background image

 

Carol Marinelli 

 

Ostatni reportaż Erin 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 1 

 

– Jestem umówiona z ekip

ą w poniedziałek o wpół do dziewiątej! – Erin 

Casey  wpad

ła  jak  bomba  do  salonu.  –  Tym  razem  obiecują  mi  emisję  w 

czasie  najwy

ższej  oglądalności.  –  Z  impetem  usiadła  obok  siostry.  Anna 

zamkn

ęła książkę i z westchnieniem rezygnacji położyła ją na stoliku. 

– Kto ci to powiedzia

ł? – Jej stoicki spokój zdecydowanie kontrastował z 

entuzjazmem Erin. 

–  Dave.  Ma  by

ć  szefem  kamerzystów.  Podobno  uważają,  że  ten 

reporta

ż  to  duża  sprawa,  no  i  przydzielili  go  mnie.  Czułam,  że  coś  się 

wydarzy!  Mój  horoskop  na  ten  miesi

ąc  zapowiada  niepowtarzalną  okazję. 

To na pewno ma co

ś wspólnego z wyborami. 

Anna roze

śmiała się. 

– Dosta

łaś zgodę na wywiad z premierem? 

– Kto wie? Mo

że zależy im na świeżym spojrzeniu. 

–  Mieliby  to  jak  w  banku.  Nie  przywi

ązuj  się  za  bardzo  do  tej  myśli, 

dopóki nie us

łyszysz tego  z pierwszych ust.  Dobrze wiesz, w jakim tempie 

oni zmieniaj

ą zdanie. 

–  Racja  –  przytakn

ęła  Erin. –  Ale  nie  chcę całe  życie  robić  reportaży  o 

kolejnej  aferze  z  diet

ą  odchudzającą  albo  o  nieuczciwych  firmach 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

budowlanych. W poniedzia

łek wszystko się wyjaśni. Co chcesz na kolację? 

Dzisiaj ja mam dy

żur w kuchni, więc pomyślałam, że mogłybyśmy pójść do 

pizzerii. 

–  To  mia

łaby  być  domowa  kolacja?  –  zakpiła  Anna.  –  o  mnie  się  nie 

martw.  Umówi

łam  się  z  Jordanem.  Nie  tylko  tobie  przydarzyło  się  dzisiaj 

co

ś ważnego. – Wyciągnęła przed siebie dłoń i o mało nie spadła z kanapy, 

poniewa

ż Erin jak zwykle spontanicznie rzuciła się jej na szyję. 

–  Zar

ęczyłaś się? Kiedy?  Dlaczego  mi nie powiedziałaś?  Pozwalasz  mi 

gada

ć  o  jakimś  głupim  programie  telewizyjnym,  a  sama  siedzisz  cicho!  – 

Podziwia

ła gustowny pierścionek z brylantem. – Piękny... Przepiękny. Mogę 

przymierzy

ć? 

– Za du

ży – ostrzegła ją Anna. 

Ściskając  wąskie  palce,  aby  pierścionek się  nie  zsunął,  I  nie  zwracając 

uwagi na poobgryzane paznokcie, Erin napawa

ła się jego pięknem. 

– Kiedy Jordan ci si

ę oświadczył? 

– Dzisiaj. W przerwie na lunch przyjecha

ł do biblioteki, więc od razu się 

zorientowa

łam,  że  coś  jest  grane.  Zabrał  mnie  na  piknik  nad  rzeką  i 

niespodziewanie poprosi

ł o rękę. Parę dni wcześniej namówił kierowniczkę 

biblioteki, 

żeby  dała  mi  dzisiaj  wolne  popołudnie,  więc  już  wszyscy  o  tym 

wiedzieli.  Dziwnie  si

ę  zachowywali.  Przed  przerwą  pani  Heatherton 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przysz

ła  do  mnie  i  powiedziała,  żebym  coś  ze  sobą  zrobiła,  na  przykład 

poprawi

ła makijaż. Mówiła, że jestem bardzo blada. – Anna spoważniała. – 

Jordan nie bardzo wiedzia

ł, jak ma postąpić. Może powinien zapytać ciebie 

o zgod

ę? 

– Nie 

żartuj. – Wcale nie było jej lekko na sercu. 

–  Ty  mnie  wychowa

łaś.  Ale  powiedziałam  mu,  że  czułabyś  się 

zak

łopotana.  Dzisiaj  wieczorem  powiemy  o  tym  jego  rodzicom. 

Pomy

ślałam, że w sobotę moglibyśmy to jakoś uczcić. Nic wielkiego. Tylko 

nasze dwie rodziny. 

– Nie mam nic przeciwko temu. Nie wyobra

żaj sobie jednak, że pozwolę 

ci wykr

ęcić się skromnym ślubem. 

Mamy  pieni

ądze  na  porządny  ślub.  Postarałam  się  o  to,  kiedy...  no 

wiesz.  –  Obj

ęła  Annę.  –  Rodzice  bardzo  by  się  ucieszyli.  Wiesz  o  tym, 

prawda? 

– Mam nadziej

ę. Jestem pewna, że polubiliby Jordana. 

–  Jak  mo

żna  go  nie  lubić?  Jest  przystojny,  miły,  zapowiada  się  na 

dobrego  prawnika,  a  poza tym kochasz  go. Tylko si

ę nie rozklejaj. Chcesz 

si

ę pokazać przyszłym teściom z oczami jak królik? 

Anna rozp

łakała się na dobre. 

–  Wiem, 

że  nie  było  ci  łatwo.  Nieźle  dałam  ci  w  kość.  Jestem  ci 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

bezgranicznie wdzi

ęczna. 

–  Zostaw  to  sobie  jako  temat  weselnego  przemówienia  –  przerwa

ła  jej 

Erin.  –  Zacznij  si

ę  szykować. Dochodzi siódma. Dobrze  wiesz,  jaki  Jordan 

jest punktualny. 

–  Lepiej  o  tym  nie  mów.  Nie  wiem,  jak  zdo

łam  się  przyzwyczaić  do 

mieszkania  z  kim

ś,  kto  sam  wkłada  swoje  rzeczy  do  kosza  z  brudami  i 

sprz

ąta po sobie. 

–  B

ędziesz  za  mną  tęsknić  –  rzekła  Erin  z  uśmiechem.  Nie  przestając 

żartować,  pomogła  Annie  ubrać  się  na  tę  okazję,  nie  omieszkała  nawet 

przypomnie

ć  jej  o  zabraniu  inhalatora  na  wypadek  ataku  duszności.  – 

Lepiej 

żebyś nie zaczęła rzęzić nad półmiskiem z homarem. 

U

śmiech  zniknął  z  jej  twarzy  dopiero,  gdy  wycałowała  przyszłego 

szwagra,  wznios

ła  szampanem  toast  za  ich  wspólną  przyszłość  i 

odprowadzi

ła  oboje  do  samochodu.  Wróciwszy  do  ogromnego  domostwa, 

zaduma

ła  się  z  kieliszkiem  w  dłoni,  oglądając  fotografie  ustawione  nad 

kominkiem.  Mama  i  tata,  u

śmiechnięci,  dumnie  wyprostowani,  przed  nimi 

jedenastoletnia  Anna,  troch

ę  onieśmielona  sytuacją.  Na  jej  twarzyczce, 

okolonej kruczoczarnymi lokami, maluje si

ę brzydki cień gniewu – zwiastun 

zbli

żającego się, wyjątkowo trudnego okresu dojrzewania. 

Zdj

ęcie  osiemnastoletniej  Erin  ze  szczeniaczkiem  w  ramionach.  Była 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

wtedy  tak  samo  chuda  jak  obecnie  i  mia

ła  bardzo  podobną,  wyskubaną 

fryzur

ę.  Jedyną  różnicą  są  teraz  blond  pasemka,  które  nieco  urozmaicają 

jej  nijakie  kosmyki.  Ju

ż  dawno  temu  pogodziła  się  z  myślą,  że  nigdy  nie 

b

ędą tak bujne jak włosy Anny. 

Pog

ładziła uśmiechniętą twarz matki.  Świetnie pamięta dzień, w którym 

przyj

ęto  ją  na  studia  dziennikarskie.  Ojciec  trzymał  gazetę,  w  której 

opublikowano  wyniki  egzaminów.  Jej  wysoka 

średnia  oznaczała,  że  może 

studiowa

ć  na  uniwersytecie  w  Melbourne.  Była  tego  dnia  bardzo 

szcz

ęśliwa.  Czy  którekolwiek  z  nich,  upozowanych  na  tle  ogrodu  w 

luksusowej  rezydencji  w  Camberwell,  przeczuwa

ło  wtedy,  że  dwa  dni 

źniej wszystkie ich marzenia legną w gruzach? Ze Marcus i Grace Casey 

zgin

ą w wypadku drogowym, a Erin i Anna zostaną sierotami? 

– Ona jest szcz

ęśliwa. Nie martwcie się – rzekła do fotografii, odstawiła 

j

ą na półkę i ruszyła do kuchni, by zajrzeć do lodówki. 

W tym tygodniu  to  ona  mia

ła zrobić zakupy, ale oczywiście, jeszcze ich 

nie zrobi

ła. Patrzyła na podejrzanie wyglądającą włoską potrawę i sałatkę z 

kurczaka,  któr

ą  Anna  przygotowała  sobie  na  następny  dzień.  Erin,  która 

by

ła wegetarianką, ciężko westchnęła. 

– Znowu b

łyskawiczny makaron – rzuciła w stronę Hartleya, spasionego 

labradora, który drzema

ł w kącie. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Erin  lubi

ła  być  sama.  Największą  przyjemność  sprawiały  jej  chwile 

spokoju,  gdy  mog

ła  medytować  lub  pisać  listy  do  dzieci,  rozsianych  na 

ca

łym  świecie,  które  wspierała  materialnie.  Tego  wieczoru  jednak  poczuła 

si

ę osamotniona. 

Cieszy

ła  się  szczęściem  Anny.  Ale,  mimo  że  nienawidziła  siebie  za  to, 

czasami  by

ła trochę  zazdrosna. Uwielbiała  swoją pracę,  lecz  nie  wszystko 

uk

ładało  się  po  jej  myśli.  Została  reporterką  lokalnego  programu 

telewizyjnego w nadziei, 

że będzie to wielki przełom w jej życiu. Nikt jednak 

nie  przewidzia

ł,  że  kilka  tygodni  po  tym,  jak  zaczęła  pracować,  firma 

ograniczy bud

żet, co doprowadzi do odejścia filarów tego programu, a wraz 

z nimi najwa

żniejszych tematów. 

Jedyna pociecha w tym, 

że ograniczony budżet, a co za tym idzie mniej 

liczny personel, wp

łyną dodatnio na jej pozycję w redakcji. W rezultacie raz 

wyst

ąpiła  jako  reporter  i  raz  jako  współproducent.  Na  co  dzień  nadal 

zajmowa

ła  się  tropieniem  handlarzy  używanymi  samochodami  i 

ujawnianiem  oszustw.  Jedyn

ą  częścią  jej  ciała,  która  pojawiła  się  na 

ekranie, by

ła pupa, ponieważ pewnego razu musiała salwować się ucieczką 

przez p

łot. 

Nie  tylko  praca  wprawia

ła  ją  w  melancholijny  nastrój.  Fakt,  że  Anna 

wychodzi za m

ąż i opuści ich wspólny dom, uprzytomnił jej, jak ubogie jest 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

jej 

życie  towarzyskie.  W  miarę  zbliżania  się  do  trzydziestki  spostrzegła  z 

przera

żeniem, że wszyscy znajomi już z kimś się związali, niektórzy nawet 

maj

ą dzieci. 

Nie  potrzebowa

ła  mężczyzny  do  dobrego  samopoczucia.  Była  zbyt 

wyzwolona  i  niezale

żna,  by  uważać,  że  szczęście  zależy  od  posiadania 

partnera.  Ale  by

łoby  znacznie  przyjemniej  mieć  kogoś  u  swojego  boku. 

Kogo

ś,  czyja  obecność  na  ślubie  Anny,  kiedy  niewątpliwie  będzie  jej 

druhn

ą,  mogłaby  zapobiec  głupim  uwagom  w  stylu:  „ona  już  trzeci  raz 

wyst

ępuje w tej roli". 

– Daj spokój – powiedzia

ła na głos. 

Nie mia

ła nikogo i nie zanosiło się na zmianę. 

–  To ju

ż  było –  zaprotestowała, po czym ugryzła się  w język.  Nie może 

poda

ć  swoim  przełożonym  prawdziwych  powodów  swej  reakcji.  Szpital 

miejski  w  Melbourne 

łączył  się  ze  zbyt  wieloma  wspomnieniami, by  mogła 

zrobi

ć o nim obiektywny reportaż. Na samą myśl o nim przeszywał ją zimny 

dreszcz.  Gdyby  jej  szefowie  wiedzieli, 

że to właśnie tam zmarli jej rodzice, 

na pewno nawet nie rozwa

żaliby jej kandydatury. 

– Od ciebie zale

ży, jak potraktujesz ten temat – przerwał jej rozmyślania 

Mark Devlet, szef dzia

łu. – Ludzie chcą wiedzieć, dlaczego tak długo czeka 

si

ę  na  przyjęcie  do  szpitala,  dlaczego  brakuje  personelu.  To  jest  ogromny 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

materia

ł. Być może poniedziałek albo wtorek byłyby lepsze, ale dyrekcja nie 

wyra

ża  zgody.  Jack  twierdzi,  że  w  te  dwa  dni  pacjenci  czekają  wyjątkowo 

d

ługo. Z kolei w sobotę mogą zdarzyć się rzeczy interesujące. Masz zrobić 

z  tego  ciekawy  materia

ł.  To  nieprawda,  że  były  już  reportaże  z  tego 

szpitala. Jego dyrekcja po raz pierwszy wyrazi

ła zgodę na obecność kamer. 

Jack  Duncan od  lat  zajmuje si

ę tym szpitalem i gdyby nie wybory, sam by 

si

ę tego podjął. Musimy kuć żelazo, póki gorące, bo mogą zmienić zdanie. 

Przytakn

ęła.  Opinia  oddziału  nagłych  wypadków  szpitala  miejskiego 

pogarsza

ła się z dnia na dzień. Pomimo bolesnych, osobistych wspomnień 

Erin  czu

ła  się  w  dziwny  sposób  z  nim  związana.  Pamiętała  wrażenie 

spokoju, jakie j

ą tam ogarnęło, współczucie dyskretnie okazywane jej przez 

personel,  szacunek,  z  jakim  traktowano  jej  konaj

ących  rodziców.  Te 

elementy w istotny sposób pomog

ły jej przeżyć kilka następnych, smutnych 

miesi

ęcy. 

Żal  chwycił  ją  za  gardło  na  wspomnienie  jednej  z  bardziej 

dramatycznych  chwil:  piel

ęgniarka  poinformowała  ją,  że  będzie  musiała 

troch

ę  jeszcze  poczekać,  aż  zobaczy  rodziców,  ponieważ  pan  doktor 

zak

łada  im  szwy.  Potem,  gdy  zaprowadzono  ją  do  nich,  by  się  z  nimi 

ostatecznie  po

żegnała,  nie  mogła  opanować  zdumienia  na  widok  kunsztu 

lekarza,  który  do

łożył  wszelkich  starań,  aby  Grace  Casey  wyglądała  jak 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

najlepiej. 

Pod  naporem  wspomnie

ń  poczuła,  że  musi  zrobić  ten  reportaż.  Zrobić 

wszystko, by pokaza

ć prawdę. 

Rzuci

ła Markowi pewny siebie uśmiech. 

–  Proponuj

ę  spojrzeć  na  to  pod  zupełnie  innym  kątem.  –  Czuła,  jak 

wzbiera  w  niej  entuzjazm.  –  Telewidzów  stale  faszeruje  si

ę  krwawymi 

obrazami, wi

ęc tym razem... 

–  Nie rezygnuj z krwawych  obrazów –  przerwa

ł jej Mark. – Oni to lubią. 

Nie  mam  nic  przeciwko  innemu  spojrzeniu.  Dali  nam  woln

ą  rękę,  co 

graniczy z cudem. Zasady s

ą te same co zawsze: pacjenci i rodzina muszą 

by

ć  poinformowani,  że  ich  filmujecie,  a  ty  musisz  wyraźnie  się  im 

przedstawi

ć. 

–  B

ędzie  ze  mną  cała  ekipa,  więc  nie  będzie  wątpliwości,  że  jestem 

reporterem. 

Mark u

śmiechnął się, widząc jej zapał. 

–  Jedyny  problem  to  doktor  Donovan.  Jest  szefem  tego  oddzia

łu  i  nie 

znosi kamer. Musisz u

żyć wszystkich swoich wdzięków, ponieważ to z nim 

b

ędziesz pracować. Dyrekcja życzy sobie, żebyście towarzyszyli osobie na 

wy

ższym  stanowisku.  Podejrzewam,  że  w  przekonaniu,  że  ktoś  taki  nie 

pope

łni głupiego błędu na oczach telewidzów. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Podobno to my decydujemy, co robimy? 

– Ale

ż tak – zapewnił ją. – Po prostu będziesz na jego dyżurze. 

Odetchn

ęła z ulgą. 

– Kiedy zaczynamy? 

– Zaraz. Agnes przejmie od ciebie afer

ę w siłowni. 

Przyda jej si

ę kilka sesji na rowerku. A ty pędź już do szpitala. Zapoznaj 

si

ę  z  atmosferą.  Donovan  ma  dyżur  w  weekend.  Sfilmujemy  wszystko,  co 

si

ę da, a w przyszłym tygodniu przejrzymy materiał. Miejmy nadzieję, że to 

b

ędzie ciekawy weekend. 

–  Miejmy  nadziej

ę.  Chociaż nikomu nie  życzę,  żeby  się rozchorował.  – 

Zamkn

ęła notes. 

– Jak na reporterk

ę masz zbyt miękkie serce – zauważył Mark. – Wiem, 

że to nie to samo co wywiad z premierem, na którym tak ci zależało... 

– Nieprawda. – Erin zaczerwieni

ła się. 

–  To  mo

że  okazać  się  interesujące.  Chyba  nie  muszę  ci  przypominać, 

że wkrótce są wybory. Taki reportaż to dynamit. Dla obu stron. I będzie pod 

nim twoje nazwisko. 

– Nie martw si

ę. Będzie dobrze. Nie pożałujesz, że to mnie wybrałeś. 

–  Nie  w

ątpię.  Wpadnę  do  was.  Nie  po  to,  żeby  cię  kontrolować...  Z 

ciekawo

ści. – Uśmiechnął się pojednawczo. – Ty jesteś tam szefem. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Roz

łożyła ręce. Przecież i tak nie miała nic do powiedzenia. 

 

Na drugim ko

ńcu miasta, w sali konferencyjnej Melbourne City Hospital, 

omawiano ten sam temat, lecz ze znacznie mniejszym entuzjazmem. 

– Najpierw twierdzicie, 

że nie ma powodów do obaw, bo reportaż będzie 

robi

ł  doświadczony dziennikarz,  więc  chociaż  nadal  nie  podoba mi  się ten 

pomys

ł, zaczynam rozważać możliwość wyrażenia zgody. Teraz dowiaduję 

si

ę, że ten znany dziennikarz został oddelegowany do wyborów, w związku 

z  tym  b

ędziemy,  przepraszam,  ja  będę  miał  na  głowie  jakiegoś  młodego, 

bezczelnego reportera.  I  w tej  sytuacji oczekujecie mojej zgody? – Samuel 

Donovan  rzuci

ł  długopis  na  lśniący  blat  konferencyjnego  stołu.  – 

Wykluczone. Tony Dean nigdy by na co

ś takiego nie przystał. 

Bruce  Anderson  poprawi

ł  krawat,  unikając  gniewnego  spojrzenia 

swojego przedmówcy. 

–  Jak  wiadomo,  Tony  Dean  jest  na  zwolnieniu.  Sam  uzna

łeś,  że  nie 

nale

ży  zawracać  mu  głowy.  Jeśli  się  nie  zgodzisz,  będę  zmuszony 

skontaktowa

ć  się  z  Tonym,  który  jest  twoim  przełożonym.  –  Gestem 

powstrzyma

ł Samuela. – Nie mam wyboru. Dobrze wiesz, jak krytykowana 

jest  ostatnio  praca  naszego  szpitala.  Wpuszczaj

ąc  telewizję,  będziemy 

mogli  pokaza

ć  ludziom  trudne  warunki,  w  jakich  pracujemy,  oraz  może 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przekona

ć ich, że robimy również coś dobrego. 

Samuel Donovan skrzywi

ł się. 

–  Wierzysz, 

że  ten  dziennikarz  zrobi  uczciwy  reportaż?  Będzie 

wy

łącznie węszył za skandalem. Nie chodzi tylko o sam szpital, ale również 

o  pacjentów  i  ich  rodziny.  Czy  pomy

ślałeś  o  konsekwencjach,  jakie  może 

mie

ć dla nich pokazanie ich wizyt u nas wszystkim obywatelom tego kraju? 

–  Reporter  ma  obowi

ązek  każdego  informować  oraz  zakaz  filmowania 

kogokolwiek bez jego zgody. 

–  Przecie

ż  ci  ludzie  rzadko  są  w  stanie  umożliwiającym  świadome 

wyra

żanie  zgody  –  rzekł  Samuel  zirytowany.  –  Muszę  wracać  na  oddział. 

Mog

ę ci jedynie obiecać, że się zastanowię. 

Bruce  otar

ł  czoło.  Samuel  nie  był  łatwym  przeciwnikiem.  Nie  dość,  że 

mia

ł  blisko  dwa  metry  wzrostu  i  posturę  napastnika  rugby,  to  na  dodatek 

znany by

ł z zapalczywości. 

–  Zastanawiasz si

ę nad tym  od dawna.  Kierownik produkcji  zjawi się  w 

szpitalu  ko

ło  południa,  więc  będziesz  miał  okazję  z  nim  pogadać.  Ale, 

prosz

ę  cię,  myśl  racjonalnie.  Lepiej  ich  nie  zniechęcać,  jeszcze  zanim 

w

łączą kamery. 

–  Zgodzili

ście się na ten teatr. –  Samuel Donovan pochylił się. – Jakim 

prawem? Nie ma nic g

łupszego niż ekipa telewizji. Dzisiaj przychodzi nowa 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

grupa  sta

żystów!  Chyba  zdajesz  sobie  sprawę,  co  się  wtedy  dzieje?  – 

D

źgnął palcem powietrze. – Skąd miałbyś wiedzieć. Zjawiasz się tam tylko 

po  to, 

żeby  udzielać  wywiadów,  i  to  tylko  wtedy,  kiedy  masz  dobre 

wiadomo

ści.  Jeśli  tobie  nie  wypada,  sami  możemy  ich  spławić.  –  Szukał 

argumentów, chocia

ż wiedział, że stoi na straconej pozycji. – Co się stanie, 

je

śli odmówię wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu? 

–  B

ędę  zmuszony  zadzwonić  do  Tony'ego.  Jasne,  że  wolałbym  nie 

m

ącić mu spokoju. Przeszedł nie byle jaki zawał. 

–  Nie  udawaj, 

że  cię  to  obchodzi  –  warknął  Samuel.  –  Wiemy,  co  było 

przyczyn

ą tego zawału. I jeśli nadal będziemy pracować w tych warunkach, 

takich zawa

łów będzie więcej. 

– I dlatego powinni

śmy wykorzystać tę okazję. 

– Je

śli zrobi się z tego smród, to nie mówcie, że was nie ostrzegałem. – 

Samuel  znacznie 

łagodniejszym tonem zwrócił się do sekretarki dyrektora, 

która  stara

ła  się  nie  okazywać  zadowolenia  z  faktu,  że  ktoś  przytarł  jej 

zwierzchnikowi nosa. – Prosz

ę wpisać moje zastrzeżenia do sprawozdania. 

Sekretarka  skin

ęła  głową,  czerwieniąc  się  po  uszy.  Trudno  się  temu 

dziwi

ć,  Samuel  Donovan  bowiem  robił  wielkie  wrażenie  na  wszystkich 

kobietach,  mimo 

że  nie  zdawał  sobie  z  tego  sprawy.  Dla  niego 

najwa

żniejsza była praca, a tej w tym szpitalu nigdy nie brakowało. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

W  drodze  do  budynku  dyrekcji  szpitala  Erin  stara

ła  się  zapanować  nad 

nerwowymi  skurczami 

żołądka.  W  środku  stanęła  zdezorientowana. 

Tabliczki  informacyjne  by

ły  nieczytelne,  wokół  stały  rusztowania,  a 

czerwone  strza

łki  rozchodziły  się  we  wszystkich  kierunkach.  Na  szczęście 

zbli

żał  się  jakiś  lekarz.  Nie  zwolnił  jednak,  wręcz  przeciwnie,  przyspieszył 

kroku, tak 

że musiała zejść mu z drogi, niemal przyparta do ściany. 

– Przepraszam – rzuci

ła zirytowana. 

Natychmiast  si

ę  odwrócił,  a  na  jego  twarzy  zamiast  gniewu  błąkał  się 

przepraszaj

ący uśmiech. 

–  Przepraszam.  Nie  zauwa

żyłem pani. Zamyśliłem  się.  Serce  zabiło jej 

mocniej.  Czy  to  jest  on?  Lekarz,  który  mia

ł  dyżur  tej  nocy,  kiedy 

przywieziono jej rodziców, ten sam, który tak starannie pozszywa

ł twarz jej 

matki?  Mimo 

że  upłynęło  już  dziesięć  lat,  tamte  obrazy  na  zawsze 

pozostan

ą w jej pamięci. To on, na pewno. Ma teraz krótsze włosy i wydaje 

si

ę spokojniejszy, ale oczy są te same. Czuła, że powinna coś powiedzieć, 

lecz zaatakowa

ł ją natłok obrazów. 

–  Czy  spieszy  si

ę  pan  do  jakiegoś  okropnego  wypadku?  Rozbawiło  go 

tak postawione pytanie. 

–  Zdaje  si

ę,  że  raczej  uciekam  przed  czymś  okropnym.  –  Przeczesał 

palcami  ciemnoblond  w

łosy.  –  Stale  zapominam,  że  mamy  remont  i  że 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

korytarze zrobi

ły się węższe. 

– Ja te

ż się zagapiłam. Nie mogę trafić do dyrekcji. 

– To tutaj. 

–  W

łaśnie  widzę.  Cały  szpital  się  wali,  ale  fundusze  na  remont 

dyrektorskich gabinetów zawsze si

ę znajdą. 

Roze

śmiał się. 

– Kogo pani szuka? 

Wyj

ęła z torby karteczkę. 

– Mam si

ę zgłosić do Dorothy Farrel. 

–  To  sekretarka  dyrektora.  Jest  teraz  na  spotkaniu,  które  zaraz  si

ę 

sko

ńczy. – Zerknął na zegarek. Chyba wypada zaprowadzić tę dziewczynę 

na  miejsce,  zw

łaszcza  że  omal  jej  nie  przewrócił.  –  Pokażę  pani,  gdzie  to 

jest. 

– Nie trzeba, dzi

ękuję. – Nagle zapragnęła uciec od niego. Przywoływał 

zbyt bolesne wspomnienia. – Prosz

ę mi tylko pokazać, w którą stronę mam 

i

ść. Jest pan na pewno bardzo zajęty. 

To  prawda.  Jak  w  ka

żdy  poniedziałek.  Ale  nic  się  nie  stanie,  jeśli 

przyjdzie  par

ę  minut  później.  Nie  bardzo  wiedział,  dlaczego  tak  pragnie 

pomóc tej kobiecie, ale czu

ł, że jest zafascynowany jej ogromnymi oczami, 

nastroszon

ą fryzurą i delikatnymi rysami twarzy. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Prosz

ę iść za mną. To dla mnie żadna fatyga. 

Nie  mia

ła  wyboru.  Szedł  tak  zamaszystym  krokiem,  że  niemal  za  nim 

bieg

ła.  Weszli  po  schodach  na  ostatnie  piętro.  Gdy  otworzył  przed  nią 

drzwi, zerkn

ęła do środka. 

– Dyrektorskie palmy i puszyste dywany... – zauwa

żyła. – Dziękuję. 

– Nast

ępnym razem radzę iść za zapachem kawy z ekspresu. 

–  Nie  omieszkam.  –  Wymin

ęła  go,  by  wejść  do  środka,  ale  on  nie 

odszed

ł. 

– Pani w sprawie pracy? – zapyta

ł. 

–  Poniek

ąd.  Jestem  Erin  Casey  z  telewizji.  Mam  nakręcić  dokument  o 

oddziale  nag

łych  wypadków.  –  Podając  mu  dłoń,  nie  zauważyła  nagłej 

zmiany na jego twarzy. – Z kim mam przyjemno

ść? 

– Samuel Donovan. Szef oddzia

łu nagłych wypadków. 

Zmartwia

ła. Chyba nie umknie bolesnym wspomnieniom. 

– Z tego, co s

łyszałam, już mnie pan nie lubi. 

Ich  spojrzenia  spotka

ły  się.  Samuel  odniósł  wrażenie,  że  skądś  ją  zna. 

Jednocze

śnie działo się z nim coś, czego nie potrafił określić, a co sprawiło, 

że zupełnie zapomniał, dlaczego tak ostro protestował w sprawie reportażu. 

–  Nie  mam  nic  przeciwko  pani.  Po  prostu  nie  podoba  mi  si

ę 

pokazywanie w telewizji szpitala na 

żywo. Tu jest zbyt dużo cierpienia. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Rozumiem.  Ale  nie  zamierzam  zrobi

ć  dobrego  programu  kosztem 

pacjentów. 

– Wszyscy tak mówi

ą. 

– Z t

ą różnicą, że ja będę się tego trzymać. 

Patrzy

ł  na nią,  gdy odchodziła.  Potem  zamknął drzwi i ruszył  na dół.  Z 

daleka  od  tych  nie  wiadomo  sk

ąd  znajomych  oczu  mógł  nareszcie 

racjonalnie  pomy

śleć.  Erin  Casey  jest  z  telewizji  i  ma  nakręcić  film. 

Niezale

żnie od jej ujmującej powierzchowności i przychylnej reakcji na jego 

zastrze

żenia,  wszystko,  co  powiedział  na  spotkaniu,  nadal  go  obowiązuje. 

Musi mie

ć na uwadze dobro oddziału i nie wolno mu o tym zapominać. Już 

za  drzwiami  z  napisem  „Tylko  dla  personelu"  sanitariusz  pcha

ł  wózek  z 

pacjentem. 

–  Dobrze, 

że  jesteś  –  powitała  go  Fay  Ciarkę.  –  Chirurgia  ręki  musi 

poczeka

ć. Jesteś potrzebny na reanimacji. 

Gdy  przebra

ł  się  z  białego  fartucha  w  plastikowy,  znowu  poczuł  na 

ramionach ci

ężar odpowiedzialności. Jakie to dziwne, ale gdy był z tą Erin, 

zupe

łnie zapomniał o szpitalu. Tym bardziej musi mieć się na baczności. 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 2 

 

–  Reporta

ż  będzie  nosił  tytuł  „24  godziny  na  oddziale  nagłych 

wypadków"  –  poinformowa

ła  zebranych  w  pokoju  śniadaniowym.  –  Moim 

zdaniem brzmi to bardzo dobrze. 

–  Nie  dla  tych,  którzy  akurat  zaczynaj

ą  dyżur  –  zauważył  z  przekąsem 

Samuel, wzbudzaj

ąc powszechną radość. 

Śmiali  się  wszyscy  oprócz  Erin.  Zebranie  to  miało  służyć 

zaprezentowaniu  jej  zespo

łowi,  lecz  okazało  się  zupełnym  niewypałem. 

Próbowa

ła  choć  trochę  zarazić  to  zamknięte  grono  swym  entuzjazmem. 

Stara

ła  się  być  miła,  lecz  na  każdym  kroku  spotykała  się  z  obojętnym 

milczeniem  i  co  najwy

żej  komentarzami  wygłaszanymi  na  stronie. 

Wszystkiego musia

ła dowiedzieć się sama, nawet tego, gdzie są toalety. 

Wzi

ęła głęboki wdech, ignorując uwagę Samuela. 

–  Dzi

ękuję,  że  wszyscy  zechcieliście  przyjść  na  to  spotkanie. 

Kamerzy

ści będą od czasu do czasu wpadać na oddział, żeby ustalić ujęcia 

i  nakr

ęcić  fragmenty  materiału.  Dzięki  temu  stopniowo  oswoicie  się  z 

obecno

ścią kamer. Czy ktoś ma pytania? 

–  Chcia

łabym  mieć  pewność,  że  na  żądanie  kogokolwiek  z  personelu 

wy

łączycie  kamery  albo  opuścicie  pomieszczenie  –  rzekła  przełożona 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

piel

ęgniarek, Fay Ciarkę. 

Erin zawaha

ła się. Nie mogła jej spojrzeć w oczy. 

–  Mimo  ustale

ń  rady  nadzorczej,  że  ekipa  ma  nieograniczony  dostęp, 

nie b

ędziemy niczego filmować bez zgody pacjenta. 

–  To  nie  jest  odpowied

ź,  jakiej  Fay  oczekuje.  –  Erin  nie  musiała  się 

odwraca

ć,  by  wiedzieć,  kto  wygłosił  ten  komentarz.  –  Fay  pyta,  czy 

opu

ścicie oddział na żądanie jej lub którejkolwiek z pielęgniarek. 

– Oczywi

ście. Jeśli to żądanie będzie uzasadnione. 

– 

Żądanie pielęgniarki jest zawsze uzasadnione. 

–  Chwileczk

ę.  –  Wyprostowała  się.  –  Zarząd  dał  nam  pozwolenie  na 

filmowanie. Nie jeste

śmy bandą reporterów żądnych sensacji. Czy wam się 

to  podoba,  czy  nie,  ekipa  b

ędzie  na  oddziale.  Jeśli  macie  na  tym 

skorzysta

ć, musimy wypracować jakąś metodę współpracy. Jeśli każecie mi 

wyj

ść,  wyjdę,  ale  jeśli  będzie  się  to  powtarzało  na  każdym  kroku  i  bez 

powa

żniejszej  przyczyny,  to  całe  przedsięwzięcie  nie  ma  sensu.  – 

Rozejrza

ła  się  po  zebranych,  ale  oni  znowu  unikali  jej  spojrzenia.  –  Jeśli 

b

ędziecie  mieli  pytania,  do  końca  dnia  jestem  na  oddziale.  Dziękuję  wam 

jeszcze raz za to, 

że zechcieliście się ze mną spotkać. 

–  Idziemy  do  poczekalni  –  oznajmi

ł  kamerzysta  Dave,  gdy  Erin 

pakowa

ła rzeczy, a personel powoli się rozchodził. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Zróbcie par

ę ujęć zegara. Jak najwięcej. Czuję, że się nam przydadzą. 

– 

Żebyście mogli potwierdzić zarzut długiego oczekiwania na pomoc? 

Ujrza

ła przed sobą zagniewaną twarz Samuela Donovana. 

– Zanosi si

ę na to, że ekipa spędzi tam większość czasu. Te ujęcia będą 

nasz

ą  jedyną  pamiątką  stąd.  –  Wszyscy  oprócz  Samuela  już  wyszli  z 

pokoju. 

–  Zauwa

żyłem,  że  pytanie  Fay  nie  spodobało  ci  się  –  oznajmił 

spokojnym tonem, ona za

ś poczuła, że powoli puszczają jej nerwy. Starała 

si

ę jednak zachować opanowanie. 

–  Nie  podoba  mi  si

ę  sytuacja,  w  której  będziemy  wypraszani  za  drzwi 

pod najdrobniejszym pretekstem. 

– Tego Fay nie powiedzia

ła. Ani ja. To pani tak to zinterpretowała. 

–  A  mog

łam  inaczej?  Wiem,  że  nie  chciał  pan  wpuścić  tu  telewizji. 

Spodziewa

łam się problemów  ze strony  personelu, ale zaskoczyła mnie ta 

nieskrywana wrogo

ść. Jestem tu od poniedziałku, ale gdy tylko pojawię się 

na horyzoncie, cichn

ą wszystkie rozmowy. Czuję się jak trędowata. 

– Mo

żna to zmienić. 

– Czy to jest pana sprawka? – Unios

ła brwi. 

– Przyznaj

ę się do winy – odparł bez cienia zmieszania. 

– Co pan im powiedzia

ł? 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– 

Żeby mieli się na baczności. 

–  Dlaczego?  Przecie

ż  już  pana  zapewniłam,  że  nie  zamierzam  nikogo 

skrzywdzi

ć. 

– A dlaczego mia

łbym pani wierzyć? 

Poczu

ła się dotknięta. Sytuacja wymagała odwetu. 

– Wi

ęc nic się nie zmieni? – zaatakowała. – Takie ustalił pan reguły gry? 

Personel  ma  wyrzuca

ć  nas  za  drzwi  zawsze,  gdy  będzie  działo  się  coś 

cho

ćby  tylko  trochę  interesującego,  oraz  nie  będzie  się  do  mnie  odzywał. 

W

ątpię, żeby dało się z tego zrobić ciekawy film. 

– Wi

ęc może lepiej spakować manatki i dać nam spokój. 

–  Jeszcze  mnie  pan  nie  zna,  panie  Donovan.  Mówi

ąc  o  ciekawym 

materiale,  mia

łam  na  myśli  film,  który  przyniósłby  coś  dobrego  temu 

szpitalowi.  Zrobi

ę  ten  reportaż,  ale  nie  gwarantuję,  że  pański  oddział 

wypadnie na nim korzystnie. 

Samuel Donovan uniós

ł brwi. 

– Prawd

ę mówiąc, czekałem, kiedy się pani odkryje. 

– Przez my

śl mi nawet nie przeszło, żeby przedstawić ten szpital w złym 

świetle.  Moim  zamiarem  jest  pokazać  prawdziwy  obraz,  ale  to  jest 

niemo

żliwe. Nawet zmieniono plan dyżurów. 

–  Nic podobnego – zirytowa

ł się. – O czym pani mówi? Miała pewność, 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

że się nie myli. 

–  Dobrze  mu  si

ę  przyjrzałam.  Przez  ostatni  miesiąc  na  nocnych 

dy

żurach  była  tylko  jedna  kierowniczka  zmiany  pielęgniarek.  W  ten 

weekend  na  noc  zapisana  jest  Fay,  która  podobno  ma  teraz  dy

żury 

dzienne,  oraz jeszcze dwie  dodatkowe  piel

ęgniarki z  miasta. Dziwny  zbieg 

okoliczno

ści? 

–  Zapewniam, 

że  tych  zmian  nie  dokonano  dla  wygody  ekipy 

telewizyjnej.  Tak  si

ę  składa,  że  w  tym  tygodniu  jest  wymiana  stażystów.  I 

dlatego  potrzebne  mi  b

ędą  najbardziej  doświadczone  pielęgniarki.  Gdyby 

si

ęgnęła  pani  nieco  głębiej,  zorientowałaby  się  pani,  że  taka  wymiana 

nast

ępuje  co  sześć  miesięcy.  W  ten  sposób  oprócz  wścibskiej  ekipy 

filmowej  i  reporterki,  która  biadoli, 

że  nikt  jej  nie  lubi,  będę  miał  na  głowie 

nowych  lekarzy,  których  trzeba  wszystkiego  uczy

ć.  Tytuł  „24  godziny  na 

oddziale  nag

łych  wypadków"  zapewne  brzmi  ładnie,  ale  zobaczymy,  czy 

b

ędzie równie atrakcyjny o siódmej w niedzielę. 

Czu

ła,  że  traci  grunt  pod  nogami.  Nie  potrafiła  udawać  bezdusznej 

reporterki,  zw

łaszcza  w  jego  obecności.  Zauważył  jej  wahanie. 

Niespodziewanie  dla  samego  siebie  zacz

ął  wyrzucać  sobie,  że  tak 

uporczywie stara si

ę utrudniać jej życie. Przecież ona zasługuje na podziw. 

Wbrew  fatalnemu  przyj

ęciu  ze  strony  personelu  przez  cały  czas  dąży  z 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

u

śmiechem  na  twarzy  do  realizacji  swojego  celu.  Dopiero  teraz  okazała 

s

łabość. Sprawia wrażenie zmęczonej i wcale nie wygląda jak dziennikarka 

w  pogoni  za  upatrzonym  tematem,  przed  jak

ą  ostrzegał  swoich 

podw

ładnych. 

– Ich stosunek mo

żna zmienić. Wystarczy jedno moje słowo. 

–  Kim  pan  jest?  Ojcem  chrzestnym?  –  rzuci

ła  poirytowanym  tonem. 

Powinna by

ła uważniej obejrzeć plan dyżurów. 

–  Tutaj  tak.  Prosz

ę  posłuchać.  Pielęgniarki  są  tu  najważniejsze.  Bez 

nich  nie  by

łoby  oddziału.  Jest  to  najwspanialszy  zespół  pod  słońcem:  te 

dziewczyny s

ą serdeczne, wesołe, otwarte. 

– Nie zauwa

żyłam. 

–  Potrafi

ą  też  być  wyjątkowo  nieprzyjemne.  Praca  tutaj  to  w  połowie 

nuda, w po

łowie adrenalina. Oglądają okropne sceny i rzadko spotykają się 

z  wdzi

ęcznością.  Mogą  polegać  wyłącznie  na  wzajemnym  wsparciu.  Ale 

kiedy potraktowa

ć je odpowiednio, są jak do rany przyłóż. 

– Staram si

ę, jak umiem. 

–  Nie  zrozumia

ła  mnie  pani.  –  Potrząsnął  głową.  –  Podam  parę 

przyk

ładów...  Weźmy  Louise  z  reanimacji.  Tę,  która  pytała  o  makijaż.  – 

Louise  spodziewa

ła  się  całej  ekipy  charakteryzatorek.  –  Ona  przywiązuje 

du

żą  wagę  do  swojego  wyglądu.  Ponadto  wydaje  jej  się,  że  jest  bardzo 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

szczup

ła. 

– Co to ma do rzeczy? 

–  Wyobra

źmy  sobie  –  ciągnął  –  że  przywożą  nam  pacjenta  ze 

wstrzyman

ą  akcją  serca  i  Louise  robi  masaż  serca.  Gdzie  będą  wasze 

kamery? 

–  Gdzie

ś pod ścianą,  pod  warunkiem,  że nas tam  wpuścicie. –  Czyżby 

na wargach Samuela Donovana dostrzeg

ła cień uśmiechu? 

