background image

 

Carol Marinelli 

 

Ostatni reportaż Erin 

 

background image

Rozdział 1 

 
– 

Jestem umówiona z ekipą w poniedziałek o wpół do dziewiątej! – Erin Casey 

wpadła  jak  bomba  do  salonu.  –  Tym  razem  obiecują  mi  emisję  w  czasie 

najwyższej  oglądalności.  –  Z  impetem  usiadła  obok  siostry.  Anna  zamknęła 

książkę i z westchnieniem rezygnacji położyła ją na stoliku. 

– 

Kto  ci  to  powiedział?  –  Jej  stoicki  spokój  zdecydowanie  kontrastował  z 

entuzjazmem Erin. 

– 

Dave.  Ma  być  szefem  kamerzystów.  Podobno  uważają,  że  ten  reportaż  to 

duża sprawa, no i przydzielili go mnie. Czułam, że coś się wydarzy! Mój horoskop 

na ten miesiąc zapowiada niepowtarzalną okazję. To na pewno ma coś wspólnego 
z wyborami. 

Anna roześmiała się. 
– 

Dostałaś zgodę na wywiad z premierem? 

– 

Kto wie? Może zależy im na świeżym spojrzeniu. 

– 

Mieliby to jak w banku. Nie przywiązuj się za bardzo do tej myśli, dopóki nie 

usłyszysz  tego  z  pierwszych  ust.  Dobrze  wiesz,  w  jakim  tempie  oni  zmieniają 
zdanie. 

– Racja – 

przytaknęła Erin. – Ale nie chcę całe życie robić reportaży o kolejnej 

aferze  z  dietą  odchudzającą  albo  o  nieuczciwych  firmach  budowlanych.  W 

poniedziałek wszystko się wyjaśni. Co chcesz na kolację? Dzisiaj ja mam dyżur w 

kuchni, więc pomyślałam, że mogłybyśmy pójść do pizzerii. 

– 

To miałaby być domowa kolacja? – zakpiła Anna. – o mnie się nie martw. 

Umówiłam się z Jordanem. Nie tylko tobie przydarzyło się dzisiaj coś ważnego. – 

Wyciągnęła  przed  siebie  dłoń  i  o  mało  nie  spadła  z  kanapy,  ponieważ  Erin  jak 

zwykle spontanicznie rzuciła się jej na szyję. 

– 

Zaręczyłaś się? Kiedy? Dlaczego mi nie powiedziałaś? Pozwalasz mi gadać o 

jakimś  głupim  programie  telewizyjnym,  a  sama  siedzisz  cicho!  –  Podziwiała 

gustowny pierścionek z brylantem. – Piękny... Przepiękny. Mogę przymierzyć? 

– 

Za duży – ostrzegła ją Anna. 

Ściskając wąskie palce, aby pierścionek się nie zsunął, I nie zwracając uwagi 

na poobgryzane paznokcie, Erin napawała się jego pięknem. 

– 

Kiedy Jordan ci się oświadczył? 

– 

Dzisiaj.  W  przerwie  na  lunch  przyjechał  do  biblioteki,  więc  od  razu  się 

zorientowałam,  że  coś  jest  grane.  Zabrał  mnie  na  piknik  nad  rzeką  i 

background image

niespodziewanie  poprosił  o  rękę.  Parę  dni  wcześniej  namówił  kierowniczkę 

biblioteki,  żeby  dała  mi  dzisiaj  wolne  popołudnie,  więc  już  wszyscy  o  tym 

wiedzieli.  Dziwnie  się  zachowywali.  Przed  przerwą  pani  Heatherton  przyszła  do 

mnie  i  powiedziała,  żebym  coś  ze  sobą  zrobiła,  na  przykład  poprawiła  makijaż. 

Mówiła,  że  jestem  bardzo  blada.  –  Anna  spoważniała.  –  Jordan nie bardzo 

wiedział, jak ma postąpić. Może powinien zapytać ciebie o zgodę? 

– 

Nie żartuj. – Wcale nie było jej lekko na sercu. 

– 

Ty  mnie  wychowałaś.  Ale  powiedziałam  mu,  że  czułabyś  się  zakłopotana. 

Dzisiaj  wieczorem  powiemy  o  tym  jego  rodzicom.  Pomyślałam,  że  w  sobotę 

moglibyśmy to jakoś uczcić. Nic wielkiego. Tylko nasze dwie rodziny. 

–  Nie mam nic prze

ciwko  temu.  Nie  wyobrażaj  sobie  jednak,  że  pozwolę  ci 

wykręcić się skromnym ślubem. 

Mamy  pieniądze  na  porządny  ślub.  Postarałam  się  o  to,  kiedy...  no  wiesz.  – 

Objęła Annę. – Rodzice bardzo by się ucieszyli. Wiesz o tym, prawda? 

– 

Mam nadzieję. Jestem pewna, że polubiliby Jordana. 

– 

Jak  można  go  nie  lubić?  Jest  przystojny,  miły,  zapowiada  się  na  dobrego 

prawnika,  a  poza  tym  kochasz  go.  Tylko  się  nie  rozklejaj.  Chcesz  się  pokazać 

przyszłym teściom z oczami jak królik? 

Anna rozpłakała się na dobre. 
– 

Wiem, że nie było ci łatwo. Nieźle dałam ci w kość. Jestem ci bezgranicznie 

wdzięczna. 

– Zostaw to sobie jako temat weselnego przemówienia – 

przerwała jej Erin. – 

Zacznij  się  szykować.  Dochodzi  siódma.  Dobrze  wiesz,  jaki  Jordan  jest 
punktualny. 

–  Lepiej o tym nie m

ów.  Nie  wiem,  jak  zdołam  się  przyzwyczaić  do 

mieszkania z kimś, kto sam wkłada swoje rzeczy do kosza z brudami i sprząta po 
sobie. 

– 

Będziesz za mną tęsknić – rzekła Erin z uśmiechem. Nie przestając żartować, 

pomogła  Annie  ubrać  się  na  tę  okazję,  nie  omieszkała  nawet  przypomnieć  jej  o 

zabraniu inhalatora na wypadek ataku duszności. – Lepiej żebyś nie zaczęła rzęzić 

nad półmiskiem z homarem. 

Uśmiech  zniknął  z  jej  twarzy  dopiero,  gdy  wycałowała  przyszłego  szwagra, 

wzniosła  szampanem  toast  za  ich  wspólną  przyszłość  i  odprowadziła  oboje  do 

samochodu. Wróciwszy do ogromnego domostwa, zadumała  się z kieliszkiem w 

dłoni, oglądając fotografie ustawione nad kominkiem. Mama i tata, uśmiechnięci, 

dumnie  wyprostowani,  przed  nimi  jedenastoletnia  Anna,  trochę  onieśmielona 

background image

sytuacją. Na jej twarzyczce, okolonej kruczoczarnymi lokami, maluje się brzydki 

cień gniewu – zwiastun zbliżającego się, wyjątkowo trudnego okresu dojrzewania. 

Zdjęcie osiemnastoletniej Erin ze szczeniaczkiem w ramionach. Była wtedy tak 

samo chuda jak obe

cnie  i  miała  bardzo  podobną,  wyskubaną  fryzurę.  Jedyną 

różnicą są teraz blond pasemka, które nieco urozmaicają jej nijakie kosmyki. Już 

dawno temu pogodziła się z myślą, że nigdy nie będą tak bujne jak włosy Anny. 

Pogładziła  uśmiechniętą  twarz  matki.  Świetnie  pamięta  dzień,  w  którym 

przyjęto ją na studia dziennikarskie. Ojciec trzymał gazetę, w której opublikowano 

wyniki  egzaminów.  Jej  wysoka  średnia  oznaczała,  że  może  studiować  na 

uniwersytecie w Melbourne. Była tego dnia bardzo szczęśliwa. Czy którekolwiek z 
nich, upozowanych na tle ogrodu w luksusowej rezydencji w Camberwell, 
przeczuwało wtedy, że dwa dni później wszystkie ich marzenia legną w gruzach? 

Ze  Marcus  i  Grace  Casey  zginą  w  wypadku  drogowym,  a  Erin  i  Anna  zostaną 
sierotami? 

– 

Ona jest szczęśliwa. Nie martwcie się – rzekła do fotografii, odstawiła ją na 

półkę i ruszyła do kuchni, by zajrzeć do lodówki. 

W  tym  tygodniu  to  ona  miała  zrobić  zakupy,  ale  oczywiście,  jeszcze  ich  nie 

zrobiła. Patrzyła na podejrzanie wyglądającą włoską potrawę i sałatkę z kurczaka, 

którą Anna przygotowała sobie na następny dzień. Erin, która była wegetarianką, 

ciężko westchnęła. 

– 

Znowu  błyskawiczny  makaron  –  rzuciła  w  stronę  Hartleya,  spasionego 

labradora, który drzemał w kącie. 

Erin  lubiła  być  sama.  Największą  przyjemność  sprawiały  jej  chwile  spokoju, 

gdy mogła medytować lub pisać listy do dzieci, rozsianych na całym świecie, które 

wspierała materialnie. Tego wieczoru jednak poczuła się osamotniona. 

Cieszyła się szczęściem Anny. Ale, mimo że nienawidziła siebie za to, czasami 

była trochę zazdrosna. Uwielbiała swoją pracę, lecz nie wszystko układało się po 

jej  myśli.  Została  reporterką  lokalnego  programu  telewizyjnego  w  nadziei,  że 

będzie to wielki przełom w jej życiu. Nikt jednak nie przewidział, że kilka tygodni 
po tym, ja

k zaczęła pracować, firma ograniczy budżet, co doprowadzi do odejścia 

filarów tego programu, a wraz z nimi najważniejszych tematów. 

Jedyna pociecha w tym, że ograniczony budżet, a co za tym idzie mniej liczny 

personel,  wpłyną  dodatnio  na  jej  pozycję  w  redakcji.  W  rezultacie  raz  wystąpiła 

jako  reporter  i  raz  jako  współproducent.  Na  co  dzień  nadal  zajmowała  się 

tropieniem  handlarzy  używanymi  samochodami  i  ujawnianiem  oszustw.  Jedyną 

częścią jej ciała, która pojawiła się na ekranie, była pupa, ponieważ pewnego razu 

background image

musiała salwować się ucieczką przez płot. 

Nie tylko praca wprawiała ją w melancholijny nastrój. Fakt, że Anna wychodzi 

za  mąż  i  opuści  ich  wspólny  dom,  uprzytomnił  jej,  jak  ubogie  jest  jej  życie 

towarzyskie. W miarę zbliżania się do trzydziestki spostrzegła z przerażeniem, że 

wszyscy znajomi już z kimś się związali, niektórzy nawet mają dzieci. 

Nie potrzebowała mężczyzny do dobrego samopoczucia. Była zbyt wyzwolona 

i  niezależna, by  uważać,  że  szczęście  zależy  od  posiadania partnera.  Ale byłoby 

znacznie  przyjemniej  mieć  kogoś  u  swojego  boku.  Kogoś,  czyja  obecność  na 

ślubie  Anny,  kiedy  niewątpliwie  będzie  jej  druhną,  mogłaby  zapobiec  głupim 

uwagom w stylu: „ona już trzeci raz występuje w tej roli". 

– Daj spokój – 

powiedziała na głos. 

Nie miała nikogo i nie zanosiło się na zmianę. 
– 

To już było – zaprotestowała, po czym ugryzła się w język. Nie może podać 

swoim  przełożonym  prawdziwych  powodów  swej  reakcji.  Szpital  miejski  w 

Melbourne  łączył  się  ze  zbyt  wieloma  wspomnieniami,  by  mogła  zrobić  o  nim 

obiektywny reportaż. Na samą myśl o nim przeszywał ją zimny dreszcz. Gdyby jej 

szefowie  wiedzieli,  że  to  właśnie  tam  zmarli  jej  rodzice,  na  pewno  nawet  nie 

rozważaliby jej kandydatury. 

– 

Od ciebie zależy, jak potraktujesz ten temat – przerwał jej rozmyślania Mark 

Devlet,  szef  działu.  –  Ludzie  chcą  wiedzieć,  dlaczego  tak  długo  czeka  się  na 

przyjęcie do szpitala, dlaczego brakuje personelu. To jest ogromny materiał. Być 

może poniedziałek albo wtorek byłyby lepsze, ale dyrekcja nie wyraża zgody. Jack 
twierdz

i,  że  w  te  dwa  dni  pacjenci  czekają  wyjątkowo  długo.  Z  kolei  w  sobotę 

mogą  zdarzyć  się  rzeczy  interesujące.  Masz  zrobić  z  tego  ciekawy  materiał.  To 

nieprawda,  że  były  już  reportaże  z  tego  szpitala.  Jego  dyrekcja  po  raz  pierwszy 

wyraziła zgodę na obecność kamer. Jack Duncan od lat zajmuje się tym szpitalem i 

gdyby nie wybory, sam by się tego podjął. Musimy kuć żelazo, póki gorące, bo 

mogą zmienić zdanie. 

Przytaknęła.  Opinia  oddziału  nagłych  wypadków  szpitala  miejskiego 

pogarszała  się  z  dnia  na  dzień.  Pomimo  bolesnych,  osobistych  wspomnień  Erin 

czuła się w dziwny sposób z nim związana. Pamiętała wrażenie spokoju, jakie ją 

tam ogarnęło, współczucie dyskretnie okazywane jej przez personel, szacunek, z 

jakim traktowano jej konających rodziców. Te elementy w istotny sposób pomogły 

jej przeżyć kilka następnych, smutnych miesięcy. 

Żal  chwycił  ją  za  gardło  na  wspomnienie  jednej  z  bardziej  dramatycznych 

chwil: pielęgniarka poinformowała ją, że będzie musiała trochę jeszcze poczekać, 

background image

aż  zobaczy  rodziców,  ponieważ  pan  doktor  zakłada  im  szwy.  Potem,  gdy 

zaprowadzono  ją  do  nich,  by  się  z  nimi  ostatecznie  pożegnała,  nie  mogła 

opanować  zdumienia  na  widok  kunsztu  lekarza,  który  dołożył  wszelkich  starań, 

aby Grace Casey wyglądała jak najlepiej. 

Pod  naporem  wspomnień  poczuła,  że  musi  zrobić  ten  reportaż.  Zrobić 

wszystko, by pokazać prawdę. 

Rzuciła Markowi pewny siebie uśmiech. 
– 

Proponuję spojrzeć na to pod zupełnie innym kątem. – Czuła, jak wzbiera w 

niej entuzjazm. – 

Telewidzów  stale  faszeruje  się  krwawymi  obrazami,  więc  tym 

razem... 

– Nie rezygnuj z krwawych obrazów – 

przerwał jej Mark. – Oni to lubią. Nie 

mam nic przeciwko innemu spojrzeniu. Dali nam wolną rękę, co graniczy z cudem. 

Zasady są te same co zawsze: pacjenci i rodzina muszą być poinformowani, że ich 
filmujecie, a t

y musisz wyraźnie się im przedstawić. 

– 

Będzie ze mną cała ekipa, więc nie będzie wątpliwości, że jestem reporterem. 

Mark uśmiechnął się, widząc jej zapał. 
– 

Jedyny  problem  to  doktor  Donovan.  Jest  szefem  tego  oddziału  i  nie  znosi 

kamer.  Musisz  użyć  wszystkich  swoich  wdzięków,  ponieważ  to  z  nim  będziesz 

pracować.  Dyrekcja  życzy  sobie,  żebyście  towarzyszyli  osobie  na  wyższym 

stanowisku.  Podejrzewam,  że  w  przekonaniu,  że  ktoś  taki  nie  popełni  głupiego 

błędu na oczach telewidzów. 

– Podobno to my decydujemy, co robimy? 
– 

Ależ tak – zapewnił ją. – Po prostu będziesz na jego dyżurze. 

Odetchnęła z ulgą. 
– Kiedy zaczynamy? 
– 

Zaraz. Agnes przejmie od ciebie aferę w siłowni. 

Przyda jej się kilka sesji na rowerku. A ty pędź już do szpitala. Zapoznaj się z 

atmosferą. Donovan ma dyżur w weekend. Sfilmujemy wszystko, co się da, a w 

przyszłym tygodniu przejrzymy materiał. Miejmy nadzieję, że to będzie ciekawy 
weekend. 

– 

Miejmy  nadzieję.  Chociaż  nikomu  nie  życzę,  żeby  się  rozchorował.  – 

Zamknęła notes. 

– 

Jak na reporterkę masz zbyt miękkie serce – zauważył Mark. – Wiem, że to 

nie to samo co wywiad z premierem, na którym tak ci zależało... 

– Nieprawda. – 

Erin zaczerwieniła się. 

– 

To  może  okazać  się  interesujące.  Chyba  nie  muszę  ci  przypominać,  że 

background image

wkrótce  są  wybory.  Taki  reportaż  to  dynamit.  Dla  obu  stron.  I  będzie  pod  nim 
twoje nazwisko. 

– 

Nie martw się. Będzie dobrze. Nie pożałujesz, że to mnie wybrałeś. 

– 

Nie wątpię. Wpadnę do was. Nie po to, żeby cię kontrolować... Z ciekawości. 

– 

Uśmiechnął się pojednawczo. – Ty jesteś tam szefem. 

Rozłożyła ręce. Przecież i tak nie miała nic do powiedzenia. 
 
Na  drugim  końcu  miasta,  w  sali  konferencyjnej  Melbourne  City  Hospital, 

omawiano ten sam temat, lecz ze znacznie mniejszym entuzjazmem. 

– 

Najpierw twierdzicie, że nie ma powodów do obaw, bo reportaż będzie robił 

doświadczony  dziennikarz,  więc  chociaż  nadal  nie  podoba  mi  się  ten  pomysł, 

zaczynam  rozważać  możliwość  wyrażenia  zgody.  Teraz  dowiaduję  się,  że  ten 

znany dziennikarz został oddelegowany do wyborów, w związku z tym będziemy, 
przepras

zam, ja będę miał na głowie jakiegoś młodego, bezczelnego reportera. I w 

tej sytuacji oczekujecie mojej zgody? – 

Samuel Donovan rzucił długopis na lśniący 

blat konferencyjnego stołu. – Wykluczone. Tony Dean nigdy by na coś takiego nie 

przystał. 

Bruce Ander

son  poprawił  krawat,  unikając  gniewnego  spojrzenia  swojego 

przedmówcy. 

– 

Jak  wiadomo,  Tony  Dean  jest  na  zwolnieniu.  Sam  uznałeś,  że  nie  należy 

zawracać  mu  głowy.  Jeśli  się  nie  zgodzisz,  będę  zmuszony  skontaktować  się  z 

Tonym,  który  jest  twoim  przełożonym.  –  Gestem  powstrzymał  Samuela.  –  Nie 
mam wyboru. Dobrze wiesz, jak krytykowana jest ostatnio praca naszego szpitala. 
Wpuszczając telewizję, będziemy mogli pokazać ludziom trudne warunki, w jakich 

pracujemy, oraz może przekonać ich, że robimy również coś dobrego. 

Samuel Donovan skrzywił się. 
– 

Wierzysz,  że  ten  dziennikarz  zrobi  uczciwy  reportaż?  Będzie  wyłącznie 

węszył za skandalem. Nie chodzi tylko o sam szpital, ale również o pacjentów i ich 

rodziny. Czy pomyślałeś o konsekwencjach, jakie może mieć dla nich pokazanie 
ich wizyt u nas wszystkim obywatelom tego kraju? 

– 

Reporter  ma  obowiązek  każdego  informować  oraz  zakaz  filmowania 

kogokolwiek bez jego zgody. 

– 

Przecież ci ludzie rzadko są w stanie umożliwiającym świadome wyrażanie 

zgody  – 

rzekł  Samuel  zirytowany. –  Muszę  wracać na oddział.  Mogę  ci  jedynie 

obiecać, że się zastanowię. 

Bruce  otarł  czoło.  Samuel  nie  był  łatwym  przeciwnikiem.  Nie  dość,  że  miał 

background image

blisko dwa metry wzrostu i posturę napastnika rugby, to na dodatek znany był z 

zapalczywości. 

–  Zastanawias

z  się  nad  tym  od  dawna.  Kierownik  produkcji  zjawi  się  w 

szpitalu koło południa, więc będziesz miał okazję z nim pogadać. Ale, proszę cię, 

myśl racjonalnie. Lepiej ich nie zniechęcać, jeszcze zanim włączą kamery. 

– 

Zgodziliście  się  na  ten  teatr.  –  Samuel Donovan  pochylił  się.  –  Jakim 

prawem? Nie ma nic głupszego niż ekipa telewizji. Dzisiaj przychodzi nowa grupa 

stażystów!  Chyba  zdajesz  sobie  sprawę,  co  się  wtedy  dzieje?  –  Dźgnął  palcem 
powietrze.  – 

Skąd miałbyś wiedzieć. Zjawiasz się tam tylko po to, żeby udzielać 

wywiadów,  i  to  tylko  wtedy,  kiedy  masz  dobre  wiadomości.  Jeśli  tobie  nie 

wypada,  sami  możemy  ich  spławić.  –  Szukał  argumentów,  chociaż  wiedział,  że 
stoi na straconej pozycji. – 

Co  się  stanie,  jeśli  odmówię  wzięcia  udziału  w  tym 

przedsięwzięciu? 

–  B

ędę zmuszony zadzwonić do Tony'ego. Jasne, że wolałbym nie mącić mu 

spokoju. Przeszedł nie byle jaki zawał. 

– 

Nie  udawaj,  że  cię  to  obchodzi  –  warknął  Samuel.  –  Wiemy,  co  było 

przyczyną tego zawału. I jeśli nadal będziemy pracować w tych warunkach, takich 

zawałów będzie więcej. 

– 

I dlatego powinniśmy wykorzystać tę okazję. 

– 

Jeśli zrobi się z tego smród, to nie mówcie, że was nie ostrzegałem. – Samuel 

znacznie łagodniejszym tonem zwrócił się do sekretarki dyrektora, która starała się 

nie  okazywać  zadowolenia  z  faktu,  że  ktoś  przytarł  jej  zwierzchnikowi  nosa.  – 

Proszę wpisać moje zastrzeżenia do sprawozdania. 

Sekretarka  skinęła  głową,  czerwieniąc  się  po  uszy.  Trudno  się  temu  dziwić, 

Samuel Donovan bowiem robił wielkie wrażenie na wszystkich kobietach, mimo 

że nie zdawał sobie z tego sprawy. Dla niego najważniejsza była praca, a tej w tym 

szpitalu nigdy nie brakowało. 

W  drodze  do  budynku  dyrekcji  szpitala  Erin  starała  się  zapanować  nad 

nerwowymi  skurczami  żołądka.  W  środku  stanęła  zdezorientowana.  Tabliczki 
inf

ormacyjne  były  nieczytelne,  wokół  stały  rusztowania,  a  czerwone  strzałki 

rozchodziły  się  we  wszystkich  kierunkach.  Na  szczęście  zbliżał  się  jakiś  lekarz. 

Nie zwolnił jednak, wręcz przeciwnie, przyspieszył kroku, tak że musiała zejść mu 
z drogi, niemal przy

parta do ściany. 

– Przepraszam – 

rzuciła zirytowana. 

Natychmiast  się  odwrócił,  a  na  jego  twarzy  zamiast  gniewu  błąkał  się 

przepraszający uśmiech. 

background image

– 

Przepraszam.  Nie  zauważyłem  pani.  Zamyśliłem  się.  Serce  zabiło  jej 

mocniej. Czy to jest on? Lekarz, który 

miał dyżur tej nocy, kiedy przywieziono jej 

rodziców,  ten  sam,  który  tak  starannie  pozszywał  twarz  jej  matki?  Mimo  że 

upłynęło już dziesięć lat, tamte obrazy na zawsze pozostaną w jej pamięci. To on, 

na pewno. Ma teraz krótsze włosy i wydaje się spokojniejszy, ale oczy są te same. 

Czuła, że powinna coś powiedzieć, lecz zaatakował ją natłok obrazów. 

– 

Czy  spieszy  się  pan  do  jakiegoś  okropnego  wypadku?  Rozbawiło  go  tak 

postawione pytanie. 

– 

Zdaje się, że raczej uciekam przed czymś okropnym.  – Przeczesał palcami 

ciemnoblond włosy. – Stale zapominam, że mamy remont i że korytarze zrobiły się 

węższe. 

– 

Ja też się zagapiłam. Nie mogę trafić do dyrekcji. 

– To tutaj. 
– 

Właśnie widzę. Cały szpital się wali, ale fundusze na remont dyrektorskich 

gabinetów zawsze się znajdą. 

Roześmiał się. 
– Kogo pani szuka? 
Wyjęła z torby karteczkę. 
– 

Mam się zgłosić do Dorothy Farrel. 

– 

To sekretarka dyrektora. Jest teraz na spotkaniu, które zaraz się skończy. – 

Zerknął  na  zegarek.  Chyba  wypada  zaprowadzić  tę  dziewczynę  na  miejsce, 
zw

łaszcza że omal jej nie przewrócił. – Pokażę pani, gdzie to jest. 

– 

Nie trzeba, dziękuję. – Nagle zapragnęła uciec od niego. Przywoływał zbyt 

bolesne wspomnienia. – 

Proszę mi tylko pokazać, w którą stronę mam iść. Jest pan 

na pewno bardzo zajęty. 

To prawda

.  Jak  w  każdy  poniedziałek.  Ale  nic  się  nie  stanie,  jeśli  przyjdzie 

parę minut później. Nie bardzo wiedział, dlaczego tak pragnie pomóc tej kobiecie, 

ale  czuł,  że  jest  zafascynowany  jej  ogromnymi  oczami,  nastroszoną  fryzurą  i 
delikatnymi rysami twarzy. 

– P

roszę iść za mną. To dla mnie żadna fatyga. 

Nie miała wyboru. Szedł tak zamaszystym krokiem, że niemal za nim biegła. 

Weszli po schodach na ostatnie piętro. Gdy otworzył przed nią drzwi, zerknęła do 

środka. 

– Dyrektorskie palmy i puszyste dywany... – zauwa

żyła. – Dziękuję. 

– 

Następnym razem radzę iść za zapachem kawy z ekspresu. 

– Nie omieszkam. – 

Wyminęła go, by wejść do środka, ale on nie odszedł. 

background image

– Pani w sprawie pracy? – 

zapytał. 

– 

Poniekąd. Jestem Erin Casey z telewizji. Mam nakręcić dokument o oddziale 

nagłych  wypadków.  –  Podając  mu  dłoń,  nie  zauważyła  nagłej  zmiany  na  jego 
twarzy. – 

Z kim mam przyjemność? 

– 

Samuel Donovan. Szef oddziału nagłych wypadków. 

Zmartwiała. Chyba nie umknie bolesnym wspomnieniom. 
– 

Z tego, co słyszałam, już mnie pan nie lubi. 

Ich  spojrzenia  spotkały  się.  Samuel  odniósł  wrażenie,  że  skądś  ją  zna. 

Jednocześnie  działo  się  z  nim  coś,  czego  nie  potrafił  określić,  a  co  sprawiło,  że 

zupełnie zapomniał, dlaczego tak ostro protestował w sprawie reportażu. 

–  Nie mam nic przeciwko pani. 

Po prostu nie podoba mi się pokazywanie w 

telewizji szpitala na żywo. Tu jest zbyt dużo cierpienia. 

– 

Rozumiem. Ale nie zamierzam zrobić dobrego programu kosztem pacjentów. 

– 

Wszyscy tak mówią. 

– 

Z tą różnicą, że ja będę się tego trzymać. 

Patrzył na nią, gdy odchodziła. Potem zamknął drzwi i ruszył na dół. Z daleka 

od tych nie wiadomo skąd znajomych oczu mógł nareszcie racjonalnie pomyśleć. 

Erin  Casey  jest  z  telewizji  i  ma  nakręcić  film.  Niezależnie  od  jej  ujmującej 

powierzchowności  i  przychylnej  reakcji  na  jego  zastrzeżenia,  wszystko,  co 

powiedział  na  spotkaniu,  nadal  go  obowiązuje.  Musi  mieć  na  uwadze  dobro 

oddziału i nie wolno mu o tym zapominać. Już za drzwiami z napisem „Tylko dla 

personelu" sanitariusz pchał wózek z pacjentem. 

– 

Dobrze, że jesteś – powitała go Fay Ciarkę. – Chirurgia ręki musi poczekać. 

Jesteś potrzebny na reanimacji. 

Gdy przebrał się z białego fartucha w plastikowy, znowu poczuł na ramionach 

ciężar  odpowiedzialności.  Jakie  to  dziwne,  ale  gdy  był  z  tą  Erin,  zupełnie 

zapomniał o szpitalu. Tym bardziej musi mieć się na baczności. 

 

background image

Rozdział 2 

 
– 

Reportaż będzie nosił tytuł „24 godziny na oddziale nagłych wypadków" – 

poinformowała  zebranych  w  pokoju  śniadaniowym.  –  Moim zdaniem brzmi to 
bardzo dobrze. 

– 

Nie dla tych, którzy akurat zaczynają dyżur – zauważył z przekąsem Samuel, 

wzbudzając powszechną radość. 

Śmiali się wszyscy oprócz Erin. Zebranie to miało służyć zaprezentowaniu jej 

zespołowi, lecz okazało się zupełnym niewypałem. Próbowała choć trochę zarazić 

to  zamknięte  grono  swym  entuzjazmem.  Starała  się  być  miła,  lecz  na  każdym 

kroku  spotykała  się  z  obojętnym  milczeniem  i  co  najwyżej  komentarzami 

wygłaszanymi na stronie. Wszystkiego musiała dowiedzieć się sama, nawet tego, 

gdzie są toalety. 

Wzięła głęboki wdech, ignorując uwagę Samuela. 
– 

Dziękuję, że wszyscy zechcieliście przyjść na to spotkanie. Kamerzyści będą 

od  czasu  do  czasu  wpadać  na  oddział,  żeby  ustalić  ujęcia  i  nakręcić  fragmenty 

materiału. Dzięki temu stopniowo oswoicie się z obecnością kamer. Czy ktoś ma 
pytania? 

– 

Chciałabym  mieć  pewność,  że  na  żądanie  kogokolwiek  z  personelu 

wyłączycie kamery albo opuścicie pomieszczenie – rzekła przełożona pielęgniarek, 

Fay Ciarkę. 

Erin zawahała się. Nie mogła jej spojrzeć w oczy. 
– 

Mimo  ustaleń  rady  nadzorczej,  że  ekipa  ma  nieograniczony  dostęp,  nie 

będziemy niczego filmować bez zgody pacjenta. 

– 

To nie jest odpowiedź, jakiej Fay oczekuje. – Erin nie musiała się odwracać, 

by  wiedzieć,  kto  wygłosił  ten  komentarz.  –  Fay  pyta,  czy  opuścicie  oddział  na 

żądanie jej lub którejkolwiek z pielęgniarek. 

– 

Oczywiście. Jeśli to żądanie będzie uzasadnione. 

– 

Żądanie pielęgniarki jest zawsze uzasadnione. 

– 

Chwileczkę.  –  Wyprostowała  się.  –  Zarząd  dał  nam  pozwolenie  na 

filmowanie.  Nie  jesteśmy  bandą  reporterów  żądnych  sensacji.  Czy  wam  się  to 

podoba, czy nie, ekipa będzie na oddziale. Jeśli macie na tym skorzystać, musimy 

wypracować  jakąś  metodę  współpracy.  Jeśli  każecie  mi  wyjść,  wyjdę,  ale  jeśli 

będzie się to powtarzało na każdym kroku i bez poważniejszej przyczyny, to całe 

przedsięwzięcie  nie  ma  sensu.  –  Rozejrzała  się  po  zebranych,  ale  oni  znowu 

background image

unikali jej spojrzenia. – 

Jeśli  będziecie  mieli  pytania,  do  końca  dnia  jestem  na 

oddziale. Dziękuję wam jeszcze raz za to, że zechcieliście się ze mną spotkać. 

–  Idziemy do poczekalni –  ozn

ajmił  kamerzysta  Dave,  gdy  Erin  pakowała 

rzeczy, a personel powoli się rozchodził. 

– 

Zróbcie parę ujęć zegara. Jak najwięcej. Czuję, że się nam przydadzą. 

– 

Żebyście mogli potwierdzić zarzut długiego oczekiwania na pomoc? 

Ujrzała przed sobą zagniewaną twarz Samuela Donovana. 
– 

Zanosi się na to, że ekipa spędzi tam większość czasu. Te ujęcia będą naszą 

jedyną pamiątką stąd. – Wszyscy oprócz Samuela już wyszli z pokoju. 

– 

Zauważyłem,  że  pytanie  Fay  nie  spodobało  ci  się  –  oznajmił  spokojnym 

tonem,  ona  zaś  poczuła,  że  powoli  puszczają  jej  nerwy.  Starała  się  jednak 

zachować opanowanie. 

– 

Nie  podoba  mi  się  sytuacja,  w  której  będziemy  wypraszani  za  drzwi  pod 

najdrobniejszym pretekstem. 

– 

Tego Fay nie powiedziała. Ani ja. To pani tak to zinterpretowała. 

– 

A  mogłam  inaczej?  Wiem,  że  nie  chciał  pan  wpuścić  tu  telewizji. 

Spodziewałam  się  problemów  ze  strony  personelu,  ale  zaskoczyła  mnie  ta 

nieskrywana  wrogość.  Jestem  tu  od  poniedziałku,  ale  gdy  tylko  pojawię  się  na 

horyzoncie, cichną wszystkie rozmowy. Czuję się jak trędowata. 

– 

Można to zmienić. 

– Czy to jest pana sprawka? – 

Uniosła brwi. 

– 

Przyznaję się do winy – odparł bez cienia zmieszania. 

– 

Co pan im powiedział? 

– 

Żeby mieli się na baczności. 

– 

Dlaczego?  Przecież  już  pana  zapewniłam,  że  nie  zamierzam  nikogo 

skrzyw

dzić. 

– 

A dlaczego miałbym pani wierzyć? 

Poczuła się dotknięta. Sytuacja wymagała odwetu. 
– 

Więc  nic  się  nie  zmieni?  –  zaatakowała.  –  Takie  ustalił  pan  reguły  gry? 

Personel ma wyrzucać nas za drzwi zawsze, gdy będzie działo się coś choćby tylko 

trochę interesującego, oraz nie będzie się do mnie odzywał. Wątpię, żeby dało się z 

tego zrobić ciekawy film. 

– 

Więc może lepiej spakować manatki i dać nam spokój. 

– 

Jeszcze  mnie  pan nie  zna,  panie  Donovan.  Mówiąc  o  ciekawym  materiale, 

miałam na myśli film, który przyniósłby coś dobrego temu szpitalowi. Zrobię ten 

reportaż, ale nie gwarantuję, że pański oddział wypadnie na nim korzystnie. 

background image

Samuel Donovan uniósł brwi. 
– 

Prawdę mówiąc, czekałem, kiedy się pani odkryje. 

– 

Przez  myśl  mi  nawet  nie  przeszło,  żeby  przedstawić  ten  szpital  w  złym 

świetle.  Moim  zamiarem  jest  pokazać  prawdziwy  obraz,  ale  to  jest  niemożliwe. 

Nawet zmieniono plan dyżurów. 

– Nic podobnego – 

zirytował się. – O czym pani mówi? Miała pewność, że się 

nie myli. 

– 

Dobrze mu się przyjrzałam. Przez ostatni miesiąc na nocnych dyżurach była 

tylko  jedna  kierowniczka  zmiany  pielęgniarek.  W  ten  weekend  na  noc  zapisana 

jest  Fay,  która  podobno  ma  teraz  dyżury  dzienne,  oraz  jeszcze  dwie  dodatkowe 

pielęgniarki z miasta. Dziwny zbieg okoliczności? 

– 

Zapewniam, że tych zmian nie dokonano dla wygody ekipy telewizyjnej. Tak 

się składa, że w tym tygodniu jest wymiana stażystów. I dlatego potrzebne mi będą 

najbardziej  doświadczone  pielęgniarki.  Gdyby  sięgnęła  pani  nieco  głębiej, 

zorientowałaby  się  pani,  że  taka  wymiana  następuje  co  sześć  miesięcy.  W  ten 

sposób oprócz wścibskiej ekipy filmowej i reporterki, która biadoli, że nikt jej nie 

lubi,  będę  miał  na  głowie  nowych  lekarzy,  których  trzeba  wszystkiego  uczyć. 

Tytuł  „24  godziny  na  oddziale  nagłych  wypadków"  zapewne  brzmi  ładnie,  ale 

zobaczymy, czy będzie równie atrakcyjny o siódmej w niedzielę. 

Czuła, że traci grunt pod nogami. Nie potrafiła udawać bezdusznej reporterki, 

zwłaszcza w jego obecności. Zauważył jej wahanie. Niespodziewanie dla samego 

siebie  zaczął  wyrzucać  sobie,  że  tak  uporczywie  stara  się  utrudniać  jej  życie. 

Przecież ona zasługuje na podziw. Wbrew fatalnemu przyjęciu ze strony personelu 

przez cały czas dąży z uśmiechem na twarzy do realizacji swojego celu. Dopiero 

teraz  okazała  słabość.  Sprawia  wrażenie  zmęczonej  i  wcale  nie  wygląda  jak 

dziennikarka  w  pogoni  za  upatrzonym  tematem,  przed  jaką  ostrzegał  swoich 

podwładnych. 

– 

Ich stosunek można zmienić. Wystarczy jedno moje słowo. 

–  Kim pan jest? Ojcem chrzestnym? – 

rzuciła poirytowanym tonem. Powinna 

była uważniej obejrzeć plan dyżurów. 

– 

Tutaj tak.  Proszę posłuchać.  Pielęgniarki  są  tu najważniejsze.  Bez nich  nie 

byłoby  oddziału.  Jest  to  najwspanialszy  zespół  pod  słońcem:  te  dziewczyny  są 

serdeczne, wesołe, otwarte. 

– 

Nie zauważyłam. 

– 

Potrafią też być wyjątkowo nieprzyjemne. Praca tutaj to w połowie nuda, w 

połowie  adrenalina.  Oglądają  okropne  sceny  i  rzadko  spotykają  się  z 

background image

wdzięcznością.  Mogą  polegać  wyłącznie  na  wzajemnym  wsparciu.  Ale  kiedy 

potraktować je odpowiednio, są jak do rany przyłóż. 

– 

Staram się, jak umiem. 

– 

Nie zrozumiała mnie pani. – Potrząsnął głową. – Podam parę przykładów... 

Weźmy Louise z reanimacji. Tę, która pytała o makijaż. – Louise spodziewała się 

całej ekipy charakteryzatorek. – Ona przywiązuje dużą wagę do swojego wyglądu. 
Ponadto wyda

je jej się, że jest bardzo szczupła. 

– Co to ma do rzeczy? 
– 

Wyobraźmy  sobie  –  ciągnął  –  że  przywożą  nam  pacjenta  ze  wstrzymaną 

akcją serca i Louise robi masaż serca. Gdzie będą wasze kamery? 

– 

Gdzieś  pod  ścianą,  pod  warunkiem,  że  nas  tam  wpuścicie.  –  Czyżby na 

wargach Samuela Donovana dostrzegła cień uśmiechu? 

