background image

Nadszedł czas na rostrzygnięcie.

Wciąż jednak wiele wątpliwości dręczy jedną z bohaterek.

Co stanie się z tymi, którzy do tej pory walczyli?

Czy zostaną zapomniani czy też przejdą do historii?

Rozdział 18

„Odwet”

— Gdzie... ja jestem? Uch... co za ból... Dziewczyny... gdzie jesteście...?
Firefly,  ledwo  żywa,  leżała  na  ziemi  w  niewielkiej  kałuży  krwi.  Jej  własnej  krwi. 

Próbowała wstać, ale mogła tylko obrócić lekko głowę dookoła.

Atak  zakończył  się  całkowitą  klęską.  Zgasła  ostatnia  nadzieja.  Gryfy  zdołały  odeprzeć 

kontrofensywę  kucyków.  Górzyste  tereny  były  usiane  setkami  ich  trupów.  Ciemne  chmury 
całkowicie  zasnuły  niebo.  Firefly  raz  jeszcze  chciała  zebrać  siły  i  podnieść  się  z  ziemi.  Zamiast 
tego  aż  syknęła  z  bólu;  miała  połamane  tylne  nogi.  Przetoczyła  się  na  grzbiet.  Musiała  prędko 
wezwać wsparcie... swoje koleżanki... Nikt jednak nie odpowiadał na jej wezwania.

W tej ciszy różowa klacz usłyszała głos:
— Dobrze walczyłaś... ale nie dość dobrze.
Zobaczyła nad sobą czarnopiórego gryfa. Podszedł bliżej i przemówił ponownie.
—  Szczęście  opuściło  zarówno  ciebie  jak  i  twoich  przyjaciół.  To  było  głupie  z  twojej 

strony,  sprowadzać  ich  tutaj...  tylko  ich  naraziłaś.  Wszyscy  są  martwi.  Już  za  chwilę  sama  do 
nich dołączysz.

— N-Nie... Kłamiesz! — rzuciła mu w twarz Firefly.
— Doprawdy? — spytał Black Star z kpiną w głosie. Znajdował się dokładnie nad Firefly, 

przeszywał ją wzrokiem. 

— Powinnaś być mi wdzięczna... Znowu będziesz mogła zobaczyć swoich rodziców...
Różowa  klacz  pegaza  po  raz  kolejny  spróbowała  podnieść  się  z  ziemi.  Nagle  Black  Star 

przygwoździł  Firefly  szponami,  brutalnie  miażdżąc  nimi  jej  skrzydła.  Siła  okrutnego  uderzenia 
złamała jej kości. Firefly wrzasnęła, czując niewyobrażalny ból. Oczy potoczyly się jej do wnętrza 
czaszki. Wtedy Black Star chwycił ją za gardło i zaczął ją dusić.

— Nie opieraj się... To twój koniec. 
Jego  przerażający  głos  dzwonił  Firefly  w  uszach.  Starała  się  uwolnić  z  jego  uścisku, 

jednak  nadaremnie.  Była  zbyt  wyczerpana.  W  desperackiej  próbie,  dopatrując  w  tym  ostatniej 
deski ratunku, różowa klacz zamierzała uderzyć swojego oprawcę. Ten natychmiast przygniótł jej 
ramię wolnym szponem, pozbawiając ją ostatecznie środku do obrony. Chwilę później Black Star 
ścisnął jeszcze mocniej. Firefly zaczęła się krztusić. 

Jak ciemno... jak zimno...
— P-Pomocy... Nie... Ja... Nie... mogę... oddychać... Nie... Nie... Ma-a-amo... T-Tato-o... 

N-N-Nieeee...!

— AAAAAAAAAAACH!!! NIEEEEEEEEEE!!!

11 maja

Godzina 9:23

background image

Canterlot, baza szwadronu Mirage

Firefly otworzyła oczy z głośnym krzykiem, zrywając się z łóżka, w którym spała. Zimny 

pot ściekał jej po twarzy. Oddychając szybko i płytko, zaczęła rozglądać się na wszystkie strony. 
Dopiero  po  chwili  zorientowała  się,  że  jest  w  bazie,  dawno  wszak  przygotowanej  dla  ekipy 
Mirage. Firefly opadła z powrotem na poduszkę z przeciągłym jękiem. Gapiła się w sufit.

—  Kurczę...  To  był  tylko  zły  sen...  —  stwierdziła  z  ulgą.  —  A  jednak...  wydawał  się  taki 

prawdziwy... 

Przejechała kopytkiem po szyi, jakby chcąc się upewnić, że na pewno nic jej nie jest, czy 

nadal żyje.

—  Co  się  ze  mną  dzieje...  Uch,  moja  głowa...  Ała...  Chyba  trochę  przegięłam  z  tym 

wczorajszym treningiem...

Poprzedni dzień Firefly spędziła bowiem na intensywnych ćwiczeniach, podczas których 

pegazy przypomniały sobie wszystkie manewry, z jakimi różowa klacz je zapoznała od początku 
sformowania  szwadronu.  Trening  trwał,  rzecz  jasna,  od  świtu  aż  do  zmierzchu.  Wszyscy  pod 
koniec z radością usłuchali Firefly, gdy powiedziała im, że czas na odpoczynek. Sama jednak do 
łóżka się nie doczłapała, gdyż ćwiczyła zbyt ostro i zemdlała w drodze. Lightning Bolt, wspólnie z 
Medley zaniosły ją, by się przespała.

Firefly objęła pokój wzrokiem. Do jej nozdrzy doleciał jakiś przyjemny zapach. Obok niej 

leżała muffinka, ulubiony przysmak Derpy.

— Czyżby zostawiły ją dla mnie...? — pomyślała Firefly. — Ha... To miło z ich strony.
Słysząc  jak  burczy  jej  w  brzuchu,  klacz  wzięła  przysmak  i  zjadła  go.  Poczuła  się  lepiej. 

Musiała dość długo spać, gdyż nie dostrzegła w pokoju nikogo.

— Och... Wygląda na to, że wszyscy się już obudzili... Ciekawe co teraz robią...
Podniosła  się  z  łóżka,  lądując  na  nogach.  Przez  chwilę  słaniała  się,  próbując  dojść  do 

siebie po tym koszmarze. Uznała, że świeże powietrze dobrze jej zrobi. Firefly wyszła z bazy na 
zewnątrz, mijając po drodze Centrum Kontroli. Spojrzała w dół, na krajobraz Canterlot po bitwie 
i mieszkańców nieustannie biegających po mieście, pomagając tym potrzebującym. Zamyśliła się.

Ostatnie  kilka  dni  były  niezwykle  kluczowe  dla  kucyków.  Pomimo  ich  przełomowego 

zwycięstwa  w  ostatniej  bitwie,  odzyskaniu  stolicy,  czy  wreszcie  konsekwentnego  wyzwalania 
kolejnych  miast  w  Equestrii  nie  miały  one,  zdawało  się,  tak  dużego  znaczenia.  Wojna  trwała 
nadal.  Jakikolwiek  większy  kontratak  ze  strony  gryfów  był  bardzo  mało  prawdopodobny,  lecz 
bandy  gryfich  zbójów  wciąż  grasowały.  Codziennie  dochodziło  między  nimi  i  pegazami  do 
mniejszych  starć.  Księżniczki  zdecydowały  się  dać  lotniczkom  ze  szwadronu  Mirage  trochę 
odpoczynku. Wysłały inne szwadrony oraz Wonderbolts, aby uporali się oni z agresorami.

Dodatkowo  wszyscy  wiedzieli  już  o  najnowszym  tworze  Red  Cyclone’a;  jego  ogromnej 

bazie,  Fortecy  “Zastraszenie”.  Generalna  ofensywa  mająca  na  celu  jej  zniszczenie  i  obalenie 
rządów okrutnego gryfa zakończyłaby konflikt. Wiele kucyków jednak twierdziło, że ich udział w 
wojnie dobiegł już końca. Mieli dosyć walki, chcieli tylko wrócić do domów, do swoich rodzin... 
lecz nie było to takie proste. 

