  przeczesując  ręką  moje  niesforne,  brązowe 

włosy, kiedy poszła w głąb domu.  Za chwilę powróciła z holu z Jacobem i powiedziała, że on pomoże 
mi odśnieżad podjazd. 

Zaprotestowałem,  a  ona  machnęła  na  mnie  kolejny  raz  i  wywróciła  oczami,  kiedy  ich  dwójka 

prowadziła mnie do kuchni i przez drzwi prowadzące do garażu. 

background image

Jacob  wręczył  mi  łopatę  i  wcisnął  przycisk  do  automatycznego  otwierana  garażowych  drzwi,  po 

czym podszedł do ustrojstwa, które wyglądało bardzo niebezpiecznie. 

Ryknąłem  na  życie,  gdy  stałem  tam,  trzymając  głupio  szuflę  i  obserwując,  jak  pchnie  ją  wzdłuż 

ulicy i z łatwością atakuje leżącą przed nim stertę śniegu. 

Obróciłem  się  do  Belli  i  spytałem,  co  ja  do  cholery  mam  z  nią  robid,  skoro  on  tak  sprawnie  ze 

wszystkim sobie radzi. 

Znowu się ze mnie zaśmiała i wyjaśniła, że Jacob robi mi przejście, żebym mógł zacząd odśnieżad 

ganek, kiedy  skooczy zajmowad się podjazdem. 

-  Wiesz,  on  naprawdę  nie  musi  tego  robid.  Gdyby  tylko  mógł  pokazad  mi,  jak  tego  użyd.  – 

Przełknąłem  ciężko,  patrząc  ostrożnie  z  garażu,  jak  chłopak  wszystko  odgarnia,  po  czym  ponownie 
spojrzałem na dziewczynę. – Mógłbym sam się tym zająd. Nie chcę sprawiad waszej dwójce kłopotów. 

-  Edward, to właśnie  robią sąsiedzi  –  wyjaśniła mi, wzruszając ramionami i posyłając  uśmiech.  – 

Nawet się tym nie przejmuj. 

-  Zabiorę  was  na  obiad  –  zaoferowałem  szybko,  wyciągając  przed  siebie  rękę.  –  Żeby  się  za  to 

odwdzięczyd. 

Wywróciła  oczami  i  ponownie  na  mnie  machnęła.  –  To  właśnie  robią  sąsiedzi  –  powtórzyła, 

krzyżując ramiona na piersi i wzdychając delikatnie. – Kiedy skooczycie, przygotuję wam kakao. 

I  zanim  zdążyłem  się  sprzeciwid,  zniknęła  w  środku  domu  i  stanowczo  zamknęła  za  sobą  drzwi, 

koocząc naszą rozmowę i nie pozostawiając mi innego wyboru niż powrót do mojego domu. 

W ciągu godziny odśnieżyliśmy z Jacobem podjazd i ganek, a kiedy chciałem tylko zwrócid szuflę, 

złapał mnie za ramię i poprowadził do swojego domu, gdzie czekały na nas na stole trzy kubki gorącej 
czekolady, wszystkie z bitą śmietaną i piankami marshmallows. 

Bella  poinformowała  mnie,  że  zawsze  najwięcej  śniegu  pada  wtedy,  gdy  mnie  tu  nie  ma,  więc 

kiedy  będą  wiedzieli,  że  mam  przyjechad,  mogliby  odśnieżad  mój  podjazd.  Zaprotestowanie  do 
niczego  by  mnie  nie  doprowadziło,  kiedy  oboje  wpatrywali  się  we  mnie  bezmyślnie  do  czasu,  aż 
westchnąłem i zgodziłem się na to, zapisując im swój numer telefonu i mówiąc, że zadzwonię, kiedy 
będę miał w planach przyjechad tu podczas zimy. 

   I  tak  było  przez  cały  ubiegły  rok.  Zawsze  chciałem  ich  gdzieś  zabrad,  aby  się  odwdzięczyd,  ale 

oboje  mówili,  że  to  żaden  problem.  Kooczyło  się  na  tym,  że  to  ja  dołączałem  wieczorem  do  ich 
obiadu. 

Po  jakimś  czasie  przestałem  się  temu  sprzeciwiad.  Bella  była  wspaniałą  kucharką  i  nie  mogłem 

zaprzeczyd,  że  naprawdę  lubiłem  spędzad  czas  w  towarzystwie  swoich  sąsiadów.  Było  przyjemnie 
i odprężająco. To coś, czego zawsze potrzebowałem po długiej jeździe z lotniska w Albany. 

