background image

Catherine George

Gwiazdka z nieba

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Elinor Gibson przeliczyła się, bo była dopiero w połowie drogi, gdy 

rozpętała się śnieżyca. Samotna młoda kobieta z wysiłkiem brnęła pośród 

zamieci i mroku. Na tym odcinku było niewiele domów i jeszcze mniej 

latarni, więc za każdym kręgiem żółtawego światła ciemność zdawała się 

jeszcze czarniejsza. 

Miała wrażenie, że cały świat sprzysiągł się przeciwko niej. Wyrzucała 

sobie,   że   przed   wyjazdem   z   Cheltenham   nie   zamówiła   taksówki.   W 

Chepstow   na   postoju   było   pusto,   a   do   Stavely   miała   dwa   kilometry. 

Początkowo gniew dodawał jej energii i szła raźnym krokiem, lecz potem, 

na   pustoszejącej   drodze,   zwolniła.   Podróżna   torba   ciążyła   jej   coraz 

bardziej,  a  pasek   wypchanej   torebki   boleśnie   wrzynał  się   w ramię.  Na 

domiar złego nerwy zaczynały odmawiać jej posłuszeństwa i droga, którą 

przemierzała setki razy, w ciemności i zamieci wydawała się nieznana. A 

do tego nieprzyjemnie pusta, ponieważ niektóre domy ginęły w tumanach 

śniegu. 

Zaczynał ją ogarniać strach. W Cheltenham były domy, sklepy, dużo 

latarni i światła, taksówki na zawołanie. Tutaj zaś żywopłoty i drzewa, 

czerniejące   wzdłuż   drogi,   groźnie   szumiały   na   silnym   wietrze. 

Nieprzemakalny   płaszcz,   który   w   mieście   wystarczająco   chronił   przed 

zimnem,   na   wsi   okazał   się   prawie   bezużyteczny.   Przyspieszyła   kroku, 

ponieważ   miała   zbyt   lekkie   pantofle,   a   śnieg   coraz   grubszą   warstwą 

pokrywał chodnik. 

Elinor urodziła się w Stavely, wiosce w Gloucestershire, u zbiegu rzek 

background image

Wye i Severn. Jej rodzice, lekarze, w tym roku przeszli na emeryturę i 

niedawno   pojechali   do   krewnych   w   Australii.   Rozstała   się   z   nimi,   nie 

przeczuwając,   iż   niebawem   w   jej   życiu   nastąpi   przykra   zmiana.   Nie 

zawiadomiła   rodziców   o   niczym,   ponieważ   nie   chciała   im   psuć   długo 

oczekiwanego urlopu. 

Wreszcie   dostrzegła   kamienny   mur   wokół   posiadłości   sąsiadów   i 

odetchnęła   z   ulgą.   Znowu   przyspieszyła   kroku,   minęła   drugą   bramę   i 

skręciła   na   podjazd   prowadzący   do   Cliff   Cottage,   swego   rodzinnego 

domu. 

Tutaj   też   było   ciemno.   Postawiła   torbę   koło   schodów,   ściągnęła 

rękawiczkę, otworzyła torebkę i po omacku zaczęła szukać kluczy. Nagle 

wyrwał   się   jej   okrzyk   rozpaczy,   gdyż   uświadomiła   sobie   błąd,   jaki 

popełniła. Otóż decyzję o przyjeździe do Stavely podjęła nagle, tuż przed 

zaplanowanym   wyjściem   na   przyjęcie,   i   w   pośpiechu   zapomniała   o 

kluczach do Cliff Cottage, które zostały na toaletce. 

Obeszła dom naokoło, lecz oględziny nic nie dały. Drzwi frontowe były 

masywne, dębowe, a za nimi drugie, równie mocne, z szybą ze zbrojonego 

szkła.   Tylne   drzwi   były   zabezpieczone   sztabami,   a   wszystkie   okna 

podłączone do alarmu. 

Ogromnym   wysiłkiem   woli   opanowała   się   i   postanowiła   spokojnie 

przemyśleć swoje położenie. Uznała, że żadnym sposobem nie zdoła wejść 

do domu,  a o tak późnej porze nie chciała  budzić sąsiadów i prosić  o 

nocleg.   Znużona   oparła   głowę   o   mur   i   przymknęła   oczy.   Prawie 

natychmiast poczuła, że ktoś wykręca jej ręce do tyłu i przykłada nóż do 

gardła. 

– Cicho, bo zabiję! – usłyszała tuż przy uchu. Ostrzeżenie było zbędne, 

background image

ponieważ   sparaliżowana   strachem,   nie   wykrztusiłaby   ani   słowa,   nawet 

gdyby od tego zależało jej życie. 

– Niech no ci się przyjrzę, gagatku. 

Zamrugała gwałtownie, ponieważ zaświecono jej latarką prosto w oczy. 

– Co u... ? – Mężczyzna szpetnie zaklął i puścił ją. – Elinor? Po jakie 

Ucho skradasz się do domu jak złodziej? Co ty tu robisz o tej porze?

Oświetlił swoją twarz, aby mogła ją zobaczyć. 

– Miles?  – wykrztusiła.  Strach  błyskawicznie  ustąpił  miejsca  złości, 

więc krzyknęła: – To ty się skradasz jak rabuś! Co ci przyszło do głowy? 

Bawisz się w podchody?

– Obiecałem twojemu ojcu, że będę pilnował waszego domu – odparł 

szorstko. – Ciebie tutaj się nie spodziewałem. 

– To mój dom! – wybuchnęła, zapominając o tym, że dawniej Miles 

Carew wzbudzał w niej nabożny lęk. – Nagle postanowiłam przyjechać i 

dlatego   zapomniałam   o   kluczach,   a   że   na   dworcu   nie   było   taksówki, 

przyszłam pieszo. Jestem zmarznięta, przemoczona i nie mam nastroju do 

zabawy. 

–   Przepraszam,   że   cię   nastraszyłem   –   powiedział   tonem,   który 

świadczył   o   tym,   że   wcale   nie   czuje   się   winny   –   ale   nie   mogłem 

ryzykować, bo ostatnio w okolicy było sporo włamań. 

– Ujął ją pod ramię. – Idziemy do mnie. Wysuszysz ubranie i może 

wymyślimy sposób, żebyś mogła dostać się do domu. 

– Nie chcę ci przeszkadzać... 

Przygryzła   wargę,   ponieważ   uświadomiła   sobie,   że   nie   ma   innego 

wyjścia i musi przyjąć jego propozycję. 

– Nie gadaj głupstw. Masz bagaż?

background image

– Zostawiłam koło schodów, od frontu. 

Idąc przodem, Miles poprowadził ją z powrotem do furtki i skręcił na 

stromy, kręty podjazd do Cliff Cottage, gdzie było jaśniej, dzięki temu, że 

przez wirujące płatki śniegu przebijało się światło lamp przed domem. 

W przyjemnie ciepłym przedpokoju Miles zsunął kaptur, otrzepał buty i 

rozbawiony   popatrzył   na   gościa.   Elinor   rzuciła   mu   ponure   spojrzenie, 

ponieważ   wiedziała,   że   ma   czerwony   nos,   a   spod   malinowego   beretu 

wystają strąki mokrych włosów. 

–   Jesteś   zmarznięta   i   okropnie   wyglądasz.   Rozbieraj   się. 

Zesztywniałymi   z   zimna   palcami   zdjęła   rękawiczki,   beret   i   płaszcz. 

Zaczynała żałować, że wyjechała z Cheltenham. 

–   Podejrzewam,   że   przemokłaś   do   suchej   nitki   –   ciągnął   Miles 

rzeczowo   –   więc   najpierw   weźmiesz   gorącą   kąpiel   i   się   przebierzesz. 

Chodź do łazienki. 

Posłusznie szła za nim, ponieważ jakoś nie mogła zdobyć się na to, by 

się sprzeciwić. Po pierwsze, dlatego że jego propozycja była rozsądna i 

kusząca, a po drugie, major Miles Carew z Royal Green Jackets na pewno 

był przyzwyczajony do tego, że jego rozkazy są wykonywane natychmiast. 

Zaprowadził   ją   do   łazienki,   którą   dobrze   pamiętała   z   dzieciństwa   i 

polecił, by porządnie się wygrzała w kąpieli, a potem przyszła do kuchni. 

Prędko   rozebrała   się   i   zanurzyła   po   szyję   w   gorącej   wodzie.   Miała 

ochotę   poleżeć   dłużej,   lecz   bała   się,   że   nie   wypada,   więc   umyła   się   i 

energicznie   wytarta.   Przez   cały   czas   zastanawiała   się,   co   sprowadziło 

Milesa do Stavely. Gdyby choć przez chwilę mogła przypuszczać, że on 

jest w Cliff House, poważnie by się zastanowiła, czy przyjechać. Tyle że 

po awanturze z Oliverem dom rodzinny jawił się jako jedyne bezpieczne 

background image

miejsce na świecie, więc nie miała wyboru. 

Kilkakrotnie   wytarła   włosy,   lecz   to   niewiele   pomogło   i   nadal   były 

mokre.   Włożyła   suchą   żółtą   bluzkę   i   czarne   legginsy,   gruby   sweter, 

wełniane   skarpety   i   zamszowe   mokasyny.   Włosy   spięła   szylkretową 

zapinką. 

Wyszła z łazienki, w chwili gdy w drzwiach kuchni ukazał się Miles z 

zastawioną tacą. 

– Dobrze, że skończyłaś, bo już miałem cię poganiać. Elinor speszyła 

się i poczuła, że się rumieni. 

– Przepraszam... przykro mi, że masz tyle kłopotu przeze mnie. 

– Żaden kłopot. Otwórz, proszę, te drzwi. 

Bez słowa wykonała jego polecenie i weszli do przytulnego gabinetu. 

Okna   były   zasłonięte   grubymi   storami,   a   w   kominku   wesoło   buzował 

ogień.   Dawniej   często   bywała   w   tym   pokoju,   w   którym   przez   lata 

właściwie   nic   się   nie   zmieniło.   Kanapa   stała   dokładnie   w   tym   samym 

miejscu przed kominkiem, a stół w kącie pokoju, jak zwykle zarzucony 

gazetami, a na jego środku ta sama mosiężna lampa z zielonym abażurem. 

I tak jak dawniej, od podłogi do sufitu były półki zapełnione książkami z 

różnych   dziedzin.   Tylko   telewizor   i   wideo   stanowiły   zupełnie   nowy 

nabytek. 

W   znanym   otoczeniu   od   razu   poczuła   się   lepiej.   Dawniej,   gdy 

przychodziła   do   Cliff   House,   spędzała   czas   z   braćmi   Milesa,   a   swymi 

rówieśnikami.   Jako   dzieci   godzinami   bawili   się   w   gąszczu   dzikiego 

ogrodu wokół domu. Przez kilka lat matka chłopców leżała złożona ciężką 

chorobą, a ich ojciec prawie nie wychodził z sądu i kancelarii. Opiekę nad 

dziećmi   sprawowała   gospodyni,   pani   Hedley,   która   je   karmiła   i 

background image

dobrodusznie karciła. 

Miles był od braci starszy o dwanaście lat, więc w ich oczach uchodził 

za istotę wyższego rzędu. Zresztą, na ogół był poza domem, najpierw w 

szkole i na studiach w Oksfordzie, potem w wojsku. Elinor widywała go 

bardzo   rzadko,   a   jako   podlotek   żywiła   skrywane   uczucie   do 

ciemnowłosego,   przystojnego   mężczyzny   w   eleganckim,   wojskowym 

mundurze. 

Teraz też czuła się irytująco onieśmielona w jego towarzystwie. Usiadła 

na brzegu fotela i niepewnie popatrzyła na zupę. 

–   Świeża,   jarzynowa   –   poinformował   Miles.   –   Na   pewno   ci   nie 

zaszkodzi. 

–   Hm...   –   Elinor   speszyła   się.   –   Bardzo   mi   przykro,   ale   może 

zaszkodzić, bo jestem uczulona na cebulę. 

Przez   chwilę   wpatrywał   się   w   nią,   jakby   nie   rozumiał,   co   mówi,   a 

potem wstał, zabrał talerz i odstawił na tacę. 

– To pech. A herbatę możesz pić?

– Na szczęście tak, bo bardzo lubię. 

– Dobre i to. Obsłuż się, proszę, a ja zabiorę zupę i przyniosę sobie 

piwo. 

Nalała   herbaty   do   filiżanki   w   kwiatki,   którą   też   pamiętała   z 

dzieciństwa,   i   zamyśliła   się.   Coraz   bardziej   żałowała,   że   wyjechała   z 

Cheltenham. Mogła nie iść na przyjęcie, lecz zostać w domu i poczytać 

książkę.   Nie   powinna   była   wyjeżdżać   bez   namysłu...   i   bez   kluczy. 

Zupełnie   nie   wiedziała,   co   dalej   z   sobą   począć.   Uprzedziła   swą 

współlokatorkę, że wyjeżdża na kilka dni i Linda zaraz zaprosiła swego 

nowego adoratora, więc nie chciała im przeszkadzać. 

background image

Miles wrócił z talerzem pełnym kanapek. 

– Czemu taki mars na czole? – zapytał, stawiając przed nią talerz. – 

Możesz tutaj przenocować, jeśli o to się martwisz. Nie dałem ani grama 

cebuli, tylko samą szynkę. Chyba nie jesteś jaroszką?

–   Nie.   –   Uśmiechnęła   się   uprzejmie.   –   Bardzo   ci   dziękuję,   ale 

niepotrzebnie się fatygowałeś. 

– Po spacerze z dworca w taką pogodę trzeba zjeść coś konkretnego. – 

Stanął koło kominka i z góry spojrzał na gościa. 

– Moim zdaniem postąpiłaś bardzo głupio. Tak późno samej iść taki 

kawał... Mogło ci się przytrafić coś złego. 

–   Najgorsze,   co   mnie   spotkało,   to   nóż   na   gardle.   Już   myślałam,   że 

koniec   ze   mną.   –   Spojrzała   na   niego   oczami   pałającymi   gniewem.   – 

Czemu zachowałeś się tak melodramatycznie?

Miles miał nieprzeniknioną twarz. 

– Bo myślałem, że to włamywacz. 

– Naprawdę zrobiłbyś użytek z noża?

– Zazwyczaj wystarcza sama groźba. 

–   Chcesz   powiedzieć,   że   ktoś   tu   już   się   zakradał?   –   zawołała 

przestraszona. 

– Wiem takie rzeczy z doświadczenia – odparł wymijająco. 

– Pij herbatę, póki gorąca. 

Popatrzyła na niego uważniej i pomyślała, że jest bardziej atrakcyjny 

niż obraz mężczyzny sprzed lat, jaki zachowała w pamięci. Mimo że nie 

miał   na   sobie   eleganckiego   munduru,   lecz   zwykły   zielony   sweter   i 

sztruksowe spodnie. Jego muskularne ciało było smukłe, a pociągła twarz 

prawie chuda. Karnację miał taką jak wszyscy w rodzinie, lecz jego bracia 

background image

mieli szare oczy, on zaś ciemne, prawie czarne. 

– O co chodzi? Przyglądasz mi się, jakbyś mnie pierwszy raz widziała. 

–   Z   bliska   widywałam   cię   bardzo   rzadko   –   odparta   spokojnie.   – 

Przepraszam, nie zdawałam sobie sprawy, że się gapię. Zastanawiałam się, 

co mam z sobą zrobić. 

–   Nad   czym   tu   się   zastanawiać?   –   Usiadł   w   fotelu   koło   stolika.   – 

Minęła północ, jest za późno, żeby szukać noclegu u innych sąsiadów, 

więc zostaniesz u mnie. 

Była trochę  zirytowana tym, że przesądził sprawę, nie pytając jej  o 

zdanie. 

– Jesteś pewien, że nie będę ci przeszkadzać?

– Przeszkadzać? – Zmarszczył brwi. – Niby w czym? Jest pięć wolnych 

sypialni,   więc   możesz   wybierać...   Aha!   –   Uśmiechnął   się   ze 

zrozumieniem. – Pewno sądzisz, że jest tu ktoś ze mną, tak? Pomyliłaś się, 

bo jesteśmy sami. Państwo Hedleyowie wyjechali. 

– Jesteś niezwykle miły... – Przesunęła talerz w jego stronę. – Proszę. 

Zjadł dwie kanapki, a potem rzekł:

– Nie masz szansy dostać się do Cliff Cottage. Radzę ci, żebyś jutro 

wróciła do Cheltenham, jeśli tylko pogoda trochę się poprawi. 

– Nie. – Zdecydowanie pokręciła głową. – Rano zadzwonię do pani 

Crouch. Ona pomaga mamie sprzątać, więc liczę na to, że ma klucze. 

– Nie powiem, żeby mi się ten pomysł podobał. Dlaczego się upierasz, 

żeby tu siedzieć w taką pieską pogodę?

– A ty, czemu próbujesz się mnie pozbyć? – odpowiedziała pytaniem 

na pytanie. – Boisz się, że zakłócę ci spokój? Obiecuję, że tego nie zrobię. 

– Zrobisz, zrobisz, jeśli się uprzesz i zostaniesz. 

background image

– Dlaczego? Sporo ludzi żyje samotnie na głuchej wsi, kobiety też. 

– Ale nie mieszkają koło mnie. 

Coś w jego tonie  sprawiło, że mrowie  przeszło jej po krzyżu, więc 

spytała, zniżając głos:

– To znaczy, że ostatnio coś niedobrego dzieje się w okolicy?

– Tak. – Spojrzał jej prosto w oczy. – Nie zauważyłaś, że tutaj czegoś 

brak?

– Trudno mi powiedzieć... nie znam całego waszego domu. 

– Mieliśmy psa. 

– Rzeczywiście! Normalnie Meg na każdego szczekała jak szalona... 

Co się z nią stało?

–   Wczoraj   ktoś   wrzucił   przez   płot   zatrute   mięso   –   odparł   Miles   z 

ponurą miną. – Na szczęście pan Hedley wcześnie wstał i znalazł je, zanim 

wypuściłem Meg. Na wszelki wypadek zawiozłem ją do schroniska. 

– Straszne! – Znowu przeszły ją ciarki. – Kto mógł coś takiego zrobić?

– Podejrzewam, że ktoś, kto chce prowadzić ze mną wojnę na nerwy. O 

siebie się nie martwię, ale nie lubię nikogo narażać na niebezpieczeństwo, 

więc wysłałem Hedleyów na wczasy. Zostanę tu, aż nie przekonam się, 

czy ten osobnik ma wobec mnie złe zamiary. 

– Okropność! – Wzdrygnęła się i spojrzała na niego pytająco. – Masz 

akurat urlop?

– Nie. Jestem na emeryturze. 

– O! Nie wiedziałam. – Uśmiechnęła się zażenowana. – Dziwne... twoi 

bracia stale powtarzali, że zostaniesz co najmniej generałem. 

–   Nigdy   nie   miałem   takich   ambicji.   Po   wojnie   w   Zatoce   Perskiej 

zacząłem poważnie myśleć o tym, żeby wycofać się  z czynnej  służby. 

background image

Emerytura przysługuje nam w wieku trzydziestu siedmiu lat, więc zaraz po 

urodzinach złożyłem rezygnację. Moja żona oczywiście dużo wcześniej 

zrezygnowała z roli pani Carew. – Przez jakiś czas ponuro wpatrywał się 

w   ogień,   a   potem   z   ukosa   spojrzał   na   Elinor.   –   Chyba   wiesz,   że   się 

rozwiedliśmy?

– Tak, mama mi powiedziała. Szkoda... przykro mi. 

– Nie warto. – Wzruszył ramionami. – Od samego początku się na to 

zanosiło, bo Selinie ani trochę nie odpowiadało życie wojskowych i szału 

dostawała, gdy bez niej wyjeżdżałem za granicę. Bardzo jej zależało na 

zrobieniu kariery, więc podczas moich częstych nieobecności starała się 

ułożyć sobie życie i w końcu zabrakło w nim miejsca dla mnie. 

Elinor siedziała bez ruchu. Nie mogła uwierzyć, że słucha wynurzeń 

Milesa, który tak bardzo różnił się od braci i którego zawsze trochę się 

bała. 

– Przepraszam, że cię nudzę. – Miles wstał. – Pokażę ci, gdzie możesz 

spać. 

Siedziała jak przykuta do fotela. 

– A Sophie? Często ją widujesz?

– Ostatnio była tu ze mną, bo musiała wydobrzeć po wietrznej ospie. – 

Twarz   mu   złagodniała.   –   Hedleyowie   strasznie   psują   moją   córkę...   Po 

podrzuceniu mięsa wolałem nie ryzykować i wysłałem ją razem z nimi do 

Shropshire;   siostra   pani   Hedley   prowadzi   niewielki   pensjonat   koło 

Ludlow. Selina jest na Karaibach z moim następcą, więc do matki nie 

mogłem dziecka posłać. 

– Wiesz, kto próbował otruć psa?

–   Nie.   W   życiu   zetknąłem   się   z   tyloma   narwańcami,   że   trudno 

background image

powiedzieć.  –  Uśmiechnął  się  ponuro.  –  Wyznam  ci,  że byłem bardzo 

rozczarowany,   gdy   się   okazało,   że   włamywaczem   jesteś   ty.   Miałem 

nadzieję, że dostanę gagatka w swoje ręce... 

– A jeśli on ciebie pierwszy dostanie?

– Jego zysk. – Obojętnie wzruszył ramionami. – Wtedy moje kłopoty 

się skończą – Aha. – Wstała. – Skoro tak, bardzo przepraszam, że to byłam 

ja. 

Miles   patrzył   na   nią   długo,   jak   gdyby   dopiero   teraz   naprawdę   ją 

zobaczył. 

–   Zdaje   mi   się,   że   od   czasu   gdy   buszowałaś   w   ogrodzie   z   moimi 

braćmi, niewiele urosłaś. Ale wtedy miałaś blond włosy, a teraz ciemne. 

– Bo są mokre. Dotknął włosów i zawołał:

– Rzeczywiście! Złapiesz katar, jeśli pójdziesz spać z mokrą głową. 

Zaraz poszukam suszarki, bo gdzieś tu powinna być. 

– Dziękuję. Wiesz, raz nocowałam u was, gdy byłam mała. Rodzice 

musieli wyjechać na konferencję i twoja mama zaproponowała, że się mną 

zaopiekuje. Spałam w tym malutkim pokoju na końcu korytarza i bardzo 

mi się tam podobało, bo tapeta była w kwiatki. 

–   Dobrze,   że   ci   się   podobało,   ponieważ   dziś   też   tam   będziesz 

nocować... głównie dlatego, że materac jest wywietrzony, bo Sophie tam 

spała. Niestety, będziesz musiała zadowolić się jej pościelą. Ten pokój jest 

najcieplejszy w całym domu, więc powinno być dobrze. 

–   Szczególnie   w   porównaniu   z   nocowaniem   pod   gołym   niebem   w 

naszym ogrodzie. 

W   niewielkiej   sypialni   stało   łóżko   przykryte   kwiecistą   kołdrą,   taką 

samą jak przed laty. Na stoliku leżał podniszczony pluszowy miś. 

background image

– Patrz, Sophie zostawiła zabawkę – zmartwiła się Elinor. 

– Nie, miejsce misia jest tutaj – powiedział Miles, dziwnie speszony. – 

Dawno temu był mój, a teraz moja córka lubi z nim spać ”. 

– O, to mi ulżyło, bo bałam się, że co wieczór będzie za nim tęsknić i 

płakać. 

–   Oby   nie.   –   Popatrzył   na   misia   ponurym   wzrokiem.   –   Wcale   nie 

chciała jechać do Ludlow... Ale w tych warunkach nie mogłem ryzykować 

i wolałem, żeby jej tu nie było. Do czasu wyjaśnienia sprawy. 

– Tęsknisz za nią, prawda?

– Przywykłem do tego, że się kręci po domu – odparł wymijająco. – 

Będzie ze mną na stałe, bo Selina wychodzi za mąż, a mojemu następcy 

nie uśmiecha się wychowywanie sześcioletniej pasierbicy. 

– Jak mała zareagowała na plany matki?

– Jest bardzo... przejęta. Ja też. 

Uśmiechnął się figlarnie do Elinor i jakby od razu ubyło mu dziesięć 

lat. 

–   Mam   nadzieję,   że   wiesz,   czego   się   podejmujesz   i   sprostasz 

obowiązkom. 

– Będzie dobrze. Sophie ostatnio była biedna, bo Selina dostała dobrą 

rolę   i   dla   niej   nie   miała   czasu.   Rano   mała   chodziła   do   szkoły,   a   po 

południu zajmowała się nią niania. Dobra kobieta, ale nie bardzo sobie 

radziła z moim łobuziakiem. Wiesz, Sophie przypomina ciebie... zawsze 

jest potargana i umorusana od stóp do głów. 

– Dziękuję za komplement. 

–   Dziś   w   pierwszej   chwili   wydawało   mi   się,   że   nic   a   nic   się   nie 

zmieniłaś. – Zaśmiał się rozbawiony jej miną. – Wyglądałaś jak zmokła 

background image

kura. 

– Mówiłeś coś o suszarce – mruknęła rozdrażniona. 

– Już idę. 

Odszukanie   suszarki   zajęło   trochę   czasu,   ale   wreszcie   zapukał   do 

sypialni. Elinor natychmiast otworzyła. 

– Bardzo dziękuję. 

– Drobiazg. Cieszę się, że znalazłem nie tylko suszarkę, ale i ciebie. 

– O, a propos. Co tak późno robiłeś w Cliff Cottage?

– Codziennie obchodzę teren wokół naszych domów. Byłem koło płotu, 

gdy usłyszałem podejrzane hałasy u was, więc poszedłem sprawdzić, co 

się dzieje. Resztę znasz. 

– Czy gdyby to był włamywacz, użyłbyś noża?

– Tylko gdybym naprawdę musiał, a i wtedy jedynie jako perswazji. 

Zrobił tak groźną minę, że zmartwiała i popatrzyła na niego z uwagą. 

– Wiem, że to nie moja sprawa, ale z tego, co mówisz, wynika, że to nie 

jest zwykły złodziej. 

– Zwykły czy niezwykły, złodziej czy włamywacz, każdy może być 

bezwzględny. I dlatego, moja droga, byłbym spokojniejszy, gdybyś jutro 

wróciła do Cheltenham. 

– Przecież mnie nic nie grozi i jeśli pani Crouch ma klucze, chętnie 

zostanę   tu   przez   kilka   dni.   –   Wyjaśniła,   dlaczego   nie   może   wrócić   do 

Cheltenham. – Jeśli pozwolisz – dodała na zakończenie – rano zadzwonię i 

zapytam. Jeśli dostanę klucze, przeniosę się do Cliff Cottage, zabarykaduję 

i będziesz mógł zapomnieć, że tam jestem. 

– Niestety, nie mogę kazać ci wyjechać. 

– Tak jest, majorze Carew. 

background image

– Teraz jestem tylko zwykłym panem Carew. Ale nie dla ciebie, mała 

Neli.   Hm,   zaskoczyłaś   mnie   z   kilku   powodów...   Nie   zdawałem   sobie 

sprawy, że dorosłaś. 

– Przecież jestem rówieśniczką Harry’ego! Miesiąc temu skończyłam 

dwadzieścia pięć lat. Niedawno spotkałam twojego brata i dowiedziałam 

się, że pracuje w rodzinnej kancelarii. Jakoś nie mogę go sobie wyobrazić 

w roli adwokata. Zawsze myślałam, że pójdzie do wojska, jak ty i Mark. 

–   Ojciec   marzył,   że   wszyscy   będziemy   prawnikami   i   podtrzymamy 

rodzinną tradycję – rzekł sucho Miles. – Dobrze, że chociaż jeden syn go 

nie zawiódł. 

– Ty na pewno też go nie zawiodłeś – zawołała z emfazą. – Przecież 

zrobiłeś błyskotliwą karierę, wcześnie awansowałeś, zostałeś odznaczony. 

Podczas   wojny   w   Zatoce   Perskiej   codziennie   siedziałam   przed 

telewizorem, żeby cię zobaczyć, ale Harry powiedział, że nie mam na co 

liczyć, bo bierzesz udział w tajnych operacjach... 

– Mój brat za dużo gada – przerwał jej Miles. – No, wysusz włosy i idź 

spać. Dobranoc. 

Włączyła suszarkę i przypomniała sobie wysiłki matki, która stosowała 

różne   metody,   aby   utrzymać   w   porządku   włosy   córki.   Najlepszym 

rozwiązaniem było krótkie strzyżenie, ale w związku z tym Elinor prawie 

nie odróżniała się od chłopców. Teraz bujne jasne włosy spływały jej na 

ramiona i dodawały kobiecego uroku. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Była   bardzo   zmęczona,   łóżko   miękkie   i   wygodne,   a   mimo   to   spała 

niespokojnie i często się budziła. Za każdym razem zdawało się jej, że 

oprócz szalejącej wichury słyszy jakieś podejrzane hałasy na dworze. 

W pewnej chwili przebudziła się w zupełnie jasnym pokoju, ponieważ 

świeciły się lampy przed domem. Usiadła roztrzęsiona, serce waliło jej jak 

młotem   i   długo   nie   mogła   się   uspokoić,   chociaż   tłumaczyła   sobie,   że 

światło zapaliło się z powodu jakiegoś grasującego zwierzęcia. 

Przypomniała sobie, że przy trzech sypialniach od frontu jest balkon, na 

który bardzo łatwo wejść. W dawnych czasach jedna z nich należała do 

chłopców, którzy latem często woleli wchodzić przez balkon i okno niż 

zwyczajnie   schodami.   Złodziej   też   tak   mógł   wejść,   co   nie   było 

pocieszającą myślą. 

Rano zbudziła się, gdy szarzało. Wyskoczyła z łóżka, odsunęła zasłonę 

i wyjrzała na świat. W dole, sto metrów poniżej domu, przepływała rzeka, 

której   tego   ranka   wcale   nie   było   widać,   ponieważ   zasłaniała   ją   ściana 

wirujących śnieżynek. Ogród był przykryty grubą warstwą białego puchu. 

–   Przy   takiej   pogodzie   nigdzie   nie   pojadę   –   mruknęła   zasępiona.   – 

Jedyny plus, że zamieć chyba odstraszy włamywacza. 

Prędko ubrała się w to samo, co, poprzedniego dnia, ale na wszelki 

wypadek włożyła ciepłe spodnie. Dom był duży i z rana zawsze trochę 

chłodny. 

Przeszła cały korytarz, nie słysząc żadnych odgłosów. Sądziła, że Miles 

nie będzie miał jej za złe, jeśli przygotuje sobie coś gorącego do picia. Na 

background image

palcach przeszła obok jego sypialni i po schodach zeszła do kuchni. Miles 

siedział  przy  stole,  a w powietrzu  unosił  się  zapach bekonu, grzanek i 

kawy. 

–   Dzień   dobry.   –   Uśmiechnęła   się   niepewnie.   –   Było   cicho,   więc 

myślałam, że jeszcze śpisz. 

–   Zawsze   wcześnie   się   budzę...   stare   przyzwyczajenie.   –   Wstał   i 

odsunął dla niej krzesło. – Kawa i grzanki są gotowe, ale co jeszcze ci 

podać? Bekon? Jajka?

–  Grzanki   najzupełniej   wystarczą,   dziękuję.   Miles   przyglądał   się   jej 

uważnie, aż się zarumieniła. 

– O co chodzi?

– Dzisiaj wyglądasz inaczej. 

–   Aż   dziw,   jak   suche   włosy   i   odrobina   makijażu   podnoszą   urodę, 

prawda? – rzuciła żartobliwym tonem. 

–   Zapomniałem,   że   miałaś   włosy   w   kilku   odcieniach.   Te   pasma   są 

naturalne?

– Tak. Wybieram się i wybieram do fryzjera, żeby je jakoś ujednolicił. 

– Nie radzę. Zostaw takie, jakie są. – Przesunął grzanki w jej stronę. – 

Wyspałaś się?

– Łóżko jest takie wygodne, że powinnam spać jak suseł. – Rzuciła mu 

niepewne spojrzenie. – Ale kilka razy wydawało mi się, że słyszę jakieś 

podejrzane odgłosy na dworze. Kiedy zapaliło się światło, pomyślałam, że 

to sprawka twojego wroga. 

– Obszedłem dom, ale nie zauważyłem śladów człowieka. Pewno jakieś 

zwierzę tu się zapędziło. 

– To samo sobie mówiłam, ale bez przekonania. 

background image

– Gdybym wiedział, że nie śpisz, przyszedłbym złożyć uspokajający 

meldunek   –   powiedział   mrużąc   oczy.   –   Jaką   decyzję   podjęłaś?   Nadal 

upierasz się, żeby zostać?

– Tak. Jeśli tylko pani Crouch ma klucze. 

– A jeśli nie ma?

– Skoczę po moje – odpowiedziała bez namysłu – i wrócę następnym 

pociągiem. 

– Ale jesteś uparta. – Spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem i dodał: – 

Sądziłem,   że   przyjemniej   byłoby   ci   w   mieście   niż   w   pustym   domu. 

Dlaczego akurat teraz przyjechałaś?

Spuściła oczy i zaczęła smarować grzankę. 

– Bo... rozstałam się z człowiekiem, którego... z którym od roku się 

spotykałam. 

– Oboje chcieliście się rozstać?

– Nie, tylko ja. Wstyd się przyznać, ale trudno mi było zaakceptować 

niektóre jego przyzwyczajenia. Po awanturze ogarnęła mnie przemożna 

chęć, żeby na kilka dni wyjechać. 

– Biedna mała Neli... 

– Przestań tak mówić! – syknęła. – Nie przepadam za Dickensem, a 

poza tym wcale nie jestem taka mała. Twoi bracia od dawna wiedzą, co 

grozi za  ”małą Neli ”. 

– Ja nie muszę wiedzieć, ale nie będę ryzykował. – Drgnęły mu kąciki 

ust.   –   Mała   to   ty   jednak   jesteś.   Niezwykle   kształtna,   ale   mała   Elinor 

uśmiechnęła się mimo woli. 

– O, tak lepiej – pochwalił. – Czy ten twój... znajomy odszedł z inną?

– Nie. – Zaczęła rysować esy floresy na obrusie. – To ja odeszłam. – Z 

background image

piersi wyrwało się jej westchnienie. – Straszne sceny... 

–   Rozumiem.   Przyjechałaś   tutaj,   żeby   uniknąć   dalszych   żalów   i 

pretensji?

–   Tak.   Oliver   jest   bardzo   miły   i   przykro   mi   było,   że   go   ranie,   ale 

naprawdę nie mogłam dłużej udawać. 

–  ”Mity ” – powtórzył Miles z ironią. – Mam nadzieję, że mnie nikt tak 

nie określi. 

– Ciebie? – Wybuchnęła nerwowym śmiechem. – Chyba ci to nie grozi. 

–   Bardzo   dobrze.   Powiedz   mi,   kim   ten   miły   Oliver   chciał   być   dla 

ciebie: przyjacielem, kochankiem czy mężem?

–   Miał   ochotę   grać   wszystkie   trzy   role.   Zdążył   wystąpić   w   dwóch 

pierwszych, a niedawno zaczął mówić o ślubie, ustalać datę i tak dalej, 

więc wyprowadziłam go z błędu i powiedziałam, że nic z tego. – Lekko 

przygryzła   wargę.   –   Zarzucił   mi,   że   go   oszukałam,   bo   dla   niego   było 

oczywiste, że się pobierzemy. – Zarumieniła się lekko. – Na początku też 

tak myślałam, bo inaczej bym nie... tak daleko bym się nie posunęła. Boże 

Narodzenie   spędziliśmy   z   jego   rodziną,   potem   jeździliśmy   czasem   w 

niedzielę,  a tydzień temu poczułam się tam bardzo źle. Ogarnęło mnie 

przerażenie, że będzie się to ciągnąć aż do śmierci i... zbuntowałam się. 

– Chyba dobrze zrobiłaś – rzekł Miles bez cienia wątpliwości w głosie. 

– Małżeństwo jest jednak dużym ryzykiem, nawet jeśli dwoje ludzi jest 

przekonanych, że czeka ich pełnia szczęścia do końca życia. 

– Mówisz to z własnego doświadczenia? – zapytała nieśmiało. 

– Niestety, tak. – Usta wykrzywił mu ironiczny grymas. – Poznałem 

Selinę,   gdy   byłem   w   Sandhurst,   czyli   jako   zupełny   żółtodziób. 