– Otó

ż to. Czy podczas montażu ktoś z was pomyśli o tym, jak wygląda 

biedna  Loiuse?  Nast

ępny  przykład.  Jedna  z  jej  koleżanek  ma  romans  z 

żonatym  mężczyzną.  Nie  powiem,  o  kogo  chodzi,  proszę  nie  pytać.  Nie 

pochwalam  tego,  ale  nie  mog

ę  zabronić  rozmów  na  ten  temat.  Co  się 

stanie, je

śli na nagraniu znajdzie się jakiś komentarz dotyczący tej pary? To 

mo

że mieć fatalny wpływ nie tylko na opinię o personelu. Ja muszę ocenić 

ten  reporta

ż  również  z  punktu  widzenia  pacjentów.  Oni  mogą  wyrazić 

zgod

ę, ale musi być ktoś, kto zadba o ich interesy. 

Trudno by

ło odmówić mu racji. 

– Postaram si

ę niczego nie przeoczyć. 

–  To  mi  nie  wystarczy.  Chc

ę  brać  w  tym  udział.  Chcę  obejrzeć  film, 

zanim b

ędzie emitowany. 

–  Obawiam  si

ę,  że  nie  dostanę  na  to  zgody.  Nawet  zarząd  nie  ma  do 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

tego prawa. 

– Mo

że pani wysłuchać mojej opinii. 

–  Pan  wszystko  ocenzuruje.  –  Zdenerwowa

ł  ją.  –  Poza  tym  nie  mogę 

posieka

ć całego filmu. Nie mam prawa. 

–  Podobno  jest  pani  wspó

łproducentem.  Mam  na  względzie  wyłącznie 

dobro  personelu  i  pacjentów.  Zdaj

ę  sobie  sprawę  z  tego,  że  ma  pani 

zadanie do wykonania, I uszanuj

ę to. 

– W

ątpię. 

Nareszcie  si

ę  uśmiechnął.  Ze  zdumieniem  stwierdziła,  że  znowu  ma 

przed  sob

ą  tego  sympatycznego  mężczyznę,  którego  spotkała  na 

korytarzu. 

–  Daj

ę  słowo  honoru.  Pod  warunkiem  jednak,  że  pani  uszanuje  pracę, 

która ja mam do wykonania. Jestem tutaj szefem i zostan

ę tu długo po tym, 

jak ekipa spakuje kamery i przeniesie si

ę gdzie indziej. Proszę mi obiecać, 

że da  mi pani  obejrzeć film  przed  emisją, a ja poproszę  dziewczyny,  żeby 

traktowa

ły panią jak członka naszej rodziny. 

– Mam da

ć to panu na piśmie? – odcięła się. 

Popatrzy

ł na nią przenikliwie, aż poczuła ciarki. 

– Nie trzeba. Wierz

ę pani. 

Poczu

ła się lepiej, więc uznała, że ostatnie słowo musi należeć do niej. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Chodzi panu tylko o to, 

żeby  być pierwszą osobą, która obejrzy pupę 

Louise. 

Roze

śmiał się. 

– Marnuje si

ę pani jako reporterka. Powinna pani zostać pielęgniarką. 

 

Wracaj

ąc  z  lunchu,  przygotowywała  się  na  oschłe  powitanie.  Nie 

dowierza

ła własnym oczom, gdy ujrzała same uśmiechnięte twarze. 

– Erin, chod

ź tu do nas. – Fay zapraszała ją do stanowiska pielęgniarek, 

gdzie  w

łaśnie  odbywało  się  przekazywanie  dyżuru.  –  To  jest  centrum 

dowodzenia  ca

łym  oddziałem.  Nie  wolno  nam  zrobić  nic,  co  nie  jest 

wcze

śniej odnotowane na tej tablicy. 

– Nawet w nag

łych wypadkach? 

–  No  nie.  Ale  wszystko  musi  by

ć  tu  zapisane  jak  najszybciej.  Widzisz 

tam Hilary, nasz

ą pielęgniarkę kardiologiczną? – Fay wskazała na kabinę. – 

Hilary  przewozi teraz  pacjenta  z szóstki  na  reanimacj

ę. Od tej pory będzie 

pod  opiek

ą  Jo,  która  ma  wieczorny  dyżur.  –  Wytarła  nazwisko  z  części 

tablicy przypisanej kabinie numer sze

ść. – Które łóżko? – krzyknęła na cały 

oddzia

ł. 

– Trzecie! 

–  Wpisuj

ę  jego  nazwisko  do  kratki  „Reanimacja  3"  –  tłumaczyła  Fay.  – 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Razem z wywiadem i diagnoz

ą. W ten sposób, gdy przyjdą jego wyniki albo 

kto

ś w odwiedziny, od razu będzie wiadomo, gdzie go szukać. Poza tym od 

razu wida

ć, że kabina sześć jest wolna. 

– Chyba nie na d

ługo – zaryzykowała Erin. 

– Komu

ś z zewnątrz może się wydawać, że przez pół dnia tępo gapimy 

si

ę w tę tablicę, ale dzięki niej zawsze wiemy, kogo tu mamy, co mu dolega, 

jak jest leczony, jakie czekaj

ą go zabiegi i jakie są „planowane" rezultaty. 

– Planowane? 

–  Nie  wiesz,  jak  to  bywa  z  najbardziej  misternymi  planami?  Na  tym 

oddziale  trzeba  to  pomno

żyć  przez  dziesięć  albo  nawet  dziesięć  tysięcy. 

Pacjent  czeka  na  zwyczajne  prze

świetlenie,  ale  nikt  nie  jest  w  stanie 

przewidzie

ć,  jaki  nowy  przypadek  nam  przywiozą.  Bywa,  że  przez  jakiś 

czas to  prze

świetlenie spada na sam koniec  listy priorytetów.  Kiedy indziej 

pacjent czeka na 

łóżko, ale dopóki ten, kto na nim leży, nie opuści szpitala, 

nie ma na nie szansy. 

–  Potem  i  tak  musimy  czeka

ć,  aż  łóżko  zostanie  odpowiednio 

przygotowane – dorzuci

ła inna pielęgniarka. W jej głosie Erin usłyszała nutę 

ironii. 

– Co trwa nie wiadomo ile – u

ściśliła Fay. 

– Z powodu braku salowych? 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Czasami.  Ale  oni  te

ż  mają  pełne  ręce  roboty.  Wiedzą,  że  gdy  tylko 

zamelduj

ą nam o wolnym łóżku, natychmiast tam kogoś położymy. Więc nie 

bardzo si

ę spieszą z taką informacją. Zazwyczaj musimy ich poganiać. 

– Czy to nie nale

ży do obowiązku osoby odpowiedzialnej za stan łóżek? 

W odpowiedzi Fay wzruszy

ła ramionami. 

–  Ona  nie  ma  czasu  na  sprawdzanie  stanu 

łóżek  na  wszystkich 

oddzia

łach.  Tam  też  obowiązuje  grafik.  Podobny  do  naszego.  Mamy  też 

inne sposoby. 

W  tej  samej  chwili  z  systemu  nag

łaśniającego  rozległ  się  potrójny 

sygna

ł. Wszyscy zamarli w bezruchu. 

–  Zespó

ł  do  nagłych  wypadków  jest  proszony  na  oddział  szósty  – 

odezwa

ła się dyspozytorka. 

Kilku lekarzy wybieg

ło z kabin. 

– Oto jedna z tych metod – podj

ęła Fay. – Za chwilę dowiemy się, o co 

chodzi.  By

ć może znajdzie się łóżko dla pacjenta z dwójki. – Wpisała litery 

„O

Ł" w jednej z kratek na tablicy. 

–  Czy  to  znaczy, 

że  łóżka  nie  stoją  puste  przez  jakiś  czas  po  tym,  jak 

kto

ś... – Nie dokończyła. 

–  Jak  kto

ś  umrze?  –  upewniła  się  rzeczowym  tonem  Fay.  –  Tutaj  nie 

owijamy niczego w bawe

łnę. – Poklepała Erin po ramieniu. – Tutaj łóżka są 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

na wag

ę złota. Musimy dbać o tych, którzy żyją. 

Erin przygl

ądała się słowom i literom na tablicy. 

– Co oznacza „O

Ł"? – zapytała. 

– Oczekuje na 

łóżko – odpowiedział jej zgodny chór. 

Poczu

ła, że nareszcie została  zaakceptowana.  Uśmiechnęła się. Zanim 

odprawa  dobieg

ła  końca,  poznała  znaczenie  paru  innych  tajemniczych 

skrótów:  WD  –  wypadek  drogowy,  D  –  dziecko,  BKP  –  ból  w  klatce 

piersiowej, S – do sprawdzenia. 

–  Fay,  sko

ńczyłaś?  Mam  pół  godziny  na  oprowadzenie  Erin  –  rzekł 

Samuel Donovan, do

łączając do ich grupy. 

Przyj

ęcie  do  grona  najwyraźniej  łączyło  się  z  odrzuceniem  oficjalnych 

formalnych  zwrotów  grzeczno

ściowych  na  rzecz  zwracania  się  do 

wszystkich  po  imieniu.  Gdy  opuszczali  stanowisko  piel

ęgniarek,  Erin 

zagadn

ęła Fay: 

–  Przepraszam, 

że  nie  dałam  ci  konkretnej  odpowiedzi  podczas 

zebrania. To jasne, 

że jeśli poprosicie nas o opuszczenie sali, natychmiast 

wyjdziemy. 

–  Dzi

ęki.  Wcale  nie  chciałam  robić  ci  trudności,  ale  dobra  pielęgniarka 

na  takim  oddziale  jak  ten  powinna  wybiega

ć  myślą  naprzód.  Nie  mam  nic 

przeciwko temu, 

żebyście zrobili parę dobrych ujęć, ale mamy tutaj nie tylko 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

ludzi  z  pourywanymi  nogami.  Sama  zobaczysz.  Mo

że  się okazać,  że  miły, 

m

łody  człowiek  jest  psychopatą,  a  wówczas  obecność  kamer  jest 

zdecydowanie niewskazana. Za zwyczajnym bólem  brzucha  mo

że kryć się 

co

ś  poważnego  lub  na  tyle  intymnego,  że  w  obecności  ekipy  pacjent  nie 

zechce  udzieli

ć  wyjaśnień.  Bywa  i  tak,  że  rodzina,  która  towarzyszy 

choremu,  nie ma  poj

ęcia,  dlaczego tu się  znalazł,  za to pielęgniarka może 

si

ę  domyślać  przyczyny.  I  dlatego  jest  ważne,  żebyście  wyszli,  gdy  o  to 

poprosimy. Zapewniam ci

ę, że nie będziemy was wyrzucać bez powodu. 

Erin  u

śmiechnęła  się  do  Fay,  jednej  z  najstarszych  pielęgniarek  w  tym 

szpitalu. 

– Wydaje mi si

ę, że już gdzieś cię widziałam. Może w telewizji. 

–  Nigdy nie by

łam  na wizji. Mogłaś najwyżej słyszeć  mój  głos.  – Czuła, 

że krople potu  wystąpiły  jej  na czoło.  – Moja siostra cierpi  na  astmę,  więc 

bywa

łyśmy tu całkiem często. Pewnie stąd mnie pamiętasz. 

– Mo

żliwe. – Fay nie była przekonana. 

Samuel Donovan szed

ł obok, nie zwracając uwagi na tę wymianę zdań. 

–  Jeste

śmy  na  miejscu,  czyli  w  głównej  poczekalni.  Tutaj  czekają 

pacjenci,  których  nie  przywioz

ła  karetka.  Tutaj  dokonuje  się  selekcji.  – 

Nacisn

ął  zielony guzik, by otworzyć rozsuwane  drzwi. – Tutaj przyjmowani 

s

ą pacjenci z karetek. Ich oględzin dokonuje ta sama siostra. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Ta kobieta ma pe

łne ręce roboty – rzekła z uznaniem Erin. 

– Równie dobrze mo

że to być mężczyzna. Nie podejrzewałem, że jesteś 

taka politycznie niepoprawna. 

Pu

ściła mimo uszu ten komentarz, tym bardziej że znowu słuchała Fay. 

–  Ona  czy  on...  –  Fay  zerkn

ęła  na  Samuela  Donovana  –  musi  być 

dobrym  obserwatorem.  To, 

że  ktoś  przyjechał  karetką,  wcale  nie  musi 

znaczy

ć,  że  jest  bardziej  chory  od  kogoś,  kto  siedzi  w  poczekalni.  Osoba, 

która  tu  dy

żuruje,  musi  przez  cały  czas  bacznie  obserwować  wszystkich 

czekaj

ących. 

–  Spisuje  protokó

ł i ocenia stan pacjenta na skali od jednego do pięciu. 

Jeden oznacza stan najpowa

żniejszy. 

– Ból w klatce piersiowej? – rzuci

ła Erin. Samuel jednak pokręcił głową. 

– Lepiej nie dosta

ć jedynki. Ci nawet nie czekają na diagnozę. Od razu 

l

ądują  na  reanimacji,  co  zazwyczaj  oznacza  masaż  serca  lub  interwencję 

ratuj

ącą życie. 

– Kto dostaje dwójk

ę? 

–  Bywa, 

że  i  osoba  z  bólem  w  klatce  piersiowej.  –  Uśmiechnął  się 

nieznacznie.  –  Równie

ż  dwójka  ma  nikłą  szansę.  Osoby  te  wymagają 

natychmiastowej  pomocy  i  te

ż są kierowane  na reanimację,  żeby  nam  nie 

odlecia

ły. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Nie odlecia

ły? To nie brzmi zbyt stosownie. 

–  Musisz  przyzwyczai

ć  się  do  naszego  żargonu.  Żeby  nie  dostały 

zapa

ści, nie straciły przytomności. 

–  Powiedzmy, 

że  odczuwam  ból  w  klatce  piersiowej,  ale  selekcjoner 

decyduje, 

że nie odlecę. Czy dostaję wtedy trójkę? 

– Niekoniecznie – odrzek

ł Samuel. – Ból w klatce piersiowej może mieć 

charakter  kardiologiczny  lub  op

łucnowy,  może  też  być  wywołany  urazem, 

na przyk

ład upadkiem. Istotne jest również to, czy pacjent poczuł ten ból po 

raz pierwszy, czy odczuwa

ł go już dawniej. 

– A

ż tyle spraw trzeba wziąć pod uwagę? 

–  Dlatego  dy

żurują  tutaj  osoby  z  największym  doświadczeniem  – 

wtr

ąciła Fay. – Moi podwładni nie przepadają za tym miejscem. Większość 

woli  by

ć  tam,  gdzie  coś  się  dzieje,  ale  selekcjoner  z  dużą  praktyką  jest 

nieodzowny. Dzi

ęki niemu nasza praca przebiega znacznie sprawniej. 

– Co dzieje si

ę z pacjentem zakwalifikowanym jako trójka? 

–  Osoba ta  jest  zazwyczaj przyjmowana od razu i  najcz

ęściej ląduje na 

wózku. Selekcjoner ma ju

ż spisane obserwacje na jej temat i nie spuszcza 

jej  z  oka,  dopóki  nie  zjawi  si

ę  lekarz.  Jeśli  jej  stan się pogarsza,  przewozi 

siej

ą  na  oddział.  Kategoria  czwarta  nie  należy  do  priorytetów.  Czwórki 

czekaj

ą  w  tej  poczekalni  lub  w  sąsiedniej,  przeznaczonej  dla  przypadków 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

zagro

żonych. 

– A co b

ędzie ze mną, jeśli otrzymam piątkę? 

–  Wówczas  lepiej  mie

ć  przy  sobie  jakąś  dobrą  książkę.  Przeszli  na 

reanimacj

ę, gdzie Jo spisywała uwagi na temat pacjenta. 

– W porz

ądku, Jo? – zainteresowała się Fay. 

–  Na  szóstce  wszyscy  s

ą  ciągle  zajęci.  Dzwonię  do  nich  i  dzwonię,  a 

mój pacjent ma bóle i zwolnion

ą czynność serca. 

– Ile osób mo

żna tu przyjąć naraz? 

–  Mamy  trzy 

łóżka  dla  dorosłych  wyposażone  w  barierki,  które  można 

podnie

ść  dla  dzieci  lub  osób  nieprzytomnych  albo  niespokojnych.  Przez 

ca

ły  czas  jest  tu  pielęgniarka,  więc  praktycznie  niemożliwe  jest,  aby  ktoś 

spad

ł  z  łóżka.  Jest  tu  tyle  sprzętu  oraz  wolnego  miejsca,  że  w  razie 

potrzeby  pomie

ści  się  więcej  osób.  Mamy  łóżeczko  dziecinne,  ale  łatwiej 

jest zajmowa

ć się chorym dzieckiem na normalnym łóżku. Tam, w rogu, stoi 

łóżeczko z zestawem do reanimacji. Miejmy nadzieję, że nie zobaczycie tu 

żadnego  małego  pacjenta.  Jest  ogrzewane  od  góry  oraz  podłączone  do 

zestawu  do  sztucznego  oddychania.  Gdy  s

ą  tu  pacjenci,  zazwyczaj  nie 

wpuszczamy  rodziny.  Musimy  wsz

ędzie  mieć  dostęp,  a  poza  tym  odgłosy 

reanimowania  nie  nale

żą  do  przyjemnych.  Często  jednak  pozwalamy 

przebywa

ć  rodzicom  przy  chorym  dziecku.  Tu  nie  ma  stałych  reguł. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Wszystko  zale

ży  od  tego,  co się  dzieje.  I  od  personelu.  Część  nie  zwraca 

uwagi na audytorium, cz

ęść nie lubi, jak im się patrzy na ręce. 

–  Domy

ślam  się,  że  liczy  się  też  zachowanie  rodziny  –  rzekła  Erin.  – 

Je

śli zachowuje spokój, to jej obecność może być nawet pożądana, ale jeśli 

krewni histeryzuj

ą... 

– Albo s

ą pijani – rzuciła Fay. – Doktorze, pacjent ciągle uskarża się na 

ból – doda

ła. 

–  Prosz

ę  mu  podać  jeszcze  raz  pięć  miligramów  morfiny  i  postraszyć 

szóstk

ę,  że  jeśli  nikt  tu  się  nie  stawi,  będziemy  wzywać  ich  do  nagłego 

wypadku. 

Erin,  zafascynowana,  pod

ążała  wzrokiem  za  Fay,  która  przekazała 

kole

żance polecenie doktora Donovana. 

– Tutaj przyjmujemy cz

łonków rodziny. – Fay otworzyła kolejne drzwi. – 

S

ą  tu  trzy  pomieszczenia,  ale  czasami  to  za  mało.  Bywa  też,  że 

umieszczamy  tu  pacjentów,  na  przyk

ład  starszą  panią,  żeby  nie  musiała 

wys

łuchiwać  pijaczków  w  poczekalni,  ale  normalnie  pomieszczenia  te  są 

przeznaczone dla rodzin pacjentów. Na tabliczce umieszczonej na drzwiach 

piszemy  nazwisko  pacjenta, 

żeby  uniknąć  pomyłek.  –  Erin  patrzyła 

zdumiona na  Fay. –  Niestety, kilka razy nam si

ę to zdarzyło. Wyposażenie 

jest  skromne;  stolik,  kilka  krzese

ł  i  telefon.  Mamy  tu  spory  zapas 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

chusteczek i automat z wod

ą. 

Gestem poprosi

ła Erin do środka, lecz ta stała jak wryta. Wystarczyło jej 

to,  co  widzia

ła  z  progu.  Poczuła  nagle,  że  cofnęła  się  w  czasie.  Ma  teraz 

osiemna

ście  lat.  Siedzi  przy  stole i rozpaczliwie usiłuje  przypomnieć  sobie 

numer telefonu ciotki. Tul

ąc przerażoną, młodszą siostrę, w ogóle nie myśli 

o  twarzy  poharatanej  szk

łem.  To  Samuel  przekazał  im  tę  potworną 

wiadomo

ść, a potem przyszła Fay, aby je obie pocieszać. Siedziała z  nimi 

jeszcze  d

ługo  po  dyżurze,  dopóki  nie  przyjechała  po  nie  ciotka.  Później 

trzyma

ła  ją  za  rękę,  gdy  przyszła  pora  ostatniego  pożegnania  z  matką. 

Dziesi

ęć  lat  temu  siostra  Fay  była  szczuplejsza  i  młodsza,  ale  Erin  do 

ko

ńca życia nie zapomni, ile współczucia im wówczas okazała. 

–  Wejd

ź  –  ponaglała  ją  Fay.  –  Wydawało  mi  się,  że  zależy  ci  na  tej 

wycieczce z przewodnikiem. 

Erin  z  trudem  wróci

ła  do  teraźniejszości.  W  pierwszej  chwili  nie 

wiedzia

ła,  co  robić,  Miała  ochotę,  tak  jak  wtedy,  uciec  stąd  jak  najdalej. 

Tam,  gdzie  jest  czyste  powietrze, 

światło  słoneczne i świat,  który  kręci się 

mimo tragedii, jaka si

ę wydarzyła. Ale nie mogła ruszyć się z miejsca. 

Pierwszy odezwa

ł się Samuel. 

– Przejd

źmy do stanowiska urazowego. 

Spojrza

ła  na  niego  i  zorientowała  się,  że  ją  rozpoznał.  Nie  zdążyła 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

jednak niczego wyja

śnić, ponieważ podbiegł do nich Flynn. 

– Fay, Jo ci

ę potrzebuje na reanimacji. 

Piel

ęgniarka posłała jej przepraszający uśmiech. 

– Wszystko ma swój koniec. Przepraszam, musz

ę iść. 

Gdy  Fay  ju

ż  nie  mogła  ich  usłyszeć,  Erin  zwróciła  się,  nieco 

skr

ępowana, do Samuela. 

–  Dzi

ękuję,  że  nic  nie  powiedziałeś.  A  także  za  pamięć.  Sądzę,  że 

widzia

łeś niejeden taki dramat. 

–  A

ż  za  dużo.  Muszę  jednak  przyznać,  że  nie  pamiętam  wszystkich 

twarzy. Inaczej chyba bym zwariowa

ł. Ale... 

– Mów – nalega

ła Erin. 

–  No  có

ż,  był  to  dla  mnie  spory  szok.  Może  to  nie  zabrzmi  zbyt 

delikatnie,  ale  wydali

ście mi się tacy  mili,  tacy normalni. Wtedy też  dotarło 

do  mnie,  jaki  zawód  sobie  wybra

łem.  Zastanawiałem  się  nieraz,  czy  sobie 

poradzicie. 

– Jako

ś sobie poradziłyśmy. 

W pokoju 

śniadaniowym poczęstował ją kawą. 

–  Moja  ciotka...  przyjecha

ła,  żeby  nas  stąd  zabrać.  Nie  miała  własnych 

dzieci.  To  zacna  kobieta,  ale  na  pewno  nie  potrzebowa

ła  do  szczęścia 

dwóch  sierot.  By

łam  pełnoletnia,  więc  przyznano  mi  opiekę  nad  siostrą. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Radzi

łyśmy  sobie,  jak  umiałyśmy.  Anna  bardzo  to  przeżyła.  Miałam  z  nią 

sporo problemów. 

–  Tobie  te

ż  nie  było  łatwo.  Miałaś  osiemnaście  lat  i  oprócz  poczucia 

straty nagle spad

ła na ciebie ogromna odpowiedzialność. 

–  Wysz

ło  mi  to  na  dobre.  Na  uniwersytecie  nie było  lekko, bo  wszyscy 

chodzili  na  bankiety,  a  ja  musia

łam  wracać  do  domu,  sprzątać,  płacić 

rachunki i zajmowa

ć się Anną, która wtedy wymagała ciągłego nadzoru. 

– Co z niej wyros

ło? 

– Pomimo moich obaw jest bardzo rozs

ądna. Niedługo wychodzi za mąż 

za pewnego potwornie konserwatywnego prawnika. Teraz ona martwi si

ę o 

mnie. – Roze

śmiała się, mimo że Samuel zachował kamienną twarz. 

– Jak mam to rozumie

ć? 

– To nic powa

żnego. Sprowadza się do narzekania, że nie odżywiam się 

jak nale

ży i że jestem roztrzepana. Jestem wegetarianką, a ona uważa, że 

nale

ży  jeść  mięso  co  najmniej  raz  dziennie.  Ja  uprawiam  medytację, 

stosuj

ę masaż i aromaterapię, ona preferuje robótki ręczne. Pewnie boi się, 

żebym nie skończyła jako hipiska albo żebym nie poszła do jakiejś sekty. 

Samuel nareszcie si

ę uśmiechnął. 

– Je

śli spotka cię jakaś przykrość, wystarczy jedno słowo... 

– Dzi

ękuję. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Sam!  –  Do  pokoju  wpad

ła  Fay.  –  Jo  nie  może  doprosić  się  ludzi  z 

szóstki. Potrzebujemy twojej pomocy. 

Nie  próbowa

ł  przepraszać  za  wiązankę,  która  wyrwała  mu  się  z  ust. 

Wielkimi krokami ruszy

ł do drzwi. 

–  Wspó

łczuję  im  –  powiedziała  na  głos,  gdy  trzasnęły  za  nim  drzwi.  – 

Wola

łabym nie być w ich skórze, kiedy dostanie ich w swoje ręce. 

– Nie przejmuj si

ę jego wrzaskiem. My już na to nie zwracamy uwagi, co 

wcale nie znaczy, 

że nie przywiązujemy wagi do tego, co mówi. Tutaj to jest 

normalne, taka napi

ęta atmosfera. 

– A ty? Czy ciebie nic nie jest w stanie wyprowadzi

ć z równowagi? 

– Ja funkcjonuj

ę inaczej niż on. On jest porywczy, chce, żeby wszystko 

by

ło  wykonane  natychmiast.  A  ja  porządkuję  cały  ten  chaos  i  daję  mu  to, 

czego on chce. Samuel jest fantastycznym lekarzem. Chcia

łabym, żeby był 

na  dy

żurze,  kiedy  mnie  tu  przywiozą.  –  Uśmiechnęła  się.  –  Owszem, 

puszczaj

ą mi nerwy Prawdę mówiąc, zdarzyło się to dwa razy. Ale chociaż 

za ka

żdym razem racja była po mojej stronie, do tej pory czerwienię się ze 

wstydu. Tak si

ę wtedy wydarłam, że wrzaski Sama wydają się szeptem. 

– Postaram si

ę nie wchodzić ci w drogę. 

– Ty jeste

ś w porządku. Chodźmy sprawdzić, co tam się dzieje. 

Po  drodze  Erin  zda

ła sobie sprawę,  że  wbrew  wcześniejszym  obawom 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

jest zadowolona z obecno

ści Samuela. Kiedy przywoziła tu Annę z atakami 

duszno

ści, była zbyt przejęta, by myśleć o śmierci rodziców. Lecz wizyta w 

pokoju,  w  którym  dowiedzia

ła  się,  że  została  sierotą,  uprzytomniła  jej,  co 

mo

że ją tu spotkać podczas tego weekendu. 

Mija

ły  kolejne  drzwi,  rozmawiając  o  tym  i  owym,  gdy  znowu  rozległ  się 

ryk Samuela. 

– Gdzie

ś ty był, do cholery?! 

–  Znikn

ęłyśmy  tylko  na  chwilę  –  tłumaczyła  się  Erin.  Podszedł  do  niej 

nieco zmieszany. 

–  Co one  ci o  mnie  nagada

ły? Chyba  nie myślałaś, że zwracam się  do 

ciebie w ten sposób? 

– Zd

ążyłam się dowiedzieć, że bywasz nerwowy. 

Roze

śmiał się. 

–  Tylko  wobec  tych,  którzy  na  to  zas

łużyli.  –  Zerknął  przez  ramię  na 

cz

łowieka  z szóstki,  który  znikał  w  sali  reanimacyjnej. –  Później  się  z tobą 

rozmówi

ę  –  rzucił  za  nim.  –  Mogę  nie  być  zachwycony  twoją  obecnością, 

ale  to  jeszcze  nie  powód, 

żebym  na  ciebie  krzyczał  bez  przyczyny.  Nie 

jestem potworem. Ale tu najwa

żniejsi są pacjenci. Kiedy widzę, że ktoś ich 

zaniedbuje, reaguj

ę jak przed chwilą. 

By

ła po jego stronie. Oto lekarz, któremu leży na sercu dobro pacjentów, 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

który wymaga, by nale

życie się nimi opiekowano i jeśli z tego powodu bywa 

nieprzyjemny, nie wolno mie

ć mu tego za złe. 

–  Dzi

ękuję  ci,  że  zechciałeś  pogadać  z  pielęgniarkami.  Są  dzisiaj 

fantastyczne. 

– Musz

ę wracać do swoich obowiązków. Będziesz jutro? 

– Nie. Przy

ślę kamerzystów. Wpadnę w sobotę rano. 

–  B

ędę  na  dyżurze  od  siódmej  wieczorem.  Jeśli  masz  mi  towarzyszyć, 

zejdziemy  z  dy

żuru  dopiero  w  niedzielę  wieczorem.  Radzę  ci  w  sobotę 

porz

ądnie się wyspać. Ja będę spał przez cały  dzień. Mamy tu parę  łóżek 

dla  personelu,  wi

ęc  czasami  można  się  zdrzemnąć.  Jak  nie  będzie  nic 

ciekawego, nie b

ędę cię budził. 

Zaprotestowa

ła gestem ręki. 

– Postanowi

łam nie odstępować cię ani na krok przez całą dobę. 

– Czy b

ędę mógł sam pójść do toalety? 

–  Najpierw  b

ędziesz  musiał  się  odmeldować  –  zażartowała  nieco 

speszona. 

– Gdzie mieszkasz? 

– W Camberwell. 

– 

Ładna  dzielnica. Ja mieszkam nieopodal. Mogę po ciebie przyjechać. 

Zapewniam  ci

ę,  że  w  niedzielę  nie  będziesz  w  stanie  prowadzić 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

samochodu. Zazwyczaj do poniedzia

łku nocuję w szpitalu. 

– Poradz

ę sobie. Dziękuję, że o mnie pomyślałeś. 

– Wola

łbym,  żeby nie wyciągano mnie z domu  do wypadku  drogowego 

spowodowanego przez telewizyjn

ą reporterkę, która zasnęła za kierownicą. 

Przyjad

ę po ciebie. Napisz mi adres. 

By

ła zbyt niezależna, by pozwolić, aby ktoś organizował jej życie. 

– Chc

ę tu być przed siódmą, a poza tym potrafię wezwać taksówkę. 

–  W  sobot

ę  wieczorem?  Dojedziesz  do  szpitala  przed  północą.  W  tę 

sobot

ę jest ważny mecz piłkarski. Taksówki będą na wagę złota. 

Oci

ągając się, napisała na kartce swój adres. 

–  B

ędę  koło  piątej  –  oznajmił  i,  nie  czekając  na  jej  reakcję,  ruszył  do 

swoich zaj

ęć. 

Wiedzia

ła,  że  jest  nieufny,  że  nie  jest  zachwycony  jej  obecnością  na 

oddziale,  lecz  co

ś  w  jego  oczach  kazało  jej  wierzyć,  że  do  niej  samej  nie 

ma 

żadnych zastrzeżeń. Jego troska  o jej samopoczucie i bezpieczeństwo 

wzruszy

ła ją i zarazem zaintrygowała. Dlaczego po tak męczącym dyżurze 

nie  bierze  taksówki  do  domu?  Normalny  cz

łowiek  starałby  się  jak 

najszybciej st

ąd uciec. 

By

ć  może  w  domu  nikt  na  niego  nie  czeka.  Przymknęła  oczy  i 

wyobrazi

ła  sobie  jego  powrót  do  pustego  mieszkania.  Oczami  wyobraźni 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

ogl

ądała kolejną, przyjemniejszą scenę: kojący  zapach kadzidełka, nakryty 

stó

ł,  a  potem  delikatny  masaż  relaksujący.  Podniosła  powieki.  Skąd  taki 

pomys

ł? Scenariuszem, w którym Samuel Donovan wraca do jej domu, nie 

warto zawraca

ć sobie głowy. 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 3 

 

– Kto to by

ł? – zapytała Anna. – Ktoś z pracy? 

Erin  wesz

ła  do  kuchni  i  wyjęła  puszkę,  by  nakarmić  psa,  niecierpliwie 

kr

ęcącego się jej pod nogami. 

– Wcze

śniej dzisiaj wróciłaś – zauważyła. 

Anna  powiesi

ła klucze na haczyku obok lodówki i nalała sobie szklankę 

wody. 

–  Wyr

ęczyć  cię?  –  Zauważyła,  jak  Erin  krzywi  się  nad  zawartością 

puszki.  –  Kto  to  by

ł?  –  nalegała,  przekładając  zawartość  puszki  do  psiej 

miski. 

Nie  uda  si

ę  uniknąć  tej  rozmowy,  ponieważ  Anna,  zauważywszy  plik 

broszur na stole, wszystkiego si

ę domyśli. 

–  Po

średnik  handlu  nieruchomościami.  –  Anna  znieruchomiała  na 

chwil

ę, po czym podniosła się znad psiej miski. 

–  Ju

ż  to  przerabiałyśmy.  Nie  ma  potrzeby  niczego  zmieniać  tylko 

dlatego, 

że wychodzę za mąż. 

–  Jest  taka  potrzeba.  –  Erin  g

łośno  westchnęła.  –  Wiem,  że  nie 

wyrzucisz  mnie  na  ulic

ę  ani  nie  zażądasz,  żebym  spłaciła  ci  połowę 

warto

ści domu, ale zmiany są nieuniknione. Połowa domu jest twoja. Macie 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

z Jordanem takie samo jak ja prawo tu zamieszka

ć... 

– B

ędziemy mieli mieszkanie – przerwała jej Anna – więc nie musisz się 

wyprowadza

ć. Wiem, ile ten dom dla ciebie znaczy. Ja też jestem do niego 

przywi

ązana, ale nie tak bardzo. Dojrzałam do własnego domu. 

–  Rozumiem,  ale  gdyby

śmy  sprzedały  tę  posiadłość,  ty  i  Jordan 

mogliby

ście coś sobie kupić. Rodzice na pewno byliby tego samego zdania. 

Agent ju

ż podał mi przybliżoną wartość. 

–  Tu  nie  chodzi  tylko  o  pieni

ądze.  Wiem,  że  to  miejsce  ma  dla  ciebie 

ogromn

ą wartość emocjonalną. Serce by ci pękło, gdybyśmy je sprzedały. 

Erin  patrzy

ła  przez  okno  na  trawnik,  na  którym  właśnie  ożył  system 

podlewania.  Z  ukrytych  w  trawie  uj

ęć  trysnęły  fontanny  wody,  migocząc 

roz

świetlonymi  słońcem  kropelkami.  Będąc  dzieckiem,  nazwała  to 

urz

ądzenie  „maszyną  do  robienia  tęczy".  Przed  oczami  stanął  jej  obraz 

dwóch  dziewczynek,  które,  piszcz

ąc  z  uciechy,  biegały  wśród  strumieni 

wody. Anna ma racj

ę. Myśl o sprzedaży rodzinnego gniazda jest dla niej nie 

do przyj

ęcia. 

–  Mo

że nie  będziemy musiały  go sprzedawać.  –  Zamyśliła się. –  Może 

uda mi si

ę cię spłacić. Jordan mógłby zająć się wszystkimi formalnościami. 

– Mo

że... – Anna nie była przekonana. – To spora suma. 

–  My

ślę,  że  byłoby  mnie  na  nią  stać.  Mam  dobrą  pracę,  a  poza  tym 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

jakie

ś akcje. – Świadomość, że istnieje sposób uratowania domu, podniosła 

j

ą na duchu. Anna jednak nadal miała wątpliwości. 

–  Wzi

ęłabyś  na  siebie  bardzo  duże  zobowiązanie  –  ostrzegła.  –  Czy 

jeste

ś na to przygotowana? 

–  Cz

ęść  domu  mogę  wynająć  –  odparowała  Erin.  –  Nawet  dwóm 

osobom.  Jeszcze  ci  o  tym  nie  mówi

łam,  ale  zadzwonili  dzisiaj  z  telewizji  i 

zaproponowali  mi  kilka  wywiadów  z  personelem  szpitala.  Nareszcie  b

ędę 

na wizji. Jak si

ę sprawdzę, dostanę bardzo przyjemną podwyżkę. 

Anna skwitowa

ła tę informację lekkim uśmiechem. 

–  Mówi

łaś,  że  chcesz  dzisiaj  spać  przez  cały  dzień.  Posłuchaj,  nie 

zamierzam  by

ć  męczennicą  i  nie  będę  się  upierać,  że  nie  przyda  mi  się 

troch

ę  grosza,  ale  nie  chcę  pieniędzy  twoim  kosztem.  Jesteś  dla  mnie 

wa

żniejsza niż forsa. Na razie zostawmy ten temat. Ty skup się na pracy, a 

ja  zajm

ę  się ślubem. –  Rozejrzała  się  po  kuchni. –  Oraz  sprzątaniem. Jak 

mog

łaś wpuścić tutaj tego agenta? 

Erin roze

śmiała się. 

–  Nast

ępnym razem  poproszę cię,  żebyś  zawczasu posprzątała. To  na 

pewno  podbi

łoby  cenę.  Może  nawet  moglibyście  pojechać  w  podróż 

po

ślubną do Paryża. 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Samuel  zerkn

ął  na  plan  miasta  i  skręcił  w  Wattletree  Street.  Wiedział 

wprawdzie, 

że jest to zamożna dzielnica, ale mimo woli aż zagwizdał przez 

z

ęby,  sunąc  powoli  w  poszukiwaniu  numeru  siedemnaście.  Może  nie 

nale

żało  tak  się  spieszyć  z  propozycją  podwiezienia jej  do szpitala?  Może 

ma to w planach jaki

ś bogaty pan Casey? 

Zatrzyma

ł się pod rozłożystym kauczukowcem i zanim wysiadł, przyjrzał 

si

ę  domowi.  Gdyby  nie  zdezelowany  fiat  i  stare  alfa  romeo,  ten  podjazd 

niczym by  si

ę nie różnił od pozostałych, na których parkowały mercedesy i 

bmw.  Omijaj

ąc  spryskiwacze,  podszedł  do  ciężkich,  dębowych  drzwi  i 

zapuka

ł.  Był  przygotowany  na  spotkanie  z  mężem  lub  chłopakiem  Erin. 

Otworzy

ła  mu  ciemnowłosa,  młoda  dziewczyna  o  poważnym  spojrzeniu, 

która przedstawi

ła się jako jej siostra. 

Nie  rozpozna

ła  go.  Była  bardzo  mała,  gdy  Samuel  usiłował  ratować  jej 

rodziców. 

– Erin jest na górze. Ubiera si

ę. Proszę wejść. 

Szed

ł za nią do salonu. Trudno było się domyślić, że te dwie dziewczyny 

s

ą  siostrami.  Erin  była  drobnej  budowy  i  energiczna,  Anna  natomiast 

porusza

ła  się  powoli;  Erin  nosiła  indyjskie  jedwabie  i  aksamity,  Anna 

przyj

ęła  go  w  beżowej  garsonce.  Lecz  chociaż  jedna  miała  oczy  piwne,  a 

druga zielone, u

śmiechały się podobnie. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Mo

że coś do picia? – zaproponowała Anna. 

– Nie, dzi

ękuję. Zaraz będziemy jechać. 

Roze

śmiała się. 

–  Nie  by

łabym  tego  taka  pewna.  Odkąd  dowiedziała  się,  że  będzie  na 

wizji,  miota  si

ę  przed  szafą  jak  oszalała.  Nie  słyszał  pan  okrzyków 

rozpaczy, skr

ęcając w naszą uliczkę? 

– Wobec tego poprosz

ę o kawę. Z mlekiem i łyżeczką cukru. 

Gdy  mia

ł  już  za  sobą  dwie  kawy  i  pudełko  herbatników,  do  salonu 

wpad

ła Erin. 

– Ju

ż jesteś? – zdziwiła się. – Dopiero piąta. 

– 

Ładnie wyglądasz. – Zauważył, że tym razem umalowała się mocniej. 

Mia

ła  na  sobie  zieloną  sukienkę  podkreślającą  barwę  jej  oczu  oraz  duży 

zielony kryszta

ł na szyi. 

–  To  jest  zielony  kalcyt  –  wyja

śniła  z  powagą.  –  Ma  pomóc  mi 

zaprowadzi

ć porządek oraz zbierać informacje. 

Chcia

ł powiedzieć, że kamień pasuje do jej oczu, lecz uznał taką uwagę 

za niestosown

ą. 

– Pasuje do sukienki. 

– Do tego starego fata

łaszka? – Udała zdziwienie. – Spałam cały dzień, 

tak  jak  mi  radzi

łeś,  a  potem  sięgnęłam  do  szafy  po  pierwszą  lepszą 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

szmatk

ę, i pasuje! 

– Mi

ło mi to słyszeć. 

Nie zwraca

ła na niego uwagi. 

–  Dlaczego  nie  ma tu 

żadnego długopisu?  Rano były aż trzy  – jęknęła, 

grzebi

ąc w papierach na stole. 

–  Ciesz

ę  się,  że  kryształ  się  sprawdza  –  zauważył  ku  nieskrywanej 

rado

ści  Anny  i  sięgnął  po  kluczyki.  –  Czy  mogę  skorzystać  z  telefonu? 

Wyczerpa

ła mi się bateria w komórce. Chciałem zawiadomić szpital, że już 

jad

ę. 

Anna gestem wskaza

ła mu telefon w holu. 

– Dlaczego mi nie powiedzia

łaś, że on jest boski? 

Erin  jednak,  sama  zafascynowana  Samuelem  Donovanem,  wola

ła  nie 

dolewa

ć oliwy do ognia. 

– To tylko pozory – odrzek

ła lekceważącym tonem. 

–  Potrafi  by

ć  bardzo  nieprzyjemny.  Nie  lubi  mnie  ani  kamer.  To  ten,  o 

którym  ci  opowiada

łam.  Mój  horoskop  ostrzegał  mnie  przed  wrogo 

nastawionym przeciwnikiem. Mam te

ż nie dać się zmylić pozorom. 

Anna nie zamierza

ła przyjąć tego do wiadomości. 

– To dobry cz

łowiek. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby spędzić w 

jego ramionach ca

łą noc. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Anno, co by na to powiedzia

ł Jordan? 

–  Chcia

łam  tylko  powiedzieć,  że  gdyby  znudziło  ci  się  dziennikarstwo, 

powinna

ś  spróbować  szczęścia  jako  pielęgniarka  albo  lekarka.  Horoskop 

nie  jest  nieomylny.  Mo

że  była  w  nim  mowa  o  pośredniku  w  handlu 

nieruchomo

ściami. Uważam, że doktor Donovan to porządny facet. 

