background image

JUDY CHRISTENBERRY 

 
 
 

Deszczowa historia 

 
 
 
 

Dady On The Doorstep 

 
 
 
 
 

Tłumaczyła: Jolanta Zubek 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Andrea  Bainbridge  bardzo  wolno  prowadziła  samochód  i  z  napięciem 

wpatrywała się  w  ociekającą strugami  deszczu przednią  szybę.  W  gwałtownej 

ulewie trudno było cokolwiek zobaczyć. Chwilami traciła z oczu nawet białe linie 

na drodze i niewyraźne światła jadących przed nią samochodów. Miała nadzieję, 

że zdoła dotrzeć do ciotki Bess, zanim silny wiatr zmiecie ją z szosy. 

Niecierpliwie wypatrywała zjazdu prowadzącego na farmę Bess. Wreszcie 

poprzez potoki wody dostrzegła znajomy kształt skrzynki na listy i ostro skręciła 

w prawo. Poczuła, jak koła samochodu ślizgają się w błocie i mocniej zacisnęła 

ręce na kierownicy. 

Próbowała  zachować  spokój,  ale  nie  bardzo  jej  się  to  udawało.  Trzy 

godziny wcześniej ciotka Bess zadzwoniła do niej, skarżąc się na nieznośny ból w 

piersi.  Andrea  próbowała  ją  namówić,  aby  natychmiast  wezwała  lekarza,  ale 
starsza pani nie c

hciała o tym słyszeć. Upierała się, że poczeka na Andy i dopiero 

wtedy pozwoli zawieźć się do szpitala. 

Zazwyczaj droga do ciotki nie zajmowała Andrei więcej niż dwie godziny, 

ale dziś nie  było tak  jak  zwykle.  Od kilku  dni  nieustannie, dzień  i noc,  padał 
d

eszcz, zamieniając ziemię w grząską mai. Andrea zaczynała czuć się jak Noe po 

kilku  dniach  potopu.  Uważnie  prowadziła  samochód  po  jedynej  drodze,  która 

pozostała jako tako przejezdna. 

– 

Trzymaj się, Bess – szeptała z troską. – Już jadę. 

Usiłowała panować nad emocjami, ale nie przychodziło jej to łatwo. Ciotka 

Bess  była  jedyną  osobą  na  świecie,  którą  kochała  bez  żadnych  zastrzeżeń. 

Zrobiłaby dla niej wszystko. 

Samochód raz po raz staczał się ze ścieżki i wpadał w błotnistą breję. Z 

napięciem  manewrowała  kierownicą,  cały  czas  zastanawiając  się,  czy  Bess 
wytrzyma do jej przyjazdu. 

Wreszcie w świetle reflektorów ujrzała niewyraźny zarys starej farmy i z 

ulgą zgasiła silnik. W jednej sekundzie wyskoczyła z samochodu i pognała do 
domu. 

– Bess?! – 

zawołała z niepokojem, gdy tylko otworzyła drzwi. 

Odpowiedziała  jej  głucha  cisza.  Czuła,  jak  niepokój  ściska  jej  gardło. 

Pobiegła  do  kuchni.  Pusto.  Podobnie  jak  w  sypialni  i  niewielkim  saloniku. 

Próbując opanować łzy, które napływały  do oczu, zaświeciła światło w holu i 

dopiero wtedy dostrzegła kartkę przylepioną do lustra. 

 
Andy! 

Przekonałem  Bess,  że  powinna  jechać  do  szpitala,  zanim  się  zjawisz. 

Dłuższe czekanie mogłoby być niebezpieczne. Mam nadzieję, że dobrze robią. 

background image

Roy Evans 

 

Andrea  z  ulgą  oparła  się  o  ścianę.  Wiedziała,  że  Bess  jest  w  dobrych 

rękach. Roy był jej najbliższym sąsiadem i wpadał tu prawie codziennie. Co za 

szczęście, że udało mu się wyperswadować ciotce dalsze czekanie! 

Szybko  przeszła  do  kuchni  i  nerwowo  przerzucała  kartki  notatnika  z 

telefonam

i. Sięgnęła po słuchawkę i wykręciła numer szpitala. 

– Klinika – 

usłyszała w słuchawce spokojny głos, ale zanim zdążyła zadać 

pytanie, ten sam głos zaczął pokrzykiwać: – Proszę tamtędy nie przechodzić! To 

wejście służbowe! 

– Przepraszam! – 

przerwała Andrea. – Chciałabym się dowiedzieć... 

– 

Halo!? Jest tu ktoś? 

Zdumiona wpatrywała się w słuchawkę i dopiero po chwili uświadomiła 

sobie,  że  głos  nie  dochodzi  z  telefonu.  To  wołał  ktoś  stojący  w  drzwiach. 

Rozpoznała  ten  głos  natychmiast.  Należał  do  jej  byłego  męża.  Właściwie  – 

wkrótce byłego męża. Nicholasa Avery’ego. 

Odwiesiła słuchawkę telefonu i z niedowierzaniem odwróciła się do drzwi. 

Z  ostatniej  wiadomości,  jaką  miała  o  Nicku,  wynikało,  że  zaginął  podczas 

podróży służbowej do Afryki. 

– Ciociu Bess?! – 

wołał tymczasem, stojąc całkiem spokojnie w progu. 

–  Nick?  – 

spytała  zaskoczona.  –  Co  ty  tu  robisz?  Może  nie  było  to 

najmilsze powitanie, ale niczego innego nie mógł się chyba spodziewać. 

– 

To także mój dom, zapomniałaś, Andy? A Bess to także moja ciotka! – 

wyja

śnił niecierpliwie. 

– 

Ale przecież zaginąłeś... 

– 

Już  się  odnalazłem  –  wyjaśnił  krótko.  –  Gdzie ciocia? To pytanie 

pozwoliło  Andrei  otrząsnąć  się  z  zaskoczenia  i  przypomniało,  po  co  tu 

przyjechała. 

– 

W  szpitalu...  mam  nadzieję.  Dopiero  weszłam.  Znalazłam  kartkę,  że 

sąsiad zawiózł ją do miasta. 

– 

Co jej się stało? – spytał zaniepokojony Nick. 

– 

Dzwoniła do mnie kilka godzin temu i mówiła, że bardzo źle się czuje, 

ale nie chciała wzywać karetki. Uparła się, że poczeka na mnie i dopiero wtedy 
pojedzie do lekarza. 

– 

Miała atak serca? – dopytywał się wyraźnie zdenerwowany Nick. 

Andy spojrzała na niego zdziwiona. Nigdy wcześniej nie widziała, żeby jej 

mąż stracił swoje słynne opanowanie. Były mąż, upomniała się w duchu. Teraz 

wyglądał na poruszonego. Nic dziwnego, on także kochał Bess. 

– 

Właśnie próbowałam się czegoś dowiedzieć, kiedy wszedłeś. 

Ponownie sięgnęła po słuchawkę i jeszcze raz wykręciła numer szpitala. 

Usłyszała głos recepcjonistki i szybko poprosiła o połączenie z pokojem ciotki. 

background image

– 

Zaraz panią połączę, ale bardzo proszę, żeby rozmowa nie trwała zbyt 

długo.  Mamy  dzisiaj  wiele  nagłych  przypadków  i  linia  nie  powinna  być 
zablokowana – 

odparł kobiecy głos. 

Po chwili Andy usłyszała w słuchawce znajome chrząknięcie. 
– Ciocia? – 

spytała, starając się ukryć niepokój w głosie. 

– 

To ty, Andy? Dzięki Bogu. Martwiłam się o ciebie. Gdzie jesteś? 

Niestety,  nie  miała  szansy  odpowiedzieć.  Nick  stanął  za  jej  plecami  i 

wyrwał jej słuchawkę z rąk. 

– 

Ciocia Bess? Tu Nick. Jestem już w twoim domu. Jak się czujesz? 

W zasadzie 

Bess była właśnie jego ciotką, siostrą jego matki. Andrea nie 

wątpiła, że starsza pani odetchnęła z ulgą, słysząc, że Nick wrócił cały i zdrowy. 

Bardzo  się  martwiła  zniknięciem  siostrzeńca.  Zadzwoniła  do  Andy  prawie 

tydzień temu i powiedziała, że Nick wyjechał w interesach do Afryki i wszelki 

ślad po nim zaginął. Departament Stanu nie umiał udzielić żadnych informacji na 

temat  tego,  co  mogło  się  z  nim  stać.  Andy  była  więc  pewna,  że  jego  niemal 

cudowne odnalezienie sprawiło ciotce wielką radość. 

– 

Co z nią? Jak się czuje? – pytała, niecierpliwie wpatrując się w twarz 

Nicka. 

Zignorował ją, całkowicie skoncentrowany na rozmowie z ciotką – Tak, 

taki  właśnie  mam  zamiar.  Dbaj  o  siebie.  Odłożył  słuchawkę,  zanim  Andrea 

zdążyła zamienić z Bess choć kilka słów. 

–  Dla

czego przerwałeś? Ja też chciałam z nią porozmawiać!  – zawołała 

zirytowana. 

– 

Operator  nam  przerwał.  Z  ciotką  wszystko  w  porządku.  Doktor 

podejrzewa, że to niestrawność. 

– 

Niestrawność? – powtórzyła Andy z niedowierzaniem i pokręciła głową. 

Od kilku godzin 

żyła w okropnym napięciu, jechała w strasznej ulewie, 

przebijała  się  przez pokłady  błota,  na  koniec  musiała spotkać  się  z  Nickiem  i 

wszystko to z powodu niestrawności?! 

– 

Cieszę się, że to nic poważnego – powiedziała w końcu słabym głosem. 

Nick nic nie od

powiedział. Spojrzał na nią chłodno i ruszył do drzwi. 

– 

Dokąd jedziesz? – spytała, podrywając się natychmiast z krzesła. 

– Do szpitala. 
– 

Jadę z tobą. 

– Nie – 

odparł zdecydowanie. 

– 

Oczywiście, że jadę! Niepokoję się o Bess tak samo jak ty! 

– 

Andy, posłuchaj – zaczął tłumaczyć nieco znużonym tonem. – To nie jest 

dobry pomysł. Most jest prawie całkiem zalany. 

– 

Wiem, kilka minut temu nim przejeżdżałam. – Nie chciała dodawać, że 

truchlała na samą myśl o powtórzeniu tego wyczynu. 

– Ale teraz jest jeszcze gorz

ej. Przyleciałem tu policyjnym śmigłowcem i 

background image

widziałem wszystko z góry. Wierz mi, nie wygląda to dobrze. 

Powaga w jego głosie prawie ją przekonała. Przez chwilę rozważała, czy 

rzeczywiście ma ochotę jeszcze raz narażać się na podobny stres, ale perspektywa 

bezczynnego siedzenia w domu i czekania na wiadomości była jeszcze gorsza. 

Potrząsnęła głową i powtórzyła zdecydowanie: 
– 

Jadę z tobą. 

– 

Andy, pomyśl choć raz rozsądnie! To nie ma najmniejszego sensu! 

– 

Choć raz rozsądnie... – powtórzyła zirytowana, po czym zacisnęła usta, 

szybko włożyła płaszcz i bez słowa wyszła z domu. 

Słyszała,  że  wołał  coś  za  nią,  ale  nie  wróciła.  Wiedziała,  że  będzie 

próbował  ją  zatrzymać.  Nick  nigdy  się  nie  poddawał.  Tym  razem  jednak  nie 

zamierzała dać się pokonać. Szła szybko w stronę samochodu i wściekała się w 

duchu, że zostawiła auto tak daleko od domu. 

Właśnie  otwierała  drzwiczki,  kiedy  poczuła  na  ramieniu  rękę  Nicka. 

Odwróciła  się gwałtownie,  zamierzając powiedzieć  mu  ostro, co o tym  myśli. 

Zanim  jednak  zdążyła  się  odezwać,  Nick  nagle  szarpnął  ją  silnie  i  oboje 

wylądowali w obrzydliwej, błotnistej mazi. 

W pierwszej chwili pomyślała, że Nick oszalał i próbuje ją zatrzymać siłą. 

W  chwilę  potem  usłyszała  huk  i  poczuła,  że  spadły  na  nią  drobne  gałęzie. 

Podniosła zdumiony wzrok i w tym momencie jej spojrzenie skierowało się na 

samochód. A raczej na to, co z niego zostało. 

Jej auto straciło swoje pierwotne kształty. Stało teraz przygniecione starym 

dębem, który nie wytrzymał nawałnicy i doszczętnie zgniótł dach samochodu. 

Andy pomyślała, że gdyby Nick spóźnił się o sekundę, leżałaby teraz pod 

szczątkami  dachu.  Spojrzała  na  potężny  pień,  który  przebił  się  do  wnętrza 

samochodu, i zadrżała na samą myśl, że mogłaby być w środku. Najwyraźniej 

Nick właśnie uratował jej życie. 

Próbowała wstać, ale nie potrafiła utrzymać równowagi. Cała się trzęsła i 

nie wiedziała, czy to z zimna, czy ze zdenerwowania. Nick podniósł się pierwszy 

i wyciągnął do niej rękę. 

– 

Nic ci się nie stało? – spytał z troską. 

– Nie... – 

odpowiedziała niepewnie. – Chyba jestem cała. 

Chwyciła jego dłoń i podniosła się z ziemi. Dopiero wtedy zobaczyła, jak 

oboje wyglądają. Byli zupełnie przemoczeni, a ich ubrania lepiły się do ciał i 

ociekały błotem. 

– 

Chodź, wrócimy do domu i przebierzemy się. Dasz radę iść? 

Skinęła głową i posłusznie pozwoliła zaprowadzić się na ganek. Tu Nick 

nagle stanął i zrzucił na podłogę mokrą kurtkę. 

– 

Rozbieraj się – rozkazał bezceremonialnie. Patrzyła na niego zdumiona. 

Była pewna, że kompletnie zwariował. 

– 

Andy, jesteś mokra i brudna – tłumaczył zniecierpliwionym tonem. – Nie 

background image

możesz wejść do domu w takim stanie. Ściągaj to wszystko tutaj i biegnij pod 
prysznic. 

Myśl  o  gorącym  prysznicu  byłaby  niezwykle  kusząca,  gdyby  nie 

konieczność zdjęcia ubrania na oczach Nicka. 

– 

Odwróć się – rozkazała po chwili namysłu. 

– 

Nie bądź śmieszna! 

Ona jednak stała niewzruszona i nieugięcie patrzyła mu w oczy. 
– Co za uparta baba! – 

mruknął w końcu i odwrócił się do niej plecami. 

Szybko zdjęła z siebie mokre ciuchy i w samej tylko bieliźnie pobiegła do 

drzwi. 

– 

Nie  zużyj  całej  ciepłej  wody!  –  Usłyszała  jeszcze,  kiedy  zamykała 

łazienkę. 

Stała pod gorącym strumieniem i czuła, jak jej ciało powoli się rozgrzewa. 

Niepokojące drżenie ustępowało, a mięśnie wreszcie zaczęły się rozluźniać po 

całodniowym napięciu. 

Nagły odgłos otwieranych drzwi sprawił, że omal się nie przewróciła. 
– 

Andy?  Przyniosłem  twoją  walizkę.  Pospiesz  się,  kompletnie 

przemarzłem. 

Drzwi znowu się zamknęły i Andrea mogła odetchnąć spokojnie. Zakręciła 

wodę i odsunęła zasłonę prysznicową. Walizka stała tuż przy  drzwiach. Andy 

wytarła się szybko i włożyła suche rzeczy. 

Odprężona  po  kąpieli  wychodziła  właśnie  z  łazienki,  kiedy  jej  wzrok 

nieoczekiwanie  przesunął  się  po  znajomej,  doskonale  umięśnionej,  szerokiej 
klatce piersiowej. Zdumiona zobaczy

ła,  że  Nick,  prawie  nagi,  jeśli  nie  liczyć 

ręcznika przepasanego na biodrach, stoi niedbale oparty o ścianę. 

Wpatrywała się w niego zszokowana i zła, że jej ciało reaguje na ten widok 

w  dawny  sposób.  Poczuła,  że  usta  jej  wysychają,  a  serce  uderza w 
przyspieszonym rytmie. 

– 

Dzięki,  że nie  kazałaś  mi  zbyt  długo  czekać.  A  przy  okazji,  bądź tak 

dobra  i  poszukaj  mi  tu  czegoś  do  przebrania.  Nie  wziąłem  ze  sobą  żadnych 

ciuchów. Jeśli nie chcesz, żebym paradował w tym ręczniku, znajdź mi coś. 

Ciągle nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Na szczęście już po chwili 

usłyszała trzask zamykanych drzwi i Nick zniknął w łazience. To wyrwało ją z 

odrętwienia. Powoli zeszła do piwnicy i zaczęła przeglądać pudła z ubraniami, 

które ostatnio przygotowały z Bess do oddania na cele dobroczynne. 

Poszukiwania  nie  były  zbyt  owocne,  ale  po  kilku  minutach  stała  pod 

drzwiami łazienki i próbowała przekrzyczeć szum wody: 

– 

Nick! Nie było łatwo, ale coś ci znalazłam. Wrzucę wszystko do środka. 

Otworzyła  łazienkę,  pospiesznie  cisnęła  ciuchy  na  podłogę  i  szybko 

zatrzasnęła drzwi za sobą. Usłyszała, że Nick zakręcił wodę i odsunął zasłonę. 

Oparła  się  o  ścianę  i  próbowała  uspokoić  oddech.  W  głowie  kłębiły  się  jej 

background image

irytujące wizje Nicka wycierającego wilgotne ciało, jego włosów skręconych od 

pary, stalowych mięśni drgających na szerokich plecach... 

Dość, upomniała samą siebie. Małżeństwo z Nickiem właśnie odchodziło 

w przeszłość. I przecież była z tego zadowolona. 

Potrząsnęła głową z niezadowoleniem i przeszła do kuchni, żeby zrobić 

herbatę. Może to pozwoli jej skupić myśli na czymś innym, nie na kuszącym ciele 
Nicka. 

– 

Myślisz, że mógłbym pozować do magazynu mody męskiej? – usłyszała 

za sobą schrypnięty głos. 

Z  trudem  przełknęła  ślinę.  Natychmiast  przypomniały  się  jej  wszystkie 

najws

panialsze  chwile,  jakie  razem  przeżyli.  Wspomnienie  chrapliwego  głosu 

Nicka i jego delikatnych dłoni czule pieszczących jej ciało sprawiło, że zadrżała. 

Spróbowała się opanować i rzuciła na niego okiem. Mimowolnie wybuchła 

śmiechem.  Nick  był  najwyraźniej  sporo  wyższy  od  swojego  dawno  zmarłego 

wuja.  Spodnie  kończyły  się  kilka  centymetrów  nad  kostkami  i  odsłaniały 

zarówno owłosione łydki, jak i wzorzyste skarpety. Szary sweter ciasno opinał 

potężną klatkę piersiową, a rękawy ledwo zasłaniały łokcie. 

– 

Wyglądasz niezwykle szykownie – powiedziała ze śmiechem. 

Nick  wyprężył  się  zabawnie,  a  na  jego  twarzy  pojawił  się  znajomy, 

seksowny uśmiech, który zawsze przyprawiał ją o drżenie. Odwróciła się szybko i 

próbowała skupić uwagę na czajniku z wrzątkiem. 

– Co robisz? – 

spytał, stając tuż za jej plecami. 

– 

Hm, herbatę. Ty też chcesz? 

– Taaa... – 

mruknął niewyraźnie. 

Jego  niechęć  do  rozwijania  rozmowy  uświadomiła  jej,  że  dla  niego  ta 

sytuacja jest prawdopodobnie równie niewygodna jak dla niej. 

Wyjęła z szafki słynne ciasteczka Bess i postawiła je na stole. Nick już się 

rozsiadł i zamyślony bawił się łyżeczką. Postawiła jeszcze cukier i zalała herbatę 

wrzątkiem. Nerwowo próbowała wymyślić jakiś pretekst, który pozwoliłby jej 

wyjść z kubkiem do innego pokoju. Zastanawiała się, czy Nick poszedłby za nią. 

A może pozwoliłby jej po prostu wyjść, tak samo jak bez protestów pozwolił jej 

opuścić  ich  dom  i  ich  małżeństwo?  Ale  przecież  o  to  właśnie  mi  chodziło, 

przypomniała sobie. Chciała odejść bez kłótni i niepotrzebnych stresów. 

– 

Dzięki – usłyszała, kiedy postawiła przed nim kubek z herbatą. 

Skinęła głową i bez słowa usiadła za stołem. 
– 

Pada tak cały czas, od kiedy wyjechałem? – spytał Nick po chwili. 

Wyleciał do Afryki trzy tygodnie temu, a ulewy zaczęły się tydzień później 

i n

ikt nie przypuszczał, że będą trwały tak długo. 

– Prawie – 

odpowiedziała, nie patrząc na niego. 

– 

Nie wiedziałem – mruknął cicho. – Nie wiesz, jak Bess sobie radziła? 

Zanim wyjechałem, poinstruowałem swoich pracowników, żeby pomogli jej w 

background image

każdym problemie, z jakim się do nich zgłosi. 

Andrea  zapatrzona  przed  siebie  popijała  wolno  herbatę  i  pogryzała 

ciasteczko. 

– 

Miałaś z nią jakiś kontakt przez ten czas? – dopytywał się niecierpliwie. 

– Tak – 

odparła w końcu. Spojrzał na nią zdumiony. 

– 

Co z tobą, Andy, bierzesz udział w konkursie na najkrótsze odpowiedzi? 

Odstawiła wolno kubek i próbowała opanować rozchwiane emocje. Wcale 

jej się nie podobało, że tak łatwo dała się wytrącić z równowagi. Nie była przecież 

dzieckiem,  świadomie  podjęła  decyzję  o  rozstaniu  i  złościło  ją,  że  obecność 

Nicka tak na nią wpływa. 

–  Przepraszam  – 

odezwała  się  nieco  oficjalnym  tonem,  za  którym 

próbowała ukryć niepewność. – Tyle się dzisiaj wydarzyło, jeszcze nie całkiem 

doszłam  do  siebie.  Oczywiście,  byłyśmy  w  kontakcie.  Ciocia  Bess  pozostała 

przecież moją przyjaciółką. 

– 

Przestań traktować mnie jak kogoś obcego! Byliśmy małżeństwem, do 

cholery! W zasadzie wciąż jesteśmy! 

Zerknęła na niego zdziwiona. 
– 

Jeszcze nie wniosłam pozwu o rozwód – zaczęła się tłumaczyć – bo... bo 

to j

est dość drogie. Ale jeśli ci się spieszy... 

– Nie – 

uciął krótko. 

Wpatrywała się w kubek i próbowała odgadnąć, z czego wynika irytacja 

Nicka. Złościł się, bo nie wystąpiła jeszcze do sądu? Jeśli tak mu się spieszy, sam 

może to zrobić. 

To nasunęło jej zupełnie nową myśl. 
– 

A może ty wniosłeś sprawę o rozwód? – spytała. 

– Nie. 
– 

O  co  chodzi?  Ty  też  bierzesz  udział  w  tym  konkursie  na  krótkie 

odpowiedzi? 

– 

Nie,  nie  biorę  –  odparł  dziwnym  tonem.  –  I  nie  mam  zamiaru  się 

rozwodzić. Jeśli ty tego chcesz, to twoja sprawa. 

Wyglądał, jakby to wszystko zupełnie go nie dotyczyło. I to był też jeden z 

poważniejszych problemów w ich małżeństwie. Zawsze miała wrażenie, że nic 

nie jest w stanie zburzyć jego opanowania. Jedynie w sypialni Nick na chwilę 

wypuszczał emocje spod kontroli. 

Próbowała  skupić  wzrok  na  kubku  z  resztką  płynu.  Nie  pozwoli,  żeby 

wspomnienia znowu zakłóciły jej z trudem wypracowany spokój. 

– Chcesz jeszcze herbaty? – 

zapytała uprzejmie. 

– 

Nie. Nie chcę ani kropli więcej tej cholernej herbaty! 

– 

To  może  porozmawiajmy  o  tym,  jak  się  stąd  wydostaniemy  – 

zaproponowała ugodowo. – Mój samochód niestety już nigdzie dalej nie pojedzie. 

Mógłbyś sprowadzić helikopter? 

background image

– 

Spróbuję – odpowiedział spokojniej i sięgnął po słuchawkę. 

Spróbuję,  powtórzyła  w  myślach  z niedowierzaniem. To niepodobne do 

wielkiego  Nicholasa  Avery’ego.  Był  człowiekiem  sukcesu,  potęgą  w  świecie 

finansjery i jeżeli chciał, żeby po niego przyleciał helikopter, to tak się działo. 

– Mamy pecha – 

oświadczył po chwili. 

– Dlaczego? 
– 

Telefon nie działa. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
–  Co?!  – 

krzyknęła  z  niedowierzaniem  Andrea.  Zerwała  się  z  krzesła  i 

sięgnęła do telefonu. 

– 

Nie  możesz  mi  uwierzyć  nawet  w  tak  głupiej  sprawie  jak  awaria 

telefonu? – 

spytał natychmiast Nick z dziwnym uśmiechem. 

Poczuła, że rumieniec wykwita jej na policzkach. Nie patrząc na Nicka, 

wolno odłożyła słuchawkę. Nie mogła sobie przypomnieć żadnej poważnej kłótni 

przez  cały  okres  trwania  ich  małżeństwa,  aż  do  tej  nocy,  kiedy  postanowiła 

odejść. Wtedy przestała ufać swojemu mężowi. 

– 

To była odruchowa reakcja – wyjaśniła. – Myślisz, że zdołają to naprawić 

jeszcze dzisiaj? 

Zanim zdążył odpowiedzieć, potężny grzmot wstrząsnął starym domem. 

Piorun  uderzył  gdzieś  w  pobliżu.  Nick  uśmiechnął  się  z  sarkazmem  i  rzucił 
ironicznie: 

– Masz je

szcze jakieś pytania? Zagryzła wargi i skinęła głową. 

– Tak. Co robimy w tej sytuacji? 
– 

Nic.  Czekamy.  Tu  przynajmniej  jest  ciepło  i  sucho.  Jak  znam  Bess, 

mamy  zapasy,  które  wystarczyłyby  na  wykarmienie  całej  armii.  Nawet  gdyby 

zabrakło prądu... 

– 

Myślisz, że to możliwe? – przerwała mu zaniepokojona tą perspektywą. 

– 

Andy, spokojnie. Mówię, że nawet gdyby tak się stało, mamy tu lampy 

naftowe, świece i kominek. Poradzimy sobie. 

Oparła  się  o  szafkę  i  splotła  ramiona  na  piersiach,  jakby  w  ten  sposób 

chciała oddzielić się od Nicka. Jego opanowanie i stoicki spokój niezależnie od 

okoliczności zawsze ją drażniły. Może to dlatego, że zarzucał jej, że reaguje na 

wszystko zbyt emocjonalnie. I w duchu przyznawała mu rację. 

Wstawiła  kubek  do  zlewu  i  przez  chwilę  nie  odwracała  się,  próbując 

uspokoić  nerwy.  Skoro  on  nie  widział  w  tym  wszystkim  żadnego  problemu, 

dlaczego  ona  tak  się  przejmuje?  Odcięta  od  świata,  bez  prądu,  sam  na  sam  z 

Nickiem. To przecież zupełnie normalna sytuacja... 

Czuła na plecach jego spojrzenie i to jej wcale nie pomagało w odzyskaniu 

równowagi. 

– 

Poszukam sobie czegoś do czytania – powiedziała, nie patrząc na niego. 

Miała nadzieję, że znajdzie w bibliotece Bess coś, co pozwoli jej oderwać 

myśli od Nicka i jego kuszącego ciała. 

– 

Ja chyba się zdrzemnę – odparł, ziewając. – Ciągle jeszcze funkcjonuję 

według afrykańskiego czasu. 

Zerknęła  na  niego  i  dopiero  teraz  zauważyła  głębokie  cienie  pod  jego 

oczami. Zdziwiła się, że nie dostrzegła ich wcześniej. Pewnie dlatego, że byłaś 

background image

zbyt  zajęta  podziwianiem  jego  klatki  piersiowej,  pomyślała  złośliwie.  Albo 

dlatego,  że  w  ogóle  unikała  patrzenia  mu  w  oczy.  Zawsze  czuła  się  niemal 

zahipnotyzowana jego chłodnym spojrzeniem. 

– Odpocznijmy oboje – 

mruknęła cicho i wyszła z kuchni. Musiała szybko 

znaleźć  coś,  na  czym  będzie  mogła  skupić  uwagę.  I  nie  powinno  to  mieć  nic 

wspólnego  z  tym  przystojniakiem,  który  stał  tuż  obok  i  był  przyczyną  jej 

kłopotów. 

 

Andrea uderzyła łokciem w coś twardego i obudziła się gwałtownie. Przez 

chwilę  leżała  zdezorientowana  i  zastanawiała  się,  gdzie  jest.  Poczuła  pod 

policzkiem aksamitne obicie starej sofy i po chwili przypomniała sobie wszystko. 

Przyjechała do Bess. Ciotka leży w szpitalu, a ona jest tutaj, na farmie. Razem z 
Nickiem. 

Jęknęła cicho i podniosła się, strącając przy okazji książkę, którą wcześniej 

czytała. Szczerze mówiąc, jej plan nie do końca się powiódł. Nie potrafiła nie 

myśleć o Nicku, kiedy wiedziała, że jest tuż za ścianą. Nawet teraz pierwsza myśl, 

jaka powstała w jej głowie, błądziła wokół tego, czy jej już prawie były mąż nadal 

wygląda tak rozczulająco bezbronnie podczas snu. Kiedyś uwielbiała patrzeć na 

niego, gdy spal. Teraz to zakazany owoc, przypomniała sobie i przeciągnęła się 
leniwie. 

Półmrok panujący w salonie zaniepokoił ją. Czyżby wichura rzeczywiście 

zerwała gdzieś linię energetyczną? Szybko podeszła do kontaktu i odetchnęła z 

ulgą, kiedy pokój zalało ciepłe światło. Zerknęła na zegarek; było dziesięć po 

siódmej. To tłumaczyło zarówno ciemności, jak i burczenie w brzuchu. 

Ostrożnie uchyliła drzwi sypialni Bess. Pokój tonął w mroku. Najwyraźniej 

Nick nadal spał. Wycofała się cicho i przeszła do kuchni. 

Zajrzała  do  spiżarni  i  uśmiechnęła  się  do  siebie.  Istotnie,  zapasy  Bess 

starczyłyby  na  wykarmienie  co  najmniej  tuzina  głodnych  żołnierzy.  Nie  była 
pewna, czy Nick t

eż będzie chciał jeść, ale na wszelki wypadek przygotowała 

duży posiłek. 

Kiedy wszystko było gotowe, podeszła cicho do drzwi sypialni. Stanęła 

przed nimi niezdecydowana. Nie była pewna, czy powinna wejść i budzić Nicka. 

Nagle drzwi otworzyły się i Andy drgnęła zaskoczona. 

– 

Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. 

– 

Byłam pewna, że wciąż śpisz... 

– 

I przyszłaś mnie obudzić? 

– 

Właśnie się zastanawiałam, co powinnam zrobić. Chciałam cię spytać, 

czy masz ochotę na kolację. 

– 

Umieram z głodu. 

– 

Przygotowałam  tylko  zupę  i  kanapki,  ale  mogę  zrobić  coś  jeszcze. 

Spiżarnia Bess jest lepiej zaopatrzona niż niejeden sklepik. 

background image

– 

Dzięki, myślę, że to wystarczy. 

Przeszli do kuchni i zabrali się do jedzenia. Cisza panująca w całym domu 

niemal dzwoniła w uszach. Nagle Nick przerwał milczenie. 

– 

Masz niezły apetyt – rzucił dziwnym tonem. 

– 

Zawsze miałam – przypomniała mu, nie podnosząc wzroku znad talerza. 

– 

Racja, ale nigdy nie wyglądałaś jak zagłodzone zwierzątko. 

Poczuła, że przygląda się jej uważnie i nagle kanapka z indykiem zaczęła 

smakować jak trociny. 

– 

Byłam ostatnio bardzo zajęta – odpowiedziała wymijająco. 

– 

Zbyt zajęta, żeby jeść? – zapytał z udawanym niedowierzaniem. 

Nie mogła uwierzyć własnym uszom. 
– 

I to mówi człowiek, który zazwyczaj jadał na kolację chińszczyznę, bo 

był zbyt zapracowany, żeby dotrzeć na czas do domu? 

Rzucił  jej  krzywy  uśmiech.  Nie  była  pewna,  czy  dobrze  odczytała  jego 

spojrzenie, ale miała wrażenie, że widziała w nim coś na kształt przeprosin. 

– 

Sporo się nauczyłem podczas tego pobytu w Afryce. Również tego, że 

należy cenić ciepłe posiłki. 

Znowu poczuła, że serce w niej zamiera, podobnie jak wtedy, gdy Bess 

powiedziała jej, że Nick zaginął. 

– 

Było tak źle? 

Niewyraźny pomruk stanowił jedyną odpowiedź. Wpatrywała się w niego 

wyczekująco, aż w końcu powiedział: 

– 

Taaa...  Jedz  kanapkę.  Nie  powinnaś  marnować  ani  jednej  kalorii.  – 

Najwyraźniej próbował zmienić temat. 

– 

Opowiesz mi o tym, co tam się działo? 

– 

Nie. Nie ma o czym mówić. Jedz. 

Nie  zaskoczył  jej.  Przyzwyczaiła  się  do  tego,  że  był  zamknięty  i  nie 

opowiadał o niczym, co go dotyczyło. Jedynie w sypialni zrzucał z siebie maskę 

niedostępności  i  okazywał  jakieś  żywsze  uczucia.  Początkowo  była  nim  zbyt 

zafascynowana,  aby  to  dostrzec,  ale  stopniowo  docierało  do  niej,  jak  dziwnie 

niepełne są ich relacje. 

Pamiętała pewną służbową kolację, na którą Nick ją zabrał. Jakaś zgrabna 

blondynka z księgowości zaczęła z nim dyskutować o problemach podatkowych, 

a  potem  przerzucili  się  na  sport  i  wymieniali  wrażenia  z  ostatniego  meczu 

Chicago Bears. Dołączyło do nich dwóch młodych mężczyzn z działu marketingu 

i  już  po  chwili  wszyscy  rozmawiali  o  polowaniach  i  ulubionych  stokach 
narciarskich. 

Andrea stała razem z nimi i nagle uświadomiła sobie, że pierwszy raz widzi 

swojego męża zachowującego się tak otwarcie i swobodnie. I to było chyba jego 

prawdziwe życie. Ona mogła im opowiedzieć, jak pieścić Nicka, aby szybko go 

podniecić,  jak  reagował,  kiedy  delikatnie  gryzła  go  w  ucho  i  że  uwielbiał 

background image

spokojny seks o poranku. Ale właśnie wtedy zrozumiała, że nie zna prawdziwego 
Nicka. 