Poregulowałem  torbę  wiszącą  na  moim  ramieniu  i  nieznacznie  przechyliłem  głowę,  gdy 

zauważyłem  czerwoną,  starą  furgonetkę  Belli  stojącą  na  podjeździe.  Kiedy  przyjeżdżałem,  oboje 
zawsze byli w domu, a ja wiedziałem, że garaż był za bardzo przepełniony, żeby mógł się tam zmieścid 
samochód.  

Wzruszając  ramionami,  przeszedłem  cztery  stopnie  schodków  prowadzących  na  ganek 

i dostrzegłem notatkę przyklejoną do moich frontowych drzwi. 

 
Edwardzie, 
Przyjdź, jeśli jesteś cały. 
Bella 
 
Zachichotałem,  potrząsając  głową  i  zrywając  notkę  oraz  wsadzając  klucze  do  zamka,  otwierając 

przy tym drzwi i wchodząc do środka. 

Położyłem ciężkie torby w przedsionku, nim zamknąłem dom i ponownie  wyciągnąłem ręce nad 

głową. Jęknąłem szczęśliwie i pokręciłem głową, żeby rozluźnid szyję, a następnie przeszedłem przez 
salon i ruszyłem do kuchni, aby złapad telefon stacjonarny. 

Moja komórka nie miała zasięgu, kiedy tu byłem. Znajdowałem się na odludziu, gdzie nawet nie 

można było odebrad telefonu. 

Kochałem to. 

background image

Dzięki mojej matce dom został w pełni wyposażony. Razem z ojcem postanowili złożyd mi wizytę, 

aby zobaczyd, jak mieszkam i poczud małe miasteczko, które uwielbiałem i opowiadałem o nim, gdy 
tylko mogłem. 

Widząc  słabo  urządzoną  i  udekorowaną  chatkę  z  bala,  zaciągnęła  swojego  małżonka  do 

samochodu i nakazała znaleźd mu drogę do sklepu meblowego Springs and the Taft

Ledwie znalazłem czas, by mrugnąd, zanim wyjechali i spędziłem czas u Belli i Jacoba, narzekając 

na  to,  jak  miała  w  planach  sprawid,  że  miejsce  do  którego  uciekam,  będzie  urządzone  dla 
niewidzialnych ludzi, którzy zawsze mnie tam witają, gdy przyjeżdżam.   

Szczęka mi opadła, kiedy trzy godziny później zobaczyłem dwa – nie jeden, ale dwa – wozy, jakie 

zaparkowały przed moim domem i zaczęły wyładowywad ogromną ilośd mebli i ozdobnych posągów.  

Nawet  nie  mogłem  się  z  tego  powodu  zezłościd,  bo  moja  matka  kochała  to  robid. 

Odremontowywała,  urządzała  od  nowa  i  kupowała  wyposażenie,  którego  nikt  tak  naprawdę  nie 
potrzebował, do czasu aż jej serce stało się zadowolone. 

Pozornie mój nowy dom wcale nie różnił się od tego rodzinnego. 
Siedząc  na  zbyt  wysoko  wycenionym  i  postawionym  w  jadalni  krześle,  wykręciłem  na  telefonie 

numer do moich rodziców i przyłożyłem go do ucha. 

Moja matka odebrała po drugim sygnale, nie fatygując się nawet, żeby powiedzied „cześd”. 
- Wszystko z tobą w porządku? 
-  Przecież  dzwonię  do  ciebie,  co  nie?  –  spytałem  mile,  opierając  się  na  drogim  stole  i  chowając 

dłoo w moich potarganych włosach. 

- Powinieneś byd jeszcze w Kalifornii – przeciwdziałała. – Wszystko w porządku? 
- Tak. – Uśmiechnąłem się, pocierając moje zmęczone oczy. 
- Masz jedzenie? 
- Mamo, dopiero wszedłem. Później pójdę na zakupy. 
- A co zjesz dzisiaj wieczorem? 
- Dostałem notatkę od Belli, że jestem do niej zaproszony, gdy tylko się zjawię. 
Spojrzałem na drzwi, zauważając nierozważnie zrzuconą w pośpiechu na ziemię kartkę, która tam 

spadła, ponieważ chciałem jak najszybciej dostad się do domu, aby nie przebywad już w samochodzie 
lub samolocie. 

- Och! – Mogłem usłyszed radośd w jej głosie i wywróciłem oczami, potrząsając również głową. – 

No to cię już nie zatrzymuję! 

- Mamo, proszę... – błagałem, wzdychając ciężko. 
Odkąd  poznała  Bellę  tego  nieszczęsnego  dnia  z  incydentem  meblowym,  stała  się  nieugięta,  aby 

nas zeswatad. Dla niej to, że ona była już z facetem, który prawdopodobnie złamałby mi kark w dwie 
sekundy, nie miało znaczenia, bo Esme Cullen uważała, że Bella Swan jest dla mnie stworzona. 