– 

Otóż to. Czy podczas montażu ktoś z was pomyśli o tym, jak wygląda biedna 

Loiuse?  Następny  przykład.  Jedna  z  jej  koleżanek  ma  romans  z  żonatym 

mężczyzną. Nie powiem, o kogo chodzi, proszę nie pytać. Nie pochwalam tego, 

ale  nie  mogę  zabronić  rozmów  na  ten  temat.  Co  się  stanie,  jeśli  na  nagraniu 

znajdzie się jakiś komentarz dotyczący tej pary? To może mieć fatalny wpływ nie 

tylko  na  opinię  o  personelu.  Ja  muszę  ocenić  ten  reportaż  również  z  punktu 
wid

zenia pacjentów. Oni mogą wyrazić zgodę, ale musi być ktoś, kto zadba o ich 

interesy. 

Trudno było odmówić mu racji. 
– 

Postaram się niczego nie przeoczyć. 

– 

To  mi  nie  wystarczy.  Chcę  brać  w  tym  udział.  Chcę  obejrzeć  film,  zanim 

będzie emitowany. 

– 

Obawiam  się,  że  nie  dostanę  na  to  zgody.  Nawet  zarząd  nie  ma  do  tego 

prawa. 

– 

Może pani wysłuchać mojej opinii. 

– Pan wszystko ocenzuruje. – 

Zdenerwował ją. – Poza tym nie mogę posiekać 

całego filmu. Nie mam prawa. 

– 

Podobno  jest pani współproducentem.  Mam  na  względzie wyłącznie  dobro 

personelu  i  pacjentów.  Zdaję  sobie  sprawę  z  tego,  że  ma  pani  zadanie  do 

wykonania, I uszanuję to. 

– 

Wątpię. 

Nareszcie się uśmiechnął. Ze zdumieniem stwierdziła, że znowu ma przed sobą 

tego sympatycznego mężczyznę, którego spotkała na korytarzu. 

– 

Daję słowo honoru. Pod warunkiem jednak, że pani uszanuje pracę, która ja 

background image

mam  do  wykonania.  Jestem  tutaj  szefem  i  zostanę  tu  długo  po  tym,  jak  ekipa 

spakuje  kamery  i  przeniesie  się  gdzie  indziej.  Proszę  mi  obiecać,  że  da  mi  pani 
obejr

zeć film przed emisją, a ja poproszę dziewczyny, żeby traktowały panią jak 

członka naszej rodziny. 

– 

Mam dać to panu na piśmie? – odcięła się. 

Popatrzył na nią przenikliwie, aż poczuła ciarki. 
– 

Nie trzeba. Wierzę pani. 

Poczuła się lepiej, więc uznała, że ostatnie słowo musi należeć do niej. 
– 

Chodzi panu tylko o to, żeby być pierwszą osobą, która obejrzy pupę Louise. 

Roześmiał się. 
– 

Marnuje się pani jako reporterka. Powinna pani zostać pielęgniarką. 

 
Wracając  z  lunchu,  przygotowywała  się  na  oschłe  powitanie.  Nie  dowierzała 

własnym oczom, gdy ujrzała same uśmiechnięte twarze. 

– 

Erin, chodź tu do nas. – Fay zapraszała ją do stanowiska pielęgniarek, gdzie 

właśnie odbywało się przekazywanie dyżuru. – To jest centrum dowodzenia całym 

oddziałem.  Nie  wolno  nam  zrobić  nic,  co  nie  jest  wcześniej  odnotowane  na  tej 
tablicy. 

– 

Nawet w nagłych wypadkach? 

– 

No  nie.  Ale  wszystko  musi  być  tu  zapisane  jak  najszybciej.  Widzisz  tam 

Hilary,  naszą  pielęgniarkę  kardiologiczną?  –  Fay  wskazała  na  kabinę.  –  Hilary 
przewozi 

teraz pacjenta z szóstki na reanimację. Od tej pory będzie pod opieką Jo, 

która ma wieczorny dyżur. – Wytarła nazwisko z części tablicy przypisanej kabinie 

numer sześć. – Które łóżko? – krzyknęła na cały oddział. 

– Trzecie! 
– 

Wpisuję jego nazwisko do kratki „Reanimacja 3" – tłumaczyła Fay. – Razem 

z  wywiadem  i  diagnozą.  W  ten  sposób,  gdy  przyjdą  jego  wyniki  albo  ktoś  w 

odwiedziny, od razu będzie wiadomo, gdzie go szukać. Poza tym od razu widać, że 

kabina sześć jest wolna. 

– 

Chyba nie na długo – zaryzykowała Erin. 

– 

Komuś z zewnątrz może się wydawać, że przez pół dnia tępo gapimy się w tę 

tablicę,  ale  dzięki  niej  zawsze  wiemy,  kogo  tu  mamy,  co  mu  dolega,  jak  jest 

leczony, jakie czekają go zabiegi i jakie są „planowane" rezultaty. 

– Planowane? 
–  Nie wiesz, jak to bywa z najbardziej misternymi planami? Na tym oddziale 

trzeba to pomnożyć przez dziesięć albo nawet dziesięć tysięcy. Pacjent czeka na 

background image

zwyczajne  prześwietlenie,  ale  nikt  nie  jest  w  stanie  przewidzieć,  jaki  nowy 

przypadek nam przywiozą. Bywa, że przez jakiś czas to prześwietlenie spada na 

sam koniec listy priorytetów. Kiedy indziej pacjent czeka na łóżko, ale dopóki ten, 

kto na nim leży, nie opuści szpitala, nie ma na nie szansy. 

– 

Potem i tak musimy czekać, aż łóżko zostanie odpowiednio przygotowane – 

dorzuciła inna pielęgniarka. W jej głosie Erin usłyszała nutę ironii. 

– Co trwa nie wiadomo ile – 

uściśliła Fay. 

– Z powodu braku salowych? 
– 

Czasami. Ale oni też mają pełne ręce roboty. Wiedzą, że gdy tylko zameldują 

nam  o  wolnym  łóżku,  natychmiast  tam  kogoś  położymy.  Więc  nie  bardzo  się 

spieszą z taką informacją. Zazwyczaj musimy ich poganiać. 

– 

Czy to nie należy do obowiązku osoby odpowiedzialnej za stan łóżek? 

W odpowiedzi Fay wzruszyła ramionami. 
– 

Ona nie ma czasu na sprawdzanie stanu łóżek na wszystkich oddziałach. Tam 

też obowiązuje grafik. Podobny do naszego. Mamy też inne sposoby. 

W  tej  samej  chwili  z  systemu  nagłaśniającego  rozległ  się  potrójny  sygnał. 

Wszyscy zamarli w bezruchu. 

– 

Zespół do nagłych wypadków jest proszony na oddział szósty – odezwała się 

dyspozytorka. 

Kilku lekarzy wybiegło z kabin. 
– Oto jedna z tych metod – 

podjęła Fay. – Za chwilę dowiemy się, o co chodzi. 

Być może znajdzie się łóżko dla pacjenta z dwójki. – Wpisała litery „OŁ" w jednej 
z kratek na tablicy. 

– 

Czy to znaczy, że łóżka nie stoją puste przez jakiś czas po tym, jak ktoś... – 

Nie dokończyła. 

– 

Jak ktoś umrze? – upewniła się rzeczowym tonem Fay. – Tutaj nie owijamy 

niczego w bawełnę. – Poklepała Erin po ramieniu. – Tutaj łóżka są na wagę złota. 

Musimy dbać o tych, którzy żyją. 

Erin przyglądała się słowom i literom na tablicy. 
– 

Co oznacza „OŁ"? – zapytała. 

– 

Oczekuje na łóżko – odpowiedział jej zgodny chór. 

Poczuła, że nareszcie została zaakceptowana. Uśmiechnęła się. Zanim odprawa 

dobiegła  końca,  poznała  znaczenie  paru  innych tajemniczych skrótów: WD – 
wypadek drogowy, D –  dziecko, BKP –  ból w klatce piersiowej, S –  do 
sprawdzenia. 

– 

Fay,  skończyłaś?  Mam  pół  godziny  na  oprowadzenie  Erin  –  rzekł  Samuel 

background image

Donovan, dołączając do ich grupy. 

Przyjęcie  do  grona  najwyraźniej  łączyło  się  z  odrzuceniem  oficjalnych 

formalnych zwrotów grzecznościowych na rzecz zwracania się do wszystkich po 

imieniu. Gdy opuszczali stanowisko pielęgniarek, Erin zagadnęła Fay: 

– 

Przepraszam,  że  nie  dałam  ci  konkretnej  odpowiedzi  podczas  zebrania.  To 

jas

ne, że jeśli poprosicie nas o opuszczenie sali, natychmiast wyjdziemy. 

– 

Dzięki.  Wcale  nie  chciałam  robić  ci  trudności,  ale  dobra  pielęgniarka  na 

takim oddziale jak ten powinna wybiegać myślą naprzód. Nie mam nic przeciwko 

temu,  żebyście  zrobili  parę  dobrych  ujęć,  ale  mamy  tutaj  nie  tylko  ludzi  z 

pourywanymi  nogami.  Sama  zobaczysz.  Może  się  okazać,  że  miły,  młody 

człowiek  jest  psychopatą,  a  wówczas  obecność  kamer  jest  zdecydowanie 

niewskazana. Za zwyczajnym bólem brzucha może kryć się coś poważnego lub na 
t

yle intymnego, że w obecności ekipy pacjent nie zechce udzielić wyjaśnień. Bywa 

i  tak,  że  rodzina,  która  towarzyszy  choremu,  nie  ma  pojęcia,  dlaczego  tu  się 

znalazł,  za  to  pielęgniarka  może  się  domyślać  przyczyny.  I  dlatego  jest  ważne, 

żebyście  wyszli,  gdy  o  to  poprosimy.  Zapewniam  cię,  że  nie  będziemy  was 

wyrzucać bez powodu. 

Erin uśmiechnęła się do Fay, jednej z najstarszych pielęgniarek w tym szpitalu. 
– 

Wydaje mi się, że już gdzieś cię widziałam. Może w telewizji. 

– 

Nigdy  nie  byłam  na  wizji.  Mogłaś  najwyżej  słyszeć  mój  głos.  –  Czuła,  że 

krople potu wystąpiły jej na czoło. – Moja siostra cierpi na astmę, więc bywałyśmy 

tu całkiem często. Pewnie stąd mnie pamiętasz. 

– 

Możliwe. – Fay nie była przekonana. 

Samuel Donovan szedł obok, nie zwracając uwagi na tę wymianę zdań. 
– 

Jesteśmy  na  miejscu,  czyli  w  głównej  poczekalni.  Tutaj  czekają  pacjenci, 

których  nie  przywiozła  karetka.  Tutaj  dokonuje  się  selekcji.  –  Nacisnął  zielony 

guzik, by otworzyć rozsuwane drzwi. – Tutaj przyjmowani są pacjenci z karetek. 

Ich oględzin dokonuje ta sama siostra. 

– 

Ta kobieta ma pełne ręce roboty – rzekła z uznaniem Erin. 

– 

Równie dobrze może to być mężczyzna. Nie podejrzewałem, że jesteś taka 

politycznie niepoprawna. 

Puściła mimo uszu ten komentarz, tym bardziej że znowu słuchała Fay. 
–  Ona czy on... – 

Fay  zerknęła  na  Samuela  Donovana  –  musi  być  dobrym 

obserwatorem.  To,  że  ktoś  przyjechał  karetką,  wcale  nie  musi  znaczyć,  że  jest 

bardziej chory od kogoś, kto siedzi w poczekalni. Osoba, która tu dyżuruje, musi 

przez cały czas bacznie obserwować wszystkich czekających. 

background image

– 

Spisuje protokół i ocenia stan pacjenta na skali od jednego do pięciu. Jeden 

oznacza stan najpoważniejszy. 

– Ból w klatce piersiowej? – 

rzuciła Erin. Samuel jednak pokręcił głową. 

– 

Lepiej nie dostać jedynki. Ci nawet nie czekają na diagnozę. Od razu lądują 

na reanimacji, co zazwyczaj oznacza masaż serca lub interwencję ratującą życie. 

– 

Kto dostaje dwójkę? 

– 

Bywa, że i osoba z bólem w klatce piersiowej. – Uśmiechnął się nieznacznie. 

– 

Również dwójka ma nikłą szansę. Osoby te wymagają natychmiastowej pomocy 

i też są kierowane na reanimację, żeby nam nie odleciały. 

– 

Nie odleciały? To nie brzmi zbyt stosownie. 

– 

Musisz przyzwyczaić się do naszego żargonu. Żeby nie dostały zapaści, nie 

straciły przytomności. 

– 

Powiedzmy, że odczuwam ból w klatce piersiowej, ale selekcjoner decyduje, 

że nie odlecę. Czy dostaję wtedy trójkę? 

–  Niekoniecznie  – 

odrzekł  Samuel.  –  Ból  w  klatce  piersiowej  może  mieć 

charakter  kardiologiczny  lub  opłucnowy,  może  też  być  wywołany  urazem, na 

przykład  upadkiem.  Istotne  jest  również  to,  czy  pacjent  poczuł  ten  ból  po  raz 

pierwszy, czy odczuwał go już dawniej. 

– 

Aż tyle spraw trzeba wziąć pod uwagę? 

– 

Dlatego dyżurują tutaj osoby z największym doświadczeniem – wtrąciła Fay. 

– 

Moi podwładni nie przepadają za tym miejscem. Większość woli być tam, gdzie 

coś  się  dzieje,  ale  selekcjoner  z  dużą  praktyką  jest  nieodzowny.  Dzięki  niemu 
nasza praca przebiega znacznie sprawniej. 

– 

Co dzieje się z pacjentem zakwalifikowanym jako trójka? 

– Osoba ta jes

t zazwyczaj przyjmowana od razu i najczęściej ląduje na wózku. 

Selekcjoner ma już spisane obserwacje na jej temat i nie spuszcza jej z oka, dopóki 

nie zjawi się lekarz. Jeśli jej stan się pogarsza, przewozi sieją na oddział. Kategoria 

czwarta  nie  należy  do  priorytetów.  Czwórki  czekają  w  tej  poczekalni  lub  w 

sąsiedniej, przeznaczonej dla przypadków zagrożonych. 

– 

A co będzie ze mną, jeśli otrzymam piątkę? 

– 

Wówczas lepiej mieć przy sobie jakąś dobrą książkę. Przeszli na reanimację, 

gdzie Jo spisywała uwagi na temat pacjenta. 

– 

W porządku, Jo? – zainteresowała się Fay. 

– 

Na  szóstce  wszyscy  są  ciągle  zajęci.  Dzwonię  do  nich  i  dzwonię,  a  mój 

pacjent ma bóle i zwolnioną czynność serca. 

– 

Ile osób można tu przyjąć naraz? 

background image

– 

Mamy  trzy  łóżka  dla  dorosłych  wyposażone  w  barierki,  które  można 

podnieść dla dzieci lub osób nieprzytomnych albo niespokojnych. Przez cały czas 

jest tu pielęgniarka, więc praktycznie niemożliwe jest, aby ktoś spadł z łóżka. Jest 

tu tyle sprzętu oraz wolnego miejsca, że w razie potrzeby pomieści się więcej osób. 

Mamy  łóżeczko  dziecinne,  ale  łatwiej  jest  zajmować  się  chorym  dzieckiem  na 

normalnym łóżku. Tam, w rogu, stoi łóżeczko z zestawem do reanimacji. Miejmy 

nadzieję, że nie zobaczycie tu żadnego małego pacjenta. Jest ogrzewane od góry 
oraz pod

łączone  do  zestawu  do  sztucznego  oddychania.  Gdy  są  tu  pacjenci, 

zazwyczaj  nie  wpuszczamy  rodziny.  Musimy  wszędzie  mieć  dostęp,  a  poza  tym 

odgłosy  reanimowania  nie  należą  do  przyjemnych.  Często  jednak  pozwalamy 

przebywać  rodzicom  przy  chorym  dziecku.  Tu  nie  ma  stałych  reguł.  Wszystko 

zależy  od  tego,  co  się  dzieje.  I  od  personelu.  Część  nie  zwraca  uwagi  na 

audytorium, część nie lubi, jak im się patrzy na ręce. 

– 

Domyślam  się,  że  liczy  się  też  zachowanie  rodziny  –  rzekła  Erin.  –  Jeśli 

zachowuje spokój, to jej 

obecność  może  być  nawet  pożądana,  ale  jeśli  krewni 

histeryzują... 

– 

Albo są pijani – rzuciła Fay. – Doktorze, pacjent ciągle uskarża się na ból – 

dodała. 

– 

Proszę mu podać jeszcze raz pięć miligramów morfiny i postraszyć szóstkę, 

że jeśli nikt tu się nie stawi, będziemy wzywać ich do nagłego wypadku. 

Erin,  zafascynowana,  podążała  wzrokiem  za  Fay,  która  przekazała  koleżance 

polecenie doktora Donovana. 

– 

Tutaj przyjmujemy członków rodziny. – Fay otworzyła kolejne drzwi. – Są tu 

trzy pomieszczenia, ale c

zasami  to  za  mało.  Bywa  też,  że  umieszczamy  tu 

pacjentów, na przykład starszą panią, żeby nie musiała wysłuchiwać pijaczków w 

poczekalni, ale normalnie pomieszczenia te są przeznaczone dla rodzin pacjentów. 
Na tabliczce umieszczonej na drzwiach piszemy naz

wisko pacjenta, żeby uniknąć 

pomyłek.  –  Erin  patrzyła  zdumiona  na  Fay.  –  Niestety,  kilka  razy  nam  się  to 

zdarzyło. Wyposażenie jest skromne; stolik, kilka krzeseł i telefon. Mamy tu spory 

zapas chusteczek i automat z wodą. 

Gestem poprosiła Erin do środka, lecz ta stała jak wryta. Wystarczyło jej to, co 

widziała z progu. Poczuła nagle, że cofnęła się w czasie. Ma teraz osiemnaście lat. 

Siedzi przy stole i rozpaczliwie usiłuje przypomnieć sobie numer telefonu ciotki. 

Tuląc przerażoną, młodszą siostrę, w ogóle nie myśli o twarzy poharatanej szkłem. 

To  Samuel  przekazał  im  tę  potworną  wiadomość,  a  potem  przyszła  Fay,  aby  je 

obie pocieszać. Siedziała z nimi jeszcze długo po dyżurze, dopóki nie przyjechała 

background image

po nie ciotka. Później trzymała ją za rękę, gdy przyszła pora ostatniego pożegnania 

z  matką.  Dziesięć  lat  temu  siostra  Fay  była  szczuplejsza  i  młodsza,  ale  Erin  do 

końca życia nie zapomni, ile współczucia im wówczas okazała. 

– 

Wejdź – ponaglała ją Fay. – Wydawało mi się, że zależy ci na tej wycieczce z 

przewodnikiem. 

Erin z trudem wróciła do teraźniejszości. W pierwszej chwili nie wiedziała, co 

robić, Miała ochotę, tak jak wtedy, uciec stąd jak najdalej. Tam, gdzie jest czyste 

powietrze,  światło  słoneczne  i  świat,  który  kręci  się  mimo  tragedii,  jaka  się 

wydarzyła. Ale nie mogła ruszyć się z miejsca. 

Pierwszy odezwał się Samuel. 
– 

Przejdźmy do stanowiska urazowego. 

Spojrzała  na  niego  i  zorientowała  się,  że  ją  rozpoznał.  Nie  zdążyła  jednak 

niczego wyjaśnić, ponieważ podbiegł do nich Flynn. 

– 

Fay, Jo cię potrzebuje na reanimacji. 

Pielęgniarka posłała jej przepraszający uśmiech. 
– 

Wszystko ma swój koniec. Przepraszam, muszę iść. 

Gdy Fay już nie mogła ich usłyszeć, Erin zwróciła się, nieco skrępowana, do 

Samuela. 

– 

Dziękuję,  że  nic  nie  powiedziałeś.  A  także  za  pamięć.  Sądzę,  że  widziałeś 

niejeden taki dramat. 

– 

Aż  za  dużo.  Muszę  jednak  przyznać,  że  nie  pamiętam  wszystkich  twarzy. 

Inaczej chyba bym zwariował. Ale... 

– Mów – 

nalegała Erin. 

– 

No cóż, był to dla mnie spory szok. Może to nie zabrzmi zbyt delikatnie, ale 

wydaliście mi się tacy mili, tacy normalni. Wtedy też dotarło do mnie, jaki zawód 

sobie wybrałem. Zastanawiałem się nieraz, czy sobie poradzicie. 

– 

Jakoś sobie poradziłyśmy. 

W pokoju śniadaniowym poczęstował ją kawą. 
– 

Moja ciotka... przyjechała, żeby nas stąd zabrać. Nie miała własnych dzieci. 

To  zacna  kobieta,  ale  na  pewno  nie  potrzebowała  do  szczęścia  dwóch  sierot. 

Byłam pełnoletnia, więc przyznano mi opiekę nad siostrą. Radziłyśmy sobie, jak 

umiałyśmy. Anna bardzo to przeżyła. Miałam z nią sporo problemów. 

–  T

obie  też  nie  było  łatwo.  Miałaś  osiemnaście  lat  i  oprócz  poczucia  straty 

nagle spadła na ciebie ogromna odpowiedzialność. 

– 

Wyszło mi to na dobre. Na uniwersytecie nie było lekko, bo wszyscy chodzili 

na bankiety, a ja musiałam wracać do domu, sprzątać, płacić rachunki i zajmować 

background image

się Anną, która wtedy wymagała ciągłego nadzoru. 

– 

Co z niej wyrosło? 

– 

Pomimo  moich  obaw  jest  bardzo  rozsądna.  Niedługo  wychodzi  za  mąż  za 

pewnego potwornie konserwatywnego prawnika. Teraz ona martwi się o mnie. – 

Roześmiała się, mimo że Samuel zachował kamienną twarz. 

– 

Jak mam to rozumieć? 

– 

To nic poważnego.  Sprowadza się  do narzekania,  że nie odżywiam  się  jak 

należy i że jestem roztrzepana. Jestem wegetarianką, a ona uważa, że należy jeść 

mięso  co  najmniej  raz  dziennie.  Ja  uprawiam  medytację,  stosuję  masaż  i 

aromaterapię, ona preferuje robótki ręczne. Pewnie boi się, żebym nie skończyła 

jako hipiska albo żebym nie poszła do jakiejś sekty. 

Samuel nareszcie się uśmiechnął. 
– 

Jeśli spotka cię jakaś przykrość, wystarczy jedno słowo... 

– 

Dziękuję. 

–  Sam!  – 

Do pokoju wpadła Fay. – Jo nie może doprosić się ludzi z szóstki. 

Potrzebujemy twojej pomocy. 

Nie próbował przepraszać za wiązankę, która wyrwała mu się z ust. Wielkimi 

krokami ruszył do drzwi. 

– 

Współczuję  im  –  powiedziała  na  głos,  gdy  trzasnęły  za  nim  drzwi.  – 

Wolałabym nie być w ich skórze, kiedy dostanie ich w swoje ręce. 

– 

Nie  przejmuj  się  jego  wrzaskiem.  My  już  na  to  nie  zwracamy  uwagi,  co 

wcale  nie  znaczy,  że  nie  przywiązujemy  wagi  do  tego,  co  mówi.  Tutaj  to  jest 
normalne, t

aka napięta atmosfera. 

– 

A ty? Czy ciebie nic nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi? 

– 

Ja funkcjonuję inaczej niż on. On jest porywczy, chce, żeby wszystko było 

wykonane natychmiast. A ja porządkuję cały ten chaos i daję mu to, czego on chce. 
Samuel je

st  fantastycznym  lekarzem.  Chciałabym,  żeby  był  na  dyżurze,  kiedy 

mnie  tu  przywiozą.  –  Uśmiechnęła  się.  –  Owszem,  puszczają  mi  nerwy  Prawdę 

mówiąc,  zdarzyło  się  to  dwa  razy.  Ale  chociaż  za  każdym  razem  racja  była  po 

mojej stronie, do tej pory czerwienię się ze wstydu. Tak się wtedy wydarłam, że 

wrzaski Sama wydają się szeptem. 

– 

Postaram się nie wchodzić ci w drogę. 

– 

Ty jesteś w porządku. Chodźmy sprawdzić, co tam się dzieje. 

Po  drodze  Erin  zdała  sobie  sprawę,  że  wbrew  wcześniejszym  obawom  jest 

zadowolona 

z obecności Samuela. Kiedy przywoziła tu Annę z atakami duszności, 

była zbyt przejęta, by myśleć o śmierci rodziców. Lecz wizyta w pokoju, w którym 

background image

dowiedziała się, że została sierotą, uprzytomniła jej, co może ją tu spotkać podczas 
tego weekendu. 

Mijały kolejne drzwi, rozmawiając o tym i owym, gdy znowu rozległ się ryk 

Samuela. 

– 

Gdzieś ty był, do cholery?! 

– 

Zniknęłyśmy tylko na chwilę – tłumaczyła się Erin. Podszedł do niej nieco 

zmieszany. 

– 

Co one ci o mnie nagadały? Chyba nie myślałaś, że zwracam się do ciebie w 

ten sposób? 

– 

Zdążyłam się dowiedzieć, że bywasz nerwowy. 

Roześmiał się. 
– 

Tylko wobec tych, którzy na to zasłużyli. – Zerknął przez ramię na człowieka 

z szóstki, który znikał w sali reanimacyjnej. – Później się z tobą rozmówię – rzucił 
za nim. – 

Mogę nie być zachwycony twoją obecnością, ale to jeszcze nie powód, 

żebym  na  ciebie  krzyczał  bez  przyczyny.  Nie  jestem  potworem.  Ale  tu 

najważniejsi są pacjenci. Kiedy widzę, że ktoś ich zaniedbuje, reaguję jak przed 

chwilą. 

Była po jego stronie. Oto lekarz, któremu leży na sercu dobro pacjentów, który 

wymaga,  by  należycie  się  nimi  opiekowano  i  jeśli  z  tego  powodu  bywa 

nieprzyjemny, nie wolno mieć mu tego za złe. 

– 

Dziękuję ci, że zechciałeś pogadać z pielęgniarkami. Są dzisiaj fantastyczne. 

– Mu

szę wracać do swoich obowiązków. Będziesz jutro? 

– 

Nie. Przyślę kamerzystów. Wpadnę w sobotę rano. 

– 

Będę  na  dyżurze  od  siódmej  wieczorem.  Jeśli  masz  mi  towarzyszyć, 

zejdziemy z dyżuru dopiero w niedzielę wieczorem. Radzę ci w sobotę porządnie 

się wyspać. Ja będę spał przez cały dzień. Mamy tu parę łóżek dla personelu, więc 

czasami można się zdrzemnąć. Jak nie będzie nic ciekawego, nie będę cię budził. 

Zaprotestowała gestem ręki. 
– 

Postanowiłam nie odstępować cię ani na krok przez całą dobę. 

– 

Czy będę mógł sam pójść do toalety? 

– 

Najpierw będziesz musiał się odmeldować – zażartowała nieco speszona. 

– Gdzie mieszkasz? 
– W Camberwell. 
– 

Ładna  dzielnica.  Ja  mieszkam  nieopodal.  Mogę  po  ciebie  przyjechać. 

Zapewniam  cię,  że  w  niedzielę  nie  będziesz  w  stanie  prowadzić  samochodu. 

Zazwyczaj do poniedziałku nocuję w szpitalu. 

background image

– 

Poradzę sobie. Dziękuję, że o mnie pomyślałeś. 

– 

Wolałbym,  żeby  nie  wyciągano  mnie  z  domu  do  wypadku  drogowego 

spowodowanego  przez  telewizyjną  reporterkę,  która  zasnęła  za  kierownicą. 

Przyjadę po ciebie. Napisz mi adres. 

Była zbyt niezależna, by pozwolić, aby ktoś organizował jej życie. 
– 

Chcę tu być przed siódmą, a poza tym potrafię wezwać taksówkę. 

– 

W sobotę wieczorem? Dojedziesz do szpitala przed północą. W tę sobotę jest 

ważny mecz piłkarski. Taksówki będą na wagę złota. 

Ociągając się, napisała na kartce swój adres. 
– 

Będę koło piątej – oznajmił i, nie czekając na jej reakcję, ruszył do swoich 

zajęć. 

Wiedziała, że jest nieufny, że nie jest zachwycony jej obecnością na oddziale, 

lecz  coś  w  jego  oczach  kazało  jej  wierzyć,  że  do  niej  samej  nie  ma  żadnych 

zastrzeżeń.  Jego  troska  o  jej  samopoczucie  i  bezpieczeństwo  wzruszyła  ją  i 

zarazem  zaintrygowała.  Dlaczego po tak męczącym  dyżurze  nie  bierze  taksówki 

do domu? Normalny człowiek starałby się jak najszybciej stąd uciec. 

Być może w domu nikt na niego nie czeka. Przymknęła oczy i wyobraziła sobie 

jego  powrót  do  pustego  mieszkania.  Oczami  wyobraźni  oglądała  kolejną, 

przyjemniejszą scenę: kojący zapach kadzidełka, nakryty stół, a potem delikatny 

masaż relaksujący. Podniosła powieki. Skąd taki pomysł? Scenariuszem, w którym 

Samuel Donovan wraca do jej domu, nie warto zawracać sobie głowy. 

 

background image

Rozdział 3 

 
– 

Kto to był? – zapytała Anna. – Ktoś z pracy? 

Erin  weszła  do  kuchni  i  wyjęła  puszkę,  by  nakarmić  psa, niecierpliwie 

kręcącego się jej pod nogami. 

– 

Wcześniej dzisiaj wróciłaś – zauważyła. 

Anna powiesiła klucze na haczyku obok lodówki i nalała sobie szklankę wody. 
– 

Wyręczyć cię? – Zauważyła, jak Erin krzywi się nad zawartością puszki. – 

Kto to był? – nalegała, przekładając zawartość puszki do psiej miski. 

Nie uda się uniknąć tej rozmowy, ponieważ Anna, zauważywszy plik broszur 

na stole, wszystkiego się domyśli. 

– 

Pośrednik handlu nieruchomościami.  –  Anna znieruchomiała  na chwilę, po 

czym podniosła się znad psiej miski. 

– 

Już to przerabiałyśmy. Nie ma potrzeby niczego zmieniać tylko dlatego, że 

wychodzę za mąż. 

– Jest taka potrzeba. – 

Erin głośno westchnęła. – Wiem, że nie wyrzucisz mnie 

na ulicę ani nie zażądasz, żebym spłaciła ci połowę wartości domu, ale zmiany są 

nieuniknione. Połowa domu jest twoja. Macie z Jordanem takie samo jak ja prawo 

tu zamieszkać... 

– 

Będziemy  mieli  mieszkanie  –  przerwała  jej  Anna  –  więc  nie  musisz  się 

wyprowadzać.  Wiem,  ile  ten  dom  dla  ciebie  znaczy.  Ja  też  jestem  do  niego 
p

rzywiązana, ale nie tak bardzo. Dojrzałam do własnego domu. 

– 

Rozumiem,  ale  gdybyśmy  sprzedały  tę  posiadłość,  ty  i  Jordan  moglibyście 

coś sobie kupić. Rodzice na pewno byliby tego samego zdania. Agent już podał mi 

przybliżoną wartość. 

– Tu nie chodzi tylko 

o pieniądze. Wiem, że to miejsce ma dla ciebie ogromną 

wartość emocjonalną. Serce by ci pękło, gdybyśmy je sprzedały. 

Erin  patrzyła  przez  okno  na  trawnik,  na  którym  właśnie  ożył  system 

podlewania.  Z  ukrytych  w  trawie  ujęć  trysnęły  fontanny  wody,  migocząc 

rozświetlonymi  słońcem  kropelkami.  Będąc  dzieckiem,  nazwała  to  urządzenie 

„maszyną do robienia tęczy". Przed oczami stanął jej obraz dwóch dziewczynek, 

które, piszcząc z uciechy, biegały wśród strumieni wody. Anna ma rację. Myśl o 

sprzedaży rodzinnego gniazda jest dla niej nie do przyjęcia. 

– 

Może nie będziemy musiały go sprzedawać. – Zamyśliła się. – Może uda mi 

się cię spłacić. Jordan mógłby zająć się wszystkimi formalnościami. 

background image

– 

Może... – Anna nie była przekonana. – To spora suma. 

– 

Myślę,  że  byłoby  mnie  na  nią  stać.  Mam  dobrą  pracę,  a  poza  tym  jakieś 

akcje. – 

Świadomość, że istnieje sposób uratowania domu, podniosła ją na duchu. 

Anna jednak nadal miała wątpliwości. 

– 

Wzięłabyś na siebie bardzo duże zobowiązanie – ostrzegła. – Czy jesteś na to 

przygotowana? 

– 

Część  domu  mogę  wynająć  –  odparowała  Erin.  –  Nawet dwóm osobom. 

Jeszcze ci o tym nie mówiłam, ale zadzwonili dzisiaj z telewizji i zaproponowali 

mi  kilka  wywiadów  z  personelem  szpitala.  Nareszcie  będę  na  wizji.  Jak  się 

sprawdzę, dostanę bardzo przyjemną podwyżkę. 

Anna skwitowała tę informację lekkim uśmiechem. 
– 

Mówiłaś, że chcesz dzisiaj spać przez cały dzień. Posłuchaj, nie zamierzam 

być męczennicą i nie będę się upierać, że nie przyda mi się trochę grosza, ale nie 

chcę  pieniędzy  twoim  kosztem.  Jesteś  dla  mnie  ważniejsza  niż  forsa.  Na  razie 

zostawmy ten temat. Ty skup się na pracy, a ja zajmę się ślubem. – Rozejrzała się 
po kuchni. – 

Oraz sprzątaniem. Jak mogłaś wpuścić tutaj tego agenta? 

Erin roześmiała się. 
– 

Następnym  razem  poproszę  cię,  żebyś  zawczasu posprzątała.  To  na pewno 

podbiłoby cenę. Może nawet moglibyście pojechać w podróż poślubną do Paryża. 

 
Samuel  zerknął  na  plan  miasta  i  skręcił  w  Wattletree  Street.  Wiedział 

wprawdzie, że jest to zamożna dzielnica, ale mimo woli aż zagwizdał przez zęby, 

sunąc  powoli  w  poszukiwaniu  numeru  siedemnaście.  Może  nie  należało  tak  się 

spieszyć z propozycją podwiezienia jej do szpitala? Może ma to w planach jakiś 
bogaty pan Casey? 

Zatrzymał się pod rozłożystym kauczukowcem i zanim wysiadł, przyjrzał się 

domowi. 

Gdyby nie zdezelowany fiat i stare alfa romeo, ten podjazd niczym by się 

nie  różnił  od  pozostałych,  na  których  parkowały  mercedesy  i  bmw.  Omijając 

spryskiwacze, podszedł do ciężkich, dębowych drzwi i zapukał. Był przygotowany 

na  spotkanie  z  mężem  lub  chłopakiem  Erin.  Otworzyła  mu  ciemnowłosa,  młoda 

dziewczyna o poważnym spojrzeniu, która przedstawiła się jako jej siostra. 

Nie  rozpoznała  go.  Była  bardzo  mała,  gdy  Samuel  usiłował  ratować  jej 

rodziców. 

– 

Erin jest na górze. Ubiera się. Proszę wejść. 

Szedł za nią do salonu. Trudno było się domyślić, że te dwie dziewczyny są 

siostrami.  Erin  była  drobnej  budowy  i  energiczna,  Anna  natomiast  poruszała  się 

background image

powoli;  Erin  nosiła  indyjskie  jedwabie  i  aksamity,  Anna  przyjęła  go  w  beżowej 

garsonce. Lecz chociaż jedna miała oczy piwne, a druga zielone, uśmiechały się 
podobnie. 

– 

Może coś do picia? – zaproponowała Anna. 

– 

Nie, dziękuję. Zaraz będziemy jechać. 

Roześmiała się. 
– 

Nie  byłabym  tego  taka  pewna.  Odkąd  dowiedziała  się,  że  będzie  na  wizji, 

miota się przed szafą jak oszalała. Nie słyszał pan okrzyków rozpaczy, skręcając w 

naszą uliczkę? 

– 

Wobec tego poproszę o kawę. Z mlekiem i łyżeczką cukru. 

Gdy  miał  już  za  sobą  dwie  kawy  i  pudełko  herbatników,  do  salonu  wpadła 

Erin. 

– 

Już jesteś? – zdziwiła się. – Dopiero piąta. 

– 

Ładnie wyglądasz. – Zauważył, że tym razem umalowała się mocniej. Miała 

na sobie zieloną sukienkę podkreślającą barwę jej oczu oraz duży zielony kryształ 
na szyi. 

–  To jest zielony kalcyt – 

wyjaśniła z powagą. – Ma pomóc mi zaprowadzić 

porządek oraz zbierać informacje. 

Chciał  powiedzieć,  że  kamień  pasuje  do  jej  oczu,  lecz  uznał  taką  uwagę  za 

niestosowną. 

– Pasuje do sukienki. 
– 

Do tego starego fatałaszka? – Udała zdziwienie. – Spałam cały dzień, tak jak 

mi radziłeś, a potem sięgnęłam do szafy po pierwszą lepszą szmatkę, i pasuje! 

– 

Miło mi to słyszeć. 

Nie zwracała na niego uwagi. 
– 

Dlaczego nie ma tu żadnego długopisu? Rano były aż trzy – jęknęła, grzebiąc 

w papierach na stole. 

– 

Cieszę  się,  że  kryształ  się  sprawdza  –  zauważył  ku  nieskrywanej  radości 

Anny 

i sięgnął po kluczyki. – Czy mogę skorzystać z telefonu? Wyczerpała mi się 

bateria w komórce. Chciałem zawiadomić szpital, że już jadę. 

Anna gestem wskazała mu telefon w holu. 
– 

Dlaczego mi nie powiedziałaś, że on jest boski? 

Erin jednak, sama zafascynowa

na Samuelem Donovanem, wolała nie dolewać 

oliwy do ognia. 

– To tylko pozory – 

odrzekła lekceważącym tonem. 

– 

Potrafi być bardzo nieprzyjemny. Nie lubi mnie ani kamer. To ten, o którym 

background image

ci  opowiadałam.  Mój  horoskop  ostrzegał  mnie  przed  wrogo  nastawionym 
prze

ciwnikiem. Mam też nie dać się zmylić pozorom. 

Anna nie zamierzała przyjąć tego do wiadomości. 
– 

To dobry człowiek. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby spędzić w jego 

ramionach całą noc. 

– 

Anno, co by na to powiedział Jordan? 

– 

Chciałam  tylko  powiedzieć,  że  gdyby  znudziło  ci  się  dziennikarstwo, 

powinnaś spróbować szczęścia jako pielęgniarka albo lekarka. Horoskop nie jest 

nieomylny.  Może  była  w  nim  mowa  o  pośredniku  w  handlu  nieruchomościami. 

Uważam, że doktor Donovan to porządny facet. 