Chciała potem porozmawiać z nim o tym, ale każda próba kończyła się 

niepowodzeniem.  Albo  był  zbyt  zmęczony,  albo  jej  poważne  argumenty  i  tak 

lądowały  na  podłodze  sypialni  razem  ze  zrzucaną  pospiesznie  bielizną.  Kiedy 

poskarżyła  się  na  samotność,  obiecał,  że  będzie  jej  dawał  więcej  pieniędzy  i 

zaproponował, by poszukała jakiegoś klubu fitness, gdzie mogłaby spędzać czas. 

Kolacje przy świecach, które z zapałem przygotowywała, najczęściej stygły, i w 

końcu zjadała je sama. 

Ale najbardziej bolesna b

yła  jego  reakcja,  kiedy  zaproponowała,  żeby 

pomyśleli  o  powiększeniu  rodziny.  Jego  zdecydowana  odmowa  ugodziła  ją  w 
samo serce. 

– Nie jesz. – 

Usłyszała jego głos i to wyrwało ją z ponurych wspomnień. 

– 

Już skończyłam. – Wstała od stołu i odstawiła talerz do zmywarki. 

Nick  zadbał  o  to,  aby  kuchnia  ciotki  była  doskonale  wyposażona. 

Wprawdzie nie udało mu się namówić Bess na przeprowadzkę do Chicago, nie 

pozwoliła mu też zbudować nowego domu, ale była dumna z bardzo nowoczesnej 

kuchni, którą jej zafundował. 

– 

Więc gdzie teraz mieszkasz? – spytał, bawiąc się kubkiem. 

Wyglądało to na zwykłą towarzyską pogawędkę, ale Andrea nie dała się 

nabrać. 

– 

Przecież wiesz – odparła spokojnie. 

– 

Co masz na myśli? 

– 

Nie udawaj. Skąd się wzięło tysiąc dolarów na moim koncie? 

K

iedy pierwszy raz zobaczyła wyciąg z rachunku, była pewna, że bank się 

pomylił. Zadzwoniła, chcąc wyjaśnić sprawę, ale uprzejmy urzędnik zapewniał 

ją, że nie ma  mowy  o pomyłce. Pieniądze zostały wpłacone przez jej męża, a 

gdyby potrzebowała ich więcej, ma się tylko zgłosić do banku, a oni już zajmą się 

resztą. 

– 

Myślałem,  że  możesz  potrzebować  gotówki.  Prawie  nic  ze  sobą  nie 

wzięłaś. 

– 

Jakoś sobie radzę. Mogę ci oddać pieniądze w każdej chwili. 

– 

Nie potrzebuję tych cholernych pieniędzy! – Zdecydowanie odsunął od 

siebie pusty kubek i oparł łokcie na stole. 

Nie odezwała się. Podeszła i sięgnęła po jego talerz. Zanim jednak zdążyła 

go zabrać, Nick nieoczekiwanie złapał ją za nadgarstek i zmusił, żeby na niego 

spojrzała. 

– 

Dlaczego odeszłaś, Andy? 

Milczała przez chwilę, wreszcie odpowiedziała cicho: 
– 

Wyjaśniłam ci to w liście. 

Zgodnie  z  wszelkimi  regułami,  jak  klasyczna  żona  porzucająca  męża, 

background image

zostawiła mu list pożegnalny. 

– 

Co wyjaśniłaś? Że nasze małżeństwo nie istnieje? Co to właściwie miało 

znaczyć? Byliśmy razem zaledwie sześć miesięcy! – Brwi zbiegły mu się nad 

czołem, a niebieskie oczy z trudem skrywały złość. 

– O co ci chodzi? – 

spytała z irytacją. – W żaden sposób nie próbowałeś 

mnie zatrzymać. Nie dzwoniłeś do mnie, nie szukałeś! Zajmowałeś się wyłącznie 

swoim  przedsiębiorstwem,  nowymi  kontraktami  i  atrakcyjnymi  fuzjami!  Nie 

zauważyłam, żebyś specjalnie się przejął moim zniknięciem! 

Zerwał się zza stołu i pochylił ku niej. 
– 

Więc  tego  chciałaś?  Żebym  cię  szukał  i  przekonywał,  byś  do  mnie 

wróciła?! Miałem ci udowodnić, że cię kocham? Przecież mówiłem ci to wiele 

razy! Nie wierzyłaś mi? Potrzebowałaś dowodów?! 

– Nie! – 

przerwała mu zdenerwowana. – To nie tak! Po prostu chciałam 

rozwodu, to wszystko! Nie potrzebuję twoich pieniędzy. 

Odwróciła się i próbowała uspokoić oddech. Zdenerwowanie w niczym nie 

pomoże, upomniała się w duchu i głęboko zaczerpnęła powietrza. 

– 

Ciągle jesteś moją żoną – przypomniał jej. – Mam obowiązek troszczyć 

się o ciebie. 

– 

Jesteśmy  w  separacji,  Nick.  Tylko  dlatego,  że  nie  wniosłam  jeszcze 

pozwu o rozwód, nie musisz... 

– 

Co właściwie zamierzasz zrobić? – zapytał gwałtownie. – Zostaniesz w 

Kansas  City,  będziesz  zajmowała  się  urządzaniem  cudzych  mieszkań,  kupisz 

następny stary samochód i będziesz próbowała ułożyć sobie życie od nowa? 

–  S

kąd wiesz? – wykrzyknęła zaskoczona. I nagle przyszła jej do głowy 

nieoczekiwana myśl. – Kazałeś mnie śledzić! 

–  Nie.  – 

Potrząsnął głową. – Próbowałem się tylko dowiedzieć, co się z 

tobą dzieje. Jesteś moją żoną, Andy, muszę się o ciebie troszczyć. 

– Nie p

otrzebuję twojej troski! – Ze złością cisnęła ścierkę na blat szafki. – 

Niczego od ciebie nie potrzebuję! 

Odwróciła  się  i  szybkim  krokiem  podeszła  do  drzwi.  Nie  miała  ochoty 

ciągnąć tej rozmowy. 

– 

Dokąd idziesz? 

– 

Oglądać telewizję. 

Bess dostała telewizor w prezencie urodzinowym od Nicka dwa lata temu. 

Długo  się  przed  tym  broniła,  ale  wkrótce  uległa  urokowi  oper  mydlanych  i 

potrafiła opowiedzieć każdą z nich dwadzieścia odcinków do tyłu. 

Andy usiadła w salonie i sięgnęła po pilota. Miała nadzieję, że znajdzie coś, 

co uspokoi jej nerwy i skupi uwagę. 

Skakała właśnie po kolejnych kanałach, kiedy usłyszała pytanie Nicka: 
– 

Mogę się przyłączyć? 

– 

Ty? Nie podejrzewałam, że w ogóle oglądasz telewizję – odpowiedziała 

background image

ciągle wpatrzona w ekran. 

– 

Nie sądzę, żebym zrobił dziś jeszcze jakiś korzystny interes, więc chętnie 

się rozerwę – rzucił z lekką ironią w głosie i podszedł bliżej. 

Stara kanapa jęknęła głucho i Andy kątem oka zauważyła, że Nick rozsiadł 

się  na  drugim  końcu.  Dzieliło  ich  jakieś  trzydzieści  centymetrów,  a  to  było 

stanowczo zbyt mało. 

Podniosła się szybko i rzuciła mu pilota. 
– 

Więc baw się dobrze. Ja idę spać. 

Nagle  poczuła,  jak  jego  silne  palce  zaciskają  się  na  jej  nadgarstku  i 

zmuszają do zatrzymania. 

– 

Daj  spokój,  Andy.  Nie  chciałem  ci  przeszkadzać.  Będę  nad  wyraz 

spokojny, obiecuję! 

Ciekawe,  czy  mógłby  obiecać,  że  nie  będzie  mnie  więcej  dotykał, 

zastanawiała się. Puścił jej ramię, ale nadal czuła przyspieszone, oszalałe bicie 
serca. 

– Chyba jednak... 
– Andy. 

To  jedno  słowo,  wypowiedziane  cicho  i  spokojnie,  złamało  jej  opór. 

Wzruszyła  ramionami  i  wzięła  pilota,  którego  wyciągał  w  jej  kierunku.  Nie 

usiadła jednak z powrotem na sofie. Wybrała wysokie krzesło, ulubione miejsce 
Bess. 

Nick rozciągnął się wygodnie, opierając długie nogi na stoliku do kawy. 

Nieuważnie przeglądał program telewizyjny w gazecie, czasami komentował to, 

co działo się na ekranie. 

Andrea oglądała popularny serial o życiu podmiejskiego szpitala, w którym 

personel  dokonywał  prawdziwych  cudów.  Ten  odcinek  był  dość  spokojny, 

chwilami nawet zabawny, do momentu, kiedy do szpitala wbiegła zdenerwowana 

kobieta i oświadczyła, że rodzi. Od tego momentu akcja nabrała tempa. 

Nick  przyglądał  się  temu  z  niesmakiem,  najwyraźniej  zupełnie  nie 

poruszony sytuacją. 

Andrea dała się ponieść wydarzeniom. Czuła, jak żołądek kurczy się jej ze 

zdenerwowania  i  mimowolnie  przycisnęła  ręce  do  brzucha.  Z  uwagą 

obserwowała, jak lekarz pociesza matkę i przygotowuje ją do porodu, a potem 

konsultuje jej przypadek z kolegami i wspólnie zastanawiają się, jakie kobieta ma 

szanse na przeżycie. 

– Co to za gniot? – 

spytał Nick z niesmakiem. – Chodźmy coś przegryźć. 

– 

Przegryźć?  –  powtórzyła  zdziwiona.  Jak  mógł  jej  przerywać  w  takim 

momencie! 

– 

Tak.  Nie  powinnaś  oglądać  takich  bzdur.  To  wpędza  człowieka  w 

depresję. – Podniósł się z sofy i podszedł do niej. – Wstawaj, czas na przekąskę. 

– 

Nie, muszę zobaczyć, jak to się skończy. 

background image

– Jak chcesz. – 

Wzruszył ramionami. – Idę do kuchni. Przynieść ci coś? 

– 

Może jabłko i szklankę mleka? – odpowiedziała wpatrzona w ekran. 

Mruknął coś z dezaprobatą i wyszedł z pokoju. 

Tymczasem  bohaterka  odcinka  zdążyła  urodzić  dziecko,  a  lekarz 

zapewniał, że powinna szybko dojść do siebie, i Andrea odetchnęła z ulgą. 

– 

No  i  jak?  Wszystko  dobrze  się  skończyło?  –  spytał  po  chwili  Nick, 

wracaj

ąc z kuchni. 

Andy zerknęła na niego niepewna, czy rzeczywiście go to interesuje, czy 

tylko chce zagadać. Stał, wyciągając do niej kubek z mlekiem i duże czerwone 

jabłko. 

Wskazała ekran i odparła: 
– 

Urodziła synka. Patrz, właśnie go pokazują! Nick podał jej  jabłko i z 

pomrukiem niezadowolenia wrócił na sofę. 

– 

Nie powinni wykorzystywać w filmach  małych dzieci. Miejsce takich 

brzdąców jest w ciepłym łóżeczku, przy rodzicach, a nie na planie filmowym! 

– 

Jestem  pewna,  że  mali  aktorzy  mają  zapewnioną  świetną  opiekę.  A 

pieniądze,  które  teraz  zarobią,  mogą  im  się przydać  w  przyszłości,  choćby  na 

studia.  Poza  tym  film  nie  byłby  tak  emocjonujący,  gdyby  wszystko  nie  było 
realistyczne. 

– 

Tak czy inaczej, z dziećmi jest masa kłopotów – uciął dyskusję Nick i 

zmienił kanał. 

Andy upiła łyk mleka i zamyślona odstawiła kubek na stolik. Nie chciała 

się przyznać nawet przed sobą, jak bardzo zabolały ją słowa Nicka. 

Przed ślubem nigdy nie rozmawiali o dzieciach. Andrea założyła, że Nick 

chce  mieć  rodzinę  tak  samo  jak  ona.  Szczerze  mówiąc,  było  to  jedno  z  jej 

najgorętszych pragnień. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, kiedy 

była małą dziewczynką. Od tamtej pory czuła się bardzo samotna. Wychowywała 

się  w  rodzinach  zastępczych  do  czasu,  kiedy  była  już  na  tyle  duża,  żeby 
zam

ieszkać samodzielnie. Na szczęście pieniądze z ubezpieczenia i stypendium 

pozwoliły jej skończyć studia i zacząć dorosłe życie. Ale cały czas marzyła o tym, 

żeby mieć wokół bliskich ludzi, z którymi będzie mogła dzielić radości i kłopoty. 

W ciszy wpatrywała się w ekran telewizora i usiłowała zagłuszyć ból w 

sercu. Widocznie Nick miał inne plany na życie, ale to już jej nie dotyczyło. 

– 

Próbuję znaleźć jakieś wiadomości, może podadzą prognozę pogody – 

odezwał się po chwili. 

– 

Mam nadzieję, że przestanie padać i wszystko wróci do normy – odparła, 

podtrzymując rozmowę. 

–  Do jakiej normy!? – 

zirytował się nagle Nick. – Masz na myśli to, że 

pojedziesz do Kansas, a ja wrócę do Chicago? 

– Mówimy o pogodzie, Nick, nie o nas – 

przypomniała mu zaskoczona. 

– 

Nie chcę rozmawiać o pogodzie! Chcę... 

background image

– 

Ciii! Podają prognozę. 

Oboje  z  napięciem  wpatrywali  się  w  ekran,  na  którym  w  kolejnych 

relacjach  pokazywano  przerażające  zniszczenia  wyrządzone  przez  burzę. 

Niestety, prognozy wcale nie brzmiały pocieszająco. Podobno była to największa 

ulewa w tych rejonach od lat i nie przewidywano, by przestało padać wcześniej 

niż za pięć dni. 

– 

Pięć dni? – powtórzyła Andy z niedowierzaniem. 

– Co najmniej – 

dodał Nick. – Gdybym chociaż miał przy sobie komórkę... 

– 

mruknął do siebie. 

– Nie wz

iąłeś ze sobą telefonu? Przecież prawie się z nim nie rozstajesz! 

– 

Stary straciłem w Afryce, a nie zdążyłem jeszcze kupić nowego. Już w 

samolocie dowiedziałem się, że farmie Bess grozi potop i przyjechałem tu prosto 

z lotniska. Nie miałem nawet czasu, żeby wstąpić do biura i dowiedzieć się, co się 

wydarzyło. 

– Szkoda – 

westchnęła z żalem. – Powiedz, naprawdę cię porwano, czy po 

prostu zgubiłeś się? 

Uśmiechnął się krzywo i odparł: 
– 

Naprawdę zostałem porwany. 

– Ale dlaczego? 
– 

Porwała  mnie  grupa  rewolucjonistów.  Chcieli  wymóc  na  rządzie 

uwolnienie  więźniów  politycznych.  Liczyli,  że  jeśli  będą  przetrzymywali 

amerykańskiego biznesmena, nasz rząd zacznie naciskać na ich władze i osiągną 
cel – 

wyjaśnił spokojnie. 

– 

I co? Tak się stało? 

–  Nie wiem. – 

Nick  wzruszył  ramionami.  –  Uciekłem,  zanim  coś  się 

wyjaśniło. Na szczęście udało mi się im wymknąć i dotrzeć do jakiejś cywilizacji, 

a potem poszło już łatwo. 

Andy zerknęła na jego nadgarstki i dopiero teraz zauważyła na nich mocne 

zaczerwienie

nia  i  pościeraną,  w  niektórych  miejscach  pokrytą  strupami  skórę. 

Nie panując nad swoim odruchem, wyciągnęła dłoń i delikatnie pogładziła jego 

rękę. 

– Przykro mi, Nick – 

wyszeptała. 

– 

Nie ma o czym mówić. To już przeszłość – odparł cicho. 

Zabrała dłoń, zła na siebie za ten przejaw słabości. 
– 

Tak.  To  już  przeszłość  –  powtórzyła  za  nim  i  dodała  w  myślach: 

Podobnie jak nasze małżeństwo. 

Atmosfera w pokoju zrobiła się jakaś dziwna, Andy wstała więc z krzesła i 

rzuciła dziarskim tonem: 

– 

Chyba pójdę już spać. 

– 

Świetny pomysł, ja też się położę – powiedział Nick, wstając z kanapy. 

Zaskoczył  ją,  miała  nadzieję,  że  będzie  jeszcze  oglądał  telewizję.  Tak 

background image

czułaby się dużo swobodniej. 

– 

Idziesz już do łóżka? – spytała zdziwiona. 

– 

Tak, powinienem nareszcie porządnie się wyspać. Chcesz iść pierwsza do 

łazienki? 

Stała przez chwilę oszołomiona. Nie podobał się jej ten klimat zażyłości, 

który  Nick  najwyraźniej  próbował  wytworzyć,  ale  nie  wiedziała,  jak  temu 

przeciwdziałać. 

W końcu odwróciła się na pięcie i poszła się myć. 
K

ilka  minut  później  weszła  do  sypialni  Bess  i  zobaczyła  Nicka 

rozciągniętego na łóżku, z rękoma założonymi pod głową. 

– 

Łazienka jest już wolna. Mam nadzieję, że nie trwało to zbyt długo. 

– 

Nie, nie, przynajmniej miałem czas, żeby wygrzać ci łóżko. 

Andy spo

jrzała zdziwiona. 

– 

Myślałam, że ty będziesz tu spał. Ja zajmę drugą sypialnię. 

– 

Domyślam się, że jeszcze do niej nie zaglądałaś – powiedział z dziwnym 

uśmiechem, nie spuszczając z niej wzroku. 

Zaczęła mieć złe przeczucia. 
– 

Nie, a coś się stało? 

– Tak, dach przecieka. 
– Gdzie? 
– 

Dokładnie nad łóżkiem. Materac jest cały mokry. Wyniosłem go już do 

garażu, a w sypialni postawiłem na podłodze miski. 

Przez chwilę wpatrywała się w niego w osłupieniu, próbując zrozumieć to, 

co właśnie usłyszała. Potem odwróciła się i podeszła do drzwi. 

– 

Dokąd idziesz? 

– 

Prześpię się na kanapie w salonie. 

– 

Nie wygłupiaj się, Andy. Kładź się tutaj, to łóżko jest wystarczająco duże 

dla nas obojga. Nadal jesteśmy małżeństwem, nie musisz uciekać do salonu jak 
zawstydzona nastolatka. 

Mówił  to  wszystko  lekkim  tonem,  który  z  pewnością  miał  rozwiać  jej 

wątpliwości  i  złamać  opór.  Ale  nie  dała  się  nabrać.  Noc  w  jednym  łóżku  z 

Nickiem w żadnym wypadku nie wchodziła w rachubę. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Zdecydowanym  krokiem  wyszła  z  sypialni  i  otworzyła  szafę  w  holu. 

Zaczęła z niej wyciągać koce i grube narzuty. 

– 

Co robisz, Andy? W sypialni jest ciepło. Mogę podkręcić ogrzewanie, 

jeśli boisz się, że zmarzniesz. 

Wydawało się, że jego słowa zupełnie do niej nie docierają. Zanurkowała 

w głąb szafy i wyciągnęła kolejny ciepły pled. 

– 

Będę  potrzebowała  jeszcze  poduszki.  Mam  nadzieję,  że  odstąpisz  mi 

jedną. 

– 

Co  ty  właściwie  zamierzasz  zrobić?  –  spytał  zirytowanym  tonem, 

opierając ręce na biodrach. 

– 

Przygotowuję sobie posłanie – odpowiedziała spokojnie. 

– Gdzie? 
– Na kanapie. 

Zebrała narzuty i przeniosła je do salonu. Czuła na plecach wściekły wzrok 

Nicka,  ale  postanowiła  go  zignorować.  Przygotowała  sobie  w  miarę  wygodne 

posłanie i dopiero wtedy spojrzała na Nicka. 

– 

Poduszka, Nick. Mógłbyś mi przynieść jedną? 

– 

Nie!  Nie  mam  zamiaru  przynosić  ci  tu  żadnej  poduszki!  Nie  bądź 

śmieszna, Andy. Naprawdę myślisz, że pozwolę ci tu spać? 

– Pozwolisz mi? – 

powtórzyła, patrząc na niego chłodno. – Co to właściwie 

znaczy? 

Zawsze do tej pory pozwalała mu decydować za siebie, ale te czasy już się 

skończyły. Nie ma mowy, żeby znów ją zdominował. 

Przez  chwilę  mierzyli  się  spojrzeniami,  w  końcu  Nick  odezwał  się 

łagodnie: 

– 

Zrozum, Andy, próbuję się tobą opiekować. Wyglądasz tak, jakby mógł 

cię zmieść najmniejszy podmuch wiatru. Potrzebujesz snu i odpoczynku. 

Ciepły ton jego głosu skruszył trochę mur, za którym próbowała się skryć. 
– 

Dziękuję, Nick, ale tu będzie mi naprawdę wygodnie. Patrzył na nią w 

milczeniu, następnie podszedł i zdecydowanie odsunął ją na bok. 

– Co ro... 
– 

Spokojnie.  Ja  tu  będę  spał.  Ty  idziesz  do  sypialni.  To  ją  wzruszyło. 

Poczuła, że jeszcze chwila, a próby zachowania dystansu i oparcia się urokowi 

Nicka  wezmą  w  łeb.  Ale  nie  zamierzała  się  poddać.  Zbyt  wiele  już  zrobiła  i 

osiągnęła, żeby stracić wszystko przez chwilowy wybuch emocji. 

– 

To chyba kiepski pomysł, Nick. Nie zmieścisz się tutaj. 

Zrobiła krok w jego kierunku i delikatnie trąciła go biodrem, chcąc zmusić 

do przesunięcia. Wykorzystał to i szybko przyciągnął ją do siebie. Zanurzył palce 

background image

w jej włosach i pochylił się nad nią. 

– Andy... – 

wyszeptał czule. 

–  Nie!  – 

krzyknęła,  odsuwając  się  na  bezpieczną  odległość.  Wolała 

przerwać pieszczotę, zanim zdradzi ją własne ciało. 

Stali naprzeciw siebie, oddychając ciężko. 
– Daj spokój, Andy! – 

odezwał się w końcu Nick. 

– Nie! – 

powtórzyła zdecydowanie. – Nie jesteśmy już małżeństwem i... 

– 

Do diabła z tymi bzdurami! Przestań wreszcie mówić o nas jak o obcych 

sobie ludziach! 

Ból, jaki słyszała w jego głosie, ścisnął jej serce, ale wiedziała, że nie może 

pozwol

ić sobie na słabość. 

– 

Nie przestanę, bo to prawda. Nawet jeśli formalnie wciąż jeszcze jestem 

twoją żoną, tak naprawdę nasze małżeństwo już nie istnieje. 

– 

Dlaczego? Co takiego zrobiłem, że niszczysz to, co było między nami? 

Czego naprawdę chcesz? 

Nie mog

ła  odpowiedzieć  na  to  pytanie,  bo  wiedziała  już  na  pewno,  że 

nigdy  nie  dostanie  tego,  czego  najbardziej  pragnie.  Dlatego  zdecydowała  się 

wyjawić mu tylko część prawdy. 

– 

Muszę zacząć sama decydować o swoim życiu, Nick. To wszystko. 

– 

To  jakaś  następna  zagadka? Kolejny test z poradnika dla 

niezadowolonych żon? Wiesz, że nigdy nie byłem w tym dobry. Andy, kocham 

cię i mówiłem ci to wiele razy. Miałem nadzieję, że będziesz mi ufała. Ty jedna, 

nawet gdyby wszyscy we mnie zwątpili. 

Milczała chwilę, skupiona głównie na tym, aby powstrzymać łzy cisnące 

się do oczu. 

– Wiem, Nick – 

wyszeptała, nie patrząc na niego. – Wiem. Idź już do łóżka. 

– 

Chodź ze mną, Andy. Obiecuję, że nawet cię nie dotknę. 

Wiedziała,  że  składa  tę  obietnicę  wbrew  sobie,  ale  i  tak  nie  zamierzała 

sprawdzać, czy jej dotrzyma. 

– Nie. – 

Potrząsnęła głową. – Idź spać, Nick. 

Zerknął na nią jeszcze raz, ale w końcu ruszył, widząc, że nie zdoła jej 

przekonać.  Odchodził  z  pochylonymi  ramionami,  jak  pokonany  sześciolatek, 

którego  ktoś  niesłusznie  ukarał.  Pomyślała,  że  może  kiedyś  zobaczy  tę  samą 

scenę w wykonaniu prawdziwego małego chłopca i uśmiechnęła się do siebie. 

Poprawiła koce i już miała się kłaść, kiedy nagle na kanapie wylądowała 

poduszka ciśnięta celnie z progu pokoju. 

– 

Dzięki, że pamiętałeś. 

– Nie ma za co – 

wymamrotał i zamknął za sobą drzwi. 

Ułożyła  poduszkę  i  mimowolnie  znowu  się  uśmiechnęła.  Tak, 

zdecydowanie jak mały chłopiec. Pogratulowała sobie w duchu, że choć nie było 

to łatwe, nie uległa dziś jego urokowi i położyła się spać sama. 

background image

 
Kied

y się obudziła, było już jasno. Przeciągnęła się leniwie. Zamierzała 

właśnie  poprawić  koce  i  poleżeć  jeszcze  chwilę  w  cieple,  gdy  poczuła 

nieprzyjemny uścisk w żołądku. Zwykle wystarczyło, że przegryzła coś, leżąc 

jeszcze  w  łóżku,  i  mdłości  mijały,  ale  wczoraj  zapomniała  przynieść  sobie 

biszkopty. Myśl o jedzeniu spowodowała, że nudności się nasiliły. Musiała czym 

prędzej wstać i pobiec do kuchni. 

Kilka następnych minut nie należało do najprzyjemniejszych, ale zdążyła 

się już do tego przyzwyczaić. Codzienne mdłości zaczynały być rutyną. 

Obmyła twarz zimną wodą i opłukała zlew. Kiedy się odwróciła, zobaczyła 

zaspanego jeszcze Nicka stojącego w drzwiach kuchni. 

– 

Mam  nadzieję,  że  cię  nie  obudziłam?  –  spytała  najnaturalniej,  jak 

potrafiła. – Właśnie miałam robić śniadanie. 

– 

Siadaj,  dzisiaj  ja  coś  przygotuję  –  powiedział  lekko  zachrypniętym 

głosem i podszedł do lodówki. 

Wyciągnął jajka i zaczął rozgrzewać patelnię. Przez chwilę obserwowała 

go, jak kroi boczek, a potem pochyla się, sięgając do szafki po olej. Jego wypięte 

pośladki  nadto  intensywnie  działały  na  jej  wyobraźnię.  Ta  zabawa  była  zbyt 

niebezpieczna.  Do  tego  poczuła  zapach  smażonego  boczku  i  stwierdziła,  że 

zdecydowanie lepiej będzie, jeśli natychmiast wyjdzie z kuchni. 

– 

Skoro ty robisz śniadanie, ja wrócę do łóżka. Nie spałam dzisiaj najlepiej 

– 

rzuciła wyjaśniająco. 

– 

Zawołam cię, jak już wszystko będzie gotowe. Połóż się w sypialni Bess, 

tam będzie ci wygodniej. 

Popatrzyła na niego podejrzliwie, ale jęknął tylko głucho i dodał: 
– 

Andy, bądź rozsądna. Wyraźnie mi powiedziałaś, że nie masz ochoty na 

moje towarzystwo i zapewniam cię, że zrozumiałem. 

Zaskoczył  ją  tymi  słowami,  ale  nie  miała  czasu  teraz  tego  wyjaśniać. 

Chciała jak najszybciej uciec od drażniącego zapachu. Poza tym może i lepiej, że 
nie domy

ślał się, jak bardzo wciąż go pragnęła. 

Weszła  do  sypialni  i  wsunęła  się  do  łóżka.  Pościel  ciągle  jeszcze  była 

nagrzana. Andy z rozkoszą owinęła się kołdrą, wdychając ciepło i zapach Nicka. 

Przytuliła  głowę  do  poduszki  w  miejscu,  gdzie  nadal  widniało  niewielkie 

wgłębienie i przez chwilę miała złudzenie, że tuli się do męża. Wyciągnęła się 

wygodnie i nim się spostrzegła, zapadła w sen. 

Gdy się znowu obudziła, w całym domu panowała cisza. Nie miała pojęcia, 

jak długo spała, ale śniadanie na pewno już dawno wystygło. 

– Nick? – 

zawołała. 

Po chwili pojawił się w drzwiach. Ze zdziwieniem zauważyła, że miał na 

sobie prawie normalne ubranie, a przynajmniej w swoim rozmiarze. 

– 

Obudziłaś się – stwierdził odkrywczo. 

background image

– 

Przepraszam,  nawet  nie  zauważyłam,  kiedy  zasnęłam.  Masz nowe 

ubranie? 

– 

Tak, znalazłem w piwnicy. Zapomniałem, że kiedyś sam je tam rzuciłem. 

Jesteś głodna? 

–  Jak wilk – 

odpowiedziała,  wstając  z  łóżka.  –  Zaraz  zrobię  coś  do 

jedzenia. 

– 

Podgrzałem kurczaka i zrobiłem ci kilka kanapek na drugie śniadanie. 

P

rzyjdź do kuchni, jak się już trochę ogarniesz. 

Kiedy  weszła,  Nick  rozstawiał  właśnie  talerze  na  stole.  Z  lubością 

wdychała aromat pieczonego kurczaka i chociaż wiedziała, że cała praca Nicka 

polegała na rozmrożeniu i wstawieniu mięsa do piekarnika, musiała przyznać, że 

mile ją zaskoczył. 

– 

Jestem  naprawdę  pod  wrażeniem  twoich  talentów  kulinarnych  – 

powiedziała z uśmiechem. – Marnowałeś się do tej pory. 

– 

Chcesz  powiedzieć,  że  zamiast  robić  interesy,  powinienem  spędzać 

więcej czasu w kuchni? – spytał, zerkając na nią spod oka. 

Miała wrażenie, że jest w tym pytaniu jakaś zaczepka i nie wiedziała, co 

odpowiedzieć. 

– 

Może gotowanie uczyniłoby cię bardziej ludzkim – mruknęła w końcu. 

Sięgnął po ścierkę i wyciągnął kurczaka z piekarnika. 
– 

Ale nie wystarczyłoby na luksusowy apartament – odparł zjadliwie. 

– 

Wolę dom Bess niż najbardziej elegancki apartament, wierz mi. 

– 

I skromne życie zamiast markowych ciuchów, futer i biżuterii – dodał 

kpiąco. 

– 

Nigdy nie prosiłam cię o te wszystkie luksusy! – zawołała coraz bardziej 

zdenerwowana.  Jednak  w  duchu  przyznawała  uczciwie,  że  lubiła  ten  poziom 

życia,  jaki  zafundował  jej  Nick,  choć  na  pewno  nie  było  to  najważniejsze.  – 

Owszem,  to  wszystko  było  miłe,  ale...  –  przerwała  nagle.  Ta  rozmowa  była 
bezcelowa, tylko p

ogłębiała ich rozdrażnienie. 

– 

Na pewno nie było dla ciebie na tyle ważne, żeby cię zatrzymać. Chyba 

że zamierzasz oskubać mnie w trakcie rozwodu i odbić sobie potem wszystkie 
straty – 

dokończył zjadliwie. 

Specjalnie ją ranił i nawet nie starał się tego ukryć. Pogryzała kurczaka i 

zastanawiała się, co odpowiedzieć. Nie chciała jego pieniędzy, w każdym razie na 

pewno nie zamierzała go oskubać, jak się wyraził. Nawet jeżeli w najbliższym 

czasie będzie potrzebowała niewielkiej pomocy, miała nadzieję, że nie potrwa to 

zbyt długo. 

– 

Widzę, że trafiłem w sedno! Jakoś nie wyglądasz na kogoś, kto zamierza 

wzgardzić fortuną! 

Jego  słowa  godziły  ją  w  samo  serce,  ale  nie  mogła  protestować,  nie 

zdradzając swojego sekretu. 

background image

– 

To nie tak, Nick, mylisz się co do mnie – wyszeptała cicho, nie patrząc na 

niego. 

– 

Więc jak? Ile chcesz? Może wyręczymy prawników i zaczniemy już teraz 

dzielić mój majątek – mówił, patrząc na nią zimno. Podniósł się z krzesła i oparł 

dłonie na biodrach. – Mów, Andy, nie krępuj się. Jestem pewien, że obliczyłaś 

już, ile możesz wyciągnąć. A może to był od początku twój plan? Wyjść za mnie 

i zgarnąć, ile się da? 

Nie  mogła  dłużej  tego  słuchać.  Jego  majątek  nigdy  nie  miał  znaczenia. 

Kiedy się pobierali, była szaleńczo zakochana. Nawet teraz nie potrafiła patrzeć 

na Nicka obojętnie. 

– 

Jeśli naprawdę by tak było, powinnam zabrać futra i biżuterię, kiedy od 

ciebie odchodziłam – odezwała się słabo. 

– 

Domyślam się, że zabranie futer mogłoby być nieco kłopotliwe. Pewnie 

zamierzałaś poprosić, żebym ci je przesłał. 

Odsunęła krzesło i wstała gwałtownie. 
– 

Nie. Możesz je zatrzymać. Raczej nie będę ich już potrzebowała. 

Złapał ją za rękę i nie pozwolił odejść. 
– 

Siadaj, nie skończyłaś jeść. 

– 

A ty nawet nie zacząłeś. Może naszpikowałeś czymś tego kurczaka, żeby 

skuteczn

ie pozbyć się niewygodnej żony? 

– 

Daj spokój, przecież to śmieszne! 

– 

Nie  bardziej  niż  twoje  oskarżenia  o  zachłanność!  –  zawołała 

zdenerwowana i poczuła, że długo powstrzymywane łzy zaraz wypełnią jej oczy. 

Wyszarpnęła rękę z jego uścisku i wyszła do saloniku. 

Podeszła do okna i patrzyła na mokry świat za szybą. Pogoda doskonale 

współgrała z jej nastrojem. Nie mogła uwierzyć, że Nick istotnie myślał o niej tak 

źle. 

– 

Wracaj do kuchni i skończ posiłek, Andy. Nie musimy rozmawiać, ale ty 

musisz normalnie jeść. Ledwo skubnęłaś kurczaka. 

– 

Nie jestem już głodna – odpowiedziała, nie odwracając się. 

