background image

 

 

 

 

 

 

 

37 

Twarz Raphaela był pozbawiona wyrazu. – Elena nie jest tą, która stoi za krzywdą 

dziecka. 

Ktoś wciągnął gwałtownie powietrze i zdała sobie sprawę, że to Michaela. Ciało 

Archanielicy było skierowane w stronę Anoushki, choć stała po lewej stronie Raphaela. 

-  Kłamstwa  –  powiedziała  Anoushka,  oddech  przychodził  jej  coraz  łatwiej  gdy 

zaczynała się regenerować. – Łowczyni usiłowała osławić swoje imię zabijając anioła. 

- Pomogłam zabić archanioła. Nie ma potrzeby bym udowadniała swoją wartość. 

– Wymsknęło jej się. 

background image

Neha powstała, jej ruch tak wijący się, tak jedwabny jak te pytony, które trzymała 

jako swoje zabawki. – Daj mi swój umysł. 

Elena zaczęła się nagle topić w zapachu deszczu i morza, gdy Raphael uniósł dłoń 

wypełnioną  anielskim ogniem.  –  Nikt  nie  dotknie  Eleny.  To  umysł  Anoushki  powinnaś 

przeszukać.  

Nad ich głowami pojawiła się plama ruchu i Aodhan wylądował obok Eleny, choć 

biorąc pod uwagę kąt jego opadania, znacznie łatwiej byłoby mu wylądować pomiędzy 
Michaelą i Raphaelem. Anioł był pokryty w tak ogromnej ilości krwi, że jego jaskrawe jak 

diamenty  skrzydła  stały  się  rdzawe.  Lecz  to  nie  to  zmroziło  cały  dziedziniec  do  ciszy. 

Aodhan  miał  w  swych  ramionach  wampira,  któremu  brakowało  wszystkich  członków. 

Mimo to wciąż był żywy. 

Elena walczyła ze sobą by nie okazać przerażenia. Ostatnim razem gdy widziała 

wampira w takim stanie to był ofiarą, torturowanym dniami przez grupę fanatyków. 

- Ojcze. – Aodhan położył swoje brzemię na kamieniach. – Zostałem zatrzymany 

przez Mistrza Gwardii Anoushki. Jego umysł dzierży prawdę. 

Patrząc  na  twarz  Anoushki  nie  można  było  zaprzeczyć  tożsamości  wampira. 

Elena  zobaczyła  tą  zmianę  tylko  dlatego,  że  patrzyła  bezpośrednio  na  Księżniczkę  – 

przebłysk  bólu  i  straty.  Anielica  rzeczywiście  czuła  coś  do  tego  wampira.  Lecz  nie  za 

wiele… Unosząc się, wzięła do  ręki  kukri i w  jednym z tych gadzich  ruchów,  rzuciła w 

szyję wampira. 

Raphael  złapał  broń  za  ostrze,  jego  krew  ściekła  na  pokiereszowaną  pierś 

wampira. – Favashi, Titus, przejmijcie jego umysł. 

Cicha,  pochodząca  z  Persji  Archanielica  zamknęła  oczy.  Ogromny,  czarny 

archanioł zrobił to samo. Zajęło to mniej niż sekundę. 

background image

- Winna. – Wyszeptała Favashi, mówiąc do Nehy. – Nawet jeżeli Astaad wybaczy 

morderstwo swojej konkubiny, nawet jeżeli Titus wybaczy zabicie kobiety z jego ziem, 

nawet  jeżeli  Raphael  wybaczy  tortury  tego,  który  należy  do  niego  i  próbę  zamachu  na 

życie jego towarzyszki życia, to nie zdołasz jej uratować. 

- Złamała nasze najwyższe prawo.  – Głos  Titusa był nieodpowiednio miękki jak 

na tak dużego mężczyznę, płyty jego mięśni na klacie mieniły się wokół żelaznej szarości 

napierśnika. 

-  Krzywda  na  dziecku  –  wymamrotał  Astaad  w  niemal  nauczycielskim  tonie, 

przesuwając  dwoma  palcami  po  swojej  małej,  schludnej  czarnej  brodzie.  –  Może  być 

jedynym  pozostałym  tabu  jakie  posiadamy.  Przekrocz  tą  granicę  i  równie  dobrze 

możemy poddać się ciemności, która kroczy za każdym z nas. 

- Chłopiec żyje. – Odparła Neha. 