Zaręczyliśmy się na ostatnim balu... wszystko jak w klasycznym romansie. 

background image

Mimo to nam się nie powiodło. Po pierwsze, byliśmy za młodzi i prędko 

okazało się, że dojrzewamy w różnym tempie. Poza tym dla mnie całym 

życiem   było   wojsko,   a   dla   niej   teatr.   Przynajmniej   wtedy,   bo   teraz 

występuje   w   telewizji.   Tym   razem   wychodzi   za   człowieka   dobrze 

sytuowanego, więc może druga próba będzie udana. 

Elinor   wydawało   się   niepojęte,   że   Miles   opowiada   jej   o   sobie   i   o 

małżeństwie z Seliną. I że sama też się zwierza, chociaż przedtem nikomu 

nie pisnęła ani słowa o nieporozumieniach z Oliverem. 

– Nad czym tak się zamyśliłaś?

– Jakie to dziwne... a jednocześnie miłe, że siedzę z tobą przy jednym 

stole i tak szczerze rozmawiamy. Przedtem piekielnie się ciebie bałam. 

– Bałaś? – zawołał zdumiony. – Czemu?

– Bo ja wiem... – Nieznacznie wzruszyła ramionami. – Mark i Harry 

bali się ciebie, więc ja też. Kiedy się ożeniłeś, miałam trzynaście lat i 

byłam bardzo... romantyczna. Rodzice opowiedzieli mi o waszym ślubie, 

który według mnie był jak z bajki: świta w mundurach i z szablami, piękna 

Selina w białej sukni, ty w mundurze. 

–   Bajka   prędko   się   skończyła.   –   Uśmiechnął   się   z   goryczą.   –   Nie 

planowaliśmy dziecka, więc narodziny Sophie jeszcze pogorszyły sprawę, 

bo   Seliny   nie   zachwyciła   perspektywa   macierzyństwa.   –   Rzucił   Elinor 

zakłopotane   spojrzenie.   –   Przepraszam,   że   się   rozgadałem.   Widocznie 

łatwo się z tobą rozmawia, bo normalnie nikomu o tym nie mówię. 

–   A   ja   nikomu   nie   zwierzałam   się   ze   swoich   nieporozumień   z 

Olivierem. 

Zapadła kłopotliwa cisza, więc aby ją przerwać, Elinor wstała od stołu. 

– Czy mogę zadzwonić w sprawie kluczy?

background image

– Oczywiście. Dzwoń, jeśli zdecydowałaś się zostać. 

– Tak. 

–   Jeden   aparat   jest   w   przedpokoju,   drugi   w   gabinecie,   możesz 

wybierać. – Otworzył drzwi. – Gdzie mieszka pani Crouch?

–   Około   kilometra   stąd,   przy   Springfield   Lane.   –   Uśmiechnęła   się 

ujmująco. – Dziękuję za śniadanie. 

Pani Crouch bardzo się zdziwiła, że Elinor podejrzewała, iż może jej 

nie zastać. 

– A gdzie miałabym być w taką zawieruchę? Tak, mam klucze. Ale 

musisz mi je potem oddać, bo chcę sprzątnąć dom przed powrotem twoich 

rodziców. 

– Nie zapomnę oddać, przysięgam. I na pewno nie będę bałaganić. 

– Prędzej kaktus wyrośnie mi na dłoni – zaśmiała się pani Crouch. 

Elinor wróciła do kuchni i zadowolona oznajmiła:

– Załatwione. Klucze są, więc się zbieram. 

–   Nie   możesz   iść   pieszo.   Poczekaj,   wyprowadzę   samochód   – 

zadecydował   Miles.   –   Liczę   na   to,   że   po   przeprowadzce   będziesz 

regularnie do mnie dzwonić. 

Popatrzyła na niego z niepokojem. 

– Powiedz kogo... albo czego... się obawiasz. 

– Sam nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Mam zamiar niebawem się 

dowiedzieć, a na razie jestem ostrożny. Przyjazdu sąsiadki nie brałem pod 

uwagę... 

– Spokojna głowa, nic mi nie będzie. Jak znam mamę, jedzenia jest 

pełno, przywiozłam sobie kasety i książki. 

– Teraz rozumiem, dlaczego twoja torba jest taka ciężka. Zawiozę cię 

background image

do pani Crouch, podjedziemy do Cliff Cottage, żeby włączyć centralne, a 

potem tutaj po rzeczy i na lunch. 

– Tak jest, panie majorze. 

– Przestań! – Podał jej kurtkę. – Twój płaszcz jeszcze nie wysechł, więc 

weź tę starą kurtkę Harry’ego. 

Pomógł jej się ubrać, podwinął rękawy i zawiązał pasek, jakby była 

dzieckiem. 

–   Jeszcze   to.   –   Podał   jej   bezkształtny   kapelusz.   –   Też   własność 

Harry’ego. – Zaśmiał się, gdy posłusznie włożyła kapelusz. – Do elegancji 

daleko, ale lepsze to niż mokre włosy. No, teraz biegiem do garażu. 

Pół godziny później zajechali przed Cliff Cottage. 

– Zaczekaj tutaj, najpierw wejdę sam i sprawdzę cały dom. 

– Gruba przesada. Ja nie mogłam wejść, więc chyba dla innych też jest 

to niemożliwe – mruknęła zniecierpliwiona. 

– Dla chcącego nie ma nic trudnego. Wprawdzie mało prawdopodobne, 

żeby ktoś wszedł, bo jest alarm, który u mnie słychać, ale strzeżonego Pan 

Bóg strzeże. 

– Przez ciebie zaczynam się bać – powiedziała z wyraźną pretensją. 

– To dobry znak – rzekł niewzruszony. – Jeśli nerwy ci grają, będziesz 

czujna. 

Włączył centralne ogrzewanie, zapalił dwie lampy i pojechali do Cliff 

House. 

– Po południu będziesz tam miała ciepło, a ja będę spokojny, że zjadłaś 

solidny posiłek. Zauważyłaś, że przestaje padać?

– Czas najwyższy. Ale nadal okropnie wieje. – Przytrzymała kapelusz. 

– Co za pogoda! O tej porze nigdy tak nie sypie. 

background image

Poszła   prosto   do   kuchni,   a   Miles   zadzwonił   do   pani   Hedłey,   przez 

chwilę rozmawiał z córką i wrócił uśmiechnięty. 

– Sophie łaskawie mi przebaczyła, a wiesz dlaczego? Otóż siostra pani 

Hedley ma rasową sukę, która niedawno się oszczeniła. Sophie od rana do 

wieczora pomaga Daisy opiekować się szczeniętami. 

– Proszę, proszę. Mam nadzieję, że suka jest jej wdzięczna. 

– Śmiem wątpić, za to ja jestem wdzięczny temu psu. Sophie nie mogła 

pojąć, dlaczego trzeba oddać Meg do schroniska i sama musi wyjechać. 

Szczenięta są najlepszym lekarstwem na jej zmartwienia. 

–   Znacznie   lepszym   niż   prawda.   –   Elinor   wzdrygnęła   się   i   prędko 

zmieniła   temat.   –   Co   zaplanowałeś   na   lunch?   Mogę   zabrać   się   do 

gotowania. 

Miles wyjął z lodówki puszkę z homarem, resztki szynki i warzywa na 

sałatkę. 

– Pani Hedley zostawiła kilka potraw w zamrażalniku, ale pewno są z 

cebulą, więc proponuję zimny bufet. 

– To bardziej mi odpowiada. 

Przygotowała sałatkę,  pokroiła  chleb i nakryła stół,  a Miles  odgrzał 

zupę i pokroił szynkę. 

– Ale sprawnie współpracujemy – pochwalił, gdy zasiedli do stołu. – 

Gdybym przewidział, że będę miał gościa, poprosiłbym panią Hedley o 

jakiś placek. Sam nie przepadam za słodkim, ale na pewno są lody, bo 

Sophie je uwielbia. 

–   Dziękuję,   nie   skorzystam   –   powiedziała   Elinor   zdecydowanym 

tonem. – Tyję od samego patrzenia na słodycze, więc nic nie wyjmuj. 

– Można zadać niedyskretne pytanie? Czy Oliver wie, gdzie jesteś?

background image

– Nie. Powiedziałam Lindzie, że jadę do rodziców, ale prosiłam, żeby 

się nie wygadała. Oliver nie przypadł jej do gustu, więc łatwo dochowa 

tajemnicy. Zresztą, on raczej nie zapyta, bo chyba zrozumiał, że między 

nami wszystko skończone. 

– Ale ochłonął i mógł zmienić zdanie. 

– Wątpię. Boleśnie zraniłam jego uczucia, ale jeszcze bardziej dumę. 

– Nikt nie lubi być porzucony – mruknął Miles pod nosem. 

– Co mówisz? – Spojrzała na niego zaskoczona. – W twoim wypadku 

chyba tak nie było, prawda? Z tego, co mówiłeś, wynika, że Selina rzuciła 

wojsko, a nie ciebie. 

– Twoje słowa są jak balsam na moją zranioną duszę, ale naga prawda 

jest inna. Gdy ja służyłem królowej i ojczyźnie, ona znalazła sobie innego. 

Kogoś,   kto   zawsze   jest   przy   niej,   nie   bawi   się   w   wojaczkę   na   końcu 

świata,   no   a   przede   wszystkim   leży   na   pieniądzach.   –   Wzruszył 

ramionami. – Selina trzeźwo myśli i wie, że jej kariera zależy od urody. 

Nie jest aktorką dramatyczną. Uroda przeminie, a wtedy ona odejdzie w 

cień, aby spokojnie dożywać dni i cieszyć się majątkiem Lloyda Forbesa. 

Tego od leków. 

– Taka historia. Czy ciebie wciąż to boli?

–   Nie.   Jeśli   w   ogóle   bolało,   to   jedynie   ze   względu   na   dziecko.   Po 

naszym   rozwodzie   Sophie   poczuła   się   bardzo   zagrożona   i   chcę   to 

naprawić, zapewnić jej stały dom tu, w Stavely. Wolę, żeby chodziła do 

zwykłej wiejskiej szkoły, a Selina chciała oddać ją do internatu. 

– Takie małe dziecko? – przeraziła się Elinor. – Biedna Sophie. 

– Sama widzisz. Ja miałem trzynaście lat, gdy opuściłem dom, a i tak to 

było ciężkie przeżycie. Początkowo ukradkiem popłakiwałem po kątach. 

background image

–   Naprawdę?   Patrz,   ty   szedłeś   już   do   drugiej   szkoły,   a   ja   pewnie 

dopiero zaczynałam stawiać kroki. 

– Faktycznie. 

– Teraz różnica wieku właściwie się zatarła – dorzuciła pospiesznie. 

– Och, ulżyło mi, bo przez chwilę czułem się jak Matuzalem. Skończyli 

jeść,   lecz   Elinor   wcale   nie   miała   ochoty   iść   do   siebie,   ponieważ 

bezpieczniej   czuła   się   w   Cliff   House   z   Milesem.   Naczynia   były 

pozmywane,   nie   miała   już   żadnej   wymówki,   aby   zostać.   Wylewnie   za 

wszystko   podziękowała   i   przyznała,   że   woli   pójść   przed   zapadnięciem 

zmierzchu. 

– Czy to znaczy, że się boisz?

– Niezupełnie, ale chciałabym się rozejrzeć, sprawdzić, ile jest jedzenia 

i tak dalej. 

– Rozsądniej byłoby, gdybyś została tutaj – rzekł Miles poważnie. 

– Jesteś bardzo miły, ale dziękuję. Nareszcie zostawię cię w spokoju. 

Odprowadził Elinor do drzwi jej domu i pożegnał się. 

– Do widzenia. Pamiętaj, że masz zadzwonić. Obiecujesz?

– Z ręką na sercu. Jeszcze raz dziękuję ci za gościnę i za to, że mnie 

odprowadziłeś. 

Zamknęła podwójne drzwi i obeszła dom, wszędzie zapalając światła. 

Później poszła do swej sypialni na poddaszu. Sufit opadał nisko ku oknu, 

przy którym stała kanapka. W tym miejscu dawno temu marzyła na jawie i 

w tamtych marzeniach pojawiał się Miles Carew. 

Oderwała się od wspomnień, powiesiła rzeczy w szafie, położyła dwie 

książki na nocnym stoliku, a trzecią i przywiezione kasety zabrała na dół. 

Zajrzała do zamrażalnika; zgodnie z przewidywaniami, był zapełniony i 

background image

jedzenia starczyłoby dla kilku osób. Na pierwszą kolację wyciągnęła sos 

pomidorowy.   W   bawialni   zasłoniła   okna   i   usiadła   w   rogu   kanapy   z 

książką, którą kupiła już dość dawno, ale nawet nie otworzyła. Teraz miała 

dużo czasu, a nie mogła się skupić. Irytowało ją to, lecz uparcie czytała. 

Doszła do połowy pierwszego rozdziału, gdy zadzwonił telefon. Podniosła 

słuchawkę  przekonana,  że dzwoni  Linda lub  Miles.  Długo  nikt  się  nie 

odżywał, a potem rozległ się śmiech, od którego włosy jej się zjeżyły. 

– Kto tam?! – krzyknęła zdenerwowana. 

Dzwoniący rozłączył się, więc powoli odłożyła słuchawkę. Ręce jej się 

trzęsły i była zła, że dała się wystraszyć. Zeszła do kuchni, aby napić się 

kawy. 

Telefon zadzwonił dwukrotnie w ciągu kilku minut i za każdym razem 

po sekundach ciszy rozlegał się nieprzyjemny chichot. 

Po trzecim telefonie ogarnął ją paniczny strach, więc zadzwoniła do 

Milesa, ale go nie zastała. Aby się nie denerwować, położyła słuchawkę 

obok telefonu i poszła ugotować makaron oraz podgrzać sos. Słuchając 

radia i krzątając się, powoli się uspokoiła. Wiedziała, że podobne telefony 

się   zdarzają,   lecz   doświadczenie   takiej   przykrości   na   własnej   skórze 

wytrąciło ją z równowagi. 

Zaniosła tacę do pokoju i postawiła na stoliku przed telewizorem. Po 

filmie przeczytała dwa rozdziały przy akompaniamencie cichej muzyki z 

radia. O dziesiątej uznała, że należy iść spać, więc niechętnie pogasiła 

światła. Zostawiła zapaloną lampę w korytarzu, na wypadek gdyby w nocy 

musiała zejść do łazienki. 

Podczas ścielenia łóżka uderzyła ją myśl, że nigdy sama nie spała w 

domu.   W   Cheltenham   dom   rodzinny   jawił   się   jako   idealna   ostoja,   a 

background image

tymczasem jej przyjazd okazał się kiepskim pomysłem. Część winy za taki 

stan rzeczy zrzuciła na Milesa oraz osobnika, który wszczął z nim wojnę. 

Była jednak pewna, że szaleńcowi chodzi tylko o Milesa, nie o nią. 

Pocieszona ową myślą zeszła na parter, położyła słuchawkę na telefon, 

wolnym krokiem wróciła do sypialni i położyła się. Zapadała już w sen, 

gdy znowu zadzwonił telefon. Ogarnął ją strach, serce tłukło się w piersi 

jak   oszalałe,   więc   wolałaby   nie   wstawać   i   łudziła   się,   że   dzwoniący 

zrezygnuje. Ponieważ jednak nie dawał za wygraną, pobiegła do sypialni 

rodziców. 

– Słucham – wykrztusiła zasapana. 

–   Czekałem   na   wiadomość,   że   jesteś   bezpieczna   –   rozległ   się 

poirytowany głos Milesa. – Dzwoniłem kilka razy, ale stale było zajęte. 

Czemu się nie odezwałaś?

– O! – Bezsilnie opadła na łóżko. – To ty. 

– Mówisz z ulgą czy rozczarowaniem?

– Z ogromną ulgą. Dzwoniłam zgodnie z obietnicą, ale cię nie zastałam. 

–   Muszę   wychodzić,   a   brnięcie   w   śniegu   i   obejście   całego   hektara 

trochę trwa. 

– Uważaj na siebie, lepiej nie ryzykuj. – Odchrząknęła. – Nie wiem, co 

o tym myśleć, ale ktoś się wygłupia, dzwoni do mnie i chichocze. 

– A ty nic mi nie mówisz! – zdenerwował się Miles. – Mam tego dość. 

Natychmiast wracasz tutaj. 

– Nie. To pewno jakieś przypadkowe telefony, z tobą nie mające nic 

wspólnego i... 

Krzyknęła przeraźliwie i zamilkła. 

– Elinor? – zaniepokoił się Miles. – Elinor! Czemu krzyknęłaś?

background image

– Bo wysiadło światło – odparła, szczękając zębami. – U ciebie się 

pali?

–   Tak.   Posłuchaj   uważnie!   Nie   wychodź,   nigdzie   się   nie   ruszaj!   – 

rozkazał. – Za dwie minuty tam będę. Zastukam do drzwi od tyłu trzy razy 

głośno, trzy razy ciszej, żebyś wiedziała, że to ja. 

Owinęła   się   kołdrą,   skuliła   i   przerażona   nasłuchiwała.   W   domu 

rozlegały  się jakieś  podejrzane odgłosy, więc była przekonana, że ktoś 

próbuje się włamać. 

Miała wrażenie, że upłynął cały wiek, nim za oknem mignęła latarka i 

po chwili rozległo się umówione stukanie. Po omacku zeszła do kuchni i 

trzęsącymi się rękoma usiłowała odsunąć zasuwę. 

– Pospiesz się! – zawołał Miles. – Na litość boską, otwieraj drzwi. 

Niezdarnie   odciągnęła   zasuwę   i   przekręciła   klucz.   Miles   wszedł, 

błyskawicznie zamknął zasuwę, odwrócił się i powiedział rozkazująco:

– Obejdę dom, a ty tu zostań. 

– Ani mi się śni. Idę z tobą. 

W milczeniu sprawdzili parter i piętro, potem weszli do sypialni. Elinor 

przysiadła na krześle, a Miles zamknął drzwi i syknął:

–   Nie   czas   na   odpoczynek.   –   Poświecił   latarką   naokoło,   zapalił 

świeczki  na toaletce,  rozejrzał  się i  polecił:  – Spakuj  najpotrzebniejsze 

rzeczy. Im prędzej wrócimy do mnie, tym lepiej. 

– Ale... 

– Rób, co każę, i to migiem. 

Bez słowa pobiegła do łazienki, ubrała się i zabrała szczoteczkę do 

zębów. Gdy wróciła, Miles stał przy oknie. 

– Czy chichotał mężczyzna? – zapytał ostro. 

background image

– Tak. Niezbyt głośno, ale jakoś strasznie. 

– Więc dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie jeszcze raz?

– Nie chciałam się naprzykrzać. 

– Co ty powiesz! Dobre sobie. – Zgasił świeczki i ruszył do drzwi. – 

Idziemy. Szybciej. 

Biegła za nim truchtem, przywarła do muru,  gdy zamykał drzwi na 

klucz, a potem kurczowo chwyciła go za rękę. Gdy bezpiecznie dotarli do 

Cliff House i weszli do środka, nogi się pod nią ugięły. Miles zaprowadził 

ją do kuchni, posadził na krześle i nastawił czajnik. Potem zgłosił awarię 

w pogotowiu, położył telefon na stole, usiadł i wziął Elinor za rękę. 

– Posłuchaj – zaczaj surowo – i potraktuj poważnie to, co powiem. 

Pewno   myślisz,   że   robię   z   igły   widły,   ale   naprawdę   nie   lubię 

dramatyzować. Jestem przekonany, że ktoś na mnie nastaje. Nie na moje 

życie, bo gdyby drań chciał mnie ukatrupić, już by to zrobił ze sto razy. 

Teraz przyznam się, że do mnie też dzwonił. Przedtem nie chciałem cię 

straszyć, a trzeba było uprzedzić. 

Patrzyła   na   niego   przerażonymi   oczami,   a   twarz   jej   była   blada   jak 

płótno. 

– Myślisz, że to on odciął prąd?

– Tak. Gdyby w całej wsi była awaria, u mnie też by zgasło światło. – 

Postawił na stole dwa kubki kawy. – Proszę, wypij. 

– Dziękuję. – Zastanowiła się przez chwilę. – Nie rozumiem, dlaczego 

chce ciebie dręczyć ani czemu uwziął się również na mnie. 

–   Ponieważ,   jeśli   się   nie   mylę,   mamy   do   czynienia   z   kimś,   kogo 

wyszkolono   podobnie   jak   mnie.   Pewno   od   kilku   dni   obserwuje   dom   i 

trochę mnie poznał, więc wie, że ja niczego się nie boję. Ale można mnie 

background image

zranić przez innych. Myślałem, że odeślę Sophie i tym samym pozbawię 

go okazji do walki z innymi, ale niestety zjawiłaś się ty. 

–   Przepraszam.   –   Przygryzła   wargę.   –   Uważasz,   że   on   chce   ci 

dokuczyć, strasząc Sophie albo mnie?

–    ”Dokuczyć  ”  nie   jest   najwłaściwszym   słowem,   ale   o  to   głównie 

chodzi. Postąpiłem idiotycznie, że pozwoliłem ci się przenieść. 

– Co znaczy  ”pozwoliłeś ”? – Wysoko uniosła głowę. – To była moja 

decyzja   i   ja   za   siebie   ponoszę   odpowiedzialność,   bo   się   uparłam,   że 

zostanę. 

– Niech ci będzie. – Wypił trochę kawy. – Gdybym mógł, w tej chwili 

wsadziłbym cię do pociągu, ale wszystkie odwołano. I tak nie mogłaś rano 

wyjechać, ale jutro odwiozę cię samochodem. 

– Nie zrobisz tego. 

– Zrobię, choćbym miał cię związać i zostawić w hotelu. Otworzyła 

usta, lecz nie zdążyła się sprzeciwić, ponieważ zadzwonił telefon. 

– Słucham? – szorstko rzucił Miles, a po chwili odłożył słuchawkę z 

grymasem obrzydzenia i oznajmił spokojnie: – Nasz znajomy. Twoja mina 

świadczy, że cię przekonałem. 

– Tak. – Dopiła kawę i zerknęła na niego pytająco. – Zawiadomiłeś 

policję?

– Nie, bo to ostatnia deska ratunku. Zresztą, co im powiem? Nie było 

włamania, nic nie zginęło. Facet nie odzywa się, nie grozi, a brak światła 

w   twoim   domu   może   być   spowodowany   uszkodzeniem   przewodów.   – 

Spochmurniał. – Nie dam się zastraszyć i sam sobie z tym poradzę. 

Elinor przeszły ciarki i zrobiło się jej zimno. 

– Jeśli o mnie chodzi, już mu się udało – wyznała. – Bałam się zgasić 

background image

światło przed pójściem spać... 

– Więc czemu uparłaś się tam iść?

– Fałszywa ambicja. – Bezradnie rozłożyła ręce. – Nie chciałam się 

przyznać, że oblatuje mnie strach, ale wiedz, że ciężko mi było stąd wyjść. 

– Jednak się nie zmieniłaś. Byłaś wyjątkowo zawadiackim dzieckiem. 

– Dziw, że mnie zauważałeś. 

– Och, bez trudu, bo przy tobie w moich braci wstępował diabeł. Tylko 

wtedy gdy w innym terminie wypadły wam wakacje, w domu było trochę 

spokoju. 

– Aha, czyli spostrzegałeś moją nieobecność, a nie mnie jako taką – 

powiedziała rozżalona. 

– Tak. I bardzo żałuję, że teraz nie jesteś nieobecna. Zaczerwieniła się z 

gniewu,   lecz   ułagodził   ją   czarującym   uśmiechem,   który   bardzo   rzadko 

gościł na jego ustach. 

– Dlatego że martwię się o twoje bezpieczeństwo – rzekł łagodniej. – 

Bo poza tym nie mogło mnie spotkać nic milszego niż twoje towarzystwo. 

– Nie musisz udawać – burknęła. – Jestem ci wdzięczna, że dwa razy 

pospieszyłeś mi na ratunek, ale czas, żebym zeszła ci z oczu. Będę spała w 

tym samym pokoju?

– Nie. – Wstał i wyciągnął rękę. – Dzisiaj, moja droga, śpimy razem. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Na widok jej osłupiałej miny Miles wybuchnął gromkim śmiechem. 

–   Cieszę   się,   że   ciebie   to   bawi   –   syknęła   ze   złością.   Natychmiast 

spoważniał i rzekł z naciskiem:

–   Wcale   mnie   nie   bawi.   W   naszej   sytuacji   nie   ma   absolutnie   nic 

śmiesznego. Ale zrozum, że śpiąc w drugim końcu domu, nie będziesz 

bezpieczna,   jeśli   naszemu   prześladowcy   przyjdzie   do   głowy,   żeby   tu 

wtargnąć. – Twarz mu złagodniała. – Muszę ci zapewnić nie tylko nocleg i 

wikt, ale i bezpieczeństwo. Poza tym, mała Neli, nie patrzę na ciebie pod 

kątem... 

– Dziękuję!

– Nie zrozumiałaś mnie – pospieszył z wyjaśnieniem. – Traktuję cię 

podobnie jak Sophie, jak bezbronną istotę, której trzeba bronić, a nie... 

hm... ostrzyć sobie zęby... 

– Szkoda, że od razu nie postawiłeś sprawy jasno – mruknęła urażona. 

– Nie zapominaj, że jestem prostym żołnierzem, a nie dyplomatą. 

Przez chwilę mierzyli się nieprzyjaznym wzrokiem. 

– Powinienem był ci powiedzieć – odezwał się z półuśmiechem – że za 

moją sypialnią jest garderoba, , w której stoi łóżko. Tam możesz spokojnie 

spać, bo nikt do ciebie nie wejdzie. Intruz najpierw musiałby przemknąć 

koło   mnie   nie   zauważony,   a   to   zupełnie   niemożliwe   –   zakończył   z 

przekonaniem. 

– Przepraszam – szepnęła czerwona jak piwonia. 

– Za co?

background image

– Bo opacznie cię zrozumiałam. A przede wszystkim za to, że w ogóle 

tu jestem i sprawiam ci tyle kłopotu. 

Miles wzruszył ramionami, wziął jej torbę i wyszedł. 

– Nie będę udawał, że twoja obecność nie nakłada na mnie obowiązku 

znacznej   odpowiedzialności.   Ale   ma   i   plusy,   bo   dawno   nie   miałem 

damskiego towarzystwa. 

– Żartujesz. – Wbiła  wzrok  w jego plecy. – Nie ma  na horyzoncie 

następczyni Seliny?

–   Nie.   –   Otworzył   drzwi   u   szczytu   schodów.   –   Tu   jest   łazienka 

przerobiona z sypialni. Te drzwi zamknę na zasuwę, ale drugie, do pokoju, 

zostawię otwarte, na wypadek gdybyś musiała skorzystać z łazienki. 

Elinor rozejrzała się. Okrągła wanna była na środku, a prysznic i sedes 

za   ścianką   działową,   na   której   stały   doniczki   z   kwiatami.   Ściany   były 

wyłożone holenderskimi kafelkami, kominek pomalowany na biało. 

– Wygląda jak ilustracja  z czasopisma  – powiedziała,  aby przerwać 

krępujące milczenie. – Bardzo elegancka. 

–   Urządziłem   ją   dla   Seliny.   –   Niedbale   wzruszył   ramionami.   – 

Niepotrzebnie się wysiliłem, bo nawet jej nie widziała. 

Przeszli do dużego pokoju z małżeńskim łóżkiem, wysoką komodą i 

toaletką   z   potrójnym   lustrem.   Ciemne   meble   były   z   wczesnej   epoki 

wiktoriańskiej, a w oknach wisiały grube, kremowe zasłony. 

– Och, ile tu przestrzeni. 

– Dzięki temu, że ojciec wyrzucił dwie olbrzymie szafy. 

Otworzył drzwi do niewielkiego pokoju, w którym wszystkie ściany 

były zabudowane. Pod oknem stało wąskie łóżko. 

– Będzie ci tu wygodnie?

background image

– Na pewno. – Uśmiechnęła się ujmująco. – Jestem bardzo wdzięczna, 

że tak się o mnie troszczysz. 

– Nie ma co udawać, że wolałbym, byś siedziała w Cheltenham. Ale 

skoro jesteś w Stavely, będę spać dużo spokojniej ze świadomością, że 

jesteś obok, a nie w waszym domu. Teraz idę na krótki obchód. Mam 

nadzieję, że do mojego powrotu zdążysz się położyć. 

– Tak jest, panie majorze – powiedziała, salutując. 

– No, widzę, że wraca ci humor. 

W duchu przyznała mu rację. Wcześniej nie widziała nic zabawnego w 

nieprzyjemnej   sytuacji,   ale   gdy   przy   Milesie   poczuła   się   bezpieczna, 

rozbawiła ją absurdalność wydarzeń. Nie miała nic przeciwko temu, by 

spać w Cliff House pod opieką Milesa, który przez całe życie znajdował 

się w tle, chociaż właściwie go nie znała. Teraz wystarczyło kilka godzin 

rozmowy i miała wrażenie, że poznała go lepiej niż Olivera. 

Pomyślała,   że   zapewne   dzieje   się   tak   zawsze   w   krytycznych 

momentach. Podobnie jest w czasie wojny, gdy kontakty między ludźmi 

sprowadzają   się   do   załatwiania   najistotniejszych   spraw.   Niezależnie   od 

tego,   czy   Miles   podobał   się   jej,   czy   nie,   jedno   było   pewne:   przy   nim 

będzie bezpieczna. Poza tym polubiła go. Nie tak jak jego braci, ponieważ 

uczucia w stosunku  do niego w niczym nie przypominały  tych, jakimi 

darzyła Harry’ego i Marka. 

Usłyszała ciche pukanie i wołanie:

– Elinor?

– Już śpię. 

– To dobrze. Śpij smacznie do rana. 

background image

– Rozkaz. 

– Dobranoc. 

Obudziła   się   przekonana,   że   jest   jasny   dzień,   a   tymczasem   znowu 

zapaliły   się   lampy.   Wyskoczyła   z   łóżka   i   w   drzwiach   zderzyła   się   z 

Milesem. 

– Nie bój się. – Wziął ją za rękę i podprowadził do odsłoniętego okna. 

– Patrz, tam jest winowajca. 

Po białym tarasie wolno sunął ciemny kształt. 

– Borsuk – szepnęła zdumiona. – Nigdy nie widziałam go żywego. 

– Idzie do domu; wiem, gdzie jest jego nora. 

– Bardzo ładny, ale lepiej, żeby nie łaził tu po nocy. Myślałam, że 

zakradł się facet od telefonów. 

–   Takiego   lisa   na   pewno   byśmy   nie   zobaczyli.   Odgarnęła   włosy, 

opadające na oczy, i spojrzała na Milesa pytająco. 

– Jak to możliwe?

– Czuję  przez  skórę,  że to  ktoś,  kto  potrafi  idealnie   zacierać  ślady. 

Wracaj do łóżka, bo zmarzniesz. 

Elinor cała się trzęsła, ale nie była pewna, czy tylko z zimna, czy też ze 

strachu. Miles przyjrzał się jej w świetle nocnej lampki. 

– Napijesz się czegoś gorącego?

Przecząco potrząsnęła głową, ponieważ nie chciała zostać sama. 

– Zaraz będzie mi ciepło. – Weszła do łóżka i przykryła się pod brodę. 

– Dziękuję, że pokazałeś mi borsuka. 

– Lepiej, żebyś nie wyobrażała sobie Bóg wie czego. 

– Prawda. – Po jej ustach przemknął cień uśmiechu. – Życzę ci dobrej 

nocy, chociaż prawie się skończyła. 

background image

– Jeszcze możemy pospać. Zamknąć drzwi?

– Nie... niech zostaną otwarte. 

– A jeśli będę chrapał?

– Dotychczas nie chrapałeś. 

– Może nie słyszałaś. – Zgasił lampkę. – Jutro bezapelacyjnie odwożę 

cię do Cheltenham. 

– Dobranoc. 

Leżała   wsłuchana   w   nikłe   odgłosy   z   drugiego   pokoju.   Miles 

zachowywał   się   bardzo   cicho.   Przebiegł   ją   niemiły   dreszcz,   gdy 

uświadomiła   sobie,   że   jego   przeciwnik   mu   dorównuje,   jest   bardzo 

ostrożny, więc go nie słychać. 

Rano  zdziwiła  się,  że  mimo  wszystko  mocno  spała.   Wyjrzała  przez 

okno; nie było widać świata, ponieważ znowu sypał gęsty śnieg. 

Kaloryfer   był  ciepły,   ale   dygotała   z   zimna,   więc   włożyła   wszystkie 

ciepłe rzeczy, jakie przywiozła. Zajrzała do sąsiedniej sypialni; była pusta, 

w idealnym porządku. Gdy zeszła do kuchni, Miles kończył śniadanie. 

– Dzień dobry. Wyspałaś się?

– Dzień dobry. Wyobraź sobie, że tak. – Rzuciła mu przepraszające 

spojrzenie. – Wstyd mi, że zaspałam, bo chciałam wstać wcześnie. 

– Dlaczego? – Podał jej grzanki. – Wyjazd jest absolutnie niemożliwy, 

więc musisz tu zostać. Mowy nie ma, żebym usunął takie zwały śniegu, a 

poza   tym   mój   rangę   rover   nie   nadaje   się   do   jazdy   w   zaspach.   Radio 

podało,   że   duże   odcinki   głównych   dróg   są   nieprzejezdne,   więc   przed 

odwilżą nie masz co marzyć o powrocie do Cheltenham. 

Prognoza ta niezbyt zmartwiła Elinor. 

– A zatem jeszcze trochę będę ci siedzieć na karku. – Uśmiechnęła się 

background image

czarująco. – Masz pecha, biedaku, ale przynajmniej pomogę ci odgarniać 

śnieg. 

Miles popatrzył na nią rozbawiony. 

– Potrafisz trzymać łopatę?

–   Też   pytanie!   –   obruszyła   się.   –   Zapominasz,   przez   ile   lat   tu 

mieszkałam.   Wprawdzie   nie   co   roku   nas   zasypywało,   ale   jak   już   tu 

popada, to trzeba się urobić po łokcie, żeby oczyścić drogę. Kilka lat temu 

były   takie   mrozy,   że   popękały   rury   i   musieliśmy   wymienić   całą 

wykładzinę na piętrze. 

– Twój ojciec wspominał o tym. – Ponurym wzrokiem spojrzał przez 

okno. – Nie warto odgarniać, bo gęsto sypie. 

– Przy takiej zamieci wróg chyba zostawi cię w spokoju? – zapytała 

lekkim tonem, lecz spoważniała, gdy zobaczyła, jak zmieniła mu się twarz. 

– Twoja mina świadczy, że myślisz inaczej – szepnęła zbita z tropu. 

– Nie będę cię łudził. Śnieg mu w niczym nie przeszkodzi, a nawet 

pomoże. 

– I nic nie da się zrobić?

– Nic a nic. – Pokręcił głową. – Zabezpieczyłem dom najlepiej, jak 

umiałem.   Sophie   jest   bezpieczna,   ty   pod   moją   opieką.   Radio   i   telefon 

zapewniają nam kontakt ze światem... 

– Czyli tak sprawy stoją. Zaparzyć jeszcze kawy?

– Bądź tak dobra. Zresztą możesz robić, co chcesz, tylko nie pozwalam 

ci wychodzić na dwór. 

– Niepotrzebnie mi zabraniasz, bo psa bym nie wygnała w taki czas. 

Przestało   padać,   gdy   kończyli   jeść   lunch.   Miles   uważnie   wysłuchał 

komunikatu radiowego i wstał od stołu. 

background image

– No, mogę wziąć się do łopaty. 

–   Poczekaj.   Pozmywam   naczynia   i   za   pięć   minut   będę   gotowa   do 

pomocy. 

–   Wolę,   żebyś   nie   wychodziła.   –   Włożył   grubą   kurtkę.   –   Będę 

spokojniejszy, jeśli zostaniesz w domu. 

– A ja będę się czuła pewniej, gdy pójdę z tobą. Proszę cię, pozwól mi, 

bo jeśli trochę pomogę, będę miała złudzenie, że zarabiam na wikt. Poza 

tym muszę się czymś zająć, nie potrafię siedzieć bezczynnie. 

– Niech ci będzie – zgodził się bez entuzjazmu. – Tam wisi kurtka 

Harry’ego. Buty musisz wziąć swoje, chociaż obawiam się, że je mocno 

zniszczysz. 

– Po powrocie zaraz wysuszę. – Ubrała się i stanęła na baczność. – 

Panie majorze, szeregowiec Gibson melduje się do pracy. 

– Szanujący się szeregowiec nigdy tak nie wygląda – rzekł rozbawiony. 

– Nie szata zdobi człowieka – mruknęła, podwijając przydługie rękawy 

– a moja pomoc się przyda. 