Kilka  minut  później  Erin  sadowiła  się  na  miękkim,  skórzanym  fotelu  w 

samochodzie Samuela. 

– 

Niezły  wóz  –  rzuciła.  Nie  doczekawszy  się  odpowiedzi,  zabrała  się  do 

przeglądania płyt kompaktowych. 

– 

Nic nie znalazłaś? 

– 

Posłuchajmy radia. 

– 

Masz bardzo miłą siostrę. 

– 

Ona uważa, że ty też jesteś sympatyczny. 

– 

To  znaczy,  że  ma  dobry  gust.  –  Zerknął  na  nią.  Aby  pokryć  zmieszanie, 

zajęła się regulowaniem klimatyzacji. 

– 

Pochwaliła mi się, że niedawno się zaręczyła. 

– 

To fakt. Z tej okazji miałyśmy dzisiaj iść na kolację z rodzicami Jordana. Ale 

z powodu mojego dyżuru w szpitalu trzeba było ją przesunąć. 

– Jaki jest ten Jordan? 
Zamyśliła się. 
– 

Strasznie  mądry.  Skończył  Scotch  College  i  prawo  na  uniwersytecie  w 

Melbourne. Myślę, że szybko zrobi karierę. 

– 

Nie to miałem na myśli. Jaki on jest naprawdę? 

– Protekcjonalny i nudny jak flaki z olejem. Ale nikomu tego nie powtarzaj. 
Wydawało się jej, że ta uwaga jest zabawna, ale Samuel się nie roześmiał. 
– 

Masz już scenariusz na ten tydzień? – zapytał, zmieniając temat. 

– 

Trudno to nazwać scenariuszem – przyznała się. – Nakręcimy jak najwięcej 

materiału i dopiero wtedy zobaczę, co z niego da się zrobić. Nawet ja zdążyłam się 

zorientować,  jak  nieprzewidywalny  jest  ten  twój  oddział.  Zamierzam  nakręcić 

odprawę  pielęgniarek,  żeby  telewidzowie  mieli  pojęcie,  jak  tu  się  pracuje. 

Rozmawiałam  już  o  tym  z  Fay.  Dla  zachowania  dyskrecji  dziewczyny  będą 

background image

posługiwały się numerami kabin zamiast nazwiskami pacjentów. 

Zaakceptował ten pomysł. 
– 

Odnoszę wrażenie, że spodziewasz się ciekawego weekendu. A może jest to 

dla ciebie kolejny dzień pracy? Podejrzewam, że niejedno już widziałaś. 

– 

Prawdę  mówiąc,  niewiele  –  odrzekła  zgodnie  z  prawdą.  –  Po kilku 

kieliszkach  wina  potrafię  to  trochę  ubarwić,  ale  do  tej  pory  nie  zdarzył  mi  się 

żaden poważny reportaż. Ten weekend będzie przełomowy. 

– 

Tak sądzisz? – Zmienił bieg. – Czym się zajmowałaś, zanim trafiłaś do nas? 

– 

Podrzędną  siłownią,  której  personel  podejrzewano  o  handel  sterydami. 

Chodziłam tam przez dwa tygodnie. 

– 

I  co?  Handlują  sterydami?  –  W  jego  głosie  zabrzmiała  nuta  szczerego 

zainteresowania. 

– 

Chyba nie. Na pewno nie w mojej obecności. Przez dwa tygodnie podnosiłam 

ciężarki  i  pedałowałam  jak  oszalała,  a  największy  szwindel  wykryłam  w 

kawiarence, gdzie obsługa przesypywała zwyczajną kawę do słoika po kawie bez 
kofeiny. 

– Ujawnisz to? 
– 

Nie  warto.  Zniszczyłabym  tyle  złudzeń...  Pomyśl,  jak  by  się  poczuli  ci 

wszyscy  wariaci  na  punkcie  sprawności  fizycznej,  gdyby  dowiedzieli  się,  że 

przypływ  energii  nie  jest  rezultatem  ćwiczeń,  lecz  kofeiny.  Nie  mogę  im tego 

zrobić.  –  Na  jego  twarzy  dostrzegła  cień  uśmiechu.  –  Oddali  tę  sprawę  Agnes, 

mojej  koleżance.  Już  ją  widzę,  jak  w  pocie  czoła  ćwiczy  przez  pięć  godzin. 

Podejrzewam,  że  nie  będzie  miała  nic  przeciwko  sterydom  i  skorzysta  z  okazji. 

Wątpię, żeby redakcja wiadomości miała z tego jakiś pożytek. 

Po  raz  pierwszy,  od  kiedy  wsiadła  do  samochodu,  Samuel  roześmiał  się. 

Zawtórowała mu, wyobraziwszy sobie Agnes w obcisłych kolarzówkach. 

Stanęli na parkingu. 
–  Zaraz wracam. – 

Sięgnął  po  portfel.  Wróciwszy,  położył  jej na kolanach 

zielone pudełko pokaźnych rozmiarów. 

Zajrzała do środka. 
– Sernik... – 

Oblizała się. 

Nie  zareagował.  A  gdy  dojechali  do  szpitala,  jak  przystało  na  dżentelmena 

otworzył  jej  drzwi,  wziął  pudełko  z  sernikiem,  ale  pozwolił,  by  szamotała  się  z 

torbą. 

– Co ty tam masz?! – 

Nie ukrywał zdziwienia. 

– 

Szczoteczkę do zębów, piżamę i parę rzeczy na zmianę. 

background image

Gdy  raźnym  krokiem  maszerowała  w  stronę  wejścia,  zatrzymał  ją  na  widok 

nadjeżdżającej karetki na sygnale. 

– Miej oczy i uszy otwarte – 

poradził. 

– Nie omieszkam – 

rzuciła, nie zdając sobie sprawy z niebezpiecznej sytuacji, 

w jakiej się znalazła. – O to się nie martw. 

Westchnął. Niezła gratka dla mediów: reporterka pod kołami karetki, niemal na 

progu szpitala. Wolał się nie zastanawiać, dlaczego poczuł, że musi temu zapobiec. 

– 

Łatwo powiedzieć... – mruknął pod nosem, gestem przepraszając kierowcę. 

Już  za  drzwiami  oddziału  ogarniały  ją  kolejne  fale  zapachów  niczym  w 

perfumerii.  Z  trudem  rozpoznawała  twarze  kobiet,  które  odpowiadały  na  jej 
powitania: na 

wszystkich  wręcz  filmowe  makijaże.  No  tak,  sama  też  spędziła 

godzinę przed lustrem... 

Samuel czytał w jej myślach. 
– 

Nie  przejmuj  się.  Tutaj  taki  makijaż  długo  się  nie  utrzyma.  Zanim  się 

obejrzysz, z powrotem będą sobą. 

Jeszcze bardziej zaskoczyło ją nienaturalne zachowanie pielęgniarek, mimo że 

kamerzyści kręcili się na oddziale już od kilku dni. 

– 

Nie  chciałbym  wtrącać  się  w  nie  swoje  sprawy  –  zauważył  Samuel  –  ale 

myślę, że gdybyś włożyła szpitalny strój, nie odstawałabyś tak bardzo od reszty. 
Spróbuj. 

Z  żalem  popatrzyła  na  swoją  sukienkę.  Prezentowałaby  się  w  niej  bardzo 

wytwornie,  ale  cóż,  najważniejszy  jest  temat.  Ociągając  się,  wzięła  od  niego 

służbowy zielony uniform. 

– 

Nakrycie głowy też jest obowiązkowe? 

– 

Tylko dla tych, którzy zamierzają operować. – Uśmiechnął się blado. – Bądź 

uprzejma uprzedzić mnie, jeśli się na to zdecydujesz. – Otwierał drzwi. – Mimo że 
ten pokoik nie przypomina apartamentów w Hotelu Wentworth, o czwartej nad 
ranem wydaje się luksusem. Co się stało? 

– Nic – 

odparła z przesadnym entuzjazmem. Przecież nie może mu powiedzieć, 

co  się  z  nią  dzieje,  gdy  stoi  tak  blisko  niego  w  tym  niewyobrażalnie  ciasnym 

pokoiku.  Uśmiechnęła  się  promiennie  i  rzuciła  torbę  na  łóżko.  –  Może  być. 

Zdarzało mi się mieszkać w gorszych warunkach. 

–  Doprawdy? – 

Nie miała wątpliwości, że Samuel z niej drwi. – Wobec tego 

opuszczę cię, abyś mogła się przebrać. 

Wstawiła  szczoteczkę  do  zębów,  pastę  i  nitkę  do  czyszczenia  zębów  do 

szklanki obok umywalki. Notatki położyła na nocnym stoliku i wyłączyła budzik. 

background image

Resz

tę  rzeczy  zmieściła  w  obdrapanej  szpitalnej  szafce.  Dlaczego  tak  się 

denerwuje? Występuje tutaj w roli reportera, a Samuel jest jej tematem! 

Przebrała  się  błyskawicznie,  aby  nie  dać  mu  się  zaskoczyć.  Z  dezaprobatą 

obejrzała  siebie  w  workowatych,  zielonych  spodniach.  Zaprezentuje  się  na  wizji 

jak  pokraka.  Wskoczyła  na  łóżko,  żeby  obejrzeć  się  w  lustrze  nad  umywalką. 

Nawet nie wygląda to tak bardzo źle. Całkiem ładnie, pomyślała. Dopóki ktoś nie 

weźmie  jej  za  lekarkę.  Roześmiała  się,  po  czym  pisnęła  przerażona,  ponieważ 

usłyszała pukanie do drzwi, które natychmiast się otworzyły. 

Na progu stanął Samuel. Parsknął śmiechem. 
– 

Jak  skończysz  tę  paradę  przed  lustrem,  pójdziemy  porozmawiać  z 

personelem. 

Wyszli,  zanim  ochłonęła  ze  wstydu.  W  poczekalni  było  już  dużo  pacjentów. 

Wszędzie porozwieszano informację, że izba przyjęć jest filmowana. 

Podszedł do niej Dave. 
– 

Za wszelką cenę masz o siódmej sfilmować zegar – przypomniała mu. – Będę 

wtedy przeprowadzać wywiad z pacjentami. 

– 

Ciebie też? 

– 

Nie  za  często.  To  ma  być  reportaż  o  pacjentach.  Zrób  parę  moich  ujęć,  a 

potem zobaczymy, co z nimi zrobić. Przede wszystkim filmuj ludzi. Zawołam cię, 

jak będzie coś ciekawego, ale sam też bądź czujny. 

Dave  lubił  pracować  z  Erin:  nie  udawała  wielkiej  gwiazdy  i  dawała 

kamerzystom 

wolną rękę. 

– 

Chodź,  coś  ci  pokażę.  –  Z  tajemniczym  uśmiechem  poprowadził  ją  przez 

oddział.  Udawał,  że filmuje,  a  ona  obserwowała  go  cierpliwie.  W  porównaniu  z 

poczekalnią tutaj nic się nie działo. 

Zbliżał się do nich jakiś blondyn, zapewne lekarz, z bardzo ważną miną. Dave 

zachichotał. 

– 

Jest!  Jak  pszczoła  do  miodu.  Zjawia  się  natychmiast,  kiedy  myśli,  że  coś 

kręcę. Wiem od pielęgniarek, że jest chirurgiem. Podobno normalnie nigdy tu się 

nie pokazuje. Nie miałem serca powiedzieć mu, że jeszcze nie kręcimy. 

Zwabiony jej uśmiechem blondyn podszedł bliżej. 
– 

Pozwoli pani, że się przedstawię. Rozmawiałem już z waszym reżyserem. W 

ciągu tego weekendu będziemy stale się spotykać. Jeremy Foster, chirurg. 

Podała mu dłoń. 
– 

Erin Casey. A to jest Dave, nasz główny kamerzysta. Ściskał jej dłoń dłużej, 

niż wypadało. 

background image

– 

Jak już wspomniałem, będziemy często się widywać. 

Proszę  mi  wierzyć,  nie  mam  nic  przeciwko  obecności  kamer  w  sali 

operacyjnej. Tam może być bardziej... dramatycznie. 

Pohamowała śmiech. 
– 

Dziękuję, ale zamierzamy skoncentrować się na oddziale nagłych wypadków. 

– 

Składam tę propozycję na wszelki wypadek. Na pewno jeszcze nieraz się tu 

spotkamy. 

Zbliżał się Samuel. 
– Jak wam idzie? 
– 

Wszędzie jesteśmy mile widziani. Jeremy Foster właśnie zaprosił nas do sal 

operacyjnych. Ale nie skorzystamy z tego – 

dodała  pospiesznie.  –  Nie mamy 

pozwolenia, a poza tym najbardziej interesują nas nagle wypadki. 

Samuel odetchnął z ulgą. 
– 

Ten facet zrobi wszystko, żeby pokazać się w telewizji. 

– 

Domyśliłam się. 

W korytarzu 

pojawił się Mark, który przyjechał na początek zdjęć. 

– 

Za  dziesięć  siódma.  Właśnie  podjechała  taksówka  ze  starszą  panią.  Zanim 

przejdzie przez rejestrację, będzie siódma. Zacznijmy od niej. – Przeniósł wzrok na 
Dave'a. – 

Zrobisz ujęcie zegara? – upewnił się. 

Samuel i Dave spojrzeli w sufit. 
– Bankowo – 

odparł Dave. 

Samuel  tymczasem  zniknął  w  kabinie,  a  Erin  wraz  z  ekipą  przeszła  do 

poczekalni. Poczuła nagły przypływ adrenaliny. Oto jej wielka szansa. 

 

background image

Rozdział 4 

 
– 

Przepraszam  za  kłopot.  –  Elsie  White  grzebała  w  torebce,  szukając 

portmonetki. – 

Ile się należy? 

–  Spokojnie, kochana. – 

Taksówkarz  potrząsnął  głową.  –  Ważne,  żeby  zajęli 

się pani nogą. Jak będzie pani potrzebowała taksówki z powrotem, niech im pani 
poda mój numer. 

– 

To bardzo ładnie z pana strony, ale muszę zapłacić. – Trzymała gruby zwitek 

banknotów w drżącej dłoni. 

– Wielkie nieba! – 

krzyknął taksówkarz. – Oszczędności całego życia. 

Pielęgniarka o imieniu Vicki uśmiechnęła się łagodnie. 
– 

Proszę to schować. Nasz ochroniarz zaniesie je do sejfu. Potrzebna mi będzie 

tylko pani karta ubezpieczeniowa. 

Staruszka dalej przeszukiwała torebkę. 
–  Tego nie filmujcie – 

ostrzegła  Vicki.  –  Wiele starszych osób trzyma 

oszczędności w domu. Głupio by było, gdyby przez to ktoś złożył jej niepożądaną 

wizytę. 

– Wykluczone – 

odparła Erin. 

– 

Co się stało? – indagowała Vicki kobietę. 

– 

Stara jestem, a głupia. Zachciało mi się wymienić żarówkę. 

– 

Zakręciło się pani w głowie? 

– 

Nie. Źle postawiłam stopę, schodząc ze stołka. Skaleczyłam się. Próbowałam 

s

ama zatamować krwotok, ale mi się nie udało. Przepraszam, że zawracam głowę. 

Vicki włożyła gumowe rękawiczki i ostrożnie odwijała kuchenną ściereczkę na 

nodze staruszki. 

– 

Nie  ma  za  co  przepraszać.  Dlaczego  nie  wezwała  pani  karetki?  To  bardzo 

brzydka rana. 

– 

Oni mają ważniejsze sprawy na głowie niż wożenie starych, głupich bab. 

– 

Proszę  tak  nie  mówić.  Jest  tylu  prawdziwych  głupców,  którzy  wzywają 

karetki. 

– 

Założycie  mi  szwy?  –  dopytywała  się  starsza  pani,  podczas  gdy  Vicki 

zakładała jej opatrunek. 

– Nie wi

em. Ma pani bardzo cienką skórę. Pan doktor zadecyduje. Nic więcej 

się pani nie stało? 

– 

Nie, tylko ta noga. Fatalny zbieg okoliczności. Chciałam jutro popracować w 

background image

ogródku. 

Vicki  powtórzyła  pytanie,  ale  pani  White  zdecydowanie  twierdziła,  że  nic 

więcej jej nie dolega. 

Gdy Vicki spisywała dane pacjentki, Erin zastanawiała się, do której kategorii 

pielęgniarka zaliczy staruszkę. 

– Dlaczego „trzy"? – 

zdziwiła się. – To wygląda na zwykłe skaleczenie. 

– 

A ty co byś jej dała? – Vicki uśmiechnęła się. 

– 

Cztery albo pięć. 

– 

Mogłoby być „cztery". Piąta kategoria to ci, którzy przez tydzień wytrzymują 

z lekkim bólem ucha albo z czymś, czym normalnie zajmuje się lekarz rodzinny. 

Pani White jest przypadkiem kwalifikującym się na oddział nagłych wypadków. Z 
kl

inicznego punktu widzenia plasuje się jako „czwórka", ale...  – Vicki zamyśliła 

się. – To osoba starsza i z poczuciem godności. Zauważyłaś, że przed przyjazdem 

do  nas  się  umalowała?  Kochana  staruszka...  –  rozczuliła  się.  –  Inni wezwaliby 

karetkę, ona przyjechała taksówką. Nie lubi robić zamieszania wokół siebie. Mam 

wrażenie,  że  nie  powiedziała  mi  wszystkiego.  „Trójka"  gwarantuje  jej  chociaż 

obserwację.  Wiem,  że  mam  miękkie  serce,  ale  nie  lubię,  jak  te  starowinki 

przesiadują w poczekalni. Ona mi przypomina moją babcię. 

Erin  wraz  z  ekipą  ponownie  zobaczyli  panią  White  już  w  szpitalnej  koszuli, 

podczas rozmowy z Sharon, kolejną pielęgniarką. Starsza pani nieco się skrzywiła, 

gdy Sharon zaciskała na jej ramieniu aparat do mierzenia ciśnienia. 

– 

Ciśnienie trochę za niskie. 

– 

Zawsze mam takie. To lepsze niż za wysokie. 

– 

Proszę mi powiedzieć, co się naprawdę wydarzyło? 

– 

Już mówiłam tamtej siostrze. Zsunęłam się z taboretu, wymieniając żarówkę. 

– 

Zakręciło się pani w głowie? 

– 

Już mówiłam, że nie – zirytowała się pani White. – Czy ktoś wreszcie zajmie 

się moją nogą? 

Sharon nie dała się zbić z tropu. 
– 

Nie czuła pani dzisiaj bólu w klatce piersiowej? 

– 

To zwyczajna niestrawność. – Starsza pani miętosiła róg koca. – Zjadłam na 

podwieczorek pączka, który mi nie posłużył. 

– 

Zdaje się, że nie wspomniała pani o pączku pierwszej siostrze. 

– 

Nie warto się tym przejmować. 

– 

Płacą mi za to, żebym się przejmowała – oświadczyła Sharon autorytarnie, 

ale w jej oczach lśniła dobroć. – Proszę tu zaczekać. Przywiozę aparat do EKG. 

background image

– Tyle zamieszania – 

mruknęła pani White. 

Erin uśmiechnęła się do niej. 
– 

Była już pani na takim oddziale? – zapytała. 

– 

Nie. I nie zamierzam tu wracać. Te pannice są bardzo miłe, ale robią strasznie 

dużo  krzyku.  Zobaczy  pani,  zaraz  wezwą  kogoś  z  ochrony,  żeby  schował  moje 

pieniądze do sejfu. 

– 

Dlaczego nie wpłaciła ich pani do banku? – Zainteresowało ją to, mimo że 

nie mogła wykorzystać tego w reportażu. 

– 

Bo w zamian daliby mi kawałek plastiku, z którym nawet nie wiem, co się 

robi. Dziękuję bardzo. 

Wróciła Sharon z aparaturą do EKG. 
– 

Sprawdzę  tylko,  jak  pracuje  pani  serce.  To  nie  boli.  Założę  te  paski  na 

przeguby rąk i na kostki oraz przylepię plasterki na klatce piersiowej. To tylko tak 

strasznie  wygląda.  Nic  pani  nie  poczuje.  –  Krzątała  się  przy  wózku.  –  Nie 

przywiozłam  jednego  kabelka...  –  Zwróciła  się  do  ekipy.  –  Jak  wrócę,  poproszę 

was, żebyście wyszli. Muszę podciągnąć jej koszulę. 

– Nie ma sprawy. – 

Gdy Sharon zniknęła, Erin zwróciła się do staruszki: – Na 

czas  EKG  wyjdziemy,  ale  jeśli  nie  ma  pani  nic przeciwko temu, po badaniu 

chcielibyśmy wrócić. 

Elsie White nie odpowiedziała. Leżała bezwładnie, oparta na poduszce. 
–  Pani White! – 

krzyknęła  Erin.  –  Nie!  –  Spojrzała  na  Dave'a,  który  nadal 

filmował, i dramatycznym gestem rozsunęła zasłonę kabiny. 

Shar

on na jej widok zaczęła biec. 

– 

Pani  White!  Słyszy  mnie  pani?  –  Nacisnęła  czerwony  guzik  w  ścianie, 

opuściła  oparcie  wózka  pacjentki,  wymacała  puls  na  szyi  i  pospiesznie  założyła 

maskę  tlenową  na  siniejące  wargi.  Sala  w  okamgnieniu  wypełniła  się 

pielęgniarkami i lekarzami. 

– 

Co się stało? – zapytał Samuel opanowanym tonem. 

– 

Nagle  straciła  przytomność  –  oznajmiła  Sharon,  podczas  gdy  Samuel 

kopniakiem zwalniał hamulce wózka. – Ma bardzo słaby puls. 

– 

Zabieramy ją. 

Wózek pomknął przez oddział. Erin dopiero po chwili ruszyła jego śladem. Na 

reanimacji zajęła wyznaczone miejsce pod ścianą i obserwowała krzątaninę wokół 

pani White. Samuel poklepał wierzch jej dłoni, aby żyły się uwydatniły, po czym 

podłączył ją do kroplówki. 

– 

Rytm  serca  prawidłowy  –  oznajmił,  wpatrując  się  w  monitor.  –  Saturacja 

background image

poprawia się. 

Pani White próbowała zedrzeć maskę tlenową. 
– 

Proszę jeszcze jej nie zdejmować. Miała pani kryzys, ale już wszystko jest w 

porządku. Nazywam się Samuel Donovan, jestem lekarzem. – Sharon podała mu 
wyniki EKG. – Z kim mamy do czynienia? 

– 

Osiemdziesiąt  lat.  Przyjechała  do  szpitala  taksówką,  z  raną  na  nodze. 

Twierdzi, że spadła ze stołka. W końcu przyznała się, że po południu poczuła ból 

w piersiach. Miałam jej zrobić EKG, gdy niespodziewanie straciła przytomność. 

– 

Byłaś przy niej? 

– 

Wyszłam po kabel. Erin została przy niej. 

– 

Narzekała na ból w piersiach? – zwrócił się do Erin. 

Potrząsnęła  przecząco  głową.  Ciągle  nie  mogła  wydobyć  z  siebie  słowa. 

Wyręczył ją Dave. 

– 

Odjechała zupełnie niespodziewanie, doktorze. Bez słowa. 

Samuel analizował zapis EKG. 
– 

Puls był wyczuwalny, gdy do niej dobiegłaś? 

–  Tak  – 

potwierdziła  Sharon.  –  Ale  nieregularny  i  świadczący  o  zwolnionej 

akcji serca. 

– 

To  był  zawał  przedniej  ściany.  Trzeba  podać  morfinę,  żeby  złagodzić  ból. 

Gdzie, do cholery, są ci sanitariusze? Mam nadzieję, że ktoś ich zawiadomił. Czy 

sam mam ich szukać? Tymczasem zróbcie zdjęcia rentgenowskie. 

Erin przyglądała się wszystkiemu jak urzeczona. Zauważyła tylko, że drżą jej 

ręce. Nie mogła uwierzyć, że jeszcze przed chwilą rozmawiała z panią White. 

– 

Trzymasz się? – szepnął Samuel, podchodząc bliżej. – Wyjdźmy. Zrobią jej 

prześwietlenie. Cały czas będzie pod opieką. – Gdy wyszli z sali, przyjrzał się jej 

uważnie. – Jesteś blada jak płótno. Pierwszy raz widzisz coś takiego? 

– 

Znam to tylko z telewizji. Mówiłam ci już, że do tej pory dostawałam bardzo 

proste tematy. Ona przeżyje, prawda? – upewniła się. – Wiem, że ma swoje lata, 

ale wydała mi się taka niezależna... 

– 

Nie  wiem,  Erin.  Zrobimy  wszystko,  co  możemy,  ale jej serce ma 

osiemdziesiąt lat. Jasne, że zrobimy wszystko... 

Nie potrafiła ukryć, że jest bliska łez. 
– Przepraszam. – 

Rozzłościła się. – Na pewno się zastanawiasz, jak przetrwam 

tę dobę. Przestraszyłam się, bo nie wiedziałam, co robić. 

– 

Jesteś reporterem, a nie pielęgniarką. Co zrobiłaś? 

– 

Dave  musi  przez  cały  czas  filmować,  więc  wybiegłam  na  korytarz,  żeby 

background image

kogoś wezwać. I zobaczyłam Sharon. 

– 

Następnym  razem  po  prostu  naciśnij  alarm.  Nieważne,  czy  to  będzie 

uzasadnione  czy  nie.  Wszyscy  musimy  ćwiczyć.  Nie  tylko  twoja  Agnes.  – 

Wzruszyło ją, że zapamiętał taki szczegół ich rozmowy i że stara sieją podnieść na 
duchu.  – 

Nie  wstydź  się  łez.  Pamiętaj,  że  nie  przywykłaś  do  takich  scen.  Dla 

każdego byłby to pewien szok. 

Założę się, że Vicki, która jest teraz w naszym punkcie selekcji, też ma nietęgą 

minę. 

– 

Naprawdę? Jeszcze jej to nie spowszedniało? 

– 

To zawsze jest nieprzyjemne. Zdaje się, że Vicki polubiła panią White. Nasz 

personel  bardzo  szybko  nawiązuje  bliższy  kontakt  z  pacjentami,  zwłaszcza  tymi 
sympatycznymi. 

Wiedziała coś na ten temat. 
– 

Ja chyba też ją polubiłam. Czuję, że jest to osoba z charakterem. 

– 

Zrób sobie kawę. – Dotknął jej ramienia. – I chwilę odpocznij. 

– 

Nie mogę. Jest dopiero wpół do ósmej. Nie mogę znikać za każdym razem, 

kiedy dzieje 

się coś smutnego... 

– 

Założę się – nie pozwolił jej dokończyć – że Sharon właśnie robi kawę dla 

Vicki i zaraz podzieli się z nią najnowszymi wiadomościami na temat pani White. 

To właśnie miałem na myśli, mówiąc, że nasze siostry są od siebie bardzo zależne. 

Ten oddział jest jak pole minowe: wymaga ścisłej współpracy ogromnego zespołu 

ludzi. Kawa i ploteczki bywają bardzo skutecznym sposobem na przetrwanie. 

Otworzyły się drzwi do sali reanimacyjnej. 
– Droga wolna – 

oznajmiła pielęgniarka. 

Samuel ruszył do pani White. 

Kawa  musi  poczekać,  pomyślała  Erin  akurat  w  chwili,  gdy  zjawił  się 

podekscytowany Mark. 

– 

Chodź do poczekalni. Robi się gorąco. 

Przy  biurku  Vicki  jakiś  mężczyzna  nerwowo  wymachiwał  zabandażowaną 

ręką. 

– 

Powiedziano mi, że jestem następny na liście, a czekam  już dwie godziny. 

Przyjechałem karetką! Dlaczego nikt się mną nie zajmuje? 

Vicki zachowywała anielski spokój. 
– 

Doznał pan urazu dwa dni temu, a my tu miewamy naprawdę nagłe wypadki. 

Niestety, musi pan czekać. 

– To dlaczego tak szybko zaj

ęliście się tą babą z chorą nogą? Ona przyjechała 

background image

taksówką!  Mam  dzisiaj  wieczorem  ważne  spotkanie.  Żądam,  żeby  mnie 

natychmiast przyjęto! 

– 

Już  panu  tłumaczyłam,  że  najpierw  zajmujemy  się  najpoważniejszymi 

przypadkami. Proszę usiąść i czekać. 

Jegomość nie dawał za wygraną. 
– 

Dlaczego  najpierw  wzięliście  tę  staruszkę?  To  skandal.  –  Zwrócił  się  do 

kamery.  – 

Mam  nadzieję,  że pan  to  wszystko  filmuje.  –  Huknął zabandażowaną 

ręką  w  szybę,  oddzielającą  pielęgniarki  od  poczekalni.  –  Proszę  natychmiast 

wezwać tu lekarza! 

– Wystarczy – 

mruknęła Vicki. 

Erin  wiedziała,  że  w  tej  samej  chwili  nacisnęła  stosowny  guzik  ukryty  pod 

biurkiem.  Chwilę  później  do  poczekalni  wkroczyło  dwóch  barczystych 
ochroniarzy. 

– 

W czymś pomóc, siostro? – Przystanęli przy nerwowym pacjencie. 

– 

Tłumaczę temu panu, dlaczego musi czekać, ale on nie chce słuchać moich 

wyjaśnień. Może was posłucha? 

Pan Nesbitt wyraźnie spuścił z tonu. 
– 

Po co zaraz wzywać ochronę? Uderzyłem w szybę, nie w panią. 

– 

Wolałam nie ryzykować. Proszę usiąść i czekać. 

–  Jak 

długo  on  tu  jest?  –  Erin  zwróciła  się  do  Marka.  –  Wcześniej  go  nie 

widziałam. 

– 

W tym rzecz. Przyjechał pół godziny temu. – Mark popatrzył na Dave'a, ale 

ten go ubiegł. 

– 

Spokojna głowa. Pamiętam o zegarze. 

– 

Czuję  się,  jakbyśmy  pracowali  już  całą  noc,  a  tu jeszcze nie ma ósmej – 

zauważyła Erin. 

Tylnym wejściem, pod które podjeżdżały karetki, dostała się do pomieszczenia, 

w którym urzędowała Vicki. 

– 

Jak się czujesz? – zapytała. 

–  Dobrze. Dlaczego pytasz? – 

Pielęgniarka  odwróciła wzrok od komputera. 

Erin gestem wskazała na poczekalnię.  – Ten obywatel? To kaszka z mleczkiem. 

Zobaczysz, co będzie, jak zaczną tu ściągać faceci z pubów. 

– 

Wcale się nim nie przejęłaś? 

– 

Skądże!  Co  najwyżej  trochę  mnie  wkurzył.  Jedni,  ci  mili,  nie  wzywają 

karetki,  nawet  wtedy  kiedy  byłoby  to  wskazane,  bo  nie  chcą  robić  wokół  siebie 

zamieszania, inni, tacy jak ten, traktują karetkę jak darmową taksówkę, bo dwa dni 

background image

temu nadwerężyli sobie nadgarstek. 

– 

Tylko nadwerężony nadgarstek? – zdumiała się Erin. 

–  T

ak  podejrzewam.  Sama  widziałaś,  jak  sprawnie  włada  tą  ręką.  Kiedy 

przyjechał, ostrzegłam go, że dzisiaj chyba nie zrobimy mu prześwietlenia. Myślę, 

że dopiero jutro rano. Jeśli lekarz w ogóle uzna prześwietlenie za konieczne. 

– 

Czy to znaczy, że będzie tu siedział nie wiadomo ile, żeby się dowiedzieć, że 

ma przyjść jutro? 

Vicki wzruszyła ramionami. 
–  To nie jest wykluczone. – 

Wpatrywała  się  w  kobietę,  która  wbiegła  do 

poczekalni. 

– 

Proszę mi pomóc! – krzyknęła kobieta. Na rękach trzymała dziecko w samej 

pie

luszce, które darło się wniebogłosy. – Nie oddycha! Ona przestała oddychać... 

Vicki  błyskawicznie  opuściła  stanowisko  i  przez  elektronicznie  otwierane 

drzwi wydostała się do poczekalni. Erin ruszyła za nią. Spodziewała się, że Vicki 
natychmiast zaniesie dz

iecko  do  sali  reanimacyjnej.  Jednak  ta  poprowadziła 

kobietę do poradni pediatrycznej. 

Dołączył do nich Dave. 
– 

Proszę położyć dziecko. Jak ma na imię? Zajmę się nią  – rzuciła w stronę 

Gemmy, pielęgniarki zajętej przy innym dziecku. 

– Nicola. – Kobieta zani

osła się płaczem. 

– A pani? 
– 

Rita. Czy ona przeżyje? 

–  Na pewno – 

oznajmiła  Vicki, sprawdziwszy  temperaturę dziecka.  – Proszę 

wziąć kilka głębokich oddechów i uspokoić się. Płacz źle wpływa na małą. 

Uspokoiwszy  się  nieco,  niepewnym  jeszcze  głosem  matka  poinformowała 

pielęgniarkę, że ostatnio Nicola źle się czuła. Lekarz rejonowy orzekł, że to tylko 

wirus, ale mała przepłakała całą noc i miała coraz wyższą temperaturę. 

– 

Nie wiedziałam, co robić, więc postanowiłam ją tu przywieźć. Już na waszym 

parkingu zau

ważyłam, że dygocze i przewraca oczami. Pomyślałam, że to agonia. 

Co jej jest? 

Vicki objęła zrozpaczoną matkę. 
– 

Nie umrze. Ma wysoką temperaturę, możliwe też, że miała drgawki. Takie 

małe dzieci gorzej kontrolują ciepłotę ciała niż dorośli, więc mogą dostać drgawek. 

Wygląda to okropnie, ale Nicole już dochodzi do siebie. Zaraz obejrzy ją lekarz. 

Erin z niedowierzaniem obserwowała tę scenę. Vicki była niesamowita. W tej 

chwili delikatnie nacierała małe ciałko wilgotnym ręczniczkiem. 

background image

– 

Kiedy dostała Paracetamol? 

– 

Godzinę temu, ale od razu zwymiotowała. 

Przy łóżeczku stał już Samuel i młody doktor Clint. 
– 

Czy siostra uprzedziła panią o obecności kamer telewizyjnych? – zapytał. 

– 

Nie było na to czasu. Zaraz wszystko wyjaśnię. 

– 

Jaką ma temperaturę? 

– 

Czterdzieści i jedna kreska. Zwróciła paracetamol podany godzinę temu. 

– 

Proszę  jej  podać  125  miligramów  paracetamolu  i  nadal  obmywać  letnią 

wodą. – Po chwili zwrócił się do matki. – Siostra za chwilę da małej czopek, aby 

zbić temperaturę. Teraz chciałbym ją zbadać. Proszę wziąć ją na kolana. 

– 

Czy mogę dać jej pić? – spytała matka już spokojnie. 

– 

Najpierw ją zbadam. – W trakcie oględzin Samuel wyjaśniał Clintowi każde 

swoje posunięcie. 

– 

Nie  ma  się  najlepiej.  Widzę  tutaj  drobną  wysypkę,  która  wygląda  na 

wirusową.  Teraz  sprawdzam,  czy  nie  wystąpiła  sztywność  karku.  –  Specjalną 

latarką poświecił dziecku w oczy. – Nie stwierdzam światłowstrętu. 

– Zapalenie opon mózgowych? 
– 

Musimy  rozważyć  wszystkie  możliwości.  Klatka  piersiowa  i  uszy  są  w 

porządku. Gardło lekko zaczerwienione, ale zbyt mało, żeby mogło być przyczyną 

takiej wysokiej temperatury. Podejrzewam wirus. Trzeba to potwierdzić. Za jakiś 

czas  siostra  posmaruje  jej  ramiona  specjalnym  znieczulającym  kremem  i  wtedy 

pobierzemy krew do badania. Poproszę też pediatrę, żeby ją zbadał. 

– Ile to potrwa? 
– 

Trudno powiedzieć. Analiza krwi musi zająć trochę czasu. Poza tym pediatra 

może zlecić jeszcze inne badania. 

– 

Na przykład? 

– 

Poczekajmy.  Tutaj  Nicole  będzie  pod  dobrą  opieką.  Za  chwilę  przyjdzie 

nowa pielęgniarka na nocną zmianę. 

Gdyby  wcześniej  coś  się  wydarzyło,  proszę  nas  zawiadomić.  Stanowisko 

pielęgniarek jest tuż obok. 

Erin wyszła wraz z Samuelem. 
– 

Myślisz, że to jest zapalenie opon mózgowych? 

– 

Taka możliwość istnieje. Badając chore dziecko, każdy lekarz bierze ją pod 

uwagę. My też tego się boimy. Ale nie sądzę, żeby o to chodziło w tym przypadku. 

Podejrzewam, że to rzeczywiście jakaś paskudna infekcja wirusowa. 

– 

Więc dlaczego zwlekacie z badaniem krwi? – zapytała. – Nie zrozum mnie 

background image

źle, ja cię nie krytykuję – wyjaśniła. 

–  To bardzo dobre pytanie – 

pochwalił  ją.  –  Gdyby  badał  ją  tylko  Clint,  na 

wszelki  wypadek  poradziłbym  mu  zrobienie  tych  badań  od  razu  lub  wezwanie 

pediatry. Jestem prawie pewien, że to jest wirus. Wskazuje na to ta wysypka. W jej 
obecn

ym stanie pobieranie krwi bez miejscowego znieczulenia mogłoby wywołać 

nowe drgawki. 

Na  stanowisku  pielęgniarek  odbywało  się  przekazywanie  dyżuru.  Nocna 

zmiana wystąpiła w pełnym makijażu, nawet Fay sięgnęła po pomadkę. 

– 

Witam  nocną  zmianę –  rzekł  Samuel.  –  Wszystkie takie piękne...  Ciekawe 

dlaczego? – 

zażartował. 

– 

To na pana cześć, doktorze. Niech pan nie udaje – odparowała z uśmiechem 

Fay. – 

W lodówce odkryłam podejrzanie wielki sernik. 

– 

Widzę,  że  nie  omieszkałaś  zajrzeć  do  pudełka.  Przyda  mi  się,  żeby  was 

przebłagać. 

– 

Co pan przeskrobał? – zainteresowała się Louise. 

– 

Jeszcze nic. Ale sądząc po tym, jak zaczął się ten wieczór, obawiam się, że 

komuś  nawymyślam.  Uznałem  więc,  że  zawczasu  przeproszę  was  za  mój 

choleryczny  temperament  i  już  będę  miał  to  z  głowy.  Teraz  idziemy  z  Erin  na 

kawę.  Miej  na  oku  łóżeczko  numer  dwa  –  przypomniał  Fay.  –  Ma  wysoką 

temperaturę i jest niespokojna. 

–  Louise – 

rzekła Fay do koleżanki – dzisiaj ty zajmujesz się maluchami. Idź 

już i zmień Gemmę. Później poinformuję cię, co dzieje się gdzie indziej. 

– 

Chciałam nakręcić zmianę warty. – Erin zawahała się. Fay jednak oddaliła ją 

gestem ręki. 

– 

Idź  już.  Jesteś  tutaj  od  szóstej.  Zasłużyłaś  na  kawę.  Dave'a  zostaw  mnie. 