- Morderstwo czy okrutny atak, wyrok jest ten sam – a to dziecko było tak blisko 

śmierci,  że  robi  to  niewielką  różnicę.  –  Archanioł  z  żelazem  zamiast  głosu  i  oczami 
złotego  brązu.  Elijah.  –  Najgorsze  jest  to,  że  nie  zrobiła  tego  samodzielnie.  Nauczyła 

innych jak rozkoszować się bólem niewinności. 

- Planowała porwać inne anielskie dzieci w momencie stania się częścią Kadry – 

powiedziała Favashi, jej ton pełen smutku choć nieugięty. – By rządzić swoimi aniołami 

poprzez trzymanie ich młodych jako zakładników. 

- Poświadczone – miękki głos Titusa. 

-  Nawet  ja  –  wymamrotała  Lijuan,  odrobina  zaskoczenia  w  jej  głosie.  –  Nie 

zaszłam tak daleko. – Jej oczy niemal zniknęły w świetle dnia. – Coś ty zrodziła, Neho? 

To  co  nastąpiło  potem  było  rozmazaną  plamą.  Michaela  machnęła  ręką  w 

brutalnie  mocnym  geście.  W  sekundę  później  głowa  Anoushki  odpadła  od  ciała,  krew 

background image

trysnęła tętniczym sprejem. Wilgoć uderzyła w twarz Eleny i jej ubranie, lecz zmusiła się 

by  stać  nieruchomo  gdy  Neha  uniosła  się  z  krzykiem.  Paznokcie  Królowej  Trucizn 

wydłużyły  się  i  zabarwiły  czernią,  podczas  gdy  Michaela  wciąż  wykonywała  te 

śmiertelne cięcia dłonią. 

Słodki Boże. Anoushka była krojona kawałek po kawałku. 

Poruszając  się  z  szybkością  jakiej  żaden  śmiertelnik  nigdy  nie  osiągnie,  Neha 

zacięła pazurami twarz Michaeli, pozostawiając rozlewającą się czerń. Michaela uderzyła 
dłonią w klatkę piersiową Nehy, popychając ją w tył. Czarne ślady na jej twarzy nabrały 

niezdrowej,  trupiej  zieleni…  po  czym  wszystko  się  cofnęło,  jak  gdyby  trucizna  została 

odrzucona.  Do  czasu  gdy  Neha  stanęła  na  nogi,  twarz  Michaeli  ponownie  była  cała,  a 

trucizna skapywała na kwadratowe kafle chodnikowe dziedzińca, wyrzerając je. 

Neha odwróciła się w stronę swojej córki z udręką w oczach. – Jest na tyle stara 

by— 

Anielski ogień, zimny i niebieski, ogarnął to co zostało z Anoushki. Elena patrzyła 

na twardą linię szczęki Raphaela – bezlitosny; archanioł wymierzający sprawiedliwość. 

Prędkość  egzekucji  wstrząsnęła  nią  do  głębi,  lecz  zgadzała  się  z  tą  karą  –  obraz 

skręconego i krwawego ciała Sama pozostanie z nią na zawsze. 

Krzyk Nehy rozdarł powietrze, tak przeszywający że stał się czymś innym, czymś 

niepojętym.  Królowa  Węży  i  Trucizn,  upadła  na  kolana  na  dziedzińcu,  szarpiąc  się  za 

włosy  szponiastymi  końcówkami  rąk.  Raphael  cofnął  się  do  tyłu  i  napotkał  spojrzenie 

Eleny.  Nadszedł  czas  by  odejść.  Wszyscy  ruszyli  pieszo,  nawet  Lijuan.  Cichy  pokaz 
szacunku. 

Nikt się nie odzywał gdy dotarli do oślepiającego słońcem głównego dziedzińca. 

Był pusty, po raz pierwszy odkąd przybyli widziała go w takim stanie. Cienie splamiły 

światło  słońca  chwilę  później,  ciężkie  chmury  sunęły  ze  wschodu.  Spojrzała  do  góry 

 i poczuła jak chłód wspina się po jej kręgosłupie. 

background image

To jeszcze nie koniec. 

 

Elena  weszła  za  Raphaelem  do  ich  kwater,  Aodhan  zabezpieczał  tyły.  Jason 

wyjątkowo ukazał się za dnia by zabrać Mistrza Gwardii Anoushki do uzdrowicieli, tym 

samym pozwalając Aodhanowi wrócić z nimi. – Ojcze – powiedział anioł, gdy znaleźli się 

za zamkniętymi drzwiami. – Jestem ranny. – Było to spokojne stwierdzenie.  