Kilka  minut  pó

źniej  Erin  sadowiła  się  na  miękkim,  skórzanym  fotelu  w 

samochodzie Samuela. 

– Niez

ły wóz – rzuciła. Nie doczekawszy się odpowiedzi, zabrała się do 

przegl

ądania płyt kompaktowych. 

– Nic nie znalaz

łaś? 

– Pos

łuchajmy radia. 

– Masz bardzo mi

łą siostrę. 

– Ona uwa

ża, że ty też jesteś sympatyczny. 

–  To  znaczy, 

że  ma  dobry  gust.  –  Zerknął  na  nią.  Aby  pokryć 

zmieszanie, zaj

ęła się regulowaniem klimatyzacji. 

– Pochwali

ła mi się, że niedawno się zaręczyła. 

–  To  fakt.  Z  tej  okazji  mia

łyśmy  dzisiaj  iść  na  kolację  z  rodzicami 

Jordana. Ale z powodu mojego dy

żuru w szpitalu trzeba było ją przesunąć. 

– Jaki jest ten Jordan? 

Zamy

śliła się. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Strasznie m

ądry. Skończył Scotch College i prawo na uniwersytecie w 

Melbourne. My

ślę, że szybko zrobi karierę. 

– Nie to mia

łem na myśli. Jaki on jest naprawdę? 

–  Protekcjonalny  i  nudny  jak  flaki  z  olejem.  Ale  nikomu  tego  nie 

powtarzaj. 

Wydawa

ło  się  jej,  że  ta  uwaga  jest  zabawna,  ale  Samuel  się  nie 

roze

śmiał. 

– Masz ju

ż scenariusz na ten tydzień? – zapytał, zmieniając temat. 

–  Trudno  to  nazwa

ć  scenariuszem  –  przyznała  się.  –  Nakręcimy  jak 

najwi

ęcej  materiału  i  dopiero  wtedy  zobaczę,  co  z  niego  da  się  zrobić. 

Nawet  ja  zd

ążyłam  się  zorientować,  jak  nieprzewidywalny  jest  ten  twój 

oddzia

ł. Zamierzam nakręcić odprawę pielęgniarek, żeby telewidzowie mieli 

poj

ęcie, jak tu się pracuje. Rozmawiałam już o tym  z Fay. Dla zachowania 

dyskrecji  dziewczyny  b

ędą  posługiwały  się  numerami  kabin  zamiast 

nazwiskami pacjentów. 

Zaakceptowa

ł ten pomysł. 

– Odnosz

ę wrażenie, że spodziewasz się ciekawego weekendu. A może 

jest  to  dla  ciebie  kolejny  dzie

ń  pracy?  Podejrzewam,  że  niejedno  już 

widzia

łaś. 

–  Prawd

ę  mówiąc,  niewiele  –  odrzekła  zgodnie  z  prawdą.  –  Po  kilku 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

kieliszkach wina potrafi

ę to trochę ubarwić, ale do tej pory nie zdarzył mi się 

żaden poważny reportaż. Ten weekend będzie przełomowy. 

– Tak s

ądzisz? – Zmienił bieg. – Czym się zajmowałaś, zanim trafiłaś do 

nas? 

– Podrz

ędną siłownią, której personel podejrzewano o handel sterydami. 

Chodzi

łam tam przez dwa tygodnie. 

– I co? Handluj

ą sterydami? – W jego głosie zabrzmiała nuta szczerego 

zainteresowania. 

–  Chyba  nie.  Na  pewno  nie  w  mojej  obecno

ści.  Przez  dwa  tygodnie 

podnosi

łam  ciężarki  i  pedałowałam  jak  oszalała,  a  największy  szwindel 

wykry

łam  w  kawiarence,  gdzie  obsługa  przesypywała  zwyczajną  kawę  do 

s

łoika po kawie bez kofeiny. 

– Ujawnisz to? 

–  Nie  warto.  Zniszczy

łabym tyle złudzeń...  Pomyśl, jak by się poczuli ci 

wszyscy wariaci na punkcie sprawno

ści fizycznej, gdyby dowiedzieli się, że 

przyp

ływ energii nie jest rezultatem ćwiczeń, lecz kofeiny. Nie mogę im tego 

zrobi

ć.  –  Na  jego  twarzy  dostrzegła  cień  uśmiechu.  –  Oddali  tę  sprawę 

Agnes,  mojej kole

żance. Już ją widzę, jak w pocie czoła ćwiczy przez pięć 

godzin.  Podejrzewam, 

że  nie  będzie  miała  nic  przeciwko  sterydom  i 

skorzysta  z  okazji.  W

ątpię,  żeby  redakcja  wiadomości  miała  z  tego  jakiś 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

po

żytek. 

Po raz pierwszy, od kiedy wsiad

ła do samochodu, Samuel roześmiał się. 

Zawtórowa

ła mu, wyobraziwszy sobie Agnes w obcisłych kolarzówkach. 

Stan

ęli na parkingu. 

–  Zaraz  wracam.  –  Si

ęgnął  po  portfel.  Wróciwszy,  położył  jej  na 

kolanach zielone pude

łko pokaźnych rozmiarów. 

Zajrza

ła do środka. 

– Sernik... – Obliza

ła się. 

Nie  zareagowa

ł.  A  gdy  dojechali  do  szpitala,  jak  przystało  na 

d

żentelmena otworzył jej drzwi,  wziął  pudełko  z sernikiem, ale pozwolił,  by 

szamota

ła się z torbą. 

– Co ty tam masz?! – Nie ukrywa

ł zdziwienia. 

– Szczoteczk

ę do zębów, piżamę i parę rzeczy na zmianę. 

Gdy  ra

źnym  krokiem  maszerowała  w  stronę  wejścia,  zatrzymał  ją  na 

widok nadje

żdżającej karetki na sygnale. 

– Miej oczy i uszy otwarte – poradzi

ł. 

–  Nie  omieszkam  –  rzuci

ła,  nie  zdając  sobie  sprawy  z  niebezpiecznej 

sytuacji, w jakiej si

ę znalazła. – O to się nie martw. 

Westchn

ął.  Niezła  gratka  dla  mediów:  reporterka  pod  kołami  karetki, 

niemal  na  progu  szpitala.  Wola

ł  się  nie  zastanawiać,  dlaczego  poczuł,  że 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

musi temu zapobiec. 

– 

Łatwo  powiedzieć...  –  mruknął  pod  nosem,  gestem  przepraszając 

kierowc

ę. 

Ju

ż  za  drzwiami  oddziału  ogarniały  ją  kolejne  fale  zapachów  niczym  w 

perfumerii. Z  trudem rozpoznawa

ła twarze kobiet, które odpowiadały na jej 

powitania:  na  wszystkich  wr

ęcz  filmowe  makijaże.  No  tak,  sama  też 

sp

ędziła godzinę przed lustrem... 

Samuel czyta

ł w jej myślach. 

–  Nie  przejmuj  si

ę.  Tutaj  taki  makijaż  długo  się  nie  utrzyma.  Zanim  się 

obejrzysz, z powrotem b

ędą sobą. 

Jeszcze  bardziej  zaskoczy

ło  ją  nienaturalne  zachowanie  pielęgniarek, 

mimo 

że kamerzyści kręcili się na oddziale już od kilku dni. 

–  Nie  chcia

łbym  wtrącać się  w  nie swoje  sprawy –  zauważył  Samuel  – 

ale  my

ślę,  że  gdybyś  włożyła  szpitalny  strój,  nie  odstawałabyś  tak  bardzo 

od reszty. Spróbuj. 

żalem  popatrzyła  na  swoją  sukienkę.  Prezentowałaby  się  w  niej 

bardzo  wytwornie,  ale  có

ż,  najważniejszy  jest  temat.  Ociągając się,  wzięła 

od niego s

łużbowy zielony uniform. 

– Nakrycie g

łowy też jest obowiązkowe? 

– Tylko dla tych, którzy zamierzaj

ą operować. – Uśmiechnął się blado. – 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

B

ądź  uprzejma  uprzedzić  mnie,  jeśli  się  na  to  zdecydujesz.  –  Otwierał 

drzwi.  –  Mimo 

że  ten  pokoik  nie  przypomina  apartamentów  w  Hotelu 

Wentworth, o czwartej nad ranem wydaje si

ę luksusem. Co się stało? 

–  Nic  –  odpar

ła  z  przesadnym  entuzjazmem.  Przecież  nie  może  mu 

powiedzie

ć,  co  się  z  nią  dzieje,  gdy  stoi  tak  blisko  niego  w  tym 

niewyobra

żalnie  ciasnym  pokoiku.  Uśmiechnęła  się  promiennie  i  rzuciła 

torb

ę  na  łóżko.  –  Może  być.  Zdarzało  mi  się  mieszkać  w  gorszych 

warunkach. 

–  Doprawdy?  –  Nie  mia

ła  wątpliwości,  że  Samuel  z niej drwi. – Wobec 

tego opuszcz

ę cię, abyś mogła się przebrać. 

Wstawi

ła szczoteczkę do zębów, pastę i nitkę do czyszczenia zębów do 

szklanki  obok  umywalki.  Notatki  po

łożyła  na  nocnym  stoliku  i  wyłączyła 

budzik.  Reszt

ę rzeczy  zmieściła  w obdrapanej  szpitalnej szafce.  Dlaczego 

tak  si

ę  denerwuje?  Występuje  tutaj  w  roli  reportera,  a  Samuel  jest  jej 

tematem! 

Przebra

ła  się  błyskawicznie,  aby  nie  dać  mu  się  zaskoczyć.  Z 

dezaprobat

ą  obejrzała  siebie  w  workowatych,  zielonych  spodniach. 

Zaprezentuje  si

ę  na  wizji  jak  pokraka.  Wskoczyła  na  łóżko,  żeby  obejrzeć 

si

ę w lustrze nad umywalką. Nawet nie wygląda to tak bardzo źle. Całkiem 

ładnie,  pomyślała.  Dopóki  ktoś  nie  weźmie  jej  za  lekarkę.  Roześmiała  się, 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

po  czym  pisn

ęła  przerażona,  ponieważ  usłyszała  pukanie  do  drzwi,  które 

natychmiast si

ę otworzyły. 

Na progu stan

ął Samuel. Parsknął śmiechem. 

–  Jak  sko

ńczysz  tę  paradę  przed  lustrem,  pójdziemy  porozmawiać  z 

personelem. 

Wyszli,  zanim  och

łonęła  ze  wstydu.  W  poczekalni  było  już  dużo 

pacjentów.  Wsz

ędzie  porozwieszano  informację,  że  izba  przyjęć  jest 

filmowana. 

Podszed

ł do niej Dave. 

– Za wszelk

ą cenę masz o siódmej sfilmować zegar – przypomniała mu. 

– B

ędę wtedy przeprowadzać wywiad z pacjentami. 

– Ciebie te

ż? 

–  Nie  za  cz

ęsto.  To  ma  być  reportaż  o  pacjentach.  Zrób  parę  moich 

uj

ęć,  a  potem  zobaczymy,  co  z  nimi  zrobić. Przede  wszystkim  filmuj  ludzi. 

Zawo

łam cię, jak będzie coś ciekawego, ale sam też bądź czujny. 

Dave  lubi

ł  pracować  z  Erin:  nie  udawała  wielkiej  gwiazdy  i  dawała 

kamerzystom woln

ą rękę. 

–  Chod

ź,  coś  ci  pokażę.  –  Z  tajemniczym  uśmiechem  poprowadził  ją 

przez  oddzia

ł.  Udawał,  że  filmuje,  a  ona  obserwowała  go  cierpliwie.  W 

porównaniu z poczekalni

ą tutaj nic się nie działo. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Zbli

żał się do nich jakiś blondyn, zapewne lekarz, z bardzo ważną miną. 

Dave zachichota

ł. 

–  Jest!  Jak  pszczo

ła do  miodu.  Zjawia się  natychmiast, kiedy myśli,  że 

co

ś  kręcę.  Wiem  od  pielęgniarek,  że  jest  chirurgiem.  Podobno  normalnie 

nigdy tu si

ę nie pokazuje. Nie miałem serca powiedzieć mu, że jeszcze nie 

kr

ęcimy. 

Zwabiony jej u

śmiechem blondyn podszedł bliżej. 

–  Pozwoli  pani, 

że  się  przedstawię.  Rozmawiałem  już  z  waszym 

re

żyserem.  W  ciągu  tego  weekendu  będziemy  stale  się  spotykać.  Jeremy 

Foster, chirurg. 

Poda

ła mu dłoń. 

–  Erin  Casey.  A to jest  Dave,  nasz  g

łówny kamerzysta. Ściskał jej  dłoń 

d

łużej, niż wypadało. 

– Jak ju

ż wspomniałem, będziemy często się widywać. 

Prosz

ę  mi  wierzyć,  nie  mam  nic  przeciwko  obecności  kamer  w  sali 

operacyjnej. Tam mo

że być bardziej... dramatycznie. 

Pohamowa

ła śmiech. 

–  Dzi

ękuję,  ale  zamierzamy  skoncentrować  się  na  oddziale  nagłych 

wypadków. 

– Sk

ładam tę propozycję na wszelki wypadek. Na pewno jeszcze nieraz 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

si

ę tu spotkamy. 

Zbli

żał się Samuel. 

– Jak wam idzie? 

– Wsz

ędzie jesteśmy mile widziani. Jeremy Foster właśnie zaprosił nas 

do  sal  operacyjnych.  Ale  nie  skorzystamy  z  tego  –  doda

ła  pospiesznie.  – 

Nie  mamy  pozwolenia,  a  poza  tym  najbardziej  interesuj

ą  nas  nagle 

wypadki. 

Samuel odetchn

ął z ulgą. 

– Ten facet zrobi wszystko, 

żeby pokazać się w telewizji. 

– Domy

śliłam się. 

W korytarzu pojawi

ł się Mark, który przyjechał na początek zdjęć. 

–  Za  dziesi

ęć  siódma.  Właśnie  podjechała  taksówka  ze  starszą  panią. 

Zanim  przejdzie  przez  rejestracj

ę,  będzie  siódma.  Zacznijmy  od  niej.  – 

Przeniós

ł wzrok na Dave'a. – Zrobisz ujęcie zegara? – upewnił się. 

Samuel i Dave spojrzeli w sufit. 

– Bankowo – odpar

ł Dave. 

Samuel  tymczasem  znikn

ął  w  kabinie,  a  Erin  wraz  z  ekipą  przeszła  do 

poczekalni. Poczu

ła nagły przypływ adrenaliny. Oto jej wielka szansa. 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 4 

 

–  Przepraszam  za  k

łopot.  –  Elsie  White  grzebała  w  torebce,  szukając 

portmonetki. – Ile si

ę należy? 

–  Spokojnie,  kochana.  –  Taksówkarz  potrz

ąsnął  głową.  – Ważne,  żeby 

zaj

ęli  się  pani  nogą.  Jak  będzie  pani  potrzebowała  taksówki  z  powrotem, 

niech im pani poda mój numer. 

– To bardzo 

ładnie z pana strony, ale muszę zapłacić. – Trzymała gruby 

zwitek banknotów w dr

żącej dłoni. 

– Wielkie nieba! – krzykn

ął taksówkarz. – Oszczędności całego życia. 

Piel

ęgniarka o imieniu Vicki uśmiechnęła się łagodnie. 

–  Prosz

ę  to  schować.  Nasz  ochroniarz  zaniesie  je  do  sejfu.  Potrzebna 

mi b

ędzie tylko pani karta ubezpieczeniowa. 

Staruszka dalej przeszukiwa

ła torebkę. 

–  Tego  nie  filmujcie  –  ostrzeg

ła  Vicki.  –  Wiele  starszych  osób  trzyma 

oszcz

ędności  w  domu.  Głupio  by  było,  gdyby  przez  to  ktoś  złożył  jej 

niepo

żądaną wizytę. 

– Wykluczone – odpar

ła Erin. 

– Co si

ę stało? – indagowała Vicki kobietę. 

– Stara jestem, a g

łupia. Zachciało mi się wymienić żarówkę. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Zakr

ęciło się pani w głowie? 

–  Nie. 

Źle  postawiłam  stopę,  schodząc  ze  stołka.  Skaleczyłam  się. 

Próbowa

łam sama zatamować krwotok, ale mi się nie udało. Przepraszam, 

że zawracam głowę. 

Vicki  w

łożyła  gumowe  rękawiczki  i  ostrożnie  odwijała  kuchenną 

ściereczkę na nodze staruszki. 

–  Nie  ma  za  co  przeprasza

ć.  Dlaczego  nie  wezwała  pani  karetki?  To 

bardzo brzydka rana. 

–  Oni  maj

ą  ważniejsze  sprawy  na  głowie  niż  wożenie  starych,  głupich 

bab. 

– Prosz

ę tak nie mówić. Jest tylu prawdziwych głupców, którzy wzywają 

karetki. 

–  Za

łożycie mi szwy? – dopytywała się starsza pani, podczas gdy Vicki 

zak

ładała jej opatrunek. 

–  Nie  wiem.  Ma  pani  bardzo  cienk

ą skórę.  Pan  doktor  zadecyduje.  Nic 

wi

ęcej się pani nie stało? 

–  Nie,  tylko  ta  noga.  Fatalny  zbieg  okoliczno

ści.  Chciałam  jutro 

popracowa

ć w ogródku. 

Vicki powtórzy

ła pytanie, ale pani White zdecydowanie twierdziła, że nic 

wi

ęcej jej nie dolega. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Gdy  Vicki  spisywa

ła  dane  pacjentki,  Erin  zastanawiała  się,  do  której 

kategorii piel

ęgniarka zaliczy staruszkę. 

– Dlaczego „trzy"? – zdziwi

ła się. – To wygląda na zwykłe skaleczenie. 

– A ty co by

ś jej dała? – Vicki uśmiechnęła się. 

– Cztery albo pi

ęć. 

–  Mog

łoby  być  „cztery".  Piąta  kategoria  to  ci,  którzy  przez  tydzień 

wytrzymuj

ą z lekkim bólem ucha albo z czymś, czym normalnie zajmuje się 

lekarz rodzinny.  Pani White jest przypadkiem kwalifikuj

ącym się na oddział 

nag

łych  wypadków.  Z  klinicznego  punktu  widzenia  plasuje  się  jako 

„czwórka",  ale...  –  Vicki  zamy

śliła  się.  –  To  osoba  starsza  i  z  poczuciem 

godno

ści.  Zauważyłaś,  że  przed  przyjazdem  do  nas  się  umalowała? 

Kochana  staruszka...  –  rozczuli

ła  się.  –  Inni  wezwaliby  karetkę,  ona 

przyjecha

ła  taksówką.  Nie  lubi  robić  zamieszania  wokół  siebie.  Mam 

wra

żenie,  że  nie  powiedziała  mi  wszystkiego.  „Trójka"  gwarantuje  jej 

chocia

ż  obserwację.  Wiem,  że  mam  miękkie  serce,  ale  nie  lubię,  jak  te 

starowinki przesiaduj

ą w poczekalni. Ona mi przypomina moją babcię. 

Erin  wraz  z  ekip

ą  ponownie  zobaczyli  panią  White  już  w  szpitalnej 

koszuli,  podczas  rozmowy  z  Sharon,  kolejn

ą  pielęgniarką.  Starsza  pani 

nieco  si

ę  skrzywiła,  gdy  Sharon  zaciskała  na  jej  ramieniu  aparat  do 

mierzenia ci

śnienia. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Ci

śnienie trochę za niskie. 

– Zawsze mam takie. To lepsze ni

ż za wysokie. 

– Prosz

ę mi powiedzieć, co się naprawdę wydarzyło? 

–  Ju

ż  mówiłam  tamtej  siostrze.  Zsunęłam  się  z  taboretu,  wymieniając 

żarówkę. 

– Zakr

ęciło się pani w głowie? 

– Ju

ż mówiłam, że nie – zirytowała się pani White. – Czy ktoś wreszcie 

zajmie si

ę moją nogą? 

Sharon nie da

ła się zbić z tropu. 

– Nie czu

ła pani dzisiaj bólu w klatce piersiowej? 

–  To  zwyczajna  niestrawno

ść.  –  Starsza  pani  miętosiła  róg  koca.  – 

Zjad

łam na podwieczorek pączka, który mi nie posłużył. 

– Zdaje si

ę, że nie wspomniała pani o pączku pierwszej siostrze. 

– Nie warto si

ę tym przejmować. 

–  P

łacą  mi  za  to,  żebym  się  przejmowała  –  oświadczyła  Sharon 

autorytarnie,  ale  w  jej  oczach  l

śniła  dobroć.  –  Proszę  tu  zaczekać. 

Przywioz

ę aparat do EKG. 

– Tyle zamieszania – mrukn

ęła pani White. 

Erin u

śmiechnęła się do niej. 

– By

ła już pani na takim oddziale? – zapytała. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Nie.  I nie  zamierzam tu  wraca

ć. Te pannice są bardzo miłe, ale robią 

strasznie  du

żo krzyku. Zobaczy  pani,  zaraz  wezwą  kogoś z  ochrony,  żeby 

schowa

ł moje pieniądze do sejfu. 

–  Dlaczego  nie  wp

łaciła  ich  pani  do  banku?  –  Zainteresowało  ją  to, 

mimo 

że nie mogła wykorzystać tego w reportażu. 

– Bo w zamian daliby mi kawa

łek plastiku, z którym nawet nie wiem, co 

si

ę robi. Dziękuję bardzo. 

Wróci

ła Sharon z aparaturą do EKG. 

– Sprawdz

ę tylko, jak pracuje pani serce. To nie boli. Założę te paski na 

przeguby  r

ąk  i  na  kostki  oraz  przylepię  plasterki  na  klatce  piersiowej.  To 

tylko tak strasznie wygl

ąda. Nic pani nie poczuje. – Krzątała się przy wózku. 

– Nie przywioz

łam jednego kabelka... – Zwróciła się do ekipy. – Jak wrócę, 

poprosz

ę was, żebyście wyszli. Muszę podciągnąć jej koszulę. 

– Nie ma sprawy. – Gdy Sharon znikn

ęła, Erin zwróciła się do staruszki: 

–  Na  czas  EKG  wyjdziemy,  ale  je

śli  nie  ma  pani  nic  przeciwko  temu,  po 

badaniu chcieliby

śmy wrócić. 

Elsie White nie odpowiedzia

ła. Leżała bezwładnie, oparta na poduszce. 

– Pani White! – krzykn

ęła Erin. – Nie! – Spojrzała na Dave'a, który nadal 

filmowa

ł, i dramatycznym gestem rozsunęła zasłonę kabiny. 

Sharon na jej widok zacz

ęła biec. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Pani White! S

łyszy mnie pani? – Nacisnęła czerwony guzik w ścianie, 

opu

ściła  oparcie  wózka  pacjentki,  wymacała  puls  na  szyi  i  pospiesznie 

za

łożyła maskę  tlenową  na  siniejące  wargi.  Sala  w  okamgnieniu  wypełniła 

si

ę pielęgniarkami i lekarzami. 

– Co si

ę stało? – zapytał Samuel opanowanym tonem. 

–  Nagle straci

ła przytomność – oznajmiła Sharon, podczas gdy Samuel 

kopniakiem zwalnia

ł hamulce wózka. – Ma bardzo słaby puls. 

– Zabieramy j

ą. 

Wózek  pomkn

ął  przez  oddział.  Erin  dopiero  po  chwili  ruszyła  jego 

śladem.  Na  reanimacji  zajęła  wyznaczone  miejsce  pod  ścianą  i 

obserwowa

ła  krzątaninę  wokół  pani  White.  Samuel  poklepał  wierzch  jej 

d

łoni, aby żyły się uwydatniły, po czym podłączył ją do kroplówki. 

–  Rytm  serca  prawid

łowy  –  oznajmił,  wpatrując  się  w  monitor.  – 

Saturacja poprawia si

ę. 

Pani White próbowa

ła zedrzeć maskę tlenową. 

– Prosz

ę jeszcze jej nie zdejmować. Miała pani kryzys, ale już wszystko 

jest  w  porz

ądku.  Nazywam  się  Samuel  Donovan,  jestem  lekarzem.  – 

Sharon poda

ła mu wyniki EKG. – Z kim mamy do czynienia? 

– Osiemdziesi

ąt lat. Przyjechała do szpitala taksówką, z raną na nodze. 

Twierdzi, 

że  spadła  ze  stołka.  W  końcu  przyznała  się,  że  po  południu 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

poczu

ła  ból  w  piersiach.  Miałam  jej  zrobić  EKG,  gdy  niespodziewanie 

straci

ła przytomność. 

– By

łaś przy niej? 

– Wysz

łam po kabel. Erin została przy niej. 

– Narzeka

ła na ból w piersiach? – zwrócił się do Erin. 

Potrz

ąsnęła przecząco głową. Ciągle nie mogła wydobyć z siebie słowa. 

Wyr

ęczył ją Dave. 

– Odjecha

ła zupełnie niespodziewanie, doktorze. Bez słowa. 

Samuel analizowa

ł zapis EKG. 

– Puls by

ł wyczuwalny, gdy do niej dobiegłaś? 

–  Tak  –  potwierdzi

ła  Sharon.  –  Ale  nieregularny  i  świadczący  o 

zwolnionej akcji serca. 

–  To  by

ł  zawał przedniej ściany.  Trzeba podać morfinę,  żeby  złagodzić 

ból.  Gdzie,  do  cholery,  s

ą  ci  sanitariusze?  Mam  nadzieję,  że  ktoś  ich 

zawiadomi

ł.  Czy  sam  mam  ich  szukać?  Tymczasem  zróbcie  zdjęcia 

rentgenowskie. 

Erin  przygl

ądała  się  wszystkiemu  jak  urzeczona.  Zauważyła  tylko,  że 

dr

żą  jej  ręce.  Nie  mogła  uwierzyć,  że  jeszcze  przed  chwilą  rozmawiała  z 

pani

ą White. 

–  Trzymasz  si

ę?  –  szepnął  Samuel,  podchodząc  bliżej.  –  Wyjdźmy. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Zrobi

ą jej prześwietlenie. Cały czas będzie pod opieką. – Gdy wyszli z sali, 

przyjrza

ł  się  jej  uważnie.  –  Jesteś  blada  jak  płótno.  Pierwszy  raz  widzisz 

co

ś takiego? 

–  Znam  to  tylko  z  telewizji.  Mówi

łam  ci  już,  że  do  tej  pory  dostawałam 

bardzo  proste  tematy.  Ona  prze

żyje,  prawda?  –  upewniła  się.  –  Wiem,  że 

ma swoje lata, ale wyda

ła mi się taka niezależna... 

–  Nie  wiem,  Erin.  Zrobimy  wszystko,  co  mo

żemy,  ale  jej  serce  ma 

osiemdziesi

ąt lat. Jasne, że zrobimy wszystko... 

Nie potrafi

ła ukryć, że jest bliska łez. 

–  Przepraszam.  –  Rozz

łościła  się.  –  Na  pewno  się  zastanawiasz,  jak 

przetrwam t

ę dobę. Przestraszyłam się, bo nie wiedziałam, co robić. 

– Jeste

ś reporterem, a nie pielęgniarką. Co zrobiłaś? 

–  Dave  musi  przez  ca

ły  czas  filmować,  więc  wybiegłam  na  korytarz, 

żeby kogoś wezwać. I zobaczyłam Sharon. 

–  Nast

ępnym razem  po  prostu  naciśnij alarm.  Nieważne,  czy to  będzie 

uzasadnione  czy  nie.  Wszyscy  musimy 

ćwiczyć.  Nie  tylko  twoja  Agnes.  – 

Wzruszy

ło  ją,  że  zapamiętał  taki  szczegół  ich  rozmowy  i  że  stara  sieją 

podnie

ść  na  duchu.  –  Nie  wstydź  się  łez.  Pamiętaj,  że  nie  przywykłaś  do 

takich scen. Dla ka

żdego byłby to pewien szok. 

Za

łożę się,  że  Vicki, która jest teraz w naszym punkcie selekcji, też ma 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

niet

ęgą minę. 

– Naprawd

ę? Jeszcze jej to nie spowszedniało? 

– To zawsze jest nieprzyjemne. Zdaje si

ę, że Vicki polubiła panią White. 

Nasz  personel  bardzo  szybko  nawi

ązuje  bliższy  kontakt  z  pacjentami, 

zw

łaszcza tymi sympatycznymi. 

Wiedzia

ła coś na ten temat. 

– Ja chyba te

ż ją polubiłam. Czuję, że jest to osoba z charakterem. 

– Zrób sobie kaw

ę. – Dotknął jej ramienia. – I chwilę odpocznij. 

–  Nie  mog

ę.  Jest  dopiero  wpół  do  ósmej.  Nie  mogę  znikać  za  każdym 

razem, kiedy dzieje si

ę coś smutnego... 

– Za

łożę się – nie pozwolił jej dokończyć – że Sharon właśnie robi kawę 

dla  Vicki  i  zaraz  podzieli  si

ę  z  nią  najnowszymi  wiadomościami  na  temat 

pani  White.  To  w

łaśnie  miałem  na  myśli,  mówiąc,  że  nasze  siostry  są  od 

siebie  bardzo  zale

żne.  Ten  oddział  jest  jak  pole  minowe:  wymaga  ścisłej 

wspó

łpracy  ogromnego  zespołu  ludzi.  Kawa  i  ploteczki  bywają  bardzo 

skutecznym sposobem na przetrwanie. 

Otworzy

ły się drzwi do sali reanimacyjnej. 

– Droga wolna – oznajmi

ła pielęgniarka. 

Samuel ruszy

ł do pani White. 

Kawa  musi  poczeka

ć,  pomyślała  Erin  akurat  w  chwili,  gdy  zjawił  się 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

podekscytowany Mark. 

– Chod

ź do poczekalni. Robi się gorąco. 

Przy 

biurku 

Vicki 

jaki

ś 

m

ężczyzna 

nerwowo 

wymachiwa

ł 

zabanda

żowaną ręką. 

–  Powiedziano  mi, 

że  jestem  następny  na  liście,  a  czekam  już  dwie 

godziny. Przyjecha

łem karetką! Dlaczego nikt się mną nie zajmuje? 

Vicki zachowywa

ła anielski spokój. 

–  Dozna

ł  pan  urazu  dwa  dni  temu,  a  my  tu  miewamy  naprawdę  nagłe 

wypadki. Niestety, musi pan czeka

ć. 

–  To  dlaczego  tak  szybko  zaj

ęliście  się  tą  babą  z  chorą  nogą?  Ona 

przyjecha

ła  taksówką!  Mam  dzisiaj  wieczorem  ważne  spotkanie.  Żądam, 

żeby mnie natychmiast przyjęto! 

–  Ju

ż panu tłumaczyłam, że najpierw zajmujemy się najpoważniejszymi 

przypadkami. Prosz

ę usiąść i czekać. 

Jegomo

ść nie dawał za wygraną. 

–  Dlaczego  najpierw  wzi

ęliście  tę  staruszkę?  To  skandal.  –  Zwrócił  się 

do  kamery.  –  Mam  nadziej

ę,  że  pan  to  wszystko  filmuje.  –  Huknął 

zabanda

żowaną  ręką  w  szybę,  oddzielającą  pielęgniarki  od  poczekalni.  – 

Prosz

ę natychmiast wezwać tu lekarza! 

– Wystarczy – mrukn

ęła Vicki. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Erin  wiedzia

ła,  że  w  tej  samej  chwili  nacisnęła  stosowny  guzik  ukryty 

pod  biurkiem.  Chwil

ę  później  do  poczekalni  wkroczyło  dwóch  barczystych 

ochroniarzy. 

– W czym

ś pomóc, siostro? – Przystanęli przy nerwowym pacjencie. 

– T

łumaczę temu panu, dlaczego musi czekać, ale on nie chce słuchać 

moich wyja

śnień. Może was posłucha? 

Pan Nesbitt wyra

źnie spuścił z tonu. 

– Po co zaraz wzywa

ć ochronę? Uderzyłem w szybę, nie w panią. 

– Wola

łam nie ryzykować. Proszę usiąść i czekać. 

– Jak d

ługo on tu jest? – Erin zwróciła się do Marka. – Wcześniej go nie 

widzia

łam. 

–  W  tym  rzecz.  Przyjecha

ł  pół  godziny  temu.  –  Mark  popatrzył  na 

Dave'a, ale ten go ubieg

ł. 

– Spokojna g

łowa. Pamiętam o zegarze. 

– Czuj

ę się, jakbyśmy pracowali już całą noc, a tu jeszcze nie ma ósmej 

– zauwa

żyła Erin. 

Tylnym  wej

ściem,  pod  które  podjeżdżały  karetki,  dostała  się  do 

pomieszczenia, w którym urz

ędowała Vicki. 

– Jak si

ę czujesz? – zapytała. 

–  Dobrze.  Dlaczego  pytasz?  –  Piel

ęgniarka  odwróciła  wzrok  od 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

komputera.  Erin  gestem  wskaza

ła  na  poczekalnię.  –  Ten  obywatel?  To 

kaszka  z mleczkiem. Zobaczysz, co  b

ędzie, jak zaczną tu ściągać faceci z 

pubów. 

– Wcale si

ę nim nie przejęłaś? 

–  Sk

ądże! Co  najwyżej trochę mnie wkurzył. Jedni, ci mili, nie  wzywają 

karetki,  nawet  wtedy  kiedy  by

łoby  to  wskazane,  bo  nie  chcą  robić  wokół 

siebie  zamieszania,  inni,  tacy  jak  ten,  traktuj

ą  karetkę  jak  darmową 

taksówk

ę, bo dwa dni temu nadwerężyli sobie nadgarstek. 

– Tylko nadwer

ężony nadgarstek? – zdumiała się Erin. 

– Tak podejrzewam. Sama widzia

łaś, jak sprawnie włada tą ręką. Kiedy 

przyjecha

ł, ostrzegłam go, że dzisiaj chyba  nie  zrobimy mu prześwietlenia. 

My

ślę,  że  dopiero  jutro  rano.  Jeśli  lekarz  w  ogóle  uzna  prześwietlenie  za 

konieczne. 

–  Czy  to  znaczy, 

że  będzie  tu  siedział  nie  wiadomo  ile,  żeby  się 

dowiedzie

ć, że ma przyjść jutro? 

Vicki wzruszy

ła ramionami. 

– To nie jest  wykluczone. – Wpatrywa

ła się w kobietę, która wbiegła do 

poczekalni. 

– Prosz

ę mi pomóc! – krzyknęła kobieta. Na rękach trzymała dziecko w 

samej pieluszce, które dar

ło się wniebogłosy. – Nie oddycha! Ona przestała 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

oddycha

ć... 

Vicki b

łyskawicznie opuściła stanowisko i przez elektronicznie otwierane 

drzwi wydosta

ła się do poczekalni. Erin ruszyła za nią. Spodziewała się, że 

Vicki  natychmiast  zaniesie  dziecko  do  sali  reanimacyjnej.  Jednak  ta 

poprowadzi

ła kobietę do poradni pediatrycznej. 

Do

łączył do nich Dave. 

–  Prosz

ę  położyć  dziecko.  Jak  ma  na  imię?  Zajmę  się  nią  –  rzuciła  w 

stron

ę Gemmy, pielęgniarki zajętej przy innym dziecku. 

– Nicola. – Kobieta zanios

ła się płaczem. 

– A pani? 

– Rita. Czy ona prze

żyje? 

–  Na  pewno  –  oznajmi

ła  Vicki,  sprawdziwszy  temperaturę  dziecka.  – 

Prosz

ę wziąć kilka głębokich oddechów i uspokoić się. Płacz źle wpływa na 

ma

łą. 

Uspokoiwszy 

si

ę  nieco,  niepewnym  jeszcze  głosem  matka 

poinformowa

ła  pielęgniarkę,  że  ostatnio  Nicola  źle  się  czuła.  Lekarz 

rejonowy  orzek

ł,  że  to  tylko  wirus,  ale  mała  przepłakała  całą  noc  i  miała 

coraz wy

ższą temperaturę. 

–  Nie  wiedzia

łam,  co  robić,  więc  postanowiłam  ją  tu  przywieźć.  Już  na 

waszym  parkingu  zauwa

żyłam,  że  dygocze  i  przewraca  oczami. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Pomy

ślałam, że to agonia. Co jej jest? 

Vicki obj

ęła zrozpaczoną matkę. 

–  Nie  umrze.  Ma  wysok

ą  temperaturę,  możliwe  też,  że  miała  drgawki. 

Takie  ma

łe  dzieci  gorzej  kontrolują  ciepłotę  ciała  niż  dorośli,  więc  mogą 

dosta

ć  drgawek.  Wygląda  to  okropnie,  ale  Nicole  już  dochodzi  do  siebie. 

Zaraz obejrzy j

ą lekarz. 

Erin  z  niedowierzaniem  obserwowa

ła tę scenę.  Vicki była niesamowita. 

W tej chwili delikatnie naciera

ła małe ciałko wilgotnym ręczniczkiem. 

– Kiedy dosta

ła Paracetamol? 

– Godzin

ę temu, ale od razu zwymiotowała. 

Przy 

łóżeczku stał już Samuel i młody doktor Clint. 

–  Czy  siostra  uprzedzi

ła  panią  o  obecności  kamer  telewizyjnych?  – 

zapyta

ł. 

– Nie by

ło na to czasu. Zaraz wszystko wyjaśnię. 

– Jak

ą ma temperaturę? 

–  Czterdzie

ści  i  jedna  kreska.  Zwróciła  paracetamol  podany  godzinę 

temu. 

–  Prosz

ę  jej  podać  125  miligramów  paracetamolu  i  nadal  obmywać 

letni

ą  wodą. –  Po chwili  zwrócił  się do  matki. –  Siostra za  chwilę da  małej 

czopek, aby zbi

ć temperaturę. Teraz chciałbym ją zbadać. Proszę wziąć ją 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

na kolana. 

– Czy mog

ę dać jej pić? – spytała matka już spokojnie. 

–  Najpierw  j

ą  zbadam.  – W  trakcie  oględzin  Samuel  wyjaśniał  Clintowi 

ka

żde swoje posunięcie. 

–  Nie  ma  si

ę  najlepiej.  Widzę  tutaj  drobną  wysypkę,  która  wygląda  na 

wirusow

ą.  Teraz  sprawdzam,  czy  nie  wystąpiła  sztywność  karku.  – 

Specjaln

ą  latarką  poświecił  dziecku  w  oczy.  –  Nie  stwierdzam 

światłowstrętu. 

– Zapalenie opon mózgowych? 

–  Musimy  rozwa

żyć  wszystkie możliwości. Klatka piersiowa i uszy są w 

porz

ądku.  Gardło  lekko  zaczerwienione,  ale  zbyt  mało,  żeby  mogło  być 

przyczyn

ą  takiej  wysokiej  temperatury.  Podejrzewam  wirus.  Trzeba  to 

potwierdzi

ć.  Za  jakiś  czas  siostra  posmaruje  jej  ramiona  specjalnym 

znieczulaj

ącym kremem i wtedy pobierzemy krew do badania. Poproszę też 

pediatr

ę, żeby ją zbadał. 

– Ile to potrwa? 

–  Trudno  powiedzie

ć.  Analiza  krwi  musi  zająć  trochę  czasu.  Poza  tym 

pediatra mo

że zlecić jeszcze inne badania. 

– Na przyk

ład? 

–  Poczekajmy.  Tutaj  Nicole  b

ędzie  pod  dobrą  opieką.  Za  chwilę 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przyjdzie nowa piel

ęgniarka na nocną zmianę. 

Gdyby  wcze

śniej  coś  się  wydarzyło,  proszę  nas  zawiadomić. 

Stanowisko piel

ęgniarek jest tuż obok. 

Erin wysz

ła wraz z Samuelem. 

– My

ślisz, że to jest zapalenie opon mózgowych? 

– Taka mo

żliwość istnieje. Badając chore dziecko, każdy lekarz bierze ją 

pod uwag

ę. My też tego się boimy. Ale nie sądzę, żeby o to chodziło w tym 

przypadku.  Podejrzewam, 

że  to  rzeczywiście  jakaś  paskudna  infekcja 

wirusowa. 

– Wi

ęc dlaczego  zwlekacie z badaniem krwi? – zapytała. –  Nie zrozum 

mnie 

źle, ja cię nie krytykuję – wyjaśniła. 

–  To  bardzo  dobre  pytanie  –  pochwali

ł ją. –  Gdyby  badał ją tylko  Clint, 

na  wszelki  wypadek  poradzi

łbym  mu  zrobienie  tych  badań  od  razu  lub 

wezwanie pediatry. Jestem prawie pewien, 

że to jest wirus. Wskazuje na to 

ta  wysypka.  W  jej  obecnym  stanie  pobieranie  krwi  bez  miejscowego 

znieczulenia mog

łoby wywołać nowe drgawki. 

Na stanowisku piel

ęgniarek odbywało się przekazywanie dyżuru. Nocna 

zmiana wyst

ąpiła w pełnym makijażu, nawet Fay sięgnęła po pomadkę. 

–  Witam  nocn

ą  zmianę  –  rzekł  Samuel.  –  Wszystkie  takie  piękne... 

Ciekawe dlaczego? – za

żartował. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  To  na  pana  cze

ść,  doktorze.  Niech  pan  nie  udaje  –  odparowała  z 

u

śmiechem Fay. – W lodówce odkryłam podejrzanie wielki sernik. 

–  Widz

ę,  że  nie  omieszkałaś  zajrzeć  do  pudełka.  Przyda  mi  się,  żeby 

was przeb

łagać. 

– Co pan przeskroba

ł? – zainteresowała się Louise. 

–  Jeszcze nic.  Ale  s

ądząc po tym, jak  zaczął się ten wieczór, obawiam 

si

ę,  że  komuś  nawymyślam.  Uznałem  więc,  że  zawczasu  przeproszę  was 

za mój choleryczny temperament i ju

ż będę miał to z głowy. Teraz idziemy 

z Erin na kaw

ę. Miej na oku łóżeczko numer dwa – przypomniał Fay. – Ma 

wysok

ą temperaturę i jest niespokojna. 

– Louise – rzek

ła Fay do koleżanki – dzisiaj ty zajmujesz się maluchami. 

Id

ź już i zmień Gemmę. Później poinformuję cię, co dzieje się gdzie indziej. 

–  Chcia

łam  nakręcić  zmianę  warty.  –  Erin  zawahała  się.  Fay  jednak 

oddali

ła ją gestem ręki. 

–  Id

ź  już.  Jesteś  tutaj  od  szóstej.  Zasłużyłaś  na  kawę.  Dave'a  zostaw 

mnie. Potrafi

ę się nim zająć. – Puściła oko do kamerzysty. – Będzie miał z 

nami jak  w raju.  – Erin po raz  pierwszy mia

ła okazję oglądać Dave'a, który 

sp

łonił  się  jak  pensjonarka.  Roześmiała  się  tylko  i  pozostawiła  kolegę  na 

pastw

ę pielęgniarek. 