Jeśli  wszystko  miało  się  powieść,  wszystkie  zdolne  do  walki  pegazy  musiały  najpierw 

zostać  przeniesione  z  powrotem  do  Cloudsdale.  Ta  operacja  rozpoczęła  się  dnia  poprzedniego. 
Niestety to, co uskrzydlone kucyki zobaczyły, lecąc ze stolicy do miasta w chmurach, napawało 
je grozą. Wielu było przerażonych ogromem zniszczeń. Znaczna część terenu wyglądała teraz jak 

background image

pokryta  pyłem.  Jak  okiem  sięgnąć,  widać  było  tylko  jałową,  spaloną  ziemię.  Zniknęły  drzewa, 
łąki, po niektórych zwierzętach nie został ślad. Los wielu innych wciąż pozostawał nieznany. Ten 
niezwykle  przygnębiający  widok  był  tragicznym  rezultatem  gryfiego  natarcia  na  całą  Equestrię. 
Edge  nie  kłamał.  Znaczna  część  lotników,  głównie  Sunburst  ze  swoim  szwadronem  Feniksa, 
zamierzała  srogo  odpłacić  gryfom  za  tę  zbrodnię.  Jednak  Księżniczki  Celestia  i  Luna  ostudziły 
ich zapał, przypominając im, iż same gryfy nie są ich wrogami. Prawdziwy wróg był wszak tylko 
jeden.

Lecz  na  tę  chwilę  umysł  Firefly  bombardowały  nieustannie  kolejne  myśli  i  troski.  Co 

takiego mógł oznaczać jej koszmar? Jakie działania powinna teraz podjąć? Różowa klacz została 
wyrwana  z  myśli,  kiedy  usłyszała  okrzyk  radości  dochodzący  z  terenów  na  zewnątrz  bazy. 
Podążyła  tam  i  zobaczyła  swoje  przyjaciółki  grające  w  “zbijokulę”.  Tę  grę  najłatwiej  można 
było opisać jedną, prostą zasadą — “traf wszystkie kucyki gumową piłką dopóki na polu gry nie 
zostanie ostatni gracz”. 

Medley  starała  się  właśnie  trafić  ową  piłką  w  Cloud  Kicker.  Derpy,  Fluttershy  oraz 

Rainbow  Dash  znajdowały  się  już  poza  polem  gry,  głośno  kibicując  dwóm  pozostałym 
lotniczkom, a w międzyczasie prowadząc między sobą rozmowy.

— Miałaś gest, zostawiając tę muffinkę dla Firefly, Derpy — odezwała się Fluttershy.
—  Dzięki.  W  ciągu  paru  ostatnich  dni  zdawała  się  strasznie  spięta.  A  na  tym  treningu 

naprawdę dała z siebie wszystko. Nie zdziwiłabym się, gdyby jeszcze spała. 

Medley  zaczęła  gonić  Cloud  Kicker,  szukając  okazji  do  rzutu.  Lightning  Bolt  siedziała 

trochę z boku. Czytała jakąś książkę.

Ten  widok  zaskoczył  Firefly.  Zwykle  Lightning  siedziała  z  nosem  utkwitym  w  ekranie 

komputera,  a  tu  taka  niespodzianka!  To  musiała  być  wyjątkowa  lektura,  skoro  przykuła  jej 
uwagę. Reszta pegazów nie zauważyła różowej klaczy. Kontynuowały grę. 

Firefly stała z boku, obserwując wszystko na wpół ukryta w korytarzu. One naprawdę się 

o nią troszczyły...

—  No  dawaj,  Medley!  Pokaż  mi  swój  najlepszy  strzał!  —  zachęciła  ją  Cloud  Kicker,  gdy 

prędko przeleciała zaskoczonej klaczce nad głową, zatrzymując się za jej grzbietem.

— Żebyś wiedziała, że ci pokażę!
Medley  błyskawicznie  odwróciła  się  o  180  stopni  i  zanim  Cloud  Kicker  zdążyła 

zareagować,  dostała  różową,  gumową  piłką  prosto  w  twarz.  Gra  zakończyła  się.  Medley  zaczęła 
tańczyć w powietrzu, niezmiernie ucieszona.

— Taaaak! Wygrałam! Widziałaś to, Rainbow Dash?
— Niezły ruch, Smyku. Coraz lepiej reagujesz na sytuacje.
Cloud Kicker wcale nie spodobał się końcowy rezultat.
— To był zwyczajny fuks! Żądam rewanżu! — zakrzyknęła.
—  Naucz  się  przegrywać,  Cloud  Kicker  —  Lightning  Bolt  odezwała  się  znad  książki.  — 

Medley po prostu była od ciebie szybsza.

— Widzę, że dobrze się bawicie, dziewczyny.
Wszystkie  pegazy  niemalże  natychmiast  odwróciły  głowę  w  stronę  korytarza.  Firefly 

wykorzystała przerwę w grze żeby zwrócić na siebie uwagę. Na widok zaskoczonych min swoich 
koleżanek najpierw się roześmiała, po czym nakazała spocząć. Przypomniała im, że już wkrótce 
może nadejść wezwania do przygotowania wielkiej operacji ataku na Gryphus, gdzie najpewniej 
rozegra się decydująca bitwa tej wojny. 

background image

Cloud  Kicker  wyjaśniła  powód  zorganizowania  kilku  partii  w  “zbijokulę”.  W  ten  sposób 

chciała,  by  wszyscy  odpoczęli  nieco  po  iście  drakońskich  ćwiczeniach  z  poprzedniego  dnia. 
Firefly skierowała wzrok na Fluttershy, przypominając sobie, jak okrutnie została poturbowana 
przez Night Ravena.

— Jak się czujesz, Motylku? — zagadnęła.
— Och, już dużo lepiej — odpowiedziała Fluttershy. — Chyba wciąż mam jeden czy dwa 

siniaki na brzuchu, ale to nic takiego. Tylko że... Zastanawiam się jak długo jeszcze powinnyśmy 
czekać  na  oficjalne  rozkazy.  Wonderbolts  chyba  mieli  dać  nam  znać  kiedy  opracują  już 
konieczną strategię...

Wtedy, jak na komendę, rozległ się sygnał alarmowy w Centrum Kontroli.
— Coś mówiłaś? — zapytała Firefly. — 

Idziemy!

Pegazy  ruszyły  za  nią  do  środka.  Już  po  chwili  stały  przed  głównym  monitorem. 

Znajdowała  się  na  nim  zdygitalizowana  mapa  Equestrii  oraz  jej  granic.  Z  głośników  dał  się 
słyszeć głos Gale’a:

—  Słuchajcie,  szwadronie  Mirage!  Znajdujemy  się  w  niekorzystnym  położeniu.  Gryfy, 

zwłaszcza  te  całkowicie  oddane  Red  Cyclone’owi,  nadal  się  opierają  i  nie  mają  zamiaru  się 
poddać.  Otrzymałem  raporty,  że  kilkunastu  zbójów  zaczęło  gromadzić  sił  w  rejonie  gór 
Drakenridge. Najwyraźniej próbują założyć tam bazę wypadową. Dodatkowo inna grupa szykuje 
się do nalotu na Hoofington. Nasz wróg znów działa.

— I chcesz pewnie żebyśmy się nimi zajęli, zgadza się? — zapytała Firefly.
— Nie, nie ma na to czasu. Wysłałem już szwadrony Feniks, Lanca, Zmiatacz i Smok żeby 

ich  powstrzymali.  Wy  musicie  się  skoncentrować  tylko  na  jednym:  przeprowadzeniu  ofensywy 
na  Gryphus.  Nie  możemy  tracić  więcej  czasu.  Dlatego  będziecie  musiały  od  razu  opuścić 
Canterlot bez przenoszenia się do Cloudsdale. Ruszycie do granicy z Królestwem Gryfów. To na 
waszych barkach spoczywa los powodzenia tej operacji. Pozostałe szwadrony pegazów powinny 
do was dołączyć, jak tylko uporają się ze zbójami panoszącymi się po Equestrii.

Do  lotniczek  dotarło,  że  to  może  być  ich  najważniejsza  misja  w  całej  wojnie.  Cała 

siódemka stanęła w gotowości. Medley i Derpy zdradzały lekkie oznaki zdenerwowania.

— No to jakie są rozkazy? — spytała Rainbow Dash.
—  Wasza  misja  jest  następująca.  Musicie  dotrzeć  do  gryfiej  stolicy,  zniszczyć  Fortecę 

“Zastraszenie” i zakończyć wojnę. To miejsce jest bardzo ufortyfikowane, będziecie także musiały 
liczyć  się  z  zaciekłym  oporem  wroga.  Że  nie  wspomnę  już  o  wieżyczkach  przeciwlotniczych 
rozmieszczonych  na  całym  terenie.  Istnieje  też  duże  prawdopodobieństwo,  iż  natraficie 
na  zakłócacze  radaru.  Starajcie  się  zbytnio  nie  polegać  na  nich  i  użyjcie  własnego  wzroku. 
Po  zbadaniu  szczegółów  dotyczących  Fortecy  “Zastraszenie”  odkryliśmy,  że  jej  zewnętrzna 
konstrukcja  jest  zbliżona  do  Płonącego  Pazura.  Jednakże  jest  też  od  niego  o  wiele  większa  i 
solidniejsza. Nawet Grom Tęczowy nie zrobi na niej choćby wgniecenia.