Elena patrzyła jak ściąga swoją nasiąkniętą krwią koszulę by ukazać szramę tak 

głęboką, że niemal przecięło go na pół. – Jezu. Jakim cudem udało ci się do nas dolecieć? 

Aodhan  nie  odpowiedział,  stając  przed  Raphaelem  i  zwracając  się  do  niego.  – 

Mogę być dzisiejszej nocy odrobinę wolniejszy. 

-  Zostań.  –  Powiedział  Raphael,  unosząc  rękę,  ciepłe,  niebieskie  płomienie 

otaczały jego dłoń. 

Twarz Aodhana po raz pierwszy ukazała emocje. Panika, wściekłość, strach - były 

w  jego  oczach  nienawiścią.  Lecz  stał  w  miejscu,  pozwalając  by  Raphael  go  dotknął, 

drgnięcie było niezauważalne chyba, że przyglądałeś mu się bardzo uważnie. Kilka chwil 

później  Raphael  odsunął  dłoń.  Dziura  nie  wyglądała  już  tak  świeżo,  nie  była  tak 

czerwona. 

Ulga  rozpłynęła  się  na  twarzy  Aodhana  lecz  Elena  nie  była  pewna  czy  miało  to 

związek z raną, która  była bliższa wyleczenie. Nie odzywała się dopóki nie odszedł by 

powrócić do własnych pokoi. – Nie lubi gdy się go dotyka. 

- Nie. – Potwierdził Raphael, zdejmując własną koszulę i wycierając o nią swoje 

krwawe ręce. 

background image

Zastanawiając  się  co  –  lub  kto  –  mógł  tak  skrzywdzić  nieśmiertelnego,  że  ten 

wzdrygał się nawet przy przypadkowym dotyku, Elena zaczęła zdejmować broń która jej 

jeszcze została. – Dobrze, że mam zapasowe. – Spojrzała na udo i zobaczyła, że choć rana 

wciąż jest różowa, to nie wymaga opatrunku. – Prysznic? 

- Tak. 

Przemówiła,  dopiero  gdy  oboje  wzięli  prysznic  i  moczyli  się  w  mokrym  gorącu, 

desperacko  spragnionej  kąpieli.  –  To  dzięki  tobie  Sam  regeneruje  się  szybciej  niż 
ktokolwiek mógłby przypuszczać. – Jej serce przelewało się od dzikiej dumy. 

-  Ewoluowałem  –  powiedział,  jego  spojrzenie  zagubione.  Niebieskie  płomienie 

otaczały rękę, którą podniósł z wody. – Ten dar jest nowy, słaby – nie mogłem uzdrowić 

Sama całkowicie, choć powracałem do niego wiele razy. 

- Lecz przyspieszyłeś sam proces. – Wzięła w dłonie jego twarz i dotknęła czołem 

jego własnego. – Wszystko się zrównoważyło, Raphaelu. 

- Nie – powiedział – To się nigdy nie zbalansuje. Nigdy nie mogę zapomnieć czym 

się staję podczas Ciszy. 

Pomyślała  o  szybkości  z  jaką  została  wymierzona  sprawiedliwość  dzisiejszego 

wieczoru,  pomyślała  również  o  cienkiej  linii  pomiędzy  potęgą,  a  okrucieństwem  i 

wiedziała,  że  ma  rację.  –  Cóż,  jedno  jest  pewne  –  gdybyś  się  nie  zjawił  to  byłabym 

martwa. 

Jego  oczy  nabrały  tego  zawsze  nieskończonego  błękitu,  który  sprawiał  że  czuła 

się jakby spadała w inny wymiar. – Nigdy nie możesz pozwolić by dotknęła cię Neha – 
powiedział, ściskając jej kark, przysuwając ją do siebie jeszcze bliżej.  – Byłem w stanie 

powstrzymać  truciznę  Anoushki  po  znajdowała  się  na  powierzchni.  Neha  jest  tysiące 

razy bardziej jadowita. 

background image

Nie  sprzeciwiała  się  jego  dotykowi,  wyczuwając  strach  do  którego  archanioł 

nigdy głośno by się nie przyznał. Świadomość, że jej życie znaczyło dla niego tak wiele 

skręcała jej serce. Cześć niej, ta część która wciąż była tym przerażonym nastolatkiem 

stojącym  u  drzwi  Dużego  Domu,  tak  się  bała  że  się  nią  znudzi,  że  jej  miłość  mu  nie 

wystarczy. 