Podczas gdy ja uważałem ją za bardzo atrakcyjną i lubiłem spędzad czas w jej towarzystwie, byłem 

doskonale  pewny  Jacoba  i  starałem  się  najlepiej,  jak  mogłem,  aby  nie  zobaczyd  w  tej  dziewczynie 
kogoś ważniejszego niż przyjaciółkę.  

- Pa, kochanie! Kocham cię! – zadwierkała przed rozłączeniem się.  
Wywracając  oczami,  wyłączyłem  telefon  i  ziewnąłem,  potrząsając  głową,  gdy  nagle  podniosłem 

swoje zmęczone ciało z krzesła i odwiesiłem słuchawkę. 

Przetarłem  oczy  i  po  raz  kolejny  wyciągnąłem  się  przed  powrotem  do  salonu  i  wniesieniem  na 

piętro toreb, które leżały w przejściu. 

Wyciągając  rzeczy  potrzebne  do  kąpieli  z  dna  drugiej  torby,  zacząłem  marudzid  o  tym,  że  Alice 

chowa  wszystko,  co  jest  mi  potrzebne  w  miejscu,  w  którym  szukam  na  samym  koocu,  i  ruszyłem 
korytarzem do łazienki. 

Powinienem  otworzyd  kilka  okien  i  pozwolid  cudownemu,  przeraźliwie  zimnemu  powietrzu 

wlecied do środka, aby przewietrzyło dom. Powinienem rozpakowad swoje ciuchy, tak jak obiecałem 
Alice.  Powinienem  zaparzyd  sobie  kawę  albo  pójśd  na  miasto,  aby  -  tak  jak  zawsze  -  kupid  Belli 
i Jacobowi  butelkę  wina.  Cholera,  powinienem  iśd  do  sklepu,  żebym  jutro  rano  nie  musiał  jeśd 
czerstwych krakersów. 

background image

Za to podszedłem i odkręciłem kurek  przy prysznicu i ustawiłem go na najgorętszy strumieo, po 

czym rozebrałem się i wszedłem pod wodę. 

Jęknąłem,  jakbym  odczuwał  ekstazę  i  odrzuciłem  głowę  do  tyłu,  opierając  ręce  na  ścianie 

prysznica, zamykając oczy.  

Prawie  nic  nie  dorównywało  niezwykle  gorącemu  prysznicowi  w  cichym  domu,  o  którym  nie 

wiedział nikt oprócz moich najbliższych oraz Belli i Jacoba, a także paru tutejszych ludzi. 

Doskonały spokój. 
 

~*~ 

 

*BELLA* 

 
Obserwowałam,  jak  błyszczące,  wypożyczone,  srebrne  Volvo  zaparkowało  na  podjeździe 

naprzeciw i oplotłam się ramionami, przygryzając dolną wargę, kiedy kontynuowałam patrzenie, gdy 
wychodził ze swojego samochodu i rozciągał się. 

Zadzwonił ubiegłej nocy, a jego sennemu głosowi udało się wymamrotad, że dzisiaj przyjedzie. 
 Prawie się wzdrygnęłam na samą myśl o odgarnianiu śniegu. Teraz garaż jest o wiele czystszy, ale 

to nie znaczy, że tę cholerną rzecz łatwiej było wymanewrowad. Zimowy puch był ciężki i nietajny jak 
zawsze i nienawidziłam go z całego serca. 

 Ale byliśmy umówieni i nie miałam zamiaru pozwolid czemuś tak głupiemu jak śnieg sprawid, że 

zrezygnuję ze swojego celu. On przyjechał tu, aby odpocząd od wszystkiego, a nie żeby spędzad wiele 
godzin na odśnieżaniu podjazdu. 

A  Edward  Cullen,  który  pokazywał  się  na  moim  ganku  każdego  miesiąca,  zdecydowanie 

potrzebował  czasu  do  relaksu.  Pierwszego  wieczoru  zawsze  przychodzi  tu  z  podkrążonymi, 
czerwonymi oczami i zostaje na obiad bez względu na to, jak bardzo jest śpiący. 

Przynajmniej mogłam odśnieżyd mu podjazd, żeby go trochę odciążyd. 
Podarowanie mu dwunasto-paku piwa jako prezent powitalny było genialnym pomysłem  Jake’a. 

A ten dupek został w przytulnym domu, kiedy ja poszłam przywitad nowego sąsiada. 