Potrafię się nim zająć. – Puściła oko do kamerzysty. – Będzie miał z nami jak w 
raju.  – 

Erin  po  raz  pierwszy  miała  okazję  oglądać  Dave'a,  który  spłonił  się  jak 

pensjonarka. Roześmiała się tylko i pozostawiła kolegę na pastwę pielęgniarek. 

– Wariatki – 

orzekła, gdy znaleźli się w pokoju dla personelu. Samuel nalewał 

kawę z pokaźnych rozmiarów ekspresu. – A to skąd tu się wzięło? Jestem tu od 

tygodnia i widzę to po raz pierwszy. 

Podał jej plastikowy kubek. 
– 

Nie  byłaś  tu  w  nocy.  To  zupełnie  inny  świat.  Dla  nocnej  zmiany  kawa  to 

bardzo ważna sprawa. Jeśli będziesz korzystać z tej maszyny, nie zapomnij dolać 

wody i dosypać kawy. Pod groźbą zakazu używania jej. 

– 

Postaram się nie zapomnieć. Zawsze tak jest? 

background image

– Jak? 
– 

Tak tłoczno. Zawsze tyle się tutaj dzieje? 

– 

Wierz mi, jeszcze nie widziałaś wszystkiego. Mamy tu pełne ręce roboty, i to 

nie  jest  specjalna  wersja  dla  telewizji.  Mimo  że  wygląda  to  bardzo  poważnie, 

osiemdziesięcioletnia  staruszka  ze  stanem  przedzawałowym  i  niemowlę  z 
drgawkami to dla nas nie nowina. 

– 

Co będzie z panią White? Zatrzymacie ją? 

– 

Zajmie  się  nią  lekarz  izby  przyjęć:  zbada  ją,  zleci  dodatkowe  badania, 

znajdzie łóżko. Łóżek, jak zwykle, nam brakuje. Podejrzewam, że na razie zostanie 
u nas. 

– 

Rozmawiałam  z  siostrą  zawiadującą  łóżkami.  Powiedziała,  że  jest  sześć 

wolnych łóżek oraz jedno stanowisko kardiologiczne. 

– 

To prawda. Ale jeszcze nie wiadomo, czy są to łóżka odpowiednie dla pani 

White. 

– 

Ona  jest  ubezpieczona.  Dlaczego  musi  czekać  na  łóżko  w  szpitalu?  Po 

pierwsze byłoby jej tam wygodniej, po drugie zwolniłaby łóżko na reanimacji. 

–  To nie j

est  takie  proste.  Połowa  tego  odium,  które  na  nas  spada  ze  strony 

pacjentów,  krewnych  oraz  mediów  wynika  z  wycinkowego  podejścia  do  tej 

skomplikowanej  całości.  I  dlatego  nie  lubię  wpuszczać  tu  dziennikarzy.  Bardzo 

łatwo jest wycelować kamerą w zegar i mieć nam za złe, że staruszka z zawałem 

leży na nagłych wypadkach, podczas gdy wiadomo, że na różnych oddziałach jest 

siedem  wolnych  łóżek.  Prawda  jednak  jest  taka,  że  mamy  istotne  powody,  z 

których nie przewieźliśmy jej na jedno z tych łóżek. 

– 

Poproszę o szczegóły. Może nas przekonasz. 

Przez chwilę wpatrywał się jej w oczy. Było jasne, że bije się z myślami. 
– 

Wytłumacz mi to – poprosiła. 

– 

Pani  White  miała  zawał.  Na  dodatek  ma  osiemdziesiąt  lat.  Jasne,  że 

moglibyśmy przenieść ją na wolne łóżko i uważać sprawę za załatwioną. Siostry 

na  pewno  często  by  do  niej  zaglądały,  zrobiono  by  też  wszystkie  badania.  Ale 

sama widziałaś, jak błyskawicznie straciła przytomność. Pomyśl, co by się stało, 

gdyby pielęgniarka przyszła dziesięć minut później, lub gdyby już na progu pokoju 

pani White otrzymała pilne wezwanie do innego pacjenta, który zwymiotował albo 
prosi o basen? 

– 

Nie można podłączyć jej do monitora? 

– 

A jaki byłby z tego pożytek, gdyby nikt go nie obserwował, bo pielęgniarka 

rozmawiałaby przez telefon na drugim końcu korytarza? 

background image

– 

Można położyć ją na kardiologii. Czy to z racji podeszłego wieku nie warto 

się nią zajmować? 

– 

Przecież się nią zajmujemy. Leży tutaj i jest nieustannie monitorowana. 

– 

Ale na kardiologii jest wolne łóżko – upierała się. 

Samuel wstał. 
– 

Wiesz co? Pogadamy o tym jutro, przy śniadaniu. 

– 

Nadal nie otrzymałam pełnej odpowiedzi – mruknęła. Zgniótł kubek i wrzucił 

go do kosza. 

– 

Jutro, przy śniadaniu. 

– Randka o poranku. 
Razem ruszyli w stronę drzwi i o mało się nie zderzyli na progu. 
– Przepraszam – powiedzieli zgodnym chórem. 
Przez ułamek sekundy znowu byli w korytarzu dyrekcji, flirtując i starając się 

przedłużyć  to  spotkanie.  Erin  nie  miała  wątpliwości,  że  Samuel  miał  ochotę  ją 

pocałować! 

 

background image

Rozdział 5 

 
– 

Przepraszam, że przeszkadzam – rzekła Fay. – Myślę, że pan doktor zechce 

obejrzeć ten przypadek, ale najpierw muszę wprowadzić pana w sytuację. 

– 

Nie krępuj się. – Był opanowany. Erin nie była pewna, czy to nie rozbuchana 

wyobraźnia kazała jej dostrzec te błyskawice w jego spojrzeniu. 

– To c

i się na pewno spodoba – zwróciła się do Erin. – Deborah Grayson, lat 

czterdzieści  dwa,  jadła  dziś  kolację  w  restauracji  Rolando.  Oznacza  to,  że  jest 

nieźle nadziana. 

– Do rzeczy – 

skarcił ją Samuel. 

– 

Nagły atak skurczów w obrębie jamy brzusznej. 

– Co jad

ła? 

– 

Zadałam jej to pytanie. Różne przekąski i kalmary na drugie danie. 

– 

Czy  to  znaczy,  że  zaraz  zjadą  tu  wszyscy  klienci  Rolanda?  Biegunka, 

wymioty? 

– 

Biegunka nie, raz zwymiotowała. Moim skromnym zdaniem był to sygnał, że 

zaczyna rodzić. 

– Co takiego? – 

zdziwił się Samuel, a Fay uśmiechnęła się od ucha do ucha. 

– 

Powiedzmy,  że  dwadzieścia  lat  temu  powiedziano  jej,  że  nie  może  mieć 

dzieci.  Wobec  tego  nie  stosowała  żadnych  zabezpieczeń,  bo  nie  było  takiej 
potrzeby. 

Erin pękała z ciekawości. 
– Podejrzewasz

, że ona rodzi? Teraz? 

– 

Kiedy miała ostatni okres? – zapytał Samuel. 

– 

Kilka  lat  temu.  Cytuję  jej  słowa:  „Na  pewno  nie  w  ciągu  ostatnich  ośmiu, 

dziewięciu  miesięcy".  Uznała,  że  to  menopauza.  Nie  jestem  położną,  ale 

obmacałam  jej  brzuch  i  jestem  święcie  przekonana,  że  jest  to  drugi  etap  akcji 

porodowej. Chciałabym, żeby pan doktor ją zbadał. 

– Niczego nie podejrzewa? 
– 

Nic a nic. W poczekalni siedzi połowa towarzystwa z restauracji, czekając na 

objawy zatrucia. 

– 

Pozwól mi przy tym być, proszę cię. – Erin nie mogła ustać w miejscu. 

– 

Nie ma nic przeciwko telewizji. Uważa, że pomoże jej to w wygraniu sprawy 

przeciwko Rolandowi. 

– Cholera – 

mruknął Samuel. – Zdążymy przewieźć ją na położniczy? 

background image

–  Nie ma mowy – 

odparła  rozradowana  Fay.  –  Proszę  wkładać  rękawiczki, 

doktorze. Mamy poród. 

Po drodze Samuel zwrócił się do Erin: 
– 

Jeśli  każę  wam  wyjść,  wyjdźcie.  Ta  kobieta  nie  robiła  badań  kontrolnych, 

więc nie wiadomo, czy dziecko jest zdrowe. 

Krzyki  i  jęki  dobiegające  z  kabiny  czwartej  nie  pozostawiały  najmniejszych 

wątpliwości. 

Dave  już  pracował.  Pani  Grayson  stała,  opierając  się  o  szpitalne  łóżko  na 

kółkach.  Pomimo  zablokowanych  hamulców  oraz  wysiłków  pielęgniarki  łóżko 

przesuwało się niebezpiecznie. Louise robiła wszystko, by uspokoić pacjentkę i jej 

przerażonego męża. 

– Doby wieczór. Jestem doktor Samuel Donovan. 
– 

Najwyższy  czas  –  warknął  pan  Grayson.  –  Moja  żona  przechodzi  katusze. 

Może nareszcie jakoś jej pomożecie. 

Pani Grayson przycichła tylko na chwilę. 
–  Cholerne owoce morza! – 

Jej donośny  głos  przetoczył  się  przez oddział. – 

Każę sobie wypłacić takie odszkodowanie, że się Rolando nie pozbiera. 

– 

Proszę jej coś dać – domagał się mąż. 

Samuel odczekał, aż minie fala bólu. 
– 

Proszę się położyć. Muszę panią zbadać. – Wprawnymi ruchami obmacał jej 

brzuch, przez ch

wilę nieco dłużej trzymając na nim dłoń. – Czy czuje pani, że ból 

powraca? 

– Tak – 

wycedziła przez zęby. 

– 

Gdy minie, zrobimy badanie wewnętrzne. 

Dave i Erin wyszli. 
– 

Kurczę – mruknął kamerzysta. – Powinna się już domyślić, skoro nawet ja to 

wiem. 

– Ale g

dybyś niczego się nie spodziewał... Wyobrażasz sobie, jaki to szok? 

Fay wychyliła głowę zza zasłony. 
– 

Dzięki. Możecie wracać. 

– 

Kiedy wreszcie coś jej dacie? – denerwował się małżonek. 

– 

Obawiam się, że nic jej nie damy. – Samuel potrząsnął głową. Erin słuchała z 

zapartym tchem. – 

Przyczyną tych skurczów nie są kalmary. 

– 

Oczywiście, że kalmary – zasyczał pan Grayson. 

– 

Te  fale  bólu,  pani  Grayson,  to  skurcze  porodowe.  Za  chwilę  urodzi  pani 

dziecko. 

background image

– 

Toż  to  kosmiczna  bzdura!  –  krzyknął  mąż.  –  Ubieraj  się.  Jedziemy do 

prywatnej kliniki. Nie potraficie zdiagnozować zwyczajnej grypy. Moja żona nie 

może mieć dzieci. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, jak bolesne jest dla niej to, co 

mówicie? Mój prawnik skontaktuje się z wami. Idziemy. 

– 

Zdaje się, że ten prawnik ma pełne ręce roboty – szepnęła Fay do Erin. 

– 

Czuję, że muszę przeć. – Pani Grayson rzuciła mężowi błagalne spojrzenie. – 

Nie mogę tego powstrzymać. 

– To naturalne – 

uspokajał ją Samuel. – Niech pani prze. 

– 

To niemożliwe. – Mężczyzna zrobił wielkie oczy. 

– Nic nie rozumiem. 
– 

Proszę wziąć żonę za rękę. – Fay podprowadziła go do wezgłowia łóżka. 

– 

Rozumiem,  że  to  dla  państwa  szok  –  rzekł  Samuel  –  ale  o  tym,  jak  to  się 

stało,  porozmawiamy  później.  Nie  zdążymy  przewieźć  pani  na  położniczy,  ale 

proszę się niczego nie obawiać. Nasz personel jest wszechstronnie wyszkolony. 

Wróciła Fay, wtaczając inkubator. 
– 

Pediatra siedzi teraz przy tej małej z drgawkami. Jest przygotowany na nasze 

wezwanie – 

oznajmiła. 

– 

Czy zgadzają się państwo na filmowanie? – upewnił się Samuel. 

Rodząca popatrzyła na męża. 
– 

Niech robią, co chcą – szepnęła. – Czy dostanę zastrzyk? 

– 

Za późno. Gdzie jest tlen? – zwrócił się do Fay. 

– W gipsowni. Przy zabiegu ortopedycznym. 
Z wrażenia Erin zapomniała, że ma być tylko biernym obserwatorem. 
– 

Masaż nasady karku mógłby jej pomóc  – wyrwało się jej. Gdy poczuła na 

sobie spojrzenia wszystkich obecnych, zawstydzona szepnęła: – Przepraszam. Już 

będę cicho. 

W absolutnej ciszy pani Grayson, słuchając instrukcji Samuela, zaczęła przeć. 

Gdy 

już ukazała się główka dziecka, doktor Donovan poprowadził rękę rodzącej, 

by sama mogła jej dotknąć. Jeszcze jedno parcie i oczom wszystkich objawiła się 

reszta kruchego, różowego ciałka. Samuel położył dziecko na brzuchu pacjentki. 

Fay  pomogła  jej  podnieść  je  wyżej.  W  tej  samej  chwili rozległ  się silny,  głośny 

płacz. Po chwili maleństwo ucichło, znalazłszy matczyną pierś. 

Erin i Loiuse płakały jak bobry, nawet Fay sięgnęła po chusteczkę. 
– 

Zdaje  się,  że  nie  jestem  wam  potrzebny  –  odezwał  się  pediatra  Tarence 

Jenkins. – 

Wpadnę później. Teraz dajmy trochę czasu mamusi i tatusiowi. 

– 

Gratuluję – rzekł Samuel do oszołomionych rodziców. – Mówiłem, że to nie 

background image

kalmary. 

Pan Grayson uścisnął mu dłoń. 
– 

Przepraszam,  że  tak  się  zachowałem,  ale  nie  mogłem  panu  uwierzyć.  – 

Popatrzył na żonę i dziecko. – Gdybym przy tym nie był... 

– 

Wcale się panu nie dziwię. – Samuel uśmiechnął się. – Gdy odejdzie łożysko, 

zadzwonię na położniczy i postaramy się was przenieść. Tam wszystko wyda się 

pani bardziej realne, a personel pomoże pani się pozbierać. 

Pani Grayson oderwała wzrok od dziecka. 
– 

Jak to możliwe, że nosiłam w sobie dziecko i nawet o tym nie wiedziałam? 

Co my powiemy ludziom? 

– 

Muszą  państwo  coś  wymyślić  –  poradziła  Fay.  –  Wasi  znajomi  już  mnie 

prosili o numer gorącej linii ministerstwa zdrowia. 

– 

O nie! Zupełnie o nich zapomniałem. Co ja im powiem? – zafrasował się pan 

Grayson. 

– 

Żeby  dzieląc  koszty  dzisiejszej  kolacji,  doliczyli  jedną  osobę  –  rzucił 

obojętnym tonem Samuel. 

Pan  Grayson  rozchmurzył  się,  pocałował  żonę  oraz  dziecko  i  wymknął  się  z 

kabiny. 

– Zaraz wróci – 

rzekł Samuel z uśmiechem. 

Miał rację. Chwilę później zza kotary wysunęła się męska głowa. 
– 

O czymś pan zapomniał? 

– 

Nie wiem, co się nam urodziło. 

Młoda matka spojrzała mu w oczy. 
– 

Ja też nie wiem – przyznała się zdumiona. 

– 

Zastanawiałem się, ile czasu upłynie, zanim ta kwestia przyjdzie państwu do 

głowy. Proszę sprawdzić. 

Drżącymi palcami Deborah Grayson rozwinęła kocyk. 
– 

Mamy córkę, Cedriku. To dziewczynka. 

 
Słuchając relacji Erin, Mark wpadł w zachwyt. 
– 

Damy to w jutrzejszych wiadomościach. Na przynętę. Z informacją, że całość 

pokażemy w przyszłą niedzielę. Ten reportaż pobije rekord oglądalności. 

– 

Musisz mieć ich zgodę. – Chwyciła go za ramię, gdy energicznym krokiem 

ruszył  w  kierunku  kabiny.  –  Nie  teraz!  Jutro.  Czy  naprawdę  uważasz,  że 

najważniejsza jest oglądalność? Pierwszy raz widziałam coś tak pięknego. Ciągle 

się dziwię, że ona o niczym nie wiedziała. 

background image

– To jest fantastyczny temat – 

przyznał Mark. – Dobrze, nie będę ich poganiał. 

Lepiej ni

e  narażać  się  Donovanowi,  skoro  udało  ci  się  go  obłaskawić.  Jutro 

wyślemy  kogoś  na  położniczy.  Ale  przede  wszystkim  pamiętaj,  konkurencja  nie 

może się o tym dowiedzieć. 

Wchodząc  do  pokoju  dla  personelu,  była  przekonana,  że  Fay  i  Samuel  będą 

nadal entuzjazm

ować  się  niecodziennym  wydarzeniem.  Ku  swojemu  zdziwieniu 

zobaczyła, że w milczeniu popijają kawę. 

– 

Chyba mi nie powiecie, że takie porody to wasz chleb powszedni? 

– 

Wcale tak nie twierdzimy. Owszem, było to coś niezwykłego, zwłaszcza na 

naszym oddziale. 

Zdarzają się nam rodzące, których już nie można przewieźć na 

porodówkę.  Ale,  przyznaję,  jest  to  drugi  w  mojej  praktyce  przypadek,  kiedy 

kobieta nie wiedziała, że jest w ciąży. A ty, Fay, spotkałaś takich więcej? 

– 

Owszem. Byłam wtedy z panem na dyżurze. Było jeszcze kilka, ale niewiele. 

Jestem trochę starsza od doktora. – Mrugnęła porozumiewawczo. – Spodobało ci 

się?  Louise  już  postanowiła  zapisać  się  na  szkolenie  dla  położnych.  Co  o  tym 

myślisz? Nie zniechęciło cię to do urodzenia własnych dzieci? 

– 

To było piękne, mimo że pani Grayson darła się wniebogłosy. 

– 

Dzielnie się spisała. Dziecko było duże, a ona nie dostała żadnych środków 

przeciwbólowych. 

– 

Masaż na pewno by jej pomógł. Bardzo się wzruszyłam, kiedy okazało się, że 

nie  wiedzą,  co  im  się  urodziło  –  wyznała.  Nie  wiadomo  dlaczego,  ta  uwaga 

rozbawiła Fay i Sama. – Co w tym śmiesznego? Z czego się śmiejecie? 

Fay  nie  mogła  wydobyć  z  siebie  słowa,  co  z  kolei  sprowokowało  kolejny 

wybuch radości Sama. 

– Powiedzcie mi. 
– 

To było jak kubeł zimnej wody – zaczęła Fay, ocierając łzy. – „Mamy córkę, 

Cedriku. To dziewczynka. " 

– 

Oboje znowu wybuchnęli śmiechem. 

– 

Barbarzyńcy. – Odwróciła się na pięcie i wyszła. 

 
Cieszyła  ją  każda  chwila  spędzona  na  oddziale  nagłych  wypadków,  gdzie 

sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. 

Drugą fascynującą sprawą było obserwowanie Samuela w akcji. Był uprzejmy 

w stosunku do każdego pacjenta i cierpliwie słuchał wyjaśnień, co sprowadziło ich 

w  to  miejsce  i  o  takiej  porze.  Był  też  świetnym  nauczycielem:  konsekwentnie 

wyjaśniał Clintowi, po co zadaje kolejne pytania, i stopniowo przyzwyczajał go do 

background image

samodzielności.  Gdy  poczekalnia  nieco  opustoszała,  Clint  pracował  już  sam, 

przekazując swe decyzje Samuelowi za pośrednictwem stanowiska pielęgniarek. 

– Jak nam idzie? – 

zapytał Fay, która wpatrywała się w tablicę. 

– 

Nieźle. Zjawiła się już rodzina pani White. Są niezadowoleni, że ciągle leży u 

nas. 

– 

Zaraz  z  nimi  porozmawiam.  Co  u  małej  Nicole?  Clint,  co  powiedział 

pediatra? 

Clint zerknął do notatek. 
–  Podejrzenie infekcji wirusowej. Punkc

ja  lędźwiowa  niczego  nie  wykazała. 

Wzięli ją do siebie, ponieważ nadal ma wysoką temperaturę. 

– 

Drgawki się powtórzyły? 

– Nie. 
– To dobrze. Co masz teraz w planie? 
– 

Kilka osób, które trzeba pozszywać oraz to, co zostało na tablicy. Na razie. 

– 

Dobrze się spisałeś. 

Clint ruszył w stronę gabinetu zabiegowego, by zająć się zakładaniem szwów 

ostatnim pacjentom. 

– 

Idę porozmawiać z rodziną pani White, a potem pójdę się zdrzemnąć. 

– Pochwalam – 

rzekła Fay. 

Przy łóżku Elsie White siedział jej syn z żoną. 
– 

Niepokoi nas, że mama leży tu od siedmiu godzin. 

Podobno czeka na łóżko,  ale  widzę, że pacjenci,  którzy  zgłosili się  długo po 

niej, już są na oddziałach. Ona ma osiemdziesiąt lat... 

– 

Rozumiem pana niepokój, ale powodem, dla którego matka nadal leży u nas, 

jest to, że wymaga ona łóżka, które jest stale monitorowane. Dostanie urządzenie 

telemetryczne,  które  pozwala  siostrom  z  kardiologii  monitorować  rytm  serca 

pacjenta  leżącego  nawet  na  innym  oddziale  i  w  razie  potrzeby  postawić  w  stan 

gotowości  personel  tego  oddziału.  Problem  w  tym,  że  urządzenie  może  być  na 

drugim  końcu  oddziału lub  sygnał  alarmowy  okaże  się  za  cichy.  Ponadto, łóżko 

pani  White  powinno  być  jak  najbliżej  stanowiska  pielęgniarek.  Stan  innych 

pacjentów nie był aż tak poważny. 

To wyjaśnienie sprawiło wyraźną ulgę panu White'owi. 
– 

Dziękujemy,  teraz  już  wiemy,  dlaczego  nie  przeniesiono  jej  gdzie  indziej. 

Bałem się, że kryje się za tym coś innego. Ze mama czeka tak długo, ponieważ jest 

już bardzo stara. Teraz rozumiem, że jest inaczej. 

Samuel poda

ł mu dłoń. 

background image

– 

Chcemy  mieć  ją  na  oku.  Mam  nadzieję,  że  wkrótce  przeniesiemy  ją  na 

oddział. 

Na stanowisku pielęgniarek czekała na nich Fay. 
– 

Jest łóżko dla pani White na kardiologii. 

– 

Wspaniale.  Teraz  z  czystym  sumieniem  mogę  pójść  spać.  Obudźcie  mnie, 

jeśli będziecie miały problemy. Jak ci się podoba Clint? 

–  Super. – 

Fay energicznie pokiwała głową. – Wie, co robi. A jak nie wie, to 

pyta. Może pan spać spokojnie. 

– 

Na mnie też zrobił dobre wrażenie – potwierdził Samuel. – Oby pozostali byli 

równie dobrzy. N

igdy nic nie wiadomo. Może czeka nas całkiem udane pół roku? 

– Jak leci? – 

spytała Erin Dave'a, który właśnie filmował pijanego młodzieńca. 

Clint zakładał mu szwy na dłoni. 

– 

Bez problemów. Myślałem, że już śpisz. 

– A ty? Jakie masz plany? 
– 

Kiedy  skończymy  tutaj,  pójdziemy  na  kawę.  Idź  spać.  Masz  przed  sobą 

jeszcze co najmniej piętnaście godzin, a mnie o siódmej zmieni Phil. 

Jeszcze  przez  chwilę  przyglądała  się,  jak  Clint  zakłada  szwy  głośno 

chrapiącemu  pacjentowi.  Czuła,  że  powinna  się  przespać,  ale  nie  miała  ochoty 

rezygnować z obserwowania nocnego życia oddziału. 

Po drodze do swojego pokoju spotkała Samuela. 
– 

Serdecznie ci dziękuję. Bardzo mi się tu podoba. 

– 

Ta noc jeszcze się nie skończyła – ostrzegł ją. Gdy ich spojrzenia spotkały 

się, poczuła, że serce skoczyło jej do gardła. Anna ma rację. Tego człowieka warto 

poznać bliżej, przebić się przez tę pozorną szorstkość, by ostrożnie sprawdzić, co 

jest w środku. – Spróbuj zasnąć. 

Jak to zrobić, jeśli on śpi za ścianą? Umyła twarz, wyczyściła zęby i położyła 

się. Leżała, walcząc z emocjami, które tak nieoczekiwanie ją ogarnęły. Czy może 

choćby marzyć, że ktoś tak wykształcony jak Samuel odwzajemni jej uczucia? Ona 

jest  roztargnioną  bałaganiarą,  on  chodzącą  doskonałością.  Ale...  wiedziała,  że  w 

tym człowieku aż wrze od emocji. Widać to było po zmysłowym grymasie, jaki 

zjawiał się na jego wargach. 

Ukryła  twarz  w  poduszce.  Znalazła  się  tutaj  po  to,  by  pracować.  Otrzymała 

ambitne zadanie. Poza tym on na pewno kogoś ma. To całkiem naturalne. Czy ona, 

Erin, może na coś liczyć? Odsunąwszy od siebie wszelkie myśli, w końcu zasnęła. 

Jednak jej umysł nie odpoczywał, jej snami bowiem zawładnął Sam. 

 

background image

Głośne pukanie do drzwi brutalnie przerwało wyjątkowo rozkoszny scenariusz. 
– 

W  drodze  na  oddział  jest  przypadek  z  urazem  wielonarządowym.  – 

Rzeczowy ton Samuela nieprzyjemnie kontrastował ze słodkimi zaklęciami ze snu. 

– Która godzina? – 

Wyskoczyła z łóżka. 

– 

Czwarta piętnaście. Udało nam się trochę pospać. 

W  sali  reanimacyjnej  personel  krzątał  się  wokół  pustego  łóżka.  Pomimo 

potarganych  włosów  i  pogniecionych  szpitalnych  spodni  Jeremy  Foster  nadal 

wyglądał atrakcyjnie. Z dużym zapałem nadal ustawiał się na pierwszym planie. 

– 

Dzień dobry – powitał go sucho Samuel. – Nic mi nie wiadomo o żadnych 

obrażeniach wewnętrznych. 

– Ani mnie – 

dodała Fay, nastawiona równie nieprzychylnie. 

– 

Pomyślałem, że się wam przydam. – Jeremy wcale się nie speszył. – Już nie 

musicie mnie wzywać. 

Spojrzenie,  które  rzucił  mu  Samuel,  uszło  jego  uwagi,  ponieważ  przez  cały 

czas szukał wzrokiem kamery. Ale Marka i Dave'a nigdzie nie było. 

– 

Czy ktoś widział resztę ekipy? – Erin zwróciła się do zebranych. 

– 

Cała  moja  ekipa  jest  już  na  miejscu.  Plus  parę  innych  osób.  –  Zirytowany 

Samuel wskazał Jeremy'ego. – Mój zespół nie ma czasu pilnować twoich ludzi. 

Ro

zejrzała  się  po  wszystkich  kątach,  ale  kamerzysty  nie  znalazła.  Gdy  z 

głośników rozległ się sygnał alarmowy, uznała, że Dave i Mark na pewno zaraz się 

zjawią. 

W  rzeczy  samej.  Nieco  zmiętoszeni  wbiegli  do  sali  tuż  przed  łóżkiem,  na 

którym przywieziono ofiar

ę wypadku. 

–  Samochód kontra drzewo – 

zaanonsował sanitariusz. Dostosował wysokość 

łóżka do łóżka z aparaturą. – Kiedy przyjechaliśmy, pan Whitman był przytomny. 

Godzinę zajęło uwalnianie go z wraku. Otwarte złamanie lewej nogi. – Sanitariusz 

z  pomocą  Samuela ostrożnie  przeniósł  rannego  na  drugie  łóżko.  Przez  cały  czas 

wyliczał obrażenia pacjenta. 

– 

Gdzie  byliście?  –  Mark  milczał,  a  Dave  był  pochłonięty  filmowaniem.  – 

Gdzie byliście? – powtórzyła Erin. 

– 

Towarzyszyliśmy  pacjentowi  na  oddział.  –  Mark zdecydowanie  unikał  jej 

wzroku. Poczuła, że coś przed nią ukrywa, nie mogła jednak drążyć tego tematu, 

ponieważ należało skupić się na wydarzeniach w sali. 

Sanitariusze donieśli również, że oddech rannego dobitnie świadczy o spożyciu 

alkoholu.  Erin  poczuła,  jak  wszystko  w  niej  zawrzało,  gdy  pacjent,  bełkocząc, 

zaczął obrzucać wyzwiskami ludzi, którzy chcieli mu pomóc. 

background image

Ku  rozpaczy  Jeremy'ego  w  jamie  brzusznej  nie  stwierdzono  żadnych 

niepokojących  zmian.  Ostatecznie  okazało  się,  że  poza  jednym  złamaniem  oraz 
licznym

i  drobnymi  skaleczeniami  nic  więcej  mu  nie  dolega.  Gdy  pod  eskortą 

pielęgniarki  wywieziono  go  na  prześwietlenie,  większość  zespołu  wyszła  z  sali. 

Erin została, by przysłuchiwać się rozmowie Samuela z ortopedami. 

– 

Miał  cholerne  szczęście.  Samochód  nadaje  się  na  złom.  Wypił  tyle,  że  aż 

dziw, że pamiętał o zapięciu pasów. I tylko to uratowało mu życie. Ale to złamanie 

jest wyjątkowo paskudne. 

Gdy  pacjenta  wieziono  z  powrotem,  ortopeda  przechwycił  zdjęcia  leżące  na 

łóżku. 

– 

Zaraz do pana wracam. Obejrzę je. 

Pacjent skinął głową. Był już spokojniejszy, ale nadal cierpiał. Erin patrzyła, 

jak Amy sprawdza mu ciśnienie i wymienia maskę tlenową na rurki włożone do 
nosa. 

– 

Jest  pan  pewien,  że  mamy  nikogo  nie  zawiadamiać?  Wkrótce  będzie  pan 

operowany. Miał pan poważny wypadek. 

– To niech pani szafiadomi szone – 

zdecydował się po dłuższej chwili. – I tak 

nie przyjedzie. Bo cieci śpiom. 

Słuchając tego bełkotu, czuła, jak wzbiera w niej gniew, który obudził się, gdy 

po raz pierwszy zobaczyła tego mężczyznę, który sprawił tyle bólu nie tylko sobie, 

ale  żonie  i  dzieciom,  tylko  dlatego  że  pijany  postanowił  zasiąść  za  kierownicą. 

Współczuła pani Waterman, której za chwilę, niemal w środku nocy, ktoś przekaże 

tę wiadomość. 

– Mój portfel. – 

Pacjent machnął ręką w kierunku ubrania, które na razie leżało 

w kącie. – Poda mi pani teczkę? – Popatrzył na Erin, lecz szybko odwróciła wzrok. 
– 

Ej, może mi pani podać teczkę? 

Aż się zjeżyła, słysząc ten ton. Nie miała dla niego ani odrobiny litości. Jedyny 

dobry uczynek, jakiego ten człowiek dokonał tej nocy, to to, że uderzył w drzewo 

zamiast w inny samochód. Przed oczami stanęła jej scena sprzed lat. Przerażony, 

ostrzegawczy  krzyk  ojca  na  widok  reflektorów  bijących  prosto  w  oczy,  i  pisk 

hamulców, gdy ojciec próbował ratować rodzinę. Potem ogłuszający huk, krzyki, 

brzęk tłuczonego szkła i... upiorna cisza. 

Zamknęła  oczy.  Zobaczyła,  jak  sanitariusze  wnoszą  do  karetki  pijaka,  który 

zmasakrował  jej  rodziców,  i  który  nie  zdawał  sobie  sprawy  ze  swojego  czynu. 

Czuła  w  tej  chwili  tę  samą  nienawiść  co  wtedy,  gdy  owinięta  kocem  stała  na 

poboczu, w ramionach policjantki, która usiłowała ją pocieszać. 

background image

– 

Niech mi pani poda teczkę. 

Spojrzała na niego. 
–  Jestem tutaj tylko obserwatorem. – 

Nie  powiedziała  nic  więcej,  ale  to 

wystarczyło, by Fay, Amy i Samuel wymienili pytające spojrzenia. 

– 

Już podaję – pospieszyła Fay. 

– 

Co to ma znaczyć? – wycedził przez zęby Samuel. 

– 

Nic.  Jestem  tu  tylko  obserwatorem.  Wydawało  mi  się,  że  właśnie  o  to  ci 

chodzi. 

– 

Aż  się paliłaś,  żeby  zrobić  masaż  pani Grayson,  szlochałaś z  powodu pani 

White. Co cię teraz napadło? – Wściekły, patrzył jej prosto w oczy. 

Nie kryjąc gniewu, wypaliła prosto z mostu: 
– 

Ten facet mógł zabić całą rodzinę. Nie zasługuje na współczucie. To pijak. – 

Sama  była  zaskoczona  tym,  ile  jadu  potrafi  w  sobie  nosić.  Czuła,  że  ten 

zadawniony gniew dopiero teraz znalazł swobodne ujście. 

Samuel przyglądał się jej przez chwilę, po czym również w nim zawrzał gniew. 
– 

To  jest  pacjent,  mój  pacjent.  Zapamiętaj  to  sobie.  A  teraz  wyjdź.  I  jeżeli 

jeszcze raz zobaczę cię w pobliżu pana Watermana, przegonię całą ekipę. Wyjdź. 

Bez słowa opuściła salę. 
– 

Dlaczego nie jesteś w środku? – zapytał Mark. 

– 

Zdaje się, że nie byłam miła dla pacjenta doktora Donovana. Wyrzucił mnie. 

– 

Z trudem hamowała łzy. 

– 

Ale Dave został? – Nie obchodziło go, co ona czuje. Dla niego najważniejszy 

był reportaż. – Dołączę do Dave'a. Tutaj właściwie nie dzieje się nic ciekawego. 

Idź  się  przespać,  przez  ten  czas  Donovan  ochłonie.  Humorzasty  facet...  Nie 

przejmuj się. 

Ale nie dane jej było uniknąć gniewu Samuela. Zatrzymał ją tuż pod drzwiami 

jej pokoju. 

– 

Co ci się stało? – zapytał. 

– 

Wściekłam  się.  Był  taki  pijany,  że  ledwie  mówił,  i  kiedy  powiedział:  „Ej, 

może mi pani podać teczkę"... Nie toleruję takiego zwracania się do mnie – broniła 

się, wiedząc jednocześnie, że jest na straconej pozycji. 

– 

Uważasz,  że  pacjent  ma  spełniać  twoje  feministyczne  kryteria?  –  Sam nie 

krył rozdrażnienia. – Czy mam nazywać cię pani Casey? Tak byłoby lepiej? Ale z 
ciebie hipokrytka. 

– Nie jestem hipokrytka – 

rzuciła urażona. 

– 

Jesteś,  jesteś.  I  to  niezłą.  Uważasz  się  za  istotę  szalenie  uduchowioną, 

background image

pozbawioną  materialistycznych  pobudek.  Łatwo  mówić,  że  pieniądze  są  bez 

znaczenia, jeśli się je ma. Nietrudno wtedy przechwalać się szczytnymi ideałami, 

wspierać grupkę dzieci i nie jeść mięsa. Uwierzyłaś w to, że jesteś dobroczyńcą 

ludzkości.  Ale  jak  przychodzi  co  do  czego,  okazuje  się,  że  jesteś  mieszczańską 

jaśnie panią, której tak szczerze nienawidzisz. 

– 

To nieprawda. Staram się coś zmienić. Wiem, że niewiele mogę. Nie każdy 

ma szansę wracać do domu w przekonaniu, że uratował komuś życie. Robię, co 

mogę. – Starała się nie rozpłakać. – Dlaczego stale ze mnie drwisz? Nie wszyscy 

są tacy jak pan, panie doktorze. 

Nie wzruszyła go ta tyrada. 
– 

Starasz się? Naprawdę tak uważasz? Powiem ci tylko tyle: robisz coś wtedy, 

kiedy masz na to ochotę, kiedy to jest politycznie poprawne. Gdy w grę wchodzi 

okrutna rzeczywistość, prawdziwe problemy, wcale nie jesteś taka szlachetna. 

– Owszem, jestem. Ten facet jest sam sobie winien. Gdyby 

nie pił... 

– Jeszcze dwa tygodnie temu – 

nie pozwolił jej dokończyć – mój pacjent miał 

przyjemnie ułożone życie. Kierownicze stanowisko, żona, dzieci... Przez ten czas 

wszystko legło w gruzach. Wczoraj wieczorem żona oznajmiła mu, że go rzuca i 
zabiera dzi

eci.  Zdaje  się,  że  nie  miała  ochoty  być  żoną  straconego  faceta.  Pan 

Waterman  zrobił  to,  co  w  takiej  sytuacji  robi  mnóstwo  ludzi:  postanowił  utopić 

swoje  problemy  w  kieliszku.  Jego  błąd  polegał  na  tym,  że  postanowił  pojechać 

tam, gdzie zatrzymała się żona, aby przemówić jej do rozsądku. 

Erin słuchała przerażona. 
– 

Nie tylko stracił pracę, żonę i dzieci, ale może okazać się, że wyjdzie stąd bez 

nogi.  I  bez  prawa  jazdy.  Ma  przed  sobą  kilka  miesięcy  rehabilitacji,  sprawę  o 

prowadzenie pod  wpływem  alkoholu oraz  skomplikowany  rozwód.  Do  szczęścia 

brakuje mu tylko zarozumiałej dziennikarki. To jest oddział nagłych wypadków. 

To  nie  jest  ekskluzywny  klub,  do  którego  nie  wpuszczają  bez  krawata.  Tutaj 

wszyscy są równi, wszyscy zasługują na naszą opiekę. Jeśli nie potrafisz zdobyć 

się na współczucie wobec kogoś, komu los sprawił zawód, mogłabyś postarać się o 

odrobinę szacunku dla samej istoty ludzkiej. 

Milczała. Wiedziała, że zasłużyła na to gniewne spojrzenie i oskarżycielski ton. 
 

background image

Rozdział 6 

 
Nie mogła zasnąć. Z jednej strony ciągle nie mogła ochłonąć z wrażenia, jakie 

zrobiły  na  niej  słowa  Samuela,  z  drugiej  nie  dawał  jej  spokoju  jej  własny, 

niespodziewany wybuch nienawiści do obcego człowieka. Przecież wbrew temu, 

co  zarzucał  jej  Samuel,  los  innych  ludzi  wcale  nie  był  jej  obojętny.  Na  dodatek 

ponownie  odezwał  się  zadawniony  ból  wywołany  stratą  rodziców,  ich 

bezsensowną śmiercią. Tej pustki niczym nie da się wypełnić. Nie płakała, bo łzy 

wydały się jej zbyt marną ofiarą na ołtarzu rozpaczy. 