- Tak wiele koszmarów. – Wyszeptał, przesuwając dłonią w górę jej pleców gdy 

usiadła na nim okrakiem. 

- Opuściła mnie – wyszeptała Elena. – Kochała mnie, lecz mnie opuściła. 

-  Ja  cię  nigdy  nie  opuszczę,  Eleno  –  przebłysk  archanioła  jakim  był  w 

rzeczywistości, przyzwyczajony do władzy, do kontroli. – I nigdy nie pozwolę ci odejść. 

Inne  kobiety  mogłyby  się  wzbraniać  przed  tego  typu  roszczeniem,  lecz  Elena 

nigdy nie należała do nikogo. Teraz przynależała, i ta wiedza zaczynała naprawiać coś, 

co  w  jej  wnętrzu  było  złamane.  –  Ta  droga  jest  dwukierunkowa,  Archaniele.  – 

Przypomniała mu. 

-  Myślę,  że  podoba  mi  się  bycie  zniewolonym  przez  Łowczynię.  –  Ręce  na  jej 

biodrach, silne, żądające. – Chodź, weź mnie do swego wnętrza. Uczyń nas jednością. 

Słowa  były  delikatne,  zupełnie  inne  od  twardych  pchnięć  jego  członka. 

Rozkładając dłonie na jego ramionach, zsunęła się na jego mroczne gorąco, drżąc gdy jej 

ciało  rozszerzyło  się  by  przystosować  się  do  jego  bezlitosnej  długości.  –  Raphael.  – 

Wyszeptane przy jego ustach gdy jej ciało zamknęło się wokół niego. 

Nabrał  powietrza,  opuszczając  na  chwilę  głowę.  Jego  wargi  musnęły  puls  na  jej 

szyi  i  poczuła  jego  zęby.  Ugryzienie.  Niekoniecznie  delikatne.  Wydarł  się  z  niej  syk 

powietrza  gdy  lizną  po  niewielkiej  rance,  przesuwając  ustami  w  górę  szyi  i  po  jej 

szczęce. Nie zawołałaś mnie gdy Anoushka zaatakowała. 

background image

Wplotła  palce  w  jego  włosy,  gryząc  jego  dolną  wargę  gdy  uniósł  głowę. 

Zawołałam, gdy cię potrzebowałam. 

Zamrożona chwila, ich oczy złączone ze sobą. 

Miała wrażenie, że patrzy prosto w jej serce, przez jej duszę, przez każdą cząstkę 

tego  co  stanowiło  ją.  Lecz  ona  też  go  widziała,  wspaniała  istota,  pełna  mocy 

 i sekretów tak głębokich i starych, że zastanawiała się czy kiedykolwiek dowie się o nich 

wszystkich. 

Pocałunek pozbawił ją powietrza, myśli, wszystkiego. Jęcząc, przesunęła palcami 

po łuku jego skrzydeł, czując jak staje się niemożliwe twardszy w jej wnętrzu. Tego było 

niemal zbyt wiele. Uniosła się, jej ciało wypuściło go z torturującą powolnością, jego usta 

złapały jej własne aż stała się istotą ciała, jej zmysły zalane przyjemnością. 

Zaciskając  swój  chwyt  na  jej  talii,  ściągnął  ją  z  powrotem  na  dół.  Nie 

protestowała,  potrzebując  tego  intymnego  tarcia,  ziemskiej  przyjemności.  –  Raphael.  – 

Przerwał  pocałunek  by  jedną  ręką  objąć  jej  pierś,  przesuwając  kciukiem  po  tej  części 
sutka, która wystawała nad powierzchnią wody. 

Było  coś  niesamowicie  erotycznego  w  patrzeniu  jak  ją  dotyka,  jego  oczy  jak 

piętno,  jego palce  tak  długie  i  pewne.  Zaciskając  własną  dłoń  na  zboczu jego  skrzydła, 

poruszyła się na nim niecierpliwie.  Uniósł gwałtownie głowę, jego oczy mieniły się jak 

szlachetne kamienie. Ręką na jej plecach zmieniła położenie, palce zaczęły masować tak 

wrażliwe zgięcie pomiędzy skrzydłami. 