Nie  pamiętam,  jak  dałam  mu  się  przekonad,  że  to  ja  powinnam  udad  się  tam,  aby  go  poznad. 

Nowy, sławny mieszkaniec prawdopodobnie chciałby się mnie pozbyd ze swojego ganku i ze swojego 
pola widzenia. 

Musiałabym  byd  ślepa,  głucha  i  całkowicie  odosobniona,  jeśli  nie  wiedziałabym,  kim  on  jest. 

Cholera,  śliniłam  się  na  jego  widok,  odkąd  kilka  miesięcy  temu  pojawił  się  na  radarze  Hollywood. 
Nigdy nie oczekiwałam, że mogę mieszkad w tym samym mieście, co on. 

I w  chwili, kiedy  miałam już zostawid schłodzone  piwo na jego ganku, drzwi  nagle się otworzyły 

i każda spójna myśl rozproszyła się w przeciągu sekundy. 

Ekran filmowy nie ukazywał go odpowiednio. Jego dziwnie brązowe włosy sterczały każdy w inną 

stronę,  a  żywe,  zielone  oczy  zmusiły  mnie  do  odwrócenia  wzroku,  kiedy  plątałam  się  podczas 
wypowiadania  swojego  imienia.  A  gdy  zapraszał  mnie  do  środka,  jego  głos  prawie  sprawił,  że  się 
rozpłynęłam. 

I wtedy kilka z najbardziej nieprzyzwoitych myśli przebiegło przez moją głowę. Poczułam, że moje 

policzki zaczynają płonąd i byłam pewna, że prawie niemożliwym odcieniem czerwieni. 

Więc odmówiłam, a on się do mnie uśmiechnął. Niemal miałam pewnośd, że moje serce przestało 

w tamtej chwili na minutę bid. 

Wsadziłam  piwo  w  jego  ręce,  a  on  mi  podziękował,  po  czym  przeniosłam  się  do  swojego 

bezpiecznego domu, karcąc się i próbując pozbyd się z głowy wizerunku tej idealnej linii szczęki. 

Jake  siedział  na  kanapie  na  wpół  złożony  ze  śmiechu,  bo  przyglądał  się  scenie,  która  miała 

niedawno miejsce po drugiej stronie ulicy. 

Odmówiłam rozmawiania z nim przez resztę nocy. I prawie mi się to udało. Potem wyszedł z domu 

i  wrócił  z  najbardziej  wzruszająco  wyglądającym  bukietem  kwiatów  z  jednego  ogólnospożywczego 
sklepu, więc nie mogłam się już na niego gniewad. 

background image

Minęło  kilka  dni,  zanim  Edward  pojawił  się  na  moim  ganku  z  butelką  mojego  ulubionego, 

czerwonego wina w dłoni i niewymuszonym, leniwym uśmiechem na twarzy. 

Strasznie stało się z nim twarzą w twarz, kiedy był ode mnie wyższy. Na dodatek myśl o tym, że 

Jacob siedział kilka metrów dalej, powstrzymywała mnie przed tym, co chciałam zrobid z jego szczęką. 

Razem z moim chłopakiem zaprosiliśmy go na obiad, a on szybko się zgodził, odprężając się razem 

z Jakiem w salonie, kiedy ja przyrządzałam steki i wtrącałam swoja trzy grosze, gdy przenieśli się do 
ogrodu. 

Kiedy noc dobiegała kooca, nie wiedziałam, co o nim sądzid. Połowa mnie miała nadzieję, że jest 

jednym z tych snobistycznych aktorów, którzy myślą tylko o sobie, dzięki czemu moje fantazjowanie 
dobiegłoby kooca. 

Za  to  był  dobrym,  normalnym  facetem,  który  chciał  znaleźd  jedynie  trochę  spokoju  i  ciszy 

w ustronnym miejscu, gdzie nikt go nie znał. Nawet nie wspomniał, czym się zajmuje, a my go o to nie 
wypytywaliśmy. 

I oczywiście fantazje tylko się pogorszyły, gdy mówił i harmonizował z naszym małym miejscem na 

świecie.  Sposób,  w  jaki  zamykał  oczy,  w  jaki  brał  pierwszy  kęs  steku  albo  jak  oblizywał  usta  po 
skooczeniu  posiłku...  cholera,  nawet  sposób,  w  jaki  pił  piwo  sprawiał,  że  mój  umysł  oddalał  się  do 
miejsca, w którym nigdy nie powinien się znajdowad. 

Zwłaszcza,  że  mój  chłopak  siedział  obok  ze  swoją  ręką  na  mym  kolanie,  głaszcząc  kciukiem 

materiał dżinsów, kiedy podtrzymywał rozmowę z Edwardem. 