Słysząc  to,  Rainbow  westchnęła,  rozczarowana.  Pozostali  spojrzeli  po  sobie,  niepewni 

tego  co  należało  uczynić,  by  zniszczyć  tego  technologicznego  potwora.  Lecz  Gale  jeszcze  nie 
skończył. Pokazał im przekrój bazy.

—  Jedynym  sposobem  na  zniszczenie  fortecy  jest  uczynienie  tego  od  środka.  Musicie 

dostać  się  do  jednego  z  naziemnych  tuneli  na  powierzchni.  Tam  znajdują  się  trzy  generatory 
zasilające  cały  system  obronny  fortecy.  Musicie  się  ich  pozbyć  a  następnie  zrobić  to  samo  z 
głównym  rdzeniem.  To  powinno  wytworzyć  reakcję  łańcuchową  prowadzącą  do  zniszczenia 
bazy. Misja zakończy się sukcesem jeśli uda wam się sprawić, by forteca stała się bezużyteczna, 

background image

pokonacie  Red  Cyclone’a  i  wszystkie  wrócicie  żywe,  całą  siódemką.  Wszystko  inne  jest  nie  do 
zaakceptowania. Skontaktujcie się ze mną gdy dotrzecie nad granicę. To tyle.

Po  otrzymaniu  niezbędnych  danych,  Lightning  Bolt,  Cloud  Kicker,  Medley,  Rainbow 

Dash, Fluttershy, Derpy i Firefly wymieniły spojrzenia między sobą. A zatem, po raz kolejny, to 
do  nich  należało  poprowadzenie  ataku  na  przeciwnika.  To  mógł  być  decydujący  cios,  zdolny 
nareszcie zakończyć ten konflikt.

—  Nadszedł  czas,  dziewczyny  —  ogłosiła  Firefly.  —  Wyruszamy  za  dziesięć  minut.  Mam 

nadzieję, że wszystkie jesteście w szczytowej formie.

Rzeczywiście, każda lotniczka rwała się do działania. Każda... z wyjątkiem Lightning Bolt. 

Ona ponownie zanużyła się w swojej lekturze. Cloud Kicker to zauważyła.

— Hej, Lightning, co takiego czytasz? — zagadnęła.
Biała  klacz  pokazała  zarówno  Cloud  Kicker  jak  i  pozostałym  okładkę  książki.  Pegazy 

przyjrzały  jej  się  dokładnie.  Książka  nie  wyglądała  na  jakiś  szczególnie  opasły  tom.  Przeciwnie, 
ilością  stron  przypominała  nowelę.  Na  okładce,  na  tle  zachodzącego  słońca  na  szkarłatnym 
niebie  wyróżniały  się  cztery  kucyki  pegazy,  lecące  w  zwartej  formacji.  Trzech  z  nich  było 
ogierami, czwarty klaczą. Jeden lotnik, ten na przedzie, nosił ciemne okulary. Każdy pegaz miał 
inny  kolor  grzywy  i  sierści,  ale  jednocześnie  każdy  z  nich  miał  na  sobie  identyczną  czarną 
kamizelkę z czerwonymi zarysami.

Medley najbardziej zaintrygował tytuł opowieści.
— “Niegłoszona Wojna”...? Nie wiedziałam, że lubisz takie historyjki, Lightning.
—  Ta  książka  niedawno  ukazała  się  w  Equestrii,  jako  że  pierwotna  wersja  została 

napisana poza jej granicami — wyjaśniła Lightning Bolt. — Oczywiście Twilight Sparkle pierwsza 
się  do  niej  dorwała.  Dała  mi  ją  przedwczoraj,  uznając,  że  powinnam  ją  przeczytać.  Podobno, 
według niej, mamy dużo wspólnego z bohaterami tego opowiadania.

Rainbow  Dash  wspomniała  sobie,  jak  Twilight  przekonała  ją,  że  książki  są  nie  tylko  dla 

“jajogłowych”  i  od  czytania  kucyk  wcale  nie  jest  “obciachowy”.  Chociaż  niebieska  klacz 
najbardziej  lubiła  serię  książek  przygodowych  o  Daring  Do,  ten  tytuł  też  wydał  się  jej  niejako 
interesujący.

— 

O czym to jest?

Lightning Bolt wykorzystała ten czas, który pozostał im przed wyruszeniem na misję, by 

w skrócie opowiedzieć im historię pegazów z okładki. To była opowieść o wyczerpującej wojnie 
pomiędzy dwoma krajami znajdującymi się daleko na zachód od Equestrii. Główni bohaterowie 
tworzyli  jeden  z  wielu  szwadronów  napadniętego  kraju,  lecz  żaden  z  nich  nigdy  nie  ukończył 
właściwego szkolenia. W gwarze wojskowej takich osobników nazywało się “okruchami”. Jednak 
ich  działania  podczas  wojny  okazały  się  ponad  przeciętne.  Po  licznych  zwycięskich  misjach 
zostali okrzyknięci bohaterami.

—  Rzeczywiście,  widać  pewne  podobieństwo.  Mamy  z  nimi  trochę  wspólnego  — 

stwierdziła Medley.

Na  tym  podobieństwa  się  jednak  kończyły.  Lightning  opowiedziała  im  o  mroczniejszej 

części opowiadania.

— Kiedy jeden z bohaterów zginął w niespodziewanym ataku wroga, jego towarzysze byli 

zrozpaczeni. Ale właśnie ta rozpacz dodała im sił i udało się im pokonać zabójców przyjaciela. W 
akcie odwetu, wróg zamierzał ukazać bohaterów w negatywnym świetle, jako zdrajców. Podczas 
jednej z misji uczynił kroki ku temu, by wyglądało jakby bohaterowie zaatakowali przyjacielski 

background image

szwadron.  Plan  powiódł  się.  Trójka  pegazów  musiała  upozorować  własną  śmierć.  Dzięki  temu 
uniknęli  kary.  W  międzyczasie  dołączył  do  nich  jeden  z  ich  przyjaciół.  On  wiedział,  że  byli 
niewinni  i  postanowił  im  pomóc.  Wkrótce  pegazy  wróciły,  znowu  było  ich  czterech.  Wszystkie 
nosiły też te czarne kamizelki.

Lotniczki  znów  zerknęły  na  okładkę.  Wydało  im  się,  że  na  tarczy  słonecznej  widniał 

niewyraźny  cień  innego  pegaza,  zapewne  tego,  który  zginął.  Cloud  Kicker  zastanawiała  się, 
czemu wybrali czarny jako kolor kamizelek. Być może miało to jakieś znaczenie symboliczne. 

Lightning kontynuowała.
—  Postanowili,  że  zrobią  wszystko  co  tylko  się  da,  aby  zakończyć  wojnę.  Chcieli  też 

ukrarać  tych,  którzy  zamierzali  się  ich  pozbyć.  Dla  sojuszników  stali  się  symbolem  nadziei,  dla 
wrogów przekleństwem. Byli nie do powstrzymania. Wielu nazywało ich “Duchami Razgriz”.

— Ra... co? — zapytała Medley.
—  Według  legendy  opisanej  w  książce,  Razgriz  jest  demonem  z  dalekiej  północy.  Budzi 

się  kiedy  historia  przechodzi  wielką  zmianę  —  objaśniła  Lightning  Bolt.  —  Używa  swej  mocy, 
by sprowadzić na świat śmierć i zniszczenie. Potem zaś umiera. Jednak, po pewnym czasie, gdy 
rodzi się nowy konflikt, Razgriz powraca... tym razem jako wielki bohater.

— Zupełnie jak te pegazy... — domyśliła się Fluttershy.
— Otóż to. Jednak jest jedna rzecz, której nie rozumiem — zwierzyła się biała klacz. — Na 

końcu opowiadania bohaterowie znikają bez śladu. Nikt nie wie dlaczego to zrobili... po prostu 
odlecieli...  jak prawdziwe duchy.