–  Wariatki  –  orzek

ła,  gdy  znaleźli  się  w  pokoju  dla  personelu.  Samuel 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

nalewa

ł kawę z pokaźnych rozmiarów ekspresu. – A to skąd tu się wzięło? 

Jestem tu od tygodnia i widz

ę to po raz pierwszy. 

Poda

ł jej plastikowy kubek. 

–  Nie  by

łaś tu  w nocy. To zupełnie inny świat. Dla nocnej zmiany kawa 

to  bardzo  wa

żna  sprawa.  Jeśli  będziesz  korzystać  z  tej  maszyny,  nie 

zapomnij dola

ć wody i dosypać kawy. Pod groźbą zakazu używania jej. 

– Postaram si

ę nie zapomnieć. Zawsze tak jest? 

– Jak? 

– Tak t

łoczno. Zawsze tyle się tutaj dzieje? 

–  Wierz  mi,  jeszcze  nie  widzia

łaś  wszystkiego.  Mamy  tu  pełne  ręce 

roboty,  i  to  nie  jest  specjalna  wersja  dla  telewizji.  Mimo 

że  wygląda  to 

bardzo 

powa

żnie, 

osiemdziesi

ęcioletnia 

staruszka 

ze 

stanem 

przedzawa

łowym i niemowlę z drgawkami to dla nas nie nowina. 

– Co b

ędzie z panią White? Zatrzymacie ją? 

– Zajmie si

ę nią lekarz izby przyjęć: zbada ją, zleci dodatkowe badania, 

znajdzie 

łóżko. Łóżek, jak  zwykle, nam brakuje. Podejrzewam,  że  na razie 

zostanie u nas. 

–  Rozmawia

łam  z  siostrą  zawiadującą  łóżkami.  Powiedziała,  że  jest 

sze

ść wolnych łóżek oraz jedno stanowisko kardiologiczne. 

– To prawda. Ale jeszcze nie wiadomo, czy s

ą to łóżka odpowiednie dla 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

pani White. 

–  Ona  jest  ubezpieczona.  Dlaczego  musi  czeka

ć  na  łóżko  w  szpitalu? 

Po  pierwsze  by

łoby  jej  tam  wygodniej,  po  drugie  zwolniłaby  łóżko  na 

reanimacji. 

–  To  nie  jest  takie  proste.  Po

łowa  tego  odium,  które  na  nas  spada  ze 

strony pacjentów, krewnych oraz mediów  wynika  z wycinkowego podej

ścia 

do  tej  skomplikowanej  ca

łości.  I  dlatego  nie  lubię  wpuszczać  tu 

dziennikarzy.  Bardzo 

łatwo jest  wycelować kamerą w zegar i mieć nam  za 

z

łe,  że  staruszka  z  zawałem  leży  na  nagłych  wypadkach,  podczas  gdy 

wiadomo, 

że  na  różnych  oddziałach  jest  siedem  wolnych  łóżek.  Prawda 

jednak  jest  taka, 

że  mamy istotne  powody,  z których nie  przewieźliśmy jej 

na jedno z tych 

łóżek. 

– Poprosz

ę o szczegóły. Może nas przekonasz. 

Przez chwil

ę wpatrywał się jej w oczy. Było jasne, że bije się z myślami. 

– Wyt

łumacz mi to – poprosiła. 

–  Pani  White  mia

ła  zawał.  Na dodatek ma osiemdziesiąt  lat.  Jasne,  że 

mogliby

śmy  przenieść  ją  na  wolne  łóżko  i  uważać  sprawę  za  załatwioną. 

Siostry  na  pewno  cz

ęsto  by  do  niej  zaglądały,  zrobiono  by  też  wszystkie 

badania.  Ale  sama  widzia

łaś,  jak  błyskawicznie  straciła  przytomność. 

Pomy

śl, co by się stało, gdyby pielęgniarka przyszła dziesięć minut później, 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

lub  gdyby  ju

ż  na  progu  pokoju  pani  White  otrzymała  pilne  wezwanie  do 

innego pacjenta, który zwymiotowa

ł albo prosi o basen? 

– Nie mo

żna podłączyć jej do monitora? 

–  A  jaki  by

łby  z  tego  pożytek,  gdyby  nikt  go  nie  obserwował,  bo 

piel

ęgniarka rozmawiałaby przez telefon na drugim końcu korytarza? 

–  Mo

żna  położyć  ją  na  kardiologii.  Czy  to  z  racji  podeszłego  wieku  nie 

warto si

ę nią zajmować? 

–  Przecie

ż  się  nią  zajmujemy.  Leży  tutaj  i  jest  nieustannie 

monitorowana. 

– Ale na kardiologii jest wolne 

łóżko – upierała się. 

Samuel wsta

ł. 

– Wiesz co? Pogadamy o tym jutro, przy 

śniadaniu. 

–  Nadal  nie  otrzyma

łam  pełnej  odpowiedzi  –  mruknęła.  Zgniótł  kubek  i 

wrzuci

ł go do kosza. 

– Jutro, przy 

śniadaniu. 

– Randka o poranku. 

Razem ruszyli w stron

ę drzwi i o mało się nie zderzyli na progu. 

– Przepraszam – powiedzieli zgodnym chórem. 

Przez u

łamek sekundy znowu byli w korytarzu dyrekcji, flirtując i starając 

si

ę  przedłużyć  to  spotkanie.  Erin  nie  miała  wątpliwości,  że  Samuel  miał 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

ochot

ę ją pocałować! 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 5 

 

–  Przepraszam, 

że przeszkadzam – rzekła Fay. – Myślę, że pan doktor 

zechce  obejrze

ć  ten  przypadek,  ale  najpierw  muszę  wprowadzić  pana  w 

sytuacj

ę. 

–  Nie  kr

ępuj  się.  –  Był  opanowany.  Erin  nie  była  pewna,  czy  to  nie 

rozbuchana wyobra

źnia kazała jej dostrzec te błyskawice w jego spojrzeniu. 

–  To  ci  si

ę  na  pewno  spodoba  –  zwróciła  się  do  Erin.  –  Deborah 

Grayson,  lat  czterdzie

ści  dwa,  jadła  dziś  kolację  w  restauracji  Rolando. 

Oznacza to, 

że jest nieźle nadziana. 

– Do rzeczy – skarci

ł ją Samuel. 

– Nag

ły atak skurczów w obrębie jamy brzusznej. 

– Co jad

ła? 

– Zada

łam jej to pytanie. Różne przekąski i kalmary na drugie danie. 

– Czy to  znaczy, 

że zaraz zjadą tu wszyscy klienci Rolanda? Biegunka, 

wymioty? 

–  Biegunka  nie,  raz  zwymiotowa

ła.  Moim  skromnym  zdaniem  był  to 

sygna

ł, że zaczyna rodzić. 

–  Co takiego?  –  zdziwi

ł się Samuel, a  Fay uśmiechnęła się od ucha do 

ucha. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Powiedzmy, 

że  dwadzieścia  lat  temu  powiedziano  jej,  że  nie  może 

mie

ć dzieci. Wobec tego nie stosowała żadnych zabezpieczeń, bo nie było 

takiej potrzeby. 

Erin p

ękała z ciekawości. 

– Podejrzewasz, 

że ona rodzi? Teraz? 

– Kiedy mia

ła ostatni okres? – zapytał Samuel. 

–  Kilka  lat  temu.  Cytuj

ę  jej  słowa:  „Na  pewno  nie  w  ciągu  ostatnich 

o

śmiu, dziewięciu miesięcy". Uznała, że to menopauza. Nie jestem położną, 

ale obmaca

łam jej brzuch i jestem święcie przekonana, że jest to drugi etap 

akcji porodowej. Chcia

łabym, żeby pan doktor ją zbadał. 

– Niczego nie podejrzewa? 

–  Nic  a  nic.  W  poczekalni  siedzi  po

łowa  towarzystwa  z  restauracji, 

czekaj

ąc na objawy zatrucia. 

– Pozwól mi przy tym by

ć, proszę cię. – Erin nie mogła ustać w miejscu. 

–  Nie  ma  nic  przeciwko  telewizji.  Uwa

ża,  że  pomoże  jej  to  w  wygraniu 

sprawy przeciwko Rolandowi. 

– Cholera – mrukn

ął Samuel. – Zdążymy przewieźć ją na położniczy? 

–  Nie  ma  mowy  –  odpar

ła  rozradowana  Fay.  –  Proszę  wkładać 

r

ękawiczki, doktorze. Mamy poród. 

Po drodze Samuel zwróci

ł się do Erin: 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Je

śli  każę  wam  wyjść,  wyjdźcie.  Ta  kobieta  nie  robiła  badań 

kontrolnych, wi

ęc nie wiadomo, czy dziecko jest zdrowe. 

Krzyki  i  j

ęki  dobiegające  z  kabiny  czwartej  nie  pozostawiały 

najmniejszych w

ątpliwości. 

Dave  ju

ż  pracował.  Pani  Grayson  stała,  opierając  się  o  szpitalne  łóżko 

na  kó

łkach.  Pomimo  zablokowanych  hamulców  oraz  wysiłków  pielęgniarki 

łóżko  przesuwało  się  niebezpiecznie.  Louise  robiła  wszystko,  by  uspokoić 

pacjentk

ę i jej przerażonego męża. 

– Doby wieczór. Jestem doktor Samuel Donovan. 

–  Najwy

ższy  czas  –  warknął  pan  Grayson.  –  Moja  żona  przechodzi 

katusze. Mo

że nareszcie jakoś jej pomożecie. 

Pani Grayson przycich

ła tylko na chwilę. 

–  Cholerne  owoce  morza!  –  Jej  dono

śny  głos  przetoczył  się  przez 

oddzia

ł.  –  Każę  sobie  wypłacić  takie  odszkodowanie,  że  się  Rolando  nie 

pozbiera. 

– Prosz

ę jej coś dać – domagał się mąż. 

Samuel odczeka

ł, aż minie fala bólu. 

–  Prosz

ę  się  położyć.  Muszę  panią  zbadać.  –  Wprawnymi  ruchami 

obmaca

ł jej brzuch, przez chwilę nieco dłużej trzymając na nim dłoń. – Czy 

czuje pani, 

że ból powraca? 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Tak – wycedzi

ła przez zęby. 

– Gdy minie, zrobimy badanie wewn

ętrzne. 

Dave i Erin wyszli. 

–  Kurcz

ę  –  mruknął  kamerzysta.  –  Powinna  się  już  domyślić,  skoro 

nawet ja to wiem. 

–  Ale  gdyby

ś  niczego  się  nie  spodziewał...  Wyobrażasz  sobie,  jaki  to 

szok? 

Fay wychyli

ła głowę zza zasłony. 

– Dzi

ęki. Możecie wracać. 

– Kiedy wreszcie co

ś jej dacie? – denerwował się małżonek. 

–  Obawiam  si

ę,  że  nic  jej  nie  damy.  –  Samuel  potrząsnął  głową.  Erin 

s

łuchała z zapartym tchem. – Przyczyną tych skurczów nie są kalmary. 

– Oczywi

ście, że kalmary – zasyczał pan Grayson. 

–  Te  fale  bólu,  pani  Grayson,  to  skurcze  porodowe.  Za  chwil

ę  urodzi 

pani dziecko. 

– To

ż to kosmiczna bzdura! – krzyknął mąż. – Ubieraj się. Jedziemy do 

prywatnej kliniki. Nie potraficie zdiagnozowa

ć zwyczajnej grypy. Moja żona 

nie  mo

że  mieć  dzieci.  Czy  zdajecie  sobie  sprawę  z  tego,  jak  bolesne  jest 

dla niej to, co mówicie? Mój prawnik skontaktuje si

ę z wami. Idziemy. 

–  Zdaje  si

ę,  że  ten  prawnik  ma  pełne  ręce  roboty  –  szepnęła  Fay  do 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Erin. 

–  Czuj

ę,  że  muszę  przeć.  –  Pani  Grayson  rzuciła  mężowi  błagalne 

spojrzenie. – Nie mog

ę tego powstrzymać. 

– To naturalne – uspokaja

ł ją Samuel. – Niech pani prze. 

– To niemo

żliwe. – Mężczyzna zrobił wielkie oczy. 

– Nic nie rozumiem. 

–  Prosz

ę  wziąć  żonę  za  rękę.  –  Fay  podprowadziła  go  do  wezgłowia 

łóżka. 

– Rozumiem, 

że to dla państwa szok – rzekł Samuel – ale o tym, jak to 

si

ę  stało,  porozmawiamy  później.  Nie  zdążymy  przewieźć  pani  na 

po

łożniczy,  ale  proszę  się  niczego  nie  obawiać.  Nasz  personel  jest 

wszechstronnie wyszkolony. 

Wróci

ła Fay, wtaczając inkubator. 

–  Pediatra  siedzi  teraz  przy  tej  ma

łej  z  drgawkami.  Jest  przygotowany 

na nasze wezwanie – oznajmi

ła. 

– Czy zgadzaj

ą się państwo na filmowanie? – upewnił się Samuel. 

Rodz

ąca popatrzyła na męża. 

– Niech robi

ą, co chcą – szepnęła. – Czy dostanę zastrzyk? 

– Za pó

źno. Gdzie jest tlen? – zwrócił się do Fay. 

– W gipsowni. Przy zabiegu ortopedycznym. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Z wra

żenia Erin zapomniała, że ma być tylko biernym obserwatorem. 

– Masa

ż nasady karku mógłby jej pomóc – wyrwało się jej. Gdy poczuła 

na  sobie  spojrzenia  wszystkich  obecnych,  zawstydzona  szepn

ęła:  – 

Przepraszam. Ju

ż będę cicho. 

W absolutnej ciszy pani  Grayson, s

łuchając instrukcji Samuela, zaczęła 

prze

ć.  Gdy  już  ukazała  się  główka  dziecka,  doktor  Donovan  poprowadził 

r

ękę  rodzącej,  by  sama  mogła  jej  dotknąć.  Jeszcze  jedno  parcie  i  oczom 

wszystkich  objawi

ła  się  reszta  kruchego,  różowego  ciałka.  Samuel  położył 

dziecko  na  brzuchu  pacjentki.  Fay  pomog

ła  jej  podnieść  je  wyżej.  W  tej 

samej  chwili  rozleg

ł  się  silny,  głośny  płacz.  Po  chwili  maleństwo  ucichło, 

znalaz

łszy matczyną pierś. 

Erin i Loiuse p

łakały jak bobry, nawet Fay sięgnęła po chusteczkę. 

–  Zdaje  si

ę,  że  nie  jestem  wam  potrzebny  –  odezwał  się  pediatra 

Tarence  Jenkins.  –  Wpadn

ę  później.  Teraz  dajmy  trochę  czasu  mamusi  i 

tatusiowi. 

–  Gratuluj

ę  – rzekł Samuel do oszołomionych rodziców. –  Mówiłem,  że 

to nie kalmary. 

Pan Grayson u

ścisnął mu dłoń. 

– Przepraszam, 

że tak się zachowałem, ale nie mogłem panu uwierzyć. 

– Popatrzy

ł na żonę i dziecko. – Gdybym przy tym nie był... 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Wcale  si

ę panu nie dziwię. –  Samuel uśmiechnął się. – Gdy odejdzie 

łożysko,  zadzwonię  na  położniczy  i  postaramy  się  was  przenieść.  Tam 

wszystko  wyda  si

ę  pani  bardziej  realne,  a  personel  pomoże  pani  się 

pozbiera

ć. 

Pani Grayson oderwa

ła wzrok od dziecka. 

–  Jak  to  mo

żliwe,  że  nosiłam  w  sobie  dziecko  i  nawet  o  tym  nie 

wiedzia

łam? Co my powiemy ludziom? 

–  Musz

ą  państwo  coś  wymyślić  –  poradziła  Fay.  –  Wasi  znajomi  już 

mnie prosili o numer gor

ącej linii ministerstwa zdrowia. 

–  O  nie!  Zupe

łnie o  nich zapomniałem. Co ja im powiem?  – zafrasował 

si

ę pan Grayson. 

– 

Żeby  dzieląc  koszty  dzisiejszej  kolacji,  doliczyli  jedną  osobę  –  rzucił 

oboj

ętnym tonem Samuel. 

Pan  Grayson  rozchmurzy

ł  się,  pocałował  żonę  oraz  dziecko  i  wymknął 

si

ę z kabiny. 

– Zaraz wróci – rzek

ł Samuel z uśmiechem. 

Mia

ł rację. Chwilę później zza kotary wysunęła się męska głowa. 

– O czym

ś pan zapomniał? 

– Nie wiem, co si

ę nam urodziło. 

M

łoda matka spojrzała mu w oczy. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Ja te

ż nie wiem – przyznała się zdumiona. 

–  Zastanawia

łem  się,  ile  czasu  upłynie,  zanim  ta  kwestia  przyjdzie 

pa

ństwu do głowy. Proszę sprawdzić. 

Dr

żącymi palcami Deborah Grayson rozwinęła kocyk. 

– Mamy córk

ę, Cedriku. To dziewczynka. 

 

S

łuchając relacji Erin, Mark wpadł w zachwyt. 

– Damy to w jutrzejszych wiadomo

ściach. Na przynętę. Z informacją, że 

ca

łość  pokażemy  w  przyszłą  niedzielę.  Ten  reportaż  pobije  rekord 

ogl

ądalności. 

–  Musisz  mie

ć  ich  zgodę.  –  Chwyciła  go  za  ramię,  gdy  energicznym 

krokiem  ruszy

ł  w  kierunku  kabiny.  –  Nie  teraz!  Jutro.  Czy  naprawdę 

uwa

żasz,  że  najważniejsza  jest  oglądalność?  Pierwszy  raz  widziałam  coś 

tak pi

ęknego. Ciągle się dziwię, że ona o niczym nie wiedziała. 

–  To  jest  fantastyczny  temat  –  przyzna

ł  Mark.  –  Dobrze,  nie  będę  ich 

pogania

ł.  Lepiej  nie  narażać  się  Donovanowi,  skoro  udało  ci  się  go 

ob

łaskawić.  Jutro  wyślemy  kogoś  na  położniczy.  Ale  przede  wszystkim 

pami

ętaj, konkurencja nie może się o tym dowiedzieć. 

Wchodz

ąc  do  pokoju  dla personelu,  była  przekonana,  że  Fay i  Samuel 

b

ędą  nadal  entuzjazmować  się  niecodziennym  wydarzeniem.  Ku  swojemu 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

zdziwieniu zobaczy

ła, że w milczeniu popijają kawę. 

– Chyba mi nie powiecie, 

że takie porody to wasz chleb powszedni? 

–  Wcale  tak  nie  twierdzimy.  Owszem,  by

ło  to  coś  niezwykłego, 

zw

łaszcza  na naszym oddziale. Zdarzają  się nam  rodzące, których  już nie 

mo

żna  przewieźć  na  porodówkę.  Ale,  przyznaję,  jest  to  drugi  w  mojej 

praktyce  przypadek, kiedy kobieta  nie wiedzia

ła, że jest w ciąży. A ty, Fay, 

spotka

łaś takich więcej? 

–  Owszem.  By

łam  wtedy  z  panem  na  dyżurze.  Było  jeszcze  kilka,  ale 

niewiele. Jestem troch

ę starsza od doktora. – Mrugnęła porozumiewawczo. 

–  Spodoba

ło  ci  się?  Louise  już  postanowiła  zapisać  się  na  szkolenie  dla 

po

łożnych. Co o tym myślisz? Nie zniechęciło cię to do urodzenia własnych 

dzieci? 

– To by

ło piękne, mimo że pani Grayson darła się wniebogłosy. 

–  Dzielnie  si

ę  spisała.  Dziecko  było  duże,  a  ona  nie  dostała  żadnych 

środków przeciwbólowych. 

– Masa

ż na pewno by jej pomógł. Bardzo się wzruszyłam, kiedy okazało 

si

ę, że nie wiedzą, co im się urodziło – wyznała. Nie wiadomo dlaczego, ta 

uwaga  rozbawi

ła  Fay  i  Sama.  –  Co  w  tym  śmiesznego?  Z  czego  się 

śmiejecie? 

Fay nie mog

ła wydobyć z siebie słowa, co z kolei sprowokowało kolejny 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

wybuch rado

ści Sama. 

– Powiedzcie mi. 

–  To by

ło jak kubeł  zimnej  wody  – zaczęła Fay, ocierając łzy. – „Mamy 

córk

ę, Cedriku. To dziewczynka. " 

– Oboje znowu wybuchn

ęli śmiechem. 

– Barbarzy

ńcy. – Odwróciła się na pięcie i wyszła. 

 

Cieszy

ła  ją  każda  chwila  spędzona  na  oddziale  nagłych  wypadków, 

gdzie sytuacja zmienia

ła się jak w kalejdoskopie. 

Drug

ą  fascynującą  sprawą  było  obserwowanie  Samuela  w  akcji.  Był 

uprzejmy w stosunku do ka

żdego pacjenta i cierpliwie słuchał wyjaśnień, co 

sprowadzi

ło  ich  w  to  miejsce  i  o  takiej  porze.  Był  też  świetnym 

nauczycielem:  konsekwentnie  wyja

śniał  Clintowi,  po  co  zadaje  kolejne 

pytania, i stopniowo przyzwyczaja

ł go do samodzielności. Gdy poczekalnia 

nieco  opustosza

ła,  Clint  pracował  już  sam,  przekazując  swe  decyzje 

Samuelowi za po

średnictwem stanowiska pielęgniarek. 

– Jak nam idzie? – zapyta

ł Fay, która wpatrywała się w tablicę. 

– Nie

źle. Zjawiła się już rodzina pani White. Są niezadowoleni, że ciągle 

le

ży u nas. 

–  Zaraz  z  nimi  porozmawiam.  Co  u  ma

łej  Nicole?  Clint,  co  powiedział 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

pediatra? 

Clint zerkn

ął do notatek. 

–  Podejrzenie  infekcji  wirusowej.  Punkcja  l

ędźwiowa  niczego  nie 

wykaza

ła. Wzięli ją do siebie, ponieważ nadal ma wysoką temperaturę. 

– Drgawki si

ę powtórzyły? 

– Nie. 

– To dobrze. Co masz teraz w planie? 

–  Kilka  osób, które  trzeba  pozszywa

ć oraz  to, co zostało na tablicy.  Na 

razie. 

– Dobrze si

ę spisałeś. 

Clint  ruszy

ł  w  stronę  gabinetu  zabiegowego,  by  zająć  się  zakładaniem 

szwów ostatnim pacjentom. 

– Id

ę porozmawiać z rodziną pani White, a potem pójdę się zdrzemnąć. 

– Pochwalam – rzek

ła Fay. 

Przy 

łóżku Elsie White siedział jej syn z żoną. 

– Niepokoi nas, 

że mama leży tu od siedmiu godzin. 

Podobno czeka na 

łóżko, ale widzę, że pacjenci, którzy zgłosili się długo 

po niej, ju

ż są na oddziałach. Ona ma osiemdziesiąt lat... 

– Rozumiem pana niepokój, ale powodem, dla którego matka nadal le

ży 

u  nas,  jest  to, 

że  wymaga  ona  łóżka,  które  jest  stale  monitorowane. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Dostanie  urz

ądzenie  telemetryczne,  które  pozwala  siostrom  z  kardiologii 

monitorowa

ć  rytm  serca  pacjenta  leżącego  nawet  na  innym  oddziale  i  w 

razie potrzeby postawi

ć w stan gotowości personel tego oddziału. Problem 

w  tym, 

że  urządzenie  może  być  na  drugim  końcu  oddziału  lub  sygnał 

alarmowy  oka

że  się  za  cichy.  Ponadto,  łóżko  pani White  powinno  być  jak 

najbli

żej  stanowiska  pielęgniarek.  Stan  innych  pacjentów  nie  był  aż  tak 

powa

żny. 

To wyja

śnienie sprawiło wyraźną ulgę panu White'owi. 

–  Dzi

ękujemy,  teraz  już  wiemy,  dlaczego  nie  przeniesiono  jej  gdzie 

indziej.  Ba

łem  się,  że  kryje  się  za  tym  coś  innego.  Ze  mama  czeka  tak 

d

ługo, ponieważ jest już bardzo stara. Teraz rozumiem, że jest inaczej. 

Samuel poda

ł mu dłoń. 

– Chcemy mie

ć ją na oku. Mam nadzieję, że wkrótce przeniesiemy ją na 

oddzia

ł. 

Na stanowisku piel

ęgniarek czekała na nich Fay. 

– Jest 

łóżko dla pani White na kardiologii. 

–  Wspaniale.  Teraz  z  czystym  sumieniem  mog

ę  pójść  spać.  Obudźcie 

mnie, je

śli będziecie miały problemy. Jak ci się podoba Clint? 

– Super. – Fay energicznie pokiwa

ła głową. – Wie, co robi. A jak nie wie, 

to pyta. Mo

że pan spać spokojnie. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Na  mnie  te

ż  zrobił  dobre  wrażenie  –  potwierdził  Samuel.  –  Oby 

pozostali  byli  równie  dobrzy.  Nigdy  nic  nie  wiadomo.  Mo

że  czeka  nas 

ca

łkiem udane pół roku? 

–  Jak  leci?  –  spyta

ła  Erin  Dave'a,  który  właśnie  filmował  pijanego 

m

łodzieńca. Clint zakładał mu szwy na dłoni. 

– Bez problemów. My

ślałem, że już śpisz. 

– A ty? Jakie masz plany? 

–  Kiedy  sko

ńczymy  tutaj,  pójdziemy  na  kawę.  Idź  spać.  Masz  przed 

sob

ą jeszcze co najmniej piętnaście godzin, a mnie o siódmej zmieni Phil. 

Jeszcze  przez  chwil

ę  przyglądała  się,  jak  Clint  zakłada  szwy  głośno 

chrapi

ącemu  pacjentowi.  Czuła,  że  powinna  się  przespać,  ale  nie  miała 

ochoty rezygnowa

ć z obserwowania nocnego życia oddziału. 

Po drodze do swojego pokoju spotka

ła Samuela. 

– Serdecznie ci dzi

ękuję. Bardzo mi się tu podoba. 

–  Ta  noc  jeszcze  si

ę  nie  skończyła  –  ostrzegł  ją.  Gdy  ich  spojrzenia 

spotka

ły się, poczuła, że serce skoczyło jej do gardła. Anna ma rację. Tego 

cz

łowieka  warto  poznać bliżej, przebić się przez tę pozorną szorstkość, by 

ostro

żnie sprawdzić, co jest w środku. – Spróbuj zasnąć. 

Jak  to  zrobi

ć,  jeśli  on  śpi  za  ścianą?  Umyła  twarz,  wyczyściła  zęby  i 

po

łożyła  się.  Leżała,  walcząc  z  emocjami,  które  tak  nieoczekiwanie  ją 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

ogarn

ęły.  Czy  może  choćby  marzyć,  że  ktoś  tak  wykształcony  jak  Samuel 

odwzajemni  jej  uczucia?  Ona  jest  roztargnion

ą  bałaganiarą,  on  chodzącą 

doskona

łością.  Ale...  wiedziała,  że  w  tym  człowieku  aż  wrze  od  emocji. 

Wida

ć to było po zmysłowym grymasie, jaki zjawiał się na jego wargach. 

Ukry

ła  twarz  w  poduszce.  Znalazła  się  tutaj  po  to,  by  pracować. 

Otrzyma

ła ambitne zadanie. Poza tym on na pewno kogoś ma. To całkiem 

naturalne.  Czy  ona,  Erin,  mo

że  na  coś  liczyć?  Odsunąwszy  od  siebie 

wszelkie  my

śli,  w  końcu  zasnęła.  Jednak  jej  umysł  nie  odpoczywał,  jej 

snami bowiem zaw

ładnął Sam. 

 

G

łośne  pukanie  do  drzwi  brutalnie  przerwało  wyjątkowo  rozkoszny 

scenariusz. 

–  W  drodze  na  oddzia

ł  jest  przypadek  z  urazem  wielonarządowym.  – 

Rzeczowy  ton  Samuela nieprzyjemnie  kontrastowa

ł  ze słodkimi zaklęciami 

ze snu. 

– Która godzina? – Wyskoczy

ła z łóżka. 

– Czwarta pi

ętnaście. Udało nam się trochę pospać. 

W sali reanimacyjnej personel krz

ątał się wokół pustego łóżka. Pomimo 

potarganych  w

łosów  i  pogniecionych  szpitalnych  spodni  Jeremy  Foster 

nadal  wygl

ądał  atrakcyjnie.  Z  dużym  zapałem  nadal  ustawiał  się  na 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

pierwszym planie. 

–  Dzie

ń  dobry  –  powitał  go  sucho  Samuel.  –  Nic  mi  nie  wiadomo  o 

żadnych obrażeniach wewnętrznych. 

– Ani mnie – doda

ła Fay, nastawiona równie nieprzychylnie. 

–  Pomy

ślałem, że się wam przydam. – Jeremy wcale się nie speszył. – 

Ju

ż nie musicie mnie wzywać. 

Spojrzenie,  które  rzuci

ł  mu  Samuel,  uszło  jego  uwagi,  ponieważ  przez 

ca

ły czas szukał wzrokiem kamery. Ale Marka i Dave'a nigdzie nie było. 

– Czy kto

ś widział resztę ekipy? – Erin zwróciła się do zebranych. 

–  Ca

ła  moja  ekipa  jest  już  na  miejscu.  Plus  parę  innych  osób.  – 

Zirytowany  Samuel  wskaza

ł  Jeremy'ego.  –  Mój  zespół  nie  ma  czasu 

pilnowa

ć twoich ludzi. 

Rozejrza

ła się po wszystkich kątach, ale kamerzysty nie znalazła. Gdy z 

g

łośników  rozległ  się  sygnał  alarmowy,  uznała,  że  Dave  i  Mark  na  pewno 

zaraz si

ę zjawią. 

W rzeczy samej. Nieco zmi

ętoszeni wbiegli do sali tuż przed łóżkiem, na 

którym przywieziono ofiar

ę wypadku. 

–  Samochód  kontra  drzewo  –  zaanonsowa

ł  sanitariusz.  Dostosował 

wysoko

ść łóżka do łóżka z aparaturą. – Kiedy przyjechaliśmy, pan Whitman 

by

ł  przytomny.  Godzinę  zajęło  uwalnianie  go  z  wraku.  Otwarte  złamanie 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

lewej nogi. – Sanitariusz z pomoc

ą Samuela ostrożnie przeniósł rannego na 

drugie 

łóżko. Przez cały czas wyliczał obrażenia pacjenta. 

– Gdzie byli

ście? – Mark milczał, a Dave był pochłonięty filmowaniem. – 

Gdzie byli

ście? – powtórzyła Erin. 

–  Towarzyszyli

śmy pacjentowi  na  oddział. –  Mark  zdecydowanie  unikał 

jej wzroku. Poczu

ła, że coś przed nią ukrywa, nie mogła jednak drążyć tego 

tematu, poniewa

ż należało skupić się na wydarzeniach w sali. 

Sanitariusze  donie

śli  również,  że  oddech  rannego  dobitnie  świadczy  o 

spo

życiu alkoholu. Erin poczuła, jak wszystko w niej zawrzało, gdy pacjent, 

be

łkocząc, zaczął obrzucać wyzwiskami ludzi, którzy chcieli mu pomóc. 

Ku  rozpaczy  Jeremy'ego  w  jamie  brzusznej  nie  stwierdzono 

żadnych 

niepokoj

ących zmian. Ostatecznie okazało się, że poza jednym złamaniem 

oraz  licznymi  drobnymi  skaleczeniami  nic  wi

ęcej  mu  nie  dolega.  Gdy  pod 

eskort

ą  pielęgniarki  wywieziono  go  na  prześwietlenie,  większość  zespołu 

wysz

ła  z  sali.  Erin  została,  by  przysłuchiwać  się  rozmowie  Samuela  z 

ortopedami. 

– Mia

ł cholerne szczęście. Samochód nadaje się na złom. Wypił tyle, że 

a

ż dziw, że pamiętał o zapięciu pasów. I tylko to uratowało mu życie. Ale to 

z

łamanie jest wyjątkowo paskudne. 

Gdy pacjenta wieziono z powrotem, ortopeda przechwyci

ł zdjęcia leżące 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

na 

łóżku. 

– Zaraz do pana wracam. Obejrz

ę je. 

Pacjent  skin

ął  głową.  Był  już  spokojniejszy,  ale  nadal  cierpiał.  Erin 

patrzy

ła, jak Amy sprawdza mu ciśnienie i wymienia maskę tlenową na rurki 

w

łożone do nosa. 

–  Jest  pan pewien, 

że  mamy nikogo  nie zawiadamiać? Wkrótce będzie 

pan operowany. Mia

ł pan poważny wypadek. 

– To niech pani szafiadomi szone – zdecydowa

ł się po dłuższej chwili. – 

I tak nie przyjedzie. Bo cieci 

śpiom. 

S

łuchając  tego  bełkotu,  czuła,  jak  wzbiera  w  niej  gniew,  który  obudził 

si

ę, gdy po raz pierwszy zobaczyła tego mężczyznę, który sprawił tyle bólu 

nie  tylko  sobie,  ale 

żonie  i  dzieciom,  tylko  dlatego  że  pijany  postanowił 

zasi

ąść za kierownicą. Współczuła pani Waterman, której za chwilę, niemal 

środku nocy, ktoś przekaże tę wiadomość. 

– Mój portfel. – Pacjent machn

ął ręką w kierunku ubrania, które na razie 

le

żało  w  kącie.  –  Poda  mi  pani  teczkę?  –  Popatrzył  na  Erin,  lecz  szybko 

odwróci

ła wzrok. – Ej, może mi pani podać teczkę? 

A

ż  się  zjeżyła, słysząc  ten  ton.  Nie  miała dla  niego ani  odrobiny  litości. 

Jedyny  dobry  uczynek,  jakiego  ten  cz

łowiek  dokonał  tej  nocy,  to  to,  że 

uderzy

ł  w  drzewo  zamiast  w  inny  samochód.  Przed  oczami  stanęła  jej 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

scena  sprzed  lat.  Przera

żony,  ostrzegawczy  krzyk  ojca  na  widok 

reflektorów  bij

ących  prosto  w  oczy,  i  pisk  hamulców,  gdy  ojciec  próbował 

ratowa

ć rodzinę. Potem ogłuszający huk, krzyki, brzęk tłuczonego szkła i... 

upiorna cisza. 

Zamkn

ęła  oczy.  Zobaczyła,  jak  sanitariusze  wnoszą  do  karetki  pijaka, 

który zmasakrowa

ł jej rodziców, i który nie zdawał sobie sprawy ze swojego 

czynu. Czu

ła w tej chwili tę samą nienawiść co wtedy, gdy owinięta kocem 

sta

ła na poboczu, w ramionach policjantki, która usiłowała ją pocieszać. 

– Niech mi pani poda teczk

ę. 

Spojrza

ła na niego. 

–  Jestem  tutaj tylko  obserwatorem.  –  Nie powiedzia

ła  nic więcej, ale to 

wystarczy

ło, by Fay, Amy i Samuel wymienili pytające spojrzenia. 

– Ju

ż podaję – pospieszyła Fay. 

– Co to ma znaczy

ć? – wycedził przez zęby Samuel. 

–  Nic. Jestem tu tylko obserwatorem. Wydawa

ło mi się, że właśnie o to 

ci chodzi. 

– A

ż się paliłaś, żeby zrobić masaż pani Grayson, szlochałaś z powodu 

pani White. Co ci

ę teraz napadło? – Wściekły, patrzył jej prosto w oczy. 

Nie kryj

ąc gniewu, wypaliła prosto z mostu: 

–  Ten  facet  móg

ł  zabić całą  rodzinę.  Nie  zasługuje na  współczucie.  To 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

pijak. – Sama by

ła zaskoczona tym, ile jadu potrafi w sobie nosić. Czuła, że 

ten zadawniony gniew dopiero teraz znalaz

ł swobodne ujście. 

Samuel przygl

ądał się jej przez chwilę, po czym również w nim zawrzał 

gniew. 

–  To  jest  pacjent,  mój  pacjent.  Zapami

ętaj  to  sobie.  A  teraz  wyjdź.  I 

je

żeli jeszcze raz  zobaczę cię  w  pobliżu pana Watermana,  przegonię  całą 

ekip

ę. Wyjdź. 

Bez s

łowa opuściła salę. 

– Dlaczego nie jeste

ś w środku? – zapytał Mark. 

– Zdaje si

ę, że nie byłam miła dla pacjenta doktora Donovana. Wyrzucił 

mnie. – Z trudem hamowa

ła łzy. 

–  Ale  Dave  zosta

ł?  –  Nie  obchodziło  go,  co  ona  czuje.  Dla  niego 

najwa

żniejszy był reportaż. – Dołączę do Dave'a. Tutaj właściwie nie dzieje 

si

ę  nic  ciekawego.  Idź  się  przespać,  przez  ten  czas  Donovan  ochłonie. 

Humorzasty facet... Nie przejmuj si

ę. 

Ale  nie  dane  jej  by

ło  uniknąć  gniewu  Samuela.  Zatrzymał  ją  tuż  pod 

drzwiami jej pokoju. 

– Co ci si

ę stało? – zapytał. 

– W

ściekłam się. Był taki pijany, że ledwie mówił, i kiedy powiedział: „Ej, 

mo

że mi pani podać teczkę"... Nie toleruję takiego zwracania się do mnie – 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

broni

ła się, wiedząc jednocześnie, że jest na straconej pozycji. 

– Uwa

żasz, że pacjent ma spełniać twoje feministyczne kryteria? – Sam 

nie  kry

ł  rozdrażnienia.  –  Czy  mam  nazywać  cię  pani  Casey?  Tak  byłoby 

lepiej? Ale z ciebie hipokrytka. 

– Nie jestem hipokrytka – rzuci

ła urażona. 

–  Jeste

ś,  jesteś.  I  to  niezłą.  Uważasz  się  za  istotę  szalenie 

uduchowion

ą,  pozbawioną  materialistycznych  pobudek.  Łatwo  mówić,  że 

pieni

ądze  są  bez  znaczenia,  jeśli  się  je  ma.  Nietrudno  wtedy  przechwalać 

si

ę  szczytnymi  ideałami,  wspierać  grupkę  dzieci  i  nie  jeść  mięsa. 

Uwierzy

łaś w to, że jesteś dobroczyńcą ludzkości. Ale jak przychodzi co do 

czego,  okazuje  si

ę,  że  jesteś  mieszczańską  jaśnie  panią,  której  tak 

szczerze nienawidzisz. 

–  To  nieprawda.  Staram si

ę coś  zmienić. Wiem,  że niewiele mogę. Nie 

ka

żdy  ma  szansę  wracać  do  domu  w  przekonaniu,  że  uratował  komuś 

życie.  Robię,  co  mogę.  –  Starała  się  nie  rozpłakać.  –  Dlaczego  stale  ze 

mnie drwisz? Nie wszyscy s

ą tacy jak pan, panie doktorze. 

Nie wzruszy

ła go ta tyrada. 

– Starasz si

ę? Naprawdę tak uważasz? Powiem ci tylko tyle: robisz coś 

wtedy, kiedy masz  na to ochot

ę, kiedy to jest politycznie poprawne. Gdy w 

gr

ę  wchodzi  okrutna  rzeczywistość,  prawdziwe  problemy,  wcale  nie  jesteś 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

taka szlachetna. 

– Owszem, jestem. Ten facet jest sam sobie winien. Gdyby nie pi

ł... 

– Jeszcze dwa tygodnie temu – nie pozwoli

ł jej dokończyć – mój pacjent 

mia

ł  przyjemnie  ułożone  życie.  Kierownicze  stanowisko,  żona,  dzieci... 

Przez  ten  czas  wszystko  leg

ło  w  gruzach.  Wczoraj  wieczorem  żona 

oznajmi

ła mu,  że  go rzuca  i  zabiera dzieci.  Zdaje  się,  że  nie  miała  ochoty 

by

ć  żoną  straconego  faceta.  Pan  Waterman  zrobił  to,  co  w  takiej  sytuacji 

robi  mnóstwo  ludzi:  postanowi

ł  utopić  swoje  problemy  w  kieliszku.  Jego 

b

łąd  polegał  na  tym,  że  postanowił  pojechać  tam,  gdzie  zatrzymała  się 

żona, aby przemówić jej do rozsądku. 

Erin s

łuchała przerażona. 

–  Nie  tylko  straci

ł pracę, żonę i dzieci, ale może okazać się, że wyjdzie 

st

ąd bez nogi. I bez prawa jazdy. Ma przed sobą kilka miesięcy rehabilitacji, 

spraw

ę o prowadzenie pod wpływem alkoholu oraz skomplikowany rozwód. 

Do  szcz

ęścia  brakuje  mu  tylko  zarozumiałej  dziennikarki.  To  jest  oddział 

nag

łych  wypadków.  To  nie  jest  ekskluzywny  klub,  do  którego  nie 

wpuszczaj

ą  bez  krawata.  Tutaj  wszyscy  są  równi,  wszyscy  zasługują  na 

nasz

ą opiekę.  Jeśli nie potrafisz  zdobyć  się  na  współczucie  wobec  kogoś, 

komu  los  sprawi

ł  zawód,  mogłabyś  postarać  się  o  odrobinę  szacunku  dla 

samej istoty ludzkiej. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Milcza

ła.  Wiedziała,  że  zasłużyła  na  to  gniewne  spojrzenie  i 

oskar

życielski ton. 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 6 

 

Nie  mog

ła  zasnąć.  Z  jednej  strony  ciągle  nie  mogła  ochłonąć  z 

wra

żenia,  jakie  zrobiły  na  niej  słowa  Samuela,  z  drugiej  nie  dawał  jej 

spokoju  jej  w

łasny,  niespodziewany  wybuch  nienawiści  do  obcego 

cz

łowieka.  Przecież  wbrew  temu,  co  zarzucał  jej  Samuel,  los  innych  ludzi 

wcale  nie  by

ł  jej  obojętny.  Na  dodatek  ponownie  odezwał  się  zadawniony 

ból wywo

łany stratą rodziców, ich bezsensowną śmiercią. Tej pustki niczym 

nie da si

ę wypełnić. Nie płakała, bo łzy wydały się jej zbyt marną ofiarą na 

o

łtarzu rozpaczy. 

Nie zareagowa

ła na pukanie do drzwi, ani nawet wówczas, gdy Samuel 

przysiad

ł na brzegu łóżka. 