Podpierając się łopatami i sunąc po śniegu, dotarli do garażu, wokół 

którego   półkolem   rosły   drzewa   i   krzewy.   Przy   wietrze   od   zachodu 

budynek był osłonięty, lecz śniegu nawiało od wschodu i przed drzwiami 

potworzyły się zaspy do ramion. 

Zabrali   się   do   pracy   ochoczo   i   z   energią,   ale   wkrótce   stało   się 

oczywiste, że zadanie przekracza ich siły i możliwości. 

– Bez pługa czy traktora nie damy rady – orzekł zasapany Miles. – 

Zadzwonię   do   Morganów   i   poproszę,   żeby   przyjechali   nas   odkopać. 

Wracamy do domu. 

Elinor z trudem brnęła pod górę. Odstawiła łopatę pod ścianę, otrzepała 

background image

śnieg z butów i zdjęła kurtkę. 

– Zapomniałam już, że na mrozie człowiekowi może być tak gorąco. 

Szkoda, że nasz wysiłek poszedł na marne. 

– Jestem pełen podziwu dla ciebie, bo dzielnie się spisywałaś, ale te 

zaspy   przekraczają   nasze   możliwości.   Już   wzywam   pomoc.   –   Wziął 

słuchawkę i gniewnie zmarszczył brwi. – Chyba aparat się popsuł. Pójdę 

do gabinetu. – Wrócił prędko, z posępną miną. – Tamten też nie działa. 

– I nie ma prądu – oznajmiła Elinor. – Nie mogę włączyć czajnika. 

Popatrzyli   na   siebie   znacząco   i   Miles   zawrócił   do   gabinetu,   skąd 

rozciągał   się   widok   na   najbliższe   gospodarstwo   oraz   domy   rozrzucone 

przy Springfield Lane. Tu i ówdzie migotało światło w oknach. Na widok 

wyrazu jego twarzy Elinor mrowie przeszło po plecach. 

–   We   wsi   jest   prąd,   co   oznacza,   że   nieprzyjaciel   zdecydowanie 

wypowiada nam wojnę – rzekł półgłosem. 

– I co teraz? – szepnęła zbielałymi wargami. 

– Skoczę do Morganów i poproszę, żeby zawiadomili elektrownię o 

awarii.   Nie   liczę   na   to,   żeby   w   taką   pogodę   ktoś   przyjechał,   ale 

przynajmniej   przyjmą   zgłoszenie.   Przy   okazji   zapytam   Ruperta,   czy 

pomogą nam odgarnąć śnieg. 

– Idę z tobą. 

– Normalnie bym ci nie pozwolił, ale w takiej sytuacji wolę cię mieć 

przy sobie. 

– Ja też wolę być z tobą. 

–   Mam   poprosić   panią   Morgan,   żeby   cię   przenocowała?   A   może 

pójdziesz do pani Crouch?

– Nigdzie się nie przenoszę. – Spojrzała na niego zezem. – Chyba że 

background image

chcesz, żebym zeszła ci z drogi. 

– Nie o to chodzi. Radziłbym ci się przenieść, gdyby nie zbyt duże 

ryzyko. 

– Ryzyko?

– Gdy jesteś ze mną, mogę ci zapewnić jakie takie bezpieczeństwo. 

Poza   tym,   jeśli   się   przeniesiesz,   możesz   narazić   Bogu   ducha   winnych 

ludzi. 

– Naprawdę uważasz, że naraziłabym panią Crouch?

– Tak. 

– Wobec tego zostaję tutaj. Oczywiście, jeśli mnie nie wyrzucisz. 

–   Niestety,   nie   mogę.   –   Uśmiechnął   się   kwaśno.   –   Dość   gadania, 

ruszamy.   Najlepiej   biegiem.   Chcę   bezpiecznie   przyprowadzić   cię   do 

domu, nim zapadnie mrok. 

Długo   brnęli   w  kopnym  śniegu,   a   rozmowa   o   usterkach   i   prośba   o 

pomoc zajęła chwilę. Droga powrotna pod górę była jeszcze trudniejsza, 

więc Elinor zmęczyła się jak nigdy w życiu i ledwo łapała oddech. 

– Dwa razy w tygodniu chodzę na aerobik – mruknęła zasapana – i 

myślałam, że jestem w formie. 

Miles wyglądał, jakby wrócił ze zwykłego spaceru. 

– Przepraszam, że tak cię poganiałem, ale chcę wyciągnąć kuchenkę 

turystyczną i poszukać świeczek, póki jest jako tako jasno. 

Przyniósł ze spiżarni starą dwupalnikową kuchenkę, butlę gazową, trzy 

pudełka świec i dwie latarki. 

– Muszę skoczyć do drewutni, ale migiem się uwinę. 

– Więc nastawię wodę na herbatę. 

Świecąc latarką, wyjęła rondel i napełniła go wodą. Zdawało się jej, że 

background image

Miles długo nie wraca; zaczęła się denerwować, prawie trząść ze strachu. 

– Przepraszam, że trochę mi to zajęło – tłumaczył się Miles. – Nasz 

przeciwnik raczył zajrzeć do drewutni. 

– Skąd wiesz? – wykrztusiła. 

– Kilka rzeczy leży troszeczkę inaczej. – Zapalił gaz i postawił rondel z 

wodą. – Co oczywiście oznacza, że postąpił tak celowo, chciał zaznaczyć 

swoją obecność. Był tam, gdy odgarnialiśmy śnieg. 

– Gdyby mu chodziło o coś innego, zatarłby ślady, prawda?

–   Oczywiście.   Telefon   nie   działa,   więc   facet   nie   może   dzwonić   i 

rechotać,   musiał   więc   w   inny   sposób   dać   mi   znać,   że   on   panuje   nad 

sytuacją. 

–   Przepraszam,   pewno   zadam   głupie   pytanie   –   powiedziała   z 

ociąganiem – ale czy podejrzewasz, że w domu też był?

– Wątpię. Jak dotąd nie zrobił nic, co by mu można udowodnić. Jeśli 

przyłapię go na próbie włamania, sprawa oprze się o policję, a kimkolwiek 

ten osobnik jest, na pewno woli tego uniknąć. Wydaje mi się, że jedynie 

chce   napędzić   mi   stracha...   tobie   też,   skoro   tak   nieopatrznie   się   tu 

pojawiłaś. 

– Czy uznasz mnie za tchórza, jeśli poproszę, żebyś mimo to obszedł 

dom i sprawdził wszystkie kąty?

Miles przyjrzał się jej badawczym wzrokiem, pokręcił głową i wyłączył 

gaz. 

– Nie, Neli, wcale nie. Pójdziemy razem. Weź latarkę i idź za mną. 

Wdzięczna, że okazuje jej tyle cierpliwości,  szła za nim na palcach 

krok w krok. Przeszukali wszystkie pomieszczenia na parterze, sypialnie i 

łazienki na piętrze; zajrzeli do wszystkich zakamarków, w których mógłby 

background image

zmieścić się człowiek. Elinor uspokoiła się i nabrała pewności, że w domu 

nikogo nie ma. 

Miles długim kijem otworzył wejście na strych i przystawił składaną 

drabinę. 

– Jak sprawdzać, to sprawdzać, ale tam idę sam. Oświetlił jej twarz, 

więc posłusznie skinęła głową. Serce podskoczyło jej do gardła, gdy Miles 

zniknął w czeluściach strychu. Słyszała, jak stąpa, po drodze przesuwa i 

otwiera skrzynie. Wrócił po nieskończenie długim czasie. 

–   No,   mamy   pewność,   że   tam   też   go   nie   ma.   –   Schował   drabinę, 

zamknął klapę, a kij zabrał. – Nie będę mu ułatwiał zadania, jeśli jednak 

wybierze się z wizytą. 

– Mówisz o nim tak, jakbyś go znał. 

Weszli do oświetlonej świecami kuchni, która po ciemnych pokojach 

zdawała się jasną, bezpieczną przystanią. 

– Bo jestem prawie pewien, że go znam. A raczej znałem. 

– Zapalił gaz i odwrócił się do niej. – Ten maniak żywi jakąś osobistą 

urazę do mnie, więc musimy się znać. 

– Co teraz zrobimy?

– Póki pada, właściwie nic – odparł sucho. – O siebie wcale się nie 

martwię, ale... 

–   Od   kiedy   ja   spadłam   ci   na   kark,   życie   stało   się   trudniejsze   – 

dokończyła   posępnie.   –   Przepraszam,   że   przeze   mnie   wszystko   się 

zagmatwało. 

Miles usiadł przy stole i spojrzał ha nią łagodniej. 

– Nie zagmatwało,  a tylko odrobinę skomplikowało.  Uprzedzam, że 

bez   centralnego   ogrzewania   prędko   robi   się   nieprzyjemnie   zimno.   Na 

background image

szczęście koło wszystkich kominków leży pełno drewna. Rozpalę ogień w 

gabinecie i tam zniosę drzewo z całego domu. 

– A ja na tych dwóch palnikach ugotuję kolację. 

– Pochwalam pomysł. – Wypił resztę herbaty i wstał. – Idę rozpalić w 

kominku, a ty przeszukaj te trzy szuflady, bo tam powinny być baterie do 

radia. Chciałbym wiedzieć, co się dzieje na świecie. 

Elinor   była   zadowolona,   że   usłyszy   ludzkie   głosy.   Za   nic   nie 

przyznałaby   się   przed   Milesem,   że   sama   w   dużej   kuchni   czuje   się 

bezbronna. Okna na bocznej ścianie były zasłonięte, lecz w oknie przy 

zlewozmywaku   nie   było   nawet   firanki.   Dlatego   czuła   się   jak   ryba   w 

akwarium,   którą   ktoś   bezustannie   obserwuje.   Włączyła   radio   i   muzyka 

oraz ludzkie głosy dały jej złudzenie normalności. Zajrzała do szafek w 

poszukiwaniu   produktów,   z   których   mogłaby   przygotować   smaczną 

kolację. Z konieczności musiała ograniczyć się do najprostszych potraw. 

–   No,   ogień   w   gabinecie   buzuje   w   najlepsze   –   oznajmił   Miles, 

wchodząc do kuchni. 

–   A   kolacja   zaplanowana.   Odpowiadają   ci   parówki,   ziemniaki   i 

fasolka?

– Oczywiście. – W ciemnej twarzy błysnęły olśniewająco białe zęby. – 

Umyję   ręce   i   mogę   siadać   do   stołu.   Jadałem   najróżniejsze   rzeczy   w 

paskudnych warunkach. 

– Wyobrażam sobie. 

– Oj, chyba nie potrafisz. 

Obrzuciła go badawczym spojrzeniem i cicho zapytała:

– Było ci żal rozstawać się z wojskiem?

–   Tak,   i   to   z   wielu   względów.   Widzisz,   w   wojsku   jest   tak,   jakby 

background image

człowiek   należał   do   dużej   rodziny.   Po   odejściu   długo   czułem   się   jak 

bezpański   pies...   Ale   mam   Sophie   i   zamierzam   wprowadzić   w   życie 

pewien projekt. Przed przykrościami spowodowanymi przez tego szaleńca 

byłem   właściwie   zadowolony   z   życia.   Powinienem   jednak   pamiętać   – 

rzucił   z   gniewem   –   że   nigdy   długo   nie   jest   dobrze   i   zawsze   coś   się 

popsuje. 

– Nie zawsze. 

– Zawsze, zawsze – sapnął zirytowany. – Sęk w tym, że dowcipniś wie, 

że ma mnie na muszce. Normalnie poszedłbym sprawdzić, co się stało z 

prądem i telefonem, ale bestia wie, że teraz się nie ruszę. Jeśli wyjdę z 

latarką, jestem dogodnym celem. A jeśli mnie się coś stanie... wystarczy, 

żeby mnie stuknął czymś ciężkim w głowę... ty zostaniesz sama, jeszcze 

bardziej narażona na niebezpieczeństwo. 

– Taka odpowiedzialność wcale nie jest ci potrzebna – powiedziała ze 

smutkiem. 

Jego twarz nieoczekiwanie rozjaśnił pogodny uśmiech. 

– Przyznaję, że to odpowiedzialność,  ale przyjemność, jaką mi  daje 

twoje towarzystwo, rekompensuje minusy. 

– Nie wysilaj się na uprzejmości!

–   Jak   cię   przekonać,   że   mówię   prawdę?   –   Przyjacielskim   gestem 

otoczył jej kibić. – Panno Gibson, z prawdziwą przyjemnością odnawiam 

naszą   dawną   znajomość.   Wolałbym,   żeby   warunki   były   bardziej 

sprzyjające, ale poza tym nie narzekam. 

Elinor przez moment stała bez ruchu, a potem nieznacznie się odsunęła. 

– Panie majorze,  jeśli  chce pan jeść o jako tako przyzwoitej  porze, 

muszę   zabrać   się   do   pracy.   Nie   potrafię   gotować   na   maszynce 

background image

turystycznej,   a   prawdę   powiedziawszy,   w   ogóle   nie   bardzo   umiem 

gotować. 

Dzięki jego wydatnej pomocy przygotowali kolację szybciej, niż się 

spodziewała. Przez cały czas słuchali sprawozdań o tym, że w całym kraju 

opady śniegu sparaliżowały ruch i utrudniły normalne życie. 

Podczas kolacji ośmieliła się zapytać:

– Gdzie według ciebie schował się nasz prześladowca?

–   Byle   gdzie.   Nie   zazdroszczę   mu   przebywania   na   dworze   w   takie 

noce, ale na pewno jest przyzwyczajony do różnych warunków. Podczas 

szkolenia trzeba przetrwać w sto razy gorszych. 

–   Jesteś   pewien,   że   nie   zrezygnował?   Mógł   poszukać   noclegu   pod 

dachem. 

– Wątpię. – Spojrzał jej prosto w oczy. – Zapominasz, że odciął prąd i 

zniszczył kabel telefoniczny. Nie fatygował się bez powodu. 

– Jakie będzie jego kolejne posunięcie?

–   Żebym   to   ja   wiedział!   Proponuję,   żebyśmy   przestali   się   nim 

przejmować i jakoś umilili sobie wieczór. Przejdźmy do gabinetu, bo tam 

najcieplej. 

– Chętnie. 

Posprzątali,   poszli   do   gabinetu   i   Miles   dorzucił   drew   do   kominka. 

Elinor   postanowiła   zachowywać   się   jak   na   idealnego   gościa   przystało, 

więc zapytała gospodarza o braci, a potem skierowała rozmowę na Sophie. 

Oboje   omijali   nieprzyjemny   temat.   Miles   rozsiadł   się   w   fotelu   i 

zachowywał, jak gdyby od dawna każdy wieczór spędzał razem z Elinor. 

–   Dlaczego   się   uśmiechasz?   –   spytał,   patrząc   na   nią   spod 

przymrużonych powiek. 

background image

– Bo pomyślałam, że wcale nie wyglądamy jak więźniowie. 

– Ale jesteśmy. Jutro skoro świt pójdę szukać śladów w ogrodzie. 

– Moim zdaniem powinieneś zawiadomić policję. 

– Jeszcze nie pora. Chcę sam złapać łotra, dowiedzieć się, kto zacz i 

dlaczego mnie prześladuje. – Twarz mu zastygła w zimną, nieprzyjemną 

maskę.   –   Nikt   nie   będzie   bezkarnie   groził   mojej   rodzinie...   lub 

przyjaciołom. 

Elinor poczuła mróz na plecach. 

– Czy nie będzie krępujące, jeśli się okaże, że się znacie?

–   Tylko   dla   niego   –   odparł   tonem,   który   nie   wróżył   wrogowi   nic 

dobrego. 

W skupieniu słuchali preludiów Chopina, gdy nagle trzasnęły drwa w 

kominku. Elinor drgnęła nerwowo, a Miles dorzucił polan i odwrócił się 

do niej z dziwnym uśmiechem na ustach. 

– Nie bój się. Przy mnie jesteś bezpieczna. 

–  Wiem   i  nie  martwię   się,  ale   nie  mogę  uwierzyć,  że  to  dzieje  się 

naprawdę. Dotychczas moje życie przebiegało bez takich przygód. 

– Och, jestem okropny. Tak się przejąłem swoimi sprawami, że nawet 

nie zapytałem, gdzie pracujesz. 

– Jestem sekretarką w kancelarii adwokackiej w Cheltenham – odparła 

z lekkim westchnieniem. 

– Dlaczego tak wzdychasz? Nie odpowiada ci ta praca?

– Odpowiada, nawet bardzo. Rodzice oczywiście marzyli, że pójdę na 

medycynę.   Zrozumiałe,   prawda?   Ale   ja   nie   miałam   powołania   w   tym 

kierunku i skończyłam szkołę biznesu. 

– Więc o co chodzi?

background image

Nerwowym ruchem poprawiła włosy i zapatrzyła się w ogień. 

– Jestem sekretarką Olivera. 

– Tu jest pies pogrzebany. – Gwizdnął przeciągle. – Czyli miałaś wyjść 

za szefa. 

– Tak. A skoro nie chcę wyjść, wypada pożegnać się z pracą. 

– Niekoniecznie musi cię wyrzucić. 

– Nie będzie musiał, bo zaraz po powrocie sama złożę wymówienie. 

– Czyli palisz za sobą mosty. 

–   Na   to   wygląda.   –   Zerknęła   spod   rzęs.   –   W   tym   wypadku   nie 

działałam pochopnie. Boże Narodzenie stanowiło przełom, a przedwczoraj 

miarka się przebrała. Mieliśmy iść na przyjęcie do mojej znajomej, ale 

Oliver w ostatniej chwili powiedział, że otrzymał zaproszenie na kolację 

od wpływowego klienta i chciał, żebym mu towarzyszyła. Poniosło mnie, 

więc zarzuciłam mu, że z nikim nie spotykamy się bezinteresownie, po 

prostu dlatego, że kogoś lubimy. Zawsze, ilekroć umówiłam się z moimi 

znajomymi, znajdował wymówkę. Wreszcie zdałam sobie sprawę z tego, 

że przy nim całe życie będzie takie. Jest dużo ode mnie starszy, ale... 

– O ile starszy?

– Ma czterdzieści jeden lat. – Popatrzyła na Milesa zaskoczona. – O 

cztery lata starszy od ciebie!

– Dwa kościane dziadki, co?

Obrzuciła uważnym spojrzeniem jego szczupłą sylwetkę. Na pierwszy 

rzut oka widać było, że Miles  jest silny  i wysportowany; nie miał  ani 

grama zbędnego tłuszczu, ani jednego siwego włosa. A kurze łapki raczej 

nasuwały myśl o tym, że często wpatrywał się w odległy horyzont. Oliver 

też   był   wysoki,   lecz   już   posiwiał   i   trochę   wyłysiał,   a   w   dodatku   jego 

background image

sylwetka wyraźnie zdradzała, że za bardzo lubi dobrze zjeść i wypić. 

– Z tobą nie jest tak źle – powiedziała uśmiechnięta. – Oliver wygląda, 

jakby był dużo starszy od ciebie. 

– Czy mam to potraktować jako komplement? – zapytał, mrużąc oczy. 

– Ależ tak. – Zaśmiała się perliście. – On wygląda na swoje lata, a ty... 

na   ogół   zdaje   mi   się,   że   jesteś   niewiele   ode   mnie   starszy,   prawie 

rówieśnik. 

–   To   już   prawdziwy   komplement   –   rzekł   udobruchany.   –   Bardzo 

dziękuję   łaskawej   pani.   –   Skłonił   się   przesadnie.   –   Czy   możesz 

powiedzieć, kiedy wydaję się starszy?

– Gdy mówisz, że chcesz dostać w ręce tego osobnika, wyglądasz jak 

zimny, ponury typ, którego wcale nie znam. 

– Przeszkadza ci to?

– Nie, jeśli  o niego chodzi, ale mam  nadzieję, że ja nie spowoduję 

takiego wyrazu w twoich oczach. 

Czarujący uśmiech całkowicie odmienił twarz Milesa. 

– Wątpię, czy w stosunku do ciebie mógłbym kiedykolwiek być zimny 

i ponury. 

Speszona   tym,   że   jego   słowa   wywołały   żywsze   bicie   serca   i 

przyspieszony puls, uśmiechnęła się chłodno. 

–   Ulżyło   mi.   Chociaż   po...   gdy   to   się   skończy,   nie   będziemy   się 

widywać, bo rodzice przenoszą się do Monmouth. 

–  Nie  przyjedziesz,  nawet  gdy  cię   zaproszę?  Byłbym  ci  wdzięczny, 

gdybyś czasem odwiedziła moją córkę. Na początku, zanim znajdzie sobie 

przyjaciółki w szkole, będzie czuła się osamotniona. 

– W takim razie przyjadę – obiecała, nieco zaskoczona propozycją. 

background image

– Dziękuję. – Popatrzył na nią jakoś dziwnie. – Będziesz właściwie jak 

w domu. 

– Dzięki temu, że teraz tu jestem?

– Nie, miałem na myśli Cliff Cottage. Prosiłem twojego ojca, żeby na 

razie zachował sprawę w tajemnicy, ale zdradzę ci, że to ja kupiłem wasz 

dom. 

– Naprawdę? – Zrobiła wielkie oczy. – Po co ci nasza chałupka, kiedy 

masz ładny, duży dom?

– Chcę tam się przeprowadzić, a ten trochę zmienić i na nim zarabiać. 

– Będzie tu hotel?

–   Niezupełnie.   Takie   położenie   na   szczycie   wzgórza,   z   rozległym 

widokiem na dolinę i rzekę, jest idealnym miejscem na kursy, na jakie 

coraz częściej wysyła się dyrektorów różnych bogatych firm. Wiem chyba 

wszystko   na   temat   kursów   sprawnościowych   i   znam   kilku   byłych 

wojskowych,   których   chętnie   zatrudnię.   A   podczas   wakacji   będą   tu 

kolonie. Niech biedne dzieci z miasta pooddychają świeżym powietrzem. 

– Do kolonii będziesz dopłacał z tego, co zarobisz na dyrektorach, tak?

–   Jak   byś   przy   tym   była.   Niedługo   zacznie   się   odnawianie   kortów 

tenisowych, wybudują też salę gimnastyczną i basen w ogrodzie. Właśnie 

dostałem zezwolenie – zakończył z satysfakcją. 

–   Gratuluję.   –   Patrzyła   na   niego   z   podziwem.   –   Ale   to   będzie 

kosztowało majątek. 

– W jakiś czas po rozwodzie i po zrzeczeniu się przez Selinę praw do 

opieki nad dzieckiem, umarł mój ojciec chrzestny, Godfrey Pargeter. Miał 

on   głowę   na   karku   i   zmysł   do   interesów,   a   przy   tym   dużo   wdzięku   i 

naprawdę   go   lubiłem.   Gdy   miałem   urlop   albo   tylko   przepustkę, 

background image

spotykaliśmy się i zapraszał mnie na kolację do swojego klubu. Z Seliną 

jakoś   nie   przypadli   sobie   do   gustu,   więc   na   ogół   chodziłem   sam.   Ale 

Sophie mój ojciec chrzestny pokochał i kilka dni przed śmiercią zdążył 

zaprosić ją na ciastka do Ritza. 

– No, no!

–   Mój   ojciec   twierdził,   że   stary   Godfrey   jest   nieźle   sytuowany,  ale 

nigdy nie przypuszczałem, że zrobił majątek. Bardzo go lubiłem; wcale nie 

za to, że przysyłał mi kosztowne prezenty i zapraszał na wystawne kolacje. 

Swoje obowiązki ojca chrzestnego traktował bardzo poważnie. Przyjeżdżał 

do szkoły w Winchester, potem do Sandhurst, a po śmierci ojca starał się 

trochę go zastąpić. Bardzo go szanowałem i ceniłem. 

–   On   chyba   też   miał   o   tobie   dobrą   opinię,   skoro   zapisał   ci   jakieś 

pieniądze. 

–   Nie   jakieś,   a   bardzo   duże.   Coś   jest   dla   Sophie,   gdy   dojdzie   do 

pełnoletności,   sporo   zapisał   na   cele   dobroczynne,   ale   ja   dostałem   lwią 

część.   Z  jednym  osobliwym  zastrzeżeniem.   Otóż   Godfrey   zaznaczył  w 

testamencie, że mam wydać pieniądze na zbożny cel. 

–   Widocznie   znał   cię   dobrze   i   dlatego   zaufał,   że   znajdziesz   coś 

naprawdę pozytywnego. Twój pomysł jest wspaniały. Sam zajmiesz się 

prowadzeniem placówki?

– Tylko pracą administracyjną, i w dodatku przy pomocy księgowego. 

Do prowadzenia zajęć zatrudnię kilku znajomych z pułku, którzy właśnie 

przeszli   na   emeryturę.   A   na   lato   już   umówiłem   się   z   chętnymi 

nauczycielami. 

– Szalenie mi się to podoba. Może i dla mnie znalazłoby się miejsce?

– Przydałaby mi się sekretarka, chociaż wszystko jeszcze w proszku. – 

background image

Ręką pokazał stos papierów na biurku. – Wyświadczyłabyś mi ogromną 

przysługę,   pomagając   przy   porządkowaniu   tego   bałaganu.   Nawet 

krótkofalowo. 

–   Ja   tylko   żartowałam   –   powiedziała   czerwona   jak   rak.   –   Ale   jeśli 

mówisz poważnie, mogę spróbować. Oczywiście, zanim przeniesiesz się 

do naszego domu, bo potem nie będę miała gdzie mieszkać. 

– Tę przeszkodę da się pokonać. – Zerwał się na nogi i wyciągnął rękę. 

–   No   więc   jak,   ubijamy   interes?   Uprzedzam,   że   przez   kilka   miesięcy 

będzie   tu   istne   piekło   na   ziemi,   ale   jeśli   wytrzymasz,   będę   twoim 

dozgonnym   dłużnikiem.   W   dowód   wdzięczności   zapłacę   ci   dziesięć 

procent więcej niż teraz dostajesz. 

– Jesteś bardzo hojny. – Podała mu rękę. – Ale umówmy się najpierw 

na okres próbny, żeby zobaczyć, jak się nam ułoży współpraca. 

– Słusznie. Może nie da się ze mną pracować. 

– Albo ze mną. 

– To chyba niemożliwe. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Idąc do sypialni, Elinor była mocno zażenowana i czuła, że Miles też 

jest skrępowany. Prędko się umyła i życzyła mu dobrej nocy. 

Uderzyła   ją   myśl,   że   jeszcze   poprzedniego   dnia   traktowała   go 

wyłącznie jak starszego brata przyjaciół z dzieciństwa, na którego zawsze 

patrzyła z respektem. Teraz było inaczej. Zaniepokoiło ją, że w atmosferze 

niebezpieczeństwa   zmienia   się   charakter   ich   kontaktów,   a   do   tego 

dochodziła perspektywa współpracy. Uznała, że w związku z tym należy 

powrócić do dawnego układu, gdy ona była koleżanką Harry’ego i Marka, 

a Miles podziwianym z daleka majorem. 

Zasypiała  w przeświadczeniu,   że spokojnie  prześpi  noc,  ponieważ z 

braku prądu będzie ciemno do rana. 

Zbudził ją dochodzący z dworu niesamowity krzyk, którego z niczym 

nie mogła  skojarzyć. Było ciemno choć oko wykol, lecz wyskoczyła z 

łóżka jak z procy i, niewiele myśląc, pobiegła do sypialni obok. Postąpiła 

dwa kroki w stronę łóżka, ale krzyknęła przeraźliwie i stanęła jak wryta, 

ponieważ drzwi do łazienki uchyliły się i ukazała się wysoka postać. 

– To ja! – odezwał się Miles. – Spokojnie. 

Wyciągnął do niej ręce. Była tak przerażona i roztrzęsiona, że przytuliła 

się do jego szerokiej piersi, a wtedy otoczył ją ramionami i mocno objął. 

– Słyszałam straszny krzyk – wykrztusiła przez ściśnięte gardło. 

– Ja też. – Pogładził ją po głowie. – Oj, Elinor, Elinor. Urodziłaś się i 

wychowałaś na wsi, więc powinnaś znać głos, jaki wydaje puszczyk. 

–   Nigdy   nie   słyszałam,   a   pomyślałam...   nie   wiem,   co   myślałam.   – 

background image

Odsunęła   się   zawstydzona.   –   Bardzo   cię   przepraszam.   Tak   się 

wystraszyłam, że straciłam głowę, co rzadko mi się zdarza. 

– Nerwy masz napięte jak postronki, więc nic dziwnego. Przyznaję, że 

krzyk sowy jest niesamowity i najodważniejszego może przestraszyć. 

– Słaba pociecha. Powinnam była się zorientować, co to jest. A gdy tu 

wpadłam, myślałam, że śpisz. 

– Zmylił cię zwinięty koc. 

–   Czemu   go   tak   zostawiłeś?   –   Spojrzała   na   niego   wystraszona.   – 

Usłyszałeś wcześniej coś podejrzanego?

– Nie... – Chrząknął zażenowany. – Widzisz, każdy podlega prawom 

biologii. 

–   Och,   przepraszam,   jestem   beznadziejna.   Dobranoc.   Uciekła 

przekonana, że Miles z niej się śmieje. Nie mogła zasnąć, wierciła się i 

przewracała z boku na bok. Wszelkie odgłosy, normalne w starym domu, 

urastały   do   grzmotów.   Wyobraźnia   podsuwała   jej   okropne   obrazy: 

nieomal widziała, jak złoczyńca skrada się po schodach. Zaczęła modlić 

się o odwilż i była zdecydowana wrócić do Cheltenham, mimo że popsuje 

plany Lindzie. 

To jednak oznaczałoby, że zostawi Milesa samego, a po tym, co dla 

niej   zrobił,   nie   wypadało   tak   postąpić.   Doskonale   wiedziała,   że   jest 

zaprawionym w bojach żołnierzem, ale uważała, że znalazł się w sytuacji, 

w jakiej każdemu potrzebne jest wsparcie. Wiedziała, że do końca życia 

nie   daruje   sobie,   jeśli   odjedzie   i   zostawi   Milesa   na   pastwę   człowieka 

opętanego żądzą zemsty. 

Przewróciła się na bok i spojrzała na zegarek. Czuła, że musi iść do 

łazienki,   a   dopiero   dochodziła   trzecia,   więc   do   świtu   było   daleko. 

background image

Wciągnęła przez głowę sweter, na palcach podeszła do drzwi i cichutko je 

uchyliła. 

– Neli? – odezwał się Miles. – Co ci jest?

– Muszę iść do łazienki. 

– Weź latarkę; leży na stoliku. 

Gdy   wróciła   z   łazienki,   Miles   stał   przy   oknie,   jakby   czegoś 

wypatrywał. 

– Widzisz coś? – spytała zaniepokojona. 

– Tylko śnieg jak okiem sięgnąć. Żeby już wreszcie przyszła odwilż... 

– Pan Morgan obiecał,  że jutro przyjedzie traktorem  – powiedziała, 

szczękając zębami. 

– Zimno ci, prawda?

Objął   ją   machinalnie.   Pomyślała   z   pretensją,   że   tak   obejmuje   się 

dziecko lub podstarzałą ciotkę, a mimo to przytuliła się do niego. Gdy 

objął ją mocniej, wystraszyła się, że usłyszy przyspieszone bicie jej serca. 

Przez chwilę stali  bez ruchu, a potem nagle Miles  pochylił głowę i 

musnął   wargami   jej   usta.   Całował   ją   najpierw   delikatnie,   potem   coraz 

gwałtowniej. Oddając pocałunki, czuła, że ogarnia ją podniecenie, jakiego 

dotychczas nie znała. Pod wpływem pieszczot krew żywiej popłynęła w jej 

żyłach i wkrótce rozpaliło ją pożądanie. 

Miles widocznie to spostrzegł, gdyż nagle puścił ją i odsunął się nieco. 

Zachwiała się, z trudem oddychała, ale popatrzyła na niego rozczarowana. 

– Przepraszam, nie powinienem – rzekł lekko drżącym, przytłumionym 

głosem. – Psiakrew, nigdy bym nie pomyślał... Nie bój się, Elinor, to się 

nie powtórzy. 

– Wcale się nie boję. 

background image

– A powinnaś, i dobrze wiesz dlaczego – mruknął. – Idź już do siebie. 

Dobranoc. 

Nie od razu weszła do łóżka, ponieważ męczyły ją różne sprzeczne 

uczucia.   W  końcu  zmarzła,   więc  położyła  się,  ale   zasnąć  udało  się  jej 

dopiero przed świtem. Po godzinie niespokojnego snu czuła się śmiertelnie 

znużona. Usiadła na brzegu łóżka i kosym okiem popatrzyła na drzwi do 

sąsiedniej   sypialni.   Ociągała   się   ze   wstawaniem,   gdyż   po   nocnym 

epizodzie nie miała zbytniej ochoty spotkać się z Milesem twarzą w twarz. 

Wreszcie wstała, ubrała się, odsunęła zasłony i wyjrzała na oślepiająco 

biały świat. Zrobiła niezadowoloną minę, odwróciła się od okna, zapukała 

do drzwi i zajrzała do pokoju obok. 

Sypialnia była pusta, łóżko starannie pościelone. Odetchnęła z ulgą i 

poszła   do   łazienki.   Myjąc   się   doszła   do   wniosku,   że   najlepiej   byłoby 

udawać,   że   nic   się   nie   stało.   Obmyślała,   jak   należy   postąpić,   aby 

przekonać Milesa, że wcale nie pamięta, jak zachowali się w nocy. 

Dużo   dałaby,   aby   wiedzieć,   czy   zauważył   jej   spontaniczną   reakcję. 

Jednego była pewna, a mianowicie, że nie podejrzewa, iż nikt przed nim 

tak   bardzo   jej   nie   rozpalił.   Całował   ją   inaczej   niż   Oliver   i   wywołał 

podniecenie, które nawet po tylu godzinach całkowicie nie minęło. Oliver 

był   czułym   kochankiem,   lecz   w   jego   ramionach   przeżywała   zaledwie 

letnią   przyjemność   i   teraz   doszła   do   wniosku,   że   to   właśnie   stanowiło 

źródło   jej   rosnącego   niezadowolenia.   Nie   żałowała,   że   rozstała   się   z 

narzeczonym. Kilka pieszczot Milesa dało jej przedsmak tego, co mogłaby 

z   nim   przeżyć.   Już   na   pierwszy   pocałunek   zareagowała   całym   ciałem, 

wszystkimi nerwami i odkryła, co może łączyć kobietę i mężczyznę. 

Otrząsnęła się i chcąc przywołać się do porządku, powtarzała sobie, że 

background image

taką reakcję spowodowała mieszanina emocji, związanych z niecodzienną 

sytuacją. Nie było w tym żadnej romantycznej tajemnicy. Nie stało się nic 

wielkiego, szczególnie z punktu widzenia Milesa. Postanowiła, że będzie 

zachowywała się jak dotąd. 

Zeszła do kuchni przygotowana na to, że zje śniadanie w towarzystwie. 

Tymczasem kuchnia była pusta, na stole nakrycie dla jednej osoby, a obok 

talerza kartka. 

”Elinor,   idę   na   obchód.   To   może   trochę   potrwać,   ale   bądź   o   mnie 

spokojna.   Przygotowałem   drzewo   w   kominku,   wystarczy   podpalić. 

Zamknę drzwi na wszystkie zamki. Nie otwieraj nikomu. Nikomu! ”

Notatka   była   rzeczowa,   pismo   zdecydowane.   Jak   autor.   Zła,   że 

niepotrzebnie   się   denerwowała,   włączyła   radio   i   nastawiła   wodę   na 

herbatę. 

Zdążyła zjeść kilka grzanek, wypić dwie filiżanki herbaty i przeczytać 

starą   gazetę   od   deski   do   deski,   zanim   zobaczyła   wracającego   Milesa. 

Zajrzał   przez   okno,   potem   w   umówiony   sposób   zastukał   do   drzwi   i 

dopiero otworzył. Strzepnął śnieg z butów i stanął na progu. 

–   Dzień   dobry   –   rzekł   pogodnie   uśmiechnięty.   –   Rozpaliłaś   w 

kominku?

– Dzień dobry – odparła podobnym tonem. – Na razie nie warto palić, 

lepiej oszczędzać drewno. Ubrałam się cieplej, więc nie zmarznę. Woda 

przed chwilą się gotowała. Napijesz się kawy?

– Z prawdziwą przyjemnością. – Zmienił buty i wrócił do kuchni. – 

Krok za krokiem obszedłem cały teren, ale nie znalazłem żadnego śladu 

człowieka. Prawdę powiedziawszy, wcale mnie to nie dziwi. 

– Dlaczego?

background image

– Bo wątpię, żeby facet ośmielił się siedzieć gdzieś tutaj. Może zrobił, 

jak przypuszczałaś, i spał gdzieś pod dachem. 

– Jaka jest pogoda? Zanosi się na odwilż?