Mimo  że  świetnie  się  czułam  w  towarzystwie  chłopaka,  poczułam  pewnego  rodzaju  ulgę,  gdy 

zaczął  się z nami żegnad. Mogłam wrócid do swojego życia, który wyglądałoby jak wcześniej, zanim 
dałam się wplątad w podarowanie nowemu sąsiadowi dwunasto-paku piwa. 

Sierpieo dobiegał kooca i aż do lutego nie zawracałam sobie za bardzo głowy nowym właścicielem 

pustego domu, który znajdował się naprzeciw. 

A  kiedy  ponownie  pojawił  się  na  moim  ganku  wyglądając  na  zakłopotanego,  nie  mogłam 

powstrzymad śmiechu, kiedy wskazał na grubą warstwę śniegu, która pewnego razu pojawiła się na 
jego podjeździe. 

Natomiast  gdy  razem  z  Edwardem  i  Jacobem  usadowiliśmy  się  w  kuchni,  a  jego  długie  palce 

i szerokie  dłonie oplotły  delikatnie  mój  radosny  kubek  ze  świętym  Mikołajem,  ustanowiliśmy  naszą 
śnieżną, podjazdową umowę. 

Zawsze,  kiedy  przybywał  do  miasta,  pokazywał  się  przed  moim  domem,  a  ja  zapraszałam  go  na 

obiad.  Stało  się  to  naszym  rytuałem  i  czymś, czego od  siebie  nawzajem  oczekiwaliśmy.  Edward  był 
dobrym  człowiekiem,  a  przez  ostatni  rok  równie  cholernie  dobrym  przyjacielem.  Nie  mogłam  się 
doczekad, aby zobaczyd jakiś wypożyczony samochód, którymi zawsze podjeżdżał na podjazd. 

Jake  mnie  na  tym  przyłapał,  powodując  spięcie  w  naszym,  do  tej  pory  dobrze  układającym  się, 

związku.  Nieważne,  ile  razy  mówiłam  mu,  że  jego  brak  pewności  siebie  jest  bezpodstawny  -  nie 
wierzył mi. Powiedział, że każde z nas posługuje się swoim własnym językiem. Opowiadanie żartów, 
których on nie rozumiał albo sądził, że są bardzo śmieszne,  kiedy  śmialiśmy się do rozpuku, szybko 
zmieniło się w rozmowy o wszystkim, o czym do tej pory nigdy nie wspominaliśmy, a także tym, że 
zaraz po skooczeniu obiadu wpadamy w rutynę. 

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam i nie zauważyłam, że to się dzieje podczas zbierania naczyo 

i odkładania ich oraz sprzątania bałaganu, który robiłam, kiedy Jake mi go wskazywał. 

Nawet  jeśli  Edward  znikał  na  kilka  miesięcy,  Jacob  przyłapywał  mnie  na  wymykaniu  się,  aby  do 

niego  zadzwonid,  gdy  nie  było  go  w  pobliżu.  To  kompletny  absurd,  bo  mimo  że  od  tamtego  czasu 
zaczął o tym myśled, nie oddalał się ode mnie. Robił to jedynie wtedy, gdy musiał iśd do pracy, wziąd 
prysznic lub skorzystad z toalety. 

Na  dodatek  byłam  całkiem  szczęśliwa  z  naszego  związku.  Kilka  fantazji  o  chłopaku  z  sąsiedztwa, 

który  jest  znanym  aktorem,  nie  znaczyło,  że  rzuciłabym  Jake’a  i  próbowałabym  umawiad  się 
z Edwardem Cullenem. 

Nie,  żeby to w ogóle było możliwe... Zwykła dziewczyna jak ja, nie spotyka się z kimś takim jak on. 

Sama myśl o tym była śmieszna. 

background image

No  i  z  Jacobem  zaczęliśmy  się  nawet  kłócid  o  najgłupsze  rzeczy,  o  jakich  mógł  pomyśled:  że 

zostawiłam otwarte drzwi do łazienki, kiedy brałam prysznic, że nie pocałowałam go na dobranoc, że 
w jakiś magiczny sposób sprawiłam, iż jeden ze szklanych kubków do kawy spadł z półki, mimo że nie 
było mnie wtedy w domu albo że przeze mnie  spóźnił się do pracy, bo nie zrobiłam mu rano kawy – 
a to  tylko  kilka  spraw,  o  które  się  sprzeczaliśmy.  Byliśmy  w  stałym  napięciu  cały  czas  gotowi,  aby 
zwężad  na tę  drugą osobę  swoje  oczy.  Mój w  miarę  idealny  związek  z  Jakiem  rozpadał  się  dookoła 
mnie, ponieważ wypominał mi te rozmowy telefoniczne, które odbierał jako nieistniejące zagrożenie. 