Usłyszała, że wyszedł z pokoju i poczuła się jeszcze bardziej samotna. To 

ją rozzłościło. Dlaczego nie potrafi uwolnić się od faceta, który podejrzewa ją o 

chciwość i wyrachowanie? Dlaczego tak trudno jej żyć bez niego? Powinna go 

nienawidzić, tymczasem ciągle reaguje na niego jak zakochana nastolatka. 

Po chwili drzwi znowu się otworzyły i Nick postawił coś na stole. 
– 

Masz tu swoje jedzenie. Nie wygłupiaj się. Nie wiem, co robiłaś przez 

ostatnie tygodnie, ale gołym okiem widać, że na pewno nie objadałaś się ponad 

miarę. Trochę mniej pada, więc przyniosę jakieś drewno na ganek, na wypadek, 

gdyby jednak odcięli nam prąd. 

Kiedy wyszedł, wolno podeszła do stolika i przysunęła sobie talerz. Nick 

nawet  nie  wiedział,  ile  racji  było  w  tym,  co  mówił.  Rzeczywiście  powinna 

background image

zachowywać się rozsądnie. Od kilku tygodni była odpowiedzialna nie tylko za 

siebie, ale i za małą istotkę, która w niej rosła. Czule pogłaskała lekką wypukłość 
b

rzucha i uśmiechnęła się smutno. 

Chciałaby, aby jej ciąża była okresem szczęścia i radości. Niestety, niemal 

od początku jedyne, co mogła zaoferować swojemu dziecku, to stres i poczucie 

niepewności. 

Doskonale  pamiętała  tamten  wieczór,  kiedy  rozmawiali  z  Nickiem o 

dzieciach. Jego postawa była nieprzejednana. Stanowcze „nie”, to wszystko, co 

miał do powiedzenia w tej sprawie. Po prostu nie, ani teraz, ani potem. Nie udało 

się jej wyciągnąć z niego, dlaczego tak zdecydowanie nie chce mieć dzieci. Jak 
zwykle wy

mijająco odpowiadał na pytania i zrozumiała, że w tej sprawie nic nie 

wskóra. Wyglądało na to, że jej marzenia o dużej rodzinie nigdy się nie zrealizują. 

Następnego  poranka  obudziła  się  z  dziwnym  uczuciem  w  żołądku,  ale 

przypisywała to zdenerwowaniu. Kiedy jednak mdłości utrzymywały się przez 

następne dni, kupiła test ciążowy. Wynik nie pozostawiał wątpliwości – była w 

ciąży. 

Wciąż pamiętała swoje oszołomienie, kiedy wpatrywała się w dwie kreski 

na kawałku białego plastiku. Nie miała pojęcia, co powinna zrobić. Jednak im 

dłużej o tym myślała, tym bardziej była pewna, że gorąco pragnie tego dziecka. 

Ale podobnie jak wielkie było jej uczucie do Nicka, tak samo nie chciała, aby jego 

dziecko czuło się niekochane. Ciągle nosiła w sercu ból i poczucie osamotnienia – 

uczucia,  które  nie  opuszczały  jej  od  śmierci  rodziców.  Nie  chciała,  aby  ich 

dziecko kiedykolwiek zaznało tego samego. 

W tej sytuacji mogła zrobić tylko jedno. Choć tak bardzo kochała Nicka, 

musiała  od  niego  odejść.  Teraz  jedynym  i  najważniejszym  jej  celem  stało  się 

uchronienie tej małej istotki. Dlatego jeszcze tego samego dnia spakowała swoje 

rzeczy i odeszła. 

Od  tamtej  pory  nie  miała  z  Nickiem  żadnego  kontaktu,  jeśli  nie  liczyć 

pieniędzy, które zdeponował na jej koncie. A teraz, po miesiącu, nieoczekiwanie 

spotkali się w domu ciotki Bess. 

Ugryzła  kawałek  kurczaka,  ale  jakoś  nie  mogła  zmusić  się  do  jedzenia. 

Wolno żuła prawie zimne mięso. Podeszła do okna. Tuż za szybą zaczynała się 

ściana deszczu. Nie miała pojęcia, jak długo to potrwa, ale nie zanosiło się, aby w 

najbliższym czasie się rozpogodziło. Ile jeszcze dni spędzi tu uwięziona razem z 

Nickiem? Przez ostatni miesiąc prawie udało się jej doprowadzić swoje emocje 

do względnej równowagi, a teraz czuła, że ta krucha budowla może się rozsypać. 

Zamyślona  patrzyła  na  szary  świat  na  zewnątrz,  kiedy  nagle  jej  uwagę 

przyciągnęła niewielka brązowa plamka w pobliżu ganku. Wytężyła wzrok. Jak 

się  okazało,  mały  szczeniak  usiłował  wspiąć  się  na  schody,  ale  mimo 

nieustannych wysiłków, nie sięgał łapką nawet do krawędzi stopnia. 

Andy  szybko  włożyła  kurtkę  i  wybiegła  na  dwór.  Na  twarz  spadały  jej 

background image

grube krople deszczu, a silny wiatr szarpał włosy. Nie zważała na to. Podbiegła do 

schodów i wzięła na ręce ubłocone zwierzątko. Psiak drżał z zimna i strachu. 

Przytuliła go do siebie i czym prędzej wróciła do domu. 

– 

Skąd się tam wziąłeś, biedaku – wyszeptała. 

Spojrzał na nią ciepłymi, brązowymi oczami i już wiedziała, że wkradł się 

do  jej  serca.  Owinęła  go  troskliwie  dużym  ręcznikiem  i  powoli  rozcierała 

zziębnięte ciałko. Kiedy przestał się trząść, przeniosła go do kuchni i postawiła 

przed nim miskę z mlekiem. Zanim zdążyła odwiesić kurtkę i wrócić, miska była 
prawie pusta. 

– 

Musiałeś  być  bardzo  głodny,  mój  mały.  –  Pogłaskała  go  delikatnie  i 

zapytała: – Chcesz jeszcze? 

Piesek polizał jej rękę ciepłym językiem, co uznała za odpowiedź, więc 

nalała mu następną porcję mleka. 

– 

Ty mała pokrako – powiedziała czule, obserwując, jak rozstawił krótkie 

nóżki  i  z  zapamiętaniem  chłeptał  mleko.  –  Pewnie  zgubiłeś  się  podczas  tej 

okropnej ulewy. Nie martw się, zaopiekuję się tobą. 

Szczeniak  nie  miał  obroży,  więc  znalezienie  właściciela  było 

prawdopodobnie niemożliwe. Niespecjalnie ją to zmartwiło. Jako dziecko zawsze 

chciała mieć psa, ale to było kolejne pragnienie, które na zawsze miało pozostać 

w sferze marzeń. Dobrze, że ten mały trafił właśnie tutaj. Zatroszczy się o niego, a 

przy okazji dobrze, że będzie miała coś, co odciągnie jej uwagę od Nicka. 

– 

Cieszę się, że tu jesteś – odezwała się ciepło, gładząc delikatną sierść. – 

Nie  masz  pojęcia,  jaka  byłam  samotna  przez  ostatni  miesiąc.  Nie  miałam  się 

nawet do kogo przytulić. Będziesz ze mną spał, kochany, dobrze? 

Nie usłyszała, kiedy drzwi się otworzyły, ale wściekły głos Nicka sprawił, 

że zdrętwiała. 

– Z kim, do di

abła, rozmawiasz?! 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Pełne złości pytanie sprawiło, że Andrea podskoczyła i przytuliła mocniej 

szczeniaka.  Obudzony  i  przestraszony  psiak  zaczął  drapać  jej  rękę  i  skomleć 

żałośnie. 

– 

Spokojnie, maleńki, już dobrze – szeptała, głaszcząc go po mięciutkiej 

sierści. – Mówiłam do niego – odpowiedziała, spoglądając, na Nicka. 

– 

Skąd się wziął ten pies? – zapytał już spokojniej. 

– 

Znalazłam go na ganku, kiedy próbował schronić się przed deszczem. 

Czyż nie jest słodki? 

– 

Więc to po prostu jakiś przybłęda? Jak możesz być tak niemądra, Andy? 

Mógł cię pogryźć. 

Nick zbliżył się do niej szybkim krokiem, jakby miał zamiar odebrać jej 

psiaka. Odsunęła się i mocno przytuliła zwierzątko do siebie. 

– 

Co chcesz zrobić? Wyrzucić go z powrotem na deszcz? 

– Nie, 

zaniosę go do szopy, tam sobie wyschnie – zaproponował ugodowo. 

– 

O, nie! Nie zgadzam się! To nie jest dobry pomysł. Żeby go nakarmić, 

będę  musiała  wyjść  na  deszcz  i  zmoknę.  On  zostaje  w  domu  –  powiedziała 
stanowczo. 

Położyła  szczeniaka  na  ramieniu  i  poczuła,  że  liże  jej  policzek,  jakby 

wyczuł, że nowa właścicielka walczy o jego życie. 

– 

To  nierozsądne.  Jest  bardzo  mały  i  z  pewnością  jeszcze  nie  był 

szczepiony. A jeśli cię ugryzie? 

–  Na pewno nie! – 

Potrząsnęła  głową  z  nieuzasadnioną  pewnością  i 

ostrożnie zerknęła na Nicka. 

Widać było, że ciągle się złości. 
– 

Powinnaś  być  mądrzejsza.  Jesteś  cała  mokra,  i  to  pewnie  przez  tego 

kundla. Zjadłaś? 

Rozejrzał się po kuchni, szukając pustych naczyń i w tym momencie Andy 

przypomniała sobie o kurczaku, który wciąż leżał na talerzu. Naprawdę chciała 

go zjeść, ale zajęła się ratowaniem psiaka i zupełnie zapomniała o posiłku. 

– Ja... Zaraz wszystko zjem. 
– 

Lepiej idź się najpierw przebierz. 

Andy nie spodobało się, że Nick traktuje ją jak dziecko. Już chciała mu 

odpowiedzie

ć coś ostrego, ale nagle kichnęła głośno i uznała, że sprzeciw nie ma 

sensu. W duchu musiała przyznać mu rację. Wstała bez słowa i zamierzała wyjść 
z kuchni. 

– Tylko zostaw tu psa – 

zatrzymał ją Nick. 

– Na pewno nie! Pewnie wyrzucisz go na dwór. Piesek idz

ie ze mną. 

– 

Ej, zaczekaj. Wątpię, czy ktoś zdążył nauczyć go czystości. Zabrudzi mi 

background image

łóżko, a wtedy na pewno go wyrzucę. 

Andy  uśmiechnęła  się  do  siebie  zadowolona.  Więc  milcząco  ustalili,  że 

szczeniak zostaje! 

– 

Nie  bój  się,  twoje  łóżko  będzie  bezpieczne  –  obiecała  i  przeszła  do 

pokoju. 

Szukała  suchego  ubrania,  a  piesek  biegał  po  dywanie.  Niestety,  szybko 

okazało się, że jej pewność co do tego, że potrafi uchronić podłogi i meble Bess 

przed szkodami, była bezpodstawna. Dwie plamy na podłodze wyraźnie jej to 

uświadomiły. Szybko posprzątała bałagan i zabrała psa do łazienki. Kiedy oboje 

byli już wysuszeni, wróciła do kuchni dokończyć wreszcie jedzenie. 

Nick stał przy oknie i wpatrywał się w nieustannie padający deszcz. Andy 

bez słowa usiadła przy stole, położyła sobie psiaka na kolanach i zaczęła jeść. 

Kiedy skończyła, Nick usiadł na krześle obok niej. 
– 

Masz jeszcze ochotę na ciastka? – spytał – Nie, dziękuję. Może zjem je na 

podwieczorek.  Chciała  wstać  i  zostawię  go  samego,  ale  nie  bardzo  wiedziała, 
gdzie mog

łaby  pójść.  Nie  miała  nastroju na  oglądanie  nudnych  programów  w 

telewizji. 

– 

Co zamierzasz z nim zrobić? – zapytał Nick. Spojrzała na rozkosznie 

pomrukującego na jej kolanach pieska i podrapała go za uchem. 

– To chyba jasne? Zatrzymam go. 
– Dlaczego? 
– Jak 

każde dziecko, zawsze chciałam mieć psa. Ale ani w internacie, ani w 

rodzinach zastępczych nie pozwalano nam trzymać zwierząt. – Zamyśliła się na 

chwilę, jakby wspominała dawne czasy. – Pierwszy raz w życiu mogę mieć psa. 

Sam  do  mnie  przyszedł,  nie  mogłabym  go  teraz  nikomu  oddać,  poczułby  się 
zdradzony – 

tłumaczyła ze smutkiem w głosie, nie patrząc na Nicka. Po chwili 

dodała raźniejszym tonem: – Jak myślisz, jak powinnam go nazwać? 

– 

Może  Szczur?  W  tej  chwili  wygląda  jak  przemoknięty  szczur  – 

zaproponował żartobliwie. 

–  Nick!  – 

zawołała bez złości, bo wiedziała, że tylko się z nią drażni. – 

Zobaczysz, że wyrośnie z niego piękny pies. Jak myślisz, jaka to rasa? 

– 

Zdecydowanie  mieszana  i  myślę,  że  będzie  to  kawał  psa.  Będzie 

potrzebował dużo przestrzeni. 

To n

ie była dobra wiadomość. Andy z trudem mogła sobie pozwolić na 

obecne  mieszkanie,  a  zamiana  na  coś  większego  z  powodu  psa  była  nie  do 

pomyślenia. 

– 

Ale zanim urośnie, upłynie trochę czasu, prawda? Zaniepokojenie w jej 

głosie musiało być bardzo wyraźne, bo Nick spojrzał na nią z uwagą, a po chwili 

powiedział: 

– 

Nie martw się. Znajdę ci dom, nawet z ogrodem, żeby pies miał gdzie 

biegać. 

background image

–  O nie! – 

zaprotestowała  gwałtownie.  –  Nie  mogę...  nie  możesz... 

Nieważne, poradzę sobie. 

– Jak? Jak sobie poradzisz, Andy? – 

spytał Nick, chwytając ją za rękę. – I 

co złego jest w tym, że chcę ci pomóc? Jestem twoim mężem. 

– 

Nie  wiem  jeszcze,  jak  to  zrobię,  ale  na  pewno  sobie  poradzę. 

Przypominam ci, że zaledwie przed godziną oskarżałeś mnie, że chcę zabrać ci 

wszystko. Ciesz się więc, że tego nie robię. 

Wyrwała się i wstała. 
– 

Dokąd idziesz? 

– Do salonu. 

Słyszała,  jak  wkładał  naczynia do  zlewu i  cieszyła  się,  że  znalazł sobie 

jakieś zajęcie. Jego obecność była ostatnią rzeczą, o jakiej marzyła. Nie chciała 

się z nim kłócić, zwłaszcza jeśli mieli pozostać tu uwięzieni jeszcze przez jakiś 

czas, ale nie miała zamiaru pozwolić, aby przejął kontrolę nad jej życiem. 

Niestety, jej ulga była krótkotrwała. Zdążyła poleżeć sobie wygodnie na 

sofie razem ze 

szczeniakiem całe dwie minuty, kiedy zjawił się Nick. 

– 

Chcesz, żebym włączył telewizor? 

– 

Nie,  dziękuję.  Chyba  że  ty  chcesz  coś  obejrzeć  –  odpowiedziała 

uprzejmie. 

– Nie. 

Usiadł w wielkim fotelu ciotki Bess i patrzył na nią. 

Andy gorączkowo szukała bezpiecznego tematu, niezwiązanego ze stanem 

jej finansów, z jej przyszłością i ich małżeństwem. 

– Nadal nie mam imienia dla pieska. 
– 

Szkoda,  że  nie  wiemy,  jak  Noe  wołał  na  psy,  które  zabrał  na  arkę. 

Jesteśmy prawie w tej samej sytuacji. 

To podsunęło jej pewną myśl... 
– 

Dzięki,  Nick!  Nazwę  go  Noe!  Nie  sądzisz,  że  to  świetne  imię?  – 

Pocałowała szczeniaka w mokry nosek i podrapała go za uchem. – I co ty na to, 

Noe? Podoba ci się? Na pewno będziesz dzielnym pieskiem, tak jak twój biblijny 

poprzednik. Przetrwałeś potop! 

– 

Z  twoją  pomocą.  Mam  nadzieję,  że  rozumie,  że  to  twojej  dobroci 

zawdzięcza życie. 

– 

Na pewno, to bardzo mądry piesek! – powiedziała z przekonaniem Andy. 

Nagle coś przyszło jej do głowy... – Myślisz, że to chłopiec? Nigdy nie miałam 
psa i dlatego... 

Nick wstał z fotela, wziął psa i obejrzał go dokładnie. 
– Tak, to facet – 

zapewnił, oddając Andy szczeniaka. 

– 

A ty miałeś psa, kiedy byłeś mały? – spytała zaciekawiona. 

Przez  chwilę  myślała,  że  jej  nie  odpowie.  Podczas  ich  krótkiego 

małżeństwa rzadko rozmawiali na temat jego przeszłości. W końcu jednak oparł 

background image

się wygodnie i powiedział: 

– 

Tak, zdechł, kiedy miałem siedemnaście lat. 

– 

Jak miał na imię? 

– Barney. 
– 

Miałeś potem innego psa? – pytała podekscytowana, że może dowiedzieć 

się o nim czegoś więcej. 

– Nie. 
– Dlaczego? 
– 

Wkrótce wyjechałem do szkoły. To nie byłby dobry pomysł. 

– 

Bess na pewno by się nim zajęła. 

– 

Po prostu nie chciałem mieć drugiego psa – uciął zdecydowanie. 

Andy  wiedziała  już,  że  nie  usłyszy  całej  historii,  ale  postanowiła  nie 

rezygnow

ać zbyt łatwo. 

– 

Czy Barney zdechł ze starości? 

– 

Nie.  Włączmy  lepiej  telewizor,  może  będzie  coś  ciekawego  – 

zaproponował, nie patrząc na nią, ale nie ruszył się z fotela. 

– 

Dlaczego zdechł? – dopytywała się Andy. 

Nick  powoli  podniósł  wzrok  i  popatrzył  na  nią.  Jego  spojrzenie  było 

lodowate. 

– 

Mój ojciec go przejechał, kiedy wracał pijany do domu. Gdy zobaczył, co 

się stało, zakopał go. Powiedział mi to rano przy śniadaniu. 

Andy drgnęła zaskoczona. Zrobiło się jej bardzo przykro. Nigdy dotąd nie 

przypuszczała,  że  Nick  może  nosić  w  sobie  tak  bolesne  rany.  Życie  z  ojcem 

pozbawionym wrażliwości na pewno nie było łatwe ani przyjemne. 

– 

Nick, przepraszam... Nie wiedziałam. 

– 

To było dawno temu – odparł chłodno. 

– Ale... – 

Chciała coś powiedzieć, jednak jego spojrzenie ją powstrzymało. 

Pochyliła głowę i pogłaskała psa. – Chcesz go potrzymać? 

– 

Nie. Nie jestem już małym chłopcem, Andy. To nie psa chcę przytulić. 

Znowu dotknęli zbyt niebezpiecznego tematu. Głośno wciągnęła powietrze 

i próbowała uspokoić bijące gwałtownie serce. Nie wiedziała, czy to z powodu 

bolesnych wspomnień Nicka, czy raczej przez pamięć dotyku jego gorących rąk... 

– Nie, Nick – 

odpowiedziała w końcu wolno. 

– 

Ale  dlaczego?  Nawet  jeżeli  chcesz  się  ze  mną  rozwieść,  to  na  razie 

jesteśmy małżeństwem. Moglibyśmy jeszcze nacieszyć się sobą. 

W jego oczach znów pojawił się znajomy upór. 
– 

Ale  ja  nie  chcę.  I  dlatego  nie  nacieszymy  się  sobą,  jak  to  nazwałeś. 

Jedynie tobie takie relacje sprawiają przyjemność. 

Celowo nie patrzyła na niego. Miała nadzieję, że nie zauważy, że kłamie. 

Ona przecież też czerpała z tego przyjemność, ale potem zwykle żałowała, że ich 

małżeństwo tak wygląda. 

background image

– 

Nie mów, że nie było ci dobrze, kiedy się kochaliśmy, Andy. Nie uwierzę 

ci – 

powiedział. 

– 

Możesz  wierzyć,  w  co  chcesz  –  odparła,  niezadowolona,  że  odkrył 

prawdę. – Nic ci już nie powiem. Po prostu zostaw mnie samą. 

Ku jej zaskoczeniu, bez protestów spełnił tę prośbę. 
 

Resztę popołudnia  Andy  spędziła  w  salonie,  bawiąc  się  z psem,  dopóki 

szczeniak się nie zmęczył. Nagle wskoczył na sofę, położył się i zamknął oczy. 

Na początku przestraszyła się, że coś mu się stało, ale uspokoiła się, słysząc jego 

spokojny  oddech.  Przypomniała  sobie,  że  podobnie  zasypiają  zmęczone  małe 
dzieci – 

zupełnie nagle, podczas zabawy. 

Ona  też  z  ulgą  wyciągnęła  się  na  sofie.  Miała  ochotę  uciąć  sobie  małą 

drzemkę. Od kiedy zaszła w ciążę, miała zdecydowanie mniej energii. Tak, lepiej 

się zdrzemnie, zamiast rozmyślać o Nicku i wszystkich piętrzących się przed nią 
problemach. 

Spała  około  godziny,  a  kiedy  się  obudziła,  pierwszą  myślą  było 

wspomnienie psa Nicka. Wolała sobie nie wyobrażać, jakie Nick musiał  mieć 

dzieciństwo  z  takim  ojcem.  Cała  ta  historia  zrobiła  na  niej  bardzo  smutne 

wrażenie, ale była zadowolona, że przy okazji dowiedziała się czegoś o rodzinie 

męża. 

Zamyśliła się. Sama nigdy nie przepadała za alkoholem, czasami wypijała 

lampkę wina. Nick nigdy nie pił nawet kropli. To ją zaskoczyło. Pewnego razu 

spytała  go  o  to,  ale  odpowiedział,  że  prowadzi  i  nie  pije.  Pijany  kierowca 

spowodował wypadek, w którym zginęli jej rodzice i od tej pory jej życie było 

rozpaczliwie  samotne,  więc  spodobała  się  jej  jego  konsekwencja  i  poczucie 

odpowiedzialności.  Nie  miała  jednak  pojęcia,  że  był  też  inny  powód  jego 
abstynencji. 

Myślała  o  tym,  jak  smutne  musiało  być  dzieciństwo  Nicka.  Nie  stracił 

wprawdzie obojga rodziców, jak ona, ale życie z takim ojcem na pewno nie było 

szczęśliwe. Żałosne popiskiwanie Noego przerwało te smutne rozmyślania. 

– 

Cześć, kochany. Obudziłeś się? Ja też już wstałam. Spojrzała na zegarek i 

uświadomiła  sobie,  że  czas  coś  zjeść.  Wzięła  szczeniaka  na  ręce  i  poszła  do 

kuchni. Nick układał pasjansa na stole. 

– 

Nie wiedziałam, że Bess ma karty – powiedziała zdziwiona. 

Zerknął na nią w milczeniu i wrócił do układania. 
– Wychodzi? – 

spytała żartobliwie. Chciała poprawić mu humor. Jego zły 

nastrój nie powinien zatruć całego popołudnia. 

– Nie. 

Westchnęła i otworzyła lodówkę. 
– 

Jesteś głodna? – spytał. 

– 

Trochę...  Pomyślałam,  że  przygotuję  coś  dobrego.  Jeśli  potrzymasz 

background image

Noego,  mogę  zrobić  zapiekankę  z  indykiem  –  zaproponowała  z  miłym 

uśmiechem. 

Spojrzał na nią zdziwiony. 
– 

Twój pies nie może siedzieć na podłodze? 

– 

Nie, będzie mi się kręcił pod nogami i przeszkadzał. Poza tym, on jeszcze 

ciągle się boi. – Pogłaskała szczeniaka i chciała podać go Nickowi. – Proszę... 

– 

To  może  zamknij  go  w  sypialni  –  zaproponował  Nick,  wyraźnie 

wzbraniając się przed wzięciem Noego na ręce. 

– 

Będzie skomlał, a tego nie wytrzymam. 

Nick nie zareagował. Zajął się z powrotem kartami i nic nie odpowiedział. 

Andrea  stała  przez  chwilę  i  obserwowała  go,  nie  odzywając  się.  Po  kilku 

sekundach ułożył ostatnią kartę i powiedział: 

– No dobrze, daj mi tego cholernego psa. 
– 

Ale musisz obiecać, że będziesz dla niego miły – ostrzegła i przezornie 

nie czekając na odpowiedź, podała mu szczeniaka. – Tylko musisz go głaskać, 

żeby nie skamlał, bo to mnie rozprasza i jeszcze pokaleczę się przy krojeniu! 

Po chwili zaskoczona zauważyła, że Nick spełnił jej prośbę – przytulał psa 

i głaskał go delikatnie. 

– 

Dobrze,  że  nie  mamy  dzieci.  Rozpuściłabyś  je  do  cna.  Drgnęła  na  te 

słowa, ale na szczęście nie patrzył na nią. Ze smutkiem w oczach odwróciła się i 

zaczęła przygotowywać jedzenie. Nie zajęło jej to zbyt wiele czasu. Już po kilku 

minutach zapiekanka była gotowa i mogli siadać do stołu. 

Kiedy sprzątali po posiłku, spytała: 
– 

Może masz ochotę zagrać w karty zamiast oglądać telewizję? 

– 

A w co chcesz zagrać? 

– 

Możemy zagrać w pokera. 

– 

Może  być  poker.  Zagramy  na  pieniądze?  Zdziwiła  się,  że  tak  szybko 

zgodził się na jej propozycję. Nigdy wcześniej nie grali razem w karty. Po chwili 

zastanowienia  stwierdziła,  że  tak  naprawdę  w  ciągu  ostatnich  dwudziestu 

czterech godzin spędzili razem więcej czasu i częściej rozmawiali niż w ciągu 

poprzednich sześciu miesięcy małżeństwa. 

– 

Nie, nie na pieniądze. Może o to, kto jutro gotuje? 

– 

Umowa stoi. Po pierwsze dlatego, że wiem, że wygram, a po drugie, bo 

uważam, że lepiej gotujesz. 

– 

Jesteś strasznie pewny siebie. Muszę cię jednak uprzedzić, że też nieźle 

sobie radzę z kartami. 

Spojrzał  na  nią  tym  typowo  męskim  wzrokiem,  w  którym  kryła  się 

pewność zwycięzcy. 

Wzięła karty ze stołu i potasowała je. Noe siedzący na jej kolanach dotknął 

nosem talii i przepchnął ją jak wytrawny gracz. 

– 

Myślisz, że sobie poradzisz? – spytał Nick, uśmiechając się. – Nawet Noe 

background image

ci ni

e pomoże. Już przegrałaś. 

Niezrażona Andy rozdała karty. 
– 

Jeszcze  zobaczymy.  Ten  się  śmieje...  Zaczynaj.  Parę  godzin  później 

Andrea musiała przyznać się do porażki. Nick wygrał, choć niewielką przewagą. 

Ale  przynajmniej  miło  spędzili  czas.  Nick  był  zrelaksowany,  uśmiechał  się 

zadowolony ze zwycięstwa. 

– 

No dobrze, przegrałam, ale prawie wygrałam – stwierdziła przewrotnie. 

– 

Masz  rację.  Jesteś  lepszym  graczem,  niż  sądziłem.  Następnym  razem 

będę ostrożniejszy. 

– 

Byłeś przekonany, że poradzisz sobie ze mną bez trudu? 

– 

Muszę  przyznać,  że  tak  –  powiedział,  nagle  poważniejąc.  –  Tak jak 

wtedy, kiedy się z tobą żeniłem. 

Nie  wiedziała,  jak  powinna  zareagować  na  te  słowa.  Spojrzała  w  jego 

niebieskie  oczy  i  zaskoczył  ją  wyraz  bólu,  jaki  w  nich  zobaczyła.  Nic  nie 
odpo

wiedziała, nie chciała go urazić. 

– 

Myślę,  że  czas  już  iść  spać  –  odezwała  się  po  chwili  milczenia.  – 

Wyprowadzę Noego i zobaczę, czy czegoś się dziś nauczył. 

Wzięła  psa  i  wyszła  z  nim  na  ganek.  Stała  tam  chwilę  zamyślona  i 

obserwowała Noego obwąchującego deski. Nagle uświadomiła sobie, że już nie 

pada.  Wyszła  dalej  i  spojrzała  w  niebo.  Po  raz  pierwszy  od  dłuższego  czasu 

ujrzała gwiazdy. 

– 

Nick! Chodź tu szybko! Wybiegł z domu przestraszony. 

– 

Coś ci się stało?! 

– Nie, spójrz! 
– Co? 
–  Nick, spójrz na niebo! 

Widzisz gwiazdy? Już nie pada. Myślisz, że to 

naprawdę koniec? 

Uspokojony położył rękę na jej ramieniu. Poczuła się taka szczęśliwa, że 

oparła się o niego. 

– 

Nie wiem, ale wykorzystam to i sprawdzę, czy dam radę naprawić dach. 

Puścił ją i zszedł po schodach. 
– 

Teraz? W takich ciemnościach? – zdziwiła się. 

– 

Bess ma świetną latarkę. Mogłabyś ją przynieść? Leży w spiżarni. – I nie 

czekając na odpowiedź, przeszedł przez ogród do szopy. 

– Ale... 

Andy chciała coś powiedzieć, lecz uzmysłowiła sobie, że Nick już jej nie 

słucha. Posłusznie ruszyła po latarkę. Może potem uda się go przekonać, że to 

nierozsądne. 

Zostawiła  szczeniaka  na  ganku  i  szybko  pobiegła  do  spiżarni.  Kiedy 

wróciła, Noe odnalazł schody i był właśnie w połowie drogi na dół. 

– Noe, stój – 

krzyknęła i z satysfakcją zauważyła, że zareagował na swoje 

background image

imię. 

– 

Przyniosłaś latarkę? – krzyknął Nick z szopy. 

– Tak. 

Podniosła psiaka i zeszła po schodach. Weszła do szopy, włączyła latarkę i 

obejrzała wnętrze. Nick wymruczał jakieś podziękowania i podszedł do stojącej 

pod ścianą drabiny. 

– 

Nick, uważam, że nie powinieneś naprawiać tego dachu po nocy. Może ci 

się coś stać. 

– 

Nie  bądź  niemądra,  Andy.  To  nie  jest  nic  skomplikowanego.  A  jeśli 

znowu zacznie padać, przeciek się powiększy. 

– 

To może posłuchamy prognozy i będziemy wiedzieli, na czym stoimy. 

Wtedy zobaczymy, czy możemy poczekać do jutra. 

– 

Kochanie,  kiedy  patrzyłaś  na  gwiazdy,  nie  zauważyłaś  widocznie,  że 

było je widać tylko na wschodzie. Od zachodu znów idą deszczowe chmury. 

– 

Masz rację – przyznała z namysłem. – Ale przecież ganek Bess wychodzi 

na wschód. Więc jak mogłam widzieć, co się dzieje na zachodzie? 

– 

A ja spojrzałem. Na zachodzie jest ciemno i tylko co jakiś czas pokazują 

się błyskawice. Jak myślisz, czy to oznaka końca deszczu? 

– Nie – wymamr

otała przybita. 

– 

Przesuń się – powiedział, biorąc drabinę, młotek i parę dachówek. 

– Pomóc ci? 
– 

Nie, tylko poświeć mi trochę. Poza tym przecież musisz pilnować psa. 

Dlaczego go ze sobą wzięłaś? 

– 

Musiałam go zabrać, kiedy poszłam po latarkę, przygotowywał się na 

podbój zachodniej części świata. 

Nick uśmiechnął się lekko i wrzucił do kieszeni jeszcze kilka gwoździ. 

Poszli  w  kierunku  domu.  Nick  przystawił  drabinę  do  ściany.  Andrea 

spojrzała w górę i drgnęła przestraszona. Chociaż dom Bess był niewysoki, miał 

bardzo stromy dach. Nie wydawało się jej, żeby wchodzenie tam, zwłaszcza nocą, 

było najlepszym pomysłem. 

– 

Poradzę  sobie  sam,  możesz  wracać  do  domu  –  powiedział  Nick, 

oceniwszy sytuację. 

– 

Chyba  żartujesz. Nie  będę  siedziała  przed  telewizorem,  kiedy  ty  tutaj 

ryzykujesz życie. 

–  Nie przesadzaj. Po prostu uszczelniam dach. To nic takiego. Poza tym 

chciałaś obejrzeć prognozę pogody – tłumaczył ciepłym i miłym tonem. 

Włożył narzędzia do przedniej kieszeni i zamocował młotek przy pasku. 

Potem wziął dachówki pod rękę i uśmiechnął się do Andy. 

Omal się nie rozpłakała. To był znowu kochany, dobry Nick, ten, który 

zdobył jej serce i z którym chciała dożyć starości. Miała ochotę rzucić mu się na 

szyję i błagać, żeby jej nie zostawiał. Ale nie mogła. Im dłużej byli małżeństwem, 

background image

tym  rzadziej  widziała  ten  uśmiech.  Nick  z  każdym  dniem  stawał  się  coraz 

bardziej niedostępny i spięty. 

Cofnęła się i podała mu latarkę. 
– 

Proszę. 

Przyglądał się jej z zaciekawieniem. 
– 

Coś się stało? 

– 

Nie, wszystko w porządku. Tylko... uważaj na siebie. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
– 

Zawsze uważam – zapewnił ją. – Odsuń się od drabiny. 

– 

Może lepiej przytrzymam ci ją, żeby nie upadła – zaproponowała. 

– 

To chyba nie będzie konieczne. Wygląda dość pewnie. – Poprawił sobie 

spodnie i zaczął się wolno wspinać. 

Andy  przeniosła  szczeniaka  w  głąb  ganku  i  kazała  mu  zostać,  sama 

natomiast wróciła na poprzednie stanowisko i chwyciła mocno drabinę. 

Gdy Nick dotarł do rynny otaczającej dach, odetchnęła z ulgą. Natychmiast 

jednak przypomniała sobie, że zabawa dopiero się zaczyna. Wolno przesuwał się 

po  krzywiźnie  dachu,  a  kiedy  już  doszedł  do  niewielkiej  szczeliny,  ostrożnie 

zmienił pozycję i zaczął wyciągać z kieszeni poupychane tam narzędzia. Nagle 

coś wyślizgnęło mu się z ręki i z dachu w podskokach stoczył się duży gwóźdź. 

Andrea  odskoczyła  na  bok  i  na  szczęście  nic  jej  się  nie  stało.  Niestety, 

Nick, śledząc tor gwoździa, wychylił się w dół i zauważył ją. 