-  Przestań.  –  Powiedziała  o  jego  usta,  niezdolna  by  przestać  tą  powolną,  gorącą 

pieszczotę jej ciała na jego ciele, jego ciasne wysuwanie i wsuwanie, które sprawiało że 

jej serce grzmiało. 

Taka wrażliwa, hbeebti

background image

Nie  rozumiała  tego  słowa,  jednocześnie  je  rozumiejąc.  Powiedział  do  niej  coś 

pięknego  w  języku,  który  słyszała  jedynie  w  swoich  zamglonych  snach,  języku,  który 

zawsze  –  bez  względu  na  towarzyszące  mu  wspomnienia  bólu  czy  straty  –  oznaczał 

miłość. 

Wzięła  jego  rękę  i  uniosła  do  warg.  Pocałunek  jaki  złożyła  na  jego  dłoni  był 

delikatny,  jego  odpowiedź  kobaltowym  płomieniem.  Po  czym  skończyły  się  słowa. 

Jedynie  przyjemność.  Dotkliwa,  sięgająca  kości  przyjemność.  Rozpadła  się  na  części, 
trzymana w ramionach archanioła, który nigdy nie pozwoli jej upaść. 

 

 

- Mama? – Dlaczego but na wysokim obcasie jej matki leżał na ganku? Gdzie był 

drugi?  Mama  od  bardzo  dawna…  nie  nosiła  wysokich  obcasów.  Pewnie  miała  ich  już 

dość i zrzuciła je z siebie. Tak, pewnie dlatego. Lecz jeżeli zacznie nosić je znowu… może 

wszystko się poprawi, może zacznie się uśmiechać i będzie to robić naprawdę. 

Jej pierś bolała bolesną nadzieją. 

Wchodząc do środka chłodnego bogactwa Dużego Domu, domu który zamienił jej 

tatusia w mężczyznę którego nie znała, podeszła po but, który leżał opuszczony z boku. 

Wtedy zobaczyła ten cień. Tak cienki, kołysał się tak delikatnie. 

Wiedziała. 

Wiedziała. 

Nie chciała wiedzieć. 

background image

Jej  serce  jak  dziki  supeł  kolczastego  drutu.  Spojrzała  do  góry.  –  Mama.  –  Nie 

krzyknęła. Wiedziała. 

Dźwięk opon na żwirze, Beth wracająca do domu z podstawówki. Elena złapała za 

torbę  i  pobiegła.  Wiedziała.  Lecz  Beth  nigdy  nie  może  się  dowiedzieć.  Beth  nigdy  nie 

może  zobaczyć.  Łapiąc  małe  ciałko  jej  siostry  w  ramiona,  przepchała  się  obok 

mężczyzny,  który  kiedyś  był  jej  ojcem  i  na  zewnątrz  w  jaskrawe  światło  słońca 

bezchmurnego dnia lata. 

Pragnęła nie wiedzieć. 

 

 

W noc balu, Elena ubierała się z cichą determinacją. Lecz przeszłość – ta leżała na 

niej jak gruby czarny koc, ciężki, duszący. Chciała rozszarpać pazurami szyję, odetchnąć 

desperacko  spragnionym  powietrzem,  to  jednak  zdradziłoby  słabość.  A  tutaj,  każda 
słabość  jest  jak krew dla  rekinów,  zataczających  kręgi  w  takt  muzyki  która  przenikała 

miasto. 

Odwracając się, zauważyła kawał błękitu, który na ten bal zaprojektował dla niej 

krawiec. Była to suknia. Lecz suknia przeznaczona dla wojownika. Miała na sobie majtki  

i  czarne  wysokie  buty  aż  do  uda,  broń  już  była  przyczepiona  do  jej  ciała  gdy  uniosła 

sukienkę, jej materiał jak woda na opuszkach palców. 

- Kusisz mężczyznę do śmiertelnego grzechu… 

background image

Wciągnęła  powietrze  gdy  zobaczyła  swojego  archanioła,  jego  pierś  naga,  jego  nogi 

odziane  w  formalne,  czarne  spodnie.  –  I  kto  to  mówi.  –  Był  pięknem  wyszlifowanym 

przez czas, śmiertelną bronią ostrzoną przez wieki. 