Wszystkie  lotniczki  dumały  nad  tym  przed  chwilę.  Ostatecznie  Derpy  stwierdziła,  że 

zrobili tak, ponieważ nie lubili wojny. Chcieli zapewne żyć własnym życiem. Nawet jeśli ceną tej 
decyzji było to, że znikną z kart historii, a ich czyny staną się tylko mitami lub legendami.

— Może właśnie dlatego ta książka opowiada o “Niegłoszonej Wojnie”...
— Hej... myślicie że... — zaczęła Medley. — Kiedy wojna się skończy... czy myślicie, że o 

nas też zapomną? Że znowu będziemy zwykłymi, przeciętnymi pegazami...?

—  Ja  nie  miałabym  nic  przeciwko  temu.  Chyba  że  chciałabyś,  żeby  uganiał  się  za  tobą 

tabun dziennikarzy, gdziekolwiek się udasz — powiedziała Lightning Bolt. — Mimo to, nie sądzę 
żeby o nas zapomnieli.

— Właśnie. Księżniczki przecież okazały nam wdzięczność. A zresztą inne kucyki wiedzą 

już o Elementach Harmonii... więc najpewniej nas też będą rozpoznawać — dodała Cloud Kicker.

—  Może  i  nie  jesteśmy  Duchami  Razgriz,  ale  dokonałyśmy  w  tej  wojnie  naprawdę 

niesamowitych czynów — zauważyła Rainbow Dash. — Wszystko się jakoś ułoży.

Firefly nie uczestniczyła w dyskusji. Myślała wprawdzie przez krótki czas nad przekazem 

tego opowiadania, ale nie to było dla niej ważne. Rainbow Dash zauważyła jej niespokojny wyraz 
twarzy.

— Hej, w porządku, Firefly? Chyba pobladłaś...
— Wydaje ci się — rzuciła szorstko. — Dalej kucyki, szykujmy się do lotu.
Lecz gdy pegazy już miały wyruszyć, Firefly nagle przetarła oczy. Przypadkowo zwróciła 

tym uwagę Medley.

— Co jest, Firefly? Nadal jesteś śpiąca?
— Nie, to nie to, po prostu ja... Do siana, kogo ja chcę oszukać! 
Wrzasnęła tak nagle, że reszta pegazów aż podskoczyła. Teraz wszystkie patrzyły na nią 

zaskoczone.  Nie  mogła  dłużej  tego  przed  nimi  ukrywać.  Różowa  klacz  odwróciła  się,  spojrzała 
na swoje koleżanki. Widziały one jakąś niezrozumiałą dla nich udrękę na twarzy Firefly. To była 

background image

twarz kucyka dręczonego przez swoje wewnętrzne demony.

— Dziewczyny... — zaczęła powoli. — …Chcę wam coś powiedzieć. Wiem, powinnam była 

zrobić to wcześniej a... to może być moja ostatnia szansa... Przepraszam was.

— Słucham? — zapytała zdezorientowana Derpy.
— Powiedziałam: przepraszam was! — powtórzyła Firefly, podnosząc ton głosu. — Wiem, 

że czasem nie traktowałam was należycie... bywałam wobec was chłodna... zachowywałam się jak 
palantka... Czuję teraz taki wstyd...

Pegazy  wymieniały  spojrzenia.  Nie  rozumiały,  czemu  Firefly  tak  się  zachowuje.  Cloud 

Kicker  przypomniała  jej,  że  niezależnie  od  powodów,  nie  miało  dla  nich  znaczenia  że  Firefly 
zachowywała  się  chłodno.  Już  jej  przecież  wybaczyły.  Niebieskogrzywa  lotniczka  objęła 
wzrokiem szóstkę towarzyszek.

—  Sluchajcie...  jesteście  moimi  najlepszymi  przyjaciółkami...  chyba  jedynymi  kucykami, 

którym mogę zaufać... do tego wspaniałe z was skrzydłowe... To był zaszczyt, że mogłam z wami 
latać, ale... Obawiam się, że tutaj musimy się rozstać... Dotarłam do końca drogi. Musicie lecieć 
dalej beze mnie. Nie mogę wami dłużej dowodzić.

— Ale... Co?!
— O czym ty mówisz?
— Nie jesteś sobą...
— Jesteś naszą dowódczynią, potrzebujemy cię...
Firefly  spodziewała  się  takich  reakcji.  Podniosłe  prawe  kopytko,  uciszając  w  ten  sposób 

zaskoczone pegazy. Powiedziała:

—  Proszę,  wysłuchajcie  mnie...  Myślałam  o  tym  trochę  i...  I  doszłam  do  wniosku,  że 

mogę się zmierzyć z Black Starem tylko wtedy, kiedy będę całkiem sama. W każdym tego słowa 
znaczeniu.  Właśnie  w  takim  stanie  go  poznałam...  więc  teraz  też  muszę  być  sama.  Będę  z  nim 
walczyć... jako samotny kucyk. Jako Firefly, nie jako dowódca szwadronu Mirage. Mam nadzieję, 
że to zrozumiecie. Dlatego... Rainbow Dash.

Niebieska klacz wystąpiła naprzód. Firefly położyła jej kopytka na barkach.
—  Od  tej  pory  ty  będziesz  dowodzić  szwadronem  Mirage  —  ogłosiła  z  uśmiechem  na 

ustach. — Podjęłam decyzję. Wiem, że mogę ci zaufać. Poza tym, jesteś lepszym materiałem na 
bohaterkę niż ja. Nie przyjmuję od ciebie odmowy.

Rainbow była więcej niż zaskoczona. W ogóle nie spodziewała się takiego obrotu spraw. 

Próbowała protestować, ale Firefly nie zamierzała zmienić swojej decyzji. Co więcej, zdjęła swoją 
różową kamizelkę, rzucając ją na podłogę. To oznaczało, iż naprawdę zamierza opuścić drużynę i 
udać się do wrogiego kraju sama! 

Firefly wyszła na zewnątrz. Rozłożyła skrzydła, szykowała się do lotu...
— Mój czas nadszedł...
— STÓJ! Nie możesz tego zrobić!
Firefly  stanęła  jak  wryta.  Wszyscy  obejrzeli  się  za  siebie.  Ten  piskliwy  głos  należał  do 

Medley.  Młodziutka  klaczka  patrzyła  na,  byłą  już,  dowódczynię  z  niedowierzaniem  w  oczach. 
Wyglądała, jakby miała się rozpłakać.

—  Więc...  to  koniec!?  —  odezwała  się  znów  tym  samym,  wyjątkowo  wysokim  tonem.  — 

Po  tym  wszystkim  przez  co  razem  przeszłyśmy...  po  tych  wszystkich  bitwach...  chwilach,  które 
spędziłyśmy wspólnie... teraz chcesz nas PORZUCIĆ?! NIE! Nie zgadzam się! Nawet nie waż się 
nas tak opuszczać! To nie w porządku!

Klaczka potrząsała głową, nie mogąc zaakceptować tego stanu rzeczy.

background image

—  Uspokój  się,  Smyku!  —  skarciła  ją  ostro  Rainbow  Dash.  —  Nie  ma  powodu  do 

histeryzowania. Przecież Firefly wcale nie powiedziała, że nas porzuca... prawda?

Firefly głośno westchnęła i znów spojrzała na swoje przyjaciółki.
—  Prawdę  mówiąc...  na  początku  faktycznie  chciałam  odlecieć,  nie  mówiąc  wam  ani 

słowa...  Ale  uznałam,  że  nie  byłoby  to  właściwe  zachowanie  z  mojej  strony.  Przyjaciele  nie 
powinni  mieć  przed  sobą  tajemnic.  Zresztą,  nie  po  to  cały  ten  czas  pracowałam  na  wasze 
zaufanie i szacunek, żebym teraz mogła je podeptać. Ja taka nie jestem.

Kiedy Lightning Bolt zapytała ją o prawdziwy powód tej decyzji, Firefly najzwyczajniej się 

uśmiechnęła i powiedziała:

— Wy macie swój cel. Ja mam swój. Dotrę do Gryphus i zmierzę się z Black Starem. Nie 

wiem, co mnie czeka po walce... nie wiem nawet jak się ona zakończy... ale zamierzam wypełnić 
obietnicę daną moim rodzicom.

— Zatem... będziesz z nim walczyć... i zabijesz go? — spytała Derpy.
— Nie wiem... on zasłużył na śmierć jak mało kto... może on nawet tego pragnie... Mimo 

to, nie jestem pewna... Nie mogę jednak obiecać, że go nie zabiję...