– 

Uciekaj stąd, Andy! Miałaś stać na ganku! 

– 

Trzymam ci drabinę. 

– 

Zostaw ją! To mógł być młotek! 

Trudno  było  nie  przyznać  mu  racji.  Andy  odsunęła  się  niechętnie  i 

wycofała kilka kroków dalej. Teraz była na tyle bezpieczna, że nic nie mogło 

spaść jej na głowę, a jednocześnie widziała, co się dzieje na dachu. 

– 

No dobrze, możesz tam zostać, ale nie podchodź nawet centymetr bliżej! 

– 

Nick potrząsnął głową zirytowany jej uporem i zabrał się do pracy. 

Oceniając  sytuację  z  tej  odległości,  wyglądało na to,  że  całkiem  dobrze 

sobie  radzi.  Musiała  przyznać,  że  znowu  pozytywnie  ją  zaskoczył.  Nie 

podejrzewała go o takie umiejętności. Ciekawe, jakie jeszcze zalety ukrywał...? 

Nie ujawnił ich zbyt wiele w czasie ich krótkiego małżeństwa. 

Wkrótce Nick skończył łatanie dziury i ostrożnie spakował narzędzia do 

kieszeni. Powoli ześlizgiwał się w dół, kiedy nagle stracił równowagę i zaczął 

spadać.  W  ostatniej  chwili udało  mu  się złapać  rynny  i  to uchroniło go przed 

upadkiem na ziemię. 

Andy  podbiegła  szybko,  gorączkowo  zastanawiając  się,  jak  może  mu 

pomóc. 

– 

Nick?! Wszystko w porządku? 

– 

W porządku. Odsuń się stąd, Andy! 

– 

Nie bądź śmieszny, przystawię ci drabinę. 

– 

Sam do niej sięgnę, wracaj na ganek! Próbował przesunąć się w tamtą 

stronę, nie wyglądało jednak na to, aby miał sobie poradzić. Andrea, niewiele 

myśląc, złapała drabinę i z trudem przydźwigała ją bliżej Nicka. Wisiał na dachu, 

trzymając  się  kurczowo  rynny,  więc  nie  bardzo  mógł  protestować.  Ostrożnie 

background image

postawił nogę na górnym szczeblu i zaczął wolno schodzić. Był już prawie na 

ziemi, kiedy nagle runął w dół razem z drabiną. 

W pierwszej chwili Andy nie bardzo wiedziała, co się stało, a fakt, że oboje 

wylądowali w błotnistej mazi, wcale nie pomagał jej zorientować się w sytuacji. 

Po chwili poczuła na swojej twarzy mokry dotyk małego, szorstkiego języczka, i 

to błyskawicznie ją orzeźwiło. 

– 

Noe, kto pozwolił ci zejść z ganku! – zawołała, wciąż leżąc na ziemi. 

Spojrzała w górę i zobaczyła wykrzywioną z bólu twarz Nicka. Leżał w dziwnej 

pozycji, najwyraźniej starając się utrzymać na sobie drabinę i jednocześnie nie 

opaść na Andy całym ciężarem ciała. – Nick? Nic ci się nie stało? 

–  Do 

cholery, Andy, mówiłem ci, żebyś nie podchodziła! Nie zgniotłem 

cię? – spytał z troską. 

– 

Nie, ze mną wszystko w porządku. 

To przypomniało jej, że jest jeszcze ktoś, kto mógł ucierpieć na skutek tego 

upadku. Poruszyła się delikatnie, ale nie czuła żadnego bólu. Miała nadzieję, że 

dziecku nic się nie stało. Ostatecznie to było tylko miękkie lądowanie w błocie. 

Podniosła się ostrożnie i spojrzała z niepokojem na Nicka przygniecionego 

ciężką drabiną. 

– 

Jesteś pewien, że nic ci nie jest? 

– Nie jestem. Strasznie boli mnie kostka. 

Z wysiłkiem odrzucił drabinę i wstał, wspierając się na ramieniu Andy. 

Próbował postawić nogę, ale twarz wykrzywiła mu się z bólu. 

– 

Dasz radę iść? – spytała zaniepokojona. 

– 

Mam nadzieję – wystękał. 

– 

Myślisz, że jest złamana? 

– 

Chyba nie. To pewnie tylko skręcenie. 

Andy  odetchnęła  z  ulgą.  Jej  wiedza  medyczna  ograniczała  się  do 

umiejętności przyklejania plastrów z opatrunkiem. 

– 

Oprzyj się na mnie, musimy dotrzeć do domu. To tylko kilka kroków. 

Stękając z wysiłku, z trudem dokuśtykał do ganku i powoli wspiął się po 

schodach. Reszta była już prosta. Skacząc na zdrowej nodze, dotarł do łazienki i 

zaczął się rozbierać. 

Z tym powinien już sobie sam poradzić, pomyślała Andrea. Do tej pory 

pomagała  mu  na  każdym  kroku,  ale  nawet  miłosierdzie  miało  swoje  granice. 

Prysznic z Nickiem zdecydowanie je przekraczał. 

– 

Chyba nie jestem ci już potrzebna. Zejdę na dół i poszukam ci czegoś do 

ubrania. 

Po kilku minutach wróciła, otworzyła drzwi łazienki i cisnęła na podłogę 

kłąb ciuchów. 

– 

Znalazłam coś, w co powinieneś się zmieścić – zawołała niewinnie. 

Nie  mogła  się  doczekać,  kiedy  zobaczy  go  wystrojonego  w  to,  co 

background image

przygotowała. Koszulka z wielkim, czerwonym sercem na środku była wściekle 

różowa i służyła Bess do spania, ale miała ogromną zaletę – powinna w znacznym 

stopniu okryć imponujące ciało Nicka. 

Zza drzwi łazienki dobiegły  mamrotane pod nosem przekleństwa. Andy 

zachichotała cicho. 

– 

Naprawdę  nie  znalazłaś  nic  innego?  –  spytał  podejrzliwie  Nick, 

wychodząc z łazienki. 

–  Tylko to by

ło czyste i wystarczająco duże – odparła niewinnie. – Jak 

kostka? 

– 

Boli, ale mam nadzieję, że jak się położę, będzie trochę lepiej. Dam już 

sobie radę – dodał uspokajająco. – Idź się myć, jesteś cała mokra i zabłocona. 

Andy  patrzyła  chwilę,  jak  Nick  oddala  się  do  sypialni,  a  ponieważ 

rzeczywiście dość dobrze sobie radził, wzięła Noego na ręce i weszła do łazienki. 

Obojgu przyda się ciepły prysznic. 

Szczeniak  nie  był  zachwycony  zabiegami  higienicznymi,  ale  kiedy  po 

kwadransie weszli do sypialni Nicka, wyglądali dużo lepiej. 

Andrea położyła Noego na łóżku i znikła w korytarzu. Po chwili wróciła, 

niosąc grubą narzutę. 

– 

Zrobię ci wysokie oparcie pod stopę – wyjaśniła. 

– 

To chyba niezły pomysł – wymamrotał wyraźnie sennym głosem. 

Z narzuty i kilku koców zbudowa

ła solidną podpórkę i ostrożnie umieściła 

tam  nogę  Nicka.  Następnie  zmoczyła  ręcznik  i  owinęła  kostkę  zimnym 
kompresem. 

– Auu! – 

zawołał całkiem rześko. – Co robisz?! 

– 

Leż spokojnie – pouczyła go surowo. – Leczę cię. 

– 

Uważasz, że odmrożenie jest lepsze niż skręcenie? 

– Ciekawe, co powiesz jutro rano, kiedy noga ci spuchnie jak balon. 

Poprawiła ręcznik, wzięła Noego na ręce i skierowała się do drzwi. 
– Andy... – 

za plecami usłyszała cichy głos. – Może lepiej by było, żebyś tu 

spała...? Na wypadek, gdybym potrzebował czegoś w nocy... 

Przez chwilę już zamierzała się zgodzić, ale spojrzała w jego niebieskie 

oczy i wrócił jej rozsądek. 

– 

To chyba nie jest najlepszy pomysł. W razie czego, zawsze możesz mnie 

zawołać. 

Widziała,  że  nie  był  zachwycony  jej  zdecydowaną  odmową,  ale  nie 

protestował. Zgasiła mu światło i przeszła do salonu. Ją też wyczerpał dzisiejszy 

dzień, marzyła jedynie o tym, żeby wreszcie się położyć. 

 

Obudziło ją delikatne trącanie w okolicy brzucha. Leniwie otworzyła oczy 

i zobac

zyła,  że  Noe  już  wstał  i  najwyraźniej  miał  ochotę  na  zabawę.  Szybko 

sięgnęła po biszkopty, które przygotowała sobie już wczoraj wieczorem i usiadła 

background image

na łóżku.. 

Szczeniak wepchnął się jej na kolana i uparcie domagał się ciastek. 
– 

No,  mój  mały,  chyba  będziemy  musieli  na  serio  wziąć  się  za  twoje 

wychowanie!  – 

Starała  się  mówić  surowo,  ale  Noe  pogryzał  biszkopty  i  nie 

wydawał się ani odrobinę zawstydzony. 

Po chwili Andy wypuściła psa na chwilę na dwór i cicho podeszła do drzwi 

sypialni. Jedyne, co usłyszała, to potężne odgłosy chrapania. Zabrała więc Noego 

z  ganku,  wróciła  do  łóżka  i  włączyła  telewizor.  Postanowiła  poczekać  ze 

śniadaniem, aż Nick wstanie. 

Prawie  wszystkie  kanały  nadawały  relacje  z  powodzi,  jaka  nawiedziła 

okolicę.  Reportaże  ukazywały  zalane  domy,  ludzi  koczujących  na  dachach  i 

czekających na pomoc, zerwane mosty, zniszczone drogi. Andy z ulgą pomyślała, 

że ich sytuacja nie jest jeszcze najgorsza. 

Wpatrzona w ekran nie usłyszała, że Nick wszedł do pokoju. 
– 

Ciągle pada? – spytał. 

– Niestety, tak. 

Jak się czujesz? 

– 

Dziś dużo lepiej, a ty? 

– 

Jestem trochę zmęczona, to wszystko. Kostka ci nie spuchła? 

– 

Tylko  trochę,  widocznie  twoje  okłady  pomogły.  Wstała  w  kanapy  i 

podała mu pieska. 

– 

Kładź się tutaj i pilnuj Noego, a ja tymczasem zrobię śniadanie. 

– 

Nie  jestem  inwalidą,  Andy,  nie  musisz  mnie  obsługiwać.  Sama  też 

dostałaś wczoraj w kość. 

– 

Ale u mnie skończyło się na kilku siniakach. Bądź grzeczny i leż – ucięła 

zdecydowanie. 

Rozbijając jajka, rozmyślała o Nicku. Troszczył się o nią, i to było bardzo 

miłe, ale jednocześnie był to jeden z niewielu ludzkich odruchów, jakie okazywał. 

Nigdy  nie  pozwolił,  aby  odpłaciła  mu  się  tym  samym.  Tak  jakby  się  bał,  że 

pozwalając, by się nim opiekowała, okaże słabość. Chociaż musiała przyznać, że 

tutaj i tak był bardziej uległy niż w Chicago. Tam jak ognia unikał wszelkich 

wspomnień i poważnych rozmów. 

–  Pomóc ci? – 

zawołał  z  salonu,  i  to  zmusiło  ją  do  powrotu  do 

rzeczywistości. 

W samą porę, jeszcze chwila, a jajka ścięłyby się na wiór. Nalała soku do 

szklanek i rozłożyła jajecznicę na talerze. 

– 

Przepraszam, że tyle to trwało – powiedziała, wchodząc z tacą do salonu. 

– 

Nie skarżę się. Po prostu niepokoję się, kiedy długo cię nie widzę. 

– 

Wolę  więc  sobie  nie  wyobrażać,  co  musiałeś  przeżywać  w  Chicago. 

Trwałeś w stanie permanentnego strachu – odparła zjadliwie. 

Rzucił jej chłodne spojrzenie znad uszu Noego i powiedział: 
– 

Tam wiedziałem, że jesteś bezpieczna. 

background image

Nie odezwała się. Bezpieczna? Co to właściwie tak naprawdę znaczy? 
– A gdzie boczek? – 

zapytał po chwili milczenia. 

– 

Przepraszam, z pośpiechu o nim zapomniałam – skłamała. Wolała się nie 

przyznawać,  że  zapach  smażonego  bekonu  wydłużyłby  czas  oczekiwania  na 

posiłek. 

Zjedli  śniadanie  i  Nick  sięgnął  po  pilota.  Przerzucał  kanały,  szukając 

czegoś ciekawego, ale poranne programy na każdej stacji wyglądały podobnie – 
same powtórki starych filmów albo nudne, specjalistyczne programy edukacyjne. 

Andy, wygodnie rozciągnięta w wielkim fotelu, ponownie zasnęła. 
– Andy? 
– Hmmm? – 

mruknęła przez sen. 

–  Na pewno nic ci ni

e  jest?  Śpisz  już  kilka  godzin.  Otworzyła  oczy  i 

zobaczyła Nicka pochylonego nad nią z zatroskanym wyrazem twarzy. 

– 

Naprawdę? Która godzina? 

– 

Już prawie południe. Jesteś pewna, że nic ci się wczoraj nie stało? 

– 

Absolutnie.  Po  prostu  lubię  sobie  czasami  uciąć  drzemkę.  Sam 

przyznasz, że program telewizyjny nie był zbyt wciągający. 

– 

Mówisz tak, bo przegapiłaś audycję o uprawie brukselki. – Uśmiechał 

się, ale nadal wpatrywał się w nią uważnie. 

– 

Nawet  mi  tego  nie  mów,  bo  będę  żałować  przez  najbliższy  miesiąc. 

Lepiej  już  pójdę  zrobić  obiad.  Mam  swój  honor  i  zawsze  wywiązuję  się  ze 

zobowiązań. 

Zostawiła Nicka w salonie i przeszła do kuchni. Przejrzała zapasy Bess, 

zastanawiając się, co by z tego stworzyć. Słyszała, że Nick nie zrezygnował z 
prób znalezienia w 

telewizji  czegoś,  co  da  się  obejrzeć  i  nie  usypia  widza. 

Przyszło jej do głowy, że to jego unieruchomienie ma swoje dobre strony – dzięki 

temu ona może zaszyć się w kuchni i uciec od jego niebezpiecznego uroku. 

Kilka godzin później obiad był już dawno zjedzony, a Andy wyczerpały się 

wszystkie pomysły na prace, które można wykonywać z dala od salonu. Poza tym 

miała wrażenie, że Nick przejrzał jej plany i zamierzał je pokrzyżować. Ciągle 

wzywał  ją  do  siebie  i  wymyślał  coraz  bardziej  absurdalne  powody.  Ostatnio 

oświadczył, że pilot mu się zawieruszył, a kiedy znalazła go na półce z książkami, 

usiłował jej wmówić, że sama go tam położyła. 

W końcu poddała się, wróciła do salonu i wygodnie rozparła w fotelu. 

Nick prawie zrósł się z pilotem, przerzucał kolejne kanały, ale wszędzie 

królowały opery mydlane. 

– 

Może lepiej coś poczytamy – zaproponował w końcu zrezygnowany. 

– 

Dobry pomysł. Powiedz, na co masz ochotę, a coś ci tu znajdę. 

– 

Może jakaś mroczna historia kryminalna. Wiesz, tajemnicze zabójstwo 

starego profeso

ra, który nie miał żadnych wrogów... 

–  Nie ma sprawy – 

zaśmiała się Andy. – Ale znajdę ci coś, gdzie ofiarą 

background image

będzie mężczyzna, inaczej nie będę mogła spać spokojnie. 

Wstała z fotela i zaczęła wolno przeglądać książki na półkach. Wybrała 

kilka pozycji, kiedy 

nagle na najniższej półce zobaczyła albumy ze zdjęciami. 

Zaciekawiona pochyliła się nad nimi. Bess nigdy nie pokazywała jej rodzinnych 

zdjęć, a Nick oczywiście unikał tego tematu. Andy wyciągnęła kilka fotografii, 

zastanawiając  się,  jak  je  obejrzeć  w  tajemnicy  przed  Nickiem.  Nie  miała 

wątpliwości, że nie byłby zachwycony. 

Podała mu kryminały, a kiedy zaczął je przeglądać, ostrożnie wyciągnęła 

najgrubszy album i położyła go za kanapą. 

– To przeczytam – 

usłyszała z tyłu głos Nicka. – Chcesz też coś? 

– 

Nie, dzięki. Znalazłam sobie coś innego – odpowiedziała. 

Odstawiła książki na miejsca, a sama rozsiadła się wygodnie na podłodze 

za kanapą. Miała nadzieję, że tu będzie bezpieczna. Wiedziała, że Nickowi nie 

spodobałoby się to, co robi, ale ciekawość była silniejsza. Może w ten sposób 

dowie się czegoś o jego dzieciństwie i lepiej go zrozumie? 

Zdjęcia były bardzo stare, w większości czarno-białe. 

Typowe obrazki sprzed lat, na których nienaturalnie uśmiechnięci ludzie, 

wpatrzeni prosto w obiektyw, pozują u małomiasteczkowego fotografa. Jedna z 

fotografii przedstawiała młodą parę. Kobieta była trochę podobna do Bess. Andy 

zastanawiała  się,  czy  to  matka  Nicka.  Przyjrzała  się  towarzyszącemu  jej 

mężczyźnie i stwierdziła, że to musi być jego ojciec. 

Oboje byli racz

ej  przystojni,  uśmiechali  się  i  patrzyli  sobie  w  oczy  z 

wielkim uczuciem. My też kiedyś tak na siebie patrzyliśmy, przypomniała sobie. 

Podniosła wzrok i zerknęła na Nicka, ale był pogrążony w lekturze. Przewróciła 

kartkę i skupiła się na kolejnych fotografiach. Jedna z nich przedstawiała radosną 

parę  na  tle  niewykończonego  domu.  To  musiała  być  Bess  i  jej  mąż.  Mimo 

zmarszczek i siwych włosów nadal miała ten sam ciepły uśmiech i nieco figlarne 

spojrzenie.  Mąż  Bess  był  zażywnym,  niewysokim  blondynem  o  radosnych, 

błyszczących oczach. Andrea mimowolnie uśmiechnęła się do niego. Szkoda, że 

nie zdążyła go poznać. Była pewna, że by się polubili. 

Wróciła do poprzedniego zdjęcia i z uwagą przyglądała się ojcu Nicka. Jaki 

był?  Czy  kochał  syna?  Patrzył  z  miłością  na  żonę,  ale  w  jego  postawie  i 

spojrzeniu było coś zastanawiającego. Wyglądał, jakby starannie ukrywał własną 

niepewność. 

– 

Co ty, do diabła, robisz!? – usłyszała nagle nad sobą podniesiony głos 

Nicka. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Drgnęła przestraszona i prawie wypuściła album z rąk. 
– 

Nick,  przestań  na  mnie  krzyczeć.  To  mnie  stresuje  –  odezwała  się 

najspokojniej, jak umiała. 

– 

Gdzie to znalazłaś? – spytał ostro, ignorując jej prośbę. 

– 

Na dolnej półce. 

– 

Nie  powinnaś  oglądać  tych  zdjęć.  To  moja  rodzina  i  moja  osobista 

sprawa. 

– 

Przypominam  ci,  że  do  czasu  rozwodu  to  jest  również  moja  rodzina. 

Rodzina, o której nic nie wiem. – 

Przerwała  na  chwilę  i  patrzyła  na  niego 

uważnie. – Dlaczego, Nick? Dlaczego nigdy mi o niej nie opowiadałeś? 

– 

Jak  większość  rozsądnych  ludzi,  unikam  przykrych tematów – 

odpowiedział chłodno. 

– 

Wiem, że twoja matka zmarła przy porodzie, ale co z twoim ojcem? 

Spojrzał na nią lodowatym wzrokiem i nic nie mówiąc, wrócił na kanapę. 
– 

Nick, czy twój ojciec żyje? – nie ustępowała. 

– Nie. 
– 

Dlaczego zmarł? Był na coś chory? 

– 

Andy, możesz przestać? – spytał rozdrażniony. – Próbuję czytać. 

Było jasne, że nie zamierza zdradzać jej żadnych szczegółów ze swojego 

życia.  Przestała  więc  zadręczać  go  pytaniami  i  wróciła  do  oglądania  zdjęć. 

Najbardziej interesowały ją te z dzieciństwa Nicka. Na wielu bawił się z Bess, 

siedział na jej kolanach, wtulony w jej ramiona. Na niektórych był też Homer, 

mąż Bess. Tylko dwa zdjęcia przedstawiały Nicka z ojcem. Stali sztywno obok 

siebie, nie było widać żadnego ciepła między nimi. 

– 

Miałeś  dobre  stosunki  z  ojcem?  –  spytała,  uważnie  obserwując  jego 

reakcję. 

– Nie. 
– Dlaczego? 
– 

Znajdź sobie lepiej coś do czytania. Wszystko będzie ciekawsze niż moje 

dzieciństwo. 

Czy  byłby  równie  nieustępliwy,  gdyby  wiedział,  że nosi jego dziecko? 

Ostatecznie,  choćby  z  medycznych  względów,  powinna  znać  historię  jego 

rodziny. Może byli obciążeni jakąś chorobą dziedziczną? Ciekawe, na co zmarł 
jego ojciec... 

Westchnęła ciężko i zamknęła album. Obejrzy go kiedyś z Bess i wypyta ją 

o wszystko. 

Podniosła  się  z  podłogi  i  podeszła  do  okna.  Świat  na  zewnątrz  tonął  w 

mroku i strugach deszczu. Nagle silny błysk rozdarł niebo i sekundę potem piorun 

background image

uderzył w wielkie drzewo rosnące w pobliżu domu. 

Andy  krzyknęła  przestraszona  i  odruchowo  zamknęła  oczy.  Zanim  je 

otworzyła, poczuła, że oplatają ją silne ramiona Nicka. 

– 

Wszystko w porządku? – spytał, przytulając ją do siebie. 

Kiwnęła głową i oparła się o jego szeroką pierś. Było jej dobrze, ciepło, 

bezpiecznie. Wprawdzie serce biło jak oszalałe, ale nie potrafiła sobie odmówić 

tej chwili słabości. 

Przez chwilę stali tak w milczeniu, a potem Nick odwrócił ją do siebie i 

zmusił,  żeby  popatrzyła  mu  w  oczy.  Jego  spojrzenie  podziałało  na  nią 

magnetycznie.  Nie potrafiła odwrócić  wzroku, nawet  wtedy,  gdy  wyczytała  w 

oczach Nicka, że zaraz ją pocałuje. 

Miała rację. Po chwili poczuła delikatny dotyk jego ust, które pieściły ją 

słodko  i  czule.  To  był  długi,  subtelny  pocałunek  przypominający  wszystkie 

cudowne dni, które razem spędzili. 

Ale nagle pocałunek zmienił charakter. Stał się mocniejszy i pełen pasji. 

Nick  wsunął  dłonie  pod  jej  sweter  i  delikatnie  gładził  ją  wzdłuż  kręgosłupa. 

Poczuła  znajomy  dreszcz  pożądania  i  wiedziała,  że  to  ostatni  moment,  żeby 

przerwać pieszczoty. 

Z trudem oderwała się od jego ust. Ciężko oddychając, oparła policzek na 

jego piersi i wyszeptała: 

– 

Musimy przestać, Nick. 

– Dlaczego? – 

spytał chrapliwie. 

– 

Nie chcę się z tobą kochać, bo wcale mnie nie pragniesz – odpowiedziała. 

Przez chwilę nic nie mówił. Słyszała tylko jego urywany oddech. 
– 

To najgłupsza rzecz, jaką słyszałem – wykrztusił po chwili i przytulił ją 

mocniej. – 

Chcesz zobaczyć, jak bardzo cię pragnę? 

– Nie – 

wyszeptała. – Pragniesz mojego ciała, ale nie mnie samej. 

– 

Znowu  zaczynasz  te  brednie...?  Dlaczego?  Pragnę  cię,  Andy, jak nie 

pragnąłem nigdy żadnej kobiety. Od kiedy cię poznałem, nawet nie spojrzałem na 

inną, uwierz mi! – Chwycił ją delikatnie za ramiona i lekko potrząsnął. 

– 

Nie  rozumiesz  mnie,  Nick.  Pragniesz  mnie,  ale  nie  chcesz  ze  mną 

poważnie rozmawiać, nie chcesz, żebyśmy dzielili nasze życie. Liczyłam się dla 

ciebie tylko jako partnerka do łóżka. Wiesz, tego dnia, kiedy od ciebie odeszłam, 

uświadomiłam sobie, że pewnie od tygodni nie widziałeś mnie normalnie ubranej. 

Wracałeś do domu tylko po to, żeby ze mną spać. 

– 

Wracałem,  żeby  się  z  tobą  kochać,  a  to  wielka  różnica!  Kocham  cię, 

Andy, ale jestem bardzo zajętym człowiekiem. Całe życie pracowałem na to, by 

rozwinąć firmę i nie mogę teraz zwolnić tempa. Czego ty oczekujesz? Żebym 

wpadał w południe na obiad i wysłuchiwał, jak streszczasz mi ostatni odcinek 
opery mydlanej? 

Stawał się coraz bardziej zirytowany, ale nie była tym zaskoczona. Zawsze 

background image

tak  reagował,  kiedy  próbowała  podejść  do  niego  zbyt  blisko.  Atak  był  jego 

najlepszą obroną. 

–  Nie  – 

zaprzeczyła łagodnie. – Choćby dlatego, że nie oglądam takich 

filmów.  Chcę  żyć  z  człowiekiem,  który  będzie  ze  mną  rozmawiał  o  naszej 

przyszłości, o naszym życiu... 

– 

Rozmawiał?!  –  wykrzyknął  rozdrażniony.  –  Ja  ciężko  pracuję  na  tę 

przyszłość! Właśnie dlatego nie było mnie w domu, żeby zapewnić ci wszystko, 
czego pragniesz! Rozumiesz? 

– 

Nie udało ci się to, Nick – powiedziała spokojnie. 

– 

Co masz na myśli? Czego ci brakowało? 

– Ciebie. I dziecka. 

Spojrzał na nią dziwnie, po czym odwrócił się i bez słowa, lekko kulejąc, 

wysze

dł z pokoju. 

 

Nick  spędził  w  sypialni  resztę popołudnia.  Andy  nie  przeszkadzała  mu. 

Oboje  potrzebowali  czasu,  żeby  spokojnie  pomyśleć.  Nigdy  nie  miała 

wątpliwości  co  do  tego,  że  Nick  jej  pragnie.  Zawsze  jednak  chciała  od  niego 

czegoś  więcej  niż  tylko  rozkoszy  w  sypialni.  Ale  tylko  tam  Nick  stawał  się 

bardziej  otwarty.  We  wszystkich  innych  sytuacjach  celowo  trzymał  ludzi  na 

dystans i nawet dla niej nie robił wyjątku. 

Siedziała  teraz  w  saloniku  Bess  i  myślała  o  małym  chłopcu,  który  na 

pamiątkowym zdjęciu nie chciał się przytulić do ojca. 

Kiedy zapadł zmrok, przeszła do kuchni i zaczęła szykować kolację. Gdy 

wszystko było już gotowe, podeszła do drzwi sypialni i zapukała. 

– Nick? Kolacja gotowa. 
– 

Nie jestem głodny. 

Uśmiechnęła  się  do  siebie  i  pokiwała  głową.  Typowe  zachowanie 

obrażonego samca. 

Otworzyła drzwi i spojrzała łagodnie na rozciągniętego w poprzek łóżka 

Nicka. 

– 

Nie bądź śmieszny! 

Popatrzył na nią z wyraźną urazą, ale nic nie odpowiedział. 
– 

Daj spokój, Nick. Utknęliśmy tu nie wiadomo na jak długo i lepiej, jeśli 

nie będziemy się na siebie dąsać z byle powodu. 

– 

Nie dąsam się, po prostu nie jestem głodny – odezwał się obrażonym 

tonem. 

– Jasne – 

powiedziała, z trudem ukrywając rozbawienie. – Dlatego siedzisz 

tu  po  ciemku  i  udajesz,  że  nie  masz  ochoty  na  pieczeń  ze  smażonymi 
ziemniakami. 

Powoli jego twarz zaczęła przybierać pogodniejszy wyraz. 
– 

Dlaczego nie powiedziałaś tego od razu? – spytał, podnosząc się z łóżka. 

background image

– 

Pieczeń z ziemniakami wyrwałaby  mnie nawet z grobu. Ale swoją drogą to 

niec

zyste zagranie. Nie powinnaś kusić mnie w ten sposób. 

– 

Na wojnie i w miłości wszystkie chwyty dozwolone – odpowiedziała ze 

śmiechem. 

– 

Na wojnie i w miłości... – powtórzył. – Ciekawe, gdzie jesteśmy... 

– Jak twoja kostka? – 

zmieniła temat. 

– 

Trochę boli, ale jest coraz lepiej. 

– 

Świetnie. To znaczy, że będziesz mógł pozmywać po kolacji. 

– 

Ej, poczekaj, tego nie było w umowie. 

– 

Co z tego? Nie mogę przecież robić wszystkiego sama, a nie ma tu nikogo 

poza tobą, kto mógłby zabawiać się w kuchcika. 

Dobrze dopr

awiona pieczeń była rzeczywiście ulubionym daniem Nicka, a 

co  ważniejsze  –  zdecydowanie  poprawiała  mu  humor.  Kolacja  przebiegła  w 

wyjątkowo miłym nastroju. 

Kiedy skończyli posiłek, oboje zabrali się za sprzątanie. 
– 

Dobrze,  że  nikt  mnie  przy  tym  nie  widzi  –  mruknął  Nick,  skrobiąc 

patelnię. 

– 

Dlaczego? Myślę, że to dodałoby ci ludzkich cech w oczach wielu osób. 

– 

Zbyt  długo  pracowałem  na  obraz  twardziela  bez  uczuć,  żeby  jedna 

patelnia mogła to zniszczyć – zaśmiał się głośno. 

– 

Ej, coś mi się zdaje, że ktoś powinien rozbić ten posągowy wizerunek. 

Jeszcze chwila, a sam w to uwierzysz. Przydałoby ci się trochę pokory! 

Ze zdziwieniem zauważyła, że jej słowa zmiotły gdzieś pogodny nastrój, 

jaki panował w kuchni. Nick zamyślił się nad czymś, po chwili zaś powiedział 

poważnie: 

– 

Mylisz się, Andy. Są sprawy, do których zawsze podchodziłem z dużą 

pokorą. Na przykład nasze małżeństwo. Nie raz zastanawiałem się, czym sobie na 

ciebie zasłużyłem. Zawsze traktowałem nasz związek z dużym respektem. 

– Z respektem, czy ze strachem, Nick? – 

spytała cicho. 

– 

Co masz na myśli? 

– 

To,  że  chyba  bałeś  się  mnie  kochać.  Podobnie  jak  wszystkich  wokół. 

Może  z  wyjątkiem  Bess,  ale  ona  nie  zostawiła  ci  wyboru.  Zalała  cię  swoim 

uczuciem i odpowiedziałeś tym samym, a byłeś jeszcze zbyt mały, żeby wiedzieć, 
czym to grozi. 

Zacisnął szczęki i zapytał kpiąco: 
– 

Od kiedy zostałaś psychologiem? 

– 

Nie zostałam, ale chętnie porozmawiałabym z psychologiem, jeśli dzięki 

temu moglibyśmy uratować nasze małżeństwo. Zgodziłbyś się? – Wiedziała, jaka 

będzie jego odpowiedź, ale postanowiła spróbować. 

– 

Nie potrzebuję banalnych formułek! Jeżeli sobie dobrze przypominam, to 

ty odeszłaś ode mnie, nie odwrotnie! 

background image

– 

Zawiadom  mnie,  jak  już  wpadniesz  na  to,  dlaczego  tak  się  stało  – 

odpowiedziała Andy, starając się stłumić złość. 

Odwiesiła ścierkę i skierowała się do drzwi. 
– 

Dokąd idziesz? 

– 

Przynieść Noego. 

– 

Gdzie on jest? Całkiem o nim zapomniałem. 

– 

Zostawiłam go na ganku, nie chcę, żeby się przyzwyczaił, że ciągle jest 

ze mną. Jak tylko wrócę do pracy, większość czasu będzie musiał spędzać sam. 

Włożyła kurtkę i wyszła na ganek. Chłodny wiatr nieprzyjemnie wciskał 

się  pod  ubranie  i  powodował,  że  cała  drżała.  Podeszła  do  skrzynki,  w  której 

zostawiła szczeniaka i pochyliła się nad nią z troską. 

– 

Zmarzłeś pewnie, mały? 

Psiak zapiszczał żałośnie i zaczął podskakiwać, domagając się, żeby wzięła 

go na ręce. 

–  A jak twoja kolacja? – 

Zajrzała głębiej i stwierdziła, że nie ma nawet 

śladu po kawałku pieczeni, który mu zostawiła. – To musi być też twoje ulubione 
danie! – 

zaśmiała się i wyjęła zwierzątko ze skrzyni. 

Szybko pobiegła do domu i postawiła Noego na krześle w kuchni. 
– 

Zaraz dostaniesz ciepłego mleczka, a potem chyba będziesz musiał się 

umyć.  I  nie  protestuj,  ciepły  prysznic  przyda  się  nam  obojgu,  inaczej  nie 
wpuszcz

ę cię do łóżka. 

Nalała mu mleka do miski i usłyszała, jak Nick mruczy do siebie w salonie: 
– 

Ten cholerny pies jest traktowany lepiej niż ja. 

 

Kiedy wykąpani wrócili do salonu, w telewizji nadawano właśnie prognozę 

pogody. 

– Co powiedzieli? – 

spytała Andrea z zaciekawieniem. 

– Cii... – 

odpowiedział Nick niecierpliwie. Usiadła w fotelu i wzięła Noego 

na  kolana.  Tymczasem  na  ekranie  pojawiły  się  kolorowe  mapy,  z  których 

jednoznacznie  wynikało,  że  będzie  tylko  gorzej.  Zbliżał  się  front zimnego 

powietrza, a to mogło oznaczać nawet mrozy. 

–  Poradzimy sobie, prawda? – 

spytała zaniepokojona, kiedy program się 

skończył. 

– 

Dopóki działa elektryczność, na pewno. 

– 

Weźmy na noc w razie czego dodatkowe koce z szafy – zaproponowała. 

– Jeste

ś pewna, że chcesz tu zostać? 

– Tak – 

odparła zdecydowanie. Chłód to nie była jeszcze najgorsza rzecz, 

jaka jej groziła. 