– Prognoza jest lepsza i rzekomo po południu ma być ocieplenie. – 

Ogrzał dłonie na kubku. – To oznacza, że może jeszcze dzisiaj zjawi się 

ktoś z elektrowni i będziemy mieli prąd. Pan Morgan akurat przejeżdżał 

koło nas, więc mu się przypomniałem. Obiecał, że wpadnie z Chrisem 

przed południem. Koniec dobrych wiadomości, teraz muszę cię zmartwić. 

Otóż   pociągi   lokalne   nadal   są   odwołane,   a   jazda   samochodem 

niebezpieczna. Wygląda na to, że dzisiaj się stąd nie ruszysz i nadal jesteś 

skazana na moje towarzystwo. 

Elinor zebrała się na odwagę i spojrzała mu prosto w oczy. 

– A ty na moje. Czy bardzo cię krępuję po tym, co było w nocy?

– Lubię ludzi, którzy mówią prosto z mostu – odparł z uśmiechem. – 

Skoro poruszyłaś ten temat, przyznam się, że postąpiłem nieoczekiwanie 

dla samego siebie. Ale daję ci słowo... 

– Słowo honoru oficera i dżentelmena?

–   Oczywiście.   Wprawdzie   użyłaś   staroświeckiego   określenia,   ale 

utrafiłaś w samo sedno. Okrężną drogą chciałem cię zapewnić, że nigdy 

nie rządził mną instynkt, więc nie bój się, że wykorzystam sytuację... i 

ciebie. 

W jej oczach odmalowało się niebotyczne zdumienie. 

–   Do   głowy   by   mi   nie   przyszło,   że   mógłbyś   do   tego   się   posunąć. 

Myślałam, że jesteś zakłopotany i chcesz jak najprędzej mnie się pozbyć. 

–   Wyciągnęłaś   fałszywy   wniosek.   No,   sprawa   wyjaśniona   i 

przynajmniej o to nie musimy się martwić. – Spoważniał. – Coraz bardziej 

background image

niepokoi mnie przeciwnik, bo nie wiem, co jeszcze wymyśli. 

– Może wreszcie dał za wygraną?

–   Dobrze   byłoby,   ale   wątpię.   –   Spojrzał   przez   okno.   –   Zaszedłem 

również do was; wygląda na to, że wszystko w porządku. Oczywiście nie 

byłem w środku, ale myślę, że warto byłoby później tam zajrzeć. Jedynym 

śladem bytności wroga są przecięte kable elektryczne i przerwana linia 

telefoniczna.   To   samo   zrobił   tutaj.   Cholera,   nawet   nie   potrzebował 

drabiny, bo wszystko miał w zasięgu ręki. Wystarczyły mu odpowiednie 

rękawice i mocne nożyce, żeby skutecznie odciąć nas od świata. 

Rozległo się głośne pukanie. Elinor zamarła, lecz Miles uśmiechnął się 

uspokajająco. 

– Nie denerwuj się, to pewno Morganowie. 

– Przepraszam. Tym razem zostanę w domu i przygotuję lunch, żeby 

był gotowy, gdy wrócisz. 

– Jesteś pewna, że chcesz sama  zostać  w domu?  Wolałbym cię nie 

zostawiać. 

– Dzisiaj nie jestem potrzebna do odgarniania śniegu, a tutaj mogę być 

użyteczna.   Jest   biały   dzień,   pozamykam   się   na   wszystkie   spusty,   więc 

będę bezpieczna. 

Miles   niechętnie   wyszedł   sam.   Zamknęła   za   nim   drzwi   i,   aby   mieć 

pewność,   że   nikogo   w   domu   nie   ma,   zajrzała   do   wszystkich   pokoi. 

Zdawała   sobie   sprawę,   że   trochę   się   naraża,   ponieważ   bez   Milesa   nie 

obroni się przed ewentualnym włamywaczem. 

Wróciła   do   kuchni   uspokojona,   włączyła   radio,   wrzuciła   kości   do 

garnka   i   pokroiła   warzywa  na   zupę.  Wyjęła   mrożone   kotlety   baranie   i 

zioła; cieszyła się, że będzie mogła ugotować mięso z sosem miętowym. 

background image

Potem   usiadła   przy   stole   i   zamyśliła   się.   Kilka   dni   wcześniej   nie 

uwierzyłaby, gdyby jej ktoś powiedział, że będzie nocowała w Cliff House 

i   gotowała   skromne   posiłki   dla   bohatera   swych   dziewczęcych   marzeń. 

Musiała przyznać rację tym, którzy twierdzili, że życie każdemu przynosi 

niespodzianki. 

Pół godziny później rozległo się pukanie do drzwi. 

– Kto tam?

–   Z   elektrowni,   pani   Gibson   –   odparł   miły,   męski   głos.   –   Muszę 

sprawdzić   skrzynki   łączeniowe   i   pan   Carew   powiedział,   że   pani   mnie 

wpuści. 

Otworzyła   drzwi,   obrzuciła   nieznajomego   uważnym   spojrzeniem, 

przestudiowała   legitymację.   Nie   zauważyła   nic   podejrzanego,   więc 

wpuściła przybyłego do środka. 

– Proszę tędy. Czy będziemy mieli prąd już dzisiaj?

– Nie. 

Mężczyzna wykręcił jej ręce i, nim zdążyła krzyknąć, położył jej dłoń 

na ustach. 

– Nie zrobię krzywdy, jeśli będzie pani posłuszna – syknął jej prosto do 

ucha. – Nie warto krzyczeć, bo wspaniały major jest koło garażu i jak 

zawsze dyryguje robotą. 

Elinor   zamarła   z   przerażenia.   Szantażysta   schwycił   ją   za   włosy   i 

odchylił jej głowę do tyłu. 

–   Proszę   słuchać   uważnie   –   wycedził   chrapliwie.   –   Wyjdziemy   od 

frontu i pójdziemy pod górę. 

– Pan Carew rzuci się w pościg. 

Szarpnęła głowę, ponieważ chciała spojrzeć na napastnika. 

background image

–   Nie   ruszać   się!   –   warknął   i   zachichotał   jak   osobnik,   który 

telefonował.  –  Jasne,   że  będzie  chciał  panią   ratować.  Właśnie   o  to  mi 

chodzi. 

– Jest zimno, muszę wziąć płaszcz. 

–   Szkoda   czasu   na   ceregiele.   Nie   umrze   pani...   pod   warunkiem,   że 

będzie   posłuszna.   –  Brutalnie   odwrócił   ją  ku  sobie   i   przyłożył  nóż   do 

gardła. 

Była śmiertelnie przerażona, a mimo to zdumiała się, że nie ma przed 

sobą potwora z koszmarnych snów. Mężczyzna był wzrostu Milesa, też 

miał   ciemne   włosy,   ale   niebieskie,   lekko   wyłupiaste   oczy.   Na   jego 

wąskich wargach igrał okrutny uśmiech. 

– Wystarczy taka perswazja?

W milczeniu skinęła głową. Wstyd jej było, że ze strachu trzęsie się jak 

galareta. 

–   Bardzo   rozsądnie.   Jest   pani   idealną   przynętą.   Rycerski   major 

pospieszy damie na ratunek, a wtedy zobaczymy, który z nas wygra. 

Zaniknął jej ręce w żelaznym uścisku, popchnął ją i wyprowadził przed 

dom. 

–   Naprzód!   Idziemy   ścieżką   w   prawo.   Niech   pani   nie   próbuje   się 

wyrywać i uciekać. Skała jest goła, opada pionowo w dół, więc można 

przelecieć sto metrów prosto do rzeki. 

Owa informacja oznaczała, że porywacz nie zna okolicy. Podniosło to 

Elinor   na   duchu,   ponieważ   doskonale   pamiętała   z   dzieciństwa   kilka 

uskoków porośniętych drzewami i krzewami, które łagodzą upadek. 

Mężczyzna poganiał ją i popychał, więc coraz trudniej łapała oddech 

ustami, przy czym miała wrażenie, że połyka lodowate igły. Serce coraz 

background image

mocniej waliło jej z wysiłku i strachu. Kilka razy pośliznęła się, a wtedy 

porywacz szpetnie klął. Wreszcie poszedł przodem, ciągnąc ją za rękę. 

Doszli do najwęższego odcinka ścieżki, skąd rozciągał się piękny widok 

na zakola rzeki. 

– Nie tak prędko – wykrztusiła – bo stracę równowagę. Panicznie boję 

się wysokości i wydaje mi się, że zaraz spadnę. 

– Nic na to nie poradzę. 

– Jeśli zginę, będę nieprzydatna jako pułapka – dorzuciła, grając na 

zwłokę. – Brr, nie chcę się tu roztrzaskać. 

Zerknęła   w   dół,   zamknęła   oczy   i   zatrzęsła   się.   Mężczyzna   mocniej 

zacisnął   palce   i   pociągnął   ją   za   sobą.   W   pewnej   chwili   potknął   się   i 

rozluźnił   uścisk.   Elinor   tylko   na   to   czekała,   więc   bez   zastanowienia 

wyrwała   rękę   i   przewróciła   się.   Przekoziołkowała,   wydała   krzyk 

przerażenia i zniknęła. Na szczęście, zgodnie z przewidywaniami, spadła 

zaledwie kilka metrów i zatrzymała się na pokrytych śniegiem krzewach. 

Leżała   bez   tchu,   sparaliżowana   strachem.   Bała   się,   że   złoczyńca 

natychmiast   ruszy   w   pościg,   więc   czym   prędzej   wczołgała   się   między 

krzewy. Serce powoli się uspokoiło i zaczęła normalnie oddychać. 

Gorączkowo   zastanawiała   się,   co   teraz   zrobić.   Wiedziała,   że   jeśli 

dobrze obliczyła, niedaleko jest jaskinia. Właściwie nie jaskinia, a nawis 

skalny zamaskowany krzewami i drzewami, rosnącymi po obu stronach. 

W   dzieciństwie   spędziła   tam   z   kolegami   wiele   godzin   podczas   zabaw 

pełnych fantazji i urojonych niebezpieczeństw. 

Wytężyła   słuch,   lecz   z   góry   nie   dobiegały   żadne   odgłosy   pościgu. 

Szantażysta widocznie uznał, że się zabiła. Liczyła na to, że Miles prędko 

wróci do domu, odkryje jej nieobecność i ruszy na ratunek. Miała nadzieję, 

background image

że weźmie z sobą duży nóż. 

Miała dużo czasu, więc mogła zastanowić się nad porywaczem, który 

wcale   nie   okazał   się   typem   spod   ciemnej   gwiazdy   i   wysławiał   jak 

człowiek wykształcony. Niezależnie od tego, jaki był z wyglądu, lepiej dla 

Milesa, by nie dostał go w swoje ręce. 

Robiło   się   jej   coraz   zimniej,   ponieważ   sweter   nasiąkał   roztopionym 

śniegiem. Ostrożnie zaczęła czołgać siew dół, jednak trochę przestraszona 

tym, że wystarczy jeden nieostrożny ruch i może naprawdę spaść do rzeki. 

Przy   każdym   krzewie   zatrzymywała   się   i   nasłuchiwała,   lecz   naokoło 

panowała cisza. Dotarła do dwóch karłowatych drzew, które według jej 

rachuby   stanowiły   znak   rozpoznawczy   z   dzieciństwa.   Przeżegnała   się, 

zamknęła oczy i ześliznęła w dół. 

Leżąc   na   brzuchu,   otworzyła   oczy   i   rozejrzała   się.   Zdusiła   radosny 

okrzyk,   gdy   zobaczyła,   że   odnalazła   dawną   kryjówkę.   Wczołgała   się 

głębiej, usiadła, podkurczyła nogi i oplotła ramionami. 

Gdy   znalazła   bezpieczne   schronienie,   ogarnął   ją   wstyd,   że   dała   się 

zastraszyć   i   bez   oporu   wyprowadzić   z   domu.   Zastanawiała   się,   jak 

powinna teraz postąpić. Nie mogła od razu wyjść, ale również nie mogła 

zbyt   długo   siedzieć   bez   ruchu.   W   kryjówce   było   bardzo   zimno,   a   na 

domiar złego nieprzyjemnie brudno. 

Nagle   w   górze   usłyszała   krzyki   i   zamarła   przerażona.   Bez   trudu 

poznała   głos   Milesa,   w   którym   nawet   z   takiej   odległości   słychać   było 

wściekłość. Widocznie dopadł przeciwnika. 

Rozległ się strzał. Zakryła usta, aby nie krzyknąć. Włosy zjeżyły się jej 

na głowie i zaczęła cała dygotać, gdy usłyszała, że ktoś zbiega po zboczu. 

Była pewna, że Miles zginął, a szaleniec idzie po nią. 

background image

Na czworakach przesunęła się w prawo i w lewo, macając naokoło, aż 

znalazła duży kamień. Chwyciła go kurczowo, w chwili gdy ktoś skoczył z 

nawisu. Zamachnęła się, ale pośród gałęzi ukazała się spięta twarz Milesa. 

Wypuściła kamień i rzuciła mu się w ramiona. 

– Bogu dzięki, że tu się schowałaś. Nic ci nie jest? Łotr nie zrobił ci 

krzywdy?

– Nie. – Kurczowo przytuliła się do niego. – Zabiłeś go? Ty strzelałeś?

–   Nie.   To   Morgan   puścił   mu   kulę   koło   ucha,   żeby   położyć   kres 

szamotaninie. 

– Chciał go zabić?

–   Nie.   Myślał,   że   ja   mu   lada   chwila   łeb   ukręcę,   więc   zawczasu 

interweniował. 

– Gdzie jest ten zbój?

– W kuchni, pod strażą. 

–   Wybacz   mi.   –   Westchnęła   z   rozpaczą.   –   Tak   się   zbłaźniłam. 

Powiedział,   że   jest   z   elektrowni,   znał   moje   nazwisko,   pokazał   jakąś 

legitymację. I powiedział, że ty pozwoliłeś mu wejść do domu. 

–   Kapitan   Alexander   Reid   jest...   a   raczej   był...   moim   znajomym   – 

mruknął   Miles   ponurym   głosem.   –   Nawet   myślałem,   że   dobrym 

znajomym. 

– Nadal jest w wojsku?

– Już nie, ale o tym później. Musisz szybko wrócić do domu i przebrać 

się, bo szczękasz zębami. Dasz radę się wspiąć?

– Oczywiście – odparła zuchowato. – Nie masz  pojęcia, ile razy tu 

zbiegałam i wbiegałam. 

– Na to liczyłem, a jednak, gdy Reid powiedział, że spadłaś ze skały, 

background image

dostałem szału. Dobrze, że Morganowie byli ze mną. 

– Chyba i tak byś go nie zabił, prawda? – spytała przestraszona. 

– Nie warto za takiego typa siedzieć w więzieniu, ale jednak miałem 

ochotę udusić go za to, że wywiódł cię w pole. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

W kuchni ujrzeli klasyczną scenę z filmu kryminalnego, która w innych 

warunkach mogłaby się wydać komiczna. Reid siedział na krześle, ręce 

miał wykręcone i skrępowane, zakrwawioną wargę, jedno oko zapuchnięte 

i podsiniaczone. Chris Morgan, dwumetrowy olbrzym, stał obok niego z 

groźną miną, jakby spodziewał się, że jeniec zechce uciekać lub stawiać 

opór. Jego ojciec, równie potężnie zbudowany, oparł się o szafkę i oglądał 

swój pistolet. Coś w jego pozornie niedbałej postawie mówiło, że lepiej 

nie próbować mu się sprzeciwiać. 

Miles   nie   pozwolił   Elinor   przyjrzeć   się   unieszkodliwionemu 

porywaczowi. Wyprowadził ją z kuchni, kazał wziąć ciepłą kąpiel i ubrać 

się w suche rzeczy. 

– Co z nim zrobicie? – szepnęła. 

–   Zadamy   mu   kilka   istotnych   pytań.   –   Groźnie   zmarszczył   brwi.   – 

Przygotuję   ci   gorące   picie,   więc   zaraz   po   kąpieli   przyjdź   do   kuchni. 

Czemu jęczysz? – rzucił zirytowany. 

– Przypomniałam sobie o zupie! Pewno się wygotowała. 

– Nie przejmuj się. Zresztą nie było czuć spalenizny, więc może Chris 

zorientował się i uratował, jeśli jeszcze było co. 

– Oby. A ty uratowałeś mnie. – Spojrzała na niego z wdzięcznością. – 

Bardzo dziękuję. 

– Nie ma za co, bo przecież sama to zrobiłaś. 

Przytulił   ją   na   moment   i   odszedł,   polecając,   aby   rozgrzała   się   i 

osuszyła. 

background image

Elinor pomyślała z ironią, że nie może spełnić rozkazu, ponieważ z 

powodu braku prądu nie ma ciepłej wody. Zdjęła mokre rzeczy, wrzuciła 

je do wanny, prędko opłukała posiniaczone plecy i energicznie wytarła, 

aby trochę się rozgrzać. 

Potem   ubrała   się   w   żółty   wełniany   sweter   i   brązowe   sztruksowe 

spodnie.   Niezadowolona   uświadomiła   sobie,   że   wszystkie   rzeczy,   jakie 

przywiozła   są   już   albo   brudne,   albo   mokre.   Zauważyła   gruby   sweter 

Milesa i po krótkim namyśle postanowiła go włożyć. Wiedziała, że będzie 

wyglądała śmiesznie w zbyt obszernym i długim swetrze, ale nie miała 

wyboru. Wkładając go przez głowę, z przyjemnością wciągnęła w nozdrza 

znajomy zapach. Na nogi włożyła dwie pary skarpet i mokasyny. 

Doprowadziła   też   do   porządku   wilgotne   włosy   i   dyskretnie   się 

umalowała,   ponieważ   nie   chciała   wyglądać   jak   osoba   śmiertelnie 

przestraszona. 

Na progu kuchni stanęła jak wryta, ponieważ sąsiadów już nie było, a 

Reid siedział oswobodzony, bez więzów na rękach. Wstał na jej widok, 

więc cofnęła się o krok i rzuciła Milesowi przerażone spojrzenie. 

– Nie bój się, Neli – uspokoił ją i wziął za rękę. – Daję słowo, że 

Alexander nic ci nie zrobi. 

Reid poczerwieniał ze wstydu. 

–   Pani   Gibson,   przysięgam,   że   przedtem   też   nie   chciałem   pani 

skrzywdzić. 

– To dlaczego przyłożył mi pan nóż do gardła?! – krzyknęła ze złością i 

wyrwała   rękę.   Podeszła   do   Reida   i   pałającym   wzrokiem   spojrzała   mu 

prosto w oczy. – Za to, że przez tyle dni nas pan dręczył, powinien znaleźć 

się za kratkami i tam zastanowić nad swoim postępowaniem. Chciał pan 

background image

otruć   psa,   straszył   małe   dziecko,   mnie   groził   nożem...   co   z   pana   za 

człowiek?

– Elinor! – Miles chciał znowu wziąć ją za rękę. – Uspokój się... 

– Co takiego? Mam się uspokoić? – wybuchnęła. – Ten... ten maniak 

uprowadził   mnie   i   chciał   zadźgać,   a   ty   mówisz,   żebym   się   uspokoiła! 

Dobre sobie! Myślałam, że sam masz ochotę skrócić go o głowę. 

–  Przyznaję,  że   miałem.   –   Zmusił   ją,  by   usiadła   koło   okna   i   podał 

kubek. – Proszę, napij się. 

Rzuciła wściekłe spojrzenie Reidowi, który zdawał się jakiś mniejszy, 

skurczony   i   wyglądał   inaczej   niż   człowiek,   który   ją   uprowadził.   Złym 

okiem popatrzyła na Milesa i mruknęła:

– Dlaczego już nie chcesz go zabić?

– Chociaż byłoby to zrozumiałe – odezwał się Reid. – Pani Gibson, jest 

mi naprawdę strasznie przykro i wiem, że nie powinienem był pani w to 

mieszać. Gdy zobaczyłem, że pani zleciała ze skały, chciałem się zabić. 

– Co panu przeszkodziło? – syknęła, pogardliwie wydymając usta. 

–   Olbrzym,   który   mnie   dogonił   i   złapał   za   kark.   Zupełnie   mnie 

zaskoczył – przyznał zawstydzony. – A potem Miles mnie dopadł i zaczął 

tak grzmocić, że już żegnałem się z życiem. 

– Niewiele brakowało, a rzeczywiście byś się przeniósł na tamten świat. 

Uratował cię pan Morgan, bo... 

–   Takie   buty   z   cholewami.   Ja   leżałam   potłuczona   i   śmiertelnie   się 

bałam, że bandyta mnie wykończy, a wy zabawialiście się – wybuchnęła 

rozżalona. – O mnie nikt się nie zatroszczył. 

Milesowi wesoło rozbłysły oczy, ale się opanował. 

–   Niezupełnie.   Ja,   w   przeciwieństwie   do   Alexandra,   wiedziałem,   że 

background image

znasz każdy milimetr skały. 

– Co z tego? I tak mogłam się zabić. – Skrzywiła się. – Aż dziw, że nie 

pogruchotałam sobie kości, bo cała jestem posiniaczona. 

– Dostaniesz maść... 

– Nie chcę żadnej maści! – Spojrzała na Reida wzrokiem bazyliszka. – 

Straszył mnie pan przez telefon, odciął prąd w domu, zagroził nożem i 

uprowadził. Panie kapitanie, żądam wyjaśnienia, dlaczego się pan na mnie 

uwziął. 

–   Zemsta   jest   rozkoszą   bogów...   –   rzekł   Miles   sentencjonalnie.   – 

Alexander właśnie odkrył, że śmiertelnicy powinni się jej wystrzegać. 

–   Bardzo   to   ładnie   powiedziane   –   mruknęła   z   kwaśną   miną   –   ale 

niewiele wyjaśnia. 

Reid drżącą ręką oparł się o krzesło. 

– Pani Gibson, daję pani słowo, że za nic bym. pani nie skrzywdził. Ja 

tylko chciałem... 

– Użyć mnie jako przynęty – dokończyła ostrym tonem. 

– To pana własne słowa. Szkoda, że nie udało się zgodnie z planem, 

co?

– Alex, usiądź – rzekł Miles rozkazująco. – Zrobię kawę, a ty w tym 

czasie mów. Jesteś nam winien wyjaśnienie. 

Reid   usiadł   naprzeciw   Elinor   i   przez   chwilę   patrzył   na   nią 

przygaszonym wzrokiem. 

– Przeszedłem na emeryturę w tym samym czasie, co Miles. Ale moja 

żona   była   zachwycona   życiem   wojskowych,   więc   emeryta   natychmiast 

rzuciła. 

– Wygląda na to, że wojskowi nie mają szczęścia do żon – wycedziła 

background image

Elinor z ironią. Miała pretensję do Milesa, że nie zadzwonił na policję i 

dlatego nie zważała na to, co mówi. 

– Bardzo panu współczuję, ale nie rozumiem, jakim sposobem odejście 

żony może doprowadzić do takich czynów. 

– Proszę mi mówić po imieniu – nieśmiało zaproponował Reid. 

– Nie warto – burknęła niegrzecznie – bo nie zanosi się na to, byśmy 

zostali znajomymi. 

– Prosiłaś o wyjaśnienie – spokojnie przypomniał jej Miles – więc nie 

przerywaj i pozwól Alexandrowi mówić. 

Elinor uważała, że powinna obrazić się i z podniesioną głową odejść do 

domu, ale ciekawość zwyciężyła. Musiała dowiedzieć się, dlaczego były 

kapitan postanowił terroryzować kolegę z wojska, niemal przyjaciela. 

Reid napił się kawy i zaczął swą opowieść:

– Zna pani Milesa od dawna, więc to pozwoli pani zrozumieć... 

– Śmiem  wątpić – bąknęła pogardliwie. – Narażanie dziecka, próba 

otrucia psa... 

– Tyle trucizny by go nie zabiło – bronił się speszony Reid. 

– Przysięgam na honor matki, że nic nie wiedziałem o dziecku. Tylko 

Miles był moim celem. Chciałem pozbyć się psa, przyznaję, ale liczyłem 

tylko na to, że zostanie odesłany do weterynarza. 

– Dlaczego uwziął się pan na Milesa? – zapytała groźnie. 

– Przestań. – Miles położył dłoń na jej ręce. – Więcej cierpliwości, a 

może się dowiemy. Słyszałem, Alex, że chorowałeś... 

– Załamanie nerwowe – wyznał Reid. – Gdy jako tako się pozbierałem, 

lekarze   poradzili   mi,   żebym   wyjechał   w   spokojną   okolicę   i   wypoczął. 

Wybrałem Tintern, bo bywałem tam z rodzicami; chodziliśmy na spacery, 

background image

łowiliśmy ryby i tak dalej. Uważałem, że pobyt w miejscu lubianym w 

dzieciństwie  dobrze mi  zrobi. Moja siostra,  która chce mnie  zabrać do 

siebie, też miała przyjechać, ale z powodu śniegu nie dotarła ze Szkocji. 

Żeby   jakoś   zabić   czas   do   jej   przyjazdu,   wybrałem   się   na   wyścigi   w 

Chepstow   i   tam   zobaczyłem   Milesa.   –   Twarz   wykrzywił   mu   bolesny 

skurcz. – Wtedy jakiś diabeł we mnie wstąpił i do głosu doszło moje alter 

ego. Widzi pani, obaj byliśmy w Sandhurst w tym samym czasie, ale ja 

bezpośrednio po szkole, a on po Oksfordzie, z dyplomem... Elinor zrobiła 

zdziwioną minę. 

– Widzę, że to panią zaskoczyło. Jestem od Milesa o trzy lata młodszy i 

to może stanowić mój pierwszy zarzut wobec niego. On zawsze zdobywał 

najwyższe nagrody, a na ostatni bal zaprosił najpiękniejszą dziewczynę 

pod słońcem. Potem obaj dostaliśmy się do Royal Green Jackets, ale on 

awansował błyskawicznie, a ja w żółwim tempie. Po wojnie w Zatoce jego 

odznaczono, a mnie nie. Chyba w związku z tym wszystkim na wyścigach 

mi się zebrało i chwilowo straciłem rozum. Nagle właśnie on wydał mi się 

odpowiedzialny za moje złamane życie. 

– Niech cię diabli! – zawołał Miles. – Dlaczego?

– Nie wiem. Ale wracajmy do dawniejszych czasów. Szalę przeważył 

chyba fakt, że dowódca polecił nas do służby specjalnej. Obaj zdołaliśmy 

przetrzymać pięć tygodni morderczego szkolenia, podczas którego rzucają 

człowieka w najgorsze warunki i sprawdzają, jak sobie radzi. 

– Chwilami było rzeczywiście ciężko – przyznał Miles. 

–   Obaj   zdaliśmy   testy   na   wytrzymałość   –   ciągnął   Reid   –   a   potem 

musieliśmy poddać się ostatecznemu sprawdzianowi. Wszyscy członkowie 

służb   specjalnych   byli   obecni,   od   dyrekcji   począwszy,   na   żołnierzach 

background image

skończywszy. Każdy z nas musiał stanąć przed zebranymi i przekonać ich, 

że   jest   zdolny   dowodzić   innymi.   W   ramach   systemu   demokratycznego 

wszyscy, łącznie z żołnierzami, mieli prawo głosować. Milesa przyjęto, 

mnie zniszczono, starto na proch. 

– Wcale nie było tak strasznie, jak opowiadasz – sprostował Miles. 

– Dla mnie to była tragedia. Spośród stu sześćdziesięciu uczestników 

kursu   przeszło   tylko   pięciu,   i   ty   byłeś   jednym   z   nich   –   rzekł   Reid   z 

goryczą. – Przez pięć tygodni cierpliwie znosiłem wszelkie niewygody, 

maszerowałem   po   sto   kilometrów   dziennie,   dźwigałem   ciężary 

przekraczające   moją   wagę,   wytrzymałem   dni   głodu   i   chłodu,   gdy   nie 

wolno   było   przyjmować   od   nikogo   jedzenia   ani   dachu   nad   głową. 

Myślałem,   że   po   takich   wyrzeczeniach   zasłużyłem   na   nagrodę.   To,   że 

mnie odrzucono, stanowiło upokorzenie nie do zniesienia. Dla mnie i dla 

żony. 

– Ale to dawne dzieje. – Miles pokręcił głową. – Dlaczego tak długo 

czekałeś, żeby się odegrać?

Reid zaśmiał się nerwowo. 

– Wcale nie zdawałem sobie sprawy, że chcę się mścić. Człowieku, ja 

ciebie podziwiałem i nigdy o nic nie oskarżałem. Po odejściu żony byłem 

załamany,   ale   leczyłem   się   i   próbowałem   jakoś   na   nowo   ułożyć   sobie 

życie.   Naprawdę   byłem   przekonany,   że   mnie   wyleczono,   ale   gdy   cię 

ujrzałem,   coś   musiało   przestawić   mi   się   w   głowie.   Jakieś   Ucho   mnie 

podkusiło, żeby ci pokazać, że ja też potrafię być górą. Przysięgam jednak, 

że nikomu nie chciałem zrobić krzywdy. 

– Naprawdę? – pogardliwie prychnęła Elinor i wstała. – Wolałabym 

więcej   z   panem   się   nie   spotkać.   Zostawiam   przyjaciół   i   wracam   do 

background image

swojego domu. Ile spakować rzeczy... 

– Zaczekaj!

Miles ruszył za nią do drzwi, lecz odwróciła się i syknęła ze złością:

– Nie będę czekać. Kapitan Reid jest twoim kolegą, więc na pewno nie 

masz do niego wielkiej pretensji. Aleja zleciałam ze skały i śmierć zajrzała 

mi w oczy, więc jedyne, czego teraz pragnę, to ciszy i spokoju w moim 

domu. Na szczęście nie będę się bała, gdy zadzwoni telefon. 

Usta Reida wykrzywił ból. 

–   Bardzo,   bardzo   panią   przepraszam.   Jeszcze   raz   przysięgam   na 

wszystkie   świętości,   że   nie   zrobiłbym   pani   nic   złego.   Chciałem   przez 

panią dobrać się do Milesa. 

– Nie rozumiem, dlaczego – burknęła rozdrażniona. – Nic dla niego nie 

znaczę, jestem tylko najbliższą sąsiadką. 

Twarz Milesa zastygła na moment. 

– Neli, wiem, że wystraszyłaś się jak nigdy w życiu... 

– Wystraszyłam! On mógł mnie zabić!

– Przecież Alexander nie zepchnął cię ze skały; to był twój pomysł – 

przypomniał łagodnie. 

Gniewnie   popatrzyła   na   obu   mężczyzn,   wysoko   uniosła   głowę   i 

powiedziała:

– Wtedy zdawało mi się, że jest to jedyne wyjście z niebezpiecznej 

sytuacji. Myślałam, że tylko w ten sposób mogę uratować życie, a teraz się 

okazuje, że głupio postąpiłam. Pakuję się i odchodzę. 

Miles nie zdołał jej zatrzymać. Kwadrans później opuściła Cliff House 

sama, ponieważ nie życzyła sobie towarzystwa. Rozgniewana zatrzasnęła 

drzwi Cliff Cottage i zasunęła wszystkie zasuwy. Włączyła ogrzewanie, 

background image

nastawiła   czajnik,   mokre   rzeczy,   łącznie   z   suchym   swetrem   Milesa, 

wrzuciła do pralki. Potem usiadła przy kuchennym stole, ukryła głowę w 

ramionach i rozpłakała się. 

Łzy pomogły, poczuła się odrobinę lepiej i przestała mieć tyle pretensji 

do Milesa i Reida. W Cliff House dusiła ją wściekłość, ponieważ Miles 

stanął   po   stronie   niedawnego   przeciwnika.   Ach,   mężczyźni!   Chętnie 

wysłałaby wszystkich na najdalszą planetę, oczywiście najpierw Olivera, 

Milesa i Reida. Przygotowała sobie drugą kawę, którą wypiła duszkiem. 

Wstyd   jej   było,   że   po   okropnych   przeżyciach   czuje   głód,   ale   żołądek 

zaczął   dopominać   się   o  swoje   prawa.  W   Cliff   House   został   garnek   ze 

świeżą zupą, a w swojej lodówce znalazła tylko mrożonki i resztę chleba, 

którego nie zdążyła zjeść, nim Miles zabrał ją do siebie. 

Zjadła   grzankę   z   marmoladą   i   kilka   czekoladowych   ciastek   nie 

pierwszej świeżości. Potem poszła na górę, odłożyła słuchawkę na bok, 

rozebrała się i położyła. Zasnęła, ledwo przyłożyła głowę do poduszki. 

Obudził   ją  natarczywy dzwonek i  łomotanie   do drzwi.  Spojrzała  na 

zegarek; dochodziła godzina siódma. Bolało ją całe ciało, ale zwlokła się z 

łóżka i narzuciła podomkę. 

– Elinor! – krzyczał Miles. – Jesteś tam? Zeszła na parter i uchyliła 

drzwi. 

– Jasne, że jestem! – mruknęła naburmuszona. – A gdzie mam być? 

Spałam. 

– Twój telefon nadal nie działa. 

– Działa, ale odłożyłam słuchawkę na bok. 

– Czemu? Nie przyszło ci do głowy, że będę się niepokoić, jeśli się nie 

odezwiesz?

background image

–   Nie.   –   Ziewnęła   głośno.   –   Uważałam,   że   jesteś   zbyt   przejęty 

kumplem, żeby martwić się o mnie. 

– Nie bądź dziecinna. Wpuścisz mnie?

– Nie. 

Milesowi niebezpiecznie zwęziły się oczy. 

– Jeszcze nie przeszły ci dąsy?

– Dąsy! – powtórzyła lodowatym tonem. 

Usiłowała opanować nową falę złości, lecz bez skutku, zatrzasnęła więc 

drzwi i pozasuwała zasuwy. Ponownie rozsadzała ją wściekłość, więc aby 

rozładować   napięcie,   niemal   biegiem   obeszła   dom,   wszędzie   zasłoniła 

okna   i   zapaliła   lampy.   Prawidłowo   odłożyła   słuchawkę   i   poszła   do 

łazienki, aby się wykąpać. Siedząc w gorącej wodzie, czytała kryminał z 

tym większą przyjemnością, że prawdziwe zagrożenie minęło. 

Zadzwonił   telefon,   lecz   nie   odebrała,   ponieważ   nie   miała   ochoty 

wychodzić z kąpieli, przyjemnie kojącej poturbowane ciało. Po godzinie 

poczuła się dużo lepiej, więc wyszła z wanny, wytarła się, włożyła ciepłą 

piżamę   ojca,   grube   skarpety,   podomkę   i   poszła   do   kuchni.   Akurat 

wstawiała   zapiekankę   do   piekarnika,   gdy   znowu   zadzwonił   telefon. 

Popatrzyła   na   aparat   złym   okiem,   ale   po   chwili   wahania   podniosła 

słuchawkę. 

–   Już   dobrze,   Miles   –   powiedziała   znużonym   tonem   i   speszona 

przygryzła wargę, gdy usłyszała:

– Kim, u diaska, jest Miles?

– Oliver? Skąd wiesz, gdzie jestem?

–   Nie   trzeba   być   Sherlockiem   Holmesem,   żeby   się   domyślić,   że 

uciekłaś do Stavely. Twoja przyjaciółka nabrała wody w usta i nie chciała 

background image

zdradzić, gdzie się podziałaś, więc do niej nie miej pretensji. 

– Po co dzwonisz? – zapytała chłodno. 

– Chyba sobie nie wyobrażasz, że bez sprzeciwu zgodzę się na takie 

rozstanie?

– Czemu nie? Powiedziałam ci wszystko, co miałam do powiedzenia. 

– Ale ja jeszcze nie powiedziałem. Można wiedzieć, gdzie byłaś przez 

te   dwa   dni,   czy   to   wielka   tajemnica?   Kilka   razy   usiłowałem   się 

dodzwonić, ale bez skutku. Dopiero teraz się udało. 

– Telefon nie działał. Czy dzisiaj też już dzwoniłeś?

– Nie, bo dopiero wszedłem do domu. Niektórzy – dodał zgryźliwie – 

muszą pracować na kawałek chleba. 

Elinor  w duchu  ucieszyła się,  że  przedtem   dzwonił  Miles,  a  głośno 

powiedziała:

–   Dobrze,   że   mi   o   tym   przypomniałeś.   Skorzystam   z   okazji,   że 

dzwonisz, i powiem, że rezygnuję z pracy. 

– Nie przyjmuję tego do wiadomości – zdenerwował się Oliver. – Ani 

naszego   rozstania.   Domyślam   się,   że   was   tam   zasypało,   ale   jak   tylko 

będziesz mogła wyjechać, wracaj i skończmy z tymi głupstwami. 