Firefly brzmiała tak, jakby zmagała się ze swoją żądzą zemsty. Mówiła o zabójcy swoich 

rodziców... miała przecież go za bezdusznego drania! Dlaczego więc się wahała? 

Derpy zbliżyła się i spojrzała Firefly prosto w oczy.
—  Wierzymy  w  ciebie,  Firefly.  Na  pewno  dasz  sobie  radę.  Tylko  bądź  ostrożna.  Nie 

pozwól, żeby twój gniew cię zaślepił. Pokonaj tego gryfa, ale go nie zabijaj. Jego zabójstwo może 
mieć dla ciebie przykre konsekwencje zamiast korzyści...

Różowa klacz ledwo zdusiła w sobie śmiech.
— O co chodzi? Powiedziałam coś śmiesznego? — zapytała Derpy.
— Nie... ale ktoś już coś takiego mi powiedział, to wszystko...
Rainbow  zdecydowała  się  przekazać  Firefly  kilka  ważnych,  przynajmniej  dla  niej, 

stwierdzeń. Podeszła bliżej.

—  Słuchaj,  Firefly.  Nawet  jeżeli  już  zdecydowałaś  co  zrobisz,  ja  również  chcę  ci  coś 

powiedzieć. Możesz już nie uważać się za naszą dowódczynię... ale w naszych sercach wciąż nią 
jesteś. I zawsze nią będziesz. 

— Pamiętaj, obdarzyłaś nas swoim zaufaniem — przypomniała Lightning Bolt.
— Nauczyłaś nas jak wartościowa jest praca zespołowa — dodała Cloud Kicker.
— Dzięki tobie udało nam się przetrwać aż do tej pory — powiedziała Fluttershy. 
W jej głosie pobrzmiewała wdzięczność.
— I to dzięki tobie stałyśmy się taką świetną drużyną — zakończyła Derpy.
Firefly spojrzała po pegazach, chwalących ją za jej dokonania. Chciała powiedzieć, że nie 

do końca zasługuje na ich słowa, ale jakby miała gulę w gardle. Medley też podeszła.

—  Cóż,  dobrze,  że  w  końcu  jesteś  z  nami  szczera.  Ale  wiesz...  nawet  gdybyś  nic  nam 

nie  powiedziała,  to  przecież  i  tak  byśmy  za  tobą  pognały.  Tak  łatwo  się  nas  nie  pozbędziesz  — 
zachichotała.

Rainbow Dash wystawiła przed siebie kopytko, szczerząc zęby.
— To jak będzie, Firefly? Przyjaciółki do końca?
Lightning  Bolt,  Cloud  Kicker,  Fluttershy,  Derpy  i  Medley  przystawiły  swoje  kopytka  do 

Rainbow jako znak jedności. Potem ich oczy spoczęły na różowej klaczy. Firefly, widząc ten akt 
prawdziwej przyjaźni, westchnęła ponownie.

— Ech... co ja z wami mam... Jesteście bandą upartych osłów!

background image

— I kto to mówi? — odgryzła się Cloud Kicker.
Cała siódemka wybuchła krótkim śmiechem. Firefly podeszła to nich.
— Dobra. Widać, będę musiała się z wami jeszcze trochę pomęczyć.
Położyła  swoje  kopytko  na  Rainbow.  Niebieska  klacz  skwitowała  to  kiwnięciem  głowy. 

Znalazła się w swoim żywiole.

— No dobra. Oto mój pierwszy rozkaz jako nowego dowódcy szwadronu Mirage! Lecimy 

do Gryphus zakończyć wojnę i załatwić Red Cyclone’a! Jesteście ze mną?

Wszystkie  lotniczki  odpowiedziały  pozytywnie.  Zaraz  potem  ruszyły  ku  błękitnym 

niebiosom, ustalając kurs na granicę z Królestwem Gryfów.

Gdy  opuszczały  Canterlot,  widziały  jak  wszystkie  ulice  miasta  pełne  były  kucyków 

podskakujących  z  radości,  machających  ku  nim  i  wznosząc  na  ich  cześć  okrzyki.  Kilku  nawet 
miało  ogromne  transparenty.  Na  jednym  z  nich,  trzymanym  przez  kilka  źrebiątek,  wyraźnie 
było  napisane:  “POWODZENIA,  ANIOŁY  EQUESTRII!”,  podczas  gdy  inny  głosił  błyszczącymi 
literami:  “SZWADRON  MIRAGE  RZĄDZI!”.  Zapewne  był  to  efekt  działania  jakiegoś  czaru. 
Wszystkie kucyki żegnały ich okrzykami “Mirage!” lub “Anioły!” kiedy nad nimi przelatywały. To 
okazanie  zaufania  dodało  im  sił.  Wciąż  słyszały  przytłumione  głosy  mieszkańców,  nawet  kiedy 
już opuściły bramy Canterlot.

— Słyszałyście ich? Nie mówcie mi, że nie! — zawołała podekscytowana Cloud Kicker.
—  No  cóż,  to  mamy  kolejny  powód  żeby  nie  zawalić  tej  misji  —  powiedziała  głośno 

Rainbow Dash. — Utrzymać kurs. Powinnyśmy dotrzeć do granicy przed jedenastą.

Godzina 10:45

Przestrzeń powietrzna Equestrii

Wciąż jednak miały przed sobą trudną drogę. Przelot nad spalonymi ziemiami ich krainy, 

aż  do  samej  granicy,  okazał  się  dla  nich  bardzo  ciężkim  doświadczeniem.  Zwłaszcza  dla 
Fluttershy.  Jej  umysł  nie  był  w  stanie  ogarnąć  rozmiaru  zniszczeń.  Czuła  w  sercu  rozpacz.  Nie 
potrafiła zrozumieć, jak ktoś mógł się dopuścić tak barbarzyńskiego czynu.

— Rainbow... a jeżeli... jeżeli Ponyville też zostało...! Och nie! Moi przyjaciele!
Zrobiła zwrot w lewo i chciała już lecieć do swojej chatki. Rainbow ją powstrzymała.
— Fluttershy, nie! Pozostań w szyku! Wiem, że to trudne, ale nie możemy jeszcze lecieć 

do Ponyville. Zresztą, twoim zwierzakom na pewno nic nie jest. Zdołały przetrwać aż do tej pory, 
teraz na pewno tez dadzą sobie radę. Ręczę za to swoimi skrzydłami. Teraz skup się na misji!

Przez chwilę Fluttershy unosiła się w miejscu. W końcu, ze spuszczoną głową, wróciła do 

szyku. Leciała tuż przy Rainbow. Inne pegazy również były wstrząśnięte.

—  Tam  kiedyś  znajdował  się  las...  —  przypomniała  sobie  Cloud  Kicker.  —  Wszystkie 

drzewa spłonęły... To straszne...

—  Oby  tylko  wszystkie  zwierzęta  schroniły  się  w  bezpiecznym  miejscu...  —  powiedziała 

smutno Medley.

—  A  jeśli  tak  wygląda  cała  Equestria...  —  pomyślała  głośno  Derpy.  —  Nie  mogę  w  to 

uwierzyć...

— Red Cyclone! To wszystko przez tego nikczemnika! — wybuchła Lightning Bolt. — To 

on za wszystko odpowiada. Nie ujdzie mu to na sucho!

background image

Im bardziej kucyki zbliżały się do granicy tym bardziej pusta wydawała się okolica. Nagle 

jakaś myśl wbiła się Medley do głowy. Odkąd Canterlot został wyzwolony, nie widziała żadnego z 
zagranicznych asów. Połączyła się z Rainbow.

— Hej, Rainbow... to znaczy, Mirage 1. Masz może jakieś wieści od drużyny Garuda albo 

Sky Eye’a? Czy polecą z nami?

—  Możesz  nadal  mówić  mi  Rainbow,  Smyku.  Brzmi  lepiej  —  rzekła  Dash  zanim 

odpowiedziała na zadane jej pytanie. — Teraz gdy o tym wspomniałaś... Nie, od dwóch dni nie 
otrzymałam od nich wiadomości. Pewnie uznali, ze wypełnili swoją misję i wrócili już do swoich 
krajów... Trudno ich winić. Ci goście kilka razy uratowali nam boki. Trzeba upewnić się, że ich 
pomoc nie okazała się daremna.