 Tego już było za wiele, a gdy Edward zadzwonił wczoraj wieczorem, mój chłopak powiedział, że 

odchodzi. I wyszedł. Nie tracił czasu na zabranie tych wszystkich małych rzeczy  ze swojego domu i po 
prostu zniknął minionej nocy. 

Przez cały dzieo próbowałam się do niego dodzwonid, ale nigdy nie odbierał, a linia telefoniczna 

jego ojca zawsze była zajęta. 

Aby oderwad od tego mój umysł, ruszyłam do garażu, wyciągnęłam szuflę i skierowałam się z nią 

w  stronę  domu Edwarda. Byłam pod wrażeniem, kiedy skooczyłam odśnieżad podjazd po niecałych 
dwóch godzinach i zadowolona wróciłam do siebie. 

 Ale  wtedy  weszłam  do  środka  i  sprawdziłam,  czy  nie  przegapiłam  żadnych  telefonów,  a  moje 

serce  ponownie  opadło,  kiedy  urządzenie  nie  świeciło,  oznajmiając,  że  ktoś  próbował  się  ze  mną 
skontaktowad. 

Odmówiłam zrezygnowania z rytuału tylko dlatego, że Jake zachowywał się niepewnie i dziecinnie. 

Szybko  napisałam  Edwardowi  notkę,  po  czym  ponownie  chwyciłam  szuflę  i  poszłam  do  jego 
mieszkania,  szybko  rzucając  łopatę  na  jego  ganek.  Przykleiłam  kartkę  na  drzwiach  jego  domu,  co 
robiłam dosyd  rzadko, a następnie przebiegłam szybko drogę  powrotną, zanim zdążyłabym zmienid 
zdanie i zerwad tą wiadomośd. 

Wydaje mi się, że byłam w szoku. Nawet nie potrafiłam płakad, a to nie było normalne, prawda? 

Spędziłam z nim trzy lata, a fakt, że mnie zostawił, cholernie mnie zabolał. Ale czy nie powinnam się 
bardziej  smucid?  Nie  powinnam  byd  w  tragicznym  stanie,  trzymając  kurczowo  poduszkę  przy  piersi 
i żałośnie się w nią wypłakiwad? Nie powinnam robid czegoś innego oprócz oglądania, jak mój sławny 
sąsiad przechodzi się wzdłuż podjazdu? 

A teraz wiedziałam. Kiedy ujrzałam, jak Edward odrywa notkę z drzwi i wchodzi do środka, zaczęło 

mi się kłębid w żołądku. 

 
Tak,  zaprosiłam  sąsiada,  który  doprowadził  Jake’a  do  zazdrości  i  bezpodstawnej  wściekłości,  na 

zwykły obiad – świetny pomysł, Bello. 

 
Pokręciłam głową i odeszłam od okna, przeczesałam ręką włosy i ospale weszłam do kuchni, żeby 

sprawdzid zupę z kurczaka, która zaczęłam przyrządzad po powrocie od Edwarda. 

 A łzy  nadal nie  napływały. Czułam ból w  klatce  piersiowej, ale z mych oczu nie wydobywały się 

żadne słone krople. Nie było żadnej potrzeby, aby się wypłakad i przywalid w coś pięściami w nadziei, 
że to uwolni gniew i frustrację, która mogła we mnie powstad. 

Oddychając ciężko, przetarłam twarz rękoma i chwyciłam z szafki kubek. 
Dwadzieścia minut i dwie kawy później, czego wcale nie chciałam, usłyszałam głos jego ociężałych 

kroków na moim ganku, a następnie dźwięk dzwonka. 

Otrząsnęłam  się  i  wzięłam  głęboki  oddech,  po  czym  wstałam  od  jadalnianego  stołu  i  nerwowo 

wygładziłam bluzkę, gdy poszłam w kierunku drzwi. 

Z  jeszcze  jednym  oddechem  złapałam  za  gałkę  i  przekręciłam  ją,  a  oddech  uwiązł  mi  w  gardle, 

kiedy na niego spojrzałam. 

Znowu zaczęło padad i w jego mokrych włosach znajdowały się płatki śniegu, które przykleiły się 

także  do  jego  długich  rzęsa  i  szybko  stopniały  na  ramionach.  Jego  ciemny,  zimowy  płaszcz  został 
ciasno owinięty wokół ciała, a dżinsy już zmokły od przejścia przez ulicę. 