– Niedoczekanie – rzuciła krótko i odłożyła słuchawkę. Dwie minuty 

później telefon ponownie zadzwonił. 

– Posłuchaj, Oliver... 

– Pomyłka. Mówi Miles. Masz kłopoty?

Jego oschły głos wydał się jej podwójnie miły, lecz nie zamierzała mu 

tego powiedzieć. 

– Nic wielkiego. Poradzę sobie. 

–   Jestem   pewien,   że   potrafisz   wybrnąć   z   każdej   opresji...   Wiesz, 

background image

przydałabyś mi się w Zatoce. 

– A propos – rzekła ostro – czy twój wojskowy przyjaciel jeszcze u 

ciebie gości?

–   Nie.   Chciałem   ci   o   tym   powiedzieć,   ale   przyjęłaś   mnie   niezbyt 

gościnnie. 

–   Zachowałam   się   skandalicznie.   Przepraszam,   przynajmniej   za 

trzaskanie drzwiami. 

– Nadal jesteś zła na mnie, bo nie zakułem Alexandra w kajdanki?

– Trochę, jeśli mam być szczera. 

– Biedak już i tak ma za swoje, więc nie miałem sumienia go dobijać. 

Małżeństwo mu się rozleciało, a choroba odebrała nadzieję na pracę, na 

którą liczył. 

– Z tego powodu mu współczuję, ale nadal nie pojmuję, czemu musiał 

ciebie dręczyć. I mnie na dodatek, nie mówiąc o Sophie. 

– Nie pochwalam jego postępowania, ale trochę go rozumiem. Gdyby 

mnie   życie   tak   się   pogmatwało   i   nawet   nie   mógłbym   widywać   się   z 

dzieckiem, to też bym się załamał. 

– Wątpię. Gdzie jest teraz twój przyjaciel?

– Wrócił do hotelu w Tintern, bo jutro przyjeżdża jego starsza siostra. 

Jest wdową po pułkowniku z Royal Scots Dragoon Guards, więc pewno 

zna przykre objawy przechodzenia na emeryturę. – Zawahał się i ciszej 

zapytał: – Czy nadal dyszysz chęcią zemsty?

– Chyba już nie. Kapitanowi Reidowi zaszkodziła, więc mnie też by nie 

uszczęśliwiła. 

– Ale w głębi duszy masz pretensję, że go surowo nie ukarałem?

–   Tak   –   przyznała   uczciwie.   –   Widocznie   ulepiono   mnie   z   mniej 

background image

szlachetnej gliny niż ciebie. 

– Kobieto, przypominam ci, że jesteś z żebra, nie z gliny. – Wybuchnął 

śmiechem. – Ale do rzeczy. Po prostu mnie łatwiej zrozumieć, przez co 

Alexander przeszedł i co się z nim dzieje. 

Do   pewnego   stopnia   szczerze   mu   współczuję.   A   ty,   moja   droga, 

wzbudzasz we mnie zupełnie inne uczucia. 

– Czyli muszę sobie sama współczuć – rzekła zarumieniona. – Choćby 

z tego powodu, że ugotowałam zupę, a nie zjadłam ani łyżki. 

–   Przyniosłem   garnek,   więc   zjadłabyś   cały   talerz,   gdybyś   mnie 

wpuściła. – Zaniepokoił się. – Czy to znaczy, że nie masz co jeść? Tu są 

jeszcze jakieś kotlety. Co mam z nimi zrobić?

– Usmażyć i zjeść. 

– Sam?

– Chyba tak. Ja właśnie odgrzewam maminą zapiekankę z kurczakiem. 

– Ale samolub! Hm, czy wolno wiedzieć, dlaczego dzwonił szanowny 

Oliver?

– Myśli, że wrócę i wszystko będzie po staremu. Mam przestać się 

krygować, tak się wyraził. 

–   Odważny   człowiek   –   rzekł   Miles   z   uznaniem   –   ale   przez   telefon 

zawsze łatwiej coś takiego powiedzieć. Ośmieliłby się w oczy?

– Pewno tak. – Zaśmiała się mimo woli. – On jest bardzo... pewny 

siebie. 

– Ma podstawy?

– Jeśli pytasz, czy go posłucham i zrobię, co każe, to oczywiście nie. 

–   A   czy   twoja   negatywna   ocena   mojej   wspaniałomyślności   wobec 

Reida oznacza, że nie przyjmiesz pracy, którą ci oferowałem?

background image

– Nie będę sobie robić na złość, bo pracę trudno znaleźć. Oczywiście, 

jeśli nadal chcesz mnie zatrudnić. 

– Chcę, czyli jedna sprawa załatwiona. A teraz druga. Rozmawiałem z 

Sophie, której znudziło się pilnowanie szczeniąt. Na jutro zapowiedziano 

ładną pogodę, więc... może pojedziesz ze mną do Ludlow?

– A czy potem wszyscy się zmieścimy?

– Hedleyowie wrócą swoim samochodem. 

Nie wiedziała, czy wypada tak łatwo skapitulować, ale po rozmowie z 

Oliverem poczuła się pozytywniej nastawiona do Milesa. Poza tym wyjazd 

był przyjemniejszy niż samotne siedzenie w domu. 

– Dobrze, chętnie pojadę. 

– Może być dziesiąta? Tam zjemy lunch i wrócimy przed szarówką. 

– Dobrze. Wobec tego po kolacji biorę się do prasowania, żeby jutro 

przyzwoicie wyglądać. Wyprałam swoje rzeczy i twój sweter też. 

– Dziękuję, chociaż wolałbym, żeby pachniał tobą. 

Jego słowa wywołały gorący rumieniec, więc była zadowolona, że nikt 

tego nie widzi. 

– Byłam taka zła na ciebie... i na mężczyzn w ogóle... że bezmyślnie 

wrzuciłam go do pralki z moimi rzeczami. 

– Czy teraz łaskawiej patrzysz na mnie i w ogóle na płeć brzydką?

–   Troszeczkę.   –   Roześmiała   się   mimo   woli.   –   Chyba   że   Oliver 

zadzwoni i wystąpi z nadętą mową. 

– Jeśli sobie z nim nie poradzisz, przyślij go do mnie. Mówię poważnie. 

Nie zapominaj, że znam cię od dziecka i pod nieobecność twojego ojca 

mogę stanowić podporę i walczyć w twojej obronie. 

– Dziękuję, ale wolę sama walczyć. 

background image

– Zauważyłem – przyznał sucho, a łagodniej dodał: – Dobranoc, Neli. 

Pamiętaj, żeby starannie pozamykać drzwi. 

– Już zamknęłam. I to tak, żebyś słyszał!

– Więcej tak nie zrobisz. Nie pozwolę! – ostrzegł. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Nazajutrz   przyszedł   tuż   po   dziewiątej.   Elinor   otworzyła   mu   drzwi, 

poprosiła go do kuchni i mruknęła niezadowolona:

– Umawialiśmy się na dziesiątą, prawda? Siadaj. Mam świeżą herbatę, 

napijesz się?

– Z przyjemnością. – Usiadł na wyplatanym krześle i wyciągnął nogi 

przed siebie. – Doszedłem do wniosku, że przyjdę wcześniej, bo dzięki 

temu przed wyjazdem zdążymy wyjaśnić urazy i pogodzić się. 

– Wczoraj przez telefon dostatecznie wytłumaczyłeś swoje stanowisko. 

Zjesz   coś?   Jajek   i   bekonu   nie   ma   nawet   na   lekarstwo,   ale   mogę   cię 

poczęstować grzankami z dżemem pomarańczowym. 

– Chętnie zjem, co dasz. – Rzucił jej filuterne spojrzenie. – Zdążyłem 

się   przyzwyczaić   do   posiłków   w   twoim   towarzystwie   i   wczoraj   przy 

kolacji było mi smutno samemu. 

– Myślałby kto. – Groźnie zmarszczyła brwi. – Jeszcze niedawno w 

ogóle   nie   pamiętałeś   o   moim   istnieniu,   więc   daruj   mi   takie   ckliwe 

dyrdymały. 

– To nie są dyrdymały. – Nie spuszczał z niej oczu. – Ten nieszczęsny 

epizod z Reidem wydatnie pomógł nam odnowić dawną znajomość. Nie 

zapominaj, że wprawdzie z przerwami, ale znam cię całe życie. Chociaż 

teraz mogę się przyznać, że gdy tak niespodziewanie się zjawiłaś, zrazu 

nie mogłem uwierzyć, że niesforny łobuziak przeistoczył się w piękną, 

bardzo kobiecą istotę. 

Elinor miała coraz bardziej nachmurzoną minę i burknęła pod nosem:

background image

– To nie pora na takie rozmowy. Za wcześnie. Popatrzył na nią takim 

wzrokiem, że oblała się szkarłatnym rumieńcem. 

–   Wobec   tego   zostawiam   ci   wolną   rękę   i   ty   wybierzesz 

odpowiedniejszą chwilę, żeby temat dokończyć. 

– Z góry zakładasz, że mam na to ochotę? – odparowała. 

– Jeszcze się gniewasz z powodu Alexandra?

– Nie. Już zdążyłam się wyzłościć i teraz mi go trochę żal. Chociaż 

nadal nie rozumiem, czemu tak uwziął się na nas. 

– Też nie bardzo pojmuję, ale z drugiej strony wierzę, że widział siebie 

jako   zupełnie   przegranego,   a   ja   byłem   tym,   któremu   zawsze   wszystko 

idzie jak po maśle, zawodowo i w życiu prywatnym. 

– Nie wiedział, że się rozwiodłeś?

– Wiedział. Ale zjawiłaś się ty, czyli kolejna piękna kobieta u mego 

boku.   A   jemu   wszystko   się   zawaliło   i   pogmatwało.   Przed   twoim 

przyjazdem   był   zadowolony   z   tego,   że   zakłócił   mi   spokój,   zmusił   do 

odesłania   dziecka   i   państwa   Hedleyów,   do   pozbycia   się   psa.   Wczoraj 

przysięgał, że był usatysfakcjonowany, chciał wrócić do hotelu, przespać 

się i jechać do Szkocji. Ale zobaczył nas razem, pomyślał, że się kochamy 

i zazdrość oraz wściekłość kazały mu nadal mnie dręczyć. 

– Dlatego dzwonił i chichotał, a potem odciął prąd?

– Tak. 

– A co chciał osiągnąć przez porwanie?

– Było tak, jak mówił: stanowiłaś przynętę, na którą mnie zamierzał 

złapać. – Wzruszył ramionami. – Czuł potrzebę spotkania oko w oko. 

– Nadal nic nie pojmuję. Załóżmy, że nie spadłabym ze skały, tylko 

dalej za nim szła i wy byście nas dogonili. Jak potoczyłyby się wypadki?

background image

–   Miał   zamiar   wykorzystać   cię   do   tego,   żebym   przyznał,   że   on 

zwyciężył. Umyślił sobie, że gdy nadbiegnę, popchnie cię na krawędź i 

tym samym sprawi, że będę bezradny. Liczył na to, że uznam swą porażkę, 

a wtedy wszystko się skończy. 

–   I   ty   wierzysz   w   takie   brednie?   –   rzuciła,   pogardliwie   wydymając 

wargi. 

– Sam nie wiem... Twierdził, że gdy spadłaś, przeraził się jak nigdy w 

życiu. Prawie natychmiast złapał go Chris, z zaraz potem ja dopadłem. 

Grzmociłem go niemiłosiernie, więc pan Morgan wystrzelił w powietrze, a 

wtedy dzielny kapitan Reid załamał się i rozpłakał. 

– Aha. To dlatego tak serdecznie mu współczułeś. 

– Nie tyle z powodu łez, co dlatego, że było mu potwornie wstyd, że się 

rozkleił. Zostawiłem go pod strażą Morganów i pobiegłem po ciebie. 

– A gdybyś mnie  nie znalazł?  Gdybym naprawdę spadła ze skały i 

roztrzaskała się?

Miles wstał i pociągnął ją za rękę. 

– Właśnie myśli o takim rozwoju wypadków odebrały mi sen na całą 

noc. Dlatego tak wcześnie wstałem i nie mogłem nic przełknąć, zanim nie 

przekonałem się na własne oczy, że jesteś cała i zdrowa. I śliczna... – 

dodał   przytłumionym   głosem.   Przyciągnął   ją   i   pocałował.   Po   długim 

czasie uniósł głowę i zajrzał w jej zdumione oczy. – Tylko nie opowiadaj, 

że na to też za wcześnie, bo nie uwierzę. 

Ponownie ją pocałował, tym razem trwało to tak długo, że zapomniała, 

która godzina i jaki dzień. Zapomniała o wszystkim. Istniały jedynie jego 

usta i ręce, którymi budził w niej dotąd nie znane uczucia. W ostatnim 

przebłysku świadomości pomyślała, że jeszcze chwila, a żadne z nich nie 

background image

będzie w stanie się opanować. Z nadludzkim wysiłkiem odepchnęła go i 

stanęła za stołem. 

– Podobno mieliśmy jechać po twoją córkę – szepnęła, łapiąc oddech 

jak ryba bez wody. 

Miles   tak   mocno   zacisnął   palce   na   poręczy   krzesła,   że   zbielały   mu 

kostki. 

– Szkoda. Najchętniej poszedłbym z tobą do łóżka – wyznał szczerze. 

– I myślisz, że ja bym się zgodziła, tylko dlatego, że ty masz ochotę? – 

zawołała oburzona. 

– Nie. Po prostu uczciwie mówię, co czuję. Łudzę się, że ty czujesz to 

samo, ale nie jestem pewien. Doświadczenie mnie nauczyło, że kobiety 

reagują inaczej niż mężczyźni. 

– Nie wiem, jak reagują inne kobiety – wycedziła chłodno. 

– Ale ja to ja i mam swoje zasady, których staram się trzymać. 

– Jeśli powiesz, jakie są, postaram się też ich przestrzegać – powiedział, 

starając się opanować. 

– Naprawdę? – spytała podejrzliwie. 

– Pewno gorzko tego pożałuję, ale obiecuję, że się zastosuję – odparł z 

krzywym uśmiechem. 

– Dobrze. Więc po pierwsze, jeśli mamy razem pracować, lepiej się nie 

angażować... 

– Z Oliverem udało ci się jakoś obejść tę zasadę. 

– Nie udało i wiesz, jak się skończyło. Poza tym z nim było inaczej... 

Urwała zaczerwieniona, a oczy Milesa zrobiły się lodowato zimne. 

– Chcesz powiedzieć, że byłaś w nim zakochana?

–   Nie.   –   Speszona   przygryzła   wargę.   –   Teraz   wiem,   że   go   nie 

background image

kochałam...   gdybym   to   wcześniej   sobie   uświadomiła,   byłoby   mniej 

przykrości. 

– Więc w czym rzecz?

Zastanawiała się przez chwilę, co powiedzieć. Nie wiedziała, czy lepiej 

wymyślić jakiś prawdopodobny powód, czy powiedzieć prawdę, łudząc 

się, że Miles właściwie ją zrozumie. 

–   Chyba   było   oczywiste   –   zaczęła   z   oporami   –   że   gdy   mnie 

pocałowałeś, ja... tego... my... 

– Rozpaliliśmy się? – dopowiedział półgłosem. 

– Tak. – Zarumieniła się jeszcze mocniej. – To mi się... nie zdarza... z 

innymi. 

–   Naprawdę?   –   Triumfalnie   rozbłysły   mu   oczy.   –   Nawet   z 

narzeczonym?

Potwierdziła skinieniem głowy. 

– Oczywiście  możliwe,  że  w  moim   wypadku  przyczyna  jest  bardzo 

prosta – ciągnął aksamitnym głosem. – Może to tylko kwestia instynktu, 

chociaż   chwaliłem   się,   że   zawsze   trzymam   się   w   karbach.   To   chyba 

nieprawda. Elinor, przyznaję się, że z trudem trzymam się z dala od ciebie. 

– Skoro tak – powiedziała z bijącym sercem – pomysł, żebyśmy razem 

pracowali jest nie do przeprowadzenia. 

Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, a potem cicho zapytał:

– Nawet jeśli obiecam, że cię nie dotknę... chyba że mnie zachęcisz. 

– A zastosujesz się do zakazu?

– Spróbuję, chociaż po wczorajszych wydarzeniach będzie mi trudno. 

– Dlaczego akurat po wczorajszych?

–   Bo   gdy   pomyślałem,   że   mogłaś   się   roztrzaskać   u   podnóża   skały, 

background image

poczułem się tak, jakby połowa mnie umarła. – Wpił w nią rozgorzały 

wzrok. – Nie zrozum mnie źle, bo to nie znaczy, że nagle zdałem sobie 

sprawę,   że   cię   kocham.   Wystarczy   mi   wspomnienie   bezsensownego 

zadurzenia   w   Selinie.   Uczucie,   z   jakim   spojrzałem   w   dół   stoku,   było 

zupełnie inne. 

–   Pewno   podobne   cię   ogarnia,   gdy   Sophie   znajduje   się   w 

niebezpieczeństwie – podpowiedziała szeptem. – Byłam pod twoją opieką 

i mnie nie upilnowałeś. 

– Wcale nie czuję się tak odpowiedzialny, nie patrzę na ciebie jak na 

córkę... czego przed chwilą dałem jaskrawy dowód. Po prostu wiem, że 

chciałbym cię mieć blisko siebie, w jakimkolwiek chcesz charakterze. Jeśli 

możesz być tylko sekretarką, trudno, pogodzę się z tym... przynajmniej na 

razie. – W jego oczach pojawiły się dziwne błyski. – Ale nie będę kłamał, 

że nie chcę więcej. Przez te trzy dni dobrze mi było z tobą, miło, że byłaś 

w domu. Czy twoje zasady pozwalają ci pracować z człowiekiem, który 

pragnie mieć w tobie przyjaciółkę i towarzyszkę życia?

Patrzyła   na   niego   z   niedowierzaniem   i   starała   się   zachować   pozory 

obojętności. Miała złudzenie, że spełniają się marzenia z dziewczęcych lat, 

o których już prawie zapomniała: oto Miles mówił jej, że pragnie z nią 

spędzić resztę życia. 

–   Myślę   –   zaczęła   z   wahaniem   –   że   przez   te   dni   żyliśmy   samymi 

nerwami i to dlatego. Proponuję taki układ: najpierw przywieziemy Sophie 

i pomogę  ci upchnąć najpilniejszą robotę  papierkową. Po tygodniu lub 

dwóch   pojadę   do   Cheltenham,   żeby   uporządkować   swoje   sprawy   i 

powiedzmy   za   miesiąc,   jeśli   uznam,   że   warto   wrócić   do   tematu, 

porozmawiamy. 

background image

– A Oliver? – zapytał z kamienną twarzą. 

– Dla niego już nie ma miejsca w moim życiu – odparła bez wahania. – 

Ale   muszę   jechać   i   powiedzieć   mu   to   prosto   w   oczy,   nawet   nadal 

pracować, jeśli uprze się przy oficjalnym wymówieniu. 

– Powiesz mu, że znalazłaś inną pracę?

Długo, poważnie patrzyła na niego, po czym w jej oczach pojawiły się 

wesołe iskierki. 

– Tak. Teraz nie jest ważne, czy się wścieknie i nie da mi referencji. 

Mam nadzieję, że nowy pracodawca nie będzie ich żądał. 

Jazda   do   Ludlow   zajęła   im   więcej   czasu,   niż   przewidywali.   Ledwo 

zajechali przed Miller’s Arms, z domu wybiegła zniecierpliwiona Sophie. 

Była tak podobna do Milesa, że Elinor roześmiała się na głos i zawołała:

– Wykapany tata. 

Miles wziął córkę na ręce i podrzucił wysoko do góry. Ucałował pyzate 

policzki i cierpliwie wysłuchał zachwytów nad Daisy i szczeniętami oraz 

pretensji, że nie przywiózł Meg. 

– Wolnego, trajkotko, odsapnij – przerwał potok jej słów. – Meg jest 

jeszcze w schronisku. Popatrz, kto ze mną przyjechał. Pani Elinor, córka 

państwa Gibsonów. 

Sophie popatrzyła na Elinor zmrużonymi oczami i dopiero po chwili 

podała rękę. 

– Dzień dobry. Znam pani mamę. 

– Wiem. Mama dużo mi o tobie opowiadała, więc miło mi, że nareszcie 

mam okazję cię poznać. 

Sophie uśmiechnęła się zdawkowo, odwróciła do ojca i z ważną miną 

background image

oznajmiła:

– Pan Hedley ma grypę, a pani Hedley pomaga przygotować lunch. 

Kazała nam iść prosto do jadalni. 

Miles i Elinor wymienili znaczące spojrzenia. 

– Wczoraj nic nie wspominała o chorobie. 

– Może dostał temperatury w nocy. 

Weszła   pani   Hedley;   nie   ulegało   wątpliwości,   że   jest   niewyspana   i 

zdenerwowana. 

– Dzień dobry, panie Milesie. O, Elinor! Co za niespodzianka. Jak to 

miło, że się spotykamy. Przepraszam, że lunch jeszcze nie jest gotowy, ale 

był lekarz i wszystko się opóźniło. 

– Nami proszę się nie przejmować – powiedział Miles. – Jak pani mąż?

– Rano wyszło na jaw, że od dwóch dni czuł się nieswojo, ale nie pisnął 

ani   słowa.   Zna   go   pan.   –   Gospodyni   westchnęła.   –   Dziś   wreszcie   się 

przyznał. Ma wysoką temperaturę i fatalnie wygląda. Martwię się, żeby 

Sophie się nie zaraziła. 

– Teraz będzie jeden kłopot mniej. – Miles objął córkę czułym gestem. 

–   Zabieramy   ją,   więc   będzie   pani   mogła   całą   uwagę   i   czas   poświęcić 

mężowi. 

– Przecież nie mogę tu zostać – zawołała pani Hedley. – Kto zajmie się 

domem?

– Ja mogę pomóc – odezwała się Elinor. – Akurat mam trochę czasu i 

nic pilnego do roboty. Jeśli Miles i Sophie zaryzykują zjedzenie tego, co 

ugotuję, mogę ich karmić do pani powrotu. 

– Bardzo ci dziękuję – pospiesznie rzekł Miles, nim jego gospodyni 

zdążyła otworzyć usta. – Jesteśmy bardzo wdzięczni, prawda, Sophie?

background image

Dziewczynka   skinęła   głową   bez   entuzjazmu   i   zwróciła   się   do   pani 

Hedley:

– Kiedy pani przyjedzie?

– Jak tylko będę mogła, rybko. 

Pani   Hedley   niepewnie   spojrzała   na   Elinor,   którą   pamiętała   jako 

niefrasobliwego   urwisa,   więc   nie   miała   zaufania   do   jej   kulinarnych 

umiejętności. 

– Niech się pani nie boi, nie będą głodni – zapewniła Elinor. – Mama 

dopilnowała, żebym to i owo umiała gotować. 

Gospodyni nieco uspokojona wyszła do kuchni. Lunch był skromny, 

ale doskonale przyrządzony i wszystkim smakował. Na deser był placek 

beżowy z owocami i lody. 

Miles   wcześniej   postanowił,   że   wyjedzie   tuż   po   lunchu,   ale   córka 

koniecznie chciała pokazać mu psy. 

Czarna suka mieszkała ze szczeniętami w stodole. Elinor przykucnęła 

koło   wielkiego   kosza   i   spytała,   czy   można   pogłaskać   jedwabiste 

szczenięta. Sophie pozwoliła i ciężko westchnęła. 

– O co chodzi, kochanie? – zapytał Miles. 

–   Pani   Dodd   mówi,   że   Daisy   wszystkich   nie   wykarmi   i   już   kilka 

piesków sprzedała. Tatusiu, możemy wziąć jednego?

– Przecież mamy Meg. 

Widząc, że oczy dziecka napełniają się łzami, Elinor powiedziała bez 

zastanowienia:

– Ja mogłabym wziąć. 

–   Zastanów   się   dobrze,   bo   pies   utrudnia   życie   –   trzeźwo   zauważył 

Miles. 

background image

– Naprawdę weźmie pani?! – zawołała Sophie z nadzieją w głosie. – 

Pomogę się nią opiekować. 

– To ma być ona?

– Tak. – Pokazała palcem. – Ta mi się najbardziej podoba. Zdaniem 

Elinor   wszystkie   szczenięta   wyglądały   identycznie,   ale   nic   nie 

powiedziała. Bardzo lubiła psy i do niedawna zawsze był jakiś w Cłiff 

Cottage.   W   tym   momencie   uświadomiła   sobie,   że   jej   dom   rodzinny 

niedługo   przejdzie   w   inne   ręce.   Sophie   wyczuła   jej   wahanie   i   prędko 

dorzuciła:

– Nazywa się Jet. 

– Bardzo ładne imię. 

–   Zawsze   zaopiekujemy   się   nią,   gdy   będziesz   musiała   wyjechać   – 

obiecał Miles z nieprzeniknioną miną. 

– Więc klamka zapadła. – Była przekonana, że robi głupstwo, lecz nie 

wypadało już się wycofać. Wstała i otrzepała spodnie. – Pójdę zapytać, ile 

pani Dodd sobie za nią życzy. 

– Pozwól, że to będzie prezent ode mnie – zaproponował Miles. – W 

ten sposób chociaż trochę ci się odwdzięczę za wspaniałomyślność. 

Nie chciała się na to zgodzić, lecz gdy usłyszała cenę, musiała przyjąć 

jego propozycję. Oprócz psa dostała kosz, zapas jedzenia, dwie miski i 

obrożę. 

Jet   nie   podobało   się   rozstanie   z  matką   i   przez  całą   drogę   skomliła. 

Sophie   starała   sieją   uspokoić,   opowiadając,   jak   dobrze   jest   w   Stavely, 

gdzie będą chodzić na spacery i z jakim psem się bawić. Wreszcie obie 

usnęły. 

– Żałujesz decyzji? – zwrócił się Miles do Elinor. 

background image

–   Trochę.   Wydawałoby   się,   że   ostatnie   przygody   powinny   mnie 

wyleczyć   z   pochopnego   postępowania,   ale   nic   z   tego.   Wpadłam,   bo 

rozczuliło mnie spojrzenie Sophie. 

– Szkoda, że spojrzenie jej ojca tak na ciebie nie wpływa. Popatrzyła na 

niego z ukosa. 

–   Nawet   gdyby   wpływało,   będę   się   pilnować.   Już   wystarczająco 

skomplikowałam   sobie   życie.   Teraz   chcę   nawiązać   dobry   kontakt   z 

Sophie. 

– Dlaczego ci na tym zależy?

– Choćby dlatego, że mam z tobą pracować. – Czuła, że oblewa się 

rumieńcem. – Zresztą prosiłeś mnie, żebym czasem was odwiedziła i z nią 

się pobawiła. 

– Wiem i jestem ci wdzięczny, że się zgodziłaś. 

Elinor   zamyśliła   się,   ponieważ   powody,   dla   których   pragnęła 

zaprzyjaźnić   się   z   dziewczynką,   były   bardziej   złożone.   Chciała,   aby 

Sophie ją polubiła, ale nie tylko dlatego, że to była córka Milesa. Widziała 

w   oczach   dziecka   niepewność   i   niepokój,   co   wzbudziło   w   niej 

współczucie. 

Wspominając własne bezpieczne dzieciństwo, doszła do wniosku, że 

Selina   bardzo   zawiniła   wobec   córki.   Wiedziała   jednak,   że   nie   należy 

potępiać,   jeśli   się   nie   zna   wszystkich   motywów.   W   głębi   serca   była 

przekonana, że sama nie porzuciłaby dziecka dla kariery czy małżeństwa z 

bogatym człowiekiem, który nie chce mieć pasierbicy. 

Miles zerknął na nią i spytał zdziwiony:

– Dlaczego masz taką groźną minę? O czym myślisz?

– Zaczynam uważać, że niepotrzebnie się wyrwałam. 

background image

– Rodzice będą ci mieli za złe tego psiaka?

– Ojej! Wcale o nich nie pomyślałam! – zawołała wystraszona. – Tak 

się przejęłam obowiązkami, że o rodzicach zapomniałam. 

– Nie martw się na zapas. Zanim przyjadą, zdążysz wyszkolić Jet i 

będzie jak ta lala. Zresztą będą bardzo zaaferowani przeprowadzką. Mogę 

cię   uspokoić   i   zapewnić,   że   nowy   właściciel   nie   będzie   szemrać,   jeśli 

zobaczy tu i ówdzie pogryzioną boazerię. 

Z piersi Elinor wyrwał się głuchy jęk. 

– Zapomniałam, że szczeniaki wszystko gryzą. Muszę od razu pozwijać 

matczyne dywany... 

– Na razie Jet zamieszka u nas – powiedział Miles z naciskiem. – Ty 

też byś mogła. 

– Ale... – Spojrzała na niego zdumiona. – Ja... 

–   Wyświadczysz   mi   wielką   łaskę   –   ciągnął   spokojnie.   –   Sophie 

przyzwyczaiła   się   do   tego,   że   zawsze   ktoś   jest   w   domu,   a   teraz   będę 

musiał dużo wychodzić w związku z pracami, o których ci mówiłem. Jeśli 

się zgodzisz, będzie to dla mnie duża wyręka.   

N

 Po chwili zastanowienia 

Elinor powiedziała:

–   Posłuchaj.   Chętnie   będę   u   was   przez   cały   dzień,   ale   na   noc 

wolałabym wracać do naszego domu. 

– Dlaczego? – Nachmurzył się. – Boisz się, że do ciebie przyjdę? Z 

Sophie pod tym samym dachem?

–   Coś   podobnego   wcale   nie   przyszło   mi   do   głowy!   –   krzyknęła 

spłoniona. – Po prostu chcę spać we własnym łóżku, póki Cliff Cottage do 

nas należy. Spędziłam tam tyle lat i na samą myśl o przeprowadzce serce 

mi krwawi. 

background image

– Przepraszam, ulżyło mi. Będziemy ci wdzięczni niezależnie od tego, 

ile   czasu   nam   poświęcisz.   Zdaję   sobie   sprawę,   że   skomplikowałem   ci 

życie. – Skrzywił się. – Czy bardzo żałujesz, że nieopatrznie przyjechałaś 

do rodzinnego domu?

–   Nie   wiedziałam,   co   mnie   czeka...   Rozsądniej   było   siedzieć   w 

Cheltenham. 

Zajechali przed dom. Miles wyłączył silnik, spojrzał jej w oczy i cicho 

zapytał:

– Miałabyś ochotę cofnąć zegar i wrócić do Olivera?

– Nie. 

– Kto to jest Oliver? – odezwał się zaspany głosik z tyłu. – Tatusiu, 

tatusiu, Jet musi wyjść!

Miles pomógł Sophie wysiąść, Elinor przypięła smycz do obroży Jet i 

poszli z nią na pierwszy spacer po ogrodzie. 

– Najpierw chciałabym sprawdzić, czy u nas wszystko w porządku – 

powiedziała Elinor. 

– Pójdziemy z tobą – zadecydował Miles. – Sophie, mocno trzymaj 

smycz. Zamkniemy Jet w kuchni, a pani Elinor obejrzy dom. 

Gdy   przenieśli   wszystkie   rzeczy   do   kuchni,   zmartwiona   Sophie 

zawołała:

–   Będzie   jej   tu   smutno.   Została   sama,   bez   mamy.   Miles   i   Elinor 

wymienili znaczące spojrzenie. 

–   Jeśli   będzie   bardzo   nieszczęśliwa,   posiedzę   przy   niej,   pogłaskam, 

porozmawiam. 

– Naprawdę? – Oczy dziecka rozbłysły. – Obiecuje pani?

– Z ręką na sercu – zapewniła Elinor. – A ty przedstawisz ją Meg i 

background image

postarasz się, żeby się polubiły. Obiecujesz?

– Tak. – Spojrzała na ojca. – Dobrze, że pani Elinor może przyjść i nam 

pomagać, prawda?

– Mamy wielkie szczęście. – Miles postawił na podłodze miskę z wodą 

i   poważnie   spojrzał   na  Elinor.   –   Neli,   pilnuj,   żeby   miska   zawsze   była 

pełna. Pewno zapomniałaś, że psy bardzo dużo piją. 

– Zgadłeś. 

– Proszę pani – zwróciła się do niej Sophie – czy ja też mogę mówić na 

panią tak, jak tatuś?

–   Oczywiście,   ptaszyno.   –   Impulsywnie   objęła   dziecko.   –   Możesz 

mówić mi po imieniu. 

– Dziękuję. Dasz mi hamburgera? Bardzo lubię, a pani Hedley mówi, 

że to niezdrowe. 

– Może raz dostaniesz. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Cliff House pobudowano na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego 

wieku. Pierwsi właściciele posiadali bardzo liczną służbę, między innymi 

czterech   ogrodników,   którzy   zajmowali   się   rozległym   terenem   wokół 

domu.   Obecnie   większość   pokoi   była   stale   zamknięta,   ponieważ   Miles 

korzystał jedynie z kuchni, gabinetu oraz dwóch sypialni i łazienek. 

Wieczorem Sophie nie chciała iść spać bez Jet, ale przestała się upierać, 

gdy usłyszała, że na lunch dostanie hamburgera i lody. Udobruchana taką 

perspektywą poszła do łóżka z misiem. 

Elinor   i   Miles   usiedli   przy   kominku   w   gabinecie   i   wtedy   Miles 

powiedział:

–   Braki   ogrodu   zakrył   śnieg,   ale   w   domu   z   każdego   kąta   wyłazi 

zaniedbanie. 

– Nie jest aż tak źle – pocieszyła go Elinor. – Najważniejsze, że pani 

Hedley   dba   o   Sophie   i   racjonalnie   ją   żywi.   Domyślam   się,   że   twoja 

gospodyni nie uznaje gotowego jedzenia. 

– Organicznie wprost nie znosi. Zrobiłaby dla małej wszystko, ale w 

jednym nie ustąpi ani na jotę: dziecko musi jeść świeże potrawy, i basta. 

Od   czasu   do   czasu   łaskawie   godzi   się   dać   lody.   –   Skrzywił   się   z 

dezaprobatą. – Selina nie stosowała żadnych ograniczeń i jadłospis Sophie 

pozostawiał wiele do życzenia. 

– Mało dzieci wygląda tak zdrowo, więc jej to nie zaszkodziło. Ma 

policzki jak rajskie jabłuszka. 

– Rzadko miewa takie rumieńce, ale widocznie mróz ją wyszczypał, a 

background image

potem w domu się rozgrzała. 

– Jak dobrze, że tu tak ciepło. – Przeciągnęła się. – Po zimnych dniach 

człowiek   bardziej   docenia   centralne...   Ale   ogień   w   kominku   to   już 

niepotrzebny   luksus,   chociaż   przyznam   się,   że   uwielbiam   patrzeć   na 

płomienie. 

–   Tym   większa   szkoda,   że   w   ciemną,   mroźną   noc   rezygnujesz   z 

przyjemności   –   powiedział   Miles   sucho.   –   Dlaczego   upierasz   się   i   nie 

chcesz tu nocować?

–   Bo   nie   widzę   żadnego   powodu,   żeby   zostać.   Dobrze   wiesz,   że 

niebezpieczeństwo minęło i nic mi nie grozi. – Wstała, chociaż nie miała 

ochoty ruszyć się z miejsca. – No, idę, bo Jet zaczyna się wiercić, więc 

muszę ją wyprowadzić. Mam nadzieję, że po drodze zrobi, co trzeba. 

– Wybacz, że cię nie odprowadzę, ale nie chcę zostawiać dziecka. 

–   Jeden   stróż   mi   wystarczy.   –   Roześmiała   się   perliście.   –   Mam 

obrońcę-olbrzyma, więc nikt nie ośmieli się mnie zaatakować. Zresztą do 

domu mam dwa kroki i nic mi nie będzie. 

Miles sceptycznym wzrokiem spojrzał na szczeniaka. 

–   Nie   powiem,   żebyś   mnie   przekonała.   Obiecaj,   że   zadzwonisz.   – 

Popatrzył   na   nią   znacząco   i   przytłumionym   głosem   dorzucił:   –   Może 

zmienisz zdanie albo zatęsknisz za moim towarzystwem. 

Wyciągnął   ręce,   więc  przytuliła   się   do  niego.   Pocałował   ją  z   takim 

zapamiętaniem, że zakręciło się jej w głowie. Nie miała siły oderwać się 

od niego, drżała i uginały się pod nią nogi. Otrzeźwiło ją ujadanie Jet i 

dopiero wtedy się odsunęła. 

– Chyba to oczywiste, jak bardzo cię pragnę – szepnęła. – Jednak jest to 

nowość dla mnie i dlatego jestem taka rozdygotana. 

background image

Miles wpatrzył się w nią roziskrzonym wzrokiem. 