Nick nie próbował jej przekonać, żeby zmieniła zdanie i gdzieś w głębi 

duszy poczuła się rozczarowana. 

Bez słowa wyszedł z pokoju, a po chwili wrócił, niosąc dwa koce. Położył 

background image

je na kanapie, mruknął ciche „dobranoc” i zamknął za sobą drzwi. 

Patrzyła za nim ze smutkiem w oczach. Musiała przyznać, że tęskniła za 

nim,  za  jego  miłością  i  za  rodziną,  którą  mogli  stworzyć.  Ta  ostatnia  myśl 
przy

pomniała jej o przyniesieniu kilku biszkoptów na rano. 

Postawiła na stole talerzyk z ciastkami, przygotowała posłanie, wtuliła się 

w pachnącą sierść Noego i po chwili oboje już spali. 

Kiedy rano otworzyła oczy, pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła, był stożek 

d

rewna układany pracowicie przez Nicka w kominku. 

Poderwała się i chciała spytać, co robi, ale natychmiast poczuła znajomy 

ucisk w żołądku i czym prędzej sięgnęła po ciastko. 

– Co robisz? – 

spytał Nick, odwracając się do niej ze zdziwieniem. 

– Hm, jem ciast

ka. Przyniosłam je wczoraj, ale nie zdążyłam zjeść, a teraz 

jestem  trochę  głodna.  –  Szybko  wpakowała  sobie  kolejnego  biszkopta  do  ust, 

mając nadzieję, że to uspokoi jej wnętrzności.  – A co ty robisz? – próbowała 

zmienić temat. 

– 

Wysiadła  nam  elektryczność  i nie mamy ogrzewania. Jak tylko 

wysuniesz się z tego kokonu, sama poczujesz. Na szczęście kuchenka Bess jest na 

gaz. Jak chcesz, możesz się zająć śniadaniem. 

– 

W  porządku  –  mruknęła  w  odpowiedzi,  zaskoczona,  że  Nick  dał  się 

nabrać na bajeczkę o nagłym ataku porannego głodu. 

– Tylko nie zapomnij tym razem o bekonie! Samo wspomnienie zapachu 

boczku wystarczyło, żeby żołądek Andy wywinął kozła. Opadła na poduszkę i 

powiedziała: 

– 

Jak masz ochotę na bekon, to sam go sobie smaż. Ja chyba jeszcze trochę 

poleżę. 

Zamknęła  oczy  i  próbowała uspokoić  swój  organizm.  Nagle  poczuła na 

czole ciepły dotyk. 

– 

Dobrze  się  czujesz?  –  spytał  Nick  z  troską.  –  Wyglądasz  jakoś 

niewyraźnie... 

– 

Po prostu chcę jeszcze trochę poleżeć. Chyba się nie wyspałam. 

– 

Odpoczywaj więc, a ja zrobię śniadanie. 

– 

Jak sobie życzysz – odparła, ziewając przeciągle. – Mógłbyś podgrzać 

trochę mleka dla Noego? 

– 

Mogę nawet zanieść go do skrzynki, jeśli chcesz. 

– 

Nie! Dziś jest za zimno. 

– 

Nie obawiaj się, przestawiłem ją do kuchni. Masz rację, on rzeczywiście 

powinien nauczyć się samodzielności. 

– 

Dzięki, weź go w takim razie, ja przyjdę za kilka minut. 

Podała mu szczeniaka, a sama z ulgą wyciągnęła się na kanapie. Oddychała 

głęboko i próbowała wmówić sobie, że nie czuje żadnych drażniących zapachów 

dolatujących  z  kuchni.  Miała  nadzieję,  że  zdoła  opanować  nudności,  zanim 

background image

będzie musiała tam wejść. 

Kiedy poczuła się trochę lepiej, wysunęła nogi spod kołdry i natychmiast 

zrozumiała, o czym mówił Nick. Otoczyło ją nieprzyjemne, chłodne powietrze. 
Szybko 

podeszła do kominka, żeby choć trochę się ogrzać. 

W  łazience  było  jeszcze  gorzej.  Umyła  się  więc  czym  prędzej,  włożyła 

świeże ubranie i przeszła do kuchni. 

Nick stawiał właśnie na stole patelnię z jajecznicą. 
– 

Dobrze, że jesteś. Już myślałem, że będę musiał siłą wyciągać cię z łóżka. 

– 

Nie wiedziałam, że jest już tak późno – wytłumaczyła się słabo. 

Noe  usłyszał  jej  głos  i  zaczął  skomleć  w  kącie  kuchni.  Andy  wstała  i 

zamierzała wziąć go na ręce, kiedy Nick stanowczo zaprotestował: 

– Nie! Pies zostaje w skr

zyni podczas śniadania. Nie powinnaś uczyć go, że 

dostaje coś ze stołu. 

– To jeszcze szczeniak, Nick. 
– 

I dlatego już powinnaś zacząć go tresować. 

– 

Och, Panie Mądry, od kiedy jesteś takim ekspertem? – spytała kpiąco. – 

Jeden pies wystarczył, żebyś posiadł całą wiedzę na ten temat? 

Nie odpowiedział, ale spojrzał na nią chłodno i natychmiast pożałowała 

swojej uwagi. 

– 

Jak myślisz, przeżyjemy jakoś bez prądu? – spytała ugodowo. 

– Musimy. – 

Podał jej patelnię i obserwował, ile sobie nałoży. – Dlaczego 

jesz tak 

mało? I nie wzięłaś ani kawałka bekonu. 

– 

Jakoś nie mam apetytu. Ale zjem tosty, to powinno wystarczyć. 

Pokręcił głową bez przekonania. 
– 

Więc myślisz, że kominek ogrzeje salon? – zagadnęła go znowu. 

–  Na pewno. Jest tylko jeden problem – 

bez  wątpienia  nie  uda  się  nim 

ogrzać sypialni. Od dzisiaj śpimy więc razem. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
– 

To niemożliwe! – powiedziała stanowczo, kiedy w końcu udało się jej 

odzyskać głos. 

– 

Nie  ma  innego  wyjścia,  Andy.  W  nocy  temperatura  ma  spaść  grubo 

poniżej zera – odpowiedział spokojnie. 

– 

Musi być jakiś sposób... – Przez chwilę intensywnie myślała, w końcu 

zawołała zadowolona: – Wiem! Zrobisz sobie posłanie na podłodze i będziesz 

spał przed kominkiem! 

– 

Dzięki!  To  prawdziwy  akt  miłosierdzia  z  twojej  strony!  Nie  mam 

zamiaru nara

żać  się  na  takie  tortury,  kiedy  mogę  spać  w  wygodnym  łóżku.  – 

Przerwał  na  chwilę  i  popatrzył  na  nią  uważnie.  –  Czego  się  boisz,  Andy? 

Wyraźnie mi powiedziałaś, że nie chcesz się ze mną kochać, a ja nie mam zamiaru 

używać siły, żeby złamać twój opór, więc o co ci chodzi? 

– 

Po prostu myślę, że to nie jest najlepszy pomysł – odpowiedziała, nie 

patrząc mu w oczy. 

– 

Czyżbyś sobie nie ufała? – spytał prowokująco. 

– 

Nick, przyznaję, że wtedy nie do końca mówiłam prawdę. Uwielbiam 

kochać  się  z  tobą,  ale  to  niczego  nie  zmienia.  Nadal  uważam,  że  nasze 

małżeństwo nie może istnieć w takiej formie jak dotychczas. Dopóki jesteśmy tu 

uwięzieni,  możemy  spać  razem,  a  nawet  kochać  się  co  noc,  ale  to  nie  zmieni 
mojej decyzji. 

Widać było, jak bardzo zraniła go tymi słowami. Jej też nie łatwo było to 

mówić, ale wiedziała, że musi być z nim szczera. 

Po tym, jak od niego odeszła, przez krótki czas miała jeszcze nadzieję, że 

będzie się starał ją odnaleźć i naprawić ich związek. Tak się jednak nie stało. 

Pieniądze, które wpłacił na jej konto, były jedyną próbą kontaktu z jego strony, w 

dodatku zupełnie nie taką, o jaką jej chodziło. 

Widziała, jak twarz mu tężeje, aż w końcu odezwał się zimno: 
– 

Może szkoda, że nie miałaś żadnej praktyki w prowadzeniu interesów. 

Wiedziałabyś  wtedy,  jak  należy  cenić  kompromis.  Większość  kobiet  byłaby 

zachwycona, dostając tyle, ile ja tobie zaoferowałem. 

–  Pewnie tak – 

odparła  spokojnie.  –  Dlatego  też  nie  sądzę,  żebyś  miał 

kłopoty ze znalezieniem kogoś na moje miejsce. 

– Czego ty chcesz, Andy!? – 

zawołał zirytowany. – Mam spowiadać ci się z 

całego życia, żeby móc się z tobą przespać?! 

– 

Naprawdę  myślisz,  że  seks  to  najważniejsza  rzecz  w  małżeństwie? 

Byłam dla ciebie ważna tylko jako partnerka do łóżka? 

– 

To przynajmniej było prawdziwe – powiedział, wstając z krzesła. Oparł 

ręce na stole i patrząc na nią twardo, mówił dalej: – Prawdziwsze niż te wszystkie 

background image

rozmowy,  których  podobno  tak  ci  brakowało.  Byłem  z  tobą  szczery,  Andy. 

Ożeniłem się z tobą i byłem ci wierny. Czego jeszcze chcesz? 

Westchnęła ciężko i wsparła głowę na rękach. 
– 

Ciebie. Nie tylko twojego ciała, czy twoich pieniędzy. Chcę dzielić z tobą 

życie. 

Milczał przez chwilę, po czym odezwał się zimno: 
– 

Radziłem sobie jakoś bez ciebie przez trzydzieści dwa lata, poradzę sobie 

przez następne kilkadziesiąt. 

Wyprostował się, odwrócił do niej tyłem i wsadził ręce do kieszeni. 
– 

Oczywiście,  że  sobie  poradzisz.  Tylko  czy  naprawdę  o  to  ci  chodzi? 

Chcesz zasklepić się do końca i nigdy już nie być z nikim naprawdę blisko? Tak 

trudno ci się otworzyć i dzielić ze mną swoje uczucia? 

– Prosisz o zbyt wiele. 

Niestety, obawiała się, że to prawda. Westchnęła ze smutkiem i podniosła 

się z krzesła. 

– 

Posprzątam tu. 

Nie było sensu prowadzić dalej tej bolesnej rozmowy, która i tak niczego 

nie mogła zmienić. 

Przez 

dłuższą chwilę spoglądał na nią zdziwiony. Najwyraźniej oczekiwał 

dalszych ataków na swoją prywatność. 

– 

Pomogę ci – powiedział w końcu. 

– 

Nie trzeba. Poradzę sobie z włożeniem kilku talerzy do zmywarki. 

– 

Andy, zmywarka jest na prąd. Nie działa – przypomniał jej. 

– 

Och! Zupełnie zapomniałam. Nie mamy więc też ciepłej wody? 

– Hm – 

pokręcił głową. 

– 

Więc nici z ciepłego prysznica?! 

– 

Możemy  wykorzystać  stare  pionierskie  sposoby.  Zagrzejemy  wodę  i 

będziemy się nawzajem polewać – zaproponował z figlarnym uśmiechem. 

– 

Chyba  wolę  sposób  morsów  –  będę  się  hartować  w  zimnej  wodzie  – 

odpowiedziała pospiesznie. 

– 

Mimo  wszystko  podgrzeję  trochę  wody,  żebyśmy  mogli przynajmniej 

umyć naczynia. 

Kiwnęła głową i w tym momencie usłyszała żałosny pisk dochodzący ze 

skrzynki. 

– 

Noe! Prawie o tobie zapomniałam! Zjadłeś swoje śniadanie? – Zajrzała 

do jego miski i stwierdziła, że jest pusta. – Jak dalej będziesz miał taki apetyt, 

trzeba będzie zmienić ci imię na Goliat. 

– 

Widzę, że obracasz się w biblijnej tematyce, Bess byłaby zadowolona. 

Może nawet udałoby ci się namówić ją, żeby go adoptowała. 

– O nie! On jest mój! – 

zawołała zdecydowanie Andy i przytuliła pieska do 

siebie.  – 

Zabieram  go  ze  sobą.  Jakoś  sobie  poradzimy,  dopóki  nie  znajdę 

background image

większego mieszkania. 

Nick 

otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale rozmyślił się, widząc 

wyraz jej twarzy. Wzruszył tylko ramionami i obojętnie zauważył: 

– 

Woda się zagotowała. 

Mimo  koncertu  żałosnych  pisków,  szczeniak  trafił  do  pudła,  a  Andy 

przygotowała  sobie  stanowisko  do  zmywania.  Napełnili  zlew  wodą,  poznosili 

talerze, a potem milcząco podzielili się zadaniami – Andrea myła, a Nick wycierał 
naczynia. 

Pracowali zgodnie jak świetnie zgrana załoga. Tylko panująca wokół cisza 

psuła nieco nastrój. Andrea szukała w głowie jakiegoś mało kontrowersyjnego 

tematu, na który mogliby porozmawiać. 

– 

Opowiedz mi o tym, jak cię porwali – poprosiła w końcu. 

– 

To nie było nic takiego. Nie ma o czym opowiadać. 

–  Nick!  – 

zirytowała się. – Przestań mówić tak znużonym tonem, jakby 

porwania zd

arzały ci się co tydzień! 

Na  chwilę  przerwał  wycieranie  talerzy  i  popatrzył  na  nią  zaskoczony 

wybuchem. Po chwili jednak zaczął mówić: 

– 

Razem z przedstawicielami miejscowych władz jechałem na spotkanie 

służbowe.  Samochód  zatrzymał  się  na  światłach  i  wtedy  ktoś  otworzył  drzwi. 

Przystawili nam pistolety do głów i wyciągnęli na zewnątrz. Wpakowali nas do 

innego samochodu i wywieźli gdzieś w głąb kraju. Tam nas rozdzielili i już potem 

nie  widziałem  swoich  towarzyszy.  Z  tego,  co  wiem,  szybko  ich  wypuścili.  Ja 
m

iałem  być  najważniejszą  kartą  w  ich  rozgrywce.  Powiedzieli  mi,  żebym  nie 

stawiał oporu, to nic mi się nie stanie. 

– 

Nie bili cię? – upewniła się. 

– 

Do czasu, kiedy nie próbowałem uciekać, nie. 

– 

Próbowałeś uciekać?! 

– 

Nie zamierzałem siedzieć i czekać na cud. Wiedziałem, że chcą wywrzeć 

nacisk na swoje władze, a jak wiesz, nasz rząd nie negocjuje z terrorystami. Mogli 

mnie trzymać całe miesiące. Postanowiłem więc uciec, ale za pierwszym razem 

się nie udało. 

– 

Jak w końcu to zrobiłeś? 

– 

Kręcił  się  tam  dwunastoletni  dzieciak,  który  marzył,  żeby  zobaczyć 

Nowy Jork. Obiecałem, że go tam zabiorę, jeśli pomoże mi uciec. Którejś nocy 

poczekaliśmy,  aż  wszyscy  zasną.  Mały  zabrał  wielbłąda  swojego  wuja  i 

ruszyliśmy do najbliższego miasta. Mieliśmy kilka godzin przewagi, zanim tamci 

się obudzili i stwierdzili, że mnie nie ma. Potem już było prosto – dostaliśmy się 

do ambasady amerykańskiej i tam się nami zajęli. 

– 

A co z chłopcem? 

– 

Jahed jest bezpieczny w ambasadzie. Jak tylko dostanie wizę, przyleci na 

wycieczkę  do  Ameryki.  Postaram  się,  żeby  to  były  najwspanialsze  dni,  jakie 

background image

dotąd przeżył. Gdyby nie on, nadal siedziałbym związany w ciemnej lepiance i 

marzyłbym o ciepłym posiłku. 

– 

Nie dawali ci jeść? – spytała przerażona. 

– 

Coś tam dawali, ale trudno to nazwać jedzeniem. Nie masz pojęcia, jakie 

dania  chodziły  mi  wtedy  po głowie.  Tymczasem  dostawałem  jedynie kawałek 

jakiegoś dziwnego placka. – Uśmiechnął się smutno i odstawił do szafki ostatni 
talerz. 

Andy  popatrzyła  na  niego  z  wyraźną  troską,  ale  nic  nie  powiedziała. 

W

ytarła dłonie, odwiesiła ścierkę i zamierzała wyjść z kuchni. 

– 

Andy,  poczekaj!  Ja...  Nie  tylko  o  jedzeniu  myślałem,  kiedy  tam 

siedziałem. 

Podszedł do niej i najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale nie  mógł się 

zdecydować. 

– 

Ja też dużo o tobie myślałam, Nick. 

– 

Naprawdę? – Wyciągnął rękę i czule dotknął jej policzka. – Wyobrażasz 

sobie, jaka to byłaby tragedia, gdybyśmy już nigdy nie mieli się pocałować, nie 

dotknąć... Spojrzała na niego smutno i wyszeptała: 

– 

Myślałam o tym, jaki pusty byłby świat bez ciebie. Objął ją ramionami i 

przytulił. Nie protestowała, ale też nie odwzajemniła uścisku. Kiedy spojrzał na 

nią pytająco, powiedziała cicho: 

– 

Kocham cię, Nick. Myślę, że zakochałam się w tobie od pierwszej chwili, 

kiedy cię zobaczyłam. Ale nie możemy żyć razem. Nie mamy wspólnych planów, 

marzeń, nie cenimy tych samych wartości. 

Opuścił  ramiona  i  oparł  się  ciężko  o  lodówkę.  Przez  chwilę  patrzył  w 

milczeniu, po czym zapytał: 

– Powiedz mi, czego pragniesz. 
– 

Chcę,  żebyś  mi  opowiedział  o  swoim  życiu.  Dlaczego tak uparcie 

trzymasz  wszystkich  na  dystans?  Co  się  stało  z  twoim  ojcem?  Dlaczego  nie 

chcesz mieć dzieci? 

– 

Wyobrażasz sobie mnie z dzieckiem? – odezwał się z powątpiewaniem. – 

Nie wiem, jak być ojcem, bo mój własny był zbyt kiepski, żebym mógł się tego 

nauczyć. 

– Nick, na pewno... 
– 

Chciałaś odpowiedzi, więc ją masz – przerwał jej szorstko. – Dorastałem, 

nienawidząc własnego ojca i dlatego nie chciałbym, aby kiedykolwiek przytrafiło 

się to mojemu dziecku. Nie chcę być przyczyną czyjegoś nieszczęścia. Jedyne 

wyjście, jakie widzę, to nie mieć dzieci. 

– 

Nie jesteś taki jak twój ojciec, Nick! 

– 

Jestem! Widziałaś zdjęcia, resztę może opowiedzieć ci Bess. Jestem taki 

jak on, chociaż w inny sposób! Mówiłaś, że boję się uczuć, i miałaś rację. Dopóki 

cię  nie  spotkałem,  nigdy  nie  pozwoliłem  sobie  na  poważne  zaangażowanie  w 

background image

jakikolwiek  związek.  A  potem  pojawiłaś  się  ty  i  to  uczucie  zupełnie  mnie 

obezwładniło.  Miałem  wrażenie,  że  nie  panuję  już  nad  swoim  życiem,  że 

poddałem się czemuś, co jest silniejsze ode mnie. – Zrobił krok w jej kierunku, ale 

nie dotknął jej. Spojrzał jej w oczy i powiedział wolno: – Kocham cię, Andy. 

Najbardziej na świecie. Siedziałem w brudnej lepiance, łaziły po mnie robaki, 

jadłem jakieś świństwa, żeby przeżyć, i jedyne, o czym marzyłem, to móc cię 

znowu zobaczyć. 

– Och, Nick! – 

zawołała i rzuciła się w jego ramiona. Przytulił ją do siebie, 

a potem kontynuował: 

– 

Kocham cię i jeśli tylko potrafisz zrezygnować z tego niedorzecznego 

marzenia o dziecku, możemy być najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Mogę 

dać ci wszystko, czego pragniesz... oprócz dziecka. 

W  ciągu  kilku  sekund  z  niewysłowionego  szczęścia  spadła  na  dno 

zwątpienia. Nie wiedziała, co powiedzieć. Oparła głowę na jego piersi i słuchała, 

jak mówił dalej: 

– 

Miałaś rację, Andy. Zacząłem spędzać coraz więcej czasu w biurze tylko 

dlatego, żeby nie być tak długo z tobą. Przerażało mnie to, jak bardzo cię pragnę, 

to, że stajesz się dla mnie coraz ważniejsza. Myślałem, że jeśli będę trzymał cię na 

dystans,  uda  mi  się  zachować  kontrolę  nad  uczuciami.  Ale  poniosłem  totalną 

porażkę – im mniej czasu spędzałem z tobą, tym bardziej tęskniłem. 

Andy czuła, że z oczu spływają jej długo powstrzymywane łzy. Co mogła 

zrobić? Może gdyby miała jakiś wybór, zdecydowałaby się na życie z Nickiem 
bez szans na to, 

aby  kiedykolwiek  urodzić  dziecko.  Ale  teraz  nie  miała  już 

wyboru. 

– 

Tam, w Afryce, stwierdziłem, że ty jesteś w moim życiu najważniejsza. 

Możemy  być  jeszcze  szczęśliwi,  Andy.  Jeśli  chcesz,  wezmę  długi  urlop, 

Wyjedziemy  w  podróż.  Wymyśl  tylko,  gdzie  chcesz  jechać,  a  za  kilka  dni 

możemy ruszać. 

Odsunął się lekko i uniósł jej głowę, żeby zobaczyć oczy. Łzy spływały jej 

po policzkach i przez chwilę nic nie mówiła. 

– 

Nie mogę – wyszeptała w końcu. 

– 

Czego nie możesz? 

– 

Nie mogę zrezygnować z dziecka – odpowiedziała z bólem. 

Widziała, jak buzuje w nim złość. 
– 

Dlaczego  nie  potrafisz  iść  na  żadne  ustępstwa?  –  spytał  zimno.  – 

Zrobiłem  wszystko,  o  co  prosiłaś,  otworzyłem  przed  tobą  serce.  To  ciągle  za 

mało? 

– 

Nick, spróbuj mnie zrozumieć – poprosiła. – Straciłam rodziców, kiedy 

byłam małą dziewczynką. Przez całe lata wychowywałam się u obcych ludzi. Nie 

było mi tam źle, miałam zapewnione jedzenie i miejsce do spania, ale tylko tyle. 

Od kiedy pamiętam, zawsze marzyłam o własnej rodzinie! 

background image

– 

Ja będę twoją rodziną, Andy. Ja i Bess. 

– Nie. – 

Pokręciła głową i resztką sił odwróciła się od niego. 

– 

W takim razie kłamałaś. 

– 

Słucham? – Spojrzała na niego zaskoczona. 

– 

Kłamałaś – powtórzył chłodno. – Mówiłaś, że mnie kochasz. I zarzucałaś 

mi, że pragnę tylko twojego ciała. Chyba mogę to samo powiedzieć o tobie – 
jedyne, czego ode mnie chcesz, to dziecko. 

Wyszedł z kuchni, zostawiając ją na środku z bólem w sercu. 
–  Nie, Nick – 

powiedziała  do  siebie.  –  Mylisz  się.  Ja  już  mam  twoje 

dziecko, ale chciałabym dostać jeszcze ciebie. 

 

Długi, ponury dzień dobiegał wreszcie końca. Andrea zrobiła porządek w 

spiżarni i upiekła ciasteczka owsiane. Musiała się czymś zająć, żeby nie myśleć o 

wszystkim, co dziś usłyszała. 

Nick  siedział  w  salonie  i  czytał.  Zaniosła  mu  kanapkę,  a  sama  od  razu 

wróciła do kuchni. Noe piszczał w pudle, domagając się, żeby wzięła go na ręce, 

ale postanowiła mu nie ulegać. Nick miał rację – nie powinna teraz rozpieszczać 

go  zanadto,  jeśli  potem  nie  będzie  w  stanie  zapewnić  mu  tyle  samo  uwagi  i 

czułości.  W  zasadzie  to  samo  odnosiło  się  do  dziecka.  Zastanawiała  się,  czy 

będzie umiała być dobrą matką. Jedno wiedziała na pewno – już teraz kochała 

swoje dziecko. Być może nie mogła mieć wszystkiego, czego pragnęła, ale z tego 

jednego nie mogła zrezygnować. Nawet jeśli przez resztę życia miała tęsknić za 
Nickiem. 

Umyła talerze po kanapkach i poszukała czegoś do pisania. Postanowiła 

napisać list do Bess i wszystko jej wyjaśnić. Miała nadzieję, że to pomoże jej przy 

okazji uporządkować myśli. 

Koło piątej na dworze zaczęło się ściemniać. Andy rozejrzała się wokół, 

ale  nie  miała  pojęcia,  gdzie  Bess  może  trzymać  świece.  Przeszła  do  salonu  i 

powiedziała: 

– 

Nick,  potrzebujemy  świec  albo  lampy  naftowej,  zaraz  zrobi  się 

kompletnie ciemno. 

– 

Zajrzyj do spiżarni – odparł, nie podnosząc wzroku znad książki. – Po 

prawej  stronie,  za  drzwiami,  powinny  być  świece.  Nie  bierz  za  dużo,  bo  nie 

wiadomo, na jak długo muszą nam wystarczyć. 

Ta chłodna, pozbawiona emocji odpowiedź trochę ją zirytowała, ale starała 

się tego nie okazać. Najwyraźniej postanowił traktować ją jak przypadkowego 

towarzysza niedoli, a ona nie zamierzała protestować. Nie mogła mu przecież 

wytłumaczyć, dlaczego nie może zrezygnować z dziecka i zgodzić się na jego 

propozycję.  W  każdym  razie,  jeszcze  nie  teraz.  Zamierzała  oczywiście 

powiedzieć  mu,  że  jest  w  ciąży,  ale  wolała  to  zrobić  później,  kiedy  już  będą 
daleko od siebie. 

background image

Kilka minut później Nick nieoczekiwanie pojawił się w kuchni. 
– 

Mam przygotować coś na kolację? – spytał. 

– 

Zostało  jeszcze trochę  wczorajszej  pieczeni,  jeśli  masz  na nią ochotę. 

Mogę ugotować do niej ziemniaki i zrobić jakąś sałatkę – zaproponowała. 

– 

Może po prostu zjemy pieczeń z chlebem. To będzie prostsze. 

– 

Niestety, nie. Nie mamy już chleba. Zostało kilka kromek, ale pewnie są 

już zupełnie czerstwe. 

– 

Hmm. To niedobrze. Nie przeżyję bez pieczywa. Piekłaś kiedyś chleb? 

– Nie, a ty? 

Pokręcił przecząco głową. 
– 

Widziałem  kilka  razy,  jak  Bess  to  robiła,  ale  nie  sądzę,  żebym  coś 

pamiętał. Zróbmy teraz ziemniaki i sałatkę, a potem poszukamy jakichś książek 
k

ucharskich, może znajdziemy gdzieś przepis na chleb. 

Andy miała poważne wątpliwości co do ich umiejętności w tej dziedzinie, 

ale  zachowała  uwagi  dla  siebie.  Ostatecznie,  nawet  gdyby  chleb  wyszedł 

niejadalny, wspólna praca dawała szansę na złagodzenie stosunków. 

– 

Możemy spróbować – zgodziła się, ukrywając brak wiary w ich kulinarne 

zdolności. 

– 

Tymczasem  zajmij  się  ziemniakami,  a  ja  przygotuję  sałatkę  – 

zadysponował Nick. 

Otworzył lodówkę i wyjął z niej warzywa. 
– 

Jak nasze zapasy? Trzymają się jeszcze? – spytała zaniepokojona. 

– 

Warzywa są w porządku, ale mleko możemy już pewnie wylać do zlewu. 

Westchnęła ciężko i zajęła się obieraniem ziemniaków. Wolała nie myśleć, 

co będą jedli, jeśli nadal nie będzie prądu. 

Słyszała  wcześniej,  że  znalazł  gdzieś  małe  radio  tranzystorowe,  spytała 

więc: 

– 

Znasz może prognozę pogody? 

–  Tak, ale nie jest najlepsza – 

odpowiedział,  krojąc  warzywa.  –  Nadal 

będzie padać, a w nocy zapowiadali przymrozki. Sprawdziłem drugą sypialnię, na 

szczęście już nie cieknie. 

– To dobrze. 

Nie miałam pojęcia, że potrafisz naprawić dach. 

– 

Jak żyjesz na farmie, musisz się nauczyć wielu rzeczy. 

Rozmowa była prawie przyjacielska, odważyła się więc zapytać: 
– 

Lubiłeś Homera, męża Bess? 

Zerknął na nią szybko, po czym wrócił do krojenia pomidora. 
– 

Był miłym facetem – odparł oględnie. 

– 

To nie jest zbyt entuzjastyczna odpowiedź. 

– 

Pobrali  się  z  Bess,  kiedy  miałem  sześć  lat.  Chyba  byłem  o  niego 

zazdrosny. Teraz, po latach, myślę sobie, że on też mógł być zazdrosny o mnie. – 

Wzruszył ramionami i dodał: – Homer zawsze marzył o dziecku, ale jakoś nigdy 

background image

im się nie udało. 

– 

Dobrze, że mieli ciebie. 

– Taa... – 

mruknął bez przekonania i wrzucił pomidory do miski z sałatą. 

Wstał z krzesła i wyjął z lodówki sos do sałatek. 
– 

Powąchaj. Jak to pachnie, twoim zdaniem? 

– 

W porządku. Ziemniaki będą za kilka minut, jak chcesz, możesz dalej 

czytać, zawołam cię, kiedy już wszystko będzie gotowe – zaproponowała, celowo 

nie  wracając  do  poprzedniego  tematu.  Nie  chciała,  żeby  czuł  się  skrępowany 

pytaniami o dzieciństwo. 

– 

Poszukam raczej przepisu na chleb, a przynajmniej na jakieś biszkopty. 

Może chociaż to umiesz upiec? – spytał z nadzieją. 

–  Niestety, nie – 

odpowiedziała  z  żalem.  –  Jedyne,  czego  się  uczysz  w 

rodzinach zastępczych, to otwieranie puszek i przyrządzanie zupek z proszku. 

– 

To  poszukam  przepisów.  Swoją  drogą,  nie  sądziłem,  że  chleb  to  taki 

luksus. 

Ku  jej  zaskoczeniu,  kolacja  przebiegła  w  całkiem  miłym  nastroju.  Nick 

opowiadał  o  swoich  planach  związanych  z  firmą  i  tłumaczył,  jak  wydarzenia 

ogólnoświatowe wpływają na jego interesy. 

Skończyli jeść i Andy czuła, że powoli ogarnia ją panika. Zostało jeszcze 

trochę  czasu,  ale  potem  nieubłaganie  trzeba  będzie  iść  do  łóżka.  Wolała  nie 

myśleć, jak rozwiążą ten problem. Na szczęście Nick zaproponował, żeby zagrali 
w scra

bble, i to pozwoliło jej skupić się na czym innym. 
– 

Nie  miałam  pojęcia,  że  umiesz  w  to  grać  –  zdziwiła  się  w  pierwszej 

chwili. 

– 

To ulubiona gra Bess. Ciągle nas męczyła, żebyśmy z nią grali. 

Nick okazał się prawdziwym ekspertem w wymyślaniu najdziwniejszych 

słówek. Ale chociaż Andy sprawdzała w słowniku wszystko, co wydało się jej 

podejrzane,  ani  razu  nie  złapała  go  na  pomyłce.  Kiedy  upchnął  swoje  dwie 

ostatnie litery w słówku „om”, prychnęła z irytacją. 

– 

Nie ma takiego słowa! 

– 

Sprawdź  –  zaproponował  z  uśmiechem.  Przewertowała  słownik  i 

westchnęła z bólem. 

– 

No dobrze, poddaję się, wygrałeś. Znasz cały słownik na pamięć? 

– 

Nie, ale jako dziecko specjalnie wyszukiwałem dziwne wyrazy. Mogłem 

przegrywać z Bess, ale nie znosiłem, kiedy pokonywał mnie Homer. 

– 

To  nieuczciwe!  Gdybym  wiedziała,  że  jesteś  w  tym  taki  dobry,  nie 

zgodziłabym się na tę rozgrywkę – zaprotestowała ze śmiechem. Nie potrafiła 

powstrzymać  wesołości,  wyobrażając  sobie  małego  chłopca  wyszukującego  w 

słowniku trudnych wyrazów po to, by zagiąć wuja. 

– 

Ty też jesteś niezła. Prawie mnie pokonałaś. 

– Prawie – 

powtórzyła i bez skutku starała się ukryć ziewanie. 

background image

Dyskretnie spojrzała na zegarek i zauważyła, że jest już prawie jedenasta. 
– 

Masz rację – kiwnął głową Nick. – Już późno. Czas do łóżka. 

Chwila, której obawiała się przez cały dzień, właśnie nadeszła. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
– 

Wezmę najpierw prysznic – powiedziała szybko, nie patrząc na niego. 

Miała nadzieję, że jeśli nie będzie się spieszyła, jest szansa, że Nick zaśnie, zanim 

ona się położy. 

– 

Dobrze,  zagrzeję  teraz  wodę  dla  ciebie,  a  kiedy  będziesz  się  myła, 

nastawię dla siebie. 

Wstał z krzesła i wyjął ze spiżarni duży garnek. 
– 

Może wolisz umyć się pierwszy? Ja tymczasem obudzę Noego i pobawię 

się z nim – zaproponowała niewinnie. 

– Dlaczego ch

cesz go budzić? 

– 

Powinien wstać i zrobić siku, żeby potem nie było żadnego wypadku w 

łóżku. 

– 

W jakim łóżku? – spytał ostro Nick. 

Nie zdziwił ją ten protest, ale tym razem nie miała zamiaru ustąpić. 
– 

W moim łóżku. Albo śpimy razem, albo ja i Noe wracamy na kanapę do 

salonu. 

– 

Nie bądź śmieszna! 

– 

Nie  jestem.  Noe  spał  ze  mną  od  początku  i  nie  chcę,  żeby  czuł  się 

opuszczony. I tak ciężko znosi izolację w tym pudle. 

Nachyliła się nad pieskiem i pogłaskała go za uszami. 

Szczeniak  wydał  żałosny  pisk  i  podniósł  na  nią  smutne  oczy.  A  kiedy 

wzięła go na ręce, omal nie oszalał z radości. 

– 

On już wygląda jak kupka nieszczęścia – mruknął Nick – Dobrze, jeśli się 

upierasz, może spać z nami. Ale pierwsza idziesz się myć. 