Nie  zareagowała  na  pukanie  do drzwi, ani nawet wówczas, gdy Samuel 

przysiadł na brzegu łóżka. 

– 

Twoi rodzice zginęli w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę? – 

Zamilkł na chwilę. – Nie mogłem przypomnieć sobie szczegółów. Dopiero Fay mi 

pomogła. 

– 

Ona to pamięta? 

– 

Rozmawiałem z nią o tym w środę, po twoim wyjściu. Pamiętała twoją twarz, 

ale nie mogła przypomnieć sobie skąd. – Zawahał się. – Erin, ludziom z zewnątrz 

możemy się wydawać gruboskórni i cyniczni, ale my też to przeżywamy. Ciebie i 

Annę spotkała ogromna tragedia. Każdy, kto był wtedy na dyżurze, zabrał jej część 

ze sobą. Nie można porównać tego z waszymi przeżyciami, ale chcę ci powiedzieć, 

że doskonale rozumiemy, jaką poniosłyście wtedy stratę. 

– 

To było bardzo dawno temu – odrzekła obojętnym tonem. 

– To jest bez z

naczenia. I nadal musi boleć. 

Jego słowa sprowokowały jej długo hamowane łzy. 
– 

Biedny Waterman. Czy mam go przeprosić? 

– 

Erin, ty nie zrobiłaś nic złego, to ja zareagowałem zbyt gwałtownie. 

– 

O nie. Nie mogłeś nie słyszeć, jak się do niego odezwałam. 

–  Je

st  tak  załamany,  że  nie  ma  nawet  pojęcia,  który  teraz  jest  rok.  Mimo 

wszystko jednak należy mu się szacunek. Twoja postawa nie była godna pochwały, 

ale  w  sumie  zachowałaś  się  dość  normalnie.  To  ja  przesadziłem.  Nie  pytaj 
dlaczego. Ale tak jak ty, po prostu 

się wściekłem. 

Z  pudełka  na  stoliku  wyjął  kilka  chusteczek,  ale  zamiast  podać  je  Erin, 

delikatnie zaczął ocierać łzy spływające jej po policzkach. Zaszokował ją ten czuły 

gest.  Przez  łzy  dostrzegła  w  jego  oczach  coś,  co  było  czymś  więcej  niż 

współczuciem.  W tej samej chwili zdała sobie sprawę, jak bardzo ona sama  jest 

background image

uczuciowo zaangażowana. 

– 

Mam nie pytać dlaczego, bo nie wiesz, czy dlatego że nie chcesz powiedzieć? 

– 

zapytała niepewnym głosem. 

– Jedno i drugie. 
Patrzyła mu prosto w oczy. Z całego serca pragnęła, by ją przytulił, scałował jej 

smutek, kierując się tym, co oboje do siebie czują. Ale tak się nie stało. Samuel 

wstał,  zgasił  światło  i  wyszedł.  A  ona  pozostała  ze  swoimi  myślami  i  nowymi 
pytaniami. 

Była  bardzo  zmęczona,  piekły  ją  oczy  i  bolały  nogi,  ale  jej  umysł  był  zbyt 

pobudzony,  by  pozwolić  jej  zasnąć.  Postanowiła  przejść  się  po  oddziale.  Mark 

nareszcie pojechał do domu, więc w tym obchodzie towarzyszył jej Dave, filmując 

wszystko  po  drodze.  Kilka  pielęgniarek  sennymi  ruchami  uzupełniało  zapasy 

środków  opatrunkowych,  inne  były  zajęte  nielicznymi  już  pacjentami.  Samuel  i 

Clint zakładali szwy w dwóch gabinetach zabiegowych. W poczekalni spało kilku 

pijanych, którym nie zależało na czasie. 

Louise podeszła do tablicy, na której Fay wprowadzała aktualne informacje. 
– 

Przenosimy łóżeczko numer jeden na pediatrię – oznajmiła Louise. 

– 

Co orzekł pediatra? 

– 

Zapalenie  oskrzelików  i  nieznaczne  odwodnienie.  Mała  ma  kłopoty  ze 

ssaniem. Na pediatrii podłączą ją do kroplówki. 

– 

Czy nasz oddziałowy pediatra jest ciągle u nas? – zapytała Fay. 

– 

Tak, kończy wpisy. 

– 

Powiedz  mu,  żeby  podłączył  kroplówkę  już  tutaj.  Takie  nieznaczne 

odwodnienie  może  błyskawicznie  stać  się  poważnym  odwodnieniem.  –  Fay 

uśmiechnęła  się  do  Erin.  –  Na  nagłych  wypadkach  zawsze  jest  jakiś  lekarz, a 

pediatra w każdej chwili może być wezwany gdzie indziej. Jeśli nasz oddziałowy 

pediatra  podłączy  małą  do  kroplówki  i  spisze  stosowne  polecenia,  pielęgniarki 

będą spokojniejsze. 

Erin słuchała Fay z podziwem. Ta kobieta jest urodzonym nauczycielem. 
– 

Kierowanie  takim  oddziałem  to  ogromna  odpowiedzialność.  Jak  ty  sobie  z 

tym radzisz? 

– 

Dzięki sernikowi. – Roześmiała się, wkładając do ust kęs ciasta. 

– 

To  musi  być  strasznie  absorbujące.  Myślisz  w  domu  o  pacjentach,  czy 

potrafisz się wyłączyć i o nich zapomnieć? 

Fay zerknęła nieśmiało na kamerę, po czym się roześmiała. 
– 

Przepraszam. Nie mogę się opanować. 

background image

– 

Fay, przestań. Proszę cię. Muszę przeprowadzić parę wywiadów. 

– 

Nie przeszkadza mi, jak za mną chodzicie, ale jak tylko Dave wyceluje mi 

to-to pro

sto w twarz, a ty zaczynasz zadawać pytania takim rzeczowym tonem... 

Louise, która po chwili wróciła do stanowiska pielęgniarek, też nie spisała się 

przed  kamerą.  Nie  dostała  wprawdzie  ataku  śmiechu  jak  Fay,  ale  zalotnie 

trzepotała rzęsami, zmysłowo oblizywała wargi i uwodzicielskim głosem udzielała 
odpowiedzi na pytania. 

Tym razem roześmiała się Erin. 
– 

Louise,  błagam,  postaraj  się  zachowywać  naturalnie.  Kręcimy  poważny 

reportaż, a nie film erotyczny. 

– 

O tej porze nic z nich nie wyciśniesz. – Wiedziała, że to on. – Fay, szycie 

prawie skończone. Ostatnich klientów zostawiłem Clintowi. – Pociągnął nosem. – 

Czujecie zapach bekonu? Stołówka ruszyła. Chyba pójdę na śniadanie. 

– 

I mocną kawę. 

Przytaknął. 
– 

Zanosi się na pracowity poranek. Mamy sporo rąk do zrobienia, a sądząc po 

liczbie zdjęć rentgenowskich, będzie też dużo gipsowania. 

– 

Jej też przyda się mocna kawa – stwierdziła Fay, widząc, że Erin ziewa. 

Samuel gestem zaprosił ją, by mu towarzyszyła. 
– 

Muszę wziąć portmonetkę. – Nagle poczuła się tak samo skrępowana jak Fay 

i Louise. 

– 

Myślę, że mogę ci postawić grzankę z bekonem. 

– 

Wykluczone. Sama za siebie płacę. A poza tym nie jem mięsa. 

– 

Ruch wyzwolenia nieźle namieszał... – zrzędził, idąc za nią do jej pokoju. – 

Zanim tam dojdziemy, na pewno odezwie się ten mój cholerny pager. – Zamiast 

grzecznie  poczekać  pod  drzwiami,  wmaszerował  do  środka.  –  O rany! Brakuje 

tylko kotka na dywaniku. Czy mam zasunąć parę roślinek z oddziału, żeby było tu 
jeszcze bardziej przytulnie? 

– 

To tylko książki i kosmetyki. 

– 

Jeśli  masz  takie  potrzeby  na  jedną  noc,  to  lepiej  by  było,  żeby  następnym 

razem nie wysłali cię na pustynię. Gdyby miało to trwać kilka tygodni, musieliby 

przydzielić ci dodatkowego wielbłąda. 

Po drodze do kantyny zatrzymali się przy kiosku, aby kupić niedzielne wydanie 

gazety. Erin natychmiast otworzyła ilustrowany dodatek, by przeczytać horoskop. 

Miejmy nadzieję, że się sprawdzi, pomyślała. 

– Co mnie czeka? – 

zapytał Samuel. 

background image

– 

Nie udawaj, że w to wierzysz. Nie musisz sprawiać mi przyjemności. 

– Nie mam zamiaru. Przeczytaj, co czeka Byka w tym tygodniu. 
– 

Ty też jesteś spod znaku Byka? – zapytała. 

– 

A nie zachowuję się jak Byk? 

Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. Prostolinijny, zmysłowy, porywczy. 
– 

Chyba  tak.  Rozmawiając  z  lekarzem  izby  przyjęć,  wyglądasz  jak 

rozwścieczony byk. 

– 

Czytaj, co mówią gwiazdy. 

Czytając, mimo woli zaczerwieniła się. 
– 

„Zaufaj losowi. Podejmij tę fantastyczną podróż, która jest ci pisana. Nawet 

tobie należy się odrobina uczucia i wyrozumiałości. Zwróć szczególną uwagę na 

urzędowe listy... " 

– 

Obejmuje  to  połowę  ludności.  Na  pewno  z  dużym  zainteresowaniem 

przeczytam wyciąg z banku. 

– Ten astrolog jest bardzo rzetelny – 

broniła się. 

– 

I bez wątpienia bardzo bogaty. 

Erin wybrała muesli, a Samuel górę grzanek z bekonem. 
– Na pewno nie chcesz? – 

Przysunął bliżej talerz z grzankami. – To jest o wiele 

smaczniejsze od tej twojej końskiej paszy. 

– 

Ale ona nie zatyka tętnic wieńcowych. 

– 

Nie krępuj się. Przecież masz ochotę... 

– A propos 

tętnic. Nie wyjaśniłeś mi do końca, dlaczego pani White nie dostała 

łóżka kardiologicznego. 

– 

Dostała, choć musiała na nie trochę poczekać. – Westchnął. – Widzę, że się 

nie wykręcę. Trudno. Pytaj. 

– 

Dlaczego  czekała  tak  długo,  a  to  łóżko  przez  cały  czas  było  wolne? 

Wiedziałeś, że jej syn jest niezadowolony, że masz telewizję na oddziale, i że masz 

wolne łóżko. Mimo to kazałeś jej czekać siedem godzin. To nienajlepsza reklama... 

– 

Postaram się to wyjaśnić. Wyobraź sobie, że od pięciu lat masz męża, jakieś 

dzieci i znowu jesteś w ciąży. 

– Co to ma do rzeczy? 
–  W

yobraź sobie, że twój małżonek ma zawał. Pracował bardzo ciężko, żeby 

stale uzupełniać twoje zasoby kryształów i wonnych olejków. 

Miała ochotę go kopnąć. 
– 

Mój  mąż  nie  byłby  zestresowany.  Stosowałabym  aromaterapię,  masaż 

relaksujący... 

background image

– 

Podejrzewam, że to by go dobiło. Miałby podwyższony cholesterol... 

– 

Wykluczone. W przeciwieństwie do ciebie, nie śliniłby się na widok bekonu. 

– 

Strasznie  nudny  facet.  Pozwolisz  mi  dokończyć?  Twój  małżonek  ma 

poważny  zawał.  Jak  byś  się  czuła,  gdyby  ci  powiedziano,  że  wszystkie  łóżka 

kardiologiczne są zajęte? 

– 

Byłabym  zawiedziona,  ale  taki  jest  system  opieki  zdrowotnej.  Nie 

oczekiwałabym,  że  jedno  łóżko  zawsze  stoi  puste,  na  wypadek  gdyby  mój  mąż 

dostał zawału. 

– 

Słusznie.  Takiej  samej  odpowiedzi  udzieliłem  zarządowi  szpitala, kiedy 

omawialiśmy  ten  problem.  Teraz  liczę  na  twoją  szczerość:  jak  byś  się  czuła, 

dowiedziawszy się, że łóżka te są zajęte przez stuletnich staruszków? 

Ściągnęła brwi. 
– 

Musiałabym się z tym pogodzić. Sam powiedziałeś, że każdemu należy się 

opieka. To, 

że  ktoś  jest  stary...  –  Zamilkła,  starając  się  wyobrazić  sobie  ten 

scenariusz. 

– 

Widzisz, że to nie takie proste. 

– 

W końcu jednak położyliście panią White na tym specjalistycznym łóżku. Co 

by było, gdyby chwilę później przywieziono wam młodego zawałowca? 

Dopił kawę. 
– 

Jak już zauważyłaś, nie możemy w nieskończoność trzymać wolnego łóżka. 

To jest trochę jak spacer na linie. Gdyby przywieziono kogoś takiego po drugiej w 

nocy, znalazłoby się dla niego łóżko na kardiologii. Najpierw zajęlibyśmy się nim 
na nag

łych  wypadkach,  a  potem,  rano,  na  kardiologii  wygospodarowano  by  dla 

niego łóżko. Spędziłby u nas zaledwie sześć czy siedem godzin. To dlatego lekarz 

izby przyjęć czekał z przeniesieniem pani White. On ma piekielnie odpowiedzialną 

pracę. Patrząc realistycznie, mogło to być ostatnie łóżko kardiologiczne w całym 

mieście. Możesz to zinterpretować w dwa sposoby. – Patrzył jej prosto w oczy. – 

Możesz nas pokazać jako grzeszników lub świętych. Ale musisz pamiętać, że nikt, 

absolutnie  nikt,  nie  lubi  zastępować  pana  Boga.  Mimo  to  jesteśmy  zmuszeni 

podejmować  trudne  decyzje  i  starać  się  robić  wszystko  w  miarę  naszych 

możliwości.  Nie  rozmawiajmy  już  o  pracy.  –  Uśmiechnął  się  łobuzersko.  – 

Proponuję grzankę z bekonem. 

Wolała  udać,  że  czyta  ogłoszenia  najmu,  podczas  gdy  w  rzeczywistości 

rozważała  jego  słowa.  On  ma  rację,  pomyślała  niechętnie,  zapach  bekonu  jest 

piękny.  Wegetarianką  została  całkiem  świadomie  kilka  lat  temu.  Podjęcie  tej 

decyzji było względnie łatwe, ale zapach bekonu niewątpliwe ma coś w sobie... 

background image

– Co czytasz? 
– 

Gazetę. 

– 

Widzę. Dlaczego przeglądasz ogłoszenia lokalowe? 

Odłożyła gazetę. Nadal było jej głupio z powodu wieczornego incydentu, a na 

dodatek czuła się niepewnie sam na sam z nim. Lecz on wyraźnie nie zdawał sobie 
z tego sprawy. 

–  Szukam sublokato

ra.  Chciałam  sprawdzić  ceny,  ale  nie  znalazłam  żadnych 

ofert z Camberwell. 

– 

Wszystko przejrzałaś? 

– 

Oczywiście – skłamała. 

– 

Najwięcej  ogłoszeń  jest  w  sobotnim  wydaniu.  Myślę,  że  tam  coś  by  się 

znalazło.  Wiesz  co?  –  Zauważył  jej  zakłopotanie.  –  Mam  sobotnią  gazetę  w 
samochodzie. 

Później ci ją dam. – Popatrzył na nią uważnie. – Co napiszesz w ogłoszeniu? 

„Wegetarianka, kochająca kryształy, masaże i aromaterapię, szuka współlokatora"? 

Uważaj, bo nie wiadomo, jakie oszołomy zainteresuje taki anons. 

Odstawiła filiżankę. 
– 

Jestem oszołomką i hipokrytką, tak? 

– 

Skądże  znowu.  Radzę  ci  tylko  poważnie  się  zastanowić,  zanim  wpuścisz 

obcych ludzi do swojego domu. Dlaczego szukasz sublokatora? 

Wahała  się,  lecz  już  po  chwili  była  zaskoczona  tym,  z  jaką  otwartością 

przedstawia mu swoją sytuację. 

– 

Zgadzam się z twoją siostrą. To bardzo poważne zobowiązanie. 

– 

Nie mogę sprzedać tego domu. Nie zrozumiesz tego. 

– 

Rozumiem znacznie lepiej, niż myślisz. Mój ojciec umarł kilka lat temu, a 

matka jest bardzo chora. Prz

ebywa  w  domu  opieki.  Dom  stał  pusty,  a  ja  nie 

mogłem  się  zdobyć  na  to,  żeby  go  sprzedać.  Ale  były  tylko  dwie  możliwości: 

sprzedam go albo popadnie w kompletną ruinę. Nie było mi łatwo. 

– 

Dlaczego sam w nim nie zamieszkałeś? 

– 

Trudno  się  z  tym  pogodzić,  ale  w  końcu  przychodzi  taki  dzień,  kiedy 

uświadamiamy  sobie,  że  przeszłość  nie  wróci,  a  trwanie  w  tym  złudzeniu  i 

niesprzedawanie rodzinnego gniazda tylko przedłuża udrękę. 

Miał rację, ale ona jeszcze nie chciała o tym słuchać. Wolała zmienić temat. 
–  Praca p

rzez  tyle  godzin  musi  być  bardzo  męcząca.  I  na  pewno  stwarza 

napięcia  w  związku.  –  Zaczerwieniła  się.  Chciała  tylko  zmienić  temat,  a  nie 

wypytywać go o jego życie prywatne! Mimo to bardzo chciała poznać odpowiedź. 

background image

– 

Nie mam czasu na związki – odparł po prostu. 

– 

Nie wierzę. Chcesz przez to powiedzieć, że jeśli ktoś decyduje się na taką 

pracę jak ty, skazuje się na pas cnoty? 

– 

Nie wiem, czy pas cnoty pasowałby do mojej anatomii. – Parsknął śmiechem. 

– 

Większość lekarzy ma rodziny. I zapewne jest to jedyna rzecz, która pozwala im 

nie zwariować. Miałem na myśli tylko siebie. 

– 

Nigdy nie byłeś w żadnym związku? – spytała z niedowierzaniem. 

– 

Byłem.  –  Spochmurniał.  –  Nawet  przez  chwilę  byłem  żonaty.  Ale  to  się 

rozpadło. 

– Dlaczego? 
– 

Rozumiem, że to zostanie między nami. 

Przytaknęła. 
– Nie twoja sprawa. – 

Roześmiał się, co bardzo ją rozzłościło. 

– 

Chyba nie jesteś gejem?! 

– 

Nie owijasz niczego w bawełnę. Nie, nie jestem gejem. Skąd ten pomysł? 

– 

Bo tak się wykręcasz. 

– 

Erin, nie zapominaj, że jesteś dziennikarką. To nie ułatwia pogawędki przy 

śniadaniu.  A  gdybym  nawet  był  gejem?  Czy  to  ważne?  Jak  na  osobę,  która 

twierdzi, że jest taka wyzwolona, miewasz bardzo konserwatywne poglądy. 

Nie wiedziała, co powiedzieć. Nie przejęłaby się, gdyby cały oddział nagłych 

wypa

dków brał udział w dorocznej paradzie gejów, pod warunkiem że nie byłoby 

wśród nich Samuela. Zdawała sobie sprawę, że bardzo się różnią, ale coś takiego 

zupełnie by nie pasowało do tego równania. 

Pochylił się nad stołem. 
– 

No dobrze, ujmę to inaczej. Po prostu nie nadaję się na męża. Ty wyrzekłaś 

się  mięsa,  ja  postanowiłem  nie  żenić  się.  Czasami  wydaje  mi  się  to  całkiem 

kuszące. – Spojrzał na resztki na swoim talerzu. – Dobrze o tym wiesz. Ale należy 

patrzeć szerzej i trzymać się swoich decyzji. 

– 

Małżeństwo  i  grzanka  z  bekonem  to  dwie  zupełnie  różne  sprawy  – 

zauważyła, i w tej samej chwili zapiszczał pager. 

– 

Jestem uratowany. Pora wracać do roboty. 

Idąc za nim wąskim korytarzem, zastanawiała się, dlaczego taki fantastyczny 

facet postanowił się nie wiązać. Wiedziała, że nie ma szansy, by zainteresował się 

kimś takim jak ona, ale przecież musiały być inne kandydatki. Dlaczego wykreślił 

małżeństwo ze swojego życia? Jak spoważniał, gdy wspomniał o tamtym związku! 

Była żona musiała bardzo go zranić. Erin uznała, że kimkolwiek była ta kobieta, 

background image

musiała być niespełna rozumu. Jak można nie chcieć kogoś takiego? 

 

background image

Rozdział 7 

 
Zanim dotarli na oddział, przyszła nowa zmiana, a poczekalnia znów zaczęła 

wypełniać  się  pacjentami.  Większości  należało  zmienić  opatrunki  na 
po

kiereszowanych  rękach  lub  założyć  gips.  Samuel,  mimo  że  spał  zaledwie  trzy 

godziny, wszystkich traktował uprzejmie i cierpliwie. 

Niektórzy mieli kaca i czuli się niepewnie, inni postanowili dać upust swemu 

niezadowoleniu z tego, przez co przeszli tu minionej nocy. Wszystkim Samuel 
okazywał  współczucie  i  szacunek.  Większość  pacjentów  opuszczała  oddział  w 

przekonaniu, że warto było tutaj przyjść. 

Czas  płynął  szybko,  chociaż  tłok  był  mniejszy  niż  w  tygodniu,  o  czym 

poinformował  ją  personel.  Mimo  to  wózki  były  w  ciągłym  ruchu.  Przewożono 

nimi pacjentów w ocieplaczach na stopach lub takich, którzy, jęcząc, trzymali się 

za  kostki.  Poza  tym  było  mnóstwo  skaleczeń  i  upadków.  Jeremy  nareszcie 

doczekał  się  kilku  pacjentów  skarżących  się  na  bóle  w  jamie  brzusznej,  a 
sp

ecjaliści od klatki piersiowej mieli pełne ręce roboty przy astmatykach, którym 

dokuczyła upalna, wilgotna pogoda. 

– 

Gorzej  jest  w  Sydney.  Tam  jest  wysoka  wilgotność  –  wyjaśniła  Vicky, 

stukając w klawiaturę komputera. – Pracowałam tam przez jakiś czas. Ta mała nie 

jest w najgorszym stanie, ale trzeba ją przyjąć, zrobić badania i dać nebulizator. 

– 

Moja  siostra  też  cierpi  na  astmę  –  oznajmiła  Erin.  –  Normalnie  używa 

spreyów. ale gdy jej się pogarsza, musi przejść na nebulizator. Była już tutaj kilka 
razy. 

Vicky nie zdążyła odpowiedzieć, bo przed okienkiem stanęła para staruszków. 

W szparę pod pancerną szybą bardzo blady mężczyzna wsunął skierowanie. Vicki 

przeczytała  je,  po  czym  przedstawiła  mu  Erin  i  wyjaśniła  cel  jej  obecności  na 
oddziale. 

–  A ja nazywam 

się  Vicki  Lynbrook  i  mam  teraz  dyżur.  Dokucza  panu  ból 

pleców? 

Pan Reed już miał coś powiedzieć, lecz uprzedziła go małżonka: 
– 

Mówiłam  mu,  żeby  nie  wchodził  na  drabinę.  Taki  stary,  a  taki  głupi.  Nic 

dziwnego, że teraz boli go krzyż. 

– 

To  nie  ma  żadnego  związku  z  drabiną  –  zirytował  się  starszy  pan.  –  Na 

drabinę wchodziłem wczoraj. A plecy zaczęły mnie boleć dzisiaj. 

– 

Możliwe, że nie posłużył panu wysiłek. 

background image

Erin  z  uśmiechem  obserwowała  kłótliwą  parę,  spodziewając  się,  że  Vicki 

zakwalifikuje pana Reeda do tr

zeciej  lub  czwartej  kategorii,  lecz  ona  zdawała 

kolejne pytania. 

– 

Spadł pan z drabiny? Czy wykonał pan duży wysiłek? Staruszek zaprzeczył. 

– 

Czy ma pan kłopoty z kręgosłupem? 

Potrząsnął głową. Nagle, zlany potem, uchwycił się blatu. 
Vicki natychmiast naci

snęła  guzik  na  biurku,  wybiegła  na  drugą  stronę  i 

posadziła go na krześle. 

–  Przepraszam.  – 

Z trudem łykał powietrze. – Zakręciło mi się w głowie. Już 

jest dobrze. 

Vicki  nadal  wypytywała  pana  Reeda,  gdy  pielęgniarka  wtoczyła  łóżko  na 

kółkach. 

– Czy boli pa

na coś jeszcze? 

Sięgnął ręką do brzucha i pokiwał głową. 
– 

Nie powiedziałeś mi o tym – zauważyła jego żona. 

– 

Bo nie dałaś mi dojść do słowa. 

– 

Proszę się położyć. – Gdy obydwie pielęgniarki pomagały mu wspiąć się na 

wózek, Erin z przerażeniem usłyszała polecenia, jakie Vicki wydawała koleżance. 
– 

Natychmiast  na  oddział.  I  wezwij  doktora  Donovana.  To  może  być  tętniak 

rozwarstwiający. – Zwróciła się do Erin. – Pewnie was to zainteresuje. 

Pielęgniarka mocowała się z wózkiem. 
– 

Pomożesz mi? – rzuciła pod adresem Erin. Wspólnymi siłami przepchnęły go 

przez ciężkie, wahadłowe drzwi. 

– Z czym mamy tu do czynienia? – 

zapytał Samuel. 

Przedstawił się panu Reedowi, po czym wysłuchał relacji Jenny. 
– 

Vicki  powiedziała,  że  pan  Reed  odczuwa  ból  w  plecach,  i  że  pan doktor 

powinien go szybko zbadać. To wszystko. 

– 

Skarżył się również na ból brzucha – dorzuciła Erin i natychmiast ugryzła się 

w język. Lecz tym razem Samuel przyjął jej uwagę z nieskrywaną aprobatą. 

– 

Muszę  zbadać  brzuch,  panie  Reed.  –  Gdy Sam rozbierał  pacjenta,  Jenny 

wydobyła  szpitalną  koszulę  spod  wózka.  –  Przyda  się  tlen.  Jakie  pacjent  ma 

ciśnienie?  –  zapytał  młodą  pielęgniarkę,  która  nie  mogła  sobie  poradzić  z 

aparaturą.  –  Najpierw  należy  odkręcić  dopływ  tlenu  –  zwrócił  jej  uwagę, 

nakładając pacjentowi maskę. – Teraz podamy panu tlen. Wiem, że odczuwa pan 

silny  ból,  więc  kiedy  tylko  będziemy  wiedzieli,  co  panu  dolega,  dostanie  pan 

środek przeciwbólowy. – Położył dłoń na ramieniu staruszka. – Odwagi. Jest pan 

background image

w dobrych rękach. 

Spojrzenie pacjenta n

ieco się rozpogodziło. Erin miała przed sobą człowieka, 

który  pojawił  się  w  poczekalni  zaledwie  dziesięć  minut  temu,  i  oto  już  leżał  na 

wózku. Ale jego blada twarz dobitnie świadczyła o poważnym stanie. 

– 

Przygotuj  kroplówkę.  Potrzebne  nam  będą  grube  wenflony.  Zadzwoń  po 

chirurgów...  – 

Mimo  że  w  sposób  jasny  i  przejrzysty  zwracał  się  do  Jenny,  ta, 

wyraźnie  nie  zdając  sobie  sprawy  z  powagi  sytuacji,  ruszyła  do  wyjścia.  –  Nie 

odchodź  –  powiedział  opanowanym  tonem,  mimo  że  Erin  wyczytała  w  jego 
spojrzeniu iryt

ację. – Naciśnij guzik i niech ktoś ci to wszystko przyniesie. Wezwij 

też kogoś do pomocy. 

W szparze w zasłonce ukazała się znajoma twarz. 
– 

W porządku? 

Samuel  nie  marnował  czasu  na  wypytywanie  Fay,  co  robi  na  oddziale  przed 

czasem. Wystarczyło jedno jego spojrzenie, a dzielna Fay wzięła się do roboty. 

– 

Jak tylko doktor Donovan założy panu kroplówkę i pobierze krew, przewiozę 

pana do innego pomieszczenia, gdzie będziemy mieli więcej miejsca. 

Po  chwili  Samuel  zwolnił  hamulec  wózka  i  przełączył  aparaturę  tlenową  do 

butli umieszczonej pod spodem. 

– 

Jenny,  zaprowadź  panią  Reed  do  pokoju  dla  rodzin  i  powiedz  jej,  że  za 

chwilę ktoś do niej przyjdzie. 

Erin nie miała już wątpliwości, że sytuacja jest bardzo poważna, lecz Samuel i 

Fay nie dali niczego po sobie pozna

ć.  Gdy  przy  pomocy  przewoźnego  aparatu 

wykonano  komplet  zdjęć  rentgenowskich,  na  miejscu  był  już  Jeremy  Foster  ze 

stażystką.  Tym  razem  nie  wykazywał  najmniejszego  zainteresowania  kamerami. 

Nie  tracąc  czasu  na  zbędne  uprzejmości,  przystąpił  do  badania  jamy  brzusznej 

chorego, który marniał w oczach. Badając tętnicę udową, spojrzał wymownie na 
Samuela. 

– USG? Jest przygotowane. 
Jeremy potrząsnął głową. 
– 

Od razu na operacyjną. Niech ich ktoś zawiadomi. 

– 

Już to zrobiłem. Pobraliśmy krew i mamy zdjęcia. Brakuje tylko podpisu pod 

zgodą na operację. 

– 

Zajmij  się  tym,  Shona  –  Jeremy  zwrócił  się  do  stażystki.  –  Idę  się 

przygotować. 

–  Jeremy...  – 

Wystarczyło  jedno  słowo  Samuela,  by  chirurg  zatrzymał  się.  – 

Pacjent zgłosił się do nas, ponieważ bolały go plecy. Trzeba mu wyjaśnić, co się 

background image

stało. Ja porozmawiam z jego żoną. 

Jeremy  Foster  podszedł  do  wózka.  Zerknąwszy  na  jego  twarz,  Erin 

zorientowała się, że jest zdenerwowany. 

– 

Panie  Reed,  ma  pan  tętniaka  rozwarstwiającego  aorty,  inaczej  mówiąc, 

tętnicy głównej, która zaczęła przeciekać. – Na odwrocie formularza pospiesznie 

narysował  szkic.  –  Zdaję  sobie  sprawę  z  tego,  że  jest  to  dla  pana  ogromne 

zaskoczenie, ale musimy pana jak najszybciej operować, ponieważ tętniak może w 

każdej chwili pęknąć. – Rozmowa z pacjentem nie szła Jeremy'emu tak gładko jak 

Samuelowi,  lecz  w  sposób  równie  taktowny  przekazał  mu  szczegóły  oraz 

zagrożenia. Informowanie kogoś, że może umrzeć na stole operacyjnym, wydało 

się  Erin  okrutne,  lecz  wiedziała,  że  takie  ostrzeżenie  należy  do  obowiązków 
lekarza. – 

To bardzo poważna operacja. – Pacjent skinął głową. – Czy zrozumiał 

pan, co powiedziałem? – Uśmiechnął się do chorego. – Ja umiem to robić, panie 
Reed – 

szepnął. Stał teraz tyłem do kamery, więc ten uśmiech i słowa otuchy były 

prze

znaczone wyłącznie dla pacjenta. – Potrzebny  mi będzie pański podpis. Czy 

chce pan o coś jeszcze zapytać? 

Pan Reed złożył niezgrabny podpis, po czym chciał zdjąć z twarzy maskę, ale 

zabrakło mu siły. Wyręczył go Jeremy. 

– 

Moja żona... 

–  Jest tutaj. –  W drz

wiach  stał  Samuel  ze  struchlałą  panią  Reed.  –  Idź  się 

przygotować, Jeremy. Dzięki. 

Pani Reed podeszła do męża. Erin ze ściśniętym sercem obserwowała tę scenę. 

Co ona mu powie? Jak można dokonać podsumowania długiego wspólnego życia 

w ciągu kilku sekund? 

– 

Już musimy go zabrać – odezwał się w końcu Samuel. Pani Reed ze łzami w 

oczach  patrzyła,  jak  towarzysz  jej  życia  znika  za  drzwiami,  po  czym, 

podtrzymywana przez Fay, poszła do pokoju dla rodzin. Po raz pierwszy Erin nie 

miała ochoty iść za nimi. 

Personel k

rzątał się, sprzątając i układając instrumenty oraz aparaturę, szykując 

kabinę dla następnego nieszczęśnika wymagającego pomocy. 

– 

Kręć – rzekła półgłosem do Phila, który zastępował Dave'a. – Wszystko, co 

widzisz. 

– 

To była największa akcja, jaką będziesz miała okazję tu oglądać – oznajmiła 

Fay.  – 

W  tym  przypadku  najbardziej  liczy  się  czas.  Uwinęliśmy  się  z 

przygotowaniem go do operacji bardzo szybko. 

– 

Nie miałam pojęcia, że on jest tak ciężko chory. 

background image

– 

Ani  pielęgniarka,  która  się  nim  zajmowała.  Jenny  jest  tu  nowa.  Uważa,  że 

wszystko wie i nie lubi, kiedy wydaje się jej polecenia, a w rzeczywistości musi się 

jeszcze bardzo dużo nauczyć. Muszę z nią porozmawiać. Ale to już mój problem. 
A co u was? 

Erin uśmiechnęła się z pewnym trudem. 
– 

Jak długo potrwa ta operacja? 

– 

Parę godzin. 

– 

Co  ty  tu  w  ogóle  robisz,  Fay?  Wydawało  mi  się,  że  masz  dyżur  dopiero 

wieczorem. 

– 

Wcale  ci  się  nie  wydawało.  Ale  przecież  ktoś  musi  ułożyć  plan  dyżurów. 

Myślałam, że tylko wpadnę i wypadnę. 

– 

Ty chyba kochasz tę pracę – zaryzykowała. – Nie przejmuj się. On filmuje, 

jak robicie porządki, nie nas. 

– 

Kocham  być  pielęgniarką,  ale  nie  lubię  być  szefową.  Ktoś  jednak  musi  to 

robić. 

– 

Myślałam,  że  jest  wiele  chętnych  do  tej  funkcji.  Dlaczego  to  robisz,  skoro 

tego nie lubisz? 

Fay zadumała się. 
– 

Kiedyś  miałyśmy  tu  fantastyczną  szefową.  Była  bardzo  młoda,  ale 

wyjątkowo  bystra.  Wszystko  grało  jak  w  zegarku.  Ale  musiała  nagle  odejść.  Z 
powodów osobistych – 

zniżyła głos. – Przez Jeremy'ego. Ale to już inna historia. 

Tak, masz rację, było dużo chętnych, ale nikt się nie nadawał. Każda pliszka swój 

ogonek chwali, ale zapewniam cię, że do prowadzenia takiego oddziału potrzeba 

czegoś  więcej  niż  dyplomu  i  kursu  pomocy  medycznej  w  krytycznych 

przypadkach. Parę osób spośród tych, które się zgłosiły, za parę lat dorośnie do tej 

funkcji, ale na razie muszą się jeszcze uczyć. Tony Dean, nasz drugi konsultant, 

miał zawał, co bardzo źle wpłynęło na morale personelu. W efekcie bardzo długiej 

rozmowy  z  doktorem  Donovanem  dałam  się  namówić.  On  potrafi  być  bardzo 

przekonujący, jeśli chce. 

– 

Jak on sobie radzi jako jedyny konsultant? To ogromny wysiłek psychiczny. 

– 

To prawda. Mamy nadzieję, że wkrótce znajdzie się ktoś, kto czasowo zastąpi 

doktora Deana. W przyszłym tygodniu będą prowadzone rozmowy kwalifikacyjne. 

Doktor Donovan bezsprzecznie musi odpocząć. 

– 

Wspomniał o chorobie matki. To też jest poważny problem. 

Fay uniosła brwi. 
– 

No  proszę.  Aż  tak  się  przed  tobą  otworzył?  Jak  ci  się  to  udało? 

background image

Zahipnotyzowałaś go tym kryształem? 

– 

Po prostu rozmawialiśmy. Poza kamerą. Jak teraz. 

Pielęgniarka spoważniała. 
– 

Wszyscy sobie tutaj żartujemy, że ten oddział wpędzi nas przedwcześnie do 

grobu,  ale,  poważnie  mówiąc,  tu  jest  za  dużo  roboty  jak  na  jednego  człowieka. 

Oficjalnie  o  siódmej  kończy  dyżur,  ale  wszystkim  wiadomo,  że  jeśli  mamy 

poważny  przypadek  albo  są  jakieś  komplikacje,  to  jego  zastępca  na  dyżurze 
zawsze go wzywa. Nie przesadzam, ale tak jest prawie codziennie. Powiedz o tym 
w reportażu. Dyrekcja domaga się zmian, media nas atakują, a on robi dużo ponad 
to, co mo

że jeden człowiek. 

Erin przejęła się tą informacją. 
– 

Szkoda, że nie ma nikogo bliskiego. – Zaczerwieniła się. – Nie nagabywałam 

go... nic z tych rzeczy. Sam mi to powiedział. 

– 

Teraz powiem ci coś prywatnie: spróbuj. Może potrzeba mu kogoś takiego 

ty... 

E

rin stała speszona obrotem rozmowy, a zarazem uradowana tym, że Fay nie 

uważa tego za niemożliwe. 

– 

Nawet za sto lat mnie nie zauważy. Poza tym poznałam go tydzień temu. 

– 

Sądzisz,  że  miłość  zwraca  uwagę  na  takie  błahostki?  Może  nie  powinnam 

tego mówić... nazwijmy to intuicją pielęgniarki: dawno nie widziałam go na takim 

luzie,  od  kiedy  tu  się  zjawiłaś,  mimo  że  ściągnęłaś  mu  na  głowę  całą  ekipę 

telewizyjną.  Od  lat  próbuję  go  z  kimś  wyswatać,  ale  do  tej  pory  żadna  go  nie 

zainteresowała. 

– 

Uważasz, że powinnam spróbować? 

– 

Już nic więcej nie powiem. Muszę pędzić do domu, żeby nakarmić małżonka. 

Daj mi numer swojego telefonu, to do ciebie zadzwonię. 

Erin podała jej karteczkę, ciesząc się, że w ten sposób utrzyma jakiś kontakt z 

tym niezwykłym miejscem. 

– 

Pędzę. Udanego wieczoru. –  Na  pożegnanie  Fay  mrugnęła  do  niej 

porozumiewawczo okiem. 

– Fay! – 

krzyknęła za nią Erin. – Nie wzięłaś planu dyżurów. 

– 

Poczeka  na  mnie  do  nocnej  zmiany.  Zrobiłam  to,  co  zamierzałam  zrobić. 

Skontaktuję się z tobą. 

Erin stała pośrodku sali reanimacyjnej, uśmiechnięta od ucha do uchą. 
 
Godziny  spędzone  w  oczekiwaniu  na  wynik  operacji  pana  Reeda  na  pewno 

background image

dłużyły się w nieskończoność jego bliskim, ale nie Erin. Gdy Jeremy oznajmił, że 

starszy  pan  jest  już  na  oddziale  pooperacyjnym,  skąd  zostanie wkrótce 

przeniesiony na intensywną terapię, zdziwiła się, że już jest siódma. 