– A Oliver? Przecież był twoim kochankiem. 

– Tak mi się zdawało, ale jednak nie był nim w pełnym tego słowa 

znaczeniu. 

– Jak mam to rozumieć?

– Nie udawaj Greka. Głowę dam, że doskonale wiesz, o czym mówię. – 

Drżącą   ręką   przygładziła   włosy.   –   Spędziłam   z   nim   kilka   nocy,   to 

wszystko. Było przyjemnie, bo nie jest nerwowym żółtodziobem. Ale tak 

naprawdę tylko jemu zależało na... 

– Więc dlaczego się zgodziłaś?

–   Bo   wydawało   mi   się,   że   go   kocham,   miałam   za   niego   wyjść   i 

wiedziałam, że tego ode mnie oczekuje. Poza tym nawet przed sobą nie 

chciałam się przyznać, że jestem rozczarowana. Łudziłam się, że kiedyś 

będzie lepiej. 

– Ale nie zmieniło się na lepsze?

– Niestety. Może z czasem, gdybym była cierpliwsza... 

–   A   czy   my   potrzebowaliśmy   czasu,   gdy   pierwszy   raz   się 

pocałowaliśmy? Jeśli jest prawdziwy ogień, rozpala się błyskawicznie, a 

jeśli go nie ma, nic nie pomoże. 

– W końcu zdałam sobie z tego sprawę. – Przykucnęła, aby przypiąć Jet 

smycz,   po   czym   wyprostowała   się   i   czarująco   uśmiechnęła.   – 

Najrozsądniej będzie, jeśli pójdę do siebie. W przeciwnym razie ja mogę 

zawinić. 

– Cudowna myśl! Może przyśni mi się, że przychodzisz do mnie. 

–   Lepiej,   żebyś   porządnie   się   wyspał...   i   ja   też.   Patrz,   jak   takie 

maleństwo   potrafi   ciągnąć.   Przyjdę   o   ósmej,   żeby   przygotować   wam 

background image

śniadanie. 

–   Nie   musisz,   bo   tyle   potrafię   zrobić.   Radzę   ci,   żebyś   jutro   dłużej 

pospała. 

– Szkoda marzyć. – Popatrzyła na skaczącą Jet i roześmiała się. – Ten 

budzik wyciągnie mnie skoro świt. 

Miles poszedł sprawdzić, czy Sophie śpi i zdecydował się odprowadzić 

Elinor prawie do Cliff Cottage. Przed rozstaniem jeszcze raz przypomniał, 

że obiecała zadzwonić. 

– Przecież Reid pojechał do siostry, więc nie będzie nieprzyjemnych 

telefonów. 

Omyliła   się,   ponieważ   telefon   zadzwonił,   ledwo   weszła   do   domu. 

Prędko zamknęła Jet w kuchni i pobiegła do pokoju. 

– Gdzie byłaś? – zapytał Oliver bez powitania. 

Mówił tonem, który nawet anioła wyprowadziłby z równowagi. 

– W Ludlow – odparła chłodno. – Chcesz czegoś ode mnie?

– Cholera, po coś się tam wybrała w taki mróz?

– Bo miałam ochotę, to po pierwsze. A po drugie, mój drogi, już raz 

wyraźnie   powiedziałam,   że   nic   ci   do   tego,   co   robię   i   gdzie   jestem. 

Oddałam   ci   pierścionek   i   niebawem   złożę   wymówienie.   Naprawdę   nie 

pasujemy do siebie. 

–   Czy   dlatego,   że   nie   odpowiada   mi   grono   twoich   mało   dojrzałych 

znajomych? – rzucił zgryźliwie. 

– Częściowo. 

– Można wiedzieć, jakie są inne zastrzeżenia?

– Wolałabym, żebyś nie pytał. Ojej, ty... 

– Co takiego?

background image

– Przepraszam, muszę kończyć, bo pies załatwił się na środku kuchni. 

– Pies? Sądziłem, że lubisz koty. 

– To ty je lubisz, ja wolę psy. Gdy pogoda się poprawi, przyjadę zabrać 

rzeczy. 

– Obowiązują pewne zasady – przypomniał lodowatym tonem. – Nie 

zamierzasz pracować nawet do końca miesiąca?

–   W   tej   sytuacji   byłoby   to   krępujące   dla   nas...   i   dla   pozostałych 

pracowników. Mogę zrezygnować z pensji. 

–   Dlaczego   tak   źle   mnie   oceniasz?   –   syknął.   –   Chyba   trochę   się 

poznaliśmy... Czy mam rozumieć, że znalazłaś inną pracę?

– Tak, a raczej praca znalazła mnie... Przepraszam cię, ale naprawdę 

muszę kończyć, bo pies zachowuje się niedopuszczalnie. Dobranoc. 

Zdążyła posprzątać i dać Jet mleka, gdy telefon znowu zadzwonił. 

– Dobry wieczór, mówi Linda. Jak się czujesz? Kiedy wracasz?

– Trudno powiedzieć. Przyjadę zabrać rzeczy, bo na razie przenoszę się 

do Stavely. Twój ukochany może  się wprowadzić, ale nie na stałe, bo 

jednak kiedyś wrócę. Wytłumaczę jaśniej, gdy się spotkamy. 

Potem zadzwonił Miles. 

– Wszystko w porządku? – spytał zniecierpliwionym głosem. 

– Prawie. Mam kłopot z Jet, bo nie chce zrozumieć, że ma spać tutaj. 

Chyba jakoś wbiję jej to do głowy. 

– Dzwoniłem wcześniej, ale było zajęte. 

–   Rozmawiałam   z   Lindą.   –   Nie   rozumiała,   dlaczego   uważa   za 

konieczne się tłumaczyć, a mimo to dodała: – Oliver też się odezwał. 

– Chce, żebyś wróciła?

– Mniej więcej. Chyba zaczyna do niego docierać, że naprawdę z nim 

background image

zerwałam. 

– Biedak. 

Powiedział to tak nieszczerze, że Elinor roześmiała się. 

– Nie udawaj. Przecież on nic cię nie obchodzi. 

–   Racja.   Pamiętaj,   co   ci   już   mówiłem:   jeśli   będzie   się   naprzykrzał, 

przyślij go do mnie. Jako przyjaciel rodziny mam obowiązek bronić cię 

przed nieproszonymi gośćmi. 

– Przed tobą też?

–   Teoretycznie   tak,   ale   z   tym   kłopot   nie   lada.   Aby   sobie   ułatwić 

zadanie, wspominam urwisa, który stale wpędzał w tarapaty moich braci. 

Jedną   historię   pamiętam,   jakby   to   było   dziś.   Chcesz   wiedzieć,   kiedy 

miałem ochotę sprawić szalonej pannicy tęgie lanie? Wtedy, gdy wlazłaś 

na   drzewo,   z   którego   nie   umiałaś   zejść.   Harry   chciał   cię   ratować,   ale 

zwichnął przy tym nogę, więc wezwano mnie, żebym zniósł cię na ziemię. 

–   Przeprowadziłeś   akcję   z   okropnym   ceremoniałem   –   zawołała 

wzburzona. – Po kazaniu, jakie wygłosiłeś, rozpłakałam się i długo nie 

mogłam uspokoić. 

–   Gdybyś   teraz   była   ze   mną,   chętnie   przebłagałbym   cię   za   tamtą 

krzywdę. 

–   Przestań.   –   Chrząknęła   speszona.   –   Myliłam   się,   mówiąc,   że 

niebezpieczeństwo minęło. Powinnam bać się ciebie, a nie Reida. 

– Neli, ja tylko pragnę, żebyśmy byli przyjaciółmi. 

– Myślałby kto!

– Mówię szczerą prawdę – zapewnił przytłumionym głosem. – Takimi 

bardzo bliskimi przyjaciółmi. 

Wieczorem ułożyła szczeniaka w koszu, pogłaskała i wyszła z kuchni. 

background image

Z  chwilą  gdy  Jet  została   sama,   zaczęła  tak  przeraźliwie   i rozpaczliwie 

szczekać,   że   Elinor   zawróciła   z   korytarza   i   zapaliła   światło.   Miała 

nadzieję, że to pomoże, lecz nie pomogło. Nie zdążyła zamknąć drzwi, 

gdy szczeniak zaczął żałośnie skomleć. W końcu poddała się, zabrała kosz 

do sypialni i postawiła koło łóżka. Była zadowolona, że nie widzi tego 

matka, która uważała, że miejsce psów jest w kuchni. 

Jet grzecznie siedziała w koszu i ślepkami jak paciorki obserwowała 

ruchy   swojej   nowej   pani.   Gdy   Elinor   położyła   się   i   zgasiła   światło, 

wdrapała się na łóżko i wcale nie chciała zejść. Po kilku próbach usunięcia 

jej   Elinor   dała   za   wygraną.   Wygłosiła   jednak   długą   mowę   na   temat 

odpowiedniego zachowania psów, z czego Jet widocznie zrozumiała, że 

może robić, co chce. 

Zbudziła swą panią o szóstej, Elinor wzięła ją pod pachę, zeszła na dół i 

niewiele myśląc, otworzyła drzwi do ogrodu. Jet błyskawicznie zniknęła, 

więc   czym   prędzej   narzuciła   płaszcz   matki,   wciągnęła   kalosze,   wzięła 

latarkę i wybiegła. Daleko w ciemności migała kulka, tocząca się prosto 

do Cłiff House. Nie zdążyła złapać jej w porę, więc zapaliło się światło i 

po chwili na progu stanął Miles. 

–   Co   się   dzieje?!   –   krzyknął   zaintrygowany.  –   Włamał   się   ktoś   do 

ciebie i potrzebna pomoc?

– Nie... Jet... – wysapała. – To przez nią... bo mi... uciekła. Miles zaklął 

pod nosem, rozejrzał się i zaśmiał na widok psa, beztrosko hasającego po 

śniegu. Podniósł szczeniaka, wziął Elinor za rękę i zaprosił do domu. 

– Chodź, bo na pewno zmarzłaś. 

W kuchni rozbawionym spojrzeniem obrzucił ją od stóp do głów, więc 

zaczerwieniła się jak burak. 

background image

–   Muszę   wracać,   bo   w   pośpiechu   zostawiłam   otwarte   drzwi   – 

mruknęła. – Powinnam była wyprowadzić Jet na smyczy. Przepraszam za 

zamieszanie i mam nadzieję, że nie obudziłam Sophie. 

– Pójdę sprawdzić, czy ona śpi i ewentualnie cię odprowadzę. – W 

drzwiach odwrócił się i pogroził jej palcem. – Nie byłoby zamieszania, 

gdybyś mnie usłuchała i nocowała tutaj. 

–   Nie   byłbyś   zachwycony,   gdyby   Jet   u   ciebie   nabrudziła.   Zsiusiała 

podłogę, a potem uparła się, żeby spać ze mną. 

– Wcale jej się nie dziwię. 

Elinor z przyjemnością oparła się o kaloryfer i z ukosa, ale bez gniewu, 

popatrzyła na szczeniaka, który spokojnie zasnął. Coraz wyraźniej sobie 

uświadamiała, że podjęła się zbyt wielu obowiązków, lecz wiedziała, że 

Jet przysporzy najmniej kłopotu. Większym problemem było to, że Sophie 

potrzebowała   dużo   czułości;   nad   tym   zaś,   czego   potrzebował   Miles, 

wolała się nie zastanawiać. 

– Masz bardzo poważną minę. O czym myślisz?

– O tym, że chyba rozum straciłam, bo wybiegłam na mróz w nocnej 

koszuli. 

–   Obyś   tylko   się   nie   zaziębiła.   Przyniosłem   ciepły   koc,   proszę.   – 

Owinął ją szczelnie i mocno objął. – Sophie śpi jak zabita, nawet chrapie, 

więc mogę cię odprowadzić, a potem jeszcze trochę się prześpię. Tobie 

radzę zrobić to samo. Zamknij psa w kuchni, idź do łóżka, zatkaj czymś 

uszy i śpij. 

Tym razem rozespany pies nie oponował, że zostaje sam, więc udało 

się   jej   spełnić   polecenie.   Położyła   się   i   momentalnie   zasnęła.   Dwie 

godziny   później   obudziła   się,   umyła   i   zeszła   na   dół.   Jet   powitała   ją 

background image

radosnym szczekaniem. 

– Dzień dobry. Wiesz, jesteś bardzo ładna, ale to niczego nie zmienia i 

jak każdy przyzwoity pies będziesz spać w kuchni. 

– Przypięła smycz. – Załatwiać się będziesz poza domem, bo tu nie 

wolno. Pamiętaj! Masz do dyspozycji cały ogród. 

Sophie   zjadła   gotowane   śniadanie   bez   marudzenia,   ponieważ   ojciec 

obiecał jej, że pojadą po zakupy i odbiorą Meg ze schroniska – Czy będzie 

zadowolona, że mamy Jet? – spytała z niepokojem. 

– Nie wiadomo. Ale może nauczy ją, jak należy się zachowywać. Jet, 

zostaw ten ręcznik! – krzyknął. – Kupimy kość, żeby Jet miała co gryźć. 

Chodź, pomożemy Elinor posprzątać, a potem wyprowadzisz psa, żeby nie 

nabrudził w samochodzie. 

– Najrozsądniej będzie, jeśli zostanę z nią w domu – zaproponowała 

Elinor. 

–   Nie!   –   zawołała   Sophie.   –   Chcemy,   żeby   Neli   z   nami   pojechała, 

prawda, tatusiu?

– Ma się rozumieć. – Miles miał bardzo zadowoloną minę. 

– Przegłosowaliśmy cię. 

– Trudno. Wobec tego pojadę, ale coś mi się zdaje, że Jet nie będzie 

zachwycona kolejną podróżą. 

–   Wezmę   ją   na   kolana   i   będzie   jej   dobrze.   Chodź,   Jet,   idziemy   na 

spacer. 

– Pamiętaj, córeczko, że wolno ci chodzić tylko koło domu. 

– Dobrze. Muszę w tym iść? – spytała, gdy Elinor podała jej płaszczyk. 

– Tak, kochanie, bo jest bardzo zimno, a już trochę kaszlesz. Potem w 

samochodzie możesz go zdjąć. 

background image

Miles stanął przy oknie i cicho powiedział:

– Bardzo cię polubiła. 

– Cieszę się. Dzieci nie można zmusić do uczuć i albo kogoś lubią, albo 

nie. 

– A ty ją lubisz?

– Jak w ogóle możesz pytać! Od razu przypadła mi do serca. Wygląda... 

– urwała speszona. 

– Dlaczego nie kończysz?

Nie   chciała   wyznać,   że   Sophie   bardzo   przypomina   ojca   i   dlatego 

wzbudza jej sympatię, więc powiedziała coś innego, co też było prawdą:

– Czasami ma tak żałosną minę i taki wyraz oczu, że chcę ją przytulić i 

postarać się, żeby jedno i drugie zniknęło. 

–  Wiem,   co  masz  na  myśli.   –  Po  twarzy  Milesa  przemknął  cień.   – 

Teraz,   gdy   mieszka   ze  mną,   zdarza   się   to   rzadziej.   Chyba  poczuła   się 

bezpieczna,   bo   cały   czas   jestem   w   pobliżu,   a   przedtem   nigdy   nie 

wiedziała, kiedy zobaczy matkę. 

– Na pewno bardzo za nią tęskni. 

– Mniej, niż przypuszczałem.  Zawsze jest markotna  po rozmowie  z 

Seliną, ale nie wiadomo, czy z powodu tego, co matka mówiła, czy też z 

powodu tego, czego nie powiedziała. Selina nie jest wylewną matką, więc 

przytulaj moją córkę, ile tylko chcesz. 

– Dziękuję. – Gdy wróciła Sophie, zapytała: – Jak Jet się spisała? Była 

grzeczna?

– Bardzo. Chce mi się pić. Ona też się napije. 

W   mieście   Sophie   nie   chciała   wysiąść   bez   Jet,   więc   prędko   zrobili 

zakupy   i   pojechali   do   schroniska.   Gdy   przyprowadzili   Meg,   w 

background image

samochodzie wybuchła awantura, ale w końcu starszy pies pogodził się z 

obecnością przymilnego intruza. 

– Jet tęskni za swoją mamą i dlatego tak się tuli do Meg. – Sophie 

westchnęła. – Widzicie?

Po powrocie Miles i Sophie poszli z psami na spacer. Elinor zabrała się 

do gotowania lunchu, na który podała obiecane hamburgery, a mimo to w 

połowie posiłku Sophie odsunęła talerz. Elinor w duchu skarciła ją za to, 

że jest rozkapryszona. 

– Dlaczego nie jesz? – ostro zapytał Miles. 

– Tak lubię hamburgery, a wcale nie mam apetytu i bob’ mnie głową. 

Elinor położyła rękę na jej czole. 

– Trochę rozpalone. Zrobię ci gorącą kąpiel, a potem położysz się na 

kanapie w gabinecie. 

– Dobrze – apatycznie zgodziła się Sophie. – A Jet?

– Nie martw się. – Miles spojrzał na Elinor ponad głową córki. – Teraz 

jest jej dobrze, bo ma przybraną mamę. 

Jet cały czas skakała wokół Meg, która nie mogła się bez niej ruszyć, 

ale jako wytresowany pies, cierpliwie to znosiła. 

– Bardzo polubiła Meg – orzekła Sophie. – I Meg też ją lubi, prawda?

–   Tak,   dziecino.   –   Elinor   z   niepokojem   patrzyła   na   zaczerwienione 

policzki i podpuchnięte oczy, a gdy Sophie zaczęły wstrząsać dreszcze, 

powiedziała:   –   Wiesz,   zmieniłam   zdanie   i   nie   będziemy   się   kąpać.   – 

Prędko ubrała ją w piżamę i wełnianą podomkę. – Chodź, posiedzimy przy 

kominku. 

– Graacomi. – Sophie wykrzywiła buzię w podkówkę. – I boli... 

– Gdzie, kochanie? – Przytuliła ją do piersi. – Wolisz poleżeć w łóżku?

background image

– Tak, ale nie chcę być sama. – Zaczęła chlipać. – Neli, posiedź ze 

mną, proszę. 

– Dobrze. Idziemy razem. Raz, dwa, lewa, prawa... – Położyła dziecko 

do łóżka i przykryła kołdrą. – Skoczę na dół po termofor i zaraz wracam. 

– Dlaczego jesteś taka zmartwiona? – zapytał Miles. 

– Bo Sophie chyba jest chora. 

Zerwał się od stołu i pobiegł na górę, przeskakując po dwa stopnie. 

Usiadł na łóżku, pogładził córkę po głowie i, aby ją rozbawić, opowiedział 

o tym, jak Jet omal nie wpadła do miski, gdy łapczywie jadła lunch. 

– Bądź tak dobry i przynieś coś do picia – zarządziła Elinor. 

– Wodę mineralną, sok pomarańczowy czy... 

– Wolę lemoniadę. 

– Dobrze, kochanie. – Miles przysunął krzesło do łóżka. 

– Proszę, Neli. Sophie mówiła, że posiedzisz przy niej. 

– Za chwilę. Najpierw umyję ręce. Po wyjściu z pokoju szepnął:

– Dostała gorączki. 

– Wiem. Szkoda, że nie ma moich rodziców. Musisz wezwać lekarza. 

– Już idę. – Kurczowo schwycił ją za ręce. – Ale... 

– Nie martw się, dzieci na ogół mają wysoką temperaturę. 

– Pocieszyłaś mnie. – Pocałował ją w czubek nosa. – Zadzwonię po 

lekarza i zaraz przyniosę picie. Dziękuję ci. 

– Za co?

– Za to, że jesteś ze mną. 

Sophie miała rozpalone policzki i mocno podkrążone oczy, ale usnęła. 

Elinor usiadła przy niej i pogrążyła się w rozmyślaniach o przedziwnych 

kolejach losu. Jako podlotek z daleka podziwiała Milesa i podkochiwała 

background image

się   w   nim,   lecz   potem   prawie   o   nim.   zapomniała.   Jedyne   informacje 

pochodziły   od   matki,   która   czasem   wspomniała   o   sąsiedzie.   Teraz   ich 

drogi ponownie się zeszły, a wydarzenia tak potoczyły, że trudno będzie 

wrócić   do   dawnych,   bezosobowych   kontaktów.   Tym   bardziej   że   mieli 

razem pracować, a więc codziennie się widywać. 

Sophie przebudziła się tuż przed przyjściem ojca i szepnęła ochrypłym 

głosem:

– Pić. 

– Już ci daję. 

Miles nalał lemoniady do szklanki, a Elinor posadziła chorą i podparła 

poduszkami.   Sophie   wypiła   duszkiem   lemoniadę   i   bezsilnie   opadła   na 

łóżko. 

– Tatusiu, dla Neli też coś przyniosłeś?

– Cały czajnik herbaty. 

– Dziękuję, że o mnie pomyślałeś. 

– Jakżeby inaczej? I zabrałem książki, bo może niania zechce poczytać. 

Ściszył głos, ponieważ Sophie zamknęła oczy. 

– Jeśli to cię pocieszy, przyznam się, że teraz bez namysłu ukręciłbym 

Reidowi głowę. To przez niego mała nie mogła porządnie się wyleczyć, 

tylko musiała jechać do Ludlow. 

– Dodzwoniłeś się do lekarza?

– Tak. Przyjedzie przed wieczorem. – Popatrzył na córkę. 

– Wygląda żałośnie krucho. 

Elinor poklepała go po dłoni. 

–   Jeśli   jest   podobna   do   ojca,   a   chyba   jest,   ma   żelazny   organizm. 

Zostanę z nią, a ciebie zawołam, gdy będziesz potrzebny. Przydałoby się, 

background image

żebyś wyprowadził Jet. 

– Wolałbym zostać z wami, ale jak muszę, to nie ma rady – rzekł bez 

entuzjazmu. – Wyprowadzę psy i nakłonię Meg, żeby nauczyła Jet, gdzie 

ma się załatwiać. 

– To bardzo wskazane. 

Po jego wyjściu nalała sobie herbaty, usiadła wygodniej i otworzyła 

książkę. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Młody lekarz stwierdził grypę oraz lekkie zapalenie oskrzeli. Zapisał 

antybiotyk i łagodny syrop, przypomniał, że chorej należy często dawać 

pić, ale nie zmuszać do jedzenia, ponieważ przy temperaturze dzieci nie 

mają apetytu. Był pewien, że Sophie prędko wróci do zdrowia. Obecność 

Elinor wcale go nie zdziwiła; napomknął niby mimochodem, że medyczna 

wiedza jej rodziców trochę się zdezaktualizowała. 

Po jego wyjściu Miles rzekł ponurym głosem:

–   Złapała   zarazki   od   kogoś   w   Ludlow.   Gdyby   nie   musiała   uciekać 

przed Reidem, na pewno byłaby zdrowa. 

Elinor podzielała jego zdanie, lecz nic nie powiedziała. Czuła, że gdyby 

dostała Reida w swoje ręce, dałaby mu nauczkę, którą zapamiętałby do 

końca życia. 

Pierwsze dni choroby były bardzo przykre dla Sophie, a wyczerpujące 

dla   Elinor.   Miles   miał   niespożyte   siły   i   natychmiast   spełniał   wszelkie 

polecenia, lecz był zmartwiony i przygnębiony, mimo zapewnień, że córka 

wyzdrowieje. 

Sophie często wymiotowała i bardzo się pociła, więc Elinor codziennie 

zmieniała i prała pościel. Swoje rzeczy prędko ubrudziła, więc któregoś 

ranka poszła do Cliff Cottage i przejrzała szafę w poszukiwaniu czystej 

bielizny oraz bluzek. 

Nie spała, nawet gdy Miles czuwał przy dziecku, więc po trzech dniach 

dała za wygraną i powiedziała stanowczo:

– Posłuchaj głosu rozsądku, bo nie ma sensu, żebyśmy oboje czuwali. 

background image

Ja i tak nie śpię, więc będę tu drzemać. 

– Nie mogę na to pozwolić, bo się wykończysz. Połóż się do mojego 

łóżka i spróbuj zasnąć. Obiecuję, że cię obudzę, jeśli będziesz potrzebna. 

– To kiepskie rozwiązanie. 

Kłopot   polegał   na   tym,   że   jej   obecność   prawie   stale   była   chorej 

potrzebna.   Sophie   zapadała   w   płytki   sen,   budziła   się   i   rozglądała. 

Uspokajała się, gdy widziała, że Elinor siedzi w pokoju. A najszczęśliwsza 

była, gdy ojciec też przy niej siedział, ale martwiła się o Jet, więc szedł 

sprawdzić, czy szczeniakowi nie przytrafiło się nic złego. 

– Wolałabym zostać na noc – upierała się Elinor. – Nie sprzeciwiaj się. 

–   Będę   ci   wdzięczny   do   grobowej   deski.   Nie   wiem,   co   byśmy   bez 

ciebie zrobili. – Uśmiechnął się ironicznie. – Selina nie nadawała się na 

pielęgniarkę. 

Pod   koniec   tygodnia   Sophie   poczuła   się   lepiej,   wobec   czego   Miles 

przestał   tak   bardzo   się   niepokoić   i   pojechał   zrobić   zakupy.   Elinor 

postanowiła, że po jego powrocie wykąpie się i umyje włosy. Z drzemki 

na   krześle   wyrwało   ją   ujadanie   psów   i   natarczywy   dzwonek   przy 

drzwiach. 

Sophie się obudziła, więc pogłaskała ją po głowie. 

–   Pójdę   zobaczyć,   kto   dzwoni   i   zaraz   wracam.   Przygładziła 

zmierzwione   włosy   i   ociężałym   krokiem   zeszła   na   parter.   Przez   okno 

widziała kobietę, ale gdy otworzyła drzwi, serce ją zabolało. Nie miała 

wątpliwości,   że   piękna   nieznajoma   w   białym   płaszczu   to   Selina,   która 

widocznie   postanowiła   złożyć   nie   zapowiedzianą   wizytę.   Elinor   była 

potargana,   miała   poplamioną   i   wymiętą   bluzkę,   więc   przy   eleganckim 

gościu poczuła się brudna i zaniedbana. 

background image

Przybyła   nie   raczyła   się   przywitać   ani   przedstawić.   Wyminęła   ją   i 

opryskliwym tonem rzuciła przez ramię:

– Gdzie jest pan major?

– Wyjechał. 

– Od kiedy pomagasz pani Hedley?

– Jestem sąsiadką, nazywam się Elinor Gibson. 

–   Nieprawdopodobne!   –   Selina   aż   przystanęła.   –   To   pani   jest   tym 

urwisem, który wariował z chłopcami? – Obrzuciła ją spojrzeniem, które 

niedwuznacznie mówiło, że wygląd sąsiadki nie poprawił się ani trochę. – 

To rzeczywiście pani?

–   We   własnej   osobie.   –   Elinor   dumnie   uniosła   głowę.   –   Pomagam 

Milesowi, bo Sophie jest chora. 

– Co jej jest?

– Ma grypę. 

– Sieje zarazki?

– Teraz już chyba nie. 

– Co znaczy „teraz ”? – zawołała zdenerwowana Selina. – Od kiedy 

moje dziecko choruje?

– Od tygodnia. 

– Coś podobnego! Myślałam, że Miles lepiej będzie o nią dbał. Gdzie 

pani Hedley?

– W Ludlow. 

– Ładne rzeczy. – Piękna kobieta gniewnie zacisnęła usta. – Gdzie leży 

Sophie?

– W swojej sypialni. 

– Nie wiem, gdzie to jest. – Pokręciła głową. – Nie byłam tu od lat. 

background image

– Tędy, proszę. 

Selina   rozglądała   się   ciekawie   i   nie   omieszkała   wyrazić   swej 

dezaprobaty:

– Ależ tu okropnie. Zapomniałam, że dom wygląda jak koszary. Chyba 

bardzo trudno ogrzać te wszystkie budy. 

Elinor otworzyła drzwi na końcu korytarza. 

– Sophie, przyjechała twoja mama. 

Gdy   Selina   ujrzała   wynędzniałe   dziecko,   wystudiowany   uśmiech 

zamarł jej na ustach. 

– Córeczko! Aniołku! Co oni z tobą zrobili?

Z   oczu   Sophie   trysnęły   łzy   jak   groch.   Matka   zdawała   się   jej 

nierzeczywistą zjawą. 

– Mamusia? – szepnęła. 

Selina z ociąganiem przysiadła na brzegu łóżka. 

– Tak, kotku. Fatalnie, że masz grypę. 

Elinor   spodziewała   się,   że   matka   porwie   dziecko   w   ramiona,   a 

tymczasem  nic  takiego   się  nie  stało.  Biedna  Sophie  niezdarnie  wytarła 

oczy i nos. 

Otworzyły   się   drzwi.   Miles   stanął   na   progu   jak   wryty   i   twarz   mu 

stężała. 

– Selina? – rzekł nie swoim głosem. 

– Miles!

Była żona wstała płynnym ruchem i zarzuciła mu ręce na szyję, więc 

instynktownie ją objął. Selina uśmiechnęła się uwodzicielsko i pocałowała 

go w usta, a wtedy ostry ból przeszył serce Elinor, która z konieczności 

obserwowała czułą scenę powitania. 

background image

–   Postąpiłam   jak   zwykle   impulsywnie   i   dlatego   przyjechałam   bez 

zapowiedzi – szczebiotała Selina i wypielęgnowanymi palcami  gładziła 

Milesa po policzku. – Dobrze się stało, prawda? Moje biedactwo tak źle 

wygląda. 

Elinor chciała niepostrzeżenie wyjść, lecz Miles złapał ją za rękę. 

– Na szczęście Sophie ma czułą i troskliwą opiekę, bo Elinor przez cały 

czas jest przy niej. Czuwa w nocy i od tygodnia nie śpi. 

– To widać. – Selina pogardliwie wydęła usta. – Czemu nie zatrudniłeś 

wykwalifikowanej   pielęgniarki?   Doszły   mnie   słuchy,   że   masz   górę 

pieniędzy. 

W   tym   momencie   Sophie   głośno   zapłakała.   Elinor   automatycznie 

chciała podejść, ale Selina ją odsunęła. 

– Pani wybaczy – rzekła słodkim głosem i dopiero teraz objęła córkę. – 

No, no, kochanie, już dobrze. Nie płacz, mamusia jest przy tobie. 

Elinor wymknęła się z pokoju, zbiegła po schodach, wpadła do kuchni i 

wzięła płaszcz. Spojrzała na Jet i pogroziła palcem. 

– Bądź grzeczna! Ja idę do Cliff Cottage, a ty zostajesz, bo Sophie 

będzie przykro, jeśli cię zabiorę. 

Poszła   prosto   do   łazienki   i   napuściła   pełną   wannę   gorącej   wody. 

Usłyszała, że dzwoni telefon, ale nie miała ochoty wychodzić z kąpieli. 

Opadły ją niewesołe myśli, lecz była zbyt wyczerpana i przybita, by 

płakać. Przekonała się na własne oczy, że wbrew temu, co Miles mówił, 

Selina wcale nie jest mu obojętna. Kiedyś przyznał się, że kochał żonę bez 

pamięci i widocznie uczucie nie wygasło. 

Umyła   się,   energicznie   wytarła   i   poczuła   trochę   lepiej.   Wysuszyła 

włosy, dzięki czemu znowu połyskiwały kilkoma odcieniami. Ubrała się w 

background image

stary sweter i spodnie jeszcze z czasów studiów. Gdy za oknem mignęły 

światła,   podeszła,   aby   zobaczyć,   kto   przyjechał.   Poznała   samochód 

państwa Hedleyów i odetchnęła z ulgą. Nareszcie odprężyła się zupełnie i 

uznała, że teraz z czystym sumieniem może zająć się sobą. 

Żałowała, że w Cliff House zostawiła czyste rzeczy, których nie będzie 

mogła odebrać przed wyjazdem Seliny. O Jet nie musiała się martwić, 

gdyż   była   pewna,   że   pani   Hedley   ją   nakarmi,   a   jej   mąż   będzie 

wyprowadzał psy na spacer. To wszystko znaczyło jednak, że ona jest tam 

już zbędna. 

Przez tydzień niewiele jadła, ponieważ niepokój o Sophie odbierał jej 

apetyt, a teraz poczuła ssanie w żołądku. Nie chciało się jej gotować, więc 

tylko zaparzyła herbatę i przygotowała dwie grzanki z serem. Zabrała tacę 

do   bawialni,   włączyła   telewizor   i   dowiedziała   się,   że   nadchodzą 

bezchmurne   dni   i   nastąpi   ocieplenie.   Zapowiedziano,   że   drogi   zostaną 

odśnieżone, a pociągi zaczną kursować. 

– Czyli mogę wracać do Cheltenham – mruknęła zadowolona. 

Po ósmej zadzwonił telefon i ten odebrała. 

– Elinor, co ci się stało? – zapytał Miles. – Dlaczego uciekłaś?

– Chciałam się umyć. Jak Sophie?

– Nie może  przyjść do siebie,  bo pojawienie  się matki  było dużym 

wstrząsem.   Pyta,   czy   przyjdziesz   powiedzieć   jej   dobranoc.   Przyjechali 

Hedleyowie i pani Hedley od razu zabrała się do gotowania. Zapraszam 

cię na kolację. 

Myśl, że miałaby zasiać przy jednym stole z Seliną, odebrała jej apetyt. 

– Bardzo dziękuję, ale byłam taka głodna, że nie wytrzymałam i już 

zjadłam   kolację.   Widziałam   przez   okno   samochód   państwa   Hedleyów, 

background image

stąd wiem, że macie opiekę. 

– Fakt, że Hedleyowie wrócili, nie znaczy, że nie jesteś potrzebna mnie 

i   Sophie,   –   Ale   myślę,   że   lepiej,   żebym   dzisiaj   się   nie   pokazywała. 

Powiedz Sophie, że przyjdę, gdy... – urwała speszona. 

– Gdy jej matka wyjedzie – dokończył Miles ponurym głosem. 

– Tak. Czy twoja... czy pani Selina... na jak długo przyjechała?

– Nie wiem... Nie wypada mi ani pytać, ani zabronić jej zostać z chorą 

córką. 

– To zrozumiałe. Czy będziesz tak dobry i zaopiekujesz się Jet? Chcę 

skoczyć do Cheltenham, żeby załatwić kilka spraw. 

– Zawsze spełnię każdą twoją prośbę. 

Powiedział to takim tonem, że Elinor drgnęło serce i wykrztusiła przez 

ściśnięte gardło:

–   Dziękuję.   Poproś   Sophie,   żeby   chodziła   z   nią   na   spacery,   gdy 

wyzdrowieje. 

– Bądź spokojna. Sam zajmę się psem. Selina chce zabrać Sophie do 

siebie, bo ma trochę wolnego przed rozpoczęciem prób. Wolałbym, żeby 

zostawiła dziecko w spokoju, ale nie bardzo mogę odmówić. 

– Oczywiście. Jak Sophie się zapatruje na wyjazd?

– Jeszcze nic nie wie. Posłuchaj, Elinor... 

–   Przepraszam   cię,   ale   muszę   kończyć,   bo   ktoś   się   dobija.   Do 

usłyszenia, ucałuj Sophie. 

Odłożyła słuchawkę, otarła łzy i poszła otworzyć. Przed drzwiami stał 

elegancki   mężczyzna   w   ciemnym   garniturze,   kremowej   koszuli   i 

wiśniowym krawacie w kropki. 

– Oliver?

background image

– Elinor! – Popatrzył na jej zmizerowaną twarz i zawołał: – Coś ty z 

sobą zrobiła?

Kilka minut później zaniosła do pokoju kawę. 

–   Czy   mogę   zapalić?   –   spytał   Oliver   z   kwaśnym   uśmiechem.   – 

Pamiętam, że twoi rodzice są przeciwnikami palenia, ale dziś byłoby mi 

trudno obejść się bez papierosa. Rozumiesz mnie, prawda, kochanie?

– Trochę. 

– I co? – Obrzucił ją uważnym spojrzeniem. – Uda mi się nakłonić cię, 

żebyś zmieniła decyzję?

– Raczej nie. – Mimo woli uśmiechnęła się. – Ale mam nadzieję, że 

pozostaniemy przyjaciółmi. 

– Daruj mi ten oklepany frazes. 

– Może oklepany, ale wyraża, co myślę. 

– Aha. Wiesz, już od jakiegoś czasu podejrzewałem, że dostanę kosza... 

ale kiedy to się stało, wcale nie było mi łatwiej. Przepraszam, że niezbyt 

elegancko   się   zachowałem.   Z   przykrością   doszedłem   do   wniosku,   że 

jestem za stary dla ciebie; wśród twoich znajomych zawsze czułem się jak 

pradziadek.   Przyznaję,   że   lubię   kontakty   towarzyskie,   które   mają 

konkretny cel, a tak się składa, że na ogół są w interesie firmy. Pomyliłem 

się, gdy założyłem, że tobie to będzie odpowiadać. Koniec przemówienia. 