– Dlaczego? 
– 

Bo jakoś nie wydaje mi się, żebyś była w stanie przynieść mi ten gar 

wypełniony wrzątkiem, Andy. 

Musiała przyznać, że w tym  wypadku  miał rację. Nie szkodzi, w takim 

razie postara się zasnąć, zanim Nick wróci z łazienki. 

Głaskała Noego i czekała, aż woda się zagotuje. Piesek lizał ją szorstkim 

językiem i piszczał radośnie. 

– 

Muszę przyznać, że jest rozkoszny – odezwał się Nick. 

– Widzisz! – 

zawołała z triumfem. – Wiedziałam, że go polubisz. 

– 

Dlaczego miałbym go nie polubić? Szczeniaki są rozczulające, jeśli nie 

liczyć zasikanych dywanów, plam na meblach, pcheł i... 

– 

Noe nie ma pcheł! – zaprotestowała gwałtownie. 

– 

Jeśli ma spać z nami, lepiej, żeby tak było. Woda już się gotuje. Zaniosę 

ci ją do łazienki. 

Wyszli z kuchni i Andy od razu poczuła, że temperatura w całym domu 

background image

wyraźnie spadła. Kiedy się rozbierała, otoczył ją taki chłód, że cała się trzęsła. 

Może to dobrze, że myje się pierwsza. Jakoś nie wyobrażała sobie, że mogłaby tu 

spędzić długie minuty, czekając, aż Nick zaśnie. 

Opłukała się pospiesznie i szybko włożyła piżamę. 
Przeb

iegła do sypialni i czym prędzej owinęła się kocami. Drżała z zimna, 

ale  miała  nadzieję,  że  zaraz  dostanie  Noego  i  razem  się  zagrzeją.  A  potem, 

oczywiście, dojdzie jeszcze Nick. 

Śmieszne,  tak  protestowała  przeciw  jego  pomysłowi,  a  teraz  prawie  nie 

mogła się doczekać, aż wszyscy będą już w łóżku i od razu zrobi się cieplej. 

– 

Nick! Już wyszłam! – zawołała. 

Po chwili wszedł do pokoju, niosąc w jednej ręce Noego, a w drugiej jakiś 

dziwny przedmiot. Szybko przytuliła psa i spojrzała na Nicka ze zdziwieniem. 

– Co to jest? 
– 

Termofor. Włóż go sobie pod kołdrę, powinien choć trochę cię ogrzać. 

Zrobiła, jak kazał, i westchnęła z rozkoszą. 
– 

Cudownie, Nick. Dziękuję. Już myślałam, że zamarznę. 

Nick uśmiechnął się zadowolony i powiedział: 
– 

Tylko nie wykorzystaj całego ciepła, dopóki nie wrócę! 

Podobnie jak ona, Nick też nie zabawił długo w łazience. Już po chwili 

wbiegł do sypialni, szczękając zębami z zimna. 

– 

To była rekordowo krótka kąpiel – rzucił, owijając się kołdrą. 

Czuła, że cały drży, przesunęła więc termofor w jego stronę. 
– 

Dzięki – mruknął i przyciągnął ją do siebie. 

– 

Nick! Uważaj na Noego! – krzyknęła przerażona. 

– 

Co robi ten szczeniak między nami? – zdziwił się. – Nie ogrzejemy się, 

jeśli będziemy leżeć metr od siebie. 

Nie miała zamiaru przyznać się, że używała Noego jako przyzwoitki. 
– 

Nie leżymy metr od siebie – zaprotestowała. – Całkiem... całkiem dobrze 

cię czuję. 

Aż  za  dobrze,  dodała  w  duchu.  Świadomość,  że  na  wyciągnięcie  ręki 

znajduje się jego kuszące ciało, była dostatecznie rozgrzewająca. Sprawiała, że 

miała  ochotę  wtulić się  w  jego  ramiona i  zanurzyć  w  rozkosznym  cieple.  Nie 

zamierzała jednak poddać się tym pragnieniom. 

– 

To dziwne, bo jedyne, co ja czuję, to kłębek sierści w okolicach łokcia. 

Nie  wygłupiaj  się,  Andy,  możemy  przynajmniej  wspólnie  grzać  stopy  na 
termoforze. 

Zgodziła się z nim w duchu i przesunęła nogi w jego kierunku. Oboje mieli 

na sobie grube skarpety, nie sądziła więc, że sytuacja będzie zbyt intymna. 

Po chwili musiała przyznać, że się myliła. Bliskość stóp Nicka, nawet w 

g

rubych skarpetach, działała na nią podniecająco. A fakt, że próbował spleść jej 

łydki ze swoimi, wcale jej nie pomagał. 

background image

– Nick! 
– Hmmm...? – 

wymruczał, udając, że prawie śpi. 

– 

Przestań! 

– 

O, przepraszam. Próbowałem tylko ułożyć się jakoś wygodnie. 

Nie wie

rzyła  mu,  ale  nie  zmieniła pozycji.  Nie  potrafiła zrezygnować z 

przyjemnego ciepła, które zaczęło ją ogarniać. Nieznacznie przysunęła się bliżej i 

postanowiła,  że  nie  pozwoli  mu  wykorzystać  sytuacji.  Będą  się  nawzajem 

ogrzewać, ale nic więcej. Jeśli będzie trzeba, nie zaśnie przez całą noc, będzie 

pilnować, żeby Nick nie posunął się za daleko. 

To była ostatnia myśl, jaką zapamiętała. 

Następnego ranka obudził ją lekki pocałunek. 
– 

Leż.  Wypuszczę  Noego  na  chwilę  i  zapalę  gaz  w  kuchni,  żeby  choć 

trochę się zagrzało. 

Otworzyła oczy, ale jedyne, co zobaczyła, to znikające za drzwiami plecy 

Nicka. Zakopała się w pościeli i z całej siły próbowała powstrzymać mdłości. 

Zapomniała wczoraj o herbatnikach. 

Mimo wysiłków żołądek fikał koziołki, więc wstała czym prędzej i szybko 

pobiegła  do  łazienki.  Po  kilku  minutach  równie  szybko  wróciła  do  sypialni  i 

okryła się szczelnie kocami. 

– Andy? – 

spytał Nick z troską, wsuwając głowę do pokoju. – Dobrze się 

czujesz? Wydawało mi się, że wymiotowałaś. 

Wysunęła głowę spod koca i odpowiedziała najspokojniej, jak umiała: 
– 

Nie, trochę kasłałam i pewnie dlatego tak pomyślałeś. Nick zmarszczył 

brwi i podszedł do niej. 

– 

Mam nadzieję, że nie jesteś chora. 

– 

Skąd. Po prostu zakrztusiłam się, to wszystko. Gdzie Noe? 

– 

W pudełku. I bardzo mu się to nie podoba. Będziemy chyba mieli spore 

kłopoty z nauczeniem go samodzielności. 

Już kolejny raz mówił tak, jakby planował wspólną przyszłość z nią i psem. 

Nie wiedziała, czy robi tak specjalnie, ale słuchanie o tym było dla niej bolesne. 

–  Jest jes

zcze  młody.  Mam  nadzieję,  że  nauczy  się  wszystkiego,  zanim 

dorośnie – odparta wymijająco. 

– 

A ja myślę, że owinie sobie ciebie wokół łapy. Wracam do kuchni. Zjesz 

śniadanie, czy wolisz zostać jeszcze chwilę w łóżku? 

– 

Poleżę trochę. Nie chce mi się wychodzić z tego ciepełka. 

Pochylił się nad nią i lekko pocałował. 

Leżała przykryta kołdrą prawie po czubek nosa, miała więc nadzieję, że nie 

zauważył jej zaskoczenia. 

Kiedy wyszedł, starała się zasnąć, ale zbyt wiele myśli kołatało się jej po 

głowie. Zastanawiała się, czy powinna przyznać się Nickowi, że jest w ciąży. Jak 

długo jeszcze uda się jej utrzymać to w tajemnicy? 

background image

Próbowała  sobie  wyobrazić  jego  reakcję.  Przychodziły  jej  do  głowy 

najróżniejsze  warianty  –  od najbardziej optymistycznego, po taki, o którym 

wolała nawet nie myśleć – że Nick odrzuci ją i dziecko. 

Nie  chciała  nawet  zgadywać,  która  ewentualność  jest  najbardziej 

prawdopodobna. 

W końcu poczuła się tak udręczona, że ubrała się i przeszła do kuchni. 

Nick rozpalił wszystkie cztery palniki i dzięki temu pomieszczenie trochę 

się nagrzało. Andy podeszła szybko do kuchenki i ogrzewała ręce nad ogniem. 

– 

Nie podchodź za blisko – ostrzegł ją Nick. 

– 

Nie jestem idiotką. – Rzuciła mu piorunujące spojrzenie i skrzywiła się. 

– 

Wstałaś z łóżka lewą nogą? – spytał niewinnie i dalej rozkładał karty na 

stole. Najwyraźniej znowu zabawiał się stawianiem pasjansa. 

–  Nie!  – 

zawołała  zdenerwowana.  Po  chwili  jednak spróbowała  stłumić 

złość i odezwała się pojednawczym tonem: – Przepraszam. Po prostu jestem już 
sfrustro

wana tą sytuacją. Jak myślisz, ile to jeszcze potrwa? 

– 

Co? Ulewa czy nasze uwięzienie? 

– 

Jedno i drugie. Myślisz, że uda im się naprawić linię telefoniczną, zanim 

przestanie padać? – W tym momencie coś przyszło jej do głowy. – Sprawdzałeś 
ostatnio telefon? 

Nie czekając na odpowiedź, podbiegła do aparatu i sięgnęła po słuchawkę. 

Odpowiedziała  jej  głucha  cisza.  Naciskała  kilkakrotnie  na  widełki,  ale  bez 
rezultatu. 

Odwróciła się zniechęcona i zobaczyła, że Nick przygląda jej się spokojnie. 
– Tak – odpowiedzia

ł w końcu. – Sprawdzałem. 

– 

Domyślam się, że dla ciebie to też niewygodna sytuacja. W biurze pewnie 

się martwią, że tak długo cię nie ma. 

– 

Dzwoniłem z lotniska i uprzedziłem o swojej nieobecności. 

– 

Szkoda.  Może  zorganizowaliby  jakieś  poszukiwania  –  mówiła Andy 

prawie z rozmarzeniem. – 

Wysłaliby po nas śmigłowiec policyjny... 

– 

Wątpię.  Policyjne  śmigłowce  zajmują  się  teraz  poważniejszymi 

przypadkami  niż  nasz.  –  Dołożył  kolejną  kartę  w  długim  rządku  i  zapytał:  – 

Chyba czas na śniadanie. Przygotujesz coś? 

– 

Mogę coś zrobić, pod warunkiem że nie będzie to smażony boczek. Co 

powiesz na naleśniki? 

– 

Myślę, że Noe i ja wolelibyśmy boczek, ale rozumiem, że mogło ci się to 

znudzić. Niech już będą naleśniki. 

Andy  nie  dała  się  nabrać  na  sprytne  zagranie  z  psem  i  zaczęła 

przygotowywać  ciasto  naleśnikowe.  Rozgrzewała  właśnie  patelnię,  gdy  Nick 

skończył układać pasjansa i otworzył lodówkę. 

– Chcesz soku? 
– 

Jeśli nie ma już mleka, to tak. 

background image

– 

Nie zauważyłem wcześniej, że jesteś entuzjastką mleka. 

Bo nie była. Od kiedy jednak dowiedziała się, że jest w ciąży, starała się 

bardziej niż dotychczas dbać o zdrowie. 

– 

Ostatnio postanowiłam zdrowo się odżywiać. Sam zauważyłeś, że nie 

wyglądam najlepiej. 

Kiedy  zjedli  już  naleśniki  i posprzątali po  śniadaniu,  Andy  gorączkowo 

zaczęła  się  zastanawiać,  co  zrobić  z  resztą  dnia.  Nieoczekiwanie  Nick 

zaproponował: 

– 

Może masz ochotę na małe pranie? Kończą nam się czyste ubrania. 

– 

Tobie się kończą czyste ubrania, ja mam jeszcze kilka sztuk. I na pewno 

nie mam ochoty prać twoich rzeczy. Ale chętnie zobaczę, jak ty to robisz. 

– 

Obawiałem  się  takiej  odpowiedzi.  Nie  miałem  pojęcia,  że  życie  bez 

gosposi jest aż do tego stopnia skomplikowane – westchnął ciężko Nick, ale nie 

zrezygnował. – A co powiesz na to: ja rozpalę w kominku, a ty zrobisz pranie? 

– 

A może ja rozpalę, a tobie dorzucę kilka sztuk swojej garderoby? 

– 

Hmm, nie do końca to miałem na myśli. W porządku. Pozbieram swoje 

ciuchy, a potem poddam się twoim instrukcjom w tej kwestii. 

Znowu  ją  zaskoczył.  Nie  wyobrażała  go  sobie  pochylonego  nad  miską 

pełną piany i brudnych ubrań, ale musiała przyznać, że podczas tych kilku dni nie 

pierwszy  raz  odkrywała  w  nim  zalety,  o  które  dotychczas  nawet  go  nie 

podejrzewała.  Okazało  się,  że  jeśli  chciał,  był  całkiem  miłym,  ugodowym 

człowiekiem.  I  na  pewno  byłby  świetnym  ojcem.  O  ile  tylko  zaakceptowałby 
siebie w tej roli. 

Po chwili pojawił się w kuchni ze stertą ubrań pod pachą. 
– 

Jestem gotów. Zaczynaj lekcję. 

Wydawała  mu  instrukcje,  nie  do  końca  wierząc,  że  istotnie  można  nie 

wiedzieć, jak się pierze skarpetki. Jednak obserwując niewprawne ruchy Nicka i 

jego zaskoczenie, gdy zauważył, że plamy znikają, zrozumiała, że to możliwe. 

Kiedy skończył, rozwiesił sznur między szafkami kuchennymi i powiesił 

na nim swoje rzeczy. Spoglądał na rząd czystych ubrań z wyraźną satysfakcją i 

widać było, że jest z siebie dumny. 

Razem sprzątnęli kuchnię i przeszli do salonu. Podczas gdy Nick zajmował 

się rozpalaniem w kominku, Andrea poszukała sobie czegoś do czytania. Już po 

chwili ogień buzował wesoło, a oni zawinięci w koce rozsiedli się z książkami na 
kanapie. 

Niedługo  potem  Andy  zapadła  w  drzemkę.  Obudziło  ją  pomrukiwanie 

Noego. Psiak wpatrywał się w okno i próbował groźnie poszczekiwać. 

Andy ziewnęła przeciągle i spytała: 
– 

Co się dzieje? 

Nick odłożył swój kryminał. 
– 

Myślę, że Noe coś wyczuł. 

background image

Wysunął się spod koca i podszedł do okna. Zaciekawiona Andy dołączyła 

do niego, ale poza strugami deszczu nie mogła nic dostrzec. Jednak Noe wyraźnie 

coś wyczuwał. Prężył się w jej ramionach i próbował groźnie warczeć. 

– 

Zdaje mi się, że mamy towarzystwo. W zasadzie Noe je ma. Jakieś psy 

błąkają się po okolicy. 

– Szczeniaki? – 

spytała Andy. 

– 

Nie  sądzę.  A  gdyby  nawet,  nie  możemy  przygarnąć  ani  jednego  psa 

więcej.  Poza  tym  te  wyglądają  raczej  na  takie,  które  nie  zadowolą  się  miską 
mleka. 

Dla nich my sami bylibyśmy niezłą kolacją. 

Andy wytężyła wzrok i dostrzegła sforę psów kręcących się koło ganku. 
– 

Wyglądają, jakby były śmiertelnie wygłodzone – powiedziała cicho. 

Nick objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. 
– 

Pewnie  są.  Ale  nie  możemy  im  nic  dać,  Andy.  Jeśli  dostaną  coś  do 

jedzenia, już stąd nie pójdą. 

– 

Wiem, ale tak przykro na nie patrzeć. 

– 

Andy, powódź dała się wszystkim nieźle we znaki. Uratowałaś Noego i 

to wszystko, co możemy zrobić. Te psy na zewnątrz są wystarczająco duże, żeby 

same  mogły  się  o  siebie  zatroszczyć.  –  Spojrzał  na  Noego,  którego  tuliła  w 

ramionach,  i  dodał:  –  Poza  tym  Noe  wcale  nie  wydaje  się  zachwycony  ich 

towarzystwem. I zupełnie mu się nie dziwię. 

Andy oparła głowę na jego piersi i przytuliła się nieśmiało. Nick objął ją 

ręką i natychmiast ogarnęło ją rozkoszne poczucie bezpieczeństwa. 

– 

Masz rację. Jak myślisz, kiedy sobie pójdą? 

– 

Pewnie dopiero jak się ściemni. Do tego czasu nie otwieraj drzwi i nie 

wychodź na ganek. 

–  Zgoda.  – 

Kiwnęła  głową  z  ciężkim  westchnieniem.  Zaśmiał  się 

zaskoczony i spytał: 

– Tak ci szkoda spacerów po ganku? 
– 

Nie,  oczywiście,  że  nie.  Myślałam  o  czym  innym.  Jak  daleko  stąd 

mieszkają sąsiedzi Bess? 

– 

Jedna farma jest jakieś trzy kilometry na zachód, a druga około dziesięciu 

k

ilometrów na południe. To te najbliższe. Dlaczego pytasz? 

– 

Myślałam,  że  moglibyśmy  się  tam  wybrać.  Może  sąsiedzi  mają  jakiś 

kontakt ze światem? Być może niektóre telefony nadal działają? 

– 

A jeśli nie, zrobimy kilka kilometrów na darmo? Albo zostaniemy tam i 

spędzimy kilka dni z obcymi ludźmi? Nie wiemy nawet, czy mają dość jedzenia. 
– 

Potrząsnął lekko głową. – Nie, Andy, to nie jest dobry pomysł. Tu przynajmniej 

mamy ciepło, sucho i przez kilka następnych dni nie grozi nam głód. Wiem, że 

jesteś  sfrustrowana  tą  sytuacją,  ale  nie  mamy  innego  wyjścia,  niż  czekać 

cierpliwie, aż naprawią linię telefoniczną. 

– Uhmm – 

zgodziła się bez entuzjazmu. 

background image

– 

Ej, spójrz na to z innej strony. Zapewniam cię, że to komfortowa sytuacja 

w  porównaniu  z  tym,  co  przeżywałem  jeszcze  kilka  tygodni  temu.  Żadna 

afrykańska lepianka nie może równać się z domem Bess, a i jedzenie jest nawet 

lepsze niż to, które podają w niejednej restauracji. – Pochylił się i wyszeptał jej do 
ucha: – Ale najlepsze ze wszystkiego jest twoje towarzystwo. 

Uśmiechnęła  się  wzruszona  i  uniosła  głowę,  żeby  na  niego  spojrzeć,  a 

wtedy  zaczął  ją  delikatnie  całować.  Poczuła  znajome  dreszczyki  w  okolicy 

kręgosłupa. 

Nagle Nick poczuł na policzku niezbyt delikatne liźnięcia. No nie, to nie 

mogła być Andrea, więc... 

– Jak 

wrócimy do Chicago, ten cholerny pies będzie musiał się nauczyć, że 

nie może zawsze być z nami – wymruczał, przerywając na chwilę pocałunek. – 

Myślisz,  że  wystarczy  mu  nasze  mieszkanie,  czy  będziemy  musieli  poszukać 
domku z ogródkiem? 

Przygryzła  lekko  wargi,  niepewna,  co  odpowiedzieć.  Przyjazny  nastrój, 

jaki  panował  między  nimi  od  wczoraj,  bardzo  jej  odpowiadał,  ale  nie  mogła 

oszukiwać Nicka. Nie chciała stwarzać pozorów, że myśli o wspólnej przyszłości. 

Westchnęła z bólem i odparła cicho: 

– Noe i ja nie w

rócimy do Chicago, Nick. Poczuła, że cały sztywnieje. Jego 

ręce  znieruchomiały  na  jej  plecach,  odsunął  ją  od  siebie  i  zapytał  z  tłumioną 

złością: 

– 

Co powiedziałaś? 

– 

Nigdy nie mówiłam, że Noe i ja wrócimy... że będziemy razem mieszkać 

w Chicago. 

Jego błękitne oczy spoglądały na nią lodowato. 
– 

Obiecałem ci przecież, że dostaniesz wszystko, czego pragniesz! Staram 

się  zmienić  dla  ciebie!  To  wciąż  za  mało?!  Nie  możemy  żyć  oddzielnie!  Nie 

widzisz, że jesteśmy dla siebie stworzeni? Co jeszcze jest nie tak? 

Spu

ściła wzrok i potrząsnęła głową. 

– 

Mówiłam ci już, Nick – odpowiedziała smutno. – Nie mogę zrezygnować 

z dziecka. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Widziała, jak narasta w nim złość. Zacisnął usta w wąską kreskę i milczał 

przez dłuższą chwilę. W końcu odezwał się chrapliwym głosem: 

– 

Więc nie godzisz się na żaden kompromis? Chcesz dostać wszystko albo 

nic? 

– 

Nie  mogę  zgodzić  się  na  taki  kompromis  –  próbowała  tłumaczyć.  – 

Opowiadałam ci o latach, które spędziłam w rodzinach zastępczych i o moich 

marzeniach. Nie potrafię z nich zrezygnować. 

– 

Ja jestem twoją rodziną – powtórzył Nick z mocą i złapał ją za ramiona. – 

Ja i Bess będziemy dla ciebie najlepszą rodziną, jaką możesz mieć. 

W jego głosie było tyle pasji i zaangażowania. Gdyby tylko Andy miała 

jakiś wybór, pewnie by uległa. Potrząsnęła jednak głową ze smutkiem i starała się 

nie patrzeć mu w oczy. Ból, jaki w nich widziała, był zbyt trudny do zniesienia. 

– 

A co, jeśli nie mogę mieć dzieci? – spytał. – Mogłem na coś chorować, 

mogłem mieć operację, która na zawsze pozbawiła mnie możliwości... 

– 

Ale nie miałeś. 

– 

Skąd wiesz? Nigdy nie chciałem mieć dzieci, więc skąd pewność, że nie 

poddałem się sterylizacji? 

Andy ugryzła się w język. Musi być bardziej ostrożna, w przeciwnym razie 

Nick zorientuje się, co przed nim ukrywa. 

– 

A poddałeś się? Jeśli tak, powinieneś był powiedzieć mi o tym przed 

ślubem. 

Opuścił ręce i zrobił krok do tyłu. 
– 

Dlaczego?  Ty  też  nie  mówiłaś  mi  wtedy,  że  dziecko  i  rodzina  są  dla 

ciebie tak ważne. 

Miał  rację.  Nie  rozmawiali  o  tym,  jak  zresztą  o  wielu  innych  istotnych 

sprawach. Dziś Andy wiedziała, że to był błąd. Wtedy jednak była zakochana bez 

pamięci. Naiwnie wierzyła, że oboje pragną tego samego i wszystko jakoś się 

ułoży. 

– 

Masz  rację  –  przyznała  zrezygnowanym  głosem.  –  Powinnam była 

porozmawiać  z  tobą  o  tym.  Jednak  ty  też  powinieneś  mi  powiedzieć,  jeśli 

poddałeś się operacji. 

Odwrócił się do niej tyłem i patrzył przez okno. 
– 

Nie miałem operacji, ale myślałem o tym – odpowiedział po chwili. 

Przyglądała mu się w milczeniu. Co mogła powiedzieć? Jedyne, co czuła, 

to radość z faktu, że jednak tego nie zrobił. 

– 

Więc mówisz, że nie możesz do mnie wrócić, dopóki nie zgodzę się na 

dziecko? – 

spytał po chwili namysłu. 

Skinęła głową. 

background image

– 

Ale kochasz mnie? Znowu potaknęła. 

Zacisnął  ręce  i  wsunął  je  do  kieszeni.  Przez  chwilę  zastanawiał  się  nad 

czymś w skupieniu, w końcu podszedł bliżej i spojrzał jej poważnie w oczy. 

– 

Jesteśmy małżeństwem dopiero od kilku miesięcy, spróbujmy przeżyć 

razem  jeszcze  rok.  Przyznaję,  że  byłem  trochę...  niedostępny,  ale  obiecuję,  że 

spróbuję  nad  sobą  popracować.  –  Uśmiechnął  się  swoim  najbardziej 

uwodzicielskim uśmiechem, który zawsze sprawiał, że Andy miękły kolana. – 

Miałaś rację, bałem się swojego uczucia do ciebie. Jedyną osobą, którą wcześniej 

kochałem i której ufałem, była Bess. Ale przekonałaś mnie, że to błąd. Obiecuję, 

że będę się starał to zmienić. Dajmy sobie jeszcze rok spokojnego życia, a potem 

możemy wrócić do rozmowy o twoich planach. 

To,  co  mówił,  brzmiało  wspaniale.  Odpowiedzialnie.  Ugodowo.  I  było 

abs

olutnie niemożliwe. 

Andrea uniosła głowę i spojrzała na Nicka uważnie. Stał przed nią i patrzył 

wyczekująco.  Uosobienie  kobiecych  marzeń.  Przystojny,  czuły,  bogaty, 

troskliwy. Gdyby ta rozmowa toczyła się dwa miesiące wcześniej, czułaby się 

najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Teraz jednak było już za późno. 

Milczała długo, bo okrutne słowa, które musiała wypowiedzieć, nie chciały 

przejść jej przez gardło. Nie mogła go jednak okłamywać. 

– Nie – 

wyszeptała i natychmiast się odwróciła, by ukryć smutek. 

Przez chw

ilę w pokoju panowała przeraźliwa cisza. Potem Andy usłyszała 

głos Nicka nabrzmiały z trudem powstrzymywaną wściekłością: 

– 

Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś? 

Odwróciła się szybko, niepewna, jak ma rozumieć to pytanie. 
– Czego? 
– 

Może  być  tylko  jedna  przyczyna  twojego  uporu.  A  jeśli  tak,  to  była 

bardzo nieuczciwa gra! 

Serce  jej  zadrżało.  Odgadł  więc  jej  tajemnicę  i  rozwścieczyło  go  to 

bardziej, niż mogła przypuszczać w najgorszych wyobrażeniach. 

– 

Nick, to nie tak. Zamierzałam cię poinformować... 

– 

Poinformować  mnie?!  Jak  miło  z  twojej  strony!  Czy  wolno  zapytać, 

kiedy  chciałaś  to  zrobić?  Gdy  wyciśniesz  ze  mnie  już  wszystko,  co  chciałaś 

usłyszeć i doprowadzisz mnie do emocjonalnej ruiny? Jakie jeszcze tortury dla 

mnie przygotowałaś? 

Nie mogła tego słuchać. Każde słowo godziło ją w samo serce. 
– 

Nick, nie chciałam wywierać na ciebie presji... 

– Kim on jest?! – 

krzyknął, przerywając jej. Przez chwilę patrzyła na niego 

zszokowana. Nie rozumiała, o co mu chodzi. 

– Kim on jest, do cholery!? – 

powtórzył coraz bardziej zdenerwowany. – 

Pracuje u mnie? 

– O czym ty mówisz? – 

Wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. 

background image

– 

Kim jest ten facet? Człowiek, z którym chcesz mieć dziecko? – wyjaśnił, 

widząc jej zdziwienie. – Jeśli pracuje u mnie, wyleci z firmy, jak tylko wrócę do 
miasta! 

– 

Nie,  to  nie  jest  ktoś,  kto  pracuje  u  ciebie  –  odpowiedziała  wolno. 

Próbowała myśleć logicznie, ale nie była w stanie. Absurdalny pomysł Nicka, 

jego złość i determinacja sprawiały, że nie potrafiła ogarnąć sytuacji. 

– 

Ach, więc to ktoś z Kansas City. Nie powiem, nie marnowałaś czasu. Jaki 

on jest? Przystojny i bogaty? – 

pytał kpiąco, nawet nie starając się ukryć, że chce 

ją zranić. 

– 

Moje życie to nie twoja sprawa – odpowiedziała, odwracając wzrok. 

– 

Nie  do  końca.  Nadał  jesteś  moją  żoną.  Patrzyła  na  niego  i  bezradnie 

potrząsała głową. Nie docierało do niej, o co ją oskarżał. Poczuła, że ogarnia ją 

chłód.  Za  chwilę  zacznie  trząść  się  z  zimna.  Przytuliła  Noego  mocniej,  jakby 

chciała się w ten sposób ogrzać. 

– 

Spałaś już z nim? – syczał dalej Nick. – Zdążyliście popracować nad 

dzieckiem, które tak bardzo chcesz mieć? 

Wpatrywała się w niego z bólem. Nie wiedziała, jak mogło mu przyjść do 

głowy coś takiego. Jak mógł uwierzyć, że pragnęła innego mężczyzny? 

– 

To jakiś absurd, Nick! Nie ma nikogo innego! 

– 

Nie zaprzeczaj! Nagle obleciał cię strach, że jak się przyznasz, to wpłynie 

to na podział majątku przy rozwodzie? – pytał kpiąco. 

Ze wszystkich sił starała się powstrzymać napływające do oczu łzy. Nie 

chciała, żeby wiedział, jak bardzo bolą ją te oskarżenia. 

Przycisnęła do siebie Noego i skierowała się do drzwi. 
– 

Dokąd idziesz? 

– 

Gdziekolwiek, gdzie nie ma ciebie. Niestety, nie miała zbyt wielu miejsc 

do wyboru. 

 

Przez kilka następnych minut siedziała odrętwiała przy kuchennym stole i 

próbowała  pozbierać  myśli.  Wszystko,  co  mówił  Nick,  sprawiało,  że  jej  serce 

kuliło się z bólu, ale nie wiedziała, jak rozwiać jego podejrzenia. Miała coraz 

mniejszą ochotę, żeby powiedzieć mu prawdę. W każdym razie nie mogła zrobić 

tego teraz, a wiedziała, że tylko prawda oczyści ją z tych wstrętnych podejrzeń. 

Głaskała psiaka po grzbiecie i patrzyła smutno przed siebie. Nie wiedziała, 

czym się zająć, żeby uspokoić nerwy i przestać rozpamiętywać bolesne słowa 
Nicka. 

Nagle jej wzrok padł na książkę kucharską, którą wczoraj przeglądali, i już 

wiedziała, czym się zajmie. Upiecze chleb! To będzie wystarczająco absorbujące 

zajęcie. 

Szybko zgromadziła na stole potrzebne produkty i przystąpiła do pracy. 

Wsypała mąkę do miski, rozpuściła drożdże i wyrabiała ciasto z taką pasją, jakby 

background image

chciała  wyrzucić  z  siebie  całą  złość.  Następnie  odstawiła  miskę  na  półkę  nad 

kuchenką i znów usiadła. Za godzinę trzeba wyrobić ciasto po raz drugi i wtedy 

znowu  będzie  mogła  sobie  wyobrażać,  że  ma  w  rękach  niemądrego  faceta 

rzucającego na nią niemądre podejrzenia. 

W tym momencie drzwi się otworzyły i do kuchni wszedł Nick. Spojrzała 

na niego niechętnie, dając mu odczuć, że wkroczył na jej terytorium. 

– Czego chcesz? 
– 

Przyszedłem po radio. Zaraz będzie prognoza pogody. – Sięgnął na półkę 

i już miał wychodzić, kiedy spojrzał na nią z ciekawością. – Co robiłaś? 

– Nic – 

odparła twardo. 

– 

Masz mąkę na policzku. Piekłaś coś? 

– To nie twoja sprawa – 

powiedziała twardo, nie patrząc na niego. 

Zacisnął usta i przez chwilę myślała, że wyjdzie bez słowa, ale pomyliła 

się. 

– 

Andrea,  przypominam  ci,  że  ciągle  jesteśmy  uwięzieni  pod  jednym 

dachem. Jeśli uznasz, że nie chcesz już dla mnie gotować, jakoś to zniosę. Ale to 

chyba trochę dziecinne zagranie. 

– 

Nie powiedziałam, że nie będę gotować dla nas obojga. Ale nie mam 

ochoty na pogawędki z kimś, kto oskarża mnie o... – Nie mogła wykrztusić z 

siebie tych strasznych słów, które wcześniej usłyszała. 

– 

O zdradę? – podpowiedział. 

– 

Tak. O zdradę. 

– 

Ciekawe, że tak nerwowo na to zareagowałaś... 

– Nie prowokuj mnie! Nigd

y cię nie zdradziłam, ale sam fakt, że sugerujesz 

coś takiego, jest dla mnie wystarczająco wymowny. Najwyraźniej wcale mnie nie 
znasz. 

– 

W  porządku  –  przyznał  ku  jej  zaskoczeniu.  –  Może  trochę  się 

pospieszyłem. Ale nawet jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, nie rozumiem, dlaczego 

zabawiasz się ze mną, skoro i tak znalazłaś już sobie kogoś na moje miejsce. 

– 

Nick, przysięgam... 

– 

Przestań,  Andy!  Po  prostu  przestań!  To  zbyt  bolesne!  Odwrócił  się  i 

wyszedł z kuchni. 

Znowu została sama z tysiącem kłębiących się w głowie myśli. Czy Nick 

uważał, że ona jest z kamienia? Że dla niej to nie było bolesne? Czy sądził, że 

łatwo jej przyszło podjąć decyzję o odejściu? Przez ostatnie tygodnie cierpiała 

każdej  nocy,  kiedy  kładła  się  sama  do  łóżka.  A  wizja  reszty  życia  bez  Nicka 

sprawiała, że serce jej krwawiło. 

Nalała wody do czajnika i postanowiła zrobić sobie herbatę. To choć trochę 

wypełni jej czas, zanim trzeba będzie znowu zająć się chlebem. 

 

Reszta popołudnia upłynęła jej na wyrabianiu ciasta. Nie miała pojęcia, że 

background image

ciasto 

chlebowe  musi  rosnąć  kilka  razy,  zanim  będzie  gotowe.  Wreszcie  po 

siódmej  wieczorem  wstawiła  blachę  do  piekarnika  i  niecierpliwie  czekała  na 
efekt. 

Przez cały czas Nick nie dawał znaku życia. I dobrze. Postanowiła, że jutro 

zamienią się rolami. Ona zajmie salon i poleży z książką, a on będzie siedział w 

kuchni i przygotowywał jedzenie. 

Wzięła Noego na ręce i zastanawiała się właśnie, gdzie go jutro umieścić, 

kiedy drzwi się otworzyły i stanął w nich Nick. 

– 

Planujesz wkrótce jakąś kolację, czy mam sobie sam coś znaleźć? 

– 

Zamierzałam  właśnie  upiec  kurczaka.  Co  chcesz  do  tego?  Mogą  być 

ziemniaki? – 

spytała chłodnym tonem. 