–  Twoi  rodzice  zgin

ęli  w  wypadku  spowodowanym  przez  pijanego 

kierowc

ę?  –  Zamilkł  na  chwilę.  –  Nie  mogłem  przypomnieć  sobie 

szczegó

łów. Dopiero Fay mi pomogła. 

– Ona to pami

ęta? 

– Rozmawia

łem z nią o tym w środę, po twoim wyjściu. Pamiętała twoją 

twarz,  ale  nie  mog

ła  przypomnieć  sobie  skąd.  –  Zawahał  się.  –  Erin, 

ludziom z zewn

ątrz możemy się wydawać gruboskórni i cyniczni, ale my też 

to  prze

żywamy.  Ciebie  i  Annę  spotkała  ogromna  tragedia.  Każdy,  kto  był 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

wtedy  na  dy

żurze,  zabrał  jej  część  ze  sobą.  Nie  można  porównać  tego  z 

waszymi  prze

życiami,  ale  chcę  ci  powiedzieć,  że  doskonale  rozumiemy, 

jak

ą poniosłyście wtedy stratę. 

– To by

ło bardzo dawno temu – odrzekła obojętnym tonem. 

– To jest bez znaczenia. I nadal musi bole

ć. 

Jego s

łowa sprowokowały jej długo hamowane łzy. 

– Biedny Waterman. Czy mam go przeprosi

ć? 

– Erin, ty nie zrobi

łaś nic złego, to ja zareagowałem zbyt gwałtownie. 

– O nie. Nie mog

łeś nie słyszeć, jak się do niego odezwałam. 

– Jest tak za

łamany, że nie ma nawet pojęcia, który teraz jest rok. Mimo 

wszystko  jednak  nale

ży  mu  się  szacunek.  Twoja  postawa  nie  była  godna 

pochwa

ły, ale w sumie zachowałaś się dość normalnie. To ja przesadziłem. 

Nie pytaj dlaczego. Ale tak jak ty, po prostu si

ę wściekłem. 

Z  pude

łka  na  stoliku  wyjął  kilka  chusteczek,  ale  zamiast  podać  je  Erin, 

delikatnie  zacz

ął  ocierać  łzy  spływające  jej  po  policzkach.  Zaszokował  ją 

ten  czu

ły  gest.  Przez  łzy  dostrzegła  w  jego  oczach  coś,  co  było  czymś 

wi

ęcej niż współczuciem. W tej samej chwili zdała sobie sprawę, jak bardzo 

ona sama jest uczuciowo zaanga

żowana. 

–  Mam  nie  pyta

ć  dlaczego,  bo  nie  wiesz,  czy  dlatego  że  nie  chcesz 

powiedzie

ć? – zapytała niepewnym głosem. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Jedno i drugie. 

Patrzy

ła  mu  prosto  w  oczy.  Z  całego  serca  pragnęła,  by  ją  przytulił, 

sca

łował jej smutek, kierując  się tym, co oboje do siebie czują. Ale tak się 

nie sta

ło. Samuel wstał, zgasił światło i wyszedł. A ona pozostała ze swoimi 

my

ślami i nowymi pytaniami. 

By

ła bardzo zmęczona, piekły ją oczy i bolały nogi, ale jej umysł był zbyt 

pobudzony,  by  pozwoli

ć  jej  zasnąć.  Postanowiła  przejść  się  po  oddziale. 

Mark  nareszcie  pojecha

ł  do  domu,  więc  w  tym  obchodzie  towarzyszył  jej 

Dave,  filmuj

ąc  wszystko  po  drodze.  Kilka  pielęgniarek  sennymi  ruchami 

uzupe

łniało  zapasy  środków  opatrunkowych,  inne  były  zajęte  nielicznymi 

ju

ż  pacjentami.  Samuel  i  Clint  zakładali  szwy  w  dwóch  gabinetach 

zabiegowych.  W  poczekalni  spa

ło  kilku  pijanych,  którym  nie  zależało  na 

czasie. 

Louise  podesz

ła  do  tablicy,  na  której  Fay  wprowadzała  aktualne 

informacje. 

– Przenosimy 

łóżeczko numer jeden na pediatrię – oznajmiła Louise. 

– Co orzek

ł pediatra? 

– Zapalenie oskrzelików i  nieznaczne odwodnienie. Ma

ła ma kłopoty ze 

ssaniem. Na pediatrii pod

łączą ją do kroplówki. 

– Czy nasz oddzia

łowy pediatra jest ciągle u nas? – zapytała Fay. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Tak, ko

ńczy wpisy. 

–  Powiedz  mu, 

żeby  podłączył  kroplówkę  już  tutaj.  Takie  nieznaczne 

odwodnienie mo

że błyskawicznie stać się poważnym odwodnieniem. – Fay 

u

śmiechnęła się do Erin. – Na nagłych wypadkach zawsze jest jakiś lekarz, 

a  pediatra  w  ka

żdej  chwili  może  być  wezwany  gdzie  indziej.  Jeśli  nasz 

oddzia

łowy  pediatra  podłączy  małą  do  kroplówki  i  spisze  stosowne 

polecenia, piel

ęgniarki będą spokojniejsze. 

Erin s

łuchała Fay z podziwem. Ta kobieta jest urodzonym nauczycielem. 

–  Kierowanie  takim  oddzia

łem  to  ogromna  odpowiedzialność.  Jak  ty 

sobie z tym radzisz? 

– Dzi

ęki sernikowi. – Roześmiała się, wkładając do ust kęs ciasta. 

– To musi by

ć strasznie absorbujące. Myślisz w domu o pacjentach, czy 

potrafisz si

ę wyłączyć i o nich zapomnieć? 

Fay zerkn

ęła nieśmiało na kamerę, po czym się roześmiała. 

– Przepraszam. Nie mog

ę się opanować. 

– Fay, przesta

ń. Proszę cię. Muszę przeprowadzić parę wywiadów. 

– Nie przeszkadza mi, jak za mn

ą chodzicie, ale jak tylko Dave wyceluje 

mi to-to prosto w twarz, a  ty zaczynasz zadawa

ć pytania takim rzeczowym 

tonem... 

Louise,  która  po  chwili  wróci

ła  do  stanowiska  pielęgniarek,  też  nie 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

spisa

ła  się  przed  kamerą.  Nie  dostała  wprawdzie  ataku  śmiechu  jak  Fay, 

ale zalotnie trzepota

ła rzęsami, zmysłowo oblizywała wargi i uwodzicielskim 

g

łosem udzielała odpowiedzi na pytania. 

Tym razem roze

śmiała się Erin. 

–  Louise,  b

łagam,  postaraj  się  zachowywać  naturalnie.  Kręcimy 

powa

żny reportaż, a nie film erotyczny. 

–  O  tej  porze  nic  z  nich  nie  wyci

śniesz.  –  Wiedziała,  że  to  on.  –  Fay, 

szycie  prawie  sko

ńczone.  Ostatnich  klientów  zostawiłem  Clintowi.  – 

Poci

ągnął  nosem.  –  Czujecie  zapach  bekonu?  Stołówka  ruszyła.  Chyba 

pójd

ę na śniadanie. 

– I mocn

ą kawę. 

Przytakn

ął. 

–  Zanosi  si

ę  na  pracowity  poranek.  Mamy  sporo  rąk  do  zrobienia,  a 

s

ądząc po liczbie zdjęć rentgenowskich, będzie też dużo gipsowania. 

–  Jej  te

ż  przyda  się  mocna  kawa  –  stwierdziła  Fay,  widząc,  że  Erin 

ziewa. 

Samuel gestem zaprosi

ł ją, by mu towarzyszyła. 

– Musz

ę wziąć portmonetkę. – Nagle poczuła się tak samo skrępowana 

jak Fay i Louise. 

– My

ślę, że mogę ci postawić grzankę z bekonem. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Wykluczone. Sama za siebie p

łacę. A poza tym nie jem mięsa. 

–  Ruch  wyzwolenia  nie

źle  namieszał...  –  zrzędził,  idąc  za  nią  do  jej 

pokoju.  –  Zanim  tam  dojdziemy,  na  pewno  odezwie  si

ę  ten  mój  cholerny 

pager.  –  Zamiast  grzecznie  poczeka

ć  pod  drzwiami,  wmaszerował  do 

środka. – O rany! Brakuje tylko kotka na dywaniku. Czy mam zasunąć parę 

ro

ślinek z oddziału, żeby było tu jeszcze bardziej przytulnie? 

– To tylko ksi

ążki i kosmetyki. 

–  Je

śli  masz  takie  potrzeby  na  jedną  noc,  to  lepiej  by  było,  żeby 

nast

ępnym  razem  nie  wysłali  cię  na  pustynię.  Gdyby  miało  to  trwać  kilka 

tygodni, musieliby przydzieli

ć ci dodatkowego wielbłąda. 

Po  drodze  do  kantyny  zatrzymali  si

ę  przy  kiosku,  aby  kupić  niedzielne 

wydanie  gazety.  Erin  natychmiast  otworzy

ła  ilustrowany  dodatek,  by 

przeczyta

ć horoskop. Miejmy nadzieję, że się sprawdzi, pomyślała. 

– Co mnie czeka? – zapyta

ł Samuel. 

– Nie udawaj, 

że w to wierzysz. Nie musisz sprawiać mi przyjemności. 

– Nie mam zamiaru. Przeczytaj, co czeka Byka w tym tygodniu. 

– Ty te

ż jesteś spod znaku Byka? – zapytała. 

– A nie zachowuj

ę się jak Byk? 

Zmierzy

ła  go  wzrokiem  od  stóp  do  głów.  Prostolinijny,  zmysłowy, 

porywczy. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Chyba  tak.  Rozmawiaj

ąc  z  lekarzem  izby  przyjęć,  wyglądasz  jak 

rozw

ścieczony byk. 

– Czytaj, co mówi

ą gwiazdy. 

Czytaj

ąc, mimo woli zaczerwieniła się. 

–  „Zaufaj  losowi.  Podejmij  t

ę  fantastyczną  podróż,  która  jest  ci  pisana. 

Nawet  tobie  nale

ży  się  odrobina  uczucia  i  wyrozumiałości.  Zwróć 

szczególn

ą uwagę na urzędowe listy... " 

–  Obejmuje  to  po

łowę  ludności.  Na  pewno  z  dużym  zainteresowaniem 

przeczytam wyci

ąg z banku. 

– Ten astrolog jest bardzo rzetelny – broni

ła się. 

– I bez w

ątpienia bardzo bogaty. 

Erin wybra

ła muesli, a Samuel górę grzanek z bekonem. 

– Na pewno nie chcesz? – Przysun

ął bliżej talerz z grzankami. – To jest 

o wiele smaczniejsze od tej twojej ko

ńskiej paszy. 

– Ale ona nie zatyka t

ętnic wieńcowych. 

– Nie kr

ępuj się. Przecież masz ochotę... 

–  A propos  t

ętnic. Nie wyjaśniłeś mi do końca, dlaczego pani White nie 

dosta

ła łóżka kardiologicznego. 

– Dosta

ła, choć musiała na nie trochę poczekać. – Westchnął. – Widzę, 

że się nie wykręcę. Trudno. Pytaj. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Dlaczego  czeka

ła  tak  długo,  a  to  łóżko  przez  cały  czas  było  wolne? 

Wiedzia

łeś, że jej syn jest niezadowolony, że masz telewizję na oddziale, i 

że  masz  wolne  łóżko.  Mimo  to  kazałeś  jej  czekać  siedem  godzin.  To 

nienajlepsza reklama... 

– Postaram si

ę to wyjaśnić. Wyobraź sobie, że od pięciu lat masz męża, 

jakie

ś dzieci i znowu jesteś w ciąży. 

– Co to ma do rzeczy? 

– Wyobra

ź sobie, że twój małżonek ma zawał. Pracował bardzo ciężko, 

żeby stale uzupełniać twoje zasoby kryształów i wonnych olejków. 

Mia

ła ochotę go kopnąć. 

– Mój m

ąż nie byłby zestresowany. Stosowałabym aromaterapię, masaż 

relaksuj

ący... 

– Podejrzewam, 

że to by go dobiło. Miałby podwyższony cholesterol... 

–  Wykluczone.  W  przeciwie

ństwie  do  ciebie,  nie  śliniłby  się  na  widok 

bekonu. 

–  Strasznie  nudny  facet.  Pozwolisz  mi  doko

ńczyć?  Twój  małżonek  ma 

powa

żny  zawał.  Jak  byś  się  czuła,  gdyby  ci  powiedziano,  że  wszystkie 

łóżka kardiologiczne są zajęte? 

–  By

łabym  zawiedziona,  ale  taki  jest  system  opieki  zdrowotnej.  Nie 

oczekiwa

łabym,  że jedno łóżko  zawsze stoi puste, na  wypadek  gdyby mój 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

m

ąż dostał zawału. 

– S

łusznie. Takiej samej odpowiedzi udzieliłem zarządowi szpitala, kiedy 

omawiali

śmy ten problem. Teraz liczę na twoją szczerość: jak byś się czuła, 

dowiedziawszy si

ę, że łóżka te są zajęte przez stuletnich staruszków? 

Ściągnęła brwi. 

–  Musia

łabym  się  z  tym  pogodzić.  Sam  powiedziałeś,  że  każdemu 

nale

ży się opieka. To, że ktoś jest stary... – Zamilkła, starając się wyobrazić 

sobie ten scenariusz. 

– Widzisz, 

że to nie takie proste. 

–  W  ko

ńcu  jednak  położyliście  panią  White  na  tym  specjalistycznym 

łóżku.  Co  by  było,  gdyby  chwilę  później  przywieziono  wam  młodego 

zawa

łowca? 

Dopi

ł kawę. 

– Jak ju

ż zauważyłaś, nie możemy w nieskończoność trzymać wolnego 

łóżka. To jest trochę jak spacer na linie. Gdyby przywieziono kogoś takiego 

po  drugiej  w  nocy,  znalaz

łoby  się  dla  niego  łóżko  na  kardiologii.  Najpierw 

zaj

ęlibyśmy  się  nim  na  nagłych  wypadkach,  a  potem,  rano,  na  kardiologii 

wygospodarowano by  dla niego 

łóżko. Spędziłby u nas zaledwie sześć czy 

siedem godzin. To dlatego lekarz izby przyj

ęć czekał z przeniesieniem pani 

White. On ma piekielnie odpowiedzialn

ą pracę. Patrząc realistycznie, mogło 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

to  by

ć  ostatnie  łóżko  kardiologiczne  w  całym  mieście.  Możesz  to 

zinterpretowa

ć  w  dwa sposoby.  –  Patrzył  jej  prosto  w oczy.  – Możesz nas 

pokaza

ć  jako  grzeszników  lub  świętych.  Ale  musisz  pamiętać,  że  nikt, 

absolutnie  nikt,  nie  lubi  zast

ępować  pana  Boga.  Mimo  to  jesteśmy 

zmuszeni  podejmowa

ć  trudne  decyzje  i  starać  się  robić  wszystko  w  miarę 

naszych  mo

żliwości.  Nie  rozmawiajmy  już  o  pracy.  –  Uśmiechnął  się 

łobuzersko. – Proponuję grzankę z bekonem. 

Wola

ła udać, że czyta ogłoszenia najmu, podczas gdy w rzeczywistości 

rozwa

żała  jego słowa. On ma  rację, pomyślała  niechętnie,  zapach bekonu 

jest  pi

ękny.  Wegetarianką  została  całkiem  świadomie  kilka  lat  temu. 

Podj

ęcie  tej  decyzji  było  względnie  łatwe,  ale  zapach  bekonu  niewątpliwe 

ma co

ś w sobie... 

– Co czytasz? 

– Gazet

ę. 

– Widz

ę. Dlaczego przeglądasz ogłoszenia lokalowe? 

Od

łożyła gazetę. Nadal było jej głupio z powodu wieczornego incydentu, 

a na dodatek czu

ła się niepewnie sam na sam z nim. Lecz on wyraźnie nie 

zdawa

ł sobie z tego sprawy. 

–  Szukam  sublokatora.  Chcia

łam  sprawdzić  ceny,  ale  nie  znalazłam 

żadnych ofert z Camberwell. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Wszystko przejrza

łaś? 

– Oczywi

ście – skłamała. 

– Najwi

ęcej ogłoszeń jest w sobotnim wydaniu. Myślę, że tam coś by się 

znalaz

ło. Wiesz co? – Zauważył jej zakłopotanie. – Mam sobotnią gazetę w 

samochodzie. 

źniej  ci  ją  dam.  –  Popatrzył  na  nią  uważnie.  –  Co  napiszesz  w 

og

łoszeniu?  „Wegetarianka,  kochająca  kryształy,  masaże  i  aromaterapię, 

szuka  wspó

łlokatora"?  Uważaj,  bo  nie  wiadomo,  jakie  oszołomy 

zainteresuje taki anons. 

Odstawi

ła filiżankę. 

– Jestem oszo

łomką i hipokrytką, tak? 

–  Sk

ądże  znowu.  Radzę  ci  tylko  poważnie  się  zastanowić,  zanim 

wpu

ścisz obcych ludzi do swojego domu. Dlaczego szukasz sublokatora? 

Waha

ła się,  lecz  już  po  chwili  była  zaskoczona tym,  z jaką  otwartością 

przedstawia mu swoj

ą sytuację. 

– Zgadzam si

ę z twoją siostrą. To bardzo poważne zobowiązanie. 

– Nie mog

ę sprzedać tego domu. Nie zrozumiesz tego. 

– Rozumiem znacznie lepiej, ni

ż myślisz. Mój ojciec umarł kilka lat temu, 

a  matka jest bardzo  chora.  Przebywa  w  domu opieki.  Dom sta

ł pusty, a ja 

nie  mog

łem  się  zdobyć  na  to,  żeby  go  sprzedać.  Ale  były  tylko  dwie 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

mo

żliwości:  sprzedam  go  albo  popadnie  w  kompletną  ruinę.  Nie  było  mi 

łatwo. 

– Dlaczego sam w nim nie zamieszka

łeś? 

–  Trudno  si

ę  z  tym  pogodzić,  ale  w  końcu  przychodzi  taki  dzień,  kiedy 

u

świadamiamy sobie,  że przeszłość nie  wróci, a trwanie w tym złudzeniu i 

niesprzedawanie rodzinnego gniazda tylko przed

łuża udrękę. 

Mia

ł  rację,  ale  ona  jeszcze  nie  chciała  o  tym  słuchać.  Wolała  zmienić 

temat. 

–  Praca  przez  tyle  godzin  musi  by

ć  bardzo  męcząca.  I  na  pewno 

stwarza  napi

ęcia  w  związku.  –  Zaczerwieniła  się.  Chciała  tylko  zmienić 

temat,  a  nie  wypytywa

ć  go  o jego  życie  prywatne! Mimo to bardzo  chciała 

pozna

ć odpowiedź. 

– Nie mam czasu na zwi

ązki – odparł po prostu. 

–  Nie  wierz

ę. Chcesz przez to powiedzieć, że jeśli ktoś decyduje się na 

tak

ą pracę jak ty, skazuje się na pas cnoty? 

–  Nie  wiem,  czy  pas  cnoty  pasowa

łby  do  mojej  anatomii.  –  Parsknął 

śmiechem. – Większość lekarzy ma rodziny. I zapewne jest to jedyna rzecz, 

która pozwala im nie zwariowa

ć. Miałem na myśli tylko siebie. 

– Nigdy nie by

łeś w żadnym związku? – spytała z niedowierzaniem. 

– By

łem. – Spochmurniał. – Nawet przez chwilę byłem żonaty. Ale to się 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

rozpad

ło. 

– Dlaczego? 

– Rozumiem, 

że to zostanie między nami. 

Przytakn

ęła. 

– Nie twoja sprawa. – Roze

śmiał się, co bardzo ją rozzłościło. 

– Chyba nie jeste

ś gejem?! 

–  Nie  owijasz  niczego  w  bawe

łnę.  Nie,  nie  jestem  gejem.  Skąd  ten 

pomys

ł? 

– Bo tak si

ę wykręcasz. 

– Erin,  nie zapominaj, 

że jesteś dziennikarką. To nie ułatwia pogawędki 

przy 

śniadaniu. A gdybym nawet był gejem? Czy to ważne? Jak na osobę, 

która  twierdzi, 

że  jest  taka  wyzwolona,  miewasz  bardzo  konserwatywne 

pogl

ądy. 

Nie  wiedzia

ła,  co  powiedzieć.  Nie  przejęłaby  się,  gdyby  cały  oddział 

nag

łych wypadków brał udział w dorocznej paradzie gejów, pod warunkiem 

że  nie  byłoby  wśród  nich  Samuela.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  bardzo  się 

żnią, ale coś takiego zupełnie by nie pasowało do tego równania. 

Pochyli

ł się nad stołem. 

–  No  dobrze,  ujm

ę  to  inaczej.  Po  prostu  nie  nadaję  się  na  męża.  Ty 

wyrzek

łaś się mięsa, ja postanowiłem nie żenić się. Czasami wydaje mi się 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

to ca

łkiem kuszące. – Spojrzał na resztki na swoim talerzu. – Dobrze o tym 

wiesz. Ale nale

ży patrzeć szerzej i trzymać się swoich decyzji. 

–  Ma

łżeństwo  i  grzanka  z  bekonem  to  dwie  zupełnie  różne  sprawy  – 

zauwa

żyła, i w tej samej chwili zapiszczał pager. 

– Jestem uratowany. Pora wraca

ć do roboty. 

Id

ąc  za  nim  wąskim  korytarzem,  zastanawiała  się,  dlaczego  taki 

fantastyczny facet postanowi

ł się nie wiązać. Wiedziała, że nie ma szansy, 

by  zainteresowa

ł  się  kimś  takim  jak  ona,  ale  przecież  musiały  być  inne 

kandydatki.  Dlaczego  wykre

ślił  małżeństwo  ze  swojego  życia?  Jak 

spowa

żniał,  gdy  wspomniał  o  tamtym  związku!  Była  żona  musiała  bardzo 

go zrani

ć. Erin uznała, że kimkolwiek była ta kobieta, musiała być niespełna 

rozumu. Jak mo

żna nie chcieć kogoś takiego? 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 7 

 

Zanim  dotarli  na  oddzia

ł,  przyszła  nowa  zmiana,  a  poczekalnia  znów 

zacz

ęła  wypełniać  się  pacjentami.  Większości  należało  zmienić  opatrunki 

na  pokiereszowanych  r

ękach  lub  założyć  gips.  Samuel,  mimo  że  spał 

zaledwie trzy godziny, wszystkich traktowa

ł uprzejmie i cierpliwie. 

Niektórzy  mieli  kaca  i  czuli  si

ę  niepewnie,  inni  postanowili  dać  upust 

swemu  niezadowoleniu  z  tego,  przez  co  przeszli  tu  minionej  nocy. 

Wszystkim  Samuel  okazywa

ł  współczucie  i  szacunek.  Większość 

pacjentów opuszcza

ła oddział w przekonaniu, że warto było tutaj przyjść. 

Czas  p

łynął  szybko,  chociaż  tłok  był  mniejszy  niż  w  tygodniu,  o  czym 

poinformowa

ł ją personel. Mimo to wózki były w ciągłym ruchu. Przewożono 

nimi  pacjentów  w  ocieplaczach  na  stopach  lub  takich,  którzy,  j

ęcząc, 

trzymali  si

ę  za  kostki.  Poza  tym  było  mnóstwo  skaleczeń  i  upadków. 

Jeremy  nareszcie  doczeka

ł  się  kilku  pacjentów  skarżących  się  na  bóle  w 

jamie  brzusznej,  a  specjali

ści  od  klatki  piersiowej  mieli  pełne  ręce  roboty 

przy astmatykach, którym dokuczy

ła upalna, wilgotna pogoda. 

–  Gorzej jest  w  Sydney.  Tam  jest  wysoka  wilgotno

ść –  wyjaśniła Vicky, 

stukaj

ąc  w  klawiaturę  komputera.  –  Pracowałam  tam  przez  jakiś  czas.  Ta 

ma

ła  nie  jest  w  najgorszym  stanie,  ale  trzeba  ją  przyjąć,  zrobić  badania  i 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

da

ć nebulizator. 

– Moja siostra  te

ż cierpi na astmę – oznajmiła Erin. – Normalnie używa 

spreyów.  ale  gdy  jej  si

ę  pogarsza,  musi  przejść  na  nebulizator.  Była  już 

tutaj kilka razy. 

Vicky  nie  zd

ążyła  odpowiedzieć,  bo  przed  okienkiem  stanęła  para 

staruszków.  W  szpar

ę  pod  pancerną  szybą  bardzo  blady  mężczyzna 

wsun

ął  skierowanie.  Vicki  przeczytała  je,  po  czym  przedstawiła  mu  Erin  i 

wyja

śniła cel jej obecności na oddziale. 

–  A  ja  nazywam  si

ę  Vicki  Lynbrook  i  mam  teraz  dyżur.  Dokucza  panu 

ból pleców? 

Pan Reed ju

ż miał coś powiedzieć, lecz uprzedziła go małżonka: 

– Mówi

łam mu, żeby nie wchodził na drabinę. Taki stary, a taki głupi. Nic 

dziwnego, 

że teraz boli go krzyż. 

–  To  nie  ma 

żadnego  związku  z  drabiną  –  zirytował  się  starszy  pan.  – 

Na drabin

ę wchodziłem wczoraj. A plecy zaczęły mnie boleć dzisiaj. 

– Mo

żliwe, że nie posłużył panu wysiłek. 

Erin z u

śmiechem obserwowała kłótliwą parę, spodziewając się, że Vicki 

zakwalifikuje  pana  Reeda  do  trzeciej  lub  czwartej  kategorii,  lecz  ona 

zdawa

ła kolejne pytania. 

–  Spad

ł  pan  z  drabiny?  Czy  wykonał  pan  duży  wysiłek?  Staruszek 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

zaprzeczy

ł. 

– Czy ma pan k

łopoty z kręgosłupem? 

Potrz

ąsnął głową. Nagle, zlany potem, uchwycił się blatu. 

Vicki natychmiast nacisn

ęła guzik na biurku, wybiegła na drugą stronę i 

posadzi

ła go na krześle. 

– Przepraszam. – Z trudem 

łykał powietrze. – Zakręciło mi się w głowie. 

Ju

ż jest dobrze. 

Vicki nadal wypytywa

ła pana Reeda, gdy pielęgniarka wtoczyła łóżko na 

łkach. 

– Czy boli pana co

ś jeszcze? 

Si

ęgnął ręką do brzucha i pokiwał głową. 

– Nie powiedzia

łeś mi o tym – zauważyła jego żona. 

– Bo nie da

łaś mi dojść do słowa. 

–  Prosz

ę się położyć. – Gdy obydwie pielęgniarki  pomagały mu  wspiąć 

si

ę  na  wózek,  Erin  z  przerażeniem  usłyszała  polecenia,  jakie  Vicki 

wydawa

ła  koleżance.  –  Natychmiast  na  oddział.  I  wezwij  doktora 

Donovana. To  mo

że być tętniak rozwarstwiający. –  Zwróciła się do  Erin.  – 

Pewnie was to zainteresuje. 

Piel

ęgniarka mocowała się z wózkiem. 

–  Pomo

żesz  mi?  –  rzuciła  pod  adresem  Erin.  Wspólnymi  siłami 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przepchn

ęły go przez ciężkie, wahadłowe drzwi. 

– Z czym mamy tu do czynienia? – zapyta

ł Samuel. 

Przedstawi

ł się panu Reedowi, po czym wysłuchał relacji Jenny. 

–  Vicki  powiedzia

ła,  że  pan  Reed  odczuwa  ból  w  plecach,  i  że  pan 

doktor powinien go szybko zbada

ć. To wszystko. 

–  Skar

żył  się  również  na  ból  brzucha  –  dorzuciła  Erin  i  natychmiast 

ugryz

ła  się  w  język.  Lecz  tym  razem  Samuel  przyjął  jej  uwagę  z 

nieskrywan

ą aprobatą. 

–  Musz

ę  zbadać  brzuch,  panie  Reed.  –  Gdy  Sam  rozbierał  pacjenta, 

Jenny  wydoby

ła  szpitalną  koszulę  spod  wózka.  –  Przyda  się  tlen.  Jakie 

pacjent  ma  ci

śnienie? –  zapytał młodą  pielęgniarkę, która nie mogła  sobie 

poradzi

ć z aparaturą. – Najpierw należy odkręcić dopływ tlenu – zwrócił jej 

uwag

ę, nakładając pacjentowi maskę. – Teraz podamy panu tlen. Wiem, że 

odczuwa pan silny ból, wi

ęc kiedy tylko będziemy wiedzieli, co panu dolega, 

dostanie  pan 

środek przeciwbólowy. – Położył dłoń na ramieniu staruszka. 

– Odwagi. Jest pan w dobrych r

ękach. 

Spojrzenie  pacjenta  nieco  si

ę  rozpogodziło.  Erin  miała  przed  sobą 

cz

łowieka,  który  pojawił  się  w  poczekalni  zaledwie  dziesięć  minut  temu,  i 

oto  ju

ż  leżał  na  wózku.  Ale  jego  blada  twarz  dobitnie  świadczyła  o 

powa

żnym stanie. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Przygotuj  kroplówk

ę.  Potrzebne  nam  będą  grube  wenflony.  Zadzwoń 

po  chirurgów...  –  Mimo 

że  w  sposób  jasny  i  przejrzysty  zwracał  się  do 

Jenny,  ta,  wyra

źnie  nie  zdając  sobie  sprawy  z  powagi  sytuacji,  ruszyła  do 

wyj

ścia.  –  Nie  odchodź  –  powiedział  opanowanym  tonem,  mimo  że  Erin 

wyczyta

ła  w  jego  spojrzeniu  irytację.  –  Naciśnij  guzik  i  niech  ktoś  ci  to 

wszystko przyniesie. Wezwij te

ż kogoś do pomocy. 

W szparze w zas

łonce ukazała się znajoma twarz. 

– W porz

ądku? 

Samuel  nie  marnowa

ł  czasu  na  wypytywanie  Fay,  co  robi  na  oddziale 

przed czasem. Wystarczy

ło jedno jego spojrzenie, a dzielna Fay wzięła się 

do roboty. 

–  Jak  tylko  doktor  Donovan  za

łoży  panu  kroplówkę  i  pobierze  krew, 

przewioz

ę  pana  do  innego  pomieszczenia,  gdzie  będziemy  mieli  więcej 

miejsca. 

Po  chwili Samuel zwolni

ł hamulec wózka i przełączył aparaturę tlenową 

do butli umieszczonej pod spodem. 

–  Jenny,  zaprowad

ź  panią  Reed  do  pokoju  dla  rodzin  i  powiedz  jej,  że 

za chwil

ę ktoś do niej przyjdzie. 

Erin  nie  mia

ła  już  wątpliwości,  że  sytuacja  jest  bardzo  poważna,  lecz 

Samuel  i  Fay  nie  dali  niczego  po  sobie  pozna

ć.  Gdy  przy  pomocy 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przewo

źnego aparatu wykonano komplet zdjęć rentgenowskich, na miejscu 

by

ł  już  Jeremy  Foster  ze  stażystką.  Tym  razem  nie  wykazywał 

najmniejszego  zainteresowania  kamerami.  Nie  trac

ąc  czasu  na  zbędne 

uprzejmo

ści, przystąpił do badania jamy brzusznej chorego, który marniał w 

oczach. Badaj

ąc tętnicę udową, spojrzał wymownie na Samuela. 

– USG? Jest przygotowane. 

Jeremy potrz

ąsnął głową. 

– Od razu na operacyjn

ą. Niech ich ktoś zawiadomi. 

–  Ju

ż  to  zrobiłem.  Pobraliśmy  krew  i  mamy  zdjęcia.  Brakuje  tylko 

podpisu pod zgod

ą na operację. 

–  Zajmij  si

ę  tym,  Shona  –  Jeremy  zwrócił  się  do  stażystki.  –  Idę  się 

przygotowa

ć. 

–  Jeremy...  –  Wystarczy

ło  jedno  słowo  Samuela,  by  chirurg  zatrzymał 

si

ę.  –  Pacjent  zgłosił  się  do  nas,  ponieważ  bolały  go  plecy.  Trzeba  mu 

wyja

śnić, co się stało. Ja porozmawiam z jego żoną. 

Jeremy  Foster  podszed

ł  do  wózka.  Zerknąwszy  na  jego  twarz,  Erin 

zorientowa

ła się, że jest zdenerwowany. 

–  Panie  Reed,  ma  pan  t

ętniaka  rozwarstwiającego  aorty,  inaczej 

mówi

ąc,  tętnicy  głównej,  która  zaczęła  przeciekać.  –  Na  odwrocie 

formularza  pospiesznie  narysowa

ł  szkic.  –  Zdaję  sobie  sprawę  z  tego,  że 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

jest  to  dla  pana  ogromne  zaskoczenie,  ale  musimy  pana  jak  najszybciej 

operowa

ć,  ponieważ  tętniak  może  w  każdej  chwili  pęknąć.  –  Rozmowa  z 

pacjentem  nie  sz

ła  Jeremy'emu  tak  gładko  jak  Samuelowi,  lecz  w  sposób 

równie  taktowny  przekaza

ł  mu  szczegóły  oraz  zagrożenia.  Informowanie 

kogo

ś, że może umrzeć na stole operacyjnym, wydało się Erin okrutne, lecz 

wiedzia

ła, że takie ostrzeżenie należy do obowiązków lekarza. – To bardzo 

powa

żna  operacja.  –  Pacjent  skinął  głową.  –  Czy  zrozumiał  pan,  co 

powiedzia

łem?  –  Uśmiechnął  się  do  chorego.  –  Ja  umiem  to  robić,  panie 

Reed  –  szepn

ął.  Stał  teraz  tyłem  do  kamery,  więc  ten  uśmiech  i  słowa 

otuchy  by

ły  przeznaczone  wyłącznie  dla  pacjenta.  –  Potrzebny  mi  będzie 

pa

ński podpis. Czy chce pan o coś jeszcze zapytać? 

Pan  Reed  z

łożył  niezgrabny  podpis,  po  czym  chciał  zdjąć  z  twarzy 

mask

ę, ale zabrakło mu siły. Wyręczył go Jeremy. 

– Moja 

żona... 

–  Jest  tutaj.  –  W  drzwiach  sta

ł  Samuel  ze  struchlałą  panią  Reed. –  Idź 

si

ę przygotować, Jeremy. Dzięki. 

Pani  Reed  podesz

ła do  męża. Erin  ze  ściśniętym  sercem obserwowała 

t

ę scenę. Co ona mu powie? Jak można dokonać podsumowania długiego 

wspólnego 

życia w ciągu kilku sekund? 

– Ju

ż musimy go zabrać – odezwał się w końcu Samuel. Pani Reed ze 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

łzami  w  oczach  patrzyła,  jak  towarzysz  jej  życia  znika  za  drzwiami,  po 

czym,  podtrzymywana  przez  Fay,  posz

ła  do  pokoju  dla  rodzin.  Po  raz 

pierwszy Erin nie mia

ła ochoty iść za nimi. 

Personel  krz

ątał  się,  sprzątając i układając instrumenty  oraz aparaturę, 

szykuj

ąc kabinę dla następnego nieszczęśnika wymagającego pomocy. 

–  Kr

ęć  –  rzekła  półgłosem  do  Phila,  który  zastępował  Dave'a.  – 

Wszystko, co widzisz. 

–  To  by

ła  największa  akcja,  jaką  będziesz  miała  okazję  tu  oglądać  – 

oznajmi

ła  Fay.  –  W  tym  przypadku  najbardziej  liczy  się  czas.  Uwinęliśmy 

si

ę z przygotowaniem go do operacji bardzo szybko. 

– Nie mia

łam pojęcia, że on jest tak ciężko chory. 

– Ani piel

ęgniarka, która się nim zajmowała. Jenny jest tu nowa. Uważa, 

że wszystko wie i nie lubi, kiedy wydaje się jej polecenia, a w rzeczywistości 

musi  si

ę  jeszcze  bardzo  dużo  nauczyć.  Muszę  z  nią  porozmawiać.  Ale  to 

ju

ż mój problem. A co u was? 

Erin u

śmiechnęła się z pewnym trudem. 

– Jak d

ługo potrwa ta operacja? 

– Par

ę godzin. 

– Co ty tu w ogóle robisz, Fay? Wydawa

ło mi się, że masz dyżur dopiero 

wieczorem. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Wcale  ci  si

ę  nie  wydawało.  Ale  przecież  ktoś  musi  ułożyć  plan 

dy

żurów. Myślałam, że tylko wpadnę i wypadnę. 

–  Ty  chyba  kochasz  t

ę  pracę  –  zaryzykowała.  –  Nie  przejmuj  się.  On 

filmuje, jak robicie porz

ądki, nie nas. 

– Kocham by

ć pielęgniarką, ale nie lubię być szefową. Ktoś jednak musi 

to robi

ć. 

–  My

ślałam,  że  jest  wiele  chętnych  do  tej  funkcji.  Dlaczego  to  robisz, 

skoro tego nie lubisz? 

Fay zaduma

ła się. 

–  Kiedy

ś  miałyśmy  tu  fantastyczną  szefową.  Była  bardzo  młoda,  ale 

wyj

ątkowo bystra. Wszystko grało jak w zegarku. Ale musiała nagle odejść. 

Z  powodów  osobistych  –  zni

żyła głos. – Przez Jeremy'ego. Ale to już inna 

historia.  Tak,  masz  racj

ę,  było  dużo  chętnych,  ale  nikt  się  nie  nadawał. 

Ka

żda pliszka swój ogonek chwali, ale zapewniam cię, że do prowadzenia 

takiego  oddzia

łu  potrzeba  czegoś  więcej  niż  dyplomu  i  kursu  pomocy 

medycznej  w  krytycznych  przypadkach.  Par

ę osób spośród  tych,  które się 

zg

łosiły, za parę lat dorośnie do tej funkcji, ale na razie  muszą się jeszcze 

uczy

ć.  Tony  Dean,  nasz  drugi  konsultant,  miał  zawał,  co  bardzo  źle 

wp

łynęło  na  morale  personelu.  W  efekcie  bardzo  długiej  rozmowy  z 

doktorem  Donovanem  da

łam  się  namówić.  On  potrafi  być  bardzo 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przekonuj

ący, jeśli chce. 

–  Jak  on  sobie  radzi  jako  jedyny  konsultant?  To  ogromny  wysi

łek 

psychiczny. 

– To prawda. Mamy nadziej

ę, że wkrótce znajdzie się ktoś, kto czasowo 

zast

ąpi  doktora  Deana. W przyszłym  tygodniu  będą  prowadzone rozmowy 

kwalifikacyjne. Doktor Donovan bezsprzecznie musi odpocz

ąć. 

– Wspomnia

ł o chorobie matki. To też jest poważny problem. 

Fay unios

ła brwi. 

–  No  prosz

ę.  Aż  tak  się  przed  tobą  otworzył?  Jak  ci  się  to  udało? 

Zahipnotyzowa

łaś go tym kryształem? 

– Po prostu rozmawiali

śmy. Poza kamerą. Jak teraz. 

Piel

ęgniarka spoważniała. 

–  Wszyscy  sobie  tutaj 

żartujemy,  że  ten  oddział  wpędzi  nas 

przedwcze

śnie do grobu, ale, poważnie mówiąc, tu jest za dużo roboty jak 

na  jednego  cz

łowieka.  Oficjalnie  o  siódmej  kończy  dyżur,  ale  wszystkim 

wiadomo, 

że jeśli mamy poważny przypadek albo są jakieś komplikacje, to 

jego  zast

ępca  na dyżurze  zawsze go  wzywa. Nie przesadzam, ale tak jest 

prawie  codziennie.  Powiedz  o  tym  w  reporta

żu.  Dyrekcja  domaga  się 

zmian,  media  nas  atakuj

ą,  a  on  robi  dużo  ponad  to,  co  może  jeden 

cz

łowiek. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Erin przej

ęła się tą informacją. 

–  Szkoda, 

że  nie  ma  nikogo  bliskiego.  –  Zaczerwieniła  się.  –  Nie 

nagabywa

łam go... nic z tych rzeczy. Sam mi to powiedział. 

–  Teraz  powiem  ci  co

ś  prywatnie:  spróbuj.  Może  potrzeba  mu  kogoś 

takiego ty... 

Erin  sta

ła  speszona  obrotem  rozmowy,  a  zarazem  uradowana  tym,  że 

Fay nie uwa

ża tego za niemożliwe. 

–  Nawet  za  sto  lat  mnie  nie  zauwa

ży.  Poza  tym  poznałam  go  tydzień 

temu. 

–  S

ądzisz,  że  miłość  zwraca  uwagę  na  takie  błahostki?  Może  nie 

powinnam  tego  mówi

ć...  nazwijmy  to  intuicją  pielęgniarki:  dawno  nie 

widzia

łam  go  na  takim  luzie,  od  kiedy  tu  się  zjawiłaś,  mimo  że  ściągnęłaś 

mu na g

łowę całą ekipę telewizyjną. Od lat próbuję go z kimś wyswatać, ale 

do tej pory 

żadna go nie zainteresowała. 

– Uwa

żasz, że powinnam spróbować? 

–  Ju

ż  nic  więcej  nie  powiem.  Muszę  pędzić  do  domu,  żeby  nakarmić 

ma

łżonka. Daj mi numer swojego telefonu, to do ciebie zadzwonię. 

Erin  poda

ła  jej  karteczkę,  ciesząc  się,  że  w  ten  sposób  utrzyma  jakiś 

kontakt z tym niezwyk

łym miejscem. 

–  P

ędzę.  Udanego  wieczoru.  –  Na  pożegnanie  Fay  mrugnęła  do  niej 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

porozumiewawczo okiem. 

– Fay! – krzykn

ęła za nią Erin. – Nie wzięłaś planu dyżurów. 

–  Poczeka  na  mnie  do  nocnej  zmiany.  Zrobi

łam  to,  co  zamierzałam 

zrobi

ć. Skontaktuję się z tobą. 

Erin sta

ła pośrodku sali reanimacyjnej, uśmiechnięta od ucha do uchą. 

 

Godziny  sp

ędzone  w  oczekiwaniu  na  wynik  operacji  pana  Reeda  na 

pewno d

łużyły się w nieskończoność jego bliskim, ale nie Erin. Gdy Jeremy 

oznajmi

ł, że starszy pan jest już na oddziale pooperacyjnym, skąd zostanie 

wkrótce  przeniesiony  na  intensywn

ą  terapię,  zdziwiła  się,  że  już  jest 

siódma. 