Teraz, kochanie, powiedz mi, czy jest coś, co mogę dla ciebie zrobić. 

–   Czy   mogłabym   z   tobą   wrócić   do   Cheltenham?   Przyjrzał   się   jej 

przenikliwym wzrokiem. 

– Zmęczyła cię wiejska samotność?

– Coś w tym guście. 

– Widzę, że wieś ci nie służy. Nie chcę cię martwić, ale jednak muszę 

background image

powiedzieć, że wyglądasz okropnie. Wiem,  że opiekowałaś  się chorym 

dzieckiem, ale chyba jest jeszcze inna przyczyna, że tak zmizerniałaś. 

Elinor dobrze znała jego detektywistyczne zdolności, więc wolała bez 

pytania   wtajemniczyć   go   w   przebieg   dramatycznych   i 

nieprawdopodobnych   wypadków.   Historia   tak   go   zdumiała,   że   stracił 

panowanie nad sobą i wybuchnął:

– Niesamowite! Naprawdę szantażysta spokojnie odszedł?

– Tak. Koledzy po fachu, wiesz, jak to jest... Miles twierdzi, że jest w 

stanie pojąć tok rozumowania tego szaleńca. Użalił się, gdy tamten się 

załamał i rozpłakał jak dziecko. 

– Tego twojego sąsiada należałoby podać do sądu – rzucił Oliver z 

pasją. – Mój Boże, przecież ten drab mógł cię zamordować. Nie dziw, że 

tak marnie wyglądasz. 

– Niedługo znowu będę okazem zdrowia – zapewniła pogodnie. – 1... 

mogę wrócić do pracy... jeśli jeszcze nie znalazłeś nikogo na moje miejsce 

i... jeśli to nie będzie cię krępować. 

–   Ależ,   kochanie,   jestem   zachwycony.   –   Rzucił   jej   badawcze 

spojrzenie. – Myślałem, że znalazłaś coś tutaj... 

– Ja też tak myślałam. 

– Czy to znaczy – zaczął ostrożnie – że możesz... z czasem. .. zmienić 

zdanie na temat naszej przyszłości?

– Niestety, nie. – Uśmiechnęła się przepraszająco. – Wydaje mi się, że 

w ogóle nie nadaję się do małżeństwa. 

– Ośmielę się mieć inne zdanie na ten temat. – Spojrzał na zegarek. – 

Czas na mnie. Idź spakować rzeczy, a ja, jeśli pozwolisz, włączę telewizor. 

Większość   rzeczy   zostawiła   w   Cliff   House,   więc   pakowanie   zajęło 

background image

zaledwie kwadrans. Potem zadzwoniła do Lindy, aby uprzedzić o zmianie 

planów i zaczęła wybierać numer Milesa, lecz się rozmyśliła i odłożyła 

słuchawkę. Oczami wyobraźni ujrzała wyrzut na twarzy Sophie. 

Z miną winowajcy zeszła do bawialni. 

– Przepraszam cię, Oliver, jednak nie mogę tak nagle wyjechać, ale 

będę ci wdzięczna, jeśli weźmiesz mój bagaż. Jutro przyjadę pociągiem. 

–   Dobrze.   –   Wziął   torbę.   –   Ale   lekka!   Czy   wolno   zapytać,   czemu 

zmieniłaś plany?

– Wypada pożegnać się z dzieckiem. Chciałam napisać kilka słów, ale 

to nieładnie odjechać bez pożegnania. Bardzo łatwo zranić sześcioletnie 

serce. 

–   Starsze   też.   –   Oliver   posmutniał,   lecz   prędko   się   opanował.   – 

Przepraszam, żartowałem. Chore dziecko jest córką pana majora, tak?

– Tak. Dzisiaj przyjechała jej matka, więc nie jestem potrzebna, ale 

uważam, że wypada się pożegnać. 

Po jego odjeździe wróciła wspomnieniami do swych dawnych uczuć w 

stosunku do Milesa. Dla podlotka liczył się nie tyle żywy człowiek, co 

elegancki mundur i nimb bohaterstwa, otaczający żołnierzy. Potem Miles 

zniknął   z   jej   marzeń,   a   teraz   los   ponownie   ich   zetknął.   Rzeczywiście 

martwiła się o Sophie, lecz zakochała się w Milesie, tym razem naprawdę, 

i była o niego zazdrosna. To z nim nie mogła się rozstać. 

Wyrzucała sobie, że znowu postąpiła nierozsądnie. Należało wyjechać i 

nie   oszukiwać   się,   że   chodzi   o   uczucia   dziecka.   Przecież   głównym 

powodem było to, że chciała zobaczyć się z Milesem. 

Nie mogąc znieść myśli, że Miles i Selina są razem, wstała i zaczęła 

background image

nerwowo chodzić po pokoju, a wreszcie poszła do kuchni. Nalała wody do 

czajnika, oparła się o szafkę i tak mocno zamyśliła, że podskoczyła niemal 

do sufitu, gdy rozległo się znane pukanie do drzwi. 

– Elinor! – zawołał Miles. – To ja. 

Przez ułamek sekundy miała ochotę udawać ”, że nie słyszy, lecz potem 

jak na skrzydłach pobiegła otworzyć. Patrzyła na niego bardzo długo, bez 

słowa, ponieważ coś w wyrazie jego twarzy mówiło, że przyszedł tu, aby 

zostać dłużej. Była tak przejęta tym odkryciem, że nie zwróciła uwagi na 

podskakującą Jet. 

– Czy można wejść?

Odsunęła   się.   Miles   podał   jej   smycze,   zrzucił   skafander   i   zaczął 

zdejmować   buty.   Aby   ukryć   zdenerwowanie,   Elinor   pochyliła   się   i 

pogłaskała psy. Miles w skarpetkach przeszedł do kuchni, więc poszła za 

nim. 

– Chciałbym poważnie się z tobą rozmówić – rzekł oschle. Zdążyła na 

tyle się opanować, że powiedziała spokojnie:

– Wobec tego chodźmy do pokoju. Proszę, siadaj. 

– Dziękuję, ale wolę stać. Hmm... widziałem tu niedawno samochód. 

– Możliwe. 

– Kto przyjechał?

– Dlaczego wtrącasz się w nie swoje sprawy? – Spojrzała na niego 

chłodnym wzrokiem. – Uważasz, że tylko ty możesz mieć gości?

– Ja Seliny nie zaprosiłem. 

– A ja nie zapraszałam Olivera. 

– Czyli miałem rację, gdy doszedłem do wniosku, że mercedesem na 

pewno jeździ były narzeczony. A może nie jest już  ”były ”?

background image

– Tak samo ja mogłabym zapytać o Selinę – odcięła się. – Jak Sophie?

– Długo nie chciała zasnąć. Popłakiwała i marudziła, ale jakoś pani 

Hedley i ja zdołaliśmy ją uspokoić. – Rzucił jej chłodne spojrzenie. – Nie 

mogła zrozumieć, dlaczego ciebie nie ma. 

–   Myślałam,   że   skoro   ma   matkę,   jestem   niepotrzebna   –   rzuciła 

gniewnym tonem. 

– Naprawdę? Uczciwie? – Zajrzał jej w oczy. – A może obraziłaś się, 

zresztą całkiem słusznie, bo moja była żona okropnie zachowała się wobec 

ciebie. 

– Proszę cię, usiądź – powiedziała zirytowana. – Trudno rozmawiać, 

gdy sterczysz nade mną. 

Miles przysiadł na brzegu kanapy. 

– Twoja eksżona nie położyła dziecka spać?

– Nie. Selina szybko straciła cierpliwość, bo jej córka dopytywała się o 

ciebie. – Wzruszył ramionami. – Sophie tak histeryzowała, że wybrałem 

się, żeby prosić cię o pomoc, ale zobaczyłem ten samochód. 

– Gdybym wiedziała, że dziecko mnie woła, na pewno bym przyszła. 

– Nie chciałem się narzucać i dlatego powiedziałem jej, że masz gości, 

ale przyjdziesz rano. Teraz pytam, czy zajrzysz do Sophie? – Wpił w nią 

świdrujący wzrok. – Ciekaw byłem, czy jeszcze w ogóle cię zastanę, a 

jeśli tak, to czy będziesz sama. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Elinor pierwsza przerwała nieznośną ciszę. 

– Faktycznie miałam zamiar zabrać się z Oliverem. To znaczy chciałam 

wrócić do mojego mieszkania – dodała pospiesznie. – Ale nie mogłam 

wyjechać bez pożegnania z Sophie. Na pewno przyjdę jutro rano. 

Miles miał twarz bez wyrazu, gdy po chwili milczenia spytał:

– A potem wrócisz do dawnego życia? I do Olivera?

– Tak. 

– Rozumiem – wycedził przez zaciśnięte zęby. 

– Wracam tylko do pracy z nim. 

– Przecież obiecałaś mi pomagać!

– Ale doszłam do wniosku, że to niepraktyczne. 

– Niepraktyczne? – Gniewnie nachmurzył się. – Dlaczego?

–   Zaraz   ci   wytłumaczę.   Dość   niecodzienne   wydarzenia   i   zbieg 

okoliczności   sprawiły,   że   poznaliśmy   się   bliżej.   Potem   pielęgnowanie 

Sophie   jeszcze   bardziej   nas   zbliżyło.   Ale   dziś   zobaczyłam,   że   nadal 

kochasz byłą żonę, a przynajmniej wciąż bardzo cię pociąga. Tego nie 

brałam pod uwagę... – Chrząknęła zażenowana. – Trudno ci się dziwić, bo 

Selina z bliska jest nawet piękniejsza niż na ekranie. Więc nie warto się 

angażować. To wcale nie oznacza, że zapomnę o Sophie. Obiecałam, że 

będę ją często odwiedzać i dotrzymam słowa. Wytłumaczę jej tak, żeby 

zrozumiała... 

–   To   dobrze,   bo   może   potem   będzie   umiała   mi   to   wyjaśnić.   – 

Poczerwieniał z gniewu i schwycił ją za ręce. – Twój tok rozumowania 

background image

przekracza   moje   możliwości.   A   jeśli   chodzi   o   to,   czy   Selina   mnie 

pociąga... w tej kwestii całkowicie się mylisz. 

– Nie udawaj! Widziałam was dzisiaj – rzuciła z pasją. – Kiedy cię 

pocałowała, wcale się nie odsunąłeś. Przestań! To boli!

Puścił jej ręce i odsunął się. Widać było, że stara się panować nad sobą. 

– Przepraszam. Możesz powiedzieć, co takiego zobaczyłaś?

– Widziałam, jak... Twoją reakcję – odparła, odwracając oczy. – Kiedyś 

wyznałeś, że jest jedyną kobietą, którą nieprzytomnie kochałeś, a według 

mnie nadal ją kochasz... 

Popatrzył na nią takim wzrokiem, że poczuła się nieswojo. Przez chwilę 

nerwowo splatała i rozplatała ręce, a potem znieruchomiała, jak gdyby ją 

zahipnotyzował. 

– Zastanawiam się – zaczął przytłumionym głosem – co zrobić, żeby 

cię przekonać, jak daleka jesteś od prawdy. 

Przyciągnął ją i zamknął w mocnym uścisku. Próbowała się wyrwać, 

lecz   żelazne   ramiona   oplotły   ją   tak   ciasno,   że   z   trudem   oddychała. 

Uprzedzając jej krzyk, pocałował Elinor prawie brutalnie, co ją przeraziło, 

a jednocześnie niezwykle podnieciło. 

Wziął ją na ręce. Pomimo że się wyrywała, szedł bez wysiłku i lekkim 

krokiem po schodach. Nogą otworzył drzwi do sypialni i rzucił Elinor na 

łóżko.   Chciała   wstać,   lecz   znowu   ją   złapał,   przewrócił   na   plecy   i 

przytrzymał. 

– Co do pożądania nie omyliłaś się. – Jego gorący oddech owiał jej 

twarz.   –   Ale   to   ciebie   pragnę,   a   nie   Seliny.   Myślałem,   że   zostaniemy 

kochankami później, ale widzę, że nie ma co zwlekać. Zresztą, wcale nie 

chcę czekać. 

background image

– Przestań! – Szarpnęła się. – Proszę! Pożałujesz... 

– Może ty będziesz żałować. – Puścił ją, lecz tylko po ty, by ściągnąć z 

niej sweter. – Ja na pewno nie. 

Rozpaczliwie   zaczęła   się   wyrywać,   lecz   był   nie   tylko   wyższy   i 

silniejszy,   ale   wyszkolony   w   pokonywaniu   różnych   przeciwników. 

Nierówna walka prędko się skończyła i z łatwością dopiął swego. 

Tego było stanowczo za wiele. Elinor czuła się upokorzona i wściekła. 

Wybuchnęła   płaczem,   a   mimo   to   przeżyła   upajającą   rozkosz.   Gdy   się 

uspokoili,   pomyślała   z   goryczą,   że   zachowała   się   jak   instrument,   na 

którym Miles grał po mistrzowsku. 

Zakryła   oczy   i   czekała,   by   Miles   poszedł   sobie,   ale   on  nadal   leżał, 

jakby   nie   miał   zamiaru   nigdy   odejść.   Przeciągająca   się   cisza   tak   jej 

ciążyła, że wreszcie powiedziała martwym głosem:

– Idź już. 

– Nigdzie nie pójdę. 

Rozsunęła palce i spojrzała w bok. Na twarzy Milesa, w rozświetlonych 

oczach, malował się wyraz triumfalnego zadowolenia, widoczny nawet w 

nikłym świetle z korytarza. 

– Przekonałem cię?

– O czym chciałeś mnie przekonać? – syknęła, pogardliwie wydymając 

usta. – O tym, że jesteś silniejszy? I że możesz mi się narzucić, bo jestem 

bezbronna? Też wyczyn!

–   Narzucić?   To   według   ciebie   było   narzucanie   się?   Wrodzona 

prawdomówność nie pozwoliła jej skłamać. 

–   Nie   –   odparła   zrezygnowana.   –   Dobrze   wiesz,   że   mi   się   nie 

narzuciłeś. 

background image

– Żądasz przeprosin?

– Co mi z nich przyjdzie? – Jej oczy rozbłysły gniewnie. – Stało się. 

Krzywda została wyrządzona. 

Delikatnie pogładził ją po włosach. 

– Ucierpiała twoja duma, Neli, i to jest jedyna krzywda. 

– Moja duma?

– Wprawdzie chciałem przekonać cię kogo pragnę i jak bardzo, ale 

nigdy bym cię do niczego nie zmuszał. Pragnęłaś mnie równie mocno i nie 

potrafiłaś ukryć tego, co się z tobą dzieje. 

– Wracaj do Sophie. 

– Pani Hedley będzie przy niej do mojego powrotu. 

– A dlaczego nie matka?

– Bo wyjechała. 

– Wyjechała?

– Po nieudanej kolacji Forbes zabrał ją do hotelu. 

– Forbes? – Zamrugała, nic nie rozumiejąc. – Kiedy on się zjawił?

– Rano przyjechali razem, ale Selina weszła do domu, a on pojechał 

zarezerwować apartament. Kolacją mieliśmy uczcić ich niedawny ślub. 

– O! – Uśmiechnęła się ironicznie. – Trójkąt w komplecie. Jesteście 

bardzo dobrze wychowani. 

– Wcale nie, i kolacja okazała się niewypałem. Ja co chwilę biegałem 

do Sophie, Selina mnie krytykowała, a Lloyd Forbes coraz wyraźniej tracił 

cierpliwość.   W   końcu   prawie   się   pokłóciliśmy   i   odjechali   obrażeni. 

Zatrzymali się  w Chepstow, bo Selina chce spokojnie omówić  ze mną 

wakacje naszego dziecka. 

– A co Sophie na to?

background image

– Nagłe pojawienie się matki zachwyciło ją, ale jednocześnie biedula 

jest zdezorientowana. Nie wiem, jak długo Selina wytrzyma w roli dobrej 

wróżki,   ale   mam   nadzieję,   że   zdoła   wytrwać   przez   całe   wakacje.   – 

Pieszczotliwym   gestem   musnął   policzek   Elinor.   –   Wiesz,   z   punktu 

widzenia Sophie idealnie byłoby, gdybyś i ty z nimi pojechała. 

Elinor wzdrygnęła się. Wiedziała, że nawet dla dziecka nie zdobyłaby 

się na takie poświęcenie. Szorstko odepchnęła Milesa. 

– Idź że wreszcie. Jest mi zimno, chcę się ubrać. Zamiast wstać, Miles 

przykrył oboje kołdrą. 

–   Umówiłem   się,   że   jeśli   będę   potrzebny,   zadzwonią   po   mnie.   Nie 

wstawaj. Chcę, żebyś została, gdzie jesteś, czyli w moich ramionach. 

Popchnęła go mocniej niż poprzednio i mruknęła:

– Panie majorze, ma pan jeszcze tupet po... 

–   Po   czym?   –   Przytulił   ją   do   piersi.   –   Po   tym,   jak   namiętnie   cię 

kochałem?

– Zrobiłeś to celowo, żeby się popisać – burknęła rozgoryczona. – To 

miała być kara, a nie dowód, że mnie pragniesz. 

–   Właśnie,   że   to   drugie   –   syknął.   –   Pragnę   cię   od   chwili 

nieoczekiwanego   spotkania   pod   twoim   domem.   –   Pocałował   ją   bez 

pośpiechu. – Teraz znowu chcę cię kochać, wcale nie dla popisywania się, 

ale dlatego, że tak na mnie działasz. Tym razem będę cię pieścił i kochał 

tak wolno i długo, jak będziesz chciała. 

Duma podszeptywała Elinor, że powinna udawać, że chce uciec. Miles 

zaczął ją delikatnie pieścić i całować tak czule, że prędko ją udobruchał. 

Po przeżyciu jeszcze większej rozkoszy niż poprzednio, zasnęli głębokim 

snem,   jak   gdyby   chcieli   odespać   wszystkie   noce   spędzone   przy   łóżku 

background image

chorego dziecka. 

Elinor   obudziła   się,   gdy   rozległo   się   szczekanie   psów   i   kroki   na 

schodach. Zapaliło się światło i do sypialni weszli państwo Gibsonowie. 

Rodzice oniemieli ze zdumienia, a córkę ogarnął palący wstyd. 

– Mamusia?... Tatuś? – jąkała się. 

– Miles? – zawołała pani Gibson. – Ja... bo... myślałam, że Oliver... 

Miles ani trochę się nie speszył. Spojrzał na purpurową Elinor, która 

podciągnęła kołdrę pod brodę, i spokojnie wyjaśnił:

– Narzeczeni zerwali zaręczyny. 

–  Jedyne  wyjście,  skoro   wy   tak   się   zabawiacie   –   surowo  rzekł   pan 

Gibson   i   wziął   żonę   pod   rękę.   –   Chodź,   moja   droga,   nic   tu   po   nas. 

Porozmawiamy później, niech oni najpierw się ubiorą. 

– Jaki dzisiaj dzień? – zapytała Elinor, gdy za rodzicami zamknęły się 

drzwi. 

– Czwarty marca. 

–   Mieli   wrócić   w   przyszłym   tygodniu.   Dlaczego   skrócili   pobyt?   – 

Wyskoczyła z łóżka jak z procy. – Prędzej, ubieraj się i znikaj. – Złapała 

się za głowę. – Zostawiłeś  psy w kuchni!  Pewno cała podłoga mokra. 

Litości!

– Opanuj się. – Miles ubrał się błyskawicznie. – Wszystko wyjaśnię i 

przeproszę... 

– Nie. – Zebrała rozrzucone rzeczy, podeszła do lustra i popatrzyła na 

swą   zaczerwienioną   twarz.   –   Jak   ja   wyglądam?   Skandal!   –   mruknęła 

przybita. – Dobrze, że jestem dorosła i moje postępowanie nie podlega 

karze. – Odwróciła się do Milesa. – Ale wolałabym, żebyś to nie był ty. 

–   Czemu?   Ze   względu   na   rodziców,   bo   oni   woleliby,   żeby   to   był 

background image

Oliver?

– Oczywiście. Nie zapominaj, że miałam za niego wyjść! – syknęła 

poirytowana. – Och, marny mój los! No, chodźmy, bo chcę jak najprędzej 

mieć tę rozmowę za sobą. 

Miles odsunął ją na bok. 

– Przeze mnie znalazłaś się w niezłych opałach, więc ja pójdę pierwszy. 

Nie zważając na jej sprzeciw, pobiegł do kuchni. Na podłodze widniały 

ślady po Jet, a pani Gibson trzymała w ręku mokrą ścierkę. 

–   Psom   był   bardzo   potrzebny   spacer,   więc   mąż   je   wyprowadził   – 

powiedziała   bez   gniewu.   –   Kupiłeś   szczeniaka   dla   córki?   Napijesz   się 

kawy? Już nastawiam czajnik. 

Dyplomatycznie pominęła milczeniem scenę, jaką ujrzała w sypialni 

córki i wyjaśniła powody wcześniejszego powrotu z Australii. 

– Moja siostra niedawno wybrała się na koncert na cele dobroczynne i 

kupiła   losy.   Wyobraź   sobie,   że   wygrała   pierwszą   nagrodę   i   nam   ją 

odstąpiła. Pobyt na Hawajach dla dwóch osób! Można jechać tylko w tym 

tygodniu   lub   w   następnym,   więc   spakowaliśmy   manatki   i   zmieniliśmy 

rezerwację biletów. Udało nam się spędzić jeszcze dwa dni w Sydney i 

przylecieliśmy  do  kraju. Gdyby nie  opóźnienie  samolotu,  bylibyśmy  w 

domu wcześniej. 

Wszedł zmarznięty pan Gibson. 

– Brrr! Po australijskich upałach wydaje mi się, że jestem na biegunie. 

–   Starszy   pan   rzucił   Milesowi   zimne,   wręcz   wrogie   spojrzenie.   – 

Przypominam,   sąsiedzie,   że   sprzedałem   ci   dom,   ale   o   córce   nie   było 

mowy. 

– Tato! – zawołała Elinor od progu. 

background image

– Twój ojciec ma prawo żądać wyjaśnień – powiedział Miles. 

– Elinor jest dorosłą kobietą i sama za siebie odpowiada, ale ja mam 

staroświeckie poglądy i nie podoba mi się to, co widziałem. Jednak nie ma 

sensu grzmieć z oburzenia. Jej sprawa, kogo zaprasza do łóżka... – Pan 

Gibson nieco się rozchmurzył. 

– W tym właśnie sęk, proszę pana. – Miles stanął niemal na baczność. – 

Pańska córka wcale mnie nie zaprosiła. To była moja... inicjatywa. 

– Moje dziecko, czy to prawda? – spytała zaniepokojona pani Gibson. 

– Tak, do pewnego stopnia... 

– Wobec tego jednak żądam wyjaśnienia – surowo rzekł pan Gibson. 

W tym momencie zadzwonił telefon. Odebrała pani Gibson, lecz zaraz 

podała słuchawkę Milesowi. 

– Do ciebie. Pan Hedley. 

– Słucham? Tak, zaraz wracam. Proszę jej powiedzieć, że już idę. 

– Sophie? – zapytała Elinor. 

– Tak. Obudziła się i woła mnie. 

– Mnie też?

– Owszem, ale wytłumaczę jej, że nie możesz przyjść, bo wrócili twoi 

rodzice. Powiem, że przyjdziesz rano. – Spojrzał na państwa Gibsonów. – 

Państwo  pozwolą,  że jutro  wszystko wyjaśnię,  a teraz chciałbym tylko 

powiedzieć, że pragnę ożenić się z Elinor. Mam nadzieję, że państwo mnie 

poprą i nakłonią ją, żeby zgodziła się na małżeństwo. 

Elinor wyszła z nim i starannie zamknęła drzwi. 

– Po jakie licho opowiadasz takie  bajki?  – rzuciła,  ledwo nad sobą 

panując. – Już i bez tego sprawa jest zagmatwana. 

– Powiedziałem świętą prawdę – rzekł z irytującym spokojem. – Lepiej 

background image

byłoby,   gdybyś   miała   czas   oswoić   się   z   tą   myślą,   ale   nagły   przyjazd 

rodziców... i to, co zobaczyli... przyspieszył sprawę. 

– Nie musiałeś deklarować się, tylko dlatego że zastali nas in flagranti – 

syknęła z pogardą. – To już dawno nie te czasy. 

– O tym porozmawiamy później, bo teraz muszę iść. – Pocałował ją w 

usta. – Nie zapomnij przyjść rano. Dobranoc. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Dawniej często musiała tłumaczyć się przed rodzicami, ale nigdy nie 

czuła się tak zawstydzona jak teraz. Wróciła zaczerwieniona, co nie uszło 

uwagi jej matki, która jednak udawała, że nic nie widzi. 

– Herbata gotowa. Ojciec odniósł walizki, więc korzystając z tego, że 

jesteśmy same, powiedz mi prawdę. Zamierzasz wyjść za Milesa?

– Nie – odparła głucho. – Nie miał żadnego prawa tak mówić. 

–   Z   tego,   co   widziałam   na   własne   oczy,   chyba   jednak   ma   pewne 

podstawy.   –   Pani   Gibson   przytuliła   córkę.   –   Ale   teraz   zostawmy   ten 

temat...   Kochana,   bardzo   się   niepokoiłam,   bo   od   ponad   tygodnia 

bezskutecznie próbowałam skontaktować się z tobą. Najpierw dzwoniłam 

do   mieszkania   w   Cheltenham;   zgłosił   się   jakiś   obcy   mężczyzna   i 

powiedział,   że   wyjechałaś.   Skontaktowałam   się   z   Oliverem   i 

dowiedziałam, że jesteś tutaj. Dzwoniłam kilka razy, ale nie odbierałaś 

telefonu.   Dzisiaj   próbowałam   z   lotniska,   też   bez   skutku.   Nie 

spodziewaliśmy   się   zastać   cię   w   domu,   więc   to,   że   byłaś   z   Milesem 

stanowiło nie lada wstrząs. 

–   Dla   mnie   też.   –   Spojrzała   na   ojca,   który   właśnie   wszedł.   – 

Przepraszam, tatusiu, że przeze mnie znalazłeś się w niezręcznej sytuacji. 

– Łaskawie wybaczam. – Panu Gibsonowi wesoło rozbłysły oczy. – Już 

ochłonąłem z gniewu i teraz widzę komizm sceny, jaką zobaczyliśmy. 

– Chodźmy do pokoju – zarządziła pani Gibson. – Jestem zmęczona po 

podróży, więc marzę o gorącej herbacie i ulubionym fotelu. 

Elinor nalała herbaty i zaczęła opowieść:

background image

– Przyjechałam tu nagle. Po zerwaniu z Oliverem, co nie obyło się bez 

awantury... 

– Dlaczego zerwaliście? – łagodnie zapytała matka. 

– Bo jednak do siebie nie pasujemy. 

– Jest za stary dla ciebie – rzekł pan Gibson. – I za poważny. 

– Tato! Nigdy nic nie mówiłeś. 

– Bo ja nie pozwalałam – przyznała się pani Gibson. – Uważałam, że 

lepiej, żebyś sama doszła do takiego wniosku. 

– Hmm... – Elinor pokręciła głową. – Więc przyjechałam tutaj lizać 

rany. – Popatrzyła na ojca z wyrzutem. – Nie wiedziałam, że sprzedałeś 

dom Milesowi. 

– Przepraszam. – Pan Gibson miał zakłopotaną minę. – Prosił, żebym 

do czasu załatwienia wszystkich formalności zachował to w tajemnicy. A 

przed wyjazdem po prostu wyleciało mi z głowy. 

Elinor   opisała   spotkanie   z   Milesem   pod   domem   i   opowiedziała   o 

wszystkich przykrościach, spowodowanych przez Alexandra Reida. 

– O mój Boże! – zawołał pan Gibson. – Dlaczego Miles nie wezwał 

policji?

Pokrótce wyjaśniła powody, jakie nim kierowały. 

– Dobrze, że nic o tym nie wiedziałam – powiedziała pani Gibson. – 

Jak sobie radziłaś w jego domu?

–   Chyba   za   dobrze...   Zagrożenie   przyspieszyło   bieg   spraw,   dużo 

rozmawialiśmy. Potem tu się przeniosłam, wróciła Sophie, rozchorowała 

się i... 

– Ciężkie sytuacje bardzo zbliżają ludzi, ale wydaje mi się, że nie jesteś 

zachwycona perspektywą małżeństwa. 

background image

– Rzeczywiście. 

– Dlaczego? Nie darzysz go cieplejszym uczuciem?

– Raczej jest odwrotnie, bo on... 

– To czemu chce się z tobą żenić?

– Żeby Sophie miała dom. Chce to zrobić dla jej dobra. 

– O, to musisz poważnie się zastanowić. 

– Na pewno nie podejmę pochopnej decyzji. 

– Ale go kochasz?

– Tak. W zasadzie to nic nowego, bo zawsze do niego wzdychałam. 

– Ja go bardzo lubię – powiedziała pani Gibson. – I moim zdaniem jest 

dla ciebie odpowiedniejszy niż Oliver, bo ma w sobie więcej życia. 

– Na pewno jest w gorącej wodzie kąpany. Niepotrzebnie wyskoczył z 

małżeństwem, bo żyjemy w innych czasach. 

– Moim zdaniem on nie czuje się zobligowany do tego kroku – sucho 

stwierdził pan Gibson. – Chociaż nakryliśmy was na gorącym uczynku, 

wcale się nie speszył. 

– Szkolono go, żeby nigdy nie tracił głowy. 

– Nauka w Sandhurst chyba nie obejmuje takich sytuacji!

– Pan Gibson wybuchnął śmiechem, a potem zmienił temat:

– Neli, przepraszam, że nie powiedziałem ci o sprzedaży domu. 

– Wiadomość mnie zaskoczyła, ale cieszę się, że oni tu zamieszkają. 

– Jeśli wyjdziesz za niego, zostaniesz w domu. 

– Nie wyjdę, więc nic z tego. – Wstała. – Idę spać, bo jutro czeka mnie 

ciężki   dzień.   Przykro   mi,   że   znikam,   ledwo   przyjechaliście,   ale   lepiej, 

żebym wróciła do miasta. 

– Czyli uciekasz przed Milesem?

background image

– Tak. To najleps2y moment, bo Sophie jedzie do matki, więc nie będę 

jej potrzebna. 

Długo   nie   mogła   zasnąć,   ponieważ   dręczyła   ją   myśl,   że   Miles   nie 

pragnie jej dla niej samej, a tylko jako matki dla Sophie. Małżeństwo z 

nim nie wchodziło w grę z tej prostej przyczyny, że pragnęła być kochana, 

a   nie   jedynie   pożądana   i   potrzebna.   Nie   chciała   cierpieć   z   powodu 

złamanego serca i dlatego wolała rozstać się z Milesem, gdy jeszcze nie 

jest za późno. 

Znała   opinię,   że   miłość   przychodzi   po   ślubie,   ale   jej   zdaniem 

prawdziwe uczucie albo jest od razu, albo nie ma go wcale. Tego nauczyło 

ją   doświadczenie;   przecież   starała   się   pokochać   Olivera,   lecz   jej 

usiłowania spełzły na niczym. Miles kiedyś był jej ideałem i podkochiwała 

się w nim, lecz łóżkowy epizod sprawił, że ideał spadł z piedestału. A 

jednocześnie   przekonała   się,   jakiego   szczęścia   mogłaby   zaznać   u   jego 

boku. 

Rano   poszła   do   Cliff   House   bardzo   spięta.   Odetchnęła   z   ulgą,   gdy 

dowiedziała się, że Miles omawia z robotnikami szczegóły budowy sali 

gimnastycznej. 

– Biedactwo, ale masz podkrążone oczy! – zmartwiła się gospodyni. – 

Wymęczyło cię czuwanie przy chorej, prawda? Zawołać pana Milesa?

– Proszę mu nie przeszkadzać, bo właściwie przyszłam do Sophie. Jak 

mała się czuje?

– Lepiej, ale marudzi, bo musi leżeć do przyjazdu matki. 

–   Pani   Hedley   z   dezaprobatą   pokręciła   głową.   –   Pani   Carew... 

przepraszam, pani Forbes... zabierają na wakacje. 

background image

– Słońce dobrze jej zrobi. Mogę iść do niej?

– Oczywiście. Potem pamiętaj o swoich rzeczach. Wyprasowałam, co 

było do prasowania. 

– Och, dziękuję. 

Gdy   weszła   do   sypialni,   serce   się   jej   ścisnęło   na   widok 

wymizerowanego dziecka. Sophie ucieszyła się i wyciągnęła ręce. 

– Neli!

– Dzień dobry, ptaszyno. – Objęła ją i przytuliła. – Jak się czujesz?

– Lepiej. Widziałaś Jet? Jest zdrowa?

– Zdrowa i zadowolona. Prędko wracaj do zdrowia, bo chce z tobą 

chodzić na spacery. 

– Nie będę mogła jej wyprowadzać, bo jadę z mamusią do kanarków. 

– Jedziesz na Wyspy Kanaryjskie. Powinnaś się cieszyć, bo tam jest 

słońce, więc się opalisz. 

– A ty? – Sophie popatrzyła na nią błagalnie. – Pojedziesz z nami?

– Kochanie, masz mamusię, więc nie będę ci potrzebna. Ale pamiętaj, 

że czekam na kartkę. Napiszesz?

– Tak. 

Rozstanie   było   przykre   dla   obu.   Sophie   się   rozpłakała,   a   Elinor 

ukradkiem wytarła oczy i nos. Wróciła do kuchni bardzo smutna. 

– Z panią też chciałabym się pożegnać, bo dziś jadę do Cheltenham. 

– Wyjeżdżasz? A pan Miles mówił, że zgodziłaś się pomagać mu w 

pracy. 

– Mój poprzedni szef namówi! mnie, żebym jednak do niego wróciła. 

– Szkoda. Sophie o tym wie?

– Nie. I proszę jej nic nie mówić. Po wakacjach będzie silniejsza i 

background image

łatwiej zrozumie, czemu nie mogę być tutaj. 

– Ja też bym chciała rozumieć. – Gospodyni westchnęła. 

– Znam cię od dziecka, Elinor, więc chyba się nie obrazisz, jeśli ci 

powiem, że twój wyjazd zaboli pana Milesa. Jesteś pewna, że nie chcesz z 

nim rozmawiać?

– Tak. Muszę iść, bo czekają na mnie rodzice. Serdecznie dziękuję za 

wyprasowanie   rzeczy.   –   Ucałowała   panią   Hedley   w   policzek   –   Do 

widzenia. 

Ledwo   wyszła,   zajechał   czerwony   samochód.   Przez   okno   wyjrzała 

Selina i rozciągnęła usta w telewizyjnym uśmiechu. 

– Dzień dobry. Dokąd pani tak pędzi?

– Dzień dobry, pani Forbes. 

– O, Miles powiedział pani, że wyszłam za mąż. – Uśmiech zniknął z 

jej   twarzy.   –   Uprzedzam,   że   wprawdzie   poślubiłam   Lloyda,   ale   to   w 

niczym nie zmieni moich bliskich kontaktów z Milesem. 

– Po co pani mi to mówi? – spytała Elinor z obojętną miną. 

– Sprawy państwa mnie nie dotyczą. 

– Bardzo rozsądnie. – Niebieskie oczy były zimne i wrogie. 

–   Proszę   pamiętać,   że   niezależnie   od   sytuacji   prawnej,   jaką   Miles 

wymusił, Sophie jest moim dzieckiem. A poza tym, co równie istotne, on 

wciąż mnie kocha, chociaż mówi co innego. Jeśli się ożeni, w co wątpię, 

zrobi to wyłącznie ze względu na córkę. 

Odjechała bez pożegnania, a Elinor zmusiła się, by iść powoli, chociaż 

miała ochotę biec. 

Po przyjeździe do Cheltenham Elinor zjawiła się w kancelarii Renfrewa 

i Maynarda. Wieczorem, po powrocie z pracy, zobaczyła na stole kartkę z 

background image

informacją, że dzwonił niejaki pan Miles Carew, który zostawił numer i 

prosił o telefon. 

Zmięła kartkę i wyrzuciła do kosza. Podczas skromnej kolacji czytała 

kryminał, którego nie zdążyła dokończyć w Cliff Cottage. Spodziewała 

się, że Miles zadzwoni, lecz skoro się nie odezwał, niechętnie wybrała 

jego numer. Zgłosiła się pani Hedley. 

– Pan Miles jest na spotkaniu z państwem Forbes. 

– Jak Sophie się czuje?