Zerknął na nią zdziwiony, ale odpowiedział uprzejmie: 
– 

Naturalnie. Może obiorę? 

– 

Jeśli sobie życzysz. 

Wyjęła kurczaka z zamrażarki i zaczęła go przyprawiać. Nick wziął koszyk 

z ziemniakami i rozsiadł się za stołem. 

– 

Coś tu bardzo ładnie pachnie – powiedział po chwili. 

– 

Piekę chleb. 

– 

Mówiłaś, że nie umiesz tego robić. 

– 

Nauczyłam  się  –  odpowiedziała krótko i  skupiła  się na przyrządzaniu 

mięsa. Nie miała ochoty wdawać się w towarzyskie pogawędki. 

Wkładała  właśnie  pierwszy  kawałek  kurczaka  na  rozgrzany  olej,  kiedy 

Nick odezwał się znowu: 

– 

Od jutra ma się trochę ocieplić. 

– To dobrze. 
– 

Jeśli tak będzie, wybiorę się do najbliższej farmy. Udko prawie wypadło 

jej z ręki. 

– 

Co powiedziałeś? 

– 

Jeśli jutro się ociepli, pójdę do sąsiadów. Może ich telefon działa albo 

mają samochód, który mogliby pożyczyć lub chociaż podwieźć mnie do miasta – 

odpowiedział, nie podnosząc wzroku znad ziemniaków. 

– 

A co z psami? Nie boisz się, że cię zaatakują? 

– 

Do jutra pewnie już sobie pójdą. 

– 

Nick, nie sądzę, żeby to był dobry pomysł – powiedziała wolno. – To zbyt 

niebezpieczne. 

– 

Nic mi się nie stanie. – Odłożył nóż i zerknął do garnka. – Dużo jeszcze 

tych ziemniaków? 

Nie rozumiała, jak na jednym oddechu może mówić o tym, że zamierza 

narażać swoje życie i zaraz potem o tak przyziemnych rzeczach jak ziemniaki. 

Potrząsnęła głową z niedowierzaniem. 

– 

Będę się bała zostać tu sama. 

background image

– 

Dużo jeszcze? – domagał się odpowiedzi. 

– 

Jeszcze kilka. Czy ty w ogóle mnie słuchasz? Nie chcę, żebyś tam szedł. 

To zbyt ryzykowne. 

– 

Jeśli zamkniesz się w domu i nie będziesz nigdzie wychodziła, nic ci się 

nie powinno stać. 

– 

Nie  rozumiem,  dlaczego  nagle  chcesz  tam  iść.  Jeszcze  niedawno 

mówiłeś, że to nie ma sensu. 

–  Wiesz dlaczego, Andy – 

odparł  nieoczekiwanie,  patrząc  jej  prosto  w 

oczy. – 

Nie wytrzymamy tak długo. 

Łzy  ponownie  napłynęły  jej  do  oczu.  Musiała  głęboko  odetchnąć,  żeby 

uspokoić emocje. 

– 

Jak? Popołudnie upłynęło nam całkiem nieźle. Możemy spędzać czas z 

dala od siebie i czekać, aż nas ktoś uwolni. 

Wrzucił kolejny kartofel do garnka i spojrzał na nią dziwnym wzrokiem. 
– 

Cierpliwość  nie  jest  moją  największą  zaletą,  Andy,  powinnaś  o  tym 

wiedzieć. A powolna śmierć nigdy mnie nie pociągała. Dlatego właśnie uciekłem 

porywaczom w Afryce i dlatego chcę znaleźć wyjście z tej sytuacji najszybciej, 

jak to możliwe. 

– 

Porównujesz to z porwaniem!? Nick, nie bądź śmieszny! 

Nie odpowiedział. Nawet nie podniósł wzroku. 

Przewróciła  kurczaka  na  drugą  stronę,  po  czym  zdecydowanie  uniosła 

głowę. Widać było, że wymyśliła coś nowego. 

– 

Dobrze, ale w takim razie ja i Noe idziemy z tobą. 

– 

Co za głupi pomysł! 

– 

Nie możesz mi zabronić. Jeśli ty zamierzasz ryzykować, ja też mogę. 

– Chyba nie mó

wisz poważnie, Andy? To kilka kilometrów wędrówki po 

kolana w błocie. Zostań w domu i czekaj, aż sprowadzę pomoc. 

W duchu musiała przyznać, że miał rację. Nie da rady przejść tak długiej 

trasy. Ostatnio jej kondycja znacznie się pogorszyła. Nie miała jednak zamiaru 

przyznać się do tego. 

– 

Idę. Nie zabronisz mi. 

– 

Powiedz,  jaki  to  ma  sens?  Nie  musimy  stać  oboje  przy  telefonie. 

Obiecuję, że zrobię, co będzie możliwe, żeby nas stąd uwolnić. 

– 

Idę z tobą – upierała się. 

– Nie. 
– Nick... 
– 

Coś  się  przypala.  –  Pociągnął  nosem.  –  Mięso?  Zerknęła  szybko  na 

patelnię, ale kurczak nabierał właśnie apetycznego, złocistego koloru. Otworzyła 

piekarnik, jednak tam też wszystko było w porządku. 

– 

Nic się nie przypala. Posłuchaj... 

– 

Przełóżmy  tę  rozmowę  na  później.  Nie  mogę  się  sprzeczać  o  pustym 

background image

żołądku. 

Odłożył nóż i opłukał ziemniaki. 
– Gdzie jest sól? 

Ruchem głowy wskazała pojemnik i zajęła się kurczakiem. Czyżby myślał, 

że niczym dziecko zapomni o całej sprawie? A może sam nie wiedział, jak to 

rozwiązać i chciał dać sobie czas do namysłu? 

Dalsze  przygotowania  do  kolacji  upłynęły  im  w  całkowitym  milczeniu. 

Andrea wyjęła z piekarnika gorący chleb i cała kuchnia wypełniła się zapachem 

świeżego pieczywa. Oboje z przyjemnością wdychali ten cudowny aromat. 

– 

Musimy trochę poczekać, zanim zaczniemy go kroić – uprzedziła Andy. 

– 

Byle nie za długo. Pachnie wspaniale. Nie sądziłem, że będziesz umiała 

upiec chleb – 

powiedział z uprzejmym uśmiechem. 

Spojrzała na niego zdziwiona, ale nie odezwała się. Nie miała pojęcia, czy 

to  jakaś  nowa  taktyka.  Będą  teraz  udawać  dwoje  obcych  sobie,  kulturalnych 

ludzi? A może Nick myślał, że w ten sposób uśpi jej czujność? 

Ta  kolacja  była  najcichszym  posiłkiem,  w  jakim  zdarzyło  się  jej 

uczestniczyć. Poza standardowymi uprzejmościami, nie odezwali się do siebie ani 

słowem. 

Wspólnie pozmywali po jedzeniu i sprzątnęli kuchnię. 
– 

Zupełnie  inaczej  myślę  o  jutrzejszym  śniadaniu,  kiedy  widzę  ten 

wspaniały bochenek. – Nick posłał jej miły, lecz sztuczny uśmiech. 

– 

Przestań, Nick! 

– 

Co masz na myśli? 

– 

Przestań  udawać,  że  wszystko  jest  w  porządku!  Przestań  się 

zachowywać,  jakbyśmy  zakończyli  naszą  dyskusję  i  wszystko  zostało 
uzgodnione! 

Rzucił jej drwiący uśmiech. 
– 

Dyskusja to chyba zbyt łagodne określenie dla naszej rozmowy. 

– 

W porządku – sprzeczka. Ale to nie zmienia faktu, że nic nie ustaliliśmy. 

Problem nie zniknie tylko dlatego, że będziesz go ignorował! 

– 

Andy,  nie  możesz  pójść  ze  mną!  Tak  będzie  jeszcze  bardziej 

niebezpiecznie. 

– 

Aha! Więc w końcu przyznajesz, że to niebezpieczne! 

– 

Z tobą, na pewno – odezwał się chłodno i wcisnął ręce w kieszenie. – 

Możesz zasłabnąć po drodze i nie będę wiedział, jak ci pomóc. A jeśli te psy nadal 

krążą  po  okolicy,  sam  szybciej  im  ucieknę.  W  ostateczności  wdrapię  się  na 
drzewo. 

Do  diabła!  To,  co  mówił,  brzmiało  rozsądnie!  Ale  nie  mogła  pozwolić, 

żeby szedł sam. Przygryzła wargi i zastanawiała się, co zrobić. Po chwili uniosła 

głowę i spojrzała na niego. 

– 

Możesz wyjaśnić mi jedną rzecz? 

background image

– 

Naturalnie. Obiecuję, że będę ostrożny i wrócę po ciebie najszybciej, jak 

się da. Coś jeszcze? – spytał rozluźniony, przekonany, że wygrał batalię. 

– 

Wytłumacz mi jeszcze raz, dlaczego nie chcesz mieć dzieci. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Nick wyraźnie zesztywniał. 
–  A co to ma do rzeczy? – 

spytał  chłodnym  tonem.  –  Zdaje  się,  że 

rozmawialiśmy o sprowadzeniu pomocy. 

Nie  powiedziała  ani  słowa.  Usiadła  na  krześle  i  patrzyła  na  niego 

wyczekująco. 

– Daj spokój, Andy – 

odezwał się nerwowo. – Przecież i tak odeszłaś ode 

mnie.  W  zasadzie  ty  też  nie  wyjaśniłaś  mi,  dlaczego  tak  bardzo  chcesz  mieć 
dziecko. 

Zacisnął usta i milczał uparcie. 
– 

Masz  rację  –  westchnęła  cicho.  –  Jest wiele rzeczy, o których 

powinniśmy  byli  porozmawiać  przed  ślubem.  Szkoda,  że  tego  nie  zrobiliśmy. 

Wtedy wszystko działo się tak szybko... Byłam w tobie nieprzytomnie zakochana 

i naiwnie sądziłam, że pragniesz tego samego co ja. Wiem, że ty i Bess bylibyście 

dla  mnie  najwspanialszą  rodziną,  ale  to  nie  zmienia  faktu,  że  pragnę  dziecka. 

Chcę być matką. – Przerwała na chwilę i rozważała coś w skupieniu. – Kocham 

cię, Nick – powiedziała w końcu z wyraźnym trudem, bo nie było jej łatwo mówić 

o swoich uczuciach po tych wszystkich oskarżeniach, jakie od niego usłyszała. – 

Ale to nie to samo co macierzyństwo. 

– 

Więc zostań matką – rzucił lodowatym tonem. – Ale nie mieszaj do tego 

mnie. – 

Odwrócił się i ruszył do drzwi. 

– Zaczekaj! – 

Nie mogła uwierzyć, że tak ją zostawia. – Niczego mi nie 

wyjaśniłeś! 

– 

Już późno, a ja jestem zmęczony. 

– 

Nieprawda! Po prostu wciąż unikasz tego tematu. A ja muszę wiedzieć, 

dlaczego tak jest! –  Po

patrzyła  na  niego  z  powagą  i  spytała  łagodniej:  –  To 

dlatego, że twoja matka umarła przy porodzie? 

Stał przez chwilę nieruchomo. Andrea aż wstrzymała oddech, czekając na 

jego reakcję. Nagle uniósł głowę i spojrzał na nią ostro. 

–  A czy to nie jest wystarcz

ający powód, żebym nie chciał mieć dzieci? 

Myślałaś o tym, co będzie, jeśli z tobą stanie się to samo? 

– 

Nick, medycyna zrobiła ogromne postępy przez ostatnie lata. Poza tym w 

mojej rodzinie żadna kobieta nigdy nie umarła przy porodzie. 

– 

Może  to,  co  mówisz,  jest  i  logiczne,  ale  nie  zmienia  moich  uczuć.  – 

Podszedł bliżej i usiadł obok niej. – Wolę nie mieć dzieci, niż cię narażać. 

Przez jakiś czas siedzieli w milczeniu. Andy nie wiedziała, czy powinna 

dalej naciskać. Z drugiej jednak strony, jeśli nie będzie uparta, pewnie nigdy nie 

dowie się, o co naprawdę mu chodzi. 

– Ale to nie jest jedyny powód, prawda? – 

zaczęła po chwili. 

background image

Siedział w milczeniu, uparcie patrząc przed siebie. W pewnym momencie 

odwrócił  się  gwałtownie  w  jej  kierunku  i  zaczął  mówić  tonem wypranym z 
emocji: 

– 

Nie  zamierzasz  zrezygnować?  Dobrze,  co  chcesz  wiedzieć?  Mam  ci 

wyjawić moje najtajniejsze sekrety? Nigdy nikomu nie mówiłem o moim ojcu, 

nie  miałem  się  czym  chwalić.  Był  alkoholikiem.  –  Przerwał  na  chwilę  i 

zaczerpnął głęboko powietrza. – Kiepski portret rodzinny, nie? – spytał kpiąco. – 

Nienawidził mnie i obwiniał o śmierć matki. Wykorzystywał każdą okazję, aby 

mi o tym przypomnieć. – Znowu zamilkł i wpatrywał się w ścianę przed sobą, 

jakby wyświetlał sobie na niej scenki z dzieciństwa. – A jaki ojciec, taki syn – 

zakończył ciężko i spojrzał na nią smutno. 

– 

To nieprawda, Nick! Nigdy nie widziałam cię pijanego! 

– 

Tylko  dlatego,  że  wcześnie  zrozumiałem,  jak  to  się  może  dla  mnie 

skończyć. Kiedyś, jako nastolatek, wracałem z imprezy i prowadziłem samochód. 

Wypiłem kilka piw i złapała mnie drogówka. Policjant znał mnie i tylko dlatego 

sprawa nie skończyła się w sądzie. Ale krzyczał na mnie, groził mi i wreszcie 

powiedział:  „Jaki  ojciec,  taki  syn”.  Od  tej  chwili  nie  tknąłem  alkoholu.  –  W 

oczach  błysnęły  mu  stalowe  iskry.  –  Tamte  słowa  na  zawsze  wryły  mi  się  w 

pamięć. 

To wyznanie poruszyło Andy do głębi. Nick pierwszy raz powiedział jej aż 

tyle. Nigdy wcześniej nie myślała, że uda się jej skłonić go do zwierzeń. 

– 

Pokonałeś więc jedną z największych pułapek, jaka na ciebie czyhała – 

odezwała się ciepło. – Na pewno poradziłbyś sobie także z ojcostwem. 

– 

Nie, Andy. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym skrzywdził własne 

dziecko. Nie mogę ryzykować. – Pokręcił głową zdecydowanie i podniósł się. – 

Teraz wiesz już wszystko. Więcej nie chcę o tym rozmawiać. Jeśli zgodzisz się 

wrócić na moich warunkach, będę cię zawsze kochał. Jeśli nie... – westchnął z 

dziwnym uśmiechem pełnym bólu. – Nadal będę cię kochał, ale nie będziemy 

małżeństwem. 

Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, wyszedł z kuchni. Zwiesiła głowę 

i pozwoliła, aby z oczu popłynęły długo powstrzymywane łzy. 

 

Godzinę później nadal siedziała przy stole kuchennym, ale już nie płakała. 

Jej małżeństwo było skończone, wreszcie to zrozumiała. Pozostała więc jeszcze 

tylko jedna rzecz. Powiedzieć Nickowi o dziecku. 

Postanowiła, że zrobi to jutro. Dziś nie miała już sił. 

Umyła  się  szybko  i  wskoczyła  do  łóżka.  Chciała,  by  ten  ponury  dzień 

skończył się jak najszybciej. 

Po chwili do sypialni wszedł Nick i bez słowa podał jej termofor. 
– 

Dziękuję. – To było jedyne, co mogła mu w tej chwili powiedzieć. 

Długo nie kładł się spać. Słyszała, jak chodzi po kuchni, potem przeszedł 

background image

jeszcze do salonu. Nie chciała o nim myśleć, chciała się zrelaksować i wreszcie 
za

snąć. 

Obudziła się w środku nocy i poczuła, że obejmuje ją silne męskie ramię. 

Przez  chwilę  leżała  nieruchomo,  zastanawiając  się,  co  zrobić.  Czuła  się  tak 
cudownie  – 

ciepło  i  bezpiecznie.  W  końcu  westchnęła  i  delikatnym  ruchem 

wtuliła się w Nicka jeszcze bardziej. Chciała ostatni raz poczuć jego uścisk. 

Nick obudził się i energicznie wstał z łóżka. Niestety, to obudziło także i 

Andy.  Starała  się  opanować  mdłości,  ale  bezskutecznie.  Czuła  się  tak,  jakby 

pływała po wzburzonych falach i walczyła z chorobą morską. W pewnej chwili 

zerwała się gwałtownie i szybko pobiegła do łazienki. 

– 

Andy, co z tobą? – Usłyszała za sobą zaniepokojony głos Nicka. 

Kilka minut później siedziała na sofie w salonie. Nick otulił ją kocem i 

wycierał jej twarz. Przykrył ją starannie i położył dłoń na jej czole. 

– 

Nie masz gorączki? Może to jakiś wirus? Jedyna odpowiedź, na jaką było 

ją stać, to lekkie potrząśnięcie głową. 

– 

Przynieść ci wody? 

– Nie – 

wymruczała z zamkniętymi oczami. – Po prostu muszę się wyspać. 

– 

Napij się trochę, to ci dobrze zrobi. Posłusznie upiła łyk. Potem Nick 

wziął ją na ręce i przeniósł do sypialni. 

– Jak Noe? – 

Zdołała jeszcze wyszeptać. 

– 

W porządku. Bawi się w kuchni. Może jednak zrobić ci coś lekkiego do 

jedzenia? – 

spytał z troską. 

– 

Nie, dziękuję. Chcę tylko spać. Zamknęła oczy i powoli zapadła w sen. 

Kiedy się obudziła, stwierdziła z ulgą, że jej żołądek się uspokoił. Zerknęła 

na zegarek – 

była  prawie  jedenasta.  Późno,  stwierdziła.  Ciekawe,  czy  Nick 

wybrał się do sąsiadów. 

Nie podobał się jej ten pomysł, ale z drugiej strony, nie miała ochoty teraz 

go widzieć. Obawiała się, że dłużej już nie będzie w stanie ukrywać przed nim 

swojego  sekretu.  Miał  wystarczająco  dużo  wskazówek,  żeby  odkryć  prawdę. 

Nawet najgłupszy facet zorientowałby się chyba, co się dzieje. 

Po ostatniej rozmowie jasno zrozumiała, że Nick nie będzie chciał mieć nic 

wspólnego ani z dzieckiem, ani z nią. Musiałby pokonać zbyt wiele uprzedzeń z 

przeszłości, żeby zaakceptować siebie w roli ojca. Ale mimo wszystko powinien 

wiedzieć o dziecku. 

Z

decydowanym ruchem odrzuciła kołdrę i ruszyła do łazienki. Nagle ze 

zdumieniem  stwierdziła,  że  w  domu  nie  jest  już  tak  zimno  jak  wcześniej. 

Widocznie rzeczywiście przyszło ocieplenie, choć deszcz ciągle bębnił o dach. 

Kiedy się umyła i przeszła do salonu, ku swemu zaskoczeniu zobaczyła 

tam Nicka. Leżał na kanapie, czytał książkę i bawił się z psem. Noe był wyraźnie 
zadowolony z tych pieszczot. 

– 

Cieszę się, że zostaliście przyjaciółmi – powiedziała, przysiadając się do 

background image

nich. 

– 

Jak  się  czujesz?  –  spytał  Nick  z  troską.  –  Bardzo  długo  spałaś.  – 

Wyciągnął rękę i dotknął jej czoła. – Nie masz na szczęście gorączki. A jak twój 

żołądek? 

– 

Pusty. Umieram z głodu. 

– 

Hmm, zaraz coś ci przygotuję, ale nie licz na obfity posiłek. Myślę, że nie 

powinnaś  zbyt  dużo  jeść.  Zostań  tu,  a  ja  przyniosę  ci  miskę  gorącej  zupy,  to 
powinno ci pomóc. 

Andy pomyślała, że bardziej pomógłby jej duży stek niż dietetyczna zupka, 

którą na pewno poda jej Nick. 

– 

A może dostanę gorącego tosta z serem? – próbowała wytargować coś 

więcej. 

– Nabia

ł na chory żołądek?! Wykluczone! Możesz dostać najwyżej trochę 

sucharków do zupy – 

powiedział  zdecydowanie  i  wyszedł  do  kuchni 

odprowadzany tęsknym spojrzeniem Noego. 

Andy  stanęła  przy  oknie  i  wpatrywała  się  w  deszcz.  Tyle  dobrego, 

pomyślała, że kiedy powiem mu o dziecku, będę mogła jeść do woli. Próbowała 

wyobrazić sobie, jak Nick przyjmie tę wiadomość i czuła rosnące napięcie. Nie 

liczyła na zbyt entuzjastyczną reakcję. 

Po  chwili  drzwi  się  otworzyły  i  Nick  wniósł  tacę,  z  której  dolatywał 

smakowity zapach 

rosołu z kurczaka. Andy przestała myśleć o czymkolwiek. W 

tej chwili nie było nic ważniejszego niż parująca miska aromatycznej zupy. 

Rzuciła się na nią zachłannie i po chwili rosół był już tylko wspomnieniem. 
– 

Doskonałe. Jest jeszcze trochę? Popatrzył na nią zaskoczony. 

– 

Tak...  Ale  nie  jestem  pewien,  czy  powinnaś  tyle  jeść,  może  ci 

zaszkodzić... 

– 

Rosół z kurczaka? Żartujesz chyba! 

–  No dobrze, tylko jedz powoli – 

pouczył  ją  jak  dziecko  i  poszedł  po 

dokładkę. 

Kiedy  żołądek  wypełnił  się  już  przyjemnym  ciepłem,  Andy  odstawiła 

talerz i spojrzała z powagą w oczach na Nicka. 

– 

Nadal wybierasz się na sąsiednią farmę? – spytała ostrożnie. 

– 

Nie wiem, co robić... – rozważał głośno. – Nie mogę zostawić cię tutaj 

samej.  Z  drugiej  strony,  twoja  choroba  może  się  rozwinąć,  więc  powinienem 

sprowadzić pomoc... 

Andrea pomyślała, że jej choroba trwa już kilka tygodni i nie skończy się 

przed upływem kilku następnych miesięcy. 

– 

Do sąsiadów  jest  jakieś siedem  kilometrów,  to  by  mi  zajęło  dwie, do 

trzech godzin... – 

ciągnął w zamyśleniu. 

– 

Kiedy ruszasz? Spojrzał na nią podejrzliwie. 

– 

Jeszcze wczoraj nie chciałaś, żebym poszedł. Skąd ta nagła zmiana? 

background image

Poczuła suchość w gardle, ale próbowała jakoś z tego wybrnąć. 
– 

No cóż... Wyglądałeś na zdeterminowanego. Nie sądziłam, że stanę się 

powodem zmiany twoich planów... 

– 

A jednak. Nie zostawię cię tutaj chorej. Gdyby pogoda się pogorszyła, 

mógłbym  nie  wrócić  do  jutra.  Jeśli  ciągle  będziesz  wymiotować,  możesz  się 

odwodnić, a to niebezpieczne. 

– 

Nie odwodnię się! 

– 

Andy, o co ci chodzi? Dlaczego nagle upierasz się, bym szedł? Wczoraj 

koniecznie miałem zostać, a dziś nagle zmieniasz zdanie. Co się z tobą dzieje? 

Miał rację. Zachowywała się dziwnie. Z trudem przełknęła ślinę. To nie był 

najlepszy moment do zwierzeń, ale musiała zacząć. 

– 

Nick, mam ci coś do powiedzenia... – zaczęła niepewnie i przerwała. To 

było trudniejsze, niż myślała. Wstała z sofy i wzięła głęboki oddech. Wpatrywał 

się w nią zdumiony. 

– 

Andy, przede wszystkim usiądź. Nic, co masz mi do powiedzenia, nie 

może być tak ważne, żebyś musiała meldować mi o tym na stojąco. Drżysz jak 

liść. Chyba powinnaś wrócić do łóżka. – Podszedł bliżej i próbował wziąć ją pod 

ramię. 

– 

Nie!  Zostaw  mnie!  Muszę  ci  coś  powiedzieć!  –  protestowała 

zdenerwowana. Skoro już raz zaczęła, chciała mieć to za sobą. 

– Zgoda – 

powiedział łagodnie, jakby rozmawiał z dzieckiem. – Więc mów 

szybko, a potem idziesz prosto do łóżka, dobrze? 

Kiwnęła głową i otworzyła usta, żeby ogłosić coś, czego Nick z pewnością 

nie chciałby usłyszeć... I właśnie wtedy zadzwonił telefon. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Wpatrywali się w siebie zszokowani, a dzwonek ciągle dzwonił. Dopiero 

po chwili Nick krzyknął: 

– Telefon! – 

I pobiegł szybko do kuchni. 

Andrea niespiesznie poszła za nim. Nie wierzyła, że ktoś zdoła ich stąd 

wyciągnąć, zanim przestanie padać. 

– Halo? Halo? – 

wołał Nick do słuchawki. – Tak, jesteśmy tutaj! Przyślijcie 

po nas helikopter! Tak, to wyjątkowa sytuacja...! 

Nadstawiła ucha zaciekawiona. Co on mówił? 
– 

Moja żona jest chora, może się odwodnić, a ja nie potrafię jej pomóc! – 

tłumaczył zdenerwowany komuś na drugim końcu linii. 

Rzuciła się szybko ku niemu i złapała go za rękę. 
– 

Nick! Daj spokój! Nie jestem chora! Ja... jestem w ciąży... 

Wpatrywał  się  w  nią,  jakby  nie  rozumiał,  co  powiedziała.  Zamarł  ze 

słuchawką w ręku i zbladł niepokojąco. 

Wzięła od niego słuchawkę i odezwała się uspokajająco: 
– 

Przepraszam.  Mąż  jest  bardzo  zdenerwowany.  Nie  jestem  chora,  po 

prostu chcielibyśmy się stąd wydostać. 

– 

Niestety, w takim  razie trochę to potrwa. – Usłyszała kobiecy głos. – 

Mamy wiele takich przypadków. 

– 

Rozumiem. Spróbujemy poradzić sobie sami. Dziękuję pani. 

Powoli  odłożyła  słuchawkę  i  spojrzała  na  Nicka.  Patrzył  na  nią  z 

mieszaniną bólu i złości, ale miał już normalniejszy wyraz twarzy. 

– 

To  niemożliwe  –  wycharczał  z  trudem.  –  Nie  możesz  być  w  ciąży. 

Przecież się zabezpieczaliśmy. 

– 

Cóż,  żadne  środki  nie  dają  stuprocentowej  gwarancji.  Najwyraźniej 

załapaliśmy  się  na  ten  ułamek  procenta.  Jedyny  skuteczny  sposób  to  unikanie 

stosunków, a tego z pewnością nie stosowaliśmy. 

– 

Jesteś pewna... 

– Nicholasie Avery! – 

zaczęła zdenerwowana. – Nawet nie próbuj zadać 

tego pytania! – 

ostrzegła, czując, jak wzbiera w niej gniew. 

Nick ukrył twarz w dłoniach, jakby próbował oswoić się z nowiną, ale nie 

zapytał, kto jest ojcem dziecka. Andy miała nadzieję, że to dobry znak. 

– 

Nick, nie przyjadą po nas szybko, to może potrwać nawet kilka dni – 

zaczęła po chwili spokojnie. – Może spróbujmy gdzieś zadzwonić... Nick...? 

Nawet na nią nie spojrzał. Zdecydowanym ruchem sięgnął po słuchawkę i 

szybko  wydawał  polecenia  swojemu  rozmówcy.  Kazał  zamówić  helikopter  i 

przysłać go jak najszybciej. Kiedy skończył, oparł czoło o ścianę i przez chwilę 

milczał. 

background image

– 

Ludzie z mojej firmy spróbują coś zorganizować – powiedział powoli. – 

Dadzą nam znać, kiedy transport będzie gotowy. 

Andy czuła, że napięcie, w jakim żyła przez ostatnie godziny, powoli ją 

opuszcza. Wpatrywała się w Nicka bezradna, nie wiedząc, co powiedzieć. Nie raz 

wyobrażała  sobie  jego  reakcję  na  tę  wiadomość,  ale  taka  wersja nigdy nie 

przyszła jej do głowy. 

– 

Chyba zacznę sprzątać – odezwała się cicho. Nie bardzo wiedziała, co 

innego mogłaby zrobić. – Nie powinniśmy zostawić Bess takiego bałaganu. 

– Czekaj! – 

zawołał ostro. – Kiedy się dowiedziałaś? 

– 

Dzień przed tym, zanim od ciebie odeszłam. 

– 

Odeszłaś z powodu ciąży? 

– Tak – 

przyznała z ciężkim westchnieniem. – Przecież powiedziałeś mi 

wyraźnie, że nie chcesz być ojcem. Kiedy odkryłam, że jestem w ciąży, uznałam, 

że nie mogę z tobą zostać. Chcę, aby moje dziecko było kochane. 

– 

A zatem wreszcie zrozumiałaś, że to niemożliwe. Nie mogę mieć dzieci. 

Nie potrafiłbym... – urwał w połowie, jakby nie był w stanie powiedzieć, jakie to 

dla niego trudne. Po chwili odezwał się ponownie, nie patrząc na nią: – Jeśli to 
pierwsze miesi

ące, to przecież są sposoby... 

–  Nick!  – 

przerwała  mu  gwałtownie.  –  Nawet  nie  kończ.  Urodzę  to 

dziecko,  z  twoją  aprobatą  lub  bez  niej.  Tylko  od  ciebie  zależy,  czy  zechcesz 

odgrywać w naszym życiu jakąś rolę. Jeśli nie, wychowam je sama. Nikt i nic 
mnie nie powstrzyma! 

– 

Andy...  Nie  mogę  w  tym  uczestniczyć  –  odezwał  się  bezbarwnym 

głosem, patrząc w ścianę. 

Te słowa bolały bardziej niż wszystko, co dotąd usłyszała. Kochała Nicka, 

ale nie wiedziała, czy kiedykolwiek będzie w stanie mu wybaczyć, że odrzucił jej 
dziecko. 

– 

Nie martw się, jeśli nie chcesz, nie musisz – powiedziała dumnie i wyszła 

z kuchni. 

Przeszła do pokoju i z furią zaczęła wrzucać swoje rzeczy do torby. Kiedy 

się spakowała, uprzątnęła sypialnię, a potem zajęła się salonem. Na stole wciąż 

stał talerz po zupie i przypominał o troskliwości Nicka, która tak ją wzruszała. 

Ciekawe, czy byłby równie opiekuńczy, gdyby wcześniej znał przyczynę mojej 

niedyspozycji, pomyślała. 

Usłyszała za ścianą dzwonek telefonu i po chwili do pokoju wszedł Nick. 
– Nie da

dzą rady szybko wynająć helikoptera. Tama jest przerwana i cały 

sprzęt bierze udział w akcji. 

– O nie! – 

westchnęła ciężko Andy. 

– 

Nasz firmowy śmigłowiec leci z Chicago, ale nie dotrze tu wcześniej niż 

rano. Dzwoniłem też do Bess, u niej na szczęście wszystko w porządku. 

To oznaczało jeszcze jedną noc z Nickiem, a to nie była najprzyjemniejsza 

background image

perspektywa. 

– 

Helikopter przywiezie też Bess ze szpitala – ciągnął spokojnie. 

Andy  pomyślała,  że  chętnie  zaprosiłaby  ciotkę  do  siebie,  do  Kansas. 

Zdrowy rozsądek starszej pani mógł się jej bardzo przydać. Nie śmiała jednak 

tego  zaproponować,  w  końcu  Bess  to  przede  wszystkim  ciotka  Nicka,  nie 

wiadomo, jak zareagowałby na ten pomysł. 

Znowu,  jak  już  wiele  razy  wcześniej  w  życiu,  ogarnęło  ją  poczucie 

przeraźliwej samotności. Nie miała nikogo, z kim mogłaby dzielić się radościami 

i troskami. Była zupełnie sama. 

Nie. Od kilku tygodni nie była już sama – miała dziecko i dla niego musiała 

być silna. 

Uniosła głowę i stwierdziła, że Nick w skupieniu wpatruje się w jej brzuch. 
– 

Jak  się  czujesz?  Masz  jakieś  dolegliwości?  Nie  znam  się  na  tym,  ale 

słyszałem, że kobiety w takim stanie mają poranne mdłości... 

– 

Zjadam rano biszkopty, a potem powoli wstaję, i to pomaga. 

– 

Rzeczywiście, co rano jesz ciastka – stwierdził odkrywczo, jakby nagle 

wszystko zaczęło mu się układać w jedną całość. – Kiedy właściwie zamierzałaś 

powiedzieć mi o dziecku? 

Zagryzła wargi i zastanawiała się przez chwilę, co odpowiedzieć. Szczerze 

mówiąc, miała kilka pomysłów na to, kiedy powinien się o tym dowiedzieć. 

– 

Najpierw myślałam, że powiem ci, jak dziecko już się urodzi – odezwała 

się, zbierając siły. – A potem... Właśnie zamierzałam to zrobić, kiedy zadzwonił 

telefon i... sam wiesz, co było dalej. Miałam też pomysł, żeby dać ci znać, jak 

tylko się stąd wydostaniemy i rozjedziemy do różnych miast. Nie chciałam, żebyś 

myślał, że zamierzam na ciebie naciskać. 

– 

Rozumiem. Więc to okoliczności zmusiły cię do tego, żebyś wcześniej 

zdradziła swoją tajemnicę – dokończył za nią. 

– 

To nie tak. Przecież chciałam ci wszystko powiedzieć, ale... – przerwała 

niepewna, czy tłumaczenie, dlaczego zrezygnowała z tego pomysłu, ma sens. – 
Nick, nic mi nie jest – 

podjęła po chwili mocniejszym głosem. – Byłam u lekarza. 

Wszystko jest w porządku. Dziecko urodzi się w listopadzie. Mam nadzieję, że 

będzie zdrowe i szczęśliwe. Tyle tylko, że nie będzie znało swojego ojca. 

– 

Może wyjdzie mu to na dobre – zaśmiał się dziwnie i wyszedł z pokoju. 

Przez  resztę  dnia  starannie  się  unikali.  Andy  przygotowała  kanapki  na 

kolację i zostawiła je w kuchni. Próbowała czytać, ale nie znalazła powieści, która 

zainteresowałby ją tak bardzo, żeby przestała myśleć o wszystkim, co się dzisiaj 

wydarzyło. Noc zapowiadała się dość ciepło, postanowiła więc spać na kanapie. 

Kilka  minut  przed  dziesiątą  Nick  zajrzał  do  salonu.  Udawała,  że  jest 

pogrążona  w  lekturze,  ale  tak  naprawdę  nie  była  w  stanie  opowiedzieć,  co 

przeczytała na poprzedniej stronie. 