–  Na  pewno 

żałujesz,  że  nie  mogłaś  skorzystać  z  mojej  propozycji 

filmowania operacji – zagadn

ął ją. 

–  Nie  lubi

ę  takich  krwawych  scen.  Ale  cieszę  się,  że  wszystko 

przebieg

ło zgodnie z planem. 

– To by

ł kawał dobrej roboty – rzekł z uśmiechem. 

Wyczu

ła w jego głosie ogromną ulgę. 

–  G

łupio  byłoby  pokazywać  w  telewizji  śmierć  na  stole  operacyjnym.  – 

Zerkn

ął na zegarek. – Muszę iść. Już jestem spóźniony o całe pól godziny. 

– Poda

ła mu dłoń. – Przygotuj czystą taśmę na przyszłą niedzielę. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Wcale  nie  by

ł  taki  straszny,  nawet  zdążyła  go  polubić.  Przypomniała 

sobie,  jaki  by

ł  zdenerwowany  podczas  rozmowy  z  panem  Reedem.  Mimo 

pró

żności i braku ogłady, na pewno był dobrym chirurgiem. 

Podszed

ł do niej Mark, który kilka godzin wcześniej wrócił do szpitala. 

–  Nie  s

ądzę,  żebyś  teraz  była  w  stanie  przejrzeć  pierwszą  partię 

materia

łu – zauważył. 

– Jestem wyko

ńczona. Gdzie jest cała ekipa? 

– Zwin

ęli się punkt siódma. Chciałem jeszcze sfilmować pana Reeda na 

intensywnej terapii, ale wtedy ju

ż liczyłyby się im nadgodziny. 

– Zostawmy to bez zako

ńczenia. Żeby pokazać, że tutaj nie obowiązują 

żadne ramy czasowe – zaproponowała. 

–  Ca

łkiem  niezły  pomysł.  Jutro  przejrzymy  materiał.  Zakładam,  że 

b

ędziesz przy tym – upewnił się. 

–  Nic  mnie  nie  powstrzyma  –  odrzek

ła,  a  Mark  szeroko  ziewnął.  –  Idź 

spa

ć. 

– Nie omieszkam – odpar

ł. – Podrzucić cię taksówką? 

Rozejrza

ła  się  dokoła.  Wszyscy  byli  zajęci  swoimi  sprawami:  salowi 

pchali  wózek,  sprz

ątaczki  myły  podłogę,  pielęgniarki  mijały  się  w  biegu, 

przystaj

ąc na moment przed tablicą informacyjną. Samuel rozmawiał przez 

telefon. Gdy j

ą zobaczył, posłał jej pytające spojrzenie. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Zostan

ę jeszcze chwilę, żeby wszystkim podziękować. 

–  Przecie

ż  zobaczysz  ich  jutro,  i  w  następne  dni.  Masz  jeszcze  do 

zrobienia wst

ęp. I licz się z tym, że trzeba będzie powtórzyć niektóre partie 

wywiadów. 

– Jed

ź sam – zadecydowała. 

Mark jeszcze nie wyszed

ł, gdy u jej boku stanął Samuel. 

– Sko

ńczone? 

– Na razie tak. Prawdziwa robota zacznie si

ę jutro. 

Zawaha

ł się. 

– Te

ż już prawie skończyłem. Zaczekasz na mnie? Moglibyśmy.. . – Nie 

doko

ńczył, ponieważ podbiegła do niego wyraźnie wzburzona Vicki. 

– S

łówko, doktorze... 

Uj

ął  pielęgniarkę  pod  rękę  i  odprowadził  ją  na  bok.  Erin  zobaczyła,  że 

nagle zblad

ł. Wydarzyło się coś strasznego. Vicki odeszła szybkim krokiem, 

a on ruszy

ł za nią, po czym odwrócił się w stronę Erin. 

– Przepraszam, ale musz

ę zostać. Jedź do domu. 

– Co si

ę stało? 

Gdy  po  chwili  zastanowienia  opanowanym  g

łosem  przekazywał  jej  złą 

wiadomo

ść, poczuła mrowienie na plecach. 

–  Jeremy  Foster  mia

ł  wypadek.  Wygląda  to  nie  najlepiej.  Zaraz  go 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przywioz

ą. Będzie trochę zamieszania. 

– Rozmawia

łam z nim piętnaście minut temu. 

Samuel wzi

ął głęboki wdech i przymknął powieki. 

–  Czasami  wystarcza  tylko  pi

ętnaście  minut.  –  Potarł  czoło.  –  Erin, 

musz

ę iść. 

Patrzy

ła,  jak  strumień  lekarzy  w  białych  kitlach  i  chirurgów  w  zielonych 

uniformach  wlewa  si

ę  do  sali  reanimacyjnej.  Na  wszystkich  twarzach 

malowa

ła  się  determinacja,  by  za  wszelką  cenę  ratować  życie  kolegi. 

Us

łyszała głos Samuela: 

–  Koledzy,  zostaje  tylko  zespó

ł  urazowy.  Jeśli  będzie  nas  za  dużo, 

zaczn

ą się problemy. Będziemy was informować. 

Nie chcia

ła iść do domu. Nie wiadomo dlaczego musiała dowiedzieć się, 

co  sta

ło  się  Jeremy'emu.  Czy  może  im  jakoś  pomóc?  Przecież  to  oni  są 

specjalistami. Ona jest tylko telewizyjn

ą reporterką, której czas przebywania 

na oddziale dobieg

ł już końca. Dlaczego tak nią to wstrząsnęło? 

Wiedzia

ła,  że  powinna  zawiadomić  Marka.  To  przecież  bardzo  istotna 

informacja, tym bardziej 

że Jeremy tak często pojawiał się w ich reportażu. 

Oczami duszy ju

ż widziała tytuł. Mimo to nie mogła się zdobyć na to, by do 

niego zadzwoni

ć. Mark musi poczekać. 

Gdy sz

ła korytarzem po swoją torbę, nagle wszystko stało się jasne. To 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

niewa

żne,  że  była  tu  tak  krótko.  Tych  kilka  dni  wystarczyło,  by  w  jej  życiu 

dokona

ł się przewrót. Pokochała ten szpital i jego personel. W tym Samuela 

Donovana... 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 8 

 

Wszed

łszy  do  domu,  spostrzegła  karteczkę  na  kominku.  Mimo  że 

bardzo  pragn

ęła  opowiedzieć  komuś,  co  działo  się  przez  ten  weekend, 

podzieli

ć  się  z  kimś  przeżyciami,  ucieszyła  się  na  wiadomość,  że  Anna 

nocuje  u  Jordana.  Ona  i  tak  niczego  by  nie  zrozumia

ła.  Rozważała 

mo

żliwość  zadzwonienia  do  Fay,  lecz  zorientowała  się,  że  trwa  właśnie 

odprawa  piel

ęgniarek. Wobec  tego  otworzyła serce  przed  Hartleyem.  Pies 

wpatrywa

ł  się  w  nią  smutnymi  brązowymi  oczami,  gdy  opowiadała  mu  o 

Fay, Vicki, Jeremym i w ko

ńcu o Samuelu. 

–  Jestem pewna, 

że chciał się ze mną umówić. Na sto procent. – Pies, 

oczywi

ście, powstrzymał się od komentarza. 

A

ż podskoczyła, gdy zadzwonił telefon. Przez chwilę miała nadzieję, że 

to  Samuel  z  informacj

ą  o  stanie  Jeremy'ego.  Dlaczego  jednak  miałby  do 

niej  dzwoni

ć  w  tej  sprawie?  Nie  miał  pojęcia,  jak  bardzo  przejęła  się  tym 

wypadkiem. 

– Ogl

ądałaś wiadomości? – Radosny głos Marka zirytował ją. 

–  Jeszcze  nie  w

łączyłam  telewizora.  –  Ode  mnie  o  tym  się  nie  dowie, 

pomy

ślała. 

–  Ten  chirurg  przystojniaczek  rozbi

ł  się  swoim  porsche  tuż  za  bramą 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

szpitala. Szkoda, 

że nas tam nie było. Ale mielibyśmy ujęcia! Zadzwoniłem 

do redakcji i kaza

łem zredagować stosowną notatkę. Mam nadzieję, że już 

w  wieczornym  serwisie  b

ędziemy  mogli  ujawnić  jego  nazwisko  i  pokazać 

niektóre fragmenty reporta

żu. 

S

łuchała  oburzona.  Tego  człowieka  interesuje  wyłącznie  temat.  Los 

Jeremy'ego w ogóle go nie obchodzi. 

– Dzi

ęki takiej reklamie za tydzień będziemy na topie. Dzisiaj pokażemy 

telewidzom  niespodziank

ę,  jaka  spotkała  Graysonów,  oraz  tego  chirurga. 

Nie mog

ło być lepiej. 

– Czy wiesz, co z nim jest? 

– Z kim? 

– Z Fosterem – j

ęknęła. 

– Jest w bardzo z

łym stanie – rzucił od niechcenia. 

– Ma urazy kr

ęgosłupa i czaszki. – Parsknął śmiechem. 

–  Tak  bardzo  chcia

ł  pokazać  się  w  telewizji,  ale  na  pewno  nie 

przewidzia

ł, że stanie się to już dziś wieczorem. 

Czu

ła, że nie powinna mieć do  Marka  pretensji o te słowa. Tak jak ona 

styka

ł  się  z  podobnymi  wypadkami  na  co  dzień.  Nie  sposób  było 

anga

żować  się emocjonalnie  w  każdy z  nich.  Porozmawiała  z nim jeszcze 

przez  chwil

ę  o  tym  i  owym,  nawet  raz  się  roześmiała,  lecz  odkładając 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

s

łuchawkę,  poczuła,  że  jest  jej  niedobrze.  Musi  dowiedzieć  się  więcej, 

pomy

ślała i drżącą ręką wykręciła numer szpitala. 

– Melbourne City Hospital. Czym mog

ę służyć? 

–  Czy  mog

ę  rozmawiać  ze  stanowiskiem  pielęgniarek  na  oddziale 

nag

łych wypadków? 

Z zapartym tchem czeka

ła, aż centrala ją przełączy. 

– Siostra Jenny Burton, s

łucham. 

To ta m

łoda pielęgniarka, która zajmowała się Reedem. 

–  Mówi  Erin  Casey.  Chcia

łam  zapytać  o  stan  doktora  Fostera. 

Przywieziono go do szpitala akurat wtedy, kiedy wychodzi

łam. 

S

łyszała, jak Jenny zwraca się do kogoś. 

– Znowu jaki

ś reporter. Chce wiedzieć, w jakim stanie jest doktor Foster. 

Reporter,  pomy

ślała  z  goryczą.  Jest  dla  nich  tylko  jakimś  reporterem. 

Wszyscy s

ą bardzo zajęci i nie mają czasu zajmować się zaspokajaniem jej 

ciekawo

ści. Chciała wyjaśnić, że nie po to dzwoni. Ze jest szczerze przejęta 

tym wypadkiem. Nie warto. Ich to nie obchodzi. 

Energiczny  g

łos,  którego  nie  rozpoznała,  wygłosił  to,  co  zawsze  mówi 

si

ę w takich sytuacjach. Doktor Foster jest w krytycznym stanie. Szpital nie 

ma nic wi

ęcej do powiedzenia na ten temat. 

Tyle samo dowiedzia

łaby się, włączając telewizor. Przygnębiona, wzięła 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

k

ąpiel  z  dodatkiem  olejków.  Tym  razem  jednak  otaczające  ją  wonie  nie 

przynios

ły jej  ukojenia. Mimo to tkwiła w wannie, aż woda całkiem ostygła. 

Schodz

ąc  na  parter,  zobaczyła  ciemną  sylwetkę  podążającą  ogrodową 

ścieżką. Jej zaniepokojenie prysło, gdy rozpoznała charakterystyczny zarys 

ramion. 

By

ła przy drzwiach, zanim nocny gość zdążył zapukać. Stając w progu, 

zda

ła sobie sprawę, że ma na sobie cienki jedwabny szlafrok, mokre włosy i 

jest  nie  umalowana.  Samuel  niczego  nie  zauwa

żył,  chociaż  na  jego 

zm

ęczonej twarzy pojawił się uśmiech. 

– Zobaczy

łem światło. Wiem, że jest późno... 

–  Nawet  nie  my

ślałam o tym,  żeby iść spać. Martwię się o Jeremy'ego. 

Dzwoni

łam  do  szpitala,  ale  nie  dowiedziałam  się  niczego  konkretnego.  – 

Zastanowi

ła  się.  –  Dlaczego  tu  przyjechałeś?  Wydawało  mi  się,  że  po 

dwudziestu czterech godzinach masz mnie dosy

ć na całe życie. 

Nie  odpowiedzia

ł.  Przeszedł  do  salonu  i  ciężko  opadł  na  kanapę. 

Po

łożył  głowę  na  oparciu,  przymknął  powieki  i  stłumił  ziewnięcie.  Nie 

zmieni

ł  zielonego  stroju.  Mimo  podkrążonych  oczu,  wydał  się  jej 

najprzystojniejszym m

ężczyzną na świecie. 

– Jeste

ś skonany. Zrobić ci drinka? 

– Mo

że później. – Rozejrzał się po salonie. – Prawdę mówiąc, nie mam 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

poj

ęcia, co tu robię. Pomyślałem, że niepokoisz się o Jeremy'ego. Poza tym 

nie uda

ło się nam dokończyć tamtej rozmowy. Chciałem cię gdzieś zaprosić 

na  zako

ńczenie  współpracy.  –  Roześmiał  się  cicho.  –  Kogo  ja  chcę 

oszuka

ć? Po prostu zapragnąłem cię zobaczyć. – Patrzył na nią z ogromną 

t

ęsknotą. – Masz coś przeciwko temu? 

– Dawno nie s

łyszałam takich miłych słów – odparła szczerze. – Cieszę 

si

ę, że cię tu widzę. 

Omal  nie  zemdla

ła, gdy jego wargi zaczęły namiętnie szukać jej ust. W 

tej  samej  rozkosznej  chwili  ulecia

ły  wszystkie  tłumione emocje  i  frustracje, 

które  ostatecznie  doprowadzi

ły  ich  do  tego  spotkania.  Ten  niespieszny 

poca

łunek  utwierdził  oboje  w  przekonaniu,  że  ich  pragnienia  są 

odwzajemnione.  Odsun

ęli  się  nieco  od  siebie  i  wpatrywali  w  siebie,  jakby 

zobaczyli si

ę po raz pierwszy. 

– Marzy

łem o tym, od kiedy spotkałem cię w budynku dyrekcji – wyznał. 

Fakt, 

że  Samuel  czuł  to  samo,  że  pragnął  jej  tak  bardzo  jak  ona  jego, 

przyprawi

ł  ją  o  zawrót  głowy.  Oparła  czoło  na  jego  szerokiej  piersi  i 

napawa

ła się jego siłą, tężyzną jego ramion. Jeszcze nigdy nie czuła się tak 

dobrze,  taka  bezpieczna  i  chciana.  Nagle  wyrzuty  sumienia  kaza

ły  jej 

podnie

ść głowę. 

– Nie zapyta

łam cię, co z Jeremym. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Przygarn

ął ją do siebie i pogładził po włosach. 

– Nie jest z nim dobrze. 

– Wiem od Marka, 

że doznał urazu kręgosłupa. 

–  Nie  to  jest  najgro

źniejsze.  Niepokoiły  nas  jego  kręgi  szyjne,  ale 

rentgen  niczego  nie  wykaza

ł.  Doznał  jednak  wielu  urazów  wewnętrznych. 

Jest nadal na sali operacyjnej. Najbardziej obawiamy si

ę urazów głowy. 

– Prze

żyje? 

Nie przestawa

ł jej przytulać. 

– Nie wiem – powiedzia

ł przez ściśnięte gardło. – Nie mam wątpliwości, 

że  chirurdzy  poradzą  sobie  z  urazami  wewnętrznymi,  ale  na  ile  ucierpiał 

jego  mózg,  tego  nikt  nie  wie.  Ma  p

ękniętą  czaszkę  i  obrzęk  mózgu. 

Powiedzmy, 

że  jeśli  przeżyje,  nie  będzie  zdolny  do  pracy  przez  dobrych 

kilka tygodni. Czeka go d

ługa droga. 

– Wiem, 

że wcale go nie znam – chlipała. – Zdaję sobie sprawę, że wy 

prze

żywacie  to jeszcze bardziej.  Ale  zrobił  na  mnie  wrażenie  faceta,  który 

wie na co go sta

ć, energicznego i bystrego. 

– Oraz wyj

ątkowo próżnego. 

–  Nie  przecz

ę.  –  Uśmiechnęła  się  przez  łzy.  –  Mimo  to  zdążyłam  go 

polubi

ć. 

Poca

łował ją w czubek głowy. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Ja te

ż go lubię. I nie  uważam, że już jest po nim. Jeremy jest uparty. 

Jego marzeniem jest pokaza

ć się w telewizji. Zrobi wszystko, żeby tego nie 

przegapi

ć. – Wpatrywała się  w jego  ściągnięte rysy. –  Nikt  nie  wie, co jest 

mu  pisane.  Wiem, 

że  to  banał,  ale stale  go sobie  powtarzam: pracując  na 

nag

łych  wypadkach  można  robić  plany,  snuć  marzenia,  ale  po  co?  Od 

czasu do czasu trzeba korzysta

ć z chwili, nie myśląc o konsekwencjach. Bo 

nikt nie zna swojego jutra. 

Nie  podj

ęła  tematu.  Obserwowała  go.  Gdy  skrzywił  się,  wiedziała,  że 

wspomina  sceny,  których  by

ł  świadkiem.  Przyłożyła  dłoń  do  jego 

zaro

śniętego policzka i dalej słuchała jego wynurzeń. 

–  Przykro  by

ło  widzieć  go  w  takim  stanie.  Zdarzało  mi  się  na  niego 

narzeka

ć,  dochodziło  między  nami  do  sprzeczek...  –  Potrząsnął  głową.  – 

Nie  uznaj

ę  zakładów,  ale  byłem  skłonny  założyć  się  o  wszystko,  co  mam, 

że  to  mnie  wcześniej  niż  jego  czeka  wózek  inwalidzki  lub  coś  gorszego. 

Kiedy patrzy

łem na niego, na tym łóżku na intensywnej opiece... 

Tak  bardzo  chcia

ła  go  ukoić  i  tak  bardzo  była  oszołomiona  jego 

blisko

ścią,  że  umknęła  jej  pełna  wymowa  tej  wypowiedzi.  Przegapiła 

szans

ę uniknięcia komplikacji, jakie miały wkrótce stać się jej udziałem. 

–  Zrobi

łeś  wszystko,  co  było  w  twojej  mocy.  –  Musnęła  go  wargami.  – 

Przyda ci si

ę masaż – dodała lekkim tonem. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Samuel skrzywi

ł się na tę propozycję. 

– Nie jestem rodz

ącą – zaprotestował. 

–  Zawsze  krytykujesz  moje  propozycje.  Spróbuj.  Potem  mnie  ocenisz. 

Nie zamierzam ci

ę uwodzić. 

– Nie mia

łbym nic przeciwko temu, ale masażu nie chcę. 

–  Pomo

że  ci.  Daj  mi  szansę.  –  Nalegała  tak  długo,  aż  w  końcu  bez 

wi

ększego entuzjazmu uległ jej perswazji. 

–  Jeszcze  troch

ę,  a  każesz  mi  usiąść  pod  trójnogiem  –  mruknął, 

zdejmuj

ąc  zielony  uniform. Aby  nie czuł  się nadto  skrępowany, Erin okryła 

go r

ęcznikiem. 

– Zamknij oczy i staraj si

ę nie myśleć. 

– 

Łatwo powiedzieć... 

– Wobec tego my

śl o czymś przyjemnym. 

Nala

ła  trochę  olejku  na  dłoń  i  roztarta  go,  aby  uwolnić  jego  aromat. 

Mimo 

że tak energicznie zapewniała Sama, że będzie to wyłącznie masaż, 

przeszy

ł ją dreszcz, gdy dłońmi dotknęła jego ciała. Skoncentrowała się na 

rytmie,  rozmasowuj

ąc  usztywnione  mięśnie  karku.  Po  pewnym  czasie 

j

ęknął,  gdy  trafiła  na  wyjątkowo  napięty  mięsień.  Poczuła,  że  w  końcu  się 

rozlu

źnił. 

–  A  nie  mówi

łam,  że  pomaga?  –  szepnęła,  nie  przerywając  masażu, 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przesuwaj

ąc się jedynie nieco niżej. 

Ponownie nama

ściła dłonie olejkiem, aby teraz zająć się nogami Sama. 

Ze 

ściśniętym  gardłem  kładła  ręce  na  jego  udach.  Zrozumiała,  że  stoi 

wobec niewykonalnego zadania: to niemo

żliwe, by potrafiła dotknąć go, nie 

zdradzaj

ąc  się  z  tym,  jak  bardzo  go  pożąda.  Najwyraźniej  wyczuł  jej 

wahanie. Po

łożył się na plecach i zakrył ręcznikiem. 

– Wydawa

ło mi się, że nie zamierzasz mnie uwieść – powiedział niskim 

g

łosem. 

Odwróci

ła  wzrok. Oparła dłonie na jego piersi. Zdawała sobie sprawę  z 

zuchwa

łości  tego  kroku,  że  jest  jeszcze  na  to  za  wcześnie,  ale  tu  i  teraz 

przesta

ło  to  mieć  dla  niej  jakiekolwiek  znaczenie.  Sam  jednym  ruchem 

rozwi

ązał  pasek  jej  szlafroka,  a  ona  bez  skrępowania  ściągnęła  z  niego 

r

ęcznik.  Delikatnie  pieściła  jego  aksamitną  męskość.  Pochyliła  się  i  ukryła 

twarz  w  jedwabistym  puchu.  Gdy  j

ęzykiem  poznawała  jego  tajemnice, 

poczu

ła jego ręce we włosach. Potem silne ramiona podciągnęły ją do góry, 

a

ż  znaleźli  się  twarzą  w  twarz.  Nie  ukrywał  niecierpliwości,  a  ona 

pos

łusznie uniosła biodra i pozwoliła sobą kierować. 

Przyj

ęła  go  z  cichym  pomrukiem  zadowolenia.  Jedną  ręką  gładził  jej 

nabrzmia

łe piersi, drugą  podtrzymywał  jej  biodra  w  tym  rytmicznym  tańcu. 

Poczu

ła,  jak  nagle  ich  ciała  stężały,  po  czym  oboje  wspięli  się  na  szczyt 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

rozkoszy.  Czas  zatrzyma

ł  się  w  miejscu.  Samuel  przygarnął  ją  do  siebie, 

okry

ł pledem. Położyła głowę na jego piersi i wsłuchiwała się, jak rytm jego 

serca powoli wraca do normy. 

Milczeli.  Nie  by

ło  potrzeby  wyjaśniania  niczego  lub  usprawiedliwiania 

si

ę. Łączyła ich cicha akceptacja i wspólne potwierdzenie pragnienia, które 

ich  do  siebie  pchn

ęło.  Mimo  że  znała  go  tak  krótko  i  wbrew  racjonalnym 

powodom, dla których nale

żałoby jeszcze poczekać, nie wstydziła się tego, 

z czym si

ę zdradziła, nie żałowała, że tak łatwo uległa Samuelowi. Czy tak 

pi

ękne  i  naturalne  doznanie  jak  ich  miłość  może  być  przyczyną  wyrzutów 

sumienia? 

Mia

ła  w  zwyczaju  mówić  to,  co  myśli,  co  najczęściej  bywało  przykre  w 

skutkach. Gdy opad

ł już poziom obezwładniających endorfin, odezwała się, 

zanim jeszcze dotar

ło do niej znaczenie tych słów. 

–  Zrobili

śmy  to  bez  zabezpieczenia.  –  Usiadła  gwałtownie.  –  Nie  biorę 

pigu

łki. Nie spodziewałam się... 

Nie  zaplanowa

ła  tego  wcześniej.  Nie  opracowała  żadnej  taktyki,  aby 

znale

źć  się  w  jego  ramionach.  Samuel  zareagował  tak  gwałtownie,  jakby 

ich  zaskoczy

ła  cała  brygada  antyterrorystyczna.  Odrzucił  pled,  zerwał  się 

na równe nogi i pospiesznie zacz

ął się ubierać. 

– Musz

ę iść – rzekł bardziej do siebie niż do niej. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Teraz?  Ale...  –  Stara

ła  się  wyczytać  z  jego  twarzy,  co  wywołało  tę 

niespodziewan

ą zmianę. 

.  –  Powinienem  wróci

ć  do  szpitala.  –  Zabrzmiało  to  wiarygodnie,  lecz 

czu

ła, że skłamał. 

– Samuelu, prosz

ę... – Wstała, pragnąc go w jakiś sposób zatrzymać. 

–  Powiedzia

łem, że muszę iść – powtórzył  tonem, jakim zwracał się na 

terenie szpitala on, lekarz, do natr

ętnej reporterki. Jakby nic się między nimi 

nie wydarzy

ło. 

Jaka  szkoda,  pomy

ślała,  że  nie  potrafię  jak  sporo  innych  kobiet 

nonszalancko  wzruszy

ć  ramionami,  ukryć,  co  czuję,  i  zachować  spokój  w 

obliczu przeciwno

ści losu. Ona była inna. Wściekła i zrozpaczona chwyciła 

go za rami

ę. 

–  Nie  wyobra

żaj  sobie,  że  możesz  tu  przyjść,  kochać  się  ze  mną,  a 

potem  po  prostu  wyj

ść.  –  Niepokój  wyczuwalny  w  jej  głosie  kazał  mu 

zatrzyma

ć się. – Za kogo ty mnie masz? 

W ko

ńcu spojrzał jej w oczy. 

– Przepraszam. – Usiad

ł na kanapie i zaczął wpatrywać się w dywan. – 

Nie przyszed

łem tu z takim zamiarem... Żeby stało się to, co się stało. 

Dostrzeg

ła  ogromny  ból  na  jego  twarzy,  lecz  była  zbyt  zdenerwowana, 

by cho

ćby pomyśleć o pocieszaniu go. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Wi

ęc dlaczego przyszedłeś? 

Nie odpowiada

ł. 

– Dlaczego? – powtórzy

ła. 

–  Poniewa

ż  chciałem  cię  zobaczyć.  Nie  powinienem  był  dopuścić  do 

tego, co si

ę stało. Popełniliśmy błąd. 

–  Nie!  Jak  mo

żesz  tak mówić?  –  Podniosła  głos.  –  Co  myśmy  zrobili?! 

Kochali

śmy się! Tak, to było kochanie. I to było piękne i wspaniałe. Ty też to 

wiesz.  Nie  próbuj  tego  pomniejsza

ć! – Widziała,  że  już jej  nie słucha.  Gdy 

podniós

ł się, nie zatrzymywała go. 

–  To  si

ę  nie  powtórzy.  Przepraszam,  jeśli  cię  zraniłem.  Wierz  mi,  nie 

mia

łem takiego zamiaru. 

– Nie wiem, w co mam wierzy

ć, Samuelu – rzuciła za nim. 

Nie  zareagowa

ł.  Nie  uznał  za  stosowne  niczego  wyjaśniać.  Cicho 

zamkn

ął  za  sobą  drzwi.  Zdumionej  i  zdruzgotanej  Erin  nie  pozostało  nic 

innego, jak wtuli

ć twarz w pled, który zatrzymał jego oszałamiający zapach. 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 9 

 

Pomimo  bólu  i  braku  pociechy  lub  ukojenia  Erin  zdo

łała  jakoś  przeżyć 

kilka  kolejnych  dni. W  nocy 

śniła  o Samuelu,  za  dnia była  zmuszona stale 

go  widzie

ć,  opracowując  reportaż.  Wszędzie  ukazywała  się  jej  jego  twarz, 

jego  klasyczny profil. Wpatrywa

ła się  weń usilnie, jakby chciała czegoś się 

doszuka

ć, ale czego? Starała się obiektywnie patrzeć na materiał filmowy, 

nie  bra

ć  pod  uwagę  tego,  co  czuła,  obserwując  go  przy  pracy.  I  wtedy,  i 

teraz  Samuel  by

ł  tak  samo  nieosiągalny.  Chciała  wszystko  zachować: 

naci

śnięcie klawisza „Wytnij" było nie lada wyczynem. 

–  Co  to  jest?  –  zapyta

ła  Marka,  który  wszedł  do  studia.  Zerknął  na 

monitor i u

śmiechnął się. 

– Mo

żesz to zinterpretować, jak zechcesz. 

Na  ekranie  ukaza

ły  się  rzędy  pustych  łóżek,  szpitalny  zegar  oraz 

piel

ęgniarki spokojnie przeglądające ilustrowane pisma. 

– Kiedy to nakr

ęciliście? 

–  Towarzyszyli

śmy  wtedy  pacjentowi,  którego  wieziono  na oddział.  Tuż 

przed tym, jak przywieziono tego pijanego kierowc

ę, nie pamiętasz? 

Nie  odezwa

ła  się.  Mark  ma  rację.  Można  zrobić  z  tego  wszystko. 

Przypomnia

ła  się  jej  ta  rozmowa  z  Samuelem,  kiedy  żalił  się,  że  media  i 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

zwykli ludzie zupe

łnie nie rozumieją zasad przydzielania łóżek. 

–  Czy  mamy  uj

ęcie  pustego  łóżka  na  kardiologii?  –  zapytała  dziwnie 

piskliwym g

łosem. 

– Szybko si

ę uczysz. Patrz dalej. 

Na ekranie zobaczy

ła wejście na oddział. Ekipie nie udało się sfilmować 

pustego 

łóżka  kardiologicznego,  za  to  kamerzysta  postarał  się  o  obraz 

o

śmiu  monitorów  EKG  na  stanowisku  pielęgniarek:  na  siedmiu  migotały 

wykresy, ósmy by

ł wygaszony. Dowód, że jedno łóżko jest wolne. 

Zemsta mog

łaby osłodzić jej życie. Pokusa była bardzo silna, lecz Erin z 

natury  nie  by

ła  mściwa.  Poza  tym  odwet  wzięty  na  szpitalnym  oddziale  w 

niczym  nie  umniejszy

łby  jej  cierpienia.  Mógłby  nawet  odnieść  odwrotny 

skutek. 

– Nie pójdziemy tym tropem – ostrzeg

ła kolegę. 

– Dlaczego? To dynamit. 

– Taki przekaz by

łby niezgodny z prawdą. Samuel Donovan wyjaśnił mi, 

na czym polega system przydzielania 

łóżek. 

– Przed kamer

ą? Gdzie to masz? 

–  Rozmawiali

śmy  o  tym.  Były  racjonalne  powody,  żeby  nie  przenosić 

pani  White.  Powinni

śmy  o  nich  poinformować  telewidzów,  zamiast 

wytacza

ć wszystkie działa po to, żeby osiągnąć dramatyczny efekt. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Mark  by

ł  zdecydowanie  innego  zdania.  Wyczuł  jej  wahanie,  więc 

postanowi

ł drążyć temat. 

– 

Zapowiedzi 

tego 

reporta

żu 

spotka

ły 

si

ę 

ogromnym 

zainteresowaniem. Spodziewam si

ę, że program osiągnie notowania, jakich 

jeszcze  nie  by

ło.  Nadarza  ci  się  ogromna  zawodowa  szansa.  Łzawa 

historyjka  o  tym, jak  ca

ły personel ciężko haruje, nikogo nie  wzruszy. Jeśli 

zale

ży ci, żeby zaistnieć w świadomości ludzi, żeby deputowani powoływali 

si

ę  na  twój  reportaż  w  trakcie  kampanii  wyborczej,  musisz  narobić  trochę 

ha

łasu. 

Erin by

ła stanowcza. Odzyskała pewność siebie. 

–  I  bez  tego  ten  materia

ł  trzyma  w  napięciu.  Nie  o  tym  ma  być  ten 

reporta

ż.  On  sam  się  obroni,  bez  dramatyzowania  sprawy  pustych  łóżek. 

Mamy  okazj

ę  zrobić  coś  dobrego,  rozumiesz?  Pokażmy  te  łóżka,  ale  też 

wyja

śnijmy, dlaczego stoją puste. 

Mark pi

ł kawę, uważnie przyglądając się Erin. 

–  Jeste

ś  naiwna.  –  Dokończył  kawę  i  zasiadł  przed  swoim  monitorem. 

Ona tymczasem czu

ła, jak płoną jej policzki. 

Mo

że  jest  naiwna,  a  nawet  głupia,  bo  wydawało  się  jej,  że  Samuel  ją 

lubi,  bo  tak  szybko  rzuci

ła  mu  się  w  ramiona  i  oddała,  ale  teraz,  w  tej 

sytuacji,  nie  zni

ży  się  do  tego,  co  proponuje  Mark.  Nadal  jest  niezależna, 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przynajmniej  na  polu  zawodowym.  Nie  skomentowa

ła  jego  uwagi. 

Przerwa

ła pisanie, gdy przed oczami znowu stanął jej obraz Samuela. Była 

bliska  p

łaczu.  Jak  to  możliwe,  zastanawiała  się  po  raz  setny,  że  tak  źle 

odczyta

ła jego intencje? 

 

Je

śli liczyła na kobiecą solidarność, wsparcie czy nawet kieliszek wina i 

odrobin

ę zrozumienia, to pomyliła się, zwracając się do swojej siostry. 

– Spa

łaś z nim? – oburzyła się Anna. W tej samej chwili Erin zrozumiała, 

jak  wielki zrobi

ła błąd, otwierając się przed nią. – Ty go w ogóle nie znasz! 

Jak mog

łaś? 

– To prawda, ale ju

ż pierwszego dnia coś między nami zaiskrzyło. Sama 

powiedzia

łaś, że to fantastyczny facet. 

– Och, przesta

ń – parsknęła Anna. – To nie znaczy, że trzeba z nim od 

razu  i

ść  do  łóżka.  Och,  przepraszam,  podobno  nawet  tam  nie  dotarliście. 

Wystarczy

ła wam podłoga w salonie. 

Erin zatka

ła uszy. 

– Mówisz tak, jakby to by

ła przygoda jednej nocy. 

– A nie? To gdzie on jest? 

Na  to  jedno  jedyne,  oskar

życielskie  pytanie  nie  potrafiła  odpowiedzieć. 

Musia

ła przyznać, że siostra doskonale podsumowała nim całą sprawę. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Je

śli  to  nie  był  taki  epizod,  to  gdzie  jest  ten  facet?  –  Anna  nie  znała 

lito

ści.  Nie  zwracała  uwagi  na  łzy spływające po  twarzy  siostry. –  Kiedy ty 

doro

śniesz?  Dlaczego  on  ma  cię  szanować,  jeśli  ty  sama  siebie  nie 

szanujesz?  Wybacz,  marnie  si

ę  czuję.  Muszę  się  położyć  –  oznajmiła  i 

wysz

ła z pokoju. 

Anna  widzi 

świat  wyłącznie  w  tonacji  czarno-białej.  Trudno  było 

oczekiwa

ć  od  niej,  że  zrozumie  burzę  emocji,  która  porwała  ją  i  Samuela. 

Anna  jest  niezdolna  do  prze

żywania  takiej  namiętności,  jakiej  oni 

do

świadczyli  tamtego  wieczoru,  wyczuwania  aury,  która  ich  wówczas 

otoczy

ła. Erin mogłaby dać się sprowokować i wywołać awanturę, wytknąć 

Annie, jaka jest nudna wraz z tym swoim pracoholikiem Jordanem,  lecz co 

by  to  da

ło?  Oni  są  szczęśliwi.  To,  że  ona  by  tego  nie  wytrzymała,  nie 

znaczy, 

że  układ  tamtych  jest  zły.  Mimo  to  czuła  się  zawiedziona  brakiem 

cho

ćby odrobiny współczucia ze strony siostry. 

Pogarda, jak

ą  Anna dawała jej odczuć, sprawiła, że atmosfera w  domu 

sta

ła  się  nieznośna.  Szukała  więc  ukojenia  w  pracy.  Tutaj  wszystko 

uk

ładało  się  pomyślnie.  Po  telewizyjnych  serwisach  informacyjnych 

pokazywano  zwiastuny  jej  reporta

żu,  prasa  podjęła  temat,  a  na  dodatek 

kilku wa

żnych szefów zaczęło kłaniać się jej na korytarzu. 

O  powrocie  do  szpitala  w  celu  uzupe

łnienia  wywiadów  i  nakręcenia 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

wst

ępu myślała z mieszanymi uczuciami. Wielokrotnie powtarzała sobie, co 

powie,  gdy  natknie  si

ę  na  Samuela.  Ulegając  materialistycznym 

podszeptom,  wydala  mnóstwo  pieni

ędzy  na  kremowy  kostium  i  buty  na 

niewysokim obcasie. Z ogromnym poczuciem winy odci

ęła sklepową metkę 

z  cen

ą. Prawie tyle samo  wyniosłaby tygodniowa rata długu  hipotecznego. 

Je

śli  chce  spłacić  Annę,  musi  zrezygnować  z  takich  szaleństw.  Mimo 

wszystko  warto  by

ło,  pomyślała,  przeglądając  się  w  lustrze.  Wygląda  jak 

inteligentna  dziennikarka albo przynajmniej  taka, która  nie

źle sobie radzi w 

życiu.  W  niczym  nie  przypomina  tej  ruiny  kobiety,  którą  w  niedzielę 

wzgardzi

ł  Samuel.  Ma  teraz  uzasadniony  powód,  by  z  nim  porozmawiać. 

Przecie

ż on sam zobligował ją do tego, by pokazała mu film przed emisją. 

 

B

ędzie  wytworna  i  serdeczna,  ale  na  pewno  nie  natrętna.  Nie  będzie 

zadawa

ć  podchwytliwych  ani  drążących  pytań.  Jeśli  Samuel  zechce  coś 

wyja

śniać,  pozwoli  mu  to  zrobić,  ale  bez  zbędnego  entuzjazmu.  A  jeśli 

poczuje, 

że zaraz się zaczerwieni, popatrzy ponad jego ramieniem na białą 

ścianę, aż fala skrępowania minie. Jakie to proste! 

Powtarzaj

ąc w myślach te przykazania, wysiadła z samochodu i ruszyła 

do  wej

ścia.  Wzięła  głęboki  wdech  i  uśmiechnęła  się  szeroko.  Mimo  że 

obawia

ła  się  tego  spotkania,  odczuła  ogromny  zawód,  gdy  stwierdziła,  że 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Samuela  nie  ma  przy  stanowisku  piel

ęgniarek.  Dyskretnie  zerknęła  na 

tablic

ę. Na samej górze widniało nazwisko zupełnie obcej osoby. Pomyślała 

z  nadziej

ą,  że  być  może  poszedł  do  stołówki  lub  na  kawę  do  pokoju  dla 

personelu. Lecz intuicja jest silniejsza od nadziei. Erin  po  prostu  wiedzia

ła, 

że nie ma go na oddziale. 

Wszystkie piel

ęgniarki witały ją jak dawno nie widzianego przyjaciela. 

– Fantastycznie wygl

ądasz. – Fay objęła ją serdecznie. 

–  Znowu  b

ędziecie  we  mnie  tym celować? –  zaniepokoiła  się na  widok 

Dave'a, który w

łaśnie wszedł. 

– Mo

że tym razem ci daruję. – Erin uśmiechnęła się. 

–  Teraz  tylko  ja  b

ędę  filmowana.  Musimy  nakręcić  wprowadzenie  do 

reporta

żu. Potem zrobimy kilka dokrętek. 

–  Fay  pos

łała  jej  pytające  spojrzenie.  –  Muszę  zadać  parę  pytań. 

Przyda

łby mi się wasz zielony strój. 

– Nie ma sprawy, ale w

ątpię, czy bez podkrążonych oczu i potarganych 

w

łosów wypadniesz wiarygodnie. 

–  Nie  bój  si

ę.  Najpierw  nakręcimy  elegancki  początek,  a  potem  zmyję 

makija

ż. Będę bardzo autentyczna, zapewniam cię, Fay. 

–  Prawd

ę  mówiąc,  jak  ci  się  lepiej  przyjrzeć,  nie  wyglądasz  za  dobrze. 

Co

ś się stało? – Fay przyglądała się jej zatroskana. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Wszystko  w  porz

ądku  –  odparła  energicznie.  –  Jestem  trochę 

zm

ęczona. Zawsze tak jest, kiedy zamykamy jakiś duży materiał. – Fay nie 

wygl

ądała  na  przekonaną.  Obydwie  wiedziały,  że  jest  to  jedyny  duży 

materia

ł Erin. 

Erin rozejrza

ła się po oddziale. 

–  Nie  ma  Sama –  oznajmi

ła Fay nie pytana. – Ma teraz dużo spraw  na 

g

łowie. 

Unika

ła  wzroku  Erin.  Chyba  wie,  co  się  stało.  Jak  on  śmiał  jej  o  tym 

powiedzie

ć?  Czuła,  że  się  czerwieni,  więc  natychmiast  popatrzyła  na 

ścianę.  To  jasne,  że  Fay  wie.  Przecież  od  lat  przyjaźni  się  z  Samem. 

Zapewne  poprosi

ł Fay,  żeby  zajęła się nią, ponieważ on nie ma ochoty jej 

ogl

ądać. 

– Jak si

ę ma Jeremy? 

Fay z wyra

źną ulgą przyjęła zmianę tematu. 

–  Trzyma  si

ę.  Ciągle  jest  na  intensywnej  terapii,  ale  chyba  się  z  tego 

wyli

że. Czeka go jeszcze długa droga. W najlepszym razie wszechstronna 

rehabilitacja. 

– A w najgorszym? 

– Nie chc

ę nawet o tym myśleć. Uda mu się. Byłam u niego dzisiaj rano. 

Powiedzia

łam mu, że brakuje nam jego napuszonej osoby. Kazałam mu się 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

pospieszy

ć z powrotem na oddział. 

– Co ci odpowiedzia

ł? – Erin roześmiała się niemrawo. 

– Nic. Nadal jest nieprzytomny. Ale mo

że mnie słyszał? 

Zamy

śliły się. 

– Wezm

ę się do roboty. 

– Jasne. Zapraszam. Zaraz przynios

ę ci uniform. 

Praca  posuwa

ła  się  do  przodu,  mimo  że  Erin  sercem  i  umysłem  była 

gdzie  indziej.  Cz

ęsto  spoglądała  na  drzwi  w  nadziei,  że  jakimś  cudem 

stanie w nich Samuel. Ale, oczywi

ście, tak się nie stało. W końcu, walcząc z 

sob

ą,  pożegnała  się  ze  wszystkimi  i  powlokła  na  parking.  Była 

przygotowana  na  przeró

żne  sytuacje,  na  wszelkie  możliwe  zachowania 

Samuela,  gdyby  przysz

ło im  stanąć  oko  w  oko. Jednego  nie przewidziała: 

że go nie zastanie. 