Mimo  to,  Rainbow  było  trochę  żal,  że  Mobius  mógł  już  opuścić  Equestrię.  Firefly 

wyobraziła  sobie  twarze  asów.  To  fakt,  byli  dla  szwadronu  wielkim  wsparciem.  Jednak,  gdyby 
rzeczywiście powrócili do swoich krajów, nie winiła ich za to. Uszanowanoby ich decyzję. Klacz 
zresztą, nie brała udziału w domniemaniach na temat Garudy czy Mobiusa. Jej umysł skupiał się 
tylko i wyłącznie na Black Starze. Sama też się nad czymś zastanawiała. 

Jaki  był  prawdziwy  powód,  dla  którego  doprowadził  do  wojny?  Co  chciał  zyskać?  Czy 

miało to jakiś związek z nią...?

Głos Rainbow Dash przerwał rozmyślania Firefly.
— Powoli zbliżamy się do granicy. Grom, czy w pobliżu są jednostki sojusznicze?
— Zaprzeczam — odrzekła Lightning Bolt. — W pobliżu brak jednostek powietrznych... za 

to mam odczyt o jednostkach naziemnych, tuż przed nami.

Rzeczywiście,  grupa  licząca  sobie  co  najmniej  sześćdziesiąt,  może  nawet  siedemdziesiąt 

pięć  kucyków  ziemnych  i  jednorożców  oczekiwała  przy  granicy.  Cloud  Kicker  rozpoznała 
sztandar,  który  miały  ze  sobą.  Był  to  ten  sam,  który  stworzyła  Rarity  i  który  dzierżyła  Twilight 
podczas wyzwalania stolicy. Znajdował się na nim identyczny symbol jak ten wytworzony przez 
Królewskie  Siostry  dla  wzmocnienia  ducha  kucyków.  Szwadron  Mirage  obniżył  ku  nim  lot. 
Kucyki  powitały  je  radosnymi  okrzykami.  Rainbow  dostrzegła  Applejack,  Rarity,  Pinkie  Pie  i 
Twilight na przedzie grupy. Podeszły aby się przywitać.

—  Długo  każesz  na  siebie  czekać,  Rainbow.  Jesteśmy  tutaj  od  dwóch  godzin  — 

powiedziała klacz w kapeluszu.

— Co tu robicie? — spytała Rainbow.
— Jesteśmy tu jako wasze wsparcie naziemne, rzecz jasna. Mamy zamiar wspomóc was w 

nadchodzącej bitwie — rzekła Rarity.

Była  to  jak  najbardziej  pozytywna  deklaracja,  ale  Rainbow  wiedziała,  że  dla  pełnego 

sukcesu potrzebowali oni jeszcze dodatkowego wsparcia lotniczego. Jednak wciąż na horyzoncie 
nie pokazał się ani jeden sojuszniczy szwadron. Oczekiwanie przedłużało się.

— Cóż... W najgorszym razie polecimy na Gryphus same. Czuję lekki dreszczyk, nie wiem 

tylko czy pozytywny. Ale nawet z naziemnym wsparciem mamy nikłe szanse...

Perspektywa  walki  z  całą  armią  gryfów  oraz  ich  najnowszej  broni  bez  wsparcia  nie 

znalazła  uznania  w  oczach  Rainbow  Dash.  One  i  pozostałe  kucyki  dobrze  wiedziały  jakie  jest 
zagrożenie,  tym  bardziej,  że  wciąż  nie  mieli  tak  naprawdę  konkretnych  informacji  o  Fortecy 
“Zastraszenie”  ani  jej  systemach  obronnych,  poza  wieżyczkami.  Już  to  im  się  nie  podobało. 
Wewnątrz bazy mogło czekać na nie więcej niespodzianek...

W  obliczu  czasu  działającego  na  ich  niekorzyść,  Rainbow  nie  mogła  wymyśleć  innej 

alternatywy dla bezpośredniego natarcia. Najbardziej we znaki na pewno dadzą się gryfy lojalne 

background image

wobec  Red  Cyclone’a.  Ostatnie  raporty  donosiły,  że  wciąż  było  ich  całkiem  sporo.  Ta  misja 
naprawdę zaczęła wyglądać na prawie niemożliwą do wypełnienia. 

Wiedząc, że czas je goni, Rainbow skontaktowała się z Gale’em.
— Gale, tu Mirage 1. Dotarłyśmy do granicy.
— Rainbow Dash?
Szkarłatny pegaz najpierw brzmiał na zaskoczonego, ale szybko zrozumiał co zaszło.
— Rozumiem, teraz ty dowodzisz szwadronem.
— Tak, ale to nie ma wpływu na naszą misję. Jesteśmy gotowe.
Operator  Wonderbolts  nakazał  im  jednak  cierpliwie  czekać.  Zapytany  dlaczego 

odpowiedział:

—  Bardzo  prawdopodobne,  że  to  będze  wasza  ostatnia  misja.  Po  wojnie  również 

potrzebujemy  bohaterów.  Dlatego  nie  możecie  ruszyć  do  Królestwa  Gryfów  same.  To  by  było 
samobójstwo. Czekajcie... Wydaje mi się, że...

— Rainbow! — zawołała nagle Lightning Bolt. — Mam kilka sygnałów na radarze! Lecą z 

zachodu i wschodu... To nasi sojusznicy!

— 

Heeej!

Donośny,  młodzieńczy  głos  zabrzmiał  w  komunikatorach  siedmiu  lotniczek.  Do  punktu 

zbornego zbliżała się dość duża grupa pegazów.

— Hej, Mirage! Fajnie, że na nas poczekałyście nim zaczęłyście imprezę! — Quick Chaser 

wydawał się podekscytowany. — Tu Zmiatacz 1, moja drużyna jest gotowa was wspomóc!

—  Nie  zgarnij  wszystkiego  dla  siebie,  Quick  Chaser  —  rzucił  buńczucznym  tonem 

Thunder Flicker. — Tu Lanca 1! My też przybywamy z pomocą!

Lotniczki  poczuły  ulgę,  widząc  jak  zbierają  się  ich  towarzysze  broni.  Zarówno  Quick 

Chaser  jak  i  Thunder  Flicker  mieli  dobry  humor.  Zaczęli  zakładać  się,  który  z  nich  zniszczy 
więcej  wieżyczek,  zakłócaczy  czy  innych  “przeszkadzajek”,  jak  oni  to  określili,  mogących 
spowolnić ofensywę.

—  Co  ty  na  to,  Lanca  1?  Przegrany  stawia  drużynie  zwycięskiej  drinki  po  powrocie!  — 

Quick Chaser skończył objaśniać zasady.

— Ha! Wiesz, że uwielbiam wyzwania. Masz to załatwione!
— Sugeruję, żebyście skupili się wpierw na dotarciu do gryfiej stolicy w jednym kawałku, 

a dopiero potem na waszych zabawach — odezwał się nieco poważniejszy głos.

— Sunburst! — Derpy z radością rozpoznała właściciela głosu. — Jesteś!
—  Tak  i  wygląda  na  to,  że  jesteśmy  w  samą  porę!  Szwadron  Feniksa  wspomoże  was 

również w tej misji, Mirage! — zadeklarował pomarańczowy pegaz.

W ciągu kilku sekund, Lightning Bolt namierzyła trzy kolejne sygnały. Nadlatywały one z 

kierunku gór Drakenridge. W tamtym regionie wieki temu odbywała się smocza migracja i stąd 
wzięła  się  nazwa.  Teraz  region  był  opuszczony,  doskonale  nadawał  się  pod  bazę  wojskową. 
Następny znajomy głos powitał ekipę Rainbow Dash.

—  Są  jeszcze  dla  nas  wolne  miejsca?  Musieliśmy  pokazać  paru  gryfom  kto  rządzi  na 

niebie, dlatego się spóźniliśmy. Szwadron Smoka poleci z wami, panienki!

— Flare Star! — Fluttershy powitała ją ciepło.
— Siemasz, Motylku — zielona klacz podleciała do niej i poklepała ją po grzbiecie. 
— Jak się czujesz po tym laniu?
— Już dużo lepiej, dziękuję.

background image

W  przedziale  pięciu  minut  szwadron  Mirage  zyskał  wsparcie  dodatkowych  czterech 

eskadr. W każdym znajdowało się trzech lub czterech lotników. Lecz Gale zauważył, że to jeszcze 
nie był komplet sił. Lightning zgłosiła, iż kolejni osobnicy nadlatywali z południa... 

Z Canterlot.
— Hej, nie zaczynajcie imprezy bez nas!
Energiczny  głos  odezwał  się  w  komunikatorach.  To  byli  Tornado  Swirl  i  Overdrive. 