– 

Przygotowałem ci kąpiel – powiedział krótko i natychmiast wyszedł. 

background image

Przez chwilę miała ochotę odmówić, ale rozsądek zwyciężył. Wiedziała, że 

ciepła kąpiel dobrze jej zrobi. 

Rozpakowała najpotrzebniejsze rzeczy, przeszła do łazienki i szybko się 

umyła. 

Szykowała sobie właśnie posłanie na kanapie, kiedy wszedł Nick. 
– Co robisz? 
– 

Ścielę sobie łóżko. 

– 

Nie  wygłupiaj  się!  Będziesz  spała  ze  mną  w  sypialni.  Tu  nadal  jest 

chłodno, a ty potrzebujesz wypoczynku. Jutro czeka nas naprawdę ciężki dzień, 

wierz mi. Obiecuję, że cię nie dotknę. 

Dziwne,  ale  jakoś  zabolało  ją  to,  że  tak  łatwo,  sam  z  siebie,  złożył 

obietnicę,  że  nie  będzie  próbował  jej  uwodzić.  Nagle  poczuła  się  gruba  i 
nieatrakcyjna. 

Mimo wszystko musiała przyznać, że znowu miał rację. Uniosła głowę i 

bez  słowa  przeszła  do  sypialni.  Wtuliła  się  w  poduszkę  i  próbowała  jak 

najszybciej zasnąć. 

– 

Zapomniałaś zabrać Noego, tęsknił za tobą – usłyszała nagle głos Nicka. 

– 

Przyniosłem ci go. 

– 

Dziękuję – odpowiedziała, biorąc szczeniaka. 

– Nie ma za co – 

odparł uprzejmie i wyszedł z sypialni. 

Prawdziwy wersal, pomyślała. Jesteśmy dla siebie popisowo uprzejmi, a to 

oznacza,  że  widocznie  nie  mamy  sobie  nic  więcej  do  powiedzenia.  Przytuliła 

psiaka, zamknęła oczy i próbowało uciszyć tysiące emocji, które nią targały. 

 

Następnego ranka obudziło ją znajome, mało przyjemne uczucie skurczu w 

żołądku.  Wyciągnęła  rękę  w  kierunku  nocnej  szafki  i  uświadomiła  sobie,  że 

wczoraj wieczorem zapomniała przygotować sobie herbatniki. Jęknęła głucho i 

niechętnie trąciła Nicka łokciem. 

– Nick – 

poprosiła. – Przynieś mi ciastka. Tylko, proszę, nie trzęś łóżkiem. 

Przez chwilę spoglądał na nią zaspany, lecz błyskawicznie oprzytomniał. 

Ześlizgnął się z łóżka delikatnie i po chwili wrócił, niosąc talerzyk z ciastkami. 

– 

Chcesz, żebym pomógł ci usiąść? 

– 

Nie, zjem kilka i polezę jeszcze. 

Wolno pogryzała ciastka i próbowała uspokoić żołądek. Przez cały czas 

czuła na sobie spojrzenie Nicka. Zjadła i leżała przez chwilę nieruchomo, głęboko 

oddychając. W końcu, unikając gwałtownych ruchów, wstała z łóżka i zaczęła 

zbierać swoje rzeczy. 

Chwilę potem zadzwonił telefon. Usłyszała, jak Nick mówi do kogoś: 
– 

Tak? Piętnaście minut? Dobrze, będziemy gotowi. 

Niemal  dokładnie  po  kwadransie  rozległ  się  ryk  silników  samolotu 

lądującego z tyłu domu. Andy przeszła do kuchni, żeby sprawdzić jeszcze raz, 

background image

czy wszystko jest w porządku. Odwieszała właśnie ścierkę, gdy w progu stanęła 

Bess. I nagle wszystkie z trudem tłumione emocje wybuchły w Andy z wielką 

siłą. Rzuciła się ku ciotce, wpadła w jej objęcia i zalała się łzami. 

– 

Och, Bess, tak się cieszę, że jesteś cała i zdrowa. 

– 

Jakże  mogłoby  być  inaczej,  moje  dziecko?  –  odpowiedziała  Bess 

spokojnie.  – 

A  co  z  wami?  Wszystko  w  porządku?  –  Odsunęła  ją  lekko  i 

przyglądała się jej badawczo, po czym zwróciła się do Nicka: – Co się stało? 

– 

Nic, zupełnie nic – odpowiedziała szybko Andrea. W tej samej chwili 

Nick odezwał się chłodno: 

– 

Ona jest w ciąży. 

Oczy  Bess  rozbłysły  radośnie,  a  twarz  natychmiast  się  rozpogodziła. 

Objęła dziewczynę mocno i Andrea po raz pierwszy poczuła, że ktoś cieszy się z 

jej dziecka. Ogarnęła ją fala wzruszenia. 

Wierzchem dłoni ocierała łzy spływające po policzkach. Uśmiechnęła się 

do  Bess  z  zakłopotaniem  i  już  miała  coś  powiedzieć,  gdy  nagle  chłodny  głos 

Nicka przerwał tę czułą scenkę: 

– 

Musimy się zbierać. Bess, pakuj się – rzucił, nie patrząc na żadną z nich. 

Starsza pani spojrzała na kamienne oblicze siostrzeńca, pokiwała głową, 

jakby domyśliła się wszystkiego, co wydarzyło się między nimi, i uśmiechnęła się 
smutno. 

– 

To potrwa tylko  chwilę,  Andy  –  szepnęła, ściskając  ze zrozumieniem 

rękę dziewczyny. Pocałowała ją lekko w policzek i dodała: – Nie martw się, zaraz 

wrócę. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

Andrea  była  przekonana,  że  to  ich  ostatnie  godziny  spędzone  razem. 

Patrzyła w dół na lasy i rzeki, nad którymi przelatywali, i próbowała uspokoić 

tysiące  nurtujących  ją  myśli.  Obecność  Bess  powodowała,  że  czuła  się  trochę 

pewniej, ale jednocześnie wyzwalała w niej uczucia, które wcale nie pomagały 

zachować równowagi ducha. 

Helikopter leciał prosto do Kansas City. Bess i Andrea siedziały na tylnych 

siedzeniach, Noe drzemał na kolanach dziewczyny, a Nick zajął miejsce obok 

pilota. Kilka razy zerknął na ciotkę i żonę, ale nie odezwał się ani słowem. Co 

jakiś czas Andy czuła na swojej ręce lekkie, jakby pocieszające dotknięcie nieco 

szorstkiej dłoni Bess i z trudem powstrzymywała łzy. 

Kiedy dolecieli wreszcie do Kansas, z 

ulgą  opuściła  pokład  samolotu. 

Miała wrażenie, że będzie musiała na nowo poskładać wszystkie swoje kości. 

Bess także wysiadła. Przytuliła Andreę mocno do siebie, jakby starała się 

dodać jej otuchy. 

– 

Będzie mi ciebie brakowało, Bess – wyszeptała wzruszona Andy. – Daj 

znać, jak tylko wrócisz do domu, a natychmiast przyjadę, żeby ci pomóc. 

– 

Nie gadaj głupstw, dziecko – prychnęła ciotka. – Myślisz, że mogłabym 

zostawić  cię  teraz  samą?  Potrzebujesz  pomocy.  Zostaję  tu  z  tobą  i  twoim 
psiakiem. 

Andy  czuła,  że  oczy  mimowolnie  jej  zwilgotniały.  Spojrzała  na  Bess  z 

nadzieją, niepewna, czy dobrze ją zrozumiała. 

– 

Naprawdę? Chciałabyś zostać ze mną? Jestem pewna, że sama dam sobie 

radę,  ale  gdybyś  tylko  miała  ochotę...  –  przerwała,  nie  bardzo  wiedząc,  co 

powiedzieć. Bardzo chętnie zaprosiłaby ciotkę do siebie, ale była przekonana, że 

ten pomysł nie spodoba się Nickowi. 

Bess uśmiechnęła się szeroko. 
– 

Nigdy  jeszcze  nie  przegapiłam  okazji,  aby  kimś  podyrygować  i  nie 

zamierzam zrobić tego i tym razem! Zadbam o ciebie i o dziecko. 

Zanim  Andrea  zdążyła  odpowiedzieć,  podszedł  do  nich  Nick,  który 

wcześniej załatwiał coś w biurze lotniska. 

– 

Andy, zamówiłem dla ciebie samochód – odezwał się służbowym tonem. 

– 

Będzie tu lada chwila. Bess, wracaj na pokład, na nas już czas. 

– 

Nie lecę z tobą – powiedziała Bess spokojnie. 

– 

Nie  możesz  wrócić  do  domu,  zanim  pogoda  się  nie  zmieni  – 

zaprotestował. 

– 

Wcale  nie  zamierzam.  Zostaję  z  Andreą.  Myślę,  że  tu  bardziej  się 

przydam. U ciebie tylko bym leniu

chowała,  a  Andy  potrzebuje  teraz  opieki  i 

wsparcia. 

background image

Andy  nie  miała  wątpliwości,  że  Nick  odebrał  słowa  ciotki  jako  krytykę 

jego zachowania. Widać było, że jest wściekły, ale starał się opanować. 

–  Jak chcesz – 

powiedział  w  końcu.  –  Zadzwoń,  jeśli  będziesz  czegoś 

potrzebowała. 

Skinął im dłonią, i to było całe pożegnanie. Nie oglądając się za siebie, 

wsiadł do helikoptera. 

Andy i Bess patrzyły za nim ze smutkiem. Maszyna szybko wzniosła się do 

góry i odleciała. Kiedy ucichł warkot silników, Andrea wyszeptała: 

– 

Był bardzo niezadowolony. Chyba ci nie daruje, że zostałaś ze mną. 

– 

Nonsens, Andy. Kiedy właściwie powiedziałaś mu o dziecku? 

– Dopiero wczoraj. 
– 

To wszystko tłumaczy. Mężczyźni źle znoszą takie sytuacje. 

–  Wiem.  – 

Andy  kiwnęła  głową  przygnębiona.  –  Ale to nie tylko 

zaskoczenie. Nick powiedział mi stanowczo, że nie chce mieć dzieci. I nie dał się 

przekonać. Źle wspomina swojego ojca i dzieciństwo. Dlatego odeszłam. Moje 

dziecko musi żyć w miłości. 

– 

I  tak  będzie,  zobaczysz.  Nick  zmieni  zdanie  –  powiedziała  Bess  z 

przekonaniem. 

Andrea  uśmiechnęła  się  smutno.  Nie  chciała  ranić  ciotki  powtarzaniem 

tego  wszystkiego,  co  usłyszała  od  Nicka,  ale  nie  miała  wątpliwości,  że  w  tej 

sprawie już nic się nie zmieni. Dobrze chociaż, że Bess była z nią. A Nick... Nick 
to 

zupełnie inna sprawa. 

 

Kiedy znalazły się w skromnym mieszkanku Andy i postawiły walizki na 

środku niewielkiego salonu, Bess rozejrzała się wokół zaskoczona. 

– 

To wszystko, na co stać Nicka? 

– 

Sama płacę za swoje mieszkanie – wyjaśniła Andrea. – Muszę stanąć na 

własnych nogach. Chcę być niezależna. 

Przeniosła  rzeczy  Bess  do  sypialni  i  została  tam  chwilę.  Próbowała  w 

samotności uspokoić wzburzone emocje. Właśnie straciła Nicka. I tym razem na 

zawsze.  Nie  miała  już  złudzeń,  że  będzie  próbował  naprawić  ich  związek, 

zbudować ich życie na nowo. Trudno, musi nauczyć się żyć bez niego, chociaż 

wiedziała, że będzie to najtrudniejsza rzecz, z jaką do tej pory przyszło się jej 

zmierzyć. 

– 

Będziesz spała w sypialni, a ja na sofie – powiedziała do Bess, kiedy już 

wróci

ła do salonu. – I nawet nie próbuj protestować. Mam spore doświadczenie w 

tej  dziedzinie.  Stoczyłam  bój  o  spanie  na  kanapie  z  twoim  siostrzeńcem  i 

wygrałam! – dodała wesoło. 

– 

Pozwolił kobiecie w ciąży spać na kanapie w moim domu? – spytała Bess 

zszokowana.  – 

Chyba  muszę  odbyć  z  nim  dłuższą  rozmowę  –  obiecała  ze 

stalowym błyskiem w oku. 

background image

– Bess... – 

zaczęła Andrea i przerwała na chwilę, żeby uspokoić oddech. – 

Proszę,  nie  próbuj  przekonać  Nicka  do  mnie  i  do  dziecka.  Zdaje  się,  że  on 

naprawdę... naprawdę nie chce zostać ojcem. A jeśli tak, to wolę już być sama. 

Nie chcę, by czuł się wmanewrowany w tę sytuację. Nie mogę pozwolić, żeby 

traktował moje dziecko jak niewygodny balast. 

Bess  słuchała  jej  uważnie  i  milczała  przez  chwilę  zadumana.  Jej  wzrok 

wyraźnie posmutniał. Ujęła dłonie Andrei w swoje ręce i powiedziała poważnie: 

– 

Dobrze, zgoda. Rozumiem cię. – Rozejrzała się po pokoju i dodała: – Ale 

to nie znaczy, że nie porozmawiam z nim. Nie możesz tu mieszkać z dzieckiem i 

psem.  Będziecie  potrzebowali  więcej  miejsca.  Dziecko  musi  mieć  komfort, 

przestrzeń i podwórko. I szczęśliwą matkę. Nickowi może się wydawać, że nie 

umie  być  ojcem,  ale  ma  pewne  obowiązki.  I  jako  jego  ciotka  zamierzam 

dopilnować,  żeby  je  wypełniał  –  zakończyła  tonem  wykluczającym  dalszą 
dyskusj

ę. 

Zaczęło się już nazajutrz. 

O  ósmej  rano  ktoś  zadzwonił  do  mieszkania,  co  wyraźnie  rozdrażniło 

Noego.  Andrea  zaspana  otworzyła  drzwi  i  zaskoczona  zobaczyła  za  nimi 

eleganckiego mężczyznę, który poprosił, żeby zechciała zejść na dół i obejrzeć 
swój nowy samochód. 

Ubrała się szybko i zeszła na parking. Rozejrzała się wokół niepewnie. Stał 

tam bowiem tylko jeden samochód. Mercedes. 

– 

Pan  Avery  jest  przekonany,  że  klasa  tego  samochodu  zapewni 

bezpieczeństwo pani i dziecku. 

Patrzyła  nieco  zszokowana  i  słuchała  nieuważnie.  Cały  Nick.  Nie 

pomyślał, ile będzie kosztowało ubezpieczenie i utrzymanie takiego auta. 

W tym momencie dołączyła do nich Bess. 
– 

Podoba ci się? – Po czym, widząc niepewną minę Andy, dodała: – Nie 

martw się, Nick już wszystko opłacił. 

– 

Cóż... to miłe z jego strony – odparła zaskoczona Andrea. – Wracam na 

górę. Muszę zadzwonić do pracy. Nie kontaktowałam się z firmą przez cały czas. 

Pewnie myślą, że porwali mnie kosmici. 

Weszła do mieszkania, nastawiła kawę i zadzwoniła do firmy, w której od 

niedawna pracowała. 

– 

Pani  Campbell?  Przepraszam  najmocniej.  Przez  ostatnie  dni  byłam 

uwięziona na farmie w Missouri. Cały stan zalała powódź i nie mogłam się z 

nikim skontaktować... 

–  Nic nie szkodzi, pani Avery – 

usłyszała  uprzejmy  głos  swojej 

kiero

wniczki. Skąd zna to nazwisko, przemknęło Andrei przez głowę. – Pani mąż 

już do nas dzwonił i wszystko wyjaśnił. Rozumiem, że chce pani teraz odpocząć i 

na jakiś czas zrezygnować z pracy, oczywiście z możliwością powrotu w każdym 
momencie, który uzna pani 

za dogodny. Pan Avery zaznaczył, że przy urządzaniu 

background image

swojego nowego domu weźmie pani pod uwagę naszą firmę. 

Andy pożegnała się uprzejmie i zszokowana odłożyła słuchawkę. 
– Bess! – 

Odwróciła się do ciotki, która właśnie weszła do mieszkania. – 

Nick zwolnił mnie z pracy! Jak śmiał podjąć taką decyzję bez porozumienia ze 

mną!?  Nie  miał  prawa!  Nie  mogę  sobie  na  to  pozwolić!  Muszę  myśleć  o 
utrzymaniu siebie i dziecka! 

Ciotka łagodnie położyła rękę na jej ramieniu. 
– 

Uspokój się. Naradził się ze mną. Bądź rozsądna. Nicka stać na to, żeby 

zadbać o swoją żonę. Zresztą to jego obowiązek. 

Andy potrząsnęła głową. 
– 

Już ci mówiłam, nie chcę, żeby uważał moje dziecko za swój obowiązek 

– 

tłumaczyła, walcząc ze łzami. 

Bess objęła ją czule i wyszeptała do ucha: 
– Andy, on ci

ę kocha. Daj mu czas. I pozwól robić tyle, ile może w tym 

momencie. 

Zanim zdążyła coś powiedzieć, zadzwonił telefon. 
– 

Tu doktor Lovelace. Dowiedziałem się od pani męża, że przeżyła pani 

traumatyczne chwile. Chciałbym umówić się z panią na wizytę kontrolną. Może 

być dziś po południu? 

Nie zdążyła jeszcze ochłonąć, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. 
– 

Pani Avery? Oto owoce i inne zakupy zamówione przez pani męża. 

Po chwili znowu telefon. 
– 

Tu  Ryan  White  z  biura  nieruchomości.  Pani  mąż  prosił  mnie,  abym 

przed

stawił pani kilka interesujących ofert. Kiedy może się pani z nami umówić? 

Po poranku całkowicie wypełnionym przez dobre intencje Nicka, Andrea 

była  zupełnie  wyczerpana.  Pozbyła  się  wreszcie  tłumu  ludzi  usiłujących 

uszczęśliwić ją za pieniądze Nicka i czuła się straszliwie rozżalona. Doceniała 

jego starania, ale nie wierzyła, by jej mąż mógł być na tyle tępy i pozbawiony 

wrażliwości, żeby nie rozumieć, że wszystkie pieniądze świata nie zastąpią jej 

najważniejszego – jego. 

Ona i dziecko najbardziej ze wszyst

kiego potrzebowali jego obecności i 

jego czasu. To byłby największy dar, jaki mógł im ofiarować. Niestety, wiedziała, 

że tego jednego nigdy nie dostanie. 

Westchnęła  głęboko  i  spróbowała  wziąć  się  w  garść.  Dość.  Musi  sobie 

jakoś poradzić. I tak nie mogła narzekać. Wiele kobiet w ciąży obywało się bez 

podobnych luksusów. Powinna być wdzięczna Nickowi. Wprawdzie to wszystko 

nie  zastąpi  dziecku  ojca,  ale  na  pewno  uczyni  jego  życie  i  życie  jego  matki 

łatwiejszym. 

Poza tym jest jeszcze Bess. 
Poradzi sobie. Zb

uduje swoje życie od nowa. I co dzień będzie się modliła, 

żeby Nick zrozumiał wreszcie, że kochająca rodzina to najlepsza rzecz, jaka może 

background image

go w życiu spotkać. 

 

Tydzień  później  przeprowadziła  się  do  nowego  domu.  Był  przestronny, 

elegancki,  miał  też  zadbany  ogródek. Wprost wymarzony dla rodziny z 
dzieckiem. I z psem. 

Firma, w której wcześniej pracowała, zajęła się urządzaniem wnętrza. Bess 

zarządzała wszystkim z niewyczerpaną energią, Andrea nie miała więc wiele do 

roboty. Zajmowała się tylko tym, co sprawiało jej przyjemność i zostawiała ciotce 

całą techniczną stronę tego przedsięwzięcia. 

Najpierw umeblowała przeszkloną werandę. Na środku stanęła kwiecista 

sofa,  a  obok  dwa  wygodne  fotele.  Wentylator  u  sufitu  obracał  się  cicho  i 

wypełniał  pomieszczenie  przyjemnym  chłodem.  Morze  roślin  i  światło 

wpadające przez wielkie okna tworzyły spokojny, uroczy nastrój. Andy lubiła tu 

przebywać. Wśród zieleni i łagodnego, słonecznego światła znajdowała spokój i 

wytchnienie. Starała się nie myśleć o Nicku, o tym, co straciła, ani o tym, jak 

będzie wyglądało jej życie bez ukochanego mężczyzny. Musi skupić się na sobie 

i na dziecku, to jest teraz najważniejsze, a reszta... Miała nadzieję, że z czasem 

przywyknie do bolesnej pustki w sercu i przestanie snuć nierealne marzenia. 

Le

żała  właśnie  na  kanapie  i  podziwiała  widok  za  oknem,  kiedy  weszła 

Bess. 

– 

Przyniosłam ci sok i ciastko. Pamiętaj, że musisz się dobrze odżywiać. 

Najważniejsze są pierwsze trzy miesiące – powiedziała, siadając w fotelu. 

– 

Skąd wiesz, przecież ty sama nigdy nie... – przerwała przestraszona tym, 

co powiedziała. Nigdy dotąd nie rozmawiały na tak osobiste tematy. 

– 

Byłam w ciąży. Straciłam ją w trzecim miesiącu. To był jedyny raz, nigdy 

później już nam się nie udało – wyjaśniła Bess spokojnie. 

– Przepraszam, nie 

wiedziałam... 

– 

Nie szkodzi. Mam Nicka, jest dla mnie jak syn. Chociaż teraz zachowuje 

się jak ostatni dureń. Ale wierzę, że jeszcze się opamięta. 

Andrea pokręciła głową z powątpiewaniem. 
– 

Nie sądzę. Jasno przedstawił mi powody. 

– 

Jest przerażony, ale to nie znaczy, że nie chce być ojcem. 

– 

Być może. Ale efekt pozostaje ten sam. Nie ma go z nami i oświadczył 

stanowczo, że nie chce zajmować się dzieckiem. 

Bess  westchnęła  ciężko i  nic  więcej  nie powiedziała.  Przez  chwilę obie 

popijały sok i siedziały w milczeniu. Potem ciotka zebrała naczynia i wyszła do 

kuchni, zostawiając Andy samą. 

Odpoczywała  zrelaksowana  i  zastanawiała  się,  jak  urządzić  pokoje  na 

górze.  To  pozwalało  jej  skupić  myśli  na  jakimś  przyjemnym  temacie.  Nagle 

usłyszała szelest. Odwróciła się i zadrżała. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. 

W drzwiach stał Nick. 

background image

Odruchowo próbowała wstać, ale podbiegł do niej szybko i powiedział: 
– 

Nie  wstawaj,  leż  spokojnie.  Nadal  nie  wyglądasz  zbyt  dobrze. 

Przepracowałaś  się  przy  przeprowadzce?  –  Troska  w  jego  głosie  i  czułe 

spojrzenie przyprawiały ją o mimowolne dreszcze. 

– Co tutaj robisz? – 

wyszeptała. 

– 

Chciałem zobaczyć, jak sobie radzicie. I sprawdzić, czy wszystko zostało 

zrobione tak, jak kazałem. 

Aha,  więc  przyleciał  do  Kansas,  żeby  skontrolować,  na  jakim  etapie  są 

prace remontowe. A ona naiwnie myślała, że coś się zmieniło. Promyk nadziei 

zgasł w niej równie nagle, jak się pojawił. 

– Wszystko idzie doskonale. – 

Starała się mówić spokojnie. – Jesteś bardzo 

hojny. 

– 

Jakoś nie słychać, żeby cię to uszczęśliwiało. 

– 

Prześlę ci list dziękczynny – odpowiedziała poirytowana. Nagle jej usta 

zadrżały. – Przepraszam, źle się czuję. 

I  rozpaczliwie  cię  potrzebuję,  dodała  w  myślach.  Wpatrywał  się  w  nią 

uparcie, ale odwróciła wzrok. 

– 

Jak się sprawdza samochód? 

– Doskonale. 
– 

A dom? Podoba ci się? 

–  Tak, bardzo. – 

Co  więcej  mogła  powiedzieć?  Nie  mogła  się  przecież 

przyznać, że mimo szczodrości, nie dał jej tego, na czym jej najbardziej zależało. 

Nadal stał przed nią i w końcu przeniosła spojrzenie na jego twarz. Nie 

wyrażała żadnych uczuć, była jak maska. 

Zrobił krok do tyłu, ale nie wyszedł. Podszedł do okna i zapatrzył się na 

ogród. Stał w lekkim rozkroku, z rękoma w kieszeniach. 

– 

Dużo ostatnio myślałem... – zaczął po chwili. – Skoro dziecko urodzi się 

za pół roku, nie ma powodu, byśmy musieli żyć osobno. 

Przez chwilę próbowała zrozumieć to, co usłyszała. 
– O czym ty mówisz? – 

spytała w końcu nieco zszokowana. 

Odwrócił się do niej gwałtownie i obrzucił ją palącym spojrzeniem. 
– 

Do diabła! Mówię, że cię pragnę. W każdej godzinie tęsknię za tobą! 

I zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, podszedł do niej i przytulił ją w 

czułym uścisku. 

Zamknięta w jego silnych ramionach czuła się cudownie bezpiecznie, ale 

wiedziała, że nie może ulec. Odepchnęła go delikatnie i odsunęła się. 

– 

Dlaczego,  Andy?  Czemu  nie  pozwalasz,  bym  cię  tulił?  Kocham  cię  i 

wiem, że ty też mnie kochasz. 

– 

Właśnie  dlatego  –  wyjaśniła  drżącym  głosem.  –  Nie  zniosłabym 

kolejnego rozstania za kilka miesięcy. 

Zamknęła  oczy  i  zwiesiła  głowę.  Nie  wiedziała,  po  co  naprawdę 

background image

przyjechał. Wszystko, co ważne, powiedzieli sobie już na farmie. Czyżby chciał 

wracać do tych bolesnych rozmów? Była pewna, że za chwilę usłyszy oddalające 

się kroki, jednak nic takiego nie nastąpiło. Uniosła głowę i zerknęła na Nicka. Stał 
przy 

oknie z twarzą ukrytą w dłoniach. 

– Nick? 
– 

A gdybym obiecał, że zostanę? – spytał stłumionym głosem. – Co wtedy? 

– Dlaczego? 
– 

Już ci powiedziałem. Kocham cię. 

Przez  chwilę  patrzyła  na  niego  w  milczeniu.  Czyżby  nadal  nic  nie 

rozumiał? 

– Niestety, teraz nie dotyczy to tylko nas – 

powiedziała cicho. – Już nie. 

Noszę  nasze dziecko,  Nick. I kocham  je  z  całego serca.  Nie wiesz  nawet,  jak 

bardzo  za tobą  tęsknię.  Marzyłam  o  tym,  żeby  cię  znowu zobaczyć.  Byłabym 

najszczęśliwszą kobietą na ziemi, gdybyśmy znowu byli razem. Ale jeśli chcesz 

zostać, musisz pokochać nie tylko mnie... 

Zaczął chodzić po pokoju wielkimi krokami. Obserwowała go w napięciu. 

Nie mogła powiedzieć mu bardziej otwarcie, czego od niego oczekuje. W końcu 

stanął i odwrócił się do niej. 

– 

Do diabła, Andy! Kocham to dziecko! – wyrzucił z siebie gwałtownie. – 

Ale jeszcze bardziej się boję – dodał cicho. 

To była najpiękniejsza chwila w jej życiu. Nigdy nie sądziła, że usłyszy z 

jego  ust  te  cudowne  słowa.  Serce  wezbrało  jej  radością,  a  oczy  wypełniły  się 

łzami szczęścia Zerwała się i podeszła szybko do niego. 

–  Nick  – 

wyszeptała.  –  Ja  ci  ufam.  Nie  jesteś  taki  jak  twój  ojciec.  Nie 

umiałbyś być okrutny dla swojego dziecka. Nie mogę ci obiecać, że wszystko w 

naszym  wspólnym  życiu  okaże  się  łatwe,  ale  wiem  na  pewno,  że  będzie 

łatwiejsze, jeśli tylko będziemy razem. We trójkę damy sobie radę. 

Przyciągnął ją do siebie i otoczył ramionami. 
– 

Ja  też  w  to  wierzę.  Ale  nie  masz  pojęcia,  jak  bardzo  chciałbym  być 

dobrym ojcem. Martwię się jednak, czy potrafię. Mogę ochronić moje dziecko 

przed całym złem świata, ale nie wiem, czy potrafię ochronić je przed sobą. 

–  Potrafisz  – 

zapewniła.  –  Jesteś  dobrym,  kochającym  i  wrażliwym 

człowiekiem. Jestem pewna, że będziesz dla dziecka tak samo troskliwy jak dla 
mnie. I zawsze 

pamiętaj, że masz mnie, pomogę ci. 

– 

Jesteś pewna? – spytał z nadzieją. Zalała ją fala wzruszenia. 

– Tak, Nick – 

potwierdziła z czułością. – Jestem przekonana, że będziesz 

dla naszych dzieci najlepszym ojcem na świecie. 

Pochylił  się  i  pocałował  ją  czule.  Potem  odsunął  lekko  i  spytał 

podejrzliwie: 

– 

Poczekaj chwilę... Jakich dzieci? Będziesz miała bliźniaki? 

– 

No,  nie...  Ale  nie  chciałbyś  chyba,  żeby  nasze  maleństwo  czuło  się 

background image

samotne. Ja byłam jedynaczką i bardzo źle to wspominam. 

– 

Cóż... 

– 

Nie  martw  się.  Jestem  pewna,  że  nasze  dzieci  będą  miały 

najwspanialszego ojca na świecie! – zapewniła go radośnie z duszą przepełnioną 

szczęściem. 

– 

Cóż...  –  zaczął  znowu  z  figlarnym  uśmiechem.  –  Skoro tak mówisz, 

zgadzam  się  na  więcej  dzieci,  pod  warunkiem  że  za  każdym  razem 

poprzestaniemy  na  jednym.  Nie  chciałbym  pozbawiać  się  najprzyjemniejszej 

części powoływania ich na świat... 

background image

EPILOG 

 

Andrea  krytycznie  spojrzała  na  hol.  Trzy  lata  temu,  kiedy  się  tu 

wprowadziła, wybrała bardzo konserwatywny wystrój. Teraz nadszedł czas na 

zmiany.  Miała  ochotę  na  coś  bardziej  kreatywnego.  Zwłaszcza  że  znalazła 

właśnie śliczną, zabytkową konsolkę. 

Próbowała zasięgnąć rady Nicka i dowiedzieć się, co sądzi o jej nowych 

pomysłach, ale jak zwykle wszystkie decyzje tego typu wolał zostawić jej. 

– Nick! – 

zawołała w głąb domu. – Jesteś gotowy? 

–  Hmm, Andy... – 

usłyszała  niepewny  głos.  –  Nastąpiła  mała  zmiana 

planów. 

Przewróciła oczami. 
– 

Znowu?! Cóż to za zmiana? 

– 

Tatuś nie może nigdzie iść – wyjaśnił jej cienki głosik. – Jest zaproszony 

na h

erbatkę do mnie i do Noego. 

Elżbieta Anna Avery za cztery miesiące miała skończyć trzy latka. Umiała 

owinąć sobie tatusia wokół małego paluszka i doskonale o tym wiedziała. 

Uśmiechnęła się do ojca czarująco i z poważną miną mówiła: 
– Spróbuj ciasteczka cio

ci Bess, tatusiu, będzie ci smakować. – Spojrzała 

na matkę i dodała łaskawie: – Ty też możesz zostać na herbatce, mamusiu. 

– 

Dziękuję,  kochanie,  ale  naprawdę  muszę  wyjść.  Taka  wyprzedaż  nie 

zdarza  się  co  dzień.  Zauważyłam  kilka  rzeczy,  które  przydałyby  się  w moim 
sklepie. 

Odkąd  ona  i  Nick  zamieszkali  znowu  razem,  zdecydowali  się  zostać  w 

Kansas. Nick czasami latał do Chicago, ale przez większość czasu pracował na 
miejscu. 

Andrea świetnie się bawiła, urządzając dom. Przy okazji rynek antyków tak 

ją wciągnął, że w końcu otworzyła własny sklepik ze starociami. Teraz wybierała 

się właśnie na wyprzedaż, po której wiele sobie obiecywała. Nie mogła przegapić 

takiej  okazji.  Zwłaszcza  że  w  ciągu  ostatnich  kilku  miesięcy  mocno  zwolniła 
tempo. 

– 

Nick,  może  zostaniesz,  a  ja  pójdę  sama.  Nie  ma  sensu  trudzić  Bess, 

poradzę sobie. 

– Nie ma mowy! – 

Podszedł bliżej i objął ją czule. – Nie pójdziesz sama. 

Ciągle bym się bał, że urodzisz na antycznej kanapie – zażartował. 

– 

Może  niekoniecznie  tam,  ale  mam  nadzieję,  że  to  już  niedługo.  – 

Westchnęła ciężko. – Czuję się jak piłka plażowa – powiedziała, zerkając na swój 
wielki brzuch. 

– 

Ale za to jaka piękna piłka – droczył się, całując ją. – I ciebie też pocałuję, 

skarbie – 

dodał, widząc spojrzenie córeczki. 

background image

Betsy objęła go mocno za szyję. 
– 

Kocham cię. Jesteś najwspanialszym tatusiem na świecie. 

Nick spojrzał z czułością na żonę. 
– 

To dzięki twojej mamusi, ona mnie wszystkiego nauczyła. 

–  Nie, kochany! – 

Andrea potrząsnęła głową i czule uśmiechnęła się do 

męża. – Nie potrzebowałeś mojej pomocy. Od kiedy pierwszy raz zobaczyłam 

Betsy w twoich ramionach, wiedziałam, że będziesz ją kochał. – Pogłaskała lekko 
brzuch. – 

I mam nadzieję, że tym razem będzie tak samo... 

– Jestem gotowa – 

ogłosiła Bess, schodząc ze schodów. – Co widzę? To już 

trzecia herbatka z tatą w tym tygodniu, a mamy dopiero wtorek! No, chodźmy, 

Andy. Musimy się spieszyć. Widziałam tam kilka drobiazgów, które doskonale 

pasowałyby do naszego sklepu. 

Obie kobiety wyszły pospiesznie. 
– 

Mówiłam ci, że wszystko się ułoży – powiedziała z satysfakcją Bess w 

samochodzie, zapinając pasy. 

– 

Owszem, mówiłaś – przyznała Andy z uśmiechem. – Wrócił do mnie i do 

Betsy  w  samą  porę.  I  jest  najlepszym  ojcem  na  świecie.  A  jeszcze  lepszym 

mężem. 


Document Outline