Uśmiechał się do mnie, a jego usta drżały z zimna, kiedy jego zielone oczy napotkały moje. 
Boże, on się nigdy nie zmienia. Cokolwiek takiego było w Californii, co sprawiało, że jej mieszkaocy 

wyglądali wciąż młodo, naprawdę na niego działało... 

background image

- Bella! – wykrzyknął radośnie, obejmując mnie mocno ramionami. 
Zaskoczona  tym  nagłym  kontaktem  zaczęłam  biadolid,  że  się  uduszę.  Przez  cały  rok  naszej 

znajomości nie było innych okazji do kontaktu niż te przypadkowe, a żartowaliśmy ze sobą przez  cały 
czas.  Nigdy  się  nie  przytulaliśmy,  a  wstrząs  elektryczny,  który  poczułam,  kiedy  ręką  ledwo  dotknął 
mojego ramienia, zszokował mnie. 

- Miło cię zobaczyd – zaśmiał się w moje ramiona, po czym uwolnił z uścisku i wyszczerzył się do 

mnie. – Co słychad? 

-  Uch...  –  zająknęłam  się,  szybko  łapiąc  się  skraju  drzwi,  aby  urywad  równowagę.  –  Wszystko... 

w porządku. 

Uśmiech, w który składały się jego usta zmalał i Edward uniósł na mnie brew, pocierając ręce. 
-  Wejdź!  –  powiedziałam  szybko,  schodząc  mu  z  drogi  i  dając  sobie  jeszcze  lepszy  pretekst,  aby 

złapad się drzwi mocniej. – Na dworze jest naprawdę zimno. 

-  Jeszcze  się  do  tego  nie  przyzwyczaiłem  –  zaśmiał  się,  wchodząc  do  salonu  i  szybko  zrzucając 

płaszcz. 

Czekał aż zamknę drzwi, zanim powiesił go w szafie naprzeciw mnie. Głośno wciągnął powietrze 

nosem. 

-  Głodny?  –  zaśmiałam  się  delikatnie,  potrząsając  głową  i  rzucając  jeszcze  jedno  spojrzenie 

w stronę okna. 

Jake’a tam nie było. 
- Wygłodniały – oświadczył, głaszcząc się po brzuchu. – Ale tym razem nie przyniosłem wina. 
Machnęłam na niego, ponownie potrząsając głową, kiedy przejęłam prowadzenie i zaprowadziłam 

go do kuchni, żeby wziąd dwie miski z szafki nad kuchenką. 

- Chyba mam jeszcze trochę z ostatniego razu, kiedy go przyniosłeś. Chcesz? 
- No jasne! – zawołał, trzymając ręce nad głową i przeglądając lodówkę i półki, zanim znalazł na 

dole pół butelki wina i zaczął mu się przyglądad. – Kupowaliście jeszcze jakieś, kiedy mnie nie było? 

Uśmiechnęłam się i przytaknęłam, nalewając ostrożnie zupę do misek. 
-  I  w  ogóle  gdzie  jest  Jake?  –  zapytał  mimochodem,  podnosząc  trzy  kieliszki  do  wina  z  szafki 

naprzeciw  lodówki  i  kładąc  je  na  blacie.  –  Nie  ma  jego  samochodu.  W  koocu  posprzątaliście 
w garażu? 

Pewnego  dnia  rozmawialiśmy  o  tym,  jak  wielkim  wyczynem  będzie  dla  nas  ogarnięcie  tego 

zagraconego pomieszczenia. Obsesja Jake’a związana z motocyklami, brudnymi rowerami i wielkimi, 
połamanymi  częściami  pojazdów,  które  mógł  naprawid,  zajmowała  każdy  cal  zimnej,  garażowej 
podłogi,  a my nigdy nie byliśmy w stanie, aby dopasowad te części do samochodu. 

Moje  serce  zawirowało  i  wzięłam  głęboki  oddech,  przygryzając  dolną  wargę,  zastanawiając  się 

ostrożnie, jak odpowiedzied  Edwardowi, gdzie znajduje  się teraz Jacob. Prawdę mówiąc, sama tego 
nie wiedziałam, a to, że do jego ojca nie można się było dodzwonid, nie oznaczało, że tam jest. Miał 
siostry, więc mógł  zatrzymad się  u nich, a Billy  po prostu by mnie zwodził, wiedząc, że  dzwonię do 
niego, bo szukam jego syna. 

A jednak wciąż nie płakałam. Nawet uczucie kłucia w nosie nie zapowiadało, że się na to zanosi.  
- Nie  wiem – odparłam cicho, patrząc uważnie na zupę i nadal ją nalewając. 
Nie odzywał się i nie usłyszałam nawet, jak nalewał wino, lecz mimo wszystko mogłam poczud na 

sobie jego wzrok. 