–   Lepiej,   ale   nie   bardzo   chce   jechać   na   Wyspy   Kanaryjskie.   Była 

przekonana, że ojciec też pojedzie... 

– Biedactwo. 

– Na szczęście teraz już śpi. Mój mąż  siedzi przy niej, a ja pakuję 

rzeczy. Tak między nami mówiąc, nie rozumiem, po co wloką dziecko tak 

daleko... Twoja mama zbadała Sophie, a potem zagrała z nią w chińczyka. 

Mała przepada za twoją mamą. 

– Mama też bardzo ją lubi. Jak i ja. Proszę powiedzieć Milesowi, że 

dzwoniłam. Dobranoc. Idę spać, bo jutro wcześnie zaczynam pracę. 

Chciała jak najprędzej  zasnąć, lecz  nie mogła,  ponieważ czekała na 

telefon od Milesa. Nie zadzwonił do północy. Nazajutrz w pracy nie miała 

czasu   na  rozmyślania  i   zajmowanie   się  swymi   sprawami,   a  wieczorem 

Linda zaczęła się zwierzać i nie dopuściła jej do głosu. Gdy zadzwonił 

telefon, ona odebrała, ale zaraz podała słuchawkę Elinor. 

– Do ciebie. Już wychodzę. Na razie. 

– Słucham – powiedziała Elinor cicho. 

– Mówi Miles. Co cię napadło? Bawisz się w ciuciubabkę?

– W nic się nie bawię. Po prostu wróciłam do pracy. Uprzedziłam cię o 

background image

tym. 

– Po tym, co między nami zaszło, należy mi się obszerne wyjaśnienie. 

– Dlaczego?

– Dlaczego? – Słychać było, że sapie ze złości. – Czy możesz sobie 

wyobrazić, jak się poczułem, gdy pani Hedley powiedziała, że dzwoniłaś, 

ale nie zostawiłaś żadnej wiadomości? Twoi rodzice nic nie wiedzą i nie 

chcieli rozmawiać na temat małżeństwa. 

– Małżeństwa?

– Nie wygłupiaj się. Dobrze wiesz, o czym mówię. 

– Nie przypominam sobie, żebyś mi się oświadczył. 

– Nie zdążyłem, bo uciekłaś. Słyszałaś moją deklarację w obecności 

twoich rodziców, więc wiedziałaś, że poruszę ten temat, gdy się spotkamy. 

Jednak umknęłaś chyłkiem, żeby się ze mną nie spotkać. 

– Byłam u was rano, ale rozmawiałeś z robotnikami, więc pożegnałam 

się tylko z Sophie. 

– Wiem, bo mi mówiła. 

– I spotkałam Selinę. 

– O, nic nie wspomniała. 

– Bo nie ma o czym. 

– Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Czy aby nie powiedziała czegoś, co 

przyspieszyło twój wyjazd? Zawsze uciekasz przed problemami?

–   Nie!   –   krzyknęła   oburzona.   –   Chciałam   pożegnać   się   z   Sophie. 

Cieszyła się, że jedzie?

– Niezbyt i pożegnanie było bardzo łzawe. Mam nadzieję, że Selina jej 

nie zaniedba. 

– Na pewno... zresztą to krótki wypad. 

background image

–   Tym   się   pocieszam.   Ale   w   ciągu   dwóch   tygodni   wiele   może   się 

zdarzyć,   o   czym   niedawno   się   przekonaliśmy.   Ale   do   rzeczy.   Dzisiaj 

uderzyła mnie myśl, że Maynard też chciał się z tobą ożenić. Czy twój 

wyjazd oznacza, że nie spisałem się, jak trzeba?

–   I   dlatego   dzwonisz?   –   syknęła.   –   Żebym   pochwaliła   twoje 

umiejętności?

– Psiakrew, dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. Chciałem przyjechać 

do ciebie, ale bierze mnie grypa, więc posłuchałem twojej matki i na razie 

nie ruszam się z domu.  Ale to wcale nie znaczy, że zmieniam  zdanie. 

Znamy   się   tyle   lat...   –   Westchnął   jakby   zirytowany.   –   Wolałbym   nie 

oświadczać się przez telefon, ale nie mam wyboru. Elinor, czy zechcesz 

zostać moją żoną?

– Nie – odparła półgłosem. 

– Możesz powiedzieć, dlaczego? – zapytał równie cicho. 

–   Mogę   i   nie   będę   owijać   w   bawełnę.   Uważam,   że   kierują   tobą 

niewłaściwe pobudki, by ożenić się ze mną. Potrzebna ci matka dla córki i 

ja akurat odpowiadam wymaganiom. Moje plusy: mam dobry kontakt z 

dzieckiem, jestem gotowa pomóc przy realizacji projektu i zamieszkać na 

głuchej wsi. Poza tym jestem dobrym kompanem na długie wieczory i 

odpowiadam ci fizycznie na długie noce. Gdzie znajdziesz taki ideał?

– Jesteś zła – syknął. 

–   A   ty   nie   wiesz   czemu,   prawda?   –   Przełknęła   łzy.   –   Znalazłeś 

wygodne rozwiązanie, a ja ci psuję szyki. 

–   Neli,   nie   płacz,   błagam.   Gdybym   był   przy   tobie,   na   pewno 

przekonałbym cię, że powinnaś się zgodzić. 

– To na nic. – Pociągnęła nosem. – Małżeństwo jest poważną sprawą, o 

background image

czym wiesz najlepiej. 

– Aha. Podejrzewam, że się boisz, bo nie powiodło mi się z Seliną. Co 

ona ci nagadała?

– Nic takiego. 

–   Może,   ale   mnie   się   nie   przysłużyła.   –   Złapał   go   atak   kaszlu.   – 

Przepraszam.   Wiesz,   twoi   rodzice   nie   mieliby   nic   przeciwko   naszemu 

związkowi i mam ich błogosławieństwo, ale to niestety na nic. Sądzę, że 

nie warto ci mówić, jaka Sophie byłaby szczęśliwa, gdybyś się zgodziła?

– Posłuchaj – powiedziała chłodno – bardzo polubiłam twoją córkę, 

dużo bym dla niej zrobiła, ale nie mogę wyjść za ciebie, tylko po to, żeby 

ona miała matkę. Już jedną ma, co mi przypomniano. 

– Mogłem się tego spodziewać! Ale Sophie nie jest jedynym powodem, 

dla którego chcę się z tobą ożenić. 

– Jakie są te inne?

– Boję się, że to znowu jakiś egzamin, którego nie zdam. Elinor uparcie 

milczała. 

–   Dobrze,   niech   ci   będzie   –   rzekł   z   ociąganiem.   –   Pamiętasz,   co 

mówiłem o tym, że wystarczyło mi raz się zakochać i że od tamtego czasu 

zmieniłem się, poświęciłem dziecku i wojsku. Widzisz, gdyby nie dobro 

Sophie, nie zrezygnowałbym tak wcześnie z czynnej służby, ale córka jest 

ważniejsza.   Byłem   już   pogodzony   z   takim   trybem   życia,   ale   ty   się 

pojawiłaś i zrozumiałem, czego mi brak. Nie seksu, chociaż to też ważne, 

ale towarzystwa i pokrewieństwa duchowego, którego nie doświadczyłem 

z żadną kobietą. Prędko zorientowałem się, że chcę więcej, że sama twoja 

obecność mi nie wystarcza. Gdy myślałem, że się zabiłaś, uświadomiłem 

sobie, jak bardzo stałaś mi się bliska. 

background image

Urwał, a Elinor niemal przestała oddychać. 

–   Sytuacja   była   jasna.   Zerwałaś   z   Oliverem,   mnie   i   Sophie   byłaś 

potrzebna; jak bardzo mnie potrzebna, to już wiesz. Czy takie powody 

wystarczą, byś wyszła za mnie?

Była   rozczarowana,   że   nie   usłyszała   najważniejszego   i   milczała   tak 

długo, że Miles powiedział z goryczą:

– Widocznie nie. 

–   Małżeństwo   mnie   nie   pociąga   –   powiedziała   martwym   głosem.   – 

Przynajmniej na razie. 

– Co to znaczy? Jestem z gruntu nieodpowiednim kandydatem, czy też 

mogę mieć nadzieję, że kiedyś spojrzysz na mnie łaskawszym okiem?

– Znaczy chyba tylko tyle, że muszę mieć czas, żeby zastanowić się nad 

sobą. Powinnam była to zrobić od razu po zerwaniu z Oliverem, ale... 

– Wpadłaś z deszczu pod rynnę, tak?

–   Ucałuj   Sophie   ode   mnie   –   powiedziała,   ignorując   jego   uwagę.   – 

Powiedz, że przyjadę po jej powrocie. 

–   Nie   wie,   że   wyjechałaś.   Nie   miałem   serca   powiedzieć,   że   ją   też 

opuściłaś. 

–   Wcale   jej   nie   opuściłam!   Przestań   mi   wmawiać,   że   wobec   niej 

zawiniłam. 

– Wcale nie muszę, bo wiem, że i tak czujesz się winna. Na tyle cię 

poznałem. 

Elinor pomyślała, że gdyby znał ją dobrze, wyznałby miłość, a wtedy 

natychmiast wróciłaby do Stavely. 

– Muszę kończyć. Twoje oświadczyny mi pochlebiają, ale nie mogę 

wyjść za ciebie. Mam nadzieję, że pozostaniemy... 

background image

– Przyjaciółmi – syknął jadowitym tonem. – Dobrze wiesz, że chcę 

więcej. Jeśli możesz mi zaoferować tylko przyjaźń, dziękuję, bo to mnie 

nie interesuje. Dobranoc. 

Elinor rzuciła się na łóżko i rozpłakała. Przeklinała dumę, która nie 

pozwoliła jej przyjąć tego, co byłoby prawie spełnieniem dziewczęcych 

marzeń. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Nie odezwał się do końca tygodnia, więc uznała, że mówił poważnie. 

Któregoś dnia posłaniec przyniósł olbrzymi bukiet. Elinor miała nadzieję, 

że   kwiaty   są   od   Milesa,   lecz   gdy   wyjęła   załączony   bilet,   westchnęła 

zawiedziona. 

– Nie od tego, od kogo się spodziewałaś? – spytała Linda. – Więc kto 

się tak szarpnął?

– Człowiek, którego spotkałam w Stavely. 

– Miły?

– Niezupełnie w moim guście. 

Bukiet oraz bilet z przeprosinami za wszelkie przykrości był od Reida. 

Elinor   czuła   się   tak   rozczarowana,   że   gdyby   nie   wzgląd   na   Lindę, 

wyrzuciłaby kwiaty do kosza. 

Wizyta w Stavely jej nie pociągała, więc zaprosiła rodziców do siebie. 

Linda wybrała się z Joshem do znajomych, więc całe mieszkanie  było 

wolne, ale przyjechała jedynie pani Gibson. 

– Myślałam, że ty wpadniesz do nas – powiedziała po powitaniu. – To 

nasze ostatnie dni w Cliff Cottage. 

– Marzyłam o domu, ale na razie wolę trzymać się z dala od Stavely. 

Widziałaś Milesa?

– Nie. Jest bardzo zajęty budową. 

– Dostałam kartkę od Sophie. – Pokazała kolorową widokówkę. – Jak 

Jet się sprawuje?

– Rośnie jak na drożdżach i zachowuje się coraz lepiej. Pan Hedley 

background image

krótko ją trzyma. 

– Miles chodzi z nią na spacery?

– Nie widziałam, ale pan Hedley dba, żeby psy miały dużo ruchu. – 

Popatrzyła na córkę z troską. – Mizernie wyglądasz. Jak się odżywiasz?

– Doskonale, bo Linda świetnie gotuje. 

– Będzie ci jej brak, prawda? Czy po jej wyprowadzce poszukasz innej 

współlokatorki?

– Trochę pomieszkam sama, bo Oliver dał mi podwyżkę i dzięki temu 

poradzę sobie finansowo. – Uśmiechnęła się smętnie. – Ostatnio jestem nie 

do życia. 

– Lindzie to nie przeszkadza?

–   Tak   się   zakochała,   że   niczego   poza   Joshem   nie   widzi.   Jest   w 

siódmym niebie. 

– A ty z miłości jesteś w siódmym piekle – stwierdziła pani Gibson. 

– Widać to po mnie?

– Oczywiście. Przykro mi,  córeczko, że jesteś taka nieszczęśliwa. – 

Poklepała   ją   po   dłoni.   –   Miles   twierdzi,   że   zrobił   wszystko,   żebyś 

zechciała zostać jego żoną, ale go odrzuciłaś. Czy kiedyś zmienisz zdanie?

– Gdyby przyjechał, gdybyśmy porozmawiali, może postarałabym się 

zapomnieć, że mnie nie kocha. Ale od tamtego telefonu się nie odezwał. 

– Delikatna sprawa... Co z tym fantem zrobić? – Pani Gibson zamyśliła 

się. – Nie powinnam mówić... etyka lekarska i tak dalej... a poza tym Miles 

kazał mi przysiąc, że nic ci nie powiem... 

– Co się stało?

–   Nic   strasznego.   Zaraził   się   od   córki   i,   jak   większość   silnych 

mężczyzn,   wpadł   w   depresję.   Jakby   chorowanie   było   zbrodnią.   Biedni 

background image

Hedleyowie mieli nie lada kłopot, żeby zmusić go do leżenia. Okazało się, 

że jest uczulony na antybiotyki przepisane z powodu zapalenia płuc. 

– Ma zapalenie płuc? – zawołała przerażona Elinor. 

– Nie denerwuj się, to dość częste przy grypie. Przez kilka dni był w 

krytycznym stanie... 

– Czemu mnie nie zawiadomiłaś?

– Prosił, żeby tego nie robić. – Pani Gibson znowu westchnęła. – Mimo 

to mówię ci, bo serce mi się kroi, że tak źle wyglądasz. Zrozum jednak, że 

gdyby się nie rozchorował i tak by nie dzwonił, bo dostał kosza. On też 

jest dumny, a już jedna kobieta go rzuciła, więc odmowa drugiej może być 

nie do zniesienia. 

– Myślałam o tym i wiele razy chciałam do niego zadzwonić. 

– Wiesz, mam lepszy pomysł. Jedźmy do domu. 

– I mam iść do niego?

– Nie musisz. Ale jutro rano przyjeżdża Sophie, a on nie bardzo jest w 

stanie   zająć   się   dzieckiem.   Mogłabyś   mu   pomóc...   oczywiście,   jeśli 

chcesz. 

Elinor   przez   pół   nocy   zasypiała   i   budziła   się,   wreszcie   nad   ranem 

wstała   i   na   palcach   zeszła   do   kuchni.   Zdziwiła   się,   gdy   przy   stole 

zobaczyła ojca. 

–   Dzień   dobry,   tatusiu.   Co   tu   robisz   tak   wcześnie?   Napijesz   się 

herbaty?

–   Tak,   i   to   dużo.   –   Pan   Gibson   ziewnął.   –   Wezwano   mnie   do 

Hawkinsowej. Bała się, że ma atak serca, a tymczasem jak zwykle się 

przejadła. 

background image

– Usmażyć ci bekon i jajko?

–   Nie   wypada   mi   jeść   tłustych   rzeczy,   gdy   jednocześnie   krytykuję 

sposób odżywiania się moich pacjentów. Wystarczy kilka grzanek. 

– Jak Miles?

– Zajrzałem do niego wczoraj wieczorem. Jest silniejszy, chociaż nie na 

tyle, żeby zajmować się dzieckiem. 

– Może ją zarazić?

– Nie, o to nie ma obawy, ale zarządziłem, że wolno jej przywitać się z 

ojcem, a potem ma przyjść do nas. 

Elinor nie zdobyła się na to, by zapytać, czy może odwiedzić chorego. 

Podczas śniadania rozmawiali o pacjentach i o kupnie domu w Monmouth. 

–   Zagadujesz   mnie,   a   interesuje   cię   tylko   jedno   –   rzekł   nagle   pan 

Gibson.   –   Widzę,   że   masz   ochotę   iść   do   Milesa,   ale   lepiej   najpierw 

zapytać. Wynędzniał w czasie choroby, więc może nie chce pokazywać się 

gościom. 

– Nie przyjmie nawet pani Forbes? – spytała lodowatym tonem. 

– Nie będzie musiał. – Pan Gibson prychnął zdegustowany. – Selina nie 

odwiezie dziecka, bo jest... wykończona. Sophie przyjedzie z ojczymem. 

– Zadzwonię do pani Hedley i zapytam, kiedy spodziewa się Sophie. 

Po jedenastej poszła do sypialni i usiadła przy oknie, skąd miała widok 

na Cliff House. Forbes dotarł do Stavely dopiero około południa. 

– Sophie przyjechała! – zawołała rozradowana Elinor, wbiegając do 

kuchni. 

– Nareszcie  – ucieszyła się  pani Gibson. – Trochę czasu zajmie  jej 

przywitanie się z ojcem i Hedleyami oraz zabawa z psami, więc zacznę 

gotować, gdy przyjdzie. Elinor pierwszy raz lekko się uśmiechnęła. 

background image

– Jeśli dasz jej hamburgera, będzie zachwycona. 

Godzinę później pan Hedley przyprowadził Sophie i przyniósł walizkę. 

Dziewczynka rzuciła się Elinor na szyję, przy czym wypuściła smycz. Jet 

skorzystała z okazji i uciekła, więc pan Hedley pobiegł za nią. Pani Gibson 

z rozczuleniem patrzyła na serdeczne powitanie. 

– Dobrze ci było? – spytała Elinor Sophie. – Ale się opaliłaś. 

– Tęskniłam za tobą i za tatusiem. Myślałam, że tatuś też pojedzie, ale 

był tylko pan Lloyd. 

– I mamusia – przypomniała Elinor. 

– Mamusię stale bolała głowa, więc bawiłam się z dziećmi, które miały 

nianię. 

Pan Hedley zwrócił się do pani domu:

– Sophie nie chciała rozstać się z Jet. Czy mogę zostawić psa?

– Proszę bardzo. 

Po   wyjściu   pana   Hedleya   pani   Gibson   zajęła   się   przygotowaniem 

lunchu, a Elinor zabrała Sophie do pokoju gościnnego. 

– Moja sypialnia  jest  naprzeciwko.  Jeśli   w  nocy  będę  ci  potrzebna, 

wystarczy zawołać. 

– Wasz dom bardzo mi się podoba. Niedługo się tu przeprowadzimy. 

Będziesz mieszkać z nami?

– Nie starczy dla mnie miejsca. Ty, tatuś, państwo Hedleyowie... 

– Oni zostaną w Cliff House. – Sophie położyła się na łóżku. – Tylko 

tatuś i ja się przeprowadzimy. 

Elinor usiadła obok i objęła ją. 

– Kochanie, wiesz przecież, że mieszkam i pracuję w Cheltenham. Ale 

obiecuję, że będę do ciebie przyjeżdżać. 

background image

– Chcę, żebyś zawsze była z nami. 

Sophie   wykrzywiła   buzię   w   podkówkę,   więc   Elinor   mocniej   ją 

przytuliła. 

– Nie mogę, kochanie. Ale tatuś chyba pozwoli ci przyjechać do mnie, 

pójdziemy do kina... 

– Pokłóciłaś się z tatusiem? – przerwała Sophie oskarżycielskim tonem. 

– Jest chory. Odwiedziłaś go?

–   Jeszcze   nie.   Najpierw   chciałam   zapytać,   czy   ma   siły   przyjmować 

gości. Jak tatuś się czuje?

– Leży w łóżku, ale po południu wstanie. Później do niego pójdę, a ty?

– Pójdziemy do was razem i zapytasz tatusia, czy chce mnie widzieć. 

Może woli odpoczywać... 

– Na pewno chce, żebyś go odwiedziła. – Zeskoczyła z łóżka. – Ale 

ładnie pachnie z kuchni. Jestem głodna. 

Po   lunchu   wyprowadziły   Jet   na   spacer.   W   pewnej   chwili   Sophie 

zaczęła machać ręką i krzyczeć:

– Patrz, Neli, patrz! Tatuś stoi w oknie. 

– Rzeczywiście. – Elinor coś ścisnęło w gardle. – Odprowadzimy Jet i 

możemy iść do was. 

Została z panią Hedley, a Sophie pobiegła do ojca. 

– Świetnie wygląda – powiedziała gospodyni. – Teraz się przyznam, że 

miałam poważne zastrzeżenia, ale widzę, że wyjazd dobrze jej zrobił. 

– Ładnie się opaliła, prawda? Jak Miles?

–   Lepiej,   ale   okropnie   marudzi,   jak   to   chory   mężczyzna.   –   Rzuciła 

Elinor   znaczące   spojrzenie.   –   Wolę   nie   mówić,   co   wyrabiał,   gdy   się 

dowiedział,   że   wyjechałaś.   Gdyby   był   zdrów,   na   pewno   by   za   tobą 

background image

pojechał. Umordowaliśmy się z mężem, zanim dał się położyć do łóżka. 

Dzięki   Bogu,   że   twój   ojciec   był   pod   ręką,   bo   płuca   to   nie   przelewki. 

Weszła Sophie z bardzo smutną miną. 

– Tatuś prosi o herbatę, gdy pani będzie wolna. 

– Już się robi, słonko. 

– Czy pamiętałaś zapytać tatusia? – odezwała się Elinor. 

– Tak. – Sophie wyglądała, jakby miała się rozpłakać. – Powiedział, że 

nie ma siły nikogo przyjmować. 

– Rozumiem. Grypa to paskudna choroba, sama wiesz najlepiej. No, to 

wracamy. Do widzenia, pani Hedley. 

Współczucie   w   oczach   gospodyni   niemal   doprowadziło   ją   do   łez. 

Odrzucenie przez Milesa było bardzo bolesne. 

W   poniedziałek   rano   Elinor   odjechała   do   Cheltenham.   Sophie 

rozpłakała się i wcale nie chciała jej puścić. 

– Nie płacz, kochanie, przecież przyjadę w piątek. Znowu będziemy 

razem... jeśli tatuś pozwoli. 

Przez całą drogę patrzyła przez okno niewidzącym wzrokiem. Trudno 

było przyjąć do wiadomości, że Miles nie chce jej widzieć, ponieważ to 

oznaczało ostateczne rozstanie. W taki upokarzający sposób odpłacił jej 

pięknym za nadobne, a mimo to nie potrafiła się na niego gniewać. 

Była w takim stanie ducha, że któregoś dnia przyjęła zaproszenie na 

kolację.   Oliver   zapewnił,   że   nie   oczekuje   od   niej   niczego,   poza 

towarzystwem i miłą rozmową. Zgodziła się iść do restauracji, ponieważ 

samotne   wieczory   coraz   bardziej   ją   przygnębiały.   W   roztargnieniu 

zamówiła nieodpowiednią potrawę i nim dojechali do domu, chwyciły ją 

background image

silne bóle żołądka. 

– Co ci jest? – zaniepokoił się Oliver. – Chyba nie zapalenie wyrostka?

– Nie. – Podała mu klucze. – Proszę, otwórz drzwi. Pewno w surówce 

była cebula. 

– O, holender! Trzeba było zapytać kelnera. Całkiem zapomniałem, że 

jesteś uczulona. 

– Moja wina. – Usiłowała się uśmiechnąć. – Przepraszam, że cię nie 

zaproszę na kawę, ale naprawdę okropnie się czuję. 

–   Rozumiem.   Nie   przychodź   jutro   do   pracy.   Dobranoc.   Prędko   się 

pożegnał i zbiegł po schodach. Elinor od dawna wiedziała, że Oliver nie 

lubi chorych. 

Napady bólu trwały przez całą noc, lecz doświadczenie ją nauczyło, że 

nie ma na nie lekarstwa i po prostu trzeba przeczekać najgorsze. Gdy rano 

weszła do kuchni, Linda zawołała przerażona:

– Wyglądasz jak trup! Masz kaca?

– Skądże, to uczulenie. 

– Zjesz coś?

– Oj nie, dziękuję, ale Chętnie napiję się herbaty. 

W południe posłaniec przyniósł bukiet róż, tym razem od Olivera. Pod 

wieczór zadzwoniła do rodziców. 

–   Mamo,   masz   okropnie   bezmyślną   córkę.   Wyobraź   sobie,   że   nie 

uważałam, co jem i dostałam ataku. 

– Gdzie ty masz głowę, dziecko? O czym myślałaś?

– Dobrze wiesz, o czym ostatnio myślę. Przepraszam, nie powinnam 

dzwonić, bo wiadomo, że nic nie możesz zrobić. 

– Zażyłaś swoje lekarstwo?

background image

– Tak, i już mi lepiej. Ale źle spałam i chcę się wcześniej położyć, więc 

dzwonię teraz. Jak Sophie?

– Roznosi ją energia. Miles przyszedł podziękować za to, że wzięłam ją 

do nas. 

– Pytał o mnie?

– Nie, kochanie. Wpadł na chwilę, nawet nie usiadł, bo ma pełne ręce 

roboty. 

– Nie wątpię. – Kułakiem otarła łzę. – No, czas iść spać. Dobranoc, 

mamusiu. Ucałuj ode mnie Sophie i powiedz, że przyjadę w piątek. 

Nazajutrz   dobrze   się   czuła   przez   cały   dzień,   ale   wieczorem   była 

bardziej niż zwykle zmęczona. Cieszyła się, że Linda wyjechała i w domu 

jest cicho. Wykąpała się i w podomce poszła do kuchni. Podgrzała zupę z 

puszki,   upiekła   dwie   grzanki   i   usiadła   przy   stole.   W   połowie   kolacji 

zadzwonił domofon. Poirytowana wzięła słuchawkę. 

– Kto tam?

– Elinor?

Zaniemówiła i serce podskoczyło jej do gardła. 

– Elinor? Tu Miles. 

– Czego chcesz? – zapytała niegrzecznie. 

– Oczywiście zobaczyć się z tobą – odparł równie ostrym tonem. – Nie 

zabiorę ci dużo czasu. 

Nacisnęła   przycisk   i   otworzyła   drzwi.   Gdy   ujrzała   Milesa,   serce 

zmiękło   jej   jak   wosk.   Był   zmizerowany,   wychudzony   i   miał   mocno 

podkrążone oczy. 

– Dobry wieczór – powiedział cicho. 

– Dobry wieczór. Co za niespodzianka. Wyzdrowiałeś?

background image

– Jak widzisz. Mogę wejść?

– Proszę. – Zaprosiła go do pokoju. – Akurat siedziałam przy kolacji. 

Zjesz coś?

– Nie, bo nie mogę zbyt długo zostać. 

– To przejdźmy do kuchni, skończę jeść. 

Niestety, jedno spojrzenie na niego wystarczyło, by straciła apetyt. 

– Dowiedziałem się od twojej matki, że zachorowałaś... na żołądek. 

Wyglądasz blado. Byłaś u lekarza?

– Mam dwóch w domu – rzekła ze śmiechem. 

–   Racja.   –   Drgnęły   mu   kąciki   ust   –   Zapomniałem.   Elinor   przestała 

udawać, że jeszcze coś przełknie i wstawiła talerz do zlewozmywaka. 

–   Już   nie   mogę,   mam   ograniczone   możliwości...   Herbata   dopiero 

zaparzona. Napijesz się?

– Z przyjemnością. 

Po chwili krępującego milczenia zapytała uprzejmie:

– Można wiedzieć, co cię sprowadza do Cheltenham?

– Sądziłem, że to oczywiste. Możliwość spotkania z tobą. 

– Czemu? Niedawno nie chciałeś mnie widzieć. 

– No tak – przyznał niechętnie. – Ale to było, zanim się dowiedziałem. 

– Czego?

– Nie baw się ze mną w kotka i myszkę. Dobrze wiesz, o czym mówię. 

– Nie wiem. – Spojrzała na niego groźnie. – Chyba że chcesz napawać 

się tym, że mi odpłaciłeś z nawiązką. 

– Odpłaciłem?

– To śmieszne. – Zerwała się i owinęła podomką. – Chłodno tu, w 

pokoju jest cieplej. – Z wysoko podniesioną głową przeszła do pokoju, 

background image

usiadła   w  ulubionym   fotelu,   ręką   wskazała   kanapę.  –   Zamknij   drzwi   i 

siadaj. Teraz słucham. 

– Co znaczy, że  ”odpłaciłem ”?

– Nie chciałeś, żebym cię odwiedziła.  Czyli zemściłeś  się za to, że 

odrzuciłam twoją propozycję. 

– To nie była propozycja, lecz oświadczyny. Masz niezbyt dobrą opinię 

o   mnie,   jeśli   uważasz,   że   chciałem   się   mścić.   Wtedy   czułem   się   i 

wyglądałem parszywie, a męska próżność nie pozwala mi w takim stanie 

pokazywać się kobiecie. Myślałem, że do piątku trochę wydobrzeję. 

Zdziwiło ją, że jej ideał, jak zwykli śmiertelnicy, jest próżny. 

– Wobec tego, czemu przyjechałeś dzisiaj?

– Żeby sprawdzić, czy moje podejrzenia są słuszne. 

– Podejrzenia?

– Tak. Nie mogłem mówić o nich przez telefon. 

– Rozumiem. A właściwie nic nie rozumiem. Jakie podejrzenia?

– Pomyśl. 

– Myślę i myślę, ale nic z tego nie wynika. Nie wiem, o co ci chodzi. 

– Może nie pamiętasz szaleństwa w twojej sypialni, ale ja nie mogę 

zapomnieć, jak dobrze nam było. Głupi sentymentalizm, prawda?

– Wcale nie. 

– Ty też wspominasz? – zapytał, nie spuszczając z niej oczu. Oblała się 

szkarłatnym rumieńcem. 

– Tak, ale... 

– Ale nadal udajesz, że nie wiesz, co mnie niepokoi?  Twoja matka 

mówiła, że się pochorowałaś, jakieś zatrucie czy coś tam... 

– Ale... 

background image

–   Nie   śmiałem   zapytać,   czy   zaburzenia   żołądkowe   to   eufemizm   i 

oznacza coś całkiem innego. 

– Niepotrzebnie   się  martwiłeś,  bo  byłam  w restauracji   i  bezmyślnie 

zamówiłam surówkę z cebulą, co oczywiście odpokutowałam. Nie zaszłam 

w ciążę, jeśli to cię dręczy. 

– Jesteś pewna?

– Stuprocentowo. – Przyjrzała mu się uważniej. – Masz dziwną minę. 

Ulżyło ci?

– Niech to wszyscy diabli! – Zerwał się na równe nogi. – Nie umiesz 

poznać rozczarowania? Gdybyś spodziewała się dziecka, mógłbym zmusić 

cię do małżeństwa. 

– Nikt mnie nie zmusi. Wyjdę, kiedy i za kogo będę chciała. Poza tym 

– dodała bezlitośnie – nawet gdybym była w ciąży, skąd miałbyś pewność, 

że to twoje dziecko?

Miles śmiertelnie zbladł, więc ogarnęły ją wyrzuty sumienia, prędko 

wstała i schwyciła go za rękę. 

– Przepraszam, nie mówiłam poważnie. Ale tak boleśnie mnie zraniłeś, 

gdy nie chciałeś mnie widzieć, że... chciałam się zemścić. 

– Neli... – Przyciągną] ją do piersi. – Jeśli to jedyny sposób, żebym 

przemówił do ciebie... 

Pocałował ją tak, że wątpliwości i zastrzeżenia stały się nieważne. 

– To już bez znaczenia – szepnęła. Usiadł i wziął ją na kolana. 

– Co takiego? – Pocałował ją w szyję, położył na kanapie i wsunął 

dłonie pod podomkę, ale uniósł głowę i szepnął: – Zapomniałem, że byłaś 

chora!

– Ty też byłeś... 

background image

– Dlatego potrzebne mi lekarstwo. – Pocałował ją gorąco. – I tylko ty 

możesz mi je dać... najlepiej od dziś przez całe życie. 

Popatrzyła   na   niego   rozświetlonymi   oczami   i   spytała   z   filuternym 

uśmiechem:

– Czy ta twoja przypadłość jest zaraźliwa?

–   Mam   nadzieję,   że   tak.   Najdroższa,   dlaczego   mnie   odrzuciłaś?   To 

wprawdzie nie ma znaczenia, bo i tak cię poślubię, nawet gdybym musiał 

siłą zanieść cię do kościoła. 

– Wszystko przez tę nieszczęsną listę powodów. 

– Znowu mi wypominasz! Nigdy w życiu tak sienie wysilałem i nie 

perswadowałem, a wszystko na nic. 

– Bo opuściłeś najważniejsze. 

– Co opuściłem?

– Nie powiedziałeś, że mnie kochasz, a... teraz... teraz to już nieważne. 

Wiem, że mnie pragniesz... 

– Chcesz powiedzieć, że nie przyjęłaś mnie, bo myślałaś, że cię nie 

kocham?

W milczeniu skinęła głową. 

–   A   dlaczego   przeraziłem   się,   gdy   zleciałaś   ze   skały?   –   Oczy   mu 

zapłonęły. – Czemu chciałem udusić Reida?

– Nigdy mi nie powiedziałeś... 

– Nie przyszło mi do głowy, że muszę o tym mówić. 

– Szkoda, bo to by nam zaoszczędziło przykrości. – Przytuliła się do 

niego. – Wiesz, Selina jest przekonana, że nadal o niej marzysz. 

–   Jej   się   wydaje,   że   nikt   świata   poza   nią   nie   widzi.   –   Zaśmiał   się 

niewesoło. – Czy Sophie opowiedziała ci, jak spędziła wakacje?

background image

– Mówiła, że bawiła się z jakimiś dziećmi i ich manią. 

– Właśnie. Zadzwoniłem do szanownej pani Forbes i powiedziałem, że 

jeśli   tylko   tyle   może   zrobić   dla   dziecka,   lepiej,   żeby   zostawiła   je   w 

spokoju. 

– Jest jej matką... 

–   Tylko   biologicznie.   Na   pewno   kocha   Sophie   po   swojemu,   ale 

macierzyństwo odpowiada jej w teorii. Na pokaz. Do chorób i nocnego 

czuwania deleguje innych. Sophie kocha matkę, to naturalne, ale kocha i 

ciebie. – Ujął ją pod brodę. – I... czy słuchasz uważnie?... ja cię kocham. 

Więc przestań się krygować i wyjdź za mnie. 

– Czy to rozkaz, panie majorze?

– A posłuchasz, jeśli powiem, że tak?

– Ostatecznie raz mogę spełnić rozkaz, ale w przyszłości życzę sobie, 

żebyś prosił, a nie rozkazywał. 

–   Zgoda.   –   Delikatnie   musnął   palcem   jej   usta.   –   Jeśli   zacznę   cię 

całować, zapomnę o całym świecie, a niedługo muszę iść. 

– Jeszcze jest wcześnie. 

– Ale jeśli zostanę, wiesz, co może być... 

– Liczę na to. 

–   A,   to   co   innego.   –   Obsypał   jej   twarz   pocałunkami.   –   Wiesz,   po 

wpadce w twoim domu zrobiłem się co nieco nerwowy. O której wróci 

Linda?

– Wcale dziś nie wraca. 

– Och, jak ładnie z jej strony. Nie liczyłem na tyle szczęścia. Wyobraź 

sobie, doszedłem do wniosku, że masz same zalety, ale nawet gdybyś nie 

miała ani jednej, też bym się nie przejmował. Bo widzisz, ja po prostu nie 

background image

mogę żyć bez ciebie. 

W uszach Elinor jego słowa zabrzmiały jak najpiękniejsza muzyka, tym 

bardziej że straciła nadzieję, iż kiedykolwiek je usłyszy. Mimo to, zamiast 

omdleć z zachwytu, dała mu sójkę w bąk. 

–   Trzeba   było   powiedzieć   już   dawno...   Chyba   jednak   nie   od   razu 

zgodzę   się   wyjść   za   pana.   Zmieniłam   zdanie   i   każę   panu   czekać   na 

odpowiedź. 

Miles uśmiechnął się uwodzicielsko i przytulił ją. 

– Oj, nie przeciągaj struny, bo zabiorę cię do Cliff House, zamknę w 

pokoju   i   będę   tam   trzymał,   aż   się   zgodzisz.   Potrafię   zorganizować 

oblężenie znacznie lepiej niż Reid. Nie wypuszczę cię, póki nie wyrazisz 

zgody na małżeństwo. 

– Będziesz mnie głodził?

–   Oczywiście.   Raz   dziennie   dostaniesz   suchara.   –   Pocałował   ją   bez 

pośpiechu. – W dodatku zamknę się razem z tobą i będę cię kochał do 

szaleństwa. 

– Plan coraz bardziej mi się podoba. Takie oblężenie może być, nawet 

jeśli od razu się zgodzę. I niech trwa przez cały miodowy miesiąc.