– 

Na pewno żałujesz, że nie mogłaś skorzystać z mojej propozycji filmowania 

operacji – 

zagadnął ją. 

– 

Nie  lubię  takich  krwawych  scen.  Ale  cieszę  się,  że  wszystko  przebiegło 

zgodnie z planem. 

– 

To był kawał dobrej roboty – rzekł z uśmiechem. 

Wyczuła w jego głosie ogromną ulgę. 
– 

Głupio  byłoby  pokazywać  w  telewizji  śmierć  na  stole  operacyjnym.  – 

Zerknął  na  zegarek.  –  Muszę  iść.  Już  jestem  spóźniony  o  całe  pól  godziny.  – 
Poda

ła mu dłoń. – Przygotuj czystą taśmę na przyszłą niedzielę. 

Wcale nie był taki straszny, nawet zdążyła go polubić. Przypomniała sobie, jaki 

był zdenerwowany podczas rozmowy z panem Reedem. Mimo próżności i braku 

ogłady, na pewno był dobrym chirurgiem. 

Pods

zedł do niej Mark, który kilka godzin wcześniej wrócił do szpitala. 

– 

Nie  sądzę,  żebyś  teraz  była  w  stanie  przejrzeć  pierwszą  partię  materiału  – 

zauważył. 

– 

Jestem wykończona. Gdzie jest cała ekipa? 

– 

Zwinęli  się  punkt  siódma.  Chciałem  jeszcze  sfilmować  pana Reeda na 

intensywnej terapii, ale wtedy już liczyłyby się im nadgodziny. 

– 

Zostawmy to bez zakończenia. Żeby pokazać, że tutaj nie obowiązują żadne 

ramy czasowe – 

zaproponowała. 

– 

Całkiem  niezły  pomysł.  Jutro  przejrzymy  materiał.  Zakładam,  że  będziesz 

przy tym – 

upewnił się. 

– Nic mnie nie powstrzyma – 

odrzekła, a Mark szeroko ziewnął. – Idź spać. 

– Nie omieszkam – 

odparł. – Podrzucić cię taksówką? 

Rozejrzała  się  dokoła.  Wszyscy  byli  zajęci  swoimi  sprawami:  salowi  pchali 

wózek,  sprzątaczki  myły  podłogę,  pielęgniarki  mijały  się  w  biegu,  przystając  na 

moment  przed  tablicą  informacyjną.  Samuel  rozmawiał  przez  telefon.  Gdy  ją 

zobaczył, posłał jej pytające spojrzenie. 

– 

Zostanę jeszcze chwilę, żeby wszystkim podziękować. 

– 

Przecież  zobaczysz  ich  jutro,  i  w  następne  dni.  Masz  jeszcze  do  zrobienia 

wstęp. I licz się z tym, że trzeba będzie powtórzyć niektóre partie wywiadów. 

– 

Jedź sam – zadecydowała. 

Mark jeszcze nie wyszedł, gdy u jej boku stanął Samuel. 

background image

– 

Skończone? 

– Na razie tak. Prawdziwa robota zacznie s

ię jutro. 

Zawahał się. 
– 

Też  już  prawie  skończyłem.  Zaczekasz  na  mnie?  Moglibyśmy..  .  –  Nie 

dokończył, ponieważ podbiegła do niego wyraźnie wzburzona Vicki. 

– 

Słówko, doktorze... 

Ujął pielęgniarkę pod rękę i odprowadził ją na bok. Erin zobaczyła, że nagle 

zbladł. Wydarzyło się coś strasznego. Vicki odeszła szybkim krokiem, a on ruszył 

za nią, po czym odwrócił się w stronę Erin. 

– 

Przepraszam, ale muszę zostać. Jedź do domu. 

– 

Co się stało? 

Gdy  po  chwili  zastanowienia  opanowanym  głosem  przekazywał  jej  złą 

wi

adomość, poczuła mrowienie na plecach. 

– 

Jeremy Foster miał wypadek. Wygląda to nie najlepiej. Zaraz go przywiozą. 

Będzie trochę zamieszania. 

– 

Rozmawiałam z nim piętnaście minut temu. 

Samuel wziął głęboki wdech i przymknął powieki. 
– Czasami wystarcza ty

lko piętnaście minut. – Potarł czoło. – Erin, muszę iść. 

Patrzyła,  jak  strumień  lekarzy  w  białych  kitlach  i  chirurgów  w  zielonych 

uniformach wlewa się do sali reanimacyjnej. Na wszystkich twarzach malowała się 

determinacja, by za wszelką cenę ratować życie kolegi. Usłyszała głos Samuela: 

– 

Koledzy, zostaje tylko zespół urazowy. Jeśli będzie nas za dużo, zaczną się 

problemy. Będziemy was informować. 

Nie  chciała  iść  do  domu.  Nie  wiadomo  dlaczego  musiała  dowiedzieć  się,  co 

stało się Jeremy'emu. Czy może im jakoś pomóc? Przecież to oni są specjalistami. 

Ona jest tylko telewizyjną reporterką, której czas przebywania na oddziale dobiegł 

już końca. Dlaczego tak nią to wstrząsnęło? 

Wiedziała,  że  powinna  zawiadomić  Marka.  To  przecież  bardzo  istotna 

informacja, tym ba

rdziej  że  Jeremy  tak  często  pojawiał  się  w  ich  reportażu. 

Oczami duszy już widziała tytuł. Mimo to nie mogła się zdobyć na to, by do niego 

zadzwonić. Mark musi poczekać. 

Gdy  szła  korytarzem  po  swoją  torbę,  nagle  wszystko  stało  się  jasne.  To 

nieważne,  że  była  tu  tak  krótko.  Tych  kilka  dni  wystarczyło,  by  w  jej  życiu 

dokonał  się  przewrót.  Pokochała  ten  szpital  i  jego  personel.  W  tym  Samuela 
Donovana... 

 

background image

Rozdział 8 

 
Wszedłszy  do  domu,  spostrzegła  karteczkę  na  kominku.  Mimo  że  bardzo 

pragnęła opowiedzieć komuś, co działo się przez ten weekend, podzielić się z kimś 

przeżyciami,  ucieszyła  się  na  wiadomość,  że  Anna  nocuje  u  Jordana.  Ona  i  tak 

niczego  by  nie  zrozumiała.  Rozważała  możliwość  zadzwonienia  do  Fay,  lecz 

zorientowała  się,  że  trwa  właśnie  odprawa  pielęgniarek.  Wobec  tego  otworzyła 

serce  przed  Hartleyem.  Pies  wpatrywał  się  w  nią  smutnymi  brązowymi  oczami, 

gdy opowiadała mu o Fay, Vicki, Jeremym i w końcu o Samuelu. 

– 

Jestem  pewna,  że  chciał  się  ze  mną  umówić.  Na  sto  procent.  –  Pies, 

oczywiście, powstrzymał się od komentarza. 

Aż  podskoczyła,  gdy  zadzwonił  telefon.  Przez  chwilę  miała  nadzieję,  że  to 

Samuel z informacją o stanie Jeremy'ego. Dlaczego jednak miałby do niej dzwonić 

w tej sprawie? Nie miał pojęcia, jak bardzo przejęła się tym wypadkiem. 

– 

Oglądałaś wiadomości? – Radosny głos Marka zirytował ją. 

– 

Jeszcze  nie  włączyłam  telewizora.  –  Ode  mnie  o  tym  się  nie  dowie, 

pomyślała. 

– 

Ten chirurg przystojniaczek rozbił się swoim porsche tuż za bramą szpitala. 

Szkoda, że nas tam nie było. Ale mielibyśmy ujęcia! Zadzwoniłem do redakcji i 

kazałem  zredagować  stosowną  notatkę.  Mam  nadzieję,  że  już  w  wieczornym 

serwisie  będziemy  mogli  ujawnić  jego  nazwisko  i  pokazać  niektóre  fragmenty 

reportażu. 

Słuchała oburzona. Tego człowieka interesuje wyłącznie temat. Los Jeremy'ego 

w ogóle go nie obchodzi. 

– 

Dzięki  takiej  reklamie  za  tydzień  będziemy  na  topie.  Dzisiaj  pokażemy 

telewidzom  niespodziankę,  jaka  spotkała  Graysonów,  oraz  tego  chirurga.  Nie 

mogło być lepiej. 

– Czy wiesz, co z nim jest? 
– Z kim? 
– Z Fosterem – 

jęknęła. 

– 

Jest w bardzo złym stanie – rzucił od niechcenia. 

– 

Ma urazy kręgosłupa i czaszki. – Parsknął śmiechem. 

– 

Tak bardzo chciał pokazać się w telewizji, ale na pewno nie przewidział, że 

stanie się to już dziś wieczorem. 

Czuła, że nie powinna mieć do Marka pretensji o te słowa. Tak jak ona stykał 

background image

się  z  podobnymi  wypadkami  na  co  dzień.  Nie  sposób  było  angażować  się 

emocjonalnie w każdy z nich. Porozmawiała z nim jeszcze przez chwilę o tym i 

owym,  nawet  raz  się  roześmiała,  lecz  odkładając  słuchawkę,  poczuła,  że  jest jej 

niedobrze. Musi dowiedzieć się więcej, pomyślała i drżącą ręką wykręciła numer 
szpitala. 

– 

Melbourne City Hospital. Czym mogę służyć? 

– 

Czy  mogę  rozmawiać  ze  stanowiskiem  pielęgniarek  na  oddziale  nagłych 

wypadków? 

Z zapartym tchem czekała, aż centrala ją przełączy. 
– 

Siostra Jenny Burton, słucham. 

To ta młoda pielęgniarka, która zajmowała się Reedem. 
– 

Mówi Erin Casey. Chciałam zapytać o stan doktora Fostera. Przywieziono go 

do szpitala akurat wtedy, kiedy wychodziłam. 

Słyszała, jak Jenny zwraca się do kogoś. 
– 

Znowu jakiś reporter. Chce wiedzieć, w jakim stanie jest doktor Foster. 

Reporter, pomyślała z goryczą. Jest dla nich tylko jakimś reporterem. Wszyscy 

są  bardzo  zajęci  i  nie  mają  czasu  zajmować  się  zaspokajaniem  jej  ciekawości. 

Chciała wyjaśnić, że nie po to dzwoni. Ze jest szczerze przejęta tym wypadkiem. 
Nie warto. Ich to nie obchodzi. 

Energiczny  głos,  którego nie  rozpoznała,  wygłosił  to,  co  zawsze  mówi  się  w 

takich sytuacjach. Doktor Foster jest w krytycznym stanie. Szpital nie ma nic 
więcej do powiedzenia na ten temat. 

Tyle samo dowiedziałaby się, włączając telewizor. Przygnębiona, wzięła kąpiel 

z  dodatkiem  olejków.  Tym  razem  jednak  otaczające  ją  wonie  nie  przyniosły  jej 

ukojenia. Mimo to tkwiła w wannie, aż woda całkiem ostygła. Schodząc na parter, 

zobaczyła  ciemną  sylwetkę  podążającą  ogrodową  ścieżką.  Jej  zaniepokojenie 

prysło, gdy rozpoznała charakterystyczny zarys ramion. 

Była przy drzwiach, zanim nocny gość zdążył zapukać. Stając w progu, zdała 

sobie  sprawę,  że  ma  na  sobie  cienki  jedwabny  szlafrok,  mokre  włosy  i  jest  nie 

umalowana.  Samuel  niczego  nie  zauważył,  chociaż  na  jego  zmęczonej  twarzy 

pojawił się uśmiech. 

– 

Zobaczyłem światło. Wiem, że jest późno... 

– 

Nawet  nie  myślałam  o  tym,  żeby  iść  spać.  Martwię  się  o  Jeremy'ego. 

Dzwoniłam  do  szpitala,  ale  nie  dowiedziałam  się  niczego  konkretnego.  – 

Zastanowiła się. – Dlaczego tu przyjechałeś? Wydawało mi się, że po dwudziestu 

czterech godzinach masz mnie dosyć na całe życie. 

background image

Nie odpowiedział. Przeszedł do salonu i ciężko opadł na kanapę. Położył głowę 

na oparciu, przymknął powieki i stłumił ziewnięcie. Nie zmienił zielonego stroju. 

Mimo  podkrążonych  oczu,  wydał  się  jej  najprzystojniejszym  mężczyzną  na 

świecie. 

– 

Jesteś skonany. Zrobić ci drinka? 

– 

Może  później.  –  Rozejrzał  się  po  salonie.  –  Prawdę  mówiąc,  nie  mam 

pojęcia,  co  tu  robię.  Pomyślałem,  że  niepokoisz  się  o  Jeremy'ego.  Poza  tym  nie 

udało  się  nam  dokończyć  tamtej  rozmowy.  Chciałem  cię  gdzieś  zaprosić  na 

zakończenie  współpracy.  –  Roześmiał  się  cicho.  –  Kogo  ja  chcę  oszukać?  Po 
prost

u zapragnąłem cię zobaczyć. – Patrzył na nią z ogromną tęsknotą. – Masz coś 

przeciwko temu? 

– 

Dawno nie słyszałam takich miłych słów – odparła szczerze. – Cieszę się, że 

cię tu widzę. 

Omal  nie  zemdlała,  gdy  jego  wargi  zaczęły  namiętnie  szukać  jej  ust.  W  tej 

samej  rozkosznej  chwili  uleciały  wszystkie  tłumione  emocje  i  frustracje,  które 

ostatecznie  doprowadziły  ich  do  tego  spotkania.  Ten  niespieszny  pocałunek 

utwierdził oboje w przekonaniu, że ich pragnienia są odwzajemnione. Odsunęli się 
nieco od siebie i wp

atrywali w siebie, jakby zobaczyli się po raz pierwszy. 

– 

Marzyłem o tym, od kiedy spotkałem cię w budynku dyrekcji – wyznał. 

Fakt,  że  Samuel  czuł  to  samo,  że  pragnął  jej  tak  bardzo  jak  ona  jego, 

przyprawił ją o zawrót głowy. Oparła czoło na jego szerokiej piersi i napawała się 

jego  siłą,  tężyzną  jego  ramion.  Jeszcze  nigdy  nie  czuła  się  tak  dobrze,  taka 

bezpieczna i chciana. Nagle wyrzuty sumienia kazały jej podnieść głowę. 

– 

Nie zapytałam cię, co z Jeremym. 

Przygarnął ją do siebie i pogładził po włosach. 
– Nie jest z nim dobrze. 
– 

Wiem od Marka, że doznał urazu kręgosłupa. 

– 

Nie  to  jest  najgroźniejsze.  Niepokoiły  nas  jego  kręgi  szyjne,  ale  rentgen 

niczego  nie  wykazał.  Doznał  jednak  wielu  urazów  wewnętrznych.  Jest  nadal  na 
sali operacyjnej. Najbardziej obawi

amy się urazów głowy. 

– 

Przeżyje? 

Nie przestawał jej przytulać. 
–  Nie wiem – 

powiedział przez  ściśnięte gardło.  –  Nie  mam  wątpliwości,  że 

chirurdzy poradzą sobie z urazami wewnętrznymi, ale na ile ucierpiał jego mózg, 

tego  nikt  nie  wie.  Ma  pękniętą  czaszkę  i  obrzęk  mózgu.  Powiedzmy,  że  jeśli 

przeżyje, nie będzie zdolny do pracy przez dobrych kilka tygodni. Czeka go długa 

background image

droga. 

– 

Wiem,  że  wcale  go  nie  znam  –  chlipała.  –  Zdaję  sobie  sprawę,  że  wy 

przeżywacie to jeszcze bardziej. Ale zrobił na mnie wrażenie faceta, który wie na 

co go stać, energicznego i bystrego. 

– 

Oraz wyjątkowo próżnego. 

– 

Nie przeczę. – Uśmiechnęła się przez łzy. – Mimo to zdążyłam go polubić. 

Pocałował ją w czubek głowy. 
– 

Ja też go lubię. I nie uważam, że już jest po nim. Jeremy jest uparty. Jego 

marzeniem jest pokazać się w telewizji. Zrobi wszystko, żeby tego nie przegapić. – 

Wpatrywała się w jego ściągnięte rysy. – Nikt nie wie, co jest mu pisane. Wiem, że 

to  banał,  ale  stale  go  sobie  powtarzam:  pracując  na  nagłych  wypadkach  można 

robić  plany,  snuć  marzenia,  ale  po  co?  Od  czasu  do  czasu  trzeba  korzystać  z 

chwili, nie myśląc o konsekwencjach. Bo nikt nie zna swojego jutra. 

Nie  podjęła  tematu.  Obserwowała  go.  Gdy  skrzywił  się,  wiedziała,  że 

wspomina sceny, któ

rych  był  świadkiem.  Przyłożyła  dłoń  do  jego  zarośniętego 

policzka i dalej słuchała jego wynurzeń. 

– 

Przykro było widzieć go w takim stanie. Zdarzało mi się na niego narzekać, 

dochodziło  między  nami  do  sprzeczek...  –  Potrząsnął  głową.  –  Nie  uznaję 

zakładów,  ale  byłem  skłonny  założyć  się  o  wszystko,  co  mam,  że  to  mnie 

wcześniej niż jego czeka wózek inwalidzki lub coś gorszego. Kiedy patrzyłem na 

niego, na tym łóżku na intensywnej opiece... 

Tak bardzo chciała go ukoić i tak bardzo była oszołomiona jego bliskością, że 

umknęła  jej  pełna  wymowa  tej  wypowiedzi.  Przegapiła  szansę  uniknięcia 

komplikacji, jakie miały wkrótce stać się jej udziałem. 

– 

Zrobiłeś wszystko, co było w twojej mocy. – Musnęła go wargami. – Przyda 

ci się masaż – dodała lekkim tonem. 

Samuel skrz

ywił się na tę propozycję. 

– 

Nie jestem rodzącą – zaprotestował. 

–  Zawsze krytykujesz moje propozycje. Spróbuj. Potem mnie ocenisz. Nie 

zamierzam cię uwodzić. 

– 

Nie miałbym nic przeciwko temu, ale masażu nie chcę. 

– 

Pomoże ci. Daj mi szansę. – Nalegała tak długo, aż w końcu bez większego 

entuzjazmu uległ jej perswazji. 

– 

Jeszcze  trochę,  a  każesz  mi  usiąść  pod  trójnogiem  –  mruknął,  zdejmując 

zielony uniform. Aby nie czuł się nadto skrępowany, Erin okryła go ręcznikiem. 

– 

Zamknij oczy i staraj się nie myśleć. 

background image

– 

Łatwo powiedzieć... 

– 

Wobec tego myśl o czymś przyjemnym. 

Nalała trochę olejku na dłoń i roztarta go, aby uwolnić jego aromat. Mimo że 

tak  energicznie  zapewniała  Sama,  że  będzie  to  wyłącznie  masaż,  przeszył  ją 

dreszcz,  gdy  dłońmi  dotknęła  jego  ciała.  Skoncentrowała  się  na  rytmie, 

rozmasowując usztywnione  mięśnie karku. Po pewnym czasie jęknął, gdy trafiła 

na wyjątkowo napięty mięsień. Poczuła, że w końcu się rozluźnił. 

– 

A  nie  mówiłam,  że  pomaga?  –  szepnęła,  nie  przerywając  masażu, 

przesuwając się jedynie nieco niżej. 

Ponownie  namaściła  dłonie  olejkiem,  aby  teraz  zająć  się  nogami  Sama.  Ze 

ściśniętym  gardłem  kładła  ręce  na  jego  udach.  Zrozumiała,  że  stoi  wobec 

niewykonalnego  zadania: to  niemożliwe,  by  potrafiła dotknąć  go,  nie  zdradzając 

się z tym, jak bardzo go pożąda. Najwyraźniej wyczuł jej wahanie. Położył się na 

plecach i zakrył ręcznikiem. 

– 

Wydawało  mi  się,  że  nie  zamierzasz  mnie  uwieść  –  powiedział  niskim 

głosem. 

Odwróciła  wzrok.  Oparła  dłonie  na  jego  piersi.  Zdawała  sobie  sprawę  z 

zuchwałości tego kroku, że jest jeszcze na to za wcześnie, ale tu i teraz przestało to 

mieć  dla  niej  jakiekolwiek  znaczenie.  Sam  jednym  ruchem  rozwiązał  pasek  jej 

szlafroka,  a  ona  bez  skrępowania  ściągnęła  z  niego  ręcznik.  Delikatnie  pieściła 

jego aksamitną męskość. Pochyliła się i ukryła twarz w jedwabistym puchu. Gdy 

językiem  poznawała  jego  tajemnice,  poczuła  jego  ręce  we  włosach.  Potem  silne 

ramiona  podciągnęły  ją  do  góry,  aż  znaleźli  się  twarzą  w  twarz.  Nie  ukrywał 

niecierpliwości, a ona posłusznie uniosła biodra i pozwoliła sobą kierować. 

Przyjęła  go  z  cichym  pomrukiem  zadowolenia.  Jedną  ręką  gładził  jej 

nabrzmiałe  piersi,  drugą  podtrzymywał  jej  biodra  w  tym  rytmicznym  tańcu. 

Poczuła, jak nagle ich ciała stężały, po czym oboje wspięli się na szczyt rozkoszy. 
Czas zatrzy

mał  się  w  miejscu.  Samuel  przygarnął  ją  do  siebie,  okrył  pledem. 

Położyła głowę na jego piersi i wsłuchiwała się, jak rytm jego serca powoli wraca 
do normy. 

Milczeli.  Nie  było  potrzeby  wyjaśniania  niczego  lub  usprawiedliwiania  się. 

Łączyła ich cicha akceptacja i wspólne potwierdzenie pragnienia, które ich do 

siebie pchnęło. Mimo że znała go tak krótko i wbrew racjonalnym powodom, dla 

których należałoby jeszcze poczekać, nie wstydziła się tego, z czym się zdradziła, 

nie żałowała, że tak łatwo uległa Samuelowi. Czy tak piękne i naturalne doznanie 

jak ich miłość może być przyczyną wyrzutów sumienia? 

background image

Miała  w  zwyczaju  mówić  to,  co  myśli,  co  najczęściej  bywało  przykre  w 

skutkach. Gdy opadł już poziom obezwładniających endorfin, odezwała się, zanim 

jeszcze dotarło do niej znaczenie tych słów. 

– 

Zrobiliśmy to bez zabezpieczenia. – Usiadła gwałtownie. – Nie biorę pigułki. 

Nie spodziewałam się... 

Nie  zaplanowała  tego  wcześniej.  Nie  opracowała  żadnej  taktyki,  aby  znaleźć 

się  w  jego  ramionach.  Samuel  zareagował  tak  gwałtownie,  jakby  ich  zaskoczyła 

cała  brygada  antyterrorystyczna.  Odrzucił  pled,  zerwał  się  na  równe  nogi  i 

pospiesznie zaczął się ubierać. 

– 

Muszę iść – rzekł bardziej do siebie niż do niej. 

–  Teraz? Ale... – 

Starała  się  wyczytać  z  jego  twarzy,  co  wywołało  tę 

niespodziewaną zmianę. 

. – 

Powinienem wrócić do szpitala. – Zabrzmiało to wiarygodnie, lecz czuła, że 

skłamał. 

– 

Samuelu, proszę... – Wstała, pragnąc go w jakiś sposób zatrzymać. 

– 

Powiedziałem, że muszę iść – powtórzył tonem, jakim zwracał się na terenie 

szpitala  on,  lekarz,  do  natrętnej  reporterki.  Jakby  nic  się  między  nimi  nie 

wydarzyło. 

Jaka szkoda, pomyślała, że nie potrafię jak sporo innych kobiet nonszalancko 

wzruszyć ramionami, ukryć, co czuję, i zachować spokój w obliczu przeciwności 

losu. Ona była inna. Wściekła i zrozpaczona chwyciła go za ramię. 

– 

Nie wyobrażaj sobie, że możesz tu przyjść, kochać się ze mną, a potem po 

prostu wyjść. – Niepokój wyczuwalny w jej głosie kazał mu zatrzymać się. – Za 
kogo ty mnie masz? 

W końcu spojrzał jej w oczy. 
–  Przepraszam.  – 

Usiadł  na  kanapie  i  zaczął  wpatrywać  się  w  dywan.  –  Nie 

przyszedłem tu z takim zamiarem... Żeby stało się to, co się stało. 

Dostrzegła  ogromny  ból  na  jego  twarzy,  lecz  była  zbyt  zdenerwowana,  by 

choćby pomyśleć o pocieszaniu go. 

– 

Więc dlaczego przyszedłeś? 

Nie odpowiadał. 
– Dlaczego? – 

powtórzyła. 

– 

Ponieważ chciałem cię zobaczyć. Nie powinienem był dopuścić do tego, co 

się stało. Popełniliśmy błąd. 

– 

Nie!  Jak  możesz  tak  mówić?  –  Podniosła  głos.  –  Co  myśmy  zrobili?! 

Kochaliśmy  się!  Tak,  to  było  kochanie.  I  to  było  piękne  i  wspaniałe.  Ty  też  to 

background image

wiesz.  Nie  próbuj  tego  pomniejszać!  –  Widziała,  że  już  jej  nie  słucha.  Gdy 

podniósł się, nie zatrzymywała go. 

– 

To się nie powtórzy. Przepraszam, jeśli cię zraniłem. Wierz mi, nie miałem 

takiego zamiaru. 

– 

Nie wiem, w co mam wierzyć, Samuelu – rzuciła za nim. 

Nie zareagował. Nie uznał za stosowne niczego wyjaśniać. Cicho zamknął za 

sobą  drzwi.  Zdumionej  i  zdruzgotanej  Erin  nie  pozostało  nic  innego,  jak  wtulić 
twarz w pled, który zatrzyma

ł jego oszałamiający zapach. 

 

background image

Rozdział 9 

 
Pomimo bólu i braku pociechy lub ukojenia Erin zdołała jakoś przeżyć kilka 

kolejnych dni. W nocy śniła o Samuelu, za dnia była zmuszona stale go widzieć, 

opracowując  reportaż.  Wszędzie  ukazywała  się  jej  jego  twarz, jego klasyczny 

profil. Wpatrywała się weń usilnie, jakby chciała czegoś się doszukać, ale czego? 

Starała się obiektywnie patrzeć na materiał filmowy, nie brać pod uwagę tego, co 

czuła,  obserwując  go  przy  pracy.  I  wtedy,  i  teraz  Samuel  był  tak  samo 
nieosi

ągalny. Chciała wszystko zachować: naciśnięcie klawisza „Wytnij" było nie 

lada wyczynem. 

–  Co to jest? – 

zapytała Marka, który wszedł do studia. Zerknął na monitor i 

uśmiechnął się. 

– 

Możesz to zinterpretować, jak zechcesz. 

Na ekranie ukazały się rzędy pustych łóżek, szpitalny zegar oraz pielęgniarki 

spokojnie przeglądające ilustrowane pisma. 

– 

Kiedy to nakręciliście? 

– 

Towarzyszyliśmy wtedy pacjentowi, którego wieziono na oddział. Tuż przed 

tym, jak przywieziono tego pijanego kierowcę, nie pamiętasz? 

Nie o

dezwała się. Mark ma rację. Można zrobić z tego wszystko. Przypomniała 

się jej ta rozmowa z Samuelem, kiedy żalił się, że media i zwykli ludzie zupełnie 

nie rozumieją zasad przydzielania łóżek. 

– 

Czy  mamy  ujęcie  pustego  łóżka  na  kardiologii?  –  zapytała  dziwnie 

piskliwym głosem. 

– 

Szybko się uczysz. Patrz dalej. 

Na  ekranie  zobaczyła  wejście  na  oddział.  Ekipie  nie  udało  się  sfilmować 

pustego  łóżka  kardiologicznego,  za  to  kamerzysta  postarał  się  o  obraz  ośmiu 

monitorów EKG na stanowisku pielęgniarek: na siedmiu migotały wykresy, ósmy 

był wygaszony. Dowód, że jedno łóżko jest wolne. 

Zemsta mogłaby osłodzić jej życie. Pokusa była bardzo silna, lecz Erin z natury 

nie  była  mściwa.  Poza  tym  odwet  wzięty  na  szpitalnym  oddziale  w  niczym  nie 

umniejszyłby jej cierpienia. Mógłby nawet odnieść odwrotny skutek. 

– Nie pójdziemy tym tropem – 

ostrzegła kolegę. 

– Dlaczego? To dynamit. 
– 

Taki przekaz byłby niezgodny z prawdą. Samuel Donovan wyjaśnił  mi, na 

czym polega system przydzielania łóżek. 

background image

– 

Przed kamerą? Gdzie to masz? 

– 

Rozmawialiśmy  o  tym.  Były  racjonalne  powody,  żeby  nie  przenosić  pani 

White. Powinniśmy o nich poinformować telewidzów, zamiast wytaczać wszystkie 

działa po to, żeby osiągnąć dramatyczny efekt. 

Mark był zdecydowanie innego zdania. Wyczuł jej wahanie, więc postanowił 

drążyć temat. 

– 

Zapowiedzi  tego  reportażu  spotkały  się  z  ogromnym  zainteresowaniem. 

Spodziewam się, że program osiągnie notowania, jakich jeszcze nie było. Nadarza 

ci się ogromna zawodowa szansa. Łzawa historyjka o tym, jak cały personel ciężko 

haruje,  nikogo  nie  wzruszy.  Jeśli zależy  ci,  żeby  zaistnieć  w świadomości ludzi, 

żeby deputowani powoływali się na twój reportaż w trakcie kampanii wyborczej, 

musisz narobić trochę hałasu. 

Erin była stanowcza. Odzyskała pewność siebie. 
– I bez tego ten m

ateriał trzyma w napięciu. Nie o tym ma być ten reportaż. On 

sam się obroni, bez dramatyzowania sprawy pustych łóżek. Mamy okazję zrobić 

coś  dobrego,  rozumiesz?  Pokażmy  te  łóżka,  ale  też  wyjaśnijmy,  dlaczego  stoją 
puste. 

Mark pił kawę, uważnie przyglądając się Erin. 
– 

Jesteś  naiwna.  –  Dokończył  kawę  i  zasiadł  przed  swoim  monitorem.  Ona 

tymczasem czuła, jak płoną jej policzki. 

Może jest naiwna, a nawet głupia, bo wydawało się jej, że Samuel ją lubi, bo 

tak szybko rzuciła mu się w ramiona i oddała, ale teraz, w tej sytuacji, nie zniży się 

do  tego,  co  proponuje  Mark.  Nadal  jest  niezależna,  przynajmniej  na  polu 

zawodowym. Nie skomentowała jego uwagi. Przerwała pisanie, gdy przed oczami 

znowu stanął jej obraz Samuela. Była bliska płaczu. Jak to możliwe, zastanawiała 

się po raz setny, że tak źle odczytała jego intencje? 

 
Jeśli  liczyła  na  kobiecą  solidarność,  wsparcie  czy  nawet  kieliszek  wina  i 

odrobinę zrozumienia, to pomyliła się, zwracając się do swojej siostry. 

– 

Spałaś z nim? – oburzyła się Anna. W tej samej chwili Erin zrozumiała, jak 

wielki  zrobiła  błąd,  otwierając  się  przed  nią.  –  Ty go w ogóle nie znasz! Jak 

mogłaś? 

– 

To  prawda,  ale  już  pierwszego  dnia  coś  między  nami  zaiskrzyło.  Sama 

powiedziałaś, że to fantastyczny facet. 

– 

Och, przestań – parsknęła Anna. – To nie znaczy, że trzeba z nim od razu iść 

do łóżka. Och, przepraszam, podobno nawet tam nie dotarliście. Wystarczyła wam 

background image

podłoga w salonie. 

Erin zatkała uszy. 
– 

Mówisz tak, jakby to była przygoda jednej nocy. 

– A nie? To gdzie on jest? 
Na to jedno jedyn

e,  oskarżycielskie  pytanie  nie  potrafiła  odpowiedzieć. 

Musiała przyznać, że siostra doskonale podsumowała nim całą sprawę. 

– 

Jeśli to nie był taki epizod, to gdzie jest ten facet? – Anna nie znała litości. 

Nie zwracała uwagi na łzy spływające po twarzy siostry. – Kiedy ty dorośniesz? 

Dlaczego on ma cię szanować, jeśli ty sama siebie nie szanujesz? Wybacz, marnie 

się czuję. Muszę się położyć – oznajmiła i wyszła z pokoju. 

Anna widzi świat wyłącznie w tonacji czarno-białej. Trudno było oczekiwać od 

niej, że zrozumie burzę emocji, która porwała ją i Samuela. Anna jest niezdolna do 

przeżywania  takiej  namiętności,  jakiej  oni  doświadczyli  tamtego  wieczoru, 

wyczuwania aury, która ich wówczas otoczyła. Erin mogłaby dać się sprowokować 

i  wywołać  awanturę,  wytknąć  Annie, jaka jest nudna wraz z tym swoim 

pracoholikiem Jordanem, lecz co by to dało? Oni są szczęśliwi. To, że ona by tego 

nie  wytrzymała,  nie  znaczy,  że  układ  tamtych  jest  zły.  Mimo  to  czuła  się 

zawiedziona brakiem choćby odrobiny współczucia ze strony siostry. 

Pogarda, jaką Anna dawała jej odczuć, sprawiła, że atmosfera w domu stała się 

nieznośna. Szukała więc ukojenia w pracy. Tutaj wszystko układało się pomyślnie. 

Po telewizyjnych serwisach informacyjnych pokazywano zwiastuny jej reportażu, 

prasa podjęła temat, a na dodatek kilku ważnych szefów zaczęło kłaniać się jej na 
korytarzu. 

O  powrocie  do  szpitala  w  celu  uzupełnienia  wywiadów  i  nakręcenia  wstępu 

myślała  z  mieszanymi  uczuciami.  Wielokrotnie  powtarzała  sobie,  co  powie,  gdy 

natknie się na Samuela. Ulegając materialistycznym podszeptom, wydala mnóstwo 

pieniędzy  na  kremowy  kostium  i  buty  na  niewysokim  obcasie.  Z  ogromnym 

poczuciem  winy  odcięła  sklepową  metkę  z  ceną.  Prawie  tyle  samo  wyniosłaby 

tygodniowa rata długu hipotecznego. Jeśli chce spłacić Annę, musi zrezygnować z 

takich  szaleństw.  Mimo  wszystko  warto  było,  pomyślała,  przeglądając  się  w 

lustrze. Wygląda jak inteligentna dziennikarka albo przynajmniej taka, która nieźle 

sobie radzi w życiu. W niczym nie przypomina tej ruiny kobiety, którą w niedzielę 

wzgardził Samuel. Ma teraz uzasadniony powód, by z nim porozmawiać. Przecież 

on sam zobligował ją do tego, by pokazała mu film przed emisją. 

 
Będzie wytworna i serdeczna, ale na pewno nie natrętna. Nie będzie zadawać 

background image

podchwytliwych ani drążących pytań. Jeśli Samuel zechce coś wyjaśniać, pozwoli 

mu  to  zrobić,  ale  bez  zbędnego  entuzjazmu.  A  jeśli  poczuje,  że  zaraz  się 

zaczerwieni, popatrzy ponad jego ramieniem na białą ścianę, aż fala skrępowania 
minie. Jakie to proste! 

Powtarzając  w  myślach  te  przykazania,  wysiadła  z  samochodu  i  ruszyła  do 

wejścia. Wzięła głęboki wdech i uśmiechnęła się szeroko. Mimo że obawiała się 

tego spotkania, odczuła ogromny zawód, gdy stwierdziła, że Samuela nie ma przy 

stanowisku pielęgniarek. Dyskretnie zerknęła na tablicę. Na samej górze widniało 

nazwisko  zupełnie  obcej  osoby.  Pomyślała  z  nadzieją,  że  być  może  poszedł  do 

stołówki  lub  na  kawę  do  pokoju  dla  personelu.  Lecz  intuicja  jest  silniejsza  od 

nadziei. Erin po prostu wiedziała, że nie ma go na oddziale. 

Wsz

ystkie pielęgniarki witały ją jak dawno nie widzianego przyjaciela. 

– 

Fantastycznie wyglądasz. – Fay objęła ją serdecznie. 

– 

Znowu będziecie we mnie tym celować? – zaniepokoiła się na widok Dave'a, 

który właśnie wszedł. 

– 

Może tym razem ci daruję. – Erin uśmiechnęła się. 

– 

Teraz  tylko  ja  będę  filmowana.  Musimy  nakręcić  wprowadzenie  do 

reportażu. Potem zrobimy kilka dokrętek. 

– 

Fay posłała jej pytające spojrzenie. – Muszę zadać parę pytań. Przydałby mi 

się wasz zielony strój. 

– 

Nie  ma  sprawy,  ale  wątpię,  czy  bez  podkrążonych  oczu  i  potarganych 

włosów wypadniesz wiarygodnie. 

– 

Nie bój się. Najpierw nakręcimy elegancki początek, a potem zmyję makijaż. 

Będę bardzo autentyczna, zapewniam cię, Fay. 

– 

Prawdę mówiąc, jak ci się lepiej przyjrzeć, nie wyglądasz za dobrze. Coś się 

stało? – Fay przyglądała się jej zatroskana. 

– 

Wszystko  w  porządku  –  odparła  energicznie.  –  Jestem  trochę  zmęczona. 

Zawsze  tak  jest,  kiedy  zamykamy  jakiś  duży  materiał.  –  Fay  nie  wyglądała  na 

przekonaną. Obydwie wiedziały, że jest to jedyny duży materiał Erin. 

Erin rozejrzała się po oddziale. 
– Nie ma Sama – 

oznajmiła Fay nie pytana. – Ma teraz dużo spraw na głowie. 

Unikała  wzroku  Erin.  Chyba  wie,  co  się  stało.  Jak  on  śmiał  jej  o  tym 

powiedzieć?  Czuła,  że  się  czerwieni,  więc  natychmiast  popatrzyła  na  ścianę.  To 

jasne, że Fay wie. Przecież od lat przyjaźni się z Samem. Zapewne poprosił Fay, 

żeby zajęła się nią, ponieważ on nie ma ochoty jej oglądać. 

– 

Jak się ma Jeremy? 

background image

Fay z wyraźną ulgą przyjęła zmianę tematu. 
– 

Trzyma się. Ciągle jest na intensywnej terapii, ale chyba się z tego wyliże. 

Czeka go jeszcze długa droga. W najlepszym razie wszechstronna rehabilitacja. 

– A w najgorszym? 
– 

Nie  chcę  nawet  o  tym  myśleć.  Uda  mu  się.  Byłam  u  niego  dzisiaj  rano. 

Powiedziałam  mu,  że  brakuje  nam  jego  napuszonej  osoby.  Kazałam  mu  się 

pospieszyć z powrotem na oddział. 

– 

Co ci odpowiedział? – Erin roześmiała się niemrawo. 

– 

Nic. Nadal jest nieprzytomny. Ale może mnie słyszał? 

Zamyśliły się. 
– 

Wezmę się do roboty. 