Lecieli obok siebie. Ich widok dodał pozostałym otuchy, zwłaszcza że tym razem oboje mieli ze 
sobą  troje  dodatkowych  lotników.  Ich  szwadrony,  Płomień  i  Śmigacz,  zostały  zatem 
wzmocnione.  Pegazów  liczyły  już  ponad  dwadzieścia  jednostek.  Nie  była  to  może  jakaś 
oszałamiająca  ilość,  ale  Firefly  uznała,  że  skoro  oddziały  składały  się  teorytycznie  z  samej  elity 
lotnictwa Equestrii, to teraz szanse dotarcia do Gryphus znacznie wzrosły.

Właśnie  wtedy  radar  Lightning  Bolt  wykrył  cztery  nowe  jednostki.  Klacz  wyglądała  na 

zaintrygowaną.

— To dziwne... radar pokazuje, że to jednostki sojusznicze, ale nie mam o nich żadnych 

danych.

—  Nic  dziwnego.  Mój  szwadron  został  oficjalnie  sformowany  wczoraj.  Tu  Sokół  1.  My 

również jesteśmy waszym wsparciem, Mirage!

— Ten głos... Thunderlane?! — zawołała Rainbow Dash. 
Ciemnoszary pegaz o bursztynowych oczach wydał się jej niespodziewanym gościem.
— Hej, więc wciąż jeszcze mnie pamiętasz, Rainbow — odezwał się znów Thunderlane. — 

Zebrałem mały oddział, który nam pomoże. Są ze mną Flitter, Cloudchaser i Blossomforth.

Gdy  cała  czwórka  doleciała  do  reszty  pegazów,  nastąpiło  szybkie  zapoznanie.  Flitter 

i  Cloudchaser  były  bliźniaczkami.  Tą  pierwszą  dało  się  rozróżnić  po  dużej  różowej  kokardce, 
którą  zawsze  nosiła  na  głowie,  tą  drugą  zaś  po  nieco  potarganej  grzywie  oraz  innym  odcieniu 
oczu.  Obie  miały  jasno  fioletowe  umaszczenie.  Blossomforth  natomiast  była  białym  pegazem 
o  niebieskich  oczach,  a  grzywę  miała  w  dwóch  kolorach  -  różowym  i  zielonym.  Każdy  członek 
szwadronu Sokoła nosił ciemnoniebieską kamizelkę z symbolem tegoż ptaka.

— Gdzieś ty się podziewał do tej pory, Thunderlane? — powiedziała głośno Rainbow.
— Byłem tu i tam... Żebyś nie miała wątpliwości, ja też walczyłem — rzekł Thunderlane. 

—  W  zasadzie  to  uratowałem  Flitter  i  Cloudchaser,  a  one  zgodziły  się  w  ramach  podziękowań 
dołączyć do mojego szwadronu.

—  Żarty  sobie  stroisz?  —  zapytała  Flitter.  —  Ja  i  Cloudchaser  świetnie  sobie  same 

radziłyśmy. Dałybyśmy radę i bez twojej pomocy.

— Ja to pamiętam zupełnie inaczej! — skomentował Thunderlane.
— Uwielbiasz chełpić się swoją odwagą, czyż nie, Sokół 1?
To  był  dość  młody  głos  należący  do  klaczy.  Thunderlane  obejrzał  się,  a  Medley 

spostrzegła oddział pięciu kolejnych pegazów lecących ku nim.

— Jesteś wreszcie, Rainbowshine. Co tak długo? Ty to się zawsze spóźniasz — powiedział 

Thunderlane zgryźliwym tonem.

— Ciesz się, że w ogóle jestem. Szwadron Mirage, tu Rainbowshine. Mój wywoływacz to 

Mag 1. Macie nasze powietrzne wsparcie. Dobrze z wami latać.

Rainbowshine  miała  sierść  w  kolorze  indygo,  różową  grzywę  i  oczy,  jej  uroczym 

znaczkiem była trójkolorowa tęcza.

Kucyki  na  ziemi  także  powitały  z  ulgą  i  radością  nowo  przybyłych  lotników.  Rainbow 

Dash  nawet  w  najśmielszych  snach  nie  spodziewała  się  aż  takiego  wsparcia.  W  krótkim  czasie 

background image

sama  zapoznała  się  ze  wszystkimi  nowymi  żołnierzami  zanim  odwróciła  się  ku  horyzontowi,  w 
stronę Gryfiego Królestwa, mówiąc:

— Teraz przegrana nie wchodzi w rachubę. Dalej kucyki, ruszajmy--
— Chwila moment! Chcecie lecieć bez nas?
Na dźwięk tego głosu Rainbow stanęła w miejscu, obracając się za siebie. Pegazy uczyniły 

podobnie,  nawet  żołnierze  na  ziemi  zerknęli  w  górę.  Zbliżali  się  kolejni  trzej  lotnicy.  Nosili 
charakterystyczne niebiesko-żółte kostiumy.

— Spitfire! Wonderbolts!
Rainbow patrzyła na nich rozdziawionymi ustami. Gdy podlecieli bliżej, Soarin’ powitał 

ją ze śmiechem.

—  Skąd  ta  mina,  Rainbow  Dash?  Naprawdę  sądziłaś,  że  przegapimy  takie  zadanie?  Nie 

ma szans.

— Bylibyśmy tu szybciej gdyby nie zajadał się pan tą szarlotką tak długo,  sir — wtrąciła 

Firebolt z lekkim warknięciem.

—  To  przecież  jest  Soarin’,  Firebolt.  Znasz  go,  on  nigdy  nie  przepuści  tych  pyszności  — 

odrzekła żartobliwie Spitfire, po czym zbliżyła się do Rainbow Dash.

— Cóż, Dash... widzę, że w pewnym sensie awansowałaś. Obyś pokazała mi kilka nowych, 

odważnych manewrów.

Rainbow  nie  powiedziała  słowa,  tylko  kiwnęła  głową.  Tyle  wsparcia,  tyle  pomocy... 

Poczuła jakby z serca spadł jej olbrzymi kamień. Wonderbolts i jej przyjaciele znowu będą mogli 
współpracować. Czuła się gotowa na wszystko. Chciała już skrycie poprowadzić pegazy do walki, 
ale wtedy radar Lightning Bolt zasygnalizował obecność jeszcze paru sygnałów.

— Są trzy... zbliżają się tu! I to szybko! Bardzo szybko!
— Czy to...?
Pegazy  odwróciły  wzrok  na  wschód.  Zobaczyły  trzech  skrzydlatych  ogierów 

przebijających się przez chmury i rozpędzając je na wszystkie strony. Kierowali się ku zebranym 
kucykom. Cloud Kicker i Medley natychmiast rozpoznały ich nadzwyczajną zręczność.

— Talisman! Shamrock! Mobius też jest z nimi! — zawołały radośnie.
Widząc  jak  trójka  asów  dolatuje  do  nich  coraz  bardziej,  Thunderlane  zapytał  Thunder 

Flickera, nie mogąc dłużej poskromić ciekawości:

— Hej, Lanca 1! Czy to ta słynna drużyna Garuda, o której ostatnio zrobiło się głośno?
—  Ano,  to  na  bank  oni.  Żadni  z  nich  tam  chłopcy  do  bicia.  Mógłbyś  się  od  nich  czegoś 

nauczyć, Sokół 1 — odpowiedział ze śmiechem Thunder Flicker.

— 

Wygląda na to, że ekipa jest w komplecie!

Gdy  pegazy  zatrzymały  się  przed  szwadronem  Mirage,  Rainbow  wystąpiła  ku  nim,  by  z 

nimi porozmawiać.

— Talisman... Shamrock... Co wy tu robicie?
— A jak sądzisz? — odparł zielony rumak. — Przybyliśmy wam pomóc.
— Ale... już tak wiele dla nas zrobiliście — zaczęła nieśmiało Fluttershy.
Shamrock spojrzał w jej zielone oczy i uśmiechnął się.
— Pamiętasz co ci powiedziałem, wtedy w Canterlot? Anioł nie składa skrzydeł...
— ...dopóki nie skończy się jego ostatni taniec — dokończyła Fluttershy.
Zrozumiała wreszcie sens tych słów. Shamrock był gotowy do walki, chciał zakończyć tę 

straszną wojnę. Talisman poparł go całkowicie. Garuda raz jeszcze rozwinęła skrzydła. Rainbow 
tymczasem  patrzyła  na  Mobiusa.  Patrzył  jej  głęboko  w  oczy,  ale  klacz  nie  odczuwała  już  wcale 

background image

presji ani niepewności. Czuła się zupełnie inaczej niż kiedy zobaczyła go po raz pierwszy... nad 
Polami Gildsedale, gdzie ocalił ją i jej przyjaciół. Albo kiedy wspomógł podczas ataku na Płonący 
Pazur i w Stalliongradzie. Teraz wydawał się naprawdę przyjacielski.