- Bella, wszystko w porządku? 
Obawa  w  jego  głosie  mogłoby  mnie  zabid.  W  zasadzie  niemal  tego  pragnęłam.  Nie  było  mowy, 

żebym powiedziała Edwardowi, dlaczego Jake mnie opuścił. To było tak żenujące, że równie dobrze 
mogłabym zacząd kopad sobie dół, w którym bym żyła.  

Obie miski zostały już wypełnione zupą, więc położyłam je na blacie obok kuchenki i obróciłam się 

w jego stroną, zwilżając wargi. 

- Jake i ja nie jesteśmy już ze sobą – powiedziałam. – Nie układało nam się i on... – Skrzyżowałam 

ramiona na piersi i wbiłam wzrok w stopy. – Odszedł wczoraj w nocy. 

Kontynuowałam  wpatrywanie  się  w  podłogę,  gdy  usłyszałam,  jak  się  zbliża  i  przygryzłam  dolną 

wargę, kiedy wszedł w moje pole widzenia. 

background image

- Bello, tak mi przykro. 
Spojrzałam na niego i polizałam usta, potrząsając głową i śmiejąc się nerwowo. 
- To nie twoja wina. 
Przynajmniej nie w całości i nieświadoma. 
- Nie o to chodzi. Chcesz, żebym przyszedł na obiad innym razem? Bo zostaję tu na trzy tygodnie... 
- Nie! – odpowiedziałam szybko. – Nie mogę już o tym myśled. 
Zaoferowałam mu żałosny śmiech i z łatwością wzruszyłam ramionami. 
Tak  naprawdę  nie  kłamałam.  Nie  mogłam  myśled  o  tym,  że  ledwo  czuję  coś  więcej  niż  ból  do 

mężczyzny,  z  którym  spędziłam  trzy  lata  swojego  życia,  i  nie  wyrywam  sobie  przy  tym  włosów 
z głowy. 

Edward, źródło wszystkich problemów, z którymi miałam obecnie do czynienia, był kimś, kto mnie 

rozpraszał, lecz nawet jeśli zależałoby od tego moje życie, nie potrafiłabym się go pozbyd. 

- Jesteś pewna? 
Przytaknęłam,  obracając  brodę  z  kierunku  wina  i  kieliszków.  –  Mam  zupę  i  wino,  więc  może 

postarajmy się dobrze bawid przez resztę wieczoru, co? Opowiedz mi, co u ciebie. 

Zwęził na mnie oczy, po czym powoli kiwnął głową i wrócił do wina. Wypuściłam powietrze z ust 

i odwróciłam się, aby wziąd miski z zupą, starając się zrównoważyd je w rękach. Wolno weszłam do 
jadalni i położyłam je na stole. 

Wyglądałam za moim przyjacielem, odkąd zadzwonił wczorajszego wieczoru i nie miałam zamiaru 

pozwolid Jake’owi to zrujnowad.  

-  Czekaj.  –  Obróciłam  się  i  zauważyłam  go  stojącego  w  drzwiach  kuchni  z  dwoma  kieliszkami 

z winem w dłoniach i z perfekcyjnie wygiętymi w łuk brwiami, które na mnie uniósł. – Trzy tygodnie? 

Wyszczerzył się i przytaknął z entuzjazmem, wręczając mi kieliszek przed upiciem łyka ze swojego.  
- Wziąłem sobie urlop. To mój prezent świąteczny. 
Zaśmiałam  się  i  pokiwałam  głową,  trzymając  w  ręce  kieliszek  i  zderzając  się  z  jego.  –  Wesołych 

świąt, Edwardzie. 

Znowu się do mnie uśmiechnął, po czym usiadł na stole i oblizał wargi na widok zupy, która stała 

naprzeciw.   

Zaśmiałam  się  i  zajęłam  miejsce  po  drugiej  stronie,  odkładając  kieliszek  i  biorąc  łyżkę  oraz 

obserwując, jak on robi dokładnie to samo i szybko zdobywa zupę. 

Uśmiechnęłam  się  łagodnie  i  pokręciłam  głową,  wzdychając  lekko,  gdy  wsadzałam  sztuciec  do 

miski. 

Więc nie mam już chłopaka. Ale mam przyjaciela, który siedzi przy stole naprzeciwko mnie, a jego 

melodyjny głos opowiada mi w przerwach między jedzeniem zupy o wszystkim i niczym, co robił od 
lutego tego roku. I naprawdę nie potrzebuję niczego więcej.