W  po

łowie  drogi  do  auta  zorientowała  się,  że  w  pokoju  dla  personelu 

zostawi

ła torbę, w której miała klucze. Pogoda była upalna i wilgotna, więc 

droga  powrotna  na  oddzia

ł  wydała  się  jej  piekielnie  długa.  Gdy  weszła  do 

pokoju, ujrza

ła Fay i Samuela pogrążonych w rozmowie. 

–  My

ślałam,  że  już  wyszłaś  –  rzekła  Fay  nieco  speszona.  Samuel  nie 

odezwa

ł się. 

–  Zostawi

łam  tutaj  torbę  i  kluczyki.  –  Czerwona  jak  burak  podeszła  do 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

kanapy po swoj

ą zgubę. Nie ma wątpliwości, że Samuel ukrywał się przed 

ni

ą  i  poprosił  Fay,  by  go  kryła.  Gdy  tylko  wyszła,  Fay  zawiadomiła  go,  że 

mo

że  się  ujawnić.  Czuła,  jak  wzbiera  w  niej  gniew:  nie  zasłużyła  na  takie 

traktowanie.  Uwa

żała  tych  dwoje  za  przyjaciół,  a  oni  ją  zawiedli.  Teraz 

patrz

ą  na  nią  jak  na  kogoś,  kto  ich  szpieguje.  –  Jutro  będziesz  mógł 

obejrze

ć  ostateczną  wersję –  powiedziała już  od drzwi.  Nie  zareagował.  – 

Sam o to poprosi

łeś – dodała, by nie pomyślał, że stara się przeciągnąć to 

ma

ło przyjemne spotkanie. 

–  Jestem  zmuszony  ci  zaufa

ć.  Mam  dużo  innych  spraw.  .  Patrzyła  na 

niego z niedowierzaniem. Czy on si

ę boi zostać ze mną sam na sam? 

–  Ach,  tak.  Fay  o tym  wspomnia

ła.  – Otworzyła drzwi. – Proszę się nie 

martwi

ć,  doktorze  Donovan,  nie  sprawię  panu  zawodu.  –  Nadzwyczajnym 

wysi

łkiem woli pohamowała się, by nie trzasnąć drzwiami. 

Powrót  do  domu  by

ł  prawdziwym  koszmarem.  Względnie  krótka  droga 

ci

ągnęła  się  w  nieskończoność.  Erin  kurczowo  ściskała  kierownicę  i  jak 

zahipnotyzowana  wpatrywa

ła  się  w  szosę.  Postanowiła,  że  się  nie 

rozp

łacze,  nie  podczas  jazdy.  Żar  lał  się  z  nieba.  Stojąc  kolejny  raz  na 

czerwonym 

świetle,  z  zazdrością  patrzyła  na  samochody  z  zamkniętymi 

oknami.  Jej  nast

ępne  auto  musi  mieć  klimatyzację.  Skwar  sprawił,  że 

elegancki kostiumik zmi

ął się niemiłosiernie, a włosy przykleiły do spoconej 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

twarzy. Gdzie ta elegancja, pomy

ślała z goryczą, spoglądając w lusterko. 

Ucieszy

ła  się,  nie  widząc  na  podjeździe  fiata  Anny.  Nie  zniosłaby  jej 

kolejnego  kazania.  W  domu  w

łączyła  klimatyzację,  weszła  na  górę  i 

natychmiast  zdj

ęła  kostium.  Rozpłakała  się  dopiero  pod  prysznicem,  gdy 

sta

ła  w  strumieniach  chłodnej  wody.  Sama  była  zaskoczona  rozmiarami 

swojej rozpaczy. Nie zdawa

ła sobie sprawy, ile nadziei łączyła z tym dniem. 

Sukces  jej  reporta

żu  już  ją  prawie  nie  interesował.  Wszystko  straciło 

jakiekolwiek znaczenie. 

Sta

ła  pod  prysznicem  tak  długo,  aż  zrobiło  się  jej  zimno.  Szczękając 

z

ębami,  owinięta  niewielkim  ręcznikiem,  szukała  w  sypialni  swojego 

p

łaszcza  kąpielowego.  Wygląda  na  to,  że  wzięła  go  Anna.  Nie  miały 

zwyczaju  wchodzi

ć  do  nie  swojego  pokoju.  Te  dwie  kobiety  o  tak  różnych 

temperamentach,  mieszkaj

ące pod jednym dachem, przyjęły to za żelazną 

zasad

ę. Ale Erin trzęsła się z zimna. Tylko tam zajrzy... 

Nie  spodziewa

ła  się  takiego  widoku.  W  pierwszej  chwili,  przerażona, 

zas

łoniła twarz dłońmi. 

– Anno! – Podbieg

ła do łóżka. – Nie! 

Anna  nie  reagowa

ła.  Siedziała  oparta  na  kilku  poduszkach,  z  głową 

odrzucon

ą  do  tyłu.  Była  blada  i  miała  sine  wargi.  Obok  bezwładnej  dłoni 

le

żało  opakowanie  ventolinu.  Erin  wsłuchiwała  się  w  jej  długi,  świszczący 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

oddech. Si

ęgnęła po ventolin. Lek należy podawać, nawet jeśli chory ledwie 

oddycha! Inhalator okaza

ł się pusty. 

– Biedna Anna. To tak to si

ę stało... 

Trzeba  jak  najpr

ędzej  wezwać  pomoc, ponieważ to jest stan  krytyczny. 

Lecz telefon jest na dole, a ona nie mo

że zostawić jej samej. 

– My

śl! Opanuj się. Co zrobiłyby dziewczyny z nagłych wypadków? 

Nebulizator!  Po  raz  pierwszy  doceni

ła  zamiłowanie  do  porządku  swojej 

siostry.  Otworzy

ła  górną  szufladę  i  znalazła  urządzenie  na  właściwym 

miejscu. W

łożyła wtyczkę do gniazdka. Sięgnęła po ampułki z lekiem, który 

Anna  stosowa

ła,  czując  się  wyjątkowo  źle.  Drżącymi  palcami  przelała  lek 

do  pojemnika  i  po

łączyła  go  z  maską.  Nacisnęła  włącznik.  Gdy  z  maski 

wydoby

ł się biały obłok pary, zasłoniła nią twarz siostry. 

Zbieg

ła  na  dół.  Przypomniała  sobie,  jak  Vicki  narzekała  na  połączenia 

komórkowe,  wi

ęc  sięgnęła  do  telefonu  stacjonarnego.  Gdy  spokojny  głos 

zapyta

ł ją, którą ze służb wzywa, rzuciła tylko: 

–  Karetka!  –  Nast

ępnie  podała  adres,  powiedziała,  co  się  stało  i  co 

zrobi

ła, by ratować chorą. 

– Prosz

ę podawać jej ventolin, dopóki nie przyjedzie lekarz. 

–  Musz

ę  wracać  do  niej,  na  piętro.  Jest  sama,  mogła  przestać 

oddycha

ć. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Umie pani wykona

ć sztuczne oddychanie? 

Zamkn

ęła  oczy. Na  samą myśl  o tym  zrobiło się jej niedobrze, ale  była 

wdzi

ęczna,  że  udało  się  jej  namówić  swoich  szefów,  by  wysłali  ją  na 

odpowiednie szkolenie. 

– Tak. Musz

ę już iść. 

–  Najpierw  niech  pani  otworzy  drzwi  wej

ściowe.  I  proszę  nie  odkładać 

s

łuchawki. Karetka już jedzie. 

Wbieg

ła  na  piętro.  Anna  ledwie  oddychała.  Erin  nie  pozostało  nic 

innego, jak tylko dodawa

ć kolejne ampułki leku, czekać i modlić się. 

–  Kocham  ci

ę,  Anno  –  szepnęła,  ujmując  lodowatą  dłoń  siostry.  –  Nie 

odchod

ź. Jesteś mi potrzebna. 

Us

łyszała dźwięk syreny. Pocałowała Annę w policzek. 

– Trzymaj si

ę. 

Przera

żona  i  roztrzęsiona  patrzyła  na  zespół  ludzi,  którzy  ratowali 

jedyn

ą osobę, jaka jej została na tym świecie. Robili to sprawnie i fachowo. 

Ale czy zdaj

ą sobie sprawę, ile ta dziewczyna dla niej znaczy? 

–  Jad

ę  z  nią  –  oznajmiła,  gdy  układali  bezwładne  ciało  na  noszach, 

w

śród plątaniny przewodów, rurek i monitorów. 

– Trzeba j

ą natychmiast przewieźć do szpitala. Z tyłu karetki nie będzie 

miejsca,  bo  przez  ca

ły  czas  muszę  być  przy  niej  –  rzekła  stanowczo 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

lekarka. 

Wygl

ądała sympatycznie, przypominała Fay. 

– Chc

ę być przy niej – prosiła Erin. 

Kobieta pokr

ęciła głową. 

–  Musi  pani  jecha

ć  osobno.  Lepiej  niech  pani  poprosi  sąsiada  albo 

wezwie taksówk

ę. Niepotrzebny nam wypadek. I niech się pani ubierze. 

Patrzy

ła  przez  łzy,  jak  Annę  wynoszono  z  sypialni.  Dopiero  wtedy 

u

świadomiła sobie, że jest nie ubrana. 

Naci

ągnęła  byle  jakie  szorty  i  pierwszy  z  brzegu  podkoszulek. 

Zrezygnowa

ła  z  szukania  sandałków,  ale  musiała  znaleźć  klucze,  żeby 

wydosta

ć  się  za  bramę.  Miotała  się  chaotycznie  po  całym  domu,  by  w 

ko

ńcu znaleźć je pod kremowym kostiumem, na podłodze w łazience. 

Wskoczy

ła  do  samochodu.  Przez  cały  czas  pamiętała  o  wypadku 

Jeremy'ego, tragicznej 

śmierci rodziców I ostrzeżeniu lekarki. Gdyby jednak 

po  drodze  by

ły  policyjne  kamery,  na  pewno  byłaby  biedniejsza  o  kilkaset 

dolarów. 

Gdy min

ęła rejestrację i dopadła drzwi na oddział, natknęła się na Jenny 

Barton. 

– Tutaj nie  wolno wchodzi

ć. – Pielęgniarka ruszyła z miejsca. – Och, to 

ty. –  Zatrzyma

ła się, rozpoznając Erin. – Jesteś tą dziennikarką, która nas 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

filmowa

ła? 

–  Przed  chwil

ą  przywieziono  tu  moją  siostrę  –  powiedziała  Erin,  z 

trudem 

łapiąc oddech. 

– Jak si

ę nazywa? 

– Anna. Anna Casey. 

Jenny 

ściągnęła brwi. 

– Nie przypominam sobie. By

łaś w poczekalni? 

–  Ma  atak  astmy.  Nie  mo

że  mówić,  jest  nieprzytomna!  –  wykrzyczała. 

Dopiero teraz dotar

ło do Jenny, o kogo chodzi. 

– To twoja siostra? Jest na reanimacji. 

Erin ruszy

ła w stronę sali, ale Jenny była szybsza. 

– Nie mo

żesz tam wejść. Nie teraz. – Odciągnęła ją od drzwi. – Dobrze 

wiesz, 

że  tam  nie  wolno  wchodzić.  Zaczekaj  tutaj.  Poproszę,  żeby  ktoś  tu 

do ciebie przyszed

ł. 

Wiedzia

ła,  że  Jenny  ma  rację.  Lecz  tego  było  dla  niej  za  wiele: 

piel

ęgniarka  położyła  dłoń  na  klamce  drzwi  prowadzących  do  pokoju  dla 

rodzin!  Ogarn

ął  ją  taki  strach,  że  z  histerycznym  krzykiem  rzuciła  się  do 

ucieczki. 

–  Nie  wejd

ę tam! Nie  wejdę! – Odepchnęła Jenny. W tym pokoju czeka 

si

ę na tragiczne wiadomości. Tutaj się dowiaduje, że ktoś z najbliższych już 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

nigdy  nie  wróci  do  domu.  –  Tutaj  uzyskuje  si

ę  informacje,  że  nasi  bliscy 

umarli  – 

łkała.  Nagle  poczuła,  że  ktoś  chwycił  ją  za  ramiona.  Usłyszała 

znajomy g

łos. 

– Uspokój si

ę, Erin. Uspokój. 

Szlocha

ła teraz z twarzą wtuloną w pierś Samuela, który łagodnie gładził 

jej rozedrgane ramiona i pó

łgłosem mówił słowa pociechy. 

Mimo 

że myślała tylko o Annie, wiedziała, że nareszcie znalazła się tam, 

gdzie  powinna,  w  obj

ęciach  Sama,  gdzie  nic  złego  nie  może  jej  spotkać. 

Przez  chwil

ę  delektowała  się  jego  upajającym  zapachem.  Gdy  tym  razem 

delikatnie j

ą od siebie odsunął, nie miała mu tego za złe. 

– Musz

ę iść do niej – oznajmił. – Wrócę tu, jak tylko będzie to możliwe. 

–  Ostrym  tonem  zwróci

ł  się  teraz  do  Jenny:  –  Zastąp  Vicki  w  gipsowni,  a 

ona  niech  zaprowadzi  Erin  do  pokoju  dla  personelu  i  niech  z  ni

ą  tam 

zostanie. 

Jenny kiwn

ęła głową, ale nie ruszyła się z miejsca. Erin, ciągle opierając 

g

łowę  na  jego  piersi,  poczuła,  jak  wzbiera  w  nim  gniew  z  powodu 

opiesza

łości młodej pielęgniarki. 

– W tej chwili! – rykn

ął. 

– Id

ź już – szepnęła. Mimo że nigdy nie potrzebowała nikogo tak bardzo 

jak teraz Samuela, wiedzia

ła, że Anna potrzebuje go jeszcze bardziej. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

 

Czerwony  sekundnik 

ściennego  zegara  co  minutę,  mijając  dwunastkę, 

wydawa

ł  specyficzny  odgłos.  Jakie  to  dziwne,  pomyślała,  że  nie 

zauwa

żamy  tylu  rzeczy.  Tydzień  temu  kazała  kamerzyście  pilnie  filmować 

ten  sam  zegar,  potem  przez  siedem  kolejnych  dni,  montuj

ąc  materiał, 

wpatrywa

ła  się  weń,  aby  dopasować  czas  do  toczącej  się  akcji,  lecz 

dopiero  teraz  dotar

ło  do  niej,  jak  hałaśliwe  jest  to  urządzenie.  Może 

powinna  poleci

ć  Markowi,  by  nagrał  to  tykanie?  Czy  pani  Reed  również 

zwróci

ła uwagę, jak bezlitośnie powoli płynie czas? Czy to samo myślał syn 

pani  White,  czekaj

ąc,  aż  znajdzie  się  dla  niej  szpitalne  łóżko?  A  rodzice 

Jeremy'ego,  którzy  teraz  siedz

ą  przy  nim  i  czekają,  aż  odzyska 

przytomno

ść? 

Vicki,  oczywi

ście,  stanęła  na  wysokości  zadania.  Obeznana  ze 

smutkiem  oraz  zachowaniem  przera

żonych  rodzin,  była  bardzo  pomocna, 

gdy  Erin  musia

ła  odszukać  Jordana.  Okazało  się,  że  firma  wysłała  go  na 

konferencj

ę do Sydney. Z niemałym trudem opowiedziała mu, co się stało, 

tym bardziej 

że w jego głosie wyraźnie słyszała oskarżycielską nutę. 

By

ła  wdzięczna  Samuelowi  za  to,  że  oddał  ją  pod  opiekę  Vicki,  a 

zarazem  szcz

ęśliwa,  że  w  tym  szalonym  i  wspaniałym  miejscu  personel 

traktowa

ł ją jak swoją. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Ilekro

ć ktoś otwierał drzwi, Erin drgała nerwowo, spodziewając się złych 

wiadomo

ści  na  temat  Anny.  Zawsze  jednak  okazywało  się,  że  to  ktoś  z 

personelu,  kto  wpad

ł  wypić  kawę,  wypalić  papierosa  lub  poszperać  w 

swojej szafce. Gdy zacz

ęła schodzić się nocna zmiana, radosny, powitalny 

u

śmiech  zastygał na twarzach tych ludzi na wieść o przyczynie, jaka ją do 

nich sprowadzi

ła. W końcu do pokoju wszedł Samuel i zapadła cisza. 

Stan

ął  przed  nią,  a  ona  bała  się  spojrzeć  mu  w  oczy.  Gdy  wreszcie 

odwa

żyła  się  podnieść  na  niego  wzrok,  w  jego  oczach  dostrzegła  błysk 

nadziei, mimo 

że jego twarz była poważna. Anna żyje. 

–  Co  z  ni

ą?  –  zapytała,  ale  nie  uzyskała  odpowiedzi.  Samuel  objął  ją 

tylko i  na oczach  ca

łego oddziału poprowadził do swojego pokoju. Gdy już 

si

ę tam znaleźli, wziął ją  w ramiona, jakby chciał ją osłonić przed słowami, 

które za chwil

ę miała usłyszeć. 

–  Jej  stan  jest  bardzo  powa

żny.  Kiedy  ją  przywieziono,  ledwie 

oddycha

ła. Bardzo trudno było ją intubować. Miała zapadnięte jedno płuco. 

– Czy przyczyn

ą tego jest astma? 

–  Nie. Mog

ło to być skutkiem ataku. Musieliśmy ratować płuco. Dostała 

te

ż  hydrokortyzon,  który  działa  powoli,  oraz  kroplówkę  z  kilkoma  bardzo 

silnymi  lekami.  Czekamy,  a

ż  przygotują  dla  niej  łóżko  na  intensywnej 

terapii. Mo

że to trochę potrwać. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Czy  ona  umrze?  –  Zada

ła  to  straszne  pytanie,  wiedząc,  że  przy  nim 

potrafi  znie

ść  wszystko.  Poczuła  nieodpartą  chęć,  by  go  dotknąć,  i 

delikatnie  pog

ładziła  go  po  nieogolonym  policzku,  a  on  na  chwilę 

przytrzyma

ł  jej  dłoń,  przymknął  oczy  i  westchnął,  jakby  na  to  właśnie 

czeka

ł. 

Wiedzia

ła  już,  że  pomimo  muru,  który  pomiędzy  nimi  wzniósł,  pomimo 

okrutnego  zako

ńczenia ich  miłosnego  zbliżenia  i  setek pytań, na  które nie 

zna

ła odpowiedzi, Samuel potrzebuje jej tak jak ona jego. 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 10 

 

Przez  nast

ępnych  kilka  dni  miała  okazję  bardzo  dobrze  poznać 

poczekalni

ę  na  oddziale  intensywnej  opieki:  kran  z  ciepłą  wodą,  która 

kapa

ła,  jeśli  w  odpowiedni  sposób  nie  zakręciło  się  czerwonego  kurka, 

kanap

ę,  która  wyglądała  na  wygodną,  lecz  była  za  niska  i  nie  dało  się  na 

niej spa

ć, ponieważ człowiek budził się cały obolały. Znacznie wygodniejszy 

okaza

ł  się  skromnie  wyglądający  wyplatany  fotel.  Erin  przeczytała 

wszystkie  ulotki  na  temat  ró

żnych  rodzajów  pomocy  świadczonej  bliskim 

pacjentów  tego  oddzia

łu  i  wszystkie  stare  ilustrowane  magazyny.  Poznała 

tak

że bliżej matkę Jeremy'ego, zwłaszcza pewnej dramatycznej nocy, kiedy 

Jeremy o ma

ły włos nie przegrał ze śmiercią. 

Te  dni  sp

ędzone  w  szpitalu,  gdy  Anna  walczyła  o  życie,  pokazały  jej 

równie

ż, jak mało wie o Samuelu Donovanie. 

 

 – Jej stan si

ę poprawia. To dobrze. 

Samuel  w

łaśnie  wszedł  do  maleńkiego  pokoiku.  Położyła  palec  na 

wargach i gestem wskaza

ła na śpiącą matkę Jeremy'ego. 

– Mówisz „stan krytyczny, ale stabilny", „trzyma si

ę". To mi nic nie mówi. 

–  Rozmawiali  pó

łgłosem,  by  nie  przeszkadzać  starszej  pani.  –  Dopóki  się 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

nie obudzi i nie b

ędę mogła z nią rozmawiać, nie uwierzę, że wyzdrowieje. 

Jej  piel

ęgniarka  powiedziała  mi,  że  dzisiaj  zamierzacie  usunąć  jej  rurkę 

tracheotomijn

ą. Mam nadzieję, że nie będzie z tym problemów. 

Samuel bez s

łowa usiadł obok niej. 

– Przepraszam, 

że nie przyszedłem wcześniej. Miałem własne kłopoty. 

Pokiwa

ła głową. Była druga w nocy, a ona nie miała już siły bawić się w 

uprzejm

ą konwersację. 

– Jordan przyjecha

ł? – zapytał Samuel. 

– Jest u Anny. Twierdzi, 

że to przeze mnie – mówiła, zwiesiwszy głowę. 

Spodziewa

ła  się,  że  Samuel  zaprzeczy,  że powie: „Tak  ci się  wydaje", ale 

on nie powiedzia

ł nic takiego. 

– Dlaczego? 

Zaskoczy

ło ją to pytanie. 

–  Bo  si

ę  pokłóciłyśmy.  Kłóciłyśmy  się  przez  cały  tydzień.  –  Zawahała 

si

ę.  Nie  może  mu  wyjawić  przyczyny.  –  Jordan  uważa,  że  gdybym  nie 

wp

ędziła jej w stres, gdybym... 

Ciep

ła dłoń przykryła jej rękę. 

–  Równie  dobrze  móg

łby  mieć  pretensję  do  mnie.  Albo  nawet  do 

Jeremy'ego. 

–  Do Jeremy'ego?  –  Podnios

ła  na niego zdumione  spojrzenie. – Co  on 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

ma z tym wspólnego? 

Mocniej u

ścisnął jej palce. 

– Tyle samo co ty. Gdyby Jeremy nie jecha

ł za szybko, nie rozbiłby się o 

szpitaln

ą  bramę,  a  ja  przygnębiony  jego  tragicznym  stanem  nie 

przyjecha

łbym do ciebie do domu i nie kochalibyśmy się... może  wtedy nie 

pok

łóciłabyś się z Anną i może nic takiego by się nie wydarzyło. 

U

śmiechnęła się mimo woli. 

– Mo

że masz rację – rzekła powoli. 

–  Podejrzewam, 

że  Jordan  ma  potworne  wyrzuty  sumienia.  Był  w 

Sydney, gdy to si

ę stało. Wiedział, że od jakiegoś czasu Anna źle się czuje. 

Mo

że  to  on  powinien  coś  zrobić,  na  przykład  namówić  ją,  żeby  poszła  do 

lekarza? 

– Nie móg

ł tego przewidzieć. To nie jego wina. 

–  No  w

łaśnie.  Nikt  tu  nie  zawinił.  Taka  jest  prawda,  Erin.  Przyjemnie 

by

łoby móc myśleć, że panujemy nad swoim losem oraz losem innych, ale 

czasami  nie  mamy  na  to  wp

ływu.  Los  czy  przypadek,  nieważne  jak  to 

nazwiesz, zawsze wygrywa. Ka

żdy, kto przekracza próg urazówki, chciałby 

cofn

ąć  taśmę,  na  której  zarejestrowano  minione  dni  lub  godziny.  Żeby 

zrobi

ć coś, cokolwiek, co zmieniłoby bieg rzeczy. Każdy ma swoją historię. 

– Wiem, o czym mówisz. – Dozna

ła olśnienia. – Wcześniej, zanim to się 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

sta

ło...  kiedy  filmowaliśmy...  –  Patrzył,  jak  zaróżowiły  się  jej  policzki,  jak 

wraca  jej  energia.  –  To  samo  sobie  wtedy  pomy

ślałam.  Że  to  jest  jak  w 

kalejdoskopie...  –  Pos

łała  mu  nieśmiały  uśmiech.  –  Wiem,  że  uznasz,  że 

zwariowa

łam, ale chcę zostać pielęgniarką. 

–  B

ędziesz  wspaniała  w  tej  roli.  Kiedy  o  tym  pomyślałaś?  –  dopytywał 

si

ę poważnie. 

–  Nie  bardzo  wiem,  ale  pobyt  w  szpitalu  odegra

ł  istotną  rolę.  Mojej 

obecnej  pracy  brakuje  dramaturgii,  której  tak  bardzo  potrzebuj

ę,  mimo  że 

brzmi  to  cynicznie.  Nie  chodzi  o  to, 

że  lubię  patrzeć  na  cierpienie. 

Fascynuje mnie to, co tu si

ę robi. Wasza praca ma sens, coś zmienia. 

–  To  nie

łatwe  zadanie.  Będziesz  musiała  zrezygnować  z  wielu  rzeczy, 

cofn

ąć się na pozycję uczennicy. Czy sądzisz, że to potrafisz? 

–  Nie  wiem  –  przyzna

ła.  –  Chciałabym  wierzyć,  że  dobra  materialne 

niewiele  dla  mnie  znacz

ą,  ale,  jak  mi  to  sam  wytknąłeś,  pieniądze  nie  są 

wa

żne,  kiedy  się  je  ma.  Jeśli  spłacę  Annie  jej  połowę  domu,  będę  biedna 

jak  ka

żdy  student.  Nie  brzmi  to  zachęcająco,  kiedy  ma  się  prawie 

trzydzie

ści lat. 

– Wobec tego  sprzedaj go.  My

ślę, że rodzice nie mieliby nic przeciwko 

temu, 

żebyś  realizowała  swoje  marzenia.  Jeśli  go  sprzedasz,  będziesz 

mog

ła podjąć studia.  Stać cię  będzie  także  na  własny  dom,  chociaż  nieco 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

mniejszy  ni

ż ten,  w którym teraz mieszkasz. Mogłabyś to potraktować jako 

prezent  od  nich.  Nawet  po 

śmierci  się  tobą  opiekują.  Wszyscy  rodzice 

chcieliby  móc  pomaga

ć  swoim  dzieciom  w  realizacji  ich  marzeń.  Anna  i 

Jordan  b

ędą  mieli swój domek ogrodzony płotkiem z białych sztachetek, a 

ty pójdziesz za g

łosem serca. Uważam, że byłabyś wspaniałą pielęgniarką. 

Upi

ła trochę kawy. 

– Zimna. – Skrzywi

ła się. Z dużym wysiłkiem podjęła przerwany wątek. – 

To  nie  dlatego 

że  chcę  cię  prześladować  czy  nękać.  Nie  chcę,  żebyś 

my

ślał, że rozważam możliwość zmiany zawodu, żeby być bliżej ciebie. 

– Nie cierpi

ę na aż taki przerost ego. Po co mi to wszystko mówisz? 

By

ł szczerze zdziwiony. Podniosła wzrok i po raz pierwszy przyjrzała mu 

si

ę  dokładnie.  Miał  na  sobie  dżinsy  i  zwyczajny  T-shirt,  ale  mimo  tego 

swobodnego  ubioru  wcale  nie  wygl

ądał  na  odprężonego.  Zauważyła  też 

podkr

ążone oczy i nieuczesane włosy. 

–  Poniewa

ż  okazało  się,  że  ta  jedna  wspólna  noc  znaczy  dla  mnie 

wszystko, a dla ciebie nic. Wi

ęc mogłabym chcieć to przedłużyć. 

Do tej pory mocno trzyma

ł ją za rękę, ale teraz cofnął dłoń. 

– Przesta

ń. 

–  Dlaczego?  Przykro  mi, 

że  jestem  taka  staroświecka  i  nie  potrafię 

uzna

ć, że nic się nie stało. Sprawiłeś mi przykrość i upokorzyłeś mnie... 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Zerwa

ł się na równe nogi i podszedł do okna. 

–  Nie  mia

łem  takiego  zamiaru.  I  nie  mów,  że  cię  upokorzyłem.  Oboje 

wiemy, 

że  tak  nie  było.  –  Wzburzony,  odwrócił  się  w  jej  stronę.  –  Jesteś 

najpi

ękniejszą, najcieplejszą, najbardziej kochającą kobietą, jaką do tej pory 

spotka

łem. Nigdy nie przestanę cię pragnąć. Uwierz mi, proszę. Nie czuj się 

upokorzona  tym,  co  zrobili

śmy.  –  Ponownie  odwrócił  się  do  niej  plecami. 

Widzia

ła, z jakim trudem dobiera słowa. – Robię to dla twojego dobra. Nie 

oczekuj

ę, że to zrozumiesz, ale proszę cię, żebyś mi uwierzyła. Nie jestem 

dla ciebie. 

– Jak mo

żesz tak mówić? Skąd wiesz, kto jest dla mnie? 

–  Musisz  i

ść  dalej,  to  już  się  nie  powtórzy.  Nie  możemy  być  razem. 

Prosz

ę, nie zawracaj sobie tym głowy. 

Jak  zareagowa

ć?  Nie  zostawił  jej  ani  kawałka  pola  do  manewru. 

Siedzia

ła,  wpatrując  się  w  zimną  kawę  i  słuchając  irytującego  tykania 

zegara. 

–  Dzisiaj  b

ędzie  emitowany  nasz  reportaż  –  odezwała  się  po  dłuższej 

chwili.  –  Przyjd

ą  wszystkie  dziewczyny  z  nagłych  wypadków.  Z 

szampanem. Obieca

łam, że zejdę obejrzeć go razem z nimi, jeśli stan Anny 

b

ędzie  stabilny.  Przyjdziesz?  –  Mówiła  beznamiętnym  tonem,  mimo  że  w 

ka

żdym słowie wyczuwało się chęć powiedzenia czegoś innego. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Poka

żesz puste szpitalne łóżka? 

Milcza

ła. 

– Nie mia

łbym ci tego za złe. 

– Sk

ąd o tym wiesz? 

– O niewielu rzeczach nie wiem. 

Wsta

ła i wylała resztę kawy do zlewu. 

–  Nie  poka

żę.  Udało  mi  się  Markowi  to  wyperswadować.  Czy  wobec 

tego przyjdziesz? 

Wpatrywa

ł się w nią. Miała ochotę rzucić mu się w ramiona, lecz zamiast 

tego spokojnie wytrzyma

ła jego wzrok. 

– Pójd

ę już – powiedział w końcu. – Jest mi bardzo przykro, że cierpisz. 

Naprawd

ę. 

 

Promienie  s

łońca  sączyły  się  przez  cienkie  zasłony,  gdy  poranne 

porz

ądki w poczekalni obudziły Erin i panią Foster. Siostra dyżurna powitała 

je radosnym u

śmiechem. 

– Mam dobre wiadomo

ści. 

Obydwie  spojrza

ły  na  nią  z  nadzieją  w  oczach.  Mimo  że  każda 

spodziewa

ła  się,  że  pozytywne  wieści  dotyczyć  będą  właśnie  jej  bliskiej 

osoby, trzyma

ły się za ręce, gotowe cieszyć się radością tej drugiej. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Dla  obu  –  wyja

śniła  pielęgniarka.  –  Stan  pani  syna  się  ustabilizował. 

Anestezjolog  usunie  dzisiaj  rurk

ę tracheotomijną. To już  wprawdzie trzecia 

próba,  ale  dzisiaj  doktor  Foster  wygl

ąda  znacznie  lepiej.  –  Zwróciła  się 

teraz  do  Erin.  –  Annie  usuni

ęto  już  rurkę.  –  Gestem  uciszyła  Erin.  –  Jest 

nadal bardzo senna i przez ca

ły czas musimy ją pilnować. Jordan jest teraz 

u  niej.  Za  chwil

ę  ją  umyjemy  i  wtedy  będziesz  mogła  się  z  nią  zobaczyć. 

Jak tylko to b

ędzie możliwe, przyjdę po panią, pani Foster. 

–  A  nie  mówi

łam,  że  wszystko  lepiej  wygląda  o  poranku  –  szepnęła 

przez 

łzy matka Jeremy'ego. 

–  To  prawda.  Prosz

ę  mu  ode  mnie  przekazać,  że  zostanie  gwiazdą 

telewizyjn

ą. 

Starsza pani otar

ła łzy koronkową chusteczką. 

–  Zadzwoni

ę  do  znajomych  i  poproszę,  żeby  nagrali  ten  reportaż.  Nie 

wybaczy

łby mi, gdybym to przeoczyła. 

– Jestem pewna, 

że uda mi się załatwić dla niego gratisową kasetę. 

–  Jak  tylko  mu  si

ę  polepszy,  spróbuję  przemówić  mu  do  rozumu. 

Ch

łopak  jest  po  trzydziestce,  więc  powinien  się  ustatkować,  znaleźć  sobie 

jak

ąś  sympatyczną  dziewczynę  i  dać  mi  wnuki,  żebym  mogła  nimi  się 

opiekowa

ć, zamiast nim. 

–  Dobrze  mu  zrobi  takie  kazanie.  A  je

śli  nie  zechce  pani słuchać, to ja 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

si

ę z nim rozprawię. Przez niego mam pierwsze siwe włosy. Nie żartuję. 

Pomimo  radosnego  nastroju  obydwie  zdawa

ły sobie  sprawę,  że  los  się 

do  nich  u

śmiechnął:  ich  bliscy  opuszczą  intensywną  terapię.  Dla  innych 

wszystko ko

ńczyło się w tym nijakim pokoju. 

Anna by

ła bardzo słaba, mimo że jej stan szybko się poprawiał. Erin nie 

potrafi

ła ukryć zdziwienia na wieść, że po południu ma być przewieziona na 

oddzia

ł ogólny. 

– Tak szybko? Chyba nadal potrzebuje nebulizatora. Poza tym wygl

ąda 

bardzo mizernie. 

– Te

ż wolelibyśmy zrobić to trochę później – tłumaczyła się pielęgniarka 

– ale potrzebujemy tego 

łóżka dla pacjenta, który wymaga wentylacji. Anna 

dostanie specjalne miejsce, które stale jest obserwowane. 

Erin  nie  mia

ła  nic  do  powiedzenia.  Annę  przewieziono  do 

sze

ścioosobowej  sali.  Była  tam  najmłodszą  pacjentką.  Gdy  się  tam 

znalaz

ła, cztery kobiety leżały spokojnie. Piąta, pomimo dziwnych drgawek i 

nieskoordynowanych ruchów, uwa

żnie obserwowała nowo przybyłych. Gdy 

Erin  u

śmiechnęła  się  do  niej,  kobieta  nie  przestała  trzepotać  rękami. 

Wykrzywi

ła wargi w grymasie, jakby chciała coś powiedzieć. 

Piel

ęgniarki  zaciągnęły  zasłony  wokół  Anny.  Jordan  wyszedł  z  sali,  by 

gdzie

ś  zatelefonować,  więc  Erin  stała  z  boku,  nieco  skrępowana  i 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

zaskoczona  ilo

ścią aparatury,  jaką  zgromadzono  wokół  Anny  w  ciągu  tych 

paru dni. 

Nagle przera

żający wrzask przeszył powietrze. 

–  Zaraz  do  ciebie  przyjd

ę,  Patty!  –  zawołała  przez  zasłonkę  jedna  z 

piel

ęgniarek. 

Kobieta  uporczywie  wpatrywa

ła  się  w  Erin,  więc  ta  nieśmiało  podeszła 

do jej 

łóżka. 

–  Witaj,  Patty.  Mam  na  imi

ę  Erin.  Pielęgniarki  układają  na  łóżku  moją 

siostr

ę.  –  Nie  wiadomo,  ile  z  tego  Patty  zrozumiała,  lecz  wyraźnie  się 

uspokoi

ła  i  przestała  krzyczeć.  Nie  ustały  tylko  te  dziwne,  uporczywe 

drgawki. 

 

Z pomoc

ą Jordana Erin doszła, co się stało. Samuel miał rację: Anna już 

jaki

ś  czas  temu  powinna  była  udać  się  do  lekarza.  Jordan  namówił  ją  na 

wizyt

ę tamtego dnia rano. Gdy już wyjechał na lotnisko, dowiedziała się, że 

mo

że zapisać się dopiero na popołudnie, więc postanowiła pójść do pracy, 

gdzie  poczu

ła  się  bardzo  źle.  Wzięła  taksówkę  i  wróciła  do  domu.  Reszta 

pozostawa

ła  w  sferze  domysłów.  Czy  przyjechała  do  domu  po  nowy 

inhalator?  Dlaczego  od  razu  nie  u

żyła  nebulizatora?  Dlaczego  nie  uparła 

si

ę  na  wcześniejszą  godzinę  u  lekarza,  albo  dlaczego  nie  zadzwoniła  po 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

karetk

ę? 

Przychodzi

ło  im  do  głowy  mnóstwo  pytań,  ale  Anna jeszcze nie  była  w 

stanie  zaspokoi

ć  ich  ciekawości.  Nikt  już  nie  pamiętał  o  kłótni  między 

siostrami. Nawet Jordan zdoby

ł się na powściągliwe przeprosiny. 

–  Nies

łusznie  cię  obwiniałem  –  powiedział,  gdy  siedzieli  przy  łóżku 

Anny,  która  spa

ła.  Ciągle  była  podłączona  do  niezliczonych  rurek  i 

kroplówek,  a  jej  twarz  zas

łaniała  maska  tlenowa.  Wyglądała  jednak 

zdecydowanie  lepiej  ni

ż  na  oddziale  intensywnej  opieki.  –  Do  wszystkich 

mia

łem pretensję oprócz siebie – wyznał. – Powinienem był sam zawieźć ją 

do lekarza. Kolejny raz Sam si

ę nie mylił. 

– Nikt tutaj nie zawini

ł. Cieszmy się, że to już za nami. 

–  Pora  na  fizjoterapi

ę –  oznajmiła  Heather, która nagle  zjawiła się  przy 

łóżku. 

– Szkoda j

ą budzić. Musi być strasznie zmęczona. – Erin popatrzyła na 

siostr

ę. 

– Przyda si

ę jej. To nie potrwa długo – zapewniła ją Heather. 

– Pójd

ę na kawę. Idziesz ze mną? – zagadnął Jordan. 

– Nigdy w 

życiu nie wypiłam tyle kawy. Poczekam w pokoju dziennym. 

Zanim  wysz

ła  z  sali,  zatrzymała  ją  Jane,  pielęgniarka,  która  właśnie 

karmi

ła Patty. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Dzwoni

ła Fay z nagłych wypadków. Kazała ci przekazać, żebyś się nie 

ba

ła  i  zeszła  do  nich  wieczorem.  –  Wszyscy  już  wiedzieli  o  programie  i 

wsz

ędzie zadawano jej pytania. 

– To zale

ży od tego, jaka poczuję się odważna. – Erin roześmiała się. – 

Dziewczynom  z  urazówki  lepiej  si

ę  nie  narażać.  Może  lepiej  będzie,  jak 

obejrz

ę ten reportaż w domowym zaciszu. 

Rozleg

ł się dzwonek, którym jakiś pacjent wzywał dyżurną pielęgniarkę. 

Jane szuka

ła wzrokiem koleżanek. 

– My

ślę, że mogę... 

Drugi dzwonek. Piel

ęgniarka uśmiechnęła się przepraszająco do Patty. 

– Cz

ęść dziewczyn poszła na lunch, a inne są zajęte. Przepraszam cię, 

Patty, ale musz

ę tam pobiec. 

Z piersi pacjentki wydoby

ł się żałosny krzyk. 

– Pokarmi

ę ją, dopóki nie wrócisz – zaproponowała Erin. 

–  Jeste

ś  pewna?  Patty  ma  trudności  z  przełykaniem.  Karm  ją  bardzo 

powoli. Zaraz wracam. 

Erin si

ęgnęła po miseczkę. 

– Miej do mnie cierpliwo

ść, Patty. Dopiero się uczę. 

Posi

łek  trwał  długo.  Przy  okazji  połowa  została  rozchlapana.  Ale  gdy 

miseczka  by

ła  już  pusta,  Erin  i  Patty  zdążyły  się  zaprzyjaźnić.  Erin 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

zauwa

żyła,  że  starsza  pani  robi  się  spokojniejsza,  gdy  się  do  niej  mówi, 

wobec  tego  papla

ła  cały  czas  o  wszystkich  i  o  wszystkim,  nawet  o 

ziemniaczanym puree. 

–  Co  ty  tu  robisz?  –  Omal  nie  upu

ściła  miseczki  na  dźwięk 

zagniewanego g

łosu Samuela. 

–  Jane  zosta

ła  wezwana przez  pacjenta,  a  Patty  była  głodna.  Najpierw 

zapyta

łam  Jane.  Miałam  pozwolić,  żeby  starsza  pani  siedziała  głodna?  – 

Patrzy

ła  na  niego  wojowniczo.  –  Poza  tym  nie  jesteśmy  na  twoim 

ukochanym oddziale, wi

ęc nie masz prawa mnie stąd wyrzucić – dodała. 

Mia

ł  to  być  żart.  Nigdy  w  życiu  nie  spodziewała  się  tego,  co  nastąpiło 

dalej. 

–  Nie  jeste

śmy  wprawdzie  na  moim  oddziale,  za  to  tak  się  składa,  że 

karmisz  moj

ą matkę. Mam  zatem prawo  zapytać, co  tu robisz.  –  Podszedł 

do 

łóżka, pocałował Patty w policzek i przysunął sobie krzesło. 

–  Patty jest twoj

ą matką... – Oniemiała. – Przepraszam, nie  wiedziałam 

– wyj

ąkała. 

Nie  zwraca

ł  na  nią  uwagi.  Otworzył  szafkę,  wyjął  stamtąd  gazetę, 

pogrzeba

ł w kieszeniach i położył na półeczce dolara. 

–  Dziewczyny  kupuj

ą  mi  gazetę  –  wyjaśnił.  –  Przepraszam,  że 

podnios

łem na ciebie głos. To ładnie, że ją nakarmiłaś. Ona lubi jeść. Ach, 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

mama  ma  na  imi

ę  Patricia,  nie  Patty.  Już im to sto  razy powtarzałem.  Nie 

lubi  tego  zdrobnienia.  –  Energicznym  ruchem  otworzy

ł  gazetę  na 

kolumnach  sportowych,  ale  na  jego  twarzy  malowa

ł  się  smutek.  – 

Przynajmniej kiedy

ś go nie lubiła. 