– 

Jasne. Zapraszam. Zaraz przyniosę ci uniform. 

Praca  posuwała  się  do  przodu,  mimo  że  Erin  sercem  i  umysłem  była  gdzie 

indziej.  Często  spoglądała  na  drzwi  w  nadziei,  że  jakimś  cudem  stanie  w  nich 

Samuel. Ale, oczywiście, tak się nie stało. W końcu, walcząc z sobą, pożegnała się 

ze wszystkimi i powlokła na parking. Była przygotowana na przeróżne sytuacje, na 

wszelkie  możliwe  zachowania  Samuela,  gdyby  przyszło  im  stanąć  oko  w  oko. 

Jednego nie przewidziała: że go nie zastanie. 

W połowie drogi do auta zorientowała się, że w pokoju dla personelu zostawiła 

tor

bę, w której miała klucze. Pogoda była upalna i wilgotna, więc droga powrotna 

na  oddział  wydała  się  jej  piekielnie  długa.  Gdy  weszła  do  pokoju,  ujrzała  Fay  i 

Samuela pogrążonych w rozmowie. 

– 

Myślałam, że już wyszłaś – rzekła Fay nieco speszona. Samuel nie odezwał 

się. 

– 

Zostawiłam tutaj torbę i kluczyki. – Czerwona jak burak podeszła do kanapy 

po swoją zgubę. Nie ma wątpliwości, że Samuel ukrywał się przed nią i poprosił 

Fay,  by  go  kryła.  Gdy  tylko  wyszła,  Fay  zawiadomiła  go,  że  może  się  ujawnić. 

Czuła, jak wzbiera w niej gniew: nie zasłużyła na takie traktowanie. Uważała tych 

dwoje za przyjaciół, a oni ją zawiedli. Teraz patrzą na nią jak na kogoś, kto ich 
szpieguje. – 

Jutro będziesz mógł obejrzeć ostateczną wersję – powiedziała już od 

drzwi. Nie zareagowa

ł. – Sam o to poprosiłeś – dodała, by nie pomyślał, że stara 

się przeciągnąć to mało przyjemne spotkanie. 

– 

Jestem zmuszony ci zaufać. Mam dużo innych spraw. . Patrzyła na niego z 

niedowierzaniem. Czy on się boi zostać ze mną sam na sam? 

–  Ach, tak. Fay o 

tym  wspomniała.  –  Otworzyła  drzwi.  –  Proszę  się  nie 

martwić,  doktorze  Donovan,  nie  sprawię  panu  zawodu.  –  Nadzwyczajnym 

background image

wysiłkiem woli pohamowała się, by nie trzasnąć drzwiami. 

Powrót  do  domu  był  prawdziwym  koszmarem.  Względnie  krótka  droga 

ciągnęła  się  w  nieskończoność.  Erin  kurczowo  ściskała  kierownicę  i  jak 

zahipnotyzowana  wpatrywała  się  w  szosę.  Postanowiła,  że  się  nie rozpłacze,  nie 

podczas  jazdy.  Żar  lał  się  z  nieba.  Stojąc  kolejny  raz  na  czerwonym  świetle,  z 

zazdrością patrzyła na samochody z zamkniętymi oknami. Jej następne auto musi 

mieć klimatyzację. Skwar sprawił, że elegancki kostiumik zmiął się niemiłosiernie, 

a włosy przykleiły do spoconej twarzy. Gdzie ta elegancja, pomyślała z goryczą, 

spoglądając w lusterko. 

Ucieszyła się, nie widząc na podjeździe fiata Anny. Nie zniosłaby jej kolejnego 

kazania.  W  domu  włączyła  klimatyzację,  weszła  na  górę  i  natychmiast  zdjęła 

kostium.  Rozpłakała  się  dopiero  pod  prysznicem,  gdy  stała  w  strumieniach 

chłodnej wody. Sama była zaskoczona rozmiarami swojej rozpaczy. Nie zdawała 

sobie sprawy, ile nadziei łączyła z tym dniem. Sukces jej reportażu już ją prawie 

nie interesował. Wszystko straciło jakiekolwiek znaczenie. 

Stała pod prysznicem tak długo, aż zrobiło się jej zimno. Szczękając zębami, 

owinięta  niewielkim  ręcznikiem,  szukała  w  sypialni  swojego  płaszcza 

kąpielowego. Wygląda na to, że wzięła go Anna. Nie miały zwyczaju wchodzić do 

nie swojego pokoju. Te dwie kobiety o tak różnych temperamentach, mieszkające 

pod jednym dachem, przyjęły to za żelazną zasadę. Ale Erin trzęsła się z zimna. 
Tylko tam zajrzy... 

Nie spodziewała się takiego widoku. W pierwszej chwili, przerażona, zasłoniła 

twarz dłońmi. 

– Anno! – 

Podbiegła do łóżka. – Nie! 

Anna nie reagowała. Siedziała oparta na kilku poduszkach, z głową odrzuconą 

do tyłu. Była blada i miała sine wargi. Obok bezwładnej dłoni leżało opakowanie 

ventolinu.  Erin  wsłuchiwała  się  w  jej  długi,  świszczący  oddech.  Sięgnęła  po 

ventolin. Lek należy podawać, nawet jeśli chory ledwie oddycha! Inhalator okazał 

się pusty. 

– Biedna Anna. 

To tak to się stało... 

Trzeba  jak  najprędzej  wezwać  pomoc,  ponieważ  to  jest  stan  krytyczny.  Lecz 

telefon jest na dole, a ona nie może zostawić jej samej. 

– 

Myśl! Opanuj się. Co zrobiłyby dziewczyny z nagłych wypadków? 

Nebulizator! Po raz pierwszy doceniła zamiłowanie do porządku swojej siostry. 

Otworzyła  górną szufladę  i znalazła urządzenie  na  właściwym  miejscu.  Włożyła 

wtyczkę do gniazdka. Sięgnęła po ampułki z lekiem, który Anna stosowała, czując 

background image

się wyjątkowo źle. Drżącymi palcami przelała lek do pojemnika i połączyła go z 

maską. Nacisnęła włącznik. Gdy z maski wydobył się biały obłok pary, zasłoniła 

nią twarz siostry. 

Zbiegła  na  dół.  Przypomniała  sobie,  jak  Vicki  narzekała  na  połączenia 

komórkowe, więc sięgnęła do telefonu stacjonarnego. Gdy spokojny głos zapytał 

ją, którą ze służb wzywa, rzuciła tylko: 

– Karetka! – 

Następnie podała adres, powiedziała, co się stało i co zrobiła, by 

ratować chorą. 

– 

Proszę podawać jej ventolin, dopóki nie przyjedzie lekarz. 

– 

Muszę wracać do niej, na piętro. Jest sama, mogła przestać oddychać. 

– 

Umie pani wykonać sztuczne oddychanie? 

Zamknęła  oczy.  Na  samą  myśl  o  tym  zrobiło  się  jej  niedobrze,  ale  była 

wdzięczna, że udało się jej namówić swoich szefów, by wysłali ją na odpowiednie 
szkolenie. 

– 

Tak. Muszę już iść. 

–  Najpier

w  niech  pani  otworzy  drzwi  wejściowe.  I  proszę  nie  odkładać 

słuchawki. Karetka już jedzie. 

Wbiegła na piętro. Anna ledwie oddychała. Erin nie pozostało nic innego, jak 

tylko dodawać kolejne ampułki leku, czekać i modlić się. 

– 

Kocham cię, Anno – szepnęła, ujmując lodowatą dłoń siostry. – Nie odchodź. 

Jesteś mi potrzebna. 

Usłyszała dźwięk syreny. Pocałowała Annę w policzek. 
– 

Trzymaj się. 

Przerażona  i  roztrzęsiona  patrzyła  na  zespół  ludzi,  którzy  ratowali  jedyną 

osobę, jaka jej została na tym świecie. Robili to sprawnie i fachowo. Ale czy zdają 

sobie sprawę, ile ta dziewczyna dla niej znaczy? 

– 

Jadę  z  nią  –  oznajmiła,  gdy  układali  bezwładne  ciało  na  noszach,  wśród 

plątaniny przewodów, rurek i monitorów. 

– 

Trzeba  ją  natychmiast  przewieźć  do  szpitala.  Z  tyłu  karetki  nie  będzie 

miejsca, bo przez cały czas muszę być przy niej – rzekła stanowczo lekarka. 

Wyglądała sympatycznie, przypominała Fay. 
– 

Chcę być przy niej – prosiła Erin. 

Kobieta pokręciła głową. 
– 

Musi  pani  jechać  osobno.  Lepiej  niech  pani  poprosi  sąsiada albo wezwie 

taksówkę. Niepotrzebny nam wypadek. I niech się pani ubierze. 

Patrzyła  przez  łzy,  jak  Annę  wynoszono  z  sypialni.  Dopiero  wtedy 

background image

uświadomiła sobie, że jest nie ubrana. 

Naciągnęła byle jakie szorty i pierwszy z brzegu podkoszulek. Zrezygnowała z 

szukania  sandałków,  ale  musiała  znaleźć  klucze,  żeby  wydostać  się  za  bramę. 

Miotała się chaotycznie po całym domu, by w końcu znaleźć je pod kremowym 

kostiumem, na podłodze w łazience. 

Wskoczyła do samochodu. Przez cały czas pamiętała o wypadku Jeremy'ego, 

tragicznej  śmierci  rodziców  I  ostrzeżeniu  lekarki.  Gdyby  jednak  po  drodze  były 

policyjne kamery, na pewno byłaby biedniejsza o kilkaset dolarów. 

Gdy  minęła  rejestrację  i  dopadła  drzwi  na  oddział,  natknęła  się  na  Jenny 

Barton. 

– 

Tutaj nie wolno wchodzić. – Pielęgniarka ruszyła z miejsca. – Och, to ty. – 

Zatrzymała się, rozpoznając Erin. – Jesteś tą dziennikarką, która nas filmowała? 

– 

Przed  chwilą  przywieziono  tu  moją  siostrę  –  powiedziała  Erin,  z  trudem 

łapiąc oddech. 

– 

Jak się nazywa? 

– Anna. Anna Casey. 
Jenny ściągnęła brwi. 
– 

Nie przypominam sobie. Byłaś w poczekalni? 

– 

Ma atak astmy. Nie może mówić, jest nieprzytomna! – wykrzyczała. Dopiero 

teraz dotarło do Jenny, o kogo chodzi. 

– To twoja siostra? Jest na reanimacji. 
Erin ruszyła w stronę sali, ale Jenny była szybsza. 
– 

Nie możesz tam wejść. Nie teraz. – Odciągnęła ją od drzwi. – Dobrze wiesz, 

że  tam  nie  wolno  wchodzić.  Zaczekaj  tutaj.  Poproszę,  żeby  ktoś  tu  do  ciebie 

przyszedł. 

Wiedziała,  że Jenny  ma  rację.  Lecz  tego było  dla niej  za  wiele:  pielęgniarka 

położyła  dłoń  na  klamce  drzwi  prowadzących  do  pokoju  dla  rodzin!  Ogarnął  ją 

taki strach, że z histerycznym krzykiem rzuciła się do ucieczki. 

– 

Nie wejdę tam! Nie wejdę! – Odepchnęła Jenny. W tym pokoju czeka się na 

tragiczne  wiadomości.  Tutaj  się  dowiaduje,  że  ktoś  z  najbliższych  już  nigdy  nie 
wróci do domu. – 

Tutaj  uzyskuje  się  informacje,  że  nasi  bliscy  umarli  –  łkała. 

Nagle poczuła, że ktoś chwycił ją za ramiona. Usłyszała znajomy głos. 

– 

Uspokój się, Erin. Uspokój. 

Szlochała  teraz z  twarzą  wtuloną  w  pierś  Samuela,  który  łagodnie gładził  jej 

rozedrgane ramiona i półgłosem mówił słowa pociechy. 

Mimo że myślała tylko o Annie, wiedziała, że nareszcie znalazła się tam, gdzie 

background image

powinna, w objęciach Sama, gdzie nic złego nie może jej spotkać. Przez chwilę 
dele

ktowała się jego upajającym zapachem. Gdy tym razem delikatnie ją od siebie 

odsunął, nie miała mu tego za złe. 

– 

Muszę  iść  do  niej  –  oznajmił.  –  Wrócę  tu,  jak  tylko  będzie  to  możliwe.  – 

Ostrym tonem zwrócił się teraz do Jenny: – Zastąp Vicki w gipsowni, a ona niech 

zaprowadzi Erin do pokoju dla personelu i niech z nią tam zostanie. 

Jenny kiwnęła głową, ale nie ruszyła się z miejsca. Erin, ciągle opierając głowę 

na jego piersi, poczuła, jak wzbiera w nim gniew z powodu opieszałości młodej 

pielęgniarki. 

– W tej chwili! – 

ryknął. 

– 

Idź już – szepnęła. Mimo że nigdy nie potrzebowała nikogo tak bardzo jak 

teraz Samuela, wiedziała, że Anna potrzebuje go jeszcze bardziej. 

 
Czerwony sekundnik ściennego zegara co minutę, mijając dwunastkę, wydawał 

specyficzny  odgłos.  Jakie  to  dziwne,  pomyślała,  że  nie  zauważamy  tylu  rzeczy. 

Tydzień  temu  kazała  kamerzyście  pilnie  filmować  ten  sam  zegar,  potem  przez 

siedem kolejnych dni, montując materiał, wpatrywała się weń, aby dopasować czas 

do  toczącej  się  akcji,  lecz  dopiero  teraz  dotarło  do  niej,  jak  hałaśliwe  jest  to 

urządzenie. Może powinna polecić Markowi, by nagrał to tykanie? Czy pani Reed 

również zwróciła uwagę, jak bezlitośnie powoli płynie czas? Czy to samo myślał 

syn  pani  White,  czekając,  aż  znajdzie  się  dla  niej  szpitalne  łóżko?  A  rodzice 

Jeremy'ego, którzy teraz siedzą przy nim i czekają, aż odzyska przytomność? 

Vicki, oczywiście, stanęła na wysokości zadania. Obeznana ze smutkiem oraz 

zachowaniem  przerażonych  rodzin,  była  bardzo  pomocna,  gdy  Erin  musiała 

odszukać Jordana. Okazało się, że firma wysłała go na konferencję do Sydney. Z 

niemałym  trudem  opowiedziała  mu,  co  się  stało,  tym  bardziej  że  w  jego  głosie 

wyraźnie słyszała oskarżycielską nutę. 

Była  wdzięczna  Samuelowi  za  to,  że  oddał  ją  pod  opiekę  Vicki,  a  zarazem 

sz

częśliwa,  że  w  tym  szalonym  i  wspaniałym  miejscu  personel  traktował  ją  jak 

swoją. 

Ilekroć  ktoś  otwierał  drzwi,  Erin  drgała  nerwowo,  spodziewając  się  złych 

wiadomości na temat Anny. Zawsze jednak okazywało się, że to ktoś z personelu, 

kto  wpadł  wypić  kawę,  wypalić  papierosa  lub  poszperać  w  swojej  szafce.  Gdy 

zaczęła  schodzić  się  nocna  zmiana,  radosny,  powitalny  uśmiech  zastygał  na 

twarzach tych ludzi na wieść o przyczynie, jaka ją do nich sprowadziła. W końcu 

do pokoju wszedł Samuel i zapadła cisza. 

background image

Stanął przed nią, a ona bała się spojrzeć mu w oczy. Gdy wreszcie odważyła się 

podnieść na niego wzrok, w jego oczach dostrzegła błysk nadziei, mimo że jego 

twarz była poważna. Anna żyje. 

– 

Co z nią? – zapytała, ale nie uzyskała odpowiedzi. Samuel objął ją tylko i na 

oczach całego oddziału poprowadził do swojego pokoju. Gdy już się tam znaleźli, 

wziął ją w ramiona, jakby chciał ją osłonić przed słowami, które za chwilę miała 

usłyszeć. 

– 

Jej  stan  jest  bardzo  poważny.  Kiedy  ją  przywieziono,  ledwie  oddychała. 

Bardzo t

rudno było ją intubować. Miała zapadnięte jedno płuco. 

– 

Czy przyczyną tego jest astma? 

– 

Nie.  Mogło to być  skutkiem  ataku.  Musieliśmy  ratować  płuco.  Dostała  też 

hydrokortyzon,  który  działa  powoli,  oraz  kroplówkę  z  kilkoma  bardzo  silnymi 
lekami. Czekamy, a

ż  przygotują  dla  niej  łóżko  na  intensywnej  terapii.  Może  to 

trochę potrwać. 

–  Czy ona umrze? – 

Zadała to straszne pytanie, wiedząc, że przy nim potrafi 

znieść wszystko. Poczuła nieodpartą chęć, by go dotknąć, i delikatnie pogładziła 
go po nieogolonym polic

zku, a on na chwilę przytrzymał jej dłoń, przymknął oczy 

i westchnął, jakby na to właśnie czekał. 

Wiedziała  już,  że  pomimo  muru,  który  pomiędzy  nimi  wzniósł,  pomimo 

okrutnego  zakończenia  ich  miłosnego  zbliżenia  i  setek  pytań,  na  które  nie  znała 
odpowiedzi, Samuel potrzebuje jej tak jak ona jego. 

 

background image

Rozdział 10 

 
Przez następnych kilka dni miała okazję bardzo dobrze poznać poczekalnię na 

oddziale intensywnej opieki: kran z ciepłą wodą, która kapała, jeśli w odpowiedni 

sposób nie zakręciło się czerwonego kurka, kanapę, która wyglądała na wygodną, 

lecz była za niska i nie dało się na niej spać, ponieważ człowiek budził się cały 

obolały. Znacznie wygodniejszy okazał się skromnie wyglądający wyplatany fotel. 

Erin przeczytała wszystkie ulotki na temat różnych rodzajów pomocy świadczonej 

bliskim pacjentów tego oddziału i wszystkie stare ilustrowane magazyny. Poznała 

także bliżej matkę Jeremy'ego, zwłaszcza pewnej dramatycznej nocy, kiedy Jeremy 

o mały włos nie przegrał ze śmiercią. 

Te dni spędzone w szpitalu, gdy Anna walczyła o życie, pokazały jej również, 

jak mało wie o Samuelu Donovanie. 

 
  – 

Jej stan się poprawia. To dobrze. 

Samuel właśnie wszedł do maleńkiego pokoiku. Położyła palec na wargach i 

gestem wskazała na śpiącą matkę Jeremy'ego. 

– Mówisz „

stan krytyczny, ale stabilny", „trzyma się". To mi nic nie mówi. – 

Rozmawiali półgłosem, by nie przeszkadzać starszej pani. – Dopóki się nie obudzi 

i nie będę mogła z nią rozmawiać, nie uwierzę, że wyzdrowieje. Jej pielęgniarka 

powiedziała  mi,  że  dzisiaj  zamierzacie  usunąć  jej  rurkę  tracheotomijną.  Mam 

nadzieję, że nie będzie z tym problemów. 

Samuel bez słowa usiadł obok niej. 
– 

Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej. Miałem własne kłopoty. 

Pokiwała  głową.  Była  druga  w  nocy,  a  ona  nie  miała  już  siły  bawić  się  w 

uprzejmą konwersację. 

– 

Jordan przyjechał? – zapytał Samuel. 

– 

Jest  u  Anny.  Twierdzi,  że  to  przeze  mnie  –  mówiła,  zwiesiwszy  głowę. 

Spodziewała się, że Samuel zaprzeczy, że powie: „Tak ci się wydaje", ale on nie 

powiedział nic takiego. 

– Dlaczego? 
Zaskoczyło ją to pytanie. 
– 

Bo się pokłóciłyśmy. Kłóciłyśmy się przez cały tydzień. – Zawahała się. Nie 

może mu wyjawić przyczyny. – Jordan uważa, że gdybym nie wpędziła jej w stres, 
gdybym... 

background image

Ciepła dłoń przykryła jej rękę. 
– 

Równie dobrze mógłby mieć pretensję do mnie. Albo nawet do Jeremy'ego. 

– Do Jeremy'ego? – 

Podniosła na niego zdumione spojrzenie. – Co on ma z tym 

wspólnego? 

Mocniej uścisnął jej palce. 
– 

Tyle  samo  co  ty.  Gdyby  Jeremy  nie  jechał  za  szybko,  nie  rozbiłby  się  o 

szpitalną bramę, a ja przygnębiony jego tragicznym stanem nie przyjechałbym do 

ciebie do domu i nie kochalibyśmy się... może wtedy nie pokłóciłabyś się z Anną i 

może nic takiego by się nie wydarzyło. 

Uśmiechnęła się mimo woli. 
– 

Może masz rację – rzekła powoli. 

– 

Podejrzewam, że Jordan ma potworne wyrzuty sumienia. Był w Sydney, gdy 

to  się  stało.  Wiedział,  że  od  jakiegoś  czasu  Anna  źle  się  czuje.  Może  to  on 

powinien coś zrobić, na przykład namówić ją, żeby poszła do lekarza? 

– 

Nie mógł tego przewidzieć. To nie jego wina. 

– 

No właśnie. Nikt tu nie zawinił. Taka jest prawda, Erin. Przyjemnie byłoby 

móc  myśleć,  że  panujemy  nad  swoim  losem  oraz  losem  innych,  ale  czasami  nie 

mamy  na  to  wpływu.  Los  czy  przypadek,  nieważne  jak  to  nazwiesz,  zawsze 

wygrywa. Każdy, kto przekracza próg urazówki, chciałby cofnąć taśmę, na której 

zarejestrowano  minione  dni  lub  godziny.  Żeby  zrobić  coś,  cokolwiek,  co 

zmieniłoby bieg rzeczy. Każdy ma swoją historię. 

–  Wiem, o czym mówisz. – 

Doznała  olśnienia.  –  Wcześniej,  zanim  to  się 

stało... kiedy filmowaliśmy... – Patrzył, jak zaróżowiły się jej policzki, jak wraca 
jej energia. – 

To samo sobie wtedy pomyślałam. Że to jest jak w kalejdoskopie... – 

Posłała  mu  nieśmiały  uśmiech.  –  Wiem,  że  uznasz,  że  zwariowałam,  ale  chcę 

zostać pielęgniarką. 

– 

Będziesz  wspaniała  w  tej  roli.  Kiedy  o  tym  pomyślałaś?  –  dopytywał  się 

poważnie. 

– 

Nie bardzo  wiem,  ale pobyt  w  szpitalu  odegrał istotną  rolę.  Mojej  obecnej 

pracy  brakuje  dramaturgii,  której  tak  bardzo  potrzebuję,  mimo  że  brzmi  to 

cynicznie. Nie chodzi o to, że lubię patrzeć na cierpienie. Fascynuje mnie to, co tu 

się robi. Wasza praca ma sens, coś zmienia. 

– 

To niełatwe zadanie. Będziesz musiała zrezygnować z wielu rzeczy, cofnąć 

się na pozycję uczennicy. Czy sądzisz, że to potrafisz? 

– Nie wiem – 

przyznała. – Chciałabym wierzyć, że dobra materialne niewiele 

dla mnie znaczą, ale, jak mi to sam wytknąłeś, pieniądze nie są ważne, kiedy się je 

background image

ma. Jeśli spłacę Annie jej połowę domu, będę biedna jak każdy student. Nie brzmi 

to zachęcająco, kiedy ma się prawie trzydzieści lat. 

– Wobe

c tego sprzedaj go. Myślę, że rodzice nie mieliby nic przeciwko temu, 

żebyś  realizowała  swoje  marzenia.  Jeśli  go  sprzedasz,  będziesz  mogła  podjąć 

studia.  Stać  cię  będzie  także  na  własny  dom,  chociaż  nieco  mniejszy  niż  ten,  w 

którym teraz mieszkasz. Mogłabyś to potraktować jako prezent od nich. Nawet po 

śmierci  się  tobą  opiekują.  Wszyscy  rodzice  chcieliby  móc  pomagać  swoim 

dzieciom w realizacji ich marzeń. Anna i Jordan będą mieli swój domek ogrodzony 

płotkiem z białych sztachetek, a ty pójdziesz za głosem serca. Uważam, że byłabyś 

wspaniałą pielęgniarką. 

Upiła trochę kawy. 
– Zimna. – 

Skrzywiła się. Z dużym wysiłkiem podjęła przerwany wątek. – To 

nie  dlatego  że  chcę  cię  prześladować  czy  nękać.  Nie  chcę,  żebyś  myślał,  że 

rozważam możliwość zmiany zawodu, żeby być bliżej ciebie. 

– 

Nie cierpię na aż taki przerost ego. Po co mi to wszystko mówisz? 

Był szczerze zdziwiony. Podniosła wzrok i po raz pierwszy przyjrzała mu się 

dokładnie. Miał na sobie dżinsy i zwyczajny T-shirt, ale mimo tego swobodnego 
ubioru wcale ni

e  wyglądał  na  odprężonego.  Zauważyła  też  podkrążone  oczy  i 

nieuczesane włosy. 

– 

Ponieważ okazało się, że ta jedna wspólna noc znaczy dla mnie wszystko, a 

dla ciebie nic. Więc mogłabym chcieć to przedłużyć. 

Do tej pory mocno trzymał ją za rękę, ale teraz cofnął dłoń. 
– 

Przestań. 

– 

Dlaczego? Przykro mi, że jestem taka staroświecka i nie potrafię uznać, że 

nic się nie stało. Sprawiłeś mi przykrość i upokorzyłeś mnie... 

Zerwał się na równe nogi i podszedł do okna. 
– 

Nie miałem takiego zamiaru. I nie mów, że cię upokorzyłem. Oboje wiemy, 

że tak nie było. – Wzburzony, odwrócił się w jej stronę. – Jesteś najpiękniejszą, 

najcieplejszą, najbardziej kochającą kobietą, jaką do tej pory spotkałem. Nigdy nie 

przestanę  cię  pragnąć.  Uwierz  mi,  proszę.  Nie  czuj  się  upokorzona tym, co 

zrobiliśmy.  –  Ponownie  odwrócił  się  do  niej  plecami.  Widziała,  z  jakim  trudem 

dobiera słowa. – Robię to dla twojego dobra. Nie oczekuję, że to zrozumiesz, ale 

proszę cię, żebyś mi uwierzyła. Nie jestem dla ciebie. 

– 

Jak możesz tak mówić? Skąd wiesz, kto jest dla mnie? 

– 

Musisz iść dalej, to już się nie powtórzy. Nie możemy być razem. Proszę, nie 

zawracaj sobie tym głowy. 

background image

Jak  zareagować?  Nie  zostawił  jej  ani  kawałka  pola  do  manewru.  Siedziała, 

wpatrując się w zimną kawę i słuchając irytującego tykania zegara. 

– 

Dzisiaj będzie emitowany nasz reportaż – odezwała się po dłuższej chwili. – 

Przyjdą wszystkie dziewczyny z nagłych wypadków. Z szampanem. Obiecałam, że 

zejdę  obejrzeć  go  razem  z  nimi,  jeśli  stan  Anny  będzie  stabilny.  Przyjdziesz?  – 

Mówiła  beznamiętnym  tonem,  mimo  że  w  każdym  słowie  wyczuwało  się  chęć 

powiedzenia czegoś innego. 

– 

Pokażesz puste szpitalne łóżka? 

Milczała. 
– 

Nie miałbym ci tego za złe. 

– 

Skąd o tym wiesz? 

– O niewielu rzeczach nie wiem. 
Wstała i wylała resztę kawy do zlewu. 
– 

Nie  pokażę.  Udało  mi  się  Markowi  to  wyperswadować.  Czy  wobec  tego 

przyjdziesz? 

Wpatrywał się w nią. Miała ochotę rzucić mu się w ramiona, lecz zamiast tego 

spokojnie wytrzymała jego wzrok. 

– 

Pójdę  już  –  powiedział  w  końcu.  –  Jest  mi  bardzo  przykro,  że  cierpisz. 

Naprawdę. 

 
Promienie  słońca  sączyły  się  przez  cienkie  zasłony,  gdy  poranne  porządki  w 

poczekalni  obudziły  Erin  i  panią  Foster.  Siostra  dyżurna  powitała  je  radosnym 

uśmiechem. 

– 

Mam dobre wiadomości. 

Obydwie spojrzały na nią z nadzieją w oczach. Mimo że każda spodziewała się, 

że  pozytywne  wieści  dotyczyć  będą  właśnie  jej  bliskiej  osoby,  trzymały  się  za 

ręce, gotowe cieszyć się radością tej drugiej. 

–  Dla obu – 

wyjaśniła  pielęgniarka.  –  Stan  pani  syna  się  ustabilizował. 

Anestezjolog usunie dzisiaj rurk

ę tracheotomijną. To już wprawdzie trzecia próba, 

ale dzisiaj doktor Foster wygląda znacznie lepiej. – Zwróciła się teraz do Erin. – 

Annie usunięto już rurkę. – Gestem uciszyła Erin. – Jest nadal bardzo senna i przez 

cały  czas  musimy  ją  pilnować.  Jordan  jest  teraz u  niej.  Za  chwilę  ją  umyjemy  i 

wtedy będziesz mogła się z nią zobaczyć. Jak tylko to będzie możliwe, przyjdę po 

panią, pani Foster. 

– 

A nie mówiłam, że wszystko lepiej wygląda o poranku – szepnęła przez łzy 

matka Jeremy'ego. 

background image

– 

To prawda. Proszę mu ode mnie przekazać, że zostanie gwiazdą telewizyjną. 

Starsza pani otarła łzy koronkową chusteczką. 
– 

Zadzwonię  do  znajomych  i  poproszę,  żeby  nagrali  ten  reportaż.  Nie 

wybaczyłby mi, gdybym to przeoczyła. 

– 

Jestem pewna, że uda mi się załatwić dla niego gratisową kasetę. 

– 

Jak tylko mu się polepszy, spróbuję przemówić mu do rozumu. Chłopak jest 

po  trzydziestce,  więc  powinien  się  ustatkować,  znaleźć  sobie  jakąś  sympatyczną 

dziewczynę i dać mi wnuki, żebym mogła nimi się opiekować, zamiast nim. 

– Dobrze mu zr

obi takie kazanie. A jeśli nie zechce pani słuchać, to ja się z nim 

rozprawię. Przez niego mam pierwsze siwe włosy. Nie żartuję. 

Pomimo radosnego nastroju obydwie zdawały sobie sprawę, że los się do nich 

uśmiechnął:  ich  bliscy  opuszczą  intensywną  terapię.  Dla innych wszystko 

kończyło się w tym nijakim pokoju. 

Anna  była  bardzo  słaba,  mimo  że  jej  stan  szybko  się  poprawiał.  Erin  nie 

potrafiła  ukryć  zdziwienia  na  wieść,  że  po  południu  ma  być  przewieziona  na 

oddział ogólny. 

– 

Tak szybko? Chyba nadal potrzebuje nebulizatora. Poza tym wygląda bardzo 

mizernie. 

– 

Też wolelibyśmy zrobić to trochę później – tłumaczyła się pielęgniarka – ale 

potrzebujemy  tego  łóżka  dla  pacjenta,  który  wymaga  wentylacji.  Anna  dostanie 
specjalne miejsce, które stale jest obserwowane. 

Erin  nie  miała  nic  do  powiedzenia.  Annę  przewieziono  do  sześcioosobowej 

sali. Była tam najmłodszą pacjentką. Gdy się tam znalazła, cztery kobiety leżały 

spokojnie.  Piąta,  pomimo  dziwnych  drgawek  i  nieskoordynowanych  ruchów, 

uważnie obserwowała nowo przybyłych. Gdy Erin uśmiechnęła się do niej, kobieta 

nie przestała trzepotać rękami. Wykrzywiła wargi w grymasie, jakby chciała coś 

powiedzieć. 

Pielęgniarki zaciągnęły zasłony wokół Anny. Jordan wyszedł z sali, by gdzieś 

zatelefo

nować,  więc  Erin  stała  z  boku,  nieco  skrępowana  i  zaskoczona  ilością 

aparatury, jaką zgromadzono wokół Anny w ciągu tych paru dni. 

Nagle przerażający wrzask przeszył powietrze. 
– 

Zaraz  do  ciebie  przyjdę,  Patty!  –  zawołała  przez  zasłonkę  jedna  z 

pielęgniarek. 

Kobieta uporczywie wpatrywała się w Erin, więc ta nieśmiało podeszła do jej 

łóżka. 

– 

Witaj, Patty. Mam na imię Erin. Pielęgniarki układają na łóżku moją siostrę. 

background image

– 

Nie wiadomo, ile z tego Patty zrozumiała, lecz wyraźnie się uspokoiła i przestała 

krzycze

ć. Nie ustały tylko te dziwne, uporczywe drgawki. 

 
Z pomocą Jordana Erin doszła, co się stało. Samuel miał rację: Anna już jakiś 

czas temu powinna była udać się do lekarza. Jordan namówił ją na wizytę tamtego 

dnia  rano.  Gdy  już  wyjechał  na  lotnisko,  dowiedziała  się,  że  może  zapisać  się 

dopiero na popołudnie, więc postanowiła pójść do pracy, gdzie poczuła się bardzo 

źle. Wzięła taksówkę i wróciła do domu. Reszta pozostawała w sferze domysłów. 

Czy  przyjechała  do  domu  po  nowy  inhalator?  Dlaczego  od  razu  nie  użyła 

nebulizatora?  Dlaczego  nie  uparła  się  na  wcześniejszą  godzinę  u  lekarza,  albo 

dlaczego nie zadzwoniła po karetkę? 

Przychodziło im do głowy mnóstwo pytań, ale Anna jeszcze nie była w stanie 

zaspokoić ich ciekawości. Nikt już nie pamiętał o kłótni między siostrami. Nawet 

Jordan zdobył się na powściągliwe przeprosiny. 

– 

Niesłusznie  cię  obwiniałem  –  powiedział,  gdy  siedzieli  przy  łóżku  Anny, 

która spała. Ciągle była podłączona do niezliczonych rurek i kroplówek, a jej twarz 

zasłaniała maska tlenowa. Wyglądała jednak zdecydowanie lepiej niż na oddziale 
intensywnej opieki. – 

Do wszystkich miałem pretensję oprócz siebie – wyznał. – 

Powinienem był sam zawieźć ją do lekarza. Kolejny raz Sam się nie mylił. 

– 

Nikt tutaj nie zawinił. Cieszmy się, że to już za nami. 

– 

Pora na fizjoterapię – oznajmiła Heather, która nagle zjawiła się przy łóżku. 

– 

Szkoda ją budzić. Musi być strasznie zmęczona. – Erin popatrzyła na siostrę. 

– 

Przyda się jej. To nie potrwa długo – zapewniła ją Heather. 

– 

Pójdę na kawę. Idziesz ze mną? – zagadnął Jordan. 

– 

Nigdy w życiu nie wypiłam tyle kawy. Poczekam w pokoju dziennym. 

Zanim  wyszła  z  sali,  zatrzymała  ją  Jane,  pielęgniarka,  która  właśnie  karmiła 

Patty. 

– 

Dzwoniła Fay z nagłych wypadków. Kazała ci przekazać, żebyś się nie bała i 

zeszła  do  nich wieczorem. –  Wszyscy  już  wiedzieli  o  programie  i  wszędzie 
zadawano jej pytania. 

– 

To  zależy  od  tego,  jaka  poczuję  się  odważna.  –  Erin  roześmiała  się.  – 

Dziewczynom z urazówki lepiej się nie narażać. Może lepiej będzie, jak obejrzę 

ten reportaż w domowym zaciszu. 

Rozległ się dzwonek, którym jakiś pacjent wzywał dyżurną pielęgniarkę. Jane 

szukała wzrokiem koleżanek. 

– 

Myślę, że mogę... 

background image

Drugi dzwonek. Pielęgniarka uśmiechnęła się przepraszająco do Patty. 
– 

Część dziewczyn poszła na lunch, a inne są zajęte. Przepraszam cię, Patty, ale 

muszę tam pobiec. 

Z piersi pacjentki wydobył się żałosny krzyk. 
– 

Pokarmię ją, dopóki nie wrócisz – zaproponowała Erin. 

– 

Jesteś pewna?  Patty  ma  trudności  z przełykaniem.  Karm  ją  bardzo  powoli. 

Zaraz wracam. 

Erin sięgnęła po miseczkę. 
– 

Miej do mnie cierpliwość, Patty. Dopiero się uczę. 

Posiłek trwał długo. Przy okazji połowa została rozchlapana. Ale gdy miseczka 

była  już  pusta,  Erin  i  Patty  zdążyły  się  zaprzyjaźnić.  Erin  zauważyła,  że  starsza 

pani robi się spokojniejsza, gdy się do niej mówi, wobec tego paplała cały czas o 
wszystkich i o wszystkim, nawet o ziemniaczanym puree. 

– Co ty tu robisz? – 

Omal nie upuściła miseczki na dźwięk zagniewanego głosu 

Samuela. 

– 

Jane  została  wezwana  przez  pacjenta,  a  Patty  była  głodna.  Najpierw 

zapytałam Jane. Miałam pozwolić, żeby starsza pani siedziała głodna? – Patrzyła 
na niego wojowniczo. – 

Poza  tym  nie  jesteśmy  na  twoim  ukochanym  oddziale, 

więc nie masz prawa mnie stąd wyrzucić – dodała. 

Miał to być żart. Nigdy w życiu nie spodziewała się tego, co nastąpiło dalej. 
– 

Nie jesteśmy wprawdzie na moim oddziale, za to tak się składa, że karmisz 

moją  matkę.  Mam  zatem  prawo  zapytać,  co  tu  robisz.  –  Podszedł  do  łóżka, 

pocałował Patty w policzek i przysunął sobie krzesło. 

– 

Patty  jest  twoją  matką...  –  Oniemiała.  –  Przepraszam,  nie  wiedziałam  – 

wyjąkała. 

Nie zwracał na nią uwagi. Otworzył szafkę, wyjął stamtąd gazetę, pogrzebał w 

kieszeniach i położył na półeczce dolara. 

– 

Dziewczyny kupują mi gazetę – wyjaśnił. – Przepraszam, że podniosłem na 

ciebi

e  głos.  To  ładnie,  że  ją  nakarmiłaś.  Ona  lubi  jeść.  Ach,  mama  ma  na  imię 

Patricia, nie Patty. Już im to sto razy powtarzałem.  Nie lubi tego zdrobnienia.  – 

Energicznym  ruchem  otworzył  gazetę  na  kolumnach  sportowych,  ale  na  jego 

twarzy malował się smutek. – Przynajmniej kiedyś go nie lubiła. 

Czas  wlókł  się  niemiłosiernie.  Obecność  Samuela  w  tym  samym 

pomieszczeniu  trzymała  Erin  w  ciągłym  napięciu.  Już  dawno  przeczytała 

wszystkie  pisma,  jakie  dały  jej  pielęgniarki,  Anna  spała  spokojnie  tuż  obok,  a 
Samuel w ogó

le  nie  zwracał  na  nią  uwagi.  Przeczytał  gazetę  od  deski  do  deski, 

background image

czasami  tylko  przerywając,  aby  zacytować  matce  jakieś  zabawne  sformułowanie 

lub  opowiedzieć  jej  o  ciekawym  wydarzeniu.  Patricia  wyraźnie  się  uspokoiła  w 

obecności syna, a pod wieczór nawet zapadła w drzemkę. Zerkając sponad swojej 

lektury,  Erin  zauważyła,  że  we  śnie  wszelkie  mimowolne  ruchy  chorej  zupełnie 

zanikły. Wyglądała teraz po prostu jak kobieta w podeszłym wieku, która ucięła 

sobie drzemkę. 