Uniosła  sukienkę  i  weszła  w  nią.  Materiał  przesunął  się  po  jej  nogach  gdy 

wsuwała go do góry, górna część zbierała się na jej biodrach. Raphael podkradł się do 

niej,  jego  oczy  prześlizgnęły  się  po  nagim  ciele  jej  piersi.  Zaborczość  migotała  w  tych 

oczach  i  było  to  jedyne  ostrzeżenie  jakie  dostała  przed  burzą  jego  pocałunku,  przed 
dotykiem jego palców… anielski pył przefiltrowywał się przez całe jej ciało. 

Utrzymała pocałunek gdy on chciał go przerwać. – Jeszcze nie. – Po czym wzięła 

swojego archanioła, pijąc jego smak aż rozprzestrzenił się w jej żyłach i każdej cząstce. 

- Tak jak teraz – powiedział Raphael o jej usta gdy w końcu go puściła – będziesz 

mnie całować dzisiejszej nocy. 

Był to rozkaz z którym może przeżyć. – Zgoda. 

Przesuwając obiema dłońmi w dół po jej piersiach, Raphael uniósł dwa kawałki 

materiału,  który  stanowił  top,  do  jej  ramion  –  uprzednio  krzyżując  je  poniżej  szyi  –  

i zaczął zawiązywać na jej karku. 

- Myślę – powiedziała, przesuwając językiem po wargach, czując jak zaciskają jej 

się  uda  –  że  już  nie  potrzebuję  makeup’u.  –  Anielski  pył  migotał  jak  diamenty  na  jej 

skórze. 

Kładąc rękę na nagiej płaszczyźnie jej brzucha gdy już upewnił się, że supeł jest 

mocny,  Raphael  złożył  pocałunek  na  jej  karku,  obnażonym  przez  upięte  w  ciasny  kok 
włosy.  Rozważała  włożenie  w  kok  dwóch  pałeczek,  lecz  jej  włosy  były  zbyt  śliskie  by 

utrzymać taką ozdobę. Zamiast tego, wsunęła małą spinkę przedstawiającą dziki kwiat. 

Prostota. Perfekcyjnie przystosowana. Trudna do zabicia. 

background image

Był  to  prezent  od  Sary,  schowany  obok  pierścienia  o  którego  zamówienie 

poprosiła  swoją  najlepszą  przyjaciółkę.  Bursztyn  pochodził  od  dilera,  który  był  winny 

Elenie  przysługę,  ten  konkretny kawałek  jaki  widziała  w  jego  prywatnej  kolekcji.  Balli 

spłacił  swoją  dolę  gdyż  była  to  kwestia  honoru,  lecz  wiedziała  że  go  to  zabolało. 

Oczywiście, w momencie gdy zobaczy gdzie znajduje się bursztyn… Myśl o jego okrągłej 

twarzy ukoronowanej uśmiechem sprawiła, że zrobiło się jej lżej na sercu. 

Raphael bawił się palcami na jej brzuchu, jego pierścień złapał w sobie światło. – 

Twoje rany? 

- Nic, czym trzeba się przejmować. – Jej udo bolało na tyle by przypominać jej o 

ataku Anoushki, lecz cięcia na jej ramionach jedynie swędziały. 

- Możesz się poruszać? 

Okręciła  się,  sięgając  po  ostrza  ukryte  w  miękkiej  jak  masło  skórzanych 

pochwach, które nosiła dzisiejszej nocy otwarcie. Pieprzyć protokół. Spódnice jej sukni 

rozeszły  się  jak  płyn,  jak  gdyby  dopasowane  do  każdego  jej  ruchu.  Rzuciła  nożem  w 
stronę archanioła, który ją obserwował. 

Łapiąc  go  ze  śmiertelną  łatwością,  odrzucił  go.  Wsadziła  go  z  powrotem  do 

pochwy,  nim  sprawdziła  jak  trudno  będzie  się  dostać  do  pistoletu  przyczepionego  do 

lewego uda. Nie tak trudno. – Bez problemu. 

Gdy  się  wyprostowała,  sukienka  opadła  bezbłędnie  wokół  jej  ciała,  wszelkie 

rozcięcia  elegancko  zasłonięte.  –  Jakie  są  szanse,  że  nie  będę  musiała  korzystać 

dzisiejszej nocy ze swojej broni? 

Odpowiedź Raphaela była przerażająca w swojej szczerości.  – Odrodzeni Lijuan 

powstali i chodzą wśród nas. 

Tłumaczenie: 

clamare

 

background image

(clamare.chomikuj.pl)