Czas  wlók

ł  się  niemiłosiernie.  Obecność  Samuela  w  tym  samym 

pomieszczeniu  trzyma

ła  Erin  w  ciągłym  napięciu.  Już  dawno  przeczytała 

wszystkie pisma, jakie da

ły jej pielęgniarki, Anna spała spokojnie tuż obok, 

a Samuel w ogóle nie zwraca

ł na nią uwagi. Przeczytał gazetę od deski do 

deski,  czasami  tylko  przerywaj

ąc,  aby  zacytować  matce  jakieś  zabawne 

sformu

łowanie  lub  opowiedzieć  jej  o  ciekawym  wydarzeniu.  Patricia 

wyra

źnie się  uspokoiła  w obecności  syna, a  pod  wieczór nawet zapadła  w 

drzemk

ę.  Zerkając  sponad  swojej  lektury,  Erin  zauważyła,  że  we  śnie 

wszelkie  mimowolne  ruchy  chorej  zupe

łnie  zanikły.  Wyglądała  teraz  po 

prostu jak kobieta w podesz

łym wieku, która ucięła sobie drzemkę. 

Samuel zauwa

żył, że Erin ją obserwuje. 

– Mama 

śpi. Przejdę się. Idziesz ze mną? 

Zgodzi

ła  się,  lecz  uznała  za  stosowne  poinformować  o  tym  Jordana. 

Przysz

ły szwagier mrugnął do niej porozumiewawczo i uśmiechnął się. 

– Nie musisz si

ę spieszyć. Nigdzie nie wychodzimy. 

– Wobec tego mogliby

śmy coś zjeść – skonstatował Sam ku jej radości. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Co

ś panu przynieść? 

Żywiąc się przez kilka dni kanapkami z folii, nawet osobnik o najbardziej 

wyszukanych manierach zmienia swoje upodobania. 

–  Normalnie  bym  podzi

ękował.  Ale  prawdę  mówiąc,  konam  z  głodu. 

Prosz

ę coś dla mnie wybrać. Zjem nawet tofu. 

–  Zobaczymy,  co  da  si

ę  zrobić.  –  Samuel  się  roześmiał.  Po  chwili  szli 

ulic

ą w blasku zachodzącego słońca. 

– Jordan wyda

ł mi się całkiem sympatyczny – zauważył. 

–  Jest bez  zarzutu.  Zdaje  si

ę,  że go nie doceniałam.  Nie jest taki  zły.  – 

Wyj

ęła z torby okulary słoneczne. 

– Blisko

ść śmierci potrafi poruszyć nawet nijaką osobowość. 

Szli  w  milczeniu.  Od  czasu  do  czasu  Sam  ujmowa

ł  jej  łokieć,  aby 

poprowadzi

ć  ją  w  kolejną  boczną  uliczkę.  Było  jej  obojętne,  dokąd  idą. 

Wystarcza

ła jej jego obecność. 

– Jeste

śmy na miejscu. 

Skr

ęcili  w  Beach  Road.  Przy  stolikach  przed  pubami  i  kafejkami 

siedzia

ło mnóstwo gości. Samuel wszedł do jednego z eleganckich barów i 

bez namys

łu ruszył na piętro. 

–  Dobry  wieczór,  doktorze  –  powita

ła  go  kelnerka,  uważnie  lustrując 

Erin. – Tam gdzie zawsze? 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Poprowadzi

ła ich do stolika na tarasie i podała menu. 

– Co

ś do picia? 

– Dla mnie piwo. O, przepraszam, czego ty si

ę napijesz? 

– Poprosz

ę dżin z tonikiem. – Erin uważnie czytała kartę dań. Gdy rano 

modli

ły się wraz z panią Foster za swoich bliskich, nie myślała, że ten dzień 

b

ędzie miał takie piękne zakończenie. 

Samuel zamówi

ł talerz owoców morza, a Erin kluseczki z sosem z dyni, 

specjalno

ść kuchni włoskiej. 

–  Musimy  te

ż nakarmić przyjaciela, który  został w  szpitalu – zwrócił się 

Samuel do kelnerki. – Dla niego, na  wynos, poprosz

ę pikantnego kurczaka 

z ry

żem. 

Przed  nimi  po

łyskiwała  zatoka,  po  której  sunęły  jachty  powracające  do 

przystani. Woda  wydawa

ła  się tak  blisko,  że  Erin miała  ochotę  dotknąć jej 

przez  balustrad

ę. Wymarzone  miejsce  na romantyczną kolację  z idealnym 

m

ężczyzną, pomyślała. Z jego spojrzenia jednak wyczytała, że nie w głowie 

mu takie pomys

ły. 

– Chyba jeste

ś tu stałym gościem, skoro masz własny stolik. 

Wypi

ł łyk piwa. 

– Lubi

ę tu przychodzić, kiedy mam dyżur przez cały weekend, ale wtedy 

zamawiam sok pomara

ńczowy. Tu się dobrze odpoczywa. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– To znaczy, 

że dzisiaj nie jesteś na dyżurze. – Wskazała na szklankę z 

piwem. 

– Wzi

ąłem kilka tygodni wolnego. 

– Urlop. Nale

ży ci się, zwłaszcza teraz, kiedy mama zachorowała. 

–  To  jest  urlop  na  opiek

ę  nad  umierającym,  Erin.  –  Dostrzegł 

przera

żenie  w  jej  oczach.  –  Mama  jest  w  szpitalu  od  kilku  dni,  ponieważ 

umiera. 

Chcia

ła  coś  powiedzieć,  ale  dzięki  Bogu,  zjawiła  się  kelnerka  z 

pieczywem z zio

łami i ogromną salaterką sałaty. 

Gdy  dziewczyna  odesz

ła,  Erin,  posłuszna  swojemu  niezawodnemu 

instynktowi, przykry

ła dłonią jego rękę. 

–  Tak  mi  przykro.  –  Zabra

ła  dłoń,  ponieważ  kelnerka  już  niosła 

zamówione przez nich potrawy. 

Jedli w milczeniu. Po sko

ńczonym posiłku pierwszy odezwał się Samuel. 

– Mama jest chora na pl

ąsawicę. Słyszałaś o czymś takim? 

– Nie. 

–  Chcia

łem  ci  o  tym  powiedzieć,  naprawdę,  ale  nie  mogłem  się  na  to 

zdoby

ć.  Nigdy  nie  wiadomo,  kiedy  jest  odpowiedni  moment  na  taką 

informacj

ę.  –  Westchnął,  a  ona  zorientowała  się,  że  to  dopiero  początek 

z

łych  wieści.  –  Pląsawica  jest  chorobą  przewlekłą.  Każdy  przypadek  jest 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

inny,  ale  objawy  zazwyczaj  pojawiaj

ą  się  u  osób  w  średnim  wieku.  –  Na 

pocz

ątku mówił rzeczowym, beznamiętnym tonem, jak przystało na lekarza, 

lecz w miar

ę tego monologu jego twarz stawała się coraz bardziej posępna. 

–  Nieuniknion

ą  konsekwencją  jest  śmierć,  a  okres,  który  ją  poprzedza,  to 

istne piek

ło. Patrzę, jak moja matka z pełnej werwy kobiety zamienia się w 

warzywo.  Patrzy

łem,  jak  ojciec,  wyczerpany  doglądaniem  jej,  umierał,  bo 

mu  dos

łownie  pękło  serce.  A najzabawniejsze jest  to,  że  będąc  lekarzem, 

od samego pocz

ątku wiem, co mnie czeka. 

Nie zrozumia

ła, co miał na myśli. 

– Pl

ąsawica jest dziedziczna – oznajmił. 

Serce  si

ę  jej  ścisnęło  na  myśl,  że  ta  straszliwa  choroba  mogłaby 

stopniowo  niszczy

ć  tak  inteligentny,  wspaniały  umysł.  Zamiast  głośno 

zaprotestowa

ć  przeciwko  takiej  niesprawiedliwości  losu,  na  co  miała 

ochot

ę,  wypiła  łyk  dżinu,  czując,  że  najpierw  powinna  pozwolić  Samowi 

mówi

ć, dowiedzieć się, co czuje. Uznała, że dopiero wtedy będzie w stanie 

w pe

łni zrozumieć problem. 

–  Byli

śmy świeżo po ślubie, kiedy się o tym  dowiedziałem. Frances też 

by

ła  lekarzem,  więc  wiedziała  to  samo co ja.  Początkowo  wspierała  mnie, 

stara

ła  się  mi  pomóc,  ale  strachu  nie  da  się  ukryć.  Chciała,  żebym  zrobił 

badania. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– S

ą testy, które to wykazują? – Pochwyciła pierwszy promyk nadziei. – 

To znaczy, 

że nie zawsze się to dziedziczy? 

– W po

łowie przypadków. Albo ma się ten gen, albo nie. Jeśli się go nie 

ma,  mo

żna  żyć  spokojnie,  mieć  dzieci  i  nie  obawiać  się,  że  się  go  im 

przeka

że. Jeśli się go odziedziczy, sprawa jest beznadziejna. – Słuchała go 

z zapartym tchem. – Nie zrobi

łem tych badań. – Zawiesił głos. – Z początku 

Frances  pochwala

ła  moją  decyzję.  Należało  skoncentrować  się  na 

pomaganiu  mamie  i  tacie  oraz  na  tym, 

żeby  prowadzić  jak  najbardziej 

normalne 

życie.  Uparłem  się  jedynie,  że  nie  będziemy  mieć  dzieci. 

Wyobra

żałem sobie, że mogę żyć ze świadomością ryzyka, ale czułem, że 

nie  mog

ę  na  to  narażać  mojego  potomstwa.  Poddałem  się  wasektomii. 

Wierzy

łem  wtedy,  że  jest  to  jedynie  słuszne  posunięcie.  Nasze  życie 

pozornie uk

ładało się normalnie. 

– Odesz

ła? 

–  Nie  mog

ła  sobie  z  tym  poradzić.  Nigdy  nie  miałem  do  niej  o  to  żalu. 

Pl

ąsawica  przerasta  przysięgę:  „w  zdrowiu  i  chorobie".  Po  śmierci  taty 

poczu

łem, że dojrzałem do tego, aby poznać prawdę. Zrobiłem badanie rok 

temu. 

Omal  si

ę nie rozpłakała,  wyobrażając sobie, przez co  musiał  przejść,  a 

tak

że ze strachu, co za chwilę usłyszy. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Test wypad

ł negatywnie. 

– Nie jeste

ś nosicielem tego genu! 

–  Ale  jestem  po  wasektomii,  Erin.  Nawet  najlepszy  chirurg  nie  da  mi 

gwarancji, 

że będę miał dzieci. Czy teraz rozumiesz, że byłbym nieuczciwy, 

gdybym si

ę z tobą związał? 

Lecz Erin by

ła w siódmym niebie. 

–  Poradzimy  sobie  –  zapewni

ła go.  –  Pragnę  przede  wszystkim ciebie. 

Od  chwili,  kiedy  ujrza

łam  cię  po  raz  pierwszy.  Dzieci  to  jeszcze  nie 

wszystko. 

– Mo

że nie w tej chwili – odparł rzeczowo. – Widziałem, jak patrzyłaś na 

córeczk

ę pani Grayson. Nie mogę się z tobą ożenić, wiedząc, że mogę nie 

móc  zosta

ć  ojcem  twoich  dzieci.  Nie  mam  prawa  pozbawiać  cię  radości 

macierzy

ństwa. 

– Mo

żemy je adoptować albo spróbować sztucznego zapłodnienia. Jeśli 

si

ę zdecydujemy, mamy parę możliwości do wyboru. Ale w tej chwili to nie 

jest istotne. 

– 

Łatwo ci mówić, że teraz to jest nieważne. Pamiętaj, że już jedno moje 

ma

łżeństwo się rozpadło. Nie chcę przez to przechodzić po raz drugi. 

–  O  nie.  –  Powiedzia

ła  to  tak  głośno,  że  paru  gości  przy  sąsiednich 

stolikach podnios

ło głowy znad talerzy. – To nie tak. – Zniżyła głos. – Twoje 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

pierwsze  ma

łżeństwo  się  rozpadło,  ponieważ  twoja  żona  nie  kochała  cię 

wystarczaj

ąco  mocno.  Nie  chciała  być  przy  tobie  w  trudnych  chwilach. 

Choroba by

ła tylko pretekstem. Ten związek prędzej czy później i tak by się 

rozpad

ł. 

–  To  nie  jest  takie  pewne.  Nie  b

ądź  dla  niej  taka  surowa.  To  jest 

naprawd

ę  potworna  choroba.  Czy  chcesz  powiedzieć,  że  gdybym 

powiedzia

ł ci, że test wypadł pozytywnie, nadal byś tu ze mną siedziała? 

– Oczywi

ście – odparła bez chwili namysłu. 

Samuel jednak jej nie dowierza

ł. 

–  Mo

że  do  końca  tej  kolacji,  przez  tydzień  albo  dwa.  Ale  potem 

pobieg

łabyś do biblioteki, gdzie dowiedziałabyś się, w co się pakujesz. 

– I uwa

żasz, że wtedy bym cię opuściła? 

– Nie ma o czym mówi

ć. Nie jestem chory. 

–  Ale

ż jest. To bardzo  ważne. A czy ty opuściłbyś mnie,  gdyby role się 

odwróci

ły? 

– Jasne, 

że nie. To zrozumiałe. 

– Wi

ęc dlaczego ja miałabym zostawić cię samego? 

Zamy

ślił się. 

–  Poniewa

ż zasługujesz na kogoś lepszego. Już ci wcześniej mówiłem, 

że nie jestem materiałem na męża. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  I  nie  zamierzasz  zmieni

ć  zdania?  Po  tym,  co  sobie  powiedzieliśmy? 

Wiedz

ąc,  co  do  siebie  czujemy,  nadal  będziesz  obstawał  przy  swoim?  – 

Pomy

ślała,  że  oszaleje  z  rozpaczy,  ponieważ  Samuel  powoli,  lecz 

stanowczo  pokiwa

ł  głową.  –  Może  masz  rację.  Może  zasługuję  na  kogoś 

lepszego.  Kogo

ś,  kto  będzie  mnie  kochał  i  zaufa  mi,  że  nigdy  go  nie 

opuszcz

ę.  Wydawało  mi  się,  że  nareszcie  poznałam  mężczyznę  moich 

marze

ń.  Długo  na  to  czekałam,  uwierz  mi.  Ubzdurałam  sobie,  że 

odwzajemni moje uczucie, 

że pokocha mnie tak samo bezgranicznie jak ja 

jego, 

że  razem  będziemy  pokonywać  różne  przeszkody  i  rozwiązywać 

problemy.  Nie  tylko  ty  je  masz.  Ka

żdy  je  ma.  Jeśli  do  tego  stopnia  nie 

wierzysz w moj

ą miłość, w to, że potrafię wytrwać przy tobie niezależnie od 

sytuacji, to chyba rzeczywi

ście nie powinniśmy kontynuować tej rozmowy... 

Podesz

ła kelnerka z rachunkiem i sporą paczuszką. 

–  To  jest  kurczak  na  wynos.  Czy  poda

ć  coś  do  picia?  Erin  wstała, 

zabieraj

ąc ze stołu torbę. 

– Ja ju

ż dziękuję, ale doktor Donovan chętnie wypije jeszcze jedno piwo. 

Gdy kelnerka odesz

ła, Samuel podniósł się z miejsca. 

– Usi

ądź, Erin. Weź coś do picia. Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać. 

– Rozmawiamy od dawna – oznajmi

ła stanowczym tonem. – Wracam do 

szpitala.  Za  godzin

ę  zaczyna  się  mój  program.  Obiecałam  ludziom  z 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

nag

łych wypadków, że obejrzę go razem z nimi. – Zniżyła głos. – Ponieważ 

uwa

żasz, że jestem idiotką, której zależy tylko na twoim ciele i pieniądzach, 

zachowam si

ę zgodnie z twoimi oczekiwaniami: możesz za mnie zapłacić. 

– O czym ty mówisz? 

–  Je

śli  nie  wierzysz  w  moją  miłość,  to  co  ja  tu  robię?  Trzymała  się 

dzielnie a

ż do Beach  Road. Dopiero tam się rozpłakała. Jeszcze nigdy nie 

by

ła  taka  nieszczęśliwa.  Prawie  biegła,  nie  zwracając  uwagi  na  zdziwione 

spojrzenia  mijaj

ących  ją  przechodniów.  Ta  przeklęta  choroba  zniszczyła 

życie tylu ludziom, a teraz rujnuje jej życie, bo ona nikogo innego już nigdy 

nie pokocha. 

 

Jordan taktownie nie zauwa

żył jej zaczerwienionych oczu, gdy podawała 

mu torb

ę. 

–  B

ędę  na  oddziale  nagłych  wypadków.  A  potem  chyba  pojadę  do 

domu. Zostajesz tu na noc? 

–  Jeszcze  nie  wiem.  Dy

żurna  pielęgniarka  nie  była  zachwycona  tym 

pomys

łem  i  powiedziała,  że  musi  się  zastanowić.  Annę  dopiero  co 

przeniesiono z oddzia

łu intensywnej opieki. Mógłbym się przespać w pokoju 

dziennym. Nie chcia

łbym zostawiać jej samej. 

– Dobry z ciebie ch

łopak – rzekła półgłosem. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Spojrza

ł na nią sponad kurczaka z ryżem. 

–  Naprawd

ę  tak  myślisz?  –  Opinia  Erin  zdawała  się  być  dla  niego 

bardzo wa

żna. 

– Oczywi

ście. Macie szczęście, że jesteście razem. 

Przechodz

ąc  przez  salę,  zatrzymała  się  przy  łóżku  Patricii.  Teraz 

dostrzega

ła  podobieństwo  między  starszą  panią  i  Samuelem.  Oboje  mieli 

wydatne  ko

ści  policzkowe  i  prosty  nos.  Przez  co  ta  kobieta  musiała 

przej

ść...  Przez  tyle  lat  żyła  ze  świadomością,  że  mogła  przekazać  tę 

potworn

ą  chorobę  własnemu  synowi.  Czy  była  jeszcze  na  tyle  zdrowa,  by 

zrozumie

ć wynik badania, jakiemu poddał się Sam? 

– Nie martw si

ę, Patricio. – Przysiadła na łóżku. – Zaopiekuję się nim. – 

Westchn

ęła. – Jeśli mi pozwoli. 

–  Powiedzia

ł  ci?  –  Fay  była  zdecydowanie  bardziej  bezpośrednia  niż 

Jordan.  Widz

ąc  jej  zaczerwienione  oczy,  wciągnęła  ją  do  pustej  kabiny  i 

zaci

ągnęła zasłony. 

– Tak. – Usiad

ła na pustym łóżku. Nie zauważyła nawet, że zaczęło się 

toczy

ć. – Od dawna o tym wiesz? 

Fay zaci

ągnęła hamulec, po czym usiadła obok Erin. 

–  Od  lat,  od  kiedy  j

ą  zdiagnozowano.  Wszyscy  byliśmy  wstrząśnięci. 

Jaka ona by

ła piękna! Martwiła się tylko o Samuela. „Dobrze, że się ożenił", 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

mówi

ła.  „Przynajmniej  będzie  miał  Frances".  –  Nie  zabrzmiało  to 

przychylnie. – A potem wysz

ło szydło z worka. 

–  To  musia

ł  być  dla niej ogromny  szok. – Erin  właściwie  nie  wiedziała, 

dlaczego broni tej kobiety. – Sam mówi

ł... 

– On stara siej

ą usprawiedliwiać. Wszyscy byli w szoku, ale ona nie dała 

im 

żadnej  szansy.  Trzy  miesiące  po  tym,  jak  wykryto  chorobę,  już  jej  nie 

by

ło. Mówiła, że to dlatego, że nie będą mogli mieć dzieci, ale to była tylko 

wymówka.  Ba

ła  się,  że  zostanie  jego  pielęgniarką.  –  Fay  wstała.  – 

Powiedzia

ł ci też o wasektomii, prawda? 

– Tak. 

–  Przepraszam, 

że  chciałam  was  wyswatać,  ale  wydawało  mi  się,  że 

jeste

ście dla siebie stworzeni.  Sama nie wiem dlaczego... Uznałam chyba, 

że potrafisz to zaakceptować. Nie powinnam była się wtrącać... 

– Dlaczego to mówisz? 

–  Przecie

ż  widzę,  że  jesteś  nieszczęśliwa.  –  Fay  była  wyraźnie 

zak

łopotana. – Podejrzewam, że zniechęciła cię wiadomość, że Samuel nie 

mo

że mieć dzieci... 

Erin zerwa

ła się na równe nogi. Aż zatrzęsła się z gniewu. 

– Fay, w ogóle nie pomy

ślałam o dzieciach. Najważniejsze było dla mnie 

to, 

że poznałam przyczynę jego bólu. Ucieszyłam się, że jest zdrowy. To on 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

nie  mo

że  pogodzić  się  z  myślą,  że  nie  będzie  miał  potomka.  To  on  nie 

wierzy, 

że  nie  opuściłabym  go,  gdyby  był  chory.  Wiem,  że  boleśnie  to 

prze

żył,  że  cierpiał,  ale  on  się  myli,  sądząc,  że  postąpiłabym  jak  Frances. 

Szukam cz

łowieka, który będzie mnie kochał i potrafi mi zaufać. 

Fay bez mrugni

ęcia okiem wysłuchała tyrady Erin. 

–  Za  chwil

ę  zaczyna  się  twój  program.  Zejdź  do  pokoju  dla  personelu. 

Ju

ż  tam  na  ciebie  czekają  ze  skromnym  poczęstunkiem.  Jesteś  dziś 

naszym honorowym go

ściem. 

Erin  spodziewa

ła  się jakiegoś komentarza, ale Fay  nie miała  nic więcej 

do powiedzenia. 

– Przyjdziesz? 

–  Tak – odpar

ła pielęgniarka. – Za chwilę. Muszę jeszcze coś  załatwić. 

Id

ź już. 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Rozdzia

ł 11 

 

W  pomieszczeniu  dla  personelu  odbywa

ł  się  istny  bankiet.  Wszystkie 

sto

ły  były  nakryte  szpitalnymi  prześcieradłami  i  każdy,  naprawdę  każdy, 

przyniós

ł coś  do jedzenia: chipsy,  popcorn,  zapiekankę, ciastka,  napoje,  a 

nawet wino i piwo z my

ślą o tych, którzy nie byli na dyżurze. Ktoś podał Erin 

plastikowy kubeczek nape

łniony po brzegi tanim winem. 

– Zdaje si

ę, że będę musiała zamówić taksówkę – zażartowała. 

Pomimo przykro

ści, jakie ją ostatnio spotkały, poczuła, że jest jej dobrze 

w

śród  tej  gromady  dziwaków,  którzy  umieli  troszczyć  się  zarówno  o 

pacjentów, jak  i  o siebie  nawzajem.  Bywali  wredni i  stronniczy,  lecz chwil

ę 

źniej  potrafili  zdobyć  się  na  współczucie  i  bezgraniczną  opiekuńczość. 

Utwierdzi

ło ją to w przekonaniu, że jej decyzja o podjęciu pracy pielęgniarki 

jest s

łuszna. 

–  Czy  zdajesz  sobie  spraw

ę  z  tego,  że  dużo  ryzykujesz,  oglądając  ten 

program w naszej obecno

ści? – zagadnęła ją roześmiana Vicki. – Jeśli film 

si

ę nam nie spodoba, możesz wylądować w gipsowni. 

Erin unios

ła brwi. 

–  Mo

żemy  cię  skazać  na  zagipsowanie  od  stóp  do  głów.  I  przez  parę 

godzin nie b

ędziemy mogli znaleźć piły do gipsu. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Uwaga  ta  wywo

łała  ogólną  radość.  Erin  natomiast  po  raz  kolejny 

dzi

ękowała  Bogu,  że  nie  uległa  namowom  Marka,  by  pokazać  puste 

szpitalne 

łóżka. 

Gdy  zgas

ło  światło,  poczuła,  że  się  denerwuje,  mimo  że  wielokrotnie 

widzia

ła  cały  materiał  i  wiedziała,  że  nie  czeka  ją  żadna  niespodzianka. 

Rozejrza

ła się po sali, szukając wzrokiem Fay i Samuela. Najwyraźniej coś 

zatrzyma

ło  Fay, a  Samuel...  Stanął  jej  przed  oczami  jego obraz: siedzi  na 

pogr

ążonym  w  mroku  tarasie  i  rozmyśla  o  matce,  ojcu,  Frances  i  o  niej, 

Erin.  Przez  moment  mia

ła  ochotę  wymknąć  się  i  pobiec  do  baru,  by  go 

pocieszy

ć, ale intuicja podpowiadała jej, że nie jest to właściwe posunięcie. 

To Samuel musi przyj

ść do niej. 

Film  ju

ż  trwał.  Erin  w  kremowym  kostiumie  zapraszała  telewidzów,  by 

wraz  z  ekip

ą  spędzili  całą  dobę  na  oddziale  nagłych  wypadków. 

Wypiel

ęgnowana dłoń, zdecydowanie nie jej, otworzyła drzwi na oddział. 

W tej samej chwili skrzypn

ęły drzwi do sali. Kątem oka dostrzegła Fay i 

Samuela.  Piel

ęgniarka  bez  zbędnych  ceremonii  rozsiadła  się  na  kanapie. 

Samuel  skromnie  stan

ął  pod ścianą.  Przez  cały  pokaz  ani  razu na  nią  nie 

spojrza

ł. 

Przez  godzin

ę  wszyscy  jak  zaczarowani  patrzyli  na  film.  Wraz  z  nią 

odbywali  magiczn

ą  podróż:  od  drobnych  skaleczeń  po  śmiertelne  urazy, 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

przedstawiane  w  bardzo  kulturalny  sposób.  Autorka  reporta

żu  pokazała 

równie

ż  zabiegany  personel,  nastroje  zmieniające  się jak  w  kalejdoskopie, 

łzy  i  zabawne  sytuacje.  Uwieczniła  na  taśmie  wszystko  i  wszystko 

wyja

śniała. 

Pod koniec filmu pojawi

ło się ujęcie Jeremy'ego, który żegna się z Erin i 

wychodzi  ze  szpitala.  Zegar  pokazywa

ł  wtedy  siódmą.  Widzowie  znowu 

ujrzeli Erin w kremowym kostiumie. 

– Oto koniec mojej wizyty w szpitalu. Je

śli słuchają państwo wiadomości 

lub czytaj

ą gazety, zdają sobie państwo sprawę, że w chwilę po wyłączeniu 

kamery  lekarz,  który  na  filmie  ratuje  bezcenne 

życie,  sam  uległ  bardzo 

powa

żnemu  wypadkowi.  Personel,  który  jeszcze  chwilę  wcześniej  wraz  z 

nim  opiekowa

ł  się  chorymi,  niespodziewanie  musiał  zaopiekować  się  nim. 

To  wydarzenie  na  zawsze  zostanie  w  mojej  pami

ęci. Wszyscy narzekamy, 

że w szpitalach jest za mało personelu, że trzeba długo czekać na szpitalne 

łóżko.  Mam  jednak  nadzieję,  że  udało  mi  się  pokazać  państwu  ofiarność 

personelu medycznego. Pami

ętajmy wszyscy, jak kruche jest ludzkie życie. 

Nie  zapominajmy  te

ż  o  tych  pełnych  poświęcenia  ludziach,  którzy 

nieodmiennie podejmuj

ą trud jego ratowania. 

Gdy  znajoma  ju

ż,  zadbana  kobieca  dłoń  zamknęła  szpitalne  drzwi,  w 

sali zapanowa

ł entuzjazm. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

–  Nies

łychane!  –  Vicki  przekrzykiwała  kolegów.  –  Nie  miałam  pojęcia, 

jak dobrze si

ę spisaliśmy! 

–  Musz

ę  schudnąć  –  oznajmiła  Louise,  nakładając  sobie  kolejny 

kawa

łek ciasta. – Zaczynam w poniedziałek – wyjaśniła. 

Gwar ucich

ł, gdy Samuel stanął pośrodku pokoju. 

– Wiecie doskonale, 

że byłem przeciwny obecności kamer na oddziale – 

zacz

ął.  –  I  mimo  że  ten  reportaż  jest  wspaniały,  będę  miał  takie  same 

zastrze

żenia,  jeśli  za  tydzień  dyrekcja  ponownie  zwróci  się  do  mnie  z 

podobn

ą  propozycją. Ten  sukces jest  wyłącznie  zasługą  Erin.  Zdaję  sobie 

spraw

ę,  że  mogła  przedstawić  nas  w  zupełnie  innym  świetle.  To,  że 

jeste

śmy  dzisiaj  tacy  szczęśliwi,  zawdzięczamy  jej  niezależności. 

Wznie

śmy toast za pomyślność Erin Casey. 

Oczami pe

łnymi łez powiodła po zebranych. 

–  To ja powinnam  wam dzi

ękować.  Miejmy nadzieję, że w jakiś sposób 

wasz oddzia

ł skorzysta na tym reportażu. Dziękuję wam z całego serca. 

Do pokoju wpad

ła Jenny. 

– Mamy zawa

ł! 

Zespó

ł  dyżurujący  rzucił  się  do  drzwi,  a  ci,  którzy  skończyli  pracę, 

zbierali  si

ę do  wyjścia.  Erin szukała  wzrokiem  Samuela.  Zapewne  zajmuje 

si

ę  nowym  pacjentem  lub  towarzyszy  matce.  Kilka  osób  zaczęło  sprzątać 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

ze sto

łu, lecz Fay je ofuknęła. 

–  Zostawcie  to.  Przyda  si

ę  nocnej  zmianie.  –  Gdy  zostały  same, 

odezwa

ła się do Erin: – Świetna robota. Możesz być z siebie dumna. Drzwi 

do kariery stoj

ą przed tobą otworem. 

Erin potrz

ąsnęła głową. 

–  By

ć  może.  Ale  postanowiłam  zostać  pielęgniarką.  –  Z  niepokojem 

czeka

ła na reakcję Fay, ale ta tylko się uśmiechnęła. 

– B

ędziesz wspaniała. Służę wszelką pomocą. 

Zapad

ła cisza. Po dłuższej chwili Fay odezwała się: 

– 

Źle cię oceniłam. Przepraszam. 

– O co ci chodzi? 

–  Powinnam  wyczu

ć,  że  nie  jesteś  taka  powierzchowna,  żeby  uciekać 

od Samuela, wiedz

ąc... No wiesz... 

– Teraz to ju

ż nie ma znaczenia. – Erin posmutniała. 

– Uzna

ł, że nie będzie sobie mną głowy zawracał. 

–  To  znaczy, 

że  oszalał  –  stwierdziła  Fay.  –  Pamiętasz,  jak  ci  się 

przyzna

łam,  że  tylko  dwa  razy  dałam  się  ponieść  nerwom?  No  więc 

godzin

ę temu stało się to po raz trzeci. I niczego nie żałuję. 

– Dzi

ękuję ci, Fay. Naprawdę. Dziękuję za wszystko. 

– Wzruszenie nie pozwala

ło jej mówić. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Ruszy

ła  do  wyjścia.  Na  wahadłowych  drzwiach  zauważyła  swoją  dłoń. 

Ko

ścistą,  bladą,  z  obgryzionymi  paznokciami.  Doskonała  ilustracja  jej 

aktualnego stanu ducha. Nale

żałoby pójść do manikiurzystki. 

– Erin... 

Z mroku korytarza wy

łoniła się sylwetka Samuela. 

–  Chcia

łem z tobą porozmawiać po filmie, ale dostałem wiadomość,  że 

mama zapad

ła w śpiączkę. 

Chcia

ła  go  pocieszyć,  ale  przecież  on  sam  uznał,  że  ta  rola  jej  nie 

przys

ługuje. 

– Przez ca

ły wieczór wysłuchuję, jaki ze mnie idiota. Nie przyszło mi do 

g

łowy, że wszyscy o nas wiedzą. 

– Mo

że wymknęło mi się coś w rozmowie z Fay. 

– Nie tylko od Fay, chocia

ż to ona najbardziej zmieszała mnie z błotem. 

– Kto

ś inny? – zdziwiła się. 

– Jordan. I twoja siostra. 

–  Jordan?  Wydawa

ło  mi  się,  że  jemu  to  się  nie  podoba.  Anna? 

My

ślałam, że śpi. 

–  Obudzi

ła  się  na  pięć  minut.  I  wierz  mi,  to  wystarczyło.  Nie 

podejrzewa

łem jej o taką elokwencję. 

– Anna nie zna szczegó

łów. – Erin była zażenowana. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Pani Foster te

ż ich nie zna. Ale i ona dorzuciła swoje pięć groszy. 

– Matka Jeremy'ego?! 

–  Podejrzewam, 

że  udawała,  że  śpi,  kiedy  rozmawialiśmy.  Pamiętaj, 

Erin,  zanim  zapiszesz  si

ę  na  kurs  pielęgniarski,  że  tam,  gdzie  drwa  rąbią, 

wióry  lec

ą.  Jeśli  zanosi  się  na  coś  ciekawego,  wobec  braku  faktów 

najlepsze  s

ą  domysły.  Nasz  „romans"  narobił  więcej  szumu  niż  twój 

reporta

ż. 

–  Przepraszam.  Nie  chcia

łam  narażać  cię  na  niezręczne  sytuacje.  Ale 

nied

ługo  sprawa  ucichnie,  jak  tylko  Anna  i  ja  opuścimy  szpital.  Wkrótce 

b

ędzie po wszystkim. – Patrzyła na swoje dłonie, na buty, na podłogę. Byle 

nie na niego. 

– Nie chc

ę, żeby było po wszystkim. 

Nie  podnosi

ła  wzroku,  bojąc  się,  że  się  przesłyszała.  Zauważyła,  że 

lakier  na  palcu  lewej  stopy  brzydko  odprysn

ął.  Warto  by  też  pójść  do 

pedikiurzystki. 

– Chc

ę, żeby mówiono o nas dzisiaj i zawsze. I to jak najwięcej. Chociaż 

znamy  si

ę  tak  krótko,  nikt  nie  był  mi  bliższy  niż  ty.  Wiem,  że  zachowałem 

si

ę  skandalicznie,  że  cię  zraniłem,  i  dlatego  proszę  cię  o  przebaczenie. 

Kocham ci

ę, Erin. Próbowałem cię chronić. 

Patrzy

ła mu prosto w oczy. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– Przed czym? 

– Nie chcia

łem, żebyś mnie pokochała. 

–  Nigdy  by  ci  si

ę  to  nie  udało.  –  Pogładziła  go  po  policzku.  – 

Zakocha

łam  się  w  tobie  w  tej  samej  chwili,  kiedy  zobaczyłam  cię  na 

korytarzu  w  dyrekcji.  I  nic  tego  nie  zmieni.  –  Kurczowo  chwyci

ł  jej  dłoń, 

jakby  to  z  niej  móg

ł czerpać  potrzebną energię. –  A jeśli  okaże się, że nie 

mog

ę dać ci dzieci? 

–  Popatrz  na  mnie,  popatrz.  A  je

śli  to  ja  nie  będę  mogła  ci  ich  dać?  A 

je

śli zginiemy pod kołami karetki? To nie jest wykluczone. Miałeś już okazję 

zobaczy

ć, jaka bywam roztrzepana. 

Na jego wargach pojawi

ł się cień uśmiechu. 

–  Niewiadomych  s

ą  tysiące,  a  tylko  jedno  jest  pewne:  nasza  miłość  – 

ci

ągnęła. – Dzięki niej ze wszystkim sobie poradzimy. Wierz mi, Samuelu. 

Odpowiedzia

ł jej jednym z najsłodszych pocałunków. 

–  Musz

ę  zajrzeć  do  mamy.  Pójdziesz  ze  mną?  Nie  chcę  sam  jej  tego 

mówi

ć. 

– Z przyjemno

ścią. – Wzięła go za rękę. 

– Wiem, 

że pewnie nic z tego do niej nie dotrze, ale bardzo chciałbym jej 

o nas opowiedzie

ć. 

–  Ju

ż  ją  o  tym  poinformowałam  –  rzuciła  od  niechcenia.  –  Chodźmy. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

Powinni

śmy być przy niej. 

– Jak to? Kiedy u niej by

łaś? – Stanął jak wryty. 

– Dzisiaj po po

łudniu. – Ponagliła go, szarpiąc go za rękaw. – Z mojego 

horoskopu wynika

ło, że muszę jak najprędzej zwierzyć się ze swoich trosk i 

nie wolno mi przegapi

ć szansy. Wobec tego poszłam do niej i powiedziałam 

jej, 

żeby  się  nie  martwiła,  oraz  że  uparłam  się  zostać  twoją  żoną.  – 

Zerkn

ęła na niego kątem oka. 

– Erin, czy ty mi si

ę właśnie oświadczyłaś? 

–  Chyba  tak.  –  Sama  by

ła  zdziwiona.  –  Mam  nadzieję,  że  nie  masz  mi 

tego za z

łe. Nie jesteś aż taki staroświecki. 

–  Czy  twój  horoskop  przewidzia

ł  również  miłość  od  pierwszego 

wejrzenia oraz b

łyskawiczny ślub? 

– Nie w tym pi

śmie, które dzisiaj czytałam, ale jestem pewna, że w paru 

innych co

ś takiego by się znalazło. 

Przed  drzwiami  oddzia

łu  mocniej  chwyciła  dłoń  Samuela.  Zanosiło  się 

na  d

ługą,  dramatyczną  noc,  ale  za  nic  w  świecie  nie  chciałaby  być  gdzie 

indziej  bez  tego  wspania

łego,  silnego  mężczyzny.  Nie  ma  powodu,  by  w 

przysz

łości  los  ich  oszczędzał,  ale  czeka  ich  także  wiele  dobrego.  Będą 

razem odpiera

ć wszelkie burze. 

Wszystko jest w r

ękach przeznaczenia, pomyślała. 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

 

EPILOG  

 

– Jest ci

ągle bardzo żółta. 

Samuel nie od razu odpowiedzia

ł, za to delikatnie obydwie pocałował. 

– Nic jej nie jest. – Przysiad

ł na brzegu łóżka Erin. 

– A je

śli to coś poważniejszego? – Nie dawała za wygraną. – W jednym 

z moich podr

ęczników pielęgniarstwa... 

–  To  jest  zwyczajna 

żółtaczka.  Jeśli  moje  zdanie  się  nie  liczy,  zaufaj 

pediatrze.  Krew  ma  w  porz

ądku  i  nawet  nie  potrzebuje  naświetlań.  Nie 

chcia

łbym się wymądrzać... 

– Znowu – j

ęknęła. 

–  Jako  studentka  pierwszego  roku  piel

ęgniarstwa,  na  dodatek  nieco 

zapó

źniona,  musisz  uwierzyć  konsultantowi,  że  Grace  Patricia  Donovan 

jest  doskona

ła.  Nie  masz  najmniejszego  powodu  do  obaw.  Wolę  nie 

my

śleć, co będzie, kiedy przyjdzie pora na twój kurs pediatrii. Będę musiał 

pochowa

ć  wszystkie  podręczniki,  bo  wykryjesz  u  niej  wszystkie  możliwe 

choroby. 

– Na razie zrobi

ę sobie przerwę w nauce. – Popatrzyła na swą maleńką 

córeczk

ę. – Wiem, mówiłam, że tylko na jeden semestr, ale teraz, kiedy już 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

tu jest, to ca

łkiem inna sprawa. Prawda, że śliczna? 

–  Naj

śliczniejsza w świecie – przyznał. – Nie mogę się doczekać, kiedy 

zabior

ę was do domu. 

Przytuli

ła  dziecko  i  przymknęła  oczy.  Dom,  rozmarzyła  się.  Już 

zamierzali  go  sprzeda

ć,  wywiesili  nawet  odpowiednią  tablicę  w  ogrodzie. 

Lecz  widz

ąc  jej  smutek,  Samuel  wycofał  ofertę  od  agenta.  Mogła  teraz 

oczami duszy ogl

ądać swój ukochany ogród – pełen marzeń o przyszłości, 

zamiast  duchów  przesz

łości.  Widziała  tam  roześmianą,  szczęśliwą,  małą 

Grace  i  dziecko  Anny,  które  ju

ż  było  w  drodze,  oraz  jej  przyszłe 

rodze

ństwo. 

–  A to od kogo? –  zdziwi

ł się Samuel, podnosząc z podłogi ogromnego 

żowego zająca. 

–  Wyobra

ź  sobie,  że  od  Jeremy'ego.  Był  tu  przed  chwilą.  Wygląda 

bardzo  dobrze.  Co  dziwniejsze,  zachowywa

ł  się  wzorowo:  pytał,  jak  się 

czuj

ę, co u ciebie słychać, ile waży mała. Musiałam z niego wyciągać, żeby 

powiedzia

ł  coś  o  sobie.  Bardzo  się  zmienił.  –  Popatrzyła  zdziwiona  na 

Samuela, który nagle si

ę roześmiał. – Co w tym śmiesznego? 

– Przynosz

ę ci ciekawą ploteczkę. 

– Mów. 

– Moje sprawdzone, zaufane 

źródło informacji... 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

– To znaczy Fay. 

Przytakn

ął. 

–  ...  donosi,  i

ż  niejaki  Jeremy  Foster  bardzo  interesuje  się  swoją  nową 

sta

żystką. Sprawa wygląda poważnie. 

– Nie znasz si

ę na plotkach, Samuelu. To tylko dowód, że Jeremy wraca 

do formy. Dobrze, 

że tu się nic nie zmieniło. 

– Skoro nie dasz mi doko

ńczyć... – Sięgnął po gazetę. 

– Mów natychmiast! 

Tak powoli j

ą odkładał, że Erin omal nie wyskoczyła z łóżka. 

– Tym razem jednak jest pewna ró

żnica... 

– Bo to jest m

ężczyzna! 

– Znowu zaczynasz? – roze

śmiał się. – Mnie też kiedyś podejrzewałaś o 

to, 

że jestem gejem. Nie, to nie jest mężczyzna. Otóż owa stażystka jest w 

szóstym albo siódmym miesi

ącu ciąży. 

– 

Żartujesz. 

– Nigdy w 

życiu. Nie podejrzewałem, że kiedyś właśnie z Jeremym będę 

dyskutowa

ł  o  wyższości  pieluszek  z  tetry  nad  jednorazowymi.  Ale  cóż,  są 

sprawy, o których nawet filozofom si

ę nie śniło. 

W tej chwili ma

ła Grace, czując się osamotniona, zapłakała głośno. Erin 

pochyli

ła  się  nad  nią.  Pochłonięta  karmieniem,  zapomniała  o  Jeremym  i 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/

background image

ca

łym bożym świecie. 

Samuel  z  dum

ą  i  miłością  patrzył  przez  łzy  na  swoją  piękną  żonę  i 

córeczk

ę. 

– S

ą sprawy, o których nawet filozofom się nie śniło – powtórzył. 

 

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactor

www.pdffactory.pl/