— Mobius... ty też nam pomożesz? — zapytała Rainbow Dash.
Ogier skinął głową, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
— I tak by z wami poleciał. Ma ku temu powody.
Głos  Sky  Eye’a  zabrzmiał  w  radiu  Mobiusa.  Sam  Sky  Eye  znajdował  się  w  Cloudsdale, 

siedział już u boku Gale’a, gotowy wspólnie z nim nadzorować operację.

— Na mojego towarzysza czeka jego stary wróg... gryfi żołnierz o imieniu Echo. Mają do 

załatwienia pewnie niedokończone sprawy... od czasu gdy walczyli w Urusei.

— Rozumiem... więc to coś osobistego, tak? — zapytała Rainbow. 
Ponownie zwróciła się do Mobiusa. 
— Wiesz, moja koleżanka też ma porachunki z dawnym przeciwnikiem.
Oboje  spojrzeli  na  Firefly.  Ona  słyszała  każde  wypowiedziane  słowo.  Z  jakiegoś  sobie 

tylko znanego powodu, różowa klacz rozchmurzyła się trochę.

Godzina 11:30

Przestrzeń powietrzna Equestrii, 

przygranicze z Królestwem Gryfów

Dość  szybko  podliczono  wszystkie  zebrane  siły.  Uformowały  się  cztery  główne  dywizje 

kucyków  ziemnych  i  jednorożców,  każda  z  nich  dowodzona  była  przez  innego  posiadacza 
Elementu  Harmonii.  Twilight  Sparkle,  Applejack,  Pinkie  Pie  i  Rarity  nie  mogły  się  doczekać 
działania.  Pegazy  miały  do  dyspozycji  dziesięć  szwadronów,  wliczając  w  to  drużynę  Garuda, 
Mobiusa  oraz  Wonderbolts.  Dawało  to  niemal  pięćdziesięciu  lotników  gotowych  na  powietrzne 
starcia.  Gale  czuwał  nad  wszystkim.  Był  więcej  niż  zadowolony,  widząc  tak  wielu  doskonałych 
pegazów  obok  siebie.  Z  zebranymi  kucykami  na  moment  połączył  się  Phalanx,  przekazując  z 
Canterlot  słowa  powodzenia  od  mieszkańców,  a  także  błogosławieństwa  księżniczek  Celestii  i 
Luny. Radziły im, by walczyły z odwagą, determinacją i nadzieją.

Oddziałami  powietrznymi  miała  dowodzić  Spitfire,  tymi  naziemnymi  zaś  Twilight 

Sparkle. Rainbow Dash spojrzała na każdego pegaza z osobna. Czuła, że oto nadchodzi jej wielki 
moment.  Gale  uprosił  każdy  szwadron  aby  dowódcy  potwierdzili  swoją  gotowość.  Zgłaszali  się 
jeden po drugim.

— Szwadron Zmiataczy, gotowy do lotu!
— Szwadron Lanca, w gotowości!
— Szwadron Feniksa, gotów!
— Szwadron Smoka, czekamy na rozkazy!
— Szwadron Płomień, zgłaszam się!
— Szwadron Śmigacz, gotowy do drogi!
— Szwadron Sokoła, gotów szybować!
— Szwadron Maga, słychać was głośno i wyraźnie!
— Drużyna Garuda gotowa do walki!
— Wonderbolts w gotowości!
— Mobius 1 oczekuje! — to Sky Eye zgłosił gotowość Mobiusa.

background image

— Szwadron Mirage, możemy wyruszać!
—  Do  wszystkich  sojuszniczych  jednostke  zgromadzonych  przy  granicy!  Rozpocznijcie 

natarcie  na  wrogi  teren  w  kierunku  jego  głównej  bazy!  —  rozkazał  Gale.  —  Będę  obserwować 
wasze poczynania i informować o wszelkich... Zaczekajcie! Wstrzymajcie się!

Kucyki już miały zacząć marsz nagle stanęły. Co mogło się stać?
— Odbieram jakiś przekaz... z Gryphus! — zakrzyknął Gale.
Tego nikt się nie spodziewał. Nawet najbardziej zapaleni żołnierze zatrzymali się. Po co 

wróg  miałby  się  z  nimi  kontaktować?  Gale  przesłał  wiadomość.  W  każdym  komunikatorze 
zabrzmiał twardy, wyzywający głos.

— A więc, małe, żałosne kucyki... nareszcie zdecydowałyście się ruszyć tyłki. Rozumiem. 

To  zabawne.  Jestem  Red  Cyclone,  Głównodowodzący  Armii  Gryfów.  Domyślam  się  co 
zamierzacie. Mądrzej byłoby dla was, gdybyście zostali tam gdzie jesteście. No, chyba że chcecie, 
żeby  wasze  trupy  udekorowały  nasze  góry!  Jak  tylko  przekroczycie  granicę,  wasze  losy  zostaną 
przypieczętowane! Nie wygracie tej wojny. Jeśli jednak jesteście na tyle odważne lub głupie aby 
spróbować,  musicie  odnaleźć  moją  Fortecę  “Zastraszenie”.  Ja  i  moi  żołnierze  czekamy  na  was 
tutaj... w Dolinie Królów. Pokażcie nam na co was stać... wasz koniec i tak jest nieunikniony.

Przekaz zakończył wybuch zimnego śmiechu. Jednak kucyki nie dały się zastraszyć temu 

prowokacyjnemu przemówieniu. Wszyscy wznowili marsz. Ci na dole ruszyli równym tempem. 
Pegazy  wzbiły  się  wysoko,  by  wypatrywać  ewentualnych  zagrożeń,  jednocześnie  oczyszczając 
drogę  dla  oddziałów  piechoty.  Wleciały  prosto  w  wąskie  kaniony,  sprawiające  teraz  wrażenie 
bardzo  złowrogiego  przejścia  między  Equestrią  a  Królestwem  Gryfów.  Jakiekolwiek  pozostałe 
resztki zielonych pól zniknęły za nimi. Wkroczyli na górzysty teren.

Przeprawa  nie  była  łatwa.  Wszędzie  dookoła  witały  kucyki  skały,  kurz,  a  dodatkowo 

czekały  na  nich  różne,  wciąż  jeszcze  nieznane  zagrożenia.  Tu  i  ówdzie  dostrzegali  gryfich 
zwiadowców latających nad ich głowami. Nie szukali jednak, o dziwo, zwady. Wyglądało to tak, 
jakby próbowali wręcz naprowadzić kucyki na pozycje Red Cyclone’a. Niektórzy zastanawiali się 
nad  wystąpieniem  upierzonego  dowódcy.  Co  sprawiało,  że  czuł  się  tak  pewnie?  Czyżby  miał 
kolejnego  asa  w  rękawie?  Czy  może  tylko  próbował  ich  nastraszyć?  Dla  kucyków  nie  miało  to 
znaczenia.  Parły  one  do  przodu,  prowadzone  przez  szwadron  Mirage.  Zatrzymywały  się  tylko 
wtedy, gdy na ich drodze stały wieżyczki przeciwlotnicze, ale bardzo łatwo sobie z nimi radziły.

Po kilku minutach analizy terenu, Gale i Sky Eye znaleźli lokalizację o której wspomniał 

Red  Cyclone.  W  drodze  oddziały  naziemne  Twilight  Sparkle  i  pegazy  musiały  uporać  się  z 
kilkoma zbójami oraz słabszymi, improwizowanymi liniami obrony statycznej. Dzięki wspólnym 
działaniom nikt nie zginął, tylko kilka jednostek zostało rannych. Wreszcie, gdy słońce było już w 
zenicie, ich oczom ukazała się w oddali ona. 

Dolina Królów. To tam miała rozegrać się ostatnia bitwa. Rainbow Dash i jej towarzyszki 

były  świadome  wielkiej  odpowiedzialności  jaka  na  nich  spoczywała.  Obiecały  sobie,  że  zmierzą 
się  z  każdym  wyzwaniem.  Choć  Firefly  myślała  głównie  o  Black  Starze,  ani  przez  chwilę  nie 
zamierzała porzucać swojej drużyny. 

Ani teraz ani nigdy.

Rozdział 19 ->