Samuel zauważył, że Erin ją obserwuje. 
– Mam

a śpi. Przejdę się. Idziesz ze mną? 

Zgodziła się, lecz uznała za stosowne poinformować o tym Jordana. Przyszły 

szwagier mrugnął do niej porozumiewawczo i uśmiechnął się. 

– 

Nie musisz się spieszyć. Nigdzie nie wychodzimy. 

– 

Wobec tego moglibyśmy coś zjeść – skonstatował Sam ku jej radości. – Coś 

panu przynieść? 

Żywiąc  się  przez  kilka  dni  kanapkami  z  folii,  nawet  osobnik  o  najbardziej 

wyszukanych manierach zmienia swoje upodobania. 

– 

Normalnie  bym  podziękował.  Ale  prawdę  mówiąc,  konam  z  głodu.  Proszę 

coś dla mnie wybrać. Zjem nawet tofu. 

– 

Zobaczymy, co da się zrobić. – Samuel się roześmiał. Po chwili szli ulicą w 

blasku zachodzącego słońca. 

– 

Jordan wydał mi się całkiem sympatyczny – zauważył. 

– 

Jest bez zarzutu. Zdaje się, że go nie doceniałam. Nie jest taki zły. – Wyjęła z 

torby okulary słoneczne. 

– 

Bliskość śmierci potrafi poruszyć nawet nijaką osobowość. 

Szli w milczeniu. Od czasu do czasu Sam ujmował jej łokieć, aby poprowadzić 

ją  w  kolejną  boczną  uliczkę.  Było  jej  obojętne,  dokąd  idą.  Wystarczała  jej  jego 

obecność. 

– 

Jesteśmy na miejscu. 

Skręcili  w  Beach  Road.  Przy  stolikach  przed  pubami  i  kafejkami  siedziało 

mnóstwo  gości.  Samuel  wszedł  do  jednego  z  eleganckich  barów  i  bez  namysłu 

ruszył na piętro. 

–  Dobry wieczór, doktorze – 

powitała go kelnerka, uważnie lustrując Erin.  – 

Tam gdzie zawsze? 

Poprowadziła ich do stolika na tarasie i podała menu. 
– 

Coś do picia? 

– 

Dla mnie piwo. O, przepraszam, czego ty się napijesz? 

– 

Poproszę  dżin  z  tonikiem.  –  Erin  uważnie  czytała  kartę  dań.  Gdy  rano 

background image

modliły się wraz z panią Foster za swoich bliskich, nie myślała, że ten dzień będzie 

miał takie piękne zakończenie. 

Samuel  zamówił  talerz  owoców  morza,  a  Erin  kluseczki  z  sosem  z  dyni, 

specjalność kuchni włoskiej. 

– 

Musimy  też  nakarmić  przyjaciela,  który  został  w  szpitalu  –  zwrócił  się 

Samuel do kelnerki. – 

Dla  niego,  na  wynos,  poproszę  pikantnego  kurczaka  z 

ryżem. 

Przed  nimi  połyskiwała  zatoka,  po  której  sunęły  jachty  powracające  do 

przystani. Woda wydawała się tak blisko, że Erin miała ochotę dotknąć jej przez 

balustradę.  Wymarzone  miejsce  na  romantyczną  kolację  z  idealnym  mężczyzną, 

pomyślała. Z jego spojrzenia jednak wyczytała, że nie w głowie mu takie pomysły. 

– 

Chyba jesteś tu stałym gościem, skoro masz własny stolik. 

Wypił łyk piwa. 
– 

Lubię  tu  przychodzić,  kiedy  mam  dyżur  przez  cały  weekend,  ale  wtedy 

zamawiam sok pomarańczowy. Tu się dobrze odpoczywa. 

– 

To znaczy, że dzisiaj nie jesteś na dyżurze. – Wskazała na szklankę z piwem. 

– 

Wziąłem kilka tygodni wolnego. 

– 

Urlop. Należy ci się, zwłaszcza teraz, kiedy mama zachorowała. 

– 

To jest urlop na opiekę nad umierającym, Erin. – Dostrzegł przerażenie w jej 

oczach. – 

Mama jest w szpitalu od kilku dni, ponieważ umiera. 

Chciała coś powiedzieć, ale dzięki Bogu, zjawiła się kelnerka z pieczywem z 

ziołami i ogromną salaterką sałaty. 

Gdy dziewczyna odeszła, Erin, posłuszna swojemu niezawodnemu instynktowi, 

przykryła dłonią jego rękę. 

–  Tak mi przykro. – 

Zabrała  dłoń,  ponieważ  kelnerka  już  niosła  zamówione 

przez nich potrawy. 

Jedli w milczeniu. Po skończonym posiłku pierwszy odezwał się Samuel. 
– 

Mama jest chora na pląsawicę. Słyszałaś o czymś takim? 

– Nie. 
– 

Chciałem ci o tym powiedzieć, naprawdę, ale nie mogłem się na to zdobyć. 

Nigdy  nie  wiadomo,  kiedy  jest  odpowiedni  moment  na  taką  informację.  – 

Westchnął,  a  ona  zorientowała  się,  że  to  dopiero  początek  złych  wieści.  – 

Pląsawica  jest  chorobą  przewlekłą.  Każdy  przypadek  jest  inny,  ale  objawy 

zazwyczaj  pojawiają  się  u  osób  w  średnim  wieku.  –  Na  początku  mówił 

rzeczowym,  beznamiętnym  tonem,  jak  przystało  na  lekarza,  lecz  w  miarę  tego 
m

onologu  jego  twarz  stawała  się  coraz  bardziej  posępna.  –  Nieuniknioną 

background image

konsekwencją jest śmierć, a okres, który ją poprzedza, to istne piekło. Patrzę, jak 

moja  matka  z  pełnej  werwy  kobiety  zamienia  się  w  warzywo.  Patrzyłem,  jak 

ojciec,  wyczerpany  doglądaniem  jej,  umierał,  bo  mu  dosłownie  pękło  serce.  A 

najzabawniejsze  jest to,  że będąc lekarzem,  od  samego  początku  wiem,  co  mnie 
czeka. 

Nie zrozumiała, co miał na myśli. 
– 

Pląsawica jest dziedziczna – oznajmił. 

Serce  się  jej  ścisnęło  na  myśl,  że  ta  straszliwa  choroba  mogłaby  stopniowo 

niszczyć  tak  inteligentny,  wspaniały  umysł.  Zamiast  głośno  zaprotestować 

przeciwko  takiej  niesprawiedliwości  losu,  na  co  miała  ochotę,  wypiła  łyk  dżinu, 

czując, że najpierw powinna pozwolić Samowi mówić, dowiedzieć się, co czuje. 
U

znała, że dopiero wtedy będzie w stanie w pełni zrozumieć problem. 

– 

Byliśmy świeżo po ślubie, kiedy się o tym dowiedziałem. Frances też była 

lekarzem, więc wiedziała to samo co ja. Początkowo wspierała mnie, starała się mi 

pomóc, ale strachu nie da się ukryć. Chciała, żebym zrobił badania. 

– 

Są testy,  które  to wykazują? –  Pochwyciła  pierwszy  promyk  nadziei.  –  To 

znaczy, że nie zawsze się to dziedziczy? 

– 

W połowie przypadków. Albo ma się ten gen, albo nie. Jeśli się go nie ma, 

można żyć spokojnie, mieć dzieci i nie obawiać się, że się go im przekaże. Jeśli się 
go odziedziczy, sprawa jest beznadziejna. – 

Słuchała go z zapartym tchem. – Nie 

zrobiłem  tych  badań.  –  Zawiesił  głos.  –  Z  początku  Frances  pochwalała  moją 

decyzję.  Należało  skoncentrować  się  na  pomaganiu mamie i tacie oraz na tym, 

żeby  prowadzić  jak  najbardziej  normalne  życie.  Uparłem  się  jedynie,  że  nie 

będziemy mieć dzieci. Wyobrażałem sobie, że mogę żyć ze świadomością ryzyka, 

ale  czułem,  że  nie  mogę  na  to  narażać  mojego  potomstwa.  Poddałem  się 
wase

ktomii. Wierzyłem wtedy, że jest to jedynie słuszne posunięcie. Nasze życie 

pozornie układało się normalnie. 

– 

Odeszła? 

– 

Nie  mogła  sobie  z  tym  poradzić.  Nigdy  nie  miałem  do  niej  o  to  żalu. 

Pląsawica przerasta przysięgę: „w zdrowiu i chorobie". Po śmierci taty poczułem, 

że dojrzałem do tego, aby poznać prawdę. Zrobiłem badanie rok temu. 

Omal się nie rozpłakała, wyobrażając sobie, przez co musiał przejść, a także ze 

strachu, co za chwilę usłyszy. 

– 

Test wypadł negatywnie. 

– 

Nie jesteś nosicielem tego genu! 

–  Ale jestem po wasektomii, Erin. Nawet najlepszy chirurg nie da mi 

background image

gwarancji,  że  będę  miał  dzieci.  Czy  teraz  rozumiesz,  że  byłbym  nieuczciwy, 

gdybym się z tobą związał? 

Lecz Erin była w siódmym niebie. 
–  Poradzimy sobie – 

zapewniła  go.  –  Pragnę  przede  wszystkim ciebie. Od 

chwili, kiedy ujrzałam cię po raz pierwszy. Dzieci to jeszcze nie wszystko. 

– 

Może  nie  w  tej  chwili  –  odparł  rzeczowo.  –  Widziałem,  jak  patrzyłaś  na 

córeczkę  pani  Grayson.  Nie  mogę  się  z  tobą  ożenić,  wiedząc,  że  mogę  nie  móc 

zostać ojcem twoich dzieci. Nie mam prawa pozbawiać cię radości macierzyństwa. 

– 

Możemy  je  adoptować  albo  spróbować  sztucznego  zapłodnienia.  Jeśli  się 

zdecydujemy,  mamy  parę  możliwości  do  wyboru.  Ale  w  tej  chwili  to  nie  jest 
istotne. 

– 

Łatwo  ci  mówić,  że  teraz  to  jest  nieważne.  Pamiętaj,  że  już  jedno  moje 

małżeństwo się rozpadło. Nie chcę przez to przechodzić po raz drugi. 

–  O nie. – 

Powiedziała to tak głośno, że paru gości przy sąsiednich stolikach 

podniosło  głowy  znad  talerzy.  –  To nie tak. –  Zniżyła  głos.  –  Twoje pierwsze 

małżeństwo  się  rozpadło,  ponieważ  twoja  żona  nie  kochała  cię  wystarczająco 

mocno.  Nie  chciała  być  przy  tobie  w  trudnych  chwilach.  Choroba  była  tylko 

pretekstem. Ten związek prędzej czy później i tak by się rozpadł. 

– 

To  nie  jest  takie  pewne.  Nie  bądź  dla  niej  taka  surowa.  To  jest  naprawdę 

potworna  choroba.  Czy  chcesz  powiedzieć,  że  gdybym  powiedział  ci,  że  test 

wypadł pozytywnie, nadal byś tu ze mną siedziała? 

– 

Oczywiście – odparła bez chwili namysłu. 

Samuel jednak jej nie dowierzał. 
– 

Może do końca tej kolacji, przez tydzień albo dwa. Ale potem pobiegłabyś do 

biblioteki, gdzie dowiedziałabyś się, w co się pakujesz. 

– 

I uważasz, że wtedy bym cię opuściła? 

– 

Nie ma o czym mówić. Nie jestem chory. 

– 

Ależ  jest.  To  bardzo  ważne.  A  czy  ty  opuściłbyś  mnie,  gdyby  role  się 

odwróciły? 

– 

Jasne, że nie. To zrozumiałe. 

– 

Więc dlaczego ja miałabym zostawić cię samego? 

Zamyślił się. 
– 

Ponieważ zasługujesz na kogoś lepszego. Już ci wcześniej mówiłem, że nie 

jestem materiałem na męża. 

– 

I nie zamierzasz zmienić zdania? Po tym, co sobie powiedzieliśmy? Wiedząc, 

co  do  siebie  czujemy,  nadal  będziesz  obstawał  przy  swoim?  –  Pomyślała,  że 

background image

oszaleje z rozpaczy,  ponieważ Samuel powoli, lecz stanowczo pokiwał głową. – 

Może  masz  rację.  Może  zasługuję  na  kogoś  lepszego.  Kogoś,  kto  będzie  mnie 

kochał  i  zaufa  mi,  że  nigdy  go  nie  opuszczę.  Wydawało  mi  się,  że  nareszcie 

poznałam  mężczyznę  moich  marzeń.  Długo  na  to  czekałam,  uwierz  mi. 

Ubzdurałam  sobie,  że  odwzajemni  moje  uczucie,  że  pokocha  mnie  tak  samo 
bezgranicznie jak ja jeg

o,  że  razem  będziemy  pokonywać  różne  przeszkody  i 

rozwiązywać problemy. Nie tylko ty je masz. Każdy je ma. Jeśli do tego stopnia 

nie wierzysz w moją miłość, w to, że potrafię wytrwać przy tobie niezależnie od 

sytuacji, to chyba rzeczywiście nie powinniśmy kontynuować tej rozmowy... 

Podeszła kelnerka z rachunkiem i sporą paczuszką. 
– 

To jest kurczak na wynos. Czy podać coś do picia? Erin wstała, zabierając ze 

stołu torbę. 

– 

Ja już dziękuję, ale doktor Donovan chętnie wypije jeszcze jedno piwo. 

Gdy kelnerka o

deszła, Samuel podniósł się z miejsca. 

– 

Usiądź, Erin. Weź coś do picia. Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać. 

–  Rozmawiamy od dawna – 

oznajmiła  stanowczym  tonem.  –  Wracam do 

szpitala.  Za  godzinę  zaczyna  się  mój  program.  Obiecałam  ludziom  z  nagłych 
wypadków, 

że obejrzę go razem z nimi. – Zniżyła głos. – Ponieważ uważasz, że 

jestem  idiotką,  której  zależy  tylko  na  twoim  ciele  i  pieniądzach,  zachowam  się 

zgodnie z twoimi oczekiwaniami: możesz za mnie zapłacić. 

– O czym ty mówisz? 
– 

Jeśli nie wierzysz w moją miłość, to co ja tu robię? Trzymała się dzielnie aż 

do  Beach  Road.  Dopiero  tam  się  rozpłakała.  Jeszcze  nigdy  nie  była  taka 

nieszczęśliwa.  Prawie  biegła,  nie  zwracając  uwagi  na  zdziwione  spojrzenia 

mijających ją przechodniów. Ta przeklęta choroba zniszczyła życie tylu ludziom, a 

teraz rujnuje jej życie, bo ona nikogo innego już nigdy nie pokocha. 

 
Jordan taktownie nie zauważył jej zaczerwienionych oczu, gdy podawała mu 

torbę. 

– 

Będę  na  oddziale  nagłych  wypadków.  A  potem  chyba  pojadę  do  domu. 

Zostajesz tu na noc? 

– 

Jeszcze nie wiem. Dyżurna pielęgniarka nie była zachwycona tym pomysłem 

i  powiedziała,  że  musi  się  zastanowić.  Annę  dopiero  co przeniesiono  z  oddziału 

intensywnej  opieki.  Mógłbym  się  przespać  w  pokoju  dziennym.  Nie  chciałbym 

zostawiać jej samej. 

– Dobry 

z ciebie chłopak – rzekła półgłosem. 

background image

Spojrzał na nią sponad kurczaka z ryżem. 
– 

Naprawdę  tak  myślisz?  –  Opinia  Erin  zdawała  się  być  dla  niego  bardzo 

ważna. 

– 

Oczywiście. Macie szczęście, że jesteście razem. 

Przechodząc  przez  salę,  zatrzymała  się  przy  łóżku  Patricii.  Teraz  dostrzegała 

podobieństwo  między  starszą  panią  i  Samuelem.  Oboje  mieli  wydatne  kości 

policzkowe i prosty nos. Przez co ta kobieta musiała przejść... Przez tyle lat żyła ze 

świadomością,  że  mogła  przekazać  tę  potworną  chorobę  własnemu  synowi. Czy 

była  jeszcze  na  tyle  zdrowa,  by  zrozumieć  wynik  badania,  jakiemu  poddał  się 
Sam? 

– 

Nie  martw  się,  Patricio.  –  Przysiadła  na  łóżku.  –  Zaopiekuję  się  nim.  – 

Westchnęła. – Jeśli mi pozwoli. 

– 

Powiedział ci? – Fay była zdecydowanie bardziej bezpośrednia niż Jordan. 

Widząc  jej  zaczerwienione  oczy,  wciągnęła  ją  do  pustej  kabiny  i  zaciągnęła 

zasłony. 

– Tak. – 

Usiadła na pustym łóżku. Nie zauważyła nawet, że zaczęło się toczyć. 

– Od dawna o tym wiesz? 

Fay zaciągnęła hamulec, po czym usiadła obok Erin. 
– 

Od lat, od kiedy ją zdiagnozowano. Wszyscy byliśmy wstrząśnięci. Jaka ona 

była  piękna!  Martwiła  się  tylko  o  Samuela.  „Dobrze,  że  się  ożenił",  mówiła. 

„Przynajmniej będzie miał Frances". – Nie zabrzmiało to przychylnie. – A potem 

wyszło szydło z worka. 

–  T

o  musiał  być  dla  niej  ogromny  szok.  –  Erin  właściwie  nie  wiedziała, 

dlaczego broni tej kobiety. – 

Sam mówił... 

– 

On stara sieją usprawiedliwiać. Wszyscy byli w szoku, ale ona nie dała im 

żadnej  szansy.  Trzy  miesiące  po  tym,  jak  wykryto  chorobę,  już  jej  nie  było. 

Mówiła, że to dlatego, że nie będą mogli mieć dzieci, ale to była tylko wymówka. 

Bała  się,  że  zostanie  jego  pielęgniarką.  –  Fay  wstała.  –  Powiedział  ci  też  o 
wasektomii, prawda? 

– Tak. 
– 

Przepraszam, że chciałam was wyswatać, ale wydawało mi się, że jesteście 

dla  siebie  stworzeni.  Sama  nie  wiem  dlaczego...  Uznałam  chyba,  że  potrafisz  to 

zaakceptować. Nie powinnam była się wtrącać... 

– Dlaczego to mówisz? 
– 

Przecież widzę, że jesteś nieszczęśliwa. – Fay była wyraźnie zakłopotana. – 

Podejrzewam, że zniechęciła cię wiadomość, że Samuel nie może mieć dzieci... 

background image

Erin zerwała się na równe nogi. Aż zatrzęsła się z gniewu. 
– 

Fay, w ogóle nie pomyślałam o dzieciach. Najważniejsze było dla mnie to, że 

poznałam przyczynę  jego bólu. Ucieszyłam się, że jest zdrowy. To on nie może 

pogodzić  się  z  myślą,  że  nie  będzie  miał  potomka.  To  on  nie  wierzy,  że  nie 

opuściłabym go, gdyby był chory. Wiem, że boleśnie to przeżył, że cierpiał, ale on 

się  myli,  sądząc,  że  postąpiłabym  jak  Frances.  Szukam  człowieka,  który  będzie 
mnie 

kochał i potrafi mi zaufać. 

Fay bez mrugnięcia okiem wysłuchała tyrady Erin. 
– 

Za chwilę zaczyna się twój program. Zejdź do pokoju dla personelu. Już tam 

na  ciebie  czekają  ze  skromnym  poczęstunkiem.  Jesteś  dziś  naszym  honorowym 

gościem. 

Erin  spodziewała  się  jakiegoś  komentarza,  ale  Fay  nie  miała  nic  więcej  do 

powiedzenia. 

– Przyjdziesz? 
– Tak – 

odparła pielęgniarka. – Za chwilę. Muszę jeszcze coś załatwić. Idź już. 

 

background image

Rozdział 11 

 
W  pomieszczeniu  dla  personelu  odbywał  się  istny  bankiet.  Wszystkie  stoły 

były nakryte szpitalnymi prześcieradłami i każdy, naprawdę każdy, przyniósł coś 

do jedzenia: chipsy, popcorn, zapiekankę, ciastka, napoje, a nawet wino i piwo z 

myślą  o  tych,  którzy  nie  byli  na  dyżurze.  Ktoś  podał  Erin  plastikowy  kubeczek 

napełniony po brzegi tanim winem. 

– 

Zdaje się, że będę musiała zamówić taksówkę – zażartowała. 

Pomimo przykrości, jakie ją ostatnio spotkały, poczuła, że jest jej dobrze wśród 

tej gromady dziwaków, którzy umieli troszczyć się zarówno o pacjentów, jak i o 

siebie nawzajem. Bywali wredni i stronniczy, lecz chwilę później potrafili zdobyć 

się na współczucie i bezgraniczną opiekuńczość. Utwierdziło ją to w przekonaniu, 

że jej decyzja o podjęciu pracy pielęgniarki jest słuszna. 

– Czy zdajesz sobie spr

awę z tego, że dużo ryzykujesz, oglądając ten program 

w  naszej  obecności?  –  zagadnęła  ją  roześmiana  Vicki.  –  Jeśli  film  się  nam  nie 

spodoba, możesz wylądować w gipsowni. 

Erin uniosła brwi. 
– 

Możemy cię skazać na zagipsowanie od stóp do głów. I przez parę godzin nie 

będziemy mogli znaleźć piły do gipsu. 

Uwaga ta wywołała ogólną radość. Erin natomiast po raz kolejny dziękowała 

Bogu, że nie uległa namowom Marka, by pokazać puste szpitalne łóżka. 

Gdy zgasło światło, poczuła, że się denerwuje, mimo że wielokrotnie widziała 

cały materiał i wiedziała, że nie czeka ją żadna niespodzianka. Rozejrzała się po 

sali,  szukając  wzrokiem  Fay  i  Samuela.  Najwyraźniej  coś  zatrzymało  Fay,  a 

Samuel...  Stanął  jej  przed  oczami  jego  obraz:  siedzi  na  pogrążonym  w  mroku 
tarasie i roz

myśla o matce, ojcu, Frances i o niej, Erin. Przez moment miała ochotę 

wymknąć się i pobiec do baru, by go pocieszyć, ale intuicja podpowiadała jej, że 

nie jest to właściwe posunięcie. To Samuel musi przyjść do niej. 

Film już trwał. Erin w kremowym kostiumie zapraszała telewidzów, by wraz z 

ekipą spędzili całą dobę na oddziale nagłych wypadków. Wypielęgnowana dłoń, 

zdecydowanie nie jej, otworzyła drzwi na oddział. 

W  tej  samej  chwili  skrzypnęły  drzwi  do  sali.  Kątem  oka  dostrzegła  Fay  i 

Samuela.  Pielęgniarka  bez  zbędnych  ceremonii  rozsiadła się na  kanapie.  Samuel 

skromnie stanął pod ścianą. Przez cały pokaz ani razu na nią nie spojrzał. 

Przez godzinę wszyscy jak zaczarowani patrzyli na film. Wraz z nią odbywali 

background image

magiczną  podróż:  od  drobnych  skaleczeń  po  śmiertelne urazy, przedstawiane w 

bardzo kulturalny sposób. Autorka reportażu pokazała również zabiegany personel, 

nastroje zmieniające się jak w kalejdoskopie, łzy i zabawne sytuacje. Uwieczniła 

na taśmie wszystko i wszystko wyjaśniała. 

Pod  koniec  filmu  pojawiło  się  ujęcie  Jeremy'ego,  który  żegna  się  z  Erin  i 

wychodzi  ze  szpitala.  Zegar  pokazywał  wtedy  siódmą.  Widzowie  znowu  ujrzeli 
Erin w kremowym kostiumie. 

– 

Oto koniec mojej wizyty w szpitalu. Jeśli słuchają państwo wiadomości lub 

czytają  gazety,  zdają  sobie państwo  sprawę,  że  w  chwilę  po wyłączeniu  kamery 

lekarz,  który  na  filmie  ratuje  bezcenne  życie,  sam  uległ  bardzo  poważnemu 

wypadkowi.  Personel,  który  jeszcze  chwilę  wcześniej  wraz  z  nim  opiekował  się 

chorymi, niespodziewanie musiał zaopiekować się nim. To wydarzenie na zawsze 

zostanie  w  mojej  pamięci.  Wszyscy  narzekamy,  że  w  szpitalach  jest  za  mało 

personelu,  że  trzeba  długo  czekać  na  szpitalne  łóżko.  Mam  jednak  nadzieję,  że 

udało  mi  się  pokazać  państwu  ofiarność  personelu  medycznego.  Pamiętajmy 
wszyscy, jak 

kruche  jest  ludzkie  życie.  Nie  zapominajmy  też  o  tych  pełnych 

poświęcenia ludziach, którzy nieodmiennie podejmują trud jego ratowania. 

Gdy  znajoma  już,  zadbana  kobieca  dłoń  zamknęła  szpitalne  drzwi,  w  sali 

zapanował entuzjazm. 

– 

Niesłychane!  –  Vicki przekrzykiwała  kolegów.  –  Nie  miałam  pojęcia,  jak 

dobrze się spisaliśmy! 

– 

Muszę  schudnąć  –  oznajmiła  Louise,  nakładając  sobie  kolejny  kawałek 

ciasta. – 

Zaczynam w poniedziałek – wyjaśniła. 

Gwar ucichł, gdy Samuel stanął pośrodku pokoju. 
– 

Wiecie  doskonale,  że  byłem  przeciwny  obecności  kamer  na  oddziale  – 

zaczął. – I mimo że ten reportaż jest wspaniały, będę miał takie same zastrzeżenia, 

jeśli za tydzień dyrekcja ponownie zwróci się do mnie z podobną propozycją. Ten 

sukces jest wyłącznie zasługą Erin. Zdaję sobie sprawę, że mogła przedstawić nas 

w zupełnie innym świetle. To, że jesteśmy dzisiaj tacy szczęśliwi, zawdzięczamy 

jej niezależności. Wznieśmy toast za pomyślność Erin Casey. 

Oczami pełnymi łez powiodła po zebranych. 
– 

To ja powinnam wam dziękować. Miejmy nadzieję, że w jakiś sposób wasz 

oddział skorzysta na tym reportażu. Dziękuję wam z całego serca. 

Do pokoju wpadła Jenny. 
– 

Mamy zawał! 

Zespół dyżurujący rzucił się do drzwi, a ci, którzy skończyli pracę, zbierali się 

background image

do  wyjścia.  Erin  szukała  wzrokiem  Samuela.  Zapewne  zajmuje  się  nowym 

pacjentem lub towarzyszy matce. Kilka osób zaczęło sprzątać ze stołu, lecz Fay je 

ofuknęła. 

– 

Zostawcie to. Przyda się nocnej zmianie. – Gdy zostały same, odezwała się 

do Erin: – 

Świetna  robota.  Możesz  być  z  siebie  dumna.  Drzwi  do  kariery  stoją 

przed tobą otworem. 

Erin potrząsnęła głową. 
– 

Być może. Ale postanowiłam zostać pielęgniarką. – Z niepokojem czekała na 

reakcję Fay, ale ta tylko się uśmiechnęła. 

– 

Będziesz wspaniała. Służę wszelką pomocą. 

Zapadła cisza. Po dłuższej chwili Fay odezwała się: 
– 

Źle cię oceniłam. Przepraszam. 

– O co ci chodzi? 
– 

Powinnam  wyczuć,  że  nie  jesteś  taka  powierzchowna,  żeby  uciekać  od 

Samuela, wiedząc... No wiesz... 

– 

Teraz to już nie ma znaczenia. – Erin posmutniała. 

– 

Uznał, że nie będzie sobie mną głowy zawracał. 

– 

To znaczy, że oszalał – stwierdziła Fay. – Pamiętasz, jak ci się przyznałam, 

że tylko dwa razy dałam się ponieść nerwom? No więc godzinę temu stało się to 

po raz trzeci. I niczego nie żałuję. 

– 

Dziękuję ci, Fay. Naprawdę. Dziękuję za wszystko. 

– 

Wzruszenie nie pozwalało jej mówić. 

Ruszyła  do  wyjścia.  Na  wahadłowych  drzwiach  zauważyła  swoją  dłoń. 

Kościstą, bladą, z obgryzionymi paznokciami. Doskonała ilustracja jej aktualnego 

stanu ducha. Należałoby pójść do manikiurzystki. 

– Erin... 
Z mroku korytarza wyłoniła się sylwetka Samuela. 
– 

Chciałem z tobą porozmawiać po filmie, ale dostałem wiadomość, że mama 

zapadła w śpiączkę. 

Chciała go pocieszyć, ale przecież on sam uznał, że ta rola jej nie przysługuje. 
– 

Przez  cały  wieczór  wysłuchuję,  jaki  ze  mnie  idiota.  Nie  przyszło  mi  do 

głowy, że wszyscy o nas wiedzą. 

– 

Może wymknęło mi się coś w rozmowie z Fay. 

– 

Nie tylko od Fay, chociaż to ona najbardziej zmieszała mnie z błotem. 

– 

Ktoś inny? – zdziwiła się. 

– Jordan. I twoja siostra. 

background image

– 

Jordan? Wydawało mi się, że jemu to się nie podoba. Anna? Myślałam, że 

śpi. 

– 

Obudziła się na pięć minut. I wierz mi, to wystarczyło. Nie podejrzewałem jej 

o taką elokwencję. 

– 

Anna nie zna szczegółów. – Erin była zażenowana. 

– 

Pani Foster też ich nie zna. Ale i ona dorzuciła swoje pięć groszy. 

– Matka Jeremy'ego?! 
– 

Podejrzewam,  że  udawała,  że  śpi,  kiedy  rozmawialiśmy.  Pamiętaj,  Erin, 

zanim  zapiszesz  się  na  kurs  pielęgniarski,  że  tam,  gdzie  drwa  rąbią,  wióry  lecą. 

Jeśli zanosi się na coś ciekawego, wobec braku faktów najlepsze są domysły. Nasz 

„romans" narobił więcej szumu niż twój reportaż. 

– 

Przepraszam. Nie chciałam narażać cię na niezręczne sytuacje. Ale niedługo 

sprawa  ucichnie,  jak  tylko  Anna  i  ja  opuścimy  szpital.  Wkrótce  będzie  po 
wszystkim. – Patr

zyła na swoje dłonie, na buty, na podłogę. Byle nie na niego. 

– 

Nie chcę, żeby było po wszystkim. 

Nie podnosiła wzroku, bojąc się, że się przesłyszała. Zauważyła, że lakier na 

palcu lewej stopy brzydko odprysnął. Warto by też pójść do pedikiurzystki. 

–  Chc

ę,  żeby  mówiono  o  nas  dzisiaj  i  zawsze.  I  to  jak  najwięcej.  Chociaż 

znamy  się  tak  krótko,  nikt  nie  był  mi  bliższy  niż  ty.  Wiem,  że  zachowałem  się 

skandalicznie, że cię zraniłem, i dlatego proszę cię o przebaczenie. Kocham cię, 

Erin. Próbowałem cię chronić. 

Patrzyła mu prosto w oczy. 
– Przed czym? 
– 

Nie chciałem, żebyś mnie pokochała. 

– 

Nigdy by ci się to nie udało. – Pogładziła go po policzku. – Zakochałam się w 

tobie w tej samej chwili, kiedy zobaczyłam cię na korytarzu w dyrekcji. I nic tego 
nie zmieni. – 

Kurczowo chwycił jej dłoń, jakby to z niej mógł czerpać potrzebną 

energię. – A jeśli okaże się, że nie mogę dać ci dzieci? 

– 

Popatrz  na  mnie,  popatrz.  A  jeśli  to  ja  nie  będę  mogła  ci  ich  dać?  A  jeśli 

zginiemy pod kołami karetki? To nie jest wykluczone. Miałeś już okazję zobaczyć, 
jaka bywam roztrzepana. 

Na jego wargach pojawił się cień uśmiechu. 
– 

Niewiadomych są tysiące, a tylko jedno jest pewne: nasza miłość – ciągnęła. 

– 

Dzięki niej ze wszystkim sobie poradzimy. Wierz mi, Samuelu. 

Odpowiedział jej jednym z najsłodszych pocałunków. 
– 

Muszę zajrzeć do mamy. Pójdziesz ze mną? Nie chcę sam jej tego mówić. 

background image

– 

Z przyjemnością. – Wzięła go za rękę. 

– 

Wiem, że pewnie nic z tego do niej nie dotrze, ale bardzo chciałbym jej o nas 

opowiedzieć. 

– 

Już  ją  o  tym  poinformowałam  –  rzuciła  od  niechcenia.  –  Chodźmy. 

Powinniśmy być przy niej. 

– 

Jak to? Kiedy u niej byłaś? – Stanął jak wryty. 

– 

Dzisiaj  po  południu.  –  Ponagliła  go,  szarpiąc  go  za  rękaw.  –  Z mojego 

horoskopu wynikało, że muszę jak najprędzej zwierzyć się ze swoich trosk i nie 

wolno mi przegapić szansy. Wobec tego poszłam do niej i powiedziałam jej, żeby 

się nie martwiła, oraz że uparłam się zostać twoją żoną. – Zerknęła na niego kątem 
oka. 

– 

Erin, czy ty mi się właśnie oświadczyłaś? 

– Chyba tak. – S

ama była zdziwiona. – Mam nadzieję, że nie masz mi tego za 

złe. Nie jesteś aż taki staroświecki. 

– 

Czy twój horoskop przewidział również miłość od pierwszego wejrzenia oraz 

błyskawiczny ślub? 

– 

Nie w tym piśmie, które dzisiaj czytałam, ale jestem pewna, że w paru innych 

coś takiego by się znalazło. 

Przed  drzwiami  oddziału  mocniej  chwyciła  dłoń  Samuela.  Zanosiło  się  na 

długą, dramatyczną noc, ale za nic w świecie nie chciałaby być gdzie indziej bez 

tego wspaniałego, silnego mężczyzny. Nie ma powodu, by w przyszłości los ich 

oszczędzał,  ale  czeka  ich  także  wiele  dobrego.  Będą  razem  odpierać  wszelkie 
burze. 

Wszystko jest w rękach przeznaczenia, pomyślała. 
 

EPILOG

   

 
– 

Jest ciągle bardzo żółta. 

Samuel nie od razu odpowiedział, za to delikatnie obydwie pocałował. 
– Nic jej nie jest. – 

Przysiadł na brzegu łóżka Erin. 

– 

A  jeśli  to  coś  poważniejszego?  –  Nie  dawała  za  wygraną.  –  W jednym z 

moich podręczników pielęgniarstwa... 

– 

To jest zwyczajna żółtaczka. Jeśli moje zdanie się nie liczy, zaufaj pediatrze. 

Krew ma w po

rządku  i  nawet  nie  potrzebuje  naświetlań.  Nie  chciałbym  się 

wymądrzać... 

background image

– Znowu – 

jęknęła. 

– 

Jako studentka pierwszego roku pielęgniarstwa, na dodatek nieco zapóźniona, 

musisz  uwierzyć  konsultantowi,  że  Grace  Patricia  Donovan  jest  doskonała.  Nie 
masz najm

niejszego  powodu  do  obaw.  Wolę  nie  myśleć,  co  będzie,  kiedy 

przyjdzie  pora  na  twój  kurs  pediatrii.  Będę  musiał  pochować  wszystkie 

podręczniki, bo wykryjesz u niej wszystkie możliwe choroby. 

– 

Na  razie  zrobię  sobie  przerwę  w  nauce.  –  Popatrzyła  na  swą  maleńką 

córeczkę. – Wiem, mówiłam, że tylko na jeden semestr, ale teraz, kiedy już tu jest, 

to całkiem inna sprawa. Prawda, że śliczna? 

– 

Najśliczniejsza w świecie – przyznał. – Nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę 

was do domu. 

Przytuliła dziecko i przymknęła oczy. Dom, rozmarzyła się. Już zamierzali go 

sprzedać,  wywiesili  nawet  odpowiednią  tablicę  w  ogrodzie.  Lecz  widząc  jej 

smutek, Samuel wycofał ofertę od agenta. Mogła teraz oczami duszy oglądać swój 
ukochany ogród – 

pełen  marzeń  o  przyszłości,  zamiast  duchów  przeszłości. 

Widziała tam roześmianą, szczęśliwą, małą Grace i dziecko Anny, które już było w 

drodze, oraz jej przyszłe rodzeństwo. 

–  A to od kogo? – 

zdziwił  się  Samuel,  podnosząc  z  podłogi  ogromnego 

różowego zająca. 

– 

Wyobraź  sobie,  że  od  Jeremy'ego.  Był  tu  przed  chwilą.  Wygląda  bardzo 

dobrze. Co dziwniejsze, zachowywał się wzorowo: pytał, jak się czuję, co u ciebie 

słychać, ile waży mała. Musiałam z niego wyciągać, żeby powiedział coś o sobie. 

Bardzo się zmienił. – Popatrzyła zdziwiona na Samuela, który nagle się roześmiał. 
– 

Co w tym śmiesznego? 

– 

Przynoszę ci ciekawą ploteczkę. 

– Mów. 
– 

Moje sprawdzone, zaufane źródło informacji... 

– To znaczy Fay. 
Przytaknął. 
– 

...  donosi,  iż  niejaki  Jeremy  Foster  bardzo  interesuje  się  swoją  nową 

stażystką. Sprawa wygląda poważnie. 

– 

Nie  znasz się  na plotkach,  Samuelu.  To  tylko  dowód,  że  Jeremy  wraca  do 

formy. Dobrze, że tu się nic nie zmieniło. 

– 

Skoro nie dasz mi dokończyć... – Sięgnął po gazetę. 

– Mów natychmiast! 
Tak powoli ją odkładał, że Erin omal nie wyskoczyła z łóżka. 

background image

– 

Tym razem jednak jest pewna różnica... 

– 

Bo to jest mężczyzna! 

– Znowu zaczynasz? – 

roześmiał się. – Mnie też kiedyś podejrzewałaś o to, że 

jestem gejem. Nie, to nie jest mężczyzna. Otóż owa stażystka jest w szóstym albo 

siódmym miesiącu ciąży. 

– 

Żartujesz. 

– 

Nigdy  w  życiu.  Nie  podejrzewałem,  że  kiedyś  właśnie  z  Jeremym  będę 

dyskutował o wyższości pieluszek z tetry nad jednorazowymi. Ale cóż, są sprawy, 

o których nawet filozofom się nie śniło. 

W  tej  chwili  mała  Grace,  czując  się  osamotniona,  zapłakała  głośno.  Erin 

pochyliła  się  nad  nią.  Pochłonięta  karmieniem,  zapomniała  o  Jeremym  i  całym 

bożym świecie. 

Samuel z dumą i miłością patrzył przez łzy na swoją piękną żonę i córeczkę. 
– 

Są sprawy, o których nawet filozofom się nie śniło – powtórzył. 

 


Document Outline